Europa ma szansę wyprzedzić USA w rozwoju internetu rzeczy. Transport, energetyka i inteligentne domy to najbardziej perspektywiczne obszary

Europa ma szansę wyprzedzić USA w rozwoju internetu rzeczy. Transport, energetyka i inteligentne domy to najbardziej perspektywiczne obszary 1

Transport i motoryzacja, energetyka, opieka zdrowotna, inteligentne domy i przedmioty codziennego użytku – w tych obszarach internet rzeczy ma największy potencjał rozwoju. Według IDC do 2020 roku wydatki na ten cel wzrosną w Polsce do poziomu 5,4 mld dolarów. Dzięki dobrze wykształconym kadrom, Polska może być ważnym rynkiem dla rozwoju technologii powiązanych właśnie z internetem rzeczy.

– Internet rzeczy będzie rozwijał się w każdej z branż, przede wszystkim w dziedzinie smart cities, smart grid. Urządzenia będą powstawały po to, aby pomagać nam żyć, by ułatwiać nam podstawowe czynności, byśmy mogli oszczędzać energię i zasoby naturalne. Internet rzeczy będzie rozwijał się lawinowo w wielu dziedzinach równocześnie, trudno wskazać pierwszą. W Europie jedną z dziedzin, w której internet rzeczy ma zastosowanie, jest nowoczesna energetyka i inteligentne miasta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Pisarczyk, prezes zarządu spółek Phoenix Systems i Atende Software.

Internet rzeczy (Internet of Things, IoT) – czyli koncepcja, zgodnie z którą przedmioty mogą się ze sobą komunikować, wymieniać i przetwarzać dane za pośrednictwem sieci – cieszy się niesłabnącą popularnością. Szacuje się, że do 2020 roku będzie już ponad 50 mld urządzeń podłączonych do IoT – nie tylko komputerów i smartfonów, ale również sprzętów domowych czy tzw. wearables, czyli ubrań, biżuterii i gadżetów wyposażonych w sensory zdolne łączyć się z internetem.

– Rynek internetu rzeczy uważany jest przez wielu ekspertów za jedną z najszybciej rozwijających się dziedzin informatyki. Raporty mówią, że niedługo ponad 90 proc. komputerów to będą komputery tzw. wbudowane w urządzenia i nawet nie będziemy mieli świadomości, że tam są – mówi Paweł Pisarczyk.

Według opracowanego przez IAB raportu „Internet Rzeczy w Polsce” najwięcej urządzeń znajduje obecnie zastosowanie w obszarach smart dom, wearables oraz RTV i AGD. Producenci implementują już moduły WiFi nawet w drobnych sprzętach domowych, a inteligentne lodówki czy odkurzacze są coraz powszechniejsze. Według IAB Polska to właśnie kategoria smart dom ma największy potencjał związany z IoT, ponieważ z domowego WiFi korzysta w tej chwili ok. 77 proc. polskich gospodarstw domowych. Kolejne obszary, w których internet rzeczy znajdzie szerokie zastosowanie to m.in. transport i motoryzacja, energetyka i opieka zdrowotna.

Jak wynika z badań Samsung Electronics, na razie tylko 15 proc. Europejczyków rozumie pojęcie Internet of Things. Natomiast raport IAB wskazuje, że z tym terminem spotkało się dotąd zaledwie 11 proc. Polaków. Wiele osób korzysta z urządzeń łączących się z internetem, nie wiedząc nawet, na jakiej zasadzie działają. O tym, że internet rzeczy ma ogromny potencjał wzrostu, świadczą jednak nie tylko badania i ekspertyzy, lecz także zainteresowanie światowych gigantów technologicznych.

 Jest to rynek, który stwarza wielki możliwości dla firm rozwijających oprogramowanie, zaawansowaną technologię, w szczególności oprogramowanie niskopoziomowe, systemy operacyjne, czyli rozwiązania, które pomagają projektować urządzenia nowego typu. Bardzo dużo graczy inwestuje w ten rynek. Firmy takie jak Dell publicznie mówią o tym, że będą inwestowały. Najwięksi gracze zauważyli, iż jest to właściwy kierunek – mówi Paweł Pisarczyk.

W październiku, podczas Dell IoT Strategy Day w Nowym Jorku, technologiczny gigant ogłosił utworzenie nowej gałęzi biznesowej, dedykowanej rozwijaniu internetu rzeczy. Globalna firma badawcza IDC szacuje, że do 2020 roku wydatki na IoT będą rosły w tempie przekraczającym 20 proc. rocznie. Jeszcze w 2014 roku wartość inwestycji w ten segment w Polsce wyniosła ok. 2 mld dolarów, natomiast w 2020 roku przekroczy już 5,4 mld dolarów – to szacowana wartość całego ekosystemu IoT: sensorów, oprogramowania, usług IT i infrastruktury. W ocenie prezesa Atende Software Polska ma szansę stać się ważnym rynkiem dla rozwoju technologii powiązanych z internetem rzeczy.

– Europa przegrała walkę ze Stanami Zjednoczonymi o cloud computing, natomiast wierzymy, że internet rzeczy będzie domeną firm europejskich, a w szczególności polskich. Wiele lat temu Polska nie znaczyła nic na rynku gier komputerowych, a dziś firma CD Projekt jest uważana za lidera branży i cały świat wstrzymuje oddech, kiedy ma się pojawić nowa odsłona Wiedźmina. Wierzę, że tak samo będzie w internecie rzeczy i my odegramy istotną rolę z naszym systemem operacyjnym – mówi Paweł Pisarczyk.

Swoją szansę w tym segmencie dostrzegł polski start-up Phoenix Systems, który jednak zamiast rozwiązań sprzętowych, skupił się na projektowaniu oprogramowania. Stworzył system operacyjny dla procesorów wykorzystywanych w urządzeniach IoT.

Internet rzeczy staje się coraz bardziej zaawansowany, dlatego potrzebujemy systemu operacyjnego do internetu rzeczy. Systemy znane z komputerów PC są za duże i nie pozwalają na to, aby używać ich w urządzeniach, ponieważ procesory stosowane w tych urządzeniach musiałyby być bardzo drogie. Potrzebny jest system operacyjny, który będzie efektywny, ale będzie też sprytny i będzie czerpał z 30-40 lat rozwoju systemów operacyjnych. To jest właśnie Phoenix-RTOS – podkreśla prezes Phoenix Systems.

Konsekwencje nieterminowych płatności, z którymi zmaga się sektor MŚP

7 na 10 polskich przedsiębiorców z sektora MŚP odnotowało w swoim otoczeniu biznesowym pogorszenie relacji biznesowych i trudności w pozyskaniu nowych kontrahentów spowodowane opóźnieniami w płatnościach – wynika z 14. fali cyklicznego badania Bibby MSP Index. W opinii niemal 40% ankietowanych negatywnym efektem tego zjawiska jest utrata dobrego wizerunku firmy na rynku.

Prawie ¼ badanych przyznaje, że zetknęła się również z utratą wieloletniego partnera biznesowego. Jako następstwa nieopłaconych w terminie faktur przedsiębiorcy wymieniają również wpis do KRD (4,9%), nadzór komorniczy (1%), wszczęcie postępowania karnego (0,3%) oraz bankructwo (2,3%).

Ponad 80% ankietowanych w ramach badania Portfel należności polskich przedsiębiorstw zadeklarowało, że dotyka ich problem opóźnień w  przepływie należnoścí. Prawie 17% respondentów 14. fali badania Bibby MSP Index uważa, że problemy te nasiliły się w stosunku do poprzedniej tury badania realizowanej w marcu 2017 roku, a odsetek firm płacących nieregularnie wzrósł o 5%.

Warto zwrócić uwagę, że prawie 70% polskich przedsiębiorców z sektora MŚP nie otrzymuje płatności za wystawione faktury w terminie. Problem zatorów płatniczych jest powszechny, dlatego tak ważna jest edukacja jak przeciwdziałać temu zjawisku i promowanie dobrych praktyk biznesowych, szczególnie istotnych dla funkcjonowania małych i średnich przedsiębiorstw – komentuje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce – firmy oferującej usługi finansowe – inicjatora kampanii „Płacę faktury, jestem gospodarczo odpowiedzialny”. Według Bibby MSP Index obecnie co 10 firma korzysta z faktoringu, a jako główną przyczynę korzystanie z tej usługi firmy wskazują właśnie poprawę płynności finansowej.

Z jesiennego badania na temat zatorów płatniczych przedsiębiorców z sektora MŚP przeprowadzonego przez BIG InfoMonitor wynika, że prawie 30% przedsiębiorców ma problem z zachowaniem płynności finansowej w swojej firmie. W grupie przedsiębiorstw sprzedających towary bądź usługi z odroczonym terminem płatności, kłopot z płynnością dotyka niemal co 3 ankietowanego. Ponad połowa firm deklaruje, że występowanie opóźnień́ jest barierą dla prowadzonej przez nie działalności.

Sektor MŚP jest szczególnie mocno wrażliwy na brak terminowych płatności ze strony swoich kontrahentów. Podstawowym problemem sektora MŚP jest niska kapitalizacja, czyli brak zaplecza finansowego, które pozwoliłoby bez stresu przetrwać opóźnienia w płatnościach. W efekcie firmy z segmentu MŚP, których dotknął ten problem,  same zaczynają opóźniać płatności względem swoich dostawców. To z kolei może wiązać się z ograniczeniem dostępności do kredytu kupieckiego, ograniczenia zakupów niezbędnych materiałów oraz usług i w efekcie braku możliwości konkurowania na rynku. Problem „krótkiej kołderki finansowej” skutecznie zniechęca wielu małych przedsiębiorców do zwiększenia skali działalności, a to bardzo często oznacza stagnację i szybki kres działalności. Najgorszym możliwym scenariuszem jest brak płatności ze strony kontrahenta, którego efektem jest całkowita utrata płynności i potencjalne zamknięcie prowadzonej działalności – komentuje Maciej Kalbus, Zastępca Dyrektora, Departament Ryzyk Kredytowych i Politycznych, Marsh Polska.

75% badanych firm próbuje przeciwdziałać opóźnieniom w płatnościach. Jak wynika z badania Bibby MSP Index nadal główną metodą zabezpieczania się (w 65,4% przypadków) jest sprawnie działający dział księgowy monitorujący i pilnujący należnych zaległości.

Jako główne sposoby zabezpieczania się przed niewypłacalnymi kontrahentami badani wskazali weryfikację klienta w KRD lub BIG przed podpisaniem umowy (57,3%) oraz ubezpieczanie transakcji (10%). Warto zwrócić uwagę, że nadal aż ponad 22% respondentów nie zabezpiecza się przed zagrożeniami wynikającymi ze współpracy z niewypłacalnymi kontrahentami.

Zaniepokojeni niską świadomością o sposobach poprawy płynności finansowej i jej zapobiegania, uruchomiliśmy kampanię edukacyjną stworzoną z myślą o przedsiębiorcach z sektora MŚP, Płacę Faktury – jestem gospodarczo odpowiedzialny. Jej celem jest propagowanie dobrych praktyk, i pokazanie, że regulowanie swoich należności na czas uruchamia reakcję łańcuchową – firmy mogą regulować swoje zobowiązania na czas m.in. terminowo wypłacać wynagrodzenia, płacić podatki, składki ZUS, a także inwestować i rozwijać się. Na stronie placefaktury.pl przedsiębiorcy znajdą materiały poradnikowe oraz prawdziwe historie przedsiębiorców, którzy przywrócili swojej firmie płynność finansową – dodaje Jerzy Dąbrowski, Dyrektor Generalny Bibby Financial Services w Polsce.

Dwuletnie szczyty czarnego złota

Choć na rynku surowców energetycznych najsilniejszy ruch w stronę północy odnotowały grudniowe kontrakty na gaz ziemny (4,5 proc.), to miano absolutnej gwiazdy poniedziałkowej sesji zyskuje ropa. Obecnie West Texas Intermediate przebija się przez nienotowany od lipca 2015 roku poziom 57,00 USD, co częściowo napędzają najnowsze doniesienia z państw OPEC. Na powrocie rentowności amerykańskich dziesięciolatek do poziomu 2,32 proc. korzystają nie tylko pozostałe waluty koszyka G10, ale również metale szlachetne. Liderem powyższego zestawienia pozostaje srebro (2,3 proc.), które wyraźnie dystansuje się od zwyżki złota (0,9 proc.) wracającego nad poziom 1 280 USD za uncję.

Dzisiejszą słabość amerykańskiej waluty najsilniej wykorzystał funt szterling (0,6 proc.) wypychający parę GBP/USD w okolice oporu przy 1,3160. Beneficjentami przetasowania na rynku surowców stały się również norweska korona (0,5 proc.) oraz kanadyjski dolar (0,3 proc.), który usilnie próbuje wymazać pasmo ostatnio obserwowanej przeceny. Blisko piątkowego punktu wyjścia znajduje się euro (0,0 proc.) stabilizujące EUR/USD przy 1,1610. W koszyku walut Emerging Markets prym wiedzie turecka lira (1,6 proc.), która w minionym tygodniu była zakładnikiem doniesień związanych z procederem omijania sankcji przez Iran. W regionie miano najsilniejszego należy do czeskiej korony (0,4 proc.) wracającej w okolice poziomów obserwowanych po ostatniej decyzji ČNB w sprawie zmian obowiązujących parametrów polityki pieniężnej. W przypadku złotego należy mówić o stosunkowo niewielkich ruchach, bowiem EUR/PLN balansuje przy 4,2400, USD/PLN schodzi w okolice 3,6500, GBP/PLN przebija się przez 4,8000, a CHF/PLN stabilizuje się przy 3,6580.

Efekt względnie nudnego kalendarza makroekonomicznego skutecznie rekompensowały dynamicznie pojawiające się doniesienia. Pogłoski o rzekomym odejściu z Fed potwierdził Bill Dudley, członek zarządu oraz szef oddziału z Nowego Jorku, który ma rozstać się z Systemem Rezerwy Federalnej w połowie 2018 roku. Dla rynku ropy kluczowe były słowa Emmanuela Ibe Kachikwu, nigeryjskiego ministra ds. złóż ropy, który poinformował jednogłośności państw OPEC w sprawie dalszego cięcia wydobycia. Według Kachiwku jedynym problemem pozostaje wyznaczenie terminu obowiązywania porozumienia.
Koniec notowań na europejskich parkietach nie stał pod znakiem dość spektakularnych zwyżek. Tuż pod poziomem z piątkowego zamknięcia uplasował się frankfurcki DAX (-0,1 proc.), na czele którego znalazło się RWE (1,6 proc.) między innymi za sprawą noty analitycznej Goldman Sachs – w rekomendacji zalecono kupno walorów z ceną docelową na poziomie 26,50 EUR (obecnie: 22,59 EUR). Na dnie giełdy znalazł się ProSiebenSat.1 (-2,9 proc.), aczkolwiek to Deutsche Telekom znalazł się na celowniku mniej optymistycznie nastawionych inwestorów. Za 2,6 proc. przeceną stoi koniec rozmów połączenia marki T-Mobile z amerykańskim Sprintem.

Niezbyt pokaźny ruch ma za sobą również londyński FTSE 100 (0,0 proc.), który był usilnie ciągnięty ku górze przez ConvaTeca (3,8 proc.) będącego świeżo po rekomendacji kupna wystawionej przez UBS (-0,8 proc.). W Paryżu ponownie dwie ostatnie lokaty należały do spółek z sektora finansowego – BNP Paribas (-1,2 proc.) oraz Société Générale (-3,7 proc.), które w minionym tygodniu stały się ofiarami rozczarowujących przychodów z tradingu. Tym razem źródło pesymizmu w przypadku drugiej ze spółek zapewniła nota KBW, której pojawiła się rekomendacja „niedoważaj” z ceną docelową na poziomie 39,40 EUR (obecnie: 44,03 EUR).

Przy Książęcej swoje pięć minut miały spółki z sektora bankowego, którym przewodził Bank Zachodni WBK (3,1 proc.). W połowie sesji dodatkowy wiatr w żagle zapał Alior Bank (2,9 proc.) po komentarzu Moody’s, gdzie zauważono możliwość odnotowania przez Bank Pekao (1,2 proc.) niekorzyści wynikających z połączenia. Listę komponentów indeksu WIG 20 (0,8 proc.) zamknęła Jastrzębska Spółka Węglowa. Jej 0,6 proc. przecenie wtórowała zniżka Tauronu (-0,6 proc.), który poinformował o ponownym uruchomieniu bloku elektrowni Łagisza o mocy 460 MW pod koniec miesiąca.

Sporządził: Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Najmłodsi czy najstarsi: którzy kierowcy jeżdżą gorzej i więcej płacą za OC?

  • Zgodnie z drogowymi stereotypami najmłodsi kierowcy jeżdżą brawurowo, a najstarsi o wiele bardziej zachowawczo.
  • Ten opis potwierdzają policyjne statystyki – młodzi kierowcy stwarzają największe zagrożenie na drogach, a najstarsi najmniejsze.
  • Wiek ma również duży wpływ na cenę obowiązkowego ubezpieczenia OC. Ile za polisę płacą przedstawiciele tych grup wiekowych?

Zbierane przez Komendę Główną Policji statystyki wypadków drogowych nie pozostawiają złudzeń: kierowców z grupy wiekowej od 18 do 24 lat trudno uznać za bezkolizyjnych. W ubiegłym roku spowodowali oni blisko 6 tys. wypadków, czyli aż 20% wszystkich zdarzeń, do których doszło z winy kierujących pojazdami. Co gorsze, ponad połowa wszystkich zabitych na drogach osób to ofiary właśnie tej grupy prowadzących jedno i wieloślady. Na każde 10 tys. najmłodszych kierowców przypada aż 18,4 wypadków, a wśród osób po 60. roku życia jest ich zaledwie 4,9 –zdecydowanie najmniej spośród wszystkich grup wiekowych.

Senior na drodze…

Można zakładać, że mniejsza liczba zdarzeń drogowych z udziałem seniorów wynika m.in. wolniejszej jazdy, częstszego korzystania ze znanych im dróg czy rezygnacji z podróży w nocy i przy złych warunkach atmosferycznych. Jednak współuczestnicy ruchu drogowego często narzekają, że starsi kierowcy jeżdżą nieprzewidywalnie, bez zwracania uwagi na otoczenie. Przyczyną problemów są naturalne dla tego wieku ograniczenia – słabsza i wolniejsza reakcja, problemy ze wzrokiem czy zła ocena sytuacji. Co ważne, dane Instytutu Transportu Samochodowego (ITS) wskazują, że kierowcy 50+ są najszybciej rosnącą grupą zmotoryzowanych, a według prognoz GUS do 2035 roku co piąty Polak będzie miał powyżej 65 lat.

W niedalekiej przyszłości kierowcy w starszym wieku będą częściej korzystali z auta i pokonywali więcej kilometrów. To wyzwanie dla branży ubezpieczeniowej, która będzie musiała dostosować się do nowej struktury wiekowej zmotoryzowanych i oszacować związane z tym ryzyko występowania szkód komunikacyjnych w coraz liczniejszej grupie starszych kierowców – zauważa Jakub Nowiński, członek zarządu w multiagencji Superpolisa Ubezpieczenia.

Wiek posiadacza pojazdu to ważne kryterium brane pod uwagę przez wszystkich ubezpieczycieli przy ustalaniu stawki za obowiązkową polisę komunikacyjną. Nierozerwalnie wiąże się to z prawdopodobieństwem spowodowania szkody – wysokim w przypadku młodych i stosunkowo niskim w przypadku seniorów. Aby sprawdzić, jak różnią się ceny obowiązkowej polisy OC, multiagencja Superpolisa Ubezpieczenia wykonała przykładowe wyliczenia dla młodego i zdecydowanie starszego kierowcy przy założeniu, że ubezpieczają identyczne auto – 5-letniego opla astrę o mocy 110 KM i pojemności 1,7 l.

Prawie 5 razy więcej za polisę dla młodych

Z przeprowadzonych kalkulacji wynika, że 25-latek z Warszawy za swoje pierwsze OC musiałby zapłacić minimum 3 710 zł. To dużo, ale i tak niewiele, biorąc pod uwagę, że u jednego z ubezpieczycieli taką samą polisę mógłby kupić za 8 960 zł, czyli o 5 250 zł więcej! Za identyczną ochronę 63-latek, od 25 lat opłacający OC i bez szkód na koncie, w stolicy znajdzie OC już za 820 zł – czyli blisko pięć razy mniej niż młody kierowca. W najgorszym wypadku cena polisy dla seniora to 2 194 zł.

Duże znaczenie dla kalkulacji składki za OC mają statystyki wypadkowe, z których jednoznacznie wynika, że w grupie najmłodszych kierowców ryzyko spowodowania szkody jest najwyższe. Nie bez znaczenia jest także ich brak doświadczenia i historii ubezpieczeniowej. Wszystko to sprawia, że niewiele towarzystw patrzy na młodych kierowców łaskawym okiem. O „kredyt zaufania” zdecydowanie łatwiej seniorom. Choć część ubezpieczycieli również w przypadku kierowców 60+ stosuje zwyżki za wiek, to są firmy, które są skłonne obniżyć ceny, zwłaszcza jeśli senior wypracował maksymalne zniżki za bezszkodową jazdę – wyjaśnia Jakub Nowiński z Superpolisy.

Trzeba wiedzieć, że polityka cenowa, czyli kryteria przydzielania zniżek i zwyżek w OC, jest różna w każdym z towarzystw. Najczęściej największą zwyżkę stosuje się wobec właścicieli pojazdów, którzy nie ukończyli 26. roku życia i prawo jazdy mają krócej niż 3 lata. Często najbardziej uprzywilejowaną grupą są osoby w wieku 35-55 lat.

Źródło: Superpolisa Ubezpieczenia

Przewidywana mocna końcówka roku na rynku inwestycyjnym

Łączna wartość transakcji na krajowym rynku inwestycyjnym na koniec 2017 roku, biorąc pod uwagę akwizycje sfinalizowane w pierwszych 9 miesiącach i szacunkową wartość transakcji w toku, może być wyższa o około 15 proc. od rekordowego 4,5 mld euro z ubiegłego roku. Wynik 2,3 mld euro osiągnięty w przeciągu trzech pierwszych kwartałów 2017 był co prawda niższy niż wartość transakcji zamkniętych w analogicznym okresie roku ubiegłego, jednak jak podkreślają autorzy raportu, wpływ na to mają m.in. nowe regulacje dotyczące klasyfikacji podatkowej umów, wydłużające proces decyzyjny i czas konieczny na przygotowanie i sfinalizowanie transakcji.

Biura i regiony w cenie

W trzecim kwartale 2017 właściciela zmieniły nieruchomości o wartości 810 mln Euro, z czego ponad połowa (52 proc.) przypadła na projekty biurowe. Gorszy wynik niż w II kwartale – kiedy główną rolę odegrały duże transakcje portfelowe – odnotował sektor handlowy. Z kolei na rynku powierzchni magazynowych i logistycznych właściciela zmieniły dwa obiekty, za które nowi właściciele zapłacili łącznie 92 mln euro.

Autorzy raportu podkreślają, że w minionych trzech kwartałach odnotowano rosnące zainteresowanie inwestorów projektami biurowymi na rynkach regionalnych, które oferują atrakcyjne produkty inwestycyjne o znaczącym potencjale. Skierowanie uwagi na regionalne biura przełożyło się bezpośrednio na wolumen transakcji w sektorze biurowym – połowa z nich została zawarta właśnie na tych rynkach.

Pozycja regionalnych rynków biurowych systematycznie się umacnia dzięki silnemu popytowi ze strony centrów nowoczesnych usług dla biznesu, które kreują wysokie zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię biurową. Obserwując wielkość podaży nowej powierzchni i poziom wskaźników powierzchni wynajętej, sytuacja podażowo – popytowa w regionach postrzegana jest jako stabilna, co sprzyja aktywnym tam deweloperom. Stąd spory wybór produktów, spełniających kryteria inwestorów – PATRYCJA DZIKOWSKA, DYREKTOR DZIAŁU ANALIZ RYNKOWYCH I DORADZTWA, EUROPA ŚRODKOWO – WSCHODNIA

Wzmożone zainteresowanie inwestorów biurowymi produktami najwyższej klasy, zlokalizowanymi w regionach, pociąga za sobą zmniejszenie różnicy stóp kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości z rynku stołecznego i poszczególnych rynków regionalnych – PIOTR GOŹDZIEWICZ, DYREKTOR, DZIAŁ RYNKÓW KAPITAŁOWYCH, EUROPA
ŚRODKOWO – WSCHODNIA

W poszukiwaniu logistycznych okazji

Podsumowując trzy kwartały 2017 roku, ponad połowa rynkowych transakcji została wygenerowana przez sektor handlowy, 29 proc. stanowiły transakcje z rynku biurowego. Wartość umów kupna – sprzedaży obiektów magazynowych wyniosła niecałe 119 mln euro. Odnotowany niski poziom wolumenu transakcji logistyczno-magazynowych nie oznacza jednak niskiej atrakcyjności tego sektora i braku apetytu ze strony inwestorów.

