Przewoźnicy apelują o zmiany w systemie wynagradzania kierowców

Aż cztery organizacje zrzeszające przewoźników (TLP, ZMPD, OZPTD PIGTSiS), wspólnymi siłami apelują do Ministra Infrastruktury Andrzeja Adamczyka o podjęcie działań mających na celu zmiany w polskim prawie, które dostosują system wynagradzania kierowców do zapisów pakietu mobilności. Przewoźnicy domagają się wprowadzenia takich rozwiązań, które zrekompensują przewidywany wzrost kosztów pracowniczych oraz które nie spowodują spadku konkurencyjności polskich przewoźników drogowych w UE po wejściu w życie kolejnych przepisów pakietu mobilności.

Zmiany związane z delegowaniem i wymaganym zagranicznym wynagrodzeniem dla kierowców z polskich firm w przewozach cross-trade (tzw. przerzutach) oraz w kabotażu zaczną obowiązywać już za niespełna 14 miesięcy, czyli od lutego 2022 roku. Szczególnie dużym zagrożeniem jest brak możliwości zaliczania diet oraz ryczałtów do zagranicznego wynagrodzenia, co bez zmian w polskim prawie spowoduje znaczny wzrost kosztów pracowniczych (w skrajnych przypadkach nawet o 100%) i zdecydowanie zmniejszy konkurencyjność polskich na europejskim rynku.

W Warszawie powstaje drugi w Polsce Dom Ronalda McDonalda. Bezpłatny hotel dla rodzin hospitalizowanych dzieci zostanie otwarty w przyszłym roku

W przyszłym roku przy Szpitalu Pediatrycznym WUM zostanie otwarty Dom Ronalda McDonalda. To bezpłatny hotel dla opiekunów i rodziców ciężko chorych dzieci, które przebywają w szpitalu. – Jesteśmy na finiszu prac i to jest moment, kiedy potrzebujemy pomocy – mówi Katarzyna Nowakowska z Fundacji Ronalda McDonalda. Przez dwa weekendy, 5–6 oraz 12–13 grudnia, w restauracjach McDonald’s trwa zbiórka funduszy na wsparcie wyposażenia i utrzymania warszawskiego Domu – na ten cel trafi złotówka z każdej zakupionej porcji frytek. Pierwszy Dom powstał pięć lat temu przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu i do tej pory pomógł ponad 440 rodzinom.

Domy Ronalda McDonalda pomagają rodzicom, którzy muszą wyjechać z dzieckiem do szpitala odległego od miejsca zamieszkania, i to nie na pobyt tygodniowy, ale na czas długiej hospitalizacji. Dzięki nim rodzina może być razem w czasie, kiedy pobyt w szpitalu przeciąga się w nieskończoność – mówi agencji Newseria Biznes Katarzyna Nowakowska, prezes zarządu Fundacji Ronalda McDonalda. – To jest dom poza domem na czas choroby dziecka. To jest istota tego, co Dom oferuje rodzicom.

Pierwszy w Polsce Dom Ronalda McDonalda działa już od pięciu lat przy Uniwersyteckim Szpitalu Dziecięcym w Krakowie-Prokocimiu. Korzystają z niego rodzice i opiekunowie najmłodszych pacjentów leczonych w placówce. W ubiegłym roku udzielił rodzicom ciężko chorych i długotrwale hospitalizowanych dzieci 11614 noclegów, skorzystały z niego w sumie 134 rodziny. Największa odległość zamieszkania rodziny w stosunku do Domu Ronalda McDonalda to ponad 600 km.

– Publiczna medycyna pediatryczna w Polsce liczy na to, że taka forma pomocy pojawi się przy każdym dużym szpitalu pediatrycznym. To jest program, który jest przyszłością nowoczesnej medycyny pediatrycznej – mówi Katarzyna Nowakowska. – Najdłuższy pobyt w Domu w Krakowie to 382 dni. Najczęstsze powroty – do szpitala i do Domu – to 26 razy. Trudno sobie wyobrazić, jak można przejść przez taki etap w życiu dziecka i całej rodziny, jeśli nie ma Domu. Może w nim zamieszkać cała rodzina malucha: mama, tata, zdrowe rodzeństwo, babcia, a to jest najbardziej potężne wsparcie, jakiego możemy udzielić choremu dziecku.

Ideą programu Domów Ronalda McDonalda jest zapewnienie rodzinom bliskości, aby wspomóc dzieci w długotrwałej walce z ciężką chorobą. W przypadku małych pacjentów obecność mamy czy taty pozytywnie wpływa na proces leczenia. Dla dzieci przewlekle chorych, zwłaszcza leczonych onkologicznie, bardzo ważne w terapii są poczucie komfortu, bezpieczeństwa i ciągła obecność najbliższych.

 Bliskość rodziców daje dziecku poczucie bezpieczeństwa. Rodzic jest dla niego jedynym punktem oparcia, zarówno psychicznego, jak i fizycznego – dodaje prof. dr hab. n. med. Wiesław Jędrzejczak, onkolog kliniczny i transplantolog z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. – Choć nie ma dowodów z badań klinicznych dotyczących tego, jak szybko dzieci zdrowieją w obecności rodziców, to wszyscy wiemy, że w przyjaznym środowisku proces walki z chorobą jest znacznie bardziej skuteczny, a obecność rodziców jest jego podstawowym elementem.

 Kiedy choruje dziecko, to rodzic traci grunt pod nogami. Nie ma chyba nic trudniejszego, więc każdy rodzic chce być blisko i pomagać – mówi wokalistka Natalia Kukulska, która wspiera inicjatywę Fundacji Ronalda McDonalda. – Sama miałam sytuację, kiedy moje dziecko musiało leżeć w szpitalu przez tydzień. Spałam na łóżku obok i wymienialiśmy się z mężem, żeby cały czas być blisko, żebyśmy nie poczuli, że w jakimś sensie ta choroba zabrała nam rodzinę. Dlatego całą sobą wspieram fundację i ideę powstawania Domów Ronalda McDonalda, które mają ułatwić ten trudny czas w życiu, żeby przebiegał w poczuciu miłości i braku lęku.

Obiekt jest dostępny dla rodziców bezpłatnie, utrzymywany dzięki wsparciu darczyńców. Daje rodzicom możliwość zjedzenia ciepłego posiłku, wypicia kawy, wzięcia prysznica czy zrobienia prania. To codzienne czynności, które w trakcie długotrwałej hospitalizacji dzieci stanowią jednak spore wyzwanie.

– Rodzice otrzymują przede wszystkim dach nad głową blisko szpitala i mogą zaspokoić podstawowe potrzeby. Kiedy są zmęczeni, mogą liczyć na ciepły posiłek przygotowany przez wolontariusza. Mają też wsparcie psychologiczne ze strony innych rodziców, możliwość porozmawiania o swoich lękach z drugą osobą. W Domu Ronalda McDonalda rodzice mogą odpocząć, nabrać sił, żeby mieć energię do opieki nad dzieckiem, do przygotowywania mu posiłków, zapewniania mu atrakcji. Tutaj potrzeba sporo determinacji i energii, żeby każdego dnia być radosnym, bo dziecko nie powinno czuć, że rodzic się o nie martwi albo jest zmęczony – mówi Agnieszka, wolontariuszka Fundacji Ronalda McDonalda.

– Jest wiele rzeczy, których rodzic nie może zrobić w szpitalu, bo przeszkadza innym albo narusza czyjąś prywatność. Dom jest po to, żeby mógł się wykąpać, odpocząć, wyspać, a do dziecka wracać ze spokojną, uśmiechniętą, wypoczętą głową – dodaje Katarzyna Nowakowska.

Przy Warszawskim Uniwersytecie Medycznym powstaje w tej chwili drugi Dom Ronalda McDonalda, który pierwszych opiekunów i rodziców przyjmie w przyszłym roku. Oprócz wspólnej kuchni, pralni, salonu rodzinnego i 25 pokoi znajdzie się w nim także przedszkole dla zdrowego rodzeństwa małych pacjentów leczonych w placówce.

 Jesteśmy na finiszu przygotowywania Domu Ronalda McDonalda do tego, by mógł zacząć pomagać. I to jest ta chwila, kiedy bardzo potrzebujemy pomocy. Dwa pierwsze weekendy grudnia to jest czas najważniejszej kampanii dla Domu – podkreśla prezes Fundacji Ronalda McDonalda.

W weekendy 5–6 oraz 12–13 grudnia w ramach akcji McHappy Day złotówka z każdej porcji frytek kupionych w McDonald’s trafi właśnie na wyposażenie i utrzymanie Domu Ronalda McDonalda w Warszawie.

– Grudzień tuż przed świętami to jest doskonały czas, żeby powiedzieć: pomagam, to jest dla mnie ważne, jestem z tymi, którzy pomagają. To jest dowód naszej solidarności z potrzebującymi. Każdy może dołączyć do tej idei, aby rodzina mogła być razem – mówi Katarzyna Nowakowska.

Uczniowie i nauczyciele coraz lepiej radzą sobie z nauką zdalną. Cyfrowe kompetencje i budowanie relacji pozostają dużym wyzwaniem, zwłaszcza w klasach 1–3

Nierówny dostęp do internetu, sprzętu oraz braki w cyfrowych kompetencjach stanowią główne przeszkody w nauce zdalnej. Co prawda po doświadczeniach z wiosennego lockdownu nauczyciele i uczniowie byli lepiej przygotowani do nowego semestru, jednak korzystanie z nowoczesnych narzędzi edukacyjnych wciąż pozostaje dużym wyzwaniem. To szczególnie istotne wśród dzieci z klas 1–3, które – choć obeznane technicznie – potrzebują wsparcia w  odpowiedzialnym korzystaniu z technologii. Nauczyciele muszą uczyć się także, jak w nowych realiach budować relacje z najmłodszymi uczniami, a także wspierać ich w podtrzymywaniu kontaktów między sobą w okresie izolacji.

Z opublikowanego w I połowie roku raportu Centrum Cyfrowego „Edukacja zdalna w czasie pandemii” wynika, że według 36 proc. nauczycieli braki sprzętowe uczniów są jednym z głównych problemów w zdalnym nauczaniu. Z kolei badanie „Zdalne nauczanie a adaptacja do warunków społecznych podczas epidemii koronawirusa” wskazało, że co trzeci nauczyciel, co czwarty rodzic i co piąty uczeń musiał zakupić nowy sprzęt. Wiele osób radziło sobie z tym brakiem, pożyczając sprzęt od innych. Jednak sporym wyzwaniem obok braku sprzętu jest zadbanie o komfort dzieci także w kwestii relacji.

– W edukacji wczesnoszkolnej dzieci są bardzo otwarte, spragnione kontaktu, więc nauczycielki mają różne sposoby na to, żeby dać czas na wypowiedzenie się każdemu uczniowi. Zwracają uwagę na tych uczniów, którzy nie chcą się wypowiadać. Czasami łączą się w mniejsze grupy z tymi uczniami, ale też widząc, że uczeń jest bardziej smutny na lekcji, wykonują po jej zakończeniu telefon do rodziców – mówi agencji Newseria Biznes Wioletta Matusiak, trenerka nowych technologii, facylitatorka procesów rozwojowych. – Nauczycielki mówią też o tym, że angażują dzieci do tego, żeby na zmianę zadawały sobie różne ćwiczenia. W ten sposób uczniowie ciągle mają poczucie, że są grupą.

 Nauczyciele dają dzieciom przestrzeń do tego, aby mogły rozmawiać na temat istotnych dla nich kwestii. Dzieci w klasach 1–3 mają szczególną potrzebę kontaktu ze swoimi rówieśnikami, ale także nauczycielem. Chcą z nim porozmawiać, utrzymywać relację, która była nawiązana w szkole – mówi Krzysztof Kosiński z Fundacji Orange, koordynator programu MegaMisja.

Nowe wyzwania związane z nauczaniem zdalnym sprawiły, że od wiosny widoczne jest zdecydowanie większe zaangażowanie nauczycieli, którzy poświęcają więcej czasu na podtrzymywanie kontaktów szkolnych przez internet, kosztem prywatnego życia.

 Wszystko, co się dzieje w modelu zdalnym, odbywa się zdecydowanie wolniej. Szczególnie widać to w edukacji wczesnoszkolnej, kiedy trzeba poświęcić czas na tłumaczenie dzieciom wielu szczegółów technicznych, więc proces edukacyjny zdecydowanie się wydłuża. Nauka wygląda zupełnie inaczej niż w klasie podczas  tradycyjnej lekcji – zaznacza Wioletta Matusiak.

– Czas nauki zdalnej to trudny okres zarówno dla nauczycieli, dzieci, jak i ich rodziców. Nauczyciele edukacji wczesnoszkolnej nie byli przygotowani do tej formy pracy, zresztą jak większość nauczycieli – mówi Krzysztof Kosiński.

Niedobory sprzętowe to niejedyne braki, jakie odczuwali zarówno nauczyciele, jak i dzieci czy rodzice. Krótko po rozpoczęciu nauki zdalnej 45 proc. nauczycieli oceniało swoje przygotowanie do prowadzenia zajęć w tej formie jako małe lub umiarkowane. Problemem była zarówno sama organizacja zajęć, przyciągnięcie uwagi uczniów, jak również kwestie związane z kontaktem z rodzicami. Pod koniec tego okresu 45 proc. z nich określiło swoje umiejętności już jako dobre, a 39 proc. jako bardzo dobre.

Sytuacja związana z pandemią zmusiła nauczycieli do tego, żeby sięgnęli po technologie informacyjno-komunikacyjne (TIK), np. platformy do edukacji zdalnej czy różnego rodzaju narzędzia: Genially, Wakelet itp.

 Od początku trwania nauki zdalnej obserwowaliśmy duże zainteresowanie narzędziami, które można wykorzystać w trakcie zajęć, technologiami informacyjno-komunikacyjnymi. Na początku tego roku szkolnego zaproponowaliśmy nauczycielom uczestniczącym w programie MegaMisja ankietę badającą ich potrzeby szkoleniowe. Okazało się, że w dalszym ciągu tematy związane z edukacją zdalną, wykorzystaniem narzędzi TIK oraz kwestią motywacji dzieci do uczestniczenia w zajęciach są aktualne i bardzo istotne – mówi koordynator programu MegaMisja.

Według badania Polskiego Towarzystwa Edukacji Medialnej, Fundacji Dbam o Mój Z@sięg i Fundacji Orange, połowa nauczycieli przyznała, że bardziej kreatywnie niż wcześniej korzystała z narzędzi cyfrowych (filmików, cyfrowych notatek, prezentacji multimedialnych). Z 7 proc. do 29 proc. wzrosła liczba tych, którzy co najmniej często publikują materiały do lekcji na stronie internetowej lub blogu.

– Prowadząc liczne szkolenia dla nauczycieli, staram się pokazywać, że narzędzia do prowadzenia interaktywnych lekcji to nie są tylko narzędzia na czas pandemii i edukacji zdalnej, ale mogą z nauczycielami zostać na stałe, wzbogacając ich narzędziownik – podkreśla trenerka nowych technologii. – Widzę tutaj ogromną szansę na zmianę roli nauczyciela – z osoby, która jest „megafonem”, która po prostu przekazuje dzieciom wiedzę, na osobę, która będzie zarządzać procesem uczenia się i pozwalać uczniom działać samodzielnie w większym stopniu z pomocą cyfrowych narzędzi.

– Oczywiście nie chodzi o to, aby nauczyciele teraz posługiwali się kilkunastoma narzędziami, ale bardziej o to, aby te narzędzia mogli sobie wybrać, dostosowując je do celu prowadzonych zajęć – mówi Krzysztof Kosiński. – Część z nich stara się przenieść znane sobie do tej pory metody nauczania do nowej rzeczywistości. To moim zdaniem nie jest do końca trafne. Zarówno prowadzenie samych lekcji tylko online, bez użycia tradycyjnych narzędzi, takich jak kartka papieru czy zeszyt ćwiczeń, nie jest właściwą drogą, jak i metoda podawcza, gdzie nauczyciel czyta podręcznik, a dzieci wykonują same zadania, też wydaje się nie do końca adekwatna do obecnej sytuacji.

W prowadzeniu edukacji zdalnej w klasach 1–3 wspiera nauczycieli m.in. Fundacja Orange, która zorganizowała cykl webinarów o tym, jak prowadzić lekcje online, uwzględniając potrzeby dzieci w tym wieku. Skorzystało z nich jak dotąd 1708 osób. Fundacja już od pięciu lat współpracuje z nauczycielami wczesnoszkolnymi i wychowawcami świetlic w ogólnopolskim programie edukacyjnym MegaMisja. Cele, jakie realizuje ten program, wpisują się także w aktualne realia, kiedy tak wiele aktywności dzieci przenosi się do internetu. Cykl zajęć MegaMisji uczy podstaw cyfrowej higieny i bezpieczeństwa w sieci. Dzieci dowiadują się, co można publikować w internecie, jak chronić swoją prywatność, jak dbać o umiar w korzystaniu z technologii, jak odróżnić informację od reklamy, weryfikować informacje z sieci czy ćwiczyć dobre maniery w kontaktach online.

Nauczyciele uczestniczący w tym projekcie mają możliwość podnoszenia swoich cyfrowych kompetencji. Przed pandemią program był realizowany w ramach zajęć lekcyjnych lub na świetlicy szkolnej. Do tej pory trafił do 1100 szkół, a w zajęciach wzięło udział ponad 30 tys. dzieci. Teraz, w czasie nauki zdalnej, nauczyciele mogą realizować część zajęć w formie online.

Wybór partnera do budowy elektrowni jądrowej nastąpi w ciągu roku. Kwestia lokalizacji wciąż jest otwarta

Pomorze Gdańskie, Bełchatów i Pątnów to preferowane lokalizacje na budowę elektrowni jądrowej. – Te miejsca są już dobrze przygotowane, mamy zebrane dane do raportów środowiskowych, lokalizacyjnych, co zabiera dużo czasu – mówi Piotr Naimski, pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej, ale podkreśla, że w programie polskiej energetyki jądrowej wskazanych jest kilkanaście kolejnych miejsc, a decyzja jeszcze nie zapadła. Kwestią otwartą jest także wybór technologii oraz struktury finansowania. To będzie zależeć od wyboru partnera, który zainwestuje w to przedsięwzięcie. Decyzję w tej sprawie rząd ma podjąć w ciągu kilkunastu miesięcy.

Aktualizacja programu polskiej energetyki jądrowej (PPEJ) nastąpiła uchwałą Rady Ministrów w październiku br. Będzie on realizowany w latach 2020–2033, z perspektywą do 2040 roku. Jego celem jest budowa i oddanie do eksploatacji sześciu reaktorów o łącznej mocy od 6 do 9 GW. Mają one zastąpić wyłączane w latach 2030–2040 stare jednostki wytwórcze korzystające z węgla kamiennego i zapewnić dywersyfikację źródeł wytwarzania energii elektrycznej – udział energetyki jądrowej w miksie energetycznym za 25 lat ma wynosić ok. 20 proc. Budowa pierwszych reaktorów ma się rozpocząć w 2026 roku, a oddanie ich do eksploatacji – w 2033 roku.

– Elektrownie staną najprawdopodobniej w dwóch miejscach, czyli trzy jednostki w jednej i trzy w kolejnej lokalizacji. W dokumencie jest rozpatrywanych kilkanaście miejsc, ale są też wskazane lokalizacje preferowane: to jest Wybrzeże, Bełchatów oraz Pątnów – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Naimski, sekretarz stanu i pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej.

Obok wyboru lokalizacji kluczowym etapem przygotowań do inwestycji będzie wybór partnera strategicznego, co powinno nastąpić w ciągu kilkunastu miesięcy. To od tego będzie zależeć m.in. wybór konkretnej technologii, a więc również łączna moc zainstalowana w reaktorach.

Staramy się pozyskać partnera, który będzie dysponował sprawdzoną technologią budowy dużych reaktorów i który będzie z nami od samego początku do końca istnienia tych elektrowni. Jednym słowem nie szukamy tylko sprzedawcy technologii czy konstruktora, który nam zbuduje bloki, ale partnera, który zainwestuje z nami, poniesie ryzyko, także operacyjne, i będzie z nami przez kilkadziesiąt lat funkcjonowania elektrowni – wyjaśnia pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. – Liczba potencjalnych partnerów spełniających te wymagania jest bardzo ograniczona.

Swoje zainteresowanie wyrazili już Amerykanie. W połowie października została zawarta umowa międzyrządowa o współpracy obu krajów w rozwoju PPEJ i cywilnego przemysłu jądrowego w Polsce. Podpisanie jej zapowiedział prezydent Andrzej Duda podczas wizyty w Białym Domu w czerwcu br.

Amerykanie przygotowują ofertę dla Polski na podstawie tej umowy. Zrobią to mniej więcej w perspektywie roku i to będzie ten moment, kiedy rząd będzie podejmował ostateczną decyzję o wyborze technologii i partnera – wyjaśnia minister. – Procedury muszą być zgodne z przepisami Euratomu i Unii Europejskiej. I tak już działamy – umowa z rządem amerykańskim była notyfikowana w Euratomie w Komisji Europejskiej. Przy czym to nie jest umowa, która przesądza ostatecznie o wyborze partnera.

W listopadzie o możliwościach współpracy w zakresie energetyki i programu jądrowego przedstawiciele polskiego rządu rozmawiali także z ambasadorem Francji.

– Przemysł francuskiej energetyki jądrowej jest historycznie bardzo zaawansowany i mamy sygnały z Paryża, że byliby zainteresowani, pytają się o nasze plany – mówi Piotr Naimski. – Jeżeli zostaną nam przedstawione jakieś oferty, które będą zawierały te elementy, które wymieniłem i które są opisane w tym rządowym projekcie, to będziemy je oczywiście rozważali.

Od wyboru partnera zależeć będzie również model biznesowy inwestycji i struktura jej finansowania. Ten ostatni czynnik będzie mieć decydujące znaczenie dla kosztów wytwarzania energii z nowych elektrowni jądrowych.

Jesteśmy w stanie przyjąć partnera na 49 proc., bo chcemy jednak mieć większość w tym przedsięwzięciu. Będzie on więc odpowiadał za sfinansowanie 49 proc., może trochę mniejszego udziału, i będzie ponosił finansowe ryzyko za swoją część. To jest tyle, co mogę w tej chwili powiedzieć, dlatego że docelowa struktura finansowania, jak również sposób sfinansowania po polskiej stronie to jest kwestia do dyskusji. Nie liczymy tutaj na finansowanie z Unii Europejskiej – podkreśla minister.

Rząd szacuje, że koszt przedsięwzięcia wyniesie 30 mld zł. To oznacza, że strona polska będzie musiała wyłożyć ok. 15 mld zł.

Elektrowni jądrowej nie buduje się bez wsparcia rządu. W innych krajach, gdzie sektor energetyki nuklearnej jest rozwinięty, zawsze wymagało to udziału rządu, czy to bezpośrednio kapitałowo-finansowego, czy to przez gwarancje – mówi Piotr Naimski. – Mówimy o elektrowni obliczanej na 60 lat funkcjonowania. Nakłady są duże, ale cena prądu z elektrowni nuklearnej w całym okresie jej istnienia jest konkurencyjna w stosunku do innych technologii. Równocześnie to finansowanie jest rozpatrywane przez sektor finansowy nie w perspektywie 15-letniego zwrotu z inwestycji, tylko dużo dłuższej.

Dziś budowę elektrowni jądrowej popiera 57 proc. społeczeństwa (badania z sierpnia br.). Przeciwnych jest 20 proc. badanych, a 23 proc. nie ma zdania. Jeszcze większe poparcie występuje w gminach, które są rozważane pod jej lokalizację – wynosi ono 71 proc. Zdecydowana większość społeczeństwa przyznaje, że potrzebne są szerokie działania informacyjno-edukacyjne na temat energii i energetyki atomowej.

– Na Pomorzu Gdańskim społeczności lokalne popierają tę inwestycję, bo widzą w niej możliwość rozwoju, poprawienia infrastruktury, stworzenia nowych miejsc pracy – podkreśla pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. – Przekonywanie do tego projektu nigdy nie powinno się kończyć, trzeba rozwiewać wątpliwości, które się rodzą i mogą się rodzić, dotyczące chociażby bezpieczeństwa, zagospodarowania odpadów promieniotwórczych. Te problemy widzimy, są one rozwiązywane w najlepszy możliwy sposób i będziemy o tym opowiadali publicznie, bo to jest bardzo ważne.

Jak podkreślają eksperci w raporcie „Energetyka jądrowa dla Polski”, doświadczenia innych państw pokazują, że konsekwentna realizacja programów jądrowych przez rząd może także przyczynić się do wzrostu poparcia. Dlatego też w Polsce oznacza to konieczność szybkiego podjęcia decyzji i konsekwentnego jej wdrażania.

Polacy szykują się na święta inne niż zwykle. Ograniczenie spotkań rodzinnych może pogłębić stres i depresję

Święta Bożego Narodzenia mają tradycyjnie rodzinny charakter, ale w tym roku część osób spędzi je w samotności. W wielu przypadkach spotęgują to odczuwane w ostatnich miesiącach lęk i poczucie osamotnienia, które mogą w skrajnych przypadkach doprowadzić do depresji. – Na negatywne skutki są szczególnie narażeni seniorzy, bo to właśnie im na ogół najbardziej zależy na celebrowaniu świąt w gronie całej rodziny – zauważa psycholog Krzysztof Tokarski z Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

Ze względu na pandemię COVID-19 tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą inne niż wszystkie do tej pory. W ubiegłym tygodniu amerykańskie Centrum Kontroli i Prewencji chorób – rządowa agenda, która zajmuje się m.in. walką z koronawirusem – opublikowało listę wskazówek dotyczących bezpiecznego celebrowania świąt. Oprócz standardowego zachowywania dystansu i częstej dezynfekcji rąk jest wśród nich m.in. zalecenie, aby tegoroczne świętowanie zorganizować w mniejszej grupie osób, a z resztą rodziny spotkać się online, za pośrednictwem komunikatorów.

Eksperci CDC zalecają też, żeby unikać miejsc takich jak lotniska, dworce autobusowe, kolejowe i środki transportu publicznego, gdzie łatwo o zakażenie, a świątecznych spotkań nie organizować w małych pomieszczeniach, o słabej wentylacji, zamiast tego wybierając np. rodzinny spacer na świeżym powietrzu. W tym roku trzeba też rozważyć ograniczenie czasu spędzanego w gronie rodziny.

– W te święta ludzie będą mimo wszystko próbowali powtórzyć to, co działo się rok czy dwa lata temu, ponieważ jesteśmy przywiązani do tradycji. Ale to będą też święta odbywające się w atmosferze dużego lęku – i to uzasadnionego – wynikającego z obaw o to, czy rodzina i najbliżsi się nie zakażą, oraz niepewności, co będzie jutro czy za tydzień – mówi agencji Newseria Krzysztof Tokarski, psycholog, wykładowca Wyższej Szkoły Bankowej w Gdańsku.

W tym roku część osób spędzi święta w samotności. Taką sytuację najgorzej zniosą m.in. seniorzy, którzy są najbardziej narażeni na negatywne skutki zakażenia koronawirusem. To właśnie im na ogół najbardziej zależy na celebrowaniu świąt w gronie całej rodziny. Przeprowadzone dwa lata temu badanie ARC Rynek i Opinia dla Stowarzyszenia mali bracia Ubogich wskazuje, że co trzecia osoba po 65. roku życia mieszka samotnie, wśród osób powyżej 80 lat ten odsetek wzrasta do 50 proc. W wielu przypadkach samotne święta mogą dodatkowo zaostrzyć odczuwane w ostatnich miesiącach lęki i poczucie osamotnienia, które mogą doprowadzić do depresji i innych zaburzeń wymagających specjalistycznej pomocy psychologa.

– Negatywne skutki będą polegać na tym, że zamkniemy się w sobie i możliwe, że będziemy potrzebowali pomocy psychologa czy lekarza ze względu na lęki, depresję, inne skutki zaburzeń adaptacyjnych – mówi psycholog. – Nie wszyscy będziemy przeżywać okres świąt tak samo. Jedni będą sobie radzić lepiej, ale osoby z naturalną skłonnością do intensywnego przeżywania lęków będą radzić sobie gorzej.

Ekspert wskazuje, że poza środkami bezpieczeństwa, które ograniczają ryzyko zakażenia koronawirusem, w tym roku trzeba też szczególnie zadbać o higienę psychiczną swoją i najbliższych. Jest kilka sposobów, żeby spróbować to zrobić.

 Bardzo ważna jest higiena naszych codziennych czynności. Mamy skłonność do tego, żeby się nakręcać, straszyć się wzajemnie, przekazując sobie różne negatywne informacje. Święta to jest dobry czas, żeby zaniechać tych newsów, czasem fake newsów, które straszą i niepokoją, a skupić się przede wszystkim na rozmowach, nawet telefonicznych, z członkami rodziny o życiu codziennym, bez strachu i oceniania. Niektórzy po prostu potrzebują odciąć się od rzeczy, które ich niepokoją i mają duży wpływ na ich nastrój oraz relacje z najbliższymi – mówi Krzysztof Tokarski.

W praktyce dla części osób może się to jednak okazać trudne.

– Nie widzę takiej możliwości, żebyśmy potrafili się odciąć,  gdy w tle cały czas będziemy mieli ogromną ilość negatywnych informacji (również o protestach, strajkach, zamykaniu i otwieraniu kolejnych miejsc i instytucji) – mówi wykładowca WSB w Gdańsku.

Tegoroczne święta Bożego Narodzenia będą odbywać się bez blichtru i celebracji w dużym gronie, bez świątecznych jarmarków, firmowych imprez oraz wielkich przedświątecznych zakupów w galeriach handlowych. Paradoksalnie jest to dobra okazja, żeby w tym czasie się wyciszyć i skupić na tym, co najważniejsze, czyli na kontaktach z rodziną i najbliższymi, nawet jeżeli będzie to tylko kontakt telefoniczny lub online’owy.

Psycholog wskazuje, że wielu Polaków przyzwyczaiło się już do funkcjonowania w warunkach pandemii i są świadomi, że tegoroczna Gwiazdka będzie zupełnie inna niż wszystkie, choćby ze względu na konieczność zachowania reżimu sanitarnego. Polacy mają jednak gen adaptacji, dzięki któremu łatwo przystosowują się do zmian.

– Natomiast trzeba pamiętać, że często jest to okupione bardzo wysokim kosztem, ponieważ zmiany są bardzo dużym stresem i wśród wielu osób, m.in. dzieci i ludzi starszych, pojawiają się zaburzenia adaptacyjne, które są niebezpieczne – podsumowuje Krzysztof Tokarski. – Bardzo dobrym przykładem zaburzeń adaptacyjnych jest całkowita negacja sensu noszenia maseczek, lockdownu i wirusa. Człowiek przy wiedzy i możliwości do wytłumaczenia sobie niepokojących zjawisk zaczyna wypierać, stosować agresję, drwinę, a jednocześnie poszukuje kolejnych spiskowych teorii potwierdzających jego tezy. I takich ludzi też trzeba zrozumieć – to ich sposób poradzenia sobie z silnym stresem i wewnętrznym lękiem.

W czasie pandemii Polacy szukają alternatyw dla transportu zbiorowego. Zyskiwać będą sharing economy i coraz bardziej innowacyjna mikromobilność

Pierwsza fala pandemii koronawirusa przyczyniła się do spadku przychodów branży mikromobilności i sharing economy. W ujęciu długofalowym branże te znacznie zyskają – głównie dzięki temu, że ludzie będą poszukiwali alternatywy dla transportu zbiorowego. Wraz z zainteresowaniem klientów pojazdami mikromobilnymi rośnie ich poziom zaawansowania technologicznego. Hulajnogi już same odnajdują miejsce ładowania, a sam proces ładowania jest optymalizowany przez sztuczną inteligencję, by pojazdy były zawsze w pełni naładowane. Innowacje będą też dotyczyły programowania doświadczeń użytkowników, tak aby pojazdy zapewniały możliwie największy komfort użytkowania i współdzielenia.

– Cała branża mikromobilności, jak i sharing economy zostały wystawione na próbę związaną z pandemią, podobnie jak wiele innych. Tutaj podejścia były dwa: jedno mówiło o tym, że branża zostanie dosyć mocno spowolniona i sharing economy nie będzie miał zastosowania, a drugie podejście twierdziło, że ta branża będzie rosła dzięki temu, że ludzie będą unikali transportu publicznego i bardziej skierują się na środki transportu indywidualnego – wskazuje agencji Newseria Innowacje Karol Żebrowski, odpowiedzialny za rozwój biznesu i sprzedaż w MorAmp.

Pandemia koronawirusa zachwiała rynkiem sharing economy, zjawiska polegającego na współdzieleniu lub współużytkowaniu pewnych dóbr, a nie ich posiadaniu. Z danych opublikowanych przez Elsevier wynika, że między 29 stycznia 2020 roku a 7 marca 2020 roku chiński Didi i francuski BlaBlaCar odnotowały spadek pobrań aplikacji o odpowiednio 75 i 65 proc. Z tego samego opracowania wynika, że 53 proc. kierowców Ubera obawia się znacznego spadku zarobków. Uber w wyniku pandemii zmniejszył zatrudnienie o 14 proc., a Lyft o 17 proc. Okazuje się jednak, że w miarę nabierania przez społeczeństwo i rynek doświadczeń związanych z sytuacją epidemiczną to się zmienia.

– Przy pierwszej fali koronawirusa wiele firm sharingowych świadczących swoje usługi w tej gałęzi przemysłu ograniczyło swoje usługi bądź całkowicie zamknęło, wycofało się z wielu miast, złomowało pojazdy. Teraz obserwujemy dosyć gwałtowny wzrost wypożyczeń i użytkowania tego typu pojazdów. Cały rynek mikromobilności, jak i współdzielonej mobilności będzie bardzo gwałtownie rósł w kolejnych latach – przewiduje Karol Żebrowski.

Sprzyjać temu trendowi może fakt, że miasta są coraz bardziej zatłoczone. Z raportu TomTom Traffic Index wynika, że kierowcy spędzili w ubiegłym roku w korkach średnio 87 minut. Najwyższy wskaźnik zakorkowania zanotowano 23 stycznia w Kijowie, ale w pierwszej dziesiątce najbardziej zatłoczonych miast Europy znalazły się dwa polskie: Łódź i Kraków.

– Miasta są coraz bardziej zatłoczone. Obserwujemy coraz więcej korków na ulicach i utrudnień dojazdu. Pojazdy mikromobilne będą wykorzystywały swoją przewagę dzięki swojej mobilności. Prognozy są takie, że w ciągu najbliższych pięciu lat rynek mikromobilności i pojazdów współdzielonych wzrośnie około 60-krotnie – podkreśla ekspert MorAmp.

Wraz z popularyzacją pojazdów mikromobilnych zmienia się też ich specyfikacja techniczna. W hulajnogach elektrycznych znajdziemy m.in. szereg rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji. Współczesne hulajnogi są w stanie samodzielnie wrócić na miejsce parkowania, a także tak zoptymalizować proces ładowania baterii, by pełne naładowanie nastąpiło dokładnie wtedy, kiedy użytkownik będzie musiał wyruszyć w trasę. Innowacje obejmują również takie funkcjonalności jak np. wykrywanie wypadków czy interakcja z użytkownikiem (np. komunikaty audiowizualne).

– Technologie wewnątrz pojazdów będą się rozwijały. Wiele innowacji będzie powstawało w związku z systemami elektronicznymi, z systemami zarządzania pojazdem, jak i flotą pojazdów, czyli również rozwiązania IoT dotyczące ogólnego managementu i programowania user experiences użytkowników. W tym zakresie wiele innowacji będzie mogło powstawać – twierdzi Karol Żebrowski.

Z raportu P&S Intelligence wynika, że do 2025 roku przychody z rynku mikromobilności osiągną pułap 9,8 mld dol.

Pierwszy kraj na świecie dopuścił do sprzedaży mięso przyszłości. Smakuje i wygląda jak zwykłe, ale wyhodowane zostało w laboratorium

Laboratoryjnie wyhodowane mięso trafi do dystrybucji. Amerykański start-up biotechnologiczny uzyskał zgodę singapurskiej agencji  żywności na powszechną sprzedaż mięsa wytwarzanego z komórek zwierzęcych. Produkt, choć zachowuje walory smakowe i odżywcze mięsa pozyskanego metodami tradycyjnymi, został stworzony metodami laboratoryjnymi i przy jego produkcji nie ucierpiało żadne zwierzę.

– Singapur od dawna jest liderem we wszelkiego rodzaju innowacjach, od technologii informacyjnej po biologię, a obecnie jest światowym liderem w budowaniu zdrowszego i bezpieczniejszego systemu żywnościowego. Zatwierdzenie regulacyjne dla mięsa wyhodowanego w laboratorium jest pierwszym z wielu. Jestem przekonany, że będzie ich więcej w innych krajach na całym świecie – podkreśla Josh Tetrick, współzałożyciel i dyrektor generalny Eat Just.

Firma biotechnologiczna Eat Just  zrobiła istotny krok na drodze do zredukowania spożycia mięsa pozyskiwanego metodą uboju zwierząt. Singapur będzie pierwszym państwem, które dopuści do sprzedaży żywność wyprodukowaną przy wykorzystaniu syntetycznego mięsa. Produkty z linii GOOD Meat powstały na drodze laboratoryjnej, na bazie próbek komórek odzwierzęcych, które w procesie namnażania były odżywiane wyłącznie pokarmem pochodzenia roślinnego.

Pierwszym produktem z linii GOOD Food będą kawałki panierowanego kurczaka. W pierwszej fazie wdrożeniowej koszt wytworzenia mięsa metodami laboratoryjnymi będzie przewyższał koszty pozyskania go drogą uboju, ale firma liczy na to, że wraz z popularyzacją produktu jego cena będzie sukcesywnie spadać. A jeśli trafi ono do globalnej dystrybucji, może stać się realną alternatywą dla tradycyjnego przemysłu mięsnego.

– Współpracując z szeroko rozumianym sektorem rolnictwa i myślącymi przyszłościowo decydentami, firmy takie jak nasza mogą pomóc sprostać zwiększonemu zapotrzebowaniu na białko zwierzęce, ponieważ do 2050 roku nasza populacja wzrośnie do 9,7 mld – wskazuje Josh Tetrick.

Z analiz przeprowadzonych przez ekspertów z Good Food Institute wynika, że w wyniku rosnącej liczby ludności na świecie w ciągu najbliższych 30 lat zapotrzebowanie na produkty mięsne może wzrosnąć nawet o 70 proc. Zaspokojenie tak wysokiego zapotrzebowania będzie problematyczne zarówno z logistycznego, jak i ekologicznego punktu widzenia. Aby zwiększyć uzysk z mięsa do uboju, konieczne będzie wycięcie dużych połaci lasów, co z kolei odbije się na zauważalnym wzroście śladu węglowego przemysłu zwierzęcego.

Tymczasem przy namnażaniu GOOD Meat wykorzystuje się gigantyczne, 1200-litrowe bioreaktory. Zastosowanie pożywki roślinnej aplikowanej w ściśle kontrolowanych warunkach pozwala wyeliminować z procesu produkcyjnego wszelkie antybiotyki. Dzięki temu mięso jest zdrowsze niż to pochodzące z uboju: charakteryzuje się wysoką zawartością białka, zróżnicowanym składem aminokwasów, tłuszczów nienasyconych oraz składników mineralnych.

– Pierwsze na świecie regulacje prawne dotyczące dopuszczenia do konsumpcji mięsa wytwarzanego bezpośrednio z komórek zwierzęcych toruje drogę do komercyjnej premiery nowej marki GOOD Meat – czytamy w komunikacie dla prasy Eat Just.

GOOD Meat nie jest pierwszym produktem Eat Just, który odpowiada na wyzwania związane z produkcją żywności odzwierzęcej. Firma ma już na swoim koncie opracowanie ekologicznych jajek JUST Egg, wyprodukowanych na bazie produktów roślinnych, które sprzedawane są na terenie krajów azjatyckich.

– Coraz ważniejsze jest dla nas inwestowanie w nowatorskie, zrównoważone technologie rolno-spożywcze, takie jak alternatywne białka, aby sprostać przyszłym potrzebom świata w zakresie żywności i żywienia – przekonuje Damian Chan, wiceprezes rządowej rady Singapore Economic Development Board.

Według firmy badawczej MarketsandMarkets wartość globalnego rynku syntetycznego mięsa do 2025 roku wzrośnie do 214 mln dol., a w 2032 roku osiągnie wartość 593 mln dol. W latach 2025–2032 rynek ma się rozwijać w tempie 15,7 proc. w skali roku.

E-commerce coraz bardziej profesjonalny dzięki pandemii

  • Podczas pandemii duża część handlu przeniosła się do sieci – przy obecnym poziomie e-zakupów ich wartość na koniec roku może przekroczyć 15 mld euro*.
  • Masowo powstają nowe sklepy internetowe – blisko 5,5 tys. w pierwszym półroczu* Te, które były na rynku wcześniej, w odpowiedzi na rosnące zapotrzebowanie na e-handel inwestują w nowoczesne rozwiązania, na które wcześniej nie było ich stać.
  • Wzrost e-commerce zwiększa zapotrzebowanie logistyczno-magazynowe i rozwiązania je wspierające.

Z galerii do internetu

Wezwania do dystansu społecznego i pozostania w domu w pierwszych tygodniach pandemii zamroziły tradycyjny handel. Galerie handlowe były zamknięte, a inne sklepy zanotowały znaczące spadki obrotów. Wg prognoz Euromonitor, tegoroczna wartość sprzedaży w tradycyjnych sklepach odzieżowych i obuwniczych będzie mniejsza o 21,5%, co oznacza, że rynek skurczy się o 5,5 mld zł. Nie przestaliśmy jednak kupować, ruch z galerii handlowych przeniósł się do sieci. W pierwszym półroczu handel e-commerce zwiększył obroty o 30%. Przy takim poziomie wzrostu eksperci spodziewają się, że cały rok zamknie się ze sprzedażą internetową na poziomie 15 mld euro*. Online kupuje już 72% polskich internautów.

Zapotrzebowanie na zakupy w sieci kreuje podaż – w pierwszym półroczu powstało w Polsce blisko 5,5 tys. nowych sklepów internetowych. Wprawdzie swoją działalność zamknęło w tym czasie nieco ponad 2 tys., ale bilans i tak jest zdecydowanie na plus. Za zwiększenie sprzedaży w internecie odpowiadają nie tylko nowe sklepy, ale także te, które na rynku były obecne już wcześniej. Teraz dzięki zwiększeniu sprzedaży rosną ich przychody. Część zysków inwestują w rozwój i profesjonalizację swojego biznesu.

Duzi inwestują, nie chcą dać się dogonić nowej fali

Sklep internetowy to o wiele więcej niż widzimy wchodząc na jego stronę. W tym roku skokowo wzrosło zapotrzebowanie w obszarach infrastruktury telekomunikacyjnej, logistyczno-magazynowe i rozwiązań usprawniających i przyspieszających działanie.

– Wzrost rynku e-commerce jest widoczny. W pierwszym półroczu odnotowaliśmy rekordowe zamówienia z kilku dużych sklepów internetowych. Najwięksi na rynku inwestują duże pieniądze, żeby nie dać się konkurencji w postaci licznie powstających nowych firm – mówi Mirosław Cieśla Kierownik Sprzedaży Strategicznej w SPIE Building Solutions – dostawcy i implementatora rozwiązań dla handlu, w tym e-commerce.  – Przykładem rozwiązań, w które inwestują kolejne duże sklepy internetowe jest np. RFID czyli system elektronicznego oznaczania (tagowania) produktów. Jeszcze rok temu szeroko stosowała je u siebie tylko jedna firma handlowa, teraz jest ich przynajmniej 3, a kolejne przymierzają się do wdrożenia.

Jak działa RFID w sklepie internetowym

Cały towar, który wchodzi do obrotu jest oznaczony (otagowany) metkami elektronicznymi (metkami RFID lub fizycznym klipsem). Znakowanie odbywa się u źródła – w fabryce. Dzięki temu każdy towar docierający do sklepowego magazynu jest przy użyciu skanera szybko wprowadzany do komputera. Pracownicy sklepu przygotowując wysyłkę ponownie skanują towar sprawdzając czy to, co wychodzi z magazynu jest właściwą rzeczą i tą, którą zamówił klient. W ten sposób nie tylko unika się pomyłek przy wysyłce, ale i przekazuje na stronę sklepu rzeczywisty stan zaopatrzenia. Dzieje się to w sposób płynny i automatyczny. W przypadku wersji z klipsami usuwa się je w rozszywaczu RFID przed wysyłką. Zapakowany towar jest przekazywany na taśmociąg. Tam bramki rejestrujące sygnał z elektronicznej metki lub klipsa dodatkowo sprawdzają, czy zapakowano właściwy towar.

System działa w obydwie strony – jeśli klient odsyła jakiś towar i coś wraca do sklepu jest ponownie skanowane (lub doczepia się klips), a produkt wchodzi z powrotem na stan.

– Obniża się próg inwestycyjny takich rozwiązań. Kilka lat temu były dostępne tylko dla największych sklepów, obecnie koszty spadają. Niedawno o RFID pytała hurtowna elektryczna, która nie jest potentatem w swojej branży. Działa kilka lat, ale duża obecnie sprzedaż on-line sprawia, że rozważają wdrażanie nowoczesnych rozwiązań usprawniających działanie mówi Mirosław Cieśla ze SPIE Building Solutions.

Wg eksperta znacząco wzrosły także potrzeby związane z systemami antywłamaniowymi – sprzedaż w sklepach internetowych rośnie, muszą mieć więc więcej towaru „pod ręką”, gotowego do wysyłki. Do tego potrzebne są nowe powierzchnie magazynowe, które trzeba chronić i zabezpieczać.

