Czy FED podniesie nam ceny paliwa?

Dziś FED ogłosi decyzję dotyczącą stóp procentowych. Rynki spodziewają się pierwszej obniżki, jednak wciąż nie jest jasne, czy będzie to mniejsze cięcie o 25 pb czy mocniejsze o 50 pb. Narzędzie FedWatch, mierzące oczekiwania rynkowe, wskazuje 33 proc. szans na obniżkę o 25 pb i 67 proc. na cięcie o 50 pb. Mocniejsze cięcie sugerowałoby, że FED bardziej obawia się spowolnienia gospodarczego, natomiast mniejsze mogłoby wskazywać na postępy w walce z inflacją. Większość ekonomistów przewiduje, że do końca roku dojdzie do trzech obniżek (łącznie o 75 pb), na kolejnych posiedzeniach 18 września, 7 listopada i 18 grudnia. Natomiast inwestorzy bardziej obawiają się ryzyka spowolnienia wzrostu gospodarczego i spodziewają się cięć o 100 pb do końca roku.

Decyzja FED, zaplanowana na dzisiejszy wieczór czasu polskiego, nie tylko wpłynie na rynki finansowe, ale może także mieć odzwierciedlenie na polskich stacjach benzynowych, wpływając na ceny ropy na światowych giełdach. Ostatnio paliwo w Polsce taniało, spadając z około 6,50 zł przed wakacjami do około 6,05 zł za litr obecnie.

10 września cena ropy Brent osiągnęła najniższy poziom od grudnia 2021 roku – 68,5 dolarów za baryłkę. Spadek ten był efektem słabych danych gospodarczych z Chin, wywołujących obawy o popyt na ropę. Od tego czasu ceny ponownie rosną, głównie z powodu ograniczeń w wydobyciu ropy na Zatoce Meksykańskiej spowodowanych przez huragan Francine. USA i Chiny, konsumujące odpowiednio 20 proc. i 13 proc. globalnej produkcji ropy, mają kluczowe znaczenie dla światowych rynków. FED swoją decyzją dotyczącą stóp procentowych będzie kształtował przyszły ekonomiczny krajobraz, co może mieć wpływ na ceny ropy.

Rynek koncentruje się na pytaniu, o ile stopy zostaną obniżone. Czy będzie to obniżka wynikająca z postępów w redukcji inflacji, czy mająca na celu stymulację gospodarki? Spadające ceny energii pomogły złagodzić inflację i trend ten może się utrzymać, ponieważ przewiduje się, że słaby popyt na ropę potrwa do 2025 roku. Inwestorzy i traderzy na rynku ropy czekają na decyzję FED, próbując ocenić jej wpływ na gospodarkę i popyt na surowiec.

Niższe stopy procentowe zazwyczaj obniżają koszty kredytów, co może zwiększać inwestycje, stymulować gospodarkę i podnosić zapotrzebowanie na ropę. Amerykańska Administracja Informacji Energetycznej (EIA) szacuje, że globalne zapasy ropy zmniejszą się o 0,9 mln baryłek dziennie (b/d) w trzecim kwartale tego roku, a do pierwszego kwartału 2025 roku spadną o ponad 1 mln b/d. W związku z tym oczekuje się, że ceny ropy Brent wzrosną z 74 dolarów na początku września do średnio 82 dolarów w grudniu i 83 dolarów w pierwszym kwartale 2025 roku. Jednak inni analitycy przewidują utrzymującą się słabość popytu na ropę do końca roku i dalsze jej osłabienie w 2025 roku, podczas gdy podaż pozostanie stabilna.

Mocniejsze cięcie stóp będzie wspierać scenariusz silniejszego popytu na ropę w najbliższych miesiącach, co może prowadzić do wzrostu cen. Na krótkoterminowy wzrost cen może wpłynąć także sama decyzja FED, ponieważ inwestorzy będą prognozować większy popyt w przyszłości. Jeśli FED zdecyduje się na większą obniżkę, może to oznaczać koniec spadków cen paliw na polskich stacjach i powrót do poziomu około 6,50 zł za litr – pod warunkiem braku znaczących wahań kursu złotego wobec dolara.

Paweł Majtkowski, analityk rynków eToro

40 proc. profesjonalistów obawia się poprosić o podwyżkę

22 września to Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy. Choć jest to święto dość nietypowe, to w pełni odzwierciedla bolączkę wielu profesjonalistów, którzy wciąż postrzegają pieniądze jako temat tabu, a komunikowanie szefowi swoich oczekiwań w tym zakresie – jako nieprzyjemne wydarzenie. Pomimo rosnącej transparentności płac i wciąż sprzyjającego wykwalifikowanym ekspertom rynku pracy, aż 40 proc. specjalistów i menedżerów nadal uważa rozmowę o podwyżce za stresującą.

Wysokie koszty życia i nierzadko obniżenie jego komfortu powodują, że wielu profesjonalistów decyduje się na rozmowę z szefem o podwyżce. Spotkaniom tym często towarzyszy stres. Powodów jest kilka, natomiast należy wyróżnić dwa kluczowe. Po pierwsze, pieniądze – choć są bardzo ważnym aspektem pracy – wciąż pozostają tematem tabu na polskim rynku pracy. Po drugie, pracownicy nie zawsze wiedzą, jak rozmawiać o wynagrodzeniu oraz na jakie argumenty warto się powołać. W konsekwencji, rozmowa z przełożonym na ten temat wśród wielu osób budzi obawy.

Brak pewności siebie czy lęk przed niepowodzeniem?

Choć średnie wynagrodzenie rośnie, to nie jest to spowodowane lepszą sytuacją w firmach i większymi możliwościami po stronie pracodawców. Bardzo często wiąże się to natomiast ze wzrostem płacy minimalnej, która pociąga za sobą podwyżki na kilku wyższych poziomach płacowych. Często jednak pozostaje to bez wpływu na zarobki lepiej wynagradzanych specjalistów, którzy muszą aktywniej zabiegać o podwyżki.

Jak jednak pokazuje najnowsze badanie Hays Poland przeprowadzone we wrześniu 2024 roku wśród blisko 900 specjalistów i menedżerów, proszenie szefa o podwyżkę wiąże się ze stresem dla 40 proc. z nich.

Czy proszenie szefa o podwyżkę jest dla ciebie stresujące?

Tak 40%
Nie 40%
Trudno powiedzieć 20%

Źródło: badanie Hays Poland, wrzesień 2024

Trudne emocje pracowników w obliczu tej sytuacji mogą być powiązane z krótkim stażem pracy w danej organizacji, brakiem pewności siebie, słabymi relacjami z przełożonym, ale również z naturalną obawą przed niepowodzeniem lub oceną. Ponadto w wielu firmach temat pieniędzy wciąż nie jest transparentny, przez co zatrudnionym może się wydawać, że rozmowa o podwyżce postawi ich w świetle osób roszczeniowych, interesownych lub nielojalnych.

Po drugiej stronie jest kolejne 40 proc. profesjonalistów, którzy nie mają problemu z poruszaniem tego tematu. – Osoby, których nie stresuje rozmowa o podwyżce to często pracownicy, którzy znają swoją wartość i mają świadomość posiadanych kompetencji. Jeżeli dodatkowo są to umiejętności niszowe, to tym bardziej przemawia to za słusznością ich prośby o podwyżkę. Jest to grupa specjalistów, która doskonale wie, co może zaoferować organizacji. Jeśli nie tej, to innej, co również jest silną kartą przetargową – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, Executive Director CEE w Hays.

Co piąty respondent badania przyznaje również, że ma wątpliwości, czy rozmowy dotyczące wzrostu wynagrodzenia wywołują u niego stres. W wielu przypadkach ankietowani mają zapewne mieszane odczucia dotyczące takich rozmów lub traktują stres jako źródło motywacji.

Potrzeby ważniejsze niż stres

Niezależnie od rodzaju i natężenia trudnych emocji, specjaliści chcą zawalczyć o swoje i zarabiać więcej. Pomimo świadomości wciąż ograniczonych budżetów firm i wymagającej sytuacji gospodarczej, o podwyżki ubiega się wielu profesjonalistów. Łącznie 44 proc. ankietowanych badania Hays rozmawiało na ten temat z szefem na przestrzeni ostatniego roku. Ponad połowa z tej grupy podjęła taki krok w ostatnim półroczu.

Kiedy ostatni raz prosiłeś/aś o podwyżkę?

Do 6 miesięcy temu 24%
6-12 miesięcy temu 20%
Ponad rok lub dwa lata temu 19%
Jeszcze dawniej 12%
Nigdy nie prosiłem/am 25%

Źródło: badanie Hays Poland, wrzesień 2024

Pracodawcy w dużym stopniu mają świadomość oczekiwań i potrzeb pracowników. Godząc się na podwyżki, nierzadko liczą się z tym, że wyższe koszty trzeba będzie następnie stopniowo przekładać na konsumentów lub klientów, co ogranicza konkurencyjność firmy. Na rynku funkcjonują też organizacje, które obecnie nie mogą pozwolić sobie na podwyżki. Są to trudne, ale poparte kompleksowymi kalkulacjami decyzje. Chcąc zatrzymać pracowników, pracodawcy starają się określić przypadki, w których wzrost płacy jest absolutnie niezbędny, lub zrekompensować brak podwyżki benefitami bądź większą elastycznością pracy – dodaje ekspertka Hays.

Być może to właśnie trudna sytuacja w firmach powoduje, że spora grupa profesjonalistów odkłada rozmowę z szefem o podwyżce na później. 19 proc. ankietowanych ostatni raz poruszyła ten temat ponad rok lub dwa lata temu, a 12 proc. jeszcze dawniej. Co ciekawe, 1/4 badanych nie ma na swoim koncie takiego doświadczenia. Może to wynikać zarówno z krótkiego stażu pracy lub obaw przed taką rozmową, jak i braku konieczności proszenia o podwyżkę z uwagi na inicjatywę przełożonego lub jasne, ogólnofirmowe kryteria przyznawania podwyżek i awansów.

– Wiele zmienia się na lepsze, a firmy stają się być bardziej transparentne w kontekście płac, między innymi tworząc i aktualizując siatki wynagrodzeń. Oznacza to, że coraz więcej pracowników wie, jakie są widełki płacowe na danym stanowisku i jakie cele muszą być osiągnięte, aby uzyskać awans z podwyżką. W wielu firmach wciąż jednak ta kwestia jest nieuporządkowana, a zatrudnieni, jeśli chcą zarabiać więcej, to muszą o to zawalczyć. Należy pamiętać, że pracując i odnosząc sukcesy w jednej firmie od wielu lat za tę samą płacę, warto czasem upomnieć się o podwyżkę – przypomina Aleksandra Tyszkiewicz.

Strach ma wielkie oczy

Odpowiedzi specjalistów i menedżerów pokazują, że chcąc otrzymać podwyżkę, warto zaryzykować. Szczera rozmowa z szefem nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie – może faktycznie zwiększyć szansę na osiągnięcie celu. Aż 71 proc. profesjonalistów, którzy na przestrzeni ostatnich dwóch lat prosili szefa o podwyżkę, ostatecznie ją otrzymali.

Należy oczywiście mieć na uwadze, że każdy przypadek jest inny i z pewnością nie były to wyłącznie podwyżki rzędu 20%. Ważny i motywujący jest jednak sam fakt, że komunikując jasno swoje potrzeby, profesjonaliści mogą liczyć na odzew firmy.

Badani, którzy nie uzyskali wyższego wynagrodzenia po rozmowie z przełożonym, podzielili się na dwie grupy. Jedna z nich zdecydowała się odejść z firmy do miejsca, które prawdopodobnie w większym stopniu odpowie na jej oczekiwania finansowe. Druga grupa postanowiła zostać w dotychczasowej organizacji i możliwe, że ponownie poruszy ten temat za jakiś czas.

Czym poskutkowała ostatnia rozmowa o podwyżce?

Otrzymałem/am ją 71%
Nie otrzymałem/am jej i opuściłem/am firmę 15%
Nie otrzymałem/am jej i nadal pracuję w firmie 14%

Tylko badani, którzy kiedykolwiek prosili szefa o podwyżkę
Źródło: badanie Hays Poland, wrzesień 2024

Aby zwiększyć swoje szanse na powodzenie w rozmowie o podwyżce, warto dokonać dogłębnej autorefleksji. Kluczowe jest pochylenie się nad tym, jakie zmiany zaszły od ostatniego spotkania oraz przygotowanie konkretnych przykładów minionych sukcesów. Warto również zastanowić się nad tym, co jeszcze można wnieść do pracy zespołu lub całej organizacji. Rozmowa powinna przebiegać w formie szczerego i partnerskiego dialogu. Ważne jest, aby nie zamykać się na negocjacje i argumenty drugiej strony – radzi Aleksandra Tyszkiewicz.

Ponadto nie należy zapominać o przygotowaniu merytorycznym, np. zapoznaniu się z aktualnymi trendami płacowymi na danym stanowisku. Poświęcenie czasu na zebranie informacji i przykładów nie tylko pozwoli zminimalizować stres, ale może również ułatwić osiągnięcie założonego celu.

Polska na czele wzrostu czynszów mieszkaniowych w UE – Warszawa wyprzedza Pragę i Wiedeń

Polska doświadczyła jednego z najszybszych wzrostów czynszów w całej Unii Europejskiej w ostatnich pięciu latach – w największych miastach wzrosty te były dwucyfrowe. Zwiększone koszty finansowania, inflacja, napływ ludności do miast – to niektóre powody tej zmiany. Jak wskazują eksperci międzynarodowej agencji doradczej Cushman & Wakefield w raporcie “Mieszkaniówka na rozdrożu 2.0”, średnie czynsze za 2-pokojowe mieszkanie w Warszawie są wyższe niż w Pradze, Wiedniu czy Bratysławie, na szczęście daleko im do tych z Londynu, Zurychu czy Dublina.

Na przestrzeni ostatnich pięciu lat czynsze mieszkań na wynajem wzrosły we wszystkich krajach Unii Europejskiej, a średni wzrost wyniósł 10,9%. W Polsce wzrost czynszów wyniósł 47%, a wyprzedziły nasz kraj Węgry, notujące 50% wzrostu w tym samym okresie i Serbia (poza UE).

Po wybuchu wojny w Ukrainie obserwowaliśmy duży spadek dostępności mieszkań na wynajem, a czynsze poszybowały w górę w bardzo krótkim czasie. Na niską ofertę nałożyła się galopująca inflacja i wzrost kosztów życia, a także wysokie stopy procentowe, które wywindowały raty kredytów do niespotykanych wcześniej poziomów. W ujęciu pięcioletnim czynsze najmocniej wzrosły w Krakowie i Poznaniu, odpowiednio aż o 50% i 48%. Kolejne miejsca zajęła Warszawa ze wzrostem 47% i Łódź +41%. Najmniejszą, ale wciąż znaczącą zmianę odnotowano we Wrocławiu i Gdańsku, gdzie czynsze od 2019 roku zanotowały wzrost o 36% i 31%”, mówi Karolina Furmańska, ekspertka rynku mieszkaniowego w Cushman & Wakefield.

Pomimo tej dynamiki, analizując nominalne czynsze Warszawa jest dopiero na trzynastym miejscu pośród innych stolic europejskich, jeżeli chodzi o poziom czynszów za mieszkania. Na czołowych miejscach pod względem najwyższych cen za najem znajdują się Dublin, Amsterdam, Kopenhaga i Luksemburg. Jeszcze wyższe ceny występują w Londynie, gdzie w czerwcu 2024 roku wynajem dwupokojowego mieszkania w centrum wynosił ponad 2,500 EUR, a poza centrum około 2,000 EUR. Podobnie w Bernie, stolicy Szwajcarii, ceny wynajmu w centrum miasta to około 2,200 EUR, a poza centrum 1,660 EUR.

Warto też zwrócić uwagę, że w Warszawie obserwujemy znaczącą różnicę w stawkach czynszowych w centrum i miasta dzielnicach obrzeżnych na czerwiec 2024 roku było to średnio aż 260 euro (ok. 1110 PLN). Różnice w średniej cenie pomiędzy centrum miasta a jego peryferiami wyniosły w czerwcu 2024 od 89 EUR w Atenach aż do 472 EUR w Kopenhadze”, dodaje Karolina Furmańska.

Stabilizacja i zwiększająca się dostępność mieszkań na wynajem

Od drugiej połowy 2022 roku popyt na mieszkania na wynajem zaczął się stabilizować, a liczba ofert stopniowo wzrastała, aby ostatecznie przebić poziomy sprzed wybuchu wojny. W czerwcu 2024 roku w Warszawie tylko na portalu Otodom było dostępnych na wynajem niemal 7000 wolnych mieszkań. Zwiększona podaż przełożyła się na zahamowanie wzrostu czynszów, a w niektórych miastach nawet odnotowano korektę.

Analizując mediany czynszów ofertowych różnych typów mieszkań (1-, 2-, 3- i 4-pokojowych), to w Krakowie wzrosły one wszędzie. W wielu miastach obserwowaliśmy wzrost czynszów dla największych mieszkań – np. w Sopocie, Poznaniu i Gdańsku. Katowice i Warszawa odnotowały delikatny spadek mediany dla mieszkań na wynajem o największych metrażach”, tłumaczy Karolina Furmańska.

Za 4-pokojowe mieszkanie na wynajem, patrząc na mediany czynszów w największych miastach w Polsce, najwięcej, bo aż 6 900 zł zapłacimy miesięcznie w Warszawie, 6 500 zł w Gdańsku, a najmniej w Łodzi – 3 428 zł – oraz Poznaniu i Katowicach – po 3 900 zł.

Czy PRS zmieni sytuację na rynku najmu?

Dalszy rozwój sektora PRS (Private Rented Sector) znacząco i pozytwnie będzie wpływał na polski rynek najmu. Jego skala jest jednak wciąż mała w stosunku do całego rynku najmu, który w Polsce reprezentowany jest przede wszystkim przez indywidualnych wynajmujących. Obecnie rynek PRS obejmuje nieco ponad 16 600 mieszkań w największych polskich miastach, a na najbliższe lata planowane jest powstanie kolejnych 30 tys. mieszkań. Oficjalne dokładne statystki liczby mieszkań na wynajem nie są znane, ale przyjmując, że prywatnych wynajmujących jest z pewnością niemal milion. To nadal prywatni wynajmujący dyktują więc warunki”, mówi Karolina Furmańska.

Trzej najwięksi gracze na rynku PRS to Resi4Rent, Vantage Rent i Life Spot i razem kontrolują niemal połowę działających na rynku projektów PRS. Wzrost podaży mieszkań wynajmowanych przez instytucje może w dłuższej perspektywie przyczynić się do stabilizacji najmu i postrzegania go jako bezpiecznej i pewnej opcji do zamieszkania, z jasnymi zasadami i możliwością negocjacji zachęt czy nawet obniżenia stawek czynszów przy dłuższych umowach najmu. Ważnym aspektem tego sektora jest profesjonalizacja zarządzania nieruchomościami, co zwiększa komfort najemców i oferuje elastyczne formy najmu, odpowiadając na potrzeby rosnącej liczby osób wybierających najem jako alternatywę wobec zakupu coraz droższych mieszkań.

Współautorzy raportu “Mieszkaniówka na rozdrożu 2.0” wskazują kilka czynników, które mogłyby przyczynić się do szybszego rozwoju rynku PRS.

Wysokie koszty finansowania, wynikające z wysokiego poziomu stóp procentowych, były największą barierą rozwoju PRS i spowodował ograniczenie liczby transakcji w ostatnich dwóch latach. Gdy ten problem zniknie, a tego spodziewamy się w najbliższym czasie wraz ze spadającą inflacją, zainteresowanie inwestorów PRS wzrośnie i to geometrycznie. Fundamenty popytowe nadal są bardzo silne, zarówno jeśli chodzi o sektor PRS, jak i inne podsektory rynku Living: domy studenckie, coliving czy mieszkania serwisowane dla seniorów”, tłumaczy Karolina Furmańska.

Czynnikiem niewątpliwie hamującym dziś inwestycje w sektorze najmu inwestycyjnego są niekorzystne dla niego przepisy podatkowe. Od 1 stycznia 2025 r. zmianie ulegnie w szczególności definicja budowli jako przedmiotu opodatkowania w ramach podatku od nieruchomości (PON). Zapowiedziana nowelizacja ustawy o podatkach i opłatach lokalnych niewątpliwie wpłynie nie tylko na sektor PRS, ale i cały rynek nieruchomości”, dodaje dr Joanna Prokurat, Partner w dziale doradztwa podatkowego TPA Poland.

Wakacyjne spowolnienie na rynku obligacji korporacyjnych

W lipcu i sierpniu emitenci przeprowadzili 5 emisji na łączną kwotę niecałych 200 mln zł. Prawie 6 tysięcy inwestorów złożyło w nich zapisy na 560 mln zł, a średni poziom redukcji wyniósł ponad 50 proc. Królowała branża finansowa – dwie emisje windykacyjnego Best-a i jedna PragmaGo. Swoje emisje przeprowadzili również deweloperzy – Victoria Dom (deweloper mieszkaniowy) i Olivia Fin (deweloper komercyjny).

Emisje zakończone w lipcu i sierpniu

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów Komentarz
Victoria Dom 50 4,95 3 lipiec 162,08 69,15 1257 Poprzednio 5,25 proc.
PragmaGo 35 4,50 3 lipiec 97,50 64,10 1467 Poprzednio w czerwcu 4,80 proc.
Best 25 4,50 5 sierpień 136,38 81,67 1424  
Olivia Fin 49,9795 4,70 4 sierpień 49,98 0,00 417  
Best 40 4,20 5 sierpień 114,43 65,06 1368 Obniżka marży z 4,50 proc.
SUMA 199,9795       560,37 55,99 5933  

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 30.08.2024 r. 4,2798).

Dlaczego senne wakacje skoro popyt dopisał, konieczne okazały się redukcje, a 6000 inwestorów to więcej niż pułk? W pierwszym półroczu doczekaliśmy się 25 emisji na łączną kwotę 1,1 mld zł, a inwestorzy złożyli w nich zapisy na 2,44 mld zł. Dlatego 200 mln zł w 2 miesiące nie jest wynikiem spektakularnym. Oczywiście potrzeby dłużne emitentów mogły zostać częściowo zaspokojone w pierwszej połowie roku, popyt też nie jest niewyczerpany, a wakacje z natury rzeczy są raczej spokojniejsze.

Emisje przeprowadzone w wakacje 2023 r.

Emitent Wartość emisji
(mln zł)
Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów

(mln zł)

Redukcja (proc.)
Kredyt Inkaso 18 5,50+WIB3M 4 lipiec 29,3 38,6
Echo Investment 35 4,00+WIB3M 4 lipiec 70 51,3
Echo Investment 15 4,00+WIB3M 4 lipiec 18,77 21,0
Cavatina Holding (EUR) 21,74 6,00+EURIBOR6M 3,5 lipiec 4,36 0,0
Dekpol 30 5,50+WIB3M 3 lipiec 39,2 23,5
Best 20 5,00+WIB3M 4,5 sierpień 32,8 39,0
Marvipol 60 5,40+WIB6M 3,5 sierpień 55,5 0,0
Kruk 75 4,00+WIB3M 5 sierpień 123 39,0
Best 30 5,00+WIB3M 4,5 sierpień 38 20,6

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 31.01.2024 r. 4,3434).

2023 słabszy, a jednak lepszy

Jednak nawet w istotnie gorszym 2023 roku w wakacje emitenci przeprowadzili 8 emisji na łączną kwotę 300 mln zł, przy zapisach inwestorów na poziomie 410 mln zł. Widać, że rynek, emisje i emitenci tracą rozpęd z początku roku – Kruk ogłasza, że raczej nie będzie wychodził z kolejnymi emisjami w tym roku, Ghelamco wyczerpuje swój program emisji publicznych. Z drugiej strony nowy program uchwala PragmaGo (500 mln zł); Komisja Nadzoru Finansowego akceptuje prospekty Best-a (250 mln zł) czy Olivia Fin (150 mln zł), a spółki te wychodzą na rynek z emisjami.

Jednocześnie na początku września kończą się dwie kolejne emisje publiczne – Cavatina Holding (deweloper komercyjny) korzysta z opcji zwiększenia emisji z 20 mln zł i kończy ją kwotą 38,68 mln. PragmaGo natomiast wychodzi z kolejną emisją, „dogrywkową” i przy emisji na 30 mln zł zbiera kwotę 78,97 mln zł.

Z trzeciej strony do funduszy obligacji korporacyjnych w wakacje inwestorzy wpłacają netto kolejne 769 mln zł, a od początku roku ponad 3,5 mld zł. Od stycznia tego roku w emisje publiczne obligacji korporacyjnych zainwestowane zostało około 1,3 mld zł, przy popycie na poziomie 3 mld zł. Być może część pieniędzy ze zredukowanych środków inwestorzy przekierowują po prostu do funduszy obligacji korporacyjnych. Z kolei na tym układzie zamkniętym (duże redukcje + duże napływy do funduszy) mocno korzystają emitenci, którzy mogą obniżać marże. Idealnym przykładem jest tutaj PragmaGo, która jeszcze na początku roku płaciła za obligacje 5,15 proc. ponad WIBOR, a w ostatniej emisji, co prawda zabezpieczonej, płaciła już tylko 3,50 proc. Przykładów jest więcej – 5,25 proc. marży vs 4,95 proc. dla Victorii Dom; Echo Investment z 4,00 proc. na 3,80 proc. czy Olivia Fin dla emisji w euro z 5,30 proc. do 4,70 proc. Niższe marże z kolei mogą zniechęcać inwestorów, a tym samym potencjalnie zmniejszać popyt.

Wzrost aktywów funduszy obligacji

  Napływy do funduszy obligacji korporacyjnych Napływy do dłużnych funduszy ogólnie Wyniki funduszy obligacji korporacyjnych za miesiąc (proc.) Aktywa w funduszach obligacji korporacyjnych (mld zł) Zmiana w aktywach m/m (proc.) Wzrost aktywów (mln zł)
styczeń 690 4184 0,90 11,727 7,40 810
luty 705 3751 0,50 12,492 6,50 765
marzec 684 2821 0,60 13,276 6,30 784
kwiecień 227 2519 0,20 13,531 1,90 255
maj 395 2333 0,60 14,012 3,55 481
czerwiec 55 2360 0,50 14,153 1,00 141
lipiec 458 3143 1,00 14,751 4,20 598
sierpień 311 3616 0,60 13,447 -8,80 -1,304

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne.

Chwilowy zastój pomimo dobrych wyników

Średnia stopa zwrotu funduszy obligacji korporacyjnych wyniosła w sierpniu 0,60 proc., a od początku roku 8,70 proc. – co dalej wydaje się być zadowalającymi poziomami. Dodatnie stopy zwrotu oraz napływ aktywów netto powinien oznaczać dynamiczny wzrost aktywów funduszy obligacji korporacyjnych. I bez wątpienia tak by było (wzrost o 600 mln zł w lipcu, a od początku roku do końca lipca o ponad 3,8 mld zł), gdybyśmy w sierpniu pomimo wyników i napływów nie odnotowali spadku aktywów o 1,3 mld zł. Tym samym przez wakacje spadły one o prawie 600 mln zł. Wpływ na sierpniowe wyniki miały zmiany przeprowadzone przez Santander TFI, który połączył dwa fundusze dłużne, a następnie zmienił politykę inwestycyjną nowo utworzonego. Była to zmiana „techniczna”, jednak wpłynęła na wzrostowy trend tej klasy aktywów.

Po zakończonych na początku września emisjach PragmaGo oraz Cavatina Holding zapadła emisyjna cisza. O nowej emisji wspomniał Best, a spora grupa emitentów ma wciąż aktywne prospekty emisyjne. Wydaje się, że trzeci kwartał może być najgorszym w tym roku w porównaniu do 350 mln zł emisji publicznych w 2Q i 760 mln zł w 1Q.

Emisje zakończone we wrześniu

Emitent Wartość emisji (mln zł) Oprocentowanie (proc.) Tenor (lata) Data Wielkość zapisów (mln zł) Redukcja (proc.) Liczba inwestorów
Cavatina Holding 20-40 6,00 4 wrzesień 38,68 0,00 614
PragmaGo 30 3,50 3 sierpień 78,98 62,01 1341
SUMA 30            

Źródło: Michael / Ström Dom Maklerski, opracowanie własne (kurs euro z dnia 30.08.2024 r. 4,2798).

