W ramach NATO trwają obecnie przygotowania do zaplanowanego za niecałe trzy tygodnie szczytu w Hadze. Niedawno sekretarz generalny NATO, Mark Rutte, ponownie wezwał kraje członkowskie do zwiększenia wydatków z 2 proc. do 5 proc. PKB. Polska już właściwie spełnia ten warunek, jako jedyna w Sojuszu. Nowością jest jednak propozycja podziału tych wydatków: 3,5 proc. PKB miałoby być przeznaczone na zasadnicze wydatki wojskowe, a dodatkowe 1,5 proc. na inwestycje takie jak infrastruktura i cyberbezpieczeństwo. Rosnące nakłady na cyberbezpieczeństwo to szansa, ale i ryzyko dla firm działających w tej branży. W przededniu szczytu CrowdStrike – druga największa firma w sektorze cyberbezpieczeństwa – odnotowała 20-proc. wzrost przychodów.
Cyberbezpieczeństwo w ostatnim czasie rzadko znika z pierwszych stron gazet. Warto przypomnieć, że w Polsce funkcjonują Wojska Obrony Cyberprzestrzeni – wyspecjalizowany rodzaj Sił Zbrojnych, służący do ochrony infrastruktury państwa w wymiarze cyfrowym. Zbliżający się szczyt NATO, zaplanowany na 25 czerwca w Hadze, może okazać się przełomowy dla finansowania tego obszaru. Sekretarz generalny Sojuszu, Mark Rutte, proponuje ambitny plan zwiększenia wydatków obronnych z obecnych 2 proc. PKB do 5 proc. rocznie. Co istotne, aż 1,5 proc. z tego budżetu miałoby zostać przeznaczone na inwestycje powiązane z obronnością, takie jak infrastruktura i właśnie cyberbezpieczeństwo. Mówimy więc o impulsie inwestycyjnym o wartości niemal 100 mld dolarów rocznie.
Dla rynku to sygnał jednoznaczny – pieniędzy w branży będzie więcej, a inwestorzy już to wyczuli. Notowania firm związanych z cyberbezpieczeństwem są w trendzie wzrostowym, ale – co pokazały najnowsze wyniki CrowdStrike – to jeszcze nie koniec potencjału. Wicelider rynku zanotował w ostatnim kwartale 20-proc. wzrost przychodów, mimo że wciąż odczuwa skutki swojej wielkiej awarii systemów z sierpnia 2024 roku. W perspektywie kilku kwartałów to jednak tylko epizod, który nie zatrzymuje tempa wzrostu.
W tym sektorze rozmiar wpływa na sposób prowadzenia biznesu. Najwięksi klienci – rządy i korporacje – wolą mieć wszystko u jednego dostawcy. To zmniejsza ryzyko, ułatwia zarządzanie i przyspiesza wdrażanie zabezpieczeń. Palo Alto i CrowdStrike to dziś liderzy tego podejścia, choć konkurencja ze strony gigantów, takich jak Microsoft, Broadcom (po przejęciu VMWare) czy Google (gotowe zapłacić 32 mld dolarów za Wiz), coraz śmielej zaznacza swoją obecność. Tyle że ci “zintegrowani” gracze nie publikują osobnych danych dla segmentu cyber, więc trudno ocenić ich rzeczywisty udział w rynku.
Palo Alto, jako główny dostawca dla amerykańskich instytucji federalnych, stoi przed szansą wykorzystania szczytu NATO do ekspansji na inne rynki. Z kolei CrowdStrike – z bardziej międzynarodowym profilem – ma okazję wejść do gry, jeśli kraje europejskie odpowiedzą na wezwanie do zwiększenia wydatków na cyberbezpieczeństwo. Jedynym zagrożeniem pozostaje ryzyko czasowego wstrzymania wydatków przez administrację USA, choć taki scenariusz wydaje się mało realny.
Warto też zwrócić uwagę na mniejszych graczy. Firmy takie jak Zscaler czy Cloudflare – z bardziej elastyczną ofertą – rosną szybciej niż branżowi giganci, a ich usługi często okazują się bardziej dopasowane do potrzeb konkretnych odbiorców. Dla inwestorów to ciekawa nisza. Rynek cyberbezpieczeństwa żyje z jednego – ze wzrostu. Jeśli dynamika inwestycji się utrzyma, będzie przestrzeń na dalsze zwyżki wycen. Jeśli nie, to wiele firm może okazać się przewartościowanych. Wiele w branży zależy od tego, co postanowią przywódcy NATO za trzy tygodnie.
Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce






