GPW zaprezentowała system GRC GPW Tech

  • GRC GPW Tech to nowoczesne narzędzie klasy Governance, Risk & Compliance umożliwiające zarządzanie ryzykiem braku zgodności z obowiązującymi przepisami i wewnętrznymi procedurami, zapewniające stałe monitorowanie wymagań regulacyjnych i prawnych w szczególności dla spółek publicznych
  • Za sprzedaż i rozwój produktu odpowiedzialna będzie spółka z Grupy Kapitałowej GPW (GK GPW) – GPW Tech
  • Nowy system został zaprezentowany przedstawicielom spółek podczas konferencji „Automatyzacja systemów zarządzania zgodnością. Praktyczne przykłady.” organizowanej przez Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) oraz Fundację GPW

System GRC (Governance, Risk & Compliance) GPW Tech umożliwia skuteczne zarządzanie każdą organizacją. Pozwala w zautomatyzowany sposób zarządzać zgodnością z wymaganiami wewnętrznymi i zewnętrznymi (compliance), a także ryzykiem wynikającym z braku zgodności oraz procesami, przy jednoczesnym zachowaniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa.

Nowe narzędzie, za którego komercjalizację odpowiedzialna jest spółka GPW Tech jest dostępne w dwóch językach: polskim i angielskim. Umożliwi zarządzanie dokumentami – ich dołączanie oraz linkowanie, a także importowanie i eksportowanie interesujących użytkownika danych. Dzięki GRC GPW Tech firmy będą miały dostęp do globalnych słowników, baz wiedzy, narzędzi do obsługi zgłoszeń oraz uporządkowanego zbioru najważniejszych przepisów obowiązujących emitentów.

System GRC GPW Tech jest pierwszym produktem, którego sprzedaż w I kwartale 2021 r. rozpocznie spółka GPW Tech.

– Rozwój technologiczny GK GPW stanowi jeden z naszych priorytetów ujętych w strategii #GPW2022. Powołanie spółki GPW Tech było kluczowym elementem tego procesu, a jej głównym zadaniem budowa biznesu technologicznego w obszarze działania GPW, bazując na autorskich rozwiązaniach. System GRC GPW Tech jest produktem, którego komercjalizacja wpisuje się w dążenia GPW, aby zacząć zarabiać na eksporcie innowacyjnych rozwiązań oraz jak inne giełdy w Europie i na świecie, ustanowić sprzedaż technologii naszym istotnym źródłem przychodu – podkreśla Dariusz Kułakowski, Członek Zarządu GPW.

– Postępy w dziedzinie technologii zachodzą obecnie bardzo szybko. Zależy nam, aby w tym trendzie uczestniczyć poprzez opracowywanie i wdrażanie nowych rozwiązań. Wypełniając powierzone nam zadania i misję, pracujemy obecnie nad kolejnymi aplikacjami i uruchomieniem ich sprzedaży – mówi Witold Wiliński, Prezes Zarządu GPW Tech.

System GRC GWP Tech zawiera trzy oddzielne, ale współpracujące ze sobą moduły (ułatwiające wzajemną wymianę informacji):

  • Moduł Governance – obsługa listy procesów i obszarów zawierających m.in. opis działań i zasobów, zdefiniowanie celów oraz kluczowe wskaźniki efektywności poszczególnych procesów lub obszarów;
  • Moduł Risk – utrzymujący informacje o zdarzeniach operacyjnych, pozwalający na ocenę ryzyka operacyjnego oraz definiowanie kluczowych wskaźników ryzyka, a także wspieranie zarządzaniem ciągłością działania;
  • Moduł Compliance – utrzymujący biblioteki regulacji zewnętrznych i wewnętrznych, pozwalający na ocenę ryzyka zgodności i określanie mechanizmów kontrolnych oraz posiadający bogaty zestaw raportów.

Prezentacja systemu GRC GPW Tech miała miejsce podczas konferencji on-line „Automatyzacja systemów zarządzania zgodnością. Praktyczne przykłady.”.

Gwałtowny wzrost opłat – odbiór odpadów w Wałczu niemal 5-krotnie droższy niż w Nowym Sączu

Obok drożejącej żywności i energii, opłaty za usługi komunalne coraz dotkliwiej obciążają budżety polskich rodzin. Wystarczy wspomnieć, że średnioroczne koszty odbioru odpadów wzrosły o 84% w stosunku do 2018 roku.

Skokowy wzrost cen jest tematem podnoszonym niemal w każdej debacie publicznej. W październiku inflacja okazała się wyższa niż pierwotnie sądzono – wskazówka GUS zatrzymała się na poziomie 3,1%. W porównaniu do zeszłego roku ceny usług wzrosły o 7,3%. Za towary trzeba było zapłacić 1,5% więcej. Czynnikiem obniżającym odczyt inflacji był widocznie taniejący transport (-4,6%) na co bezpośrednio przełożył się spadek cen paliw.

W całej strukturze wydatków związanych z utrzymaniem gospodarstwa domowego warto przyjrzeć się opłatom za usługi komunalne, których często nie da się obniżyć ograniczając konsumpcję lub korzystając z oferty konkurencji. Przykładem mogą być koszty związane z odbiorem odpadów segregowanych naliczane bezpośrednio za osobę lub dla gospodarstwa domowego. Eksperci rankomat.pl sprawdzili, jak sytuacja w ciągu dwóch ostatnich lat wpływała na obciążenie budżetu 4-osobowej rodziny.

Odbiór odpadów komunalnych – najdrożej w województwie dolnośląskim

Gospodarstwa domowe, które w 2020 roku zdecydowały się na selektywną zbiórkę odpadów ponoszą średnioroczny koszt za ich odbiór w wysokości 904 zł (wyliczony na podstawie średnich z 16 województw). Kluczowa jest tu jednak dynamika cen, które wzrosły o 42% w stosunku do 2019 roku i o 85% w okresie dwóch lat.Średni koszt (w zł) wywozu odpadów komunalnych w 2020 roku dla 1 rodziny_v1b

Najwyższe średnioroczne obciążenia tytułem odbioru segregowanych odpadów komunalnych dotykają mieszkańców województwa dolnośląskiego (1.081,89 zł), śląskiego (1.036,54 zł) i wielkopolskiego (1.035,98 zł). Z kolei w najkorzystniejszej sytuacji znajdują się mieszkańcy województwa lubelskiego (758,89 zł), podlaskiego (740,13 zł) i świętokrzyskiego (664,62 zł). Rzut oka na mapę pozwala zauważyć wyraźny podział, w którym mieszkańcy Polski wschodniej płacą zauważalnie mniej za odbiór odpadów komunalnych.

Podwyżki za odbiór odpadów najbardziej odczuwalne wśród mieszkańców małych i średnich miast

Podniesienie opłat za odbiór odpadów komunalnych w 2020 roku jest wyraźnie odczuwalne dla wszystkich mieszkańców, jednak największą dynamiką wzrostu cen cechują się małe i średnie miasta powiatowe. W stosunku do zeszłego roku najmocniej wzrosły koszty w ośrodkach liczących od 100 do 200 tys. mieszkańców – wzrost o 51%. W ujęciu dwuletnim największą dynamiką cechowały się miasta do 50 tys. mieszkańców – opłaty są wyższe o 89%.koszt wzrostu odpadów

Rodzina z Wałcza zapłaci za odbiór odpadów o 1392 zł więcej niż rodzina z Słubic

Gminy obliczają stawki za odbiór odpadów na podstawie liczby mieszkańców zamieszkujących dany adres, powierzchni nieruchomości, ilości zużytej wody oraz od gospodarstwa domowego. Najczęściej stosowanym sposobem jest miesięczne naliczanie opłat na jedną osobę. Różnice w rocznych kosztach odbioru odpadów występujące pomiędzy poszczególnymi miastami są znaczne.

Poniżej przedstawiamy trzy miasta powiatowe, w których czteroosobowe gospodarstwa domowe za odbiór odpadów zapłacą najmniej. Po drugiej stronie skali znalazły się trzy miasta o najwyższych kosztach.wzrost koszt odpadów

W 2020 roku najtańszym miastem w Polsce pod kątem kosztów związanych z odbiorem odpadów komunalnych są Słubice, gdzie miesięczne opłaty ustalane są dla gospodarstwa domowego i wnoszą 24 zł. Przekłada się to na obciążenie roczne dla całej rodziny w wysokości 288 zł. Z kolei najdroższym miastem jest Wałcz z miesięczną stawką za osobę równą 35 zł. Dla czteroosobowej rodziny oznacza roczny koszt w wysokości 1.680 zł.

Najniższa stawka za odbiór odpadów selektywnych kalkulowana na osobę obowiązuje w Nowym Sączu i wynosi 7,50 zł – to niemal pięciokrotnie mniej niż w Wałczu.

Nie tylko odbiór odpadów – opłaty komunalne mocniej obciążają nas także w innych obszarach

Analizując zmiany opłat za usługi komunalne skupiliśmy się na odbiorze odpadów segregowanych z uwagi na wyróżniającą się dynamikę wzrostów w ostatnich latach. Nie można jednak zapominać, że istnieje szereg innych obszarów, które nie oparły się wzrostom cen i coraz wyraźniej obciążają nasze budżety. Wyróżnić tu można:

  • ceny za dostarczaną wodę i odprowadzane ścieki,
  • ceny za usługi przewozowe w publicznym transporcie zbiorowym,
  • opłaty za parkowanie w strefie płatnego parkowania,
  • stawki podatku od nieruchomości.Wydatki na usługi komunalne 4-osobowej rodziny w latach 2018-2020_v2W 2020 roku przeciętna 4 osobowa rodzina zamieszkująca miasto powiatowe najwięcej pieniędzy przeznaczy na wodę i ścieki (43,21%) zakładając, że każdy domownik w ciągu roku zużywa 33,7 metra sześciennego wody i produkuje tyle samo ścieków. Najmniej domowy budżet obciążą opłaty parkingowe (1,55%), przy założeniu 48 godzin postoju pojazdu w centrum miasta w ciągu całego roku.

    Z analizy wynika jednak, że największym wyzwaniem dla mieszkańców miast powiatowych jest skokowy wzrost kosztów związanych z wywozem odpadów komunalnych. Wysokość opłat w tej kategorii wzrosła o 41,76% w stosunku do 2019 roku i aż o 85,48% w okresie od 2018 roku.

    Średnie ceny OC spadają w całym kraju – liderem spadków województwo lubelskie

    Przyglądając kosztom życia pod kątem obowiązkowych opłat wzięliśmy także pod lupę dynamikę cen polis komunikacyjnych OC. W obszarze tym odnotowaliśmy umiarkowany spadek cen za składkę w podziale na województwa.Średnia cena ubezpieczenia komunikacyjnego OC w latach 2018-2020_v1b

    Na koniec pierwszego półrocza 2020 roku najniższą średnią ceną za polisę OC mogli cieszyć się mieszkańcy województwa podkarpackiego (560 zł). Była ona o 7,89% niższa w stosunku do 2018 roku. Na drugim krańcu skali znalazło się województwo pomorskie ze średnią ceną za polisę OC na poziomie 771 zł. Warto jednak zaznaczyć, że w 2018 roku mieszkaniec województwa pomorskiego płacił składkę w wysokości 843 zł. Różnica w średniej cenie polisy OC pomiędzy najtańszym i najdroższym województwem na koniec I półrocza 2020 roku wynosiła 211 zł.

    W badanym okresie widoczne są niewielkie wahania wysokości przeciętnej składki OC, z tendencją spadkową. W dużej mierze wynika to ze stabilnej sytuacji finansowej towarzystw ubezpieczeniowych. Polityka cenowa powinna zostać utrzymana w najbliższym czasie, chyba że wypłaty odszkodowań z polis komunikacyjnych zaczną dynamicznie rosnąć lub zostaną wprowadzone nowe regulacje, zwiększające koszty likwidacji szkód.

    Źródła:
    https://www.curulis.pl/raport/wydatki-mieszkancow-na-uslugi-komunalne-2020 

    https://www.curulis.pl/raport/wydatki-mieszkancow-na-uslugi-komunalne-2019 

    https://www.curulis.pl/raport/wydatki-mieszkancow-na-uslugi-komunalne-2018

Jakie rekordy przyniesie tegoroczny Black Friday?

Black Friday rozpoczyna najgorętszy w handlu okres w roku – czas  bożonarodzeniowych zakupów. Rok temu w sklepach online Polacy zostawili jedną trzecią świątecznego budżetu[1]. W tym – biorąc pod uwagę kilkukrotnie wyższy ruch w aplikacjach zakupowych – może być jeszcze lepiej. Tak przynajmniej wynika z raportu „M-commerce”, opublikowanego właśnie przez agencję Spicy Mobile. 

Rok 2020 jest już nazywany przełomowym, jeśli chodzi o e-commerce. Okres pandemii spowodował zmianę przyzwyczajeń konsumentów i przeniesienie części zakupów do internetu. Jak wynika z najnowszych danych dotyczących rynku e-commerce, już 73% internautów robi zakupy online (o 11 p.p. więcej niż w 2019 r.), co daje liczbę około 20,6 mln osób[2]. Zdaniem analityków, sprzedaż w internecie może być w tym roku nawet dwukrotnie większa i wynieść 100 mld zł.[3] Wzrosty są odnotowywane w niemal wszystkich branżach, również w tych, w których e-commerce nie miał wcześniej znaczącego udziału[4]. Wyniki ostatnich badań konsumenckich wskazują też na kolejny ważny trend – coraz częściej do e-zakupów wykorzystujemy smartfon.

Rafał Karczewski ze Spicy Mobile
Rafał Karczewski ze Spicy Mobile

Kanał „mobile” jest coraz ważniejszy dla platform i sklepów e-commerce – komentuje Rafał Karczewski ze Spicy Mobile. – Marki powinny przyjrzeć się zwłaszcza najmłodszej grupie wiekowej – to jej preferencje i zwyczaje zakupowe wraz ze wzrostem siły nabywczej będą wkrótce kształtować oblicze polskiego handlu internetowego. Już teraz wśród konsumentów w wieku 15-24 lata smartfon jest najchętniej wykorzystywanym urządzeniem do e-zakupów. Co więcej, ci konsumenci – chętniej niż inni – korzystają przy zakupach z aplikacji mobilnych. Jej brak postrzega jako problem aż 39% kupujących z poziomu urządzenia mobilnego w wieku 15-24 lata[5].

Jak wynika z opublikowanego właśnie raportu „M-commerce”, 74% użytkowników urządzeń mobilnych ma na swoim smartfonie zainstalowaną przynajmniej jedną aplikację zakupową. To dane z września br., które pochodzą z pasywnego pomiaru aktywności Polaków na urządzeniach mobilnych z systemem Android. Można je więc nazwać tzw. „danymi twardymi”. W porównaniu do analogicznego okresu w 2019 r. łączny zasięg aplikacji zakupowych wzrósł trzykrotnie. Na popularność całej kategorii rzutują przede wszystkim największe aplikacje zakupowe, do których należą popularne platformy e-commerce, jak Allegro, OLX czy AliExpress, a także aplikacja drogerii Rossmann. Większy niż przed rokiem ruch widać również i w innych kategoriach aplikacji zakupowych, także tych mniej popularnych, jak np. aplikacje sieci spożywczych.

Platformy zakupowe

Jak wynika z danych Spicy Mobile, najbardziej popularną platformą zakupową w Polsce jest  Allegro – we wrześniu 2020 r. korzystał z niej co drugi użytkownik smartfona z systemem operacyjnym Android (49,62%). Na kolejnych miejscach pojawiają się OLX (37,74%) oraz AliExpress (22,96%). Na przestrzeni dwunastu miesięcy (między wrześniem 2019 r. a wrześniem 2020 r.) zasięg aplikacji Allegro wzrósł trzykrotnie, a AliExpress i OLX dwukrotnie.

Moda

Ostatnie miesiące przyniosły wzrost zainteresowania konsumentów aplikacją do sprzedaży odzieży używanej Vinted, z której korzysta aktualnie 12% użytkowników (rok wcześniej był to nieco ponad 1%). Ten wynik plasuje ją na piątym miejscu według zasięgu w rankingu najpopularniejszych aplikacji zakupowych w Polsce. Vinted to nie jedyna aplikacja z branży modowej, po którą Polacy sięgali częściej niż rok temu. Na przykład zasięg aplikacji Zalando wzrósł z 1,23% we wrześniu 2019 r. do 3,88%, a liczba wywołań na pierwszy ekran wzrosła z 1,4 mln do 194,7 mln.

Sieci spożywcze

Na tle gigantów polskiego rynku e-commerce ruch w aplikacjach sieci spożywczych jest niszowy. Najpopularniejszą w tej kategorii jest aplikacja sieci handlowej Carrefour. We wrześniu zasięg aplikacji Mój Carrefour wyniósł 5%, a liczba uruchomień przekroczyła 30,4 mln. Na drugim miejscu – według zasięgu – znajduje się aplikacja Tesco Club Card (3,52%), wywoływana na pierwszy ekran 17,6 mln razy. Warto podkreślić, że aplikacja Moja Biedronka – choć pod względem zasięgu ustępuje innym – jest najczęściej uruchamianą aplikacją sieci spożywczej. We wrześniu 2020 r. wywoływano ją na pierwszy ekran 46,2 mln razy.

Jedzenie na wynos

W tej kategorii można wyróżnić trzech liderów: Pyszne.pl, KFC oraz UberEats. W ostatnim czasie szczególnie wzrosło zainteresowanie aplikacją KFC, która we wrześniu 2020 r. odnotowała rekordowe zainteresowanie i dociera obecnie do ponad 8% użytkowników (we wrześniu 2019 r. jej zasięg wynosił 0,12%). Jest to też aplikacja do zamawiania jedzenia na wynos, w której użytkownicy spędzają najwięcej czasu oraz którą najczęściej wywołują na pierwszy ekran. To wyraźne odwrócenie tendencji z kwietnia br., kiedy to Uber Eats oraz Pyszne.pl cieszyły się znaczną przewagą nad dominującym obecnie konkurentem, tak w liczbie wywołań, jak i w czasie spędzonym w aplikacji.

Drogerie i apteki

Zdecydowanym liderem tej kategorii i jednocześnie 3. najpopularniejszą aplikacją mobilną w Polsce jest aplikacja drogerii Rossmann. We wrześniu 2020 r. jej zasięg wyniósł prawie 24%. Choć pod względem zasięgu aplikacja Rossmann utrzymuje się w ścisłej czołówce, obok aplikacji popularnych platform e-commerce, to jej użytkownicy nie są tak aktywni. W aplikacji Rossmann spędzają średnio pięć razy mniej czasu niż w aplikacji OLX i prawie trzy razy mniej niż w AliExpress[6].

Kupony, rabaty, gazetki promocyjne

To ważny kierunek rozwoju m-commerce. W skali całego roku liderami kategorii są Blix, PAYBACK PL oraz Wish. Ostatnio dołączyła do nich także aplikacja Goodie.  Poza tymi aplikacjami użytkownicy często korzystali z Peppera (zasięg we wrześniu 2020 r. na poziomie 2,71%), spędzając w nim miesięcznie prawie tyle samo czasu, co w dużo bardziej popularnej aplikacji Wish (6,69%). Najczęściej i najdłużej używaną aplikacją jest jednak Blix, który tylko we wrześniu 2020 r. został otworzony przez użytkowników blisko 808 mln razy, co zsumowało się do 4 mln godzin spędzonych w aplikacji.

Inne popularne aplikacje zakupowe

Mówiąc o rynku m-commerce w Polsce, nie można nie wspomnieć o jeszcze dwóch aplikacjach powiązanych ze stacjonarnymi placówkami sklepów o wyrobionych markach: Vitay oraz Empik (odpowiednio 8,06% i 6,94%).Także jeśli chodzi o częstość i długość użytkowania ich popularność zwiększyła się w ostatnim czasie, przy czym Empik odnotował wyraźny wzrost zainteresowania na przełomie lutego oraz marca, a Vitay w sierpniu i we wrześniu.

Tomasz Kąkol ze Spicy Mobile
Tomasz Kąkol ze Spicy Mobile

Musimy pamiętać o tym, że smartfon jest narzędziem wielofunkcyjnym w kontekście zakupów. Nawet jeśli nie finalizujemy zakupu na urządzeniu mobilnym, to przy jego pomocy poszukujemy informacji, porównujemy oferty, szukamy promocji czy też śledzimy stan zamówienia. Aplikacje mobilne mogą być więc wykorzystywane w handlu na wiele sposobów. Z jednej strony mogą umożliwiać dokonywanie zakupów online, z drugiej – wspierać tradycyjną sieć sprzedaży – podkreśla Tomasz Kąkol ze Spicy Mobile.

[1] Deloitte, raport „Zakupy świąteczne 2019”

[2] Raport „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska”, 2020

[3] Prognozy przedstawione przez ministra finansów podczas spotkania „Dialog z biznesem”, 18 czerwca 2020

[4] Santander Bank Polska, „Pandemia motorem wzrostu dla e-commerce. Czy rok 2020 będzie rekordowy dla branży e-commerce w Polsce?”, sierpień 2020

[5]Raport „E-commerce w Polsce. Gemius dla e-Commerce Polska”, 2020

[6] Na podstawie średniego czasu na użytkownika z września 2020 r.

Rośnie zainteresowanie polisami na życie

Pandemia zachwiała poczuciem bezpieczeństwa Polaków. W związku z tym coraz więcej osób skłania się do zakupu ubezpieczenia na życie i zdrowie. Prawie co drugi Polak w ciągu ostatniego półrocza rozważał lub zdecydował się na zakup takiej polisy – wynika z badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia[1] na zlecenie firmy ubezpieczeniowej ERGO Hestia. 63% z nas najchętniej kupiłaby ubezpieczenie na życie i zdrowie u agenta ubezpieczeniowego. Często jednak nie wiemy, jakiego typu ochronę mogą zapewnić nam takie polisy.

Pandemia obudziła w nas liczne niepokoje związane ze zdrowiem oraz bezpieczeństwem finansowym. Jak pokazują badania, najczęściej boimy się poważnej choroby (70%) oraz braku pracy (61%). W równym stopniu niepokoje wzbudza u nas możliwość choroby lub utraty najbliższych – rodziców oraz dzieci, a także wypadku. Każdą z tych kategorii wskazało 37% badanych. O dzieci częściej boją się kobiety (44%) niż mężczyźni (30%). Obawy skłaniają nas ku większej ostrożności i podejmowania działań w celu zabezpieczenia finansowego. Aż 66% Polaków deklaruje, że oszczędza w związku z obawą o najbliższą przyszłość. 58% jako formę zabezpieczenia traktuje pracę zarobkową. Równocześnie blisko połowa Polaków (46%) w ciągu ostatniego półrocza rozważało lub zdecydowało się na zakup polisy na życie.

Rosnie zainteresowanie polisami na zycie

W obliczu niepewności wywołanej przez epidemię, coraz więcej osób zastanawia się nad swoją przyszłością oraz zabezpieczeniem bliskich, dostrzegając zalety ubezpieczeń na życie. Równocześnie mamy bardzo niską świadomość tych produktów ubezpieczeniowych. Niewiele osób kojarzy tego typu polisę również z zapewnieniem środków finansowych w przypadku poważnego zachorowania czy następstw wypadków” – komentuje Sylwester Poniewierski, zastępca dyrektora w Departamencie Ubezpieczeń Detalicznych w ERGO Hestii.

Niska świadomość

Choć w ostatnich miesiącach wykazujemy większe zainteresowanie ubezpieczeniami na życie i zdrowie, często nie do końca wiemy, jakiego typu ochronę mogą zapewnić nam tego typu polisy. 64% prawidłowo wskazuje, że ubezpieczenie na życie i zdrowie może zapewnić świadczenie rodzinie w przypadku śmierci osoby objętej ochroną. Jednak już nieco ponad połowa ankietowanych (54%) utożsamia ubezpieczenie na życie i zdrowie z ochroną w sytuacji, gdy ulegnie wypadkowi. Wiedzę o tym, że ubezpieczenie na życie i zdrowie może zapewnić odszkodowanie w przypadku poważnego zachorowania, takiego jak rak, wylew czy udar, posiada nieco połowa ankietowanych (51%). Rzadko wiążemy też tego typu polisy z możliwością otrzymania odszkodowania w przypadku wypadku lub utraty dziecka (31%). 15% ankietowanych nie jest w ogóle w stanie wskazać, co może dać ubezpieczenie na życie i zdrowie.

Po polisę do agenta

Niska świadomość ubezpieczeń życiowych może rzutować na sposób, w jaki zawieramy tego typu umowy. Polacy są w większości tradycjonalistami, jeżeli chodzi o sposób zakupu ubezpieczenia na życie. 63% udałoby się w tym celu do agenta ubezpieczeniowego, choć aż 17% osób w tej grupie zdecydowałoby się na kontakt z agentem przez internet lub telefon. Z kolei 26% ankietowanych deklaruje, że chętnie kupiłoby taką polisę bezpośrednio w firmie ubezpieczeniowej, korzystając ze zdalnych form kontaktu. Jedynie 9% poradziłoby się doradcy w banku. Tylko 2% ankietowanych wskazało inne formy zakupu, do których można zaliczyć np. porównywarki internetowe.

Budżet, który możemy przeznaczyć na zakup ubezpieczenia na życie jest bardzo zróżnicowany. 21% ankietowanych mogłaby przeznaczyć na ten cel do 50 zł rocznie, 31% ankietowanych 50-100 zł, a 20% od 100 do 300 zł. 16% deklaruje, że wydałaby kwotę powyżej 300 zł. 12% chciałoby kupić polisę, ale nie jest w stanie przeznaczyć na nią żadnego budżetu. coraz więcej osób skłania się do zakupu ubezpieczenia na życie i zdrowie

Wyniki badania pokazują też, jakie kwoty zapewniłyby Polakom poczucie minimalnego bezpieczeństwa, gdyby znaleźli się w trudnej sytuacji życiowej. 30% badanych poczułoby się bezpiecznie z kwotą 50 tys. zł na koncie, a 33% badanych z min. 100 tys. zł. Oznacza to, że posiadając oszczędności na poziomie 50-100 tys. zł, aż 63% rodaków czuje się zabezpieczona finansowo. 21% zyskałoby takie przeświadczenie mając 500 tys. zł oszczędności, a 10% 1 mln złotych. 6% deklaruje, że poczucie bezpieczeństwa dałaby im dopiero kwota na poziomie 1 mln zł lub więcej. Jak wybrać ubezpieczenie na życie i zdrowie

Jak wybrać ubezpieczenie na życie i zdrowie?

Kupując ubezpieczenie na życie i zdrowie warto zwrócić uwagę na możliwość objęcia ochroną nie tylko siebie, ale i swoich najbliższych. Istotne kwestie przy wyborze ubezpieczenia to także zakres i suma ubezpieczenia” – komentuje Sylwester Poniewierski. „Wybierając polisę musimy zdecydować, czy celem jest zabezpieczenie naszych najbliższych w sytuacji, gdy nas zabraknie, czy także zapewnienie sobie finansowego wsparcia, jeżeli ulegniemy wypadkowi lub poważnie zachorujemy. Choroby mogą pozbawić nas możliwości zarabiania i wymagać dodatkowych nakładów finansowych niezbędnych do powrotu do zdrowia. Ten drugi element jest szczególnie ważny, kiedy liczy się czas i dodatkowe środki finansowe na leczenie w niepublicznej służbie zdrowia” – radzi ekspert ERGO Hestii ds. ubezpieczeń na życie.

Warunki wypłaty świadczenia

Podstawowym celem ubezpieczenia na życie jest ochrona zdrowia i życia ubezpieczonego. W ramach warunków polisy ubezpieczyciel może zapewniać wypłatę świadczenia w sytuacji śmierci, następstw wypadku (w tym złamań czy poważnego uszkodzenia ciała), jak i poważnych zachorowań.

Ochrona dla siebie i rodziny

Ochroną w ramach ubezpieczenia na życie i zdrowie możemy objąć siebie, ale też osoby bliskie, takie jak małżonek lub partner. Oferowane są też często z rozszerzeniami, takimi jak np. ubezpieczenia zdrowia i życia dzieci. Przed wyborem polisy warto się zastanowić, która z tych kategorii jest dla nas najważniejsza i którą w związku z tym warto wykupić.

Suma ubezpieczenia

Kluczowa przy wyborze ubezpieczenia na życie i zdrowie jest również suma ubezpieczenia, czyli kwota jaką możemy maksymalnie otrzymać od ubezpieczyciela w przypadku szkody. Jej wysokość wpływa również na wysokość składki.