Autor: Szymon Gil, Doradca Inwestycyjny, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski

Przemysł drzewny popiera ministerialne plany ograniczania spalania drewna

Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna z zadowoleniem przyjmuje projekt rozporządzenia Ministerstwa Klimatu i Środowiska, które wprowadza nowe regulacje dotyczące jakościowo-wymiarowych cech drewna energetycznego. Rozporządzenie, które zgodne z duchem unijnej dyrektywy RED III promuje kaskadowe wykorzystanie drewna, może znacząco ograniczyć wykorzystanie drewna do celów energetycznych, co zmniejszy problemy z jego dostępnością dla producentów wyrobów z drewna. Przedstawiciele Koalicji podkreślają jednak, że wymaga ono jeszcze pracy i wyjaśnienia kwestii, które ewentualnie  mogą budzić spory.

Koalicja uważa, że przeznaczenie na cele energetyczne jakiegokolwiek rodzaju włókna drzewnego, które mogłoby służyć jako surowiec do dalszego przetwarzania w przemyśle, stanowi wielką stratę dla przedsiębiorstw produkcyjnych i polskiej gospodarki. Drewno stanowi cenny zasób, który należy odpowiednio wykorzystywać, aby wspierać rozwój przemysłu drzewnego, a także realizować cele zrównoważonego rozwoju. Dlatego organizacje branżowe i producenci zrzeszeni w Koalicji na Rzecz Polskiego Drewna doceniają inicjatywę Ministerstwa Klimatu i Środowiska  i uważają, że to dobry krok w kierunku zmniejszenia deficytu surowca drzewnego, niezbędnego dla rozwoju polskiego przemysłu. Jednocześnie mają nadzieję, że zostaną uwzględnione uwagi, co do niektórych zapisów w celu wyeliminowania nieścisłości i ewentualnych problemów z interpretacją rozporządzenia.

Koalicja podkreśla, że ograniczenie przeznaczenia drewna na cele energetyczne nie powinno w żadnym stopniu zmniejszyć pozysku drewna w najbliższych latach.

„Drewno jest materiałem w pełni odnawialnym i ekologicznym. Nie możemy pozwolić, aby zabrakło go, jeżeli chcemy rozwijać zieloną gospodarkę, zgodnie z założeniami Unii Europejskiej” – przypomina Michał Strzelecki, dyrektor Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli.

Koalicja na Rzecz Polskiego Drewna ma nadzieję, że będzie to początek partnerskiej i merytorycznej współpracy z Ministerstwem Klimatu i Środowiska w kwestii długofalowej polityki zarządzania surowcem drzewnym w Polsce.

Rynek coraz mocniej wierzy w to, że Fed zachowa się agresywniej

Poniedziałek rozpoczął się od mieszanej sesji na Wall Street, spadkowej na GPW. W Europie stracił również DAX oraz CAC40. Złoty zyskał głównie dzięki słabości dolara. Amerykańska waluta straciła czego główną przyczynę upatruje się w mocnej zmianie oczekiwań dotyczących jutrzejszej decyzji Fed. Pomimo braku istotnych danych makro oraz wypowiedzi przedstawicieli amerykańskiej instytucji, rynek zaczyna mocniej spekulować, że cięcie o 50 punktów bazowych jest realne. Z dnia na dzień ta pewność wzrasta, co moim zdaniem może spowodować jeszcze większą skalę rozczarowania.

Pierwsza od 4 lat obniżka stóp procentowych w USA jest już na wyciągnięcie ręki. Rynek wciąż nie ma pewności czy będzie to ruch o 25 punktów bazowych, czy może jednak Fed wykona mocnieją zmianę. Ostatnie dni co prawda pokazały, że inwestorzy wierzą coraz mocniej w ten drugi wariant. Moim zdaniem większość z nich jest w błędzie. Dla gospodarki wielkość luzowania nie będzie mieć aż tak dużego znaczenia. Sama decyzja może jednak podpowiedzieć rynkowi w jaki sposób Rezerwa Federalna ocenia stan gospodarki i czego oczekuje w najbliższej przyszłości.

Bez wątpienia Fed musi zacząć działać. Wskazują na to dane. Stopa inflacji mierzona deflatorem wydatków konsumpcyjnych z wyłączeniem żywności i energii (core PCE), spadła o 3 punkty procentowe od najwyższego poziomu na początku 2022 r. do 2,6 proc. obecnie. W nadchodzących miesiącach ten trend powinien zostać utrzymany. Z kolei wzrost płac, który ma decydujący wpływ na ceny usług, również wyraźnie spowolnił. Prognozy wskazują, że wiosną 2025 r. inflacja bazowa prawdopodobnie będzie tylko nieznacznie powyżej celu Fed wynoszącego 2 proc.. Jednocześnie rynek pracy wykazuje coraz większe oznaki słabości. W ciągu trzech miesięcy do sierpnia liczba osób zatrudnionych wzrosła średnio o jedynie 116 tysięcy, w porównaniu ze wzrostem o ponad 200 tysięcy na początku roku. Stopa bezrobocia urosła z 3,4 proc. w kwietniu 2023 r. do 4,2 proc. w sierpniu. Sytuacja nie jest jednak katastrofalna, pogorszenie sytuacji postępuje sukcesywnie i brakuje nagłych tąpnięć.

W tym momencie Fed dostrzega obecnie większe ryzyko dla części swojego mandatu dotyczącej zatrudnienia. Wcześniej przez długi okres uwaga była skoncentrowana na walce z inflacją. Ta zmiana priorytetów została wyraźnie zaznaczona podczas ostatniego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole w Górach Skalistych.

Posiedzenie wrześniowe to nie tylko sama decyzja o koszcie pieniądza. To również czas publikacji zaktualizowanych prognoz. Otrzymamy zatem nowy „dot chart”, który prawdopodobnie ulegnie znacznej zmianie. Przypomnijmy, że w czerwcu bank centralny zakładał, że w tym roku dojdzie do jednego cięcia o 25 pb. a w kolejnych latach (2025-2026 ) koszt pieniądza zostanie obniżony łącznie o 100 punktów bazowych. Aktualnie rynek wycenia, że do końca roku redukcja łącznie wyniesie 100 pb. Od tego, jak bardzo zmieni się wykres kropkowy, będzie zależeć również siła rynkowej reakcji.

Tak jak podkreślałem wielokrotnie, obniżka o 50 punktów bazowych mogłaby być dla wielu inwestorów dowodem na to, że Fed naprawdę martwi się o gospodarkę i być może zbyt długo zwlekał ze zmianą stóp procentowych. Powell raczej nie będzie chciał sprawiać takiego wrażenia. Zakres i tempo dalszych cięć będą zależeć od danych gospodarczych publikowanych w nadchodzących miesiącach. Fed prawdopodobnie będzie chciał zachować pewnego rodzaju elastyczność w swoich działaniach, a pierwsza zmiana o 50 pb mogłaby spowodować, że narosłaby presja na dalsze kroki tej samej lub wyższej skali.

Dziś w centrum uwagi znajdzie się sprzedaż detaliczna, która pokaże siłę amerykańskiego konsumenta. Czy może ona jednak wpłynąć na postrzeganie rynku odnośnie działań Fed-u, raczej jest na to mała szansa. Prognozy wskazują na pogorszenie sytuacji, ale raczej pojedyncza publikacja, na dzień przed ogłoszeniem decyzji, nie spowoduje, że bankierzy centralni zmienią swoje zdanie. Uważam, że zmienność rynkowa będzie umiarkowana.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czas na cięcia w USA właśnie nadszedł

Prezes Powell w zasadzie potwierdził, że nadszedł czas na rozpoczęcie wyczekiwanego cyklu rozluźniania polityki monetarnej Fedu, środa przyniesie więc obniżkę stóp procentowych. Niewiadomą stanowi jej skala – rynek widzi szansę na duży ruch o 50 pb. Naszym zdaniem byłaby to zbyt gwałtowna reakcja, która mogłaby wzbudzić obawy o perspektywy wzrostu gospodarczego. Oczekujemy cięcia o 25 pb. do 5,00–5,25%.

Kluczowe punkty:

  • Fed obniży stopy procentowe po raz pierwszy od 2020 r.
  • Przygotowujemy się na cięcie o 25 pb. do 5,00–5,25%.
  • Rynek pracy w USA się ochładza, nie widać jednak oznak zbliżającej się recesji.
  • Rewizja dot plotu w dół wydaje się nieunikniona.
  • Uważamy, że Fed zasugeruje trzy cięcia w 2024 r. i cztery lub pięć w 2025 r.
  • Głównym ryzykiem dla USD jest duży ruch o 50 pb.

Podczas lipcowego posiedzenia FOMC oficjele z Rezerwy Federalnej jasno dali rynkom do zrozumienia, że cięcia są blisko. W oświadczeniu wprowadzono szereg gołębich zmian, a podczas konferencji prasowej prezes Jerome Powell wskazał, że decydenci przyjmują bardziej zrównoważoną postawę wobec podwójnego mandatu (dbania o właściwy poziom inflacji i pełne zatrudnienie) i przywiązują większą wagę do stanu rynku pracy. Od tamtego czasu obserwujemy dalsze jego ochłodzenie. Co więcej, podczas wystąpienia na corocznym sympozjum w Jackson Hole w sierpniu Powell zasadniczo potwierdził, że we wrześniu dojdzie do cięcia.

Rynek pracy w USA się ochładza, ale brak oznak recesji

Pytaniem dla rynków nie jest więc już to, czy Fed obniży stopy procentowe w tym miesiącu, ale o ile. Cały czas uważamy, że głosy o ruchu o 50 pb. są przesadzone. Choć warunki na rynku pracy wyraźnie się pogorszyły, a inflacja dąży do celu 2%, nie widzimy dowodów, że doprowadzi to do masowych zwolnień lub recesji w USA. Uważamy również, że Fed będzie ostrożny, by nie wywołać na rynkach paniki. Większe cięcie mogłoby zasygnalizować inwestorom nie tylko, że Fed jest spóźniony, ale też, że dostrzega większe zagrożenie dla perspektyw wzrostu, niż komunikował wcześniej.

W pewnym momencie po publikacji lipcowego raportu NFP (non-farm payrolls) uczestnicy rynku niemal w pełni wyceniali obniżkę stóp procentowych o 50 pb. we wrześniu. Wydaje się jednak, że napływające od tamtego czasu dane znacznie ograniczyły taką możliwość. Sierpniowy raport z rynku pracy był rozczarowujący. W ubiegłym miesiącu przyrost miejsc pracy wyniósł 142 tys. względem konsensusu 160 tys., a 3-miesięczna średnia krocząca spadła do najniższego poziomu od czerwca 2020 r. (116 tys.). Widoczna jest jednak dychotomia między badaniami gospodarstw domowych i przedsiębiorstw, jako że stopa bezrobocia zgodnie z oczekiwaniami spadła do 4,2%, a wzrost średnich zarobków przyspieszył do 3,8%.

Wykres 1: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2022 – 2024)

Wykres 1: Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych w USA (2022 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 13.09.2024

Uważamy, że inflacja w sierpniu, choć zgodna z potrzebą rozluźniania polityki monetarnej, nie była na tyle niska, by skłonić Fed do większego ruchu. Jej główna miara spadła do najniższego poziomu od lutego 2021 r. (2,5%), bazowa utrzymała się jednak na poziomie z lipca (3,2%) i odnotowała większy od oczekiwań wzrost w skali miesiąca: +0,3% to najszybsze tempo wzrostu cen od czterech miesięcy. Naszym zdaniem oznacza to, że większy ruch jest dużo mniej prawdopodobny, i podtrzymujemy opinię, że Fed obniży w tym tygodniu stopę fed funds o 25 pb. do poziomu 5,00–5,25%.

Wykres 2: Inflacja w USA (2014 – 2024)

Wykres 2: Inflacja w USA (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 13.09.2024

Dot plot ulegnie istotnej rewizji

Uczestnicy rynku wciąż jednak mają wątpliwości dotyczące skali ruchu. Na początku obecnego tygodnia szacowane przez nich prawdopodobieństwo cięcia o 50pb. wzrosło do ponad 60%. Biorąc to pod uwagę, dla dolara znaczenie będą miały zarówno sama decyzja, jak i komunikaty Fedu, a szczególnie rewizja dot plotu. Na czerwcowym posiedzeniu, kiedy opublikowano ostatnie kwartalne podsumowanie projekcji, przeciętny członek Komitetu zakładał zaledwie jedną obniżkę o 25 pb. do końca roku i cztery w 2025 r. Biorąc pod uwagę skalę ochłodzenia na amerykańskim rynku pracy i dalsze postępy na froncie inflacyjnym, rewizja mediany w dół w tym tygodniu jest nie tylko prawdopodobna, ale niemal nieunikniona.

Wykres 3: Dot plot FOMC (czerwiec 2024)

Wykres 3: Dot plot FOMC (czerwiec 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 13.09.2024

Spodziewamy się dość dużej zmiany w zakresie sygnalizowanych oczekiwanych stóp zarówno w 2024 r., jak i, tym bardziej, w 2025 r. Uważamy, że mediana stóp procentowych na ten rok zostanie zrewidowana w dół i będzie wskazywać na w sumie trzy cięcia o 25 pb., czyli jeszcze dwa po wrześniowym posiedzeniu. Ścieżka stóp w 2025 r. jest mniej wyraźna. Spodziewamy się zwężenia różnicy między poglądami Fedu i rynkowymi, nie wierzymy jednak, że będą one w pełni zgodne – wyceny rynkowe wskazują obecnie na stopę fed funds na poziomie poniżej 3% na koniec przyszłego roku. Nie będziemy zaskoczeni, jeśli Fed podtrzyma plan cięć co mniej więcej kwartał w 2025 r., co skutkowałoby medianą wskazującą na 3,375% lub 3,625% na koniec przyszłego roku.

Sam Powell raczej nie wywoła zbytniego poruszenia podczas konferencji prasowej i może w większości powtórzyć komunikaty z sympozjum w Jackson Hole. Prawdopodobnie da rynkom jasno do zrozumienia, że nadchodzą dodatkowe cięcia, i może zasugerować, że każde z posiedzeń w tym roku może przynieść zmianę stóp. Sądzimy jednak, że Powell prędzej rozczaruje rynki. W kontraktach futures obecnie wyceniane jest ponad 115 pb. obniżek do końca roku. Wydaje się to nadmierne, szczególnie biorąc pod uwagę komunikaty członków FOMC, w tym Bowman, Wallera i Harkera, którzy zasugerowali, że Fed powinien obniżać stopy stopniowo.

Ruch o 50 pb. to ryzyko dla dolara

Uważamy, że o ile Fed może być lekko spóźniony z cięciami stóp procentowych, o tyle warunki nie są tak złe, by trzeba było działać gwałtownie. Nie spodziewamy się ruchu o 50pb., nie sądzimy też, że FOMC jest gotowy na zrównanie swoich oczekiwań z rynkowymi. Obecnie spodziewamy się trzech cięć po 25 pb. w tym roku (we wrześniu, listopadzie i grudniu) oraz, w zależności od napływających danych, czterech lub pięciu w 2025 r.

Wszelkie sugestie, że stopniowe obniżanie stóp procentowych pozostaje bazowym scenariuszem Fedu, mogą wesprzeć dolara w krótkim terminie, szczególnie biorąc pod uwagę gołębie wyceny rynkowe. Jednocześnie komunikaty podkreślające zwiększone obawy w kontekście rynku pracy i wskazujące, że konieczne mogą być cięcia na każdym posiedzeniu przez długi czas w 2025 r., mogą wywołać ponowną wyprzedaż amerykańskiej waluty. Głównym negatywnym scenariuszem dla dolara byłoby natychmiastowe cięcie stóp o 50pb., którego z pełnym przekonaniem nie można całkowicie wykluczyć.

Decyzja w sprawie polityki FOMC zostanie ogłoszona w środę (18.09) o godz. 20.00, a konferencja prasowa prezesa Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Matthew Ryan, CFA – szef działu analiz rynkowych Ebury

Zwrot Fed i pauza Banku Anglii

Po ubiegłotygodniowej decyzji EBC o obniżce stóp w strefie Euro w tym tygodniu spodziewamy się podobnej decyzji FED, kończącej najostrzejszy od dziesięcioleci okres zaostrzenia polityki pieniężnej w USA. BoE zapewne wstrzyma się tym razem z podobną decyzją, ale… obniżył stopy w sierpniu, a kolejne cięcia spodziewane są od listopada.

• Fed: zwrot, na który wszyscy czekaliśmy. Po najostrzejszym zaostrzeniu polityki pieniężnej od dziesięcioleci, Fed ma w tym tygodniu obniżyć stopy procentowe o 25 pb. Sierpniowy wskaźnik CPI potwierdził spadek inflacji, podczas gdy stopa bezrobocia znajduje się na ścieżce wzrostu do 5% w kolejnych miesiącach, z 4,2% w sierpniu. Amerykańska gospodarka pozostaje jak dotąd niezwykle odporna, w czym pomaga luźna polityka fiskalna i silna imigracja, a także mocne bilanse przedsiębiorstw. Chociaż ryzyko recesji wzrosło, nadal spodziewamy się „miękkiego lądowania”. W tym kontekście Fed musi ostrożnie lawirować między ryzykiem pozostania w tyle a ryzykiem ponownego rozgrzania gospodarki. Allianz Trade spodziewa się wyważonego podejścia polegającego na kolejnych obniżkach stóp procentowych o 25 pb na każdym posiedzeniu, począwszy od tego tygodnia, co obniżyłoby stopę referencyjną Fed (górny zakres) do 3,5% w lipcu 2025 r. z 5,5% obecnie.

• Bank Anglii (BoE): przerwa, ale przy solidnej dynamice. Po pierwszej obniżce stóp procentowych w sierpniu, spodziewamy się, że BoE wstrzyma cykl luzowania na posiedzeniu w tym tygodniu, ponieważ inflacja ma ponownie wzrosnąć do +2,8% r/r w listopadzie w wyniku niekorzystnych efektów bazowych i podwyżki limitu cen energii Ofgem o +10% w październiku. Perspektywy inflacji powinny ponownie poprawić się od grudnia i w Allianz Trade spodziewamy się, że 2% cel inflacyjny zostanie osiągnięty na trwałe przed połową 2025 roku. W tym kontekście BoE prawdopodobnie obniży stopę bankową o 25 pb w listopadzie, pomijając grudzień, a następnie obniży o 25 pb na każdym posiedzeniu w 2025 r., zatrzymując się we wrześniu 2025 r., gdy osiągnie ona 3,25%.

Fed: zwrot, na który wszyscy czekaliśmy

Po najostrzejszym zaostrzeniu polityki pieniężnej od dziesięcioleci, długo oczekiwany zwrot wreszcie nadszedł: Amerykańska Rezerwa Federalna ma obniżyć stopy procentowe po raz pierwszy od marca 2022 roku. W obliczu słabnącej inflacji i słabnącego rynku pracy Fed powinien rozpocząć cykl łagodzenia polityki pieniężnej na kolejnym posiedzeniu w dniach 17-18 września. Sierpniowy odczyt CPI wskazał, że inflacja jest obecnie znacznie poniżej 3% w ujęciu rok do roku (na poziomie +2,5%). W międzyczasie stopa bezrobocia znajduje się na wyraźnej trajektorii wzrostowej, a ankieta Conference Board „Jobs hard to get” sugeruje, że w nadchodzących miesiącach wzrośnie ona jeszcze bardziej, zbliżając się do 5% z 4,2% w sierpniu (wykres 1, po lewej). Obniżka w tym tygodniu będzie pierwszą po tym, jak Fed agresywnie podnosił stopy procentowe w okresie od marca 2022 r. do lipca 2023 r., utrzymując je od tego czasu na wysokim poziomie. Stopa funduszy Fed wzrosła o +10 punktów procentowych od marca 2022 r. w ujęciu skorygowanym o inflację, co oznacza, że był to najszybszy cykl zacieśniania w historii, znacznie przekraczający poprzednie rekordowe lata 2004 i 1972 (wykres 1, po lewej). Niemniej jednak amerykańska gospodarka pozostała jak dotąd wyjątkowo odporna. W rzeczywistości, poza słabnącym rynkiem pracy, gospodarka nadal nie wykazuje oznak szeroko zakrojonej słabości, w czym pomaga luźna polityka fiskalna i silna imigracja, a także siła bilansów przedsiębiorstw. Stosunek płatności odsetkowych netto do zysków po opodatkowaniu spada nawet w przypadku przedsiębiorstw niefinansowych pomimo podwyższonych stóp procentowych, co jest trendem odbiegającym od poprzednich epizodów zacieśniania polityki pieniężnej (wykres 2, po prawej) . Ogólnie rzecz biorąc, w 3. kwartale 2024 r. Allianz Trade prognozuje wzrost PKB Stanów Zjednoczonych na solidnym poziomie +2,3% w ujęciu rocznym (po +3,0% w 2. kwartale 2024 r.).

Wykres 1: Stopa bezrobocia (%, po lewej) i zatrudnienie a wzrost siły roboczej (tys., miesięcznie)1 Stopa bezrobocia 1 Stopa bezrobocia 2

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Allianz Trade spodziewa się kolejnych obniżek stóp procentowych o 25 pb na każdym posiedzeniu od tego tygodnia, ponieważ Fed równoważy słabnący rynek pracy i wciąż odporną gospodarkę. Stopa Fed powinna osiągnąć 3,5% w lipcu 2025 roku. Słabnący rynek pracy i niższa inflacja mogą skłonić niektórych przedstawicieli FOMC do coraz większego nacisku na obniżki stóp procentowych o 50 pb, a nie o 25 pb, które prognozujemy na każdym posiedzeniu do lipca 2025 roku. Rynek pracy nie jest jednak tak słaby, jak wydaje się na pierwszy rzut oka. Wskaźnik zwolnień prywatnych pozostaje bardzo niski, podczas gdy tygodniowa liczba nowych bezrobotnych nie jest szczególnie wysoka (na poziomie około 230-250 tys.) w porównaniu do 2023 roku. Krótko mówiąc, amerykańskie firmy nie zwalniają pracowników, co byłoby niepokojącym sygnałem poprzez negatywny wpływ na zaufanie i niższe wydatki konsumentów. Co więcej, wzrost zatrudnienia jest niewielki, ale nie wprost słaby, zgodnie z badaniem przedsiębiorstw (wykres 1, po prawej). Wzrost siły roboczej był silny, częściowo napędzany przez gwałtowny wzrost imigracji. Przyczyniło się to do wzrostu stopy bezrobocia. Wszystko to sugeruje, że rosnąca stopa bezrobocia jest głównie tłumaczona przez nowe osoby dołączające na rynek pracy, a nie przez zwolnionych pracowników i słabnący popyt. W tym środowisku Fed musi ostrożnie stąpać między ryzykiem pozostania za krzywą (zbyt długiego stosowania restrykcji) a ryzykiem ponownego rozgrzania gospodarki i nadmiernego złagodzenia warunków finansowych w kontekście solidnych bilansów przedsiębiorstw poprzez zbyt szybkie poluzowanie. Dlatego też Allianz Trade spodziewa się wyważonego podejścia polegającego na kolejnych obniżkach stóp procentowych o 25 pb na każdym posiedzeniu rozpoczynającym się w tym tygodniu, co sprowadziłoby stopę funduszy Fed (górny zakres) do 3,5% w lipcu 2025 r. .

Wykres 2: Skorygowana o inflację stopa funduszy Fed (po lewej) i płatności odsetkowe netto/zysk po opodatkowaniu (po prawej)

2 Skorygowana o inflację stopa funduszy Fed 2 Skorygowana o inflację stopa funduszy Fed

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research. *Lewy wykres: 0 = miesiąc pierwszej podwyżki stóp procentowych, odchylenie realnych stóp procentowych w pp; Prawy wykres: t = kwartał pierwszej podwyżki stóp procentowych, indeksowany na poziomie 100, odchylenie wskaźnika płatności odsetkowych netto. Kropkowane linie pokazują zmienną po cyklu zacieśniania (kiedy Fed zaczyna obniżać stopy procentowe).

Bank Anglii: przerwa, ale przy solidnej dynamice

Po pierwszej obniżce stóp procentowych w sierpniu, spodziewamy się, że Bank Anglii (BoE) wstrzyma cykl luzowania na posiedzeniu w tym tygodniu, ponieważ inflacja ma ponownie wzrosnąć. BoE obniżył w sierpniu stopę procentową o 25 pb do 5% w związku ze słabnącą presją inflacyjną, przy czym inflacja CPI w ujęciu rok do roku (r/r) osiągnęła cel 2% zarówno w czerwcu, jak i lipcu, a wzrost płac nadal słabnie. Bank ostrzegł wtedy jednak również przed ryzykiem ponownego wzrostu inflacji w średnim okresie, a decyzja (o wstrzymaniu się) była bliska, przy niewielkiej tylko większości pięciu członków RPP głosujących za obniżką stóp procentowych wobec czterech głosujących przeciw. W nadchodzących miesiącach spodziewamy się, że roczna inflacja wzrośnie do około +2,8% r/r w listopadzie , ponieważ i) niekorzystne efekty bazowe będą nadal występować w ostatnich miesiącach 2024 r. i na początku 2025 r. oraz ii) limit cen energii Ofgem wzrośnie o +10% (z 1 568 GBP do 1 717 GBP rocznie) w październiku. Prognoza ta jest zgodna z wynikami ankiet biznesowych dotyczących cen produkcji (wykres 3).

Wykres 3: Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii i złożone ceny produkcji PMI

3 Inflacja CPI w Wielkiej Brytanii

Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

W tym kontekście spodziewamy się jednej obniżki stóp procentowych w listopadzie i osiągnięcia docelowej stopy referencyjnej na poziomie 3,25% do września 2025 roku. Od końca 2024 r. a najpóźniej początku 2025 r. perspektywy inflacji powinny ponownie zacząć się poprawiać, a od marca/kwietnia 2025 r. spodziewamy się osiągnięcia w sposób trwały celu 2%. Warto zauważyć, że wzrost płac ostatnio znacznie spadł, a trzymiesięczna średnia ruchoma tygodniowych zarobków spadła do +4,0% r/r w lipcu, z +4,6% w czerwcu. Co więcej, inflacja cen usług na poziomie +5,2% r/r w lipcu pozostaje zbyt wysoka z punktu widzenia BoE, ale ankiety biznesowe wskazują, że oczekiwania firm dotyczące cen sprzedaży osiągnęły swój historyczny zakres; oczekiwać można, że inflacja w usługach szybko się unormuje do końca 2024 r. i pierwszej połowy 2025 r., ponieważ popyt na usługi konsumenckie powinien ulec dalszemu spowolnieniu. Ogólnie rzecz biorąc, dynamika gospodarcza w UK była w tym roku solidna (po słabym 2023 r.), wspierana przez ożywienie w sektorze budowlanym i lepsze nastroje (oczekiwania) przedsiębiorców (wykres 4). Rzeczywiście, warunki finansowania uległy złagodzeniu przed rozpoczęciem cyklu luzowania przez BoE. Impuls kredytowy, który mierzy zmianę przepływów kredytów prywatnych i wyprzedza o rok wzrost PKB, zaczął się odradzać, od kwietnia będąc na plusie – po raz pierwszy od marca 2021 roku. Wreszcie, BoE z pewnością będzie ostrożny co do perspektyw wzrostu płac, biorąc pod uwagę niedawną serię ponadinflacyjnych podwyżek płac w sektorze publicznym uzgodnionych przez rząd latem. W tym kontekście Allianz Trade uważa, że BoE przyjmie powolny cykl luzowania, równoważąc normalizację inflacji i ryzyko przegrzania warunków finansowych. Oczekujemy, że obniży stopę bankową o 25 pb w listopadzie, pominie grudzień, a następnie obniży o 25 pb na każdym posiedzeniu w 2025 r., zatrzymując się we wrześniu 2025 r., gdy osiągnie 3,25%, co jest opartą na rynkach finansowych miarą neutralnej stopy procentowej w Wielkiej Brytanii (wykres 5).

Wykres 4: Prognoza brytyjskiego PKB i jego składniki opracowana przez Allianz Research
4 Prognoza brytyjskiego PKB i jego składniki opracowana przez Allianz Research
Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research

Wykres 5: Prognozy stóp procentowych Allianz Research (%)
5 Prognozy stóp procentowych Allianz Research
Źródła: LSEG Workspace, Allianz Research. * Trzyletnia średnia krocząca trzyletniej stopy forward, roczna stopa procentowa

Złoto lśni i bije kolejne rekordy. A przed nami obniżki stóp w USA

Uncja królewskiego kruszcu kosztuje już prawie 2 600 dolarów, a wkrótce cena może być jeszcze wyższa. W najbliższych dniach amerykański Fed najprawdopodobniej w końcu obniży stopy procentowe w USA, a coraz więcej wskazuje na to, że będzie to radykalne cięcie.

W minionym tygodniu – po raz siódmy w tym roku – cena złota pobiła rekord, przekraczając 2 550 USD/oz. Tak rynek zareagował na obniżkę stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny. Kolejne ATH złoto zanotowało także w złotówce, zbliżając się do bariery 9 940 zł za uncję. Od wzrostów zaczął się też nowy tydzień – w poniedziałek 16 września cena SPOT uncji królewskiego kruszcu wzniosła się ponad 2 580 dolarów.

Złoto na kursie wzrostowym

Prognozy dla złotego metalu są jeszcze bardziej optymistyczne. Największe banki na świecie, jak Goldman Sachs, UBS czy ING, są dość zgodne i przewidują, że w przyszłym roku złoto sięgnie 2 700 dolarów za uncję. Zdaniem Goldman Sachs, stanie się to już na początku 2025 roku, z kolei analitycy ING zakładają, że tyle będzie wynosić średnia cena uncji na przestrzeni całego roku.

Podobnie sądzi David Oxley z Capital Economics – największego niezależnego dostawcy analiz ekonomicznych, który podniósł swoją prognozę cen złota na 2025 rok do poziomu 2 750 USD za uncję, a stało się to jeszcze przed ubiegłotygodniowym rekordem. Nie oznacza to jednak, że kruszec będzie nieustannie rósł, możliwa jest nawet głębsza korekta, po której nastąpi jednak odbicie. Zatem trend rosnący zostanie zachowany.

Głównym powodem wzrostowej tendencji ceny złota będą cięcia stóp procentowych. Już za chwilę, 18 września, najprawdopodobniej zrobi to amerykański Fed. Wszyscy zastanawiają się, jak głęboka będzie to obniżka, bo po ubiegłotygodniowej decyzji EBC i nowych danych inflacyjnych z USA, wedle FedWatch Tool, obecnie prawdopodobieństwo radykalnej obniżki, aż o 50 punktów bazowych, wynosi już 59%.

Banki centralne tną stopy i kupują kruszec

Obniżki planują także inne banki centralne z całego świata. W fazie obniżek jest choćby Narodowy Bank Szwajcarii, który w czerwcu obniżył stopy procentowe. W podobnym procesie aktualnie znajduje się Narodowy Bank Anglii. Innymi słowy, europejskie banki osłabiają swoją walutę, uważając, że sytuacja tego wymaga i mogą sobie na to pozwolić ze względu na opanowaną inflację.

Z taką decyzją wstrzymuje się z kolei Narodowy Bank Polski, bo w naszym kraju inflacja rośnie, co ma związek ze zniesieniem dużej części wprowadzonych kilka lat temu osłon. A przed nami sezon zimowy, czyli okres wysokich opłat za energię. Szczyt inflacji – według analityków – przypadnie na początek przyszłego roku. A potem ceny powinny zacząć spadać i mogą rozpocząć się rozmowy o obniżce stóp. Na razie nie ma o tym mowy.

Banki centralne wciąż będą również zwiększać swoje zasoby złota. O takim zamiarze poinformowało m.in. rosyjskie Ministerstwo Finansów. Tamtejszy bank centralny, który w tym roku kupił do tej pory zaledwie 4 tony kruszcu, we wrześniu planuje pokaźne zakupy, dywersyfikując w ten sposób swoje rezerwy walutowe i inwestując w kruszec nadwyżki pochodzące ze sprzedaży ropy naftowej.

Michał Tekliński, ekspert rynku złota Goldsaver.pl, Grupa Goldenmark

Kurs dolara traci po wzroście zakładów za obniżką o 50 pb.

Pierwsza od 2020 r. obniżka stóp procentowych w USA będzie dla rynków na całym świecie przełomowym wydarzeniem. Kluczowe pytanie stanowi obecnie jej wielkość. Rynki wciąż zwiększają zakłady za dużym ruchem Fedu (o 50 pb.) w tym tygodniu, obecnie do ponad 60%. Naszym zdaniem wycena ta jest nadmierna – spodziewamy się cięcia o 25 pb. W związku z tym możliwe jest taktyczne umocnienie się dolara w krótkim terminie.

Kluczowe punkty:

  • EBC zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe; dał również do zrozumienia, że raczej nie planuje ciąć stóp w październiku.
  • Fed ma dokonać w tym tygodniu pierwszej z serii obniżek – pytaniem pozostaje, jaka będzie jej skala.
  • BoE utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie.
  • Złoty pozostaje w trendzie bocznym, zależny od bodźców zewnętrznych.

W ubiegłym tygodniu inwestorzy zwiększyli zakłady za cięciem o 50 pb., w wyniku czego dolar osłabił się względem większości pozostałych walut G10. Aktywa ryzykowne na świecie zyskiwały, a najważniejsze indeksy giełdowe znalazły się blisko rekordowych wartości. Najlepiej radziły sobie waluty Ameryki Łacińskiej, w tym peso chilijskie, kolumbijskie i meksykańskie, oraz jen japoński, który w ostatnim czasie stał się niezwykle wrażliwy na stopy procentowe w USA. Złoty kontynuował ruch w trendzie bocznym.

W tym tygodniu rynki skupią się na wrześniowym posiedzeniu Rezerwy Federalnej (środa 18.09). Kluczowe jest oczywiście, czy dojdzie do cięcia o 25, czy 50 pb. Bez względu na skalę ruchu ciekawość wzbudzą także dot plot, nowe projekcje gospodarcze oraz konferencja prasowa prezesa Jerome’a Powella. W czwartek (19.09) odbędzie się posiedzenie Banku Anglii – zgodnie z konsensusem ze względu na uporczywą inflację i odporny popyt w Wielkiej Brytanii nie dojdzie do zmiany stóp procentowych.

PLN

W ostatnich dniach kurs EUR/PLN sięgnął w pewnym momencie 4,30, tydzień zakończył jednak na niemal niezmiennym poziomie względem jego początku. Złoty radził sobie tym samym lepiej niż pozostałe waluty regionu. Powodzie w południowo-zachodniej Polsce nie mają jak dotąd istotnego wpływu na rynek walutowy, a uwaga skupia się na wiadomościach spoza kraju.

W tym tygodniu w kalendarzu dzieje się nieco więcej, a szczególnie istotne będą publikowane w czwartek (19.09) sierpniowe dane z rynku pracy i odczyt produkcji przemysłowej. Najważniejsze dla polskiej waluty będzie jednak najpewniej posiedzenie Rezerwy Federalnej, stanowiące w pewnym stopniu drogowskaz dla banków na całym świecie, w tym dla NBP.

EUR

W ubiegłym tygodniu Europejski Bank Centralny zgodnie z oczekiwaniami obniżył stopy procentowe i zapewnił niewiele informacji dotyczących dalszej ich ścieżki. Zasugerował przy tym, że kolejne cięcie na posiedzeniu w październiku jest mało prawdopodobne. Wyceny rynkowe zmieniły się po tym podobnie do tych dotyczących Fedu i obecnie zakładają ok. 30% prawdopodobieństwa takiego ruchu. Nie spodziewamy się jednak, że do niego dojdzie.

Kiepska produkcja przemysłowa zaważy na decyzji w mniejszym stopniu niż uporczywa inflacja i stosunkowo hojne ustalenia płacowe, jako że problemy niemieckiego sektora przemysłowego są strukturalne i nie są ściśle związane z poziomem stóp procentowych.

USD

Dynamika cen w USA była wyższa od oczekiwań – jej miara bazowa wzrosła drugi miesiąc z rzędu, o 0,28%. Preferowana przez nas 3-miesięczna średnia krocząca inflacji bazowej przestała spadać i rośnie, przy czym wciąż pozostaje blisko celu Fedu.

Rynki ignorują jednak te odczyty i kolejne dowody, że pogorszenie na rynku pracy nie jest znaczne, i zwiększają wciąż zakłady za dużym ruchem Fedu w tym tygodniu, obecnie do ok. 60%. Naszym zdaniem wycena ta jest nadmierna. Spodziewamy się cięcia o 25 pb. i uważamy w związku z tym, że możliwe jest taktyczne umocnienie się dolara w krótkim terminie.

GBP

Spodziewamy się bardzo aktywnego tygodnia w handlu funtem. W środę (18.09) opublikowany zostanie raport inflacyjny za sierpień, w czwartek (19.09) odbędzie się zaś posiedzenie Banku Anglii – naszym zdaniem odstęp między tymi wydarzeniami jest zbyt mały, by pierwsze mogło mieć znaczący wpływ na drugie. Ekonomiści są niemal pewni, że stopy procentowe zostaną utrzymane na niezmienionym poziomie, rynki wyceniają jednak ok. 20% prawdopodobieństwa, że cięcie nastąpi.

Autorzy: Enrique Díaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Eduardo Moutinho, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Ropa i złoto w górę – odbicie na rynkach surowców, inflacja w Polsce bez niespodzianek

W ostatnich dniach na wielu surowcach byliśmy świadkami wyraźnego odbicia. Co ciekawe, rośnie jednocześnie ropa i złoto, choć zwykle jeden z tych surowców lubi dobre, a drugi złe czasy. Inflacja w Polsce bez niespodzianek.

Odbicie cen ropy

Na rynek wraca jakaś namiastka optymizmu. Od wtorku trwa odbicie cen ropy naftotwej. Surowiec ten jest silnie powiązany z koniunkturą na świecie. Wygląda więc na to, że albo mamy dłuższą korektę poprzednich spadków, albo naprawdę rośnie optymizm co do sytuacji gospodarczej. Warto zwrócić uwagę, że w USA rośnie liczba aktywnych wież wiertniczych, co pokazuje, że oczekiwania na przyszłość muszą być optymistyczne. W tym przypadku ważny jest również próg cenowej opłacalności produkcji. Nie wszystkie źródła mają tak niskie koszty wydobycia jak państwa Zatoki Perskiej. W rezultacie cena spadająca poniżej 70 dolarów mogła doprowadzić do braku ekonomicznego sensu wydobycia.

Złoto cały czas na szczytach

Od czwartkowej decyzji Europejskiego Banku Centralnego inwestorzy patrzą bardzo przychylnie na złoto. Polska waluta też ma się dobrze, ale to kruszec jest głównym beneficjentem. Wydawało się, że po czwartkowym wybiciu szybko zobaczymy korektę tego ruchu. Ta jednak nie nadeszła. Złoto wybija jednak codziennie nowy rekord wszechczasów. Nie są to gigantyczne zmiany, ale widać, że inwestorzy bardzo polubili się z tym metalem szlachetnym. Zwyczajowo złoto było wybierane jako inwestycja w trudnych czasach, dodatkowo – jako że kruszec nie wypłaca odsetek – mniej lubi się z wysokimi stopami procentowymi. Nie może zatem dziwić, że przy gwałtownie spadających stopach i złych danych z gospodarki inwestorzy przychylniej spojrzeli na ten surowiec. Z drugiej strony lepsze dane z rynku ropy stawiają ten drugi element pod znakiem zapytania.

Ceny bez niespodzianek

W piątek poznaliśmy finalny odczyt inflacji w Polsce. Jest to weryfikacja wstępnych danych podanych na podstawie niepełnej wówczas informacji. Bardzo często się jednak zdarza, że te wstępne dane są wystarczająco dobrej jakości. Tak też było w sierpniu. Wstępny odczyt również wynosił 4,3%. Przyspieszenie tempa wzrostu cen to efekt urealnienia cen energii, które były sztucznie utrzymywane na niższym poziomie. Niestety, tak jak pewne programy osłonowe pomagały nam przejść spokojniej przez najtrudniejsze czasy, tak teraz ich likwidacja daje bolesne skutki.

Dzisiaj dzień wolny w Chinach i Japonii, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,

14:30 – USA – Indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Akcje PZU pod presją – najniższe notowania od października 2023 r.

Akcje PZU tracą 13% po otwarciu poniedziałkowej sesji w związku z odcięciem dywidendy oraz powodziami na południu i zachodzie Polski. Spółka jest obecnie notowana na poziomie najniższym od października 2023.

Walory kluczowej w Polsce spółki ubezpieczeniowej notowane są dzisiaj bez prawa do wynoszącej 4,34 zł za akcję dywidendy. Odcięcie więc implikuje ponad 9% spadek względem piątkowej ceny zamknięcia, wywołując uzasadnioną presję spadkową na walorach. Spadki pogłębiają się dodatkowo w obliczu tragicznych wydarzeń na południu i zachodzie Polski.

Prezes zarządu PZU, po konsultacjach z ministrem spraw wewnętrznych Tomaszem Siemoniakiem, zapowiada maksymalne uproszczenie procedury wypłacania odszkodowań, umożliwiając w wielu przypadkach wypłatę środków już w ciągu jednego dnia. “W szacowaniu strat i likwidacji szkód pomożemy szybko, gdy minie bezpośrednie zagrożenie życia i zdrowia” – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Na ten moment trudno jest oszacować skalę zniszczeń, chociaż wydaje się, że te mogą iść w miliardach złotych. Z rynkowego punktu widzenia to właśnie sektor ubezpieczeniowy stawiany jest jako ten, który skutki tragedii powodziowych odczuje jako pierwszy. Warto jednak pamiętać, że dotknięte zostały również lokalne firmy logistyczne, rolnicze oraz placówki publiczne. Na ten moment do wiadomości publicznej została podana informacji o dwóch ofiarach śmiertelnych powodzi.

Wsparcie ofiarom zapowiedział również rząd. W niedzielę wieczorem premier Donald Tusk zlecił przygotowanie rozporządzenia wprowadzającego stan klęski żywiołowej. Rada ministrów przygotowuje dodatkowo środki na pomoc doraźną, które wypłacane będą przez gminy.

Sam wpływ powodzi na biznes PZU nie jest przesądzony. Mimo iż spółka może zmagać się ze zwiększoną presją na wypłacanie odszkodowań, to warto mieć na uwadze, że spółki ubezpieczeniowe często same zabezpieczają się (reasekurują) u zewnętrznych podmiotów na wypadek nieoczekiwanych zdarzeń, co chroni podmioty ubezpieczeniowe jak i samych klientów przez zwiększenie szans na faktyczne uzyskanie środków. Co więcej, warto zaznaczyć, że standardowy okres karencji ubezpieczeniowej wynosi 30 dni. W takim przypadku osoby, które o takie ubezpieczenia w ostatnim czasie wnioskowały, mogą ich nie otrzymać. W średnim terminie natomiast PZU oraz inni ubezpieczyciele mogą notować większe zainteresowanie produktami ubezpieczeniowymi ze strony społeczeństwa, co będzie miało pozytywny wpływ na wyniki spółek z tego sektora.

Walory PZU znajdowały się w silnym trendzie wzrostowym od sierpnia 2023 do lipca 2024, kiedy to miejsce miały liczne powodzie błyskawiczne, a sam 2023 był rokiem ekstremów klimatycznych na globalną skalę. W samej Europie odnotowano wówczas wzrost opadów o 7%, a straty spowodowane przez powodzie w tym okresie wycenia się na 11 mld euro.

Akcje PZU

Akcje PZU notowane są dzisiaj na najniższych poziomach od października ubiegłego roku i testują ważny punkt wsparcia wyznaczony przez 200-tygodniową, wykładniczą średnią kroczącą. Źródło: xStation

Autor: Mateusz Czyżkowski, analityk XTB

Tydzień decyzji banków centralnych: Fed, BoE, BoJ i Norges Bank

Po Europejskim Banku Centralny przychodzi czas na Fed, Bank Anglii, Japonii oraz Norwegii. Tydzień wydaje się być zatem interesujący. EBC obniżył stopy o 25 punktów bazowych, Fed ma rozpocząć cykl luzowania już w środę. Gdyby tego nie zrobił, byłoby to olbrzymie zaskoczenie dla rynku. Trwa przeciąganie liny, wciąż obserwujemy ścierające się spekulacje dotyczące tego czy będzie to ruch o 25 czy może o 50 punktów bazowych. Jednocześnie rynek zakłada, ze zarówno Bank Anglii, Norwegii oraz Japonii będą stabilizować aktualne parametry swojej polityki pieniężnej.

Początek tygodnia przynosi słabszego dolara i wzrost rynkowego prawdopodobieństwa cięcia o 50 punktów bazowych. Aktualnie wnosi ono ponad 60 proc. podczas gdy w połowie ubiegłego tygodnia było na poziomie lekko powyżej 30 proc. Ja jednak wciąż uważam, że Fed wybierze mniejszy ruch i będzie czekał na dalszy rozwój wydarzeń. Eurodolar wychodzi dziś rano powyżej 1,1100 i znajduje się obecnie w bezpośrednim konta GBPUSD. „Kabel” od czwartku ponownie zaczął kierować się w stronę północy i prawdopodobnie korekta spadkowa, która rozpoczęła się 2,5 tygodnia temu zakończyła się. Jeśli BoE utrzyma stopy a Fed jes obniży, dalsze wzrosty powinny być kontynuowane.

Norges Bank i Bank Anglii podejmą kolejne decyzje w czwartek. W obu przypadkach stopy procentowe prawdopodobnie pozostaną niezmienione, ponieważ ryzyko inflacyjne w obu krajach pozostaje przechylone w górę. O ile jednak decyzja Norges Banku będzie prawdopodobnie dość jednoznaczna (rynek nie wycenia żadnych zmian), o tyle sytuacja w Wielkiej Brytanii jest nieco inna. Według Bloomberga większość ekonomistów tutaj również nie spodziewa się żadnych zmian. Rynek wycenia jednak 25 proc. szans na obniżkę. Dzień wcześniej opublikowane zostaną dane dotyczące inflacji. Oczekiwany wzrost wskaźnika bazowego może być dodatkowy argumentem dla BoE do stabilizacji aktualnego poziomu, choć ostatnie słabe dane gospodarcze powodować mogą, że finalna decyzja nie będzie należeć do łatwych.

Tydzień zakończy Bank Japonii. Ciężko w tym momencie przewidzieć kolejne kroki. W czerwcu, kiedy rynek zakładał jastrzębie stanowisko, instytucja rozczarowała. W lipcu miało być nudno jednak BoJ zaskoczył podnosząc koszt pieniądza pierwszy raz od wielu lat. Konsensus nie zakłada zmiany we wrześniu, mimo, że można było spotkać się z wypowiedziami ze strony banku o chęci dalszego zacieśniania. Być może decydenci chcą jeszcze chwilę poczekać po sierpniowych zawirowaniach i odłożą decyzję na koniec roku lub początek przyszłego. Cykl podwyżek jest cały czas jednak wyceniany, ponieważ jen sukcesywnie zyskuje na wartości. Oczywiście dynamiczne spadki USD/JPY i położenie poniżej poziomu 140,00 to również efekt słabego dolara, jednak rynek zakłada, że nastąpił przełom w polityce Banku Japonii co powoduje, że dochodzi do zmiany trendu w relacji jena i amerykańskiej waluty.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

PFR Ventures podpisało pierwsze umowy z funduszami w ramach programu FENG

PFR Ventures podpisało pierwsze cztery umowy z zespołami zarządzającymi funduszami venture capital w ramach programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki (FENG). Nowe fundusze będą dysponować kapitałem o łącznej wartości ponad 250 mln PLN, z czego wkład PFR Ventures wynosi około 200 mln PLN. To środki, które zostaną wykorzystane na inwestycje w innowacyjne polskie start-upy.

Pierwsze fundusze venture capital, które otrzymają kapitał w ramach programu FENG to 24Ventures, Digital Ocean Ventures Starter, Hard2beat i Tar Heel Capital Pathfinder. Wszystkie cztery skorzystają z programu PFR Starter, skierowanego do zespołów zarządzających, które chcą wspierać innowacyjne przedsiębiorstwa na najwcześniejszym etapie rozwoju. Program zakłada inwestycje w fundusze venture capital, których ticket inwestycyjny wynosi do 5 mln PLN. Inwestycje dokonywane będą do końca 2029 roku. Następnie fundusze rozpoczną tzw. okres dezinwestycyjny, który potrwa kolejne 4 lata.

Nazwa funduszu Kapitalizacja (mln PLN) Wkład PFR Ventures/FENG (mln PLN)
24Ventures* 54 43
Digital Ocean Ventures Starter* 36 29
Hard2beat 84 56,5
Tar Heel Capital Pathfinder 82,5 65

*docelowa kapitalizacja może wzrosnąć w ramach tzw. second closing

24Ventures jest zarządzany przez doświadczonych managerów, wcześniej związanych z Satus Starter. Będzie on inwestował w młode spółki budujące produkty, które odpowiadają na długofalowe trendy, jak transformacja cyfrowa przedsiębiorstw, zmiany klimatyczne i społeczne. Fundusz planuje w okresie 4 lat zainwestować w 18 projektów o globalnym potencjale.

Digital Ocean Ventures Starter będzie finansować spółki z sektora FinTech oraz transformacji cyfrowej wspieranej AI. Fundusz został założony przez zespół związany wcześniej z sektorem bankowym, VC i technologami, a także doświadczeniem w venture buidlingu. Dzięki znajomość sektora finansowego i procesów transformacji cyfrowej, zespół będzie w stanie szybko weryfikować pomysły start-upów, a jednocześnie wspierać ich skalowanie.

Hard2beat
Hard2beat

Hard2beat to fundusz utworzony przez seryjnych przedsiębiorców i inwestorów technologicznych, planujących inwestować na wczesnym etapie w spółki DeepTech, pracujące nad rozwiązaniami opartymi o oprogramowanie. Misją Hard2beat jest wspieranie ambitnych i zdeterminowanych przedsiębiorców, którzy wiedzą, że budowanie biznesu to maraton, a nie sprint i są nastawieni na osiągnięcie długoterminowych celów.

Arkadiusz Seńko, Radosław Czyrko, THCP
Arkadiusz Seńko, Radosław Czyrko, THCP

Tar Heel Capital Pathfinder inwestuje w skalowalne globalnie biznesy technologiczne m.in. z obszarów AI, SaaS, Marketplace, CleanTech, EdTech, Medtech i Cybersecurity. Poza finansowaniem oferuje start-upom kompetencje technologiczne, biznesowe, marketingowe i dostęp do sieci potencjalnych partnerów biznesowych, które pozwalają przyspieszyć ich rozwój i wyprzedzić konkurencję. Fundusz ma w portfelu spółki takie jak Selmo, Wellbee, Teleradius i Multilango, a na koncie ma już m.in. wyjście ze spółki Primetric, którą kupił amerykański lider branżowy BigTime.

W 6 miesięcy przeprowadziliśmy trzy nabory i odebraliśmy blisko 100 ofert od zespołów zarządzających. Pierwsze cztery fundusze, które otrzymają nowy, unijny kapitał, prowadzone są przez osoby z doświadczeniem w inwestycjach venture capital i rozwijaniu technologicznych start-upów. Dwa z nich uczestniczyły w pierwszej edycji PFR Starter, a dwa to zupełnie nowe fundusze – komentuje Maciej Ćwikiewicz, prezes zarządu w PFR Ventures. – Od zawsze stawiamy wysoką, choć dostosowaną do początkujących zespołów, poprzeczkę. Dużo uwagi przykładamy do aspektów reputacyjnych. Cieszy mnie, że w nowej edycji programów widzimy istotną poprawę jakości składanych do nas wniosków. Na etapie pogłębionych analiz znajduje się jeszcze 12 ofert z trzech pierwszych naborów – dodaje.

Nowe środki z programu Fundusze Europejskie dla Nowej Gospodarki (FENG) pozwolą na zasilenie łącznie około 40 funduszy venture capital, w których wkład publiczny wyniesie 2,1 mld zł, a dodatkowe 1,1 mld zł dołożą inwestorzy prywatni. To kontynuacja działań prowadzonych w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, w ramach których PFR Ventures alokowało do funduszy venture capital 1,5 mld zł. Z tych środków sfinansowano już blisko 400 projektów.

PFR Ventures to największy zarządzający funduszami funduszy w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, który zapewnił kapitał łącznie dla ponad 80 funduszy VC i PE. Wspierają one polskie spółki na różnym etapie rozwoju: od innowacyjnych, zalążkowych projektów po tradycyjne firmy operujące już na międzynarodowym rynku. Do ich finansowania wykorzystujemy środki Unii Europejskiej oraz własne. W najbliższym czasie planujemy zwiększać nasze zaangażowanie w tym obszarze, jak i pracować nad dalszym rozwojem ekosystemu rynku VC oraz PE w Polsce – mówi Piotr Matczuk, prezes zarządu Polskiego Funduszu Rozwoju.

Programy zasilane środkami z FENG są zarządzane przez PFR Ventures w ramach partnerstwa z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. Ich rolą jest stymulowanie różnego typu inwestycji w start-upy i spółki technologiczne. Część z nich skupia się na zapewnieniu finansowania dla najmłodszych projektów, inne umożliwiają rozwijanie projektów z partnerami w postaci korporacji lub aniołów biznesu.

Dla spółek na najwcześniejszym etapie, które dopiero kształtują swój model biznesowy i są przed pierwszą komercyjną sprzedażą swojego produktu lub usługi skierowane są fundusze korzystające z programów PFR Starter i PFR Biznest. Programy PFR Otwarte Innowacje, PFR KOFFI i PFR CVC są sprofilowane dla funduszy chcących wspierać spółki w fazie wzrostu i ekspansji międzynarodowej, które wdrażają lub mają zamiar wdrożyć czy rozwinąć innowacyjne rozwiązania lub przechodzą na nowe rynki.

– Instrumenty kapitałowe są ważną częścią programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki 2021-2027. Ich głównym celem jest wspieranie powstawania i rozwoju spółek typu start-up. Tego typu przedsiębiorstwa na wczesnych etapach rozwoju są kluczowym elementem wysoko rozwiniętych gospodarek. Jeśli Polska ma być miejscem tworzenia innowacji, musimy wspierać powstawanie i rozwój spółek technologicznych. Jedną z głównych barier rozwoju polskiego rynku venture capital jest ograniczona dostępność prywatnego kapitału. Ryzyko niepowodzenia start-upów jest bardzo duże, prywatni inwestorzy ograniczają więc inwestycje w ten segment rynku. Dzięki środkom UE jesteśmy w stanie znacząco zniwelować tę lukę – zaznaczył dyrektor Departamentu Programów Wsparcia Innowacji i Rozwoju Grzegorz Orawciec.

– Innowacje to klucz do zapewnienia konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. W obecnej perspektywie UE Bank Gospodarstwa Krajowego wdraża we współpracy PFR Ventures instrumenty kapitałowe z programu Fundusze Europejskie dla Nowoczesnej Gospodarki. Dzięki tej formie wsparcia finansowanie trafi do innowacyjnych firm, dając im szansę na start, rozwój i ekspansję. Z drugiej strony zaangażowanie środków publicznych ma zmobilizować prywatne podmioty do inwestowania w projekty innowacyjne, obarczone większym ryzykiem. Środki z Funduszy Europejskich zaangażowane w ten projekt, powierzone BGK i PFR Ventures, to około 2 miliardy złotych. Mamy nadzieję, że część wspartych firm osiągnie sukces nie tylko na polskim, ale także europejskim i globalnym rynku – mówi Paweł Chorąży, dyrektor zarządzający Pionem Funduszy Europejskich w BGK.

Polski sektor bankowy należy do najbardziej innowacyjnych w Europie

Wachnicka (ZBP): Mamy czym się pochwalić. Polski sektor bankowy wyróżnia się na tle Europy.