Cały czas obserwujemy niesłabnące zainteresowanie inwestorów nabywaniem nieruchomości magazynowych, natomiast faktem jest, iż podaż gotowych do sprzedaży obiektów jest bardzo ograniczona. Stąd też wiele transakcji w segmencie magazynowym zawierane jest na zasadzie forward-funding i forward-purchase, co nie zawsze jest odzwierciedlone w wolumenie transakcyjnym tego segmentu – JOHN PALMER, DYREKTOR DZIAŁ RYNKÓW KAPITAŁOWYCH, EUROPA ŚRODKOWO – WSCHODNIA

Co dalej z REIT-ami?

Koniec wakacji przyniósł niepokojące wieści dotyczące perspektywy wprowadzenia długo oczekiwanych regulacji prawnych umożliwiających tworzenie w Polsce spółek typu REIT. Wprowadzenie w życie ustawodawstwa, wstępnie planowane na styczeń 2018, nie nastąpi w tym okresie, co tłumaczone jest m.in. koniecznością przeanalizowania wielu uwag zgłoszonych do projektu Ministerstwa Finansów przez różne instytucje i środowiska. Co więcej, projekt uregulowań został znacząco zmieniony w porównaniu z pierwszą wersją i w obecnym kształcie ogranicza możliwość tworzenia spółek REIT do sektora nieruchomości mieszkaniowych. Wyłączenie nieruchomości komercyjnych z ustawy wprowadzającej REIT w Polsce to utrata alternatywnych źródeł kapitału dla rozwoju rynku w tym sektorze.

Dolar czeka na argumenty do dalszych wzrostów

Dolar pierwszym wyborem inwestorów na szerokim rynku. Amerykańska waluta czeka na katalizator by przyśpieszyć ruch umacniający. Taką kwestią może być wprowadzenie reformy podatków w USA. Rosnąca siła dolara może niekorzystnie wpłynąć na krajową walutę. EUR/PLN w kierunku 4,30? Podwyżka stóp w Wielkiej Brytanii=osłabienie funta. Złoty traci w ostatnich dniach do USD i GBP.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 17.09.2017-06.11.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2230 3,6180 3,5550 4,6970
Maksimum 4,3290 3,7920 3,6910 4,9360

 

EUROOd połowy października na kursie EUR/PLN mamy konsolidację. Pasmo wahań jest niewielkie raptem 3,5 groszowe. Na wykresie można wyrysować formację trójkąta, zbliżanie się obu ramion sygnalizować może wybicie z tej formacji w najbliższych dniach. Jeśli spojrzymy na aktualną sytuację na szerokim rynku, to można oczekiwać osłabienia złotego. Jest to efekt silniejszego dolara i rosnącej rentowności amerykańskich obligacji. Taka sytuacja działa niekorzystnie na waluty krajów wschodzących. W środę mamy co prawda posiedzenie RPP, ale nie należy oczekiwać, że rynek zacznie wyceniać podwyżkę stóp procentowych w Polsce w 2018 roku. Temat jest dość odległy, a do tego same polskie władze monetarne ani myślą póki co zmieniać swojej polityki. Dlatego też nie oczekujemy zmiany wydźwięku komunikatu po posiedzeniu prezesa Glapińskiego. Gdyby doszło do wybicia z formacji trójkąta pierwszy opór kurs EUR/PLN napotka na poziomie 4,2750.

FRANKCHF/PLN obecnie testuje linię trendu spadkowego. Pod koniec października już taka sytuacja miała miejsce ale wtedy próba ta zakończyła się fiaskiem a kurs podążył w kierunku lokalnego minimum. Póki co na rynkach nie widać wiele ryzyk, więc inwestorzy niechętnie uciekają do tematu do walut uznawanych za bezpieczne jak frank szwajcarski. Stąd jakieś nagły wzrost kursu CHF/PLN nam nie grozi. Trzeba jednak pamiętać o kwestii Korei Północnej, która została nieco zapomniana przez rynki. A moment na pokazanie swojej obecności na świecie Kim Dzon Un ma idealny. Z wizytą w Azji przebywa Donald Trump. I z pewnością na szeregu planowanych konferencjach o tej kwestii wspomni. Może to oczywiście przełożyć się na powrót do gry słów na linii USA-Korea Północna. W przypadku sforsowania linii trendu spadkowego kolejnym oporem będzie 3,70. Wsparciem pozostanie ostatnie minimum.

DOLARUSD/PLN pozostaje dość wysoko. Kurs porusza się w 8 groszowym kanale. Niewykluczony jest test górnego ograniczenia kanału w okolicach 3,6650. Tym bardziej, że widać na rynkach zbieranie siły amerykańskiej waluty na kolejny atak w kierunku południowym na głównej parze. Katalizatorem może się okazać wprowadzenie kluczowej reformy podatkowej. Już dziś Izba Reprezentantów rozpoczęła pracę nad stosownymi ustawami. Trump obiecał, że wejdzie ona w życie jeszcze w tym roku. W skrócie dwie najważniejsze ulgi zostaną znacząco podniesione, do tego zmniejszona zostanie ilość progów podatkowych, co ma przynieść istotnie większą dynamikę wzrostu gospodarczego. Jeśli faktycznie reforma wejdzie w życie to aprecjacja dolara stanie się faktem. Nie wspominając już o kwestii podwyżki stóp w grudniu, która praktycznie jest pewna. Tydzień jest jednak bardzo ubogi w dane makro więc niewykluczone, że w tym tygodniu rozpędzenia się trendu wzrostowego na dolarze nie zobaczymy. Pokonanie wspomnianego oporu na USD/PLN powinno szybko podnieść kurs do okolic 3,70 przy którym znów możemy mieć lekki hamulec i trudności z jego pokonaniem. Wsparciem będzie wyrysowana linia krótkoterminowego trendu wzrostowego w okolicach 3,63.

GBPBez wątpienia największą zmienność w ubiegłym tygodniu mieliśmy na funcie brytyjskim. Podczas gdy negocjacje brexitowe odeszły nieco w cień, na pierwszy plan wysunął się Bank Anglii. Zgodnie z naszymi oczekiwaniami władze monetarne Wielkiej Brytanii podwyższyły koszt pieniądza o 25 pkt bazowych. Sytuacja nieco z natury tych dziwnych biorąc pod uwagę, że nadal trwa program skupu aktywów, czyli luźna polityka monetarna a podwyższa się stopę procentową czyli zacieśnia tenże element gospodarki. Mark Carney jednak obawiał się widocznie wysokiej inflacji wynoszącej 3% i stąd taka decyzja. Wzrostów jednak na funcie nie było, gdyż konferencja BoE była zdecydowanie gołębia. Prezes dość jasno powiedział, że nie jest to absolutnie początek cyklu a raczej jednorazowa zmiana. W projekcjach Bank Anglii w kolejnych latach widzi inflację na niższych poziomach. Wydaje się więc, że kolejne ruchy w polityce monetarnej jeśli już skierują się w kierunku QE i kolejnych etapów z jego wychodzenia a ruchów na stopach długo nie zobaczymy. Efekt był taki, że GBP/PLN spadł o niemal 12 groszy w dwa dni po decyzji. Doszło do wybicia dołem z kanału wzrostowego. Od czwartku ubiegłego tygodnia widzimy jednak nieco odbicia korekcyjnego i brytyjska waluta nieco zyskuje. Trzeba jednak pamiętać, że gołębie słowa prezesa i projekcje długo jeszcze będą wywoływać presję spadkową na funcie.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Ile chce zarabiać pokolenie Y?

Jakich miesięcznych dochodów oczekują milenialsi? Jaki poziom zarobków chcieliby osiągnąć podczas rozwoju zawodowego? Blisko połowa z nich prognozuje, że realnym celem jest miesięczne wynagrodzenie przekraczające 3000 zł. Podobne aspiracje posiadają przedstawiciele starszej grupy badanych – respondenci w wieku 45-60 lat. Więcej informacji dotyczących preferencji finansowych zawiera raport „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowany na zlecenie Lindorff SA.

Ile zarabiają Polacy?

Ile zarabiają Polacy?Do udziału w badaniu zostały zaproszone dwie grupy ankietowanych: przedstawiciele pokolenia Y (21-35 lat) oraz generacji X (45-60 lat). Respondenci zostali poproszeni o udzielenie odpowiedzi na pytanie: „W jakich granicach mieszczą się Twoje łączne dochody netto, uzyskiwane ze wszystkich źródeł?”. Uzyskane wyniki obrazują duże rozbieżności w wysokości wynagrodzenia w obu grupach wiekowych. ¼ młodszych ankietowanych przyznała, że ich miesięczne przychody znajdują się w przedziale 2001-3000 zł. Dla 18% badanych całkowity dochód netto wynosi od 1501 do 2000 zł, a 10% wskazało odpowiedź „3001-4000 zł”. 15% respondentów oświadczyło, że zarabia mniej niż wynosi najniższa krajowa (poniżej 1500 zł), a blisko 1/5 otrzymuje ponad 4000 zł netto.

Jakich odpowiedzi udzielali starsi respondenci? Najliczniejsza grupa przedstawicieli tej grupy badawczej (21%) wskazała, że ich wynagrodzenie nie przekracza 2000 zł. Dwie odpowiedzi „2000-3000 zł” oraz „3000-4000 zł” uzyskały po 19% wskazań, podobnie jak „4000-5000 zł” oraz „powyżej 5000 zł”, z których każda określa wysokość zarobków 1 na 10 ankietowanych.

Powyższe badanie wykazało, że większe wynagrodzenie otrzymują osoby w wieku 45-60 lat. Wynika to z faktu, że przedstawiciele generacji X dłużej funkcjonują na rynku pracy, prawdopodobnie rzadziej decydują się na zmianę pracodawcy, dzięki czemu ugruntowali swoją pozycję zawodową. Natomiast młodzi ludzie, którzy stawiają pierwsze kroki na rynku pracy, często decydują się na zmianę miejsca zatrudnienia, a ponieważ rozpoczynają dopiero swoją karierę, mogą liczyć na zdecydowanie mniejszy miesięczny dochód.

Jakiego wynagrodzenia oczekują Polacy?

Jakiego wynagrodzenia oczekują Polacy?Respondenci zostali również poproszeni o określenie swoich preferencji dotyczących miesięcznego wynagrodzenia netto, a wyniki badania ponownie sklasyfikowano według kryterium wieku. Które odpowiedzi wskazali ankietowani, odpowiadający na pytanie: „Jaki pułap wynagrodzenia chciałbyś osiągnąć na drodze Twojej kariery zawodowej i równocześnie uznajesz go za realny do osiągnięcia”? Największa grupa badanych milenialsów, czyli reprezentantów pokolenia Y (17%), zadeklarowała, że chciałaby uzyskać wynagrodzenie na poziomie 2000-2500 zł, 14% badanych usatysfakcjonuje dochód w granicach 3000-3500 zł, natomiast 12% respondentów wybrało przedział 4000-5000 zł. Pozostałe odpowiedzi uzyskały poniżej 10% wskazań.

Wśród pokolenia X obserwujemy duże rozbieżności dotyczące oczekiwanej wysokości wynagrodzenia. 16% badanych wskazało, że w toku rozwoju zawodowego i poszerzania własnych umiejętności chciałoby osiągnąć dochód w przedziale 2500-3000 zł, a 14% oczekuje wynagrodzenia na poziomie 3000-3500 zł. 12% respondentów uzyska satysfakcję zawodową otrzymując pensję w wysokości 5000-6000 zł, 11% wierzy w dochód oscylujący wokół 3500-4000 zł, a co 10 ankietowany wskazał zakres od 4000 do 5000 zł. Pozostałe odpowiedzi wybrało od 3 do 9% badanych.

Według powyższego raportu stała praca stanowi priorytet w życiu respondentów, którzy przy wyborze miejsca zatrudnienia zwracają szczególną uwagę na satysfakcjonujące wynagrodzenie (47% ankietowanych myśli w ten sposób). Wśród milenialsów istotny element stanowi również jasno określony i atrakcyjny system premiowy, który wskazało 17% ankietowanych z tej grupy wiekowej (powyższą odpowiedź wybrało jedynie 4% reprezentantów generacji X). Możliwość otrzymania dodatkowych benefitów finansowych nie stanowi najważniejszego warunku podjęcia zatrudnienia wśród Polaków, warto jednak zwrócić uwagę na rekordową dysproporcję w obu grupach. Powyższy raport wykazał również, że jedynie 53% milenialsów i 40% osób w wieku 45-60 lat jest zadowolona z otrzymywanej pensji. Dlatego oczekują oni zwiększenia wynagrodzenia, które stanowi podstawowy wyznacznik poziomu akceptacji miejsca pracy.

[1]Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

Życie po MdM, czyli jaka przyszłość czeka polski rynek nieruchomości

Ponad 96 000 rodzin oraz niemal 2,5 mld zł – te liczby najdobitniej pokazują skalę rządowego programu Mieszkanie dla Młodych. Jedna z najpopularniejszych form dofinansowania młodych gospodarstw domowych jest jednak wygaszana, a jej ostatnia transza będzie miała miejsce na początku 2018 roku. Jakie perspektywy czekają rozpędzony polski rynek nieruchomości?

Mieszkanie dla Młodych funkcjonuje na polskim rynku od 2014 roku. Mimo trudnych początków (wg. danych Najwyższej Izby Kontroli, w 2014 roku wykorzystano zaledwie 34,5 proc. przeznaczonego budżetu) z czasem Polacy przekonali się do rządowego programu mieszkaniowego… do tego stopnia, że w 2017 potencjalni kupujący potrafili wykorzystać cały budżet w zaledwie kilka dni.  Niebagatelne znaczenie dla znaczącego ożywienia programu miały wprowadzone w nim zmiany.

Obecnie w ramach Mieszkania dla Młodych można zakupić mieszkanie lub dom na rynku pierwotnym lub wtórnym. Dofinansowanie jest wypłacane na wkład własny oraz częściową spłatę kredytu, a jego wysokość zależy od wielkości gospodarstwa domowego. Rodziny, w których jest co najmniej trójka dzieci mogą liczyć nawet na refundację 30 proc. wartości nieruchomości. Natomiast w przypadku wielu domowników można nabyć drugie i kolejne lokum w celu poprawienia warunków mieszkaniowych.

MdM rozpędziło rynek nieruchomości

Z rządowego programu dotychczas skorzystało ponad 96 000 rodzin, a krajowy budżet kosztowało to niemal 2,5 mld zł. – Na fali programu Mieszkanie dla Młodych powstało wiele nowych inwestycji mieszkaniowych. Deweloperzy, widząc tak duże zainteresowanie oraz możliwości rynkowe, znacząco zwiększyli zakres swojej działalności i zaczęli budować więcej. Ponadto dostosowywali swoje oferty do warunków programu – mówi Agata Stradomska, z RE/MAX Polska, części globalnej sieci biur nieruchomości RE/MAX.

Według danych Głównego Urzędu Statystycznego, w 2016 roku wydano pozwolenia lub dokonano zgłoszenia z projektem budowlanym na budowę ponad 211 000 mieszkań, czyli aż o 12 proc. więcej niż w 2015 r. Natomiast 2017 rok zapowiada się na rekordowy pod względem oddanych mieszkań. Przetoczone dane w połączeniu z dofinansowaniem rządowym sprawiają wrażenie, że już po nowym roku polski rynek nieruchomości zacznie gwałtownie hamować. Jednakże zaprzeczają temu słowa Agaty Stradomskiej, ekspertki globalnej sieci RE/MAX. – Warto zauważyć, że tylko część mieszkań z rynku pierwotnego spełniała finansowe kryteria programu rządowego. Na przykład, w III kwartale obecnego roku, w Warszawie limit cenowy dla rynku pierwotnego wynosił 6 404,65 zł za m kw., a średnia cena dla miasta wynosi 8 200 zł za m kw. Dlatego kupując mieszkanie w stolicy, a także w niektórych innych miastach i chcąc skorzystać z MdM należy się zdecydować na mniej atrakcyjną lokalizację. Pokazuje to, że nawet po wygaszeniu programu rządowego popyt na mieszkania w korzystnej lokalizacji oraz z atrakcyjną infrastrukturą wzrośniecie powinien zmaleć – mówi Stradomska.

Popyt nie ustanie

Na rynek nieruchomości aktywnie wchodzi pokolenie wyżu demograficznego oraz inwestorzy, którzy kupno mieszkania traktują jako lepszą alternatywę lokowania pieniędzy niż lokaty, czy fundusze. Dodatkowo, gdy spojrzymy na dane GUS mówiące, że w Polsce na jedno mieszkanie przypada średnio 2,72 osoby, a w krajach z zachodu Europy średnia oscyluje w granicach 2 – 2,25 to pokazuje, że krajowy rynek dalej jest chłonny na nowe lokale. Dzięki temu liczba chętnych na kupno mieszkania powinna się utrzymać, zmienić mogą się jedynie ich oczekiwania wobec własnego „M” – prognozuje Stradomska.

Pozytywnie wyglądają również dane makroekonomiczne, które pośrednio wpływają na rynek nieruchomości. Rekordowo mała stopa bezrobocia, niskie stopy procentowe oraz nieustannie rosnące pensje powodują, że potencjalni kupcy nie boją się zobowiązania w postaci kredytu hipotecznego. Co więcej, ostatnie prognozy Narodowego Banku Polskiego[1] pokazują, że pozytywna sytuacja gospodarcza w kraju powinna się utrzymywać w najbliższych kwartałach.

Nadchodzi Mieszkanie+

Naturalnym następcą Mieszkania dla Młodych ma być program Mieszkanie+. Główną różnicą dla beneficjentów będzie fakt, że w odróżnieniu do MdM mieszkania będą wynajmowane w preferencyjnych cenach za m kw. oraz w dwóch możliwościach – wynajem zwykły oraz wynajem z opcją dojścia do własności.

Niewątpliwie nowy program jest bardzo ciekawy. Szczególnie gdy zwrócimy uwagę na to, że według danych Eurostatu Polska jest krajem z małym odsetkiem wynajmowanych lokali. Biorąc pod uwagę coraz większą mobilność społeczeństwa oraz migrację zarobkową można spodziewać się, że popyt na wynajem mieszkań będzie z rosnąć – mówi Agata Stradomska z RE/MAX Polska. – Jednak czy w przyszłości będziemy częściej wynajmować niż kupować? Oprócz racjonalności ekonomicznej dużo będzie zależeć od zmiany przekonań i przyzwyczajeń Polaków, a jak wiadomo pokonanie tego typu barier jest najbardziej czasochłonne – podsumowuje Stradomska.

[1] http://www.nbp.pl/statystyka/amakro/am2017q2.pdf

Coraz lepiej kandydatom, coraz gorzej pracodawcom

Większość specjalistów i menedżerów odczuło w ostatnim roku poprawę swojej sytuacji zawodowej – wskazują wyniki najnowszej, 7 edycji badania Antal. Duża liczba otrzymanych ofert pracy i częściej oferowane podwyżki przekładają się bezpośrednio na wzrost możliwości zawodowych pracowników. A to oznacza, że pracodawcom jest coraz trudniej pozyskać i utrzymać niezbędne talenty.

Poprawa sytuacji zawodowej

Dla ponad połowy pracowników ubiegły rok wiązał się z poprawą ich sytuacji zawodowej. 16% deklaruje zdecydowaną poprawę, a 35% raczej skłania się ku pozytywnej ocenie swojej pozycji na rynku pracy.

Przez poprawę sytuacji na rynku pracy pracownicy rozumieją zazwyczaj otrzymanie podwyżki bądź dodatkowych świadczeń, awans – wewnętrzny jak i zewnętrzny, a także samą propozycję udziału w procesie rekrutacyjnym” – komentuje Roman Zabłocki, menedżer Antal Engineering & Operations.

Na wzrost możliwości zawodowych wpływają w znacznej mierze nowe inwestycje i reinwestycje firm już obecnych na rynku, które generują ogromne zapotrzebowanie na specjalistów i menedżerów.

„Wiele firm doszło do wniosku, iż lepiej wydać pewne środki na dodatkowe benefity, wyższe wynagrodzenia czy szkolenia niż narazić się na utratę talentów” – podsumowuje Roman Zabłocki.

Kandydatom coraz lepiej…

Na ocenę swojej sytuacji zawodowej na rynku pracy i poczucie wartości rynkowej bezpośrednie przełożenie ma liczba otrzymywanych zaproszeń do procesów rekrutacyjnych. Przeciętnie specjaliści i menedżerowie otrzymują 8 ofert pracy, ale w przypadku rekordzistów liczba ta sięga kilkudziesięciu rocznie.

Aleksandra Kujawa, menedżer Antal IT Services zwraca uwagę, że to nasilający się rynek kandydata w wielu branżach oraz rozwój social media powoduje, że specjaliści dostają coraz więcej ofert pracy.

„Z jednej strony liczba wakatów na polskim rynku stale rośnie, przy pogłębiającym się niedoborze wykwalifikowanych specjalistów. Z drugiej strony, z uwagi na popularność mediów społecznościowych i cyfrową transformację społeczeństwa, dostęp do kandydatów i ich danych kontaktowych jest łatwiejszy. Najwięcej ofert pracy otrzymują specjaliści IT, ale wysoki popyt utrzymuje się również w logistyce, inżynierii oraz w finansach i księgowości” – podkreśla Aleksandra Kujawa.

Przeciętna roczna liczba zaproszeń do udziału w procesach rekrutacyjnych w podziale na specjalizacje:

przec_liczba_zaproszenLiczba zaproszeń do rekrutacji. Źródło: Antal, 2017

…Firmom zaś coraz trudniej

Rynek kandydata odczuwany jest w dużym stopniu przez pracodawców – firmy zauważają zwiększenie trudności w pozyskaniu odpowiednich kompetencji. Coraz więcej pracowników nie jest zainteresowanych zmianą pracy (8%), a znacząca większość (62%) nie szuka aktywnie ofert i nie aplikuje do firm – trzeba do nich trafić z ofertą bezpośrednio. Mimo dużej dostępności kandydatów na portalach społecznościowych proces rekrutacji nie zyskuje na łatwości.

Minął moment fascynacji portalami zawodowymi – coraz więcej osób przestaje z nich aktywnie korzystać. Tezę tę wprost potwierdza wzrost procentowy osób z nieaktualnymi profilami – z 15% do 20%. Rośnie więc znaczenie relacji bezpośrednich z kandydatami. Dlatego renomowane agencje stawiają na działania skierowane do kandydatów, a konsultanci coraz bardziej stają się doradcami zawodowymi i coachami kariery. Ponadto coraz większą rolę zaczyna odgrywać head hunting, polegający na bezpośrednim dotarciu do właściwych kandydatów z dopasowanym, spersonalizowanym do nich przekazem” – podkreśla Joanna Kuzioła, menedżer Antal Sales & Marketing.

Kandydaci również coraz bardziej kategorycznie stawiają warunki zmiany pracy. Podobnie jak w zeszłym roku dla 72% respondentów warunkiem koniecznym jest wzrost wynagrodzenia – przeciętnie o przynajmniej 20%. Dla ponad połowy (52%) firma musi znajdować się w dogodnej lokalizacji. Ważna jest również ceniona marka pracodawcy (41%) i z roku na rok rośnie znaczenie elastycznych godzin pracy (42%).

antal

Minimalne warunki rozważenia oferty pracy. Źródło: Antal 2017

Wymieniane inne warunki zmiany pracy to również: atmosfera, work-life balance, praca zdalna, rozwój, ciekawe wyzwania zawodowe.

Zarobki, warunki pracy i koszty życia w Danii

Dania zmaga się obecnie z deficytem wykwalifikowanych pracowników. Może to być okazja dla pracowników z Europy Środkowo-Wschodniej, emigrujących w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy, zwłaszcza że wynagrodzenia w Danii należą do najwyższych na świecie.

Warunki pracy w Danii

Z perspektywy pracownika przyzwyczajonego do realiów polskiego rynku pracy, Dania jest specyficznym krajem. Nie posiada jednolitego kodeksu pracy, nawet płaca minimalna nie jest odgórnie ustalona. Wszystkie regulacje dotyczące czasu pracy, długości urlopu, wieku emerytalnego, zarobków czy okresu wypowiedzenia ustalane są na mocy porozumień między Duńską Konfederacją Pracodawców a Duńską Federacją Związków Zawodowych. Z drugiej strony, istnieje prawny zapis dbający o interesy obcokrajowców, stanowiący, że nie mogą oni otrzymywać wynagrodzeń niższych niż zatrudnieni na podobnych stanowiskach Duńczycy. Dania jest również krajem, w którym przykłada się uwagę do utrzymywania równowagi między pracą a życiem prywatnym. Według Duńskiego Urzędu Statystycznego zatrudnieni na pełen etat przepracowują średnio 38,6 godzin w tygodniu. To o 2,4 godziny mniej niż wynosi europejska średnia. Jedynie Francuzi i Słowacy pracują krócej. Ponadto pracownikom zatrudnionym na etacie przysługuje pięć tygodni płatnego urlopu wypoczynkowego.

Zarobki w Danii

Średnie miesięczne wynagrodzenie w Danii w 2016 roku wyniosło 4 850 EUR brutto. Jest to drugi najwyższy wynik wśród członków Unii Europejskiej. Więcej zarabiają tylko mieszkańcy Luksemburga. Na przestrzeni ostatnich 16 lat wynagrodzenia w Danii powoli, ale systematycznie rosły, począwszy od poziomu 3 890 EUR.