Przed 30-tką

Zawarcie umowy ubezpieczenia na życie i zdrowie wiąże się z oceną naszego stanu zdrowia, więc korzystne jest zawarcie takiej umowy relatywnie wcześnie. Dzięki temu pogorszenie stanu zdrowia ubezpieczonego podczas trwania umowy ubezpieczenia nie ma wpływu na wysokość sumy ubezpieczenia czy składki.

[1]  Badanie zostało zrealizowane metodą CAWI we wrześniu 2020 r., na reprezentatywnej grupie 1000 Polaków w wieku 18-65 lat

Jak skutecznie przeprowadzić uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne

Na mocy przepisów tarcz antykryzysowych, przedsiębiorcy mający problemy finansowe otrzymali niezwykle użyteczne narzędzie ułatwiające przeprowadzenie procesu restrukturyzacji.

Tym narzędziem jest uproszczone postępowanie restrukturyzacyjne. Może ono być otwarte bez udziału sądu a przedsiębiorca uzyskuje dzięki niemu czasową ochronę przed wierzycielami. Nowe przepisy spotkały się z bardzo pozytywnym przyjęciem, w trzecim kwartale 2020 roku aż 72% otwieranych postępowań restrukturyzacyjnych odbywało się według nowej procedury.

Co zadłużony przedsiębiorca może zyskać dzięki postępowaniu restrukturyzacyjnemu.

Przede wszystkim, należy podkreślić, że otwarcie postępowania restrukturyzacyjnego samo w sobie nie stanowi rozwiązania problemów przedsiębiorstwa, a ochrony przed wierzycielami uzyskanej na czas postępowania nie należy mylić z oddłużeniem firmy. Celem postępowania restrukturyzacyjnego jest wypracowanie jak najkorzystniejszego porozumienia z wierzycielami oraz uporządkowanie spraw przed okresem, w którym trzeba będzie rozpocząć regulowanie zobowiązań. Oczekiwania względem wierzycieli należy formułować w sposób ostrożny i racjonalny ponieważ to do nich będzie należeć ostateczna decyzja o przyjęciu układu. Oczekiwania muszą więc być zgodne z realiami rynkowymi oraz możliwe do wykonania przez dłużnika. Należy też pamiętać, że nie wszyscy dłużnicy muszą się zgodzić na układ. W głosowaniu decyduje zwykła większość posiadająca co najmniej 2/3 sumy wierzytelności.

Rozsądną propozycją z pewnością będzie rozłożenie zobowiązań na raty możliwe do spłaty.

Bankructwo dłużnika, szczególnie wtedy, gdy nie posiada on znaczącego majątku, nigdy nie jest opcją korzystną dla wierzycieli. A więc, jeżeli będą oni postępować racjonalnie, powinni pozytywnie zareagować na propozycję ustalenia możliwego do obsługi harmonogramu spłat.  Aby tak się stało, należy zadbać o wiarygodność propozycji zgłaszanej wierzycielom. Jednym z najlepszych sposobów na jej uwiarygodnienie jest doprowadzenie do poprawienia sytuacji finansowej przedsiębiorstwa. Odroczenie spłat na czas postępowania, które w przypadku postępowania uproszczonego trwa do czterech miesięcy, to doskonała okazja na uporządkowanie spraw finansowych. Jeżeli w czasie okresu zawieszenia spłaty zobowiązań dojdzie do odzyskania równowagi biznesowej, będzie to stanowić bardzo pożądany sygnał dla wierzycieli. W postępowaniach zatwierdzonych w III kwartale 2020 roku, średni okres rozłożenia zobowiązań na raty wynosił 56 miesięcy, natomiast najdłuższy okres rozterminowania wynosił 18 lat. W 66% przypadków nastąpiło częściowe umorzenie długu podstawowego natomiast we wszystkich postępowaniach dokonano umorzenia odsetek karnych.

Źródło problemu bardzo rzadko leży wyłącznie w sferze finansowej.

Właściwa restrukturyzacja powinna więc dotyczyć przede wszystkim operacyjnych aspektów działalności. Dlatego oprócz negocjacji z wierzycielami, najważniejsze działania przedsiębiorstwa w okresie restrukturyzacji powinny polegać na skupieniu się na rentownych obszarach działalności oraz poszukiwaniu dodatkowego finansowania.

Porzucenie nierentownych obszarów działalności może być dla przedsiębiorcy bardzo trudne mentalnie, szczególnie wtedy gdy przez wiele lat przyczyniały się one do odnoszenia sukcesu przez firmę. Takie zmiany, jak przeniesienie działalności sprzedażowej do internetu czy automatyzacja procesów administracyjnych mogą się wiązać ze zwolnieniami zasłużonych pracowników lub koniecznością nagłej zmiany procedur i przyzwyczajeń. Może to też wymagać przeszkolenia personelu na każdym szczeblu organizacji.

Znalezienie nowych sposobów finansowania przedsiębiorstwa również może wymagać kreatywności i rezygnacji z dotychczasowych metod działania. Z oczywistych powodów, dla przedsiębiorstwa mającego problem z wypłacalnością, niedostępne może być finansowanie bankowe lub emisja akcji i obligacji. Ciekawą opcją może być natomiast poszukiwanie zewnętrznego inwestora. W czasach zerowych stóp procentowych dobrze funkcjonujące przedsiębiorstwa mające chwilowe problemy z płynnością mogą być łakomym kąskiem dla szukających nowych możliwości posiadaczy wolnych środków finansowych.

W grę wchodzą różne formy restrukturyzacji, takie jak sprzedaż przedsiębiorstwa, przejęcie udziałów przez inwestora lub fuzja. Uzyskane w ten sposób środki mogą w znaczący sposób ułatwić negocjacje z wierzycielami. Warto wspomnieć o tym, że uchwalona w sierpniu ustawa o pomocy publicznej w celu ratowania lub restrukturyzacji przedsiębiorców jest pierwszym instrumentem umożliwiającym otrzymanie rządowego finansowania przez przedsiębiorstwa znajdujące się w trakcie procesu restrukturyzacji. Na etapie przygotowania strategii pomoc może być udzielona w formie kredytu, natomiast w trakcie właściwego procesu restrukturyzacji będąca operatorem programu Agencja Rozwoju Przemysłu ma do dyspozycji znacznie szerszą paletę instrumentów, na przykład takich jak objęcie akcji, udziałów bądź obligacji restrukturyzowanego przedsiębiorstwa.

Autor: Mariusz Grajda, partner zarządzający, członek zarządu MGW Corporate Consulting Group Sp. z o.o.

Oszczędności rzędu 2 mln zł dzięki automatyzacji procesów

Automatyzacja procesów w firmie może przynieść oszczędności rzędu 2 mln zł [WYNIKI BADANIA]

Czy automatyzacja procesów biznesowych się opłaca? Według wyników najnowszego badania globalnej agencji doradczej Forrester Consulting, dzięki automatyzacji firmy są w stanie przyspieszyć procesy biznesowe o nawet 87%, zaoszczędzić ponad 21 tysięcy godzin pracy i uniknąć kosztów na poziomie blisko 2 mln złotych.

Od lat systematycznie rośnie grono polskich firm, które w swojej strategii rozwoju umieszczają transformację cyfrową na szczycie listy priorytetów. Niebagatelny wpływ na tę tendencję miała w ostatnich miesiącach globalna pandemia koronawirusa, która uzmysłowiła przedsiębiorcom, że wykorzystanie nowoczesnych technologii do digitalizacji i automatyzacji procesów ułatwia komunikację między pracownikami i zwiększa wydajność ich pracy, a w dłuższej perspektywie prowadzi do znaczącego obniżenia kosztów prowadzenia działalności biznesowej.

Automatyzacja procesów oszczędza czas i (duże) pieniądze

Obserwacje te potwierdza nowe badanie The Total Economic Impact™ przeprowadzone przez Forrester Consulting, jedną z wiodących światowych agencji doradczych, na zlecenie krakowskiej spółki WEBCON. Analitycy agencji przeprowadzili badanie w firmie z branży usług finansowych, spółce-córce globalnej korporacji zatrudniającej ponad 300 000 osób na całym świecie. Porównano okres przed i po wdrożeniu w firmie platformy do automatyzowania procesów biznesowych WEBCON BPS, poddając analizie wpływ automatyzacji na codzienne funkcjonowanie firmy i jej wyniki finansowe. Badanie wykazało, że w przeciągu 3 lat:

  • automatyzacja procesów biznesowych spowodowała przyspieszenie ich realizacji aż do 87%,
  • dzięki usprawnieniu procesów i zadań pracownicy zaoszczędzili ponad 21 000 godzin, które mogli przeznaczyć na bardziej kreatywne, wartościowe z perspektywy organizacji, a przy tym stymulujące intelektualnie działania,
  • przełożyło się to na większą wydajność pracowników firmy i znacząco podniosło poziom satysfakcji na poziomie Employee Experience,
  • w przeciągu 3 lat badana organizacja zaoszczędziła 605 230 USD (2 265 473 zł) w wyniku skrócenia czasu obsługi procesów,
  • inwestycja w digitalizację zwróciła się z nawiązką, a ROI wyniósł 113%.

Powyższe wnioski nie dziwią Łukasza Wróbla, CBDO i wiceprezesa firmy WEBCON – polskiego producenta platformy low-code do automatyzacji procesów biznesowych. Zwraca on jednak uwagę na to, że automatyzacja procesów w firmie przynosi dodatkowo szereg korzyści trudno mierzalnych, a jednocześnie kluczowych dla jej rozwoju. Bieżąca sytuacja pokazała wielu firmom, w jak dużym stopniu umiejętność szybkiego dostosowania procesów biznesowych do nowej rzeczywistości jest decydująca dla ich przetrwania na rynku. Chodzi o zdolność rzeczywistej zmiany sposobu działania i przezwyciężenie starych przyzwyczajeń. – przekonuje. I dodaje: Digitalizacja procesów ułatwia zarządom skuteczne podejmowanie i egzekwowanie decyzji. Umożliwia zbieranie danych o tym, jak zmiany wpływają na firmę i na tej podstawie pozwala na bieżące korygowania przyjętego kursu. Odpowiednie narzędzia wspierające procesy umożliwiają zwinną rekonfigurację – bez ryzyka destabilizacji pracy organizacji – i nawet w trudnych warunkach kryzysu można dalej skutecznie zwiększać udział firmy w rynku.

Badanie The Total Economic Impact™, przeprowadzone w czerwcu 2020 roku, opiera się na autorskiej metodyce Forrestera, która ma na celu ułatwienie i usprawnienie procesu podejmowania decyzji technologicznych w firmach. Celem badania zrealizowanego przez analityków agencji było określenie kosztów, korzyści, elastyczności i czynników ryzyka, które mają wpływ na decyzje inwestycyjne w zakresie doboru rozwiązań cyfrowych dla rozwoju i usprawnienia działalności operacyjnej organizacji. Kompletny raport z badania jest dostępny do pobrania bezpłatnie na stronie internetowej:  https://webcon.com/the-total-economic-impact-of-webcon-bps-by-forrester/.

Potrzeba skoordynowanych działań na każdym szczeblu administracji, by zmniejszyć ryzyko suszy w Polsce

Zmiany klimatu wymuszają prowadzenie aktywnej polityki przez poszczególne państwa w obszarze adaptacji do zmian klimatu. Jednym z wyzwań stojących przed polską administracją rządową i samorządową będzie przeciwdziałanie suszy (oraz jej skutkom) w zgodzie z rygorami unijnych i krajowych przepisów dotyczących ochrony środowiska. Kompleksową analizę wyzwań, przed którymi stają polskie władze w tej coraz silnej dającej się we znaki polskiemu konsumentowi materii oferuje najnowszy raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego pt. „Analiza polityki publicznej w zakresie przeciwdziałania suszy w Polsce”.

Przeciwdziałanie suszy i powodzi nie mogą polegać jedynie na działalności inwestycyjnej lub infrastrukturalnej. Ich nieodłącznym elementem muszą być działania edukacyjne w obszarze zrównywanego korzystania z wody, a także ograniczania ryzyka przeciwpowodziowego. Należy je kierować do mieszkańców danych terenów i użytkowników wód na obszarach poszczególnych zlewni. Przykładowo można korzystać z mechanizmów angażowania lokalnych społeczności wokół szkół, które wykorzystywane są w Anglii – rekomenduje Aleksander Szpor, kierownik zespołu energii i klimatu PIE.

Mimo alarmistycznych doniesień medialnych Polska nie jest krajem szczególnie ubogim w wodę. Z zasobami wodnymi na mieszkańca wynoszącymi ok. 1,6 tys. m3 /osobę/rok, plasujemy się poniżej krajów grupy wyszehradzkiej czy też wybranych krajów UE-15. Jednak po usunięciu dopływów cieków spoza granic kraju, nasze zasoby wynoszą 1,4 tys. m3/osobę/rok, czyli dokładnie tyle samo, ile w Niemczech, Czechach lub we Włoszech. W przypadku krajowych zasobów wodnych podstawowym wyzwaniem jest zatem nie ich ilość, ale jakość oraz rozmieszczenie terytorialne. Dostępne dane wskazują, iż na koniec 2018 r. jedynie 9 analizowanych części wód powierzchniowych i zbiorników kwalifikowało się do dobrej oceny ogólnej (na ogół 1472 ocenianych). W przypadku oceny stanu chemicznego – jedynie 151 kwalifikowało się do dobrej oceny (na ogół 1150 ocenianych).

Należy wyraźnie podkreślić, iż rolnictwo jest najbardziej narażonym na skutki suszy sektorem gospodarki. Szacuje się, że w przypadku obszarów rolnych i leśnych aż 13,4 proc. ich powierzchni jest silnie zagrożonych suszą, a 24,5 proc. jest zagrożonych ekstremalnie. Zwiększenie ilości (oraz czasu) retencji wód na gruntach rolnych może dać doskonałe rezultaty z uwagi na efekt skali. Użytki rolne w Polsce obejmują ok. 60 proc. powierzchni kraju, zaś lasy – kolejne 30 proc. Zwiększenie retencji glebowej średnio jedynie o 20 mm pozwoliłoby na retencjonowanie w skali roku ok. 5,7 km3 wody. To blisko 2-krotnie więcej niż wynosi zdolność dotychczas zbudowanych zbiorników retencyjnych (ok. 3,5 km3).

W kontekście zarządzania zasobami wodnymi często pojawia się w dyskusji publicznej temat zwiększenia wykorzystania rzek jako sposobu transportu towarowego na wzór na przykład Niemiec. Autorzy raportu krytykują ten pomysł: Rozwój transportu śródlądowego może nie być optymalnym wyborem w dłuższym okresie, zarówno z punktu widzenia środowiskowego, jak i rachunku ekonomicznego. Poza wysokimi kosztami inwestycyjnymi (nieuwzgledniającymi kosztów bieżących eksploatacji przekształconych do potrzeb frachtu cieków), należy wziąć pod uwagę także dodatkowe koszty wynikające z dalszych zmian klimatu, tj. wzrost częstotliwości występowania stanów ekstremalnych – suszy i powodzi. Tym samym rozwój transportu wodnego (który wymaga ustabilizowania parametrów lustra wody) może stanowić zagrożenie dla możliwości konkurencyjnego wykorzystania cieków (do celów rolniczych lub przemysłowych). Zwłaszcza, iż nadmierna regulacja rzek ma negatywny wpływ na środowisko, a także na koszty ochrony przeciwpowodziowej – zaznacza Aleksander Szpor, kierownik zespołu energii i klimatu PIE

Polski software podbija Dolinę Krzemową

  • Unikalny model biznesowy i portfolio złożone tylko z amerykańskich startupów to najważniejsze elementy, na jakie postawił wrocławski MasterBorn.
  • Właściciele spółki, tworząc swoją firmę software’ową, skoncentrowali się nie tyle na pisaniu dla klientów oprogramowania, ile na pomocy startupom w dopracowaniu ich modeli biznesowych oraz wskazywaniu im możliwych dróg docierania do kapitału na rozwój.
  • W samym tylko 2020 roku wspomagane przez nich startupy zdobyły w sumie prawie 16 mln USD finansowania ze źródeł prywatnych.

100% – tak rośnie MasterBorn rok do roku. Według prognoz właścicieli do końca 2021 dobije do 15 mln PLN przychodu, choć jedną ze strategicznych decyzji podjętych przez właścicieli, już na początku działalności, była całkowita rezygnacja z utworzenia działu sprzedaży. Dlaczego? Świadczenie tego typu usług jest dla amerykańskich startupów na tyle wartościowe, że firma sama wybiera klientów, z którymi podejmie współpracę.

Nasz model działania jest dla otoczenia na tyle unikalny i wartościowy, że nie musimy szukać klientów. Ci znajdują nas sami. Ich zaufanie wynika z naszego doświadczenia: budowaliśmy już własne produkty, swoje SaaS’y, pitchowaliśmy inwestorów i pozyskaliśmy pieniądze na różnych rynkach, sprzedaliśmy biznes, robiliśmy exit’y. To na tle innych software house’ów unikatowe kompetencje. Z jednej strony ciężko je skopiować, a z drugiej dzięki nim nasza oferta dobrze się spina i efektywnie działa. Nie znam drugiej firmy piszącej software, z podobną do naszej wartością dodaną dla klienta mówi Radek Paklikowski, COO MasterBorn.

Pisanie dla klientów software’u nadal jest ważną częścią biznesu MasterBorn, choć coraz częściej jest zwieńczeniem współpracy, a nie jej początkiem. Firma dobiera klientów widząc w nich potencjał biznesowy. Równie ważna jest otwartość na uwagi i wskazówki, korekty i zmiany w samym produkcie czy modelu biznesowym.

Nas interesuje nie tyle pisanie oprogramowania, ile realny udział w tworzeniu produktu lub całego biznesu. Coraz częściej zdarza się, że także my chcemy w dany biznes zainwestować dodaje Radek Paklikowski. Tak było np. z TruckMap. Uwierzyliśmy w foundera, bo ma wizję i jest skoncentrowany na tym, co robi. Mieliśmy realny wpływ na tworzenie tego biznesu, napisaliśmy software, a na koniec staliśmy się jego udziałowcami. To jest kierunek, w którym najbardziej chcemy się rozwijać jako MasterBorn dodaje Paklikowski.

W trakcie tylko ostatniego roku w ramach MasterBorn wspólnikom udało się pomóc swoim klientom w pozyskaniu ponad 16 mln USD dofinansowania. To ponad 60 mln PLN. Wszyscy klienci pochodzą z USA i póki co firma nie planuje dywersyfikacji na inne rynki.

Kultura pracy, świadomość biznesowa i możliwości (także finansowe) amerykańskich spółek są zdecydowanie większe. Ponadto jest im łatwiej wejść ze swoim produktem na rynek światowy. Są to biznesy rentowniejsze, mające znacznie większe szanse na sukces, niż lokalne spółki z Polski. Ich siła przebicia jest po prostu nieporównywalnie większa mówi Radek Paklikowski.

Właściciele MasterBorn – Amerykanin Gray Skinner i Polak Radek Paklikowski spotkali się, gdy obaj pracowali dla amerykańskiego Droplr Inc. Skinner, jako CEO, był odpowiedzialny za rozwój spółki i pozyskiwanie na ten cel kapitału. Paklikowski zaś przekonał zarząd Droplr do otworzenia biura w Polsce. Zbudował tu od postaw zespół wysoko wykwalifikowanych programistów oraz przygotował spółkę do sprzedaży. W 2019 zarząd domknął sprzedaż tej budowanej przez 10 lat firmy, za niebagatelną siedmiocyfrową kwotę USD.

MasterBorn ma swój headquarter we Wrocławiu, do tego prowadzi lokalny oddział w Kielcach. Obecnie firma zatrudnia zespół 40 wysoko wyspecjalizowanych deweloperów.

Jak zmiana w Białym Domu wpłynie na Polskę?

Razem ze zmianą prezydenta najprawdopodobniej zmieni się polityka zagraniczna USA. Nowo wybrany Joe Biden zapowiedział, że zmieni strategię Stanów Zjednoczonych, głównie jeżeli chodzi o relacje z Chinami. Będzie to miało wpływ na Polskę i jej rolę w międzynarodowych konstrukcjach politycznych. Plan, byśmy byli wiodącym państwem sojuszniczym dla USA w regionie, może runąć jak domek z kart. Dlatego eksperci wskazują, że powinniśmy pielęgnować swoją pozycję gospodarczą i niezależną politykę, zachowując suwerenność.

– Mając ciągle duży potencjał, powinniśmy bardziej dbać o swoją suwerenną, polityczną pozycję. Negocjować nie z pozycji klienta pomocy socjalnej, tylko z pozycji państwa i społeczeństwa, które ma niezaprzeczalne aktywa – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Dysponujemy bowiem zasobami, których zaczyna brakować zarówno w Unii Europejskiej, jak i na całym świecie. Chodzi o kapitał ludzki, o jego jakość i o możliwości, które drzemią w takim właśnie miejscu jak Polska. Od umiejętności polskich rządzących będzie zależało czy uda nam się zastosować historyczną regułę Imperium Brytyjskiego. Imperium Brytyjskie nie ma bowiem stałych przyjaciół, ma jedynie stałe interesy. To powinna być naczelna reguła naszej polityki zagranicznej – uważa Sadowski.

Raport: Cyfrowe technologie pomagają klimatowi, ale potrzebne są zachęty dla firm i edukacja

Na stworzonej przez Światową Organizację Zdrowia liście 50 miast o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu w Unii Europejskiej znalazło się aż 36 miast z Polski. Nasz kraj, by spełnić wymagania unijne w osiągnięciu neutralności klimatycznej do 2030 roku, musi zainwestować 240 mld euro, m.in. na nowoczesne rozwiązania technologiczne, które sprzyjają klimatowi i chronią środowisko. Jednak jak wynika z raportu Związku Cyfrowa Polska „Pokolenie Zielonego Ładu. Rola nowych technologii w ochronie klimatu” w Polsce wciąż brakuje świadomości, jak wiele w walce o klimat można osiągnąć korzystając z cyfrowych rozwiązań. Wyzwaniem są też takie regulacje prawne, które będą wspierały firmy w inwestowaniu w nowoczesne technologie.

Opracowanie jest efektem dyskusji ekspertów i przedsiębiorców podczas konferencji zorganizowanej przez Związek Cyfrowa Polska pt. „Cyfryzujemy Polskę – technologia szansą dla klimatu” pod patronatem Ministerstwa Klimatu oraz Ministerstwa Cyfryzacji.

Technologia może pomóc w ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych

Raport pokazuje, w jaki sposób cyfryzacja i nowoczesne technologie mogą pozytywnie wpływać na nasz klimat oraz wspierać ochronę środowiska. To ważne, zwłaszcza że w 2050 r. wszystkie państwa Unii Europejskiej powinny osiągnąć zerowy poziom emisji gazów cieplarnianych. Zdaniem autorów opracowania, Polska, by sprostać tym wymogom musi systemowo podejść do wszystkich dziedzin życia społecznego, w tym zmian zwłaszcza w przemyśle, budownictwie, rolnictwie czy energetyce. Jak wskazują eksperci w raporcie, zwłaszcza polska energetyka potrzebuje wielu zmian.  „Rozwój odnawialnych źródeł energii przyspiesza i coraz mocniej wskazuje kierunki transformacji. Technologie elastyczności to dziś podstawa nowoczesnej energetyki. Dlatego warto umiejętnie sięgać po innowacje technologiczne i cyfryzacyjne nowinki, które pozytywnie mogą wpływać na te procesy. Dużą rolę w upowszechnianiu, ale także i stosowaniu rozwiązań przyszłości w energetyce ma rozwój elektromobilności i systemy z nim związane” – zauważa we wstępie do opracowania minister Klimatu i Środowiska Michał Kurtyka.

Z kolei jak podkreśla prezes Związku Cyfrowa Polska, postępujące zmiany klimatyczne to duże wyzwanie dla całego świata. – Dziś działalność człowieka, jak nigdy wcześniej, determinuje przyszłość klimatyczną ziemi. Niestety, działalność ta, często nie służy środowisku. Doszliśmy do momentu, w którym trzeba przewartościować to, w jaki sposób będziemy dalej funkcjonować. I to w pojęciu bardzo szerokim: od pojedynczych czynności związanych choćby z segregacją domowych śmieci czy oszczędzaniem energii, po funkcjonowanie miast i działalności firm w ujęciu globalnym – niezależnie od sektora gospodarki – mówi Michał Kanownik. I dodaje: – Choć obecna sytuacja pandemiczna zmienia priorytety zarówno w biznesie, jak i w instytucjach państwowych, to jednak transformacja energetyczna i cyfrowa nie powinna znikać z horyzontu wśród najpilniejszych celów. 

Coraz więcej firm i spółek skarbu państwa odpowiedzialnych za środowisko

Z raportu wynika wprost: cyfryzacja sektora energetycznego w Polsce jest jednym z najważniejszych celów dotyczących dekarbonizacji całej gospodarki. Jeśli zestawić ze sobą ambitne cele klimatyczne Unii Europejskiej oraz fakt, że obecnie ponad 80 proc. polskiej energii elektrycznej produkowane jest z węgla, to zmiana jaką czeka branża jest fundamentalna. Część polskich Spółek Skarbu Państwa już dziś inwestuje w innowacyjne narzędzia cyfrowe, oparte np. na rozwiązaniach chmurowych, sztucznej inteligencji czy Internecie Rzeczy.

Autorzy opracowania zauważają również, że wyzwania klimatyczne wymusiły także na firmach, zwłaszcza tych największych, zmianę filozofii działania, wpisując w ich dalszy rozwój równowagę między ochroną środowiska a zyskami finansowymi. Wpływają one na każdy obszar działania firmy – od produkcji, po księgowość, sprzedaż i marketing. Cyfrowa Polska powołuje się na dane, z których wynika, że w 2019 r. liczba firm, które podjęły odpowiedzialne działania na rzecz środowiska wzrosła o 35 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. I tak np. na co dzień najwięksi konkurenci technologiczni, jak np. Google, Microsoft czy HPE, nie ustają we wspólnych wysiłkach na rzecz ochrony środowiska i poprawy klimatu, wdrażając je także we własnych organizacjach.

Związek Cyfrowa Polska przyznaje, że każda firma, która korzysta z cyfrowych narzędzi i tym samym wykorzystuje energię elektryczną do zasilania swoich serwerów lub centrów przetwarzania danych, pozostawia ślad węglowy swojej działalności. Stąd, by to ograniczyć,  popularne stają się migracje „do chmury”, co według szacunków może przynieść w ujęciu globalnym spadek o prawie 6 proc. całkowitej emisji, za którą odpowiedzialna jest branża IT.

Edukacja i zachęty dla firm

Eksperci Cyfrowej Polski stawiają kilka postulatów, których spełnienie jest potrzebne, by w pełni wykorzystać technologie cyfrowe w ochronie klimatu. To przede wszystkim powszechna edukacja konsumentów z tego, jak efektywnie wykorzystywać innowacje technologiczne w codziennym życiu, by to także służyło ochronie klimatu. – Jedną z barier, by upowszechnić trend wykorzystywania cyfrowych technologii wspierających klimat – czy to w prywatnym życiu czy np. w globalnej produkcji – często jest świadomość, że to możliwe. O ile pamiętamy, że kupując pralkę czy zmywarkę, warto wybrać tę o najlepszej efektywności energetycznej, to jeszcze zapominamy, że smart-lodówka to nie tylko gadżet, ale narzędzie, które pozwoli nam lepiej planować zakupy, by unikać marnowania jedzenia – podkreśla Michał Kanownik.

Potrzebne są także nowe regulacje prawne, zwłaszcza takie, które będą wspierały w inwestowanie w nowoczesne technologie. Zdaniem autorów raportu, dobrym impulsem do inwestowania w najnowsze technologie cyfrowe – na poziomie biznesu jak i konsumenta – byłoby uruchomienie systemu zachęt, a także wspieranie rodzimych firm innowacyjnych poprzez korzystanie z ich rozwiązań na poziomie systemowym
i instytucjonalnym.

Polski fintech ZEN startuje z ofertą

Startuje ZEN – fintechowe narzędzie zakupowe zapewniające konsumentom i przedsiębiorcom wyjątkowe korzyści i dodatkową ochronę. Kierowany przez Dawida Rożka polski startup udostępnia swoją ofertę w 32 krajach i ma ambicję stać się znaczącym graczem w Europie.

