Analiza techniczna: kurs dolara, euro, franka i funta

Złotówka wskutek zmniejszenia braku napięć na rynkach odrabia straty. Temat wojen handlowych nieco ucichł ale nie można go nadal lekceważyć. Inwestorzy z niepokojem czekają na nowe kontrowersyjne pomysły prezydenta USA. Kredytobiorcy frankowi odetchnęli z ulgą. Ciężki czas dla funta z jednej strony zamieszanie polityczne z drugiej dane nie pomagają decyzji Banku Anglii o kolejnej podwyżce stóp procentowych.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 05.06.2017-17.07.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2582 3,6570 3,6000 4,8240
Maksimum 4,3387 3,8020 3,7620 4,9830

 

EUR/PLNEURPLN..H4

Sytuacja techniczna na wykresie EUR/PLN jest bardzo ciekawa. Po wystrzale na początku lipca w okolice 4,40 sytuacja uległa odwróceniu. Kurs zawrócił i podąża w ramach krótkoterminowego trendu spadkowego. Przede wszystkim jest to pokłosie słabszego dolara w ostatnich dniach. A i zamieszanie z wojnami handlowymi nieco mniej nerwowo wpływa na rynki. Choć oczywiście rzucane kolejne pomysły Trumpa mrożą krew w żyłach. I to już nie tylko są to cła wymierzone w Chiny ale również i w Europę. Obecnie kurs testuje wsparcie na poziomie 4,30. Poranna próba się nie udała ale niewykluczone, że w najbliższych godzinach będzie kolejny test. Przebicie tej granicy otwiera drogę do poziomu nawet 4,2590. Wiele będzie oczywiście zależało od dolara i jego siły. Nie można zapominać o Trumpie, który o dziwo nie namieszał na spotkaniu z prezydentem Rosji a wielu się tego obawiało. Trzeba jednak pamiętać, że umocnienie złotego nie ma podstaw fundamentalnych. Negatywnie odbijają się bowiem brak perspektyw podwyżki stóp w Polsce nawet do 2020 roku i słabsze prognozy inflacji. Oczywiście należy wspomnieć o progpagandowym wystąpieniu premiera Morawieckiego, który obwieszcza dalszy wzrost PKB w tym roku i podwyższył wynik do poziomu 4,6%. Ale trzeba zauważyć, że myślenie to jest oparte na ciągłym naganianiu do konsumpcji społeczeństwa a nie wynika z pobudzenia inwestycji. Brak rąk do pracy może być głównym czynnikiem hamującym dalszy rozwój. Do tego rząd nie boi się skutków wojen handlowych a bez wątpienia powinien. Stąd ostrzegamy przed osłabieniem złotego w dalszej części roku.

CHF/PLNCHFPLN..H4

Spory rajd w dół zaliczył również CHF/PLN. Kredytobiorcy frankowi z pewnością mieli powody do zmartwień gdy kurs przebijał 3,81. Na szczęście tylko na chwile i po zmniejszeniu się nieco napięć na rynkach kurs szybko zawrócił. Spotkanie w Helsinkach dwóch wielkich mocarstw nie przyniosło przełomu ale z pewnością nieco uspokoiło sytuację. Stąd CHF/PLN ma szansę zejść nieco jeszcze niżej. Oczywiście nie można zapominać o Trumpie bo jeszcze nie raz mocno on zaskoczy rynki. Zresztą czy ktoś się czegoś innego spodziewał gdy objął on swój urząd? Już wtedy rynki wiedziały, że jego osoba gwarantuje dużą zmienność i zapomnienie pojęcia nudy. Kolejne pomysły a tym samym nakładane cła mogą spowodować, że frank znów stanie się łakomym kąskiem dla inwestorów. Na ten moment sytuacja jest prosta wzrosty EUR/USD wywołują wzrosty również EUR/CHF i tym samym w konsekwencji spadki CHF/PLN.

USD/PLNUSDPLN..H4

Skoro złoty odrabia straty to także i do dolara. Szczególnie, że amerykańska waluta pozostaje słaba na całym rynku i determinuje ruchy na walutach krajów wschodzących. Technicznie jesteśmy w dość ważnym miejscu. Teoretycznie sforsowana została linia trendu wzrostowego i droga w kierunku 3,60 jest otwarta. Brakuje teraz potwierdzenia gdyż lekkie kłopoty kurs napotkał już na poziomie 3,67. Wiele oczywiście zależy od sytuacji globalnej. Dzisiejsze wystąpienie Powella nie powinno przynieść zaskoczenia ale jakieś niespodzianki mogą się pojawić więc warto na nie zwrócić uwagę. Jeśli prezes Fed zwróci uwage choćby na ryzyka wzrostu gospodarczego w postaci wojen handlowych to USD/PLN ma sznasę spaść jeszcze niżej. Dolar traci już czwarty dzień z rzędu. Wyciszenie nieco tematu wojen handlowych wyhamowało siłę amerykańskiej waluty. Również mocniejszy juan czyli chińska waluta zwyczajowo ciąży dolarowi.

GBP/PLNGBPPLN..H4

GBP/PLN również jest znacznie niżej. Na początku lipca było aż 4,98 podczas gdy dzisiaj kurs znajduje się już na poziomie 4,85. Z jednej strony wynika to ze spadku napięcia na rynkach i tym samym powrotu inwestorów do walut rynków wschodzących. Z drugiej tak spory spadek to pokłosie zawirowań politycznych w Wielkiej Brytanii. Premier May bez wątpienia nie ma lekko. Pokazuje coraz większą słabość wobec partii eurosceptycznych w swoim kraju i tym samym idzie na ustępstwa. Krytycy już mówią o niepokojących sygnałach mówiących o tym, że premier ustępuje zwolennikom twardego Brexitu. Szukając pozytywów to z pewnością nadal nie ma May rebelii w swojej partii  póki co więc nie daje inwestorom szans na myślenie o jej rezygnacji. Tydzień dla GBP jest bardzo ważny. W sierpniu Bank Anglii decyduje o stopach procentowych a prawdopodobieństwo wynosi już 90%, że stopy wzrosną. Najgorsze dla funta jest to, że dane nie pomagają. Dzisiejsze z rynku pracy pokazały choćby znaczny wzrost zasiłków dla bezrobotnych. Czekamy w tym tygodniu jeszcze na dane o CPI. Podsumowując brytyjska waluta ma ciężki czas za sobą i przed sobą. Z pomocą może przyjść przerwa wakacyjna w parlamencie. Wtedy funt ma szansę nieco odreagować ostatnie spore spadki.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Zgoda dla BZ WBK na transakcję włączenia wydzielonej części Deutsche Bank Polska

Komisja Nadzoru Finansowego wydała zgodę na podział Deutsche Bank Polska poprzez wydzielenie jego części i włączenie jej w struktury Banku Zachodniego WBK. Oznacza to zamknięcie kolejnego ważnego etapu w drodze do sfinalizowania transakcji w IV kwartale tego roku.

 Zgoda Komisji Nadzoru Finansowego jest kluczowym elementem formalnych akceptacji dla transakcji.

– Integracja z wydzieloną częścią Deutsche Bank Polska wspiera realizację naszej strategii bycia najlepszym bankiem dla klientów. Dzięki połączeniu modeli biznesowych oraz kompetencji wzmocnimy istotne dla nas obszary biznesu, zbudujemy rynkowe przewagi, efektywnie wykorzystamy zewnętrzne kanały dystrybucji. Bank Zachodni WBK umocni w ten sposób swoją pozycję trzeciej największej instytucji finansowej w Polsce oraz osiągnie pozycję wiodącego banku w obsłudze private banking w Polsce – powiedział Gerry Byrne, przewodniczący Rady Nadzorczej BZ WBK.

Planowana transakcja zostanie przeprowadzona jako sukcesja uniwersalna, co oznacza, że Bank Zachodni WBK wstąpi we wszystkie prawa i obowiązki wydzielonej części Deutsche Bank Polska z chwilą rejestracji podziału DB Polska przez sąd rejestrowy. Włączenie operacyjne, czyli przeniesienie produktów klientów zaplanowane jest równocześnie z rejestracją zmian w KRS.

Michał Gajewski BZ WBK
Michał Gajewski, BZ WBK

– Jako pierwsi na polskim rynku przeprowadzamy transakcję, w której włączenie prawne odbywa się równocześnie z operacyjnym. Wymaga to dużego zaangażowania obu zespołów, ale o takim podejściu zdecydowaliśmy z myślą o klientach, aby od razu mieli do dyspozycji docelowe rozwiązania i pełną obsługę. Chcemy, aby byli pozytywnie zaskoczeni naszą ofertą – nowoczesną bankowością elektroniczną, aplikacją mobilną, wieloma możliwościami płatności mobilnych, czy dostępem do bazy zagranicznych kontrahentów przez portal SantanderTrade. Przygotowując się do włączenia rozpoczęliśmy program Wealth Management, który zakłada wypracowanie nowej strategii i modelu biznesowego dla segmentu private banking.– powiedział Michał Gajewski, prezes zarządu Banku Zachodniego WBK.

– Kluczowym aspektem dla obu instytucji jest takie przygotowanie procesu, aby przebiegał on sprawnie, szybko i miał jak najmniejszy wpływ na klientów – powiedział Leszek Niemycki, Wiceprezes Deutsche Bank Polska. – Przez ostatnie lata tworzyliśmy dla naszych wymagających klientów indywidualnych i firmowych model doradczy, oparty o wzajemne relacje, a także rozwój oferty specjalistycznych produktów, m.in. w zakresie inwestycji i finansowania. Wierzymy, że po przejściu do Grupy Santander, która w ramach wydzielonej części przejmuje także naszych doświadczonych pracowników obszaru detalicznego, klienci będą mogli nadal korzystać z szerokiej oferty produktowej, dodatkowo zyskując wielokanałowy dostęp do swoich usług.

Nie zmienią się numery rachunków, PINy do kart oraz oprocentowanie zawartych lokat i kredytów. Po migracji danych klienci będą mogli korzystać z systemów bankowości elektronicznej Banku Zachodniego WBK. Walutowe kredyty zabezpieczone hipotecznie pozostaną w Deutsche Bank Polska, bezpłatna spłata będzie możliwa z rachunków przeniesionych do BZWBK.

Zakończenie transakcji i przeniesienie produktów klientów do BZ WBK planowane jest na IV kwartał 2018 r. Z dwumiesięcznym wyprzedzeniem Banki przygotują wszelkie niezbędne informacje dla klientów, w tym specjalną stronę internetową. Klienci otrzymają także dodatkowe informacje na infolinii Deutsche Bank Polska.

Bank Zachodni WBK planuje również poszerzenie modelu obsługi o sprzedaż przez zewnętrzne kanały dystrybucji, w tym rozwiniętą sieć agentów. W ocenie Banku model realizowany przez Deutsche Bank Polska jest efektywny i doskonale uzupełni obecną sieć dystrybucji BZ WBK. Do oferty BZ WBK zostaną także włączone wybrane produkty Deutsche Bank Polska, np. kredyt dla profesjonalistów, konto dla klientów private banking.

Zakończenie transakcji i przeniesienie produktów klientów do BZWBK planowane jest w IV kwartale tego roku. Wraz z włączeniem wydzielonej części DB Polska zmienione zostanie oznakowanie placówek.

***

Transakcja obejmuje wydzieloną część Deutsche Bank Polska: bankowość detaliczną, w tym private banking, business banking obejmujący Małe i Średnie Przedsiębiorstwa, a także sieć placówek, agentów, pośredników i partnerów oraz dom maklerski DB Securities S.A. Przedmiotem transakcji nie jest portfel walutowych produktów kredytowych, zabezpieczonych hipoteką, a także Bankowość Inwestycyjna i Korporacyjna.

Złoty umocnił się na początku tygodnia

W poniedziałek polską walutę wspierała siła euro i słabość dolara amerykańskiego. Ogólny zakres wahań zarówno na głównych parach, jak i na parach ze złotym, był jednak dość ograniczony – zabrakło istotnych wydarzeń i ważnych publikacji. Druga połowa dzisiejszego dnia może jednak przynieść nieco więcej emocji.

Wczorajsza publikacja projekcji ekonomicznych Narodowego Banku Polskiego przyniosła nieco więcej szczegółów dotyczących oczekiwań banku centralnego. Tak jak można się było spodziewać, Bank w nowej projekcji uwzględnił szybszy od oczekiwanego wzrost cen ropy naftowej, jednak projekcja inflacji uległa obniżeniu, za co winą obarczyć należy niską inflację bazową. W krótkim terminie bank centralny oczekuje nieco wyższego wzrostu gospodarczego – w bieżącym roku ma on wynieść 4,6%. Co ważne, w opinii banku mimo, iż inflacja w 2019 i 2020 r. znajdzie się nieco powyżej celu inflacyjnego (jednak cały czas w widełkach odchyleń od celu), stopy procentowe nie powinny ulec zmianie.

Wczorajsze wyliczenia NBP potwierdziły, że inflacja bazowa jest niska i niespecjalnie rośnie – bazowa dynamika cen w czerwcu zgodnie z opinią konsensusu wyniosła 0,6% w ujęciu rocznym potwierdzając fakt braku istotnej presji inflacyjnej w gospodarce. Dzisiejsze dane z rynku pracy były dość pozytywnie – zatrudnienie cały czas rośnie w stabilnym tempie 3,7% rocznie, dynamika płac w sektorze korporacyjnym w czerwcu z kolei przyspieszyła i osiągnęła poziom 7,5% w ujęciu rocznym.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek obniżył się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,29-4,31. Wspólna europejska waluta w parze z dolarem amerykańskim nie była poddana większym wahaniom, jednak zakończyła dzień na plusie. Dzisiejszy dzień nie przyniesie istotnych publikacji ze strefy euro. Dopiero jutro poznamy rewizję szacunków czerwcowej inflacji, która może zainteresować część obserwatorów.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek obniżył się o 0,3%, wahając się w widełkach 4,85-4,88. Brytyjska waluta wczoraj charakteryzowała się słabością. Funtowi brytyjskiemu nie sprzyjało pogorszenie klimatu politycznego w kwestii Brexitu. Wyraźny podział w partii May na dwie frakcje: eurosceptyczną i proeuropejską wyraźny był w debacie członków Izby Gmin. Premier uznała cztery poprawki zaproponowane przez eurosceptyczną frakcję, chwilę później zostały one przegłosowane stosunkiem głosów 305 do 302, co obrazuje wspomniany podział.

Informacje z dzisiejszego, porannego przemówienia prezesa BoE poznamy z pewnym opóźnieniem, gdy opublikowane zostanie jego nagranie. Problemy techniczne uniemożliwiły płynną transmisję. Dzisiejsze dane z brytyjskiego rynku pracy były zbliżone do oczekiwań. Bezrobocie w maju wyniosło 4,2%, dynamika płac z uwzględnieniem premii 2,5% (odczyt z poprzedniego miesiąca został zaktualizowany w górę, do 2,6% rocznie).

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek obniżył się o 0,2%, wahając się w widełkach 3,67-3,69.  Kluczowe wydarzenie wczorajszego dnia, czyli spotkanie Trump-Putin wywołało żywe zainteresowanie mediów, jednak dla rynku walutowego nie miało większego znaczenia, chociażby z tego względu, iż nie przyniosło żadnych istotnych rozstrzygnięć czy deklaracji którejkolwiek ze stron. Wczorajszy odczyt makro – dynamika sprzedaży detalicznej – nie przyniósł większych zaskoczeń. W czerwcu sprzedaż rosła o 0,5% w ujęciu miesięcznym, w górę poszły natomiast szacunki z poprzedniego miesiąca (z 0,8% do 1,3% rocznie).

W dniu dzisiejszym inwestorzy będą obserwować przede wszystkim wystąpienie prezesa FED przed senacką komisją bankową. Ostatnie wypowiedzi Powella w kwestii perspektyw amerykańskiej gospodarki były raczej optymistyczne, jednak “minutki” z ostatniego posiedzenia FOMC sugerowały, że część amerykańskich firm przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych uwzględnia ostatnie zmiany w globalnym otoczeniu handlowym i ryzyko dalszych zawirowań. Z tego względu inwestorzy będą prawdopodobnie obserwowali nie tylko sugestie Powella odnoszące się do perspektyw zmian stóp procentowych, ale również wszelkie komentarze dotyczące tego, jaki wpływ na amerykańską gospodarkę mogą mieć wspomniane zawirowania w handlu.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

16:00 – przemawia prezes FED, Jerome Powell

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Wzrost płac znów przyspiesza

W czerwcu średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wyniosło 4848,2 zł i było o 7,5 proc. wyższe niż rok wcześniej. Lekkie majowe spowolnienie okazało się więc jedynie przejściowe i wszystko wskazuje na to, że dynamika płac ponownie przyspieszy. Wbrew obawom, w stałym tempie, wynoszącym 3,7 proc., idzie w górę zatrudnienie w firmach.

Po nieco rozczarowujących danych za maj, gdy średnie wynagrodzenie brutto w firmach zatrudniających powyżej 9 osób wzrosło „jedynie” o 7 proc., a liczba zatrudnionych co prawda wzrosła o 3,7 proc. w porównaniu do maja 2017 r., to jednak była niższa niż w kwietniu o 2 tys. osób, czerwiec przyniósł zdecydowaną poprawę w obu kategoriach. Sięgający 7,5 proc. wzrost średniego wynagrodzenia to wynik zdecydowanie wyższy niż się spodziewano i choć do niedawnego rekordu z kwietnia, gdy zwyżka wyniosła 7,8 proc. jeszcze nieco brakuje, to można spodziewać się, że wkrótce zostanie on pobity. Nie należy jednak oczekiwać, że wzrost wynagrodzeń osiągnie dynamikę podobną jak w latach 2007-2009, gdy sięgała od 9 do 13 proc. Można przypuszczać, że tym razem zatrzyma się ona w najlepszym razie na poziomie zbliżonym do 8-9 proc. Wszystko bowiem wskazuje na to, że szczyt koniunktury mamy już za sobą, ale wysokie tempo wzrostu płac może utrzymać się jeszcze przez co najmniej kilka miesięcy, tym bardziej, że spowolnienie w naszej gospodarce będzie raczej łagodne i niewielkie.

Po wspomnianym majowym spadku, w czerwcu liczba zatrudnionych w sektorze przedsiębiorstw zwiększyła się w ciągu miesiąca o 12,1 tys. osób, a więc najmocniej od stycznia, a w porównaniu do czerwca 2017 r. była wyższa o 220,1 tys. osób i wynosiła 6 mln 222,1 tys. osób. Mimo trudności z pozyskaniem nowych pracowników, sytuacja nie jest w tym zakresie jak widać aż tak bardzo dramatyczna i firmy jakoś sobie wciąż radzą, zachęcając wyższymi płacami.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

3 kroki do usprawnienia strategii chmurowej w organizacji

Dojrzałość chmurowa firmy oznacza jej rynkową przewagę. Innowacyjność, dostęp do potężnych zasobów obliczeniowych i przetwarzanie danych na żądanie, sprzyjają trafniejszym decyzjom biznesowym, efektywności i konkurencyjności. Właściwe strategie chmurowe napędzają inwestycje i potencjał firmy. Stąd tak istotne jest, żeby osoby decyzyjne, myśląc o chmurze, miały przygotowany dobry „plan na cloud” dla swoich organizacji.

  1. Określenie, gdzie i w jaki sposób organizacja może wykorzystać usługi cloud computing

Pierwszą czynnością, którą warto zrobić przed wdrożeniem technologii chmurowej jest przeprowadzenie przeglądu systemów i posiadanych zasobów w celu dostosowania rozwiązania do potrzeb danej organizacji. Tego rodzaju audyt i określenie potrzeb warto jest zrealizować z doświadczonym partnerem. W opinii dostawców klienci dokładnie potrafią sprecyzować swoje bolączki i potrzeby, tym niemniej największym wyzwaniem jest identyfikacja właściwych rozwiązań i samodzielne zamawianie produktów i usług.

Jednym z argumentów przemawiających na korzyść chmury obliczeniowej jest m.in. skalowalność, co dobrze sprawdza się w systemach, w których można zaobserwować czasowe wzrosty zapotrzebowania na zasoby. Mogą one wynikać ze zmasowanego ruchu na stronie, chwilowej potrzeby zwiększenia mocy obliczeniowej, niezbędnej do wykonywania intensywnych obliczeń czy z czasowej konieczności składowania dużych ilości danych. Branżami, w których takie sytuacje znajdują zastosowanie są m.in. e-commerce, edukacja czy np. sektor publiczny (np. na okoliczność wyborów).

Inną korzyścią, oferowaną przez chmurę, jest wysoka dostępność. Korzystając z rozwiązań ulokowanych w wielu regionach, zyskujemy dodatkowe gwarancje nieprzerwanego działania systemów. Chmura oferuje bowiem dużo większe możliwości niż tylko kopie zapasowe wykonywane w czasie rzeczywistym czy możliwość szybkiego odtworzenia danych na innych serwerach w przypadku awarii.

Nie ma uniwersalnej odpowiedzi na pytanie – ile zaoszczędzimy dzięki chmurze – zaznacza Artur Słowik, Pe-sales w OVH, Polska. Potrzeby firm są różne, podobnie jak i sezonowość branż, w których działają. Uniwersalną korzyścią jest to, że zmiana na chmurę pozwala na kontrolowanie swojej infrastruktury, czyli płacenie za faktyczne zużycie. Wynika z tego, że jeśli potrzebujemy instancji, to ją dodajemy lub usuwamy, gdy okaże się zbędna. Jeżeli zaś wymagany jest dodatkowy serwer w chmurze, to możemy go uruchomić z gotowego obrazu, za pomocą API. Korzystając z alternatywnego rozwiązania, trzeba poświęcić czas choćby na instalację systemu.

  1. Stworzenie zestawu najlepszych praktyk w zakresie polityki bezpieczeństwa

Wykorzystywanie przez organizacje zróżnicowanych systemów, usług chmurowych, oprogramowania w modelu SaaS czy infrastruktury hostowanej lokalnie, rodzi wyzwania związane z zachowaniem szczególnej staranności w kwestii bezpieczeństwa IT. Poza zapewnieniem polityki bezpieczeństwa i procesów, które będą dotyczyć każdego chmurowego i nie-chmurowego rozwiązania, warto przy wyborze dostawcy chmury zwrócić uwagę na to, żeby kontrolował dane we właściwy sposób i zapewniał zgodność z RODO.

W związku z nagłośnieniem tematu RODO na długo przed 25 maja 2018, konsumenci przestali być obojętni na to, co dzieje się z ich danymi. Zainteresowanie i świadomość wzrosły, wzrosła też świadomość społeczna – wskazuje Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży w OVH Polska. Konsumenci zaczęli częściej pytać, jak ich dane są zabezpieczone i jak wygląda ochrona przed wyciekiem. Jako dostawca obserwujemy też, że europejscy użytkownicy są coraz częściej dobrze poinformowani, wyposażeni w stosowne narzędzia i gotowi na egzekucję swoich praw.