Wykres 1. Dynamika wzrostu realnych wynagrodzeń w Danii

Wysokim poziomem zarobków wyróżnia się branża finansowa, gdzie wynagrodzenia przekraczają 7 tys. EUR miesięcznie. Powyżej średniej krajowej znalazła się także branża produkcyjna, transportowa i budowlana. Jedne z niższych pensji otrzymują zatrudnieni w hotelarstwie i gastronomii – 3,7 tys. EUR.Wysokim poziomem zarobków wyróżnia się branża finansowa, gdzie wynagrodzenia przekraczają 7 tys. EUR miesięcznie. Powyżej średniej krajowej znalazła się także branża produkcyjna, transportowa i budowlana. Jedne z niższych pensji otrzymują zatrudnieni w hotelarstwie i gastronomii – 3,7 tys. EUR.

Do najlepiej opłacanych grup zawodowych w Danii należą lekarze i menedżerowie, którzy otrzymują ponad 9 tys. EUR miesięcznie. Niewiele mniej zarabiają dentyści, prawnicy i programiści – między 7 a 8 tys. EUR. Przeciętne wynagrodzenie pielęgniarek i nauczycieli  utrzymuje się nieco powyżej średniej krajowej, na poziomie 5,2 tys. EUR. Pracownicy posiadający niższe kwalifikacje, jak recepcjoniści czy kucharze, zarabiają około 3,7 tys. EUR. To o 800 EUR mniej niż średnie miesięczne wynagrodzenie pracowników branży budowlanej.

W Danii dba się nie tylko o sprawiedliwe wynagradzanie obcokrajowców, ale także o niwelowanie różnic między zarobkami kobiet i mężczyzn. Począwszy od roku 2009, luka płacowa w tym kraju sukcesywnie maleje. W 2009 roku wynosiła jeszcze 10,1%, podczas gdy w 2015 roku już tylko 5,8% (OECD, 2017).

Koszty życia

Wysokie zarobki to tylko jedna strona medalu. Trzeba jeszcze brać pod uwagę koszty życia. Według danych Eurostatu, ceny jedzenia i napojów bezalkoholowych w Danii są najwyższymi w całej Unii Europejskiej (w Europie drożej jest tylko w Norwegii i Szwajcarii). Poniższa tabela przedstawia porównanie cen wybranych artykułów w Polsce i w Danii.Porównanie cen wybranych artykułów w Polsce i w Danii  w 2016 roku (EU-28=100)

Zanim zaczniemy jednak współczuć Duńczykom drożyzny, trzeba przypomnieć sobie, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie w ich kraju jest aż o 505% wyższe niż w Polsce. Wskaźnik przedstawiający realną siłę nabywczą pieniądza, czyli PPS (purchasing power standard) dla średniej pensji krajowej w Danii jest o 72% wyższy niż w naszym kraju – 1 755 PPS w Polsce vs. 3 014 PSS w Danii.

 

Obraz realiów życia w Danii oddaje także raport Deutsche Banku Mapping the Worlds Prices 2017. Znalazło się w nim porównanie wysokości dochodu rozporządzalnego, który pozostaje do dyspozycji mieszkańców różnych miast świata po opłaceniu czynszu i podatków. I również pod tym względem stolica Danii znalazła się na najwyższym miejscu spośród miast Unii Europejskiej. W portfelach mieszkańców Kopenhagi, po zapłaceniu za najem mieszkania, pozostaje średnio 1,9 tys. EUR. Autorzy tego samego raportu ocenili miesięczny dochód rozporządzalny mieszkańców Warszawy na 466 EUR.

Deficyt pracowników

Dania istotnie zmaga się z problemem deficytu pracowników. Brak wykwalifikowanej kadry na rodzimym rynku powoduje, że przedsiębiorcy poszukują pracowników poza granicami kraju. Angażują w ten proces również swoich podwładnych, nagradzając ich finansowo za polecenie pracodawcy nowego współpracownika. Nic dziwnego zatem, że z roku na rok rośnie liczba obcokrajowców pracujących w Danii. Przyciągają ich pokaźne zarobki i wysoki poziom życia, a barierę językową pomagają pokonać opłacane przez pracodawców intensywne kursy językowe. Na koniec 2016 roku w kraju, którego populacja wynosi 5,7 mln, pracowało 406 tys. cudzoziemców, w tym, jak podaje GUS, 30 tys. Polaków.

Liczba zatrudnionych cudzoziemców ogółem  oraz liczba cudzoziemców zatrudnionych na etat w latach 2010 – 2016

Wszystko wskazuje zatem na to, że wysokie koszty utrzymania nie odstraszają cudzoziemców przed przeprowadzką do Danii. Ponadto przytoczone powyżej analizy dowodzą, że sowite wynagrodzenia rekompensują drogie koszty najmu nieruchomości czy wysokie ceny produktów. Z tego powodu Dania może stanowić wart rozważenia cel emigracji zarobkowej, zwłaszcza dla wykwalifikowanych specjalistów.

Co RPP zobaczy w nowej projekcji?

Na najbliższym posiedzeniu (środa) Rada Polityki Pieniężnej zapozna się z nową projekcją PKB i inflacji. Nasze szacunki pokazują, że listopadowa projekcja inflacji nakreśli wyższą ścieżkę inflacji CPI (za wyjątkiem końcowego okresu projekcji) oraz wyższą ścieżkę wzrostu PKB, głównie na początku okresu projekcji.

Co RPP zobaczy w nowej projekcji

Za rewizją ścieżki PKB w górę w naszej ocenie przemawia m.in. silniejszy wzrost konsumpcji odzwierciedlający wyższy niż zakładano w lipcowej projekcji wzrost płac. W całym 2017 r. ścieżka dynamiki płac w projekcji zostanie wg nas podwyższona o ok. 0,3pp, a w 2018 r. o 0,6pp, odzwierciedlając dotychczasowe niedoszacowanie siły wzrostu wynagrodzeń w założeniach projekcji (por. tabela obok, oraz wykresy z kwartalnymi ścieżkami na następnej stronie). Oceniamy, że oprócz konsumpcji, na utrzymywanie się wyższej ścieżki PKB w 2018 r. wpływ będą miały także inwestycje. Sądzimy, że nowa projekcja utrzyma założenie, że apogeum ożywienia inwestycyjnego przypadnie na 4q17, ale będzie ono nieco słabsze niż dotychczas zakładano z przesunięciem części inwestycji na 2018 r. W konsekwencji spodziewamy się, że szacunki dynamiki PKB w 2017 zostaną podwyższone, podczas gdy dla 2018 r. oczekiwane tempo wzrostu pozostanie zbliżone do wcześniejszych założeń, ale zmieni się jego rozkład w czasie. Spodziewamy się, że projekcja pokaże stabilizację tempa wzrostu PKB w 2019 r. w okolicach lipcowych prognoz.

Sądzimy, że w nowej projekcji ścieżka inflacji CPI może się nie tylko podnieść, ale także zmienić kształt – szczególnie, w 2019 r. Wyższa ścieżka inflacji w latach 2017-2018 w dużej mierze powinna odzwierciedlać wpływ czynników egzogenicznych (wyższe ceny żywności oraz energii). Za ich sprawą ścieżka inflacji CPI może wskazywać na przejściowe przekroczenie celu NBP w połowie 2018 r. Niższy punkt startowy może natomiast w krótkim horyzoncie obniżyć ścieżkę inflacji bazowej. W dłuższej perspektywie zakładana wyższa dynamika płac powinna jednak podnieść ścieżkę inflacji bazowej (nawet powyżej 2,5% w 2019 r.). Łącznie powyższe zmiany oznaczają, że nowa projekcja nakreśli inflację CPI „w celu” w 2018 i 2019 r.

O ile nasze oczekiwania co do kształtu nowej projekcji potwierdzą się (a zależeć to będzie m.in. od „siły” tzw. korekt eksperckich), może stać się katalizatorem do pewnego zaostrzenia retoryki RPP, chociaż kluczowym argumentem w arsenale gołębi pozostanie brak trwałego wzrostu inflacji powyżej celu inflacyjnego (inflacja nadal w celu w 2019 r.). Wyższa (w dłuższym horyzoncie) ścieżka inflacji bazowej i większe przełożenie na nią ze strony rynku pracy powinno jednak wzmocnić jastrzębie poglądy tych członków Rady, którzy już teraz dystansują się od zapowiedzi utrzymania stóp procentowych bez zmian do końca 2018r.

Źródło: PKO Bank Polski

Kurs złotego w oczekiwaniu na posiedzenie RPP

Dziś kurs euro prawdopodobnie pozostanie w przedziale 4,24-4,25 zł. Szansa na spadek EUR/PLN może pojawić się jutro. O wszystkim jednak zdecyduje kończące się w środę posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP).

Początek tygodnia na polskim rynku walutowym upływa pod znakiem ograniczonych wahań euro, dolara i szwajcarskiego franka do złotego, co wpisuje się w równie stabilne zachowanie EUR/USD. Nieco więcej dzieje się tylko na parze GBP/PLN, która drugi kolejny dzień rośnie, próbując odrabiać straty z czwartku, gdy funt został mocno przeceniony w reakcji na tzw. gołębią podwyżkę stóp procentowych w Wielkiej Brytanii (Bank Anglii podniósł stopy, ale zakomunikował, że z kolejnymi podwyżkami nie będzie się spieszył).

O godzinie 11:42 za euro trzeba było zapłacić 4,2455 zł, dolar kosztował 3,6580 zl, szwajcarski frank 3,6535 zł, a funt po wzroście o 1,7 gr, wyceniany był na poziomie 4,7990 zł. Bez pośredniego wpływu na wahania złotego pozostają zarówno opublikowane rano bardzo dobre dane o wrześniowych zamówieniach w niemieckim przemyśle (9,5 proc. R/R; prognoza: 6,8 proc. R/R), jak i publikowana przed południem seria europejskich indeksów PMI dla sektora usług, które potwierdzają utrzymującą się dobrą koniunkturę w tym sektorze. Jako, że w drugiej połowie dnia zabraknie potencjalnych nowych impulsów, więc do końca notowań układ sił na polskich parach walutowych nie powinien już ulec zmianie.

Jutro złoty może umocnić się do koszyka walut. Sprzyjać temu będzie oczekiwanie na środowe wyniki posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej. Wprawdzie zmiana stóp procentowych w Polsce nie jest jeszcze długo oczekiwana, ale cześć rynku zapewne będzie liczyła, że nowe, wyższe prognozy inflacji i PKB dla Polski, wpłyną na zaostrzenie retoryki przez samą Radę, co w konsekwencji wpłynie na zmianę oczekiwań co do terminu pierwszej podwyżki kosztu pieniądza w Polsce i w efekcie wzmocni też to złotego.

W mojej opinii takie oczekiwania są przedwczesne. Jakkolwiek trzeba się liczyć z wyższymi prognozami inflacji i PKB, to RPP będzie zachowywać daleko idącą wstrzemięźliwość w kwestii zaostrzania polityki monetarnej w Polsce, tak samo jak to obecnie ws. polityki monetarnej w stefie euro czynni Europejski Bank Centralny (ECB). Dlatego też wciąż można się spodziewać, że prezes Glapiński powtórzy, że nie widzi jeszcze powodów do podnoszenia stóp procentowych w 2018 roku, a rynek po posiedzeniu dalej będzie zakładał pierwszą podwyżkę dopiero w IV kwartale przyszłego roku.

Ewentualna zmiana retoryki przez RPP na najbliższym posiedzeniu, sprowadzająca się do sugestii podwyżek stóp w połowie przyszłego roku lub nawet poprzez wycofanie się prezesa Glapińskiego z przytaczanego wyżej zdania, doprowadzi do skokowego umocnienia złotego. I tak w przypadku EUR/PLN należałoby się spodziewać zejścia do 4,20 zł. To jednak nie jest obecnie scenariusz bazowy. Prawdopodobieństwo zmiany retoryki przez Radę nie przekracza 25 proc.

Komentarz przygotował:

Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Rekordowy wynik ING Commercial Finance

Po trzech kwartałach 2017 roku, ING Commercial Finance osiągnął rekordowy wynik obrotów na poziomie 19,6 mld PLN. Tym samym spółka umocniła swoją pozycję lidera wśród spółek zrzeszonych w Polskim Związku Faktoringu.

– Obserwujemy dynamiczny wzrost pod względem wartości obrotów z kwartału na kwartał. We wrześniu tego roku, ING Commercial Finance osiągnął historycznie rekordowy wynik obrotów na poziomie 2,6 mld PLN, co z kolei przyczyniło się do rekordowo dobrego wyniku obrotów po trzech kwartałach 2017, które wyniosły 19,6 mld PLN. To wzrost wartości obrotów o 10% w stosunku do analogicznego okresu 2016 –powiedział Tomasz Mazurkiewicz, prezes ING Commercial Finance.

– Wzrost liczby wykupionych faktur, w trzech kwartałach 2017 roku było to o 26 % więcej niż na koniec trzeciego kwartału 2016 roku, jak również stały wzrost liczby klientów do obecnego poziomu 1627 firmprzekładają się nasz udział w rynku na poziomie blisko 15% – dodał Tomasz Mazurkiewicz.

– ING Commercial Finance Polska utrzymuje pozycję lidera rynku już trzeci rok z rzędu z udziałem w rynku około 15% – podkreślił Michał Bolesławski, przewodniczący Rady Nadzorczej ING Commercial Finance i wiceprezes ING Banku Śląskiego.

Obroty faktorów zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów wyniosły w pierwszych trzech kwartałach 2017 roku 132,1 mld PLN i były o 19,4 mld zł wyższe niż w analogicznym okresie roku 2016.

Raport CFTC – pozycje dużych graczy Forex EUR i CAD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowymTabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Raport CFTC - pozycje dużych graczy Forex EUR i CAD 2– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Raport CFTC - pozycje dużych graczy Forex EUR i CAD 3-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/US

Z punktu widzenia raportu COT najciekawiej przedstawia się EURUSD oraz CADUSD. Ponadto sytuacja na parze walutowej AUDUSD, która została opisana w poprzednim tygodniu cały czas jest aktualna. Dolar amerykański prawdopodobnie dalej będzie się umacniał na szerokim rynku.

EURUSD – fundusze zamykają długie pozycje

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane po raz kolejny zmniejszyli swoje zaangażowanie po długiej stronie rynku. Tym razem zostało zamknięte prawie 10 tysięcy kontraktów opiewających na kupna, natomiast krótka pozycja została powiększona o 217 kontraktów terminowych. Pomimo dużej deprecjacji pary walutowej EURUSD pozycja netto znajduje się w dalszym ciągu na bardzo wysokim poziomie. W związku z tym jest o wiele większe prawdopodobieństwo kontynuacji ruchu spadkowego.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: CmeGroup

Analiza techniczna również wskazuje na większe prawdopodobieństwo wyprzedaży. Na interwale tygodniowym EURUSD została zrealizowana formacja RGR, której celem jest poziom 1.12, zatem bardzo odległy. Niemniej jednak patrząc na pozycje netto funduszy lewarowanych jest do osiągnięcia.

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Notowania EURUSD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

CADUSD – zamykanie długich pozycji

Dolar kanadyjski – waluta uzależniona od notowań ropy naftowej. Aczkolwiek w ostatnim czasie mogliśmy zaobserwować odwrotną reakcję, ropa WTI podrożała, natomiast CADUSD został wyprzedany (odwrotny kurs USDCAD). Głównym pytaniem jest, czy USDCAD będzie kontynuował północny kierunek ostatniego ruchu? Prawdopodobnie tak, potwierdza to analiza techniczna oraz pozycjonowanie funduszy lewarowanych.

W poprzednim tygodniu fundusze lewarowane zamknęły ponad 12 tysięcy pozycji długich i otworzyły ponad 3 tysiące krótkich. Ponadto fundusze hedge posiadają utrzymują w swoim portfelu zbyt dużą dodatnią pozycję netto. zatem w nadchodzących tygodniach z dużym prawdopodobieństwem każdą korektę kursu wykorzystają do zamykania długich pozycji.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: CmeGroup

Jeżeli dojdzie do dalszego zamykania długich pozycji na rzecz krótkich, to notowania USDCAD powinny dalej zmierzać na północ. Jest to także potwierdzone przez analizę techniczną. Po przerwaniu poziomu 1.24 strona kupująca otworzyła sobie drogę do wzrostu nawet w okolicę poziomu 1.30. Po pokonaniu tego poziomu kolejnym celem będzie 1.32. Cele są dosyć odległe, ale prawdopodobieństwo takiego rozwoju wydarzeń jest bardzo duże.

Notowania USDCAD, interwał tygodniowy

Notowania USDCAD, interwał tygodniowy

Źróło: Admiral Markets

Matematyka coraz częściej pojawia się na testach rekrutacyjnych

W obecnych czasach matematyka coraz częściej pojawia się na rozmowach rekrutacyjnych. Często możemy spotkać się z zadaniami matematycznymi do rozwiązania, może to być coś prostego, ale też i bardziej skomplikowane zagadnienia, które sprawdzą naszą umiejętność logicznego myślenia. Niestety nie każdy jest w stanie się z tym uporać.

Matematyka to nie tylko skomplikowane obliczenia i abstrakcyjne zadania. Jak wynika z badania przeprowadzonego na zlecenie MathRiders, aż 73 proc. Polaków uważa, że umiejętności w tej dziedzinie nauki są istotne przy wyborze kandydata do pracy. Jednocześnie, co trzeci badany przyznaje, że miał problem z rozwiązaniem zadania matematycznego przeznaczonego dla dziecka w wieku szkolnym.

Ponad 70 proc. Polaków uważa, że zdolności matematyczne są czynnikiem decydującym przy wyborze kandydata do pracy. Prawie 60 proc. z nich potwierdza, że mogą wpłynąć na decyzję pracodawcy, natomiast 15 proc., że są one bardzo ważne. Najliczniejszą grupą (86 proc.), która dostrzega powiązanie między umiejętnościami matematycznymi a szansą na zatrudnienie są najmłodsi respondenci od 18 do 25 lat. Jednak przekonanie to maleje wraz z wiekiem i wśród badanych pomiędzy 45. a 55. rokiem życia wynosi już 64 proc. Odsetek odpowiedzi twierdzących wzrasta natomiast wraz z wykształceniem respondentów – aż 76 proc. Polaków po studiach zauważa zależność między zdolnościami matematycznymi a szansą na otrzymanie pracy. W przypadku osób z wykształceniem podstawowym, taką opinię podziela jedynie 45 proc.

Obecnie zdarza się, że podczas rozmów kwalifikacyjnych rekruterzy wykorzystują różnego rodzaju zagadki matematyczne. To bardzo dobry pomysł na sprawdzenie wielu dodatkowych zdolności kandydata do pracy. Podczas takiego ćwiczenia kandydat może zaprezentować nie tylko umiejętność liczenia, ale także logicznego myślenia, sprawnego rozwiązywania problemów czy kreatywnego podejścia do wyzwań. Znajomość matematyki wpływa na rozwój kompetencji, które wymagane są w wielu różnorodnych branżach. Jest ona ważna zarówno dla hydraulika, kierowcy jak i pracownika biurowego – komentuje Małgorzata Grymuza, ekspert MathRiders.

Codziennie obliczenia

Prawie 90 proc. Polaków deklaruje, że w ostatnim miesiącu wykonywało jakiekolwiek obliczenia matematyczne – 29 proc. z nich codziennie, a 43 proc. kilka razy w miesiącu. Jednocześnie wśród grupy badanych między 45. a 55. rokiem życia, aż 16 proc. przyznaje, że przez ostatnie cztery tygodnie nie wykonało żadnego zadania matematycznego. Co ciekawe, takiej odpowiedzi udzielił co piąty badany z wykształceniem podstawowym. W przypadku osób po studiach odsetek ten wyniósł zaledwie 5 proc. Badanie pokazało, że pomimo zastosowania matematyki w wielu dziedzinach życia Polacy mają jednak problemy z podstawowymi zagadnieniami. Co trzeci Polak przyznaje, że w dorosłym życiu miał trudności z rozwiązaniem zadania matematycznego przeznaczonego dla dziecka w wieku szkolnym.

Wiedzę matematyczną wykorzystujemy w wielu codziennych sytuacjach – obliczając spalanie paliwa, płacąc rachunki czy kalkulując promocje w sklepach. Podczas takich czynności wielokrotnie możemy przekonać się, że sprawne posługiwanie się liczbami jest po prostu opłacalne. Nasze badanie pokazuje jednak, że Polacy mają trudności z rozwiązaniem podstawowych zadań. Problemy te mogą wynikać jeszcze z przeszłości, kiedy to nie uczyliśmy się matematyki ze zrozumieniem, a jedynie na pamięć. W efekcie nie potrafimy zastosować tej wiedzy w późniejszym życiu – dodaje Małgorzata Grymuza.

Jak rozwój sztucznej inteligencji wpłynie na rynek pracy

Sztuczna inteligencja (AI) jest już dziś częścią rzeczywistości biznesowej, a w najbliższych latach należy spodziewać się, że w znaczącym stopniu będzie decydować o konkurencyjności firm. Aż 37 proc. przedsiębiorstw już w tej chwili wykorzystuje sztuczną inteligencję dzięki dostępnym na rynku rozwiązaniom jak np. CRM. Kolejnych 22 proc. planuje zrobić to w najbliższym czasie.

Przełom w technologii cloud, social media oraz mobile dały klientom dostęp do informacji oraz możliwości wyboru, a także elastyczność większą niż kiedykolwiek wcześniej. W rezultacie ponad połowa konsumentów (58 proc.) przyznaje, że technologia znacząco zmieniła ich oczekiwania wobec tego jak przedsiębiorstwa powinny się z nimi komunikować – 55 proc. z nich liczy na personalizację oferty. Co piąty klient oczekuje, że do 2020 roku, firmy będę wyprzedać jego potrzeby i zgodnie z nimi sugerować odpowiedni produkt. Co więcej, ponad połowa klientów deklaruje, że zmieni markę, jeśli ta nie spełni ich potrzeb.

Big data odpowiedzią na personalizację

Personalizacja nie jest możliwa bez danych dotyczących zachowań i wyborów klientów. Samodzielnie nie da się przeanalizować wszystkich dostępnych danych oraz wyciągnąć na ich podstawie odpowiednich wniosków – szczególnie przy ogromnej liczbie klientów. Według badania Salesforce tylko 12 proc. działów obsługi klienta oraz 18 proc. z działów sprzedaży ocenia swoje umiejętności do gromadzenia wiedzy na temat cyklu życia klienta, jako doskonałe bądź wybitne. – Tutaj z pomocą przychodzi sztuczna inteligencja. Na rynku pojawiają się systemy, które dzięki rozwiązaniom oferującym zaawansowane mechanizmy analityczne, nie tylko podpowiadają określone rozwiązania w oparciu o analizę danych, ale także pokazują prawdopodobieństwo osiągnięcia sukcesu przy zastosowaniu zaproponowanych rozwiązań. Przykładem jest np. system Einstein – szuka on wzorców w posiadanych danych oraz rekomenduje kolejne kroki, jakie powinniśmy podjąć – mówi Jan Michalski, Lider Salesforce w Deloitte Digital

Korzyść dla konsumentów

Inteligentna sprzedaż zwiększa wydajność i skraca czas pracy zespołom ds. sprzedaży i obsługi klienta. 80 proc. oddziałów korzystających z metod opartych na AI, przyznaje, że ma ona pozytywny wpływ na produktywność ich przedstawicieli handlowych, a 74 proc. z nich odnotowuje wzrost sprzedaży. Co jednak ważniejsze, sztuczna inteligencja pozwala firmom, budować trwałą i pogłębioną relację z konsumentami. Jest to możliwe, bo systemy oparte o AI mogą czasie rzeczywistym gromadzić informacje o klientach i podejmować z nimi indywidualny dialog – na masową skalę. 83 proc. sprzedawców, którzy korzystają z inteligentnej sprzedaży, odnotowało, iż pozwoliła im ona „zatrzymać klientów”. Natomiast 80 proc. przyznało, że umożliwiło im pielęgnowanie relacji z klientami (również tymi potencjalnymi).

AI zabierze miejsca pracy?

– Często się mówi, że sztuczna inteligencja zastąpi pracowników, chociaż już w tym roku Gartner powiedział, że wcale tak nie będzie. Sztuczna inteligencja tak jak maszyny parowe albo Windows spowoduje wybuch kolejnych miejsc pracy i jej nowych rodzajów, o których dzisiaj jeszcze nie wiemy. Na przykład osoby, które będą trenować sztuczną inteligencję albo wymyślać nowe sposoby ich użycia. AI nie zastąpi sprzedawców, a e wspomagać sprzedaż podpowiadając np. jaki następny produkt mogą zaproponować klientowi i jak go przedstawić w sposób bardziej interesujący – mówi newsrm.tv Jan Michalski.

