Warszawski rynek nieruchomości – II kw. 2023 r.

Polska Izba Nieruchomości Komercyjnych (PINK) publikuje zagregowane dane dotyczące warszawskiego rynku najmu powierzchni biurowych w II kwartale 2023 roku. Źródłem danych są firmy doradcze działające na rynku nieruchomości komercyjnych (Axi Immo, BNP Paribas Real Estate, CBRE, Colliers, Cushman & Wakefield, JLL, Knight Frank, Newmark Polska, Savills), a informacje dotyczą zasobów nowoczesnej powierzchni biurowej, nowych projektów oddanych do użytku, wielkości transakcji wynajmu oraz ilości powierzchni niewynajętej.

Na koniec czerwca 2023 roku zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wyniosły niespełna 6 253 800 m kw.

W II kwartale 2023 roku na stołeczny rynek dostarczono 18 700 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej w trzech projektach – The Park 9 (11 000 m kw.) zlokalizowany w strefie Aleje Jerozolimskie, Wał Miedzeszyński 628 (6 000 m kw.) oraz pierwszy biurowy budynek kompleksu Bohema (budynek F Glicerynownia, 1 700 m kw.), oba zlokalizowane w strefie Wschodniej.

Na koniec II kwartału br. w Warszawie wskaźnik pustostanów osiągnął wartość 11,4% (spadek o 0,2 pp. w porównaniu z poprzednim kwartałem i o 0,5 pp. w odniesieniu do analogicznego okresu w 2022 roku). Wolna powierzchnia biurowa wynosiła 714 400 m kw. W strefach centralnych współczynnik pustostanów spadł do 9,9%, natomiast poza centrum miasta pozostał na niezmienionym poziomie wynoszącym 12,7%.

W drugim kwartale 2023 roku popyt na nowoczesne powierzchnie biurowe osiągnął 167 100 m kw. Największym zainteresowaniem najemców cieszyły się strefy Centrum oraz COB. W I połowie roku łączny popyt na biura wyniósł ponad 325 700 m kw.

W okresie od kwietnia do końca czerwca 2023 roku najwyższy udział w strukturze popytu przypadł nowym umowom – 51% (włączając umowy przednajmu) oraz renegocjacjom – 45%. Ekspansje stanowiły 4% zarejestrowanego popytu.

Największymi transakcjami II kwartału 2023 r. były renegocjacje – odnowienie umowy najmu na blisko 7 100 m kw. przez Lionbridge Poland w budynku Taifun, renegocjacja kontraktu na 5 900 m kw. podpisana przez firmę z sektora usług dla biznesu w Warsaw Spire A (Tower) oraz odnowienie umowy najmu na 5 300 m kw. przez poufnego najemcę z branży IT w budynku Horizon.

Perspektywa przystąpienia Ukrainy do NATO i UE zachęca uchodźców do szybszego powrotu do ojczyzny

Perspektywa członkostwa Ukrainy zarówno w NATO, jak i w UE stanowi kluczowy czynnik motywujący ukraińskich uchodźców do powrotu do swojej ojczyzny po zakończeniu wojny – wynika z badania przeprowadzonego przez Platformę Migracyjną EWL, Fundację EWL oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego „Obywatele Ukrainy na polskim rynku pracy. Nowe wyzwania i perspektywy”.

Badanie pokazało, że aż 43% uchodźców wojennych i 40% migrantów przedwojennych, przebywających obecnie w Polsce, wyraża chęć powrotu do Ukrainy w przypadku przystąpienia tego kraju do Sojuszu Północnoatlantyckiego. Ponadto 51% uchodźców, którzy znaleźli schronienie w Polsce po wybuchu wojny, i aż 67% migrantów ekonomicznych, którzy przyjechali do naszego kraju przed 24 lutego 2022 roku, wskazuje na fakt, że do powrotu najbardziej motywuje ich perspektywa akcesji Ukrainy do Unii Europejskiej.

„Cywilizacyjny euroatlantycki wybór obywateli Ukrainy będzie miał istotny wpływ na rozwój ukraiński gospodarki. Perspektywa integracji z NATO zapewnia większe bezpieczeństwo, co przyciąga technologie, inwestorów i sprzyja stabilnemu środowisku biznesowemu. Natomiast akcesja do UE otwiera drzwi do większego dostępu do europejskiego rynku, zwiększa inwestycje i współpracę handlową. To pozytywnie wpłynie na rozwój sektorów gospodarki, tworzenie miejsc pracy i podniesienie poziomu życia dla obywateli Ukrainy” – komentuje wyniki badań Andrzej Korkus, prezes Platformy Migracyjnej EWL.

Dodał, że podczas pobytu w naszym kraju, ukraińscy migranci ekonomiczni, a następnie uchodźcy wojenni mogli osobiście przekonać się, jakie atuty i perspektywy niesie ze sobą członkostwo kraju w NATO i UE.

Wśród innych czynników zachęcających do powrotu do Ukrainy, respondenci wymieniają również kwestie gospodarcze, takie jak wzrost poziomu wynagrodzenia, poprawa warunków pracy oraz ułatwienia w prowadzeniu działalności gospodarczej. Ponadto istotne dla nich są również aspekty rodzinne, takie jak możliwość ponownego połączenia się z bliskimi pozostającymi w Ukrainie. Dodatkowo zarówno migranci, jak i uchodźcy podkreślają konieczność przeprowadzenia szeregu reform w dziedzinie sprawiedliwości, opieki zdrowotnej, edukacji i bezpieczeństwa.

Warto przypomnieć, że Ukraina oficjalnie wystąpiła o członkostwo w Unii Europejskiej kilka dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji, a w czerwcu 2022 roku otrzymała status kraju kandydującego do UE. Natomiast 30 września 2022 roku ukraińskie władze złożyły wniosek o przystąpienie Kijowa do Sojuszu Północnoatlantyckiego.

Badanie z obywatelami Ukrainy przebywającymi w Polsce zostało przeprowadzone w dniach 4–13 marca 2023 roku za pomocą wywiadów bezpośrednich F2F w kilkunastu miejscowościach Polski na próbie liczącej łącznie N=500 dorosłych obywateli Ukrainy, zarówno migrantów przedwojennych, jak i uchodźców wojennych z Ukrainy. Kwestionariusz badania został opracowany przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej UW z wykorzystaniem części pytań zgłoszonych przez Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej, Urząd do Spraw Cudzoziemców i Biuro Bezpieczeństwa Narodowego.

Polski Fundusz Rozwoju inwestuje w Fundusz Innowacji NATO

10 lipca 2023 roku NATO ogłosiło utworzenie funduszu inwestycyjnego, który skupi się na zaawansowanych nowych i przełomowych technologiach o wysokim potencjale podwójnego zastosowania (cywilnego i wojskowego). Inwestorami zostały państwa sojusznicze NATO. Inwestycji w imieniu Polski na kwotę 42 mln euro (ok. 190 mln PLN) dokonał Polski Fundusz Rozwoju za pośrednictwem PFR Ventures i w porozumieniu z Kancelarią Prezesa Rady Ministrów oraz Ministerstwem Obrony Narodowej.

Powołany przez NATO Fundusz Innowacji angażuje 23 państwa członkowskie, które stały się jego inwestorami. Wyspecjalizowany, zewnętrzny zespół inwestycyjny będzie zajmował się poszukiwaniem projektów, które opracowują rozwiązania oferujące nowoczesne i przełomowe technologie podwójnego zastosowania ze szczególnym potencjałem do wykorzystania w obszarze obronności. Obszary inwestycyjne funduszu obejmują m.in.: sztuczną inteligencję (AI), quantum computing, sektor kosmiczny i biotechnologię.

Wśród inwestorów funduszu jest także Polska, która alokuje swój kapitał poprzez PFR Ventures – spółkę z Grupy Polskiego Funduszu Rozwoju, zgodnie ze strategią uzgodnioną przez Kancelarię Prezesa Rady Ministrów i Ministerstwo Obrony Narodowej. PFR Ventures to wyspecjalizowane ramię inwestycyjne PFR, które zainwestowało w blisko 70 funduszy venture capital i private equity.

Fundusz Innowacji NATO będzie posiadał około 1 miliard euro na inwestycje, a wkład Polski wyniesie blisko 5% (42 mln euro/190 mln PLN). Poziom alokacji kapitału poszczególnych państw uzależniony był od wielu czynników ekonomicznych, m.in. poziomu wskaźnika PKB.

– Wojna w Ukrainie uwypukla potrzebę rozwoju nowoczesnych technologii, które mogą być wykorzystywane przez wojsko. Nie chodzi tylko o technologie ­czysto zbrojeniowe, ale także innowacje np. w obszarze rozpoznania lub komunikacji. To dziedziny, które często rozwijane są na rynku cywilnym, a mogą być z pożytkiem wdrażane również w wojsku. Mam nadzieję, że Fundusz Innowacji NATO będzie inwestował w polskie innowacyjne projekty, w czym pomoże lokalne biuro – mówi Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

– Mamy wieloletnie doświadczenie w alokowaniu środków do funduszy venture capital i private equity. Zbudowaliśmy centrum kompetencji w tym obszarze i chętnie je wykorzystamy, aby zapewnić Polsce odpowiednią ekspozycję w funduszu – dodaje Aleksander Mokrzycki, wiceprezes PFR Ventures i członek grupy doradczej sekretarza generalnego NATO ds. nowych technologii.

W ostatnim czasie PFR i PFR Ventures podpisały umowy o współpracy z Ministerstwem Obrony Narodowej. Instytucje mają współpracować m.in. w obszarze rozwoju polskich młodych technologii i informowania przedsiębiorców o możliwościach związanych z projektami NATO: akceleratorem DIANA i Funduszem Innowacji NATO.

Doświadczenia z niesprowokowanej rosyjskiej agresji na Ukrainę jednoznacznie wskazują, że skuteczna obrona wymaga użycia zaawansowanych technologii. Kluczem do sukcesu w tym obszarze jest odpowiednie tempo implementacji nowoczesnych rozwiązań w systemach wojskowych. Jest to możliwe m.in. poprzez adaptację rozwiązań z rynku cywilnego. Jako resort obrony narodowej chcemy wspierać innowatorów z sektora nauki i przemysłu w sposób systemowy. Drogą do tego jest udział w nowych inicjatywach NATO – powiedział Sekretarz Stanu w MON p. Marcin Ociepa.

Dzięki czynnemu udziałowi Ministerstwa Obrony Narodowej w takich narzędziach jak sojuszniczy akcelerator innowacji obronnych DIANA oraz Fundusz Innowacyjności NATO, Polska staje się członkiem rodziny krajów tworzących nowoczesny ekosystem innowacji obronnych wspierający rozwój narodowych i sojuszniczych zdolności operacyjnych – zaznacza Dyrektor Departamentu Innowacji MON gen. Bryg. Marcin Górka

Fundusz NATO zarządzany będzie przez grupę specjalistów, którzy historycznie przeprowadzili liczne transakcje w sektorze zaawansowanych technologii. Będą oni poszukiwać projektów inwestycyjnych na terenie całej Europy. Strategia funduszu odzwierciedla zapotrzebowanie i wyzwania wszystkich państw uczestniczących. Główne biuro zarządzających NIF ulokowane zostanie w Amsteradmie, a biura regionalne zaplanowane zostały w Londynie i Warszawie.

Niepewny początek drugiego półrocza na rynkach

Pierwsze półrocze było dla rynków akcji doskonałe. Można nawet powiedzieć, że było zaskakująco dobre, co doprowadziło na początku roku do popłochu wśród analityków przewidujących recesję w USA i w Europie, która doprowadzi do przeceny akcji.

Owszem, całkiem wyraźnie pomogła temu optymizmowi Wall Street sztuczna inteligencja (AI), ale przecież w Europie spółek, które zajmują się sztuczną inteligencją jest niewiele. Nawiasem mówiąc hossa związana z rozwojem AI dopiero się rozpoczyna i według mnie będzie trwała wiele lat. Tyle tylko, że jak w każdej hossie, od czasu do czasu pojawiają się korekty. Są niezbędne do
ochłodzenia nastrojów, które w pierwszej dekadzie lipca były stanowczo zbyt „bycze”.

W Polsce Indeks Nastrojów Inwestorów obliczany przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych był na poziomie najwyższym w historii. Podobne odczyty są w USA – indeks nastrojów podobnego stowarzyszenia (AAII) pokazuje, że liczba niedźwiedzi spadla do 24% (średnia to 31%), a indeks telewizji CNN (krańcowy strach – krańcowa chciwość) ciągle utrzymuje się na polu krańcowej chciwości.

Taki brak obaw jest zazwyczaj zapowiedzią korekty. W pierwszej dekadzie lipca widać było jej początki, ale przede wszystkim widać było niepewność rynków. Nie tylko rynków akcji – na rynku walutowym kurs EUR/USD nie mógł się zdecydować, w którą stronę podążyć, na rynku ropy WTI cena baryłki krążyła miedzy poziomami 67 i 74 dolary, na rynku złota widać było sygnał sprzedaży, ale też nie dało się zauważyć zdecydowania obozu niedźwiedzi.

Również na rynku złotego kursy walut potrafiły przez dwa dni mocno wzrosnąć, ale w kolejnych dniach wymazywały tę zwyżkę. Oczekiwana decyzja Rady Polityki Pieniężnej (stopy nadal na poziomie 6,75 proc.) i konferencja Adama Glapińskiego, prezesa NBP, podczas której zapowiedział zakończenie cyklu podwyżek i nawet dał nadzieję na obniżkę stóp już we wrześniu (według mnie byłby to duży błąd), nie miały najmniejszego wpływu na rynek. Złoty jest nadal silny i zakładam, że jeśli nawet zobaczymy korektę to rok zakończymy z niższymi kursami walut.

Na GPW indeks WIG20 też dawał sygnały korekcyjne, ale tutaj również nie widać było dużego przekonania podaży. Zdaje się, że rynki czekały na dane o amerykańskiej inflacji (12 lipca), na rozpoczęcie sezonu publikacji raportów kwartalnych przez amerykańskie spółki (14 lipca) oraz, a przede wszystkim, czekały na wynik posiedzenia Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC) (26 lipca).

Inwestorzy zakładają, że Fed po czerwcowej pauzie w lipcu podniesie stopy o 25 pb (do przedziału 5,25- 5,50 proc.) i to mimo tego, że inflacja w czerwcu zeszła wyraźnie poniżej 4 proc. W sierpniu wszystkie banki centralne odpoczywają, więc do września mniej będzie wpływu oczekiwań na kolejne posiedzenia FOMC. W końcu sierpnia odbędzie się sympozjum Fed w Jackson Hole, co często ma wpływ na zachowanie rynków, bo szefowie Fed lubią się wtedy dzielić uwagami na temat gospodarki i polityki monetarnej.

Teoretycznie po posiedzeniu FOMC i podczas raportów kwartalnych spółek w USA można oczekiwać letniej hossy na rynkach akcji (tak pokazuje statystyka), ale zbyt pozytywne nastroje inwestorów sygnalizują, że kontrarianin (grający przeciw rynkowi) musi zakładać, iż wcześniej przejściowe ochłodzenie nastrojów jest bardzo prawdopodobne.

Autor: Piotr Kuczyński, Członek Towarzystwa Ekonomistów Polskich, DI Xelion

PayPal: 9 na 10 osób urodzonych po 1981 roku robi zakupy w Internecie

  • 90% Polaków z pokolenia Z i milenialsów kupuje przez internet, a 63% dokonuje zakupów online regularnie, kilkukrotnie w miesiącu.
  • Prawie 60% kupujących online, urodzonych po 1981 roku, przed dokonaniem zakupu wyszukuje produkty w mediach społecznościowych.
  • 31% przedstawicieli Gen Z i 27% milenialsów wskazało brak dostępnej preferowanej metody płatności, jako powód porzucenia koszyka zakupowego.

Najnowsze badanie PayPal dotyczące zwyczajów pokolenia Z i milenialsów nie pozostawiają wątpliwości: przedstawiciele obu grup uwielbiają świat online. Robią tam zakupy, słuchają muzyki, oglądają filmy, komunikują się ze znajomymi, a także szukają inspiracji zakupowych.

Zakupy to jedna z najpopularniejszych aktywności w sieci. 9 na 10 respondentów w Polsce kupuje online, a 63% robi to regularnie – wynika z najnowszego badania PayPal „Milenialsi vs. Gen Z – postawy wobec zakupów online”. Milenialsi są przy tym bardziej skłonni do wielokrotnych zakupów (67%) niż przedstawiciele pokolenia Z (58,5%), a że jednocześnie posiadają większą siłę nabywczą, wydają przy tym więcej niż ich młodsi koledzy. W kwietniu br. milenialsi przeznaczyli na zakupy w internecie średnio 1 008 zł, 200 zł więcej niż przedstawiciele pokolenia Z.

Najpopularniejszymi kategoriami produktów kupowanych w sieci są odzież, obuwie i akcesoria (71%), kosmetyki i produkty higieniczne (54%), urządzenia elektroniczne (45%), subskrypcje (44%) i jedzenie z dowozem do domu (43%). Nikogo nie zaskoczy fakt, że badane pokolenia najczęściej finalizują swoje transakcje za pośrednictwem smartfonów. Co ciekawe, pod tym względem Gen Z nieznacznie wyprzedza starsze pokolenie – 63% z nich wskazuje, że najczęściej płaci telefonem, podczas gdy wśród milenialsów odsetek ten wynosi 51%.

Podobni, a jednak różni

Istnieją również pewne różnice w tym, jak kupują przedstawiciele pokolenia Z i milenialsi. Pierwsi częściej sięgają po subskrypcje serwisów streamingowych (49% vs. 39%) i bilety na podróże (40% vs. 34%). Te dane potwierdzają, że ważniejsze od przedmiotów materialnych są dla nich doświadczenia. „Zetki” są również bardziej impulsywne – aż 38% z nich zdarza się dokonywać spontanicznych zakupów. Dla porównania w przypadku milenialsów jest to 28%. Przedstawiciele starszego pokolenia z kolei częściej kupują w internecie meble i elementy wystroju wnętrz (40%) lub zabawki (46%). Co więcej, są również bardziej skłonni do manifestowania patriotyzmu konsumenckiego – 61% z nich woli robić zakupy na polskich platformach sprzedażowych, podczas gdy tylko 38% pokolenia Z podziela to samo podejście.

Media społecznościowe jako ważne źródło inspiracji zakupowych

Około 47% respondentów, którzy wzięli udział w ostatnim badaniu PayPal deklaruje, że przeszło na stronę internetową konkretnej marki w rezultacie informacji zamieszczonych w mediach społecznościowych. Podobny trend zaobserwowano już wcześniej w Stanach Zjednoczonych, gdzie około połowa amerykańskich użytkowników mediów społecznościowych z pokolenia Z i milenialsów dokonuje zakupów za ich pośrednictwem. W przypadku ogółu dorosłych Amerykanów odsetek ten wynosi 38%[1].

„Ludzie spędzają coraz więcej czasu w mediach społecznościowych, czy nam się to podoba, czy nie. Przeglądanie Facebooka, YouTube czy Instagrama pozwala zapoznać się z najnowszymi wiadomościami, skontaktować się ze znajomymi, czy znaleźć interesujące ich artykuły. To ostatnie jest szczególnie ważne z punktu widzenia sprzedających, dla których media społecznościowe mogą być źródłem dodatkowych przychodów. Zwłaszcza że, jak pokazują wyniki naszego ostatniego badania, prawie 60% respondentów wykorzystuje je do wyszukiwania produktów przed dokonaniem zakupu,” komentuje Efi Dahan, dyrektor generalny na Europę Środkowo-Wschodnią i Izrael w PayPal.

Platformy społecznościowe są kluczowym źródłem inspiracji zakupowych, choć ich ranga różni się nieznacznie w zależności od pokolenia. 35% milenialsów najpierw poszukuje produktów na Facebooku, 22% na YouTube, a 13% w pierwszej kolejności zagląda na Instagram. Z kolei większość Gen Z zaczyna swoje poszukiwania od Instagrama (24%), a dopiero w następnym kroku sięga do YouTube (20%) i Facebooka (19%). Pokolenie Z jest również znacznie bardziej skłonne niż milenialsi do zaglądania i sprawdzania produktów na platformach spoza pierwszej trójki, takich jak TikTok czy Pinterest. Na przykład 15% „zetek” deklaruje, że najpierw szuka nowych produktów na TikToku – w przypadku milenialsów odsetek ten wynosi 4%.

Sprawny i bezpieczny proces płatności nadal w cenie

Milenialsi i Gen Z łączy potrzeba poczucia bezpieczeństwa w sieci. Najnowsze badanie PayPal pokazuje, że przedstawiciele obu pokoleń czują się pewniej, gdy korzystają ze znanych i zaufanych platform (42%) i sklepów internetowych (45%) lub płacą za pomocą uznanej i niezawodnej metody płatności (42%).

„Nasze badanie potwierdziło, że płynna i bezpieczna realizacja transakcji jest kluczowym elementem udanych zakupów. Długi i skomplikowany proces płatności oraz brak preferowanej metody płatności zostały wskazane wśród głównych powodów porzucenia koszyka przez odpowiednio 17% i 29% respondentów. Z drugiej strony, prawie jedna czwarta ankietowanych klientów (24%) zrezygnowała z zakupu w sieci z powodu obaw o bezpieczeństwo transakcji. Z perspektywy sprzedawców zapewnienie bezproblemowych i bezpiecznych płatności jest zatem kluczem do przyciągnięcia i utrzymania klientów,” komentuje Efi Dahan.

Zarówno milenialsi, jak i pokolenie Z postrzegają PayPal jako jedną z najpopularniejszych i najbardziej zaufanych metod płatności za zakupy w sieci. Prawie 23% zadeklarowało, że korzystało z PayPal w ciągu ostatnich 6 miesięcy, a 20% wskazało go jako metodę płatności, której ufają najbardziej. Dla porównania, karty debetowe/kredytowe zostały uznane za najbardziej zaufany sposób płatności przez 19% respondentów.

[1]  Dane z „US Digital Trust Survey 2022”; Ankieta Insider Intelligence przeprowadzona wśród 2 225 użytkowników mediów społecznościowych w Stanach Zjednoczonych w okresie od 20 maja do 9 czerwca 2022r.

Bain&Co.: Wartość transakcji fuzji i przejęć spadła niemal o połowę w 2023 roku

Łączna wartość transakcji na rynku fuzji i przejęć na świecie w pierwszych pięciu miesiącach 2023 roku spadła o 44 proc. w stosunku do roku poprzedniego, wynika z raportu firmy doradczej Bain & Company. Wśród przyczyn analitycy wymieniają niepewność co do sytuacji makroekonomicznej i stóp procentowych. Zapaść na rynku najmocniej przełożyła się na spółki technologiczne, których wyceny spadły niemal o połowę.

Eksperci szacują, że w całym 2023 roku łączna wartość transakcji fuzji i przejęć wyniesie około 2,7 biliona dolarów wobec 3,8 biliona dolarów w 2022 roku i 5,9 biliona dolarów w rekordowym roku 2021. W przypadku inwestorów strategicznych wartość przejęć dokonanych w pierwszym kwartale 2023 roku była najniższa od 20 lat. Zmniejszyła się też liczba transakcji – w porównaniu do pierwszych pięciu miesięcy 2022 roku odnotowano spadek o 16 proc.

Wzrósł udział mniejszych przejęć w ogólnym wolumenie transakcji. Łatwiej było je sfinansować, biorąc pod uwagę ograniczoną dostępność i wyższy koszt długu, a także mniejsze ryzyko – mówi Paweł Szreder, partner w Bain & Company. – Na rynku panuje niepewność związana przede wszystkim ze spowolnieniem gospodarczym i wszechobecną inflacją oraz trudnością w przewidywaniu dalszych ruchów banków centralnych, co przekłada się na wyceny spółek.

Po notowanych w ostatnich latach rekordowych wzrostach wycen spółek z sektora technologicznego, zaskoczeniem dla rynku był ich spadek o 43 proc. w pierwszych miesiącach 2023 r. W pozostałych sektorach nie odnotowano tak drastycznych zmian. Ogółem wyceny spółek mierzone wielokrotnością zysku EBITDA spadły o 14 proc.

Inwestorzy nadal chcą przeprowadzać akwizycje. Okres zawirowań w gospodarce stwarza wyjątkowe okazje i daje szanse na wzmocnienie strategicznych pozycji. Niemniej jednak zamykanie transakcji w okresie niepewności jest trudne, między innymi ze względu na rozbieżności co do oczekiwań cenowych kupujących i sprzedających – mówi Paweł Szreder. – Sprzedający nie tracą wiary w kondycję swoich firm, a obecna sytuacja makroekonomiczna nie jest dla nich argumentem do akceptowania niższych wycen.

Na podstawie wywiadów z uczestnikami rynku eksperci Bain & Company twierdzą, że obecne załamanie na rynku powinno być przejściowe i wraz z ustabilizowaniem się sytuacji makroekonomicznej, liczba transakcji fuzji i przejęć znów będzie rosnąć.

 Mało kto uważa, że era fuzji i przejęć dobiegła końca. Mamy do czynienia z przejściowym spowolnieniem, którego koniec widzimy już na horyzoncie – mówi Paweł Szreder. – Inwestorzy nadal poszukują dochodowych sektorów i spółek, czekając w gotowości do podjęcia szybkiego działania, gdy sytuacja makroekonomiczna się wyklaruje.

Sygnały zmiany trendu widoczne są już m.in. w sektorze surowcowym, farmaceutycznym i bankowości, gdzie oczekiwana jest fala transakcji nastawionych na zwiększania skali działalności. Spowolnienie w mniejszym stopniu dotknęło transakcje, których celem jest zwiększenie kompetencji firm m.in. poprzez przejęcia innowacyjnych technologii. Katalizatorem nowych transakcji może być potrzeba pozyskania przez spółki rozwiązań związanych z generatywną sztuczną inteligencją.

Kolejnym impulsem, który może przynieść ożywienie na rynku, będą oczekiwane wyjścia funduszy private equity z inwestycji. Z powodu niepewnej sytuacji część funduszy tymczasowo wstrzymywała się ze sprzedażą, ale ich portfele inwestycyjne dojrzewają – mówi Paweł Szreder. – Proces wychodzenia z inwestycji przez fundusze można opóźnić, ale nie można go odkładać w nieskończoność.

Glapiński gołębi, lecz złoty trzyma się mocno

Piątkowa konferencja prezesa NBP przyniosła sporo rewelacji. Oficjalnie zakończony został cykl podwyżek stóp, uwaga skoncentrowała się jednak przede wszystkim na pierwszej zapowiedzi obniżek. Mogą one nastąpić już we wrześniu, przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi.

W ubiegłym tygodniu w centrum uwagi znalazł się również szereg danych z amerykańskiego rynku pracy, zwieńczony publikacją dość mieszanego raportu NFP (non-farm payrolls). Danych tych nie można określić jako słabe, a rentowności amerykańskich obligacji w zeszłym tygodniu rosły. Rynki walutowe potraktowały to jednak jako sygnał, że niedawny rajd zwyżkowy dolara może być nadmierny. Najlepiej w zeszłym tygodniu radził sobie jen japoński, odrabiając część poniesionych w ostatnich tygodniach strat. Na drugim końcu spektrum znalazły się waluty rynków wschodzących, sygnalizując, że popularne tegoroczne rynkowe zakłady napotykają problemy, a pozycje traderów są automatycznie zamykane.

W tym tygodniu uwaga skupi się na tym, czy na rynku walutowym utrzyma się wysoka zmienność oraz czy wyżej wspomniane zakłady nadal będą zamykane. W środę (12.07) poznamy dane o inflacji w USA w czerwcu, które również będą istotne dla walut. Oczekuje się dalszego spadku obu miar, co może być korzystne dla poturbowanego rynku amerykańskich obligacji, jednak negatywne dla dolara. Opublikowane zostaną również brytyjskie dane dotyczące majowego zatrudnienia (wtorek 11.07) oraz PKB (czwartek 13.07), poza tym będzie to jednak spokojny tydzień pod względem wieści makroekonomicznych.

PLN

W zeszłym tygodniu złoty znajdował się przez chwilę na najsłabszej pozycji względem euro od pierwszych dni czerwca, zdołał jednak odzyskać większość strat, czemu sprzyjał wzrost pary EUR/USD pod koniec tygodnia.

Uwaga w kraju skupiła się na posiedzeniu NBP. Rewizje projekcji makroekonomicznych były dość ograniczone, konferencja prezesa Adama Glapińskiego okazała się jednak znacznie istotniejsza, niż sądziliśmy. Potwierdził on, że decydenci formalnie zakończyli cykl podwyżek stóp procentowych, zasugerował również, że istnieje możliwość ich obniżki we wrześniu. To istotny zwrot w jego komunikatach. Wcześniej nie byliśmy do tego w pełni przekonani, obecnie jednak nie mamy większych wątpliwości, że do cięć stóp w Polsce dojdzie jeszcze w tym roku – pytanie brzmi, czy już we wrześniu.

W tym tygodniu skupimy się przede wszystkim na wieściach z zewnątrz oraz na krajowych danych o handlu w maju (piątek 14.07).

EUR

Sprzedaż detaliczna w maju i rewizja danych PMI za czerwiec ponownie okazały się słabsze, niż oczekiwano, co sugeruje, że nad gospodarką strefy euro kłębią się coraz ciemniejsze chmury. Sprzedaż detaliczna przez cztery miesiące nie odnotowała miesięcznego wzrostu (0% w maju), zbiorczy indeks PMI zaś po raz pierwszy od grudnia spadł poniżej poziomu 50 pkt (do 49,9), co sugeruje kurczenie się gospodarki. Jak na razie nie wpłynęło to na wspólną walutę. Dodatkowo uważamy, że nastroje w kontekście ożywienia w Chinach są zbyt pesymistyczne – my zaś postrzegamy je jako pozytywne dla europejskiej gospodarki.

W tym tygodniu nie poznamy wielu wieści ze strefy euro. Do lipcowego posiedzenia EBC opublikowane zostanie niewiele odczytów, najważniejsze dla wspólnej waluty będą więc przemówienia bankierów centralnych i publikowane w czwartek (13.07) minutki z czerwcowego posiedzenia Rady Prezesów.

USD

Czerwcowy raport non-farm payrolls z amerykańskiego rynku pracy był mieszany. Badanie przedsiębiorstw sugeruje, że istotnie spadło momentum tworzenia nowych wakatów (po raz pierwszy od ponad roku poniżej konsensusu Reutersa) i nieznacznie wzrosły płace. Badanie gospodarstw domowych zaś – że bezrobocie wciąż jest niskie (odnotowało spadek z 3,7% do 3,6%). Ani te dane, ani inne publikowane w ostatnim czasie nie stoją na przeszkodzie, by Rezerwa Federalna w dalszej części miesiąca ponownie podniosła stopy procentowe, czego prawdopodobieństwo rynki wyceniają obecnie na ok. 90%. Dalsze perspektywy stóp procentowych nie są takie pewne – rynki są mniej więcej równo podzielone między utrzymaniem stóp i ich podwyżką o kolejne 25 pb. na listopadowym posiedzeniu Fedu.

W tym tygodniu uwaga ponownie skupi się na inflacji w USA. Rynki są przekonane, że raport za czerwiec potwierdzi trend normalizacji bazowej miary CPI. Biorąc pod uwagę znaczne wyprzedaże, do których doszło niedawno na rynkach długu, gołębie zaskoczenie może wywrzeć większy wpływ zarówno na te rynki, jak i dolara.

GBP

Nieustający wzrost brytyjskich stóp procentowych, spowodowany ciągiem szoków inflacyjnych i nowo odkrytą motywacją Banku Anglii do działania, wciąż wspiera funta, który wzmocnił swoją pozycję najlepiej radzącej sobie w tym roku waluty G10.

Najistotniejszy w tym tygodniu będzie raport dotyczący zatrudnienia w maju, szczególnie wzrost płac. Tak długo, jak będzie się on utrzymywać na poziomie powyżej 7%, decydentom trudno będzie ignorować realne ryzyko efektów drugiej rundy. Obecnie rynki swapowe wyceniają, że docelowo stopy znajdą się na poziomie ok. 6,35% wobec obecnych 5%. Choć oznacza to lekką korektę wobec maksimum owych wycen, sygnalizuje ciągłą wiarę rynku w to, że dalsze działania Banku Anglii będą najagresywniejsze spośród działań głównych banków centralnych. Z naszej perspektywy otoczenie stóp procentowych powinno ogólnie sprzyjać brytyjskiej walucie.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Złoty mocniejszy, ale nie dzięki RPP

Fani gatunku, czekający na konferencję prezesa NBP, nie zawiedli się, zresztą jak co miesiąc. Umocnienie złotego w trakcie tego show nie było jednak wywołane błyskotliwymi przemyśleniami a słabością danych z amerykańskiego rynku pracy.

Niespodzianka za oceanem

Po danych cząstkowych oczekiwania względem danych z rynku pracy były duże. Tym bardziej że rynek liczył na korektę majowego wyskoku bezrobocia w górę. Okazuje się, że po raz kolejny Raporty Challengera i ADP nie są najlepszymi prognostykami. Bezrobocie spadło co prawda z 3,7% na 3,6%, ale należy pamiętać, że w kwietniu wynosiło 3,4%. Problemem okazały się jednak dane na temat nowych miejsc pracy. Po raportach oczekiwania były bardzo wysokie. Dane okazały się jednak wyraźnie słabsze od oczekiwań. Lepiej wypadł tylko wzrost płac. To jednak wyraźnie za mało, by zadowolić inwestorów, którzy akurat tym nie są specjalnie zainteresowani. Zawód było widać wyraźnie w kursie dolara amerykańskiego. Stracił on na wartości niemal centa względem euro.

Konsekwencje danych zza oceanu

Wielu analityków czekało na wystąpienie prezesa Adama Glapińskiego. Jak co miesiąc – nie zawiedli się. Z merytorycznych kwestii dowiedzieliśmy się, że zakończono cykl podwyżek stóp procentowych. Biorąc pod uwagę długie kwartały braku zmian stóp, wielu analityków wskazywało na to od dawna. Z drugiej strony NBP przeszedł na informowanie o inflacji w ujęciu miesięcznym. Jest to bardzo sprytny zabieg. Nie tylko dlatego, że można ogłosić propagandowy brak inflacji. Ta zmiana w przyszłości pozwoli również (na wypadek, gdyby inflacja znów rosła) pokazywać znacznie niższe wartości. Same korzyści. Inflację można byłoby podawać także w ujęciu tygodniowym czy dziennym – oby nikt nie wpadł na taki pomysł w przyszłości, by zakamuflować rzeczywiste wyniki. W trakcie konferencji złoty wyraźnie się umacniał, ale oprócz kilku bardzo przychylnych dziennikarzy większość wskazuje na wpływ danych z USA. Uciekający stamtąd kapitał, trafił do Polski i umocnił złotego znacznie bardziej niż historia o czystości toalet. Tak, poruszono taki wątek na konferencji niestety…

Ropa testuje szczyty

Na rynku ropy naftowej obecnie topowym tematem są ograniczenia wydobycia ropy naftowej. Ze względu na brak zgody w kartelu OPEC mamy właśnie rundę dobrowolnych redukcji. To, że dołączyła Rosja, nie jest szczególnym problemem, ze względu na sankcje kraj ten i tak ma problemy ze znajdowaniem rynków zbytu na wydobywany towar. Znacznie lepiej słyszalny jest za to głos Arabii Saudyjskiej i to on namieszał. Nie zniwelowała go nawet jasna deklaracja Zjednoczonych Emiratów Arabskich, że nie biorą udziału w tym procesie. Cena baryłki ropy przez chwilę przekroczyła 78 dolarów i znajdowała się blisko szczytów, gdzie kilkukrotnie w ostatnich 3 miesiącach cena zawracała. Ceny ropy w górę dodatkowo pcha słabnący dolar, co powoduje, że przy kumulacji negatywnych czynników możemy przebić te poziomy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów, ale w godzinach wieczornych będzie miało miejsce wiele wystąpień członków FED.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Tomasz Fajfer nowym dyrektorem zarządzającym Tchibo w Polsce

Tomasz Fajfer, manager z wieloletnim doświadczeniem na kierowniczych stanowiskach w międzynarodowych korporacjach, został dyrektorem zarządzającym Tchibo Warszawa. Fajfer objął stanowisko w wyniku wewnętrznego awansu.

Tomasz Fajfer jest związany z Tchibo w Polsce od kwietnia 2022 r. Dotychczas pełnił funkcję dyrektora finansowego i operacji. Wzmocnił efektywność i transparentność procesów oraz usprawnił działanie podległych zespołów, co w dużej mierze przyczyniło się do osiągnięcia zakładanych celów biznesowych spółki.

Objęcie roli dyrektora generalnego Tchibo Warszawa to dla mnie ogromny zaszczyt. Bardzo dziękuję za zaufanie. Przed nami czas pełen wyzwań, a naszym celem jest dalszy zyskowny rozwój biznesu w Polsce – podkreśla Tomasz Fajfer, dyrektor zarządzający Tchibo Warszawa.

Fajfer posiada wieloletnie doświadczenie w rolach kierowniczych w Polsce, Europie i na Bliskim Wchodzie. Obejmował m.in. stanowisko członka zarządu oraz Senior Director of Finance w adidas dla Europy Wschodniej, stał także na czele wielokulturowych zespołów w strukturach regionalnych Sephora na Bliskim Wschodzie.

Deweloperzy oddadzą lokale za darmo?

Pojawiają się nietypowe pomysły na rozwiązanie kryzysu mieszkaniowego. Jeden z nich zakłada przekazywanie przez deweloperów mieszkań za darmo.

Czynsze znacznie większe niż przed półtora roku i wysokie oprocentowanie kredytów mieszkaniowych – te problemy powodują niezadowolenie wielu rodaków. Dodatkowo nie miała miejsca spora przecena na rynku oczekiwana przez całkiem dużą grupę potencjalnych nabywców lokali i domów. Trudno się zatem dziwić, że tematyka mieszkaniowa jest dość ważnym tematem w trwającej już kampanii wyborczej. Jeden z pomysłów, który pojawił się w publicznej dyskusji zakłada konieczność przekazywania przez deweloperów części wybudowanych mieszkań. Portal RynekPierwotny.pl postanowił przyjrzeć się tej koncepcji.

Nabywcy „M” odczuliby skutki ingerencji rynkowej

Pomysł zobligowania deweloperów do przekazywania lokali znajdziemy między innymi w programie mieszkaniowym partii Razem. Czytamy tam, że: „Deweloper każdego przedsięwzięcia mieszkaniowego, w wyniku którego powstanie więcej niż 9 mieszkań, będzie zobowiązany do przekazania do publicznego zasobu mieszkań na wynajem 10% wybudowanych przez siebie mieszkań”. Według pomysłodawców, takie rozwiązanie nie spowoduje wzrostu cen pozostałych lokali, lecz obniżenie ceny płaconej przez firmę deweloperską za grunt.

Autorzy analizowanego programu powołują się na swoje bliżej niesprecyzowane analizy, więc nie wiadomo z czym miałaby wiązać się obniżka ceny gruntu. Jeżeli nastąpiłaby ona na skutek ograniczenia skali działalności deweloperów zniechęconych nowymi przepisami, to sumarycznie państwo mogłoby otrzymać mniej mieszkań do publicznego zasobu niż planowało, a nabywcy nowych lokali odczuliby skutki ograniczonej oferty. Biorąc pod uwagę preferencje własnościowe Polaków (a zwłaszcza tych posiadających zdolność kredytową) trudno oczekiwać, że duża część z nich zrezygnowałaby z zakupu własnego „M” na rzecz najmu. Pamiętajmy też, że rynek pierwotny lokali jest mocno powiązany z wtórnym.

Bardziej racjonalna może być transakcja wiązana

Ze względu na specyfikę działalności deweloperów i konieczność generowania przez nich określonej stopy zwrotu z inwestycji (wymaganej również przez banki kredytujące), najbardziej prawdopodobny wydaje się scenariusz „przerzucania” większości kosztów na klientów, jeśli konieczność oddania części lokali gminie nie będzie się wiązała z rekompensatą. Dlatego bardziej racjonalny jest model polegający na wybudowaniu mieszkań dla gminy w zamian za preferencyjne warunki zakupu gminnego gruntu. Taki model stał się możliwy w Polsce na podstawie przepisów wprowadzonych w kwietniu 2021 r. Ograniczona popularność tego rozwiązania wymaga głębszych konsultacji z udziałem gmin i samych deweloperów w celu wypracowania lepszych rozwiązań.

Co deweloperzy mówią o perspektywie przekazywania lokali?

Ciekawy wydaje się też punkt widzenia samych deweloperów, więc portal RynekPierwotny.pl zapytał ich o opinię. Warto zwrócić uwagę, że deweloperzy mówią zarówno o perspektywie przekazywania lokali bez rekompensaty, jak i bardziej przyjaznych dla nich wariantach.

Katarzyna Unold, Dyrektorka Zarządzająca ACCIONA w Polsce

Podobne rozwiązanie stosowane jest już w kilku innych krajach. Na przykład we Francji deweloperzy przy zakupie działek od miasta są zobowiązani do dostarczenia określonej liczby mieszkań do puli miejskiej – jest to częścią biznes planu. Myślę, że takie modele w dużej mierze mogłyby się opierać na współpracy w projektach partnerstwa publiczno-prywatnego. Uważam, że to bardzo rozsądne rozwiązanie. Państwo, zamiast tworzyć od zera krajową spółkę deweloperską poprzez wprowadzanie takich projektów jak na przykład Mieszkanie Plus, wchodzi w partnerstwo z deweloperem. Podsumowując – pomysł dobry, ale najważniejsze i najtrudniejsze są zazwyczaj kwestie na pozór drobne i błahe. Ważne jest to, aby wszelkie działania były przemyślane i oparte na dobrych i stabilnych praktykach legislacyjnych.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A. 

Dopóki nie pojawi się choćby zarys proponowanych przepisów, trudno nam się odnieść do tego pomysłu. Bez wątpienia nakładanie kolejnych obciążeń na deweloperów odbije się na cenie mieszkań oraz ich dostępności. Warto przypomnieć, że w tym roku weszła w życie nowelizacja ustawy deweloperskiej, nakładająca na firmy z tej branży obowiązek odprowadzania składanki dla Deweloperski Fundusz Gwarancyjny w wysokości 0,45% od osiąganego przychodu. W zamyśle ustawodawcy, ma to zabezpieczać klientów przed ewentualnymi stratami w wyniku upadłości dewelopera.

Uważamy, że było to działanie niepotrzebne – od 2014 roku, kiedy wprowadzono obowiązek prowadzenia rachunków powierniczych dla realizowanych inwestycji, do bankructw firm deweloperskich doszło zaledwie trzykrotnie. Jeśli chcemy poprawić warunki lokalowe Polaków, zamiast dodatkowych obostrzeń, powinniśmy wprowadzać rozwiązania stymulujące podaż – należy udrożnić procesy administracyjne, uchwalać nowe miejscowe plany zagospodarowania przestrzennego i zwolnić grunty należące do skarbu państwa pod zabudowę mieszkaniową.

Tomasz Delowski, Tętnowski Development

Pomysł ten jest na szczęście mało realny. Uważam, że zamiast zastanawiać się nad tym, w jaki sposób mówiąc kolokwialnie “dołożyć” deweloperom, a w konsekwencji podnieść ceny mieszkań dla zwykłego Kowalskiego, politycy powinni pomyśleć o tym, jak współpracować z deweloperami w celu tworzenia dostępnych zasobów mieszkań. Rząd powinien zacząć traktować deweloperów jak potencjalnych partnerów w realizacji programów społecznych, uruchamiając ich długoterminowe finansowanie. Natomiast pomysły typu – “zabrać deweloperom” i rozdać nielicznym wybranym – po prostu demolują rynek i powodują utratę zaufania do stabilności systemu, nie rozwiązując żadnych realnych problemów.

Zdajmy sobie sprawę z tego, że polityka mieszkaniowa musi stanowić spójny i trwały system, tylko wtedy będzie wpływała pozytywnie na demografię i rozwój gospodarczy. Takie wyrwane z kontekstu hasła typu “zabrać 10% mieszkań”, to czysty populizm. My jako deweloperzy od dawna oczekujemy od polityków zaproszenia nas do rzetelnej debaty na temat polityki mieszkaniowej, opartej o interes zarówno gospodarczy, jak i społeczny. Tymczasem cały czas musimy borykać się z jednosezonowymi pomysłami, które skoncentrowane są nie na systemowych rozwiązaniach, a na rozdmuchiwanych medialnie nieistotnych szczegółach.

Patryk Komisarczyk, Reliance Polska

Pamiętajmy, że podatek to nic innego jak danina, która dotyczy zarówno sprzedawców, jak i nabywców, ponieważ jego wartość jest doliczana do wartości netto transakcji kupna-sprzedaży. Pomyślmy, ile wynosiłyby ceny towarów i usług bez podatków? Oczywiście nie jestem zwolennikiem rezygnacji z nich, gdyż są one potrzebne do funkcjonowania państwa. Śmiem jednak twierdzić, że dodatkowy podatek w postaci oddania 10% mieszkań dla Państwa, zwiększy ceny mieszkań o 12-13%. Zwróćmy uwagę na to, że już dziś mamy problem z brakiem gruntów deweloperskich, przez co deweloperzy starają się zrobić wszystko, aby zoptymalizować projekty w celu zwiększenia PUM.

Z mojej perspektywy jest to kolejny pomysł z cyklu “zabierzmy bogatym, oddajmy biednym”. Program ten ma przede wszystkim przekazać osobom najbiedniejszym dach nad głową, zmniejszyć rentowność inwestycji dla deweloperów, ale niestety finalnie to przeciętny Polak zapłaci za ten “podatek” w postaci wyższej ceny za 1 mkw. nieruchomości. Już teraz widzimy, że koszt mieszkania jest na tyle wysoki, że coraz mniejszą część społeczeństwa stać na własne cztery kąty. Niestety Polska wypada bardzo słabo pod względem korelacji możliwości zakupu mieszkania versus średnie wynagrodzenie. Pomysł wprowadzenia dodatkowego podatku spotęguje tę dysproporcję i jeszcze bardziej oddali przeciętnego  Polaka od posiadania własnego “M”.

Małgorzata Ostrowska,  Dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A. 

Jesteśmy deweloperem z 30-letnim stażem i od początku naszej działalności mamy pozytywny stosunek do programów wspierających możliwości zaspokajania potrzeb mieszkaniowych mieszkańców naszego kraju. Mamy  jednak  wątpliwości odnośnie tego konkretnego pomysłu, który jest mocno kontrowersyjny na wielu płaszczyznach. Według nas lepszym pomysłem wydaje się np. współpraca z samorządami w taki sposób, aby w zamian za otrzymany od lokalnych władz grunt, deweloper miał obowiązek wybudowania na rzecz gminy  określonego procenta lokali.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

5 faktów o urlopie wypoczynkowym, czyli co trzeba wiedzieć przed wakacjami

Urlop wypoczynkowy to podstawowe prawo pracownika zatrudnionego na umowę o pracę, gwarantowane przez przepisy Kodeksu pracy. Pracownik ma prawo do urlopu, a pracodawca nie może go ograniczyć pod karą grzywny. W związku z rozpoczynającymi się wakacjami, ekspertka inFakt przypomina o podstawowych zasadach z nim związanych.

Z urlopu wypoczynkowego można skorzystać jedynie w dni, które są dniami pracy zgodnie z rozkładem czasu jej trwania. Jeden dzień urlopu odpowiada 8 godzinom pracy, a w przypadku niepełnego etatu jest obliczany proporcjonalnie. Jeżeli pracownik nabył prawo do urlopu wypoczynkowego, to o chęci skorzystania z niego trzeba poinformować pracodawcę.

Wniosek o urlop składany jest w formie pisemnej lub elektronicznej i powinien zawierać określenie terminu, w jakim pracownik chce go wykorzystać. Natomiast samo złożenie wniosku nie oznacza, że pracownik urlop dostanie, bo pracodawca musi wyrazić zgodę na jego udzielenie.

  1. Prawo do urlopu wypoczynkowego nabywa się od pierwszej umowy o pracę.

Pracownik, który podpisał swoją pierwszą umowę o pracę, prawa do urlopu wypoczynkowego nabywa stopniowo, z każdym przepracowanym miesiącem. Za każdy miesiąc pracy przysługuje mu do 1/12 wymiaru urlopu za cały rok.

Oznacza to, że po przepracowaniu każdego miesiąca przysługuje 1,67 dnia wolnego. Natomiast pełne prawo do 20 dni urlopu nabywa się od 1 stycznia kolejnego roku kalendarzowego. Tym samym dni urlopu do wykorzystania nabywa się z góry w każdym kolejnym roku kalendarzowym.

