Dezinflacja – ekonomiczne słowo 2023 roku?

Nie milkną echa wczorajszego odczytu inflacji za oceanem. Temat ten idealnie komponuje się z dzisiejszym oczekiwaniem na posiedzenie FOMC. Pytanie, czy wieczorem uda się podtrzymać euforyczne nastroje na rynkach.

Bal czas zacząć

Najważniejszym wydarzeniem tygodnia miała być dzisiejsza decyzja Rezerwy Federalnej w sprawie wysokości stóp procentowych. Niewykluczone jednak, że pozostanie ona w cieniu wczorajszego odczytu o dynamice cen w Stanach. Ta wyraźnie spada, szybciej nawet od wydawało się optymistycznych prognoz analityków. Od czerwcowego szczytu, kiedy inflacja była najwyższa od 1981 roku, oddała już 2 punkty procentowe. Obecnie dynamika cen wynosi 7,1% przy predykcjach 7,3% i poprzednim odczycie na poziomie 7,7%. Od razu w oczy rzuca się przyspieszenie tempa spadków, jak i nakręcające się oczekiwania dezinflacyjne analityków. Reakcja rynku była jednoznaczna. Dolar tracił na szerokim rynku, wybijając ostatnią konsolidację na głównej parze walutowej globu. Euro kosztuje już powyżej 1,06 $ i jest najdroższe od początku czerwca. Jeszcze większą euforię obserwowaliśmy na parkietach giełdowych. S&P 500 wczoraj nawet wyłamał tegoroczną linię trendu spadkowego, jednak ostatecznie nie był w stanie się utrzymać powyżej.

Co na to FED?

Kolejną szansę będzie miał już dziś wieczorem, gdy poznamy decyzję Komitetu Otwartego Rynku w sprawie wysokości stóp procentowych. Oczywiście nie można zakładać, że wczorajszy odczyt coś tu zmieni, rynek dalej jest przekonany o podwyżce o 50 p.b.. Wpływ może być jednak już widoczny na konferencji prasowej przewodniczącego Powella, jak i na popularnych fedokropkach. Z jednej strony więc mamy oczekiwanie na wieczór, z drugiej jednak inwestorzy są już przekonani o pewnych rzeczach. A ostatnie tygodnie pokazały, że wiary we własne predykcje nie są w stanie złamać nawet oficjalne dementi decydentów Rezerwy. Ciekawie wygląda sytuacja zwłaszcza na amerykańskich obligacjach. Rentowność tych dwuletnich wczoraj spadła do poziomu 4,13%, co oznacza, że już dziś wieczorem znajdzie się poniżej dolnego pułapu oficjalnych stóp procentowych. Taka inwersja przeważnie zwiastuje koniec restrykcyjnej polityki pieniężnej. Co więcej, rynek jest przekonany, że po zakończeniu cyklu podwyżek praktycznie od razu wejdziemy na drogę obniżek. I po raz kolejny niewiele tu zmieniają powtarzane jak mantra słowa Powella, że między jednym a drugim będzie musiał minąć “pewien czas”.

Czas odbudować rezerwę

Z pozostałych rynkowych informacji warto odnotować wczorajsze dane o zapasach ropy w Stanach. Te systematycznie w ostatnich miesiącach się kurczyły, dochodząc do najniższych poziomów od wczesnych lat 80’. Głównie za sprawą decyzji prezydenta Bidena, by w ten sposób wpływać na cenę paliwa, zwłaszcza przed wyborami. Nie ulegało jednak wątpliwości, że Amerykanie w końcu będą musieli zacząć odbudowywać rezerwy i wczorajszy odczyt sugeruje, że ten proces właśnie się zaczął. Trochę niespodziewanie, bo analitycy spodziewali się kolejnego ujemnego wyniku, zapasy wzrosły o blisko 8 mln baryłek. Oznacza to, że dołki z poprzedniego tygodnia, mogą przez dłuższy czas pozostać nienaruszone.

Złoty po wczorajszym umocnieniu dziś delikatnie się osłabia. Nieznacznie drożeje większość głównych walut. Euro średnio kosztuje 4,685 zł, frank wrócił do 4,75 zł, a funt 5,45 zł. Jedynie dolar po porannym ruchu w górę wrócił już w okolicę wczorajszego zamknięcia. Dopiero wieczorem po decyzji FOMC możemy spodziewać się większych ruchów, które jednak będą na tyle istotne, że prawdopodobnie wyznaczą kierunek na resztę sesji w tym roku.

Krzysztof Adamczak, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Raport: III kwartał w polskiej gospodarce zaskoczył analityków

Zespół Badań Makroekonomicznych CEIC (ISI Emerging Markets Group) opublikował kwartalny raport „Poland Economy in a Snapshot”. To ogólny oraz gruntowny przegląd bieżących wydarzeń gospodarczych i finansowych wybranych przez polskich ekonomistów. Najnowsza edycja obejmuje podsumowanie trzeciego kwartału 2022 r. oraz przewidywania dot. czwartego.

Według wstępnych szacunków GUS, polska gospodarka wzrosła w III kwartale 2022 r. po wyrównaniu sezonowym o 1 proc. kw/kw, co przekłada się na roczne tempo wzrostu na poziomie 4,5 proc. r/r. Dane te są lepsze od oczekiwań, ponieważ w poprzednim kwartale pojawiły się prognozy, że Polska jest na drodze do technicznej recesji. Dodatnia dynamika pozwala oczekiwać, że gospodarka uniknie spowolnienia.

Polska w obliczu niepewnej gospodarki

W III kwartale 2022 r. tematem na pierwszych stronach gazet była przede wszystkim rekordowo wysoka inflacja. Wzrost wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych (CPI) w III kw. doprowadził do tego, że w październiku jego roczne tempo osiągnęło aż 17,9 proc. r/r – najwięcej od 1997 r. Z kolei w listopadzie było to 17,4 proc. r/r. Inflacja ciążyła na wydatkach i wywierała presję na polską walutę. Według NBP inflacja konsumencka wyniesie w tym roku średnio 14,5 proc. i 13,1 proc. w przyszłym, czyli wciąż znacznie powyżej celu inflacyjnego wynoszącego 2,5 proc.

Jak zaznaczają analitycy CEIC, gospodarka w III kwartale br. wysyłała mieszane sygnały. Chociaż statystyki dotyczące wzrostu gospodarczego i rynku pracy pokazywały przyzwoite wyniki (bezrobocie wyniosło 5,2 proc.), pewne wskaźniki makroekonomiczne pokazały, że spowolnienia gospodarki nie można wykluczyć całkowicie, mimo że jest mało prawdopodobne. Wzrost wydatków Polaków spowolnił do 2 proc. r/r w lipcu, 4,2 proc. r/r w sierpniu i 4,1 proc. we wrześniu po silnym skoku w poprzednim kwartale (nawet do 8,2 proc. w maju).

Starania o spokój

Choć polski rząd zdecydował o przedłużeniu tzw. tarczy antyinflacyjnej do końca 2022 r., media cytują wypowiedź szefa Państwowego Funduszu Rozwoju Pawła Borysa o tym, że od stycznia pakiet nie zostanie przedłużony. W ramach tarczy obniżono VAT na energię, ciepło i paliwa z 23 proc. do 8 proc., zniesiono VAT na żywność oraz akcyzę na paliwa. Wygaśnięcie pakietu antyinflacyjnego może spowodować wzrost cen, ponadto wpłynie to na dobrobyt konsumentów (zmniejszy się dochód do dyspozycji).

Rząd w ramach reakcji na gwałtownie rosnące ceny energii zdecydował o wprowadzeniu limitów cen węgla i energii elektrycznej. Ustalono maksymalną cenę energii elektrycznej w kwocie 785 zł (156,61 dol.) za 1 MWh dla małych firm i podmiotów takich jak szpitale, a także w kwocie 693 zł za 1 MWh dla gospodarstw domowych. Jak zaznaczają eksperci Zespołu Badań Makroekonomicznych CEIC, omawiane decyzje rządu mogą podważyć dotychczasowe działania antyinflacyjne.

Gospodarcze przemiany

Najnowszy raport „Poland Economy in a Snapshot” jest kolejnym, który pokazuje, że jesteśmy świadkami historycznych wydarzeń gospodarczych. W III kwartale 2022 roku polska waluta przekroczyła rekordową granicę 5 zł za 1 dolara amerykańskiego, czyli najwięcej od denominacji w 1995 roku. Ponadto nasz kraj wciąż odczuwa skutki pandemicznego załamania. Analitycy nie wykluczają jednak, że pomimo trudności polska gospodarka ma szanse na unormowanie, a w pewnych obszarach nawet wzrost. Zespół Badań Makroekonomicznych CEIC na bieżąco obserwuje, jak kształtują się wskaźniki makroekonomiczne, aby w pierwszych tygodniach 2023 r. udostępnić raport „Poland Economy in a Snapshot” dot. IV kwartału 2022 r.

Najważniejsze informacje o III kwartale w polskiej gospodarce:

  • polska gospodarka wzrosła o 1 proc. kw/kw,
  • realny wzrost PKB osiągnął na koniec września 3,6 proc. r/r,
  • stopy procentowe pozostały od września na poziomie 6,75 proc.

Najważniejsze informacje o III kwartale w polskiej gospodarce

Źródło: CEIC Insights Report „Poland Economy in a Snapshot – Q4 2022”

Planujesz leasing nowego pojazdu? Sprawdź, czy warto wykupić ubezpieczenie GAP

Negocjując z doradcą warunki umowy leasingu nowego pojazdu lub przeglądając różne oferty, możesz spotkać się z propozycją dokupienia ubezpieczenia GAP. To dobrowolne ubezpieczenie cieszy się sporą popularnością wśród leasingobiorców, ponieważ w razie wystąpienia szkody całkowitej albo kradzieży pojazdu chroni przed stratą finansową. Czym dokładnie jest ubezpieczenie GAP i czy warto je wykupić? Wyjaśniamy!

Ubezpieczenie GAP w leasingu – co to jest?

Ubezpieczenie GAP w leasingu to ochrona od utraty wartości samochodu, w przypadku kradzieży lub wystąpienia szkody całkowitej. Pojazdy z czasem tracą na swojej wartości, nawet bardzo zadbane i młode auto może po 2, 3 czy 5 latach zostać przez rzeczoznawcę wycenione na kwotę kilkadziesiąt tysięcy złotych niższą od tej widniejącej na fakturze za jego zakup. A to sprawia, że odszkodowanie z AC lub OC nie zawsze pokryje całość pozostałego zobowiązania leasingowego.

Ubezpieczenie GAP stanowi idealne uzupełnienie OC/AC. Umożliwia uzyskanie dodatkowych środków, które w szczególności pomogą spłacić leasing w całości lub znacznej części. Celem produktu jest wyrównanie bądź częściowe zrekompensowanie różnicy między kwotą zakupu nowego auta w leasingu a jego wyceną sprzed szkody. Odpowiedź na pytanie, czy warto wybrać ubezpieczenie GAP, brzmi zatem: zdecydowanie tak!

Dodatkowe korzyści z ubezpieczenia GAP

GAP to nie tylko ochrona od straty finansowej, ale także szereg dodatkowych korzyści, czego doskonałym przykładem jest GAP od PKO Ubezpieczenia. W przypadku tego ubezpieczyciela polisa poza wypłatą odszkodowania może zapewnić także:

  • zwrot kosztów za najem pojazdu zastępczego nawet do 7. Dni,
  • refundację kosztów dodatkowych związanych z zakupem nowego pojazdu – można wybrać jedną z opcji:
    • refundacja wpłaty własnej na zakup nowego samochodu w leasing,
    • refundacja trzech pierwszych rat z nowej umowy leasingu,
    • refundacja opłaty wstępnej do nowej umowy leasingu albo
    • pokrycie kosztów ubezpieczenia nowego pojazdu: OC, AC, NNW.

Ubezpieczenie GAP – na jak długo?

O tym, na jak długo można zawrzeć ubezpieczenie GAP w leasingu, decydują Ogólne Warunki Ubezpieczenia (OWU). W przypadku PKO Ubezpieczenia minimalny okres obowiązywania polisy to 12 miesięcy. Z kolei czas maksymalny jest uzależniony od wybranego wariantu polisy GAP, jednak nie może trwać dłużej niż 120 miesięcy.

Jeśli chcesz zawrzeć umowę ubezpieczenia na dłuższy czas lub podnieść kwotę refundacji kosztów dodatkowych, warto zapytać doradcę o możliwość otrzymania indywidualnych warunków.

Ubezpieczenie GAP może zatem obowiązywać nawet przez 10 lat, co zapewnia długotrwałą ochronę od utraty wartości pojazdu. Warto jednak pamiętać, że jego poszczególne warianty różnią się konstrukcją i przeznaczeniem, a co za tym idzie, sprawdzają się w nieco innych sytuacjach. Aby wybrać najlepszą dla siebie opcję, warto samodzielnie przeanalizować szczegóły konkretnej oferty, a następnie dopasować ochronę do własnych potrzeb i możliwości finansowych.

Inflacja gorsza niż recesja. Zwrot w kierunku bezpiecznych aktywów

Inwestorzy obawiają się, że chińska gospodarka wpędzi świat w recesję z powodu polityki „zero covid” i wysoka inflacja pozostanie z nami na długo.

Bardzo restrykcyjne ograniczenia związane z koronawirusem w Chinach doprowadziły do fali protestów w wielu głównych miastach. Doszło również do starć z policją, co może prowadzić dodatkowo do jeszcze większego zatrzymania aktywności gospodarczej w Chinach. Pojawiły się na przykład obawy, że za listopad produkcja najpopularniejszego smartfona na świecie, czyli iPhone’a mogła spaść w fabryce Foxconn w Zhengzhou nawet o 30%.

– Cały świat niepokoi sytuacja w Chinach ponieważ pamiętamy, że inflacja, z którą borykamy się od ponad roku w dużej mierze wzięła się z tego, że mieliśmy problemy z produkcją wielu ważnych rzeczy, takich jak choćby półprzewodniki – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Gdyby ta sytuacja w Chinach miała się powtórzyć, to wysoka inflacja pozostanie z nami na dłużej przy jednoczesnym spowolnieniu aktywności gospodarczej.

W Chinach liczba oficjalnie zarejestrowanych zachorowań wzrosła kilkuset przypadków w październiku do nawet 40-60 tys. To oczywiście grozi kompletnemu zamknięciu chińskiej gospodarki, która już w II kwartale tego roku w związku z covidem zaliczyła bardzo niski wzrost gospodarczy. To oczywiście rzutuje na całym świecie i ma spory wpływ na większość sektorów aktywów finansowych. Obserwujemy wyraźne osłabienie na rynku ropy naftowej oraz na rynku surowców rolnych. Natomiast cena złota w kontraktach terminowych przekroczyła 1 800 USD za uncję.

Chiny są bardzo ważne dla cen ropy naftowej, a ta spadła od rozpoczęcia się protestów i nie odbiła, gdy zaczęło się łagodzenie polityki zero-covid (spadki cen ropy brent pogłębiły się z 86 USD/baryłka do poziomów poniżej 80 USD.

– Chiny są zagadką na 2023 r. dla rynku ropy, są bardzo ważne jeśli chodzi o popyt na ropę, natomiast strona podażowa nie jest zależna od Chin – dodaje ekspert XTB.

Chińskie władze łagodzą restrykcje, prawdopodobnie nie ze względu na skalę protestów, ale z powodu obaw o spadające tempo PKB. Jednak nie osłabiło to w sposób przekonujący obaw inwestorów.

Niepokój inwestorów wywołuje wyraźny zwrot w kierunku bezpiecznych aktywów. Wspomniane wcześniej złoto zachowuje się bardzo solidne, ale obserwujemy również spadek rentowności amerykańskich obligacji w związku ze wzrostem popytu na nie.

– Teraz inwestorzy swą uwagę koncentrują jednak na inflacji, która jest kluczowa dla oczekiwań na 2023 rok – podsumowuje M.Stajniak z XTB. – W USA pod koniec roku lekko spadała inflacja, na takie „światełko w tunelu” od miesięcy oczekiwały banki centralne, pojawiły się więc nadzieje na mniejsze podwyżki stóp procentowych, co zwiększyłoby szanse na powrót do wzrostów indeksów giełdowych.

Dwa etaty w fizjoterapii to standard

System opieki zdrowotnej zdominowany jest przez pracę w różnych miejscach zatrudnienia, dotyczy to także fizjoterapeutów. Jej ograniczenie do jednego etatu przybliży dochody fizjoterapeutów do płacy minimalnej.

Zarobki fizjoterapeutów są znacząco różne pomiędzy publiczną i prywatną służbą zdrowia. Wiele osób łączy pracę w kilku miejscach zatrudnienia.

W Polsce zarejestrowanych jest prawie 75 tys. fizjoterapeutów. To trzecia co do liczebności medyczna grupa zawodowa.

– Z badań, które przeprowadziliśmy wynika, że 28-30 tys. fizjoterapeutów pracuje w ramach umów podpisanych z NFZ, jednocześnie mamy zarejestrowanych ok. 15 tys. prywatnych praktyk zawodowych – mówi w rozmowie z MarketNews24 Weronika Krzepkowska, starszy specjalista ds. współpracy międzynarodowej w Krajowej Izbie Fizjoterapeutów (KIF). – Wielu fizjoterapeutów pracuje więc więcej niż na jednym etacie.

Żeby zostać fizjoterapeutą trzeba skończyć pięcioletnie studia magisterskie. Zarobki młodych fizjoterapeutów, pracujących w ramach umów podpisanych z NFZ, rosną doganiając wzrost płacy minimalnej. W 2023 r, płaca minimalna ma wzrosnąć dwukrotnie, a już obecnie jej relacja do średniego wynagrodzenia jest najwyższa w UE.

Gry napędzają rozwój metaverse i vice versa

Dynamiczny rozwój branży gier na poziomie 15,6 proc. rocznie w latach 2016-2021 powinien lekko spowolnić w 2022 r. by osiągnąć szacowane 211 mld USD w 2025 r. Branża gier jest również motorem innowacyjności – 97% respondentów badania EY uważa, że jest fundamentem rozwoju metaverse.

Światowe przychody sektora gier komputerowych przekroczyły 193 mld USD w 2021 roku, a w okresie od 2016 do 2021 roku skumulowany roczny wskaźnik wzrostu w sektorze gamingowym wyniósł 15,6%, wynika z danych S&P Global Market Intelligence i analizy EY w badaniu What’s possible for the gaming industry in the next dimension?.

– Duże ożywienie w sektorze gier komputerowych nastąpiło w latach 2020 i 2021 w efekcie pandemii COVID-19, w trakcie której znacząco wzrosło korzystanie z technologii internetowych dla rozrywki i podtrzymania życia towarzyskiego. Spodziewamy się kontynuacji dynamicznego rozwoju branży gier komputerowych, pomimo chwilowej zadyszki w 2022 roku spowodowanej z jednej strony niedoborami chipów, które będą opóźniać dostawy urządzeń do gier komputerowych, z drugiej – wygaszaniem efektów pandemii i stopniowym powrotem do przed-pandemicznego stylu życia, wraz z zanikaniem pandemicznych ograniczeń – mówi Michał Płotnicki, Partner EY Polska.

Kluczowe dla rozwoju branży są korzystne zmiany w profilu demograficznym i wzrost liczby kobiet grających w gry komputerowe, rozwój technologii i zdolność do budowania społeczności. Przewidujemy, że do roku 2025 branża gier komputerowych wygeneruje szacunkowe przychody w wysokości 211 mld USD, z czego 116 mld USD będzie pochodzić z gier używanych na urządzeniach przenośnych, wynika z danych S&P Global Market Intelligence i analizy EY.

– Ten rozwój napędzają też zmiany technologiczne: coraz szybsze procesory, coraz lepsza grafika i nieustanna poprawa jakości doświadczeń klienta korzystającego z gier komputerowych. Postępujące upowszechnienie internetu stymuluje rozwój gier online. Spodziewamy się dalszego rozwoju gier wieloosobowych i mobilnych oraz dalszego wzrostu populacji graczy okazjonalnych. Rozwój sieci 5G upowszechni granie na urządzeniach przenośnych i w chmurze i umożliwi konsumentom zanurzenie się w trakcie gry w wirtualną i rozszerzoną rzeczywistość (VR, AR) na urządzeniach przenośnych – mówi Bazyli Pietraszewski, Menedżer, EY Polska.

Rywalizacja kluczem do rozwoju branży

Branża gier komputerowych od początku charakteryzuje się wysokim stopniem konkurencyjności, która nasila się wraz z rozwojem rynku. To – paradoksalnie – zwiększa ilość wysokiej klasy specjalistów i menedżerów w niej działających.

Rywalizacja na tak dynamicznym rynku wymaga, aby działające na nim firmy posiadały żyłkę techniczną i artystyczną, jak również znakomite umiejętności biznesowe i operacyjne. W obliczu wciąż rosnących oczekiwań klientów, głównym filarem sukcesu będzie nieustanne tworzenie innowacyjnych rozwiązań i różnicowanie produktów – z czego wyraźnie zdaje sobie sprawę kadra zarządzająca z branży gier komputerowych: 83% ankietowanych mówi, że branża gier komputerowych znajduje się pod stałą presją, aby wykazywać się innowacyjnością i kreować nowe doświadczenia w obszarze gier komputerowych.

Na tropie metaverse

Branża gamingowa to sektor, który stoi na czele innowacyjności. Najlepszym przykładem jest rozwój metaverse, którego branża jest fundamentem: tak uważa 97% respondentów badania. Cieszące się dużą popularnością gry Minecraft i Fortnite, popularna platforma gamingowa Roblox, zawierają w sobie wiele aspektów metaverse, w tym wirtualne światy, w których gracze spotykają się, aby grać w gry i korzystać z funkcji społecznościowych takich jak wirtualne czaty.

Wiele firm gamingowych oferuje też wirtualne systemy płatności i wirtualne aktywa, takie jak ubrania i zmiana wyglądu, rekwizyty, broń i pojazdy, które przemieszczają się wraz z graczami po różnych platformach (np. PC, konsola, urządzenie mobilne). Coraz częściej gry pełnią rolę przestrzeni towarzyskiej, w której gracze nawiązują internetowe przyjaźnie i tworzą internetowe społeczności.

Realne doświadczenia z wirtualnego świata

Zapytani o potencjalne korzyści, które mogą wyniknąć z gry w metaverse, prawie połowa respondentów (48%) powiedziała, że daje ona możliwość stworzenia nowych modeli biznesowych; podczas gdy 40% respondentów wskazało na możliwość zacieśnienia relacji pomiędzy markami i klientami. Wskazali oni również na możliwość wdrożenia nowych produktów i usług, lepszego pozyskiwania klientów oraz tworzenia nowych społeczności w ramach posiadanej bazy klientów.

Metaverse drastycznie rozszerza możliwości rozwoju rynku gier o doświadczenia z pogranicza świata wirtualnego i rzeczywistości. W jaki sposób firmy z branży gier dowiedzą się, jakiego rodzaju spersonalizowanych doświadczeń pragną ich klienci? Będą musiały zbierać coraz więcej danych, aby lepiej zrozumieć, co robią ich klienci w świecie gier komputerowych i w świecie rzeczywistym. Użytkownicy będą grać w więcej gier na większej liczbie urządzeń; rosnąć też będzie ilość wirtualnych zakupów i wolumen zawieranych transakcji. Aby odnieść sukces, spółki gamingowe muszą na nowo przemyśleć, jak inwestować w produkty i w ludzi.

– Kompetencje posiadane przez spółki gamingowe już są i będą coraz częściej wykorzystywane w różnych gałęziach gospodarki. Przykładowo, gamifikacja procesu edukacji, czy szkoleń, powoduje rozwój nowej niszy jaką jest tworzenie gier, zarówno prostych mobilnych, jak i dużo bardziej zaawansowanych z użyciem rozszerzonej rzeczywistości, na potrzeby ich wykorzystania w procesie uczenia dzieci, szkolenia pracowników (np. policji, czy wojska), czy też trenowania umiejętności kognitywnych przez osoby starsze – mówi Bazyli Pietraszewski.

Jak utrzymać pracowników

Sektor gier jest atrakcyjnym pracodawcą i przyciąga młodych ludzi. Pokolenie Z częściej wybiera ten sektor niż bardziej tradycyjne obszary gospodarki, które oferują porównywalne zarobki. Spółki gamingowe potrzebują z kolei niezliczonych wykwalifikowanych programistów, koderów, projektantów i technologów. Metaverse przyspieszy wyścig o talenty ponieważ będzie o wiele bardziej ekspansywny niż obecnie istniejące środowiska gamingowe, zmuszając spółki z tego obszaru do pozyskiwania osób posiadających dodatkowy zestaw umiejętności. W naszej ankiecie, 40% przedstawicieli kadry zarządzającej stwierdziło, że priorytetem jest dla nich doskonalenie zdolności technologicznych obecnie zatrudnionych pracowników.

Fuzje i przejęcia przyspieszają wzrost

Jedną z metod umożliwiających tworzenie innowacji są fuzje i przejęcia, które mają na celu pozyskanie talentów, technologii oraz franczyz na popularne gry komputerowe. W roku 2021 było około 400 ogłoszonych lub zamkniętych transakcji gamingowych o wartości ok. 36,3 mld USD, wynika z analizy EY opartej o dane Capital IQ. Należy równolegle podkreślić, że tylko 16% respondentów badania uznało fuzje i przejęcia jako główne źródło sukcesu w ciągu najbliższych trzech lat. Firmy mają głównie apetyt na wzrost organiczny, umożliwiający opracowywanie i dostarczenie nowych produktów oraz usług: 50% ankietowanych przedstawicieli kadry zarządzającej z branży gamingowej w okresie następnych trzech lat planuje zwiększyć fundusze przeznaczone na działalność badawczą i rozwojową, podczas gdy podobna liczba respondentów (44%) planuje zainwestować w rozwój nowych technologii.

– Historycznie jedną z najczęściej wybieraną przez firmy gamingowe ścieżką rozwoju było pozyskanie środków na giełdzie papierów wartościowych. Natomiast, zmiana sentymentu ze strony inwestorów giełdowych w ostatnim czasie powoduje, że spółki gamingowe coraz częściej szukają nowych inwestorów i kapitału w transakcjach typu M&A z udziałem inwestorów branżowych lub wyspecjalizowanych inwestorów finansowych typu venture capital lub private equity inwestujących w sektor gier. Dotychczas, fundusze private equity stosunkowo często omijały sektor gier z uwagi na relatywnie trudny do zaakceptowania dla nich profil przepływów finansowych (tzn. duże nakłady na wyprodukowanie gry w początkowych latach i monetyzacja dopiero po premierze przez zwykle stosunkowo krotki okres). To się jednak zmienia z dwóch powodów, mianowicie, po pierwsze, na rynku jest sporo firm gamingowych produkujących gry mobilne, które cechują się dużą powtarzalnością przychodów (np. dzięki mikropłatnościom realizowanym w grze), a po drugie, producenci gier typu AAA starają się bardziej wydłużać cykl monetyzacji gry publikując dodatki pozwalające na rozszerzenie zawartości gry lub kreując wirtualne światy bazujących na szeregu mikropłatności jak i sprzedając licencje na przykład wytwórniom filmowym, czy markom odzieżowym. Od powyższych grup nie odstają również producenci gier o niższym budżecie, którzy pomimo istotnie niższych nakładów, ale m.in. dzięki wciągającej fabule i możliwości natychmiastowej sprzedaży nowopowstałego tytułu globalnie, są w stanie zapewnić imponującą sprzedaż i bardzo wysoki zwrot z zainwestowanego kapitału w krótkim czasie – mówi Michał Płotnicki.

O badaniu:
EY wraz firmą badawczą Oxford Economics przeprowadził badanie pod koniec 2021 r. na próbie ponad 200 firm – leaderów branży gamingowej z 12 krajów Europy, USA i Azji, od firm o przychodach powyżej 20 mln USD do podmiotów osiągających przychody powyżej miliardów dolarów. Badaniem objęto kompleksowy ekosystem firm z branży – od producentów konsoli, operatorów platform gamingowych, producentów gier i dostawców technologii. Odpowiedzi uzyskano od zarządów, dyrektorów, dyrektorów strategii i dyrektorów do spraw produktu.

62% Polaków wyda mniej na święta ze względu na inflację

*Wyniki ankiety PAYBACK Opinion Poll

Oblężenie galerii handlowych, tłok na bożonarodzeniowych jarmarkach czy pięknie przybrane choinki i uroczyste dekoracje w witrynach sklepów oznaczają jak co roku jedno – Polacy rozpoczęli już wielkie odliczanie do 24 grudnia. Jak jednak będą wyglądać nasze świąteczne zakupy w czasach prawie 18-proc. inflacji? Ile wydamy w tym roku na prezenty dla najbliższych i czy w ogóle je kupimy? Na te i inne pytania znajdziemy odpowiedzi w wynikach najnowszego badania PAYBACK Opinion Poll.

Czas polowania na świąteczne promocje – start!

Zacznijmy od tego, czego nie może zabraknąć na święta w każdym polskim domu, czyli jedzenia, którym zwykle suto zastawiamy nasze stoły. Gdzie wybierzemy się zatem po produkty spożywcze na święta? Jak wynika z badania PAYBACK, udamy się po nie przede wszystkim do dyskontów – tak wskazało 67% ankietowanych lub do super- i hipermarketów, które odwiedzi 65% respondentów. Targi i bazary wybierze co piąty konsument, a sklepy online – 15% badanych.

Gdzie-planujemy-zrobić-świąteczne-zakupy_PB

Wybierając sklep, w którym kupimy artykuły spożywcze na święta, najczęściej kierujemy się ceną, poszukując sklepów oferujących niskie ceny i promocje – wynika z odpowiedzi 70% ankietowanych. Wygoda i dostępność produktów w jednym miejscu jest kluczowa dla 51% respondentów, a dla 42% – ich jakość. Z kolei 40% konsumentów zwraca uwagę także na lokalizację i wybiera sklepy, które znajdują się blisko domu.

A ile w tym roku wydamy na świąteczne zakupy spożywcze? Ponad połowa ankietowanych przeznaczy na ten cel od 101 do 500 zł, 35% respondentów planuje wydać na takie zakupy od 501 do 1000 zł, a 8% – od 1001 do 1500 zł.Jaką-kwotę-planujemy-przeznaczyć-na-tegoroczne-zakupy-na-świąteczny-stół_PB

Mimo że 52% badanych zadeklarowało, iż na ich świątecznych stołach nie może niczego zabraknąć, to ponad 60% osób przyznało, że w tym roku ich zakupy będą skromniejsze. Z naszej ankiety wynika też, że Polacy coraz bardziej racjonalnie podchodzą do tematu świąt. Blisko 90% respondentów sfinansuje je z bieżących dochodów lub oszczędności, a tylko 10% skorzysta w tym celu z karty kredytowej. Jednocześnie kredyt lub pożyczkę planuje zaciągnąć zaledwie 1% ankietowanych – komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.Czy-panująca-inflacja-wpłynie-na-nasze-zakupy-na-świąteczny-stół-i-ich-ilość_PB

Czy przyjdzie do nas św. Mikołaj?

Święta dla większości to czas obdarowywania innych prezentami. Te najczęściej kupujemy w sklepach online, które wybiera 57% ankietowanych. Z kolei 47% osób udaje się do galerii handlowych, a 31% z nas kupuje upominki w super- lub hipermarketach.Gdzie-planujemy-zakupić-prezenty-świąteczne_PB

Co ciekawe, 6% ankietowanych w ogóle nie planuje zakupów prezentów świątecznych. Głównym powodem jest w tym przypadku inflacja, na którą wskazało 55% respondentów z tej grupy. Warto też podkreślić, że wśród konsumentów, którzy planują zakup prezentów, aż 60% przeznaczy na nie niższe niż w poprzednich latach kwoty, a 16% ograniczy liczbę osób, którym sprawi podarunki – dodaje Katarzyna Grzywaczewska.

W tym roku pod naszymi choinkami najczęściej, podobnie jak w zeszłym roku, znajdą się kosmetyki i perfumy, które zamierza kupić blisko połowa badanych (47%). Bardzo popularną gwiazdkową kategorią zakupową są też gry i zabawki znajdujące się w koszykach co trzeciego respondenta, a także ubrania czy obuwie, które sprezentuje swoim najbliższym 27% ankietowanych. Wśród popularnych bożonarodzeniowych prezentów są też słodycze, wskazane przez co czwartego ankietowanego, książki i płyty (21% badanych) oraz elektronika (21%).Jakie-prezenty-świąteczne-najczęściej-wręczamy-najbliższym_PB

Na prezenty przeznaczymy zwykle od 101 do 500 zł (47% ankietowanych) lub między 501 a 1000 zł (32%).Jaką-kwotę-planujemy-przeznaczyć-na-wszystkie-prezenty-świąteczne_PB

Skoro mowa o budżecie, zwłaszcza w dobie wciąż rosnących cen, większości z nas włącza się syndrom szukania oszczędności i okazjizwłaszcza tych świątecznych, z których korzysta blisko 90% ankietowanych PAYBACK. Dodatkowo, ze względu na inflację, 71% respondentów robi zakupy w sklepach, które oferują niższe ceny lub regularne promocje. Równocześnie prawie jedna trzecia ankietowanych ogranicza zakupy wyłącznie do niezbędnych produktów – tłumaczy Katarzyna Grzywaczewska.

Czas w gronie bliskich

Świąteczne dni zamierzamy spędzić przede wszystkim we własnym domu, co zadeklarowało prawie 60% ankietowanych. Po 18% respondentów święta będzie celebrować częściowo we własnym zaciszu domowym i u rodziny/znajomych lub po prostu u rodziny. Jednocześnie wyjazdy turystyczne w Polsce albo za granicą planuje w tym czasie zaledwie 3% osób.

Dla ponad połowy respondentów (54%) ulubioną „aktywnością” podczas nadchodzących świąt będzie wspólne biesiadowanie z bliskimi. Co piąty badany postawi po prostu na odpoczynek przy dobrym filmie lub książce, a ok. 10% z nas wykorzysta świąteczny czas na różnego rodzaju aktywności sportowe.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 23-29 listopada 2022 r. metodą ankiety online na grupie 950 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju.

EFL: polski sektor budowalny zmierza w kierunku modelu zachodniego, gdzie więcej się wynajmuje, niż sprzedaje

Sytuacja finansowa firm budowlanych w Polsce jest dobra (30%) lub stabilna (46%), a 22% ankietowanych ocenia ją jaką trudną. Największe wyzwania stanowią rosnące koszty materiałów budowlanych (70%), sprzętu (65%) oraz jego dostępność (63%). Coraz niższa rentowność i spadek koniunktury sprawiają, że firmy zdecydowanie bardziej kontrolują koszty i szukają efektywnych finansowo rozwiązań. Wybór pada na najem. Z raportu EFL „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” wynika, że to najczęściej wybierany, obok gotówki, sposób finansowania maszyn budowlanych. Korzysta z niego aż 85% firm, najchętniej z wynajmu krótkoterminowego, do 30 dni. Najczęściej wypożyczane są zaawansowane urządzenia oraz duże maszyny jak koparki lub ładowarki.

– W pandemii branża budowlana, jako jedna z nielicznych, funkcjonowała praktycznie bez przestojów i nie została bezpośrednio dotknięte obostrzeniami. Rok 2022 jest jednak zdecydowanie trudniejszy. Branża mierzy się ze spowolnieniem inwestycyjnym wywołanym niepewną sytuacją polityczno-gospodarczą, odpływem pracowników z Ukrainy, wzrostem kosztów budowy czy zmianami podatkowymi. Koniunktura w budownictwie spada z miesiąca na miesiąc, między innymi w związku z wybuchem wojny w Ukrainie. Najnowsze dane GUS pokazują̨, że w październiku tego roku wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w budownictwie kształtował się na poziomie minus 22,1 pkt. Miesiąc wcześniej wynosił minus 19,1 pkt., a rok temu minus 9,4 pkt. Widać wyraźnie pogarszający się klimat. Niska rentowność́ i spadek koniunktury wymagają̨ rozwiązań́, które pozwolą̨ na lepszą kontrolę kosztów i zwiększą bezpieczeństwo finansowe biznesu. Daje to duży potencjał do dynamicznego rozwoju branży najmu maszyn i urządzeń́ budowlanych, co potwierdzają wyniki naszej najnowszej analizy – mówi Wojciech Przybył, członek zarządu EFL.

Rosnące koszty osłabiają fundamenty branży

Z raportu EFL „MŚP wynajmują czy kupują. Pod lupą” wynika, że większość przedstawicieli sektora budowlanego uważa swoją sytuację finansową za dobrą lub stabilną (odpowiednio 30% i 46% wskazań). Co piąty zapytany określa ją jako ciężką lub bardzo ciężką (odpowiednio 18% i 4%). W kontekście pandemii COVID-19, trwającej wojny na terytorium Ukrainy oraz galopującej inflacji, największą bolączką są rosnące ceny. Wśród trzech największych wyzwań w budownictwie, dwa dotyczą właśnie cen. 70% przedsiębiorstw wskazało na rosnące koszty materiałów budowlanych, 65% na rosnące koszty sprzętu i maszyn, a 63% narzeka na problemy z dostępnością sprzętu.

Warto także zwrócić uwagę, że ponad połowa przedsiębiorców budowlanych już musi stawiać czoła spadającemu popytowi na ich usługi (54%). Więcej niż połowa obawia się także spadających marż (52%).

Polskę budują wynajęte maszyny

Wynajem, obok własnych środków finansowych, jest najczęściej wybieranym sposobem finansowania maszyn budowlanych. Dziś́ korzysta z niego aż 85% firm budowlanych, a w perspektywie najbliższych 3 lat niewiele się w tym zakresie powinno zmienić (84% wskazań). Zdecydowanie mniej popularnymi formami finansowania są kredyt i leasing. Dziś korzysta z nich odpowiednio 47% i 42% firm, a w perspektywie 3 lat zamierza odpowiednio 49% i 45%.

Najpopularniejszą formą najmu maszyn budowlanych jest wynajem krótkoterminowy
– na maksymalnie 30 dni (73% wskazań́). 62% przedstawicieli budownictwa korzysta z wynajmu średnioterminowego – od 1 do 24 miesięcy, a tylko 5% stawia na opcję długoterminową, czyli powyżej 24 miesięcy. – W branży budowlanej umów krótkoterminowych jest zdecydowanie więcej niż długoterminowych. Klienci, którzy zajmują̨ się̨ usługami, czyli wykorzystaniem obiektów ruchomych na wysokościach, często zmieniają̨ swoje lokalizacje, inwestycje, czasami jest to krótki strzał i potrzebują̨ takiego sprzętu na kilka dni, czy tydzień – zwraca uwagę Marek Moszczyński, dyrektor sprzedaży, Partner Maszyny Sp. z o. o.

Zaawansowane narzędzia i urządzenia (87% wskazań́) oraz duże maszyny jak koparki lub ładowarki (83% wskazań́) to zdecydowanie najpopularniejsze rodzaje wynajmowanego sprzętu budowlanego w branży. 16% pożycza podstawowe narzędzia.

Po zakończeniu umowy 54% przedsiębiorstw budowlanych najchętniej kupiłoby używaną maszynę na preferencyjnych warunkach, 26% zwróciłoby sprzęt, a 20% przedłużyłoby umowę.

Dostępna i serwisowana maszyna

Lista korzyści z wynajmu jest bardzo długa. Najwięcej firm docenia dostęp do maszyny bez potrzeby angażowania środków własnych (49%) oraz szybki serwis maszyn w razie awarii (48%). – Klienci branży budowlanej to osoby, dla których maszyna budowlana jest narzędziem pracy. Zwykle niezbędnym do zrealizowania wielkich kontraktów. Maszyny muszą być́ konserwowane przez uprawnionych serwisantów, którzy dzięki swojej wiedzy potrafią̨ przygotować́ maszynę̨ tak, by nie generowała strat w przypadku jej niesprawności – podkreśla Marek Moszczyński.

W branży budowlanej, a co za tym idzie w wynajmie sprzętu budowlanego widoczna jest bardzo duża sezonowość́. Szczyt przypada na okres od września do listopada, w okresie zimowym najczęściej magazyny i place są zajęte maszynami. Stąd aż 39% przedsiębiorców wskazuje na oszczędność na kosztach przechowywania maszyny, kiedy z niej nie korzystają, jako na dużą zaletę wynajmu.

Po 37% ankietowanych z sektora wskazuje na szybki dostęp do sprzętu oraz jego szeroką ofertę. W szczególności, 35% zwraca uwagę na dostęp do nowoczesnych i zaawansowanych technologicznie urządzeń pozwalających na osiąganie lepszej wydajności.

– Polski sektor budowlany zmierza w kierunku modelu zachodniego, gdzie więcej się wynajmuje, niż sprzedaje maszyn i urządzeń́ budowlanych, np. w Niemczech czy Francji. I to nie tylko z uwagi na niską dostępność́ maszyn u producentów niemal od początku wybuchu pandemii, a wzmocnioną wybuchem wojny w Ukrainie. Świadomość korzyści z najmu i patrzenie na najem jako rozwiązanie większych zalet niż zakup na własność są kluczowe w prowadzeniu efektywnego przedsiębiorstwa budowlanego w obliczu obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej – mówi Wojciech Przybył z EFL.

Pełna wersja raportu „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” jest dostępna na stronie https://media.efl.pl/reports/16870.

Raport „MŚP wynajmują czy kupują? Pod lupą” jest dwunastym opracowaniem z serii „Pod lupą” wydanym przez Europejski Fundusz Leasingowy S.A. w ramach autorskiego projektu „Europejski Fundusz Modernizacji Polskich Firm”. Pierwszy opisywał kondycję sektora MŚP w Polsce („MŚP pod lupą”, 2011), drugi poświęcony był gospodarstwom rolnym („Agro pod lupą”, 2012). Trzecie opracowanie analizowało finansowe aspekty działalności transportowej („Transport pod lupą”, 2013), czwarte – młodych na rynku pracy („Młodzi na rynku pracy. Pod lupą”, 2014), piąte – innowacje („Innowacje w MŚP. Pod lupą”, 2015). Szósty raport przedstawiał inwestycje prowadzone przez MŚP („Inwestycje w MŚP. Pod lupą”, 2016). Siódme wydanie dotyczyło pokolenia milenialsów („Millenialsi w MŚP. Pod lupą”, 2017). Ósmy raport przedstawiał wielostronny obraz budownictwa („Budownictwo przyszłości. Pod lupą”, 2018). Dziewiąte wydanie pokazywało, ile MŚP wiedzą o społecznej odpowiedzialności biznesu („CSR w MŚP. Pod lupą”, 2019). Dziesiąta publikacja koncentrowała się na obszarze ekologii, energii odnawialnej, elektromobilności i aktywności MŚP na tych polach („Zielona energia w MŚP. Pod lupą”, 2020). Jedenaste wydanie przedstawiało 30 najważniejszych trendów, jakie w najbliższych latach mogą zdominować branżę leasingową w Polsce („Cyfrowa (r)ewolucja na rynku leasingu. Pod lupą”, 2021).

Tematem obecnej edycji są trendy w wynajmie samochodów osobowych i ciężarowych, maszyn rolniczych i budowlanych, wózków widłowych i robotów oraz sprzętu IT. W badaniu pod lupę wzięto takie zagadnienia jak sposoby finansowania inwestycji, postawy wobec najmu, poziom zainteresowania najmem w krótkiej i długiej perspektywie, korzyści z najmu.

Metodologia badania:

Badanie ilościowe „Pod lupą” zostało zrealizowane przez ICAN Institute na zlecenie EFL S.A. z właścicielami, współwłaścicielami i osobami odpowiedzialnymi za finanse w segmencie firm MŚP z całego kraju, z różnych branż. W sumie zrealizowano 500 wywiadów: 100 rozmów z przedstawicielami branży budowlanej, 100 rozmów z przedstawicielami branży handlowej, 100 rozmów z przedstawicielami branży produkcyjnej, 100 rozmów z przedstawicielami branży transportowej oraz 100 rozmów z przedstawicielami gospodarstw rolnych. Przygotowane w ten sposób dane pozwalają analizować i opisywać na poziomie całej populacji firm w Polsce. Badanie wykonano metodą telefonicznych ankiet (CATI) od 20 czerwca do 4 lipca 2022 roku.

Badanie jakościowe zostało zrealizowane w oparciu o scenariusz wywiadu. W badaniu brały udział osoby, które można nazwać liderami opinii – posiadające bogatą wiedzę dotyczące segmentu MŚP oraz branży wynajmu. W sumie przeprowadzono 22 wywiady pogłębione oraz analizę desk research.

Który impuls wyrwie EUR/USD z konsolidacji?

Rynki finansowe powoli zbliżają się do kluczowych godzin, które mogą nakreślić kierunek handlu na następne tygodnie. We wtorek gwoździem programu ma być amerykańska inflacja, rozpalająca apetyt przed środowym posiedzeniem FOMC. Konsolidacja na EUR/USD nie będzie trwała wiecznie, a jej koniec zdaje się już za rogiem.

Grudniowa gorączka rynkowa

Kurs EUR/USD już prawie od tygodnia porusza się w trendzie bocznym o zakresie 1,05$ – 1,06$, ale ta konsolidacja za chwilę może się stać jedynie wspomnieniem. Pierwszy impuls nadejdzie już dziś zza oceanu, gdy poznamy listopadową dynamikę cen w USA. Rynkowy konsensus zakłada spadek tempa inflacji do 7,3%, co byłoby potwierdzeniem zniżkowego trendu zapoczątkowanego w lipcu. Pomimo tego, że do celu inflacyjnego (w pobliżu 2%) droga wciąż daleka, to wynik zgodny z prognozami bądź niższy stanie się pożywką dla spekulacji co do kolejnych ruchów amerykańskich decydentów. Inwestorzy raczej nie czekają w napięciu na samą decyzję Komitetu Otwartego Rynku (+ 50 pb), ale chyba zdecydowanie bardziej wyglądają konferencji szefa Rezerwy. Jerome Powell przyniesie ze sobą także tzw. fed-kropki, czyli predykcje wszystkich członków FOMC odnośnie do poziomów stóp procentowych w nadchodzących kwartałach. Powoli wyłaniać będzie się z tego obraz końca cyklu zacieśniania i wycena trwałości szczytu kosztu pieniądza za oceanem. W przypadku wyższego od oczekiwań rezultatu CPI rynki pozostaną w niepewności co do dalszych działań bankierów centralnych, którzy znajdą się ponownie pod większą presją inflacji.

Mieszane dane z Europy

Przed najważniejszym odczytem dzisiejszej sesji poznaliśmy, czy też zostały potwierdzone, inne dane inflacyjne. Istotne z punktu widzenia całej UE niemieckie CPI rzeczywiście „zwolniło” do 10%. Umieszczam pewne słowo w cudzysłowie, ponieważ to naprawdę nie jest jeszcze moment na ogłoszenie zwycięstwa w walce z wysoką dynamiką cen. Pozostaje liczyć, że taki sam pogląd wyrazi prezeska Lagarde po czwartkowym posiedzeniu Rady Prezesów EBC. Jak złudne może być nadinterpretowanie pojedynczych odczytów makro, przekonują się właśnie Rumuni. Po październikowym spowolnieniu tempa inflacji do 15,3% mogli na chwilę odetchnąć z ulgą. Niestety listopad to przyspieszenie i osiągnięcie wieloletniego rekordu na poziomie 16,8%. Co ciekawe, Bank Narodowy Rumunii po ostatniej podwyżce ustalił główną stopę procentową na 6,75%, czyli progu identycznym co w przypadku RPP.

Wycena ropy odbija

Niezmiennie ciekawie prezentuje się w ostatnich tygodniach rynek ropy. Teraz rozwija się na nim wzrostowa korekta, która we wtorkowe przedpołudnie za baryłkę Brent (notowaną w Londynie) każe płacić 79$. Korekta na wycenie czarnego złota nie powinna dziwić, skoro ostatnie dni sprowadziły wykresy na najniższe poziomy w tym roku. Impulsem do zmiany kierunku była awaria ropociągu Keystone, czyli najważniejszej tego typu instalacji na kontynencie północnoamerykańskim. Wznowienie przesyłu surowca wciąż jest oddalane w czasie, co podsyca obawy o zapewnienie wystarczającej podaży. W przypadku USA należy jeszcze dodać fakt, że rezerwy strategiczne są na najniższym poziomie od lat 80. Za baryłkę WTI (West Texas Intermediate) trzeba już płacić 74$.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka.

Adam Fuchs – analityk walutowy w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Czynsze nie rosną, rynek najmu wychodzi z gorączki

Oferta mieszkań na wynajem w największych miastach spada, ale ceny zaczęły się stabilizować. Zgodnie z danymi Otodom listopad był drugim z rzędu miesiącem, gdy wzrosty nie były już tak imponujące. Jednym z powodów może być mniejsza aktywność poszukujących – liczba wyszukiwań wróciła do tej sprzed wybuchu wojny.

Na poziomie całego kraju średnia wysokość czynszów ofertowych od września utrzymuje się na stabilnym poziomie: w październiku nastąpił spadek o 0,4% m/m, w listopadzie wzrost o 0,2% m/m. Na poszczególnych rynkach sytuacja jest zróżnicowana. W Krakowie i Wrocławiu czynsze były średnio niższe niż przed miesiącem o 1%, w Poznaniu i Gdańsku wzrosły o odpowiednio 1% i 2%, a w Warszawie i Łodzi nadal istotnie rosły (o 5% i 7%). Najwyższy wzrost nastąpił w Katowicach, gdzie odnotowano 12% podwyżkę średniego czynszu ofertowego.

Analizując wysokość czynszów trzeba mieć na uwadze dwie rzeczy. Po pierwsze to, że średnia liczona jest na podstawie tego, co w ofercie zostało, a nie tego, co z niej zniknęło. Założyć można, że w pierwszej kolejności ubywa mieszkań najbardziej dostępnych cenowo, a to z kolei oznacza, że średnia cena tych, które zostały, wcale nie musiała wzrosnąć, by średnia dla wszystkich ogłoszeń wzrosła. Jeśli tak jak w przypadku Katowic, najmniejszego wg liczby ogłoszeń rynku najmu spośród analizowanych miast – z oferty, która w październiku br. wynosiła zaledwie 1,3 tys. ogłoszeń, ubywa 30% z nich, 12% wzrost wysokości czynszu może być czysto statystycznym efektem – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka Otodom.

Ekspertka Otodom zwraca również uwagę na to, że prezentowane w ogłoszeniach poziomy czynszów mogą się zmieniać również na etapie negocjacji z najemcą. Rosnące koszty utrzymania dotykają obie strony tej transakcji. Nie tylko najemcy szacują koszty związane z najmem lokalu. Wobec malejącego zainteresowania ze strony najemców, wynajmujący, którzy nie mogą lub nie chcą finansować utrzymania pustostanu, będą skłonni zmniejszać ceny.

Koniec sezonu na najem?

Na kategorię najem wpływała dotychczas w Polsce dość mocno sezonowość. Wysoki sezon definiowany jako pik w wyszukiwaniach ofert najmu przypada zgodnie z historycznymi danymi Otodom jesienią, i trwa od sierpnia do października. Zbiegał się dotychczas z powrotem studentów na uczelnie, odnowieniami umów. W tym roku mieliśmy jednak zbieg kilku czynników, które zupełnie zmieniły obraz tego rynku. Agresja Rosji na Ukrainę w lutym br. i związane z nią migracje ludności podniosły zainteresowanie rynkiem najmu na nowy wyższy poziom. W tygodniu kończącym marzec 2022 roku na portalu Otodom było dostępnych o prawie 60% mniej ofert mieszkań na wynajem niż w tygodniu poprzedzającym wybuch wojny.

Ostatnie 9 miesięcy było na rynku najmu wyjątkowym okresem. Nastąpiła niespotykana dotychczas kumulacja różnych grup popytowych, których dotychczas nie było, albo nie były tak aktywne w tym sektorze. Chodzi przede wszystkim o Ukraińców, którzy uciekli przed wojną, potencjalnych nabywców mieszkań, którzy muszą przeczekać ograniczenia w dostępie do kredytowania oraz studentów, którzy w większej niż w okresie pandemii liczbie wrócili do zajęć stacjonarnych na uczelniach – komentuje Ewa Tęczak.

W tym roku oznaki spowolnienia na rynku najmu analitycy Otodom zauważyli wcześniej, bo już w październiku, a 10% spadek liczby wyszukiwań w kategorii najem w listopadzie oznacza, że wróciliśmy do poziomu sprzed wybuchu wojny.

Czynsze nie rosną, ale znaleźć lokal nadal trudno

Fakt, że poziomy cen się stabilizują, a wyszukiwań jest mniej, nie oznacza jednak, że poszukujący mieszkania na rynku najmu łatwiej będą mogli znaleźć własne lokum. Ograniczone możliwości finansowe najemców i dość okrojona już oferta sprawiają, że najemcy muszą znacznie bardziej angażować się w poszukiwania. Świadczyć może o tym większa liczba wyświetleń poszczególnych ofert (+15% r/r) i częstsze odpowiedzi na ogłoszenia (+50% r/r). A oferta kurczy się z miesiąca na miesiąc.

Czynsze nie rosną

W listopadzie 2022 r. najwięcej ofert mieszkań na wynajem można było znaleźć nadal w Warszawie, ale w ujęciu rocznym liczba aktywnych ogłoszeń w serwisie Otodom była o 30% mniejsza niż przed rokiem.

W listopadzie 2021 r. wybierać można było spośród ponad 10 tys. ofert. Dziś jest to zaledwie 7 tys. Dwa lata temu natomiast aktywnych ogłoszeń było prawie 17 tys. To pokazuje również, że zainteresowanie rynkiem najmu nie pojawiło się w tym roku, a systematycznie rośnie. Mimo że jesteśmy poza szczytem sezonu, liczba dostępnych do wyboru mieszkań w większości największych miast nadal się kurczy – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka Otodom.

W porównaniu do października 2022 r. mieszkań na wynajem ubyło na niemal wszystkich spośród 7 największych rynków. Poziom aktywnych ogłoszeń utrzymał się tylko we Wrocławiu. Największy spadek w porównaniu do października nastąpił w Katowicach (-30%). W Krakowie, Warszawie i Poznaniu ubyło 10-13% ogłoszeń.

Co powinno znaleźć się na wyposażeniu szkoły? – kilka porad dotyczących umeblowania

Szkoła jest miejscem, które każdy z nas wspomina pozytywnie. Pomimo wzlotów i upadków, czas ten jest kojarzony przez wielu jako beztroskie lata, które nie powrócą. Ważne jest, aby każde dziecko zapamiętało ten etap swojego życia w taki sam sposób.