Dobre dane amerykańskiej gospodarki

Pod koniec zeszłego tygodnia amerykański dolar odrabiał wcześniejsze starty wobec swoich rywali. To efekt znacznie lepszego niż się spodziewano piątkowego odczytu indeksu ISM dla usług. Za październik wyniósł on w USA 60,1 pkt., podczas gdy analitycy przewidywali 58,5 pkt. (poprzednia wartość 59,8 pkt.). Lepszy niż prognozowano był także odczyt indeksu aktywności biznesowej. Za październik wyniósł on 62,2 pkt., podczas gdy eksperci finansowi oczekiwali 61 pkt. (poprzednia wartość 61,3 pkt.). Co więcej, wbrew prognozom stopa bezrobocia w USA w październiku spadła z 4,2% do 4,1%. Przez weekend ceny amerykańskiego dolara ustabilizowały się do innych walut i w poniedziałek rano ruchy są niewielkie.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar lekko zyskuje do głównych walut: do euro (+0,06%), brytyjskiego funta (+0,04%), dolara australijskiego (+0,07%), dolara kanadyjskiego (+0,07%) oraz japońskiego jena (+0,28%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,16, GBP/USD – 1,308, USD/CAD – 1,277, AUD/USD – 0,765 i USD/JPY – 114,4. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,21%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,7, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,887. Złotówka traci do głównych walut światowych. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,66 zł, euro – powyżej 4,24 zł, funt – 4,78 zł, a frank szwajcarski – 3,65 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W piątek londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,07%, frankfurcki indeks DAX – 0,28%, a paryski indeks CAC 40 – 0,14%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 podniósł się o 0,31%, meksykański indeks Bolsa – o 0,41%, a brazylijski Bovespa – o 0,12%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,04%, chiński indeks Shanghai Composite – o 0,49%, a hongkoński indeks Hang Seng – o 0,02%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej kontynuuje wzrost. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 62,07 USD (+2,34%), a ropy WTI – 55,64 USD (+1,98%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 63 USD. Z kolei cena złota spada. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1268 USD. To 7 USD mniej (-0,55%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:
• 0:50 – Japonia – Protokół z posiedzenia Banku Japonii, wrzesień
• 2:00 – Japonia – Wystąpienie szefa Banku Japonii
• 8:00 – Niemcy – Zamówienia w przemyśle (r/r), wrzesień – 9,5% (prognoza 6,8%)
• 9:00 – Czechy – Produkcja przemysłowa (r/r), wrzesień – 4,4% (prognoza 3,4%)
• 9:15 – Hiszpania – Indeks PMI dla usług, październik – 54,6 pkt. (prognoza 55,5 pkt.)
• 9:15 – Szwajcaria – Inflacja CPI (r/r), październik – 0,7% (prognoza 0,8%)
• 9:55 – Niemcy – Indeks PMI dla usług, październik (prognoza 55,2 pkt.)
• 10:00 – Strefa euro – Indeks PMI dla usług, październik (prognoza 54,9 pkt.)
• 11:00 – Strefa euro – Inflacja PPI (r/r), wrzesień (prognoza 2,8%)
• 16:00 – Kanada – Indeks Ivey PMI, październik (prognoza 60,2 pkt.)
• 18:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Światła, kamera…akcje

Po ogłoszeniu nominacji na stanowisko szefa Fed, spodziewanej podwyżce stóp procentowych w USA i zaplanowanych na grudzień wyborach w Katalonii, w tym roku nie powinno się już zdarzyć nic, co znacząco wpłynie na sytuację makroekonomiczną na świecie. Końcówka 2017 roku to czas dla wzrostu akcji.

Sytuacja makroekonomiczna na świecie jest stabilna i nie powinno się to zmienić do końca roku. Po wyborze Jerome’a Powell’a na szefa amerykańskiej Rezerwy Federalnej i spodziewanej w grudniu podwyżce stóp procentowych, nie ma powodów do poważniejszych wahań nastrojów, zwłaszcza na rynkach rozwiniętych (Stany Zjednoczone i Europa). Nowy szef Fed jest uważany za osobę przyjazną Wall Street. Jego dotychczasowe poglądy na temat polityki monetarnej były zbliżone do stanowiska obecnej szefowej Komitetu Janet Yellen. W Europie, nawet  wybory w Katalonii zaplanowane na 21 grudnia, nie powinny mieć wpływu na rynki. Frakcje niepodległościowe osłabiły się i plany odłączenia od Hiszpanii są bardzo mało prawdopodobne.

Gospodarka Stanów Zjednoczonych od dłuższego czasu systematycznie rozwija się „liniowo”. Europa również wzrasta, choć zdarzają się jej drobne wahania. Kurs dolara rośnie, osłabia się natomiast euro. Jest to wynikiem m.in. polityki monetarnej prowadzonej przez Fed oraz Europejski Bank Centralny.

Optymistyczne prognozy dotyczą też Chin, które po ostatnim zjeździe rządzącej Komunistycznej Partii Chin i umocnieniu swojej władzy, mają plany zostać gospodarką stawiającą na jakość, a nie ilość. Państwo Środka chce być kojarzone nie z tanią siłą roboczą, ale z innowacjami. Mają temu pomóc inwestycje w badania i rozwój, co przełoży się na dokładanie przez Chiny większej wartości dodanej w procesie tworzenia dóbr i usług.

Wskaźniki makroekonomiczne są dobre, a globalne wskaźniki PMI bardzo wysokie. Eksperci Union Investment oceniają obecną sytuację na światowych rynkach na 4 w skali 1-5. Mamy teraz do czynienia z tzw. Goldilocks Environment, czyli optymalnym momentem w cyklu koniunkturalnym dla wzrostu akcji. Sprzyja temu niska inflacja i stopy procentowe oraz stabilny wzrost gospodarczy. To ważny sygnał dla inwestorów, którzy zastanawiają się, w jakich klasach aktywów lokować swoje środki.

Marek Straszak, doradca inwestycyjny w zespole asset allocation Union Investment TFI

Eesti Energia odnotowuje skokowy wzrost zysku netto po trzech kwartałach 2017 r.

W pierwszych trzech kwartałach 2017 r. Eesti Energia wypracowała 77,7 mln euro zysku netto (wzrost o 62% r/r), przy przychodach ze sprzedaży na poziomie 550,4 mln euro (wzrost o 7%). W samym III kwartale 2017 r. zysk netto Grupy wyniósł 16,2 mln euro, a przychody ze sprzedaży 157,6 mln euro. W Polsce spółka zależna Eesti Energia, Enefit, podpisała w ostatnim kwartale pierwsze umowy na dostawy energii elektrycznej i gazu ziemnego dla lokalnych przedsiębiorstw.

W trzecim kwartale br. obserwowaliśmy widoczny wzrost średniej hurtowej ceny energii elektrycznej na rynku Nord Pool, jak również wzrost cen paliw płynnych na rynkach światowych w porównaniu do trzeciego kwartału ubiegłego roku. Wykorzystaliśmy sprzyjające warunki rynkowe i zawarliśmy umowy na sprzedaż energii i paliw płynnych po stałej cenie na 2018 r., ograniczając w ten sposób ryzyko naszej działalności – powiedział Andri Avila, dyrektor finansowy Eesti Energia.

W III kwartale br. Eesti Energia kontynuowała wdrażanianie strategicznych projektów, które przekaładają się na zwiększenie konkurencyjności jej działalności. Rozpoczęto m.in. modernizację jednej z elektrowni w celu zwiększenia mocy spalania gazu łupkowego, podpisano także umowę na budowę pierwszej elektrowni słonecznej. Eesti Energia przeprowadziła również szereg pozytywnych testów na produkcję ropy łupkowej z mieszaniny miału gumowego i łupków bitumicznych.

Estonia pozostaje jedynym państwem w regionie krajów bałtyckich (uwzględniając również Finlandię), w którym występuje nadwyżka wytwarzanej energii nad krajową konsumpcją. W III kwartale 2017 r. Eesti Energia wyprodukowała 2,1 TWh energii elektrycznej, tj. ok 16% mniej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Spadek produkcji związany był z prowadzonymi pracami w zakresie napraw i konserwacji.

Eesti Energia rozwija się w Polsce i wchodzi na nowe rynki

W ostatnim kwartale Enefit podpisał pierwsze kontrakty na polskim rynku. W ciągu 12 miesięcy Enefit dostarczy 550 MWh gazu ziemnego do łódzkiej siedziby firmy Opus Film, jednego z największych producentów filmowych, telewizyjnych i reklamowych w Polsce. Z kolei umowa na dostawę 800 MWh energii elektrycznej z warszawską firmą motoryzacyjną spółka Enefit podpisała na 2 lata.

Z kolei we wrześniu Eesti Energia ogłosiła, że na początku 2018 r. rozpocznie sprzedaż energii elektrycznej w Szwecji i Finlandii. Działając pod marką Enefit, spółka będzie sprzedawać wyłącznie energię ze źródeł odnawialnych. W obu krajach oferta będzie kierowana do gospodarstw domowych, a w Szwecji również do klientów biznesowych. Obecnie Eesti Energia, poza rodzimym rynkiem estońskim i Polską, jest również obecna na Litwie i na Łotwie.

Poniższa tabela prezentuje wyniki finansowe i operacyjne Grupy Eesti Energia:

  III kw. 2017 III kw. 2016 Zmiana I-III kw. 2017 I-III kw. 2016 Zmiana
Przychody

(mln euro)

157,6 170,6 -7,6% 550,4 516,3 +6,6%
EBITDA
(mln euro)
54,1 52,4 +3,2% 204,5 167,2 +22,3%
Zysk netto
(mln euro)
16,2 13,3 +21,9% 77,7 48,0 +61,8%
Sprzedaż energii elektrycznej (GWh) 2 056 2 401 -14,4% 7 074 6 358 +11,3%
Sprzedaż ropy łupkowej

(tony)

73 000 93 000 -22,0% 254 000 195 000 +29,9%


***

Amerykanie reformują podatki, Trump odwiedza Azję, indeksy PMI dla usług

Kolejna batalia Trumpa…

Już dzisiaj amerykańska Izba Reprezentantów rozpocznie pracę nad kluczową reformą obecnej prezydentury Trumpa. To właśnie obietnica zreformowania gargantuicznego systemu podatkowego była głównym czynnikiem pro dolarowym po zeszłorocznym zwycięstwie Trumpa. Najważniejszym założeniem zmian jest jak największe uproszczenie prawa, które obecnie zajmuje przeszło 70 tysięcy stron. W projekcie zawarta jest redukcja liczby progów podatkowych z 7 do 4. Niższy będzie także podatek dla korporacji, w zamian zostanie wprowadzona nowa danina od zysków utrzymywanych za granicą. Ma to na celu sprowadzenia wielkich firm z powrotem do kraju. Zlikwidowana ma zostać większość ulg, a w zamian dwie najważniejsze będą znacząco podniesione. Podczas expose prezentującego główne założenia, Trump nie unikał patetycznego tonu, nazywając reformę „jedyną w życiu pokolenia szansą na zmianę systemu podatkowego”. Obiecał także że reforma wejdzie w życie jeszcze w tym roku, co ma oznaczać właśnie wspaniały prezent świąteczny dla Amerykanów.

… a Trumpa nie ma w Stanach.

W momencie, kiedy kongresmeni będą pracować nad reformą, jej autor będzie przebywać z przeszło tygodniową wizytą w Azji. Trump azjatyckie tournee rozpoczął od Japonii, która od dawna jest najważniejszym sojusznikiem Stanów w regionie. Później ma odwiedzić Koreę Południową, Chiny, Wietnam oraz Filipiny. Głównymi tematami rozmów będą bezpieczeństwo oraz handel zagraniczny. O ile pierwszy z tych tematów powinien ocieplać stosunki z gospodarzami, o tyle kwestia handlu może eskalować napięcia. Trump od początku prezydentury zawzięcie walczy z deficytem handlowym USA, a ten w stosunku do wielu państw azjatyckich jest po prostu ogromny. Dolar w bieżącym tygodniu będzie więc wyraźnie pod presją polityczną, dlatego możemy się spodziewać zwiększonej zmienności na parach z główną walutą świata.

Europejski kalendarz.

Zdecydowana większość dzisiejszych odczytów makroekonomiczny będzie dotyczyć Starego Kontynentu. Z samego rana opublikowany został raport dotyczący zamówień w przemyśle niemieckim, który okazał się znacznie lepszy od mocno pesymistycznych oczekiwań. Później rozpoczęła się seria publikacji indeksów PMI dla usług, których zwieńczeniem ma być raport zbiorczy dla strefy euro. W międzyczasie poznaliśmy dane dotyczące produkcji przemysłowej w Czechach oraz Szwecji. Ta pozytywnie zaskoczyła u naszych południowych sąsiadów, rozczarowując w Skandynawii. Złoty na początku tygodnia delikatnie traci na wartości, przez co euro kosztuje obecnie 4,24 zł, dolar 3,655 zł a frank jest o grosz tańszy.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

W MŚP brakuje rąk do pracy – rośnie liczba firm, które chcą zwiększyć zatrudnienie

Pracownicy sektora MŚP mogą spać spokojnie. Prawie 41 proc. firm planuje w ciągu najbliższych 12 miesięcy zwiększyć zatrudnienie. Redukcję etatów zapowiada tylko 5 proc. właścicieli, czyli prawie czterokrotnie mniej niż w 2016 r. 

Jak wynika z badania Diners Club „Kondycja polskich mikro, małych i średnich przedsiębiorstw”, w ciągu najbliższych 12 miesięcy wzrost zatrudnienia planuje 41 proc. firm z tego sektora. To ponad trzykrotnie więcej niż w poprzednim roku. Za to redukcję etatów przewiduje tylko 5 proc. – cztery razy mniej niż w 2016 r. 43 proc. właścicieli natomiast spodziewa się, że liczba ich pracowników pozostanie na dotychczasowym poziomie.

Czy w ciągu najbliższych 12 miesięcy zatrudnienie w Pana/i firmie?

Czy w ciągu najbliższych 12 miesięcy zatrudnienieŹródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP w 2017 r.”, wrzesień 2017.

Miniony rok stabilny pod względem zmian kadrowych

Prawie 66 proc. przedsiębiorców przyznało, że w ciągu minionych 12 miesięcy (od września 2016 r. do września 2017 r.) zatrudnienie w ich firmie nie zmieniło się. Dodatkowe etaty powstały w co piątym przedsiębiorstwie (21 proc.) W porównaniu do poprzedniego roku, obecnie dwukrotnie mniej właścicieli zmniejszyło liczbę pracowników – redukcja etatów odbyła się tylko w co dziesiątej firmie.

Czy w ciągu minionych 12 miesięcy zatrudnienie w Pana/i firmie?

Czy w ciągu minionych 12 miesięcy zatrudnienieŹródło: Badanie IBRIS na zlecenie Diners Club Polska, „Kondycja polskich MŚP w 2017 r.”, wrzesień 2017.

– Polskie MŚP są w dobrej kondycji finansowej – ponad 67 proc. właścicieli pozytywnie oceniło sytuację swojego przedsiębiorstwa. Dodatkowo, co trzeci jest optymistycznie nastawiony do najbliższej przyszłości. Pracownicy nie powinni obawiać się redukcji etatów, jednak w przeciwieństwie do zeszłego roku, zwiększenie zatrudnienia nie jest obecnie priorytetem przedsiębiorców – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Najważniejszym zadaniem, jakie stawia przed sobą ponad połowa (50,9 proc.) właścicieli to pozyskanie nowych klientów. 14,4 proc. skupi się natomiast na utrzymaniu obecnych. Niecałe 13 proc. deklaruje, że nadrzędnym celem dla ich firmy są inwestycje pozwalające na zwiększenie skali działania, a 8 proc. przede wszystkim skoncentruje się na ograniczeniu wydatków.

– Małe i średnie firmy chcą się rozwijać i będą intensywnie szukać nowych klientów, to może pociągnąć za sobą wzrost zatrudnienia. Wciąż jednak dość wąska grupa zamierza inwestować w nowe moce przerobowe  – mówi Katarzyna Fatyga z Diners Club Polska.

Nota metodologiczna:

Badanie zostało zrealizowane przez Instytut Badań i Raportów Społecznych (IBRIS) we wrześniu 2017 r. na podstawie wywiadów z 500. właścicielami mikro, małych i średnich przedsiębiorstw z całej Polski. Wykorzystano metodę telefonicznych standaryzowanych wywiadów kwestionariuszowych wspomaganych komputerowo (CATI). Błąd oszacowania = 4 proc., poziom ufności 0,95.

Kurs dolara wraca do umocnienia

Raport z amerykańskiego rynku pracy obrazujący kondycję tej sfery gospodarki w październiku pozostał pod gigantycznym wpływem wrześniowych klęsk żywiołowych. Jak szeroko antycypowano zmiana zatrudnienia mocno odbiła. Zgodnie z przewidywaniami musiała rozczarować dynamika wynagrodzeń. W rezultacie elementem o najtrwalszym wydźwięku jest spadek stopy bezrobocia na cykliczne minima i do 4,1 proc. – zdecydowanie poniżej jakikolwiek szacunków bezrobocia naturalnego.

Oznacza to, że grudniowa podwyżka stóp jest przesądzona. Przy obecnie panujących tendencjach demograficznych rozpędzona gospodarka jest w stanie kreować więcej etatów niż każdego miesiąca poszerza się zasób siły roboczej. Pomimo zaawansowania cyklu koniunkturalnego warunki na rynku pracy nie przestają się zacieśniać. Pozytywem jest też np. powrót szerszej miary bezrobocia (U-6) na minima z lat 2006 -2007.

Fed zdecydowanie wierzący w krzywą Phillipsa, tj. zależność pomiędzy stopą bezrobocia i inflacją otrzymał zatem kolejny argument by pozostać wiernym obranej strategii. A inwestorzy powód by kilkudniowe odreagowanie siły dolara z poprzedniego tygodnia rozpatrywać w kategoriach korekty. Wybór Powella został zdyskontowany jeszcze zanim stał się oficjalny. Teraz zmiany personalne mogą co najwyżej dolara wspomóc. Trump będzie bowiem musiał szybko obsadzić aż trzy wakaty w Radzie Gubernatorów. Jeśli tego nie zrobi w tym najważniejszym organie będzie zaledwie jedna ekonomistka (Brainard) i dwóch prawników (Powell, Quarles)! W kontekście stanowiska wiceprezesa Fed. powraca nazwisko Johna Taylora, największego jastrzębia w gronie rozważanych przez Trumpa kandydatów. Naiwnością byłoby sądzić, że objęcie przez niego stanowiska wiceprezesa diametralnie zmieni układ sił w FOMC, ale na pewno wpłynęłoby to na przesunięcie się środka ciężkości w kierunku zwolenników szybszej normalizacji. Jest to zresztą nieuniknione, gdyż w 2018 roku zgodnie z zasadą rotacyjności prawo głosu traci duet skrajnych gołębi: Evans – Kashakari, którzy reprezentują oddziały Fed z Chicago i Minneapolis. Innymi słowy: na pierwszy rzut oka sama nominacja Powella nie jest argumentem za silniejszym dolarem. Stanowi ona jednak tylko wierzchołek góry lodowej zmian personalnych w Fed. Ich ogół przy zbyt niskiej wycenie przyszłego zacieśniania okaże się naszym zdaniem czynnikiem jednoznacznie korzystnym dla dolara.

Druga nieco problematyczna dla dolara kwestia, czyli wątpliwości wokół reformy systemu podatkowego może na moment odejść w odstawkę. Prezydent USA ponad tydzień będzie jeszcze gościł w Azji. Kto wie, czy to wręcz nie jest szansa na sprawniejsze prace nad dwoma projektami: w Senacie i Izbie Reprezentantów. Poza tym czekają nas dni ubogie w ważne wydarzenia: dziś przed nami przede wszystkim ostateczne wartości indeksów PMI ze strefy euro. Jutro: dane o liczbie otwartych procesów rekrutacyjnych w USA.
W środę decyzja RPP. Jeśli o niej mowa, to uważamy, że posiedzenie w listopadzie nie przyniesie zmiany nastawienia władz monetarnych. Uważamy, że pełna wycena podwyżki w horyzoncie roku jest zbyt wyśrubowana i wymaga korekty. Wraz z silniejszym dolarem oraz wzrostem dochodowości długu USA będzie to czynnik wpływający na osłabienie złotego.

Spodziewamy się trwałego powrotu EUR/PLN ponad 4,25, ale nie widzimy pola do wyjścia ponad ostatnie maksima położone ponad 4,30. Dolar powinien zachować aprecjacyjny dryf. W przypadku EUR/USD widzimy potencjał do zejścia do 1,1450. AUD/USD i NZD/USD powinny zaś spadać pod 0,75 i 0,68. Zagrożeniem dla walut surowcowych jest – naszym zdaniem -znaczny korekcyjny potencjał surowców przemysłowych (miedź) oraz energetycznych (ropa WTI). Funt i jen pozostają do obserwacji. W pierwszym wypadku możliwe jest wzrostowe odreagowanie. W drugim: bliskość silnego oporu 114,50 i niezdecydowanie rynku w jego okolicach nakazują zachować ostrożność. Tym bardziej, że podczas wizyty Trumpa w Azji możliwy jest powrót nieco zapomnianej przez rynek kwestii Korei Północnej. Z tego względu bezpieczniej jest pozytywnie patrzeć na perspektywy dolara względem walut bardziej ryzykownych, szczególnie AUD i NZD, czyli duetu z mocną ekspozycją na sytuację w Chinach. Kongres Komunistycznej Partii Chin za nami, co może okazać się sprzyjającym momentem do próby zapanowania nad nierównowagami i schłodzenia rynku nieruchomości.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

W tym tygodniu RPP może zwrócić uwagę na rosnące ryzyko podwyżki stóp procentowych

Na krajowym rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł wyraźny wzrost rentowności obligacji skarbowych, widoczny głównie na dłuższym końcu krzywej dochodowości. W przypadku papierów o krótkich terminach wykupu zmiany były relatywnie słabsze, co wynikało z utrzymującej się korzystnej sytuacji na rynku pierwotnym, wspierającej wyceny.

W najbliższych dniach sytuacja nie powinna się znacząco zmienić. Kluczowymi wydarzeniami w kraju będą posiedzenie NBP i aukcja obligacji skarbowych. Chociaż należy założyć, że w środę RPP nie zmieni stóp procentowych, to prawdopodobnie zaostrzy swoją retorykę. Z ostatnich wypowiedzi wynika, że 6 na 10 członków Rady w mniejszym lub większym stopniu rozważa lub dopuszcza możliwość podwyżki stóp procentowych w 2018 r. Dla porównania rynek instrumentów pochodnych wycenia w pełni podwyżkę stóp o 25 pb. w IV kw. 2017 r. Przed posiedzeniem Rady takie założenie można uznać za bardzo konserwatywne, gdyż mocne dane makroekonomiczne rodzą ryzyko wcześniejszej reakcji ze strony banku centralnego. Ten scenariusz wzmocnić mogą publikowane w środę założenia dotyczące zaktualizowanej przez NBP ścieżki wzrostu PKB w kolejnych latach. Dotychczas NBP zakładał wzrost PKB w 2018 r. na poziomie 3,5%, podczas gdy prognozy rynkowe, ale też oczekiwania niektórych członków Rady zmierzają bardziej w kierunku 4%. Istnieje tu zatem spora przestrzeń do korekty prognoz w górę, co zapewne miałoby jednocześnie przełożeniem na oczekiwania niektórych członków Rady. Dlatego, podobnie jak na poprzednich posiedzeniach, także tym razem spodziewać się można z jednej strony podtrzymania scenariusza bazowego, czyli utrzymania stóp bez zmian, ale jednocześnie zwrócenia uwagi na rosnące ryzyko podwyżek stóp w przyszłym roku. Przy takim tonie wypowiedzi członków Rady presja na wzrost rentowności instrumentów na krajowym rynku stopy procentowej wydaje się bardzo prawdopodobna.

Dodatkowo jeszcze w przypadku rynku obligacji skarbowych dochodzi zbliżający się przetarg zamiany. Ministerstwo Finansów emitować będzie papiery serii OK0720, WZ1122, PS0123, DS0727 i WZ0528 w zamian za obligacje zapadające w przyszłym roku (tym samym przetarg będzie finansował przyszłoroczne potrzeby pożyczkowe). Dotychczas bardzo niska wartość podaży na rynku pierwotnym zdecydowanie wzmacniała wyceny obligacji o krótkich terminach wykupu. Dlatego prawdopodobny wzrost wartości emisji obligacji w IV kw. 2017 r. powinien teraz przynieść spadek ich cen (w tym miesiącu odbędzie się jeszcze jedna aukcja regularna o wartości 4-8 mld PLN). Warto w tym miejsce jednocześnie dodać, że rentowności krótkoterminowych obligacji są o ponad 40 pb. niższe od notowań na rynku instrumentów pochodnych, które i tak wydają się zbyt ostrożnie wyceniać ryzyko podwyżki stóp procentowych w przyszłym roku.

Rynek stopy procentowej

Autor: Mirosław Budzicki, PKO Bank Polski

Kurs funta traci zarówno do dolara jak i złotego

Złoty ma za sobą nie najgorszy tydzień. Kurs EURPLN przez ostanie dni schodził lekko w dół, w czwartek przełamując wsparcie na 4,23. W tym samym czasie USDPLN testował okolice 3,63 przy EURUSD wyraźnie wyhamowującym spadek w okolicach 1,16. Ostatnie dni przyniosły jednak niewielkie odreagowanie, prowadzące do wzrostu EURPLN powyżej 4,24.

