Rośnie popularność wypożyczalni aut na minuty. BP uruchamia takie wypożyczalnie na swoich stacjach

Rośnie popularność wypożyczalni aut na minuty. BP uruchamia takie wypożyczalnie na swoich stacjach 1

W Polsce przybywa wypożyczalni samochodów na minuty – po ulicach dziewięciu miast jeździ już blisko dwa tys. takich aut, ale ich liczba rośnie z każdym miesiącem. Podobnie jak liczba użytkowników, która sięga już kilkudziesięciu tysięcy. Polski rynek carsharingu jest jeszcze młody, ale szybko rośnie. Jego potencjał dostrzegł też paliwowy koncern BP, który zarządza w Polsce siecią ponad pięćset stacji paliw. Na wybranych udostępni usługę wynajmu samochodu na minuty. Taka możliwość pojawi się na razie w Poznaniu i na obrzeżach miasta.

– Carsharing rozwija się dynamicznie zarówno na świecie, jak i w Polsce, czego szczególnym przykładem może być Poznań. W Poznaniu mamy największe zagęszczenie pojazdów carsharingowych na kilometr kwadratowy w mieście. Z każdym dniem notujemy coraz wyższy wzrost rejestracji nowych użytkowników – na samym początku było do kilkudziesięciu nowych użytkowników dziennie, teraz przybywa ich w tempie kilkuset dziennie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Sobkowiak, prezes Click2Go Carsharing.

Współdzielenie pojazdów to korzystne rozwiązanie dla samorządów, które przestają radzić sobie z wyzwaniami stwarzanymi przez emisję spalin, brak miejsc parkingowych, uciążliwe korki i stale rosnącą liczbę samochodów, która od lat 90. wzrosła czterokrotnie. Według danych przywoływanych przez PwC jedno auto carsharingowe może zastąpić od siedmiu do jedenastu prywatnych.

– Największą zaletą wynajmowania aut na minuty jest ich bardzo wysoka dostępność. Nie musimy czekać, aż samochód się zjawi, tak jak w przypadku taksówki. Wystarczy, że otworzymy aplikację, znajdziemy najbliższy pojazd zaparkowany w okolicy i go zarezerwujemy. Nie potrzebujemy kluczyka i dowodu rejestracyjnego, który znajduje się w aucie. Otwieramy, wsiadamy, uruchamiamy i jedziemy w dowolne miejsce w strefie, zostawiamy pojazd, zamykamy i cały proces wynajmu się kończy. Moim zdaniem ta wygoda przemawia bardziej za korzystaniem z aut na minuty w porównaniu z Uberem czy taksówkami. Dodatkowo zaletą jest to, że taki środek transportu jest od nich tańszy – mówi Paweł Sobkowiak.

Polski rynek carsharingu jest jeszcze młody, ale szybko rośnie. Obecnie – jak podaje firma doradcza PwC – w dziewięciu polskich miastach jeździ prawie dwa tys. samochodów na minuty, ale ich liczba rośnie praktycznie z każdym miesiącem. Skokowy wzrost rynku widać w odniesieniu do połowy ubiegłego roku, kiedy takie usługi świadczyło osiem firm oferujących w sumie niecały tys. aut (dane Instytutu Keralla Research z czerwca 2017). Dziś na rynku pojawiają się nowi gracze, a najwięksi planują ekspansję do kolejnych aglomeracji i rozbudowują flotę.

Potencjał carsharingu dostrzegło BP. W ostatniej edycji „BP Energy Outlook: 2018 Edition” eksperci prognozują, że do 2040 roku nastąpi znaczny wzrost rynku, a opłacalność samochodów współdzielonych będzie coraz wyższa ze względu na wysoką wydajność. Paliwowy koncern, który w Polsce zarządza siecią 537 stacji paliw, na części z nich udostępni usługę wynajmu samochodu na minuty.

– Podpisaliśmy niedawno umowę o współpracy z firmą Click2Go, która zajmuje się carsharingiem. Na kilkunastu stacjach w Poznaniu i Swarzędzu będą miejsca parkingowe dla klientów, którzy chcą wypożyczyć auto na minuty, godziny, a nawet na dni i dłuższe okresy. Zdecydowaliśmy się wprowadzić ten projekt, bo widzimy u naszych klientów coraz większą potrzebę mobilności, elastyczności. Chcemy im ułatwić przemieszczanie się, bez zobowiązań i wielkich kosztów. Po to właśnie jest nasz projekt z Click2Go – mówi Przemysław Vogel, dyrektor operacyjny sieci stacji franczyzowych BP w Polsce.

– Rozwój carsharingu w Polsce oraz jego popularność wśród kierowców sprawiły, że zaczęliśmy aktywnie poszukiwać partnera do współpracy w tym obszarze biznesu. Nawiązaliśmy współpracę z firmą Click2Go, która jest już mocno obecna w Poznaniu, ale też planuje dalszy, ekspansywny rozwój. Carsharing to innowacyjna, ale – jak pokazują badania – także perspektywiczna usługa w obszarze współczesnej mobilności. Jest to również atrakcyjna oferta dla Klientów BP, dlatego zdecydowaliśmy się wprowadzić ją na naszych stacjach – dodaje Małgorzata Bogacz, dyrektor marketingu BP w Polsce.

Współpraca zakłada, że na stacjach BP pojawi się na razie szesnaście wypożyczalni carsharingowych – czternaście w Poznaniu i dwie na obrzeżach miasta. Użytkownicy będą mieli do dyspozycji sto dwa samochody Toyoty Yaris w wersji hybrydowej.

– Wpisujemy się w coraz istotniejszy na rynku trend ekologiczny. Myślę, że wielu klientów będzie korzystać z tej usługi, bo będzie to korzystniejsza opcja niż posiadanie własnego samochodu, jest po prostu taniej – mówi Przemysław Vogel.

– W planach rozwojowych wspólnie z BP mamy ekspansję na inne duże miasta w całej Polsce, ale nie możemy w tej chwili zdradzać szczegółów – dodaje Paweł Sobkowiak, prezes Click-2-go carsharing.

Od pewnego czasu BP sukcesywnie poszerza swoją ofertę pozapaliwową i wprowadza na swoich stacjach dodatkowe usługi. Jako pierwszy wszedł dekadę temu na rynek z gastronomiczno-kawiarnianym brandem Wild Bean Café, który oferuje restauracyjne menu i świeżo mieloną kawę. Na koniec ubiegłego roku sieć liczyła ponad czterysta kawiarni w całej Polsce – więcej niż restauracja McDonald’s.

– Obecnie oferta stacji to nie tylko punkt sprzedaży paliw, lecz także kompleksowy punkt obsługi kierowców. Na tym nam szczególnie zależy. Słuchamy kierowców, zwracamy uwagę na to, czego od nas oczekują. Dzięki obecności marki BP w usługach carsharingu będziemy mogli nie tylko zaoferować użytkownikom nowe, dogodne lokalizacje wypożyczenia i zwrócenia auta, lecz także dodatkowe usługi pozapaliwowe – mówi Małgorzata Bogacz.

Coraz większa rozpoznawalność polskiej marki za granicą. To pomaga krajowym firmom w ekspansji

Coraz większa rozpoznawalność polskiej marki za granicą. To pomaga krajowym firmom w ekspansji 2

Polskie firmy coraz lepiej radzą sobie za granicą. W ubiegłym roku wyeksportowały towary za rekordową kwotę 203 mld euro. Wśród eksportowych hitów „made in Poland” są m.in. produkty rolno-spożywcze, meble, stolarka okienna i drzwiowa, a także maszyny. Krajowe firmy bardzo dobrze radzą też sobie w wyspecjalizowanych czy niszowych branżach, jak produkcja jachtów czy gier komputerowych. Przyczynia się do tego nie tylko dobra koniunktura w strefie euro i Stanach Zjednoczonych, lecz także coraz większa konkurencyjność polskich firm i rosnąca rozpoznawalność polskiej marki za granicą.

– Polskie marki przebijają się na rynkach zagranicznych od samego początku działalności, bo tych z wielowiekową tradycją jest niewiele. Na szczęście są takie branże, w których można szybko zaistnieć i osiągnąć ogromne sukcesy – przykładem są gry komputerowe, w których jesteśmy potęgą światową. Również w branży rolno-spożywczej zdobywamy nowe rynki nie dzięki tanim produktom, lecz także dzięki ich najwyższej jakości. To w eksporcie jest najważniejsze – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Przybył, prezes zarządu Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska”.

Polskie firmy coraz lepiej radzą sobie na zagranicznych rynkach. W ubiegłym roku wyeksportowały za granicę towary za rekordową kwotę 203 mld euro, co oznacza ponaddziesięcioprocentowy wzrost rok do roku (GUS). Eksport rośnie nie tylko dzięki dobrej koniunkturze w strefie euro i Stanach Zjednoczonych, lecz także dzięki coraz większej konkurencyjności polskich firm i rozpoznawalności polskiej marki. To zasługa m.in. takich gigantów jak Maspex, LPP, CCC, Fakro i Oknoplast, Ursus, Wielton, Solaris czy Fabryka Mebli Forte, które cieszą się dużym uznaniem na zagranicznych rynkach i są zaliczane do grona liderów polskiego eksportu.

– Patrząc przez pryzmat ostatnich 30 lat, ranga i rola polskich przedsiębiorstw za granicą bardzo wzrosła, również dlatego, że polska marka zdobyła już swoje miejsce na liście najbardziej rozpoznawalnych marek na świecie. Jesteśmy potęgą w produkcji rolno-spożywczej, meblarstwie oraz w wąskich dziedzinach jak produkcja jachtów czy biżuterii bursztynowej, w której jesteśmy mistrzami. Mamy kilka takich branż, które pomagają nam w promocji i ekspansji polskich przedsiębiorstw na cały świat – mówi Krzysztof Przybył.

Prezes Fundacji Polskiego Godła Promocyjnego „Teraz Polska” ocenia, że dla promocji rodzimej marki za granicą bardzo ważne jest stabilna strategia i długofalowe działania oraz wsparcie dla eksporterów ze strony państwa.

– Żeby umocnić nasze rodzime marki w działalności zagranicznej, trzeba te same stosować standardy przez dłuższy czas. Największym problemem są te sytuacje, kiedy zmienia się ekipa rządowa i zmienia się też pomysł na to, jak się promować. W tej dziedzinie osiąga się sukcesy powolną, ciężką pracą. Korzystamy z handicapu, z tego, że jesteśmy nowi na wielu rynkach, więc to nam pomaga, ale trwałość osiągamy tylko dzięki ciężkiej pracy i najwyższej jakości produktów – mówi Krzysztof Przybył.

Jakub Barański z uAvionix Technologies ocenia, że dla promowania swojej marki za granicą duże znaczenie mają pokazy na targach, docieranie do konkretnych osób poprzez znajomości, relacje networkingowe czy konkursy takie jak „Teraz Polska”. Certyfikat przyznawany od blisko 30 lat przez Fundację Polskiego Godła Promocyjnego jest dla firm sposobem na potwierdzenie wysokiej jakości oferowanych przez siebie produktów i usług. Właśnie odbył się finał kolejnej, 28. edycji konkursu, w której firma uAvionix Technologies otrzymała nagrodę.

 Nasz dron, za który otrzymaliśmy nominację i statuetkę „Teraz Polska”, to bezzałogowy statek powietrzny o bardzo dużym zasięgu i różnorodnym zastosowaniu. Stosowany w klasie cywilnej bezzałogowy statek latający może latać nawet 20 godzin i pokonać w tym czasie 1800 km lotu. Zainteresowanie produktem jest coraz większe, aczkolwiek trudno jest dotrzeć do konkretnej grupy docelowej klientów, ponieważ nie są to standardowe drony – bardziej przemysłowe, dla większych firm. Tutaj standardowe metody marketingu nie działają tak jak bezpośrednie relacje, stąd nadal większą sprzedaż notujemy w Polsce, ale już wychodzimy za granicę – mówi Jakub Barański.

Krajowe firmy bardzo dobrze radzą sobie w wyspecjalizowanych, niszowych branżach – dla przykładu w trzech pierwszych kwartałach ubiegłego roku eksport ubiegłym roku eksport jachtów i motorówek osiągnął wartość blisko 340 mln euro.

 Coraz więcej polskich firm działa na skalę światową. Największym problemem w rozwoju polskiej marki na zagranicznych rynkach jest wydaje się dotarcie do odpowiednich klientów, odpowiednich kontaktów. Nie tylko w Polsce ludzie lubią swoje własne, krajowe produkty, więc często biznesmeni i większe firmy wybierają rozwiązania lokalne, a nie konkretnie polskie. To może być dużym utrudnieniem, aczkolwiek jeżeli produkt jest bardzo dobry, na pewno zostanie doceniony poza granicami kraju – mówi Jakub Barański.

Min. Anna Zalewska: Zachęcamy firmy do angażowania się w życie szkół. To inwestycja w przyszłe kadry

Min. Anna Zalewska: Zachęcamy firmy do angażowania się w życie szkół. To inwestycja w przyszłe kadry 3

Biznes powinien się angażować w szkolnictwo zarówno od strony finansowej, logistycznej, jak i poprzez różnego rodzaju inicjatywy – uważa minister edukacji narodowej Anna Zalewska. Zaangażowanie sektora przedsiębiorstw w edukację branżową jest szczególnie istotne w kontekście prognoz demograficznych i pogłębiającego się problemu z podażą specjalistów. Rozwiązać go może inwestycja w przyszłe kadry już na etapie szkoły podstawowej. Przykładem takiej inicjatywy jest organizowany przez Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo SA ogólnopolski konkurs „Być jak Ignacy. Rozpalamy płomień wiedzy”, którego II edycja właśnie została rozstrzygnięta.

– Konstruując podstawy programowe, zmieniając szkolnictwo techniczne i branżowe, zachęcamy wszystkie spółki i przedsiębiorców do tego, żeby wprost angażowali się w życie szkół. Zarówno finansowo, logistycznie, jak i poprzez różnego rodzaju inicjatywy – tak jak zrobiła to Fundacja PGNiG. Jestem pod wrażeniem profesjonalizmu, odpowiedzialności za materiał dostarczany szkole i konsekwencji, bo to druga edycja programu, a trzecia została już zapowiedziana – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Zalewska, minister edukacji narodowej.

„Być jak Ignacy. Rozpalamy płomień wiedzy” to program edukacyjny połączony z konkursem dla szkół podstawowych, które mogą się ubiegać o tytuł Naukowej Szkoły Ignacego i atrakcyjne nagrody. Program edukacyjny jest realizowany przez Fundację PGNiG i objęty Patronatem Honorowym Minister Edukacji Narodowej Anny Zalewskiej.

 Należy zachęcać młodzież do interesowania się nauką każdym możliwym sposobem – właściwymi podstawami programowymi, które są interesujące, za pośrednictwem nauczycieli-innowatorów, którzy potrafią organizować dzieci i młodzież wokół różnego rodzaju projektów, wsparciem dzieci zdolnych poprzez różne programy, ale również zmianą rzeczywistości szkolnej poprzez realizowane inicjatywy, np. szerokopasmowy internet w każdej placówce, multimedialne tablice zamiast tablic z kredą czy szkolne laboratoria. Tak wzmacniamy potencjał i chcemy zarażać poszukiwaniem, uczeniem się, odkrywaniem – mówi Anna Zalewska.

Tegoroczna, druga edycja konkursu spotkała się z dużym zainteresowaniem. Do programu zgłosiło się 640 szkół. W projekt zaangażowało się ponad 10 tys. uczniów. Wraz z nauczycielami zakładali oni, między innymi koła naukowe, gdzie poszerzali wiedzę z zakresu nauk ścisłych i przyrodniczych, korzystając z nowoczesnych narzędzi edukacyjnych przygotowanych specjalnie na ich potrzeby.

 Docieraliśmy do uczniów poprzez specjalną grę komputerową, wydany przez nas komiks oraz przewodniki do prowadzenia lekcji edukacyjno-naukowych. Ten projekt ma bardzo uniwersalny charakter. Liczymy na  młodych ludzi, na ich inwencję, pomysłowość i otwarty umysł – mówi Piotr Woźniak, prezes zarządu PGNiG.

Główna nagroda – tytuł Szkoły Roku – trafiła w tym roku do Szkoły Podstawowej nr 3 w Środzie Wielkopolskiej. Uczniowie wraz z nauczycielem zorganizowali 10 marca br. Festyn Naukowy. W zajęciach, warsztatach i pokazach – prowadzonych przez przeszło 100 osób – wzięło udział około 1,2 tys. pasjonatów nauki. W realizację programu zostali włączeni także rodzice oraz władze lokalne, a dzięki staraniom uczniów Rada Miejska Środy Wielkopolskiej nadała rondu znajdującemu się przy szkole imię Ignacego Łukasiewicza.

– Oni nie tylko napisali najlepsze prace i zwyciężyli w konkursie, lecz także z własnej inicjatywy nazwali nowo wybudowane rondo w swojej miejscowości imieniem Ignacego Łukasiewicza. W tym celu musieli się zetrzeć z opinią Rady Miejskiej, więc jeżeli ci bardzo młodzi ludzie są w stanie przeforsować swoją wolę wobec samorządowców, to znaczy, że trafiliśmy we właściwe miejsce – mówi Piotr Woźniak.

Wśród laureatów konkursu „Być jak Ignacy. Rozpalamy płomień wiedzy” znalazło się w sumie 16 szkół z całej Polski, przyznane zostały też cztery specjalne wyróżnienia. Nagrody trafiły do placówek, których uczniowie przeprowadzili najciekawsze działania związane z promocją nauki i postaciami Ignacego Łukasiewicza oraz czterech bohaterów II edycji: Mikołaja Kopernika, Marii Skłodowskiej-Curie, Kazimierza Prószyńskiego i Stefana Drzewieckiego. Szkoły otrzymały nagrody pieniężne, które zostaną przeznaczone na wybrany przez uczniów cel, na przykład zakup sprzętu komputerowego.

 Mamy zaplanowaną już trzecią edycję, w której udział weźmie – mam nadzieję – jeszcze więcej uczniów i szkół. Trochę podniesiemy poprzeczkę, ale nie uchylamy rąbka tajemnicy, szczegóły zdradzimy jesienią. Zdolność do niezależnego myślenia u tych młodych ludzi jest nieograniczona, jak mówią „sky is the limit”, więc będziemy się dostosowywać do tego poziomu, który oni wyznaczają – mówi Piotr Woźniak.

Bezpłatna Konferencja BUSINESS INTELLIGENCE TRENDS czyli nowe oblicze analityki biznesowej już 26 czerwca 2018 w Warszawie!

Zapraszamy na najważniejsze spotkanie praktyków analityki biznesowej oraz ekspertów zajmujących się zarządzaniem danymi. Konferencja pomoże nabyć słuchaczom niezbędną wiedzę, umożliwiającą doprowadzenie firmy do doskonałości w zarządzaniu wydajnością organizacji. Podczas spotkania wymienimy doświadczenia dotyczące kierunków rozwoju Business Intelligence. Porozmawiamy o tym jak opracować skuteczne metody BI oraz jakie z nich wdrażać dla poprawy jakości pracy danych. Biorąc udział w wydarzeniu nabędziesz merytoryczną wiedzę, dającą szerokie spojrzenie na rynek oraz najnowsze trendy zarządzania danymi. Poznasz również najlepsze praktyki w tym obszarze. Data Science, Machine Learning, Artifical Intelligence czy Data Lakes, to tylko niektóre hasła, wokół których koncentrować się będzie wydarzenie. Wystąpienia wybitnych prelegentów będą gwarancją kompleksowego omówienia najważniejszych aspektów analityki biznesowej i napotykanych problemów zarządzania danymi z wielu perspektyw.logo

Serdecznie zapraszamy do rejestracji i udziału w konferencji!

BUSINESS INTELLIGENCE TRENDS  już 26 CZERWCA 2018

W programie wydarzenia m.in.:

  • NOWE WYZWANIA W OBSZARZE HURTOWNI DANYCH
    Zdzisław Dec, BGŻ BNP Paribas
  • DANE JAKO AKTYWA FIRMY
    Piotr Janczyk, Bilander Group
  • ZASTOSOWANIA ALGORYTMÓW UCZENIA MASZYNOWEGO W BIZNESIE
    Adam Wiatkowski, Orange Polska
  • WSPÓŁPRACA DEMAND PLANNINGU Z BI W RAMACH PROCESU SnOP
    Jan Lompart, Nutricia
  • SMART SQUARE METER – JAK WYKORZYSTAĆ DANE O LOKALIZACJI DO ZWIĘKSZENIA SPRZEDAŻY
    Aleksander Fafula, PWC
  • PRAKTYCZNIE ASPEKTY ZWIĄZANE Z WDROŻENIEM SYSTEMU ZARZĄDZANIA JAKOŚCIĄ DANYCH ORAZ WSKAŹNIKÓW MONITORUJĄCYCH EFEKTYWNOŚĆ REALIZOWANYCH ZADAŃ, PODNOSZĄCYCH JAKOŚĆ DANYCH
    Dariusz Gałęzowski, PKO BP  
  • ANALITYKA BIG DATA W CHMURZE – KORZYŚCI I WYZWANIA
    Przemysław Szufel, Szkoła Główna Handlowa

 

Strona internetowa wydarzenia: http://bitrends.pl/

Udział w konferencji jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz  rejestracyjny!

Uprzejmie informujemy, że ilość miejsc jest ograniczona.

Uczestnikom konferencji zapewniamy przerwy kawowe oraz komplet materiałów konferencyjnych.

Od przybytku głowa boli. 75% podatku od przychodów bez pokrycia

Jeśli prezenty ślubne, to tylko przelewem, a dniówka za zbieranie truskawek – za pokwitowaniem. Nieudokumentowane darowizny, nawet te od najbliższej rodziny, zagraniczne zarobki i odkładane latami oszczędności można bowiem w sporej części utracić, jeśli nie udowodni się legalności ich pochodzenia. Od tzw. przychodów bez pokrycia trzeba zapłacić 75% podatek.