Polski fintech ZEN ogłosił swój oficjalny debiut na rynku. Oferta ZEN dla konsumentów, oprócz rachunku wielowalutowego z kartą Mastercard, obejmuje m.in. automatyczne przedłużenie o rok gwarancji producenta, atrakcyjny cashback i brak prowizji za przewalutowanie. Przedsiębiorcy korzystają natomiast z braku chargebacków, zaś płatności od klientów spływają do nich natychmiast po zapłacie – to rzadko spotykane rozwiązanie zdecydowanie ułatwia zadbanie o płynność finansową. Oferta ZEN jest dostępna za pośrednictwem aplikacji mobilnej i serwisu transakcyjnego online, w przejrzystym modelu abonamentowym, z bezpłatnym miesięcznym okresem próbnym. Założeniem ZEN jest zapewnienie konsumentom i przedsiębiorcom spokoju ducha w zarządzaniu ich pieniędzmi i transakcjami zakupowymi. Dzięki wyjątkowym korzyściom i kompleksowej ochronie to fintechowe narzędzie doskonale sprawdzi się przy zakupach, nie tylko w e-commerce, nie tylko w Polsce. Firma wprowadza swoją ofertę jednocześnie w 32 krajach Europy[1], zapewniając na początek obsługę w dwóch językach: polskim i angielskim.

Natychmiastowe płatności i ochrona przed reklamacjami dla przedsiębiorców

Oferta ZEN dla klientów biznesowych integruje konto firmowe oraz platformę płatności online, co jest rozwiązaniem wyjątkowym w skali świata. Dzięki połączeniu tych dwóch elementów przedsiębiorcy sprzedający online nie muszą korzystać z będącego branżowym standardem konta technicznego i otrzymują płatności od swoich klientów od razu po zapłacie. Platforma ZEN obsługuje też szeroki wachlarz różnych form płatności online, zapewniając konsumentom wybór i poprawiając konwersję.

Przedsiębiorcy, zarówno ci sprzedający online, jak i offline, mogą korzystać z dodatkowej ochrony dzięki brakowi reklamacji typu chargeback ze strony klientów. Standardowo w przypadku transakcji kartowych konsumenci mogą składać je u wydawcy karty, co może generować koszty po stronie sprzedawcy, ale nie dotyczy to klientów biznesowych ZEN, ponieważ fintech w całości przejmuje na siebie skutki takiej reklamacji.

Oprócz wymienionych korzyści, przedsiębiorcy mogą też korzystać z wszelkich zalet oferty dla konsumentów.

Wyjątkowe korzyści i dodatkowa ochrona dla kupujących

Zarówno kupujący online, jak i offline, mogą korzystać z szeregu benefitów przygotowanych dla nich przez ZEN. Jednym z nich jest ochrona zakupów w ramach pakietu ZEN Care. W razie konieczności złożenia reklamacji u sprzedawcy, ZEN zapewnia kompleksowe wsparcie, przejmując całą procedurę na siebie. Dzięki temu pieniądze użytkownika wrócą na konto w maksymalnie krótkim czasie. Klienci ZEN automatycznie otrzymują też przedłużenie o rok gwarancji producenta na zakupione produkty.

Zakupy z ZEN to również oszczędności. Dzięki ofercie cashback, natychmiastowy zwrot na konto konsumenta nawet do 15% wartości zakupów jest dostępny w ponad 100 sklepach współpracujących z ZEN, takich jak m.in. AliExpress, Booking.com, Allegro, Media Markt czy RTV Euro AGD. Aby z niego skorzystać, należy użyć specjalnie wygenerowanego linku i opłacić zakupy kartą ZEN. Innym źródłem oszczędności są karta Mastercard i wielowalutowe konto ZEN gwarantujące klientom brak prowizji za przewalutowanie, np. podczas zakupów w zagranicznych sklepach internetowych czy przy wypłatach z bankomatów na całym świecie. Dzięki takim korzyściom użytkownikom może szybko zwrócić się koszt miesięcznego abonamentu.

ZEN wyróżnia prosty, jeden z najszybszych na rynku i całkowicie zdalny proces zakładania konta. Po podaniu swoich danych osobowych i korespondencyjnych, należy wybrać jeden z kilku abonamentów, a następnie potwierdzić swoją tożsamość poprzez przesłanie zdjęcia dowodu osobistego oraz twarzy użytkownika.

Abonament do wyboru

Swoje usługi ZEN oferuje w ramach kilku planów abonamentowych. Klientom indywidualnym dedykowane są dwa plany (miesięczny abonament w cenie 0,99 € lub 4,99 €), w skład których wchodzą karty ZEN, konto obsługujące 30 walut oraz pakiet ZEN Care. Klienci biznesowi mogą wybrać jeden z czterech planów (w cenie od 9,99 € do 499,99 € za miesiąc), dopasowany do obrotów firmy czy potrzeby częstych rozliczeń walutowych. Od każdego użytkownika ZEN pobiera miesięczną opłatę abonamentową w modelu subskrypcji, z możliwością rezygnacji w dowolnej chwili. Każdy plan abonamentowy posiada limity, w ramach których ZEN nie pobiera opłat za korzystanie ze wszystkich funkcjonalności serwisu.

ZEN dzięki prostocie i cyfrowym technologiom

ZEN zapewnia doskonałe doświadczenie użytkownika dzięki wykorzystaniu najnowszych technologii oraz przyjaznemu panelowi. Obejmuje to intuicyjną obsługę maksymalnie uproszczonego serwisu transakcyjnego i wygodną obsługę klienta z wykorzystaniem kanałów elektronicznych. Cyfrowe innowacje dostępne dla klientów ZEN to m.in. płatności Apple Pay i  Google Pay[2], wirtualne karty płatnicze Mastercard czy aplikacja mobilna. Dzięki przejrzystej ofercie oraz minimalistycznemu interfejsowi użytkownika ZEN wprowadza porządek w finansach i pomaga nad nimi zapanować.

„ZEN to akronim ‘zero effort non-bank’, a jednocześnie nawiązanie do stanu, w którym nasz klient może mieć poczucie spokoju, bezpieczeństwa i kontroli nad swoimi pieniędzmi oraz transakcjami zakupowymi. Stworzyliśmy pakiet rozwiązań, który obejmuje niedostępne nigdzie indziej korzyści oraz kompleksową ochronę, a to wszystko z zapewnieniem niskich kosztów i doskonałego doświadczenia użytkownika. Wierzę, że z taką propozycją możemy śmiało konkurować, nie tylko w Polsce, ale też na rynkach europejskich” – mówi Dawid Rożek, założyciel ZEN.

Strategiczna współpraca z Mastercard

Partnerem strategicznym ZEN jest Mastercard. Firma współpracuje z fintechem nie tylko w obszarze płatności, ale także zapewnia kompleksowe wsparcie, obejmujące technologiczny i biznesowy know-how, wsparcie ekspertów w zakresie rozwoju produktu i marketingu, jak również dostęp do partnerów Mastercard w Polsce i za granicą.

„Mastercard jest partnerem pierwszego wyboru dla fintechów na całym świecie. Cieszymy się, że również ZEN nas wybrał, abyśmy wspólnie rozwijali innowacyjny produkt oraz budowali strategię komunikacji i wejścia ZEN na rynek. Wierzę, że oferta ZEN, niosąca ze sobą nową wartość dla klientów, w połączeniu z silną strategią marketingową realizowaną wspólnie z Mastercard, będą źródłem sukcesu marki ZEN i jej użytkowników” – mówi Raja Rajamannar, globalny dyrektor Mastercard ds. marketingu i komunikacji.

„Nasza współpraca z ZEN jest świetnym przykładem holistycznego podejścia Mastercard do fintechów. Jesteśmy z ZEN od samego początku, pomagając rozwijać produkt oraz opracować strategię wejścia na rynek. Ze swojej strony oferujemy technologię, know-how, doświadczenie i globalną skalę działania, zaś ZEN kreatywność i zwinność charakterystyczną dla fintechów. Wierzymy, że taka kompleksowa współpraca między dużymi firmami a start‑upami ma wielki potencjał tworzenia innowacji w obszarze cyfrowych płatności, zarówno dla konsumentów, jak i przedsiębiorców” – mówi Bartosz Ciołkowski, dyrektor generalny na Polskę, Czechy i Słowację w Mastercard Europe.

[1] Austria, Belgia, Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Czechy, Dania, Estonia, Finlandia, Francja, Niemcy, Gibraltar, Grecja, Węgry, Islandia, Irlandia, Włochy, Łotwa, Lichtenstein, Luksemburg, Malta, Holandia, Norwegia, Polska, Portugalia, Rumunia, Słowacja, Słowenia, Hiszpania, Szwecja, Wielka Brytania, Litwa.

[2] Apple Pay na wszystkich 32 rynkach, Google Pay na start w 11 krajach, w tym w Polsce

Na tegoroczny sezon świąteczny sklepy poprawiają ofertę online i zwiększają przepustowość ruchu w sieci

Nowe badanie przeprowadzone przez Capgemini sugeruje, że przedstawiciele sektora handlowego są „ostrożnie optymistyczni” co do świątecznego sezonu zakupowego, pomimo niepewności co do otwarcia sklepów czy świątecznych trendów i schematów zakupowych. Prawie połowa (46 proc.) sprzedawców detalicznych spodziewa się w tym sezonie wzrostu sprzedaży, a niemal tyle samo kupujących (49 proc.) zamierza w okresie świątecznym robić więcej zakupów niż w poprzednich latach. W tym celu aż 93 proc. sklepów podjęło kroki ku wzmocnieniu swojej oferty online, 50 proc. ulepszyło stronę internetową, a 34 proc. zwiększyło przepustowość ruchu w sieci.

Aby jeszcze bardziej zachęcić klientów w tym wyjątkowym sezonie, 78 proc. sprzedawców detalicznych zamierza oferować większe rabaty zarówno w internecie, jak i w sklepach stacjonarnych, a co trzeci planuje więcej przecen na produkty w sklepach online. Jednak pomimo tych przygotowań, sektor handlowy jest mniej pewny przewidywalności schematów zakupowych konsumentów w tegorocznym okresie świątecznym w porównaniu z rokiem ubiegłym (39 proc. w porównaniu do 55 proc. w 2019). Głównym powodem wywołującym tę niepewność jest zagrożenie pojawiających się nowych obostrzeń lub lockdownu (54 proc.), a prawie co trzeci (30 proc.) przedstawiciel sektora handlowego twierdzi, że dane, na których opierają swoje planowanie, są niedokładne ze względu na globalny kryzys wywołany pandemią.

Jednocześnie tylko 14 proc. konsumentów spodziewa się wydać więcej niż zwykle w Czarny Piątek, a nieco ponad jedna trzecia (35 proc.) sugeruje, że planują wydać mniej. Jako główną przyczynę wskazano mniejszy dochód do dyspozycji.

Badanie ujawniło również następujące trendy:

Konsumenci będą priorytetyzować wydatki, a najwięcej wydadzą młodsze pokolenia

Najwięcej wydającą w okresie świątecznym grupą konsumentów będą młodsze pokolenia. Ponad jedna trzecia (37 proc.) osób w wieku 18-24 lat i 40 proc. osób w wieku 25-34 lat twierdzi, że zaoszczędziło pieniądze od początku pandemii z zamiarem wydania ich w okolicach Czarnego Piątku i świątecznych wyprzedaży. Konsumenci o wyższych dochodach są również bardziej skłonni wydać w tym roku więcej niż w poprzednich latach.

Wśród zaplanowanych na okres świąteczny zakupów, ponad połowę (52 proc.) wciąż stanowią jednak artykuły niezbędne – konsumenci będą priorytetowo traktować dobra podstawowe przed kupowaniem prezentów innym (35 proc.) lub sobie (21 proc.). Produkty luksusowe – które tylko 18 proc. konsumentów planuje kupić
w tym sezonie – również wybierane będą przez młodsze grupy wiekowe (27 proc.) i osoby o wyższych dochodach (34 proc.).

Mniej impulsywnych wydatków – dzisiejszy konsument planuje

Prawie połowa kupujących (49 proc.) spodziewa się, że w tym okresie świątecznym zrobi więcej zakupów online niż w poprzednich latach, co dodatkowo w wybranych regionach wymuszają restrykcje. W skali globalnej preferencja zakupów w sklepach w Czarny Piątek spadnie z 39 proc. 2019 roku do 28 proc. w tym roku.

W przypadku konsumentów, którzy mogą robić zakupy stacjonarnie, 33 proc. pójdzie do sklepów tylko wtedy, gdy będą wiedzieć, co dokładnie zamierzają kupić, a 32 proc. z wyprzedzeniem zapozna się z ofertą danego sklepu online i również zaplanuje swoje zakupy. Liczby te sugerują pośrednio, że w bieżącym roku spadnie także nasilenie dokonywania zakupów impulsywnych.

Sektor handlowy jest przygotowany na zmiany

Pomimo niepewności co do schematów zakupowych konsumentów, większość sprzedawców detalicznych zmieniła strategie, aby uwzględnić obawy konsumentów dotyczące finansów i zdrowia. Prawie dziewięciu na dziesięciu (87 proc.) wprowadziło w tym roku nowe opcje dostawy, ponad połowa oferuje darmową dostawę,
a 46 proc. sklepów wprowadziło opcję odbioru bezdotykowego. Więcej niż dwóch na pięciu (43 proc.) sprzedawców detalicznych oferuje więcej rabatów na cały asortyment lub więcej rabatów jednodniowych i okresowych (42 proc.) w porównaniu z poprzednimi latami. To może okazać się niezwykle istotne, biorąc pod uwagę fakt, że aż 4 na 5 Polaków do zakupów skłania obniżka ceny (za „Polacy i Black Friday 2020”).

Sprzedawcy nie zapominają również o wrażeniach z zakupów w sklepie: 93 proc. detalistów podjęło kroki w celu przyciągnięcia klientów do sklepu, 50 proc. wprowadziło ograniczenie liczby klientów w swoich sklepach, aby zapewnić możliwość zachowania bezpiecznego dystansu, a 43 proc. wprowadziło więcej opcji płatności bezdotykowych. Wysiłki te nie zostały podjęte na próżno, ponieważ nawet w sytuacji minimalizacji obostrzeń, będziemy mieli do czynienia ze zmianą przyzwyczajeń konsumentów w perspektywie długofalowej, a środki ostrożności z pewnością zostaną z nami na dłużej.

Metodologia

Wywiady zostały przeprowadzone online przez Sapio Research, w imieniu Capgemini, w październiku 2020 r. za pomocą zaproszenia e-mail i ankiety online. Badanie zostało przeprowadzone wśród 851 menedżerów handlu detalicznego w 6 regionach: w Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Francji, Holandii
i Skandynawii, w firmach zatrudniających co najmniej 250 pracowników. Sondaż konsumencki został przeprowadzony wśród 6588 konsumentów w tych samych 6 regionach.

Sprawy idą w dobrym kierunku

Apetyt na ryzyko ma się dobrze w tym tygodniu, a ostatnim dowodem są nowe rekordy S&P500 i Dow Jones. Przetasowania w pozycjach i układy techniczne mają duży udział w zmianach. Stopniowo maleją też obawy o chaos polityczny w USA po rozpoczęciu procesu przekazania władzy zespołowi Bidena.

Po mocnym, pro-ryzykownym wtorku dziś przychodzi uspokojenie i pora na przegrupowanie. Traderzy w USA szykują się do długiego weekendu (jutro Święto Dziękczynienia), co podnosi ryzyko spieniężania zysków. To też tłumaczy, dlaczego niektóre pary dolarowe – EUR/USD, GBP/USD, AUD/USD – mają problemy z pokonaniem ważnych oporów technicznych. Jakkolwiek presja na sprzedaż USD nie znika, tak przejściowo zaburzenia w płynności w świątecznym tygodniu mogą prowadzić do wystąpienia nieuzasadnionej zmienności.

Na pewno nie będzie brakować impulsów makro – zwykle rozłożone na trzy dni publikacje danych z USA są upakowane w jedno popołudnie. W cotygodniowym raporcie o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych poszukiwana będzie odpowiedź na pytanie, czy rynek pracy odczuwa presję z tytułu rosnącej liczby zakażeń. Zaraportowany silny wzrost produkcji przemysłowej w październiku przemawia za równie mocnym odczytem zamówień na dobra trwałe. Dochody Amerykanów kurczą się przez ograniczenia transferów publicznych, przez co też spadają wydatki – sugeruje to słaba sprzedaż detaliczna w ubiegłym miesiącu. W minutkach FOMC intersujące będą szczegóły dyskusji na temat przyszłości programu skupu aktywów. Od czasu posiedzenia kilku członków wskazywało potrzebę wzmocnienia ekspansji monetarnej, potencjalnie przez skup aktywów. Protokół może wskazać, że część członków uzależnia decyzję o wzmocnieniu QE od pogorszenia w danych makro, co w obecnej sytuacji podnosi prawdopodobieństwo ruchu Fed w grudniu.

Funt pozostaje mocny wraz z oczekiwaniami na brexitowe porozumienie, mimo że o rzeczywistych postępach w negocjacjach niewiele słychać. Szum medialny jest głośny, a ostatnie sugestie sugerują, że nowym „miękkim deadline’m” na zakończenie negocjacji jest 1 grudnia. Wciąż za bazowy scenariusz przyjmuję osiągnięcie porozumienia handlowego. To też sugeruje zachowanie funta, gdyż część z inwestorów nie czeka na ostatnie słowo i przystępuje do kupowania funta. Jakkolwiek przeciąganie negocjacji, kiedy do dnia wejścia w życie nowych warunków współpracy handlowej zostało niewiele ponad miesiąc, wydaje się nieodpowiedzialne od strony biznesu zaangażowanego w ten handel, tak najwyraźniej traktuje się to jako mniejsze zło w porównaniu do zerwania negocjacji, co w tym momencie byłoby już skrajnym błędem polityczno-gospodarczym. Rozpatrując tylko takie dwa scenariusze, wydaje się, że rynek nie wierzy, aby politycy byli tak nierozsądni, aby nie wypracować żadnego porozumienia. Prawdopodobne jest, że im później dojdzie do porozumienia, tym większe są szanse na ustanowienie okresu przejściowego dla wdrożenia nowych warunków, co technicznie odroczy brexit o np. 6 miesięcy.

Po złotym nie widać praktycznie żadnej reakcji na odczyty PMI z Europy i USA, zawirowania na dolarze czy generalną poprawę nastrojów na rynkach zewnętrznych. Pozytywne warunki pomagają pozostawać EUR/PLN blisko dolnej bandy ostatniego zakresu wahań, ale podchodzenie pod 4,46 spotyka się z szybką reakcją popytu. Nie ma obecnie siły zainteresowanej silniejszą alokacją kapitału w tej części świata. Można to tłumaczyć równowagą między pozytywnymi sygnałami z rynków zewnętrznych, a potencjalnym ryzykiem politycznym (spór o budżet UE) i zdrowotnym (pandemia, restrykcje i wpływ na gospodarkę). Nawet jeśli czynniki ryzyka nie pozwalają inwestorom przejść do agresywnego kupowania, to przeważa nastawienie pro-ryzykowne, o czym świadczy brak mocniejszej reakcji walut na poniedziałkowy wyskok USD (tąpnięcie EUR/USD) po silnych odczytach PMI z USA. Sugeruje to, że inwestorzy nie czyhają na pretekst do sprzedaży złotego i innych walut regionu. Potencjalne przełamanie do 4,45 nie jest poza zasięgiem, choć w tym tygodniu może na to zabraknąć czasu. Możliwe, że przed świąteczną przerwą w USA (Święto Dziękczynienia w czwartek) dojdzie do redukcji ryzyka, co przyhamuje ewentualny zapał do umocnienia walut rynków wschodzących.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Nowości w mObywatelu

Odświeżony wygląd, personalizacja pulpitu i nowe dane. Tak w skrócie można opisać, dostępną od dziś, nową wersję naszej aplikacji mObywatel. Kolejna, wyczekiwana zmiana już 5 grudnia – mPrawo Jazdy.

W Polsce mamy dokładnie 1 651 341 mObywateli – tyle osób korzysta z naszej apki. Jeśli ją dziś zaktualizujecie lub pobierzecie, czeka Was kilka ciekawych i przydatnych zmian.

Nowa odsłona

– Pierwsze uruchomienie aplikacji może być zaskakujące. Użytkownicy zobaczą przede wszystkim nowy pulpit aplikacji – lżejszy i przyjaźniejszy, a przede wszystkim z możliwością personalizacji – mówi Marek Zagórski, sekretarz stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.

Odświeżone ikony można powiększać i pomniejszać, ale i ustawiać ich kolejność. Nie będzie więc problemu z doborem tych dokumentów i usług, z których korzystacie najczęściej.

Ikony mogą być wyświetlane w formie siatki – czyli tradycyjnie oraz w formie listy – podobnie jak w poprzedniej wersji aplikacji.

Kolejną istotną i równie ważną zmianą jest wprowadzenie nowej wersji mPojazdu. Choć pozornie nie odbiega od poprzedniej, to wprowadzone zmiany na pewno ucieszą wszystkich kierowców.

Po pierwsze – logowanie do mPojazdu w nowej wersji odbywa się na podstawie mTożsamości. Żeby pobrać nowe dane samochodu, czy motoru nie trzeba ponownie logować się profilem zaufanym. Całą „robotę zrobi” właśnie mTożsamość.

Po drugie – w mPojeździe dostępne są nowe, istotne dane, o które pytali użytkownicy. To m.in.: rodzaj drugiego paliwa alternatywnego, średnie zużycie paliwa, indywidualny poziom emisji CO2, wartość stanu licznika, jednostka licznika, jednostka stanu licznika, data spisania licznika i podmiot wprowadzający.

Czekając na mPrawo Jazdy…

Po trzecie – na smartfonach z Androidem zaczęliśmy testy nowych powiadomień z mPojazdu. Tu bardzo liczymy na Wasze uwagi i pomysły.

Jeśli model powiadomień się przyjmie, to wprowadzimy go również do innych dokumentów oraz dla użytkowników smartfonów z iOS-em.

– Zmiany w aplikacji dotyczą również mTożsamości. Przygotowujemy się do zupełnie nowej odsłony tego dokumentu – mówi minister Marek Zagórski.

Z tych widocznych to zmiana koloru „belki” nad zdjęciem i danymi właściciela mTożsamości. Z czerwonej zmieniła się na białą. Planujemy, że dokument w zupełnie nowej formie trafi do Was w pierwszym półroczu 2021 r. To bezpieczny termin – będziemy bowiem robić wszystko, by stało się to w pierwszym lub na przełomie pierwszego i drugiego kwartału 2021 r.

Wśród najistotniejszych zmian można wymienić przede wszystkim rozszerzenie dokumentu o dodatkowe dane.

– Stale pracujemy nad udoskonalaniem i rozwojem mObywatela. Kolejna aktualizacja już 5 grudnia. To wtedy w naszej apce pojawią się mPrawo Jazdy i licznik punktów karnych – przypomina Marek Zagórski, sekretarz stanu w KPRM.

Na przełomie roku do aplikacji powinna trafić również mKDR, czyli mobilna Karta Dużej Rodziny. Nad jej uruchomieniem pracujemy wspólnie z Ministerstwem Rodziny i Polityki Społecznej.

Ostatnie szlify otrzymuje też właśnie Małopolska Karta Aglomeracyjna, czyli pierwszy bilet okresowy, który trafi do mObywatela.

W dalszych planach mamy również uruchomienie pierwszej legitymacji zawodowej. W tym momencie możemy zdradzić tylko tyle, że chodzi o jeden z zawodów medycznych. Szykujemy też nowe, związane z aplikacją, udogodnienia dla krwiodawców. Więcej szczegółów – już niebawem!

Zalety mObywatela

mObywatel to bezpłatna i oficjalna rządowa aplikacja na smartfony. Dzięki niej, w telefonie komórkowym mamy dostęp do wszystkich danych z dowodu osobistego (mTożsamość), dowodu rejestracyjnego i polisy OC (mPojazd), znajdziecie tam także e-recepty, a uczniowie i studencki – mLegitymacje. Mówiąc w skrócie – mObywatel to wirtualny portfel na dokumenty.

Dzięki mObywatelowi:

  • bezpiecznie pobierzesz, przekażesz i okażesz swoje dane (mTożsamość w wielu sytuacjach zastępuje tradycyjny dowód osobisty),
  • zrealizujesz eRecepty bez podawania numeru PESEL,
  • sprawdzisz i okażesz dane swojego samochodu,
  • korzystasz z mLegitymacji szkolnej lub studenckiej.

Więcej informacji o aplikacji na gov.pl/mobywatel.

GUS: W trzecim kwartale br. rynek pracy się ustabilizował. 124 tys. osób biernych zawodowo przez pandemię

Trzeci kwartał br. na rynku pracy to stabilna stopa bezrobocia i rosnąca liczba aktywnych zawodowo – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. Zdaniem ekspertów Personnel Service, korzystne wskaźniki to dobry sygnał dla pracowników, ale niewystarczający powód do optymizmu. W okresie lipiec-wrzesień poluzowano obostrzenia związane z epidemią koronawirusa, co przełożyło się na zwiększoną aktywność na rynku pracy. Niepokój pojawił się wraz z zaostrzeniem ograniczeń. Polacy mówią wprost, że najbardziej niepewni są najbliższych sześciu miesięcy – wynika z badania Personnel Service.

Stopa bezrobocia rejestrowanego w trzecim kwartale br. wyniosła 6,1%. Ten poziom utrzymuje się od czerwca. Co więcej, populacja osób aktywnych zawodowo w trzecim kwartale br. zwiększyła się o 1,4 pp. w porównaniu do poprzedniego kwartału do poziomu 56,9%. To wskazuje na poprawę na rynku pracy w porównaniu do poprzedniej edycji badania. Eksperci Personnel Service wskazują jednak, że kluczowe dla oceny skutków pandemii dla rynku pracy jest przeanalizowanie, jak te wskaźniki zmieniały się rok do roku.

– Drugi kwartał 2020 roku to czas największych obostrzeń w polskiej gospodarce związanych z pandemią koronawirusa. Nic zatem dziwnego, że trzeci kwartał, w którym zrezygnowano z większości ograniczeń, był dla przedsiębiorców czasem na złapanie oddechu. Jeżeli jednak porównamy dane z poprzednim rokiem, ten obraz nie będzie aż tak optymistyczny. Bezrobocie w tym okresie zwiększyło się o 0,3 pp. Można jednak z pełnym przekonaniem stwierdzić, że nie są to spadki, które mogą wskazywać na głęboki kryzys. Tego wielu pracodawców, jak i pracowników obawia się dopiero na koniec roku – mówi Krzysztof Inglot, prezes Personnel Service i ekspert rynku pracy.

Z badania zleconego przez Personnel Service wynika, że już 34% spośród osób obawiających się zwolnienia jest zdania, że utrata pracy jest najbardziej prawdopodobna jeszcze przed końcem bieżącego roku. Z kolei dla 25% z nich newralgicznym okresem będzie pierwszy kwartał 2021 roku. Zwolnienia w drugim kwartale boi się 6%, a po czerwcu przyszłego roku niepokój spada prawie do zera. Obawy wyraża tylko 3% osób. Patrząc na poszczególne grupy wiekowe, w bieżącym roku najbardziej zagrożone są posady osób 25-34-letnich (48% wskazań w tej grupie), a na początku 2021 roku największa niepewność dotyczy pracowników w średnim wieku 35-44 lata (41%).

Bierni zawodowo przez koronawirusa. Jakie są przyczyny?

W III kwartale liczba osób biernych zawodowo wyniosła ok. 1,3 mln osób. Co ciekawe, aż 124 tys. osób wskazało, że nie szukało pracy z uwagi na pandemię COVID-19. Spośród nich najwięcej, bo 57 tys. (tj. 46%), wskazało na inne przyczyny (w tym osobiste lub rodzinne), 27 tys. podało z kolei jako powód opiekę nad dzieckiem lub inną osobą wymagającą opieki. 21 tys. osób było przekonanych, że w związku z sytuacją związaną z pandemią nie znajdą odpowiedniej pracy.

Te dane nie pozostawiają wątpliwości, że pandemia odcisnęła mocne piętno na rynku pracy. Zwłaszcza, że mówimy o kwartale, w którym poluzowano obostrzenia. Oprócz bierności zawodowej, warto zwrócić uwagę na liczbę osób, które posiadały pracę, ale nie wykonywały jej w badanym tygodniu. Ta grupa w trzecim kwartale 2020 roku wynosiła 1,6 mln osób i wzrosła o prawie 8 tys. w porównaniu rok do roku. Jednak tylko 96 tysięcy osób (5,9%) z 1,6 mln wskazało, że miało to bezpośredni związek z pandemią COVID-19. To niewiele, bo w poprzednim kwartale takich osób było ponad 1,2 mln, czyli ok. 62% wszystkich pracujących – podsumowuje Krzysztof Inglot.

Przedsiębiorca dostarczał za darmo towar do szkół. Fiskus zgłosił się po podatek

Przedsiębiorca przekazywał za darmo owoce organizacjom pożytku publicznego. W związku z tym, że Rosja wprowadziła w 2014 r. zakaz przywozu niektórych owoców i warzyw z Unii Europejskiej, przedsiębiorca otrzymał od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa unijne wsparcie. W odpowiedzi na to fiskus zwiększył mu podstawę opodatkowania o kwotę tego wsparcia i odmówił stwierdzenia nadpłaty w podatku od towarów i usług. Przedsiębiorca zaskarżył jego decyzję w sądzie i wygrał.

Art. 43 ust. 1 pkt 16 ustawy o podatku od towarów i usług stanowi, że zwalnia się z tego podatku dostawę towarów w postaci nieodpłatnego przekazania przez podatnika należących do jego przedsiębiorstwa produktów spożywczych, z wyjątkiem określonych w tym przepisie napojów alkoholowych, jeżeli są one przekazywane na rzecz organizacji pożytku publicznego, z przeznaczeniem na cele działalności charytatywnej prowadzonej przez tę organizację.

Nieodpłatna dostawa a zwrot VAT

Firma z branży rolnej trudniąca się m.in. produkcją owoców przekazywała je za darmo organizacjom pożytku publicznego: Krajowej Federacji Edukacji Zawodowej Fizycznej, jednemu zespołowi szkół i dwóm szkołom podstawowym. Z dniem 1 sierpnia 2014 r. Federacja Rosyjska wprowadziła zakaz importu na terytorium swojego kraju owoców i warzyw z Unii Europejskiej. W związku z tym embargiem w sierpniu 2016 r. firma otrzymała wsparcie finansowe od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Przedsiębiorca, składając w 2019 r. korektę deklaracji podatkowej za ten miesiąc, wystąpił do naczelnika urzędu skarbowego o stwierdzenie nadpłaty w podatku VAT, co w konsekwencji uprawniałoby go do otrzymania zwrotu VAT. W swojej pierwotnej deklaracji ujął bowiem kwotę uzyskanej z Unii pomocy w podstawie opodatkowania.

Organ uznał, że dostawy były odpłatne

Decyzją naczelnika z sierpnia 2019 r., utrzymaną w mocy przez dyrektora izby administracji skarbowej w lutym 2020 r. fiskus odmówił stwierdzenia nadpłaty. Organy uznały, że przedsiębiorca, dostarczając owoce do szkół i innych podmiotów pożytku publicznego, dokonywał odpłatnych dostaw, o które należy powiększyć mu podstawę opodatkowania. Jego wynagrodzeniem za te dostawy była bowiem przekazana za pośrednictwem ARiMR-u i Agencji Rynku Rolnego pomoc finansowa od Unii Europejskiej.

Fiskus doliczył kwotę unijnego wsparcia do podstawy opodatkowania przedsiębiorcy

Dyrektor izby administracji skarbowej przywołał art. 73 Dyrektywy 2006/112/WE Rady z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, którego odpowiednikiem w polskiej ustawie o VAT jest art. 29a ust. 1, i w oparciu o niego wskazał, że podstawa opodatkowania podatkiem VAT obejmuje wszystko to, co stanowi zapłatę otrzymaną w zamian za dostawę towarów lub świadczenie usług od nabywcy, usługobiorcy lub osoby trzeciej, włącznie z subwencjami związanymi bezpośrednio z ceną takiej dostawy lub świadczenia.

Fiskus stwierdził, że choć przedsiębiorca nie otrzymał płatności za dokonane dostawy od ich adresatów, to jednak uzyskał unijne wsparcie od osoby trzeciej, o której mowa we wskazanych przepisach o VAT, w wysokości uzależnionej od ilości przekazanego szkołom towaru czy też odległości, jakiej pokonania wymagał transport. Stąd też pomoc z Unii Europejskiej była w rzeczywistości zapłatą za dostawę, pakowanie i sortowanie towaru oraz za jego transport. Przedsiębiorcę nie obejmuje więc zwolnienie z VAT, o którym mowa w art. 43 ust. 1 pkt 16 ustawy o podatku od towarów, bowiem zwolnienie to nie dotyczy dostaw towarów dokonanych za wynagrodzeniem.

Sam fakt unijnej pomocy nie przesądza, że może ona zwiększać podstawę opodatkowania

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie rozstrzygnął spór na korzyść przedsiębiorcy, uchylając zaskarżone decyzje organów obu instancji. Sąd przywołał orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości UE w sprawie C- 184/00 Office de produits wallons ASBF v. Belgia State, w którym Trybunał orzekł, że sam tylko fakt, iż unijna pomoc wpływa na ostateczną cenę świadczenia, nie może być decydujący dla uznania, że powinna ona zwiększać podstawę opodatkowania. Konieczne jest bowiem ustalenie, że pomoc ta jest udzielana w celu sfinansowania konkretnej czynności opodatkowanej.

Dofinansowanie za wycofanie produktów to nie wynagrodzenie za dostawę

Sąd, analizując treść decyzji Dyrektora Oddziału Terenowego Agencji Rynku Rolnego o przyznaniu przedsiębiorcy wsparcia, stwierdził, że wynika z niej, iż operacja wycofania z rynku określonych produktów miała na celu ich bezpłatną dystrybucję. Zatem przedsiębiorca otrzymał pomoc z uwagi na wycofanie swoich produktów w celu takiej właśnie dystrybucji. Dostarczając je uprawnionym jednostkom, nie pobierał od nich za to żadnej zapłaty. Fakt, że wysokość tej pomocy była obliczana na podstawie ilości owoców i odległości transportu, nie stanowi wystarczającej przesłanki do uznania, że udzielana ona była w celu sfinansowania konkretnej czynności opodatkowanej.

„W ocenie Sądu, wbrew twierdzeniom organów podatkowych nie zostało wykazane, że przekazanie towarów jednostkom uprawnionym nastąpiło w zamian za przekazaną kwotę wsparcia, która stanowi wynagrodzenie za te towary. Otrzymanie wsparcia zostało bowiem uwarunkowane wycofaniem owoców w celu bezpłatnej dystrybucji i nieodpłatnym ich przekazaniem podmiotom wskazanym w rejestrze prowadzonym Prezesa Agencji” (wyrok WSA w Warszawie z 8 października 2020 r., sygn. akt VIII SA/Wa 400/20).

Reprezentacja przy zwrocie VAT

Każdy przedsiębiorca, któremu fiskus odmówi zwrotu VAT, powinien się dwa razy zastanowić, zanim z taką odmową się pogodzi. Ten, jak i szereg innych przykładów spraw pokazuje, że gdy w grę wchodzi obniżenie podstawy opodatkowania podatnika lub jej podwyższenie, zwrot VAT lub odmowa stwierdzenia jego nadpłaty, a więc czynności mające namacalny wymiar finansowy, organy na pierwszym miejscu stawiają interes Skarbu Państwa, nie podatnika.

Ale w tej grze o majątek firmy przedsiębiorcy nie są skazani na samotną walkę ze skarbówką. Na rynku usług dostępni są doradcy podatkowi, a nawet całe kancelarie prawne specjalizujące się w sprawnym odzyskiwaniu VAT i reprezentacji przedsiębiorców w sporach z fiskusem.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Sondaż: Co drugi Polak uważa, że e-sklepy powinny stosować do wysyłki ekologiczne opakowania

Jak wykazało badanie UCE RESEARCH, 51% konsumentów uważa, że sklepy internetowe powinny wysyłać klientom towary wyłącznie w ekologicznych opakowaniach. 23% nie zgadza się z tym, a 26% osób nie ma zdania w tej kwestii. Według części ekspertów, e-sklepy powinny stosować bardziej ekologiczne rozwiązania niż dotychczas. To finalnie będzie w ich szeroko pojętym interesie. Jednak nie każdy produkt może być dostarczany bez foli czy streczu. Zachętą do pakowania artykułów w materiały przyjazne dla środowiska, oprócz oczekiwań konsumentów, mogłoby być np. obniżenie z tego tytułu podatków i przyznawanie certyfikatów.

Sklepy wysyłkowe powinny dostarczać produkty wyłącznie w ekologicznych opakowaniach. Tak twierdzi 51% badanych. Maciej Tygielski, dyrektor generalny spółki Złote Wyprzedaże, uważa, że e-commerce powinien dążyć do tego, by wysłane paczki były przyjazne dla środowiska. Jednak w praktyce wiele pozostaje do zrobienia w tej kwestii. E-sklepy często wysyłają np. dużo większe opakowania, aniżeli wskazują na to gabaryty towarów. Powinny zmniejszać paczki i lepiej dobierać dostawców, np. poprzez weryfikację procesu produkcji, w tym konkretnie – użytych materiałów. Ale to nie jest takie proste.

– Nie każda kategoria produktów nadaje się do wysyłki bez stosowania foli lub streczu. Tak może być np. z napojami, oświetleniem, szkłem czy elektroniką. Oprócz zabezpieczenia przed stłuczeniem, towary należy uchronić przez wilgocią. Jeśli podczas transportu wystąpi różnica temperatur, folia najlepiej sobie z tym poradzi. Trudno wyobrazić sobie też, że sklep zrobi wysyłkę smartfona wartego 5 tys. zł w ekologicznym opakowaniu, ryzykując np. zawilgoceniem płyty głównej – mówi Tomasz Szacoń z firmy doradczej Retailpoland Consulting.

Według badania, 23% Polaków nie zgadza się z tym, że sklepy wysyłkowe powinny korzystać wyłącznie z ekologicznych opakowań. 26% ankietowanych nie ma na ten temat własnego zdania. Maciej Tygielski przewiduje, że w kolejnych latach jednak będzie rosła świadomość osób obecnie niezainteresowanych sprawami środowiska. Z kolei Tomasz Szacoń dodaje, że ekologiczne paczki wpisują się w trend zero waste i ratowanie planety. Szczególnie młode pokolenie Z, które wchodzi dopiero na rynek, jest w tej kwestii bardzo dobrze wyedukowane.

– Ustawodawca oczywiście może podjąć jakieś kroki, ale nie od razu restrykcyjne, tylko koncyliacyjne, mediacyjne i konsultacyjne. Należy wypracować kompromis, który będzie satysfakcjonujący zarówno dla branży, jak i konsumentów. Oczywiście to byłby proces długotrwały, ale mimo to warto go rozpocząć. Tymczasem sklepy internetowe same powinny uznać, że opakowania ekologiczne są w ich szeroko pojętym interesie – podkreśla ekspert ze Złotych Wyprzedaży.

Jak podsumowuje Tomasz Szacoń, polskie prawo handlowe jest przestarzałe i warto je aktualizować. Słyszymy już o zakazie stosowania styropianu w USA, który pojawił się w stanie Nowy York. To jest dobrym nośnikiem marketingowym. Skutecznym rozwiązaniem byłoby wsparcie i nagradzanie sklepów internetowych stosujących ekologiczne opakowania, np. certyfikatem i niższymi podatkami. Ekspert z Retailpoland Consulting będzie obserwował ten trend z nadzieją, że któregoś dnia folia przestanie być potrzebna branży e-commerce, chociaż to będzie trudne zadanie.

Badanie zostało przeprowadzone w dniach 14-15.11.2020 r. metodą CAWI przez UCE RESEARCH na reprezentatywnej próbie 1 003 dorosłych Polaków.

42% Polaków wyda tyle samo w Black Friday mimo pandemii

Black Friday oraz nadchodzący po nim Cyber Monday to szczególne daty w kalendarzu każdego łowcy promocji. W tym roku przypadają odpowiednio na 27 i 30 listopada. W nowym badaniu PAYBACK Opinion Poll sprawdziliśmy, co kupują Polacy w trakcie tych dni, a także jak dużo wydają na te specjalne zakupy.

Znajomość Black Friday o wiele wyższa niż Cyber Monday

Według najnowszego PAYBACK Opinion Poll, niemal 90% Polaków wie, na czym polega Black Friday, a 60% ankietowanych robiło w tym dniu zakupy, korzystając ze specjalnych promocji. Jeśli chodzi o bieżący rok, co trzeci ankietowany zadeklarował chęć zapolowania na okazje właśnie w trakcie tego dnia, jednak większość respondentów (57%) jeszcze nie wie, czy w tym roku skorzysta z ofert w trakcie Black Friday.

Słabiej prezentuje się świadomość akcji Cyber Monday. Ponad połowa Polaków (53%) nie wie, na czym polega to zakupowe święto, a 61% ankietowanych jeszcze nie robiło w tym dniu specjalnych zakupów. Siedmiu na dziesięciu respondentów nie zdecydowało, czy w tym roku skorzysta z promocji w trakcie Cyber Monday. 18% osób, które znają tę akcję, zamierza jednak wziąć w niej udział.Ilu Polaków planuje zakupy w Black Friday

Pomimo dużej świadomości Black Friday, tylko 46% ankietowanych potrafi wskazać konkretną datę, na którą w tym roku przypada ten dzień. Co ciekawe, wiedza ta jest powszechniejsza wśród kobiet (o 16% więcej w porównaniu do mężczyzn).

Pomimo dużej świadomości Black Friday, tylko 46% ankietowanych potrafi wskazać konkretną datę, na którą w tym roku przypada ten dzień. Co ciekawe, wiedza ta jest powszechniejsza wśród kobiet (o 16% więcej w porównaniu do mężczyzn).

Na co polują łowcy okazji?

Preferencje zakupowe Polaków różnią się w zależności od płci respondentów. Podczas Black Friday Panie kupują przede wszystkim odzież i buty (38% odpowiedzi), kosmetyki i perfumy (17%), a także elektronikę (11%). Uwagę Panów przyciągają zaś kolejno: elektronika (34%), odzież i buty (23%) oraz artykuły RTV i AGD (16%).

A jak wyglądają tegoroczne plany łowców okazji? Co czwarty ankietowany zamierza zapolować na odzież i obuwie, co piąty na elektronikę, a na kosmetyki i perfumy – 13% spośród wszystkich respondentów. W przypadku osób, które mają wiedzę także o Cyber Monday, największym powodzeniem cieszyć się będzie elektronika, którą w tej grupie wskazał co trzeci ankietowany.

W trakcie Black Friday najczęściej staramy się łączyć zakupy stacjonarne i online: z obydwu tych sposobów korzysta 55% osób biorących udział w badaniu. Wyłącznie w internecie kupuje co piąty z respondentów (22%). Jeśli robimy zakupy online, najczęściej korzystamy z laptopa (37%), smartfona (33%) i komputera stacjonarnego (28%). Przy tym to kobiety chętniej do zakupów wykorzystują smartfon: tę opcję wskazało 45% pań i tylko 21% panów.

Prezenty… i nie tylko

Black Friday oraz Cyber Monday to dla osób kupujących w tych dniach doskonała okazja do upolowania prezentów na Mikołajki lub Boże Narodzenie, co deklaruje sześć na dziesięć osób w tej grupie. Co piąty ankietowany wyczekuje na te dni, aby kupić wcześniej upatrzone prezenty w atrakcyjnych cenach. Ponad jedna trzecia respondentów oszczędza z zamiarem zrobienia większych zakupów właśnie w tym czasie.

Dość często jednak dajemy ponieść się emocjom: 54% osób kupuje interesujące ich produkty całkowicie spontanicznie, wtedy gdy tylko zauważą wartą uwagi obniżkę.

Dla wielu Polaków Black Friday to także znakomita okazja do tego, by nieco poszaleć z zakupami. Potwierdzają to kwoty, jakie zamierzamy wydać tego dnia: prawie 50% ankietowanych w tym roku planuje przeznaczyć na piątkowe zakupy kwotę przekraczającą 300 zł. Jest też grupa wciąż niezdecydowanych – co czwarty respondent jeszcze nie ustalił konkretnego budżetu.Ile Polacy zamierzają wydać w Black Friday

Zakupy w cieniu pandemii

Nie można też zapominać, że tegoroczny Black Friday upłynie pod znakiem pandemii COVID-19. Bez wątpienia koronawirus osłabi nieco zakupowy zapał łowców okazji, choć znaczna część Polaków zachowuje optymizm. 42% ankietowanych zadeklarowało, że pandemia nie wpływa na wysokość kwoty, jaką zamierzają wydać podczas tegorocznego Black Friday i przeznaczą na zakupy w tych dniach tyle, co zwykle. 6% osób planuje wydać nawet więcej w porównaniu do poprzednich lat. Obok nich jest jednak grupa 34% osób, które przyznały, iż w obecnej sytuacji na zakupy w tym dniu przeznaczy mniejsze niż zwykle kwoty.Wpływ COVID-19 na wysokość wydanej kwoty

Smart shopping – a co to takiego?

Czy zatem Polacy, z ich wrodzoną tendencją do szukania oszczędności uważają samych siebie za smart shopperów? Najczęściej nie: tylko 13% zapytanych osób określiłoby się w ten sposób, zaś 27% respondentów uważa, że ów termin kompletnie do nich nie pasuje. Z drugiej strony 35% ankietowanych w ogóle nie wie, jak zdefiniować smart shoppera. Co czwarty badany na to pytanie odpowiedział zaś „trudno powiedzieć”.

Mimo powyższych wyników Polacy dość dobrze orientują się w sposobach na oszczędzanie, wykorzystując wiele z nich w trakcie swoich zakupów. Najwięcej ankietowanych (22%) jako swój sposób na sprytne zakupy podaje korzystanie z programów lojalnościowych. Niewiele mniej osób (20%) korzysta z portali lub aplikacji, w których można zbierać kupony rabatowe. 15% respondentów śledzi informacje o promocjach w gazetkach i newsletterach (drukowanych lub online), a 12% korzysta z porównywarek cenowych.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 26.10-05.11 2020 r. metodą ankiety online na grupie 456 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

Przytłoczeni codziennością – jak nasze emocje wpływają na radzenie sobie w trudnych momentach?

Ostatnie miesiące stały się prawdziwym sprawdzianem odporności psychicznej i umiejętności radzenia sobie ze stresem. Obawiamy się nieznanego, dlatego wiele osób miało problem z odnalezieniem się w nowej rzeczywistości. Poziom inteligencji emocjonalnej przekłada się na zdolność adaptacji i pokonywania trudności. Polacy mają z tym problem, ale pracę nad emocjami można zacząć niezależnie od wieku i przełożyć ją na większą satysfakcję z życia. 

Każdy z nas miewa gorsze dni, z którymi jedni radzą sobie lepiej, inni gorzej. Tak samo w sytuacjach konfliktowych czy stresowych. Często towarzyszy temu obniżony nastrój, poczucie bezsilności, brak sensu i radości z życia. To, w jaki sposób będziemy odbierać określone zdarzenie zależy właśnie od poziomu naszej inteligencji emocjonalnej.

– Ponad 264 miliony ludzi na całym świecie choruje na depresja” href=”https://3xz.pl/depresja/” data-schema-attribute=””>depresję, a ostatnie miesiące przyczyniły się do zwiększenia liczby osób, które zgłaszają się z problemami podłoża psychicznego. Najwyższy czas by oprócz rozwijania kolejnych kompetencji zawodowych zadbać o swoje emocje i samopoczucie. Nazwijmy i pokażmy innym w jasny i empatyczny sposób, jak się czujemy, powiedzmy, że nasze potrzeby są dla nas ważne. Higiena emocjonalna pozwoli nam zadbać o nasze zdrowie psychiczne i poprawi komfort życia. Wpłynie to nie tylko na większą satysfakcję z pracy, ale też na poprawę naszych relacji międzyludzkich – podkreśla Marzena Martyniak, międzynarodowy psycholog i naukowiec, badacz inteligencji emocjonalnej dzieci i dorosłych.

Poczucie bezradności, a zdrowie psychiczne

W obecnej sytuacji odnotowywany jest wyższy niż zazwyczaj poziom przewlekłego lęku i ogromnego strachu. Obawiamy się zakażenia, choroby bliskiej osoby, ale także utraty pracy, problemów finansowych i bezrobocia. Do tego jesteśmy zasypywani różnymi informacjami, w tym często fałszywymi, które dodatkowo budzą w nas poczucie bezradności i niepewności w związku z przyszłością.

– Czas pandemii pokazał nam, jak ważne jest dbanie o zdrowie nie tyle fizyczne, ale przede wszystkim te psychiczne i to nie tylko w momencie, gdy jesteśmy praktycznie na skraju załamania. Wiele dorosłych już osób nadal nie potrafi radzić sobie ze swoimi emocjami, z ich wyrażaniem, regulowaniem, panowaniem nad reakcjami. Nie potrafią też często wyjść poza schemat, zerwać z rutyną, przez co narasta w nich lęk, niepokój i frustracja – podkreśla Marzena Martyniak.

Izolacja społeczna w znaczącym stopniu wpłynęła i pogorszyła również nasze relacje międzyludzkie. Polacy są społeczeństwem bardzo rodzinnym i lubiącym gościnność. Spotkania z najbliższymi są niejako wpisane w naszą osobowość kulturową. Dlatego w momencie, gdy z dnia na dzień musieliśmy ograniczyć nasze kontakty społeczne, wiele osób dotknęła niesamowita samotność i poczucie przytłoczenia zaistniałą sytuacją.

Inteligencja emocjonalna, a radzenie sobie w trudnych sytuacjach

Inteligencja emocjonalna to zdecydowanie więcej, niż tylko określone metody i strategie radzenia sobie z emocjami. To kompetencja, której posiadanie przekłada się na sukcesy osobiste i zawodowe, a także umiejętność tworzenia trwałych, zdrowych relacji międzyludzkich. Warto ją rozwijać niezależnie od wieku, ponieważ niewłaściwe odczytywanie i wyrażanie uczuć oraz emocji utrudnia funkcjonowanie w społeczeństwie, a w szczególności komunikację z innymi.

– To, w jaki sposób radzimy sobie w sytuacjach nieznanych i trudnych w dużej mierze zależy od poziomu naszej inteligencji emocjonalnej. Choć panuje powszechne przekonanie, że decydują o tym umiejętności adaptacji, panowania nad stresem, czy wypracowane liczne kompetencje, to właśnie dzięki umiejętnemu zarządzaniu naszymi emocjami jesteśmy w stanie właściwie ocenić daną sytuację, podejść do niej racjonalnie i tym samym ją rozwiązać – mówi Marzena Martyniak.

Osoba, która nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami, nie będzie w stanie poradzić sobie w sytuacji stresowej, nawet jeśli zostanie wyposażona w różne kompetencje i schematy działań.

Sposób na zwiększenie satysfakcji z życia – niezależnie do wieku

Inteligencję emocjonalną najlepiej zacząć rozwijać już w pierwszych latach życia, jednak jak pokazują badania Instytutu Rozwoju Emocji – można nad jej poziomem pracować niezależnie od wieku i osiągać bardzo zadowalające wyniki.

– W Polsce poziom inteligencji emocjonalnej społeczeństwa utrzymuje się nadal na stosunkowo niskim poziomie. 35% aktywnych zawodowo Polaków ma problemy z prawidłowym rozpoznaniem emocji, a aż 62% z ich regulowaniem. Strategie regulowania emocji wybierane przez nas w zdecydowanej większości są dla nas niekorzystne, aby zredukować intensywność przeżywanych emocji najczęściej obwiniamy innych, nadużywamy alkoholu, tłumimy emocje, zamartwiamy się, ignorujemy problem czy emocje czy wybieramy pobożne życzenie, że wszystko będzie dobrze. Zatem nic dziwnego, że możemy mieć problemy z radzeniem sobie ze stresem i natłokiem obowiązków, a co aktualnie najważniejsze – z odnajdywaniem się w sytuacjach nietypowych – zauważa Marzena Martyniak.

Każdy dorosły, który czuje się przytłoczony codziennością powinien poszukać pomocy. Rozwiązaniem może okazać się trening  rozwoju inteligencji emocjonalnej, skupiający się na każdej z umiejętności wchodzącej w skład inteligencji emocjonalnej. Jest on indywidualnie dopasowany do potrzeb konkretnej osoby, co weryfikują poprzedzające testy aktualnego poziomu tej kompetencji.

Wyzwania w zakresie pozyskania zasobów IT a emigracja wirtualna

Jeszcze w ubiegłym roku wiele firm w ogóle nie zastanawiało się nad otwarciem sklepów internetowych. Pandemia wywróciła jednak wszystko do góry nogami i nagle popularność handlu internetowego ogromnie wzrosła. Swój moment odpowiednio wykorzystują firmy, które specjalizują się w tworzeniu sklepów online. Rosną ci, którzy od dawna byli obecni w e-commerce sami lub którzy udostępniali platformy do takiej sprzedaży, jak na przykład Allegro czy Ebay.

Jednak wraz ze wzrostem popularności sklepów internetowych, wzrasta też zapotrzebowanie na specjalistów IT, którzy umieją taki sklep zaprojektować, a następnie będą służyć pomocą w zakresie codziennego użytkowania. Wiele osób w pośpiechu podwyższa swoje kwalifikacje w zakresie takich technologii jak na przykład Magento. Rynek potrzebuje jednak więcej osób z konkretnymi umiejętnościami, a okazuje się, że popyt przekroczył podaż.

Wsparcie IT w obszarze e-commerce

Poza standardową możliwością skorzystania z firmy outsourcingowej, coraz częściej korzysta się z usług freelancerów, którzy zrzeszają się w międzynarodowych serwisach internetowych. Serwisy te zwane są platformami, a kilka z nich to Catalant, InnoCentive, Kaggle, Toptal czy Upwork. Oferują one pracę ekspertom IT z całego świata.

Rozwiązanie jest o tyle ciekawe, że pracodawca może „wynająć” specjalistę IT do pomocy w zakresie jednego zagadnienia czy problemu. Nie wiąże się to z koniecznością zatrudniania na stałe. Może to być na przykład niedziałająca jedna z funkcjonalności czy przeprojektowanie strony www od strony wizualnej. Jedna z takich platform – Toptal, twierdzi, że zrzesza 3% wszystkich freelancerów z całego świata.

Nawet jeżeli liczba ta jest jedynie szacunkiem, to faktem jest, że przez ostatnie dziesięć lat liczba  serwisów-platform, w których zrzeszać się mogą wysokiej klasy specjaliści, wzrosła do około 330. Jeśli zaś rosną takie serwisy, to znaczy, że praca za ich pośrednictwem odpowiada specjalistom, którzy się tam rejestrują w poszukiwaniu nowych zleceń. Co ważne, nie są to najczęściej osoby, które miałyby problem ze znalezieniem stałego zatrudnienia. Są to głównie tak zwani „wolni strzelcy”, inaczej „freelancerzy”, którzy zamiast pracy na pełnym etacie, wolą realizować kilka projektów równocześnie najczęściej dla firm spoza Polski.

W Stanach Zjednoczonych szacuje się, że freelancerzy stanowią ponad jedną trzecią całej siły roboczej, z czego niemała część to pracownicy wysoko wykwalifikowani. Jednak platformy usług IT zrzeszają głównie osoby z krajów, gdzie koszty pracy są odpowiednio tańsze. Za przykład służyć może Bangladesz, który dostarcza szacunkowo 15% światowych zasobów pracowników zatrudnionych on-line z liczbą około 650 000 osób. Dzięki technologii, tworzą się nowe możliwości dla osób wykwalifikowanych bez konieczności emigracji. Również nasz rynek jest bardzo bogaty w wysoko wykwalifikowane kadry IT. Według danych GUS – w bieżącym roku jest w Polsce ponad 120 000 osób, które prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą, w której zakresie są również (lub jedynie) usługi informatyczne. Nawet jeśli kilkanaście procent z nich zainteresowanych byłoby pracą zdalną, projektową, to również zasililiby globalne zasoby platform, za pośrednictwem których zdobywać mogą interesujące i najczęściej dobrze płatne zlecenia z całego świata. Doświadczenie pokazuje, że nasi specjaliści bardzo chętnie podejmują zdalną pracę dla firm szwajcarskich. Programista front end z niedużym doświadczeniem w tym kraju może liczyć nawet na 29 000 zł miesięcznie w przeliczeniu z franków szwajcarskich. Najczęściej wystarczająca jest znajomość biegła języka angielskiego bez konieczności mówienia po francusku lub niemiecku, a pracę można wykonywać zza swojego biurka we własnym mieszkaniu, choćby na Mazurach.