W tym tygodniu sporo się działo, szczególnie za oceanem. Przede wszystkim odbyło się posiedzenie decyzyjne amerykańskiej Rezerwy Federalnej, ponadto prezydent D. Trump ogłosił, że nowym prezesem FOMC zostanie Jaromie Powell, oraz, że wraz z Republikanami przedstawi ustawy reformujące amerykański system podatkowy, który ma dać gospodarce silny impuls do wzrostu. W piątek zaś na rynek dotarły rządowe dane z amerykańskiego rynku pracy (wg NFP w sektorach poza rolnictwem utworzono 261 tys. nowych miejsc pracy), nadal wspierające oczekiwania na grudniową podwyżkę stóp w USA, jednak słabsze niż oczekiwali analitycy.

W listopadzie FOMC nie zmienił stóp procentowych, na co jednak nikt nie liczył, natomiast w komunikacie wskazano na solidny wzrost gospodarczy i poprawiającą się sytuację na rynku pracy mimo niedawnych huraganów. Grudniowa podwyżka stóp procentowych w USA jest już od dawna w cenach, stąd zapewne widzieliśmy spokojną reakcję rynków finansowych na komunikat Fed. Tuż po jej publikacji kurs EURUSD pozostał praktycznie na niezmienionym poziomie, oscylując w okolicach 1,16-1,165. Złoty zaś zaczął nawet się lekko umacniać, co jednak nie było zasługą Fed, gdyż polityka monetarna amerykańskiego banku centralnego wpływa deprecjonująco na waluty rynków EM, w tym na złotego. Wsparcie naszej walucie dało wyraźne wyhamowanie spadków notowań EURUSD (utrzymanie notowań powyżej 1,16) oraz publikacja kolejnych solidnych danych nt. rodzimej gospodarki (utrzymanie nadwyżki budżetu centralnego po wrześniu i publikacja indeksu PMI wskazująca, że polski sektor wytwórczy jest na dobrej drodze do najlepszego rocznego wyniku od 2010 roku).

Nowy prezes FOMC, choć jest bardziej jastrzębi od ustępującej z początkiem lutego J. Yellen, to jednak nie widzi on stóp procentowych na tak wysokim poziomie jak jego kontrkandydat John Taylor. Dolar „kibicował” J. Taylorowi, według którego koszt pieniądza w USA powinien być minimum dwukrotnie wyższy niż jest obecnie. Stąd decyzja o wyborze J. Powella choć zgodna z konsensusem mogło częściowo ciążyć dolarowi. Ponadto, po analizie opublikowanego planu reform podatków w USA nie wydaje się, aby istniały jakieś pozytywne niespodzianki w porównaniu z tym, co proponowała pierwsza wersja projektu ustawy. Ważniejsze jest teraz, które z tych propozycji ostatecznie przejdą przez Kongres i w jakich ramach czasowych, wciąż pozostało bowiem wiele niewiadomych. Temat planu reform podatków nadal więc będzie przewijał się przez rynek, choć raczej nie powinien ciążyć dolarowi, jeśli kolejne nad nim prace będą przebiegać płynnie. Jeśli zaś pojawiłaby się jakaś wątpliwość co do realizacji planu, dolar może na tym stracić.

W zeszłym tygodniu sporo działo się też na rynku funta brytyjskiego. BoE zdecydował się na pierwszą od dekady podwyżkę stóp procentowych. O dziwo funt brytyjski zamiast umacniać się został przez rynek mocno przeceniony, na co wpłynął gołębi odbiór komunikatu i komentarza prezesa BoE. Z komunikatu po decyzji Banku Anglii wynikało bowiem, że jest to raczej jednorazowa podwyżka w perspektywie kilkunastu miesięcy. W rezultacie rynek przesunął oczekiwania na kolejną podwyżkę stóp procentowych na jesień 2018 r. Po takim odbiorze funt szterling oddał część wypracowanych w ostatnich dniach wzrostów. Notowania GBPUSD spadły poniżej 1,305 wobec 1,332 testowanych dwa dni wcześniej. Z kolei GBPPLN po dotarciu do 4,83 spadł poniżej 4,74 w piątek zaś lekko wzrósł, w okolice 4,78.Rynek walutowy

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski

Na Boże Narodzenie wydamy średnio 720 zł. Święta sfinansujemy z własnych oszczędności i bieżących dochodów

Na Boże Narodzenie wydamy średnio 720 zł. Święta sfinansujemy z własnych oszczędności i bieżących dochodów 4

Na zorganizowanie tegorocznych świąt Bożego Narodzenia przeznaczymy średnio 720 zł – wynika z Barometru Providenta. Co czwarta osoba zamknie się w kwocie 400 zł, ale co dziewiąty wyda ponad 1 tys. zł. Jednocześnie 40 proc. Polaków deklaruje, że nie będzie się ograniczać do najtańszych produktów. Większość sfinansuje święta z bieżących dochodów, a 40 proc. wykorzysta oszczędności. Na pożyczki zdecyduje się zaledwie 2–3 proc.

 W tym roku Polacy na święta Bożego Narodzenia planują wydać średnio kwotę 720 zł. W tej kwocie kryją się zarówno duże, świąteczne, wigilijne kolacje, jak i zakupy prezentów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Anna Karasińska, ekspert ds. badań rynkowych w Provident Polska.

Wysokość świątecznego budżetu – według ekspertów Providenta – determinują dwa zasadnicze czynniki. Z jednej strony jest to wysokość dochodów gospodarstwa domowego – im wyższe, tym większe planowane wydatki.

 Najuboższe osoby, czyli z gospodarstw domowych, gdzie przychód miesięczny jest do 2 tys. zł, wydadzą na święta 380 zł, natomiast z gospodarstw nieco zamożniejszych, gdzie dochód miesięczny jest większy bądź równy 5 tys. zł, kwoty te będą oscylowały wokół 1 tys. zł – wskazuje Karasińska.

Drugim czynnikiem, który wyraźnie koreluje z wysokością wydatków, jest wiek. Najniższe kwoty na zorganizowanie świąt deklarują osoby w wieku 15–24 lata (470 zł) i seniorzy (530 zł). Osoby w wieku 25–59 lat, najczęściej o stabilnej sytuacji zawodowej, wydadzą ponad 800 zł. Single wydadzą 430 zł, a gospodarstwa dwuosobowe – 680 zł. Dla rodzin 3–5 osobowych wydatki sięgną 850–900 zł.

Z Barometru Providenta wynika, że zdecydowana większość Polaków nie będzie się zapożyczać, aby zorganizować Boże Narodzenie. Przeważnie wykorzystamy zgromadzone oszczędności lub bieżące dochody.

 Prawie 3/4 ankietowanych powiedziało, że główne środki przeznaczy z bieżących dochodów, 40 proc. wskazało, że będzie się wspierało oszczędnościami, które udało im się odłożyć w ciągu roku. Znacznie mniej, bo jedynie 2–3 proc. osób, będzie się wspierało pożyczkami ze strony rodziny bądź instytucji finansowych, banków czy firm pożyczkowych. Jedynie 3 proc. mówi, że na organizację świąt przeznaczy środki z programu Rodzina 500 plus – mówi Karolina Łuczak, kierownik ds. komunikacji w Provident Polska.

Boże Narodzenie oznacza wydatki nie tylko na przygotowanie wigilijnej kolacji, lecz także na prezenty. Na otrzymanie prezentu liczy 76 proc. Polaków. Pod choinką upominków raczej nie spodziewają się znaleźć osoby samotne i seniorzy.

 Pod świątecznym drzewkiem oczekujemy przede wszystkim książek, kosmetyków, płyt i ubrań. Jest tu znaczna różnica między mężczyznami a kobietami, bo mężczyźni dodatkowo stawiają na elektronikę i gadżety, a dla kobiet najbardziej oczekiwanymi upominkami są kosmetyki i ubrania – wymienia Karolina Łuczak. – Ok. 15 proc. Polaków chciałoby w ramach prezentu otrzymać pieniądze bądź voucher do wykorzystania na zakupy – dodaje.

Eksperci Providenta podkreślają, że planując świąteczne wydatki, warto zachować rozsądek. Z jednej strony święta są okazją do tego, by spełniać marzenia bliskich o wyjątkowych prezentach, z drugiej zaś na domowy budżet musimy patrzeć długofalowo, tak, by w kolejnych tygodniach czy miesiącach nie zabrakło nam środków na inne ważne wydatki.

Polacy opracowują modele numeryczne głowy. Chcą stworzyć kask przyszłości i poprawić bezpieczeństwo m.in. motocyklistów

Polacy opracowują modele numeryczne głowy. Chcą stworzyć kask przyszłości i poprawić bezpieczeństwo m.in. motocyklistów 5

Urazy głowy to jedne z głównych powodów niepełnosprawności i śmierci. Co czwarty ranny w wypadkach drogowych doznaje urazów głowy. W 2016 roku w Polsce zginęły w wypadkach motocyklowych 244 osoby. Bezpieczeństwo głów w razie upadków i wypadków mogą poprawić opracowywane modele numeryczne głowy. Takie prace trwają na Politechnice Wrocławskiej. Na badania naukowcy otrzymali 1,2 mln zł, a na ich realizację mają 3 lata. Efektem ich pracy będzie kask przyszłości, który może znaleźć zastosowanie nie tylko w motoryzacji, lecz także w sporcie.

– Model numeryczny głowy to odzwierciedlenie numeryczne obiektu rzeczywistego, czyli naszej głowy na ekranie komputera. Możemy mieć model człowieka, czyli manekin, którym testujemy np. wypadki samochodowe, ale dalszą i bardziej zaawansowana strukturą jest właśnie model numeryczny ciała człowieka na ekranie komputera, dzięki metodzie elementów skończonych – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje dr Mariusz Ptak, Wydział Mechaniczny Politechniki Wrocławskiej.

Modele numeryczne głowy powstają na bazie plików obrazu cyfrowego DICOM, będących wynikiem obrazowania medycznego, czyli tomografii komputerowej, zabiegów skanowania głowy i rezonansu magnetycznego.

– Takie pliki na Wydziale Mechanicznym możemy w prosty sposób obrobić i dostać geometrię głowy człowieka. Oczywiście nie jest to dzień czy dwa na otrzymanie modelu geometrycznego, potrzebujemy na to zazwyczaj kilku tygodni, ale niezbędny dla nas jest właśnie ten pierwszy człon, jakim są neurochirurdzy i wyjście od szpitali, z których pobierane są gotowe pliki DICOM – wskazuje dr Mariusz Ptak.

Na Wydziale Mechanicznym Politechniki Wrocławskiej trwają prace nad projektem „Numeryczny system wielowariantowych modeli głowy człowieka do symulacji patofizjologii urazów czaszkowo-mózgowych”. W wyniku badań powstanie geometria mózgu. Na badania, które mają trwać 3 lata, naukowcy z Politechniki Wrocławskiej dostali 1,2 mln zł dzięki grantowi z programu „Lider”, organizowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Walidacja projektu ma być dwuetapowa.

– Będziemy się opierać na podstawie danych literaturowych, które zostały przeprowadzone zarówno w latach 70., jak i w obecnym wieku na ludzkich zwłokach. Drugim etapem walidacji będzie współpraca z Uniwersytetem Przyrodniczym we Wrocławiu, gdzie zamiast obiektu rzeczywistego, którym jest nasz mózg, będziemy używać mózgu świńskiego, który jest bardzo zbliżony do struktury mechanicznej mózgu człowieka. Spreparowany mózg będzie poddawany różnym przyspieszeniom, które będziemy rejestrować. Kolejnym etapem będzie porównanie naszego modelu numerycznego z wynikami badań na obiekcie rzeczywistym mózgów świńskich – mówi ekspert.

Każdy test zostanie zarejestrowany, dzięki czemu będzie można szczegółowo ocenić, co dzieje się z mózgiem np. podczas wypadku, kiedy w głowę uderza ciężki przedmiot, w trakcie zderzenia. Efektem trzyletniego projektu mają być modele numeryczne mózgu: dziecka (w wieku ok. 3 lat), osoby dorosłej i osoby starszej (powyżej 60 lat). Każdy z nich ma powstać w dwóch kodach numerycznych – ABAQUS i LS-DYNA, używanych w USA i Europie.

 – Mózg ludzki oraz inne struktury głowy człowieka zmieniają się wraz z wiekiem. Naszym odbiorcą mogą być firmy motoryzacyjne, które dzięki modelom numerycznym mogą zastąpić uproszczone manekiny fizyczne i zastosować nasze modele numeryczne w kontekście badań bezpieczeństwa np. swoich pojazdów czy badań obrażeń pieszego podczas wypadków, co jest obecnie praktycznie niemożliwe – podkreśla przedstawiciel Wydziału Mechanicznego Politechniki Wrocławskiej.

Urazy mózgu są jedną z najczęstszych przyczyn niepełnosprawności i śmierci, a dochodzi do nich przede wszystkim podczas wypadków drogowych. Według bazy IDB (EU Injury Database) nawet co czwarty ranny w wypadkach drogowych doznaje właśnie urazów głowy. Według danych Komendy Głównej Policji, w 2016 roku doszło do niemal 2,3 tys. wypadków z udziałem motocyklistów, w których śmierć poniosło 232 kierujących jednośladami i 12 pasażerów. W porównaniu z 2015 rokiem zginęło o 18 proc. motocyklistów więcej.

Dzięki prowadzonym badaniom będzie można stworzyć kaski, które możliwie w jak największym stopniu ochronią przed negatywnymi skutkami wypadków. Zdaniem eksperta idealny kask powinien dodatkowo też chronić odcinek szyjny.

– Kaski powinny uwzględnić przyspieszenia kątowe. Obecnie testowane są kaski tylko na przyspieszenia liniowe, czyli tzw. upadek, bez uwzględnienia prędkości albo przyspieszenia kątowego, rotacji naszej głowy. Kaski przyszłości powinny być również przygotowane na podwójne uderzenia – kaski, które są produkowane dzisiaj, pozwalają przeżyć nam pierwsze uderzenie w przypadku wypadku motocyklowego, ale nie są przygotowane na drugie i trzecie – przekonuje dr Mariusz Ptak.

W „Journal of the American Medical Association” opublikowano badania przeprowadzone na 202 zmarłych osobach, które z różnym zaangażowaniem grały w futbol amerykański, w tym 111 profesjonalnych zawodników ligi NFL. Wynika z nich, że na Chroniczną Encefalopatię Pourazową (CTE) cierpiało 87 proc. wszystkich przebadanych oraz aż 99 proc. spośród zawodników NFL. CTE to choroba spowodowana częstymi, powtarzającymi się urazami głowy. O problemie tym opowiada film Wstrząs z Willem Smithem w roli głównej. Obecne kaski, wykorzystywane nawet w tak profesjonalnych ligach, jak NFL, nie chronią zatem głowy przed częstymi urazami. Kask przyszłości dopiero powstaje.

– Kask przyszłości powstaje, jesteśmy na etapie patentowania naszego rozwiązania, które dotyczy materiału zastosowanego w kasku, jak i ochrony przed podwójnym i potrójnym uderzeniem, tzw. multi-impact, aby kask był przygotowany nie tylko na pierwsze uderzenie, lecz także na kolejne – tłumaczy dr Mariusz Ptak.

Polacy coraz częściej za pracą jeżdżą do Czech. Kuszą ich przede wszystkim dobre zarobki

Polacy coraz częściej za pracą jeżdżą do Czech. Kuszą ich przede wszystkim dobre zarobki 6

Choć najwięcej Polaków na emigracji zarobkowej spotkać można w Wielkiej Brytanii i Niemczech, to coraz więcej pojawia się zagranicznych ofert pracy z kierunków bliższych nie tylko geograficznie, lecz także kulturowo. Popularnym kierunkiem stały się szczególnie Czechy. U naszych południowych sąsiadów Polacy otrzymać mogą od 2,5 do 5 tys. zł na rękę, nie ponosząc kosztów zamieszkania. 

– Jest kilkanaście powodów, dla których pojawiła się tendencja do zmiany kierunków wyjazdów i emigracji zarobkowej na inne niż Niemcy i Wielka Brytania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Agata Zdybicka, dyrektor ds. klientów międzynarodowych w Work Service. – Polacy wybierają Czechy ze względu na wysokość kwoty na rękę, którą otrzymują – jest to w okolicach 2500–5000 złotych miesięcznie. Dodatkowo, jeżeli przyjmiemy, że akomodacja jest praktycznie darmowa, to w kieszeniach pracowników zostaje jeszcze więcej. Pracodawca czeski zadbał również o to, aby zabezpieczyć transport pracowników.

Zamachy terrorystyczne i brexit powodują, że potencjalni pracownicy z Polski z większą rezerwą patrzą na Wielką Brytanię czy Niemcy, kraje, które wchłonęły największą liczbę emigracji zarobkowej znad Wisły. Czechy przekonują do siebie nie tylko poczuciem bezpieczeństwa i bliskością lokalizacji – nad Wełtawę po pracę wybierają się głównie mieszkańcy południowych regionów Polski, niektórzy wręcz dojeżdżają do niej codziennie ze swoich domów.

– Czesi potrzebują ludzi bez kwalifikacji, nie jest potrzebna znajomość języka obcego, natomiast są to stanowiska głównie produkcyjne, magazynowe, operatorzy wózków widłowych, niskiego i wysokiego składowania są bardzo mile widziani, a także operatorzy CNC – mówi Zdybicka. – Polacy bardzo lubią przyjeżdżać do miejsc pracy, które są komfortowe, to są miejsca w fabrykach, które zajmują się produkcją samochodów. Branża automotive to dość popularny obecnie kierunek, jeśli chodzi o rozwój produkcji w Czechach, ale popularna jest również jest branża logistyczna czy FMCG.

Przedsiębiorstwa naszych południowych sąsiadów poszukują pracowników głównie na stanowiska produkcyjne. Oferują im od 22,6 do 31,5 zł brutto za godzinę – to przykładowa stawka dla operatora produkcji, która znalazła się w puli ofert Work Service. To oznacza średnio ok. 4,7 tys. zł miesięcznie. Dodatkowym elementem przyciągającym pracowników są tzw. popołudniówki, czyli lepsze stawki dla osób pracujących między godziną 13:00 a 22:00. I Polacy coraz śmielej z tych propozycji korzystają.

– Mamy kilkanaście otwartych projektów, pojawiają się kolejne. Zainteresowanie Polakami rośnie ze względu na to, że są efektywni. Jesteśmy świetnie oceniani przez czeskich pracodawców – przekonuje dyrektor ds. klientów międzynarodowych w Work Service.

Czesi kuszą pracowników z zagranicy, ponieważ na czeskim rynku brakuje rąk do pracy. Z danych Eurostatu wynika, że Czechy mają najniższe bezrobocie w całej Unii Europejskiej. W II kwartale 2017 roku było to zaledwie 3,1 proc. Wprawdzie Eurostat oblicza stopę bezrobocia według innej niż np. GUS metodologii, co powoduje, że jest ona niższa, ale nawet według europejskiego urzędu statystycznego wynosiła ona w tym czasie w Polsce 5,0 proc. (według GUS 7,1 proc.), w Wielkiej Brytanii 4,4 proc., a w Niemczech 3,8 proc.

– Ważnym elementem jest bardzo przyjemna atmosfera, trzeba to zaznaczyć, kultura tego kraju jest bliska naszemu sercu, Polacy bardzo łatwo się dogadują, nie mamy specjalnych różnic językowych i Polacy są bardzo lubiani przez Czechów. Niemcy i Wielka Brytania są ulubionymi kierunkami wyjazdów Polaków za granicę, niemniej Czechy są kierunkiem dość nowym, jeszcze nieznanym, natomiast bliskim geograficznie, kulturowo i dość korzystnym finansowo – podsumowuje Agata Zdybicka.

Branżę zakupową czekają rewolucyjne zmiany. Automatyzacja i sztuczna inteligencja zmniejszą ryzyko współpracy z dostawcami i przyniosą firmom oszczędności

Branżę zakupową czekają rewolucyjne zmiany. Automatyzacja i sztuczna inteligencja zmniejszą ryzyko współpracy z dostawcami i przyniosą firmom oszczędności 7

Branżę zakupową czekają duże zmiany. Nowoczesne systemy informatyczne, druk 3D, analityka big data i internet rzeczy to narzędzia, które w największym stopniu wpłyną na procesy zakupowe. Dzięki optymalizacji tego obszaru, firmy są w stanie zaoszczędzić do 15 proc. ponoszonych kosztów i zminimalizować ryzyko współpracy z dostawcami. Branżę zakupową czekają też inne wyzwania, związane na przykład z pozyskiwaniem doświadczonych specjalistów. 

– Mamy w tej chwili całe portfolio narzędzi, które mogą być wykorzystywane w ramach zakupów 4.0: od mocno technicznych rozwiązań jak druk 3D, maszyn vendingowych do wydawania towarów i magazynów konsygnacyjnych, aż po rozwiązania stricte informatyczne, automatyzujące proces wyboru dostawcy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Borowiecki, prezes zarządu OptiBuy.

Usprawnienie procesów zakupowych może przynieść firmie oszczędności sięgające nawet 10-15 proc. kosztów. Strategiczną rolę działu zakupów dostrzega coraz większe grono menadżerów, którzy przykładają dużą wagę do optymalizacji tego obszaru. Pomagają w tym nowe technologie i urządzenia, takie jak maszyny vendingowe do wydawania towarów, np. odzieży ochronnej, kasków czy rękawic roboczych, podłączone do sieci – same wyślą do dostawcy informację, że wymagają uzupełnienia.

Dużym ułatwieniem – szczególnie w branży produkcyjnej – są też magazyny konsygnacyjne, inaczej depozytowe, które służą do przechowywania w Polsce towarów należących do zagranicznych przedsiębiorców, dzięki czemu znacząco skraca się czas od złożenia zamówienia do dostawy. Coraz powszechniej do firm wkraczają również wyspecjalizowane narzędzia informatyczne, na przykład systemy SRM, które służą do zarządzania procesami zakupowymi.

– Silnie rozwijają się narzędzia do zarządzania relacjami z dostawcami, bo oczywiście chcemy wiedzieć, z kim współpracujemy, jakie ryzyko wiąże się z taką współpracą i czy są to po prostu dobrzy partnerzy biznesowi. Narzędzia SRM są tym, co najszybciej rozwija się w polskich realiach, ten trend przychodzi z Europy Zachodniej i między innymi o tym, rozmawialiśmy na konferencji PROCO/POLZAK 2017– tłumaczy Mateusz Borowiecki.

Branża analizuje również możliwość wykorzystania analityki big data, automatyzacji i sztucznej inteligencji do optymalizacji tego obszaru i zminimalizowania ryzyka współpracy z dostawcami. Jak przekonuje ekspert, sztuczna inteligencja w procesie wyboru dostawców to kwestia niedalekiej przyszłości. Obecnie zbieranych jest bardzo wiele informacji na temat dostawców, zarówno wewnątrz firm, jak i w systemach badających m.in. płynność finansową dostawców.

– Jest tylko kwestią czasu, kiedy systemy informatyczne dorosną do takiego poziomu, że będą w stanie sugerować kupującym, kto jest dla nich najlepszym partnerem. Już dziś narzędzia typu Facebook sugerują reklamy, które mogą nas zainteresować. W pewnym momencie systemy zakupowe będą sugerować kupującym, z którymi dostawcami powinni wejść we współpracę – prognozuje Mateusz Borowiecki, prezes OptiBuy.

Według badań globalnej firmy doradczej Deloitte 65 proc. dyrektorów działów zakupów wskazuje, że to właśnie automatyzacja i analityka big data będą mieć największy wpływ na branżę zakupową w nadchodzących latach. Po części potwierdzają to trendy z państw Europy Zachodniej, gdzie dużą popularnością cieszy się e-procurement, czyli zakupy w wersji elektronicznej. Pozwala to firmie zrezygnować z tradycyjnych dokumentów i faktur, przyspiesza i automatyzuje procesy zakupowe oraz przynosi duże oszczędności.

– Nie uciekniemy od e-procurementu. To kierunek kluczowy do tego, aby organizacja zakupowa miała sens w firmie. Myślę, że w przyszłości ta zakupowa część operacyjna w pełni odda się narzędziom e-procurementowym, natomiast my, zakupowcy, będziemy mogli się skupić na tym, co najważniejsze, a więc strategiczności w zakupach – mówi Agnieszka Thomas z Grupy Danone.

Obok nowych technologii, które zmieniają procesy zakupowe, branżę czekają też inne wyzwania, związane na przykład z zatrudnieniem i pozyskiwaniem doświadczonych specjalistów. Niedobory na rynku pracy to w tej chwili bolączka każdej branży, nie tylko zakupowej.

– Wyzwań nie brakuje. Potrzebujemy lepiej wykształconych ludzi w branży zakupowej. Procedury będą coraz bardziej przyspieszać. Pojawi się wiele narzędzi, dzięki którym zakupy staną się łatwiejsze. Rynek stanie się bardziej transparentny, ale zawsze będzie istniało ryzyko, z którym dział zakupów będzie musiał sobie poradzić – twierdzi Olaf Holzgrefe, Head of International & Affairs, BME E.V.

Jak ocenia ekspert, kolejną trudnością mogą się okazać kwestie logistyczne, związane na przykład z organizacją łańcucha dostaw czy przekraczaniem granic na terenie Europy.