Dobrze zorganizowane placówki edukacyjne bez wątpienia pozytywnie wpływają na rozwój młodszego pokolenia. W skład dobrej organizacji wchodzi również wyposażenie takich miejsc. Chcąc sprawić, aby młodszym osobom nie brakowało niczego, warto zwrócić uwagę na kilka podstawowych rzeczy.wyposazenie szkoły

Ławka, krzesełka, tablice – elementy najbardziej kojarzone ze szkołą

Sala lekcyjna jest miejscem kojarzonym wyłącznie z kilkoma rzędami ławek oraz tablicą. Rzadko kiedy zwraca się jednak uwagę na to, co znajduje się na samym końcu klasy. Zazwyczaj są tam jeszcze meble, w których przechowuje się różnego rodzaju pomoce naukowe czy mapy.

Krzesełka w szkole nigdy nie należały do najwygodniejszych. Uczniowie nie mają zazwyczaj sporych wymagań, choć mimo wszystko warto nabyć nawet lekko wyprofilowane do kształtu pleców oparcia. Ważniejszy jest natomiast dobór wysokości ławek i krzeseł, adekwatny do wieku młodzieży. Należy także pamiętać, aby wybierać dla uczniów meble wykonane z solidnych i trwałych materiałów. Są to osoby młode i niejednokrotnie zdarza się obserować różnego rodzaju bujanie na krześle. Nie zawsze nauczyciel jest w stanie wszystkich upilnować, a nikt nie chce w końcu spowodować kontuzji u dziecka.

Szatnia – kluczowe wyposażenie każdego ucznia

Niejednokrotnie zdarza się, że w wielu szkołach uczniowie nie przebierają butów w obawie o ich kradzież. Spowodowane jest to ograniczeniami w wyposażeniu szkoły, nieadekwatnymi do tego typu wymagań. Wiele szkół wciąż prowadzi politykę szatni w formie pomieszczeń dla poszczególnych klas. Współdzielenie jednej szatni z całą swoją klasą z pewnością nie zagwarantuje bezpieczeństwa i prywatności dla ucznia. Najlepszym rozwiązaniem jest więc szafka szkolna. Każdy uczeń otrzymuje swoją indywidualną szafkę, a wraz z nią klucz przeznaczony tylko dla niego. Może tam chować swoją ulubioną kurtkę buty i inne wyposażenie, bez obawy o niepowołaną ich stratę.

Szafki szkolne są dostępne w wielu sklepach niemal w każdym rozmiarze. Producenci doskonale rozumieją, że niewszystkie szkoły są nowymi budynkami, dostosowanymi do współczesnych wymogów.

Czym charakteryzują się szafki szkolne?

Takie wyposażenie zdecydowanie różni się od standardowych wieszaków. Uczeń jest w stanie zmieścić w szafce szkolnej niemal wszystkie swoje rzeczy, począwszy od stroju na wf, a kończąc na podręcznikach i obuwiu na zmianę. Dzięki drzwiczkom zamykanym na klucz, cały dobytek ucznia jest chroniony przed dostępem jego kolegów, co niejednokrotnie eliminuje też możliwość dokuczania.

Przeważnie, szafki szkolne posiadają konstrukcję metalową, dodatkowo wzmacnianą. Nie ma więc możliwości uszkodzenia takiej szafki, szczególnie przez osoby młodsze.

Proces PPAP – czym jest i z czego się składa?

PPAP to skrót od angielskiego „Production Part Approval Process”. Jest to proces zatwierdzania części do produkcji, stosowany głównie w branży motoryzacyjnej, z której bezpośrednio się wywodzi. Głównym celem tego procesu jest dostarczenie przez dostawcę dowodów na to, że zamówienie będzie w pełni zgadzało się z wymaganiami z zakresu jego specyfikacji. Stanowi to swoistą gwarancję, która pozwala przystąpić do produkcji z pewnością, że zamawiający otrzyma części w pełni zgodne ze specyfikacją techniczną. Proces PPAP jest realizowany przez specjalistów, a jego tajniki można zgłębić na specjalnych szkolenia z tego zakresu.Production Part Approval Process

Na czym polega proces zatwierdzania części do produkcji?

Proces PPAP jest najczęściej stosowany w branży motoryzacyjnej, w której istnieje szczególnie silne zapotrzebowanie na części idealnie odpowiadające specyfikacji technicznej. PPAP wywodzi się bezpośrednio z amerykańskiego systemu kontroli jakości QS-9000 i podobnie, jak on ma na celu udowodnić klientowi zamawiającego części, że podmiot odpowiedzialny za ich produkcję jest w stanie zrealizować zamówienie w sposób zgodny z ustaleniami. W tym celu wykonawca przedstawia klientowi dokument o nazwie Gwarancja Przedłożonej Części (PSW).

Wystawienie PSW przez dostawcę części oznacza jego pisemną akceptację wymagań klienta odnośnie zamówienia. To swoiste zobowiązanie dostawcy, które przedstawiając zamawiającemu PSW zobowiązuje się nie tylko do realizacji zamówienia w zgodzie o wcześniejsze ustalenia, ale także gwarantuje, że jest w stanie technologicznie podołać zamówieniu. Podpisanie Gwarancji Przedłożonej Części w sposób oficjalny wieńczy i kończy proces PPAP.

Dlaczego PPAP cieszy się tak dużym uznaniem?

Proces PPAP jest bardzo przydatnym narzędziem, dzięki któremu możliwe jest zapewnienie wysokiej jakości w rozproszonym łańcuchu dostaw. PPAP pozwala bowiem na sprawdzenie czy dostawca będzie w stanie fizycznie zrealizować zamówienie, a także dokonać tego w bezbłędny sposób, zgodny z wcześniejszymi ustaleniami i dokumentacją techniczną. To swoista gwarancja dla firmy, która dąży do nawiązania stałej współpracy z zaufanym i sprawdzonym dostawcą.

Proces PPAP jest złożony, wieloetapowy i skomplikowany. Standardowe procedury opierają się na 18 punktach, które tworzą poszczególne dokumenty dostarczane przez dostawcę części. Weryfikacja ich zawartości pozwala na sprawdzenie oraz ocenienie zdolności produkcyjnych danego podmiotu. Cały proces PPAP jest natomiast realizowany na jednym z 5 poziomów, a wybór konkretnego zależy od potrzeb zamawiającego. Może to być bowiem zarówno samo przesłanie gotowego PSW, jak i dostarczenie PSW z próbką części i pełną dokumentacją techniczną. To właśnie ten ostatni poziom jest najczęściej wybierany przez większość firm.

Tajniki procesu PPAP można poznać oraz zgłębić na specjalistycznych szkoleniach. Szkolenia PPAP są skierowane do wszystkich osób, które są zaangażowane proces zatwierdzania części do produkcji – m. in. do kierowników, szefów i liderów projektów, kierowników i pracowników działów jakości, a także właścicieli procesów oraz osób zaangażowanych w proces PPAP na obszarze produkcji, jakości i logistyki.

Wtorkowe emocje z amerykańską inflacją

W poniedziałek na rynkach finansowych przeważał apetyt na ryzyko. Indeksy z Wall Street przybrały kolor zielony. SP500 zyskał ponad 1,4 proc. Dow Jones urósł o 1,58 proc. a Nasdaq zamknął dzień wyżej o 1,26 proc. Dziś oczy inwestorów skierowane są na publikację amerykańskiej inflacji CPI, która pomoże w ustaleniu ścieżki stóp Fed w najbliższych miesiącach. EURUSD cały czas znajduje się w newralgicznym, pod kątem technicznym, miejscu. Przełamanie poziomu 1,06 jest dziś prawdopodobne. Muszą jednak zostać spełnione pewne warunki.

Już jutro Rezerwa Federalna podejmie decyzję w sprawie stóp procentowych na zakończenia ostatniego w tym roku posiedzenia. Większa zmienność na rynkach może pojawić się jednak dziś, kiedy rynek otrzyma dane na temat dynamiki wzrostu cen w amerykańskiej gospodarce w listopadzie. Po emocjach wtorkowo-środowych czeka nas jeszcze decyzja w sprawie kosztu pieniądza, która podejmie EBC oraz Bank Anglii w czwartek. Potem zapanuje na rynku marazm, kiedy świat będzie przygotowywał się do nadchodzących Świąt Bożego Narodzenia.

Jeśli dziś zobaczymy kolejny spadek inflacji w USA (konsensus Bloomberga zakłada poziom 7,3 proc., odczyt za październik wskazuje 7,7 proc.), pozwoli to odetchnąć z ulgą wszystkim tym, którzy jeszcze niedawno spodziewali się, że inflacja wymknie się spod kontroli a amerykański bank centralny podejmie desperackie środki zaradcze. Pamiętajmy jednak, że aktualne poziomy wciąż jednak pokazują, że jest to dość daleko od celu 2 proc. Tendencja spadkowa odczytów CPI trwa już od czerwca. Uznaje się zatem, że szczyt inflacyjny został osiągnięty w wakacje na poziomie 9 proc. i teraz już tylko czeka nas tendencja spadkowa.

Tak jak w ostatnim czasie Powell musiał przypominać rynkowi, że tempo zacieśniania monetarnego zostanie od grudnia zmniejszone (co w konsekwencji dało kolejny impuls osłabienia dolara), tak tym razem rynek oczekuje kolejnego potwierdzenia, ze strony danych makro. Notowania EURUSD pokazują, że inwestorzy czekają na kolejny impuls. Kurs cały czas zbliżony jest do poziomu 1,06 i od kilku dni nie chce się od niego oddalić. Na wykresie widoczna jest formacja „trójkąta zwyżkującego”, która pokazuje większe szanse na kontynuację dalszych wzrostów. Żeby „przebić” wspomniany poziom najwyraźniej potrzeba pretekstu, a ten dzisiejszy w postaci danych inflacyjnych wydaje się być idealny. Spadek CPI ponownie osłabi USD. Odczyt pomiędzy 7,7 a 7,3 proc. spowoduje deprecjację dolara, jednak ruch będzie mniejszy niż ten, który pojawiłby się, gdyby liczby wskazały poziom mniejszy niż zakłada rynek. Całkiem odwrotną reakcję rynku można zakładać wówczas, gdyby jednak indeks CPI pokazał wartość większą niż w październiku. W takim scenariuszu zakładam spadki EURUSD nawet do poziomu 1,0350.

Łukasz Zembik
Oanda TMS Brokers

Cloud Technologies udanie debiutuje na głównym rynku GPW

Akcje Cloud Technologies, spółki roku 2021 na NewConnect*, 12 grudnia zadebiutowały na głównym rynku Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. W dniu debiutu kurs akcji spółki wzrósł na otwarciu o 2,5%. Przejście na główny parkiet GPW to jeden z kluczowych elementów strategii tej dynamicznie rozwijającej się spółki z segmentu DataTech. Przeniesieniu notowań nie będzie towarzyszyć emisja akcji.

Cloud Technologies zalicza się do wąskiego grona spółek, które debiut na głównym rynku GPW w 2022 r. mogą zaliczyć do udanych. W dniu debiutu kurs spółki wzrósł o 2,2%. Spółka, z segmentu DataTech prowadząca międzynarodową sprzedaż danych do targetowania reklamy internetowej debiutowała na NewConnect 18 maja 2012 r. Podczas ponad 10 lat obecności na rynku NewConnect, kurs ceny akcji Cloud Technologies wzrósł ponad 23 krotnie.

  – Bardzo się cieszę z przeniesienia notowań na Główny Rynek GPW w Warszawie, co jest jednocześnie realizacją jednego z głównych kamieni milowych naszej strategii rozwoju na lata 2021-2023. Obecność na głównym rynku GPW wzmocni postrzeganie Cloud Technologies oraz pozwoli nam w realizacji celu strategii, którym jest osiągnięcie statusu wiodącego dostawcy danych na globalnym rynku. – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Wejście na główny rynek GPW to ważny etap w rozwoju każdej spółki, który potwierdza jej dojrzałość, stabilną sytuację finansową oraz transparentność działań i komunikacji z rynkiem. W związku z przejściem na główny parkiet, Cloud Technologies spodziewa się wzrostu płynności akcji oraz zainteresowania spółką ze strony inwestorów instytucjonalnych oraz inwestorów zagranicznych, którzy w przyszłości mogą stać się jej akcjonariuszami.

Cloud Technologies stworzyła jedną z największych na świecie hurtowni danych o zainteresowaniach użytkowników Internetu oraz autorską technologię do integracji i zarządzania danymi, czyli Data Management Platform (DMP). Spółka dostarcza wysokiej jakości dane do targetowania reklam cyfrowych, których odbiorcami są globalne domy mediowe i agencje marketingu online. Dane gromadzone i przetwarzane przez Cloud Technologies pozwalają marketerom na personalizację kampanii reklamowych. Jak wynika z prognoz firmy badawczej eMarketer, w tym roku już 2/3 globalnych budżetów reklamowych trafi właśnie do kanałów cyfrowych, co generuje rosnący popyt na wysokiej jakości dane o Internautach.

W III kwartale tego roku Cloud Technologies dzięki koncentracji na wysokomarżowym segmencie sprzedaży danych wypracowało rekordowe wyniki. Spółka wygenerowała przychody w wysokości 12,3 mln zł i zysk netto w wysokości 5,1 mln zł. EBITDA w kluczowym dla spółki segmencie sprzedaży danych wyniosła 6,2 mln zł, co oznacza wzrost o 39,9% r/r. Marżowość EBITDA sprzedaży danych sięgnęła 63,2%. W ujęciu od początku roku, tj. od 1 stycznia do 30 września br., spółka wypracowała zysk netto w wysokości 11 mln zł, a EBITDA sięgnęła 15,1 mln zł.

Tempo podwyżek stóp w USA powinno zwolnić

Choć Rezerwa Federalna jest w trakcie najbardziej agresywnego cyklu podnoszenia stóp procentowych od czasów prezydentury Jimmy’ego Cartera na początku lat 80., oczekuje się, że na kolejnym posiedzeniu, którego wynik poznamy w środę 14.12, zdejmie nieco nogę z gazu. Priorytetem dla Fedu prawdopodobnie nadal jednak będzie obniżenie inflacji i sądzimy, że może uznać recesję za zło konieczne, by ograniczyć presję cenową.

Sądzimy, że Fed powróci w tym tygodniu do podwyżek stóp procentowych o 50 pb., utrzymując jednocześnie w swoich komunikatach jastrzębi ton. Naszym bazowym scenariuszem na kolejne posiedzenia są dwie podwyżki o 25 pb. w I kwartale przyszłego roku. Nie zdziwilibyśmy się jednak, gdyby Fed zaskoczył bardziej jastrzębią postawą. Oczekujemy również, że Fed będzie sprzeciwiał się możliwości obniżek stóp w 2023 r. Może to przynieść pewien wzrost kursu dolara w najbliższym czasie, niemniej spodziewamy się, że będzie on niewielki. Jastrzębia komunikacja Fed mogłaby też niekorzystnie wpłynąć na polską walutę. Niemniej złoty w ostatnim czasie pozostaje stosunkowo odporny i nie spodziewamy się jego istotnego ani długotrwałego osłabienia.

Fed przyhamuje

Od ostatniego posiedzenia Fedu, które odbyło się na początku listopada, zaczęliśmy dostrzegać oznaki słabnięcia presji inflacyjnej w USA, co zdaniem rynków może prowadzić do bardziej ostrożnego podejścia banku centralnego. Zarówno główna, jak i bazowa miara inflacji CPI spadła w październiku bardziej niż oczekiwano. Stabilizację widać też ostatnio w danych o bazowej inflacji PCE, która jest preferowaną przez Fed miarą wzrostu cen.

Wszystkie powyższe wskaźniki inflacyjne pozostają jednak na zbyt wysokim poziomie i jasne jest, że Fed nie zakończył jeszcze podnoszenia stóp procentowych – zwłaszcza biorąc pod uwagę siłę amerykańskiego rynku pracy. Ostatni raport dotyczący sytuacji rynku pracy w sektorach poza rolnictwem (non-farm payrolls) po raz kolejny przekroczył oczekiwania i wciąż obserwujemy rozbieżność między liczbą wolnych miejsc pracy a liczbą bezrobotnych, co jest czynnikiem oddziałującym w kierunku wyższych płac.

Wykres 1: Inflacja PCE w USA (2012 – 2022)

Inflacja PCE w USA (2012 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.12.2022

Stosunkowo łagodny październikowy odczyt inflacji oraz gołębie uwagi Powella w ostatnim jego publicznym wystąpieniu utwierdzają nas w przekonaniu, że w tym tygodniu FOMC podniesie stopy o 50 pb. Co więcej, rynki finansowe nie widzą prawie żadnych szans (mniej niż 10%) na kolejny ruch o 75 pb.

 

W przypadku gdy Fed powróci do podwyżek o pół punktu procentowego, co naszym zdaniem jest niemal pewne, kluczowe dla rynku będą jego komunikaty dotyczące ścieżki polityki monetarnej w 2023 r. i później. Szczególną uwagę będziemy zwracać na wszelkie komunikaty, które mogłyby odpowiedzieć na poniższe pytania.

Czy FOMC powróci w lutym do standardowych podwyżek stóp procentowych o 25 pb.?

Rynki są obecnie równo podzielone w kontekście tego, czy Fed na kolejnym posiedzeniu, w lutym powróci do standardowych ruchów o 25 pb., czy też zdecyduje się na kolejną podwyżkę o 50 pb. Uważamy, że obie opcje są niemal równie prawdopodobne. Z jednej strony, członkowie FOMC są świadomi zagrożenia w postaci możliwego spowolnienia gospodarczego w 2023 r. – wskaźniki nastrojów pogorszyły się, odwróciła się także amerykańska krzywa rentowności, co często zwiastuje recesję. Z drugiej strony większość wskaźników aktywności utrzymuje się na dość dobrych poziomach. Ostatnie dane PMI dla usług od ISM, te dotyczące wydatków prywatnych oraz wysokości płac w sektorze przedsiębiorstw sugerują, że dodatkowe zacieśnienie prawdopodobnie jest uzasadnione.

Wykres 2: Wskaźniki PMI od ISM dla USA (2013 – 2022)

Wskaźniki PMI od ISM dla USA (2013 – 2022)
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.12.2022

Biorąc to pod uwagę, widzimy obecnie sporą szansę, że Fed zasygnalizuje, że w lutym możliwa jest jeszcze jedna podwyżka o 50 pb., a w marcu czeka nas ostateczny ruch o 25 pb. Wszelkie wskazówki, że tak się stanie, byłyby korzystne dla dolara amerykańskiego, biorąc pod uwagę obecne wyceny rynkowe. Priorytetem dla Fedu prawdopodobnie nadal będzie obniżenie inflacji i sądzimy, że może uznać recesję za zło konieczne, by osiągnąć cel ograniczenia presji cenowej.

Jak członkowie FOMC zapatrują się na ostateczny poziom stóp?

Grudniowe posiedzenie FOMC będzie szczególnie ważne dla rynków, ponieważ Fed opublikuje wtedy swoje kwartalne projekcje, w tym słynny dot plot. W ostatnich projekcjach stóp procentowych, opublikowanych we wrześniu, mediana oczekiwań członków Fedu względem stóp na koniec 2023 r. wyniosła 4,6% – to poziom uznawany za szacunek ostatecznej stopy – przy czym żaden z 19 członków komitetu nie oczekiwał, że docelowo przekroczy ona 5%. Komunikacja decydentów od tamtej pory wskazuje, że kolejna korekta tych prognoz w górę w tym tygodniu jest niemal pewna.

Opublikowany przez Fed dot plot nie da rozstrzygającej odpowiedzi co do wysokości ostatecznej stopy procentowej, ponieważ pokazuje on jedynie przewidywania członków komitetu w kontekście wysokości stóp na koniec kolejnych lat. Będzie jednak przynajmniej wskazówką co do ostatecznej wysokości stóp i zakresu łagodzenia polityki pieniężnej oczekiwanego w 2024 i 2025 r.

Rynki wyceniają obecnie docelową stopę Fed na poziomie nieco poniżej 5%. Jeśli mediana predykcji członków FOMC na 2023 r. znajdzie się powyżej tego poziomu, inwestorzy prawdopodobnie uznają to za korzystne dla dolara. W tym tygodniu Fed przedstawi również zaktualizowane prognozy dotyczące PKB, inflacji i bezrobocia, choć naszym zdaniem powinny one mieć marginalny wpływ na waluty.

Kiedy obniżki stóp?

Pomimo wszelkich ostrzeżeń o efektach drugiej rundy, rynki terminowe nadal wyceniają cięcia stóp pod koniec 2023 r. – dokładniej: w listopadzie. Uważamy, że może to być zbyt optymistyczne założenie. Skutki zacieśnienia polityki monetarnej nie będą odczuwalne w gospodarce przez kilka miesięcy, a ogólny konsensus zakłada, że potrzeba znacznie więcej czasu, aby amerykańska inflacja powróciła do docelowego poziomu Fedu wynoszącego 2%. Prezes Fedu w Nowym Jorku John Williams podczas niedawnego wystąpienia podkreślił, że nie przewiduje cięć stóp przed 2024 r. Dlatego też jesteśmy zdania, że faktyczny obrót spraw znajdzie się gdzieś pomiędzy tą wizją a obecną wyceną rynkową.

Wykres 3: Stopa procentowa implikowana przez kontrakty terminowe [fed funds futures na dzień 08.12] (2022 – 2024)

Stopa procentowa implikowana przez kontrakty terminowe
Źródło: Refinitiv Datastream Data: 09.12.2022

FOMC ogłosi decyzję w sprawie polityki pieniężnej o 20:00 w środę 14.12, konferencja prasowa przewodniczącego Powella rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Eduardo Moutinho – analitycy Ebury

Umorzenie kredytu frankowego w niecałe trzy lata? Z Olsen Capital & Lex to możliwe!

Dane podane przez Biuro Informacji Kredytowej pokazują, że blisko 900 tysięcy Polaków boryka się ze spłacaniem kredytu zaciągniętego we frankach szwajcarskich. Na szczęście umorzenie kredytu frankowego jeszcze nigdy nie było tak proste jak teraz.

prawo

Skąd popularność kredytów frankowych?

Na początku XXI wieku Polacy masowo zaciągali kredyty we frankach. Biorąc pod uwagę bardzo niskie i stabilne stopy procentowe w Szwajcarii, oprocentowanie takich kredytów było o wiele niższe niż tradycyjnych kredytów złotówkowych. Niestety nagły i niespodziewany wzrost franka szwajcarskiego w połączeniu z osłabiającym się kursem złotego postawił pod ścianą wszystkich, którzy zdecydowali się zaciągnąć kredyt w obcej walucie. Zobowiązania frankowiczów zamiast maleć z każdą kolejną ratą, zaczynały rosnąć w ekspresowym tempie.

Co dalej zrobić z kredytem frankowym?

Odpowiedź na te pytanie jest prosta – należy jak najszybciej podjąć walkę z bankiem o umorzenie kredytu frankowego. Niektóre banki proponują swoim klientom zawarcie ugody, jednak na zasadach banku, co z perspektywy frankowicza jest zdecydowanie mniej korzystne niż sądowe umorzenie umowy kredytowej.

Naprzeciw wszystkim frankowiczom chcącym wygrać z bankiem, w którym zaciągnęli kredyt wychodzi Olsen Capital & Lex – spółka, która jest niezwykle skuteczna w swoich działaniach i całą swoją uwagę skupia na rozwiązywaniu niezgodnych z prawem umów kredytowych.

Co musisz wiedzieć o Olsen Capital & Lex?

Olsen Capital & Lex ma ponad 10 lat doświadczenia w branży i zatrudnia wykwalifikowanych w dziedzinie prawa finansowego pracowników. Ekspercki zespół z wysoką skutecznością pomógł już setkom osób w sporach z instytucjami rynku finansowego. Firma działała do tej pory przede wszystkim offline i lokalnie, jednak postanowiła wyjść naprzeciw potrzebom klientów i otworzyła się na działanie w sieci, aby maksymalnie zminimalizować angażowanie czasu osób, które się z nimi kontaktują w sprawie podjęcia współpracy. Główną misją spółki jest wygranie Twojej sprawy – bez przeciągania i ponoszenia przez Ciebie zbędnych, dodatkowych kosztów. W przeciwieństwie do tradycyjnej kancelarii zależy im na jak najszybszym uzyskaniu dla Ciebie pozytywnego orzeczenia w sądzie. Co ciekawe i bardzo istotne, Olsen Capital & Lex wynagrodzenie otrzymuje TYLKO w momencie wygranej w sądzie.

Olsen Capital & Lex

Jak działa Olsen Capital & Lex?

Z firmą można skontaktować się niezależnie od tego gdzie się mieszka – wszystko odbywa się poprzez internet. Wystarczy zostawić swoje dane kontaktowe i zaczekać na kontakt w sprawie umowy kredytowej. Zespół specjalistów całkowicie bezpłatnie analizuje umowę i przedstawia wszystkie możliwe rozwiązania problemu. Po podpisaniu przejrzystej dla klienta umowy prawnicy przystępują do działania i reprezentują swoich klientów w sądzie zarówno I, jak i II instancji. Ważny jest także fakt, że Olsen Capital & Lex zobowiązuje się do dalszego reprezentowania swoich klientów w przypadku wystąpienia roszczeń ze strony banku.

Czy to rozwiązanie dla Ciebie?

Jeśli zaciągnąłeś kredyt we frankach szwajcarskich skorzystanie z usług Olsen Capital & Lex jest dla Ciebie idealnym rozwiązaniem. Wszystko oparte jest na bardzo przejrzystych warunkach, spółka charakteryzuje się niezwykle wysoką skutecznością i dba o to, aby jak najszybciej doprowadzić do sądowego umorzenia umowy kredytowej.

Kliknij, aby skontaktować się z firmą i dowiedzieć się co możesz zrobić ze swoim kredytem frankowym

Ceny materiałów budowlanych – listopad 2022. Maleje dynamika wzrostów

Od szczytu cen materiałów budowlanych z tegorocznej wiosny, w listopadzie tempo drożyzny zniżkowało już do „zaledwie” jednej piątej. Półroczny trend hamowania parametrów materiałowej hossy jest już prawdopodobnie wystarczającym argumentem za powrotem rynku do choćby względnej normalności.

Rekordowy poziom dynamiki cen materiałów budowlanych rzędu 34 proc. rok do roku w tegorocznym kwietniu i maju, w listopadzie stopniał do 20 proc. Jak zauważyli eksperci portalu RynekPierwotny.pl oznacza to, że już szósty miesiąc z rzędu w relacji miesiąc do miesiąca większość pozycji z grup towarowych PSB z wolna tanieje lub pozostaje na stałym poziomie cenowym. Tego typu sytuację można już wstępnie zakwalifikować jako stały trend powrotu parametrów tempa wzrostu cen do wartości jednocyfrowych w nadchodzącym roku. Pytanie, czy jest szansa na to, by w perspektywie kilkunastomiesięcznej uczestnicy rynku budowlanego doczekali się korekty cen materiałów budowlanych w relacji rok do roku.Wyk. 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

Najnowszy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych z listopada br. autorstwa Grupy PSB potwierdza utrwalenie tendencji z ostatnich miesięcy. W dalszym ciągu jedyną pozycją coraz mocniej zwyżkującą jest cement z wapnem, drożejące rdr o 44 proc. Z kolei na drugim biegunie pozostają płyty OSB i drewno z ujemną dynamiką rzędu 14 proc.  Co ciekawe, dokładnie przed rokiem ta grupa towarowa była niekwestionowanym liderem wzrostów cen materiałów z wynikiem 63 proc. rdr., natomiast cement i wapno zamykały stawkę z jednocyfrową dynamiką zwyżki.

Zarówno powyższa „nieoczekiwana zmiana miejsc” jak i utrwalona tendencja wytracania impetu przez materiałową drożyznę, znajdują swoje pełne uzasadnienie, w pierwszym rzędzie rodem z trendów giełdowych, a następnie z sytuacji w krajowej budowlance i deweloperce.Tab. 1 - Dynamika cen materiałów budowlanych

I tak, jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl, notowania giełd surowcowych coraz wyraźniej sugerują zdecydowane zastopowanie hossy najważniejszych dla realizacji inwestycji budowlanych pozycji ze stalą, miedzią, aluminium czy tarcicą na czele. Indeks cen surowców CRB stracił na wartości od swojej górki z połowy czerwca br. już 18 proc., stal od początku maja 28 proc., aluminium 36 proc., a tarcica aż 72 proc.

Z kolei z surowców energetycznych tylko węgiel od marca utrzymuje relatywnie stały poziom cen w okolicach 400 USD za tonę, z kolei notowania ropy naftowej i gazu ziemnego spadają już w tym samym okresie po 40 proc. Tymczasem do niedawna to właśnie ceny energii i ich wpływ na produkcję materiałów budowlanych stanowiły największą rynkową niewiadomą.

Obserwowane słabnięcie wzrostowej dynamiki cen materiałów budowlanych ma – poza koniunkturą na giełdach towarowych – bezpośredni związek z sytuacją na rodzimym pierwotnym rynku mieszkaniowym, na którym załamanie sprzedaży nowych mieszkań skutkuje coraz bardziej drastycznym ograniczeniem aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. Wg danych GUS budownictwa mieszkaniowego deweloperzy od sierpnia ograniczają wolumeny nowo rozpoczynanych budów do zaledwie kilku tysięcy lokali miesięcznie, co oznacza spadek rdr o około połowę. Tego typu statystyki mocno nadwyrężają popyt na materiały budowlane, co nie może pozostawać bez wpływu na ich ceny.

Tymczasem  bardzo ciekawą prognozę rocznej dynamiki cen materiałów budowlanych przedstawili ostatnio eksperci Credit Agricole. Zakładają oni mianowicie, że jej bieżąca tendencja spadkowa po osiągnięciu szczytu 34 proc. w tegorocznym maju będzie kontunuowania, by na przełomie lat 2022 i 2023 definitywnie zastopować wzrost cen materiałów budowlanych w ujęciu rocznym. Co więcej, w przyszłym roku ma nastąpić średnioroczny spadek stawek o około 5 proc.

Tego typu oczekiwania mogą wydawać się wręcz hurraoptymistyczne. Z tym większą ciekawością uczestnicy rynku budowlanego będą oczekiwać ich ewentualnej materializacji już w niedalekiej perspektywie.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Prace rządowe nad całkowitym wyeliminowaniem instytucji użytkowania wieczystego z polskiego porządku prawnego

Projekt ustawy zakłada, że również przedsiębiorcy będą uprawnieni do nabycia prawa własności gruntów stanowiących własność Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego, w tym w szczególności gruntów wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej. Jest to kolejny etap porządkowania stanu prawnego nieruchomości w tym zakresie. Pierwszym etapem reformy była ustawa z dnia 20 lipca 2018 r. o przekształceniu prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe w prawo własności tych gruntów. Ustawa ta spowodowała przekształcenie prawa użytkowania wieczystego gruntów zabudowanych na cele mieszkaniowe we własność z mocy prawa z dniem 1 stycznia 2019 r. i wykluczyła, co do zasady, ustanawianie nowych praw użytkowania wieczystego na takie cele, jako wyraz dążenia ustawodawcy do stopniowej eliminacji tego prawa.

Chociaż użytkowanie wieczyste wprowadzone zostało do polskiego porządku prawnego w głębokim PRL-u, konstrukcyjnie nawiązuje do dzierżawy wieczystej regulowanej już prawem rzymskim. Polega bowiem na oddaniu nieruchomości gruntowej (położonej w granicach administracyjnych miast) będącej własnością Skarbu Państwa lub jednostek samorządu terytorialnego osobie fizycznej lub prawnej do korzystania z wyłączeniem innych osób, co do zasady na okres 99 lat. Z prawem do korzystania z nieruchomości powiązana jest również opłata za korzystanie z niej. Użytkowanie wieczyste, jako prawo rzeczowe, obok własności i rzeczowych praw ograniczonych, może być ustanawiane na cele niekomercyjne (np. garaże, zapewnienie obsługi komunikacyjnej, technicznej), jak i ustanowione na cele prowadzenia działalności gospodarczej.

Niemniej jednak obserwowana jest tendencja do przekształcania użytkowania wieczystego w prawo własności. Aktualnie plany takie dotyczą gruntów wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej i umożliwienie użytkownikom wieczystym takich gruntów nabycia prawa własności tych nieruchomości. Korzystanie z cudzej nieruchomości obarczone jest bowiem ryzykiem inwestowania, celowością oraz bezpieczeństwem dokonywanych inwestycji, głównie w kontekście niepewności co do potencjalnych podwyżek opłat za korzystania z gruntów. Dodatkową barierę w nabywaniu prawa własności nieruchomości przez przedsiębiorców stanowiło ryzyko uznania go za formę niedozwolonej pomocy publicznej dla podmiotów prowadzących działalność gospodarczą.

Jak twierdzi ekspert naszej kancelarii r. pr. Anna Zabielska proponowana zmiana prawa ma docelowo doprowadzić do wyeliminowania użytkowania wieczystego z polskiego porządku prawnego poprzez zastosowanie mechanizmów rynkowych przy ustalaniu ceny nabycia prawa własności gruntów stanowiących własność Skarbu Państwa oraz jednostek samorządu terytorialnego, w tym w szczególności gruntów wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej. Projektowane rozwiązania przewidują możliwość wykupu gruntów Skarbu Państwa za 20 dotychczasowych opłat rocznych (do 60% wartości gruntu) w przypadku wykupu jednorazowego, lub na raty – wtedy wartość ta będzie wynosić 25 takich opłat. Inne natomiast zasady mają dotyczyć gruntów należących do jednostek samorządu terytorialnego, których samodzielność w zakresie ustalania ceny będzie większa.

Autor: r. pr. Anna Zabielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Tydzień bankierów centralnych

Zeszłotygodniowa decyzja RPP i wystąpienie prof. Glapińskiego były jedynie rozgrzewką przed kluczowymi dniami końca roku. Wszystkie światła zwrócone są na amerykański Komitet Otwartego Rynku, ale podobnie jak przy ostatnich posiedzeniach tego gremium jeszcze ważniejsza dla kierunku handlu może się okazać konferencja Powella. Po środowym wieczorze czeka nas kumulacyjny czwartek, gdyż decyzje monetarne podejmą wtedy strefa euro, Wielka Brytania i Szwajcaria.

Ścieżka zejścia?

Tak gęste nagromadzenie istotnych czynników fundamentalnych w zaledwie kilka dni, a nawet w mniej niż dobę w przypadku decyzji najważniejszych bankierów centralnych, to prawdziwy rarytas. Dodatkowo wszystko ma miejsce w dość ciekawym momencie na wykresach wielu aktywów, które coraz wyraźniej potrzebują impulsu dla rozwinięcia kontynuacji lub wdrożenia negacji kierunków zarysowanych przez ostatnie 2 miesiące. Na EUR/USD widoczne jest wygaszenie tempa marszu na północ, a kurs eurodolara nie potrafi oderwać się od 1,05$. O ile wśród inwestorów przekonanie o spowolnieniu tempa podwyżek stóp w USA do 50 pb jest dość powszechne, o tyle w przypadku Rady Prezesów EBC istnieje o wiele większa niepewność. Zgodna z oczekiwaniami decyzja Amerykanów przy większym od prognoz wzroście kosztu pieniądza w strefie euro może być wyraźnym sygnałem do popchnięcia głównej pary walutowej świata w górę, co otworzy ścieżkę nawet do okolic 1,08$. Może się jednak okazać, że od samych decyzji ważniejsze będą słowa prezesów banków centralnych. W tym przypadku możliwość silniejszego i trwalszego odciśnięcia piętna na rynkach jest po stronie szefa Fed, który niewykluczone, że dla pewnej równowagi przekazu (po pierwszej od pół roku podwyżce mniejszej niż 75 pb), wybierze jastrzębią narrację.

Grudniowa kumulacja

Chociaż niewątpliwie uwagę skupiają na sobie Waszyngton i Frankfurt, to nie tylko oni wezmą udział w grudniowej kumulacji podwyżek stóp procentowych. Również w czwartek swoje monetarne decyzje ogłoszą Bank Anglii i Szwajcarski Bank Narodowy, czyli światowa waga ciężka banków centralnych. Oczekiwania rynków co do samego wzrostu kosztu pieniądza są klarowne. Wszystkie najważniejsze instytucje zwiększą go o 50 pb, a jakakolwiek niespodzianka może wywołać gwałtowną reakcję inwestorów. Warto w tym miejscu spojrzeć na wykresy, gdzie GBP na parach z głównymi walutami znajduje się blisko 2-miesięcznych maksimów. Trochę bardziej mieszany obraz przedstawia CHF, które zachowuje się dosyć stabilnie na parze z EUR, ale z pełną energią korzysta z odpływu kapitału od dolara i na parze z USD frank jest najsilniejszy od marca. Niewykluczone, że najbliższe dni wyznaczą rynkową ścieżkę na nadchodzące tygodnie. Czy czeka nas wybicie istotnych poziomów i kontynuacja trwających trendów, czy kontra i rozwinięcie mocniejszych korekt? Ten tydzień to szansa dla dużej zmienności i jeszcze większych emocji.

Cisza przed burzą?

Otwarcie tygodnia w Europie nie przynosi na razie tej wspomnianej wyżej zmienności, ale indeksy giełdowe solidarnie pokazują czerwień. Nie powinno to dziwić po słabym zamknięciu w Azji i braku fundamentalnych impulsów w trakcie poniedziałkowej sesji. Istotne odczyty napłynęły dziś jedynie z Wielkiej Brytanii, gdzie tempo PKB przyspieszyło do 1,5%. Na rynku walutowym do południa mamy do czynienia z kolejną próbą wyjścia do góry na EUR/USD, ale powoli traci ona impet. To sprawia, że polski złoty ma trudności z obraniem kierunku i na parach z głównymi walutami jest blisko punktów odniesienia. Po godz. 11:30 kurs euro jest przy 4,69 zł, kurs dolara odbija od 4,44 zł, kurs franka balansuje na 4,76 zł, a kurs funta wraca w pobliże 5,46 zł. Senny poniedziałek może być jedynie ciszą przed burzą.

Adam Fuchs – analityk walutowy w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Badanie EY: polski dyrektor finansowy żyje w świecie compliance

Wyniki badania EY – TAX Compliance, a priorytety dyrektorów finansowych w Polsce – wskazują, że rzeczywistość rodzimych CFO często różni się od ich odpowiedników z innych państw. Podczas gdy aż 84% ankietowanych lokalnych dyrektorów finansowych wskazuje, że ich priorytetem na najbliższe 3 lata będzie compliance, średnia dla świata wynosi 27%. W efekcie zamiast na szukaniu oszczędności, częściej skupiają się oni na regulacyjnym bezpieczeństwie. Ma to bezpośrednie przełożenie na postrzeganie CFO przez osoby zarządzające firmami – jedynie 43% prezesów zdecydowanie potwierdza, że dyrektor finansowy jest dobrze przygotowany do wyzwań stojących w ciągu najbliższych 3 lat przed ich organizacją.

Nowe regulacje, wzrost znaczenia technologii, zmieniające się otoczenie biznesowe – to czynniki, na których skupia się uwaga dyrektorów finansowych (ang. Chief Financial Officer – CFO). Na tym jednak podobieństwa pomiędzy naszym krajem, a innymi państwami często się kończą. Polski CFO jest znacznie bardziej skupiony na obszarze compliance. Podczas gdy średnia dla świata wynosi 27%, nad Wisłą ten obszar jako swój priorytet na najbliższe 3 lata wskazuje 84% ankietowanych.

Wynika to wprost z dynamicznych zmian przepisów podatkowych oraz poziomu ich skomplikowania. W rezultacie dyrektorzy finansowi muszą być na bieżąco z regulacjami, których cykl od uchwalenia przez rząd do wejścia w życie trwał czasami mniej niż 3 miesiące. W bezpośredni sposób wiąże się to ze znaczącą odpowiedzialnością za zapewnienie odpowiedniego poziomu bezpieczeństwa – zarówno dla siebie, jak i dla firmy.

Potwierdzają to wyniki badania EY. Wskazują one, że zdaniem dyrektorów finansowych aż 81% czasu i zasobów podlegających im działów przeznaczana jest na compliance, a tylko 19% to planowanie, analizowanie oraz wspieranie bieżącej działalności firmy. Tymczasem badani CFO chcieliby znacznie zmienić te proporcje. W optymalnych warunkach 47% alokowanego czasu powinno być poświęcone kwestii compliance, a 53% na inne działania wspierające wzrost firmy.

– Uwarunkowania regulacyjne sprawiają, że w Polsce dyrektor finansowy ma zupełnie inne priorytety niż jego odpowiednicy w innych państwach. W naszym kraju CFO przede wszystkim myśli o zgodności z przepisami. Minimalizując ryzyko własnego działania, redukując zagrożenia dla firmy i zdając sobie sprawę z potencjalnych kar, które mogą być nałożone na organizację i na niego indywidualnie, odpowiednio dużą część czasu alokuje na działania kontrolne. W ten sposób dba, aby wszystko na pewno było w zgodzie z polskimi przepisami. W efekcie ma bardzo ograniczone zasoby na inne działania, które powinny stanowić podstawę jego pracy. Zamiast poszukiwać operacyjnych oszczędności, dba o bezpieczeństwo rozliczeń – komentuje Zbigniew Deptuła, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Pierwszeństwo dla kwestii bezpieczeństwa firmy i osób odpowiadających za rozliczenia podatkowe potwierdzają również aspekty finansowe. Aż 85% przebadanych CFO nie zamierza obniżać kosztów działu podatkowo-księgowego w ciągu najbliższych trzech lat. Wyniki badania jakościowego, prowadzonego równolegle z wywiadami ankietowymi, wskazują że dyrektorzy finansowi zmniejszanie kosztów kojarzą z obniżeniem jakości, redukcją bezpieczeństwa, a w konsekwencji zwiększeniem ryzyka podatkowego firmy – a do tego nie chcą dopuścić.

Zmiana roli CFO – szansa czy zagrożenie

Silna koncentracja przez polskich dyrektorów finansowych na obszarze compliance stwarza ryzyko mniej efektywnego przygotowania na wyzwania przyszłości, w szczególności rozwój technologii. W efekcie w ramach badania EY – TAX Compliance, a priorytety dyrektorów finansowych w Polsce – zweryfikowano ocenę gotowości CFO przez samych prezesów.

Na pierwszy rzut oka osoby zarządzające organizacjami ufają dyrektorom finansowym. Takie przekonanie wyraziło blisko 70% badanych. W tym kontekście warto jednak zaznaczyć, że 26% ankietowanych wskazało na odpowiedź – raczej tak – co może sugerować pewne wahanie. Z tej perspektywy blisko 60% CEO ma mniejsze lub większe wątpliwości co do przygotowania ich CFO do wyzwań, które stoją w ciągu najbliższych 3 lat przed przedsiębiorstwami.

Kolejne lata przyniosą znaczące zmiany dla roli dyrektorów finansowych. Należy spodziewać się, że aspekt compliance w dalszym ciągu będzie zajmował czołową lokatę na liście priorytetów CFO. Zmieni się jednak podejście. Będzie ono polegało na prognostyce i planowaniu, zamiast odtwarzania i raportowania wstecz dla organów podatkowych. Priorytetowe zadania realizowane będą w niedużych, wewnętrznych zespołach, natomiast usługi raportowania będą oparte w znacznie większym stopniu na outsourcingu.

Równocześnie znaczącemu przyspieszeniu ulegną procesy wynikające z rozwoju technologii, takie jak digitalizacja raportowania, cyfrowa transformacja działów podatkowo-księgowych, innowacje zwiększające wydajność firm. W efekcie CFO z osoby skupionej na finansach, stanie się menedżerem znającym się na technologii.

Dzięki uwolnieniu czasowej przestrzeni i rozwojowi kompetencji, zmienią się akcenty w pracy dyrektorów finansowych. W mniejszym stopniu będą one oparte na obszarach operacyjnych, a w większym na strategicznych. Sprawi to, że CFO staną się jeszcze ważniejszym partnerem dla zarządu.

W kolejnych latach rola CFO będzie zdecydowanie skierowana na wsparcie biznesu i wykorzystanie rozwiązań Big Data dostępnych w całym systemie finansowym organizacji. Umożliwi to obserwowanie i analizowanie trendów, przewidywanie zmian i czynników krytycznych dla biznesu. Opierając się na danych dyrektor finansowy będzie w stanie kreślić scenariusze wyprzedzające wydarzenia. W konsekwencji w znacznie szerszym stopniu będzie wspierał zarząd, a także koordynował outsourcing w zakresach podatków, księgowości lub płac. Przyszłość dla CFO wygląda optymistycznie – podsumowuje Marcin Jurczak, Partner oraz Lider Zespołu Usług Księgowych i Płacowych, EY Polska.

Biurowce rosną w Krakowie. Deweloperzy ogłaszają kolejne projekty

Jeśli deweloperzy dostarczą rozpoczęte projekty na czas, to w Krakowie nie powinno zabraknąć metrów biurowych. Najemcy w stolicy Małopolski są zainteresowani przede wszystkim powierzchnią w dzielnicach położonych blisko centrum i dobrze skomunikowanych z resztą miasta – mówi Anna Madejska, doradczyni w Newmark Polska.

Kraków, z zasobami ponad 1 mln 651 tys. mkw., jest największym regionalnym rynkiem biurowym w kraju. Przez wiele lat projekty biurowe powstawały w różnych częściach miasta. Ale to się zmienia. W ostatnim czasie najemcy zaczęli relokować się bliżej centrum, a najbardziej upodobali sobie dzielnice: Grzegórzki, Stare Miasto, Podgórze i Krowodrzę. Zainteresowanie najemców przyciągnęło do tych lokalizacji również deweloperów.

Biznes kwitnie w Grzegórzkach

W Grzegórzkach powstaje prawdziwa dzielnica biznesowa. Na poprzemysłowym terenie, po dawnej wytwórni wódek Polmos, w pobliżu dwóch węzłów komunikacyjnych – Ronda Mogilskiego oraz Ronda Grzegórzeckiego, rośnie wielofunkcyjny projekt Fabryczna City. W ramach inwestycji powstaje też kompleks biurowy – Fabryczna Office Park. W tym miesiącu (grudzień) na rynek trafił czwarty biurowiec o powierzchni 10 500 mkw., a w na początku 2023 r. piąty o powierzchni prawie 13 800 mkw. (przyszła siedziba Capgemini).  W całym wielofunkcyjnym kompleksie powstanie również część mieszkaniowa, a w budynkach zrewitalizowanych po Polmosie – gastronomia i usługi. W tej samej dzielnicy, przy ul. Mogilskiej, Strabag Real Estate rozpoczął już rozbiórkę, nieczynnej od miesięcy, Galerii Plaza. W jej miejsce, do 2025 roku, deweloper wybuduje wielofunkcyjny kompleks z powierzchnią biurową.

– Dzięki powstającym w dzielnicy wielofunkcyjnym obiektom, a także działalności władz miasta, w Grzegórzkach rozwinęły się funkcje usługowo-gastronomiczne, kulturalne, edukacyjne i rozrywkowe, co przyciąga tutaj kolejnych inwestorów, chcących zaoferować najemcom biura w ciekawym i komfortowym otoczeniu. Dużym atutem dzielnicy są również liczne tereny zielone oraz lokalizacja w sąsiedztwie Starego Miasta i doskonała komunikacja ze wszystkimi częściami Krakowa – wyjaśnia Anna Madejska.

Równie dużym zainteresowaniem wśród firm szukających biura cieszy się Podgórze. U zbiegu ulic Klimeckiego i Nowohuckiej, w czterech etapach, deweloper Cavatina Holding buduje Ocean Office Park. Docelowo w inwestycji powstanie ponad 52 tys. mkw. powierzchni biurowej. Pierwszy etap został już oddany do użytku, a na przyszły rok planowane jest dostarczenie drugiego, największego budynku, o powierzchni 28 600 mkw.

Wynajmują informatycy oraz centra usług wspólnych

W pierwszych trzech kwartałach tego roku Kraków odnotował najwyższy w regionach popyt na powierzchnie biurowe. Najemcy podpisali umowy w sumie na prawie 134 tys. mkw. Sektorem, który od lat rozwija się w Krakowie są centra usług wspólnych. W tej chwili w Krakowie funkcjonuje ponad  260 podmiotów z sektora BPO / SSC, które w sumie zatrudniają ponad 92 tys. osób. Powierzchni biurowej potrzebują tak centra obecne w Krakowie od lat, które się rozwijają, jak i nowe firmy BPO / SSC, które rozpoczynają działalność w mieście.

Największe umowy najmu w 2022 roku należą również do firm z branży informatycznej i nowych technologii. Prawie 13,8 tys. mkw. w Fabryczna Office Park B5 wynajęła firma Capgemini, natomiast Cisco Systems Poland renegocjowało kontrakt na ok. 12,5 tys. mkw. w Enterprise Park C. – W związku z wprowadzeniem hybrydowych systemów pracy oraz coraz większymi wymaganiami pracowników, co do jakości i lokalizacji biura, część najemców relokuje się do nowocześniejszych budynków bliżej centrum, jednocześnie optymalizując wynajmowane powierzchnie. Przykładem takiej relokacji jest właśnie wspomniana firma Capgemini, która przeprowadzi się do nowego wielofunkcyjnego kompleksu, położonego blisko centrum miasta – komentuje Anna Madejska. – Relokacje do nowszych budynków spowodowane są również szukaniem oszczędności w opłatach eksploatacyjnych. Nowoczesne budynki mają nie tylko lepszą izolację, ale w większości z nich zastosowano też zaawansowane rozwiązania technologiczne i ekologiczne, związane z oszczędzaniem wody i energii elektrycznej – wyjaśnia Anna Madejska.

Niemniej, nie wszystkie firmy, decydując o swoich lokalizacjach na najbliższą przyszłość, zdecydowały się na relokacje. W pierwszych trzech kwartałach tego roku renegocjacje dotyczyły prawie jednej trzeciej powierzchni, na którą podpisane zostały umowy najmu.

Światowe koncerny ciągną do miasta Kraka

Statystyki pokazują, że coraz więcej międzynarodowych korporacji decyduje się na przenosimy do Krakowa. W tym roku w stolicy Małopolski zadebiutowały między innymi amerykańskie koncerny – Grass Valley i Huntsman Coporation oraz indyjskie przedsiębiorstwo Larsen & Taubro. Co ich przyciąga? – Przede wszystkim młoda i wykwalifikowana kadra specjalistów. Liczba studentów i absolwentów w mieście ciągle rośnie, aktualnie w Krakowie studiuje prawie 130 tys. osób – wyjaśnia Anna Madejska i dodaje, że według badań, elementem konkurencji o najlepszych pracowników są m. in. nowoczesne, dobrze zlokalizowane miejsca pracy, które kandydaci wymieniają wśród swoich oczekiwań na równi z dobrym stanowiskiem i wysokim wynagrodzeniem. – Oczekiwania dotyczące biura znacząco wzrosły po pandemii. Kandydaci, już na etapie rekrutacji, liczą czas, jaki zajmą im dojazdy, nawet jeśli decydują się na pracę w systemie hybrydowym. Dodatkowo, wychodząc z domu, chcą po drodze zrobić zakupy i iść na fitness, co motywuje najemców do szukania biur z dostępem do odpowiedniej infrastruktury – wylicza ekspertka.

Deweloperzy podążają za popytem

Co w takim razie wynajmujący mają do wyboru? Od początku roku deweloperzy dostarczyli na rynek w sumie ponad 91 tys. mkw. powierzchni biurowej w ośmiu budynkach (dla porównaniu w całym 2021 r. – 60 700 mkw.). Największe z nich to oddane do użytku w ostatnim kwartale dwa budynki w inwestycji Brain Park (łącznie 29 600 mkw.) oraz czwarty biurowiec w kompleksie Fabryczna Office Park (B4, 10 500 mkw.). W budowie znajduje się kolejne ponad 125 tys. mkw. i jeśli tylko deweloperzy dotrzymają obietnic, to wiele z tych powierzchni zostanie dostarczonych już w przyszłym roku. Największe oczekiwane projekty to: Ocean Park B (28 600 mkw.), KREO (24 000 mkw.),  Fabryczna Office (B5, 13 800 mkw.), The Park Kraków 2 (12 500 mkw.) czy Mogilska 35 Office (10 600 mkw.).

Więcej okazji w budynkach klasy B

Czynsze w Krakowie od kilku kwartałów utrzymują się na stabilnym poziomie. W nowoczesnych projektach klasy A wynoszą miesięcznie od 13,5 do 16 euro za mkw., natomiast w starszych budynkach – od 10 do 13 euro za mkw. – Spodziewamy się, że ze względu na inflację i rosnące koszty budowy oraz duże zainteresowanie nową podażą, czynsze w budynkach klasy A zaczną rosnąć. Jednocześnie w starszych biurowcach, ze względu na bardzo dużą dostępność tych powierzchni oraz coraz mniejsze zainteresowanie nimi ze strony firm, możemy spodziewać się presji ze strony najemców na renegocjacje czynszów oraz pakietów zachęt – informuje Anna Madejska.

Kraków, jako największy biurowy rynek regionalny, jest ciągle atrakcyjnym wyborem dla inwestorów i najemców. – Przemawia za tym szeroki wybór powierzchni biurowej w istniejących projektach oraz inwestycjach w budowie, a także najwyższy wolumen transakcji najmu spośród sześciu największych miast regionalnych. Myślę, że dość wysoka nowa podaż przewidywana na najbliższy rok przyciągnie do Krakowa firmy nieobecne do tej pory na lokalnym rynku, a także zachęci dotychczasowych najemców do pozostania w mieście – podsumowuje ekspertka Newmark Polska.

Legalność nagrywania rozmów na gruncie karnym i cywilnym

Coraz większą popularność w ostatnim czasie zyskały urządzenia rejestrujące dźwięk czy aplikacje mobilne służące do nagrywania rozmów telefonicznych. Jednak czy korzystanie z takich rozwiązań jest legalne? Czy uzyskane w ten sposób nagrania mogą stanowić dowód w ewentualnym sporze sądowym? Odpowiedź na te pytania zależy od kilku czynników.

W pierwszej kolejności należy zastanowić się, czy korzystanie z urządzenia rejestrującego albo aplikacji służącej do nagrywania rozmów będzie wiązało się z ryzykiem poniesienia odpowiedzialności karnej. W myśl art. 267 § 1 Kodeksu karnego: „[k]to bez uprawnienia uzyskuje dostęp do informacji dla niego nieprzeznaczonej, otwierając zamknięte pismo, podłączając się do sieci telekomunikacyjnej lub przełamując albo omijając elektroniczne, magnetyczne, informatyczne lub inne szczególne jej zabezpieczenie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2”. Z kolei zgodnie z § 3 cytowanego przepisu tej samej karze będzie podlegać osoba, która w celu uzyskania informacji, do której nie jest uprawniona, zakłada urządzenie podsłuchowe, wizualne albo inne urządzenie lub oprogramowanie bądź posługuje się nimi.

Powyższe jednoznacznie potwierdza, że osoba, która jest uprawniona do uzyskania danej informacji, mimo korzystania z urządzenia podsłuchowego, rejestrującego lub aplikacji nie popełnia przestępstwa. Innymi słowy – jeżeli nagrywający utrwala rozmowę, w której uczestniczy (jako nadawca bądź odbiorca informacji), to nie będzie podlegać odpowiedzialności karnej (nawet jeśli rozmówca nie wyraził zgody na nagrywanie lub po prostu o nim nie wiedział).

A co w sytuacji, gdy podsłuch albo rejestracja dźwięku są stosowane wobec osoby trzeciej? Jeśli osoba ta wie, że jest nagrywana, i wyraża na to zgodę, to nagrywający nie będzie ponosił odpowiedzialności karnej w granicach udzielonej zgody. Inaczej sytuacja kształtuje się, jeżeli zgoda nie została udzielona albo osoba lub osoby nagrywane nawet nie mają świadomości, że ich wypowiedzi są rejestrowane. Taki przypadek wprost podlega pod hipotezę art. 257 § 3 Kodeksu karnego, w związku z czym nagrywający powinien się liczyć z ryzykiem, że zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Jeżeli jednak nagrywanie osób trzecich ma służyć celom ochrony własnych interesów (np. w sprawie pracowniczej), czyn taki może wcale nie zostać uznany za zabroniony, a to z uwagi na jego znikomą szkodliwość społeczną.

Jednocześnie nawet uzyskanie nagrania w drodze przestępstwa nie przesądza o zakazie posługiwania się zapisem rozmowy w postępowaniu sądowym. Ustawodawca w art. 168a Kodeksu postępowania karnego wyraźnie wskazał, że dowód nie może zostać uznany za niedopuszczalny wyłącznie na tej podstawie, że uzyskano go z naruszeniem przepisów postępowania lub za pomocą czynu zabronionego. Jedyną sytuacją wyłączającą wykorzystanie takiego dowodu będzie sytuacja, gdy dowód został uzyskany w związku z pełnieniem przez funkcjonariusza publicznego obowiązków służbowych albo w wyniku zabójstwa, umyślnego spowodowania uszczerbku na zdrowiu lub pozbawienia wolności.

Na gruncie procedury cywilnej opisywana tematyka kształtuje się bardzo podobnie. W przeciwieństwie do procedury karnej w Kodeksie postępowania cywilnego brak jest regulacji, które wskazywałyby wprost, na jakich zasadach dozwolone jest korzystanie z nagrań zdobytych w sposób niezgodny z obowiązującymi normami prawa. Nieobecność przepisów w tym zakresie uzupełnia stanowisko doktryny i orzecznictwa, które w zdecydowanej większości opowiada się za dopuszczeniem takiego środka dowodowego. Tak oto, jeżeli nagrywający występuje jako uczestnik rozmowy, to jest uprawniony do jej nagrywania niezależnie od zgody rozmówcy. Nagrywanie rozmów osób trzecich bez ich zgody co do zasady będzie traktowane jako bezprawne, jednak nadal nie wpływa to na możliwość wykorzystania nagrania jako środka dowodowego w postępowaniu cywilnym.

Ewentualne nadużycia wynikające z nagrywania rozmówców lub osób trzecich będzie należało rozpatrywać w kontekście naruszenia dóbr osobistych (np. prawa do prywatności, dobrego imienia i in.), a w przypadku rozmów o charakterze bardziej biznesowym – naruszenia tajemnicy przedsiębiorstwa.

Warta uwagi jest zwłaszcza druga ze wskazanych płaszczyzn naruszeń. Należy mieć na względzie, że niezależnie od tego, czy nagrywający uczestniczy w rozmowie ze swoim kontrahentem, czy też nagrywa rozmowę osób trzecich, jeżeli rozmowa dotyczy informacji poufnych lub innych stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa, to nagrywający jest zobowiązany do zachowania tychże informacji w tajemnicy. W przeciwnym razie może zostać pociągnięty do odpowiedzialności w związku z popełnieniem czynu nieuczciwej konkurencji. Czynem nieuczciwej konkurencji jest bowiem ujawnienie, wykorzystanie lub pozyskanie cudzych informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa. W myśl art. 23 Ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji czyn ten podlega odpowiedzialności karnej. Jednocześnie przywołana ustawa przewiduje szereg roszczeń o charakterze cywilnoprawnym, jakie przysługują przedsiębiorcy, którego interes został zagrożony lub naruszony (m.in. o zaniechanie niedozwolonych działań, usunięcie ich skutków, naprawienie szkody czy wydanie bezpodstawnie uzyskanych w ten sposób korzyści).

Podsumowując, obowiązujące przepisy wprawdzie penalizują utrwalanie rozmów oraz stosowanie podsłuchu, jednak ustawa karna i orzecznictwo przewidują pewien zakres wyłączeń tej odpowiedzialności. Nie dotyczy ona bowiem sytuacji, w których nagrywający jest uczestnikiem nagrywanej rozmowy, nawet jeśli utrwala jej przebieg bez wiedzy swojego rozmówcy. W uzasadnionych przypadkach także nagrywanie wypowiedzi osób trzecich nie będzie traktowane jako bezprawne – są to przede wszystkim sytuacje, gdy uzyskane nagrania miałyby służyć obronie praw nagrywającego i sprawiedliwemu rozpoznaniu jego sprawy przez sąd. Oczywiście każdy z takich przypadków jest rozpatrywany indywidualnie, z uwzględnieniem okoliczności danej sprawy, i tylko po takiej analizie sposób uzyskania nagrań może zostać uznany za bezprawny bądź też pozbawiony tego przymiotu. W konsekwencji, na gruncie postępowań zarówno karnych, jak i cywilnych, nie ma większych przeszkód, aby nagrania uzyskane nawet bez zgody osoby nagrywanej zostały wykorzystane jako środek dowodowy służący do ochrony uzasadnionych interesów nagrywającego. Niemniej zawsze należy mieć na względzie, że zakres informacji uzyskanych w toku nagrań lub podsłuchu i sposób ich wykorzystania może prowadzić do naruszenia dóbr osobistych osób nagrywanych czy – na gruncie biznesowym – stanowić czyn nieuczciwej konkurencji, co będzie wiązać się z odpowiedzialnością odszkodowawczą oraz ryzykiem skierowania innych roszczeń względem nagrywającego.

Jak poprawić sytuację transplantologii w Polsce?

W ostatnich kilkunastu latach wskaźnik donacji w Polsce bardzo wolno rośnie lub utrzymuje się na tym samym poziomie. Wiele jest elementów, nad którymi należy w związku z tym pracować – jest to między innymi kwestia akceptacji społecznej dla transplantacji, która deklaratywnie jest w Polsce bardzo wysoka. Wiadomo jednak, że w praktyce nie jest to tak oczywiste. W związku z tym należy budować świadomość i wiedzę społeczeństwa na temat obowiązujących regulacji oraz pokazywać, że transplantacja jest często jedynym sposobem, aby ratować życie i zdrowie osób, które nie mogą być leczone innymi sposobami.

– Nie wiem, czy nie ważniejszy element – to jest kwestia aktywności ośrodków, które mają, jak to nazywamy w naszym transplantacyjnym slangu “potencjał donacyjny” – czyli ośrodki, oddziały intensywnej terapii, które mogą identyfikować i zgłaszać zmarłych dawców – powiedział serwisowi eNewsroom prof. dr hab. Roman Danielewicz, Przewodniczący Krajowej Rady Transplantacyjnej. – Nierzadko są to ośrodki, które nie mają swoich programów transplantacyjnych, są czasem w małych szpitalach – ale bez aktywności takich ośrodków, transplantologia nie będzie miała co przeszczepiać. Więc musimy budować świadomość w tych zespołach, budować ich aktywność, dbać o to – bo tradycyjnie jest tak, że to ośrodki transplantacyjne są w kontakcie z jakąś liczbą szpitali działającą w tym regionie, i tam te narządy są pobierane. Musi być kontakt z tymi ośrodkami, musi być budowanie pozytywnej atmosfery w tym szpitalu, musi być – także w pełnym tego słowa znaczenia – altruizm tych lekarzy, żeby dokonywać czynności, które nie są potrzebne temu konkretnemu szpitalowi. Troszkę to biorę w cudzysłów – a więc działanie na rzecz szerzej pojętego systemu innych chorych, którzy niekoniecznie są leczeni w tym szpitalu. No i cały szereg rzeczy organizacyjnych, związanych z identyfikacją zmarłego dawcy, z możliwościami wykonania badań, finansowaniem tych procedur, które są potrzebne w opiece nad zmarłym dawcą i budowanie szpitalnego systemu jakości, którego centralną częścią jest koordynator transplantacyjny. Znowu – kwestia odpowiedniego umocowania, odpowiedniej roli tego koordynatora, żeby on nie był traktowany jako jakiś tam wymagany zobowiązaniami szpitala pracownik, tylko rzeczywiście żeby to była – jak to się mówi – kluczowa osoba z punktu widzenia donacji w tym konkretnym szpitalu. Żeby to był lider tej donacji, który odpowiada – najlepiej – tylko przed dyrektorem tego szpitala, nie przed ordynatorem któregoś z oddziałów. I żeby ta osoba była akceptowana w szpitalu, miała odpowiednio silną pozycję, ale też odpowiednie kompetencje – podkreśla Danielewicz.

Branża beauty odporna na kryzys. Na dbaniu o wygląd nie oszczędzamy

Branża beauty, jako jedna z niewielu, zdaje się nie odczuwać kryzysu gospodarczego. Galopującą inflację oraz rosnące ceny energii przedsiębiorcom z sektora rekompensuje fakt, że mimo rynkowych perturbacji Polacy nadal chętnie korzystają z ich usług i nie zamierzają ograniczać wydatków na ten cel. Mimo wysokiej inflacji wydajemy na ten cel więcej niż na kulturę, rozrywkę czy siłownię. Z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy BIK wynika, że sytuacja fryzjerów i kosmetyczek – na tle innych profesji – jest stabilna. Zaległe zadłużenie tych biznesów w październiku 2022 r. wyniosło 109 mln zł. To wzrost o zaledwie 7,5 proc. względem analogicznego okresu w roku ubiegłym.

– Mimo że szeroko pojęta branża beauty zanotowała 7,5-proc. wzrost zaległości, to na tle całego sektora usług polskiej gospodarki, wypada wyjątkowo dobrze. Stąd nasz optymizm co do sytuacji branży. Są bowiem przedsiębiorcy, którzy w wyniku ostatnich perturbacji, ucierpieli zdecydowanie bardziej. Wśród nich są m.in. restauratorzy (dział 56), którzy powiększyli swoje zadłużenie o niemal 9 proc r/r. Nie najlepiej radzi sobie także transport (dział 49) – wzrost o 14 proc. r/r, działalność sportowa, rozrywkowa i rekreacyjna (dział 93) – 45 proc. oraz naprawa i konserwacja komputerów i artykułów użytku osobistego i domowego (dział 95) – ponad 160 proc., a przykłady można tylko mnożyć. Skala przyrostu przedawnionego zadłużenia jak w soczewce pokazuje nie tylko to, które branże mierzą się z największą presją kosztową, ale także to, na czym Polacy chcą oszczędzać, a gdzie wydatków nie ograniczają – mówi prezes BIG InfoMonitor, Sławomir Grzelczak.

Polacy nie zmieniają niektórych przyzwyczajeń

Galopująca inflacja dotyka każdego z nas. Jak pokazują najnowsze wskaźniki GUS[1], względem października 2021 r., podrożało niemal wszystko, co jest nam niezbędne do codziennego funkcjonowania. Żywność (22,8 proc.), benzyna (16 proc.), opał (147 proc.) czy usługi lekarskie (17 proc.), to tylko niektóre z produktów i usług, które z miesiąca na miesiąc kosztują nas coraz więcej. Ten stan rzeczy zdecydowanie wpłynął na podejście Polaków do oszczędzania i wydawania, jednak nie we wszystkich aspektach. Są bowiem obszary, które – na tę chwilę – zdają się pozostawać bez zmian, a wśród nich są właśnie zabiegi pielęgnacyjne.
Branża beauty odporna na kryzys

Inflacja wpływa na ograniczanie wydatków silniej niż pandemia, ale jej wpływ nie odbija się aż tak wyraźnie na korzystaniu z usług fryzjera czy kosmetyczki. Z badania przeprowadzonego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor[2] wynika, że wydajemy na ten cel więcej niż np. na kulturę, rozrywkę, wyjścia do restauracji, siłownię czy krótkie wyjazdy. Co. 3 respondent (33 proc.) wydaje na fryzjera i kosmetyczkę tyle samo, a aż 17 proc. pytanych zdecydowało się przeznaczać na ten cel więcej (wzrost o 7 pkt. proc.). Tylko 26 proc. podjęło decyzję, by wydatki na poprawę wyglądu tymczasowo ograniczyć.

Co może wydawać się zaskakujące, więcej niż przed kilkoma miesiącami przeznaczają na upiększanie wyglądu mężczyźni (19 proc. pytanych) niż kobiety (15 proc.). Jeżeli natomiast podzielimy odpowiedzi według grup wiekowych, dostrzeżemy, że więcej zamierzają wydać przede wszystkim młodzi ludzie, w wieku od 18 do 24 lat (25 proc.), czyli w zdecydowanej większości studenci, których finanse nie są jeszcze stabilne. Kolejne miejsca zajmują osoby po 65 r.ż. – 21 proc., grupy 25-34 i 35-44 lat (16 proc.) oraz 45-54 i 55-64 lat (odpowiednio 14 i 13 proc.). Jeżeli spojrzeć na to, jak odpowiedzi kształtują się względem miejsca zamieszkania, to oszczędności nie planują głównie mieszkańcy wielkich miast powyżej 500 tys. mieszkańców (21 proc. pytanych), co nie powinno dziwić, bo w dużych ośrodkach miejskich mediany wynagrodzeń wyglądają najlepiej.

Duży popyt gwarancją płynności finansowej

Kryzys gospodarczy wywołany wojną w Ukrainie, a w szerszej perspektywie również pandemia, bez wątpienia wpłynęły na biznesy specjalizujące się w dbaniu o wygląd. Jednak nie w tak dużym stopniu, jak na inne branże. Polki i Polacy nie chcą odmawiać sobie drobnych przyjemności i mimo trudnej sytuacji finansowej nadal decydują się na wizyty u barbera, fryzjera czy kosmetyczki, mimo że – jak podaje GUS – ci dość mono podnieśli ceny, bo o 15,7 proc. r/r.Branża beauty zadłużenie

Dane pokazują, jak trudne dla fryzjerów i kosmetyczek były pierwsze pandemiczne miesiące. W październiku 2021 r. ich zaległy dług był już o 17 proc. wyższy niż w marcu 2020 r. i wynosił 101 mln zł. Wówczas nastroje nie były optymistyczne, szybko jednak uległo to zmianie. Polacy tłumnie wrócili do salonów i gabinetów urody i umożliwili zatrzymanie szybko nakręcającej się spirali zadłużenia. W efekcie, w ciągu ostatnich 12 miesięcy, dynamika przyrostu zobowiązań uległa już spowolnieniu i wyniosła 7 proc., a zaległy dług w październiku wyniósł niespełna 109 mln zł.

– Z całą pewnością możemy stwierdzić, że mamy w Polsce do czynienia z tzw. efektem szminki, czyli mechanizmem polegającym na zmianie preferencji konsumentów. Widocznie zmniejsza się konsumpcja dóbr luksusowych o dużej wartości przy jednoczesnym wzroście konsumpcji tych relatywnie tańszych luksusowych produktów i usług. Jeżeli nie stać mnie na drogą wycieczkę to swój status podkreślę chociażby wizytą weekendową w SPA. Trend obserwujemy także w danych GUS. W październiku 2022 r. największe wzrosty sprzedaży detalicznej r/r można było zaobserwować w przypadku odzieży i obuwia (14,3 proc.) oraz kosmetyków i leków (8,4 proc.). Spadła natomiast sprzedaż samochodów i motocykli[3]. Jest więc szansa, że branża beauty, mimo rynkowych zawirowań, może odetchnąć z ulgą i w miarę optymistycznie patrzeć w najbliższą przyszłość – podsumowuje prof. Waldemar Rogowski, Główny analityk BIG InfoMonitor (Grupy BIK).

[1]Główny Urząd Statystyczny, „Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w październiku 2022 r.”, 15.11.2022 r.
[2] Badanie Quality Watch zrealizowane w dn. 28-31 października 2022 metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+, Próba: n=1064
[3] Główny Urząd Statystyczny, „Dynamika sprzedaży detalicznej w październiku 2022 r.”, 23.11.2022 r.

Zobowiązania wobec firm leasingowych – co robić w razie problemów ze spłatą?

Wymagające otoczenie rynkowe może powodować trudności ze spłatą rat leasingowych. Wyjściem z takiej sytuacji może być m.in. czasowe obniżenie opłat, wydłużenie okresu finansowania czy zmiana wartości końcowej przedmiotu leasingu.

W pierwszym półroczu 2022 roku zarejestrowano 212,4 tys. nowych pojazdów. Do nabywców instytucjonalnych trafiło 149,4 tys. sztuk, a do indywidualnych 63 tys. sztuk. Według danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego (PZPM), po trudnym początku roku dla rynku motoryzacyjnego, we wrześniu liczba rejestracji samochodów osobowych i dostawczych do 3,5t była pierwszy raz w tym roku wyższa niż w analogicznym miesiącu ubiegłego roku – o 5,8 proc. r/r. Duża część pojazdów jest finansowana poprzez leasing. Według danych Związku Polskiego Leasingu (ZPL) za pomocą leasingu sfinansowano w tym roku 34,2 tys. sztuk pojazdów lekkich. Chociaż to o 10 proc. mniej niż w 2021 roku, to według badania koniunktury w branży leasingowej przeprowadzonego przez ZPL, w przypadku pojazdów lekkich oczekiwane są wyraźne wzrosty finansowania.

– W kontekście finansowania pojazdów może pojawić się temat potencjalnych problemów ze spłatą leasingu, zwłaszcza w odniesieniu do wysokiego poziomu stóp procentowych, który wpływa na wysokość rat. W PKO Leasing aktualnie nie obserwujemy pogorszenia spłacalności ani znaczącego wzrostu liczby wniosków o zmiany harmonogramów spłat. Biorąc jednak pod uwagę coraz bardziej wymagające otoczenie rynkowe, spodziewamy się wzrostu zapytań ze strony leasingobiorców o możliwość modyfikacji warunków rozliczania umów – mówi Kamil Piejka, Dyrektor Departamentu Zarządzania Ryzykiem Kredytowym w PKO Leasing.

Problem ze spłatą zobowiązań leasingowych – kiedy i jak reagować?

Firmy leasingowe proponują klientom wsparcie w rozwiązywaniu problemów ze spłatą zobowiązań. Jest ono dostosowywane do potrzeb i możliwości leasingobiorcy, ponieważ firmie finansującej pojazd zależy na regularnym wpływie środków wynikających z umowy.

– Na charakter propozycji, jaką dostaje przedsiębiorca zagrożony utratą płynności, ma wpływ przebieg dotychczasowej współpracy. Kształt propozycji wynika też z analizy sytuacji finansowej przedsiębiorcy oraz rodzaju finansowanych przedmiotów. Kluczową rolę odgrywa komunikacja klienta z firmą leasingową już na wczesnym etapie problemów finansowych – dodaje Kamil Piejka z PKO Leasing.

Z pewnością najgorszym rozwiązaniem jest udawanie, że problemu nie ma. Nie należy czekać, aż faktury będą przeterminowane, a umowa zagrożona rozwiązaniem. Wtedy przedsiębiorca ma znacznie słabszą pozycję negocjacyjną i mniej możliwości wyjścia z trudnej sytuacji. Zakres możliwych działań jest bardzo duży. W grę może wchodzić m.in. zmiana harmonogramu umowy, czasowe obniżenie opłat, wydłużenie okresu finansowania czy zmiana wartości końcowej przedmiotu leasingu.

Obniżenie opłat czy wydłużenie okresu finansowania – co jest lepsze?

Krótki termin spłaty zobowiązania finansowego to jednocześnie obniżenie kosztów. Trzeba mieć jednak świadomość, że im krótszy jest okres leasingu, tym wysokość rat wyższa. Oprócz tego, do jego uzyskania niezbędna jest odpowiednio wyższa zdolność kredytowa. Jeśli więc pojawiają się problemy ze spłatą, najczęściej stosowanym rozwiązaniem jest obniżenie opłat lub wydłużenie okresu finansowania.

– Jeszcze inną opcją jest zmiana wartości końcowej przedmiotu leasingu. Wartość końcowa w leasingu oznacza kwotę stanowiącą cenę wykupu przedmiotu leasingu wraz z prawem własności do niego. Najczęściej opłata ta uiszczana jest na zakończenie trwania umowy leasingowej. Zmniejszenie końcowej wartości przedmiotu może pomóc w czasowych trudnościach ze spłatą aktualnych zobowiązań – tłumaczy Kamil Piejka.

Trudno jednoznacznie wskazać, które rozwiązanie jest optymalne. Jest to indywidualna kwestia, uzależniona od sytuacji konkretnego klienta. Dlatego warto korzystać z usług doradców firm leasingowych, którzy pomagają w wyborze najlepszego rozwiązania.

Najgorszy scenariusz dla przedsiębiorcy to brak spłat i brak kontaktu z leasingodawcą. Takie działanie nie rozwiązuje żadnego problemu, a jedynie przesuwa go w czasie. Zaległości w postaci trzech czy czterech rat leasingowych nie tylko uniemożliwiają negocjacje, ale także mogą się okazać dla przedsiębiorcy przytłaczające finansowo i psychicznie.

– Jeśli leasingobiorca nie reguluje terminowo płatności oraz unika kontaktu z nami, a przy okazji nie wnioskuje o zmianę harmonogramu umowy, podejmujemy wobec niego działania monitorująco-windykacyjne. W ostateczności mogą one doprowadzić do rozwiązania umowy, odbioru finansowanych przedmiotów i realizacji istniejących w umowie zabezpieczeń. Utrata w części spłaconego pojazdu z pewnością jest jednym z najgorszych rozwiązań dla przedsiębiorcy. Leasingodawcy także nie zależy na doprowadzeniu do takiego etapu, więc dla obu stron najlepszym wyjściem jest uczciwe przedstawienie sytuacji przez klienta – zauważa Kamil Piejka z PKO Leasing.

Ciężki rok na rynku kredytów hipotecznych. Konsumenci, firmy budowlane – w zasadzie ucierpieli wszyscy

Kończący się 2022 rok nie był łatwym rokiem dla kredytobiorców. 11 podwyżek stóp procentowych na przestrzeni roku[1], a także galopująca inflacja, która doszła już do poziomu 17,9% zdecydowanie pogorszyły sytuację finansową Polaków. Spadek siły nabywczej przełożył się na ograniczony dostęp do kredytów mieszkaniowych. Wprowadzenie przez banki nowych zasad wyliczania zdolności kredytowej narzuconych przez KNF również uniemożliwiło wielu osobom realizacji marzenia o posiadaniu własnego M. „Nowa” polityka banków i podwyżki, które dotknęły kredytobiorców, zaczęły wpływać negatywnie na branżę budowlaną – to system naczyń połączonych. Deweloperzy coraz głośniej mówią o tym, że jeżeli będą ich czekać kolejne podwyżki materiałów budowlanych i kredyty hipotecznie nie staną się bardziej dostępne dla „Kowalskiego”, branżę czeka kryzys, który tylko pogłębi impas związany ze zbyt małą liczbą mieszkań występujący w naszym kraju. 7 listopada dziesięć organizacji z branży budowlanej i działających na rynku mieszkaniowym wystosowało wspólny apel, w którym proponują rządowi pięć pomysłów na uzdrowienie sytuacji występującej na rynku nieruchomości i sektorze budownictwa.

Tak drogo jeszcze nie było – na przestrzeni roku RPP podniosła stopy procentowe już 11 razy

Do jesieni 2021 r. mieliśmy do czynienia ze stosunkowo tanimi kredytami hipotecznymi, a to za sprawą rekordowo niskich stóp procentowych. Wszystko zmieniło się we wrześniu ubiegłego roku, gdy Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała o podniesieniu stóp procentowych. Celem była walka z rosnącą w szybkim tempie inflacją – podnoszenie stóp procentowych miało za zadanie wyhamować wzrost cen.

Przez długi okres stopa referencyjna utrzymywała się na poziomie 1,5%, pandemia Covid-19 spowodowała, że była ona nawet niższa, dochodząc nawet do 0,1%. Ten poziom był wynikiem kryzysu gospodarczego, powiązanego z pandemią i jej „konsekwencjami”, m.in. spadkiem popytu na niektóre usługi. Podwyżki stopy referencyjnej, która w dużej mierze odpowiada za wysokość spłacanej co miesiąc raty przed kredytobiorcę, a więc odpowiada pośrednio za koszt kredytu, zaczęły się w październiku ubiegłego roku z poziomu 0,1% na 0,5%, miały miejsc regularne i w styczniu 2022 r. stopa referencyjna wynosiła już 2,25%, a w maju – 5,25%. W sumie wysokość stóp procentowych była zmieniania na niekorzyść kredytobiorców 11 razy. W listopadzie Rada Polityki Pieniężnej ustaliła, że stopy procentowe pozostaną na tym samym poziomie co we wrześniu (6,75%), zaznaczając jednak, że dalsze decyzje Rady w tym przypadku będą uzależnione od dalszych wydarzeń geopolitycznych (m.in. chodzi o wpływ na gospodarkę wojny w Ukrainie) i sytuacji makroekonomicznej w naszym kraju.

W celu zobrazowania, jak bolesny dla konsumentów był wzrost rat kredytu hipotecznego, weźmy pod uwagę na przykład lipiec tego roku, gdy stopa procentowa wynosiła 6,5%. Rata kredytu hipotecznego na 400 tys. zł, w zależności od okresu kredytowania czy wysokości marży mogła powiększyć się nawet dwukrotnie: z 1785 do 3593 zł[2]. Dziś przy wyższej stopie procentowej wynoszącej 6,75% kwota ta wzrosłaby jeszcze bardziej. Spłata kredytu hipotecznego stała się wyzwaniem dla wielu kredytobiorców, bo ich budżety domowe nie były gotowe na takie podwyżki. Podwyżki stóp procentowych wpływające na wysokość raty, wpłynęły negatywnie na zdolność kredytową potencjalnych kredytobiorców.

Zmiany w sposobie wyliczania zdolności kredytowej zatrzymały Polaków na drodze do sięgnięcia po kredyt

Podwyżki stóp procentowych to nie wszystkie „problemy”, z którymi musieli mierzyć się kredytobiorcy w 2022 r. Wielu osobom na drodze do realizacji marzenia o posiadaniu własnych czterech kątów stanęła rekomendacja Komisji Nadzoru Finansowego, która zmieniła zasady wyliczania zdolności kredytowej. Banki miały czas na wprowadzenie zmian do końca marca 2022 roku. Główna i najważniejsza zmiana dotyczyła tego, że przy wyliczaniu zdolności kredytowej klientów, banki muszą brać pod uwagę zmianę poziomu stopy procentowej o nie mniej niż 5 pp., a nie jak wcześniej 2,5 pp. Dodatkowo, podczas procesu analizowania zdolności kredytowej mają przyjmować wyższe koszty utrzymania gospodarstwa domowego, niż wcześniej.

Nowelizacja zasad była naturalną konsekwencją kilkukrotnego podniesienia stóp procentowych w całym 2022 r. Głównym celem wprowadzenia rekomendacji przez KNF było poprawienie poziomu bezpieczeństwa udzielania kredytów mieszkaniowych. Rekomendacja KNF ma chronić konsumentów – dzięki bardziej rygorystycznej polityce przyznawania kredytów przez banki, zmniejsza się ryzyko, że kredytobiorcy nie wezmą na siebie zobowiązania, którego nie będą w stanie spłacić, a także banki – ograniczone zostaje ryzyko, że kredyt zostanie przyznany osobom, które nie będą w stanie go spłacać już od samego początku. Nie da się jednak ukryć, że wprowadzone zmiany dodatkowo ograniczyły dostępność kredytów mieszkaniowych.

