Banki centralne podbijają ceny mieszkań

Obecny kryzys jest dziwny, nie wywołał spadku cen nieruchomości na spodziewaną skalę. Bardzo chętnie kupujemy mieszkania, dzieje się tak zarówno w Polsce jak i w USA.

Rynek nieruchomości w USA jest najmocniejszy od lat, ceny wzrosły o 6 proc. r/r. I jest to już ósmy rok wzrostu cen.

W III kw. ceny mieszkań w Polsce wzrosły o 9,0 proc. na rynku pierwotnym i 9,1 proc. na rynku wtórnym rok do roku. W październiku wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych była wyższa o 3,4 proc. r/r. Nadal bardzo chętnie kupujemy mieszkania.

Podejmujemy takie decyzje, pomimo tego, że większość z nas ma awersję do ryzyka, co wynika ekonomii behawioralnej. Jeśli nie musimy podejmować ryzyka, to go nie podejmujemy. Jednak jednocześnie jeszcze bardziej nie lubimy ponosić strat.

– Obecna sytuacja rozmija się z obowiązującą przez wiele lat teorią efektywnych rynków finansowych, która zakłada, że jesteśmy do cna racjonalni i doskonale poinformowani o tym jak zmieniają się ceny – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Nasze obecne zachowania związane są z ucieczką od gotówki i depozytów bankowych.

Awersja do straty powoduje, że zachowujemy się impulsywnie, nie wyliczamy jaka będzie stopa zwrotu z inwestowanie w mieszkania.

Nasze zachowania zmieniłyby się, gdyby banki centralne zaczęły podnosić oprocentowanie kredytów, odchodząc od zerowych stóp procentowych. Jednak na to się nie zanosi w najbliższym, przewidywalnym czasie.

– Polityka banków centralnych jest destrukcyjna ponieważ prowadzi do złej alokacji kapitału, dotyczy to rynku nieruchomości i akcji kupowanych na giełdzie – komentuje ekspert XTB. – Ta polityka pogłębia także nierówności społeczne, bo ze względu na rosnące ceny mieszkań wyższa jest bariera wejścia na rynek nieruchomości dla tych, którzy dopiero muszą zarobić pieniądze na kupno mieszkania.

Przyszłość w naszych rękach, czyli relacja z konferencji Sustainable Economy Summit

24 listopada odbyła się VI edycja konferencji „Sustainable Economy Summit”, podczas której dyskutowano o zrównoważonym rozwoju oraz związanej z nim odpowiedzialności społecznej i środowiskowej. Tegoroczna edycja konferencji organizowanej przez Executive Club przybrała wyjątkową formę – wydarzenie odbyło się online, a transmisja na żywo była prowadzona na kanale YouTube. Program szóstej edycji konferencji obejmował dwa panele dyskusyjne, wystąpienia gości specjalnych, oraz wywiady z czołowymi postaciami polskiego biznesu. Konferencja zakończyła się ogłoszeniem nominacji do nagród w konkursie „Sustainable Economy Awards”.

Konferencja Sustainable Economy Summit (1) Konferencja Sustainable Economy Summit (3)

Część merytoryczna spotkania rozpoczęła się wystąpieniem Gościa Specjalnego – Profesora Witolda Orłowskiego, wybitnego ekonomisty, nauczyciela akademickiego i publicysty. Tematem prezentacji były globalne wyzwania dla współczesnej ekonomii. Profesor podkreślił niezwykle duży wpływ zmian technologicznych oraz klimatycznych na gospodarkę, a także zwrócił uwagę na zmiany, które zachodzą w społeczeństwie. Przeciętna długość życia człowieka stale się wydłuża i pojawia się problem obowiązku pracy osób starszych. Ludzie zmieniają się także jako pracownicy, tracąc entuzjazm i przenosząc swoje życie w świat wirtualny. Mówca poruszył także temat napięć wynikających z układu sił gospodarczych na świecie.

Wyzwania ludzkości w związku z kryzysem klimatycznym omówił szczegółowo Kamil Wyszkowski – Przedstawiciel i Prezes Rady Global Compact Network Poland – Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ. W swojej prezentacji zawarł analizę obecnej sytuacji oraz ostrzegł przed następstwami działań człowieka, które bezpośrednio wpływają na zmiany klimatu. Kamil Wyszkowski, nawołując do reakcji, nadmienił, że jeśli nie podejmiemy odpowiednich działań, do 2300 roku możliwe jest wystąpienie konieczności wycofania się gatunków stałocieplnych na północną cześć planety.

Po wystąpieniach przyszedł czas na pierwszy panel dyskusyjny pod hasłem „Zmiany klimatyczne a biznes”. Moderatorem panelu był Profesor Bolesław Rok z Katedry Przedsiębiorczości i Etyki w Biznesie Akademii Leona Koźmińskiego. Do rozmowy na temat wpływu decyzji biznesowych na klimat zostali zaproszeni: Wojciech Hann – Prezes Zarządu Banku Ochrony Środowiska SA, Maciej Korbasiewicz – Prezes Zarządu BOLIX, Marek Łuczak – Prezes Zarządu Syngenta Polska, Marcin Ujejski – Prezes Zarządu  Blue Timber oraz Katarzyna Zawodna-Bijoch – Prezes Zarządu Skanska CDE. Głównym tematem dyskusji były strategie przyjęte przez przedsiębiorstwa na rzecz zrównoważonego rozwoju. Goście wymienili m.in. redukcję śladu węglowego, czystą produkcję,  przywracanie bogactwa gatunków roślinnych oraz finansowanie tzw. „zielonych inwestycji” jako swoje misje. To ogromne wyzwania dla biznesu i instytucji finansowych. Paneliści jednogłośnie wskazali wzrost świadomości ludzi pod względem ekologii i zrównoważonego rozwoju. Strategie przyjazne klimatowi to podstawa zarówno poprawy jakości środowiska jak i zdrowia człowieka.

Kolejnym punktem konferencji był wywiad przeprowadzony przez Profesora Bolesława Roka z Rafałem Rudzińskim – Prezesem Zarządu, Robert Bosch. Rozmowa dotyczyła reakcji firmy na zachodzące zmiany klimatyczne oraz motywacji całego świata do działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. Ponownie podkreślono wagę redukcji emisji dwutlenku węgla, zaznaczono również kwestie dotyczące poprawy efektywności energetycznej, zakupu energii zielonej certyfikowanej oraz mechanizmów kompensacyjnych. „Wiele firm zaczęło od siebie i to jest bardzo dobry znak czasów” – mówił Prezes Rudziński.

Drugi panel dyskusyjny pt. „Gospodarka cyrkularna” poprowadził Profesor dr hab. Piotr Wachowiak – Rektor Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, a rozmówcami byli: Robert Daniluk – Dyrektor ds. Jakości, Bezpieczeństwa i Zrównoważonego Rozwoju, Lyreco, Iwona Jacaszek-Pruś – Dyrektor ds. korporacyjnych w Kompanii Piwowarskiej, Marek Jagieła – Dyrektor Działu Sprzedaży Chemii Przemysłowej i Działu Rozwoju Rynku, BASF Polska, Tomasz Kuklo – Członek Zarządu, Dyrektor Zakładu Produkcji opon Agro i członek Zespołu Dyrekcyjnego Fabryki, Michelin Polska, Artur Pollak – Prezes Zarządu APA Group. Podczas debaty poruszono kwestie odpowiedzialnej produkcji i świadomej konsumpcji z myślą o planecie. Jednym z najważniejszych zagadnień panelu była optymalizacja zużycia zasobów dzięki gospodarce obiegu zamkniętego. Przystosowania do współczesnych wymagań takie jak ekoinnowacje, nadawanie drugiego życia produktom czy wspomniana optymalizacja zużycia zasobów naturalnych, to jedne z wielu kluczy do osiągnięcia celów zrównoważonego rozwoju. Prezes Tomasz Kuklo podkreślił złożoność podejmowanych strategii oraz wymienił gospodarkę cyrkularną i neutralność węglową jako dwa szczególnie istotne elementy działalności ku zielonej planecie. Prezes Kuklo dodał także, że „Michelin jako promotor zawsze stara się w jakiś sposób okazać wpływ produktu na środowisko”. Wzrastająca świadomość społeczeństwa i podejmowane działania przez wiodące przedsiębiorstwa międzynarodowe dostarczają nadziei i inspirują do walki o przyszłość planety.

Po drugim panelu dyskusyjnym odbył się wywiad Profesora Bolesława Roka z Dorotą Hryniewiecką-Firlej – Prezes Zarządu, Pfizer Polska oraz Kamilem Wyszkowskim – Przedstawicielem i Prezesem Rady Global Compact Network Poland – Inicjatywy Sekretarza Generalnego ONZ. Rozmowa dotyczyła praw człowieka w biznesie jako fundamentu przedsiębiorstwa. Pani  Prezes podkreśliła wagę wspólnoty wartości w firmie oraz wskazała szacunek jako podstawę tej wspólnoty. Wspomniała również o występującej dyskryminacji między pracownikami i pracodawcami. Pani Prezes Dorota Hryniewiecka-Firlej odniosła się również do problemu przemocy w miejscu pracy: „wielkimi krokami idą pewne regulacje prawne, unijne, które już są bardzo dojrzałe i będą w sposób systemowy, globalny, brały w ochronę pracownika, znacznie bardziej niż do tej pory to miało miejsce”, nawołując przy tym do zapoznania się z nimi, kiedy tylko wejdą w życie. Padły także pytania o zagrożenie praw człowieka w obliczu pandemii.  Kamil Wyszkowski wskazał możliwość ingerencji pracodawców w czas wolny pracowników, ale jednocześnie podkreślił, że wraz z formą pracy zdalnej, wzrasta zaufanie względem pracownika. Należy zastanowić się jak prawa człowieka będą wyglądać w przyszłości, w kolejnych pokoleniach oraz zadbać o kompetencje społeczne, takie jak empatia, które odgrywają dzisiaj kluczową rolę.

 

Po części merytorycznej, pełnej inspirującej wiedzy, przyszedł czas na ogłoszenie nominacji w konkursie „Sustainable Economy Awards”. Dzięki pracom Kapituły Konkursowej w dziewięciu kategoriach zostali wyłonieni finaliści,  wyróżniający się swoimi działaniami na rzecz zrównoważonego rozwoju i odpowiedzialnego biznesu.

Nominowani:

  1. LIDER ZRÓWNOWAŻONEJ PRODUKCJI
·        Goodvalley Polska
·        NOWY STYL
·        Press Glass
·        Unilever Polska
  1. LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO BUDOWNICTWA
  • 7R
  • Budimex
  • Lafarge w Polsce
  • Spółka biurowa Skanska w CEE
  1. LIDER EKOLOGII W ENERGETYCE
·        Columbus Energy
·        ENEA
·        Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo
·        Schneider Electric Polska

 LIDER TECHNOLOGII DLA ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU

·        BASF Polska
·        Robert Bosch
·        Mondelez Polska
·        Samsung Polska
  1. LIDER DORADZTWA DLA ZRÓWNOWAŻONEGO ROZWOJU
·        Ayming Polska
·        Baker McKenzie
·        CMS Polska
·        EY
  1. LIDER ZRÓWNOWAŻONEGO FINANSOWANIA
·        Bank Gospodarstwa Krajowego
·        Bank Millenium
·        Bank Ochrony Środowiska
·        BNP Paribas Bank Polska
  1. LIDER ETYKI W BIZNESIE
·        Sopockie Towarzystwo Ubezpieczeń ERGO Hestia
·        Kompania Piwowarska
·        Nordkalk
·        Sokołów
  1. LIDER SPOLECZNEJ ODPOWIEDZIALNOŚCI
·        Bolix
·        Ciech
·        Jeronimo Martins
·        Orange Polska
  1. WIZJONER ODPOWIEDZIALNEGO BIZNESU
  • Markus Baltzer – Prezes Zarządu, Bayer
  • Dorota Hryniewiecka-Firlej – Prezes Zarządu, Pfizer Polska
  • Piotr Mirosław – Prezes Zarządu, Lyreco Polska
  • Beata Pawłowska – Dyrektor Zarządzająca na Europę Centralną, Oriflame Poland

Jak pandemia zmienia postrzeganie przedsiębiorczości przez Polaków

Jak pandemia zmienia postrzeganie przedsiębiorczości przez Polaków – Globalny Raport Przedsiębiorczości Amway 2019-2020.

Jak pandemia wpłynęła na postrzeganie przedsiębiorczości przez Polaków? Czy wciąż chcemy otwierać własne firmy? Jaką rolę pełnią dziś dla przedsiębiorców social media? Odpowiedzi na te pytania dostarcza Globalny Raport Przedsiębiorczości Amway 2019-2020, oparty na badaniach opinii publicznej przeprowadzonych przed pandemią i w jej trakcie.

Czym jest AGER?

Raport AGER (Amway Global Entrepreneurship Report) jest międzynarodowym projektem badającym postrzeganie przedsiębiorczości w społeczeństwie. Najnowsza, IX edycja pokazuje, jak zmieniło się postrzeganie kwestii posiadania i prowadzenia własnej firmy w kontekście społecznym, gospodarczym i zawodowym w rzeczywistości  determinowanej trwającą pandemią COVID-19. W ramach badania Ipsos Global Omnibus przeprowadzonego w 12 europejskich krajach, przebadano ponad 12 tys. respondentów, w Polsce badanie przeprowadzono na reprezentatywnej grupie ponad 1000 osób.

W raporcie zaprezentowano wyniki ankiet badających nastroje i postawy biznesowe przed pandemią (rok 2019 – ankietowani udzielili wtedy odpowiedzi na pięć pytań) oraz w trakcie jej trwania (w 2020 roku poproszono ich o ponowne udzielenie odpowiedzi na dwa pytania), co pozwoliło stworzyć unikatowy obraz dynamicznie zmieniających się preferencji w społeczeństwie. Raport pokazuje także, jak ludzie odkrywają i wykorzystują nowe możliwości w prowadzeniu biznesu (związane głównie z mediami społecznościowymi), dostosowując się do dynamicznych i niepewnych realiów rynku.

Czy Polacy chcą być przedsiębiorcami i jakie formy przedsiębiorczości preferują?

Z badań przeprowadzonych w ramach Raportu AGER 2019-2020 wynika, że chociaż pandemia znacząco zmieniła postrzeganie przedsiębiorczości przez Polaków, to wciąż jednak duża część społeczeństwa deklaruje zainteresowanie posiadaniem własnej firmy teraz lub w przyszłości.

Znacząco rośnie poczucie niepewności i nieoznaczoność rzeczywistości, w której rosnącego ryzyka nie daje się skalkulować w przewidywalny sposób – zauważa dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego –  Tym nie mniej aż 46% z nas już działa albo myśli o własnym biznesie w przyszłości, czyli niewiele poniżej średniej dla Europy, gdzie własna działalność jest atrakcyjna dla 51% badanych.  

W ogólnej grupie respondentów wzrasta zainteresowanie tradycyjną działalnością gospodarczą (z 50% przed pandemią do 55% w jej trakcie) oraz działalnością e-commerce (z 54% do 60%).

Wyobrażenia o wymarzonym biznesie przesuwają się jednak z niepewnych freelancerskich form pracy (spadek z 44 do 35%), w stronę modelu tradycyjnego bądź też w stronę e-commerce (wzrost odpowiednio o 5 i 6 punktów procentowych). Podobnie w Europie obserwujemy silnie spadkową tendencję postrzegania atrakcyjności pracy bez etatu bazującej na projektach na zlecenie, czy też modelu franczyzy –  komentuje dr Anna Czarczyńska.

Warto podkreślić, że w grupie poniżej 35. roku życia zainteresowanie działalnością freelancerską spadło aż o 20%: z 63% przed covid do 43% w trakcie pandemii, a wzrosło takimi formami jak: tradycyjna działalność gospodarcza (z 58% przed covid do 68% w trakcie), e-commerce (z 66% do 73%) oraz tzw. Sharing economy (z 33% do 46%).

Interesująco wygląda także zmiana zainteresowania własną działalnością influencerską w podziale na płeć. Wśród mężczyzn chęć bycia influencerem wzrosła o 10% (z 28% przed pandemią do 38% w jej trakcie), a u kobiet natomiast zmalała o 9% (z 49% przed pandemią do 40% w jej trakcie).

Korzyści i bariery

Respondenci wciąż jako trzy główne korzyści z prowadzenia własnego biznesu wskazują: możliwość uzyskania dodatkowych przychodów (wzrost: 68% w trakcie pandemii vs. 64% przed pandemią), możliwość bycia własnym szefem (spadek: 63% w trakcie pandemii vs. 67% przed pandemią) oraz realizację własnej pasji (spadek z 65% przed pandemią vs. 63% w trakcie pandemii).

Jako największe bariery w rozpoczęciu własnej działalności gospodarczej ankietowani wskazują obawę przed niepowodzeniem i pozyskaniem kapitału na prowadzenie biznesu.

Przyspieszona cyfryzacja

Jeden z głównych tematów Raportu AGER 2019-2020 stanowi postrzeganie mediów społecznościowych w rozwoju własnej działalności gospodarczej.

Decyzje administracyjne związane z pandemią, ograniczające działalność gospodarczą, spowodowały wzrost znaczenia wykorzystywania mediów społecznościowych do nawiązywania kontaktów
i budowania relacji z potencjalnymi klientami –
komentuje dr Anna Czarczyńska. – Ten kanał jako najważniejszy wskazuje aż 57% respondentów w Europie i 44% w Polsce – wydaje się, że cyfrowa rewolucja w Polsce dopiero się rozkręca i że ciągle jeszcze niedowierzamy nowym kanałom promocji biznesu.

37% ogółu ankietowanych Polaków uważa media społecznościowe za najlepszy sposób zwiększenia liczby klientów i sprzedaż produktów, a 33% – że są one najlepszym kanałem na promocję własnego biznesu. Jednocześnie 33% sądzi, że nie ma wystarczająco dużej sieci, aby promować swoją firmę,
a 30% – że nie ma wystarczających umiejętności w tym zakresie.

Jednak, jak zauważa dr Anna Czarczyńska z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego: Nowe pokolenie zdigitalizowanych przedsiębiorców bardzo dobrze odnajduje się w nowej rzeczywistości podobnie w Europie, jak i w Polsce, uznając, że ma wystarczające umiejętności do prowadzenia własnej działalności – im wyższe wykształcenie tym większe zaufanie do własnych kompetencji. Badana grupa poniżej 35. roku życia ma zdecydowanie większą skłonność do zaryzykowania pracy na własny rachunek (62% vs 38% w wieku powyżej 35. roku życia), opierając swój model biznesowy właśnie na zarządzaniu siecią kontaktów społecznościowych.

Dr Anna Czarczyńska podkreśla rolę i inne nastawienie młodego pokolenia do prowadzenia biznesu
w sieci:

Wśród młodego pokolenia nie ma istotnych różnic, jeśli chodzi o potencjał przedsiębiorczości w sieci ze względu na kraj, płeć czy sektor. Niezależnie od bieżących wyzwań gospodarczych, myśląc o własnej firmie szukamy niezmiennie możliwości zwiększania dochodów własnych, ale też realizowania swoich pasji zawodowych i większego poczucia niezależności. Rosnąca popularność pracy zdalnej i praca postrzegana w kategoriach samorealizacji bazująca na Internecie ludzi, czyli zarządzaniu siecią kontaktów, dla pokolenia 35- jest już oczywistością. Badania pokazują, że to właśnie nowe pokolenie jest odpowiedzią na współczesne wyzwania.

Prezentacja Raportu AGER 20219-2020 w Polsce odbyła się 25. listopada 2020 roku. Z tej okazji przygotowaliśmy  także webinar z udziałem dr Anny Czarczyńskiej z Katedry Ekonomii Akademii Leona Koźmińskiego, Marcina Kłódkiewicza, Marketing & PR Managera Amway  Polski i krajów Bałtyckich oraz dziennikarza ekonomicznego Ernesta Bodziucha. Podczas spotkania online zaprezentowane i omówione zostały zmiany w postrzeganiu przedsiębiorczości, jakie zaszły w społeczeństwie na skutek trwającej pandemii. Zapraszamy do obejrzenia webinaru:

Badanie Ericsson: Ponad połowa Polaków chce szybkiego dostępu do 5G

52% Polaków chciałoby zacząć korzystać z sieci 5G u swojego operatora
w ciągu roku od jej uruchomienia – wynika z badania „5G Made in Poland” zrealizowanego przez SW Research na zlecenie firmy Ericsson*. Z kolei co szósta osoba oczekuje dostępu do sieci 5G maksymalnie w ciągu miesiąca od momentu uruchomienia usługi. Sukces sieci 5G na rynku konsumenckim będzie miał kluczowe znaczenie dla operatorów, a dodatkowe możliwości
i wyzwania będą związane z wykorzystaniem łączności 5G w przemyśle
i biznesie.

– „Wyniki naszego ogólnopolskiego badania jednoznacznie pokazują,
że konsumenci z dużymi oczekiwaniami podchodzą do wprowadzenia łączności 5G. W Polsce technologia 5G jest już dostępna, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.Badanie Ericsson Ponad połowa Polaków chce szybkiego dostępu do 5G

Według badania „5G Made in Poland”, najważniejszym czynnikiem
dla konsumentów przy wprowadzeniu sieci piątej generacji jest zwiększona przepustowość łącza, czyli szybszy internet – deklaruje to 28% badanych Polaków. W nieznacznie mniejszym stopniu, istotne dla respondentów okazuje się również bezpieczeństwo danych (19%) oraz lepszy zasięg łączności mobilnej (16%).

– „Polacy coraz świadomiej podchodzą do nowych technologii, ich zalet ale i niebezpieczeństw. Stąd tak duży odsetek osób, dla których ważnym czynnikiem jest bezpieczeństwo danych. Dodatkowo, większość konsumentów wie, że cyberbezpieczeństwo w sieci 5G jest elementem priorytetowym” – tłumaczy Marcin Sugak. Prawie jedna czwarta respondentów badania oczekuje, że połączenie 5G będzie zdecydowanie bezpieczniejszym
niż 4G we wszystkich obszarach eksploatacji. Kolejnych 21% stwierdza, że 5G będzie bezpieczniejsze w wybranych obszarach.

Znaczenie rynku konsumenckiego dla operatorów

Znaczenie rynku konsumenckiego w rozwoju sieci 5G na świecie podkreśla również najnowszy globalny raport Ericsson ConsumerLab**. W raporcie zaznaczono, że usługi konsumenckie obejmujące telefonię komórkową, stacjonarną, szerokopasmową, telewizję i wideo już w 2019 r. stanowiły średnio 56% przychodów operatorów na świecie. Na pozostałą część składają się usługi dla biznesu. Największy udział w zyskach operatorów miały usługi mobilne, a w mniejszym stopniu usługi stacjonarnego dostępu szerokopasmowego, telewizji i wideo. 79% przychodów z usług mobilnych stanowią te dedykowane dla konsumentów.

– Szacujemy, że do 2024 r. udział ten wzrośnie do 81%. Na całym świecie obserwujemy, że operatorzy kładą duży nacisk na poszukiwanie nowych źródeł przychodów, które wykorzystują zaawansowaną charakterystykę sieci 5G” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson. Według Ericsson ConsumerLab operatorzy usług komunikacyjnych mogą wygenerować do 2030 r. łączny przychód w wysokości do 131 mld USD z samych tylko dodatkowych usług cyfrowych. Około 40% tych prognoz przychodów przypisuje się wydatkom konsumentów na usługi wideo, rzeczywistość rozszerzoną (AR), wirtualną (VR) i gry w chmurze za pośrednictwem sieci 5G.

Polska u progu 5G

Sprzęt firmy Ericsson jest gotowy do pracy w sieci 5G już od 2015 roku. Jest to możliwe dzięki aktualizacji do 5G za pomocą zdalnej instalacji oprogramowania. Do tej pory do operatorów na całym świecie wysłanych zostało ponad 5 milionów anten 5G. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G.

Ericsson jest pionierem i aktywnym promotorem rozwiązań 5G w Polsce – wdrożył pierwszą komercyjną sieć 5G w Polsce z firmą Polkomtel, 5G w sieci Play, sieć testową w Warszawie z Orange oraz kampus 5G na Politechnice Łódzkiej. Ericsson współpracuje z operatorami, ośrodkami badawczo-rozwojowymi, środowiskiem akademickim oraz ze start-upami
i przemysłem.

Ericsson posiada obecnie ponad 117 komercyjnych umów 5G, z których
70 to aktywne sieci działające w ponad 30 krajach. Ericsson jest również liderem w standaryzacji 5G, z większością udziałów dla 4G i 5G. Biorąc pod uwagę deklaracje zgłoszone do Europejskiego Instytutu Norm Telekomunikacyjnych (ETSI), stosując filtr niezbędności, Ericsson jest na szczycie wyścigu patentowego 5G. Według analizy firmy prawnej Bird & Bird, Ericsson posiada największą liczbę znaczących patentów
SEP (standard-essential patent) związanych z 5G na świecie (15,8%).

*Badanie przeprowadzone w październiku 2020 roku przez SW Research na zlecenie Ericsson na reprezentatywnej grupie Polaków powyżej 16. roku życia. Przeprowadzono 806 ankiet, a reprezentatywność była kontrolowana pod względem podstawowych zmiennych demograficznych: płci, wieku oraz wielkości miejscowości zamieszkania.

**Badanie Ericsson ConsumerLab dostępne jest pod adresem:

https://www.ericsson.com/4ac9d8/assets/local/reports-papers/consumerlab/reports/2020/harnessing-the-5g-consumer-potential.pdf

Rekomendacje inwestycyjne dla rynku nieruchomości na 2021 rok

  • Według badania przeprowadzonego przez Savills IM, 70% inwestorów przewiduje, że inwestycje
    w nieruchomości utrzymają się na obecnym poziomie lub wzrosną w ciągu kolejnych 12 miesięcy.
  • Według Savills IM sektory atrakcyjne w długim terminie pod względem inwestycyjnym to: sektor magazynowy, supermarkety i parki handlowe z przewagą operatora spożywczego oraz najlepsze biura klasy A, zlokalizowane w centralnych dzielnicach biznesowych (CBD).
  • Na znaczeniu zyskuje także sektor inwestycji alternatywnych. Jest on coraz bardziej popularny wśród inwestorów, którzy chcą uwzględnić element wartości dodanej w swoich portfelach.

Savills Investment Management (Savills IM), międzynarodowy menedżer inwestycyjny rynku nieruchomości prognozuje, że biura w centralnych dzielnicach biznesowych miast (CBD), supermarkety i parki handlowe z rozbudowaną ofertą gastronomiczną oraz centra logistyczne w kluczowych lokalizacjach w Europie będą najbardziej atrakcyjnymi klasami aktywów w 2021 roku. Zdaniem Savills IM, popularność tych aktywów będzie rosła wraz ze stopniowym powrotem zaufania inwestorów po kryzysie wywołanym przez COVID-19.

Chociaż w przyszłym roku zatrzymanie pandemii pozostanie tematem numer jeden, rok 2021 będzie obfitował w inne wyzwania. W pełni doświadczymy skutków opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. Widoczne będą ryzyka związane ze zmianami klimatycznymi, rosnącymi nierównościami
i utrzymującymi się napięciami geopolitycznymi, co może stanowić zagrożenie dla globalnej stabilności. Dlatego uwzględnianie negatywnego wpływu tych zjawisk na istniejące portfele oraz nowe inwestycje zyskuje na znaczeniu. Częściowo wiąże się to z wykorzystaniem trendów strukturalnych, które wyraźnie przyspieszyły wskutek COVID-19.

Savills IM w raporcie Outlook 2021:Budowanie odporności globalnych portfeli nieruchomości”, nie przewiduje dalszego pogorszenia sytuacji w sektorze biurowym, mimo zwiększenia się skali pracy elastycznej na skutek pandemii. Dobrze skomunikowane biura zlokalizowane w centralnych obszarach biznesu pozostaną ważne. Z kolei aktywa handlowe w segmencie spożywczym wykazują odporność na negatywne skutki pandemii, co jest impulsem do ich zakupu przez inwestorów typu core i core-plus. W raporcie podkreślono, że sektor logistyczny, który jest wyraźnym wygranym czasu pandemii ze względu na wzrosty udziału sprzedaży online, nadal będzie wspierany solidnymi czynnikami fundamentalnymi i pozytywnymi zmianami strukturalnymi. Przy niskiej rentowności tradycyjnych klas nieruchomości – biurowych, przemysłowych i handlowych – inwestorzy poszukują  alternatywnych segmentów, takich jak: prywatne akademiki i domy dla studentów, mieszkania na wynajem czy domy senioralne.

Z najnowszych badań1 ujętych w raporcie wynika, że 59% inwestorów na całym świecie spodziewa się ożywienia na rynkach nieruchomości w Europie w 2021 r., a nieco ponad połowa (52%) przewiduje, że rozpocznie się ono pomiędzy II a IV kwartałem przyszłego roku. Ponad 45% inwestorów wskazuje, że inwestycje w nieruchomości wzrosną w ciągu najbliższych 12 miesięcy, a 25% uważa, że poziom inwestycji nie ulegnie zmianie.

Andreas Trumpp, Head of Research, Europe, w Savills IM, skomentował:

Przeprowadzone przez nas badania pokazują, że inwestorzy są pewni 2021 roku, a niedawne pozytywne doniesienia dotyczące dostępności szczepionki mogą dodatkowo przyspieszyć ożywienie gospodarcze, poprawić nastroje i pomóc w ponownym przepływie inwestycji transgranicznych.

Pandemia spowodowała szereg zakłóceń w gospodarce i na rynkach nieruchomości komercyjnych. Niemniej jednak, szukając nowych możliwości, inwestorzy powinni uwzględniać trendy strukturalne, które przyspieszyły wskutek COVID-19.”

Polska

Średnio- i długoterminowe prognozy dotyczące polskiego rynku nieruchomości komercyjnych są pozytywne, ponieważ podstawowe czynniki decydujące o sukcesie gospodarczym kraju pozostają niezmienione. Ponadprzeciętne wydatki na infrastrukturę, bezpośrednie inwestycje zagraniczne, popyt na produkty krajowe oraz konkurencyjność gospodarki nadal decydują o atrakcyjności polskiego rynku nieruchomości.

Polska pozostaje jednym z najbardziej pożądanych rynków magazynowych w Europie. Pomimo pandemii, jego wysoka płynność i popularność wśród kapitału napędza wolumen transakcji i utrzymuje lub w pewnych przypadkach powoduje wzrost cen obiektów magazynowych. Z uwagi na stabilny popyt ze strony najemców ryzyko po stronie podaży jest umiarkowane. Inwestorzy na polskim rynku coraz częściej wchodzą w partnerstwa strategiczne z deweloperami w celu długoterminowego zabezpieczenia dostępu do aktywów. Savills IM przewiduje, że w kolejnych miesiącach trend ten się utrzyma, a dodatkowo dzięki rozwojowi infrastruktury i połączeń komunikacyjnych na znaczeniu zyskają rynki w północnej, zachodniej i wschodniej części Polski. Savills IM spodziewa się też postępującej specjalizacji inwestorów w ramach dedykowanych strategii logistycznych.

Z kolei rynek biurowy, podobnie jak w innych krajach, boryka się z wyzwaniami wywołanymi pandemią. Spodziewany spadek popytu na powierzchnię biurową, niechęć najemców do podejmowania długoterminowych zobowiązań umownych w warunkach niepewności dotyczącej przyszłego modelu pracy, wpływ pandemii na stabilność czynszów, konkurencja ze strony podnajmów, czy rosnące pakiety zachęt w krótkim terminie wpłyną na poziomy zwrotów z tej klasy aktywów. Natomiast czynniki fundamentalne, w tym koszty pracy, pozostają w Polsce atrakcyjne w porównaniu z rynkami w Europie Zachodniej, co przekłada się na dobre perspektywy sektora biurowego w długim terminie. Savills IM prognozuje, że stopy kapitalizacji za najlepsze nieruchomości biurowe mogą wzrosnąć o 25-50 punktów bazowych, przy czym różnica w stopach kapitalizacji między Warszawą a kluczowymi rynkami regionalnymi może się zmniejszać.

Poza sektorem hotelowym, sektor handlowy w Polsce ucierpiał w największym stopniu
w wyniku pandemii. W związku z tym, Savills IM spodziewa się korekty cen obiektów handlowych, za wyjątkiem tych najlepszych. Powodami są przewidywany spadek popytu ze strony najemców, zmiana przyzwyczajeń zakupowych, dynamiczny wzrost sprzedaży online oraz presja na obniżkę czynszów. Wśród rekomendowanych nieruchomości o najlepszych perspektywach wzrostu wartości należy wyróżnić centra wyprzedażowe i parki handlowe z rozbudowaną ofertą spożywczą.

