Kurs CHF/PLN najniżej od roku

ynki akcji w USA były wczoraj zamknięte z powodu obchodów Dnia wyzwolenia od niewolnictwa (Juneteenth). Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii dominowały spadki, chociaż temu trendowi oparł się japoński Nikkei 225 (+0,06 proc.). W Chinach doszło do kolejnej obniżki stóp procentowych: jednoroczna stopa procentowa spadła z poziomu 3,65 proc. i wynosi teraz 3,55 proc. Spotkaniem z chińskim prezydentem Xi Jinping zakończyła się dwudniowa wizyta amerykańskiego sekretarza stanu Antony’ego Blinkena w Chinach. Obie strony zgodziły się co do potrzeby „stabilizacji” wzajemnych relacji.

Dziś ok. godz. 9:50 zmiana ceny kontraktów terminowych na S&P 500 była minimalna (-0,07 proc.).

Notowania na rynkach akcji w Europie rozpoczęły się od niewielkich zmian (DAX -0,27 proc., CAC 40 +0,04 proc. ok. godz. 9:50).

WIG-20 ok. godz. 9:50 lekko odreagowywał wczorajszy spadek (+0,19 proc.). Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom od ponad 2 lat osiągnęła cena akcji Kogeneracji (wczoraj pojawiła się informacja o rezygnacji prezesa zarządu tej spółki).
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych spadła dziś rano poniżej poziomu 3,8 proc. Równocześnie rentowność 10-latek polskiego rządu spadła poniżej poziomu 6 proc.

Kurs EUR/USD po silnym wzroście z minionego tygodnia, kiedy to Europejski Bank Centralny podniósł wysokość swych stóp procentowych po raz 8-my z rzędu do najwyższego od 2008 roku poziomu 4 proc., utrzymywał się powyżej poziomu 1,09 proc. Trwały dyskusję na temat tego, czy ECB podniesie stopy we wrześniu br. (lipcowa podwyżka uznawana jest za pewnik). Kurs euro osiągnął swój nowy najwyższy od 2008 roku poziom względem japońskiego jena (podstawowa stopa procentowa banku centralnego Japonii pozostaje od lat na poziomie -0,1 proc.). O krok od osiągnięcia poziomu swego historyczne rekordu z marca 2009 (11,78) był dziś rano kurs euro względem szwedzkiej korony (11,7301 ok. godz. 9:35). Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena był na początku wtorkowych notowań najwyżej od 7 miesięcy, ale ok. godz. 9:35 spadał o 0,18 proc.

Do najniższego poziomu od czerwca ub.r. spadł dziś rano kurs szwajcarskiego franka względem polskiego złotego (4,5195 PLN ok. godz. 9:45). Polska waluta lekko umacniała się również względem euro (-0,1 proc.) i amerykańskiego dolara -0,28 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w minionym tygodniu zdołał obronić znajdujący się w okolicach poziomu 25000 USD kluczowy poziom wsparcia wyznaczany przez jego lokalne maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. minimalnie zwyżkował dziś rano (+0,22 proc. ok. godz. 0:45). Wspomniany poziom 25000 USD można interpretować jako poziom „linii szyi” opuszczonej górą w marcu br. 9-miesięcznej formacji „odwróconej głowy z ramionami”, której rozmiary – pomiędzy ok. 15000 USD i ok. 25000 USD – sugerują istnienie na tym rynku sporego średnioterminowego potencjału wzrostowego.

Poranne zmiany cen kontraktów na ropę naftową były niewielkie (WTI +0,11 proc., Brent +0,43 proc. ok. godz. 9:25). Nie zmieniała się cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie, która w minionym tygodniu dotarła w pobliże swego majowego lokalnego maksimum. Również minimalne była dziś rano zmiana kontraktów na złoto na COMEX-ie (+0,12 proc. ok. 9:25). Lekko taniały pozostałe metale szlachetne (srebro -0,04 proc., platyna -0,45 proc., pallad -0,78 proc.). Również niewielka była zmiana cen kontraktów na miedź na COMEX-ie (+0,1 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Co 10 pracownik wziął L4 z powodu złego samopoczucia psychicznego

Co dziesiąty Polak przyznaje, że wziął L4 z powodu gorszego samopoczucia – wynika z najnowszego raportu MultiSport Index 2023. W miarę pogarszania się kondycji psychicznej mieszkańców Polski, coraz więcej zatrudnionych oczekuje od swoich pracodawców wsparcia w tym zakresie. Jednocześnie 3 na 5 pracowników przyznaje, że ich pracodawca nie wdraża w firmie żadnych działań antystresowych.

Kondycja psychiczna aktywnych zawodowo Polaków nie napawa optymizmem. Według raportu MultiSport Index 2023 stres w pracy odczuwa już 90 proc. zatrudnionych, z czego 28 proc. przyznaje, że stres towarzyszy im w pracy „codziennie lub prawie codziennie”, a co piąty (18 proc.) zmaga się z nim nawet kilka razy w tygodniu. Co alarmujące, aż połowa stresujących się ankietowanych (49 proc.) deklaruje, że przenosi stres z pracy do domu, a co dziesiąty pracownik przyznaje także, że zdarzyło mu się wziąć zwolnienie lekarskie z powodu gorszego samopoczucia lub problemów związanych z psychiką.

Dlaczego praca stresuje Polaków?

Najczęściej pracownicy czują się przeładowani obowiązkami – dotyka to aż połowy z nich (47 proc.). Co trzeci (35 proc.) przyznaje, że w pracy towarzyszy mu uczucie niepokoju/rozdrażnienia, problemy z koncentracją i pamięcią (29 proc.), czy motywacją i zaangażowaniem w pracę (27 proc.). Co piąty (20 proc.) zauważa problemy związane ze swoją efektywnością, w tym wykonywaniem zadań na czas. Podobny procent wykazuje w miejscu pracy postawę bierną, zamiast proaktywnej (19%).

– Pomimo rosnących oczekiwań pracowników związanych z wdrażaniem przez firmy programów antystresowych, tylko 39 proc. zatrudnionych przyznaje, że ma do nich dostęp. Oznacza to, że 3 na 5 pracowników w Polsce nie otrzymuje żadnego wsparcia w tym zakresie, co z pewnością nie pomaga w walce z coraz gorszą kondycją psychiczną Polaków. Obecnie co dziesiąty ​pracownik przyznaje, że zdarzyło mu się wziąć wolne z powodu gorszego samopoczucia lub problemów związanych z pracą​. W tym kontekście nie zaskakują także nowe oczekiwania zatrudnionych, takie jak np. dodatkowe wolne z powodu nadmiernego stresu w formie benefitu – taką potrzebę zgłasza obecnie 71 proc. z nich – mówi dr Adam Waszkowski, Dyrektor ds. Analiz w Benefit Systems, ekspert MultiSport Index.

Dr Dorota Molek-Winiarska, psycholog i doktor nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarządzaniu, zwraca uwagę, że w stresującej sytuacji organizm ludzki jest przygotowany do dużego obciążenia fizycznego – serce bije szybciej, mięśnie są napięte, wydziela się kortyzol, a fale mózgowe zmieniają się. Jest to reakcja „fight or flight”, czyli „walcz lub uciekaj”.

– W sytuacji stresu organizm ludzki jest przygotowany do pracy fizycznej, która często nie następuje, ponieważ siedzimy w biurze lub na zebraniu, a potem wracamy do domu spędzając czas na kanapie. Tymczasem chodzi właśnie o to, by tę reakcję stresową niejako „dokończyć” i zużyć tę gotowość organizmu do intensywnej akcji fizycznej. Dlatego pracodawcy powinni dbać o przestrzeń i czas na aktywność fizyczną swoich pracowników – zwraca uwagę ekspertka.

Walcz, uciekaj lub… ćwicz

Jak wynika z badania MultiSport Index 2023 – obecnie dwóch na trzech (67 proc.) pracowników uważa, że aktywniejszy styl życia ma wpływ na redukcję liczby zwolnień lekarskich (L4). Jednocześnie tylko co piąty pracownik (18 proc.) może pochwalić się dofinansowaniem przez pracodawcę aktywności fizycznej po pracy (np. w postaci karty MultiSport). Tymczasem jak wynika z raportu już 72 proc. pracowników twierdzi, że po pandemii karty sportowe oferowane przez pracodawców nabrały większego znaczenia w kontekście zdrowia psychofizycznego pracowników.

– Obecnie trzech na pięciu (58 proc.) Polaków uważa, że są osobami aktywniejszymi fizycznie niż ludzie z ich otoczenia. W przypadku użytkowników kart MultiSport jest to aż 81 proc. (wzrost o 23 p.p.). Dodatkowo 85 proc. posiadaczy tych kart podejmuje aktywność w obiekcie sportowym co najmniej raz w tygodniu, podczas gdy ogólna średnia wynosi jedynie 48 proc. Analizując wyniki badania widzimy, że benefit w postaci karty sportowej gwarantuje, że więcej osób może wypełniać rekomendacje WHO odnośnie optymalnego poziomu aktywności fizycznej w codziennym życiu, co w konsekwencji przekłada się na lepszą kondycję psychofizyczną tych osób – mówi dr Iwona Piątkowska, doktor nauk o kulturze fizycznej w zakresie nauk biomedycznych.

Inwestycja w programy antystresowe, w tym promocja aktywności fizycznej w miejscu pracy, jest zdaniem dr Molek-Winiarskiej kluczowa w utrzymaniu dobrej kondycji psychicznej pracowników. Według ekspertki przynosi też firmom realne korzyści finansowe.

– W badaniach T. Coxa 1 USD wydany na realizację programu antystresowego na poziomie jednostki przynosi do 5,5 USD zysku dla organizacji w następstwie wzrostu wydajności pracy i mniejszego nasilenia objawów stresu. W badaniach holenderskich wskazano, że spadek absencji o 3% w następstwie programów redukujących stres przyniósł 40 mln EUR oszczędności, a w brytyjskich – 1,13 mln GBP w okresie dwóch lat od wdrożenia – podsumowuje dr Molek-Winiarska.

Jak donosi WHO, pół miliarda osób zachoruje do 2030 roku na choroby serca, otyłość, cukrzycę lub inne choroby niezakaźne związane z brakiem aktywności fizycznej, jeśli zaniechane zostaną działania zachęcające do większej aktywności. Szacunkowe koszty tego zaniechania wynoszą 27 miliardów dolarów rocznie.

Informacje o badaniu

MultiSport Index to kompleksowe badanie aktywności fizycznej (wysiłek podejmowany minimum raz w miesiącu) oraz sportowej (regularny wysiłek fizyczny podejmowany minimum raz w tygodniu) Polaków. Badanie prowadzone jest na zlecenie Benefit Systems przez agencję badawczą Minds&Roses. Badanie MultiSport Index 2023 zrealizowane zostało na reprezentatywnej losowej próbie 1 400 Polaków w wieku 18+ z wykorzystaniem techniki wywiadu telefonicznego wspomaganego komputerowo (CATI) w dniach od 30 stycznia do 3 lutego 2023 roku.

Podwyższając płacę minimalną Polska atrakcyjniejszym krajem emigracji zarobkowej

Rząd zaproponował, aby od 1 stycznia 2024 roku minimalne wynagrodzenie wynosiło 4242 zł, a od 1 lipca 4300 zł brutto.

Jako agencja zatrudnienia współpracujemy z dwojakiego rodzaju klientami – z jednej strony są to przedsiębiorcy, a z drugiej nie mniej ważni są to pracownicy, którzy przyjeżdżają do pracy do Polski. Gdy ustawodawca podnosi płacę minimalną, podnosi się średnia płaca. Doganiając zarobkowo Zachód, stajemy się atrakcyjnym krajem, który może zatrzymać pracowników na dłużej. Jako przedsiębiorca, który zajmuje się sprowadzaniem pracowników z zagranicy do Polski uważam, że to dobry prezent na Dzień Przedsiębiorcy (21 czerwca). Patrząc przez pryzmat pracownika to jest dobra informacja. – komentuje Tomasz Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal, międzynarodowej agencji zatrudnienia.

Według szacunków obcokrajowcy wytwarzają ok. 4 % PKB. Według Deloitte samo wykorzystanie zawodowych talentu Ukraińców przebywających w Polsce może podnieść PKB od 0,2 do 3.5 %. Pod koniec pierwszego kwartału 2023 roku liczba cudzoziemców w ubezpieczeniu emerytalnym wyniosła 1,07 mln osób, z czego 740 720 to obywatele Ukrainy (dane ZUS).

Projekt podwyższonej płacy minimalnej jest na pewno potrzebny w czasach galopującej inflacji, choć rozumiem, że budzi emocje, bo może być trudny do zrealizowania w obecnych warunkach. Ale każde przedsiębiorstwo musi samo sobie odpowiedzieć na pytanie czy chce być konkurencyjne czy chodzi tylko o zysk. Kiedy funkcjonowanie staje się nieopłacalne dla przedsiębiorcy, zawsze może przenieść je tam, gdzie jest taniej. – komentuje Bogdevic.

Rząd zaproponował, aby od 1 stycznia 2024 roku minimalne wynagrodzenie wynosiło 4242 zł, a od 1 lipca 4300 zł brutto. Płaca minimalna z powodu wysokiej inflacji mocno wzrośnie. W 2023 roku najniższe wynagrodzenie ma sięgnąć od 1 lipca 3600 zł, w ciągu roku ma wzrosnąć o 600 zł, do 4300 zł brutto od lipca 2024. Minimalna stawka godzinowa od 1 stycznia 2024 roku wyniesie 27,70 zł, a od 1 lipca 28,10 zł. Podwyższone minimalne wynagrodzenie za pracę ma otrzymać łącznie 3,6 mln osób.

Projekt trafił do Rady Dialogu Społecznego – efekt końcowy zwykle jest wynikiem trudnego kompromisu, więc ostateczną decyzję w tej sprawie podejmuje rząd.

Eksperci Business Center Club przewidują, że globalny koszt dla firm w polskiej gospodarce będzie znacznie wyższy niż zwykłe pomnożenie rocznej podwyżki płacy minimalnej wynoszącej 709 zł przez liczbę ok. 3 mln zatrudnionych na tej stawce (w sumie 2,18 mld zł), ponieważ inni zmotywowani tymi podwyżkami pracownicy, wyżej usytuowani w drabinie wynagrodzeń, także będą oczekiwać lub po prostu wymuszać stosowne podwyżki.

Kraków – wzrost rynku nieruchomości i atrakcyjność dla biznesu

Rynek biurowy w Krakowie jest drugim pod względem podaży w kraju, a jego zasoby intensywnie się rozwijają, co przyciąga coraz więcej najemców — wynika z danych firmy REDD, największej i najnowocześniejszej bazy danych o rynku nieruchomości w tej części Europy. Zasoby w istniejących budynkach wynoszą obecnie w Krakowie 1,7 mln mkw. Z kolei dostępna powierzchnia to 282 tys. mkw. Powstaje w tym momencie kolejne 38 tys. mkw.

Dynamiczny rozwój infrastruktury i transportu publicznego

— W Krakowie rozwijają się nie tylko nieruchomości komercyjne, lecz także infrastruktura drogowa i transport publiczny. Powstają nowe obszary gotowe na inwestycje, takie jak planowane „Nowe miasto” na terenie Rybitw o powierzchni 680 ha. Aktywność najemców biurowych w poprzednich latach świadczy o pozytywnym obrazie miasta, jego konkurencyjności oraz wysokiej dostępności zasobów ludzkich  — mówi Krzysztof Foks, Head Of Research w REDD Group. 

Wyzwania wynajmu powierzchni biurowej po pandemii

Kraków zanotował wysokie zainteresowanie ze strony najemców, co przekłada się na wolumen transakcji najmu, który w tym roku wyniósł już 58 tys. mkw. Dla porównania w 2022 roku był zbliżony do poziomu sprzed pandemii. Wolumen transakcji (popyt) w bazie REDD wyniósł w całym zeszłym roku 198 598 mkw.

— Jak pokazuje REDD INDEX, biura w Krakowie są wynajmowane około 433 dni. W Warszawie czas ten wynosi średnio 485 dni, a we Wrocławiu 494 dni. Wraz z rosnącymi cenami wynajmu biur, zarówno najemcy, jak i wynajmujący odczuwają presję związaną ze wzrostem czynszów i opłat eksploatacyjnych. Niepewna sytuacja makroekonomiczna oraz wydarzenia w Ukrainie wprowadzają niepewność i utrudniają podejmowanie decyzji i planów zarówno w Krakowie, jak i innych rejonach kraju — dodaje Krzysztof Foks, Head Of Research w REDD Group. 

Najbardziej atrakcyjne lokalizacje

Największą liczbę transakcji odnotowaliśmy na terenie Podgórza i Grzegórzek. Są to rejony z dużą liczbą nowych projektów biurowych w ostatnim czasie, co pozwoliło zainteresować nimi najemców. Sporym zainteresowaniem cieszą się również rejony centralne, w okolicy dworca kolejowego oraz projekty biurowe z bardzo dogodną lokalizacją. W sumie w Krakowie mamy obecnie 7 budynków w budowie, a kolejnych 9 jest w planach.

Wyzwania związane z pustostanami

Krakowski rynek biurowy znajduje się trudnej sytuacji. Podobnie jak większość rynków regionalnych w kraju, dotyczy to również poziomu wolnych powierzchni biurowych w mieście. Niewielka liczba rozpoczętych realizacji nowych obiektów biurowych w trakcie pandemii spowodowała mniejszą liczbę dostępnych powierzchni biurowych do wynajęcia.

W 2022 roku odnotowano dużą aktywność najemców, jednak w pierwszych trzech miesiącach 2023 roku zaobserwowano lekkie osłabienie tego trendu. Zmiany w sposobie realizacji pracy mogą wpłynąć na zainteresowanie wynajmem powierzchni biurowych w najbliższych miesiącach.

W połowie czerwca uśredniony wskaźnik pustostanów w istniejących budynkach biurowych wyniósł 15,93%. Mimo że współczynnik pustostanów może utrzymywać się na poziomie zbliżonym do końca 2022 roku, sytuacja na rynku najmu jest bardzo dynamiczna i nie do końca przewidywalna.

Nowoczesne inwestycje biurowe

Podaż powierzchni biurowych w Krakowie nieustannie się rozwija. Obecnie w realizacji znajdują się takie projekty jak Brain Park — kompleks biurowy realizowany przez Echo Investment, Ocean Office Park — wieloetapowy projekt powstający na Podgórzu przez Cavatinę, Fabryczna Office Park — biurowce wchodzące w kompleks mixed-use Fabryczna City, Kreo — obiekt położony przy Bonarce City Center, budowany przez Ghelamco, Mogilska 35 czy The Park — wieloetapowa inwestycja położona w Podgórzu, której deweloperem jest White Star.

W Krakowie wciąż można znaleźć miejsce na kolejne inwestycje. Większa dostępność nowej, najwyższej jakości powierzchni biurowych pozwala na regularne podnoszenie standardu wynajmowanej powierzchni przez najemców oraz wpływa pozytywnie na atrakcyjność inwestycyjną miasta.

Boom na powierzchnie coworkingowe

W ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się przestrzenie coworkingowe. Kraków nie jest tu wyjątkiem, a wręcz przeciwnie — dynamicznie rozwija się na tym rynku. Coraz więcej firm decyduje się na wynajem elastycznych biur, które oferują różnorodne udogodnienia, takie jak dostęp do nowoczesnej infrastruktury, miejsca spotkań, strefy relaksu czy usługi dodatkowe.

Jak wynika z raportu „COWORKING IN POLAND” przygotowanego przez REDD i finne, Kraków jest na drugim miejscu po względem wielkości rynku coworkingowego, oferując ponad 37 tys. mkw. powierzchni i 4,7 tys. stanowisk pracy.

Miejsca coworkingowe stają się atrakcyjną alternatywą zarówno dla startupów, jak i dla większych firm, które szukają elastycznych rozwiązań. Kraków oferuje różnorodne przestrzenie coworkingowe, zarówno w centrum miasta, jak i na obrzeżach, co przyciąga różne grupy przedsiębiorców i freelancerów.

Koszty operatorów telekomunikacyjnych rosną szybciej niż przychody, a wysoka inflacja zagraża inwestycjom w usługi i infrastrukturę

Skokowy wzrost inflacji dotknął cały sektor telekomunikacyjny i spowodował bezprecedensowy w ostatnich dwóch dekadach wzrost kosztów. Większość ankietowanych przedsiębiorców wskazuje, że utrzymywanie się wysokiej inflacji w średnim okresie, połączone z ograniczeniami regulacyjnymi w zarządzaniu ofertą, wpłyną na obniżenie jakości i konkurencyjności sektora. Taki scenariusz przełożyłby się negatywnie na funkcjonowanie państwa i jakość życia obywateli ze względu na strategiczne znaczenie infrastruktury telekomunikacyjnej dla gospodarki – wynika z raportu „Wpływ sytuacji makroekonomicznej na funkcjonowanie operatorów telekomunikacyjnych w Polsce”, opracowanego przez Arthur D. Little na zlecenie Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej (PIKE).

Rynek apeluje o likwidację barier rozwojowych

Aż 80% ankietowanych przedsiębiorców wskazało na pogorszenie sytuacji finansowej, 70% operatorów wskazuje na konieczność rewizji planów inwestycyjnych lub już dokonało korekt w perspektywie 1-3 lat i tyle samo wskazań implikuje ryzyko obniżenia jakości i konkurencyjności usług.

„Stworzyliśmy w Polsce najbardziej konkurencyjny i różnorodny rynek mediów i telekomunikacji, z najlepszym stosunkiem ceny do jakości. Jako branża widzimy potrzebę podjęcia pilnego dialogu z regulatorami, żeby wypracować narzędzia działania w środowisku wysokiej inflacji, które pozwolą rozwijać oferty i chronić konsumentów w zrównoważony sposób. Rynek zbudował sztuczną tamę, biorąc na siebie cały wpływ wzrostu kosztów, a brak przewidywalności regulacyjnej jest w obecnych warunkach ekonomicznych szczególnie bolesny dla przedsiębiorców.” – mówi Jerzy Straszewski, Prezes PIKE.

Rosnące obciążenia dla przedsiębiorców, niepewność regulacyjna oraz ekonomiczna stanowią ryzyko dla inwestycji w utrzymanie i rozwój usług

W latach 2018-22 inflacja wzrosła o 26%, ceny energii o 160%, koszty płac o 40%, a koszty finansowania o ponad 400%. WIBOR wzrósł z poziomu 1,7% w I kwartale 2018 r. do 7,1% w IV kwartale 2022 r., a kurs dolara i euro, będących walutami rozliczeń za sprzęt, treści i szereg kluczowych dla działalności usług, poszybował w górę między I kwartałem 2018 r. a IV kwartałem 2022 r. o 30% (USD) i 12% (EUR). Jednocześnie w tym okresie ceny usług telekomunikacyjnych pozostały na niezmienionym poziomie, a rosnących kosztów nie zrekompensowały przychody na użytkownika – ARPU z usług telewizyjnych spadło o około 10%, a z Internetu stacjonarnego wzrosło zaledwie o 8%, znacząco poniżej wzrostu inflacji.

„Wzrost ARPU z usług telekomunikacyjnych od 2018 r. był średnio trzykrotnie niższy od wzrostu cen innych mediów i o 18 punktów procentowych niższy od inflacji. W badanym okresie, tj. w latach 2018-2022, przychody branży telekomunikacyjnej uległy nieadekwatnej zmianie względem poziomu inflacji oraz w otoczeniu rosnących cen innych mediów i kosztów działalności. W raporcie porównaliśmy sytuację operatorów w Polsce z operatorami w wybranych krajach Europy Zachodniej, w których waloryzacja cen usług obejmowała zarówno nowych, jak i dotychczasowych klientów, co było bardziej zrównoważone.” – mówi Piotr Baranowski, Partner Zarządzający w Arthur D. Little.

Aż 85% operatorów spodziewa się dalszego wzrostu kosztów. Wśród największych ryzyk, związanych z brakiem proaktywnego działania rynku i decydentów wskazywane są ograniczenia nakładów na rozbudowę i utrzymanie sieci, zmniejszenie konkurencyjności oferty, skokowy wzrost cen usług w przyszłości, pogorszenie jakości usług i ograniczenie wyboru dla konsumentów, a także obniżenie poziomu bezpieczeństwa sieci oraz spadająca konkurencja na rynku.

„Niekorzystna sytuacja makroekonomiczna osłabia konkurencyjność rynku, a branża telekomunikacyjna jest kluczowa dla rozwoju gospodarki. To było widać zwłaszcza w pandemii, gdy wiele usług i biznesów można było z dnia na dzień przenieść do sieci, dzięki stałym inwestycjom operatorów w jakość infrastruktury m.in. wysokie przepływności sieci. Dziś wysoka inflacja zagraża przyszłym inwestycjom i wymaga proaktywnego działania rynku i decydentów, aby zapobiec pogorszeniu jakości i dostępności usług w przyszłości.” – dodaje Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Potrzeby inwestycyjne sektora są wyższe niż w innych branżach i stale rosną

Branża potwierdza, że utrzymywanie się niestabilnej sytuacji makroekonomicznej negatywnie przełoży się na dostępność i jakość usług telekomunikacyjnych w Polsce, ponieważ potrzeby inwestycyjne sektora stale rosną.

„Infrastruktura telekomunikacyjna ma kluczowe znaczenie dla funkcjonowania państwa, gospodarki i obywateli. Tylko w latach 2018-22 wolumen transmisji danych wzrósł o około 125%, co nie byłoby możliwe bez stałych inwestycji operatorów w infrastrukturę sieciową, którzy w tym czasie finansowali jej rozbudowę i utrzymanie. Przed nami ogromne wyzwania inwestycyjne, w tym m.in. Krajowy Plan Odbudowy, Fundusze Europejskie na Rozwój Cyfrowy,, aukcja na częstotliwości 5G. Przy rosnącym koszcie finansowania będzie coraz trudniej utrzymać plany inwestycyjne. Sytuacja makroekonomiczna dojrzała do szerokiego dialogu dla telekomunikacji, w ramach którego będziemy współpracować ze wszystkimi decydentami, w tym przede wszystkim z UKE, UOKiK i Ministerstwem Cyfryzacji.” – mówi Stefan Kamiński, Prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Badanie przeprowadzono w maju 2023 r. wśród spółek zrzeszonych w izbach: PIKE, KIGEIT, PIIT, KIKE. Próbka spółek zawiera szeroki przekrój operatorów, pokrywając biznesy docierające do mniej niż 20 tys. gospodarstw domowych oraz takie, w których zasięgu infrastruktury stacjonarnej znajduje się ponad 200 tys. gospodarstw.

Rośnie częstotliwość, z jaką Polacy chodzą do sklepów. Spędzają w nich też więcej czasu

Polacy robią zakupy średnio o ponad 10% częściej niż przed rokiem, w związku z czym ruch w sklepach urósł o przeszło 9% rdr. dla całego rynku. Zauważalny jest też wzrost przeciętnej częstotliwości wizyt przypadających na jednego shoppera. Ponadto widać, że rdr. zwiększył się średni łączny czas poświęcony na zakupy. Tak wynika z badania wykonanego na grupie ponad 1,1 mln konsumentów. Analiza potwierdziła także, że sklepami pierwszego wyboru dla większości kupujących wciąż pozostają dyskonty. Jak mówią eksperci, o wysokiej pozycji rynkowej tego formatu w Polsce decyduje jego dostępność, w tym m.in. gęsta sieć sklepów zlokalizowanych blisko miejsc zamieszkania oraz konkurencyjna cenowo oferta. I to na rynku szybko się nie zmieni.

Częściej chodzimy do sklepów

Konsumenci coraz częściej odwiedzają sklepy (dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety i sieci typu convenience), co potwierdzają badania częstotliwości, z jaką robią zakupy. Najnowsza taka analiza, na podstawie zachowań ponad 1,1 mln Polaków, została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Obserwowano ruch w sumie 33 tys. punktów handlowych w dniach od 1 stycznia do 15 maja br. z odniesieniem do analogicznego okresu w poprzednim roku (z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych).

W czasie, który objęło badanie, Polacy dokonywali zakupów częściej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Zdaniem Mateusza Chołuja, współautora analizy z Proxi.cloud, wzrost częstotliwości zakupów spożywczych o 10,2% to wynik tego, że są one bardziej planowane. – Podstawową przyczyną tego zjawiska jest dbałość o domowy budżet i kontrolowanie wydatków wobec rosnących cen niemal wszystkich produktów. Kolejnym przyczyniającym się do tego aspektem mogą być pojawiające się promocje, które są tymczasowe. Wobec tego klienci chodzą do sklepów z większą częstotliwością, aby uzupełnić zapasy tańszymi produktami. Ten trend najprawdopodobniej nie ulegnie zmianie, ponieważ konsumenci coraz uważniej śledzą cotygodniowe obniżki i właśnie pod nie dostosowują częstotliwość wizyt w sklepach – uważa Chołuj.

Z kolei dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHiD-u, zwraca uwagę na tzw. „słabszy portfel” konsumenta, który powoduje, że unika on kupowania na zapas i nie sięga po poszerzoną gamę towarów. – Niewiele rodzin jeszcze robi szczegółowe plany zakupów, choć zjawisko to narasta. Natomiast póki co jest zastępowane mniejszymi zakupami. Przy cenach skorygowanych o inflację, mniej wkładamy do koszyków. Oszczędzamy, by osiągnąć efekt zakupowy, ale nie wydać za dużo – dodaje dr Faliński.

Zdecydowanie wybieramy dyskonty

Z badania wynika ponadto, że w analizowanym okresie niezmienne pozostały udziały w rynku poszczególnych formatów handlowych. Dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym jest zdania, że struktura formatów handlu odwiedzanych przez klientów przy zakupie FMCG jest wynikiem istniejącej w Polsce struktury punktów sprzedaży oraz wyboru przez klientów sklepów dyskontowych jako kluczowych miejsc zakupu codziennych produktów. Analiza pokazuje, że ok. 88% wszystkich klientów odwiedziło dyskonty przynajmniej raz w badanym okresie.

– O wysokiej i utrwalającej się pozycji rynkowej sklepów dyskontowych w Polsce zadecydowała ich dostępność dla klientów, tj. gęsta sieć placówek zlokalizowanych blisko miejsc zamieszkania oraz konkurencyjna cenowo oferta i atrakcyjność promocji. Przy wysokiej inflacji, klienci preferują zakupy w sklepach zapewniające niskie ceny produktów. Z tego wynika dominująca pozycja dyskontów w strukturze sieci detalicznej oraz niezmienność w relacji rocznej udziału tych sklepów wśród wszystkich formatów handlu. Struktura punktów sprzedaży w krótkim okresie, np. w ciągu roku, wykazuje bowiem tylko niewielkie zmiany – zauważa dr Kłosiewicz-Górecka.

Do tego dr Faliński dodaje, że inne formaty starały się dogonić popularnością dyskonty, ale nie wytrzymały rywalizacji cenowej lub jakościowej, albo też nie zaoferowały możliwości zrobienia zakupów w tak krótkim czasie, jak jest to możliwe w dyskontach. Ekspert zwraca też uwagę na specyfikę sklepów typu convenience, w których towary są wprawdzie relatywnie droższe, ale takie sklepy oferują zakupy drobne i szybkie, a także uzupełniające, robione np. raz na tydzień czy miesiąc. Są też odwiedzane w sytuacjach wyjątkowych, np. gdy klienci późno wracają z pracy, zostają niespodziewanie odwiedzeni przez gości i nie mają czasu na duże zakupy. – Ten trend utrzyma się, bo jest elastyczny w stosunku do bieżących potrzeb klienta, działając zarówno w czasach obfitości, jak i teraz oraz jeszcze za jakiś czas – uważa były dyrektor generalny POHiD-u.

Nierówne starcie formatów

Mateusz Chołuj, ekspert z Proxi.cloud, podkreśla, że dla zdecydowanej większości osób odległość od miejsca zamieszkania ma ogromne znaczenie podczas wyboru sklepu z art. spożywczymi. Rozumieją to sieci handlowe, które na każdym dużym osiedlu lokują nawet po kilka dyskontów. Ekspert zwraca też uwagę na to, że supermarkety i hipermarkety nie poddały się całkowicie w starciu z dyskontami i od czasu do czasu próbują mocniej zawalczyć o klientów, ale oni podchodzą do tych zabiegów z dystansem.

– Konkurencja pomiędzy formatami jak najbardziej służy konsumentom, którzy zyskują szeroki wybór pomiędzy różnego typu ofertami i okazjami. Supermarkety i hipermarkety muszą się mocno starać, żeby utrzymywać wysoką konkurencyjność. Oczywiście dyskonty też powinny stale trzymać rękę na pulsie, żeby nie tracić swojej pozycji na rynku – mówi Chołuj.

Natomiast dr Kłosiewicz-Górecka nie przewiduje, by w najbliższym czasie pozycja dyskontów miała ulec istotnej zmianie, chociaż wraz z malejącą inflacją coraz bardziej popularne stawać się będą zakupy w convenience stores oraz w sklepach autonomicznych.

Czynsze za powierzchnie magazynowe i logistyczne w Europie nadal będą wzrastać pomimo wzrostu wskaźnika pustostanów

Według najnowszego raportu pt. „European Logistics Outlook”, opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Savills, czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i logistyczne w Europie wzrosły w minionych czterech kwartałach o 10,4%. W najbliższym czasie trend wzrostowy stawek czynszowych utrzyma się pomimo spowolnienia aktywności najemców i związanego z tym wzrostu stopy pustostanów w pierwszym kwartale 2023 r. do 3,5%.

Różnice pomiędzy czynszami bazowymi i efektywnymi w Polsce zmniejszyły się na przestrzeni ostatnich kwartałów, ponieważ deweloperzy oferują najemcom ograniczone pakiety zachęt, jak na przykład krótsze okresy bezczynszowe czy mniejsze kontrybucje finansowe. Czynsze efektywne wahają się od 2,90 do 5,75 euro/m kw./miesiąc za moduły wielkopowierzchniowe i przekraczają 5,75 euro/m kw./miesiąc w przypadku obiektów typu SBU. Wzrost czynszów bazowych od początku 2022 r. wyniósł średnio ok. 15-25%, natomiast czynsze efektywne wzrosły w tym czasie o ok. 20-30%.

Trend wzrostowy podaży w UE może się utrzymać w drugim kwartale i kolejnych miesiącach, aż do czasu, gdy spadek liczby nowo rozpoczynanych inwestycji zacznie przekładać się na mniejszą ilość powierzchni oddawanej do użytku pod koniec bieżącego roku. Wskaźniki pustostanów wzrosły na większości rynków, przy czym najbardziej w Budapeszcie (+210 pb), Polsce (+200 pb) i Wielkiej Brytanii (+100 pb). Jednak, jak podaje Savills, odsetek niewynajętych powierzchni ponownie zmniejszył się w pierwszym kwartale w Holandii i Dublinie – odpowiednio o 60 pb i 30 pb.

W pierwszych trzech miesiącach 2022 r. stopa pustostanów w Polsce wzrosła do 6,2% – głównie z powodu oddania do użytku dużej ilości nowej powierzchni od początku 2023 r. Wolumen istniejącej powierzchni w Polsce powiększył się w pierwszym kwartale o ok. 7%, natomiast od wybuchu pandemii zasoby powierzchni magazynowej i logistycznej wzrosły o ponad połowę.

„Wskaźniki pustostanów wzrastają na większości rynków, ale ograniczona ilość powierzchni w budowie w minionej dekadzie oraz duży popyt ze strony najemców w ostatnich latach stwarzają przestrzeń do kolejnych podwyżek czynszów” – komentuje Andrew Blennerhassett, dyrektor w dziale badań europejskich rynków nieruchomości logistycznych w Savills.

Do końca bieżącego roku prognozy makroekonomiczne powinny się wykrystalizować czy nawet poprawić, ale ogólny spadek sprzedaży detalicznej i słabe nastroje gospodarcze zaczynają wpływać na sytuację na rynkach najmu. Savills szacuje, że w pierwszych trzech miesiącach 2023 r. popyt ze strony najemców w Europie wyniósł ponad 650 tys. m kw., co oznacza spadek o 16% w porównaniu ze średnią pięcioletnią za pierwszy kwartał.

„Kontekst ma kluczowe znaczenie w naszej analizie rynku, na którym najpierw odnotowywano dynamiczną ekspansję, a następnie okres umiarkowanego wzrostu. Porównując dane roczne z pierwszym kwartałem 2022 roku, należy podkreślić, że są one zbliżone do wyników z trzech lat poprzedzających pandemię oraz że porównanie dotyczy najlepszego pierwszego kwartału w historii. Ponadto popyt w porównaniu z pierwszym kwartałem 2019 roku, w którym rynek jeszcze znajdował się w dobrej kondycji w stosunku do czasów przedcovidowych, wzrósł o 1%, co świadczy o powrocie do średniej sprzed pandemii. Co więcej, poprawa sytuacji gospodarczej i wzrost aktywności firm działających w sektorze handlu internetowego, chociażby koncernu Amazon, mogą przyczynić się do silnego ożywienia w perspektywie średnioterminowej” – dodaje Andrew Blennerhassett.

Jak podaje Savills, wolumen transakcji inwestycyjnych zmniejszył się o 49% w ujęciu kwartalnym i aż o 73% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2022 r., który był rekordowy. Wartość obrotów za pierwszy kwartał na poziomie 5,1 mld euro to najniższy wynik od czasu globalnego kryzysu finansowego i o 57% niższy od średniej pięcioletniej. Największe spadki odnotowano na Węgrzech, w Norwegii, Belgii i we Francji, a w mniejszym stopniu także w Czechach, Irlandii i Portugalii. Aktywność transakcyjna wzrosła jedynie w Polsce i Rumunii.

„Spowolnienie aktywności inwestycyjnej zostało spowodowane głównie przez zacieśnianie polityki pieniężnej przez banki centralne, które podnosiły stopy procentowe, co przekładało się na wzrost kosztów finansowania, negatywnie wpływając na nastroje inwestorów. Przewidujemy, że stabilizacja rynku i spadek niepewności przyczynią się do wzrostu liczby transakcji zawieranych w kolejnych miesiącach bieżącego roku” – mówi Marcus de Minckwitz, dyrektor działu nieruchomości przemysłowych i logistycznych w regionie EMEA, Savills.

„Inwestorzy poszukujący możliwości finansowania inwestycji magazynowych i logistycznych w Polsce w modelu forward funding mają większą pewność co do kosztów budowy w 2023 r., które znacząco spadły z rekordowych poziomów notowanych w 2022 r. Ponadto obserwujemy wzrost zainteresowania realizacją nowych projektów wśród firm wykonawczych o ugruntowanej pozycji na rynku. Stawki czynszów w Polsce są obecnie najwyższe w historii. Czynniki te przekładają się na bardziej atrakcyjną stopę zwrotu niż w przypadku wielu projektów realizowanych jeszcze w ubiegłym roku. Inwestorzy zwracają coraz większą uwagę na standard i parametry techniczne oraz zdają sobie sprawę ze znaczenia wszystkich aspektów związanych z ESG dla realizowanych inwestycji. Obawy inwestorów dotyczą głównie niepewności co do ceny sprzedaży skomercjalizowanych obiektów, ale niepewność ta szybko zniknie wraz z ustabilizowaniem się sytuacji na globalnych rynkach” – mówi John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills w Polsce.

Czy lotnisko w Radomiu jest potrzebne?

Badania ruchu lotniczego oraz prognozy zrealizowane na rzecz CPK mówią o rosnących potrzebach na polskich lotniskach – stąd inwestycje w CPK oraz Radom. Jednak ruch lotniczy nie jest tak duży, jak zakładano – miał osiągnąć 250 tys. osób w tym roku i 450 tys. w przyszłym. Tymczasem jest niższy o około 40% – czyli o ponad 100 tysięcy osób. Nie wiadomo także, jak ruch będzie kształtował się po sezonie – jesienią i zimą. Stąd budowanie kolejnych lotnisk może być deficytowe – a to oznacza dopłacanie do ich utrzymania z budżetu – czyli z kieszeni podatnika. To stawia pod znakiem zapytania – czy takie inwestycje, jak lotnisko w Radomiu, mają sens?

– Problem z lotniskami pojawił się już kilka lat temu, kiedy rozmawiano o tym, jakie i ile docelowo lotnisk powinno obsługiwać Warszawę czy aglomerację warszawską. Forsując lotnisko w Radomiu jakby nie zauważano lotniska w Modlinie. Nawet sąd musiał interweniować i zmuszać PPL, który jest współwłaścicielem do tego, żeby nie blokował wydatkowania pieniędzy na rozbudowę Modlina – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR. – Brak prac inwestycyjnych na lotnisku, jak chociażby remont drogi kołowania – doprowadziłby pewnie do tego, że lotnisko musiałoby być zamknięte z przyczyn bezpieczeństwa. Gdzie przeniesiono by ponad 3 mln pasażerów? Lotnisko w Modlinie dawno przekroczyło poziomy sprzed pandemii. Jednak z powodu braku możliwości rozbudowy wybrano inwestycję w Radom. Tymczasem to absolutnie nie jest lotnisko dla warszawiaków. Po co my mamy jechać z Warszawy godzinę drogą czy godzinę pociągiem, skoro mamy znakomitą ofertę tutaj na Okęciu? To jest lotnisko dla Radomia, dla części dawnego województwa radomskiego, części świętokrzyskiego, może trochę części lubelskiego – ale to jest za mało, żeby to lotnisko mogła żyć pełnią życia. Pomimo obietnic tego lotniska nadal nie ma – jest opóźnione o dwa i pół roku. Miało kosztować 400 milionów złotych, a obecnie to ponad 800 milionów zł. Planowano wielki dworzec kolejowy czy szybką kolej z Warszawy do Łodzi już nawet w 2027 roku. Tymczasem tej infrastruktury nadal nie widać. Ale zainwestowano już ogromne środki w lotnisko w Radomiu. Więc ja – mimo że byłem przeciwnikiem tego lotniska – uważam teraz, że trzeba zrobić wszystko, żeby ono jak najkrócej przynosiło straty – analizuje Furgalski.

Kaskadowy wzrost ilości milionerów w zachodniopomorskim. Jest ich już prawie 3 tysiące

Rok 2022 w gospodarce nie był czasem najłatwiejszym – wojna w Ukrainie, galopująca inflacja, duża niepewności gospodarcza. Czy to jest dobry czas na budowanie finansowego imperium? Jak się okazuje – owszem. Z danych Krajowej Administracji Skarbowej wynika, że liczba osób, które przekroczyły dochód / przychód na poziomie miliona złotych jest w roku 2022 znacząco wyższa niż w roku 2021. – To brutalna prawda biznesowa, stara jak świat: gdy jedni tracą, inni się bogacą. Swoje majątki mnożyli przedsiębiorcy z sektorów, które przeżywały duże turbulencje – mówi Katarzyna Rogoźnicka, doradca gospodarczy.

Milionerów w województwie zachodniopomorskim jest prawie 3 tysiące

Podsumowanie akcji PIT przynosi dla naszego regionu dobre wiadomości. Przedsiębiorcy poradzili sobie z negatywnymi zjawiskami gospodarczymi i wielu z nich wręcz pomnożyło swój majątek.

W rozliczeniach za 2022 r. w 2914 zeznaniach wskazano dochody/przychody wyższe niż 1 mln zł. Zdecydowana większość z nich prowadzi działalność gospodarczą – 2823 zeznania. Pozostali milionerzy pracowali na etatach, posiadali zyski kapitałowe lub sprzedali nieruchomości.

Rok wcześniej w Zachodniopomorskiem było 2098 „milionerów”, z czego 1991 prowadziło działalność gospodarczą.

– To wzrost kaskadowy. Wynika on z tego, że gospodarka spowolniła. W trudniejszych czasach jest więcej przestrzeni na nowe pomysły i kreatywne rozwiązania. To tendencja ogólnoświatowa, że trudny czas gospodarczy to czas dla ludzi przedsiębiorczych. Nie da się też ukryć, że to czas na przejęcia, na zdobywanie rynku konkurencji, czy na łączenie kilku podmiotów w jeden biznes – przyznaje Katarzyna Rogoźnicka.

– Oczywiście milion złotych w czasach wysokiej inflacji oznacza coś innego, niż milion w czasach standardowych. Nie zmienia to faktu, że osiągnięcie takiego przychodu czy dochodu nadal nie jest czymś prostym i świadczy o daleko idącej przedsiębiorczości – mówi Rogoźnicka.

Kto na czele listy? Budownictwo i IT w kryzysie, ale zarabia najwięcej

Jakie sektory gospodarki mogą generować obecnie największe przychody? Katarzyna Rogoźnicka przyznaje, że nie ma na to reguły, bo najbardziej dochodowe biznesy z lat 2020-2021, w roku 2022 przechodziły przez poważny kryzys.

– Budownictwo nadal generuje doskonałe zyski, ale pewnie nie tak wielkie jak w latach poprzednich. Sektor IT i e-commerce także nie jest już na takiej fali, jak w czasie pandemii. Biznesy medyczne myślę, że podobnie. Pozostaje nam więc gdybać, że w rankingu milionerów pewnie każdy sektor gospodarki ma swoich najsilniejszych przedstawicieli – mówi Katarzyna Rogoźnicka, doradca gospodarczy.

Czy kolejny wzrost liczny milionerów jest możliwy? – Takiego skoku trudno się spodziewać rok do roku. To ponad 40% w 2022 w porównaniu z 2021. Jesteśmy jednak już w połowie roku 2023 i choć gospodarka delikatnie spowolniła to wieszczenie wielkiego kryzysu i fali bankructw w tym momencie byłoby nieodpowiedzialne. Przedsiębiorcy świetnie sobie radzą – mówi Katarzyna Rogoźnicka.

Inflacja PPI w Niemczech

Inflacja producencka (PPI) w Niemczech wyniosła 1,00% r/r oraz -1,4% m/m. W obu przypadkach znacznie poniżej prognoz wynoszących odpowiednio 1,70% i -0,70%. Warto w tym miejscu przypomnieć, że szczyt PPI jeszcze we wrześniu wynosił ponad 40%!

Obecnie zanosi się na to, że wzrost cen nie tylko wyhamuje. Wygląda na to, że ceny mogą zacząć spadać, a to oznaczałoby deflację. Oczywiście nie ma co być hurra optymistą, ale PPI w USA i Strefie Euro spadła do odpowiednio 1,10% i 1,00% r/r.

PPI jest wskaźnikiem wyprzedzającym wobec CPI, a to oznacza, że czeka nas nieuchronny i dynamiczny spadek inflacji konsumenckiej.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Polskich przewoźników czekają nowe zmiany w prawie na granicach Wielkiej Brytanii

Polscy przewoźnicy i branża spożywcza, eksportująca do Wielkiej Brytanii, muszą przygotować się na zmianę zasad wwozu towarów na Wyspy. Pierwsze przepisy, wprowadzane w ramach projektu Border Target Operating Model, zaczną być wdrażane już od 31 października tego roku. Obecnie wypracowywana jest ostateczna treść nowego prawa, jednak terminy startu obowiązywania się nie zmienią. Bez odpowiedniego przygotowania eksporterzy nie będą mogli wwieźć określonych produktów na teren Wielkiej Brytanii – zaznaczają eksperci agencji celnej Bunasta.

Projekt Border Target Operating Model to nowe podejście do kontroli bezpieczeństwa oraz kontroli sanitarnych i fitosanitarnych (mających zastosowanie do przywozu żywych zwierząt, produktów zwierzęcych, roślin i produktów roślinnych). Określa on, w jaki sposób kontrole zostaną uproszczone, zdigitalizowane i sprowadzone do funkcji jednego okienka dla importu, eksportu i tranzytu, tzw. Single Trade Window.

Nadchodzące zmiany dotkną przewoźników transportujących produkty spożywcze i eksporterów żywności. Sprzedający z UE do Wielkiej Brytanii produkty spożywcze, żywe zwierzęta, produkty pochodzenia zwierzęcego, rośliny lub produkty roślinne powinni już teraz sprawdzić poziom ryzyka swojego towaru według zasad Border Target Operating Model. Pozwoli to przygotować się na nadchodzące zmiany w procedurach granicznych – tłumaczy Jurgis Adomavičius, założyciel i prezes międzynarodowej agencji celnej Bunasta.

Eksport żywności, zwierząt i produktów pochodzenia roślinnego odpowiada za ponad 20% polskiego eksportu do UK. Sama wartość sprzedaży polskich towarów do Wielkiej Brytanii to 60,7 mld PLN.

Nowe zasady będę wchodzić w życie etapami. Pierwsze już za prawie 4 miesiące. 31 października 2023  r. wprowadzone zostaną certyfikaty zdrowotne przy imporcie z Unii  Europejskiej produktów pochodzenia zwierzęcego, roślin, produktów roślinnych oraz żywności (i paszy) wysokiego ryzyka niepochodzącej od zwierząt średniego ryzyka.

31 stycznia 2024 r. wejdzie w życie kontrola tożsamości i kontrola dokumentacji w oparciu o ryzyko w odniesieniu do produktów pochodzenia zwierzęcego, roślin, produktów roślinnych oraz żywności (i paszy) wysokiego ryzyka niepochodzącej od zwierząt z UE. Z kolei 31 października 2024 r. wejdzie obowiązek deklaracji bezpieczeństwa i ochrony dla towarów importowanych z Unii Europejski.

Obecnie w Wielkiej Brytanii trwają jeszcze konsultacje nad ostateczną treścią nowych zasad. Ten etap powinien zakończyć się w najbliższych tygodniach.

– Polscy przewoźnicy na początku tego roku musieli dostosować się do szeregu nowych regulacji w transporcie. Na horyzoncie są kolejne, które nigdy nie są mile widziane przez biznes, który ceni sobie stabilność. Jednak dzięki odpowiedniemu harmonogramowi wdrożenia można na nie się przygotować. Dodatkowo, specjalistyczne firmy oferują wsparcie w wyrabianiu potrzebnych certyfikatów zdrowotnych. Docelowo, nowe zasady powinny usprawnić i przyspieszyć pracę na granicy UE z Wielką Brytanią – zaznacza Jurgis Adomavičius.

Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2021 r. wywóz towarów do Wielkiej Brytanii nie stanowi już transakcji wewnątrzunijnej a eksport towarów, w konsekwencji wiąże się z obowiązkiem dopełnienia przez eksporterów szeregu formalności celnych.

Bunasta oferuje również gwarancje ubezpieczeniowe niezbędne w tranzytowym ruchu pojazdów. Wartość jej funduszu gwarancyjnego, który należy do największych w Polsce, przekracza 50 mln EUR. Firma powstała w 2012 roku na Litwie, od 2016 roku istnieje Bunasta Polska, podobne firmy funkcjonują na Łotwie i w Wielkiej Brytanii.

Zawodowi dłużnicy – firmy z niskim kapitałem i siecią powiązań

Spółka prawa handlowego z niskim kapitałem, w sieci spółek powiązanych kapitałowo i osobowo, mająca długi – to główne cechy, po których można rozpoznać tzw. zawodowego dłużnika, wskazują eksperci Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów. W tę pułapkę wpada wiele firm, bo zawodowi dłużnicy świetnie wiedzą, jak udawać solidnego i obiecującego partnera, licząc na to, że przedsiębiorca nie sprawdzi ich kondycji finansowej. Współpraca z nieuczciwym kontrahentem kończy się jednak zwykle trudnymi do odzyskania wierzytelnościami, które powiększają i tak już sporą kwotę zadłużenia w przedsiębiorstwach, przekraczającą 9,3 mld zł.

Zatory płatnicze to prawdziwa bolączka polskich firm. Utrudnia im prowadzenie biznesu, hamuje inwestycje, uniemożliwia regulowanie w terminie własnych zobowiązań. Według styczniowego badania Kaczmarski Inkasso „Przeterminowanie faktur w polskich przedsiębiorstwach”, 60 proc. wartości nieuregulowanych faktur w sektorze MŚP to faktury przeterminowane do 3 miesięcy, ale 11 proc. jest przeterminowana od 6 do 12 miesięcy, a 12 proc. ponad rok. W przypadku co czwartego badanego przedsiębiorstwa niezapłacone faktury stanowią ponad 30 proc. wartości sprzedanych towarów bądź usług. Za wieloma tymi nieopłaconymi fakturami stoją zawodowi dłużnicy. To zagrożenie dla biznesu, którego wciąż wiele firm nie jest świadomych.

Mówiły jaskółki, że niedobre są…

Według ekspertów Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy, zawodowym dłużnikiem najczęściej będzie firma, która już ma niezapłacone zobowiązania. Zwykle to spółka prawa handlowego, bo jej właściciele nie odpowiadają za długi całym swoim majątkiem, tak jak w przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych. Często nie składa też sprawozdań finansowych, mimo że ma taki obowiązek, ukrywając w ten sposób swoją kondycję finansową. Zazwyczaj stoi za nią również sieć firm powiązanych kapitałowo i osobowo, z których część także może znajdować się już w KRD. Warto zwrócić uwagę również na kapitał zakładowy, który może być nieproporcjonalnie niski do skali jej działalności.

Tak zwani zawodowi dłużnicy zazwyczaj od początku współpracy nie mają zamiaru w pełni rzetelnie płacić swoich zobowiązań. Stwarzają jednak pozory dobrego i perspektywicznego kontrahenta, a pierwsze transakcje regulują wzorowo. Często zdarza się, że na początku płacą nawet przed terminem i jest z nimi świetny kontakt. Roztaczają też przed swoimi ofiarami duże nadzieje, kuszą wizją pokaźnych zysków. To metoda, która ma uśpić czujność, wywołać u partnera przekonanie, że trafiła mu się okazja. Po pewnym czasie, gdy przyjdzie już do zapłaty, kontakt z takim zawodowym dłużnikiem się urywa, a przedsiębiorca może tylko pomarzyć o odzyskaniu swoich pieniędzy. Tego wszystkiego mógłby uniknąć, gdyby dokładnie sprawdził swojego przyszłego kontrahenta  – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Zawodowych dłużników najczęściej można znaleźć wśród wspomnianych spółek prawa handlowego. Nie widać tego jednak na pierwszy rzut oka, patrząc na dane o zadłużeniu. Na koniec maja br. w Krajowym Rejestrze Długów było notowanych ponad 263 tys. firm. Największą, 61,5 proc. grupę tworzą jednoosobowe działalności gospodarcze (162 tys.). Zadłużonych spółek prawa handlowego było 101 tys. Jeśli jednak nałożymy te dane na liczbę firm w Polsce, to spółki handlowe wypadają pod względem moralności płatniczej znacznie gorzej niż JDG-i. O ile w przypadku JDG-ów odsetek zadłużonych wynosi ok. 6 proc., o tyle w przypadku spółek prawa handlowego jest to już 16 proc., czyli ponad 2,5-krotnie więcej.

Branże największego ryzyka

Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów, w niektórych branżach ryzyko trafienia na nierzetelnego partnera biznesowego jest większe. Najmocniej pod tym względem wyróżnia się handel. Firmy z tego sektora mają nieuregulowane zobowiązania na 2,27 mld zł. Takich firm dłużników w bazie danych KRD jest ponad 64 tys. Uwagę zwracają też długi budownictwa. Ponad 46 tys. przedsiębiorstw ma tu ma do spłaty 1,41 mld zł. Trzecie miejsce pod kątem wysokości zaległości przypada sektorowi TSL, w którym blisko 29 tys. firm nie radzi sobie ze spłatą faktur i jest innym winna 1,25 mld zł. Tuż za podium, ale niewiele mniej niż czołówka, do spłaty ma też przemysł. Długi 24 tys. przedsiębiorstw z tego sektora sięgają 1,06 mld zł.

Zawodowi dłużnicy bazują na braku przezorności innych przedsiębiorstw. Liczą na to, że tamci nie będą ich sprawdzać przed nawiązaniem współpracy. Szczególnie że samodzielne zbieranie informacji jest bardzo czaso- i pracochłonne. Nie ma też pewności, że wszystkie dane na temat firmy będą aktualne czy dostępne publicznie.

Oczywiście nie możemy przyjąć założenia, że jak spółka, to dłużnik, a jak mikroprzedsiębiorca, to uczciwy. Te dane statystyczne wskazują co prawda, gdzie zagrożenia są większe, a gdzie mniejsze, ale to nie zwalnia od przezorności, bo nierzetelność płatnicza nie jest przypisana tylko do jednej formy prawnej czy branży. Krajowy Rejestr Długów niedługo skończy 20 lat i od początku działalności uczulamy każdego, kto sprzedaje towar lub usługę z odroczonym terminem płatności, żeby weryfikował kupującego, jeśli chce mieć pewność, że dostanie zapłatę. Ta świadomość się mocno upowszechniła. W pierwszym roku działalności udostępniliśmy 7,5 tys. raportów, w zeszłym roku 46 mln. Dzisiejszy raport też jest zupełnie inny niż ten sprzed 20 lat. Jego istotną częścią jest analiza wiarygodności płatniczej przypisująca badaną firmę do jednej z ośmiu kategorii zaufania – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Paradoks. Deweloperzy sprzedają teraz większe „M”

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak przez rok zmienił się rozkład sprzedanych „M” pod względem metrażu. Wbrew pozorom, deweloperzy nie sprzedają więcej kawalerek. 

Bardzo duży spadek dostępności kredytów mieszkaniowych sprawił, że rynek pierwotny lokali i domów wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze w II kw. – III kw. 2021 r. Chodzi nie tylko o mniejszą sprzedaż. Widzimy również, że mieszkania od deweloperów częściej kupują osoby w wieku 40 lat – 50 lat posiadające już spory kapitał w ramach wkładu własnego (często pochodzący ze sprzedaży poprzedniego lokum). Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy mocno zmieniła się też powierzchnia lokali sprzedawanych przez deweloperów.

Analitycy wzięli pod uwagę dane z systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl, które prezentują rozkład sprzedanych nieruchomości deweloperskich (lokali i domów) z kwietnia 2023 r. oraz maja 2022 r. Po porównaniu wyników dla tych miesięcy okazało się, że rozkład sprzedanych lokali i domów w sześciu największych miastach uległ następującej zmianie:

  • Lokale do 30 mkw. – spadek udziału rynkowego o 4,90 punktu procentowego (do 5,67%)
  • Od 30 mkw. do 50 mkw. – spadek o 0,07 p. p.(do 42,88%)
  • Od 50 mkw. do 70 mkw. – wzrost o 3,90 p. p. (do 35,54%)
  • Od 70 mkw. do 100 mkw. – wzrost o 1,98 p. p.(do 12,98%)
  • Od 100 mkw. do 120 mkw. – wzrost o 0,42 p. p. (do 2,02%)
  • Od 120 mkw. – spadek o 1,34 p. p. (do 0,91%)

Mniejsze niż przed rokiem znaczenie rynkowe małych lokali do 30 mkw. (spadek udziału w sprzedaży o 4,90 p.p.) wynikało z faktu, że wiele takich „M” kupowali niezbyt zamożni klienci firm deweloperskich. Spadek zdolności kredytowej zupełnie wykluczył ich z rynku. Wzrosło natomiast znaczenie klientów kupujących nowe mieszkania o ponadprzeciętnej powierzchni. Są to często osoby, dla których ograniczona zdolność kredytowa miała mniejsze znaczenie. W ramach uzupełnienia warto dodać, że kwietniowa sprzedaż deweloperów z sześciu największych miast była o 15% większa od wyniku z maja 2022 r.Wyk. 1 - Rozkład sprzedanych lokali i domów

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jastrzębi EBC i wzrost apetytu na ryzyko pogrążają dolara

Zarówno Europejski Bank Centralny, jak i Rezerwa Federalna przybrały w zeszłym tygodniu jastrzębi ton. Pierwszy z nich podniósł swoje stopy procentowe, drugi zaś dokonał pierwszej od marca 2022 r. pauzy. Inwestorzy, co obserwowaliśmy w minionych dniach na rynku walutowym, bardziej ufają działaniom, aniżeli słowom, więc euro zakończyło ubiegły tydzień znacznie wyżej.

Dolar doświadczył gwałtownej wyprzedaży względem wszystkich innych głównych walut z wyjątkiem jena japońskiego, któremu ciąży podejście Banku Japonii, zachowującego się tak, jakby wciąż trwał 2020 r. Jednym ze zwycięzców zeszłego tygodnia był funt brytyjski, który umocnił się względem dolara o mniej więcej 2% i znalazł się na górze tabeli wyników. Gwiazdami roku pozostają waluty Ameryki Łacińskiej – peso kolumbijskie i meksykańskie oraz real brazylijski doświadczyły w ostatnich miesiącach dwucyfrowej aprecjacji względem dolara.

W tym tygodniu w centrum uwagi znajdzie się Wielka Brytania. Podobnie jak w zeszłym tygodniu w USA, tak w tym posiedzenie Banku Anglii w czwartek (22.06) poprzedzi publikacja raportu inflacyjnego za maj. Powszechnie oczekuje się podwyżki stóp procentowych o 25 pb. W piątek (23.06) poznamy wstępne czerwcowe odczyty wskaźników PMI dla aktywności biznesowej z różnych krajów. W USA zaś ten tydzień będzie wyjątkowo spokojny.

PLN

Po kilku tygodniach siły w końcu nadeszła odwilż i złoty – podobnie jak inne waluty regionu – zakończył ubiegły tydzień spadkiem względem euro. Zanim się to stało, kurs EUR/PLN odnotował w poniedziałek (12.06) kolejne lokalne minimum na poziomie 4,43.

Uwaga skupiała się głównie na wieściach z zewnątrz, warto jednak odnotować, że dane o rachunku obrotów bieżących rozczarowały, pokazując mikroskopijną nadwyżkę 359 mln euro w kwietniu. Przemawia to na korzyść tezy, że złoty raczej nie będzie istotnie silniejszy w krótkim terminie. Nawet mimo nieznacznego spadku oczekiwań dotyczących obniżek stóp w Polsce (zgodnie z globalnym trendem) i wzrostu pary EUR/USD.

W tym tygodniu poznamy wyjątkowo dużo wieści z kraju. Uwaga skupi się na danych o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w maju, które zostaną opublikowane odpowiednio w środę (21.06) i czwartek (22.06).

EUR

Ubiegłotygodniowe oświadczenie EBC było niewątpliwie jastrzębie – Rada Prezesów podniosła stopy procentowe i wstępnie zobowiązała się do kolejnej podwyżki w lipcu. Bank w znacznej mierze pominął niedawne zaskoczenia w dół inflacją i bez wątpienia pozostaje skupiony na wyraźnej różnicy między inflacją bazową a wysokością stóp. Zaznaczył także, że pojawiają się pewne oznaki złagodzenia presji cenowej w strefie euro, podniósł jednak nieznacznie swoje prognozy inflacji do końca 2025 r.

Kolejna podwyżka stóp w lipcu wydaje się pewna. Spodziewamy się jej również we wrześniu, jeśli do tego czasu nie odnotujemy znacznego spadku bazowej presji cenowej. Rynki zaczynają podzielać nasze oczekiwania, w wyniku czego wspólna waluta umacnia się do górnego pułapu ostatniego przedziału wahań względem dolara.

USD

Rezerwa Federalna zdecydowała się w zeszłym tygodniu na „jastrzębią pauzę” – po raz pierwszy w obecnym cyklu podwyżek stóp procentowych pozostawiła stopy na niezmienionym poziomie. Próbowała jednak poprzez agresywny dot plot zakomunikować rynkom, że kolejny ruch będzie najprawdopodobniej w górę. Mediana oczekiwań decydentów wskazuje na jeszcze dwie podwyżki przed zakończeniem cyklu.

Opublikowane dzień przed posiedzeniem dane o inflacji nie dały Fedowi zbytniej ulgi. Kluczowa miara bazowa po raz szósty z rzędu wyniosła co najmniej 0,4% w skali miesiąca, co jest zgodne z niepożądaną stabilizacją inflacji na poziomie ok. 5%. Rynki wciąż nie wierzą w jeszcze dwie podwyżki stóp Fedu, warto jednak odnotować, że odsunęły oczekiwania dotyczące cięć na 2024 r., co wpisuje się w nasze założenia.

GBP

Połączenie uporczywej inflacji, oznak spirali płacowo-cenowej i odporności gospodarki wzmacnia oczekiwania dotyczące zarówno wysokości ostatecznej stopy procentowej Banku Anglii, jak i siły funta. W naszych prognozach na 2023 r. na brytyjską walutę zapatrywaliśmy się wyjątkowo pozytywnie i z satysfakcją widzimy ją w czołówce zestawień walut G10. Co więcej, uważamy, że wciąż ma przestrzeń do aprecjacji.

W tym tygodniu spodziewamy się kolejnego rekordowo wysokiego odczytu inflacji bazowej, podwyżki stóp procentowych Banku Anglii i przyjęcia przez niego jastrzębiego tonu. Na ostatnich posiedzeniach głosy decydentów były podzielone 7 : 2 na korzyść jastrzębi, istnieje jednak prawdopodobieństwo, że jeden lub oba gołębie mogą dołączyć do reszty członków i zagłosować za natychmiastową podwyżką. Uważamy, że stopy na Wyspach przekroczą prawdopodobnie 6% (wobec 4,5% obecnie) i pozostajemy pozytywnie nastawieni względem funta.

CHF

To nie był dobry tydzień dla bezpiecznych przystani – wyjątkiem nie był frank szwajcarski, który wylądował na samym dole zestawienia walut G10. Uwaga skupiała się głównie na wiadomościach z zewnątrz, warto jednak zauważyć, że szwajcarskie ceny producentów i importowe spadły w maju o 0,3%, odnotowując pierwszą deflację od ponad dwóch lat i wzmacniając argumentację o dezinflacji.

Bardzo mało prawdopodobne, aby powstrzymało to Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) przed kolejną podwyżką stóp procentowych w najbliższy czwartek 22.06. Niemniej uważamy, że nie ma argumentów wystarczająco silnych, aby utrzymać agresywne tempo zacieśniania polityki monetarnej, szczególnie biorąc pod uwagę coraz wyraźniejsze oznaki malejącej presji cenowej i słabości gospodarki.

Podobnie jak zdecydowana większość analityków, spodziewamy się, że SNB zwolni i zdecyduje się w tym tygodniu na podwyżkę stóp o standardowe 25 pb. W związku z tym kluczowa będzie komunikacja banku, w tym nowe projekcje inflacji. Uważamy, że koniec zacieśniania jest bliski, ale nie zdziwilibyśmy się, gdyby bank pozostawił miejsce na kolejną podwyżkę we wrześniu. Biorąc pod uwagę serię jastrzębich niespodzianek w krajach G10 w ostatnich tygodniach, nie można wykluczyć kolejnej, choć przypuszczamy, że zmaterializuje się ona raczej w komunikatach banku aniżeli w wysokości podwyżki.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Jaki zakres usług powinna oferować dobra hurtownia stali? Oto kluczowe cechy!

Hurtownia stali to często wielka hala sprzedażowa, która oferuje swoim klientom bogaty asortyment. Nowoczesne magazyny powinny posiadać zróżnicowane rodzaje produktów o pożądanym gatunku i wymiarach. Stal konstrukcyjna, nierdzewna, kwasoodporna czy może narzędziowa? Sprawdź, jaki zakres usług powinna oferować dobra hurtownia stali!

Czy stal to materiał o szerokim spektrum zastosowań?

Jest to ceniony na rynku stop żelaza z węglem o zawartości do 2,11% C. Ten przerobiony plastycznie materiał posiada znacznie lepsze właściwości praktyczne, aniżeli żeliwo o dwukrotnie wyższej zawartości węgla i tym samym większej kruchości. 

Sprawdza się bardzo dobrze w budownictwie, przemyśle elektrycznym, petrochemicznym, maszynowym, jak również precyzyjnych wyrobach elektronicznych, medycznych czy kosmicznych.

Dostawcy stali posiadają w swojej ofercie zróżnicowany asortyment, którego celem jest zaspokojenie potrzeb wielu klientów. Najbardziej popularnymi i najczęściej nabywanymi wyrobami stalowymi są:

  • płaskie i ryflowane blachy walcowane na zimno lub gorąco,
  • dowolnej długości pręty o przekroju okrągłym, płaskim, kwadratowym lub sześciokątnym,
  • kształtowniki o przekroju „L”, „C” oraz „T”,
  • rury o dowolnej średnicy i długości,
  • płaskowniki.

Współczesne zastosowanie stali

Stal ma szerokie zastosowanie w wielu gałęziach gospodarki, jednak dominuje oczywiście w szeroko rozumianym budownictwie. Nowoczesne gatunki są odporne na działanie kwaśnych środowisk i wysokie temperatury. Mają bardzo dobrą spawalność, wytrzymałość i wysoką odporność na korozję. Są stosunkowo lekkie i mogą być poddawane recyclingowi. 

Dostawcy stali oferują swoje produkty do takich zastosowań, jak:

  • pokrycia dachów i elewacji,
  • wyroby stalowe do zastosowań budowlanych i architektonicznych,
  • infrastruktura trakcyjna, sieciowa i kolejowa,
  • karoserie samochodów,
  • kadłuby statków,
  • instalacje elektryczne.

Deweloperzy oraz klienci indywidualni wiedzą doskonale, gdzie kupić stal na budowę o najwyższej jakości. Specjalne gatunki szyn stalowych przeznaczone do przemysłu transportowego, tramwajowego, dźwigowego czy kolejowego lekkiego oferują liczne firmy, jak np. hurtownia stali Moris

Hurtownie stali prześcigają się w pozyskiwaniu klientów oferując zróżnicowany asortyment w wielu wariantach gatunkowych, profilowych i cenowych. Jaki zatem zakres usług powinna oferować taka firma?

Zakres usług współczesnych hurtowni stali

Dostawcy stali rywalizują o klienta oferując zróżnicowany zakres usług. Do najważniejszych z nich można zaliczyć:

  • urozmaiconą ofertę produktową,
  • nieprzerwane dostawy,
  • wysokiej jakości materiały dostępne w wielu gatunkach,
  • fachową obsługę,
  • elastyczne formy zakupu i dostaw,
  • atrakcyjne ceny.

Podstawową kwestią jest zapewnienie stałego dostępu do zróżnicowanego asortymentu stali. Dotyczy to zarówno profili, możliwości przycięcia na dowolny wymiar jak i dostępności różnych gatunków materiałów. Kompetentna hurtownia stali powinna utrzymywać ciągłość dostaw z każdym klientem, gdyż to później owocuje wieloletnią współpracą. 

Bezdyskusyjnym atutem współpracy hurtowni z klientem jest oferowanie wysokiej jakości materiałów w wielu gatunkach, takich jak stal nierdzewna, kwasoodporna, żaroodporna czy konstrukcyjna. 

Fachowa obsługa na pewno będzie przydatna przy zamówieniach indywidualnych, kiedy to potencjalny klient nie ma sprecyzowanego planu zakupowego. Wielu dostawców stali oferuje obecnie elastyczne formy zakupu i dostaw z wykorzystaniem nowoczesnych platform eCommerce oraz indywidualnego taboru samochodowego. 

Najtańsza hurtownia stali z pewnością zachęci potencjalnych klientów do zakupów. Warto jednak sprawdzić wszystkie warunki zakupowe. Niekiedy korzystna cena materiałów stalowych może być windowana przez dość wysokie koszty składowania, dostawy lub brakiem możliwości zwrotu zakupionego towaru. Warto o tym pamiętać!

Kolejne generacje tachografów – po co są wprowadzane?

Automatyzacja i cyfryzacja dotyczy niemal wszystkich branż, nic więc dziwnego, że nie ominęła również transportu drogowego. Jeszcze do niedawna kierowcy ciężarówek do rejestrowania czasu pracy używali tachografów pierwszej generacji – najpierw analogowych, a później cyfrowych. Aktualne przepisy UE, wprowadzone przez Pakiet Mobilności, wymagają jednak od przewoźników przejście na inteligentne urządzenia drugiej generacji.

Od urządzeń analogowych do inteligentnych

Zanim nastała era cyfrowa, kierowcy korzystali z analogowych tachografów. Zapisywały one informacje na papierowych wydrukach. Każdy trzeba było uzupełniać ręcznie, co było nie tylko uciążliwe, ale również pozwalało na różne formy manipulacji urządzeniem, a co za tym idzie – czasem pracy. Gdy pojawiły się rozwiązania cyfrowe, tachografy analogowe zostały wyparte przez ich cyfrowe odpowiedniki, nadal pierwszej generacji. Są one wygodniejsze w obsłudze, pozwalają na cyfrowy zapis danych, a nawet ich odczytywanie na odległość – ale nie wszystkich i niekoniecznie tych, które mogą interesować kontrolerów. Owszem, można na odległość odczytać informacje związane z prędkością czy próbami złamania zabezpieczeń. Nie ma natomiast możliwości uzyskania w taki sposób danych dotyczących pracy kierowcy. I tu pojawia się miejsce dla drugiej generacji tachografów, inteligentnych, pełnych innowacyjnych rozwiązań i możliwości.

W czym są lepsze tachografy inteligentne od cyfrowych?

Jedną z głównych zalet jest zdalna obsługa tachografu, oczywiście pod warunkiem, że osoba kontrolująca posiada specjalny czytnik. Tachograf drugiej generacji automatycznie zapisuje przekroczenie granicy, rejestruje załadunek i rozładunek, ma zdecydowanie większą pojemność do przechowywania danych. Można go również zintegrować z zewnętrznymi systemami transportowymi. Nowe tachografy dają więc nieporównywalnie więcej możliwości, usprawniają zarządzanie flotą pojazdów, a także gwarantują działanie zgodne z przepisami. W poszukiwaniu niezawodnych rozwiązań i tachografów spełniających wszystkie wymagania, warto skorzystać z konsultacji ze specjalistami Webfleet, którzy pomogą w doborze nie tylko samego urządzenia, ale również wspomagających je systemów.

Generacja inteligentnych tachografów – dlaczego jest wprowadzana?

Zadaniem tachografów drugiej generacji jest ułatwienie pracy zarówno inspektorom czy urzędnikom, jak i samym kierowcom. Konieczność ich stosowania jest związana z wprowadzonym przez Unię Europejską Pakietem Mobilności. Inteligentny tachograf usprawni pracę kontrolerów. Zdalna obsługa tachografu pozwoli na odczytywanie danych na odległość, a co za tym idzie – od razu umożliwi zidentyfikowanie tych pojazdów, które należy zatrzymać w celu bardziej szczegółowej kontroli. Dużą zaletą inteligentnych tachografów drugiej generacji jest również wydłużenie okresu magazynowania danych, co również ułatwi kontrolę i ograniczy manipulacje w transporcie drogowym.