Brak możliwości udokumentowania lub co najmniej uprawdopodobnienia pochodzenia posiadanego majątku może skutkować jedną z najsurowszych sankcji finansowych na gruncie systemu podatkowego.

Zgodnie m.in. z wyrokiem Naczelnego Sądu Administracyjnego z 12 grudnia 2006 r. „(…) mienie zgromadzone przez podatników przed rokiem 2000, aby mogło stanowić źródło pokrycia wydatków poniesionych w roku następnym (…) musi mieć walor legalności. Oznacza to, że mienie to musi pochodzić wyłącznie z opodatkowanych przychodów, albo z przychodów zwolnionych z obowiązku podatkowego” (II FSK 71/06).

Jeśli zatem podatnik chce uniknąć obciążenia jego majątku wysoką, bo aż 75% stawką sankcyjną, musi wykazać, że wydatkowane przez niego środki to dochody, które były wcześniej opodatkowane lub są wolne od opodatkowania.

Darowizna i mercedes

9 marca 2018 r. przedmiotem rozstrzygnięcia NSA była skarga kasacyjna wniesiona przez matkę, która dokonała darowizny na rzecz swojego syna i kupiła mu samochód osobowy (II FSK 526/16). Obdarowująca skarżyła wyrok WSA w Rzeszowie, podtrzymujący decyzję dyrektora izby skarbowej ustalającą zryczałtowany podatek dochodowy od osób fizycznych od ponad 120 tys. zł dochodów, które nie znajdowały pokrycia w ujawnionych źródłach przychodów (I SA/Rz 734/15).

Przedmiotem sprawy nie były dokonana w 2010 r. darowizna pieniężna na kwotę blisko 270 tys. zł ani zakup mercedesa za 120 tys. zł, a źródła pochodzenia majątku, nieznajdującego odzwierciedlenia w dochodach ujawnionych za ten rok.

Przychody bez pokrycia

WSA poparł wątpliwości organu, który nie chciał dać wiary deklaracjom podatniczki o darowiznach otrzymywanych od 1969 r. od mieszkającej za granicą rodziny ani o wysokości oszczędności zgromadzonych przez lata nieudokumentowanej pracy. Uprawdopodobnienie otrzymania tych środków ze wskazanych źródeł dyskwalifikował brak ich opodatkowania. W konsekwencji od przeszło 160 tys. zł, a więc kwoty nieznajdującej pokrycia w zgromadzonym przed 1 stycznia 2010 r. majątku podatniczki, fiskus ustalił zobowiązanie do 75% zryczałtowanego podatku dochodowego.

Przychody bez pokrycia to przychody:

– ze źródeł ujawnionych, ale ujawnione w nieprawidłowej wysokości;

– z nieujawnionych źródeł (art. 25b ust. 1 ustawy o PIT).

Udowodnienie a uprawdopodobnienie

Gdy podatnik nie ma możliwości wykazania wcześniejszego opodatkowania zgromadzonego przez lata majątku lub zwolnienia go od opodatkowania, najważniejsze jest uprawdopodobnienie realności jego zgromadzenia. Właśnie w tym podatnicy mogą upatrywać swoją szansę. To na podatniku spoczywa bowiem ciężar udowodnienia uzyskania przychodów, co w przypadku niedokumentowanych wiele lat wstecz darowizn lub nierejestrowanych prac dorywczych może okazać się niemożliwe. W takiej sytuacji art. 25g ust. 3 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych daje podatnikowi możliwość uprawdopodobnienia ich uzyskania, którą można z sukcesem wykorzystać nie tylko dzięki dokumentom.

Planowanie sukcesji

Gromadzony przez kilkadziesiąt lat dorobek całego życia wskutek złego zaplanowania sukcesji majątku można w łatwy sposób utracić. Nawet w przypadku sukcesji w rodzinie, która powinna być przecież wolna od zewnętrznych obciążeń.

Zawarcie umowy darowizny rodzi, pod groźbą sankcji karnych skarbowych, obowiązek zgłoszenia tego faktu do urzędu skarbowego. Niemożność udokumentowania źródeł pozyskania przekazywanego majątku naraża na podanie ich przez fiskusa w wątpliwość – również w przypadku wydatkowania posiadanych oszczędności na zakup ruchomości, co miało miejsce w przytoczonej sprawie. Podejmując decyzję o obdarowaniu kogoś czy zakupie wartościowej rzeczy, warto skorzystać z doradztwa podatkowego. Dzięki przeprowadzonemu audytowi można bowiem uchronić majątek przed znacznym uszczerbkiem.

Opcje do wyboru

Osoba przeprowadzająca audyt może z uzasadnionych przyczyn wykluczyć darowiznę majątku i wskazać zainteresowanemu inne dostępne, prawnie dopuszczone i bezpieczne formy jego przekazania. Ochroni to przede wszystkim darczyńcę przed negatywnymi skutkami braku możliwości udowodnienia legalności posiadanego mienia. Możliwości jest wiele. Wybór jednej z nich zależy od tego, czy obdarowujący chce tylko przekazać obdarowanemu majątek, czy też chce czerpać z tego dodatkowe zyski.

Na przykład konstrukcja powiernictwa i zarządu powierniczego pozwala na przechowanie wartości majątkowych w dyskretny sposób. Gwarantuje, że status majątkowy powiernika pozostanie nieznany. Właściciel może powierzyć majątek powiernikowi tylko do przechowania lub zarządzania nim. Powiernik staje się w ten sposób zarządcą przekazanego pod opiekę majątku.

Pojęcie powiernika pojawia się także w strukturze trustu. To na jego rzecz założyciel trustu przekazuje wszelkie środki majątkowe: pieniądze, samochody, nieruchomości. Aktywa trustu, choć zarejestrowane na powiernika, nie wchodzą w skład jego prywatnego majątku. Na gruncie prawa polskiego nie ma możliwości utworzenia trustu. Nie zamyka to jednak drogi do powołania go przez polskiego obywatela za granicą. Obce jurysdykcje pozwalają skorzystać z jeszcze innych form bezpiecznego przekazania majątku, np. z wykorzystaniem konstrukcji zagranicznej spółki holdingowej czy fundacji.

Przemyślane działania

Rozpatrujący skargę kasacyjną NSA uchylił ostatecznie zaskarżony wyrok i przekazał wojewódzkiemu sądowi administracyjnemu sprawę do ponownego rozpoznania. Jak się ona skończy? Trudno przewidzieć. Sądy administracyjne często bowiem różnie orzekają w podobnych sprawach. Dlatego zwłaszcza w konfrontacji z fiskusem konieczne jest odwołanie się do sprawdzonych i skutecznych metod oraz narzędzi prawnych obejmujących szerokie spektrum działań w dziedzinie prawa podatkowego i ochrony majątku.

Dla pełnomocnika podejmującego się reprezentacji podatnika przed organami podatkowymi oraz organami kontroli, a dalszym etapie – w sporach przed sądami, najważniejsze jest uwzględnienie stanu faktycznego każdej konkretnej sprawy. Tylko bowiem profesjonalne, indywidualne podejście może uchronić przed tak wysokimi sankcjami, jak 75% zryczałtowany podatek od nieujawnionych źródeł przychodów. Jeszcze korzystniejsze jest prewencyjne działanie ochronne, podjęte przed wykonaniem czynności narażającej na negatywne konsekwencje wdania się w spór z fiskusem.

Autor:

radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Chmura to kolejny krok w rozwoju bankowości

Marcin Zmaczyński – dyrektor regionalny Aruba Cloud w Europie Środkowo-Wschodniej
Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Zintegrowane cyfrowe środowisko bankowe musi radzić sobie z coraz większą ilością danych – jest to niezaprzeczalnym faktem. Jednak w praktyce rzadko zastanawiamy się nad tym, jak dużo informacji rzeczywiście generuje bankowość. Jak wynika z danych raportu Polska bankowość 2018 I kwartał[1], w Polsce banki obsługiwały 46 milionów klientów, w tym aż 44 miliony w segmencie detalicznym. Aż 33 miliony ma dostęp do bankowości internetowej, a w praktyce korzysta z niej 16 milionów. Kwestia przechowywanych informacji stawia przed bankami gigantyczne wyzwania, ponieważ zgodnie z Prawem bankowym (art. 105a ust. 1) mogą one przetwarzać informacje stanowiące tajemnicę bankową dotyczące osób fizycznych, między innymi w celu oceny zdolności kredytowej i analizy ryzyka kredytowego. Musimy pamiętać, że po wygaśnięciu zobowiązań wynikających z umowy zawartej z bankiem, informacje będące tajemnicą bankową mogą być nadal przetwarzane przez banki. Jednak takie działania mogą być wykonywane nie dłużej niż 5 lat od dnia wygaśnięcia zobowiązania. Wydaje się to krótkim okresem, jednak bezpieczne przechowywanie tylu informacji może być problematyczne i kosztowne. W każdej chwili klient ma prawo do wglądu w swoje dane w bazie Biura Informacji Kredytowej, które ma obowiązek bezpłatnego udostępniania mu jego historii kredytowej raz na pół roku. Również tutaj przechowywanie dokumentów, ksiąg rachunkowych, dowodów księgowych, dokumentów inwentaryzacyjnych i sprawozdań finansowych zgodnie z ustawą o rachunkowości powinno zasadniczo trwać co najmniej pięć lat.

Kluczową kwestią dla powodzenia cyfryzacji środowiska bankowego, które będzie w stanie uporządkować wszystkie zgromadzone informacje, jest umiejętne zarządzanie danymi. Badanie Digital Banking Expert Survey[2] wskazuje dwa aspekty ocenione przez banki jako bardzo istotne. Pierwszym z nich jest zarządzanie strukturyzowanymi danymi (72 procent) i dostęp do wszystkich typów wewnętrznych danych klientów (70 procent). Potwierdza to tezę, że odpowiednia analiza danych ma strategiczne znaczenie z punktu widzenia relacji z klientami, dlatego automatyzacja procesów i integracja danych muszą stać się standardem w działaniach banków. Tutaj naturalnym rozwiązaniem wydaje się być chmura, która jest elastycznym środowiskiem dla narzędzi, pozwalających szybko przetwarzać dane na konkretne, użyteczne informacje biznesowe. Innymi słowy, model chmury obliczeniowej daje możliwość wdrożenia narzędzi Big Data niskim kosztem. Ogromna ilość danych generowana przez klientów stanowi spore wyzwanie dla instytucji finansowych i może wydawać się problematyczna. Jednak ma też bardzo duży plus. Firmy korzystają z nich, ponieważ są świadome, że wiedza daje przewagę konkurencyjną. Ilość zbieranych przez nas danych ma rosnąć wykładniczo. To zmusi firmy do różnicowania danych na ważne, wykorzystywane na bieżąco i na te, które nie są potrzebne, ale trzeba je przechowywać ze względu na wymogi prawne. Osoby korzystające z bankowości internetowej czy mobilnej mogą być w łatwy sposób monitorowane przez instytucje finansowe. Dzięki temu obserwowaniu transakcji w czasie rzeczywistym placówki finansowe mogą zapewnić odpowiednie zasoby, których potrzebują ich klienci. A to właśnie bieżąca analiza pozwala na zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa transakcji.

Paradoksalnie to właśnie kwestie bezpieczeństwa stanowią największy problem, będąc swoistą barierą psychologiczną. Z jednej strony instytucje rozumieją, że chmura jest środowiskiem bezpiecznym i dostrzegają jej zalety. Z drugiej boją się przekazać swoje cenne dane do chmury, sądząc, że będą one poza ich zasięgiem i kontrolą. Są to całkowicie nieuzasadnione obawy. Jest kilka przykładów, największych instytucji, które stawiają na chmurę. Niedawno udostępniono informacje, że Departament Obrony USA chce w ciągu 10 lat przenieść całą swoją infrastrukturę IT do chmury. Pojawiły się również kwoty, jakie na ten cel może przeznaczyć Departament, czyli nawet miliard dolarów rocznie. Również w chmurze od pewnego czasu swoje dane trzyma CIA. Nie ma chyba lepszej rekomendacji dla chmury niż to, że przekonały się do niej instytucje, które obligatoryjnie muszą zadbać o bezpieczeństwo najbardziej wrażliwych danych, jakie można sobie wyobrazić. Te instytucje często przez lata polegały na własnej infrastrukturze, która na pewno była bezpieczna, ale nadszedł czas dla nich, by skorzystać z możliwości, jakie daje środowisko chmury.

„Upowszechnienie się chmury w bankach niewątpliwie spowalnia również fakt, że sektor finansowy jest poddany bardziej rygorystycznym wymogom regulacji niż inne branże działające w Polsce. Zgodność z RODO to tylko jeden aspekt, ponieważ banki muszą przestrzegać równolegle regulacji KNF, prawa bankowego oraz innych przepisów. Widać jednak, że decydenci zaczynają dostrzegać ten problem i zmierzają do sprecyzowania tego, jak należy stosować chmurę w sektorze finansowym, by dochować wszelkich procedur bezpieczeństwa. Dla przykładu pod koniec października zeszłego roku KNF opublikował nowy dokument, w którym dokładnie opisuje, jak nadzorowane podmioty powinny korzystać z usług w chmurze[3]. Jestem przekonany, że współpraca na linii biznes-regulatorzy-klienci przyczyni się wkrótce do szerszego stosowania modelu cloud w sektorze finansowym. Chmura oferuje bankom realne korzyści biznesowe, a te wpływają na wyższy poziom usług oferowanych klientom” – Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud.

Wypowiedzi udziela: Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

[1] https://prnews.pl/wp-content/uploads/2018/06/bankier-raport-I-kw-2018.pdf

[2] https://www.gft.com/pl/pl/index/o-nas/newsroom/materialy-prasowe/2016/cyfryzacja-bankowosci-tak-ale-nie-kosztem-bezpieczenstwa/

[3] https://www.knf.gov.pl/knf/pl/komponenty/img/Komunikat_dot_korzystania_przez_podmioty_nadzorowane_z_uslug_przetwarzania_danych_w_chmurze_obliczeniowej_59626.pdf

Marek Dietl członkiem Rady FESE

  • Marek Dietl, Prezes Zarządu GPW, został wybrany na członka Rady Europejskiej Federacji Giełd Papierów Wartościowych (FESE)
  • FESE reprezentuje publiczne rynki regulowane. Zrzesza 33 pełnoprawnych członków z 27 krajów, a także dodatkowych członków o statusie obserwatorów i członków stowarzyszonych

Rada jest po walnym zgromadzeniu najwyższym organem zarządzającym FESE. Jej członkowie wybierani są na okres trzech lat. Do ich głównych zadań należy przygotowanie ogólnej strategii organizacji oraz wdrażanie i nadzór nad realizacją polityki FESE wobec integracji i rozwoju rynków finansowych, współpracy w dziedzinach obrotu, rozliczeń i depozytu papierów wartościowych, a także zagadnień regulacyjnych.

– Przyjęcie w poczet Rady FESE jest dla mnie dużym wyróżnieniem. Dziękuję pozostałym członkom Rady za zaufanie, jakim mnie obdarzyli. W obliczu nowych wymogów regulacyjnych już wdrażanych i proponowanych na szczeblu Unii Europejskiej, które mają szczególne znaczenie dla wszystkich rynków kapitałowych w UE, współpraca na szczeblu międzynarodowym staje się ważniejsza niż kiedykolwiek. Członkostwo w Radzie FESE przysłuży się wzmocnieniu integracji GPW z pozostałymi europejskimi rynkami oraz promocji możliwości inwestycyjnych, jakie oferuje Polska i cały region Europy Środkowo-Wschodniej – powiedział Marek Dietl, Prezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Marek Dietl jest trzecim przedstawicielem Polski, który został powołany do władz FESE. W Radzie Europejskiej Federacji Giełd Papierów Wartościowych zasiadał również były Prezes GPW, Adam Maciejewski. Pierwszy Prezes GPW Wiesław Rozłucki sprawował natomiast funkcję zastępcy przewodniczącego Komitetu Roboczego FESE.

GPW współpracuje z FESE od 1992 r. W 1999 r. uzyskała status członkowski, a od czerwca 2004 r. jest pełnoprawnym członkiem tej organizacji. FESE reprezentuje publiczne rynki regulowane. Zrzesza 33 pełnoprawnych członków z 27 krajów, a także dodatkowych członków o statusie obserwatorów i członków stowarzyszonych.

Jak stać się liderem swojego zespołu

Jak zbudować poprawną komunikację z podwładnymi, stać się dla nich prawdziwym liderem i poprowadzić drużynę do sukcesu? Niektórych technik motywacji można się nauczyć od trenerów.

Jak zarządzać zespołem, aby działał efektywnie? Co mają ze sobą wspólnego szkolenia psów i zarządzanie zespołem? Jak motywować swoich pracowników do nowych osiągnięć? Dlaczego klasyczny twardy styl zarządzania już nie działa? Na te i inne pytania odpowiedziała w swoim przemówieniu na Women’s leadership forum — 2018 Anna Wasilenko, dyrektor ds. relacji z kluczowymi klientami i emitentami Moskiewskiej Giełdy. Forbes publikuje fragmenty przemówienia.

Mam przyjaciółkę Annę, która działa w branży finansowej. Warto od niej nauczyć się pozytywnego stosunku do ludzi. Powiedzmy, że chcesz przyjąć do swojego zespołu nowego człowieka, Wasyla, z którym ona się dobrze zna. Więc pytasz jej, co ona o nim myśli. Odpowiedź będzie w stylu „Wasyl to piękny człowiek” oraz wymieni jego same zalety. Nie wiem, czy to pomocne, gdy chcesz uzyskać opinię ale ogólnie jest to właściwe.

Unikaj plotek — dla ciebie i dla twojego otoczenia, są one bardzo często są destrukcyjne. Kiedy zaczynamy kogoś oceniać, mówić źle, szkodzimy tym sobie i tym samym niszczymy reputację tego człowieka i stawiamy na szwank nasze relacje.

W komunikacji bardzo ważne jest, aby przestrzegać trzech zasad:
— nie mówić za dużo,
— nie mówić zbędnych rzeczy,
— nie wypowiadać negatywnych osądów.

Jest jeszcze jedna kobieta, z której biorę przykład, to treserka Marina. Mam psa o imieniu Tygrys i ma dość trudny charakter. To mój pierwszy pies i nie wiedziałam, co z nim robić i jak go wychowywać. Przychodzili treserzy, którzy zaczynali szarpać tego go za smycz i krytykować na wszelkie sposoby. Pies nie wiedział czego od niego chcą, a wynik był zerowy. Potem pojawiła się Marina, która powiedziała, że nie wolno bić i karać psów, a wszystko można rozwiązać za pomocą słów. Tak samo jest z ludźmi: trzeba próbować nawiązać kontakt z członkiem swojego zespołu, żeby wiedział, że za jego pracę będzie koniecznie nagrodzony: czy to nagrodami, dodatkowymi premiami czy miłymi słowami.

Te lekcje szkolenia mocno zmieniły moje życie.

Rosyjskie społeczeństwo nastawione jest na komunikację, gdzie wszystko opiera się na rygorystycznych terminach, systemie kar, na twardych wypowiedziach, czyli negatywnej motywacji. Jeśli budujemy swoją komunikację z członkami zespołu na pozytywnej motywacji, to znacznie lepiej pracują i osiągają wyniki.

Nieważne, czy chcesz zmotywować człowieka lub dać mu negatywną opinię, bardzo ważne jest, aby znaleźć odpowiedni moment. Jeśli ktoś w drużynie się wykazał, pomyślisz „Oby tak dalej!”, ale jeśli powiesz mu o tym za tydzień, to raczej nie zrozumie, za co go chwalimy i dlaczego. Dlatego jeśli człowiek (lub zwierzę) robi coś dobrego, trzeba od razu mu o tym powiedzieć, nie zwlekać. Dokładnie tak samo warto się zachowywać w stosunku do negatywnych rzeczy, które ci się nie podobają — nie można zwlekać z tym do jutra lub do wygodnego momentu, trzeba o tym powiedzieć, i wtedy w naszym zespole będą o wiele bardziej zdrowe relacje.

Jeszcze jedna lekcja, którą wyniosłam ze szkolenia, to że lider jest bardzo ważny, ponieważ daje poczucie bezpieczeństwa. Jeżeli zespół uzna cię za lidera, to jest mu o wiele łatwiej, bo jest ktoś, kto może powierzyć zadanie, chwalić i bronić w odpowiednim momencie.

W naszej kulturze zarządzania (w pierwszej kolejności męskiej), przywództwo opiera się na atrybutach: dużym biurze, sekretarce, recepcjonistce. Prawdziwy lider to ktoś, kto może przekazać swoim podwładnych pomysł o tym, po co i dlaczego trzeba wykonywać określone zadania. Ponadto, w porę daje wynagrodzenie w postaci pensji, pochwały lub jakichś bonusów.

Lider to osoba, która dobrze komunikuje się ze swoim zespołem, mówi dostępnym językiem i wyraźnie stawia zadania, tak aby zespół wiedział, o czym z nim mówią i czego od niego chcą. Pamiętacie film „Diabeł ubiera się u Prady”, gdzie nieszczęsna asystentka redaktora naczelnego musiała się domyślać o tym, czego chce jej szef? To właśnie przykład niewłaściwego zachowania szefa.

Poczucie bezpieczeństwa i zrozumienie, czego chcemy od członków naszego zespołu — to najważniejsze, co może dać lider. Jeśli przyjmiesz wszystkie te zasady, to twoja drużyna osiągnie wielki sukces.

5 sposobów na dobre recenzje Twojej firmy w Internecie. Dobre praktyki oraz czego warto unikać

W wyszukiwarkach produktów, usług lub firm na mapach i w specjalistycznych serwisach, internauci oczekują odpowiedzi na coraz bardziej precyzyjne pytania. Nie pytają już tylko o to „gdzie jest wulkanizacja?”, ale „gdzie znajduje się najlepsza wulkanizacja na Ursynowie?”.

dobre recenzje“Najlepsza”, tzn. najczęściej polecana lub z najwyższymi ocenami, oczywiście napisanymi przez klientów danej firmy. Zarządzanie recenzjami jest na całym świecie istotnym elementem promocji firmy w Internecie. Największe doświadczenie w tym zakresie mają hotele i restauracje, które aktywnie proszą swoich klientów o wyrażenie opinii na temat pobytu w hotelu. Na bieżąco też odpowiadają na recenzje swoich klientów. Natomiast średnia ocena klientów prezentowana na portalach z rezerwacjami jest kryterium wyboru hotelu czy restauracji dla wielu podróżujących.

Zdobycie dobrych recenzji jest ważne, ale nie za wszelką cenę.

Oto kilka wskazówek, które warto wziąć pod uwagę, aby zebrane od klientów opinie były wiarygodne i wpływały pozytywnie na wizerunek firmy.

Nie proś o opinie tylko zadowolonych klientów. Opinie wszystkich klientów, a nie tylko tych zadowolonych, są cennym źródłem informacji zwrotnej i prowadzą do polepszenia jakości oferowanych usług. To jakby bezpłatne badanie marketingowe, którego efekty w dłuższej perspektywie pomagają w rozwoju twojego biznesu. Pamiętaj też, że same pozytywne opinie budzą podejrzliwość i mogą odstraszyć niektórych odbiorców twoich usług.

Nie dawaj nagród klientom za pozostawienie opinii. Kupon zniżkowy lub próbki produktów za pozostawienie opinii kojarzą się z łapówką i nie budzą entuzjazmu konsumentów.

Nie kopiuj opinii na temat swojej firmy z innych serwisów. Tylko świeże, unikalne w treści opinie pomogą w pozycjonowaniu twojej firmy. Jeśli zaczniesz przeklejać recenzje, Google rozpozna, że są kopią z innego serwisu i wtedy pominie je, tak jakby nie istniały.

Nie pisz samodzielnie opinii na temat własnej firmy. Google zauważy, że opinie zostały napisane z jednego źródła i ich nie opublikuje lub nie uwzględni. Dodatkowo, jeśli zostanie to rozpoznane przez innych Użytkowników, ich komentarze mogą przynieść zdecydowanie więcej strat wizerunkowych.

Odpowiadaj na recenzje. Odpowiedź na pozostawioną recenzję to jasny sygnał, że dana firma dba o swoich klientów, na bieżąco czyta recenzje i reaguje na nie. Inni konsumenci także czytają te odpowiedzi i na ich podstawie wyrabiają sobie opinię o firmie. Pamiętaj – nie pisz tych samych, szablonowych odpowiedzi. Klienci łatwo zauważą, że wszystkie odpowiedzi wyglądają tak samo i poczują się źle potraktowani. Poza tym każdy lubi być traktowany indywidualnie, prawda?

Podstawą zarządzania recenzjami jest ich monitorowanie. NETskaner umożliwia bieżący monitoring recenzji z różnych serwisów internetowych (Google, Facebook, TripAdvisor i wiele innych) w jednym panelu dostępnym online. Jeżeli jesteś zainteresowany, dowiedz się więcej pod adresem netskaner.pl.

Unikatowe narzędzie do zarządzania firmą w Internecie już w Polsce

Większość Internautów, szukając dowolnej firmy, wpisuje jej nazwę do wyszukiwarki internetowej.  Wynik wyszukiwania pokazuje czy dana firma jest, gdzie się znajduje i jaki ma telefon. Brak tych danych lub niepoprawne dane w wyszukiwarce internetowej natychmiast negatywnie wpływają na postrzeganie takiej firmy. Czy w ogóle istnieje? Czy szukam właściwej firmy? Użytkownik zadaje sobie pytanie “może skorzystam z usług innej firmy, bo ta już pewnie nie działa”. Szereg negatywnych konsekwencji dla biznesu, który nie zadbał o swój wizerunek w Internecie.

NETskanerTymczasem od niedawna na polskim rynku dostępne jest narzędzie, które pozwala zadbać o spójne i prawidłowe dane lokalizacji firmy w Internecie, jednocześnie w odniesieniu do wielu serwisów internetowych publikujących dane teleadresowe i prezentację danej firmy.

NETskaner pozwala w prosty sposób zarządzać i kontrolować dane lokalizacji firmy w wielu serwisach internetowych w sieci.

Zasada działania jest następująca. Eniro, firma oferująca jako jedyna to narzędzie na rynku polskim, tworzy profil lokalizacji firmy w NETskanerze, a następnie synchronizuje ten profil z wieloma serwisami na rynku (Google, Facebook, Panorama Firm, Yelp, Cylex, nawigacje samochodowe TomTom, Navmii i wiele innych) poprzez bezpośrednie połączenie API. Profile są tworzone tam, gdzie ich wcześniej nie było. Natomiast jeśli istnieją, są identyfikowane i aktualizowane. Synchronizacja odbywa się w czasie rzeczywistym.

Właściciel firmy otrzymuje dostęp do panelu administracyjnego i w dowolnym momencie może aktualizować i poszerzać zawarte tam informacje. Zakres możliwych do prezentowania danych jest bardzo szeroki i obejmuje dane teleadresowe, opis działalności, słowa kluczowe, a także grafiki, logotypy i filmy wideo. Właściciel firmy może także za pomocą NETskanera monitorować opinie i recenzje pojawiające się w sieci na temat jego firmy oraz śledzić statystyki wejść do profili na poszczególnych serwisach.

NETskaner działa korzystnie w wielu wymiarach. Po pierwsze pozwala na kontrolę i zarządzanie danymi lokalizacji firmy. Następnie wpływa pozytywnie na pozycjonowanie strony domowej firmy, ponieważ zapewnia linkowanie do strony domowej z profili utworzonych w sieci internetowej. Pozwala monitorować media społecznościowe i w odpowiednim momencie zareagować. Buduje pozytywny i profesjonalny wizerunek firmy w Internecie.

NETskanera można przetestować bezpłatnie, wykonując darmowy audyt obecności firmy w sieci: www.netskaner.pl

Certyfikacja pracowników – motywator i ścieżka rozwoju

Eniro Polska, dostawca rozwiązań marketingu internetowego dla małych i średnich firm z powodzeniem rozwija proces wewnętrznej certyfikacji pracowników. Stała edukacja pracowników to jedno z najważniejszych zadań wpisanych w misję firmy. Rozwój portfolio produktów oraz rosnące potrzeby przedsiębiorców wymagają nieustannego rozwoju kwalifikacji. Certyfikacja potwierdza zdobycie nowych umiejętności i zachęca pozostałych do zdobywania pożądanych przez organizację kompetencji.

W dobie postępu technologicznego, gdy coraz więcej firm dysponuje podobnymi rozwiązaniami, istotną kwestią jest budowanie przewagi konkurencyjnej w oparciu o kapitał ludzki. Certyfikacja pracowników jest szansą dla organizacji na wprowadzenie jeszcze lepszych standardów obsługi Klienta i rozwijania modelu organizacji uczącej się. W przypadku firmy Eniro Polska, certyfikacja jest wspólnym projektem Działu HR i Sprzedaży, który uzupełnia program edukacyjny z zakresu marketingu internetowego. W Dziale Sprzedaży certyfikat oznacza awans na stanowisko Specjalisty Sprzedaży lub Telesprzedaży ds. Marketingu Internetowego. W programie przewidziane są także kolejne stopnie certyfikacji.

Polskie małe i średnie firmy w szybkim tempie muszą dostosować się do wymagań tzw. rewolucji 4.0. To czwarta rewolucja przemysłowa, w której najważniejsze jest zastosowanie technologii i narzędzi cyfrowych w codziennym prowadzeniu biznesu. Nie każdy przedsiębiorca ma czas i środki na samodzielne zdobywanie wiedzy. Wielu z nich potrzebuje wsparcia w zakresie marketingu internetowego. Certyfikowany konsultant to pewność, że mamy do czynienia z ekspertem, profesjonalnym doradcą, który analizuje sytuację firmy (audyt obecności w sieci), sygnalizuje problemy i dobiera optymalne rozwiązania. Większa wiedza pozwala mu na lepsze zarządzanie relacjami z klientami i wzrost ich satysfakcji. W organizacji sprzedażowej, zarówno w Telesprzedaży, jak i Sprzedaży Bezpośredniej, posiadam obecnie 101 osób z certyfikatami, a kolejne 146 jest bliskie spełnienia warunków. Są to najbardziej aktywne i zaangażowane osoby w zespole, dla których nowa wiedza i budowanie marki osobistej to filary rozwoju personalnego. – mówi Joanna Hampel, Dyrektor Sprzedaży w Eniro Polska.

Każdy uczestnik programu otrzymuje na bieżąco indywidualną informację o wyniku, a w procesie dodatkowo wspiera go przełożony, zainteresowany wzrostem kompetencji i zaangażowania w swoim zespole.

Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska
Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska

Badania wskazują, że możliwości rozwoju kompetencji i stania się ekspertem w swojej dziedzinie to obecnie istotny obszar dla motywacji i satysfakcji pracowników. Element ten zyskuje na znaczeniu dla młodszych pokoleń. Program certyfikacji kompetencji cyfrowych w Eniro Polska odpowiada na tę potrzebę, ponieważ pozwala naszym pracownikom uzyskać ekspercką wiedzę i dzielić się nią z klientami, budując w ten sposób wizerunek własny oraz wizerunek firmy. Warunkiem uzyskania  certyfikatu jest więc nie tylko uczestnictwo w sesjach szkoleniowych i rozwiązanie obszernego testu  wiedzy, ale też  sprzedaż różnych produktów na założonym poziomie. Umiejętne połączenie teorii z praktyką gwarantuje, że nasz specjalista jest dobrze przygotowany do wspierania właścicieli małych i średnich firm w obszarze marketingu internetowego. Jesteśmy postrzegani jako firma, która dobrze szkoli siły sprzedaży, a sukces programu certyfikacji potwierdza tę opinię. – mówi Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska.

Powodzenie projektu w Dziale Sprzedaży sprawiło, że firma rozszerza certyfikację na pozostałych pracowników, dostosowując ją do potrzeb innych działów.

Kolejnym krokiem jest certyfikowanie pracowników Działu Operacyjnego, którzy odpowiadają za realizację kampanii reklamowych dla klientów Eniro. Ostatnio wręczyliśmy w tym dziale dyplomy 24 osobom. W tym przypadku kryterium jest wiedza na temat naszych produktów oraz marketingu internetowego. – dodaje Anna Strutyńska, Dyrektor HR w Eniro Polska.

Certyfikacja pracowników sprzyja podnoszeniu efektywności całej organizacji. Proces certyfikacji pozwala firmie uzyskać informacje na temat umiejętności zatrudnionych w organizacji osób oraz lepiej zarządzać polityką szkoleniową. Dla pracowników jest to szansa na potwierdzenie własnych kompetencji i podniesienie samooceny.

Firmy certyfikujące swoich pracowników zyskują w perspektywie czasu wyższą jakość świadczonych usług, co pozytywnie przekłada się na proces współpracy z Klientami.

McDonald’s wyróżniony za Employer Branding

Działania wizerunkowo-rekrutacyjne sieci restauracji prowadzone pod hasłem „Witamy w McDonald’s” przyniosły firmie zwycięstwo w konkursie HR Dream Team, zostały również wyróżnione w kategoriach Strategia Employer Branding i Kampania Internetowa w konkursie Employer Branding Excellence Awards.

McDonald’s mocno zainwestował w działania na rynku pracy. W efekcie opracowanej w ubiegłym roku strategii employer branding firma rozszerzyła grupę docelową m.in. o osoby dojrzałe, zwiększyła też nacisk na działania lokalne. Dużo uwagi poświęcono aktywnościom wewnętrznym – w ramach projektu „Angażująca rekrutacja” w ciągu sześciu miesięcy przeszkolono osoby odpowiadające za rekrutację we wszystkich 400 restauracjach.

Jak podkreśla Joanna Rosiak, Talent Acquisition Manager w McDonald’s odpowiedzialna za „Angażującą rekrutację”: „W trakcie warsztatów z kierownikami zmapowaliśmy elementy procesu rekrutacyjnego, ustaliliśmy, co możemy zrobić, żeby każdy kandydat na rozmowie w naszych restauracjach czuł się dobrze i komfortowo. Badania candidate experience, które regularnie prowadzimy, pokazują, że przyniosło to dobre rezultaty, kandydaci dobrze oceniają atmosferę i przebieg spotkań rekrutacyjnych w McDonald’s”.

Okazało się to dobrą receptą na sytuację na rynku pracy w branży handlowej i gastronomicznej, bo działania przynoszą konkretne efekty. W ciągu roku od rozpoczęcia pracy nad wdrożeniem strategii wzrosła ocena marki McDonald’s jako pracodawcy w badaniu prowadzonym wśród gości restauracji, firma zadebiutowała w pierwszej dziesiątce zestawienia Pracodawca Roku i zdobyła tytuł „Top Employers”, a przede wszystkim zdecydowanie zwiększyła liczbę aplikacji i pracowników. Już wcześniej kampania została nagrodzona w konkursie EB Kreator, gdzie zdobyła nagrodę główną za całokształt działań i wyróżnienia w kategoriach Wideo wizerunkowo-rekrutacyjne, Kampania EB i Zakładka kariera.

Przy tworzeniu strategii McDonald’s współpracował z agencją MJCC specjalizującą się w obszarze employer brandingu. Działania realizują wspólnie agencje MJCC, DDB & Tribal, Isobar i 24/7Communication, a media kupuje OMD.

Toyota zainwestowała miliard dolarów w największego operatora ride-hailingu w Azji Południowo-Wschodniej

Toyota inwestuje miliard dolarów w firmę Grab Holdings z Singapuru. To największy operator ride-hailingowy (ride-sharingowy) w Azji Południowo-Wschodniej o wartości ponad 10 miliardów dolarów. Toyota nawiązała współpracę z Grab Holdings w ubiegłym roku, a teraz znacząco zwiększa swoje zaangażowanie w jej działania i wspiera dalszą ekspansję na rynkach regionu.

Toyota unowocześnia model biznesowy

Wkład Toyoty w rozwój firmy Grab Holdings to największa w historii inwestycja producenta samochodów w firmę dostarczającą usługi dzielenia przejazdów. To element strategii Akio Toyody, by przekształcić Toyotę z tradycyjnego producenta samochodów w firmę dostarczającą klientom na całym świecie nowoczesne usługi mobilności, oparte na nowych technologiach. Aby przyspieszyć podejmowanie decyzji, przedstawiciele Toyoty zostaną oddelegowani do zarządu firmy Grab oraz wzmocnią jej kadrę menadżerską.

„To dobra decyzja – Toyota nie powinna pozostawać w tyle w tych dziedzinach” – skomentował Tatsuo Yoshida, analityk z Sawakami Asset Management Inc. w Tokio. – „Ride-sharing nadchodzi. Dla producentów to bolesna rzeczywistość. Ale może to być także wielka szansa na rozwój, jeśli zostanie dobrze zrozumiana”.

Połączone samochody i nowe usługi

Grab jest deweloperem platform mobilnych dla transportu, serwisów kurierskich i dostawców jedzenia, a także serwisów płatności i usług finansowych w 217 miastach w Azji Południowo-Wschodniej. W marcu tego roku Grab wykupił od Uber Technologies jego oddziały w regionie i obecnie dominuje na rynku ride-hailingu.

Od sierpnia 2017 roku Toyota i Grab wspólnie rozwijają serwisy łączenia samochodów w chmurze oraz wykorzystywania danych zbieranych przez system telematyczny Toyota TransLog. System ten służy do zarządzania flotami samochodowymi w firmach, a obecnie został zamontowany w 100 samochodach na wynajem marki Grab w ramach pilotażu. Zbierane za jego pomocą dane są przetwarzane za pośrednictwem Platformy Usług Mobilnych Toyoty (Toyota Mobility Service Platform, MSPF), która służy jako infrastruktura informatyczna dla usług opartych na łączeniu samochodów w sieci. Obie firmy rozpoczęły już współpracę w dziedzinie połączonych pojazdów, m.in. wprowadzając ubezpieczenia oparte na danych zbieranych podczas jazdy, którymi objęte są samochody we flocie Grab w Singapurze za pośrednictwem lokalnych ubezpieczycieli.

Nowa inwestycja pozwoli rozszerzyć tę współpracę, łącząc wszystkie samochody na wynajem we flocie Grab oraz wprowadzając różnego rodzaju usługi mobilne w regionie oparte na Platformie Usług Mobilnych Toyoty i zbieranych na niej danych. Toyota i Grab biorą pod uwagę także współpracę w dziedzinie ubezpieczeń opartych na danych zbieranych podczas jazdy czy usług finansowych dla użytkowników Grab. Toyota i Grab zamierzają wkrótce przejść od programów pilotażowych do pełnego wdrożenia usług, opracowywanych dla klientów w Azji Południowo-Wschodniej.

Handlowiec vs. klient – jak poradzić sobie z każdym typem kupującego?

Jeśli uważnie słuchasz rozmówcy, możesz się o nim sporo dowiedzieć – np. tego, w jaki sposób podejmuje decyzje czy też motywuje się do działania. Mogłoby się wydawać, że w biznesie taka „identyfikacja” pomocna jest tylko handlowcom, tymczasem przyda się także na innych stanowiskach. Jeśli na co dzień kontaktujesz się z klientami lub jesteś odpowiedzialny za przekazywanie innym informacji i chcesz robić to skuteczniej, naucz się rozpoznawać pewne wzorce patrzenia na świat.

Ludzie nieustannie dostarczają informacji o tym, w jaki sposób myślą, poprzez to, jak używają języka. Jeśli więc komunikujesz się na co dzień z innymi, zwróć uwagę na to, jak mówią. Dzięki temu łatwiej będzie ci przewidzieć, jak mogą się zachować w danej sytuacji czy jaką podejmą decyzję (również tę zakupową). To bardzo cenne wskazówki, bo pozwalają na prowadzenie komunikacji tak, aby była jak najskuteczniejsza. Na jakie sposoby myślenia warto więc zwrócić uwagę podczas rozmów z klientami i jak je wykorzystać?

Ja vs. inni

Osoby, które patrzą na świat poprzez pryzmat „ja”, lubią mieć możliwość wyboru i samodzielnego podejmowania decyzji. Irytuje je natomiast nachalne polecanie konkretnego produktu i zachęcanie do jego zakupu. Swoje opinie wyrażają bardzo zdecydowanie i jednoznacznie, w ich wypowiedziach często słyszy się zatem takie zwroty jak np. „ja uważam”, „ja potrzebuję”, „moim zdaniem” itp. – Takiego rozmówcy nie należy przekonywać do swoich racji, a raczej dać mu możliwość wyboru, docenić jego opinię i podkreślić, że ostateczna decyzja należy do niego, bo przecież najlepiej wie, co jest mu potrzebne – komentuje Grzegorz Mielewski, trener biznesu z firmy doradczo-szkoleniowej Integra Consulting Poland. Zupełnie inaczej będzie w przypadku osoby, która ma trudności z podejmowaniem decyzji – będzie ona potrzebowała wsparcia rozmówcy. Należy jednak uważać z intensywnością poleceń, bo mogą przynieść zupełnie odwrotny efekt – potencjalny klient może po prostu się wycofać, bo przerazi go konieczność podjęcia decyzji. – W takiej sytuacji należy pomóc w wyborze potrzebnego towaru. Skuteczne mogą okazać się takie techniki jak społeczny dowód słuszności czy reguła autorytetu. Warto więc argumentując odwołać się do nich, np. mówiąc „To dobry wybór, mamy sygnały od klientów, że są zadowoleni z tego produktu. Od dwóch lat ten model jest w czołówce sprzedaży i nie mieliśmy dotychczas żadnego zwrotu” – mówi Grzegorz Mielewski.

Zgoda vs. negacja

Ludzie, którzy nastawieni są na zgadzanie się ze wszystkim, rzadko krytykują cokolwiek – produkt, samą firmę lub jej przedstawiciela. – Wbrew pozorom to najtrudniejszy typ rozmówcy, bo sprawia wrażenie zadowolonego, nawet jeśli jego potrzeby nie są do końca zaspokojone. Warto więc dopytywać o wątpliwości i zastrzeżenia oraz pomagać mu w określeniu rzeczywistych potrzeb, chociażby poprzez zadawanie pytań i reagowanie na odpowiedzi. Następnie, kiedy już wspólnie uda się je określić, pomóc w podjęciu decyzji. Taka rozmowa może być dość czasochłonna, dobrze jednak uzbroić się w cierpliwość i dociekliwość, bo właśnie dzięki nim możemy w tym przypadku odnieść sukces – komentuje Grzegorz Mielewski z Integra Consulting Poland. Osoby, które za to zbierają informacje o świecie poprzez negowanie wszystkiego, będą w każdym słowie, produkcie czy usłudze szukać wad. Mogą wydawać się złośliwe i niezadowolone, choć często ich uwagi mają uzasadnienie. W takich przypadkach najlepiej przygotować się do przyjęcia krytyki, nie dać się zirytować i nie podejmować polemiki. Lepiej stwierdzić np. „Widzę, że zna się pan na tym” lub dopytać „Co jeszcze usprawniłby pan w naszej firmie?”.

Prywatność vs. rzeczowość

Ludzie, którzy postrzegają rzeczywistość poprzez filtr osobisty, lubią rozmawiać i nawiązywać bliższy kontakt z handlowcami, kontrahentami, partnerami biznesowymi czy innymi osobami, z którymi akurat się spotykają. Chętnie odnoszą się do swojej sytuacji życiowej i dzielą się zarówno swoimi radościami, jak i problemami. – W takim przypadku najlepiej sprawdzi się pokazanie, że uważnie słuchamy rozmówcy, chociażby nawiązując do tematów poruszonych przez niego wcześniej. Jeśli za to np. kontrahent jest bardziej rzeczowy, lepiej nie skracać dystansu i zrezygnować ze spoufalania się oraz osobistych pytań bądź wynurzeń, a skupić się za to na oferowanym towarze bądź usłudze – podpowiada Grzegorz Mielewski.

Cele vs. problemy

Klienci patrzący na świat poprzez pryzmat celów również przez konkretne zakupy będą chcieli je osiągać. Wiedzą dokładnie, czego potrzebują i jednoznacznie to komunikują, np.: „Chcę kupić niebieską bluzkę, z krótkim rękawem, koniecznie z bawełny.”. Warto rozpoznać i zrozumieć potrzeby, jakie chcą zaspokoić przez dany produkt, a także zapamiętać je, aby móc się do nich odnieść w późniejszej wymianie zdań, np. stosując parafrazę. W trudnych momentach rozmowy przypominanie celów drugiej strony jest bowiem sposobem jej zjednywania. Dla przeciwwagi handlowcy nieraz mają do czynienia także z osobami, które wszędzie dostrzegają problemy. Doszukują się trudności, jakie potencjalnie mogą zaistnieć, jeśli zdecydują się na zakup, pytają więc np. o takie kwestie jak: „Czy ten model często się psuje?”, „A co ja zrobię, gdy zapomnę o…?”, „Co się stanie, gdy…?”. W przypadku osób nastawionych na problemy warto starać się zmniejszać ich obawy przed ryzykiem, zapewniając o gwarancji, firmowym serwisie lub możliwości zwrotu. Powinny one mieć pewność, że otrzymają pomoc, gdyby pojawiła się taka konieczność. Bagatelizowanie ich obaw i przekonywanie niejako „na siłę” do danego produktu może sprawić, że staną się nieufne.

Każda osoba w inny sposób motywuje się, podejmuje decyzje, znajduje rozwiązania czy też przetwarza słowa. Uważna obserwacja zachowania rozmówcy oraz zwracanie uwagi na język, jakiego używa, to klucz do skutecznej komunikacji. Dzięki temu, nie tylko będąc handlowcem, łatwiej określić sposób, w który należy przekazywać informacje, aby dotrzeć i dopasować się do struktury doświadczenia drugiej osoby – mówi Grzegorz Mielewski z Integra Consulting Poland.

Bank Japonii bez zmian. Nerwowo na rynku ropy

Stenogramy z posiedzenia Banku Japonii potwierdzają, że nie należy spodziewać się tam gwałtownych zmian. Węgrzy nie zmienili stóp procentowych. Na rynku ropy naftowej znów duża zmienność.

Minutki z posiedzenia Banku Japonii

Większość członków Banku Japonii potwierdziła to co uważa większość obserwatorów – Bank obecnie czeka na rozwój sytuacji. Pojawił się jednak jeden głos odrębny nawołujący do zwiększenia programu luzowania ilościowego. Taki ruch najprawdopodobniej miałby szansę pobudzić inflację. Z drugiej strony wielu członków zauważa, że program skupu aktywów już teraz jest bardzo duży, a jego skutki uboczne nie są znane. Jaki wpływ na walutę mają te działania? Gdyby udało się zwiększyć skalę luzowania ilościowego najprawdopodobniej byłby to czynnik osłabiający jena.

Stopy procentowe na Węgrzech bez zmian

Wczoraj poznaliśmy decyzję Banku Węgier w sprawie stóp procentowych. Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków nie zmienił stóp procentowych. Główna stopa wynosi obecnie 0,9% i patrząc na sytuację w Europie pozostanie najprawdopodobniej niezmieniona do końca roku. Większość banków centralnych naszego regionu wstrzymuje się z podwyżkami aż Europejski Bank Centralny będzie gotowy do normalizacji polityki monetarnej eurolandu. Patrząc jednak na sytuację południa Europy horyzont czasowy takiej decyzji się oddala.

Nerwowo na rynku ropy

Na rynku czarnego złota są w tej chwili dwie ważne niewiadome. Po pierwsze nie wiadomo jak rozwinie się sytuacja z wojną handlową. Gdyby zwolnił wzrost gospodarczy spowolnił powinno się to odbić negatywnie na konsumpcji ropy. Drugim ważnym czynnikiem jest piątkowe posiedzenie OPEC, na którym wedle plotek może dojść do zwiększenia wydobycia. To właśnie ta pogłoska niedawno pociągnęła ceny ropy wyraźnie w dół. Z drugiej strony część państw boi się, że zwiększenie produkcji w tej chwili może w połączeniu z wojną handlową gwałtownie zbić ceny ropy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 12:00 – Wielka Brytania – wskaźnik zamówień wg. CBI,
  • 15:30 – wspólna dyskusja prezesów banków centralnych na forum gospodarczym,
  • 16:30 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Prawie 90% firm doświadczyło naruszenia bezpieczeństwa systemów przemysłowych

Już prawie 3/4 firm łączy środowiska OT (technologii operacyjnych) i IT, aby skutecznie konkurować na cyfrowym rynku, efektywnie wykorzystywać dane i szybko reagować na zmiany. Jednak takie rozwiązanie naraża na cyberataki systemy sterujące produkcją, które nie są odporne na złośliwe oprogramowanie przypadki naruszenia bezpieczeństwa miały miejsce w aż 88% przedsiębiorstw.

OT na celowniku cyberprzestępców

Systemy automatyki przemysłowej (OT – operational technology) służą do monitorowania, kontrolowania i prowadzenia procesów w przemyśle (np. komputerów sterujących produkcją). Badanie zlecone przez firmę Fortinet wykazało, że aż pięć sygnalizowanych przez menedżerów ds. bezpieczeństwa obaw w kwestii ataków na systemy jest związanych z OT. Najwięcej firm wskazuje na wirusy (77%), hakerów wewnętrznych (73%) lub zewnętrznych (70%), wycieki danych (72%) oraz brak uwierzytelniania urządzeń (67%).

Jak się okazuje, niepokój menedżerów jest uzasadniony – aż 88% badanych przedsiębiorstw doświadczyło przynajmniej raz naruszenia bezpieczeństwa systemów przemysłowych, a ponad połowa tych incydentów miała miejsce tylko w ciągu ostatniego roku. Skutki były szeroko odczuwalne, w 63% przypadków atak wpłynął nie tylko na funkcjonowanie firmy, ale i na bezpieczeństwo pracowników.

Wraz ze zmianami modelu zarządzania produkcją, otoczenia biznesowego i cyfryzacją gospodarki wyizolowane dotąd systemy przemysłowe są włączane do otwartych środowisk informatycznych – tłumaczy Robert Dąbrowski, szef zespołu inżynierów Fortinet w Polsce. – W sieciach OT powszechnie działają starsze systemy, jak np. Windows XP czy NT bez odpowiednich łatek i zabezpieczeń, co sprawia, że można do nich dotrzeć nawet wykorzystując luki w stronach internetowych służących do obsługi klientów.

Świadomy przedsiębiorca, niedoświadczony specjalista

Większość firm zdaje sobie sprawę z konieczności ochrony systemów przemysłowych. Aż 77% z nich planuje zwiększyć wydatki na ten cel w przyszłym roku Pojawia się jednak problem braku specjalistycznej wiedzy, jak zabezpieczyć OT połączone z IT. Dotyczy to nie tylko pracowników firm, ale również zewnętrznych dostawców usług z zakresu bezpieczeństwa. Nawet wśród ekspertów ds. cyberbezpieczeństwa niewielu jest takich, którzy mają doświadczenie w pracy ze środowiskiem OT. Systemy przemysłowe są bardzo zróżnicowane. Działają na specyficznym oprogramowaniu i aparaturze. Nawet zwykłe skanowanie pod kątem złośliwego oprogramowania może spowodować ich nieprawidłowe działanie, prowadząc do strat finansowych czy środowiskowych (np. zanieczyszczenia ekosystemów lub powietrza), a nawet zagrażać bezpieczeństwu ludzi.

Jak się chronić?

Samo zwiększanie wydatków nie wystarczy, aby zapewnić ochronę. – Bezpieczna integracja systemów OT z siecią IT wymaga współdziałania wielu specjalistów i działów, uwzględnienia wielu technologii oraz specyfiki otoczenia biznesowego – wskazuje Jolanta Malak, regionalna dyrektor Fortinet w Polsce. – Firma powinna zdefiniować spójną strategię dotyczącą ochrony przed zagrożeniami, a także neutralizacji skutków naruszeń bezpieczeństwa i szybkiego odtworzenia infrastruktury na wypadek ataku czy zakłóceń w działaniu.

O badaniu

Badanie przeprowadzone zostało przez Forrester Consulting w imieniu Fortinet w styczniu 2018 roku, wśród 429 globalnych decydentów z różnych branży, odpowiedzialnych za bezpieczeństwo firmowej infrastruktury i jej ochronę na poziomie IP, urządzeń z zakresu IoT i/lub systemu SCADA.

Ostatnie lata to solidny wzrost gospodarczy, jednak utrzymanie trwałego wzrostu będzie niemożliwe

Reprezentacja Polski znajduje się w pierwszej dziesiątce najlepszych reprezentacji świata rankingu FIFA, a polska gospodarka ma duże ambicje awansować jeszcze wyżej. Inwestorzy zagraniczni i zagraniczne podmioty inwestycyjne oceniają polską gospodarkę coraz lepiej i przez wiele takich podmiotów jesteśmy postrzegani jako kraj rozwinięty. Pomagają w tym stabilne ramy prawne – w konstytucji mamy ustalony limit 60% zadłużenia publicznego. W ostatnich latach możemy mówić o solidnym wzroście gospodarczym, natomiast jest on wciąż zasilany konsumpcją gospodarstw domowych. Inwestycje ruszyły – ale są one głównie publiczne i wspierane finansowaniem ze środków unijnych.

– Inwestycje firm bez wykorzystania środków unijnych, to nadal brakujące zjawisko w polskiej gospodarce – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej – Obecne inwestycje to konsumpcja w przyszłości i inwestowanie w bardziej trwały wzrost gospodarczy. Patrząc na strukturę naszej gospodarki – mimo, że wyróżnia się pozytywnie na tle innych gospodarek Europy Środkowej i Wschodniej – mamy do czynienia z negatywnymi zmianami demograficznymi, które będą powodowały słabnący wzrost gospodarczy w Polsce – nawet przy napływie siły roboczej z innych krajów. Utrzymanie trwałego wzrostu gospodarczego na dosyć wysokich poziomach w kolejnych latach nie będzie możliwe – ocenił Sielewicz.

Rosnąca na świecie awersja do ryzyka nie sprzyja złotemu

Poza możliwym wzrostem ryzyka kredytowego, w najbliższych dniach otoczenie rynkowe sprzyjać będzie krajowemu rynkowi długu. Lepsze od oczekiwanych krajowe dane produkcyjne nie zdołały wesprzeć złotego, któremu coraz bardziej ciąży rosnąca na świecie awersja do ryzyka. 

Złoty poddał się negatywnym nastrojom, jakie towarzyszą rynkom finansowym od początku bieżącego tygodnia. We wtorek kurs EURPLN wzrósł do 4,319 co miało miejsce przy EURUSD notowanym poniżej 1,16.

W kontekście globalnej sytuacji gospodarczej inwestorzy obawiają się skutków coraz ostrzejszej („cło za cło”) retoryki w handlu pomiędzy USA, a Chinami. W poniedziałek Donald Trump zagroził Chinom (w reakcji na decyzję Pekinu o podniesieniu od 6 lipca taryf celnych na amerykańskie towary rolne i samochody) wprowadzenie dodatkowych 10% ceł na kolejne importowane towary chińskie wartości 200 mld dolarów, eskalując tym trwającą już od dłuższego czasu „przepychankę słowną”. Chiny z miejsca odpowiedziały, że użyją „wszechstronnych środków ilościowych i jakościowych, aby udzielić silnej odpowiedzi”. W rezultacie, notowania EURUSD pomimo podejmowanych prób (na bazie sytuacji technicznej pary) na razie nie są w stanie utrzymać się powyżej  1,16 (poziomu, do którego sprowadził euro gołębi EBC). Biorąc pod uwagę obecny etap rozwoju gospodarki strefy euro, dla której spowolnienie aktywności w biznesie jest niebezpieczne, wyższe cła są dla niej sporym zagrożeniem. Z kolei wolniejsze PKB wraz z niską presją inflacyjną to skuteczne hamulce przed szybką normalizacją polityki monetarnej, co osłabia euro wobec dolara. We wtorek prezes M. Draghi zapowiedział, że do podwyżek stóp EBC będzie podchodził „cierpliwie” i „stopniowo” w miarę, jak inflacja w eurolandzie będzie przyspieszała, czego na razie nie ma.

Temat potencjalnej „wojny handlowej” skutecznie przysłania gospodarcze kwestie, w tym dane z polskiej gospodarki. Patrząc jednak na wrażliwość złotego na krajowe publikacje i tak niewiele pomagają one naszej walucie. Bieżące odczyty, nawet lepsze, nie są bowiem w stanie wpłynąć na zmianę gołębiego nastawienia RPP, przez co nawet jeśli wypadają dobrze, mają jedynie chwilowo pozytywny wpływ na złotego, którego notowania przede wszystkim zależą obecnie od nastrojów na szerokim rynku.

We wtorek GUS opublikował wyniki dla produkcji. Tym razem dane zaskoczyły w górę. Produkcja przemysłowa w maju wzrosła o 5,4% r/r wobec 3,5% szacowanych. Niemniej zgodnie z oczekiwaniami skala wzrostu była dużo słabsza niż miesiąc wcześniej (w kwietniu na poziomie 9,3% r/r). Na wciąż solidnym dwucyfrowym poziomie utrzymała się dynamika produkcji budowlano-montażowej (wzrost o 20,8% r/r) i w tym wypadku również przekroczyła ona średnie oczekiwania rynkowe. Biorąc pod uwagę, że wynikom produkcyjnym ciążył niekorzystny układ kalendarza kwiecień/maj i długie majowe weekendy, dodatkowo pozwala to uznać dane za relatywnie dobre wskazujące, że gospodarka wciąż solidnie rozwija się.

Wykres dnia: Temat potencjalnej „wojny handlowej” skutecznie przysłania gospodarcze kwestie w tym dane z polskiej gospodarki. W maju produkcja przemysłowa zaskoczyła w górę, wzrostem o 5,4% r/r wobec 3,5% oczekiwanych.Temat potencjalnej „wojny handlowej” skutecznie przysłania gospodarcze kwestie w tym dane z polskiej gospodarki. W maju produkcja przemysłowa zaskoczyła w górę
Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Niepewność na rynkach. Kurs funta w oczekiwaniu na decyzję Izby Gmin

W środę chiński rynek zachował się wbrew swojej naturze i dziś nie kontynuuje panicznej ucieczki od ryzyka. Brak nowych niespodzianek w temacie wojen handlowych sprzyja uspokojeniu nastrojów, ale handel wciąż pozostaje w oparach niepewności. Dziś dalej pozostajemy bez drogowskazów w ważniejszych kalendarzu, ale taka swoboda nie zawsze jest czymś dobrym.

Po wczorajszej tragedii na chińskiej giełdzie (Shanghai Composite stracił 3,8 proc., choć przejściowo spadki sięgały prawie 5 proc.) już dziś przyszło uspokojenie, co jest dość osobliwe, biorąc pod uwagę, jak silne tendencje do przereagowania przejawiają tamtejsi inwestorzy. Główny indeks giełdy w Szanghaju odbija dziś o 0,3 proc., co powinno wysyłać pozytywne wibracje na parkiety europejskie. Powód do wczorajszego skoku awersji do ryzyka nie zniknął – USA i Chiny dalej pozostają w poważnym konflikcie handlowym – ale jeden dzień bez informacji o eskalacji pozwala zatrzymać się i ocenić sytuację. Pomocnym w niepopadaniu w panikę było wyznaczenie fixingu kursu chińskiego juana wyżej niż oczekiwano – oznacza to, że albo presja na wyprzedaż renminbi nie jest tak duża, jak się obawiano; albo chińskie władze nie chcą podsycać sporu handlowego i (na razie) zamierzają trzymać walutę w ryzach. Kurs USD/CNY może w przyszłości stać się narzędziem, którym Chiny posłużą się w wojnie handlowej z USA, ale na ten moment istotniejsze może być niedopuszczenie do załamania rynku akcji. Jeden dobry fixing nie przykryje powodów, dla których rynki pierwotnie pogrążyły się pesymizmie. Handel wciąż pozostaje w oparach niepewności, a przy braku punktów zaczepienia w kalendarzu inwestorzy zdani są na własną wyobraźnię. To zarówno może oznaczać konsolidację lub ponowny atak awersji do ryzyka. Wątpię w trzeci, pozytywny scenariusz.

EUR/USD jest mniej więcej tam, gdzie był wczoraj, bez oznak chęci wyjścia ponad 1,16. Sprzedaż jest dominującą stroną, która jednocześnie może być rozczarowana brakiem kontynuacji spadków po tym, jak naruszone zostały minima po EBC. Osłabienie JPY zahamowało też zjazd EUR/JPY, który wczoraj był główną siłą napędową sprzedaży euro (uwaga na 127,80). Najbardziej „spowinowacony” z tematem Chin AUD miał wczoraj fatalny dzień, ale zdołał odbić do 0,74; presja spadkowa jednak pozostaje. Uspokojenie nastrojów zatrzymało przecenę złotego przed 4,32 za euro, ale wczorajsza siekanina w przedziale 4,30-4,32 nie jest normą dla złotego i pokazuje, że na rynku silnie działają obie strony. Osobiście mam wątpliwości, czy kapitał ot tak wróci do kupowania PLN bez wsparcia w poprawie globalnego sentymentu.

Dziś w kalendarzu sprzedaż domów na rynku wtórnym w USA nie jest pozycją, która ruszy dolarem. W Sintrze kończy się sympozjum bankierów centralnych z licznymi wystąpieniami członków EBC (Villeroy, Lauteschlaeger, Coeure, Knot) oraz panelem z udziałem prezesów EBC, Fed, BoJ i RBA. W Wielkiej Brytanii Izba Gmin ponownie głosuje nad poprawką do ustawy ws. Brexitu, która daje parlamentowi prawo do negocjacji wyjścia z UE, jeśli rząd nie porozumie się z Brukselą przed końcem października. Jeśli rząd wygra (odrzuci poprawkę) od strony ryzyka politycznego dawałoby to impuls do umocnienia GBP. W przeciwnym wypadku skala spadków raczej jest ograniczona, biorąc pod uwagę, ile funt już oddal w tym tygodniu. Jednak w dłuższym horyzoncie przyjęcie poprawki oznacza, że bardziej koncyliacyjny parlament uzgodni łagodniejszą formę Brexitu, co ekonomicznie powinno być pozytywne. Póki co wynik popołudniowego (ok. 15:30) głosowania jest trudny do przewidzenia.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Janusz Krawczyk w Radzie Nadzorczej GPW

19 czerwca 2018 r. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie dokonało zmian w składzie Rady Nadzorczej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (Rada Giełdy). Powołano nowego członka Rady – Janusza Krawczyka.

Powołanie nowego członka Rady nastąpiło w związku z rezygnacją z pełnienia funkcji Prezesa Rady Giełdy Wojciecha Nagela.

Janusz M. Krawczyk – Absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, gdzie po studiach był pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Radny Rady Miasta Krakowa pierwszej kadencji (1990-1994), w latach 1990-1992 członek Zarządu Miasta Krakowa odpowiedzialny za przedsiębiorstwa komunalne. Karierę menedżerską w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi w międzynarodowych korporacjach rozpoczął w 1992 roku w Coca Cola Poland; kontynuował w Pepsi Co. w Polsce, a następnie w europejskiej centrali tego koncernu w Wiedniu, gdzie był dyrektorem regionalnym. Potem był dyrektorem ds. zasobów ludzkich w AHOLD Polska. Odbył liczne szkolenia i staże specjalistyczne w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi i organizacji pracy zespołów pracowniczych w Polsce i zagranicą (w tym w Wielkiej Brytanii, Japonii, Francji, Szwecji, Austrii, Belgii). Od czerwca 2000 roku był dyrektorem banku w Banku Zachodnim, we wrześniu 2000 roku został członkiem Zarządu Banku Zachodniego, a następnie Banku Zachodniego WBK. Kierował Pionem Strategicznego Zarządzania Zasobami Ludzkimi. W latach 2012 – 2013 pełnił funkcję doradcy Prezesa Zarządu ds. połączenia Banku Zachodniego WBK z Kredyt Bankiem. Posiada wieloletnie doświadczenie w sprawowaniu funkcji członka rady nadzorczej.

Ailleron rozwija wirtualny oddział LiveBank w mBanku

Ailleron, krakowski fintech, który w 2013 roku wdrożył w mBanku wirtualny oddział LiveBank pod nazwą Ekspert Online, wzbogacił go o kolejne przydatne funkcje. Od niedawna klienci banku mogą komunikować się z nim z urządzeń mobilnych, również w kanale wideo, natomiast pracownik banku wspierany jest przez sztuczną inteligencję.

Flagowy produkt firmy Ailleron – LiveBank Wirtualny Oddział – został uruchomiony w mBanku już pięć lat temu pod nazwą Ekspert Online. Nowy wówczas kanał obsługi klientów szybko zyskał popularność, a jego umiejętne wykorzystanie i możliwości jakie on daje zostały wyróżniane i nagrodzone na konferencjach Finovate w Nowym Jorku i Londynie.