Ostanie lata, a rok 2020 w szczególności, w dużej mierze zmieniły sposób pracy zwłaszcza osób o wysokich kwalifikacjach IT. Dzięki nowym technologiom oraz wymuszonej przez COVID przychylności pracodawców do  pracy zdalnej, przed polskimi specjalistami otwierają się ogromne możliwości, które dotychczas ograniczone były koniecznością fizycznej emigracji. Obecnie, mamy do czynienia z tzw. wirtualną emigracją, która zapewne dopiero zaczyna się na dobre.

Marek Wróbel, Partner zarządzający Optiveum

PARP: Zdaniem 90 proc. Polaków założenie działalności gospodarczej nad Wisłą jest proste

Jesteśmy społeczeństwem pro-przedsiębiorczym – taki obraz Polaków wyłania się z najnowszej, 9. edycji raportu „Global Entrepreneurship Monitor. Polska 2020”, przygotowanego przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości wspólnie z Uniwersytetem Ekonomicznym w Katowicach. Z analizy wynika, że w 2019 r. aż 87 proc. z nas pozytywnie oceniało warunki do założenia firmy w Polsce, co znacznie przewyższało średnią europejską. Natomiast ok. 50 proc. Polaków, podobnie jak w innych krajach Europy, nie decydowało się na rozpoczęcie działalności z obawy przed porażką.

Raport GEM Polska prezentuje wyniki unikalnego projektu badawczego, realizowanego w ponad 50 krajach świata, w tym w Polsce. Raport zawiera informacje o postawach, zachowaniach i aspiracjach Polaków dotyczących przedsiębiorczości, nastawieniu do niej naszego społeczeństwa, a także ocenę uwarunkowań powstawania i rozwoju przedsiębiorstw w Polsce przed pandemią (badanie zostało przeprowadzone w połowie 2019 r.)

Przedsiębiorczy jak Polak

Aż 78 proc. Polaków uważa, że prowadzenie własnego biznesu to dobry sposób na karierę zawodową. To nieco mniej niż rok wcześniej (86 proc.), ale jednak aż o 16 pp. więcej w porównaniu do roku 2016, kiedy to zaczęło przybywać Polaków uważających, że prowadzenie firmy jest dobrą alternatywą pracy zarobkowej. Tegoroczna edycja badania daje dziesiąty wynik wśród 50 badanych państw świata. W Europie więcej osób, które myślą podobnie, jest jedynie w Holandii (86 proc.). W państwach o niskim poziomie dochodu średnio więcej osób pozytywnie odnosi się do twierdzenia, że własna firma może być dobrym sposobem na zrobienie kariery. Po części jest to związane z brakiem wystarczającej podaży miejsc pracy etatowej w mniej rozwiniętych gospodarkach.

Wart uwagi jest wysoki status przedsiębiorcy w polskim społeczeństwie. Ponad trzy czwarte ankietowanych jest zdania, że osobom, które założyły własne firmy i odniosły przy tym sukces, należy się uznanie. To nieznacznie, bo o 1 pp. więcej rok do roku. Spośród 21 badanych przez nas państw w Europie to 6. wynik. Dodając do tego fakt, że co drugi Polak zna kogoś, kto założył firmę w ostatnich dwóch latach, możemy przyjąć, że uznanie dla przedsiębiorców jest pochodną praktycznych obserwacji i kontaktów z ludźmi biznesu. Najwięcej osób, które myślą podobnie jest w Norwegii – aż 93 proc., potem jest Słowenia, Niemcy, Luksemburg i Szwecja – mówi Paulina Zadura, dyrektor w Departamencie Analiz i Strategii PARP.

W 2019 r. 18 proc. dorosłych Polaków, a więc podobnie do średniej europejskiej (17 proc.) prowadziło lub zaczynało prowadzić działalność gospodarczą. 5 proc. z nich, czyli ok. 1,3 mln osób prowadzi młode firmy, a 13 proc. – ponad 3 mln osób – firmy dojrzałe. 82 proc. z nas zakłada biznes, aby kontynuować tradycję rodzinną, podczas gdy w Europie to powód jedynie dla jednej trzeciej ankietowanych. Częściej także niż w Europie (41 proc.) decydujemy się założyć działalność, aby zmieniać świat (65 proc.). Mieszkańcy innych krajów Europy trzy razy częściej niż my decydują się na to z konieczności zapewnienia utrzymania, i 3,5 razy częściej z chęci wzbogacenia się.

Nad Wisłą najprościej

Godna odnotowania jest zgodność Polaków w przypadku oceny warunków do rozpoczęcia działalności gospodarczej. Zdaniem aż 90 proc. z nas założenie biznesu nad Wisłą jest proste. To najlepszy wynik wśród wszystkich 50 państw świata. Dla porównania podobnie myśli 71 proc. mieszkańców Stanów Zjednoczonych. Średnia dla badanych państw Europy wynosi natomiast 53 proc.

Z raportu GEM Polska wynika także, że czujemy się przygotowani do prowadzenia własnego biznesu. Połowa z nas deklaruje, że ma do tego wystarczającą wiedzą i umiejętności. Jest to wynik na poziomie Hiszpanii czy Szwecji oraz średniej dla 21 badanych państw w Europie, ale też niższy niż w przywoływanych już Stanach Zjednoczonych (66 proc.). Co ciekawe, wśród wszystkich badanych państw najmniej mieszkańców pozytywnie oceniających swoje umiejętności biznesowe jest w Japonii (14 proc.), najwięcej zaś – w Indiach (85 proc.).

– Od początku prowadzenia badań GEM w Polsce odnotowujemy relatywnie wysoką samoocenę Polaków, jeśli chodzi o posiadanie wystarczających umiejętności do prowadzenia firmy. Niepokojące jest natomiast, że w ubiegłym roku wzrosła liczba Polaków, którzy obawiają się porażki w biznesie. Po dwóch latach spadków odsetek dorosłych, którzy przyznają, że takie ryzyko zniechęca ich do założenia firmy, wzrósł do wartości notowanej w 2016 r. i wyniósł 46 proc. To więcej niż średnia europejska, która wynosi 40 proc. A szok związany z pandemią może dodatkowo wzmocnić te obawy – mówi Anna Tarnawa, kierownik w Departamencie Analiz i Strategii PARP.

Eksperci nie łączą ze zwiększonym poziomem obaw spadku wskaźnika mierzącego intencje przedsiębiorcze Polaków. Jedynie 6 proc. ankietowanych deklarowało chęć założenia firmy w ciągu trzech lat. To o połowę mniej niż średnia europejska i najmniej od 2011 r., czyli od pierwszej edycji badania. – Zważywszy na wzrost lub stabilny poziom pozostałych wskaźników, jak ocena otoczenia biznesowego czy samoocena zdolności i umiejętności biznesowych, a także niemal powszechne przekonanie Polaków o łatwości założenia firmy w kraju, można przyjąć, że spadek intencji przedsiębiorczych był spowodowany wyjątkowo korzystną sytuacją na rynku pracy. Mówiło się wręcz o rynku pracownika, a nie pracodawcy. Musimy poczekać do kolejnej edycji badania, by przekonać się, jak bardzo pandemia COVID-19 wpłynęła na aktywność przedsiębiorczą Polaków – mówi Przemysław Zbierowski, kierownik Katedry Zarządzania Zasobami Ludzkimi, Uniwersytet Ekonomiczny w Katowicach.

Nowe produkty i usługi

W 2019 r. 22 proc. Polaków prowadzących młode firmy (poniżej 3,5 roku), czyli ok. 280 tys. osób, oferowało nowe produkty i usługi. W Europie udział młodych firm, które oferują nowe produkty i usługi (niezależnie od tego, czy są to produkty nowe lokalnie, na poziomie kraju, czy poza nim) waha się od 16 proc. w Rosji i Białorusi do 53 proc. w Luksemburgu.

Nieco mniejsze zróżnicowanie widać w przypadku osób prowadzących młode firmy, które do wytwarzania swoich produktów lub usług stosują nowe technologie bądź metody pracy. Najmniejszy jest ich udział w przypadku Białorusi, Łotwy i Rosji (od 15 do 18 proc.), a największy w przypadku Luksemburga i Macedonii Północnej (do 40-42 proc.). W Polsce 34 proc. właścicieli młodych firm wykorzystywało nowe technologie i metody pracy w swojej działalności.

Polska, podobnie jak Rosja i Włochy, należy do państw, gdzie minimum 80 proc. młodych firm wprowadzających nowe produkty lub usługi twierdzi, że są one nowością jedynie w skali lokalnej. 14 proc. polskich młodych firm wprowadza produkty nowe w skali kraju, a jedynie 6 proc. w skali świata. Jak zauważają autorzy raportu, po części ta relatywnie niższa innowacyjność polskich młodych firm jest efektem wielkości i chłonności krajowego rynku. Również w Hiszpanii czy Wielkiej Brytanii minimum połowa młodych firm wprowadzających nowe produkty i usługi deklaruje, że są nowe w skali lokalnej. Natomiast w państwach niewielkich, jak Cypr czy Słowenia, wśród młodych firm oferujących nowe produkty i usługi przeważają te, których oferta jest nowa w skali kraju i świata.

Rusza „SYGMO for COVID-19” – nowa polska platforma telemedyczna dla przedsiębiorstw i instytucji

Eksperci Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie we współpracy z firmą Grupa casusBTL opracowali aplikację zintegrowaną z innowacyjnym systemem telemedycznym do analizy objawów zakażenia koronawirusem. W oparciu o tę platformę podmioty mogą już świadczyć kompleksowe usługi telemedyczne. Dostępne na rynku polskie rozwiązanie ma zapobiegać zakażeniom w miejscu pracy, a przez to przyczyniać się do redukcji absencji i optymalizacji kosztów w przedsiębiorstwach i instytucjach publicznych. Zdaniem ekspertów poprawi to bezpieczeństwo zdrowotne pracowników i ich bliskich.

Kosztowne problemy

Nawet jeden zakażony COVID-19 pracownik może szybko zarazić innych członków personelu i przez to spowodować znaczące braki kadrowe, zachwianie płynności produkcji lub świadczenia usług, a tym samym – paraliż całej firmy. Jego skutki finansowe mogą być poważnym zagrożeniem dla funkcjonowania przedsiębiorstwa, dlatego polskie firmy wdrażają wszelkie dostępne rozwiązania nakierowane na walkę z koronawirusem.

Z transmisją COVID-19 w zakładach pracy przedsiębiorcy w Polsce próbują walczyć przede wszystkim za pomocą wypracowanych procedur bezpieczeństwa, takich jak częsta dezynfekcja, noszenie maseczek ochronnych i utrzymywanie dystansu pomiędzy pracownikami. Niestety, nie mają wpływu na moment, w którym osoba zarażona pojawia się w pracy. W podmiotach medycznych ta sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana.
Z problemem zmierzył się Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie, tworząc oprogramowanie MKS „COVID-19” i zapraszając naszą firmę do współpracy w zakresie rozwoju i komercjalizacji projektu. Tak rozpoczął się kilkumiesięczny proces tworzenia platformy telemedycznej „SYGMO for COVID-19”
– mówi Adrian Szulczyński, prezes Zarządu Grupy casusBTL.SYGMO for COVID-19

Polskie kompleksowe rozwiązanie

„SYGMO for COVID-19” to zintegrowany system działający w oparciu o: aplikację
z ankietą samokontroli, dostępną z poziomu telefonów lub komputerów pracowników, platformę telemedyczną wspierającą analizę występowania symptomów choroby zakaźnej
(w tym COVID-19) oraz zespół lekarzy specjalistów medycyny zakaźnej, oceniających ryzyko zakażenia i pełniących rolę konsultantów.

W Wojskowym Instytucie Medycznym już w pierwszych dniach pandemii COVID-19 uświadomiliśmy sobie, że podstawowym warunkiem bezpieczeństwa epidemiologicznego szpitala i utrzymania płynności jego działalności jest trafne i szybkie zidentyfikowanie osób podejrzanych o zakażenie koronawirusem – mówi płk dr hab. med. Paweł Krzesiński, Kierownik Kliniki Kardiologii i Chorób Wewnętrznych Wojskowego Instytutu Medycznego w Warszawie i dodaje: – Prototypowa aplikacja powstała w kilka tygodni. Do dziś korzysta z niej blisko 2 tys. osób, a liczba przesłanych raportów telemedycznych przekroczyła 110 tys. Na podstawie analizy ankiety pracownicy centrum monitorującego interweniowali już ponad 100 razy. Czy było warto realizować ten projekt? Nie ma wątpliwości.

Zastosowane w „SYGMO for COVID-19” algorytmy wspierające analizę danych podlegają stałej weryfikacji i doskonaleniu w oparciu o: najnowsze wyniki badań naukowych, wytyczne postępowania, obowiązujące przepisy oraz opinie ekspertów. To pozwala stale rozwijać i skalować opracowane rozwiązanie. Co istotne, platforma może być zaimplementowana i docelowo integrowana z istniejącymi systemami, na przykład kadrowymi. Nie bez znaczenia był dla nas aspekt bezpieczeństwa, dlatego raz wprowadzone w centrum monitorowania dane nie opuszczają go – mówi płk dr inż. Piotr Murawski, Szef Oddziału Teleinformatyki Wojskowego Instytutu Medycznego, kierownik zespołu odpowiedzialnego za opracowanie technologii rozwiązania.

Pierwsze wdrożenia

Potencjał nowej platformy telemedycznej „SYGMO for COVID-19” wykorzystuje już Centrum Nowoczesnej Medycyny Enterna Medica, które w oparciu o własne Centrum Telemedycyny
i Telemonitoringu wprowadziło na rynek abonamentową usługę wsparcia przedsiębiorstw
i instytucji w zminimalizowaniu ryzyka rozprzestrzenienia się chorób wirusowych w zakładach pracy. Przedsiębiorstwo lub instytucja publiczna może wykupić określoną liczbę abonamentów usługi medycznej „SYGMO for COVID-19” dla swoich pracowników. Personel otrzymuje instrukcje do instalacji aplikacji wraz z unikalnymi danymi do logowania.

Jak zaznaczają przedstawiciele Enterna Medica, w realiach ograniczonego dostępu do konsultacji w stacjonarnych placówkach ochrony zdrowia rozwiązania z zakresu telemedycyny ułatwiają uzyskanie porady i kontakt z lekarzem. Zapotrzebowania na zdalne teleporady w skali masowej nie przewidziały ani państwowe systemy opieki zdrowotnej, ani sieciowe spółki prywatne, dlatego innowacyjne rozwiązania telemedyczne są dziś zdaniem przedsiębiorców chętnie implementowane na rynku.

System ochrony przed transmisją koronawirusa działa w oparciu o codzienny wywiad epidemiologiczny z pracownikami, jego weryfikację przez konsultantów-lekarzy oraz schemat zaleceń w przypadku wystąpienia niepokojących symptomów. W razie podejrzenia infekcji COVID-19 pracownik zostanie skierowany na konsultacje z lekarzem specjalistą medycyny rodzinnej lub najbliższą stacją sanitarno-epidemiologiczną. Aplikację wyróżnia szeroki zakres analizowanych danych, w tym potencjalnych symptomów infekcji. To ważne, ponieważ sama wartość temperatury ciała nie jest miarodajna dla oceny ryzyka zakażenia. Aby właściwie ocenić potencjalne zagrożenie, trzeba wziąć pod uwagę znacznie więcej zmiennych. Jeśli wskazania algorytmu analizującego wiele czynników dodatkowo weryfikuje wykwalifikowany medycznie konsultant, poziom bezpieczeństwa dodatkowo wzrasta – wyjaśnia prof. dr hab. n. med. Zbigniew Kalarus, Członek Zarządu Enterna Medica Centrum Nowoczesnej Medycyny.

W niezwykle trudnym czasie pandemii COVID-19 chcieliśmy dać przedsiębiorcom
i instytucjom narzędzie pozwalające im skutecznie chronić zdrowie pracowników oraz strategiczne zasoby firmy.
Większe poczucie bezpieczeństwa personelu przekłada się bezpośrednio na kondycję przedsiębiorstwa, także finansową. W okresie pandemii i spodziewanej recesji właściciele firm liczą co prawda każdą złotówkę, jednak z naszych obserwacji wynika, że nie są skłonni do oszczędności na zdrowiu personelu. Słusznie wierzą, że dobra kondycja pracowników to większa płynność pracy i środków finansowych, dlatego poszukują skutecznych i kompleksowych rozwiązań, które pomogą im ochronić przed skutkami epidemii personel i całe przedsiębiorstwo – dodaje Adrian Szulczyński.

Holistyczna strategia ochrony

Jak podkreślają twórcy rozwiązania, zaletą usługi oferowanej w oparciu o „SYGMO for COVID-19” jest holistyczne podejście do problemu ochrony przed chorobami zakaźnymi. Kwestionariusz, poza pytaniami o typowe dolegliwości i objawy, zawiera dodatkowo pytania epidemiologiczne, które umożliwiają wczesną identyfikację osób zakażonych. Choć przebieg infekcji SARS-CoV-2 może być bezobjawowy, to dane medyczne jednoznacznie wskazują, że liczba wirionów (cząstek wirusa) w materiale z nosogardła jest zdecydowanie większa u chorych objawowych, a ich propagacja (namnażanie się) jest największa w ciągu pierwszych pięciu dni od pojawienia się objawów. Choć obecnie brak całkowicie pewnych metod służących zapobieganiu szerzenia się epidemii, zdaniem ekspertów polskie rozwiązanie umożliwia systematyczne podejście do problemu. W opinii klinicystów to kluczowe dla skutecznego zapobiegania rozprzestrzeniania się infekcji.

Popularne w przedsiębiorstwach abonamenty medyczne oferowane pracownikom w formie tak zwanych benefitów nie uwzględniały wydarzenia takiego jak epidemia i konieczności istnienia kompleksowego systemu opartego na: wywiadzie, weryfikacji, specjalistycznej konsultacji i profesjonalnych zaleceniach lekarskich dla ochrony przed rozprzestrzenianiem się chorób zakaźnych. Tymczasem podobne rozwiązanie jest niezbędne i to zarówno ze względu na prognozy dotyczące COVID-19, który może stanowić istotne zagrożenie dla zdrowia publicznego jeszcze przez wiele miesięcy, jak i na inne, potencjalnie nie mniej groźne infekcje wirusowe – podkreśla dr hab. n. med. Włodzimierz Mazur, Kierownik Kliniki Chorób Zakaźnych Śląskiego Uniwersytetu Medycznego, konsultant medyczny projektu „SYGMO for COVID-19”.

Pacjenci z ciężkimi chorobami jelit muszą przerywać terapię po 1-2 latach ze względów administracyjnych. Lekarze apelują o zmiany

Na nieswoiste zapalenia jelit choruje około 50 tys. Polaków, głównie młodych osób przed 35. rokiem życia. Pacjenci z ciężkim przebiegiem choroby potrzebują terapii biologicznej, która w Polsce jest dostępna w ramach programów lekowych. Te ze względów administracyjnych są jednak ograniczone czasowo do 1–2 lat. Po tym okresie pacjenci nie mogą już kontynuować leczenia, a do programu lekowego mogą zostać włączeni ponownie dopiero, kiedy nastąpi nawrót choroby i ciężkie nasilenie jej objawów. Lekarze apelują o zmianę tych kryteriów. – Przerywanie terapii, które może doprowadzić do utraty jej skuteczności, powinno być uznane za błąd. To ryzykowne dla pacjentów – podkreśla prof. Jarosław Reguła, krajowy konsultant w dziedzinie gastroenterologii.

Nieswoiste zapalenia jelit (NZJ) to przewlekłe choroby zapalne rozwijające się w jelicie cienkim lub grubym. Szacuje się, że w Polsce choruje na nie około 50 tys. pacjentów, w tym ok. 10–15 tys. na chorobę Leśniowskiego-Crohna oraz ok. 35–40 tys. na wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Chociaż na NZJ zapadają zarówno małe dzieci, jak i osoby starsze, to jednak szczyt zachorowań przypada między 15. a 35. rokiem życia.

– To są młodzi pacjenci, ludzie aktywni zawodowo i rodzinnie. W krajowym rejestrze choroby Leśniowskiego-Crohna ponad 70 proc. pacjentów w momencie rozpoznania ma poniżej 35. roku życia, więc to są młodzi ludzie i oni wymagają skutecznego leczenia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Grażyna Rydzewska, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych i Gastroenterologii CSK MSWiA, prezes zarządu głównego Polskiego Towarzystwa Gastroenterologii.

– Większość pacjentów ma przebieg choroby łagodny bądź umiarkowany. W takich przypadkach zwykle wystarcza leczenie klasycznymi, standardowymi lekami. Jest ono wystarczające u 90 proc. chorych. Natomiast w podgrupie pacjentów, która ma ciężki przebieg, klasyczne leczenie jest nieskuteczne lub wywołuje objawy uboczne i potrzebna jest terapia biologiczna. Ona jest dostępna tylko w ramach programów lekowych – dodaje prof. dr hab. n. med. Jarosław Reguła, krajowy konsultant w dziedzinie gastroenterologii, kierownik Kliniki Gastroenterologii Onkologicznej w Centrum Onkologii – Instytucie im. Marii Skłodowskiej-Curie w Warszawie.

Programy lekowe dla NZJ prowadzą ośrodki, które podpisały na to kontrakt z resortem zdrowia i NFZ. Kwalifikowani są do nich pacjenci o ciężkim przebiegu choroby, u których klasyczne leczenie okazało się nieskuteczne lub wywołało powikłania. Choć w Polsce dostępność leków biologicznych jest dobra i porównywalna z innymi krajami UE, ta forma terapii ma swoje ograniczenia.

Liczba dostępnych preparatów w Polsce jest podobna jak w najlepiej rozwiniętych krajach zachodnich. We wrzodziejącym zapaleniu jelita grubego mamy dwa główne leki. Ostatnio doszedł też trzeci, innowacyjny, podawany doustnie. Z kolei w chorobie Leśniowskiego-Crohna mamy cztery leki w ramach tych programów. Jest jednak problem z ograniczeniem czasowym w podawaniu tych leków. Programy lekowe trwają maksymalnie 1–2 lata. To leczenie jest skuteczne, pacjenci czują się świetnie, są w remisji. Natomiast ze względów administracyjnych, czyli z formy zapisu tego programu terapeutycznego, muszą to leczenie przerwać po roku lub dwóch – mówi prof. Jarosław Reguła.

W przypadku wrzodziejącego zapalenia jelita grubego program lekowy jest ograniczony do jednego roku, a w chorobie Leśniowskiego-Crohna – maksymalnie do dwóch lat. Po tym czasie, ze względów administracyjnych, pacjenci nie mogą już kontynuować refundowanego leczenia biologicznego. Do programu lekowego mogą zostać ponownie włączeni dopiero wtedy, kiedy nastąpi nawrót choroby i ciężkie nasilenie jej objawów.

– To wiąże się z pewnym ryzykiem, bo nawrót może być cięższy, może doprowadzić do powikłań, wytworzenia przetok, do potrzeby pilnej operacji. Co istotne, takie kilkukrotne przerywanie i włączanie leczenia powoduje wytworzenie przeciwciał przeciw danemu lekowi, który wtedy po prostu przestaje działać – tłumaczy krajowy konsultant w dziedzinie gastroenterologii.

– Z punktu widzenia lekarza to jest nieuzasadnione przerywanie skutecznego leczenia. Wiąże się to ze zwiększonym ryzykiem nawrotu. Czasami te nawroty występują już w tym samym roku, czasami trochę później. Możemy wtedy leczyć jeszcze raz, ale u pacjenta znów musi nastąpić zaostrzenie, więc taka sytuacja nie jest komfortowa ani dla niego, ani dla lekarza – dodaje prof. Grażyna Rydzewska.

W przypadku, kiedy rozpoczęte po raz kolejny leczenie biologiczne okaże się nieskuteczne, często konieczna jest operacja polegająca na usunięciu części lub całości jelita cienkiego lub grubego, co w efekcie prowadzi do wyłonienia stomii, czyli sztucznego odbytu na powłokach brzucha.

– NZJ to choroby na całe życie, właściwie nieuleczalne, a liczba leków dla tych najcięższych przypadków jest ograniczona. Jeżeli będziemy leczyć takim wprowadzaniem i odstawianiem przy kolejnych nawrotach, to część leków stracimy, ponieważ one z czasem utracą swoją skuteczność. W efekcie liczba leków dostępnych dla danego pacjenta się zmniejszy, a przed nim jeszcze całe życie z tą chorobą. Dlatego chcielibyśmy nie musieć przerywać tego leczenia w chwili, kiedy pacjent się świetnie czuje i świetnie odpowiada na leki – mówi prof. Jarosław Reguła.

Lekarze wskazują, że w wielu innych krajach Europy terapia lekami biologicznymi dla NZJ nie jest ograniczona czasowo i może być kontynuowana tak długo, jak jest potrzebna i dopóki jest skuteczna. Decyzja o długości leczenia leży wyłącznie w gestii lekarza i nie jest uzależniona od względów administracyjnych. Lekarze i pacjenci apelują do Ministerstwa Zdrowia o wprowadzenie takiego rozwiązania również w Polsce.

– We wszystkich innych chorobach przewlekłych, np. nadciśnieniu czy cukrzycy, to lekarz decyduje, jaki lek podać i na jak długo. Nie odstawiamy pacjentowi z cukrzycą insuliny dlatego, że jest dobrze uregulowany. To samo powinno dotyczyć programów leczenia biologicznego – mówi prof. Grażyna Rydzewska. – Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że bywa to zależne od czynników ekonomicznych. Jeśli jednak leczenie jest skuteczne, powinno być kontynuowane. Przerywanie i powtórne włączanie leczenia wymaga kolejnej diagnostyki, pobytu w szpitalu, innych leków, więc może być jeszcze droższe niż kontynuacja leczenia biologicznego. Tym bardziej że ono w międzyczasie staniało i stało się bardziej dostępne dzięki lekom biopodobnym.

– Takie działanie, które może doprowadzić do utraty skuteczności danego leczenia, powinno być uznane za błąd. Jeśli już terapia ma być przerywana, to wyłącznie ze wskazań medycznych. Natomiast przerywanie jej ze względów administracyjnych nie jest korzystne i po prostu ryzykowne dla pacjentów – dodaje krajowy konsultant w dziedzinie gastroenterologii.

Tarcza branżowa trafi pod obrady Senatu. Możliwe rozszerzenie listy sektorów uprawnionych do pomocy

Zgodnie z zapowiedziami rządu od 28 listopada ponownie zaczną działać sklepy i usługi w galeriach handlowych, choć w bardziej rygorystycznym reżimie sanitarnym. Na większe luzowanie obostrzeń na razie nie pozwala wciąż wysoka liczba zakażeń i zgonów. Firmy z określonych branż, które pozostają zamknięte, będą mogły liczyć na pomoc z tarczy branżowej, przyjętej w ubiegłym tygodniu przez Sejm. Problem w tym, że lista PKD jest niewystarczająca i z tym najczęściej przedsiębiorcy zgłaszają się dziś do Rzecznika MŚP. Wicepremier Jarosław Gowin zapowiedział, że na etapie prac Senatu wsparcie to może zostać rozszerzone na innych beneficjentów.

Celowana pomoc dla firm, które zostały zamknięte przez rząd, z określonym PKD jest zrozumiała, tylko trudno akurat za pomocą tego narzędzia objąć tych, którzy naprawdę potrzebują pomocy – mówi agencji Newseria Biznes Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. – Przykładem mogą być dwie agencje reklamowe. Ta, która reklamuje np. sprzedaż internetową, dobrze sobie teraz radzi. Druga, która pracuje na rzecz organizacji targów, ma zerowe przychody. Obie firmy są pod jednym PKD. Trzeba zrobić jakąś reformę tego systemu, bo się okaże, że część osób niestety nie wejdzie na pokład ratunkowy i się utopi.

Rzecznik MŚP przygotował listę 40 kodów PKD, które jego zdaniem zostały niesłusznie pominięte w tarczy branżowej. W trakcie prac sejmowych tylko pięć kodów z tej listy zostało dodanych do przyznawanej pomocy. Rzecznik liczy na to, że kolejne pojawią się w trakcie prac w Senacie lub w ramach odpowiedniego rozporządzenia. O takiej możliwości wspomniał wicepremier i minister rozwoju, pracy i technologii Jarosław Gowin podczas piątkowego posiedzenia Rady Przedsiębiorców przy Rzeczniku MŚP.