  1. Długość urlopu wypoczynkowego zależy od stażu pracy pracownika.

Zgodnie z przepisami Kodeksu pracy, pracownikowi przysługuje prawo do skorzystania z urlopu w wymiarze:

  • 20 dni w roku kalendarzowym – dla osób o stażu pracy poniżej 10 lat,
  • 26 dni w roku kalendarzowym – dla osób o stażu pracy dłuższym niż 10 lat.

Co istotne, do stażu pracy zaliczany jest również okres nauki, potwierdzony określonym świadectwem. Jeśli pracownik ukończył:

  • Średnią szkołę zawodową – do stażu wlicza 5 lat;
  • Średnią szkołę ogólnokształcącą – do stażu wlicza 4 lata;
  • Licencjat lub szkołę wyższą – do stażu pracy wlicza 8 lat.

Okresy ukończenia poszczególnych szkół nie sumują się. Przy obliczaniu stażu pracy bierze się pod uwagę jedynie ten okres nauki, który daje najwyższą liczbę lat do uwzględnienia. Jeżeli w trakcie jej trwania jednocześnie było się zatrudnionym na umowę o pracę, to przy obliczaniu wymiaru urlopu pod uwagę brany jest tylko okres zatrudnienia albo nauki, w zależności od tego, co jest dla pracownika korzystniejsze.

Wymiar urlopu w liczbie 20 lub 26 dni w roku to podstawa zagwarantowana przepisami Kodeksu pracy. Natomiast pracodawca może w umowie o pracę ustalić wyższy limit przysługującego urlopu np. jeśli wynika to ze specyficznych warunków pracy na danym stanowisku lub dla określonego zawodu.

  1. Pracodawca może odwołać pracownika z urlopu wypoczynkowego.

Pracodawca ma prawo odwołać pracownika z urlopu wypoczynkowego. Jednak może się to odbyć jedynie w szczególnych okolicznościach, które nie istniały w chwili rozpoczęcia przerwy urlopowej. Dodatkowo w takiej sytuacji pracodawca ma obowiązek pokryć koszty w związku z odwołaniem pracownika z urlopu np. koszty transportu czy koszty niewykorzystanego pobytu również obejmujące rodzinę, jeśli urlop był spędzany z bliskimi.

  1. Termin urlopu wypoczynkowego może ulec zmianie.

Mimo że urlop został zaakceptowany przez pracodawcę, istnieje możliwość zmiany jego terminu. Może do tego dojść:

  • na wniosek pracownika – powinien być on odpowiednio uzasadniony;
  • na podstawie decyzji pracodawcy – w sytuacji szczególnej, jeśli nieobecność istotnie zakłóciłaby działanie firmy.

Dodatkowo do zmiany terminu urlopu wypoczynkowego musi dojść w sytuacji, gdy pracownik posiada usprawiedliwioną nieobecność w pracy, np.:

  • zwolnienie lekarskie na skutek choroby (jeśli w trakcie urlopu wypoczynkowego zatrudniony zachoruje, to korzysta ze zwolnienia lekarskiego, a nie z urlopu);
  • powołanie na ćwiczenia wojskowe;
  • urlop macierzyński, rodzicielski czy ojcowski.

W przypadku zmiany terminu urlopu, pracownik ma prawo do jego wykorzystania w innym, ustalonym czasie.

  1. Ekwiwalent za urlop wypłacany jest jedynie przy wygaśnięciu umowy.

Pracownik nie może zrzec się prawa do urlopu wypoczynkowego, a pracodawca nie może wypłacić wynagrodzenia za niewykorzystane dni wolne.

Wypłata ekwiwalentu za urlop jest możliwa jedynie w sytuacji, gdy doszło do rozwiązania lub wygaśnięcia stosunku pracy i nie było możliwości, aby pracownik wykorzystał cały, przysługujący mu urlop wypoczynkowy np. w trakcie trwającego okresu wypowiedzenia.

Ekwiwalent za niewykorzystany urlop jest wypłacany na tych samych zasadach jak wynagrodzenie urlopowe. Jeśli rozwiązano umowę o pracę za wypowiedzeniem, to pracownik powinien otrzymać ekwiwalent w ostatnim dniu okresu wypowiedzenia.

Jadąc na wakacje, warto pamiętać o zasadach związanych z urlopem, aby mieć pewność, że wykorzystujemy go w pełni i że wszelkie formalności zostały spełnione. Jeśli w danym roku kalendarzowym nie wykorzystamy wszystkich przysługujących nam dni, to mamy obowiązek je „zużyć” do 30 września następnego roku.

Autor: Paulina Włodarczyk, księgowa w firmie inFakt

Jak łatwo zarządzać urlopami pracowników?

W sezonie wakacyjnym sprawna organizacja wniosków urlopowych jest szczególnie istotna – zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Rozwiązaniem może być elektroniczny system wniosków urlopowych Calamari, który automatyzuje proces zgłaszania i akceptacji urlopów. Dzięki temu można zminimalizować błędy, skrócić czas formalności i wygodnie planować absencje w zespole. Więcej informacji: https://www.calamari.pl/elektroniczne-wnioski-urlopowe

Jest decyzja środowiskowa dla CPK. Zielone światło dla budowy

Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska w Warszawie wydał decyzję środowiskową dla budowy lotniska i węzła kolejowego Centralnego Portu Komunikacyjnego. Teraz spółka ma otwartą drogę do wnioskowania o decyzję lokalizacyjną, a w dalszej kolejności pozwolenia na budowę. – Nasza inwestycja spełnia krajowe i europejskie standardy środowiskowe. Cieszymy się, że nasza praca została pozytywnie oceniona przez RDOŚ – mówi prezes CPK Mikołaj Wild.

Otrzymanie decyzji z Regionalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (RDOŚ) w Warszawie w połowie 2023 r.  umożliwia spółce utrzymanie ambitnego harmonogramu. W czerwcu Minister Infrastruktury zatwierdził Plan Generalny dla CPK, a spółka przyjęła projekt koncepcyjny lotniska i dworca kolejowego.

Decyzja środowiskowa wydana przez RDOŚ w Warszawie oznacza zielone światło dla budowy CPK w poszanowaniu dla ludzi i środowiska naturalnego. Naszym celem jest prowadzenie projektu w sposób optymalny dla regionu – zaznacza wiceminister funduszy i polityki regionalnej Marcin Horała, pełnomocnik rządu ds. CPK. – Jeszcze w lipcu możliwe jest uzyskanie promesy zezwolenia na budowę z Urzędu Lotnictwa Cywilnego. To otworzy drzwi do złożenia wniosku do wojewody o wydanie decyzji lokalizacyjnej. Kolejnym krokiem będzie wniosek o pozwolenie na budowę – zapowiada.

Decyzja środowiskowa obejmuje m.in. terminal pasażerski, budynki i obiekty wspierające funkcjonowanie lotniska, wieżę kontroli ruchu lotniczego, drogi startowe i kołowania, płyty postojowe, węzeł kolejowy i drogowy, a także infrastrukturę towarzyszącą, np. hotele, budynki komercyjne oraz parkingi. Jej otrzymanie umożliwia inwestorowi dodatkowo m.in. usuwanie drzew i krzewów, prowadzenie prac geologicznych oraz wymaganych badań archeologicznych i konserwatorskich.

–  Badania środowiskowe rozpoczęliśmy w styczniu 2021 r. Ich wyniki były na bieżąco uwzględniane w pracach nad master planem lotniska. Dziękuję zespołowi, który przygotował obszerny raport środowiskowy oraz zapewnił, że oddziaływanie naszej inwestycji na środowisko zostało skutecznie ograniczone. Dzisiejsza decyzja dowodzi, że nawet w przypadku tak skomplikowanych inwestycji jak CPK można utrzymać bardzo wysokie tempo pracy, nie idąc na kompromisy co do jakości – podkreśla Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Raport środowiskowy dla CPK, przekazany do RDOŚ w październiku 2022 r., był podstawą wniosku o decyzję i liczył ok. 20 tys. stron wraz z załącznikami. Opracowanie to efekt kilkunastu miesięcy badań przyrodniczych zespołu m.in.: botaników, ichtiologów, ornitologów, herpetologów, chiropterologów, akustyków, geodetów i geologów. Decyzja środowiskowa ma ponad 350 stron.

Swoje uwagi do raportu w ramach udziału społeczeństwa mogli zgłaszać obywatele. W efekcie do RDOŚ w Warszawie wpłynęło kilkaset zgłoszeń – łącznie ponad tysiąc pytań i wniosków, do których Regionalny Dyrektor odniósł się w decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach.

Projekt CPK przeszedł z fazy planowania do projektowania i budowy. Zaawansowane prace projektowe dla terminalu pasażerskiego i dworca kolejowego prowadzi dla CPK jako master architekt brytyjskie konsorcjum Foster+Partners (gotowy jest projekt koncepcyjny, a trwają prace nad budowlanym).

Jednocześnie prowadzony jest proces wyboru partnera strategicznego projektowanego lotniska CPK, czyli mniejszościowego udziałowca spółki lotniskowej, która będzie odpowiadać za budowę i zarządzanie lotniskiem. Skarb Państwa zachowa w niej co najmniej 51 proc. udziałów. Obecnie na krótkiej liście inwestorów są już tylko trzy zagraniczne podmioty – każdy z ogromnym doświadczeniem i uznaną światową reputacją.

Od początku roku na dużą skalę trwają już pierwsze budowlane prace przygotowawcze: rozbiórki, przeprowadzki i odwierty geologiczne. Jak wynika z harmonogramu, pierwszy etap lotniska CPK, czyli dwie równoległe drogi startowe i infrastruktura do obsługi 40 mln pasażerów rocznie, ma zostać uruchomiony w 2028 r.

Wpływ AI na media. Naukowcy Akademii Leona Koźmińskiego rozpoczynają współpracę i badania rynku audio z Voice House

Czy słuchacze zaakceptują produkcje podcastów wygenerowanych za pomocą sztucznej inteligencji? Jak wpłynie to na wiarygodność mediów? Jak narzędzia sztucznej inteligencji mogą wspierać nowe formaty audio? Akademia Leona Koźmińskiego i sieć podcastów premium Voice House zbadają potencjał wykorzystania AI w formatach audio oraz reakcje słuchaczy. Chcą także włączyć nowy typ mediów w plan nauczania. 

Natural Language Processing bardzo szybko dotarł do podcastowego świata. Napędza to produkcję nowych audycji, wpływa na ich jakość, zmianę pracy zespołów redakcyjnych i sam styl konsumpcji mediów. Studenci uczący się sprawnego poruszania w cyfrowej gospodarce i sztucznej inteligencji, będą mieli okazję pracować z nowoczesną technologią generowania ludzkiego głosu i analityką słuchalności. Wspólne przedsięwzięcie Koźmińskiego i Voice House umożliwi rozwój nowych narzędzi i metodologii w dziedzinie wirtualnych mediów, mając focus na rynek podcastów.

–  Od lat przyświeca nam nowoczesna wizja podejścia do mediów. Zgłębiamy kolejne możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji, teraz przy produkcji treści audio. Przyszli medioznawcy, dziennikarze, producenci, jak i marketerzy czy przedsiębiorcy będą musieli poruszać się w środowisku AI. Dlatego widzimy w tej współpracy perspektywę zarówno z punktu widzenia edukacji, jak i badań naukowych – mówi prof. dr hab. Grzegorz Mazurek, Rektor Akademii Leona Koźmińskiego.

Większy popyt na podcasty

Konsumpcja podcastów na świecie potroiła się od 2013 roku. Według szacunków, tego typu treści słucha już obecnie 465 milionów osób, a w 2024 r. liczba ta wzrośnie jeszcze o dalsze 8%, do ponad 502 milionów – wynika z analiz Statista. Polacy również chętnie słuchają podcastów. Jak wskazuje raport Digital 2023, poświęcamy im średnio 44 minuty dziennie. To dużo uwagi. 

Sztuczna inteligencja nie odstraszyła słuchaczy

Sieć podcastów premium Voice House jako pierwsza w Polsce zaczęła przygotowywać krótkie serie serwisów audio z wykorzystaniem głosu Jarosława Kuźniara generowanego przez sztuczną inteligencję. Pionierowy odcinek podcastu “Ukraine in brief” powstał w styczniu 2023 roku dzięki współpracy Voce House z Eleven Labs. Mimo zastąpienia dziennikarza maszyną, liczba słuchaczy codziennego podcastu o wojnie nie zmalała. Nie widać żadnych tąpnięć. Przeciwnie, słuchacze zapytani o takie narzędzie i uprzedzeni o jego wykorzystaniu, odpowiedzieli “chcemy więcej”. Seria kontynuowana jest do dziś, a do ramówki wydawcy doszły również podobnie produkowane tytuły „Ekonomicznie in brief” z podsumowaniem gospodarczym oraz „AI in brief” z newsami o sztucznej inteligencji. 

Chcemy połączyć naszą wieloletnią wiedzę dziennikarską oraz podcastową i zderzyć to ze światem nauki. Taka synergia pozwala szybciej rozwinąć wysoki standard produkcji treści audio wspieranych AI. Widzimy nowe możliwości, ale i mnóstwo ryzyka. Pole do tworzenia deep fake’ów i podcastów słabej jakości jest coraz szersze. Wierzę, że będziemy wytyczać profesjonalną drogę – mówi Jarosław Kuźniar, redaktor naczelny Voice House. 

Partnerstwo merytoryczne zakłada pracę badawczą w zakresie podcastów AI, wykłady i debaty eksperckie, jak również włączenie w program studiów zagadnienia zastosowania sztucznej inteligencji, public speaking i podcastingu w kanałach cyfrowej komunikacji. Akademia Leona Koźmińskiego jest odpowiedzialna za przygotowanie młodych ludzi do skutecznego funkcjonowania w coraz bardziej cyfrowym świecie, a zespół Voice House będzie wspierać studentów i wykładowców branżowym doświadczeniem.

Akademia Leona Koźmińskiego jest wyższą uczelnią biznesową, akredytowaną przez AACSB, EQUIS, AMBA, oraz instytucją naukowo-badawczą prowadzącą własną szkołę doktorską. Według rankingów krajowych „Perspektyw” i międzynarodowych „Financial Times” jest najlepszą uczelnią biznesową i liderem kształcenia menedżerskiego w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej. Na studiach licencjackich, magisterskich, doktorskich i podyplomowych kształci ponad 10 tysięcy osób, z czego półtora tysiąca stanowią cudzoziemcy z 80 krajów.

Voice House to niezależna sieć podcastów premium. Należy do Kuźniar Media Group. Odpowiada za treści audio, video i live dla marek i twórców – od koncepcji audycji, przez produkcję, postprodukcję, warstwę graficzną, muzyczną aż po finał, czyli dystrybucję. Voice House jest też wydawcą własnych podcastów i videocastów premium, w których stawia na merytoryczne treści i udostępnia przestrzeń do działania autorytetom w swoich dziedzinach. Oryginalne serie „Technologicznie” i „Ekonomicznie” zdobywają wysokie miejsca w rankingach popularności, „Nie taka sztuczna inteligencja” już w 2020 r. zwróciła oczy na AI w podcastingu, a nowatorskie audycje „AI in brief” i „Ukraine in brief”, jako pierwsze w Polsce powstają przy wsparciu sztucznej inteligencji z wygenerowanym cyfrowo głosem Jarosława Kuźniara.

5G coraz bliżej – komentarz eksperta BCC

Pojawiła się realna szansa, że trwający od trzech lat serial pt. „Aukcja 5G”, będzie miał szczęśliwe zakończenie. Ruszył przetarg. Urząd Komunikacji Elektronicznej (UKE) rozdysponuje cztery bloki częstotliwości po 100 MHz w paśmie 3,4-3,8 GHz. Operatorzy mają czas do 8 sierpnia na złożenie wstępnej oferty w aukcji.

Proces wdrożenia sieci 5G w Polsce trwa już ponad trzy lata. A to właśnie 5G daje możliwość transferu dziesięciokrotnie większej ilości danych, przy takim samym zużyciu energii.

Biznes, ale także konsumenci czekają na to wdrożenie z niecierpliwością. UKE zdecydował wreszcie ruszyć z aukcją przetargową. Cena wywoławcza za blok wynosi 450 mln zł. Licytacja ma odbyć się po ocenie formalnych wniosków. Cały proces powinien potrwać około pięciu miesięcy. Po tym czasie rozpocznie się postępowanie rezerwacyjne.

Telekomy będą musiały spełnić szereg wymogów formalnych określonych w zobowiązaniach ilościowych i jakościowych. Każdy z operatorów będzie zobowiązany do postawienia co najmniej 3 800 stacji w ciągu 48 miesięcy. Minimum 400 stacji w gminach od 10 do 20 tysięcy mieszkańców, co najmniej 700 stacji w gminach pomiędzy 20 a 50 tys. mieszkańców oraz 300 stacji w gminach liczących od 50 do 80 tys. mieszkańców.

Wymagania jakościowe dotyczą pokrycia i przepustowości. Wciągu 60 miesięcy zasięgiem ma być objęte 99% gospodarstw domowych z wymaganą prędkością pobierania do 95 Mb/s oraz maksymalnym opóźnieniem 10 ms. Utrzymanie przyjętego harmonogramu może oznaczać, że już pod koniec 2023 roku operatorzy będą mogli uruchamiać pierwsze stacje bazowe 5G w paśmie C, a także wystartować z komercyjnymi usługami. W tym roku mają się też rozstrzygnąć losy pasma 700 MHz, również przewidywanego dla 5G.

– Niecierpliwie czekają na to nie tylko operatorzy telekomunikacyjni, ale również konsumenci i przedsiębiorcy. Nie ma sensu przypominać kalendarium serii niefortunnych zdarzeń jakie miały miejsce po drodze i skąd wyniknęło tak duże opóźnienie, ale opublikowanie przez UKE harmonogramu odczytuję jako poważny krok zmierzający do finalizacji procesu dystrybucji częstotliwości w paśmie C. Nie możemy już sobie pozwolić na żadne błędy proceduralne czy formalne. Gospodarka i przedsiębiorcy czekają na inwestycje operatorów, które pozwolą nie tylko polepszyć dostępność usług telekomunikacyjnych, ale również poszerzyć wachlarz nowych możliwości, jakie daje szybka bezprzewodowa transmisja danych w sieci piątej generacji – podkreśla Wojciech Płażalski, ekspert Business Centre Club ds. telekomunikacji i inwestycji w rozwój cyfrowy.

– Konsekwencją opóźnień jest zmniejszenie atrakcyjności Polski dla inwestorów, a co za tym idzie spowolnienie rozwoju gospodarczego. Ostrożne szacunki wskazują, że na dotychczasowym opóźnieniu straciliśmy wiele miliardów złotych potencjalnych korzyści dla konsumentów, przedsiębiorców i całej krajowej gospodarki. Nie możemy pozwolić sobie na więcej – dodaje ekspert BCC.

Ministerstwo Cyfryzacji zleciło kontrolę przetargu z 2020 r. na obsługę prawną aukcji 5G. Resort zapewnia, że nie wpłynie to na przebieg aktualnej aukcji

Spojrzenie po pół roku: prognozy ciężkiej zimy dla Europy

W zeszłym roku zapowiadano, że przez agresję Rosji na Ukrainę zima będzie dla Europy wyjątkowo trudna. Analitycy ISI Emerging Markets Group w grudniu 2022 r. opublikowali raport, w którym poruszyli m.in. właśnie temat walki Europy z możliwym kryzysem energetycznym. Teraz, po ponad pół roku wracają do swoich prognoz, aby sprawdzić, które okazały się właściwe, a które nie – i dlaczego.

Słynny duński fizyk Niels Bohr miał rzekomo powiedzieć, że prognozowanie jest trudne, zwłaszcza jeśli dotyczy przyszłości. Co więcej, jest tym trudniejsze im bardziej niepewna jest sytuacja na świecie. Pandemia i następująca niemal bezpośrednio po niej rosyjska agresja na Ukrainę były dwoma czynnikami, które spowodowały, że wiele prognoz sprzed kilku lat a nawet miesięcy trzeba było wyrzucić do kosza.

Niedobre prognozy z grudnia

W grudniu ubiegłego roku analitycy ISI Emerging Markets Group przygotowali raport „Foresight 2023”, w którym omawiali najważniejsze trendy w światowej gospodarce, w szczególności te dotyczące rynków wschodzących. W lipcu wracają do swoich predykcji sprzed ponad pół roku, by przeanalizować, w jaki sposób zostały zweryfikowane przez mające w tym czasie miejsce wydarzenia.

O zapowiadanym na zimę 2022/2023 kryzysie energetycznym dla Europy pisał Andrzej Żurawski, ekonomista CEIC (ISI Emerging Markets Group). Jak sam teraz zaznacza, jest to najlepszy przykład na zobrazowanie, jak nieoczekiwane wydarzenia wymuszają zmiany prognoz.

Przed rozpoczęciem wojny w Ukrainie Rosja była największym dostarczycielem ropy naftowej, węgla i gazu ziemnego do Unii Europejskiej. Z jednej strony sankcje nakładane przez UE, z drugiej strony problemy stwarzane przez Federację Rosyjską, takie jak zakręcanie kurka z gazem czy tajemnicza eksplozja gazociągu Nord Stream, spowodowały zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego Starego Kontynentuzaznacza Andrzej Żurawski, ekonomista CEIC.

Z tego względu jesienią ubiegłego roku pojawiło się dużo prognoz ostrzegających przed trudną zimą. Obawy przed tym wygłaszali nie tylko publicyści, ale także oficjele, jak choćby szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, która nawoływała do zdecydowanego, solidarnego ograniczenia konsumpcji gazu. Czytając te słowa w lipcu w Polsce trudno mieć wątpliwości, że czarny scenariusz się nie spełnił. Europa przeszła tę kryzysową zimę właściwie bez problemu – udało się uniknąć i przerw w dostawach energii, i radykalnego wzrostu kosztów dla gospodarstw domowych.

Co zadecydowało o zmianach?

Patrząc z dzisiejszej perspektywy na prognozy dot. kryzysu energetycznego w Europie sprzed ponad pół roku, da się wyróżnić kilka konkretnych czynników, które zadecydowały o konieczności naniesienia zmian w predykcjach. Są to:

  • Bardzo dobre przygotowanie Unii Europejskiej: magazyny gazu ziemnego w większości krajów były wypełnione w 100 proc. już wczesną jesienią.
  • Szybkie przestawienie się na dostawy z innych krajów: zadziałała zwłaszcza świetna komunikacja ze Stanami Zjednoczonymi, ale także rozpoczęcie intensywnej współpracy z innymi krajami, takimi jak Algieria czy Angola.
  • Dywersyfikacja dostaw jeszcze sprzed wojny: przykładami są polskie inwestycje w gazoport w Świnoujściu czy rurociąg Baltic Pipe.
  • Spadek konsumpcji: czy to z powodu cen, czy innych czynników, Europejczycy ograniczyli tej zimy zużycie gazu.
  • Łut szczęścia: tegoroczna zima była wyjątkowo ciepła, zwłaszcza początek stycznia, gdy zazwyczaj zużycie gazu jest największe.

Warto zauważyć, że część z powyższych czynników miała charakter doraźny i nie ratuje Unii Europejskiej w długim okresie. Ryzyko przerw w dostawach kolejnej zimy jest mniejsze, ale wciąż istnieje. Dlatego jesienią prognozowaliśmy też, że zagrożenie dla dostaw surowców energetycznych, przyczyni się do przyspieszenia inwestycji w odnawialne źródła energii, które pozwolą na zmniejszenie uzależnienia od ropy i gazu. Przez ostatnie kilka miesięcy faktycznie mogliśmy zaobserwować pewne przyspieszenie, należy jednak pamiętać, że jest to działanie rozpisane na lata, jak również o tym, że wciąż pozostaje tutaj wiele do zrobienia – dodaje Andrzej Żurawski, ekonomista CEIC.

Źródło: ISI Emerging Markets Group „Foresight 2023”

ROBYG sprzedał 1670 mieszkań w H1 2023

W pierwszym półroczu 2023 roku Grupa TAG Immobilien sprzedała na rynku polskim 1816 mieszkań, rozpoznała w przychodach ponad 860 lokali oraz podpisała ponad 1520 umów najmu lokali. W tym okresie ROBYG podpisał w Warszawie, Trójmieście, Poznaniu i Wrocławiu 1670 umów rezerwacyjnych oraz 1480 umów deweloperskich i przedwstępnych, a także rozpoznała w przychodach ponad 720 lokali. Vantage w H1 2023 sprzedał 146 lokali oraz rozpoznał w przychodach około 140 lokali. Na koniec czerwca 2023 w wynajmie posiadał ponad 2020 lokale, a łącznie w ofercie najmu ponad 2280 lokali.

