Media społecznościowe odgrywają coraz ważniejszą rolę w procesie rekrutacji. Są szansą, ale i zagrożeniem dla pracodawców

Media społecznościowe odgrywają coraz ważniejszą rolę w procesie rekrutacji. Są szansą, ale i zagrożeniem dla pracodawców 1

Dla osób poszukujących zatrudnienia media społecznościowe stanowią dobre źródło wiedzy o ofertach pracy i potencjalnym pracodawcy. Rekruterom pozwalają natomiast znaleźć kandydata w jak największym stopniu spełniającego ich oczekiwania. Aby media społecznościowe spełniły swoje zadanie, ważne jest jednak budowanie wizerunku w sieci, zaangażowanie rekruterów oraz dobra komunikacja wewnętrzna w firmie. Tym bardziej że social media mogą stanowić także forum dla niezadowolonych pracowników.

Z badań przeprowadzonych przez Lee Hecht Harrison DBM Polska wynika, że 97 proc. polskich rekruterów korzysta z mediów społecznościowych w swojej pracy. Codziennie robi to nawet 77 proc. headhunterów oraz 35 proc. rekruterów wewnętrznych. Dzięki temu pracodawcy oszczędzają czas, wyszukują bowiem kandydatów jak najpełniej spełniających ich wymagania, bez konieczności przeglądania napływających do firmy CV. Liczne badania pokazują ponadto, że z mediów społecznościowych korzysta większość Polaków, a coraz większa liczba internautów właśnie w tego rodzaju serwisach poszukuje ofert pracy i informacji na temat potencjalnego pracodawcy.

 Zachęcam, żeby rozmawiać z pracownikami na temat ich marki osobistej. Jeżeli mamy w pracy specjalistę ds. marketingu albo rekrutacji, porozmawiajmy z nim na temat używania jego mediów społecznościowych na korzyść firmy, a także na korzyść budowania jego własnej marki osobistej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Karolina Latus, właścicielka Agencji Pracy Tymczasowej CRAFTS.

Zdaniem ekspertki dobrą strategią jest umieszczanie ogłoszeń rekrutacyjnych na prywatnych profilach rekrutera. Jeśli potencjalni pracownicy zauważą, że jest to regularne działanie, wynikające z prawdziwej pasji i zaangażowania w funkcjonowanie firmy, będą zgłaszać swoje kandydatury. Ważne jest jednak to, by tego typu działanie pracowników i rekruterów było przejawem ich dobrej woli, a nie odgórnego nakazu.

 Jeżeli jesteśmy firmą, która lubi wszystko komunikować, pokazywać na zewnątrz, a zatrudniamy introwertyka, który niekoniecznie takie rzeczy lubi, nie możemy mu nic na siłę nakazać. Jeżeli pracownik nie ma ochoty, nie zmuszamy go – mówi Karolina Latus.

Sukcesy na polu rekrutacji wymagają jednak znacznie szerzej zakrojonych działań w zakresie budowania wizerunku firmy w mediach społecznościowych. Przedsiębiorstwa powinny zadbać o profesjonalne profile w najpopularniejszych serwisach, za pomocą których będą mogły się komunikować nie tylko z klientami, lecz także z potencjalnymi pracownikami. Niezwykle istotne jest ponadto wsparcie obecnych pracowników, a nawet tych, którzy niegdyś współpracowali z firmą.

– Ważne, abyśmy rozmawiali z pracownikami o tym, jakie są konsekwencje przekazywania na zewnątrz informacji na temat tego, co się dzieje w firmie, również o negatywnych rzeczach. Bardzo niedobrze jest, kiedy pracownicy dowiadują się na temat problemów czy negatywnych sytuacji, które dzieją się w firmie, z forów, mediów społecznościowych czy prasy – mówi Karolina Latus.

Media społecznościowe dają byłym i obecnym pracownikom firm duże możliwości zniszczenia pozytywnego wizerunku pracodawcy. Niektóre profesjonalne serwisy umożliwiają im ocenę danego przedsiębiorstwa wraz z komentarzem. Na prywatnych profilach pracownicy mogą się dzielić ze znajomymi szczegółami z działalności firmy, które nie przypadły im do gustu. Z tego też względu eksperci podkreślają wagę komunikacji wewnątrz przedsiębiorstwa.

– Tylko wtedy, jeżeli pracownik wie, na czym stoi, nawet jeżeli jest źle w firmie, powiemy: „Nie jest najlepiej, ale bardzo was prosimy o zachowanie dyskrecji, ponieważ robimy wszystko co w naszej mocy, żeby było dobrze”, wtedy pracownik nawet będzie się źle czuł, jeżeli będzie chciał coś w social media opisać – mówi Karolina Latus.

Część sądowych wyroków podatkowych budzi zastrzeżenia ekspertów. Sądy administracyjne wydały w ubiegłym roku 27 tys. takich wyroków

Część sądowych wyroków podatkowych budzi zastrzeżenia ekspertów. Sądy administracyjne wydały w ubiegłym roku 27 tys. takich wyroków 2

W zeszłym roku sądy administracyjne wydały 27 tys. wyroków w sprawach podatkowych. W 25 proc. przypadków były to orzeczenia uchylające decyzje fiskusa. Z drugiej strony część sądowych rozstrzygnięć w sprawach podatkowych budzi zastrzeżenia zarówno samych podatników, jak i ekspertów. Ich zdaniem to efekt nie tylko profiskalnej wykładni, lecz także niedoskonałości przepisów. 

Ze względu na restrykcyjne podejście fiskusa do kontroli podatkowych w przedsiębiorstwach ważna jest rola sądów administracyjnych, które nadzorują działalność organów podatkowych. W ubiegłym roku wydały one w sumie ok. 27 tys. wyroków w sprawach podatkowych. W niemal 25 proc. przypadków były to orzeczenia uchylające decyzje fiskusa.

– To pokazuje, jak wiele jest niezgodnych z przepisami i kwestionowanych przez sądy decyzji organów podatkowych. Z drugiej strony w trakcie naszej pracy nadal obserwujemy sytuacje, w których sądy administracyjne wydają wyroki, z którymi trudno się zgodzić. Naszym zdaniem są dwie przyczyny tej sytuacji: pierwsza to niezrozumiałe przepisy, które wydają się być niezgodne z logiką życiową i realiami gospodarczymi. Druga przyczyna jest taka, że czasami sądy, interpretując przepisy, wykazują się niezrozumieniem realiów biznesowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Fałkowski, doradca podatkowy w firmie doradczej Alto.

Część wyroków w sprawach podatkowych budzi zastrzeżenia – zarówno samych podatników, jak i ekspertów. Jednak nie zawsze jest to wynik profiskalnej wykładni. Przyczyna dyskusyjnych orzeczeń często leży w niedoskonałości prawa. Polskie przepisy podatkowe są bardzo skomplikowane, dlatego nawet doświadczeni doradcy mają problem z oszacowaniem szans na wygraną w sądzie administracyjnym.

Specjalizująca się w doradztwie podatkowym kancelaria Alto stworzyła ranking wyroków sądowych w sprawach podatkowych uznawanych za najbardziej kontrowersyjne. Na pierwszy ogień wzięto rozstrzygnięcia, które zapadły w sądach administracyjnych w zeszłym roku. Na czele znalazły się orzeczenia dotyczące obu podatków dochodowych – od osób fizycznych (PIT) i prawnych (CIT), jak i od towarów i usług (VAT).

W przypadku PIT i CIT najbardziej dyskusyjne – zdaniem doradców podatkowych – były werdykty, według których do kosztów działalności nie można zaliczyć kary umownej zmniejszającej stratę firmy ani szkód spowodowanych atakiem hakerskim czy przedawnionej wierzytelności przy jej sprzedaży.

– W jednym z takich orzeczeń sąd administracyjny uznał, że podatnik nie ma prawa ująć w kosztach podatkowych wydatków związanych z karą umowną zapłaconą kontrahentowi po odstąpieniu od umowy. Sytuacja wydaje się normalna w ramach prowadzenia działalności gospodarczej – po prostu pewien kontrakt przestał być opłacalny, przedsiębiorcy bardziej opłacało się odstąpienie od tego kontraktu i zapłacenie niższej kary umownej niż ponoszenie większych kosztów. Kwestia, która wydaje się dość logiczna i zrozumiała dla przedsiębiorców i podatników, nie znalazła zrozumienia przed sądem. Podatnik niestety przegrał sprawę i nie pozwolono mu zaliczyć tego wydatku do kosztów uzyskania przychodu – wyjaśnia Paweł Fałkowski.

W przypadku VAT za najbardziej kontrowersyjne eksperci uznali decyzję, według której wynajem pracownikowi samochodu jest czynnością sztuczną, a zapłata kartą paliwową za benzynę nie uprawnia do odliczenia naliczonego podatku. Innym przykładem może być rozstrzygnięcie Trybunału Sprawiedliwości UE ustanawiające wyższą stawkę na e-book niż na tradycyjną książkę. O ile stawka VAT na książki papierowe jest obniżona i wynosi 5 proc., o tyle stawka VAT na e-booki cały czas jest stawką podstawową i wynosi 23 proc.

– Takich wyroków sądów administracyjnych jest bardzo dużo, one dotyczą zarówno sytuacji specyficznych, z którymi ma do czynienia ograniczona liczba podatników, lecz także są wyroki, które dotyczą bardzo wielu przedsiębiorców i mają dość istotny wpływ na ich funkcjonowanie i sytuację finansową –wskazuje doradca podatkowy w firmie doradczej Alto.

85 proc. firm widzi wpływ jakości obsługi na wyniki finansowe. Dla większości konsumentów największe znaczenie ma czas obsługi

85 proc. firm widzi wpływ jakości obsługi na wyniki finansowe. Dla większości konsumentów największe znaczenie ma czas obsługi 3

Ponad dwie trzecie konsumentów może się stać lojalnymi klientami dzięki pozytywnym doświadczeniom z zespołem obsługi. Podobny odsetek stwierdza, że zła obsługa może być przyczyną rezygnacji z usług czy produktów danej firmy. Żółte i czerwone kartki klienci dają zwykle za długi czas oczekiwania na kontakt z konsultantem oraz złą organizację wsparcia. To może zaważyć na wynikach firmy, dlatego coraz częściej stawiają one klientów w centrum zainteresowania. Do starań w tym kierunku mają zachęcać ich także takie inicjatywy jak Mistrzostwa Jakości Obsługi, w których niczym na boisku piłkarskim najlepsze pod kątem obsługi klienta firmy walczą o bramki, czyli dobre opinie konsumentów.

– Konsumenci wybrali Gwiazdy Jakości Obsługi, czyli mistrzów jakości obsługi w Polsce. Chcemy, żeby nie traciły one swojej dobrej kondycji, aby nadal ją utrzymywały i zapewniały konsumentom najwyższą jakość obsługi, dlatego organizujemy Mistrzostwa Jakości Obsługi, w których gwiazdy zmierzą się ze sobą, ale w grze nie będzie piłka, ale właśnie dobre opinie – im więcej dobrych opinii, tym lepszy wynik firmy – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Mirosław Bartoń, prezes Polskiego Programu Jakości Obsługi, organizatora Mistrzostw.

Mistrzostwa Jakości Obsługi odbywać się będą na stronie mistrzostwa.jakoscobslugi.pl, a dobre opinie będą zwycięskimi golami. W tych mistrzostwach boiskiem ma być sieć sprzedaży i komunikacji, a drużyną – zespół obsługi klienta. To właśnie inwestycje w kadrę są kluczowe dla zwiększania zadowolenia wśród klientów. Jak podkreślają eksperci, chodzi nie tylko o wyjściową jedenastkę, lecz także o cały sztab pracujący w szatni.

– Tu także możemy zastosować analogię piłkarską – nasi konsultanci są naszą reprezentacją na boisku, natomiast oni mają wsparcie w postaci całego sztabu ludzi, którzy dostarczają im wiedzę i kompetencje. Jest mnóstwo zespołów, które pracują, żeby usprawniać te procesy dla klientów i udoskonalać narzędzia, na których konsultanci pracują – mówi Zuzanna Chodyra-Piast, Customer Experience Manager w Play, firmie nagrodzonej Gwiazdą Jakości Obsługi.

– Jest wiele aspektów, które są bardzo ważne, poczynając od szkoleń kadry technicznej, kadry inżynierskiej, działów technicznych, działów wsparcia, zwłaszcza teraz, kiedy zmienia się sposób podejścia do serwisu, zmieniają się urządzenia i mamy do czynienia już z technologią prawie kosmiczną, internetową – mówi Wiktor Mikołajczyk, dyrektor Pionu Serwisu Fabrycznego Sprzętu Gospodarstwa Domowego Bosch, Siemens, Gaggenau i Zelmer, jedna z firm nagrodzonych tegoroczną Gwiazdą Jakości Obsługi.

Dla firm wysoko ocenianych pod kątem obsługi klienta taka rywalizacja to duża szansa, żeby zrobić przegląd strategii gry. Co powinno się w niej znaleźć? Ważne jest stałe podnoszenie kompetencji personelu, zarówno w zakresie umiejętności komunikacyjnych, jak i wiedzy merytorycznej, oraz utrzymywanie poziomu zadowolenia pracowników. Nie bez znaczenia jest rozwój technologii – choć jak pokazują badania, blisko 80 proc. klientów wciąż preferuje telefoniczny kontakt z działem obsługi klienta, coraz więcej konsumentów decyduje się także na rozmowę poprzez media społecznościowe lub komunikatory internetowe.

 Jakość obsługi jest kluczowa dla prowadzenia biznesu, bo jest to ogromne wsparcie działalności handlowej firmy i potwierdzenie, że klientów nie zostawiamy samych z urządzeniem, także w trakcie gwarancji i po gwarancji, w trakcie całego cyklu życia urządzenia – mówi Wiktor Mikołajczyk.

Z badań US Chamber of Commerce wynika, że 68 proc. konsumentów rezygnuje z usług danej firmy na rzecz konkurencji ze względu na niezadowolenie z jakości obsługi. Z drugiej strony raport „Salesforce: State of Service” pokazuje, że blisko 70 proc. konsumentów może się stać lojalnym klientem właśnie dzięki pozytywnemu doświadczeniu z zespołem obsługi. Coraz więcej firm rozumie konieczność stawiania potrzeb klienta w centrum uwagi i zmienia strategię marketingową – z orientacji na sprzedaż środek ciężkości przestawiając na spersonalizowaną obsługę konsumentów.

 Klient, który jest dobrze obsłużony, ma z nami dobre doświadczenia, wróci do nas, przedłuży z nami umowę, dokupi nowe usługi. Dla nas przekłada się to na bardzo konkretne wyniki finansowe, więc tutaj nie ma rozważania, czy koncentrować się na klientach czy nie – jest to absolutna konieczność – mówi Zuzanna Chodyra-Piast.

Jeszcze dwa lata temu tylko 60 proc. przedsiębiorców uważało, że profesjonalna obsługa klienta może zwiększyć sprzedać. Dziś, jak wynika z raportu Salesforce, 85 proc. dyrektorów widzi realny wpływ jakości obsługi na wyniki finansowe. Firmy stawiają przede wszystkim na szybkość obsługi, co ma znaczenie dla blisko 77 proc. konsumentów.

– Szczególne znaczenie przykładamy do tego, żeby każdy klient, który do nas trafia, czy to do salonu, czy na infolinię, miał zapewnioną szybką i kompetentną obsługę i żeby sprawa, z którą do nas trafia, była załatwiona możliwie przy pierwszym kontakcie – mówi Zuzanna Chodyra-Piast.

Przedsiębiorstwa nie powinny również zapominać o stałym monitorowaniu poziomu zadowolenia klienta m.in. poprzez korzystanie z takich narzędzi jak wskaźniki Net Promoter Score i Customer Satisfaction Index, badania tajemniczego klienta oraz poprzez regularne analizowanie ocen wystawianych w mediach społecznościowych i opinii zgłaszanych za pomocą contact center, zarówno telefonicznych, jak i internetowych. Na tej podstawie możliwe jest budowanie odpowiedniej strategii marketingowej oraz wdrożenie działań mających na celu poprawienie poziomu realizowania oczekiwań i potrzeb klientów.

– Pracujemy na takim materiale wynikającym z badań i następnie przekładamy te pomysły na konkretne usprawnienia w procesach. To jest zamknięty proces ciągłego usprawniania naszych procesów, jesteśmy w to bardzo mocno zaangażowani – mówi Zuzanna Chodyra-Piast.

Jak pokazuje raport „Jakość obsługi w Polsce”, choć zadowolenie klientów stale rośnie i przewyższa poziom satysfakcji konsumentów amerykańskich i brytyjskich, wciąż co piąty polski klient opuszcza miejsce obsługi niezadowolony ze standardów tam panujących. Polacy doceniają zachowanie i kompetencje pracowników, natomiast żółte i czerwone kartki dają za zbyt długi czas obsługi oraz jej organizację. Niemal jedna czwarta klientów negatywnie ocenia zbyt długie kolejki oraz przeciągające się oczekiwanie na pomoc personelu. Zdaniem ekspertów najczęściej popełniane błędy w zakresie obsługi klienta to m.in. brak kompetencji komunikacyjnych personelu, niedotrzymywanie obietnic oraz nieszanowanie czasu klienta.

Najlepsze pod względem obsługi klienta firmy wezmą udział w pierwszych w Polsce Mistrzostwa Jakości Obsługi. Będą one rozgrywały umowne mecze w systemie grupowym i pucharowym. W wydarzeniu uczestniczą tylko najlepsi m.in. 5.10.15, Allegro.pl, Bank Zachodni WBK, Ceneo.pl, CityFit, Costa Coffee, Deichmann, ERGO Hestia, Gothaer, ING Bank Śląski, Intersport. Jula, Kaufland, Kazar, Lidl, mBank, Media Expert, NEONET, OBI, PKN Orlen, PLAY, RTV EURO AGD, Samsung, Serwis Fabryczny Sprzętu Gospodarstwa Domowego Bosch Siemens Gaggenau Zelmer, Shell, Smyk, T-Mobile, UPC, Warta.

Przyszłość elektronicznego systemu poboru opłat drogowych pod znakiem zapytania. Przekazanie go do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego może być ryzykowne

Przyszłość elektronicznego systemu poboru opłat drogowych pod znakiem zapytania. Przekazanie go do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego może być ryzykowne 4

Przekazanie obsługi elektronicznego systemu poboru opłat drogowych do Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego to duże ryzyko, które może mieć poważne skutki – ocenia poseł PO Stanisław Żmijan. Zdaniem wiceszefa sejmowej Komisji Infrastruktury GITD nie ma doświadczenia, wiedzy ani narzędzi, które umożliwiłyby sprawne zarządzanie systemem e-myto. Dlatego część zadań i tak trzeba będzie zlecać wyspecjalizowanym podmiotom prywatnym. Ta decyzja będzie mieć też negatywne skutki dla kierowców, ponieważ jednostka, która nakłada kary, będzie jednocześnie rozpatrywać odwołania ukaranych.

– Przekazanie obsługi Krajowego Systemu Poboru Opłat do GITD obarczone jest dużym ryzykiem. Inspektorat drogowy nie ma żadnego doświadczenia w budowie i wdrażaniu takich systemów. Te, które działają już w ramach GITD, mianowicie Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym, Centrum Rejestru Naruszeń i Krajowy Rejestr Przewoźników Drogowych, to są systemy, które wybudowały i wdrożyły firmy specjalistyczne, a rola Inspektoratu ograniczyła się do rozpisania przetargu. Także w przypadku Krajowego Systemu Poboru Opłat rola Inspekcji ograniczy się do nadzoru prawidłowości poboru opłat, poza tym nie ma żadnych dowodów, że jednostka państwowa, biurokratyczna, będzie to robiła racjonalniej i efektywniej – mówi agencji Newseria Biznes Stanisław Żmijan, poseł PO, zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury.

Jak poinformował w ubiegłym tygodniu minister infrastruktury Andrzej Adamczyk, trwają prace nad opracowaniem nowego systemu poboru opłat na drogach krajowych od samochodów, których masa przekracza 3,5 tony. Pieczę nad nim przejmie Główny Inspektorat Transportu Drogowego (GITD), który zastąpi dotychczasowego operatora, firmę Kapsch Telematic Services.

Poseł Stanisław Żmijan ocenia, że nie ma żadnego powodu, aby zadania publiczne, które są z powodzeniem wykonywane przez firmy komercyjne, działające na rynkowych zasadach – były przejmowane przez jednostki państwowe.

To może wywołać poważne skutki. Z jednej strony, negatywne dla realizacji podstawowego programu infrastrukturalnego, mianowicie krajowego Programu Budowy Dróg Krajowych. Środki finansowe wpływające z poboru opłat zasilają Krajowy Fundusz Drogowy, z którego w zasadniczej mierze budowane są polskie drogi. Kolejny aspekt to skutki dla kierowców. Doprowadziliśmy do sytuacji, w której jednostka nakładająca karę będzie tą samą jednostką, do której kierowca czy przedsiębiorca może się odwoływać. Nie uważam, żeby było to transparentne ani właściwe – mówi Stanisław Żmijan.

Elektroniczny system poboru opłat za przejazdy wybranymi odcinkami dróg krajowych viaTOLL został wprowadzony w lipcu 2011 roku i zastąpił karty opłaty drogowej (winiety). Z viaTOLL obowiązkowo muszą korzystać kierowcy autobusów i pojazdów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 t. Utrzymaniem systemu na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad zajmuje się spółka Kapsch Telematic Services, której kontrakt wygasa pod koniec tego roku.

Inspekcja ma czas do 2 listopada br., bowiem w tym terminie kończy się umowa zawarta między GDDKiA a podmiotem komercyjnym, który realizował to zadanie przez ostatnich osiem lat. Ten podmiot został wyłoniony w drodze oferty publicznej, specjalizował się w tej dziedzinie, dysponował odpowiednią wiedzą i specjalistami. Dla pewności, że system poboru opłat od kierowców będzie działał racjonalnie, powinien zostać rozpisany przetarg, do którego dopuszczone powinny zostać wszystkie firmy mające doświadczenie w tym obszarze. Chodzi przecież o to, żeby system działał sprawnie i aby uzyskiwać do budżetu należne wpływy – podkreśla poseł Stanisław Żmijan.

Na mocy przepisów uchwalonych przez Sejm w grudniu ubiegłego roku zadania związane z poborem od kierowców opłat przejmie Główny Inspektorat Transportu Drogowego. To oznacza, że ogłoszony wcześniej (w grudniu 2016 roku przetarg) na prywatnego operatora, który miał zastąpić firmę Kapsch, zostanie unieważniony.

GITD ma rozpocząć przejmowanie zarządzania systemem tak, aby do listopada odbyło się to w sposób płynny. Harmonogram zakłada m.in. przeprowadzenie zamówień publicznych na częściową obsługę systemu oraz doradztwo techniczne i prawne. Oznacza to, że inspektorat będzie zlecać część zadań w formie zamówień publicznych.

Resort zapewnia, że ITD jest przygotowana do przejęcia i rozbudowywania systemu. Mimo to zabezpieczył się w ustawie zapisem, że będzie mógł pewne elementy zlecać firmom specjalistycznym. Oto mamy pierwszy przykład – rozpisany przetarg na dwa odcinki manualne na A4 i na A2, z zaproszeniem tych, którzy się na tym znają. Inicjatywa legislacyjna mająca na celu przejęcie Krajowego Systemu Poboru Opłat przez ITD wynikała zupełnie z innych przyczyn niż te, które zostały podane. W moim przekonaniu GDDKiA za późno rozpisała przetarg w związku z zakończeniem dotychczasowej umowy. W obawie, że będzie totalna klapa, przekazujemy system do GITD, a później będziemy się ratować – mówi poseł Stanisław Żmijan.

Zastępca przewodniczącego sejmowej Komisji Infrastruktury ocenia, że w przyszłości trzeba będzie rozpisać szeroki przetarg i umożliwić udział tych podmiotów, które mają doświadczenie, wiedzę i narzędzia do tego, aby wdrożyć sprawny system, który zabezpieczy wpływy do budżetu państwa z poboru e-myta, a z drugiej strony umożliwi realizację transportu i płynny przewóz towarów.