W tym roku doszło do gwałtownego ograniczenia dostępności kredytów hipotecznych. Wprowadzenie w życie rekomendacji Komisji Nadzoru Finansowego zbiegło się ze wzrostem stóp procentowych. W rezultacie wartość kredytów hipotecznych udzielonych w całej Polsce w październiku br. była aż o 74% niższa niż przed rokiem[3]. To efekt m. in. tego, że osoby o przeciętnych i niższych dochodach mają niewielką szansę na uzyskanie kredytu hipotecznego. Tym samy są zmuszeni odłożyć marzenie o własnym domu czy mieszkaniu – tłumaczy Adrian Jarosz, Prezes Zarządu Expander Advisors, Prezes Zarządu ZFPF.

Czy inflacja wpłynęła na zdolność kredytową i stała się kolejnym problemem kredytobiorcy?

 Sytuację potencjalnych kredytobiorców, a także osób, które spłacają już zobowiązanie (w najgorszej sytuacji są ci, którzy zdecydowali się na kredyt ze zmiennym oprocentowaniem) skomplikowała także inflacja. W tym roku mieliśmy do czynienia ze wzrostem cen, których nie obserwowaliśmy od przeszło dwóch dekad. W październiku tego roku 2022 inflacja w Polsce wyniosła 17,9%.

W jaki sposób inflacja wpływa negatywnie na sytuację potencjalnych kredytobiorców? Mechanizm jest prosty. Podwyżki cen i wyższe koszty życia zmniejszyły siłę nabywczą Polaków. Jeśli wynagrodzenie rośnie w wolniejszym tempie niż rachunki to, zostaje nam mniej pieniędzy w portfelu. To z kolei pogarsza zdolność kredytową. W rezultacie wielu konsumentów nie spełnia kryteriów banków dotyczących przyznawania kredytów hipotecznych, które, jak wspomniano, w 2022 r. zostały dodatkowo zaostrzone.  Ale „prawdziwe” problemy mają te osoby, które spłacają kolejne raty kredytu. Już przy wzroście stóp procentowych było to niemałym wyzwaniem, a galopująca inflacja sprawiła, że wiele osób rezygnuje świadomie z zapłaty mniej priorytetowych rachunków na rzecz terminowej spłaty kredytu.

Inflacja wpłynęła również na branżę budowlaną. Według analizy przeprowadzonej przez Grupę PSB
– ceny materiałów budowalnych w październiku 2022 r. wzrosły średnio o 22%, porównując
z analogicznym okresem w 2021 r. Przyczyny upatruje się we wzroście kosztów energii i transportu, które dotykają coraz więcej sektorów i branż. Wzrost cen materiałów budowlanych wpłynie na wzrost cen nowych nieruchomości. Jeżeli istotne podwyżki będą mieć miejsce w kolejnych miesiącach, spadnie popyt na mieszkania od deweloperów. A należy pamiętać, że i tak on został zachwiany z powodu, ograniczenia dostępności kredytów hipotecznych. Z danych BIK wynika, że we wrześniu liczba wypłaconych kredytów hipotecznych spadła o 70% w stosunku do poprzedniego roku[4]. Nieustanie duża grupa Polaków jest zainteresowania sfinansowanie zakupu mieszkania właśnie poprzez kredyt. Aby przystosować się do nowych warunków, deweloperzy ograniczą liczbę inwestycji. Już teraz spadek licznie powstających nowych mieszkań jest zauważalny. Uderza on w osoby, które stać na zakup nowego lokum (czy to na kredyt, czy za gotówkę).

Branża budowlana coraz głośniej mówi o tym, że jeżeli zła sytuacja na rynku będzie utrzymywać się w przyszłym roku, firmy będą musiały podjąć kolejne kroki. W grę wchodzą zwolnienia pracowników, a nawet w niektórych przypadkach upadłość.

Na ratunek branży budowlanej?

Związek Firm Pośrednictwa Finansowego wraz z najważniejszymi organizacjami działającymi na rynku mieszkaniowym i w branży budowalnej[5] wystosowali apel, w którym podpowiadają rządowi jak poprawić sytuację na rynku mieszkaniowym i wyhamować proces stopniowego ograniczania produkcji i zatrudnienia pracowników w sektorze budownictwa.

Wśród pięciu przedstawionych punktów, dwa są związane bezpośrednio z sytuacją konsumentów

– wsparcie konsumentów w tym, aby mieli większe szanse na uzyskanie kredytu hipotecznego, poprawi kondycję branży budowlanej. Jednym z nich jest apel o pomoc dla młodych rodziców, wzorem obowiązujących w przeszłości programów „Rodzina na Swoim”, czy „Mieszkanie dla Młodych”. Sygnatariusze uważają, że podjęcie działań ułatwiających nabycie mieszkań młodym rodzinom jest niezbędne dla „uzdrowienia” rynku mieszkaniowego. Zaproponowano także wprowadzenie kredytów o stałej (np. 2%) stopie procentowej. Drugim punktem jest złagodzenie rekomendacji KNF przy udzielaniu kredytów hipotecznych ze stałą stopą procentową. Organizacje proponują odstąpienie od zalecenia KNF, dla dobra zarówno konsumentów, jak i usługodawców, tłumacząc, że decyzja, aby w procesie oceny zdolności kredytowej wszystkie banki przyjmowały minimalną zmianę poziomu stopy procentowej o 5 p.p., została wprowadzona zbyt późno tj. wtedy, gdy stopy procentowe znajdowały się już na historycznie wysokim poziomie. W ich rozumieniu niezrozumiała jest także decyzja o doliczaniu wskazanego współczynnika, zakładającego wzrost stóp procentowych, do kredytów z okresową stałą stopą.

Wprowadzenie preferencyjnego kredytu o obniżonym oprocentowaniu i złagodzenie rekomendacji KNF przy udzielaniu kredytów hipotecznych ze stałą procentową, to kluczowe działania, które należy podjąć, by przywrócić możliwość nabycia pierwszego w życiu mieszkania. Obecnie młodzi są zmuszeni mieszkać z rodzicami i odkładać decyzję np. o powiększeniu rodziny. Postulujemy znaczące złagodzenie zalecenia KNF, aby w procesie oceny zdolności kredytowej banki przyjmowały tym mniejszy bufor, im dłuższy jest okres obowiązywania stałego oprocentowania – komentuje Adrian Jarosz, Prezes Zarządu Expander Advisors, Prezes Zarządu ZFPF.

[1] Licząc od października 2021.

[2] Kredyt na 25 lat, marża 2,2 proc., WIBOR 6M. Wyliczenia własne po podwyżce stóp procentowych z lipca 2022 r.

[3] Newsletter kredytowy BIK – listopad 2022.

[4] Dane o sprzedaży kredytów w Polsce. Newsletter kredytowy BIK – 3 kw. 2022 r.

[5] APPLiA Polska, związek producentów AGD, Hutnicza Izba Przemysłowo Handlowa, Ogólnopolska Izba Gospodarcza Producentów Mebli, Polska Izba Gospodarcza Przemysłu Drzewnego, Polskie Stowarzyszenie Dekarzy, Polska Unia Ceramiczna, Polski Związek Firm Deweloperskich, Stowarzyszenie Producentów Cementu oraz POiD, Związek Polskie Okna i Drzwi.

Zakupy świąteczne będą wyjątkowo drogie. W listopadzie wzrost cen rdr. był na poziomie blisko 26 proc.

Według danych pozyskanych z blisko 41 tys. sklepów detalicznych, w listopadzie br. codzienne zakupy były droższe średnio o 25,8% niż rok temu, czyli nieco mniej niż miesiąc wcześniej, gdy zanotowano 26,1% rdr. Po raz kolejny podrożały wszystkie z dwunastu kategorii, a każda z nich ponownie odnotowała dwucyfrowy wzrost. Znów najmocniej poszły w górę ceny produktów tłuszczowych. Na drugim miejscu znalazło się mięso. Za nim widzimy chemię gospodarczą, która miesiąc wcześniej była dopiero na szóstej pozycji. Z kolei najmniej podrożały napoje i dodatki spożywcze. Eksperci komentujący najnowsze dane zwracają uwagę na to, że pomimo delikatnie mniejszego wzrostu dynamiki mdm. nie powinniśmy mieć złudzeń, co do realnego wyhamowania podwyżek cen. I dodają, że to jeszcze nie jest ten moment.

Drożyzna nie odpuszcza

Jak wynika z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Wyższych Szkół Bankowych, w listopadzie br. zakupy były droższe średnio o 25,8% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 roku. To nieznacznie mniej niż w październiku, kiedy rdr. ceny poszły w górę o 26,1%. Ostatnio znów podrożały wszystkie z dwunastu badanych kategorii, a każda z nich ponownie odnotowała dwucyfrowy wzrost. Analiza objęła 50 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą ponad 37 tys. cen z prawie 41 tys. sklepów detalicznych należących do 64 sieci handlowych.

– Nie miejmy złudzeń co do kwestii wyhamowania dynamiki wzrostu cen. To nie jest jeszcze ten moment. Brak jest bowiem realnych symptomów, aby mówić o takiej tendencji w chwili obecnej. Myślę, że o wyhamowaniu można będzie dopiero mówić, gdy Indeks Cen przez kilka miesięcy z rzędu będzie malał. Przyczyny wzrostu kosztów zakupów pozostają niezmienne. To przede wszystkim rozkręcona spirala inflacyjna, która wydaje się, że wrzuca z każdym miesiącem coraz wyższy bieg – komentuje dr Robert Orpych z Wyższej Szkoły Bankowej w Chorzowie.

Z kolei Julita Pryzmont, ekspertka rynku retailowego z agencji badawczo-analitycznej Hiper-Com Poland, dodatkowo zwraca uwagę na najnowsze dane FAO. Z nich wynika, że ceny żywności na świecie osiągnęły już swój szczyt i w końcu zaczęły się obniżać. Niestety będziemy musieli jeszcze poczekać, aby ten trend dotarł do Polski. Nie powinniśmy się spodziewać, że nastąpi to w najbliższym czasie. Pierwsze efekty odczujemy dopiero po pierwszym bądź nawet drugim kwartale przyszłego roku, o ile coś negatywnego znowu nie wydarzy się na rynku.

– Listopadowy wynik świadczy bezpośrednio o nasyceniu koszyka konsumpcyjnego oraz bardziej racjonalnej konsumpcji. Polacy zaczęli doceniać znaczenie oszczędności jako bufora bezpieczeństwa na przyszłość. Wyhamowanie cen bezpośrednio przed szczytem wydatków konsumpcyjnych, które nastąpi w grudniu, jest pozytywnym symptomem powolnych zmian w nawykach konsumpcyjnych. Daje to bardzo dobre prognozy na 2023 rok – analizuje dr Hubert Gąsiński z Wyższej Szkoły Bankowej w Warszawie.

Liderzy wzrostów

Patrząc na dane dotyczące dwunastu kategorii, zestawienie drożyzny po raz kolejny otwierają produkty tłuszczowe. W listopadzie ceny średnio poszły w górę o 37,2% rdr. (w październiku – 48,8% rdr.). Najmocniejszy wzrost odnotowała margaryna – o 49,8% rdr. (poprzednio – 51% rdr.), a we wcześniejszych miesiącach był to olej. Tym razem jego wynik wyniósł 35,9% rdr. (poprzednio – 53,6% rdr.). Dalej mamy masło – 25,9% rdr. (41,8% rdr.). Jak podkreśla dr Orpych, wynik dla tej kategorii jest niezwykle wysoki, ale z nieznaczną tendencją malejącą. Od sierpnia dynamika wzrostu cen z miesiąca na miesiąc jest niższa.

– Moim zdaniem, są dwie główne przyczyny tej sytuacji z produktami tłuszczowymi. Po pierwsze, wysokie ceny zredukowały popyt i wolumeny sprzedaży tłuszczów. Po drugie, po pandemii poprawiły się nieco warunki logistyczne i efektywność łańcuchów dostaw. Poza tym zbiory były niezłe, więc olej krajowy jest dostępny, a on pozostaje tańszy. Margaryna to przecież przetworzone oleje, a przetwórstwo kosztuje – podkreśla dr Maria Andrzej Faliński, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u.

Na drugim miejscu najbardziej drożejących kategorii jest mięso, które miesiąc wcześniej było pozycję niżej. Ostatnio średni wzrost cen wyniósł 36,7% rdr. (w październiku – 31,7% rdr). W obrębie tej kategorii widzimy, że mięso drobiowe podrożało o 49,5% rdr. (poprzednio – 38,7% rdr.), wieprzowe – o 34,2% rdr. (26,7% rdr.),  a wołowe – o 26,3% rdr. (wcześniej – 29,5% rdr.).

– Mięso drożeje ze względu na zmniejszenie pogłowia zwierząt hodowlanych podczas pandemii, kiedy bardzo mocno spadł popyt. Do tego dochodzą rosnące koszty produkcji, m.in. paszy. Myślę, że w perspektywie kilku kwartałów można spodziewać się uspokojenia tego wzrostu cen, wraz z odbudową podaży i niższą presją kosztową – mówi Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska.

Trzecią pozycję w listopadowym Indeksie zajmuje chemia gospodarcza, która podrożała średnio o 33,6% rdr. (poprzednio – szóste miejsce i 24,3% rdr.). Wpływ na ten wynik miały przede wszystkim wzrosty cen papieru toaletowego – o 55,5% rdr. Mocno zdrożały też ręczniki papierowe – 38,9% rdr. Kolejna podwyżka dot. proszku do prania – 29% rdr.

– Branża papiernicza już od dłuższego czasu zapowiadała podwyżki cen produktów, spowodowane dużymi kosztami produkcji, a także niedoborami i wysokimi cenami celulozy. Chodzi tu nie tylko o papier toaletowy i ręczniki, ale również o papier biurowy, gazetowy i opakowania. Zakłócone dostawy celulozy z Chin, na skutek pandemii koronawirusa, czy z Rosji, z powodu wojny w Ukrainie, a tym samym konieczność poszukiwania nowych źródeł to praprzyczyny obecnego wysokiego poziomu cen. Dodatkowo sytuację potęguje drogie drewno – analizuje dr Orpych.

Najmniejsze skoki

Czwarte miejsce pod względem drożyzny w listopadzie br. zajęła kategoria tzw. innych produktów – 30,9% rdr. (poprzednio – piąta pozycja i 27,5% rdr.). Wpływ na ten wynik miały przede wszystkim ceny karmy dla zwierząt domowych. Pożywienie dla psów rdr. podrożało o 44,9%, a dla kotów – o 29,2%. Czołową piątkę zestawienia drożyzny zamyka nabiał – 29,8% rdr. (wcześniej – czwarta lokata i 30% rdr.). W tym przypadku największe wzrosty widać na mleku – 37,8% rdr. Dalej jest śmietana – 34,9% rdr. Potem są sery – biały i żółty – odpowiednio 32% i 27,2% rdr.

– Przy tak szybko rosnących cenach energii potrzebnej do produkcji karmy, przewiduję, że tak znaczący wzrost będzie się utrzymywał w tej kategorii produktów. Z kolei nabiał będzie się stawał powoli, choć sukcesywnie, coraz droższy. I tak będzie do czasu ustabilizowania cen produkcji mleka – dodaje ekspert z WSB w Warszawie.

Z kolei najmniej podrożały w listopadzie napoje – 16,5% rdr. (wcześniej – 14,8% rdr.). Przed nimi są dodatki spożywcze – 18,9% rdr. (14,1% rdr.), owoce – 20% rdr. (22,5% rdr.), a także warzywa – 20,1% rdr. (poprzednio 22,5% rdr.). W tych ostatnich kategoriach są produkty, których ceny rdr. poszły w dół, np. ziemniaki potniały o 4,6%, a winogrona – o 0,5%.

– Napoje wcześniej znacznie zdrożały, po wejściu podatku cukrowego i handlowego. Warzywa zaś po okresie szaleńczych cen włoszczyzny, cebuli, kapusty osiągnęły punkt nasycenia i doświadczyły efektu wysokiej bazy. Do tego stosunkowo niedrogi import zmitygował ambicje cenowe importerów i handlowców. Podobnie bodźcowane były owoce. Do tego niezły urodzaj skutkuje sporą podażą, więc ceny trzymają się blisko średniej inflacyjnej. W przypadku dodatków spożywczych mamy do czynienia z tym samym schematem co przy owocach i warzywach – podsumowuje dr Faliński.

Parki handlowe zwiększają swój udział w transakcjach inwestycyjnych w Polsce

Rynek nieruchomości handlowych w Polsce pozostaje w fazie dynamicznego wzrostu, dzięki rozwojowi segmentu parków handlowych (powyżej 5000 mkw. GLA) i obiektów typu convenience (parki handlowe o GLA poniżej 5000 mkw.). Od 2016 roku zrealizowano ponad 160 transakcji tego typu aktywami.    

– Wśród inwestycji w sektorze nieruchomości handlowych w Polsce wciąż dominują nieduże obiekty typu convenience. Obiekty tego typu często bazują na dyskontach spożywczych i tzw. „value retailers”, którzy niezmiennie cieszą się popularnością, również w czasach, kiedy konsumenci coraz większą uwagę zwracają na ceny towarów pierwszej potrzeby, a zakupy są często ograniczane do niezbędnego minimum. Jakkolwiek to nie brzmi, rosnąca inflacja i spadek siły nabywczej, będący jej konsekwencją, paradoksalnie działają na korzyść centrów convenience i parków handlowych, które charakteryzuje oferta dyskontowa – mówi Michał Ćwikliński, Principal, Managing Director – Poland w Avison Young.

Atrakcyjne stopy kapitalizacji w sektorze

W I-III kw. 2022 roku wartość wolumenu inwestycyjnego w sektorze handlowym w Polsce była o ponad 20 proc. wyższa niż w analogicznym przedziale 2021 roku. Jednakże ten wynik zawdzięczamy w głównej mierze projektom joint venture zrealizowanych przez firmę EPP w I kw., które odpowiadają za 75% wyniku sektora.

–  Stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości w Polsce wykazują tendencję wzrostową. Różnica pomiędzy stopami kapitalizacji dla najlepszych parków handlowych (6,8 proc.) a najlepszymi nieruchomościami magazynowymi (5 proc.) i biurowymi (4,7 proc.) przekracza 180 punktów bazowych, co jest wyjątkowym wynikiem w porównaniu ze stolicami Europy Zachodniej. W przypadku parków handlowych, Polska nadal oferuje inwestorom atrakcyjne stopy kapitalizacji. Na rynku Europy Środkowo-Wschodniej, również Węgry (7 proc.) i Rumunia (7 – 7,25 proc.) odznaczają się wysokimi stopami w sektorze – komentuje Michał Ćwikliński.

Jednak w związku z brakiem produktu i dużym zainteresowaniem parkami handlowymi i obiektami convenience, Avison Young spodziewa się dalszej kompresji stóp kapitalizacji w tym segmencie.

Liczba transakcji bije rekordy

W latach 2016-2019 udział transakcji parkami handlowymi i centrami typu convenience w całkowitym wolumenie sektora handlowego w Polsce nie przekraczał średnio 10 proc. W 2020 roku zarejestrowaliśmy jego dwukrotny wzrost (20 proc.), ponieważ wiele innych inwestycji zostało wstrzymanych w związku z pandemią. W 2021 roku był to wynik na poziomie 12 proc. (117 mln euro) a w I-III kw. 2022 – 15%. (127 mln euro).

Liczba transakcji w tym segmencie bije rekordy. Wysoka płynność przy niższym całkowitym wolumenie odzwierciedla zainteresowanie inwestorów małymi formatami, w tym zlokalizowanymi w mniejszych miastach. W I-III kw. 2022 aż 17 z 26 transakcji odnotowanych w sektorze handlowym dotyczyło parków handlowych i centrów typu convenience, co było najwyższym udziałem od początku istnienia rynku.

Dużo w rękach deweloperów

Dynamika rozwoju tego sektora jest względnie niewielka, ponieważ większość działających na nim inwestorów realizuje strategie długoterminowe. Dlatego też, wolumen transakcyjny zależy w dużej mierze od deweloperów i podaży nowych obiektów. W I-III kw. 2022, 40 proc. transakcji zrealizowano nowymi obiektami – obecnymi na rynku krócej niż 2 lata.

Coraz więcej nowych inwestorów

Sektor przyciąga niezmiennie nowych inwestorów. W 2022 roku w Polsce zadebiutowały firmy Lords LB i LEOFF Group, które nabyły nieruchomości we Wrocławiu i Opolu. Avison Young spodziewa się, że do końca roku na krajowym rynku inwestycyjnym pojawią się także kolejni gracze m.in. z Francji, Izraela i Czech, przyciągnięci atrakcyjnością sektora.

Na kształtowanie się rynku inwestycyjnego w sektorze największy wpływ na przestrzeni ostatnich dwóch lat miały głównie dwa podmioty inwestycyjne, odpowiadające łącznie za 36 proc. wolumenu transakcji w okresie 2021 – I-III kw. 2022.

W parki handlowe i centra convenience inwestowały w Polsce w ciągu ostatnich 2 lat głównie podmioty z Niemiec (76 mln euro łącznie) i Wielkiej Brytanii (54 mln euro łącznie). Inne, mniejsze już w skali zainwestowanego kapitału o połowę mniej, źródła kapitału to kraje Europy Zachodniej, USA, kraje Europy Środkowo-Wschodniej, Izrael, ale również Polska.

Co wpływa na wycenę parku handlowego

–  Ceny i szacunkowe wartości parków handlowych zależą szczególnie od struktury najemców, w tym obecności operatora spożywczego rozpoznawalnych sieci. Najwyższe ceny, a tym samym najniższe stopy kapitalizacji, osiągane są przez obiekty o WAULT powyżej 7 lat, z atrakcyjnymi operatorami spożywczymi z umowami najmu na dłużej niż 15 lat. W zależności od różnych czynników rynkowych oraz specyfiki nieruchomości, ceny wahają się od 800 do 2 000 euro/mkw. powierzchni najmu. Stopy zwrotu najczęściej mieszczą się w przedziale 7,00 – 8,5 proc. – komentuje Monika Bronicka, Director, Head of Valuation and Advisory w Avison Young.

Wśród największych, pojedynczych obiektów, które zmieniły właściciela w tym roku znalazł się Power Park Opole (20,7 tys. mkw.), Franowo Retail Park w Poznaniu (15,9 tys. mkw.), czy Młyn Retail Park we Wrocławiu (10,6 tys. mkw.).

Wygodne zakupy w okolicy – trend, który się umacnia

– Klienci szukają szybkich, codziennych i wygodnych zakupów w okolicy lub w drodze do domu. Tym samym, parki handlowe typu convenience stale się rozwijają, eksplorując również rynki handlowe mniejszych miast. W skład ich najemców wchodzi zwykle dyskont spożywczy, drogeria, podstawowe punkty usługowe oraz „value retailers”. Nowym graczem w tej grupie jest m.in. niemiecki Woolworth, który na początku 2023 roku wejdzie na polski rynek. Otworzy dwa pierwsze sklepy w parkach handlowych zlokalizowanych w Krakowie i Łodzi, ale plany ekspansji sieci obejmują ponad 400 lokalizacji. Co ciekawe, niższe czynsze i opłaty serwisowe skłaniają teraz marki sektora fast fashion do ekspansji poza tradycyjne, duże centra handlowe i lokowania swoich sklepów w mniejszych formatach handlowych. – informuje Artur Czuba, Associate Director w Avison Young.

E-commerce nie zawsze zadziała

– Do spontanicznych wizyt w parkach handlowych zachęca klientów tania i często zmieniająca się oferta. Pepco, jedna z najpopularniejszych sieci dyskontów niespożywczych wycofała się niedawno ze sprzedaży online po roku próbnym. Niska cena produktów, będąca podstawą działalności handlowej sieci, uniemożliwiła jej zbudowanie dochodowej sprzedaży internetowej. Okazało się, że klienci wolą odwiedzać sklepy stacjonarne, niż opłacać koszty dostaw – Artur Czuba, Associate Director w Avison Young.

Polaryzacja transakcji w sektorze

Inwestycje w sektorze są mocno spolaryzowane pod względem lokalizacyjnym między dużymi aglomeracjami a mniejszymi miastami poniżej 50 000 mieszkańców, których jest zdecydowanie więcej. Rozkład transakcji inwestycyjnych pokazuje, z jednej strony duży apetyt inwestorów na aktywa w najlepszych lokalizacjach, a z drugiej – intensywny rozwój nieruchomości handlowych typu convenience w coraz mniejszych miastach, które przyciągają klientów z okolicy.

Rynek nieruchomości w Polsce jest obecnie skoncentrowany na aktywach logistycznych

Rynek nieruchomości w Polsce jest obecnie skoncentrowany na aktywach logistycznych, a banki są bardziej ostrożne w przyznawaniu finansowania.

W pierwszym półroczu 2022 r. łączna wartość inwestycji w sektorze nieruchomości w krajach Europy Środkowo-Wschodniej wyniosła ponad 5 mld euro, przy czym Polska odpowiadała za ponad połowę wolumenu (56%). Pomimo wzrostu inwestycji w krajach Europy Środkowo-Wschodniej w porównaniu do pierwszego półrocza 2021 r., inwestorzy są ostrożni z uwagi na sytuację ekonomiczną, geopolityczną czy wzrost kosztów finansowania. Już w drugim półroczu 2022 r. można zaobserwować spadek inwestycji na rynku nieruchomości, a czas pokaże czy to spowolnienie będzie długotrwałe.

W tegorocznej edycji badania KPMG „Property Lending Barometer” analizującego skłonność banków w Europie Środkowo-Wschodniej do finansowania inwestycji nieruchomościowych wzięło udział ponad 40 respondentów reprezentujących instytucje finansowe z 10 krajów Europy, w tym z Polski.

W pierwszej połowie 2022 r. finansowanie nieruchomości biurowych było najbardziej atrakcyjnym obszarem dla większości banków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej, głównie ze względu na duże inwestycje w Polsce. Oprócz finansowania nieruchomości biurowych, istotne z perspektywy banków, jest finansowanie aktywów logistycznych. Warto również podkreślić, że banki w Polsce wyrażają dużo większą chęć finansowania projektów generujących dochody (tzw. income generating projects) niż nowych inwestycji – mówi Katarzyna Nosal, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.Rynek nieruchomości w Polsce jest obecnie skoncentrowany na aktywach logistycznych

Finansowanie nieruchomości komercyjnych

Chociaż ponad 59% ankietowanych reprezentujących instytucje finansowe uważa, że trwająca wojna w Ukrainie miała wpływ na finansowanie nieruchomości komercyjnych przez ich bank, to wpływ ten nie był istotny. Poza oddziaływaniem na sektor nieruchomości, respondenci badania oczekują, że wojna będzie miała znaczący wpływ na sytuację gospodarczą w całej Europie.