Agnieszka Wachnicka, wiceprezes Związku Banków Polskich, zauważa, że polski sektor bankowy należy do najbardziej innowacyjnych w Europie. Dla klientów bank to już nie tylko instytucja, do której wpływają ich wynagrodzenia. Dzięki nowoczesnym aplikacjom stał się też miejscem załatwiania codziennych spraw. Jednak coraz większym wyzwaniem dla banków jest pogodzenie przeciwstawnych oczekiwań. Z jednej strony są konsumenci, którzy chcą mieć dostęp do wszystkich e-usług, a z drugiej – jest duże grono osób wciąż potrzebujących wizyt w placówkach stacjonarnych. – Największym wyzwaniem pozostaje jednak bezpieczeństwo. Banki muszą funkcjonować na najwyższym poziomie gotowości w obszarze cyberbezpieczeństwa, by chronić środki klientów oraz zapewnić ciągłość działania całego sektora finansowego – mówi w wywiadzie dla MondayNews wiceprezes ZBP.

MondayNews (MN): Sektor bankowy w Polsce od wielu lat dynamicznie się rozwija. Zachodzące zmiany widać gołym okiem, np. usługi bankowe coraz odważniej przenoszą się do naszych telefonów. Zatem jak będzie wyglądać polska e-bankowość za 5-10 lat?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Polski sektor bankowy w istocie należy do jednych z najbardziej innowacyjnych w Europie. Determinuje to wiele czynników, jak m.in. unikalny system płatniczy, otwartość polskich konsumentów na testowanie innowacyjnych rozwiązań czy też dążenie banków do inwestowania w nowe technologie oraz systematyczne rozszerzanie palety usług, które dostarczane są klientom w ramach bankowości elektronicznej. Stan ten powoduje, że wszelkie regulacje na poziomie europejskim, które są obecnie projektowane, trafiają na podatny grunt, gdyż zarówno banki, jak i konsumenci widzą liczne korzyści, wynikające z wdrożeń nowych rozwiązań. Jeśli chodzi o przyszłość polskiego sektora bankowego, to wspomniane regulacje, projektowane na poziomie europejskim, pozwalają nam zidentyfikować główne trendy.

MN: Jakie to trendy?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Dostrzegamy zaawansowanie prac nad usprawnieniem obecnych i tworzeniem nowych mechanizmów rozliczeniowych. Przewidujemy istotne zwiększenie wolumenu płatności natychmiastowych, które mają stać się nowym standardem w Europie. Projektowane regulacje w obszarze cyfrowego euro pozwalają nam również antycypować, że niedługo może powstać nowa paneuropejska infrastruktura płatnicza, która będzie stanowić alternatywę dla obecnie funkcjonujących systemów rozliczeniowych. Są to zdecydowanie zmiany o charakterze rewolucyjnym. Równie istotne jest wykorzystanie nowego trendu, jakim jest zwiększenie skali wykorzystania danych oraz zastosowanie technologii sztucznej inteligencji. Dzięki tym rozwiązaniom banki będą skuteczniej analizować i przewidywać potrzeby oraz preferencje swoich klientów, co przełoży się na tworzenie spersonalizowanych ofert, a tym samym – na lepsze doświadczenia użytkowników korzystających z bankowości cyfrowej i mobilnej.

MN: Kierunek kanałów elektronicznych to w dużym stopniu ułatwienia dla konsumentów, ale też różnego rodzaju zagrożenia. Jakie zalety będą miały nowe rozwiązania? Na co konsumenci będą musieli szczególnie uważać w kwestii rozwoju ww. kanałów? I czy sektor bankowy będzie na tyle gotowy, że te zagrożenia zostaną sprowadzone właściwie do minimum?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jak dobrze, wiemy każda technologia poza ewidentnymi korzyściami dla użytkowników, może przynosić zagrożenia wynikające z jej wykorzystania przez potencjalnych przestępców. Jest to dobrze znany i stary problem, powiązany ściśle z postępującą transformacją technologiczną. Szczególnie kluczowa w tym kontekście wydaje się popularyzacja sztucznej inteligencji. Przestępcy zdają sobie sprawę z możliwości, jakie daje technologia. Opierają swoje nowe modele oszustw o technologię deepfake oraz klonowania głosu.

MN: Jak możemy sobie z tym radzić?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Sektor bankowy jest świadomy tych wyzwań i podejmuje działania mające na celu ograniczenie takich praktyk, projektując coraz bezpieczniejsze UI (interfejs użytkownika) oraz realizując najlepsze praktyki i regulacje rynkowe. Konsumenci również powinni być przygotowani na nowe metody manipulacji oraz schematy potencjalnych oszustw. Dlatego sektor bankowy podejmuje działania mające na celu uzupełnienie wiedzy klientów i budowania świadomości nowych zagrożeń w kanałach zdalnych. Jestem głęboko przekonana, że zarówno banki, jak sami konsumenci będą dążyć do tego, aby skutecznie zapobiegać tym wyłudzeniom.

MN: Mówi się, że dynamiczny rozwój e-bankowości oznacza mniej fizycznych placówek na rynku. Czy to jest prawda?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Wraz z postępem technologicznym i rozwojem cyfrowego środowiska, obserwujemy znaczące zmiany w zachowaniu klientów banków, a wśród różnych segmentów wyraźnie widać odmienne preferencje i oczekiwania. Młodsze pokolenia najczęściej zwracają się w stronę cyfrowych kanałów obsługi. Już ponad 22 mln aktywnych użytkowników korzysta z bankowości mobilnej. Natomiast osoby starsze, choć coraz częściej obcują z nowymi technologiami, wciąż preferują tradycyjne formy obsługi w oddziałach banków i płatności gotówkowe. Sektor bankowy musi być zatem w stanie zaspokoić potrzeby tych dwóch grup interesariuszy. Dlatego też, procesy bankowe są omnikanałowe, aby nie wykluczać osób starszych bądź ze specjalnymi potrzebami.

Nie zatrzymamy jednak trendu wskazującego na zmianę preferencji klienta w zakresie obsługi zdalnej i płatności bezgotówkowych. Naturalną odpowiedzią na tę tendencję na rynku jest zmniejszająca się liczba oddziałów bankowych z obsługą gotówkową. Natomiast istniejące placówki stopniowo mogą być przekształcane w centra doradztwa i obsługi klienta, gdzie oferowane będą wysokiej jakości usługi doradcze, privatebanking oraz wsparcie w zakresie bardziej skomplikowanych transakcji i produktów finansowych.

W Polsce dostęp do gotówki jest wygodny i powszechnie zapewniony, nie tylko dzięki wypłatom w kasach bankowych czy w bankomatach, ale również w sklepach, na stacjach paliwowych i w wybranych punktach oznaczonych logo Cashback.

MN: Czy rozwój e-bankowości w Polsce jest podobny do obserwowanych w innych krajach UE i na świecie?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Dla rozwoju bankowości cyfrowej kluczowe znacznie ma słowo „klientocentryczność”. Projektowane w Polsce aplikacje bankowe należą do najbardziej zaawansowanych w Europie, a nawet na świecie. Wystarczy wspomnieć, że w rankingu Digital Banking Maturity z 2022 roku, aż 6 z 30 cyfrowych liderów to banki z Polski. Wynika to gównie z tego, że polskie banki systematycznie dążą do zwiększenia portfela oferowanych usług dodanych oraz poprawy User Experience. Tym samym banki stają się dla coraz większego grona klientów kluczowym miejscem załatwiania codziennych spraw – od kupna biletu parkingowego czy autostradowego i wyjścia do kina aż po zakup ubezpieczenia czy zarządzanie finansami osobistymi.

MN: Czym jeszcze możemy się pochwalić?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jako ZBP, uważnie śledzimy rozwój bankowości internetowej i mobilnej oraz płatności bezgotówkowych, czego efektem jest kwartalna publikacja raportu Netb@nk. Na podstawie zbieranych danych można stwierdzić, że nieustająco przybywa aktywnych użytkowników aplikacji mobilnych i bankowości elektronicznej. Jako rynek jesteśmy w europejskiej czołówce wykorzystania rozwiązań bankowości cyfrowej. Dysponujemy najnowocześniejszym system płatniczym w Europie, w ramach którego działają dwa niezależnie działające systemy płatności natychmiastowych oraz unikalny w skali europejskiej system płatności mobilnych BLIK. Liczba transakcji bezgotówkowych w naszym kraju systematycznie rośnie, a nasycenie terminalami jest jednym z najwyższych na kontynencie, dzięki programowi Polska Bezgotówkowa.

MN: A jakie są nasze słabe strony?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Jeżeli mówimy o słabościach, chociaż tego osobiście bym tak nie ujęła, to czasem decyzja o wdrożeniu nowego rozwiązania rynkowego zajmuje nam nieco więcej czasu niż na świecie, ale zawsze jest to rezultat dogłębnej analizy problemu z perspektywy bezpieczeństwa klientów oraz potencjalnych skutków rynkowych. Przykładem mogą być tu popularne rozwiązania oparte o kryptoaktywa, które zaczynają być w obrębie naszego zainteresowania jako sektora bankowego. Natomiast podchodzimy do tych rozwiązań z rezerwą i monitorujemy zmiany w tym zakresie przed udostępnieniem tego typu usług naszym klientom na szeroką skalę.

MN: Czy działania naszego państwa pomagają czy raczej osłabiają rozwój e-bankowości w Polsce?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: W dynamicznie zmieniającym się sektorze bankowym istotna jest zgodność prawa z transformacją cyfrową. Przyspieszony rozwój technologiczny stawia z jednej strony przed regulatorami i organami nadzoru wiele wyzwań związanych z dostosowaniem istniejących przepisów do nowych realiów rynkowych, ale z drugiej strony sektor bankowy powinien pozostać konkurencyjny i bezpieczny dla swoich klientów.

Konieczne jest zapewnienie równowagi pomiędzy „zachętą” do wprowadzania innowacji a ochroną interesów klientów oraz stabilnością systemu finansowego. Regulatorzy muszą monitorować i reagować na zmieniające się trendy i technologie, czego wyrazem są najnowsze regulacje, tj. AI ACT, MICA, DORA, PSR czy FIDA. W tym kontekście współpraca między sektorem bankowym, regulatorem, organami nadzoru oraz bankiem centralnym odgrywa kluczową rolę w opracowywaniu adekwatnych i elastycznych ram prawnych, które będą stymulować wzrost sektora, a nie ograniczać jego potencjał.

ZBP, jako izba gospodarcza, pomaga bankom w identyfikacji trendów, które mogą poprawić efektywność i konkurencyjność sektora bankowego. W tym obszarze niezwykle cenną inicjatywą jest m.in. Forum Technologii Bankowych, które jest formułą niepowtarzalną w skali europejskiej. Istnienie forum zrzeszającego dostawców technologii oraz banków daje możliwość organizowania efektywnej współpracy w ramach ekosystemu innowacji finansowych.

Ponadto systematycznie prowadzimy działania zmierzające do opracowania standardów technologicznych i regulacji, które pomagają bankom w bezpiecznym wdrażaniu nowych rozwiązań technologicznych. Prowadzone przez nas Rady i Komitety Bankowe zrzeszają ekspertów bankowych w różnych obszarach. Dzięki temu materiały przez nas wypracowywane pochodzą od osób, które aktywnie odpowiadają w bankach za poszczególne obszary. Dzięki temu ZBP stanowi forum wymiany eksperckiej wiedzy z banków do banków i „wyłaniane” są najlepsze rozwiązania.

MN: Jak sytuacja geopolityczna wpływa na sektor bankowy w Polsce?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Zdecydowanie sytuacja za naszą wschodnią granicą przyczyniła się do podniesienia stanu gotowości sektora bankowego na cyberataki. Jesteśmy przecież elementem krytycznej infrastruktury naszego państwa. Wystarczy wspomnieć, jak wyglądało to w momencie rozpoczęcia konfliktu w Ukrainie, kiedy musieliśmy zmagać się z niedoborami gotówki w bankomatach i placówkach bankowych. Działaliśmy wówczas w trybie najwyższej gotowości w ścisłej kooperacji z Narodowym Bankiem Polskim. Wzięliśmy na siebie ogromną odpowiedzialność, zakładając rachunki dla uchodźców z Ukrainy, dając im dostęp do naszego systemu bankowego oraz infrastruktury płatniczej. Utworzyliśmy dwujęzyczne kanały komunikacji, dedykowane mniejszości ukraińskiej. W mojej opinii, polski sektor bankowy wypełnił wzorowo swoje zadanie z pierwszego okresu wojny.

MN: Co teraz jest wyzwaniem?

Agnieszka Wachnicka, ZBP: Obecnie musimy działać tak, aby utrzymać i udoskonalać wypracowane wtedy standardy i rozwiązania. Presja, jaka jest wywierana na nasz kraj, determinuje nas do tego, że musimy funkcjonować na najwyższym poziomie gotowości w obszarze cyberbezpieczeństwa, chroniąc tym samym środki naszych klientów oraz zapewniając bezpieczeństwo i ciągłość działania całego sektora finansowego. To wszystko ma oczywiście również wpływ na to, jak podchodzimy do wdrażania innowacji, gdyż każda zmiana na rynku jest obecnie bardzo dokładanie analizowana z perspektywy bezpieczeństwa klientów.

MN: Dziękujemy za rozmowę.

Pierwsza od 4 lat obniżka stóp procentowych w USA coraz bliżej – czy Fed zdecyduje się na 25 czy 50 punktów bazowych?

Pierwsza od 4 lat obniżka stóp procentowych w USA jest już na wyciągnięcie ręki. Rynek wciąż nie ma pewności czy będzie to ruch o 25 punktów bazowych, czy może jednak Fed wykona mocnieją zmianę. Dla gospodarki wielkość luzowania nie będzie mieć aż tak dużego znaczenia. Sama decyzja może jednak podpowiedzieć rynkowi w jaki sposób Rezerwa Federalna ocenia stan gospodarki i czego oczekuje w najbliższej przyszłości.

Bez wątpienia Fed musi zacząć działać. Wskazują na to dane. Stopa inflacji mierzona deflatorem wydatków konsumpcyjnych z wyłączeniem żywności i energii (core PCE), spadła o 3 punkty procentowe od najwyższego poziomu na początku 2022 r. do 2,6 proc. obecnie. W nadchodzących miesiącach ten trend powinien zostać utrzymany. Z kolei wzrost płac, który ma decydujący wpływ na ceny usług, również wyraźnie spowolnił. Prognozy wskazują, że wiosną 2025 r. inflacja bazowa prawdopodobnie będzie tylko nieznacznie powyżej celu Fed wynoszącego 2 proc.. Jednocześnie rynek pracy wykazuje coraz większe oznaki słabości. W ciągu trzech miesięcy do sierpnia liczba osób zatrudnionych wzrosła średnio o jedynie 116 tysięcy, w porównaniu ze wzrostem o ponad 200 tysięcy na początku roku. Stopa bezrobocia urosła z 3,4 proc. w kwietniu 2023 r. do 4,2 proc. w sierpniu. Sytuacja nie jest jednak katastrofalna, pogorszenie sytuacji postępuje sukcesywnie i brakuje nagłych tąpnięć.

W tym momencie Fed dostrzega obecnie większe ryzyko dla części swojego mandatu dotyczącej zatrudnienia. Wcześniej przez długi okres uwaga była skoncentrowana na walce z inflacją. Ta zmiana priorytetów została wyraźnie zaznaczona podczas ostatniego sympozjum bankierów centralnych w Jackson Hole w Górach Skalistych.

Posiedzenie wrześniowe to nie tylko sama decyzja o koszcie pieniądza. To również czas publikacji zaktualizowanych prognoz. Otrzymamy zatem nowy „dot chart”, który prawdopodobnie ulegnie znacznej zmianie. Przypomnijmy, że w czerwcu bank centralny zakładał, że w tym roku dojdzie do jednego cięcia o 25 pb. a w kolejnych latach (2025-2026 ) koszt pieniądza zostanie obniżony łącznie o 100 punktów bazowych. Aktualnie rynek wycenia, że do końca roku redukcja łącznie wyniesie 100 pb. Od tego, jak bardzo zmieni się wykres kropkowy, będzie zależeć również siła rynkowej reakcji.

Tak jak podkreślałem wielokrotnie, obniżka o 50 punktów bazowych mogłaby być dla wielu inwestorów dowodem na to, że Fed naprawdę martwi się o gospodarkę i być może zbyt długo zwlekał ze zmianą stóp procentowych. Powell raczej nie będzie chciał sprawiać takiego wrażenia. Zakres i tempo dalszych cięć będą zależeć od danych gospodarczych publikowanych w nadchodzących miesiącach. Fed prawdopodobnie będzie chciał zachować pewnego rodzaju elastyczność w swoich działaniach, a pierwsza zmiana o 50 pb mogłaby spowodować, że narosłaby presja na dalsze kroki tej samej lub wyższej skali.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Stanowisko Rady TEP w sprawie planowanych przez MRPiPS regulacji w obszarze rynku pracy

Zapowiadane przez Ministerstwo Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej  (MRPiPS) zmiany regulacyjne w obszarze rynku pracy dotyczące 1) dopuszczalności pracy cudzoziemców w Polsce, 2) zamierzonego rozszerzenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy oraz 3) wprowadzenia dyrektywy w sprawie pracowników platformowych, zwiększą koszty i ryzyko prowadzenia działalności gospodarczej. W rezultacie, negatywnie wpłyną na dochody i swobodę działalności przedsiębiorców, pracowników i zleceniobiorców. Konsumenci stracą z powodu wyższych cen towarów i usług. W ocenie Rady Towarzystwa Ekonomistów Polskich wysoce niepokojące jest przyjęcie przez MRPiPS kierowane przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk szkodliwej i utopijnej wizji rynku pracy, na którym docelowo wszyscy mają pracować na podstawie  umowy o pracę, niezależnie od obiektywnych okoliczności ekonomicznych, cech danej pracy i osobistych preferencji. 

Pierwsza z rozpatrywanych w naszym stanowisku regulacji – projekt ustawy o warunkach dopuszczalności powierzenia pracy cudzoziemcom na terytorium Polski – w wielu aspektach wprowadza usprawnienia procedur wydawania zezwolenia na pracę m.in. poprzez ich elektronizację. Jednakże wprowadza też wymóg zatrudnienia w oparciu o umowę o pracę, co oznacza, że przedsiębiorcy nie będą mogli współpracować z cudzoziemcami na podstawie bardziej elastycznych umów cywilnoprawnych. Jest to zmiana negatywna, gdyż jej realnym skutkiem będzie utrudnienie cudzoziemcom wejścia na polski rynek pracy: już na samym początku będą musieli spełnić wysokie wymagania, aby opłacalne było ich zatrudnienie na podstawie umowy o pracę. Część cudzoziemców wypchnie to do szarej strefy, utrudniając ich integrację, a o inną część możemy przegrać konkurencję z krajami, które są bogatsze lub mają bardziej otwarte regulacje. Tymczasem integracja kolejnych imigrantów będzie w najbliższych dekadach kluczowa dla utrzymania tempa rozwoju gospodarczego i finansowania wydatków publicznych wobec postępującego starzenia społeczeństwa i utrzymywania niskiego ustawowego wieku emerytalnego.

Analogiczne zagrożenia wystąpią w przypadku realizacji zapowiedzi rozszerzenia kompetencji Państwowej Inspekcji Pracy (PIP). PIP ma otrzymać uprawnienie do nakazania przekształcenia umowy cywilnoprawnej lub umowy B2B w umowę o pracę w formie decyzji administracyjnej. Dotyczyłoby to sytuacji, gdy inspektor PIP ustali, że praca, którą wykonuje osoba zatrudniona na podstawie umowy cywilnoprawnej lub B2B spełnia warunki pracy świadczonej na podstawie Kodeksu Pracy. Trudno sobie wyobrazić obiektywne kryteria według których PIP mogłaby wydawać takie decyzje, podobnie jak w przypadku tzw. testu przedsiębiorcy proponowanego w czasach rządu Prawa i Sprawiedliwości. Regulacja o takim charakterze znacząco podniesie ryzyko działalności gospodarczej w Polsce i obniży konkurencyjność dotkniętych nią przedsiębiorstw. Dodatkowo, może prowadzić do nadużywania władzy w stosunku do przedsiębiorców oraz pracujących i będzie źródłem licznych i długotrwałych sporów sądowych, a tym samym dalszych kosztów dla pracowników, pracodawców i Skarbu Państwa.

Równie istotnym skutkiem będzie dalsze, paternalistyczne ograniczanie znaczenia woli stron na rynku pracy oraz między kontrahentami B2B i związane z tym reperkusje dla prawa cywilnego. To dlatego, że możliwość przekształcenia umowy między niezależnymi podmiotami w drodze decyzji administracyjnej otwierałaby drogę do dalszych ingerencji w fundamentalną dla gospodarki rynkowej zasadę swobody umów.

Bezpośrednio związana z zapowiadaną reformą PIP jest kwestia wdrożenia Dyrektywy w sprawie poprawy warunków pracy wykonywanej za pośrednictwem platform internetowych (PWD). Istotą regulacji dyrektywy jest domniemanie stosunku pracy względem osób świadczących usługi za pośrednictwem platform internetowych, które będzie musiało zostać wprowadzone do systemów prawnych państw członkowskich. Jednakże w Polsce pojawia się kwestia zgodności takiej regulacji z Konstytucją i ryzykiem rozszerzenia takiego domniemania na wszystkich pracujących, w celu zapobiegnięcia naruszeniu zasady równości. Tak szeroka zmiana będzie mieć ogromne konsekwencje dla polskiego modelu prawa pracy (który obecnie nie zawiera takiego domniemania), jak również dla gospodarki.

Bezpośrednim skutkiem wdrożenia PWD w odniesieniu do samych platform internetowych będzie pozbawienie Polaków i cudzoziemców miejsc pracy o niskim progu wejścia, które pozwalają dorobić lub łatwo rozpocząć karierę zawodową nawet osobom bez doświadczenia, słabiej wykształconym, w biedniejszych regionach, lub nie znającym języka. Oprócz tego wzrost kosztów operacyjnych przełoży się wprost na podwyżki cen usług dla konsumentów. W przypadku zaś rozszerzenia ww. domniemania na wszystkie kategorie pracujących należy brać pod uwagę scenariusz rzeczywistej eliminacji umów cywilnoprawnych i umów B2B z szeroko pojmowanego rynku pracy. Tym samym znacznie ograniczy się elastyczność zatrudnienia i w zależności od możliwości przerzucenia tego kosztu i dodatkowego ryzyka na klientów danej firmy czy branży – możliwy jest spadek rentowności lub wzrost cen produktów i usług. W każdym przypadku obniży się konkurencyjność polskiej gospodarki na arenie międzynarodowej.

Wskazane w niniejszym stanowisku Rady TEP trzy regulacje w obszarze rynku pracy nie wyczerpują listy szkodliwych i populistycznych projektów, nad którymi pracuje – lub zapowiedział pracę – resort kierowany przez Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk. W tym kontekście należy wymienić także takie inicjatywy jak: 1) 4-dniowy tydzień pracy; 2) wprowadzenie wynagrodzenia chorobowego w wysokości 100% (obecnie jest 80%); 3) sprzeciw wobec liberalizacji handlu w niedziele.

Podsumowując, Rada TEP zwraca się do ustawodawców i rządzącej koalicji o konstruktywny dialog, przeprowadzenie rzetelnych analiz skutków regulacji i odpowiednie skorygowanie lub porzucenie rozwiązań, które uważamy za szkodliwe dla polskiej gospodarki. Konieczne jest zaangażowanie szerokiego grona ekspertów z zakresu prawa pracy, prawa cywilnego oraz ekonomii, aby projektowane zmiany wpisały się w dotychczasowe otoczenie regulacyjne i nie doprowadziły do szokowych zmian o charakterze systemowym, zarówno w odniesieniu do prawa jak i obrotu gospodarczego. Na sam koniec – należy odrzucić kosztowną, utopijną wizję rynku pracy, na którym docelowo wszyscy mają pracować na podstawie umowy o pracę, niezależnie od obiektywnych kosztów, korzyści, charakteru pracy jak i osobistych preferencji.

Polski budżet na 2025 r. zwiększa wydatki i ryzyko inflacyjne, odsuwając obniżki stóp procentowych – długoterminowe ryzyko fiskalne rośnie

EBC obniżył stopy procentowe, w przyszłym tygodniu, wg. oczekiwań, zrobi to FED. W Polsce zaś obniżki prawdopodobnie będą odsunięte w czasie. Krótkoterminowe ryzyko wzrostu inflacji jakie rodzi propozycja polskiego budżetu na 2025 przysłania jednak inne zagrożenia. Scenariusz budżetowy pozbawia bowiem polski rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku.

  • Według prognoz Allianz Trade wzrost gospodarczy w Polsce powinien pozostać solidny (2024: +3%, 2025: +3,8%), napędzany popytem krajowym stymulowanym dzięki ekspansywnej polityce fiskalnej
  • Przyczyny większego niż pierwotnie zakładano deficytu polskiego budżetu na 2025 rok to wydatki socjalne, zwłaszcza w sferze budżetowej oraz wydatki na obronność – najwyższe w całym NATO w stosunku do PKB (z 3,3% w 2023 r. i szacowanych 4,2% w 2024 r. do zaplanowanych 4,7% PKB w 2025 r.)
  • W perspektywie krótkoterminowej polski projekt budżetu stwarza ryzyko inflacyjne i prawdopodobnie opóźni to obniżki stóp procentowych do 2. kwartału 2025r.
  • Propozycja polskiego budżetu na 2025 r. stawia pod znakiem zapytania konsolidację fiskalną, co niesie ze sobą także niedoceniane przez decydentów i inwestorów ryzyko średnioterminowe:
  • Polska ma stosunkowo krótki profil zapadalności długu państwowego (z obligacjami rządowymi o średniej zapadalności ponad 8% PKB w latach 2024-2025, w porównaniu ze średnią rynków wschodzących wynoszącą 4,4%)
  • Wskaźnik odsetek (długu) do dochodów Polski jest na poziomie około 5%
  • Scenariusz ten (proponowany budżet – odłożenie konsolidacji fiskalnej) pozbawia rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku
  • Oczekujemy, że rząd zacznie konsolidować swój budżet począwszy od 2026r., stabilizując tym samym relację długu publicznego do PKB na poziomie około 56%.
  • W scenariuszu zakładającym brak konsolidacji fiskalnej, dług publiczny będzie nadal rósł i do 2027 roku przekroczy 60%

Można oczekiwać, że polski wzrost gospodarczy w nadchodzących kwartałach pozostanie solidny, po zaskakująco silnym ożywieniu w pierwszej połowie roku, które było napędzane popytem krajowym w wyniku ekspansywnej polityki fiskalnej – wynika z analiz Allianz Trade. Realny wzrost PKB Polski przyspieszył do +3,2% r/r w II kwartale z +2% w I kwartale.

To wydatki rządowe stały się kluczowym motorem wzrostu w ostatnich kwartałach, rosnąc o prawie +11% r/r w pierwszej połowie roku (H1), częściowo dzięki wzrostowi wynagrodzeń w sektorze publicznym. To ostatnie, wraz z ogólnie silnym rynkiem pracy i spadającą inflacją, zwiększyło wzrost wydatków konsumpcyjnych do średnio +4,7% w pierwszej połowie roku. Tymczasem wkład eksportu netto we wzrost PKB był w II kwartale ujemny, odzwierciedlając utrzymującą się słabość głównych rynków polskiego eksportu: strefy euro, a zwłaszcza Niemiec. Z drugiej strony, spadek liczby nowych zamówień ograniczył spadek zapasów, zmniejszając tym samym ich negatywny wpływ na ogólny wzrost (wykres 1). Patrząc w przyszłość oczekujemy, że dynamika wydatków krajowych w Polsce utrzyma się w nadchodzących kwartałach. Ponadto powinien przyspieszyć wzrost inwestycji, ponieważ polski rząd zamierza wydać wszystkie wcześniej zamrożone fundusze unijne w ciągu najbliższych dwóch lat. Eksport powinien stopniowo poprawiać się od końca 2024 r., dzięki umiarkowanemu ożywieniu w strefie euro. Ogólnie rzecz biorąc, Allianz Trade podniósł całoroczne prognozy wzrostu realnego PKB Polski do +3% w 2024 r. i +3,8% w 2025 r.

Wykres 1: Wzrost realnego PKB (% r/r) i jego składowe (p.p.)

Wykres 1: Wzrost realnego PKB (% r/r) i jego składowe (p.p.)

Źródła: Główny Urząd Statystyczny, Allianz Research

Propozycja budżetu Polski na 2025 r. w opinii Allianz Trade kwestionuje jednak konsolidację fiskalną co niesie ze sobą średnioterminowe ryzyko fiskalne . W przyszłym roku polityka fiskalna ma być bardziej ekspansywna niż wcześniej prognozowano. Projekt budżetu ogłoszony przez polski rząd pod koniec sierpnia przewiduje deficyt fiskalny na poziomie -5,5% PKB w 2025 r., a szacowany deficyt na 2024 r. został skorygowany w górę do -5,7% PKB. W porównaniu z naszymi sierpniowe prognozy polskiego deficytu były na poziomie odpowiednio -4,3% i -5% (które były nieco poniżej konsensusu). Hojne wydatki socjalne wspierające wydatki konsumpcyjne oraz wzrost wydatków obronnych do 4,7% PKB w 2025 r. (z 3,3% w 2023 r. i szacowanych 4,2% w 2024 r.)[1] są głównymi przyczynami wzrostu deficytu. Propozycja ta musi jeszcze zostać zatwierdzona przez parlament i podpisana przez prezydenta, ale jest prawdopodobne, że zostanie powszechnie przyjęta. Reakcja rynku na to ogłoszenie była bardzo stonowana, być może odzwierciedlając pogląd, że ryzyko związane z długiem państwowym prawdopodobnie pozostanie umiarkowane w najbliższym czasie. Decydenci i inwestorzy nie doceniają jednak średnioterminowego ryzyka fiskalnego, ponieważ dług publiczny ma obecnie wzrosnąć z 50% PKB w 2023 r. do około 55% w 2025 r. i przekroczy 60% do 2027 r. bez przyszłej konsolidacji (wykres 2).

Wykres 2: Scenariusze dla polskich finansów publicznych (% PKB)

Scenariusze dla polskich finansów publicznych

Źródła: Eurostat, polskie Ministerstwo Finansów, Allianz Research

W tym kontekście należy zauważyć, że Polska ma stosunkowo krótki profil zapadalności długu państwowego (z obligacjami rządowymi o średniej zapadalności ponad 8% PKB w latach 2024-2025, w porównaniu ze średnią rynków wschodzących wynoszącą 4,4%) i wskaźnik odsetek do dochodów na poziomie około 5%. Wszczęcie procedury nadmiernego deficytu wobec Polski przez Komisję Europejską w czerwcu, jeszcze przed projektem budżetu, oznacza, że kraj będzie musiał zobowiązać się do ścieżki redukcji deficytu. Scenariusz bazowy Allianz Trade zakłada zatem, że Polska zacznie konsolidować swój budżet począwszy od 2026 roku. W rezultacie wskaźnik długu publicznego do PKB prawdopodobnie ustabilizuje się na poziomie około 56% po 2026 r. (wykres 2). Scenariusz ten pozbawia jednak rząd znaczącego pola manewru fiskalnego w przypadku potencjalnego szoku gospodarczego po 2025 roku.

W perspektywie krótkoterminowej polski projekt budżetu stwarza ryzyko inflacyjne i prawdopodobnie opóźni obniżki stóp procentowych. Inflacja zasadnicza wzrosła z niedawnego niskiego poziomu 2% r/r w marcu 2024 r. do 4,3% w sierpniu, napędzana rosnącymi cenami żywności i energii. Biorąc pod uwagę dodatkową presję inflacyjną wynikającą z planowanych podwyżek zasiłków na dzieci, emerytur i wynagrodzeń w sektorze publicznym, Allianz Trade podniósł prognozy średniorocznej inflacji do 3,8% w 2024 r. i 4,5% w 2025 r. (z odpowiednio 3,6% i 3,8% w czerwcu). Oczekujemy również, że polski bank centralny, który od października 2023 r. utrzymuje główną stopę procentową na niezmienionym poziomie 5,75%, odłoży kolejną obniżkę stóp do II kwartału 2025 r., w porównaniu z naszą poprzednią prognozą obniżki w grudniu 2024 r. (wykres 3).

Wykres 3: Perspektywy inflacji i stóp procentowych

Wykres 3: Perspektywy inflacji i stóp procentowych

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

[1] Od 2023 roku Polska ma najwyższe wydatki na obronność w stosunku do PKB wśród państw członkowskich NATO.

Złoty zyskuje na tle stabilnej polityki EBC i spekulacji o cięciach stóp przez Fed

Wczorajszy wzrost pary EURUSD wynikał w głównej mierze ze słabości dolara amerykańskiego a nie z siły euro. Rynek ponownie wzmocnił swoje spekulacje, że Fed obniży stopy procentowe mocniej w przyszłym tygodniu, choć ciężko powiedzieć, że mieszane dane PPI mogły wzmocnić ten pogląd. EBC niczym nie zaskoczył. Zrobił swoje łagodząc politykę monetarną o standardowe 25 punktów bazowych. Złoty zyskał zarówno do euro jak i USD.

Napięcie na rynku jest z dnia na dzień powiększane. Jednego dnia słabną „nadzieje” na ruch w dół o 50 punktów bazowych po to tylko, żeby kolejnego mogły zostać wzmocnione. Zmienność rynkowa rośnie i pomimo jakichkolwiek przełomowych informacji można odnieść wrażenie, że dużo się dzieje, a tak naprawdę sytuacja jest dość stabilna.

Kurs EUR/USD jak na razie wyznaczył minima lokalne na 1,10 i kieruje się wyżej. W średnim terminie mamy układ korekty spadkowej, która przypomina już formację „flagi”, co w teorii oznacza, że istnieje większa szansa na kontynuację wzrostów. Dopiero jednak potwierdzeniem takiego scenariusza będzie trwałe wyjście powyżej 1,11 albo 1,1140. Atak na 1,12 byłby możliwy, gdyby Fed zdecydował się na głębsze cięcie. Wciąż taki ruch ze strony Rezerwy Federalnej należały traktować w kategoriach sporej niespodzianki.

Wróćmy jednak do EBC. Decyzja o cięciu o 25 pb była szeroko oczekiwana. Mocniejsze dostosowanie stopy refinansowej również nikogo nie zaskoczyło, bo było to już jakiś czas temu komunikowane. Po wypowiedziach Lagarde na konferencji prasowej można było odnieść wrażenie, że w październiku otrzymamy pauzę w dalszych działaniach. Znaczenie spadku inflacji do 2,2 proc. w sierpniu zostało w pewien sposób umniejszone. Podkreślono wciąż podwyższony poziom wskaźnika bazowego oraz utrzymujący się wzrost płac. Dodatkowo EBC prawdopodobnie będzie chcieć poczekać na kolejny zestaw prognoz, który dopiero zostanie wydany w grudniu. Najnowsze projekcje core HICP zostały w niewielkim stopniu skorygowane w górę na lata 2024 oraz 2025. Jeśli chodzi PKB, tu prognozy zostały lekko obniżone.

W tym całym rynkowym zamieszaniu złoty zyskał na wartości, co moim zdaniem było zasługa słabości dolara amerykańskiego. Zarówno kurs EUR/PLN jak i USD/PLN zniżkował. Dziś aprecjacja PLN jest kontynuowana. Notowania pierwszej pary spadają do 4,2812 a drugiej do 3,8625. Dziś poznamy finalny odczyt CPI za sierpień (prognoza wskazuje na wzrost do 4,3 proc. r/r oraz spadek do 0,1 proc. m/m) a także wyniki bilansu płatniczego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

ZPC Otmuchów sprzedaje zorganizowaną część PWC Odra S.A. do ZPC Śnieżka

Zakłady Przemysłu Cukierniczego Otmuchów jeden z największych producentów słodyczy w Polsce oraz jeden z wiodących producentów żelków w Europie, zawarł umowę przedwstępną na sprzedaż zorganizowanej części przedsiębiorstwa PWC Odra S.A. do ZPC Śnieżka S.A. Założeniem transakcji jest zwiększenie możliwości produkcyjnych obu producentów, w tym koncentracja Grupy Otmuchów na podstawowej działalności związanej z produkcją żelków.

W dniu 12.09.2024 r. Grupa Otmuchów zawarła umowę przedwstępną sprzedaży  ZCP PWC Odra S.A. na rzecz ZPC Śnieżka S.A. Transakcja ma umożliwić ZPC Otmuchów S.A. skupienie się na głównym biznesie, czyli produkcji żelków, przy jednoczesnym zwiększeniu możliwości biznesowych PWC Odra S.A., ponieważ ZPC Śnieżka S.A. jest jednym z największych producentów wyrobów czekoladowych w Polsce.

– Ta transakcja jest przemyślanym ruchem z naszej strony. Od wielu miesięcy realizujemy strategię rozwoju naszego głównego biznesu, czyli produkcji żelków. Jedną z takich decyzji była rozbudowa zakładu produkcyjnego w Nysie wpływająca na zwiększenie wolumenu produkcyjnego i różnorodność oferty handlowej. Jesteśmy przekonani, że transakcja będzie owocna dla obu stron – mówi Marcin Kukliński, Prezes Zarządu ZPC Otmuchów S.A.

Złoty w odwrocie. Rynki w napięciu przed decyzją EBC

Nie można ostatnio narzekać na nudę na rynkach. Wciąż gorący jest temat debaty i inflacji w USA, a już przenosimy uwagę na drugą stronę oceanu. Dzisiaj poznamy istotną decyzję EBC, a co najważniejsze – analitycy nie są zgodni, jaka ona będzie.

Inflacja w USA

Wczoraj poznaliśmy wskaźnik inflacji z USA. Ceny rosną tam o 2,5%. Jest to nie tylko najniższa wartość w tym cyklu, ale również wynik o 0,1% poniżej oczekiwań. Na uwagę zasługuje jednak fakt, że inflacja bazowa pozostaje na poziomie 3,2%. Powodem tej rozbieżności są między innymi spadające ceny ropy naftowej, które nie są wliczane do inflacji bazowej. W rezultacie widać, że – po wyłączeniu tych najbardziej zmiennych elementów – wskaźnik wzrostu cen nie jest aż tak korzystny. Co ciekawe, pomimo tego, że inflacja jest poniżej oczekiwań, to spadają szanse na większą obniżkę stóp procentowych za tydzień. Wygląda na to, że analitycy, po ostatnich słabszych danych z amerykańskiego rynku pracy, najpierw przeszacowali tempo obniżek stóp, a teraz stopniowo wracają do starych oczekiwań. W rezultacie wczoraj – pomimo tego, że zwyczajowo spadająca inflacja osłabia walutę – mieliśmy jednak umocnienie dolara.

Czekając na decyzję EBC

Dawno nie było takiego posiedzenia, o którym wiedzielibyśmy tak mało, na tak krótko przed samym posiedzeniem. Jest to konsekwencja ostatnich doniesień mówiących o tym, że Europejski Bank Centralny będzie chciał zmniejszać różnicę pomiędzy stopą refinansową a depozytową. Teoretycznie ten sam efekt można uzyskać po prostu obniżając tylko jedną z nich. Z jakiegoś powodu jednak na rynku bardzo popularny zrobił się scenariusz obniżki głównej stopy nie o 0,25%, jak oczekiwano jeszcze jakiś czas temu, ale aż o 0,6%. W rezultacie, przy tak dużych rozbieżnościach, zanosi się na bardzo ciekawe posiedzenie i konferencję po nim. Wszyscy nie mogą mieć racji i ktoś będzie musiał zmienić zdanie po samej decyzji.

Złoty od rana w odwrocie

Dzisiejszy poranek przyniósł dość niespodziewane osłabienie złotego. Trudno dopasować do tego jakieś dane, ale warto zwrócić uwagę, że mamy podobny ruch nie tylko na polskiej walucie, ale również na innych walutach naszego regionu. W odwrocie jest bowiem także korona czeska czy węgierski forint. Takie ruchy przed ważnymi decyzjami banków centralnych nie są niczym nadzwyczajnym. Kierunek ruchu wskazywałby jednak, że inwestorzy grają przeciwko walutom europejskim, co potwierdzają zmiany na głównej parze walutowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:15 – Strefa Euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 14:45 – Strefa Euro – konferencja po decyzji EBC.

Maciej Przygórzewskigłówny analityk w InternetowyKantor.pl

Rynek mieszkaniowy w sierpniu: Ożywienie w Krakowie, spadki sprzedaży w innych miastach i rosnące ceny mimo większej podaży

Przed rokiem sierpień był wyjątkowo pracowity dla deweloperów, gdyż w ofercie banków pojawił się „Bezpieczny Kredyt 2%”. W tym roku biura sprzedaży firm deweloperskich opustoszały. Wyjątkiem może być Kraków, w którym sprzedaż nowych mieszkań w miesiącach wakacyjnych wyraźnie się ożywiła, zaś deweloperzy zwiększyli ich podaż. Niestety, nie zatrzymało to wzrostu cen – wynika z raportu BIG DATA RynekPierwotny.pl.

Nie we wszystkich największych miastach potencjalni nabywcy nowych mieszkań udali się w sierpniu na wakacje, zaś deweloperzy wyhamowali podaż. Wskazują na to dane BIG DATA RynekPierwotny.pl, z których wynika, że więcej niż w lipcu umów zawarli deweloperzy w Krakowie (+6%), Wrocławiu (+23%), Trójmieście (+37%) i Poznaniu (+27%). Z kolei spadek sprzedaży miał miejsce w Łodzi (-4%), Warszawie (-8%) i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (-49%). Prawdopodobnie cały trzeci kwartał będzie zdecydowanie gorszy pod względem sprzedażowym niż dwa poprzednie.

„Najwyraźniej część potencjalnych nabywców uznała, że nie ma powodu do pośpiechu. Wśród nich są najpewniej tacy, którzy mają gotówkę lub wystarczającą zdolność kredytową. Z kolei ci, którzy nie mogą sobie obecnie pozwolić na kredyt z powodu zbyt wysokiego oprocentowania, czekają na korzystniejsze warunki kredytowe. W tej grupie jest zaś wielu takich, którzy wciąż liczą na nowy program wsparcia kredytobiorców „Kredyt mieszkaniowy #naStart”. Jednak rząd wciąż nie podjął ostatecznej decyzji w tej sprawie”– tłumaczy Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Co ciekawe, jedynie w Krakowie popyt na nowe mieszkania w dwóch miesiącach wakacyjnych wyraźnie się ożywił. Czy podobnie ma się rzecz z podażą? Wprawdzie sierpień przyniósł jej duże odbicie w Trójmieście (w porównaniu z lipcem aż o 162%), Poznaniu (+82%) i Warszawie (+21%), jednak w pozostałych metropoliach deweloperzy wprowadzili w sierpniu do sprzedaży znacznie mniej mieszkań niż miesiąc wcześniej. W dodatku wygląda na to, że w trzecim kwartale br. w niemal wszystkich metropoliach nowa podaż będzie dużo niższa niż w miesiącach poprzedzających wakacje. Jednak i tym razem wyjątkiem jest Kraków, w którym deweloperzy ostro zabrali się do pracy. Co prawda sierpień był nieco słabszy w ich wykonaniu, jednak w ciągu dwóch miesięcy dostarczyli oni na rynek zdecydowanie więcej mieszkań niż w pierwszym i drugim kwartale.

Inna sytuacja panuje w Łodzi i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii, gdzie w ostatnich miesiącach gasła sprzedaż nowych mieszkań. Najpewniej wynika to z faktu, że kupujący znacznie częściej niż w Krakowie posiłkują się kredytem. Lekkim niepokojem może więc napawać spadek liczby wniosków kredytowych w sierpniu. Biuro Informacji Kredytowej (BIK) podało, że do banków zgłosiło się ok. 26,4 tys. chętnych, czyli o 14% mniej niż miesiąc wcześniej. Można to jednak tłumaczyć sezonem urlopowym.Wyk.1 - Kredyty mieszkaniowe

Kolejny niepokojący fakt jest taki, że w Trójmieście, Łodzi, Poznaniu i Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy wprowadzili w sierpniu do sprzedaży mniej mieszkań niż sprzedali. Mimo to sytuacja kupujących we wszystkich metropoliach wciąż jest dość komfortowa, jeśli chodzi o wielkość oferty – w sierpniu w większości miast wzrosła. W porównaniu z końcówką ubiegłego roku wzrost oferty jest wciąż imponujący, szczególnie we Wrocławiu (+71%), Krakowie (+44%) i Poznaniu (+43%). Rosnąca konkurencja spowodowała także, że deweloperzy zaczęli oferować różnego rodzaju bonusy, a nawet kilkuprocentowe rabaty.Wyk.2 - Mieszkania w ofercie deweloperów pod koniec miesiąca

Niestety, w dalszym ciągu nie zatrzymało to wzrostu średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. W Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu sierpień przyniósł wzrost średniej o 1%.Wyk.3 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów

Warto dodać, że w stolicy Wielkopolski przerwana została seria trzech miesięcy bez podwyżek, zaś w Krakowie trwała ona dwa miesiące. Miesiąc temu nastąpił tam nawet pierwszy po 2,5 roku spadek średniej ceny metra kwadratowego. Z kolei w Trójmieście, Łodzi i Aglomeracji Katowickiej utrzymała ona poziom z lipca. Warto też zauważyć, że na Śląsku i w Zagłębiu stabilizacja cenowa trwa już od końcówki ubiegłego roku.

Sierpień nie przyniósł zmian w wyścigu o miano tegorocznego lidera podwyżek. Wciąż prowadzą Łódź ex aequo z Wrocławiem. Od początku roku średnia cena metra kwadratowego wzrosła tam aż o 10%. Poznań strącił Warszawę z drugiego na trzecie miejsce na podium. Podwyżki wyniosły tam odpowiednio 8% i 6%. Z kolei w Krakowie średnia poszła w górę o 5%, w Trójmieście – o 4%, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii –„tylko” o 3%.Wyk.4 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów

Problem w tym, że mieszkania w nowych inwestycjach drożeją z przyczyn często niezależnych od deweloperów. Chodzi zwłaszcza o ceny działek nadających się pod zabudowę mieszkaniową oraz koszty budowy. Według ostatnich danych GUS, po 12 miesiącach koszty budowy budynków były 5,4% wyższe niż rok wcześniej, a w porównaniu z grudniem ubiegłego roku poszły w górę o 2,6%.  To niewiele w porównaniu z ubiegłym rokiem. Niestety, istnieje spore prawdopodobieństwo, że w najbliższych miesiącach tempo wzrostu kosztów budowy znów przyspieszy. Najpewniej czeka nas bowiem wysyp inwestycji dofinansowanych przez Unię Europejską m.in. w ramach Krajowego Planu Odbudowy. To może oznaczać również wzrost cen wielu materiałów budowlanych.

„Ofiarą” rosnących kosztów budowy i cen działek są zaś głównie młodzi ludzie, szukający mieszkań w tzw. segmencie podstawowym. Przy założeniu, że obejmuje on jedną czwartą najtańszych mieszkań, w ciągu ośmiu miesięcy tego roku ich średnia cena metra kwadratowego wzrosła w Warszawie aż o 17%! Dla porównania średnia dla wszystkich oferowanych przez warszawskich deweloperów mieszkań podskoczyła w tym okresie o 6%.

Ci, którzy kupią mieszkanie w Warszawie o powierzchni 50 m kw. w średniej cenie metra kwadratowego ok. 13 tys. zł zapłacą średnio o ponad 93 tys. zł więcej niż zapłaciliby na początku roku, gdy metr kwadratowy „taniego mieszkania” w stolicy kosztował średnio ok. 11 tys. zł!Wyk.5 - Średnie ceny mieszkań w ofercie deweloperów w segmencie podstawowym

Z każdym miesiącem z oferty deweloperów błyskawicznie znikają mieszkania z ceną poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy. W ofercie krakowskich deweloperów już ich nie ma, zaś w Warszawie znalezienie graniczy z cudem. W Łodzi jeszcze osiem miesięcy temu ponad połowa nowych mieszkań kosztowało mniej. Obecnie stanowią 27% oferty firm deweloperskich.Wyk.6 - Struktura cenowa oferty deweloperów

Freelancer pozycjonowanie stron – dlaczego jest lepszy niż agencja?

Kiedy Michał, właściciel małej firmy z branży e-commerce, zdecydował się na pozycjonowanie swojej strony internetowej, stanął przed dylematem: freelancer czy agencja SEO? Po wielu rozmowach i analizach, wybrał freelancera i szybko przekonał się, że była to trafna decyzja!

Indywidualne podejście, elastyczność w działaniu oraz szybka reakcja na zmieniające się warunki rynkowe sprawiły, że jego strona zaczęła osiągać lepsze wyniki w wyszukiwarkach. Freelancerzy, dzięki swojej zdolności do dostosowywania strategii do specyficznych potrzeb klienta, oferują nie tylko konkurencyjne ceny, ale także szybszą realizację projektów. Bezpośrednia komunikacja i brak biurokracji pozwalają na lepsze zrozumienie potrzeb klienta, co przekłada się na wyższą jakość współpracy i efektywność działań SEO.

Dowiedz się jakie inne cechy wyróżniają indywidualnych specjalistów od pozycjonowania stron www od agencji.

Indywidualne podejście freelancera do pozycjonowania stron

Freelancerzy w dziedzinie pozycjonowania stron internetowych wyróżniają się dzięki swojemu indywidualnemu podejściu do każdego klienta. Jak możemy przeczytać na portalu https://jaw.pl/artykul/freelancer-seo-specjalista-od-pozycjonowania-stron-internetowych-n1562322Freelancer SEO to specjalista, który zajmuje się procesem pozycjonowania stron internetowych w wyszukiwarce Google . Jest to element marketingu online, który prowadzi do zwiększenia widoczności strony www w organicznych wynikach wyszukiwania na wybrane frazy/słowa kluczowe.” Tacy specjaliści potrafią dostosować swoje strategie do specyficznych potrzeb, co jest trudniejsze do osiągnięcia w dużych agencjach.

Jako przykład warto wziąć pod uwagę fakt, że freelancer może zaoferować spersonalizowaną strategię SEO, co oznacza, że każda kampania jest unikalna i dostosowana do konkretnej branży oraz celów klienta. Dzięki elastyczności w podejściu, freelancerzy mogą szybko reagować na zmiany w algorytmach wyszukiwarek czy w wymaganiach rynku.

Specjalista SEO freelancer ma możliwość również lepszego zrozumienia branży klienta. Pracując bezpośrednio z klientem, może głębiej zanurzyć się w specyfikę danej branży, co pozwala na bardziej efektywne działania związane z poprawą widoczności w wyszukiwarce Google. Dzięki temu, specjaliści SEO mogą dostosować swoje działania do unikalnych potrzeb i wyzwań, z jakimi boryka się klient.

Poniżej znajduje się tabela porównawcza, która ilustruje różnice między podejściem freelancera a agencji:

Aspekt Freelancer Agencja
Personalizacja strategii Bardzo wysoka – każda strategia jest unikalna Ograniczona – często stosowane są szablonowe rozwiązania
Elastyczność Wysoka – szybka reakcja na zmiany Średnia – wymaga zatwierdzeń i procesów wewnętrznych
Zrozumienie branży klienta Głębokie – bezpośrednia współpraca z klientem Powierzchowne – praca z wieloma klientami jednocześnie

Można więc uznać że freelancerzy oferują bardziej spersonalizowane i elastyczne podejście do pozycjonowania stron, co często przekłada się na lepsze wyniki i większe zadowolenie klientów. Dzięki głębokiemu zrozumieniu branży oraz szybkiemu reagowaniu na zmiany, freelancerzy mogą dostarczać usługi SEO na najwyższym poziomie.przewagi freelancera SEO

Koszt efektywności: Freelancer vs. agencja SEO

Jeśli chodzi o koszty zlecenia pozycjonowania stron, współpraca z freelancerem SEO często okazują się bardziej opłacalna niż z agencją. Agencje SEO zazwyczaj mają wyższe koszty operacyjne, co przekłada się na wyższe opłaty miesięczne dla klientów. W przeciwieństwie do tego niezależny specjalista SEO może zaoferować bardziej konkurencyjne ceny, ponieważ nie musi pokrywać kosztów związanych z utrzymaniem biura czy dużego zespołu.

Przyjrzyjmy się bliżej średnim kosztom miesięcznym oraz dodatkowym opłatom w poniższej tabeli:

Rodzaj Usługi Freelancer Agencja SEO
Średnie koszty miesięczne 2000 – 5000 PLN 5000 – 15000 PLN
Dodatkowe opłaty Minimalne Znaczne
Elastyczność budżetu Wysoka Niska

Przykłady z życia wzięte pokazują, że freelancerzy mogą dostosować swoje usługi do indywidualnych potrzeb klienta, oferując elastyczne pakiety i spersonalizowane podejście. Na przykład, jeden z freelancerów, z którym współpracowaliśmy, był w stanie zoptymalizować stronę internetową małej firmy za jedyne 3000 PLN , podczas gdy agencja SEO za podobne usługi żądała aż 10 000 PLN. Tego rodzaju case studies pokazują, że wybór freelancera do poprawienia widoczności witryny w organicznych wynikach wyszukiwania może być bardziej ekonomiczny i efektywny.

Szybkość realizacji projektów SEO przez freelancerów

Niezależni eksperci od pozycjonowania i optymalizacji strony mają przewagę nad agencjami SEO również jeśli chodzi o szybkość realizacji projektów. Dzięki braku biurokracji i bezpośredniej komunikacji, mogą działać znacznie sprawniej. W przeciwieństwie do agencji, które często muszą przechodzić przez wiele etapów zatwierdzania i koordynacji, freelancerzy mogą natychmiast przystąpić do działania. To oznacza, że projekty SEO są realizowane szybciej, co przekłada się na szybsze osiąganie wyników.

Bezpośrednia komunikacja z osobą, która nadzoruje proces pozycjonowanie stron eliminuje opóźnienia wynikające z przekazywania informacji przez pośredników. Freelancerzy mają również mniejszą liczbę klientów, co pozwala im skupić się na każdym projekcie z większą uwagą. Dzięki temu, efektywność ich działań jest wyższa, a wyniki SEO są bardziej zadowalające. Jak podkreślają eksperci SEO, indywidualne podejście i elastyczność freelancerów często prowadzą do lepszych rezultatów niż w przypadku dużych agencji.

O zdanie na temat przewag dotyczących pracy niezależnego specjalisty SEO a agencji zapytaliśmy Pana Kordiana Minkinę. Freelancer SEO z ponad 10 letnim doświadczeniem: „W swojej codziennej pracy mam styczność z wieloma klientami którzy po latach współpracy z różnego rodzaju agencjami SEO postanowili skorzystać z usług freelancera. Główne motywy zmiany to przede wszystkim niezadowolenie z osiąganych wyników, brak elastycznego podejścia, wysokie koszty, niejasna umowa czy brak raportu SEO z lista wykonanych czynności. Wychodząc na przeciw tym oczekiwaniom dostosowuję ofertę do potrzeb moich kontrahentów, dzięki czemu razem możemy skutecznie zwiększać widoczność stron w wynikach wyszukiwania Google.

Elastyczność i dostępność freelancera SEO

Eksperci pozycjonowania oferują elastyczność i dostępność, co czyni ich idealnym wyborem dla wielu firm. Elastyczne godziny pracy pozwalają dostosować się do potrzeb klientów, co jest szczególnie ważne w dynamicznie zmieniającym się świecie SEO. SEO

Możliwość pracy zdalnej oznacza, że freelancerzy mogą pracować z dowolnego miejsca na świecie, co zwiększa ich dostępność i umożliwia szybką reakcję na zmiany w strategii. Szybka reakcja na zmiany to kolejny z atutów. Dzięki mniejszej liczbie klientów, niezależni specjaliści mogą skupić się na indywidualnych potrzebach każdej firmy.

Innowacyjność i kreatywność freelancerów w SEO

Freelancerzy w branży SEO wyróżniają się swoją innowacyjnością i kreatywnością. Dzięki elastycznemu podejściu i braku korporacyjnych ograniczeń, mogą wprowadzać nowe techniki SEO, które często są bardziej skuteczne niż tradycyjne metody stosowane przez agencje. Na przykład, freelancerzy mogą eksperymentować z personalizowanymi strategiami, dostosowanymi do specyficznych potrzeb klienta, co pozwala na osiągnięcie lepszych wyników w krótszym czasie.