A jak druga generacja tachografów pomoże kierowcom? Automatyczne rozpoznawanie strefy czasowej, kraju czy pozycji pojazdu przekłada się na płynniejszą jazdę. Co więcej, kierowcy, którzy nie mają nic na sumieniu i przestrzegają przepisów, nie będą zatrzymywani do wyrywkowych kontroli. Bez opóźnień dojadą więc do celu, a przy tym nie będą stresować się w czasie kontroli. Zdalna obsługa tachografu nie jest więc, wbrew pozorom, korzystna wyłącznie dla urzędników, ale również dla każdego przewoźnika, który w transporcie drogowym porusza się zgodnie z przepisami. 

Obowiązek montowania tachografów nowej generacji wejdzie w życie 21 sierpnia 2023 roku i będzie dotyczył wszystkich samochodów ciężarowych powyżej 3,5 tony, które będą rejestrowane od tego dnia. Dzięki narzędziom takim jak Webfleet Tachograph Manager zarządzanie czasem pracy kierowców będzie jeszcze łatwiejsze. 

Ceny wciąż galopują a złoty znów pokazuje siłę

Piątkowy odczyt inflacji bazowej pokazuje, że nadal mamy duży problem ze wzrostem cen. Co więcej, skoro mówimy o inflacji bazowej, nie można tego zrzucić ani na ceny surowców energetycznych, ani na słabsze zbiory.

Inflacja bazowa zgodnie z oczekiwaniami

W piątek poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w oparciu o inflację bazową. Jest to wskaźnik bez cen żywności i energii. Powodem usunięcia tych dwóch elementów jest fakt, że są one najbardziej zmienne i w zależności od koniunktury/zbiorów potrafią naprawdę zakrzywić obraz reszty. Wzrost o 11,5% jest zgodny z oczekiwaniami, ale pokazuje, że mamy wciąż realny problem. Należy pamiętać, że w przeciwieństwie do inflacji konsumenckiej nadal jesteśmy niecały punkt procentowy od szczytów. W rezultacie ogłaszanie sukcesu w walce ze wzrostem cen może być przedwczesne. Z drugiej strony wciąż dużo się mówi o nadchodzącej na wybory obniżce stóp procentowych. Taki ruch spowodowałby tylko wydłużenie czasu docierania do normalności z tempem wzrostu cen.

Lepsza koniunktura za oceanem?

Z jednej strony jesteśmy świadkami dobrych wyników indeksów koniunktury. Kolejnym z nich był raport Uniwersytetu Michigan. Pokazał on 63,9 punktów wobec oczekiwanych 60,2 punktów. Jest to sygnał, że optymizm wśród osób wypełniających badanie jest wciąż wysoki, mimo że niektóre wyniki gospodarki mogą budzić niepokój. Z drugiej strony nadal spada liczba odwiertów ropy. Jest to typowy objaw oczekiwań spowolnienia gospodarczego. Obecny poziom jest najniższy od maja 2022 roku. Widać zatem wyraźnie przygotowania na gorszą koniunkturę. Z drugiej strony należy pamiętać, że obecna wartość w dalszym ciągu przekracza niemal trzykrotnie najniższą liczbę odwiertów z czasów pandemii koronawirusa.

Złoty znów pokazuje siłę

Od kilku dni polski złoty testuje poziom 4,45 zł. Co prawda 9 i 12 czerwca byliśmy już odrobinę niżej, ale obecne poziomy to próba testów najniższych poziomów od ponad 2,5 roku. Polski złoty był w tym czasie dużo słabszy z przynajmniej dwóch ważnych powodów. Pierwszym była pandemia, a drugim rosyjska inwazja na Ukrainę. Obecnie dochodzimy do sytuacji, gdzie bodźce te słabną. Pandemia się realnie zakończyła. Rosyjska inwazja stoi w miejscu, a biorąc pod uwagę ostatnią kontrofensywę, wręcz się cofa. Z kolei wysokie stopy procentowe nie przeszkadzają złotemu odzyskiwać trochę wartości. Powoduje to, że nasza waluta pomimo różnych zawirowań i nadchodzących wyborów zyskuje.

Dzisiaj w USA Dzień Wyzwolenia, będący dniem wolnym od pracy, co powoduje, że w kalendarzu danych makroekonomicznych brakuje ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

 

Britcoin o krok bliżej

CBDC, czyli pieniądze cyfrowe banków centralnych, są od pewnego czasu szeroko dyskutowane w sferze kryptowalut, ale jak dotąd niewiele dużych wersji zostało zrealizowanych. Jednak wersja funta brytyjskiego, tak zwany „Britcoin”, wydaje się być o krok bliżej do realizacji.

Bank Anglii zakończył eksperyment z Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) o nazwie Project Rosalind, badając rentowność brytyjskiego funta cyfrowego. Badanie wykazało, że taki CBDC mógłby pomóc uczynić płatności dla osób fizycznych tańszymi i bardziej wydajnymi, podczas gdy firmy byłyby w stanie oferować nowe rodzaje produktów finansowych i zmniejszyć liczbę przypadków oszustw.

Łatwo jest pomylić CBDC z szerszym rynkiem kryptowalut, ale w istocie nie są one zbyt podobne, zwłaszcza jeśli chodzi o procesy takie jak decentralizacja czy wartość. CBDC są przede wszystkim scentralizowaną odpowiedzią na rozwijający się rynek kryptoaktywów. I choć mogą okazać się przydatne, nie są zasadniczo takie same jak kryptowaluty pokroju bitcoina czy ethereum.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Zmieniający się krajobraz FMCG: Inflacja, ograniczona siła nabywcza i poszukiwanie oszczędności

W ostatnich miesiącach widać bardzo duże zmiany na rynku FMCG. Są one związane z dwoma siłami, które na tym rynku działają. Pierwsza to olbrzymia siła inflacyjna, która powoduje zmianę kosztu wytworzenia produktów, a następnie przekłada się dla konsumentów na zmianę cen detalicznych. Druga to zmniejszająca się siła nabywcza – a więc mniejszy zasób naszych portfeli. Do tego doszedł wybuch wojny w Ukrainie. To powoduje, że kupujący są w trybie mocno ekonomicznym i oszczędnościowym. Bardzo patrzą na to, gdzie i na co wydają pieniądze. Jednak można założyć, że w roku 2024 inflacja będzie spadać. Jednak spadek zmiany cen to nie jest spadek cen absolutnych – a więc ceny pozostaną na takim samym poziomie. Żeby wyrównać dochód rozporządzalny do okresu sprzed inflacji, musi nastąpić wzrost wynagrodzeń – a to zajmie bardzo dużo czasu.

– Konsument obecnie na pewno będzie przesuwał się w kierunku bardziej ekonomicznych brandów. Spada lojalność do marek, klienci chętniej wybierają też marki własne, które co do zasady są trochę tańsze niż produkty markowe – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl podczas Kongresu Retail Trends 2023 Anna Krawczyk, Nielsen IQ. – Z drugiej strony widać również poszukiwanie okazji zakupowych i sprawdzanie, co i w jakich kanałach można kupić w bardziej atrakcyjnych cenach. Takie są najbliższe perspektywy i prognozy rynku. Pozytywnym czynnikiem w handlu jest to, że obecnie dostępnych jest bardzo dużo narzędzi, w tym związanych ze sztuczną inteligencją. One pomagają budować odpowiednie strategie cenowe i asortyment. To elementy, którymi detaliści i producenci mogą się wspierać, aby wygrywać na tym rynku – rekomenduje Krawczyk.

Kłopot z miejscami postojowymi w halach garażowych. W tle świadectwo charakterystyki energetycznej

Od niedawna można otrzymać grzywnę za brak posiadania świadectwa charakterystyki energetycznej. Notariusze wymagają okazania go np. przy transakcji sprzedaży miejsca parkingowego w wielostanowiskowej hali garażowej. Jednak kłopot w tym, że podmioty uprawnione do wystawiania dokumentów odmawiają ich przygotowania. Wprawdzie ustawa wskazuje wyłączenia od obowiązku sporządzenia świadectwa, ale nie mówi wprost o ww. lokalach. Eksperci podkreślają, że przepisy nie są doprecyzowane. Jednocześnie brak przekazania świadectwa przez sprzedającego nie wyklucza możliwości sprzedaży. Z kolei MRiT informuje, że obecnie nie są prowadzone żadne oficjalne prace w zakresie ustawy.

Widmo kary i kłopotliwe zapisy

Pod koniec kwietnia weszła w życie nowelizacja ustawy o charakterystyce energetycznej budynków. Jak zaznacza Marek Niczyporuk, radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, wprowadzono przepis, który pozwala karać za brak posiadania świadectwa charakterystyki energetycznej na zasadzie odpowiedzialności za wykroczenie. Wcześniej istniał obowiązek sporządzania tego dokumentu, ale prawo nie przewidywało sankcji za jego nieprzestrzeganie. Natomiast w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się informacje o problemach. Notariusze przy np. sprzedaży miejsca parkingowego w wielostanowiskowej hali garażowej wymagają od sprzedającego okazania ww. dokumentu. W przypadku braku żądają podpisania oświadczenia i pouczają o grożącej grzywnie. Z kolei podmioty uprawione do wystawiania ww. świadectwa odmawiają jego sporządzenia. Rodzi się więc pytanie, czy żądanie notariuszy jest uprawione.

– Notariusze jak najbardziej postępują zgodnie z prawem i wykonują nałożone na nich ustawowe obowiązki. Zgodnie z art. 11 ust. 1 ustawy z 29 sierpnia 2014 roku o charakterystyce energetycznej budynków, właściciel budynku lub części budynku lub osoba, której przysługuje spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, ma obowiązek przekazać kupującemu świadectwo charakterystyki energetycznej. Ono jest obowiązkowe przy sprzedaży budynków lub ich części, przy czym częścią jest w szczególności lokal mieszkalny lub użytkowy – komentuje Szymon Kołodziej z Krajowej Rady Notarialnej (KRN).

Do sprawy odniosło się też Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), które stwierdza, że ocena przywołanej sytuacji nie jest jednoznaczna i powinna być każdorazowo rozpatrywana indywidualnie. Należy rozróżnić sytuację indywidualnych garaży i zabudowanych boksów oraz indywidualnych miejsc parkingowych, których jedynym wydzieleniem z przestrzeni hali garażowej jest linia namalowana farbą na posadzce obiektu. Jak zaznacza resort, w kontekście obecnych przepisów ustawy o charakterystyce energetycznej budynków ww. świadectwo sporządza się dla budynku lub jego części. Miejsce parkingowe nie spełnia definicji części budynku określonej w art. 2 pkt. 2 ustawy (zespół pomieszczeń). W takim przypadku sprzedaż miejsca parkingowego nie powinna pociągać za sobą obligatoryjności sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej części budynku.

– Absolutnie nie zgadzam się z opinią resortu. Sprzedaż miejsca garażowego w hali jest pojęciem kolokwialnym. Natomiast w rozumieniu ścisłym i prawnym, w ramach takiej umowy, dochodzi do sprzedaży udziału w budynku jedynie wraz z prawem do korzystania z konkretnego miejsca garażowego. Kupujący nie staje się właścicielem miejsca, a udziału w budynku. Prawo do zajmowania konkretnej przestrzeni  wynika jedynie z osobnej umowy współwłaścicieli o sposobie korzystania z rzeczy, jaką jest cały budynek – podkreśla Łukasz Kułaga, radca prawny z Kancelarii M. Krotoski Adwokaci i Radcy Prawni.

Konieczność i wyłączenia

MRiT zaznacza, że w świetle przepisów ustawy o charakterystyce energetycznej budynków, nie ma znaczenia czy hala garażowa jest wpisana do Księgi Wieczystej jako całość z budynkiem lub jako odrębna niemieszkalna nieruchomość. Mecenas Kułaga zgadza się z tym poglądem. Ekspert też dodaje, że w jednym przypadku hala garażowa jest osobnym budynkiem, a w drugim – częścią budynku. W każdej z tych sytuacji umowa sprzedaży będzie dotyczyć zatem udziału w budynku. Wiąże się to, co do zasady, z koniecznością zapewnienia świadectwa charakterystyki energetycznej.

– Wystawienie świadectwa dotyczy nieruchomości, które do swojego funkcjonowania zużywają energię – czy to elektryczną, czy też cieplną. Obowiązek ten dotyczy każdej wyodrębnionej części budynku. Nie ma konieczności wystawiania świadectwa dla stanowisk postojowych w garażach wielostanowiskowych nieogrzewanych. Koszty utrzymania zawarte powinny być w świadectwie dla całego budynku – informuje inż. Jacek Latała z firmy Atlas Budownictwo – Pracownia Inżynierska.

Z kolei Szymon Kołodziej zwraca uwagę na wyłączenia od obowiązku zapewnienia przez właściciela sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej. One zawarte są w art. 3 ust. 4 ustawy, gdzie wprost nie wymieniono wyłączenia lokali stanowiących garaż wielostanowiskowy. Wskazano jedynie, że wyłączeniu podlegają budynki przemysłowe oraz gospodarcze niewyposażone w instalacje zużywające energię, bez instalacji oświetlenia wbudowanego.

– Przepis o wyłączeniach odnosi się tylko do budynków, a nie ich części. Nie jest uprawnione jednoznaczne stwierdzenie, że lokal garażowy niewyposażony w instalacje zużywające energię, z wyłączeniem instalacji oświetlenia wbudowanego, podlega wyłączeniu z obowiązku sporządzania świadectwa charakterystyki energetycznej – dodaje radca prawny Niczyporuk.

Natomiast według ekspertów z firmy Audytomat.com, ustawa jest na tyle nieprecyzyjna, że miejsce postojowe w hali garażowej ciężko podciągnąć pod budynek zwolniony z tego obowiązku. Dodatkowo miejsce postojowe najczęściej nie ma ścian wydzielających, więc wyznaczanie zapotrzebowania energetycznego jest niemożliwe do wykonania według obowiązującej metodologii. Ponadto wskazują, że ministerstwo opublikowało wyjaśnienia tych kwestii w formie odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Jednak dalej część notariuszy informuje, że dla miejsca postojowego konieczne jest przekazanie świadectwa charakterystyki. Tłumaczą oni, że zbiór pytań i odpowiedzi na stronie ministerstwa nie stanowi prawa, a ponadto jest sprzeczny z ustawą.

– Przepisy regulujące obowiązki związane ze sporządzaniem i przekazywaniem świadectw charakterystyki energetycznej funkcjonują w polskim porządku prawnym już od niemal piętnastu lat. Od 2015 roku w ustawie z 29 sierpnia 2014 roku o charakterystyce energetycznej budynków. Wcześniej, bo od 2009 roku, obowiązek ten funkcjonował w ustawie z dnia 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane. Wydaje się zatem, że to wystarczający czas, na ukształtowanie „linii orzeczniczej” w tej kwestii – podkreśla Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

Potrzeba doprecyzowania przepisów

Jak zaznacza inż. Łukasz Wojtalewicz z firmy Certyfikat Energetyczny 24, jeśli miejsca parkingowe staną się częścią budynku w rozumieniu centralnego rejestru charakterystyki energetycznej budynków i przepisów, to wówczas zacznie wystawiać stosowne świadectwa. Obecnie działa na postawie regulacji, które nie są doprecyzowane i wymagają uzupełnienia. A gdy ewentualnie zmieni się prawo, to prawdopodobnie zwiększy się koszt wykonania dokumentu. Dla miejsca parkingowego, zazwyczaj podziemnego, są inne dane techniczne niż dla całego budynku.

– Nie ma sytuacji, w której nie wystawiamy świadectwa z wyboru. Nie wykonujemy usługi, jeśli ona nie jest konieczna. Często notariusze wymagają od naszych klientów świadectw w przypadkach, które nie dają możliwości ich wystawienia. Pouczamy wówczas z zakresu obowiązującego prawa i określamy dlaczego świadectwo nie jest możliwe do wykonania – opisuje inż. Latała.

Jak zaznacza Szymon Kołodziej, notariusz sporządzający umowę sprzedaży nie ocenia, czy świadectwo jest wymagane, czy też nie. Ma jedynie obowiązek odnotować w akcie notarialnym przekazanie nabywcy świadectwa charakterystyki energetycznej. A w przypadku nieprzekazania – pouczyć podmiot obowiązany do jego przekazania o karze grzywny za niewykonanie tego obowiązku. Według rzecznika KRN, pouczenie notariusza nie przesądza jednak, czy świadectwo jest potrzebne, czy nie. W tym zakresie strony podejmują decyzję na podstawie obowiązujących przepisów w oparciu ewentualnie o opinię osób uprawnionych do sporządzenia takich świadectw.

– Moim zdaniem, notariusze nie są przygotowani ani uprawnieni do oceny, czy takie świadectwo w konkretnym przypadku jest konieczne. Zdaje się, że tak też rozumuje ustawodawca, który na notariuszy nałożył obowiązek pouczenia, a nie weryfikacji obowiązku – stwierdza radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Z kolei Łukasz Kułaga zaznacza, że brak przekazania świadectwa przez sprzedającego nie wiąże się z brakiem możliwości sprzedaży. Jednakże może skutkować obciążeniem sprzedającego grzywną przez właściwy organ państwowy. Analogicznej sankcji nie ma niestety w przypadku braku zapewnienia lub przekazania dokumentu przez zarządcę współwłaścicielowi. Zdaniem eksperta, teoretycznie można byłoby domagać się wydania takiego świadectwa na drodze cywilnoprawnej. Jednak koszt i czas trwania takiego postępowania jest nieadekwatny do kosztu sporządzenia świadectwa samemu lub zapłaty ewentualnej grzywny.

Winne przepisy czy system informatyczny?

W przestrzeni publicznej pojawiają się też informacje o problemach technicznych. Jak zaznacza Jacek Latała, system MRiT na ogół działa normalnie, ale miewa zadyszki. Z kolei od 28 kwietnia, przez ok. tydzień, zupełnie się zatrzymał z uwagi na ogromne natężenie ruchu. Eksperci firmy Audytomat.com podkreślają, że przez kilka pierwszych dni maja audytorzy nie byli w stanie wgrywać swoich świadectw w centralny rejestr charakterystyki energetycznej budynków. To obowiązkowa czynność, bez niej świadectwo nie jest ważne. Sytuacja poprawiła się. Jednak czasami występują jeszcze przejściowe awarie i prace serwisowe, które uniemożliwiają wgrywanie świadectw do centralnego rejestru.

– Problem ze świadectwami charakterystyki energetycznej dla hal garażowych jest powszechnie znany. Nie dotyczy on jednak, jak mi się wydaje, przepisów, a programu informatycznego. Tak wynika z informacji przekazanych przez przedstawicieli deweloperów, którzy zetknęli się z odmową sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej dla hal garażowych ze względu na brak odpowiedniej funkcjonalności systemu informatycznego – zaznacza Maciej Celichowski, rzecznik prasowy Izby Notarialnej w Poznaniu.

Według Szymona Kołodzieja z Krajowej Rady Notarialnej, osoby posiadające uprawnienia do sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej powinny ocenić na tle obowiązujących przepisów, czy określony obiekt w ogóle wymaga sporządzenia świadectwa. Funkcjonalność systemu elektronicznego Ministerstwa Rozwoju i Technologii nie ma tutaj nic do rzeczy. To nie on decyduje, czy świadectwo jest potrzebne, ale obowiązujące przepisy prawa.

– Przed 2023 rokiem do MRiT nie wpływały jakiekolwiek wątpliwości interpretacyjne w przedmiotowym zakresie ustawy. Wejście w życie nowelizacji nastąpiło niedawno – 28 kwietnia br. Ministerstwo bierze pod uwagę pojawiające się pytania dotyczące aktualnego stanu prawnego. W razie faktycznie zidentyfikowanej potrzeby – podczas kolejnej nowelizacji – podejmie działania zmierzające do doprecyzowania wątpliwych kwestii. W tym momencie nie trwają żadne oficjalne prace w zakresie ustawy – podsumowuje resort.

Rośnie liczba kontroli skarbowych

Po 2 latach pandemii koronawirusa fiskus wraca do wzmożonych kontroli. W 2022 roku urzędnicy przeprowadzili ich nieco ponad 18 tys. czyli o niemal 15% więcej niż w 2021 r. i o ponad 18% więcej niż w 2020 r. Wzrost liczby kontroli jest również proporcjonalny do wzrostu liczby podatników, których grono pomiędzy 2020 a 2022 rokiem powiększyło się o 14%.

Uszczuplenia na ponad 9 mld zł

Dane Ministerstwa Finansów zebrał Dziennik Gazeta Prawna. Najwięcej kontroli w 2022 roku przeprowadziły urzędy podległe izbom skarbowym w Warszawie – 3 113, we Wrocławiu – 2085, i Krakowie – 1906. Pierwszą piątkę zamykają Katowice – 1 747 i Poznań 1 439. Nie dziwi więc, że największą wartość uszczupleń należności Skarbu Państwa wykryła izba warszawska – na kwotę 3 mld 354 mln zł, Katowice na kwotę 880,4 mln zł, a Wrocław – 709,2 mln zł. W sumie, w 2022 roku urzędy skarbowe w Polsce podczas kontroli podatkowych i czynności sprawdzających wykryły powodujące uszczuplenia budżetu państwa nieprawidłowości na kwotę 9 mld 141,5 mln zł.

Urzędy zwiększają skuteczność

W ubiegłym roku średnia skuteczności urzędów, mierzona zwieńczeniem kontroli ustaleniem dodatkowych należności na rzecz Skarbu Państwa, wyniosła 97,1%. W 2021 r. skuteczność ta wyniosła 96,6%, a rok wcześniej 85,8%. Rekordzistą pod tym względem jest izba szczecińska, legitymująca się w 2022 roku 99,9% skutecznością.

Lepsza egzekucja

Rośnie skuteczność i tempo działań egzekucyjnych. W 2020 roku urzędy skarbowe potrzebowały 95 dni na podjęcie działań windykacyjnych od dnia wystawienia upomnienia lub tytułu wykonawczego, a skuteczność egzekucji tytułów wykonawczych w stosunku do liczby tytułów do załatwienia wyniosła 38,5%. W 2021 r. urzędy potrzebowały 51 dni, notując skuteczność 35,8%, a w minionym roku już tylko 36 dni, zwiększając skuteczność egzekucji tytułów wykonawczych do 39,2%. Kwota wyegzekwowanych należności w 2020 r. wyniosła 4,387 mln zł, w 2021 r. 5,577 mln zł, a w 2022 r. – 7,940 mln zł.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że organy nie mają nieograniczonej swobody w prowadzeniu kontroli

Zgodnie z art. 282b Ordynacji podatkowej, organy zobowiązane są zawiadomić kontrolowanego o zamiarze wszczęcia kontroli najpóźniej na 7 dni przed jej wszczęciem. Wcześniej mogą to zrobić tylko za zgodą lub na wniosek kontrolowanego. Nie mogą również zwlekać z podjęciem kontroli. Muszą ją wszcząć przed upływem 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia. W przeciwnym razie wszczęcie kontroli będzie wymagać ponownego zawiadomienia. W zawiadomieniu organ musi podać: oznaczenie swoje i kontrolowanego, zakres kontroli, pouczenie o prawie złożenia korekty deklaracji oraz podpis osoby upoważnionej do zawiadomienia.

Ordynacja podatkowa przewiduje jednak wyjątki. Kontrolę bez zawiadomienia organ może podjąć: a) w zakresie weryfikacji zasadności zwrotu VAT, b) na żądanie organu prowadzącego postępowanie przygotowawcze o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe, c) w zakresie dochodów z nieujawnionych źródeł, d) w przedmiocie niezgłoszonej działalności gospodarczej, e) w przypadku oparcia kontroli o przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, f) w zakresie ewidencjonowania sprzedaży za pomocą kasy fiskalnej, oraz w innych przypadkach przewidzianych w tej ustawie. Warto jednak pamiętać, że nawet pomimo uprawnienia do takiej niezapowiedzianej kontroli, kontroler zobowiązany jest poinformować kontrolowanego o przyczynie braku zawiadomienia. Przepis art. 284a O.p. upoważnia do wszczęcia kontroli jedynie po okazaniu legitymacji służbowej w sytuacji, gdy czynności kontrolne są niezbędne dla przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego lub zabezpieczenia dowodów jego popełnienia.

Kontrolujący musi posiadać legitymację służbową oraz imienne upoważnienie do przeprowadzenia kontroli podatkowej wydane przez właściwy organ (m.in. naczelnika urzędu skarbowego, szefa KAS, wójta, burmistrza), wskazujące m.in. podstawę prawną, zakres kontroli, datę rozpoczęcia i przewidywany termin jej zakończenia. Upoważnienie, które nie spełnia tych wymogów nie uprawniania kontrolującego do przeprowadzenia kontroli.

Uprawnienia kontrolującego

Dokonując kontroli podatkowej, kontrolerzy mają prawo m.in.: a) wstępu na nieruchomość kontrolowanego, b) żądania okazania majątku podlegającego kontroli, c) żądania udostępnienia akt, ksiąg i wszelkiego rodzaju dokumentów związanych z przedmiotem kontroli oraz do sporządzania z nich odpisów, kopii, wyciągów, notatek, wydruków i udokumentowanego pobierania danych w postaci elektronicznej, d) przesłuchania świadków, e) zabezpieczania zebranych dowodów.