Wskaźnik LTV (loan-to-value) w Europie Środkowo-Wschodniej kształtuje się na poziomie 0,54-0,71 dla inwestycji biurowych, logistycznych i handlowych, co oznacza, że inwestycje są finansowane długiem w 54-71%, a pozostała część kapitałem własnym inwestora. W Polsce można zaobserwować, że banki są w stanie zaakceptować wyższy wskaźnik LTV w przypadku inwestycji logistycznych i biurowych, podczas gdy jest on niższy dla inwestycji handlowych i hoteli. Jeśli chodzi o wskaźnik LTC (loan-to-cost) kształtuje się na poziomie 0,59-0,68 (średnio na poziomie 0,64 w regionie Europy Środkowo-Wschodniej). W Polsce wskaźnik ten kształtuje się na poziomie 0,60-0,65 dla aktywów innych niż hotele, dla których znajduje się on na poziomie 0,50.

Największy udział kredytów udzielonych w walucie krajowej, odnotowano w Bułgarii. Znaczący wzrost udziału kredytów w walucie obcej w porównaniu do przeszłości odnotowano w Chorwacji, Czechach, na Węgrzech i w Rumunii. Z kolei niektórzy bankowcy z Bułgarii i Polski zgłosili nawet niewielki wzrost wolumenu transakcji w walucie krajowej.

Polska wciąż zajmuje kluczową pozycję w Europie Środkowo-Wschodniej pod względem inwestycji w nieruchomości

Całkowity wolumen inwestycji w I półroczu 2022 r. w sześciu głównych krajach Europy Środkowo-Wschodniej (Czechy, Polska, Węgry, Rumunia, Słowacja i Bułgaria) wyniósł 5,3 mld euro, co stanowi wzrost o 8,2% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. W pierwszych sześciu miesiącach 2022 r. inwestycje w Polsce stanowiły ponad połowę całkowitego wolumenu transakcji w regionie (56%), a w Czechach 22%, co łącznie stanowi blisko 80% wszystkich inwestycji w Europie Środowo-Wschodniej. Na trzecim miejscu znalazły się Węgry (12%).

Rynek nieruchomości w Polsce koncentruje się obecnie głównie na aktywach logistycznych. Inwestorzy są również zainteresowani projektami biurowymi oraz projektami Private Rental Sector (PRS). Chociaż obecne zawirowania rynkowe spowodowały, że sektor nieruchomości w Polsce nieco spowolnił pod względem liczby transakcji, wciąż pozostaje silnym i stabilnym miejscem do inwestycji – mówi Katarzyna Nosal, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, Lider doradztwa dla sektora budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Rosnące znaczenie zrównoważonego finansowania

Dwie trzecie ankietowanych przedstawicieli banków w regionie Europy Środkowo-Wschodniej posiada już strategię ESG w zakresie finansowania nieruchomości komercyjnych. Ponad połowa respondentów potwierdziła, że ich banki opracowały lub pracują nad wprowadzeniem specjalnych produktów zrównoważonego finansowania, które umożliwią im oferowanie niższych marż odsetkowych, dłuższych terminów zapadalności lub obniżenie stawek amortyzacyjnych dla projektów spełniających kryteria ESG.

****
O RAPORCIE:
Celem raportu KPMG pt. „Property Lending Barometer” była ocena perspektyw i nastrojów w zakresie finansowania nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej, na podstawie opinii przedstawicieli banków. Badanie jest prowadzone i cyklicznie publikowane przez KPMG od 13 lat. W tym roku w badaniu, które odbyło się w okresie od czerwca do lipca 2022, wzięło udział ponad 40 banków z 10 krajów, w tym większość banków z krajów Europy Środkowej i Wschodniej.

Nowe Prawo Pogrzebowe ograniczy szarą strefę w branży funeralnej?

Likwidacja szarej strefy lub choćby jej znaczne ograniczenie w branży funeralnej przynieść może dodatkowe, i to całkiem spore, przychody budżetowi Państwa. Stać się tak powinno za sprawą nowych, uzupełnionych w toku prac sejmowych, przepisów Prawa Pogrzebowego. Zobowiązywać mają one funeralnych przedsiębiorców m.in. do rejestracji w specjalnym systemie firm pogrzebowych, co wpłynie także na zwiększenie profesjonalizacji tej branży, a – w konsekwencji – na podwyższenie jakości usług związanych z pochówkiem. W ten sposób profesje funeralne zakwalifikują się do grona zawodów regulowanych. Nowelizacja Prawa Pogrzebowego ma wkrótce trafić do sejmu.

Aż do 2 miliardów złotych dodatkowych wpływów może uzyskać budżet Państwa z tytułu likwidacji lub znacznego ograniczenia szarej strefy w branży funeralnej – szacuje Polska Izba Branży Pogrzebowej. Stać się tak powinno za sprawą znowelizowanych przepisów Prawa Pogrzebowego. Warunkiem tego jednak jest konieczność dodania do nowej wersji projektu tej ustawy precyzyjnych regulacji dotyczących zatrudnienia w sektorze usług pogrzebowych. – Chodzi najogólniej rzecz biorąc o jego legalność. Jej brak cały czas prowadzi, a w przeszłości już doprowadził, do powstania ogromnej szarej strefy wycenionej przez Federację Przedsiębiorców Polskich i należącą do niej Polską Izbę Branży Pogrzebowej, w samym tylko roku 2019, na kwotę 960 mln złotych. Dziś uległa ona jeszcze bardziej drastycznemu wzrostowi, który spowodowała m.in. epidemia Covid-19, a także wojna w Ukrainie, ze wszystkimi jej konsekwencjami dla gospodarki – uważa Robert Czyżak.

Jak wskazuje, głównym obecnie problemem branży jest częsty brak deklarowania wszystkich należności do Skarbu Państwa – z tytułu podatków czy składek ubezpieczeniowych, wynikających np. z zatrudnienia określonych osób przy czynnościach związanych z pochówkiem. Chodzi np. o transport czy przechowywanie zwłok, a także ich kremację.

– Skarb Państwa wciąż traci z tego tytułu spore kwoty. Z samego zasiłku pogrzebowego może to być średnio nawet do 1 tysiąca złotych – szacuje Robert Czyżak. Jego zdaniem, dochodzić może tu do świadomego lub dokonywanego bez świadomości wystawiania błędnych kwot na fakturach za usługi pogrzebowe. – Podczas licznych wystąpień i konferencji, należąca do Federacji Przedsiębiorców Polskich Polska Izba Branży Pogrzebowej cały czas apeluje do organów administracji rządowej  o uważne monitorowanie i jak najszybsze zajęcie się pogłębiającą wręcz patologią w owym kierunku – relacjonuje działania Izby w tym obszarze jej prezes.

Jak uważa, dogodną okazją do uporania się z tym problemem stać się może sejmowy etap pracy nad nowelizacją Prawa Pogrzebowego. Ma to być pierwsza tak kompleksowa i dogłębna kodyfikacja przepisów dotyczących prawie wszystkich aspektów związanych z pochówkiem od blisko 100 lat. Według Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, której propozycje znalazły się w skończonym już późną wiosną projekcie nowelizacji Prawa Pogrzebowego, warto byłoby uzupełnić go jeszcze o bardziej precyzyjne unormowania dotyczące zatrudnienia w firmach świadczących usługi funeralne. Chodzi przede wszystkim o rejestrację w specjalnym systemie przedsiębiorców pogrzebowych, co wpłynie także na zwiększenie profesjonalizacji tej branży, a – w konsekwencji – na podwyższenie jakości usług związanych z pochówkiem. Określałby on przede wszystkim zasady wymogi dotyczące osób pracujących w firmach świadczących usługi funeralne. Chodzi np. o określone uprawnienia, jakie powinny one posiadać, aby dokonywać poszczególnych czynności związanych z pochówkiem, jak również o minimalną wymaganą liczbę pracowników z takimi uprawnieniami, które można by uzyskiwać po skończeniu całego cyklu certyfikowanych, specjalistycznych, szkoleń. Organizowałyby je uprawnione do tego podmioty – np. Polska Izba Branży Pogrzebowej. Od blisko 2 lat jej przedstawiciele szkolą już funeralnych przedsiębiorców, propagując wiedzę dotyczącą np. nowych przepisów sanitarnych czy BHP, a także oczekiwanych przez branżę unormowań nowelizowanego Prawa Pogrzebowego. Profesja związana z usługami funeralnymi stałaby się w ten sposób zawodem regulowanym, poddanym nadzorowi urzędników państwowych.

– Dzięki temu ZUS, który wypłaca zasiłek pogrzebowy, zyskałby dodatkowe instrumenty do weryfikacji kwestii związanych z zatrudnieniem w przedsiębiorstwach zajmujących się usługami funeralnymi – twierdzi Robert Czyżak. Jak uważa, przyczyniłoby się też to do zwiększenia, może nawet znaczącego, przychodów Skarbu Państwa z tytułu likwidacji bądź ograniczenia szarej strefy w branży pogrzebowej. Zdaniem prezesa Polskiej Izby Branży Pogrzebowej, uzyskane przez Państwo w ten sposób pieniądze można by przeznaczyć na zwiększenie wysokości zasiłku pogrzebowego. Dziś, tak jak w 2011 roku, wynosi on zaledwie 4 tysiące złotych. Polska Izba Branży Pogrzebowej szacuje, że – biorąc pod uwagę dzisiejsze realia rynkowe (np. inflację) – wartość jego powinna wzrosnąć do co najmniej 8 tysięcy, o czym informowała już wielokrotnie. Stoi ona na stanowisku, że pomysł podwyższenia go zaledwie do 5 tysięcy złotych daleki jest od spełnienia wymagań branży funeralnej, a zwłaszcza eliminacji patologii, jakie mają w niej miejsce. Do tego, ze względu na inflację, należy spodziewać się dalszego wzrostu cen nośników energii czy paliwa, a także surowców potrzebnych np. do produkcji trumien czy urn.

– Nawet, jeśli weźmiemy pod uwagę wzrost zasiłku pogrzebowego do 5000 złotych, to dodatkowy koszt stanowił będzie jedynie 40% kwoty, jaką traci Skarb Państwa – w tym ZUS – z tytułu funkcjonowania szarej strefy w branży pogrzebowej – wylicza Robert Czyżak. Według niego bowiem, uszczelnienie (głównie poprzez m.in. zapis w ustawie wskazujący na obowiązek zatrudnienia na umowę o pracę przez firmę pogrzebowa minimum 4 osób łącznie z właścicielem firmy) już w chwili obecnej (biorąc pod uwagę nasze wyliczenia sprzed 4 lat) pozwalałoby na bez kosztowe podniesienie kwoty zasiłku pogrzebowego do kwoty około 6500 złotych. Zwraca też uwagę na konieczność eliminacji innego, negatywnego zjawiska.

– Często zdarza się też tak, że rachunki za pogrzeb przedstawiane do ZUS w celu uzyskania zasiłku pogrzebowego są celowo zaniżane, a liczne pozycje, które powinny znaleźć się na fakturze są pomijane tak, aby uniknąć zapłaty należnego podatku oraz składki zdrowotnej – wymienia kolejną patologię w branży pogrzebowej, która zwiększa w niej szarą strefę, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Wskazuje on przy tym, że tak niestety działa wciąż bardzo dużo firm np. tzw.  jednoosobowych. – I tak np. aby rodzina mogła uzyskać pełne świadczenie ZUS na kwotę 4000 złotych, firma pogrzebowa wystawia fakturę na 2000 złotych, pobierając faktycznie pozostała kwotę już bez potwierdzenia. W taki oto sposób z jednego świadczenia nie zostają odprowadzone podatki i składki na łączna kwotę od 300-500 złotych – wylicza straty dla Skarbu Państwa Robert Czyżak. Uważa, że dlatego właśnie projekt nowelizacji Prawa Pogrzebowego powinien jeszcze precyzyjnie uregulować kto, w jakiej liczbie i na jakich warunkach może pracować w firmie funeralnej.

– Niezrozumiałym dla nas jest pominięcie w projekcie ustawy tak istotnego zapisu, jakim powinno być np. minimalne zatrudnienie. Nie da się przecież wykonać pełnych czynności pogrzebowych z udziałem np. tylko jednej osoby, a jest to w branży funeralnej praktyka na tyle częsta, że wzbudza liczne podejrzenia, a nawet staje się swoistą patologią, co wpływa na jakość usług i postrzeganie całego sektora usług funeralnych – sądzi prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Według niego, jest jeszcze czas, aby uzupełnić tę kwestię.

– Może zabrzmi to dziwnie, ale chcemy sami poddać się weryfikacji, aby uniknąć swoistej „przypadkowości” działających w naszej branży firm, często nadszarpujących nasze dobre imię, które wciąż zaniżają jakość wykonywanych usług, a nawet blokują wysiłki naszych przedstawicieli, aby wyeliminować różne patologie – także te związane z „lewym” zatrudnieniem – deklaruje Robert Czyżak.

Zgodnie z zapowiedziami przedstawicieli strony rządowej, która przygotowała projekt nowelizacji Prawa Pogrzebowego, ma on znaleźć się w sejmie w najbliższych miesiącach. Ustawa ta ma precyzyjnie uregulować wszystkie aspekty dotyczące pochówku. Jak przypomina Polska Izba Branży Pogrzebowej, nowelizację należałoby jedynie uzupełnić o unormowania dotyczące zatrudnienia w firmach pogrzebowych – np. według proponowanych przez Izbę rozwiązań.

Ok. 10 proc. wzrost cen amerykańskiego gazu ziemnego dziś rano

Główne amerykańskie indeksy spadły w piątek w okolice swoich tygodniowych minimów (S&P 500 -0,73 proc., DJIA –0,9 proc., Nasdaq Composite –0,7 proc.). Tendencja spadkowa dominowała dziś rano również na rynkach akcji Azji i Oceanii. Najsilniej – o 2,2 proc. – spadał ze swojego osiągniętego w piątek ponad 3 miesięcznego maksimum Hang Seng. Spadków uniknęły jedynie główne indeksy giełd na Filipinach i w Indonezji.

Niewielkie spadki dominowały dziś rano również na europejskich rynkach akcji (DAX –0,53 proc., CAC 40 -0,53 proc. ok. godz. 9:40). Swój najwyższy poziom w historii osiągnął dziś turecki XU100.

WIG-20 tracił dziś ok. godz. 9:40 0,65 proc. Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom w historii osiągnął dziś kurs akcji spółki PCC Rokita.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych wróciła wczoraj powyżej poziomu 3,5 proc., a dziś lekko korygowała ten wzrost. Rosła dziś lekko rentowność 10-latek polskiego rządu, ale pozostawała poniżej poziomu 6,5 proc.

O 10 proc. skoczyła dziś rano w górę cena kontraktów na gaz ziemny (Henry Hub) na NYMEX-ie osiągając najwyższy poziom od 7 sesji. Ceny kontraktów na ropę minimalnie dziś rano rosły, ale utrzymywały się nadal w pobliży swoich najniższych poziomów od końca grudnia br. Lekko taniały dziś metale szlachetne. Cena srebra spadała dziś rano o 0,35 proc. ze swojego najwyższego poziomu od ponad 7 miesięcy osiągniętego wczoraj.

Minimalnie umacniał się dziś rano amerykański dolar (USD/JPY +0,14 proc., EUR/USD -0,02 proc. ok. godz. 9:15).

Również bardzo niewielki spadek notował dziś rano kurs polskiego złotego (EUR/PLN +0,06 proc., USD/PLN +0,15 proc. ok. godz. 9:15).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara spadł dziś poniżej poziomu 17000 USD naruszając dolne ograniczenie trwającego od 3 tygodnie krótkoterminowego trendu wzrostowego (-1,15 proc. ok. godz. 9:15).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Ukraiński startup HR PeopleForce otrzymuje dofinansowanie z Google for Startups

PeopleForce, system HRM dla małych i średnich przedsiębiorstw, ma przyjemność ogłosić, że został wybrany przez Google for Startups Ukraine Support Fund zwycięzcą trzeciego etapu pomocy grantowej dla najlepszych ukraińskich startupów.

Google’s Ukraine Support Fund dokonał przeglądu zgłoszeń i wybrał finałową grupę 25 startupów, które otrzymają pomoc finansową i mentoring, aby wspomóc rozwój i odbudowę ukraińskiej gospodarki. Fundusz został założony na początku 2021 roku jako inicjatywa wspierająca postępowe startupy z Ukrainy. Łącznie 58 ukraińskich zespołów otrzymało finansowanie w ramach tej inicjatywy.

Na początku tego roku PeopleForce znalazł się wśród 100 najlepszych na świecie startupów technologicznych na Web Summit 2022 i został objęty zamkniętą rundą inwestycyjną od polskiego funduszu venture Pracuj Ventures.

Pomoc udzielona przez Google for Startups zostanie wykorzystana przez PeopleForce do rozszerzenia partnerstwa z europejskimi firmami. Firma jest obecnie zaangażowana w intensywne udoskonalanie swojego produktu HRM, aby sprostać potrzebom zachodnich użytkowników – podkreślając ukraińską technologię HR na scenie globalnej, a także skupia się na optymalizacji zautomatyzowanych przepływów pracy dla małych i średnich przedsiębiorstw.

„Zespół PeopleForce pracował tak ciężko przez cały rok 2022 pomimo najtrudniejszych okoliczności, ale uznanie należy się również naszym klientom. To dopiero początek rozwoju ukraińskiej technologii HR i cieszymy się, że jesteśmy na czele tej branży, co zostało docenione przez Google for Startups” – powiedział Andrew Cetinic, CEO PeopleForce.

GfK: nastroje konsumenckie w Polsce utrzymują rekordowo niski poziom

Pomimo utrzymującej się dwucyfrowej inflacji i wbrew pesymistycznym prognozom dla gospodarki nastroje wśród polskich konsumentów pozostają na stabilnym, choć wciąż niskim poziomie. Wyraźną poprawę wskaźników widać w Unii Europejskiej, gdzie barometr po raz pierwszy od wielu miesięcy mocno odbił w górę.

Barometr Nastrojów Konsumenckich GfK, czyli syntetyczny wskaźnik ilustrujący aktualne nastroje Polaków w zakresie postaw konsumenckich, wyniósł w listopadzie br. -19,4 i wzrósł o 0,7 p.p. w stosunku do poprzedniego miesiąca. Większy skok odnotowano w przypadku średniej unijnej, gdzie wynik okazał się o 3,3 p.p. lepszy niż w październiku (-25,8 vs. -29,1).GfK Nastroje konsumenckie Listopad 2022

Według badań GfK w listopadzie Polacy gorzej niż przed miesiącem oceniali aktualną sytuację gospodarczo-ekonomiczną, zarówno w kontekście całego kraju, jak i domowych budżetów. Z nieco większym optymizmem spoglądali za to w przyszłość.

Sytuacja w gospodarce i w portfelach Polaków robi się trudna, ale na szczęście nastroje nie uległy pogorszeniu. Przed dalszym spadkiem wskaźników zatrzymują nas m.in. nieznaczne wzmocnienie złotówki względem euro i dolara, brak kolejnych podwyżek stóp procentowych oraz bliskość Świąt, które zawsze wywołują w nas optymistyczny, pozytywny nastrój. Zmiany w naszym zachowaniu podczas zakupów jednak postępują. Na wzrosty cen odpowiadamy zaciskaniem pasa lub rezygnacją z niektórych kategorii. Rzadziej sięgamy po dobra luksusowe i te, które nie są dla nas produktami pierwszej potrzeby. Jest skromniej, ale zdecydowanie nie jest to czas zakupowej paniki i gwałtownej zmiany nastawienia. Teraz cała branża handlowa z uwagą i niepokojem wyczekuje pierwszego i drugiego kwartału przyszłego roku. Zdaniem wielu ekonomistów właśnie wtedy możemy spodziewać się odroczonego spowolnienia konsumpcji i co za tym idzie, kolejnego spadku nastrojów mówi Barbara Lewicka, Senior Director Marketing & Consumer Intelligence w GfK.

W listopadzie br. ujemne nastroje konsumenckie dotyczyły wszystkich grup wiekowych analizowanych przez GfK. Najwyższy wynik odnotowano w grupie od 23 do 29 lat (-4,8) zaś najniższy (-26,5) zarejestrowano wśród osób w wieku od 40 do 49 lat. Pierwszy raz od dawna, to właśnie ta grupa okazała się najgorzej nastawioną do konsumpcji w całym zestawieniu. W poprzednich miesiącach br. niższe wyniki każdorazowo notowały starsze kategorie wiekowe.

W przypadku podziału na płeć różnice pomiędzy kobietami i mężczyznami pogłębiają się z miesiąca na miesiąc. W listopadzie wyraźnie gorsze nastroje utrzymywały się wśród kobiet (-23,3). Dla porównania wśród mężczyzn średnia wyniosła -15,3.

Znaczących różnic w nastrojach konsumenckich nie widać w przypadku podziału na miejsce zamieszkania, jednak duża dysproporcja pojawia się w zestawieniu różnych poziomów wykształcenia. Najlepsze nastroje GfK odnotowało wśród konsumentów z wykształceniem podstawowym (-3,1), zaś najgorsze u osób z wykształceniem średnim (-23,9).

W listopadzie br. kluczowe składowe Barometru Nastrojów Konsumenckich kształtowały się następująco:nastroje konsumenckie w listopadzie 2022

Informacje o badaniu

Badanie zrealizowano w dniach 10-16 listopada 2022 r. w ramach wielotematycznego badania omnibusowego e-Bus metodą CAWI (wspomaganych komputerowo wywiadów z respondentami z wykorzystaniem ankiety umieszczonej w internecie) na kwotowej, reprezentatywnej przedmiotowo, ogólnopolskiej próbie n=1000 osób. Struktura respondentów została dobrana z zachowaniem rozkładu wybranych parametrów społeczno-demograficznych odzwierciedlającego rozkład tych cech w populacji generalnej.

Barometr może przyjmować wartości od –100 do +100 i jest to saldo pomiędzy opiniami pozytywnymi a negatywnymi. Dodatnia wartość barometru wskazuje na to, iż w danej fali badania liczba konsumentów nastawionych optymistycznie przeważa nad liczbą konsumentów nastawionymi pesymistycznie. Wartość ujemna barometru oznacza odwrócenie tej proporcji.

Barometr jest zagregowanym wskaźnikiem sporządzanym na zlecenie Komisji Europejskiej, wyliczanym od 1985 roku. Obecnie indeks obejmuje 27 krajów. Dane dla Polski pochodzą z badania GfK współfinansowanego przez Komisję Europejską.

Jak na koniec roku obniżyć podatek dochodowy?

W grudniu wielu przedsiębiorców zastanawia się jak jeszcze mogliby obniżyć należne za ten rok podatki. Jednym z rozwiązań są zakupy sprzętów na cele działalności gospodarczej. Eksperci z firmy inFakt podpowiadają, w jaki sposób zrobić to rozsądnie i jakich błędów unikać.

Aby obniżyć podatek, przedsiębiorca musi wykazać niższy dochód, który podlega opodatkowaniu. Na wysokość dochodu wpływają przychody oraz ponoszone koszty. Stąd też częste decyzje o zakupach do firmy, które zwiększają koszty – może to być np. nowy sprzęt, wyposażenie biura, artykuły pomocnicze czy biurowe, potrzebne do bieżącej pracy.

Czy warto robić zakupy na koniec roku?

Przyjęło się, że koniec roku to najlepszy czas na zakupy firmowe. Warto się jednak nad tym spokojnie zastanowić. Osoba fizyczna prowadząca jednoosobową działalność gospodarczą opodatkowuje swoje dochody na bieżąco. Może się więc okazać, że zakupy lepiej robić w zależności od potrzeb, a nie nadmiernie wydawać pieniądze w grudniu. – Jeśli przedsiębiorca faktycznie ma nadwyżkę gotówki, to w dobie rosnących cen zakupy mogą być rozsądnym wyjściem. Na przykład zakup samochodu osobowego w formie leasingu wiąże się z wysoką opłatą wstępną, a to może znacznie obniżyć podatek – mówi Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Nie każdy koszt obniży dochód do opodatkowania

Warto tez pamiętać, że nie każdy koszt zmniejszy roczny podatek. – Częstym błędem popełnianym przez przedsiębiorców jest zatowarowanie na koniec roku. Oczywiście takie zakupy obniżają podstawę opodatkowania za grudzień, jednak w zeznaniu rocznym podatnik będzie musiał wykazać towary i materiały, które nie zostały sprzedane bądź zużyte na koniec roku. Będzie więc konieczność dopłaty podatku w zeznaniu rocznym – wskazuje ekspert inFaktu.

Zakup środków trwałych w grudniu również może nie obniżyć podstawy opodatkowania. Środki trwałe co do zasady są amortyzowane, czyli obniżają podstawę opodatkowania w czasie. Przepisy zezwalają na jednorazową amortyzację dla środków trwałych do 10 tys. zł lub w ramach pomocy de minimis do 50 tys euro. – Ale nie każdy środek trwały może być zamortyzowany w ramach pomocy de minimis, wyłączeniu podlegają np. samochody osobowe. Należy też dokonać przeglądu swojego dochodu narastająco. Jeśli jest on niski, bliski zeru lub przedsiębiorca poniósł stratę, to nawet jeśli dokona zakupów, to nie obniży podatku – mówi Piotr Juszczyk.

Zastanawiając się nad obniżeniem podatku za rok podatkowy, należy dokonać właściwej analizy. Przede wszystkim czy zakupy rzeczywiście są potrzebne, czy korzyść z obniżenia podatku w tym momencie a nie w przyszłości będzie bardziej korzystna. Na pewno nie można takich decyzji podejmować ze względu na trendy czy też z przekonania, że grudzień to czas na zakupy. Zwłaszcza w obecnej sytuacji warto rozsądnie podchodzić do wydatkowania wolnych środków.

Kondycja firm wciąż mocna, choć presja na marże wzrasta

Raport Banku Pekao nt. wyników sektora przedsiębiorstw w III kw. 2022 r.

W pierwszych 9 miesiącach 2022 roku średnie i duże firmy zarobiły na czysto blisko 200 mld zł. To o 19 proc. więcej niż przed rokiem, na co złożył się ponad 30-proc. wzrost przychodów, przy tylko delikatnym spadku r/r zyskowności netto. Sam III kwartał był jednak trudniejszy niż poprzednie okresy. Presja na marże firm wyraźnie wzrosła, a wynik netto delikatnie zmalał w porównaniu
z analogicznym okresem 2021 r. – wynika z najnowszego raportu ekonomistów Banku Pekao S.A.

W III kwartale 2022 r. zyskowność netto średnich i dużych podmiotów (zatrudniających co najmniej 50 pracowników) obniżyła się o blisko 1,5 punktu procentowego r/r. W efekcie wynik netto spadł o około 1 proc. r/r. Dane te świadczą o stopniowej zmianie warunków rynkowych i coraz bardziej zacieśniającym się otoczeniu biznesowym firm. Z drugiej strony osiągnięty wynik (blisko 59 mld zł) był wciąż drugim najlepszym w historii, a wykazana przeciętna rentowność netto (4,5 proc.) jedną z wyższych na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat.

Rosnąca presja ciąży m.in. na przemyśle, którego wszystkie sekcje PKD odnotowały w III kw. 2022 spadek r/r zarówno rentowności, jak i nominalnego wyniku netto. Z drugiej strony w aż siedmiu sekcjach odnotowano w tym czasie poprawę r/r obu wskaźników. Do tej grupy, oprócz czterech sekcji usługowych wciąż odradzających się po trudach pandemii (P – edukacja, Q – opieka zdrowotna i pomoc społeczna, R – kultura, sport i rekreacja, S – pozostała działalność usługowa), zaliczały się: budownictwo (F), transport i gospodarka magazynowa (H), a także korzystające z wysokich cen swoich produktów rolnictwo i leśnictwo (A).