W maju 2023 ROBYG podpisał umowę joint venture z funduszem zarządzanym przez Centerbridge Partners, LP w celu inwestowania w portfolio nieruchomości mieszkaniowych. Centerbridge był jednym z inwestorów w Bricks Acquisitions Limited, który jest poprzednim akcjonariuszem ROBYG. Joint venture będzie realizować projekty deweloperskie w ramach obecnych inwestycji ROBYG, a także inwestować w nowe nieruchomości nabywane od innych podmiotów. Wstępne inwestycje obejmą nieruchomości o kubaturze ponad 100.000 m2 PUM w Trójmieście i Warszawie. Strony planują zwiększenie tej powierzchni do 200.000 m2 PUM, a docelowa wartość inwestycji wyniesie minimum 100 mln USD

„W 2023 roku planujemy sprzedaż w Polsce na poziomie ponad 3,3 tys. mieszkań, a przekazania w liczbie ok. 3,5 tys. lokali. Zakładamy też utrzymanie marż na poziomie zeszłego roku. Obecnie największym wyzwaniem dla deweloperów jest uruchamianie nowych inwestycji w związku z wydłużającym się czasem uzyskiwania pozwoleń na budowę. Pozytywnym trendem jest to, że sprzedaż mieszkań w drugim kwartale jest porównywalna do pierwszego kwartału. Sytuacja na rynku jest dobra i widać wyraźny popyt. Niestety nadal podaż jest niska – brakuje mieszkań, zwłaszcza w Warszawie, gdzie zainteresowanie zakupem jest największe. Obecnie ponad 20 proc. naszych klientów w Warszawie to klienci zagraniczni – w tym duża część to osoby pochodzące z Ukrainy i Białorusi. Już teraz potrzeba około 300-350 tys. mieszkań dla osób z tych krajów. Ze względu na ograniczony dostęp do gruntów, a także z powodu małej liczby wydawanych pozwoleń na budowę, znacznie spowalnia proces realizacji projektów – a to wpływa też na ceny. Dlatego spodziewamy się, że ceny mieszkań dalej będą rosnąć. Mamy bank ziemi na ponad 15 tys. mieszkań, ale rozpoczęcie projektów nie jest łatwe i to jest największa bariera rozwoju rynku. Czas oczekiwania na uzyskanie pozwolenia na budowę się wydłuża – obecnie trwa to ok. 1,5 roku-2 lata, a kiedyś było to 6-9 miesięcy. Bardzo ważne dla rozwoju ROBYG było podpisanie umowy z funduszem CenterBridge – nasza współpraca wystartowała i kilka projektów już jest w realizacji. Istotne jest to, że mając partnera, możemy myśleć o większych zakupach. Konkurencja przy transakcjach obejmujących mniejsze powierzchnie jest duża, a im projekt większy, tym zainteresowanych jest mniej. Liczymy na to, że dzięki wsparciu funduszu będziemy mogli kupić projekty, których sami pewnie byśmy nie nabyli” – wskazał Oscar Kazanelson, przewodniczący rady nadzorczej ROBYG i Vantage.

Zakładamy w tym roku stabilne marże – poszczególne kwartały mogą się różnić pod tym względem, ale całorocznie zakładamy utrzymanie marży na poziomie zbliżonym do ubiegłego. Planujemy też dalszy rozwój Vantage w ramach naszej grupy właścicielskiej TAG Immobilien. Vantage właśnie wszedł na rynek łódzki – mamy tu dwa projekty. W tym roku zwiększyliśmy naszą bazę o ok. 1,5 tys. nowych mieszkań na wynajem. Łącznie mamy 2,2 tys. lokali, z których ok. 80 proc. jest wynajętych. Do końca roku planujemy dysponować 3 tys. mieszkań na wynajem. Rynek PRS rozwija się dobrze, ale nadal jest zdominowany przez indywidualnych właścicieli mieszkań. Dlatego możemy spokojnie budować portfel bez znaczącego wpływu na rynek. PRS nadal ma niewielki udział w całym rynku najmu” – powiedział Eyal Keltsh, prezes zarządu ROBYG i Vantage.

„Mordor” się zmienia. Coraz mniej wolnych biur na Służewcu

Biurowy Służewiec, potocznie nazywany „Mordorem”, od lat był jednym z najbardziej rozpoznawalnych rejonów biznesowych w Warszawie. W czasie pandemii znacząco wzrósł tam poziom pustostanów w biurowcach, ale jak pokazują najnowsze dane REDD, wolna powierzchnia biurowa zmniejsza się stopniowo w tym roku, zbliżając się do poziomu sprzed pandemii. To jednak nie tylko dlatego, że firmy wracają do biur.

Ostatnie lata przyniosły rozwój infrastruktury komunikacyjnej, takiej jak remont ulicy Marynarskiej oraz przedłużenie ulicy Woronicza, co znacznie poprawiło dostępność tego obszaru. Rozwój rynku mieszkaniowego i lokali usługowo-handlowych również przyczynił się do przeobrażeń w tej części miasta. Wiele nieruchomości przeszło znaczące remonty lub zmieniono ich pierwotne przeznaczenie z biurowego na mieszkalne — mówi Krzysztof Foks, Head Of Research, REDD,  finne.pl.

W efekcie tych zmian, podaż oferowanej powierzchni biurowej na Służewcu do wynajęcia uległa spadkowi.

  • Na koniec 2020 roku wolna powierzchnia wynosiła 176 820 mkw.,
  • na koniec 2021 było to 218 212 mkw.,
  • rok 2022 skończył się na Służewcu poziomem 197 221 mkw. wolnej powierzchni,
  • a w tym roku na koniec lipca jest to już 188 000 mkw.

Służewiec ulega przemianom, ponieważ deweloperzy odchodzą od budowy biur. — W okolicy skrzyżowania ulic Taśmowej i Marynarskiej firma Apricot buduje ośmiopiętrowy budynek z ponad 400 mieszkaniami do długoterminowego wynajmu. Dzięki temu budynek może powstać w obszarze przewidzianym dla działalności usługowej. Podobnie jest w przypadku inwestycji przy ulicy Komputerowej. Firma Acer Re planuje tam zbudować ponad 600 mieszkań. Echo Investment wystąpiło z kolei do Rady Warszawy o zmianę planu zagospodarowania przestrzennego, aby umożliwić budowę mieszkań. Podobnie zrobiła firma Yareal, która planuje budowę mieszkań obok hotelu Vienna House przy ulicy Postępu — mówi Krzysztof Foks, Head Of Research, REDD,  finne.pl.

W całej Warszawie mniej budowy biur

Jak pokazują dane REDD, największej i najnowocześniejszej bazy danych o rynku nieruchomosci biznesowych w tej części Europy, w całej Warszawie buduje się mniej biurowców. Jeszcze na koniec 2020 roku w budowie było 27 budynków, dziś to jedynie 13 budynków biurowych w budowie. Powstaje w sumie 204 738 tys. mkw.

Zerowy VAT na żywność doprowadzi do efektu jo-jo?

Pod koniec czerwca premier Mateusz Morawiecki poinformował o utrzymaniu zerowej stawki VAT na żywność do końca roku, by – jak wówczas wyjaśniał – polskie rodziny płaciły jak najmniej. Ekonomiści przyznają, że w warunkach wysokiej inflacji decyzja ta jest zrozumiała, niemniej dostrzegają w niej dużą dozę motywacji politycznej. Z kolei zamrożenie VAT-u nie będzie trwało w nieskończoność. Zdania ekspertów co do tego, czy przy okazji powrotu podatku sprzedawcy nie będą chcieli podnieść cen, są podzielone. Handlowcy mogą to zrobić, ale rząd będzie uważnie patrzył im na ręce. Obserwatorzy rynku ostrzegają też, że Polaków mogą też spotkać inne nieprzyjemne konsekwencje, w tym np. węgierski scenariusz i efekt jo-jo.

Motywujący rok wyborczy

Rząd wprowadził zerowy VAT na niektóre produkty żywnościowe w lutym 2022 r. W kolejnych kwartałach zamrożenie VAT-u było przedłużane. Pod koniec czerwca premier Mateusz Morawiecki zadecydował, że zerowa stawka na  wiele produktów żywnościowych pierwszego wyboru (m.in. pieczywo, nabiał, warzywa i owoce, mięso oraz ryby) obowiązywać będzie do końca roku.

Prof. Elżbieta Mączyńska, ekspertka z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego (PTE), zwraca uwagę na to, że mamy rok wyborczy. W takich warunkach – co jest naturalne – zarówno partia rządząca, jak i każda inna, różnymi sposobami walczy o głosy wyborców. Obecnie najistotniejsze jest jednak to, że wciąż mamy wysoką inflację. Wprawdzie ona dość szybko spada, ale ciągle jest na poziomie dwucyfrowym. Według wstępnych danych GUS-u, inflacja konsumencka w czerwcu br. wyniosła 11,5 proc. Jednak ceny samej żywności zwiększyły się o ponad 17 proc. I uderza to przede wszystkim w najuboższe osoby, bo produkty spożywcze stanowią relatywnie duży udział w ich wydatkach. To empiryczne potwierdzenie wciąż aktualnego prawa, sformułowanego w 1857 roku przez niemieckiego ekonomistę i statystyka Ernsta Engla. Zgodnie z nim, im niższy jest poziom dochodów gospodarstwa domowego, tym większą jego część pochłaniają wydatki na żywność.

– Najuboższe gospodarstwa są szczególnie wrażliwe na wzrost cen żywności i najdotkliwiej go odczuwają. Stąd też obowiązkiem demokratycznego państwa są działania, które mogą je chronić przed negatywnymi skutkami inflacji. Jednym z nich jest wprowadzenie zerowej stawki VAT, czyli płaconego przez nabywców podatku od wartości dodanej VAT. Wyzerowanie go stanowi istotną ulgę dla gospodarstw domowych, zwłaszcza najmniej zasobnych. Bez tego ceny żywności byłyby jeszcze wyższe – przekonuje ekonomistka.

Decyzja polityczno-gospodarcza

Z kolei Piotr Kuczyński, główny analityk firmy Xelion, jest zdania, że w warunkach wysokiej inflacji decyzja o tym, by podstawowe produkty żywnościowe były objęte zerową stawką VAT, jest rozsądna. Oczywiście pomoże to partii rządzącej poprawić wynik wyborczy. Jednak zdaniem eksperta, ludzie i tak nie zauważyliby przy codziennych zakupach powrotu podatku do podstawowej stawki. Co innego podniesienie VAT-u, ale sam jego powrót do poziomu 5 proc. nie miałby większego znaczenia.

Natomiast prof. Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny firmy PwC, postrzega decyzję o pozostawieniu stawki VAT na niektóre produkty żywnościowe na zerowym poziomie w kategoriach politycznych, a nie gospodarczych. – W przyszłości trzeba będzie przywrócić podstawową stawkę VAT, bo jej utrzymanie odbywa się kosztem zwiększonego deficytu budżetowego. Decyzja o kolejnym przedłużeniu zerowego VAT-u akurat wtedy, kiedy inflacja spada, jest podyktowana wyłącznie motywacjami politycznymi, ale rozumiem ją. Zresztą w Polsce rządzący podejmowali już gorsze decyzje – mówi prof. Orłowski. Ekspert zauważa przy tym, że w przyszłości będziemy mieć potężny problem albo z finansami publicznymi, albo z inflacją. – To są rzeczy, które się nawzajem do pewnego stopnia niwelują. Jeśli jest gwałtowne przyspieszenie inflacji, to wtedy zmniejsza się deficyt finansów publicznych oraz ciężar długu publicznego i odwrotnie – więc jedno z tych dwóch nieszczęść nas prawdopodobnie czeka i będzie to skutek podejmowanych właśnie decyzji o charakterze politycznym.

Polskę stać na zamrożenie VAT-u

Prof. Mączyńska przypomina, że podatki mają swoje dwie strony. Dla płatników są wydatkiem, a dla państwa i budżetów samorządowych stanowią wpływy umożliwiające finansowanie usług publicznych, takich jak np. edukacja i ochrona zdrowia, infrastruktura transportowa i cyfrowa oraz inne dobra wspólne.  Dlatego też w polityce podatkowej ważne jest osiągnięcie złotego środka, czyli sytuacji, w której można pomagać ludziom o najniższych dochodach i jednocześnie nie dopuszcza się do zmniejszania wpływów budżetowych. To niełatwe wyzwanie i złożone zadanie dla kreatorów polityki społeczno-gospodarczej, w tym systemu podatkowego. Ilustracją takiej złożoności są m.in. regulacje dot. podatku od towarów i usług, naliczanego procentowo składnika ich cen. Stąd też w warunkach inflacji wpływy do budżetu z tytułu VAT rosną. Nawet jeśli VAT na żywność jest wyzerowany, to zwiększają się wpływy z tytułu „ovatowania” innych produktów i usług.

– Każdy system społeczno-gospodarczy składa się z trzech filarów. Pierwszym z nich jest gospodarka,  w  której skalę postępu wyraża wzrost wartości nowych produktów i usług, czyli produktu krajowego brutto (PKB). Drugi filar to postęp społeczny, czyli poprawa jakości życia ludzi. A trzecim filarem jest postęp ekologiczny. Jeżeli choć jeden z tych filarów jest zaniedbany, to cały gmach się chwieje. Powstaje tu zarazem pytanie, ile w przypadku art. żywnościowych będzie nas kosztowało zamrożenie VAT, czyli wydłużenie okresu obowiązywania wyzerowanej jego stawki. Zyskają gospodarstwa domowe, ale równocześnie do budżetu wpłyną mniejsze kwoty z tego tytułu – podkreśla prof. Mączyńska.

Ekspertka z PTE przypomina, że nierówności społeczne mamy na szczęście na relatywnie niskim poziomie, bo określany na podstawie ankietowych badan dochodów osobistych tzw. współczynnik Giniego jest niski. Z drugiej jednak strony badania na podstawie podatkowych zeznań dotyczących dochodów osobistych, czyli PIT-ów, wyraźnie wskazują na to, że nierówności dochodowe jednak niebezpiecznie narastają. Istotne jest więc, aby nie dopuszczać do wzrostu ubóstwa, co podkreśla prof. Mączyńska.

Pytany o koszt zamrożenia VAT-u na kolejne miesiące, prof. Witold Orłowski wyjaśnia, że to nie jest jedyny czynnik, który powoduje powstanie problemów gospodarczych państwa. – Finanse publiczne są rozmontowywane od przynajmniej dwóch czy trzech lat szeregiem różnych działań. Niektóre trzeba podejmować, bo są zasadne, inne są w oczywisty sposób motywowane politycznie, a nie wynikają z troski o przyszłość gospodarki. Dlatego też uważam, że zerowy VAT nie jest żadną kroplą, która przeleje czarę. Raczej dołoży się do działań, które i tak są podejmowane – mówi główny doradca ekonomiczny PwC.

Co z cenami, gdy VAT wróci do podstawy?

Czy decyzja o przedłużeniu zerowego VAT na niektóre produkty żywnościowe jest słuszna? Piotr Kuczyński nie dostrzega jednoznacznie negatywnych skutków tej decyzji, bo również podkreśla, że wyższy VAT uderza przede wszystkim w osoby najmniej zarabiające. Pewne problemy mogą wystąpić w przyszłości, gdy stawka wróci do poziomu sprzed lutego 2022 r. Żywność zdrożeje, co może utrudnić walkę z inflacją. – Może nie skończyć się na podniesieniu cen o wysokość podatku, bo branża może wykorzystać tę sytuację do wprowadzenia podwyżek. Handlowcy mogą zechcieć przy tej okazji zarobić. Czy jednak tak się stanie? Obserwujemy zmniejszony popyt, co oznacza, że ludzie mniej kupują. W tej sytuacji sprzedawcy mogą obawiać się podnosić ceny, by tego jeszcze bardziej nie wyhamować – zastanawia się nad możliwymi scenariuszami Kuczyński.

Do tego prof. Orłowski przypomina, że rząd „dość skutecznie” przypilnował przedsiębiorców, by obniżyli ceny w momencie wejścia w życie niższego VAT-u, stąd zakłada, że dopilnuje również, by sprzedawcy nie wykorzystali chwili podniesienia podatku do wprowadzenia po cichu podwyżek cen  żywności. Inaczej postrzega to dr Sławomir Dudek, prezes i główny ekonomista Instytutu Finansów Publicznych, który jest zdania, że powrót do stawek podstawowych będzie skutkował efektem jo-jo, a więc wzmożonym wzrostem cen. Ostrzega również, że jeśli rząd nadal będzie dosypywał tyle gotówki do budżetów domowych (np. w postaci 13. i 14. emerytury oraz programów społecznych), to jeszcze bardziej doleje oliwy do ognia, skutkiem czego wzrośnie inflacja.

– Powiedzmy sobie otwarcie. Pieniądze z zamrożonego VAT-u są potrzebne w budżecie do finansowania usług. Wspomniany przeze mnie efekt jo-jo, czyli skok inflacji po powrocie do stawek podstawowych, może nas kosztować dwa, trzy punkty procentowe. Jeśli więc uda się nam zejść do poziomu 8-9 proc. inflacji, to właśnie ten efekt może spowodować, że inflacja wróci do poziomu dwucyfrowego – ostrzega dr Dudek. I przywołuje przykład Węgier, w których premier Viktor Orban zamroził ceny przed wyborami, co spowodowało wyrwę w budżecie. Po zwycięskiej elekcji „odmroził” ceny, co skutkowało tym, że inflacja poszybowała do 25% i węgierscy politycy nie są w stanie poradzić sobie z powstałymi problemami gospodarczymi. – Jednak mam nadzieję, że w Polsce tak to nie zadziała – podsumowuje ekspert z Instytutu Finansów Publicznych.

GK Murapol po pierwszym półroczu 2023: stabilna sprzedaż, blisko 25 proc. wzrost przekazań

  • 2 261 lokali w 15 miastach przekazanych klientom detalicznym oraz na rzecz PRS/ PBSA – czyli o blisko 25% więcej r/r.
  • Sprzedaż netto na poziomie 1 539 lokali mieszkalnych wobec 1 589 w analogicznym okresie ub.r.
  • Szeroka oferta mieszkań i apartamentów inwestycyjnych postawiona do dyspozycji klientów – ponad 3 100 lokali w oferowaniu na koniec 1H 2023.
  • Rozbudowany portfel projektów w realizacji obejmujący ponad 6,1 tys. lokali w ponad 70 budynkach w 14 miastach.
  • Duży i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę ponad 22,2 tys. lokali. Wejście do nowej, 19. lokalizacji – Lublina.

SPRZEDAŻ

Sprzedaż netto do klientów detalicznych GK Murapol, zrealizowana w ciągu pierwszych sześciu miesięcy br. wyniosła 1 539 lokali (umowy deweloperskie, przedwstępne oraz opłacone umowy rezerwacyjne po wyeliminowaniu rezygnacji). W samym 2Q 2023 GK Murapol podpisała 829 umów deweloperskich, przedwstępnych i opłaconych rezerwacji (po wyeliminowaniu rezygnacji) wobec 838 w 2Q 2022.

PRZEKAZANIA

W pierwszym półroczu 2023 GK Murapol wydała 2 261 lokali wobec 1 814 w analogicznym okresie minionego roku. Klientom detalicznym przekazane zostały klucze do 1 592 mieszkań wobec 1 370 lokali wydanych w analogicznym okresie ub. r. (wzrost o 16,2%). Ponadto, na rzecz PRS/PBSA w br. zostało przekazanych 669 lokali, wobec 444 rok wcześniej.

WPROWADZENIE DO OFERTY

W ciągu pierwszych sześciu miesięcy 2023 GK Murapol wprowadziła do oferty 1 831 lokali mieszkalnych w 10 miastach, w tym do nowej 18. lokalizacji na mapie działalności – Chorzowa. Nowa oferta obejmuje mieszkania oraz apartamenty inwestycyjne zaprojektowane zarówno w kolejnych etapach realizowanych już inwestycji, jak i w zupełnie nowych projektach nieruchomościowych. Na dzień 30 czerwca br. oferta GK Murapol obejmowała ponad 3 100 lokali w 15 miastach. 

LICZBA LOKALI W BUDOWIE

Na dzień 30 czerwca 2023 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował 6 126 lokali w 71 budynkach powstających w ramach 32 projektów na terenie 14 miast Polski.

BANK ZIEMI

GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Tylko w pierwszym półroczu uzyskała decyzje o pozwoleniu na budowę ponad 3,6 tys. lokali na gruntach w Gdańsku, Łodzi, Krakowie, Chorzowie, Gliwicach, Toruniu i Bielsku-Białej. Na dzień 30 czerwca 2023 r. GK Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę ponad 22,2 tys. mieszkań.

– W pierwszym półroczu br. zrealizowaliśmy swoje cele strategiczne, uzyskując satysfakcjonujący wynik sprzedażowy z zachowaniem założeń marżowych, a także wypracowując wysoki poziom przekazań, który potwierdza nasze zdolności operacyjne i produkcyjne. Poza pracą nad wynikami bieżącego okresu, koncentrowaliśmy swoją uwagę również na zabezpieczaniu działalności na kolejne 2 – 4 lata. W przypadku takiej organizacji jak nasza, która w ciągu roku sprzedaje klientom detalicznym 3 tys. mieszkań, a kolejny tysiąc na rzecz instytucjonalnego najmu, potrzeby odnawiania pipeline i zabezpieczania oferty są bardzo wysokie. My tę pracę w ciągu pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku wykonaliśmy w 100 proc. Zakontraktowaliśmy grunty pod budowę kilkunastu nowych, wieloetapowych inwestycji zdywersyfikowanych geograficznie na mapie Polski i pozyskaliśmy kilkanaście kompleksowych pozwoleń na budowę, co pozwoliło nam znacznie uzupełnić ofertę sprzedaży w większości naszych lokalizacji. Jesteśmy przekonani, że taka polityka zarządcza i operacyjna zapewni nam stabilizację działalności i pozwoli osiągnąć założone cele w kolejnych latach. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol SA – Pozytywnie oceniamy również stabilizację, a nawet trend spadkowy w zakresie kosztów realizacji inwestycji, zwłaszcza cen materiałów budowlanych, które w niektórych przypadkach wróciły do poziomów z 2021 roku. Szansę dla siebie upatrujemy również w programie Bezpieczny kredyt 2%. Posiadamy szeroką ofertę kompaktowych mieszkań w segmencie popularnym i popularnym premium w 15 miastach, która niemal w całości spełnia kryteria tego programu. – dodaje Nikodem Iskra.

W ciągu ponad 22 lat działalności GK Murapol zrealizowała 80 wieloetapowych inwestycji, w ramach których powstały 404 budynki obejmujące łącznie ponad 26,6 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej blisko 1,18 mln mkw.

Coraz chłodniejszy rynek pracy w USA?

Czerwcowy raport o zatrudnieniu w Stanach Zjednoczonych był mieszany. Co prawda przyrost miejsc pracy spowolnił do 209 tys. Ale inne wskaźniki okazały się lepsze niż w maju. Chociaż rynek pracy się ochładza, z perspektywy Fed wciąż pozostaje zbyt silny. W związku z tym amerykańska instytucja prawdopodobnie ponownie podniesie stopy procentowe pod koniec tego miesiąca. Kurs EUR/USD ustanowił lokalne maksima na 1,0970.

W czerwcu zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym w USA uplasowała się na poziomie 209 tys. To pierwszy raz od ponad roku, kiedy liczba ta wypadła poniżej oczekiwań rynkowych. Wynik ten jednocześnie pokazuje najsłabszy przyrost miesięczny od końca 2020 roku. Ponadto rezultaty z poprzednich dwóch miesięcy zostały zrewidowane w dół łącznie o 110 tysięcy. Stopa bezrobocia spadła do 3,6 proc. zgodnie z konsensusem. Dolar osłabia się a kurs EURUSD urósł jak na razie powyżej 1,09.

Ponownie odczyt ADP nie był dobrym prognostykiem piątkowego raportu NFP. Ogólnie rzecz biorąc, dane za ostatnie miesiące są mieszane. Widoczne jest pewne osłabienie, ale miesięczny wzrost liczby miejsc pracy jest nadal wyższy niż liczba nowych osób wchodzących na rynek pracy (100 tys. zgodnie z trendem). Tym samym rynek pozostaje napięty, a ryzyko inflacji podwyższone.

Dane pomimo spadku, są wciąż stosunkowo dobre i nie powinny odwieść Rezerwy Federalnej od podwyżki stóp procentowych w lipcu o 25 pb. Zostało to już dość wyraźnie zasygnalizowane przez decydentów. Dalsze perspektywy są mniej jasne, ponieważ pojawia się coraz więcej oznak, że inflacja bazowa również spada.

Rynek niemalże w pełni wycenił podwyżkę Fed-u w tym miesiącu. Wrześniowemu ruchowi o taką samą wartość (25 pb) daje jedynie ok 28 proc. szans. Wciąż również widzi możliwą pierwszą obniżkę w tym roku, ale prawdopodobieństwo takiego ruchu jest na poziomie niecałych 20 proc.

W tym tygodniu w centrum zainteresowania znajdzie się środowy odczyt wskaźnika CPI dla Stanów Zjednoczonych. Tu zakładany jest kolejny spadek. Poza tym należy wspomnieć o szczycie NATO, które będzie miało miejsce na Litwie.

W piątek miała miejsce konferencja prasowa prezesa NBP. Adam Glapiński oficjalnie zakomunikował zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych. Wskazał również warunki, jakie muszą zostać spełnione, aby doszło do pierwszej obniżki kosztu pieniądza. Są nimi: inflacja jednocyfrowa oraz prognozy wskazujące dalsze, szybkie spadki wskaźnika CPI. Wrześniowy termin pierwszej redukcji stóp jest realny według prezesa. Ewentualne obniżki będą następować w krokach o wartości 25 punktów bazowych. Umocnienie PLN względem EUR nastąpiło w piątek w głównej mierze z powodu wzrostów kursu EURUSD powyżej 1,09. To efekt raportu z amerykańskiego rynku pracy. Dziś zostanie zaprezentowany raport o inflacji w Polsce. Ze strefy euro poznamy indeks Sentix, który jednak jest zaliczany do danych drugorzędnych i nie powinien mieć większego wpływu na wspólną walutę. W krótkim terminie notowanie EURPLN porusza się w 7-groszowej konsolidacji 4,42 – 4,49.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Portfel projektów European Logistics Investment (ELI) w pierwszej połowie 2023 roku przekroczył 1 mln mkw. powierzchni najmu

European Logistics Investment (ELI), dynamicznie rozwijająca się platforma logistyczna w Polsce, należąca do Griffin Capital Partners, Madison International Realty i Redefine Properties, zakończyła pierwszą połowę 2023 roku z portfelem inwestycji ukończonych oraz w trakcie budowy obejmującym łącznie 1 milion mkw. powierzchni najmu. W okresie pierwszych sześciu miesięcy bieżącego roku spółka ukończyła dwa projekty logistyczne o łącznej powierzchni 70 450 mkw. GLA oraz rozpoczęła budowę dwóch obiektów magazynowo-przemysłowych o wielkości 35 000 mkw. GLA.

ELI kontynuuje rozwój swoich projektów inwestycyjnych, aktywnie wykorzystując dobrą koniunkturę na polskim rynku logistycznym. Według stanu na koniec II kwartału 2023 roku portfolio ELI, uwzględniając bank ziemi  pod przyszłe inwestycje, wynosi łącznie 1,3 mkw. GLA i obejmuje 30 projektów zlokalizowanych w 10 centrach logistycznych na terenie całej Polski.

Aktywność inwestycyjna ELI w pierwszej połowie 2023 roku

W pierwszej połowie 2023 roku platforma ELI dostarczyła wysokiej jakości, zrównoważone ekologiczne przestrzenie logistyczne w ramach dwóch projektów o łącznej powierzchni 70 450 mkw. GLA. Inwestycje zlokalizowane są w atrakcyjnych lokalizacjach w obrębie aglomeracji warszawskiej oraz w Krakowie, gdzie ELI kontynuuje wzmacnianie swojej strategicznej pozycji.

Nowo dostarczone projekty w dniu oddania do użytkowania osiągnęły wysoki poziom najmu, tj. 61%. Dotychczasowy profil najemców obejmuje branże produkcyjną i logistyczną, a kolejne umowy są w przygotowaniu. Obiekty będą spełniać najnowocześniejsze wymagania techniczne i środowiskowe, co pozwoli na uzyskanie certyfikatu BREEAM na poziomie „Very Good”.

W pierwszej połowie 2023 roku ELI rozpoczęło również realizację dwóch nowych projektów o łącznej powierzchni prawie 35 000 mkw. GLA, które zostały w pełni wynajęte. Obie inwestycje zlokalizowano w okolicach Krakowa, który ma strategiczne znaczenie dla ELI. Platforma posiada znaczącą pozycję w regionie, czego potwierdzeniem jest pełne wynajęcie obu obiektów już na początku ich budowy.

– ELI kontynuuje inwestycje na strategicznych rynkach Krakowa i Warszawy, które należą do najlepiej rozwijających się regionów w Polsce. Kraków stanowi doskonały przykład rynku, na którym – ze względu na zaburzenie równowagi rynkowej popytu i podaży – obserwujemy znaczący wzrost wartości czynszów. Mimo ograniczonej dostępności gruntów na tym obszarze, ELI skutecznie pozyskało atrakcyjnie położone działki inwestycyjne, które odpowiadały na zapotrzebowanie najemców w regionie, dzięki czemu projekty szybko przeszły w fazę budowy. Dotychczas platforma ELI dostarczyła bądź nabyła sześć projektów w regionie Krakowa, o łącznej powierzchni 172 000 mkw. GLA, co stanowi 23% całkowitej powierzchni najmu na rynku krakowskim. Jednocześnie wciąż poszukujemy nowych, interesujących możliwości inwestycyjnych, zarówno w regionie Krakowa, jak i Warszawy – mówi Pieter Prinsloo, Prezes European Logistics Investment.

– Naszym zdaniem wielkość portfela inwestycji obejmującego w połowie 2023 roku obiekty o łącznej powierzchni przekraczającej 1 milion mkw. zarówno już zrealizowanych, jak i tych w trakcie budowy, jasno dowodzi, że ELI jest świetnie przygotowana do wykorzystania dobrej koniunktury na polskim rynku logistycznym. Madison jest pod wrażeniem stałego postępu projektów inwestycyjnych ELI i pozycji platformy, jako jednej z najważniejszych w Europie – komentuje Diana Shieh, Współzarządzająca działem zarzadzania aktywami i portfelem w Madison International Realty.

Aktywność ELI w obszarze najmu w ostatnich 12 miesiącach do końca II kw. 2023 r.

W ciągu ostatnich 12 miesięcy, do czerwca 2023 r., aktywność  najemców w portfelu ELI charakteryzowała się silną dynamiką, co zaowocowało zawarciem umów na łączną powierzchnię 184 700 mkw. GLA. To prawie 20% portfela ukończonych i powstających projektów platformy. Silny popyt najemców na wysokiej jakość powierzchnię logistyczną z portfela ELI skutkował zawarciem 22 umów najmu, spośród których większość wynajętej powierzchni przypadła na rejon Warszawy (pięć transakcji, 71 000 mkw.) oraz Krakowa (sześć transakcji, 53 000 mkw.). Zdecydowaną większość transakcji stanowiły nowe umowy najmu – 140 000 mkw. W dalszej kolejności przedłużeniami umów zostało objęte 34 000 mkw., a istniejąca powierzchnia wynajęta nowym najemcom odpowiadała za 11 000 mkw. całkowitej aktywności najemców, co potwierdza stabilność portfela ELI.

– Silna dynamika transakcji na rynku najmu ELI jest związana z tempem rozwoju naszego portfolio. Kiedy rozpoczynaliśmy działalność ELI w 2018 roku, postawiliśmy sobie za cel osiągnięcie 1 miliona metrów kwadratowych w naszym portfolio w ciągu pięciu lat i ten strategiczny cel został osiągnięty. Oznacza to potrojenie naszego pierwotnego portfolio wynoszącego 312 000 mkw., co udało nam się osiągnąć pomimo selektywnie prowadzonych procesów sprzedaży wybranych aktywów o łącznej powierzchni 358 000 mkw. Nadal obserwujemy silny popyt wśród najemców, który przekłada się na rosnące stawki czynszów osiągane przy nowo podpisywanych umowach.  Wzrost dochodu operacyjnego naszych projektów stanowi solidny fundament dla dalszego rozwoju naszego portfolio oraz dostarcza niezbędnej płynności która wspiera kapitał obrotowy naszej platformy – dodaje Nebil Senman, Współwłaściciel i Partner Zarządzający w Griffin Capital Partners.

Największe pod względem powierzchni umowy najmu podpisano w Radzyminie (prawie 53 000 mkw.), w Krakowie Północ (26 000 mkw.) i na warszawskich Błoniach Zachodnich (10 000 mkw.). Wszystkie dotyczyły nowych projektów deweloperskich.

Pieniądze najważniejsze dla pracowników

Ponad połowa Polaków (52 proc.) przyznaje, że wynagrodzenie jest pierwszym i najważniejszym czynnikiem wpływającym na zadowolenie z pracy. Na drugim miejscu plasuje się równowaga między życiem zawodowym a prywatnym (45 proc. wskazań). W hierarchii wartości w obszarze życia zawodowego relacje ze współpracownikami, rozwój kariery, a także wdzięczność i uznanie schodzą na dalszy plan, wynika z raportu Talent Trends 2023 przygotowanego przez ekspertów PageGroup.

Piętno globalnej recesji

Podstawa, na której dziś opiera się stosunek Polaków do miejsca pracy to wypadkowa trzech czynników – wynagrodzenia, elastyczności i możliwości rozwoju kariery. Przy czym zdecydowany prym wiedzie wysokość pensji. Jest to obecnie kluczowy czynnik pozyskania najlepszych talentów i ma ścisły związek z sytuacją gospodarczą.

Spowolnienie ekonomiczne, odczuwane na całym świecie, wpływa na kondycję gospodarstw domowych, przekładając się bezpośrednio na grubość portfela statystycznego Polaka. Dane z Europy i Stanów Zjednoczonych wskazują, że świat zmaga się z nienotowaną od dekad inflacją. Coraz droższe są ceny gazu, żywności i paliwa. W Stanach Zjednoczonych inflacja jest najwyższa od 40 lat, w Wielkiej Brytanii i Niemczech wzrost cen jest największy od 30 lat. Jak podaje Eurostat, w kwietniu 2023 r. roczna inflacja w Unii Europejskiej wyniosła 8,1 proc.

Według danych GUS, w Polsce inflacja konsumencka w czerwcu 2023 roku osiągnęła 11,5 proc. w ujęciu rocznym. W stosunku do poprzedniego miesiąca ceny towarów i usług konsumpcyjnych nie zmieniły się. Ich utrzymujący się dwucyfrowy poziom zwiększa wśród Polaków zainteresowanie podwyższeniem zarobków. Szybkie tempo zmian makroekonomicznych sprawia, że oferowane wynagrodzenia przeważnie nie spełniają ich oczekiwań ani potrzeb. Przekłada się to wprost na postawę pracowniczą.

W badaniu Talent Trends 2023 ponad połowa Polaków (60 proc.) stwierdziła, że aktywnie poszukuje pracy albo planuje szukać jej w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Warto zauważyć, że w innych europejskich krajach, jak Belgia, Holandia czy Szwecja ten współczynnik otwartości na zmianę jest niższy. Istotnym powodem jest kondycja gospodarcza kraju. Przykładowo, w Belgii każdego roku płace rosną dzięki automatycznej indeksacji. Od tego roku około miliona Belgów otrzymało 12 proc. podwyżkę wynagrodzenia. W Polsce tylko jeden na 10 kandydatów widzi szansę na otrzymanie awansu, a przegląd wynagrodzeń odbywa się zbyt rzadko. Co szósty pracownik przyznaje, że czuje się dotknięty kryzysem związanym ze wzrastającymi kosztami utrzymania – tłumaczy Paweł Wierzbicki, Executive Director PageGroup.

Zmiana pracodawcy drogą do wyższej pensji

Co czwarty Polak (26 proc.) przyznaje, że nie otrzymał podwyżki wynagrodzenia w ciągu ostatnich 2 lat. Skoro cykle awansów w obecnej pracy, a co za tym idzie – także podwyżka, mogą nie nadejść wystarczająco szybko, prowadzi to do częstszych zmian zatrudniającego. Jest to skuteczna strategia wspinania się po szczeblach kariery w celu uzyskania awansu i zazwyczaj towarzyszącej mu podwyżki pensji. Nie dziwi więc, że 94 proc. osób jest otwartych na zmianę miejsca zatrudnienia.

– Gdy pracownik napotyka opór, bo awanse i premie są zamrożone przez dłuższy okres lub gdy oczekiwany poziom podwyżki rozmija się całkowicie z możliwościami obecnego pracodawcy, wywołuje to naturalne zjawisko mobilności. Pracownicy zaczynają się rozglądać za nowym pracodawcą, u którego już na wstępie, z samego powodu przejścia, mogą ugrać więcej. Dlatego, gdy tylko pojawi się okazja, długo się nie zastanawiają – dodaje Paweł Wierzbicki, Executive Director PageGroup.

Przesunięty punkt ciężkości

Obserwowana w okresie popandemicznym redefinicja równowagi między życiem zawodowym a prywatnym także niesie znaczące konsekwencje dla kultury zatrudnienia. Wykonywane obowiązki wiążą się ze znacznie mniejszą wartością emocjonalną, dlatego praca danej osoby sprowadza się do wymiany transakcyjnej. Pracownik oferuje własny czas i wiedzę w zamian za odpowiednie wynagrodzenie.

Dla 74 proc. kandydatów wysokość pensji jest najważniejszą informacją w ogłoszeniu o pracę.

– Wynagrodzenie jest dziś także najczęstszym powodem rezygnacji z pracy, najczęstszym powodem przyjęcia nowego stanowiska i osią procesu rekrutacyjnego. Kandydaci nie zaakceptują niższego wynagrodzenia, jeśli mogą zarobić więcej w innym miejscu — konkluduje Paweł Wierzbicki, Executive Director PageGroup.

Polacy mobilni w kryzysie

Warto zwrócić uwagę na element, który wyróżnia dziś polski rynek pracy na tle Europy i znów jest to bezpośrednio powiązane z kondycją polskiej gospodarki. Nieoczekiwanie otwartość na nowe możliwości nie została osłabiona przez pogarszające się perspektywy ekonomiczne. W Polsce, mimo słabych wyników makroekonomicznych, aż 74 proc. pracowników jest bardziej skłonna do szukania pracy, zamiast reagować z zachowawczą ostrożnością. To najwyższy wskaźnik w Europie, taką postawę deklaruje zaledwie 43 proc. Niemców czy 45 proc. Szwedów.

Wyzwanie dla pracodawców

Nowe postawy pracowników i kandydatów stanowią ogromne wyzwanie dla rekruterów. Bezrobocie w Polsce jest dziś rekordowo niskie, także na tle Europy. Zgodnie z szacunkami Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec maja 2023 r. wyniosła w naszym kraju 5,1 proc. Jak podał GUS, liczba bezrobotnych zarejestrowanych w urzędach pracy wyniosła 802,3 tys. wobec 821,9 tys. osób miesiąc wcześniej. Dlatego firmy nie czują się na siłach, by zwalniać pracowników, gdyż pozyskanie nowych jest coraz trudniejsze.

Dla 63 proc. pracodawców dopasowanie oczekiwań płacowych jest największym wyzwaniem rekrutacyjnym. Raport PageGroup zwraca jednak uwagę, że wynagrodzenie jest najważniejszym elementem, na którym pracodawcy powinni się skupić podczas tworzenia swoich strategii. Muszą być świadomi m.in. tego, że podanie informacji o jego wysokości sprzyja przyciąganiu najlepszych kandydatów. Dzięki dokładnej analizie porównawczej poziomu gratyfikacji finansowej będą mogli nie tylko zatrzymać, ale również przyciągnąć nowe talenty do swoich zespołów. Zaoferowanie nieadekwatnej pensji zniechęci z kolei tych, którzy są świadomi swojej wartości. Kwestia ta jest szczególnie istotna dla firm działających w branżach, w których brakuje kandydatów o wyjątkowych kompetencjach i umiejętnościach.

Badanie Talent Trends na zlecenie PageGroup przeprowadzono pomiędzy IV kw. 2022 a I kw. 2023 r., na 37 różnych rynkach, gdzie przeanalizowano blisko 70 000 odpowiedzi respondentów. Trzy odrębne raporty pokazują dane globalne, europejskie jak i dotyczące polskiego rynku pracy. To najważniejsze opracowanie w historii naszej firmy i jedna z najbardziej kompleksowych analiz rynku pracy na świecie.

Sztuczna inteligencja jako nowy “megatrend”

Sztuczna inteligencja (z ang. artificial intelligence) to już nowy „megatrend” na rynkach akcji. Może ona spowodować dużą falę produktywności w całej gospodarce. Sama w sobie nie jest niczym nowym. Ostatni szał to w głównej mierze wzrost popularności aplikacji ChatGPT. Jaka zatem czeka przyszłość indeksu Nasdaq?

Dzięki nowej aplikacji, sztuczna inteligencja stała się namacalna dla wielu osób. Użytkownicy mogą zadawać jej pytania i wydawać polecenia ustnie. W konsekwencji otrzymują dostosowane odpowiedzi (nie zawsze idealne), które przypominają te udzielane przez prawdziwych ludzi. Po zaledwie dwóch miesiącach ChatGPT zyskał 100 mln użytkowników. To znacznie więcej w porównaniu do innych, wydawałoby się bardzo popularnych aplikacji. Dalszy rozwój AI rozbudza zmysły inwestorów. Ekscytacja nowymi możliwościami jest coraz większa. Kapitalizacja rynkowa firm związanych z tym sektorem bardzo szybko rośnie.

AI to ogromne możliwości dla gospodarek Zachodu. Zwiększa ona produktywność. Staje się to jasne, gdy spojrzymy na wzrost wydajności amerykańskiej gospodarki od 1900 roku. Wynalezienie silnika elektrycznego czy pierwszych komputerów osobistych miał opóźniony wpływ na ogólny potencjał gospodarczy. W tym wypadku pewne analogie będzie można zaobserwować w przyszłości.

Wykorzystanie sztucznej inteligencji będzie wymuszać radykalne zmiany w działaniach firm. To będzie wymagać czasu. Zapewnienie pracownikom dostępu do aplikacji nie wystarczy. Technologia AI musi być zintegrowana z ładem korporacyjnym IT, czyli zbiorem zasad, które opisują procesy, procedury i zasady IT w danej firmie. Pracownicy będą musieli być przeszkoleni a klienci musza przyzwyczaić się do obsługi cyfrowej. To wieloletnie projekty.

Pamiętajmy, że istnieją zawody, gdzie AI może być wykorzystywana w mniejszym stopniu (nauczyciele, służba medyczna, ratownicy, rzemieślnicy, artyści). Pewne stanowiska z czasem zostaną w dużej mierze zastąpione przez AI (np. urzędnicy).

Od początku roku spółki z sektora AI dynamicznie zyskują. Microsoft jest wyżej o ponad 42 proc. a Alphabet Inc urósł o ponad 36 proc. Nieco lepiej radzi sobie Amazon (+52 proc.). Nvidia, ze stopą zwrotu YTD na poziomie ponad 180 proc., zajmuje wysokie miejsce. Jeszcze lepiej radzi sobie spółka C3.ai, która od stycznia urosła o blisko 250 proc. Na razie nie powala stopa zwrotu Micron Technology, która jest na poziomie 22 proc. (YTD). Oczywiście zestawienie tego wyniku do innych aktywów może robić wrażenie, ale w tym wypadku porównania mają miejsce do tych najlepszych z branży.

Wzrosty indeksu Nasdaq w pierwszej połowie 2023 roku to zasługa w dużej mierze właśnie tego rodzaju „papierów”. Wyrównanie historycznych szczytów w przyszłości wydaje się być czymś oczywistym. Do poziomu ATH brakuje około 1700 pkt. Od stycznia indeks urósł o ok. 4700 pkt. więc ta brakująca odległość nie wydaje się być aż tak olbrzymia. Spoglądając jednak na wykres widać, że wzrosty w ostatnim czasie nieco zmniejszyły swoją dynamikę. Doświadczenie podpowiada mi, że coraz mocniej zbliża się korekta tych kilkumiesięcznych zwyżek, co spowoduje po części oczyszczenie rynku i stworzy szansę dla nowych inwestorów na podłączenie się do panującego trendu.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Brown-Forman stawia na marki Premium

Decyzja firmy Brown-Forman o zbyciu Finlandia Vodka na rzecz Coca-Cola HBC wywołała zdziwienie wielu obserwatorów na polskim rynku spożywczym. To marka bardzo dobrze znana polskiemu konsumentowi, szeroko rozpoznawalna w Europie i na świecie. Ale – jak wynika z raportów amerykańskiej firmy – to część przemyślanej strategii amerykańskiego koncernu, który kieruje swoją uwagę na marki segmentu Premium.

Brown-Forman od dłuższego czasu porządkuje swój portfel marek, powiększając go o trunki z segmentu premium, czego potwierdzeniem były transakcje przejęcia marek Diplomatico Rum, czy portfela marek Gin Mare (Gin Mare i Gin Mare Capri).  Diplomático Rum dołączy do naszego rozszerzającego się portfolio, dając firmie Brown‑Forman wiodącą pozycję na rynku w szybko rozwijającej się kategorii rumów super-premium. Ta stara marka rumu ma charakterystyczne opakowanie, silną pozycję marki i jest wyśmienitym alkoholem” – mówił w październiku 2022 roku Lawson Whiting, President and CEO, Brown-Forman Corporation. https://www.brown-forman.com/article/brown-forman-purchase-diplomatico-rum-brand-october-6-2022

Realizacja strategii porządkowania portfela zaczęła się w 2016 roku od sprzedaży marki Southern Comfort i Tuaca. Teraz ogłosił sprzedaż Finlandia Vodka na rzecz Coca-Cola HBC. Z komunikatów firmy wynika, że podjęcie tej decyzji poprzedzone było skrupulatną analizą przy zachowaniu ‘’najwyższego poziomu rozwagi’’. Podobnie jak w przypadku poprzednich korekt portfela, ta decyzja ma na celu skoncentrowanie się i inwestycje w marki super premium plus. – Zainwestowaliśmy znacznie w oba ostatnie przejęcia i nadal inwestujemy w całe nasze istniejące portfolio, które najlepiej zaspokaja te potrzeby – podkreśla w wypowiedziach dla prasy Lawson Whiting, President and CEO, Brown-Forman Corporation.

Właściciel marki Jack Daniel’s, firma Brown-Forman, opuści tym samym kategorię wódek, sprzedając swoją markę Finlandia oddziałowi rozlewniczemu Coca-Coli. Jak powiedział prezes Brown-Forman Corporation, nigdy nie jest łatwo pożegnać się z ukochaną marką, tym bardziej, że pozycja tej marki na rynkach Polski, Czech i Bałkanów jest szczególna i jest to region, z który jest szczególnie związany z marką Finlandia. Ale Brown-Forman jest przekonany, że Coca-Cola HBC jest właściwą firmą do dalszego rozwoju Finlandia Vodka w długoterminowej perspektywie. https://www.brown-forman.com/article/brown-forman-announces-sale-finlandia-vodka-june-19-2023

Tymczasem strategia koncentracji na segmencie Premium Plus oznacza mocne wsparcie dla zespołów i sieci dystrybucji na całym świecie, w tym w Polsce. Bardzo mocna pozycja i współczynnik rozpoznawalności całego portfela marek w segmencie whiskey (Jack Daniel’s), burbonów (Woodford Reserve, Old Forester) czy tequili (Herradura, el Jimador) jest dłuższego czasu gwarantem wzrostu firmy – podkreślają w czerwcowym raporcie (19.06.23) analitycy firmy Zacks Equity Research.

Polska okazuje się być jednym z kluczowych rynków na świecie. Polska, obok Brazylii, Meksyku i Chile należy obecnie do największych rynków segmentu Emerging markets wynika z najnowszego raportu Brown-Forman. Według badań CMR (2022) Jack Daniel’s Tennessee należy na polskim rynku do 3 najczęściej kupowanych marek na rynku – wynika z danych opublikowanych przez magazyn Hurt i Detal. 