  1. Wybór strategii all-in-cloud lub cloud first

Zdaniem przedstawicieli firmy Gartner, największy wpływ na rozwój infrastruktury IT przedsiębiorstw będzie miała w najbliższym czasie strategia all-in-cloud, która zdystansuje trendy cloud first oraz cloud only. W 2020 roku model „wszystko w chmurze” stanie się normą. Do 2021 wdroży go ponad 50 proc. przedsiębiorstw.

Dla przedsiębiorstw posiadających infrastrukturę na tradycyjnych serwerach przeniesienie całego oprogramowania do chmury nie będzie optymalnym rozwiązaniem ze względu na koszty. W tym przypadku firmy będą mogły wybrać model cloud first (najpierw chmura), decydując, które zasoby mają być w pierwszej kolejności dostępne w chmurze lub z nią kompatybilne.

W OVH optujemy za chmurą otwartą lub demokratyczną. Jest dla nas ważne, aby klient mógł w ustandaryzowany sposób łączyć ze sobą rozwiązania pochodzące od różnych dostawców lub rozwijać swoją wewnętrzną infrastrukturę w oparciu o hostowane zasoby. Proponując ideę chmury otwartej, odpowiadamy na potrzeby klientów, którzy nie chcą się przywiązywać do jednego dostawcy lub – ze względu na wymaganą wysoką dostępność – wolą korzystać z usług wielu z nich – komentuje Robert Paszkiewicz z OVH Polska.

Wielka 5 patologii biznesowych

Najnowsze badania Instytutu Gallupa mówią, że 15% ludzi na świecie jest usatysfakcjonowanych ze swojej pracy. Dla Polski wskaźnik ten wynosi 17,6%, co i tak jest bardzo słabym wynikiem. Świadczy to o tym, że mniej niż co piąty pracownik lubi swoją pracę. Przedsiębiorstwa mają 5 takich samych problemów, które są niezależne od branży i ich modelu biznesowego – wskazuje Radosław Drzewiecki, założyciel Leanpassion.

  1. My i oni, silosy

O ile większość organizacji zdaje sobie sprawę z istnienia silosów (podziałów) wertykalnych pomiędzy szczególnymi działami, o tyle mało która z nich rozumie podział pomiędzy menedżerami i pracownikami (silosy horyzontalne).

95% menedżerów nie zna misji, wizji, wartości i celów strategicznych firmy – mówi Drzewiecki.

  1. Ludzie przychodzą do „roboty”

Pracownicy odliczają w biurach czas na zasadzie „jeszcze 7 godzin 37 minut – wychodzę do domu”, a na produkcji „1347 sztuk i kończę pracę”. Pracownik nie przychodzi nawet neutralnie nastawiony do tzw. „roboty”, tylko przychodzi w miejsce, które chce jak najszybciej opuścić – argumentuje Drzewiecki.

  1. Opinie zamiast faktów

Okazuje się, że ponad 80% procesów nigdy nie zostało zmierzonych. Z tego powodu decyzje biznesowe są podejmowane na podstawie opinii, a nie faktów. Te opinie dotyczą próby ustalenia tego, kto ma rację, a nie tego, czego oczekuje klient albo jakie są fakty w procesie.

  1. Ego-menedżerowie

Ponad 90% liderów niskiego i średniego szczebla improwizuje w pracy. Największym wyzwaniem nie jest to, że pracownicy ci improwizują w pracy, tylko to, że boją się przyznać, że nie wiedzą. Sytuacja taka nie powinna być wstydliwa. Menedżer powinien podnieść rękę i powiedzieć „nie wiem, jak być liderem – proszę, pomóż” – wyjaśnia Drzewiecki.

  1. Doskonalenie przeszkadza biznesowi

Polacy lubią doskonalić się punktowo. Oznacza to, że w momencie, w którym mamy chwilę, to się doskonalimy, nie mamy czasu, to tego nie robimy. Sytuacja taka przeszkadza biznesowi. Okazuje się, że 9 na 10 prób doskonalenia nie udaje się – dodaje Drzewiecki.

W oczekiwaniu na wystąpienie Powella

Umiarkowane odbicie inflacji nie wywiera presji na wzrost rentowności w Polsce. Rynek walutowy pozostaje stabilny w oczekiwaniu na wystąpienie prezesa Fed J. Powella w Kongresie.

Rynek walutowy i stopy procentowej

Poniedziałek przyniósł stabilne notowania kursu EURUSD, który pozostawał w okolicach poziomu 1,17 oraz kursu EURPLN, który oscylował między 4,31 a 4,30.

Głównymi wydarzeniami na rynku globalnym były dane z Chin (PKB, produkcja przemysłowa, sprzedaż detaliczna, inwestycje) oraz z USA (sprzedaż detaliczna). Na rynku lokalnym, kluczowe znaczenie miały dane o bilansie na rachunku bieżącym oraz inflacji bazowej.

Pomimo niezłych danych o sprzedaży detalicznej z USA, które były zgodne z oczekiwaniami rynku, przy równoczesnej rewizji w górę danych z poprzedniego miesiąca (z 0,8% w maju do 1,3% w skali miesiąc do miesiąca), kurs EURUSD pozostał stabilny w oczekiwaniu na główne wydarzenie tygodnia, czyli wystąpienie szefa Fed-u Powella w amerykańskim Kongresie.

Kursu EURPLN w pierwszej części dnia próbował atakować poziom 4,30 ostatecznie jednak nie udało mu się trwale przełamać tego poziomu. Lepsze od oczekiwań dane o polskim rachunku bieżącym (zamiast oczekiwanego deficytu na poziomie 166 mln zanotowano nadwyżkę w wysokości 42 mld euro w maju) oraz wyższej inflacji bazowej (0,6% w czerwcu w skali rok do roku zamiast oczekiwanych 0,5%) nie były w stanie wyraźnie przechylić szalę na korzyść złotego. Tym, co powstrzymuje złotego przed silniejsza aprecjacją wobec euro jest gołębie stanowisko RPP w kwestii perspektyw stóp procentowych (wg prezesa Glapińskiego podwyżki stóp nie są pewne nawet w 2020 r.), a także jastrzębi Fed (który do końca 2018 r. planuje jeszcze dwie podwyżki stóp) oraz rosnące obawy o dalszą eskalację wojen handlowych.

Na rynku stopy procentowej w Polsce nie doszło do większych zmian. Krzywa dochodowości od kilku tygodni utrzymuje się na relatywnie niezmienionych poziomach, co potwierdza, że rynek obecnie znajduje się w trybie, w którym potrzebne są nowe czynniki, które powodowałyby mocniejsze ruchy. Takim katalizatorem nie okazało się spotkanie pomiędzy Donaldem Trumpem oraz Władymirem Putinem, które nie przyniosło istotnych zapewnień z żadnej ze stron.

Utrzymanie się notowań krótkoterminowych papierów w Polsce w pobliżu stopy referencyjnej NBP jest spowodowane również umiarkowaną inflacją. Inflacja bazowa nadal pozostaje na niskim poziomie, pomimo nieznacznego odbicia w stosunku do poprzedniego miesiąca, co nie wywiera wpływu na odbicie stawek obligacji z krótszym terminem do wykupu. Zagranicą doszło do odbicia rentowności obligacji, które w USA spowodowane było wspominanymi lepszymi danymi na temat sprzedaży detalicznej.

We wtorek oprócz wystąpienia Powella, uwagę będą przykuwać dane z polskiej gospodarki, gdzie opublikowane zostaną dane z rynku prace (płace oraz zatrudnienie).

Wykres dnia: Słabszy złoty wobec euro powinien w kolejnych kwartałach sprzyjać poprawie na polskim rachunku bieżącym (%PKB).

Słabszy złoty wobec euro powinien w kolejnych kwartałach sprzyjać poprawie na polskim rachunku bieżącym
Źródło: Thomson Reuters

Autorzy / Źródło: Jarosław Kosaty, Arkadiusz Trzciołek / PKO Bank Polski

Sześć milionów cyberataków na Polskę w ciągu roku

W ciągu ostatniego roku podjęto ponad 6 milionów prób cyberataków na Polskę[1]. Najczęściej ich źródłem były Stany Zjednoczone, a na kolejnych miejscach znalazły się Francja, Rosja oraz Chiny. Informacje zostały uzyskane dzięki autorskiej sieci serwerów[2] należących do firmy F-Secure, które stanowią przynętę dla cyberprzestępców i udają łatwy cel.  Zaatakowane przez hakerów, umożliwiają pozyskanie cennych danych oraz opracowywanie kolejnych metod walki z cyberzagrożeniami.Zrodla_cyberatakow_na_Polske

Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu
Leszek Tasiemski – lider centrum cyberbezpieczeństwa F-Secure w Poznaniu

– Nasze systemy wykryły niemal 1,5 miliona prób cyberataków z USA w ciągu ostatniego roku. Co ciekawe, aż jedną trzecią z nich przeprowadzono w Boże Narodzenie. 60% incydentów stanowił ruch HTTPS oraz HTTP – oznacza to, że skanowano serwery w poszukiwaniu aplikacji internetowych, których luki można wykorzystać do wykradania danych lub przejęcia kontroli nad konkretnym urządzeniem – mówi Leszek Tasiemski, wiceprezes działu badań i rozwoju w firmie F-Secure.

Drugie miejsce, jeśli chodzi o podejrzany ruch sieciowy skierowany w stronę Polski, stanowią adresy IP przynależne do Francji z liczbą ponad 900 tys. prób ataków przeprowadzonych w ciągu ostatnich 12 miesięcy.

Większość wykrytych incydentów, które pochodziły z Francji, stanowiły ataki na port SMTP, co wskazuje na aktywność związaną z phishingiem[3]. Ponad 90% cyberataków miało miejsce w drugiej połowie sierpnia, a 12% z nich pochodziło tylko z trzech adresów IP – mogły one należeć do większych organizacji, wykorzystujących wiele tysięcy komputerów. Wskazuje to na masową infekcję, która w tym okresie dotknęła Francję. Należy pamiętać, że geografia w internecie jest kwestią ulotną, a cyberprzestępcy często działają ponad granicami państw. Źródło to ostatni „przystanek”, którego użył atakujący i nie zawsze jest ono jednoznaczne z jego fizycznym położeniem. Urządzenia z Francji mogły zostać wykorzystane przez hakerów z innego kraju do przeprowadzania dalszych ataków wyjaśnia Tasiemski.


Rosja jest trzecim największym źródłem ataków na Polskę – od czerwca poprzedniego roku podjęto ponad 800 tys. prób cyberataków z adresów IP należących do tego kraju. Prawie 85% detekcji dotyczyło protokołu SMB – hakerzy najprawdopodobniej rozprzestrzeniali wtedy oprogramowanie do wyłudzania okupów, czyli ransomware. Był to równomierny ruch rozłożony w ciągu roku z wyraźnym natężeniem w sierpniu.

Na czwartej pozycji znalazły się Chiny z liczbą niemal 600 tys. prób ataków.

Najczesciej_atakowane_miejsca_w_Polsce Cyberprzestępcy z Chin wyspecjalizowali się w poszukiwaniu i wykorzystywaniu niezabezpieczonych serwerów baz danych (MySQL). Najczęściej używają ich do wykradania cennych informacji, dokonywania wyłudzeń z użyciem systemów transakcyjnych (np. podszywając się pod sklepy internetowe) lub przejmowania kontroli nad urządzeniami – mówi Tasiemski. – Wystawienie jakiejkolwiek bazy danych bezpośrednio do publicznej sieci jest kardynalnym błędem administratora. Hakerzy mogą się zatem spodziewać, że jeżeli tylko uda im się na nie natknąć, to najprawdopodobniej będą kiepsko zabezpieczone i źle skonfigurowane. Z pewnością ten problem nie dotyczy banków i innych dużych instytucji finansowych, więc pod tym kątem nasze pieniądze są bezpieczne – dodaje Tasiemski.

Kolejne kraje, które znalazły się na liście głównych źródeł ataków na Polskę, to kolejno: Finlandia (~470 tys. prób), Singapur (~410 tys.), Ukraina (~ 230 tys.), Argentyna (~150 tys.), Niemcy (~130 tys.) oraz Wielka Brytania (~125 tys.). Zdecydowana większość wykrytych cyberzagrożeń w przypadku tych państw dotyczyła rozsyłania spamu i w efekcie mogła prowadzić do ataków ransomware lub wykorzystujących phishing.

Duże miasta najczęstszym celem ataków

Dzięki sieci Honeypot możliwe było stworzenie mapy pokazującej najczęściej atakowane ośrodki w Polsce – według danych są to kolejno Warszawa, Poznań, Kraków, Gdańsk oraz Wrocław. Największe zagęszczenie cyberataków wynika z dużej liczby użytkowników aglomeracji, a co za tym idzie – również urządzeń. W dużych miastach znajdują się też węzły komunikacyjne dostawców usług internetowych, w związku z czym ruch sieciowy w tych miejscach jest zintensyfikowany.

Liczba cyberataków skierowanych w stronę Polski w pierwszej połowie 2018 roku była dwukrotnie wyższa niż w tym samym okresie poprzedniego roku. Dla nas największą niespodzianką jest spadek aktywności Rosji. Dotychczas ten kraj absolutnie dominował na światowej mapie cyberzagrożeń. Obecnie zauważamy, że liczba przeprowadzanych cyberataków jest częściej powiązana z wielkością danego kraju, co tłumaczy bardziej aktywny udział Chin i USA – podsumowuje Leszek Tasiemski.

Wyraźnie dominujące globalne trendy dotyczące cyberzagrożeń to: phishing, ataki z użyciem ransomware czy próby wykorzystania luk w zabezpieczeniach aplikacji – najczęściej w celu przejęcia kontroli nad urządzeniami, w szczególności coraz bardziej powszechnymi inteligentnymi rozwiązaniami z zakresu Internetu rzeczy (IoT).

Infografiki przedstawiają tzw. ataki nietargetowane – aby zdobyć informacje na temat tego, jakie konkretnie instytucje są atakowane, konieczna byłaby bezpośrednia współpraca w celu zainstalowania Honeypotów w ich sieciach.

[1] Dane z sieci Honeypot należącej do F-Secure za 12 miesięcy (okres od 1 czerwca 2017 r. do 1 czerwca 2018 r.).

[2] tzw. Honeypotów

[3] Podszywanie się pod osobę lub instytucję m.in. w celu wyłudzenia danych logowania

Jak egzekwować należności od zagranicznych kontrahentów

Przedsiębiorcy zwykle muszą odzyskiwać należności od kontrahentów przed sądem. Sytuacja jeszcze bardziej komplikuje się, gdy zamierzają wyegzekwować wierzytelności od podmiotu zagranicznego. Procedura dochodzenia należności różni się bowiem w zależności od tego, czy dłużnik jest podmiotem mającym siedzibę na terenie Unii Europejskiej czy poza nią.

Do sporów dotyczących niewypełniania zobowiązań umownych, w tym niepłacenia faktur, zastosowanie znajdą przepisy Rozporządzenia (WE) nr 1896/2006 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 12 grudnia 2006 r. ustanawiającego postępowanie w sprawie europejskiego nakazu zapłaty lub Rozporządzenia (WE) nr 861/2007 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 11 lipca 2007 r. ustanawiającego europejskie postępowanie w sprawie drobnych roszczeń. Obydwa rozporządzenia mają zastosowanie zarówno do transgranicznych spraw cywilnych, jak i takich, w których co najmniej jedna strona ma miejsce zamieszkania na terenie Unii Europejskiej. Drugie w kolejności rozporządzenie dotyczy tylko tych sporów, których wartość nie przekracza 2 tys. euro.

Brak płatności od zagranicznego podmiotu – co dalej?

W pierwszej kolejności powinno się zajrzeć do umowy i zweryfikować postanowienia dotyczące wyboru jurysdykcji oraz właściwego sądu. Na tym etapie sprawdza się, czy strony wybrały sąd mający siedzibę w konkretnym państwie – np. właściwy dla któregoś z kontrahentów bądź państwa trzeciego.

W przypadku braku takich postanowień należy zajrzeć do przepisów. Jako państwo członkowskie Unii Europejskiej, Polska związana jest normami Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) nr 1215/2012 z dnia 12 grudnia 2012 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych. Zgodnie z art. 4 tego rozporządzenia osoby mające miejsce zamieszkania na terytorium państwa członkowskiego mogą być pozywane, niezależnie od ich obywatelstwa, przed sądy tego państwa członkowskiego. Ta zasada znalazła odzwierciedlenie w polskim kodeksie postępowania cywilnego.

Przy pewnych kategoriach spraw powyższa zasada doznaje wyjątków. Przykładowo – w sprawach, których przedmiotem są prawa rzeczowe na nieruchomościach oraz najem lub dzierżawa nieruchomości, właściwy jest sąd państwa członkowskiego, w którym nieruchomość jest położona (art. 24 pkt 1 rozporządzenia z dnia 12 grudnia 2012 r.).

Zgodnie z aktualnymi przepisami kodeksu postępowania cywilnego, gdy kontrahent pozywany jest na terenie RP, do pozwu powinna być dołączona adnotacja, czy strony podjęły próbę polubownego rozwiązania sporu, a w przypadku braku takiej próby – wyjaśnienie przyczyn (art. 187 § 1 pkt 3 kodeksu postępowania cywilnego).

W przypadku gdy strona pozwana nie ma miejsca zamieszkania na terenie państwa członkowskiego, przepisy rozporządzenia w zakresie określenia jurysdykcji odsyłają do norm prawa członkowskiego, za wyjątkiem spraw określonych ściśle przepisami rozporządzenia, np. dotyczących nieruchomości, sporów pracowniczych lub konsumenckich.

Europejski nakaz zapłaty – co do zasady szybciej

Ustawodawca europejski celem uproszczenia, przyspieszenia i ograniczenia kosztów postępowania sądowego w sprawach transgranicznych dotyczących bezspornych roszczeń pieniężnych ustanowił instytucję europejskiego nakazu zapłaty (art. 1 rozporządzenia (WE) nr 1896/2006). Ma ona odformalizować postępowanie zmierzające do uzyskania nakazu zapłaty.

Pozew o wydanie europejskiego nakazu zapłaty składany jest na urzędowym formularzu, którego wzór jest załączony do rozporządzenia unijnego. W przypadku pozywania zagranicznego kontrahenta pozew wnoszony jest do sądu polskiego i ma być sporządzony w języku polskim. W toku badania pozwu sąd weryfikuje spełnienie kryteriów formalnych oraz to, czy pozew wydaje się uzasadniony (art. 8 rozporządzenia (WE) nr 1896/2006). W razie potwierdzenia spełnienia warunków z art. 8 rozporządzenia sąd tak szybko, jak to możliwe, zwykle w terminie 30 dni od wniesienia pozwu, wydaje europejski nakaz zapłaty przy użyciu urzędowego formularza (art. 12 ust. 1 ww. rozporządzenia).

Następnie europejski nakaz zapłaty powinien zostać doręczony w sposób określony normami prawa krajowego. Od chwili otrzymania europejskiego nakazu zapłaty rozpoczyna bieg 30-dniowy termin na wniesienie sprzeciwu. Wniesienie sprzeciwu jest również odformalizowane – wystarczy oświadczenie o zakwestionowaniu roszczenia, bez przywoływania dowodów. Zgodnie z art. 17 ww. rozporządzenia po wniesieniu sprzeciwu dalsze rozpoznanie sprawy odbywa się przed właściwym sądem w państwie członkowskim wydania nakazu, na zasadach ogólnych wynikających ze zwykłego postępowania cywilnego. Jeżeli wcześniej przy wypełnianiu pozwu o wydanie europejskiego nakazu zapłaty powód zadeklarował, iż z chwilą wniesienia sprzeciwu żąda zakończenia postępowania, sprawa nie jest rozpoznawana w ogólnym trybie.

Zwykle jednak po wniesieniu sprzeciwu sprawa jest przekazywana do zwykłego postępowania w oparciu o przepisy państwa członkowskiego. W takim wypadku zastosowanie europejskiego nakazu zapłaty może paradoksalnie wydłużyć drogę uzyskania prawomocnego orzeczenia sądowego. Z jednej strony jest to więc sposób na szybkie i odformalizowane uzyskanie nakazu zapłaty, z drugiej – wystarczy, że druga strona napisze, iż kwestionuje roszczenie, a nakaz zapłaty upadnie. Wtedy polski sąd w ramach zwykłego postępowania cywilnego (o ile będzie posiadać jurysdykcję do rozstrzygania sprawy) wezwie pozwanego do wskazania wszystkich twierdzeń i dowodów.

W przypadku uprawomocnienia się europejskiego nakazu zapłaty powód występuje w odrębnym postępowaniu o stwierdzenie wykonalności europejskiego nakazu zapłaty (art. 7956 § 1 kodeksu postępowania cywilnego).

Stwierdzenie wykonalności ma to znaczenie, iż nakaz jest uznawany i wykonywany w innych państwach członkowskich bez możliwości sprzeciwienia się jego uznaniu, co wynika z art. 19 rozporządzenia (WE) nr 1896/2006.

Z punktu widzenia polskiego dłużnika oznacza to, że komornik może prowadzić egzekucję na podstawie wydanego w innym państwie europejskiego nakazu zapłaty wraz ze stwierdzeniem jego wykonalności. Przepisy kodeksu postępowania cywilnego traktują takie orzeczenie jako tytuł wykonawczy (art. 115314 pkt 3 KPC).

Egzekwowanie w Unii Europejskiej zasądzonych należności

Odrębnym zagadnieniem pozostaje to, czy jest możliwe wykonanie wyroku zasądzającego. Aby wyegzekwować orzeczenie sądu na terenie Unii Europejskiej, zostały przewidziane dla polskiego wierzyciela dwie możliwe do zastosowania drogi. Z jednej strony może on w oparciu o art. 7951 kodeksu postępowania cywilnego wystąpić do sądu, który wydał orzeczenie, o wydanie zaświadczenia, że stanowi europejski tytuł egzekucyjny. Zaświadczenie wydawane jest w trybie przepisów rozporządzenia (WE) nr 805/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 21 kwietnia 2004 r. w sprawie utworzenia Europejskiego Tytułu Egzekucyjnego dla roszczeń bezspornych.

Cel: skuteczna egzekucja wyroku zasądzającego

Istnieją skuteczne mechanizmy do wyegzekwowania należności od podmiotu zagranicznego. Jeśli chodzi o podmioty z UE, to ustawodawca europejski usystematyzował sposób egzekwowania należności na terenie całej Wspólnoty. Natomiast w przypadku egzekwowania należności od dłużników z państw trzecich w każdym przypadku konieczna jest weryfikacja, jakiego rodzaju postępowanie powinno być przeprowadzone w celu doprowadzenia, po pierwsze, do uznania orzeczenia przez jurysdykcję państwa trzeciego, a po drugie – do jego wykonania.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Wypalenie zawodowe – kiedy się pojawia i jak sobie z nim radzić?

Wypalenie zawodowe może dotknąć prawie każdego, jednak najczęściej jego negatywne skutki odczuwają pracownicy najbardziej zaangażowani. Z jednej strony wysoka motywacja jest zjawiskiem bardzo pożądanym, z drugiej – źle, jeśli praca staje się jedynym wyznacznikiem zadowolenia z życia. 

Na wypalenie zawodowe wpływ ma wiele czynników, ale najbardziej zagrożone są nim osoby, które mają ku temu pewne predyspozycje, a jednocześnie znalazły się w takim środowisku pracy, gdzie występuje silna presja i rywalizacja przy niskim docenianiu i słabym rozwijaniu kompetencji społecznych.