Zasadniczo pobór opłat dotyczy pojazdów powyżej 3,5 t, ale przecież mamy odcinki, gdzie oprócz elektronicznego działa także manualny pobór opłat. Mało tego, mamy poważny problem, ponieważ trzeba skoordynować pobór opłat z koncesjonariuszami. Taki system byłby najlepszy, bo rozwiązałby sprawę docelowo. Trzeba także wziąć pod uwagę to, że ten system powinien się wpisać w rozwiązania sąsiednich krajów UE. Wtedy mielibyśmy pewność, że nie będzie żadnych barier na styku różnych systemów poboru opłat – zauważa poseł Stanisław Żmijan.

Osoby niepełnosprawne będą się mogły zgłosić po pomoc finansową przez internet. PFRON uruchamia system do składania wniosków o dofinansowanie

Osoby niepełnosprawne będą się mogły zgłosić po pomoc finansową przez internet. PFRON uruchamia system do składania wniosków o dofinansowanie 5

Osoby niepełnosprawne lub ich opiekunowie, którzy chcą złożyć wniosek o świadczenie i uzyskać dofinansowanie, często muszą się stawiać w urzędzie osobiście. To oznacza konieczność zwalniania się z pracy, proszenia o pomoc sąsiadów, nie każdemu pozwala też na to stan zdrowia. PFRON uruchamia system, który ma wyeliminować ten problem. Osoba niepełnosprawna będzie mogła samodzielnie złożyć wniosek przez internet, dowiedzieć się, jakie dofinansowania są dla niej dostępne i uzyskać wsparcie całkowicie online. Projekt został skonstruowany tak, że będą mogły skorzystać z niego nawet osoby wykluczone cyfrowo.

– Dla osób z niepełnosprawnością nowe technologie i urządzenia mobilne są bardzo ważne. Pozwalają uzyskać dostęp do wielu usług, które w tej chwili są dla nich niedostępne. Osoby z niepełnosprawnością bardzo często nie mogą się wybrać samodzielnie do urzędu, załatwić sprawy czy zasięgnąć informacji. Dlatego nowoczesne technologie, typu komputery, laptopy, urządzenia mobilne, internet, bardzo służą osobom niepełnosprawnym, które zyskują dzięki nim dostęp do informacji, mogą załatwić sprawę przez internet czy uzyskać środki finansowe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dariusz Łazar, kierownik projektu SOW w PFRON.

Średnio co czwarta rodzina w Polsce boryka się z niepełnosprawnością. Dotychczas osoby niepełnosprawne lub ich opiekunowie, chcąc uzyskać dofinansowanie czy złożyć wniosek o świadczenie, często były zmuszone korzystać z pomocy sąsiadów lub znajomych, zwalniać się z pracy i stawić w urzędzie osobiście. Co więcej, nie każdemu stan zdrowia na to pozwala.

– Pomoc jest realizowana poprzez samorządy, które korzystają z różnych systemów informatycznych i nie zawsze umożliwiają złożenie wniosku online. Często wymagana jest wizyta w urzędzie, a – jak wiemy – dla osób z niepełnosprawnością to może być duży problem. Podobnie jak dowiadywanie się o to, jaka pomoc im przysługuje, nie dla wszystkich jest to wiedza oczywista – mówi Dorota Habich, zastępca prezesa zarządu PFRON.

Fundusz uruchomił właśnie projekt SOW (System Obsługi Wsparcia), który ma na celu ograniczenie bądź całkowite wyeliminowanie konieczności wizyt osób niepełnosprawnych i ich opiekunów w urzędach. System teleinformatyczny umożliwi osobom niepełnosprawnym składanie wniosków w formie elektronicznej i ubieganie się o dofinansowanie ze środków PFRON całkowicie online. Osoba niepełnosprawna będzie mogła złożyć wniosek przez internet i podpisać umowę za pomocą podpisu elektronicznego lub Profilu Zaufanego.

– Osoby wykluczone informatycznie będą mogły skorzystać z pomocy pracowników socjalnych, wyposażonych w tablety zawierające informator na temat możliwych form dofinansowania ze środków PFRON, o które można się ubiegać. W ten sposób będzie można uzyskać informacje, jak również złożyć sam wniosek. Osoby, które korzystają z internetu i komputera, będą mogły samodzielnie lub z pomocą opiekuna złożyć taki wniosek i uzyskać środki dofinansowania. Przewidujemy też szkolenia dla osób, które mają trudności w posługiwaniu się tym systemem – będą webinaria i portal informacyjny, na którym znajdzie się szereg wartościowych informacji dla osób niepełnosprawnych – mówi Dariusz Łazar.

– Celem projektu jest umożliwienie osobom z niepełnosprawnościami skorzystanie z naszego wsparcia, które jest realizowane przez samorządy powiatowe i wojewódzkie, bez konieczności obecności w urzędzie, bez składania papierowych wniosków. Chcemy zlikwidować bariery w otoczeniu osób niepełnosprawnych, żeby mogły w pełni korzystać ze wsparcia i decydować o tym, kiedy i w jakiej formie chcą złożyć wniosek – dodaje Dorota Habich.

Przez system SOW będzie można składać wnioski o dofinansowanie ze środków PFRON będących w gestii jednostek samorządu terytorialnego (JST). W projekt zaangażowane będą JST w całej Polsce. PFRON przekaże także ponad tysiąc tabletów i skanerów, które trafią do pracowników socjalnych głównie w mniejszych miejscowościach. Projekt obejmuje również szkolenia dla 1,2 tys. zatrudnionych w Jednostkach Samorządów Terytorialnych, narzędzia ułatwiające składanie wniosków, webinaria i dedykowaną infolinię, poprzez którą osoby z niepełnosprawnością będą mogły uzyskać wsparcie.

 To zmieni rzeczywistość osób niepełnosprawnych i mam nadzieję, że pomoże lepiej wykorzystywać środki Funduszu, które przekazujemy do samorządów. Są to naprawdę niemałe kwoty, które odpowiadają na rzeczywiste potrzeby. Finansujemy na przykład zakup protez specjalistycznych, sprzętu komputerowego, edukację osób niepełnosprawnych – tylko te osoby nie zawsze o tym wiedzą. Mamy nadzieję, że ten system da szansę na skorzystanie ze wsparcia każdej osobie, która tego potrzebuje – podkreśla Dorota Habich.

Prezes Fundacji ForAni Iwona Lis ocenia, że SOW będzie cennym narzędziem, które znacznie ułatwi funkcjonowanie zarówno osobom niepełnosprawnych, jak i ich opiekunom.

 Mówimy tu o likwidacji barier architektonicznych i technicznych. Dzięki temu systemowi osoba niepełnosprawna będzie mogła samodzielnie złożyć wniosek przez internet, dowiedzieć się, jakie dofinansowania są dostępne, zaktualizować wniosek i zobaczyć, jaka jest odpowiedź. I to w warunkach domowych – bez zaangażowania osób trzecich, konieczności organizowania dojazdu, proszenia opiekuna. Korzyści z tego systemu jest bardzo wiele, a osoby, które nie potrafią obsługiwać komputerów albo nie mają internetu, będą mogły skorzystać z pomocy pracownika socjalnego. My jesteśmy zachwyceni tym projektem – podkreśla Iwona Lis.

Wojna handlowa. Jak Rosjanie wykorzystują mundial

Donald Trump zgodnie z zapowiedziami wprowadził nowy pakiet ceł importowych na chińskie towary. Rosja pod przykrywką mundialu reformuje emerytury. Ropa naftowa spada w obawie o zwiększenie wydobycia.

Wojna handlowa wraca

W piątek zgodnie z zapowiedziami USA ujawniło nową listę towarów obłożonych cłem importowym. Na odpowiedź Chin nie trzeba było długo czekać. Co ciekawe Chińczycy jako odpowiednie traktują cła na te same kwoty, a nie na ten sam udział w imporcie. W rezultacie znacznie większa część importu z USA do Chin jest dodatkowo oclona niż w drugą stronę. Warto zwrócić uwagę, że w tej walce przedstawiciele Państwa Środka wyraźnie zamierzają wykorzystać wewnętrzną presję na prezydenta. Na listę trafiają głównie towary, z których eksportu żyją regiony bardzo ważne dla Republikanów w nadchodzących wyborach. Może się zatem okazać, że kontynuacja konfliktu może być bardzo kosztowna dla tej partii. Rynki nie będą przychylnie patrzeć na prezydenta bez większości w obydwóch izbach.

Korzystny wpływ mundialu

Wielu ekonomistów wskazuje, że organizacja wielkich imprez sportowych powoduje raczej zastój w gospodarce tuż po nich niż rozkwit. Rosjanie znowu pokazują, że można je inaczej wykorzystać. W cieniu mundialu dokonują bowiem reformy systemu emerytalnego. Podnoszenie wieku przejścia na emeryturę jest bardzo niepopularną decyzją ale często konieczną. Szczególnie w sytuacji demograficznej, w której znajduje się Rosja. Wiek przejścia na emeryturę ma wzrosnąć o 5 lat dla mężczyzn i 8 lat dla kobiet. W rezultacie będzie wynosił odpowiednio 65 i 63 lata. Gdyby nie zmiany wieku emerytalnego przy rosnącej liczbie emerytów i starzejącym się społeczeństwie w systemie brakowałoby gigantycznych ilości pieniędzy lub emerytury byłyby bardzo niskie.

Czarne złoto znów traci

Na rynku pojawiły się pogłoski jakoby na kolejnym posiedzeniu państw OPEC miało dojść do wzrostu limitu wydobycia. Posiedzenie odbywa się co prawda dopiero w piątek, ale już teraz inwestorzy uznali szanse za wystarczająco dużo by doszło do przeceny o ponad dwa dolary na baryłce. Przecena dotyczyła zarówno ropy na giełdzie w Londynie jak i tej notowanej w  Nowym Jorku. Głównym powodem jest plotka jakoby porozumienie w sprawie zwiększenia wydobycia podjęły już Rosja z Arabią Saudyjską. Zwyczajowo w dół zaraz za ropą naftową poszedł rosyjski rubel.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Steve Cox, wiceprezes Oracle: Dlaczego nadszedł już czas na ERP w chmurze

„Migracja do chmury jest nieunikniona — w tym kierunku zmienią się rozwiązania informatyczne w ciągu kolejnych kilku lat”. Tak mówił dyrektor generalny Oracle Mark Hurd na konferencji Oracle OpenWorld 2017. Wyniki nowego badania pokazują, że nieuniknione już nadeszło.

Nasze pierwsze badanie dotyczące trendów w zakresie ERP objęło ponad 400 liderów działów finansowych i informatycznych. Okazało się, że 76% respondentów już przeniosło system ERP do chmury lub zamierza to zrobić. Zdają sobie sprawę z tego, że czekanie stawia ich na przegranej pozycji, ponieważ czas na migrację już nadszedł.

Większość respondentów przeszła na rozwiązania chmurowe z powodów ekonomicznych, i łatwo zrozumieć, dlaczego: Nucleus Research opublikował niedawno raport, z którego wynika, że chmura zapewnia 3,2 razy większy zwrot z inwestycji (ROI) niż systemy lokalne oraz 52% niższy koszt posiadania (TCO).

Jeszcze bardziej zaskakujące były jednak korzyści osiągnięte przez respondentów po migracji do chmury. Aż 81% ankietowanych wskazało „bycie na bieżąco z najnowszymi technologiami” jako główną korzyść z migracji do chmurowego systemu ERP. Dzięki regularnemu wprowadzaniu innowacji przez dostawców chmury firmom łatwiej jest szybko adaptować nowoczesne technologie — takie jak sztuczna inteligencja, automatyczne uczenie, Internet Rzeczy, czy blockchain — do swoich codziennych procesów biznesowych. W chmurze ryzyko prowadzenia firmy na przestarzałej infrastrukturze spada do zera i nie trzeba się już więcej martwić o aktualizacje.

„Jedną z głównych korzyści ze współpracy z Oracle i wdrożenia rozwiązań chmurowych było bycie na bieżąco ze zmianami technologicznymi” — powiedział Mick Murray, dyrektor finansowy firmy Blue Shield z Kalifornii. „Oprócz funkcji z zakresu robotyki interesują nas również technologie automatycznego uczenia i sztucznej inteligencji oraz sposób ich wykorzystania w naszym przedsiębiorstwie”.

Kiedy pojawiają się nowe możliwości technologiczne, abonenci chmury tacy jak Blue Shield mogą z nich natychmiast skorzystać. Zapewnia im to elastyczność pozwalającą zarówno reagować na zmiany rynkowe, jak i je przewidywać. W obecnych czasach niepewność stała się dla przedsiębiorców normą, a zarządzanie w niepewnych warunkach jest koniecznością. Nie wystarczają już szybkie zmiany; aby zdobyć przewagę nad konkurencją, firmy muszą również mieć wiarygodny wgląd w to, w jaki sposób potencjalne scenariusze mogą wpłynąć na ich wyniki.

Co to oznacza dla codziennej działalności? Przede wszystkim wykorzystywanie wiedzy do podejmowania dobrych decyzji w szybki, wydajny i wysoce zautomatyzowany sposób na wszystkich poziomach przedsiębiorstwa. Systemy chmurowe zapewniają integrację danych oraz bieżące odświeżanie technologii, co umożliwia włączanie najlepszych procedur i udoskonaleń technologicznych do codziennej pracy firmy. Chmura ułatwia również wykorzystywanie zewnętrznych źródeł cennej, kontekstowej wiedzy, która pomaga zwiększyć dokładność modeli danych. Ma to duże znaczenie z uwagi na zakres zagrożeń, na jakie są narażone duże globalne przedsiębiorstwa. Na działalność przedsiębiorstw mogą mieć wpływ czynniki polityczne, środowiskowe i gospodarcze pochodzące z różnych regionów, takie jak ograniczone możliwości podróżowania opóźniające dostawę kluczowych surowców.

Niepewność biznesowa czai się wszędzie, dlatego firmy muszą znać odpowiedzi na pytania: „Co zrobimy, jeśli zdarzy się X? Co zrobimy, jeśli zdarzy się X, Y i Z, ale nie W?”. I muszą je znać odpowiednio szybko, ponieważ przy obecnym tempie biznesu nie mogą sobie pozwolić na to, żeby przez kilka dni czekać na sporządzanie raportów.

Nakłady na wymianę systemu ERP są inne niż kiedyś

Ostatecznym argumentem na korzyść chmurowych systemów ERP jest to, że migracja wcale nie musi być uciążliwa. Nie należy obawiać się scenariuszy, które miały miejsce dawniej – podczas wymiany systemów lokalnych. Jeśli wybierzemy odpowiednie produkty i odpowiedniego partnera, migracja do chmury przebiega szybko, powoduje minimalne zakłócenia dla firmy i nie wymaga intensywnych szkoleń dla użytkowników. Na przykład firma Blue Shield z Kalifornii zarezerwowała 600 000 USD na zarządzanie zmianą, jaką było wdrożenie chmury, a w ostatecznym rozrachunku prawie nic nie wydała. Okazało się, że przeprowadzenie tej zmiany było szybkie i bezproblemowe.

Biorąc pod uwagę korzyści – takie jak oszczędność kosztów, eliminacja problemu starzenia się technologii oraz łatwość wdrażania nowych technologii – coraz trudniej uzasadnić zwlekanie z migracją na chmurowy system ERP. Nie powoduje ona bowiem zakłóceń, a wynikające z niej długoterminowe oszczędności są znaczące. A co najważniejsze, modernizacja systemu ERP to okazja do modernizacji całego przedsiębiorstwa oraz zapewnienia mu zawsze aktualnej infrastruktury informatycznej, która umożliwia osiąganie lepszych wyników na wielu poziomach.

Steve Cox, wiceprezes Oracle, szef działu Cloud Business Group

O autorze

Steve Cox jest odpowiedzialny za strategie wprowadzania na rynek produktów Oracle ERP Cloud i Oracle EPM Cloud. Pracuje w Oracle od 1997 r. Zanim objął swoje obecne stanowisko, pełnił szereg funkcji kierowniczych w dziale marketingu i rozwoju produktów Oracle.

Skarga pauliańska orężem w ręku fiskusa

Fiskus ma do swojej dyspozycji cały wachlarz środków egzekucyjnych i administracyjnych, po które może sięgać, aby ściągnąć od podatników zaległe należności publicznoprawne. Podatnicy jednak często wyzbywają się swojego majątku, aby udaremnić działania egzekucyjne organów skarbowych, dokonując darowizny lub zawierając intercyzę z przeniesieniem całości majątku na jednego małżonka. W ostatnim czasie organy podatkowe coraz częściej próbują podważyć skuteczność takich czynności i składają do sądów powszechnych tzw. skargę pauliańską.

Czym jest skarga pauliańska?

Instytucja skargi pauliańskiej, uregulowana w Kodeksie cywilnym, ma na celu ochronę wierzyciela. Jej istota sprowadza się do przyznania wierzycielowi uprawnienia do zaskarżenia czynności dokonanych przez dłużnika z jego pokrzywdzeniem. W takim wypadku wierzyciel pozywa nie dłużnika, a podmiot, z którym zawarł on transakcję. Sąd natomiast może uznać określone czynności za bezskuteczne wobec wierzyciela.

Uprawnienie do wystąpienia ze skargą pauliańską przysługuje tylko, jeżeli zostaną spełnione określone warunki. Przede wszystkim pokrzywdzenie wierzyciela musi nastąpić wskutek czynności prawnej dłużnika, w konsekwencji której osoba trzecia uzyskuje korzyść majątkową. Nie wystarczy, że tylko dłużnik działa ze świadomością pokrzywdzenia wierzycieli – osoba trzecia również musi posiadać wiedzę na ten temat (lub, przy zachowaniu należytej staranności, mieć możliwość jej posiadania). Obowiązek udowodnienia tych okoliczności spoczywa na wierzycielu.

Jeżeli skarga pauliańska okaże się skuteczna, wierzyciel może zaspokoić się z majątku, którego dłużnik próbował się wyzbyć.

Skarga pauliańska narzędziem w ręku fiskusa

Kiedy organy skarbowe korzystają ze skargi pauliańskiej? Na przykład w sytuacji, gdy jedno z małżonków dokonuje na rzecz drugiego darowizny nieruchomości (do majątku odrębnego), a ma zaległości podatkowe, to fiskus wytacza sprawę obdarowanemu współmałżonkowi. Celem jest w tym wypadku uzyskanie wyroku, na mocy którego umowa darowizny zostanie uznana za bezskuteczną.

W orzecznictwie przyjmuje się, że korzystanie z instytucji skargi pauliańskiej przez organy podatkowe jest dopuszczalne. Świadczy o tym m.in. wyrok Sądu Apelacyjnego w Białymstoku z 25 września 2017 r. (sygn. I ACa 23/17). W tej sprawie będący powodem Skarb Państwa, reprezentowany przez naczelnika urzędu skarbowego, wniósł o uznanie za bezskuteczną umowy darowizny lokalu mieszkalnego zawartej między małżonkami. Sąd „w pełni podzielił stanowisko strony powodowej – uznał, iż przepisy Kodeksu cywilnego regulujące instytucję skargi pauliańskiej w drodze analogiae legis znajdują zastosowanie do ochrony wierzytelności publicznoprawnych, w tym do wierzytelności podatkowych.”

Sąd apelacyjny rozważył zagadnienie dokonania czynności prawnej dłużnika z pokrzywdzeniem wierzycieli. Zgodnie z art. 527 § 2 k.c. czynność prawna dłużnika jest dokonana z pokrzywdzeniem wierzycieli, jeżeli wskutek tej czynności dłużnik stał się niewypłacalny albo stał się niewypłacalny w wyższym stopniu, niż był przed dokonaniem czynności. Niewypłacalność w wyższym stopniu oznacza zaś każde istotne powiększenie niewypłacalności, które w omawianej sprawie z pewnością miało miejsce.

Na podstawie zaś art. 527 § 3 k.c. – który stanowi, że jeśli „wskutek czynności prawnej dokonanej z pokrzywdzeniem wierzyciela korzyść majątkową uzyskała osoba będąca w bliskim z nim stosunku, domniemywa się, że osoba ta wiedziała, iż dłużnik działał ze świadomością pokrzywdzenia wierzyciela” – należy uznać, że małżonek bez wątpienia jest osobą najbliższą dla dłużnika.

W konsekwencji sądy zarówno pierwszej, jak i drugiej instancji uznały zawartą umowę darowizny za bezskuteczną w stosunku do powoda.

Alternatywne formy ochrony przed egzekucją

Choć sądy są obecnie jednomyślne co do tego, że organy podatkowe mogą występować z roszczeniami opartymi na skardze pauliańskiej, to zagadnienie kiedyś nie było takie oczywiste i nadal budzi sporo kontrowersji.

Omawiany problem był wielokrotnie przedmiotem rozważań Sądu Najwyższego (por. np. uchwałę składu siedmiu sędziów Sądu Najwyższego z 12 marca 2003 r., III CZP 85/02). Zdaniem SN za stosowaniem skargi pauliańskiej przemawia chociażby fakt, że pewne instrumenty prawne uregulowane w Kodeksie cywilnym wykraczają poza stosunki cywilnoprawne, ponieważ „stanowią wyraz podstawowych zasad porządku prawnego, przyjętych we wszystkich systemach prawnych i przenikających te systemy w sposób generalny, bez względu na gałąź prawa” (tak SN w wyroku z 28 października 2010 r., sygn. II CSK 227/10).

Z kolei Rzecznik Praw Obywatelskich stoi na stanowisku, że dochodzenie należności publicznoprawnych przy wykorzystaniu skargi pauliańskiej prowadzi do zachwiania równowagi pomiędzy potrzebą ochrony interesu państwa a potrzebą ochrony praw jednostki. Jego zdaniem taki środek jest przykładem nadmiernego uprzywilejowania wierzyciela publicznoprawnego.

Z pewnością uprawnienie do występowania ze skargą pauliańską przez organy fiskusa powoduje, że w razie zagrożenia egzekucją należy zastanowić się nad dokonywaniem darowizny. Warto pomyśleć o alternatywnych sposobach ochrony zarówno firmowego, jak i prywatnego majątku przed egzekucją. Wybór odpowiedniego instrumentu prawnego powinien być indywidualnie dopasowany do potrzeb konkretnego podmiotu. Skorzystanie z usług wykwalifikowanego prawnika pozwoli nam świadomie wybrać najkorzystniejsze rozwiązanie.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Dolar umacnia się z uwagi na gołębi ton EBC i jastrzębi FED

Kontrast pomiędzy jastrzębim nastawieniem Rezerwy Federalnej, a zachowaniem każdego innego istotnego banku centralnego na świecie stał się jeszcze bardziej wyraźny po zeszłotygodniowych spotkaniach FOMC i EBC.

Decyzji o podniesieniu stóp procentowych o 25 punktów bazowych towarzyszyła jasna sugestia oczekiwania przez bank raczej czterech niż trzech podwyżek stóp w 2018 r. Dzień później EBC ogłosił datę końca programu QE, czyniąc to jednak w najbardziej gołębi sposób jaki można sobie wyobrazić – bank centralny stwierdził bowiem, że spodziewa się, iż stopy procentowe pozostaną na obecnym poziomie “przez lato 2019 r.”, co sugeruje, że na podwyżki przyjdzie nam jeszcze poczekać. Rynki finansowe oceniły wydarzenia zeszłego tygodnia dość jednoznacznie, w efekcie czego dolar wyraźnie umocnił się względem większości walut na świecie.

Bieżący tydzień, podobnie jak poprzedni, będzie obfitował w kluczowe wydarzenia dla rynku walutowego. W czwartek spotka się Bank Anglii, a dla strefy euro zostaną opublikowane wskaźniki aktywności finansowej PMI – które powinny pokazać, jak europejskie gospodarki radzą sobie po niedawnym osłabieniu.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień osłabieniem w relacji do głównych walut. Złoty, podobnie jak inne waluty najmocniej tracił w relacji do dolara amerykańskiego. Winnym osłabienia złotego były zmiany na głównej parze.

Ubiegły tydzień przyniósł nowe odczyty inflacji. Dynamika cen w maju wyniosła 1,7%, inflacja bazowa spadła do 0,5% rocznie, sugerując brak wewnętrznej presji inflacyjnej w gospodarce pomimo silnego wzrostu wynagrodzeń. Odczyty inflacji zdają się potwierdzać zasadność utrzymywania stóp procentowych w Polsce na stabilnym poziomie.

W tym tygodniu poznamy również kilka odczytów z kraju. Warto będzie zwrócić uwagę na poniedziałkowe dane z krajowego rynku pracy, jak i na czwartkowy odczyt dynamiki sprzedaży detalicznej w maju.