Obecnie, w związku z rozwojem systemu, bank zdecydował się na implementację dodatkowych funkcji, które zarówno wspierają pracę Eksperta, jak i pomagają klientowi.

Wideorozmowy i „nieprzerwany” chat w aplikacji mobilnej

Początkowo Ekspert Online dostępny był w przeglądarkach komputerowych, umożliwiając bezpieczną rozmowę wideo, audio i czat, uwierzytelnianie klientów oraz autoryzowanie operacji podczas trwającego połączenia. Wydajną i interaktywną współpracę wspierały takie funkcje jak współdzielenie ekranów, prezentacja dokumentów, predefiniowane linki czy narzędzia graficzne. Całość interakcji we wszystkich formach komunikacji jest rejestrowana i archiwizowana.

Niedawno Ailleron zintegrował system z aplikacją mobilną banku, umożliwiając klientom korzystanie z Eksperta Online z urządzeń mobilnych z systemami iOS i Android. Dodatkowo moduł komunikacyjny został wzbogacony o funkcję „nieprzerwanego” czatu, znaną z popularnych komunikatorów tj. Facebook Messenger. Umożliwia on przechowywanie na czacie całej historii konwersacji wraz z przesyłanymi materiałami i linkami, co daje klientowi poczucie „ciągłego połączenia” z Ekspertem i możliwość wysyłania pytań nawet wówczas, gdy Ekspert nie jest dostępny. Natomiast doradca banku ma wgląd w przesłane wcześniej informacje i może na prośbę klienta np. zmienić rozmowę na czacie na wideorozmowę.

Trendy rynkowe ostatnich lat wskazują wyraźnie na wzrost popularności kanałów mobilnych jako miejsca, gdzie możliwa jest nie tylko komunikacja, ale również realizowanie coraz szerszego zakresu dyspozycji, które klient dotychczas realizował za pośrednictwem kanału telefonicznego lub podczas wizyty w placówce. Komunikatory, takie jak np. Messenger, WhatsApp, HangOut stały się nieodłącznym „partnerem” w codziennej komunikacji. Mając powyższe na uwadze i realizując strategię budowania jak najlepszego doświadczenia klienta w kontakcie z mBankiem postanowiliśmy udostępnić w naszej aplikacji mobilnej możliwość połączenia z Ekspertem Online w kanale video i czat. Szczególnie dużo uwagi poświęciliśmy czatowi, aby jego funkcjonalności stanowiły dla naszego klienta odzwierciedlenie tego, z czym codziennie spotyka się np. w komunikacji na Messengerze. Historia rozmów, informacje o oczekującej wiadomości to jedynie przykłady rozwiązań, jakie zaimplementowaliśmy w ramach projektu realizowanego we współpracy z Ailleronem. Bardzo pozytywne reakcje naszych klientów pokazują nam, że obraliśmy dobry kierunek, co z kolei stawia przed nami kolejne wyzwania w zakresie dalszego rozwoju produktu. – mówi Jarosław Ścigała, Manager Wydziału Rozwoju Contact Center mBanku.

Inteligentne wsparcie dla Eksperta Online

Rosnąca popularność czatu, zwiększające się oczekiwania klientów w zakresie dyspozycji, jakie mogą realizować w tym kanale oraz możliwie najkrótszy czas oczekiwania na odpowiedź konsultanta to wyzwania, przed którymi stoi nie tylko mBank, ale również cały sektor bankowy. Dlatego zespół Data Scientist mBanku rozpoczął w 2017 r. prace nad stworzeniem inteligentnego asystenta, którego zadaniem ma być wsparcie konsultantów podczas rozmowy z klientem na czacie. W efekcie tych prac powstała mAIA – sztuczna inteligencja, która stwarza potencjał do sprostania tym wyzwaniom, poprzez automatyzację obsługi części interakcji. Dzięki współpracy z Ailleronem nowe rozwiązanie zostało z sukcesem wdrożone w 2018 roku w Contact Center mBanku.

Cieszę się, że wraz z mBankiem możemy rozwijać i wdrażać najbardziej innowacyjne rozwiązania na rynku. Nasza wieloletnia współpraca to wspaniała przygoda i niezmiernie cieszę się, że mamy swój mały udział w uznaniu mBanku za jeden z najbardziej nowoczesnych banków na świecie. W Ailleron cały czas przyglądamy się globalnemu rynkowi bankowemu, aby jak najlepiej dostosowywać naszą platformę i jej możliwości do wymagań klientów bankowych. Na pewno jeszcze niejedno przełomowe rozwiązanie przyjdzie nam zaprezentować światu. – mówi Piotr Skrabski, Wiceprezes Ailleron SA oraz Dyrektor Generalny LiveBanku.

Współpraca z Ailleronem, firmą otwartą na nowe wyzwania, aktywnie dostosowującą się do zmieniającego otoczenia rynkowego, daje nam niepowtarzalną możliwość budowania nowej jakości obsługi w kanałach CC. Cieszy nas fakt, że wraz z kolejnymi latami współpracy, pojawiają się nowe pomysły i wyzwania, które wspólnie możemy rozwijać i realizować, budując dla naszych mBankowych klientów przyjazne, dostępne i profesjonalne miejsce kontaktu w każdej sprawie, z jaką się do nas skierują. – mówi Aleksandra Buczkowska, Dyrektor Contact Center mBanku.

Ogólnopolski Szczyt Gospodarczy OSG 2018

Europejskie Centrum Biznesu oraz Prezydent Miasta Siedlce, mają zaszczyt i przyjemność zaprosić do udziału w IV edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2018. Szczyt odbędzie się w dniach 18-19 października br. w Siedlcach na Uniwersytecie Przyrodniczo-. Temat przewodni Szczytu brzmi: „Państwo – Gospodarka – Bezpieczeństwo: Filary polskiej gospodarki przyszłości”.

headJuż po raz czwarty Europejskie Centrum Biznesu pragnie zaprosić czołowych przedstawicieli świata polityki, gospodarki, nauki i biznesu na Ogólnopolski Szczyt Gospodarczy. W ramach tegorocznej edycji Szczytu pragniemy skoncentrować się na filarach polskiej gospodarki przyszłości, czyli branżach, firmach i instytucjach, które swoją działalnością i determinacją  przyczyniają się do rozwoju gospodarczego kraju. Pragniemy w ramach zaplanowanych debat przeprowadzić dyskusje ukierunkowane na zabezpieczenie polskiej gospodarki pod kątem ryzyk wynikających z niepewności inwestycyjnej, sytuacji międzynarodowej, bezpieczeństwa (gospodarczego, energetycznego, finansowego) jak również potencjału infrastrukturalnego i innowacyjnego. Temat przewodni Szczytu: Państwo-Gospodarka-Bezpieczeństwo to wspólny mianownik dla wielu inicjatyw, projektów i strategii realizowanych przez Prezydenta RP, Rząd i poszczególne resorty, a tym samym doskonały temat zapewniający niezwykle ciekawą i inspirującą dyskusję na wielu płaszczyznach. Na zakończenie pierwszego dnia Szczytu odbędzie się Gala wręczenia statuetek Bursztyn Polskiej Gospodarki 2018.

Szczegółowe informacje: www.osg2018.pl

Sztuczna inteligencja pomoże udoskonalić narzędzia zapewniające bezpieczeństwo. Narzędzie z SI jest w stanie zastąpić pracę kilkuosobowego zespołu

Sztuczna inteligencja pomoże udoskonalić narzędzia zapewniające bezpieczeństwo. Narzędzie z SI jest w stanie zastąpić pracę kilkuosobowego zespołu 4

Praca kilkuosobowego zespołu może być wykonana szybciej i precyzyjniej w ciągu zaledwie kilku minut. Platforma wspierana sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym potrafi wykonywać żmudne, powtarzające się procesy, zastępując w ten sposób całe zespoły pracowników. Narzędzie Holmes przede wszystkim jednak wykrywa i przewiduje potencjalne zagrożenia w oprogramowaniu i usługach IT. Przyda się także w wielu innych branżach, takich jak ubezpieczenia czy bankowość.

Dzięki wykorzystaniu algorytmów uczenia maszynowego platformy sztucznej inteligencji są się w stanie nauczyć powtarzalnych procesów i przetwarzać duże liczby danych, a w rezultacie usprawnić pracę, zoptymalizować koszty przedsiębiorstwa, a także lepiej i skuteczniej niż człowiek analizować dane i wykrywać nieprawidłowości. Ma to szczególne znaczenie zwłaszcza w sferze bezpieczeństwa.

– Wipro Holmes jest narzędziem bazującym na sztucznej inteligencji, które ma zastosowanie głównie w segmencie usług IT w zakresie automatyzacji zabezpieczeń. Obecnie bezpieczeństwo stanowi jeden z najpoważniejszych problemów na rynku. Problemy związanie z testowaniem i usługami IT i omijaniem zabezpieczeń mogą zostać rozwiązane przy użyciu sztucznej inteligencji. Holmes jest narzędziem, które umożliwia łatwe przewidywanie i wykrywanie potencjalnych zagrożeń – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Manoj Krishnan Nair z Wipro.

Dzięki algorytmom uczenia maszynowego firma ubezpieczeniowa może w znaczący sposób zredukować liczbę niesłusznych roszczeń odszkodowawczych poprzez ich wczesne wykrycie na podstawie krytycznych punktów zdarzeń. Dzięki temu można osiągnąć nawet czterdziestokrotną poprawę wykrywalności nieuczciwych roszczeń, a tym samym przyspieszyć proces wypłaty słusznie zgłaszanych odszkodowań oraz własną rentowność.

– Opracowanie narzędzia, które pracuje jak człowiek i zarazem umożliwia automatyzację procesów, było przełomem. Pracę, którą wykonuje zespół pracowników, Holmes może wykonać w kilka minut z większą dokładnością i precyzją za to przy mniejszych nakładach pracy. Narzędzie to jest wykorzystywane przez wielu naszych klientów w Indiach, Europie, Stanach Zjednoczonych w sektorze usług bankowych, usług IT, a także w zakresie podnoszenia bezpieczeństwa – wymienia Manoj Krishnan Nair.

Narzędzie było już wykorzystywane m.in. do kontrolowania tytułów własności w oparciu o kilkudziesięciostronicowe dokumenty różnych typów, takich jak akty przeniesienia własności, indeksy nieruchomości czy akty notarialne. Platforma może być wykorzystywana również do kontroli w celu wykrycia błędów w nowo opracowywanych technologiach.

– Zazwyczaj po opracowaniu jakiegoś produktu jest on testowany przez grupę specjalistów od oprogramowania w celu identyfikacji potencjalnych błędów. Holmes może także sam przeprowadzić konieczne testy i z dużą dozą dokładnością wykryć wszelkie błędy oraz określić ich przyczynę. Proste błędy mogą zostać automatycznie usunięte, natomiast bardziej skomplikowane usterki zostaną oznaczone, aby odpowiedni specjaliści mogli się nimi zająć – zapewnia przedstawiciel Wipro Limited.

Zgodnie z analizami Markets and Markets wartość rynku usług i produktów opartych na uczeniu maszynowym ma wzrosnąć z 1,41 mld dol. w 2017 roku do 8,81 mld dol. w 2022 roku. Szacowane średnioroczne tempo wzrostu to 44,1 proc.

Nowoczesne zabezpieczenia na ekrany smartfonów są niemożliwe do stłuczenia. Technologię tę wykorzystuje się m.in. w wojsku i na podwodnych platformach wiertniczych

Nowoczesne zabezpieczenia na ekrany smartfonów są niemożliwe do stłuczenia. Technologię tę wykorzystuje się m.in. w wojsku i na podwodnych platformach wiertniczych 5

Polacy coraz chętniej decydują się na ochronę ekranu w smartfonie. Przybywa urządzeń wyposażanych w fabryczne zabezpieczenia ekranu, takie jak Corning Gorilla Glass, jednak dodatkowe zabezpieczenie na telefon zwiększa jego ochronę. Tymczasem porysowany ekran jest znacznie podatniejszy na pęknięcia przy ewentualnym upadku. Polska firma do zabezpieczenia smartfonów używa tej samej technologii, którą wykorzystuje się w wojsku czy na platformach wiertniczych. Producenci zabezpieczeń ekranów są już gotowi na elastyczne wyświetlacze.

– Polacy chętnie zabezpieczają swoje telefony. Rozumieją, że wydłużamy w ten sposób życie urządzenia. Możemy taki telefon sprzedać drożej, nie będzie on tak szybko tracił na wartości, a poza tym zabezpieczamy ekran przed stłuczeniem, przed zarysowaniem. To wcale nie jest tak, że ekrany się dzisiaj nie rysują. Pomimo, że jest Gorilla Glass, to tak naprawdę możemy dosyć łatwo taki ekran porysować zwykłym piaskiem. Kwarc jest bardzo twardy i bardzo szybko rysuje nasze ekrany. Według naszych badań ekran zarysowany dużo szybciej się tłucze – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Marcin Gawłowski, właściciel firmy 3mk.

Uszkodzenie dotykowego wyświetlacza zwykle sprawia, że telefon staje się bezużyteczny, a jego naprawa często bywa nieekonomiczna. Na rynku od wielu lat pojawiają się więc zabezpieczenia w postaci hartowanego szkła naklejanego na ekran. Te najtańsze można kupić nawet za kilka złotych. Coraz więcej smartfonów już fabrycznie ma zamontowane szkło ochronne, np. Corning Gorilla Glass, jednak dodatkowa ochrona zwiększa bezpieczeństwo wyświetlaczy. Polski producent stawia na technologię hybrydową – połączenie folii ze szkłem.

– To tworzywo bardzo odporne na zarysowania, ale zarazem niemożliwe do stłuczenia. Taka ochrona służy nam znacznie dłużej. Nie możemy jej roztłuc, nie możemy się o nią skaleczyć, jest to tworzywo bezpieczne, a do tego proekologiczne. Co prawda mamy folię, która jest wykonana często z PET, ale są to tworzywa, które można recyklingować. Szkło jest obojętne dla środowiska, natomiast smartfon z chronionym ekranem to urządzenie, którego używamy znacznie dłużej. Możemy potem takie urządzenie odsprzedać, nie musimy wyrzucać je do kosza. Nie musimy produkować, kupować nowego – tłumaczy Marcin Gawłowski.

Hartowane szkło ochronne, takie jak Corning Gorilla Glass, jest obecnie montowane już w większości smartfonów, nie tylko tych z najwyższej półki cenowej. Według Market Research Future, aż 90 proc. smartfonów na całym świecie ma ochronę wyświetlacza. Mimo to Polacy chętnie korzystają z dodatkowej ochrony, by zabezpieczyć swoje smartfony. Warto podkreślić, że obecne zabezpieczenia do smartfonów wykorzystują tę samą technologię, którą wykorzystuje wojsko i przemysł.

– W tej chwili ochraniamy ekrany, które znajdują się pod wodą na platformach wiertniczych. Mamy realizację dla Wojska Polskiego, do samochodów bojowych, gdzie są wyświetlacze, które mogą się uszkodzić. Zabezpieczamy też linie produkcyjne, gdzie wyświetlaczy jest coraz więcej i są one bardzo drogie. W wojsku oraz do ochrony smartfonów używamy tych samych technologii, różnice są tylko w niuansach, takich jak siła klejenia czy grubość materiału – twierdzi ekspert.

Coraz popularniejsze stają się telefony z zakrzywionymi ekranami. Pomimo zakrzywionych kształtów, zabezpieczenia na ekran dopasują się do wyświetlacza. Producenci są już także gotowi na kolejny etap ewolucji smartfonów – elastyczne wyświetlacze.

– To, na co jesteśmy przygotowani już w tej chwili, co wydaje mi się, że będzie trendem na rynku, to elastyczne wyświetlacze. My już dziś jesteśmy gotowi na to, żeby je zabezpieczać elastycznymi ochronami na ekran. Komponent użyty do produkcji elastycznych ochron jest zupełnie inny. Inna jest ich baza, są to materiały z pamięcią kształtu – mówi właściciel 3mk.

Według analityków z Market Research Future rynek zabezpieczeń wyświetlaczy dla smartfonów będzie wart w 2022 roku ponad 49 mld dol.

Osoby przewlekle chore wykluczone z rynku pracy. Niezbędne zmiany w prawie pracy oraz dostęp do nowoczesnego leczenia

Praca zawodowa ma dla osób przewlekle chorych ogromne znaczenie ze względu zarówno na zwiększone potrzeby finansowe, jak i samopoczucie psychiczne. Większość pacjentów jest jednak wykluczana z rynku pracy. Ponad 70 proc. menadżerów przyznaje, że choroba może stanowić przyczynę odrzucenia kandydata – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii „Choroba? Pracuję z nią!”. Aby zwiększyć szanse tej grupy pracowników, niezbędne są modyfikacje w prawie pracy umożliwiające m.in. pracę zdalną, a także dostęp do nowoczesnych terapii oraz zmiana stereotypowego postrzegania osób przewlekle chorych.

Choroby przewlekłe to schorzenia odznaczające się długim okresem utrzymywania się objawów, wolnym postępem zmian chorobowych oraz częstymi nawrotami. Do najczęściej występujących chorób chronicznych należą cukrzyca, choroba wieńcowa, przewlekłe choroby układu oddechowego i neurologiczne, a także ze względu na dostęp do coraz lepszego leczenia – nowotwory. Z badań GUS wynika, że w Polsce z powodu chorób lub dolegliwości przewlekłych cierpi ponad 54 proc. społeczeństwa. 23 proc. z nich to osoby w wieku produkcyjnym, które najczęściej są eliminowane z życia społecznego, w tym także zawodowego, mimo że stan zdrowia pozwala im na podjęcie zatrudnienia.

– To jest pewien czynnik psychoterapii dla tych ludzi, którzy nie są marginalizowani społecznie. Oni też się czują społecznie aktywni, potrzebni, w związku z tym waga zagadnienia jest olbrzymia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes prof. Adam Stępień, kierownik Kliniki Neurologii Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie.

Zdaniem ekspertów obecnie w Polsce nie można mówić o optymistycznych perspektywach dla osób chorujących przewlekle. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym na potrzeby kampanii „Choroba? Pracuję z nią!” 71 proc. specjalistów HR przyznaje, że stan zdrowia bywa powodem odrzucenia kandydata do pracy, a 11 proc. twierdzi, że takie sytuacje mają miejsce często. Blisko 40 proc. respondentów przyznało ponadto, że dla pracodawców absencje chorobowe stanowią problem, ponad 48 proc. stwierdziła natomiast, że widzi wyzwania związane z zatrudnieniem osoby przewlekle chorej.

– Widzimy brak zrozumienia po stronie pracodawców, zarówno na poziomie mikro- i małych firm, jak i większych przedsiębiorstw. Są pewne stereotypy, że takie osoby będą non stop na zwolnieniu lekarskim, nie będą się angażować w pracę zespołu, tacy pracownicy będą mało efektywni, będą rodzić konflikty – mówi Arkadiusz Pączka, zastępca dyrektora generalnego, Pracodawcy RP.

Badanie pokazało, że pracodawców niepokoi sama choroba i możliwość jej negatywnego wpływu na efektywność pracy podwładnego, a także postawy samych chorych, którzy mogliby wykorzystywać swój stan zdrowia do usprawiedliwiania niedociągnięć i błędów.

Zdaniem ekspertów poprawę sytuacji osób niepełnosprawnych na rynku pracy można osiągnąć wyłącznie przez skorelowanie kilku istotnych czynników. Jednym z nich jest zmiana nastawienia samych pracodawców. Równe istotne są zmiany na rynku pracy, dopuszczające elastyczne godziny pracy lub pracę zdalną, co umożliwiałoby łączenie życia zawodowego z leczeniem.

– W sytuacji, kiedy choroba jest zaostrzona, musimy być u lekarza raz w miesiącu, czasami dwa razy w miesiącu, wiąże się to z nieobecnością w pracy. Dodatkowo przy naszych chorobach występuje kwestia rehabilitacji. Mówimy o osobach, które mają problemy z narządem ruchu, więc same inwestują w swoją rehabilitację, ale te gabinety też są czynne w godzinach, kiedy normalnie się pracuje – mówi Monika Zientek, prezes zarządu Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem”.

Niezbędne jest ponadto wsparcie ze strony polityki zdrowotnej państwa. Lepszy dostęp do innowacyjnych terapii, możliwość spersonalizowanego leczenia oraz nowoczesna rehabilitacja mogą sprawić, że pracodawcy otworzą się osoby przewlekle chore. Nowoczesne formy leczenia nie tylko znacznie poprawiają stan zdrowia pacjenta, lecz także są coraz mniej obciążające – można stosować je rzadziej, a czasem nie wymagają nawet hospitalizacji. Na dostęp do innowacyjnych terapii czekają m.in. osoby ze stwardnieniem rozsianym, na które choruje ok. 55 tys. Polaków, głównie młodych i w pełni sprawnych zawodowo. Choroba ta jest główną przyczyną nieurazowej niepełnosprawności wśród osób młodych. W tym roku zarejestrowano pierwszy lek, który może być stosowany u chorych z różnymi postaciami tej choroby – zarówno rzutowo-remisyjnej, jak i pierwotnie postępującej.

– Pojawił się nowy lek, który jest oferowany pacjentom w fazie przewlekle postępującej, pierwotnie albo wtórnie, redukuje on ich niesprawność o około 25 proc. To duży sukces terapeutyczny. Jeżeli u nas w kraju zostanie wprowadzony do terapii ten preparat, to będziemy mogli poszerzyć grupę osób aktywnych zawodowo o kolejne setki, jeśli nie tysiące chorych – mówi prof. Adam Stępień.