– Do cech osobistych, predysponujących do efektu wypalenia należą duże zaangażowanie, wysokie chęci, aktywność. Problem może pojawić się wtedy, gdy tego typu tendencje idą w parze ze słabo sprecyzowanymi celami i wartościami osobistymi, życiowym chaosem, słabym balansem między życiem zawodowym a pracą, perfekcjonizmem, stawianiem pracy na pierwszym miejscu – mówi Ilona Rajchel, trener w firmie szkoleniowej Effect Group.

Zaangażowanie wysokiego ryzyka

Wypaleniu zawodowemu służą także czynniki zewnętrzne. Trudności mogą pojawić się chociażby wtedy, gdy pracownik zderza się ze „szklanym sufitem”, tzn. czuje w sobie potencjał, jest dobrze zmotywowany, ale firma nie umożliwia mu ani rozwoju, ani awansu. Do tego dochodzi przedmiotowe traktowanie, nieakceptowanie przedstawianych pomysłów, brak tolerancji dla jakichkolwiek błędów, przesadna biurokracja. Jeśli organizacja stawia przed pracownikiem wyśrubowane cele, a jednocześnie nie pomaga mu w rozwijaniu kompetencji i lekceważy temat budowania dobrych relacji, takie okoliczności również będą sprzyjały wypaleniu zawodowemu.

– Najbardziej narażeni na wypalenie są pracownicy, którzy ,,płoną”. To osoby, które wykazują inicjatywę, dużo pracują, nie zgadzają ze skostniałymi standardami, proponują coś od siebie. To nie znaczy, że wszystko robią najlepiej, ale zależy im, aby działać szybciej, lepiej, sprawniej – zauważa Ilona Rajchel. – Jednocześnie takie osoby często przenoszą swój autorytet na zewnątrz, tzn. szukają potwierdzenia swojej wartości u innych ludzi, nie dając wsparcia samym sobie – dodaje.

Bywa, że są to osoby, których życie osobiste nie jest satysfakcjonujące. Są pracoholikami, nie ,,odreagowują” po pracy, nie mają z kim porozmawiać, a równowaga pomiędzy ich życiem osobistym a zawodowym jest wyraźnie zaburzona. Wypalenie zawodowe nie grozi więc osobom biernym, czy pracującym odtwórczo. Ale niewielkie jest też ryzyko, że problem taki dotknie osoby aktywne, o ile z równym zaangażowaniem spełniają się one w pracy i w sferze osobistej.

Jak rozpoznać wypalenie zawodowe?

Wypalenie zawodowe nigdy nie pojawia się nagle. Jeśli dość szybko, z dnia na dzień zauważamy niepokojące objawy, najprawdopodobniej wynikają one z innych powodów (zazwyczaj trudności w życiu osobistym).

– Wypalenie to długotrwały proces. Wielki stos zaangażowania, chęci, perfekcjonizmu płonie długo, natomiast nie podsycany, nie wspierany przez firmę, szefa i samego pracownika, zaczyna wygasać. Proces ten trwa zazwyczaj wiele miesięcy a czasem nawet lat. Narasta powoli, co jest o tyle korzystne, że mamy dużo czasu na zauważenie i stosowną reakcję. Ale co za tym idzie, odpowiedzialny szef nigdy nie powie, że wypalenie zawodowe pracownika było dla niego zaskoczeniem – podkreśla trenerka Effect Group.

Do objawów wypalenia zawodowego zaliczyć możemy zmęczenie i wyczerpanie, poczucie bezsilności, niemocy a jednocześnie irytację, stałe napięcie, gniew, frustrację. Na to nakłada się jeszcze poczucie pędu, nadmiaru obowiązków, braku czasu. W efekcie osoba dotknięta syndromem wypalenia ma problemy ze snem, nie potrafi się zrelaksować po pracy ani wypocząć (nawet w czasie urlopu). A ponieważ w życiu osobistym brakuje jej celów i priorytetów, wraca myślami do pracy – tak koło się zamyka i zarazem napędza. Narasta wyczerpanie fizyczne, emocjonalne i duchowe.

Według Ilony Rajchel, zmiany można zauważyć w trzech wymiarach:

  1. Wyczerpanie – poczucie nadmiernego obciążenia pracą (emocjonalne i fizyczne).
  2. Cynizm, depersonalizacja i trudności w utrzymaniu więzi międzyludzkich. Człowiek, który nie czuje się doceniany, staje się agresywny, cyniczny, krytyczny. To, co robił do tej pory z wielkim zaangażowaniem, zaczyna wykonywać pobieżnie, mechanicznie i z dystansem.
  3. Obniżona ocena własnych dokonań i brak skuteczności. Kiedy pracownik zaczyna tracić wiarę w siebie, czuje się nieskuteczny, rośnie jego poczucie niedopasowania. Każde nowe zadanie zdaje się go przerastać, czuje się osamotniony i niezrozumiany.

Jak radzić sobie z wypaleniem?

Osoba, która zauważy u siebie powyższe objawy, powinna uznać je za ważny sygnał. Właściwie jest to podpowiedź ze strony buntującego się organizmu, wezwanie do tego, aby zwolnić tempo.

Jeśli możliwy jest dłuższy urlop, warto sobie na niego pozwolić. Najlepiej, jeśli będzie to nie tylko odpoczynek od pracy, ale fizyczna zmiana miejsca. Oczywiście, pracownik będący na takim urlopie nie powinien w czasie jego trwania prowadzić rozmów telefonicznych na temat pracy ani zajmować się firmowymi mailami (dotyczy to nie tylko odpowiadania na nie, ale także samego ich czytania). Chodzi o to, aby wypoczynek był przede wszystkim urlopem dla umysłu, który w ten sposób uwolni się od codziennej presji i nabierze zdrowego dystansu – tak wobec spraw zawodowych, jak i osobistych.

– Powinien być to czas na wyspanie się, wyciszenie, zadbanie o ciało, ale też o umysł i duszę.  Dobrym wykorzystaniem tego czasu będzie zadanie sobie ważnych pytań o istotne w życiu wartości, własne potrzeby, priorytety. Warto pomyśleć także o relacjach z innymi, rodzinie, związku oraz zainteresowaniach i pomysłach na ciekawe spędzanie czasu poza pracą. W takim momencie można w końcu na spokojnie przewartościować sprawy zawodowe i zastanowić się, czy nie nadszedł czas na zmiany również w tej sferze – podpowiada trenerka.

Bardzo istotne w procesie ,,zdrowienia” jest także to, aby zadbać o pozytywne i głębokie relacje z innymi ludźmi. Znaczące, że nie wypalają się zawodowo osoby, które balans praca-życie osobiste traktują serio.

Jeśli jednak nasze wypalenie zawodowe doszło bardzo daleko lub nie czujemy się na tyle silni, by samodzielnie rozpocząć proces zmian, warto poszukać pomocy u specjalisty – coacha, psychologa lub terapeuty.

Pomóc mogą też odpowiednie szkolenia. Przede wszystkim dają one fachową wiedzę o tym, co jest a co nie jest wypaleniem, co na nie wpływa, jak można mu zapobiegać, jak wychwycić pierwsze objawy, aby wpływać skutecznie na przyczyny. Poza tym, szkolenie może dać pracownikowi dużą dawkę pozytywnej energii do działania. Bardzo często okazuje się, że staje się ono pierwszym krokiem na drodze do poważnych zmian

–  Na moich szkoleniach uczestnicy mają szansę poczuć własną siłę wewnętrzną. Dowiadują się, że nie ma ,,cudownej tabletki” na wypalenie, ale istnieje za to coś jeszcze cenniejszego – ich wewnętrzna moc, przekonania, wartości, talenty, uświadomione cele życiowe, rodzina i przyjaciele. Gdy czuje się tę moc i ma się świadomość możliwości, jakie ona daje, odpowiedzialność za własne szczęście, zdrowie czy sukces staje się wyzwaniem realnym i motywującym – mówi Ilona Rajchel.

Spotkanie liderów mocarstw. Zarobki Polaków rosną

Długo zapowiadane spotkanie prezydentów Rosji i USA bez fajerwerków. Polacy zarabiają coraz więcej. Deutsche Bank pokazał wyjątkowo dobre wyniki.

Nuda na spotkaniu Trumpa z Putinem

Spotkanie prezydentów USA i Rosji zawsze budzi wiele emocji. Teraz też wielu analityków emocjonowało się tym co kto powiedział. Zabrakło jednak faktycznych różnic zdań, gdyż prezydenci mówili niemal jednym głosem. Komentowane były kwestie różnic w sprawie rosyjskiej aneksji Krymu. Nie zabrakło pytań o udział Rosji w ostatnich wyborach w USA określany czasem jako Russian gate. Pomimo poruszenia wielu ważnych kwestii de facto nic się nie wydarzyło. Spotkanie miało być może duży wymiar symboliczny. Wygląda jednak na to, że jeżeli chodzi o realne zmiany to spotkania równie dobrze mogło nie być. PR-owe wzmocnienie liderów dwóch mocarstw zostało bowiem niemal zignorowane przez rynki.

Polacy zarabiają coraz więcej

Średnie wynagrodzenie brutto osiągnęło 4848,16 zł i jest o 7,5% wyższe niż rok temu. To prawie 350 zł wzrostu! Dane te dotyczą jednak tylko przedsiębiorstw zatrudniających powyżej 9 osób, czyli mniej niż 40% gospodarki. Nie uwzględniają bowiem mniejszych firm oraz sektora publicznego. Dane dla całej populacji publikuje GUS, ale zaledwie co dwa lata. Poznamy je najprawdopodobniej pod koniec listopada tego roku. Jaki wpływ mają zarobki i zatrudnienie na waluty? Im silniejsza gospodarka tym mocniejsza waluta. Inwestorzy boją się państw z problemami.

Dobre wyniki Deutsche Bank

Wyniki największego niemieckiego Banku okazały się znacznie przekraczać oczekiwania analityków. Jaki ma to wpływ na rynki? Po pierwsze wielu obserwatorów bało się, że jeżeli bank będzie dalej tracił Niemcy będą musieli zareagować. To koszty tej interwencji mogą zatrząść już teraz niestabilną koalicją. Po drugie dofinansowanie byłoby jasnym sygnałem, że w Unii są równi i równiejsi. Szybko mogłoby się okazać, że skoro można wydawać swoje lub cudze pieniądze ktoś znowu podejmie decyzje, że spróbuje zbankrutować na cudzy rachunek. Czy dobre wyniki miały wpływ na waluty? Nie da się jednoznacznie te wskazać. Widać jednak umocnienie się euro względem dolara. Prawdopodobnie inwestorzy tracąc jeden powód do obaw przychylniej spojrzeli na Europę. To dlatego pomimo tego, że euro jest na podobnych poziomach do złotego co wczoraj dolar potaniał.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Sprawdź co się stanie z USDPLN

Rok 2018 nie jest zbyt łaskawy dla polskiej waluty, ale nie możemy powiedzieć, że wyprzedaż została spowodowana przez czynniki wewnętrzne. Bowiem wszystkie waluty państw EM zostały wyprzedane, a sam indeks MSCI EM Currency przez ostatnie trzy miesiące stracił na wartości 6 procent. Czy obecny trend w lipcu będzie kontynuowany?

Nie według sezonowości, która sprzyja polskiej walucie. Od 2000 roku w miesiącu lipiec przeważnie dochodziło do aprecjacji polskiego złotego. Z kolei od sierpnia do października PLN tracił na rzecz USD, natomiast ostatni miesiąc roku średnio skończył się na aprecjacji polskiej waluty.

sezonowosc usdpln

Źródło: Bloomberg

Przez 17 ostatnich lat w miesiącu lipiec doszło do deprecjacji USDPLN w 12 przypadkach na 18, co daje dosyć wysokie prawdopodobieństwo kontynuacji spadku USDPLN w bieżącym miesiącu rzędu 66 procent. Średnia dla USDPLN dla badanego okresu wyniosła -1.13 procenta. Natomiast kolejne miesiące nie były już tak łaskawe. Polski złoty tracił na wartości względem USD, jednakże średnia aprecjacja USDPLN w każdym miesiącu wyniosła poniżej 1 procenta.

Jak możemy wytłumaczyć zjawisko sezonowości umocnienia PLN-a w trakcie wakacji? Dosyć prosto. Po pierwsze jest to okres turystyczny, ale nie możemy zapominać, że spora część Polaków pracuje za granicą. Natomiast czas wakacji oznacza czas odwiedzin i wymiany sporej ilości waluty zagranicznej na PLN-a. Oczywiście w tym samym momencie na rodzimą walutę wpływały pozostałe czynniki wewnętrzne oraz zewnętrzne.

Spoglądając na interwał dzienny zjawisko sezonowości jest potwierdzone przez analizę techniczną. Po przebiciu krótkoterminowego wsparcia w okolicy 3.68 strona podażowa otworzyła sobie drogę do mocniejszej strefy popytu 3.62.

Notowania USDPLN, interwał dzienny

Notowania USDPLN, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Scenariusz ten wspierany jest również przez trzy z pięciu wskaźników podążających za trendem. Należą do nich EMA 14, Aligator oraz PSAR. Należy jednak podkreślić, że są to najszybsze wskaźniki. Natomiast MACD12 oraz SMA55 w dalszym ciągu wskazują na trend wzrostowy. Na interwale tygodniowym sytuacja nie wygląda już tak doskonale, ponieważ tylko PSAR wskazuje na trend spadkowy. Reszta wskaźników pokazuje trend wzrostowy.

Pomimo tego sezonowość sprzyja dalszej, krótkoterminowej aprecjacji PLNa względem USD. Natomiast w długim terminie dopiero przebicie strefy popytu w okolicy 3.62 da zielone światło do dalszej wyprzedaży USDPLN w okolicę poziomu 3.50.

Dalsze losy naszej waluty mogą zostać rozstrzygnięte przez kierunek WIG 20. Jeżeli do polskiej gospodarki zacznie powracać kapitał zagraniczny, to możemy spodziewać się dalszej aprecjacji PLN. Jeżeli jednak WIG 20 pokona ostatnie minimum w okolicy 2080 punktów, to dalsza wyprzedaż nawet w okolicę poziomu 3.80 jest bardzo prawdopodobna.

Dział Analiz Admiral Markets

Jakub Modrzejewski nowym Prezesem Rady Giełdy

  • Rada Giełdy 16 lipca br. wybrała na Prezesa Rady Giełdy Jakuba Modrzejewskiego, który do tej pory pełnił funkcję Wiceprezesa Rady
  • Wiceprezesem Rady Giełdy został Janusz Krawczyk

16 lipca 2018 r. Rada Giełdy dokonała spośród swoich członków wyboru nowego Prezesa Rady Giełdy, którym został dotychczasowy Wiceprezes – Jakub Modrzejewski, oraz powołała Janusza Krawczyka na Wiceprezesa Rady Giełdy.

Jakub Modrzejewski

Absolwent Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Radca prawny wpisany na listę radców prawnych prowadzoną przez Radę Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie. Doświadczenie zawodowe zdobywał w instytucjach finansowych, w tym w PKO Banku Polskim S.A. oraz Pioneer Pekao TFI S.A., a także w polskich i międzynarodowych kancelariach prawnych. Specjalizuje się w dziedzinie prawa gospodarczego, prawa spółek handlowych oraz prawa rynku kapitałowego.

Od lipca 2017 r. członek Rady Nadzorczej Banku Gospodarstwa Krajowego. W latach 2017-2018 zastępca, a następnie Dyrektor Departamentu Jednostek Nadzorowanych i Podległych w Ministerstwie Rozwoju, zastępca Dyrektora Departamentu Skarbu Państwa w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Obecnie Dyrektor Biura Grupy Kapitałowej w PKN ORLEN.

Janusz Krawczyk

Absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Krakowskiej, gdzie po studiach był pracownikiem naukowo-dydaktycznym. Radny Rady Miasta Krakowa pierwszej kadencji (1990-1994), w latach 1990-1992 członek Zarządu Miasta Krakowa odpowiedzialny za przedsiębiorstwa komunalne. Karierę menedżerską w dziedzinie zarządzania zasobami ludzkimi w międzynarodowych korporacjach rozpoczął w 1992 roku w Coca Cola Poland; kontynuował w Pepsi Co. w Polsce, a następnie w europejskiej centrali tego koncernu w Wiedniu, gdzie był dyrektorem regionalnym. Potem był dyrektorem ds. zasobów ludzkich w AHOLD Polska.

Odbył liczne szkolenia i staże specjalistyczne w zakresie zarządzania zasobami ludzkimi i organizacji pracy zespołów pracowniczych w Polsce i zagranicą (w tym w Wielkiej Brytanii, Japonii, Francji, Szwecji, Austrii, Belgii). Od czerwca 2000 roku był dyrektorem banku w Banku Zachodnim, we wrześniu 2000 roku został członkiem Zarządu Banku Zachodniego, a następnie Banku Zachodniego WBK. Kierował Pionem Strategicznego Zarządzania Zasobami Ludzkimi. W latach 2012-2013 pełnił funkcję doradcy Prezesa Zarządu ds. połączenia Banku Zachodniego WBK z Kredyt Bankiem. Posiada wieloletnie doświadczenie w sprawowaniu funkcji członka rady nadzorczej.

Czy split payment zagrozi płynności finansowej małych przedsiębiorstw?

Podzielona płatność wywołała duży niepokój wśród przedsiębiorców. Im mniejsze firmy, tym więcej obaw. Co jest tego przyczyną? Przy płatnościach wykonywanych masowo między przedsiębiorcami można w tym przypadku łatwiej, bardziej statystycznie zarządzać. W przypadku małej działalności to, na co zdecyduje się ich odbiorca i w jaki sposób tę płatność podzieli bądź nie, to duża różnica. Przekazanie części środków na wydzielony rachunek może być przyczyną kłopotów płatnościowych.Dotychczas środki te można było przynajmniej przez jakiś czas wykorzystywać w działalności firmy obracając nimi. W tej chwili nie będą one dostępne dla przedsiębiorcy.

– Oczywiście budzi to wiele obaw, czy uda się zachować odpowiedni poziom płynności. Należy pamiętać, że prowadzący działalność w nie za dużej skali mają trochę słabszą pozycję negocjacyjną – choćby z sektorem bankowym w uzyskiwaniu dodatkowych funduszy. Stąd wątpliwości, czy podołają nowemu systemowi – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Soroczyński, główny ekonomista KIG – Z punktu widzenia pojedynczego przedsiębiorcy nie do końca wiadomo, czy odbiorca podzieli płatność, którą do nas kieruje. W przypadku części firm, dla których problemy z płynnością finansową okażą się dosyć duże, a z drugiej strony nie będą miały zdolności pozyskania środków zewnętrznych – może to nawet skończyć się upadłością. Trzeba mieć nadzieje, że przedsiębiorstwa będą w stanie dostosować się do nowego systemu, a zjawisko to będzie jedynie marginalne. Nie można jednak wykluczyć, że takie przypadki się pojawią – wskazał Soroczyński.

Kurs dolara traci 4 sesję z rzędu. Ważny tydzień dla funta

USD traci (w ślimaczym tempie) czwartą sesję z rzędu, gdyż kolejny dzień bez wspominania o konfliktach handlowych zabrały z rynków poczucie kierunku. Być może klimat ulegnie zmianie po wystąpieniu prezesa Fed w Kongresie USA, choć oczekiwania nie są za wysokie; dostaniemy też czerwcowy odczyt produkcji przemysłowej. Funt obserwuje raport z rynku pracy, gdzie dynamika płac będzie wskazówką dla Banku Anglii.

Na poważnie wkraczamy w wakacyjny handel, co w pierwszej kolejności przynosi redukcję pozycji tam, gdzie przestały one pracować. W brutalny sposób odbyła się wczoraj kapitulacja posiadaczy długich pozycji na ropie naftowej (z małą pomocą informacji o perspektywach wzrostu podaży). Podobne trudności przezywa USD, powoli osuwając się czwarty dzień z rzędu. Motorem siły dolara były obawy o wojny handlowe, ale temat ten przycichł na dobre kilka dni temu i nie wraca. W trakcie chińskiej sesji bez wyraźnych powodów zyskiwał juan, co tradycyjnie ciąży na dolarze. Spotkanie Trump-Putin odbyło się bez fajerwerków i postępów w kluczowych kwestiach. Prezydenci byli zgodni, że mają różne zdanie w temacie Syrii, Iranu, ingerencji w wybory itd. Sentyment rynkowy pozostał niewzruszony, więc nie było powodu „uciekać” w USD. Mało pomocny był wzrost rentowności obligacji skarbowych USA do 2,87 proc. po danych o sprzedaży detalicznej. Dziś kolejną próbą może być raport z przemysłu, choć na pierwszym planie jest wystąpienie prezesa Fed Powella przed senacką Komisją Bankową. Ryzyka dominują po gołębiej stronie, wszak trudno oczekiwać, że Powell zasugeruje np. piątą podwyżkę w całym 2018 r. Ale już nakreślenie ryzyk dla wzrostu (np. z tytułu konfliktów handlowych), mogą zakręcić rynkiem w negatywną dla dolara stronę.

Dziś w kalendarzu mamy też raport z rynku pracy Wielkiej Brytanii z największą uwagą na dynamikę płac, gdyż silny odczyt ugruntuje przekonanie Banku Anglii do sierpniowej podwyżki stopy procentowej. Rynkowa wycena sięga już prawie 90 proc., więc jest mało miejsca, by wycisnąć coś więcej dla funta, ale dzisiejsze dane nadal mogą być dobrym impulsem, by zainicjować popyt, szczególnie kiedy jest o to łatwiej w obliczu niemocy USD.

Na scenie politycznej sprawy zaczynają się mieć coraz lepiej po zeszłotygodniowych zawirowaniach. Wczoraj premier May przetrwała głosowania w parlamencie nad poprawkami do ustawy ws. Brexitu. Nie obyło się bez pójścia na ustępstwa na rzecz zwolenników twardego Brexitu, ale lawirowanie May między frakcjami z pewnością ratuje ją przed próbami rebelii we własnej partii. To ważny tydzień dla GBP, gdyż jutro mamy jeszcze dane o CPI, a cały tydzień trwa kolejna runda negocjacji z UE. GBP musi przetrwać najbliższe dni bez większych strat, aby doczekać przerwy wakacyjnej w pracach parlamentu i korzystać z siły fundamentów i rosnących nadziei na miękki Brexit.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kolejne regulacje zmieniają rynek nieruchomości

Prezes PVI Jakub Nieckarz
Jakub Nieckarz, Prezes PVI – Property Value Investments Sp. z o.o. Sp. k.

Polski rynek nieruchomości od kilku lat świetnie się rozwija z niewielkim tylko wsparciem ze strony państwa. Nie oznacza to, że wszystko działa idealnie, ale nasilająca się rządowa ingerencja powinna być dobrze przemyślana, by usunąć istniejące bariery, nie tworząc jednocześnie nowych i nie zaburzając równowagi.