GBP

Dane z brytyjskiego rynku pracy okazały się lepsze niż zakładał konsensus, dzięki czemu funt brytyjski otrzymał wsparcie i w relacji do dolara amerykańskiego stracił nieco mniej niż większość pozostałych walut.

Bieżący tydzień będzie interesujący dla funta. W czwartek odbędzie się kolejne spotkanie Banku Anglii, którego decyzje, zdaniem rynków, nie będą się różniły od poprzednich: tj. wynikiem głosowania 7-2 utrzymane zostanie status quo, a stopy pozostaną na niezmienionym poziomie. Przechylenie szali na stronę jastrzębi byłyby zdecydowanie pozytywnym sygnałem dla szterlinga.

EUR

Pomimo dość zaskakującej informacji o dacie zakończenia programu QE, wspólna europejska waluta uległa wyraźnemu osłabieniu po tym, jak Europejski Bank Centralny zasugerował, że podwyżki stóp procentowych są dość odległą perspektywą. W swoim oświadczeniu EBC stwierdził, że gospodarki strefy euro „nadal potrzebują silnych bodźców”, a stopy procentowe zostaną utrzymane na obecnym poziomie „co najmniej do końca lata 2019 roku”. Sugerowana data podwyżek jest bardziej odległa niż szacowały rynki. Podczas konferencji prasowej, przewodniczący EBC, powtórzył gołębi przekaz banku centralnego. W konsekwencji wyprzedaży para EUR/USD zakończyła tydzień w okolicy poziomu 1,16. Wspólnej europejskiej walucie ulgę mogą przynieść dane z tego tygodnia, jeżeli tylko indeksy PMI pokażą stabilizację.

USD

W środę Rezerwa Federalna zdecydowała o kolejnej podwyżce stóp procentowych o 25 punktów bazowych. Jednocześnie bank centralny sygnalizował, że jest gotowy na jeszcze dwie takie operacje w bieżącym roku, co oznacza szybszy cykl podwyżek niż rynki oczekiwały jeszcze przed spotkaniem. „Dot plot” FOMC, obrazujący indywidualne prognozy członków komisji względem poziomu stóp procentowych, uległ w krótkim okresie przesunięciu w górę. Oznacza to, że Bank jest na drodze do ponownego podniesienia stóp we wrześniu i w grudniu, kiedy opublikowane zostaną prognozy gospodarcze. W wyniku spotkania dolar umocnił się względem każdej większej światowej waluty. Skala wzrostu USD była tym samym największa od wielu miesięcy. Najbliższy tydzień pozostaje dość ubogi w kwestii publikacji danych makroekonomicznych dla Stanów Zjednoczonych. Stąd spodziewamy się, że na kurs dolara wpływ będą miały czynniki zewnętrzne, w tym skutki przepychanki handlowej między Chinami a USA.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Jastrzębia polityka Fed na tle gołębiego EBC będzie wspierać dolara względem euro

Piątkowa sesja przyniosła odreagowanie gwałtownych zmian, do jakich doprowadził wynik czerwcowego posiedzenia EBC. Na szerokim rynku euro wyhamowało spadek, kurs EURUSD wzrósł powyżej 1,162 wobec 1,154 notowanych jeszcze na początku dnia. W kraju, złoty również odreagował czwartkowe osłabienie, na EURPLN chwilami schodząc do 4,275 wobec blisko 4,29 na otwarciu sesji.

Czerwcowe posiedzenia głównych banków centralnych potwierdziły wyraźnie jastrzębią postawę amerykańskiej Rezerwy Federalnej i mocno kontrastującą z nią, nadal łagodnie nastawioną do polityki monetarnej postawę EBC. Oprócz podwyżki stóp procentowych o 25 pb do poziomu w przedziale 1,75% -2,00%, Fed sygnalizował przyspieszenie tempa zacieśniania polityki pieniężnej w 2018 r. Obecnie członkowie FOMC wskazują na możliwe łącznie 4 podwyżki stóp w tym roku (wobec 3 sugerowanych w marcu).

Pomimo bardzo jastrzębiego wydźwięku czerwcowego posiedzenia Fed-u dolar początkowo nie zyskał na wartości, a wręcz przeciwnie w oczekiwaniu na czwartkowe posiedzenie EBC mocno tracił względem euro. Jak już sugerowaliśmy, nie jest wykluczone, że rynek zmiany w komunikacie FOMC odebrał jako nieuchronne zbliżanie się amerykańskich stóp procentowych do neutralnego poziomu i w rezultacie, dostrzeżenie perspektywy końca cyklu zaostrzania polityki w USA, na tle rosnących przed posiedzeniem EBC oczekiwań na rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp w Europie, zważyło na osłabieniu dolara.

Tymczasem patrząc na gwałtowną przecenę euro do dolara (po wyniku czerwcowego posiedzenia EBC) rynek oczekiwał zapewne zupełnie czegoś innego. Co prawda, EBC ogłosił, że zakończy zakupy aktywów w grudniu (zamknie program QE, ale dopiero po grudniu), jednakże nadzieja, że będzie to początkiem końca niekonwencjonalnej polityki pieniężnej banku centralnego, została zachwiana przez zobowiązanie się do utrzymania stóp procentowych w okresie dłuższym niż rok. Podczas konferencji prasowej M. Draghi nie chciał precyzyjnie określić, kiedy koszt pieniądza w strefie euro zacznie rosnąć, powtarzając zawarte w komunikacie sformułowanie, że „do końca lata 2019 roku” polityka stóp pozostanie bez zmian.

Po tak silnym ruchu nie można wykluczyć dalszego odreagowania, szczególnie, że eurodolar nie zdołał zejść poniżej tegorocznych minimów przy 1,15. Nie jest więc wykluczone, że w najbliższych dniach EURUSD będzie lekko wzrastał. Złoty nadal pozostawać powinien pod wpływem czynników globalnych. Planowane na przyszły tydzień publikacje raczej nie będą determinowały zmiany notowań EURPLN. Oczekiwane słabsze odczyty dynamik danych realnych wraz z rosnącymi napięciami handlowymi między USA i Chinami (USA zdecydowały się na narzucenie ceł na produkty chińskie warte 50 miliardów dolarów) i spodziewane lekkie umocnienie euro powinny utrzymywać EURPLN w okolicach 4,27-4,28.

Wykres dnia: Jastrzębia polityka Fed na tle gołębiego EBC będzie wspierać dolara względem euro w kolejnych okresach roku.

Jastrzębia polityka Fed na tle gołębiego EBC będzie wspierać dolara względem
Źródło: Thomson Reuters

Autor: Joanna Bachert / Źródło: PKO Bank Polski

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na platynie oraz EURUSD

Czerwiec 18, 2018 12:20

AM

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Platforma MetaTrader 4

Według ostatniego raportu COT warto zainteresować się platyną oraz euro.

Platyna – zbyt niska pozycja netto

Przez ostatnie kilka lat platyna znajdowała się w trendzie spadkowym. Wydawałoby się, że sytuacja została zmieniona razem z nadejściem 2016 roku, gdzie zobaczyliśmy bardzo mocną aprecjację tegoż surowca. Jednak po kilku miesiącach rajdu wzrostowego niedźwiedzie powróciły na rynek, od tamtego czasu mamy konsolidację.

Czy zobaczymy powtórkę z 2016 roku? Prawdopodobnie tak, ponieważ pozycja netto wśród zarządzających znalazła się na historycznie niskim poziomie, tak samo jak pozycje krótkie. Co więcej w portfelach zarządzających jest większa ilość krótkich pozycji niż na początku 2016 roku, gdzie zobaczyliśmy bardzo mocne odbicie tegoż metalu.

Zatem powstaje pytanie kto zdoła zepchnąć notowania jeszcze niżej? Warto również zauważyć, że zarządzający od 3 tygodni dobierają do portfela coraz więcej długich pozycji.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Według analizy technicznej od kilkunastu miesięcy znajdujemy się w szerokiej konsolidacji. Górnym ograniczeniem konsolidacji jest poziom w okolicy 1000 USD, natomiast dolnym okolicy 880 USD. Bazowym scenariuszem pozostanie obrona dolnego wsparcia i mocniejsze odbicie notowań metalu szlachetnego w okolicę górnego ograniczenia konsolidacji.

Notowania platyny, interwał tygodniowy

Notowania platyny, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

EURUSD – fundusze lewarowane zamykają długie pozycje

Ostatnia zwyżka na EURUSD przez fundusze lewarowane została wykorzystana do zamykania coraz większej ilości długich pozycji. Tym razem z portfeli inwestycyjnych zostało zamknięte ponad 16 tysięcy długich pozycji, co daje niedźwiedzi wydźwięk na EURUSD. Jednakże z drugiej strony nie zobaczyliśmy wzrostu zaangażowania po krótkiej stronie rynku, ponieważ zamiast otwierać coraz więcej krótkich pozycji w euro, fundusze zamknęły ich ponad 8 tysięcy.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Brak zainteresowania otwieraniem coraz większej ilości pozycji krótkich wśród kapitału lewarowanego prawdopodobnie spowodowany jest przez mocne wsparcie, które zostało wyrysowane przez szczyty z 2015 oraz 2016 roku. Czy zostanie pokonane? Jeżeli fundusze nie zaczną dobierać więcej krótkich pozycji, to prawdopodobnie nie. Zatem w najbliższych tygodniach należy obserwować dalsze pozycjonowanie funduszy lewarowanych na rynku kontraktów terminowych. Na chwile obecną wszystko wskazuje na możliwość nadejścia mocniejszej korekty.

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Notowania EURUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Szkolenia Admiral MArkets

Odstąpienie pracownika od PPK może być wyłącznie dobrowolne

Jak odciążyć pracodawców z dodatkowych kosztów związanych z wprowadzeniem PPK? Nie ma jednej i dobrej odpowiedzi na to pytanie. Pomysłodawcy PPK planują przełożyć na pracodawców ciężar ekonomiczny łożenia na dodatkową emeryturę pracowników. W obecnej sytuacji rynku pracy, gdzie musimy walczyć o pracowników i oferować im wyższe zarobki, „schowanie” terminowego świadczenia w postaci PPK, jest trafionym pomysłem. Wyzwanie nastąpi za parę lat, gdy zmieni się cykl koniunkturalny.

– Ustawa będzie przewidywała możliwość odstąpienia od PPK dla pracowników, co skutkować będzie brakiem obowiązku składkowania po stronie pracodawców i zmniejszeniem kosztów. Z drugiej strony ustawa zabezpiecza pracowników przed złymi pracodawcami wprowadzając przepisy karne – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Marcin Wojewódka, radca prawny, wiceprezes Instytutu Emerytalnego – Nakłaniane pracowników przez pracodawców do wystąpienia z PPK będzie zastrzeżone sankcjami karnymi, a obecnie trwa dyskusja na temat skali tych sankcji. Przedsiębiorca nie może patrzeć krótkoterminowo i musi dbać o pracowników. Elementem społecznej odpowiedzialności biznesu jest wyłożenie własnych środków przez pracodawców w celu zapewnienia godnej emerytury pracownikom. Będzie to nagrodzone zasileniami ze strony Państwa i rządu. Z punktu widzenia pracownika natomiast warto zrezygnować z części dzisiejszej konsumpcji w celu zapewnienia sobie lepszej emerytury – ocenił Wojewódka.

Raport Ayming: jak wygląda działalność B+R w firmach w Polsce

Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w 2016 r. udział nakładów wewnętrznych na badania i rozwój w PKB wyniósł zaledwie 0,97 proc. Cel, który stoi przed Polską do 2020 r. to 1,7 proc. Szansą na jego realizację jest silniejsza aktywizacja przedsiębiorstw. Tymczasem z badania Ayming Polska wynika, że blisko połowa firm twierdzi, że w ogóle nie prowadzi działalności badawczo-rozwojowej. W 2018 r. jedynie 45 proc. badanych planuje jakiekolwiek wydatki na badania i rozwój. Czy firmy na pewno nie prowadzą działalności badawczo-rozwojowej? Jak skłonić je do dalszego zwiększania nakładów na B+R?

Na zlecenie Ayming Polska agencja badawcza Kantar Millward Brown przeprowadziła badanie, podsumowujące ponad dwa lata obowiązywania ulgi na badania i rozwój na polskim rynku. Celem analizy było uzyskanie informacji na temat prowadzenia działalności badawczo-rozwojowej przez przedsiębiorstwa w Polsce, znajomości ulgi na badania i rozwój oraz korzystania z tej zachęty podatkowej. W badaniu wzięło udział 150 średnich i dużych firm z sześciu branż: elektroniczna, motoryzacyjna, farmaceutyczna, chemiczna, przetwórstwo metali i niemetali oraz produkcja maszyn i urządzeń.

Czy firmy w Polsce prowadzą działalność badawczo-rozwojową?

Jak wynika z części raportu poświęconego działalności B+R, aż 45 proc. firm twierdzi, że nie prowadzi działań badawczo-rozwojowych. Tymczasem w badaniu wzięły udział przedsiębiorstwa z sektorów, w których działalność badawczo-rozwojowa stanowi integralną część prowadzonej działalności. Czy firmy w ogóle nie prowadzą działań B+R czy tylko ich nie identyfikują?

Działalność badawczo-rozwojowa wciąż jest kojarzona przede wszystkim z innowacyjnością co najmniej na skalę ogólnokrajową. Może to wynikać z przyzwyczajenia do wymagań stawianych w konkursach o dofinansowanie unijne. W istocie B+R to nie tylko zaawansowane technologicznie rozwiązania i światowej klasy innowacje. To także zmiany, które są wprowadzane w ramach regularnej, operacyjnej działalności firmy, np. użycie nowych materiałów w procesie produkcji w celu poprawy właściwości produktu   – komentuje Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor linii biznesowej Finance & Innovation Performance w Ayming Polska.

Rozumienie działalności badawczo-rozwojowej ma istotne znaczenie w kontekście korzystania z ulgi na badania i rozwój, która już od dwóch lat pozwala podatnikom CIT i PIT odliczyć od podstawy opodatkowania koszty poniesione na B+R, uznane przez ustawodawcę za kwalifikowane. To rozwiązanie

zostało wprowadzone w Polsce w celu zwiększenia nakładów badawczo-rozwojowych w sektorze przedsiębiorstw, co wynika z przyjętej przez rząd strategii rozwoju, zakładającej wzrost udziału nakładów wewnętrznych w PKB do poziomu 1,7 proc. do 2020 r. Obecnie ulga B+R jest najbardziej przystępną formą wsparcia działalności badawczo-rozwojowej na polskim rynku. Nagradza ona przedsiębiorstwa nie tylko za prowadzenie zaawansowanych, ale też prostych działań B+R, które już teraz są udziałem większości firm.

Firmy, które nie identyfikują u siebie działań badawczo-rozwojowych, a tym samym nie ewidencjonują ich kosztów, tracą szansę na skorzystanie z ulgi B+R. Uzyskane dzięki niej oszczędności mogłyby zostać zainwestowane w bardziej zaawansowane prace badawczo-rozwojowe, realnie przyczyniające się do zwiększenia innowacyjności firmy i jej konkurencyjności. To prosta droga do rozwoju biznesu – podkreśla Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik z Ayming Polska.

Z badania wynika również, że 37 proc. przedsiębiorstw ma wyodrębnioną komórkę, zajmującą się działalnością badawczo-rozwojową. Najczęściej takie jednostki występują w firmach farmaceutycznych i chemicznych (42 proc.). Mediana wielkości działu B+R w przedsiębiorstwach to 5 osób.

Z doświadczenia Ayming Polska wynika, że bardzo często faktyczna liczba osób zaangażowanych w prowadzenie działań B+R jest znacznie wyższa. Najczęściej działalność badawczo-rozwojowa jest w organizacjach rozproszona i zajmują się nią nie tylko jednostki B+R, ale często też członkowie innych zespołów, np. pracownicy produkcyjni, kontroli jakości czy działu IT.

Standardowo firmy deklarują, że 1-3 proc. zatrudnionych pracowników prowadzi u nich działania badawczo-rozwojowe, podczas gdy realnie ok. 15 proc. zatrudnionych uczestniczy pośrednio w realizacji tych projektów – komentuje Paweł Perzyński, Starszy Konsultant B+R w Dziale Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

Wydatki na badania i rozwój

W 2017 r. w analizowanych przedsiębiorstwach wydatki na badania i rozwój najczęściej kształtowały się na poziomie 1-3 proc. wartości wszystkich rocznych wydatków, choć taki przedział wskazało jedynie 17 proc. respondentów. Wydatki na poziomie 5-10 proc. rocznych wydatków zadeklarowało 7 proc. firm, a na poziomie powyżej 10 proc. – zaledwie 2 proc. badanych. Największe nakłady na B+R występują w przedsiębiorstwach z branży elektronicznej i motoryzacyjnej. Badane przedsiębiorstwa w 2018 r. nie zamierzają wydać na B+R istotnie więcej niż w 2017 r.

Głównymi kategoriami wydatków ponoszonymi przez przedsiębiorstwa są koszty materiałów i surowców (33 proc.) oraz koszty zatrudnienia (30 proc.). Dla niemal co czwartej firmy istotnym wydatkiem jest zakup ekspertyz, opinii i usług doradczych od jednostki naukowej.

Najczęściej wskazywanym czynnikiem, który mógłby sprzyjać zwiększeniu wydatków na badania i rozwój w firmach, jest łatwiejszy dostęp do dotacji na działalność badawczo-rozwojową (51 proc.). Aż 27 proc. badanych wskazało również na większe ulgi podatkowe na B+R.

Od początku roku obowiązuje tzw. duża ustawa o innowacyjności, która znacząco zmieniła kształt ulgi B+R. Rozliczając rok podatkowy 2018, wszystkie przedsiębiorstwa prowadzące działalność badawczo-rozwojową będą mogły odpisać 100 proc. kosztów kwalifikowanych do ulgi B+R, a jednostki o statusie centrum badawczo-rozwojowego – nawet 150 proc. kosztów. Zachęta podatkowa w obecnym kształcie powinna w większym stopniu skłonić przedsiębiorstwa do analizy procesów w organizacji, systematyzacji prac i ewidencjonowania kosztów. Uzyskanie oszczędności w ramach ulgi B+R to punkt wyjścia do prowadzenia zaawansowanych działań badawczo-rozwojowych w organizacji, a długofalowo – do zwiększania nakładów na B+R w przedsiębiorstwach.

Link do raportu z badania Ayming Polska „Ulga B+R. Krok milowy w rozwoju innowacyjności przedsiębiorstw”: https://www.ayming.pl/nasze-obszary/dotacje-i-ulgi-b-r/dotacje-i-ulgi-b-r/raport-ayming-ulga-b-r-krok-milowy-w-rozwoju-innowacyjnosci-przedsiebiorstw/

Rynek Catalyst kolejny rok nie zwalnia tempa

  • W 2017 r. wartość nieskarbowych obligacji notowanych na rynku Catalyst wzrosła o 17% i pobiła historyczny rekord – wynika z raportu firmy Grant Thornton pod patronatem GPW
  • Rosnącą popularność Catalyst potwierdza również liczba notowanych instrumentów dłużnych

Miniony rok był dla rynku Catalyst rekordowy. Jak wynika z raportu przygotowanego przez firmę audytorsko-doradczą Grant Thornton pod patronatem Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie, emitenci poprzez emisję obligacji za pośrednictwem Catalyst w 2017 r. pozyskali 12,3 mld zł (o 148% więcej niż w 2016 r.), a wartość rynku w okresie od końca 2016 r. do końca 2017 r. wzrosła o 14 mld zł. To najwyższe wyniki w historii – dotychczas rekordowy był rok 2012, w którym emitenci pozyskali 10,7 mld zł. Łącznie na koniec 2017 r. wartość nieskarbowych instrumentów dłużnych notowanych na Catalyst wyniosła 95,8 mld zł i przez trzy ostatnie lata wzrosła o 50%.

– We wrześniu tego roku minie dziewięć lat od uruchomienia Catalyst. To był intensywny czas rozwoju rynku, który z każdym rokiem zyskiwał na popularności wśród emitentów, dla których obligacje notowane na Catalyst są efektywnym źródłem pozyskania finansowania na rozwój. Sytuacja na polskim rynku instrumentów dłużnych świadczy o tym, że rośnie świadomość korzyści wynikających z posiadania silnego rynku publicznego, jakim jest Catalyst, a także ryzyka związanego z niepublicznymi emisjami nienotowanymi na rynku. Dokładamy starań, by rynek ten służył nie tylko przedsiębiorstwom, ale i inwestorom. Dlatego będziemy w przyszłości zapewniać im jak najszerszą ofertę instrumentów i usług w zakresie rynku długu – powiedział Jacek Fotek, Wiceprezes Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Rosnącą popularność Catalyst potwierdza nie tylko wartość, ale też liczba instrumentów dłużnych. W 2017 r. liczba obligacji korporacyjnych wzrosła o 8,3%, listów zastawnych o 13,3%, a obligacji komunalnych o rekordowe 10,2%. Jedynie w przypadku obligacji spółdzielczych, podobnie jak w 2016 r., odnotowano spadek ich liczby (o 5,6%). Wyłączając z analizy obligacje Skarbu Państwa, liczba wszystkich instrumentów dłużnych notowanych na Catalyst z końcem 2017 r. wyniosła 567 serii, tj. była wyższa o 43 serie niż w roku poprzednim.

– Rynek obligacji korporacyjnych i samorządowych przestał być w Polsce postrzegany jako nowinka, ale stał się naturalnym, ważnym elementem polskiego środowiska biznesowego. Choć oczywiście nie jest to rynek pozbawiony ryzyka, to z pewnością jest ciekawą alternatywą zarówno dla inwestorów, jak i emitentów – mówi Paulina Zalewska-Wichrzycka, Doradca w Grant Thornton.

Dzięki rozwojowi rynku Catalyst Polska stała się w ostatnich latach niekwestionowanym liderem Europy Środkowo-Wschodniej pod względem popularności obligacji jako sposobu pozyskiwania kapitału przez firmy. Liczba serii obligacji notowanych na Catalyst była na koniec 2017 r. ponad dwukrotnie wyższa niż łączna liczba obligacji na trzech najważniejszych regionalnych rynkach analogicznych do Catalyst – w Czechach, na Węgrzech i w Rumunii.

Wykres. Liczba obligacji notowanych na giełdach krajów Europy Środkowo-Wschodniej

Liczba obligacji notowanych na giełdach krajów Europy Środkowo-Wschodniej
Źródło: Opracowanie własne Grant Thornton na podstawie danych FESE

Zemsta nieobecnych

Weekend nie przyniósł żadnych istotnych informacji makro-politycznych, które mogłyby nas oderwać od śledzenia sportowych wydarzeń w Rosji. Na rynkach wyczuwalna jest jednak lekka nerwowość, choć głównie jako skutki wymiany ciosów przez USA i Chiny na polu nowych ceł importowych. Kalendarz publikacji dziś, jak i przez resztę tygodnia, jest dość ubogi, choć sympozjum bankierów centralnych w Sintrze i szczyty OPEC mogą dostarczyć wrażeń.

Kto uważnie ogląda futbolowe Mistrzostwa Świata w Rosji, ten nie mógł przeoczyć reklamy sklepu internetowego z udziałem piłkarzy. W tej reklamie Francuz Paul Pogba jest zasypywany wiadomościami od Gianluigi’ego Buffona z Włoch, Robina van Persie z Holandii, Tima Howarda z USA i Garetha Bale’a z Walii. Przekaz reklamy jest taki, że piłkarze nieobecni na Mundialu mają za dużo wolnego czasu. Hasło to bardzo mi odpowiada w kontekście oceny ostatnich wydarzeń okołorynkowych, a za nadmiar wolnego czasu można oskarżyć prezesa EBC Draghiego, prezydenta USA Trumpa i prezydenta Chin Xi. Konsekwencje decyzji EBC opisywaliśmy w piątkowym komentarzu porannym, więc tam odsyłam po szczegóły. Piątkowa decyzja administracji Donalda Trumpa o nałożeniu ceł importowych na ponad 1000 dóbr z Chin wartych 50 mld USD stała się podstawą do odkurzenia obaw o wojny handlowe. Nie minęło pół godziny, a Chiny odpowiedziały listą produktów z USA, na które nałożą cła o podobnej sile rażenia. Rynki nie przechodzą jeszcze w pełnowymiarowy tryb paniki, gdyż gdzieś na boku tli się nadzieja, że to wszystko jest częścią pokręconej polityki negocjacyjnej Trumpa, z której nie wyniknie nic szkodliwego dla globalnego wzrostu. Mimo to kwestia wojen handlowych nie poprawia klimatu inwestycyjnego, stąd nerwowość na rynkach akcji i prawdopodobna presja na walutach ryzykownych.