Struktura sieci polskiego handlu to ponad 335 tys. sklepów stacjonarnych (oraz 32 tys. sklepów internetowych). Z 437 miliardów złotych wydanych w handlu przed pandemią, około 29 proc. tej kwoty zagospodarowały sklepy w centrach handlowych, a 9 proc. sklepy w kanale e-commerce (dane GFK).

* prognozy organizacji eCommerce Europe i RetailX

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 7.12 – 11.12.2020

Nastroje rynkowe pozostają optymistyczne i tak naprawdę jedynym zagrożeniem jest wytracenie rozpędu i pojawienie się wątpliwości, czy trendy nie zaszły za daleko? Nie byłoby to niezwykłe zjawisko, ale na koniec roku może być o to łatwiej w ramach ograniczania aktywności przed świąteczną przerwą. Z drugiej strony możliwy finał negocjacji brexitu oraz zwiększenie luzowania polityki przez EBC mogą dać świeży impuls dla rajdu ryzykownych aktywów.

Przyszły tydzień: CPI/indeks Michigan z USA, szczepionki, EBC, brexit, szczyt UE, bilans handlowy/inflacja z Chin, indeksy nastrojów z Australii, BoC

USA

W USA zestaw zaplanowanych publikacji jest relatywnie drugorzędny – inflacja CPI (czw) mało znaczy w obliczu deklaracji Fed o utrzymaniu stóp procentowych nisko na lata, a ewentualne pogorszenie nastrojów konsumentów (pt) jest oczekiwane w obliczu wzrostu liczby zachorowań. Do końca tygodnia Demokraci i Republikanie powinni znaleźć kompromis w sprawie pakietu fiskalnego, przynajmniej tak ostatnio deklarowali. Poza tym w czwartek Agencja Żywności i Leków ma dyskutować o zatwierdzeniu szczepionki Pfizera. Jeśli lek uzyska zgodę, dystrybucja ma się zacząć w ciągu następnych 24 godzin. Wall Street (i inne aktywa ryzykowne) będzie wrażliwy na te informacje.

Strefa euro

W strefie euro na pierwszym planie będzie decyzja EBC (czw), gdzie już wcześniej została zapowiedziana „rekalibracja” polityki. Według przecieków ujawnionych pod koniec mijającego tygodnia nowe narzędzia ekspansji monetarnej będą obejmować przedłużenie programu skupu aktywów PEPP o 6-12 miesięcy i zwiększenie wolumenu o co najmniej 500 mld EUR oraz nowy program pożyczek TLTRO. Z perspektywy EUR istotne jednak będzie, że EBC nie planuje cięć stóp procentowych. W komunikacie bank może nadmienić niezadowolenie z umocnienia EUR (jak to miało we wrześniu, kiedy ostatni raz EUR/USD flirtował z 1,20), jednak dla EBC istotniejsze jest tempo umocnienia euro niż poziom, a ostatnie zmiany są dużo spokojniejsze niż latem. Mimo to słabszy kurs (i poprawa konkurencyjności) to zawsze lepiej dla wychodzącej z kryzysu gospodarki, więc werbalna interwencja nie jest niemożliwa. EUR/USD jest narażony na sygnały ostrzegawcze, choć nie powinno zaburzyć to średnioterminowego trendu wzrostowego.

Wielka Brytania

W Wielkiej Brytanii szum polityczny w sprawie brexitu sięga punktu kulminacyjnego i być może już po weekendzie wyjaśni się, czy porozumienie handlowe zostanie osiągnięte. Siła GBP z ostatnich dni sugeruje, że rynek już niemal w pełni zdyskontował umowę, ale nie wyklucza to wstępnej eksplozji zadowolenia i pociągnięcia kursu wyżej. Tak samo, jak niewykluczone jest, że politycy znowu rozczarują i będą przeciągać rozmowy o kolejny tydzień.

Polska

Kalendarz publikacji makro z Polski na przyszły tydzień jest pusty, co oznacza, że ewentualne impulsy będą związane wyłącznie ze szczytem unijnym 10-11 grudnia i budżetem UE. Rynek wciąż liczy na zażegnanie sporu i wycofanie weta Polski i Węgier, otwierając drogę dla uruchomienia Funduszu Naprawczego. Jeśli do porozumienia nie dojdzie i UE zdecyduje się na obejście sprzeciwu Polski i Węgier, będzie to oznaczać pozbawienie obu krajów dostępu do dodatkowych środków fiskalnych. Można oczekiwać, że wstępna reakcja złotego będzie negatywna, ale nie spodziewamy się załamania kursu, a raczej osłabienia o ok. 1 proc. Jednocześnie brak dodatkowych miliardów z UE, nawet jeśli częściowo zostaną uzupełnione przez indywidualną emisję długu przez Polskę, obniży (ale nie wyeliminuje) potencjał do umocnienia złotego w dłuższym horyzoncie.

Chiny

Poza tym nieco uwagi powinno zostać poświęcone danym z Chin: bilansowi handlowemu (pon) i inflacji (śr). Pierwsze rzuci więcej świata na rozwój globalnych łańcuchów dostaw, a drugie – na siłę konsumpcji wewnętrznej. Zdrowie gospodarki Państwa Środka będzie ważnym filarem odbudowy ożywienia na świecie w 2021 r.

Australia

W Australii indeksy nastrojów w biznesie (wt) i konsumentów (śr) powinny wskazać na kontynuowaną poprawę, szczególnie że Antypodom udało się uniknąć jesiennej fali pandemii.

Kanada

W Kanadzie bank centralny (śr) powinien utrzymać politykę bez zmian (0,25 proc.), choć atak drugiej fali pandemii podniósł ryzyka wokół tempa wzrostu i prawdopodobnie będzie skutkować łagodnym wydźwiękiem komunikatu. Bez sygnałów dodatkowego łagodzenia polityki monetarnej, decyzja BoC powinna być neutralna dla CAD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Przemysław Pohrybieniuk nowym dyrektorem zarządzającym Kulczyk Foundation

1 grudnia 2020 r. Przemysław Pohrybieniuk objął stanowisko dyrektora zarządzającego Kulczyk Foundation. Przemysław Pohrybieniuk (49 lat) jest doświadczonym liderem z ponad 25-letnim stażem w firmach krajowych i międzynarodowych oraz organizacjach pozarządowych. Odpowiadał za różne aspekty zarządzania, marketingu, rozwoju biznesu, zarządzania reputacją i komunikacji społecznej, m.in. w międzynarodowych firmach – liderach w swoich branżach: Danone (członek zarządu), PwC, BBDO (PR), Dentons czy organizacji społecznych, takich jak Fundacja „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową” (prezes zarządu) i ACCA (dyrektor zarządzający na Polskę i Kraje Bałtyckie).

„Misją Kulczyk Foundation jest walka o wolność kobiet w sferze świadomości, ciała i bytu. Marzę o tym, abyśmy skutecznie rozwiązywali realne problemy stojące przed kobietami, ale i wspierali je w ich własnej wolności oraz dawali im siłę i narzędzia do realizacji ich własnego potencjału. Naszym głównym projektem jest poradzenie sobie z problemem ubóstwa menstruacyjnego na całym świecie. Z badań przeprowadzonych na nasze zlecenie wynika, że ponad 500 milionów kobiet na świecie ma problem z dostępem do środków higieny menstruacyjnej – MY musimy to zmienić! Jestem zdeterminowana, aby w najbliższych latach wprowadzić rozwiązania, które zmienią tę sytuację. Dlatego wzmacniam zespół fundacji – zaprosiłam do współpracy Przemka Pohrybieniuka, którego doświadczenie w świecie biznesu połączone z sukcesami w działaniach społecznych powinno dać nam nową wizję i energię do działania. Wierzę, że Przemek podoła tym wyzwaniom, bo jest niezwykle doświadczonym managerem, liderem z prawdziwego zdarzenia, a także – co bardzo istotne – świetnym i dobrym człowiekiem. Cieszę się, że będzie zarządzał bieżącą pracą Kulczyk Foundation. Wierzę, że dzięki niemu fundacja zrealizuje istotne programy filantropijne na świecie. Witamy na pokładzie!” – mówi prezeska Kulczyk Foundation, Dominika Kulczyk.

Przemysław Pohrybieniuk był współtwórcą i liderem jednego z najważniejszych programów społecznych w Polsce „Podziel się posiłkiem” – programu marketingu zaangażowanego społecznie oraz „Mlecznego Startu” – produktu z obszaru biznesowych innowacji społecznych.
Obecnie jest także członkiem Rady Programowej Kongresu Ekonomii Wartości (Open Eyes Economy Summit) w Krakowie oraz członkiem Rady Uczelni Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu oraz Rady Fundacji „Na Ratunek Dzieciom z Chorobą Nowotworową”.

Jest absolwentem Uniwersytetu Warszawskiego (ukończył studia magisterskie na kierunku Stosunki Międzynarodowe) oraz Szkoły Zarządzania University of Bath (Wielka Brytania – MSC). Żonaty, ojciec trzech córek.

Czego oczekują polscy konsumenci na rynku artykułów żywnościowych

Polacy chcieliby, by żywność, którą kupują, pochodziła prosto ze źródeł. Szukają potwierdzenia, że produkty spożywcze trafiają do nich niemal bezpośrednio – wynika z prowadzonych przez naukowców z UW badań nt. zaufania do łańcucha dostaw w sektorze spożywczym.

Lokalni producenci, rodzime firmy z tradycją, rolnicy – komu i dlaczego ufają polscy konsumenci? Odpowiedzi na te pytania szukali naukowcy z Uniwersytetu Warszawskiego w ramach projektu EIT Food “Increasing consumer trust and support for the food supply chain and for food companies” (The Consumer Trust Grand Challenge).

EIT Food to część Europejskiego Instytutu Innowacji i Technologii (EIT) – organu Unii Europejskiej, który składa się z ponad 90 organizacji partnerskich i ponad 50 start-upów z 16 państw członkowskich UE. Jego celem jest tworzenie i promowanie w Europie środowiska sprzyjającego innowacyjności i przedsiębiorczości.

W badaniach dokonano szczegółowej analizy czynników zaufania do podmiotów łańcucha dostaw żywności. Bazą był materiał zebrany w ramach zogniskowanych wywiadów grupowych z udziałem konsumentów, wywiadów z przedstawicielami kluczowych organizacji branżowych, rządowych i mediów, panelu delfickiego z udziałem respondentów z 6 krajów oraz warsztatów dla liderów sektora spożywczego.

Kluczowe wnioski wskazują na brak ugruntowanego pojęcia zaufania do podmiotów łańcucha dostaw żywności – informują autorzy projektu w materiale przesłanym PAP.

„Istnieje przekonanie i potrzeba budowania zaufania do sektora rolno-spożywczego i żywności, zarówno wśród konsumentów, jak i przedsiębiorców. Jednak świadome działania producentów, mające na celu budowanie tego zaufania, np. poprzez systemy certyfikacji, promocję zdrowego żywienia itp., wskazują na brak ewidentnego przekonania, że ma to znaczenie dla konsumentów” – informuje kierownik projektu, dr Magdalena Klimczuk-Kochańska z Wydziału Zarządzania UW.

„W konsekwencji niewystarczający poziom informacji, wiedzy i edukacji prowadzi do zmniejszania poziomu zaufania wśród konsumentów. Z badań wynika, że różne podmioty – konsumenci, przedstawiciele branży spożywczej, eksperci branży spożywczej – wyrażają potrzebę większej liczby inicjatyw budujących zaufaniedo żywności” – dodaje.

Z analizy materiału badawczego wynika, że aspektami budującymi zaufanie są głównie bezpieczeństwo i jakość żywności, kojarzone z czynnikiem lokalności. „W naszym badaniu potwierdziła się hipoteza mówiąca o tym, że masowa produkcja i dystrybucja kojarzą się polskim konsumentom negatywnie” – mówi socjolog z Wydziału Socjologii UW, dr hab. Mikołaj Lewicki.

Jak dodaje, w opozycji do tego „silnie pozytywnie oceniany jest wątek lokalności – dostawców, produktów, ale też lokalnych sklepów spożywczych”. Badani konsumenci podkreślali wartość osobistych doświadczeń i tradycji, jakie stoją za lokalnymi produktami. „Z drugiej strony to, co lokalne, produkowane na mniejszą skalę, podlega w większym stopniu kontroli, zarówno konsumenckiej, jak i instytucjonalnej. Dlatego też w kwestii zaufania trudno konkurować z lokalnym targiem bądź oddolnymi inicjatywami dystrybucji żywności. Ten wątek badania jest o tyle ciekawy, że zaufania do lokalnych dostawców nie osłabia świadomość, że na targach – jak sugerują konsumenci – często sprzedają nie sami rolnicy, a handlarze, oferujący towar pochodzący z hurtowni lub giełd. Dotyczy to jednak tylko części produktów” – mówi M. Lewicki.

Z badań wynika również, że konsumenci mają stosunkowo niski poziom świadomości i wiedzy o regulacjach oraz systemach informacji, takich jak certyfikaty, które gwarantują wysokie standardy bezpieczeństwa i jakości produktów spożywczych. Oczekują od podmiotów z sektora, by te oferowały pełny przegląd informacji o produktach i ich łańcuchach dostaw. „Nasze badania wskazują, że w istocie chodzi o poczucie kontroli nad tym co się spożywa, a brak wiarygodnych instytucji 'autoryzujących’ informacje od przedsiębiorców sprawia, że konsumenci deklarują, że chcą pełnej informacji, podczas gdy w istocie opierają się na własnej rutynie, opinii zaufanych podmiotów oraz wierze w sprawdzonych pośredników” – wyjaśnia Lewicki.

„Respondenci wskazywali, że umiejętność budowania relacji z konsumentem jest ważna w procesie zwiększania zaufania do branży spożywczej. Niektórzy uczestnicy badań pozytywnie oceniali techniki marketingowe, takie jak reklama czy udział osób szanowanych społecznie i znanych z ekranów telewizji w promocji produktów. Zaznaczali, że pomagają im one w wyborze produktów z szerokiej gamy. Jednak część respondentów oceniła tego typu działania negatywnie, uznając je za niegodne zaufania, z uwagi na ich komercyjny charakter. Konsumenci negatywnie oceniają również te formy budowania relacji, które opierają się na jednostronnej korzyści producenta, czy stosowaniu technik reklamowych, wprowadzających konsumenta w błąd” – podsumowuje Klimczuk-Kochańska.

Dane zebrane w badaniu wskazują, że przejściowe kryzysy stanowią zagrożenie dla budowania zaufania, jednak jest to skutek tymczasowy. Konsumenci często szybko wracają do rutyny i przyzwyczajeń zakupowych.

Ericsson przystąpił do Związku Cyfrowa Polska

Do Związku Cyfrowa Polska, który zrzesza największe w Polsce firmy z branży cyfrowej i nowoczesnych technologii dołączyła firma Ericsson – pionier sieci 5G w Polsce. Jak podkreśla prezes Cyfrowej Polski Michał Kanownik, Związek liczy na wiele wspólnych projektów zwłaszcza mających na celu rozwój sieci piątej generacji czy Internetu Rzeczy.

Dla firmy Ericsson to ogromna satysfakcja, że może być częścią ZIPSEE i przyczynić się do jeszcze silniejszej Cyfrowej Polski – powiedział Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce. Z kolei Michał Kanownik podkreśla, że dołączenie do Związku firmy Ericsson to ważne wydarzenie zwłaszcza dziś, kiedy stoimy u progu budowy i wdrażania sieci 5G w Polsce. – Ericsson to doświadczona firma, która z sukcesem zrealizowała testowe wdrożenia sieci 5G. Cieszę się, że wspólnie będziemy mogli działać na rzecz cyfryzacji kraju – mówi prezes Cyfrowej Polski.

Więcej o firmie Ericsson

Compliance w małych i średnich firmach

Prowadząc działalność gospodarczą coraz częściej można spotkać się z pojęciem compliance. Dla dużych przedsiębiorców pojęcie to jest znane. Jednak dla małych i średnich, brzmi tajemniczo i nie wszyscy zdają sobie sprawę z korzyści, jakie przynosi.

Słowo compliance pochodzi od angielskiego słowa „to compy”, czyli przestrzegać (stosować się do czegoś). Compliance zatem to nic innego jak zgodność, przy czym pojęcie to rozumie się szeroko, jako zgodność zarówno z obowiązującymi przepisami prawa, jak i ze standardami pozaprawnymi, takimi jak zasady uczciwości, normy moralne, reguły postępowania, kodeksy etyczne, zasady społecznej odpowiedzialności biznesu. Obszar zgodności obejmuje zarówno te normy, które przedsiębiorca musi spełniać (bo nakazują mu to obowiązujące przepisy), jak i te dobrowolne, ale ważne w kontekście budowania reputacji (np. kodeks dobrych praktyk).

Compliance oznacza sposób organizacji przedsiębiorstwa mający na celu zapewnienie działania zgodnego z prawem i normami pozaprawnymi.

Aby zapewnić swojej firmie compliance, pomocny jest system zarządzania compliance (compliance management system – CMS).

CMS to powiązane i współdziałające ze sobą polityki i procesy, które pozwalają osiągnąć określone cele. Chodzi przede wszystkim o zapobieganie naruszeniom, a jeśli już do nich dojdzie, by zapewnić jak najszybsze wykrycie, ustalenie osób odpowiedzialnych, usunięcie skutków naruszenia i wyeliminowanie ryzyka jego wystąpienia w przyszłości.

Wobec mnożących się regulacji prawnych i licznych pułapek, w które może wpaść przedsiębiorca, pojawiła się potrzeba opracowania wytycznych dla systemu compliance. Zaowocowało to przyjęciem przez Międzynarodową Organizację Normalizacyjną (International Organization for Standardization ISO) w grudniu 2014 r. standardu ISO 19600 Compliance Management Systems. Norma ta ma charakter niewiążących zaleceń i nie daje podstaw do certyfikacji. Zawiera jednak wytyczne pomocne przy tworzeniu CMS, a co istotne dla małych i średnich przedsiębiorców, ma charakter elastyczny, pozwalający na indywidualne podejście i stosowanie środków proporcjonalnych do wielkości, charakteru i złożoności organizacji.

Jakie obszary powinny być objęte compliance?

Najistotniejsze jest zdefiniowanie ryzyk, które mogą wiązać się z zakresem działalności danego przedsiębiorcy i dopasowanie tworzonego systemu zarządzania zgodnością do jego indywidualnych potrzeb. Jako przykładowe obszary, które mogą generować ryzyko odpowiedzialności (karnej, cywilnej, lub administracyjnej), a przez to powinny być objęte systemem compliance można wskazać:

  • prawo pracy
  • ochrona danych osobowych
  • prowadzenie ksiąg i rachunkowość oraz prawo podatkowe
  • wypełnianie wymogów wynikających z prawa spółek
  • prawo konkurencji
  • ochrona środowiska
  • regulacje sektorowe
  • relacje z kontrahentami
  • odpowiedzialność związana z korupcją

 

Powyższe wyliczenie jest przykładowe. Każdy przedsiębiorca, decydując się na wdrożenie CMS, powinien przeprowadzić własną analizę ryzyka i ocenić, na jakich polach narażony jest na największe zagrożenie nieprawidłowościami. Te zakresy działalności, gdzie ryzyko jest największe, powinny być włączone do CMS.

Korzyści z compliance dla małej i średniej firmy

Plusów z zastosowania tego instrumentu jest sporo – oto niektóre z nich.

  • Compliance wpływa na zwiększenie poziomu ochrony przedsiębiorcy, jego kadry zarządzającej, pracowników, a także kontrahentów przed nieprawidłowościami, naruszeniami prawa czy działaniami nieetycznymi.
  • CMS pozwala na szybką identyfikację naruszeń, ustalenie osób odpowiedzialnych i sprawne przeprowadzenie procedury naprawczej.
  • Compliance ma też znaczenie informacyjne i edukacyjne dla pracowników – określa wzorce postępowania, uczy jak zachować się w określonych przypadkach (przykładowo kontroli). Aby jednak ten cel został osiągnięty, konieczne jest nie tylko szkolenie pracowników z wdrażanych procedur, ale także przestrzeganie tych procedur przez przełożonych tak, by dawać przykład z góry.
  • Ponadto compliance ułatwia bieżącą weryfikację zgodności z prawem działania przedsiębiorcy. Ustalone procedury stanowią swego rodzaju check listę, wymagają jednak stałej kontroli pod względem aktualności.
  • W wielu przypadkach fakt, że w firmie wprowadzony jest CMS, jest argumentem na obronę przy wymierzaniu sankcji za naruszenie, a niekiedy nawet wykazanie, że w firmie stosowane są procedury i we właściwy sposób przypisano odpowiedzialności pracownikom może zwalniać z odpowiedzialności za naruszenie.
  • Gromadzona w ramach CMS dokumentacja pełni także funkcję dowodową – procedury, audyty wewnętrzne, protokoły szkoleń, notatki służbowe mogą być wykorzystywane na potrzeby kontroli czy postępowań przeciwko przedsiębiorcy jako dowody należytej staranności w prowadzeniu działalności.
  • Compliance pozwala także budować reputację i zapewnia gwarancję jakości, może też stanowić przewagę konkurencyjną jako element wpływający na zaufanie do przedsiębiorcy.

Dodatkowe korzyści dla kadry zarządzającej i jednoosobowych firm

Wprowadzenie CMS ma szczególne znaczenie z punktu widzenia kadry zarządzającej – osób decyzyjnych w firmie, członków zarządu, osób prowadzących jednoosobową działalność gospodarczą).

CMS, który przewidując właściwe procedury, chroni przed popełnieniem błędu, a jeśli do nieprawidłowości jednak dojdzie, pozwala szybko je wykryć i podjąć niezwłocznie działania naprawcze. W konsekwencji może to ochronić osobę zarządzającą od naruszenia prawa i odpowiedzialności za naruszenie.

Mniejsze ryzyko prawne, większe bezpieczeństwo

Za opracowaniem i wdrożeniem CMS, przemawiają także czynniki obiektywne, niezależne od przedsiębiorcy. Rosnąca liczba aktów prawnych, niestabilność prawa, stopień skomplikowania regulacji i ich zawiłość wpływa na wzrost zainteresowania compliance, jako narzędzia ochrony bezpieczeństwa prawnego firmy, pozwalającego wypracować mechanizmy śledzenia na bieżąco istotnych zmian. Istotne jest także, że coraz więcej regulacji prawnych przewiduje kary w przypadku niewypełnienia obowiązków. Rysuje się też tendencja wzrostu wysokości kar faktycznie nakładanych. Tym bardziej warto zaopatrzyć się w narzędzia minimalizujące ryzyko naruszeń mogących takimi karami skutkować.

Compliance w małej i średniej firmie? Naprawdę warto!