Uprawnienia przedsiębiorcy w trakcie kontroli

Przedsiębiorca poddany kontroli powinien wiedzieć, kiedy zostanie zakończona. Organ zobowiązany jest wskazać ten termin w ww. upoważnieniu. Kontrolowanemu przysługuje prawo czynnego udziału, obecności podczas czynności kontrolnych. Czynności te mogą być prowadzone w godzinach prowadzenia działalności kontrolowanego. Za jego zgodą mogą być przeprowadzane również w siedzibie organu podatkowego. Przebieg kontroli musi zostać udokumentowany protokołem. Kontrolowany może w terminie 14 dni od dnia jego doręczenia zgłosić do niego zastrzeżenia i wyjaśnienia.

Podsumowanie

By nadążać z kontrolami skarbówka zwiększyła swoje kadry o 1%. Czynnikiem odpowiedzialnym za nasilenie i zwiększenie skuteczności jej działań nie jest jednak ten stosunkowo niewielki przyrost etatów. Organy skarbowe z każdym rokiem otrzymują coraz szersze uprawnienia i możliwości sprawdzania rozliczeń podatników. Jednolity plik kontrolny (JPK), System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej (STIR), Centralne Repozytorium Kas i Centralny Rejestr Faktur, a także nabycie sprawdzające – to najważniejsze z narzędzi, które poszerzyły spektrum metod, jakich urzędnicy mogą używać do weryfikacji rozliczeń podatnika. Przeprowadzane kontrole podlegają jednak odpowiednim ograniczeniom, z uwzględnieniem ochrony praw kontrolowanych, o których przedsiębiorcy i inni podatnicy powinni pamiętać, by uniknąć konsekwencji wykorzystania niewiedzy przez kontrolujących.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

60+ rezygnuje z emerytury

Wiek emerytalny w Polsce – zgodnie z rekomendacjami OECD i prognozami Komisji Europejskiej – powinien być podniesiony do nawet 70 lat. Obecnie na naszym kontynencie na emeryturę najpóźniej przechodzą Duńczycy, Grecy i Włosi – zarówno kobiety, jak i mężczyźni prawo do tego świadczenia nabywają, gdy przekraczają 67 r. ż. W naszym kraju, w tym wieku nie trzeba już pracować, jednak część seniorów chce to robić. Co więcej, ich zapał podzielają pracodawcy – jak wynika z badania Grupy Progres – co piąta firma planująca rekrutacje chce zwiększyć kadrę właśnie o emerytów. 

  • Temat podniesienia wieku emerytalnego wzbudza niemałe emocje nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach.
  • Na opóźnienie momentu zakończenia pracy i wypłacania świadczeń swoim obywatelom zdecydowała się m.in. Francja, Dania, Wielka Brytania, Niemcy czy Hiszpania.
  • Obecnie plany polskiego rządu nie przewidują podniesienia wieku emerytalnego.
  • Mimo że świadczenia z ZUS rosną, to – według badania SeniorApp – wielu seniorów (33 proc.) przyznaje, że w ciągu ostatniego roku ich sytuacja finansowa pogorszyła się, 14 proc. twierdzi, że uległa ona poprawie, a w 53 proc. przypadków pozostała bez zmian.
  • Co więcej, wielu naszych rodaków nie decyduje się na zakończenie aktywności zawodowej po przekroczeniu 60-tki. W ciągu ostatnich ośmiu lat liczba pracujących emerytów wzrosła o ponad 40 proc. (ZUS).
  • Jak wynika z badania Grupy Progres, coraz więcej firm otwiera się na zatrudnianie osób starszych – co piąty pracodawca (22 proc.) zwiększy kadrę o seniorów, a tylko 6 proc. przełożonych przyznaje, że wiek emerytalny był i może być powodem zwolnienia pracownika z firmy.

Dane demograficzne nie pozostawiają złudzeń, w naszym kraju grupa osób starszych rośnie w szybkim tempie, a z roku na rok wskaźnik urodzeń jest coraz niższy. Wraz z tymi zjawiskami pojawiają się kolejne wyzwania. Wiele z nich dotyczy rynku pracy oraz czasu, który nasi rodacy muszą na nią poświęcić, żeby przejść na emeryturę.  Obecnie na świadczenia jednego emeryta pracują 2 osoby, a jeszcze 5 lat temu były to 4 osoby. Ta sytuacja sprawia, że coraz częściej pojawiają się głosy o konieczności podwyższenia wieku emerytalnego. Temat wzbudza emocje nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach. Francuzi protestowali, gdy decyzją rządzących wiek emerytalny został podniesiony z 62 do 64 lat. Inne państwa również wprowadzają szeroko dyskutowane zmiany. Dania zwiększa wiek emerytalny stopniowo – do 2030 r. ma wynieść on 68 lat (obecnie jest to 66 lat). Plany opóźnienia przejścia na emeryturę mają też Niemcy, gdzie można to zrobić po ukończeniu 66 r. ż. Do 2031 r. osoby urodzone po 1 stycznia 1964 r. będą musiały pracować rok dłużej, tj. do 67 r.ż. Podobny wiek emerytalny z 66 na 67 lat planuje wprowadzić Wielka Brytania. Docelowo jednak ma on wynieść 68 lat (do 2044 r.). Zmiany czekają również Hiszpanów – od 2027 r. wiek emerytalny będzie wynosił 67 lat albo 38,5 lat płacenia składek (obecnie to 65 lat lub 37 lat płacenia składek).

Obecnie plany polskiego rządu nie przewidują podniesienia wieku emerytalnego, co więcej część osób może skorzystać z emerytur pomostowych, które po zmianie przepisów będą wypłacane większej grupie świadczeniobiorców (obecnie pomostówkę pobiera niemal 40 tys. Polaków), a od 2024 roku stażowych. Mimo oferowanych przez państwo świadczeń wielu naszych rodaków nie decyduje się na zakończenie aktywności zawodowej po przekroczeniu 60-tki. W XII 2022 r. 826,0 tys. osób z ustalonym prawem do emerytury podlegało ubezpieczeniu zdrowotnemu z tytułu innego niż bycie emerytem. Spośród tych osób 536,3 tys. podlegało także ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym. W ciągu ostatnich ośmiu lat liczba pracujących emerytów wzrosła o ponad 40 proc. Nie zmieniła się natomiast istotnie proporcja liczby emerytów podlegających ubezpieczeniu zdrowotnemu do podlegających także ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym – liczba pracujących emerytów podlegających ubezpieczeniu zdrowotnemu jest około 1,5 krotnie większa od liczby emerytów podlegających ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym.

Wśród pracujących emerytów przeważały kobiety – stanowiły 57,5 proc. tej populacji. Ponad 95 proc.  pracujących emerytów to osoby w wieku 60-65 lat i więcej. Średni wiek pracujących emerytów wyniósł 67,1 roku, dla mężczyzn było to 68,6 roku, dla kobiet – 65,9 roku (ZUS).

Jak wynika z badania Grupy Progres, coraz więcej firm otwiera się na zatrudnianie osób starszych – co piąty pracodawca (22 proc.) zwiększy kadrę o seniorów.

Według Magdy Dąbrowskiej wiceprezes Grupy Progres, błędnie zakładamy, że wydajność ludzi spada wraz z wiekiem. Uważamy, że osoby starsze nie są elastyczne, nie nadążają za zmianami, są oporne na nowe technologie, nie chcą się ich uczyć, a jeśli nawet chcą, to pewnie i tak ich nie zrozumieją. Zbyt pewnie przyjmujemy też, że osoby starsze często chorują, a przez to ich dyspozycyjność względem przełożonego znacznie spada i wpływa na pracę całego zespołu. Jest wręcz przeciwnie. Seniorzy to cenni pracownicy, nie tylko ze względu na posiadane doświadczenie – zarówno życiowe, jak i zawodowe. To także osoby bardzo aktywne, otwarte na zmiany, chętnie uczące się nowych rzeczy – również tych dotyczących nowinek technicznych. Ponadto często wykazują oni dużo wyższą motywację do pracy niż ich młodsi koledzy. Najczęściej nie mają już tylu obowiązków domowych – odchowali dzieci, często również i wnuki i posiadają wiele czasu wolnego. Co więcej, dużo rzadziej zmieniają pracę niż młodsi ludzie.

Te argumenty wydaje się rozumieć większość pracodawców – jak wynika z badania Grupy Progres – tylko 6 proc. przełożonych przyznaje, że wiek emerytalny był i może być powodem zwolnienia pracownika z firmy. Również spora grupa zaczyna dbać o prawa osób starszych – 54 proc. firm wprowadziło lub zmodyfikowało ostatnio kodeksy etyki i programy dedykowane m.in. seniorom – oczekującym, że ich prawa nie będą łamane ze względu na wiek. Tego typu działania są niezwykle ważne, bo pracujących seniorów nie brakuje. Dla wielu motywacją do aktywności zawodowej są nie tylko chęci. Sporo ludzi robi to, bo świadczenia z ZUS nie wystarczają im na codzienne wydatki.

Przeciętna emerytura wypłacona w marcu tego roku wyniosła 3482,63 zł (w marcu 2022 r. – 2903,85 zł). Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika również, że największy odsetek emerytur – 13,8 proc. – to emerytury w przedziale od 2200,01 zł do 2,6 tys. zł. Część osób może liczyć na większe kwoty od urzędu – 258,8 tys. Polaków otrzymuje emeryturę wyższą niż 7 tys. zł. Na przelewy w wysokości ponad 10 tys. zł może liczyć 36,9 tys. osób (marzec 2023).

Mimo że świadczenia z ZUS rosną, to – według badania SeniorApp – wielu seniorów (33 proc.) przyznaje, że w ciągu ostatniego roku ich sytuacja finansowa pogorszyła się, 14 proc. twierdzi, że uległa ona poprawie, a w 53 proc. przypadków pozostała bez zmian. Seniorzy pytani o to, jak oceniają swoją sytuację finansową, wypowiadają się o niej dość sceptycznie. 64 proc. ocenia, że jest ona przeciętna, a 16 proc. uznaje ją za złą lub bardzo złą. Jednie, co piąty senior (20 proc.) przyznaje, że jego kondycja materialna jest dobra lub bardzo dobra.

Banki centralne w natarciu

Banki centralne wyraźnie nie złożyły broni w walce z inflacją. Potwierdzeniem tego są ostatnie decyzje. W Australii i Kanadzie po przerwie ponownie podniesiono koszt pieniądza. Fed i EBC wpisują się w tę „jastrzębią zmianę”. Fed pomimo pauzy zasygnalizował wyraźnie jeszcze dwie zmiany w górę w tym roku a Europejski bank centralny zakończył wszelkie spekulacje na temat rychłego zakończenia cyklu podwyżek stóp słowami: „mamy jeszcze wiele do zrobienia”.

W pierwszym pełnym tygodniu czerwca otrzymaliśmy dwie niespodzianki. Najpierw Australia zaskoczyła decyzją o podwyżce. Oczekiwano, że tu zmian już nie będzie. Ruch o 25 pb spowodował, że główna stopa plasuje się na poziomie 4,1 proc. Do tego doszedł jasny przekaz, że realne są dalsze ruchy w górę, wszystko po to, aby sprowadzić inflację do celu „w rozsądnych ramach czasowych”. Widać postawę wysokiej determinacji instytucji do walkim z „wysokimi cenami”. W kwietniu inflacja w Australii wyniosła 6,8 proc. w relacji rok do roku co oznacza, że wciąż jest daleka od celu banku centralnego. Za maj dane dostępne będą dopiero pod koniec czerwca. W tym momencie AUD będzie bardziej wrażliwy na napływające liczby, bo to od nich będą zależeć kolejne decyzje RBA.

Kolejną niespodzianką była podwyżka ze strony Banku Kanady, który podniósł koszt pieniądza po raz pierwszy od stycznia z poziomu 4,5 proc. do 4,75 proc. Na skutek czego CAD zyskał na wartości.

W minioną środę Fed pozostawił stopy procentowe bez zmian w przedziale 5,00-5,25 proc. Było to jednak postrzegane jako „jastrzębia pauza”, ponieważ Dot Plot pokazał, że przedstawiciele amerykańskiej instytucji zrewidowali w górę swoje prognozy dotyczące mediany poziomu stopy funduszy Fed w tym roku. Decydenci przewidują, że koniec cyklu zakończy się na poziomie 5,6 proc. podczas gdy w marcu oczekiwali poziomu 5,1 proc. Jednocześnie przewidują obniżkę stóp procentowych o 100 pb do końca 2024 r. do 4,6 i kolejne redukcje o 125 pb do końca 2025 r.

W czwartek EBC podniósł stopę depozytową o 25 pb do 3,50 proc. co nie można było uznać za niespodziankę. Prezes EBC Christine Lagarde wyraźnie jednak zasugerowała, że na następnym posiedzeniu w lipcu prawdopodobnie podniesie stopy o kolejne 25 pb. Rynek OIS w pełni wycenia kolejną podwyżkę o 25 pb w lipcu i 59 proc. szans na następny ruch w tą samą stronę o 25 pb we wrześniu.

Decydująca różnica miedzy Fed a EBC polega na tym, że bank centralny USA bardzo wyraźnie potwierdził poprzez swoją pauzę w stopach procentowych (oraz w swoich prognozach), że spodziewa się być blisko swojej stopy końcowej. Kwestia ta będzie również prawdopodobnie przedmiotem zeznań bankierów centralnych Fed w tym tygodniu. W szczególności interesująco zapowiadają się półroczne zeznania przewodniczącego Powella przed Kongresem. EBC przeciwnie, odmawia komentarzy na temat poziomu końca całego cyklu zacieśniania. Wydaje się zatem, że europejski podmiot przyjmuje bardziej otwarty pogląd na przyszłość niż Fed – co rynek walutowy nagradza (silne euro) w świetle wciąż niepewnych perspektyw inflacji.

Inną postawę przyjmują azjatyckie instytucje państwowe. Podczas gdy Fed wykonuje „jastrzębią pauzę” a EBC podnosi kluczowe stopy procentowe kolejny raz, Bank Japonii nie wykonuje żadnego ruchu. Co prawda taki też był konsensus rynkowy, choć w pewnym momencie pojawiły się spekulacje, że BoJ może nieznacznie dostosować kontrolę krzywej dochodowości. Tak się jednak nie stało. Jen stracił na wartości a kurs USDJPY poszybował w górę i znalazł się najwyżej od jesieni 2022 roku.

W Chinach nie podnosi się stóp, nie utrzymuje się ich również na tym samym poziomie a wręcz przeciwnie: polityka monetarna jest łagodzona poprzez obniżki. W miniony wtorek bank centralny zmniejszył 7-dniową stopę reverse repoo o 10 pb do 1,9 proc. Następnie została zredukowana 1-roczna stopa średnioterminowych pożyczek (MLF) również o10 pb do 2,65 proc. W konsekwencji oczekuje się teraz, że banki komercyjne obniżą w tym tygodniu stopy oprocentowania kredytów 1 i 5-letnich również o 10 pb, odpowiednio do 3,55 proc. i 4,60 proc. To działania, które mają pobudzić gospodarkę Chin, która „utknęła” w martwym punkcie po zniesieniu restrykcji „covidowych” pod koniec ubiegłego roku.

W tym tygodniu poznamy decyzje Banku Anglii oraz SNB. Obydwie w czwartek.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Potencjał zysków z inwestycyjnego wynajmu mieszkań – ile można zarobić?

Nie ustaje zainteresowanie zakupem mieszkań przez osoby, które w ten sposób lokują nadwyżki finansowe. Według przygotowywanego przez Metrohouse, Credipass i RynekPierwotny.pl raportu Barometr, w I kw. 2023 r. 44 proc. zakupów mieszkaniowych na rynku wtórnym to transakcje inwestycyjne.

Z raportu Finansowy Klimat Polski przygotowanego przez firmę Tavex wynika, że Polakom inwestycje w nieruchomości jawią się jako bardzo intratny sposób lokowania kapitału. W IV kw. 2021 r. na pytanie „W co według Ciebie warto zainwestować?” odpowiedź „nieruchomości” zajęła pierwsze miejsce. Odpowiedź tę zaznaczyło 53,2 proc. ankietowanych. Na dalszych miejscach znalazły się złoto (37,4 proc.) i Bitcoiny (17,2 proc.). Jednak pytanie odnośnie sposobu inwestowania („W co najczęściej inwestujesz zaoszczędzone pieniądze?) przynosi nieco inne odpowiedzi. Nieruchomości zajmują czwarte miejsce z wynikiem 22,4 proc. odpowiedzi. Przed nieruchomościami znalazły się lokaty (37,8 proc.), złoto (24,5 proc.) oraz fundusze inwestycyjne (23,8 proc.).

Zainteresowanie inwestowaniem w nieruchomości utrzymuje się na stabilnym, wysokim poziomie. Z danych Metrohouse wynika, że w I kw. 2022 r. 38 proc. transakcji zrealizowanych z pomocą tej firmy można było zakwalifikować jako inwestycyjne, podczas gdy rok później odsetek ten wzrósł do 44 proc.

Kto inwestuje w nieruchomości?

Według szacunków Metrohouse będących wynikiem przeprowadzanych wśród doradców firmy ankiet potransakcyjnych, najczęściej w mieszkania inwestują osoby w wieku 41-50 lat (37 proc. wszystkich nabywców mieszkań w celach inwestycyjnych). Dość licznie reprezentowana jest grupa nabywców pomiędzy 31-40 lat (27 proc.).Wykres 1 - Wiek inwestorów

W skali całej Polski średnia kwota, jaką przeznaczamy na mieszkanie pod wynajem to 361 tys. zł, a średni metraż mieszkania wynosi 46 m kw. Jeżeli przyjrzymy się tylko zakupom w Warszawie, statystyki są nieco inne. W stolicy kupujemy inwestycyjnie używane mieszkanie o średnim metrażu 49 m kw., a przeciętny budżet na taki lokal jest znacznie wyższy i wynosi 550 tys. zł.

Jeśli inwestor planowałaby finansowanie tego typu inwestycji kredytem hipotecznym to musi się liczyć z miesięcznymi wydatkami w wysokości w przedziale 1,5 tys. zł do 2 tys. zł w zależności od wielkości wkładu własnego. W stolicy to już znacznie większe koszty, w granicy 2,3 tys. zł do 3 tys. zł. Doliczając do tego koszty czynszu wychodzi spora kwota opłat stałych. Warto więc przed zaciągnięciem kredytu na tego typu inwestycję przekalkulować jej opłacalność – mówi Aneta Krzyża, Ekspertka finansowa Credipass z Gdańska.Tabela 1 - Raty kredytu

Inwestujemy w mieszkania w mniejszych ośrodkach

Choć zwykło się przyjmować, że inwestowanie w nieruchomości to domena największych polskich ośrodków, to liczne przykłady wskazują, że zakupy inwestycyjne dotyczą także miast spoza grona 5-6 największych metropolii. Jednym z takich przykładów jest Toruń. Wobec wysokich cen nieruchomości w Warszawie lub np. Gdańsku to właśnie tu swoje kroki kierują osoby posiadające nadwyżki finansowe. – Na takich klientach ceny w okolicach 10 tys. zł za m kw. nie robią wrażenia. W swoich miastach nie są w stanie kupić w tym budżecie lokali, a w Toruniu mogą sobie pozwolić na wybór wśród ofert na Starówce. Coraz częściej nabywcami są osoby z zagranicy, a ostatnio mamy klientów na stałe mieszkających w USA. Dla nich ceny na naszym rynku są bardzo korzystne, mówi Bartosz Tomaszewski, właściciel biura Metrohouse w Toruniu. Jako, że Toruń jest miastem atrakcyjnym turystycznie, nabywane oferty trafiają do najmu krótkoterminowego, który postrzegany jest jako bardziej rentowny i bezpieczniejszy niż klasyczny wynajem długoterminowy. Najczęstsze zakupy inwestycyjne z Torunia zamykają się w kwotach od 350 do 450 tys. zł.

Nieco inne grupy inwestorów widoczne są np. słynącym z tradycji akademickich Lublinie.  – W przypadku obsługiwanych przeze mnie klientów, istotną grupę stanowią osoby, które pracują w branży rolniczej na Lubelszczyźnie. Zakup mieszkania pod wynajem w Lublinie jest dla nich sposobem na lokowanie oszczędności. Zwykle kupujący mieszkania na wynajem robią to, bo w podobny sposób inwestują ich bliscy i znajomi. Często równocześnie inwestują też w zakup gruntów, mówi Beata Respond-Cicha, agentka biura Metrohouse w Lublinie.  W Lublinie najczęściej poszukiwane są lokale w budżecie 300-400 tys. zł.

Czy opłaca się kupić nowe mieszkanie na wynajem?

Z kolei eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, jaka jest możliwa do uzyskania rentowność w przypadku bardziej tradycyjnego wynajmu. Mowa o najmie nowego mieszkania od dewelopera w jednym z sześciu największych krajowych miast. Poniższa tabela prezentuje obliczenia dotyczące wynajmu mieszkania jednopokojowego (30 m kw.), dwupokojowego (45 m kw.) oraz trzypokojowego (60 m kw.). Co ważne, przedstawione wyniki kalkulacji uwzględniają opodatkowanie ryczałtem (8,5%) oraz konieczność wydania 1000 zł/m kw. lokalu w celu jego wykończenia ze stanu deweloperskiego.Tabela 2 - Średnia zyskowność najmu nowych lokali w 6M

Wyliczona średnioroczna rentowność (zyskowność) najmu nowego mieszkania jest zróżnicowana. Można to stwierdzić po uwzględnieniu przyjętych założeń (zobacz przypisy do tabeli) oraz danych RynekPierwotny.pl i GetHome.pl na temat średnich cen 1 m kw. nowych mieszkań i czynszów za wynajem. W pięcioletnim okresie wynajmu, mówimy o średniej rocznej stopie zysku wynoszącej od 2,9% (M1 z Poznania) do 6,5% (M3 z Warszawy). Po uśrednieniu wyników dla wszystkich rodzajów nowych lokali okazuje się, że przeciętna roczna zyskowność najmu osiągnęła następujący poziom:

  • Warszawa – 5,5%
  • Kraków – 3,6%
  • Łódź – 4,7%
  • Wrocław – 3,9%
  • Poznań – 3,3%
  • Gdańsk – 3,8%

Szczególnie kusząco prezentuje się Warszawa oraz Łódź, gdzie rentowność najmu może być wyższa od średniego oprocentowania nowych lokat z kwietnia 2023 r. Chodzi o bankową stawkę wynoszącą 5,7% według danych NBP, od której trzeba odjąć jeszcze 19% podatku Belki (wynik końcowy to ok. 4,6%). Poza tym wszystko wskazuje, że oprocentowanie lokat będzie spadać w perspektywie roku – dwóch (wraz ze stopami procentowymi NBP), podczas gdy najem powinien osiągać stabilne wyniki pod względem rentowności, mówi Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Były członek zarządu spółki może odpowiadać za zobowiązania, które nie istnieją

Były członek zarządu może nawet nie wiedzieć, że przeciw spółce wszczęto powództwo. Więc nawet gdyby posiadał dowody na to, że żądanie wierzyciela jest bezpodstawne i wierzytelność nie istnieje, nie ma on możliwości uwolnić się od odpowiedzialności za to zobowiązanie – stwierdził Trybunał Konstytucyjny w wyroku z 12 kwietnia 2023 r., uznając za sprzeczne z Konstytucją RP przepisy, które taką sytuację dopuszczają (sygn. akt P 5/2019).

Zasady odpowiedzialności w spółce z o.o.

Spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, jako osoba prawna, sama odpowiada za swoje zobowiązania, całym majątkiem. Potwierdza to art. 151 § 4 Kodeksu spółek handlowych stanowiąc, że za zobowiązania spółki, poza szczególnymi przypadkami (np. zaciągnięcie zobowiązań przed wpisem spółki do rejestru, albo zawinione wyrządzenie spółce szkody) nie odpowiadają wspólnicy. Ich ryzyko ograniczone jest więc wyłącznie do wysokości wniesionych wkładów, i ewentualnie poniesionych świadczeń dodatkowych, np. niepieniężnych.

Przepis ten nie wyłącza jednak odpowiedzialności członka zarządu przewidzianej w art. 299 § 1 i 2 k.s.h. Zgodnie z tą regulacją, jeśli egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna, członkowie zarządu odpowiadają solidarnie za jej zobowiązania. Mogą się oni uwolnić od tej odpowiedzialności wykazując, że we właściwym czasie dopełnili, lub nie zawinili przy niedopełnieniu, obowiązków związanych z ogłoszeniem upadłości spółki, z otwarciem postępowania restrukturyzacyjnego albo o zatwierdzenie układu. Również wtedy, gdy pomimo braku spełnienia obowiązku uruchomienia tych postępowań co do zadłużonej spółki, wierzyciel nie poniósł z tego powodu szkody.

Powództwo przeciw byłym członkom zarządu spółki

Właśnie o tę regulację warszawski sąd rejony zapytał Trybunał Konstytucyjny już w lutym 2019 r. Sąd rozpoznawał sprawę byłych członków zarządu spółki z o.o., przeciw którym, w obliczu bezskuteczności egzekucji z majątku spółki, wytoczono powództwo na podstawie art. 299 § 1 k.s.h. Wcześniej, w pierwotnej sprawie z powództwa przeciw spółce, inny sąd stwierdził istnienie spornej wierzytelności i zasądził zapłatę na rzecz powodów. Po umorzeniu bezskutecznej egzekucji wobec spółki, wierzyciele wystąpili więc z powództwem skierowanym do jej byłych członków zarządu. Ci ostatni zakwestionowali jednak wierzytelność podnosząc, że wierzyciele sfałszowali dowody na jej istnienie. Sąd rejonowy miał jednak związane ręce, bowiem jak stanowi art. 365 § 1 Kodeksu postępowania cywilnego, prawomocne orzeczenie wiąże nie tylko strony i sąd, który je wydał, ale również inne sądy i organy.

Pozbawienie członka zarządu możliwości obrony

W ocenie sądu, przytoczone przepisy pozbawiają byłego członka zarządu, który w chwili wytoczenia przeciwko spółce powództwa nie pełnił już swojej funkcji, prawa do sprawiedliwego i jawnego rozpatrzenia sprawy (art. 45 ust. 1 Konstytucji), oraz prowadzą do naruszenia zakazu zamykania obywatelom drogi sądowej dochodzenia swoich wolności i praw (art. 77 ust. 2 Konstytucji). W żadnym bowiem z dwóch postępowań, przeciw spółce, a później przeciw członkowi zarządu, nie ma on szansy wyrażenia swojego stanowiska co do istnienia podstaw odpowiedzialności spółki.

Odpowiedzialność za wierzytelność, która nawet nie istnieje

W wydanym 12 kwietnia wyroku z sądem zgodził się Trybunał Konstytucyjny. TK przyznał, że w oparciu o regulacje art. 365 § 1 k.p.c. i 299 § 1 k.s.h. może dojść do sytuacji, gdy pomimo, że powództwo skierowane przeciw spółce dotyczy nawet nieistniejącej wierzytelności, odpowiedzialność za nią poniesie były członek zarządu, który właśnie jako niepełniący już w niej tej funkcji, jako osoba trzecia nie miał możliwości sprzeciwić się temu powództwu, nie wiedząc, że zostało wytoczone. Chociażby więc posiadał dowody na to, że zasądzona na korzyść powodów wierzytelność od spółki nigdy nie istniała, nie jest w stanie uwolnić się od odpowiedzialności, skoro wierzytelność została prawomocnie stwierdzona przez sąd w postępowaniu, w którym nie uczestniczył.

Podsumowanie

Analizowany wyrok Trybunału porusza bardzo istotną problematykę dotyczącą ograniczenia prawa do obrony, w przypadku postępowań przeciwko byłemu członkowi zarządu spółki za jej zobowiązania. Prawo do obrony stanowi jedną z podstawowych zasad respektowanych przez wszystkie demokratyczne porządki prawne. Stan faktyczny poddany analizie TK wskazał, iż w pewnych przypadkach były członek zarządu, który nie był uczestnikiem postępowania stwierdzającego określone zobowiązanie spółki, jest w praktyce pozbawiony możliwości obrony przed roszczeniami, które w przypadku bezskuteczności egzekucji wobec spółki, mogą być następnie dochodzone, na podstawie art. 299 k.s.h. z jego majątku prywatnego. Reasumując, były członek zarządu nie może się bronić przed roszczeniami wysuwanymi przeciwko spółce, za które może następnie sam odpowiadać w ramach odpowiedzialności subsydiarnej. Należy jednak podkreślić, iż stan faktyczny badany przez Trybunał ma charakter niestandardowy, a jego specyficzne elementy mogły mieć istotny wpływ na ostateczną treść wydanego orzeczenia. Z pewnością wyrok ten nie oznacza, że odtąd każdy członek zarządu będzie się mógł uwolnić od odpowiedzialności za zobowiązania spółki rezygnując po prostu z pełnionej funkcji. Ponosi ją bowiem za zobowiązania, które były wymagalne w trakcie jego kadencji. Z drugiej strony rodzi się pytanie, tak istotne dla tych członków zarządu i spółek, wobec których postępowania się właśnie toczą, albo wobec których powództwa dopiero wniesiono. Czy np. w obliczu rozstrzygnięcia Trybunału, sąd rozpoznający dziś powództwo skierowane przeciw spółce nie powinien obligatoryjnie powiadomić byłego członka zarządu o toczącym się postępowaniu, celem dania mu możliwości wypowiedzenia się w sprawie, w której jak się okazuje może być później stroną? Tylko co w sytuacji, gdy powiadomienie okaże się niemożliwe, bo zmienił on już dawno miejsce zamieszkania, a niepełniący już funkcji, były członek zarządu nie ma przecież obowiązku aktualizacji danych adresowych w KRS. Jak widać wyrok TK otwiera drzwi do szerokiej polemiki. Dlatego też, o ile należy generalnie podzielić stanowisko Trybunału przedstawione w tej sprawie, o tyle trzeba mieć na uwadze, że poruszone przez niego zagadnienia należy badać indywidualnie, przy każdorazowym uwzględnieniu wszystkich przesłanek i okoliczności konkretnej sprawy.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Rejestr KRS – jak korzystać z bazy danych i sprawdzać informacje o firmach?

W Internecie dostępne są różne bazy danych, dzięki którym dokładnie zweryfikujemy kontrahentów. Jednym z nich jest Krajowy Rejestr Sądowy (KRS), a konkretnie jego część dotycząca przedsiębiorców.

W tej bazie danych znajdziemy informację na temat określonych kategorii firm. Są one jednak na tyle szczegółowe, że pomogą podjąć decyzję, czy warto współpracować z wybranym kontrahentem.

Czyje dane sprawdzimy w KRS?

W Krajowym Rejestrze Sądowym dostępne są dane siedziby, a także informacje, które pozwolą przeanalizować strukturę właścicielską, sytuację finansową i wywiązywanie się z podstawowych obowiązków wielu podmiotów. Jeśli chodzi o firmy, na których temat informacje znajdują się w rejestrze przedsiębiorców w KRS, są to:

  • spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, akcyjne, komandytowe, komandytowo-akcyjne, partnerskie, jawne,
  • przedsiębiorstwa państwowe,
  • instytucje badawcze,
  • fundacje,
  • stowarzyszenia,
  • organizacje społeczne,
  • publiczne zakłady opieki zdrowotnej.

Rejestrem przedsiębiorców KRS nie są objęci natomiast przedsiębiorcy, którzy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą. Ponadto wyłączeni z tego spisu są wspólnicy spółek cywilnych osób fizycznych. Dane na temat takich osób znajdziemy wyłącznie w CEIDG (Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej).

Jakie informacje o firmach i gdzie znajdziemy w KRS?

W wyszukiwarce KRS znajdziemy takie podstawowe dane jak adres, numery identyfikacyjne i forma działalności. W KRS-ie znajduje się także historia wpisów, która pokazuje najważniejsze zmiany w firmie. Wystarczy, że pobierzemy darmowy odpis skrócony, by przekonać się, jak wyglądał działalność interesującego nas kontrahenta obecnie. Jeśli chcemy pobrać pełną historię, powinniśmy ściągnąć odpis pełny z KRS. Jest on bardziej obszerny, ale także bezpłatny.

Jeżeli będziemy chcieli zweryfikować kontrahenta na podstawie wpisu w KRS, powinniśmy przede wszystkim przeanalizować dział 6 odpisu z KRS. To właśnie tam znajdują się dane o otwarciu postępowania likwidacyjnego, przekształceniach, podziale i połączeniu, a także o wszczęciu postępowania upadłościowego, układowego restrukturyzacyjnego lub naprawczego. KRS informuje także o ustanowieniu kuratora dla spółki. Co niezwykle istotne, są to dane jawne, których pobranie nie wiąże się z dodatkowymi kosztami.

Inne dane, na które warto zwrócić uwagę w odpisie KRS, to:

– informacje o złożeniu sprawozdań finansowych i ich datach – wzmianka na ten temat powinna się pojawiać raz na rok kalendarzowy. Jeśli ten obowiązek nie jest spełniony i takiej informacji w KRS nie ma, może to oznaczać, że przedsiębiorca nie prowadzi rzetelnie ksiąg rachunkowych,

– informacje o sposobie reprezentacji i reprezentantach – dzięki nim dowiemy się, z kim możemy podpisać skutecznie umowę, tak by była ona wiążąca,

– jeśli chodzi o spółki kapitałowe – wysokość kapitału zakładowego lub akcyjnego, co pozwala na określenie maksymalnej kwoty odpowiedzialności za zobowiązania jej akcjonariuszy lub udziałowców.

Dzięki takim szczegółowym informacjom w rejestrze przedsiębiorców KRS dobrze zweryfikujemy podmioty, z którymi nasza firma chce nawiązać relacje biznesowe. Warto go użyć przed wypłaceniem zaliczki na wykonanie usługi lub zakup towaru czy też przed sprzedażą towaru lub usługi na dokument wystawiony z odroczonym terminem płatności.

Jak szybko znaleźć informacje o firmie w KRS?

Jak szybko znaleźć najważniejsze informacje o firmie z KRS? Warto skorzystać z darmowej wyszukiwarki online. Jedną z nich jest Rejestr KRS o nazwie KRS-firma, który wyświetli najważniejsze dane po wpisaniu w nim nazwy firmy, numeru NIP, KRS lub REGON. Jeśli podamy tylko nazwę firmy, może się okazać, że wyświetli się nam większa liczba podmiotów, to dlatego powinniśmy poprosić kontrahenta, z którym współpracujemy, o jak największą liczbę informacji. Dzięki temu zyskamy pewność, że nasza analiza będzie prawidłowa, tj. nie obejmie innej firmy znajdującej się w rejestrze przedsiębiorców.

Opracowano na zlecenie Biura Informacji Kredytowej SA

Najemcy nadal intensywnie szukają mieszkań – wybór rośnie, ale powoli

Zainteresowanie najmem nie słabnie. W maju popyt na mieszkania na wynajem w serwisie Otodom wzrósł o 13%, a liczba dostępnych ofert zwiększyła się o 4%. Najwyższy przyrost aktywnych ogłoszeń odnotowano w miastach akademickich, a największy spadek – już kolejny miesiąc z rzędu w Trójmieście. Równocześnie wraz ze zbliżającymi się wakacjami zmieniają się preferencje poszukujących mieszkań na wynajem. Liczba wyszukiwań lokali z udogodnieniami takimi jak balkon, ogród czy klimatyzacja wzrosła w porównaniu do kwietnia o ponad 20% wynika z najnowszego, majowego “Raportu z rynku najmu” Otodom.

Maj w porównaniu do kwietnia przyniósł niewielkie ożywienie na rynku najmu. Liczba aktywnych ofert w serwisie Otodom wzrosła o 4%. W minionym miesiącu pojawiło się o 8% więcej nowych ogłoszeń oraz o 17% więcej tych reaktywowanych. Ale wyższa była także liczba ofert które dodano w serwisie Otodom w maju, ale przed końcem miesiąca zamknięto (6,4 tys. względem 5,5 tys. w poprzedzającym miesiącu). Ożywienie było również widoczne po stronie popytowej. Liczba wyszukiwań mieszkań na wynajem wzrosła o 13% w porównaniu do kwietnia.

Miasta akademickie przygotowują się na kolejny szczyt najmu

W największych miastach akademickich widać już zbliżający się wakacyjny odpływ studentów. W maju największy wzrost liczby aktywnych ofert mieszkań na wynajem odnotowano w ośrodkach z bogatą ofertą studencką, takich jak Białystok ( +18%), Łódź (+15%), Warszawa (+10%), czy Poznań (+5%). Średnie ofertowe stawki najmu utrzymały się tam jeszcze na zbliżonym do kwietniowego poziomie. Wyjątkiem był Białystok, w którym wzrosły one o blisko 2,5%.

Po wybuchu wojny w Ukrainie liczba ofert mieszkań na wynajem skurczyła się nawet o 70%, a najniższy stan bazy przypadł na końcówkę marca. Od początku zeszłorocznych wakacji liczba ogłoszeń w większości miast stopniowo odbudowywała się, a tempo to zwiększyło się znacząco od początku roku 2023. Wraz z nowym sezonem wakacyjnym zwolni się część mieszkań wynajmowanych przez studentów, więc największy wybór ofert przypadnie na lipiec i utrzyma się na wysokim poziomie przez sierpień i wrzesień, a po rozpoczęciu roku akademickiego liczba ofert będzie spadać aż do końca roku- komentuje Karolina Klimaszewska, analityczka Otodom

Coraz mniej mieszkań na wynajem długoterminowy w Trójmieście

Maj był już czwartym miesiącem z rzędu, w którym odnotowano znaczny spadek liczby aktywnych ogłoszeń w Trójmieście. W minionym miesiącu dostępna oferta mieszkań na wynajem zmalała tam o 15% i była aż o jedną trzecią niższa względem marca br. Równocześnie zainteresowanie najmem w Gdańsku i w Gdyni rośnie – w maju całkowita liczba wyszukiwań lokali na wynajem w tych miastach wzrosła o blisko 20%.

Historycznie, z wyjątkiem 2020 i 2022 roku, w Trójmieście liczba ofert mieszkań na wynajem malała od marca aż do początku wakacji, by szczyt liczby dostępnych ofert osiągnąć we wrześniu, tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego. Jest to związane z wakacyjnym odpływem ofert mieszkań do najmu krótkoterminowego. W 2022 roku dołek liczby ofert z uwagi na wojnę przypadł na kwiecień, a baza ogłoszeń odbudowywała się trzykrotnie wolniej w okresie od kwietnia do lipca niż od lipca do września. W tym roku trend kształtuje się podobnie jak w 2019 i 2021 roku. Największego wyboru ofert mieszkań na wynajem w Trójmieście można się zatem spodziewać na przełomie sierpnia i września wraz z zakończeniem sezonu wakacyjnego – zaznacza Karolina Klimaszewska.

Kurcząca się oferta mieszkań na wynajem w Trójmieście przekłada się na najsilniejszy w całej Polsce wzrost średnich stawek ofertowych. Względem kwietnia stawki wzrosły tam w maju o 3%, a w ujęciu rocznym aż o 15% – czyli o 5 p.p. więcej niż średnia liczona łącznie dla wszystkich miast wojewódzkich w Polsce. Tam utrzymały się na takim poziomie jak w kwietniu, a w skali roku wzrosła o 10%.

Jakie mieszkania cieszyły się największym zainteresowaniem w maju?

2-pokojowe mieszkania o powierzchni co najmniej 40 mkw. utrzymały pozycję najczęściej wyszukiwanych lokali na wynajem w Polsce. Ciekawą zmianę zaobserwować można było w sposobie wyszukiwania potencjalnych najemców. Wyraźnie wzrosło zainteresowanie parametrami mieszkania, które wiążą się ze spędzaniem czasu na świeżym powietrzu. W porównaniu do kwietnia liczba wyszukiwań z ogrodem wzrosła bowiem o 26%, z balkonem o 22%, a z tarasem o 13%.

Wyższa temperatura za oknem zwiększa również popularność lokali wyposażonych w klimatyzację. W minionym miesiącu w serwisie Otodom odnotowano 22-procentowy wzrost liczby zapytań o ten parametr w stosunku do kwietnia. Eksperci Otodom wskazują, że jeśli ubiegłoroczne trendy się powtórzą, to szczyt poszukiwań mieszkań na wynajem z klimatyzacją jeszcze przed nami.

Zainteresowanie mieszkaniami na wynajem z balkonem, ogrodem lub klimatyzacją cechuje się sezonowością. Wraz z końcówką wiosny obserwujemy na Otodom zwiększoną częstotliwość wyszukiwań ofert z tymi parametrami.  W zeszłym roku ich szczyt przypadł na lipiec. W tym sezonie możemy więc również spodziewać się zwiększonego zainteresowania takimi udogodnieniami w środku wakacji – podsumowuje Karolina Klimaszewska.

Okres wakacyjny wpływa także na preferencje najemców związane z lokalizacją mieszkań. Jesienią i zimą udział zapytań o lokale na parterze kształtował się na poziomie 12%, a w kwietniu i maju wzrósł do 15%. Najwyższe zainteresowanie tego typu nieruchomościami widoczne było w największych ośrodkach miejskich takich jak Wrocław, Warszawa i Poznań.

Nowoczesny i łatwy recykling tonerów z aplikacją RT BOX

Recyklingtonerow.pl to firma, która oferuje pełny zakres usług dotyczących ekologicznego przetwarzania tonerów wykorzystywanych w drukarkach. Wszyscy – zarówno małe i średnie firmy, jak i duże przedsiębiorstwa oraz sektor publiczny – są zobowiązani zgodnie z prawem do dokumentowania i przekazywania zużytych materiałów eksploatacyjnych w celu recyklingu. Zadbaj o środowisko i skorzystaj z usług marki recyklingtonerow.pl.

A jeśli szukasz wygodnego sposobu na recykling zużytych tonerów, mamy dla Ciebie idealne rozwiązanie. Przedstawiamy RT BOX – nowatorskie podejście oparte na mechanizmie door-2-door. Wystarczy zamówić specjalne pudełko RT BOX i rozpocząć zbieranie zużytych tonerów. Gdy pudełko się zapełni, wystarczy dać znać za pomocą dedykowanej aplikacji, a my podejdziemy pod Twoje drzwi (za pośrednictwem firmy kurierskiej), aby odebrać je od Ciebie.

RT BOX to kompleksowe rozwiązanie dedykowane zarówno małym, średnim jak i dużym firmom oraz instytucjom. Oferta skupia się na przekazywaniu zużytych tonerów do recyklingu zgodnie z obowiązującymi przepisami.

Aby skorzystać z tej usługi, wystarczy założyć konto firmowe w panelu RT BOX oraz pobrać dedykowaną aplikację na swój telefon. Aplikacja jest intuicyjna i łatwa w obsłudze, umożliwiając Ci monitorowanie procesu recyklingu tonerów. Dzięki niej możesz śledzić ilość zbieranych tonerów, informować nas o zapełnionym pudełku i umawiać się na odbiór. Cały proces jest prosty i wygodny, dzięki czemu możesz skupić się na prowadzeniu swojego biznesu, a my zajmiemy się recyklingiem.

Aplikacja mobilna RT BOX jest dostępna na platformy iOS oraz telefony z systemem Android, co oznacza, że możesz z niej korzystać na dowolnym smartfonie. Z poziomu aplikacji, za pomocą kilku prostych kliknięć, będziesz mógł zlecić zamówienie nowego pudełka RT BOX lub zamówić jego odbiór, skanując kod QR.

Dzięki systemowi RT BOX oraz aplikacji mobilnej, zarządzanie procesem zbierania i recyklingu tonerów staje się niezwykle łatwe i zgodne z obowiązującymi przepisami prawnymi. Rozwiązanie to umożliwia zbieranie tonerów w wielu miejscach jednocześnie, takich jak oddziały Twojej firmy, a jednocześnie pozwala centralnie zarządzać ich wysyłką i płatnościami. Co ważne, zainstalowanie aplikacji RT BOX nie wymaga żadnych umów czy stałej obsługi, co pozwala uniknąć dodatkowych kosztów i zobowiązań. Dodatkowo, za pomocą aplikacji mobilnej, możesz zaangażować wybranych pracowników w proces recyklingu tonerów. Zyskujesz pełne potwierdzenie odebrania i recyklingu tonerów, a także obsługę wpisu do Bazy Danych Odpadowych (BDO).

Pobierz naszą aplikację mobilną RT BOX, która pozwoli mieć pełną kontrolę nad wszystkimi zamówionymi pudełkami, a odbiór tonerów możesz zlecać w dowolnym momencie.

Dolar wypada z łask

Zmiany na rynkach powodują, że inwestorzy znów patrzą przychylnym okiem na waluty europejskie. Dolar powoli wraca na niższe poziomy. Nadal nie można go nazwać słabym, ale jest wyraźnie tańszy niż na szczytach z zeszłego roku.

EBC podnosi stopy procentowe i straszy

To, że stopy procentowe zostaną podniesione, było przed wczorajszym posiedzeniem realnie pewne. Nikogo zatem sama decyzja nie zaskoczyła. Niespodzianką była natomiast sama prognoza inflacji na kolejne lata. Okazuje się, że spadek inflacji średniorocznej do 2% lub niżej w ramach obecnych prognoz nie wydarzy się nawet w 2025 roku. To właśnie ta wiadomość powoduje, że analitycy zaczęli oczekiwać większej niż obecnie liczby podwyżek stóp procentowych. To z kolei bardzo szybko przełożyło się na ściąganie kapitału do Europy. Inwestorzy wolą bowiem inwestować swoje środki tam, gdzie otrzymają lepszą stopę zwrotu. Tutaj nagle sytuacja UE zaczęła się względem USA wyraźnie poprawiać. Kapitał płynący do Europy wpada też na rynki ościenne w tym Polskę. W rezultacie nie może dziwić, że po konferencji rozpoczął się ruch, który przecenił dolara o imponujące 7 groszy w ciągu raptem kilku godzin.

Dane nie obroniły dolara

Wspomniany spadek wartości amerykańskiej waluty odbywał się w momencie publikacji licznych danych zza oceanu. Z jednej strony mieliśmy lepsze odczyty. Był to spadek cen importu oraz wyraźnie lepsze od oczekiwań dane na temat sprzedaży detalicznej. Nie można też nie zwrócić uwagi na indeks NY Empire State, który uzyskał wynik 6,6 pkt, wobec oczekiwanego -15,1 pkt. Z drugiej strony produkcja przemysłowa spadła o 0,2% w ujęciu miesięcznym, a liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych utrzymała się na poziomie 262 tysięcy. Tak wysoka wartość powoduje, że nie powinniśmy spodziewać się dalszej poprawy na amerykańskim rynku pracy. Nie sugeruje ona jeszcze problemów rynku pracy. Są to raczej dane stabilne, na pewno nieuzasadniające gwałtownego osłabienia dolara. Problem w tym, że zderzyły się w czasie z konferencją EBC.

Po wyroku TSUE nie ma śladu

Wczoraj pisaliśmy o spadkach na giełdzie, wywołanych decyzją TSUE. Po samej decyzji owszem gorzej wypadał indeks WIG-banki. Potem była jednak reszta dnia. O ile po decyzji wspomniany indeks spadał z 7750 pkt na chwilę poniżej poziomu 7600 pkt, to dzień zakończył wynikiem 7900 pkt. Główny indeks szedł w górę jeszcze bardziej. Powodem może być coś, co analitycy nazywają dniem trzech wiedźm. Mówimy o trzecim piątku kwartału, czyli dniu, kiedy rozliczane są kontrakty. W okolicy zamykania kontraktów zarówno miesięcznych, jak i kwartalnych mamy często zwiększone obroty na rynku. W momencie, kiedy duzi gracze są zainteresowani rozliczeniem ich wysoko, mogą teraz dużo dokupywać. Niewykluczone, że właśnie jesteśmy świadkami tego procesu.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – inflacja bazowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Accenture zainwestuje 3 miliardy dolarów w sztuczną inteligencję

  • Accenture planuje zwiększenie działań w obszarze danych i sztucznej inteligencji, w celu opracowania nowych rozwiązań i modeli AI (pre-build), pozwalających firmom na rozwój i generowanie wartości w 19 branżach.
  • Firma planuje również uruchomienie platformy AI Navigator for Enterprise, wspierającej przedsiębiorstwa w strategicznym oraz odpowiedzialnym wykorzystaniu technologii AI oraz utworzenie Centrum Zaawansowanej Technologii Sztucznej Inteligencji (Center for Advanced AI), które pomoże maksymalizować wartość generatywnej sztucznej inteligencji oraz innych systemów AI.
  • Zespół Accenture zajmujący się technologią sztucznej inteligencji zostanie podwojony do 80 tysięcy osób w drodze zatrudnienia nowych talentów, przejęć, a także poprzez szkolenia.

Accenture planuje przeznaczenie w ciągu trzech lat kwoty 3 miliardów dolarów na rozwój działalności w obszarze danych i sztucznej inteligencji (Data & AI) w celu wsparcia klientów ze wszystkich branż w efektywnym i odpowiedzialnym wykorzystaniu sztucznej inteligencji, umożliwiającym firmom intensywny rozwój, zwiększenie wydajności oraz budowanie odporności.

Obecna skala zainteresowania technologią sztucznej inteligencji jest bezprecedensowa. Inwestycja, którą planujemy, związana z intensyfikacją działań Accenture w obszarze danych i sztucznej inteligencji, ma na celu wsparcie klientów w wykorzystaniu technologii AI w sposób odpowiedzialny oraz umożliwienie im generowania wzrostu w oparciu o przejrzyste analizy biznesowe – mówi Julie Sweet, Chair and Chief Executive Officer, Accenture. – Firmy, które dziś decydują się na wdrażanie i skuteczne skalowanie sztucznej inteligencji, wykorzystując jej zaawansowanie oraz potencjał, będą mogły zwiększać swoją wydajność, konkurencyjność oraz innowacyjność. Biorąc pod uwagę dynamiczne zmiany w dziedzinie technologii oraz złożone środowiska biznesowe naszych klientów, rozbudowane kompetencje Accenture w zakresie tworzenia rozwiązań ekosystemowych, pozwalają nam wspierać ich w podejmowaniu decyzji, a także wdrażaniu efektywnych operacyjnie i kosztowo rozwiązań technologicznych – dodaje Julie Sweet.

Inwestycja planowana przez Accenture jest związana z ponad 10-letnią ekspertyzą firmy w obszarze sztucznej inteligencji, skutkującą ponad 1450 patentami na całym świecie – wydanymi lub oczekającymi na wydanie oraz setkami zaprojektowanych na dużą skalę rozwiązań dla klientów działających m.in. w obszarach marketingu, produkcji, sprzedaży detalicznej oraz sektorach związanych z bezpieczeństwem. Za pośrednictwem platform takich jak myWizard, SynOps i MyNav Accenture, poprzez integrację sztucznej inteligencji ze swoim podejściem do świadczenia usług, skutecznie wspiera tysiące klientów w zakresie zwiększania wydajności, analizy danych oraz budowania wartości.

Zdefiniowane przez Accenture sześć lat temu wewnętrzne zasady dotyczące wykorzystania sztucznej inteligencji, które obecnie firma stosuje również w zakresie świadczenia usług dla swoich klientów, stanowią integralną część firmowego kodeksu etycznego oraz podstawę szczegółowego programu zgodności w zakresie odpowiedzialnej AI. Aktualnie firma pracuje nad wieloma projektami wykorzystującymi generatywną sztuczną inteligencję, m.in. do wsparcia hoteli w obsłudze zapytań klientów oraz systemów prawniczych w tworzeniu syntezy procesów sądowych obejmujących setki tysięcy dokumentów.

Ogłoszony przez Accenture plan inwestycyjny, związany z rozszerzeniem działań firmy w obszarze danych i technologii AI, ma na celu wsparcie przedsiębiorstw w opracowaniu nowych strategii, tworzeniu modeli operacyjnych oraz analiz biznesowych, a także projektowanie innowacyjnych rozwiązań cyfrowych, pozwalających firmom na pełne wykorzystanie potencjału sztucznej inteligencji.

Jesteśmy w przełomowym momencie, jeśli chodzi o sztuczną inteligencję, popularność GenAI wśród konsumentów spowodowała niezwykłe zainteresowanie wśród klientów Accenture. Przed nami szerokie możliwości w obszarze tworzenia innowacji i transformacji biznesu, ale też liczne wyzwania związane z wykorzystywaniem tej technologii – szczególnie wyzwania regulacyjne. Według tegorocznego raportu Accenture Technology Vision, aż 98 proc. liderów biznesu uważa, iż modele bazowe AI w ciągu najbliższych trzech do pięciu lat będą odgrywać istotną rolę w strategiach ich organizacji. To pokazuje, że sztuczna inteligencja zmieni wiele branż, zawodów oraz organizacji, co oznacza, że wpłynie na każdego z nas. Dlatego rozwój GenAI to obszar, który wymaga inwestycji i szczególnej uwagi – tylko w ten sposób będziemy mogli wykorzystać pełny potencjał tej technologii i zrobić to w sposób odpowiedzialny. Ogłoszona inwestycja otwiera przed Accenture i naszymi klientami nowe perspektywy. Mamy wszystkie elementy: technologię, wiedzę oraz wykształconych i utalentowanych specjalistów IT, by dać naszym klientom nowy impuls do rozwoju ich przedsiębiorstw – mówi Grzegorz Chudek, Managing Director, Cloud First Lead, Accenture w Polsce.

Zapowiedziana inwestycja obejmie aktywa, rozwiązania branżowe, przedsięwzięcia, akwizycje, pozyskanie talentów oraz partnerstwa ekosystemowe, mające na celu rozwój kompetencji w obszarze AI oraz możliwości, jakie oferuje diagnostyczna, predykcyjna i generatywna sztuczna inteligencja.

Zgodnie z planami Accenture, dział ds. danych i sztucznej inteligencji (Data & AI) podwoi liczbę pracowników do 80 tysięcy specjalistów w drodze rekrutacji, przejęć oraz szkoleń.

Nowa platforma Accenture oparta na generatywnej sztucznej inteligencji – AI Navigator for Enterprise – ma za zadanie wspierać klientów w obszarze analizy danych, podejmowaniu decyzji, eksplorowaniu możliwości technologii sztucznej inteligencji oraz wyborze odpowiedniej architektury AI. Ma również pozwolić na lepsze zrozumienie algorytmów i systemów sztucznej inteligencji, umożliwiając firmom odpowiedzialne zwiększanie wartości. Platforma stworzona przez Accenture ma także na celu przyspieszenie odpowiedzialnego wykorzystywania technologii AI oraz stworzenie regulacji w obszarze sztucznej inteligencji.

W ramach inwestycji Accenture opracowane zostaną akceleratory w obszarze danych i sztucznej inteligencji dla 19 sektorów, a także gotowe modele branżowe (pre-built) i funkcjonalne, wykorzystujące najnowsze osiągnięcia w dziedzinie AI.

Aby zwiększać wykorzystanie generatywnej sztucznej inteligencji, Accenture utworzy również Centrum Zaawansowanej Sztucznej Inteligencji (Center for Advanced AI), które skupi się na potencjalizacji technologii AI w ramach jej zastosowywania przez klientów Accenture oraz rozwoju działalności Accenture. Działanie centrum będzie obejmowało szeroko zakrojone badania R&D oraz projekty inwestycyjne, ukierunkowane na opracowanie usług nowej generacji, wykorzystujących generatywną sztuczną inteligencję oraz inne systemy AI.

Accenture zainwestuje także w nowe i istniejące relacje w zakresie wiodących ekosystemów z obszaru chmury, danych i sztucznej inteligencji, aby redefiniować sposób obsługi swoich klientów, czego przykładem mogą być programiści korzystający z gotowych modeli AI w celu optymalizacji prototypowania lub specjaliści tworzący dynamiczne środowiska wirtualne, zdolne do adaptacji do zmian w świecie rzeczywistym.

W ciągu następnej dekady sztuczna inteligencja stanie się mega trendem, który zmieni branże, firmy oraz sposób, w jaki żyjemy i pracujemy, ponieważ generatywna sztuczna inteligencja przekształca 40% wszystkich godzin pracy. Rozszerzenie naszej działalności w obszarze danych i sztucznej inteligencji pozwoli na wykorzystanie pełnego potencjału Accenture w zakresie tworzenia spersonalizowanych rozwiązań branżowych. Dzięki temu nasi klienci będą mogli maksymalnie wykorzystywać możliwości technologii AI w celu wprowadzenia zmian w obszarach strategii, technologii oraz sposobie pracy, napędzając innowacje i wartość w sposób odpowiedzialny i szybszy niż kiedykolwiek wcześniej – mówi Paul Daugherty, Group Chief Executive, Accenture Technology.

GfK: rynek karmy dla psów i kotów przekroczył 731 mln złotych

Z roku na rok przybywa właścicieli psów i kotów – stanowią oni już ponad połowę Polaków. Zwierzęta domowe nierzadko są traktowane na równi z członkami rodziny, dlatego  w trosce o ich kondycje i zdrowie konsumenci coraz częściej sięgają po gotowe karmy i przysmaki. W rezultacie rynek tej kategorii produktowej z każdym rokiem rośnie i według danych pochodzących z Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia, jego wartość w okresie marzec 2022-luty 2023 przekroczyła już 731 mln złotych.

Według danych GfK, w Polsce jest mniej gospodarstw domowych posiadających dzieci, niż gospodarstw posiadających psa. – Czworonożni przyjaciele są nam wyjątkowo bliscy, dlatego chcemy, aby jak najdłużej pozostawali w dobrej formie. Jeśli tylko domowy budżet na to pozwala, staramy się wybierać dla nich produkty najlepszej jakości. Ponadto stale rośnie liczba gospodarstw domowych, które sięgają po gotowe, profesjonalne produkty dla psów i kotów. W efekcie wartość rynku tej kategorii produktowej w okresie marzec 2022-luty 2023  wyniosła już ponad 731 mln złotych mówi Jakub Dubniak, Consultant w Panelu Gospodarstw Domowych GfK Polonia.

Na kocią karmę wydajemy więcej

Przeciętny właściciel psa wydaje rocznie średnio 292 złote na jedzenie dla swojego pupila. Nieco więcej przeznacza na karmę suchą niż mokrą i najchętniej zaopatruje się w opakowania poniżej 5 kg, choć w ostatnim czasie na popularności zyskują także większe opakowania. Wśród listy 10 najczęściej kupowanych marek dominują marki własne topowych sieci.

Z danych GfK wynika, że na karmę dla kotów nabywcy wydają więcej niż w przypadku żywności dla psów. Właściciele mruczków wydają na ich jedzenie średnio 393 złote w ciągu roku. Zdecydowanie dominuje tu karma mokra, głównie w opakowaniach typu saszetki czy puszki. – Warto zwrócić uwagę, że znaczna część kupowanego wolumenu to produkty w opakowaniach do 100 g, co dla większości kotów stanowi odpowiednik jednego posiłku. Produkty tego typu stanowią ponad połowę wartości kupowanej karmy dla kotów. Największymi producentami w tym przypadku są Mars oraz Nestle – komentuje Jakub Dubniak.

Wiodącym kanałem zakupów zarówno w przypadku karmy dla kotów, jak i karmy dla psów, są dyskonty. Istotny jest również kanał e-commerce, gdzie koszyk zakupowy jest ponad 5 razy większy niż w przypadku dyskontów. Co więcej, przez internet konsumenci kupują więcej produktów premium. Ważną rolę zwłaszcza w przypadku karmy kociej – odgrywają również drogerie, które oferują szeroki wybór pokarmu w małych opakowaniach.

PSF apeluje o zniesienie limitów cenowych dla wytwórców energii

Polskie Stowarzyszenie Fotowoltaiki – największa organizacja branży energii słoneczniej, skupiająca m.in. wytwórców energii – apeluje o uchylenie przepisów dotyczących pułapu dochodów ze sprzedaży energii oraz odpisów na fundusz solidarnościowy, potocznie zwanych „Ustawą Cenową”.

Ustawa Cenowa miała implementować rozporządzenie Komisji Europejskiej zezwalające na ingerencję w ceny na rynku energii. PSF przypomina, że rozporządzenie Komisji jest aktem tymczasowym, a przepisy, które pozwalają Polsce ustanawiać pułap dochodów oraz nakładać na wytwórców energii daninę „solidarnościową” w postaci tzw. odpisu na fundusz, tracą moc 30 czerwca 2023 r.

Oznacza to, iż zgodnie z wolą unijnego prawodawcy pułap dochodów oraz wszelkie związane z nim ograniczenia mogą być stosowane jedynie do końca czerwca bieżącego roku. W związku z tym, normy Ustawy Cenowej ustanawiające pułapy dochodów i odpis na Fundusz, między lipcem 2023 r. a grudniem 2023 r. nie znajdują żadnej podstawy prawnej w unijnych przepisach, a wprowadzone przy ich pomocy ograniczenia są niezgodne z prawem UE, w tym zasadami konkurencji –  zauważa Ewa Magiera prezeska Polskiego Stowarzyszenia Fotowoltaiki

Zdaniem Stowarzyszenia od 1 lipca 2023 r. nie istnieje podstawa do ograniczenia urzędowego cen, po których wytwórcy mogą sprzedawać energię elektryczną, a mechanizmy Ustawy zamrażającej będą prawdopodobnie stanowić naruszenie podstawowych zasad konkurencji na rynku energii elektrycznej. Utrzymanie kwestionowanych przepisów w obecnym kształcie po 30 czerwca 2023 r. będzie się wiązać z ryzykiem wysuwania przez przedsiębiorców roszczeń odszkodowawczych przeciwko Skarbowi Państwa.

Przypominamy, że Komisja Europejska opublikowała 5 czerwca raport, w którym dokonała przeglądu i przedstawiła wnioski płynące ze stosowania przez państwa członkowskie środków przyjętych na podstawie Rozporządzenia o zamrożeniu cen energii. Komisja jednoznacznie nie rekomenduje w tym raporcie przedłużania terminu stosowania rozporządzenia w zakresie dotyczącym limitu cen, zwracając przy tym uwagę, że rozwiązania w poszczególnych państwach członkowskich znacząco się od siebie różnią, będąc źródłem niepewności inwestorów. KE podkreśliła także, że stosowanie cen maksymalnych miało negatywny wpływ na zawieranie umów długoterminowych, w tym umów PPA, w niektórych państwach członkowskich.

Jako branża z popieramy wprowadzenie rozwiązań chroniących najbardziej wrażliwe grup odbiorców energii elektrycznej przed niekontrolowanym wzrostem cen oraz zagwarantowanie ciągłości dostaw w obliczu kryzysu wywołanego przede wszystkim inwazją zbrojną Rosji na Ukrainę, która zachwiała bezpieczeństwem całej Europy. Naszym zdaniem, najszybsza droga do zwiększenia bezpieczeństwa energetycznego państwa wiedzie poprzez wspieranie rozwoju odnawialnych źródeł energii, w tym również energetyki słonecznej. Stąd uważamy, że dalsze obowiązywanie Ustawy Cenowej w obecnym kształcie może prowadzić do radykalnej utraty rentowności funkcjonujących instalacji OZE – tłumaczy Ewa Magiera

Nie hamujmy nowych mocy

Dalsze utrzymanie przepisów może  pociągać za sobą paraliż inwestycyjny w sektorze odnawialnej energii, co stanowi poważne zagrożenie dla bezpieczeństwa energetycznego kraju oraz odbiorców końcowych, gdyż oznacza nieuchronny wzrost cen energii elektrycznej. Zbyt wysokie obciążenia i zbyt niskie limity cen wpływają na zdolność właścicieli funkcjonujących instalacji do bieżącej obsługi zadłużenia, co może doprowadzić w krótkim czasie do fali upadłości.

Rosną koszty instalacji

Obowiązujące limity cen nie odzwierciedlają warunków rynkowych, w których muszą działać przez ostatnie kilkanaście miesięcy przedsiębiorcy. W szczególności nie odnoszą się adekwatnie do przychodów uwzględniających profil wytwarzania źródła, od którego uzależnione są ceny rynkowe energii po jakich wytwórca faktycznie ją sprzedaje.

Według informacji zebranych w firmach członkowskich koszt nakładów inwestycyjnych dla projektów PV sięga dziś nawet 3,5 miliona złotych za 1 MWp instalacji, wobec 2,6-2,95 mln złotych, które trzeba było przeznaczyć na inwestycję jeszcze dwa lata temu.

Dalsze obowiązywanie przepisów Ustawy Cenowej godzi zatem bezpośrednio w interesy odbiorców końcowych energii, bezpieczeństwo energetyczne Polski, atrakcyjność naszego rynku dla inwestorów OZE, a także szkodzi budowaniu przewag konkurencyjnych przez polskich przedsiębiorców. Domagamy się jak najszybszego uchylenia tych szkodliwych regulacji” – czytamy w apelu branży fotowoltaicznej do Minister Klimatu i Środowiska oraz Pełnomocnika Rządu ds. Odnawialnych Źródeł Energii.

VRG S.A. opublikowała strategię rozwoju na lata 2023 – 2025

Realizacja strategii ma pozwolić spółce zbliżyć się do 1,9 mld zł przychodów i osiągnąć ok. 150 mln zł zysku netto na koniec 2025 roku, przy marży brutto na poziomie między 56 a 57 proc. Planowane średnioroczne inwestycje w rozwój wyniosą ok 43 mln zł. Jednocześnie VRG będzie kontynuowała politykę, zakładającą coroczne dzielenie się zyskiem z akcjonariuszami. 

Sprzedaż marek należących do VRG ma rosnąć w tempie dwucyfrowym w każdym roku realizacji strategii, m.in. dzięki poszerzeniu grupy docelowej klientów o młodszych konsumentów, jak i mocniejsze wejście w modę dla kobiet. Silna koncentracja na rentowności ma doprowadzić do poprawy marży brutto m.in. dzięki optymalizacji polityki cenowej i promocyjnej, zmianom w kolekcjach i konsolidacji źródeł dostaw. Zarząd zakłada, że wzrost kosztów SG&A/m kw. będzie wolniejszy od wzrostu sprzedaży i zysku brutto na sprzedaży, co powinno przełożyć się na minimum 12 proc. marżę operacyjną w 2025 roku.

– Stawiamy na rentowny, organiczny wzrost biznesu. Będziemy budować na naszym doświadczeniu i wysokiej rozpoznawalności marek w Polsce, z czasem, ostrożnie otwierając się na inne rynki w regionie, korzystając z możliwości jakie daje e-commerce. W 2025 roku VRG będzie omnichannelową grupą z silną obecnością w off-line oraz online, właścicielem nowoczesnych marek, odpowiadających potrzebom kolejnych pokoleń konsumentów, spółką cieszącą się stabilną, bezpieczną sytuacją finansową – mówi Janusz Płocica, prezes zarządu Grupy VRG. – Naszym celem jest sfinansowanie rozwoju środkami generowanymi przez Grupę oraz kontynuacja uchwalonej w 2022 roku polityki dzielenia się zyskiem z akcjonariuszami.

W segmencie odzieżowym, do VRG należą jedne z najbardziej rozpoznawalnych na krajowym rynku marek: Vistula, BYTOM, Wólczanka i Deni Cler.

Marki Vistula i Wólczanka mają w najbliższych 2 latach znacznie odmłodzić swoją bazę konsumentów (25+) i silniej otworzyć się na kobiety. W 2025 kolekcja damska ma w Vistuli osiągnąć minimum 15 proc. udziału w ofercie (w porównaniu z 2 proc. w 2022), w Wólczance ok. 50 proc. (w porównaniu z 30 proc. w br.). BYTOM będzie rozwijać się w kierunku slow fashion, utrzymując silny nacisk na nowoczesną męską kolekcję formalną. Wszystkie trzy marki będą działać w segmencie „accesible premium”, podczas gdy Deni Cler ma rozwijać ofertę premium.

Należący do VRG wicelider rynku jubilerskiego, W.KRUK, ma w perspektywie 2025 roku być marką pierwszego wyboru dla klientów w obszarze zegarków i biżuterii luksusowej. Postawi na jednoczesny rozwój oferty biżuterii luksusowej (własnej oraz marek obcych) i zegarków, jak i poszerzanie oferty dla młodszych klientów. Sieć W.KRUK ma liczyć 180 salonów, otwieranych m.in. w średnich miastach. Pozycję W.KRUK na rynku ma też wspierać silniejsza sprzedaż w kanale online.

Ważnym filarem strategii Grupy jest dalszy rozwój w modelu omnichannel. Na koniec 2025 roku VRG planuje operować w sieci stacjonarnej o łącznej powierzchni ok. 62,7 tys. m2, w ramach zmodernizowanych konceptów dla wszystkich marek. Sprzedaż poprzez 6 e-sklepów oraz zwiększenie skali obecności w marketplace powinny przyczynić się do minimum 14 proc. udziału online w przychodach Grupy w 2025.

– Omnichannel to przyszłość handlu detalicznego, dlatego celem Grupy jest optymalizacja tego obszaru. Zamierzamy skrócić ścieżkę zakupu i zapewnić klientom integralność kanałów sprzedaży online i offline. W celu wsparcia dla modelu omnichannel, będziemy realizować rozwój aplikacji sprzedażowych dla wszystkich marek Grupy mówi Janusz Płocica, prezes zarządu Grupy VRG. – Najbliższe lata będą dla nas również początkiem drogi w budowaniu wizerunku marek Grupy na rynku międzynarodowym w Europie Środkowej i Wschodniej. Będziemy podejmować te działania w oparciu o nasze doświadczenia w rozwoju Spółki na rynku polskim oraz z uwzględnieniem strony kosztowej. Rozwój poza granicami kraju może być źródłem materialnych wzrostów dopiero w dłuższej perspektywie, po 2026 roku – dodaje Prezes VRG.

Strategia zakłada też szeroki wachlarz działań na rzecz środowiska, kwestii społecznych i ładu korporacyjnego. Grupa będzie kontynuować aktywności zmierzające do zmniejszenia jej wpływu na środowisko.

Adobe płynie na fali sztucznej inteligencji

Na początku roku, inwestorzy obawiali się potencjalnego wpływu bezpłatnych aplikacji AI od zewnętrznych dostawców na wyniki sprzedaży Adobe.

Jednak gigant oprogramowania udowodnił, że się mylili – pochwalił się rekordowymi przychodami w wysokości 4,82 mld dolarów, napędzanymi silnym popytem na ich platformę chmurową i przełomowymi postępami w generatywnej sztucznej inteligencji. Segmenty mediów i doświadczeń cyfrowych wzrosły o 14 proc. każdy, podczas gdy przepływy pieniężne osiągnęły 2,14 mld dolarów.

Dzięki optymizmowi związanemu ze sztuczną inteligencją, od maja wartość spółki ADBE wzrosła o 42 proc. Firma Adobe, plasująca się tuż za Google i Microsoftem, jest uznawana za jedną z najbardziej “agresywnych” firm IT w erze sztucznej inteligencji.

Inwestorzy będą zadowoleni z optymizmu Adobe co do potencjału generatywnej sztucznej inteligencji w zakresie ulepszania oferty oprogramowania i przyspieszania wzrostu.

Farhan Badami, analityk rynkowy eToro

W Krakowie mieszkania drożały tak szybko jak w Warszawie

Dwa pokoje na średnio 34,5 mkw. Takie mieszkania najczęściej wybierali mieszkańcy Krakowa w ubiegłym roku. Jednocześnie to właśnie w stolicy Małopolski lokale na rynku deweloperskim drożały najszybciej, a wraz z cenami mieszkań rósł budżet potencjalnych nabywców. W 2022 roku w Krakowie deklarowana cena maksymalna zakupu wzrosła aż o 15% dla lokali dwupokojowych i 19% dla tych z trzema pokojami. Nieruchomości nie da się kupić krakowskim targiem, dlatego rynek koryguje ceny, a krakowianie weryfikują swoje możliwości nabywcze.

Według najnowszego raportu JLL i Otodom w ciągu ostatnich trzech lat mieszkanie dwupokojowe, czyli najczęstszy wybór Polaków od 2019 roku, zmalało średnio o 2 mkw. W IV kwartale ubiegłego roku zamiar zakupu takiego lokum deklarowała 37 proc. użytkowników obido, platformy mieszkaniowej z ofertami deweloperskimi. Nie inaczej było w Krakowie, gdzie dwoma pokojami był zainteresowany taki sam odsetek osób poszukujących własnego „M”. Wraz z wyraźnym wzrostem cen, którego doświadczyliśmy w ostatnim roku zauważalny był spadek zainteresowania „trójkami” i wzrost wyszukiwań lokalu typu studio (19 proc.). Dla tego ostatniego typu mieszkań minimalny  akceptowany przez poszukujących metraż w Krakowie wynosił średnio 29,7 mkw., dla „dwójki” – 34,5 mkw., a trzy pokoje nabywcy chcieli mieć na powierzchni nie mniejszej niż 50 mkw.

Czy można kupić mieszkanie krakowskim targiem? Można próbować, ale lepiej uważnie obserwować rynek i reagować na zmiany. Tak jak mieszkańcy Krakowa, którzy dostosowywali swoje preferencje wyboru własnego „M” do sytuacji w sektorze mieszkaniowym. O ile w 2022 roku Polacy generalnie nie byli w stanie nadążyć za rosnącymi cenami mieszkań, to na koniec minionego roku najmniejsze dysproporcje pomiędzy maksymalnym deklarowanym budżetem a średnią ceną mieszkania w ofercie były właśnie w Krakowie – komentuje Katarzyna Kuniewicz dyrektor badań rynku Otodom Analytics.

W raporcie czytamy, że w 2022 r. największe trudności z dostosowaniem budżetu do oczekiwań deweloperów mieli wrocławianie. Tam dysproporcja w relacji budżet – średnie ceny była największa i wyniosła 22 %. W Krakowie było to zaledwie 6%.

– Warto też zauważyć, że to stolica Małopolski miała wówczas jedne z najdroższych mieszkań na tle największych rynków w Polsce dodaje ekspertka Otodom Analytics.

Nie tylko dla najbogatszych

Jak pokazują jednak najnowsze dane Otodom Analytics, w tym roku sytuacja w Krakowie zmienia się z korzyścią dla nabywców. Średnie ceny mieszkań wprowadzanych przez deweloperów do sprzedaży w maju 2023 r.  były wyraźnie, bo aż o 27 proc., niższe niż jeszcze przed miesiącem. Zdaniem ekspertów Otodom jest to reakcja na duże zainteresowanie rządowym programem dopłat do kredytów.

– Mogliśmy się spodziewać, że deweloperzy zareagują na zainteresowanie nabywców z mniej zasobnym portfelem. W końcu znaczna ich część wróciła na rynek po złagodzeniu wymogów dotyczących wyliczania zdolności kredytowej. Zajęło im to oczywiście więcej czasu, bo i większa jest bezwładność działań po stronie produktu – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz.

Kto kupuje mieszkania w Krakowie?

Jak się okazuje krakowscy kupujący są najmniej skłonni do dzielenia się tą informacją. Aż 30 % osób poszukujących mieszkań w 2022 r. nie chciało zadeklarować przynależności do jednej z czterech zdefiniowanych na platformie obido kategorii: singiel, para, rodzina, inwestor. W tych grupach najliczniejszą reprezentację stanowiły ex aequo rodziny z dziećmi i pary (po 24%). Singli było 15%, a zdeklarowanych inwestorów niewiele ponad 7%. Pary poszukujące własnego „M” w Krakowie wyróżniły się na tle tych z innych rynków tym, że dość mocno zmniejszyły swoje oczekiwania względem minimalnego metrażu planowanego zakupu. Okazuje się, że spośród czterech miast analizowanych w raporcie najmniejszych mieszkań szukały właśnie pary z Krakowa.

Preferencje nabywców mieszkań 2022
Źródło: Dane platformy obido. Raport Otodom i JLL „Preferencje nabywców mieszkań 2022”

Ciekawie prezentują się też preferencje zakupowe nabywców, którzy nie określili swojego profilu na obido. Ich najczęstszymi wyborami, jeśli chodzi o typ mieszkania, są kawalerki lub mieszkania dwupokojowe. Zaskakujący w tym kontekście może być natomiast rozkład deklarowanych na zakup budżetów. Blisko 35% z nich chciałoby wydać na mieszkanie do 300 tys. zł. Z drugiej strony prawie co czwarty inwestor kupujący w Krakowie zabezpieczył na zakup kwotę dwukrotnie większą, przekraczającą 700 tys. zł.

– W grupie osób nie deklarującej przeznaczenia zakupu z całą pewnością jest spora grupa osób inwestujących świadomie. To z dużym prawdopodobieństwem ci, którzy dysponując większymi budżetami, wybierają bardziej atrakcyjne lokalizacje, lepszy standard. Przy wyborze kierują się potencjałem, jaki dana nieruchomość daje na zwrot z inwestycji. Jakąś część stanowią również ci nabywcy, którzy wobec rosnącej inflacji i powszechnego przekonania, że na inwestycji w mieszkania raczej się nie traci, poprzez taki zakup chcieli zabezpieczyć oszczędności. Niewielkie może na tle rynku, ale wystarczające, by zakup małej kawalerki sfinansować. Pewnie wciąż nie myślą o sobie jak o inwestorach.  Część z kupionych przez nich mieszkań może na rynek najmu nigdy nie trafić – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz, szefowa badań rynku Otodom Analytics.

Czy zakupy inwestycyjne utrzymają się nadal na wysokim poziomie w 2023 r.? Wydaje się, że początek roku był w dużej mierze czasem aktywności nabywców, którzy zamierzają skorzystać z rządowego programu Bezpieczny Kredyt 2% lub tych, którzy boją się, że efektem programu będzie wzrost cen.

Indeksacja czynszów w umowach najmu: Pogorszenie sytuacji najemców i zagrożenie dla centrów handlowych

W roku 2023 jednym z najważniejszych problemów najemców powierzchni handlowych stała się indeksacja czynszów w umowach najmu. Wyniosła ona aż 10% z uwagi na to, że wskaźnik euroinflacji tyle właśnie osiągnął. Był on w okresie szczytowym na przełomie roku. Zapisy umowne – które wymuszają cenę w euro, jak też indeksację w euro – wynikają z tego, że wynajmujący mają kredyty w euro. Natomiast wyjątkowo w tym okresie nastąpiła bardzo duża rozbieżność między kosztem pieniądza w euro, który powinien być określany na bazie wskaźnika EURIBOR – i który na koniec roku 2022 wyniósł około 3%. Natomiast indeksacja zastosowana wyniosła 10% i ta dodatkowa marża dla właścicieli centrów handlowych wydaje się być dla nich korzystna. Jednak jest ona korzystna w perspektywie krótkookresowej – bo tak wysoka indeksacja czynszu z pewnością pogarsza sytuację najemców, którzy borykają się z problemami wywołanymi pandemią i przeniesieniem się preferencji konsumentów do Internetu.

– Jest to niestety, ale trwała tendencja. Rynek handlowy bardzo osłabł. Dodatkowo po agresji rosyjskiej w Ukrainie klienci zmienili swoje preferencje. I teraz indeksacja czynszów – rzekomo powodująca wzrost wartości centrów handlowych i polepszenie sytuacji ich właścicieli w dłuższej perspektywie – ma szansę doprowadzić ich do pogorszenia ich biznesów – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Zbigniew Gruchoła, wiceprezes zarządu Grupy ZIBI – Bo jeżeli finanse najemców – czyli sklepów i punktów usługowych zostaną osłabione, a z pewnością zostaną, zaś najemcy będą się borykali z płynnością – to powstaną problemy płatnicze. W konsekwencji będą się zwalniały kolejne powierzchnie w centrach handlowych i w długotrwałej perspektywie wynajmujący na pewno to odczują. Jak mawiał klasyk chcesz mieć jajka? Dbaj o kury. Kurami są tutaj najemcy – a dbałości o te kury ze strony wynajmujących najwidoczniej jednak brakuje. Jeżeli nie zreflektują się w porę, to może dojść do sytuacji trudnej i nieodwracalnej. Ja bym powiedział, że to przypomina takie okoliczności, kiedy wynajmujący i najemcy siedzą na jednej gałęzi. Ale jeśli ta gałąź zostanie podcięta przez wynajmujących, to sytuacja może być już nieodwracalna – ostrzega Gruchoła.

Pozwów frankowych będzie przybywać. Sądy nie są na to gotowe

Po wyroku TSUE frankowicze mogą sparaliżować wymiar sprawiedliwości. Potrzebne są nowe etaty w sądach. Sądy będą potrzebować nawet kilkuset nowych orzeczników.

Po ostatnim, szeroko komentowanym, wyroku TSUE ws. frankowiczów, szacuje się, że w ciągu roku może ruszyć z pozwami ok. 30-40% kredytobiorców spośród tych, którzy dotąd jeszcze nie dochodzili swoich praw. To z kolei może doprowadzić do wieloletniego „paraliżu” sądownictwa. Już wcześniej, przez braki kadrowe, problemem była przewlekłość postępowań. Teraz to może się bardziej skomplikować. Z kolei według danych Ministerstwa Sprawiedliwości, w pierwszych czterech miesiącach br. przydzielono ponad 150 dodatkowych etatów na potrzeby ww. spraw. Jednak eksperci twierdzą, że taka ilość jest za mała, zwłaszcza po wyroku TSUE. I mówią wprost, że sądy mogą sobie nie poradzić, bo braki kadrowe są zbyt duże. Konieczny jest ciągły nabór sędziów, którym trzeba zapewnić lepsze warunki pracy. Każdy z nich powinien mieć też do pomocy asystenta. Do tego w sądach należy zatrudnić menadżerów.

Nadchodzi „paraliż”?

Korzystny dla kredytobiorców wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej z 15 czerwca br., dotyczący korzystania z kapitału po unieważnieniu umowy kredytowej, może dodać wielu osobom odwagi do pozwania banku. Jak twierdzą eksperci, dotychczas ok. 10-15% frankowiczów w całej Polsce odkładało to działanie właśnie do tego momentu. Można więc przewidywać, że taki odsetek Polaków mających kredyty frankowe wkrótce ruszy do sądów.

– Ponadto mogą się na to zdecydować osoby, które dotąd nie interesowały się możliwością dochodzenia swoich praw. Wygrane przez frankowiczów procesy będą motywowały do działania kolejnych klientów pokrzywdzonych przez banki. Ostrożnie szacuję, że w przeciągu roku ok. 30-40% kredytobiorców spośród tych, którzy jeszcze nie podjęli żadnych kroków, złoży pozwy bankom –przewiduje radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo.

Zdaniem prawników zajmujących się sprawami frankowymi, Ministerstwo Sprawiedliwości powinno przewidywać napływ nowych spraw i zacząć poważnie szukać możliwości zwiększania liczby pracowników w sądach. Eksperci alarmują, że przy obecnych brakach kadrowych realnym zagrożeniem staje się „paraliż” polskiego sądownictwa.

– Jeden sędzia fizycznie jest w stanie orzec w 300-400 sprawach frankowych rocznie, ale jeśli będzie miał ich np. po 3-4 tysiące, to nie będzie już możliwe, a czas orzekania wydłuży się o kolejnych kilka lat. I jeżeli nie dostanie odpowiedniego wsparcia kadrowego, to czekają nas spore zatory z sądach, które mogą potrwać wiele lat – ostrzega mec. Goska.

Według danych resortu, od początku stycznia do końca maja br. zostało przydzielonych na potrzeby rozpoznawania tzw. spraw frankowych ponad 150 dodatkowych etatów (sędziowskich, asystenckich i urzędniczych). – Niestety, ale w mojej ocenie, takie wsparcie nie wystarczy. Ilość nowych etatów jest mocno niewystarczająca w stosunku do bieżącego zapotrzebowania, gdyż nadal istnieje wiele nierozpatrzonych spraw frankowych, a teraz nadciąga lawina kolejnych pozwów – dodaje ekspert.

Kosztowne braki kadrowe

Należy podkreślić, że braki kadrowe, zwłaszcza wśród orzeczników, mają znaczący wpływ na czas prowadzenia i ostateczne zamykanie spraw. Ograniczona liczba sędziów już doprowadziła do wielu opóźnień i wydłużyła czas oczekiwania na rozstrzygnięcie spraw. Niestety, poza zwracaniem sądowi uwagi na przewlekłość postępowania, a także samą skargą na nią, nie ma innych narzędzi, aby jej zapobiegać. Ocena, czy do niej doszło, nie jest też identyczna w każdej sprawie.

– W przypadku niepodjęcia czynności przez trzy miesiące z całą pewnością mamy do czynienia z przewlekłością postępowania. A zdarza się, że niektórzy sędziowie zajmują się pozwem dopiero po dwóch latach, formalnie go oceniając. I wówczas zasądzane są odszkodowania. Żaden sędzia nie jest za to karany. Zresztą trudno jest obwiniać kogoś, kto ewidentnie ma za dużo pracy. Natomiast konsekwencje finansowe ponoszą wszyscy podatnicy, bo płaci za to budżet państwa. W skali roku mogą to być nawet setki tysięcy złotych – informuje mec. Goska.

Jeżeli nic się nie zmieni po wyroku TSUE i frankowicze nadal będą musieli latami czekać na sprawiedliwość, to Skarb Państwa poniesie tego dodatkowe konsekwencje – głównie finansowe. Koszty oczywiście będzie dźwigać całe społeczeństwo i to w największej części dotknie tych, którzy nie mają kredytów we frankach.

– Kolejną poważną konsekwencją braków kadrowych jest to, że przeciążeni pracą sędziowie mogą mieć mniejszy zakres czasu i zasobów, aby dokładnie zbadać daną sprawę. Może dochodzić do pomijania wielu istotnych kwestii, zarówno na korzyść jednej, jak i drugiej strony. W takim przypadku niezastąpione jest oczywiście doświadczenie pełnomocnika oraz jego czuwanie nad tokiem sprawy. Tylko to niepotrzebnie wydłuża cały proces, co również związane jest z dodatkowymi kosztami – podkreśla ekspert z Kancelarii SubiGo.

Ratunek przed zatorami

Warto teraz monitorować sytuację, tj. wpływ nowych pozwów, by na bieżąco dostosowywać zasoby kadrowe do aktualnych potrzeb w danym sądzie. Konieczność przydzielania nowych etatów może być szczególnie widoczna tam, gdzie dotychczas było najwięcej spraw frankowych, tj. w Warszawie, Gdańsku, Łodzi, Krakowie i we Wrocławiu. Niemniej, w związku z niedawną zmianą w kodeksie (art. 18 k.p.c.), już teraz frankowicze muszą składać pozwy w miejscu swojego zamieszkania.

– Wzmocnienia kadrowe będą potrzebne w całym kraju, bo warszawski wydział nie będzie już tak mocno oblegany, jak dotychczas. I przez ten właśnie fakt pozostałe sądy okręgowe będą potrzebowały lepiej zorganizowanych kadr, nie tylko sędziowskich, ale też administracyjnych, bo nagle przybędzie im sporo pozwów. Patrząc na zapotrzebowanie w całej Polsce, łącznie potrzebnych może być jeszcze nawet kilkaset samych etatów sędziowskich – szacuje mec. Goska.

Konieczne wydaje się zwiększenie liczby sędziów i personelu sądowego. Zdaniem eksperta, ważne może być też wprowadzenie specjalnych wydziałów lub zespołów sądowych zajmujących się wyłącznie sprawami frankowymi w sądach okręgowych w miastach, w których wciąż może być relatywnie najwięcej pozwów frankowych. Pomogłoby to skoncentrować wiedzę i doświadczenie sędziów w tej dziedzinie, przyczyniając się do bardziej efektywnych postępowań. Natomiast warszawski wydział frankowy warto jeszcze rozszerzyć o kolejne etaty.

– Kluczem do rozwiązania sprawy i uniknięcia spodziewanego wkrótce „paraliżu” w sądach jest to, żeby nowy nabór sędziów był ciągły. A przede wszystkim trzeba zachęcić kolejne osoby do tej trudnej, niezwykle odpowiedzialnej, a jednocześnie mało atrakcyjnej ekonomicznie pracy. Należy też im poprawić komfort orzekania. Każdemu sędziemu przydałoby się wsparcie w postaci przynajmniej jednego asystenta. Pozwoliłoby to na szybsze rozpatrywanie spraw. Już obecnie potrzeba tyle dodatkowych etatów asystenckich, ilu jest zatrudnionych sędziów w kraju. Dotyczy to nie tylko sporów frankowych, ale w zasadzie wszystkich spraw – wskazuje Adrian Goska.

Zwiększona liczba pracowników w sądach oczywiście wymagałaby większej przestrzeni do pracy oraz narzędzi, w tym m.in. komputerów, biurek itp. Jeśli chodzi o same etaty sędziowskie, należy mieć na względzie to, że proces powoływania nowych sędziów jest dość długi i skomplikowany. – Można więc dokonać przesunięcia etatów i ułatwić awansowanie nowym osobom z niższej instancji. Poza obsadą asystencką, warto również wprowadzić do każdego sądu okręgowego etat menadżera, który odpowiadałby za sprawną organizację pracy i terminową realizację zadań wszystkich pracowników, podobnie jak wygląda to w prywatnych przedsiębiorstwach. Taka osoba oczywiście powinna mieć wysokie kompetencje zarządcze i menadżerskie – podsumowuje ekspert.

Kursy walut a rozliczenia podatkowe w walutach innych niż złotówka

W dobie globalizacji i powszechnego dostępu do internetu aktualne kursy walut stały się szczególnie ważne dla przedsiębiorców. Mogą oni rozwijać się na międzynarodowym rynku i docierać do znacznie większej liczby potencjalnych klientów czy współpracowników. Problemem wciąż bywa jednak prawidłowe rozliczanie transakcji zagranicznych i stosowanie przy tym odpowiednich kursów walut.

Przeliczenie wartości transakcji po odpowiednim kursie walut

Prawidłowe rozliczanie transakcji biznesowych dla celów podatkowych w głównej mierze zależne jest od zastosowania właściwego kursu waluty. Wszystkie dowody księgowe, takie jak noty, rachunki czy faktury, wystawione w obcych walutach, muszą zostać przeliczone na złotówki.

Kurs waluty a dzień uzyskania przychodu

Przedsiębiorca do przeliczenia wartości transakcji na złotówki nie może użyć dowolnego kursu walut. W tym przypadku nie ma możliwości sprawdzenia ceny w przypadkowym kantorze czy na stronie komercyjnego banku. Co więcej, przepisy dokładnie precyzują, z jakiego dnia notowania walut można wziąć pod uwagę. Kwestia ta jest więc szczegółowo opisana i właściciel firmy nie ma na tym polu większej swobody.

Do przeliczenia transakcji zagranicznych wykorzystuje się średnie kursy walut NBP z ostatniego dnia roboczego, poprzedzającego dzień uzyskania przychodu. W przypadku przedsiębiorców, którzy odnotowali przychód z prowadzenia działalności gospodarczej, będzie to dzień:

  • wykonania usługi,
  • częściowego wykonania usługi,
  • zbycia prawa majątkowego.

Opisana powyżej zasada dotyczy jednak nie tylko dochodów, ale również kosztów. W ich przypadku także do przeliczenia kwoty na złotówki wykorzystywany jest średni kurs waluty NBP z ostatniego dnia roboczego przed ich poniesieniem. Obliczenia związane z przeliczeniami i wykorzystany kurs waluty powinny zostać zapisane na fakturze lub stanowić załącznik do niej.

Jak zaoszczędzić na kursach walut przy transakcjach zagranicznych?

Rozliczanie podatkowe transakcji zagranicznych jest ściśle regulowane przez przepisy. Kursy walut NBP są nieugięte i na nich przedsiębiorca zbyt wiele nie zaoszczędzi. Jedyne, co można zmienić w ich przypadku, to ewentualnie dzień przeprowadzenia transakcji, o ile ma taką szansę. Wykonanie usługi nieco wcześniej lub później nie stanowi jednak gwarancji, że notowania walut zmienią się w tym czasie na korzyść właściciela firmy.

Na transakcjach międzynarodowych można zaoszczędzić jednak inaczej. Warto wykorzystać do tego aktualne kursy walut, dostępne na stronie https://internetowykantor.pl/kursy-walut/. Z ich pomocą przedsiębiorca ma możliwość kupowania i sprzedawania obcych walut po najlepszych cenach. Co w ten sposób zyskuje?

Jeśli sprowadza produkty z zagranicy czy korzysta z usług, subskrypcji itp., to musi płacić za nie w euro lub innej, obcej walucie. Im taniej więc ją kupi, tym więcej zaoszczędzi na transakcji. InternetowyKantor.pl natomiast sam powiadamia o korzystnych kursach walut, które użytkownik określi jako opłacalne dla swojego biznesu. Sprzedając z kolei towary za granicę, zapłatę można trzymać na koncie walutowym. Zamiast natychmiastowej wymiany po średniej cenie, warto śledzić notowania walut i sprzedawać je tak, aby na tym zarobić.

EBC wciąż jastrzębi

Wczoraj prezeska Lagarde swoimi wypowiedziami spowodowała, że wzrosło prawdopodobieństwo kolejnej podwyżki stóp procentowych w strefie euro na kolejnym posiedzeniu w lipcu. Rynek co prawda wcześniej zakładał, że taki scenariusz może być możliwy, jednak wczoraj zostało to dobitnie potwierdzone. Kurs EUR/USD dynamicznie urósł w kierunku 1.0950 i znalazł się najwyżej od 11 maja.

EBC podnosi koszt pieniądza po raz kolejny do poziomu 4 proc. (stopa refinansowa). Taki ruch był szeroko oczekiwany. Zaskakujące dla rynku było to, że Lagarde pozostawiła otwartą kwestię co stanie się w lipcu. Wydźwięk słów był jednak mocno sugerujący, że dalsze zacieśnianie jest konieczne. Rynek po cichu liczył, że pewne sygnały dezinflacyjne mogą spowodować, że EBC nieco złagodzi ton. Tak się jednak nie stało, czego efektem jest zauważalna siła euro. Podkreślono, że instytucja jeszcze nie skończyła walki z „drożyzną” i jest jeszcze przed nią wiele do zrobienia.

Na ten moment rynek wycenia w pełni lipcową podwyżkę a wrześniowej daje ok 65 proc. szans. Jastrzębim sygnałem była również rewizja w góre miar inflacji. Wskaźnik bazowy ma wynieść w 2023 roku 5,1 proc. (poprzednio 4,6 proc.) a w 2024 roku 3 proc. (poprzednio 2,5 proc.). Prognozy inflacji zasadniczej też zostały podniesione do 5,4 proc. w 2023 roku oraz do 3,0 proc. w 2024 roku. Tu jednak rewizja była kosmetyczna. Jednocześnie EBC oczekuje nieco gorszego (niż poprzednio) wzrostu gospodarczego w tym roku, który ma wynieść 0,9 proc. oraz 1,5 proc. w kolejnym.

EBC w swoim oświadczeniu po raz pierwszy przyznaje, że pojawiają się pierwsze oznaki spadku inflacji bazowej. Rzeczywiście, inflacja bazowa spadła ostatnio po raz pierwszy od dłuższego czasu. Trend ten powinien być bardziej widoczny na posiedzeniu w połowie września. Do tego czasu inflacja zasadnicza powinna spaść do około 4 proc.. Liczne „gołębie” w Radzie Prezesów będą wówczas prawdopodobnie argumentować, że dynamika wzrostu cen zmierza we właściwym kierunku i że bank powinien poczekać i zobaczyć, jakie skutki przyniosą poprzednie podwyżki stóp.

Kurs EUR/USD urósł w zaskakująco szybkim tempie w czasie konferencji i po niej. Dziś rano notowania ulegają lekkiej korekcie ale na wykresie wciąż widniej poziom powyżej 1,09. Wczorajsza sesja przyniosła najsilniejsze jednodniowe wzrosty od początku roku.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Sztuczna inteligencja w marketingu. Gdzie leży etyczna granica jej stosowania?

Sztuczna inteligencja jest coraz częściej wykorzystywana w działaniach marketingowych w celu personalizacji treści. Pozwala to na bardziej precyzyjne dotarcie do konsumentów i zwiększenie zwrotu z inwestycji. Jednocześnie istnieje potrzeba ochrony prywatności i unikania tendencyjności w przekazywanych treściach. Eksperci z firmy Progress wskazują, jak właściwie stosować AI, aby efektywnie personalizować treści marketingowe, wyznaczając etyczne granice działań i dbając o dobro klientów.

Współcześni konsumenci codziennie wchodzą w interakcję z niezliczoną ilością treści w sieci. W wysoce konkurencyjnym, szybko zmieniającym się cyfrowym świecie personalizacja staje się dla marek narzędziem, które pozwala wyróżnić się na tle szumu informacyjnego. Dostosowywanie treści do indywidualnych preferencji użytkowników pozwala też lepiej zrozumieć ich potrzeby. Przekłada się to na wyższy poziom lojalności ze strony konsumentów i pomaga zwiększyć zwrot z inwestycji.

Aby jak najlepiej wykorzystać potencjał generatywnej AI, firmy muszą zapewnić sobie dostęp do wysokiej jakości danych istotnych dla odbiorców. Powinny również stale testować i optymalizować spersonalizowane treści, tak aby zmaksymalizować ich oddziaływanie na docelowych odbiorców.

Wraz z rosnącym poziomem wykorzystania sztucznej inteligencji w marketingu, rośnie rola etycznych aspektów takich działań. Firmy powinny być transparentne w kwestii wykorzystania AI w procesach tworzenia i dostarczania konsumentom treści, a także udzielać im informacji na temat sposobu gromadzenia, wykorzystania i ochrony danych. Zapewnienie klientom możliwości rezygnacji z otrzymywania spersonalizowanych treści lub uwzględnienia ich danych w modelach sztucznej inteligencji stanowi dodatkowe potwierdzenie zaangażowania firm w praktyki zgodne z etycznymi standardami. Kolejnym aspektem, który firmy muszą wziąć pod uwagę, jest tendencyjność danych. Według badania firmy Progress „Data Bias: The Hidden Risk of AI” z 2023 roku, zjawisko to jest obecne w 65% przedsiębiorstw. Jednocześnie 51% badanych uważa, że brak świadomości istnienia zjawiska tendencyjności danych oraz niedocenianie jego negatywnego wpływu będzie stanowił barierę w rozwiązywaniu tego problemu.

Przedsiębiorstwa muszą oceniać potencjalny wpływ sztucznej inteligencji na powyższe kwestie i upewnić się, że korzystają z niej w sposób etyczny.

Spersonalizowane treści powstające na bazie generatywnej sztucznej inteligencji wydają się być jednym z przełomów, na który czekali marketerzy. AI umożliwia im nawiązywanie głębszych relacji z klientami i osiąganie lepszych wyników w prowadzonych kampaniach reklamowych.

Znaczenie generatywnej AI w personalizowaniu treści na dużą skalę będzie stale rosło. By nie stracić zaufania klientów, firmy będą musiały postawić na przejrzystość działania i respektowanie względów etycznych podczas korzystania z tej technologii. Przedsiębiorstwa muszą otwarcie mówić o wykorzystaniu sztucznej inteligencji, przykładając najwyższą wagę do najbardziej wrażliwych kwestii związanych z prywatnością czy stronniczością danych.

Autor: Sara Faatz, Director, Technology Community Relations, Progress

Źródło: Raport Progress, „Data Bias: The Hidden Risk of AI”