Jak podkreśla Filip Popławski, dyrektor zarządzający Brown-Forman Polska – celem jest dynamiczny rozwój marek w segmencie premium i super premium. Uważa, że koncentracja na segmencie super Premium dobrze służyła Brown-Forman w ostatnich latach i wierzy, że jest to najlepsza strategia dalszego rozwoju działalności firmy w dłuższej perspektywie.

Brown-Forman czerpie zyski z premiumizacji swojego portfela i agresywnych inwestycji w marki. Utrzymująca się siła marek, głównie Jack Daniel’s Tennessee Whiskey, dobrze wróży – konkludują analitycy Zacks Equity Research cytowani przez Nasdaq.com (https://www.nasdaq.com/articles/heres-why-brown-forman-bf.b-is-marching-ahead-of-its-industry)

Co jeśli EBC zastosuje scenariusz stóp procentowych „wyższe na dłużej”?

Wyższa od oczekiwań inflacja bazowa może ułatwić EBC decyzję w kwestii utrzymania wyższych stóp procentowych przez dłuższy czas – wynika z analizy Allianz Trade.

Podczas gdy inflacja zasadnicza w czerwcu była zgodna z oczekiwaniami i wyniosła 5,4% r/r (spadek z 6,1% r/r w maju), inflacja bazowa wzrosła do 5,4% r/r (wzrost z 5,3% r/r w maju). Inflacja w usługach ponownie wzrosła do 5,4% r/r (z 5,0% r/r w maju), zgodnie z oczekiwaniami i przy znacznym efekcie bazowym związanym z biletem za 9 euro w Niemczech. Inflacja towarów spadła do 5,5% r/r (z 5,8% r/r), ale mniej niż oczekiwano. W ujęciu miesięcznym zmiany cen są obecnie znacznie słabsze niż na początku 2023 r., a siły dezinflacyjne (poza usługami) nabierają tempa w miarę zmniejszania się podaży pieniądza. Jeszcze przed publikacjami ostatnich danych o inflacji podnieśliśmy nasze końcowe oczekiwania dla EBC do 4,0%, zakładając, że będzie on kontynuował podwyżki nawet po lipcowym posiedzeniu o kolejne 25 pb we wrześniu.

Ważniejszy jest jednak coraz bardziej jastrzębi ton EBC, który uwidocznił się podczas zeszłotygodniowego Forum Banków Centralnych w Sintrze.

Rozbieżność między prognozami krajowych banków centralnych (czerwiec i grudzień) a prognozami EBC (marzec i wrzesień) dotyczącymi trwałości inflacji skłania EBC do zwiększenia stopnia zależności ścieżki stóp procentowych od (tych pewnych) danych. A w opinii Allianz Trade wydaje się mało prawdopodobne, aby EBC prognozował osiągnięcie swojego średniookresowego celu stabilności wzrostu cen na poziomie 2% przed końcem 2025 r., co może wpłynąć na przesunięcie potencjalnych obniżek stóp procentowych z czerwca 2024 r. (zgodnie z naszą dotychczasową prognozą) na 2025 r.

Wykres 1: Prognozy stóp EBC i krzywej niemieckich obligacji skarbowych (w %)Prognozy stóp EBC i krzywej niemieckich obligacji skarbowych

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Perspektywa dłuższego okresu zacieśniania polityki pieniężnej wywierałaby presję wzrostową na oba końce krzywej dochodowości obligacji. Analizujemy wpływ scenariusza „wyższe za dłużej”, w którym EBC podnosi stopę depozytową do 4,5% bez obniżek stóp do końca 2024 roku. Scenariusz ten znacznie odbiega od konsensusu rynkowego (+75-100 pb) i doprowadziłby do znacznej korekty rynkowej (wykres 1), w tym na długim końcu krzywej dochodowości. Obecny efekt przeniesienia zmian w oczekiwaniach dotyczących stopy procentowej z rocznym wyprzedzeniem na rentowność 10-letnich niemieckich Bundów wynosi około 70%. Oznacza to, że na każde 100 pb zmiany oczekiwań, około 70 pb jest absorbowane przez dłuższy koniec niemieckiej krzywej dochodowości. Tym samym rentowność 10-letnich Bundów wzrosłaby do 2,8% i 2,7% odpowiednio do końca 2023 i 2024 r. (z obecnego poziomu 2,4%). Ponadto oznaczałoby to odchylenie w górę o 30 pb i 50 pb od naszych prognoz bazowych odpowiednio na 2023 i 2024 r. oraz powiększyłoby lukę do stopy wartości godziwej wynoszącej odpowiednio 1,5% i 1,75% (wykres 2).

Wykres 2: Prognozy rentowności 10-letnich Bundów (%) – niemieckich obligacji skarbowychPrognozy rentowności 10-letnich Bundów

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Wyższe długoterminowe rentowności (obligacji skarbowych) miałyby negatywny wpływ na rynki akcji. Przedłużające się wyższe stopy procentowe miałyby również wpływ na bardziej ryzykowne aktywa, przechylając atrakcyjność różnych aktywów na korzyść inwestycji o stałym dochodzie ze względu na coraz bardziej atrakcyjne zyski. Efekt ten ujawniłby się przede wszystkim w 2023 r., ponieważ przewidywany wzrost zysków w 2024 r. stymulowałby wyniki akcji i zmniejszyłby różnicę we względnej atrakcyjności na korzyść rynków akcji. Ilościowo, scenariusz „wyższe za dłużej” potencjalnie obniżyłby wyniki akcji o około 3 do 4% w 2023 r., w porównaniu z oczekiwanym przez nas łącznym zwrotem w wysokości 9% dla Eurostoxx (Wykres 3).

Wykres 3: Wyniki europejskiego rynku akcji (%)Wyniki europejskiego rynku akcji

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

W jaki sposób sprawdzić pożyczkodawcę na liście KNF?

Korzystając z usług podmiotów finansowych, skupiamy się głównie na kosztach podejmowanego zobowiązania. Na ogół sprawdzamy wysokość oprocentowania, RRSO, czy koszty dodatkowe. Jednak nie zawsze zwracamy uwagę na bezpieczeństwo i wiarygodność instytucji finansowej. Co powinniśmy sprawdzić, zanim skorzystamy z usług pozabankowych firm pożyczkowych? Gdzie otrzymamy rzeczowe informacje na temat podmiotów finansowych?

Opinie innych użytkowników w Internecie

Niektórzy konsumenci, zanim zdecydują się na wybór pożyczkodawcy, sprawdzają opinię innych użytkowników, bazując na wiedzy pozyskanej w Internecie. To jak najbardziej słuszna droga, lecz musimy wziąć pod uwagę fakt, że nie wszystkie komentarze są wiarygodne.

Nierzetelność innych pożyczkobiorców może wynikać z dwóch powodów. Pierwszym z nich jest anonimowość, dzięki której każdy może w dowolny sposób wyrazić swój osąd. Niekiedy konsument, który nie wywiązał się należycie z postanowień umowy, mógł zostać pociągnięty do odpowiedzialności finansowej. Takie działanie firmy pożyczkowej, choć jest zgodne z prawem, może wywołać chęć odegrania się na pożyczkodawcy. Sfrustrowany konsument może wyrazić swoją niechęć do danej firmy właśnie za pomocą nieprzychylnych komentarzy. Podobnie może wyglądać sytuacja, jeśli pożyczkobiorca nie zapoznał się z warunkami umowy i jest zaskoczony jej postanowieniami.

Niepochlebnych komentarzy możemy spodziewać się także od pożyczkowych rywali. Choć profesjonalne firmy pożyczkowe nie stosują negatywnych kampanii skierowanych na konkurencję, to mniej znane firmy mogą z nich korzystać, by szybko dogonić przeciwników.

Z drugiej strony anonimowość daje także możliwość podkoloryzowania rzeczywistości. Na szczęście większość z nas jest w stanie dość szybko zorientować się, że zbyt kwieciście napisany komentarz jest celowym zagraniem pożyczkodawcy, by poprawić sobie renomę.

Czy w związku z tym nie powinniśmy korzystać z opinii innych użytkowników? Oczywiście, że nie. Opinie innych użytkowników mogą być bardzo pomocne, jednak możemy odrzucać skrajne recenzje, które najprawdopodobniej należą do nieuczciwej konkurencji lub konsumentów, którzy nie wywiązali się z postanowień podpisanej umowy.

Sposoby weryfikacji firm pożyczkowych

Konsument, który szuka najbardziej odpowiedniego dla siebie produktu finansowego, nie jest pozostawiony sam sobie. Oprócz opinii w sieci może również znaleźć rzetelne rankingi pożyczek i firm finansowych, np. na everlike.pl.

Skąd jednak mieć pewność, że ranking jest wiarygodny, a na zaszczytnym pierwszym miejscu nie znajduje się instytucja, które zapłaciła opiniotwórczej stronie najwięcej? W tym przypadku warto zwrócić uwagę na to, czy ranking jest na bieżąco aktualizowany, czy jasno deklaruje, że obecność pożyczkobiorcy w rankingu związana jest z dokonaniem przez niego opłat, a także, czy zespół, który ranking tworzy, składa się z ekspertów. Jeśli takie kryteria są spełnione, możemy podpierać się wynikami rankingu. Jednak aby nasza opinia była obiektywna, warto czerpać wiedzę z różnych stron. I właśnie strona internetowa pożyczkodawcy również odgrywa bardzo istotną rolę w ocenie rzetelności firmy pozabankowej.

Na stronie internetowej każdy podmiot finansowy musi udostępniać podstawowe informacje na temat prawnych aspektów swojej działalności. Informacje te dotyczą danych spółki, numeru NIP, REGON, wpisu do KRD i wysokości kapitału spółki. Ponadto istotne są informacje o danych osobowych i możliwości ich wycofania. Bardzo ważne jest, aby pożyczkodawca na swojej stronie publikował przykład reprezentatywny. Pamiętajmy o tym, że przykład reprezentatywny nie jest tożsamy z ofertą. Sytuacja każdego konsumenta jest inna, stąd może wymagać odmiennych warunków finansowania i uwzględniać inne koszty.

KNF – najbardziej wiarygodne źródło informacji na temat pożyczkodawców

Komisja Nadzoru Finansowego jest instytucją, która nadzoruje w Polsce szeroko pojęty rynek finansowy. KNF sprawuje kontrolę nad sektorem bankowym, rynkiem kapitałowym, emerytalnym, ubezpieczeniowym, ale także wszelkimi instytucjami płatniczymi, w tym również płatnościami elektronicznymi. Celem nadrzędnym tej instytucji jest więc dbałość o prawidłowe funkcjonowanie rynku finansowego, jego stabilny rozwój, a także zapewnienie bezpieczeństwa i ochrony uczestnikom rynku.

Jedną z ważniejszych z punktu widzenia konsumenta informacji jest udostępniana przez KNF Lista ostrzeżeń publicznych. Dokument ten ma na celu ostrzeżenie konsumentów i podmioty gospodarcze przed instytucjami, które są podejrzane lub rzeczywiście stosują nieuczciwe praktyki m.in. względem konsumentów.

W jaki sposób sprawdzić pożyczkodawcę na liście KNF?

Lista ostrzeżeń publicznych dostępna jest na stronie internetowej KNF pod adresem: www.knf.gov.pl/dla_konsumenta/ostrzezenia_publiczne. W pierwszej części możemy sprawdzić, na jakiej podstawie prawnej podmioty, których dane są opublikowane, znalazły się na liście – przedstawione są ustawy wraz z odpowiednimi paragrafami. Jeżeli chcemy sprawdzić firmę, z którą chcemy podpasać umowę, lub dopiero przeglądamy jej ofertę, możemy wpisać jej dane w wyszukiwarkę podmiotów, która znajduje się poniżej wspomnianego opisu. Jeśli wybrana przez nas firma widnieje na liście KNF, powinniśmy się zastanowić, czy podpisanie umowy o pożyczkę online lub pożyczkę ratalną z podejrzanym o popełnienie przestępstwa podmiotem nie jest zbyt ryzykowne (https://lendup.pl/pozyczka-online-2/).

Lista ostrzeżeń Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Kolejną bardzo ważną listą, którą możemy przeanalizować, jest lista ostrzeń publikowana na łamach strony internetowej Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Listę ostrzeżeń konsumentów UOKIK znajdziemy na stronie www.uokik.gov.pl w sekcji Konsumenci pod hasłem Ostrzeżenia konsumenckie. Minusem listy UOKIK jest brak wyszukiwarki. Musimy zatem samodzielnie prześledzić wszystkie podmioty, które przejawiają podejrzane zachowanie. Wystąpienie podmiotu na liście UOKIK powinno być dla nas flagą ostrzegawczą.

Podsumowanie

Jak możemy zauważyć, do dyspozycji mamy co najmniej kilka form sprawdzenia rzetelności pożyczkodawcy. Warto z tych możliwości korzystać, aby mieć pewność, że podmiot finansowy wywiąże się ze swoich powinności zgodnie z obowiązującym prawem. Kolejną bardzo istotną formą zabezpieczenia swoich interesów jest uważne czytanie umowy. Pamiętajmy o tym, że oferta nie jest równoznaczna z zapisami umowy. Jeśli któryś punkt umowy nie jest dla nas jasny lub budzi nasze wątpliwości, w każdym momencie możemy się wycofać i zrezygnować z podpisania umowy. Ponadto nieskorzystanie z oferty firmy pozabankowej nie może wiązać się z ponoszeniem kosztów.

W polskim sektorze publicznym chmura wciąż pełni rolę głównie pomocniczą

Według Monitora Transformacji Cyfrowej Biznesu już 68% firm w Polsce korzysta z usług chmurowych. Stosunek do chmury zaczyna zmieniać się także w sektorze publicznym. Coraz więcej rządów i instytucji m.in. w Europie przekonuje się do zalet tej technologii. W Polsce chmura w sektorze publicznym pełni wciąż głównie funkcję pomocniczą dla rozwiązań serwerowych. Korzystanie z niej deklaruje tylko 1 na 4 organizacje z sektora GovTech. Coraz częściej jednak przedstawiciele instytucji państwowych zdają sobie sprawę, że rozwiązania chmurowe są konieczne do zapewnienia potrzebnej elastyczności i szybkości działania aplikacji. Barierę w rozwoju chmury stanowią głównie regulacje prawne i opór ze strony zespołów IT.

Przede wszystkim oszczędność

Z danych Europejskiej Agencji ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA) wynika, że najważniejszym czynnikiem zachęcającym do wdrożenia rozwiązań chmurowych wśród organizacji sektora publicznego w UE były oszczędności. Tradycyjne systemy IT są drogie zarówno w zakupie, jak i instalacji i utrzymaniu. Ponadto do ich obsługi potrzebni są odpowiedni specjaliści. Zarządzane usługi chmurowe zmniejszają potrzebę inwestowania w infrastrukturę fizyczną. Chmura pozwala korzystać ze wspólnej puli zasobów, które są utrzymywane i zarządzane przez zewnętrznego dostawcę. Umożliwia to redukcję kosztów operacyjnych, gdyż dany podmiot płaci wyłącznie za usługi z których korzysta.

Jak płynnie obsłużyć procesy takie jak składanie PIT-ów?

Rozwiązania bazujące na chmurze pozwalają na elastyczność. Umożliwiają szybkie dostosowanie się do zmiennych warunków biznesowych, co sprawia trudności w przypadku tradycyjnej infrastruktury IT. Dzięki chmurze w czasie pandemii COVID-19 wiele organizacji mogło szybko wdrożyć model pracy zdalnej. W przypadku sektora publicznego, elastyczność chmury może być przydatna m.in. po to, aby obsługiwać zmieniające się obciążenia serwisów. Przykładowo: gdy rozliczamy PIT-y, większość podatników robi to na ostatnią chwilę, co wywołuje przeciążenia serwerów. Problem ten może rozwiązać chmura i konteneryzacja, która umożliwia dostosowywanie zasobów do bieżących potrzeb. W kwietniu, gdy większość podatników korzysta z programów do rozliczenia podatków, chmura umożliwia zwiększenie mocy obliczeniowej. Później można ją z powrotem zmniejszyć do stałego poziomu. Po obsłużeniu zwiększonej liczby zapytań nie ma też konieczności utrzymywania infrastruktury „na zapas”.

Bezpieczeństwo wrażliwych danych

Znaczącą korzyścią z wdrożenia rozwiązań chmurowych w organizacjach sektora użytku publicznego jest także poprawa bezpieczeństwa danych. Zwłaszcza biorąc pod uwagę wrażliwość zasobów, które przetwarzają instytucje publiczne. Dostawcy usług chmurowych korzystają z najnowszych zabezpieczeń i rozwiązań, które służą m.in. do tworzenia kopii zapasowych plików. Co więcej, używanie odpowiednio zabezpieczonej chmury obliczeniowej może pomóc w spełnieniu wymagań dotyczących prywatności danych, takich jak RODO (Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych).

Przeszkody w migracji do chmury wciąż obecne

Organizacje sektora publicznego wciąż napotykają wiele wyzwań przy wdrażaniu chmury. Jedną z największych barier jest środowisko prawne – regulacje różnią się w zależności od regionów i krajów.

Problem stanowić może tzw. „suwerenność cyfrowa”. Wiąże się ona z przechowywaniem i przetwarzaniem wrażliwych danych w chmurze, której dostawca zlokalizowany jest w innym kraju i podlega tamtejszej jurysdykcji. Aby przezwyciężać te wyzwania konieczne jest ustanowienie jednolitych dla Unii Europejskiej regulacji dotyczących chmur obliczeniowych oraz rozwój lokalnych, krajowych centrów danych. Ważne jest też jednak, aby przepisy nie ograniczały nadmiernie międzynarodowego przepływu danych. To właśnie on umożliwia wykorzystanie w pełni potencjału chmury.

W Polsce przejście na chmurę w sektorze publicznym często natrafia też na opór ze strony zespołów IT. Specjaliści nie są chętni do wdrażania nowej technologii i uczenia się związanych z tym nowych procesów. Dlatego kluczowe jest szkolenie pracowników i uświadamianie ich na temat korzyści jakie może nieść korzystanie z rozwiązań chmurowych.

W najbliższej przyszłości można spodziewać się coraz częstszego wykorzystywania usług chmurowych przez sektor publiczny. Są one niezbędne do zapewnienia elastyczności systemów i szybkości działania aplikacji.

Źródła:

Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu. Edycja 2023

Raport „Chmura i cyberbezpieczeństwo wśród średnich i dużych firm oraz w sektorze GovTech w Polsce 2022”

Dane Europejskiej Agencji ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA)

Integracja telefonii i CRM: nowe możliwości dla Twojej firmy

Utrzymanie bazy klientów za pomocą CRM jest kluczem do wysokiej jakości obsługi i zwiększenia skuteczności zespołu. A jeśli CRM jest zintegrowany z telefonią wirtualną, praca firmy może stać się bardziej produktywna i wygodna. Dowiedz się, jak integracja CRM i wirtualnej telefonii pomoże zautomatyzować zespół sprzedaży, uniknąć niepotrzebnej pracy ręcznej i łatwo monitorować menedżerów.

Czym jest integracja telefonii i CRM i dlaczego jest potrzebna?

Integracja to łączenie jednej usługi z drugą. Mówiąc wprost, jeśli CRM jest bazą danych o stałych i potencjalnych klientach, a wirtualna centrala voip jest sposobem połączenia przez Internet, to integracja tych dwóch systemów zautomatyzuje i ułatwi zarządzanie komunikacją między firmą a klientami.

Dzięki integracji CRM i wirtualnej telefonii większość procesów jest zautomatyzowana, co ułatwia pracę menedżerom i zwiększa produktywność.

Porozmawiajmy więc o korzyściach płynących z integracji telefonii wirtualnej i CRM.

Oszczędność czasu pracy

Menedżerowie nie muszą ręcznie wprowadzać do CRM numerów telefonów, imienia i nazwiska klienta, a także treści zapytania. Wszystkie dane połączeń są automatycznie przesyłane do CRM.

Po pierwsze, oszczędza to czas pracy menedżera. Menedżerowie będą mieli więcej czasu na ważniejsze zadania niż wprowadzanie numerów do systemu, na przykład, sprzedaż. Po drugie, pozwala uniknąć tak zwanego „czynnika ludzkiego”: błędów, zapominalstwa, zmęczenia, nieuwagi.

integracja może zaoszczędzić do 20 godzin miesięcznie

Według badania Ringostat integracja może zaoszczędzić do 20 godzin miesięcznie, jeśli menedżer wykonuje lub odbiera 30 połączeń dziennie

Zapisywanie historii komunikacji z klientami

Cały przebieg komunikacji można wygodnie analizować dzięki zapisom połączeń w CRM oraz nagraniom audio rozmów. Dane o każdym połączeniu telefonicznym są przechowywane w systemie bezterminowo:

  • typ: przychodzące, wychodzące, odebrane, nieodebrane;
  • czas i długość rozmów;
  • kontakt: jeśli numer jest już w systemie, dostępny będzie link do klienta, jeśli nie, to tylko numer telefonu;
  • menedżer, który wykonał lub odebrał połączenie;
  • komentarz pozostawiony przez menedżera w karcie połączenia;
  • nagranie audio rozmowy ― możesz w dowolnym momencie odsłuchać wszystkie rozmowy między menedżerem a klientem, aby przypomnieć sobie istotę porozumień.

Przykład zapisu połączenia wychodzącego w CRM

Przykład zapisu połączenia wychodzącego w CRM

Wygoda analizy i kontroli

Kierownik może w każdej chwili sprawdzić, jak pracują jego podwładni.

  1. Czy klientowi zawsze udało się dodzwonić, a jeśli nie, to czy menedżer oddzwonił do klienta po nieodebranym połączeniu?
  2. Czy grzecznie i uważnie menedżerowie komunikują się z klientami?
  3. Czy dobrze znają i prezentują produkt?
  4. Czy nie unikają specjalnych próśb lub skomplikowanych pytań?

Dzięki tym danym kierownik zawsze będzie mógł zrozumieć przyczynę utraconej transakcji. Na przykład, jeśli menedżer nie był wystarczająco uparty, nie znał dobrze produktu lub obiecał oddzwonić później, ale tego nie zrobił.

A jeśli kierownik widzi systematyczne błędy popełniane przez podwładnych, będzie mógł zwrócić większą uwagę na szkolenie i doskonalenie takich pracowników.

Łatwa i elastyczna konfiguracja integracji

Zazwyczaj logikę integracji można łatwo dostosować do własnych procesów biznesowych.

Można na przykład skonfigurować ją w taki sposób:

  • po połączeniu przychodzącym od nowego klienta system automatycznie utworzy kontakt, umowę, zadanie dla menedżera, który odebrał połączenie;
  • ponowne połączenie od klienta zostanie automatycznie przekierowane do menedżera, który już rozmawiał z tą osobą;
  • jeśli połączenie zostanie nieodebrane, dla odpowiedzialnego menedżera automatycznie utworzone będzie zadanie „Oddzwoń” z jasno określonym terminem.

Przykład zadania, które zostanie utworzone w CRM w razie nieodebranego połączenia

Przykład zadania, które zostanie utworzone w CRM w razie nieodebranego połączenia

Wyniki: dlaczego potrzebna jest integracja telefonii i CRM

Integracja wirtualnej centrali telefonicznej i CRM pozwala na:

  • znacznie zmniejszenie obciążenia pracą menedżerów, ponieważ rutynowe zadania ręczne będą wykonywane automatycznie.
  • pozbycie się chaosu i błędów w dziale sprzedaży;
  • zbudowanie doskonałej obsługi klienta;
  • uzyskanie wiedzy na temat tego, co wpływa na zamknięcie lub utratę transakcji, a tym samym zwiększenie sprzedaży.

W rezultacie cały proces biznesowy, w tym komunikacja telefoniczna z klientami, jest połączony w jednym systemie, którym łatwo zarządzać.

Dolar ma problemy z umocnieniem. Dziś raport NFP

Dziś najważniejszym pytaniem jest to, czy raport z rynku pracy wzmocni sceptycyzm rynku do podejścia Fed, które zostało zasygnalizowane na ostatnim posiedzeniu, czy może jednak go osłabi. Wczorajsza reakcja dolara na dane makro była chwilowa. EURUSD w godzinach popołudniowo – wieczornych wrócił do poziomów sprzed publikacji. Dolar ma problem z trwałą aprecjacją.