Dobrze przemyślany, opracowany pod kontem indywidualnych potrzeb przedsiębiorcy i uwzględniający dotyczące go ryzyka CMS, będzie bez wątpienia bardzo wartościowym narzędziem. Zapewni właściwą organizację i bezpieczeństwo funkcjonowania przedsiębiorstwa oraz większy komfort osobom zarządzającym. Elastyczność normy IOS 19600, której wytyczne dają możliwość dopasowania rozwiązań do wielkości, charakteru i złożoności organizacji – także tej z mniejszymi zasobami osobowymi i finansowymi, czyni ją przydatną także dla małych i średnich przedsiębiorców. Warto, by sięgali oni częściej po to rozwiązanie, budując w ten sposób swoją przewagę rynkową nad konkurentami.

Anna Gąsecka, adwokat w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci. Specjalizuje się w prawie telekomunikacyjnym, prowadzi obsługę korporacyjną firm z branży telekomunikacyjnej, farmaceutycznej, dystrybucyjnej i usługowej, posiada certyfikat Approved Compliance Officer (ACO).

Zawirowanie na złotym. Ropa najdroższa od marca

Ostatnie dni przynoszą kolejny wzrost cen ropy. W styczniu produkcja ropy naftowej wzrośnie, ale o 0,5 mln baryłek dziennie, co (patrząc na zachowania inwestorów) jest wartością poniżej oczekiwań, skoro surowiec drożeje.

Lepsze dane stabilizują dolara

Wczorajsze dane na temat wniosków o zasiłek dla bezrobotnych okazały się wyraźnie lepsze od oczekiwań. Spodziewano się 775 tysięcy wniosków, publikacja wskazała jednak 63 tysiące mniej. Opublikowany później raport ISM dla usług niby wypadł gorzej od oczekiwań, ale to zaledwie 0,1 pkt, co przeważnie nie jest traktowane jako różnica. Po tych danych dolar zaczął się stabilizować, co w tym wypadku oznacza raczej, że traci on mniej na wartości niż w poprzednich dniach.

Zawirowanie na złotym

Stabilne dane w USA to jedno, ale od rana znowu byliśmy świadkami lepszych danych z Niemiec, które powodują, że inwestorzy ponownie przychylniej patrzą na naszą stronę oceanu. Mowa tu o zamówieniach w przemyśle, które w skali roku rosną nie o 0,2%, jak oczekiwano, a o 1,8%. Jeżeli popołudniowe dane z USA nie będą przyzwoite, możemy spodziewać się kolejnych wzrostów euro względem dolara.

Ropa blisko 50 dolarów za baryłkę

Państwa należące do tak zwanego OPEC+ (czyli koalicja OPEC oraz największe nienależące do kartelu państwa produkujące ropę oprócz USA) zawarły umowę w sprawie wydobycia ropy naftowej. Wzrost w styczniu ma wynieść zaledwie 0,5 mln baryłek ropy dziennie. Jest to wartość, która mocno uspokoiła rynki. Zapowiedziano również kolejne przeglądy miesięcznego wydobycia, jednakże ograniczono na nich maksymalny wzrost, również do wspomnianego 0,5 mln baryłek. W tle tych wydarzeń mamy wybuch w rafinerii w RPA, która produkuje około ¼ wspomnianej wartości, co tymczasowo zmniejsza ilość surowca na rynku. Giełdy zareagowały wzrostem cen. Surowiec kwotowany na londyńskim parkiecie otarł się dzisiaj niemal o 50 dolarów za baryłkę, czyli najwyższy poziom od początku pandemii.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – Kanada – sytuacja na rynku pracy,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Andrzej Oślizło obejmie stanowisko prezesa Develii

Rada Nadzorcza powołała z dniem 4 grudnia Andrzeja Oślizło na stanowisko prezesa zarządu Develii. Nowy prezes ma ponad 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu spółkami, w przeszłości kierował m.in. Expander Advisors, był też wiceprezesem Schenker i członkiem zarządu Aviva. Od 30 maja 2020 r. obowiązki prezesa Develii pełnił Paweł Ruszczak.

Cieszę się, że w dobie zawirowań rynkowych firma zyskuje mocnego lidera, który posiada kompetencje niezbędne do umacniania pozycji naszej firmy. Jestem przekonany, że Andrzej Oślizło z powodzeniem zrealizuje stawiane przed nim cele. To doświadczony menedżer specjalizujący się w rozwijaniu przedsięwzięć biznesowych o dużej skali, który wielokrotnie udowodnił swoją skuteczność na stanowiskach zarządczych – mówi Jacek Osowski, przewodniczący rady nadzorczej Develii.

– Jednym z pierwszych zadań jakie sobie stawiam, jest przygotowanie nowej strategii spółki nakierowanej na wzrost wartości poprzez m.in. wykorzystanie szans rynkowych i zwiększenie udziału w rynku przy zachowaniu wysokiej rentowności. Będziemy pracować też nad zwiększeniem zwrotów z kapitałów własnych i przyśpieszeniem rotacji aktywów – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii.

Andrzej Oślizło jest absolwentem Akademii Ekonomicznej w Katowicach (kierunek ekonomia) oraz Politechniki Śląskiej w Gliwicach (kierunek informatyka). Ukończył również studia MBA na European University w Montreux w Szwajcarii.

Andrzej Oślizło w swojej karierze z sukcesem pełnił funkcje prezesa i członka zarządu spółek z branż: ICT, TSL, lotniczej, finansów i bankowości (m.in. Schenker, LOT, Aviva, Expander, Burietta – Grupa Inelo). Jego doświadczenie zawodowe obejmuje także współpracę z funduszami private equity m.in. Trinity Management i Innova Capital, z ramienia których pełnił funkcje nadzorcze i zarządcze w organach spółek portfelowych, a także odpowiadał za wzrost ich wartości i wyjścia kapitałowe. Zasiadał w radach nadzorczych: Burietta (Grupa Inelo), SGB SSO, Intrum, Gold Finance, BZ WBK – Aviva Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie S.A, Expander Advisors, Casinos Poland.

W zarządzie Develii pozostają dotychczasowi członkowie zarządu: Paweł Ruszczak, Mirosław Kujawski i Tomasz Wróbel.

NBP jest gotowy do ponownego poluzowania polityki pieniężnej

W tym tygodniu najważniejszym wydarzeniem dla polskiej waluty było posiedzenie Narodowego Banku Polskiego. Zgodnie z oczekiwaniami nie przyniosło ono żadnych zmian w polityce pieniężnej. Członkowie banku centralnego wskazali jednak, że są gotowi do dalszego łagodzenia polityki pieniężnej, ponieważ nie spodziewają się w najbliższym czasie powrotu polskiej gospodarki do poziomu sprzed kryzysu. Biorąc pod uwagę, że przyszłe obniżki stóp procentowych w Polsce mogą być dość ograniczone, to łagodzenie może przybrać formę wzrostu skupu obligacji. Można więc oczekiwać, że stopy procentowe nie wzrosną w ciągu najbliższego roku. Co prawda jeden z członków RPP, Jerzy Kropiwnicki, zasugerował w przeszłości, że wzrost stóp procentowych może nastąpić już w drugiej połowie przyszłego roku, jednak scenariusz ten, po wspomnianym posiedzeniu, wydaje się mało prawdopodobny.

Wyczekiwane są również decyzje Europejskiego Banku Centralnego. Obecnie stoi on w obliczu deflacji w strefie euro. Według wstępnych wyników indeksu cen towarów i usług konsumpcyjnych poziom cen w strefie euro spadł w listopadzie o 0,3% rok do roku. Dodatkowo, w ostatnim czasie euro dość znacząco się umacniało, co widać np. po utrzymującym się wzroście kursu euro w stosunku do dolara. Jednak EBC nie ma już więcej możliwości dalszego łagodzenia polityki pieniężnej.

W tym tygodniu złoty skorzystał na spadku awersji do ryzyka na rynkach i w piątek rano osiągnął wartość 4,47 PLN/EUR. Eurodolar wzrósł i na koniec tygodnia osiągnął poziom 1,216 USD/EUR.

Roksana Cicha, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Niemal 90 mln zł. dofinansowania z NCBR na innowacyjne projekty z obszaru cyberbezpieczeństwa

Struktura bezpieczeństwa sieci 5G, ochrona użytkowników urządzeń internetu rzeczy, wczesna detekcja i unieszkodliwianie złośliwego oprogramowania – między innymi te projekty otrzymają dofinansowanie z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju w ramach czwartego już konkursu CyberSecIdent – Cyberbezpieczeństwo i e-Tożsamość. W wyniku pozytywnej oceny wniosków, NCBR przeznaczy niemal 90 milionów złotych na wsparcie łącznie 10 projektów B+R.

– Szczególnie teraz w czasie pandemii, gdy zdecydowana część życia społecznego przeniosła się do internetu, komunikacji zdalnej, pojawiają się zagrożenia dla bezpieczeństwa w cyberprzestrzeni. Skuteczne wykrywanie i walka ze złośliwym oprogramowaniem, w celu zapewnienia bezpieczeństwa, ochrony użytkowników w cyberprzestrzeni, potrzebuje innowacji. Konkurs NCBR pokazał, że są w Polsce podmioty gotowe stawić czoła zagrożeniom poprzez rozwój nowoczesnych technologii – komentuje wyniki konkursu Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek.

W czwartym konkursie programu do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju wpłynęło 15 wniosków o dofinansowanie innowacyjnych projektów. Po dokonaniu wnikliwej oceny eksperckiej, 10 z nich zostało rekomendowanych do dofinansowania.

Wskaźnik sukcesu w czwartym konkursie wynosi aż 66% – pokazuje to, że trafiły do nas wysokiej jakości, przyszłościowe projekty. Dlatego, mając na uwadze entuzjastyczne opinie ekspertów oceniających wnioski oraz istotę działań w nich przewidzianych, zdecydowaliśmy o zwiększeniu budżetu na dofinansowanie – z zakładanych 70 milionów złotych na niemal 90 – wyjaśnia przyczyny zwiększenia budżetu konkursu Wojciech Kamieniecki, dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Projekty bezpiecznej przyszłości cyfrowej

Wśród pozytywnie ocenionych projektów część koncentruje się na rozwiązaniach dotyczących sieci 5G. Tego zagadnienia dotyczą m.in.: najlepiej oceniony projekt konsorcjum z Politechniką Warszawską w roli lidera pod tytułem „Struktura bezpieczeństwa sieci 5G opartej na wielu dostawcach: specyfikacja, wdrożenie i rozwój procesu ewaluacji” czy projekt konsorcjum z Wojskowym Instytutem Łączności im. prof. Janusza Groszkowskiego jako liderem p.n. „Zaawansowanie metody i techniki wykrywania i przeciwdziałania atakom na infrastrukturę dostępową i aplikacje sieci 5G”. Część projektów dotyczy zakresu internetu rzeczy (lider konsorcjum: Sieć Badawcza Łuksiewicz – Instytut Technik Innowacyjnych EMAG, projekt „Budowa narzędzia dedykowanego dla ochrony użytkowników, systemów i urządzeń internetu rzeczy, w oparciu o uczenie maszynowe i analizę behawioralną”), jak również zabezpieczeń przed atakami (lider konsorcjum: Timsi Sp. z o.o., projekt: uniwersalny system wczesnej detekcji i unieszkodliwiania złośliwego oprogramowania typu ransomware). Projekty otrzymają od 4 do 13 milionów złotych wsparcia z NCBR. Maksymalny okres ich realizacji to 3 lata.    

Lista rankingowa projektów wybranych do dofinansowania znajduje się na stronie NCBR.

Cyberbezpieczeństwo i e-Tożsamość

Program CyberSecIdent koncentruje się na rozwiązaniach technologicznych ułatwiających współpracę i koordynację działań między różnymi domenami bezpieczeństwa cyberprzestrzeni ze szczególnym uwzględnieniem cyfrowej tożsamości. Jego celem jest wsparcie projektów, które w największym stopniu przyczynią się do podniesienia poziomu bezpieczeństwa cyberprzestrzeni Polski przez zwiększenie dostępności narzędzi sprzętowo-programistycznych (z wyłączeniem rozwiązań tj. platformy zarządzania cyfrową tożsamością).

Czwarty konkurs skierowany był do konsorcjów. O dofinansowanie mogły ubiegać się konsorcja naukowe, złożone z co najmniej dwóch jednostek naukowych lub naukowo-przemysłowe, w skład których wchodzą co najmniej jedna jednostka naukowa oraz co najmniej jeden przedsiębiorca. Każdy ze zgłoszonych projektów musiał obejmować zarówno fazę badawczą, jak i fazę przygotowań do wdrożenia. Zakres tematyczny konkursu zawierał takie zagadnienia, jak: technologie i rozwiązania w zakresie wykrywania, prezentacji oraz ochrony przed zagrożeniami w cyberprzestrzeni i skutkami ich wystąpienia na poziomie państwa; technologie i rozwiązania w zakresie tożsamości cyfrowej, z uwzględnieniem aspektów prywatności; metodyki, techniki i procesy w obszarze analizy cyberbezpieczeństwa i cyfrowej tożsamości oraz ich wdrożenia.

Właściciele biurowców muszą dobrze wykorzystać czas pandemii

Na rynku nieruchomości komercyjnych coraz bardziej widoczne są skutki pandemii Covid-19. Najnowszym dane wyraźnie pokazują spowolnienie w sektorze biurowym. Co zatem powinni zrobić właściciele biurowców, aby po zakończeniu pandemii nie zostać z budynkami bez najemców?

„Właściciele budynków biurowych przed podjęciem jakichkolwiek działań powinni odpowiedzieć sobie na pytania, czy ich budynek jest w stanie sprostać nowym oczekiwaniom najemców oraz czy jest konkurencyjny do coraz szerszej i atrakcyjniejszej oferty wynajmu. Są to bardzo kluczowe pytania biorąc pod uwagę, że w największych ośrodkach biznesowych w Polsce oferta powierzchni niewynajętej powiększyła się o 300 000 m kw. od marca do września 2020 roku”- komentuje Janusz Garstka, Dyrektor w Dziale Agencji Komercyjnej Knight Frank.

Ostatnie dane rynkowe mogły zaniepokoić niektórych właścicieli biurowców. W III kw. 2020 roku w Warszawie najemcy wynajęli najmniej powierzchni od dekady. W głównych miastach regionalnych zostało wynajęte o 40% mniej powierzchni niż w analogicznym okresie przed rokiem. Dodatkowo prawie połowa wynajętej powierzchni biurowej była renegocjacjami wcześniejszych umów najmu.

„Pandemia to bardzo dobry czas, aby pomyśleć o nowej strategii dla budynku biurowego. Rekomenduję się nad tym pochylić nawet przy w pełni wynajętym budynku. Warto nie tylko porozmawiać z najemcami, agentami komercjalizującymi budynek czy zarządcą, ale również prześledzić obecnie panujące trendy i badania rynkowe, aby mieć pewność, że budynek będzie konkurencyjny po zakończeniu pandemii i dostosowany do oczekiwań najemców”- dodaje Janusz Garstka.

Czasami wystarczy przeprowadzenie częściowej modernizacji, czy wdrożenie technologii pomagającej zapewnić bezpieczeństwo pracownikom najemców. Tego typu działania zwiększają szansę, że najemca po wygaśnięciu umowy nie będzie szukał nowej siedziby, tylko ją przedłuży.

Pandemia jest dobrym czasem na przeprowadzanie wszelkich prac remontowych na budynku. W biurowcach jest mniej pracowników, dlatego remonty nie wpływają negatywnie na ich pracę. „Dodatkowo, to również dobry czas na przygotowanie materiałów marketingowych. Na powierzchniach wspólnych jest mniej osób, dlatego łatwiej zorganizować nagranie i sesję zdjęciową budynku, która nie zakłóci pracy najemców. Przygotowanie dobrej jakości materiałów ułatwi znalezienie chętnych do wynajęcia wolnych powierzchni” – dodaje Janusz Garstka.

Jeżeli mamy do czynienia z budynkiem, z którego niedawno wyprowadził się najemca, to możemy na zwolnionej przez niego powierzchni małym nakładem finansowym zrobić tzw. showroom, który również wpłynie na zwiększenie szansy wynajęcia wolnej powierzchni.

Z ankiety przeprowadzonej przez Knight Frank, w której wzięło udział 225 firm posiadających łącznie 927 biur w Europie wynika, że dla większości respondentów biura są niezbędne. Przy czym 80% ankietowanych zaznacza, że chce przywiązywać większą wagę do zdrowia i bezpieczeństwa. Wykorzystanie w miejscu pracy nowych technologii rozważa 44% ankietowanych.

Na podstawie powierzchni w budowie do 2022 roku w Polsce oddanych będzie 1,7 mln m kw. powierzchni biurowych, dlatego warto wykorzystać czas pandemii na zwiększenie atrakcyjności budynku w oczach dotychczasowych i potencjalnych najemców.

Milion pracowników na pokładzie. Amazon notuje kolejne rekordy

Pandemia na całym świecie winduje wyniki branży e-commerce. Trudno się więc dziwić, że Amazon, światowy lider tego rynku, notuje kolejne rekordy w swej działalności. Washington Post doniósł właśnie, że firma zatrudnia już ponad milion pracowników.

Do Gwiazdki bez śniegu większość z nas zdążyła się już przyzwyczaić. Jednak trudno nam wyobrazić sobie Święta bez upominków dla najbliższych i przyjaciół. Koronawirus skutecznie jednak odbiera części kupujących chęć odwiedzania sklepów stacjonarnych. Stąd prezenty w sieci zamierza w tym roku kupić 57% klientów dokonujących zakupów w Internecie, wynika z badania przeprowadzonego przez Krajowy Rejestr Długów (KRD) i serwis ChronPESEL.pl. To zaś między innymi, jak i zwykłe, codzienne zakupy, które coraz większa grupa klientów robi w sieci, napędza rozwój e-handlu. Jak bardzo? Jak donosi GUS, udział zakupów przez Internet w sprzedaży detalicznej wzrósł z 6,8 proc. całości sprzedaży w sierpniu br. do 7,3 proc. w październiku br. Wartość sprzedaży przez Internet w Polsce wzrosła o 9,1 proc. w ujęciu miesięcznym. I choć to dane tylko dla naszego kraju, to przecież trend ten zauważalny jest na całym świecie.

W efekcie rynek wzrasta z dnia na dzień, na czym zyskują i ci duzi, i ci mali. Gigant tego rynku, Amazon, w tym roku zwiększył swój poziom zatrudnienia łącznie o 400 tys. osób. Tylko od lipca do września zatrudnił 250 tys., a w samym październiku aż 100 tys. Osoby te w większości zasiliły szeregi pracowników magazynów oraz personelu odpowiedzialnego za realizowanie dostaw do klientów. – Te dane doskonale obrazują, jaki potencjał wciąż znajduje się w rynku e-commerce i jakich wzrostów można się jeszcze spodziewać. Nie znam bowiem drugiej takiej firmy, która w ostatnich latach tylko w ciągu jednego miesiąca zatrudniłaby liczbę osób odpowiadającą mniej więcej ilości mieszkańców Legnicy czy Kalisza – komentuje Aleksandra Szarmach, Chief Marketing&Sales Officer w firmie Nethansa, specjalizującej się we wsparciu sprzedaży na Amazonie, i dodaje – A jeśli ktoś myśli, że zatrudnienia te związane były tylko z zachorowaniami na Covid-19 wśród pracowników Amazona – o czym donosiły media – i koniecznością uzupełnienia wynikłych stąd braków kadrowych, to jest w błędzie. Od początku pandemii, jak podaje firma, zakażenie koronawirusem potwierdzono co prawda u 20 tys. pracowników, jednak liczba ta, jak widać, to tylko ułamek tego, ile zatrudnił Amazon.

Braki kadrowe jak najbardziej są. Tylko są one efektem rozwoju Amazona, wynikającego ze wzrostów w e-commerce. Tylko u nas, nad Wisłą, jeszcze przed gorączką Black Friday i Cyber Monday, Amazon deklarował, że zatrudni w znajdujących się tu centrach logistycznych 10 tys. osób jako pracowników sezonowych, aby wesprzeć, jak to określa branża doręczeń kurierskich “szczyt paczkowy”. W rezultacie w Polsce dzięki Amazon pracę znalazło 18 tys. osób, którzy mogą liczyć na minimum 20 PLN brutto za godzinę plus premia miesięczna do poziomu maksymalnie 15 proc. wynagrodzenia. Firma przewidziała także świąteczny dodatek dla wszystkich, którzy pracować będą w dniach 8 listopada – 26 grudnia, w wysokości 4 zł. Do tego dochodzą benefity, takie jak m.in. ciepłe posiłki za 1 zł, ubezpieczenie na życie i prywatna opieka medyczna. Wysiłków, aby przyciągnąć potencjalnych pracowników firma podejmuje więc wiele, wiedząc doskonale, że bez nich trudno byłoby bić kolejne rekordy sprzedaży.

Rok żniw

A Amazon rośnie jak na drożdżach, wykorzystując wzrosty w e-commerce spowodowane pandemią. W bieżącym kwartale firma zarobiła 6,3 mln USA. W tym czasie ogólna wartość sprzedaży na platformie, jak podaje S&P Global Market Intelligence, wzrosła o 37 proc., sięgając astronomicznej kwoty 96,1 mld USD. Jak zauważa Aleksandra Szarmach z Nethansy: – To pieniądze, które trafiły do szeregu podmiotów z całego świata, korzystających ze sprzedaży na Amazon. Cześć z nich popłynęła także do naszego regionu, do Polski i Niemiec, bo także tu nie brakuje sklepów e-commerce, które postanowiły wypłynąć na szerokie wody handlu internetowego i skorzystać z możliwości sprzedawania na cały świat swoich produktów. Wzrosty Amazon są więc także ich wzrostami i ich zyskiem.

Ekspertka spodziewa się także, że biorąc pod uwagę dynamiczny rozwój polskiej branży e-commerce, liczba sklepów internetowych z naszego regionu, które zdecydują się na rozpoczęcie handlu na Amazonie, będzie sukcesywnie wzrastać. – Jak podała ostatnio firma, tylko od Black Friday do Cyber Monday przychody niezależnych sprzedawców na Amazon przekroczyły 4,8 mld USD, co daje wzrost aż o 60 proc. w stosunku do tego samego okresu w roku ubiegłym. Oczywiście jest to tort do podziału na szereg podmiotów, sprzedaż poprzez Amazon prowadzi bowiem ok. 71 tys. sklepów. Jednak dziś nic nie stoi na przeszkodzie, aby spróbować zawalczyć o swój kawałek tego tortu prowadząc e-sklep w Polsce, w Niemczech czy gdziekolwiek indziej. Dzięki Internetowi przestały istnieć jakiekolwiek granice. Wszystko zależy tylko od skuteczności działań marketingowych i widoczności ofert – konkluduje Aleksandra Szarmach.

Bank Millennium zadeklarował uczestnictwo w Tarczy Finansowej PFR 2.0

Deklaracja ta oznacza, że firmy z wybranych branż, które znalazły się w trudnej sytuacji związanej z pandemią koronawirusa, będą mogły złożyć wniosek o wsparcie  w ramach Tarczy Finansowej Polskiego Funduszu Rozwoju w bankowości elektronicznej Banku Millennium. W styczniu bank udostępni swoim klientom wygodne i przyjazne rozwiązanie, dzięki któremu złożenie wniosku będzie maksymalnie proste i intuicyjne.

Bank Millennium włącza się w wiele rządowych projektów i również w przypadku Tarczy 2.0 udostępni swoje systemy, dzięki którym możliwe będzie wygodne wnioskowanie o wsparcie oraz sprawne i szybkie rozdystrybuowanie funduszy do firm, które znalazły się w trudnej sytuacji. Ta pomoc jest dla nas naturalna, ponieważ dobrze rozumiemy naszych klientów oraz konsekwentnie wspieramy polską gospodarką i budowę cyfrowej administracji publicznej. Systemy bankowe stały się oknem na cyfrowy świat polskiej administracji, klienci z dużym zadowoleniem korzystają z możliwości, jakie daje współpraca między bankami, a administracją państwową – mówi Andrzej Gliński, Członek Zarządu Banku Millennium.

Subwencje finansowe, oferowane przez Polski Fundusz Rozwoju w ramach Tarczy 2.0 kierowane będą do mikro, małych i średnich firm z prawie 40 branż identyfikowanych na podstawie Polskiej Klasyfikacji Działalności, które musiały ograniczyć lub zawiesić działalność w związku z zapobieganiem rozprzestrzeniania się wirusa COVID-19. Łączna wartość pomocy w ramach Tarczy Finansowej 2.0 wyniesie 35 mld zł, z czego dla mikro i MSP trafi ok. 10 mld zł. Rozpoczęcie przyjmowaniu wniosków planowane jest od 15 stycznia 2021 r., pod warunkiem uzyskania przez program notyfikacji Komisji Europejskiej.

O subwencję będą mogły starać się firmy, które w okresie kwiecień-grudzień 2020 r. lub październik-grudzień 2020 r. odnotowały spadek obrotów o min. 30% w stosunku do analogicznego okresu w roku 2019. Przy spełnieniu określonych warunków subwencja z Tarczy Finansowej 2.0 może zostać umorzona w całości. Program jest również przeznaczony dla firm, które otrzymały subwencję z Tarczy 1.0.

Dla mikrofirm zatrudniających od 1 do 9 pracowników, które osiągnęły obrót lub sumę bilansową za 2019 r. do 2 mln euro subwencje finansowe będą wynosić 18 tys. zł lub 36 tys. zł  na zatrudnionego do maksymalnej kwoty 324 tys. zł. Ich wysokość zależna będzie od liczby pracowników i spadku obrotów.

Dla firm zatrudniających do 249 pracowników, których obrót za 2019 r. był mniejszy lub równy kwocie 50 mln euro, a suma bilansowa mniejsza niż 43 mln euro subwencje będą zależne od prognozy kosztów i przychodów oraz straty brutto do maksymalnej kwoty 3,5 mln zł. Pokrywać one będą 70% ich start.

Zwycięstwo podchorążych WAT w prestiżowym konkursie „HackYeah 2020”

Drużyna z Wojskowej Akademii Technicznej – w składzie: plut. pchor. Bartłomiej Pieróg (kapitan zespołu), st. kpr. Emil Mąka i st. kpr. Kacper Prawda – zwyciężyła w ogólnoeuropejskim hackathonie „HackYeah 2020”. Zmagania odbyły się 27-29 listopada br. To już kolejny sukces studentów Wydziału Cybernetyki WAT w zakresie programowania w przeciągu ostatniego miesiąca.

Zwycięska drużyna „Doggers” startowała w kategorii „Veteran’s app”. Zadaniem studentów było stworzenie aplikacji, która pomaga wyszukać miejsca przyjazne weteranom wojennym, dodanie tych miejsc do interaktywnej mapy i zbudowanie społeczności przyjaznej dla kombatantów. Podchorążowie 11 kompanii 2 Batalionu Szkolnego WAT wywiązali się z zadania w regulaminowym czasie – 40 godzin.

Aplikacja „Ścieżka weterana” opracowana przez studentów WAT została oceniona najwyżej w kategorii aplikacji adresowanych do weteranów. „Aplikacja wskazuje weteranom miejsca, gdzie otrzymają zniżki np. w sklepach lub restauracjach, aby następnie dodać takie miejsce do mapy. Każdy weteran używając tej aplikacji będzie wiedział, gdzie może otrzymać upust lub inne usługi zarezerwowane dla bohaterów wojennych” – tłumaczy plut. pchor. Bartłomiej Pieróg, kapitan zwycięskiej drużyny.

W hackathonie wzięło udział 1500 programistów z całej Europy. Drużyny rywalizowały w 16 kategoriach.  W zmaganiach „Veteran’s app” brali udział najlepsi zawodnicy z całego kraju. W finale znalazły się dwie drużyny reprezentujące WAT, ale laureatem mogła zostać tylko jedna.

„Podchorążowie Wydziału Cybernetyki WAT nieustannie doskonalą kompetencje techniczne, czego dowodzą w kolejnych konkursach informatycznych. Tym razem zwyciężyli w jednej z kategorii bodajże największego hackathonu w Europie. To naprawdę wielki sukces! Dziękuję podchorążym za ich niegasnący entuzjazm do zdobywania wiedzy w boju, bo właśnie taki charakter mają konkursy typu hackathon. Właśnie tego typu konkursy są szczególnie wartościowe dla przyszłych żołnierzy Wojsk Obrony Cyberprzestrzeni. Gratuluję, a jednocześnie dziękuję naszym zwycięzcom. Dziękuję również dowódcom plutonów, kompanii i batalionu, którzy nieustannie mobilizują podchorążych do właściwego wykorzystania czasu ku chwale Ojczyzny i naszej Alma Mater” – mówi ppłk Rafał Kasprzyk, zastępca dziekana Wydziału Cybernetyki WAT.

„Jestem bardzo dumny ze zwycięstwa podchorążych WAT. To wielki sukces całej uczelni. Jednak muszę przyznać, że kolejna wygrana moich podwładnych była wyłącznie kwestią czasu. Niecierpliwie czekam na następne sukcesy!” – dodaje por. Przemysław Kamela, dowódca 11 kompanii 2 Batalionu Szkolnego WAT.

Na początku listopada zespół studentów Wydziału Cybernetyki WAT – „Coddiers” zwyciężył w ogólnopolskim hackathonie Best Hacking League. Nagrodzona aplikacja „GeoTrashing” pomaga oszczędzić czas, pieniądze i środowisko.

Sunday Energy rozpoczyna emisję akcji i planuje pozyskać do 4 mln zł

Sunday Energy S.A., dostawca rozwiązań z rynku fotowoltaiki, 4 grudnia 2020 roku rozpoczął przyjmowanie zapisów na akcje w ramach I transzy emisji akcji skierowanej do większych inwestorów. Od 10 grudnia zapisy będą przyjmowane w II transzy na platformie Crowdconnect.pl, na której dzisiaj zostały zaprezentowane informacje o warunkach nabycia akcji. Zamiarem spółki jest pozyskanie środków w łącznej wysokości do 4 mln zł, które będą przeznaczone na rozszerzenie oferty handlowej, ekspansję zagraniczną, budowę portfela farm fotowoltaicznych i innowacyjnych usług dla uczestników rynku fotowoltaicznego. Firmą inwestycyjną świadczącą usługę oferowania akcji jest Dom Maklerski INC S.A.

Działalność Sunday Energy opiera się na podstawowym filarze fotowoltaicznym, bazującym na imporcie i sprzedaży klientom hurtowym paneli fotowoltaicznych (PV) oraz innych komponentów (m.in. inwertery, pompy ciepła). Spółka oferuje asortyment fotowoltaiczny także odbiorcom indywidualnym poprzez sklep e-commerce www.sundayenergy.pl i rozwija projekty deweloperskie własnych farm fotowoltaicznych.

W drugim obszarze new business spółka chce rozwijać innowacyjne usługi dla rynku PV – tj. rozwiązania poprawiające komunikację oraz rozwój narzędzi do zarządzania ofertami i usługami w relacjach B2C i B2B oraz usługi wsparcia dla instytucji finansujących rynek OZE (w zakresie demontażu, testowania, serwisu, magazynowania i dalszej sprzedaży paneli i urządzeń PV). Niezależnie od rozwoju nowych linii, główną działalnością spółki jest sprzedaż rozwiązań PV, która będzie generować synergie z nowymi kierunkami
i obszarem farm fotowoltaicznych.

– Dzisiaj zaczynamy ofertę publiczną akcji. Środki pozyskane z emisji akcji będą przeznaczone przede wszystkim na wzrost skali biznesu fotowoltaicznego, tj. sprzedaży paneli PV i inwerterów, ekspansję zagraniczną na Węgrzech, rozwój projektów farm PV oraz nowych innowacyjnych linii biznesowych. Liczymy na zaufanie i zainteresowanie naszą ofertą, której potencjalny sukces i realizacja celów emisyjnych będą owocować wzrostem pozycji rynkowej spółki i jej wartości. Atrakcyjny model biznesowy, współpraca ze światowymi producentami urządzeń – m.in. chińskim producentem DAH Solar i japońską firmą Leapton Solar, rosnący rynek wspierany wymaganiami UE i ekspozycja na sektor e-commerce to wybrane czynniki budujące potencjał komercyjny naszej spółki – mówi Michał Sochacki, Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.

Emisja obejmuje do 160 tys. akcji spółki o łącznej wartości 4 mln zł. Dzisiaj, tj. 4 grudnia rozpoczyna się pierwsza transza dedykowana większym inwestorom. Na stronie spółki (www.emisja.sundayenergy.pl) oraz na platformie CrowdConnect.pl prowadzonej przez Dom Maklerski INC S.A., zostały opublikowane informacje dotyczące warunków zapisów na akcje dla wszystkich inwestorów. Odbędą się one w dniach 10-17 grudnia. Celem minimalnym emisji jest pozyskanie 2,5 mln zł, a maksymalnym 4 mln zł.

Sunday Energy skokowo zwiększa sprzedaż paneli i urządzeń PV. Spółka w październiku 2020 roku wypracowała 1,35 mln zł przychodów ze sprzedaży, wobec 0,62 i 0,55 mln zł odpowiednio we wrześniu i sierpniu 2020 roku. Z kolei w całym III kwartale br. firma osiągnęła łącznie 1,69 mln zł przychodów, wobec 1,07 mln zł w II kwartale i 0,1 mln zł w okresie styczeń-marzec 2020 roku. Firma oczekuje w 2021 roku kontynuacji dotychczasowych trendów sprzedażowych.

– Generowane wzrosty przychodów to pochodna autorskiego modelu współpracy, który oferujemy naszym klientom – firmom instalatorskim. Działają one pod własnym brandem, zachowując swoją tożsamość i autonomię. Na sprzedaż wpływa także rozpiętość i jakość oferty paneli i urządzeń, pochodzących od uznanych producentów. Nie bez znaczenia są także sprzyjające warunki rynkowe, których w br. nie zaburzyła sytuacja epidemiczna. Według nas fotowoltaika dalej będzie zyskiwać na popularności, zarówno w ujęciu prosumenckim, jak i wśród podmiotów instytucjonalnych i hurtowych – wyjaśnia Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.

Spółka współpracuje z globalnymi producentami wysokiej jakości ogniw słonecznych, jak Anhui Daheng Energy Technology Co., Ltd., znany pod marką DAH Solar. Koncern posiada sieć sprzedaży w ponad 50 krajach, istnieje na rynku od 2009 roku i dynamicznie buduje portfel rozwiązań patentowych. Panele DAH Solar zostały zatwierdzone przez międzynarodową certyfikację TUV, CE, CEC, INMETRO, FIDE. Z kolei Kehua Tech to założony w 1988 r. wiodący dostawca rozwiązań energetycznych w Chinach, którego produkty zostały zainstalowane w 104 krajach. Spółka notowana na giełdzie w Schenzhen, której produkty wyróżniają się stabilną pracą oraz szybką reakcją układów zabezpieczeń. Leapton Solar to japońska firma zaliczana do prestiżowego grona producentów modułów Tier-1 według Bloomberg New Energy Finance.

Michał Sochacki, Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.
Michał Sochacki, Prezes Zarządu Sunday Energy S.A.

– Kolejnym krokiem Sunday Energy na rynku kapitałowym jest debiut na NewConnect w 2021 roku. Odczytujemy go jako naturalny i kolejny etap rozwoju, który pozwoli nam zwiększyć wiarygodność i rozpoznawalność spółki, jak też stworzy możliwości wyceny rynkowej obecnej wartości i przyszłości Sunday Energy – wskazuje Michał Sochacki. – W najbliższych miesiącach chcemy skupić się na dalszej budowie skali biznesu i realizacji celów emisyjnych, przede wszystkim obejmujących core biznes tj. sprzedaż paneli i urządzeń PV, jak też nowe innowacyjne obszary.

Sunday Energy S.A., jesienią br. rozpoczęła działania operacyjne i sprzedażowe na Węgrzech. Ekspansja spółki na rynkach zagranicznych będzie opierać się na współpracy z partnerami z rynków lokalnych, oferującymi urządzenia PV pod marką Sunday Energy. Wybór Węgier do programu pilotażowego wynika z relacji handlowych spółki oraz dynamicznego rozwoju segmentu OZE w tym kraju. Spółka chce zrealizować pierwszą sprzedaż (pod własną marką) na tym rynku na przełomie 2020 i 2021 roku.

Wysoki wzrost GIP60 w listopadzie

Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) w listopadzie wzrósł o 16,52% do 811,65 pkt. Napływ świeżego kapitału do warszawskiej GPW nie ominął polskich producentów, którzy odbudowali część utraconej wartości rynkowej. Odmrożenie gospodarki i poprawiająca się od stosunkowo szybko koniunktura w przemyśle daje nadzieję na kontynuację wzrostu wartości polskich producentów.

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc listopad. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

„Sprawdziły się nasze ostatnie prognozy i przedostatni miesiąc roku był dla akcji polskich producentów bardzo korzystny. Ponad połowa spółek z GIP60 zanotowała dwucyfrowy wzrost cen, a akcjom 10 spółek udało się wzrosnąć nawet o 30% i więcej. Na przeciwległym biegunie jedynie pięć spółek, które kończą listopad z niższą ceną niż go zaczynali, w tym kolejny gwałtowny spadek na akcjach spółki Biomed-Lublin (-30,57%).

W przekroju branżowym średnie miesięczne stopy zwrotu na dwucyfrowym poziomie zaobserwowano w listopadzie we wszystkich branżach z wyjątkiem producentów mebli i wyrobów drewnianych (średnio wzrost o 1,66% m/m) oraz producentów z branży farmaceutycznej (średnio spadek o 5,2% m/m), którzy zmagają się z solidnymi spadkami już drugi miesiąc z rzędu. Najwyższe stopy zwrotu zaobserwowano wśród projektantów, czyli producentów odzieży, którzy rośli w listopadzie średnio o 37,75%, głównie za sprawą 61% wzrostu na akcjach polkowickiej CCC, ale również dzięki LPP (+31,11% m/m) i Vistuli (+21,12% m/m). Również wśród producentów z branży motoryzacyjnej nie zabrakło przypadków gwałtownego odbicia cen akcji – o 68,3% wzrosła wartość wieluńskiego Wieltonu, a spółki Sanok o 35,83%.

Pozostałe branże także obfitowały w niesamowite okazje inwestycyjne, akcje producentów z branży metalurgicznej zyskiwały średnio 24,47%, producentów z przemysłu lekkiego 20,70%, elektromaszynowego 16,56%, materiałów budowlanych 15,27%, spożywczej 13,14%, chemicznej 12,17% a producenci z branży tworzyw sztucznych zyskiwali średnio 11,82%.

Duże polskie marki produkcyjne docenione przez inwestorów

Pierwsze miejsce w listopadowej klasyfikacji GIP60 dla grupy Wielton za miesięczny wzrost ceny akcji o 68,30%. Po licznych akwizycjach Grupa Wielton zwiększyła dywersyfikację portfela produktowego oraz rynków zbytu, dzięki czemu stosunkowo dobrze broni się przed konsekwencjami problemu epidemiologicznego, czego do tej pory nie odzwierciedlał kurs akcji. Otwarcie nowego zakładu produkcji specjalistycznych naczep niskopodłogowych w głównej siedzibie spółki w październiku pokazuje, że przejęcia były przemyślane i wpisują się w długofalową strategię spółki, która jest konsekwentnie realizowana. Akcje spółki mają ciągle jeszcze duży potencjał do wzrostów, gdyż obecnie wartość rynkowa grupy znajduje się mniej więcej na poziomie kwartalnych przychodów, a przecież mówimy tu o jednym z europejskich liderów branży i firmie z globalnego Top 10.

Drugie miejsce listopadowego rankingu przypadło spółce CCC za miesięczny wzrost o 61,03%. Akcje producenta i dystrybutora obuwia w listopadzie odrobiły niemalże całość spadków kumulowanych od początku czerwca. W najtrudniejszym okresie spółka aktywnie ograniczała ryzyko utraty płynności, a obecnie odpracowuje zaległości notując solidne odbicie sprzedaży – w październiku przychody wzrosły o 16% r/r. Informacja o otwarciu galerii handlowych na kilka tygodni przed świętami dodatkowo pobudziła apetyt inwestorów na akcje tej spółki. Na uwagę zasługuje też rosnąca w siłę w strukturze spółki gałąź sprzedaży e-Commerce, co do której pojawiły się ambitne plany dalszego rozwoju.

Podium klasyfikacji GIP60 w listopadzie zamyka Rafako w restrukturyzacji za wzrost ceny akcji o 58,80%. Akcjom spółki pomogła informacja o oddaniu do eksploatacji nowego bloku energetycznego w Jaworznie. Również upubliczniony w trakcie miesiąca Plan Restrukturyzacyjny został dobrze odebrany przez rynek. Wyniki spółki za III kw. ujawniły niewielki wzrost przychodów w porównaniu z III kw. ubiegłego roku, ale także wzrost straty netto o ponad połowę, na co kurs akcji zareagował niewielkimi, ale systematycznymi spadkami w kolejnych dniach po ogłoszeniu wyników.

Pozytywne sygnały na najbliższe miesiące

Do końca listopada wiele spółek opublikowało swoje wyniki z III kwartału 2020 roku. Stało się to niezłą okazją do weryfikacji przez inwestorów tego jak emitenci radzili sobie w kolejnym kwartale niełatwego 2020 roku. Wyniki polskich spółek przemysłowych potwierdziły względnie wysoką odporność na zawirowania rynkowe wywołane przez pandemię koronawirusa. W III kwartale zaobserwowano wzrost przychodów względem analogicznego okresu poprzedniego roku, a wynik netto był w branży średnio aż o 70% wyższy niż w ubiegłym roku (sic!). Polskie spółki produkcyjne wyróżniają się nie tylko na tle innych dużych i średnich spółek notowanych na GPW, ale również wypadają korzystnie na tle innych krajów Unii Europejskiej, gdzie wzrost produkcji był wolniejszy niż u nas.

Poprawę koniunktury przemysłowej widać również w badaniach nastrojów panujących wśród kadry menedżerskiej spółek z tej branży. Korzystny wynik wskaźnika PMI® utrzymuje się już trzeci miesiąc w Polsce (50,8), a u naszych najważniejszych partnerów handlowych osiągnął w listopadzie rekordowe wartości (Niemcy 57,8, Czechy 53,9, Holandia 52,2, USA 56,7, Chiny 54,9). Znaczny wzrost zaobserwowano również na globalnym agregacie wskaźnika PMI®, współtworzony przez J.P.Morgan, którego wartość w listopadzie wyniosła 53,7 – najwyżej od końca 2017 roku.

Rada Polityki Pieniężnej utrzymała podstawowe stopy procentowe na niezmienionym poziomie bliskim zera, co powinno przełożyć się na utrzymanie stosunkowo niskiego kursu złotówki, co ma bezpośredni wpływ na konkurencyjność polskich eksporterów, a więc również polskich spółek produkcyjnych.

Równolegle sytuacja epidemiologiczna wydaje się poprawiać, a przynajmniej rozpoczęto proces luzowania obostrzeń ekonomicznych. Przy dobrych wiatrach powinno to pobudzić gospodarkę w ostatnim miesiącu roku, a także przyciągnąć kapitał inwestorów do polskich spółek produkcyjnych, które radzą sobie podczas tego kryzysu bardzo dobrze. Mimo sporego odbicia w ostatnim miesiącu wyceny polskich spółek produkcyjnych są ciągle relatywnie niskie dlatego można oczekiwać dalszych wzrostów w kolejnych miesiącach. O ile znowu nie zaskoczy nas kolejna zmiana sytuacji epidemiologicznej.”

Dolar słabnie i słabnie

Dobre nastroje nie opuszczają rynków finansowych, a porozumienie OPEC+ o utrzymaniu cięć wydobycia pomaga w rajdzie rynku akcji. Tryb risk-on w dalszym ciągu jest zasilany sprzedażą dolara i dzisiejsze dane z rynku pracy USA raczej mu nie pomogą.

Indeks dolarowy DXY pogłębia spadki i do 2,4 proc. utraconych w listopadzie w pierwszych dniach grudnia dokłada kolejne 1,4 proc. Szeroki wskaźnik siły dolara jest najniżej od kwietnia 2018 r. Na czołówkach informacji z rynku walutowego wyróżnia się EUR/USD rosnący do 1,2160, ale przecena USD zaznacza się w relacji do wszystkich walut z grupy G10. Panuje powszechny konsensus, że globalne ożywienie podparte dystrybucją szczepionki i ekspansja fiskalna i monetarna na masową skalę będzie napędzać rajd ryzykownych aktywów. A dolar będzie idealnym źródłem finansowania. Coraz więcej sygnałów z Kongresu sugeruje, że pakiet fiskalny może być uzgodniony jeszcze przed 11 grudnia, kiedy politycy udadzą się na przerwę świąteczną. Prezydent-elekt Biden zapowiada, że po inauguracji będzie prosił o zwiększenie pomocy. Gospodarka USA dostanie wsparcie, ożywienie będzie mocniejsze, a razem z nim presja inflacyjna. Tymczasem Fed zamierza przez lata dopuszczać do wyższej inflacji i nie podnosić stóp procentowych – negatywna mieszanka dla USD.

Jak na tym tle wypadną dziś dane z rynku pracy? Konsensus rynkowy przewiduje spowolnienie tempa odbudowy miejsca pracy do 475 tys. (w sektorze pozarolniczym) z 638 tys. miesiąc wcześniej. Bez wątpienia wzrost liczby zachorowań na koronawirusa w USA będzie odbijał się na sytuacji na rynku pracy, jednak złe dane będą postrzegane z uwzględnieniem szykowanego pakietu fiskalnego i nadziei na sprzedaż szczepionek. Stąd rozczarowujące dane z przeszłości powinny być zignorowane. Gdyby jednak odczyty wypadły lepiej, jest bardziej realne, że entuzjazm inwestorów będzie wyrażał się w kupowaniu ryzykownych aktywów, co podtrzyma negatywną presję na USD.
Złoty ustabilizował się blisko 4,47 za euro, a w notowaniach nie widać nasilania negatywnej presji w reakcji na sygnały z Brukseli, gdzie rzekomo szykowany jest scenariusz awaryjny na wypadek utrzymania weta Polski i Węgier. Według planu B, pozostałe 25 państw Unii miałaby zawiązać sojusz, w ramach którego zdecydowałyby o wspólnym zadłużeniu dla finansowania Funduszu Naprawczego. Jakkolwiek w takim scenariuszu Polska utraci dostęp do 34 mld EUR pożyczki i 23 mld EUR bezzwrotnej dotacji, to z punktu widzenia stabilności kursu złotego ważniejsze jest uruchomienie pomocy dla państw UE. W wycenie złotego nie ma uwzględnionej dużej premii z tytułu otrzymania środków z Funduszu, jednak pomyślność całej UE opiera się na zapewnieniu środków ratunkowych na odbudowę po pandemii. Całkowite zablokowanie wypłat uderzyłoby nie tylko w EUR i gospodarkę Eurolandu, ale pośrednio w kraje silnie powiązane gospodarczo ze strefą euro, także w Polskę. Rynek w dalszym ciągu liczy na wypracowanie porozumienia i uniknięcie weta. Jeśli skończy się na planie B, nie będzie to tragiczny rezultat dla Polski. Można oczekiwać, że wstępna reakcja złotego będzie negatywna, ale nie spodziewam się załamania kursu, a raczej osłabienia o ok. 1 proc. Jednocześnie brak dodatkowych miliardów z UE, nawet jeśli częściowo zostaną uzupełnione przez indywidualną emisję długu przez Polskę, obniży (ale nie wyeliminuje) potencjał do umocnienia złotego w dłuższym horyzoncie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wyzwanie 2021 roku – wpływ rozwiązań edge computing na naszą rzeczywistość

Rok 2021 będzie należał do sieci 5G, która jeszcze bardziej przyczyni się do rozwoju Internet of Things (Internetu rzeczy). Coraz inteligentniejsze urządzenia w naszych domach i w przestrzeni miejskiej sprawią, że życie stanie się jeszcze łatwiejsze. Oznacza to również, że dostawcy usług w chmurze będą musieli otwierać więcej tzw. edge locations, aby być bliżej użytkowników, zmniejszyć opóźnienia, zwiększyć wydajność i moc nowych rozwiązań. W jaki sposób gospodarka odpowie na te wyzwania?

Edge locations to mniejsze centra danych zlokalizowane w pobliżu użytkowników. Zamiast korzystać z jednego dużego, często przeciążonego data center, można uruchomić 20 mniejszych serwerów, jednocześnie obniżając koszty i zwiększając wydajność, ponieważ użytkownicy zaczną łączyć się z serwerami znajdującymi się nieopodal.

Dane MarketsandMarkets pokazują, że rynek rozwiązań, które działają na brzegu sieci, wzrośnie do roku 2024 do 9 mld USD (z 2,8 mld USD w roku 2019). Oznacza to wzrost w ciągu najbliższych lat o 26,5%. Kluczowy wpływ na jego rozwój mogą mieć: popyt na rozwiązania wymagające niskich opóźnień (np. w związku z wdrożeniem autonomicznych samochodów), zastosowanie w wielu sektorach czujników IoT, czy zautomatyzowane rozwiązania do podejmowania decyzji w czasie rzeczywistym.

Dane generowane na brzegu sieci – jak zarządzić ich ilością?

Szybkie przyjęcie i wdrożenie rozwiązań edge computing wiąże się z coraz większą ilością generowanych danych. Duże zakłady produkcyjne muszą synchronizować z informacjami historycznymi duże ilości danych generowanych z czujników IoT i urządzeń wykonawczych, które są podłączone do ich fizycznych aktywów, jak maszyny czy turbiny. To pomaga w wykryciu lub przewidzeniu awarii w możliwie najkrótszym czasie, aby uniknąć przestojów i strat w procesie produkcyjnym. Migracja do chmury całej infrastruktury IT stwarza jednocześnie problemy związane z opóźnieniami oraz zasadnością ekonomiczną takich decyzji. Na popularność edge computingu wpływa też rosnące zapotrzebowanie pracowników na szeroki dostęp do zasobów i aplikacji obliczeniowych, przy jednoczesnej gwarancji prawidłowego przechowywania danych.

Z perspektywy operatorów sieci internetowych kluczowe jest, aby przezwyciężyć prognozowany wzrost ruchu sieciowego i ilości przesyłanych danych. Stąd pojawia się potrzeba lekkich ram i systemów do zwiększenia wydajności rozwiązań obliczeniowych na krawędzi sieci, a to z kolei tworzy duże możliwości dla dostawców rozwiązań edge computing. Największy udział w tym rynku będzie miał w najbliższych latach sprzęt, w tym serwery i systemy pamięci masowych.

Możliwe zastosowania rozwiązań edge computing

Aplikacje, które wykorzystują przetwarzanie brzegowe, wymagają możliwie wysokiej przepustowości oraz niskiego poziomu opóźnień. Te warunki spełnia architektura sieciowa Multi-Access Edge Computing (MEC). Ponieważ platforma MEC może bezpośrednio wchodzić w interakcję z radiową siecią dostępową (RAN), może to zmniejszać przeciążenia pasma transmisji. W efekcie nastąpi lepsza wydajność aplikacji wymagających wysokiej przepustowości, takich jak rzeczywistość rozszerzona (Augmented Reality), lokalna dystrybucja treści i prawie wszystko, co przyczynia się do szybkiego rozwoju internetu rzeczy (IoT). Architektura MEC udostępnia też nowe rynki deweloperom oraz programistom, którzy projektują innowacyjne aplikacje oraz usługi mające działać w ramach rozwiązań brzegowych.

Możliwych zastosowań dla MEC jest wiele. Przykładem mogą być autostrady, na których działają systemy poboru opłat, takie jak funkcjonujący w Polsce viaTOLL. Generalnie zastosowanie edge computing sprawdza się w każdym środowisku, gdzie rejestrowana jest duża ilość drobnych zdarzeń. Dzieje się tak, ponieważ informacja o każdym z nich nie jest przesyłana bezpośrednio do centrali, dzięki temu zapobiegamy skokowemu wzrostowi ruchu w sieciach telekomunikacyjnych. Przesyłamy nie cały „ładunek” danych, który powstał w miliardach czujników IoT, ale maksymalnie 10% przetworzonych wstępnie danych.

Obecnie Polacy dopiero badają możliwości infrastruktury edge computing. Sprawdzają, w jaki sposób zastosować tego typu rozwiązania i jakie korzyści przyniosą one w przyszłości.

Wzrost ruchu w sieciach telekomunikacyjnych – jak go ograniczyć?

Już wkrótce, szczególnie w obliczu rozbudowy sieci 5G, wzrośnie zapotrzebowanie na infrastrukturę edge computing także wśród operatorów sieci komórkowych. Komercyjne uruchomienie sieci 5G spowoduje lawinowy wzrost ilości przetwarzanych danych, a obecna przepustowość sieci może temu nie sprostać. Najlepiej pokazuje to rzeczywistość pandemiczna, w której wszyscy zaczęli masowo uczyć się i pracować w domu.
Jeden z największych operatorów sieci komórkowych w kraju, Orange Polska, już kilka lat temu, oceniając na trzeźwo sytuację, wieszczył konieczność budowy kilkunastu tzw. Distributed Data Center, twierdząc, że w niedalekiej przyszłości żaden operator nie będzie w stanie zarządzać danymi w modelu scentralizowanym. Centra te miały być rozlokowane w odpowiednich miejscach w Polsce, tam, gdzie jest najwięcej klientów sieci. Celem było przejęcie większości lokalnego ruchu związanego z przesyłem danych. Firmy ograniczane są bowiem przez przepustowość łączy i rosnące ze zwiększającym się ruchem opóźnienia. Stąd większość ruchu należy przetwarzać lokalnie.

Ważne jest zatem wywieranie presji na firmy telekomunikacyjne, aby przyspieszyły budowę infrastruktury brzegowej, opartej na rozwiązaniach chmurowych. Ich sukces zależy od stworzenia sposobu na wykorzystanie nowych rozwiązań i możliwości w taki sposób, aby nie tylko zaoszczędzić, ale i wygenerować nowe źródła przychodów.

Autorem komentarza jest Dmitriy Akulov, założyciel start-upów i firm informatycznych appfleet, Prospect One, jsDelivr

Santander Bank Polska deklaruje przyjmowanie wniosków o nowe subwencje z Tarczy finansowej PFR 2.0

Santander Bank Polska planuje udostępnić mikro, małym i średnim firmom wnioskowanie o subwencje z Tarczy Finansowej PFR 2.0 w bankowości internetowej dla firm.

Rozpoczęły się prace nad uruchomieniem Tarczy Finansowej PFR 2.0, która ma być wsparciem dla firm z branż poszkodowanych w drugiej fali pandemii. Udostępnienie wniosku planowane jest w styczniu 2021 r., pod warunkiem uzyskania przez program notyfikacji Komisji Europejskiej.

PFR podaje, że planowana, łączna wartość pomocy w Tarczy Finansowej 2.0 to 35 mld zł, z czego 10 mld przeznaczone jest dla mikrofirm oraz firm z sektora MŚP. Środki, za pośrednictwem banków biorących udział w programie, trafią do prawie 40 branż, które musiały ograniczyć lub zawiesić działalność w związku z pandemią. Przyznanie subwencji uzależnione będzie od spadku obrotów oraz utrzymania funkcjonowania firmy i poziomu zatrudnienia.

W Santander Bank Polska prawie 53 tys. klientów firmowych i korporacyjnych otrzymało dotację za naszym pośrednictwem. Wartość środków przekazanych naszym klientom w pierwszej edycji Tarczy PFR przekroczyła 9,5 mld zł. Wówczas najwięcej wniosków napłynęło do nas od firm z sektora handlu detalicznego i hurtowego, z sektora przetwórstwa przemysłowego oraz sektora budowlanego. Jako bank planujemy pomóc przedsiębiorcom także w ramach Tarczy PFR 2.0. PFR będzie ją kierować do firm z branż, które musiały zawiesić lub znacząco ograniczyć działalność – m.in. do właścicieli hoteli i obiektów turystycznych, restauracji oraz firm zajmujących się organizacją targów czy kongresów – mówi Adrian Kaczmarek, menedżer w segmencie MŚP Santander Bank Polska.

W miarę postępu prac, bank będzie udostępniał informacje dla przedsiębiorców na swojej stronie santander.pl. Informacje będą też dostępne na stronie pfr.pl

Warto przypomnieć, że PFR za pośrednictwem banków prosi przedsiębiorców, którzy skorzystali z Tarczy 1.0 o dokumenty, które potwierdzają ich umocowanie do zawarcia umowy. Jeśli klient nie dopełni tej formalności do 31 grudnia 2020 roku, będzie musiał zwrócić całą subwencję.

System polityczny w Polsce nie działa. Widać to po spektakularnej porażce systemu opieki zdrowotnej

W państwie, w którym rząd pozuje na wszechmogący i zachowuje się autorytarnie, obarcza się go w całości odpowiedzialnością za porażki. Tak dzieje się właśnie z rządem PiSu, który mierzy się z ogromnymi protestami obywatelskimi na ulicach polskich miast. Upolitycznienie Trybunału Konstytucyjnego sprawia, że jego wyrok w oczach opinii publicznej jest wyrokiem rządu. Doprowadzając do takiej sytuacji władza sama ściągnęła na siebie złość społeczeństwa. W tej chwili podsyca zaś ją spektakularna śmierć państwowej służby zdrowia, w środku kryzysu pandemicznego. 

– Nie gwarantuje się obywatelom ich podstawowych praw i wolności. Normalne procedury państwa demokratycznego najzwyczajniej nie działają, bo popełniono w międzyczasie wiele fundamentalnych błędów. Do jednych z nich należy to, że przez trzy dekady nie zreformowano rządowej służby zdrowia. Zwiększano tylko poziom pieniędzy, które w tym systemie zostały zmarnowane bez zauważalnie lepszych efektów jakościowych – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Dzisiaj opieka zdrowotna jest takim organem rządowym, z którym każdy obywatel chce mieć pozytywny kontakt – a nie może z niego skorzystać. To w dużej mierze spowodowało, że obywatele wykazują tak duże zniecierpliwienie, agresję i chęć wyjścia na ulice. Wbrew zaklęciom, że opieka zdrowotna zdała egzamin podczas kryzysu – okazuje się, że ten system zwyczajnie nie działa. Niestety z bardzo tragicznymi następstwami dla wielu polskich rodzin. Dopóki nie będzie wizji dużej zmiany w państwie – atrakcyjnej dla kolejnych pokoleń, które nie doświadczyły biedy PRLu – trudno będzie uzyskać przyzwolenie i spokój w dalszym rządzeniu – podsumowuje Sadowski.

Szef nie wierzy w pandemię i nie chce pozwolić pracownikom na pracę zdalną

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom regularnie trafiają sprawy związane z faktem, że nie wszyscy pracodawcy uznają zasadność kierowania pracowników na pracę zdalną. Nisko oceniają jej efektywność i wolą bezpośrednio kontrolować tryb działania pracowników. Czy pracownik ma prawo żądać trybu Home Office jeżeli czuje się zagrożony zakażeniem? – Jeżeli nie ma bezpośredniego zagrożenia to praca zdalna pozostaje dobrą wolą pracodawcy. Należy jednak pamiętać, że odwołujemy się tutaj do silnych emocji pracownika takich jak lęk przed chorobą – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – W takich przypadkach najlepiej jeżeli dochodzi do rzeczowego dialogu między pracownikiem, a pracodawcą – dodaje.

„Szef boi się, że będąc w domu marnujemy czas za jego pieniądze”

Do Stowarzyszenia STOP Nieuczciwym Pracodawcom zgłosiła się mieszkanka Szczecina pracująca w jednej z firm zajmujących się dystrybucją mebli oraz artykułów wyposażenia wnętrz. Pracownica stwierdziła, że szefostwo ma poważny problem z wydawaniem pozwoleń na pracę zdalną, gdyż szefostwo nie ma przekonania do jej efektywności. Co więcej, pracownica twierdzi, że szef publicznie mówi, że „nie wierzy w żadną pandemię”.

– Tydzień temu był przypadek, że jedna z koleżanek miała objawy koronawirusa, zrobiła test i okazało się, że jest zakażona. Jej współpracownicy nie mieli żadnej kwarantanny, tylko trzy chętnie osoby skierowano na Home Office. Siedzimy biurko w biurko oddzieleni plandeką, korzystamy ze wspólnej kuchni, wspólnej łazienki. Niektórzy czują się zagrożeni, ale ciągle słyszymy, że mamy pracować w biurze, bo praca z domu jest nieefektywna i to jest strata czasu i pieniędzy – wyjaśnia kobieta.

Jakich argumentów używają pracownicy? Lęk przed zakażeniem. Jakich argumentów używa szefostwo? Brak efektywności pracowników i brak wiary w to, by koronawirus był niebezpieczny. – Nie wierzy w koronawirusa, nie przejmuje się zupełnie epidemią. Szef boi się, że będąc w domu marnujemy czas za jego pieniądze, wszystko co robimy w biurach jest weryfikowane, a w przypadku Home Office on czuje, że nie będzie mieć kontroli – dodaje. Skarżąca dodaje także, że dział HR miał sugerować żeby osoby poddające się kwarantannie nie informowały o tym współpracowników żeby „nie siać paniki”. Takie osoby miały być wysyłane na prace zdalną.

Przede wszystkim rozsądek! Specjaliści o trudnych relacjach pracownik-pracodawca w czasie pandemii

Praca zdalna w roku 2020 nie jest już niczym niezwykłym, ale dla wielu przedsiębiorców wciąż jest to zmiana, której nie rozumieją i nie akceptują. Wynika to zwykle z bardzo hierarchicznej kultury organizacyjnej w przedsiębiorstwie, gdzie szef ma bezpośrednią kontrolę nad pracownikami i lubi oceniać efekty ich pracy na bieżąco. Dla takich szefów praca zdalna jest „marnowaniem pieniędzy”, bo pracownik fizycznie nie przebywa w zakładzie pracy, a przecież w domu może robić, co mu się podoba bez kontroli.

– Nie ma obowiązku kierowania pracowników na pracę zdalną. Pracodawca może to zrobić, ale pamiętajmy, to jest jego dobra wola – mówi Prezes Małgorzata Marczulewska. – Nie możemy zapominać jednak o zdrowym rozsądku. Trzymanie kilkunastu pracowników w jednym biurze, gdy np. część osób albo nawet wszyscy równie efektywnie mogliby pracować z domu to narażanie całego zespołu na zakażenie. Przedsiębiorca powinien pamiętać: jeżeli zachoruje jedna osoba, to na kwarantannę mogą iść wszyscy, a wtedy praca się zatrzyma całkowicie – dodaje Prezes Marczulewska.

Sprawa została skonsultowana z prawnikami współpracującymi ze Stowarzyszeniem STOP Nieuczciwym Pracodawcom.  Mec. Grażyna Wódkiewicz zwraca uwagę, że sugestia, by nie informować współpracowników o kwarantannie obciążona jest ryzykiem, że niektórzy mogą nie być czujni, a potencjalnie mogą okazać się zakażeni lub narażeni na zakażenie. –  Całą sprawę należałoby ocenić przez pryzmat tego czy doszło do sytuacji, w której możliwe było zarażenie się pozostałych pracowników wirusem od pracownika, który udał się na kwarantannę. Mogło być tak, że ww. pracownik oczekiwał na wynik testu i pracownik polecił mu zachowanie dyskrecji do czasu uzyskania wyniku. Jeśli doszło do sytuacji potencjalnego zarażenia, to niewłaściwym byłoby ukrywanie tego przed pracownikami, bo tak naprawdę byłoby to narażanie ich życia i zdrowia.  Jeśli natomiast nie doszło do takiej sytuacji – przykładowo nikt nie miał kontaktu z tym pracownikiem, pracownik uzyskał negatywny wynik testu –  to nie ma powodu, aby nakazywać pracownikowi „milczenie o swoim stanie zdrowia” – wyjaśnia mec. Wódkiewicz.

Okolicznością łagodzącą dla pracodawcy jest fakt, że skierował on osobę na kwarantannie na pracę zdalną bez żadnych komplikacji.

Opodatkowanie spółek komandytowych mocno uderzy w sektor MŚP

Spółki komandytowe opodatkowane od 2021 roku. Północna Izba Gospodarcza krytycznie o tempie zmian w tym temacie.

Opodatkowanie spółek komandytowych staje się faktem w roku 2021. To fatalna wiadomość dla setek firm, szczególnie sektora MŚP, dla których forma komandytowa była najbardziej korzystną formą rozliczenia. Dlaczego Rząd RP zdecydował się na zmiany? W opinii ekspertów Północnej izby Gospodarczej jest to próba poszukiwania pieniędzy w kieszeniach przedsiębiorców w trudnych czasach pandemii koronawirusa. Efekt gospodarczy może być taki, że wiele firm straci stabilność finansową. Niektóre przestaną gromadzić kapitał i inwestować w rozwój, a jeszcze inne mogą stracić płynność finansową.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie od momentu ogłoszenia planu podwójnego opodatkowania spółek komandytowych aktywie działała w temacie lobbując za rozwiązaniami korzystnymi dla przedsiębiorców. Autorem izbowej koncepcji merytorycznej dla projektu zatrzymania rządowych planów był Michał Wojtas, ekspert podatkowy z Kancelarii EOL oraz członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Spółki komandytowe opodatkowane w roku 2021. Głęboka ingerencja w system podatkowy, która mocno uderzy w sektor MŚP

Dyskusja nad reformą trwała zaledwie kilkanaście tygodni. Rząd RP nie wysłuchał głosu przedsiębiorców i w ostatnim możliwie terminie nowe przepisy zostały uchwalone. Wszystkie spółki komandytowe w roku 2021 staną się podatnikami podatku CIT, co oznacza, że dochody wspólników będą opodatkowane podwójnie: – Zmiany zostały wprowadzone w takim tempie, że nie jestem przekonany czy wszyscy wspólnicy spółek komandytowych mają świadomość, że od 2021 roku będą opodatkowani podwójnie. Jest to zmiana bardzo głęboko ingerująca w system podatkowy. Spółki komandytowe to bardziej zaawansowana forma działalności, ale nie tak jak spółki z.o.o czy akcyjne. Taką formę wybierały najczęściej firmy rodzinne, co jest prawdziwym dramatem, bo te zmiany podatkowe z zaskoczenia dotykać będą firmy, które mają kredyty, horyzont zaplanowanych zdarzeń i często sporo problemów wynikających z bieżącej sytuacji gospodarczej (pandemia). Jestem przekonany, że wprowadzona zmiana w znaczący sposób wpłynie na efektywność i zyski przedsiębiorców – mówi Michał Wojtas, ekspert podatkowy i członek prezydium Północnej Izby Gospodarczej.

Oczywiste jest, że Rządowi RP zależy na zwiększenie wpływów do budżetu Państwa, który jest mocno uszczuplony przez pandemię koronawirusa. Przedsiębiorcy czują się potraktowani niesprawiedliwie, bo używana jest argumentacja konieczności uszczelniania systemu właśnie w tej przestrzeni: – Te zmiany wprowadzane są tak dynamicznie, że przedsiębiorcy nie mieli szans na to, by się do nich przygotować, zebrać kapitał dodatkowy, zmienić formułę przychodów czy zrewidować swoje plany zarobkowe. Z dnia na dzień muszą wziąć pod uwagę w swoich zyskach zupełnie nowy podatek. To sięganie głęboko do kieszeni przedsiębiorców – mówi Michał Wojtas. – Firmy wybierają sposób prowadzenia działalności dopuszczony przez prawo, planują projekty z dużym wyprzedzeniem, wspólnicy zostali potraktowani partykularnie niczym oszuści podatkowi. Zarzucono niektórym firmom „unikania płacenia podatków” przez zagranicznych właścicieli, a to tak naprawdę 1% spółek komandytowych, których dotyczy cała sprawa – dodaje.

„Nie da się planować inwestycji i zaciągać zobowiązania mając wizję tego, że w miesiąc może zmienić się cały system podatkowy”

Północna Izba Gospodarcza bardzo aktywnie zabierała głos w tej sprawie od początku pojawienia się tematu w agendzie publicznej. Zorganizowaliśmy spotkanie Zachodniopomorskiego Zespołu Parlamentarnego w tej sprawie. Aktywnie lobbowaliśmy u ekspertów ekonomicznych czy u posłów. Spotkaliśmy się także z Marszałkiem Senatu prof. Tomaszem Grodzkim: – Pomimo naszego ogromnego zaangażowania i ekspresowego tempa prac zespołu działającego przy Północnej Izbie Gospodarczej nie udało się zatrzymać rządowego ekspresu, który zdawał się zupełnie nie słuchać głosu przedsiębiorców. Liczyliśmy, że ten pomysł uda się anulować lub chociaż dać nam jeszcze rok byśmy dopasowali się do nowej formuły opodatkowania. Żyjemy w dynamicznych czasach, w podatkach zmiana jest pewną stałą, jesteśmy tego świadomi. Nie da się jednak planować inwestycji, zaciągać zobowiązania, rozwijać firmę, mając wizję tego, że w miesiąc może zmienić się cały system podatkowy. Tak nie może być, to nie sprzyja przedsiębiorczości – mówi Michał Wojtas.

Północna Izba Gospodarcza przeprowadziła dużą akcję informacyjną. Tematem zainteresowaliśmy osoby z naszego regionu, ale podjęliśmy także rozmowę z Rzecznikiem MŚP Adamem Abramowiczem. Podmioty z którymi podjęliśmy dyskusję bardzo pozytywnie oceniły nasze pomysły i zaangażowanie Izby w tym temacie. Efekt gospodarczy tej zmiany widoczny będzie szybciej niż się spodziewamy. Niestety prawdopodobnie negatywne.

Małe firmy przestają planować – funkcjonują z dnia na dzień

Firmy z sektora MŚP w czasie pandemii porzuciły długookresowe planowanie – tylko 5% z nich planuje działania na przyszły rok. Dwukrotnie wzrosła grupa przedsiębiorców, którzy nic nie zakładają, a zamiast tego wolą podejmować decyzje z dnia na dzień. Brak myślenia o rozwoju to działanie na granicy egzystencji – wskazują eksperci z Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG.

Grudzień to czas, w którym spisujemy swoje postanowienia noworoczne, a firmy zamykają budżety i harmonogramy działań na kolejny rok. Zazwyczaj, bo tym razem spora część z nich tego nie zrobi. Dalekosiężne plany są luksusem, z którego firmy rezygnują w czasie pandemii.

Ubywa długodystansowców

Jak wskazuje badanie IMAS International przeprowadzone wśród przedsiębiorców w IV kwartale br. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG „Płynność finansowa MŚP w pandemii”, przedsiębiorcy porzucają długoterminowe strategie na rzecz podejmowania doraźnych decyzji. Przy czym planowanie działań z wyprzedzeniem nie było priorytetem mikro, małych i średnich firm także i w czasach prosperity.

Blisko co czwarty przedsiębiorca (24,8%) przed pandemią tworzył harmonogram działań na najbliższy miesiąc. Ponad 31% firm planowało swoje działania z kwartalnym wyprzedzeniem. Co piąty (19,8%) planował najbliższe pół roku, a tylko 17% planowało odważnie cały najbliższy rok. 7% respondentów podejmowało decyzje ad hoc.

W czasie pandemii w widoczny sposób zwiększyła się grupa firm, które podejmują decyzje z dnia na dzień (+8 pp.) oraz z miesięcznym wyprzedzeniem (+7,2 pp.). Zdecydowanie malał natomiast odsetek przedsiębiorców, którzy planują działania na najbliższy rok (-11,2 pp.) i tych, którzy planują najbliższe pół roku (-6,6, pp.).

– Bez wątpienia wpływ na to ma pandemia, która gwałtownie zweryfikowała plany przedsiębiorców – uważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej SA i dodaje: – Firmy w krótkim czasie musiały stawić czoła recesji, wiele koncepcji biznesowych legło w gruzach, część branż, jak: HoReCa, MICE, fitness, beauty z dnia na dzień straciły źródło dochodu. Przedsiębiorcy, którzy wcześniej poczynili plany na najbliższy rok, nie uwzględnili w nich światowego kryzysu wywołanego przez pandemię. A ponieważ nikt tak naprawdę nie wie, kiedy się ona zakończy, dużo ostrożniej podchodzą do planowania działań z wyprzedzeniem. Przybywa natomiast firm, które wolą podejmować decyzje z dnia na dzień, co może mieć niestety negatywne konsekwencje dla całej gospodarki.plan dzialania firmy

Plany są bezużyteczne, ale planowanie jest koniecznością

Niespodziewane problemy finansowe firm w pandemii spowodowały, że część z nich zaniechała również planowania budżetów. O ile przed pandemią 7% firm w ogóle tego nie robiło, tak teraz grono rezygnujących wzrosło do 12,2% firm.

Wcześniej niemal tyle samo firm (ok. 20%) planowało budżet z wyprzedzeniem miesięcznym co rocznym czy półrocznym. Największą grupę przedsiębiorców stanowili zwolennicy planowania finansów na najbliższy kwartał (30,4%). Pod wpływem pandemii różnice w tworzeniu budżetu stały się bardziej widoczne. Nadal większość, bo 37,2% stanowią firmy, które ustalają swój budżet na 3 miesiące do przodu i jest to wzrost o 6,7 pp., ale spadł wyraźnie odsetek firm, które budżetują najbliższe pół roku (-6,2 pp.) i rok (-12,2 pp.).

Wiele firm, nawet jeśli przygotowuje budżet na przyszły rok, to rezygnuje w nim z inwestycji. Z kilku powodów: po pierwsze nie wiedzą, kiedy się skończy pandemia i związane z nią problemy, po drugie wielką niewiadomą jest znalezienie pieniędzy na rozwój. Polityka kredytowa banków i firm leasingowych może się w każdej chwili zmienić. Sami przedsiębiorcy też nie chcą zaciągać zbyt wielu zobowiązań, nie mając pewności, że będą mieli je z czego spłacać. Większy komfort daje pożyczanie pieniędzy akonto już wystawionych faktur, bo te już zarobili, tylko czekają na zapłatę. W czasach niepewności faktoring staje się najpewniejszym źródłem finansowania – wskazuje Dariusz Szkaradek, prezes Zarządu NFG.plan budzet

Badanie „Płynność finansowa MŚP w pandemii” na zlecenie Krajowego Rejestru Długów i firmy faktoringowej NFG przeprowadzone przez IMAS International na przełomie października i listopada 2020 r. metodą CAWI na grupie 500 mikro, małych i średnich przedsiębiorstw.

Answear.com o krok od debiutu na GPW

Answear.com, wiodąca platforma cyfrowej sprzedaży odzieży w regionie Europy Środkowo-Wschodniej finalizuje postępowanie prospektowe i przygotowuje się do rozpoczęcia pierwszej oferty publicznej. Spółka planuje zadebiutować na rynku głównym do końca 2020 roku.

– Wejście na giełdę to dla nas naturalny krok związany z dynamicznym rozwojem biznesu, dużą skalą działania, a także apetytem na więcej. Dzięki ofercie publicznej pozyskamy środki na realizację naszych strategicznych celów. Mam tu na myśli przede wszystkim powiększenie oferty produktowej, rozwój działalności na nowych rynkach, a także zwiększenie świadomości marki Answear.com wśród potencjalnych klientów. To główne filary rozwoju, które bezpośrednio będą wpływać na budowę wartości spółki dla naszych akcjonariuszy. – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com

Debiut Answear.com związany będzie z emisją nowych akcji oraz sprzedażą do 50 proc. pakietu akcji przez fundusz MCI Capital (MCI. TechVentures 1.0). Większościowy akcjonariusz – Fundusz Forum X, powiązany z prezesem Krzysztofem Bajołkiem oraz członkiem rady nadzorczej Arkadiuszem Bajołkiem, nie będzie uczestniczył w transakcji. Akcjonariusze zobowiążą się nie sprzedawać akcji Spółki przez okres 12 miesięcy od transakcji.

Answear.com to internetowa platforma sprzedażowa z markową odzieżą̨, obuwiem oraz akcesoriami, która działa od 2011 r. Spółka prowadzi obecnie działalność w 7 krajach Europy Środkowo-Wschodniej: Bułgarii, Czechach, Polsce, Rumunii, Słowacji, Ukrainie oraz Węgrzech. Sprzedaż jest zdywersyfikowana geograficznie, a żaden z rynków nie stanowi więcej niż 30 proc. udziału w całkowitych przychodach Spółki. Answear.com oferuje około 90 tys. produktów z ponad 350 światowych marek.

Osiągnęliśmy już dużą skalę działalności, za ostatnie 12 miesięcy (liczone od końca września) nasze przychody wyniosły 369 mln zł. Jednocześnie utrzymujemy wysokie, kilkudziesięcioprocentowe dynamiki wzrostu. W listopadzie osiągnęliśmy rekordowe wyniki sprzedaży w historii platformy, przychody wzrosły o przeszło 60 proc. rdr. Pozwala to nam z dużym optymizmem patrzeć na wyniki za IV kwartał. – mówi Krzysztof Bajołek.

Szczegóły dotyczące oferty zostaną udostępnione w prospekcie emisyjnym po jego zatwierdzeniu przez Komisję Nadzoru Finansowego. Po publikacji prospekt zostanie również udostępniony na stronie internetowej Spółki https://answear.com/relacje-inwestorskie.

W połowie września złożyliśmy prospekt emisyjny do Komisji Nadzoru Finansowego. Obecnie finalizujemy to postępowanie. Liczymy, że uda nam się zadebiutować jeszcze w obecnym roku.– dodaje Krzysztof Bajołek.

Globalnymi Koordynatorami oferty, prowadzącymi księgę popytu jest mBank oraz Trigon Dom Maklerski. Doradcą prawnym Spółki w tym procesie jest Kancelaria Prawna Dubiński Jeleński Masiarz i Wspólnicy. Audytorem Spółki jest Grant Thornton.

Bezpłatna Konferencja ONLINE – Cyfrowa Transformacja w Biznesie

Jak rozpocząć proces zmiany i zadbać o rozwój technologiczny firmy?

Już 10 grudnia o godzinie 9:30 odbędzie się konferencja, podczas której zostaną przedstawione najnowsze trendy w zakresie udoskonalania procesu cyfrowej transformacji. Analityka danych, digitalizacja procesów wewnętrznych, automatyzacja oraz sztuczna inteligencja, to obszary, które stają się niezbędne, aby firmy funkcjonowały efektywniej.

Serdecznie zapraszamy do udziału i rejestracji na konferencję ONLINE

Wśród wystąpień m.in.:

  • Czy Twoja firma jest gotowa na nieuchronną cyfryzację?

Hubert Turaj – Grant Thornton

  • Droga do innowacji – modele funkcjonowania komórek innowacyjnych w organizacji – doświadczenia i dobre praktyki

Paulina Skrzypińska – BNP Paribas

  • Jak przygotować organizację, aby transformacja cyfrowa mogła zakończyć się sukcesem – Case study

Natalia Suska – NeuroHM

  • Podpis elektroniczny i forma elektroniczna umów – dlaczego digitalizacja zawierania umów idzie wolniej niż myśleliśmy?

Tomasz Zalewski – Bird & Bird

  • Jak stać się data-driven organization?

Łukasz Grala – TIDK

Biznesowym celem cyfrowej transformacji jest niewątpliwie redukcja kosztów oraz poprawa jakości i uatrakcyjnienie oferty. Warto zaznaczyć, że zachodząca na naszych oczach cyfrowa rewolucja, zakłada postawienie klienta w centrum uwagi. To stwierdzenie wiąże się ze stałym monitorowaniem i zbieraniem danych o potrzebach i nastawieniu konsumentów, a nawet przewidywaniem ich zachowań, Stosowanie najnowszych rozwiązań technologicznych niewątpliwie wpływa na pozyskiwanie przewagi konkurencyjnej na rynku. Właśnie te firmy, które staną się przedsiębiorstwami cyfrowymi, będą liderami zmian w biznesie, w swoim sektorze.

Spotkanie będzie idealnym miejscem do wymiany doświadczeń oraz dyskusji z ekspertami branżowymi.

9:30 | Czwartek, 10 grudnia 2020

Aby wziąć bezpłatny udział w konferencji ONLINE, wystarczy zarejestrować się na stronie: https://kongrestransformacji.pl/

Uwaga, ilość miejsc ograniczona! Decyduje kolejność zgłoszeń.

Monika Strogulska-Dwojak nową PR Manager w IAA Polska

Od 1 grudnia 2020 r. do zespołu IAA Polska Międzynarodowego Stowarzyszenia Reklamy dołączyła Monika Strogulska-Dwojak, która objęła stanowisko PR Managera. Zajmie się zarówno komunikacją wewnętrzną, jak i zewnętrzną, skierowaną do wszystkich interesariuszy Stowarzyszenia, a także zaangażuje się w nowe projekty przygotowywane przez organizację.

Monika Strogulska-Dwojak ma kilkunastoletnie  doświadczenie w komunikacji. Pracując jako Group Head i copywriterka w agencji reklamowej IQ Marketing, obsługiwała takie marki jak: PLL LOT, MasterCard, Citibank, Żywiec Zdrój, czy marki koncernu Unilever.  Pracowała również jako koordynator komunikacji w fundacji korporacyjnej oraz jako PR Manager w agencji eventowej i w wydawnictwie.

Jest absolwentką Uniwersytetu Warszawskiego (socjologia), Szkoły Głównej Handlowej (podyplomowe studia Public Relations) i Szkoły Trenerów INTRA (uprawnienia do prowadzenia szkoleń komunikacyjnych).

Doświadczenie i entuzjazm Moniki są obietnicą ciekawej i owocnej współpracy. Jestem przekonany, że nasi członkowie bardzo szybko dostrzegą efekty jej pracy – mówi Jerzy Minorczyk, Dyrektor Generalny stowarzyszenia.

CASE: W długim terminie możemy spodziewać się wzrostu bezrobocia. Na razie przed zwolnieniami firmy powstrzymują warunki pomocy publicznej

Według badania Diagnoza.plus, przeprowadzonego pod koniec października, bezrobocie jesienią nie spadło, choć normalnie w tym okresie jest niższe ze względu na sezon przedświąteczny. Rodzi to obawy o zachowanie rynku pracy po Nowym Roku. Według prezes Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych trudna sytuacja na wielu firmach wymusiłaby redukcję etatów, ale pracodawcy nie mogą tego zrobić ze względu na otrzymaną pomoc państwa. To może pogłębić ich problemy finansowe.

Nasze badanie Diagnoza.plus (D+) wskazuje na zatrzymanie się wzrostu stopy bezrobocia. Oscyluje ona obecnie na poziomie około 6 proc. Jest to ten sam poziom, który obserwowaliśmy w wakacje i w czerwcu. Uważam, że to jest trend niepokojący – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Izabela Styczyńska, prezes CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych. – W normalnej sytuacji powinniśmy oczekiwać spadku bezrobocia ze względu na prace sezonowe związane z okresem przedświątecznym, które w tej chwili powinny mieć miejsce. 

Badanie przeprowadzone przez naukowców z UW we współpracy z think-tankami, m.in. CASE, uwzględnia nie tylko osoby, które są zarejestrowane w urzędach pracy jako bezrobotne i szukające pracy, ale także te, które z różnych przyczyn, np. opieki nad dziećmi, nie mogą ani wykonywać, ani poszukiwać zajęcia. Z badania wynika, że choć bezrobocie w danych rejestrowych nie zmieniło się od lipca, to w tym czasie wzrosła liczba osób gotowych do podjęcia pracy, lecz chwilowo jej nieposzukujących. Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności (BAEL) także pokazuje głównie wzrost liczby osób biernych zawodowo, a nie bezrobotnych.

W porównaniu do wcześniejszych edycji badania D+ spada gotowość do podjęcia pracy. Obecnie deklaruje ją ok. 33 proc. bezrobotnych. To mniej niż na początku pandemii, ale i tak trzy razy więcej niż przed nią. Niepokojącym zjawiskiem jest fakt, że jesienią zaledwie co szósta osoba bez pracy była zarejestrowana w urzędzie pracy, a to mniej niż latem. Z drugiej strony osoby, które chcą pracować, bardziej angażują się w poszukiwanie zajęcia w porównaniu do czasu sprzed pandemii. Normalnie aktywnie poszukuje pracy ok. 8 proc. badanych, podczas gdy w czasie koronawirusa ich odsetek wzrósł do 40 proc.

Zdaniem dr Izabeli Styczyńskiej w długim terminie możemy się spodziewać wzrostu bezrobocia.

Przedsiębiorstwa, które otrzymały finansowanie w ramach tarczy ochronnej na początku tego roku, zostały zobowiązane do tego, że nie zwolnią pracowników. One dalej borykają się z różnego rodzaju obostrzeniami, spowolnieniem rynku, co powoduje, że powinny zwolnić te osoby, bo inaczej zbankrutują. Jednak formalnie nie mogą tego zrobić, bo będą musiały zwrócić dofinansowanie, co znowu wiąże się z ryzykiem bankructwa, a więc te osoby i tak pracę stracą – tłumaczy.

Spośród osób objętych badaniem mniej więcej co piąta prowadziła działalność gospodarczą. Z tej grupy 30 proc. zadeklarowało, że pandemia i lockdown nie miały wpływu na ich funkcjonowanie. Jednak aż 20 proc. mikroprzedsiębiorców musiało zamknąć działalność, choć przed pandemią tylko co piąta z nich borykała się z kłopotami. Nieco ponad 21 proc. przedsiębiorców, którzy zaniechali działalności, utrzymuje, że lepiej zorganizowana pomoc państwa pomogłaby im w zachowaniu firmy.

70 proc. firm skorzystało z programu wsparcia, 30 proc. firm nie mogło z nich skorzystać z powodu różnego rodzaju kryteriów, które były wprowadzane. Nie mogły z tego korzystać start-upy, firmy, które zostały założone w 2019 bądź 2020 roku, ponieważ nie mogły wykazać spadku przychodu – wyjaśnia  prezes CASE. – 8 proc. firm oceniło programy pomocowe jako bardzo istotne dla ich egzystencji programy, które pozwoliły im przetrwać. Około 30 proc. firm powiedziało, że pomogły im one przetrwać, ale nie były kluczowe w niezamykaniu działalności.

Pozytywna informacja płynie z badania na temat sytuacji finansowej pracowników. Spada wśród nich odsetek tych, którzy otrzymują niższe pensje niż przed pandemią.

O ile w ostatnim badaniu 30 proc. pracowników deklarowało niższe pensje, o tyle obecnie jest to połowa mniej, czyli około 15–16 proc. – mówi dr Izabela Styczyńska. – Głównie są to osoby, których wynagrodzenia są powiązane z systemem bonusowym za wyniki, osoby, które dostają wynagrodzenie w tzw. kopercie bądź pod stołem, oraz takie, które są wynagradzane za przepracowane godziny.

Na wejście do branży IT decyduje się coraz więcej młodych. Większość programistów to samoucy, a co trzeci zaczynał od studiów kierunkowych

Ponad 60 proc. polskich programistów deklaruje, że samodzielnie stawiało pierwsze kroki w zawodzie. Tylko 35 proc. zgłębianie IT zaczynało na studiach, a 4 proc. – od kursów programowania – wynika z Antybadania firmy Just Join IT. Wbrew stereotypom programiści to nie zamknięci w domach introwertycy mieszkający z rodzicami, ale ludzie, którzy mają lub planują założyć rodzinę, lubią integrację z zespołem i sport. Co drugi pracownik podkreśla, że bardzo ceni sobie work–life balance.

Okazuje się, że stereotypowy programista nie istnieje, a kilka łatek, które im przylepiliśmy, nie mają nic wspólnego z rzeczywistością – podkreśla inicjator badania Piotr Nowosielski, prezes Just Join IT, portalu gromadzącego oferty pracy z branży IT. – 85 proc. polskich programistów lubi spędzać czas wśród innych, integrować się z zespołem, jeździć na wyjazdy integracyjne. Nie są więc oni introwertykami, jak wskazują stereotypy.

Kolejny mit to pogląd, że programista mieszka z rodzicami. Według Antybadania tylko 16 proc. pracowników IT nie wyprowadziło się jeszcze z rodzinnego domu. Nie są też zadeklarowanymi samotnikami. Blisko połowa chce mieć dzieci, a co czwarty przyznaje, że gdyby nie praca, już skupiłby się na rodzinie. Zdecydowana większość deklaruje, że ma lub chce mieć w przyszłości zwierzaka.

– Wbrew pozorom polski programista to człowiek, który lubi sport. Uprawia go 80 proc. z nich [43 proc. regularnie, czyli co najmniej dwa razy w tygodniu, a 42 proc. sporadycznie – red.] wyjaśnia Piotr Nowosielski. – Cenią sobie także work–life balance, na co również bardzo często wskazywali w naszym Antybadaniu.

Programiści nie kodują całą dobę. Ponad połowa pracuje po sześć–osiem godzin dziennie. Wolny czas – jak przedstawiciele innych branż – spędzają najchętniej na oglądaniu filmów i seriali (67 proc. wskazań), głównie na Netfliksie oraz HBO Go.

Antybadanie wskazuje także, że kariera w IT często nie zaczyna się od specjalistycznego wykształcenia, a wejście do branży staje się coraz prostsze. Tylko 35 proc. badanych w zawodzie startowało od kierunkowych studiów, a częściej uczyli się samodzielnie (prawie 61 proc.). To oznacza, że wielu pracowników IT zaczęła programować, zanim wybrała studia informatyczne. Według deklaracji respondentów wykształcenie wyższe powiązane z zawodem ma prawie 55 proc. z nich.

Co najczęściej skłania młode osoby do kariery w IT? Prawie 80 proc. przyznało, że było to zainteresowanie technologiami. Dla blisko połowy motywacją były perspektywy rozwoju zawodowego, a także zarobki.

W zarobkach sytuacja jest dosyć mocno zróżnicowana. Kiedy mówimy o osobie, która wchodzi na rynek bez doświadczenia i chce przede wszystkim otrzymać szansę od pracodawcy, to zarabia około 2,5–3 tys. zł netto na start. Jeżeli jej nauka będzie szła harmonijnie, to po roku–dwóch te zarobki mogą sięgać 5–7 tys. zł, natomiast później mogą dojść do nawet 15–20 tys. zł, a ci najlepsi zarabiają już od dawna ponad 30 tys. zł netto na polskim rynku – mówi prezes Just Join IT.

Co ciekawe, większość programistów przyznaje, że ich praca to nie tylko nudne wklepywanie kodów. Trzy czwarte uważa, że mają ciekawe zajęcie. O tym, że programiści lubią swoją pracę, może świadczyć fakt, że duża grupa badanych w odpowiedzi na to, co robiliby w życiu, gdyby nie musieli zarabiać pieniędzy, przyznała, że dalej by programowała – prawie 42 proc. dla własnej satysfakcji.

Zawód programisty cały czas się zmienia i jest na tyle dynamiczny, że wymaga nie tylko umiejętności ścisłych, ale też miękkich – mówi Piotr Nowosielski. – Pojawiają nam się nowe dziedziny nauki takie jak sztuczna inteligencja, Big Data, Data Science. Obecnie programista musi mieć zdecydowanie więcej kompetencji miękkich, które polegają również na tym, aby komunikować się w zespole, z osobami odpowiedzialnymi za projekt i pracować bardziej kreatywnie nad tymi rozwiązaniami, które dopiero będą kształtować naszą przyszłość.

Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, stres i noszenie maseczek

Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, <a title=stres i noszenie maseczek" title="Przez pandemię pogarsza się kondycja skóry Polaków. Przyczynami rezygnacja z wizyt u dermatologa, stres i noszenie maseczek" />

Prawie połowa pacjentów ze schorzeniami dermatologicznymi ogranicza lub rezygnuje z wizyt u lekarzy specjalistów w czasie pandemii COVID-19 – wynika z badania przeprowadzonego w ramach kampanii #WłączLeczenie. – Przewlekłe choroby skóry nieregularnie kontrolowane mogą się zaostrzyć,  a wtedy ich terapia jest bardzo trudna – przestrzega dermatolog, dr Ivana Stanković. Już teraz ponad połowa pacjentów dostrzega pogorszenie kondycji skóry w czasie pandemii. Wpływ na to może mieć nie tylko brak opieki dermatologicznej, lecz również stres i noszenie maseczek.

– Zasadniczo pandemia koronawirusa źle wpłynęła na skórę Polaków. To wynika przede wszystkim z lęku przed przychodzeniem na wizyty i spotkaniem się z innymi ludźmi w poczekalni. Jeśli pacjenci kontaktują się z lekarzem, to jedynie w przypadku dokuczliwej choroby albo bardzo gwałtownych zaostrzeń chorób przewlekłych skóry – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Ivana Stanković, właścicielka kliniki Dermea.

Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez SW Research na zlecenie firmy Galderma, inicjatora kampanii HASHWłączLeczenie, 53,2 proc. badanych zauważyło pogorszenie kondycji swojej skóry (13,3 proc. podkreśla, że stan ten jest zdecydowanie gorszy) w porównaniu do sytuacji sprzed pandemii. Co trzecia osoba nie zauważyła zmian, a 15 proc. dostrzegło poprawę.

– Negatywnie na kondycję skóry wpływają również stres wywołany pandemią i częste noszenie maseczek – wymienia dermatolog. – Wszystkie te czynniki powodują, że nasza skóra jest mniej zadbana.

Regularne wizyty są szczególnie ważne w przewlekłych chorobach skóry, np. trądziku, trądziku różowatym, atopowym zapaleniu skóry czy łuszczycy.

– Te choroby nieleczone i nieregularnie kontrolowane mogą się bardzo mocno zaostrzyć, a wtedy terapia jest bardzo trudna. Poza tym mogą one zostawić przewlekłe ślady, takie jak blizny potrądzikowe czy przebarwienia, które też trudno leczyć – wyjaśnia dermatolog. – Głównym celem kampanii #WłączLeczenie jest edukacja naszych pacjentów, aby nie przerywali terapii przewlekłych chorób skóry.

Tym bardziej że w badaniu SW Research cała grupa badanych pacjentów dermatologicznych podkreśliła, że ich choroba w ostatnich miesiącach wymagała konsultacji dermatologa. W badaniu z czerwca br. 61,4 proc. deklarowało, że z niej skorzystało w trakcie zalecanej izolacji społecznej. W listopadowej edycji odsetek ten wzrósł do 79 proc., co może wynikać właśnie z obserwowanego pogorszenia stanu skóry.

Osoby, które nie korzystały z konsultacji dermatologicznej w czasie pandemii, najczęściej uzasadniały to tym, że wizyty u lekarzy zostały czasowo zawieszone (45,9 proc.). Prawie 40 proc. wskazało, że możliwe były konsultacje zdalne, ale taka forma im nie odpowiadała.

– Każda e-wizyta może być równie skuteczna jak wizyta tradycyjna. Dla pacjentów największą przeszkodą jest to, że nie mogą osobiście spotkać się z lekarzem, dlatego wielu z nich uważa, że e-konsultacja nie jest tak samo wartościowa jak wizyta tradycyjna – mówi dr Ivana Stanković. – Zapewniam jednak, że jest tak samo wartościowa.

Najczęstszą formą konsultacji dermatologicznych w czasie pandemii były wizyty stacjonarne – prawie połowa badanych korzystających z porady w tym czasie wskazywała na taką ich formę. Na konsultacje online oraz rozmowy telefoniczne wskazało po około 40 proc. badanych. Połowa badanych uważa, że wie, jak przygotować się do takiej wizyty, co piąta osoba przyznaje, że nie posiada takiej wiedzy.

– Przy łączeniu online warto zadbać o dobre warunki techniczne, czyli dobre oświetlenie, dobrą kamerę i mikrofon, żebyśmy mogli bez przeszkód porozmawiać – podpowiada dermatolog.

Osoby, które zdecydowały się na tele- lub wideoporadę, najczęściej twierdziły, że była to jedyna dostępna opcja. Decydowali się na nią także pacjenci, którzy konsultowali się ze swoim stałym lekarzem znającym ich problemy, oraz ci, którzy potrzebowali jedynie e-recepty na kontynuację leczenia.

Badanie SW Research pokazało także, że za najważniejsze cechy dobrej konsultacji dermatologicznej odbywającej się online pacjenci uznają: krótki czas oczekiwania (52,1 proc. wskazań), zaangażowanie ze strony lekarza (49,2 proc.) oraz zapewnienie o możliwości zrobienia dodatkowych badań laboratoryjnych w razie potrzeby (prawie 39 proc.).

Technologiczna rewolucja w handlu przyspieszyła dzięki pandemii. Skanowanie i płatności w aplikacji mobilnej mają zwiększyć bezpieczeństwo zakupów

Pandemia sprawiła, że podczas zakupów przykładamy większą wagę do własnego bezpieczeństwa i zachowywania dystansu. Choć w rekordowym tempie rośnie rynek e-commerce, Polacy wciąż kupują także w sklepach stacjonarnych, które w dobie koronawirusa zaczęły zbroić się w nowe technologie. Sieci handlowe wprowadzają rozwiązania, które pomagają zachować dystans i zwiększają bezpieczeństwo, takie jak np. mobilne kasy samoobsługowe. Całkowicie bezdotykowe płatności od 1 grudnia uruchomiła sieć Rossmann. Artykuły w popularnej drogerii można skanować za pomocą telefonu i zapłacić za nie aplikacją mobilną.

– Rossmann GO to nowy sposób robienia zakupów w naszych drogeriach, z możliwością płacenia przy użyciu płatności mobilnych w telefonie, bez konieczności podchodzenia do kasy – mówi Marcin Grabara, wiceprezes Rossmanna.

Z badania KPMG wynika, że przed koronawirusem stosunek jakości do ceny był najważniejszym czynnikiem wpływającym na podjęcie decyzji zakupowej dla 80 proc. Polaków. Wybuch pandemii zmienił ich oczekiwania w tym względzie, a na znaczeniu zyskało własne bezpieczeństwo, na które zaczęło zwracać uwagę o 58 proc. więcej osób niż przed pandemią. Coraz więcej klientów (wzrost o 41 proc.) oczekuje także łatwości dokonywania zakupów. Wśród niedogodności, które nam ten proces utrudniają, 60 proc. osób wymienia zbyt duże kolejki do kas uniemożliwiające zachowanie dystansu społecznego. Dlatego też coraz więcej sklepów wprowadza rozwiązania, które mają ułatwić zakupy i uczynić je bezpieczniejszymi.

– Podczas pandemii nie wstrzymaliśmy inwestycji. Odpowiedzieliśmy na sygnalizowaną przez naszych klientów potrzebę zakupów jeszcze bardziej bezpiecznych, bezdotykowych. W każdej z 1500 naszych drogerii wprowadziliśmy kasy samoobsługowe. 1 grudnia wystartowaliśmy z nową formą zakupów, dzięki której będą one jeszcze prostsze i także bezpieczniejsze. Klient skanuje produkty telefonem dzięki aplikacji Rossmann PL, wkłada je do swojej torby i płaci online. Jeśli chce, ma też możliwość zapłacenia w kasie samoobsługowej lub tradycyjnej – tłumaczy Marcin Grabara.

Aby skorzystać z Rossmann GO, należy zainstalować aplikację Rossmann PL, wstąpić do Klubu Rossmann, a podczas zakupów wyrazić zgodę na udostępnienie lokalizacji lub zeskanować kod QR sklepu. Funkcję skanera pełni smartfon, po zakończeniu zakupów należy wybrać sposób płatności, np. przez przelew, BLIK-iem czy kartą płatniczą, którą można podpiąć do aplikacji. Z badania KPMG wynika, że 41 proc. Polaków od momentu wybuchu pandemii koronawirusa rzadziej płaci za zakupy gotówką. 24 proc. respondentów częściej wykorzystuje w tym celu cyfrowy portfel.

Branża handlowa dzięki sztucznej inteligencji i inteligentnym algorytmom przechodzi transformację. Pandemia tylko ją przyspieszyła. Część sieci wprowadziła np. mobilne kasy samoobsługowe, które same skanują produkty, a należność jest automatycznie pobierana z konta.

Przedstawiciele firmy liczą, że Rossmann GO spotka się z podobnym zainteresowaniem, co sama aplikacja sieci, która w ciągu kilku miesięcy od pojawienia się na rynku trafiła do czołowej dziesiątki najpopularniejszych aplikacji mobilnych w Polsce.

– Rossmann jest w Polsce liderem nowoczesnych rozwiązań technologicznych w sklepach i drogerii online. Z naszej aplikacji zakupowej korzysta już 7 mln użytkowników – podkreśla wiceprezes Rossmanna.

Coraz bliżej powstania Polskiej Doliny Medycznej. Już w pierwszym kwartale 2021 roku rusza polski hub biotechnologiczny

Agencja Badań Medycznych we współpracy ze szwedzko-brytyjskim gigantem farmaceutycznym buduje polski hub biotechnologiczny. Dzięki niemu rodzimy dorobek naukowy w dziedzinie biotechnologii nie będzie już eksportowany, lecz doczeka się komercjalizacji w kraju. Budowana jest także fabryka osocza, która uniezależni nas od importowanych preparatów wytwarzanych z krwi. Obie inwestycje pomogą zawalczyć o udział Polski w rynku, który w najbliższych latach niemal podwoi swoją wartość. Czuwać nad nimi będzie prezes ABM, powołany właśnie na nowe stanowisko pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii.

– Przede mną dwa bardzo ważne sektorowe zadania – rozwój biotechnologii, którego pierwszym namacalnym efektem będzie stworzenie w Warszawie hubu biotechnologicznego. Drugie zadanie to budowa polskiej fabryki osocza. Bardzo duży, skomplikowany projekt, który od wielu lat nie doczekał się realizacji. Mam nadzieję, że tym razem uda się z pełną determinacją doprowadzić go do szczęśliwego końca, bo to istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa polskich pacjentów i samowystarczalności Polski w tym zakresie – mówi agencji Newseria Innowacje dr n. med. Radosław Sierpiński, prezes Agencji Badań Medycznych i pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych.

Warsaw Health Innovation Hub ma być platformą przeznaczoną do wykorzystywania rozwiązań informatycznych w celu poprawy opieki zdrowotnej w Polsce. Projekt prowadzony będzie przez firmę farmaceutyczną AstraZeneca we współpracy z Agencją Badań Medycznych. Brytyjsko-szwedzki koncern ma już na koncie podobne realizacje między innymi w Rosji, Brazylii czy Argentynie.

– Z partnerami prywatnymi, w modelu partnerstwa publiczno-prywatnego, chcemy wpierać innowacje w systemie ochrony zdrowia, wspierać i akcelerować polskie start-upy tak, żeby te technologie, które już są obecne na naszym rynku, znalazły właściwe źródło finansowania, mogły być w szerokiej skali wdrożone do polskiego systemu ochrony zdrowia. I po to potrzebni nam są wszyscy interesariusze tego systemu, żeby wspólnie zaplanować te inicjatywy – mówi dr Radosław Sierpiński.

W zespole roboczym dedykowanym projektowi WHIH znaleźli się przedstawiciele Ministerstwa Rozwoju, Pracy i Technologii, Ministerstwa Zdrowia, AstraZeneca Pharma Poland, a także Agencji Badań Medycznych, Narodowego Funduszu Zdrowia, Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji oraz Centrum e-Zdrowia. Hub ma rozpocząć działalność jeszcze w pierwszym kwartale przyszłego roku. Ambicją jego twórców jest jednak doprowadzenie do powstania Polskiej Doliny Medycznej, w której uda się zintegrować wiedzę naukową z biznesem i instytucjami publicznymi.

– Sektor biotechnologiczny w Polsce na pewno ma bardzo duży potencjał. Widzimy to również w analizach, jeżeli chodzi o potencjał kadrowy oraz infrastrukturalny. Dostępność do laboratoriów, do mikroskopów wysokiej klasy jest w Polsce zabezpieczona. I to niewątpliwie cieszy. Natomiast dopiero ostatnie lata przynoszą wyraźne zainteresowanie rozwojem tego sektora, zarówno pod kątem gospodarczym, jak i naukowym – twierdzi prezes ABM.

Drugie z zadań stawianych przed pełnomocnikiem Prezesa Rady Ministrów ds. rozwoju sektora biotechnologii i niezależności Polski w zakresie produktów krwiopochodnych to stworzenie polskiej fabryki osocza, a właściwie Polskiego Frakcjonatora Osocza. Pozwoliłoby to Polsce uniezależnić się od zagranicznych dostawców preparatów krwiopochodnych. Obecnie krew pozyskiwana od krwiodawców musi być sprzedawana do zagranicznych producentów i odkupowana po przerobieniu na produkty lecznicze. Z danych ABM wynika, że jest to 200 tys. litrów osocza rocznie.

– Działania, które podjęliśmy, zaowocują w ciągu kilku lat dynamicznym wzrostem tego sektora, wsparciem polskich naukowców i umożliwieniem rozwijania technologii medycznych w naszym kraju. Pandemia pokazała, jak ważny jest ten sektor nie tylko z punktu widzenia gospodarczego, ale również z punktu widzenia bezpieczeństwa krajowego. Wszystkie oczy zwrócone są na naukowców, na lekarzy, na biotechnologów. Zarówno szczepionka, jak i lekarstwa odmieniane są teraz przez wszystkie przypadki. Być może jest to dobry czas, żeby inwestować w biotechnologię i pokazywać, że to jest dla nas ważne – ocenia Radosław Sierpiński.

Według analityków z Fior Markets światowy rynek biotechnologii osiągnie do 2027 roku wartość ponad 833 mld dol. Dla porównania wycena za 2019 rok opiewała na niespełna 448 mld dol.

Innowacyjne kryształy oczyszczają wodę z metali bez usuwania przy tym cennych jonów. To szansa na rozwiązanie problemu niedoboru wody

Zespół naukowców z Lawrence Berkeley National Laboratory przy Uniwersytecie Kalifornijskim opracował krystaliczny materiał zwany ZIOS, który potrafi błyskawicznie i z dużą dokładnością wychwytywać atomy miedzi ze ścieków. Upowszechnienie tej technologii pozwoli zauważalnie poprawić proces uzdatniania poprzemysłowej wody i usunąć z niej metale ciężkie z atomową precyzją. To z kolei może przyczynić się do rozwiązania coraz poważniejszego problemu niedoboru wody na świecie.

Tradycyjne procesy uzdatniania wody kopalnianej są kosztowne, czasochłonne i często nie są w stanie usunąć metali ciężkich z atomową dokładnością. Rozwiązaniem tego problemu może okazać się innowacyjny materiał krystaliczny opracowany na Uniwersytecie Kalifornijskim, który pozwoli zwiększyć precyzję systemów uzdatniających wodę zanieczyszczoną pierwiastkami metali ciężkich.

– ZIOS ma wysoką zdolność adsorpcji i najszybszą kinetykę adsorpcji miedzi spośród wszystkich znanych dotychczas materiałów wszystko w jednym – podkreśla Jeff Urban, który kieruje zakładem nanostruktur nieorganicznych w centrum badawczym Molecular Foundry w Berkeley Lab (Uniwersytet Kalifornijski w Berkeley).

Naukowcy z centrum badawczego Molecular Foundry opracowali innowacyjną strukturę krystaliczną, imitującą procesy selektywnego doboru metali zachodzące w świecie natury. ZIOS swoim zachowaniem przypomina białka tworzące komórki bakteryjne, które wyspecjalizowały się w procesie wychwytywania konkretnych metali na potrzeby regulowania procesów metabolizmu komórkowego.

– ZIOS pomaga nam wybierać i usuwać tylko miedź – zanieczyszczenie w wodzie, które jest powiązane z chorobami i niewydolnością narządów, bez usuwania pożytecznych jonów, takich jak składniki odżywcze lub niezbędne minerały – dodaje dr Ngoc Bui, adiunkt w dziedzinie inżynierii chemicznej, biologicznej i materiałowej na Uniwersytecie Oklahomy.

Tym, co wyróżnia tę nowatorską strukturę, jest jej wysoka odporność. Kryształy ZIOS wykazują wysoką stabilność aż do 52 dni od zanurzenia w wodzie. Ponadto znacznie lepiej radzą sobie w kwaśnym środowisku niż struktury metaloorganiczne.

– W nauce o wodzie i przemyśle wodnym wiele rodzin materiałów zostało zaprojektowanych do odkażania ścieków, ale tylko nieliczne są przeznaczone do usuwania metali ciężkich z odwadniania kopalni kwaśnych. Mamy nadzieję, że ZIOS pomoże to zmienić – wskazuje Jeff Urban.

Największą zaletą ZIOS-a jest jego efektywność w procesie uzdatniania. Eksperymenty laboratoryjne wykazały, że nowe kryształy są w stanie wychwycić jony miedzi z wody od 30 do 50 razy szybciej niż wiodące adsorbenty miedzi wykorzystywane obecnie. Tak wysoka skuteczność zaskoczyła naukowców ze względu na niewielką powierzchnię kryształów.

– Zgodnie z dotychczasową wiedzą materiał, który ma wysoką zdolność adsorpcji, powinien mieć dużą powierzchnię właściwą, podobnie jak rodziny adsorbentów takie jak struktury metaloorganiczne lub porowate struktury aromatyczne, dysponujące niezwykle szybką kinetyką adsorpcji – wskazuje Ngoc Bui.

Aby potwierdzić wysoką skuteczność ZIOS-a, zespół opracował symulację dynamiki molekularnej, która miała wyjaśnić, dlaczego materiał przewyższa dotychczasowe metody wychwytywania metali ciężkich. Jak się okazało, ZIOS w wilgotnym środowisku funkcjonuje na podobnej zasadzie co gąbka absorbująca wodę. Materiał nie rozszerza jednak swojej struktury w sposób losowy, tylko robi to w specyficznym kierunku, co pozwala adsorbować cząsteczki wody.

Tę unikalną cechę potwierdziły badania za pośrednictwem promieniowania rentgenowskiego, które wykazały, że ZION składa się z niewielkich nanokanalików o rozmiarach cząsteczek wody, które po zanurzeniu w wodzie rozszerzają się. Dzięki temu przez materiał mogą przedostać się cząsteczki wody z jonami miedzi i w rezultacie wejść z ZIOS-em w reakcję chemiczną zwaną wiązaniem koordynacyjnym.

Naukowcy liczą na to, że dzięki rozwojowi tej technologii będzie można stworzyć zaawansowane systemy selektywnego uzdatniania wód, przystosowane do pracy z konkretnymi metalami ciężkimi.

– Dzisiejsze systemy uzdatniania wody to technologie separacji masowej – usuwają wszystkie substancje rozpuszczone, niezależnie od ich zagrożenia lub wartości – wskazuje Peter Fiske, dyrektor National Alliance for Water Innovation (NAWI) i Water-Energy Resilience Institute (WERRI) w Berkeley Lab. – Wysoce selektywne, trwałe materiały, które mogą wychwytywać określone składniki śladowe bez obciążania ich innymi substancjami, będą miały kluczowe znaczenie dla obniżenia kosztów i energii potrzebnej do procesu uzdatniania wody. Mogą również umożliwić nam wydobywanie ścieków w poszukiwaniu cennych metali lub innych składników śladowych.

Według firmy badawczej Meticulous Market Research wartość globalnego rynku technologii uzdatniania wody do 2025 roku wzrośnie do 221,3 mld dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie 6,5 proc. w skali roku.

Podwójne opodatkowanie spółek komandytowych już pewne

Los spółek komandytowych został przesądzony i od 1 stycznia 2021 r. będą musiały płacić podatek CIT. Szybkie tempo prac legislacyjnych sprawiło, że nowa ustawa budzi wiele wątpliwości dotyczących interpretacji nowych przepisów.

Sejm odrzucił poprawki Senatu i uchwalił ustawy wprowadzające m.in. „estoński CIT” oraz podwójne opodatkowanie spółek komandytowych. 30 listopada 2020 r., w ostatnim konstytucyjnie możliwym terminie, została ona opublikowana w Dzienniku Ustaw.

Nowe przepisy są niejasne dla przedsiębiorców. Tempo w jakim odbywał się proces legislacyjny, brak szerokich konsultacji z przedsiębiorcami – spowodowały, że przepisy powodują problemy zanim jeszcze weszły w życie.

– Nie wiadomo np. czy wypłata środków ze spółki komandytowej będzie korzystała ze zwolnienia tak jak dywidenda czy niekoniecznie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska-Tomczykowska, Partner Zarządzający w Kancelarii Ożóg Tomczykowski, doradca podatkowy. – Z jednej strony w przepisach przejściowych jest odniesienie do takiego rodzaju wypłaty, że powinna być traktowana jak dywidenda. Z drugiej strony w samej już ustawie o podatku dochodowym brakuje uregulowania tego tematu, a każda taka wątpliwość tworzy pole do interpretacji dla organów podatkowych.

Kolejnym istotnym tematem są spółki jawne. Z ustawy wynika, że o ile spółki jawne mają wspólników składających się nie tylko z osób fizycznych i złożą oświadczenie do właściwego dla siebie naczelnika urzędu skarbowego, to nie będą traktowane jak podatnik CIT. Niestety, analizując przepisy przejściowe, widzimy pewne niejasności w tym temacie.

– Spółki jawne, powstałe z przekształcenia spółek komandytowych, które zostaną zarejestrowane po 31 stycznia 2021 r., będą miały problem z dochowaniem takiego obowiązku, nie będą mogły bowiem fizycznie złożyć takiego oświadczenia przed rozpoczęciem swojego roku podatkowego. Wynika to z faktu, że nie ma takiego konceptu jak spółka jawna w organizacji, nie będzie więc osoby, która mogłaby reprezentować taką spółkę. Tutaj więc również pojawia się pole do różnych interpretacji – podsumowuje A. Turska-Tomczykowska.

Wśród poprawek Senatu znalazła się również propozycja, aby spółki komandytowe mogły skorzystać z „estońskiego CIT”. Jednak poprawkę tę odrzuciło Ministerstwo Finansów. Zdaniem Anny Turskiej-Tomczykowskiej jest pewne wyjście z tej sytuacji:

– Jedyną opcją, aby spółka komandytowa mogła skorzystać z „estońskiego CIT” jest jej przekształcenie w spółkę kapitałową, ponieważ tylko spółki kapitałowe będą uprawnione do skorzystania z tego rozwiązania. Jest tu jednak pewien haczyk. Jeżeli przekształcenie nastąpi w tym samym roku, co chęć skorzystania z tzw. estońskiego CIT, spółka będzie musiała zapłacić podatek w wysokości 19% od różnicy pomiędzy wartością rynkową jej aktywów a wartością podatkową.