Polski rynek mieszkaniowy od kilku lat rozwija się bardzo dobrze z reglamentowanym wsparciem rządowych programów takich, jak Rodzina na Swoim i Mieszkanie dla Młodych. Przede wszystkim korzysta jednak z dobrej koniunktury w gospodarce, poprawiającej się sytuacji na rynku pracy oraz rekordowo niskich stóp procentowych.

Podaż mieszkań wyraźnie hamuje

Choć w pierwszej połowie roku aktywność zarówno w budownictwie deweloperskim, jak i indywidualnym utrzymuje się na najwyższym w historii poziomie, wiele wskazuje na to, że szczyt budowlanego cyklu mamy już za sobą. Analitycy dosyć zgodnie oczekują lekkiego spowolnienia, głównie w segmencie nieruchomości przeznaczonych do sprzedaży. Poprawiająca się sytuacja materialna oraz zakupy w celach inwestycyjnych sprawiają, że popyt na mieszkania nie słabnie, ale widoczne zaczynają być ograniczenia leżące po stronie podaży. Powodów tego stanu rzeczy jest kilka, poczynając od bliskich wyczerpania mocy produkcyjnych – głównie po stronie generalnych wykonawców – poprzez topniejące zasoby terenów pod budownictwo i rosnące koszty materiałów oraz robocizny. Na ograniczoną podaż wpływają również kalkulacje deweloperów, starających się utrzymać satysfakcjonujące marże, kosztem nieco niższej lub wolniejszej sprzedaży lokali.

Deficyt małych mieszkań winduje ceny

W ocenie ekspertów Narodowego Banku Polskiego, polski rynek nieruchomości znajduje się w fazie ekspansji, ale jednocześnie nie wykazuje oznak nierównowagi, choć dostrzegalne zaczynają być pewne ograniczenia po stronie podaży. Zwiększa się, co prawda, liczba rozpoczynanych budów i wydawanych pozwoleń na budowę, ale jednocześnie maleje zasób mieszkań gotowych do sprzedaży, a średni czas sprzedaży mieszkań skrócił się do rekordowo niskiego poziomu 2,5 kwartału. To wszystko skutkuje zwiększającą się presją na wzrost cen mieszkań, a największe niedostosowanie podaży do popytu ma miejsce w przypadku lokali o mniejszym metrażu.

Rządowe plany – wielka niewiadoma

Miejsce kończącego się programu Mieszkanie dla Młodych, zajmuje Narodowy Program Mieszkaniowy, a utworzona w tym roku Rada Mieszkalnictwa ma koordynować działania związane z jego realizacją. Program adresowany jest do osób, które ze względu na wysokość dochodów, mają mocno ograniczone możliwości kupna lub wynajmu mieszkań na zasadach w pełni komercyjnych. Niewątpliwie rozwój programu w skali całego kraju będzie miał wpływ na ogólną sytuację na całym rynku nieruchomości, a w przypadku najmu,
przynajmniej lokalnie. Rządowy program ma opierać się zarówno na budowie tanich mieszkań, jak i dopłat do czynszów najmu. O ile system dopłat do najmu dla osób o niższych dochodach nie budzi większych kontrowersji, to założenia mówiące o przygotowaniu w przyszłym roku budowy 100 tys., mieszkań, czy oddawania dodatkowo do użytkowania 30 tys. mieszkań rocznie – poczynając od 2019 r. – robią wrażenie nadmiernie optymistycznych. Biorąc bowiem pod uwagę ograniczenia po stronie mocy produkcyjnych firm budowlanych oraz rosnących kosztów materiałów i robocizny, zapowiedzi te mogą kojarzyć się z dolewaniem oliwy do ognia, a w konsekwencji dalszym narastaniem nierównowagi na rynku i nasileniem negatywnych zjawisk hamujących rozwój rynku.

Kontrowersje wokół tzw. lex deweloper i zamkniętych rachunków powierniczych

Kolejny rządowy projekt tzw. specjalnej ustawy mieszkaniowej zmierza w kierunku ograniczania barier związanych z dostępnością gruntów oraz uproszczenia procedur przygotowania i realizacji inwestycji budowlanych. Jednak ta ustawa, już na etapie konsultacji, wzbudziła wiele kontrowersji, zarówno w kwestiach urbanistycznych i kompetencyjnych, ale najwięcej uwag zgłaszano w związku z nazbyt szerokim polem do interpretacji nowych przepisów. To inicjatywa z pewnością warta kontynuowania, mogąca zlikwidować wiele dotychczasowych ograniczeń, z potencjałem rozruszania rynku – pod warunkiem przyjęcia przemyślanych rozwiązań. Jednocześnie jednak w przeciwnym kierunku zdają się iść prace zmierzające do likwidacji otwartych rachunków powierniczych, z powodzeniem stosowanych obecnie przez deweloperów, na rzecz rachunków zamkniętych. Te ostatnie mają zapewnić większą ochronę środków wpłacanych w trakcie budowy przez kupujących mieszkania. Ale jednocześnie formuła zamkniętych rachunków powierniczych odcina możliwość korzystania z nich przez deweloperów aż do czasu przeniesienia własności nieruchomości na nabywcę. Według zgodnej opinii większości przedstawicieli branży, takie rozwiązanie nie tylko spowoduje znaczący wzrost kosztów po stronie deweloperów, ale ograniczy znacznie ich możliwości inwestycyjne, a w efekcie zahamuje dynamikę rynku mieszkaniowego.

Kolejne regulacje na rynku najmu

Po niedawnych zmianach zasad opodatkowania dochodów z najmu, ograniczających możliwość stosowania preferencyjnej 8,5 proc. stawki do kwoty nie przekraczającej 100 tys. zł rocznie, szykują się też kolejne restrykcje dotyczące najmu krótkoterminowego. Celem zapowiadanych obostrzeń ma być uregulowanie tego typu działalności i nałożenie na nią wielu dodatkowych wymogów, począwszy od obowiązku rejestracji, a nawet licencjonowania, po konieczność uzyskiwania zgód w zakresie warunków przeciwpożarowych i sanitarno-epidemiologicznych.

Jakub Nieckarz, Prezes PVI – Property Value Investments Sp. z o.o. Sp. k.

W 2018 r. sprzedaż nowych samochodów osobowych przekroczy 500 tys. sztuk

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że z polskich salonów w pierwszym półroczu br. wyjechało ponad 273 tys. nowych samochodów osobowych, o 10,5% więcej niż rok temu. Rośniemy już 39. miesiąc z rzędu, a sprzedaż nowych osobówek w czerwcu okazała się najlepszym wynikiem tego miesiąca od lat. Eksperci Exact Systems zwracają jednak uwagę na niski udział klientów indywidualnych w zakupach oraz wysokie wolumeny sprzedaży aut używanych. Na 1 nową osobówkę zarejestrowaną przez konsumenta przypada prawie 6 używanych.[1]

– Kolejny miesiąc i kolejny rekord. W czerwcu odnotowaliśmy najlepszy wynik tego miesiąca w historii. To wskazuje na stabilną sytuację na rynku sprzedaży nowych samochodów osobowych, która w naszej opinii powinna utrzymać się  w drugiej części roku. Jednak warto przyjrzeć się bliżej strukturze nabywców nowych aut, która od wielu lat jest zdominowana przez firmy i niewiele w tym obszarze się zmienia. W pierwszym półroczu tego roku tylko co trzecia nowa osobówka była kupiona przez konsumenta, w czerwcu co czwarta. Większość klientów indywidualnych wciąż wybiera samochody używane. Od stycznia do czerwca indywidualnie kupiliśmy 83,6 tys. nowych i aż 460 tys. używanych samochodów osobowych, czyli na jedno nowe auto przypada niemal sześć z rynku wtórnego. I choć ogólny klimat, na który składa się m.in. rekordowo niskie bezrobocie, podwyżki wynagrodzeń czy program 500+, powinien przełożyć się na zwiększone zakupy nowych czterech kółek, to jednak bez ingerencji rządu będzie to trudne. Dobrym krokiem może okazać się wsparcie finansowe dla konsumentów przy zakupie aut elektrycznych. Dzięki temu, powinien wzrosnąć popyt na nowe cztery kółka, w dodatku te bardziej ekologiczne – mówi Paweł Gos, prezes zarządu Exact Systems.

Rekordowy czerwiec w Polsce

W czerwcu br. w Centralnej Ewidencji Pojazdów pojawiło się 46 090 sztuk nowych samochodów osobowych, czyli o 10% więcej niż w tym samym miesiącu 2017 roku.[2] Jest to najwyższy czerwcowy wynik od lat. Kołem zamachowym rynku wciąż pozostają firmy, które stanowią aż 74,2% kupujących. Tylko 25,8% nabywców to klienci indywidualni.

Od początku 2018 roku w Polsce zarejestrowano 273 045 nowych samochodów osobowych, czyli o 10,5% więcej rok do roku. Udział klientów indywidualnych i firmowych wyniósł odpowiednio 31% i 69%. Ci pierwsi najchętniej kupowali Toyotę, Skodę i Opla. TOP3 marek rejestrowanych przez firmy stanowią Skoda, Volkswagen i Toyota.

Auta elektryczne i hybrydy wciąż na fali rosnącej

Z danych PZPM wynika, że od stycznia do czerwca br. z salonów w Polsce wyjechało 10,8 tys. hybryd (+26,9% r/r) oraz 672 auta z napędem elektrycznym (+79,7% r/r). W porównaniu z  podobnym okresem ubiegłego roku wciąż zmniejsza się udział diesli (z 27,8% do 24,2%), a zwiększa silników benzynowych (z 66,5% do 70%).

W 2018 roku ponad 500 tys. nowych aut na polskich drogach

Po bardzo dobrych wynikach półrocznych i rekordowym czerwcu Exact Systems podtrzymuje swoją prognozę, z której wynika, że roczna sprzedaż nowych samochodów osobowych przekroczy w 2018 roku 500 tys. sztuk. Dynamika rzędu 10-15% r/r powinna dać wynik na poziomie 530-550 tys. sprzedanych aut.

Rekordowy czerwiec w Unii Europejskiej

Stabilna sytuacja utrzymuje się w Unii Europejskiej. Z danych ACEA wynika, że tegoroczny czerwiec, podobnie jak w Polsce, był rekordowy biorąc pod uwagę liczbę rejestracji nowych aut osobowych w tym miesiącu (prawie 1,6 mln, +5,2% r/r).[3]

W całym I półroczu br. Europejczycy kupili ponad 8,4 mln nowych osobówek (+2,9% r/r). Na zielono możemy zaznaczyć takie rynki europejskie jak Francja (+4,7% r/r), Hiszpania (+10,1 r/r) oraz Niemcy (+2,9% r/r). Spadek odnotowały Włochy (+-1,4%) oraz Wielka Brytania (-6,3 r/r). Pozycją nr 1 w całej Unii Europejskiej ze wzrostem na poziomie ponad 9% r/r może pochwalić się marka Volkswagen.

[1] Dla wyliczenia przyjęto, że wszystkie używane samochody były rejestrowane przez klientów indywidualnych

[2] http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Czerwiec-2018r

[3] https://www.acea.be/press-releases/article/passenger-car-registrations-2.9-during-first-half-of-2018-5.2-in-june

Podatek Belki, czyli warto znać nieuniknione

Potocznie nazywany „podatkiem Belki” – oficjalnie „Podatek od dochodów kapitałowych w Polsce”. Pochłania 19 proc. zysku wypracowanego na lokatach, akcjach czy funduszach inwestycyjnych. Czy można go uniknąć i jak go obliczyć radzi ekspert BGŻOptima.

Założenia podatku Belki

Pod koniec 2001 roku ówczesny minister finansów Marek Belka wprowadził podatek od zysków. Na początku przyjęto stawkę 20 proc., która obejmowała lokaty i konta oszczędnościowe. W 2004 roku opodatkowano także dochody kapitałowe pochodzące z produktów inwestycyjnych, jak papiery wartościowe. Wtedy też świadczenie ustalono na poziomie 19 proc. wysokości zysków. W praktyce oznacza to, że jeśli odsetki od lokaty wyniosą 100 zł, to 19 zł z tego trzeba oddać fiskusowi, a na konto wraca tylko 81 zł.

Słowo „oddać” jednak nie obrazuje procesu dokładnie, gdyż sposób regulacji podatku zależy od rodzaju aktywów finansowych, od których zostaje naliczony. Na przykład w przypadku lokat i rachunków bankowych odpowiedzialność za policzenie i odprowadzenie podatku spoczywa na banku. Na konto klienta wraca więc już kwota pomniejszona o podatek. Gdy wybieramy ofertę i zakładamy lokatę, poznajemy oprocentowanie brutto, ale finalnie bank oddaje kwotę netto, po potrąceniu daniny dla fiskusa.

Tak samo jak w przypadku bankowych depozytów, działa to dla jednostek funduszy inwestycyjnych. Obliczeniem zysku i podatku zajmuje się towarzystwo funduszy inwestycyjnych i do inwestora wraca kwota pomniejszona o 19 proc. zysku. Trochę komplikuje się sytuacja w przypadku osób inwestujących na giełdzie oraz kupujących jednostki funduszy zagranicznych. Tutaj to obowiązkiem inwestora jest obliczenie wysokości obciążenia podatkowego (w ramach rocznego zeznania PIT) i odprowadzenie go. Zasady rozliczania podatku od zysków z giełdy pozwalają na uwzględnianie w bilansie strat. Czyli zliczamy bilans z całego roku i dopiero wtedy wyliczamy 19-procentowy podatek. Co ważne, można też uwzględnić straty z poprzednich pięciu lat, ale tylko w połowie wysokości w jednym roku. Czyli do rozliczenia całości straty z danego okresu potrzeba co najmniej dwóch lat.

Lokaty antybelkowe

W pewnym momencie popularność na polskim rynku zyskały tak zwane lokaty antybelkowe –depozyty pozwalające uniknąć płacenia podatku. Wykorzystywały one lukę w ordynacji podatkowej. Zasada wyliczania podatku była pierwotnie taka, że podstawa opodatkowania (czyli zyski) w kwocie do 50 gr była zaokrąglana w dół. Dostępne były więc lokaty jednodniowe z ograniczoną z góry kwotą depozytu. Odsetki z takiej lokaty były mniejsze niż 50 gr i dzięki temu klienci nie płacili podatku. Wystarczyło dodać do takich lokat funkcjonalność automatycznego odnawiania i klient zarabiał więcej, a tracił skarb państwa. W 2012 r. system uszczelniono i lokaty jednodniowe straciły prawo bytu. Czy to oznacza, że obecnie podatku od zysków kapitałowych nie sposób uniknąć? Nie do końca.

Wyjątkowe zachęty

Uszczelnienie systemu podatkowego nie oznacza jednak, że podatek zawsze musi być uiszczony. Zaplanowano bowiem pewne wyjątki. Produkty oszczędnościowe, które to umożliwiają to IKE(indywidualne konto emerytalne)  i IKZE(indywidualne konto zabezpieczenia emerytalnego).

IKE i IKZE są z podatku zwolnione przy spełnieniu określonych warunków (m.in. wypłata zysku nastąpi dopiero na emeryturę, a roczna wpłata na konto nie przekroczy określonej kwoty – 13 329 zł dla IKE oraz 5 331,60 zł dla IKZE). Ze strony ustawodawcy jest to po prostu zachęta do odkładania pieniędzy na emeryturę. Jeśli ktoś chce wycofać pieniądze zgromadzone na takim koncie emerytalnym przed czasem, musi pogodzić się z uszczupleniem zysków.

Odroczyć zapłatę podatku można korzystając z funduszu parosolowego. Jest to konstrukcja inwestycyjna, w ramach której można przenosić środki pomiędzy subfunduszami bez naliczania podatku, dzięki czemu kolejne zyski są wypracowywane od wyższego kapitału i kompensują się z ewentualnymi stratami. Ale finalnie, przy umorzeniu jednostek subfunduszu, podatek i tak zostanie naliczony.

Poza przewidzianymi wyjątkami – podatek od zysków kapitałowych jest dziś nieunikniony. Skoro w przypadku lokat i kont oszczędnościowych naliczeniem i pobraniem go zajmuje się bank, to czy warto w ogóle zaprzątać sobie nim głowę? – Oczywiście, że tak, choćby po to, by uniknąć zdziwienia na widok odsetek mniejszych niż w umowie lokaty. Korzystanie z produktów finansowych ze zrozumieniem jest kluczowe w zarządzaniu budżetem domowym, w tym również oszczędnościami. Niezależnie od stopnia zaawansowania wiedzy finansowej należy sprawdzać warunki produktów oraz policzyć realne zyski, jakie otrzymamy z depozytów – mówi Bartosz Kucharczyk, ekspert BGŻOptima.

Nowe technologie pozwalają wyśledzić w sieci każdego. Zdobyte dane wykorzystywane są m.in. do celów marketingowych i zawyżania cen

Nowe technologie pozwalają wyśledzić w sieci każdego. Zdobyte dane wykorzystywane są m.in. do celów marketingowych i zawyżania cen 1

Narzędzia do śledzenia aktywności w internecie stały się coraz bardziej wyrafinowane. To już nie tylko pliki cookies, czyli popularne ciasteczka. Niebezpieczny jest zwłaszcza tzw. browser fingerprinting, czyli odcisk palca tworzony dla każdej przeglądarki, dzięki któremu można zidentyfikować nie tylko urządzenie, lecz także konkretnego użytkownika. Pozyskane w ten sposób dane wykorzystywane są głównie w celach marketingowych, co może skutkować tym, że np. użytkownik komputera Mac za ten sam produkt zapłaci nawet 30 proc. więcej od użytkownika PC. Jedynym rozwiązaniem, by możliwie jak najbardziej ochronić dane, jest korzystanie z zaszyfrowanej sieci czy specjalnych rozszerzeń i aplikacji.

– To, że internet nas śledzi, nie ulega wątpliwości, a tak naprawdę nie sam internet, tylko skrypty śledzące i pliki śledzące, które są umieszczane na naszym urządzeniu czy w witrynach internetowych. Bardzo wyrafinowaną formą śledzenia nas w internecie jest tzw. browser fingerprinting, czyli unikalny odcisk palca przeglądarki, którego nie da się usunąć, więc nawet jeżeli wejdziemy na jakąś stronę, usuniemy pliki cookies, to ta strona w dalszym ciągu jest w stanie śledzić nasze poczynania w sieci – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Karolina Rut z firmy Sparkbit.

Browser fingerprinting, czyli odcisk palca przeglądarki, zbiera informacje nawet przy wyłączonych plikach cookies. Do odwiedzanej witryny przesyłane są informacje o przeglądarce i na podstawie różnych danych stworzyć portret użytkownika. W ten sposób obecność w sieci nigdy nie jest anonimowa, choć jeszcze stosunkowo niedawno panowało przekonanie, że w sieci każdy z nas jest całkowicie bezpieczny, a ekran komputera skutecznie chroni naszą tożsamość.

Kopalnią informacji o użytkownikach są media społecznościowe (wystarczy wspomnieć choćby nielegalne użycie danych 50 mln użytkowników Facebooka), czy historia przeglądarki. Wiele witryn podczas wizyty użytkownika na stronie ustala IP komputera, a tym samym – jego lokalizację. Dane najczęściej są sprzedawane i trafiają na czarny rynek.

– Nasze ślady w sieci są przedmiotem handlu, wszystkie dane, które zostawiamy – historia przeglądania stron, nasz adres IP, czyli to skąd używamy przeglądarek internetowych – stają się przedmiotem na internetowych aukcjach. Wszystkie te informacje są bardzo cenne, bo dla firmy, która ma świadomość, jakie są nasze dochody, jakie są nasze preferencje, jakie są nasze marzenia, jesteśmy bardzo łatwym łupem pod kątem oferowanych usług – podkreśla Karolina Rut.

Pojedyncze dane nie mają większego znaczenia. Dopiero w połączeniu z innymi tworzą pełny obraz użytkownika sieci, którego preferencje można poznać i dopasować do nich określone reklamy. Dostawcy treści internetowych przekazują dane o płci, wieku, sytuacji finansowej czy historii zakupowej do platform popytu, które zaprogramowane są na wyszukanie użytkowników z określonego segmentu, ustalanego przez agencje mediowe.

– Firmy marketingowe od swoich klientów dostają szczegółowe preferencje dotyczące tego, jakiego klienta poszukują. Załóżmy, że wcześniej wyszukiwaliśmy wycieczki – prawdopodobnie wchodząc na kolejną stronę internetową, wyświetli nam się reklama kolejnej wycieczki, bo jesteśmy preferowanym klientem dla potencjalnej agencji marketingowej, której to z kolei klientem może być firma oferująca różnego rodzaju wyjazdy wakacyjne – mówi ekspertka Sparkbit.

Teoretycznie wyszukiwanie danych o użytkownikach sieci jest sytuacją, w której każdy wygrywa. Internauta widzi w sieci reklamy produktów czy usług którymi jest zainteresowany, a same firmy mogą oferować mu takie produkty, które mogą mu być przydatne. To jednak tylko teoria. Osoby wyszukujące bilety lotnicze wiedzą to najlepiej – po kilku sprawdzeniach połączeń do danego miejsca, na stronie pojawiają się znacznie wyższe ceny biletów.

– Na podstawie wszystkich danych, które zostawiamy, firmy są w stanie stwierdzić, jakie są nasze dochody. Niektóre firmy prowadząc analizy, dowiedziały się, że użytkownicy komputerów Mac z reguły zostawiają o 30 proc. więcej swoich środków w różnego rodzaju sklepach, przez to też mogą oferować dużo wyższe ceny za swoje produkty. Nie jest niczym dziwnym teraz, że za ten sam produkt osoba, która korzysta ze zwykłego komputera PC, będzie miała niższą cenę, niż osoba, która korzysta z komputera Mac – twierdzi Karolina Rut.

Ochrona prywatności w Internecie stała się zatem pilną potrzebą wielu użytkowników. Istnieją skuteczne rozwiązania, by chronić się przed wyciekiem danych – nie tylko korzystając np. z sieci TOR, lecz także poprzez szyfrowanie VPN. Można też korzystać ze specjalnych rozszerzeń i aplikacji. Żadna jednak nie gwarantuje pełnego bezpieczeństwa i prywatności.

– Nie byliśmy i nie jesteśmy anonimowi w sieci, ale należy pamiętać, że zawsze trzeba chronić swoje dane w internecie. Teraz każda strona internetowa ma obowiązek poinformowania nas o tym, czy korzysta z plików cookies. Należy te pliki cookies z reguły kasować, ale istnieją bardziej wyrafinowane formy śledzenia nas w sieci, tzw. fingerprinting i nie jesteśmy w stanie ustrzec się tego, że firmy będą starały się pozyskiwać nasze informacje, nawet jeżeli my będziemy starali się je ochronić – przypomina Karolina Rut.

Zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych pomaga miastom dyscyplinować pijanych turystów. Pierwszy na ten krok zdecydował się Poznań

Zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych pomaga miastom dyscyplinować pijanych turystów. Pierwszy na ten krok zdecydował się Poznań 2

Jak ocenia dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych Krzysztof Brzózka, zakaz sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych przyczyni się do ograniczenia liczby wykroczeń, bójek i zakłóceń porządku w dużych miastach turystycznych takich jak Wrocław czy Kraków, którym pijani turyści nierzadko przysparzają problemów. Jednym z pierwszych miast, które wprowadziło zakaz sprzedaży alkoholu w centrum od godz. 22 wieczorem do 6 rano, jest Poznań.