Przykłady innowacyjnych rozwiązań obejmują eksperymentowanie z różnymi metodami optymalizacji treści czy technikami linkbuildingu. Freelancerzy korzystają z narzędzi analitycznych, aby monitorować i dostosowywać swoje strategie w czasie rzeczywistym, co pozwala na szybsze reagowanie na zmieniające się algorytmy wyszukiwarek.

Aspekt Freelancer Agencja
Elastyczność Bardzo wysoka, szybkie dostosowanie do zmian Ograniczona, często wymaga zatwierdzeń na wielu poziomach
Kreatywność Indywidualne podejście, personalizowane strategie Standardowe metody, mniej miejsca na eksperymenty
Innowacyjność Nowe techniki SEO, szybkie wdrażanie Tradycyjne metody, wolniejsze wprowadzanie zmian

Takie podejście to gwarancja na zwiększenie konkurencyjności strony klienta, a to z kolei przekłada się na lepsze pozycje w wynikach wyszukiwania i większy ruch na stronie. Dzięki temu, freelancerzy mogą dostarczać bardziej wartościowe i skuteczne usługi SEO, które są dostosowane do dynamicznie zmieniającego się rynku.

Bain&Co.: Maleje entuzjazm przedsiębiorstw wobec zrównoważonego rozwoju

W obliczu narastających obaw związanych ze wzrostem gospodarczym, inflacją, niepewnością geopolityczną i rozwojem nowych technologii, kwestie zrównoważonego rozwoju (ESG) dla wielu firm na świecie przestały być priorytetem, wynika z najnowszego badania firmy doradczej Bain & Company.

Po fali entuzjazmu i ambitnych zapowiedzi w latach 2021 i 2022 dotyczących wdrażania rozwiązań związanych z wymogami ESG, wiele przedsiębiorstw w ostatnim roku skupiło się na działaniach bezpośrednio związanych ze wzrostem biznesu, na dalszy plan odkładając spełnienie celów zrównoważonego rozwoju, twierdzą eksperci Bain & Company.

Zrównoważony rozwój pozostaje ważną kwestią dla przedsiębiorstw, ale po hurra-optymizmie, który widzieliśmy w ostatnich latach, nadeszło urealnienie oczekiwań i bardziej pragmatyczne podejście – mówi Katarzyna Wal, młodsza partnerka Bain & Company. – Wiele firm dokonuje przeglądu wcześniejszych założeń, dostosowuje je do realiów rynkowych, a nawet wycofuje się z niektórych obietnic, co może negatywnie odbić się na ich reputacji wśród klientów w dłuższym terminie.

Jak wynika z badania, istnieje znaczna rozbieżność pomiędzy oczekiwaniami klientów związanymi ze zrównoważonym rozwojem, a podejściem dostawców. Podczas gdy około 85 proc. dostawców B2B twierdzi, że w pewnym zakresie uwzględnia w swojej ofercie kwestie ESG, jedynie 53 proc. klientów uważa, że ich oczekiwania są spełniane. Co więcej, ponad jedna trzecia klientów korporacyjnych w Europie deklaruje, że jest gotowa zrezygnować z dostawców, którzy nie spełniają kryteriów ESG, a dwie trzecie twierdzi, że tak postąpi w najbliższych trzech latach.

Nie wszystkie firmy zdają sobie sprawę, że to właśnie w tym momencie decyduje się, które z nich zdobędą trwałą przewagę konkurencyjną, dzięki skutecznemu wdrożeniu zrównoważonego rozwoju i nowoczesnych rozwiązań z nim związanych. Według naszych prognoz wiele technologii osiągnie punkt krytyczny znacznie szybciej niż się spodziewano – dodaje Katarzyna Wal.

Badanie pokazało również, że 45 proc. klientów korporacyjnych na świecie jest skłonnych zapłacić swoim dostawcom do 5 proc. wyższą cenę za produkt lub usługę, o ile spełniają one wymogi zrównoważonego rozwoju; kolejne 35 proc. deklaruje gotowość poniesienia kosztów wyższych o 5-10 proc. za taki produkt czy usługę.

Z raportu wynika, że równie dużą wagę do kwestii zrównoważonego rozwoju przykładają sami konsumenci. Aż 61 proc. z nich deklaruje, że w ciągu ostatnich dwóch lat wzrosły ich obawy dotyczące zmian klimatu, często ze względu na osobiste doświadczenia związane z występowaniem ekstremalnych zjawisk pogodowych.

Konsumenci wskazują też, że przy zakupach produktów przyjaznych środowisku, marki i sprzedawcy detaliczni odgrywają dużą rolę w ich procesie decyzyjnym. Chociaż osobiste doświadczenia ze zmianami klimatu są głównym powodem, dla którego konsumenci decydują się na zakup produktów zrównoważonych, 35 proc. z nich dokonało wyboru produktu pod wpływem artykułu prasowego czy filmu dokumentalnego, a 28 proc. kierowało się kampaniami społecznymi prowadzonymi przez marki i sprzedawców detalicznych.

Nie ma odwrotu od prowadzenia zrównoważonego biznesu. Oczekują tego od firm konsumenci, klienci B2B oraz organy regulacyjne. Zmiany w sektorze energetycznym czy produkcji żywności są najlepszym tego przykładem. Przyspieszający rozwój nowych technologii wraz ze zmieniającym się zachowaniem konsumentów stworzy doskonałe możliwości biznesowe dla najbardziej innowacyjnych przedsiębiorstw ze wszystkich branż – twierdzi Katarzyna Wal.

Columbus Energy sprzedaje pierwszą transzę projektów fotowoltaicznych o mocy 6,25 MW do Grupy GoldenPeaks Capital

Spółka Columbus Energy zrealizowała pierwszą transzę sprzedaży projektów farm fotowoltaicznych do Grupy GoldenPeaks Capital. Łączna moc projektów to 6,25 MW.

Zgodnie z przedwstępną umową, zawartą w maju br. pomiędzy spółkami z Grupy Columbus Energy a Nyx Renewable Energy Sp. z o.o. (z Grupy GoldenPeaks Capital), dziś zrealizowano pierwszą transzę sprzedaży projektów farmowych, znajdujących się w 7 spółkach celowych z Grupy Columbus. Transakcja, o wartości 1 miliona euro, dotyczy projektów o łącznej mocy 6,25 MW.

  • Zapowiadana przez nas transakcja sprzedaży części aktywów do Spółki z Grupy GoldenPeaks Capital dotyczy projektów farmowych z wydanymi warunkami przyłączeniowymi oraz z prawomocnymi pozwoleniami na budowę, tzw. ready to build (RtB), realizowanymi przez zespół Developmentu Grupy Columbus Zwrot kapitału z tej inwestycji przeznaczymy m.in. na rozwój bieżącej działalności Columbus, związanej z realizacją usług w ramach programu Czyste Powietrze – komentuje Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.  

Przypomnijmy, że dzisiejsza transakcja jest pierwszym etapem realizacji umowy podpisanej przez obie strony w maju br., dotyczącej sprzedaży 30 projektów farmowych Columbus Energy, realizowanych przez 19 spółek zależnych z Grupy, o łącznej mocy 28,077 MW. Wszystkie transakcje sprzedaży udziałów w tych spółkach powinny zostać zrealizowane do końca 2024 r.

GoldenPeaks Capital specjalizuje się w budowie i eksploatacji systemów fotowoltaicznych. Grupa jest  jednym z największych właścicieli systemów fotowoltaicznych w Polsce i na Węgrzech, z ponad 15-letnim doświadczeniem w strukturyzacji projektów energetycznych na całym świecie, o łącznej mocy ponad 6 000 MW.

Grupa Develia osiągnęła 148,7 mln zł zysku netto w I półroczu 2024 r.

  • W I półroczu 2024 r. przychody ze sprzedaży grupy Develia wyniosły 648,7 mln zł w porównaniu do 419,2 mln zł w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli 55% więcej.
  • Zysk netto grupy wyniósł 148,7 mln zł wobec 79,5 mln zł zysku netto w I półroczu 2023 r., co oznacza wzrost o 87%.
  • W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2024 r. deweloper sprzedał 1949 lokali wobec 1184 w analogicznym okresie 2023 r., czyli o 65% więcej oraz przekazał 1057 lokali wobec 666 rok wcześniej, co oznacza wzrost o 59%.
  • Na koniec czerwca tego roku Develia posiadała 819,6 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 703,4 mln zł na koniec 2023 r.

– Pierwsze półrocze 2024 r. upłynęło pod znakiem bardzo dobrej sprzedaży mieszkań. Mimo osłabienia na rynku jesteśmy na dobrej drodze do realizacji naszego celu sprzedaży na 2024 rok na poziomie 2900-3100 lokali – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Wierzymy w rozwój rynku mieszkaniowego w długim terminie, dlatego inwestujemy w zakup gruntów. W I półroczu 2024 r. za ponad 300 mln zł powiększyliśmy bank ziemi o 3200 mieszkań. Było to możliwe dzięki bardzo dobrym wynikom finansowym dodaje Andrzej Oślizło.

Działalność deweloperska

Develia w I półroczu 2024 r. sprzedała 1949 mieszkań wobec 1184 w analogicznym okresie przed rokiem, co oznacza wzrost o 65%. Spółka przekazała 1057 mieszkań, czyli 59% więcej w porównaniu do 666 lokali rok wcześniej.

W II kwartale 2024 r. spółka sprzedała 911 lokali wobec 651 w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 40% więcej. Najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Bemosphere w Warszawie, Przemyska Vita w Gdańsku i Ceglana Park w Katowicach. W okresie kwiecień-czerwiec br. Develia przekazała 459 lokali, głównie w inwestycjach: Cynamonowa Vita we Wrocławiu, Lizbońska i Bemosphere w Warszawie oraz Grzegórzecka w Krakowie.

W I półroczu 2024 r. Develia wprowadziła do oferty z rozpoczętymi budowami ponad 2850 lokali. Równocześnie deweloper rozbudowywał bank ziemi finalizując zakup pięciu gruntów w Warszawie, Trójmieście i we Wrocławiu pozwalających na wybudowanie ponad 3200 mieszkań.

Działalność komercyjna

W związku z podpisaniem pod koniec 2023 r. przedwstępnej umowy sprzedaży Arkad Wrocławskich grupa przeprowadziła w 2024 r. proces zamknięcia centrum handlowego. Finalizacja transakcji powinna nastąpić nie później niż do końca sierpnia 2025 r.

W sierpniu 2024 r. Develia podpisała ze spółką zależną od AFI Europe przedwstępną umowę sprzedaży nieruchomości przy ul. Kolejowej we Wrocławiu. Cenę sprzedaży ustalono na 50,5 mln zł. Transakcja ma zostać sfinalizowana do końca 2024 r.

Wyniki finansowe

Dane finansowe (tys. zł) 1H2024 1H2023 Zmiana
Przychody 648 718 419 197 54,75%
Zysk brutto ze sprzedaży 236 835 150 851 57,00%
Zysk brutto ze sprzedaży segment deweloperski 235 956 140 397 68,06%
Zysk brutto ze sprzedaży segment komercyjny -3 001 9 343
EBITDA 180 026 84 623 112,74%
EBITDA bez przeszacowań nieruchomości 148 678 107 039 38,90 %
Zysk netto 148 701 79 526 86,98%
Skorygowany zysk netto* 122 360 95 007 28,79 %
ROE 10,1% 6,0% 4,1 pp

(*) – skorygowany zysk netto, liczony według wzoru: skorygowany zysk netto = zysk netto – zysk/(strata) z nieruchomości inwestycyjnych – przychody/koszty finansowe z tytułu wycen zobowiązań finansowych w EUR – podatek odroczony utworzony od korygowanych pozycji

Przychody grupy za I półrocze 2024 r. wyniosły 648,7 mln zł wobec 419,2 mln zł rok wcześniej. Zysk netto grupy wyniósł 148,7 mln zł wobec 79,5 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Zysk brutto ze sprzedaży z działalności deweloperskiej za pierwsze sześć miesięcy 2024 r. wyniósł 236,0 mln zł przy przychodach 642,4 mln zł. Strata brutto ze sprzedaży z usług najmu wyniosła 3 mln zł przy przychodach 2,5 mln zł.

W maju br. akcjonariusze Develii zdecydowali, że spółka wypłaci dywidendę za 2023 r. w wysokości 226,1 mln zł, czyli 0,5 zł na akcję. Pierwsza transza dywidendy została wypłacona 5 lipca (113,1 mln zł), a druga 6 września (113,1 mln zł).

 

– Dobre wyniki finansowe i stabilna sytuacja płynnościowa dają nam komfort realizacji strategii zwiększania skali działalności i naszego udziału w rynku mieszkaniowym. Jednocześnie możemy dzielić się częścią zysku z akcjonariuszami. W tym roku trafiło już do nich 226,1 mln zł, czyli 0,5 zł na każdą akcję – mówi Paweł Ruszczak, wiceprezes Develii.

Na koniec czerwca 2024 r. Develia posiadała 819,6 mln zł gotówki i krótkoterminowych aktywów finansowych wobec 703,4 mln zł na 31 grudnia 2023 r. Na koniec I półrocza 2024 r. zobowiązania finansowe wyniosły 951,9 mln zł w porównaniu z 883,8 mln zł na koniec 2023 r.

Grupa Vantage zanotowała 118,7 mln zł przychodów w pierwszym półroczu 2024 r.

Grupa Vantage – należąca do TAG Immobilien, aktywnie działająca na rynku instytucjonalnego najmu mieszkań w Polsce (PRS) – zanotowała w pierwszym półroczu 2024 roku przychody na poziomie 118,7 mln zł, podczas gdy marża brutto wyniosła 46,1 mln zł. EBIT wyniósł 78,5 mln zł, a wynik netto 70,7 mln zł. W ramach marki Vantage Rent Grupa oferuje wynajem długoterminowy i rozwija rynek PRS. Vantage ma w wynajmie ponad 2800 mieszkań w całej Polsce.

Grupa Vantage posiada lokale we Wrocławiu, Poznaniu i w Łodzi – łącznie w 14 inwestycjach. Ponadto w budowie ma kolejnych 1000 lokali na wynajem w miastach, w których Grupa działa, ale także na nowych rynkach – m.in. w Trójmieście. Grupa TAG – wraz z Vantage – oferuje łącznie ponad 84.400 mieszkań na wynajem w Europie.

W 2024 roku Vantage pozyskał 90 mln euro na refinansowanie części portfela mieszkań na wynajem na okres 5 lat. Finansowanie zostało zapewnione przez ERGO Group – jedną z kluczowych grup ubezpieczeniowych w Niemczech i w Europie. VICTORIAPARTNERS pełniła funkcję doradcy finansowego Grupy Vantage. W sierpniu 2023 roku Vantage zakończył z sukcesem emisję obligacji serii AA i pozyskał łącznie 24 mln euro. Termin zapadalności wyemitowanych obligacji wynosi do 4 lat od dnia emisji. Oferującym w ramach Programu Emisji Obligacji był Haitong Bank.

Ponadto Grupa TAG Immobilien – do której należy Vantage – z sukcesem wyemitowała 5,5-letnie obligacje o stałym oprocentowaniu na poziomie 4,25% i łącznej wartości 500 mln EUR (ok. 2 mld złotych). Zanotowano wysoką, 5-krotną nadsubskrypcję i duże zainteresowanie inwestorów instytucjonalnych modelem biznesowym TAG. Pozyskane środki zostaną przeznaczone na cele korporacyjne, w tym dalszy rozwój polskiego portfela najmu, refinansowanie wygasających w przyszłości zobowiązań oraz wzmocnienie ratingów na poziomie inwestycyjnym.

„Vantage to jeden z liderów najmu instytucjonalnego w Polsce. Mamy ponad 2,8 tys. lokali na wynajem w ofercie i około tysiąc lokali w budowie. Nasz bank ziemi pozwala na wybudowanie ponad 5,5 tys. lokali na najem – to pokazuje znaczący potencjał rozwojowy spółki. Ponadto mamy istotny potencjał powierzchni komercyjnej o wielkości 26 400 m2. Plany rozwojowe Vantage to przede wszystkim rozbudowa portfela mieszkań na wynajem do ponad 10 tys. lokali do końca 2028 roku, rozszerzenie oferty na kolejne miasta Polski, a także kontynuacja strategii ESG i wzmacnianie współpracy z Grupą ROBYG. Vantage kładzie duży nacisk na zrównoważony rozwój. Inwestycje budowane są zgodnie z najwyższymi standardami zrównoważonego budownictwa, co ma kluczowe znaczenie dla ochrony środowiska oraz długoterminowej wartości inwestycji. Nasz akcjonariusz – Grupa TAG – wspiera nasz dynamiczny rozwój zarówno finansowo, ale także dzięki mocnym, stabilnym ratingom inwestycyjnym” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

Wyniki finansowe Vantage potwierdzają, że spółka rozwija się bardzo dynamicznie i umacnia swoją pozycję na rynku PRS w Polsce. Mamy stabilne finansowanie, wsparte przez naszego akcjonariusza Grupa TAG – który ostatnio z sukcesem uplasował emisję obligacji na 500 mln euro – czyli około 2 mld złotych. Zgodnie z założeniami znaczą część tych środków będzie przeznaczona właśnie na rozwój polskiego portfela najmu” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

„Jako pierwsza firma PRS wprowadziliśmy do oferty nowych mieszkań systemy Smart Home. Opcja ta jest dostępna obecnie w nowej lokalizacji we Wrocławiu i będzie standardowo wdrażana w każdym nowym budynku wchodzącym do portfela firmy. W ofercie mieszkań do wynajęcia z systemem Smart Home pojawiła się pierwsza pula z 415 mieszkań we Wrocławiu, przy ul. Braniborskiej 58. Innowacyjne podejście nie tylko podnosi komfort i bezpieczeństwo najemców, ale również jest rozwiązaniem wpisującym się w strategię zrównoważonego rozwoju firmy. System Smart Home oferuje funkcje, które pozwolą na racjonalne gospodarowanie energią, co w efekcie będzie miało pozytywny wpływ również na zmniejszenie rachunków najemców za media. Mieszkania smart zaprojektowane zostały z myślą o nowoczesnych mieszkańcach, którzy cenią sobie wygodę i bezpieczeństwo” – dodał Dariusz Pawlukowicz, wiceprezes zarządu Vantage.

Kluczowe wydarzenia w Grupie Vantage w H1 2024 roku:

  • zwiększenie oferty w Poznaniu o 247 jednostek przy ul. Czesława Niemena 2
  • publikacja trzeciego Raportu ESG
  • pozyskanie 90 mln euro na refinansowanie części portfela mieszkań na wynajem na okres 5 lat
  • uruchomienie nowego salonu najmu w Poznaniu
  • rozbudowanie programu benefitów Vantage Club
  • darmowe konsultacje z job coachem, dostępne w 3 językach (polskim, angielskim, ukraińskim)
  • dodatkowa oferta dla najemców: webinary oraz spotkania stacjonarne promujące ideę zrównoważonego transportu

Euforia na Wall Street: sesja na dużym plusie po publikacji CPI, Nasdaq rośnie o 2,2%

Najpierw obawa a później euforia. Tak wczorajszą sesję na Wall Street można opisać jednym zdaniem. Jeszcze chwilę po publikacji CPI Nasdaq Compisite zyskiwał, kolejnym etapem byłą dynamiczna wyprzedaż, która zakończyła się w okolicy godz. 17:00 (CET). Następnie obserwowaliśmy pasmo wzrostów, co dało ostateczny wynik na poziomie 2,2 proc. Pozostałe benchmarki zachowały się w podobny sposób. O tej samej porze wzrosty rozpoczęły się również na ropie naftowej. Dolar kontynuował aprecjację co oznacza, że kontynuowany jest trend rozpoczęty 26 sierpnia. Rynek dostał potwierdzenie, że obniżka stóp w przyszłym tygodniu zmaterializuje się i uznał ten fakt ostatecznie jako pozytywny sygnał.

To co wczoraj wydarzyło się na Wall Street trudno było w jakikolwiek sposób przewidzieć. Obserwowaliśmy spadki, które w pewnym momencie aktywowały falę popytu. Obawy wymieszały się z huraoptymizmem i ostatecznie silniejszy okazał się obóz byków.

Przechodząc do faktów, inflacja zasadnicza w USA urosła o 0,2 proc. m/m. Ważniejszy wskaźnik bazowy zwyżkował do 0,3 proc. m/m co przekroczyło szacunki, które upatrywały poziom 0,2 proc. a w ankietach można było spotkać wartość 0,1 proc. Dlatego też, patrząc na ten wskaźnik można było odnieść wrażenie, że inflacja bazowa zaskoczyła w negatywny sposób. I to chyba ten czynnik przyczynił się do tego, że rynkowa wycena prawdopodobieństwa obniżki stóp o wartość 50 punktów bazowych została zredukowana do poziomu poniżej 20 proc. W ujęciu rok do roku główna stopa inflacji, która obejmuje wszystkie towary i usługi, spadła z 2,9 proc. do 2,5 proc., z wyłączeniem energii i żywności, pozostała na poziomie 3,2 proc..

Nieco wyższy inflacji bazowej w ujęciu miesiąc do miesiąca wynikał ze zwyżki cen usług podstawowych. Dodatkowo przyspieszył wzrost usług takich jak bilety lotnicze czy hotele. Przyspieszyła zwyżka również czynszów mieszkaniowych, które są zaliczane do kategorii „schronienie”. Ogólnie rzecz ujmując inflacja wciąż jest w trendzie spadkowym ale jest on nieco bardziej wyboisty, i tak jak wielokrotnie powtarzaliśmy, ostatni etap zejścia do celu Fedu będzie procesem mozolnym i długotrwałym.

Wczorajsze dane potwierdzają, że Fed zacznie obniżać stopy procentowe we wrześniu. Jednocześnie uważam, że liczby pokazały, że większe cięcie jest w tym momencie bardzo mało prawdopodobne. Zakładam, że Powell nie będzie chciał zaskakiwać, bo to nie w jego stylu. Rezerwa Federalna nie znajduje się pod presją aby działać impulsywnie i raczej nie musi nadrabiać zaległości.

Wall Street po „przetrawieniu” danych uznała, że w sumie sytuacja jest całkiem dobra. Inflacja łagodnie spada a pewne odchylenia od trendu to coś naturalnego, czym nie należy się przejmować. Gospodarka spowalnia ale nie „bije” na alarm. Brakuje ewidentnych sygnałów recesyjnych. Łagodzenie warunków monetarnych w przyszłym tygodniu zostało odebrane za czynnik pozytywny. Niższe stopy procentowe to zawsze dobry komunikat dla rynku akcyjnego. Teraz pytanie brzmi czy tego optymizmu wystarczy, żeby ponownie „zaatakować” historyczne rekordy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Inflacja CPI w USA zbliża się do celu

Inflacja CPI w USA w sierpniu wyniosła 2,5 proc. r/r. Wskaźnik inflacji spada kolejny miesiąc zbliżając się do celu. Dzisiejszy odczyt nie jest zaskoczeniem i sam w sobie dużo nie zmienia.

Prezes Jerome Powell sugerował, że inflacja jest na trwałej ścieżce powrotu do celu i tymczasowo nie ma obaw, żeby miało być inaczej. Obniżka stóp podczas przyszłotygodniowego posiedzenia Fed wydaje się przesądzona i będzie to prawdopodobnie ruch o 25 pb.

W kontekście dalszych decyzji w sprawie stóp procentowych uwaga skierowana będzie w większym stopniu na dane z rynku pracy, aniżeli na odczyty inflacji.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce w II kwartale 2024 r.

Najnowszy raport „At A Glance – rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce” BNP Paribas Real Estate Poland podsumowujący II kwartał 2024 roku wskazuje na dalszy dynamiczny rozwój tego sektora. Wzrost aktywności najemców oraz stabilne poziomy nowych inwestycji stawiają Polskę w czołówce europejskich rynków magazynowych.

Ożywienie po stronie najemców i deweloperów

W II kwartale 2024 roku wynajęto rekordowe 1,76 mln m kw. powierzchni przemysłowo-logistycznej, co oznacza, że Polska w tym okresie osiągnęła jeden z najlepszych wyników w Europie. Wyniki te są tym bardziej imponujące, że aż 56% całkowitego wolumenu transakcji stanowiły duże umowy, obejmujące powierzchnie od 20 tys. do 130 tys. m kw., a w jego strukturze dominowały nowe umowy i ekspansje, które stanowiły łącznie 60% wszystkich transakcji. Pierwsze półrocze 2024 roku zakończyło się całkowitym popytem brutto na poziomie blisko 2,7 mln m kw., co w porównaniu do analogicznego okresu w poprzednim roku stanowi wzrost o 23%.

Największą transakcją kwartału było wynajęcie przez LPP 103 tys. m kw. w projekcie Bydgoszcz Białe Błota Logistics Centre, a także umowa z poufnym najemcą w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub, obejmująca 91 tys. m kw. Kolejną dużą transakcją było przedłużenie umowy na wynajem 72 tys. m kw. przez firmę LX Pantos w Prime Logistics Wrocław.

Po stronie deweloperów widać również duże ożywienie.

Deweloperzy w okresie od stycznia do czerwca dostarczyli 1,64 mln m kw. powierzchni i niewiele mniej zaplanowane jest do ukończenia w drugim półroczu roku. Na koniec czerwca 2024 roku całkowite zasoby powierzchni magazynowych w Polsce wyniosły 33,52 mln m kw., czyli 9% wzrost w ujęciu rocznym. Biorąc pod uwagę wolumen powierzchni w budowie, polski rynek powierzchni przemysłowo-logistycznych już wkrótce przekroczy próg 35 mln m kw. zasobów – podkreśla Martyna Kajka, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland.

Na koniec II kwartału 2024 r. w budowie znajdowało się ponad 1,98 mln m kw. nowoczesnej powierzchni przemysłowo-logistycznej. Biorąc pod uwagę największe obiekty w budowie, dominował Dolny Śląsk, gdzie realizowane są inwestycje takie jak P3 Wrocław budynek 1 i 3 o powierzchni odpowiednio 130 tys. m kw. oraz 92 tys. m kw., a także ECE Kąty Wrocławskie o powierzchni 79 tys. m kw.

Średni poziom wynajęcia projektów w budowie sięgnął prawie 55%, co oznacza jego wzrost o 3,6 p.p. w odniesieniu do poprzedniego kwartału.

Zasoby powierzchni w strefie Kraków przekroczyły próg 1 mln m kw.

Na koniec II kwartału 2024 roku, zasoby powierzchni przemysłowo-logistycznej w strefie Kraków przekroczyły 1 mln m kw., co oznacza, że Polska ma już 10 stref magazynowych o takiej skali. Rynek magazynowy w stolicy Małopolski, mimo ciągłego dynamicznego rozwoju, boryka się z wieloma wyzwaniami, z których do najważniejszych można zaliczyć ograniczoną dostępność gruntów i ich duży stopień rozdrobnienia, a także konkurencję ze strony większego rynku Górnego Śląska.

W ciągu ostatnich pięciu lat zasoby powierzchni magazynowych w Krakowie i jego okolicach podwoiły się, a strefa ta od lat charakteryzuje się jednym z najniższych wskaźników pustostanów w Polsce, który na koniec II kwartału 2024 roku wyniósł 6,4% (średnia krajowa to 8,3%). W 2023 roku w regionie Małopolski podpisano umowy najmu łącznie na 232 tys. m kw., co oznacza wzrost o 4% w porównaniu z rokiem poprzednim. Jednak w pierwszej połowie 2024 roku wynajęto jedynie 43 tys. m kw., co wynikało z niskiej dostępności wolnej powierzchni.

Rozwój tego rynku wspiera dobra infrastruktura komunikacyjna, dostępność terenów inwestycyjnych oraz wykwalifikowana kadra pracownicza. Ukończenie drogi S7 z pewnością wzmocni potencjał północnych obszarów regionu.

Poziom pustostanów i struktura transakcji

Na koniec II kwartału 2024 r. wskaźnik pustostanów osiągnął 8,3%, co stanowi wzrost o 0,1 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem i o 1,5 p.p. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2023 roku. Najwyższą wartość niewynajętej powierzchni przemysłowo-logistycznej odnotowano w strefie Zachód (21,8%), Warszawa I (12,3%) oraz Polska Centralna (10,8%). Najniższy poziom wskaźnika pustostanów odnotowano w strefach: Opole (2,6%), Szczecin (4,0%) i Wschód (5,2%).

W strukturze transakcji w II kwartale 2024 roku dominowały nowe umowy, które stanowiły 54% całkowitego wolumenu wynajętej powierzchni magazynowej. Renegocjacje obejmowały 39% udziałów, natomiast ekspansje pozostałe 7%. Najwyższą aktywnością najemców w okresie kwiecień-czerwiec cieszyły się strefy: Dolny Śląsk (popyt brutto 450 tys. m kw.), Warszawa II (268 tys. m kw.) oraz Górny Śląsk (250 tys. m kw.).

Zmiany na rynku powierzchni przemysłowo-logistycznych

Polski rynek magazynowy przez bardzo długi czas był postrzegany w kategorii prostych, wielkopowierzchniowych hal przeznaczonych na potrzeby firm z sektora e-commerce, handlu czy logistyki. Obecnie sektor ten jest zdecydowanie bardziej zróżnicowany.

Aktualnie na rynku obserwujemy zarówno popyt na duże, jak i mniejsze przestrzenie klasy A, dostosowane do potrzeb działalności najemców. Stąd też w obecnych realiach sprawdza się koncept parków przemysłowo-logistycznych oferujący moduły o zróżnicowanych wielkościach, a także powierzchnie w standardzie produkcyjnym. Zarówno firmy deweloperskie, jak i najemcy coraz częściej dostrzegają także korzyści płynące z wdrożenia nowoczesnych i ekologicznych koncepcji, zapewniających najemcom bezpieczeństwo energetyczne – podkreśla Robert Pawłowski, Dyrektor w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych BNP Paribas Real Estate Poland.

Jeszcze kilka lat temu czynnikami decydującymi o lokalizacji nowego magazynu była bliskość autostrady, jakość infrastruktury drogowej oraz przychylność samorządów. Obecnie parki magazynowe powstają w miejscach, gdzie można pozyskać pracowników o wyższych kwalifikacjach, zwłaszcza w sektorze produkcyjnym. Dla osób zainteresowanych pracą, jest ważna z kolei bliskość komunikacji miejskiej oraz dostępność ścieżek rowerowych. Właściciele i zarządcy magazynów robią wiele, aby poprawić komfort pracy, m.in. modernizując systemy ogrzewania, poprawiając komfort cieplny, instalując klimatyzację, nawilżacze powietrza, a także tworząc kantyny i strefy relaksu.

Sektor przemysłowo-logistyczny w Polsce aktywnie się rozwija, czego dowodem są ostatnie inwestycje. Przykładem jest Notino, które otwiera swój pierwszy magazyn w Polsce – nowoczesna hala magazynowa w Głuchowie będzie wysyłać zamówienia za granicę i do Polski. Z kolei Amazon zapowiada wielomiliardowe przedsięwzięcia i tysiące miejsc pracy na terenie Europy. Gigant e-commerce stawia na logistykę, infrastrukturę chmurową oraz badania i rozwój, a w Polsce zapowiada inwestycje w energetykę wiatrową. Zakończyła się także budowa największego magazynu City Logistics w Polsce – City Logistics Poznań III ma powierzchnię blisko 44 tys. m kw. i jest największym tego typu obiektem w Polsce służącym do obsługi tzw. ostatniej mili.

Debata w USA bez wpływu na rynki

Amerykańska debata prezydencka była ciekawa, ale nie przełomowa. Lepsze dane z Wysp Brytyjskich oraz ciągle taniejąca ropa. Tak wyglądają rynki oczekujące na decyzje EBC.

Debata w USA

Wczoraj mieliśmy pierwszą debatę pomiędzy głównymi kandydatami na prezydenta w USA. Wydarzenie to było istotne z uwagi na to, że poprzednie spotkanie okazało się początkiem końca kandydatury Joe Bidena. Tutaj jednak nie było niespodzianek. Trump straszył Ameryką chylącą się ku upadkowi, oczywiście z winy demokratów. Wszystkiemu odpowiedzialni byli imigranci, a wojny na świecie trwają, ponieważ nie rządzi on. Poparł to absurdalną ilością pracy dla fact-checkerów. Wydarzenia i statystyki, które przytaczał, wyglądały na spreparowane na potrzeby wczorajszego wieczoru. Kamala Harris była z kolei w trudniejszej roli. Musiała bronić polityki ostatnich 4 lat. Pokazała się z dobrej strony, ale nie dorównywała Donaldowi poziomem gwiazdorstwa. Merytorycznie wypadła oczywiście lepiej, aczkolwiek przy bzdurach, które opowiadał Donald Trump o demokratach preferujących aborcję nad urodzenie dziecka, czy Haitańczykach żywiących się psami w Ohio, nie było to nadzwyczaj trudne. Nie zmienia to faktu, że w debatach wygrywają emocje. Podsumowując, straszący i atakujący Trump wydaje się jednak korzystniej wypaść w tym spotkaniu. Rynki przyjęły to neutralnie, gdyż podobnego rezultatu się spodziewano.

Lepsze dane z Wysp Brytyjskich

Wczoraj poznaliśmy dane z brytyjskiego rynku pracy. Bezrobocie zgodnie z oczekiwaniami wyniosło 4,1% i było spadkiem z wyniku 4,2% odnotowanego miesiąc wcześniej. Na szczególną uwagę w tych odczytach zasługują natomiast wnioski o zasiłek dla bezrobotnych. W zeszłym miesiącu było ich wyjątkowo dużo, więc analitycy spodziewali się utrzymania niekorzystnego trendu. Zamiast jednak oczekiwanych 95,5 tysiąca wniosków, zobaczyliśmy zaledwie 23,7 tysiąca. Oznacza to, że możliwe są dalsze obniżki stopy bezrobocia w kolejnych miesiącach. To wszystko dzieje się przy spowalniającym tempie wzrostu wynagrodzeń, aczkolwiek przy spadku inflacji nie jest to zaskoczeniem. Funt umacniał się w reakcji na te dane.

Ropa konsekwentnie w dół

Czarne złoto znów w odwrocie. Powodem jest ponownie spadający popyt na świecie, a przynajmniej oczekiwania względem tego. Słabsze dane gospodarcze, pomimo nadchodzących dużymi krokami obniżek stóp procentowych, wcale nie muszą się szybko poprawić. W rezultacie cały czas trwa presja na spadki cen. Analitycy zastanawiają się, kiedy interwencje zacznie stosować OPEC oraz jak niskie ceny będą skłonni zaakceptować.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

EBC prawdopodobnie będzie ciąć stopy co kwartał

Wrześniowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego niemal na pewno nie będzie zaskoczeniem – zakładamy, że Rada Prezesów ponownie obniży stopy o 25 pb. Niepewność związana z tempem kolejnych obniżek stóp procentowych oznacza jednak, że euro może być podatne na większą zmienność w czasie posiedzenia. Kolejnych cięć spodziewamy się co kwartał. Biorąc pod uwagę, że w USA obniżki mogą być bardziej agresywne, naszym zdaniem euro w parze z dolarem ma szansę na wsparcie w średnim terminie.

Kluczowe punkty:

  • Oczekuje się cięcia stopy depozytowej do 3,5%.
  • EBC opublikuje nowe projekcje; zmiany są prawdopodobne.
  • Uwaga skupi się na komentarzach Lagarde.
  • Ścieżka stóp raczej nie będzie wyraźnie zarysowana.
  • Nasz bazowy scenariusz zakłada kolejne cięcie w grudniu.

Niemal nie ma wątpliwości, że Rada Prezesów obniży w ten czwartek stopy procentowe o 25 pb., sprowadzając stopę depozytową do 3,5%. Warto zaznaczyć, że w ramach nowych ram działania EBC zmniejszy 18 września różnicę między stopą podstawowych operacji refinansujących i depozytową z 50 pb. do 15 pb. Powszechnie uważa się, że to zmiana techniczna, która nie będzie mieć większego wpływu na politykę monetarną.

Podczas lipcowej konferencji prasowej prezeska Christine Lagarde zasygnalizowała, że kwestia obniżki stóp procentowych we wrześniu pozostaje otwarta. Zarówno my, jak i rynki, odbieramy to jako sugestię, że cięcie jest niemal pewne, chyba że dojdzie do drastycznej zmiany w danych, która uniemożliwi taki ruch.

Od tamtego czasu w danych makroekonomicznych ze strefy euro, otoczeniu zewnętrznym i sytuacji na rynkach finansowych zaszły zmiany, które wspierają wrześniową obniżkę. Zarówno oficjalne, jak i nieoficjalne komentarze członków Rady Prezesów sugerują, że cięcie rzeczywiście nadchodzi.

Jeśli chodzi o kluczowy aspekt, czyli dane, większość odczytów wspiera dalsze obniżki stóp procentowych. Inflacja w strefie euro w dalszym ciągu spada, w sierpniu sięgnęła najniższego od trzech lat poziomu 2,2%. Jej miara bazowa, choć wciąż podniesiona, zmalała do 2,7%. Oczekiwania dotyczące dynamiki cen w kontraktach swap 5y5y (5-letnia średnia za 5 lat) również spadły, z 2,3% do 2,1%.

Wykres 1: Swap inflacyjny 5y5y dla strefy euro (wrzesień 2023 – wrzesień 2024)

Wykres 1: Swap inflacyjny 5y5y dla strefy euro (wrzesień 2023 – wrzesień 2024)Źródło: LSEG Datastream Data: 10.09.2024

Nowe projekcje makro będą wzięte pod lupę

W kontekście aktywności gospodarczej jeden słaby odczyt goni drugi. Jest to wyraźnie widoczne w Indeksie zaskoczeń ekonomicznych Citigroup, który spadł w sierpniu do najniższego poziomu od niemal roku (-60,4), po czym nieznacznie wzrósł. Dynamikę PKB w II kwartale zrewidowano w dół z 0,3% do 0,2%, a zbiorczy PMI wypłaszczył się do 51,0 pkt, wskazując na tylko minimalny wzrost w III kwartale.

Wykres 2: Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro (wrzesień 2023 – wrzesień 2024)Wykres 2: Indeks zaskoczeń ekonomicznych Citigroup dla strefy euro (wrzesień 2023 – wrzesień 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 10.09.2024

Dane są rozczarowujące na tyle, by wzbudzić obawy o stan gospodarki strefy euro. Wydaje się, że niepokój związany z możliwą recesją po drugiej stronie Atlantyku, wzmocniony przez słabe odczyty z amerykańskiego rynku pracy, jeszcze je wzmógł. Ścieżka gospodarcza jest niepewna, a jak donosi Reuters, członkowie EBC zdają się nie zgadzać ze sobą co do powagi sytuacji w strefie euro.

Niepewność zwiększa wagę najbliższego posiedzenia i nowych projekcji ekonomicznych EBC. Możliwe jest obniżenie prognoz wzrostu, a kwestia ich skali będzie przyciągać uwagę. Będziemy oczywiście również uważnie śledzić komentarze prezeski Lagarde. Może ona zostać zapytana o wpływ możliwego spowolnienia w USA na strefę euro, ale równocześnie unikać rozwodzenia się na ten temat.

Wydaje się, że ciężkość obaw przenosi się z inflacji na wzrost gospodarczy, ton EBC w kontekście dynamiki cen również będzie jednak uważnie obserwowany. Nie można zaprzeczyć postępom na tym froncie, za wcześnie jednak, by uznać sytuację za opanowaną. Dotyczy to w szczególności sektora usługowego, w którym inflacja jest podniesiona i ostatnio wzrosła. Rynek pracy, mimo wyraźnego spadku dynamiki płac negocjowanych w II kwartale, jest zaś wystarczająco ciasny, by wymagać ostrożnego działania. Dla inwestorów istotne będą więc zarówno wszelkie komentarze dotyczące powyższych kwestii, jak i nowe projekcje dynamiki cen, które zostaną zapewne zrewidowane w dół, szczególnie biorąc pod uwagę, że ceny ropy spadły, a euro się umocniło.

Wykres 3: Wzrost płac negocjowanych w strefie euro (2014 – 2024)Wykres 3: Wzrost płac negocjowanych w strefie euro (2014 – 2024)

Źródło: LSEG Datastream Data: 10.09.2024

Cięcia stóp EBC raz na kwartał najbardziej prawdopodobne

Uważamy, że prezeska Lagarde zrobi, co w jej mocy, by przekazać jak najbardziej skąpe forward guidance, szczególnie przez wzgląd na – jak się wydaje – pogorszenie perspektyw wzrostu gospodarczego. Prawdopodobnie ponownie podkreśli zależność od danych i podejmowanie decyzji z posiedzenia na posiedzenie.

Inwestorzy wyceniają w pełni czwartkowe cięcie stop procentowych o 25 pb., co sugeruje, że sam ruch niemal nie będzie mieć wpływu na rynki finansowe. Obniżka w październiku jest jednak wyceniana na ok. 40% – wszelkie sygnały, że jest ona możliwa, mogą więc spowodować osłabienie euro w krótkim terminie.

Uważamy, że położenie nacisku na ryzyka dla perspektyw, słabsze prognozy wzrostu oraz komfort w odniesieniu do inflacji i wynagrodzeń również mogą wzmocnić te zakłady, a tym samym osłabić wspólną walutę. Nieprzywiązywanie uwagi do obaw dotyczących wzrostu i sugestie stopniowego rozluźniania polityki monetarnej mogą oddziaływać w przeciwną stronę i wzmocnić euro.

Sądzimy, że cięcia co kwartał są wciąż najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Biorąc pod uwagę możliwość bardziej agresywnych obniżek w USA, może to naszym zdaniem zapewnić wspólnej walucie wsparcie w średnim terminie.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (12.09) o godz. 14.15, a konferencja prasowa prezeski Lagarde rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk; Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Przełom w walce o Biały Dom? Harris pokazała swoją przewagę nad Trumpem

Debata prezydencka w USA zgodnie z założeniami, dała przewagę jednemu z kandydatów w wyjątkowo wyrównanej walce o prezydenturę. Widoczne były wyraźne różnice między tym spotkaniem, a debatą w czerwcu, po której wycofał się Biden, a Harris została nową kandydatką Demokratów. Harris pokazała swoją przewagę nad Trumpem, a jej szanse na wygraną wzrosły na PredictIt z 53% do 56%. Szczególnie dobrze wypadła w kwestiach ceł i problemów rasowych, co podkreśliło siłę i skuteczność jej argumentów.

Debata wywołała też wzrost darowizn na rzecz Demokratów, wzmocnionych poparciem Kamali Harris przez Taylor Swift, które może przyciągnąć więcej kobiet i młodych wyborców. Potencjalna niechęć Trumpa do ponownego starcia, zaproponowanego przez Partię Demokratyczną, mogłaby sugerować chęć uniknięcia konfrontacji, dodatkowo wzmacniając pozycję Harris.

Wzrost popularności Harris może wpłynąć na różne sektory gospodarki. Akcje związane z kryptowalutami i energią mogą napotkać trudności, wraz z dostosowaniem się rynków do zmiany dynamiki politycznej. Inne możliwości inwestycyjne, które możemy określić jako „Trump trade”, jak słabszy juan chiński czy akcje związane z obronnością, mogą stracić na znaczeniu, w miarę zyskiwania popularności przez kandydatkę Demokratów. Trudno jeszcze oszacować, jak rynek zareaguje na obszary inwestycyjne bardziej związane z Harris, zwłaszcza że wygrana w Senacie jest niepewna, tak samo, jak perspektywa pełnej kontroli Demokratów. Podzielony Kongres mógłby oznaczać ograniczone wydatki fiskalne, utrzymując ryzyko recesji w 2025 roku.

Charu Chanana, zarządzająca Działem Strategii Walutowej w Saxo Banku

Dane o inflacji w USA za sierpień tracą na znaczeniu – rynek skupia się na sytuacji na rynku pracy i decyzjach Fed

Dziś amerykańska instytucja o nazwie Bureau of Labor Statistic poda informacja jak kształtowała się zmiana cen konsumpcyjnych w USA w sierpniu. Jeszcze kilka miesięcy temu publikacja ta stanowiła najważniejsze wydarzenie rynkowe. Teraz waga tych danych zmalała. Rynek nie obawia się już o inflację, która jeszcze niedawno spędzała sen z powiek. To te liczby determinowały w głównym stopniu dalsze działania Fed. Walka z inflacją została zakończona sukcesem, choć wciąż jest ona nieco podwyższona. Dane na temat CPI straciły na znaczeniu a zyskały te opisujące rynek pracy, szczególnie po wystąpieniu Powella w Jackson Hole na sympozjum bankierów centralnych.

Nawet jeśli dzisiejsze dane okazałyby się nieco wyższe od założeń, prawdopodobnie na rynek nie wrócą obawy o powrót wyższej inflacji. Można przypuszczać, że im bardziej rośnie niepokój Rezerwy Federalnej związany z rynkiem pracy, tym mniejsza będzie reakcja instytucji w przypadku negatywnej niespodzianki we wzroście dynamiki cen.

Do tej pory na wyższe odczyty CPI (negatywne zaskoczenia) dolar amerykański reagował umocnieniem, ponieważ to oznaczało, że Fed będzie dłużej utrzymywał restrykcyjne stanowisko. Teraz, kiedy obniżka stóp we wrześniu oraz kolejnych miesiącach jest niemalże pewna, wyższa inflacja może osłabić USD, ponieważ będzie to oznaczać, że siła nabywcza amerykańskiej waluty spada. Tak przynajmniej wynika z teorii. Pytanie teraz brzmi, czy rynek w jakikolwiek sposób może zmienić swoje postrzeganie tego co zrobi rezerwa Federalna w najbliższej przyszłości po jednym odczycie CPI. Moim zdaniem mogłoby dojść do zauważalnej zmiany wyceny jedynie wówczas, gdyby zaskoczenie w danych było naprawdę znaczące. W innym przypadku pozostaniemy tu gdzie aktualnie się znajdujemy.

Prognozy dotyczące danych CPI wskazują, że zasadniczy CPI w ujęciu rok do roku powinien znacznie się obniżyć z 2,9 proc. do 2,6 proc. a bazowy pozostać na poziomie 3,2 proc. Dynamika miesięczna według oczekiwań ma ustabilizować się na pułapie 0,2 proc. i wynieść tyle samo co wartości lipcowe. Publikacja zbliżona do konsensusu powinna ucieszyć Rezerwę Federalną ale prawdopodobnie nie będzie czynnikiem, który może wpłynąć na decyzję o mocniejszej zmianie parametrów polityki monetarnej za tydzień. Jeśli CPI zostałoby podbite do wyższych wartości (co stanowiłoby negatywną niespodziankę), wówczas szansa na większe cięcie ze strony Fed prawdopodobnie zostanie lekko zredukowana przez rynek. Aktualnie implikowane prawdopodobieństwo cięcia o 50 pb wynosi ok 35 proc. więc istnieje jakaś przestrzeń do zmiany. Uważam, że dzisiejsza publikacja nie spowoduje mocnych przetasowań na rynku. Wszyscy czekają bowiem już na 18 września.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Blisko 30 proc. specjalistów odczuwa wypalenie zawodowe

Blisko 30 proc. Specjalistów odczuwa wypalenie zawodowe, a jeszcze więcej uważa, że firmy nie dbają o dobrostan psychiczny pracowników

14 września obchodzony jest Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym, który ma na celu przypominać, jak ważny jest dobrostan psychiczny w pracy. Temat wellbeingu w miejscu zatrudnienia zyskuje na popularności, jednak – jak pokazuje najnowsze badanie Hays Poland – poruszanie tej kwestii nie zawsze przekłada się na konkretne działania. Aż 29 proc. polskich specjalistów i menedżerów deklaruje bowiem, że odczuwa syndrom wypalenia zawodowego.

Chroniczne zmęczenie, pogorszenie stanu zdrowia psychicznego i fizycznego, utrata motywacji czy nadmierna drażliwość to tylko niektóre objawy wypalenia. Może być to prawdziwą, długofalową udręką, która kładzie się cieniem nie tylko na wynikach pracy, ale również na relacjach i ogólnej satysfakcji z życia. Po stronie firm rośnie świadomość tego zagrożenia, a wraz z nią powinno wsparcie oferowane pracownikom zmagającym się z tymi trudnościami.

Problem wypalenia zawodowego istnieje i nie należy go bagatelizować

Święta takie jak Dzień Walki z Wypaleniem Zawodowym czy miniony Światowy Dzień Wellbeingu zwracają szczególną uwagę pracodawców na zdrowie psychiczne w pracy, prowadząc do chwilowej intensyfikacji wewnętrznych dyskusji na ten temat. Jest to jednak kwestia, o której powinno się pamiętać codziennie, a nie zawsze tak jest. Najnowsze badanie Hays Poland przeprowadzone na przełomie sierpnia i września 2024 roku wśród blisko 1000 specjalistów i menedżerów pokazuje bowiem, że 29 proc. profesjonalistów zmaga się z syndromem wypalenia zawodowego.

Wypalenie zawodowe może wynikać z kilku czynników. Do najczęstszych należą długotrwały, nadmierny stres, poczucie presji i zbyt dużej odpowiedzialności.

Istotnymi przyczynami wypalenia są także te, które warunkują realia dzisiejszego świata pracy. Należą do nich przytłaczająca presja i szybkie tempo pracy przy jednoczesnej niepewności biznesowej. Dobrostan psychiczny pracowników może być również zaburzony przez rozwijające się technologie oraz pracę zdalną, które w ostatnich latach zatarły jednoznaczną granicę pomiędzy życiem prywatnym a zawodowym. Długotrwała, intensywna praca pod presją może sprawić, że osoba mocno zaangażowana i szczerze lubiąca swoje zajęcie w pewnym momencie wyczerpuje swoje możliwości. Wypalenie zawodowe może zatem dotknąć każdego – zauważa Agnieszka Czarnecka, HR Consultancy Manager w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Hays.

Jak podkreśla ekspertka, źródłem wypalenia zawodowego może być również monotonia, brak możliwości rozwoju i demotywujący zakres odpowiedzialności oraz nieprawidłowo wyznaczone cele względem możliwości i ambicji pracownika.

Z badania wynika, że chociaż 53 proc. profesjonalistów nie odczuwa wypalenia, to kolejne 18 proc. ma co do tego wątpliwości. Ten niemały odsetek powinien być sygnałem, że na rynku pracy powinno się więcej mówić o zdrowiu psychicznym.

Wszelkie niepokojące syndromy powinny być nagłaśniane i normalizowane, tak, aby osoby, które potencjalnie mogą cierpieć na wypalenie zawodowe były w stanie dostrzec u siebie niepokojące sygnały, a następnie podjąć odpowiednie działania – dodaje ekspertka Hays.

Pracodawco, jesteś potrzebny

Wypalenie zawodowe jest dużym problemem, natomiast można go rozwiązać na wiele sposobów. Zapytani o to respondenci badania Hays w większości uważają, że skuteczna w walce z syndromem jest przede wszystkim zmiana pracy (41 proc. wskazań). Nowe środowisko i „powiew świeżości” w karierze rzeczywiście często pomagają. Nie wszyscy chcą jednak od razu decydować się na taki radykalny krok – stąd też 31 proc. ankietowanych uważa, że dobrym rozwiązaniem może być wsparcie pracodawcy.

Odciążenie pracownika z nakładu obowiązków, zwiększenie elastyczności jego pracy, zachęcenie do wzięcia urlopu, ustalenie nowych celów czy po prostu regularne rozmowy i słowa wsparcia to tylko część działań, które mogą podjąć pracodawcy wobec wypalonych pracowników. Wychodzenie naprzeciw potrzebom i wprowadzanie tymczasowych zmian sprawi, że zatrudniony może odetchnąć, odczuć większą satysfakcję i poczucie bezpieczeństwa lub znaleźć przestrzeń na sięgnięcie po pomoc specjalistów. Chociaż nie zawsze wystarczy to do rozwiązania problemu, to nie należy bać się wprowadzania zmian we współpracy z osobą wypaloną zawodowo – twierdzi Agnieszka Czarnecka.

Lojalność i zadowolenie pracowników mogą zyskać również pracodawcy, którzy oferują pracownikom benefit w postaci dostępu do opieki psychologicznej lub sesji coachingowych i mentorigowych. Potwierdzają to odpowiedzi respondentów badania. Kolejno 28 i 23 proc. profesjonalistów uważa bowiem, że skuteczna w walce z wypaleniem może być odpowiednio psychoterapia i wsparcie coacha.

Co Twoim zdaniem może być skuteczne w walce z wypaleniem zawodowym?

Zmiana pracy 41%
Wsparcie pracodawcy 31%
Psychoterapia 28%
Wsparcie coacha 23%
Dłuższe zwolnienie lekarskie 14%
Trudno powiedzieć 18%

Procenty nie sumują się do 100, ponieważ możliwe było zaznaczenie kilku odpowiedzi
Źródło: badanie Hays Poland, sierpień-wrzesień 2024

Warto mieć też na uwadze, że w sytuacjach skrajnego wyczerpania pracownicy powinni zwyczajnie postawić na zdrowie, udając się na urlop lub zwolnienie lekarskie. Możliwość odcięcia się od biznesowej codzienności nie tylko pozwala odbudować energię niezbędną do pracy, ale też w pełni skoncentrować się na poprawie zdrowia psychicznego. O skuteczności dłuższego zwolnienia w walce z wypaleniem zawodowym przekonanych jest 14 proc. ankietowanych.

Wiele do zrobienia

Możliwości walki z wypaleniem zawodowym jest wiele, a zdaniem profesjonalistów bezpośrednie wsparcie pracodawcy jest pod tym względem ważne i skuteczne. Jednak wielu respondentów badania uważa, że firmy wciąż poświęcają zbyt mało uwagi kwestii dobrostanu psychicznego zatrudnionych. Najwięcej, bo 42 proc. jednoznacznie wskazuje, że firmy nic nie robią w tym kierunku.

Wypalenie to tylko jeden z problemów natury psychicznej, z którymi zmagają się pracownicy. Często trudności dotyczą także relacji czy poczucia osamotnienia w zespole lub też zwyczajnie nie są związane z pracą, przybierając formę depresji czy zaburzeń lękowych. O ile firmy nie mają wpływu na to, jak pracownik zarządzi tym problemem w sferze prywatnej, o tyle w pracy są w stanie i powinny wesprzeć członka swojego zespołu. Czasem wystarczy naprawdę niewiele – uważa Agnieszka Czarnecka z Hays.

Czy dostrzegasz, że firmy dbają o dobrostan psychiczny pracowników?

Tak 25%
Nie 42%
Trudno powiedzieć 33%

Źródło: badanie Hays Poland, sierpień-wrzesień 2024

Otwarta komunikacja, profesjonalne programy wsparcia, systematyczne warsztaty dotyczące zdrowia psychicznego, mentoring, rozwijanie empatii i inteligencji emocjonalnej menedżerów w firmach – tak być powinno. W rzeczywistości jednak najmniej, bo zaledwie 25 proc. badanych uważa, że organizacje dbają o dobrostan psychiczny zatrudnionych. Co trzeci respondent ma z kolei co do tego wątpliwości. Może to oznaczać, że pewne działania są już podejmowane, lecz ich skuteczność bywa niejednoznacznie oceniana przez profesjonalistów.

Aby jak najlepiej zadbać o zdrowie psychiczne pracowników, niezbędne jest zatem regularne badanie ich oczekiwań, potrzeb i codziennych trudności.

Ponad 3/4 młodych Polaków ma odłożone środki na czarną godzinę

Oszczędności młodych Polaków. Ponad 77 proc. twierdzi, że ma odłożone pieniądze na „czarną godzinę”.

Jak wynika z raportu UCE RESEARCH i SYNO Poland, 77,4% Polaków w wieku 18-35 lat ma odłożone jakieś pieniądze na tzw. czarną godzinę. 12,3% nie posiada takich oszczędności. Z kolei 10,4% ankietowanych nie pamięta, czy w ogóle je zgromadziło. Do tego wychodzi, że rezerwy młodych osób najczęściej przekraczają 10 tys. zł – 17,1%. I to jest najwyższa wartość, jaką mogli podać respondenci. Najmniejszą kwotę, tj. poniżej 500 zł, zadeklarowało 10% młodych rodaków. Dalej w zestawieniu widać 500-1000 zł – 7,3%, 2000-3000 zł – 5,9%, 5000-6000 zł – też 5,9%, a także 1500-2000 zł – 5,8%. Najmniej wskazań ma przedział 8000-9000 zł – 0,7%.