W tym tygodniu nieplanowane doniesienia serwisów informacyjnych mogą być istotniejsze od publikacji makro. Idąc tokiem teorii zarysowanej w poprzednim akapicie, bardziej uważałbym na wydarzenia związane z krajami, których nie ma na mistrzostwach. Startujące w portugalskiej Sintrze sympozjum bankierów centralnych skupia moją uwagę. Konferencję dziś wieczorem (19:30) otwiera prezes EBC Mario Draghi, który jutro o 10:00 ma swój panel. Czy Draghi może więcej namieszać na EUR ponad to, co zrobił w czwartek? Powiedziałbym, że nie, ale przed czwartkową decyzją też nie liczyłem na fajerwerki. Dziś interesujące mogą być też komentarze członków Fed Williamsa i Bostica, jeśli rzuca więcej światła na tempo podwyżek stóp procentowych. Dalej w tygodniu minutki RBA (wt) i BoJ (śr) powinny przejść bez echa, ale PKB z Nowej Zelandii (czw) przy rozczarowaniu spotęguje kiełkującą niechęć inwestorów do walut surowcowych. W czwartek mamy decyzję SNB, Norges Banku i Banku Anglii, ale że tylko reprezentacji Norwegii nie ma na Mistrzostwach, to prędzej tam może faktycznie coś się zadziać. Norges Bank szykował się na podwyżkę we wrześniu i pytanie, czy nowa strategia EBC nie pokrzyżowała tych planów?

Teoria obawiania się decyzji nie-uczestników Mistrzostw Świata ma jednak skazę, jeśli będziemy próbować ją odnieść do rynku ropy naftowej. Propozycja Rosji i Arabii Saudyjskiej przed szczytem OPEC 22-23 czerwca o zwiększeniu wydobycia przyniosła prawie 5-proc spadek ceny WTI, a chińskie cła na import ropy z USA nie pomagały. Iran, Irak i Wenezuela już wyraziły sprzeciw wobec pomysłu, więc finalnie szczyt OPEC może nie przynieść wstrząsających postanowień. Ale do tego czasu na rynku ropy może nie być spokojnie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy ciągle korzystają z nielegalnego oprogramowania i oglądają pirackie treści. Firmy szukają nowych i atrakcyjnych modeli płacenia za treści

Polacy ciągle korzystają z nielegalnego oprogramowania i oglądają pirackie treści. Firmy szukają nowych i atrakcyjnych modeli płacenia za treści 6

Poziom piractwa spada, ale w Polsce wciąż niemal połowa oprogramowania jest używana nielegalnie. Użytkownicy prywatni z pirackich wersji programów, ale także muzyki i filmów pochodzących z nielegalnych źródeł, korzystają jeszcze częściej, nie zdając sobie sprawy z zagrożeń. Walka z piractwem przybiera różne formy, w tym zaostrzenia prawa antypirackiego. Przykłady nakładania większych restrykcji pokazują, że skala piractwa rośnie jeszcze bardziej. Rozwiązaniem może być upowszechnienie się w wielu dziedzinach subskrypcyjnych modeli płacenia za treści. Dla firm, szczególnie narażonych na ataki cyberprzestępców, wykorzystujących luki w nielegalnym oprogramowaniu, pomocne mogą się okazać systemy zarządzania oprogramowaniem.

– Skala korzystania z nielegalnego oprogramowania w przypadku prywatnych użytkowników jest większa. To rodzi większe ryzyka, włącznie z kradzieżą tożsamości, z przejęciem danych do bankowości elektronicznej i szeregiem innych ryzyk – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjna Newseria Innowacje Bartłomiej Witucki, przedstawiciel Business Software Alliance w Polsce.

Obecnie pobieranie pirackich treści na tzw. własny użytek nie jest w Polsce przestępstwem, o ile w tym samym czasie nie udostępnia się tych lub innych pirackich treści (np. w modelu p2p). Pobieranie nielegalnego oprogramowania czy treści multimedialnych z niepewnych źródeł rodzi ryzyko zaszycia w kodzie przez cyberprzestępców złośliwego oprogramowania, przez które uzyskają oni dostęp do komputera ofiary, a co za tym idzie – do bardzo wrażliwych danych. Tymczasem skala korzystania z nielegalnego oprogramowania na świecie nieznacznie spada, ale w Polsce trend niestety jest odwrotny. Z raportu opracowanego przez The Software Alliance wynika, że w zeszłym roku odsetek nielegalnego oprogramowania na świecie spadł o 2 proc. do poziomu 37 proc. W przypadku Polski wskaźnik ten jest zauważalnie wyższy i wynosi aż 46 proc.

Według raportu opracowanego przez holenderską firmę Ecorys na zlecenie Komisji Europejskiej aż 51 proc. dorosłych i 72 proc. niepełnoletnich użytkowników internetu korzysta z nielegalnych treści. Pod lupę wzięto obywateli sześciu państw europejskich (Francji, Hiszpanii, Niemiec, Polski, Szwecji i Wielkiej Brytanii) oraz cztery rodzaje najczęściej piraconych treści: filmów, muzyki, gier i książek. W trakcie badań oszacowano, że ze względu na piractwo internetowe sprzedaż filmów spadła o ok. 5 proc., a sami respondenci przyznali, że skłonni byliby kupować filmy i muzykę legalnie, gdyby ich ceny były o 80 proc. niższe.

– Problem korzystania z nielegalnego oprogramowania najczęściej jest wynikiem poszukiwania oszczędności, czyli w wielu wypadkach postawy roszczeniowej, ujęcia dostępu do nowinek technologicznych jako konstytucyjnie gwarantowanego dostępu do dóbr kultury. To zbyt szeroka interpretacja i wydaje się, że należy prowadzić działania świadomościowe, które po pierwsze wskażą, jakie znaczenie ma własność intelektualna w dzisiejszym świecie i jakie negatywne skutki niesie za sobą brak tej ochrony – twierdzi ekspert.

Wprowadzenie ostrzejszego prawa antypirackiego nie musi rozwiązać problemu korzystania z nielegalnego oprogramowania. Opracowany przez antypiracką grupę ALPA, firmę telemetryczną Mediametrie oraz dystrybutora filmów National Film Board raport pokazuje, że po zaostrzeniu przez Francję prawa antypirackiego odsetek nielegalnie strumieniowanych treści w 2017 roku wzrósł o 15 proc., a piractwo smartfonowe aż o 50 proc.

Znacznie skuteczniejszym rozwiązaniem problemu piractwa może się okazać popularyzacja przystępnych cenowo usług strumieniujących. Już dziś za kilkadziesiąt złotych możemy otrzymać nieograniczony dostęp do bogatej biblioteki filmów w Netfliksie, muzyki w Spotify, gier w PS Plus lub Xbox Live Gold czy audiobooków Storytel. W przeciwnym wypadku piractwo może mieć poważne konsekwencje na poziomie zarówno państwa, jak i zwykłego obywatela.

– Mówiąc o skutkach w skali ogólnej, z punktu widzenia państwa, mówimy o mniejszych wpływach z podatków, ale i z perspektywy Kowalskiego negatywną konsekwencją piractwa jest zmniejszenie tempa powstawania nowych miejsc pracy czy nowych miejsc pracy lepiej płatnych – twierdzi Bartłomiej Witucki.

Badania brytyjskiej firmy antypirackiej Muso wykazały przyczyny wzrostu zainteresowania nielegalnymi filmami, serialami oraz muzyką. 86 proc. respondentów korzysta z usług serwisów pokroju Netfliksa czy Amazon Video, a mimo to 51 proc. badanych wciąż świadomie sięga po pirackie treści. Powód takiego postępowania jest dość prosty – aż 83 proc. użytkowników nie może znaleźć legalnego sposobu na zakup cyfrowych dóbr. Rozwiązanie problemu braku powszechnej dostępności tych treści powinno wpłynąć na obniżenie poziomu piractwa.

Jeśli zaś chodzi o użytkowników biznesowych, to w tym segmencie gospodarki z piractwem można walczyć poprzez upowszechnianie systemów zarządzania zasobami oprogramowania.

– Software Assets Management (SAM) zyskuje coraz większą popularność dzięki korzyściom, jakie zapewnia firmom. Z jednej strony redukuje w zasadniczy sposób ryzyko bycia ofiarą cyberataku, z drugiej zaś generuje pewne oszczędności. Te dwie zalety wdrożenia takiego programu zarządzania zasobami informatycznymi trudno przecenić – przekonuje ekspert.

Według prognoz The Software Alliance wartość łączna wartość nielegalnego oprogramowania w 2017 roku wyniosła 415 mln dol.

Polska weźmie udział w komercjalizacji kosmosu. W dalszych planach jest górnictwo i turystyka kosmiczna

Polska weźmie udział w komercjalizacji kosmosu. W dalszych planach jest górnictwo i turystyka kosmiczna 7

W długoterminowych planach Polskiej Agencji Kosmicznej ujęto tzw. trend Space 4.0, czyli komercjalizację kosmosu. Do 2030 r. Polska ma mieć 3 proc. udziału w obrotach europejskiego segmentu kosmicznego, co w praktyce oznacza wyhodowanie polskich odpowiedników takich firm, jak SpaceX, z zachowaniem naszych możliwości. W dalszej perspektywie PAK nie wyklucza uczestnictwa Polski w górnictwie i turystyce kosmicznej. `

– Jeżeli określimy termin 2030 rok, to celem jest wykonanie Polskiej Strategii Kosmicznej, która definiuje 3 proc. obrotu europejskiego wykonywane przez polskie podmioty. W praktyce oznacza to załapanie się na tzw. trend Space 4.0, czyli trend komercjalizacji kosmosu – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr hab. Grzegorz Brona, prezes Polskiej Agencji Kosmicznej.

Kosmos 4.0 to kolejny etap rozwoju sektora kosmicznego. Ma on polegać na wprowadzeniu ułatwień w dostępie do technologii kosmicznych nie tylko dla podmiotów rządowych, ale także dla prywatnych firm, instytutów naukowych oraz zwykłych ludzi. Zgodnie z założeniami ery Kosmos 4.0 branża kosmiczna ma się stać ważną częścią światowych gospodarek, w tym także polskiej. Komisja Europejska chce w ramach kolejnego długoterminowego budżetu UE na lata 2021–2027 przeznaczyć 16 mld euro na sektor kosmiczny.

W ramach budżetu 9,7 mld euro ma być przeznaczone na programy Galileo i EGNOS – unijne globalne i regionalne systemy nawigacji satelitarnej,          5,8 mld euro trafi do unijnego programu obserwacji Ziemi – Copernicus, co ma znacznie ułatwić małym i średnim przedsiębiorstwom oraz startupom opracowywanie innowacyjnych aplikacji.

– Warto popatrzeć na przykłady firm typu SpaceX i zwrócić uwagę na nasze rodzime start-upy. Należy wyakcelerować je w specjalnych programach inkubacyjnych, tak żeby w przyszłości nie tylko był SpaceX w USA, ale i podobne polskie firmy, może nie tej skali, ale odpowiadające naszym warunkom – twierdzi dr hab. Grzegorz Brona.

Polskie przedsiębiorstwa i start-upy już dziś coraz mocniej zarysowują swoją obecność na rynku technologii kosmicznych. Opracowane przez naszych naukowców paliwo rakietowe, dzięki wykorzystaniu gazu rozweselającego, czyli podtlenku azotu, znacząco obniży toksyczność spalin. Na koncie Polaków jest też opracowanie paliwa wykorzystującego jako utleniacz nadtlenek wodoru w stężeniu 98 proc.

Polska myśl techniczna obecna jest ponadto w urządzeniach wykorzystywanych w europejsko-rosyjskiej misji Trace Gas Orbite, badającej możliwości występowania życia na Marsie. Zasilacz do wykorzystywanej w tym przedsięwzięciu kamery CaSSIS powstał w Centrum Badań Kosmicznych Polskiej Akademii Nauk. Polacy zapewnili do niej również elementy zasilania. W Ożarowie Mazowieckim powstały natomiast detektory podczerwieni obecne na pokładzie lądownika misji TGO.

Z kolei w planach wynikających z Krajowego Programu Kosmicznego, który ruszy już we wrześniu, jest budowa narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi oraz stworzenie systemu wczesnego ostrzegania przed ewentualnymi zderzeniami satelitów na orbicie. Program zakłada również wyszkolenie wykwalifikowanych kadr. Te osiągnięcia i cele można jednak określić mianem krótkofalowych. W dalszej perspektywie plany obecności polskiej nauki w kosmosie są jeszcze bardziej ambitne.

– W perspektywie 2050 roku być może jest to górnictwo kosmiczne, być może turystyka kosmiczna, być może jeszcze inne projekty, które na dzień dzisiejszy wydają się szalone, ale w perspektywie 30 lat nabierają już swojej realności – przewiduje prezes PAK.

Prognozy Bank of America Merrill Lynch zakładają, że w ciągu najbliższych 30 lat wartość światowej branży kosmicznej może wzrosnąć do 2,7 bln dol.

Inteligentne słuchawki zmierzą tętno, temperaturę i saturację. Urządzenia monitorujące parametry życiowe przyszłością domowej medycyny

Inteligentne słuchawki zmierzą tętno, temperaturę i saturację. Urządzenia monitorujące parametry życiowe przyszłością domowej medycyny 8

Rynek medycznych urządzeń wearables, czyli inteligentnych akcesoriów do noszenia na ciele, rośnie bardzo dynamicznie. Coraz więcej urządzeń do monitorowania parametrów życiowych projektuje się w formie słuchawek. Pomiar w wewnętrznym przewodzie słuchowym należy do niezwykle precyzyjnych. Na rynek trafiają słuchawki, które oprócz słuchania muzyki, pozwalają także nieustannie kontrolować temperaturę ciała, tętno, a także natlenienie organizmu. Wyniki wyświetlane są na smartfonie. Wkrótce pojawią się także słuchawki przeznaczone dla dzieci, które firma Cosinuss zapowiedziała na targach CEBIT 2018 w Hanowerze. Urządzenia typu wearables mogą być przyszłością medycyny domowej.

– Pracujemy nad bardzo precyzyjnym urządzeniem, umieszczanym w przewodzie słuchowym, które służy do monitorowania różnych parametrów życiowych, takich jak tętno, temperatura ciała czy nasycenie tlenem. Umieszczając urządzenie wewnątrz kanału słuchowego możemy uzyskać wyższą precyzję monitorowania tętna w sposób ciągły i wygodny – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje podczas targów CEBIT 2018 w Hanowerze dr Johannes Kreuzer, prezes zarządu firmy Cosinuss.

Badanie parametrów życiowych poprzez urządzenia douszne jest coraz popularniejsze. Na rynku za kilkadziesiąt złotych dostępny jest czujnik tętna Grove. Zestaw zawiera klips na ucho z przewodem oraz moduł odbiornika. Wynik można wyświetlić na monitorze przez port szeregowy. Za nieco ponad 200 zł można natomiast kupić douszny czujnik saturacji, czyli nasycenia hemoglobiny tlenem. Na rynku nie brakuje również elektronicznych termometrów dousznych.

Słuchawki Cossinuss łączą funkcjonalność dostępnych na rynku urządzeń, a przy tym pozwalają sluchać ulubionej muzyki ze smartfona. Ich koszt to ok. 120 euro.

– Słuchawki można podłączyć przez Bluetooth do praktycznie każdego smartfona, ale oprócz możliwości słuchania muzyki, posiadają zintegrowane i dostosowane czujniki do monitorowania zdrowia. Można korzystać z naszej aplikacji, ale również z innych aplikacji sportowych – zapewnia Johannes Kreuzer.

Rynek medycznych urządzeń wearbles (inteligentna odzież i akcesoria do noszenia na ciele do celów medycznych) rozwija się bardzo dynamicznie. Najszybciej rosnącym segmentem według analiz marketsandMarkets, są właśnie urządzenia do monitorowania aktywności i parametrów życiowych. Wysoki wzrost w tym segmencie to efekt z jednej strony coraz większej liczby prowadzących niezdrowy styl życia i większej liczby chorób cywilizacyjnych, a z drugiej rosnąca świadomość w zakresie zdrowia i kondycji.

We wrześniu zadebiutuje wersja słuchawek Cosinuss przeznaczona dla dzieci.

– Opracowaliśmy także wersję dla dzieci, którą można zakładać do snu, by w sposób ciągły mierzyć temperaturę, na przykład gdy dziecko gorączkuje. W przypadku chorego dziecka możemy obserwować, czy gorączka spada, czy wzrasta, a także czy zastosowane leczenie jest skuteczne W przypadku przekroczenia ustalonej wartości otrzymamy powiadomienie. Jednocześnie na smartfonie możemy obserwować barwną prezentację mierzonego zakresu temperatur – informuje prezes zarządu Cossinuss.

Według analityków marketsandMarkets, rynek medycznych urządzeń wearables do 2022 roku osiągnie wartość 14,5 mld dolarów, przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie niemal 18,5 proc.

Alternatywne spółki inwestycyjne nowością na polskim rynku kapitałowym. Stawiają na start-upy i mogą szybko pomnożyć swoją wartość

Alternatywne spółki inwestycyjne nowością na polskim rynku kapitałowym. Stawiają na start-upy i mogą szybko pomnożyć swoją wartość 9

Nowością na polskim rynku jest format inwestycyjnych spółek alternatywnych, czyli funduszy typu private equity/venture capital, ale o mniejszym zakresie działania i pozyskującym środki na inwestycje z emisji własnych akcji. Taki model działania umożliwia inwestycje o drobniejszym zakresie, ale podlega kontroli KNF, co podnosi bezpieczeństwo inwestycji. Jeden z takich funduszów właśnie planuje pozyskanie z emisji publicznej 2 mln zł.

– Naszym zamiarem jest inwestowanie w spółki z sektora nowych technologii, generalnie z szeroko rozumianej branży farmaceutycznej i edukacyjnej. Mamy zamiar inwestować w spółki z dużym potencjałem wzrostu, z dużą dynamiką tak, żeby w skali 3–5 lat ten wzrost był bardzo wyraźny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Łukasz Piasecki, prezes zarządu Polskich Inwestycji Technologicznych Alternatywnej Spółki Inwestycyjnej. – W ciągu kilku miesięcy działalności rentowność naszego portfela osiągnęła 343 proc.

Zysk netto spółki od momentu rozpoczęcia działalności w listopadzie 2017 roku wyniósł 7,4 mln zł. PIT ASI zapowiada też wypłacanie dywidendy. 18 czerwca rozpoczną się zapisy na akcje spółki w ramach emisji skierowanej do inwestorów indywidualnych. Potrwają do 28 czerwca. Przydział akcji, które następnie zostaną wprowadzone do obrotu na alternatywnym rynku NewConnect, nastąpi do 3 lipca. Ich cena emisyjna to 1 zł.

Docelowo fundusz zamierza inwestować w nie więcej niż 5–6 wyselekcjonowanych projektów rocznie. Pierwotnie zamierzał w pierwszym roku osiągnąć wartość portfela na poziomie 5–10 mln zł, w kolejnych dwóch latach 10–50 mln zł, a ostatecznie 50–100 mln zł. Założenia te zostały jednak zrewidowane w górę, odpowiednio do przedziałów 15–30 mln zł, 30–80 mln zł i powyżej 100 mln zł.

– Planowaliśmy się rozwijać na poziomie wyceny portfelowej 10 mln, 50 mln i 100 mln zł w najbliższych latach, ale już teraz jesteśmy szybsi i mamy wyższe wyceny – informuje Łukasz Piasecki. – Zamierzamy się rozwijać z taką jak obecnie dynamiką. Planujemy teraz pozyskać 2 mln zł oraz do 4 mln zł z oferty prywatnej. W tym roku to powinno być wszystko. W kolejnych latach będziemy przeprowadzali emisje w zależności od tempa rozwoju.

Polskie Inwestycje Technologiczne są alternatywną spółką inwestycyjną, czyli nową na polskim rynku formą funkcjonowania funduszu inwestycyjnego w ramach spółki kapitałowej. Ten model funkcjonowania umożliwia inwestycje o drobniejszym zakresie, ale podlega kontroli KNF, co podnosi bezpieczeństwo inwestycji.

– Działamy w formie alternatywnej spółki inwestycyjnej, co oznacza, że pozyskujemy finansowanie wyłącznie z emisji naszych akcji – zaznacza prezes PIT ASI. – Emisje te możemy przeprowadzać albo w ramach oferty publicznej, albo kierować je do klientów profesjonalnych – teraz przeprowadzamy ofertę publiczną, będziemy pozyskiwali z tego środki, które będziemy inwestowali w kolejne wyszukane przez nas spółki. Mamy na razie krótką listę obejmującą trzy takie podmioty.

Aktualnie fundusz ma w portfelu dwie spółki technologiczne. Pierwsza z nich to Advanced Cinema Robotic Systems. Jest to spółka produkująca tzw. gimbale, czyli stabilizatory do kamer, uniezależniające działanie kamery od ruchów operatora i zapewniające ostry obraz. Do PIT ASI należy 14,56 proc. udziałów w kapitale ACR Systems.

Drugą spółką jest F1 Pharma – firma farmaceutyczna zajmująca się działalnością badawczo-rozwojową leków oraz usługami związanymi z tą dziedziną. Tu fundusz ma 23,75 proc. udziałów. Nie wyklucza zwiększenia stanu posiadania w obu podmiotach, szuka też kolejnych okazji inwestycyjnych.

– Mamy zespół współpracowników, którzy na bieżąco poszukują ciekawych ofert inwestycyjnych. Polski rynek spółek technologicznych nowych jest bardzo szeroki, więc na podaż nie narzekamy. Natomiast żeby wśród tych spółek wynaleźć rodzynki, które będą miały odpowiednią stopę wzrostu i będą warte zainwestowania, to już wymaga szczegółowych analiz – zastrzega Łukasz Piasecki. – Mamy już dwie spółki tego typu w portfelu, trzy spółki mamy na bardzo krótkiej liście i w najbliższym czasie będziemy niewątpliwie o tym informowali, bo chcemy być transparentną spółką.

Polacy muszą gromadzić dokumenty o osiąganych zarobkach na bieżąco. To pozwoli im otrzymać wyższą emeryturę

Polacy muszą gromadzić dokumenty o osiąganych zarobkach na bieżąco. To pozwoli im otrzymać wyższą emeryturę 10

Miliony Polaków mają problem z udokumentowaniem wysokości zarobków sprzed wielu lat. Jeśli jednak nie uda im się zebrać kompletu dokumentów, mogą liczyć, że ZUS przy ustalaniu wysokości emerytury zamiast okresów zerowych przyjmie wynagrodzenie minimalne. Eksperci podkreślają jednak, by z gromadzeniem dokumentów nie czekać na ostatnią chwilę.

 Jednym z problemów osób ubiegających się o przyznanie emerytury, renty bądź o ustalenie kapitału początkowego jest udokumentowanie okresów pracy przed 1999 rokiem, a zwłaszcza wynagrodzenia uzyskiwanego w tym okresie. Do wniosku o świadczenia emerytalno-rentowe trzeba dołączyć zaświadczenia pracodawców, świadectwa pracy, legitymację ubezpieczeniową bądź inne dokumenty, z których będą wynikały osiągane zarobki – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wiesława Lempska z Departamentu Świadczeń Emerytalno-Rentowych Centrali ZUS.

Do wyliczenia emerytury potrzebne są więc nie tylko świadectwa pracy, które potwierdzą okresy składkowe, lecz także dokumenty o zarobkach. Te dokumenty są również niezbędne do wyliczenia kapitału początkowego dla osób pracujących przed 1999 rokiem.

 Kapitał początkowy dotyczy okresów przed 1999 r. i podlegał wielokrotnie waloryzacji. W przypadku większości osób, które obecnie nabywają uprawnienia emerytalne, kapitał ma decydujący wpływ na wysokość emerytury. Składki, które odprowadzaliśmy kilka lat temu, w znacznie mniejszym stopniu ważą na wysokości naszego świadczenia – podkreśla Łukasz Kozłowski, ekspert Pracodawców RP.