– Te oczywiste kwestie będą coraz ważniejsze w przyszłości. W Niemczech utworzyliśmy nawet specjalny think tank zajmujący się kwestiami zakupowymi, bo uważamy, że powinniśmy przejmować inicjatywę, jeżeli Przemysł 4.0 ma się stać rzeczywistością. Branża zakupowa także potrzebuje swojego programu 4.0 – przekonuje Olaf Holzgrefe

Prawie połowa Polaków odkłada na emeryturę. Na takie oszczędności decydują się coraz młodsi ludzie

Prawie połowa Polaków odkłada na emeryturę. Na takie oszczędności decydują się coraz młodsi ludzie 8

Coraz więcej osób pracujących ma potrzebę przeznaczania części zarobków na dodatkową – poza tą otrzymywaną z ZUS – emeryturę. Co więcej, decydują się na to coraz młodsi ludzie. Jedna trzecia osób w grupie wiekowej 25–29 lat oszczędza z myślą o jesieni życia. Wciąż niewiele osób korzysta przy tym z instrumentów III filara, a najczęściej gromadzimy pieniądze w przysłowiowej skarpecie lub na koncie w banku.

Już 43 proc. Polaków deklaruje, że odkłada z myślą o emeryturze, natomiast wciąż 1/3 naszego społeczeństwa nie ma żadnych odłożonych pieniędzy i jest to dosyć duży problem – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Chłopek, prezes Nationale-Nederlanden PTE. – Cieszy to, że młodzi ludzie coraz częściej zaczynają oszczędzać. 1/3 osób w wieku 25–29 lat ma już swoje oszczędności na emeryturę. W grupie wiekowej 45–49 lat już 2/3 myśli o tym temacie, ale należy pamiętać o tym, że czas jest naszym największym sprzymierzeńcem, im wcześniej zaczniemy, tym mniej musimy odkładać, żeby osiągnąć cel.

Jak wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego, stopa oszczędności Polaków systematycznie rośnie. W ubiegłym roku wzrosła z 21,3 do 23,3 proc. Z przygotowanego na zlecenie Nationale-Nederlanden raportu „Dojrzałość finansowa Polaków 2017” wynika, że z myślą o emeryturze oszczędza 40 proc. mężczyzn i 46 proc. kobiet. Jednak jeszcze większa grupa, bo 47 proc. panów i połowa pań, nadwyżki finansowe woli przeznaczać na przyjemności. 36 proc. nie ma żadnych zaskórniaków. Tymczasem im później zacznie się oszczędzać, tym trudniej będzie zgromadzić odpowiednią ilość pieniędzy, które zabezpieczą byt po zakończeniu aktywności zawodowej.

Bezpieczny poziom oszczędności zależy od indywidualnych celów, które chcemy osiągnąć. Jednak jeśli chcemy mieć około 1 tys. złotych przyszłej emerytury, to musimy zebrać na koncie ponad 300 tys. zł – przestrzega Grzegorz Chłopek.

Ci, którzy nie odkładają na przyszłość, najczęściej deklarują, że nie mają z czego. Dwóch na pięciu Polaków deklaruje, że bieżące wydatki pochłaniają ich wszystkie zarobki, a 18 proc. nie myśli jeszcze o gromadzeniu kapitału na przyszłość.

Skuteczne oszczędzanie wymaga prostych mechanizmów, przyzwyczajenia się do tego, aby odkładać w momencie, w którym dostajemy pensję na konto. Można zacząć od małych kwot, np. 50 zł, chodzi o to, aby te oszczędności nie były dostępne w łatwy sposób, tylko żeby były trzymane gdzie indziej, np. na takich kontach IKZE – mówi Grzegorz Chłopek.

W połowie 2017 roku w Polsce na około 16 mln pracujących prowadzono zaledwie 664,1 tys. indywidualnych kont zabezpieczenia emerytalnego (IKZE), na których zgromadzono łącznie niespełna 1,33 mld zł. To optymalna forma bezpiecznego oszczędzania na emeryturę, bo płacone w ramach limitu kwoty można odpisać w rozliczeniu podatkowym. Wprowadzone wcześniej indywidualne konta emerytalne (IKE) też nie uzyskały powszechnego uznania: na koniec czerwca 2017 r. było ich niespełna 932,5 tys., a wartość zebranych na nich środków to mniej niż 7,5 mld zł.

Pewnym rozwiązaniem na przyszłość jest to, co proponuje premier Morawiecki, czyli Pracownicze Programy Kapitałowe (PPK). One powinny zdecydowanie powiększyć nasze oszczędności, głównie ze względu na to, że pracodawcy w co najmniej 50 proc. będą mogli się dołożyć do tego, co sami odłożymy z własnej kieszeni – wyjaśnia prezes Nationale-Nederlanden PTE.

Bezrobocie w Polsce jest na historycznie niskim poziomie odnotowanym w warunkach rynkowych. Na koniec września wyniosło 6,8 proc. To oznacza, że coraz częściej to wykwalifikowany pracownik dyktuje warunki płacowe. Grzegorz Chłopek radzi, by każdą podwyżkę dzielić na pół: jedną część inwestować w przyszłość, a drugą wykorzystywać na podniesienie bieżącego standardu życia. Warto pamiętać o tym, że bezpieczne oszczędności na czarną godzinę powinny wystarczyć na 6–12 miesięcy życia na zbliżonej stopie.

Najpopularniejsze metody oszczędzania to popularna skarpeta oraz lokaty bankowe, ale tutaj widać już pewną zmianę wynikającą z tego, że inflacja trochę rośnie, a nadal oprocentowanie depozytów jest dosyć niskie, wskutek czego nasze pieniądze tracą wartość w dłuższym terminie – ocenia Grzegorz Chłopek. – W efekcie ludzie zaczynają szukać alternatywnych rozwiązań, kupując wyżej oprocentowane obligacje czy nieruchomości pod wynajem. Do tego należy wykorzystywać produkty efektywne podatkowo, czyli w pierwszej kolejności dla osoby, która pracuje i płaci podatki, jest to IKZE, a drugim produktem jest IKE. Myślę, że 90 proc. osób w Polsce byłoby w stanie odkładać tyle, ile potrzebuje.

Polscy naukowcy opracowali innowacyjną metodę badań genetycznych. Ich koszt jest 20-krotnie niższy niż wszędzie indziej na świecie

Polscy naukowcy opracowali innowacyjną metodę badań genetycznych. Ich koszt jest 20-krotnie niższy niż wszędzie indziej na świecie 9

Zespół Warsaw Genomics, spółki spin-off Uniwersytetu Warszawskiego, realizuje program „Badamy Geny”. Dzięki nowatorskiej metodzie badań genetycznych określa ryzyko zachorowania na nowotwory. Podstawowym wyróżnikiem badania jest cena dla pacjenta, która – przy zachowanej czułości badania – jest ponad 20-krotnie niższa niż dotychczas. To dlatego, że w jednej rundzie analizy poddawane są geny aż 600 osób. Z badań skorzystało do tej pory kilka tysięcy Polaków.

Najczęstszą przyczyną chorób nowotworowych są czynniki środowiskowe, które w dużej mierze jesteśmy w stanie ograniczyć. Uważa się, że palenie papierosów odpowiada za przeszło 20 proc. zgonów z powodu nowotworów. Inną przyczyną jest nieprawidłowy tryb życia – źle się odżywiamy, mało się ruszamy, a otyłość jest jednym z bardzo istotnych czynników ryzyka nowotworów. Jednak coraz więcej badań udowadnia, że za około 1/4 przypadków nowotworów odpowiada wada genetyczna, czyli uszkodzenie w genie, z którym już się urodziliśmy, i które zwiększa ryzyko zachorowania na raka – mówi agencji Newseria Biznes dr hab. n. med. Anna Wójcicka z Warsaw Genomics.

Według danych Krajowego Rejestru Nowotworów w 2016  roku odnotowano w Polsce rekordową liczbę zachorowań, która przekroczyła 180 tys. W sumie w ciągu ostatnich 30 lat liczba zachorowań na nowotwory wzrosła w Polsce dwukrotnie.

Gwałtowny wzrost liczby nowotworów napędzany jest przez niezdrowy tryb życia: picie alkoholu, palenie tytoniu, otyłość oraz nadmierną ekspozycję na słońce. Obecnie szacuje się, że jedna na trzy osoby w Polsce zachoruje na raka. U 25 proc. z nich przyczyną będzie chorobotwórcza mutacja, czyli błąd w jednym z 25 tys. genów.

Medycyna i diagnostyka bardzo się w ostatnich latach rozwinęły. Mamy możliwość regularnego wykonywania badań takich jak mammografia, USG, rezonans magnetyczny; wiemy także, jak powinno być prowadzone samobadanie piersi, żeby wykryć nowotwór piersi we wczesnym stadium. W przypadku jelita grubego mamy możliwość wykonania kolonoskopii, w przypadku raka prostaty można wykonać badanie per rectum. Nowotwór wcześnie wykryty jest w pełni wyleczalny, natomiast w Polsce zbyt rzadko i zbyt niechętnie się badamy – podkreśla mówi dr hab. n. med. Anna Wójcicka.

Kluczowe jest jednak rozpoczęcie badań odpowiednio wcześnie. Wprawdzie według zaleceń lekarzy pierwszą mammografię powinno się wykonać w wieku 50 lat, a pierwszą kolonoskopię w wieku 55 lat, jednak dla osób z uszkodzonym genem to zbyt późno.

Osoby genetycznie obciążone nowotworami powinny się badać znacznie wcześniej i znacznie intensywniej niż reszta populacji. Tylko takie podejście zapewni, że wcześnie wykryjemy toczący się proces chorobowy – dodaje dr hab. n. med. Anna Wójcicka.

Współcześnie medycyna pozwala wykryć raka we wczesnym stadium, ale też zawczasu zidentyfikować geny, które w przyszłości mogą zwiększyć ryzyko rozwoju choroby nowotworowej.

Wykonanie badań genetycznych pozwala zidentyfikować zmiany w naszym DNA, związane z podwyższonym ryzykiem zachorowania na nowotwory. Program „Badamy Geny” jest badaniem przesiewowym, w którym identyfikujemy znane i już wcześniej opisane mutacje, związane z nowotworami. Badanie zostało zaprojektowane według wytycznych towarzystw lekarskich i obejmuje 14 genów o potwierdzonym związku z ryzykiem zachorowania na nowotwory piersi i prostaty. Jeśli w którymś z tych genów znajdziemy mutację, mamy dokładne wytyczne, jakimi badaniami pacjent powinien zostać objęty. Dodatkowo, pacjent może przebadać również 56 innych genów, których związek z rozwojem nowotworów jest znany, ale dla części z tych genów nie mamy jednoznacznych wytycznych odnośnie zalecanych badań profilaktycznych – mówi dr n. med. Anna Kubiak z Laboratorium Genetyki Nowotworów Człowieka CeNT.

Program „Badamy Geny”, realizowany we współpracy z Uniwersytetem Warszawskim i Warszawskim Uniwersytetem Medycznym, pozwala ocenić ryzyko zachorowania na nowotwory dziedziczne, przede wszystkim raka piersi i prostaty. Ocena ryzyka jest dokonywana na podstawie wywiadu klinicznego i rodzinnego (wiek, liczba krewnych z chorobą, wiek urodzenia pierwszego dziecka, stosowane leki itp.) oraz występowania mutacji w którymś z genów, uznawanych za odpowiedzialne za powstawanie nowotworów. Mutację można wykryć dzięki prostemu badaniu krwi.

Podstawowym wyróżnikiem metody badania genów opracowanej przez polską spółkę jest jego cena, która wynosi 399 zł To wielokrotnie mniej  niż wynosi standardowa cena europejska około 8 tys. zł. To dlatego, że w jednej rundzie analizie poddawane są geny 600 osób. Aby wykonać kolejną rundę analizy, trzeba każdorazowo zebrać 600 osób, co trwa średnio około 10 tygodni (ale z uwagi na coraz większą wiedzę społeczeństwa o programie, obecnie znacznie krócej).

– Program „Badamy Geny” jest skierowany do osób pełnoletnich. Nie badamy w nich dzieci, ponieważ takie jest aktualne oficjalne stanowisko towarzystw genetycznych. Najbardziej na przystąpieniu do programu skorzystają osoby pomiędzy 20 a 30 rokiem życia, ponieważ to jest moment, w którym powinny już w sposób świadomy i odpowiedzialny wdrożyć odpowiednie badania diagnostycznie – dodaje dr n. med. Anna Wójcicka.

Aby wziąć udział w programie i określić ryzyko choroby nowotworowej, trzeba wejść na stronę www.badamygeny.pl, na której na bieżąco monitorowana jest liczba osób zarejestrowanych na kolejną serię oraz liczba pacjentów brakujących do przeprowadzenia kolejnej rundy testów. Po zarejestrowaniu się i wprowadzeniu danych medycznych należy oddać krew do badania, dopiero wtedy zostaje się włączonym do bieżącej rundy. Można to zrobić w punktach pobrań wymienionych na stronie. Na pobranie krwi należy przyjść z podpisanym formularzem zgody na badanie.

Następnie my izolujemy z tej krwi DNA i przeprowadzamy badanie. Kluczowym elementem jest analiza bioinformatyczna, która pozwala nam zidentyfikować błędy w DNA i określić ocenę ryzyka nowotworu u danego pacjenta – mówi dr Anna Kubiak.

Każda kobieta ma 12 proc. ryzyka zachorowania na raka piersi, co znaczy, że jedna na osiem kobiet w pewnym momencie życia zachoruje na ten nowotwór. Jeżeli jednak urodziła się z wadą w genie, to jej ryzyko zachorowania może wzrosnąć nawet do 87 proc. Pacjenci z nowotworem, który jest zapisany w genach, chorują znacznie wcześniej niż pozostali, choroba przebiega też agresywniej. Kobiecie, która ma chorobotwórczą mutację, nie wystarczy, że wykona mammografię w 50 roku życia – ona od 18 roku życia sama musi badać piersi, a od 25 roku życia co roku wykonywać rezonans magnetyczny. To jedyna możliwość, żeby ją uratować i znaleźć nowotwór we wczesnym stadium, kiedy możemy go wyleczyć – podkreśla dr hab. n. med. Anna Wójcicka.

Pacjenci z zaawansowanym szpiczakiem nie mają w Polsce możliwości leczenia. Czekają na refundację nowych terapii

Pacjenci z zaawansowanym szpiczakiem nie mają w Polsce możliwości leczenia. Czekają na refundację nowych terapii 10

Pacjenci chorzy na zaawansowanego szpiczaka mnogiego – niezawiniony nowotwór krwi – wciąż oczekują na możliwość skorzystania ze skutecznego leczenia. W ciągu ostatnich kilku lat zostało zarejestrowanych na świecie sześć nowych terapii, niestety żadna z nich nie jest w Polsce refundowana. Obecnie w najbardziej zaawansowanym procesie administracyjnym w Ministerstwie Zdrowia znajduje się lek zarejestrowany w 2013 roku. Zarówno hematolodzy, jak i pacjenci z nadzieją oczekują na pozytywne decyzje ministerstwa w najbliższym czasie, dzięki którym zwiększą się możliwości terapeutyczne w leczeniu tego nowotworu.

– Szpiczak przybiera maski. Na początku daje bardzo niespecyficzne objawy – są to dolegliwości bólowe kośćca, które dotyczą większości osób w wieku około 70 lat. Kolejny objaw to zmęczenie, powodowane niedokrwistością. To wprowadza w błąd zarówno pacjenta, jak i lekarza pierwszego kontaktu. Zanim choroba zostanie rozpoznana pacjent może odwiedzić wielu specjalistów: ortopedę, okulistę, nefrologa. Wielu z nich może spotkać chorego na szpiczaka, nawet o tym nie wiedząc. Dopiero kolejne badania diagnostyczne pozwalają wyjaśnić przyczyny tych objawów – mówi agencji Newseria Biznes prof. Krzysztof Giannopoulos, kierownik Oddziału Hematologicznego Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej.

Szpiczak plazmocytowy, nazywany też mnogim, jest bardzo rzadkim nowotworem złośliwym krwi. Ryzyko zachorowania na szpiczaka wzrasta wraz z wiekiem, a zdecydowana większość (około 90 proc.) przypadków to pacjenci powyżej 50 roku życia. Jak podaje Fundacja Carita, w Polsce jest obecnie około 10 tys. pacjentów chorych na szpiczaka. Każdego roku diagnozuje się go u ok. 1,5–2 tys. osób, choć – zdaniem lekarzy – ta liczba może być niedoszacowana.

Szpiczaka mnogiego, ze względu na niecharakterystyczne objawy, dość łatwo pomylić z chorobami nerek, infekcjami czy schorzeniami reumatologicznymi. Często wykrywa się go przypadkiem, a ostateczną diagnozę stawia hematolog na podstawie badań szpiku i dodatkowych badań biochemicznych.

– Szpiczak jest skutecznie leczony do pewnego momentu, w którym nie nabiera oporności na leczenie lenalidomidem lub bortezomibem. Od 2013 roku zarejestrowano w Unii Europejskiej sześć nowych leków w leczeniu chorych na szpiczaka plazmocytowego, głównie dla postaci opornej, nawrotowej. Żaden z tych leków nie jest dostępny dla naszych pacjentów – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos.

Szpiczak jest nieuleczalny, ale przy właściwym leczeniu i łagodzeniu objawów może się stać chorobą przewlekłą, z którą pacjent może się nauczyć funkcjonować. Dzięki nowym lekom w ostatnich latach znacząco wydłużyło się życie chorych na ten nowotwór.

Leczenie szpiczaka polega na zmienianiu schematów terapii. Terapia w pierwszej i drugiej linii, którą stosuje się w Polsce, odpowiada standardom europejskim. Jednak leczenie w trzeciej linii oraz dalszych – po kolejnych nawrotach choroby – wymaga leków, które są zarejestrowane w innych krajach europejskich, ale wciąż są niedostępne dla polskich pacjentów.

 Pierwszą linię terapii mamy na poziomie europejskim – ona mogłaby być lepsza, ale jesteśmy zasadniczo zadowoleni z dostępu do leków. Podobnie w linii drugiej, tam również mamy dostęp do leków, które nazywają się lenalidomid i bortezomib, jest to satysfakcjonująca terapia dla naszych pacjentów. Natomiast problemy pojawiają się w dalszych liniach leczenia – mówi dr Dominik Dytfeld, hematolog z Kliniki Hematologii w Poznaniu, prezes Polskiego Konsorcjum Szpiczakowego.

 Każdy z pacjentów chorych na szpiczaka plazmocytowego będzie miał nawrót. W zasadzie większość tych nawrotów kończy się opornością na leczenie dwoma dostępnymi w tej chwili lekami – mówi prof. Krzysztof Giannopoulos. – Trwają rozmowy z Ministerstwem Zdrowia odnośnie do dwóch kolejnych leków. Jeden z nich to nowy inhibitor proteasomu, a drugi to najnowszej generacji lek immunomodulujący pomalidomid. Jeżeli te rozmowy zakończą się sukcesem, to rzeczywiście bardzo wsparłoby to nasze możliwości terapeutyczne i stanowiło ważne narzędzie w walce z chorobą nowotworową.

Nowe leki zarejestrowane w leczeniu szpiczaka plazmocytowego są mniej toksyczne, mogą znacznie wydłużyć życie pacjentów i poprawić jego jakość. Najdłużej, od przeszło czterech lat, na refundację czeka pomalidomid. To lek podawany w formie doustnej, dzięki czemu chorzy mogą przyjmować go sami, w domu i prowadzić w miarę normalne życie codzienne, bez wielodniowych pobytów w szpitalu.

– Jako lekarz chciałbym mieć dostęp do wszystkich leków, mieć je na półce i wybierać tę chemioterapię, która jest optymalna. Mam nadzieję, że kiedyś będziemy mieć takie możliwości – mówi dr Dominik Dytfeld.

Biznes potrzebuje analityki – podsumowanie 23. edycji SAS Forum Polska

Szóstego listopada w hotelu Hilton w Warszawie odbyło się najważniejsze spotkanie ekspertów, praktyków i użytkowników analityki biznesowej w Polsce. Wydarzenie zgromadziło 900 gości – przedstawicieli biznesu, administracji publicznej i sektora akademickiego. Motywem przewodnim konferencji była rola analityki biznesowej w budowaniu nowoczesnej gospodarki opartej na danych.

Konferencja SAS Forum Polska 2017 odbyła się pod hasłem Experience Your New Possible.™ Łatwy dostęp do danych oraz różnorodnych metod analitycznych i narzędzi sprawia, że na naszych oczach znikają bariery technologiczne i finansowe powszechnego stosowania analityki w biznesie. Wyzwaniem jest zbudowanie organizacji zdolnej do wykorzystania tej szansy w stopniu zapewniającym rozwój i przewagę nad konkurencją. Przyszłość należy do tych, którzy potrafią w innowacyjny sposób wykorzystywać dostępne dane i narzędzia analityczne. Podczas sesji plenarnej o technologicznej i organizacyjnej transformacji oraz rozwoju analitycznej ekonomii mówili Michał Kosiński, Profesor Stanford University oraz Scott Chastain z SAS Global Technology Practice.

Nowa kultura biznesu oparta na wykorzystaniu analityki wymaga nie tylko przygotowania infrastruktury technicznej, ale również zmiany sposobu działania firm i odpowiednich umiejętności użytkowników. W bloku poświęconym zastosowaniom analityki w polskich przedsiębiorstwach różne aspekty ewolucji struktury organizacyjnej, budowania kultury analitycznej oraz rozwoju kompetencji zespołów zaprezentowali zaproszeni do udziału w tej sesji eksperci: Bartosz Dobrzyński, Dyrektor Marketingu i Członek Zarządu Play oraz Marek Łach, Dyrektor Centrum Ryzyka Kredytowego Klienta Detalicznego, PKO Bank Polski.

Podczas sesji plenarnej miała miejsce uroczystość wręczenia statuetek SAS Enterprise Award klientom, którzy wnieśli szczególny wkład w rozwój zastosowań analityki w Polsce, a także firmom i instytucjom, które obchodzą w tym roku okrągłe rocznice współpracy z SAS. W prestiżowym gronie wyróżnionych znalazły się następujące organizacje: Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny, Play, Bank BGŻ BNP Paribas S.A., Raiffeisen Bank Polska S.A., ING Bank Śląski S.A. oraz Instytut Kardiologii im. Prymasa Tysiąclecia Stefana Kardynała Wyszyńskiego, który był pierwszym klientem SAS w Polsce i w tym roku obchodzi jubileusz 25-lecia współpracy.

Analityka w praktyce

W popołudniowej części SAS Forum odbyły się równoległe sesje tematyczne: Analytics in action, Innovaction, Fraud, Risk & Compliance, Trendy i technologie oraz SAS prezentuje. Klienci SAS reprezentujący wiodące firmy i instytucje z Polski i zagranicy prezentowali przykłady wdrożeń rozwiązań analitycznych w kluczowych obszarach, takich jak zarządzanie marketingiem, sprzedażą i doświadczeniem klienta, zarządzanie ryzykiem, przeciwdziałanie nadużyciom, cyberbezpieczeństwo, zarządzanie łańcuchem dostaw, telematyka i wielu innych. Uczestnicy mogli także poznać nowe funkcjonalności platformy SAS Viya oraz dowiedzieć się, jak ewolucja narzędzi SAS wpisuje się w najnowsze trendy technologiczne. Prezentacje pozwoliły zapoznać się z aktualnym portfolio produktów SAS, ze szczególnym uwzględnieniem nowości oraz praktycznymi przykładami ich zastosowań. W agendzie wydarzenia znalazły się również sesje warsztatowe, podczas których uczestnicy mogli sprawdzić w praktyce funkcjonalności wybranych narzędzi SAS. Dużym zainteresowaniem cieszyły się również stoiska demonstracyjne, które były okazją do bliższego poznania rozwiązań biznesowych SAS.

Analityczna ekonomia

Jesteśmy świadkami nowej rewolucji przemysłowej napędzanej przez dane. Korzystając z Internetu i  aplikacji mobilnych czy też Internetu rzeczy, generujemy dane w zawrotnym tempie, a z drugiej strony jako klienci i obywatele oczekujemy wygody i spersonalizowanego traktowania. Dlatego organizacje pracują nad maksymalnym wykorzystaniem posiadanych informacji, aby przy pomocy analityki odkryć w pełni ich wartość i potencjał. Systemy analityczne przestały być jedynie dodatkiem i stały się kluczowym narzędziem wpływającym na najważniejsze decyzje, procesy i działania.

Zaawansowana analityka jest dziś obecna w każdej dziedzinie gospodarki i ma ogromny wpływ na jej innowacyjny rozwój. Ma również coraz większy wpływ na życie każdego z nas. Podczas SAS Forum pokazaliśmy, jak szerokie może być zastosowanie analityki w różnych branżach: bankowej, ubezpieczeniowej, telekomunikacyjnej, w handlu, logistyce i produkcji, ale również w projektach o charakterze społecznym – podsumowuje Alicja Wiecka, Dyrektor Zarządzający  SAS Polska.

Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych – przeciwwaga dla Banku Światowego?