Według raportu pt. „Jak młodzi Polacy oszczędzają na czarną godzinę?”, autorstwa UCE RESEARCH i SYNO Poland, który powstał na podstawie specjalnego sondażu, przeprowadzonego wśród Polaków w wieku 18-35 lat, aż 77,4% z nich twierdzi, że ma odłożone jakieś pieniądze na tzw. czarną godzinę. 12,3% ankietowanych nic w tym celu nie zaoszczędziło, a 10,4% nie pamięta, czy w ogóle posiada takie zasoby.

– Młodzi ludzie są na dorobku, więc trudno im cokolwiek odłożyć na tzw. czarną godzinę, zwłaszcza że ostatnie czasy temu nie sprzyjały. Zeszłoroczne szaleństwo inflacyjne spowodowało, że zdolność odkładania jakichkolwiek środków pieniężnych była jeszcze trudniejsza niż w latach pandemicznych. Oczywiście każdy z nas powinien mieć odłożone jakiekolwiek pieniądze, ale w praktyce jest to dość trudne do zrealizowania, szczególnie jeżeli mówimy właśnie o młodych, mniej zarabiających, osobach – komentuje Łukasz Zieliński, współautor badania z SYNO Poland.

Ankietowani, którzy posiadają oszczędności na tzw. czarną godzinę, mieli do wyboru 13 przedziałów kwotowych. Najmniejszy z nich był poniżej 500 zł, a najwyższy – powyżej 10 tys. zł. I właśnie ta największa wartość była najczęściej wskazywana przez Polaków w wieku 18-35 lat. Zadeklarowało ją 17,1% badanych.

– Osoby, które w wieku 18-35 lat odłożyły już na czarną godzinę przeszło 10 tys. zł, dobrze zarabiają. Według sondażu, ich miesięczne dochody netto z reguły przekraczają 9 tys. zł. Przeważnie dotyczy to mieszkańców największych polskich miast. Zgodnie z wynikami badania, częściej są to mężczyźni niż kobiety. Choć to one zazwyczaj są bardziej oszczędne, ale w praktyce niestety przeważnie mniej zarabiają od mężczyzn. Przez to mają gorszą możliwość odkładania pieniędzy. Czasem te dysproporcje są nawet dosyć spore. Do tego kobiety częściej widzą szersze potrzeby rodzinne, które ewidentnie wiążą się z dodatkowymi wydatkami – wyjaśnia Łukasz Zieliński.

Wśród osób, które nie mają żadnych oszczędności na tzw. czarną godzinę, przeważają kobiety nad mężczyznami. Ponadto mówią o tym głównie osoby z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 1000-2999 zł, z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym, a także z miast liczących 50-99 tys. mieszkańców.

– Osoby, które zarabiają poniżej średniej krajowej, generalnie nie mają szans na odłożenie jakiejkolwiek kwoty. Koszty życia nawet w mniejszych miejscowościach nie są na tyle niskie, żeby można było coś tam zaoszczędzić, również mieszkając z rodzicami. I dopóki ankietowani z ww. zarobkami nie znajdą lepszej pracy, to nic nie odłożą. Oczywiście dla Polaków ze słabszym wykształceniem może być to trudniejsze – przekonuje współautor badania z SYNO Poland.

Z kolei wśród osób, które nie pamiętają, czy mają oszczędności na czarną godzinę, również jest więcej kobiet niż mężczyzn. Ponadto są to głównie osoby, które wolą nie mówić o wysokości dochodów. Mają zazwyczaj wyższe wykształcenie. Zwykle mieszkają w miastach liczących od 50 tys. do 99 tys. ludności.

– Uważam, że w dużej większości mogą to być osoby, które wstydzą się tego, że nie mają żadnych środków odłożonych na tzw. czarną godzinę. Dlatego też wolą jednoznacznie nie wskazywać, ile zarabiają lub udawać, że nie pamiętają, ile w ogóle mają odłożonych pieniędzy. Ale może być też tak, że są to dość majętne osoby, które z daleko posuniętej ostrożności nie chcą informować nikogo o swoich zarobkach i ewentualnych oszczędnościach. Takiego stanu rzeczy nie możemy też przecież jednoznacznie wykluczyć – analizuje Łukasz Zieliński.

Z badania również wynika, że 10% ankietowanych ma oszczędności na tzw. czarną godzinę poniżej 500 zł. Częściej mówią o tym kobiety niż mężczyźni. Ponadto dotyczy to przede wszystkim osób z miesięcznym dochodem netto poniżej 1000 zł, z wykształceniem zasadniczym zawodowym, a także ze wsi i z miejscowości liczących do 5 tys. ludności.

– Przyznam szczerze, że taka deklaracja trochę mnie przeraża. Gdyby w życiu tych osób wydarzyło się coś naprawdę złego, to staną one przed ciężkim dylematem. Tego typu oszczędności nie dają żadnego zabezpieczenia, a jeśli już – to mało znaczące. Natomiast warto zauważyć, że ww. kwotę głównie podały osoby, które mieszkają w bardzo małych miejscowościach i na wsiach. A tam w sytuacjach kryzysowych szybciej znajdują się bliskie osoby, które wzajemnie się wspierają. Oczywiście nie jest to regułą, ale z mojego doświadczenia wynika, że wielkość miejscowości może mieć tu znaczenie – stwierdza ekspert z SYNO Poland.

Kolejne w zestawieniu są przedziały 500-1000 zł – 7,3%, 2000-3000 zł – 5,9%, 5000-6000 zł – również 5,9%, a także 1500-2000 zł – 5,8%. Natomiast najmniej wskazań ma kwota rzędu 8000-9000 zł – 0,7%. – Powyższe wyniki pokazują, że faktyczny stan środków na tzw. czarną godzinę jest dość kiepski. Oczywiście młodzi Polacy nie bardzo mają z czego odkładać, ale widać też słaby nawyk oszczędzania. W mojej ocenie, potrzebna jest szersza edukacja na ten temat, połączona z podstawową wiedzą o ekonomii, która powinna zaczynać się już od najmłodszych lat. Inaczej niezbyt wiele się zmieni w tej kwestii – podsumowuje Łukasz Zieliński.

Opis metody badawczej

Raport pt. „Jak młodzi Polacy oszczędzają na czarną godzinę?” powstał na podstawie badania sondażowego, przeprowadzonego metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) na próbie ponad 800 Polaków w wieku 18-35 lat. Autorami raportu są eksperci z platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH i międzynarodowej firmy analitycznej SYNO Poland.

Zastosowanie gazu ziemnego

W dzisiejszych czasach trudno wyobrazić sobie życie bez wykorzystania gazu ziemnego. Wydobywany w ilościach niespotykanych dotąd, ma ogromne zastosowanie w energetyce, przemyśle i innych branżach. Czy to dobry moment na rozważanie inwestycji w gaz ziemny? Sprawdźmy to.

Gaz ziemny – najważniejsze informacje 

Gaz ziemny, nazywany także błękitnym paliwem to prawdziwe odkrycie XXI wieku, w którym to priorytetem staje się ekologia i dynamiczne zmiany środowiskowe. O gazie ziemnym można mówić w samych superlatywach – nie generuje zanieczyszczeń w takiej skali jak węgiel, zapewnia łatwe i relatywnie tanie ogrzewanie budynków i jest niezwykle efektywne w przypadku wykorzystania przemysłowego. Wysoka wartość opałowa i wszechstronne zastosowanie sprawia, że gaz ziemny jest dzisiaj jednym z najbardziej cenionych źródeł ciepła

Gaz ziemny jest surowcem mineralnym, którego geneza powstania skupia się na rozkładzie substancji organicznych obecnych pod powierzchnią ziemi. Najważniejszym składnikiem gazu ziemnego jest metan, wzbogacony o inne gazy występujące w różnych ilościach, zależnych od miejsca eksploatacji surowca. 

Zastosowanie gazu ziemnego w gospodarce i nie tylko 

Gaz ziemny wykorzystywany jest w dużej skali w rosnącej liczbie sektorów gospodarczych. Do największych beneficjentów wykorzystania gazu ziemnego bez wątpienia zalicza się branża energetyczna, która zapewnia efektywną produkcję energii cieplnej i elektrycznej. To właśnie gaz ziemny stanowi punkt wyjścia do alternatywnego ocieplania budynków i produkcji ciepłej wody użytkowej

Surowiec ten jest także wykorzystywany w przemyśle hutniczym i chemicznym, gdzie stanowi fundament wielu procesów produkcyjnych skupiających się na produkowaniu różnych substancji chemicznych oraz surowców metalurgicznych – stali lub żelaza. Nie zapominajmy także o przemyśle spożywczym, w którym gaz ziemny zapewnia łatwy proces pasteryzowania i suszenia żywności. Ogromny potencjał tego złoża jest wciąż analizowany i coraz to nowe branże korzystają z jego dobrodziejstw, poprawiając tym samym efektywność swoich procesów biznesowych i gospodarczych. 

Jak wydobywa się gaz ziemny?

Gaz ziemny, podobnie jak inne surowce stanowi przedmiot inwestycji na rynkach towarowych i rynkach surowcowych. W tym kontekście warto zgłębić swoją wiedzą na temat procesu wydobycia złoża. W jaki sposób wydobywany jest gaz ziemny? 

Surowiec ten występuje pod ziemią, co wymusza przeprowadzenie relatywnie skomplikowanego procesu wydobywczego. Skupia się on na wywierceniu odpowiednich otworów w ziemi, a następnie na uwolnieniu gazu ziemnego. W zależności od miejsca wydobycia i zastosowania surowca stosuje się różne metody wiercenia – hydrauliczne, tradycyjne oraz innowacyjna metoda wytwarzania gazu ze złóż węglowodorów. 

Inwestowanie w rynki towarowe – czy warto?

Popyt na gaz ziemny niezmiennie rośnie, toteż nie dziwi fakt, że inwestorzy coraz częściej zwracają swoją uwagę na rynki surowcowe i gaz ziemny. Już od kilku lat, na bazie transformacji rynku energetycznego w Europie, inwestorzy zauważają wzmożoną dynamikę ruchu cen gazu ziemnego, co stanowi świetny powód do próby własnych sił przy spekulacjach inwestycyjnych. 

Inwestorzy indywidualni, posiadający otwarty rachunek inwestycyjny w XTB również mają możliwość inwestycji i handlu gazem ziemnym za pośrednictwem ETF-ów lub spółek zajmujących się wydobyciem gazu. Popularną formą inwestowania w gaz ziemny jest NATGAS, w ramach którego nie kupujemy fizycznie gazu ziemnego, a jedynie kontrakt na różnicę cenową zapewniający zysk lub stratę w zależności od dynamiki i zmian cenowych na rynku. 

Szukając ciekawej alternatywy dla swoich inwestycji, warto rozważyć możliwość zainwestowania w gaz ziemny, mając w pamięci standardowe ryzyko, z jakim wiąże się ulokowanie swoich oszczędności w inwestycje bez gwarancji zysku i kapitału. 

Wrocławski rynek biurowy w I połowie 2024 roku

Savills, firma doradcza na rynku nieruchomości, opublikowała najnowszy raport dotyczący rynku biurowego we Wrocławiu za pierwszą połowę 2024 roku. Raport przedstawia kluczowe dane i trendy kształtujące lokalny rynek biurowy, wskazując na m.in.: stabilność, mimo wyzwań związanych z malejącym popytem i wzrostem współczynnika pustostanów.

Na koniec czerwca 2024 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni biurowej we Wrocławiu wyniosła 1,37 miliona m kw. W centrum miasta zlokalizowane jest około 36% powierzchni, co czyni tę strefę kluczowym obszarem biurowym w stolicy Dolnego Śląska. W pierwszej połowie roku na rynek wprowadzono 32 400 m kw. nowej powierzchni biurowej, co stanowi niewielki 1-procentowy spadek w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego. Za nową podaż odpowiadały dwa oddane do użytku projekty biurowe – Quorum Office Park A (18 200 m kw.) i B10 Office (14 100 m kw.).

Na koniec analizowanego półrocza w budowie, w ramach czterech projektów, znajdowało się około 41 600 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Jest to znaczący spadek o 72% w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Większość powstających zasobów, czyli 68% (28 600 m kw.), jest zlokalizowana w strefie południowej miasta, natomiast pozostałe 13 000 m kw. powstaje w strefie zachodniej.

Obecnie największą nowo powstającą inwestycją biurową w stolicy Dolnego Śląska jest Swobodna Spot. Docelowo Echo Investment na osiedlu Powstańców Śląskich postawi dwa biurowce, a budowa pierwszego ruszyła przed rokiem w październiku. W najbardziej optymistycznym wariancie do końca 2026 roku we Wrocławiu przybędzie około 90 000 m kw. nowoczesnych biur. To istotna informacja dla miasta, które od lat przyciąga inwestorów nie tylko potencjałem biznesowym, ale też ofertą edukacyjną, rozrywkową i kulturalną. O sile Wrocławia może mówić choćby bezapelacyjnie najlepsze miejsce w tegorocznym rankingu przygotowywanym przez „fDi Intelligence”, w kategorii miast przyszłości o średniej wielkości – mówi Jarosław Pilch, Head of Tenant Representation, Office Agency, Office Agency, Savills.

Jednym z istotnych wyzwań, z jakimi zmierzył się regionalny rynek, był spadek popytu – całkowity poziom najmu wyniósł 49 900 m kw., co oznacza spadek o 43% rok do roku. W połowie roku we Wrocławiu dostępnych było 251 500 m kw. wolnych biur, co przełożyło się na wskaźnik pustostanów na poziomie 18,2%. To więcej o 210 punktów bazowych w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wskaźnik pustostanów różnił się w zależności od strefy miasta: najwyższy odsetek niewynajętych biur odnotowano w centrum, gdzie pustostany sięgnęły 25,8%. W strefie zachodniej wskaźnik wyniósł 17,7%, natomiast najniższy poziom pustostanów, 8,7%, zarejestrowano w strefie południowej.

Warto zauważyć, że mimo wymagającej sytuacji rynkowej, Wrocław odnotował najwyższy poziom absorpcji netto wśród miast regionalnych w pierwszej połowie 2024 roku, który wyniósł 27 500 m kw. Dominującym sektorem reprezentowanym przez najemców pozostaje IT, które odpowiadało za 46% wynajętej powierzchni. Istotną rolę odegrał również sektor produkcyjny z 19% udziałem.

W pierwszej połowie roku we Wrocławiu dominowały renegocjacje, które stanowiły aż 54% wszystkich podpisanych umów. Nowe kontrakty, w tym te podpisane przez właścicieli powierzchni, odpowiadały za 42% popytu. Warto również zaznaczyć, że w tym czasie nie odnotowano żadnych umów przednajmu, co wciąż wskazuje na ostrożne podejście najemców – powiedziała Dorota Kościelniak, dyrektorka Działu Reprezentacji Najemcy w Savills Polska. Ekspertka podkreśla, że ważnym czynnikiem kształtującym dynamikę wrocławskiego rynku jest hybrydowy model pracy. Firmy coraz częściej poszukują mniejszych biur, których powierzchnia wynosi średnio od 300 do 500 m kw., a umowy najmu na biura od 800 do 1 000 m kw. w dzisiejszych realiach stają się rzadkością i uznawane są za jedne z większych.

W obliczu dynamicznych zmian rynkowych, obserwowany jest również wzrost czynszów za najlepsze projekty biurowe we Wrocławiu. Poziom miesięcznych stawek na koniec pierwszego półrocza oscylował między 14,00 a 16,50 EUR za m kw.

Jak komentuje Dorota Kościelniak – Wrocław pozostaje kluczowym ośrodkiem biurowym i mimo wielu rynkowych wyzwań, widzimy zainteresowanie ze strony najemców. Największe w gronie firm z sektora IT, ale także i produkcyjnego. Oczekujemy, że w kolejnych kwartałach rynek będzie się stabilizował, a nowo powstające strategiczne projekty do 2026 roku istotnie wzmocnią ofertę biurową.

Badanie EY: 68% pracowników obawia się, że AI może wpłynąć na redukcję zatrudnienia

Jak wynika z badania EY – European AI Barometer – większość (73 proc.) pracowników miała styczność ze sztuczną inteligencją, jednak wciąż mniej niż połowa (44 proc.) podnosi swoje kwalifikacje w tym zakresie. Jednocześnie – większość (67 proc.) badanych wskazuje, że złożoność procesu implementacji jest hamulcem dla wdrożenia AI w ich firmach. Pomimo tego aż 68 proc. respondentów uważa, że wprowadzenie narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji może wpłynąć na redukcję zatrudnienia.

Jak wynika z przeprowadzonego przez EY badania, zdecydowana większość osób (73 proc.) miała już do czynienia z technologią AI. Czterech na dziesięciu (38 proc.) ankietowanych zetknęło się z nią w życiu prywatnym, 12 proc. wyłącznie na gruncie zawodowym, a 23 proc. miało doświadczenia w obu tych obszarach. Narzędzia bazujące na sztucznej inteligencji są dużo popularniejsze wśród osób piastujących stanowiska menedżerskie (84 proc.) niż wśród pracowników na niższych szczeblach (67 proc.).

Pomimo tego, że większość osób jest zaznajomiona z narzędziami bazującymi na sztucznej inteligencji, implementacja tej technologii w sferze biznesowej wciąż spotyka się z wieloma problemami. Jednym z nich jest bardzo restrykcyjna polityka wewnętrzna firmy. Wśród badanych pracowników zaledwie nieco ponad połowa (52 proc.) ma pozwolenie na korzystanie z AI w pracy. Drugą barierą jest wysoka złożoność procesu implementacji – 67 proc. badanych wskazuje to jako problem wdrożenia AI w przedsiębiorstwie. Przed firmami jednak już czyha kolejne wyzwanie w procesie implementacji AI organizacji, czyli zapewnienie zgodności z przepisami prawnymi.

– Wprowadzenie AI Act stanowi istotny punkt zwrotny dla firm korzystających z narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, ponieważ oprócz technicznych i ludzkich aspektów, muszą one uwzględniać również wymogi prawne. Oznacza to konieczność dostosowania się do nowych regulacji i potencjalnie przeprowadzenia zmian w sposobie projektowania, wdrażania i zarządzania systemami AI. Do stosowania przepisów AI Act istotne znaczenie ma to, do czego wykorzystywane są systemy AI. Dlatego przy każdym wdrożeniu trzeba zastanowić się czy dane użycie AI będzie podlegać pod to rozporządzenie. Należy dodatkowo uwzględnić kwestie ochrony praw własności intelektualnej – szczególnie przy wykorzystaniu AI do pracy kreatywnej – a także ochrony tajemnic przedsiębiorstwa oraz danych osobowych. Zasadniczym jednak problemem wszelkich regulacji dotyczących nowych technologii jest to, że przepisy mają zastosowanie na konkretnym terytorium, natomiast innowacyjne rozwiązania stosowane są globalnie. W efekcie konieczne staje się przeanalizowanie przepisów obowiązujących na każdym rynku, na którym konkretny podmiot świadczy swoje usługi oraz dostosowanie oferowanych rozwiązań do tych przepisów. – mówi Justyna Wilczyńska-Baraniak, Partnerka EY, Liderka Zespołu Prawa Własności Intelektualnej, Technologii i Danych Osobowych w Kancelarii EY Law.

AI – szansa czy zagrożenie dla pracowników?

Prawie połowa menedżerów (45 proc.), którzy wdrożyli AI w swojej firmie, przyznaje, że po wykonaniu implementacji zauważalny jest wzrost przychodów, ograniczenie kosztów bądź oba z tych zjawisk. Przedsiębiorstwa wykazują poprawę w takich obszarach jak IT (35 proc.), marketing (30 proc.) i cyberbezpieczeństwo (27 proc.).

Tak pozytywne dane nie przekładają się jednak na zmniejszenie obaw osób zatrudnionych w firmach. Aż 68 proc. badanych twierdzi, że użycie AI będzie oznaczało mniejsze zapotrzebowanie, jeżeli chodzi o pracowników. To pokazuje jak wiele zadań do wykonania mają jeszcze osoby na stanowiskach liderskich. Pomimo upływu ponad 1,5 roku od upowszechnienia się narzędzi bazujących na sztucznej inteligencji – np. chatbotów – wciąż na stanowiskach poniżej zarządu powszechne jest postrzeganie AI przez pryzmat zagrożeń, a nie szans.

– Technologia AI rozwija się błyskawicznie, dlatego coraz istotniejszą kompetencją wśród pracowników stanie się umiejętność szybkiego wdrożenia się i sprawnego działania z ewoluującymi narzędziami. Przede wszystkim należy ich jednak do tego przekonać, stawiając człowieka w centrum zmian, o czym wiele przedsiębiorstw niestety zapomina skupiając się wyłącznie na aspektach technologicznych. W przeciwnym razie firma ryzykuje przeznaczenie znaczących budżetów na rozwiązania, których pracownicy nie chcą zrozumieć, bo boją się ich używać. Ogromną rolę w tym procesie mają do wykonania liderzy organizacji. To na ich barkach spoczywa odpowiedzialność w wytłumaczeniu procesu zmian pracowników przez pryzmat korzyści – mówi Artur Miernik, Partner w EY Polska, Lider zespołu People Consulting.

Zapytani, czy rozwój AI ma wpływ na wykonywaną przez nich pracę, ponad połowa pracowników (53 proc.) odpowiedziała twierdząco. Podobnie większość badanych (65 proc.) uważa, że część z wykonywanych przez nich zadań przejmie sztuczna inteligencja. Wśród kadry menedżerskiej wskazało tak blisko 3/4 osób (72 proc.). Powodem może być wyższa świadomość kadry zarządzającej w obszarze realnego wpływu na zwiększenie efektywności działalności całej firmy np. poprzez wyręczanie pracowników w wykonywaniu codziennych, powtarzalnych czynności.

AI – szansa czy zagrożenie dla pracowników

Czy firmy są gotowe na rewolucję AI?

Mniej niż połowa (42 proc.) badanych menedżerów uważa, że ich firma ma odpowiednią wiedzę, by wdrożyć AI i efektywnie ich używać. Jedynymi krajami, w których większość ankietowanych odpowiedziała na to pytanie twierdząco, były Szwajcaria (58 proc.) i Włochy (52 proc.). Jednocześnie ponad połowa zatrudnionych (56 proc.) odpowiedziała, że nie podnosi swoich kompetencji w zakresie AI. Wśród pozostałych, 16 proc. doszkala się prywatnie, 16 proc. – zawodowo, a 12 proc. korzysta z obu sposobów. Znacznie częściej swoje kompetencje w tym zakresie podnosi kadra menedżerska (62 proc.) niż pracownicy na niższych szczeblach (36 proc.).

– Sztuczna inteligencja wpisuje się w szerszy obraz, jakim jest transformacja cyfrowa stanowiąca dla biznesu priorytet, również w Polsce. Wśród osób zarządzających organizacjami rośnie jednak świadomość, że ten proces to system naczyń połączonych. Dlatego też inwestycje w narzędzia bazujące na AI, nie są równoznaczne z zaniechaniem innych projektów w najnowsze rozwiązania technologiczne. W całym procesie cyfrowej transformacji należy jednak patrzeć ze znacznie szerszej perspektywy, wykraczającej poza obszar technologiczny. Bez zadbania o odpowiednie procedury i zbudowania zaufania wśród pracowników cały proces nie ma szans na osiągnięcie sukcesu – mówi Radosław Frańczak, Partner w EY Polska, lider zespołu Technology Consulting.

O badaniu:
Badanie EY – European AI Barometer – zostało przeprowadzone w marcu 2024 r. na grupie 4 741 osób w 9 europejskich krajach: Niemczech, Francji, Włoszech, Austrii, Hiszpanii, Holandii, Belgii, Portugalii i Szwajcarii. Celem badanie była ocena obecnego stanu wdrożenia sztucznej inteligencji w przedsiębiorstwach w różnych branżach, określenie wyzwań związanych ze wdrożeniem AI, poznanie potencjalnych i rzeczywistych korzyści takiego wdrożenia oraz wpływu sztucznej inteligencji na pracowników.

BCC ostrzega przed ryzykiem nadmiernego deficytu i wzywa do ograniczenia wydatków budżetowych na 2025 rok

W Uzasadnieniu do Projektu ustawy budżetowej na 2025 rok, jako jeden z głównych celów rząd deklaruje – „przywrócenie kontroli parlamentarnej i społecznej nad gromadzeniem oraz wydatkowaniem środków na zadania publiczne, jak również przywrócenie transparentności transferów środków publicznych”.

BCC przyjmuje tą deklarację, zbieżną z postulatem wielokrotnie prezentowanym przez organizacje pracodawców, zakładając, że w realiach budżetu na 2025 rok oznacza to m.in. obciążenie budżetu państwa wydatkiem 63 mld zł na spłatę obligacji zaciągniętych przez PFR oraz BGK.

BCC jako obarczoną bardzo wysokim ryzykiem ocenić przewidywaną relację do PKB długu sektora instytucji rządowych i samorządowych (wg. definicji UE), która na koniec 2025 roku ma wynieść 59,8 proc, tj. zaledwie 0,2 proc poniżej wartości referencyjnej 60 proc. zawartej w traktacie o funkcjonowaniu Unii Europejskiej.

Jeśli Polska dostosuje swoją metodologię do unijnej – przekroczy ustawową, czerwoną linię 55 proc. a nawet tę zawartą w konstytucji RP.

W tej sytuacji lipcowa decyzja Rady UE stwierdzająca występowanie w Polsce nadmiernego deficytu powinna skłonić rząd do przeprowadzenia ponownej analizy przede wszystkim strony wydatkowej zawartej w projekcie budżetu na 2025 rok, aby zmniejszyć wielkość maksymalnego deficytu planowanego na 289 mld złotych, co pośrednio pomoże zmniejszyć koszt obsługi długu Skarbu Państwa wyliczonego na kwotę 75,5 mld złotych. – mówi Witold Michałek, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu

Szczegółowa analiza planowanych wydatków budżetowych pozwoli na znalezienie, ocenę a w rezultacie – istotne zmniejszenie nieracjonalnych wydatków budżetowych, a tym samym – ograniczenie deficytu oraz długu sektora instytucji rządowych i samorządowych w 2025 roku. – dodaje ekspert.

  1. BCC podtrzymuje krytyczną ocenę programu Rodzina 500+ (obecnie 800+) postulując aby wsparcie dla rodzin z dziećmi zawierało kryterium dochodowe. Rodziny o wysokich miesięcznych dochodach nie korzystałyby wtedy ze szczodrego, publicznego wsparcia, finansowanego m.in. przez podatki płacone przez osoby o niskich dochodach.
  2. Stanowisko BCC odnośnie logiki działań rządu dotyczących wypłaty dodatkowego rocznego świadczenia dla wszystkich emerytów i rencistów niezależnie od wysokości pobieranych przez nich świadczeń (tzw. 13 emerytury), pozostaje niezmiennie krytyczne. Polskiego państwa, w obecnej sytuacji, nie stać na system świadczeń socjalnych, wypłacanych bez uwzględnienia kryterium dochodowego. Ubodzy i niezamożni podatnicy nie powinni dofinansowywać osób otrzymujących wysokie emerytury i renty.
  3. Zdaniem BCC finansowanie świadczeń w ramach programu „Aktywny rodzic” w wysokości 8,4 mld złotych w 2025 roku także powinno zostać ograniczone wskutek przyjęcia kryteriów dochodowych. Brak takich kryteriów znacząco zawyża wydatki budżetowe na program „Aktywny rodzic” oraz koliduje z poczuciem sprawiedliwości społecznej. Rodziny z niskimi dochodami nie powinny dofinansowywać rodzin zamożnych, dla których wydatek 500 czy 1500 złotych stanowi niewielką część miesięcznego dochodu, gdzie np. w dużych miastach – Krakowie, Poznaniu czy Warszawie przeciętne miesięczne wynagrodzenie to kilkanaście tysięcy złotych.