Jak wynika z raportu Savills IM Outlook 2021, warto uważnie przyglądać się dynamicznie rosnącemu rynkowi instytucjonalnego wynajmu mieszkań. Wyższe stopy zwrotu w porównaniu z Europą Zachodnią, fundamentalny deficyt zasobów mieszkaniowych odpowiedniej jakości oraz utrudniona dostępność finansowania w połączeniu z początkową fazą rozwoju rynku i spodziewaną zmianą podejścia do posiadania nieruchomości, zwiększają atrakcyjność tej klasy aktywów dla graczy gotowych na nieco wyższy profil ryzyka.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Nowoczesne centra dystrybucyjne przy głównych szlakach komunikacyjnych oraz obiekty typu multi-let zlokalizowane w pobliżu obszarów miejskich.
  • Najwyższej jakości aktywa biurowe w Warszawie, stanowiące część projektów mixed-use oraz wyselekcjonowane projekty biurowe w kluczowych miastach regionalnych.
  • Centra wyprzedażowe i parki handlowe z wiodącym udziałem najemców spożywczych.

 

Piotr Trzciński, Head of Investment – Poland w Savills IM, skomentował:

„Polska pozostaje liderem w Europie Środkowej pod względem atrakcyjności dla inwestorów, oferując  relatywnie wysoką premię za ryzyko. Pomijając efekt COVID-19, uważam, że przyszły poziom aktywności na rynku będzie zależał głownie od dostępności odpowiedniego produktu oraz źródeł pochodzenia kapitału. Z racji na potencjał, położenie, czy chłonny i duży rynek wewnętrzny, Polska jest postrzegana wśród wielu inwestorów zagranicznych jako ciekawy element dywersyfikacji geograficznej, często w kontekście szerszych strategii pan-europejskich. Mam też nadzieję, że upowszechnienie się szczepionki na COVID-19 pod koniec roku 2021, ograniczy negatywny wpływ niepewności
i zredukowanej mobilności na kondycję naszego rynku inwestycyjnego.    

Jestem też przekonany, że znaczenie odpowiedzialnego inwestowania w Polsce będzie rosło. ESG to znacznie więcej niż kolejny zielony certyfikat. Ci uczestnicy rynku, którzy w swoich strategiach świadomie uwzględnią odpowiedzialność m.in. za wpływ nieruchomości na środowisko, użytkownika czy społeczność lokalną, nie tylko przyczynią się do upowszechnienia się obiektów bezpiecznych oraz przyjaznych człowiekowi i otoczeniu, ale w długim terminie lepiej ochronią wartość inwestycji
w porównaniu z tymi inwestycjami, przy których aspekt ESG nie był brany pod uwagę.”

 

Najważniejsze tematy w ujęciu pan-europejskim, na które wskazano w raporcie Savills IM Outlook 2021, obejmują następujące zagadnienia.

Sektor magazynowy będzie preferowany przez inwestorów w 2021 roku

Sektor magazynowy pozostanie jasnym punktem na mapie rynku nieruchomości. Sentyment inwestorów pozostanie pozytywny, między innymi dzięki wzrostowi udziału sprzedaży online i ogólnie niskiemu wskaźnikowi pustostanów. Savills IM rekomenduje inwestycje w nowoczesne centra dystrybucyjne, zlokalizowane w głównych klastrach logistycznych w całej Europie w pobliżu autostrad oraz sieci transportowych, które są zabezpieczone długoterminowymi umowami.

Ponadto, rekomendacje obejmują strategię ukierunkowaną na miejskie centra logistyczne, która mimo pogarszającej się koniunktury na rynku, pozwala wykorzystać trend rozwoju e-handlu i postępującej urbanizacji. Z badań przeprowadzonych przez Savills IM wynika, że logistyka jest czołowym sektorem preferowanym przez inwestorów na rynku nieruchomości – 57% z nich przewiduje wzrastające inwestycje w duże centra dystrybucyjne, natomiast 55% w logistykę ostatniej mili oraz miejskie magazyny.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Aktywa najlepszej jakości (core oraz core plus) z dobrymi, długoterminowymi umowami
    w głównych klastrach logistycznych w całej Europie.
  • Nowoczesne centra dystrybucyjne przy głównych autostradach oraz sieciach transportowych, takich, jak: korytarze Morze Północne – Bałtyckie, Morze Północne – Śródziemnomorskie oraz korytarz atlantycki.
  • Obiekty logistyczne na rynkach regionalnych w dobrze skomunikowanych lokalizacjach we Francji, Niemczech i Wielkiej Brytanii.
  • Obiekty logistyczne w obszarach miejskich i nieruchomości typu multi-let w pobliżu dużych
    i gęsto zaludnionych obszarów w całej Europie.

Sektor handlowy – odporność handlu detalicznego w segmencie spożywczym i dyskontów

Aktywa oparte na segmencie spożywczym, cechują się relatywnie stabilnym cash flow, dzięki czemu będą odpowiednim produktem dla inwestorów zainteresowanych strategią typu core/core-plus. Z badań Savills IM wynika, że 80% globalnych inwestorów na rynku nieruchomości spodziewa się, że inwestycje w obiekty handlowe oparte na ofercie spożywczej wzrosną lub pozostaną na tym samym poziomie. Atrakcyjne zwroty skorygowane o ryzyko są nadal dostępne również dla inwestorów w segmencie centrów typu outlet w Europie Zachodniej.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Duże parki handlowe z bogatą ofertą gastronomiczną oraz centra dzielnicowe
    w największych aglomeracjach w całej Europie.
  • Formaty handlowe z artykułami codziennego użytku i artykułami spożywczymi, takie jak: supermarkety i sklepy dyskontowe na terenach miejskich w całej Europie.
  • Centra outletowe w segmentach „convenience” i „destination” w Europie Zachodniej.

Biura z nami zostaną

Choć tylko 16% inwestorów na rynku nieruchomości przewiduje wzrost inwestycji w biurowce zlokalizowane w CBD w 2021 roku, a 43% uważa, że poziom tych inwestycji spadnie,1 to eksperci Savills IM wierzą, że obiekty efektywnie zaprojektowane, dostępne i oferujące szeroką gamę udogodnień oraz znajdujące się w dobrze skomunikowanych lokalizacjach, prawdopodobnie osiągną w perspektywie długoterminowej lepsze wyniki. Praca w biurze ułatwia dzielenie się wiedzą, naukę
i mentoring. Poprawia też kreatywność i wydajność pracy. Poza tym, biuro jest miejscem interakcji społecznych, wspierających kulturę korporacyjną opartą na współpracy i produktywności.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Najwyżej jakości biurowce typu multi-let (o profilu ryzyka core i core-plus) w pobliżu węzłów komunikacyjnych w centralnych obszarach biznesu oraz w dobrze rozwiniętych lokalizacjach na obrzeżach miast w całej Europie.
  • Nieruchomości biurowe typu core z możliwością długoterminowego generowania przychodu
    w miastach regionalnych, głównie w Niemczech, Francji, Holandii i Polsce.

Rośnie znaczenie inwestycji alternatywnych z sektora „living”

Sektory alternatywne, takie jak domy senioralne czy akademiki i domy studenckie stanowią dobry zakup dla coraz większego grona inwestorów. Kluczowe czynniki kreujące popyt na takie produkty, związane ze starzeniem się populacji z jednej strony i zmianami w sektorze szkolnictwa wyższego z drugiej, nie uległy zmianie.

Kluczowe rekomendacje inwestycyjne:

  • Budynki mieszkalne, w szczególności budynki wielorodzinne z mieszkaniami
    na wynajem oraz akademiki i domy studenckie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii. Placówki opieki zdrowotnej i opieki nad osobami starszymi (np. we Włoszech), zapewniające długoterminowy, stabilny przychód.

Pełna wersja raportu Savills IM Outlook 2021 dostępna jest do pobrania pod linkiem: https://www.savillsim.com/research/outlook-2021.aspx

Źródło: Badanie przeprowadzone w imieniu Savills Investment Management przez PollRight wśród 122 inwestorów instytucjonalnych w październiku 2020 r. Inwestorzy pochodzą z globalnej bazy danych obejmującej Amerykę Północną, Wielką Brytanię i kontynentalną Europę, przy średniej wartości zarządzanych aktywów inwestycyjnych na rynkach nieruchomości wynoszącej 18,9 miliardów funtów (25 miliardów dolarów).

Wiem, że jestem przedsiębiorcą, ale czy to oznacza, że muszę stąd uciekać?

Jeśli ktoś nie jest w stanie prowadzić działalności w takich warunkach, to znaczy, że się do tego nie nadaje i po prostu powinien zająć się czymś innym. Taki przekaz od przedstawiciela władzy usłyszeli rok temu, we wrześniu 2019 r., przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą w Polsce. A co, jeśli ktoś jednak się uprze, i dalej będzie chciał prowadzić biznes? Najwyraźniej musi robić to gdzie indziej.

Przedsiębiorcy a fiskus

„…organ podatkowy (…) zapomniał o tym, że wstrzymał zwroty VAT Skarżącej opiewające na wysokie kwoty, co mogłoby być kluczowym czynnikiem finansowym uniemożliwiającym prowadzenie dalszej działalności gospodarczej” – tłumaczył fiskusowi wrocławski sąd w uzasadnieniu swojego wyroku, wyjaśniając jednocześnie organom prawdopodobną przyczynę zaprzestania prowadzenia działalności gospodarczej przez spółkę (WSA we Wrocławiu z dnia 9 listopada 2017 r., sygn. akt I SA/Wr 203/17). Powyższe chyba jeszcze jaskrawiej obrazuje stosunek organów państwa do przedsiębiorców niż informacje przywołane we wstępie.

Przedsiębiorcy w Polsce muszą mierzyć się nie tylko z częstymi i licznymi zmianami w prawie, nakładającymi na nich kolejne wymogi, obowiązki, podatki i opłaty (rok 2019 był rekordowym od 2004 r. pod względem liczby „wyprodukowanego” prawa – w Dzienniku Ustaw ogłoszono aż 2566 aktów prawnych). Muszą także stawiać czoła organom, które – wykonując to prawo – stosują je tak, by wyciągnąć z ich kieszeni jak najwięcej, czego przykładem są m.in. wstrzymywane latami, bądź całkowicie odbierane zwroty VAT. Urzędnicy nie baczą przy tym, czy przedsiębiorca konsekwencje takich działań udźwignie, czy nie.

W długoletnim oczekiwaniu na zwrot VAT

Przedsiębiorcom, którzy zapłacili w danym okresie rozliczeniowym więcej VAT-u, niż był fiskusowi należny, należy się zwrot uiszczonej nadwyżki. Ustawowo urząd skarbowy ma na to 60 dni, a na prośbę podatnika nawet krócej, bo 25. Naczelnik Urzędu Skarbowego w Ostrowie Wlkp. wstrzymywał zwrot VAT przedsiębiorcy przez blisko 9 lat (tak wynika z udzielonej 17 lipca 2017 r. przez Ministerstwo Finansów odpowiedzi na interpelację poselską nr 13405 z 13 czerwca 2017 r.).

W lipcu 2020 r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Białymstoku stanął po stronie spółki, którą organy podatkowe, nie chcąc jej zwrócić VAT-u, postanowiły oskarżyć i wmanewrować w oszustwo: „…organ podatkowy niejako z góry założył, że skarżąca jest świadomym uczestnikiem karuzeli podatkowej i starał się działalność skarżącej dopasować do z góry przyjętego, oszukańczego schematu transakcji pozornych” (wyrok z 22 lipca 2020 r., sygn. akt I SA/Bk 203/20).

19 września 2019 r. w wyroku uchylającym postanowienia organów podatkowych wstrzymujących od 7 lat przedsiębiorcy należny mu VAT WSA w Warszawie zwrócił uwagę, że: „Skarżąca (…) W toku swojej działalności wygenerowała dla budżetu znaczne wpływy z tytułu podatków, uczciwie odprowadzanych od siedmiu już prawie lat. Obecne działania organów podatkowych mogą w niedługim czasie doprowadzić do likwidacji firmy…” (sygn. akt III SA/Wa 676/19).

Kartka z kalendarza zwykłego dnia przedsiębiorcy

Takie przykłady nieprzychylnych, wręcz antagonistycznych i bezprawnych (co stwierdzają wyroki sądów) działań polskich organów podatkowych wobec przedsiębiorców można mnożyć. Do tego należy doliczyć wspomnianą nadprodukcję nowego prawa, nowych opłat i podatków. Podczas posiedzenia Sejmu w październiku 2018 r. podniesiono, że na przestrzeni trzech lat pojawiło się w kraju lub wzrosło 30 nowych opłat, podatków i danin (Sprawozdanie stenograficzne z 69. posiedzenia Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej w dniu 4 października 2018 r.). W 2020 r. o kilkanaście procent wzrosły ceny prądu, a więc i realne koszty prowadzenia zdecydowanej większości rodzajów działalności gospodarczej. A od 2021 r. mają zostać wprowadzone nowe daniny, takie jak podatek od cukru, a nawet od deszczu.

Przedsiębiorcy muszą się mierzyć nie tylko z tym, jak jest, co następuje, ale i z tym, co dopiero może nastąpić. W sierpniu tego roku Ministerstwo Sprawiedliwości przedstawiło projekt ustawy o tzw. konfiskacie prewencyjnej, dzięki której władza będzie mogła odbierać majątki przedsiębiorcom i zwracać im je tylko pod warunkiem udowodnienia przez nich „nie przestępczego” sposobu ich zgromadzenia. Jak dotąd w większości państw cywilizowanego świata standardem prawnym było, że aby odebrać komuś majątek, organy ścigania musiały najpierw udowodnić jego przestępcze pochodzenie.

Pandemia COVID-19

Wszystko to potęguje jeszcze obecna sytuacja kryzysowa związana z pandemią COVID-19. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego na koniec sierpnia 2020 r. działalność gospodarczą w Polsce zawiesiło ponad 464 tys. przedsiębiorców, a do 30 września w Monitorze Sądowym i Gospodarczym opublikowano 28 695 ogłoszeń związanych z toczącymi się postępowaniami upadłościowymi.

Podsumowanie

Jeśli ktoś weźmie sobie do serca słowa władzy przytoczone we wstępie i stwierdzi, że nie jest w stanie ponosić tak licznych bądź tak trudnych do uniesienia ciężarów, a i będzie chciał uniknąć zamknięcia czy też zawieszenia swojej działalności, to powinien rozważyć przeniesienie jej gdzie indziej. Najlepiej na Maltę. Dlaczego? Bo Unia Europejska nieustannie represjonuje atrakcyjne dla biznesu jurysdykcje spoza terytorium UE. Leżąca w Europie Malta to natomiast państwo członkowskie tej Wspólnoty, oferujące liczne i znaczące korzyści dla biznesu.

To np. wynosząca jedynie ok. 5% efektywna stawka opodatkowania maltańskich spółek podatkiem dochodowym od osób prawnych, zerowe opodatkowanie wynagrodzeń dyrektorskich przy wykorzystaniu struktury holdingu polsko-maltańskiego czy też brak opodatkowania dochodów osiąganych przez przedsiębiorcę poza terytorium Malty. Poza tym certyfikat rezydencji podatkowej Malty, oprócz braku podatku od zysków kapitałowych, czy też braku podatku od dochodów powstałych w wyniku wyzbycia się udziałów w spółkach kapitałowych, oznacza dla przedsiębiorcy także brak obowiązków wynikających z przepisów CFC w zakresie opodatkowania dochodów zagranicznych spółek kontrolowanych, jak i negatywnych konsekwencji globalnej wymiany informacji o rachunkach bankowych w ramach standardów CRS.

Jak informowała w 2019 r. Maltańska Izba Handlowa, Przedsiębiorczości i Przemysłu, przed pandemią COVID-19 liczba spółek lokalnych i zagranicznych zarejestrowanych na Malcie po raz czwarty z rzędu rosła, osiągając średnią 25,5 rejestracji dziennie (www.maltachamber.org.mt). Co prawda Izba nie opublikowała jeszcze danych za 2020 r., ale nie tak dawno, pod koniec października 2020 r., maltański minister ekonomii Silvio Schembri chwalił się, że pomimo pandemii koronawirusa Malta przyciągnęła w 2020 r. 35 firm zajmujących się bezpośrednimi inwestycjami zagranicznymi, czyli o trzy takie firmy więcej niż w całym 2019 r. (www.maltatoday.com.mt).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Black Friday i Cyber Monday – uważaj na promocje. Możesz wpaść w długi

  • Z prognoz analityków wynika, że tegoroczny Black Friday, pomimo pandemii, będzie rekordowy pod względem sprzedaży, która może wzrosnąć nawet o 20 proc.*
  • Paradoksalnie sprzyjać temu będzie zamknięcie w domach – zakupy przeniosą się w tym roku do sieci.
  • Lekkomyślne korzystanie z promocji może jeszcze bardziej zwiększyć zadłużenie Polaków

Black Friday dotarł do Polski z USA, gdzie jest obchodzony od ponad pół wieku. Wypada w pierwszy piątek po Święcie Dziękczynienia, czyli 27 listopada. Kolejny poniedziałek po nim to Cyber Monday, który oferuje promocje na zakupy online.

Choć Black Friday i Cyber Monday przypadają w ostatnie dni listopada, to w tym roku kampanie promocyjne zalewają internet, radio i telewizję już od początku miesiąca. To nie przypadek. Światowa sprzedaż w tym okresie, w porównaniu do zwykłych dni, wzrasta nawet o kilkaset procent. Obniżki cen dotyczą niemal wszystkiego – domów i ogrodów, elektroniki, sprzętu AGD, sportowego, motoryzacyjnego, odzieży i kosmetyków.

Black Friday, Black Week, a nawet Black November – sklepy zachęcają do zakupów, a my dajemy się skusić. Często wydajemy pieniądze w nieprzemyślany sposób, pod wpływem chwili, co może odbić się na naszych finansach domowych. Korzystajmy z promocji, ale w sposób przemyślany – zróbmy listę rzeczy, które są nam potrzebne. Sprawdźmy, czy oferowane, okazyjne ceny faktycznie różnią się od tych obowiązujących na co dzień. I przede wszystkim – nie wydawajmy więcej niż pozwala na to budżet domowy. Pamiętajmy, aby zakupy w tych okresach promocyjnych były przemyślane, w przeciwnym razie raty zakupowe mogą stać się długami, które później trudno będzie spłacić – mówi Marcin Czugan, Prezes Zarządu Związku Przedsiębiorstw Finansowych, organizacji, która realizuje kampanię Windykacja? Jasna Sprawa!

Black Friday – statystyki, które musisz znać

Eksperci z Adobe Analitycs przewidują, że „Czarny Piątek” osiągnie w tym roku w USA 10 miliardów dolarów sprzedaży online i może wyprzedzić Cyber Monday. Co druga osoba uważa, że ​​w tych dniach można uzyskać najlepsze ceny online.

Dane Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor z ubiegłego roku są jednak bezlitosne. Polacy zadłużyli się na ponad 1,3 mld złotych z tytułu nieopłaconych umów sprzedaży i zakupów na raty. Znaczna część wydatków jest realizowana właśnie jesienią pod wpływem wzmożonych akcji reklamowych.

Jak wynika z raportu Związku Przedsiębiorstw Finansowych (ZPF), przygotowanego na koniec trzeciego kwartału br., aż 58 proc. ankietowanych – mimo kryzysu i pandemii – deklaruje chęć wydatków i zaciągnięcia kredytów na przedmioty codziennego użytku. Przy wyraźnym spadku po pierwszym lockdownie, to i tak o 2 proc. więcej niż przed rokiem.

Nie sprawdzamy, czy nas stać

Blisko co czwarty Polak zaciągający pożyczkę nie zastanawia się, czy jest w stanie ją spłacić – czytamy dalej w raporcie ZPF. Głównym powodem takich zachowań jest chęć natychmiastowego zakupu. Z drugiej strony, pożyczanie pieniędzy stało się powszechne i decyzja o wzięciu kredytu często bywa podejmowana pod wpływem impulsu. Warto zwrócić uwagę też na aspekt psychologiczny. Niepewność i wzrost zachorowań na koronawirusa wyzwala w nas lęk i niepokój. Kupujemy, aby poprawić sobie humor. Niestety, jest to złudne wrażenie. Trzeba uważać, żeby takie zachowanie nie stało się przyzwyczajeniem, które łagodzi lęk i stres, a także sprawia, że coraz częściej podejmujemy nieprzemyślane decyzje.

– Niestety, „wirtualne” pieniądze często wydaje się łatwiej niż te, które mamy w portfelu. Dodatkowo wielu sprzedawców przyciąga nas atrakcyjnymi ofertami. A powodów do zakupu np. elektroniki w dobie home office i zdalnego nauczania jest więcej niż dotychczas. Przed zakupem zawsze należy zadać sobie pytanie „Czy mnie na to stać?” dodaje Marcin Czugan.

Co, jeśli podczas jesiennych promocji zaciągnęliśmy dług, z którego spłatą będziemy mieli problem lub już otrzymujemy upomnienia o spłatę długu z poprzedniego Black Week? W takiej sytuacji lepiej otwarcie porozmawiać ze specjalistami z firmy windykacyjnej, która pomoże nam ustalić zasady spłaty istniejącego zadłużenia. Możliwe jest m.in. rozłożenie spłaty na dogodne raty, dostosowane do możliwości budżetowych klienta albo wydłużenie okresu spłaty, a co za tym idzie – obniżenie wysokości rat w uzgodnionym przez strony okresie. Im szybciej spłacimy zadłużenie, tym szybciej będziemy mogli znowu myśleć o zakupach podczas Black Friday i innych sezonowych wyprzedaży.

Pandemia sprzyja zakupom w Black Friday

A jest o czym myśleć. Prognozy i analizy Adobe Analitycs mówią, że mimo pandemii ten sezon zakupowy pod hasłem „Black” będzie rekordowy. Przewidywany wzrost sprzedaży w okresie promocji sięgnie 20 proc. Wszystko wskazuje na to, że sytuacja spowodowana koronawirusem przełoży się na szybki wzrost liczby osób dokonujących zakupów w sklepach internetowych. Z jednej strony powodem są zamknięte ze względu na dużą liczbę zachorowań galerie handlowe i brak możliwości zakupów w sklepach stacjonarnych.

Z drugiej strony, w czasie pierwszego lockdownu Polacy przyzwyczaili się do kupowania w sieci, a co więcej, nabrali zaufania do sprzedawców online. Dlatego większość analityków wróży wysokie wzrosty ze sprzedaży przez internet. Z ostatnich badań firmy doradczej KPMG wynika, że w czasie pandemii sklepy online zyskały 34 proc. klientów. Covid-19 spowodował zmiany naszych zachowań. W sieci kupujemy produkty, które wcześniej nas nie interesowały. Ciekawostką jest, że na okazje częściej dają się złapać mężczyźni.

W okresie zwiększonych ofert promocyjnych warto jednak chłodno kalkulować. W czasie kryzysu dynamika zmian jest tak duża, że lepiej odłożyć plany związane z dużymi wydatkami i dobrze przemyśleć każdy zakup.

– O ile, na pierwszy rzut oka, zaciągnięcie drobnych zobowiązań nie wydaje się ryzykowne, o tyle sytuacja zmienia się w obliczu nieprzewidzianych wydatków – chociażby awarii sprzętu czy wypadków losowych, takich jak utrata pracy. A to ostatnie, zwłaszcza dzisiaj, jest realnym zagrożeniem. Dlatego roztropność podczas zakupów powinna nam towarzyszyć zawsze, ale szczególnie podczas Black Friday – podsumowuje Marcin Czugan.

* Prognozy i analizy Adobe Analitycs z października 2020 roku

* źródło: „Raport KPF i IRG SGH: Sytuacja na rynku consumer finance. III kwartał 2020, Warszawa–Gdańsk, wrzesień 2020”.

Co 4. Polak skorzystał w trakcie pandemii z możliwości pracy zdalnej

Choć ponad 60 proc. sprzedaży tekstyliów, odzieży i obuwia w kwietniu 2020 r. realizowano przez internet, a jedna z wiodących polskich platform e-commerce zyskała w ciągu pierwszych 9 miesięcy 2020 roku 11,5 tys. sprzedawców, to już we wrześniu wzrost udziału e-commerce w całkowitej sprzedaży detalicznej w Polsce w porównaniu z lutym wyniósł tylko 1,2 p.p. Jak wynika z raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Monitoring gospodarki cyfrowej. Trzy kwartały przyspieszonej transformacji”, pandemia wyraźnie odcisnęła piętno na naszym życiu zawodowym oraz przyzwyczajeniach rozrywkowych. 24,9 proc. Polaków skorzystało w trakcie pandemii z możliwości pracy zdalnej, a przez pierwsze dni lockdownu oglądaliśmy telewizję 43 min. dłużej niż rok wcześniej. Indeks WIG Tech osiągnął na początku października 120,3 proc. wartości maksymalnych poziomów z I kwartału 2020 r.

Po wprowadzeniu na wiosnę ograniczeń związanych z sytuacją epidemiologiczną sprzedaż przez internet okazała się dla wielu firm jedynym dostępnym kanałem. W kwietniu 2020 r., kiedy zamknięto galerie handlowe, 12 proc. całej sprzedaży realizowano tą drogą. Jednocześnie na koniec września udział sprzedaży przez internet w całej sprzedaży online wyniósł 6,8 proc. – jedynie o 1,2 p.p. więcej niż w styczniu i lutym. Zmiana zachowań konsumentów zdaje się chwilowa, a porównując dane dla Polski z danymi z Wielkiej Brytanii czy USA, widać że dystans dzielący nas od liderów powiększa się zamiast maleć.Co 4 Polak skorzystał w trakcie pandemii z możliwości pracy zdalnej

Wydaje się, że wiosenne ograniczenia związane z pandemią są jednorazowym impulsem, po którym cyfryzacja sprzedaży wróciła na starą ścieżkę. To zjawisko podobne do corocznej grudniowej górki sprzedaży, kiedy to konieczność kupienia prezentów pod choinkę napędza sprzedaż internetową, po czym od stycznia wskaźniki wracają do spokojnego, organicznego wzrostu. Za tą wizją zdecydowanie przemawiają dane GUS, a także przynajmniej niektóre prognozy rynkowe – komentuje Ignacy Święcicki, kierownik zespołu gospodarki cyfrowej Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Zdalna praca i edukacja

Pod koniec marca i w kwietniu, zarówno w polskim, jak i światowym internecie, gwałtownie wzrosło zainteresowanie takimi aplikacjami jak Zoom, Microsoft Teams czy Google Meet. Zdalna praca i edukacja wymusiły korzystanie z tego typu aplikacji, lecz wraz ze znoszeniem ograniczeń liczba związanych z nimi wyszukiwań stopniowo malała.

W badaniach PIE i PFR jedynie ok. 12 proc. zatrudnionych chciałoby w pełni pracować zdalnie. O ile ogólne szacunki wskazywały, że nawet 40 proc. pracowników w krajach OECD może świadczyć swoje obowiązki zdalnie, o tyle w Polsce bardziej prawdopodobny jest przedział 20-25 proc., obserwowany już wiosną. Przejście na pracę zdalną to także skutki dla biur i centrów miast, ale większe przeobrażenie może czekać dzielnice „sypialniane” i dalekie przedmieścia. To tam przeniesie się zarówno część konsumpcji, jak i rozrywki, obecnie oferowanej w centrach miast – tłumaczy Jacek Grzeszak, analityk PIE.

Pandemia wywróciła rynek kultury i rozrywki

W okresie lockdownu jeszcze bardziej przyspieszył wzrost popularności portali gamingowych oraz serwisów VOD. Szczególnie widać to na przykładzie Netfliksa, który w pierwszym półroczu 2020 r. pozyskał rekordowe 26 mln nowych użytkowników, na co wpłynęło m.in. przymusowe zamknięcie kin. Gdy pandemia zostanie opanowana, widzowie zapewne wrócą do kin, ale w międzyczasie balans sił przesunie się na trwale w stronę nowych form dystrybucji treści. Może to oznaczać chociażby zmianę w cyklu życia filmów, obecnie wypuszczanych najpierw do kin, a dopiero po jakimś czasie dostępnych do obejrzenia w telewizji czy w internecie – mówi Jacek Grzeszak, analityk PIE.praca zdalna pandemia 2020

Zmiany w dużym stopniu czekają także tradycyjną telewizję. Z jednej strony cały czas obserwujemy rozwój narzędzi znanych z internetu, takich jak próby wprowadzenia targetowanych reklam, a z drugiej w dłuższym okresie zmiany pokoleniowe i rozwój serwisów internetowych będą oznaczać stopniowy spadek znaczenia telewizji linearnej. Utrzymanie ograniczeń pandemicznych może tylko ten trend przyspieszyć, gdyż idzie za nimi przesuwanie budżetów reklamowych do internetu.

Giełda w czasie pandemii

Indeksy grupujące firmy technologiczne, zdają się nie reagować na największy od stu lat spadek aktywności gospodarczej. NASDAQ czy WIG Tech przebiły maksima osiągnięte w lutym br., podobnie indeks technologiczny w Indiach. Nieco inaczej reagują główne indeksy, które wciąż w większości nie mogą wrócić do tegorocznych maksimów, choć ich spadki są relatywnie nieduże w porównaniu do skali gospodarczej recesji. Oderwanie wyceny notowanych spółek od perspektyw całej gospodarki można tłumaczyć na kilka sposobów.

Z jednej strony może być to oczywiście znak bardzo dobrych perspektyw stojących przed firmami technologicznymi, często zyskującymi użytkowników w czasie pandemii. Z drugiej jednak obserwowane zjawisko można interpretować jako przejaw postępującej finansjalizacji gospodarki (oderwania sfery finansowej od realnej), wzmocnionej dominującą teorią wartości, pozbawionej trwałego punktu odniesienia – wyjaśnia Filip Leśniewicz, analityk PIE.

U progu drugiej fali pandemii

Jesienią ze względu na sytuację epidemiologiczną powróciły restrykcje polegające na wprowadzeniu nauki zdalnej oraz zamknięciu m.in. lokali gastronomicznych i niektórych sklepów. Ponadto przy rosnącej liczbie zakażeń pojawiło się niebezpieczeństwo wprowadzenia kwarantanny narodowej. Dane z października i początków listopada wskazują, że różnice między wiosennym a jesiennym lockdownem występują we wszystkich obszarach badanych przez PIE.

W przypadku e-commerce wiosenne ograniczenia w funkcjonowaniu sklepów były znacznie silniejszym impulsem do przenoszenia zakupów do sieci niż te zastosowane jesienią. Znacznie mniejsze jest też obecnie zainteresowanie zamawianiem towarów czy usług do domu. Inaczej kształtowało się również zainteresowanie wyszukiwaniem najpopularniejszych narzędzi do wideokonferencji i spotkań. O ile platformy Zoom i Skype cieszyły się w październiku i listopadzie niższym zainteresowaniem niż w kwietniu, o tyle platformy Meet i Teams przebiły swoje maksymalne wyniki z wiosny. W przypadku indeksów giełdowych reakcje na parkietach przypominały te z wiosny jedynie pod kątem trendu wywołanego obostrzeniami, różniły się natomiast znacząco wielkością zmian osiąganych wartości – komentuje Ignacy Święcicki.

Bain&Co: Rekordowy spadek na rynku towarów luksusowych z powodu pandemii

Globalny rynek osobistych dóbr luksusowych takich jak odzież, akcesoria czy kosmetyki odnotował w 2020 roku najgłębszy spadek w historii, po tym jak z powodu pandemii konsumenci ograniczyli wydatki a kraje wprowadziły restrykcje w podróżowaniu. Wartość sprzedanych dóbr skurczyła się w porównaniu do roku ubiegłego o 23 proc. i wyniosła 217 mld euro, szacuje w corocznym raporcie międzynarodowa firma doradcza Bain & Company.

Spadek sprzedaży dotknął wszystkie grupy towarów luksusowych, przy czym najmocniejszy 30-proc. zanotowały ubrania i zegarki. Najmniej ucierpiał segment obuwia (spadek o 12 proc.), ponieważ klienci przestawili się na ekskluzywne buty sportowe, jak również biżuteria, gdzie markom pomogła sprzedaż przez Internet oraz stosunkowo stabilny popyt ze strony chińskich konsumentów.

W poprzednich latach rynek notował kilkuprocentowe wzrosty dzięki popytowi generowanemu przez zamożnych Chińczyków, którzy zaopatrywali się w towary luksusowe głównie podczas podróży zagranicznych. Zdaniem ekspertów Bain & Company, którzy wraz z mediolańską Fondazione Altagamma już po raz 19-ty przeanalizowali branżę, do 2023 roku rynek powróci do poziomu sprzed pandemii, ale ulegnie znacznym przeobrażeniom – wzrośnie sprzedaż towarów przez Internet, rynek stanie się bardziej lokalny, a marki będą jeszcze bardziej angażować się społecznie.

Do tej pory rynek towarów luksusowych był dość odporny na zawirowania w światowej gospodarce. Jednak pandemia mocno dała się we znaki i rynek, tradycyjnie napędzany zakupami turystów, mocno ucierpiał z powodu ograniczeń w podróżach i zamknięcia gospodarek – powiedziała Katarzyna Wal, Starszy Menedżer, Bain & Company. Widać jednak przesłanki do odbicia. Mamy pozytywne sygnały z Chin, gdzie konsumenci powrócili na rynek. W sierpniu szanghajski sklep Louis Vuitton pobił rekord miesięcznej sprzedaży w Chinach – klienci podczas pocovidowej odwilży kupili towary o wartości 22 mln dolarów, czyli niemal dwukrotnie większej niż średnia miesięczna sprzedaż w sklepie.

Z powodu pandemii ucierpiały w tym roku wszystkie największe rynki sprzedaży z wyjątkiem Chin. O ile w Europie i Stanach Zjednoczonych rynek skurczył się o odpowiednio 36 proc i 26 proc., to rynek chiński wzrósł o 45 proc. do 44 mld euro. Coraz liczniejsza grupa chińskich konsumentów, którzy stanowią obecnie około 30 proc. wszystkich klientów, zaczęła kupować towary luksusowe na lokalnym rynku. Eksperci Bain & Company szacują, że nawet gdy powrócą oni do turystyki, wewnętrzny rynek chiński nadal będzie się mocno rozwijał i w 2025 roku stanie się największym rynkiem towarów luksusowych, a chińscy konsumenci będą stanowić połowę wszystkich klientów marek premium.

Tak jak i w innych segmentach handlu, również w segmencie premium pandemia przyśpieszyła rozwój e-commerce. Wartość towarów luksusowych sprzedawanych przez Internet wzrosła w 2020 roku do 49 mld euro z 33 mld euro rok wcześniej. Tym samym, udział kanału online w całkowitej sprzedaży dóbr luksusowych na świecie niemal podwoił się w ciągu roku do 23 proc. z 12 proc. Eksperci Bain & Company spodziewają się, że pandemia była katalizatorem zmian i w roku 2025 Internet stanie się głównym kanałem sprzedaży dla dóbr luksusowych.

W tym roku handel towarami luksusowymi w sieci nabrał przyspieszenia i znalazł się na poziomie, którego osiągnięcie w normalnych warunkach zajęłoby około kilku lat. Tego trendu nie da się już odwrócić, bo konsumentami luksusu stają się coraz młodsze osoby, dla których Internet jest naturalnym środowiskiem funkcjonowania. Szacujemy, że do 2025 roku głównym kanałem kupowaniu towarów luksusowych będzie właśnie kanał online – powiedziała Katarzyna Wal.

Przeniesienie handlu towarami luksusowymi do Internetu to nie jedyne wyzwanie dla tradycyjnych luksusowych domów handlowych i stacjonarnych butików, gdzie ruch drastycznie się zmniejszył. Kolejnym jest zmieniający się model konsumpcji – osoby urodzone między 1981 a 2015, czyli Generacja Y i Z, które odpowiadają już za 57 proc. rynku, preferują marki realizujące odpowiedzialne etycznie i środowiskowo praktyki i angażujące się w niwelowanie nierówności społecznych i rasowych.

Bain & Company szacuje, że w 2020 roku całkowita wartość światowego rynku dóbr luksusowych, która oprócz dóbr osobistych uwzględnia takie kategorie jak nieruchomości, środki transportu (samochody, odrzutowce, jachty), podróże czy kolekcje sztuki, spadła do 1 bln euro.

Większość Polaków kupi prezenty świąteczne w Internecie

Popularność zakupów online stale rośnie, a w niektórych kategoriach produktów udział internetowych konsumentów jest już większy niż stacjonarnych. Tak jest na przykład w przypadku prezentów świątecznych które, jak wynika z badania Wonga Polska,  zamawia w Internecie blisko trzy czwarte (73 proc.) Polaków. Po świąteczne upominku do sklepów stacjonarnych udaje się co czwarty ankietowany. 

Wonga Polska od ponad roku analizuje zachowania zakupowe Polaków w sieci w ramach badania „Cyfrowe Zwyczaje Polaków”. Sprawdza m.in. jakie kategorie produktów konsumenci najczęściej kupują online i dlaczego wybierają właśnie ten kanał. W związku ze zbliżającymi się świętami Bożego Narodzenia firma pod lupę wzięła prezenty, które co roku Polacy wręczają swoim najbliższym w tym czasie.

Przede wszystkim zakupy online

Większość Polaków prezenty świąteczne zamówi w tym roku w sieci. Badani mają jednak różne sposoby poszukiwania odpowiednich upominków. Blisko co drugi (48 proc.) ankietowany szuka potrzebnego produktu w Internecie, tam go wybiera i kupuje. 17 proc. badanych najpierw poszukuje informacji o interesującym go prezencie w sieci, potem idzie do sklepu stacjonarnego, żeby zobaczyć go „na żywo”, a następnie znajduje najkorzystniejszą ofertę w Internecie i tam ostatecznie zamawia produkt. Co dziesiąty ankietowany zaczyna od znalezienia odpowiedniego upominku w sieci, a następnie idzie do punktu handlowego i tam go kupuje. Bezpośrednio w sklepie stacjonarnym szuka i kupuje prezenty świąteczne 13 proc. badanych.Większość Polaków kupi prezenty świąteczne w Internecie

– Zdecydowana większość Polaków kupuje prezenty świąteczne przez Internet. Niezależnie od stosowanego sposobu blisko trzy czwarte ankietowanych ostatecznie kupuje je w sieci, przy czym co drugi zamawia produktu od początku do końca online. Zachowania zakupowe Polaków badamy od ponad roku i to jest najwyższy wynik, jaki dotychczas odnotowaliśmy – zauważa Aneta Gergont-Gałązka, dyrektor departamentu marketingu w Wonga Polska. – Warto również podkreślić, że drugi najwyższy wynik w ciągu całego cyklu odnotowaliśmy we wcześniejszym badaniu z września, dotyczącym sprzętu komputerowego. Duży wpływ na to ma oczywiście pandemia, zwłaszcza w przypadku zakupów w pełni online, które są znacząco bezpieczniejsze – dodaje.

Taniej i wygodniej

Polacy doceniają zakupy prezentów świątecznych przez Internet z wielu powodów. Najczęściej jest to wygoda i zaoszczędzony czas, na co wskazuje aż 76 proc. ankietowanych Na drugim miejscu jest cena – według 72 proc. zakupy w sieci bardziej się opłacają. Bardzo często (70 proc.) ankietowani wskazali na możliwość sprawdzenia opinii innych użytkowników. Co drugi badany uważa również, że oferta prezentów świątecznych w Internecie jest bardziej przejrzysta oraz zakupy online dają możliwość szybkiego zwrotu lub reklamacji.zakupy prezentów świątecznych przez Internet

– Wygoda, cena i łatwa dostępność do opinii innych użytkowników od dłuższego czasu dominują w naszym badaniu. Od niedawna zauważamy jednak systematyczny wzrost liczby ankietowanych, którzy uważają, że zakupy w Internecie bardziej się opłacają. W czerwcu na tę odpowiedź wskazało 60 proc. badanych. We wrześniu było to 65 proc., a teraz już 72 proc. – co jest jednocześnie najwyższym wynikiem od początku naszego cyklu. Wynika to prawdopodobnie z doświadczenia, a także większych możliwości porównywania ofert, które ułatwiają wybranie najkorzystniejszej. Decydując się na zakupy online dużo wygodniej i szybciej możemy sprawdzić cenę w kilkunastu sklepach, co stacjonarnie zajęłoby sporo czas. Tym samym sprzedający muszą bardziej konkurować ceną. Zwłaszcza, w takiej kategorii produktów jak prezenty świąteczne, gdy często są to upominki o mniejszej wartości i rozmiarach – podsumowuje Aneta Gergont-Gałązka z Wonga Polska.

Algorytmy podpowiedzą, co wrzucić do koszyka

Nie zapomnij mleka! – Wkrótce taką komendą podczas zakupów uraczy nas sztuczna inteligencja. Personalni asystenci to przyszłość handlu, który przy pomocy sprytnych algorytmów chce zaskarbić sobie lojalność konsumentów. Niedawne badania Fortune Business Insights pokazują, że na rozwój tego typu technologii wydamy fortunę.

Głównym bohaterem kinowego hitu Iron Man był genialny wynalazca, Tony Stark. W swojej pracowni stworzył pierwszą prawdziwą sztuczną inteligencję, którą ochrzcił imieniem JARVIS. Program ten towarzyszy mu zarówno w życiu prywatnym, jak i podczas kolejnych potyczek z czarnymi charakterami. Okazuje się, że jesteśmy coraz bliżej realizacji tej wizji.

Pandemia sprawiła, że cześć przedsiębiorców znalazła się w potrzasku, a szukając szybkiego ratunku, zwróciła się w stronę sprytnych algorytmów. – Jest to szczególnie widoczne w branżach, które wymagają bezpośredniego kontaktu z klientem, np. w handlu. Ryzyko zakażenia COVID-19 wciąż istnieje, dlatego wiele osób podchodzi bardzo zachowawczo do kwestii zewnętrznych aktywności i interakcji. Stąd większy nacisk na rozwój funkcjonalności sklepów online – zauważa Przemysław Pietrzak, data scientist z Sagra Technology. Spółka wspiera przedsiębiorców, którzy chcą digitalizować swoją działalność handlową. Ekspert zwraca uwagę na to, że wykorzystanie SI w handlu nie ogranicza się jedynie do automatyzacji procesów w przedsiębiorstwach, a równie mocno ingeruje w relacje z konsumentem.

Przykład zastosowania sztucznej inteligencji, który pokazuje, że to rzeczywiście działa? Systemy rekomendacyjne, które są wykorzystywane zarówno na platformach informacyjnych czy oferujących treści audio lub wideo, jak i w największych sklepach internetowych. Serwisy te pokazują nam nie tylko najważniejsze informacje, ale przede wszystkim takie, które nas mogą potencjalnie zainteresować w związku z naszymi preferencjami. To samo dzieje się w handlu online – sklepy wykorzystują algorytmy na podstawie naszej aktywności w sieci i podpowiadają nam produkty. Sugerują, co może być naszym optymalnym wyborem – wyjaśnia Przemysław Pietrzak.

Zakupy z obstawą

Potwierdzeniem słów eksperta są ostatnie wyniki badań, jakie przeprowadziła firma analityczna Fortune Business Insights. W raporcie, który dotyczył rozwoju sztucznej inteligencji w branży retail oszacowano, że w ciągu siedmiu najbliższych lat łączna wartość tego sektora wyniesie 23,32 mld USD. To o blisko 700% więcej niż w 2019. Specjaliści twierdzą, że zeszłoroczne wydatki zamknęły się kwotą 3 mld USD.

Analitycy oceniają, że zmiany, jakie dokonują się w handlu detalicznym, będą miały ogromny wpływ na obraz naszej rzeczywistości. Nie ma w tym nic dziwnego. Jak pokazują dane Statista, na zakupy spożywcze chodzimy około 2 razy w tygodniu i nie uwzględniając czasu potrzebnego na dojazd, poświęcamy na nie 45 minut. W ujęciu rocznym to 80 godzin, czyli pełne 2 tygodnie pracy, skoncentrowane tylko na tym, by uzupełnić naszą lodówkę. Jakiekolwiek zmiany w handlu detalicznym, będą rezonować na naszą codzienną rutynę – zauważa ekspert z Sagra Technology.

Odzieżowy zawrót głowy

Czy zaufałbyś sztucznej inteligencji, gdyby miała zostać Twoim osobistym stylistą? Coraz więcej przedsiębiorców wierzy, że owszem. Firmy technologiczne chętnie łączą siły z markami, które oferują między innymi odzież, by stworzyć system, który może poważnie zagrozić stylistom.

Swoją usługę tego typu dopiero co uruchomił gigant handlu online Amazon. Men’s Personal Shopper to propozycja dla wszystkich panów, którym marzy się modny ubiór. Wystarczy, że uiszczą dodatkową opłatę w wysokości niecałych 5 USD miesięcznie, a będą mogli skorzystać z pomocy stylisty, szkolonego przez algorytmy. W zamian za niewielką dopłatę do standardowego abonamentu, użytkownicy otrzymają raz na 30 dni odzieżowe propozycje dopasowane do ich preferencji i aparycji wprost pod swoje drzwi.

I to nie wszystko. Dla użytkowników, którzy głowią się nad tym, w co się ubrać na nadchodzącą rozmowę kwalifikacyjną lub jaki styl ubioru jest odpowiedni na lunch w stylu „business casual”, przygotowano spersonalizowane porady i zalecenia dotyczące garderoby na specjalne okazje. Każdy z panów otrzyma również informacje o trendach na nadchodzący sezon.

Ekspansja SI tak, ale jeszcze nie teraz

Mijająca dekada to niewątpliwie wielki sukces inżynierów w dziedzinie możliwości kognitywistycznych jakimi dysponują współczesne maszyny. Nikogo nie dziwi już fakt, że zwykły smartfon jest w stanie przeprowadzić prostą konwersację, przeanalizować zawartość faktury, rozpoznać obiekty na zdjęciach czy sekwencji wideo. W efekcie, zgodnie ze słynnym postulatem Alana Turinga jest i będzie nam coraz trudniej określić, czy po drugiej stronie mamy do czynienia z maszyną czy człowiekiem. Możliwości te napędzają wyobraźnię inwestorów, stąd rekordowe nakłady na rozwój technologii bazujących na SI.

Jednak na dojrzałe i stabilne rozwiązania, które osiągnęły fazę produkcyjną i operują w samofinasującym się modelu biznesowym, trzeba będzie jeszcze zaczekać – mówi Przemysław Pietrzak z Sagra Technology. – Według Gartnera, rozwój technologiczny przebiega według typowego schematu obejmującego klika kolejnych faz. Większość z około trzydziestu kluczowych dla rozwoju SI technologii pełny rozkwit ma jeszcze przed sobą i znajduje się obecnie w fazie nazywanej szczytem zawyżonych oczekiwań. Około 2/3 z nich jest w tzw. płaskowyżu produktywności – tj. etapie, w którym osiągnięcia technologiczne wchodzą do głównego nurtu, co trwa od 2 do 5 lat. Pozostała część potrzebować będzie dłuższego czasu rozwoju, minimum 5 lat  – dodaje ekspert.

Rozwój SI może być wielką szansą dla branży detalicznej, którą w najbliższych latach czeka rewolucja. Dzięki wykorzystaniu samouczących się algorytmów, luka między wirtualnymi a fizycznymi kanałami sprzedaży zostanie wypełniona. Nie ma znaczenia, czy mowa o małym biznesie, czy o wielkopowierzchniowych molochach – szerokie wdrożenie sztucznej inteligencji w handlu wpłynie na sytuację każdego przedsiębiorcy.

Czy popyt na mieszkania słabnie? Deweloperzy odpowiadają

Czy po wprowadzeniu nowych ograniczeń spadło zainteresowanie zakupem nowych mieszkań? Czy od wiosny zwiększyła się ilość osób kupujących inwestycyjnie, lokujących gotówkę w nieruchomości? Czy wśród klientów deweloperów pojawili się zagraniczni inwestorzy? Sondę przeprowadził serwis nieruchomości dompress.pl

Mirosław Kujawski, członek zarządu Develii

Po słabszym ze względu na pandemię pierwszym półroczu br. sytuacja sprzedażowa poprawiła się zauważalnie w trzecim kwartale. Klienci, którzy odkładali zakup w czasie, wrócili do biur sprzedaży i chętniej podejmowali decyzje zakupowe. Potwierdzają to także wyniki sprzedaży. W trzecim kwartale sprzedaliśmy 358 mieszkań na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych, co oznacza wzrost o 15 proc. w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku.

W związku ze wzrostem zachorowań na COVID-19, od połowy października zaobserwowaliśmy niewielki spadek kontaktów ze strony klientów. Jeśli chodzi o klientów inwestycyjnych, presja na ochronę kapitału przed inflacją i lokowanie środków w nieruchomości rośnie. Średnie oprocentowanie lokat utrzymuje się na rekordowo niskim poziomie, a mieszkania nadal są dla inwestorów atrakcyjną formą lokowania środków. Stąd też zainteresowanie klientów inwestycyjnych wciąż jest bardzo duże. Trudno tutaj jednak mówić o zmianach w trendzie z uwagi na fakt, iż liczba tego typu transakcji w dużym stopniu zależy od posiadanej oferty. Faktem jest jednak, że w początkowym okresie po wprowadzeniu inwestycji niezmiennie największą popularnością cieszą się najmniejsze lokale, szczególnie w centrach miast.

Angelika Kliś, dyrektor zarządzająca ds. Sprzedaży i Marketingu w Atal

Popyt na mieszkania utrzymuje się na wysokim poziomie. Niezmiennie mamy do czynienia z bardzo dużymi i w znacznej mierze niezaspokojonymi potrzebami mieszkaniowymi spowodowanymi niedoborem mieszkań w Polsce. Z naszych obserwacji wynika, że udział w rynku klientów inwestycyjnych utrzymuje się na równie wysokim poziomie, jak w pierwszych miesiącach roku. Nie zauważyliśmy zwiększenia zainteresowania zakupem mieszkań ze strony zagranicznych inwestorów.

Klienci, mając na uwadze niepewną sytuację gospodarczą, w pierwszych tygodniach pandemii wstrzymali się z decyzją o zakupie, ale wrócili do biur sprzedaży już z większym optymizmem. W związku z tym czerwiec i lipiec były miesiącami odbudowy popytu. Obecnie obawy klientów inwestycyjnych dotyczą raczej kumulacji środków na lokatach i kontach bankowych. Inwestorzy indywidualni szukając stabilnego miejsca do ulokowania środków chętnie wybierają nieruchomości. Klienci indywidualni natomiast obawiają się ponownego zaostrzenia warunków udzielania kredytów i wzrostu ich kosztów.

Natalia Sawicka, dyrektor sprzedaży i marketingu Angel Poland Group we Wrocławiu

Marzec i kwiecień był miesiącem pełnym zawahań ze strony klientów, którzy w obliczu nowej sytuacji wstrzymali decyzje dotyczące transakcji. Jak się jednak okazało kilka tygodni później, zastój był chwilowy. W późniejszym okresie, nawet w obliczu ponownego wprowadzenia restrykcji, nie spotkaliśmy się ze zmniejszonym zainteresowaniem nieruchomościami w segmencie premium. Wśród klientów naszej wrocławskiej inwestycji liczną grupę stanowią osoby spoza naszego kraju. W ostatnim czasie na przykład obsługiwaliśmy klientów mieszkających w Singapurze.

Robert Stachowiak, prezes zarządu SGI

Obecna sytuacja na rynku jest dość skomplikowana, jednak zainteresowanie mieszkaniami i liczba zapytań kierowanych do działów sprzedaży pozostają niezmienne. Inwestowanie w nieruchomości to dobra alternatywa do lokowania nadwyżkowych środków w produktach banków, funduszy inwestycyjnych, czy na giełdzie. Taki model działania jest obecny już od wielu lat.

W naszym przypadku zdecydowaną większość stanowią klienci indywidualni, którzy kupują mieszkania na własny użytek. Dotyczy to zarówno projektów realizowanych obecnie, jak i naszych poprzednich inwestycji w Szczecinie, Łodzi czy Warszawie. Od początku działalności spółki, lokale kupowane pod inwestycję stanowią mniejszość. Podobnie jest w przypadku zagranicznych inwestorów. Odnotowujemy bardzo mały udział ekspatów wśród kupujących i zainteresowanych naszymi projektami.

Tomasz Czubak, dyrektor Przygotowania Projektów Deweloperskich w Jakon

Popyt na mieszkania od lipca tego roku kształtuje się na w miarę równym poziomie. Po przejściu pierwszej fali pandemii wielu klientów wróciło do myśli o zakupie nieruchomości. W niektórych inwestycjach zauważyliśmy wzmożony ruch osób, chcących zainwestować wolne środki w nieruchomości. Są to raczej inwestorzy z Polski, którzy w większości współpracują z naszą firmą od wielu lat. Nie zauważyliśmy większego ruchu obcokrajowców.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Popyt na mieszkania, a w szczególności na małe mieszkania, nie słabnie z uwagi na niedobór lokali. Prawie 11 mln Polaków zalicza się do Millenialsów, urodzonych w latach 1980-2000, którzy stanowią 30 proc. populacji. Są obecnie najliczniejszą grupą docelową dla deweloperów. Jedną z cech wyróżniających to pokolenie jest duża mobilność, łatwość zmiany pracy i stylu życia. Ta generacja zarówno wtedy, kiedy decyduje się na wynajem mieszkania, jak też, wtedy gdy może sobie pozwolić na zakup z reguły wybiera lokale o małej powierzchni. Decyzji o zakupie własnego mieszkania bez wątpienia sprzyjają niskie stopy procentowe i duża dostępność kredytów hipotecznych. Z uwagi na inflację i niskie oprocentowanie depozytów małe mieszkania są także na celowniku inwestorów, bo to najbezpieczniejsza od lat forma lokowania nadwyżek finansowych.

Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper

Popyt na mieszkania jest bardzo silny, a wprowadzane ograniczenia nie powodują zmiany kluczowych decyzji klientów. Dotyczy to także lokali inwestycyjnych, które stanowią około 30 proc. naszej oferty. Szczególnym zainteresowaniem cieszą się projekty, które zostaną ukończone w przyszłym oraz kolejnym roku, a więc w czasie, kiedy pandemia najprawdopodobniej zostanie już opanowana.

Monika Perekitko, członek zarządu Matexi Polska

W naszej ocenie popyt na rynku mieszkaniowym pozostaje raczej na stabilnym poziomie. Po okresie pierwszego lockdownu, kiedy gospodarka praktycznie zamarła, a klienci i banki w znacznej mierze wstrzymywali się z decyzjami sytuacja unormowała się i obserwujemy ponownie duże zainteresowanie zakupem nowych mieszkań.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Robyg SA.

Druga fala epidemii nie osłabiła jak dotąd popytu na mieszkania, wręcz przeciwnie. Notujemy nawet więcej zapytań od potencjalnych klientów. Widzimy też wyraźny popyt inwestycyjny – zwłaszcza, że obecnie WIBOR jest rekordowo niski, co może zachęcać do inwestycji w nieruchomości. Jako dobrą lokatę proponujemy klientom mikroapartamenty Modern Space. Nieduże metraże i promocyjne ceny lokali pozwalają na szeroki wybór. Inwestycja jest jeszcze bardziej opłacalna w przypadku skorzystania z opcji odliczenia podatku VAT.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Pomimo wprowadzenia częściowego lockdownu w drugiej połowie października br. nie zauważyliśmy znaczącego ograniczenia popytu. Zupełnie inaczej niż w przypadku prawie całkowitego zamknięcia kraju za pierwszym razem. Klienci oswoili się już z pandemią i ograniczeniami wynikającymi z tej sytuacji. Obserwujemy nawet wzmożone zainteresowanie zakupem mieszkań oraz zmianę motywacji i podejścia do zakupu mieszkań. Obserwujemy obecnie trzy wiodące grupy klientów. Osoby, które chcą ulokować nadmiar środków w dobro, które nie straci na wartości. Klientów, którzy poszukują większej przestrzeni ze względu na większą niż dotąd ilość czasu spędzaną w domu. A także grupę osób, które obawiają się znaczącego pogorszenia warunków uzyskania kredytu.

Szczęśliwie nie sprawdziły się najczarniejsze prognozy dotyczące zapaści gospodarczej. Stopa bezrobocia w październiku wyniosła 6,1 proc. (wzrost zaledwie o 1% ws. X 2019), nastroje konsumenckie są dobre, a w pierwszych trzech kwartałach roku rozpoczęto budowę 178 tys. mieszkań w porównaniu do 167 tys. w analogicznym okresie 2019 roku.

Agata Zambrzycka, dyrektor ds. Sprzedaży i Marketingu w Aria Development

Spadek popytu na mieszkania zmniejsza się tylko w miesiącach, gdy zostają wprowadzane ograniczenia związane z Covid-19. Jednak biorąc pod uwagę cały rok sprzedaż jest na satysfakcjonującym poziomie, lepszym niż w roku ubiegłym.

Obserwujemy przypływ klientów zainteresowanych mniejszymi mieszkaniami, szczególnie kawalerkami i lokalami dwupokojowymi, ale nie jest to większy odsetek, niż liczba klientów kupujących na własne potrzeby mieszkaniowe. Jeśli chodzi o inwestorów zagranicznych, nie widzimy ich aktywności w naszych inwestycjach.

Karolina Guzik, menadżer sprzedaży w spółce mieszkaniowej Skanska

Nasze doświadczenia pokazują, że popyt na mieszkania jest stabilny i utrzymuje się na bardzo dobrym poziomie. Kupujący w dalszym ciągu aktywnie poszukują swojego wymarzonego miejsca do życia i wciąż uważają, że zakup nieruchomości jest dobrą oraz bezpieczną lokatą kapitału.

Natomiast bacznie obserwując i analizując sytuację, mogę powiedzieć, że nowa rzeczywistość wpłynęła na nieco większą ostrożność nabywców inwestycyjnych. W ich przypadku popyt również jest stabilny, jednak zauważalnie zmieniła się jego dynamika. Oczywiście to naturalne następstwo bardziej zachowawczej postawy klientów, którym zależy na zakupach inwestycyjnych. W końcu jest to grupa nabywców, planująca zakup swojego drugiego lub kolejnego mieszkania.

Wojciech Dzioba, prezes zarządu TBV Investment

W 2020 roku spadek zainteresowania zakupem naszych mieszkań odnotowaliśmy tylko na przełomie marca i kwietnia podczas wprowadzonego przez rząd lockdownu. Wtedy faktycznie dominował nastrój niepewności inwestycyjnej związany m.in. z niejasnymi wymagania banków w zakresie warunków uzyskania kredytów hipotecznych. Poza tym, w tym okresie nie dysponowaliśmy jeszcze tak wieloma narzędziami do sprzedaży zdalnej, jak dzisiaj, a klienci również potrzebowali czasu, aby przyzwyczaić się do bardziej bezkontaktowego procesu załatwiania spraw związanych z zakupem mieszkania. Już pod koniec kwietnia sprzedaż naszych mieszkań powróciła do poziomu sprzed pandemii.

Coraz więcej naszych klientów nabywa mieszkania w celach inwestycyjnych, co akurat wcale nas nie dziwi, ponieważ w obecnej sytuacji lokata gotówki w nieruchomości to bardzo rozsądny pomysł. Inwestycje TBV od lat pozostają w kręgu ich zainteresowań klientów zagranicznych. W ostatnich miesiącach realizowaliśmy transakcje z inwestorami z takich krajów jak Stany Zjednoczone, RPA, Emiraty Arabskie, Norwegia, Niemcy, Austria, Szwajcaria i Ukraina.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Analizując okres od marca br. do dziś, począwszy od czerwca widzimy dynamiczny wzrost liczby zapytań. W Poznaniu ceny rosną stabilnie i według naszych obserwacji nie wpływa to negatywnie na popyt. Wzrosty są akceptowane przez naszych klientów. Rzeczywiście, odnotowaliśmy zwiększoną aktywność inwestorów kupujących mieszkania i apartamenty w inwestycji ST_ART Piątkowo. Stanowią oni obecnie już ponad 60 proc. nabywców. Ciekawe jest też, że znacznie zwiększyło się zainteresowanie inwestorów indywidualnych naszą podmiejską lokalizacją Osiedle Księżnej Dąbrówki. Dotąd stanowili oni pomijalny odsetek na tym obszarze. W ostatnim czasie jednak wyraźnie widać ich zainteresowanie mieszkaniami z dużymi tarasami, balkonami, czy przynależnymi ogrodami już nie tylko w granicach miast. Bez wątpienia decyduje o tym konkurencyjna cena mieszkań w porównaniu z cenami mieszkań w Poznaniu.

Sylwester Śniadecki, prezes zarządu Śniadecki Development i Śniadecki Investment Group

Zainteresowanie nieruchomościami jako inwestycją obserwujemy już od dawna, choć w tym roku na rynku pojawiło się jeszcze więcej chętnych poszukujących alternatywnych metod lokowania kapitału. Dzięki oferowanej przez Śniadecki Investment Group opcji grupowego inwestowania, możliwość wejścia w deweloperski świat znacznie się poszerzyła. Oprócz nabywców kupujących inwestycyjnie mieszkania, obserwujemy przypływ inwestorów dysponujących kapitałem rzędu 100 tys. zł lub więcej, którzy chcą inwestować pasywnie, nie angażując się w poszczególne procesy związane z budową i sprzedażą mieszkań czy domów. Wśród zainteresowanych naszymi nieruchomościami pojawili się także Niemcy.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu Aurec Home

Sprzedaż mieszkań w naszej, pierwszej warszawskiej inwestycji Miasteczko Jutrzenki ruszyła w połowie lipca br. W pierwszym etapie budowy oferujemy 163 mieszkania, z których dotąd sprzedaliśmy już ponad połowę. Nasze doświadczenie pokazuje, że popyt na mieszkania nie słabnie. Wśród kupujących większość to single i rodziny, dla których mieszkanie w Miasteczku Jutrzenki będzie pierwszym własnym lokum. Zdarzają się również osoby, kupujące 3-4 mieszkania w celach inwestycyjnych. Z rozmów z nimi wynika, że mieszkania w naszej inwestycji stanowią dobrą, długoterminową lokatę środków.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Jeśli chodzi o ponowne wprowadzenie ograniczeń gospodarczych, aktualnie nie zauważyliśmy ich wpływu na popyt na mieszkania. Obecna sytuacja różni się od tej związanej z wprowadzeniem lockdownu na wiosnę. Wtedy mieliliśmy całkowite ograniczenie przemieszczania się, a teraz tego nie ma, więc klienci chętnie kupują mieszkania. Pomimo wzrostu cen zakup nieruchomości nadal jest jedną z najlepszych i najbezpieczniejszych opcji inwestowania kapitału. Ta tendencja utrzymuje się już od kliku miesięcy, ale wyraźnie wzrosła od marca br.

Autor: Dompress.pl

Znaczny spadek udzielonych kredytów w październiku 2020 r.

W dziesięciu miesiącach 2020 r. banki i SKOK-i udzieliły 2,294 mln kredytów gotówkowych (-30,7%) na kwotę 42,951 mld zł (-31,5%) oraz 2,827 mln kredytów ratalnych (+2,9%) na kwotę 12,279 mld zł (+2,7%), zaś kredytów mieszkaniowych 181,1 tys. (-10,3%) na kwotę 52,418 mld zł (-4,4%).

Dużo mniej kredytów mieszkaniowych, gotówkowych i kart kredytowych w październiku

W październiku 2020 r., w porównaniu do października 2019 r., banki i SKOK-i udzieliły dużo mniej trzech rodzajów produktów kredytowych w ujęciu liczbowym. Banki przyznały o (-36,4%) mniej kart kredytowych, udzieliły o (-32,1%) mniej kredytów gotówkowych oraz o (-3,2%) kredytów mieszkaniowych. Pozytywną dynamikę wykazały tylko kredyty ratalne, których udzielono więcej o (+14,3%). W ujęciu wartościowym banki i SKOK-i przyznały mniej (-34,6%) limitów kartowych niż przed rokiem, spadła także wartość udzielonych kredytów gotówkowych (-28,5%). Dodatnia dynamika dotyczy kredytów ratalnych – wzrost o (+17,2%) oraz kredytów mieszkaniowych (+3,4%).

Istnieją dwa uwarunkowania, które uwzględnia BIK, analizując dane zawarte w Newsletterze i wyciągając z nich wnioski. Po pierwsze, przyjmuje się, że kredyty konsumpcyjne oraz karty kredytowe są procesowane bardzo szybko od złożenia wniosku przez klienta lub oferty przez bank. Toteż w przypadku tych produktów, październikowa sprzedaż jest związana z wnioskami składanymi w większości przypadków w październiku. Natomiast kredyty mieszkaniowe są procesowane dłużej, nawet do dwóch miesięcy, zatem sprzedaż kredytów mieszkaniowych w październiku jest efektem wniosków składanych w sierpniu i wrześniu br.

Po drugie, problemy ze spłacaniem kredytów w wyniku pandemii nie mogły się jeszcze w pełni zmaterializować w odczytach Indeksów Jakości, ponieważ Indeksy obejmują opóźnienia powyżej 90 dni. A część kredytobiorców, z powodu sytuacji wywołanej COVID – 19, skorzystała z bankowego wsparcia w zakresie odroczenia spłaty rat kredytowych. Część odroczeń spłat już się zakończyła, najwięcej we wrześniu – 173,87 tys. na kwotę 17,65 mld zł. Obecnie bardzo uważnie obserwujemy zachowanie się tych rachunków.

Kredyty gotówkowe i ratalne

– W okresie styczeń – październik 2020 r. ujemne dynamiki zarówno liczby, jak i wartości udzielonych kredytów gotówkowych, dotyczyły wszystkich przedziałów wartości udzielanych kredytów. Najwyższy spadek dotyczył kredytów wysokokwotowych tj. powyżej 50 tys. zł (-33,1%) liczbowo oraz (-36,2%) wartościowo. Widzimy już to zjawisko od początku pandemii. Ponownie, niższa ujemna dynamika dotyczyła kredytów gotówkowych z przedziału niskokwotowego do 1 tys. zł: liczbowo (-18,3%) oraz (-19,9%) wartościowo. Może to świadczyć o tym, że w przypadku kredytów wysokokwotowych, z uwagi na fakt dużo wyższej ich szkodowości, banki bardziej ostrożnie podchodzą do ich udzielania, ale również z uwagi na to, że ograniczenie konsumpcji prywatnej zmniejsza popyt na finansowanie wysokokwotowe.

W porównaniu do kredytów gotówkowych o wiele lepiej wygląda sytuacja kredytów ratalnych. W ich przypadku w okresie styczeń – październik 2020 r. zarówno w ujęciu liczbowym jak i wartościowym odnotowaliśmy dodatnie dynamiki sprzedaży: odpowiednio (+2,9%) oraz (+2,7%). I jest to jedyna grupa produktowa, w przypadku której wystąpiły dodatnie dynamiki w okresie pierwszych dziesięciu miesięcy 2020 r. Wynika to z faktu, że ten rodzaj kredytów dla udzielającego banku jest dużo bezpieczniejszy od kredytów gotówkowych, co ma swoje odzwierciedlenie w poziomie szkodowości. Inne jest również ich przeznaczenie, kredyty gotówkowe służą bardziej uzupełnieniu bieżącego budżetu domowego, zaś ratalne wiążą się z nabywaniem na raty dóbr konsumpcyjnych trwałego użytku, sprzętu RTV/AGD, innej elektroniki czy mebli, a także samochodów. Wzrost liczby udzielonych kredytów ratalnych należy wiązać z m.in. dużymi akcjami promocyjnymi proponowanymi przez firmy zajmujące się handlem elektroniką, sprzętem RTV/AGD czy meblami.

Co ciekawe, pozytywny trend nie dotyczy wszystkich przedziałów kwotowych. Ujemne dynamiki w ujęciu liczbowym odnotowały trzy najniższe przedziały kwotowe: do 1 tys. zł (-0,7%), 1-1,5 tys. zł (-1,9%) oraz 1,5-2 tys. zł (-2,6%). Pozostałe przedziały odnotowały już dodatnie dynamiki, przy czym najwyższą (+8,5%) kredyty powyżej 5 tys. zł. Są to zazwyczaj właśnie kredyty finansujące różnego rodzaju sprzęt elektroniczny oraz gospodarstwa domowego czy meble, które są nabywane zarówno w sklepach stacjonarnych jak i w e-commerce, często po atrakcyjnych cenach wynikających z promocji. Wyższe kredyty ratalne zazwyczaj biorą bogatsi kredytobiorcy, chcący skorzystać z promocji również w zakresie finasowania (zerowe oprocentowanie kredytów oferowanych w sklepach), którzy posiadają bezpieczeństwo ekonomiczne. Trzeba pamiętać, że kredyty ratalne obejmują również kredyty samochodowe, których średnia kwota udzielonego finansowania jest wyższa – stwierdza prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

Dla kredytów gotówkowych średnia wartość udzielonego kredytu to 19 329 zł – wzrost o 5,3% w stosunku do października 2019 r. Średnia wartość kredytu ratalnego to 4 551 zł i jest ona wyższa niż w październiku rok temu o 2,5%.

Obserwowany przez BIK co miesiąc poziom ryzyka kredytowego portfela kredytów konsumpcyjnych w oparciu o Indeks Jakości pełni funkcję systemu wczesnego ostrzegania. Jakość portfela kredytów ratalnych już od kilku lat utrzymuje się na niskim, bezpiecznym poziomie szkodowości, co każdorazowo potwierdzają właśnie miesięczne odczyty Indeksu. Bieżący – październikowy odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów ratalnych wynosi 1,41%. Kilkukrotnie wyższą szkodowością (najwyższą wśród wszystkich grup produktowych) charakteryzują się kredyty gotówkowe. Październikowy odczyt Indeksu Jakości dla kredytów gotówkowych wynosi 3,73%.

Pomimo wcześniejszych obaw dotyczących wzrostu szkodowości kredytów gotówkowych i ratalnych, październik potwierdza pozytywne zaskoczenie związane z poprawą jakości wyrażoną spadkami odczytów Indeksu Jakości, obserwowaną już we wrześniu. Tak wyraźna poprawa Indeksu Jakości jest najprawdopodobniej efektem odroczeń spłat rat kredytowych w ramach wakacji kredytowych udzielanych klientom przez banki.

– W porównaniu do października 2019 r. wartość Indeksu Jakości kredytów gotówkowych polepszyła się (spadła) aż o 2,33 pkt proc., a w porównaniu do odczytu wrześniowego, o 0,29. Niewątpliwie pozytywny wpływ na to miały dwa czynniki. Uzyskana przez część kredytobiorców pomoc z banków związana z odraczaniem spłaty rat kredytów, która w dużej części zamortyzowała spadek dochodów w pierwszych miesiącach pandemii i lockdownu. Po drugie osoby, którym skończyły się wakacje kredytowe, wracają do terminowej spłaty zaciągniętych kredytów. Z analizy BIK-u wynika jednak, że pierwszymi osobami korzystającymi z wakacji kredytowych, nie były osoby najbardziej narażone na ryzyko utraty zdolności kredytowej. Należy przy tym pamiętać, że jest to obserwacja z jeszcze krótkiego okresu. Trzeba więc ze szczególną uwagą śledzić terminowość spłat w kolejnych miesiącach (szczególnie w grudniu 2020 i styczniu 2021), tym bardziej, że kończą się wakacje kredytowe kredytobiorcom o gorszym profilu ryzyka. We wrześniu poprawiła się również jakość kredytów ratalnych. W ich przypadku wartość Indeksu w okresie 12 miesięcy polepszyła się (spadła) o 0,76, a w stosunku do września 2020 o 0,15  – wyjaśnia główny analityk BIK.

Kredyty mieszkaniowe

W październiku br. na rynku kredytów mieszkaniowych odnotowaliśmy pierwsze od początku pandemii dodatnie dynamiki wartości (3,4%) udzielonych kredytów, przy nadal ujemnej dynamice liczby udzielonych kredytów (-3,2%) w porównaniu z październikiem 2019 r. W okresie styczeń – październik 2020 r. już 47,7% wartości udzielonych kredytów dotyczyło przedziału kwotowego powyżej 350 tys. zł. Analizując sytuację w poszczególnych przedziałach kwotowych określających wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego, w okresie styczeń – październik 2020 r. nadal tak, jak i w poprzednich okresach, obserwujemy odmienne tendencje. Dodatnie dynamiki sprzedaży kredytów mieszkaniowych zarówno w ujęciu liczbowym, jak i wartościowym dotyczą tylko kredytów powyżej 350 tys. zł, których pomiędzy styczniem a październikiem 2020 r. w porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. w ujęciu liczbowym udzielono więcej o 6,5%, a w wartościowym o 7,2%.

– Wyniki październikowej sprzedaży kredytów mieszkaniowych są odzwierciedleniem popytu z okresu sierpnia i września. Odbudowę popytu na kredyt mieszkaniowy sygnalizowały już sierpniowy i wrześniowy odczyt Indeksu Popytu na kredyty mieszkaniowe odpowiednio (-3,1%) oraz (+5,4%). W październiku wartość indeksu to już +8,1%. Należy nadmienić, że jest to już drugi dodatni odczyt od lutego, czyli w całym dotychczasowym okresie pandemicznym. Popyt więc już się odbudował. Trzeba jednak pamiętać, że sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych jest determinowana nie tylko zachowaniem potencjalnych kredytobiorców (popytem), chcących nabyć nieruchomość za kredyt, lecz i banków udzielających kredyt (podaż). Banki po wakacjach poluzowały wymagania m.in. w zakresie wkładu własnego. Jednak w październiku mieliśmy nawrót pandemii w postaci tzw. drugiej fali. Ważna będzie więc reakcja banków, które w warunkach rosnącej niepewności mogą zdecydować się na ponowne zaostrzenie polityki kredytowej, co będzie skutkować kolejną ograniczoną dostępnością kredytu, należy to obserwować – prognozuje prof. Rogowski.

Miesięczny odczyt Indeksu Jakości portfela kredytów mieszkaniowych w październiku 2020 r. wyniósł 0,47%. W ostatnich 12 miesiącach (październik 2019 r. – październik 2020 r.) jakość portfela polepszyła się, o czym świadczy spadek Indeksu o (-0,27). W dużej mierze jest to efekt „wakacji kredytowych”.

– Pomimo dużych wcześniejszych obaw – szczególnie w początkach pandemii, obecnie nie odnotowujemy spadku jakości portfela kredytów mieszkaniowych. A wręcz przeciwnie, jakość w październiku nadal się polepsza od września – polepszenie (spadek) Indeksu o 0,10. Przy czym należy pamiętać, że mówimy o opóźnieniach 90-dniowych, czyli możliwych do wystąpienia dopiero po 3-miesięcznym opóźnieniu w spłacie raty kredytu. Podobnie jak w przypadku pozostałych rodzajów kredytów musimy szczególnie obserwować „powakacyjne” zachowania kredytobiorców mieszkaniowych. Ważne będą więc odczyty z grudnia i początkowych miesięcy 2021 roku – zaznacza główny analityk BIK.

Karty kredytowe

W październiku 2020 r. banki wydały 62,8 tys. kart kredytowych na łączną kwotę przyznanych limitów 381 mln zł.

– W październiku 2020 r. mamy więc kontynuację negatywnego trendu dynamiki rocznej obserwowanego już od początku roku, w ujęciu liczbowym (-36,4%) i wartościowym (-34,6%). Negatywne zjawisko dotyczy ponownie wszystkich przedziałów kwotowych. Należy pamiętać, że limity kartowe są jednym z najbardziej ryzykownych produktów kredytowych, stąd naturalna ostrożność do ich przyznawania przez banki w okresie niepewności. Ostrożność banków wpływa bezpośrednio na dostępność tego produktu kredytowego. Ponadto coraz popularniejsze stają się mobilne formy płatności – mówi prof. Rogowski z BIK.

BioMaxima SA pozyska inwestorów instytucjonalnych na rynku regulowanym GPW

Spółka BioMaxima SA ogłosiła zwołanie Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, którego celem jest podjęcie uchwał rozpoczynających proces przeniesienia akcji spółki z rynku NewConnect na rynek główny Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. BioMaxima jest czołowym polskim producentem diagnostyki laboratoryjnej, m.in. testów do identyfikacji zakażeń SARS-CoV-2.

Głównym punktem obrad zwołanego na 22 grudnia br. Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy będzie podjęcie uchwały o przejściu od 1 stycznia 2021 roku na Międzynarodowe Standardy Sprawozdawczości Finansowej (MSSF), które są pierwszym krokiem do przeniesienia notowań akcji spółki na rynek główny GPW. W tym strategicznym kierunku spółka podąża od 2018 roku, kiedy to Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy m.in. wyznaczyło zarządowi cel osiągnięcia minimalnej kapitalizacji uprawniającej do zmiany rynku notowań. Został on spełniony już w sierpniu 2020 roku, za co zarząd otrzyma drugą transzę ustalonego wówczas przydziału opcji menadżerskich.

Naszym celem jest budowa jeszcze bardziej dynamicznej i transparentnej firmy, potrafiącej skorzystać z szans, jakie daje obecna koniunktora na rynku technologii medycznych. Poprzez działania, które planujemy, chcemy dalej stabilizować akcjonariat, zapewniając jednocześnie środki na kontynuację szybkiego rozwoju, którego spółka doświadcza przez ostatnie 2 lata” – powiedział Łukasz Urban, prezes zarządu BioMaxima SA.

Zatrudniająca ponad 120 osób BioMaxima SA w latach 2018-2019 realizowała ambitny program inwestycyjny, opiewający na ponad 20 mln zł, w którego rezultacie zbudowano nowy zakład produkcyjny oraz Centrum Badawczo Rozwojowe w Lublinie. W nowym zakładzie skoncentrowano produkcję, przenosząc 4 wydziały z zakładów w Warszawie i Gdańsku. Zwołane walne zgromadzenie ma także w programie uchwały o zmianach w statucie spółki dostosowujących organizację pracy i skład władz spółki do wymagań istniejących na rynku regulowanym, m.in. rozszerzenie składu rady nadzorczej o członków niezależnych oraz powołanie komitetu audytu.

W dniu 13 listopada 2020 r. Emitent opublikował raport kwartalny. Przychody w III kwartale 2020 roku wyniosły 14.181 tys. zł. Spółka BioMaxima SA (jednostka dominująca) zanotowała w tym okresie 1.817 tys. zł zysku operacyjnego powiększonego o amortyzację (EBITDA) oraz zysk netto na poziomie 1.183 tys. zł. Po trzech kwartałach 2020 r., narastająco przychody Spółki wyniosły 37.024 tys. zł., zysk operacyjny powiększony o amortyzację wyniósł 6.993 tys. zł, zaś zysk netto 4.613 tys. zł. Spółka opublikowała również wstępne wyniki za miesiąc październik 2020, informując, że osiągnęła zysk netto na poziomie 1.230 tys. zł., a zysk EBITDA wyniósł 1.596 tys. zł. Po 10 miesiącach 2020 r. zysk netto BioMaxima SA wynosi 5.843 tys. zł, przy EBITDA 8.589 tys. zł.

Polacy za smog winią „kopciuchy”, złej jakości paliwo i przemysł

Polacy jako główną przyczynę smogu na równi wskazują używanie do ogrzewania domów niskiej jakości paliw i działalność zakładów przemysłowych (po 83%). Dodatkowo, 80% ankietowanych wśród czynników pogarszających jakość powietrza wymienia eksploatację nieekologicznych źródeł energii – wynika z raportu „Barometr ekologiczny Polaków. Co robimy, aby chronić środowisko?” Banku Ochrony Środowiska.

Dwie trzecie respondentów (67%) ocenia, że smog obecnie towarzyszy nam częściej niż w ubiegłych latach. W opinii prawie co czwartego ankietowanego (24%) zanieczyszczenie powietrza nie występuje dziś ani częściej, ani rzadziej. Warto również zauważyć, że według 80% badanych walka z zanieczyszczeniem powietrza i środowiska jest jednym z najważniejszych zadań dla Polski. Co ciekawe, większe przekonanie w tej kwestii mają osoby z wykształceniem podstawowym (86% z nich) niż ze średnim i wyższym – odpowiednio 77% i 76%.Polacy za smog winią kopciuchy, złej jakości paliwo i przemysł (2) Polacy za smog winią kopciuchy, złej jakości paliwo i przemysł (1)

Jak podkreśla we wstępie do raportu BOŚ prof. Maciej Chorowski, prezes Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, w kontekście przeciwdziałania zmianom klimatu, a także emisji zanieczyszczeń, istotnym elementem jest kwestia transformacji energetycznej. – Polityka energetyczna zmienia się na klimatyczno-energetyczną. Procesy wytwarzania, przesyłu, magazynowania oraz końcowego wykorzystania różnych form energii, a przede wszystkim energii elektrycznej, wymagają uwzględnienia celów klimatycznych przez uniknięcie emisji szkodliwych substancji, minimalizację tzw. śladu węglowego, ograniczenie zużycia zasobów wody i włączenia do systemu coraz liczniejszych źródeł energii odnawialnej. Proponowane technologie muszą połączyć dwa cele: ochrony środowiska jako celu nadrzędnego oraz zapewnienia dostępu do energii jako celu koniecznego dla rozwoju gospodarki i wzrostu zamożności społeczeństwa – wskazuje.

Smog – skąd się bierze

Wśród przyczyn powstawania smogu, Polacy najczęściej wskazują na używanie niskiej jakości paliw do ogrzewania domów, a także działalność hut czy kopalni – po 83%. W podobny sposób ankietowani odnoszą się do kwestii eksploatacji nieekologicznych źródeł energii i ciepła. Czterech na pięciu Polaków (80%) jest zdania, że tego rodzaju postępowanie ma niekorzystny wpływ na jakość powietrza.

Znacząca większość Polaków przyczyn powstawania smogu upatruje w eksploatacji nieekologicznych źródeł energii, także cieplnej. Mimo że z mapy rodzimych miast i wsi systematycznie znikają tzw. „kopciuchy”, czyli niewydajne kotły zasilane paliwem stałym, nadal według szacunków Polskiego Alarmu Smogowego jest ich nad Wisłą około trzech milionów. Transformacja w tym zakresie jest koniecznością, bowiem to one są główną przyczyną niebezpiecznej dla zdrowia niskiej emisji. O priorytecie działań świadczy uruchamianie takich programów jak „Czyste Powietrze” – zauważa Sławomir Mazurek, główny ekolog BOŚ.

Innowacje w dobie epidemii – jak biznes ułatwia życie w nowej rzeczywistości?

Epidemia koronawirusa przyspieszyła wprowadzanie innowacji w polskich firmach. Wielu z nas zaczęło załatwiać więcej spraw przez internet i nierzadko po raz pierwszy sięgnęło po nowoczesne technologie. O tym, że dynamiczne zmiany na rynku mają też ogromne znaczenie dla funkcjonowania firm, świadczą wyniki badań przeprowadzonych przez ING. Aż 73%* Polaków uznało stosowanie innowacyjnych rozwiązań za bardzo ważne dla przedsiębiorców, a 69% stwierdziło, że nowa rzeczywistość zachęciła prowadzących biznes do rozpoczęcia działalności w internecie.

Nowa rzeczywistość, nowe sposoby działania

Trudne sytuacje, w których – przynajmniej na chwilę – tracimy poczucie kontroli nazywamy w psychologii kryzysami. Takim kryzysem jest bez wątpienia epidemia koronawirusa, której konsekwencje dotyczą nie tylko sfery ściśle zdrowotnej, ale także kondycji psychicznej ludzi, a nawet sytuacji ekonomicznej i finansów. Trudna sytuacja bywa jednak dobrym momentem do tego, aby zatrzymać się na chwilę, przyjrzeć problemowi i wygenerować rozwiązania. Mówiąc inaczej – kryzys stymuluje do kreatywności, szukania innowacji i nowych rozwiązań, które mogą prowadzić do wyników przerastających te, uzyskiwane w czasach stabilizacji. Poczucie bezpieczeństwa i przewidywalność są wprawdzie przyjemne, ale mogą sprawiać, że nie dostrzegamy okazji do zmiany i doskonalenia się – mówi dr Ewa Jarczewska-Gerc, psycholog, Uniwersytet SWPS.

Prowadzenie biznesu w nowej rzeczywistości wiąże się ze stosowaniem nowoczesnych rozwiązań, dzięki którym ludziom żyje się łatwiej. Polacy doceniają te zaimplementowane przez firmy i przedsiębiorców innowacje. Aż 58% przyznało, że ułatwiają nam one codzienne funkcjonowanie w czasach epidemii. Z tym stwierdzeniem nie zgadza się jedynie 5% z nas. Pomaganie i ułatwianie innym życia dzięki stosowaniu nowoczesnych rozwiązań niesie także satysfakcję dla właścicieli firm – tak uważa 62% respondentów. Tymczasem, prawie połowa z nas (46%) sądzi, że przeszkodą we wprowadzaniu innowacyjności może być brak czasu związany z bieżącym prowadzeniem firmy.

Inicjatywy, które warto wspierać

Inicjatywa i pomysłowość firm działających na rynku sprawia, że wielu z nas żyje się po prostu łatwiej. Widzimy, jak wiele tego typu działań podejmowanych jest codziennie przez firmy, małe i średnie, ale również przez te najmniejsze. Warto te inicjatywy wspierać i pomagać w ich realizacji. Robimy to także poprzez udostępnianie firmom rozwiązań, które usprawniają obrót bezgotówkowy, rozwijanie metod płatności czy szybszą zamianę należności na gotówkę – powiedział Marcin Kościński, Dyrektor Zarządzający w pionie klientów biznesowych ING Banku Śląskiego.

ING Bank Śląski wspiera firmy, aby mogły robić swoje w biznesie. Poprzez innowacyjne rozwiązania, dostępne w jednym miejscu – w aplikacji dla firm, ułatwia codzienne prowadzenie biznesu.

O sukcesie, czyli przetrwaniu tej trudnej dla nas wszystkich sytuacji światowej epidemii zadecydują między innymi dwa ważne czynniki – innowacyjność rozwiązań biznesowych oraz solidarność i wspólnotowość społeczeństwa. Wspierajmy się wzajemnie, zachowując życzliwość i otwartość na drugiego człowieka oraz korzystając z lokalnych usług i produktów, a dzięki temu zadbamy nie tylko o interesy innych, ale także pozytywną ocenę samych siebie – podsumowuje dr Ewa Jarczewska-Gerc.

Innowacje w dobie epidemii – jak biznes ułatwia życie w nowej rzeczywistości

* Badanie na reprezentatywnej próbie Polaków N=1067 zrealizowane we wrześniu 2020 dla ING Banku Śląskiego.

Ponad 600% podwyżki za śmieci w Warszawie – nowe zasady i stawki opłat za zagospodarowanie odpadów komunalnych

Od 1 grudnia 2020 r. w Warszawie zaczną obowiązywać nowe zasady naliczania opłat za gospodarowanie odpadami. Rada m.st. Warszawy zadecydowała o wprowadzeniu ich zdaniem najbardziej „sprawiedliwego” z rozwiązań, czyli systemu naliczania opłaty uzależnionego od ilości zużytej wody. Miesięczna opłata dla domów jednorodzinnych, mieszkań w zabudowie wielorodzinnej i dla nieruchomości mieszanych będzie liczona wg wzoru: 12,73 zł x 1m3. Z naszych wyliczeń wynika, że podwyżka będzie niezwykle bolesna. W ujęciu całkowitym inwestycji wyniesie ona od 450 do nawet ponad 500%.

Opłata będzie liczona na podstawie średniego zużycia wody z 6 ostatnich miesięcy. Jeśli w nieruchomości nie ma wodomierza albo nie jest ona podłączona do sieci wodociągowej lub nie ma danych o zużyciu wody za okres 6 kolejnych miesięcy, opłata zostanie naliczona według wzoru: nieruchomość zamieszkana: liczba mieszkańców x 4 m3 wody x 12,73zł. W nieruchomości mieszanej, niezamieszkanej, czyli np. delikatesy w kamienicy, salon kosmetyczny w bloku wielorodzinnym, będą brane pod uwagę normy zużycia wody wg załącznika do uchwały nr XXIV/676/2019 i zostaną pomnożone przez 12,73 zł.

Dokonaliśmy wyliczenia takiej podwyżki w zarządzanych przez nas wspólnotach. Według zastosowania nowej metody ustalenia ceny za wywóz i zagospodarowanie odpadów, wysokość opłat wzrośnie od 400 do ponad 600% w porównaniu z kosztami poniesionymi w 2019r. Dla przykładu, w jednej z zarządzanych przez nas nieruchomości średniej wielkości, gdzie znajduje się 250 lokali, zgodnie z nową stawką zapłacimy 303 589 PLN za 12 miesięcy kalendarzowych usługi. Poprzednio w 2019 płaciliśmy 53 694 PLN, czyli podwyżka sięgnie średnio 565%. Z kolei dla mniejszej wspólnoty, która ma tylko 50 lokali mieszkaniowych, za obsługę zagospodarowania odpadów komunalnych zapłaciliśmy w 2019 roku kwotę 13 614 PLN. Według nowych szacunków za 2021 zapłacimy 78 668 PLN – 578% podwyżki. Z kolei dla ponad 900 lokalowej wspólnoty opłaty za odbiór i zagospodarowanie śmieci wynosił rok temu 143 775 PLN. Po podwyżce wspólnota poniesie koszt w wysokości 889 968 PLN – więcej o 619%. 

Zgodnie z nowymi stawkami za zagospodarowanie odpadów średni koszt za lokal we wszystkich zarządzanych przez nas lokalach mieszkaniowych wyniesie miesięcznie od 80 PLN do 131 PLN. Przed reformą i tzw. rewolucją śmieciową koszt na lokal sięgał nawet kwoty 5 PLN miesięcznie. Oznacza to, że za w skrajnym przypadku od 2014 opłata wzrosła ponad 2600% czyli 26 razy, a wiemy, że będą i lokale, które zapłacą ponad 250zł miesięcznie. To tak jakby cena 1m3 wody podrożała z dzisiejszych 9,85 zł do 256,10 zł w 2026r. W tym samym czasie 2014-2020 inflacja biorąc pod uwagę tylko wskaźniki dodatnie wyniosła 5,9%. Wzrost cen wywozu nieczystości jest więc niewspółmiernie wysoki.  Należy się dość skrupulatnie przyjrzeć takim podwyżkom i czynnikom jakie je generują. Trzeba także przeanalizować rozwiązania prawne, które pozwoliły w znaczący sposób na monopolizację rynku, a także wprowadziły bardzo restrykcyjne rozwiązania wpływające źle nie tylko na koszty usług, ale także ich jakość. Dla przykładu, w obecnej chwili wspólnoty mieszkaniowe nie mają wpływu na godziny odbioru nieczystości ani na jakość świadczonych usług. Reforma wytworzyła wiele problemów. Gminy i dzielnice określają przepisami maksymalną odległość pomiędzy śmietnikiem, a miejscem dojazdu samochodu firmy odpowiadającej za odbiór nieczystości. Te z kolei potrafią przyjeżdżać na miejsce z miarką celem udowodnienia sprzeczności z obowiązującymi regulacjami. Problem w tym, że jest wiele wspólnot wielolokalowych, gdzie ta odległość od śmietników siłą rzeczy jest dużo większa niż zakłada ratusz. Pojawia się w takiej sytuacji koszt w postaci dodatkowej usługi wystawienia śmietników do odpowiedniego punktu. Co więcej, ponieważ nie ma jasno określonych godzin, w których firmy odbierają śmieci, muszą one być udostępnione w przedziale. Zdarza się wówczas, że nieczystości przez kilkanaście godzin straszą mieszkańców wyglądem i zapachem w oczekiwaniu na firmę, które je odbierze. Co więcej, praktycznie żadna ze znanych nam firm nie odbiera śmieci z nowoczesnych budynków, gdzie śmietniki znajdują się na poziomach -1. Przy czym należy pamiętać, że urzędy wydały wcześniej pozwolenia na budowę i użytkowanie, a takich inwestycji jest całkiem sporo. Tutaj także te śmieci trzeba podstawić niemal pod nos śmieciarce i firmom odpowiadającym za ich odbiór.

Podsumowując należy dodać, że przy nowym sposobie wyliczenia kosztów odbioru i zagospodarowania odpadów nie uwzględnia się sytuacji, kiedy lokal nie jest zasiedlony. W czasie pandemii Covid-19 jest sporo mieszkań z przeznaczeniem na wynajem, które straciły najemców i nie znalazły jeszcze nowych. Wówczas ich właściciel poniesie koszty zgodnie ze zużyciem wody z ostatnich 6 miesięcy. Ponadto, nowe regulacje oznaczają dużo więcej pracy dla firmy administrującej, która musi naliczać opłaty i je rozliczać. Odpowiadamy za ściągnięcie tego „podatku” w imieniu miast. W przypadku braku wpłat ze strony właścicieli może to skutkować zachwianiem płynnością finansową całych wspólnot. Całe ryzyko związane z podatkiem śmieciowym zostało bowiem przeniesione na wspólnoty mieszkaniowe. Przy tak ogromnej podwyżce musimy się spodziewać prawdziwego buntu społecznego i odmowy ponoszenia tak wysokich kosztów.

Autorem komentarza jest Mariusz Łubiński, Prezes Zarządu Admus Sp. z o.o., firmy specjalizującej się w zarządzaniu nieruchomościami.

Technologia pomoże wdrożyć paliwa alternatywne w branży TSL

Transformacja cyfrowa i ekologiczna w Europie to główne obszary rozwoju gospodarek państw UE w kolejnych latach, w dobie zwanej nową normalnością. Obydwa zagadnienia są bliskie branży transportowej i będą miały znaczący wpływ na jej kształt oraz rozwój w przyszłości. Zielony ład w transporcie mają wesprzeć nowoczesne technologie – zarówno te związane z przejściem na paliwa alternatywne, czy przesiadanie się na ciężarówki elektryczne, jak i wszelkie rozwiązania IT, które pozwalają precyzyjnie planować trasy, zarządzać taborem, by nie było pustych przejazdów i nadprogramowych kilometrów. Polscy przewoźnicy już zaczynają wyznaczać nowe rynkowe trendy – digitalizację i ekologię. Jednym z przykładów jest firma Omega Pilzno, która niedawno powiększyła swoją flotę o 50 ciężarówek zasilanych LNG. To obecnie największy tego typu tabor w Polsce.

European Green Deal i „Nowa generacja UE” – jakie rodzaje paliw alternatywnych zastąpią diesla?

Plan KE na odbudowanie europejskiej gospodarki po COVID-19 został zaprezentowany w maju 2020 roku w dokumencie „Nowa generacja UE” i zakłada zaciągnięcie wspólnego długu w wysokości 750 mld euro. Jego głównymi celami jest Zielony Ład oraz cyfryzacja różnych gałęzi przemysłu i usług tak, by inwestycje wspierały osiąganie neutralności klimatycznej. Ta została ogłoszona w European Green Deal – inicjatywie, która traktowana jest jako „road map” dla zrównoważonego biznesu, w tym również przewozowego. Sektor transportu drogowego towarów wymieniany jest jako jeden z kluczowych udziałowców w emisji gazów cieplarnianych. Nic dziwnego – 73 proc. transportu ładunków w Europie odbywa się drogą lądową.[1] Ciężarówki odpowiadają za 22 proc. emisji CO2, mimo że stanowią one jedynie 2 proc. pojazdów poruszających się po drogach całej Unii.[2] Dlatego w Green Deal KE deklaruje działania mające na celu ograniczenie w transporcie transferu dwutlenku węgla do atmosfery o 90 proc. do 2050 roku.

To wyzwanie, któremu będą musieli sprostać w przyszłości również przewoźnicy. Ciężarówki elektryczne to temat numer jeden w branży transportowej, jeśli chodzi o ekologię. Najwięksi producenci w Europie pracują nad technologiami, które przede wszystkim zwiększą zasięgi pojazdów ciężkich na dalekich trasach. Unia Europejska, dzięki ciężarówkom elektrycznym mogłaby ograniczyć emisje dwutlenku węgla, który generują przewoźnicy towarowi o ponad jedną piątą (22 proc.) w ciągu dekady. Jednak kluczowa w tym wypadku jest infrastruktura do ładowania pojazdów, a ta jest w tej chwili po prostu niewystarczająca. Jak wynika z najnowszych danych UE do 2030 roku ma być w użytku aż 520 tys. elektrycznych ciężarówek, w tym 43 tys. na polskich tablicach rejestracyjnych.[3] Taka prognoza brzmi dobrze i z pewnością wyznacza kierunek, którym powinni podążać przedsiębiorcy – mówi Dawid Kochalski, ekspert GBOX z Grupy Inelo. – Jednak, zanim przesiądziemy się na ciężarówki elektryczne, można włączyć w swój biznes już dostępne technologie i paliwa alternatywne, takie jak LNG.

Dobre praktyki w Polsce – LNG w 50 ciężarówkach polskiego przewoźnika.

50 nowozakupionych ciągników siodłowych Iveco S-Way Natural PowerZakup największego w Polsce taboru pojazdów napędzanych skroplonym gazem ziemnym to decyzja strategiczna. Chcemy wyznaczać trendy w branży transportowej. Stworzyliśmy eko-flotę, która już pracuje dla naszych klientów. Są to ciągniki siodłowe na LNG oraz naczepy o obniżonej masie własnej wyposażone w opony o zredukowanych oporach toczenia. Jesteśmy przekonani, że zwrot sektora TSL w stronę ekologii jest szansą. Podobnie jak wdrażanie coraz bardziej zaawansowanych systemów informatycznych. Dzięki nim zarządzanie transportem jest łatwiejsze. Przepływ w magazynach znajduje się pod stałą kontrolą, a spedycja precyzyjnie planuje ruch. W Omedze Pilzno rozwijamy ofertę w ten sposób, by była ona konkurencyjna pod względem ekologicznym oraz technologicznym zarówno na runku krajowym, jak i zagranicą. Polska jest w czołówce przewozów międzynarodowych, ale bez umacniania się w tych dwóch obszarach, w kierunku których zmierza Europa, możemy w przyszłości zostać w tyle – komentuje Mariusz Godawski, prezes Omega Pilzno.

Paliwa alternatywne i LNG wkraczają do taborów przy wsparciu technologii

Digitalizacja i automatyzacja procesów są stawiane na równi z Green Deal, jeśli chodzi o kierunki, w które będzie podążał transport w ciągu najbliższych lat. Nowe założenia UE, jakie mają być zaprezentowane we wrześniu 2020 roku, zwiększają cel redukcji emisji na 2030 rok z 40 proc. na 50 proc (a nawet 55 proc.) w porównaniu do poziomów z 1990 roku. Może to oznaczać podwyższenie wskaźnika również dla transportu ciężkiego. Aktualnie wynosi on 30 proc. O tyle w trakcie dekady transport drogowy powinien zmniejszyć emitowanie CO2 do atmosfery. Jak to osiągnąć? Należy zacząć od tego, co już dostępne na polskim rynku.

W ciągu 27 lat działalności transportowej zdobywaliśmy doświadczenie, jak zarządzać operacjami transportowo-spedycyjnymi w środowisku międzynarodowym i podnosić rentowność biznesu. Nowoczesne technologie dla transportu są mocno związane z tematem ekologii. Telematyka oraz TMS (Transport Management System) pozwalają efektywnie zarządzać taborem i w bardziej kontrolowany sposób przejść na paliwa alternatywne. Dzięki pozyskanym danym jesteśmy w stanie policzyć, że taka zmiana się opłaca – dodaje Mariusz Godawski, Omega Pilzno.

Co to jest LNG? Czy należy się bać tego rozwiązania?

Gaz ziemny można znaleźć w postaciach sprężonych i skroplonych. Jego głównym składnikiem jest metan. Oprócz niego także etan, propan i cięższe węglowodory oraz azot, tlen, dwutlenek węgla, siarka. Podczas procesu skraplania gaz ziemny musi zostać oczyszczony z wody i dwutlenku węgla, aby zapobiec tworzeniu się cząsteczek stałych, kiedy gaz jest schładzany do temperatury ok. -160°C.

W efekcie LNG jest bardzo czystym gazem – w 95%. składa się z metanu, a tylko 5% stanowią inne składniki. Popularność LNG na rynku międzynarodowego transportu towarów stale rośnie. To paliwo bezpieczne i nietoksyczne. Jest też przyjazne dla środowiska. Pojazdy zasilane tym paliwem notują redukcję emisji szkodliwego dwutlenku azotu o 90 proc. w porównaniu do diesla. W przypadku wykorzystania bioLNG szacuje się obniżenie emisji CO2 o nawet 95 proc. Podobnie jest z cząstkami stałymi, których pojazdy napędzane LNG produkują o 99% mniej.

Wśród proponowanych celów na teraz, określonych w Green Deal, można znaleźć wykorzystania gazu – zarówno LNG, jak i CNG – jako paliwa transportowego. Mimo iż jest to nadal paliwo kopalne, to wykorzystywanie go na szeroką skalę w transporcie ciężkim jest bardzo dobrym krokiem w kierunku zmian wpisanych w Zielony Ład w Europie. Dla kierowców tankujących LNG to żadne utrudnienie, gdyż tankowanie gazu ziemnego nie trwa dłużej niż wypełnianie zbiorników ciężarówki olejem napędowym. Trzeba pamiętać o podstawowych środkach bezpieczeństwa takich jak długie rękawy, rękawice kriogeniczne czy osłona twarzy. Istnieje też procedura tankowania LNG, z którą trzeba się zapoznać. Cała operacja tankowania nie powinna zająć więcej niż 6-8 minut.

LNG i inne paliwa alternatywne – przyszłość zielonego transportu drogowego

W ciągu najbliższych pięciu lat należy spodziewać się z pewnością większego wykorzystania paliw alternatywnych w transporcie ciężkim oraz dążeń UE do wprowadzenia na rynek pojazdów ciężarowych zasilanych energią elektryczną. To zaś wiąże się z inwestycjami w rozbudowaną sieć stacji do ładowania. Dla ciężarówek realizujących frachty na długich dystansach rozpatrywane jest zasilanie wodorem. Jednak to na razie zew przyszłości. Dlatego polscy przewoźnicy coraz częściej interesują się gazem ziemnym jako alternatywą do zasilania i unowocześniania swoich flot, a LNG rozpatrywane jest jako szansa na dywersyfikację oraz rozwój biznesu w wersji eko.

Jak podkreśla Dawid Kochalski, ekspert GBOX z Grupy INELO: Według deklaracji KE strategia klimatyczna dla Europy ma być przyjęta jeszcze w 2020 roku. Na pewno kluczowe miejsce w jej celach zajmie transport drogowy, który odpowiada za jedną czwartą zanieczyszczeń powietrza przez CO2. Dlatego bardziej zrównoważone przewozy towarowe i inteligentna mobilność są traktowane jako priorytety. Wydaje się też, że po pandemii COVID-19 międzynarodowy system transportu drogowego zostanie skierowany na nowe tory. Telematyka i TMS pomagają minimalizować wszelkie pomyłki w planowaniu tras, a tym samym eliminują nadprogramowe kilometry oraz mogą znacząco ograniczyć puste przejazdy. Dzięki nim łatwo sprawdzić rentowność różnych rozwiązań ekologicznych tak, jak zrobiła to firma Omega Pilzno. Takie inicjatywy pokazują także, że wykorzystanie paliw alternatywnych – w tym przypadku LNG – na szeroką skalę jest możliwe. Co więcej, w długofalowej perspektywie prowadzi to do obniżenia kosztów prowadzenia działalności transportowej i ma pozytywny wpływ na środowisko naturalne. Takich inwestycji będzie w przyszłości więcej, gdyż Green Deal to wyraźny komunikat o nieodwracalnym kierunku rozwoju ciężkiego transportu drogowego. Nie ma biegu wstecznego od cyfryzacji i zapobieganiu zmianom klimatycznym. Każda branża musi się z tym zmierzyć, a sektor TSL już się do nich przygotowuje.

[1] European Green Roads Future, worldhighways.com, 2020.
[2] UE needs e-truck charging plan, Transportenvironment.org, 2020.
[3] Transport&Environment, lipiec 2020.

Piechociński: Polski Hub transportowy to przyszłość relacji gospodarczych z Azją

Mariusz Marszałkowski/Instytut Jagielloński: Jak na podstawie pana obserwacji zmieniła się Azja na przestrzeni ostatnich 20-30 lat?

Janusz Piechociński: Myślę, że proces zmian, transformacji w Azji sięga znacznie dalej niż 20-30 lat. Azja to obszar niezwykle zróżnicowany, w którym obok siebie żyją różne społeczeństwa z różnymi doświadczeniami historycznymi. Obok państw demokratycznych, największego na świecie państwa demokratycznego jakim są Indie, Japonii, czy Korei Południowej, funkcjonują monarchie, ale też inne systemy polityczne. Azja to są te państwa, które wyrosły z kolonialnego ucisku, czyli po roku 1940, Azja to powstanie Chińskiej Republiki Ludowej, to również wojna koreańska oraz wojna w Wietnamie. To też jest transformacja Japonii, która przegrała II wojnę światową, a mimo to stała się jedną z najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. Podobny scenariusz, czyli wybór nowoczesności w celu zdominowania rynku swoją myślą techniczną, przeszła Korea Południowa i Chiny. Szczególnie dziś widać to na przykładzie Państwa Środka, które zaczynało od kopiowania innych pomysłów, a dziś jest liderem w wielu branżach, w tym energetycznej, wojskowej i technologicznej.

Rozwój Azji to nie tylko pasmo sukcesów, to też szereg spektakularnych recesji i upadków. Przykładem jest wspomniana wcześniej Japonia, która z trzeciej gospodarki świata znalazła się w bardzo trudnej sytuacji. Z państwa przodownika, stała się państwem, które znacznie wyprzedziły choćby takie kraje jak Singapur, Korea czy właśnie Chiny. Japonia boryka się również z potężnymi problemami demograficznymi oraz społecznymi. Japończykom uciekają też rynki zagraniczne, jak np. Volkswagen, który przegonił Toyotę w udziale sprzedaży swoich samochodów na rynek chiński. Poza gospodarką, Azja to obszar ciągłych nierozwiązanych problemów granicznych i sporów terytorialnych, m.in. o morza i oceany, po to aby wydobywać surowce z szelfów, czy np. wieloletnich konfliktów etnicznych takich jak indyjsko-chiński o Nepal czy indyjsko-pakistański o Kaszmir. Mamy również zmiany w arabskich państwach azjatyckich- Iraku, Iranie. Zmiana nastąpiła też w kontekście rewolucji łupkowej, która odcisnęła swoje piętno na państwach-eksporterach ropy, głównie właśnie z Azji.

Jak COVID wpływa na Azję? Kontynent ten uchodzi za jeden z nielicznych, który przeszedł pandemię w miarę łagodnie, mimo iż to tam się ona zrodziła.

Konsekwencje pandemii są tragiczne również dla Azji. Poza Chinami i Bangladeszem wszystkie pozostałe państwa regionu zanotują w tym roku recesję gospodarczą. Z drugiej strony, na tej zmianie gospodarczej może skorzystać Wietnam, który jest największym beneficjentem wojny handlowej pomiędzy USA a Chinami. To jest dziś całkiem inna gospodarka niż 20-30 lat temu. Kraj ten leczył wtedy rany po konflikcie wojennym, wielkie straty osobowe i zmagał się ze stygmatem socjalizmu. Mimo to w ostatnich latach, rynek ten odnalazł się w mozaice gospodarczej Azji. Jednak nadzieja, że COVID, mimo problemów jakie przyniósł, doprowadzi do powrotu, np. produkcji przemysłowej do Europy, jest myśleniem życzeniowym, czego przykładem jest Bombardier, który posiada 6 fabryk w Chinach, zatrudnia 20 tys. ludzi i bierze udział w projektowaniu pojazdu szynowego mającego jeździć ponad 500 km/h. Inne koncerny światowe mają równie duże projekty. Tego nie zmieni nawet pandemia. Pomimo tego, że rosną pensje pracowników fizycznych w państwach Azji. Chiny, bez względu czy wierzymy w dane na temat zachorowań na COVID czy nie, będą najprawdopodobniej jednym z nielicznych państw, które skończą 2020 rok ze wzrostem gospodarczym. W USA będzie spadek, w UE spadek, w Japonii źle, w Indiach dramat, natomiast w Chinach produkt brutto wyrażony w sile nabywczej osiągnie 17% światowej gospodarki.

Jak na Azję wpłynęły Stany Zjednoczone?

Administracja Obamy miała świadomość rosnącej konkurencji ze strony Chin. W 2010-11 roku chińska gospodarka towarowa stała się numerem jeden. USA wciąż miały przewagę pod względem kapitałowym, jednak w latach 2018-19 pod względem siły nabywczej, gospodarka chińska mocno zbliżyła się do Stanów Zjednoczonych. Szokiem jednak był koniec 2019 roku, kiedy okazało się, że 24% produkcji przemysłowej przypadało wyłącznie na Chiny i przepaść między USA i Chinami stała się wyraźna. Obama chciał budować swoją pozycję poprzez układy i partnerstwa. Chciano stworzyć coś na wzór kordonu sanitarnego oddzielającego państwa demokratyczne, z innym modelem polityczno-biznesowym, od autorytarnych Chin. Otwierano się na Wietnam, Koreę, Australię oraz państwa ASEAN. Wtedy rozpoczęły się dwa partnerstwa – jedno z Europą w ramach TTIP a drugie, transpacyficzne – z Azją. Te umowy miały wytworzyć nowy impuls, pokazując, że lepiej być częścią systemu niż być poza nim. Jednak, projekty te nie dojdą do skutku. Republikanie wygrali wybory i okazało się, że mają inne wyobrażenie o polityce klimatycznej i co więcej zaczęli traktować umowy o wolnym handlu jako coś, co stanowi zagrożenie dla USA. Trump wolał rozmowy bilateralne niż kolektywne organizacje. To było też widać w stosunku do Europy i np. wsparciu dla Trójmorza. Z pozycji amerykańskiej siły można było w opinii Trumpa znacznie więcej osiągnąć, niż wchodząc w partnerstwa wielopodmiotowe. Podobnie jak TTIP, tamto partnerstwo transpacyficzne również upadło. Teraz doszło do kluczowego momentu, w którym powstaje Partnerstwo Transpacyficzne, bez USA, z Chinami razem z Japonią, Koreą, Australią i Nową Zelandią, czyli największymi partnerami USA na Pacyfiku. Kiedy Trump rozpoczął swój twardy kurs wobec partnerów, m.in. Kanady, co było zaskoczeniem, okazało się, że WTO przestała mieć taki wpływ jaki miała wcześniej. Ta ostra retoryka Trumpa spowodowała, że nagle zintensyfikowały się relacje bilateralne pomiędzy np. Indiami i Japonią, Japonią a Chinami i tak dalej. Ci partnerzy USA, zaczęli pokazywać USA, że są alternatywy wobec Stanów Zjednoczonych. To widać również w rywalizacji o państwa ASEAN. W pierwszym kwartale 2020 roku, największym partnerem handlowym Chin stało się 10 państw tej organizacji. Te więzi gospodarcze rosną. Ale Amerykanie są również pragmatyczni. Tak samo w czasie wizyty Donalda Trumpa w Indiach premier Modi podpisał rekordowy kontrakt na dostawy śmigłowców z USA, chociaż wcześniej ten sam premier wprowadził embargo na amerykańskie jabłka. Więc poza propagandowymi starciami, jest miejsce na pragmatykę. Tak samo jest w przypadku Samsunga, który w pierwszym półroczu tego roku osiągnął rekordowy zysk. Dlaczego? Dlatego, że administracja Donalda Trumpa zgodziła się na dostarczanie chipów Samsunga do smartfonów Huawei. Tego samego Huawei, z którym Amerykanie wizerunkowo walczą na wszystkich frontach. To jest zimna praktyka i interes.

W takim razie co z RCEP? Dlaczego to nie Stany, tylko Chiny stały się sygnatariuszem tego paktu?

Bo wygrały inne interesy. Trump nie chciał aby kraje o niższym poziomie rozwoju wysysały kapitał. Teraz gra idzie o nowe technologie. Amerykanie zrozumieli, że przegrywają w klasycznym przemyśle, więc chcą zachować prymat w nowych technologiach. Zwłaszcza, że najwięksi giganci technologiczni świata mają amerykański rodowód. Chiny odpowiadają na to swoimi systemami operacyjnymi, swoimi serwisami społecznościowymi itp. Tak samo dzieje się w sektorze obronnym. Nasz świat wytworzył ogromną dawkę niepewności. Na koniec roku szykują się kolejne zmiany. Biden zapowiada powrót do WHO ido polityki klimatycznej. To bardzo dobrze. Ale nie łudźmy się, że Biden zmieni radykalnie kurs w rywalizacji z Chinami. Tutaj w dalszym ciągu będzie kładł się cień walki mocarstw. Zwłaszcza, że Chiny niebawem gospodarczo wyprzedzą USA. Chiny chcą teraz rozwoju gospodarki wolnorynkowej, bo rozumieją, że to jest przepis na sukces. Zdobywanie nowych rynków, umacnianie swojej pozycji. To myślenie się zmieniło radykalnie, bo Pekin zrozumiał, że w jego obecnym położeniu handel i wolny rynek po prostu mu się opłaca.

Stąd inwestycje w szlaki handlowe jak Jedwabny Szlak?

Tak, to kolejny pragmatyczny ruch. Chiny zwiększają inwestycje w te szlaki. Porty w Europie, Portugalia, szlaki handlowe. W zasadzie tylko w portach niemieckich i polskich nie ma znaczących nakładów chińskich. W II kwartale tego roku Pekin wysyłał tysiąc pociągów ze środkami sanitarnymi do Hiszpanii. To nakręciło chiński eksport i dobre wyniki gospodarcze. Mamy wysokie stawki frachtowe żeglugi morskiej, zapaść w lotnictwie, a jednocześnie zwiększa się udział transportu kolejowego. Ale to nie oznacza, że ten transport ciągnie do Polski. Bo tutaj zaczyna się rywalizacja, np. w połowie sierpnia rząd rosyjski zaczął dopłacać do transportu kontenerów z Chin przez Rosję wysyłanych do Europy z rosyjskich portów. I główny szlak wiedzie przez rosyjskie porty na Bałtyku. Aby być atrakcyjnym dla Chińczyków sami też musimy zainwestować w nasze możliwości przyjmowania towarów.

Jak miałaby wyglądać rola Polski jako państwa stojącego na szlaku handlowym z i do Chin?

Trzeba pamiętać, że ponad 80% wymiany handlowej Polski odbywa się z państwami UE. To co trzeba robić, to przede wszystkim nie stygmatyzować naszych głównych partnerów gospodarczych, z którymi notujemy nadwyżki w handlu, m.in. z Niemcami. Po drugie, w świecie konfrontacji, którego szczyt przechodziliśmy w erze Donalda Trumpa, zwłaszcza kroki takie jak sprzedaż broni do Tajwanu to działanie nieakceptowalne dla Chin. Jeszcze 10 lat temu kierownictwo polityczne Chin nie podjęłoby decyzji o nałożenie sankcji na Australię, co zrobiło niedawno. W ostatniej dekadzie chińskie podejście polityczne zostało wzmocnione siłą gospodarki. To narzędzie, które teraz Chińczycy mogą wykorzystać. Jeżeli chodzi o nas, to relacje Polski z krajami Azji, a w szczególności z Chinami mocno ewoluowały. Ten proces zaczął się w 2015 roku, kiedy odbyła się wizyta prezydenta Dudy w Pekinie. Potem, co nie zdarza się w dyplomacji światowej, po pół roku doszło do rewizyty prezydenta Xi Jinpinga w Warszawie. Obie te wizyty były bardzo udane, przez co niektórzy komentatorzy zaczęli głośno artykułować, że teraz Polska stała się ważnym graczem mogącym balansować w polityce zagranicznej, móc grać między Niemcami, UE, USA i Chinami. Jednak okazało się, że po obietnicach zaangażowania chińskich firm, chiński kapitał w wielkie projekty infrastrukturalne zabrakło konsekwencji i pomysłu ich realizacji. W 2016 i 2017 roku odbywały się wizyty na różnych szczeblach chińskiego biznesu i misji handlowych, po czym okazało się, że deklaracje i rzeczywistość nie spotkały się w jednym punkcie. Potem doszło do ofensywy politycznej Donalda Trumpa, która całkowicie wyhamowała polską inicjatywę w relacjach z Chinami. To też zapewne miało wpływ na amerykańskie poparcie inicjatywy Trójmorza, która w zamyśle USA stała się alternatywą wobec partnerstwa 16+, czyli krajów Europy Środkowej Wschodniej i Chin. My musimy być stabilnym partnerem w NATO, musimy być solidnym partnerem dla UE, ale musimy też potrafić obracać się w światowej dyplomacji. Niestety, takie działanie jak przekształcenie PAIZu w PAIH i odebranie pracownikom misji handlowej statusu dyplomatycznego nie jest dobrym pomysłem.

Często pojawiają się informacje, że jakaś polska firma wysyła produkty mleczne do Chin, czy to mięso czy to rośliny itp. Niestety, takimi produktami, przy całym szacunku dla producentów, Chin nie zdobędziemy. Aby móc konkurować z innymi państwami, musimy coś naszym partnerom w Azji zaproponować. Czy to licencje, czy to zakład montujący, itp. Niestety do tego potrzebne są technologie i myśl techniczna, a to nie jest naszym największym atutem w relacjach handlowych.

Na czym zatem powinniśmy skupić się w relacjach handlowych z Azją?

Pomysłem dla nas jest stworzenie hubu transportowego dla wymiany towarowej. I na tym powinniśmy się skupić. Zwłaszcza, że nasi konkurenci handlowi wydają setki milionów euro na wsparcie swoich rodzimych biznesów w Azji. My takich możliwości nie mamy. Nie mamy też odpowiedniej marki, odpowiedniego brandu jako państwo. To są wyzwania. Dlatego musimy patrzeć na Azję, musimy handlować. Ale tam, gdzie jest potencjał i tam gdzie możemy być silniejsi nisz nasi europejscy konkurenci. I inwestować w możliwości pośredniczenia w tym handlu, bo to może nam dać perspektywy realnych zarobków, zwłaszcza w kontekście naszego położenia geograficznego.

Janusz Piechociński, pełnił funkcję wicepremiera i ministra gospodarki w latach 2012 – 2015. Podczas swojej kadencji uczestniczył w spotkaniach na najwyższym szczeblu z przedstawicielami ponad 120 państw, aktywnie promując polską gospodarkę i jej produkty, a także zachęcając do inwestycji w Polsce. Z wykształcenia ekonomista, posiada wieloletnie doświadczenie z zakresu analiz ekonomicznych oraz wspierania inwestycji. Zorganizował i przewodniczył licznym misjom biznesowym, których celem było zacieśnianie kontaktów gospodarczych między Polską a jej partnerami biznesowymi. Aktualnie pełni funkcję Prezesa Izby Handlowo – Przemysłowej Polska Azja oraz doradza zarządom spółek giełdowych w Polsce.

Spokojne utrzymywanie kursu

Dziś święto w USA, ale dolar nie świętuje, gdyż nie ustaje presja na sprzedaż waluty powiązana z generalnie pozytywnymi nastrojami opartymi o nadzieje na normalizację życia gospodarczego wraz z rozpowszechnieniem szczepionki przeciw COVID-19. Rynki żyją przyszłymi oczekiwaniami, mimo że w ostatnich godzinach nie otrzymaliśmy żadnych nowych informacji. Okręt pozostaje na kursie, ale przy minimalnej pracy silników.

EUR/USD walczy o wybicie ponad 1,19, GBP/USD wciąż nie może zaliczyć 1,34 z przodu (czekamy na wieści ws. brexitu), ale pozytywny rozwój apetytu na ryzyko widać na crossach USD z AUD, CAD i NOK. Po rekordach Dow Jones i S&P500 osiągniętych we wtorek, podobne zapędy mają inwestorzy na niektórych giełdach w Azji. Ropa Brent wymazała już większość z wiosennego załamania. Motyw nadziei na lepsze jutro dominuje, choć wytraca tempo, kiedy nie ma dostarczanego świeżego paliwa. Z drugiej strony nie ma podstaw do odreagowania optymizmu poza przejściową realizacją zysków. Wczoraj Wall Street korygowało się przez świąteczną przerwą; za rogiem czeka koniec miesiąca i wymuszone rozliczenia. Ale poza tym rynki pozostają na obranym kursie bez oznak zbliżających się kłopotów. Niepewność pakietu fiskalnego w USA przestała mieć wpływ. W kwestii sporu budżetowego UE oczekuje się ostatecznego porozumienia. Zmęczenie brexitem przerodziło się w skrajną niewrażliwość na przecieki – wszyscy chcą końca niechlubnej sagi.

Opublikowany wczoraj protokół z listopadowego posiedzenia FOMC nie wniósł wiele do obrazu rynku i postrzegania polityki monetarnej Fed. Wydaje się, jakby posiedzenie Federalnego Komitetu Otwartego Rynku miało miejsce bardzo dawno temu. Między terminem posiedzenia (4-5 listopada) a dziś potwierdzono zmianę rezydenta Białego Domu, nastąpiła rewolucja w pracach nad szczepionką przeciw COVID-19 oraz istotnie pogorszyła się sytuacja zdrowotna w USA. W tym kontekście to, co wówczas myśleli decydenci z Fed dziś wydaje się nieaktualne. W minutkach jasno stwierdzono, że członkowie nie widzą prędkiej potrzeby zmian w programie skupu aktywów, a Fed jest zadowolony ze stanu warunków rynkowych. Powtórzono, że pakiet fiskalny byłby lepszym środkiem wspierającym gospodarkę. Fed widzi też potrzebę przedstawienia forward guidance w sprawie procesu redukcji tempa skupu aktywów, jednak nikt na rynku nie liczy, że tzw. „tapering” miałby ruszyć szybko. Fed pozostanie gołębi, a w obecnej sytuacji, kiedy pandemia się nasila, a Kongres zwleka z pakietem fiskalnym, rośnie presja, by zrobić więcej, zanim Fed uzyska większe wsparcie ze strony nowej administracji i przejmującej stery w Departamencie Skarbu Janey Yellen. Jednak skoro rynki nie wykazują zaniepokojenia bieżącą sytuacją zdrowotną w USA, a za to optymistycznie dyskontują poprawę warunków gospodarczych w przyszłości, to Fed ma argumenty za tym, by odłożyć zwiększenie skupu aktywów na przyszły rok. Dla rynku większe luzowanie Fed nie jest warunkiem mocno determinującym przyszłość USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Licznik elektromobilności: sprzedaż samochodów z napędem elektrycznym wzrasta pomimo pandemii COVID-19

Według danych z końca października 2020 r., w Polsce było zarejestrowanych łącznie 15 965 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Przez pierwsze dziesięć miesięcy 2020 r. przybyło ich 6 969 sztuk – o 108% więcej niż w analogicznym okresie 2019 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PSPA oraz PZPM.

licznik_elektromobilnosci_2020-10_A4Pod koniec października 2020 r. po polskich drogach jeździło 15 965 elektrycznych samochodów osobowych, z których 54% stanowiły pojazdy w pełni elektryczne (BEV, ang. battery electric vehicles) – 8 662 szt., a pozostałą część hybrydy typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 7 303 szt. Park elektrycznych pojazdów ciężarowych i dostawczych w analizowanym okresie zwiększył się do 713 szt. W dalszym ciągu rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec października osiągnęła liczbę 8 619 szt.

Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce liczył 383 szt. Przez pierwsze dziesięć miesięcy bieżącego roku flota elektrobusów powiększyła się o 154 zeroemisyjne pojazdy. W porównaniu do analogicznego okresu 2019 r. oznacza to zmianę aż o 276% r/r.licznik_elektromobilnosci_2020-10_grafika_800x450px

Wraz ze wzrostem liczby pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec października w Polsce funkcjonowały 1 294 ogólnodostępne stacje ładowania pojazdów elektrycznych (2 474 punkty). 32% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 68% wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W październiku uruchomiono 12 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (29 punktów).

„Rosnące zainteresowanie samochodami elektrycznymi w Polsce odzwierciedla europejski trend. W ciągu ostatnich trzech lat w UE sprzedaż nowych samochodów ładowanych elektrycznie wzrosła o 110%. Podobnie jak w Polsce, również w krajach Unii wolniej rozwija się infrastruktura do ładowania pojazdów. W tym samym czasie liczba punktów ładowania wzrosła zaledwie o 58%, co oznacza że obecnie jest ich niecałe 200 000 sztuk, i że inwestycje w infrastrukturę nie nadążają za rosnącą liczbą pojazdów elektrycznych. W Polsce w ciągu ostatnich 12 miesięcy rejestracje tylko nowych samochodów elektrycznych zwiększyły się o 150% podczas gdy liczba punktów ładowania o 40%. Wskazuje to wyraźnie na możliwość niedostosowania istniejącej infrastruktury do liczby użytkowników. Potencjalnie wydłużające się kolejki do szybkich ładowarek może stanowić czynnik ograniczający popyt na samochody. Zadanie które mamy przed sobą jest bardzo ambitne, bo do 2030 roku w Europie potrzebne będą co najmniej 3 miliony puntów ładowania. Wniosek jest prosty – należy zrobić wszystko aby nabywcy, którzy będą decydowali się na zakup samochodu elektrycznego mieli komfortowy dostęp do punktów ładowania” – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.

„Październik był kolejnym miesiącem wzrostów na rynku elektromobilności, zarówno w obszarze pojazdów, jak również ogólnodostępnej infrastruktury. Potencjał rozwoju jest jednak dużo większy niż odnotowywane w kolejnych miesiącach przyrosty. Liczymy, że wraz z uruchomieniem programów wsparcia finansowego nad którymi branża pracuje z NFOŚiGW, jak również wdrożeniem koniecznych zmian w ustawie o elektromobilności, dopiero w nadchodzących miesiącach zeroemisyjny transport będzie mógł się właściwie rozpędzić. Bardzo mocno jako branża liczymy na jak najszybsze wdrożenie efektywnego systemu dopłat, jak również procesowanie projektu nowelizacji ustawy, w której jednak muszą pojawić się gruntowne zmiany, by stanowiła ona stymulator rozwoju dla rynku” – dodaje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

W tym roku w Polsce może być blisko dwa razy więcej zachorowań na raka prostaty. Nowoczesne leki refundowane są jednak tylko dla pacjentów z przerzutami

Stowarzyszenie UroConti szacuje, że w tym roku w Polsce można spodziewać się nawet 20 tys. nowych zachorowań na raka prostaty, czyli prawie dwukrotnie więcej niż zwykle. Wpływ na to ma pandemia i spowodowane nią opóźnienia w diagnostyce. Lekarze podkreślają, że choroba wykryta we wczesnym stadium jest całkowicie uleczalna, a dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia sukcesywnie się poprawia. Dużym problemem wciąż jest jednak polityka refundacyjna i ograniczenia programu lekowego. W tej chwili nowoczesne leki można zastosować tylko u tych pacjentów, u których rak prostaty dał już przerzuty. – To osłabia naszą walkę z tym nowotworem – podkreślają lekarze.

– W czasie pandemii mamy opóźnioną zgłaszalność pacjentów do leczenia w wielu chorobach nowotworowych, w tym raku prostaty. Obserwujemy, że dziś przychodzi pacjent, który ma bardziej zaawansowaną chorobę – mówi agencji Newseria Biznes dr n. farm. Leszek Borkowski, farmakolog kliniczny w warszawskim Szpitalu Wolskim.

Przez lata rak prostaty był w Polsce drugim pod względem częstotliwości występowania – po raku płuca – nowotworem wśród mężczyzn. Ta kolejność się jednak odwróciła, ponieważ liczba zachorowań na raka prostaty wzrosła kilkukrotnie na przestrzeni ostatnich dekad. Rokroczne diagnozuje się ponad 11 tys. nowych przypadków zachorowania na raka prostaty. Według szacunków Stowarzyszenia Uroconti, w tym roku jednak w Polsce można spodziewać się nawet 20 tys. nowych zachorowań.

– Wiele ośrodków o najwyższym stopniu referencyjności, nawet szpitali akademickich, z początkiem ogłoszenia stanu pandemii w Polsce zostało zamienionych w szpitale jednoimienne. To doprowadziło do konieczności funkcjonowania instytucji urologicznych w systemie triażowym, czyli rozstrzygania o najpilniejszych przypadkach – tłumaczy prof. dr hab. n. med. Piotr Chłosta, prezes Polskiego Towarzystwa Urologicznego. – W dziedzinie urologii nie obserwujemy na razie istotnego pogorszenia dostępu do świadczeń. Natomiast obawy pacjentów przed zgłaszaniem się do ośrodków, które równolegle zajmują się leczeniem chorych na COVID-19, mogą wywrzeć niekorzystny wpływ na rozpoznanie i leczenie wielu chorób.

Jak podkreśla, wczesna diagnoza i wykrycie nowotworu prostaty w początkowym stadium, kiedy obejmuje on tylko gruczoł krokowy, daje dużą szansę na całkowite wyleczenie. Co istotne, stwarza też możliwość zastosowania u pacjenta nowoczesnych i mniej inwazyjnych metod leczenia.

– Nie ma najmniejszej wątpliwości, że wirus SARS-CoV-2 może zabić, a rak zabije na pewno, jeżeli nie będziemy chorych szybko diagnozować i odpowiednio leczyć – podkreśla prof. dr hab. n. med. Piotr Chłosta.

Leczenie raka prostaty opiera się głównie na dwóch metodach: radioterapii, która niszczy komórki rakowe, albo chirurgicznym wycięciu nowotworu. W tym drugim przypadku niemal powszechna jest już prostatektomia laparoskopowa, a od niedawna również nowoczesne i mało inwazyjne zabiegi z wykorzystaniem robotów chirurgicznych.

Prezes PTU ocenia, że w Polsce jakość świadczeń i dostęp do najnowocześniejszych metod leczenia systematycznie się poprawia. Obok precyzyjnych zabiegów chirurgicznych, pacjenci w ramach programów lekowych mają też dostęp – choć jeszcze nie w pełni refundowany – do nowoczesnego leczenia hormonalnego.

– Nie jesteśmy pozbawieni najnowocześniejszych metod postępowania z rakiem gruczołu krokowego w różnych stopniach zaawansowania. W wyniku wdrożenia nowych technik – zarówno operacyjnych, diagnostycznych, jak i nowego sposobu leczenia systemowego – jesteśmy w stanie u tych chorych, u których choroba ma charakter zaawansowany i przerzutowy, opóźnić czas do wystąpienia progresji i przerzutów odległych nawet o kilkadziesiąt miesięcy – mówi prof. Piotr Chłosta.

Leki nowej generacji dają bardzo dobre rezultaty w leczeniu nowotworu prostaty. Blokują syntezę androgenów (np. testosteronu) w organizmie pacjenta, dzięki czemu nowotwór się nie rozwija. Takie leki podane jeszcze przed chemioterapią wydłużają życie chorych, nie osłabiają organizmu i nie wywołują długiej listy skutków ubocznych. Młodszym pacjentom w wielu przypadkach umożliwiają powrót do normalnego funkcjonowania.

– W naszym stowarzyszeniu znane są przypadki panów, którzy już praktycznie byli na wózkach, a enzalutamid pozwolił im nie tylko z nich wstać i wrócić do pracy, ale nawet dojeżdżać do tej pracy na rowerze. Zamiast więc obciążać państwo kosztami rent i zwolnień lekarskich, mogą oni korzystać z życia, pracować i wytwarzać PKB – mówi Bogusław Olawski, przewodniczący Sekcji Prostaty Stowarzyszenia UroConti.

– Leczenie raka prostaty polega na usuwaniu androgenów, czyli hormonów męskich, które stanowią pokarm dla nowotworu. Możemy to robić w różny sposób: zaczynając od zmniejszenia stężenia androgenów w organizmie pacjenta, przez kastrację mechaniczną lub chemiczną. W tym przypadku podajemy pacjentowi produkty lecznicze, które powodują, że androgeny są wytwarzane w małej ilości. Ale rak prostaty może zacząć sam dla siebie produkować androgeny. Wprowadzenie leku takiego jak enzalutamid na wczesnym etapie powoduje, że receptory nie mogą przyjąć androgenu, który rak sam wyprodukuje, nie mogą się uaktywnić, przemieścić do jądra komórkowego ani łączyć się z DNA z jądra komórkowego – tłumaczy dr Leszek Borkowski.

Jak podkreśla, trójstopniowe działanie enzalutamidu jest ewidentnym wskazaniem do jego wcześniejszego zastosowania w leczeniu prostaty. W Polsce jednak dużym problemem wciąż pozostają ograniczenia programu lekowego. W tej chwili nowoczesne leki antyandrogenowe – takie jak enzalutamid, apalutamid czy darolutamid – można zastosować tylko u tych pacjentów, u których rak prostaty dał już przerzuty. Pozostali chorzy, nawet z zaawansowaną postacią nowotworu, są skazani na czekanie, aż te się pojawią. Dopiero wtedy można wdrożyć u nich nowoczesne leczenie hormonalne.

– To niedorzeczne. Większość z nas przez lata płaciła składki właśnie po to, by teraz korzystać z osiągnięć nowoczesnej medycyny. Jesteśmy w Unii Europejskiej, więc powinniśmy mieć takie same prawa, jak nasi koledzy z zagranicy. Oni mają dostęp do leczenia na każdym etapie choroby, także tym wczesnym. My musimy czekać, aż nam się pogorszy – wskazuje Bogusław Olawski.

– To powoduje, że słabnie możliwość walki z rakiem, staje się ona o wiele trudniejsza. Sytuacja, w której pacjenci chorujący na raka prostaty muszą czekać, żeby im się pogorszyło, jest zaprzeczeniem aktualnej wiedzy. Jeżeli możemy pobić raka wcześniej, to trzeba to zrobić zanim urośnie w siłę – mówi dr Leszek Borkowski.

Otwarcie sklepów i galerii handlowych pozwoli gospodarce złapać oddech. Gastronomia i turystyka muszą czekać na szczepionkę

Według GUS w październiku sprzedaż detaliczna w cenach stałych spadła o 2,3 proc. w ujęciu rocznym, do czego przyczyniło się głównie pogorszenie nastrojów konsumentów i ograniczanie przez nich wydatków. Konsumpcję tradycyjnie napędzi okres przedświąteczny, na co niewątpliwie wpłynie ponowne otwarcie sektora handlu. Trudno jednak prognozować, czy zanotuje taki wzrost jak zwykle w grudniu. Z przedświątecznej gorączki nie skorzystają w takim stopniu gastronomia i hotele. – Pełne odmrożenie w tych sektorach nastąpi prawdopodobnie pod wpływem szczepionki – ocenia Piotr Arak z Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

W minioną sobotę rząd przedstawił plan obostrzeń na nadchodzące tygodnie. Zakłada on, że od 28 listopada zostaną ponownie otwarte, przy zachowaniu najwyższych reżimów sanitarnych, galerie handlowe, sklepy meblowe i cały sektor handlu. Pozostałe restrykcje, w tym m.in. zamknięcie hoteli i gastronomii oraz nauka zdalna w szkołach podstawowych i ponadpodstawowych, zostają jednak na razie utrzymane do 27 grudnia.

– Otwarcie sklepów i galerii jest na pewno oczekiwane przez konsumentów. Ten okres zawsze jest najgorętszy w roku pod względem konsumpcji. Nie oznacza to jednak, że stopa konsumpcji będzie dużo wyższa od ubiegłorocznej. Będziemy też kupować trochę inne produkty ze względu na fakt, że koszyk zakupowy się zmienił. Miejsce w nim znalazły nowe usługi i prezenty związane w jakiś sposób z pandemią, zdrowiem, natomiast w mniejszym stopniu będą związane z podróżami i turystyką – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Arak, dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Według GUS w październiku sprzedaż detaliczna w cenach stałych spadła o 2,3 proc. w ujęciu rocznym, natomiast w ujęciu miesięcznym odnotowano wzrost o 2,1 proc. Największy spadek w porównaniu z analogicznym okresem rok temu odnotowały podmioty sprzedające paliwa stałe, ciekłe i gazowe (o 13,4 proc.). Sprzedaż detaliczna spadła również w segmencie tekstyliów, odzieży i obuwia (o 9,7 proc.), pojazdów samochodowych, motocykli i części (o 8 proc.), prasy, książek (o 3,7 proc.) oraz żywności, napojów i wyrobów tytoniowych (o 2 proc.). Wysokie tempo wzrostu sprzedaży w październiku odnotowały natomiast meble, RTV i AGD (o 11,9 proc. r/r).

Zdaniem ekonomistów do październikowego spadku sprzedaży detalicznej przyczyniły się głównie pogorszenie nastrojów konsumentów i ograniczanie wydatków. Według badania Krajowego Rejestru Długów z połowy listopada wydatki w pandemii ograniczyło aż 61 proc. Polaków. PIE zwraca uwagę, że liczba zapytań do Google sugeruje zdecydowanie niższe niż rok temu zainteresowanie ofertami wyprzedażowymi w Black Friday. W ocenie ekonomistów w listopadowych danych widoczne będą dalsze spadki sprzedaży, zbliżone do poziomów z maja br., głównie ze względu na zamknięcie galerii handlowych w tym miesiącu. Jednak ich ponowne otwarcie od 28 listopada powinno już poprawić wskaźnik konsumpcji indywidualnej w końcówce tego roku, czyli sprzedaż detaliczna też będzie miała wyższy odczyt.

– Czy on będzie pozytywny w stosunku do ubiegłego roku i będziemy mieć wzrost konsumpcji w końcówce grudnia? Trudno to ocenić, bo operujemy na danych kwartalnych. Można się jednak spodziewać, że dzięki temu, że mamy tylko soft lockdown, punktowe obostrzenia dotyczące poruszania się i otwarcie części sklepów w końcówce roku, spadek PKB w IV kwartale będzie niższy, a kondycja polskiej gospodarki będzie dużo lepsza. Czyli nie będziemy mieć recesji na poziomie -8 proc., a raczej -3, -4 proc. Ministerstwo Finansów prognozuje -4,6 proc. Jeżeli konsumpcja będzie realizowana przez obywateli, a wszystko na to wskazuje, ta prognoza będzie zbyt konserwatywna w porównaniu z tym, czego spodziewa się rynek – ocenia Piotr Arak.

W gorszej sytuacji niż handel wciąż znajdują się m.in. gastronomia i turystyka. Z badań PIE wynika, że pandemia COVID-19 wpłynęła na zwyczaje konsumenckie Polaków w jeszcze większym stopniu niż na ich sytuację finansową. W czasie kilkumiesięcznego odmrożenia gospodarki 80 proc. badanych zadeklarowało, że rzadziej niż przed pandemią bierze udział w wydarzeniach kulturalnych i rozrywkowych. Z basenów, siłowni i klubów fitness rzadziej korzystało 70 proc., a z restauracji, pubów i barów – 68 proc. Ponad połowa (58 proc.) Polaków rzadziej robiła też zakupy w supermarketach i galeriach handlowych.

– W przypadku gastronomii grudzień będzie jednak okresem, w którym bardzo wielu konsumentów będzie robić zakupy przez internet albo zamawiać w punktach gastronomicznych żywność, która później znajdzie się na stołach podczas spotkań z najbliższymi. Natomiast trzeba się spodziewać, że spadki w gastronomii i całej branży HoReCa będziemy notowali jeszcze przez najbliższych kilka miesięcy, do czasu, kiedy będziemy mieć szczepionkę na koronawirusa – prognozuje dyrektor Polskiego Instytutu Ekonomicznego.

Jak podkreśla, na całym świecie gastronomia i branża HoReCa – podobnie jak lotnictwo – okazały się najbardziej podatne na negatywne skutki COVID-19. W Polsce, jak pokazują przytaczane przez BIK dane Bisnode Polska, jeszcze na początku roku działało około 70 tys. placówek gastronomicznych stałych i sezonowych. W ciągu dziewięciu miesięcy działalność zawiesiło 4,3 tys. podmiotów. Kolejnym sektorem poszkodowanym przez lockdown jest też turystyka. Światowa Organizacja Turystyki szacuje, że liczba podróży turystycznych w tym roku spadnie na świecie o ok. 70 proc.

– Z nieznanych do końca powodów turystyka liczyła, że pandemia koronawirusa skończy się do ferii zimowych. Już wiemy, że się nie skończy. Trudno przez to oczekiwać, że ludzie będą tak samo jak wcześniej podróżować i spędzać czas wolny. Musimy poczekać do momentu, w którym zaszczepimy dużą część społeczeństwa, i dopiero potem będziemy w stanie podróżować, konsumować, pójść do restauracji, tak jak to było kiedyś – mówi Piotr Arak

Pandemia zwiększy innowacyjność województw. Liderem pozostaje Mazowsze, ale pozostałe ośrodki szybko zmniejszają dystans

Mazowsze, Małopolska, Dolny Śląsk i Pomorze – to liderzy innowacyjności regionów w Polsce. Wpływają na to wysokie uprzemysłowienie lokalnych gospodarek i ośrodki akademickie, które razem z firmami prowadzą działalność badawczo-rozwojową. Mniejsze miasta systematycznie zmniejszają jednak dystans do liderów, a postęp technologiczny po kryzysie będzie jeszcze bardziej dynamiczny. – Firmy i gospodarki chcące utrzymać konkurencyjność międzynarodową powinny inwestować w automatyzację – podkreśla Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium, współautor raportu „Indeks Millennium 2020  Potencjał innowacyjności regionów”.

– Pandemia wpłynęła na innowacyjność województw, firm i całej gospodarki, ponieważ nastąpiła zmiana nawyków konsumentów i postaw przedsiębiorców, również w obszarze innowacyjności – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Maliszewski. – Trudno jest ocenić, jaki to był wpływ, ponieważ nie ma dostępnych danych pokazujących działalność innowacyjną w okresie pandemii. Zgodnie z indeksem, który przygotowaliśmy w Banku Millennium, widzimy, że proces innowacyjności ma charakter dynamiczny, a firmy i województwa są bardzo aktywne w tym obszarze. Pandemia powinna przyspieszyć innowacyjność, wydatki na digitalizację i automatyzację, ponieważ ten kierunek pozwala zminimalizować jej skutki.

Piąta edycja „Indeksu Millennium 2020 – Potencjału innowacyjności regionów”, przygotowana na podstawie ostatnich dostępnych danych GUS, pokazuje, że w dalszym ciągu na czele rankingu znajdują się województwa: mazowieckie, małopolskie, dolnośląskie i pomorskie – duże ośrodki gospodarcze i akademickie. W ciągu ostatniego roku zmiany w rankingu były minimalne, najczęściej obejmowały zmianę o jedno miejsce w górę lub w dół. W tegorocznej edycji badania awansowały województwa wielkopolskie, łódzkie, śląskie, świętokrzyskie i opolskie, natomiast spadły trzy województwa, a najsilniej – o trzy lokaty – lubelskie.

„Indeks Millennium” pokazuje trendy w innowacyjności regionów i gospodarki jako całości. Obejmuje zarówno czynniki, które dotyczą nakładów na działalność innowacyjną, czyli potencjał i kapitał ludzki, na co składają się liczba studentów i absolwentów, wydajność, nakłady na badania i rozwój, jak również efekty tych nakładów, czyli wydajność pracy, stopa wartości dodanej i patenty.

– Czynnikiem, który najczęściej odpowiada za zmiany w rankingu, w tym również za awans regionów, jest działalność badawczo-rozwojowa, czyli wydatki na badania i rozwój oraz liczba uzyskanych patentów – wyjaśnia ekspert. – Są to najbardziej dynamiczne zmienne w naszym rankingu, bo większość pozostałych, takich jak aktywność, potencjał akademicki czy wydajność pracy, są to procesy długoterminowe i podlegają mniejszej zmienności w poszczególnych latach.

Jak podkreśla główny ekonomista Banku Millennium, a zarazem jeden z autorów raportu, na poziom i potencjał innowacyjności regionów wpływa również szereg innych czynników nieuwzględnionych w indeksie, takich jak kultura innowacyjności czy też zaufanie i współpraca pomiędzy poszczególnymi podmiotami życia społeczno-gospodarczego.

– Te wątki staramy się uwzględnić w analizie jakościowej, bo nie wszystkie czynniki da się sparametryzować. To są elementy szczególnie ważne w przypadku małych ośrodków gospodarczych i naukowych, w mniejszych regionach, które w ten sposób mogą poprawić efektywność ponoszonych nakładów na innowacyjność – mówi Grzegorz Maliszewski. – W czasach pandemii współpraca i zaufanie poszczególnych podmiotów uczestniczących w procesie innowacyjności, czyli biznesu, akademii, władz centralnych i samorządowych, mogą pobudzić innowacyjność w warunkach kryzysu, kiedy nastroje są słabsze, a sytuacja finansowa firm gorsza.

Na dole rankingu Banku Millennium znajdują się województwa najmniejsze gospodarczo i akademicko – lubuskie, świętokrzyskie i warmińsko-mazurskie, które są niewielkimi ośrodkami akademickimi i biznesowymi, mało uprzemysłowionymi, i którym w związku z tym jest trudniej wygospodarować duży zasób środków potrzebnych na działalność innowacyjną. Główny ekonomista Banku Millennium zwraca jednak uwagę na fakt, że według tegorocznej edycji badania nastąpiło zmniejszenie dystansu województw do lidera, czyli województwa mazowieckiego. To może wskazywać, że mniejsze ośrodki akademickie są bardziej aktywne innowacyjnie i stopniowo nadrabiają dystans.

– Powinniśmy się spodziewać przyspieszenia innowacyjności. Kryzys wywołany pandemią pokazał, że firmy, które mają rozbudowany obszar digitalizacji i robotyzacji, mogą łagodniej przejść przez kryzys. Dlatego też, pomimo dużej niepewności w gospodarce, firmy i regiony powinny pamiętać o długoterminowych trendach związanych z digitalizacją, automatyzacją i postępem technologicznym – wskazuje.

Trwają prace nad uregulowaniem pracy zdalnej. Propozycje rządu mogą zniechęcić pracodawców zbyt dużą liczbą formalności

Rząd zapowiedział, że kwestie dotyczące pracy zdalnej zostaną wpisane do Kodeksu pracy. Takie rozwiązania popiera 85 proc. pracowników badanych przez Gumtree.pl. Problem w tym, że w dużej mierze przedstawione propozycje opierają się na dotychczasowych uregulowaniach dotyczących telepracy. – Są to zapisy zdecydowanie przeregulowane, wprowadzające dużo formalności, które zniechęcają pracodawców do tego, aby skorzystać z pracy zdalnej – ocenia radca prawny Wojciech Bigaj. Propozycje są teraz konsultowane ze stroną społeczną. Wśród nich znalazły się m.in. potrzebne zapisy dotyczące kosztów pracy zdalnej, czyli określenie, jakie wydatki powinien ponosić pracownik, a jakie pracodawca. 

Zgodnie z Kodeksem pracy telepraca to praca wykonywana regularnie poza zakładem pracy, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej. Przepisy zawierają wytyczne dotyczące m.in. obowiązków pracodawcy i pracownika, kwestii udostępniania środków pracy oraz warunków świadczenia telepracy. Szczegółowe warunki – zgodnie z kodeksem – powinny być określane w układzie zbiorowym pracy lub regulaminie, a zlecenie telepracy powinno opierać się na zgodzie obu zainteresowanych stron. Praca zdalna – rozumiana jako bardziej elastyczna forma telepracy – do tej pory nie była uregulowana prawnie.

Telepraca jest pewną odmianą pracy zdalnej i być może z tego powodu rząd wpisał do nowego projektu [Kodeksu pracy – red.] bardzo wiele rozwiązań funkcjonujących dotychczas w odniesieniu do telepracy. Nie jest to korzystne, bo wiele tych przepisów było bardzo sformalizowanych, co powodowało, że w praktyce zasięg telepracy nie był znaczny. Pracodawcy bali się uzgadniania regulaminów, zawierania porozumień ze związkami zawodowymi oraz tego, że nie sprostają tak dużym wymogom formalnym – wyjaśnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Wojciech Bigaj, partner w Kancelarii Baran Książek Bigaj.

Zgodnie z propozycjami przepisów charakter pracy zdalnej będzie miało wykonywanie pracy całkowicie lub częściowo poza siedzibą pracodawcy lub poza stałym miejscem świadczenia pracy określonym w umowie o pracę lub wskazanym przez pracodawcę, w szczególności z wykorzystaniem środków bezpośredniego porozumiewania się na odległość.

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Gumtree.pl, 85 proc. pracowników uważa, że praca zdalna powinna być uregulowana nie tylko w treści umów, ale i w Kodeksie pracy. Wskazują oni, że doprecyzowania wymagają aspekty takie jak sposób rozliczania pracy zdalnej (69 proc.), jej wymiar godzinowy (66 proc.), ustalenie zasad korzystania ze służbowego sprzętu (59 proc.), a także wymóg uregulowania pracy zdalnej w umowie (55 proc.).

– Kodeks pracy jest ustawą o specyficznym charakterze. Zazwyczaj formę kodeksu przyjmują te akty prawne, które w sposób kompleksowy regulują pewne zagadnienia. Natomiast z racji tego, że prawo pracy może być regulowane również w inny sposób, poprzez zwykłe ustawy, nie jest to wymogiem niezbędnym, ale wydaje się uzasadnione – wyjaśnia partner w Kancelarii Baran Książek Bigaj.

Tym bardziej że wiele firm – mimo kilku miesięcy funkcjonowania w nowych warunkach – wciąż nie sformalizowało kwestii pracy zdalnej, nie znalazła ona odzwierciedlenia np. w postaci aneksów do umów. Podczas jesiennej fali badania Gumtree.pl tylko czterech na dziesięciu pracowników umysłowych deklarowało, że możliwość pracy poza biurem jest w ich firmie uregulowana na piśmie, podobny odsetek wskazał na uregulowanie ustne.

To może świadczyć o tym, że pracodawcy czekają na wprowadzenie tych kwestii do Kodeksu pracy. Chociaż możliwość sformalizowania zasad mają od czerwca, kiedy zostały przyjęte przepisy tarczy 4.0.

Dotąd bardzo często pracodawcy na własną rękę w regulaminach pracy wprowadzali rozwiązanie, które polegało na tym, że pracownik np. po powrocie z podróży służbowej w późnych godzinach mógł następnego dnia pracować zdalnie. Nowa ustawa umożliwi złożenie takiego wniosku nie tylko w określonej sytuacji, ale też w razie każdej potrzeby wynikającej ze spraw osobistych. Projekt ustawy nie wskazuje i nie ogranicza przypadków, kiedy praca zdalna mogłaby być wykonywana. Jest to rozwiązanie zdecydowanie lepsze niż ograniczenie pracy zdalnej tylko do regularnego wykonywania telepracy – wyjaśnia radca prawny.

Jak podkreśla, po doświadczeniach z okresu pandemii można przyjąć, że w zasadzie każda praca biurowa, która jest możliwa do świadczenia za pomocą telefonu, komputera itp., powinna być dostępna dla pracowników w formie zdalnej.

W obecnej sytuacji, kiedy nie widać końca pandemii koronawirusa, czy też w przyszłości, jeśli pojawią się inne wirusy, a nawet zwykła grypa, jest to rozwiązanie zdecydowanie pożądane – podkreśla Wojciech Bigaj.

Jego zdaniem proponowane zapisy wprowadzają jednak dużo formalności, co może zniechęcać pracodawców. Praca zdalna wymaga zawarcia porozumień najpierw ze związkami zawodowymi, a później z pracownikiem, czyli znów pojawia się bariera w postaci zbyt wielu regulacji.

Praca zdalna miała być rozwiązaniem, które uelastyczni zatrudnianie pracowników, a tego warunku nowe przepisy nie spełniają. Jednak nowością, o którą apelowali praktycy, są uregulowania dotyczące kosztów ponoszonych przez pracownika w związku ze świadczeniem telepracy, najczęściej we własnym mieszkaniu lub domu. W odniesieniu do telepracy nie było tych regulacji i powstawały wątpliwości, jak ma wyglądać podział kosztów i czy w ogóle pracownikowi należy się ich zwrot. Rozwiązanie, które zostało właśnie zaproponowane, to krok w dobrym kierunku – ocenia partner w Kancelarii Baran Książek Bigaj.

Według nowych rozwiązań pracodawca będzie zobowiązany zapewnić pracownikowi odpowiednie i bezpieczne narzędzia do wykonywania pracy. Strony mogą porozumieć się co do korzystania przez pracownika z własnego sprzętu lub materiałów. W takim przypadku będzie mu przysługiwał ekwiwalent pieniężny, uwzględniający stopień zużycia sprzętu czy materiałów, ich ceny rynkowe czy ilość zużytego materiału.

Przełom w poszukiwaniu śladów życia pozaziemskiego. Nowa kamera umieszczona na teleskopie na Hawajach pozwoli bezpośrednio zobrazować egzoplanety

Do tej pory odkryto ponad 4,3 tys. egzoplanet – takich, które krążą wokół innych gwiazd niż Słońce. Tylko nieliczne z nich można zobaczyć. Od ponad dekady naukowcy próbują bezpośrednio zobrazować egzoplanety, ale atmosfera ziemska stanowi dużą przeszkodę dla naziemnych teleskopów. Teraz zespół naukowców i badaczy z UC Santa Barbara opracował nową kamerę do polowania na egzoplanety. Urządzenie wykorzystuje mikrofalowe detektory kinetycznej indukcyjności i pozwoli bezpośrednio obrazować egzoplanety. Tym samym pomoże w poszukiwaniu śladów życia na innych planetach.

Od czasu pierwszego potwierdzenia istnienia egzoplanety krążącej wokół gwiazdy podobnej do Słońca w 1995 roku i przy zaledwie niewielkiej próbce przebadanej dotychczas galaktyki Drogi Mlecznej odkryto już ponad 4,3 tys. egzoplanet. Erę polowań na planety zapoczątkował Kosmiczny  Teleskop Keplera, który mógł uchwycić niewielkie spadki ilości światła pochodzącego od pojedynczych gwiazd, spowodowane przez planety przecinające się przed nimi (metodą tranzytu). Po wykryciu rozmiar orbity planety można obliczyć na podstawie tego, jak długo musi ona okrążyć gwiazdę, i masy gwiazdy. Kosmiczny Teleskop Hubble’a, dzięki technice spektroskopii tranzytowej, może zbadać skład atmosfer egzoplanet.

Przyszłością jest jednak bezpośrednie obrazowanie, które pozwoli dokładnie wykazać cechy powierzchni egzoplanet. Tak powstał np. film przedstawiający cztery egzoplanety na orbicie wokół gwiazdy HR 8799, stworzony przez astronomów na podstawie zdjęć z Obserwatorium Kecka na Hawajach. Następna generacja teleskopów kosmicznych miałaby wykonywać bezpośrednie zdjęcia egzoplanet przy użyciu nowych technologii: koronografu i cienia gwiazd.

Teraz zespół naukowców i inżynierów, w tym badacze z UC Santa Barbara, opracował nową kamerę do polowania na egzoplanety – MKID Exoplanet Camera (MEC). Umieszczona w Subaru Telescope na wulkanie Mauna Kea na Hawajach to największa na świecie kamera nadprzewodząca pod względem liczby pikseli. W przyszłości może to utorować drogę do bezpośredniego obrazowania planet pozasłonecznych.

– Bardzo skomplikowane adaptacyjne systemy optyczne pozwalają nam odkrywać planety takie jak te z HR 8799, który jest układem z czterema planetami krążącymi wokół masy Jowisza – wskazuje prof. Ben Mazin z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara. – Odkryliśmy, że samo użycie optyki adaptacyjnej pozwoli nam znaleźć część planet, które wciąż świecą ciepłem swojego formowania. One nie są tak powszechne w naszym gwiezdnym sąsiedztwie.

Zaawansowane detektory wykorzystują koronograf, który blokuje część światła z gwiazdy macierzystej. W ten sposób naukowcy mogą lepiej rozróżnić światło odbijające się od samej planety. To istotne zwłaszcza w przypadku obrazowania pobliskich systemów, jednak uzyskanie najlepszej wydajności z takiej konfiguracji wymaga wyjątkowo dobrej optyki adaptacyjnej.

– Obecnie wykorzystywane instrumenty natrafiają na ścianę – twierdzi prof. Ben Mazin. – Mogą blokować światło gwiazdy około milion razy, ale problem polega na tym, że większość planet jest prawie miliard razy słabsza niż ich gwiazda macierzysta.

Skonstruowana przez naukowców kamera MKID wykorzystuje mikrofalowe detektory indukcji kinetycznej (MKID) i umożliwi bezpośrednie zobrazowanie egzoplanet i dysków wokół jasnych gwiazd. Detektor działa z energią 90 milikelwinów i jest pierwszą zainstalowaną na stałe kamerą nadprzewodzącą, która działa w widmie optycznym i bliskiej podczerwieni.

– W obrazowaniu egzoplanet próbujemy uchwycić planety, które są miliony razy słabsze od ich gwiazd macierzystych – wskazuje Sarah Steiger, doktorantka Uniwersytetu Kalifornijskiego w Santa Barbara, która pracowała nad detektorem MKID. – To mniej więcej tak, jakbyśmy z samolotu próbowali dojrzeć świetlika obok w pełni oświetlonego stadionu piłkarskiego. Robić to z ziemi jest jeszcze trudniej, bo musimy patrzeć przez burzliwą atmosferę Ziemi, która zniekształca obrazy.

Nowa kamera może być przełomem w poszukiwaniu śladów życia na egzoplanetach. Według nowych badań wykorzystujących dane z Kosmicznego Teleskopu  Keplera około połowa gwiazd o podobnej temperaturze do Słońca może mieć skalistą planetę zdolną do utrzymywania wody w stanie ciekłym na jej powierzchni. Kamera MKID rozszerza zakres egzoplanet, które astronomowie mogą bezpośrednio zobrazować.

– Nie będziemy w stanie znaleźć dowodów życia, wykorzystując obecne teleskopy, ponieważ są po prostu trochę za małe – podkreśla Olivier Guyon, prof. nadzw. w Instytucie Nauk Optycznych na Uniwersytecie Arizony oraz naukowiec pracujący nad projektem Subaru Telescope. – Przygotowujemy się jednak do następnego dużego kroku, jakim jest rozmieszczenie kamer obrazujących egzoplanety na większych teleskopach, takich jak Teleskop TMT. Kiedy te teleskopy zaczną działać online, te same technologie, ten sam aparat, te same sztuczki pozwolą nam faktycznie szukać życia pozaziemskiego.

Teleskop Thirty Meter Telescope (TMT) ma rozpocząć swoją pracę w 2027 roku. Powstaje także na Hawajach.

Sztuczna inteligencja napędza rozwój pojazdów. Hulajnogi same odnajdą miejsce ładowania, a samochody dopasują się do upodobań kierowcy

Hulajnogi elektryczne dzięki sztucznej inteligencji nie tylko odnajdą miejsce parkowania, lecz także zoptymalizują proces ładowania baterii. Rozwiązania z zakresu SI coraz mocniej zmieniają też oblicze motoryzacji, zarówno w zakresie autonomii pojazdów, jak również ich dostosowywania się do preferencji użytkowników. Rynek sztucznej inteligencji w branży motoryzacyjnej w najbliższych latach zwiększy swoją wartość aż dwunastokrotnie.

– Sztuczna inteligencja coraz częściej gości na pokładzie mobilnych pojazdów. Niedawno firma Segway wprowadziła w hulajnodze pierwszy system zdalnego naprowadzania, tak aby mogła ona wrócić na swoje miejsce parkowania – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marcin Strągowski, prezes MorAmp.

Elementy sztucznej inteligencji coraz chętniej są wykorzystywane w mikromobilnych pojazdach. Nad inteligentną hulajnogą pracuje m.in. firma MorAmp. Urządzenie będzie można połączyć z aplikacją mobilną, dzięki czemu łatwiej będzie przewidzieć zbliżającą się awarię. Firma dostarcza też inteligentne jednostki komunikacyjne, sterowniki silników i systemy zarządzania bateriami przeznaczone do pojazdów mikromobilnych. Urządzenia te umożliwiają zdalne zarządzanie pojazdami oraz wdrażanie w nich rozwiązań inteligentnych.

– Głównymi składnikami pojazdów elektromobilnych, zwłaszcza tych małych, jest na pewno sterownik silnika oraz sterownik baterii, który dba o nasze bezpieczeństwo przy jej ładowaniu. Coraz częściej na ich pokładzie znajdują się systemy, które dbają o aspekty zarządzania całym pojazdem, czyli finalnym user experience, komunikacją z telefonami komórkowymi, z serwerami typu cloud, które są głównie po to, żeby nam powiedzieć, kiedy dany pojazd może się zepsuć, a kiedy np. pewnego rodzaju akcje dotyczące jego serwisowania są potrzebne – wymienia Marcin Strągowski.

Sztuczna inteligencja pełni coraz większą rolę również w samochodach. Kluczowe znaczenie ma wprawdzie w procesie opracowywania i wdrażania pojazdów autonomicznych, jednak jej rola nie ogranicza się tylko do tego. Już dziś bardzo popularne są systemy poprawiające bezpieczeństwo podróży, jak np. asystent pasa ruchu czy inteligentny tempomat. Rośnie jednak też zainteresowanie wykorzystaniem SI do zwiększania komfortu podróży.

– Coraz częściej będziemy obserwować sztuczną inteligencję, która będzie dopasowywać pojazd do wymagań człowieka, czyli zarządzać całym humanocentryzmem produktu. Każdy z nas ma inne przyzwyczajenia chociażby co do samego stylu jazdy. W samochodach są to też rzeczy związane z klimatyzacją. Systemy sztucznej inteligencji będą wykonywały coraz większą liczbę funkcji, a nie tylko zarządzanie tym, gdzie pojazd powinien pojechać – przewiduje prezes MorAmp.

Hyundai Motor Group i NVIDIA zapowiedziały, że od 2022 roku wszystkie modele aut Hyundai, Kia i Genesis będą standardowo wyposażone w oparty na sztucznej inteligencji system multimedialny NVIDIA DRIVE. Ma się na niego składać system informacyjno-rozrywkowy (IVI) oraz system operacyjny połączonego samochodu (ccOS), który skomunikuje dużą ilość danych generowanych przez pojazd i jego sieć czujników z zewnętrznymi centrami danych. System będzie mógł być w nieograniczony sposób aktualizowany, dzięki czemu będzie dało się go rozbudowywać o nowe funkcje.

– Dodatkowe funkcje, jakie mogą płynąć z posiadania sztucznej inteligencji na pokładzie pojazdu, mogą również cechować się tym, że powinien on umieć też zadbać o samego siebie. Przede wszystkim chodzi tu oczywiście o kwestie zarządzania ładowaniem, dostosowaniem chociażby ładowania do cyklu życia użytkownika. Pojazd musi coraz bardziej brać pod uwagę to, jak my żyjemy, a nie na odwrót. To nie my powinniśmy się dostosowywać do produktu, ale produkt do nas – podkreśla Marcin Strągowski.

Według analityków z Global Market Insights rynek rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji w branży motoryzacyjnej osiągnie do 2026 roku wartość 12 mld dol. W 2019 roku jego wycena sięgała miliarda dolarów. Średnioroczne tempo wzrostu osiągnie 35 proc.

Senat ratuje przedsiębiorców. Spółki komandytowe nie będą objęte podatkiem CIT?

Senacka Komisja Budżetu i Finansów Publicznych zarekomendowała usunięcie z ustawy wszystkich przepisów wprowadzających opodatkowanie CIT-em spółek komandytowych.

Przedsiębiorcy wielokrotnie podkreślali, że spółki komandytowe nie służą do unikania płacenia podatku. Są w większości przypadków powoływane przez polskich przedsiębiorców prowadzących opodatkowaną jednoosobową działalność gospodarczą. Nadanie im statusu podatnika CIT oparte jest na błędnych założeniach, co do istoty spółki komandytowej oraz na błędnych wnioskach z przeprowadzonych analiz dotyczących przyczyn rosnącej ich popularności.

Powołanie spółki komandytowej jest zwykle naturalnym etapem rozwoju biznesu w szczególności jego sukcesji na rzecz najbliższych i nie prowadzi do zmniejszenia obciążeń podatkowych w porównaniu do jednoosobowej działalności gospodarczej. Wskazywanie chęci osiągnięcia jakiejkolwiek optymalizacji podatkowej jest więc nieprawdziwe i nieuzasadnione. Stanowi wyraz nadmiernego fiskalizmu realizowanego bez poszanowania zasady przewidywalności prawa i interesów w toku.

Nakładanie dodatkowych obciążeń na firmy tuż przed zakończeniem roku podatkowego, w okresie największego kryzysu gospodarczego od 30 lat, kiedy wiele z nich walczy o przetrwanie i utrzymanie miejsc pracy jest działaniem na szkodę gospodarki i polskich przedsiębiorców.

– Wyłączenie z ustawy przepisów wprowadzających podwójne opodatkowanie spółek komandytowych to dobra decyzja senackiej Komisji Budżetu i Finansów Publicznych. Ważne, aby została przyjęta przez całą Izbę. Następnie los 40 tys. polskich firm rodzinnych będzie w rękach posłów, którzy jeżeli odrzucą poprawkę Senatu, nałożą na przedsiębiorców nowy podatek – komentuje Przemysław Pruszyński, doradca podatkowy, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Jeżeli tak się stanie ustawa naruszy wyrażoną w Konstytucji zasadę demokratycznego państwa prawnego polegającą na ochronie zaufania obywatela do państwa i stanowionego prawa. Trybunał Konstytucyjny powołując się na tę zasadę wielokrotnie wskazywał, że ustawy nakładające na podatników nowe obciążenia i obowiązki powinny być ogłaszane w Dzienniku Ustaw najpóźniej 30 listopada roku poprzedzającego rok, w którym zaczną obowiązywać. Na ten moment nie wiadomo, czy Sejm zdąży w ostatnim dniu terminu rozpatrzyć uchwałę Senatu, a prezydent podpisać ustawę w kilka godzin.

Ponadto zgodnie z orzecznictwem TK zmiany dotyczące podatków rozliczanych w okresach rocznych, a takim jest podatek dochodowy od osób prawnych, nie powinny wchodzić w życie w trakcie roku podatkowego. Natomiast przepisy nakładające podatek CIT na spółki komandytowe miałyby zacząć obowiązywać od 1 maja 2021 r. dla podatników, którzy nie zdążą przygotować się do nowego reżimu opodatkowania z 1 stycznia 2021 r. Jest to celowy zabieg ustawodawcy, który ze względu na zbyt krótkie miesięczne vacatio legis, wymusza na podatnikach „wybór” późniejszego terminu przyjęcia nowych zasad opodatkowania.

Z bezrobociem nie będzie tak źle, ale zagrożone branże mogą zwalniać pracowników

Według dzisiejszych danych GUS stopa bezrobocia w październiku br. pozostała na tym samym poziomie co we wcześniejszych miesiącach i wynosiła 6,1%.

Liczba bezrobotnych zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy wyniosła 1018,4 tys. osób, co oznacza niewielki spadek w stosunku do września br., kiedy liczba osób bez pracy osiągnęła 1023,7 tys. osób. Wydaje się więc, że sytuacja na rynku pracy była w miarę stabilna, a prognozy dotyczące wzrostu bezrobocia do poziomu dwucyfrowego, czy nawet zakładane przez rząd osiągnięcie 7,4%, są przesadzone.

Powyższe dane obrazują sytuację sprzed blisko miesiąca, kiedy jeszcze obostrzenia, związane z drugą fala pandemii COVID-19, nie ograniczały tak bardzo prowadzenia działalności gospodarczej. Październik był stosunkowo dobrym miesiącem dla gospodarki. Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 1% w porównaniu z ubiegłym rokiem i o 3,7% wobec września br. Z danych Polskiego Forum HR, dotyczących zapotrzebowania na pracę, wynika, że trzeci kwartał tego roku przyniósł wyraźne ożywienie na rynku pracy. Popyt na usługi HR, w szczególności na pracę tymczasową i rekrutację stałą, wzrósł znacznie w porównaniu do wcześniejszego kwartału. To oznacza, że firmy wykorzystały okazję do odrabiania strat z wiosny tego roku, a tym samym utrzymanie (a w niektórych przypadkach nawet zwiększenie) zapotrzebowania na pracę.

Jednocześnie w październiku obserwowaliśmy już pogorszenie nastrojów kupujących w związku z trudną sytuacją epidemiczną i przygotowaniami do zapowiadanego drugiego lockdownu. To spowodowało spadek sprzedaży detalicznej – zmniejszyło się zapotrzebowanie na dobra inne niż pierwszej potrzeby, natomiast tendencja do gromadzenia zapasów żywności i leków była zdecydowanie słabsza niż na wiosnę. Z kolei zakup wielu typów usług – m.in. branży turystycznej, kulturalnej czy gastronomicznej – uniemożliwiły restrykcje administracyjne.

Niewątpliwie spowodowało to ograniczenie zapotrzebowania na pracę świadczoną przez pracowników. Jednocześnie rząd nie przewidział tak dostępnego i powszechnego wsparcia, jak w ustawach uchwalanych w kwietniu tego roku, również ze względu na ograniczenia budżetowe. Testem stabilności rynku pracy będzie więc listopad i kolejne miesiące.

Wprowadzenie możliwości prowadzenia handlu w galeriach handlowych może pomóc utrzymać część miejsc pracy – o ile konsumenci uznają taki model zakupów za bezpieczny. Również zwiększona skłonność do zakupów dokonywanych w związku z nadchodzącymi świętami może pomóc producentom krajowym, szczególnie w branży odzieżowej, obuwniczej czy spożywczej – bardziej kameralne święta nie pomagają jednak tego popytu rozkręcić.

Niemniej jednak nadal mamy takie sektory gospodarki, które nie mogą wrócić do normalnego funkcjonowania lub zastosowane ograniczenia wpływają na możliwości świadczenia usług. Dlatego też zwolnienia w branży targowej, turystycznej, gastronomii czy w firmach, które nie mogą lub nie umieją dostosować się do funkcjonowania w trybie on-line możliwe są w kolejnych miesiącach.

Monika Fedorczuk, Konfederacja Lewiatan

Czy po informacjach o szczepionce są szanse na giełdowy rajd św. Mikołaja?

Rynki panikowały, a teraz są w świetnych nastrojach, zwłaszcza po informacjach o szczepionce przeciw Covid-19. Na koniec listopada światowe giełdy znów są blisko historycznych maksimów. Czy w takiej sytuacji są szanse na grudniowy rajd św. Mikołaja?

Wiadomości o szczepionce przeciw Covid-19, dobre dane z gospodarki USA za listopad i sugestia Trumpa w kwestii „pokojowego” przekazania władzy okazały się dobrym pretekstem do rynkowego optymizmu. Inwestorzy wierzą w szybki powrót do normalności. Indeks Nasdaq100 jest zaledwie 3% poniżej historycznych szczytów. W listopadzie indeksy z krajów południa Europy zyskały już po ok. 30%, podobnie jak notowania ropy naftowej, a przecież niedawno kraje OPEC szukały sposobów na zmniejszenie wydobycia, aby ratować ropę przed tąpnięciem cen.

– Reakcja rynków giełdowych na informacje o szczepionce wydaje się przesadna – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Leściorz, ekspert CMC Markets. – Wzrosty indeksów wywołał przede wszystkim napływ kapitału spekulacyjnego, ale inwestorzy instytucjonalni też się do tego przyczynili.

Ten optymizm dotarł także na warszawską giełdę., Dotyczył zwłaszcza największych spółek tworzących indeks WIG20 (w którym największy udział mają CD Projekt i Allegro).

– W tym wzrostowym ruchu na GPW uczestniczył ten sam kapitał zagraniczny, co na zachodnich parkietach. Dla notowań WIG20 jest on kluczowy i w 60 proc. odpowiada za obroty na tym indeksie – wyjaśnia ekspert CMC Markets.

Przy tak potężnej fali optymizmu na rynkach finansowych w listopadzie może zabraknąć przesłanek, które utrzymałyby indeksy giełdowe w rosnącym trendzie przez kolejne tygodnie. Zwłaszcza w grudniu, który dla giełdowych inwestorów był tradycyjnie miesiącem „rajdu św. Mikołaja”, jak nazywa się giełdowe zwyżki notowań na koniec roku. Wtedy to duzi inwestorzy porządkują swoje portfele inwestycyjne lub szukają sposobów na optymalizację podatkową, co pomaga notowaniom akcji.

– Teraz nadzieje na pozytywne efekty rajdu św. Mikołaja będą bardzo zależne od wprowadzania kolejnego, wielkiego pakietu pomocy finansowej dla amerykańskiej gospodarki, od tego jak szybko i kiedy dogadają się w tej sprawie Demokraci i Republikanie – komentuje M. Leściorz. – Jeżeli skutkiem kompromisu będzie mniejsza pomoc finansowa niż początkowo domagali się Demokraci, reakcja inwestorów giełdowych może być sceptyczna i św. Mikołaj zostanie odesłany do domu.

Co trzeci Polak uważa, że nie jest zaradny w finansach

Zaradność finansowa może się przydać, zwłaszcza w czasie pandemii, gdy inflacja rośnie, a gospodarka hamuje. Nieco ponad 30 proc. rodaków twierdzi, że dobrze radzi sobie w sprawach finansowych i może pochwalić się zaradnością.[1] Podobna grupa respondentów (29 proc.) jest przeciwnego zdania – tak wynika z badania przeprowadzonego przez Smartney. Z czym kojarzy się zaradność finansowa? Czy pożyczanie pieniędzy jest przejawem zaradności, czy wręcz przeciwnie? Wreszcie: czy w pandemii, gdy wielu Polaków ma problemy finansowe, umiejętność zarządzania budżetem domowym może się przydać? Niektórzy twierdzą, że z pustego i Salomon nie naleje. Inni potrafią obracać nawet małymi kwotami i jeszcze oszczędzać. Gdzie jest złoty środek?

Aż 83 proc. Polaków uważa, że przejawem zaradności w finansach jest takie zarządzanie domowym budżetem, by wystarczyło na wszystkie potrzeby. W badaniu Smartney rodacy mogli wybrać kilka odpowiedzi jednocześnie. Duża grupa respondentów stwierdziła, że zaradność przejawia się również w oszczędzaniu co miesiąc określonej kwoty pieniędzy. Tak odpowiedziało 57 proc. ankietowanych. Zaradność finansowa jest też utożsamiana z czytaniem umów zawieranych z instytucjami finansowymi (44 proc.). Mowa nie tylko o umowach z bankami, firmami pożyczkowymi, czy leasingodawcami, ale również domami maklerskimi czy ubezpieczycielami. – Jedna czwarta respondentów łączy zaradność finansową z mądrym pożyczaniem. Dla konsumentów mądre pożyczanie oznacza połączenie w jednej ofercie trzech rzeczy: szybkości, dobrej i atrakcyjnej ceny oraz jak najmniejszych formalności – mówi Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

Pożyczanie przejawem zaradności, czy wręcz przeciwnie?

„Czy według Ciebie pożyczanie jest przejawem niezaradności w życiu” – takie pytanie padło podczas badania opinii przeprowadzonego przez Spotlight Research na zlecenie Smartney. Aż 74 proc. ankietowanych nie zgadza się z tą tezą twierdząc, że pożyczać może każdy, zwłaszcza gdy chce dokonać nowego zakupu lub podratować domowy budżet. – Najważniejsze to pożyczać mądrze i odpowiedzialnie. Sytuacja pandemiczna może powodować, że konieczność wzięcia pożyczki będzie większa, niż zazwyczaj, ale taką decyzję warto dogłębnie przemyśleć. Kredyt to poważne zobowiązanie finansowe na dłuższy czas i trzeba przewidzieć, czy regularne spłacanie rat będzie możliwe. Gdy klient pyta jaką pożyczkę u nas dostanie i na jakich warunkach, przygotowujemy mu – jak każda instytucja finansowa – ofertę. Konsument ma dużo czasu na przemyślenie sprawygdyż oferta pozostaje wiążąca przez kilka kolejnych dni – mówi Katarzyna Jóźwik, Dyrektor Generalna Smartney.

Na co patrzy zaradny pożyczkobiorca?

Ponad 54 proc. ankietowanych, przy wyborze pożyczki, patrzy przede wszystkim na atrakcyjną cenę. Co trzeci docenia możliwość konsolidacji zadłużenia, które już posiada. Co piąty twierdzi, że ważna jest możliwość rozłożenia spłaty na dłuższy okres, a co czwarty ceni brak zbędnych formalności.

– Dla konsumentów najważniejsze są przejrzyste zasady. Aż 81 proc. ankietowanych uważa, że wykazuje się zaradnością korzystając z rozwiązań przejrzystych, jasnych, transparentnych. Bez żadnych gwiazdek, ukrytych paragrafów zawartych w umowach. Blisko 70 proc. ankietowanych uważa, że bardzo ważna jest też wiarygodność instytucji finansowej, w której bierze się kredyt – podsumowuje Katarzyna Jóźwik.

[1] Badanie opinii przeprowadzone przez Spotlight Research na zlecenie Smartney w I poł. 2020 roku. Próba = 300.

Zadłużamy się na coraz większe kwoty. Ponad 2/3 pożyczkobiorców ma do spłaty więcej niż jedną pożyczkę

Wzrasta przeciętna wartość udzielanych pożyczek, a prawie 70% klientów instytucji pożyczkowych decyduje się na kolejną pożyczkę, mimo już posiadanych zobowiązań kredytowych.

W I połowie 2020 r. zwiększyła się znacząco wartość udzielanych pożyczek – wskazują wyniki badania „Sektor instytucji pożyczkowych w I półroczu 2020 r.” Związku Przedsiębiorstw Finansowych. W minionym półroczu, w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r., odnotowano wzrost o 19,2% przeciętnej wartości udzielonej pożyczki (w ujęciu bezwzględnym o 488 PLN), a w porównaniu z wartością obliczoną dla całego 2019 roku wzrost był na poziomie 12% (bezwzględnie o 324 PLN).

Przeciętna wartość pożyczki udzielonej przez uczestników badania (w PLN)

Przeciętna wartość pożyczki udzielonej przez uczestników badania

Jednocześnie blisko 70% klientów instytucji pożyczkowych decyduje się na kolejna pożyczkę mając już do spłaty inne zobowiązania kredytowe[1]. Wśród klientów, którym udzielono pożyczki w ostatnim kwartale, prawie 1/4 miała w momencie podjęcia nowego zobowiązania co najmniej 3 inne aktywne pożyczki.

– Pożyczki pieniężne wielokrotnie stanowią źródło pokrycia bieżących wydatków dla konsumenta lub niedoboru w budżecie domowym. W czasach kryzysu gospodarczego, kiedy pogarsza się sytuacja indywidualnego konsumenta, może dojść do sytuacji, w których liczba zaciągniętych zobowiązań jest większa, niż zazwyczaj. Najważniejsza jest jednak zdolność do spłaty pożyczek, co jest wypadkową stanu budżetu domowego. Jeśli ten się pogarsza i widoki na spłatę kolejnego zobowiązania są złe, powinniśmy zrezygnować z tej formy finansowania – ocenia Marcin Czugan, Prezes Zarządu ZPF.

Zwiększony popyt na finansowanie nie przekłada się jednak na jego dostępność. Po niekorzystnych dla branży pożyczkowej orzeczeniach sądowych (tzw. małe TSUE) oraz wprowadzeniu przepisów I tarczy antykryzysowej (obniżenie maksymalnych kosztów pozaodsetkowych) wiosną bieżącego roku branża odnotowała wyraźny spadek liczby i wartości udzielanych pożyczek. W I połowie 2020 roku instytucje pożyczkowe uczestniczące w badaniu ZPF udzieliły pożyczek na cele konsumpcyjne o wartości 560,5 mln PLN. Jest to wartość niższa o 25,6% (bezwzględnie o 193,31 mln PLN) od tej odnotowanej w I połowie 2019 r.

[1] Według danych Credit-Check.pl CRIF Poland, stan na październik 2020

Scaleway rzuca wyzwanie uczestnikom HackYeah. Chce uodpornić sektor cyfrowy na zmiany klimatyczne

Uczestnicy największego hackathonu w Europie, HackYeah, staną przed zadaniem stworzenia aplikacji pozwalającej użytkownikom na mierzenie indywidualnego śladu węglowego oraz śladu ekologicznego, dzięki zadaniu zaproponowanemu przez firmę Scaleway.

Scaleway, europejski dostawca rozwiązań chmurowych, chciałby stać się najbardziej wydajną i transparentną firmą sektora cloud na świecie. We wrześniu firma otworzyła centrum danych w Warszawie, dzięki czemu chce lepiej i wydajniej obsługiwać rynek Europy Środkowo-Wschodniej, umacniając swoją pozycję jako głównego europejskiego dostawcy usług w chmurze.

Scaleway zaprojektowało, zbudowało i obsługuje jedną z najbardziej zrównoważonych ekologicznie chmur w Europie i stawia podobne ekologiczne wyzwanie przed uczestnikami HackYeah.

Współpracując z organizatorami wydarzenia, Scaleway po raz kolejny zwraca uwagę na potrzebę ekologicznych rozwiązań dla sektora cyfrowego. Swoją misję realizuje konsekwentnie – m.in. proponując uczestnikom HackYeah swoje zadanie “Zmierz i wpłyń na wielkość swojego ekologicznego i węglowego śladu” (“Measure and influence your ecological and carbon footprint”).

Zielona Chmura

Centra danych zużywają 205 terawatogodzin energii elektrycznej rocznie -według danych z 2018 roku1. Odpowiada to za jeden procent globalnego zużycia energii. Scaleway podkreśla, że wielu dostawców rozwiązań chmurowych dba już o ekologię, ale dążenie do energooszczędności nie wystarczy.

„Dążenie do obniżenia zużycia mierzalnej energii prowadzi do sytuacji, w której pomija się inne aspekty zużycia zasobów w centrach danych. Jest to na przykład zużycie milionów metrów sześciennych wody pitnej w wieżach chłodniczych używanych do chłodzenia serwerów oraz marnotrawstwo 30-40 procent energii trafiającej do centrów danych wyłącznie w celu chłodzenia. Dokonujemy właściwych wyborów zarówno pod względem etycznym, jak i technologicznym – tak, aby korzyści płynące z globalnej cyfryzacji nie zostały zmarnowane przez szkody w środowisku. Chcemy, aby wszystkie nasze działania opierały się na tych założeniach” – mówi Arnaud de Bermingham, założyciel i prezes Scaleway.

Nie inaczej jest w przypadku wyboru partnerstw i działań podejmowanych przez Scaleway na poszczególnych rynkach.

Maraton programowania

„Zdecydowaliśmy się uczestniczyć i wesprzeć HackYeah, ponieważ w Scaleway zależy nam, by zespoły programistów i naszych użytkowników – łączyły się, by wspólnie wypracowywać i wprowadzać innowacje, które mają sens dla wszystkich naszych społeczności na całym świecie. Wschodnioeuropejski ekosystem cloud znajduje się w czołówce europejskiej. Poszukiwane są coraz bardziej wydajne, przystępne cenowo i wielochmurowe rozwiązania, z troską o dostępne zasoby” – dodaje de Bermingham.
Uczestnicy będą mieli 40 godzin na stworzenie aplikacji, która będzie mierzyć oraz ograniczać ślad ekologiczny i węglowy jej użytkowników. Każdy zarejestrowany uczestnik hackathonu może zgłosić się do udziału w tym zadaniu samodzielnie lub w zespole. Partnerów można również znaleźć na kanale Discord wydarzenia. Podczas wydarzenia pod ręką będą też mentorzy – zarówno programiści, jak i specjaliści znający się na określonych tematach.

Tegoroczne HackYeah odbędzie się w dniach 27-29 listopada. W 2018 roku odbywająca się w Warszawie impreza była największym stacjonarnym hackathonem w Europie, w tym roku odbędzie się zdalnie. Uczestnicy mogą liczyć na udział w puli nagród w wysokości ponad 400 000 zł. Oprócz Scaleway zadania przygotowali m.in. Bank Gospodarstwa Krajowego, Ministerstwo Finansów, WWF czy fundacja Rak n’Roll.

Ekologiczny transport wymaga ambitnych regulacji

Dynamiczny rozwój rynku samochodów elektrycznych wymaga bardziej ambitnych regulacji, odpowiadających trendom gospodarczym i legislacyjnym w Europie. W projekcie nowelizacji ustawy o elektromobilności zaadresowano część wyzwań, ale na mapie legislacyjnej polskiego rynku e-mobility wciąż pozostanie sporo białych plam. Nie zabrakło też kontrowersyjnych zapisów.

Dzień po opublikowaniu w Dzienniku Ustaw rozporządzenia ws. E-Taryfy, na stronach Rządowego Centrum Legislacji udostępniono projekt ustawy o zmianie ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz niektórych innych ustaw. Według branży, projekt nowelizacji w obecnym kształcie nie modyfikuje ram prawnych polskiego rynku elektromobilności na tyle, żeby doprowadzić do dynamicznego wzrostu liczby samochodów elektrycznych na polskich drogach.

Kierunek Europa

W latach 2005-2017 w Polsce doszło do znacznego wzrostu emisji CO2 z sektora transportowego (o 76%), podczas gdy w UE w tym samym okresie emisja spadła o 3%.

– Elektromobilność jest podstawowym instrumentem ograniczającym negatywny wpływ transportu na środowisko. Bez konsekwentnego wspierania tego rynku, wzrost liczby pojazdów zeroemisyjnych pozostanie na niskim poziomie. Na początku listopada br. w Polsce zarejestrowanych było 8,6 tys. pojazdów w pełni elektrycznych, a stacji ładowania funkcjonowało 1,3 tys. Jesteśmy w tyle Europy – mówi Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Zgodnie ze strategią „Zielonego Ładu”, Unia Europejska, z trzeciego największego emitenta gazów cieplarnianych na świecie, ma w 2050 r. stać się pierwszym kontynentem neutralnym klimatycznie.

– Osiągnięcie tego celu wymaga podjęcia zdecydowanych działań w sektorze transportu. Dynamiczny rozwój rynku EV może wpłynąć na redukcję przez Polskę emisji w obszarze non-ETS – twierdzi Mazur.

Jak dodaje wiceprezydent The European Association for Electromobility, proponowane regulacje nie idą jednak w tym kierunku. – W tygodniu, w którym rząd Wielkiej Brytanii potwierdził wprowadzenie od 2030 r. zakazu sprzedaży nowych samochodów z silnikami spalinowymi, Polska zaproponowała Strefy Czystego Transportu, które są regresywne i wypaczają sens ich tworzenia – stwierdził.

Łatwiej o ładowarkę w bloku

Co jest na plus w projekcie nowelizacji Ustawy o elektromobilności? Z całą pewnością, zmiany stanowiące implementację postulatów „Białej Księgi Elektromobilności”, projektu PSPA, realizowanego od lipca 2019 r. W jego ramach, ponad 150 podmiotów aktywnych w obszarze zrównoważonego transportu, a także administracja rządowa, lokalna, organizacje branżowe i użytkownicy pojazdów elektrycznych, wspólnie wypracowały postulaty, których wdrożenie ma gwarantować rozwój rynku elektromobilności.

– W tym zakresie najważniejsze wydaje się wprowadzenie w nowelizacji przejrzystej procedury instalacji ładowarki w dużych wspólnotach mieszkaniowych, z możliwością odmowy ograniczoną do ściśle określonych przypadków oraz zaliczenie zgody na instalację punktu ładowania o mocy mniejszej lub równej 7,4 kW do czynności zwykłego zarządu – mówi Maciej Mazur.

Po stronie zarządcy pojawi się obowiązek oceny instalacji elektrycznej w obrębie budynku i miejsc postojowych pod względem możliwości podłączenia punktu ładowania.

Joanna Makola, Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych
Joanna Makola, Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych

– Wniosek o instalację nie będzie mógł być odrzucony bezpodstawnie, a jedynie w ściśle określonych wypadkach. Brak odpowiedzi na wniosek w terminie 60 dni od złożenia będzie równoznaczny z wyrażeniem zgody na instalację punktu ładowania. Jeżeli stanowisko postojowe, do którego prawo do wyłącznego korzystania posiada wnioskodawca, zostało wyposażone w punkt ładowania, operator systemu dystrybucyjnego elektroenergetycznego zainstaluje liczniki zdalnego odczytu – mówi Joanna Makola, Kierownik Projektu „Biała Księga Elektromobilności”.

Szybsza procedura przyłączeniowa

Zmiany w zakresie usprawniania procedur przyłączeniowych ogólnodostępnych stacji ładowania to kolejny postulat „Białej Księgi Elektromobilności” PSPA, w części uwzględniony w projekcie nowelizacji. Dotychczas pierwszeństwo przyłączenia do sieci było zastrzeżone dla instalacji odnawialnych źródeł energii i infrastruktury ładowania drogowego transportu publicznego. Teraz przywilej ten będzie dotyczył również ogólnodostępnych stacji ładowania obejmujących wyłącznie punkty ładowania o dużej mocy. Nowe przepisy zapewniają możliwość zmiany decyzji inwestycyjnej i skorzystania z niższej dostępnej mocy przyłączeniowej, w przypadku niedostępności mocy wnioskowanej. Przedsiębiorstwo energetyczne będzie miało 30 dni na poinformowanie wnioskodawcy o takiej możliwości. Poda maksymalną moc możliwą do dostarczenia we wskazanym miejscu oraz zaproponuje alternatywnie najbliższą możliwą lokalizację o dostępnej mocy wskazanej we wniosku.

– Takie rozwiązanie to element szerszego pakietu rekomendacji przygotowanych przez zespół ekspertów „Białej Księgi Elektromobilności”, w odpowiedzi na problem uciążliwych i długotrwałych procedur przyłączeniowych. Co istotne, na OSD zostanie nałożony obowiązek uwzględnienia budowy ogólnodostępnych stacji ładowania w planach rozwoju sieci dystrybucyjnej – dodaje Joanna Makola.

Potrzebne wsparcie natury finansowej

Do dobrych zmian zawartych w projekcie można zaliczyć zwolnienie z opłat za przejazdy po autostradach płatnych dla autobusów zeroemisyjnych, pojazdów elektrycznych i napędzanych wodorem o masie powyżej 3,5 tony. Projektowane przepisy zwalniają tę samą kategorię pojazdów z obowiązku e-myta.

– W ramach prac nad Białą Księgą zaproponowaliśmy jednak o wiele szersze rozwiązania mające na celu popularyzację EV w Polsce, w tym instrument skarbowy, który umożliwiłby przedsiębiorcom pełne odliczenie podatku VAT od zakup i eksploatacji samochodów elektrycznych. Będziemy dalej o nie zabiegać, bo to faktyczny stymulant rozwoju – mówi Maciej Mazur.

Postulat zniesienia obowiązującego limitu odliczenia 50% VAT na rzecz wprowadzenia możliwości odliczenia 100% VAT, wiąże się ze zmianą przepisów ustawy z dnia 11 marca 2004 o podatku od towarów i usług, poprzez wyłączenie ograniczenia w odliczeniu VAT od wydatków na nabycie i eksploatację samochodów elektrycznych.

Strefy Czystego Transportu regresywne

Na zdecydowanie negatywną ocenę zasługuje pakiet projektowanych przepisów dotyczących tworzenia i funkcjonowania stref czystego transportu. O ile krokiem w dobrym kierunku jest wprowadzenie możliwości ustanowienia strefy przez każdą gminę (znika kryterium liczebności) i likwidacja ograniczenia ich powierzchni do terenu śródmiejskiej zabudowy, o tyle pozostałe zmiany są całkowitym wypaczeniem idei strefy czystego transportu.

– Ustawowe prawo wjazdu do strefy dla pojazdów napędzanych LPG sprawi, że strefa „czystą” będzie tylko z nazwy. Podobnie „progresywność”, tak jak została rozpisana w nowym art. 68i, uzależniającym prawo wjazdu w określonych latach od spełnienia przez pojazd norm emisji EURO – poczynając od EURO 4 w latach 2021-2025 – jest de facto regresywnością, uwstecznieniem działań podejmowanych w Polsce na rzecz redukcji emisji. Jeżeli dodać do tego datę wejścia w życie obowiązku tworzenia stref przez miasta powyżej 100 tys. mieszkańców, wyznaczoną dopiero na 2030 r., czyli za prawie dekadę, wypadamy ze swoimi planami blado na tle Europy – ocenia Joanna Makola.

Więcej kontroli czy większe koszty?

Branża z niepokojem wskazuje na te przepisy nowelizacji, które dotyczą nadawania operatorom ogólnodostępnych stacji ładowania, dostawcom usługi ładowania (a także operatorom stacji tankowania gazu ziemnego i operatorom stacji tankowania wodoru) indywidualnych kodów identyfikacyjnych, zwanych w projekcie „numerami EIPA”.

–  Obowiązek stworzenia repozytorium kodów ID wynika ze zobowiązań Polski w ramach programu PSA IDACS realizowanego przez Komisją Europejską. Projekt przewiduje dwa rodzaje opłat, miesięczną i roczną. Niepokój budzi maksymalna ich wysokość. Szczegółowy wymiar ma zostać dookreślony rozporządzeniem ministra właściwego ds. energii. Niedobrze byłoby, gdyby pozytywne skutki finansowe dla operatorów wynikające z przyjętej E-Taryfy miały być negatywnie równoważone nałożeniem dodatkowych obciążeń – komentuje Maciej Mazur.

Projektowane przepisy przyznają także Urzędowi Dozoru Technicznego możliwość doraźnej kontroli stacji ładowania pojazdów elektrycznych, w sytuacji powzięcia informacji o podejrzeniu wystąpienia zagrożenia dla bezpieczeństwa użytkowników stacji. – Projekt wprowadza możliwość kontroli z inicjatywy UDT, tj. bez uprzedniego wniosku operatora. Mamy nadzieję, że nowe przepisy przysłużą się bezpieczeństwu stacji, ale zarazem nie spowodują nadmiernych obciążeń finansowych dla operatorów z tytułu przeprowadzenia dodatkowych badań technicznych stacji – dodaje Joanna Makola.