Powołanie do życia Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych to z jednej strony wynik rosnącej znaczenia gospodarczego Państwa Środka i chęć podkreślenia jego roli w kształtowaniu globalnego ładu ekonomicznego. Z drugiej zaś to inicjatywa, która ma szansę być przełożona na wymierne korzyści dla regionu. Obawy rodzi jednak współistnienie z innymi instytucjami finansowymi o ponadnarodowym charakterze. Czy rzeczywiście są one zasadne?  

Czym jest Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych?

Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, czyli AIIB (od ang. Asian Infrastructure Investment Bank), to ponadnarodowa instytucja finansowa powołana w celu wspierania realizacji projektów infrastrukturalnych w regionie Azji i Pacyfiku. Z propozycją powołania do życia instytucji rząd Chiński wystąpił już w 2013 roku, jednak proces jej tworzenia oficjalnie zapoczątkowano w październiku 2014 roku Pekinie.

Pierwszym oficjalnym członkiem AIIB została Birma, której parlament ratyfikował porozumienie w lipcu 2015 roku. Dziś Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych wspierany jest przez 57 krajów członkowskich, w tym 20 pozaregionalnych, pośród których znajdują się m. in. Brazylia, Islandia, Egipt, Szwajcaria, Norwegia czy 14 krajów członkowskich Unii Europejskiej.

Kapitał założycielski organizacji to 100 mld dolarów, z czego niespełna 832 mln dolarów to udział Polski, co przekłada się na niespełna 1% siły głosów. Największym udziałowcem są Chiny, skupiające w swoich rękach aż 26% głosów, a także Indie i Rosja, które dysponują odpowiednio 7,5% i 5,9% głosów.

Podstawowym celem Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych jest wspieranie zrównoważonego rozwoju gospodarczego Azji. Mając na uwadze powyższe AIIB promuje współpracę regionalną, ściśle współpracuje z międzynarodowymi instytucjami finansowymi oraz mobilizuje kapitał prywatny, by sfinansować planowane projekty. Instytucja współfinansuje również inwestycje realizowane w ramach inicjatywy „jeden pas i jedna droga”, mającej na celu reaktywację Jedwabnego Szlaku.

Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych konkurencją dla Banku Światowego?

Powołanie do życia Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych od samego początku było przez wielu postrzegane jako chęć stworzenia konkurencji dla Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego czy Azjatyckiego Banku Rozwoju. Podmioty te dysponują wprawdzie znacznie większym kapitałem założycielskim, jednak kojarzone są z dominacją krajów rozwiniętych. Chiny i inne gospodarki wschodzące, mimo dynamicznego rozwoju i stale rosnącej roli w globalnej gospodarce nie mogły się pochwalić zbyt dużym władztwem ekonomicznym w skali globalnej.

Utworzenie przez Chiny ABII to próba reorganizacji dotychczasowego ładu ekonomicznego, działalność po części komplementarna dla działalności innych międzynarodowych instytucji finansowych, a po części konkurencyjna. Doskonale odzwierciedla to struktura członkowska, w której próżno szukać Stanów Zjednoczonych czy Japonii, które od wieków rywalizują z Państwem Środka. Także Meksyk oraz Kanada nie zdecydowały się na poparcie inicjatywy z obawy przed narażeniem się swojemu głównemu partnerowi handlowemu – Stanom Zjednoczonym. Po drugiej stronie barykady znajdują się z kolei kraje, które popierają inicjatywę bądź upatrują w niej wymiernych korzyści. Rosnące znaczenie ekonomiczne Państwa Środka, a co za tym idzie spodziewane korzyści wynikające ze współpracy z drugą gospodarką świata były dla wielu krajów wystarczającą zachętą.

Zarówno Międzynarodowy Fundusz Walutowy (MFW) jak i Bank Światowy (BŚ) to instytucje o charakterze ponadnarodowym, które powołano do życia na mocy porozumienia zawartego w Bretton Woods w 1944 roku. Rolą MFW było stworzenie na nowo powojennego ładu finansowego i stanie na jego straży. BŚ miał z kolei wspierać finansowo kraje, które w wyniku II wojny światowej zostały dotkliwie zniszczone. Jego rolą jest również walka z szeroko rozumianym ubóstwem.

Zadania AIIB są tym samym po części konkurencyjne, po części komplementarne. Wspiera stabilizację ekonomiczną i walkę z biedą pośrednio, poprzez finansowanie wielu inwestycji infrastrukturalnych. Działania te przyczyniają się bowiem do wzrostu atrakcyjności inwestycyjnej regionu, poprawy mobilności i warunków prowadzenia działalności gospodarczej. Jako, że poziom rozwoju infrastruktury jest jednym z czynników rozwoju gospodarczego, w długiej perspektywie czasu podejmowane przez AIIB działania mają szansę wymiernie przełożyć się na poziom zamożności lokalnych społeczności.

Autorem artykułu jest Jakub Górecki – redaktor bloga o finansach MySaver, na którym dzieli się swoją wiedzą z zakresu finansów i ekonomii.

Bez limitu składek na ZUS wzrośnie rozpiętość emerytur

Zniesienie górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe, co proponuje rząd, zmniejszy obecny deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ale w przyszłości pogłębi jego nierównowagę. Objęcie ubezpieczeniem emerytalnym bardzo wysokich dochodów będzie prowadziło do nieakceptowanego społecznie zróżnicowania wysokości emerytur. Niepokoi tempo wprowadzania zmian i brak konsultacji – uważa Konfederacja Lewiatan. 

Powszechne ubezpieczenie emerytalne ma zabezpieczać obywateli przed brakiem środków utrzymania na starość, a nie przed brakiem środków na luksusowe życie. Objęcie obowiązkiem ubezpieczenia emerytalnego bardzo wysokich dochodów prowadziłoby do nadmiernego, czyli nieuzasadnionego potrzebami tego ubezpieczenia, ograniczenia wolności obywateli do dysponowania wynagrodzeniem za pracę.

Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan

– System emerytalno-rentowy oparty na umowie międzypokoleniowej powinien się cechować wyjątkową stabilnością. Zmiany powinny być wprowadzane rzadko, a kiedy są niezbędne, powinny być poprzedzone rzetelnymi konsultacjami społecznymi i odpowiednio długim vacatio legis umożliwiającym ubezpieczonym zmianę strategii życiowej. Tymczasem projekt nie został przedstawiony do dyskusji w Radzie Dialogu Społecznego i ma wejść w życie już od 1 stycznia 2017 roku, czyli praktycznie bez vacatio legis – mówi Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan.

Zniesienie górnego limitu składek na ubezpieczenia emerytalne i rentowe zmniejszy obecny deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych, ale w przyszłości pogłębi jego nierównowagę. Osoby o wysokich dochodach po przejściu na emeryturę otrzymają więcej niż wynikałoby z podwyższenia składek, a do tego po ich śmierci małżonkowie otrzymają wysokie renty. W konsekwencji zwiększy się deficyt funduszy emerytalnego i rentowego.

– Objęcie ubezpieczeniem emerytalnym bardzo wysokich dochodów będzie prowadziło do nieakceptowanego społecznie zróżnicowania wysokości emerytur i w konsekwencji do delegitymizacji systemu. Już obecnie przyjęcie granicy 30-krotności średniego wynagrodzenia w roku, oznacza, że najwyższe emerytury mogą stanowić 250% średnich i ponad 500% najniższych emerytur. Zniesienie górnego limitu składek spowoduje wzrost świadczeń emerytalnych 350 tysięcy osób najlepiej zarabiających i świadczeń rentowych ich małżonków. Jednocześnie dokonane już obniżenie wieku emerytalnego spowoduje znaczące zmniejszenie emerytur osób o niskich dochodach. W wyniku pogłębienia zróżnicowania emerytur nasili się presja na podwyższenie niskich emerytur i rent. Efektem będzie dalsze zwiększenie deficytu Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – dodaje Jeremi Mordasewicz.

Istnieje poważne ryzyko, iż sposób wprowadzania zmian, ich koszty, mogą spowodować, że inwestorzy zrewidują swoją dotychczasową politykę zatrudniania, przenosząc role wymagające wysokich kompetencji poza granice naszego kraju. Długoterminowo będzie to dla Polski wybór kosztowny, może wstrzymać poważne inwestycje w kapitał ludzki, kierując inwestorów na bardziej konkurencyjne rynki.

Projekt jest wyrazem pewnej niekonsekwencji w tworzeniu klimatu sprzyjającego zatrudnieniu w ramach stosunku pracy, szczególnie w środowisku nowych technologii, wysokich kompetencji.

Samsung Electronics ogłasza wyniki za trzeci kwartał 2017 r.

31 października 2017 firma Samsung Electronics ogłosiła wyniki finansowe za trzeci kwartał 2017 roku. Jej przychody w tym okresie wyniosły 62,05 biliona KRW, co stanowi wzrost o 14,23 biliona KRW względem poprzedniego roku, podczas gdy zysk z działalności operacyjnej za III kw. osiągnął rekordowy poziom 14,53 biliona KRW, czyli zwiększył się o 9,33 biliona KRW.

Czynnikiem, który przyczynił się do dobrych wyników firmy Samsung w trzecim kwartale, było duże zapotrzebowanie na układy pamięci o wysokiej wydajności, stosowane w serwerach i flagowych urządzeniach mobilnych. Kluczowy dla wyników finansowych okazał się także segment półprzewodników, który odnotował znaczny wzrost zysków zarówno w skali rok do roku, jak i kwartał do kwartału. Wpływ na wyniki miała również dywizja odpowiedzialna za systemy LSI, dzięki zwiększonej sprzedaży DDI i czujników obrazu. Segment wyświetlaczy odnotował natomiast spadek zysków mimo wzrostu sprzedaży elastycznych paneli OLED stosowanych w smartfonach klasy premium. Wartym uwagi jest także segment urządzeń mobilnych, który odnotował wysoką sprzedaż, co było związane z wprowadzeniem na rynek smartfonu Galaxy Note8 i dobrą sprzedażą nowej serii smartfonów Galaxy J, jednak na skutek wyższego udziału sprzedaży smartfonów przeznaczonych na rynek masowy zyski w tym segmencie obniżyły się kwartał do kwartału.

Wysokowydajne układy pamięci 

Segment pamięci wykazał wysokie zyski za omawiany kwartał za sprawą sezonowego zapotrzebowania na układy pamięci o dużej gęstości zapisu. Jeżeli chodzi o technologię NAND, wysoki popyt wynikał z wprowadzenia na rynek flagowych smartfonów i rozwoju infrastruktury w chmurze. W przypadku DRAM, na wysokim poziomie utrzymał się popyt związany z ich wykorzystaniem w serwerach, urządzeniach mobilnych, komputerach stacjonarnych (PC) oraz konsolach do gier.

Wzrost przychodów ze sprzedaży w segmencie OLED był związany z większym zapotrzebowaniem klientów na elastyczne wyświetlacze stosowane w nowych flagowych smartfonach. Zyski kwartał do kwartału obniżyły się jednak, co było spowodowane wyższymi kosztami uruchomienia nowej linii produkcyjnej OLED i zwiększoną konkurencją w obszarze sztywnych paneli. Zyski w segmencie LCD w trzecim kwartale były niższe, ponieważ nierównowaga podaży i popytu doprowadziła do spadku średniej ceny sprzedaży paneli LCD. Poza tym wzrost mocy produkcyjnych w branży LCD ma w dalszym ciągu wpływ na ceny.

Rozwiązania mobilne i telewizory

Segment urządzeń mobilnych odnotował istotny wzrost sprzedaży, co wynikało z globalnego wprowadzenia na rynek nowego modelu flagowego Galaxy Note8, a także z dobrych wyników serii Galaxy J. Pomimo tego przychody i zyski kwartał do kwartału obniżyły się, co było związane z większym udziałem w sprzedaży modeli średniej i niższej klasy.

Segment telewizorów Samsung wykazał znaczny wzrost zysków, dzięki wyższej sprzedaży urządzeń klasy premium, w tym telewizorów QLED. Ze względu na wyższe koszty paneli telewizyjnych LCD i spadek zapotrzebowania na rynku telewizorów zyski rok do roku okazały się jednak nieznacznie niższe.

Perspektywy wzrostu

Firma przewiduje, że w czwartym kwartale utrzyma się wysoki popyt w segmencie pamięci za sprawą dużego zapotrzebowania na komponenty do serwerów i urządzeń mobilnych. Wzrost sprzedaży elastycznych paneli OLED i wprowadzenie nowych sztywnych paneli OLED pozwolą zwiększyć zyski w segmencie wyświetlaczy. Segment LCD będzie musiał jednak zmierzyć się z sezonowymi spadkami, połączonymi ze wzrostem podaży paneli. W segmencie urządzeń mobilnych firma będzie dążyć do utrzymania wysokich zysków poprzez zwiększanie sprzedaży flagowych urządzeń, w tym rozszerzenie dystrybucji Galaxy Note8. Segment AGD oczekuje dalszego wzrostu przychodów opartego na zwiększeniu sprzedaży nowych urządzeń, w tym pralek z technologią QuickDriveTM i odkurzaczy POWERstick PRO. Segment telewizorów skupi się na intensyfikacji sprzedaży urządzeń klasy premium, w tym telewizorów QLED i telewizorów wielkoformatowych.

Przewidując perspektywy biznesowe na 2018 r., firma oczekuje wzrostu zysków głównie w segmencie komponentów, ponieważ sytuacja na rynku pamięci prawdopodobnie pozostanie nadal korzystna, a poza tym przewiduje się zwiększenie sprzedaży elastycznych paneli OLED. W przypadku segmentu pamięci, popyt na NAND o wysokiej wydajności zwiększy się ze względu na rosnące zapotrzebowanie na wyższą pojemność danych na serwerach i urządzeniach mobilnych.

Firma oczekuje wzrostu na rynku DRAM w związku z rozwojem technologii w obszarach: big data, AI (sztucznej inteligencji) i machine learning (uczenia maszynowego), w których szybsze przetwarzanie i analiza danych mają kluczowe znaczenie. Rozwój technologiczny urządzeń mobilnych z podwójnym aparatem fotograficznym, czujnikami 3D i rozwiązaniami opartymi na sztucznej inteligencji będzie wspierać wzrost DRAM. Jeżeli chodzi o przyszłoroczne perspektywy Systemu LSI oraz segmentu półprzewodników i mikroprocesorów, Samsung będzie w dalszym ciągu wspierać wzrost zysków poprzez zwiększanie dostaw urządzeń 10-nano i czujników obrazu, a także będzie skupiać się na wzmocnieniu konkurencyjności w sub-procesie 7-nano poprzez inwestycje w infrastrukturę związaną z EUV.

W segmencie wyświetlaczy firma Samsung będzie wciąż dążyć do osiągnięcia wzrostu poprzez zaspokajanie zapotrzebowania rynkowego na elastyczne wyświetlacze OLED w miarę zyskiwania przez OLED statusu podstawowego rozwiązania w smartfonach. Mimo oczekiwanej intensyfikacji konkurencji globalnej w segmencie paneli LCD w 2018 r. Samsung będzie starać się zwiększyć swoją rentowność poprzez umocnienie współpracy z kluczowymi klientami i rozszerzenie oferty paneli wielkoformatowych Quantum Dot o wysokiej rozdzielczości i bez ramek.

W segmencie urządzeń mobilnych firma Samsung wzmocni swoją wiodącą pozycję na rynku urządzeń klasy premium, dzięki flagowym smartfonom oraz poprawi rentowność poprzez optymalizację oferty swoich urządzeń. Poza tym firma będzie starać się zabezpieczyć możliwości wzrostu działalności poprzez nowe technologie, takie jak 5G, a także poprzez rozwój kompetencji w zakresie obsługi i oprogramowania.

W segmencie elektroniki użytkowej, firma Samsung będzie w dalszym ciągu skupiać się na zwiększaniu sprzedaży urządzeń klasy premium i rozwoju działalności B2B.

Dobre wyniki segmentu półprzewodników

Działalność w zakresie półprzewodników w trzecim kwartale odnotowała zyski w kwocie 9,96 biliona KRW przy przychodach skonsolidowanych na poziomie 19,91 biliona KRW.

Segment pamięci wykazał wysokie zyski za omawiany kwartał, co było związane z dużym zapotrzebowaniem ze strony wszystkich obszarów zastosowań, jak również z korzystną sytuacją w zakresie popytu i podaży. Jeżeli chodzi o NAND, podczas gdy ogólne zapotrzebowanie utrzymywało się na korzystnym poziomie ze względu na wprowadzenie na rynek flagowych smartfonów i rozwój infrastruktury w chmurze, firma Samsung aktywnie reagowała na potrzeby ze strony rynków urządzeń o wartości dodanej i wysokiej gęstości zapisu, takich jak SSD NVME dla centrów obliczeniowych. W przypadku DRAM wysoki popyt wynikał z rozwoju infrastruktury w chmurze i trendu w kierunku urządzeń o większej gęstości zapisu. Firma skupiła się na maksymalizacji zysku poprzez zaspokajanie zapotrzebowania na zróżnicowane urządzenia, takie jak układy DRAM powyżej 64 GB i układy mobilne DRAM o niskim zużyciu energii.

Przewidując perspektywy dla układów NAND w czwartym kwartale, zakłada się dalsze ograniczenia dostępności zastosowań mobilnych i SSD, co będzie spowodowane utrzymującym się wysokim zapotrzebowaniem na układy o wysokiej gęstości zapisu, które znajdują zastosowanie w urządzeniach mobilnych oraz centrach obliczeniowych. W związku z tym firma będzie dążyć do zapewnienia struktury asortymentu w większym stopniu ukierunkowanej na zysk. Jeżeli chodzi o dalsze prognozy na 2018 r., trend w kierunku zastosowań mobilnych układów NAND o wysokiej wydajności i wysokiej gęstości zapisu będzie się utrzymywać. Jednocześnie przewiduje się przyśpieszenie zastosowań serwerowych SSD w miarę pojawiania się zapotrzebowania w obszarze big data. W związku z tym firma Samsung skupi się na zwiększaniu podaży V-NAND, jednocześnie rozwijając i zwiększając produkcję NAND piątej generacji.

Biorąc pod uwagę perspektywy DRAM w czwartym kwartale, oczekuje się wysokiego sezonowego popytu na urządzenia mobilne i komputery stacjonarne (PC) przy jednoczesnej rozbudowie centrów obliczeniowych. W tym kontekście firma Samsung skupi się na konkurencyjności cenowej poprzez wspieranie migracji procesów 1xnm. Dalsze prognozy na 2018 r. przewidują utrzymanie wysokiego popytu w związku z rozbudową centrów obliczeniowych, podczas gdy zapotrzebowanie związane ze wzrostem ilości treści w produktach mobilnych będzie rosnąć ze względu na rozpowszechnienie podwójnych aparatów, czujników 3D i rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji. W związku z tym firma skupi się na wspieraniu produktów klasy 10 nm i zwiększaniu sprzedaży zróżnicowanych urządzeń, takich jak HBM, szerokopasmowe LPDDR4X.

Jeżeli chodzi o segment Systemu LSI, wysokie zyski wynikały ze wzrostu sprzedaży procesorów mobilnych dla smartfonów średniej i niższej klasy oraz czujników obrazu dla smartfonów, podczas gdy wprowadzanie na rynek modeli flagowych telefonów podniosło sprzedaż OLED DDI. Oczekuje się, że sezonowe osłabienie popytu na procesory i czujniki obrazu ograniczy wzrost w czwartym kwartale. W 2018 r. firma skupi się na utrzymaniu wzrostu sprzedaży procesorów mobilnych i OLED DDI, a także zwiększeniu sprzedaży czujników ruchu wraz z rozszerzeniem zastosowania podwójnych aparatów w smartfonach. Poza tym Samsung będzie dążyć do rozszerzenia swojej oferty przeznaczonej dla IoT, VR i zastosowań samochodowych.

W segmencie półprzewodników i mikroprocesorów dobre wyniki były związane ze zwiększoną sprzedażą urządzeń mobilnych 10-nano, a korzystny wpływ miała stabilizacja rentowności i sezonowy wzrost. Wsparcie dla zysków zapewniło także zwiększone zapotrzebowanie na zróżnicowane urządzenia, takie jak mobilne DDI 32-nano oraz czujniki obrazu 65-nano. Jeżeli chodzi o prognozy na czwarty kwartał, mimo potencjalnie ograniczonego wzrostu, firma przewiduje dywersyfikację węzła 10-nano od zastosowań mobilnych po zastosowania w obszarze wydobywania kryptowaluty (cryptocurrency mining), przy jednoczesnej dywersyfikacji bazy klientów dla nowego asortymentu 8-nano. W 2018 r. firma Samsung zwiększy dostawy urządzeń 10-nano i czujników obrazu poprzez masową produkcję w linii S3 i przesunięcie linii pamięci 11 do segmentu półprzewodników, a także wzmocnienie konkurencyjności sub-procesu 7-nano dzięki zainwestowaniu w infrastrukturę związaną z EUV.

Lepsze wyniki segmentu wyświetlaczy dzięki elastycznym panelom OLED

Segment wyświetlaczy odnotował przychody skonsolidowane na poziomie 8,28 biliona KRW i zysk z działalności operacyjnej w kwocie 0,97 biliona KRW za trzeci kwartał. Wzrost przychodów wynikał z doskonałej sprzedaży paneli elastycznych. Łączne zyski obniżyły się jednak, co było związane z wyższymi kosztami rozruchu nowej linii produkcyjnej OLED i spadkiem średniej ceny sprzedaży paneli LCD.

Biorąc pod uwagę segment OLED, wzrost sprzedaży kwartał do kwartału wynikał z większego zapotrzebowania na elastyczne wyświetlacze przeznaczone do nowych flagowych urządzeń wprowadzanych na rynek. Zyski obniżyły się jednak, co było spowodowane zwiększoną konkurencją w obszarze sztywnych paneli OLED i kosztami rozruchu nowej linii produkcyjnej OLED.

Przychody w segmencie LCD w trzecim kwartale zmniejszyły się z uwagi na spadek średniej ceny sprzedaży paneli LCD. Poza tym wzrost mocy produkcyjnych w branży LCD ma w dalszym ciągu wpływ na ceny.

W czwartym kwartale Samsung oczekuje wzrostu sprzedaży w segmencie OLED, ze względu na większe zapotrzebowanie na panele elastyczne i sztywne. W segmencie LCD firma przewiduje jednak w dalszym ciągu pewną nierównowagę podaży i popytu związaną ze wzrostem mocy produkcyjnych w branży, jak również z sezonowym spadkiem zapotrzebowania. W związku z tym Samsung będzie starać się zapewnić rentowność poprzez obniżenie kosztów produkcji i zwiększanie wydajności, a przede wszystkim poprzez zwiększanie udziału w asortymencie urządzeń najwyższej klasy, takich jak panele wielkoformatowe, o wysokiej rozdzielczości wyposażone w technologię Quantum Dot.

W 2018 r. Samsung oczekuje, że urządzenia OLED zyskają status podstawowego rozwiązania w branży smartfonów, szczególnie w miarę szerszego zastosowania paneli elastycznych w modelach najwyższej klasy. Firma planuje koncentrację na osiągnięciu stałego wzrostu na podstawie zapotrzebowania klientów na wyświetlacze elastyczne i poprzez zróżnicowane urządzenia najwyższej klasy. Zgodnie z oczekiwaniami w segmencie LCD intensyfikacja konkurencji pomiędzy producentami paneli, jak również rozbudowa mocy produkcyjnych w branży zostanie zbilansowana wzrostem rynku na panele telewizyjne klasy premium, takie jak UHD i panele wielkoformatowe. Biorąc pod uwagę te warunki rynkowe, firma Samsung będzie w dalszym ciągu poprawiać rentowność poprzez wzmacnianie współpracy strategicznej z głównymi klientami, jak również rozszerzenie asortymentu o wartości dodanej.

Dobre wyniki w obszarze smartfonów wspierają segment urządzeń mobilnych

Dział IT i Komunikacji Mobilnej (IT & Mobile Communications) odnotował przychody skonsolidowane na poziomie 27,69 biliona KRW i zysk z działalności operacyjnej w kwocie 3,29 biliona KRW za omawiany kwartał.

Sprzedaż smartfonów Samsung zwiększyła się, co było związane z globalnym wprowadzeniem na rynek nowego modelu flagowego Galaxy Note8, a także z dobrymi wynikami nowego modelu Galaxy J 2017. Ogólnie przychody i zyski kwartał do kwartału obniżyły się, co było związane z wyższą sprzedażą modeli średniej i niższej klasy.

Zgodnie z prognozami w czwartym kwartale popyt na smartfony i tablety wzrośnie ze względu na szczyt sprzedaży przypadający na koniec roku.

Mimo oczekiwanej intensyfikacji konkurencji w segmencie premium, firma planuje skupić się na utrzymaniu dobrych przychodów i zysków dzięki sprzedaży modeli flagowych.

W 2018 r. oczekuje się ożywienia wzrostu rynku smartfonów, jednak trudne warunki działalności prawdopodobnie utrzymają się ze względu na intensyfikację konkurencji i wyższe koszty surowców.

