Dziś na rynkach wylosował się niejednoznaczny sentyment. Z jednej strony indeksy giełdowe znowu znalazły się pod presją, z drugiej ropa naftowa zachowuje spokój, a z trzeciej FX zdaje się patrzeć w zupełnie innym kierunku. Dla rynku walutowego to twarde dane (już dziś amerykańska inflacja) prawdopodobnie mają o wiele większe znaczenie niż szum informacyjny z Zatoki Perskiej.
Czy ktoś widzi rakiety?
Klasycznie już (niestety) naszą rynkową podróż zaczynamy od sygnałów płynących z Bliskiego Wschodu. Dzisiaj mijamy stację Bliżej rozejmu dzięki atakom. Prezydent Donald Trump jak mantrę powtarza, że porozumienie jest już blisko, już za rogiem (pewnie Cieśniny Ormuz). Deal jest tak blisko, że wszystkie strony coraz częściej strzelają do siebie, aktualnie próbując głównie uszkodzić militarną infrastrukturę. Ten konflikt (przy całej ludzkiej tragedii) wygląda coraz dziwniej i może to naprawdę zwiastun zbliżającego się realnego rozejmu? Na razie jednak mamy cios za cios, a pociski i drony latają nad Zatoką Perską równie często co groźby. Czy rynki nauczyły się ignorować tę specyficzną wojnę?
Giełdy patrzą na AI?
Teza o ignorowaniu wojny na Bliskim Wschodzie może brzmieć odważnie, ale warto się nad nią pochylić. Pewnie jeszcze kilka tygodni temu wydarzenia z ostatnich godzin zostałyby nazwane eskalacją, a inwestorzy próbowaliby dostosować swoje pozycje do bardziej rozgrzanego konfliktu. A co dzieje się na rynkach w trakcie środowej sesji? Rzeczywiście na giełdach dominuje czerwień, ale na ile te spadki związane są z konfliktem w Zatoce Perskiej? Moim zdaniem coraz mniej, a główne ryzyka dla rynku kapitałowego skupiają się na AI. To dlatego mocno technologiczny koreański główny indeks KOSPI jednego dnia spada, drugiego rośnie, a trzeciego znowu spada i za każdym razem o kilka procent (6% do nawet 8%). To obraz handlu kojarzony dawniej raczej z krypto, a nie z jednym z najważniejszych azjatyckich parkietów. Obawy wokół spółek SI dotyczą cały czas gigantycznych nakładów związanych z tą rewolucją, ale teraz też historycznych IPO na Wall Street (w piątek SpaceX, niedługo OpenAI, a także Anthropic), które nie tylko stawiają pytania o zasadność astronomicznych wycen, ale także wysysają kapitał z innych spółek i aktywów. A kiedy większość sentymentu wisi na kilku/kilkunastu firmach technologicznych, to sytuacja staje się coraz bardziej napięta. Może innym razem wspomnę o coraz większym buncie społecznym wobec inwestycji związanych z SI, które nie liczą się z lokalnymi społecznościami i kosztem, jaki dla nich generują (na razie głównie w USA).
Ropa zamknęła oczy?
Jednak giełdy giełdami, one potrafią z łatwością przesuwać punkt ciężkości na różne strony. Ale co z rynkiem surowcowym, a szczególnie ropą naftową? Tutaj też zaryzykuję tezę, że jeszcze całkiem niedawno po eskalacyjnych doniesieniach zobaczylibyśmy kilkuprocentowe wzrosty ceny czarnego złota. A dziś do połowy dnia obserwowaliśmy nawet lekkie spadki, a główne benchmarki trzymają się wciąż blisko istotnych wsparć (WTI poniżej 90 USD). Sytuacja zdaje się odwracać wczesnym popołudniem, ale wciąż daleko nam do paniki, którą mogliśmy widzieć jeszcze jakiś czas temu. Nieustająco obrywa za to złoto, które aktualnie nie prezentuje żadnych walorów bezpiecznej przystani (może takowa nie jest po prostu teraz potrzebna?). Jego cena przebiła od góry już 4200 USD za uncję i jest coraz bliższa marcowych dołków, których wybicie może zwiastować zejście nawet do 3900 USD. Tylko dziś królewski kruszec traci 2%. W ostatnich tygodniach trudniejsze sesje złota były często argumentowane mocniejszym dolarem, z którym jest negatywnie skorelowane. Jednak dziś nie mamy na rynku do czynienia z silniejszym USD.
USD wpatruje się w inflację?
Tutaj wreszcie dochodzimy do tezy z tytułu dzisiejszego komentarza. Jeszcze jakiś czas temu przy sygnałach eskalacyjnych z Bliskiego Wschodu kapitał klasycznie kierował się do bezpiecznej przystani w postaci USD, który pozwalał też parkować środki np. w amerykańskich obligacjach. Jednak teraz sytuacja na dolarze nie jest już tak jednoznaczna. Przez długie chwile pozostaje on dość odporny na impulsy z Zatoki, a największy ruch w ostatnich tygodniach wykonał w związku z danymi makro. Piątkowe odczyty z rynku pracy popchnęły inwestorów do obstawiania przynajmniej jednej podwyżki stóp w USA do końca roku, co błyskawicznie i wyraźnie wzmocniło USD. W ten sposób dochodzimy do środowego odczytu inflacji konsumenckiej ze Stanów. Już same prognozy dla wskaźnika CPI na poziomie 4,2% rdr (najwyżej od 3 lat) robią wrażenie, ale jeśli ostateczny rezultat przekroczy oczekiwania, to na stole może się pojawić nawet druga podwyżka kosztu pieniądza do końca roku. A wtedy dolar zapewne wykona kolejny krok na szlaku umocnienia. W przeciwnym wypadku (dynamika cen poniżej konsensusu) USD może znaleźć się pod presją i przynajmniej częściowo oddać swoje zyski z ostatnich dni. Brak zmienności raczej nam nie grozi. O godz. 13:30 kurs EUR/USD jest przy 1,154 USD, kurs USD/PLN sięga 3,68 PLN, a kurs EUR/PLN zbliża się do 4,25 zł.