– W tej chwili wpływają do nas wnioski głównie od tych wykluczonych, czyli od przedsiębiorców, którzy są zamknięci i nie mogą pracować, a mają PKD obejmujące firmy, które akurat mogą pracować – mówi Adam Abramowicz. – Konkretnej pomocy w ramach nowych tarcz w zasadzie jeszcze nie ma. Gdy się pojawią przepisy, ustawa zostanie  uchwalona, znowu zaczniemy taką samą pracę jak wiosną.

Wiosną Rzecznik MŚP razem z kancelariami prawnymi i podatkowymi rozpoczął akcję informacyjno-organizacyjną #RatujBiznes, w ramach której przedsiębiorcy mogli uzyskać wsparcie przy ubieganiu się o pomoc państwową z tarcz antykryzysowych.

Tarcza branżowa obejmie m.in. branże gastronomiczną, weselną, fitness, targową, filmową, kulturalno-rozrywkową, rekreacyjną, edukacyjną czy fotograficzną. Przewiduje ona dla firm z tych sektorów m.in. zwolnienie ze składek ZUS za listopad, wypłatę postojowego, dotacje do 5 tys. zł czy dofinansowanie do wynagrodzeń pracowników. W razie potrzeby rząd w drodze rozporządzenia będzie mógł tę pomoc wydłużyć na kolejne miesiące.

Zwolnienie z ZUS za jeden miesiąc dla 32 kodów PKD będzie kosztowało ponad 735 mln zł i obejmie ok. 220 tys. podmiotów. Koszt dodatkowego świadczenia postojowego to koszt 388 mln zł, a małej dotacji prawie 1,1 mld zł. Z kolei dofinansowanie do wynagrodzeń będzie kosztowało ok. 1,85 mld zł miesięcznie.

– Jeżeli rząd zamyka działalność gospodarczą i uniemożliwia jej prowadzenie, to niestety za tym muszą iść pieniądze. Jeżeli nie mamy pieniędzy na zapłacenie odszkodowań, to nie zamykajmy gospodarki. Weźmy branżę fitness. Z analiz epidemiologów, np. z Instytutu Kocha, wynika, że poziom przenoszenia się wirusa jest w niej niezwykle niski, a branża pozostaje częściowo zamknięta. W takiej sytuacji niestety trzeba płacić, więc lepiej nie zamykać, tylko podnieść jeszcze bezpieczeństwo epidemiologiczne – mówi Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców..

Zgodnie z przedstawionym w sobotę przez premiera Mateusza Morawieckiego planem na najbliższe tygodnie od 28 listopada ponownie zaczną działać sklepy i punkty usługowe w galeriach handlowych, z limitem 15 mkw. na osobę. Otwarte będą także sklepy meblowe. Jak podkreśla premier, na większe luzowanie na razie nie pozwala wciąż wysoki przyrost liczby zakażonych i ofiar koronawirusa.

Na Śląsku stawiają na innowacje społeczne i zielone technologie. Duże inwestycje klimatyczne czekają wszystkie polskie miasta

W najbliższych kilkunastu latach polskie miasta czekają duże inwestycje związane z potrzebą dostosowywania do europejskiej polityki klimatycznej i z przeciwdziałaniem zmianom klimatu. Środki potrzebne są przede wszystkim na nowe technologie, poprawiające jakość życia w długoletniej perspektywie. Sytuację skomplikowała jednak pandemia, w wyniku której samorządy tracą miliony złotych m.in. przez koszty walki z wirusem i mniejsze wpływy z podatków. W trudnych czasach potrzebne jest innowacyjne podejście do zarządzania, zwłaszcza w miastach, których gospodarka opiera się na kopalniach. W ramach projektu Rybnik360 śląskie miasto do 2035 roku chce zastąpić wygaszane stopniowo górnictwo, opierając się m.in. na zielonych technologiach i odnawialnych źródłach energii.

Samorządy polskich miast z powodu pandemii tracą miliony złotych. To z jednej strony koszty walki z koronawirusem, z drugiej – mniejsze wpływy z podatków. Na problemy ze zbilansowaniem budżetów nakładają się również nowe zadania, które wyznacza im rząd. Środki są potrzebne nie tylko na bieżące wydatki i finansowanie podstawowych usług dla mieszkańców, lecz także na długofalowe inwestycje mające poprawić ich komfort i jakość życia. Tradycyjne podejście do przeciwdziałania zmianom klimatu już nie wystarcza, aby wywołać niezbędną zmianę systemową. Potrzebna jest holistyczna, społeczno-gospodarcza zmiana, zwłaszcza w regionach do tej pory opartych na węglu.

– Rybnik to jest miasto, w którym funkcjonują dwie kopalnie węgla kamiennego, kilka kolejnych jest w bezpośrednim sąsiedztwie i sporo rybniczan pracuje w górnictwie. Dodatkowo na jego terenie jest elektrownia, która jest zasilana węglem kamiennym, dlatego wszystko, co jest związane z restrukturyzacją branży górniczej i z odchodzeniem od węgla, będzie na nasze miasto bardzo silnie wpływało. Mamy z tym związane niepokoje i obawy, natomiast mamy też pełną świadomość, że ten proces musi nastąpić i po prostu trzeba się do niego przygotować – mówi agencji Newseria Biznes Piotr Masłowski, wiceprezydent Rybnika.

Te obawy to w dużej mierze efekt doświadczeń z zamknięcia rybnickiej kopalni Rymer w latach 90., które spowodowało zubożenie dzielnicy wokół. Dlatego też miasto pracuje nad rozwojem alternatywnych dla górnictwa obszarów, które pozwolą bezboleśnie odchodzić od produkcji węgla, zwłaszcza w kontekście ochrony miejsc pracy.

– Już najwyższy czas, żeby odejść od myślenia o Śląsku jako o miejscu, gdzie się ciężko fizycznie pracuje. Dlatego to, nad czym chcemy pracować, to z jednej strony rozwój obszarów związanych z zielonymi miejscami pracy, odnawialnymi źródłami energii, a z drugiej strony zależy nam na tym, żeby do Rybnika ściągać firmy zajmujące się obsługą księgową, centra usług, nowe powierzchnie biurowe. W ten sposób chcemy młodym ludziom, wyjeżdżającym z miasta na studia, stworzyć takie warunki, do których chcieliby tu wracać – wskazuje wiceprezydent Rybnika.

Miasto rozmawia już z nowymi inwestorami ze Skandynawii, m.in. producentem dachów fotowoltaicznych, a także producentem samochodów elektrycznych.

– Chcemy także stworzyć w mieście razem z miejscowymi podmiotami gospodarczymi i jedną ze spółek giełdowych pierwszą w Polsce partycypacyjną farmę fotowoltaiczną, w której mieszkańcy będą mogli mieć swoje udziały. To pokazuje szerokie spektrum, w jakim myślimy z jednej strony o innowacji, a z drugiej strony o zielonych miejscach pracy – mówi Piotr Masłowski.

Jak podkreśla, te obszary znajdą się w nowej strategii miasta do 2035 roku, nad którą wystartowały prace, prowadzone jednak w niestandardowy sposób. Jego transformacja ma być możliwa dzięki projektowi Rybnik360 Deep Demonstration, który realizuje EIT Climate-KIC Polska wraz z partnerami SPIN-US, MCM Institute i start-upem Swarmcheck.

– Wyzwania związane z mniejszą ilością środków finansowych zmuszają nas do głębszego rozważenia, w których obszarach działać. Projekt Rybnik360 daje nam takie narzędzia. Pokazuje obszary, na których powinniśmy skoncentrować nasze środki, żeby zapewnić miastu przyszłość – mówi wiceprezydent Rybnika.

Projekt jest unikatowy na skalę całego kraju. Wykorzystuje innowacje społeczne, bo to właśnie mieszkańcy, instytucje pozarządowe i przedsiębiorcy, poprzez określenie potencjału miasta oraz swoich mocnych i słabych stron, określą kierunki zmian. W ten sposób będzie można wspólnie wypracować nową wizję Rybnika.

– To jest pewne odwrócenie procesu, bo prym wiodą grupy interesariuszy. To one nam mówią, w jaki sposób widzą przyszłość miasta. Zdefiniowaliśmy pewne obszary, które stanowią wyzwania dla Rybnika: jakość powietrza, jakość życia, przyszłość górnictwa, przyszłość pracy. Teraz, w ostatnim kwartale roku, będziemy szukać rozwiązań, które możemy zaimplementować po to, żeby zmieniać się w pozytywnym kierunku – tłumaczy Wojciech Kiljańczyk, członek zarządu SPIN-US, partnera projektu.

Przy wykorzystaniu deep listening, hiszpańskiej metody stworzonej w Kraju Basków, miasto chce zmapować system miejski, zweryfikować zależności między różnymi obszarami i znaleźć rozwiązania, które będą jednocześnie oddziaływać na cały system.

– Dzięki tej metodzie hiszpańskie Bilbao, kiedyś zupełnie przemysłowe, przekształciło się w kierunku usług innowacyjnej przedsiębiorczości. Mamy nadzieję, że także będziemy szli w takim kierunku. Tradycyjne sektory gospodarcze, przemysłowe, w pewnym sensie ograniczają przedsiębiorczość i aktywność zawodową. Natomiast wygaszanie tych sektorów w przyszłości spowoduje, że będziemy musieli być bardziej aktywni. Mam nadzieję, że pobudzi to również przedsiębiorczość, która pozwoli rozwinąć innowacyjne sektory – ocenia Wojciech Kiljańczyk.

Projekt Rybnik360 Deep Demonstration jest rozwiązaniem w Polsce dotychczas niespotykanym. Samorządy raczej zdają się na analizy eksperckie, które decydują o przyszłości rozwoju miasta. W przypadku Rybnika decydujący głos mają sami mieszkańcy. W ten sposób miasto chce zatrzymać młodych i przyciągnąć nowych inwestorów. W przyszłości podobną metodę mogłyby rozwijać także inne samorządy.

– Staramy się prowadzić ten ogląd na rybnicką rzeczywistość w różnych obszarach tematycznych, także odnosząc się do innych miejsc w Europie i na świecie. To jest bardzo duża przewaga EIT Climate-KIC, że mamy zapewniony background – mówi członek zarządu SPIN-US. –  EIT Climate-KIC wybrał nas dlatego, że jesteśmy miastem średniej wielkości, w którym jest obecne górnictwo, żeby przetestować tę metodę w Polsce. Robimy to, żeby w przyszłości móc przekładać nasze doświadczenia na inne polskie miasta.

Pandemia zwiększyła zainteresowanie ubezpieczeniami na życie. Klienci częściej szukają ochrony na wypadek nagłego zachorowania i pobytu w szpitalu

W ostatnich miesiącach widać większe zainteresowanie ubezpieczeniami na życie. Po wiosennym spowolnieniu spowodowanym lockdownem w III kwartale wzrósł popyt na ubezpieczenia, mimo wakacji, które zazwyczaj są spokojniejszym okresem w sprzedaży. W Unilinku od stycznia do września dynamika sprzedaży wzrosła o 120 proc. r/r, a w samym wrześniu – o 136 proc. To nie tylko efekt wzrostu świadomości ubezpieczeniowej, ale też przesunięcia w czasie decyzji o zakupie polisy.

 Rynek ubezpieczeń na życie i zdrowie w III kwartale ewidentnie się odbił w porównaniu do II kwartału, który był bardzo trudny z uwagi na przestawienie się towarzystw ubezpieczeń na procesy zdalne. Wielu agentów w tym czasie zamykało swoje biura. Klienci wstrzymali oddech, nie wiedzieli, jak długo ten lockdown będzie trwał i jakie będzie miał skutki. Widać, że decyzje przełożone z II kwartału zaczęły się finalizować w III kwartale. Dotyczy to całego rynku ubezpieczeniowego – mówi agencji Newseria Biznes Leszek Osiewacz, dyrektor Departamentu Sprzedaży Ubezpieczeń Życiowych i Zdrowotnych w multiagencji ubezpieczeniowej Unilink.

Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeniowej wynika, że na ubezpieczenia na życie Polacy wydali w I półroczu 2020 roku 10,1 mld zł, o 4,4 proc. mniej niż przed rokiem. Ten spadek to efekt przede wszystkim wiosennego spowolnienia spowodowanego lockdownem.

– Gdy zaczęliśmy odmrażać gospodarkę, agenci wrócili do normalnej pracy, rynek odżył. Dlatego III kwartał był bardzo nietypowy. Zazwyczaj wakacje były ciut spokojniejszym okresem w ciągu roku, ale w tym roku nie zauważyliśmy tego spowolnienia. Miesiące wakacyjne były bardzo mocne pod względem sprzedaży ubezpieczeń życiowych i zdrowotnych – ocenia Leszek Osiewacz.

Jak przekonuje ekspert, większa sprzedaż ubezpieczeń na życie to efekt rosnącej świadomości Polaków. Nawet jeśli wybierają oni oferty z niską składką i średnimi sumami ubezpieczenia, to zwracają uwagę także na ochronę w przypadku różnych czynników ryzyka. Kryzys związany z koronawirusem uświadomił wielu osobom konieczność posiadania ochrony ubezpieczeniowej na wypadek np. nagłego zachorowania czy śmierci.

COVID-19 uwypuklił pewne rzeczy związane z ubezpieczeniami na życie. Agenci zaczęli zwracać na te ubezpieczenia uwagę i częściej oferować je klientom, a z kolei klienci trochę może pod wpływem strachu czy emocji dużo częściej pytali o tego typu ubezpieczenia. Czy ten trend się utrzyma? Trudno powiedzieć, ale wydaje się, że tak, bo mamy drugą falę pandemii. Patrzę w przyszłość bardzo optymistycznie – mówi dyrektor w multiagencji Unilink.

Klienci najczęściej oczekują całego pakietu świadczeń gwarantowanych – nie tylko podstawowej ochrony na wypadek zgonu, ale też np. świadczeń szpitalnych, na wypadek zachorowania – swojego lub bliskich, narodzin dziecka czy śmierci małżonka czy rodzica.

– Klienci faktycznie zwracają uwagę na takie rzeczy jak np. pobyty w szpitalu z uwagi na COVID-19. Często pytają, czy jeśli będą musieli być hospitalizowani z powodu koronawirusa, to czy dostaną świadczenie – mówi Leszek Osiewacz.

Większość ubezpieczycieli nie zmieniła zasadniczo swojej oferty podczas pandemii. Część włączyła do zakresu ochrony szersze usługi assistance, np. pomoc pielęgniarki czy przejazd karetką. Część oferuje drugą opinię medyczną i pokrycie kosztów leczenia za granicą wybranych chorób, np. kardiologicznych czy onkologicznych. Jednocześnie ubezpieczyciele nie traktują COVID-19 jako poważnego zachorowania i nie włączyli go do zamkniętego katalogu takich chorób. To oznacza, że świadczenie nie będzie przysługiwać ubezpieczonemu za samo zachorowanie, a tylko w sytuacji, kiedy będzie się ono wiązać z pobytem w szpitalu.

– Towarzystwa ubezpieczeniowe trochę nieświadomie, ale miały w swoich ryzykach tego typu rzeczy jak pobyt w szpitalu bez względu na przyczynę, czy to będzie COVID-19, czy inna choroba – mówi przedstawiciel Unilinku.

Opracowane przez Polaków mobilne kasy zwiększają bezpieczeństwo zakupów podczas pandemii. Wystarczy zeskanować produkty, a płatność jest pobierana automatycznie

Sztuczna inteligencja i inteligentne algorytmy zmieniają branżę spożywczą. Technologie pomagają zapobiegać marnotrawieniu żywności i podpowiadają ilość zamawianych towarów. Inteligentne kamery rozpoznają emocje klienta, sugerują produkty, które powinny trafić do koszyka, jeszcze inne zapobiegają kradzieżom. Przy zakupach nie są też już potrzebni kasjerzy. Opracowane przez Polaków mobilne kasy samoobsługowe SmartCart skanują produkty trafiające do koszyka, a płatność jest automatycznie pobierana z konta.

– W mobilnych kasach samoobsługowych klient bierze wózek, z którym wcześniej się paruje mobilną aplikacją w swoim telefonie, następnie robi zakupy, skanuje wszystkie produkty i wkłada je do koszyka. Rachunek jest naliczany automatycznie cały czas, później wystarczy po prostu wyjechać tym wózkiem ze sklepu. Jeśli rachunek został pozytywnie zweryfikowany, płatność zostaje pobrana z naszego konta lub karty wcześniej dodanej do aplikacji mobilnej – tłumaczy agencji Newseria Innowacje Jarosław Kaczmarczyk, współzałożyciel start-upu ZeroQs.

Największe sieci spożywcze wykorzystują najnowsze osiągnięcia w dziedzinie uczenia maszynowego, wizji komputerowej i algorytmów głębokiego uczenia, aby całkowicie zmienić sposób, w jaki robimy zakupy. Przykładem może być Afresh Technologies. Stosuje technologię SI, aby pomóc sklepom spożywczym prognozować popyt, uzupełniać zapasy i uzyskiwać wgląd w potrzeby konsumentów. Dzięki algorytmom głębokiego uczenia Afresh przetwarza miliony punktów danych, aby zapewnić prognozy popytu, rekomenduje pozycje potrzebne do uzupełnienia zapasów, a proces zaopatrzenia jest automatycznie integrowany z przepływem pracy sklepu spożywczego.

Coraz więcej sieci wdraża też rozwiązania, które pozwalają płacić bez pośrednictwa kasjera. Takie rozwiązanie wprowadził m.in. Amazon Go, a DXC Technology wraz z Harting Systems i Muratą uruchomiły w 2020 roku nową kasę samoobsługową opartą na identyfikacji radiowej. Polacy opracowali zaś SmartCart – całkowicie mobilne kasy samoobsługowe, które składają się ze skanera kodów kreskowych i ekranu dotykowego oraz dedykowanej aplikacji. System wagowy i wizyjny w czasie rzeczywistym wykrywa błędy i próby oszustw.

– Sztuczna inteligencja cały czas nadzoruje cały proces sprzedaży, tzn. sprawdza, czy produkty, które zostały zeskanowane, zostały również włożone do koszyka. Bardzo pomocny jest tu system wizyjny i system wagowy – mówi Jarosław Kaczmarczyk.

Automatyczna płatność to korzyść nie tylko dla klienta (wygoda i szybkość zakupów), lecz także sieci handlowych, niezależnie od ich wielkości. Technologie automatyzują procesy sprzedażowe, pozwalają lepiej zarządzać stanem magazynów i zwiększają poziom „shopping experience” klientów.

– Mobilne kasy samoobsługowe zostały już uznane jako nowa generacja sprzętu do obsługi klientów. Świat idzie w tym kierunku, aby każdy klient mógł być niezależny od nikogo w sklepie, mógł robić zakupy tak, jak lubi, o takich porach, jakich chce, autonomia jest więc najważniejsza – przekonuje współzałożyciel ZeroQs.

Technologię mobilnych kas samoobsługowych SmartCart wdrażają m.in. IKEA, Carrefour, sieć X5, a także polska sieć Społem. Jak tłumaczy Jarosław Kaczmarczyk, ich wprowadzenie przyspieszyła pandemia.

– Mobilne kasy samoobsługowe ograniczają kontakt ludzki, pozwalają klientom robić zakupy niezależnie od nikogo – wskazuje ekspert.

Sama płatność jest też całkowicie bezpieczna. Dane konta połączonego z aplikacją kasy samoobsługowej są praktycznie nie do zhakowania.

– Cała infrastruktura informatyczna jest postawiona na chronionych serwerach i chmurach takich jak Microsoft Azure, które są przez nas licencjonowane. To daje bezpieczeństwo potwierdzone wieloma certyfikatami. Są to jedne z najbezpieczniejszych rozwiązań chmurowych obecnie dostępnych – przekonuje współzałożyciel ZeroQs.

Odkryto nowe, grafenowe kwazicząsteczki. W przyszłości mogą powstać oparte na nich komputery nowej generacji

Inżynierowie z Uniwersytetu Manchesterskiego odkryli i scharakteryzowali nową rodzinę kwazicząsteczek zwaną fermionami Browna-Zaka, która występuje w supersieciach grafenowych. Ich zachowanie w polu magnetycznym daje nadzieję na opracowanie innowacyjnych układów elektronicznych wysokich częstotliwości. Komputery nowej generacji zbudowane dzięki temu odkryciu pozwolą szybciej i sprawniej wykonywać skomplikowane obliczenia.

Praca zaprezentowana przez naukowców z Uniwersytetu Manchesterskiego tłumaczy zachowanie elektronów w grafenowej supersieci. Dotychczas uważano, że elektrony w takiej supersieci zachowują się jak fermiony Diraca, czyli kwazicząsteczki wykazujące właściwości fotonów, które są pozbawione masy i mogą replikować się w wysokim polu magnetycznym.

– Powszechnie wiadomo, że w zerowym polu magnetycznym elektrony poruszają się po prostych trajektoriach, a jeśli zastosujesz pole magnetyczne, zaczną się zginać i poruszać się po okręgu – tłumaczy Julien Barrier z Uniwersytetu Manchesterskiego.

Takie podejście stało jednak w sprzeczności z niektórymi doświadczalnymi właściwościami tych cząsteczek. Nie pozwalało wyjaśnić ponadnormatywnej degeneracji stanów energetycznych czy wyliczyć faktycznej masy kwazicząsteczek w tym stanie. Odkrycie fermionów Browna-Zaka rzuciło nowe światło na supersieci grafenowe.

– W warstwie grafenu wzbogaconej azotkiem boru elektrony również zaczynają się zginać, ale po ustawieniu określonych wartości pola magnetycznego elektrony znów poruszają się po liniach prostych, tak jakby nie było już pola magnetycznego – wskazuje Julien Barrier.

Jak się okazało, jeśli przyjmiemy, że fermiony Browna-Zaka należą do rodziny kwazicząsteczek supersieci funkcjonujących w wysokim polu magnetycznym, można ustalić i zmierzyć ich liczbę kwantową. Dowiedziono także, że obniżenie temperatury pozwala zniwelować degenerację stanów energetycznych.

– Takie zachowanie elektronów radykalnie różni się od tego, co możemy przeczytać w podręcznikach fizyki – podkreśla dr Piranavan Kumaravadivel z Uniwersytetu Manchesterskiego.

– To fascynujące zachowanie elektronów przypisujemy tworzeniu się nowych kwazicząstek w wysokim polu magnetycznym – wskazuje dr Alexey Berdyugin, członek zespołu prowadzącego badania. – Te kwazicząstki mają własne unikatowe właściwości i wyjątkowo wysoką ruchliwość pomimo niezwykle wysokiego pola magnetycznego.

W trakcie eksperymentów testowano zachowanie kwazicząsteczek w wielkowymiarowych urządzeniach grafenowych o wysokim stopniu czystości, które wykazywały ruchliwość na poziomie kilku milionów cm²/Vs. Okazało się, że są one w stanie przebyć całą długość układu bez rozpraszania się.

Wykorzystanie tej wiedzy teoretycznej pozwoli stworzyć systemy elektroniczne o wysokiej mobilności, niezbędne do wytwarzania dwuwymiarowych układów wykonanych m.in. z jednoatomowej warstwy grafenowej. Odkrycie fermionów Browna-Zaka umożliwi przyspieszenie prac nad tranzystorami ultrawysokich częstotliwości wykorzystywanych na potrzeby stworzenia bardzo wydajnych procesorów grafenowych nowej generacji.

– Nasze odkrycie jest oczywiście ważne dla podstawowych badań transportu elektronów, ale wierzymy, że zrozumienie działania kwazicząstek w nowatorskich urządzeniach supersieciowych w wysokich polach magnetycznych może doprowadzić do opracowania nowych urządzeń elektronicznych – przekonuje Julien Barrier.

Według firmy badawczej Grand View Research wartość globalnego rynku grafenowego do 2025 roku wzrośnie do 550 mln dol. W najbliższych latach ma się rozwijać w tempie blisko 38 proc. w skali roku.

Strata z tytułu odpłatnego zbycia wierzytelności jako koszt uzyskania przychodów

W linii orzeczniczej tak organów podatkowych, jak i sądów administracyjnych, w szczególności Naczelnego Sądu Administracyjnego, powstała i przez wiele lat istniała niespójność stanowiska odnośnie do sposobu kalkulowania przez podatników strat mających źródło w sprzedaży wierzytelności związanych bezpośrednio z czynnościami podlegającymi podatkowi od towarów i usług (VAT). Meritum tej newralgicznej kwestii jest rozstrzygnięcie, czy w tak ukształtowanym stanie faktycznym działaniem prawidłowym jest uwzględnienie przy szacowaniu danej straty wysokości zbytej wierzytelności z wliczeniem kwoty VAT, czy też z pominięciem tego podatku.

Dążąc do ujednolicenia orzeczeń NSA wydawanych w przedmiotowej materii, Sąd ten zdecydował się podjąć uchwałę ostatecznie wyjaśniającą przywołane zagadnienie (sygn. akt I FPS 3/11). I mimo że orzeczenie to zostało wydane przez Naczelny Sąd Administracyjny w 2012 r., to tematyka, którą porusza, jest dla podatników na tyle istotna, że organy podatkowe rozpatrują jego treść do dziś.

Niejednoznaczne przepisy = rozbieżne orzecznictwo

Przepisy statuujące reguły dotyczące podatku dochodowego – zarówno od osób fizycznych, jak i od osób prawnych – przewidują przywoływaną wyżej instytucję uznania straty wynikającej ze sprzedaży wierzytelności za jeden z kosztów uzyskania przychodu określonego podmiotu. Tym niemniej art. 23 ust. 1 pkt 34 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (ustawa o PIT) oraz analogiczny do powyższego przepisu art. 16 ust. 1 pkt 39 ustawy o podatku od osób prawnych (ustawa o CIT) stanowią, że strata oparta o odpłatne zbycie wierzytelności nie może być zakwalifikowana jako koszt uzyskania przychodów, o ile nie została uprzednio zaliczona jako przychód należny. Na gruncie m.in. przytoczonych przepisów poglądy organów oraz sądów rozeszły się w przeciwnych kierunkach. Jedna część orzecznictwa przyjmowała, iż zbyte wierzytelności generujące stratę mogą być uznawane za koszt uzyskania przychodów wyłącznie w kwocie netto. Z kolei druga część judykatury wypowiadała się w zgoła odmiennym tonie, wskazując, że rzeczona wierzytelność uwzględniana powinna być w kwocie brutto.

Nurt Netto

Argumenty pierwszego z kierunków orzeczniczych (nazwijmy go „Netto”) skupiały się głównie na zastrzeżeniu dotyczącym uprzedniego zaliczenia rozpatrywanej wierzytelności jako przychodu należnego, znajdującym się w dyspozycji przytoczonego wyżej art. 23 ust. 1 pkt 34. W świetle bowiem legalnej definicji przychodu z pozarolniczej działalności gospodarczej składają się na niego kwoty należne. Co jednak istotne, w odniesieniu do podatników VAT wartość przychodu ze sprzedaży stanowi kwotę w wysokości pomniejszonej o należny podatek od towarów i usług. W konsekwencji powyższego fragment przychodu w zakresie należnego VAT nie jest kwalifikowany jako przychód ze sprzedaży, a co za tym idzie, nie podlega zaliczeniu w ramach przychodu należnego. Ponadto zdaniem zwolenników tego podejścia należny podatek od towarów i usług nie może stanowić przedmiotu obrotu jako element wierzytelności, którą jest nieuiszczona cena sprzedaży towaru bądź usługi, w związku z czym nie dochodzi do przeniesienia obowiązku podatkowego (w zakresie VAT) na nabywcę, nie wywołując równocześnie żadnych skutków w obszarze podatku dochodowego. Tożsame wnioski wyciągnięte zostały w szeregu wyroków sądów administracyjnych, rozstrzygających analogiczne sprawy tyczące się osób prawnych, na podstawie art. 16 ust. 1 pkt 39 ustawy o CIT.

Zgodnie zatem z tokiem rozumowania nurtu Netto związana ze zbywaną wierzytelnością kwota należnego VAT nie wypełnia przesłanek zastosowania ani art. 23 ust. 1 pkt 34 ustawy o PIT, ani art. 16 ust. 1 pkt 39 ustawy o CIT.

Nurt Brutto

Przeciwstawny do przywołanego prąd przychyla się z kolei do tezy, na gruncie której pojęcie będącej przedmiotem sporu zbywanej wierzytelności zawiera w swojej istocie także należny podatek VAT, a ustawodawca poczyniłby w treści przepisu stosowne wyłączenie, gdyby miało być inaczej. Warto nadmienić, że zdaniem tej części judykatury rozbijanie terminu wierzytelność i wydzielanie z niego przychodu należnego oraz, obok niego, podatku od towarów i usług jest pozbawione racjonalnych podstaw, a co więcej, może generować względem podatnika negatywne konsekwencje tak prawne, jak i faktyczne, zaniżając kwotę, o którą de facto pomniejszony został majątek danego podmiotu.

Za którym podejściem opowiedział się NSA?

Prezentując swoje stanowisko w sprawie, Naczelny Sąd Administracyjny na wstępie zaznaczył kilka jakkolwiek oczywistych, to jednak niezwykle istotnych dla dalszych rozważań okoliczności:

  • Zasadniczą przesłankę umożliwiającą sklasyfikowanie kosztu jako kosztu uzyskania przychodów na gruncie prawa podatków dochodowych stanowi pokrycie określonej wartości, przede wszystkim w celu uzyskania danego przychodu, alternatywnie zachowania jego źródła.
  • Zgodnie z prawem pojęcie przychodu należnego równoważne jest z kwotami należnymi, uzyskanymi formalnie w związku z prowadzoną działalnością gospodarczą,
  • W odniesieniu do podatników VAT przychód ze sprzedaży powinien być obliczany bez uwzględnienia należnego podatku VAT.
  • Pojęcie przychodu należnego nie jest tożsame z wierzytelnością, gdyż w jej skład wchodzi tak przychód należny, jak i VAT.

W świetle opinii NSA wyrażonej w badanej uchwale sedno zaistniałych rozbieżności interpretacyjnych stanowią właśnie różnice znaczeniowe pomiędzy terminami „wierzytelność” a „przychód należny”. Z kolei z rodzaju wykładni zastosowanej do tych pojęć wynikały dalsze rozbieżności. Mając na uwadze powyższe, NSA opowiedział się za wykładniami systemową oraz funkcjonalną, jako właściwymi do interpretacji tych problematycznych przepisów. Sąd zanegował tym samym wykładnię gramatyczną, na której opierają się entuzjaści nurtu Netto. Zdaniem NSA ten kierunek w rezultacie podważa pewne naczelne zasady, którymi rządzi się podatek od towarów i usług, a w szczególności regułę, stosownie do której opodatkowaniu podlega dochód definiowany jako różnica między przychodem a kosztami jego uzyskania. Mianowicie, przy gramatycznym rozumieniu przepisów przedsiębiorca nie byłby uprawniony do oznaczenia straty w zakresie należnego VAT jako kosztu według podatku dochodowego, choć powstała ona w ścisłym związku z czynnościami zmierzającymi ku uzyskaniu przychodu, a co więcej, ma bezpośrednie przełożenie na kwotę uzyskanego dochodu. To z kolei jest bez wątpienia znaczące w kontekście podstawy opodatkowania na gruncie przepisów o PIT bądź CIT.

Innym, niebagatelnym dla rozstrzygnięcia sprawy, argumentem jest pośrednie odwołanie do ogólnych, cywilistycznych zasad obrotu. W sytuacji bowiem zbycia wierzytelności na jej cenę składa się również kwota należnego VAT. A zatem, jeśli odnosić ogólną, rynkową wartość takiej wierzytelności jedynie do przychodu należnego, czyli kwoty nieuwzględniającej podatku od towarów i usług, porównywalibyśmy zgoła odmienne wartości. Dlatego też jedynym racjonalnym rozwiązaniem, prowadzącym do efektu porównywalności przytaczanych wartości jest oszacowanie straty związanej ze zbyciem wierzytelności poprzez relację ceny zbycia do jej wysokości wraz z doliczonym odpowiednio podatkiem od towarów i usług.

Uchwała NSA nadal w mocy

Poddana powyższej analizie uchwała NSA okazała się w rezultacie dyskusyjna. Kontrowersje narosłe wokół niej były na tyle duże, że okazała się ona przyczynkiem do powstania projektu zmian przepisów ustawy o PIT i CIT w tym zakresie. Miały one w zamierzeniu doprecyzować wprost, że (w przeciwieństwie do sentencji przedmiotowego orzeczenia) w sytuacji odpłatnego zbycia wierzytelności zarachowaniu do kosztów uzyskania przychodu podlegać będzie wyłącznie kwota netto tejże wierzytelności. Ostatecznie nowelizacja aktów podatkowych w przedstawionym kształcie nie ostała się, wobec czego zaprezentowane stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego w dalszym ciągu pozostaje aktualne i znaczące dla wielu powołujących się na nie przedsiębiorców.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Decyzja o warunkach zabudowy jako alternatywa przy braku miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego

Brak miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego dla nieruchomości nie musi negatywnie wpływać na jej potencjał komercyjny. Biznesowy sukces inwestycji można osiągnąć w takim przypadku poprzez uzyskanie decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu.

Miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego są aktami prawa miejscowego zawierającymi powszechnie obowiązujące ustalenia sposobu zagospodarowania nieruchomości, w tym określenie sposobu gospodarczego ich wykorzystania. Jednym z podstawowych założeń polityki przestrzennej państwa, jest objęcie planami miejscowymi jak największej powierzchni kraju. Oficjalne dane wskazują jednak, że aktualne pokrycie planami miejscowymi stanowi nie więcej niż 30% obszaru Polski.

Decyzja o warunkach zabudowy i zagospodarowania

Powszechny niedostatek planów miejscowych powoduje, że samorządy lokalne zmuszone są do kształtowania miejscowego porządku urbanistycznego w oparciu o indywidualne decyzje administracyjne wydawane na wniosek inwestora, w ramach postępowania o ustalenie warunków zabudowy. Zgodnie z przepisami prawa o zagospodarowaniu przestrzennym każdy właściciel ma prawo zabudowy swojej nieruchomości. Konieczna jest jednak zgodność z ustaleniami planu miejscowego, a w przypadku jego braku – z warunkami ustalonymi w decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu (dalej – WZiZT). Decyzja ta jest rodzajem promesy udzielanej inwestorowi przez lokalne władze urbanistyczne. Inwestor, w formie decyzji administracyjnej, otrzymuje wiążącą informację, jakiego rodzaju inwestycję będzie mógł zrealizować w ramach nieruchomości, której jest dysponentem (właścicielem) oraz jakie będą jej parametry urbanistyczne i architektoniczne. To w oparciu o ustalenia decyzji WZiZT wydane zostanie w przyszłości pozwolenie na budowę.

Prawidłowa analiza urbanistyczna drogą do sukcesu

Z perspektywy inwestora planującego zakup nieruchomości inwestycyjnej, dla której nie ma uchwalonego planu miejscowego, ocena jej potencjału inwestycyjnego ma kluczowe znaczenie. Brak planu miejscowego, to z jednej strony utrudnienie w realizacji planów inwestycyjnych, ale z drugiej strony szansa na znalezienie takich rozwiązań, które pozwolą zoptymalizować sposób zabudowy nieruchomości uwzględniający np. intensywnie dokonujące się przeobrażenia urbanistyczne i gospodarcze zachodzące na danym terenie.

Szerszy zakres badanego obszaru z korzyścią dla inwestora

Kluczowe znaczenie dla inwestora będzie miało określenie w analizie urbanistycznej granic obszaru, który będzie przedmiotem badania oraz cech istniejącej zabudowy w porównaniu do planowanej przez inwestora inwestycji. Przepisy prawa wyznaczają minimalne granice, w których badanie takie powinno zostać przeprowadzone. Z punktu widzenia inwestora szersze granice badania oznaczają zazwyczaj większą różnorodność cech charakterystycznych zabudowy, a więc potencjalnie większy luz inwestora w zakresie kształtowania cech nowej zabudowy. Działki gruntu położone w obszarze badanym będą działkami sąsiednimi, których sposób i cechy zabudowy będą bezpośrednio wpływały na cechy i parametry projektowanej zabudowy.

Praktyka organów administracji urbanistycznej wyraźnie zmierza jednak w kierunku wąskiego rozumienia nieruchomości (działek) sąsiednich, które stanowić mają bazę dla przeprowadzanego porównania. Organy przyjmują często, że zakres badania należy ograniczyć wyłącznie do nieruchomości bezpośrednio przylegających do nieruchomości, w ramach, której ma być realizowana inwestycja. Takie wąskie podejście organów może w sposób zasadniczy ograniczyć możliwości zabudowy nieruchomości inwestycyjnej i pomija, jak się wydaje, zasadniczy aspekt decyzji WZiZT, jako narzędzia kształtowania ładu przestrzennego. Jego istota nie powinna bowiem sprowadzać się wyłącznie do mechanicznego powielania cech zabudowy nieruchomości znajdujących się w bezpośrednim sąsiedztwie nieruchomości inwestycyjnej.

Brak miejscowego planu nie musi przekreślać szans inwestycyjnych

Proces inwestycyjny realizowany na obszarach, dla których brak jest miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego jest dosyć skomplikowany. Praktyka obrotu wskazuje jednak, że inwestycje te mogą być zakończone sukcesem komercyjnym. Jednym z jego warunków jest bez wątpienia, właściwe przeprowadzona analiza urbanistyczna i prawna, która pozwoli na prawidłowe zaplanowanie i przeprowadzenie procesu uzyskania decyzji administracyjnej ustalającej warunki zabudowy.

Mirosław Narolski, adwokat, wspólnik w Brzezińska Narolski Adwokaci sp. partnerska. Jest ekspertem w dziedzinie nieruchomości i projektów inwestycyjnych. Posiada wieloletnie doświadczenie w zakresie przygotowania i realizacji projektów budowlanych i w obsłudze korporacyjnej firm produkcyjnych.

Julia Janik, aplikant adwokacki w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci sp. partnerska. Zajmuje się sprawami z zakresu szeroko pojętego prawa pracy i obsługą klientów korporacyjnych. Specjalizuje się we wspieraniu zespołów HR, opracowywaniu umów i dokumentacji pracowniczej. Skupia się m.in. na kwestiach mobbingu, nierównego traktowania, oraz zatrudniania cudzoziemców.

Port Lotniczy Seul Incheon doradcą strategicznym CPK

Incheon International Airport, główne międzynarodowe lotnisko Korei Południowej, to zwycięzca postępowanie na doradcę strategicznego Centralnego Portu Komunikacyjnego. W grudniu spółka CPK planuje podpisać z hubem z Seulu umowę na trzy lata.

Spółka Centralny Port Komunikacyjny ogłosiła dialog konkurencyjny na doradcę strategicznego w połowie marca br. Do finalnej fazy postępowania zostały wybrane dwa lotniska: Incheon w Seulu i Narita w Tokio. Komisja przetargowa wskazała na Incheon, kierując się kryteriami jakościowymi (doświadczeniem zespołu i metodologią realizacji zamówienia)oraz ceną.

– Wybór doradcy strategicznego CPK to istotny kamień milowy na drodze do budowy nowego systemu transportowego dla Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. Incheon to lotnisko o międzynarodowej renomie, a jednocześnie uznany partner na globalnym rynku lotniczym. Współpraca z tym portem daje nam dostęp do unikalnej wiedzy i specjalistycznego know-how, które będą nam potrzebne podczas realizacji megaprojektu CPK – mówi wiceminister Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK.

– CPK  jest strategiczną inwestycją infrastrukturalną, której realizacja będzie pozytywnym bodźcem dla polskiej gospodarki. Wspieramy współpracę międzynarodową spółek Skarbu Państwa, zwłaszcza gdy umożliwia transfer wiedzy i technologii. Jestem przekonany, że rozpoczęcie działań w formule doradztwa strategicznego może otworzyć pole do rozmów o współpracy gospodarczej w zakresie nie ograniczającym się tylko do sektora lotniczego – podkreśla Janusz Kowalski, wiceminister aktywów państwowych.

– Pojedynek między Naritą i Incheon był zażarty. Ostateczny wybór poprzedzało wieloetapowe postępowanie realizowane w formule dialogu konkurencyjnego. Obie firmy przedstawiły zespół znakomitych ekspertów. Ostatecznie zwyciężył Incheon z Korei Południowej, uzyskując nieco wyższą punktację w każdej z kategorii. Chciałbym jednak wyrazić również uznanie dla strony japońskiej i podziękować obu zespołom za miesiące wspólnej pracy – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

top 10 lotnisk świata

Incheon, główne międzynarodowe lotnisko Korei Południowej, zostało otwarte w 2001 r. Decyzja o budowie została podjęta po Igrzyskach Olimpijskich w Seulu w 1988 r. w związku z niewystarczającą przepustowością lotniska Gimpo. Incheon znajduje się na wyspie Yeongjong-Yongyu, 52 km od centrum Seulu (CPK zostanie zbudowany 37 km od centrum Warszawy). W ubiegłym roku Incheon obsłużył 71 mln pasażerów.

Lotnisko Incheon było budowane etapami. W fazie pierwszej powstały dwie równoległe drogi startowe (po 3 750 m długości każda), a port miał przepustowość 30 mln pasażerów i 1,7 mln ton towarów rocznie. Druga faza to budowa trzeciejdrogi startowej (o długości 4 000 m). Po jej otwarciu w 2008 r. port zwiększył swoją przepustowość do 44 mln pasażerów  i prawie 4,5 mln ton ładunków.

Etap trzeci to budowa Terminalu 2, z którego pasażerowie zaczęli korzystać w 2018 r.  W ramach etapu czwartegotrwa realizacja czwartej drogi startowej, przygotowywana jest też rozbudowa Terminalu 2. Docelowo od 2024 r. lotnisko ma mieć zdolność obsłużenia 100 mln pasażerów i 7 mln ton cargo rocznie.

Według dotychczasowych założeń, Port Solidarność – w ramach pierwszego etapu – będzie posiadał dwie drogi startowe i (jeżeli wcześniejsze założenia zostaną potwierdzone w trakcie przygotowania tzw. master planu lotniska) możliwość obsłużenia do 45 mln pasażerów. Przepustowość CPK będzie można zwiększać poprzez kolejne inwestycje, pod które zostanie zabezpieczona rezerwa terenowa.

Incheon jest dobrze połączone z systemem transportu kolejowego: stacja kolejowa znajduje się obok głównego budynku terminalu i umożliwia wygodny dojazd do centrum Seulu. Pasażerowie mogą skorzystać z pociągów ekspresowych, które  zatrzymują się tylko w Incheon i Seulu (taki przejazd trwa 43 minuty). CPK będzie posiadał stację kolejową zintegrowaną z portem lotniczym. Planowany czas podróży pociągiem z postojem na CPK i w centrum Warszawy to 15 minut.

Projektanci Incheon uwzględnili w swojej koncepcji liczne zrównoważone i przyjazne środowisku rozwiązania. Jednocześnie z lotniskiem powstała m.in. oczyszczalnia wody i system jej uzdatniania do ponownego użycia. Incheon ma własną sortownię i spalarnię śmieci (ciepło z procesu spalania jest używane do wytwarzania energii). Port lotniczy uruchomił również własną elektrownię geotermalną i planuje do 2030 r. pozyskiwanie 20 proc. energii z odnawialnych źródeł.

Na proekologiczne rozwiązania nastawiony jest też inwestor CPK. Wiadomo już, że w zgodzie z najnowszymi wymogami środowiskowymi, zostanie zbudowana nowa elektrociepłownia w celu zasilania w energię elektryczną, ciepło i chłód Portu Solidarność wraz z węzłem kolejowym i sąsiadującym z CPK obszarem Airport City. Będzie ona zasilana gazem ziemnym ze wsparciem paneli słonecznych.

Wybór doradcy strategicznego to kamień milowy w procesie przygotowań do budowy CPK. W przyszłości doradca może zostać długoterminowym partnerem strategicznym CPK. Oznaczałoby to współpracę nie tylko na poziomie transferu wiedzy podczas projektowania lotniska, ale też na poziomie międzyrządowym: inwestycyjnym i gospodarczym.

Magazyny idą na kolejny rekord

To może być najlepszy rok na rynku najmu nowoczesnych powierzchni magazynowych i przemysłowych, prognozują eksperci firmy Savills. Już teraz, po trzech pierwszych kwartałach, w sektorze tym odnotowano najwyższy w historii poziom popytu. Generują go głównie sieci spożywcze, działające nieprzerwanie pomimo obostrzeń nakładanych na inne sektory handlu oraz firmy z branży e-commerce, wraz z obsługującymi je operatorami logistycznymi.

Jak wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Savills, popyt na powierzchnię magazynową po pierwszych trzech kwartałach 2020 r. był wyższy, niż kiedykolwiek wcześniej w analogicznym okresie roku. W tym czasie wynajęto 3,7 mln m kw., czyli o 33% więcej, niż rok temu. W samym tylko trzecim kwartale popyt osiągnął poziom 1,3 mln m kw. (wzrost o 50% rdr.), co również jest rekordem, biorąc pod uwagę historyczną aktywność na rynku najmu w okresie od początku lipca do końca września.

Savills zwraca uwagę, że wbrew obawom z początku pandemii i tendencjom obserwowanym na rynku biurowym, rekordowy popyt nie był wcale spowodowany masowymi renegocjacjami. Nawet bez uwzględniania przedłużeń umów, ilość powierzchni, jaka była przedmiotem transakcji najmu również osiągnęła swój historycznie najwyższy poziom.

Zgodnie z prognozami Savills, 2020 rok może okazać się absolutnie rekordowy i zamknąć się wynikiem przekraczającym, dotąd najwyższe, blisko 4,3 mln m kw. odnotowane w 2017 r. Do tej wartości popytu w tym roku brakuje już tylko ok. 615 000 m kw., co jest poziomem zdecydowanie poniżej średniej kwartalnej odnotowywanej w ostatnich latach i z dużym prawdopodobieństwem zostanie on osiągnięty.

„Bardzo dobra kondycja rynku nieruchomości magazynowych nie powinna już nikogo dziwić, biorąc pod uwagę przyspieszenie, jakiego w wyniku pandemii doznała, i tak już wcześniej dynamicznie rozwijająca się, branża e-commerce. Jak dotąd w 2020 roku największy udział w popycie na nowoczesną powierzchnię magazynową miał sektor spożywczy, którego w mniejszym stopniu dotknęły obostrzenia związane z lockdownem oraz sektor logistyczny obsługujący sprzedaż internetową” – mówi Kamil Szymański, dyrektor działu powierzchni magazynowych i przemysłowych w Savills.

Na koniec września 2020 r. zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowej i przemysłowej przekroczyły próg 20 mln m kw. i wyniosły 20,3 mln m kw. Pięć największych rynków magazynowych w Polsce odpowiada za blisko 80% zasobów, ale jak podaje Savills do tego grona powoli zaczyna pukać Trójmiasto. Już teraz znajduje się tam ponad 815 000 m kw., a biorąc pod uwagę ilość powierzchni w budowie, region ten już wkrótce będzie dysponował zasobami wynoszącymi blisko 1 mln m kw.

W przeciwieństwie do bijącego rekordy popytu, ilość budowanej nowej powierzchni uległa zmniejszeniu. W ciągu trzech pierwszych kwartałów 2020 r. w Polsce przybyło ponad 1,7 mln m kw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, co oznacza spadek o 16% rdr (w samym trzecim kwartale spadek wynosił 24% rdr.). Odnotowano również mniejszą ilość powierzchni w budowie (16% rdr. i 19% kdk.). Na koniec września deweloperzy realizowali projekty, które wzbogacą rynek o 1,5 mln m kw. Po trzech kwartałach 2020 r. najwięcej nowej powierzchni przybyło w regionie Warszawy i Górnego Śląska i to również tam, zgodnie z danymi Savills, znajduje się obecnie najwięcej magazynów w budowie.

„Deweloperzy ograniczali liczbę projektów spekulacyjnych, rozpoczynanych bez zabezpieczenia powierzchni umową przednajmu. Takie podejście jest uzasadnione, biorąc pod uwagę trudności, z jakimi radzić muszą sobie branże cierpiące z powodu lockdownu. Jednocześnie banki gruntów, jakimi dysponują deweloperzy oraz krótkie terminy realizacji nowych projektów będą pozwalały szybko odpowiedzieć na potrzeby najemców, jeśli wysoki popyt utrzyma się w przyszłym roku” – podsumowuje Kamil Szymański z Savills.

Na koniec września średnia stopa pustostanów w sektorze magazynowym wzrosła o 1,6 pkt. proc. kdk i wyniosła 8,2%. Na większości rynków w Polsce czynsze pozostawały stabilne i w przypadku stawek bazowych wahały się od 2,70 do 4,40 euro/m kw./miesiąc za moduły wielkopowierzchniowe oraz do 5,5 euro/m kw./miesiąc za małe moduły (SBU).

Nowe technologie płatności poprawiają efektywność działania przedsiębiorstw

Nowoczesne technologie płatności i rozliczeń są bardzo interesujące z dwóch powodów. Po pierwsze zajmujące się nimi startupy z branży fintech mogą być doskonałymi okazjami inwestycyjnymi, po drugie ich rozwój przyczynia się do wzrostu produktywności całej światowej gospodarki.

Jeszcze niedawno wydawało się, że karty płatnicze i kredytowe pozostaną w naszych portfelach na dość długo. Jednak okazuje się, że oparte na nich systemy płatności mają kilka istotnych wad. Konsumenci, mimo licznych  zabezpieczeń, cały czas nie czuli się komfortowo podając numer karty kredytowej podczas zakupów w sieci a ich obawy były potwierdzone przez liczne wycieki danych. Z kolei dla przedsiębiorstw, problemem były opóźnienia w otrzymywaniu płatności oraz konieczność utrzymywania osobnych, drogich urządzeń do przyjmowania płatności. Mówiąc wprost, cały system był postrzegany jako niewystarczająco bezpieczny i niewystarczająco efektywny. Dlatego zarówno konsumenci jak i przedsiębiorcy coraz chętniej korzystają z nowych metod płatności i rozliczeń. W przeciwieństwie do płatności kartami, są one tańsze, bezpieczniejsze, powszechnie dostępne i odbywają się w czasie rzeczywistym.

Koszty transakcji bezgotówkowych spadają już od dawna, nawet w ramach tradycyjnego systemu bankowego. Wynika to z presji konsumentów oraz z systematycznie zaostrzającej się konkurencji. Dodatkowo istnieje istotna presja ze strony instytucji regulacyjnych. Chcąc upowszechnić obrót bezgotówkowy muszą one jednocześnie zapewnić konsumentom i przedsiębiorcom korzystne warunki rozliczeń transakcji.

Znaczne zwiększenie bezpieczeństwa obrotu bezgotówkowego można osiągnąć dzięki tokenizacji. Rozwiązanie to umożliwia dokonywanie płatności za pomocą jednorazowych kodów lub jednorazowych kart płatniczych powiązanych z kontem bankowym. Oznacza to, że informacje dotyczące płatności, nawet w przypadku wycieku, będą bezwartościowe.

Dla przedsiębiorców z sektora e-commerce szczególnie korzystną formą rozliczeń z klientami są płatności cykliczne. Stały się one podstawą dla powstania nowego trendu znanego jako subscription economy. Dzięki niemu coraz więcej produktów i usług dostępnych jest dzięki stosunkowo niewielkim, miesięcznym płatnościom. Tak jest w przypadku samochodów, oprogramowania komputerowego, aplikacji mobilnych czy dostępu do treści typu premium w internecie. Subscription economy to nie tylko płatności – to nowy model relacji z klientem, ułatwiający wysokiej jakości obsługę, w dużej części opartą na zautomatyzowanych procesach biznesowych.

Konsumenci i klienci biznesowi przyzwyczajeni są do tego, że tradycyjny sektor bankowy oferuje kredyty wyłącznie klientom będącym w dobrej sytuacji finansowej. Prowadzi to de facto do wykluczenia finansowego podmiotów zadłużonych. Brak dostępu do kapitału czy blokady środków na kontach powodują, że sytuacja finansowa takich firm z reguły ulega dalszemu pogorszeniu. Jednak już od dawna okazuje się, że problemy, które są nie do rozwiązania dla tradycyjnej bankowości mogą stanowić okazję biznesową dla dynamicznie rozwijających się przedsiębiorstw z sektora fintech. Nie tylko udzielają one pożyczek podmiotom zadłużonym ale w kreatywny sposób pozwalają im na realizowanie spłat dzięki platformom oddłużeniowym. Pozwalają one nie tylko na rozłożenie zobowiązań na dogodne raty ale również automatyzują proces windykacji prowadząc do znacznej obniżki jego kosztów.

Rozwój sektora fintech powinien też w najbliższym czasie doprowadzić do przyspieszenia obrotu pieniądza między podmiotami gospodarczymi i związanego z nim wzrostu efektywności. Jedną z metod może być szersze stosowanie faktur elektronicznych. Na przykład zawarcie w fakturze elektronicznej aktywującego proces płatności przycisku „zapłać teraz”, może spowodować, że faktury są opłacane przez kontrahentów nawet dwa razy szybciej.

W ciągu ostatnich dwudziestu lat technologie finansowe przeszły bardzo długą drogę, od cotygodniowych wizyt klientów w oddziale banku aby podjąć gotówkę i złożyć przelewy do intuicyjnych narzędzi pozwalających na wygodne zarządzanie finansami zza biurka. Ten proces się nie zakończył, bez wątpienia kolejne 20 lat będzie czasem dalszego rozwoju branży fintech.

Autor: Bartosz Tomczyk, przewodniczący Rady Nadzorczej polskiego fintech’u Provema

Rynek karmiony pandemią, rekordowe wydatki na Big Data

Mimo trwającej pandemii, w tym roku firmy na całym świecie przeznaczą rekordową kwotę ponad 41 mld USD na cyfrowe informacje, wynika z analizy Cloud Technologies. Warszawska spółka Big Data opublikowała trzecią edycję raportu Global Data Market Size 2017-2021, który jako jedyny na rynku analizuje wielkość globalnej sprzedaży danych.

Clive Humby z Kellogg School of Management podczas konferencji stowarzyszenia ANA w listopadzie 2006 roku ogłosił, że dane są nową ropą. W haśle tym zakochali się marketerzy i przez 14 lat było powtarzane niczym mantra. Okazuje się, że potrzeba było naprawdę wielu lat, by lansowana przez Humby’ego wizja, nareszcie się ziściła i stała się czymś więcej niż chwytliwym sloganem.

Digitalizacja po polsku

Z najnowszego raportu Global Data Market Size, przygotowanego przez warszawską spółkę z segmentu nowych technologii – Cloud Technologies, dowiadujemy się, że mimo iż kryzysy zdrowotny i ekonomiczny wciąż trwają, to nadwiślański rynek danych zanotuje rekordową wartość wyceny. Polskie wydatki na cyfrowe informacje wyniosą w 2020 aż 32,1 mln USD, co oznacza wzrost o 17,5% rdr.

W porównaniu z innymi europejskimi państwami to wynik plasujący nas w połowie stawki, pomiędzy skrajnie wstrzemięźliwym gospodarkami, jak Rumunia (4,0 mln USD), Bułgaria (0,2 mln USD), czy Węgry (0,9 mln USD), a informacyjnymi pionierami, do których należą między innymi nasi zachodni sąsiedzi, Niemcy (826,3 mln USD), Wielka Brytania (3 064,2 mln USD) czy Francja (912,5 mln USD). – Nie da się ukryć, że zaangażowanie w nowe technologie w biznesie, szczególnie te ukierunkowane na wspieranie sprzedaży, związane jest z potencjałem nabywczym danego społeczeństwa. Jak wynika z najnowszego raportu GfK Purchasing Power Europe 2020, który porównuje możliwości nabywcze danych gospodarek, purchasing power index, czyli wskaźnik możliwości nabywczych, jest w Polsce 3 razy niższy niż w Niemczech. Jednocześnie jest wyższy niż węgierski czy rumuński. – tłumaczy Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies.

Jak wskazuje raport przygotowany przez warszawską spółkę, trwająca pandemia i jej nieprzewidywalność zmotywowały nadwiślański biznes do inwestycji. Szacuje się, że przyszłoroczna wartość rynku danych wyniesie blisko 40 mln USD, co oznacza ponad 22% wzrost w porównaniu z rokiem obecnym. Podany wynik pozwoli nam zmniejszyć dystans do znacznie bogatszych od nas nacji: Szwajcarów (64,8 mln USD), Holendrów (70,3 mln USD) czy Hiszpanów (72,3 mln USD).

Pandemiczne powikłania

40 mld USD – tyle wynosi wartość PKB Tunezji, czyli zsumowana wartość wszystkich towarów i usług wytworzonych w danej gospodarce. Co to ma wspólnego z rynkiem danych? Warszawska spółka Cloud Technologies wycenia na niemal taką samą kwotę globalną wartość światowego rynku danych w 2020. To blisko 20% więcej niż przed rokiem, zanim ktokolwiek mógłby wiedzieć o koronawirusie.

Analitycy polskiej spółki działającej w obszarze Big Data, zapowiadają, że to nie koniec dobrych wieści dla tego sektora. Już w przyszłym roku powinniśmy spodziewać się wzrostu na poziomie 26%, co będzie skutkowało łączną wyceną rynku danych na poziomie 52,3 mld USD w 2021. Wszystko wskazuje na to, że najbliższa przyszłość zapisana jest nie w gwiazdach, a w bitach.

Trend data-driven został wzmocniony transformacją nawyków konsumenckich. Z badań przeprowadzonych przez firmę BGC wynika, że życie większości ludzi (70%) jest inne niż wczoraj, a oni sami są zdania, że pandemia zmieniła sposób, w jaki będą żyć jutro i na zawsze (50%) – zauważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies, a następnie dodaje: – Dlatego wzrasta zainteresowanie wielkimi zbiorami danych, które pomogą dostosować model działania do nowych zachowań konsumentów. Widać to doskonale na przykładzie naszego raportu. Tegoroczny wzrost wartości rynku danych wyniesie blisko 20%, nadchodzący 2021 rok, zanotuje jeszcze większy wzrost. To potwierdza, że trend wykorzystywania cyfrowych danych jest silny na całym świecie.

Sztuczna Inteligencja na straży

Dziś najpopularniejszym sposobem wykorzystania danych behawioralnych, czyli takich, które charakteryzują zachowanie internauty w sieci, jest dystrybucja treści reklamowych w internecie. – Służą one do budowy nowej strategii, tworzenia produktów, bądź też przewidywania trendów, ale dziś ich głównym zastosowaniem jest komunikacja. Dlatego wzięliśmy pod uwagę kondycję rynku reklamy programmatic. Rozwiązanie to jest dziś najpopularniejszą formą zakupu powierzchni displayowych w sieci. – zauważa Maciej Sawa, CEO OnAudience.com, spółki należącej do grupy Cloud Technologies i dodaje: – W okresie, który poddajemy analizie, czyli w latach 2017-2021, wartość rynku programmatic dynamicznie rośnie z roku na rok. Od 2018 roku zwiększa się ona w tempie dwucyfrowym. Na największym światowym rynku reklamy, czyli w Stanach Zjednoczonych, już 8 na 10 reklam sprzedawanych jest w modelu automatycznym.

Jak szacują twórcy raportu, mimo trwającej pandemii i wbrew polityce “zaciskania pasa”, która stosowana jest w wielu organizacjach, wartość rynku programmatic wzrośnie w porównaniu z poprzednim rokiem o ponad 14% i wyniesie  w 2020 129,1 mld USD.

Nie od dziś wiadomo, że gospodarka to układ naczyń połączonych. Dlatego wzrost wydatków na programmatic jest ściśle związany z kondycją sektora reklamy cyfrowej. Jak podaje portal eMarketer, mimo tego, że globalne wydatki na reklamę spadną, to rozbijając to na poszczególne formy promowania, zauważymy, że wydatki na reklamę cyfrową jako jedyne wzrosną w tym roku. Co prawda mówimy o 2,4%, ale przyczyni się to do wygenerowania łącznej kwoty 332,84  mld USD w 2020 roku – zauważa Piotr Prajsnar z Cloud Technologies.

Nadchodzący 2021 ma być rekordowy pod względem wyceny rynku programmatic, która wyniesie 155 mld USD. To o 20% więcej niż w trwającym 2020. Wystarczyły zaledwie 4 lata, by wartość tego sektora wzrosła o blisko 87 mld USD (bazowa wartość, 68 mld USD w 2017).

Europejska zadyszka

Biorąc pod uwagę wartość rynku danych w poszczególnych regionach, Stary Kontynent z wynikiem 6,3 mld USD tylko nieznacznie wygrywa z Chinami (5,4 mld USD). Swoją dominację kolejny rok potwierdzają Amerykanie. Stany Zjednoczone będą w 2020 największym na świecie lokalnym rynkiem danych – 24,7 mld USD to blisko 4 razy więcej niż zakłada prognozowany europejski wynik.

Układ sił może ulec wkrótce przetasowaniu – zauważa Piotr Prajsnar, CEO Cloud Technologies. – O ile pozycja lidera, wydaje się niezagrożona, o tyle obserwując dynamikę, z jaką rozwija się chiński rynek, powinniśmy się spodziewać, że już za rok, wyniki osiągane przez Pekin zrównają się z europejskimi. – dodaje ekspert.

Analitycy warszawskiej spółki przewidują, że już w 2021 różnica pomiędzy rynkiem europejskim a chińskim stanie się symboliczna i wyniesie zaledwie 0,3 mld USD na korzyść Starego Kontynentu (7,6 mld do 7,3 mld USD). Chiny będą mogły pochwalić się 35% dynamiką wzrostu w nadchodzącym roku. To o 13 p.p. więcej niż wyniesie europejski wynik.

Świat wiedzy

Według ostatnich badań International Data Corporation (IDC), globalna gospodarka jest skoncentrowana na cyfrowej transformacji. W ciągu najbliższych 3 lat wydatki na IT wyniosą 6,8 bln USD. Wpływ pandemii Covid-19 jest wszechobecny i napędza zmiany, do jakich biznes nie był dotychczas wystarczająco zmotywowany.

Dziś, utytułowany matematyk i analityk danych, Clive Humby może czuć się zmieszany – z jednej strony, jego śmiała wizja sprzed 14 lat zaczyna wreszcie nabierać rzeczywistego kształtu, z drugiej strony, walnie przyczynił się do tego koronawirus i wynikający z pandemii globalny lockdown. Jednak bez względu na okoliczności, jedno jest pewne – pandemia zaostrzyła apetyt na technologie, a biznes coraz śmielej romansuje z nowymi rozwiązaniami.

Pierwsze przypadki zakażenia koronawirusem u norek na fermie w Polsce

Dzisiaj, tj. 24. listopada, na stronie Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego pojawił się komunikat o wykryciu pierwszych przypadków zakażenia koronawirusem u norek na fermie w woj. pomorskim. Zakażenie norek wirusem SARS-CoV-2 może stanowić zagrożenie dla zdrowia publicznego, a norki, jako łasicowate, mogą nie tylko łatwo się nim zakazić, ale też przenosić go na inne zwierzęta i ludzi.

24 listopada br. Gdański Uniwersytet Medyczny ogłosił wykrycie pierwszych przypadków zakażenia SARS-CoV-2 norek hodowlanych w Polsce. Przebadano 91 norek, u ośmiu potwierdzono zakażenie koronawirusem. Wcześniej wykryto przypadki zakażenia u pracowników ferm norek. Nie ma jeszcze wyników badań prowadzonych przez Powiatowe Inspekcje Weterynaryjne.

Naukowcy z Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej GUMed i Międzyuczelnianego Wydziału Biotechnologii Uniwersytetu Gdańskiego i GUMed wraz z lekarzami weterynarii wykryli pierwszy w kraju przypadek zakażenia SARS-CoV-2 norek hodowlanych w Polsce. Badania zostały przeprowadzone na norkach z ferm w woj. pomorskim przez dr Macieja Grzybka z Zakładu Parazytologii Tropikalnej GUMed i dr Łukasz Rąbalski z Zakładu Szczepionek Rekombinowanych UG we współpracy z lekarzami weterynarii. Na stronie GUMed czytamy:

Materiał poddano badaniu RT-PCR przy użyciu testu dwugenowego opartego na protokole stosowanym w diagnostyce człowieka. Stwierdzono obecność RNA wirusa SARS-CoV-2 u ośmiu spośród badanych zwierząt. Aktualnie prowadzone są pogłębione badania genetyczne, które pozwolą na określenie prawdopodobnego pochodzenia wirusa oraz umożliwią porównanie ze znanymi sekwencjami genetycznymi SARS-CoV-2.

Warto zaznaczyć, że oprócz przeprowadzonych przez naukowców GUMed badań wciąż czekamy na wyniki tych przeprowadzonych przez Powiatowe Inspekcje Weterynaryjne. Mają się one pojawić pod koniec listopada. Już teraz jednak wiadomo, że koronawirus dotarł na fermy norek w Polsce, co może stwarzać zagrożenie dla zdrowia publicznego.

Koronawirus został też wykryty u zwierząt na fermach norek w Holandii (tutaj z tego powodu przyspieszono wygaszenie hodowli o 3 lata), Danii, Włoszech, Szwecji, Hiszpanii, Francji, Grecji czy USA. Chociaż koronawirus stanowi zagrożenie w każdym z tych krajów, należy zwrócić szczególną uwagę na Polskę – to właśnie nasz kraj jest drugim największym producentem futer w Europie, hodując ok. 5,5 miliona norek rocznie. Na jednej fermie może przebywać nawet kilkaset tysięcy zwierząt (na największej fermie w Polsce, w Góreczkach, woj. wielkopolskie, przebywa ok. 400 tysięcy zwierząt), co stanowi dodatkowe ryzyko rozprzestrzeniania się wirusa.

– W dobie pandemii zdrowie publiczne powinno być priorytetem, a kolejne badania dowodzą, że ogromne fermy norek stwarzają dla tego zdrowia znaczące zagrożenie – mówi Paweł Rawicki, prezes Stowarzyszenia Otwarte Klatki – Dużo się w ostatnim czasie mówiło o wprowadzeniu zakazu hodowli zwierząt na futro – my te obietnice pamiętamy i czekamy, aby wreszcie weszły w życie. Jeśli nie ze względu na dobro zwierząt, to może chociaż z uwagi na zdrowie polskiego społeczeństwa – dodaje Rawicki.

Bitcoin sięga 19 000 USD. Ważne dane dla EURUSD

Ostatniej doby byliśmy świadkami serii ważnych odczytów danych makroekonomicznych. Miały one spory wpływ na zawirowania na głównej parze walutowej świata, jaką jest EURUSD.

Optymizm za Oceanem

Wczorajsze wstępne indeksy PMI w USA zarówno dla przemysłu jak i dla usług okazały się wyraźnie wyższe od oczekiwań. Poziomy 56,7 pkt i 57,7 pkt odpowiednio dla subindeksów przemysłowego i usługowego, to obiektywnie dobre wyniki nawet w świecie bez pandemii. Dodatkowo warto zwrócić uwagę, że to wyniki wyraźnie powyżej i tak pozytywnych oczekiwań. Nie może zatem dziwić, że po tych danych dolar wyraźnie zyskiwał na wartości. Dzisiaj od rana jednak stracił już większość tej zmiany.

PKB w Niemczech

Dzisiaj rano poznaliśmy dane z niemieckiej gospodarki. Najpierw o 8:00 rano był to wzrost PKB, który w III kwartale wyniósł imponujące 8,5% PKB, w rezultacie zmniejszając recesję z oczekiwanych 4,1% na 3,9%. Drugi odczyt przyszedł dwie godziny później. Indeks instytutu IFO osiągnął 90,7 pkt i był niemal równy oczekiwaniom. Te drugie dane nie wzbudziły już takiego entuzjazmu na rynku, ale to odczyty z Niemiec były jedną z przyczyn wspomnianej korekty wczorajszych umocnień dolara względem euro.

Bitcoin sięga 19 000 USD

Dzisiaj po raz pierwszy od szczytów z końca 2017 roku, po trzech latach bitcoin powraca powyżej bariery 19 000 dolarów. Już teraz trwają dyskusję czy upadek będzie równie szybki i spektakularny jak trzy lata temu. Z drugiej strony nie brakuje głosów zapowiadających, że obecna hossa potrwa znacznie dłużej. Warto zwrócić uwagę, że obecnie bitcoin stanowi istotnie wyższy procent wartości całego rynku kryptowalut, zatem pomimo ceny bliskiej rekordu kapitalizacja całego rynku wynosi wciąż niewiele ponad ⅔ tego co trzy lata temu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Nowe propozycje ulg dla innowatorów od 2021 roku

Ulga na robotyzację to nie wszystko, co proponuje rząd w zakresie ulg proinnowacyjnych, które mają zacząć obowiązywać w 2021 roku. W planach jest także ulga na zatrudnienie innowacyjnych pracowników oraz ulga na prototypy. Propozycje te wpisują się w sukcesywnie rozszerzany wachlarz wsparcia podatkowego dla innowacyjnych przedsiębiorstw. Zapoczątkowała je wprowadzona w 2016 roku ulga badawczo-rozwojowa, a od ubiegłego roku przedsiębiorcy mogą korzystać z mechanizmu IP Box skierowanego do firm komercjalizujących prawa własności intelektualnej.

Z początkiem przyszłego roku rząd zapowiada wprowadzenie kolejnych zachęt podatkowych, których celem jest uzupełnienie obecnego ekosystemu innowacji. Choć wciąż nie powstały projekty odpowiednich ustaw, to propozycje nowych zapisów pojawiły się w ramach prekonsultacji. Gdyby ulgi weszły w życie od przyszłego roku, przedsiębiorcy mogliby skorzystać z dodatkowych odliczeń od podatku dochodowego i tym samym znaleźć źródło finansowania na projekty innowacyjne.

Propozycje nowych ulg dla innowatorów to niewątpliwie dobra wiadomość dla przedsiębiorców inwestujących w działania badawczo-rozwojowe. Taki krok ze strony polskiego rządu byłby też dużym wsparciem dla firm, które odczuły skutki pandemii Covid-19 i musiały zmniejszyć swoje budżety na projekty B+R. Zapowiadane ulgi stanowiłyby istotną pomoc w rozwoju i unowocześnianiu już istniejącej produkcji,
a także przełożyłyby się na atrakcyjność naszego rynku dla zagranicznych inwestorów
– zauważa Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzający w Ayming Polska.

Ulga na inżynierów

Jedną z nowych propozycji jest ulga na zatrudnienie innowacyjnych pracowników. W jej ramach podatnik będzie mógł zmniejszyć wartość zaliczki na podatek dochodowy oraz wartość zryczałtowanego podatku dochodowego uzyskiwanego od przychodów m.in. ze stosunku pracy pracowników zaangażowanych wyłącznie w prace badawczo-rozwojowe. Powinni oni posiadać tytuł doktora, magistra czy inżyniera, a ich główne zadania w zakresie projektów badawczo-rozwojowych muszą opierać się na wiedzy technicznej
i odpowiednim doświadczeniu. Z ulgi nie będą mogli skorzystać podatnicy posiadający status zakładu pracy chronionej.

Ulga na zatrudnienie innowacyjnych pracowników będzie dedykowana dla tych podatników, którzy ponieśli stratę za rok podatkowy albo jeśli wysokość dochodu z ich działalności gospodarczej była niższa od kwoty przysługujących im odliczeń z tytułu działalności B+R. Wprowadzenie nowej preferencji ma zwiększyć wykorzystanie potencjału naukowego poprzez wsparcie współpracy pomiędzy przedsiębiorcami a określonymi podmiotami naukowymi, m.in. uczelniami czy instytutami naukowymi i badawczymi – komentuje Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor Obszaru podatków i finansowania innowacji w Ayming Polska.

Ulga na prototypy

Kolejną propozycją, która ma na celu wsparcie jednego z etapów prowadzenia prac badawczo-rozwojowych, jest ulga na prototypy. Rozwiązanie to umożliwi odliczenie od podstawy opodatkowania kosztów próbnej produkcji nowego produktu lub wprowadzenia takiego produktu na rynek. W ustawie ma znaleźć się definicja obu wymienionych pojęć, w ramach których zostaną wskazane grupy kosztów kwalifikowanych do odliczenia. Należeć do nich mają m.in. cena nabycia lub koszt wytworzenia nowych środków trwałych niezbędnych do uruchomienia produkcji próbnej nowego produktu, koszty ulepszenia, koszty nabycia materiałów i surowców, a także koszty badań, ekspertyz i przygotowania dokumentacji niezbędnej do uzyskania certyfikatu czy homologacji.

Ulga na prototypy ma być skierowana do wszystkich podatników, przy czym zakłada się, że wartość odliczenia nie będzie mogła przekroczyć 30 proc. poniesionych kosztów oraz wyniesie nie więcej niż 10 proc. dochodu z pozarolniczej działalności gospodarczej. Dobrą wiadomością jest to, że w przypadku wystąpienia straty podatkowej w roku poniesienia kosztów kwalifikowanych przedsiębiorca będzie mógł je rozliczyć jeszcze w przeciągu dwóch kolejnych lat – dodaje Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor Obszaru podatków
i finansowania innowacji w Ayming Polska
.

Ulga robotyzacyjna

Zapowiadana od kilku miesięcy ulga na roboty i koboty ma w założeniu funkcjonować na kształt ulgi badawczo-rozwojowej. Podatnikowi prowadzącemu działalność produkcyjną będzie przysługiwać prawo do odliczenia od podstawy opodatkowania kosztów, które już wcześniej zaliczył do kosztów uzyskania przychodu. Dodatkowe odliczenie nie może przekroczyć 50 proc. wysokości poczynionych nakładów. Ulga robotyzacyjna ma być wprowadzona na pięcioletni okres, co oznacza, że podatnicy będą mogli rozliczyć wydatki poniesione w latach 2021-2025. W ramach katalogu kosztów ustawodawca planuje uwzględnić m.in. koszty nabycia nowych robotów przemysłowych (także w ramach umowy leasingu finansowego) oraz maszyn i urządzeń peryferyjnych, a także koszty szkoleń pracowników oraz te związane z zapewnieniem ergonomii oraz bezpieczeństwa w związku z robotyzacją miejsc pracy.

Podobnie jak w przypadku ulgi B+R odliczenie w roku podatkowym nie będzie mogło przekroczyć dochodu uzyskanego przez podatnika z tytułu prowadzonej działalności gospodarczej. Jednak w takiej sytuacji przedsiębiorca będzie mógł odliczyć te koszty w kolejnych sześciu latach, także po 2025 roku. Istotnym elementem do prawidłowego rozliczenia ulgi robotyzacyjnej wydaje się być poprawne interpretowanie definicji robota przemysłowego, która znajdzie się w nowelizowanych przepisach – stwierdza Agnieszka Hrynkiewicz-Sudnik, Dyrektor Obszaru podatków i finansowania innowacji w Ayming Polska.

Zmiany w uldze B+R i IP Box

Jeśli chodzi o już obowiązujące preferencje podatkowe, czyli ulgę badawczo-rozwojową i IP Box, ustawodawca zapowiada wprowadzenie zmian pozwalających na równoczesne korzystanie z obu mechanizmów. Dotychczas nie było możliwe stosowanie ulgi B+R oraz 5-procentowej stawki podatkowej w ramach IP Box w stosunku do jednego (tego samego) dochodu. Przepisy zostaną uzupełnione w taki sposób, aby także w kalkulacji dochodu z IP Box podatnicy mogli dodatkowo uwzględnić koszty kwalifikowane do ulgi badawczo-rozwojowej.

NBP rozpoczyna prace nad narodową strategią bezpieczeństwa gotówki

Gotówka w czasach pandemii jest istotnym elementem stabilizacji infrastruktury finansowej państwa. Prof. Adam Glapiński, otwierając tegoroczną edycję Kongresu Obsługi Gotówki, ogłosił rozpoczęcie prac nad narodową strategią bezpieczeństwa gotówki – co z niej wynika? Komentuje Aleksander Pawlak, Prezes Zarządu Tavex.

Postawa Narodowego Banku Polskiego, jako promotora gotówki, bardzo mnie cieszy. Tak jak mówił Prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP) Adam Glapiński, Bank Centralny powinien stać na straży gotówki – fundamentu życia gospodarczego. Jak podkreśla w swojej wypowiedzi w Polsce jeszcze przed pandemią około połowa obywateli korzystała na co dzień z płatności gotówkowych.

NBP stoi na stanowisku, że przedsiębiorca nie może uzależniać zawarcia z konsumentem umowy o świadczenie usługi lub sprzedaży towaru od dokonania zapłaty w formie bezgotówkowej oraz odmówić przyjęcia zapłaty w innej formie. Prezes Narodowego Banku Polskiego przypomniał postulat o wprowadzenie stosownego przepisu w ustawie o Usługach Płatniczych. Jego celem byłoby wzmocnienie prawa konsumentów uwzględniającego możliwość dokonywania płatności w formie gotówkowej zawsze i wszędzie.

Pojawienie się NBP w roli promotora gotówki na pewno zrównoważy debatę i trendy rynkowe. Do tej pory były one zdominowane przez organizacje kartowe i finansowane przez nie fundacje, które intensywnie promowały płatności za pomocą kart płatniczych na terenie naszego kraju.

Płatności gotówkowe należy również rozpatrywać w kontekście patriotyzmu gospodarczego. Polega on na tym, że koszty płatności gotówkowych przekładają się na przychód w Polsce, podczas gdy płatności elektroniczne (np. kartowe) zasilają zagraniczne budżety głównie Visy i Mastercarda.

Co więcej, istotne jest to, że każdy z nas powinien mieć wybór, czym chce zapłacić za zakupy. W związku z tym wszystkie instrumenty płatnicze powinny być wspierane w równym stopniu. Warto zwrócić uwagę, że gotówka daje poczucie bezpieczeństwa, w przeciwieństwie do karty płatniczej, którą nie zawsze i nie wszędzie można dokonać płatności. Wybór pomiędzy dokonywaniem transakcji kartą płatniczą czy gotówką powinien być indywidualną decyzją każdego z nas.

Spółka Millennium Leasing rozpoczęła współpracę ze spółką ESOLEO, dostarczającą profesjonalne instalacje fotowoltaiczne

Millennium Leasing sp. z o.o. na mocy zawartej umowy rozpoczęła współpracę z ESOLEO Sp. z o.o., spółką Grupy Cyfrowy Polsat S.A., dostarczającą profesjonalne instalacje fotowoltaiczne. Nowo nawiązane partnerstwo ma na celu dostarczanie klientom spółek maksymalnie uproszczonego procesu leasingowania fotowoltaiki oraz gwarancji niskich rat miesięcznych dzięki okresowi finansowania do 8 lat.

Popularność, jaką w ostatnich latach zyskała fotowoltaika, przyczyniła się do powstawania całkiem nowych rozwiązań dla inwestorów zainteresowanych pozyskiwaniem zielonej energii. Cieszymy się, że jesteśmy częścią tego istotnego trendu. Dzięki naszej współpracy z ESOLEO klienci zyskają dostęp do kompleksowej usługi, umożliwiającej sfinansowanie inwestycji w odnawialne źródła energii, przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów funkcjonowania przedsiębiorstwa już w trakcie umowy leasingu – mówi Marcin Balicki, Prezes Zarządu Millennium Leasing. — Od dekady konsekwentnie angażujemy się w finansowanie energooszczędnych inwestycji naszych klientów. Korzystamy w tym celu z programów organizowanych przez EBOR, a także refundujemy klientom część kosztów finansowania z własnych środków. Udaje się nam łączyć w ten sposób społeczną odpowiedzialność biznesu z biznesem jako takim, gdyż energooszczędne inwestycje oznaczają zwykle dla naszych klientów zwiększenie ich zdolności produkcyjnych, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów energii — dodaje.

Bardzo cieszymy się w związku z rozpoczęciem współpracy z Millenium Leasing, która wzbogaci naszą kompleksową ofertę instalacji fotowoltaicznych dla klientów biznesowych o wygodne i elastyczne finansowanie. Pojawienie się w listopadzie opłaty mocowej na fakturach za energię elektryczną sprawi, że inwestycja w fotowoltaikę będzie się jeszcze bardziej opłacać. Wierzymy, że dzięki naszej współpracy z Millenium Leasing jeszcze więcej przedsiębiorstw – małych i dużych – będzie mogło teraz zdecydować się na ten krok, który będzie obniżał ich koszty i zapewniał nam wszystkim czystsze powietrze – mówi Mariusz Klimczak, Prezes ESOLEO.

ESOLEO sp. z o.o. należy do Grupy Cyfrowy Polsat, która od 25 lat oferuje kompleksowe usługi multimedialne, zaprojektowane z myślą o całej rodzinie: płatną telewizję w technologii satelitarnej, naziemnej oraz internetowej, usługi transmisji danych oraz dostęp do szerokopasmowego Internetu, w tym głównie w technologii LTE, a od niedawna 5G. Instalacje fotowoltaiczne ESOLEO to kompleksowe rozwiązania, dzięki którym klienci mogą płacić mniej za prąd. Firma ma doświadczenie w budowie instalacji fotowoltaicznych na domach prywatnych, obiektach użyteczności publicznej, halach, biurowcach, sklepach, gospodarstwach rolnych – od mikroinstalacji po farmy.

Millennium Leasing od lat oferuje finansowanie leasingiem dla wszystkich branż w Polsce, angażując się szczególnie w finansowanie inwestycji w innowacyjne, energooszczędne, zmniejszające nakłady pracy oraz przyjazne środowisku środki trwałe. półka jest aktywnym członkiem Związku Polskiego Leasingu, zaangażowaną w szczególności w powstanie Grupy ds. Digitalizacji ZPL i jedną z pierwszych firm leasingowych, które pojawiły się na polskim rynku. Sprzedaż usług leasingu jest prowadzona przez doradców leasingowych w 70 placówkach spółki w całej Polsce. Działania sprzedażowe prowadzone są także w ramach aktywnej współpracy z doradcami bankowymi, w oddziałach detalicznych i jednostkach korporacyjnych Banku Millennium.

Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach

Od 1 grudnia 2020 r. cudzoziemcy przebywający w Polsce na podstawie tzw. wiz humanitarnych będą mogli ubiegać się o zezwolenia na pracę. Może to mieć szczególne znaczenie dla obywateli Białorusi, którzy opuszczają swój kraj w wyniku represji. Nowe przepisy wprowadza nowelizacja ustawy o cudzoziemcach, która zakłada także m.in. zmiany związane z modyfikacją wspólnotowego kodeksu wizowego oraz wejściem Polski do programu ruchu bezwizowego z USA.

Nowelizacja ustawy o cudzoziemcach z dnia 28 października 2020 r.[i] rozszerza katalog sytuacji, w których cudzoziemiec jest uprawniony do wykonywania pracy w Polsce. Zezwolenia na pracę będą mogli otrzymać cudzoziemcy przebywający w kraju na podstawie wiz Schengen lub krajowych wydanych w celu przyjazdu ze względów humanitarnych, z uwagi na interes państwa lub zobowiązania międzynarodowe (tzw. wizy humanitarne). Wnioski o zezwolenia na pracę rozpatrują urzędy wojewódzkie.

Procedowana jest obecnie także nowelizacja rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej w sprawie przypadków, w których powierzenie wykonywania pracy cudzoziemcowi na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej jest dopuszczalne bez konieczności uzyskania zezwolenia na pracę. Zakłada ona m.in. zwolnienie z obowiązku posiadania zezwolenia na pracę cudzoziemców przebywający w Polsce na podstawie tzw. wiz humanitarnych.

Celem ustawy jest również dostosowanie polskiego porządku prawnego do zmian we wspólnotowym kodeksie wizowym[ii]. Dotyczą one wydawania, cofania i unieważniania wiz krajowych (długoterminowych) pozostających w zakresie regulacji prawa krajowego. Dostosowane do wymogów prawa UE zostały m.in. formularz zaproszenia, tryb wydawania wiz krajowych oraz opłaty za ich wydanie. Przykładowo, decyzja informująca o odmowie wydania wizy krajowej będzie zamieszczana na nowym formularzu. Wniosek o wydanie wizy krajowej zostanie natomiast rozszerzony o dodatkowe rubryki, co usprawni postępowanie wobec cudzoziemców, którzy będą chcieli pracować czy studiować w Polsce.

Kolejną zmianą jest objęcie wszystkich cudzoziemców ubiegających się o wizę krajową oraz wjeżdżających do Polski, obowiązkiem posiadania podróżnego ubezpieczenia medycznego na cały okres pobytu (w przypadku braku ubezpieczenia zdrowotnego). Minister właściwy do spraw zagranicznych będzie publikował informacje o ubezpieczycielach i oferowanych przez nich ubezpieczeniach spełniających ustawowe warunki.

Nowelizacja wprowadza także przepisy pozwalające na wykonanie obowiązku wynikającego z przystąpienia Polski do programu ruchu bezwizowego ze Stanami Zjednoczonymi Ameryki (Visa Waiver Program).

Ustawa z dnia 28 października 2020 r. o zmianie ustawy o cudzoziemcach oraz niektórych innych ustaw wejdzie w życie 1 grudnia 2020 r.