Firma będzie dążyć do wzmocnienia swojej wiodącej pozycji w segmencie urządzeń najwyższej klasy i poprawy rentowności poprzez optymalizację oferty urządzeń. Poza tym Samsung będzie starać się zabezpieczyć możliwości wzrostu działalności poprzez nowe technologie, takie jak 5G, a także rozwój kompetencji w zakresie obsługi i oprogramowania.

Jednocześnie w trzecim kwartale segment sieci (Networks Business) odnotował spadek ze względu na ograniczenie inwestycji związanych z LTE realizowanych przez klientów globalnych. W czwartym kwartale i w dłuższej perspektywie firma oczekuje zwiększenia podaży rozwiązań sieciowych 5G następnej generacji na głównych rynkach rozwiniętych.

Koncentracja segmentu elektroniki na produktach klasy premium

Segment elektroniki użytkowej (Consumer Electronics), w tym wyświetlaczy i urządzeń cyfrowych, odnotował przychody skonsolidowane na poziomie 11,13 biliona KRW i zysk z działalności operacyjnej w kwocie 0,44 biliona KRW za trzeci kwartał.

Pomimo niższego zapotrzebowania na rynkach rozwiniętych, zwiększona sprzedaż telewizorów QLED klasy premium zapewniła znaczną poprawę zysków w segmencie wyświetlaczy (Visual Display Business) Samsung. Ze względu na wyższe koszty paneli telewizyjnych LCD i spadek zapotrzebowania na rynku telewizorów zyski rok do roku okazały się jednak nieznacznie niższe.

W czwartym kwartale Samsung skupi się na umacnianiu swojej dominacji w asortymencie QLED i telewizorów wielkowymiarowych, jak również na wzmocnieniu wzrostu B2B, w tym w obszarze cyfrowej komunikacji wizualnej i kinowych paneli LED (Cinema LED).

Przewiduje się, że w 2018 r. ważne wydarzenia sportowe, takie jak Mistrzostwa Świata w piłce nożnej i Zimowe Igrzyska Olimpijskie, będą napędzać zapotrzebowanie na telewizory UHD i telewizory wielkowymiarowe. Samsung umocni swoją wiodącą pozycję na rynku telewizorów klasy premium, a także będzie dalej zwiększać rentowność poprzez rozbudowę asortymentu telewizorów QLED i telewizorów wielkowymiarowych.

W segmencie urządzeń cyfrowych (Digital Appliances), koszty inwestycyjne w działalności B2B spowodowały spadek zysków względem poprzedniego roku, mimo umiarkowanego wzrostu ogólnego popytu rynkowego i dobrej sprzedaży klimatyzatorów i pralek w Korei.

Oczekuje się, że nowe produkty, takie jak pralki z technologią QuickDriveTM i odkurzacze POWERstick, będą wspierać wzrost przychodów w czwartym kwartale.

W 2018 r. przewiduje się, że segment urządzeń cyfrowych (Digital Appliances) zwiększy sprzedaż urządzeń klasy premium, jak również wzmocni działalność B2B i kanały sprzedaży online.

###

* Uwaga: Szczegółowe informacje na temat inwestycji kapitałowych Samsung Electronics oraz zysków akcjonariuszy zostaną udostępnione w momencie złożenia sprawozdań do krajowych organów finansowych, jednak przed konferencją telefoniczną dotyczącą zysków za trzeci kwartał.

※ Skonsolidowane przychody ze sprzedaży i zysk z działalności operacyjnej w poszczególnych segmentach na podstawie K-IFRS (2016~2017 3Q)

(Jednostka: biliony KRW) 2016 2017
1Q 2Q 3Q 4Q ROK 1Q 2Q 3Q
Sprzedaż CE 10,07 11,04 10,78 13,21 45,10 10,34 10,92 11,13
IM 27,60 26,56 22,54 23,61 100,30 23,50 30,01 27,69
Półprzewodniki 11,15 12,00 13,15 14,86 51,16 15,66 17,58 19,91
DP 6,04 6,42 7,06 7,42 26,93 7,29 7,71 8,28
DS 17,18 18,43 20,29 22,26 78,15 22,85 25,25 28,02
Razem 49,78 50,94 47,82 53,33 201,87 50,55 61,00 62,05
Zysk opera­cyjny CE 0,50 1,00 0,79 0,43 2,71 0,38 0,32 0,44
IM 3,89 4,32 0,10 2,50 10,81 2,07 4,06 3,29
Półprzewodniki 2,63 2,64 3,37 4,95 13,60 6,31 8,03 9.96
DP -0,27 0,14 1,02 1,34 2,23 1,30 1,71 0,97
DS 2,33 2,79 4,40 6,34 15,85 7,59 9,69 10,85
Razem 6,68 8,14 5,20 9,22 29,24 9,90 14,07 14,53

Uwaga 1: Sprzedaż w ramach każdego z segmentów obejmuje również sprzedaż wewnętrzną pomiędzy segmentami.

Uwaga 2: CE – Segment Elektroniki Użytkowej, IM – Segment IT i Komunikacji Mobilnej, DS – Segment Urządzeń, DP – Segment Wyświetlaczy.

Uwaga 3: Informacja na temat zysków rocznych jest przekazywana dla działów biznesowych wg stanu na rok 2017.

Kurs dolara w górę czekając na dane z USA

W piątek dolar drożej o 1 gr w oczekiwaniu na popołudniową serię danych makroekonomicznych z USA. To one, a właściwie to na ile okażą się lepsze lub gorsze od prognoz, zdecyduje o losach USD/PLN.

Po kilkudniowym osuwaniu, które sprowadziło kurs dolara z poziomu powyżej 3,72 zł do 3,6310 wczoraj na koniec dnia, dziś drożeje on o nieco ponad 1 gr i kosztuje 3,6425 zł. Dolar umacnia się do złotego, a także innych walut, w oczekiwaniu na publikowaną dziś serię raportów makroekonomicznych z USA. Pokażą one nie tylko prawdziwy obraz amerykańskiej gospodarki (niezaciemniony przez huragany), ale też będą stanowiły punkt odniesienia dla oczekiwań odnośnie przyszłych działań Rezerwy Federalnej (Fed).

Kalendarium dla dolara (piątek, 3 listopada):

  • 13:30 Stopa bezrobocia (prognoza: 4,2 proc.)
  • 13:30 Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym prognoza: +314 tys.)
  • 13:30 Płaca godzinowa (prognoza: 2,7 proc. R/R)
  • 13:30 Bilans handlowy (prognoza: -43,2 mld USD)
  • 14:45 Indeks PMI dla usług (prognoza: 55,9 pkt.)
  • 15:00 Zamówienia w przemyśle (prognoza: 1,3 proc. M/M)
  • 15:00 Zamówienia na dobra trwałe (prognoza: 2,2 proc. M/M)
  • 15:00 Indeks ISM dla usług (prognoza: 58,5 pkt.)

W centrum uwagi znajdą się przede wszystkim dane z rynku pracy. W tym przypadku tradycyjnie już inwestorzy najmniej będą ekscytować raportem o bezrobociu. Nieco więcej emocji wywoła publikacja danych o zatrudnieniu w sektorze pozarolniczym. Pierwszoplanową rolę zaś będą odgrywać dane o płacy godzinowej. W październiku oczekuje się wyhamowania jej rocznej dynamiki do 2,7 proc. z 2,9 proc. we wrześniu, gdy nieoczekiwanie wystrzeliła ona z 2,5 proc. Im wyższy będzie wzrost płac, tym większe szanse na przyspieszenie inflacji w USA, co automatycznie musiałoby zwiększyć oczekiwania na podwyżki stóp procentowych. Finalnie więc doprowadziłoby do umocnienia dolara. I odwrotnie. Dane poniżej prognoz dolara osłabią.

Raport z rynku pracy jest dziś tym najważniejszym. Pozostałe dane, a więc bilans handlowy, zamówienia, indeksy PMI i ISM, odgrywają drugoplanową rolę. Nabiorą one znaczenia tylko wówczas, gdy te pierwsze okażą się zgodne z prognozami, a inwestorzy zaczną szukać nowych impulsów. Ich interpretacja jest jednak podobna. Im lepsze od prognoz dane, tym mocniejszy dolar. I odwrotnie.

Dzisiejsze publikacje są ostatnimi raportami ze świata, które mogą wywołać emocje na krajowym rynku walutowym. W przyszłym tygodniu pierwszoplanową rolę odegra bowiem zaplanowane na 7-8 listopada posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej (RPP). W oczekiwaniu na nie złoty może zyskiwać na wartości, gdyż inwestorzy będą liczyli na nieco bardziej „jastrzębią” retorykę Rady, wspartą nowymi prognozami inflacji i PKB dla Polski. Później wszystko będzie zależało już od tego, na ile te założenia okażą się słuszne.

Aktualna sytuacja na wykresie dziennym USD/PLN sugeruje, że ostanie kilkudniowe osunięcie się kursu, było jedynie korektą wcześniejszych mocnych wzrostów. Tym samym większe jest prawdopodobieństwo zwyżki dolara po dzisiejszych danych w kierunku 3,70 zł, niż powrotu do 3,58 zł.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, Główny Analityk WALUTEO

Finanse Millenialsów i młodych z pokolenia Z – wyniki badania

Millenialsi, mający od 28 do 37 lat, znajdują się dziś w najbardziej produktywnej fazie kariery. Przeciętnie w Polsce zarabiają o 36 proc. więcej niż młodzi z pokolenia Z, którzy wciąż mieszkają u rodziców i są wielkim znakiem zapytania dla pracodawców i gospodarki – wynika z badania serwisu rekrutacyjnego MonsterPolska.pl.

Styl życia Millenialsów i ich podejście do finansów sprzyja rozwojowi gospodarki, a tym samym służy rynkowi pracy. Millenialsi chcą zarabiać, ale nie boją się też wydawać. Biorą kredyty mieszkaniowe i solidnie je spłacają; napędzają konsumpcję, bo lubią mieć; podróżują; inwestują w siebie.

Millenialsi, inaczej pokolenie Y, to osoby urodzone w latach 1980-89. Mają dziś od 28 do 37 lat i od blisko 20 lat wpływają na rynek pracy i całą gospodarkę. Wchodzące dziś na rynek pracy pokolenie Z to osoby między 18 a 27 rokiem życia. Choć wiadomo, że mają wielkie marzenia i chcą w przyszłości dobrze zarabiać, to na razie zarabiają stosunkowo niewiele i wciąż mieszkają u rodziców. Ponieważ jednak to oni są przyszłością rynku pracy, warto uważnie śledzić ich poczynania.

Millenialsi zarabiają o 36 proc. więcej od osób z pokolenia Z

Z najnowszych badań MonsterPolska.pl wynika, że przeciętne wynagrodzenie netto w Polsce osób z pokolenia Z wynosi ok. 2 300 zł (541 euro), z kolei z pokolenia Y – ok. 3 100 zł (735 euro). Międzypokoleniowy wzrost płac wynosi aż 36 proc. Powód? Dynamika płac jest duża, bo i poziom zarobków „na rękę”, od których zaczynają młodzi, jest niski. Z tym wynikiem zajmujemy pozycję lidera (razem z Węgrami), gdyż skok płac w innych krajach jest niższy. Dla porównania w Finlandii – to 18 proc, w Estonii – 19 proc., a w Chorwacji – 22 proc.

W każdym z badanych krajów zarobki rosną wraz z wiekiem i doświadczeniem. Dla porównania –średnia zarobków w 13 krajach, które zostały poddane analizie, wyniosła ok. 4 270 zł (1000 euro). Najwięcej zarabiali młodzi Finowie, w pokoleniu Z – ok. 7 700 zł (1 795 euro), a w pokoleniu Y – ok. 9 000 zł (2 125 euro). Jeśli spojrzeć na Polskę, to w rankingu płac wypadamy przeciętnie. Mniejsze płace niż w Polsce, w grupie 18-27 lat, mają jedynie Węgrzy, Serbowie, mieszkańcy Bośni i Hercegowiny oraz Czarnogóry. Lepiej zarabiają Czesi, Słowacy, Estończycy, Litwini, Łotysze, Chorwaci, Słoweńcy i oczywiście Finowie.

W grupie Millenialsów mniej niż w Polsce zarabiają pracownicy z pięciu krajów – mieszkańcy Węgier, Chorwacji, Czarnogóry, Bośni i Hercegowiny oraz Serbii. W pozostałych państwach osoby w wieku od 28 do 37 lat zarabiają więcej niż w Polsce.

Na dynamikę zarobków ma wpływ stanowisko

Z analizy MonsterPolska.pl wynika, że wzrost płac zależy od zajmowanych stanowisk. Najmniejszy, zaledwie 1 proc. wzrost płac, odnotowany został w Europie Centralnej na stanowiskach niewykwalifikowanych. W tej samej grupie już 7-procentowy wzrost płac dotyczył pracowników krajów bałkańskich, a 14 proc. – krajów bałtyckich.
Na kilkunastoprocentowy wzrost płac mogą liczyć zaś pracownicy administracji, wykwalifikowani robotnicy, a na najwyższy (nawet 40 proc. wzrost płac w Europie Centralnej) menadżerowie niższego i średniego szczebla.

Zarobki i ich wpływ na życie codzienne

Powolne wzrosty płac na większości stanowisk i wciąż przeciętne zarobki (jeśli porównać z czołówką rankingu MonsterPolska.pl) – to wszystko sprawia, że 60,9 proc. młodych Polaków wciąż mieszka z rodzicami. Mężczyźni w Polsce wyprowadzają się po ukończeniu 29 lat, a kobiety tuż przed 27 urodzinami. To z kolei przekłada się na późniejszą decyzję o założeniu rodziny i posiadaniu dzieci. Jesteśmy w kontrze do młodych Finów, którzy wyprowadzają się na swoje, mając przeciętnie 22 lata. W sumie tylko 20 proc. Finów w wieku od 18 do 27 lat mieszka z rodzicami.

Niezależnie od pozycji w rankingu, na podstawie analizy pokoleniowej, młodzi Polacy odważnie wydają pieniądze na konsumpcję. Przedstawiciele pokolenia Z odkładają wprawdzie na bok myśl o zakupie nieruchomości, ale aktywnie spędzają czas z przyjaciółmi. Chcą angażować się w satysfakcjonujące projekty, licząc, że wcześniej czy później przełożą się one na dobre pieniądze. Wydają na zabawę, realizacje pasji, zakupy. Spełniają się w roli konsumentów.

W życiu zawodowym zaś są bacznie obserwowani przez szefostwo. Pracodawcy bowiem zaczynają poszukiwania przyszłych liderów właśnie wśród przedstawicieli pokolenia Z.

Jerome Powell zastąpi Janet Yellen

Donald Trump zaprezentował następcę na fotel szefa FED. W Wielkiej Brytanii rosną stopy procentowe ale waluta się osłabia. Problemy Wenezueli.

Znamy następcę Janet Yellen

Wczoraj Donald Trump wskazał nowego szefa FED. Zgodnie z oczekiwaniami został nim Jerome Powell. Jest on obecnym członkiem zarządu Rezerwy Federalnej. Skoro mamy do czynienia z osobą z wewnątrz, nie należy spodziewać się większych zmian. Można zatem oczekiwać, że podwyżki stóp procentowych nie przyspieszą znacząco. Kontynuowana będzie zatem stopniowa polityka normalizowania stóp. Analitycy wskazują, że jest to pierwszy przypadek od 40 lat, kiedy to kandydat nie ma przynajmniej doktoratu z ekonomii. Biorąc pod uwagę jednak doświadczenie, nie powinno to być problemem, Powell ma bogaty życiorys na pograniczu Wall Street i instytucji rządowych. Rynki przyjęły tę wiadomość spokojnie. Była ona bowiem zgodna z oczekiwaniami.

Stopy procentowe rosną, a funt i tak słabnie

Wczoraj zgodnie z oczekiwaniami Bank Anglii podniósł stopy procentowe o 0,25%. Wynoszą one teraz 0,5% czyli tyle, co w czasie Brexitu. Co ciekawe, wydano komunikat mówiący o pełnej zgodzie, że przyszłe podwyżki powinny być do ograniczonego poziomu i wdrażane stopniowo. Oczekiwania rynków w tej materii były większe. Świadczy o tym chociażby 3-procentowa inflacja, która pozwalała sądzić, że kolejny ruch nadejdzie dość szybko. W rezultacie, pomimo wzrostu stóp procentowych, doszło do wyraźnej przeceny na funcie. Po samej decyzji stracił około 5 groszy, a cały dzień kosztował notowania brytyjskiej waluty niemal 10 groszy.

Dalsze problemy Wenezueli

Pomimo wyraźnego wzrostu cen ropy sytuacja gospodarcza Wenezueli wciąż jest fatalna. Wedle danych opozycji inflacja wynosi już ponad 500% w skali roku. Łagodzić to mają kolejne podwyżki płacy minimalnej, jednak na niewiele się one na razie zdają. Do obiegu musi trafić również banknot z wyższym nominałem, gdyż po wzrostach cen dotychczasowe banknoty utrudniają płacenie większych kwot. Przy takim tempie zmian cen oficjalny kurs waluty już dawno przestał mieć cokolwiek wspólnego z rzeczywistością.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
13:30 – USA – handel zagraniczny,
15:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

EURGBP – Gołębie nastawienie Banku Anglii

Notowania funta szterlinga osłabiały się wczoraj w stosunku do wszystkich głównych walut mimo pierwszej podwyżki stóp procentowych od ponad 10 lat. Bank Anglii (BoE) zdecydował się podnieść stopy procentowe o 25 punktów bazowych, do 0,5%, co było zgodne z oczekiwaniami rynków i wcześniej zawarte w wycenie funta.

Za powód silnej deprecjacji uznaje się natomiast zmiany w prognozach gospodarczych BoE. Usunięte zostało bowiem stwierdzenie, że potencjalnie potrzeba będzie więcej podwyżek niż obecnie oczekuje rynek, co może oznaczać, iż w dwóch kolejnych latach Bank zdecyduje się na tylko jedną podwyżkę rocznie. Dodatkowo, projekcje dotyczące wzrostu gospodarczego oraz inflacji okazały się gołębie.

Wspomniane wyżej osłabienie funta przyczyniło się do silnego wzrostu na parze walutowej EURGBP, w następstwie którego na wykresie dziennym uformowała się świeca popytowa o zakresie jakiego nie widziano już dawno. Co istotne, popyt pojawił się w nieprzypadkowym miejscu, bowiem dzień wcześniej testowany był kluczowy poziom wsparcia przy 0.8750, co doprowadziło do utworzenia byczej formacji price action w postaci pin bara.

Obecnie cena zmierza do kluczowego oporu na 0.9010, który stanowi jednocześnie górne ograniczenie konsolidacji w jakiej uwięziona jest para EURGBP. Tam też można się spodziewać napływu ofert ze strony sprzedających.

Pozytywny test oporu będzie oznaczał dalszy impas między stronami rynku, a cena może ponownie zmierzać w kierunku dolnego ograniczenia zakresu na 0.8750. Patrząc jednak na silne momentum wzrostowe po wczorajszym odbiciu, istnieje spory potencjał do wyłamania bariery na 0.9010. Przy takim scenariuszu otworzyłaby się droga do wzrostów w kierunku 0.9270.

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Open Eyes Economy Summit – gospodarka otwartych oczu znowu w Krakowie

OEES2 zawita po raz drugi do krakowskiego Centrum Kongresowego ICE Kraków już 14-15 listopada br. Po całym roku zbierania doświadczeń na wydarzeniach z cyklu OEES on Tour w całej Polsce czas na szczyt, który podsumuje kolejny rok pracy i wskaże drogę do przejścia w gospodarkę otwierających się oczu.

OEES_728x90_1Konieczność rewizji wielu ugruntowanych przekonań ekonomicznych i praktyk gospodarczych wydaje się kwestią równie oczywistą jak trudną. Wymyśliliśmy Open Eyes Economy Summit nie tylko po to, aby o tym mówić, ale przede wszystkim, aby się do takiej rewizji przyczynić – prof. dr hab. Jerzy Hausner, Przewodniczący Rady Programowej OEES.

Kongres Open Eyes Economy Summit ponownie odpowiada na wyzwania, z którymi muszą mierzyć się największe gospodarki, potężne korporacje, ale też start-upy i małe firmy oraz zwykli ludzie w codziennym życiu.  Idea Open Eyes Economy przejawia się w tym, że nowa ekonomia jednocześnie wypracowując zysk, powinna głownie dbać o to, by był on związany
z kulturą, rozwojem, innowacyjnością, ekologią oraz uczciwością i zaufaniem. To nowe podejście do gospodarki już trwa i na OEES2 pojawią się przedstawiciele firm, którzy realizują swoje cele w oparciu o ekonomię wartości. Tematy jakie podejmuje tegoroczny kongres zostały ujęte w 5 filarów:

  • Firma-Idea – nowe podejście do wartości w gospodarce – przyszłość zarządzania przedsiębiorstwem oraz filozofia relacji społeczeństwo – biznes.
  • Marka – Kultura – odejście od cynizmu i manipulacji na rzecz budowania relacji i zaufania konsumenta;
  • Człowiek – Praca – przyszłość i aktualne wyzwania zmieniające rynek pracy;
  • Miasto-Idea – nowe podejście do rozwoju miast i zarządzania nimi;
  • Ład Międzynarodowy – najważniejsze wyzwania stojące przed współczesnymi państwami i organizacjami międzynarodowymi.

Wystąpienia będą mieli wybitni eksperci z takich dziedzin jak: polityka, biznes, nauka, administracja publiczna oraz kultura. Wśród prelegentów są m.in.: Prof. Jerzy Buzek podejmie temat cywilizacyjnej roli techniki, Elżbieta Bieńkowska, która będzie mówić
o tworzeniu miejsc pracy w kontekście ewolucji wspólnego rynku UE czy Robert Biedroń – będzie dyskutował o roli Marki – Kultury i roli wartości. Podczas sesji otwarcia kongresu wypowiadać również będzie się dr Jarosław Gowin – minister nauki i szkolnictwa wyższego. W panelach wezmą też udział: Stella Nakawuki Lukwago – Social Innovation Academy, Dario Soto Abril – CEO Fairtrade International, Gil Penalosa – Prezes World Urban Parks Gil Penalosa & Associastes i wielu innych.

Formuła OEES wyróżnia się interdyscyplinarnym podejściem do zagadnień, które decydują o kształcie dzisiejszej ekonomii. Program, oprócz klasycznych debat, obejmuje sesje inspiracyjne, slam battles (potyczki intelektualnych), intellectual speed dating, living case studies, networking sessions, sesje Q&A czy meeting points służące do bardziej kameralnych spotkań.

Ważnym elementem organizacji kongresu jest przywiązanie do wartości lokalnych. Open Eyes Economy narodziło się w Krakowie, dzięki lokalnemu zapleczu intelektualnemu i wsparciu Miasta Kraków oraz Województwa Małopolskiego idea mogła wejść w życie.

– Kraków jest znany na świecie jako miasto otwartości,  w którym rozwijają się nowe idee i ruchy intelektualne, gdzie tworzy się kulturowa awangarda, wpływająca na rzeczywistość. To miasto od zawsze godzące tradycję i nowoczesność. Będąc Miastem Gospodarzem kongresu OEES chcemy przyczynić się do znalezienia odpowiedzi na bieżące i przyszłe wyzwania, wspierać innowację w technologii i w myśleniu – mówi Jacek Majchrowski, prezydent Miasta Krakowa.

– Małopolska od lat konsekwentnie realizuje swój cel – innowacyjny rozwój gospodarczy regionu. Wyznacznikami tego nowoczesnego podejścia są m.in. inteligentne specjalizacje i gospodarka oparta na wiedzy. Co ważne, naszą pracę docenili już niezależni europejscy eksperci. W 2016 roku Małopolska jako jedyne polskie województwo otrzymała prestiżowy tytuł Europejskiego Regionu Przedsiębiorczości. Partnerstwo w Open Eyes Economy Summit to kolejny dowód na to, że podążamy za aktualnymi trendami – i że oprócz wskaźników makroekonomicznych, ważne są również konkretne wartości – stwierdza Jacek Krupa, Marszałek Województwa Małopolskiego.

Kongresowi OEES towarzyszą również wydarzenia kulturalne – spektakle, koncerty oraz wystawy. W ramach Open Eyes Festival swoje spektakle zaprezentują Michał Zadara („Chopin bez fortepianu”) oraz Agnieszka Glińska („Kryptonim 27”). Wojtek Mazolewski wraz z Johnem Porterem, Wojciechem Waglewskim, Misią Furtak i Vieniem zagrają utwory z płyty „Chaos pełen idei”, a Dorota Miśkiewicz przedstawi klasykę polskiej piosenki w nowych aranżacjach w ramach „Piano.pl”. Sztuki plastyczne będą reprezentowane poprzez wystawy – Leszek Misiak i uczniowie oraz Net Art. Podczas trwania Kongresu  odbędzie się także przegląd filmów o tematyce fair trade zatytułowany „Open Eyes to Fair Trade” oraz wystawy dokumentujące dzieje inżynierii miejskiej, techniki i komunikacji zbiorowej zgromadzone w Muzeum Inżynierii Miejskiej w Krakowie.

Miasto Kraków jest Miastem Gospodarzem OEES2,  Partnerem Głównym jest Województwo Małopolskie. Wydarzenie jest częścią Europejskiego Tygodnia Regionów i Miast 2017.