Najwyższy czas na wodór

Nowelizacja z jednej strony poszerza obowiązujące regulacje ustawowe dotyczące wodoru, z drugiej – wprowadza szereg nowych przepisów dedykowanych rozwojowi transportu wodorowego w Polsce.

– To dobry początek – ocenia Maciej Mazur. – Przy PSPA funkcjonuje Grupa Robocza ds. Technologii Wodorowych, a jednym z jej długofalowych celów jest kreowanie spójnego i kompleksowego otoczenia prawnego w tym obszarze.

Ministerstwo Klimatu i Środowiska skierowało projekt ustawy nowelizującej z dnia 10 listopada br. do konsultacji publicznych, które potrwają do 11 grudnia br. Projektowana ustawa transponuje do polskiego prawa postanowienia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/1161 z dnia 20 czerwca 2019 r. zmieniającej dyrektywę 2009/33/WE w sprawie promowania ekologicznie czystych i energooszczędnych pojazdów transportu drogowego. Realizuje też postanowienia Dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2019/944 z dnia 5 czerwca 2019 r. w sprawie wspólnych zasad rynku wewnętrznego energii elektrycznej oraz zmieniającą dyrektywę 2012/27/UE ­– w odniesieniu do kwestii związanych z budową stacji ładowania przez OSD. Więcej informacji o „Białej Księdze Elektromobilności” PSPA na stronie: https://pspa.com.pl/prawo/biala-ksiega-elektromobilnosci/.

PKN ORLEN zwiększa pakiet akcji spółki Energa

PKN ORLEN podwyższa udział w kapitale Energi o kolejne 10,91 proc. Oznacza to, że w wyniku wezwania  ogłoszonego we wrześniu br. Koncern stanie się właścicielem akcji gdańskiej spółki, które stanowią ok. 90,92 proc. jej kapitału zakładowego. Transakcja ułatwi skuteczną integrację aktywów Grupy ORLEN i Energa, a tym samym jeszcze lepsze wykorzystanie synergii płynących z ich połączenia, na czym zyskają także akcjonariusze i inwestorzy Grupy ORLEN.

– Działamy zgodnie z planem, konsekwentnie dążąc do wykupu 100 proc. akcji spółki Energa. To inwestycja długoterminowa, o strategicznym dla nas znaczeniu. Mamy pewność, że przyszłość należy do silnych firm o zdywersyfikowanych obszarach działalności. Z determinacją budujemy więc koncern multienergetyczny o mocnych fundamentach, który sprosta wyzwaniom, jakie niosą globalne trendy w energetyce. Integracja polskiego sektora energetyczno-paliwowego jest niezbędna, by zrealizować ambitne cele. Chcemy do 2050 roku osiągnąć neutralność emisyjną, a co za tym idzie objąć pozycję lidera transformacji energetycznej w Europie Środkowej. Nasze działania przyniosą konkretne korzyści całej Grupie ORLEN, jej akcjonariuszom, a także polskiej gospodarce – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Wezwanie na sprzedaż mniejszościowego pakietu akcji Energi rozpoczęło się 9 października br. Ich cena została ustalona na tym samym poziomie, co w przypadku pierwszego wezwania, czyli 8,35 zł za akcję. Jednocześnie PKN ORLEN podjął działania zmierzające do wycofania Energi z Giełdy Papierów Wartościowych. Ma to na celu maksymalne wykorzystanie potencjału Energi w ramach Grupy ORLEN. W październiku br. zgodę na delisting wydało Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Energi.

Rozliczenie transakcji powinno nastąpić do 30 listopada br. W jej wyniku PKN ORLEN zostanie właścicielem akcji Energi stanowiących ok. 90,92 proc. jej kapitału zakładowego oraz ok. 93,28 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu.  Wcześniej, w kwietniu br. koncern nabył 80 proc. akcji Energi, stanowiących ok. 85 proc. ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu tej spółki. To największa tego typu transakcja na polskim rynku paliwowo-energetycznym. Proces zakupu został zrealizowany w ciągu zaledwie 4 miesięcy. Na sprzedaż po cenie 8,35 zł za akcję zdecydowali się akcjonariusze posiadający łącznie ok. 80 proc. udziału w kapitale spółki, w tym Skarb Państwa z 52 proc. udziałem w spółce, oraz inni akcjonariusze posiadający kolejne 28 proc. udziałów, w tym duża grupa inwestorów instytucjonalnych.

Przejęcie Energi to ważny krok w kierunku tworzenia przez PKN ORLEN koncernu multienergetycznego, który będzie odpowiedzią na megatrendy oraz działania realizowane przez inne, międzynarodowe koncerny z branży paliwowej. Dywersyfikacja źródeł przychodów zwiększa bowiem odporność spółki na wahania rynkowe i zmiany w otoczeniu makroekonomicznym. W ten sposób budowana jest dodatkowa wartość dla klientów i akcjonariuszy.

Grupa Energa posiada łącznie 54 aktywa produkujące energię z odnawialnych źródeł, w tym przede wszystkim elektrownie wodne, lądowe farmy wiatrowe i farmy fotowoltaiczne. OZE stanowią 39 proc. mocy elektrycznych zainstalowanych w elektrowniach Grupy. Aż 47 proc. wyprodukowanego wolumenu energii elektrycznej w pierwszych trzech kwartałach 2020 r. pochodziło z OZE. Dla PKN ORLEN to ciekawy portfel aktywów, który bilansuje posiadane przez spółkę aktywa, na przykład bloki parowo-gazowe w Płocku i Włocławku. Wpisuje się to w plany PKN ORLEN rozwoju aktywów energetycznych w kierunku źródeł nisko- i zeroemisyjnych. Podobnie jak zaangażowanie się w projekt budowy elektrowni Ostrołęka, w której zostanie zastosowana technologia gazowa.

Aktywa Grupy Energa stanowią też istotne wsparcie w zapowiedzianej przez PKN ORLEN strategii osiągnięcia neutralności emisyjnej do 2050 r. W ramach dochodzenia do tego celu, do 2030 roku koncern o 20 proc. zredukuje emisje CO2 z obecnych aktywów rafineryjnych i petrochemicznych oraz o 33 proc. CO2/MWh z produkcji energii elektrycznej.

PKN ORLEN ogłosił wezwanie na 100 proc. akcji Energi 5 grudnia 2019 r. Pierwotnie miało ono potrwać do 9 kwietnia br. W związku z m.in. sytuacją spowodowaną pandemią koronawirusa, 26 marca br. termin przyjmowania zapisów na akcje pomorskiej Grupy został wydłużony do 22 kwietnia 2020 r. Bezwarunkową zgodę Komisji Europejskiej na przeprowadzenie transakcji koncern otrzymał 31 marca br. Cena za jedną akcję Energi w wezwaniu 15 kwietnia br. została podwyższona z 7 do 8,35 zł. Z kolei 18 kwietnia br. podpisane zostało porozumienie ze Skarbem Państwa dotyczące kontynuacji strategicznych inwestycji Grupy Energa i utrzymania polityki zatrudnienia zapewniającej prawidłowe funkcjonowanie jej spółek. Ostatni warunek zawieszający, czyli osiągnięcie progu 66 proc. akcji objętych wezwaniem, został spełniony 20 kwietnia br. Formalnie transakcja sfinalizowana została 30 kwietnia br. nabyciem akcji Grupy stanowiących około 80% jej kapitału zakładowego oraz około 85% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu. Cena wszystkich nabytych akcji wyniosła około 2,77 mld zł i została pokryta przez PKN ORLEN gotówką pochodzącą ze środków własnych. We wrześniu br. PKN ORLEN ogłosił wezwanie na mniejszościowy pakiet spółki Energa, które zakończyło się 20 listopada br. Z kolei jeszcze w październiku br. Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Energi podjęło decyzję o wycofaniu akcji spółki z obrotu na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Praktyczne zastosowanie sztucznej inteligencji

AI karmi się danymi. Jeśli chcemy w ciągu pięciu lat wdrażać rozwiązania z wykorzystaniem sztucznej inteligencji, musimy dzisiaj porzucić papier i przejść całkowicie na nośniki cyfrowe. Bez odpowiedniej bazy informacji, AI nie znajdzie zastosowania w biznesie.

AI to bardzo szerokie pojęcie, szczególnie w ujęciu biznesowym. Do tego głębokiego „worka” można wrzucić zarówno systemy CRM wspomagające sprzedaż, wszystkie rozwiązania wearable (opaski na rękę, zegarki i smartwatche), a także np. internet rzeczy (IOT). Dla przykładu branża fitness i firmy takie jak Garmin, Swift, Strava i Under Armour od lat zbierają dane treningowe, które w przyszłości mogą posłużyć jako pożywienie dla systemów AI. Dzięki czemu trening w przyszłości, dieta czy też inne aktywności będą mogły być optymalizowane na podstawie wielu lat doświadczeń zbiorowych oraz dostosowane do indywidualnych potrzeb użytkownika.

Sęk w tym, że biznes jest dzisiaj daleko w tyle za takimi rozwiązaniami. Niemal każda technologia wdrażana dzisiaj posiada elementy AI, takie jak zaimplementowane rozwiązania samodoskonalenia i samouczenia się na podstawie zebranych, a następnie przetworzonych danych. Nic więc dziwnego, że szczebel zarządczy w firmach myśli przyszłościowo i stara się nadążać za trendami, deklarując przy tym konieczność wdrożenia elementów sztucznej inteligencji w swoich organizacjach. Czas pandemii COVID-19 pokazał, że otwieramy się na technologię dużo bardziej niż kiedykolwiek. Biorąc pod uwagę ostatnie miesiące, mam wrażenie, że jakakolwiek technologia ułatwiająca zdalne funkcjonowanie przedsiębiorstwa, byłaby dzisiaj na poziomie deklaracji przyjęta z otwartymi rękoma.  Czy jednak jest jakakolwiek szansa by wdrażać nowinki w takiej ilości i na taką skalę, jak w wielu deklaracjach? Otóż nie. W mojej opinii znaczna część środowiska zarządzających firmami na świecie bardzo chce otworzyć się na technologię. Jednak, kiedy wejdziemy do poszczególnych działów firm, widzimy na ścianach opasłe szafy z segregatorami pełnymi danych i dokumentacji. Nie ma nic w tym dziwnego, ale mówienie o wdrożeniu w ciągu kolejnych pięciu lat AI w tych Spółkach jest sporym optymizmem. Jeśli mówimy o zastosowaniu AI np. w sprzedaży, mielibyśmy masowo wdrażane chatboty, automatykę zarządzania cenami i obsługą klienta online, a w rezultacie przeniesienie całego biznesu lub jego znakomitej większości do Internetu. Dzisiaj sprzedaż to dalej call center, fizyczny sprzedawca i papierowa umowa do podpisania. Nawet jeśli dokonujemy większości operacji zdalnie – wciąż nie wykorzystujemy pełni możliwości jakie daje nam AI i technologia. Realnie mamy kanały kontaktu z Klientem osadzone w XIX wieku. Mówienie o rozwiązaniach IT opartych na AI już w 2025 roku to jest oświadczenie pewnej wiary w to, że uda się przeprowadzić tak daleko idącą transformację cyfrową. Warto pochwalić taki poziom optymizmu bowiem pozwala on wierzyć, że coś w polskiej informatyce się zmieni na lepsze w kolejnych latach. Niemniej jednak do odpowiedniego wdrożenia AI potrzebujemy danych, informacji, modelu informatyzacji, którego dzisiaj nie mamy. Jeśli w 2020 roku firmy nie będą tworzyły lub kupowały rozwiązań, które przetransformują dane papierowe i je następnie przetworzą w format elektroniczny – ciężko będzie przejść na szczebel wyżej i przekazać zarządzanie firmami w jakiejkolwiek części do AI. To trochę tak, jakbyśmy zamierzali wdrożyć hi-endowe rozwiązania informatyczne w urzędach miast, które opierają się w dalszym ciągu na „papierze” i dotychczasowych modelach kumulowania danych. Sama wiara niestety nie wystarczy.

Dzisiaj musimy dokonywać potężnej transformacji cyfrowej. Potrzebna jest migracji danych papierowych do wersji cyfrowej na dużą skalę. Bez tego zabiegu będziemy mieli kompletny brak pożywienia dla systemów AI. Sztuczna inteligencja wymaga od nas prawidłowo segregowanych, magazynowanych i archiwizowanych danych. To jest potrzeba podstawowa i baza wyjściowa, aby jakiekolwiek rozwiązania systemowe AI mogły być implementowane w kolejnych latach. Chcąc wdrażać AI w 2025 roku, dzisiaj musimy rozpocząć cyfrową rewolucję – bez tego cały proces legnie w gruzach zanim się na dobre zacznie.

Komentarz Piotra Kaweckiego, Prezesa Zarządu ITBoom Sp. z o.o.

Dobre dane dla kredytobiorców

Frankowicze po wielu trudnych tygodniach wreszcie mogą złapać chociaż lekki oddech spokoju. Cena 4,12 zł za franka to nie jest poziom marzeń, ale to dużo lepiej niż 4,34 prawie miesiąc temu.

Optymizm w Europie

Wczoraj byliśmy świadkami dość ważnego ruchu na parze EURCHF. Euro drożało względem franka, jest to najczęściej spowodowane wzrostem apetytu na ryzyko na rynkach, co korzystnie przekłada się na złotego. W przypadku Polski ma to jeszcze jeden korzystny aspekt. Nawet przy stabilnym złotym względem euro ruch na parze EURCHF powoduje to, że taniejące franki względem euro tanieją również względem złotego, co jest istotną wiadomością dla setek tysięcy kredytobiorców frankowych w Polsce.

Jutro święto w USA

W tym roku Święto Dziękczynienia w Stanach Zjednoczonych przypada 26 listopada. To dzień wolny, co powinno spowodować, że na rynkach będziemy świadkami znacznie mniejszej liczby transakcji pod nieobecność Amerykanów. Warto też zwrócić uwagę, że publikacje makroekonomiczne, które przypadały na czwartek, publikowane są już dzisiaj, stąd znacznie większa liczba informacji w dzisiejszym kalendarzu danych. Ten fakt plus jutrzejsza nieobecność inwestorów amerykańskich może spowodować bardzo aktywną sesję w godzinach pracy USA.

Co z programami pomocy FED-u?

Dotychczasowe zapewnienia o poszerzeniu listy programów pomocowych przez Rezerwę Federalną stanęły pod dużym znakiem zapytania. Obecny sekretarz skarbu pan Steven Mnuchin wykonał kilka działań, które mocno wpływają na sprawę. Z jednej strony cofnął do budżetu środki na określone programy. Z drugiej przesunął środki na rachunek wymagający zgody Kongresu. To z kolei pozwoli zablokować ich wydawanie. O co chodzi w tym całym zamieszaniu? Republikanie oddający władze są znacznie mniej skłonni do transferów środków do gospodarki niż Demokraci. Starają się oni je (póki jeszcze mogą) możliwie ograniczyć. Warto też zwrócić uwagę, że dotowanie banków tanim pieniądzem w postaci skupu aktywów owszem ma szansę pobudzić akcję kredytową, ale w sytuacji, gdy to mała płynność jest problemem jej wstrzymania. Jeżeli problem, jak uważają Republikanie, leży bardziej po stronie strachu inwestorów, wówczas jest to program transferu środków do bankowców.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – rewizja danych o PKB,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – dochody i wydatki Amerykanów,
20:00 – USA – protokół z posiedzenia FED.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Kolejny pomorski odcinek drogi ekspresowej S6 skierowany do przetargu

GDDKiA przekazala do Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej ogłoszenie o przetargu na projekt i budowę drogi ekspresowej S6 między Bobrownikami a Skórowem (jeden z trzech odcinków między Słupskiem a Lęborkiem). W najbliższym czasie stanie się tak też z dwoma następnymi odcinkami.

Kolejny pomorski odcinek drogi ekspresowej S6 skierowany do przetargu
Przedmiotem zamówienia, którego ogłoszenie zostało wysłane do Dziennika Urzędowego Unii Europejskiej, jest zaprojektowanie i budowa dwujezdniowej drogi ekspresowej S6 między węzłami Bobrowniki i Skórowo o długości ok. 13 km. Zadanie obejmuje również realizację dwóch węzłów drogowych (Rzechcino i Skórowo) oraz infrastruktury towarzyszącej drodze ekspresowej.

Do końca listopada br. przekażemy do Dziennika Urzędowego UE kolejne ogłoszenie o przetargu na drogę ekspresową S6. Tym razem będzie to odcinek między Skórowem (bez węzła) a Leśnicami koło Lęborka (z węzłem) o długości ok. 11 km. Do ogłoszenia pozostanie wówczas tylko odcinek S6 od Redzikowa (obwodnicy Słupska) do Bobrowników, co nastąpi – zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami – jeszcze w grudniu br.

„Pomimo pandemii i obiektywnych trudności spowodowanych pracą zdalną utrzymujemy dobre tempo przygotowania kolejnych przetargów na trasę S6 – powiedział Tomasz Żuchowski, p.o. Generalnego Dyrektora Dróg Krajowych i Autostrad. – Jesteśmy zdeterminowani, by domknąć ten ciąg drogi ekspresowej na Pomorzu. To pozwoli na bezpieczne, komfortowe i szybkie poruszanie się między Gdańskiem a Szczecinem”.

Postępowanie obejmuje kolejny odcinek drogi ekspresowej S6 realizowany po decyzji Rządu o przeznaczeniu dodatkowych środków z budżetu państwa na budowę tej trasy. W III kw. 2021 r. ruszą przetargi na odcinki od Koszalina do obwodnicy Słupska (obecnie kończy się sporządzanie projektów budowlanych i wykonawczych).

W budowie w województwie pomorskim są już trzy odcinki S6 między Bożympolem Wielkim a Gdynią o łącznej długości ok. 42 km. Natomiast w przetargu jest odcinek między Lęborkiem (Leśnicami) a Bożympolem Wielkim, druga jezdnia obwodnicy Słupska oraz duża i niezwykle ważna inwestycja dla Pomorza – S6 Obwodnica Metropolii Trójmiejskiej: odcinek Chwaszczyno – Żukowo (ok. 16,3 km) oraz odcinek Żukowo – Gdańsk Południe (ok. 16 km) wraz z obwodnicą Żukowa (ok. 7 km).

Badanie EY Polska: blisko 42% Polaków planuje skorzystać z wyprzedaży w Black Friday, ale tylko 15% wyda na Święta i wyprzedaże więcej niż przed rokiem

Wyprzedaże w tzw. „czarny piątek” skuszą 41,7% ankietowanych, którzy wzięli udział w badaniu przeprowadzonym pod koniec października przez EY Polska. W oczekiwaniu na promocje i atrakcyjne ceny, z zakupami do tego czasu wstrzymuje się nieco ponad 60% badanych.

Sytuacja pandemiczna nie ograniczyła apetytów zakupowych Polaków, którzy w tym roku zamierzają skorzystać z corocznych promocji oferowanych w ostatni piątek listopada. Ponad 57% pytanych o tę kwestię w ramach polskiej edycji badania EY Future Consumer Index, chce przeznaczyć na zakupy w tym dniu taką kwotę, jak w poprzednich latach. Mniejsze wydatki planuje 29%, a większe – blisko 14%.

– W tym roku sprzedawcy, których handel w sklepach stacjonarnych został całkowicie wstrzymany, bądź wyhamowany w związku z zamknięciem centrów handlowych, starali się dużo wcześniej skłonić klientów do zakupów, miedzy innymi oferując wydłużenie czasu promocji na weekend, tydzień, a nawet kilka tygodni. Oferty wyprzedażowe z końca listopada to co roku okazja, którą klienci wykorzystują w ramach przygotowań do Świąt Bożego Narodzenia. Część konsumentów dzieli jednak listę swoich zakupów na te, które robią w atrakcyjnych cenach przed Świętami oraz te, które zrobią już po nich – korzystając z kolei z noworocznych i poświątecznych wyprzedaży – mówi Łukasz Wojciechowski, Partner EY, Lider Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich.

Wydatki na zakupy świąteczne i noworoczne wyprzedaże w największej liczbie gospodarstw domowych – 42% wskazań – pozostaną w tym roku na niezmienionym poziomie w stosunku do ubiegłego roku. Jednak niewiele mniej ankietowanych, bo blisko 41% planuje w tym roku wydać na Święta mniej. Na wyższe wydatki świąteczne i noworoczne zdecyduje się natomiast jedynie 15% ankietowanych.

– Mimo że tylko niemal jedna na siedem osób badanych planuje wydać na Święta i okołoświąteczne wyprzedaże więcej niż w ubiegłym roku, trzeba mieć na uwadze, że koniec listopada, grudzień i początek stycznia to miesiące, w których statystycznie, w skali roku Polacy wydają dość dużo. Wciąż więc spodziewać się można, że przełom roku będzie wyróżniał się pod względem wielkości kwot pozostawionych w sklepach, choć ograniczenia w handlu sklepów stacjonarnych z pewnością wpłyną na spadek sprzedaży. Nie wszyscy bowiem przenieśli swoje zakupy do kanału online i mimo że zdobywa on nowych entuzjastów, wciąż centra handlowe są preferowanym miejscem zakupów w wielu kategoriach produktowych. Zapytaliśmy ankietowanych, które artykuły będą kupować w przyszłości online, a po które udadzą się do centrów handlowych, na ulice handlowe, czy lokalne bazarki. Ponad połowa najchętniej wybierze centrum handlowe, by kupić pakowaną żywność czy środki czystości, ok. 40% w centrum handlowym zamierza kupować kosmetyki, odzież i obuwie, a tylko dla elektroniki preferowanym, dominującym kanałem sprzedaży mają być sklepy internetowe – wyjaśnia Robert Krzak, ekspert Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich EY Polska

Rys 1. Gdzie Polacy będą przede wszystkim dokonywać zakupów w przyszłości?

Gdzie Polacy będą przede wszystkim dokonywać zakupów w przyszłościW badaniu EY Polska ankietowani zostali zapytani również o to, jak dużo czasu upłynie, zanim poczują się komfortowo na zakupach. I choć badanie przeprowadzone zostało jeszcze przed ograniczeniem handlu w centrach handlowych, 34,4% ankietowanych wskazało, że komfortowe zakupy będą w nich możliwe po miesiącach od zakończenia pandemii. Blisko jedna czwarta respondentów spodziewa się, że nastąpi to w ciągu tygodni, a blisko 22% – dni. Największa liczba ankietowanych najszybciej – bo w ciągu dni od zakończenia pandemii – komfortowo będzie się czuła w sklepie spożywczym.

Jak wyglądają zakupy i koszyki Polaków na co dzień?

Jak wynika z badania EY Polska, niemal połowa ankietowanych (48,7%) robi zakupy rzadziej. 54,2% planuje je z wyprzedzeniem i kupuje więcej jednorazowo, zamiast robić zakupy częstsze, ale mniejsze.

Blisko 30% badanych kupuje tylko podstawowe produkty, a 45% przeznacza mniej pieniędzy na artykuły, które nie są im niezbędne (na przykład odzież, obuwie lub kosmetyki). Jednocześnie prawie jedna czwarta ankietowanych zmienia marki produktu, by obniżyć rachunek.

– Choć zmiany zakupowe są widoczne, nie są one jednak radykalne. Biorąc pod uwagę skalę i czas trwania pandemii można by się spodziewać masowego ograniczania wydatków i zmniejszania koszyka zakupowego. Z takim zjawiskiem nie mamy jednak do czynienia na szeroką skalę. Patrząc na poszczególne kategorie produktowe widać, że najczęściej ograniczamy wydatki na usługi kosmetyczne, artykuły luksusowe, odzież i obuwie, gotowe posiłki z restauracji czy produkty związane z urodą. Z kolei jeśli wydajemy więcej, to najczęściej na artykuły higieny osobistej, świeżą żywność, artykuły gospodarstwa domowego i domowe środki czystości. Jest to w dużej mierze związane z podejmowanymi działaniami zapobiegającymi rozprzestrzenianiu się wirusa, w tym również ze zmianą sposobu pracy, ograniczonej liczby bezpośrednich spotkań i aktywności poza domem – mówi Adam Malarski, Starszy Menedżer EY, Business Consulting, zespół Sektora Handlu i Produktów Konsumenckich.

Rys. 2. Zmiana wydatków w poszczególnych grupach zakupowych w porównaniu z okresem przed pandemią

Zmiana wydatków w poszczególnych grupach zakupowych w porównaniu z okresem przed pandemiąZmiana wydatków w poszczególnych grupach zakupowych w porównaniu z okresem przed pandemią 2O Badaniu EY Polska
Druga polska edycja badania „EY Future Consumer Index” przygotowana przez EY Polska przeprowadzona została w dniach 21-27 października 2020 roku na grupie 1000 osób w wieku 18-65 lat. Swoim zasięgiem badanie objęło cały kraj i wszystkie grupy społeczne. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące obecnych zachowań zakupowych, nastrojów i przewidywanych postaw w najbliższej przyszłości.

Zakupy świąteczne 2020 – na Boże Narodzenie wydamy 30% mniej niż przed rokiem

Boże Narodzenie, ze względu na pandemię, będzie w tym roku miało wyjątkowy charakter. Czy sytuacja epidemiologiczna i gospodarcza wpłynie na zwyczaje zakupowe Polaków? Jak pokazuje 23. edycja międzynarodowego badania „Zakupy świąteczne 2020”, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, w tym roku na prezenty, żywność, podróże oraz spotkania z najbliższymi zamierzamy przeznaczyć średnio 1 318 zł, czyli o 29 proc. mniej niż wydaliśmy rok temu. Najbardziej wyczekiwane prezenty to kosmetyki i perfumy, ale oprócz nich podarujemy bliskim upominki, które pozwolą im rozwijać pasje. Prezenty coraz częściej kupujemy w internecie. Dystans pomiędzy sklepami stacjonarnymi a sklepami online w wielu kategoriach produktowych maleje z roku na rok.

Polacy deklarują, że na bożonarodzeniowe prezenty, żywność, podróże oraz spotkania z najbliższymi przeznaczą średnio 1 318 zł. – To mniej o niemal 30 proc. w porównaniu z kwotą, którą deklarujemy, że wydaliśmy w ubiegłym roku. Mieszkańcy innych badanych europejskich krajów przewidują jeszcze głębsze cięcia, sięgające ponad 43 proc. Najwyższy budżet planują przeznaczyć na święta Hiszpanie, chcący wydać równowartość prawie 1 660 zł. Z kolei najmniejsze wydatki na ten cel, spośród badanych przez nas krajów, prognozują Holendrzy. W związku z Bożym Narodzeniem ich portfel stanie się lżejszy o średnio 945 zł – wyjaśnia Agnieszka Szapiel, Menedżer w dziale Konsultingu Deloitte Polska. Nasi zachodni sąsiedzi wydadzą z kolei w przeliczeniu średnio 1575 zł.

W związku z sytuacją epidemiczną, największe cięcia w przypadku Polaków obejmą koszyk związany z podróżami. Na ten cel wydamy średnio jedynie 58 zł, czyli o ponad 70 proc. mniej niż w minionym roku. Z kolei postaramy się nadmiernie nie oszczędzać na prezentach. Ich koszt będzie średnio o 8 proc. niższy niż w ubiegłym roku, a upominki będą stanowiły ponad 50 proc. świątecznego koszyka. Zamierzamy wydać na nie średnio 680 zł. Z kolei żywność i napoje pochłoną 430 zł (spadek o 33 proc.). Przyjemności oraz rozrywka będą nas kosztować średnio 150 zł (spadek o 43 proc.).

Rabaty i promocje pobudzają apetyt na zakupy

Jak pandemia wpłynie na zwyczaje zakupowe Polaków? Niemal trzy czwarte badanych ma zamiar spędzić przedświąteczny czas w domu i unikać miejsc publicznych. Z kolei 67 proc. zredukuje liczbę wizyt w sklepach stacjonarnych, a ponad 60 proc. ograniczy kontakt z innymi ludźmi, w tym spotkania towarzyskie, ale także rodzinne (odpowiednio 63 i 64 proc.). Często wymieniane były również wcześniejsze dokonanie zakupów świątecznych (62 proc.), jak też ograniczenie wydatków na konsumpcję świąteczną (56 proc.).

Ponad połowa respondentów przyznaje, że w tym roku negatywne czynniki będą miały wpływ na zmniejszenie bożonarodzeniowych wydatków. Najpoważniejszym z nich są ograniczenia związane z pandemią, na które wskazuje 62 proc. ankietowanych. Niewiele mniej, bo 60 proc. wskazuje na niestabilność gospodarczą, a 53 proc. na rosnące koszty życia. – Warto zwrócić uwagę, że jedna piąta badanych wymienia jednak czynniki, które mimo wszystko wpłyną na zwiększenie budżetu świątecznego. Dla 25 proc. będą to rabaty i promocje, a dla 21 proc. ich lepsza sytuacja finansowa – dodaje Agnieszka Szapiel.

Święta last czy first minute?

Jakie prezenty spodziewamy się znaleźć pod choinką? – W tym roku są to przede wszystkim kosmetyki i perfumy, jest to także kategoria najbardziej pożądana przez kobiety. Na podium znalazły się również pieniądze, stanowiące kategorię najbardziej oczekiwaną przez mężczyzn, oraz gadżety elektroniczne –  mówi Natalia Załęcka, CMO Advisory Leader, Head of Marketing Transformation, Deloitte.

A jakimi prezentami zamierzamy obdarować najbliższych? Przede wszystkim będą to kosmetyki i perfumy, a także upominki związane z hobby, w tym książki. Tuż za nimi znalazły się odzież, obuwie oraz akcesoria. Wśród upominków kupowanych dzieciom i nastolatkom dominują zabawki i prezenty związane z hobby, pieniądze oraz gadżety elektroniczne.

Niemal 30 proc. świątecznego budżetu Polacy zostawią w sklepach pomiędzy 15 a 24 grudnia. – Nieco ponad jedną piątą wydamy w pierwszej połowie grudnia. Łącznie będzie to nieco powyżej 50 proc. Kolejne 16 proc. świątecznego budżetu Polacy planują przeznaczyć na zakupy w czasie Black Friday, co może wynikać z coraz częściej wydłużanych przez detalistów akcji promocyjnych, w ramach Black Friday czy Black Week – dodaje Natalia Załęcka. Respodenci badania wskazali także, że 12 proc. środków przeznaczonych na tegoroczne święta wydało lub wyda jeszcze w listopadzie.

W online po elektronikę, w offline po żywność

Gdzie będziemy kupować prezenty i inne produkty bożonarodzeniowe? Sklepy stacjonarne pozostają preferowanym miejscem sprzedaży dla większości grup produktów, jednak ich przewaga nad kanałami cyfrowymi jest coraz mniejsza. – Wzrost znaczenia zakupów online to tendencja, którą obserwujemy od lat. Mimo, że od 28 listopada sklepy i usługi w galeriach handlowych zostaną otwarte, w czasie tegorocznych świąt, w związku z innymi ograniczeniami wynikającymi z pandemii, możemy spodziewać się dodatkowej akceleracji tego trendu – mówi Bartek Bobczyński, Dyrektor, Deloitte Digital.

W sklepach stacjonarnych kupujemy najczęściej kosmetyki i perfumy, dobra luksusowe, produkty do domu, a także żywność i napoje. W tej ostatniej kategorii różnica jest naprawdę znacząca i wynosi 83 proc. do 17 proc. na korzyść sklepów stacjonarnych. Produkty spożywcze kupujemy zarówno w sklepach wielkopowierzchniowych (40 proc.), jak i lokalnych (38 proc.). Kanały online najczęściej wybieramy w przypadku elektroniki czy zabawek. Co ciekawe, ci, którzy decydują się na zakup odzieży i obuwia oraz akcesoriów sportowych, sklepy online wskazywali równie często, co stacjonarne. Aż 27 proc. zabawek kupowanych jest w hiper- i supermarketach. – Decydując się na kanały online, częściej wybieramy strony typu marketplace – tam najczęściej kupujemy m.in. zabawki, akcesoria sportowe, czy kosmetyki i perfumy. Popularne są także sklepy online znanych marek, które prowadzą również sprzedaż stacjonarną, w których kupujemy elektronikę, ubrania i buty, a także dobra luksusowe – dodaje Bartek Bobczyński.

Informacje o badaniu:
Badanie online przeprowadzono w dniach 29 października – 4 listopada 2020 roku, wśród blisko 5 tys. respondentów w przedziale wiekowym od 18 do 65 lat. Tegoroczna edycja analizuje dane z pięciu krajów europejskich (Niemcy, Włochy, Polska, Hiszpania i Holandia).