Zwrócenie uwagi na problemy, z jakimi borykają się osoby przewlekle chore na rynku pracy, jest celem kampanii „Choroba? Pracuję z nią!”. W tegorocznej, 3. już edycji akcji organizatorzy skupiają się na takich kwestiach, jak poprawa relacji między pracodawcą i pracownikiem oraz budowa świadomości pracodawców w zakresie chorób przewlekłych.

Wsparcie dla start-upów priorytetem resortu przedsiębiorczości. Na zastrzyk finansowy może liczyć nawet czterysta innowacyjnych firm

Wsparcie dla start-upów priorytetem resortu przedsiębiorczości. Na zastrzyk finansowy może liczyć nawet czterysta innowacyjnych firm 6

Rozwój programu wsparcia dla start-upów, prace nad strategią produktywności i krajowych inteligentnych specjalizacji, a także fundacja Platforma Przemysłu Przyszłości – to wspierające przedsiębiorczość inicjatywy, na których koncentruje się Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii. Resort zapowiada, że strategia produktywności zostanie już niedługo upubliczniona. W ramach programu akceleracyjnego zamierza w tej rundzie wesprzeć finansowo nawet czterysta polskich start-upów.

Ministerstwo Przedsiębiorczości i Technologii chce umocnić polskich przedsiębiorców na arenie międzynarodowej, oferując pakiet ustaw. Jedną z tych, które zostały już wcielone, jest ustawa robotyzacyjna, która pozwala polskim przedsiębiorcom, zwłaszcza tym małym i średnim, wejść na arenę międzynarodową poprzez amortyzację i zakup wysokotechnologicznych maszyn. Jednym z twardych mechanizmów prawnych jest też ustawa o innowacyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Nowicki, zastępca dyrektora Departamentu Innowacji w Ministerstwie Przedsiębiorczości i Technologii.

Zapisy tzw. dużej ustawy o innowacyjności, która wprowadziła szereg ułatwień i ulg podatkowych dla przedsiębiorców inwestujących w badania i rozwój, zaczęły obowiązywać z początkiem tego roku. Firmy mogą między innymi odliczać sobie od podstawy opodatkowania 100 proc. wydatków na B+R. Ustawa  rozszerzyła też katalog kosztów kwalifikowanych, umożliwiła skorzystanie z ulgi przedsiębiorcom działającym poza specjalnym strefami ekonomicznymi oraz wprowadziła mechanizmy ułatwiające funkcjonowanie start-upów.

Główny cel obowiązujących od półrocza przepisów to rozwój współpracy między nauką a biznesem i stymulowanie wydatków na działalność innowacyjną, dzięki czemu mam się umocnić pozycja polskich firm na globalnym rynku. To samo zadanie ma przyjęta w połowie roku tzw. ustawa o robotyzacji, która wprowadziła możliwość dokonania jednorazowego odpisu amortyzacyjnego na zakup urządzeń i maszyn na kwotę do 100 tys. zł rocznie, co ma zachęcić przedsiębiorców do inwestowania, a w rezultacie podnosić ich konkurencyjność. Oba dokumenty to część szerszego pakietu ustaw, które mają stymulować innowacje i umacniać biznes.

Aktualnie resort współuczestniczy też w pracach legislacyjnych nad tzw. Ustawą 2.0, czyli dużym pakietem ustaw, który wywoła rewolucję na uniwersytetach – ma nie tylko podnieść jakość kształcenia, lecz także zwiększyć produktywność z korzyścią dla gospodarki.

W tej chwili trwają prace nad tzw. Konstytucją dla Nauki (Ustawa 2.0), w których wiodącą rolę pełni resort nauki, ale my je aktywnie wspieramy w zakresie proprzedsiębiorczości, bo należy pamiętać, że przedsiębiorczość rodzi się na uczelniach – mówi Robert Nowicki.

Program akceleracyjny ScaleUp będzie kontynuować pilotaż w ramach Start In Poland, a – jak zapowiedziała w tym tygodniu minister Jadwiga Emilewicz na kongresie Impact’18 – resort zamierza dofinansować nawet czterysta start-upów. Młode spółki mogą liczyć na dofinansowania w wysokości sięgającej 250 tys. zł, a budżet całego programu akceleracyjnego to 120 mln zł. Program ma działać do 2021 roku.

Do tej pory program Start In Poland okazał się dużym sukcesem. Wzięło w nim udział sześćdziesiąt sześć firm i blisko trzysta start-upów, a jak poinformowała minister Emilewicz, liczba wdrożeń przekroczyła sto pięćdziesiąt.

Jako ministerstwo planujemy ewaluację programu Start in Poland. To największy program w Europie Środkowo-Wschodniej oferujący pomoc od inkubacji do rozrostu, do działalności bieżącej poszczególnych przedsiębiorstw. Myślę, że te działania realizowane przez Polską Agencję Handlu i Inwestycji służą wszystkim, pozwalają przedsiębiorcom na efektywne dotarcie do klienta na zewnątrz – mówi Robert Nowicki.

Zastępca dyrektora w Departamencie Innowacji MPiT podkreśla, że resort nie wyznacza sobie celów tylko do końca obecnej kadencji, lecz także planuje horyzontalnie. Ramy czasowe dla realizowanych działań resortu wyznacza uchwalona w ubiegłym roku Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, której perspektywa sięga 2030 roku.

– Programy tam ujęte w obszarze innowacji, poprawy konkurencyjności i ekspansji zagranicznej są projektami ułożonymi pod polskich przedsiębiorców i producentów – podkreśla Robert Nowicki.

Jednym z dokumentów, który wyznaczy produktywność polskiego sektora gospodarczego, będzie też strategia produktywności. Obecnie trwają prace nad koncepcją zarówno strategii produktywności, która ma zostać niedługo upubliczniona, jak i krajowych inteligentnych specjalizacji.

Myślę, że to jest dokument, który pozwala na ocenę polskiej gospodarki, ale też spojrzenie w przyszłość. To dokument, który niebawem upublicznimy. Strategia produktywności zawiera elementy transformacji polskiej gospodarki. Polska gospodarka, tak jak gospodarka światowa, stoi w dobie rewolucji 4.0. Strategia produktywności w wyniku konsultacji i szerokich analiz razem z przedsiębiorcami, z eksperckimi ośrodkami, pozwala na pokazanie kierunków, gdzie my, jako państwo, powinniśmy dążyć – podkreśla Robert Nowicki.

Innym przykładem inicjatywy wspierającej przedsiębiorczość jest procedowana ustawa o fundacji Platforma Przemysłu Przyszłości, która ma wspierać przemysł w procesie transformacji cyfrowej.

Warunki w szpitalach dziecięcych wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Prawie połowa rodziców była zmuszona spać na krzesłach lub karimatach

Warunki w szpitalach dziecięcych wciąż pozostawiają wiele do życzenia. Prawie połowa rodziców była zmuszona spać na krzesłach lub karimatach 7

Stała obecność rodziców pomaga hospitalizowanym dzieciom wrócić do zdrowia oraz zwiększa ich poczucie bezpieczeństwa. W większości polskich szpitali brakuje jednak odpowiednich warunków noclegowych dla opiekunów małych pacjentów. Na konieczność spania na krzesłach lub karimatach skarży się prawie 50 proc. rodziców. Aby zmienić tę sytuację, marka Pampers we współpracy z Fundacją Polsat zadbała o komfortowe warunki dla rodziców już na drugim oddziale pediatrycznym, tym razem w Szpitalu Zachodnim im. św. Jana II w Grodzisku Mazowieckim.

Zgodnie z obowiązującą od 1988 roku Europejską Kartą Praw Dziecka w Szpitalu mali pacjenci mają prawo przebywać z rodzicami przez cały okres hospitalizacji. Pracownicy szpitala powinni wręcz zachęcać rodziców do towarzyszenia dziecku oraz zapewnić im odpowiednie warunku pobytu. Psychologowie nie mają wątpliwości, że bliskość rodziców korzystnie wpływa na proces leczenia, m.in. poprzez zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa i ułatwienie oswojenia się z nową dla niego sytuacją. Także lekarze coraz częściej dostrzegają zalety obecności w szpitalu rodziców swoich najmłodszych pacjentów.

– Dziecko zrelaksowane, uśmiechnięte, leczy się lepiej i szybciej, a ono będzie uśmiechnięte i zrelaksowane wtedy, gdy taki będzie rodzic. Powód drugi jest taki, że żaden personel medyczny nie zauważy tego, co widzi rodzic, tych niepokojących, ale też prognostycznie dobrych objawów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Radosław Suchner, ordynator Oddziału Pediatrycznego Szpitala Zachodniego w Grodzisku Mazowieckim.

Jak pokazuje badanie TNS Polska, przeprowadzone na zlecenie firmy Procter & Gamble, 90 proc. Polaków uważa, że rodzice powinni mieć możliwość przebywania w szpitalu z dzieckiem w trakcie całej hospitalizacji. Jednocześnie blisko połowa respondentów, którzy mają dzieci do 18. roku życia, doświadczyło sytuacji, w której zmuszeni byli nocować przy łóżku dziecka na karimacie, w fotelu czy na krześle lub też spotkali się z takimi sytuacjami w swoim najbliższym otoczeniu. Wciąż bowiem w wielu polskich szpitalach rodzice mają ograniczone możliwości nocowania.

– Kiedy byłem mały, dzieci były hospitalizowane bez rodziców, później nastała era, kiedy rodziców wpuszczano do szpitali, czyli byli złem koniecznym: „Jak już musicie to przebywajcie z dziećmi, ale spać możecie na podłodze, a siedzieć na zydelku”. Myślę, że dawno już powinna nadejść era, gdzie rodzic jest pełnoprawnym uczestnikiem procesu leczenia i nie jest traktowany jako obca tkanka – mówi Radosław Suchner.

Pierwszym zrealizowanym projektem marki Pampers i Fundacji Polsat było otwarcie Pokoju dla Mam w Powiatowym Centrum Zdrowia w Otwocku, drugim natomiast stworzenie komfortowych warunków dla rodziców Oddziału Pediatrycznego w Szpitalu Zachodnim im. św. Jana Pawła II w Grodzisku Mazowieckim. 24 maja miało miejsce uroczyste otwarcie zmodernizowanego oddziału, wyposażonego w udogodnienia, mające poprawić komfort rodziców czuwających przy swoich pociechach w czasie ich hospitalizacji.

– „Pokoje dla Mam” to projekt, którego celem jest tworzenie w polskim szpitalach warunków ułatwiających rodzicom towarzyszenie swoim dzieciom w trakcie procesu hospitalizacji, Jest to część kampanii „Wspólnie dbamy o bobasy”, w ramach której sami podejmujemy różnorodne działania, ale też zachęcamy społeczeństwo do wspieranie mam w opiece nad dzieckiem. Chcemy, żeby ten proces był jak najbardziej przyjemny i komfortowy. Jako marka Pampers chcemy wspierać zdrowy i szczęśliwy rozwój dzieci, również w takich trudnych sytuacjach jak pobyt w szpitalu – mówi Mariola Mirek, kierownik ds. komunikacji marki Pampers, Procter & Gamble.

W ramach modernizacji został przeprowadzony generalny remont dwóch łazienek przeznaczonych dla dzieci i ich rodziców. Dotychczasowa świetlica została przebudowana i zaadaptowana na salę szpitalną dla małych dzieci oraz dodatkową łazienkę. Oddział został ponadto wyposażony w trzy nowe komody kąpielowe dla niemowląt. W celu zwiększenia komfortu rodziców czuwających przy swoich pociechach zostały ufundowane dwadzieścia dwa fotele z funkcją spania, zlokalizowane przy każdym łóżku szpitalnym dziecka.

– Pięć lat temu wpadliśmy na pomysł, że remontując oddziały szpitalne, będziemy przygotowywać pokoje również dla matek, bo wiemy, jak ważna jest obecność rodzica w procesie leczenia dziecka. To podkreślają wszyscy lekarze. To, co rodzic jest w stanie dać dziecku, będąc z nim w sali, to jest nie do przecenienia, proces zdrowienia i rehabilitacji przebiega znacznie szybciej – mówi Krystyna Aldridge-Holc, prezes Fundacji Polsat.

Renowację Oddziału Pediatrycznego w Szpitalu Zachodnim im. św. Jana Pawła II w Grodzisku Mazowieckim wsparli wszyscy, którzy w okresie od 2 do 15 maja kupili produkty Pampers w sieci sklepów Kaufland. Część dochodu ze sprzedaży została przekazana na rzecz remontu. Fundacja Polsat i marka Pampers już planują kolejne tego typu wspólne działania.

Rocznie na Oddział Pediatryczny Szpitala Zachodniego im. św. Jana Pawła II w Grodzisku Mazowieckim trafia do 1 200 dzieci. Do dyspozycji najmłodszych pacjentów są m.in. trzy sale dla niemowląt oraz trzy sale dla małych dzieci do 4 roku życia.

Agencja Mienia Wojskowego uruchomiła internetowy demobil

Agencja Mienia Wojskowego uruchomiła sklep internetowy, w którym można kupić używane kombinezony pilotów (“by poczuć się jak Tom Cruise”) czy tarcze trenerskie (“bo lepiej wrócić z tarczą niż na tarczy”). Sklep działa w oparciu o platformę Shoper, a płatności online obsługuje firma Blue Media.

​Rynek zbytu na powojskowy sprzęt jest ogromny. Dlatego Agencja Mienia Wojskowego oprócz otwierania sklepów stacjonarnych, zdecydowała się uruchomić sprzedaż przez internet. Na początek do oferty sklepu trafiło 48 pozycji. Po kilku dniach istnienia sklepu już niemal połowa asortymentu została wykupiona.

– Pierwsze dni działania e-sklepu to był prawdziwy szturm. Wpłynęło do nas blisko 800 zamówień na kwotę ponad 75 tys. zł. To był dla nas ważny test. I wydaje się, że zdaliśmy go pozytywnie: system informatyczny nie zawiódł, kanały płatności zadziałały, wszystko przebiegło bez problemów technicznych. Paczki pakowaliśmy na bieżąco, a pracownicy przyszli do pracy nawet w sobotę. Teraz czas na uzupełnienie asortymentu – mówi Przemysław Wierzba, dyrektor oddziału regionalnego AMW z Krakowa, w którym zlokalizowano zaplecze i magazyn sklepu internetowego.

W ciągu pięciu dni sprzedało się m.in. 1000 chusteczek do nosa, 400 niezbędników 3-częściowych, 200 latarek kieszonkowych, ponad 180 peleryn-namiotów, blisko 150 mazaków do czyszczenia butów, ponad setka toreb polowych brezentowych. Dużym zainteresowaniem cieszyły się też szalokominiarki, kapelusze polowe, rękawice, rogatywki, berety, hełmy menażki i manierki. Agencja Mienia Wojskowego zapowiada, że sukcesywnie będzie dodawać nowe produkty. W planach jest też uruchomienia platformy aukcyjnej.

Najnowocześniejsze rozwiązania e-commerce

Sklep internetowy AMW działa w oparciu o polską platformę sklepową Shoper w usłudze Premium oraz zintegrowane płatności online od Blue Media (Shoper Płatności). – Byliśmy pozytywnie zaskoczeni, jak sprawnie udało nam się przeprowadzić cały proces wdrożenia sklepu internetowego – od postawienia silnika sklepu po opracowanie grafik i wdrożenie systemu płatności. Agencja Mienia Wojskowego funkcjonuje w bardzo tradycyjnej branży, jednak jest przykładem instytucji, która nie boi się cyfryzacji – mówi Artur Halik z Shoper Premium, który odpowiadał za wdrożenie.

Klienci sklepu mogą korzystać z najpopularniejszych form płatności: przelewy pay by linki (przekierowujące na stronę transakcyjną banku), karty, BLIK. – Wszystkie oferowane metody płatności są bezpośrednio osadzone w sklepie internetowym, bez konieczności przechodzenia na odrębną stronę płatności. To pozwala na jeszcze szybsze sfinalizowanie transakcji – wyjaśnia Dawid Adamczyk z Blue Media.

Być jak Tom Cruise

Sklep internetowy AMW postawił nie tylko na najnowocześniejsze rozwiązania technologiczne, ale także na oryginalne opisy produktów. Tarcza treningowa nie jest zwykłą łapą trenerską, ale “(…)przyda się nawet tym, którzy swoje życie związali z boksem w open space, gdzie wyrabia się targety. Bo zawsze lepiej niż na tarczy wrócić z tarczą z internetowego sklepu AMW”.

„Po co robić coś w białych rękawiczkach, kiedy można w czarnych? I to takich prosto z wojska?” – w ten sposób sklep zachęca do kupna czarnych, wojskowych rękawic. Kombinezon pilota to z kolei “idealne ubranie dla wszystkich, którzy marzą o życiu z odrobiną polotu. (…) W nim wszystko pójdzie fruwająco. W zestawie z przyciemnianymi okularami pozwoli poczuć się jak Tom Cruise w „Top Gun”.

Moment powstania obowiązku podatkowego przy usłudze wykonywanej etapami

„Jeżeli usługa jest przyjmowana częściowo, tzn. umowa przewiduje częściowe odbiory poszczególnych etapów usług i cykliczne za nie zapłaty, za moment wykonania części usługi należy uznać moment, w którym wykonawca faktycznie wykonał część określonej umową usługi (doszło do faktycznego zakończenia części prac) i zgłosił ją nabywcy do odbioru” – orzekł Naczelny Sąd Administracyjny.

W sprawie rozpoznanej przez Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 11 października 2017 r. (sygn. akt I FSK 2091/15) spółka złożyła wniosek o wydanie wiążącej interpretacji podatkowej. Wskazała w nim, że świadczy usługi informatyczne, których efektem jest uruchomienie (wdrożenie) oprogramowania wspierającego zarządzanie przedsiębiorstwem.

Wyjaśniła też, że zawiera z klientami umowy, w których zobowiązuje się do wykonania prac, i strony ustalają ich harmonogram. Wykonanie kolejnego etapu miało być potwierdzane protokołem odbioru lub milczącą akceptacją, gdyby w ciągu 7 dni nie pojawiły się żadne uwagi drugiej strony. Fakturowanie zaś miało odbywać się w oparciu o potwierdzenie wykonania poszczególnych etapów wdrożenia lub w oparciu o etap końcowy.

Spółka chciała wiedzieć, czy prawidłowo będzie określać datę wykonania usługi, czyli datę podpisania przez klienta protokołu odbioru prac w nieprzekraczalnych limitach czasowych określonych w umowach na świadczenie usług. Spółka podkreśliła, że ustawa o VAT nie definiuje momentu wykonania usługi informatycznej ani kryteriów, jakimi trzeba się kierować, dlatego wnioskodawca zamierzał przyjmować jako moment wykonania usługi datę terminowego podpisania przez zleceniodawcę protokołu odbioru prac. „Jeżeli jednak przed wykonaniem wskazanych usług nastąpi zapłata w całości lub w części, zdaniem spółki obowiązek podatkowy będzie powstawał z chwilą otrzymania zapłaty w odniesieniu do tej kwoty.”

Minister finansów uznał stanowisko wnioskodawcy za nieprawidłowe. Organ podatkowy podkreślił, że w przypadku usług informatycznych obowiązek podatkowy powstaje na zasadach ogólnych, czyli w momencie wykonania usługi – w całości lub w części – a nie w momencie podpisania protokołu odbioru lub wyrażenia milczącej akceptacji. Jeżeli zaś spółka otrzyma od nabywcy zapłatę przed wykonaniem całości lub części świadczenia, obowiązek podatkowy powstaje z chwilą otrzymania danej kwoty.

Od wydanej interpretacji spółka odwołała się do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego.

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie uznał skargę spółki za słuszną. Minister finansów złożył skargę na wyrok sądu pierwszej instancji do Naczelnego Sądu Administracyjnego, który uchylił wyrok WSA w Warszawie.

W uzasadnieniu wyroku NSA podkreślił, że to charakter usługi decyduje o tym, czy dana usługa została wykonana. Jeżeli strony określiły w umowie harmonogram wykonania usługi, jest ona wykonana, gdy wykonawca zgłosi dany etap usługi do odbioru, zaś moment akceptacji odbioru tej części usługi przez usługobiorcę nie ma znaczenia dla ukonstytuowania się obowiązku podatkowego.

A zatem „w przypadku gdy usługa jest przyjmowana częściowo, za moment wykonania części usługi należy uznać moment, w którym wykonawca faktycznie wykonał część określonej umową usługi (doszło do faktycznego zakończenia części prac) i zgłosił ją nabywcy do odbioru.”

Jeżeli natomiast istotnym elementem wykonania określonej części umowy jest prawidłowość funkcjonowania danego etapu usługi, uznaje się ją za wykonaną w tej części, gdy wykonawca zgłosi dany etap wykonania usługi do odbioru, uznawszy, że spełnia ona wymóg prawidłowości funkcjonowania – uznał NSA.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Dobre dane nie pomagają złotemu

Pomimo dobrych danych z polskiej gospodarki złotówka wciąż jest w odwrocie. Powodem jest sytuacja globalna i ucieczka od ryzyka przez inwestorów. Polski rynek pracy dalej pokazuje dobre dane.

Dane z Polski

Dzisiaj poznaliśmy odczyt produkcji przemysłowej. Rośnie ona w skali roku o 5,4%. Nie jest to wynik, który powinien budzić przesadny entuzjazm, aczkolwiek analitycy oczekiwali wyniku o 1,9% gorszego. W ramach tego samego komunikatu podano wzrost produkcji budowlano montażowej. Ten parametr potwierdza to co się dzieje na rynku. Wzrost wynosi obecnie imponujące 20,8%.