Raport ADP zaskoczył mocnym wynikiem. Wyniósł on 497 tys. nowych miejsc pracy w sektorze prywatnym i był to najlepszy wynik od lutego 2022 roku oraz ponad dwukrotnie wyższy od średniej z ostatnich kilkunastu miesięcy. Pamiętajmy jednak, że ADP nie jest wiarygodnym wskaźnikiem wyprzedzającym dla oficjalnego raportu z rynku pracy. Mimo wszystko ze względu na duże zaskoczenie wczorajszym odczytem widoczna była zdecydowana reakcja rynku. Okazała się ona jednak chwilowa. Z kolei tygodniowa liczba wniosków o zasiłek okazała się minimalnie wyższa od tej oczekiwanej przez ekonomistów (248 tys. wobec 246 tys.). W poprzednim raportowanym tygodniu wyniosła 236 tys. Otrzymaliśmy również raport ISM. Główny wskaźnik urósł bardziej zadecydowanie niż zakładano i wskazał liczbę 53,9 pkt. Indeks cen płaconych spadł do najniższego poziomu od marca 2020 roku a subindeks nowych zamówień.

Obraz gospodarki jest dość klarowny. Usługi są wciąż w dobrej kondycji. Widać procesy dezinflacyjne a rynek pracy nadal jest mocny. To dość klarowne argumenty za tym, aby sądzić, że Fed podniesie kluczową stopę procentową 26 lipca i będzie się trzymał restrykcyjnego podejścia.

Czego powinniśmy spodziewać się po dzisiejszych danych NFP? Raport z rynku pracy za maj zawierał kilka sprzecznych sygnałów i sprawił, że rynek zastanawiał się jak go interpretować. Chociaż zatrudnienie wzrosło znacząco o prawie 340 tys. osób, stopa bezrobocia, która opierała się na innej ankiecie, zwyżkowała z 3,4 proc. do 3,7 proc.. Ostatecznie jednak dolar zdołał się umocnić tego dnia, ale była to aprecjacja chwilowa.

Dzisiaj konsensus rynkowy wskazuje zmianę na poziomie 230 tys. nowych miejsc pracy oraz spadek stopy bezrobocia do 3,6 proc. Jeśli dane będą trudne w interpretacji, reakcja na USD może być ograniczona. Uważam, że reakcja dolara będzie prawdopodobnie bardziej wyraźna w przypadku rozczarowującego wyniku. Rynek jest wrażliwy na każdy negatywny sygnał z rynku pracy i można powiedzieć, że czeka na niego od dłuższego czasu.

Kurs EUR/USD zbliża się do średnioterminowej linii trendu wzrostowego, która przebiega przez minima z października 2022 oraz przełomu maja oraz czerwca tego roku. Z technicznego punktu widzenia zakładam, że niebawem krótkoterminowe spadki, które trwają od ponad 2 tygodni, mogą się zakończyć i wówczas możliwe, że rozpocznie się kolejny impuls wzrostowy.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Brown-Forman po raz drugi wśród najbardziej etycznych firm na świecie

Etyka w biznesie to zasady i normy postępowania z klientami, pracownikami, dostawcami, partnerami biznesowymi. Przestrzeganie zasad kultury, etyki, różnorodności to ważne elementy dla każdej firmy.  Co roku organizacja Ethisphere dokonuje oceny najbardziej etycznych firm na świecie. W tym roku – drugi rok z rzędu – w gronie najbardziej etycznych firm znalazł się Brown‑Forman.

Ethisphere „Etyka ma znaczenie. Organizacje, które zobowiązują się do uczciwości biznesowej poprzez solidne programy i praktyki, nie tylko podnoszą standardy i oczekiwania wszystkich, ale także osiągają lepsze długoterminowe wyniki” — powiedziała CEO Ethisphere, Erica Salmon Byrne. „Nadal inspirujemy się wyróżnieniami najbardziej etycznych firm na świecie i ich zaangażowaniem w wywieranie rzeczywistego wpływu na interesariuszy oraz wzorowe przywództwo oparte na wartościach.

Etyczny biznes powinien być zgodny zarówno z przepisami prawnymi, jak i obowiązującymi w społeczeństwie normami obyczajowymi. Proces oceny najbardziej etycznych firm (oparty na należącym do Ethisphere narzędziu Ethics Quotient®) obejmuje ponad 200 pytań na temat kultury, praktyk środowiskowych i społecznych, etyki i zgodności z przepisami, zarządzania, różnorodności oraz inicjatyw wspierających solidny łańcuch wartości. Proces służy do uchwycenia i skodyfikowania wiodących praktyk organizacji z różnych branż i na całym świecie.

Brown-Forman znalazł się w prestiżowym gronie najlepszych firm drugi raz z rzędu. „Ludzie z Brown-Forman, poprzez swoje przywiązanie do naszych wartości, pomogli nam się rozwijać od czasu naszego założenia w 1870 roku. Nasze wartości są na pierwszym planie tego, kim jesteśmy i jak codziennie prowadzimy działalność” – powiedział Lawson Whiting, President and CEO, Brown-Forman Corporation.

W polityce monetarnej bez zmian

Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostały bez zmian. Teraz czekamy na konferencję prezesa NBP. Amerykanie pokazali dobre dane z raportu ADP na temat miejsc pracy, a niemiecki przemysł znów łapie zadyszkę.

Rada nie zaskakuje

Wczorajsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie zaskoczyło. Decyzja o braku zmian stóp procentowych została opublikowana około godziny 15:30. Rynki jednak zdecydowanie bardziej czekają na dzisiejszą konferencję prezesa NBP. Rozpocznie się ona o godzinie 15:00 i biorąc pod uwagę, że sierpniowe posiedzenie jest niedecyzyjne, można ją w pewnym sensie traktować już jako zapowiedź na wrzesień. Dlatego właśnie analitycy uważają ją za istotną, mimo że stopy procentowe od wielu miesięcy stoją w miejscu. Co ciekawe, inwestorzy wyraźnie zakładali sygnał do obniżki stóp procentowych, bo złoty w ostatnich dniach bardzo silnie tracił. We wtorek byliśmy świadkami odbicia na EURPLN od okolic 4,42 zł, natomiast wczoraj na chwilę kurs wystrzelił powyżej 4,50 zł.

Dobre dane z USA

Wczorajsze dane z amerykańskiego rynku pracy bardzo pozytywnie zaskoczyły rynki. Mowa tutaj szczególnie o raporcie ADP na temat zatrudnienia, który niespodziewanie pokazał 497 tysięcy miejsc pracy. Oczekiwano mniej niż połowy tej liczby. Ostatni raz tak duży przyrost miał miejsce półtora roku temu w grudniu 2021 roku. Wnioski o zasiłek dla bezrobotnych z kolei trafiły bardzo blisko oczekiwań. W rezultacie skoro powstało wyraźnie więcej miejsc pracy, a bezrobotnych nie przybywa, jest to bardzo dobra prognoza przed dzisiejszym odczytem stopy bezrobocia. Po samych danych dolar przez chwilę testował kilkutygodniowe maksima względem euro, ale szybko wrócił do poprzednich poziomów. Dzisiejsze dane z rynku pracy mogą jednak wybić go z obecnego marazmu.

Słabsze sygnały z niemieckiego przemysłu

Pomimo opublikowanych wczoraj lepszych od oczekiwań danych na temat zamówień w niemieckim przemyśle dzisiejsze dane o wzroście produkcji przemysłowej znów zawiodły. Analitycy oczekiwali braku zmian w ujęciu miesięcznym, mieliśmy jednak spadek o kolejne 0,2%. W rezultacie w skali roku niemiecki przemysł kurczy się o 2,7%. Jest to słaby prognostyk na przyszłość w momencie, kiedy główna lokomotywa Unii Europejskiej ma wyraźne problemy. Z drugiej strony wiele indeksów wskazuje na możliwość nadejścia spowolnienia gospodarczego. Wysoka inflacja i rosnące stopy procentowe to nie jest coś, co gospodarki lubią.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – dane z rynku pracy,
15:00 – Polska – konferencja prezesa NBP.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Budlex prezentuje wyniki finansowe i odnotowuje wzrosty

Grupa Kapitałowa Budlex od kilku lat odnotowuje stały wzrost wartości, co widoczne jest w jej wynikach finansowych, również na tle innych spółek działających w sektorze deweloperskim. Na przestrzeni ostatnich 3 lat majątek Grupy Budlex wzrósł o 42%, podczas gdy rynek (11 spółek z rynku kapitałowego) urósł w tym czasie zaledwie o połowę tej wartości (niespełna 20%). W ujęciu r/r aktywa Budlex urosły o 13%, zaś łączne aktywa spółek z rynku praktycznie się nie zmieniły. Rentowność na działalności operacyjnej EBIT wypracowana przez Budlex nie odbiega od poziomu rynkowego i wynosi 24%, a zysk netto za 2022 to 32,1 mln zł.

Wysoka rentowność

W przypadku inwestycji Budlex inflacja przekłada się na wzrost kosztów realizacji, jednak efekt ten niwelowany jest przez wysoką rentowność prowadzonych projektów i optymalizację kosztów spółki w pozostałych obszarach.

Osiągane przez Grupę Budlex wyniki i ich dynamika na przestrzeni ostatnich lat to efekt szeregu zmian, które nastąpiły po przekształceniach właścicielskich w 2016 roku, skupionych przede wszystkim na umacnianiu marki i podnoszeniu jakości oferty. Na poziomie zarządzania oznacza to między innymi efektywne wykorzystanie zasobów ludzkich i kapitału, optymalizację poziomu zadłużenia i kosztów, a także elastyczność w dopasowywaniu się do warunków i trendów rynkowych – mówi Filip Friedmann, większościowy udziałowiec Budlex.

Dobre prognozy

Według szacunków Zarządu, wyniki finansowe Grupy Kapitałowej Budlex w 2023 r. będą zbliżone do tych za 2022 r., choć poziom przychodów ze sprzedaży będzie zależał od tempa przenoszenia na klientów praw do lokali aktami ostatecznymi z zakończonych i oddanych inwestycji.

Na przełomie II i III kwartału b.r.  Grupa Budlex istotnie powiększy swoją ofertę gotowych mieszkań – kończy trzy inwestycje zlokalizowane w Bydgoszczy i Toruniu wprowadzone do realizacji w 2021 i 2022 r. Dodatkowo wyprzedaje ostatnie mieszkania w ramach kolejnych trzech inwestycji.

W I półroczu 2024 r. Spółka oddaje inwestycje na warszawskim Bemowie oraz kolejną w Bydgoszczy, zaś plany na koniec roku 2024 obejmują zakończenie realizacji prestiżowego projektu w Toruniu oraz dwóch kolejnych w Olsztynie i Bydgoszczy, które jeszcze w tym roku planuje rozpocząć na posiadanym banku ziemi.

Budlex spodziewa się, że wynik oraz marża EBIT i netto pozostaną w kolejnych latach co najmniej na zbliżonym poziomie i utrzymają dynamikę z lat ubiegłych za sprawą dobrej rentowności kończonych projektów, a także poprawy struktury zadłużenia i spadku kosztów finansowych.

Tabela 1. Dane skonsolidowane GK Budlex 2022 – porównanie wzrostu kluczowych danych finansowych w okresie 3 lat i 1 roku.

  2019

(mPLN)

2021

(mPLN)

2022

(mPLN)

Różnica 2022 w porównaniu do danego roku (w %):
  2019 2021
Suma bilansowa 233,9 296,0 333,2 42% 13%
Przychody ze sprzedaży* 139,9 169,1 198,7 42% 17%
Wynik EBIT 31,6 39,1 48,0 52% 23%
Wynik netto** 20,5 25,4 32,1 56% 26%

*Przychody ze sprzedaży produktów, usług i towarów

** Przypadający na wszystkich udziałowców

Jak wybrać dobrą agencję marketingową?

Marketing odgrywa bardzo ważną rolę w rozwoju każdego biznesu. Z tego względu coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na podjęcie współpracy z agencją marketingową. Sprawdź, na co zwrócić uwagę, aby wybrać profesjonalną firmę!

Czym zajmuje się agencja marketingowa? 

Agencje marketingowe zajmują się działaniami mającymi na celu promowanie i poprawę wizerunku marek. W zależności od indywidualnych potrzeb klienta zakres usług oferowanych przez tego typu firmy może być bardzo szeroki. Kompleksowa agencja marketingowa zajmuje się takimi działaniami jak między innymi:

  • Badania rynku;
  • Planowanie strategii marketingowej;
  • Tworzenie kreacji reklamowej;
  • Zarządzanie kampaniami reklamowymi;
  • Marketing internetowy.

Dobra agencja marketingowa – na co zwrócić uwagę podczas wyboru?

Wybór odpowiedniej agencji marketingowej może być nie lada wyzwaniem. Na rynku działa sporo firm świadczących kompleksowe usługi marketingowe, co nie ułatwia podjęcia decyzji. Istnieją jednak pewne wskazówki, którymi warto się kierować przy wyborze dobrej firmy. Przed skorzystaniem z usług agencji marketingowej dobrze jest zwrócić uwagę przede wszystkim na następujące kwestie:

  • Zakres usług – warto określić własne potrzeby i cele (takie jak np. pozyskiwanie nowych klientów czy zwiększenie zysków firmy), aby móc wybrać firmę oferującą określone usługi.
  • Doświadczenie w różnych dziedzinach marketingu (również w mediach społecznościowych) – bardzo ważne, aby agencja marketingowa miała takie doświadczenie, ponieważ social media są aktualnie jednym z najważniejszych kanałów komunikacji z potencjalnymi klientami.
  • Efekty prowadzonych działań – warto odwiedzić stronę internetową wybranej agencji, aby zapoznać się z informacjami na temat jej doświadczenia i osiąganych efektów pracy.
  • Komunikacja z klientem – najlepsze agencje marketingowe zwracają szczególną uwagę na dobre relacje ze swoimi klientami. Przed podjęciem współpracy z daną agencją warto sprawdzić, czy dba ona o sprawny kontakt z klientem i w miarę możliwości szybko odpisuje na zapytania mailowe.

Komu przyda się współpraca z agencją marketingową?

Marketing to ważny element działania każdego biznesu. W przypadku niektórych firm współpraca z agencją marketingową może się okazać szczególnie przydatna. Należą do nich między innymi:

  • Firmy, którym zależy na zwiększeniu rozpoznawalności marki, lepszej widoczności w sieci, dotarciu do szerokiego grona potencjalnych klientów i zbudowaniu z nimi długofalowych relacji.
  • Firmy, które szukają wsparcia w określonych obszarach marketingu (takich jak np. obsługa mediów społecznościowych, content marketing czy pozycjonowanie stron internetowych).
  • Firmy, które nie chcą marnować czasu na przeprowadzanie skomplikowanych działań marketingowych we własnym zakresie i wolą skupić się na innych aspektach rozwoju swojego biznesu.

GfK: Licencjonowane produkty napędzają sprzedaż FMCG

Polski rynek produktów FMCG posiadających licencjonowaną grafikę z postaciami
z bajek, filmów czy seriali wart jest już ponad 403 miliony złotych i z roku na rok rośnie. Takie dane płyną z najnowszego raportu przygotowanego przez Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Emocje mają bardzo istotny wpływ na to, co i kiedy kupujemy. Między innymi dlatego producenci coraz częściej umieszczają na opakowaniach licencjonowane grafiki popularnych bohaterów filmów i seriali. W następstwie liczą na wzrost sprzedaży, pozyskanie nowych klientów oraz podtrzymanie lojalności obecnych.

Panel Gospodarstw Domowych GfK Polonia postanowił sprawdzić, czy taka strategia – mocno łącząca sprzedaż z kreatywnym marketingiem – ma realny wpływ na większe zainteresowanie ze strony polskich nabywców. Twarde dane pokazują, że segment produktów z licencją nie tylko stymuluje sprzedaż, ale również generuje olbrzymie przychody, przekraczające 400 milionów złotych rocznie (w skali wartości zakupów).

Gdzie na zakupy?

Brandowane artykuły FMCG najczęściej kupujemy w dyskontach – tam zaopatrujemy się w 42 proc. tego typu produktów, a najważniejsze kategorie stanowią chrupki, soki i wyroby z czekolady.

Wykupowane licencje to głównie grafiki z bohaterami popularnych bajek animowanych. I trudno się temu dziwić, ponieważ dzieci to grupa bardzo emocjonalnych konsumentów, którzy często nie są w stanie przejść obojętnie obok produktu sygnowanego ulubioną postacią z bajki lub książki. – W przypadku tej grupy odbiorców, gdyby na kartoniku znajdowała się grafika przekrojonej pomarańczy lub jabłka, nie miałaby ona większych szans w zestawieniu z bohaterami najpopularniejszych bajek. Strategia ta działa jednak nie tylko na najmłodszych, ale także na rodziców. Wielu z nich chętnie sięga po produkty, wiedząc, że ich pociecha lubi daną postać tłumaczy Jakub Dubniak, konsultant Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Nie tylko dla najmłodszych

Producenci FMCG obierają różne strategie, targetując swoje produkty także na starsze grupy nabywców. Skuteczne okazują się np. pomysły na „odświeżenie” bajek popularnych 20-30 lat temu, które przypominają dorosłym czasy ich dzieciństwa, wywołując tym samym olbrzymi sentyment.

Wydawać by się mogło, że pod względem wartości zakupów, artykuły z licencjonowanymi grafikami zdominowane są przez postacie z bajek największych wytwórni, a Myszka Miki i Kubuś Puchatek będą najczęstszym wyborem, jeśli chodzi o projekt opakowania.

Rynek jednak zmienia się błyskawicznie i ewoluuje w zależności od tego, co jest aktualnie najczęściej oglądane lub co najbardziej wyróżnia się na półce. W ostatnich latach produkty, na których pojawiła się Myszka Miki ustąpiły już pozycji lidera na rzecz popularnego w grupie kilkulatków Psiego Patrolu. Bestsellery sprzed lat nie pozostają jednak w tyle, ponieważ na podium pojawił się również Reksio.

Wykup licencji to znaczna inwestycja, która może przynieść wymierne korzyści dla producenta. Warto więc szczegółowo przemyśleć jaki cel chcemy osiągnąć w danej grupie docelowej i dopasować komunikację do konkretnego kanału sprzedaży. Producenci i detaliści dostrzegają w tym rozwiązaniu olbrzymi potencjał, a ponieważ sprzedaż w polskich sklepach z roku na rok rośnie, możemy się spodziewać, że na półkach będzie przybywać produktów z ulubionymi bohaterami bajek i filmówpodsumowuje Jakub Dubniak.

Posiedzenie RPP

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła stopy procentowe w Polsce bez zmian. Słowami „bez zmian” można by również określić treść komunikatu RPP. W skrócie inflacja spada, bo spada aktywność gospodarcza, konsumpcja, ceny surowców, odbudowywany jest łańcuch dostaw oraz silnie umacnia się złotówka.

Z nowości mamy odniesienie do schłodzenia w przemyśle poprzez spadek produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej oraz inflacji producenckiej (PPI).

Pojawiła się także nowa, niższa prognoza inflacyjna. Poza tymi dwoma nowościami, komunikat kolejny raz jest bliźniaczo podobny do poprzednich. Zewnętrzne czynniki inflacyjne pozostają poza kontrolą NBP, więc „powrót inflacji do celu inflacyjnego NBP będzie następował stopniowo”.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

Jaki jest cel pozyskiwania szczegółowych danych osobowych abonentów?

Krajowa Izba Gospodarcza Elektroniki i Telekomunikacji oraz Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji są zaniepokojone faktem zobowiązywania przedsiębiorców telekomunikacyjnych do przekazywania do GUS szczegółowych danych osobowych abonentów usług telefonicznych, a więc danych osobowych milionów polskich obywateli oraz obywateli innych państw, którzy wykupili usługi u polskiego operatora.

Po co władzom te informacje?

Rzecznik Praw Obywatelskich 4 kwietnia 2023 r. ujawnił odpowiedź Prezesa GUS jaką ten udzielił Krajowej Izbie Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji informując, że obecnie nie ma możliwości zwolnienia dostawców publicznie dostępnych usług telefonicznych z cyklicznego przekazywania danych dotyczących abonentów. KIGEiT oraz PIIiT, a wraz z nimi RPO, pytają, do czego w demokratycznym państwie prawnym potrzebne są tak szczegółowe dane obywateli i innych użytkowników sieci telekomunikacyjnej. Izby te wskazują, że niepokojący jest fakt, że nie został precyzyjnie określony cel pozyskiwania przez GUS tak szerokiego zakresu danych.

Rozporządzeniem Rady Ministrów z 19 listopada 2021 r. w sprawie programu badań statystycznych statystyki publicznej na rok 2022, zobowiązano dostawców usług telekomunikacyjnych do przekazania GUS danych o abonentach tych usług według stanu na 31 grudnia 2022 r. Chodzi m.in. o tak wrażliwe dane, jak: imię, drugie imię, nazwisko, PESEL, NIP (w przypadku obywatela polskiego prowadzącego działalność gospodarczą), numer telefonu, a nawet adres miejsca zamieszkania. Przypomnijmy, że Prezes Głównego Urzędu Statystycznego to centralny organ administracji rządowej. Prezesa GUS powołuje i odwołuje Premier.

Jaki jest cel pozyskiwania szczegółowych danych o obywatelach?

Zgodnie z art. 3 ustawy z dnia 29 czerwca 1995 r. o statystyce publicznej, statystyka ta zapewnia rzetelne, obiektywne i systematyczne informowanie społeczeństwa, organów państwa i administracji publicznej oraz podmiotów gospodarki narodowej o sytuacji ekonomicznej, demograficznej, społecznej oraz środowiska naturalnego. Jak zastrzega art. 4 ust. 2 szczegółowy zakres prowadzonych badań statystycznych statystyki publicznej powinien uwzględniać celowość, niezbędność oraz społeczną ich użyteczność. Jaki więc jest cel, do czego niezbędne są organom coraz bardziej szczegółowe dane o jego obywatelach?

Szeroki zakres danych osobowych pozyskiwany jest w celu stworzenia przez GUS tzw. operatu statystycznego. Ma on być wykorzystywany przez pracowników GUS do wykonywania zadań niemających bezpośredniego związku z badaniami statystycznymi w obszarze telekomunikacji. To budzi zastrzeżenia przywołanych izb gospodarczych. W piśmie skierowanym 24 marca 2023 r. do Prezesa Rady Ministrów, będącego jednocześnie Ministrem Cyfryzacji, Rzecznik Praw Obywatelskich zapytał o uzasadnienie takiego działania, skoro zadania te mogą być z powodzeniem realizowane przez GUS bez danych osobowych abonentów, na podstawie danych, którymi urząd już dysponuje jako podmiot publiczny.

RODO nie ochroni obywatela, administracja rządowa może robić co chce

Jednak w ustawie o statystyce publicznej zawarto przepis, który pozwala na bardzo dużo, w zakresie przetwarzania danych osobowych. Chodzi o art. 35h ust. 1, który stanowi, że do przetwarzania danych osobowych w celu wykonywania zadań określonych w ustawie przez służby statystyki publicznej nie stosuje się przepisów art. 15, art. 16, art. 18 i art. 21 rozporządzenia 2016/679 – inaczej zwanego RODO.

A co mówią wskazane przepisy unijnego rozporządzenia o ochronie danych osobowych? Art. 15 daje osobie, której dane dotyczą, uprawnienie do uzyskania od administratora potwierdzenia, czy przetwarzane są dane osobowe, które jej dotyczące, a jeśli tak, to jest ona uprawniona do uzyskania dostępu do nich oraz informacji takich jak: cele przetwarzania; informacje o odbiorcach, którym dane zostały lub zostaną ujawnione; planowany okres przechowywania danych osobowych, a gdy nie jest możliwe jego określenie – kryteria ustalania tego okresu; informacje o prawie do żądania od administratora sprostowania, usunięcia lub ograniczenia przetwarzania danych; a jeżeli dane osobowe nie zostały zebrane od osoby, której dane dotyczą – wszelkie dostępne informacje o ich źródle.

Art. 16 RODO, którego działanie w omawianym zakresie wyłącza wspomniany przepis art. 35h, daje prawo żądania sprostowania przetwarzanych danych osobowych, jeśli są nieprawidłowe, a także ich uzupełnienia. Derogowany art. 18 RODO umożliwia wystąpienie o ograniczenie przetwarzania w sytuacjach np. gdy: osoba, której dane dotyczą, kwestionuje prawidłowość danych osobowych – na okres pozwalający administratorowi sprawdzić prawidłowość tych danych, a przede wszystkim, gdy osoba taka wniosła sprzeciw na mocy art. 21 wobec przetwarzania – do czasu stwierdzenia, czy prawnie uzasadnione podstawy po stronie administratora są nadrzędne wobec podstaw sprzeciwu osoby, której dane dotyczą. Przywołany art. 35h ustawy o statystyce publicznej odbiera więc obywatelowi wszystkie te uprawnienia. Nawet dowiedzenia się od GUS, czy ten przetwarza jego dane.

Podsumowanie

Czy takie zasady powinny obowiązywać w demokratycznym państwie prawa? Ustawą z dnia 15 stycznia 2016 r. o zmianie ustawy o Policji oraz niektórych innych ustaw ustanowiono, że kontrola operacyjna może być prowadzona niejawnie i polegać na uzyskiwaniu i utrwalaniu: treści rozmów; obrazu lub dźwięku osób z wszelkich miejsc, także prywatnych; treści korespondencji; danych zawartych w informatycznych nośnikach danych; uzyskiwaniu dostępu i kontroli zawartości przesyłek. Nie bez przyczyny nowelizację tę nazwano ustawą inwigilacyjną.

W Polsce od kilku lat działa już STIR – System Teleinformatycznej Izby Rozliczeniowej, gromadzący informacje na temat rachunków rozliczeniowych przedsiębiorstw, Split payment – kontrolujący dokonywane przez firmy płatności, czy MDR (Mandatory Disclosure Rules)– nadzorujący stosowanie schematów podatkowych. Od 1 lipca 2022 r. skarbówka może zaglądać na prywatne rachunki bankowe podatników bez konieczności wcześniejszego przedstawienia zarzutów podejrzenia o popełnienie przestępstw lub wykroczeń karnych, czy skarbowych.

W omawianej sprawie udostępniania danych osobowych abonentów usług telefonicznych GUS przez firmy telekomunikacyjne RPO zwrócił się do Premiera o wyjaśnienia. Szczególnie o zasadność rozszerzenia katalogu danych osobowych, o którym mowa w art. 35b ust. 1 ustawy o statystyce, udostępnianych już służbom statystyki publicznej.

Biorąc pod uwagę cały szereg nowych narzędzi umożliwiających pozyskiwanie, zbieranie i przetwarzanie rozmaitych danych o obywatelach, ich życiu, wykonywanych czynnościach, wkraczających często w sferę prywatności, należy podzielić zaniepokojenie zarówno KIGEiT oraz PIIiT, jak również Rzecznika Praw Obywatelskich. Trudno bowiem znaleźć uzasadnienie dla zbierania przez Główny Urząd Statystyczny danych, które będą przetwarzane w celach niezwiązanych z prowadzeniem statystyki. Czy zatem GUS otrzymał jakieś „tajne” zadania, spoza swojej specjalizacji, które będzie realizował w ukryciu, przy użyciu pozyskanych danych? O tym na razie nie wiadomo.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Obowiązkowy KSeF za rok, ale już teraz warto go testować

Korzystanie z Krajowego Systemu e-Faktur będzie obligatoryjne dopiero za rok. Jednak już teraz warto zacząć testować to narzędzie. Za błędy w fakturowaniu od początku 2025 roku będą groziły surowe kary. Teraz jeszcze wszelkie trudności można, a nawet trzeba, zgłaszać Ministerstwu Finansów. Potem będzie za późno na rozwiązywanie dylematów. Po danych resortu wprawdzie widać, że zainteresowanie przedsiębiorców tym tematem rośnie. Jednak na pewno najwięcej firm podejdzie do testowania dopiero w ostatniej chwili. Zachętą dla przedsiębiorców może być to, że fakultatywne korzystanie z ww. rozwiązania wiąże się z szybszym zwrotem VAT-u. Jednolity standard e-Faktury może też na stałe obniżyć koszty prowadzenia firmy i ułatwić zarządzanie nią, tylko trzeba biegle się nim posługiwać i nie przerzucać tego obowiązku na biura rachunkowe.

Warto testować

Krajowy System e-Faktur (KSeF) stanie się obligatoryjny z dniem 1 lipca przyszłego roku. Przedsiębiorcom pozostało zatem niecałe 12 miesięcy na przygotowanie się do korzystania z platformy do wystawiania i otrzymywania faktur drogą elektroniczną. To dużo czasu na zdobycie doświadczenia, wiedzy i praktycznych umiejętności. Natomiast warto już teraz zacząć testować system, żeby nie obudzić się z problemem, gdy fiskus będzie mógł sprawdzić właściwie każdą fakturę online w czasie rzeczywistym. A za błędy lub omijanie systemu będą groziły kary, które mogą wynosić nawet 100 proc. wartości wykazanego podatku z faktury albo 18,7 proc. całej faktury w przypadku faktury bez wykazanego podatku. Takie konsekwencje będą wyciągane wobec podatników od 1 stycznia 2025 roku.

Codzienne wyzwania związane z prowadzeniem biznesu mogą sprawiać, że rozpoczęcie testowania KSeF-u jest przekładane na „spokojniejszy czas”. Jednak już teraz w wielu przypadkach może być na to naprawdę ostatni moment. W średnich i dużych przedsiębiorstwach, w których fakturowaniem zajmuje się często nawet kilkanaście osób, trzeba wszystkie gruntownie przeszkolić i zweryfikować ich umiejętności w trakcie testów. Jednak każda firma, bez względu na wielkość, im szybciej do tego podejdzie, tym bardziej zwiększy swoje szanse na uniknięcie błędów i wszelkich problemów związanych z funkcjonowaniem systemu.

Każdy system ma swoje wady i zalety. Podczas korzystania z KSeF-u zapewne niejeden przedsiębiorca zauważy jakąś nieścisłość, błąd lub lukę, która – w jego ocenie – powinna być poprawiona. Zgłoszenia takich problemów powinny być dokonywane na dedykowany adres resortu, tj. [email protected]. Należy też zauważyć, że nierozwiązane trudności mogą doprowadzić do negatywnych konsekwencji i problemów w momencie, gdy KSeF będzie już obligatoryjny. I nawet, jeśli nie będą jeszcze groziły za to kary, to w dokumentacji firmowej może zapanować chaos, który trzeba będzie opanować, nie powodując zaległości w prowadzeniu interesów.

W firmach, które w ogóle nie przetestują KSeF-u, zanim zacznie on obowiązywać, mogą pojawić się poważne problemy z wystawianiem faktur. Jeśli będzie ich więcej, to na rozwiązanie wielu dylematów może zwyczajnie nie być czasu. Obecnie wydaje się, że najczęściej wątpliwości budzi sposób weryfikacji, czy dany nabywca prowadzi działalność gospodarczą. I tu pułapką może okazać się np. błędne uznanie, że jeśli klient nie podał numeru NIP, to nabycie miało charakter prywatny. Przedsiębiorcy domagają się wytycznych w tym zakresie od Ministerstwa Finansów, więc istnieje duże prawdopodobieństwo, że akurat ten dylemat zostanie na czas rozwiązany. Ale mogą przecież pojawić się inne.

Część przedsiębiorców stroni od testowania KSeF, twierdząc, że zanim zacznie obowiązywać, jeszcze wiele się zmieni w samym systemie albo termin wprowadzenia zostanie znów przesunięty w czasie, bo resort nie potrafi tego dopracować. Warto zainteresować się tematem, tym bardziej że resort udostępnił już na swojej stronie roboczą wersję struktury logicznej FA(2). Od 1 września br. ma ona zastąpić obecnie obowiązującą schemę FA(1).

Na ten moment resort stara się przekonać przedsiębiorców do tego, że jednolity standard e-Faktury uprości proces dokumentowania transakcji, przyspieszy i zautomatyzuje wystawianie, przetwarzanie oraz archiwizację dokumentów. Szybsze procesowanie dokumentu może rzeczywiście obniżyć koszty prowadzenia firmy i ułatwić zarządzanie, na co wskazuje Ministerstwo Finansów. Tylko trzeba nabrać w tym biegłości, żeby czerpać korzyści z tego, co i tak nieuniknione. Podkreślenia wymaga tylko to, że podatnicy, chcący przerzucić obowiązek wystawiania faktur na biuro rachunkowe, powinni się liczyć ze wzrostem opłat księgowych, w związku ze zwiększeniem nakładu ich pracy.

Rosnące zainteresowanie

Z ostatnio udostępnionych danych statystycznych Ministerstwa Finansów wynika, że ze środowiska testowego faktycznie korzysta coraz więcej podatników. To dobry trend. Od 1 stycznia do 30 kwietnia br. odnotowano ponad 17,1 mln samych uwierzytelnień w środowisku testowym. To o blisko 140% więcej niż w analogicznym okresie ub.r. (ponad 7,1 mln). Natomiast w całym zeszłym roku było przeszło 44,5 mln takich przypadków.

Można zatem przewidywać, że najwięcej przedsiębiorców podejmie próbę przetestowania systemu tuż przed samym jego wprowadzeniem. To będzie wynikać z kilku przyczyn. Po pierwsze, funkcjonalność KSeF-u z pewnością będzie w pełni odzwierciedlać jego możliwości techniczne. Po drugie, bliski termin wprowadzenia obowiązku z pewnością zachęci przedsiębiorców do podjęcia trudu polegającego na testowaniu systemu.

Tym bardziej rosnące zainteresowanie podatników nowym systemem już teraz odzwierciedla wzrost świadomości przedsiębiorców w kontekście obowiązku wystawiania faktur. Niemniej Ministerstwo Finansów powinno prowadzić bardziej intensywną kampanię zachęcając do wypróbowania KSeF-u, zwłaszcza po opublikowaniu drugiej wersji systemu do testowania. Mało który przedsiębiorca w Polsce ma czas aktywnie śledzić zmiany na stronie internetowej resortu. Im więcej podjętych prób skorzystania z KSeFu, tym większa szansa na to, że firmy poradzą sobie z nowym systemem.

Zachęta dla nieufnych

Jak wiadomo, każda zmiana podatkowa budzi w polskich przedsiębiorcach wielkie obawy. Wynika to z faktu, że nowe zasady często są nieprzemyślane i niekompletne. Ponadto znajdują się urzędy, w których dany system się nie przyjął, a nowy – zamiast ułatwiać i przyspieszać analizę danych oraz komunikację – generuje kolejne problemy. Przede wszystkim dochodzi do wydłużenia czasu oczekiwania na rezultaty. Co gorsza, urzędnicy, nie wiedząc, jak skorzystać z posiadanych już informacji, wzywają podatników do ich ponownego przedstawiania. Z praktyki można powiedzieć, że przy kontrolach i czynnościach sprawdzających takie sytuacje zdarzają się wręcz nagminnie.

Jednak ujednolicenie faktur i systemu KSeF to korzystna zmiana, która powinna zostać wprowadzona już wiele lat temu, jeszcze przed JPK. Jeśli jednak system ma nie zadziałać i powodować podwójną pracę po stronie podatników, bo urzędy tak czy inaczej będą wzywać ich przy kontrolach, to łatwo przewidzieć, że przedsiębiorcy nie będą zadowoleni z takiego rozwiązania. Niemniej jednak zachęta w postaci szybszego zwrotu VAT powinna doprowadzić do sytuacji, w której firmy fakultatywnie skorzystają z tego systemu. Zachęcające mogą być również pozostałe korzyści, w tym m.in. pewność dotarcia faktury do kontrahenta, choć to może mieć mniejsze znaczenie niż szybki zwrotu podatku.

Trzeba przy tym wyjaśnić, że aktualnie dostarczenie faktur poprzez KSeF do kontrahenta wymaga uzyskania zgody na taką czynność od nabywcy. W przypadku jej braku sprzedawca powinien dostarczyć mu fakturę w innej formie, np. elektronicznej lub papierowej z zachowaniem wszystkich danych wprowadzonych do KSeF.

Faktury elektroniczne w Polsce istnieją już od wielu lat. System KSeF jest jedynie kolejnym narzędziem, które ma przyśpieszyć dostarczanie informacji do urzędów skarbowych. Podatnik teraz ma możliwość przetestowania obu rozwiązań, by wybrać, czy chce korzystać z komercyjnego programu do wystawiania faktur z wdrożonym Krajowym Systemem e-Faktur czy też z systemu udostępnionego przez Ministerstwo Finansów. Możliwość samodzielnego podjęcia decyzji, w jaki sposób przedsiębiorca zamierza skorzystać z KSeF, jest bardzo istotna.

Przedsiębiorca może również wybrać osobę odpowiedzialną za wystawienie faktury. Może wskazać pracownika swojej firmy lub biura rachunkowego. Należy się spodziewać, że podatnicy, którzy obecnie  korzystają z aktualizowanych na bieżąco systemów finansowo-księgowych, poradzą sobie ze zmianą. Oczywiście przedsiębiorca zawsze może skorzystać z narzędzia udostępnionego przez Ministerstwo Finansów.

Autorem publikacji
jest radca prawny i doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika z Kancelarii NSM LEGAL & TAX

Sąd wyrzuca z umowy wskaźnik WIBOR na czas procesu?

Decyzja Sądu Rejonowego w Poznaniu nie jest wyrokiem i nie odwraca ona dotychczasowej linii orzeczniczej, która jest jednoznacznie korzystna dla wskaźnika WIBOR. Do tej pory sądy w przytłaczającej większości uchylały postanowienia o zabezpieczenie pozwów podważających WIBOR. Ukazały się też już pierwsze prawomocne wyroki, które jednoznacznie potwierdziły prawidłowość WIBOR-u [I ACa 368/22 wydany przez Sąd Apelacyjny w Poznaniu oraz I ACa 822/21 wydany przez Sąd Apelacyjny w Krakowie]. Argumentacja „ekspertów” cytowanych przez portal Wyborcza.biz jest kuriozalna z prawnego i logicznego punktu widzenia.

Należy podkreślić, że Sąd Rejonowy w Poznaniu nie wydał „wyroku”, jak sugeruje tytuł artykułu na portalu Wyborcza.biz, lecz postanowienie o zabezpieczeniu, które niczego definitywnie nie rozstrzyga i jest skuteczne tylko na czas trwania procesu. Wydanie takiego postanowienia nie oznacza, że sąd uznał argumentację powoda. Oznacza jedynie, że sąd na podstawie okoliczności tej konkretnej indywidualnej sprawy uznał, że należy zawiesić stosowanie WIBOR-u w umowie na czas trwania procesu. Jeżeli sprawa rozstrzygnie się na korzyść banku, powód będzie musiał zwrócić całą kwotę zawieszonych odsetek. Z ewentualnymi wnioskami o rzekomym odwróceniu linii orzeczniczej należy więc poczekać na ostateczne wyroki.

W moim przekonaniu wyroki sądów będą korzystne dla pozywanych banków, jeżeli podstawą roszczeń będą twierdzenia o rzekomej „manipulacji WIBOR-em”, cytowane w artykule red. Anny Popiołek. Są to opinie kuriozalne nie tylko prawnego, ale i logicznego punktu widzenia. Cytowani przez portal Wyborcza.biz eksperci twierdzą, że WIBOR nie był manipulowany (nikt bowiem manipulacji nie stwierdził), ale „mógł być” manipulowany i w związku z tym WIBOR narusza prawo. Nie trzeba być prawnikiem, aby zauważyć absurdalność takiego zarzutu. To tak jakby postulować skazanie kogoś za przestępstwo, którego popełnienia nie stwierdzono, ale hipotecznie taka osoba mogłaby je popełnić. Podobne podejście miało w przeszłości miejsce choćby w procesach inkwizycyjnych o czary czy też w czasach stalinowskich. Mam szczerą nadzieję, że w Polsce i w żadnym innym państwie prawa takie podejście nie stanie się standardem orzekania sądów.

Autor: Marcin Bartczak, Partner ITMA Bartczak Dulska Trzos-Rastawiecki sp.k.

Develia sprzedała 1184 lokale w I półroczu 2023 r.

Develia w I półroczu 2023 r. sprzedała 1184 mieszkania, wobec 964 mieszkań w I półroczu 2022 r., co oznacza wzrost o 23%. Spółka przekazała 666 mieszkań, czyli 223% więcej w porównaniu do 206 lokali rok wcześniej.

W I półroczu br. Develia sprzedała na podstawie umów deweloperskich i przedwstępnych 1184 mieszkania, a 101 z nich to lokale w inwestycjach realizowanych wspólnie z Grupo Lar.

Deweloper na koniec czerwca br. miał również zawartych 213 umów rezerwacyjnych, których znaczna część zostanie przekształcona w umowy deweloperskie w najbliższym okresie.

– W I półroczu 2023 r. odnotowaliśmy istotną poprawę wyników sprzedaży wobec analogicznego okresu ubiegłego roku. Aktualne zainteresowanie naszą ofertą ze strony klientów wskazuje, że trend ten będzie kontynuowany w kolejnych miesiącach, a popyt na mieszkania będzie dodatkowo wspierany przez uruchomiony kilka dni temu program „Bezpieczny kredyt 2%”. Widzimy, że osoby, które musiały wstrzymać się z zakupem mieszkania w ostatnich kwartałach m.in. ze względu na niską zdolność kredytową, zaczęły wracać do biur sprzedaży. W II kwartale br. obserwowaliśmy też wzrost liczby transakcji przeprowadzanych przy udziale kredytu, które stanowią aktualnie blisko 50% zawieranych umów. Jest to wynik zbliżony do tego, jaki odnotowywaliśmy przed wybuchem wojny i serią podwyżek stóp procentowych – mówi Andrzej Oślizło, prezes Develii. – Wynik po pierwszej połowie roku pozwala nam optymistycznie patrzeć na realizację założonych na ten rok celów sprzedażowych – dodaje Andrzej Oślizło.

W II kwartale 2023 r. spółka sprzedała 651 lokali wobec 361 mieszkań w analogicznym okresie ubiegłego roku, czyli o 80% więcej. W okresie kwiecień-czerwiec br. Develia przekazała 225 lokali, głównie w inwestycjach Aleje Praskie w Warszawie, Kaskady Różanki we Wrocławiu i Marinus w Gdańsku.

W II kwartale 2023 r. najwięcej mieszkań znalazło nabywców w projektach: Aleje Praskie w Warszawie, Centralna Park w Krakowie i Ślężna Vita we Wrocławiu.

Obowiżązkowa integracja kas fiskalnych i terminali – komentarz ZPP

  • Obowiązek zapewnienia integracji kas rejestrujących z terminalami płatniczymi przez przedsiębiorców umożliwiający przekazywanie określonych danych do Krajowej Administracji Skarbowej będzie wprowadzony od 1 stycznia 2025 r. Jednocześnie te same dane są już przekazywane do Krajowej Administracji Skarbowej przez agentów rozliczeniowych. W praktyce jest to przerzucenie obowiązków w tym zakresie na wszystkich przedsiębiorców, również tych najmniejszych i najbardziej narażonych.
  • Jednocześnie niezrozumiałym jest fakt wykorzystania przez MRiT protokołu komunikacyjnego opartego o przestarzałe technologie (brak rozwiązań chmurowych, trudności z integracją terminali mobilnych z określonymi mediami komunikacyjnymi), dodatkowo obciążonego prawami osób trzecich, co może rodzić wątpliwości dotyczące konkurencji na rynku.

Jednym z bardzo istotnych wyzwań w zakresie procesu cyfryzacji zarówno administracji skarbowej, jak i obrotu gospodarczego jest kwestia integracji kas fiskalnych i terminali. Do zagadnienia tego odnosiły się zmiany legislacyjne mające wejść w życie z dniem 1 lipca 2022 r. Zmiany dotyczyć miały art. 19a ust. 3 ustawy – Prawo przedsiębiorców (Dz. U. z 2021 r. poz. 162 ze zm.) nakazującego przedsiębiorcom, którzy umożliwiają przyjmowanie płatności przy użyciu terminala płatniczego i prowadzą ewidencję sprzedaży przy zastosowaniu kas rejestrujących online, zapewnienie współpracy kasy rejestrującej z terminalem płatniczym. Obowiązek ten, po licznych uwagach środowiska ekosystemu płatniczego, wskazujących na brak gotowości do takiej integracji, został przesunięty na 1 stycznia 2025 r.

Wskazać należy, że ustawa z dnia 8 czerwca 2022 r. o zmianie niektórych ustaw w celu automatyzacji załatwiania niektórych spraw przez Krajową Administrację Skarbową (Dz. U. z 2022 r. poz. 1301) wprowadziła obowiązek raportowania informacji o transakcjach płatniczych akceptanta w rozumieniu art. 2 pkt 1b ustawy z dnia 19 sierpnia 2011 r. o usługach płatniczych.

Zgodnie z art. 278b ust. 1 ustawy o Krajowej Administracji Skarbowej w okresie od dnia 1 lipca 2022 r. do dnia 31 grudnia 2024 r. agent rozliczeniowy jest obowiązany do przekazywania Szefowi Krajowej Administracji Skarbowej informacji o transakcjach płatniczych akceptanta wykonywanych przy użyciu terminala płatniczego, oprogramowania lub systemu teleinformatycznego. Oznacza to, że Krajowa Administracja skarbowa otrzymuje już obecnie informacje o transakcjach dokonywanych za pośrednictwem terminali płatniczych, oprogramowania lub systemu teleinformatycznego a system ten mógłby być utrzymany również w przyszłości bez konieczności wprowadzania kolejnego, powszechnego obowiązku obciążającego również najmniejsze i najbardziej narażone firmy na polskim rynku.

Niestety, z dniem 1 stycznia 2025 r. obowiązek integracji zostanie przerzucony na przedsiębiorców, którzy w przypadku braku jego realizacji będą podlegać sankcji w wymiarze 5000 zł za każdorazowe stwierdzone naruszenie. Dodatkową sankcją będzie brak możliwości odliczenia VAT. Jest to wymóg, który będzie obciążał głównie małe i średnie przedsiębiorstwa, a który jest całkowicie zbędny w sytuacji, w której agenci rozliczeniowi dostarczają informacje do KAS. Rozwiązania, które mają wejść w życie w 2025 r. to w praktyce przerzucenie obowiązku, który obciąża już agentów rozliczeniowych i nakładanie go na ogół przedsiębiorców, co będzie szczególnym utrudnieniem dla firm najmniejszych z sektora MŚP. Ponadto obowiązek ten będzie narażał przedsiębiorców na potencjalne ryzyko dotkliwych kar finansowych. Warto zauważyć również, że realizacja obowiązku nie jest możliwa przy zastosowaniu powszechnie wykorzystywanych w najmniejszych firmach terminali mobilnych (przenośnych) korzystających z komunikacji telefonicznej.

Pełna integracja jest niezwykle trudna do zrealizowania, również ze względu na obowiązujący protokół integracji. Trudno wyjaśnić dlaczego w BiP MRiT został opublikowany gotowy protokół, zamiast (co wynika z rozporządzenia Ministra Rozwoju, Pracy i Technologii z dnia 12 września 2021 r. w sprawie wymagań technicznych dla kas rejestrujących, Dz.U. 2021 poz. 1759) opisu technicznego protokołu. Opublikowany protokół jest obciążony prawami majątkowymi podmiotu trzeciego – dysponuje nimi Fundacja Rozwoju Obrotu Bezgotówkowego. Protokół ten jest instalowany we wszystkich kasach fiskalnych, ponieważ jedynie wówczas możliwa jest ich certyfikacja. MPiT ma świadomość, że FROB posiada prawa majątkowe do protokołu (a więc również, że może czerpać z niego korzyści). Ministerstwo przyznaje bowiem w odpowiedziach na korespondencję kierowaną w tym temacie, że fakt publikacji protokołu w BiP nie wyłącza praw majątkowych po stronie podmiotu trzeciego.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców z niepokojem obserwuje sytuację na rynku. Wskazać bowiem należy, że obowiązek integracji kas fiskalnych i terminali będzie stanowił dodatkowe obciążenie formalne dla przedsiębiorców, które zagrożone będzie ponadto dotkliwą karą (5000 zł za każde naruszenie). Aby sprostać tym wymogom przedsiębiorcy będą zmuszeni korzystać ze wsparcia wyspecjalizowanych podmiotów, co prowadzić będzie do ponownego zwiększenia kosztów działalności gospodarczej. Wydaje się to kolejnym, uciążliwym obowiązkiem nakładanym na firmy, który przede wszystkim jest zbędny, gdyż dane uzyskane dzięki wprowadzeniu tego rozwiązania powielać się będą z danymi uzyskiwanymi obecnie od agentów rozliczeniowych. Ponadto zaskakującym jest fakt nałożenia przez Ministerstwo obowiązku korzystania z protokołu, który obciążony jest prawami osób trzecich, co generuje poważne wątpliwości przyjętego modelu z prawem konkurencji, unijną swobodą świadczenia usług oraz konstytucyjną wolnością działalności gospodarczej.