Jeśli firma, w której pracowała dana osoba, została zlikwidowana czy przekształcona, nie musi to oznaczać, że uzyskanie dokumentów jest niemożliwe. Gdy firma została przekształcona, najlepiej udać się do miejsca, w którym ona działała. Być może jest tam podmiot, w który nasza firma się przekształciła, lub są osoby, które wskażą nam, gdzie szukać dokumentów.

Na stronie www.zus.pl jest wyszukiwarka, która podpowiada, gdzie szukać dokumentacji osobowej i płacowej pracowników zlikwidowanych lub przekształconych zakładów pracy. NIK podaje, że ZUS dysponuje informacjami o 23 tys. firm zlikwidowanych lub przekształconych. Zdaniem ekspertów ich liczba może sięgać kilku milionów.

– Na przestrzeni wielu lat zakłady pracy ulegały likwidacji, przekształceniom, w związku z tym były niszczone bądź gubiły się różne dokumenty świadczące o okresie wykonywanej pracy bądź o uzyskiwanych zarobkach. Dokumenty te powinny trafić do archiwum bądź do innego przechowawcy. ale nie zawsze tak było. Dlatego osoby zainteresowane mają kłopoty z uzyskaniem tych dokumentów i jednocześnie z ustaleniem uprawnień do świadczeń i ich wysokości –zaznacza Wiesława Lempska.

Zgodnie z przepisami ZUS przy wyliczaniu kapitału początkowego uwzględnia dokumentację płacową zlikwidowanych zakładów pracy, jednak tylko wtedy, gdy podmioty uprawnione do jej przechowywania poświadczyły, że jest zgodna z oryginałem. Często, gdy zakład pracy był likwidowany, dokumentacja płacowa ginęła. Tracili na tym emeryci, bo nie mogli przedstawić w ZUS dokumentów o wysokości wynagrodzenia.

 Dla takich osób przepisy przewidują korzystne rozwiązanie. Od 1 stycznia 2009 roku w miejsce tzw. okresów zerowych (gdy nie możemy udokumentować osiąganego wynagrodzenia), można przyjąć wynagrodzenie minimalne. Wówczas wysokość świadczenia jest trochę wyższa. Nie jest wprawdzie taka, jak ustalona na podstawie naszych prawdziwych zarobków, ale nie są to okresy zerowe – przypomina Wiesława Lempska.

 Teoretycznie RMUA, a obecnie zaświadczenie o zatrudnieniu i wynagrodzeniu, nie jest nam do niczego potrzebne, bo mamy indywidualne konta emerytalne. Jednak z ostrożności radzę wszystkim klientom ZUS-u zbierać te dokumenty. Są one dziś gromadzone są w formie elektronicznej, ale nie wiemy, czy dojdzie do awarii i czy będzie problem z systemem – mówi Renata Robaszewska, radca prawny, wspólnik w kancelarii Robaszewska i Płoszka Radcowie Prawni.

Zwolnienia lekarskie coraz większym problemem dla budżetu państwa. Konieczne zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia

Zwolnienia lekarskie coraz większym problemem dla budżetu państwa. Konieczne zwiększenie nakładów na ochronę zdrowia 11

Dane ZUS pokazują, że ubiegły rok był rekordowy pod względem liczby dni, które Polacy spędzili na zwolnieniach lekarskich. Było ich 229 mln – czyli o 9 mln więcej niż rok wcześniej. Koszty z tym związane, ponoszone zarówno przez Zakład Ubezpieczeń Społecznych, jak i samych pracodawców, są liczone w miliardach złotych. Dlatego nakłady na system ochrony zdrowia powinny być traktowane nie jako wydatek, lecz jako długoterminowa inwestycja w PKB. Jeśli nie zaczniemy mądrze wydawać na zdrowie, to zbankrutujemy – mówi dr Mariusz Gujski z Instytutu Ochrony Zdrowia.

– Choroby mają gigantyczny wpływ na rozwój gospodarki. Chore społeczeństwo nie ma się szans rozwijać gospodarczo, nie generuje wzrostu PKB. Generuje za to wydatki na leczenie, dlatego głównym celem działań we współczesnym świecie jest to, żebyśmy nie stawali się pacjentami, żebyśmy starzeli się zdrowi – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr hab. n. med. Mariusz Gujski z Instytutu Ochrony Zdrowia.

Wydatki na system ochrony zdrowia to długoterminowa inwestycja, bez której niemożliwy jest rozwój polskiej gospodarki – to główny wniosek z raportu „Zdrowie priorytetem politycznym państwa – analiza i rekomendacje” opracowanego przez Instytut Ochrony Zdrowia. Autorzy podkreślają, że do 2035 roku populacja Polski skurczy się o 5,5 proc., a w tym samym czasie popyt na świadczenia zdrowotne wzrośnie o 12 proc. Dlatego aby gospodarka mogła się rozwijać, niezbędny jest wzrost efektywności całego systemu opieki zdrowotnej.

– Każdy pracodawca wie, jak dużym problemem jest absencja pracowników. Jeśli ktoś idzie na zwolnienie lekarskie, to nie może świadczyć pracy. Pracodawca nie produkuje i nie świadczy usług, a po stronie państwa generuje to koszty i wydatki. Ale absenteizm, czyli klasyczne zwolnienie lekarskie, to jedno, a prezenteizm to drugi istotny problem. Ludzie źle się czują, są skupieni wokół swoich problemów zdrowotnych, bo boli ich głowa czy wątroba, cierpią na depresję. Stawiają się w pracy, ale ich myśli nie są skupione wokół pracy – mówi dr hab. n. med. Mariusz Gujski.

Koszty chorób i związanej z nimi absencji pracowników już teraz są dużym obciążeniem dla gospodarki. Przykładowo, całkowite koszty niewydolności serca, na którą w Polsce cierpi 600–700 tys. pacjentów, wyniosły w 2015 roku 3,9 mld zł („Ocena kosztów niewydolności serca w Polsce z perspektywy gospodarki państwa” Instytut Innowacyjna Gospodarka). W tym przypadku koszty pośrednie – takie jak renty i zasiłki, utracona produktywność, brak wpływów z podatków – są aż pięciokrotnie wyższe niż koszty bezpośrednie związane z leczeniem.

W krajach rozwiniętych zaburzenia psychiczne odpowiadają za 30–40 proc. chronicznych zwolnień lekarskich. W Polsce w 2017 roku stanowiły blisko jedną piątą wszystkich świadczeń z tytułu niezdolności do pracy. Według Najwyższej Izby Kontroli utracona produktywność jest także największym kosztem w leczeniu cukrzycy typu 2, na którą cierpi w Polsce ponad 1,6 mln pacjentów („NIK o profilaktyce i leczeniu cukrzycy typu 2”). Wydatki ZUS na świadczenia związane z niezdolnością do pracy spowodowaną cukrzycą typu 2 wyniosły w 2016 roku blisko 120 mln zł. Łączne koszty leczenia sfinansowane przez NFZ wyniosły w tym czasie 1,7 mld zł. W przypadku przewlekłego wyprysku rąk średnia absencja w pracy wynosi 47 dni w roku. Do konsekwencji tej choroby należy spadek produktywności, częste przebywanie na zwolnieniu lekarskim – to z kolei dane z raportu „Choroba jak na dłoni”, przygotowanego przez Instytut Arcana na zlecenie GSK.

– W Europie i na świecie działania zmierzają w kierunku skrupulatnego liczenia kosztów i efektów zdrowotnych. W Polsce ta tendencja się zaczęła i jest dla nas nieuchronna. Jeśli nie zaczniemy mądrze wydawać na zdrowie, to zbankrutujemy. Jak pogodzić kwestie ekonomiczne i merytoryczne? Doskonale wiemy, że są opłacalne technologie medyczne i takie, które są kosztowo nieefektywne. Zawsze musimy zmierzyć efektywność danej technologii medycznej – na ile ona jest skuteczna, jaki jest jej koszt, zestawić jedno z drugim. Okazuje się, że czasami warto zapłacić dwa razy więcej za trzykrotnie lepszy efekt –podkreśla dr hab. n. med. Mariusz Gujski.

Ekspert Instytutu Ochrony Zdrowia podkreśla, że część pracodawców na własną rękę inwestuje już w zdrowie swoich pracowników, finansując np. karnety sportowe czy abonamenty na opiekę zdrowotną dla zatrudnionych w firmie i ich rodzin. Zapewnienie pracownikom dostępu do profilaktyki i opieki medycznej pozwala zmniejszyć skalę absencji chorobowych i związanych z nimi kosztów, które ponosi przedsiębiorstwo. Z ubiegłorocznego raportu „Praca. Zdrowie. Ekonomia”, opublikowanego przez Medicover, wynika, że w firmach, w których pracownicy byli objęci opieką medyczną, oszczędności na kosztach choroby wyniosły średnio 623 zł rocznie w przeliczeniu na pojedynczego pracownika.

– Gdybyśmy zmienili nasz styl życia, gdybyśmy nauczyli się zdrowo żyć, rozwiązalibyśmy około 80 proc. problemów zdrowotnych. Nie wyobrażam sobie przyszłości, czyli okresu za 30–50 lat, bez zmiany naszego stylu życia. Jeżeli nie zaczniemy się ruszać, mądrze jeść, unikać cukru, jeść więcej warzyw, to jako społeczeństwo i całe państwo zbankrutujemy, bo nie będzie nas stać na leczenie – podkreśla dr hab. n. med. Mariusz Gujski.

Rola kapitału ludzkiego jako podstawy rozwoju społeczno-ekonomicznego państwa to główny motyw VI edycji kongresu Szczyt Zdrowie, który odbędzie się 20 czerwca pod honorowym patronatem Ministerstwa Zdrowia. Szczyt Zdrowia jest organizowany przez Instytut Ochrony Zdrowia we współpracy z Narodowym Instytutem Zdrowia Publicznego – PZH. Podczas kongresu eksperci będą dyskutować m.in. o kierunku innowacji w służbie ochrony zdrowia i współpracy sektora publicznego z prywatnym po to, aby wypracować strategię skutecznego leczenia polskich pacjentów i zabezpieczyć rozwój gospodarczy Polski.

Co roku 50 tys. dzieci trafia do szpitala z powodu infekcji rotawirusem. Jedyną formą zapobiegania zarażeniu są wciąż nieobowiązkowe szczepienia

Co roku 50 tys. dzieci trafia do szpitala z powodu infekcji rotawirusem. Jedyną formą zapobiegania zarażeniu są wciąż nieobowiązkowe szczepienia 12

Rotawirusy odznaczają się wyjątkową zaraźliwością i odpornością na środki dezynfekujące. Dziecko może się zarazić nawet poprzez kontakt z zanieczyszczoną zabawką w przedszkolu. Rocznie infekcja objawiająca się ciężką biegunką dotyka 170 tys. polskich maluchów, z czego 50 tys. wymaga hospitalizacji. Jedyną skuteczną formą ochrony przed ciężkim przebiegiem choroby jest szczepionka, wciąż pozostająca poza obowiązkowym kalendarzem szczepień ochronnych. Zdaniem ekspertów wprowadzenie populacyjnego, bezpłatnego szczepienia mogłoby zmniejszyć liczbę hospitalizacji nawet o 90 proc.

Rotawirusy to grupa wirusów będących jedną z głównych przyczyn infekcji układu pokarmowego u dzieci i niemowląt. Zarazić się może każdy, jednak 90 proc. przypadków dotyczy dzieci do 4. roku życia. Szczególnie mocno narażone są maluchy między 6. a 24. miesiącem życia. Rotawirusy przenoszone są najczęściej drogą pokarmową i kropelkową, zarazić się można również przez kontakt z zanieczyszczonymi przedmiotami, np. zabawkami. Wirusy te są wyjątkowo zaraźliwe i odporne na środki dezynfekujące, mogą również długo przeżyć poza organizmem człowieka, na dłoniach do czterech godzin, na zabawkach nawet do dziesięciu dni.

– To choroba brudnych rąk. Dziecko ma styczność z wirusem przez kał czy inne wydzieliny, bierze brudną rękę do ust i w ten sposób błyskawicznie się zaraża. Nawet na oddziałach pediatrycznych lekarze boją się mieć dzieci chore na rotawirusy, bo to jest niesłychanie zaraźliwe – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Mirosław Wysocki, konsultant krajowy ds. zdrowia publicznego, przedstawiciel Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego – Państwowego Zakładu Higieny.

Rotawirusy są znaczącym zagrożeniem epidemiologicznym, na świecie co roku powodują bowiem śmierć ok. 200 tys. dzieci do 5. roku życia. Dotyczy to głównie krajów ubogich z niewielkim poziomem wyszczepialności. W Polsce zachorowalność jest bardzo wysoka, rocznie infekcję diagnozuje się u ponad 170 tys. maluchów. Objawami choroby, które mogą wystąpić nawet po trzech dniach od zakażenia, są gwałtowne wymioty i ostra biegunka, wysoka gorączka oraz bóle brzucha. Organizm osób dorosłych jest w stanie samodzielnie zwalczyć wirusa, u małych dzieci układ odpornościowy nie jest jeszcze wykształcony, przebieg choroby może być więc bardzo gwałtowny.

– To, co jest rejestrowane, czyli te 170 tys. rocznie, to są ciężkie przypadki, gdzie lekarz rozpoznaje zakażenie gastroenteritis rotawirusowe. Z tego 50 tys. musi zostać szpitalu, bo są w na tyle ciężkim stanie. Jest kilkanaście czy kilkadziesiąt epizodów, które się źle kończą, ale na ogół po nawodnieniu i podaniu leków hamujących biegunkę wszystko przechodzi – mówi prof. Mirosław Wysocki.

Jedyną skuteczną formą zapobiegania ciężkiej infekcji rotawirusem jest szczepionka podawana w ciągu pierwszych miesięcy życia dziecka i niedająca negatywnych skutków ubocznych. Szczepienie to mimo rekomendacji ze strony środowisk lekarskich w Polsce wciąż nie jest obowiązkowe. Działa wyłącznie jako szczepienie zalecane przez Ministerstwo Zdrowia. Tymczasem zdaniem ekspertów dzięki populacyjnemu szczepieniu liczba hospitalizacji mogłaby spaść do kilku tysięcy rocznie. Przykładem jest Finlandia, w której od momentu wprowadzenia szczepionki niemal całkowicie wyeliminowano ciężkie, wymagające hospitalizacji przypadki zachorowań u dzieci poniżej 5. roku życia.

 Szczepienia przeciwrotawirusowe w tych krajach, w których zostały wprowadzone, doprowadziły do znacznego spadku zachorowalności, sięgającego 80–90 proc., ale też liczby hospitalizacji. Szczepienie nie chroni przed samym zachorowaniem, ale przed ciężkim jego przebiegiem, ciężkim odwodnieniem, wymagającym hospitalizacji w celu nawadniania – mówi prof. dr hab. n. med. Piotr Albrecht, konsultant wojewódzki w dziedzinie gastroenterologii dziecięcej, kierownik Kliniki Gastroenterologii i Żywienia Dzieci Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Konieczność hospitalizacji powoduje stres u małych pacjentów, niesie za sobą również konsekwencje społeczne i finansowe. Doba pobytu dziecka w szpitalu kosztuje budżet państwa nawet 500 zł, co w skali roku daje 50–130 mln kosztów z budżetu państwa. Jednocześnie roczne wydatki na obowiązkowe szczepienia wyniosłyby ok. 80 mln zł., przy 95-proc. poziomie wyszczepialności. Z punktu widzenia gospodarki istotne są również koszty związane z nieobecnością rodziców lub opiekunów w pracy. Nie bez znaczenia jest ponadto fakt, że mały pacjent stanowi zagrożenie dla innych hospitalizowanych dzieci.

 W ramach szpitala jest to bomba zegarowa. Mamy bardzo dużo takich przyjęć i w związku z tym w polskich warunkach dzieci są przyjmowane do wszystkich możliwych oddziałów, również do tych, w których tacy pacjenci nie powinni się znaleźć. Są pewnym zagrożeniem dla już leżących chorych dzieci i to czasem bardzo dużym – mówi prof. Piotr Albrecht.

W Polsce zarejestrowane zostały dwie doustne szczepionki przeciwko rotawirusom, zalecane dzieciom od 6. tygodnia życia. Środowiska lekarskie rekomendują ich wprowadzenie jako obowiązkowe do Programu Szczepień Ochronnych. Jest to jeden z priorytetów wskazanych przez Radę Sanitarno-Epidemiologiczną od 2019 roku. Pediatryczny Zespół Ekspertów ds. Programu Szczepień Ochronnych, działający przy Ministerstwie Zdrowia, również postuluje wprowadzenie obowiązkowych szczepień przeciwko rotawirusom.

– Czy jest szansa? Trudno powiedzieć. Pediatryczna Grupa Ekspertów o wprowadzeniu szczepień powszechnych przeciwko pneumokokom przekonywała Ministerstwo Zdrowia blisko 10 lat. Po raz pierwszy powszechne szczepienia przeciw pneumokokom zostały wprowadzone w zeszłym roku. Mam nadzieję, że nasze starania w tym roku sprawią, że zostaną wprowadzone kolejne szczepienia – mówi prof. dr hab. n. med. Teresa Jackowska, konsultant krajowy w dziedzinie pediatrii, ordynator Klinicznego Oddziału Pediatrycznego Szpitala Bielańskiego w Warszawie.

Panorama Firm pomoże znaleźć strefę kibica na Mundial 2018

Już 19 czerwca Reprezentacja Polski rozpocznie rywalizację w Mistrzostwach Świata w piłce nożnej meczem z Senegalem. Dla polskich kibiców będzie to doskonała okazja do spotkań i wspólnego wspierania biało-czerwonych. Z myślą o sympatykach futbolu lokalna wyszukiwarka Panorama Firm udostępniła wykaz miejsc, w których będzie można grupowo oglądać transmisje z meczów. Co istotne, właściciele lub zarządcy tych miejsc podpisali umowę licencyjną z nadawcą transmisji, więc we wskazanych lokalizacjach obejrzymy mecze nie tylko w dobrym towarzystwie, ale i legalnie.

Jak to działa? Po wejściu na wyszukiwarkę Panoramy Firm należy wpisać frazę „strefy kibica” i określić lokalizację. Wówczas wyświetla się lista miejsc – łącznie jest ich obecnie blisko 200 w Polsce, ale stale dodawane są nowe. Każdą strefę kibica można zlokalizować na mapie oraz zaplanować do niej dojazd z dowolnej lokalizacji.

Cieszymy się, że możemy pomóc kibicom w oglądaniu meczów drużyny narodowej w niepowtarzalnej atmosferze strefy kibica. Zdecydowana większość z nich ogląda spotkania w kraju, najchętniej w miejscach dysponujących różnymi udogodnieniami np. duże ekrany, zadaszenie, duża liczba miejsc siedzących. Tegoroczne mistrzostwa są rozgrywane w Rosji, więc mecze będą transmitowane w dogodnym czasie i zapewne zbiorą dużą publikę w strefach kibica. Panorama Firm ułatwi im znalezienie takich miejsc w pobliżu i dotarcie do nich najkrótszą drogą. Jesteśmy wyszukiwarką lokalną i wspieramy każdą inicjatywę istotną dla lokalnej społeczności. Ja sam także wybieram się do najbliższej strefy kibica, aby dopingować zespół Nawałki. – mówi Adrian Hinc, Kierownik Produktu panoramafirm.pl w Eniro Polska.

Mistrzostwa Świata potrwają do 15 lipca. To pierwsze mistrzostwa rozgrywane na terenie Europy Wschodniej i bierze w nich udział 32 zespołów, w tym Polska. Polacy, grający w grupie H, rozpoczną rywalizację meczem z Senegalem (19 czerwca), a potem zagrają z Kolumbią (24 czerwca) i Japonią (28 czerwca). W tych dniach będą organizowane strefy kibica w miejscach prezentowanych w Panoramie Firm.

PanoramaFirm.pl jest jedyną wyszukiwarką lokalną w Polsce, która udostępniła funkcjonalność wyszukiwania stref kibica. Jest ona dostępna bezpłatnie zarówno dla użytkowników wersji mobilnej, jak i desktopowej. Panorama Firm co miesiąc notuje ponad 5 milionów wizyt, w trakcie których użytkownicy poszukują usług, produktów, firm, i ich lokalizacji.

Sprzedaż udziałów w Skarbiec Holding przez Murapol S.A.

W dniu 15 czerwca 2018 roku Murapol S.A. sprzedał na rzecz spółki Aoram Sp. z o.o. pakiet 2.251.152 akcji spółki Skarbiec Holding S.A. o wartości nominalnej 0,80 zł każda i łącznej wartości nominalnej 1,8 mln zł. Cena za jedną akcję wynosi 28,23 zł, a łącznie transakcja opiewa na kwotę 63,55 mln zł. Sprzedany pakiet akcji stanowi 32,99 proc. kapitału zakładowego i ogólnej liczby głosów na WZA Skarbiec Holding.

Sprzedaż Akcji na rzecz Aoram została poprzedzona sprzedażą 100% udziałów w tej spółce przez Murapol S.A. na rzecz osób trzecich.

– Murapol powinien pozostać w klasycznym segmencie deweloperskim. Dysponując pełnym zapleczem zasobów i kompetencji możemy budować mieszkania w powtarzalny sposób, jednocześnie stale obserwując rynek i odpowiadając na potrzeby lokalowe każdej miejscowości, w której realizujemy projekty. To są nasze priorytety i tylko na nich powinniśmy się koncentrować. Poprzez sprzedaż zasobów spoza „core businness”, uwalniamy spore środki finansowe, które posłużą pozytywnemu wzmocnieniu i uatrakcyjnieniu naszej podstawowej działalności. – mówi Nikodem Iskra, Prezes zarządu Murapol S.A.

Sprzedaż akcji Skarbiec Holding S.A. jest podyktowana procesem przygotowań spółki do debiutu giełdowego i porządkowania struktury organizacyjnej i podmiotowej GK Murapol S.A. Spółka dostrzega ponadto, że przesunięcie zasobów i skupienie się wyłącznie na działalności deweloperskiej daje największe efekty w budowaniu wartości firmy dla obecnych, jak i przyszłych akcjonariuszy na rynku publicznym. Rynek mieszkaniowy w Polsce rozwija się doskonale, ceny mieszkań mają nadal potencjał do wzrostu, stopy procentowe utrzymują się na niskim poziomie, co w połączeniu ze wzrostem wynagrodzeń Polaków, zwiększa ich zainteresowanie zakupami mieszkań, zarówno na własne potrzeby, jak i w celach inwestycyjnych. Murapol chce ten czas maksymalnie wykorzystać do realizacji projektów przynoszących powtarzalne marże w oparciu o wypracowany przez kilkanaście lat działalności unikatowy know-how i atrakcyjny aktywny bank ziemi.

– Obecne kierunki rozwoju naszej spółki opierają się na koncentracji wokół podstawowego biznesu deweloperskiego. Tego oczekiwać będą od nas przyszli inwestorzy giełdowi i to na rynku kapitałowym oczywiste. Pomimo bardzo wysoko ocenianego przez nas potencjału i dokonanych w ostatnim roku zmian w spółce, uznaliśmy, że Skarbiec Holding nie tworzy synergii z działalnością Murapol S.A., a w drodze do IPO może być nawet motywem do dyskonta. Z drugiej strony sam Murapol nie był dla Skarbca typowym inwestorem branżowym. Mamy zatem nadzieję, że nasze drogi biznesowe i tak kiedyś się zejdą, lecz na zupełnie neutralnej płaszczyźnie, a także, że wiedza jaką przekazaliśmy w zakresie potrzeb finansowania firm deweloperskich, pozostanie z korzyścią dla jego polityki produktowej powiedziała Iwona Sroka, członek zarządu Murapol S.A. i rady nadzorczej Skarbiec TFI S.A.

W okresie ostatniego roku Skarbiec TFI (którego jedynym akcjonariuszem jest Skarbiec Holding) znacząco zmienił swoje oblicze – nastąpiły pozytywne zmiany w zakresie wzrostu aktywów pod zarządzanie, wprowadzono profesjonalny i rozpoznawalny na rynku finansowym management, rozbudowano zespół sprzedażowy, zakomunikowano nową strategię odpowiadająca na wyzwania MIFID II oraz zdobyto uznanie rynku, w tym za innowacyjność oraz rentowność zarządzanych funduszy. W 2017 roku Skarbiec TFI zostało wybrane drugim najlepszym TFI w Polsce według gazety Rzeczpospolita, a w roku 2018 nagrodzone jako najlepsze TFI 2017 (Parkiet – Byki i Niedźwiedzie) oraz wyróżnione nagrodą Złote Portfele dla dwóch funduszy zarządzanych przez Skarbiec TFI. Skarbiec Holding uhonorowany został natomiast tytułem Rekina Biznesu 2017 w kategorii „Spółka Dywidendowa” podczas dorocznej gali organizowanej przez inwestorzy.tv. Skarbiec TFI powstało w 1997 roku jako piąte towarzystwo funduszy inwestycyjnych w Polsce i jest jednym z największych towarzystw niezależnych od jakiejkolwiek grupy bankowo-finansowej w Polsce.

Kurs euro do dolara powinien utrzymywać się w okolicy bieżącego poziomu lub nieco poniżej przez większość 2018 r.

Ostatnie dni obfitowały w same istotne dla rynku walutowego wydarzenia. Spotkania Rezerwy Federalnej i Europejskiego Banku Centralnego dostarczyły istotnych informacji dotyczących dalszych działań kluczowych banków centralnych świata.

W środę FOMC zdecydował o podniesieniu stóp procentowych o kolejne 25 punktów bazowych. Jednocześnie sugerując, że bank jest gotowy na jeszcze dwie podwyżki w bieżącym roku, co sugeruje szybsze tempo zacieśniania polityki pieniężnej, niż rynki wyceniały jeszcze przed spotkaniem.

„Dot plot” FOMC, ilustrujący indywidualne oczekiwania decydentów banku centralnego względem kształtowania się poziomu stóp procentowych w przyszłości, pokazał wzrost oczekiwań w krótkim okresie. Mediana oczekiwanego poziomu w bieżącym roku wzrosła do poziomu 2,375%, co sugeruje, że do końca roku czekają nas jeszcze dwie podwyżki stóp procentowych. Bank prawdopodobnie zdecyduje się na nie we wrześniu i w grudniu, czyli przy okazji publikacji nowych prognoz ekonomicznych.

Przewodniczący FOMC, Jerome Powell wypowiadał się pewnie oraz w optymistycznym tonie odnosił się do stanu amerykańskiej gospodarki. W trakcie konferencji prasowej stwierdził, że Stany Zjednoczone są w „świetnej formie”. FED nieco podniósł prognozę wzrostu gospodarczego, przewiduje również nieco wyższą inflację – co powinno sprawić, że stopy przez pewien czas będą nieco wyższe od szacowanego poziomu w długim okresie. Prognoza stóp procentowych w długim okresie sugeruje, że wyniosą ok. 2,9%, z kolei mediana szacowanego poziomu na koniec 2020 r. podskoczyła do 3,4%.

Wydźwięk samego spotkania był dość optymistyczny. Pozwala nam to wzmocnić pogląd dotyczący tego, że w bieżącym roku w USA nadejdą cztery podwyżki stóp procentowych. Do tej opinii przychyla się również rynek, który ocenia, że wystąpienie czterech ruchów w 2018 r. jest bardziej prawdopodobne niż to, że dojdzie do trzech takich operacji.

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych ze strony FED (marzec 2018-czerwiec 2018)

Rynkowe szacunki prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych ze strony FEDŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 14/06/18

W czwartek po południu kurs euro doświadczył silnej wyprzedaży. Zmiany na parze EUR/USD przełożyły się również na słabość polskiej waluty, która traciła w relacji do głównych walut. PLN i EUR największej wyprzedaży doznały w parze z USD. Gwałtowne zmiany na rynku miały miejsce po tym, jak Europejski Bank Centralny zdecydował się zaskoczyć inwestorów podając bardzo konkretne informacje dotyczące swoich przyszłych działań.

Kurs USD/PLN oraz USD/EUR (15/06/2018)

Kurs USD-PLN oraz USD-EURŹródło: Thomson Reuters Datastream Data: 15/06/18

Tak jak oczekiwano przed spotkaniem, bank centralny poinformował, że wygaszanie programu luzowania ilościowego potrwa nieco dłużej niż sugerował wcześniejszy termin jego zakończenia (program miał trwać do września br.). Od września Bank będzie skupował aktywa o wartości 15 mld EUR (o połowę mniej niż obecnie), a w grudniu program się zakończy.

Mimo konkretnego komunikatu o planowanym zakończeniu programu QE, wspólna europejska waluta dość mocno się osłabiła. Bank centralny ogłosił bowiem, że w najbliższym czasie nie należy spodziewać się podwyżek stóp procentowych w strefie euro. EBC stwierdził jednoznacznie, że strefa euro „wciąż potrzebuje znaczącej stymulacji”, a same stopy zostaną utrzymana na dotychczasowym poziomie „co najmniej w trakcie lata 2019 roku”, sugerując, że do podwyżek stóp dojdzie najwcześniej w drugiej połowie przyszłego roku.

Konferencja prasowa EBC miała zdecydowanie gołębi wydźwięk. Mario Draghi podkreślił, że mamy do czynienia z rosnącą niepewnością wywołaną przez informacje z zagranicy, stwierdził również, że niedawne osłabienie gospodarcze może się utrzymać w części krajów strefy euro również w drugim kwartale. EBC obniżył dość istotnie prognozy dotyczące wzrostu gospodarczego w 2018 r. Obecnie bank oczekuje, że gospodarki strefy euro urosną w bieżącym roku o 2,1%, przy poprzedniej prognozie zakładającej wzrost na poziomie 2,4% rocznie. EBC podniósł jednocześnie prognozy inflacji, spodziewając się, że dynamika cen na przestrzeni trzech kolejnych lat (2018-20) wyniesie 1,7% rocznie. Uprzednio Bank zakładał, że dynamika cen w tym i kolejnym roku będzie wynosiła 1,4%, a poziom 1,7% osiągnie dopiero w 2020 r.

Sądzimy, że spotkanie Europejskiego Banku Centralnego uwypukliło przesadny nacisk, jaki rynki kładły na zaskakująco wysoką dynamikę wzrostu gospodarczego w strefie euro. Nieraz wskazywaliśmy, że najważniejszym czynnikiem kierującym polityką monetarną EBC jest poziom i perspektywy wzrostu inflacji bazowej. Bazowy wskaźnik dynamiki cen utrzymuje się znacznie poniżej poziomu określonego przez cel inflacyjny, skąd wynika, że EBC nie musi spieszyć się nawet z samym rozważaniem podwyżek stóp procentowych. Uważamy, że podwyżek należy się spodziewać najwcześniej dopiero w drugiej połowie 2019 roku, w związku z czym w naszej opinii kurs EUR/USD powinien utrzymywać się w okolicy bieżącego poziomu lub nieco poniżej przez większość 2018 r.

Autorzy – analitycy Ebury: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk

Jak zabezpieczyć majątek wspólny na wypadek upadłości konsumenckiej małżonka?

Polskie przepisy przewidują możliwość złożenia wniosku o upadłość konsumencką przez oboje małżonków lub przez każdego z nich osobna. Ogłoszenie upadłości choćby jednego z małżonków powoduje powstanie rozdzielności majątkowej, a majątek wspólny wchodzi w skład masy upadłości. Ogłoszenie upadłości konsumenckiej ma zatem istotny wpływ na majątek wspólny małżonków. Czy ich dorobek można zabezpieczyć przed utratą?

Planując złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, małżonkowie powinni bardzo skrupulatnie i rozsądnie przeanalizować konsekwencje związane z podjęciem takiej decyzji. Wydanie przez sąd postanowienia o ogłoszeniu upadłości sprawia przede wszystkim, że majątek wspólny staje się masą upadłości, która przeznaczana jest na zaspokojenie wierzycieli pod nadzorem syndyka. Od tej chwili żadnemu z małżonków nie przysługuje prawo rozporządzania zgromadzonym przez nich dorobkiem.

Poza tym z dniem ogłoszenia upadłości pomiędzy małżonkami powstaje rozdzielność majątkowa, a próby dokonania jakiegokolwiek podziału majątku są niedopuszczalne. Dotyczy to przypadków, w których upadłość związana jest z małżonkiem będącym tak konsumentem, jak przedsiębiorcą.

Wniosek o złożenie upadłości – zgoda współmałżonka nie jest wymagana

Postanowienie o ogłoszeniu upadłości konsumenckiej wydawane jest przez wydział gospodarczy do spraw upadłości, który działa w strukturze sądu rejonowego. Obowiązujące przepisy przewidują, że odpowiedni wniosek wszczynający postępowanie o upadłość może zostać złożony wspólnie przez oboje małżonków lub przez jednego z nich. Skuteczność wszczęcia postępowania przez jednego z małżonków nie jest zależna od wyrażenia zgody przez drugiego współmałżonka.

Choć cała procedura dotyczy majątku wspólnego, przepisy nie przyznają małżonkowi uprawnienia, które pozwoliłoby skutecznie powstrzymać złożenie odpowiedniego wniosku o ogłoszenie upadłości przez drugiego z małżonków. Małżonek upadłego nie ma też statusu uczestnika postępowania. Tym samym pozbawiony zostaje on możliwości składania wyjaśnień, zażaleń na postanowienia sądu czy prawa wyjaśniania istotnych wątpliwości, które mogą mieć realny wpływ na majątek wspólny małżonków. Formalnie bowiem procedura upadłości konsumenckiej skierowana jest tylko i wyłącznie do jego współmałżonka, który jest niewypłacalny.

Wpływ ogłoszenia upadłości na stosunki majątkowe małżeńskie

Ustrój małżeńskiej wspólności majątkowej powstaje wraz z momentem zawarcia małżeństwa i zakłada współwłasność przedmiotów majątkowych nabytych przez małżonków w trakcie jego trwania, które stanowią jedną całość gospodarczą.

Ustawa z dnia 28 lutego 2003 r. Prawo upadłościowe (Dz.U. 2017 poz. 2344, dalej jako „pr. upadł.”) określa konsekwencje ogłoszenia upadłości w zakresie stosunków majątkowych małżeńskich. Pierwszy skutek uregulowany został w art. 124 ust. 1 pr. upadł., który stanowi, że „z dniem ogłoszenia upadłości jednego z małżonków powstaje między nimi rozdzielność majątkowa. Należy przez to rozumieć, iż dochodzi do sytuacji określonej w art. 53 § 1 Ustawy z dnia 25 lutego 1964 r. Kodeks rodzinny i opiekuńczy (Dz.U. 2017 poz. 682, dalej jako „k.r.o.”).”

Wątpliwości interpretacyjne – czy cały majątek wspólny wchodzi do masy upadłości?

Kolejny skutek jest taki, że całość majątku wspólnego małżonków wchodzi w skład masy upadłości (art. 124 ust. 1 zdanie drugie). To konsekwencja bardzo surowa dla małżonka upadłego – z majątku wspólnego będą zaspokajane zobowiązania tylko jednego z małżonków. Mogą dotyczyć one również długów wynikających z działalności gospodarczej prowadzonej przez niewypłacalnego małżonka, chociażby „niewinny” małżonek nie przyczynił się do powstania zadłużenia.

Co gorsza, małżonek upadłego nie jest klasyfikowany w żadnej grupie wierzycieli z pierwszeństwem zaspokojenia. Jego status jest identyczny jak pozostałych wierzycieli – i to bez względu na to, czy dotyczy małżonka będącego konsumentem, czy przedsiębiorcą.

Na gruncie wspomnianej regulacji powstało wiele rozbieżności interpretacyjnych. Wątpliwości dotyczą sytuacji, w której upadłość ma związek z osobą fizyczną nieprowadzącą działalności gospodarczej. Dyskusja toczyła się wokół tego, czy w postępowaniu upadłościowym konsumenckim powinno się przeznaczać całość majątku małżonków na spłatę zobowiązań wobec wierzycieli. Niektórzy byli zdania, że nie można skierować egzekucji do całego majątku współmałżonków, jeżeli drugi małżonek nie wyraził zgody na powstanie zobowiązania. Przedstawiciele tego stanowiska odwoływali się do art. 41 § 2 k.r.o., który przy ustalaniu odpowiedzialności małżonka za zobowiązania zaciągnięte przez współmałżonka przewiduje badanie, czy zobowiązanie zostało zaciągnięte za jego zgodą.

Zważywszy jednak na przeważającą praktykę i wykładnię obowiązujących przepisów, trzeba uznać, że w przypadku upadłości konsumenckiej cały majątek wspólny małżonków stanowić będzie składnik masy upadłości. Okoliczność, że upadły małżonek nie prowadzi działalności gospodarczej, nie może wpływać na zakres jego odpowiedzialności wobec wierzycieli. W tym miejscu należy się odwołać do woli samego ustawodawcy – gdyby ten chciał wyłączyć stosowanie art. 124 ust. 1 zdanie drugie wobec osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej, przewidziałby to wprost jako kodeksowy wyjątek, podobnie jak ma to miejsce w sytuacjach określonych w art. 4912 ust. 1 pr. upadł.

Odpowiedzialność za zobowiązania współmałżonka rozciągać się zatem będzie na cały majątek wspólny, nawet gdy jeden z małżonków nie wyrażał zgody na zaciąganie długów przez drugiego ani nigdy nie miał statusu współdłużnika. Zasadne jest więc podejmowanie wszelkich działań mogących ochronić majątek małżonków, stanowiący często oszczędności ich całego życia.

Czy jeden małżonek może próbować ochronić majątek wspólny małżonków?

Nieuprawnione jest inicjowanie działań dążących do podziału majątku wspólnego małżonków, który ma stanowić masę upadłości. Współmałżonek upadłego nie jest jednak całkowicie pozbawiony możliwości ochrony swoich praw majątkowych.

Przede wszystkim małżonek ma prawo zgłosić sędziemu-komisarzowi wierzytelność w majątku wspólnym z tytułu swojego udziału. Na mocy art. 43 § 1 k.r.o. przyjmuje się, że udziały małżonków są równe, a tym samym roszczenie współmałżonka odpowiadać będzie połowie wartości majątku dorobkowego. Przy zgłaszaniu wierzytelności uprawniony małżonek powinien poddać szczegółowej analizie, czy może powołać się na art. 43 § 2 i 3 k.r.o., a zatem czy ma dowody, które mogą przemawiać za ustaleniem nierównych udziałów w majątku wspólnym. Tym sposobem mógłby bowiem doprowadzić do wykazania wierzytelności w kwocie wyższej niż równowartość połowy majątku wspólnego.

Poza tym z mocy prawa wyłączone z masy upadłości pozostają przedmioty służące prowadzeniu działalności gospodarczej oraz pracy zawodowej – również wtedy, gdy objęte są majątkową wspólnością małżeńską (art. 124 ust. 5 pr. upadł.).

Skutecznym środkiem ochrony może być też odpowiednio wcześniej zaplanowana i przeprowadzona procedura ustanawiająca rozdzielność majątkową. Ważność dokonanej czynności w przypadku upadłości konsumenckiej zależna jest jednak od upływu określonego czasu – rozdzielność majątkowa musi powstać pomiędzy małżonkami co najmniej dwa lata przed złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości. W przeciwnym wypadku będzie ona bezskuteczna i współmałżonek nie będzie mógł skorzystać z możliwości wyłączenia określonego majątku z masy upadłości.

Postępowanie o ogłoszenie upadłości konsumenckiej, mimo bardzo doniosłych konsekwencji dla majątku wspólnego małżonków, stanowi bardzo dobry sposób na rozwiązanie istniejących problemów finansowych. Trzeba jednak pamiętać, że postępowanie upadłościowe należy odpowiednio zaplanować, uwzględniając obowiązujące przepisy i opierając się o doświadczenie w prowadzeniu takich postępowań.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Kurs euro w dół. Kurs dolara w górę

Europejski Bank Centralny zapowiedział dalsze działania co spowodowało, że euro gwałtownie traci na wartości. Dobre dane z USA dodatkowo ciążą europejskiej walucie. Wraca temat wojny handlowej USA z Chinami.

Draghi osłabia euro

Bieżący tydzień był bogaty w ważne konferencje prasowe. W środę wieczorem poznaliśmy decyzję Amerykanów podnoszącą stopy procentowe. Inwestorzy wówczas byli tak bardzo przekonani, że Europa również da komunikat umacniający swoją walutę, że zachowali się bardzo dziwnie. Pomimo podwyżki stóp i wyraźnie lepszych od oczekiwań prognoz makroekonomicznych oraz zapowiedzi dwóch kolejnych podwyżek do końca roku sprzedawali dolara a kupowali euro. Europejski Bank Centralny nie spełnił jednak oczekiwań. Co prawda doszło do ograniczenia o połowę programu skupu aktywów, za to co prawda wydłużono czas jego działania. Drugie i ważniejsze to zapowiedź utrzymania obecnych stóp procentowych do połowy 2019 roku. Z jednej strony wreszcie znamy jakiś horyzont czasowy, z drugiej analitycy nie spodziewali się, że będzie on tak odległy. Jak zareagowały rynki? Euro wyraźnie osłabiło się szczególnie wobec dolara. Konferencja rozpoczynała się gdy za jedno euro można było otrzymać 1,1820 dolara. Dzień zakończył się gdy za jedno euro płacono 1,1570. Złotówka względem euro była w miarę stabilna, straciła relatywnie niewiele, ale skoro euro traciło względem innych walut to tracił również złoty. Za franka trzeba było dzisiaj rano zapłacić ponad 3,70 zł. Funt przekroczył 4,90 zł a dolar dotarł przez moment powyżej 3,70 zł.

Dobre dane z USA

Dodatkowym elementem, który wspierał wczoraj dolara były dane na temat sprzedaży detalicznej oraz liczby nowo zarejestrowanych bezrobotnych. Oba te wskaźniki okazały się delikatnie lepsze od oczekiwań. Ciężko określić reakcję inwestorów na te dane, gdyż zostały one opublikowane dokładnie w tym samym momencie co rozpoczynała się konferencja prasowa Mario Draghiego po decyzji EBC.

Wojna handlowa znów trwa

Ledwo ucichły echa konferencji banków centralnych a już na pierwszy plan wraca Donald Trump. Dzisiaj mamy poznać listę towarów objętych nowymi sankcjami. Jak nietrudno się domyślić Chińczycy już zapowiedzieli, że zastosują odpowiednie sankcje w drugą stronę. Dotychczas wielu analityków sądziło, że wynegocjowana umowa handlowa zwiększająca chiński import jest satysfakcjonująca, ale jak widać byli w błędzie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – inflacja bazowa,
  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa,
  • 16:00 – USA – raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

o12.pl, spółka córka nazwa.pl, wypowiada pełnomocnictwo HRD.pl w związku z wyciekiem danych

Do groźnego wycieku danych abonentów doszło podczas migracji systemów przeprowadzonej przez HRD.pl, markę firmy CONSULTING SERVICE sp. z o.o., pośredniczącej w rejestracji domen. Skala problemu jest poważna, ponieważ CONSULTING SERVICE sp. z o.o. w samym tylko rejestrze .pl posiada ponad 130 tys. abonentów, obsługując ponad 275 tys. nazw domen*. 

Pierwsze doniesienia o zaistniałej sytuacji pojawiły się na portalu zaufanatrzeciastrona.pl. Planowana od miesięcy przez HRD.pl migracja danych pomiędzy systemami rozpoczęła się w piątek (08.06.2018 r.) i trwała do niedzieli (10.06.2018 r.). Mimo pojawiających się sygnałów, także od klientów, firma CONSULTING SERVICE sp. z o.o. zarządzająca marką HRD.pl nie przedstawiła żadnego oficjalnego stanowiska w sprawie wycieku danych czy innych problemów, które pojawiły się podczas operacji.

Krzysztof Cebrat, prezes zarządu nazwa.pl
Krzysztof Cebrat, prezes zarządu o12.pl

Na sytuację stanowczo zareagowała spółka o12.pl, wchodząca w skład grupy kapitałowej nazwa.pl. Firma korzysta z usług HRD.pl, jednak w związku z rażącymi nieprawidłowościami wypowiedziała firmie CONSULTING SERVICE sp. z o.o. pełnomocnictwo do reprezentowania swoich klientów przed NASK, EURid i ICANN. W praktyce skutkuje to zakończeniem możliwości przetwarzania danych osobowych przez ten podmiot. Spółka o12.pl wydała oświadczenie, w którym uzasadnia swoją decyzję. Utracony brak zaufania spowodowany jest przede wszystkim informacją o wycieku danych klientów o nieokreślonej skali. Wśród listy błędów po stronie HDR.pl firma wymienia także brak możliwości przedłużenia ważności domen po dacie ich wygaśnięcia oraz brak spójności informacji na temat domen pod względem dat ich ważności w systemie HRD.pl z systemem NASK. Według o12.pl oba te zdarzenia mogły skutkować poważnym ryzykiem utraty domeny. – W trosce o bezpieczeństwo i w interesie swoich Klientów firma o12.pl podjęła aktywne kroki mające na celu zaradzić tej skrajnie zagrażającej Klientom sytuacji – mówi Krzysztof Cebrat, prezes zarządu o12.pl. Firma zażądała od CONSULTING SERVICE sp. z o.o. wydania wszystkich kodów Authinfo do domen klientów spółki o12.pl zarejestrowanych za pośrednictwem CONSULTING SERVICE sp. z o.o. – Celem o12.pl jest przeniesienie obsługi domen Klientów firmy w odpowiedzialne ręce. Bezpieczeństwo danych jej Klientów to absolutny priorytet, firma nie jest w stanie iść na kompromis w tym obszarze. Ponadto spółka o12.pl zwróciła się do NASK, EURid i ICANN o interwencję i przetransferowanie obsługi domen Klientów o12.pl do akredytowanego wiarygodnego partnera – tłumaczy Krzysztof Cebrat.

Firma o12.pl to spółka córka największego rejestratora domen w Polsce, czyli nazwa.pl sp. z o.o.  Jest ona wiarygodnym partnerem NASK, posiadającym akredytację umożliwiającą bezpośrednią rejestrację domen w rejestrze .pl. Jednak rejestracja części abonentów odbywała się  poprzez CONSULTING SERVICE. Sytuacja ta ma zaszłość historyczną i wynika z faktu, że abonenci byli wcześniej klientami firmy Proscape sp. z o.o., wchodzącej obecnie w skład o12.pl, która – nie mając bezpośredniej umowy z NASK – korzystała z usług HRD.pl. – Jak dobitnie pokazuje powyższa sytuacja, nie ma żadnego powodu, dla którego domeny Klientów o12.pl mają być rejestrowane za pośrednictwem trzeciego podmiotu. W związku z tym oczywistym jest, że domeny należy przenieść do wiarygodnego partnera – podkreśla Cebrat.

Takim partnerem z pewnością jest spółka NetArt Registrar sp. z o.o., należąca do grupy kapitałowej nazwa.pl, która od 9 lat jest jedynym w Polsce akredytowanym partnerem ICANN. – Akredytacja ICANN to świadectwo najwyższych standardów, a w Polsce spełnia je tylko NetArt Registrar – tłumaczy Krzysztof Cebrat  –  Zarząd o12.pl ma nadzieję, że NASK i pozostali partnerzy – EURid i ICANN – przychylą się do rozwiązania, które ma na celu przede wszystkim ochronę bezpieczeństwa Klientów i przetransferują domeny w miejsce, które zapewni Abonentom należytą ochronę. Takim miejscem z pewnością jest zaproponowana przez o12.pl spółka NetArt Registrar  – podkreśla Cebrat.

*https://www.dns.pl/NASK-raport-rynek-nazw-domeny-pl-2017.pdf

JR HOLDING S.A. podpisuje list intencyjny ws. współpracy z SETANTA ASI S.A.

JR HOLDING S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od listopada 2012 r., podpisała list intencyjny w sprawie współpracy z SETANTA ASI S.A. – spółką notowaną na rynku regulowanym GPW w Warszawie. Oba podmioty zamierzają współpracować w wielu obszarach w celu osiągnięcia zysków oraz wzrostu wartości.

Zgodnie z założeniami podpisanego listu intencyjnego JR HOLDING S.A. oraz SETANTA ASI S.A. zamierzają współpracować na poziomie operacyjnym, biznesowym oraz kapitałowym. Głównym celem planowanej współpracy jest osiągnięcie przez obie spółki korzyści oraz zysków z wspólnie prowadzonych działań, które przełożą się pozytywnie na ich wyniki finansowe oraz na wzrost wartości. Obie strony będą dążyły do wykorzystania w jak największym stopniu swoich kompetencji, doświadczeń, know-how oraz obecności na rynku publicznym, aby wspólnie osiągnąć efekty synergii i efekty skali.

„Bardzo optymistycznie oceniam potencjał dla naszej współpracy ze spółką SETANTA ASI S.A., która jest notowana na GPW w Warszawie. Wspólnie dostrzegliśmy kilka obszarów do kooperacji, dzięki czemu obie spółki powinny odnieść znaczące korzyści. Posiadamy dobrze uzupełniające się kompetencje, których odpowiednie wykorzystanie może pozwolić nam wspólnie realizować perspektywiczne projekty inwestycyjne, zwiększając w ten sposób wartość obu spółek. Dzięki obecności obu podmiotów na rynku publicznym oraz dużemu doświadczeniu kadry menadżerskiej łatwiej będzie nam prowadzić nowe przedsięwzięcia biznesowe.” – komentuje January Ciszewski, Prezes Zarządu Spółki JR HOLDING S.A.

SETANTA ASI S.A. oraz JR HOLDING S.A. będą angażować się kapitałowo w spółki publiczne notowane na rynku NewConnect oraz na rynku regulowanym GPW w Warszawie, które posiadają wysoki potencjał do osiągnięcia wzrostu wartości oraz generowania ponadprzeciętnych zwrotów z inwestycji, poprzez zakup znacznych pakietów ich akcji. Podjęte działania będą zgodne z polityką inwestycyjną obu podmiotów.

SETANTA ASI S.A. to konsekwentnie budowana Grupa Kapitałowa (Jednostka Inwestycyjna), skoncentrowana na trzech obszarach: projekty globalne, projekty lokalne oraz nieruchomości. Spółka zadebiutowała na Głównym Rynku GPW w styczniu 2017 r., przechodząc na niego z rynku NewConnect, na którym była notowana od stycznia 2013 r. Głównym celem Spółki jest długoterminowy wzrost wartości jej aktywów netto. Zarząd SETANTA ASI S.A. podjął w lutym 2018 r. decyzję o przeanalizowaniu opcji strategicznych dla Spółki, które mogą umożliwić jej kapitałowe wzmocnienie.

Po posiedzeniu EBC kurs euro spada względem dolara do 1,156

Gołębi przekaz EBC dał podstawy do odreagowania wcześniejszych wzrostów rentowności. Decyzje EBC rozczarowały rynek, spychając EURUSD do 1,156 i ostatecznie podnosząc notowania EURPLN do 4,286.

Rynek walutowy i stopy procentowej

W czwartek, najważniejszym wydarzeniem było posiedzenie EBC, które ostatecznie rozczarowało rynek, spychając EURUSD do 1,156 i podnosząc notowania EURPLN do 4,286. Jeszcze w oczekiwaniu wynik, euro umacniało się względem dolara, podczas sesji europejskiej rosnąc do 1,183 USD.

Towarzyszące środowej decyzji Fed istotne zredukowanie komunikatu zostało najprawdopodobniej przez rynki odebrane jako nieuchronne zbliżanie się amerykańskich stóp procentowych do neutralnego poziomu. W rezultacie, dostrzeżenie perspektywy końca cyklu zaostrzania polityki w USA, na tle rosnących oczekiwań na rozpoczęcie cyklu podwyżek stóp w Europie zważyło na osłabieniu dolara. EBC nie sprostał jednak oczekiwaniom rynkowym. W komunikacie podano, że do września 2018 miesięczna skala programu QE wyniesie 30mld EUR, a następnie do grudnia zostanie obniżona do 15mld EUR i z końcem roku program zostanie zakończony. Ponadto, w ocenie EBC stopy procentowe na obecnym poziomie powinny zostać utrzymane do końca lata 2019 roku, co dodatkowo ostudziło nadzieje na szybki koniec niekonwencjonalnej polityki pieniężnej ECB. Prezes M. Draghi nie chciał sprecyzować, kiedy w strefie euro rozpocznie się podwyższanie stóp procentowych.

Posiedzenie EBC należy odebrać jako wyraźnie gołębie. Dodatkowo obniżone zostały prognozy PKB na ten rok (do 2,1% r/r z 2,4%). Na taki odbiór posiedzenia wskazywała też reakcja rynku długu, gdzie rentowności europejskich papierów spadały o około 5pb. Niemieckie 10-letnie Bundy w szczycie sesji sięgały 0,50%, a po południu sięgały 0,43%. Polskie papiery podążały torem wytyczonym przez EBC. Papiery 5-letnie zbliżały się do 2,40%, a 10-letnie do 3,20%.

Wsparciem dla notowań polskich obligacji może być też piątkowa aukcja zamiany. Ministerstwo Finansów powinno zaoferować papiery za nie więcej niż 5mld PLN. Warto zaznaczyć, że MF w czerwcowym planie podaży podkreślił możliwość odwołania regularnego przetargu sprzedaży, co wynika z dobrej sytuacji budżetowej. Lepsza od założeń realizacji budżetu (nadwyżka po kwietniu wyniosła 9,3mln PLN) może skutkować obniżeniem tegorocznych potrzeb pożyczkowych. W najbliższych dniach rentowności papierów skarbowych powinny utrzymywać się blisko 1,60% w sektorze 2-letnim, 2,40% w 5-letnim i 3,20% w 10-letnim.

Z wydarzeń krajowych w czwartek opublikowane zostały ostateczne wyniki dla CPI. Zgodnie z wstępnymi szacunkami GUS inflacja wyniosła w maju 1,7% wobec 1,6% notowanych miesiąc wcześniej. W piątek poznamy inflację bazową. Ekonomiści banku wskazują na poziom 0,5-0,6% r/r, co pokazywałoby zaskakującą odporność cen (po wyłączeniu cen żywności i energii) na ożywienie obserwowane w krajowej gospodarce. Na dane inflacyjne złoty nie zareagował, były one bowiem zgodne z wstępnymi szacunkami GUS. W piatek poznamy inflację bazową CPI, która zapewne też potwierdzi brak presji cenowej w gospodarce, wspierając wyczekującą postawę RPP.

Wykres dnia: Relatywnie niska podaż na piątkowej aukcji będzie wynikać z dobrej sytuacji budżetowej, co może dodatkowo wspierać notowania obligacji.

Relatywnie niska podaż na piątkowej aukcji będzie wynikać z dobrej sytuacji budżetowej, co może dodatkowo wspierać notowania obligacji
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Solidarna odpowiedzialność – czy inwestor musi płacić dwa razy?

 

  • Na koniec I kwartału 2018 r. liczba budowlanych dłużników wyniosła blisko 40 tys., a ich zaległości wobec banków i kontrahentów osiągnęły 4,57 mld zł*.
  • W przypadku, gdy podwykonawca nie otrzyma wynagrodzenia od wykonawcy, może zwrócić się do inwestora o zapłatę z tytułu solidarnej odpowiedzialności.
  • Uprzednie wypłacenie wynagrodzenia wykonawcy nie zwalnia inwestora z solidarnej odpowiedzialności i uregulowania należności także wobec podwykonawcy.

 

Branża budowlana jest jedną z tych, które najczęściej mają problemy z płynnością finansową oraz z terminowym regulowaniem należności. Jest to spowodowane wieloma czynnikami, m.in. zmiennymi cenami materiałów budowlanych, problemami z opóźnieniami i odbiorem robót czy roszczeniami z tytułu rękojmi. Zdarza się, że z powodu braku płynności finansowej wykonawców, wydłuża się także czas oczekiwania na wynagrodzenie przez podwykonawców. W trudnej sytuacji znajduje się wtedy inwestor, który może zostać wezwany do uregulowania tej należności.

4,5 mld zł zaległości w branży budowlanej

Z danych BIG InfoMonitor oraz Biura Informacji Kredytowej wynika, że liczba budowlanych dłużników wyniosła na koniec I kw. 39 382, a ich zaległości wobec banków i kontrahentów osiągnęły 4,57 mld zł. Natomiast odsetek firm budowlanych z kłopotami wśród ogółu firm budowlanych wzrósł przez 6 miesięcy z 4,9 proc. do 5,7 proc. Specjaliści tłumaczą, że taka sytuacja spowodowana jest między innymi kumulacją inwestycji publicznych, co wpłynęło z kolei na podwyżkę cen materiałów budowlanych, urządzeń, surowców oraz kosztów pracy.

Jeżeli podwykonawca z różnych powodów nie otrzyma od wykonawcy wynagrodzenia z tytułu wykonanych przez niego robót budowlanych, to inwestor ponosi solidarną odpowiedzialność za jego wypłacenie, mówi o tym art. 6471 Kodeksu cywilnego. Szczegółowy przedmiot tych robót musiał być jednak zgłoszony inwestorowi przez wykonawcę lub podwykonawcę przed przystąpieniem do ich wykonywania. Zgodnie z nowelizacją tych przepisów z marca 2017 r., inwestor ponosi odpowiedzialność za zapłatę podwykonawcy wynagrodzenia w wysokości ustalonej w umowie między podwykonawcą a wykonawcą, chyba że kwota ta przekracza wysokość wynagrodzenia należnego wykonawcy – mówi Jacek Kosiński z kancelarii Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni.

Z solidarnej odpowiedzialności nie zwalnia uprzednia wypłata dla wykonawcy

W sytuacji, gdy podwykonawca nie otrzyma wynagrodzenia od wykonawcy, obowiązek ten przechodzi na inwestora, nawet jeśli wypłacił on wcześniej wszelkie należności wykonawcy. Istnieje zatem ryzyko, że inwestor będzie musiał zapłacić podwójnie – wykonawcy i podwykonawcy. Wyjściem z tej sytuacji jest wystąpienie z roszczeniem regresowym, dzięki czemu inwestor będzie mógł żądać zwrotu wypłaconych pieniędzy od wykonawcy lub jeśli nie wypłacił mu jeszcze wynagrodzenia, potrącić z niego należną sumę. Problem pojawia się, jeśli wykonawca okaże się być niewypłacalnym.

Należy pamiętać, że w celu zaangażowania w daną inwestycję podmiotu trzeciego, czyli podwykonawcy, inwestor musi wyrazić na to zgodę. Bardzo ważne jest dopilnowanie tej kwestii przez inwestora, ponieważ zgodnie z nowym brzmieniem ustawy, istnieje domniemanie zgody inwestora na wykonywanie określonych robót za pomocą tego podwykonawcy, tak więc milczenie w tym przypadku oznacza zgodę. Zarówno zgłoszenie podwykonawcy, jak i odmowa inwestora muszą być w formie pisemnej pod rygorem nieważności, a inwestor ma 30 dni na zgłoszenie sprzeciwu. Niestety, przepisy regulujące solidarną odpowiedzialność mają charakter bezwzględnie obowiązujący, to znaczy, że nie można ich zmienić poprzez odpowiednie zapisy w umowie – dodaje Jacek Kosiński.

*Dane BIG InfoMonitor oraz BIK

Źródło: Jacek Kosiński Adwokaci i Radcowie Prawni

OVH: Konsumenci bardziej chronią swoje dane przed marketerami niż przed hakerami

RODO zrewolucjonizowało świadomość społeczną w kwestii ochrony i przetwarzania danych. Ten fakt odzwierciedlają raporty firm zajmujących się bezpieczeństwem. Eksperci wskazują także, że odpowiednia infrastruktura, służąca do przechowywania danych, jest najbezpieczniejszym rozwiązaniem. Najsłabszym ogniwem w systemach zabezpieczeń pozostaje użytkownik.

Wejście w życie unijnego rozporządzenia sprawiło, że dane osobowe stały się głównym tematem debaty publicznej. Wcześniej te kwestie interesowały raczej wąskie kręgi specjalistów, np. prawników czy naukowców. O popularności przetwarzania danych świadczy też wzrost liczby rozpraw sądowych związanych z ich ochroną, co podkreśla Blandine Poidevin, prawniczka OVH. „Uwrażliwienie opinii publicznej nastąpiło wraz ze wzrostem wiedzy europejskich użytkowników, którzy są obecnie lepiej poinformowani, wyposażeni w stosowne narzędzia i gotowi na egzekucję swoich praw”.

Wzrost świadomości konsumentów

Celem badania poświęconego ochronie danych i ich bezpieczeństwu, autorstwa RSA, zajmującej się bezpieczeństwem sieci komputerowych i sieciowych, była diagnoza europejskich konsumentów na temat ich prywatności. RSA zależało również na odpowiedzi, w jaki sposób trendy dotyczące zbierania, przechowywania, zgodności i bezpieczeństwa danych mogą wpływać na działalność firm. Wnioski z raportu są interesujące.
Aż 73% respondentów twierdzi, że obecnie są bardziej świadomi naruszeń danych niż choćby pięć lat temu. Odnośnie utraty danych, najbardziej obawiają się o informacje dotyczące finansów i bankowości, co zaznacza 80% z nich. 76% uczestników badania obawia się wycieku swoich haseł, natomiast 72% utraty tożsamości w postaci kradzieży danych z dowodu osobistego, paszportu czy prawa jazdy. Co drugi, młodszy respondent, tzw. Millennials ma z kolei obawy, że informacje prywatne zostaną wykorzystane w celu szantażu. Natomiast jedynie co dziesiąty badany przyznał, że kwestia ochrony danych i polityki prywatności interesuje go w kontekście firmy, w której pracuje.

Zachowania konsumentów w zakresie gromadzenia danych ciągle się zmieniają. 41% respondentów badania RSA przyznało się do celowego sfałszowania danych w Internecie podczas rejestracji konta. Najczęściej podawali niepoprawny numer telefonu, datę urodzenia, adres e-mail, adres zamieszkania, wiek czy nawet imię. Co ciekawe, najczęściej robili to w celu uniknięcia niepożądanych działań promocyjnych (59%) oraz nachalnych działań marketingowych (55%). Jedynie co trzeci respondent sfałszował swoje dane, działając z pobudek bezpieczeństwa i ataków hakerskich.

Prywatność stała się kwestią globalną

Odpowiedzi uczestników badania oraz ostatnie Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych (RODO) pokazują, że kwestia prywatności i bezpieczeństwa danych została podniesiona do rangi globalnej.

„Użytkownicy zaczynają się interesować, co się dzieje z danymi, które powierzają podmiotom zewnętrznym, i w jaki sposób są one wykorzystywane. Ponadto oczekują możliwości większej kontroli, o czym świadczy obserwowany ostatnio wzrost zainteresowania narzędziami udostępnionymi przez Facebook i Google, a służącymi m.in. do wglądu, pobierania i ewentualnie usuwania informacji powierzanych tym platformom” – wskazuje Blandine Poidevin.

RODO zostało powołane w celu ochrony interesów użytkowników Internetu. Jego celem jest zabezpieczenie nie tylko przed hakerami, ale również przed spamem i niepożądanymi kontaktami ze strony telemarketerów.

Dane użytkowników mogą być przechowywane w sposób analogowy na nośnikach typu płyta DVD, pendrive, karta pamięci czy dysk przenośny. Ta forma wydaje się być jednak archaiczna i utrudniająca szybki dostęp do zasobów w przypadku, w którym nie mamy akurat w zasięgu tych przedmiotów. Innym sposobem może być przechowywanie danych na serwerach centrów danych lub w chmurze.
CISPE

Dostawcy usług chmurowych muszą mieć świadomość, że w rozumieniu dyrektywy RODO są procesorami danych. Oznacza to, że są podmiotami zajmującymi się przetwarzaniem informacji, które powierzył im administrator. Procesor powinien wykorzystywać dane jedynie w celach uzgodnionych z administratorem. W celu zwiększenia pewności, że dany dostawca usług cloud spełnia wymogi dotyczące ochrony danych wdrożony został Kodeks Postępowania CISPE (Cloud Infrastructure Services Providers in Europe). Wśród firm, działających zgodnie z wymogami CISPE, można wyróżnić grupę wiodących dostawców chmurowych w Europie, w tym OVH – jednego z pomysłodawców całej inicjatywy.

EBC zgodnie z oczekiwaniami nie zmienił głównych stóp procentowych

Na posiedzeniu wyjazdowym w Rydze EBC zgodnie z oczekiwaniami nie zmienił głównych stóp procentowych (refinansowa: 0,00%, stopa kredytu w EBC: 0,25%, depozytowa: -0,40%).

EBC jednocześnie zdecydował, że skup aktywów (netto) zostanie zakończony w grudniu, a w okresie październik-grudzień zostanie zmniejszony do 15 mld EUR miesięcznie (z 30 mld EUR obecnie). Począwszy od stycznia 2019 EBC będzie tylko reinwestować środki z zapadających papierów. Dodatkowo EBC wzmocnił dotychczasowy forward guidance stwierdzając, że stopy procentowe pozostaną bez zmian przynajmniej do końca lata 2019 (wobec poprzednio „dłuższego okresu czasu”).

W komunikacie oceniono, że niższe tempo wzrostu gospodarczego utrzyma się w niektórych krajach strefy w 2q18, ale jest ono nadal spójne z celami polityki EBC. Jednocześnie niższa niż w 2017 dynamika PKB oznacza w ocenie banku normalizację tempa wzrostu. Czynnikiem osłabiającym kondycję europejskiej gospodarki może być podwyższona niepewność (głównie z powodu ryzyk geopolitycznych).

Wobec powyższego prognoza wzrostu PKB w 2018 została obniżona (do 2,1% z 2,4% w marcu, wykresy poniżej). Prognozy dynamiki PKB na 2019 i 2020 (odpowiednio 1,9% i 1,7%) nie zmieniły się.projekcja PKB EBC

Prognoza inflacji HICP została podniesiona w 2018 i 2019 (z 1,4% do 1,7%) głównie ze względu na droższą ropę, podczas gdy założenia na 2020 nie zmieniły się (1,7%).

Wypowiedzi M. Draghiego podczas konferencji prasowej dotyczące programu QE ,a także stóp procentowych, były ostrożne i warunkowe względem tego, czy napływające dane będą potwierdzać oczekiwania EBC.

Podsumowując, nadal zakładamy, że program QE (z wyłączeniem reinwestycji) zostanie wygaszony w 2018 zgodnie z intencją EBC, po ograniczeniu jego skali w samym 4q18. Jednocześnie uważamy, że podwyżki stóp pozostają odległą przyszłością i nie spodziewamy się ich wcześniej niż w końcu 2019.

Autor/Źródło: PKO Bank Polski

Nowe propozycje resortu finansów – czy leasing przestanie się opłacać?

Niedawna zapowiedź Minister Finansów – Teresy Czerwińskiej, odnosząca się do nowego limitu dla kosztów amortyzacji samochodów osobowych oraz zrównania progu kosztów amortyzacji samochodów osobowych z kosztami leasingu, spowodowała szereg komentarzy odnoszących się do korzyści podatkowych związanych z usługami leasingowymi i przyszłości tych usług po ewentualnych zmianach przepisów podatkowych.

Związek Polskiego Leasingu z zadowoleniem ocenia zapowiedź podwyższenia do kwoty 150 tysięcy złotych limitu dla kosztów amortyzacji samochodów osobowych. Jego obecny poziom został ustalony w 2002 roku i od tamtej pory nigdy nie był zwiększany. Przez ostatnie 16 lat istotnie wzrosły zaś zarówno ceny samochodów osobowych, jak i finansowe możliwości polskich przedsiębiorców. Zdecydowanemu przesunięciu uległa również granica dzieląca samochody luksusowe od samochodów klasy średniej. Należy zaś pamiętać, że intencją wprowadzenia ograniczenia kwotowego w zakresie kosztów amortyzacji samochodów osobowych było m.in. ograniczenie możliwości pełnej amortyzacji samochodów „premium”, których klasa znacznie przewyższała gospodarcze przeznaczenie takiego środka trwałego. Dziś dysponując kwotą 20 tysięcy euro nie jest łatwo kupić nowy samochód klasy średniej, zaś zakup samochodu powszechnie uważanego za „luksusowy” nie jest w ogóle możliwy.

Podwyższenie limitu dla kosztów amortyzacji samochodów osobowych przy jednoczesnym ew. analogicznym ograniczeniu sumy rat leasingowych, jakie stanowić będą koszty uzyskania przychodu, będzie miało symetryczny wpływ na cały rynek sprzedaży samochodów. Limit dotyczyć będzie wszystkich użytkowników samochodów osobowych niezależnie do tego, czy źródłem ich finansowania będą środki własne użytkownika, czy też uzyskane w związku z umową kredytu, pożyczki, leasingu operacyjnego lub finansowego. Z tej perspektywy, nawet po wprowadzeniu przedmiotowych zmian, leasing postanie atrakcyjnym środkiem finansowania nabycia samochodów osobowych, stanowiąc alternatywę dla umów kredytu czy pożyczki. Pozwoli przedsiębiorcom zyskać możliwość korzystania z samochodu bez konieczności jednorazowej zapłaty jego ceny, zaś z uwagi na swą konstrukcję prawną i finansową będzie nadal łatwo dostępny dla znacznie szerszej liczby klientów niż alternatywne sposoby finansowania.

W zapowiedziach Ministerstwa Finansów zabrakło wyraźnego potwierdzenia, że omawiane ograniczenie kosztów amortyzacji i leasingu samochodów osobowych nie będzie się dublować, tj. obowiązywać zarówno finansującego amortyzującego przedmiot leasingu, jak i korzystającego, który przedmiotu tego używa. Jak należy zakładać, dążąc do uzyskania systemowej spójności tego rozwiązania, przy jego ew. wprowadzeniu, limit kosztów amortyzacji przedmiotów leasingu będących samochodami osobowymi zostanie zniesiony dla finansujących, podobnie jak limity odliczenia podatku VAT nie dotyczą finansujących przy nabyciu samochodów osobowych na potrzeby umów leasingu.

Dyskusję na temat potencjalnego ograniczenia kosztów uzyskania przychodu z tytułu korzystania z samochodów osobowych do 50% ponoszonych kosztów (co odnosiłoby się zarówno do amortyzacji, jak i rat leasingowych) uznać należy za przedwczesną. Nie wynika ona bowiem z prezentowanych przez Panią Minister Teresę Czerwińską zapowiedzi Ministerstwa Finansów. Spekulacje na ten temat nie wydają się uzasadnione. Z pewnością jednak potencjalne wprowadzenie takiego dodatkowego ograniczenia równolegle z awizowanym ograniczeniem kwotowym, w żaden sposób nie wpisuje się w strategię rządu zmierzającą do wsparcia małych i średnich przedsiębiorców. Dodatkowo co najmniej zaskakujące byłoby jednoczesne podwyższanie limitu odpisów amortyzacyjnych od samochodów osobowych oraz ograniczanie możliwości zaliczania do kosztów uzyskania przychodu, kosztów z tytułu korzystania z tych samochodów.

Póki co nie znamy szczegółów zapowiadanych rozwiązań. Z jakimikolwiek ocenami należy się więc powstrzymać do chwili pojawienia się pierwszych projektów aktów prawnych. Będziemy śledzić przebieg prac legislacyjnych w przedmiotowym zakresie.

Andrzej Sugajski – Dyrektor Generalny Związku Polskiego Leasingu

Kurs dolara z opóźnieniem zaczął maszerować w górę

Mario Draghi ograł inwestorów optymistycznie nastawionych do perspektyw EUR. Ogłoszenie końca QE kompletnie traci na znaczeniu, jeśli przy tym zmiażdżone są wszelkie nadzieje na przybliżenie terminu podwyżki stóp procentowych. Kombinacja jastrzębi Fed-gołębi EBC zamieszała na rynku walutowym, ale to mógł być ostatni zryw zmienności przed letnim uspokojeniem.

Posiadacze długich pozycji w EUR po wczoraj czują się, jak piłkarze Arabii Saudyjskiej – dopuszczali myśl, że decyzja EBC może być wyzwaniem, ale nie spodziewali się takiej klęski. Zgodnie z komentarzami członków EBC z zeszłego tygodnia, bank centralny na poważnie wziął się za temat wygaszania programu skupu aktywów: na ostatnie trzy miesiące tego roku tempo skupu spadnie z 30 mld EUR do 15 mld EUR, po czym program zostanie zamknięty (choć środki dotychczas wydane na zakup aktywów będą dalej reinwestowane). Co w pierwszej chwili odebrano za jastrzębią decyzję, szybko przerodziło się w rozczarowanie, kiedy inwestorzy odczytali zmiany w forward guidance, według których stopy procentowe pozostaną niezmienione co najmniej do późnego lata 2019 r. Niepisana zasada, że między podwyżką a końcem QE minie ok. 6 miesięcy, została wyrzucona do kosza, a nawet racjonalne projekcje podwyżki we wrześniu przyszłego roku stanęły pod dużym znakiem zapytania.

EBC wypracował konsensus, który w Radzie Prezesów zadowala jastrzębi (chcących końca QE) i gołębi (optujących za pozostawieniem bardzo łagodnej polityki na dłużej). Dla rynku jednak jest to zaskakujące podkreślenie gołębiości, które niweczy próby odreagowania wcześniejszego pesymizmu zbudowanego na włoskim kryzysie politycznym. EUR/USD zostało znokautowany, choć efekt potęguje przebudzenie rajdu dolara. Potwierdziło się niejako to, o czym pisałem wczoraj rano – gdyby posiedzenie FOMC było jedynym wydarzeniem w tym tygodniu, powinno umacniać dolara, zatem usuwając z równania ryzyko konstruktywnego przekazu EBC, USD z opóźnieniem zaczął maszerować w górę. W czwartek pomógł też fantastyczny raport o sprzedaży detalicznej z USA, który wzmacnia przekonanie Fed, że drugi kwartał przyniesie solidne odbicie wzrostu gospodarczego. Pomimo tego wszystkiego staram się chłodno oceniać wczorajsze masywne zmiany na rynku FX. Poza istotnymi wahnięciami wartości EUR i USD, reszta aktywów pozostawał w miarę stabilna. Rentowności długu USA nie wsparły rajdu dolara, złoto balansuje blisko 1300 USD/oz, rynek akcji jest stabilny, a rynki wschodzące nie wykazują paniki (co najwyżej dostosowanie do aprecjacji dolara). Skłaniam się do opinii, że kombinacja jastrzębi Fed-gołębi EBC zaoferowała ostatni silny impuls przed okresem wygasania zmienności w związku ze zbliżającym się okresem wakacyjnym. W tym roku spokój może przyjść wcześniej ze względu na start Mundialu, co w przeszłości ograniczało zmienność rynkową (bo przecież wszyscy lubimy oglądać mecze). Stąd jest prawdopodobne, że wydarzenia ostatnich kilkudziesięciu godzin wymusiły przetasowania w pozycjach inwestorów i to raczej w stronę domykania nietrafionych pozycji niż budowania nowych trendów. Czas pokaże, jak będzie trwałość technicznych poziomów, więc na razie preferuję śledzić zachowanie cen z równym skupieniem, co wydarzenia na rosyjskich boiskach.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

25% dynamika wzrostu liczby niewypłacalności polskich firm w maju 2018 r.

Euler Hermes zbadał sytuację firm w Polsce pod względem niewypłacalności. W maju 2018 r. w oficjalnych źródłach (Monitorach Sądowych i Gospodarczych) opublikowano informacje o 70 przypadkach niewypłacalności przedsiębiorstw wobec 56 w maju 2017 r. (wzrost o 25%). Od początku roku opublikowano informacje o niewypłacalności 406 polskich przedsiębiorstw wobec 347 w tym samym okresie ubiegłego roku (+17%).

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego.

Kluczowe wnioski:

  • Dynamika wzrostu liczby niewypłacalnych polskich firm nie zwalnia, co najwyżej zmienia się ich rozkład w skali miesiąca (w maju największy wzrost ich liczby miał miejsce w sektorze produkcyjnym i usługowym).
  • Wspólne przyczyny to niska rentowność – słaba kondycja finansowa wielu polskich firm, zmiany otoczenia biznesowego oraz duża liczba postępowań naprawczych. Do tego dodać można specyficzne dla branż problemy – wzrost kosztów działalności w budownictwie czy koncentracja w handlu, skutkująca dodatkową presją cenową na producentów.
  • Największa grupa niewypłacalnych firm, o których informacje opublikowano w maju to te z sektora usługowego. Bardzo zdywersyfikowana grupa, w której da się wyróżnić firmy specjalizujące się: w obsłudze nieruchomości i inwestycji, naprawie i konserwacji maszyn, zbieraniu odpadów, naprawie samochodów, gastronomii i turystyce, reklamie i doradztwie dla firm.
  • Niewypłacalne w maju firmy produkcyjne oprócz wyrobów dla budownictwa (z betonu, tarcicy, tw. sztucznych) zajmowały się pw. obróbką metali; produkcją profili, konstrukcji i narzędzi; produkcją żywności.
  • Wciąż najwyższy wzrost liczby niewypłacalności dotyczył spółek akcyjnych – za pięć miesięcy wzrost aż o 53% r/r (podczas gdy np. niewypłacalnych sp. z o.o. było w tym czasie więcej o 10% r/r). Świadectwo postępującej koncentracji, a może potwierdza to także słabość polskiego rynku kapitałowego?
  • Liczba niewypłacalności w V wzrosła r/r podobnie jak w kwietniu najbardziej w województwach pomorskim (najliczniejsze – firmy usługowe), wielkopolskim (tutaj głównie – firmy produkcyjne i handlowe) oraz kujawsko-pomorskim.
niewypłacalności firm w maju 2018
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Dynamika niewypłacalności polskich firm nie zwalnia – w maju w porównaniu rok do roku ich liczba wzrosła aż o 25%. Aktualnie największy w tym udział miała branża usługowa oraz produkcyjna. Pod względem skali efektu finansowego – niewypłacalności stosunkowo dużych firm wskazać można budownictwo (największa w tym zestawieniu firma, osiągająca nie tak dawno obroty rzędu 300 mln złotych), sektor wytwórczy (zwłaszcza materiałów budowlanych – obroty rzędu 60-100 mln złotych) jak i w obróbce oraz handlu złomem i metalami (obroty niewypłacalnych firm rzędu 100 do 200 mln złotych).

Trzy elementy ryzyka: niska rentowność, zmiany otoczenia biznesowego, efekt domina postępowań restrukturyzacyjnych

Najczęściej wspomina się o kłopotach budownictwa, wskazując sektorowe przyczyny jego problemów, takie jak wzrost kosztów materiałów czy wynagrodzeń pracowniczych i generalnie niedobór pracowników. Tymczasem mniej ewidentne niż budownictwa (widocznego w przestrzeni publicznej z powodu nie tylko trwających ale też co gorsza – zawieszonych remontów i inwestycji) są problemy innych branż. W przekroju kilku miesięcy okazuje się, że pośród nich nie ma tych wyraźnie bardziej bezpiecznych (za to mniej bezpieczny jest – przynajmniej na razie sektor produkcyjny). Zmieniają się co najwyżej akcenty na mapie ich problemów – niewypłacalnościach w poszczególnych miesiącach, ale w dłuższym okresie czasu skala tych problemów jest zbliżona. Świadczy to o tym, iż również ich przyczyny mogą być wspólne, a są to m.in. niska rentowność prowadzonej działalności, zwiększanie jej skali a nie wypracowywanego zysku, konkurowanie głównie ceną a nie innowacyjnością czy chociażby serwisem – mówi Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes odpowiadający za ocenę ryzyka. Ponadto zwiększone obroty – nie tylko w budownictwie, ale też np. w branżach konsumenckich – przed przychodami generują najpierw koszty, eksponując przy okazji słabość finansową wielu polskich firm.

niewypłacalności firm w maju 2018 – 1
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalności firm w maju 2018 – 3
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Na to nakłada się przebudowa prawa w wielu obszarach: podatkowym, prawa pracy, ochrony danych osobowych itd., co samo w sobie nie powinno rodzić problemów dla przedsiębiorców, ale na pewno nie pomaga firmom, które po prostu trwają, a nawet mówiąc wprost – egzystują na rynku. Wielu przedsiębiorców korzysta w takiej sytuacji (świadomie z wyprzedzeniem bądź w ostateczności) z dużo obecnie prostszego i szybszego w realizacji prawa naprawczego. Nie jest to oczywiście fakt negatywny sam w sobie, a nawet – pozytywny. Tym niemniej postępowanie naprawcze odbywa się kosztem dostawców, narażając ich na straty i w efekcie powodując efekt domina. To trzeci element ryzyka, po wspomnianej chronicznej słabości finansowej polskich firm i systemowej zmianie warunków ich działania, stojących za większością niewypłacalności polskich firm. Nic nie wskazuje na to, aby w najbliższej przyszłości któryś z tych elementów miał stracić na aktualności.niewypłacalności firm w maju 2018 – 2

W przyszłym tygodniu rząd może przyjąć specustawę mieszkaniową. Dzięki niej inwestycje mają być prostsze, a lokale tańsze

W przyszłym tygodniu rząd może przyjąć specustawę mieszkaniową. Dzięki niej inwestycje mają być prostsze, a lokale tańsze 13

Komitet Stały Rady Ministrów przyjął projekt ustawy o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, czyli tzw. specustawy mieszkaniowej. Ma ona zwiększyć podaż mieszkań oddawanych rocznie do użytku i spowodować spadek cen na rynku. Dzięki niej program Mieszkanie Plus zyska dostęp do atrakcyjnych lokalizacji.

 Przyjęta specustawa mieszkaniowa pozwoli zrealizować dwa cele. Z jednej strony zwiększy dostępność tanich gruntów pod budownictwo mieszkaniowe, dzięki temu mieszkania będą tańsze i będzie ich więcej. Będziemy mogli budować na gruntach kolejowych, których kolej już dziś nie wykorzystuje, poprzemysłowych, powojskowych, rolnych – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Soboń, wiceminister infrastruktury i rozwoju. – To są zwykle tereny bardzo atrakcyjnie położone. Natomiast ich przekształcenie w grunty mieszkaniowe trwałoby bardzo długo.

Zgodnie z założeniami ustawy ułatwienia w przygotowaniu do inwestycji mają skrócić czas trwania tego etapu z około 5 lat dzisiaj do roku. W efekcie liczba oddawanych do użytku mieszkań wzrosłaby o ok. 100 tys. rocznie. Zgodę na inwestycję – po spełnieniu przez inwestora przewidzianych ustawą warunków, takich jak zapewnienie infrastruktury czy przeznaczenie minimum 80 proc. powierzchni w budynkach na lokale mieszkalne – wydaje gmina, a nie wojewoda.

– Wszystko będzie opierać się na opiniach. Te opinie zbiera inwestor, przygotowuje on koncepcję, która idzie do rady gminy. Ta mówi tak lub nie, oczywiście pod warunkiem zachowania ustawowych standardów urbanistycznych, które będą zawsze wiązały tę inwestycję mieszkaniową z dostępem do komunikacji publicznej, do drogi, szkoły, przedszkola, placówek handlowych. W ten sposób nie będziemy budować osiedli bez odpowiedniej komunikacji i podstawowych funkcji, do których każdy mieszkaniec musi mieć dostęp, a dziś z tym bywa różnie – wyjaśnia Artur Soboń.

Jak podkreśla, nowe przepisy, które mają obowiązywać przez kolejne 10 lat, dają ogromną szansę na odblokowanie terenów pod Mieszkanie Plus, czyli program budowy tanich mieszkań na wynajem.

– To są tereny często bez planu zagospodarowania przestrzennego albo ten plan jest stary i zakłada funkcje, które są inne niż funkcja mieszkaniowa – tłumaczy Artur Soboń. – Takie tereny będzie można bardzo szybko przekształcić pod budownictwo mieszkaniowe. Samo PKP ma takich terenów nas interesujących w różnych miastach Polski na co najmniej kilkadziesiąt tysięcy mieszkań, które moglibyśmy tam wybudować. Ale potrzeba do tego przepisów, które z jednej strony zachowają wysokie standardy urbanistyczne, a z drugiej – pozwolą na wykorzystanie tańszych gruntów pod budownictwo mieszkaniowe.

Możliwe, że specustawą rząd zajmie się już na najbliższym posiedzeniu.

– Przed nami ostatni etap prac legislacyjnych rządowych. Kierujemy ją do parlamentu, który – mam nadzieję – będzie w lipcu procedował tę ustawę. Gdyby tak było, od jesieni byłoby można korzystać z tych przepisów – dodaje wiceminister infrastruktury i rozwoju.

W I kwartale 2018 roku oddano do użytkowania niespełna 45 tys. mieszkań, co wprawdzie jest wynikiem o 10,6 proc. wyższym od tego sprzed roku, ale celem Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju jest zwiększenie puli rocznie oddawanych lokali do 250 tys., jak miało to miejsce w latach 70. i 80. Tymczasem w 2017 roku do nowych wnętrz wprowadziło się niecałe 178,5 tys. rodzin. Nawet gdyby tempo wzrostu zostało utrzymane, i tak próg 200 tys. nie zostanie osiągnięty.

W budowie na koniec marca było 762 tys. mieszkań, przy czym średni czas budowy lokalu w mieście wynosi 32,6 miesiąca, a na wsi, gdzie zazwyczaj budowa jest realizowana metodą gospodarczą – niemal 52 miesiące.

Wcześniejsze ustalenie kapitału początkowego może przyspieszyć otrzymanie emerytury. Dotyczy to prawie 2 mln uprawnionych Polaków

Wcześniejsze ustalenie kapitału początkowego może przyspieszyć otrzymanie emerytury. Dotyczy to prawie 2 mln uprawnionych Polaków 14

Z ubiegłorocznych danych NIK wynika, że jeszcze 2 mln Polaków nie ma ustalonego kapitału początkowego. Nie należy zwlekać ze złożeniem wniosku i niezbędnych dokumentów. Wiele firm, które działały przed 1999 r., już nie istnieje, dlatego już teraz należy odszukać dokumentację potwierdzającą staż pracy i wysokość zarobków. Dzięki temu emerytura będzie wyższa, a uzyskanie świadczenia szybsze.

– Ustalenie kapitału początkowego jest bardzo ważne, ponieważ wpływa na wysokość przyszłej emerytury. Osoby, które urodziły się po 1948 roku i pracowały w Polsce przed 1999 rokiem, powinny ten kapitał ustalić. Przede wszystkim nie należy czekać z tym do osiągnięcia wieku emerytalnego. Jeśli zrobią to teraz, w znaczny sposób przyspieszy to i ułatwi późniejsze uzyskanie emerytury – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Tomasz Szabliński z Departamentu Rent Zagranicznych w Centrali ZUS.

Prawo do ustalenia kapitału początkowego mają osoby, które rozpoczęły pracę przed 1999 rokiem. Wystarczy złożyć wniosek o ustalenie kapitału początkowego.

– Na stronie internetowej www.zus.pl jest specjalny formularz wniosku o ustalenie kapitału początkowego o symbolu EKP. Należy pobrać i wypełnić ten formularz oraz dołączyć dokumenty potwierdzające zatrudnienie i osiągane wynagrodzenie w Polsce przed 1999 rokiem – wyjaśnia Szabliński.

Do wyliczenia kapitału początkowego, a następnie emerytury potrzebne są m.in. świadectwa pracy lub zaświadczenia od pracodawców, inne dowody o okresach składkowych i nieskładkowych przed 1999 r., dokumenty o zarobkach, zaświadczenia o zatrudnieniu i wynagrodzeniu wystawiane przez pracodawców na formularzu ZUS Rp-7.

Utrudnione zadanie w odnalezieniu tych dokumentów mogą mieć  osoby, które wyjechały z kraju.

– Już  teraz powinny wystąpić do swoich byłych pracodawców o wydanie zaświadczeń o zatrudnieniu i wynagrodzeniu,. Mogą wysłać list do pracodawcy o  wydanie formularza ZUS Rp-7 – mówi ekspert ZUS.

O ustalenie kapitału początkowego warto zadbać już dziś. W ten sposób można zapobiec kłopotom z uzyskaniem wszystkich potrzebnych dokumentów. Zakłady pracy są likwidowane, przekształcane. Dokumenty mogą być niekompletne lub trzeba ich poszukać.

– Osoby, których zakłady pracy zlikwidowano, mogą próbować odnaleźć dokumentację płacową i osobową w archiwach przechowujących dokumentację zlikwidowanych zakładów pracy. Na stronie internetowej ZUS jest wyszukiwarka archiwów zlikwidowanych zakładów pracy. Można odszukać, w którym archiwum przechowywane są dokumenty. Można listownie wystąpić o wydanie kopii dokumentów i przesłać je do ZUS – podkreśla Tomasz Szabliński.

Możliwość odnalezienia wszystkich potrzebnych dokumentów bez konieczności wizyt w dawnym zakładzie pracy to ważna informacja zwłaszcza dla osób mieszkających poza granicami Polski. Dla nich taka wizyta wiązałaby się ze znacznymi wydatkami.

Polska firma opracowała prototyp radaru 3D do eksploracji Marsa. Technologię wykorzystuje się także w meteorologii czy geologii

Radary 3D są coraz częściej wykorzystywane nie tylko na Ziemi, lecz także w kosmosie. Polska firma opracowała prototyp trójwymiarowego skanera, w który zostaną wyposażone łaziki marsjańskie. To pozwoli precyzyjniej określać rodzaj powierzchni, którą będą penetrować podczas misji na Czerwonej Planecie. Podobna technologia wykorzystywana jest m.in. w satelitach, a także w geologii i meteorologii. Korzysta z niej już także wojsko.

Radar 3D jest to radar, który jest w stanie stworzyć mapę głębi, czyli zobrazować dany element w przestrzeni, może być to skała, może być odpad kosmiczny. Stosuje się je na satelitach oraz w misjach międzyplanetarnych, na m.in. łazikach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Tuzimek z firmy Hertz Systems.

Polska firma wyposaży w radar 3D łazika marsjańskiego, który będzie penetrował obcą planetę. Dzięki trójwymiarowemu skanowaniu będzie można określić m.in. rodzaj powierzchni, na którą łazik ma wjechać. Radar 3D stanowi część platformy złożonej z kamer, czujników i mikrofonów. Jego rola w całości to pełnienie funkcji sensora wspomagającego. Podobną technologię wykorzystuje się w satelitach kosmicznych, ale również na Ziemi – korzysta z niej wojsko w ochronie powietrznej i przechwytywaniu wrogich lub podejrzanych obiektów.

– Radar jest oczami łazika, który jest w stanie zobaczyć, co znajduje się przed nim, w jakiej jest odległości, jakiej jest to wielkości i jak szybko się do tego zbliża. Tak samo jest w przypadku satelitów, możemy określić prędkość, z jaką zbliżamy się do stacji dokującej, czy wykryć nawet najmniejsze elementy, które mogłyby przeszkodzić w dokowaniu satelity tłumaczy Paweł Tuzimek.

Funkcjonalność radarów trójwymiarowych przydaje się również w meteorologii. Z urządzeń tego typu korzysta system NEXRAD wykrywający opady atmosferyczne, przemieszczanie się mas powietrza i wiatr. Kolejne zastosowanie radarów 3D to geodezja. Przykładem może być radar GeoScope, który dzięki technologii step-frequency umożliwia szybkie przechwytywanie danych 3D o wysokiej gęstości, a także głęboką penetrację podpowierzchniową z zapewnionym obrazem w wysokiej rozdzielczości. Tego typu urządzenia znalazły szerokie zastosowanie między innymi w wydobyciu surowców i archeologii, a także w kontroli prędkości czy kontrolowaniu balastów na kolei.

Polskie łaziki marsjańskie są doceniane na arenie międzynarodowej. Na odbywających się niedawno w Stanach Zjednoczonych zawodach University Rover Challenge na najwyższym stopniu podium stanął zespół Politechniki Częstochowskiej, a na najniższym – Politechniki Świętokrzyskiej.

Z analiz dostarczanych przez analityków Markets and Markets wynika, że rynek radarów 3D jest bardzo perspektywiczny. Zgodnie z ich przewidywaniami jego wartość w ciągu najbliższych 4 lat wzrośnie ponaddwukrotnie i osiągnie w 2022 r. poziom 1,8 mld dol.

Prawo o działaniu i finansowaniu fundacji wymaga zmian. Obecne pochodzi jeszcze z czasów PRL

Prawo o działaniu i finansowaniu fundacji wymaga zmian. Obecne pochodzi jeszcze z czasów PRL 15

Zamieszanie wokół Fundacji Wolni Obywatele RP oraz Fundacji XX. Czartoryskich wywołało publiczną debatę o modelu funkcjonowania i prawa takich podmiotów. Obecne normy prawne pochodzą sprzed 34 lat i nie doczekały się od tego czasu żadnej większej nowelizacji. Potrzebne są nowe regulacje, które sprawią, że duże fundacje z polskim kapitałem będą zakładane w kraju, a nie poza jego granicami.

 W ramach koncepcji prawa fundacyjnego w Polsce fundacje mają służyć realizacji interesów państwa, a nie interesów społeczeństwa. Przesądziła o tym konstytucja z 1997 roku, zaliczając fundacje w artykule 12. do instytucji społeczeństwa obywatelskiego. Dlatego mamy do czynienia z dwoma rozbieżnymi modelami fundacji: modelem ustawowym i modelem konstytucyjnym. Z tym wiąże się problem z całym instrumentarium dotyczącym nadzoru nad fundacjami, ze sposobem kontroli wydatkowania środków przez fundacje czy ze sposobem zarządzania tymi środkami – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Przemysław Litwiniuk, ekspert prawa fundacyjnego, adiunkt w Zakładzie Finansów Publicznych i Prawa SGGW.

Polskie ustawodawstwo fundacyjne pochodzi z 1984 roku – to ponad 34 lata regulacji, która w tym czasie nie doczekała się żadnego głębszego przeglądu ani zmiany. Dotyczące jej nowelizacje dotyczyły w zasadzie tylko zmiany słów „Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej” na „Rzeczypospolitej Polskiej”. Jak podkreśla ekspert, duch tej regulacji pozostał ten sam i niewątpliwie wymaga zmiany. Dzisiaj ani fundator, ani destynariusze, ani służby skarbowe nie są w stanie według litery prawa określić, jaka część środków włożonych do fundacji ma być rozdysponowana na cele związane z jej statutowymi zadaniami, a jaka może być np. wykorzystana na koszty administracyjne czy na wynagrodzenia pracowników.

 Orzecznictwo dorobiło się pewnych reguł tylko w zakresie opodatkowania środków niewydatkowanych z tytułu działalności gospodarczej na cele statutowe. To za mało. Państwo powinno się interesować tym, czy fundacje rzeczywiście działają w sferze społecznie użytecznej, czy też są jedynie wydmuszkami powołanymi ze względu na optymalizację podatkową albo akumulację kapitału poza majątkiem osoby, która chociażby ma długi – mówi Przemysław Litwiniuk.

Jak podkreśla, dobre wzorce można zaczerpnąć np. z Austrii albo z innych, małych państw Europy Zachodniej, w których ochrona celu, woli fundatora, kapitału, a w zasadzie konieczności jego przeznaczania na cele zgodne ze statutem danej fundacji, odgrywają wiodącą rolę.

– W Polsce prawem fundacji rządzi praktyka, a nie litera tego prawa, praktyka sądów rejestrowych i służb skarbowych. To jest zbyt poważna instytucja, aby powierzać los fundacji zjawiskom niezależnym od ustawodawcy, zjawiskom, które nie mają zagwarantowanej stabilności, a stabilność przesądza o tym, czy ludzie zechcą fundować fundacje i czy darczyńcy zechcą składać w nich środki z przeznaczeniem na realizację chociażby działalności pożytku publicznego – podkreśla Przemysław Litwiniuk.

W ocenie eksperta w Polsce potrzebne jest takie prawo fundacyjne, które sprawi, że swoje środki zechcą angażować zarówno ludzie majętni, jak i drobni darczyńcy, którzy odpisują 1 proc. swojego podatku i wpłacają darowizny.

– Oni muszą mieć pewność, że ich środki nie zostaną skonsumowane przez funkcjonariuszy fundacji, a trafią do osób, do których adresuje się działalność tego rodzaju podmiotu. To instrumentarium zostało niejako zapomniane, odłożone na bok i czeka od lat na refleksję, na zmiany ustawowe – mówi ekspert prawa fundacyjnego.

Dyskusje o modelu funkcjonowania i prawa fundacji w Polsce wywołały m.in. wniosek MSWiA o zmianę władz Fundacji Wolni Obywatele RP, które według ministerstwa łamie prawo, a także zamieszanie medialne wokół Fundacji XX. Czartoryskich, której Sąd Okręgowy w Krakowie oddalił wniosek o likwidację.