Zakaz sprzedaży alkoholu od godziny 22.00 do 6.00, czyli w godzinach nocnych, ma głęboki sens. Planując imprezę czy spotkanie towarzyskie, zwykle na trzeźwo kupuje się przewidywaną do spożycia, rozsądną ilość alkoholu. Ale alkohol – jako substancja psychoaktywna – działa tak, że chce się wypić coraz więcej. Wtedy obecność punktów sprzedaży na wyciągnięcie ręki sprzyja zachowaniom mało odpowiedzialnym i piciu większej ilości alkoholu – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Brzózka, dyrektor Państwowej Agencji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych.

W końcówce stycznia br. prezydent Andrzej Duda podpisał nowelizację dwóch ustaw (o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi oraz o bezpieczeństwie imprez masowych), które doprecyzowały obowiązujący już zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych oraz zapewniły samorządom możliwość zakazania nocnej sprzedaży alkoholu w godzinach od 22.00 do 6.00. Oba akty prawne zaczęły obowiązywać w marcu br.

Zapis ograniczający godziny sprzedaży alkoholu ma dwa cele. Pierwszy to redukcja szkód dla tych, którzy imprezują i chcieliby wypić więcej, a planowana wcześniej ilość alkoholu już się skończyła. Drugi to oczywiste zabezpieczenie, stworzenie poczucia bezpieczeństwa, komfortu życia i snu mieszkańcom miast, którzy mieszkają w pobliżu punktów sprzedaży alkoholu – tłumaczy Krzysztof Brzózka.

Zgodnie z nowymi przepisami gmina może w drodze uchwały nie tylko zakazać sprzedaży alkoholu w wyznaczonych godzinach, lecz także ustalić maksymalną liczbę zezwoleń na sprzedaż alkoholu dla odrębnych sołectw, dzielnic czy osiedli (również tych trunków, które zawierają mniej niż 4,5 proc. alkoholu). Ma to zapobiec koncentracji dużej liczby punktów sprzedaży alkoholu w jednym miejscu, co jest uciążliwe m.in. w popularnych kurortach turystycznych. Nowelizacja wprowadziła też całkowity zakaz spożywania alkoholu w miejscach publicznych, za wyjątkiem do tego przeznaczonych (do tej pory taki zakaz obowiązywał w konkretnych miejscach publicznych, np. w parkach).

Jak dotąd na zamknięcie sklepów monopolowych i punktów sprzedaży alkoholu w godzinach nocnych zdecydował się m.in. Poznań, który wprowadził taki zakaz w centrum miasta. Ma to zapobiec zakłócaniu porządku publicznego pod wpływem alkoholu. Od maja alkohol po 22.00 na Starym Mieście można kupić już wyłącznie w restauracjach czy pubach.

Miasta, które tworzą swoje mapy bezpieczeństwa, wykazują, że w okolicach całodobowych punktów sprzedaży jest największe nasilenie przestępstw, wykroczeń, zakłóceń spokoju. To była inicjatywa samorządów, które chciały w jakiś sposób zapanować nad tym, co dzieje się po 22.00 w miastach. Pomysł na ograniczenie wyszedł ze Związku Miast Polskich, z Unii Metropolii Polskich. Wzięto pod uwagę doświadczenia Krakowa, Poznania, Wrocławia – czyli tych miast, które w pewnym momencie z przyjaznych turystom stały się miastami mało eleganckimi, ponieważ ci którzy przyjeżdżali – zamiast zwiedzać i oglądać zabytki – chcieli po prostu wypić sporą ilość taniego alkoholu – podkreśla Krzysztof Brzózka.

42 proc. firm padło ofiarą cyberataku. Zarządy coraz częściej inwestują w działy bezpieczeństwa

42 proc. firm padło ofiarą cyberataku. Zarządy coraz częściej inwestują w działy bezpieczeństwa 3

Ponad 40 proc. firm padło w 2017 roku ofiarą cyberataków typu DDoS. To wiąże się ze znaczącymi stratami finansowymi i szkodami wizerunkowymi. Dlatego firmy muszą zmienić swoje podejście do cyberbezpieczeństwa – uprościć systemy, na jakich działają, i zapewnić ich współpracę, inwestować w działy bezpieczeństwa, co do tej pory nie było powszechne, a także postawić na rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję oraz uczenie maszynowe – wynika z tegorocznego raportu Cisco.

Działy IT do tej pory skupiały się na tym, aby atak wykryć bądź zmitygować, teraz wiemy już, że nie jesteśmy w stanie wychwycić wszystkich ataków i ich zatrzymać. W związku z tym należy przyjąć podejście, które zakłada, że doszło do kompromitacji, przełamania systemów bezpieczeństwa i należy podejmować akcje, które mają na celu wykrycie tego typu działań jak najszybciej. Nie należy ślepo ufać w to, że możemy coś stuprocentowego zabezpieczyć, bo to nie jest możliwe. Jeżeli działy IT się nieco przeformatują i będą się starały wykrywać zdarzenia, które miały miejsce w przeszłości, zdecydowanie podniesie to ich poziom bezpieczeństwa – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Ceklarz z Cisco Systems Polska.

Z raportu Cisco „Annual Cybersecurity Report” wynika, że 42 proc. organizacji doświadczyło ataków DDoS w 2017 roku. Ponad połowa przeprowadzonych ataków (53 proc.) spowodowała szkody w wysokości co najmniej 500 tys. dolarów (z czego w 8 proc. szkody przekroczyły 5 mln dol., a 11 proc. – 2,5–4,9 mln dol.). Ataki stają się coraz częstsze, hakerzy są w stanie przechytrzyć większość zabezpieczeń, a jednocześnie zyskują więcej czasu na dokonanie szkód. Dane z końca października 2017 roku wskazują, że połowa ruchu w sieci odbywa się z zastosowaniem technologii szyfrowania. Choć zwiększa to bezpieczeństwo, to dla cyberprzestępców stanowi narzędzie, które umożliwia ukrycie działań. W ciągu roku eksperci Cisco zanotowali trzykrotny wzrost wykorzystania szyfrowanej komunikacji sieciowej w sprawdzanych plikach malware.

Dla specjalistów ds. bezpieczeństwa oznacza to nowe wyzwania, zwłaszcza że większość firm korzysta z rozwiązań wielu producentów. Niemal połowa zagrożeń bezpieczeństwa, z jakimi muszą się mierzyć organizacje, to właśnie efekt korzystania z rozwiązań i produktów bezpieczeństwa pochodzących od różnych dostawców.

Ponad 55 proc. respondentów mówi, że ma ponad pięćdziesiąt systemów w swojej organizacji. Ktoś tymi systemami musi zarządzać. Nie ma możliwości, aby działały one poprawnie bez korelacji informacji pomiędzy nimi. Te systemy muszą być otwarte, żeby umożliwiać taką korelację, powinny być łatwe do wdrożenia i zarządzania, a przede wszystkim muszą automatyzować pewne procesy. Nie da się w tej chwili robić systemów bezpieczeństwa, które będą w 100 proc. polegały na czynniku ludzkim, bo czas reakcji jest zbyt długi. To muszą być systemy, które automatyzują maksymalnie dużo procesów, w szczególności tych prostych i powtarzalnych – wskazuje Michał Ceklarz.

Jak wynika z raportu Cisco, firmy coraz częściej sięgają po nowe technologie. Już 39 proc. organizacji w pełni polega na automatyzacji procesów związanych z cyberbezpieczeństwem, a 44 proc. – w dużej części. Co trzecia firma opiera się też na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji (odpowiednio 34 i 32 proc.), a ponad 40 proc. firm w dużej mierze z nich korzysta. Takie rozwiązania umożliwiają wykrywanie niestandardowych schematów, co jest istotne zwłaszcza w kontekście szyfrowanego ruchu.

Rośnie też wykorzystanie infrastruktury chmury lokalnej i publicznej. 27 proc. specjalistów ds. bezpieczeństwa używa chmur prywatnych działających w oparciu o infrastrukturę zewnętrzną. Ponad połowa decyduje się na to ze względów bezpieczeństwa danych (57 proc.). To właśnie wykorzystanie technologii zabezpieczeń w chmurze wpływa na stosunkowo niski czas wykrycia nowego incydentu bezpieczeństwa – od listopada 2016 do października 2017 roku wyniósł on 4,6 godzin, przy średnio 14 godz. rok wcześniej.

Zarządy firm, mając świadomość zagrożeń i tego, do czego one mogły doprowadzić, coraz częściej traktują działy bezpieczeństwa jako inwestycję związaną z utrzymaniem wizerunku. Z drugiej strony te działy muszą zdecydowanie inteligentniej wydawać te pieniądze. Do tej pory bardzo często kupowały sobie „zabawki”, stąd m.in. firmy mające ponad pięćdziesiąt różnych systemów. Firmy muszą się przeorientować i przede wszystkim skupić na tym, żeby te systemy ze sobą współpracowały, a wówczas uzasadnienie kolejnego wydatku będzie zdecydowanie prostsze – przekonuje Michał Ceklarz.

Udział w evencie sprzedażowym – czy warto poświęcić na to czas?

Każdy z nas pracuje w określonej branży. Zajmujemy poszczególne stanowiska i odgrywamy poszczególne role w naszych organizacjach. Każdorazowo staramy się też być specjalistami, wręcz ekspertami w swojej dziedzinie i dawać z siebie jak najwięcej. Dzisiejszy rynek daje nam wiele możliwości rozwojowych, szkolenia, konferencje, różnorodne eventy. Takie spotkania mają za zadanie jedno – rozwijać nasze kluczowe umiejętności i odkrywać to, co dotąd nieodkryte. W każdym zawodzie przydatna jest żyłka sprzedawcy. Warto poszerzać swoją wiedzę na ten temat, również podczas eventów sprzedażowych.

Dlaczego warto uczestniczyć w wydarzeniach tematycznych?

Ile osób, tyle zdań możemy usłyszeć na temat proponowanych na rynku wydarzeń, które kierowane są do poszczególnych grup docelowych. Nie da się też ukryć, że wraz z upływem czasu, a co za tym idzie, rozwojem biznesu oraz kultury organizacyjnej w naszym kraju, pojawiło się coraz więcej propozycji uczestnictwa we wszelkiego rodzaju szkoleniach. Mamy obecnie możliwość wzięcia udziału w wydarzeniach, które są mniej lub bardziej kameralne. Proponowane są małe, kilkuosobowe i średniej wielkości szkolenia, które są w stanie jednorazowo zgromadzić kilkadziesiąt osób i nie jest to powodowane brakiem zainteresowania u odbiorców, ale warunkami technicznymi i założeniami, jakie postawił sobie organizator. Możemy też bez problemu skorzystać z oferty, gdzie liczba odbiorców będzie przekraczać setki, a nawet tysiące. Obecna oferta rynkowa cały czas ulega zmianom, tak samo, jak zainteresowanie i świadomość ludzi. Oto 4 powody, dla który warto brać udział w wydarzeniach tematycznych:

  1. Wiedza i umiejętności to podstawa – to właśnie świadomość ludzka i potrzeba kształcenia sprawiają, że mamy coraz większy wybór wydarzeń mających za zadanie rozwijać nasze kompetencje. Nie można też zaprzeczyć, że panuje obecnie szeroko pojmowana moda na zdobywanie wiedzy praktycznej i przekuwanie jej w sukces. Wynika ona przede wszystkim z oczekiwań pracodawców, wcześniej wspomnianej świadomości ludzi i potrzeby samokształcenia oraz – co najważniejsze – efektów, które jest nam w stanie dać dobra konferencja, szkolenie lub inne wydarzenie. Poszerzanie wiedzy i zdobywanie umiejętności jej wykorzystywania to pierwszy i najważniejszy powód dla obecności na wydarzeniach, które są dedykowane naszej branży lub wykonywanemu zadaniu.
  1. Zdobywanie nowych kontaktów – drugim powodem, który powinien nas skłonić do uczestnictwa w evencie, jest możliwość poznania nowych ludzi i pozyskania intratnych kontaktów. Nie ma znaczenia, czy jesteśmy na szkoleniu, konferencji, czy mamy do czynienia z networkingiem – praktycznie zawsze nadarzy się okazja do poznania wartościowych ludzi, którzy mogą przyczynić się w przyszłości do naszego sukcesu. Podstawą do zdobywania kontaktów jest brak oporów do rozpoczynania rozmowy i chęć poznania nowych osób. Pamiętajmy, że na szkoleniach czy innych wydarzeniach, pojawiają się zazwyczaj osoby bardzo aktywne, które mogą mieć mocno rozbudowaną sieć kontaktów. Takie wydarzenia tylko sprzyja nawiązywaniu nowych relacji biznesowych.
  1. Informacje niedostępne dla każdego – na większości eventów można spotkać osoby, które dysponują ciekawymi, a nawet bardzo cennymi informacjami z branży. Poznając nowych ludzi, nie tylko mamy możliwość nawiązania kontaktu. Może się okazać, że uda nam się usłyszeć coś bardzo interesującego, co pomoże nam w osiągnięciu celu. Takie informacje nie są dostępne dla wszystkich, a ludzie je posiadający dzielą się nimi w pewnych okolicznościach i w pewnych kręgach. Informacja w dzisiejszych czasach jest jedną z cenniejszych materii, która może pozwolić Ci być nawet o kilka kroków przed konkurencją.
  1. Poznawanie konkurencji – obecność na wszelkiego rodzaju wydarzeniach zawsze daje możliwość do poznania konkurencji. Unikanie wzrokiem i udawanie, że konkurenci nie istnieją, to bardzo słabe, a wręcz dziecinne podejście do sprawy. Tak długo, jak konkurenci zachowują się w porządku i grają fair, tak długo nie ma powodów do obaw. Starajmy się nawiązywać z nimi relacje, rozmawiać i wymieniać doświadczeniami. Naturalnie, nie należy zdradzać zbyt wiele ze swoich działań i samemu brać poprawkę na najbardziej czułe kwestie w biznesie. Jednak warto działać w myśl starego porzekadła – przyjaciół trzymaj blisko, ale wrogów jeszcze bliżej – oczywiście nie traktując konkurentów, jak dosłownych wrogów. Nigdy nie wiadomo, czy osoba będąca naszym konkurentem dzisiaj, w przyszłości nie stanie się naszym sprzymierzeńcem.

Podsumowując, powodów do odwiedzania szkoleń, kongresów, dużych wydarzeń i innych eventów jest w zasadzie cała masa. Prócz czterech wyżej wymienionych, na pewno znalazłoby się jeszcze kilka bardzo istotnych.

Jeżeli chcesz być postrzegany, jako osoba aktywna, a także zdobywać wiedzę, wymieniać się kontaktami oraz móc śledzić swoich konkurentów lub też uczyć się od najlepszych, to właśnie National Sales Congress, który odbędzie się 13 września 2018 w Warszawie na PGE Narodowym, jest idealnym wydarzeniem dla Ciebie. PGE Narodowy w Warszawie to nie tylko dogodna i prestiżowa lokalizacja, ale również duże możliwości na zorganizowanie sporego eventu, co za tym idzie, będziesz mieć możliwość poznania wielu ciekawych ludzi. Tego dnia na scenie zagoszczą takie osoby, jak:

l Jacek Walkiewicz – jeden z najbardziej rozpoznawalnych mówców i absolwent Uniwersytetu Warszawskiego. Autor programów szkoleniowych i wykładów, za co został doceniony przez ponad 500 firm. Znany z niebanalnego humoru i ceniony za wiedzę merytoryczną. Możesz go również kojarzyć z wystąpień w TEDx.

l Wojciech Herra – człowiek sprzedaży, który kocha adrenalinę. Sam wyznacza swoich przyszłych klientów i z czasem, przechodząc przez wszystkie etapy sprzedaży, walczy o nich i prowadzi do finalizacji całego procesu. Zajmuje się też szkoleniem i doradztwem z zakresu zwiększania efektywności sprzedaży.

l Mateusz Grzesiak – wykładowca, przedsiębiorca i konsultant biznesu. Z powodzeniem ukończył psychologię, a także jest doktorem nauk ekonomicznych w dyscyplinie nauk o zarządzaniu. Międzynarodowo szkoli już od 14 lat, w 7 językach. Do tej pory napisał aż 14 książek.

l Martin Lewandowski – właściciel federacji KSW i współtwórca polskiego MMA. Człowiek sportu i biznesu, który z pasji stworzył markę rozpoznawalną na całym świecie. Jego doświadczenie sięga od współpracy z agencjami marketingowymi, poprzez organizację eventów, prowadzenie firmy poligraficznej i punktów usługowych, pracę za granicą po organizację największej w Europie Gali MMA.

Poza wspomnianymi osobistościami, pojawi się też wielu innych prelegentów, których będziesz miał okazję poznać w trakcie tego wydarzenia. Tego dnia oddamy do Twojej dyspozycji tak naprawdę dwa eventy: Kongres sprzedażowy – który jest dedykowany handlowcom i wszystkim osobom pracującym w sprzedaży – oraz Kongres Managerów – z wykładami i warsztatami dla kadry managerskiej i właścicieli firm. Partnerem Kongresu Managerów jest Koźmiński Executive Business School. Ponadto, będziesz mógł skorzystać z moderowanej strefy networkingu, którą zajmie się Akademia Rekomendacji Grzegorza Turniaka oraz strefy partnerów, inaczej zwanej strefą wystawienniczą.

Pozwól sobie osiągać jeszcze lepsze wyniki, bądź, jak zapalony sportowiec, czujący progres podczas swoich treningów i sięgający po złoto. Zdobywaj wiedzę, doświadczenia i kontakty.

Więcej informacji znajdziesz na stronie www.nationalsales.pl. Spotkajmy się razem na podium.

Zainwestuj w dziecko – szybka gotówka na obóz językowy

Nasze pociechy nie zawsze potrafią myśleć perspektywicznie, nawet te mające już kilkanaście lat. To rola mądrych rodziców, aby pokierować ich edukacją w sposób, który przysporzy im potem wielu możliwości zawodowych. Jednym z niezwykle ważnych obecnie aspektów, który otwiera najszersze horyzonty, jest znajomość języków obcych. Dlatego wydajemy swoje oszczędności bądź zdobywamy szybką gotówkę w postaci chwilówki i posyłamy nasze pociechy na rozliczne kursy. Problem w tym, że efekty nie zawsze są zadowalające, a często winni nie są leniwi lub niezdolni uczniowie, a źle dobrana metoda nauczania.

Nauka języka w praktyce – najlepszy sposób

Języków obcych można uczyć się różne sposoby, a firmy edukacyjne prześcigają się wręcz w nowatorskich metodach. Wiedzę z tego zakresu można pochłaniać w szkole, na kursach stacjonarnych lub w wersji online, ale najważniejsze są efekty, a z tym bywa różnie.

Jest jednak jeden skuteczny, ale dość kosztowny sposób. Nie ma lepszej metody niż nauka języka obcego w kraju, w którym się go po prostu używa. Ileż to razy słyszymy opowieści osób, które twierdzą, że przez całe liceum nie nauczyli się angielskiego w stopniu choćby komunikatywnym, a po miesiącu pracy na zmywaku widzą genialne efekty. I to jest prawda. Wiele programów nauczania to nastawienie na poprawną gramatykę, teorię, pisownię itd. Problem w tym, że dzięki temu dzieci znają język obcy, którego nie potrafią stosować w praktyce, czyli w rozmowie. To nic innego jak nauka języka biernego, która sprawia, że wiemy jak porozumiewać się w sposób poprawny. Problem w tym, że większość osób z tą wiedzą nie potrafi nawet zapytać o drogę na londyńskiej ulicy czy kupić chleba w tradycyjnym hiszpańskim sklepie. Czy więc jest sens wydawać oszczędności lub pieniądze uzyskane z chwilówki dla takich efektów?

Lepiej pomyśleć nad doborem takiej metody nauczania i takich warunków, które pozwolą naszej latorośli skorzystać z tych nauk jak najwięcej i stać się obywatelem świata w 100%. Wiadomo, na zmywak dziecka nie wyślemy, ale możemy wysłać na obóz językowy do Anglii, Niemiec, Hiszpanii czy Francji. Będzie tam pochłaniać potrzebną wiedzę, a oprócz tego używać języka w jego naturalnym środowisku. Na taką edukację warto wydać swoje oszczędności lub zaciągnąć chwilówkę.

Na rynku turystycznym działa sporo firm, które specjalizują się w organizowaniu obozów dla dzieci i młodzieży. Oferta jest szeroka, a w niej można znaleźć również krajowe i zagraniczne obozy językowe, przy czym we wspomnianą wcześniej metodę nauki języka wpisują się wyłącznie wyjazdy do obcych krajów. Językowy obóz w Polsce daje takie same efekty nauczania jak zajęcia szkolne.

Szybka gotówka pomaga łapać promocje

Taki wyjazd ma oczywiście cenę wyższą niż obozy krajowe, ale warto zdecydować się na taki wydatek. Tym bardziej, że firmy turystyczne często ogłaszają korzystne promocje.

Kiedy pojawiają się oferty last minute trzeba reagować szybko, bo zwykle są ograniczone czasowo i ilościowo. To okazje, które pozwalają zaoszczędzić nawet 500-700 zł, dlatego o odpowiednią ilość pieniędzy warto zadbać wcześniej. Przydatne będą środki odłożone na ten cel na koncie dostępnym w każdej chwili lub możliwość uzyskania szybkiej gotówki w wybranej firmie pożyczkowej, na przykład jak Szybka Gotówka. Można już wcześniej przejrzeć oferty i wybrać dla siebie najlepszą, a także przejść proces rejestracji i weryfikacji, żeby potem już nie tracić na to czasu.

Taka inwestycja w znajomość języków obcych nie zwróci się nigdy w postaci materialnych zysków, ale pozwoli uzbroić dziecko w jedną z wiodących kompetencji zawodowych.

Poprawa sentymentu rynkowego

Pomimo ostrzeżeń Stanów Zjednoczonych dotyczących nałożenia kolejnych taryf na chińskie produkty ubiegły tydzień przyniósł poprawę sentymentu rynkowego. Największe indeksy giełdowe zanotowały solidne wzrosty. Za oceanem indeks S&P500 zyskał w skali tygodnia 1,50%, DJIA 2,30%, a indeks giełdy Nasdaq wzrosł o 1,79%. W Europie indeksy również były koloru zielonego. Niemiecki DAX osiągnął wynik na poziomie 0,36%, francuski CAC40 0,99%, a brytyjski FTSE100 zakończył tydzień 0,58% na plusie. Warto również zwrócić uwagę na odczyt CPI w USA, który wskazał dalszy wzrost inflacji osiągając wynik 2,9% rdr.

Pomimo poprawy globalnego sentymentu Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie nie rozpieszczała inwestorów. Indeks szerokiego rynku WIG zyskał w przeciągu tygodnia 0,17%, największe spółki wzrosły o 0,24%, a indeksy mniejszych i średnich przedsiębiorstw sWIG80 i mWIG40 zakończyły tydzień z wynikami, odpowiednio, -0,97% i 0,31%. W ubiegłym tygodniu zakończyło się kolejne posiedzenie RPP, który obyło się bez żadnego zaskoczenia – Rada postanowiła pozostawić stopy procentowe na niezmienionym poziomie, a przekaz był mocno gołębi.

W tym tygodniu czeka nas sporo odczytów z krajowego podwórka. We wtorek opublikowane zostaną dane z rynku pracy – przeciętne wynagrodzenie oraz zatrudnienie, w środę poznamy produkcję przemysłową i inflację PPI, a w piątek sprzedaż detaliczną. Na globalnych rynkach warto zwrócić uwagę na produkcję przemysłową z USA we wtorek i inflację CPI dla strefy euro oraz Wielkiej Brytanii w środę. Bardzo istotnym może okazać się prezentacja półrocznego raportu dotyczącego polityki monetarnej Fed, który zostanie zaprezentowany przez Jerome’a Powella we wtorek przed Kongresem.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Jak zacząć pracę w IT – sprawdzone wskazówki na początek kariery

Praca w IT kusi przede wszystkim wysokimi zarobkami oraz atrakcyjnymi benefitami. Jak wynika z danych branżowego portalu No Fluff Jobs, widełki płacowe na stanowisko Senior Java Developera kształtują się na poziomie od 12 do nawet 18 000 zł netto na kontrakcie B2B. Branża informatyczna nie należy jednak do najłatwiejszych, w związku z czym warto zapoznać się z kilkoma wskazówkami, które przydadzą się szczególnie osobom będącym na początku swojej kariery zawodowej.

Sprawdź, jakie jest zapotrzebowanie rynku

Wybór ścieżki, w jakiej masz się rozwijać powinien być przede wszystkim kierowany tym, co lubisz i czym tak naprawdę chcesz się zajmować. Do tego warto być też na bieżąco z potrzebami rynku i sprawdzać, jakie technologie są najlepiej płatne i których warto się uczyć. Obecnie bez problemu znajdziesz takie informacje w sieci, przykładowo w najnowszym raporcie wynagrodzeń opracowanym przez No Fluff Jobs, z którego dowiesz się m.in. że wśród technologii backendowych najlepiej płatną jest Spring, a we frontendzie króluje obecnie Angular. Dane te są aktualizowane co kwartał, dlatego możesz na bieżąco śledzić, co się dzieje na rynku pracy.

Szukaj wskazówek w internecie

Brzmi jak banał, ale rzeczywiście tutoriale w internecie mogą być Twoim kluczem do sukcesu. Obecnie wielu doświadczonych specjalistów chętnie dzieli się swoją wiedzą na forach dyskusyjnych, blogach i innych. Powstaje coraz więcej darmowych kursów online i ciekawych materiałów wideo, z których można się wiele nauczyć. Wskazówki te nie dotyczą tylko nauki danej technologii, ale często poświęcone są właśnie rekrutacji czy też pierwszej pracy w IT. Warto posłuchać rad od osób, które mają doświadczenie w tym zakresie, ponieważ może Ci to znacznie ułatwić znalezienie wymarzonej pracy. Jednym z takich miejsc, które z pewnością warto śledzić jest strona założona przez No Fluff Jobs: “Juniors. Początki w IT bez ściemy”, gdzie znajdziesz dziesiątki ciekawych materiałów stworzonych z myślą o osobach, które właśnie zaczynają swoją karierę w branży.

Bądź na bieżąco z aktualnymi ofertami pracy

Początki nie zawsze są łatwe, a znalezienie pierwszej pracy wymaga czasem sporo cierpliwości. Warto zatem stale przeglądać branżowe portale, takie tak chociażby wspomniany wyżej No Fluff Jobs, który został stworzony właśnie z myślą o IT. Znajdziesz tam same ważne informacje, takie jak stos technologiczny, wielkość firmy oraz projektu, benefity, nawet oferowane wynagrodzenie. Aby nie ominąć żadnej oferty, możesz też zapisać się do subskrypcji interesujących Cię ofert pracy, a także dołączyć do grup na Facebooku, gdzie będziesz na bieżąco informowany, jeśli tylko pojawi się coś nowego.

Sprawdź informacje na temat potencjalnego pracodawcy

Jeszcze przed rozsyłaniem CV, powinieneś się zastanowić, gdzie tak naprawdę chciałbyś pracować. Czy wolisz duże korporacje, czy raczej małe startupy? Jakie masz oczekiwania wobec pracodawcy i co jest dla Ciebie na tę chwilę najważniejsze? Pracownicy IT mają spore możliwości, dlatego nawet jeśli w danym momencie nie widzisz dla siebie nic odpowiedniego, warto czasem poczekać, aby za chwilę znaleźć coś, co rzeczywiście będzie Ci odpowiadać. Aby nie brać pracy w ciemno, jeszcze przed pójściem na rozmowę, sprawdź na stronie danej firmy zakładkę “Kariera” lub “Zespół”, a także przejrzyj prowadzone przez nią kanały w mediach społecznościowych. To pozwoli Ci choć trochę ocenić, czy pasujesz do ducha danej organizacji.

Jeśli zdecydowałeś się rozpocząć przygodę w branży IT – niewątpliwie był to dobry wybór. Szukając nowych wyzwań zawodowych, pamiętaj o sprawdzonych poradach i wskazówkach doświadczonych kolegów, nie bój się zadawać pytań i absolutnie nie poddawaj się podczas poszukiwania pierwszej pracy. Początki nie zawsze bywają łatwe, ale jeśli chodzi o IT – możesz mieć pewność, że Twoja wiedza, umiejętności oraz chęć rozwoju szybko zostaną docenione.

Twiti Investments Ltd. właścicielem 60% akcji Neuro Device Group

Wraz z początkiem lipca br. firma Neuro Device Group S.A. dołączyła do grupy spółek z portfela inwestycyjnego Twiti Investments Ltd. Jest to piąta spółka z branży innowacyjnych technologii biomedycznych, która weszła w skład grupy. Neuro Device jest polską firmą specjalizującą się w rozwiązaniach z zakresu terapii, diagnostyki i badań naukowych dotyczących centralnego układu nerwowego.

W wyniku zamknięcia transakcji Twiti Investments Ltd. stała się właścicielem 60% akcji Neuro Device Group S.A. Powiększona właśnie grupa spółek działa w obszarze bio-med-tech, a należą do niej także: Genexo, Mabion, Lipid Systems i Cellis. Dołączenie Neuro Device oznacza poszerzenie portfolio o kompetencje z zakresu nowoczesnych rozwiązań neuronaukowych, dopełniając założeń ultrainnowacyjnej strategii rozwojowej grupy.

Neuro Device Group S.A. to jedna z najdynamiczniejszych spółek z obszaru neuronauki, która odnosi sukcesy nie tylko w świecie nauki, ale również komercyjnie. Jest nam niezmiernie miło powitać ich w gronie podmiotów zaangażowanych w rozwój sektora wysokich technologii w Polsce w które mogliśmy zainwestować. Naszym celem jest zbudowanie grupy spółek, które dzieląc się posiadanymi kompetencjami, będą mogły się rozwijać szybciej, stawiać czoła medycznym wyzwaniom przyszłości i rozwijać te technologie i leki, na które w przyszłości będzie największe zapotrzebowanie – komentuje tę transakcję Robert Aleksandrowicz z Twiti Investments Ltd. i dodaje – Mamy to szczęście, że osoby zaangażowane w realizację projektów myślą kategoriami potrzeb jutra.

Neuro Device tworzy pionierskie rozwiązania rewolucjonizujące terapię wielu zaburzeń neurologicznych, za co zdobywa międzynarodowe uznanie. W styczniu tego roku urządzenie Neuro Device Voic wspierające terapię osób cierpiących na afazję wygrało polską edycję międzynarodowego konkursu dla innowatorów odpowiedzialnych społecznie Chivas Venture. W kolejnym etapie tego konkursu, dzięki głosom internautów, urządzenie zajęło trzecią lokatę spośród 27 najlepszych projektów z całego świata. Neuro Device Voic został także doceniony na tegorocznej edycji Medtec Europe Startup Academy w Stuttgarcie, gdzie firma otrzymała nagrodę dla innowatorów w branży technologii medycznych.

Od samego początku realizujemy odważne, przyszłościowe projekty, dzięki czemu nasze portfolio obejmuje wiele pionierskich rozwiązań przygotowywanych we współpracy z ośrodkami naukowymi z całego świata. Pozyskanie inwestora takiego jak Twiti Investments Ltd. to duży krok i wsparcie w rozwoju Neuro Device, a także szansa na jeszcze sprawniejsze wdrażanie naszych innowacyjnych idei – mówi Paweł Soluch, CEO Neuro Device Group S.A.

Innym projektem firmy odnoszącym sukcesy jest LifeTone – innowacyjne urządzenie do pomiaru parametrów życiowych dziecka, sygnalizujące sytuacje zagrożenia zdrowia. Na początku lipca tego roku urządzenie zostało docenione przez międzynarodowych inwestorów skupionych wokół akceleratora MIT Enterprise Forum Poland.

– Tworzenie rozwiązań, które poprawiają jakość życia ludzi na całym świecie, to nasza codzienna praca, ale też niemałe wyzwanie. Cieszymy się, że odnosimy sukcesy, że nasze działania przynoszą efekty i są dostrzegane. Razem z naszym nowym inwestorem będziemy szukać najbardziej efektywnej ścieżki dalszego rozwoju tych projektów – tłumaczy Olga Reunamo, COO Neuro Device.

Innymi spółkami wchodzącymi w skład portfela inwestycyjnego Grupy Twiti Investments Ltd. są m.in. Genexo – oferujący nowoczesne rozwiązania w diabetologii, jak pierwszy na rynku glukometr z funkcją głośnomówiącą dla osób niedowidzących i niewidomych, Mabion – spółka notowana na GPW i pionier w dziedzinie rozwoju i produkcji przeciwciał monoklonalnych z pierwszym polskim lekiem biopodobnym w trakcie rejestracji w EMA, Lipid Systems – rozwijający własne opatentowane technologie postaci liposomalnych leków oraz ich celowanego kierowania w oparciu o know-how naukowców z Politechniki Wrocławskiej, oraz firma Cellis prowadząca przełomowe badania terapii komórkowej w oparciu o odkrycie prof. Magdaleny Król nagrodzone grantem ERC.

Ponad 2-krotny wzrost ataków na firmy w 1 połowie 2018 roku na świecie.

– Dwukrotny wzrost ataków w pierwszej połowie roku – takie wnioski przedstawiła firma Check Point w najnowszym raporcie „Trendy w atakach cybernetycznych: 2018 raport półroczny’’. Według analiz firmy Check Point w 1 połowie 2018 roku liczba organizacji, które ucierpiały na skutek złośliwego oprogramowania typu cryptominer, wzrosła z 20,5% w drugiej połowie 2017 roku do 42% obecnie. Cryptominery umożliwiają cyberprzestępcom przejęcie mocy procesora lub procesora graficznego ofiary oraz istniejących zasobów do kopania kryptowalut, przy wykorzystaniu nawet 65 proc. mocy procesora ofiary. 

Wśród trzech najpopularniejszych wariantów złośliwego oprogramowania w I półroczu 2018 roku wszystkie są cryptominerami. Check Point wykrył również rosnącą liczbę ataków ukierunkowanych na infrastruktury chmury obliczeniowej. W związku z tym, że organizacje przenoszą więcej swoich zasobów IT i danych do środowisk chmury, przestępcy zwracają się właśnie w jej stronę, aby wykorzystać jej ogromną moc obliczeniową i pomnożyć swoje zyski.

Maya Horowitz, kierownik grupy analitycznej ds. zagrożeń w firmie Check Point, skomentowała ten fakt: „W pierwszej połowie tego roku przestępcy kontynuowali trend obserwowany pod koniec 2017 roku i w pełni wykorzystują ukryte cryptominery do maksymalizacji swoich przychodów.  Obserwujemy również coraz bardziej wyrafinowane ataki na infrastruktury chmury obliczeniowej i środowiska wieloplatformowe.  Te wielowektorowe, szybkie i zakrojone na szeroką skalę ataki piątej generacji stają się coraz częstsze, a organizacje muszą przyjąć wielowarstwową strategię bezpieczeństwa cybernetycznego, która zapobiegnie przejęciu sieci i danych przez te ataki”.

Najważniejsze tendencje w zakresie złośliwego oprogramowania w I półroczu 2018 r.

– Ewolucja koparek kryptowalut – W 2018 roku cryptominery zostały rozbudowane o znacznie ulepszone możliwości, stając się bardziej wyrafinowane, a nawet niszczycielskie. Motywowane wyraźnym interesem zwiększenia odsetka wykorzystywanych zasobów obliczeniowych i osiągania jeszcze większych zysków, cryptominery kierują dziś swoje działania na wszystko, co mogłoby być postrzegane jako ich droga. W ostatnim czasie cryptominery rozwinęły się również w dużym stopniu w celu wykorzystania tzw. wysokoprofilowych podatności oraz w celu uniknięcia piaskownic (sandbox) i produktów zabezpieczających w celu zwiększenia liczby infekcji.

– Hakerzy przenoszą się w kierunku Chmur – w tym roku wykorzystano wiele zaawansowanych technik i narzędzi przeciwko usługom przechowywania danych w chmurze. Szereg ataków w chmurze, głównie ataki związane z eksfiltracją danych i ujawnianiem informacji, wynikało ze złych praktyk w zakresie bezpieczeństwa, w tym danych uwierzytelniających pozostawionych do dyspozycji w publicznych repozytoriach kodów źródłowych lub stosowania słabych haseł. Cryptominery są również skierowane przeciw infrastrukturom chmur obliczeniowych, a ich celem jest wykorzystanie mocy obliczeniowej i pomnożenie zysków dla podmiotów stanowiących zagrożenie.

– Ataki wieloplatformowe wciąż rosną – do końca 2017 r. złośliwe oprogramowanie wieloplatformowe było rzadkością. Jednak wzrost liczby urządzeń podłączonych do Internetu oraz rosnący udział w rynku systemów operacyjnych innych niż Windows doprowadziły do wzrostu liczby złośliwego oprogramowania na wielu platformach. Operatorzy kampanii wdrażają różne techniki w celu przejęcia kontroli nad różnymi zainfekowanymi platformami.

– Mobile Malware rozprzestrzeniany przez łańcuch dostaw – W pierwszej połowie bieżącego roku doszło do kilku przypadków, w których mobilne złośliwe oprogramowanie, które nie zostało pobrane ze złośliwego adresu URL, lecz zostało już zainstalowane w urządzeniu. Ponadto wzrosła liczba aplikacji dostępnych w sklepach z aplikacjami, które były w rzeczywistości ukrytym złośliwym oprogramowaniem, w tym bankowymi trojanami, oprogramowaniem Adware i wyrafinowanymi trojanami ze zdalnym dostępem (RAT).

Najpopularniejsze cryptominery w pierwszej połowie 2018 r.

  1. Coinhive (30%) – Crypominer przeznaczony do wydobywania kryptowaluty Monero bez zgody użytkownika odwiedzającego stronę internetową.  Coinhive pojawił się dopiero we wrześniu 2017 r., ale już w tym czasie infekował 12% organizacji na całym świecie.
  2. Cryptoloot (23%) – Cryptominer JavaScript, przeznaczony do wydobywania kryptokrypty Monero podczas odwiedzin użytkownika na stronie internetowej bez jego zgody.
  3. JSEcoin (17%) – Webowy cryptominer przeznaczony do wydobywania Monero podczas odwiedzin użytkownika na stronie internetowej bez jego zgody.

Najlepszy okupant w pierwszej połowie 2018 r.

  1. Locky (40%)– oprogramowanie, które rozprzestrzenia się głównie za pomocą spamu, zawierającego pliki do pobrania, podszywające się pod załącznik Word lub Zip.
  2. WannaCry (35%)– ransomware, który zaatakował na wielką skalę w maju 2017 roku; wykorzystuje exploit Windows SMB o nazwie EternalBlue, w celu rozprzestrzeniania się w obrębie sieci i pomiędzy sieciami.
  3. Globeimposter (8%)– dystrybuowany za pośrednictwem kampanii spamowych, złośliwych kampanii reklamowych i zestawów do wyzysku. Po zaszyfrowaniu, oprogramowanie ransomware dołącza rozszerzenie .krypt do każdego zaszyfrowanego pliku.

Mobilne złośliwe oprogramowanie w pierwszej połowie 2018 r.

  1. Triada (51%)Modułowy backdoor dla systemu Android, który nadaje uprawnienia superużytkownika do pobierania złośliwego oprogramowania, co pomaga mu w kontroli nad procesami systemowymi.
  2. Lokibot (19%) Trojan bankowości mobilnej, który jest skierowany na systemy Android;zamienia się w Okuap, po próbie ofiary próbuje usunąć swoje przywileje administratora.
  3. Hidad (10%)Złośliwe oprogramowanie na Androida, które przepakowuje legalne aplikacje, a następnie udostępnia je do sklepu osób trzecich. Jest w stanie uzyskać dostęp do kluczowych szczegółów bezpieczeństwa wbudowanych w system operacyjny, co pozwala atakującemu na uzyskanie poufnych danych użytkownika.

Nowe badanie wykazało, że 93% badanych osób zaufałoby poleceniom robotów w pracy

Pracownicy są gotowi do tego, aby wykonywać polecenia robotów — pokazało tak nowe badanie przeprowadzone przez Oracle i Future Workplace, firmę badawczą przygotowującą liderów na rewolucyjne zmiany w dziedzinie rekrutacji, rozwoju zawodowego i zaangażowania pracowników. Badanie obejmujące 1320 amerykańskich szefów działów kadr i pracowników pokazało, że podczas gdy pracownicy są gotowi do wdrożenia sztucznej inteligencji (AI) w miejscu pracy oraz rozumieją, że może ona przynieść znacznie większe korzyści niż tylko automatyzacja procesów wykonywanych ręcznie, przedsiębiorstwa nie robią wystarczająco dużo, aby pomóc pracownikom we wdrożeniu AI, co może skutkować obniżeniem produktywności, dezaktualizacją umiejętności i utratą miejsc pracy.

Badanie „AI at Work” pokazało duże różnice pomiędzy sposobem korzystania z AI w domu i w pracy. Podczas gdy 70% respondentów korzysta z jakiejś formy AI w swoim życiu prywatnym, tylko 6% specjalistów ds. kadr aktywnie wdraża AI, a tylko 24% pracowników korzysta z jakiejś formy sztucznej inteligencji w swojej pracy. Aby określić, dlaczego występują tak duże różnice w poziomie wdrożenia AI mimo gotowości pracowników do stosowania AI w miejscu pracy (93% respondentów zaufałoby poleceniom otrzymanym od robota), zbadano postrzegane przez szefów działów kadr i pracowników korzyści z AI, przeszkody we wdrożeniu tej technologii oraz konsekwencje biznesowe jej niewdrożenia.

Wszyscy respondenci zgadzali się co do tego, że AI wywrze pozytywny wpływ na ich przedsiębiorstwa, a za największą korzyść z AI zarówno szefowie działów kadr, jak i pracownicy uznali wzrost produktywności. W ciągu następnych trzech lat respondenci spodziewają się m.in. następujących korzyści z AI:

  • Pracownicy uważają, że AI zwiększy efektywność operacyjną (59%), umożliwi szybsze podejmowanie decyzji (50%), znacznie obniży koszty (45%), zapewni klientom lepszą obsługę (40%) oraz poprawi doświadczenia pracowników (37%).
  • Szefowie działów kadr uważają, że AI dobrze wpłynie na szkolenia i rozwój (27%), zarządzanie wydajnością (26%), wynagrodzenia (18%) oraz rekrutację i świadczenia pracownicze (13%).

Mimo że potencjał AI w zakresie zwiększenia wydajności biznesowej nie budzi wątpliwości, szefowie działów kadr oraz pracownicy uważają, że przedsiębiorstwa nie robią wystarczająco dużo, aby przygotować pracowników do jej wdrożenia. Respondenci wskazali również na szereg innych barier na drodze do wdrożenia AI w przedsiębiorstwach:

  • Prawie wszyscy (90%) szefowie działów kadr obawiają się, że nie będą w stanie się przystosować do szybkiego wdrożenia AI w swojej pracy.
  • Podczas gdy ponad połowa pracowników (51%) obawia się, że nie będzie w stanie się przystosować do szybkiego wdrożenia AI, a 71% uważa, że umiejętności i wiedza w zakresie sztucznej inteligencji będą mieć duże znaczenie w ciągu kolejnych trzech lat, 72% szefów działów kadr zwróciło uwagę na to, że ich przedsiębiorstwo nie oferuje żadnego programu szkoleń w dziedzinie sztucznej inteligencji.
  • Wśród istotnych barier na drodze do wdrożenia AI w przedsiębiorstwie szefowie działów kadr oraz pracownicy obok luki w umiejętnościach wymienili również koszty (74%), braki technologiczne (69%) oraz zagrożenia dla bezpieczeństwa (56%).

Odreagowanie złotego po ostatnich spadkach

Ubiegły tydzień przyniósł dość wyraźne umocnienie polskiej waluty, która przewodziła wzrostom walut środkowoeuropejskich. PLN istotnie zyskiwał w parze z głównymi walutami, szczególnie w relacji do słabszych euro i funta brytyjskiego. Umocnienie złotego można potraktować jako odreagowanie po ostatnich spadkach.

W czasie pozbawionej entuzjazmu sesji dolar był w stanie odrobić straty z poprzednich tygodni. Ten ruch na rynku walutowym można przypisać raczej następstwom niż samym chaotycznym zachowaniom prezydenta Trumpa podczas spotkań z głowami europejskich państw. Prezydent USA groził też nieustannie zakończeniem relacji handlowych z innymi krajami, czyniąc to jednak w dość losowy sposób. Mimo to dolar zdołał umocnić się względem niemal wszystkich istotnych walut światowych, z wyłączeniem walut kilku krajów Ameryki Łacińskiej i polskiego złotego.

Najważniejszym wydarzeniem tego tygodnia będzie półroczne zeznanie przewodniczącego Fedu, które Jerome Powell wygłosi przed amerykańskim Kongresem we wtorek oraz w środę. Będziemy wypatrywać wszelkich oznak zaniepokojenia Rezerwy Federalnej przed faktyczną wojną handlową między Stanami Zjednoczonymi oraz ich głównymi partnerami handlowymi.

PLN

Polski złoty zakończył ubiegły tydzień umocnieniem w relacji do głównych walut. Złoty najmocniej zyskiwał w parze z euro i funtem brytyjskim. Umocnienie PLN było odreagowaniem po ostatnich ostrych spadkach, które dotknęły walut CEE i sprawiły, że te znalazły się na niskich poziomach, nieuzasadnionych przez ich fundamenty.

Kluczowymi informacjami z kraju z ubiegłego tygodnia była decyzja Rady Polityki Pieniężnej o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Prezes Glapiński przy okazji konferencji prasowej poinformował również o projekcjach makroekonomicznych banku centralnego, które zakładają wyższy wzrost gospodarczy (od zakładanego wcześniej) w krótkim terminie i niższą inflację zarówno w krótkim, jak i dłuższym terminie. Oprócz spotkania RPP warto wspomnieć o rewizji odczytu inflacji w czerwcu, która pokazała, że dynamika cen w poprzednim miesiącu wyniosła 2%, a nie 1,9% rocznie, jak zakładano wcześniej.

Oprócz poniedziałkowej publikacji projekcji ekonomicznych DAE NBP, warto będzie zwrócić uwagę również na odczyty z rynku pracy, dane o sprzedaży detalicznej, wyliczenia inflacji bazowej oraz dane o produkcji przemysłowej. Dla polskiego złotego kluczowe znaczenie będzie miała jednak kwestia zmian sentymentu do ryzyka i rynków wschodzących.

GBP

W zeszłym tygodniu rezygnacja kluczowych członków gabinetu Theresy May miała zaskakująco niewielki wpływ na kurs szterlinga. Funt zyskał w oczach inwestorów po opublikowaniu przez brytyjski rząd tzw. „white paper”, propozycji stosunków handlowych między Unią Europejską a Wielką Brytanią po tym, jak UK opuści wspólnotę. Wydaje się, że premier May dąży do osiągnięcia “łagodnego” Brexitu.

W tym tygodniu kurs szterlinga po raz pierwszy od dłuższej chwili powinien w większym stopniu zależeć od danych makroekonomicznych, a nie od polityki. We wtorek poznamy bowiem dane o stanie rynku pracy, w środę opublikowany zostanie z kolei raport o inflacji. Publikacje te rzucą trochę światła na perspektywę oczekiwanej przez nas podwyżki stóp procentowych Banku Anglii podczas sierpniowego spotkania. Mogą również stanowić wsparcia dla kursu funta.

EUR

Zeszły tydzień nie obfitował w dane makro, co oznacza, że euro reagowało w pierwszej kolejności na deklaracje Donalda Trumpa. Wspólna europejska waluta straciła większość zysków z zeszłego tygodnia podczas kilku dość nieciekawych sesji. Bieżący tydzień nie przyniesie również zbyt wielu istotnych danych o stanie gospodarek bloku walutowego. Uwaga inwestorów będzie skupiona na piątkowym posiedzeniu Rady ds. Ogólnych Unii Europejskiej. Spotkanie reprezentantów rządów UE powinno dostarczyć informacji o stanie negocjacji ws. Brexitu ze strony europejskiej.

USD

Najistotniejszą publikacją gospodarczą zeszłego tygodnia były dane o dynamice cen w Stanach Zjednoczonych, które były niemal w pełni zgodne z opinią konsensusu ekonomistów. Natomiast w najbliższych dniach rynki będą zwracały uwagę na mogące pojawić się w każdej chwili oświadczenia ze strony administracji Trumpa w kwestii handlu międzynarodowego, jak i bardzo istotne wystąpienie Przewodniczącego Rezerwy Federalnej, Jerome’a Powella, przed amerykańskim Kongresem. Wypatrujemy opinii Fedu w dwóch ważnych kwestiach: potencjalnego wpływu wojny handlowej na politykę monetarną Stanów Zjednoczonych oraz braku dużej presji na wzrost płac pomimo niskiego bezrobocie. Informacje w sprawie któregokolwiek z tych dwóch zagadnień naszym zdaniem mogą przynieść więcej zmienności na rynku walutowym niż powszechnie się oczekuje.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Wzrost cen w Polsce. Trump o Brexicie

Inflacja w Polsce wynosi 2% w skali roku. Złotówka kontynuują dobrą passę, ale wciąż jej daleko do minimów ostatnich miesięcy. Trump udziela rad na temat negocjacji brexitowych.

Inflacja w Polsce bez niespodzianek

Główne dane makroekonomiczne w Polsce ostatnio nie zaskakują. Inflacja w ciągu roku rośnie o 2%. Oznacza to, że znajdujemy się coraz bliżej środka celu inflacyjnego wynoszącego 2,5%. Biorąc pod uwagę zarówno spadek bezrobocia oraz wzrost cen ropy naftowej a tym samym rosnące koszty transportu jest to bardzo dobry wynik. Waluty przyjęły te dane spokojnie. Były one bowiem zgodne z oczekiwaniami analityków.

Złoty znów odrabia straty

Miniony tydzień początkowo przyniósł delikatne osłabienie złotego, jednakże pod koniec wrócić on w okolice na których znajdował się w poniedziałek. Obecnie względem zarówno euro, franka, funta oraz dolara złotówka jest o około 10 groszy mocniejsza niż na przełomie czerwca i lipca. Z drugiej strony warto zwrócić uwagę, że mówienie o mocnym złotym nie jest jeszcze uzasadnione. Jeszcze w połowie kwietnia zastanawialiśmy się przecież czy euro spadnie poniżej 4,15 zł a frank poniżej 3,50 zł.

Trump znów szokuje

W rozmowie z premier Wielkiej Brytanii Donald Trump udzielił kilku rad na temat postępowania w negocjacjach brexitowych. O ile technika nie odchodzenia od stołu jest jak najbardziej zasadna, o tyle pomysł pozwania Unii Europejskiej budzi spore wątpliwości. głównym problemem jest to gdzie pozwać Unię Europejską za Brexit. Nie bez znaczenia jest też podstawa prawna. Ostatnimi czasy mocne wypowiedzi prezydenta USA nie budzą już takiego zdziwienia jak wynikałoby to z jego stanowiska. Ktoś kto wygłasza tak odważne tezy przez cały czas w końcu traci znaczenie. Z tego powodu rynki przyjmują wypowiedzi prezydenta USA coraz spokojniej.

Dzisiaj w dzień wolny w Japonii z okazji dnia oceanu, a w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – bilans płatniczy,
  • 14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Inflacja i gołębi EBC wspierają zwyżkę kursu dolara

Bieżący tydzień na krajowym rynku walutowym przebiegał relatywnie stabilnie, z EURPLN oscylującym w okolicach przedziału 4,308-4,34. W relacji piątek-piątek PLN nieznacznie się jednak umocnił, pomimo gołębiej RPP.

Na rynkach finansowych wciąż aktualny jest temat eskalacji protekcjonizmu, a ostatnio na nastroje wpływ miały doniesienia, że Waszyngton szykuje się do pełnej wojny handlowej z Pekinem, zapowiadając nałożenie ceł na kolejne chińskie produkty. Dolar nadal więc pozostaje preferowanym przez inwestorów kierunkiem ucieczki od ryzyka mając przede wszystkim solidne wsparcie ze strony danych makro. Wciąż bowiem solidnie rozwija się rynek pracy, rośnie konsumpcja, a wskaźniki wyprzedzające nie sygnalizują obecnie obaw o skutki konfliktu z Chinami. Rośnie też inflacja, która wspiera jastrzębią politykę Fed i dolara. W piątek EURUSD zszedł w okolice 1,161 wobec notowanych blisko 1,18 na początku tego tygodnia.

Dolara wspiera też gołębi EBC. Z opublikowanych minutes z czerwcowego posiedzenia banku wynikało bowiem, że stopy procentowe w EZ mogą zostać utrzymane na obecnych niskich poziomach blisko zeru (ze stawką depozytową poniżej zera) tak długo, jak to będzie konieczne, aby wspierać powrót inflacji do celu. W czerwcu sygnalizowano, że koszt pieniądza w EBC pozostanie bez zmian „przez lato” 2019 roku. W minutes podkreślono jednak, że zapowiedź ta ma charakter otwarty, co oznacza, że trudno jest przybliżyć datę podwyżki.

Równie gołębia jak EBC pozostaje RPP. Prezes NBP A. Glapiński nadal podtrzymuje możliwość utrzymania kosztu pieniądza bez zmian nawet do końca 2020 roku. Ponadto w lipcowej projekcji obniżono prognozę inflacji w 2018 roku, co w ocenie prezesa NBP dodatkowo wzmacnia jego scenariusz dla stóp.  W czerwcu indeks CPI wzrósł do 2% r/r wobec 1,9% szacowanych wstępnie, co nie zmienia faktu, że w Polsce presji inflacyjnej nie ma. To powinna potwierdzić poniedziałkowa publikacja inflacji bazowej. W rezultacie jastrzębi Fed i gołębi EBC (umacniające USD) przy łagodnej RPP i generalnie słabych nastrojach względem EM hamują podejmowane próby umocnienia PLN. W rezultacie, w ostatnich dniach kurs EURPLN z trendu spadkowego przeszedł do konsolidacji, kończąc piątek poniżej 4,32. Na przełomie całego tygodnia oznacza to jednak niewielkie umocnienie PLN względem euro.

W przyszłym tygodniu złoty nadal pozostawać powinien głównie pod wpływem globalnych nastrojów, które raczej mu nie będą sprzyjały (w tym oczekiwane jastrzębie wystąpienie prezesa Fed przed Kongresem USA), jednak planowane krajowe publikacje produkcyjno-sprzedażowe mogą ograniczać skalę przeceny PLN. W rezultacie EURPLN powinien utrzymywać okolice poziomów z tego tygodnia, blisko 4,32.

Wykres dnia:Utrzymujące się obawy o skutki wojny handlowej na linii Waszyngton-Pekin uderzają w chińskiego juana, co negatywnie wpływa na złotego ze względu na dużą korelację notowań EURPLN (linia niebieska, p.oś)  i USDCNY.

kurs juana euro złoty
Źródło: Thomson Reuters

Autor / Źródło: Joanna Bachert / PKO Bank Polski

Sprawdź pozycje funduszy lewarowanych na USDCAD oraz USDJPY

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku walutowy

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających na rynku surowcowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających na rynku surowcowym

Źródło: Opracowanie własne

Strzałka zielona – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Strzałka czerwona-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

USDJPY – szansa na dalsze wzrosty?

Ostatni raport COT jest bardzo ciekawy. Szczególnie sytuacja na parze walutowej JPY/USD. Ostatnie tygodnia dla JPY nie są zbyt łaskawe, wzrosty na indeksach amerykańskich doprowadziły do jej wyprzedaży. Natomiast patrząc z punktu widzenia raportu COT fundusze wcale nie chętnie pozbywają się swoich długich pozycji w tej walucie, wręcz odwrotnie! Dobierają ich coraz więcej. Co prawda pozycje długie rosną w o wiele wolniejszym tempie niż krótkie. Z tego powodu linia netto spada już od początku kwietnia.

Zatem możemy wyróżnić dwa scenariusze:

  • Ostatnie wzrosty na USDJPY są pułapką dla kupujących, niebawem fundusze lewarowane będą mogły zacząć dobierać coraz więcej longów w JPY. Zwiększone zaangażowanie po długiej stronie rynku dużych graczy zostanie przełożone na mocniejszą wyprzedaż USDJPY.
  • Duzi gracze zaczną zamykać długie pozycje i otwierać coraz więcej longów. Aktualnie linia netto na tle historycznym jest położona neutralnie, zatem fundusze mają miejsce w portfelach spekulacyjnych do dobierania coraz większej ilości krótkich pozycji.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Jak powyższe scenariusze mogą przełożyć się na wykres? Jeżeli pierwszy scenariusz okaże się prawidłowy, to na początku zobaczymy przerwanie linii trendu oraz wsparcia wyznaczonego przez ostatnie szczyty z maja oraz kwietnia. Jest to scenariusz mniej prawdopodobny.

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Notowania USDJPY, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Drugie scenariusz, bardziej prawdopodobny mówi o zmierzaniu USDJPY w okolicę poziomu 113.00. Aczkolwiek tutaj nie możemy wykluczyć korekty w okolicę poziomu 100.00.

USDCAD – coraz większy podaż CAD

W poprzedni tygodniu kalendarzowym fundusze lewarowane po raz kolejny dobrały większą ilość shortów na CAD niż longów. Tym razem odpowiednio o 2976 oraz 340 pozycji. Tym samym linia netto spadła po raz kolejny, co przekłada się na większy pesymizm.

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Pozycje funduszy lewarowanych, bary niebieskie- pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta – pozycja netto

Źródło: Cme Group

Sytuacja ta jest odzwierciedlona na interwale tygodniowym, gdzie USDCAD znalazł się na mocnym wsparciu. Wsparcie zostało wyznaczone przez pokonany szczyt marca bieżącego roku. Bazowym scenariuszem pozostanie obrona wsparcia i kontynuacja wzrostów do kolejnej strefy oporu w okolicy poziomu 1.338.

Wykres USDCAD, interwał tygodniowy

Wykres USDCAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Dział Analiz Admiral Markets

Zmiany na Lotnisku Chopina w Warszawie. Baltona wraca na Okęcie

Obecnie na Lotnisku Chopina w Warszawie dokonywane są zmiany, które przyniosą korzyści pasażerom. Przy okazji przebudowy terminala zmieniana jest także strefa komercyjna. Dotychczas 90 proc. jej powierzchni było w rękach jednego podmiotu – Legardere Travel Retail. Na skutek wygaśnięcia umów z LTR z końcem czerwca oraz prowadzonych wcześniej negocjacji i postępowań wprowadzony został drugi podmiot – Baltona. Władze lotniska wyrażały chęć przedłużenia umów do końca września, aby objąć jeszcze sezon wakacyjny.

– Nowy układ na lotnisku zapewni ponad połowę powierzchni LTR-owi, druga nieco mniejsza cześć będzie w rękach Baltony. Przyniesie to istotne korzyści dla pasażerów, o których oba podmioty będą musiały teraz konkurować pod względem cenowym – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Szpikowski, dyrektor Lotniska Chopina w Warszawie – W kwestii samego postępowania pojawiają się czasami wiadomości o braku przejrzystości. Zapewniamy, że postępowanie w trybie wcześniejszym, które zostało unieważnione – a następnie w trybie negocjacji prowadzono rozmowy z oboma podmiotami: LTR i Baltoną – było objęte tarczą antykorupcyjną ze strony CBA. Bezpośrednie negocjacje z Baltoną były prowadzone wprost w siedzibie i z udziałem Prokuratorii Rzeczypospolitej Polskiej – dodał Szpikowski.

Dokumentacja podatnika – papierowa, czy elektroniczna?

Przywiązanie organów podatkowych do dokumentów w wersji papierowej to tylko jeden z argumentów, iż fiskus mentalnie nadal tkwi w poprzednim stuleciu. Na szczęście z duchem czasu coraz częściej idą sądy administracyjne, które w tego typu sprawach stają po stronie podatników. Przykładem może być sprawa pewnej spółki obciążonej karą porządkową za przekazanie dokumentacji na płycie CD, a nie – jak żądał tego organ – w formie dokumentu.

Karząca ręka fiskusa

W toku postępowania podatkowego w przedmiocie podatku od nieruchomości za 2009 r., spółka obciążona została karą porządkową w wysokości 2 800 zł. Zdaniem wójta działającego w tym przypadku jako organ podatkowy, firma bezzasadnie odmówiła okazania przedmiotu oględzin w postaci wykazu środków trwałych, w celu określenia wartości budowli. Żądane informacje przekazane zostały bowiem w wersji elektronicznej na płycie CD, a nie – jak oczekiwał tego organ – w formie papierowej. Rozstrzygnięcie trafiło ostatecznie do rozpatrzenia przez Naczelny Sąd Administracyjny, który po uwzględnieniu skargi kasacyjnej fiskusa uchylił wyrok wojewódzkiego sądu administracyjnego do ponownego rozpoznania.

Połowiczny sukces

Wojewódzki sąd administracyjny na nowo rozpoznając sprawę, wziął pod uwagę uchybienia wskazane przez NSA. Uznał także, że przekazanie przez podatnika żądanych danych na płycie CD nie stanowiło właściwej i adekwatnej odpowiedzi na wezwanie organu. Skład orzekający ocenił, że strona miała świadomość, iż nie spełniła wezwania organu w sposób należyty, gdyż wniosła o przedłużenie terminu na złożenie żądanej dokumentacji. Według sądu dowód w postaci płyty CD nie może być w rozpatrywanej sprawie jedynym środkiem dowodowym, w oparciu o który można ustalić wartość budowli, gdyż będąc jedynie wyciągiem z ewidencji, nie pozwala na precyzyjne określenie wartości budowli w celu ustalenia wysokości podatku od nieruchomości. Sąd nie zgodził się ze skarżącą, iż jej zaniechanie nie podlega karze, bowiem wezwanie organu nie dotyczyło, jak twierdziła skarżąca, złożenia wyjaśnień, lecz udostępnienia żądanych dokumentów. Tego zaś, jak zgodnie stwierdziły organ podatkowy i sąd administracyjny, skarżąca, wbrew wezwaniu, nie uczyniła.

Szczęśliwy finał

Po stronie podatnika stanął Naczelny Sąd Administracyjny, który uchylając powyższe rozstrzygnięcie wyrokiem z dnia 18 stycznia 2018 r. sygn. II FSK 3462/17 uznał, iż przekazując płytę CD, spółka nie pozostawiła wezwania organu bez odpowiedzi, lecz przez cały czas postępowania współdziałała z nim w celu wyjaśnienia okoliczności sprawy. NSA uznał, iż skarżąca wywiązała się z obowiązku złożenia dokumentów, gdyż z uwagi na „rozwój środków komunikacji elektronicznej oraz upowszechnienie tej najtańszej i najdogodniejszej formy przesyłania danych między organem podatkowym a podatnikiem, zasadna jest możliwość zadośćuczynienia wezwaniu organu podatkowego za pomocą środków komunikacji elektronicznej lub na informatycznych nośnikach danych”. Sąd podkreślił, iż w wezwaniu organ nie zastrzegł papierowej formy żądanych dokumentów, a uzyskanie wydruku dokumentu, który podatnik posiada jedynie w wersji elektronicznej, mogłoby wiązać się dla niego z dodatkowymi kosztami, jakimi nie można go obciążać.

Morał

Mimo iż omawiane orzeczenie świadczy o bardziej „życiowym” i nowoczesnym podejściu sądów administracyjnych, to sprawą dyskusyjną jest, czy za ich przykładem pójdą organy podatkowe. Podatnicy powołujący się bowiem na orzeczenia NSA, w odpowiedzi często słyszą, że nie są one dla fiskusa wiążące, a sprawa będzie rozpoznawana tak, jak organ uzna to za stosowne. Dyskusja w sytuacji, gdy oponent jest zamknięty na argumenty i odmawia spojrzenia na problem z szerszej perspektywy wydaje się zatem bardzo utrudniona. W żadnym razie nie należy się z niej jednak wycofywać i rezygnować z obrony swojego stanowiska. Kropla drąży skałę, a każdy zwycięski spór z fiskusem daje nadzieję, że organy przestaną wreszcie podejrzliwie spoglądać w stronę podatnika i zamiast dręczyć go kolejnymi kontrolami, wyjdą mu naprzeciw ułatwiając prowadzenie biznesu.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Nastroje w MŚP najgorsze od ponad 3 lat

Barometr EFL[1], wskaźnik monitorujący nastroje w mikro, małych i średnich firmach, spadł w III kwartale br. do najniższego poziomu od początku 2015 roku (od kiedy jest realizowane badanie) i osiągnął wartość 52,9 pkt.
(-8,3 pkt. kw./kw.). Wszystko za sprawą wyraźnego spadku optymistów przy równoczesnym wzroście pesymistów w każdym z badanych kryteriów. W szczególności jest to widoczne w prognozach sprzedaży i inwestycji
.

– Nastroje w sektorze mikro, małych i średnich firmach monitorujemy już od ponad 3 lat i jesteśmy przygotowani na cykliczną powtarzalność wyników. Zgodnie z tendencjami z poprzednich lat, spodziewaliśmy się mniej optymistycznych prognoz w III kwartale, jednak nie w aż tak dużej skali. W poprzednich latach różnice między wynikami II a III kwartału wynosiły 1-3 pkt, podczas gdy teraz odnotowaliśmy ponad 8 pkt. spadek. Na taki stan rzeczy z pewnością wpływa wiele czynników, m.in. kalendarz, pogoda, ale pod lupę wziąłbym dwa. Pierwszy – wewnętrzny, który jest związany z brakiem rąk do pracy. Z ostatnich danych GUS wynika, że w maju stopa bezrobocia wyniosła zaledwie 6,1%, jednocześnie liczba ofert zatrudnienia w I kwartale wzrosła o 14%. Drugi czynnik – zewnętrzny. Być może zbliża się albo już jest moment, kiedy polskie firmy zaczynają odczuwać spowolnienie gospodarki naszego zachodniego sąsiada. Indeks obrazujący niemiecką koniunkturę ZEW spada już od kilku miesięcy, a w lipcu osiągnął najniższy poziom od kilku lat. A przecież Niemcy są głównym partnerem handlowych polskiego przemysłu – mówi Radosław Kuczyński, prezes EFL.

MŚP obawiają się spowolnienia

Wynik Barometru EFL na III kwartał 2018 roku wyniósł 52,9 pkt., czyli był o 8,3 pkt. proc. niższy w porównaniu do II kwartału br. i o 6,4 pkt. niższy niż w analogicznym okresie 2017 roku. Jednocześnie, osiągnięty poziom jest najniższy od ponad 3 lat (pierwszy Barometr EFL realizowany był w I kwartale 2015 roku) i zbliżony do wyników pomiaru z I kwartału 2016 roku (53,1 pkt.). Eksperci EFL zwracają jednak uwagę, że odczyt wciąż znajduje się ponad progiem OR[2], co oznacza, że pomimo gorszych prognoz, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa wciąż widzą szanse na rozwój w najbliższych miesiącach. Na tak wyraźny spadek nastrojów wpływ miał spadek odsetka optymistów, przy równoczesnym wzroście pesymistów w każdym z kryteriów. W szczególności widać to w przypadku prognoz sprzedaży i inwestycji.

Bez szału zakupowego

Odsetek osób, które spodziewają się większych zamówień w ciągu III kwartału, spadł o 12,5 pp. (z 44,2 proc. do 31,7 proc.), a tych, którzy obawiają się mniejszego zapotrzebowania na ich produkty lub usługi, przybyło (z 9 proc. do 17,2 proc.). Szacowany spadek sprzedaży pociągnął za sobą mniej optymistyczne oceny dotyczące płynności finansowej w porównaniu do ubiegłego kwartału. Odsetek osób spodziewających się wzrostu płynności finansowej wyniósł 20,2% (o 8 p.p. mniej w ujęciu kwartalnym).

W inwestycyjnym dołku

Podobną tendencję widać w przypadku planów inwestycyjnych. Optymistów jest mniej o 9,1 pp. (z 35,1 proc. do 26 proc.)., natomiast grupa pesymistów zdecydowania wzrosła – z 15,5 proc. w II kwartale do 27,7 proc. w III kwartale tego roku. Co więcej, w obszarze inwestycji, więcej jest przedsiębiorców, którzy przewidują spadek niż tych, którzy planują ich wzrost. Planowany spadek poziomu inwestycji sprawia, że MŚP wyrażają mniejsze zapotrzebowanie na finansowanie zewnętrzne (-4 p.p. w ujęciu kwartalnym).

– Zgodnie z dotychczasowymi pomiarami, pomiędzy III a IV kwartałem wartość głównego indeksu powinna spaść. Jednak liczymy, że po tak dużym spadku w obecnym pomiarze, wskaźnik odwróci tendencje z poprzednich lat i odnotuje lekki wzrost – mówi prezes EFL.

[1] Barometr EFL jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego, jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest przez Ecorys na zlecenie Europejskiego Funduszu Leasingowego SA., a jego wyniki są publikowane co kwartał. Jego uczestnicy to mikro, małe i średnie firmy terenu całej Polski. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa 600 mikro, małych i średnich firm. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 22.06 -05.07 2018 r.

[2] Próg OR jest podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania, który stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.

Na rynkach wakacyjny marazm

Wakacyjny marazm toczy się przez rynki, a inwestorzy korzystają z okazji, że prezydent Trump podróżuje po Europie i nie ma czasu atakować Chin agresywnymi tweetami. Dolar lekko oddaje pola walutom ryzykownym, zyskuje też złoty. Ale giełdy w Chinach nie miały udanej sesji, więc ryzyka pozostają.

Cisza w temacie wojen handlowych trwa, zatem i aktywa ryzykowne maja moment na odreagowanie poprzedniej słabości. AUD i NZD odrabiają straty, USD, JPY i CHF stały się mniej poszukiwane. EUR/USD nudno tkwi w wąskim pasmie wahań, a funt pozostaje obciążony Brexitem i zmiany, choć są, to chaotyczne w obie strony.

Mimo to nie wszędzie jest różowo, szczególnie nie w Chinach, które w ostatnim czasie stały się wyznacznikiem sentymentu. Indeks giełdy w Szanghaju stracił 0,6 proc., a po juanie nie widać chęci do umocnienia. W nocy otrzymaliśmy paczkę danych z Państwa Środka, które miały swoje mocniejsze i słabsze strony. PKB w II kw. wzrósł zgodnie z oczekiwaniami o 6,7 proc. r/r przy akompaniamencie wyższej od prognoz czerwcowej dynamiki sprzedaży detalicznej, ale słabszym wzroście produkcji przemysłowej. Kompozycję można potraktować za krzepiącą, gdyż wspiera cel polityki rządu poprawy jakości wzrostu ze zwiększeniem udziału konsumpcji, a niepoleganiu tylko na budowie nowych dróg i mostów. Z drugiej strony w całym pierwszym półroczu zannualizowany wzrost wyniósł 6,4 proc., o 0,1 pkt proc. mniej niż zapisano w planie na 2018 rok. W obliczu ryzyka wojen handlowych trudno oczekiwań przyspieszenia wzrostu w drugim półroczu i cel 6,5 proc. może nie zostać osiągnięty. A problemy ekonomiczne Chin to zawsze zła wiadomość dla apetytu na ryzyko.

Na razie jednak nikomu nie chce się zbytnio pchać rynku w którymkolwiek kierunku, czekając na rozwój wypadków. Spotkanie dwóch silnych charakterów Trumpa i Putina zawsze może dostarczyć ciekawych komentarzy, które znajda odbicie w handlu. Po południu mamy też dane o sprzedaży detalicznej z USA za czerwiec, które powinny wskazać na piąty miesiąc wzrostu. Sprzedaż aut podbije wskaźnik ogólny (prog. 0,5 proc.), ale spadek cen paliw będzie pogarszać wyniki stacji benzynowych. Konsensusy są wyśrubowane, więc łatwiej może być o rozczarowanie. Dziś będziemy też mądrzejsi o wiedzę o stanie sektora wytwórczego w lipcu wraz z publikacją indeksy NE Empire State. Szacowany spadek względem czerwca uwzględnia obawy o skutki konfliktów handlowych, ale ważne będzie, jak silne będzie pogorszenie nastrojów. Pamiętać trzeba, że USD pozostaje silny głównie na kontraście solidności aktywności gospodarczej USA na tle reszty świata. Bez tego sama perspektywa dalszych podwyżek stóp procentowych Fed nie wystarczy. W tym temacie w kolejnych dniach na pierwszym planie będzie wystąpienie prezesa Fed w Kongresie i sprawozdanie z działalności banku centralnego (wt-śr). Pierwsze przesłuchanie przed senacką Komisją Bankową we wtorek będzie istotniejsze, gdyż to tutaj niespodzianki są bardziej prawdopodobne. Z drugiej strony jest powszechnie oczekiwane, że Jerome Powell będzie konstruktywnie wypowiadał się o stanie gospodarki i potwierdził rynkowe oczekiwania na jeszcze dwie podwyżki w tym roku.

EUR/PLN zbliża się do 4,30, a złoty korzysta z uspokojenia emocji na rynkach zewnętrznych. Osobiście nie sądzę, aby ten zjazd miał jeszcze dużą przestrzeń do kontynuacji. Obawiam się, że w temacie wojen handlowych nie wszystko zostało powiedziane, a to zapewni przynajmniej częściową premię za ryzyko na aktywach rynków wschodzących. Polscy importerzy nie powinni być chciwi, a zwrócić uwagę na euro najtańsze od czterech tygodni.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Grupa Novaturas odnotowuje 43% wzrost przychodów r/r w pierwszym półroczu 2018 r.

Novaturas, największy operator turystyczny w krajach bałtyckich, którego akcje od marca tego roku notowane są na GPW w Warszawie i Nasdaq w Wilnie, w pierwszym półroczu 2018 r. odnotował wzrost przychodów o 43% r/r do 80,2 mln euro. Od początku br. z oferty Grupy Novaturas skorzystało łącznie 134,5 tys. klientów, co oznacza wzrost o 42% w porównaniu z analogicznym okresem ub.r.

W samym tylko czerwcu na wakacje z Grupą Novaturas wyjechało blisko 39 tys. osób, czyli o 27% więcej r/r. Przełożyło się to na 26-proc. wzrost przychodów ze sprzedaży, które w omawianym okresie wyniosły 21,7 mln euro (wobec 17,2 mln euro w czerwcu 2017 r.).

Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas
Linas Aldonis, dyrektor generalny Novaturas

Jak co roku wzbogacamy ofertę Grupy Novaturas o nowe destynacje. W sezonie letnim 2018 ponownie proponujemy wyjazdy m.in. na tunezyjską wyspę Djerba. Od lat największą popularnością wśród mieszkańców krajów bałtyckich cieszą się natomiast Turcja, Grecja oraz Bułgaria. W ofercie Grupy znajduje się wiele kierunków wakacyjnych – proponujemy wyjazdy do ponad 30 miejsc na całym świecie, a także ponad 120 lotniczych i autokarowych wycieczek objazdowych. Nasi klienci szczególnie cenią wysoką jakość za przystępną cenę, a takie właśnie są wakacje w najchętniej wybieranych destynacjach – powiedział Linas Aldonis, dyrektor generalny Grupy Novaturas.

Nie oznacza to jednak uboższej oferty Grupy Novaturas. Wręcz przeciwnie. W maju rozpoczęła ona przedsprzedaż oferty zimowej 2018/2019. Podobnie do letniej, również w przypadku wczasów zimowych klienci Grupy Novaturas mogą wybierać spośród większej liczby kierunków. Debiutuje Kuba, Izrael, Jordania i Djerba. W ofercie wyjazdów zimowych stale obecne są inne, gwarantujące słońce destynacje: Malediwy, Wietnam, Sri Lanka, Indie oraz Tajlandia (w tym popularny Phuket). Wśród mieszkańców krajów bałtyckich systematycznie rośnie zainteresowanie zagranicznymi wyjazdami w sezonie zimowym: obok najpopularniejszych narciarskich kurortów Europy, w ubiegłym roku dużą popularnością cieszył się także Egipt i Hiszpania, w tym Wyspy Kanaryjskie.

Europejski rynek młodych i innowacyjnych firm jest o wiele mniejszy niż w USA. Lokalnym start-upom brak globalnych aspiracji

Europejski rynek młodych i innowacyjnych firm jest o wiele mniejszy niż w USA. Lokalnym start-upom brak globalnych aspiracji 4

Europejski rynek start-upów jest dużo mniejszy niż w Stanach Zjednoczonych. W pierwszym kwartale tego roku do europejskich spółek trafiło nieco ponad 10 proc. wszystkich środków zainwestowanych przez fundusze. Dla porównania spółkom z USA przypadło blisko 2/3. Współzałożyciel i partner funduszu Almaz Capital Alexander Galitsky ocenia, że rynek start-upów w Europie Wschodniej ma duży potencjał rozwoju dzięki rozwiniętemu systemowi edukacyjnemu i rzeszom inżynierów specjalizujących się w tworzeniu oprogramowania. Z drugiej strony tutejszym spółkom brak globalnego myślenia, a ekspansję może utrudniać im polityka.

– Tworzenie nowych spółek stanowi dużą szansę rozwoju dla firm o ugruntowanej pozycji. Ta kwestia jest dobrze znana wiodącym spółkom zagranicznym, prowadzącym działalność na terenie Doliny Krzemowej i w innych regionach Stanów Zjednoczonych. Szczególnie dla podmiotów przystosowujących się do tego rodzaju działalności jest to dopiero początkujący rynek, ponieważ 54 proc. całej sprzedaży nowo powstałych podmiotów w sektorze B2B jest związana ze Stanami Zjednoczonymi, przynajmniej na początkowym etapie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Alexander Galitsky, współzałożyciel i partner zarządzający Almaz Capital.

Jak wynika z danych KPMG, w pierwszym kwartale tego roku fundusze zainwestowały w start-upy łącznie 49,3 mld dol. To o ponad 70 proc. więcej w ujęciu kwartalnym. Prawie dwie trzecie środków (61 proc.) zostało ulokowanych w Stanach Zjednoczonych, które pozostają największym start-upowym rynkiem inwestycyjnym. Raport KPMG pokazuje również, że w ekosystemie finansowania start-upów coraz ważniejszą rolę odgrywają duże firmy i korporacje. W I kwartale tego roku 21 proc. wszystkich transakcji zostało zrealizowanych właśnie przez korporacje bądź bezpośrednio z nimi powiązane fundusze venture capital.

W przeciwieństwie do rynku w USA Europa zanotowała w pierwszych trzech miesiącach tego roku tendencję spadową. Łączna suma środków zainwestowanych w europejskie start-upy sięgnęła 5,2 mld dol., o 15 proc. mniej w ujęciu kwartalnym.

Jak ocenia współzałożyciel i partner funduszu Almaz Capital, Europa Wschodnia ma dobrze rozwinięty system edukacyjny, a uczelnie wypuszczają na rynek rzesze inżynierów specjalizujących się przede wszystkim w tworzeniu oprogramowania, co oznacza dostępność w tym regionie dużej liczby niezwykle utalentowanych osób. To połączenie zasobów i rozległej wiedzy stwarza temu regionowi duże możliwości. Z drugiej strony lokalnym start-upom brakuje globalnego myślenia.

– Jeśli skupimy się na porównaniach, najistotniejsze różnice wydają się oczywiste. Nowo powstałe przedsiębiorstwa na terenie Doliny Krzemowej zawsze skupiają się na rozwoju, podczas gdy lokalne podmioty starają się prowadzić działalność w wymiarze lokalnym i zyskiwać rentowność w oparciu o własne środki, przez co tracą dynamikę działania. Jest to największa różnica i – w moim odczuciu – największy błąd, jaki popełniają lokalne start-upy – mówi Alexander Galitsky.

Jak podkreśla, na działalność biznesową start-upów wpływ może mieć również polityka. Dlatego konieczna jest zmiana kierunku polityki unijnej i przyjęcie przez decydentów założenia, że należy wspierać przedsiębiorczość i stwarzać lokalnym podmiotom szansę rozwoju na rynku amerykańskim, chińskim czy brytyjskim, które są największymi rynkami na świecie.

– Skupiając się na polityce unijnej, można dostrzec, że niejako skłania ona nowo powstałe podmioty do funkcjonowania w wymiarze lokalnym, np. do założenia przedsiębiorstwa w Polsce, które będzie się rozwijać i osiągać wzrost w tym kraju. To jest zadaniem niezwykle trudnym, bo jeśli utraci się szansę wejścia na największy rynek – powstanie konieczność mierzenia się z silną lokalną konkurencją, co z kolei utrudni zbudowanie dużego przedsiębiorstwa – mówi Alexander Galitsky.

Europa jest o wiele mniejszym rynkiem start-upowym niż Stany Zjednoczone. W pierwszym kwartale tego roku do europejskich spółek trafiło raptem 10,5 proc. wszystkich środków zainwestowanych w ujęciu globalnym. Ponad połowa przypadła na Wielka Brytanię i Niemcy. W Polsce rynek venture capital znajduje się wciąż w bardzo wczesnej fazie rozwoju.

Nakładane cła w USA zmieniają światowy handel. Nie muszą jednak zahamować ekspansji polskich firm

Nakładane cła w USA zmieniają światowy handel. Nie muszą jednak zahamować ekspansji polskich firm 5

Stany Zjednoczone są jednym z dziesięciu najważniejszych partnerów handlowych Polski i trzecim wśród państw spoza Unii Europejskiej. Zdaniem ekspertów nowe uwarunkowania handlu z USA i wprowadzenie taryf celnych na stal i aluminium mogą, ale nie muszą, oznaczać wyhamowania polskiego eksportu. Dla polskich firm istotne w wejściu na rynek amerykański będzie jednak pozyskanie odpowiedniego partnera, w tym także operatora logistycznego.

– Nowe uwarunkowania w handlu z USA mogą oznaczać wyhamowanie zapędów eksportowych polskich przedsiębiorców, aczkolwiek nie jest to oczywiste, ponieważ może się okazać, że nakłady, jakie ponosimy w ramach NATO, mogą pomóc nam w wykluczeniu Polski z ograniczeń szykowanych przez administrację Donalda Trumpa – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Andrzej Bułka, dyrektor zarządzający Fracht FWO Polska.

Z danych GUS wynika, że w 2017 roku obroty handlowe między Polską a USA wyniosły 12,7 mld dol. (wzrost o 22 proc. rdr.). Eksport z Polski do USA wyniósł 6,1 mld dol. (wzrost o 28 proc.), a import z USA – 6,6 mld dol. (wzrost o 16 proc.).

Jak podkreśla ekspert, przy wejściu na tamtejszy rynek konieczne jest pozyskanie partnera, który pomoże przeprowadzić przez procesy prawne.

– Polska firma, które chce wejść na rynek amerykański, powinna przede wszystkim znaleźć partnera po stronie amerykańskiej, który przeprowadzi ją przez procesy certyfikacji, dopuszczeń, zrobi rozeznanie rynku, potencjalnych pracowników. Jeżeli wiąże się to z transportem, musi wybrać operatora logistycznego, firmę spedycyjną, która jest dobrze usadowiona w lokalnych realiach, ma doświadczenie, możliwość świadczenia usług nie tylko transportowych, lecz także magazynowych, dystrybucyjnych czy celnych – mówi Andrzej Bułka.

Polskie firmy coraz śmielej wchodzą na zagraniczne rynki, także te pozaeuropejskie. Z raportu „Sukcesy i aspiracje. Co polskie firmy osiągnęły w globalnej ekspansji, a co jeszcze przed nimi” wynika, że nawet trzy tysiące przedsiębiorstw działających w Polsce ponad połowę przychodów uzyskuje z eksportu. Jak podaje GUS, w 2017 roku polskie firmy wyeksportowały towary o rekordowej wartości 203 mld euro. Część firm do zagranicznej ekspansji jest jednak nie do końca przygotowana. Zamiast zrobić konieczny rekonesans, decyduje się od razu na wejście na obcy rynek.

Firmy zainteresowane biznesem w USA powinny przede wszystkim wyznaczyć osoby odpowiedzialne za ten rynek. Te osoby powinny uczestniczyć w licznych wydarzeniach organizowanych przez instytucje rządowe, pozarządowe, kluby biznesowe, izby handlowe i tam nawiązywać kontakty z podmiotami, które specjalizują się w promocji polskich firm na rynku amerykańskim, w certyfikacji, również w przypadku specyficznych produktów w kontaktach z administracją amerykańską – wskazuje Andrzej Bułka.

Ekspansję zagraniczną powinno poprzedzić przygotowanie długofalowej strategii, która uwzględni badanie docelowego rynku czy zaplanowanie działań marketingowych. Warto też wcześniej zadbać o nawiązanie współpracy z firmą transportową i odpowiedni łańcuch dostaw.

Polskich inwestycji w USA jest jeszcze stosunkowo mało, ale ich liczba ciągle rośnie. Działa tam ponad siedemdziesiąt polskich firm lub z polskim kapitałem. Całkowita wartość inwestycji przekracza 2 mld dol. Także Amerykanie coraz więcej inwestują na polskim rynku – przede wszystkim w sektor motoryzacyjny, farmaceutyczny i komputerowy. Z raportu KPMG i Amerykańskiej Izby Handlowej „Amerykańskie inwestycje w Polsce” wynika, że w 2017 roku wartość inwestycji amerykańskich w Polsce mogła sięgnąć 130 mld zł, dzięki czemu powstało 220 tys. miejsc pracy. Ponad połowa przedsiębiorstw z amerykańskim kapitałem ulokowała swoje siedziby w województwie mazowieckim, po ok. 10 proc. w województwie dolnośląskim, śląskim i wielkopolskim.

– Rynek polski jest atrakcyjny dla podmiotów amerykańskich, nie tylko dużych korporacji, lecz także dla firm średniej wielkości. To nadal tania siła robocza, wysoko wykwalifikowani pracownicy, pokolenie płynnie posługujące się językiem angielskim, duża liczba pracowników z wykształceniem technicznym, ale również bogata oferta regionów, takich jak np. województwa lubelskiego czy podkarpackiego już bardzo mocno współpracujących z konkretnymi stanami USA – mówi Andrzej Bułka.

Polskie zakłady produkcyjne utknęły w poprzedniej epoce. Cyfryzację wstrzymuje opór pracowników i mała konkurencja

Polskie zakłady produkcyjne utknęły w poprzedniej epoce. Cyfryzację wstrzymuje opór pracowników i mała konkurencja 6

Dzięki technologiom przemysłu 4.0 efektywność fabryk rośnie kilkukrotnie szybciej niż w latach 90. Zdaniem ekspertów większość polskich firm utknęła jednak w poprzedniej epoce. Przykładem może być obszar pozyskiwania i przetwarzania danych produkcyjnych. Firmy wciąż bazują na kartce papieru, Excelu i przetwarzaniu danych w sposób nieformalny – wynika z raportu ASD Consulting. Tylko 12 proc. polskich przedsiębiorstw zajmujących się produkcją wykorzystuje zautomatyzowane procesy gromadzenia i przetwarzania cyfrowych danych. Do cyfryzacji zmusi firmy dopiero znacznie większa konkurencja.

– W Polsce są firmy produkcyjne i logistyczne, które widzą potencjał w cyfryzacji, dzięki temu mogą zwiększać swoją przewagę rynkową, ale to jest niewielki procent całego rynku. Większość firm bazuje na swoich starych praktykach, czyli kartce papieru, Excelu i analogowym przetwarzaniu danych – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Rafał Osmoła, partner zarządzający w ASD Consulting.

Z raportu firmy ASD Consulting wynika, że 84 proc. producentów gromadzi dane ręcznie. Co czwarty przetwarza je analogowo w formie papierowej, 16 proc. korzysta z kodów kreskowych, a zaledwie 12 proc. opiera się na zautomatyzowanych procesach gromadzenia cyfrowych informacji z cyklu produkcyjnego.

– Takie firmy dużo myślą o big data, machine learning i sztucznej inteligencji, niemniej jest to dla nich zbyt duży przeskok. Na razie dostrzegają one potencjał w podstawowych narzędziach analitycznych, gromadzeniu danych i uzyskiwaniu z nich wniosków poprzez poprzez wykorzystanie ludzkiej inteligencji – mówi Rafał Osmoła.

Choć większość przedsiębiorstw nie wdraża nowoczesnych rozwiązań, to zaledwie co czwarte źle ocenia swój sposób gromadzenia danych. Blisko połowa uważa go za wystarczający, a 23 proc. – za dobry.

– Problemem są firmy działające na rynku, na którym są liderami, ale nie mają dużej konkurencji. Nie odczuwają więc w takiej sytuacji presji rynku, w związku z czym zmiany są opornie wdrażane. Uciekają się do rozwiązań big data, sztucznej inteligencji, data miningu – haseł, które w ich przypadku absolutnie nie są potrzebne, bo żeby ocenić, czy takie narzędzia dają skuteczne wyniki, trzeba najpierw umieć samemu ocenić ich działanie – podkreśla partner zarządzający ASD Consulting.

Jak wynika z raportu Capgemini, dzięki cyfryzacji fabryk ich efektywność może rosnąć siedem razy szybciej niż w latach 90. ubiegłego wieku. Realizacja idei przemysłu 4.0 miałaby się przyczynić do wzrostu tempa poprawy jakości produktów – może rosnąć nawet dwunastokrotnie szybciej niż w ostatniej dekadzie XX wieku. O ile polskie start-upy opierają się na innowacyjności i są jej motorem napędowym, o tyle w większych firmach sytuacja wygląda nieco inaczej.

– Firmy, które dopiero startują, bardzo dużo energii poświęcają na to, żeby zdobyć przewagę konkurencyjną i bardzo w to inwestują, są bardziej technologiczne. Duże koncerny dopiero nad tym teraz pracują, ale ponieważ mają większe budżety, będzie im łatwiej nadrobić tę stratę – ocenia Rafał Osmoła.

Zaawansowaną analitykę danych w obszarze produkcji w ciągu dwóch lat chce wdrożyć 58 proc. firm. Po 43 proc. chce wykorzystać ją do lepszej kontroli jakości i wdrożyć w obszarze utrzymania ruchu. Blisko 40 proc. zapowiada, że sięgnie po zaawansowaną analitykę, by usprawnić planowanie produkcji, a 17 proc. – by lepiej zarządzać dystrybucją.

– Największym klientem jest rynek, to konkurencja wymusza wszelkie działania. Dopóki nie wytworzy się konkurencja, dopóty firmy nie zmobilizują się do takich działań. Duże firmy, które dystrybuują produkty, cały czas na swoich dostawcach wymuszają presję cenową. Producenci muszą się do tego dostosować, natomiast w pewnym momencie dochodzi do kresu rentowności. To jest moment, w którym muszą zacząć się optymalizować. Dopóki nie będą postawieni pod ścianą, dopóty nie będą musieli wdrażać nowoczesnych technik zarządzania – tłumaczy Rafał Osmoła.

Przed wdrożeniem zaawansowanej analityki danych firmy powstrzymuje opór pracowników i brak specjalistów (po ok. 50 proc. odpowiedzi). Problemem jest też brak wsparcia przełożonych (37 proc.), wysokie koszty związane z zakupem i wdrożeniem rozwiązań informatycznych (34 proc.) oraz niedostateczna znajomość procesu przez osoby wdrażające.

Polski rząd chce pomóc przedsiębiorcom aktywnie uczestniczyć w cyfrowej rewolucji. Fundacja Platforma Przemysłu Przyszłości ma przyspieszyć transformację polskiej gospodarki w kierunku przemysłu 4.0.

– Powołanie przez rząd Platformy Przemysłu Przyszłości 4.0 jest dobrym pomysłem. Pytanie tylko, na ile to się przełoży na realne działania. Kluczem nie jest powołanie kolejnej fundacji, tylko żeby menadżerowie firm dostrzegli w tym potencjał i umieli to odpowiednio zaaplikować u swoich podwładnych i tego od nich wymagać. Żadna fundacja tego nie zapewni, tylko zarząd może dyscyplinować swoich pracowników do tego wdrożenia – podkreśla Rafał Osmoła.