Złoty w odwrocie

Pomimo dobrych danych złotówka traci wyraźnie na wartości ostatnimi dniami. Powodem jest sytuacja na rynkach. Z jednej strony mamy ucieczkę kapitału za ocean po informacjach o zmianach stóp procentowych. To właśnie przez lepsze perspektywy w USA oraz dobrą stopę zwrotu z inwestycji o bardzo niskim ryzyku inwestorzy wolą trzymać swoje środki w amerykańskiej walucie. Z drugiej strony Europa wciąż ma problemy, a EBC najwyraźniej chce pomóc słabym euro stanąć gospodarce na nogi. Na to wszystko nakłada się wojna handlowa, która tylko zwiększyła niepokój a tym samym zachęciła inwestorów do poszukiwania bezpieczniejszych miejsc niż Polska. W rezultacie oglądamy euro za 4,31 zł, franka za 3,75 zł, dolara za 3,73 zł a funta po 4,92 zł.

Rynek pracy w Polsce

Wczoraj poznaliśmy dane na temat wzrostu wynagrodzeń oraz zatrudnienia. Zatrudnienie rośnie o 3,7% w skali roku i jeżeli tempo zostanie utrzymane czekają nas kolejne minima bezrobocia od czasu transformacji. Wynagrodzenia z kolei o 7%. To właśnie ten szybki wzrost wynagrodzeń powoduje presję na wzrost płacy minimalnej. Obecny postulat związkowców mówi o ustaleniu docelowo płacy minimalnej na wysokości połowy średniego wynagrodzenia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowa kampania phishingowa wykorzystująca gorączkę Mistrzostw Świata

Firma Check Point® Software Technologies, jeden z wiodących dostawców rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa cybernetycznego, wykrył kampanię phishingową wykorzystującą moment rozpoczęcia Mistrzostw Świata FIFA w Piłce Nożnej. Cyberprzestępcy próbowali zachęcić potencjalne ofiary do pobierania harmonogramu oraz trackera wyników meczów.

Po otwarciu, załącznik wykorzystuje złośliwy wariant oprogramowania zwany „DownloaderGuide”, będący znanym downloaderem potencjalnie niechcianych programów (PUP), który jest najczęściej używany jako instalator w aplikacjach takich jak paski narzędzi, adware lub optymalizatory systemu.  Badacze Check Pointa ustalili, że w sumie kampania obejmuje dziewięć różnych plików wykonywalnych, z których wszystkie zostały wysłane w wiadomościach e-mail z tematem: „World_Cup_2018_Schedule_and_Scoresheet_V1.86_CB-DL-Manager”.

Kampania została po raz pierwszy zidentyfikowana została w dniu 30 maja 2018 r., a jej szczyt przypadł na 5 czerwca; jednak w ciągu ostatniego tygodnia nabrała ona nowego tempa wraz z dniem rozpoczęcia mistrzostw.

– Wydarzenia cieszące się ogromnym zainteresowaniem są postrzegane przez cyberprzestępców jako doskonała okazja do rozpoczęcia nowych działań – twierdzi Maya Horowitz, kierownik grupy analitycznej ds. zagrożeń w firmie Check Point. – Przy tak wielkim oczekiwaniu i szumie mediowym wokół Mistrzostw Świata, cyberprzestępcy polują na pracowników, którzy mogą być w tym okresie mniej czujni podczas otwierania niechcianych e-maili i załączników. Dlatego ważne jest, aby organizacje podjęły kroki w celu przypomnienia swoim pracownikom o zalecanych praktykach w zakresie bezpieczeństwa.

– Ponadto, organizacje powinny również podjąć kroki w celu uniemożliwiania kampaniom phishingowym dotarcia do skrzynek odbiorczych. Powinno to obejmować zastosowanie wielowarstwowej strategii bezpieczeństwa cybernetycznego, która chroni zarówno przed atakami cybernetycznymi dokonywanymi przez zarejestrowane rodziny złośliwych oprogramowań, jak i przed zupełnie nowymi zagrożeniami oraz zapobieganiu ich rozprzestrzenianiu się w sieci – dodaje Horowitz.

W związku z tym, że Check Point przewiduje dalszy zakres oszustw internetowych i ataków phishingowych podczas miesięcznego turnieju, firma wydała następujące wskazówki dla osób prywatnych, chcących chronić się przed zagrożeniami cybernetycznymi podczas Mistrzostw Świata FIFA w Piłce Nożnej:

– Aktualizuj oprogramowanie – upewnij się, że system operacyjny, oprogramowanie zabezpieczające, aplikacje i przeglądarki internetowe na Twoim komputerze PC lub urządzeniu mobilnym są zaktualizowane. Powinno to stanowić skuteczną ochronę przed większością złośliwego oprogramowania i innymi zagrożeniami internetowymi.

– Ostrzeżenie przed fałszywymi stronami internetowymi – Podczas poprzednich dużych imprez publicznych cyberprzestępcy tworzyli fałszywe strony internetowe i domeny, obejmujące wszystko, od merchandisingu po wiadomości i transmisję strumieniową na żywo, które wydają się być oficjalne, ale mogą być wykorzystywane do dostarczania złośliwego oprogramowania lub przechwytywania poufnych informacji.

– Uważaj na wiadomości od nieznanych nadawców – cyberprzestępcy będą prawdopodobnie wysyłać różne emaile phishingowe podczas turnieju, oferując szereg darmowych ofert lub możliwość losowania biletów na mecze. Może to przybrać formę hiperłączy lub załączników, które będą albo pobierać złośliwe oprogramowanie na maszyny, albo próbować ukraść Twoje dane osobowe.  Najlepiej jest unikać otwierania wiadomości e-mail lub załączników od nierozpoznanego nadawcy.

– Publiczne hotspoty Wi-Fi – ponieważ mecze rozgrywane są przez cały dzień, wiele osób będzie chciało korzystać z publicznych punktów dostępu do sieci Wi-Fi do oglądania gier na urządzeniach przenośnych. Jednak niepewne punkty dostępu są łatwym celem dla hakerów, którzy mogą zagrażać naszym komputerom i smartfonom oraz przechwytywać dane osobowe, takie jak e-maile i hasła.

USDJPY – analiza techniczna rynków finansowych

Ostatni mocniejszy impuls na notowaniach USDJPY pojawił się zaraz po wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Aprecjacja dolara amerykańskiego była gwałtowna i bardzo mocna, z poziomu 103 przez kilka tygodni notowania znalazły się o ponad 1 000 pipsów wyżej. Po zakończonym impulsie wzrostowym przeszliśmy do konsolidacji, która ostatecznie doprowadziła do bardzo słabego trendu spadkowego.

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Notowania USDJPY, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Trend spadkowy został zapoczątkowany przez pokonanie dolnej bandy konsolidacji w okolicy poziomu 108. Wyprzedaż nie trwała długo, ponieważ po kilku tygodniach zawitała na rynek bardzo mocna korekta, która prawdopodobnie zostanie niebawem zakończona. Dlaczego?

Po pierwsze warto zwrócić uwagę, iż trend spadkowy na interwale tygodniowym porusza się w szerokim kanale spadkowym. Aktualnie ostatnie wzrosty zaprowadziły nas w bardzo ważne miejsce. Znaleźliśmy się tuż pod mocnym oporem wyznaczonym przez dołek z listopada zeszłego roku, ale nie tylko. 200 pipsów ponad oporem znajduje się górna banda kanału spadkowego. Jeżeli opór zostałby pokonany, to kolejnym celem kupujących byłoby górne ograniczenie kanału spadkowego.

Jednakże jak do wygląda z innej perspektywy? Wskaźniki analizy technicznej podążające za trendem wskazują na trend wzrostowy, w szczególności na interwale dziennym. mamy do czynienia z trendem wzrostowym. Natomiast według kanału spadkowego mamy trend przeciwny.

Dodatkowym wskaźnikiem, który wskazuje na możliwość wyprzedaży jest oscylator stochastyczny, który mówi o wykupieniu kursu. Zatem mamy sytuację mało klarowną. Z tego powodu warto spojrzeć na niższy interwał czasowy – dzienny.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

 Notowania USDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na interwale dziennym widać mocny trend wzrostowy, który został zapoczątkowany przez impuls wzrostowy z marca bieżącego roku. Możemy wyrysować linię trendu wzrostowego. Jednak co jeszcze widzimy? 21 maja została zapoczątkowana bardzo mocna wyprzedaż, która zniosła część zysków, ale co ważniejsze został przebity poprzedni dołek. Dlatego z tej strony możemy powiedzieć o możliwości zakończenia korekty wyższego rzędu.

Pomimo tak mocnej wyprzedaży na parze walutowej USDJPY po raz kolejny zawitali kupujący. Jednakże gdyby nie udało im się pokonać poprzedniego szczytu, to bardzo prawdopodobne jest, że powstanie formacja podwójnego szczytu. Powstanie takiej formacji oraz przebicie linii trendu wzrostowego byłoby jednoznaczne z zakończeniem korekty. Przy takim scenariuszu celem sprzedających może być minimum z 2018 roku.

Z kolei przebicie wspomnianego szczytu będzie oznaczać kontynuację wzrostów przynajmniej w okolice poziomu 113.

Dział Analiz Admiral Markets

Rekordowa transakcja w historii polskiego sektora fintech – MCI.EuroVentures sprzedaje Dotpay/eCard

MCI.EuroVentures (Grupa MCI, MCI, Fundusz) oraz Saltus TUW podpisały umowę sprzedaży jednego z polskich liderów rynku e-płatności – Dotpay/eCard (Dotcard) za 315 mln PLN do inwestora strategicznego – Nets, cyfrowego lidera na rynkach nordyckich. Jest to rekordowa transakcja sprzedaży na polskim rynku Fintech.

  • Całkowity zysk Funduszu wyniesie ok. 255 mln PLN – najwięcej w historii Grupy MCI. Pozwoli to Funduszowi na osiągnięcie ok. 40% wewnętrznej stopy zwrotu (IRR) oraz 3.0x cash on cash (CoC).
  • Zarząd Dotpay/eCard, który był zaangażowany w proces sprzedaży, będzie kontynuował rozwój spółek we współpracy z nowym inwestorem, co pozwoli im na umocnienie pozycji rynkowej oraz dalszy rozwój oferty dla merchantów.
  • Transakcja jest uwarunkowana otrzymaniem zgód Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) oraz Komisji Nadzoru Finansowego (KNF).
  • Zespół zarządzający MCI.EuroVentures skupia się teraz na weryfikacji nowych celów inwestycyjnych w obszarze buyout – na nowe inwestycje jest gotowy przeznaczyć nawet 200 mln PLN.

Dotcard to grupa powstała z połączenia spółek Dotpay i eCard. Obie spółki znajdowały się w portfelu MCI.EuroVentures od 2016 roku. Główną tezą inwestycyjną Funduszu była konsolidacja dynamicznie rozwijającego się polskiego rynku płatności, która umożliwiła połączonemu podmiotowi stanie się jednym z liderów tego rynku i oferowanie usług merchantom w modelu omni-channel (online + offline).

W ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat, firma Nets stała się liderem w dziedzinie płatności cyfrowych i usług powiązanych w krajach nordyckich, najbardziej zdigitalizowanym regionie w Europie. Obsługując miliardy transakcji rocznie, Nets jest jednym z największych procesorów płatności, agentów rozliczeniowych i dostawców usług płatniczych w Europie, mocno zorientowanym na prostszą i bardziej intuicyjną obsługę płatności cyfrowych i usług powiązanych dla swoich klientów.

Dla MCI, transakcja stanowi największą kwotę uzyskaną ze sprzedaży aktywa, przewyższającą poprzednich rekordzistów (Invia, Mall.Cz, iZettle). Przed transakcją, według wyceny swoich aktywów – portfel MCI dzielił się mniej więcej na trzy równe części według sektorów 1) fintech, 2) e-commerce, 3) Infrastruktura IT. Fundusz dysponuje teraz dużą płynnością, którą chcę wykorzystać na inwestycje buyout-owe, 2 w tym roku, na które może wydać do 200 mln PLN (plus inne formy finansowania).

– Sprzedaż Dotpay/eCard to kolejna bardzo udana transakcja Funduszu z Grupy MCI w sektorze Fintech. Poprzez połączenie Dotpay i eCard zbudowaliśmy jednego z liderów na rynku płatności, oferującego swoje usługi w modelu omni-channel (połączenie online i offline) dla najbardziej wymagających procesów biznesowych. Chciałbym podziękować naszemu koinwestorowi, Saltus TUW, za zaufanie do MCI w trakcie realizacji inwestycji. Chciałbym również podziękować zarządowi oraz wszystkim pracownikom za współpracę i prężny rozwój grupy, szczególnie za udaną integrację Dotpay i eCard, która umożliwiła osiągnięcie silnej pozycji na dynamicznym rynku płatności. Przed spółkami otwiera się kolejny rozdział i sądząc po perspektywach rozwoju rynku, będzie to z pewnością ciekawy czas, charakteryzujący się dalszym szybkim wzrostem – powiedział Łukasz Wierdak, Partner Inwestycyjny Funduszy MCI.

Giganci e-commerce inwestują w tradycyjny handel. To żyła złota

Przez wiele lat wieszczono koniec tradycyjnego handlu. Sklepy przegrywały walkę cenową z e-commerce. Dziś giganci handlu online inwestują coraz większe środki w rozwój branży detalicznej. Wykorzystując wiedzę i technologie, udowadniają, że wciąż tkwi w nim gigantyczny potencjał, a możliwości zwiększenia sprzedaży są znacznie większe niż przypuszczano.

Technologiczna rewolucja

W styczniu 2018 w centrum Seattle, pod siedzibą amerykańskiego potentata handlu w Internecie, otwarto pierwszą placówkę Amazon Go. Analitycy widząc, że gigant e-commerce otwiera stacjonarny sklep, przecierali oczy ze zdumienia. Jeff Bezos jednak doskonale wiedział co robi. Przenosząc doświadczenia z handlu elektronicznego, Amazon rzucił rękawicę tradycyjnym, od lat nie inwestującym w technologie, stacjonarnym sklepom.

Dzisiaj zwykle są one w stanie stwierdzić jedynie jaki towar sprzedały i w jakiej ilości, ale nie potrafią już np. precyzyjnie określić jakimi ścieżkami podążają klienci, przy jakich półkach spędzają najwięcej czasu, dlaczego, jakiego towaru nie kupili, bo nie było go na stanie lub nie mogli go znaleźć. Stacjonarne placówki nie wiedzą też ile czasu spędzili klienci przy kasie, albo którzy z nich opuścili sklep, bo zniechęciła ich kolejka do kasy. Tymczasem jest to wiedza, którą posiada każdy sklep internetowy. Szef Amazona słusznie zauważył, że przeniesienie technologii ze świata e-commerce do tradycyjnego handlu i analizowanie dużych zbiorów danych, może pomóc wygenerować znacznie więcej przychodów. W końcu klienci wciąż najchętniej kupują w stacjonarnych sklepach – zwraca uwagę Wojciech Stramski z Lab4Motion, poznańskiej firmy dostarczającej rozwiązania do analizy ruchu klientów i monitorowania ekspozycji produktów.

Amazon do opracowania nowego formatu postanowił wykorzystać zaawansowane narzędzia IT. Dzięki technologii Internetu Rzeczy, dziesiątkom kamer i czujników, Amazon z chirurgiczną precyzją może analizować zwyczaje zakupowe klientów, już od momentu ich wejścia do sklepu. Technologia w czasie rzeczywistym wykrywa, kiedy i jak wiele czasu spędza klient przed sklepową półką, które produkty interesują go najbardziej i które trafiają do koszyka. To nie wszystko. System liczy dokładny czas jaki klient spędził przy danym produkcie i analizuje jak szybko konsument podjął decyzję o jego zakupie. Analizy z systemu trafiają bezpośrednio do osób na pierwszej linii, czyli pracowników na sklepowej hali. Przesyłane informacje pomagają sprawnie i płynnie reagować np. na braki w asortymencie. Monitoring wideo i technologia rozpoznawania zdjęć na bieżąco weryfikuje produkty znajdujące się w koszyku i automatycznie rozlicza je przez aplikację mobilną.

Amazon Go to pierwsza stacjonarna placówka, która może w sposób całościowy i bardzo precyzyjny, badać ścieżki zakupowe swoich klientów. Dla konsumenta to wygoda, dla sklepu większe zyski. Jak dotąd, żaden stacjonarny sklep nie był w stanie dopasowywać się do potrzeb klienta w trakcie jego zakupów – analogicznie, jak ma to miejsce w e-sklepach. – Dane, jakie płyną z cyfrowych źródeł, są łączone z informacjami pochodzącymi z konwencjonalnych kanałów, dzięki czemu Amazon potrafi analizować zainteresowania i zachowania klienta zarówno w świecie offline, jak i online. I najważniejsze, modelować oferty na półkach w konkretnym sklepie, tak aby były dopasowane do oczekiwań klienta, który robi zakupy w tym sklepie. Mówiąc, krótko na półkach w sklepie jest to, co sprzedaje się najlepiej w tym punkcie. To daje gigantowi pełen obraz klienta – wyjaśnia Wojciech Stramski.

Początek nowej ery

W ubiegłym roku Amazon za 13,7 mld dolarów kupił sieć sklepów Whole Foods. To posunięcie wywołało spore zamieszanie za oceanem, pomimo że sieć sklepów ze zdrową żywnością nie ma nawet 2% udziałów w rynku. Każdy sklep spożywczy zapamięta ten dzień jako początek nowej ery, a wielu już jest przerażonych – opisał transakcję analityk rynku FMCG w USA Phil Lempert. Jak donosiło CNN, informacja o przejęciu odbiła się echem na Wall Street. Spadki zanotowały akcje takich gigantów amerykańskiego handlu jak Walmart czy Target Corporation. A ta pierwsza ma ponad trzykrotnie wyższe przychody niż cały Amazon. Skąd taka reakcja rynku, wyjaśnia Wojciech Starmski z Lab4Motion – Zakup Whole Foods to sygnał dla stacjonarnych sieci handlowych – Amazon przenosi się do offline. A sieć ponad 470 sklepów ze zdrową żywnością ma być miejscem, gdzie Amazon będzie wdrażał technologie, które pozwoliły mu wygrać w e-handlu. Tradycyjne sklepy spożywcze już teraz zmagają się z ostrą konkurencją i spadkiem cen. Amazon chce złamać dotychczasowe reguły, jakimi rządziła się branża handlowa. Dopasowując dostępną ofertę produktową do klientów. I to na pewno nie koniec ekspansji Amazona w świat offline.

W komunikacie prasowym, informującym o przejęciu, firma z Seattle oznajmiała, że rozpoczęto integrację technologiczną Amazon z Whole Foods. Tradycyjne sieci handlowe będą musiały odpowiedzieć, co oznacza, że technologiczne domino ruszy w branży handlowej. Widać to na przykładzie Walmartu, który kilka tygodni temu poinformował, że nawiązał współpracę z firmami, dostarczającymi technologię do analizy zachowań konsumentów. Co prawda dopiero rok po zakupie przez Amazon sieci Whole Foods i kilka miesięcy po otwarciu nowego formatu sklepu w Seatlle. – Amazon ma własną technologię, która będzie używana w sklepach, ale już np. Walmart nie. Żadna sieć handlowa nie kupi technologii od Amazona, sieci handlowe musza szukać takich rozwiązań na zewnątrz. Dlatego zaczynają współpracować z dostawcami rozwiązań, pomagającymi analizować zachowania klientów – wyjaśnia Wojciech Stramski i dodaje – Amazon to nie jedyny przedstawiciel e-commerce, który inwestuje w tradycyjny handel. Po drugiej stronie Pacyfiku, w Chinach Alibaba też zaczął inwestować w bezosobowe sklepy w kanale offline- w 100% obsługiwane przez technologie.

Klienci kochają tradycyjne placówki

Czy handel tradycyjny może jeszcze konkurować z tym internetowym? Dane firm analitycznych nie pozostawiają złudzeń: tradycyjny handel ma się bardzo dobrze, i mimo rozwoju e-commerce, pozostaje dla klientów pierwszym wyborem. Globalny rynek rozwiązań z obszaru Internetu Rzeczy, zgodnie z analizą firmy McKinsey, ma zasilać globalną gospodarkę kwotą ponad 11 bilionów dolarów rocznie w 2025 roku – w porównaniu do 3,9 bln w 2017r. Oszałamiająca dynamika tego rynku wiele zawdzięczać będzie branży retail. Jak donosi IDC, marketing kontekstowy w tradycyjnych sklepach, wykorzystujący techniki trackingu towarów oraz ścieżek klienckich, będzie jednym z najszybciej rosnących obszarów zastosowań IoT w latach 2017-2021, zaś inwestycje światowej branży retail z tego zakresu będą rosły ponad 20% r/r. Dane są najlepszym dowodem na to, że świat offline będzie inspirował się na swoim cyfrowym bliźniaku. A w kolejnych latach możemy spodziewać się, że technologia będzie pomagać np. w obsłudze klienta.

Technologie dotychczas wykorzystywane w kanałach online wkraczają do świata offline. Już niedługo klientom w sklepie pomoże wirtualny doradca. Zasilany sztuczną inteligencją i uczeniem maszynowym bot dobierze produkty do ulubionego przepisu albo wino do konkretnej potrawy. A konwersacja z umieszczonym obok półki robotem nie będzie różniła się od tej z człowiekiem – podsumowuje Maciej Stanusch z firmy Stanusch Technologies, od kilkunastu lat realizującej projekty z wykorzystaniem AI oraz sztucznej inteligencji.

Rok 2018 na rynku wierzytelności nieregularnych

Rok 2017 był bardzo ciekawym czasem na rynku wierzytelności nieregularnych. Wyraźnie zdominował go jeden gracz, szczególnie w segmencie wierzytelności bankowych, w którym szacunkowo skupił ok. 80 proc. podaży rynku. To niesamowity udział, okupiony niestety bardzo wysokim poziomem cen. W tym samym okresie BEST SA zdecydował o całkowitym wyjściu z sektora bankowego. Teraz znowu szuka w nim inwestycji.

– Chociaż braliśmy udział w przetargach, nie wygrywaliśmy ze względu na ceny. Grupa znalazła inną niszę, w której dobrze realizowała założone cele strategiczne, m.in. właściwe zwroty na inwestycjachpowiedział serwisowi eNewsroom Krzysztof Borusowki, prezes BEST SA – Weszliśmy w portfele telekomunikacyjne i firmy pożyczkowe. W ubiegłym roku 75 proc. naszych zakupów pochodziło spoza sektora bankowego. Rok 2018 zapowiada się dobrze. Widać wyraźnie, że zmienia się sytuacja po stronie popytu. Główny gracz prawdopodobnie nie będzie odgrywał istotnej roli pod względem zakupów w dalszej części roku. Spodziewany jest powolny spadek cen. Zawsze po pewnym wybiciu rynek powraca do poziomu równowagi. Grupa BEST liczy na to, że w drugiej połowie 2018 roku będzie mogła znaleźć ciekawe inwestycje w swoim podstawowym sektorze – wierzytelności bankowych. Efektywność zakupów – czy to w kraju czy za granicą – jest widoczna dopiero po kilku latach. Przy wysokich cenach może okazać się, że nie każdy portfel się zwraca, stąd nasze konserwatywne podejście do inwestycji tak w Polsce, jak i we Włoszech – podsumował Borusowski.

O jakim pracodawcy marzą Polacy?

Wielkość i prestiż firmy, styl zarządzania i kultura organizacyjna oraz wysokość wynagrodzenia, to trzy główne cechy, których szukamy u idealnego pracodawcy. Jak wynika z badania Antal „Najbardziej pożądani pracodawcy”, przeprowadzonego wśród ponad 4 tys. specjalistów i menedżerów, w TOP5 wskazań znalazły się również: innowacyjność, stabilność zatrudnienia i możliwości szkolenia.

Porównując wyniki badania do poprzedniej edycji, możemy zauważyć, że na znaczeniu w ocenie kandydatów zyskała stabilność zatrudnienia (40 proc. względem 34 proc.). Jak zauważają eksperci Antal – innowacyjność firmy ustąpiła miejsca kwestiom finansowym, które zawsze będą ważnym czynnikiem w ocenie najlepszego pracodawcy. Wysokość wynagrodzenia zyskała 48 proc. głosów względem 40 proc. w ubiegłym roku i zajęła trzecie miejsce na podium.

Powyższa zmiana wynika z rosnącej świadomości kandydatów na temat wynagrodzeń oraz coraz większej presji płacowej. Co ciekawe, na znaczeniu zyskały również oferowane benefity i równowaga między życiem zawodowym a prywatnym, które plasują się na niemal tym samym poziomie co możliwość awansu. Pracodawcy powinni więc przygotować się na kolejny „wyścig” o najlepszych kandydatów, którzy już teraz otrzymują średnio 8 ofert pracy w ciągu roku – mówi Artur Skiba, prezes Antal.Wykres1_Cechy_pracodawcy

Gdzie kandydaci szukają informacji o firmie?

Kandydaci wciąż najchętniej pozyskują informacje o pracodawcach w mediach tradycyjnych (prasa, radio, telewizja) oraz w Internecie – 37 proc. Niewiele mniej, bo 35 proc. respondentów, na temat potencjalnych pracodawców rozmawia ze znajomymi pracującymi w tej firmie. Trzecie miejsce zajmują opinie o firmie umieszczane na portalach społecznościowych oraz forach – 33 proc. To oznacza, że media są dla nas najbardziej wiarygodnym źródłem informacji.

Jak zauważa Artur Skiba, prezes Antal w tym roku zaobserwowaliśmy ciekawą zmianę:

„Specjaliści i menedżerowie zapytani o źródła pozyskiwania wiedzy na temat potencjalnych pracodawców, coraz częściej zaznaczają odpowiedź: „pracuję w tej firmie”. To oznacza, że obecny pracodawca jest jednocześnie tym najbardziej pożądanym wśród pracowników.” Wykres2_zrodla_wiedzy_o_firmie

Które firmy są liderami rynku pracy w opinii specjalistów i menedżerów?

W ósmej edycji badania „Najbardziej pożądani pracodawcy” specjaliści i menedżerowie wytypowali laureatów w 15 kategoriach branżowych. Na 67 wyróżnionych marek, aż 41 to również ubiegłoroczni zwycięzcy. Jednocześnie, tylko 7 firm utrzymało pozycję lidera, a 26 pracodawców debiutuje w zestawieniu lub do niego powraca.

Szczegółowe wyniki raportu są dostępne pod linkiem: https://antal.pl/trendy/raporty-rynku-pracy/18-najbardziej-pozadani-pracodawcy-w-opinii-specjalistow-i-menedzerow-3

Złoty pod presją wysokiej awersji do ryzyka i słabszych danych z krajowego rynku pracy

Wzrost napięć handlowych napędza popyt na aktywa bezpiecznej przystani i prowadzi do spadku rentowności obligacji. Złoty pod presją wysokiej awersji do ryzyka i słabszych danych z krajowego rynku pracy.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałek na rynku walutowym przyniósł dalszy spadek w wycenie złotego. Z uwagi na wielomiesięczne minima na EURUSD (okolice 1,16-1,165) kurs EURPLN wzrósł powyżej 4,30. Deprecjację PLN nasilał ponowny w ostatnich dniach wzrost niepokoju na EM o powrót eskalacji napięcia na linii USA-Chiny w kontekście wojny handlowej. Trump nałożył bowiem dodatkowe cła na importowane towary z Chin o wartości 50 mld USD. Chińczycy z odpowiedzią nie czekali długo i wprowadzili (od 6 lipca) wyższe taryfy na import produktów rolnych oraz aut o wartości 34 mld USD. Choć na rynkach finansowych nie ma paniki, niemniej kwestia wojen handlowych nie poprawia klimatu inwestycyjnego. Niepewność inwestorów widoczna była również na rynkach akcji, gdzie w trakcie sesji główne europejskie indeksy traciły ponad 1%.

Po południu złoty chwilowo wyhamował spadek, na EURPLN powracając w okolice piątkowego zamknięcia przy ok. 4,285 w czym mogła pomóc naszej walucie minister finansów Teresa Czerwińska wskazując, iż nie widzi niepokoju odnoście obecnych poziomów PLN, gdyż w jej ocenie trwające osłabienie złotego ma charakter krótkoterminowy. W skali całego dnia ruch ten był jednak kosmetyczny i nieznaczący.

W maju przeciętne wynagrodzenie wzrosło 7% r/r podczas gdy ekonomiści zakładali 7,1%. Ten niższy od oczekiwanego wynik wraz z zaskakująco niskim odczytem inflacji w maju na poziomie 1,7% r/r i jeszcze bardziej zaskakującym spadkiem inflacji bazowej do 0,5% r/r wyraźnie pokazuje, że presji inflacyjne w krajowej gospodarce jeszcze długo może nie być. Brak perspektyw na podwyżki stóp w Polsce powoduje, że złoty nie zyskuje w oczach inwestorów.

Na rynku stopy procentowej poniedziałek przyniósł głównie spadki rentowności obligacji. W dużym stopniu spowodowane to było wspomnianym wzrostem obaw dotyczących napięć handlowych pomiędzy USA a Chinami. Inwestorzy kierowali swoją uwagę w stronę bezpiecznych aktywów, wzmacniając wyceny obligacji w Niemczech czy USA. Taki ruch stanowił również kontynuację zejścia krzywych dochodowości niżej po gołębim zeszłotygodniowym posiedzenie EBC. Globalne nastroje wspierały również rentowności polskich papierów skarbowych, gdzie cała krzywa przesunęła się o blisko 3pb w dół.

Za dalszym spadkiem rentowności obligacji w Polsce, które w przypadku papierów 10-letnich mogą zmierzać do końca miesiąca w stronę 3,15%, będzie przemawiać sytuacja budżetowa. Co prawda minister Czerwińska wskazała, że nadwyżka budżetowa ma charakter przejściowy i powinna utrzymać się przez jeszcze dwa miesiące. Jednak pomimo tego, stan środków pieniężnych na rachunkach MF stanowiących zabezpieczenie płynności w finansowaniu potrzeb pożyczkowych nadal przekracza 60mld PLN, co może skłaniać MF w stronę preferowania aukcji zamiany nad regularnymi przetargami sprzedaży (a nawet prowadzić do odwołania drugiej czerwcowej aukcji).

Wykres dnia: Ministerstwo Finansów uważa, że nadwyżka budżetowa może utrzymać się jeszcze przez około dwa miesiące.

Ministerstwo Finansów uważa, że nadwyżka budżetowa może utrzymać się jeszcze przez około dwa miesiące
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Joanna Bachert, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Kamery ze sztuczną inteligencją odnajdują ludzi i obiekty z niemal 100 proc. skutecznością. Technologia może być przydatna na lotniskach czy podczas koncertów

Kamery ze sztuczną inteligencją odnajdują ludzi i obiekty z niemal 100 proc. skutecznością. Technologia może być przydatna na lotniskach czy podczas koncertów 8

Nowoczesne systemy monitoringu potrafią wykryć i rozpoznać człowieka czy samochód. Przesyłając obraz z kamer bezpieczeństwa do komputerów wyposażonych w sztuczną inteligencję można rozpoznawać ludzi i ustalać ich położenie w obiektach użyteczności publicznej. Technologia może być wykorzystywana np. do lokalizowania poszukiwanych osób czy przeprowadzania bezgotówkowych transakcji na lotniskach. Do instalacji nie jest wymagana specjalna infrastruktura, wystarczy istniejący system kamer CCTV.

– Better Tomorrow to rozwiązanie identyfikacyjne na potrzeby bezpieczeństwa. Umożliwia wyszukiwanie osób bez względu na ich pochodzenie etniczne i miejsce przebywania. Jest to narzędzie analityczne bazujące na istniejącej infrastrukturze klienta. Zapewnia możliwość odnajdywania osób, przedmiotów, samochodów, wszystkiego, na czym zależy klientowi – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Ofer Schmidt z firmy Anyvision.

Po systemy monitoringu współpracujące ze sztuczną inteligencją sięga coraz więcej firm oraz instytucji. Inteligentne systemy posłużą przede wszystkim wzmocnieniu bezpieczeństwa, np. na stadionach piłkarskich, a także podczas koncertów. Jednym z krajów najchętniej wykorzystujących tę technologię są Chiny, w których nowoczesne systemy CCTV weszły do powszechnego użytku. Policjantów pracujących na terenie stacji kolejowych wyposażono w okulary, które w czasie rzeczywistym skanują oraz identyfikują twarze podróżnych.

Dzięki tak zaawansowanej technologii oficerowie mogą błyskawicznie rozpoznać w tłumie osoby poszukiwane za popełnienie przestępstwa lub posługujące się fałszywym dowodem tożsamości. W ubiegłym roku kamery monitoringu rozpoznały dwudziestu pięciu przestępców uczestniczących w festiwalu piwa, a w tym roku podczas koncertu chińskiego piosenkarza Jacky Cheunga udało im się wyłowić poszukiwaną osobę z 60-tysięcznego tłumu.

Największą zaletą inteligentnych systemów monitoringu jest wysoka skuteczność działania – algorytmy rozpoznawania twarzy działają automatycznie, skanując każdą osobę wkraczającą na teren danego obiektu.

– Gdy dana osoba wejdzie na teren obiektu klienta, system automatycznie powiadamia go o tym. To jedno z zastosowań dla bezpieczeństwa fizycznego. Załóżmy, że pasażer linii lotniczych przebywa na lotnisku. Po jego wejściu na teren lotniska znana będzie nam jego tożsamość i będziemy wiedzieć, gdzie aktualnie przebywa. W razie spóźnienia na lot, nie będzie wówczas potrzeby wzywania go. Inny przykład to robienie zakupów na lotnisku bez potrzeby przedstawiania paszportu i karty pokładowej. Wszystko odbywa się na podstawie rozpoznawania twarzy. Weryfikacja tożsamości wykazuje przy tym niemal 100 proc. skuteczność – zapewnia ekspert.

Wdrożenie systemu inteligentnego monitoringu Anyvision nie wymaga specjalnej infrastruktury. Bazą systemu może być istniejąca sieć kamer przemysłowych. Do systemu można przyłączyć nawet kamery analogowe, wystarczy podłączyć je do serwera centralnego. Takie rozwiązanie pozwala uniknąć kosztownej modernizacji całej architektury, pozwala także uruchomić inteligentny monitoring w ciągu kilku godzin.

– Koszty różnią się w zależności od liczby urządzeń. Dla przykładu warszawskie lotnisko obecnie dysponuje setkami kamer, a przy zastosowaniu naszego rozwiązania wystarczyłoby 10–15 proc. obecnej liczby kamer. Chodzi o zabezpieczenie głównych wejść i newralgicznych punktów, nie potrzeba ogromnej liczby kamer – przekonuje Ofer Schmidt.

Technologia rozpoznawania twarzy i obiektów wciąż jest w fazie rozwojowej, jednak z biegiem lat będzie zyskiwać na popularności, a dzięki sztucznej inteligencji będziemy mogli odnaleźć ludzi, samochody czy zagubione bagaże. Będzie można nie tylko szybciej zlokalizować porzucone walizki, lecz także ustalić, kto jest ich właścicielem.

Według analityków Markets and Markets światowy rynek inteligentnych systemów bezpieczeństwa do 2020 roku osiągnie wartość 3 mld dol., przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie niemal 10 proc.

Ryzyko wojny handlowej wyraźnie rośnie i inwestorom coraz trudniej je bagatelizować

Awersja do ryzyka uderza w rynki po groźbach prezydenta USA Trumpa, że gotów jest rozszerzyć cła na import z Chin o towary warte 200 mld USD. Ryzyko wojny handlowej wyraźnie rośnie i inwestorom coraz trudniej je bagatelizować.

Donald Trump przeszedł do drugiej rundy wojny na cła importowe z Chinami. W nocy rynki wstrząsnęła wiadomość, że Trump zlecił Biuru Przedstawiciela Handlowego USA, aby przygotował listę towarów z Chin wartych 200 mld USD, które można objąć nowymi cłami w wysokości 10 proc. Cła nie zostały jeszcze wprowadzone, ale według Trumpa ma to być odpowiedź na decyzję Chin z piątku o wyznaczeniu towarów z USA wartych 50 mld, które zostaną objęte 20-proc. cłami… co znów jest odpowiedzią na piątkową decyzję USA o nałożeniu ceł na produkty z Chin warte 50 md USD. Raz Ty mnie, raz ja Tobie. Przerzucanie się co rusz nowymi cłami spełnia definicję wojny handlowej i choć efekty dla globalnej gospodarki wciąż są ograniczone, to jednak podnosi to obawy, że wkrótce w podobnie agresywny sposób będą wyglądać „negocjacje” handlowe z USA z innymi krajami. A temat może szybko nie zniknąć, gdyż wątpię, aby Chiny miały łatwo poddać się retoryce Trumpa i zgodzić na jego warunki. Jeśli już, to Pekin ma wiele sposobów, by prowadzić wymianę ciosów i eskalować wojnę. Chiny mogą uderzyć w wymianę usług z USA, gdzie Państwo Środka ma duży deficyt. Pekin może też pozwolić na osłabienia juana, co przy rosnących napięciach na rynkach finansowych nie powinno być trudne. Nie można też zapominać, że Chiny posiadają ogromny portfel obligacji skarbowych USA, które zawsze można sprzedać. Ale to wszystko podkreśla, że wojna handlowa USA-Chiny może nie zakończyć się na jednej potyczce. I to zaczyna odbijać się na nastrojach inwestorów.

Skok awersji do ryzyka dał zielone światło dla aprecjacji JPY i CHF. Mimo że USA jest stroną konfliktu, to jednak bezpieczna natura USD daje o sobie znać, szczególnie przy wsparciu solidnym zapleczem makro i jastrzębim Fed. Z kolei udział Chin w wojnie handlowej to zła wiadomość dla AUD i innych walut surowcowych. Spokój opuszcza też rynki wschodzące i złoty osłabia się do 4,31 za euro. Okres Mundialu miał przynieść spokój, ale jak na razie obniżona płynność pokazuje swoją brzydką stronę – wzmacnia zmienność. W tym momencie rynki znajdują się w stanie bezwładnego opadania pod wodzą wyprzedaży na rynku akcji i dziś będzie trudno o odmianę klimatu.
W portugalskiej Sintrze na dobre startuje dziś sympozjum bankierów centralnych. W centrum uwagi jest wystąpienie prezesa EBC Draghiego (10:00). Biorąc pod uwagę, jak gołębi był przekaz po zeszłotygodniowym posiedzeniu EBC (pomimo ogłoszenia końca QE), teraz wydawałoby się, że już więcej szkody euro wyrządzić nie można. Ryzykiem za to jest, że rynek może liczyć na słowa otuchy i optymizmu ze strony Draghiego, wyrażenia pewności w powrót inflacji do celu i podkreślenie skuteczności polityki, która staje coraz mniej akomodacyjna. Jeśli Draghi będzie chciał „wytłumaczyć” swój przekaz z czwartku, możemy zobaczyć więcej huśtawki na EUR. osobiście nie liczę na wiele, ale nie gwarantuje, że oczekiwania na rynku nie są inne.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Polacy idą śladami Elona Muska. Chcą odzyskiwać wystrzelone rakiety i prowadzić innowacyjne eksperymenty w kosmosie

Polacy idą śladami Elona Muska. Chcą odzyskiwać wystrzelone rakiety i prowadzić innowacyjne eksperymenty w kosmosie 9

Koszty misji kosmicznych można w znaczny sposób zredukować. Do tej pory wystrzeliwanie rakiet w kosmos wiązało się z ogromnym marnotrawstwem – po wykonaniu misji odzyskiwano wyłącznie moduły payload, a silniki rozbijały się o nieużytki lub tonęły w oceanach. Odzyskiwanie silników rakiet po wykonanych misjach zapoczątkował Elon Musk, ale nad w pełni odzyskiwalną rakietą kosmiczną z silnikiem hybrydowym pracują także Polacy.

– Po wykonaniu misji i osiągnięciu zadanego pułapu obecnie stosowane rakiety rozdzierają się na dwie części. Silnik spada na nieużytki np. w tajdze lub tonie w morzu, natomiast za pomocą spadochronów odzyskiwany jest moduł payload, który potem jest podnoszony przez np. helikopter. Nasz silnik hybrydowy jest znacznie bardziej skomplikowany niż zwykły silnik na paliwo stałe, szkoda go niszczyć. Do tego mamy superlekki zbiornik z materiałów kompozytowych, a także automatykę do sterowania zaworami i czujniki, w związku z tym postawiliśmy na całkowitą odzyskiwalność rakiety. W tym celu pracujemy nad systemem kierowania rakietą – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Robert Magiera, prezes zarządu Space Forest.

Sprowadzanie modułów napędowych na ziemię jest procesem niezwykle skomplikowanym. Wysyłając w przestrzeń kosmiczną niewielkie ładunki rzędu 5–10 kilogramów, człon nośny może się wznieść na wysokość sięgającą 200 km – w takim przypadku rakieta powracająca na ziemię zderza się z atmosferą na wysokości 20 km, pędząc z prędkością 2 km/s. Operatorzy mają tylko kilkanaście sekund, aby naprowadzić moduł na właściwy kurs i uchronić go przed spaleniem się w atmosferze.

– Chcemy wykonać manewr w postaci litery U, by zawrócić rakietę do góry, dzięki czemu wytraci swoją energię. Po uzyskaniu zerowej prędkości otwieramy spadochron i w ten sposób będziemy odzyskiwać rakiety. Elon Musk i jego rakieta Falcon 9 idą o krok dalej, natomiast my działamy na miarę naszych możliwości – twierdzi ekspert.

22 grudnia 2015 roku firmie SpaceX udało się po raz pierwszy odzyskać człon silnikowy rakiety z rodziny Falcon 9. Do tej pory podjęto 31 prób lądowania rakiet z rodziny Falcon, z czego 25 zakończyło się powodzeniem. Pełne odzyskiwanie rakiet może się przełożyć na znacznie niższe koszty prowadzenia misji kosmicznych, a co za tym idzie – znacznie niższe ceny komercyjnych lotów w kosmos w przyszłości.

Testy systemów odzyskiwania rakiet wykorzystuje się także w celach naukowych. W warunkach mikrograwitacji można przeprowadzać eksperymenty oraz sprawdzać systemy, które w przyszłości będą brały w docelowych misjach kosmicznych, w tym m.in. technologie materiałowe.

– Z północy Szwecji w rakiecie suborbitalnej wysłano piec, w którym stapiano tytan z aluminium. W momencie kiedy rakieta wyszła poza gęste warstwy atmosfery i silniki zostały wyłączone, nastąpił moment mikrograwitacji. Stopy zostały ze sobą połączone w warunkach nieważkości i zanim rakieta ponownie weszła w gęstsze warstwy atmosfery, piec został wystudzony. W ten sposób na Ziemię spadł kawałek kosmicznego materiału – opowiada Robert Magiera.

Materiały pozyskane podczas takich eksperymentów są skrupulatnie analizowane w laboratoriach, aby poznać ich właściwości chemiczne i fizyczne. W warunkach mikrograwitacji wielokrotnie przeprowadzano także eksperymenty związane z reakcjami spalania, które miały pomóc w projektowaniu efektywniejszych i bezpieczniejszych silników rakietowych.

Według BCC Research globalny rynek rakiet kosmicznych osiągnie w 2022 roku wartość 446 mld dol. Prognozowane tempo wzrostu do 2022 r. wyniesie 8 proc. średniorocznie.