Głównym źródłem presji na marże sektorów przemysłowych pozostawały w III kw. 2022 r. rosnące r/r koszty materiałowe oraz energii. O ile jednak w zakresie tych pierwszych doszło na przestrzeni II oraz III kwartału do pewnego odgięcia trendów (pogorszenie r/r relacji kosztów materiałów do przychodów było w III kw. 2002 już wyraźnie słabsze niż w I półroczu), o tyle problem rosnącej energochłonności zyskiwał w III kw. na sile i stał się jednym z głównych wyzwań kosztowych krajowych przedsiębiorstw. Presję na marże z tego tytułu odczuwały niemal wszystkie sekcje PKD, a do działalności najbardziej dotkniętych tym problemem zaliczały się niektóre gałęzie krajowego przetwórstwa (zwłaszcza przemysł metalowy, mineralny, papierniczy oraz wyrobów z tworzyw sztucznych i gumy). W aż dziewięciu gałęziach przetwórstwa głównym czynnikiem erozji marż była jednak wciąż rosnąca r/r materiałochłonność. Dotyczyło to m.in. sektora drzewnego (który odnotował w III kw. najsilniejszy spadek r/r rentowności netto – z około 12 proc. do zaledwie 1 proc.), chemicznego (gdzie gaz ziemny jest w wielu przypadkach nie tylko nośnikiem energii, ale też wsadem materiałowym), odzieżowego czy spożywczo-napojowego.

Coraz większym wyzwaniem firm jest także rosnące zadłużenie. Zobowiązania średnich
i dużych podmiotów osiągnęły na koniec III kw. 2022 rekordowy poziom 1,9 bln zł, a czynnikiem napędzającym ich wzrost jest silne zapotrzebowanie na finansowanie obrotowe. W efekcie na koniec III kw. relacja zobowiązań do aktywów wynosiła rekordowe 56 proc. Wzrostowi zadłużenia towarzyszy jednak tylko nieznaczne pogorszenie płynności finansowej firm, a jej spadek był na przestrzeni III kw. obserwowany tylko w niektórych sektorach (do branż najmocniej dotkniętych zarówno wzrostem zadłużenia, jak i spadkiem płynności, zaliczała się sekcja D – energetyka, gazownictwo i ciepłownictwo), podczas gdy w większości z nich utrzymywała się ona na wciąż solidnym, bezpiecznym poziomie.

Pozytywną informacją jest fakt, iż w III kw. 2022 średnie i duże firmy podtrzymały wysoką aktywność inwestycyjną. Ich łączne nakłady wspięły się na rekordowy poziom (jeśli chodzi o wynik III kw.) około 51 mld zł, po wzroście r/r o 18 proc. (vs + 16 proc. r/r w I półroczu). Ważnym czynnikiem stymulującym nominalny wzrost nakładów inwestycyjnych pozostawała inflacja, która także w obszarze dóbr inwestycyjnych sięgnęła dwucyfrowego poziomu. Biorąc jednak jako punkt odniesienia stopę inwestycji (czyli relację nakładów do amortyzacji), zarówno pierwsze trzy kwartały br., jak i sam III kw. były najlepsze pod względem aktywności inwestycyjnej średnich i dużych firm od 2010 roku. Wzrost r/r nakładów notowały przy tym niemal wszystkie sekcje PKD (jedynym negatywnym wyjątkiem było budownictwo).

Co ciekawe, w wielu aspektach działalności średnie podmioty (50-249 pracowników) wypadały w III kw. 2022 korzystniej niż ich duzi odpowiednicy, wykazując m.in. znacznie wyższą dynamikę przychodów (+43 proc. wobec +24 proc. r/r), wyraźnie wyższą rentowność (5,5 proc. wobec 4,0 proc.), a także spadek wskaźnika zadłużenia (do poziomu 55 proc., o 2 pp niższego niż w dużych firmach, w których wskaźnik ten wzrósł r/r o 4 punkty procentowe). Średnie podmioty zdecydowanie ustępowały jednak dużym pod względem aktywności inwestycyjnej, którą zresztą dość wyraźnie ograniczyły w porównaniu z III kw. 2021.

W najbliższych kwartałach analitycy Banku Pekao S.A. oczekują zwiększonej presji na marże krajowych przedsiębiorstw. Przy tym podkreślają, że ich poziomy zostały mocno wywindowane w poprzednich okresach, charakteryzujących się bardzo dobrą koniunkturą gospodarczą. Głównym źródłem zmartwień dla firm pozostaną w najbliższym czasie, pomimo planowanych działań osłonowych ze strony państwa, znacznie wyższe r/r koszty energii. Z uwagi na odwracające się trendy na rynkach surowcowych, z kwartału na kwartał słabnąć powinna natomiast presja ze strony kosztów materiałów. W ujęciu rocznym będzie to jednak wciąż negatywna kontrybucja w zmianę rentowności firm (zwrot w tym zakresie przynieść może najwcześniej dopiero II kwartał przyszłego roku). Z kolei większe wyzwania niż ostatnio mogą pojawić się ze strony kosztów pracy.

Czynnikiem sprzyjającym znacznej części firm będzie w najbliższych kwartałach z pewnością korzystny kurs walutowy, którego wpływ będzie jednak zróżnicowany w branżach (słaby złoty pożądany z punktu widzenia eksporterów, ale też problematyczny dla importerów). W takich warunkach wiele może zależeć od inicjatywy samych przedsiębiorstw. W sytuacji kryzysowej wzrosnąć może bowiem ich determinacja do podejmowania działań optymalizujących koszty działalności (zarówno strukturalnych – w drodze inwestycji, jak i doraźnych).

Oszczędności mieszkańców Strefy Euro – analiza Allianz Trade

Stopy zwrotu z prywatnych aktywów finansowych w wybranych krajach EMU (European Monetary Union).

  • W ciągu ostatniej dekady zerowe stopy procentowe w Europie nie powstrzymały wzrostu wartości środków finansowych gospodarstw domowych, szczególnie w Niemczech (+5,2%). Jednak w poszczególnych krajach czynniki wzrostu były całkowicie odmienne: Podczas gdy niemieckie gospodarstwa domowe opierały się na świeżych oszczędnościach (głównie z dochodów zarobkowych), większość pozostałych krajów korzystała z przyrostów wartości (tj. rosnących cen papierów wartościowych).
  • Allianz Trade stwierdza ogromne różnice między ukrytymi zwrotami z aktywów finansowych gospodarstw domowych, które wahają się od 2,5% w Austrii do 6,0% w Finlandii. Zwroty ukryte to całkowita suma przyrostów wartości i dochodów z inwestycji w stosunku do portfeli. Jako takie, są ciekawym miernikiem pozwalającym zobrazować różnice w strategiach inwestycyjnych. Niemcy wypadają raczej słabo (3,1%), a Francja (4,1%) plasuje się w połowie stawki. W ciągu ostatnich dwóch lat, niemieccy oszczędzający zaczęli jednak korzystać z rynków kapitałowych, dzięki czemu ich zyski przekroczyły średnią dla badanej grupy krajów, co przyniosło dodatkowe oszczędności w wysokości około 1000 EUR na osobę.
  • Zwroty mogą działać jako wzmacniacz nierówności. W większości krajów istnieje znaczny rozrzut między najniższymi i najwyższymi grupami dochodowymi pod względem stóp zwrotu: rosną one – mniej więcej – wraz z dochodami, ponieważ grupy o wyższych dochodach inwestują więcej w bardziej dochodowe (tj. bardziej ryzykowne) aktywa, takie jak akcje. Jest jednak jeden godny uwagi wyjątek: Niderlandy, gdzie zyski są bardzo zbliżone dla wszystkich grup dochodowych. Świadczy to o roli silnego, zasilanego kapitałem systemu emerytalnego, który może pełnić funkcję wyrównującą poziom zamożności.
  • Patrząc w przyszłość Allianz Trade uważa, że oszczędzający będą musieli dostosować się do świata, w którym inflacja będzie coraz wyższa – jednak nadal obowiązują stare zasady. Rosnąca inflacja już w 2021 roku drastycznie zmniejszyła zyski, a średnia całkowita stopa zwrotu spadła realnie o ponad -60%. W 2022 roku będzie jeszcze gorzej: Przy średniej inflacji w strefie euro wynoszącej ponad 8%, realny zwrot z inwestycji zostanie zepchnięty głęboko w obszar ujemny. W 2023 roku, kiedy inflacja powinna spaść z ostatnich rekordowych poziomów, sytuacja powinna się poprawić. Mimo to, przy rocznej inflacji na poziomie około 5%, rzeczywiste stopy zwrotu najprawdopodobniej pozostaną na minusie. Ponadto, ponieważ oczekuje się, że inflacja utrzyma się w najbliższym czasie na wysokim poziomie, tym bardziej pilne jest, aby gospodarstwa domowe dostosowały swoje działania związane z oszczędzaniem, skupiając się na długoterminowym tworzeniu wartości, a nie na krótkoterminowym utrzymywaniu płynności.

Różne kierunki: wzrost aktywów i bogactwo w strefie euro

W ciągu ostatniej dekady, pomimo kryzysu euro i epidemii Covid-19, aktywa finansowe gospodarstw domowych wzrosły we wszystkich siedmiu największych krajach strefy euro, które Allianz Trade bada w tym raporcie.[1] W rzeczywistości gospodarstwa domowe w Finlandii i Niemczech odnotowały nawet dość znaczne średnie roczne stopy wzrostu, przekraczające +5%. W dolnej części skali znajduje się Portugalia, gdzie średni wzrost aktywów był znacznie poniżej granicy +3%, podczas gdy Austria (+3,1%), Hiszpania (+3,1%) i Belgia (+3,3%) zdołały znaleźć się tuż powyżej tej granicy.

Aktywa finansowe na mieszkańca*, CAGR 2012-21 w %

Aktywa finansowe na mieszkańca
* bez innych kapitałów
Źródła: Eurostat, Dział Analiz Allianz.

W wartościach bezwzględnych, różnice we wzroście są jeszcze bardziej wyraźne, co odzwierciedla różnice w poziomie zamożności w strefie euro. Łączny średni roczny wzrost aktywów finansowych na osobę, czyli suma zmian wartości, dochodów z nieruchomości i oszczędności z dochodów, wynosi od zaledwie 740 EUR w Portugalii aż do niebotycznych 7.230 EUR w Niderlandach. Na drugim i trzecim miejscu znalazły się Niemcy i Belgia z prawie takimi samymi wartościami (odpowiednio 3.840 EUR i 3.830 EUR). Oprócz Portugalii, wzrost bezwzględny był znacznie poniżej średniej we Włoszech (2.510 EUR), Austrii (2.340 EUR) i Hiszpanii (1.290 EUR).

Na koniec 2021 roku średnia wartość aktywów finansowych per capita w Niderlandach wynosiła 176.510 EUR, czyli ponad 4,5 razy więcej niż wartość prywatnych oszczędności w Portugalii (38.810 EUR). W okresie obserwacji różnica zamożności jeszcze się powiększyła: w 2012 roku ten sam współczynnik wynosił zaledwie 3,8. Co tłumaczy tak dużą przewagę? Przede wszystkim dużą rolę odgrywa firmowe zabezpieczenie emerytalne. Dla porównania należy wspomnieć, że niemieckie gospodarstwa domowe znajdują się w górnej części środkowego przedziału rankingu, a średnie aktywa finansowe per capita wynoszą tam 91.090 EUR.

[1] Z powodu braku odpowiednich danych, Irlandii nie uwzględniono.

Spokojniejsze domknięcie tygodnia?

Prezes NBP znów czarował swoim urokiem i opowieścią o pięknych perspektywach naszego kraju. Amerykański rynek pracy stabilny, a dane z Węgier znów budzą silny niepokój.

Adam Glapiński w formie

Prezes NBP nie zawiódł wczoraj swoich fanów. Konferencja prasowa była jak zawsze bardzo barwna. Fragmenty mocarstwowe były trochę przesadzone, ale kto by nie chciał żyć w kraju z opowieści pana prezesa. W tej edycji w ciągu dekady mamy dogonić poziomem życia Francję. Mowa oczywiście o PKB mierzonym parytetem siły nabywczej. Zakładając, że chodzi o całą dekadę, oznaczać to może, że nasz wskaźnik będzie rósł stabilnie o 3% co roku szybciej. Nie jest to niemożliwe, ale jako dominujący scenariusz to odważna hipoteza. Z ważnych dla rynków informacji pojawiła się wiadomość, że możliwość zakończenia cyklu podwyżek będzie dopiero po marcowej projekcji inflacyjnej. Oznacza to, że aby oficjalnie potwierdzić, że nie podnosimy dalej stóp procentowych muszą one pozostać bez zmian jeszcze 3 kolejne posiedzenia. Utrzymano również prognozę spadku inflacji poniżej 10% za rok oraz lekki jej wzrost od stycznia w wyniku podniesienia niektórych cen. Środki z KPO okazały się nie mieć dla nas “zasadniczego znaczenia”.

Dane z USA

Wczorajsze dane z USA nie spowodowały większych zmian na rynkach. Poziom wniosków o zasiłek dla bezrobotnych wyraźnie się w ostatnich tygodniach stabilizuje. 230 tysięcy było niemal dokładnie zgodne z oczekiwaniami. W ciągu ostatnich 10 odczytów poziom ten oscyluje pomiędzy 214 a 240 tysięcy nowych wniosków tygodniowo. Są to typowe poziomy dla amerykańskiego rynku pracy w stabilnej sytuacji. Wyniki wyraźnie powyżej tych okolic sugerują wzrost bezrobocia, z kolei wyniki niższe mogą sugerować jego spadek. W tej chwili mamy w USA z jednej strony w dalszym ciągu poprawę po covidzie z drugiej przedsiębiorstwa przygotowują się na spowolnienie, stąd pewna stabilizacja wydaje się scenariuszem neutralnym. Tak też odbierają go rynki, nie reagując na te dane.

Na Węgrzech inflacja jednak rośnie

Wiele państw zanotowało ostatnio spadek poziomu wzrostu cen. W tej komfortowej sytuacji nie są jednak Węgrzy. Kraj ten jest pewnym fenomenem. Na pierwszy rzut oka zrobił wszystko dobrze. Stopy procentowe wzrosły tam bowiem do imponującej wartości 13%. Dlaczego zatem inflacja cały czas rośnie i wynosi już 22,5% w skali roku? Państwo to postanowiło chronić swoich obywateli przed inflacją i wzrostem stóp procentowych. Uwolnienie cen paliw miało tam miejsce dopiero w ostatnich dniach, bo administracyjne ceny były tak niskie, że brakowało chętnych do sprzedaży surowca.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja producencka,
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Zbigniew Jagiełło: Polska musi doprowadzić do zgody z UE, aby pozyskać fundusze KPO

Komisja Europejska zaakceptowała polski Krajowy Plan Odbudowy na początku czerwca – co było krokiem w kierunku wypłaty przez Unię 23,9 mld euro dotacji i 11,5 mld euro pożyczek. Jednak pieniądze te nie zostały wypłacone. KE zaznaczyła, że polski KPO „zawiera kamienie milowe związane z ważnymi aspektami niezależności sądownictwa, które mają szczególne znaczenie dla poprawy klimatu inwestycyjnego i stworzenia warunków dla skutecznej realizacji” i że „Polska musi wykazać, że te kamienie milowe zostały osiągnięte przed dokonaniem jakichkolwiek wypłat w ramach Funduszu Odbudowy”. Jednym z oczekiwań Komisji była likwidacja Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego – co stało się w połowie lipca. Wątpliwości co do tego, czy nowe przepisy spełniają tzw. kamienie milowe w tej sprawie, wyrażali w ostatnim czasie niektórzy przedstawiciele Komisji – w związku z czym fundusze wciąż są zablokowane. Aktualnie Polską racją stanu jest doprowadzenie do zgody z Unią Europejską i skuteczne pozyskanie funduszy z KPO oraz pieniędzy związanych z wieloletnią polityką Unii Europejskiej. Pomogą one przetrwać Polsce bardzo trudny i wymagający rok 2023. 

– Trzydzieści lat gospodarki wolnorynkowej i rozwoju Polski od 1989 roku, przełomu związanego z zerwaniem z dziedzictwem PRLu, to jest ciężko wypracowany sukces naszego kraju. Przez ten okres przeżyliśmy wiele kryzysów, ciężkich lat dla naszego kraju. Teraz mamy kolejne wyzwanie – powiedział serwisowi eNewsroom Zbigniew Jagiełło, menedżer, strateg, innowator. – Przy poprzednich kryzysach Polska i polska gospodarka przechodziła przez nie zawsze lepiej niż inne kraje, czyli nasz dystans do krajów zamożniejszych nawet w czasach kryzysu się skracał. Jednak obecny kryzys będzie trudny dla nas. Spowolnienie gospodarcze, dużo trudniejsze czasy związane z inflacją, z cenami energii, potencjalnymi blackoutami będą także dotyczyły innych krajów. I mam nadzieję, że w momencie, kiedy doprowadzimy do ugody z Unią Europejską – mając wsparcie z dwóch wielkich programów, Europejskiego Planu Odbudowy i wieloletniego programu wsparcia z funduszy strukturalnych – wyjdziemy z kryzysu lepiej niż inne kraje. Czyli dystans, który cały czas nadrabiamy, zostanie skrócony. Wówczas będziemy mogli przystąpić do nowej fazy rozwoju Polski i współpracy ze zwycięską Ukrainą – ocenia Jagiełło.

Na święta Polacy przeważnie wydadzą na osobę od 100 do 200 zł na zakupy art. spożywczych

Jak wynika z najnowszego badania postaw konsumenckich, aż 8 na 10 Polaków zamierza ograniczyć świąteczne wydatki na tegoroczne zakupy produktów spożywczych. Z kolei 28% respondentów deklaruje przeznaczyć na to kwotę od 101 do 200 zł na jedną osobę. Rok temu ten przedział został wskazany przez co czwartego ankietowanego. Do tego 9 na 10 badanych poszuka w sklepach produktów w promocjach, czyli więcej niż przed ostatnim Bożym Narodzeniem. Ponadto badanie pokazuje, że w ramach aktywnego oszczędzania aż 94% osób planuje skorzystać z listy zakupów. To również oznacza wzrost w porównaniu z końcem ubiegłego roku.   

Zaciskanie pasa

Aż 81% respondentów stwierdza, że ze względu na wysoką inflację zamierza ograniczyć wydatki na tegoroczne zakupy świąteczne. Pod koniec zeszłego roku tak deklarowało 45% badanych. Obecnie 11% ankietowanych nie planuje postępować w ten sposób (poprzednio – 40%). Teraz 6% nie potrafi się określić w tym zakresie, a dla 2% nie ma to znaczenia (wcześniej – 7% i 8%). Tak wynika z badania, które zostało przeprowadzone przez UCE RESEARCH i Grupę BLIX na próbie 1105 osób odpowiedzialnych za codzienne zakupy w swoich gospodarstwach domowych (rok temu to 1120 osób).

– Z badania wychodzi, że 8 na 10 respondentów zamierza ograniczyć wydatki na art. spożywcze w zakresie tegorocznych Świąt Bożego Narodzenia, co jest dużą zmianą w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wówczas wskazywał na to co czwarty badany. Wzrost cen jest oczywiście głównym motorem chęci zaoszczędzenia. Jednak zgodziłbym się również z tezą, że nie tyle chcemy oszczędzać, co nie wydawać za dużo na święta lub postarać się w ramach zeszłorocznego budżetu kupić jak najwięcej produktów – komentuje wyniki Marcin Lenkiewicz, współautor badania z Grupy BLIX.

Wyniki nie są zaskoczeniem, co podkreśla dr Andrzej Maria Faliński, wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego, były wieloletni dyrektor generalny POHID-u. I zaznacza, że drożyzna, mniejsze promocje oraz zredukowana siła portfela powodują u większości osób skłonność do redukcji wydatków i ilości towarów. Inaczej w aktualnych warunkach rynkowo-dochodowych być nie może. Ten proces trwa od wielu miesięcy i spodziewane jego skutki właśnie zaczynają się ujawniać podczas kampanii świątecznej.

– Uważam, że są to tylko deklaracje i faktycznie respondenci wydadzą więcej pieniędzy niż rok temu, a oszczędzą mniej. Dane są w tym aspekcie jednoznaczne. W III kw. br. konsumpcja prywatna wzrosła nominalnie o 17% rok do roku, a stopa oszczędzania spadła prawie do zera. W czasach wysokiej inflacji konsumenci wcale nie zaczynają oszczędzać i tak samo będzie w tym przypadku. Deklarację redukcji wydatków należy zatem rozumieć jako wyrażanie troski o swój portfel w obliczu utraty wartości pieniądza – stwierdza Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank.

Zaglądanie do portfela

Ankietowani informują też, jaki budżet planują przeznaczyć na osobę na zakupy spożywcze przed świętami. Przedział 101-200 zł podaje 28% respondentów (w ubiegłym roku – 25%), a 201-300 zł – 17% (poprzednio 19%). Kwota do 100 zł ma 16% wskazań (13%). Ponadto 16% osób nie potrafi określić sumy (wcześniej było to 12%). Natomiast 301-400 zł to wybór 10% badanych (11%), 401-500 zł – 7% (rok temu 11%), a powyżej 500 zł – 6% (9%).

– Te dane pokazują, że inflacja uszczupla portfele Polaków i dotyczy to wszystkich. Zubożenie najbardziej widoczne jest w grupach z niższymi i ze średnimi dochodami, ale także i tam, gdzie dochody są powyżej przeciętnej. We wcześniejszych latach, przy niskiej inflacji, można było sobie pozwolić na więcej. Dzisiaj, za ten sam koszyk dóbr, który ktoś kupował rok temu, musi zapłacić znacznie więcej. W tej sytuacji, po pierwsze, zrezygnuje z niektórych produktów lub je zastąpi tańszymi. Po drugie, kupi mniejsze ilości towarów. Takimi działaniami, w połączniu z chęcią oszczędzania, zmniejszy budżet – analizuje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego.

Jak zaznacza Marcin Luziński, żywność jest ponad 20% droższa niż rok wcześniej. Ktoś, kto chciałby wydać na nią mniej niż rok temu, musiałby bardzo wyraźnie zmniejszyć liczbę kupowanych produktów pierwszej potrzeby. Jednak według eksperta, nie ma nawet takiej potrzeby. Większość z nas zarabia bowiem więcej niż pod koniec 2021 roku. Ekonomista z Santander Bank podkreśla również, że jeśli już miałby się spodziewać redukcji wydatków konsumenckich, to raczej w przypadku dóbr trwałego użytku.

– Porównując wyniki tegoroczne z zeszłorocznymi, widać, że różnice są bardzo niewielkie w każdym z przedziałów. Realnie jednak oznacza to dużo więcej, skoro weźmiemy pod uwagę inflację, z powodu której możemy kupić kilkanaście procent mniej. Utrzymała się struktura planowanych kosztów, ale wskazuje ona na zdecydowaną redukcję wydatków świątecznych. Na to nawet promocje, też zredukowane, nie pomagają, bo są mniejsze – dodaje dr Faliński.

Na zakupy

Z badania wiemy też, że w tym roku przed świętami 89% ankietowanych będzie szukało produktów w promocjach (rok temu – 82%), a 2% (5%) – w cenach regularnych. Nie ma to znaczenia dla 5% respondentów (wcześniej – 9%). Z kolei 4% uczestników sondażu nie potrafiło się w tej kwestii określić (poprzednio 4%). Jak przekonuje Marcin Lenkiewicz, promocje są dla konsumentów często synonimem najlepszej ceny. To właśnie jeden z czynników decydujących o miejscu dokonania zakupów. Ekspert podkreśla, że sieci handlowe na początku grudnia umieszczają na okładkach swoich materiałów promocyjnych głównie produkty kojarzone ze świętami, np. pomarańcze, czekolady i majonez. Wiedzą, że proponując je w bardzo dobrych cenach, mogą przyciągnąć klientów do sklepów na większe zakupy, a przy tym – zarobić na całym koszyku.

– Wyniki badania bezlitośnie obnażają podstawowy fakt, że zdecydowana większość z nas odczuwa wzrost cen i braki w portfelu. Ludzie szukają więc okazji kompensacji tego stanu rzeczy w promocjach, rabatach i innych formach zakupu premiowanego. Dla rynku i biznesu sektorowego oznacza to uboższe zakupy i przychody, konieczność ograniczenia marż, downsizing i temu podobne techniki zaradcze. Promocje będą, ale płytsze i węższe, czyli z mniejszą redukcją cen i z niższą liczbą towarów – mówi wiceprezes Stowarzyszenia Forum Dialogu Gospodarczego.

Ponadto z badania wynika, że 94% aktywnych konsumentów planuje nabywać produkty świąteczne z listą zakupów (rok temu – 92%). 4% nie zamierza tak postępować (6%). Dla 1% nie ma to znaczenia (wcześniej też 1%). Ponadto 1% nie potrafi tego określić (1%). Według Moniki Kurtek, korzystanie z listy konkretnych rzeczy do kupienia to bardzo dobry sposób na oszczędności. Dlatego też w dobie wysokiej inflacji rośnie popularność tego rozwiązania. Spis rzeczy pozwala skoncentrować się na tym, co jest nam naprawdę potrzebne i znacząco ograniczać albo wręcz eliminować zakupy spontaniczne.

– Na rynku można zauważyć, że listy zakupów coraz częściej są przygotowywane na smartfonach. Są nawet specjalnie przygotowane do tego aplikacje. Konsumenci pomału odchodzą też od papierowych notatek. To pozwala m.in. na lepsze porównanie ofert i rozważne planowanie, kiedy i do których sklepów pójść. Dodatkowo takie listy można dzielić online z innymi domownikami, co pomaga w zrobieniu zakupów – podsumowuje Marcin Lenkiewicz.

EUR/USD blisko swego 5-miesięcznego szczytu

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji odreagowały wczoraj spadki z poprzednich dni (S&P 500 +0,75 proc., DJIA +0,55 proc., Nasdaq Composite +1,13 proc.).W piątkowy poranek kontrakty na amerykańskie indeksu kontynuowały ostrożne wzrosty (S&P 500 +0,24 proc. ok. godz. 9:30). Dziś rano również na giełdach Azji i Oceanii dominowały zwyżki. Najsilniejszą – +2,32 proc. – notował Hang Seng, który osiągnął najwyższy poziom od końca sierpnia. Spadły jedynie głównie indeksy giełd w Indonezji, Indiach i Nowej Zelandii.

Niewiele się działo dziś rano na europejskich rynkach akcji (DAX +0,12 proc., CAC 40 -0,16 proc. ok. godz. 9:33).

Również niewielkie zmiany notował dziś rano WIG-20 (+0,08 proc. ok. godz. 9:35).
Minimalnie dziś spadała rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych utrzymując się poniżej poziomu 3,5 proc. Niewielki wzrost notowała rentowność 10-latek polskiego rządu, ale pozostawała poniżej poziomu 6,5 proc.

O ponad 6,5 proc. spadły wczoraj ceny kontraktów na gaz ziemny w Wielkiej Brytanii i Holandii Wczoraj najniższy poziom od grudnia ub.r. osiągnęły ceny kontraktów na ropę naftową na NYMEX-ie (WTI) i ICE (Brent). Dziś rano ceny tych kontraktów minimalnie odbijały w górę.

Amerykański dolar lekko słabł względem japońskiego jena i euro (USD/JPY –0,27 proc., EUR/USD +0,18 proc. ok. godz. 9:15). Kurs EUR/USD był już blisko swego ponad 5-miesięcznego szczytu z poniedziałku tuż poniżej poziomu 1,06.

Polski złoty pozostawał dziś rano stabilny (EUR/PLN +0,07 proc., USD/PLN -0,07 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara pozostawał dziś rano tuż poniżej swoich tegotygodniowych szczytów (17207 USD ok. godz. 9:15).

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers