Deloitte: Do 2021 roku wydatki firm na rozwój i wdrożenie systemów sztucznej inteligencji wyniosą w skali globalnej 200 mld dolarów

Coraz większa ilość danych oraz tempo rozwoju technologii cyfrowych sprawia, że dotychczasowe funkcjonowanie firm przestaje być efektywne. Wiele przedsiębiorstw rozwiązania swoich problemów upatruje we wdrażaniu sztucznej inteligencji oraz robotyki. Według danych firmy doradczej Deloitte tempo wzrostu wydatków firm na implementację technologii kognitywnych będzie rosło średnio rokrocznie w latach 2017-2021 o 50 proc. w skali globalnej. Osobnym wyzwaniem pozostaje tematyka wpływ robotów na rynek pracy. O znaczeniu automatyzacji i robotyzacji dla biznesu była mowa wczoraj, podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Zdaniem ekspertów Deloitte kilka czynników napędza rozwój technologii kognitywnych i robotyki. – Są to przede wszystkim rosnące ilości danych, które firmy muszą przetworzyć. Do tego rozwój internetu i możliwości chmur obliczeniowych sprawiają, że firmy są coraz bardziej obecne w sferze cyfrowej. Dodatkowo powstające algorytmy uczenia maszynowego pozwalają na wykorzystanie robotów w nowych rolach – mówi Paweł Zarudzki, Starszy Menedżer w Dziale Konsultingu Deloitte, Lider zespołu robotyzacji i automatyzacji kognitywnej.

To wszystko sprawia, że dynamika wzrostu wydatków na wdrożenie systemów sztucznej inteligencji (AI) w latach 2017-2021 ma wynieść 50 proc., a to oznacza łączne wydatki na poziomie 200 mld dolarów. Jak przewiduję eksperci Deloitte w analizie „Cognitive technologies. A technical primer” inwestycje będą ponosić przedsiębiorstwa reprezentujące szeroki wachlarz branż: od służby zdrowia, poprzez handel, bankowość aż do przemysłu wytwórczego.

Dotyczy to również robotyzacji. Z badania Deloitte „The robots are ready, are you” wynika, ze spośród tych firm, które znajdują się już na etapie wdrażania robotyki, 78 proc. oczekuje zwiększenia nakładów finansowych w ciągu kolejnych trzech lat. Ich inwestycje w tym obszarze pochłonęły dotychczas średnio 3,5 mln dolarów. Natomiast ci, którzy są w fazie pilotażu planują średnio wydać na ten cel 1,5 mln dolarów. – Technologie kognitywne oferują różnorodne rozwiązania, wykraczające poza tradycyjne zastosowania, takie jak automatyzacja procesów i redukcja kosztów. Sztuczna inteligencja może zastąpić niektóre ludzkie zadania oraz istotnie wesprzeć proces podejmowania decyzji. Przewaga konkurencyjna będzie osiągana poprzez wzmocnienie ludzkich możliwości, a nie tylko ich zastępowanie czy replikowanie – mówi Paweł Zarudzki. – Nie bałbym się, że nie będziemy mieli pracy, ta praca będzie po prostu inna – skomentował uczestnik panelu Paweł Sujecki, Prezes zarządu ProService Finteco. – Te zawody, które wymagają kreatywności pozostaną w rękach ludzkich. Ten obraz utraty pracy nie jest taki czarny. Powinniśmy cały czas podnosić nasze kwalifikacje, aby być bardziej atrakcyjni dla pracodawcy. Inaczej trudno będzie nam konkurować z innymi gospodarkami – dodała w trakcie panelu Jolanta Jaworska, Wiceprezes ds. publicznych i regulacji, IBM Polska.

Rozbieżności pomiędzy teorią a praktyką

Zastosowanie automatyzacji, robotyki i sztucznej inteligencji w biznesie gwałtownie przyspiesza. Aż 41 proc. dyrektorów HR biorących udział w globalnym badaniu Deloitte „Human Capital Trends. Rise of the social enterprise” ocenia ten temat jako bardzo ważny. Prawie połowa (47 proc.) respondentów twierdzi, że ich organizacje są głęboko zaangażowane w projekty automatyzacji, 24 proc. wykorzystuje sztuczną inteligencję i robotykę do wykonywania rutynowych zadań, 16 proc. do podnoszenia ludzkich umiejętności i 7 proc. do całkowitej restrukturyzacji.

W tym roku 42 proc. ankietowanych uważa, że sztuczna inteligencja będzie szeroko stosowana w ich organizacjach w ciągu trzech do pięciu lat. Jednak pomimo tych przewidywań tylko 17 proc. deklaruje zarówno znajomość koncepcji sztucznej inteligencji, jak i możliwości jej zastosowania w swoich firmach.

Barier wdrażania robotyki i sztucznej inteligencji wciąż nie brakuje. Do najpoważniejszych należy zaliczyć: konieczność ich integracji z istniejącymi systemami, brak zrozumienia wewnątrz firmy, brak odpowiednio wykwalifikowanych kadr oraz konieczność zmiany w zarządzaniu. – Robotyka umożliwia automatyzację powtarzalnych czynności, pozwalając jednocześnie skrócić czas realizacji procesów, ograniczyć liczbę błędów i obniżyć koszty w stopniu wyższym niż dotychczas wykorzystywanymi metodami. Wdrożenie robotów na dużą skalę musi być powiązane ze zmianą modelu operacyjnego. W nowej rzeczywistości wysokiej klasy specjaliści koncentrują się na rozwijaniu robotów, a nie jak dotychczas na realizacji procesów, które dzięki zastosowaniu nowych technologii są zautomatyzowane – mówi Paweł Zarudzki.

Rynek pracy dla ludzi i robotów

Z badań Deloitte wynika, że zdaniem firm roboty mogą zastąpić jedną piątą pracowników zatrudnionych w pełnym wymiarze godzin, a jednocześnie pozwalają na zwiększenie przychodów. W opinii menedżerów inwestycje w robotykę mają szansę zwrócić się już po niespełna dwunastu miesiącach. Inne szacunki, które pojawiają się w raporcie Deloitte „Automation is here to stay, but what about your workforce?” mówią o tym, że roboty są w stanie zastąpić 16 proc. pracujących osób i to już do 2025 roku. – Automatyka i robotyka powinny pomóc człowiekowi a nie myśleć za niego. Dlatego należy zachować dystans do tego co podpowiadają nam algorytmy – mówi Paweł Zarudzki.

Dyskusja o zagrożeniu dla rynku pracy ze strony robotów i sztucznej inteligencji trwa od kilku lat i coraz częściej pojawia się również w Polsce. W 2017 roku 40 proc. badanych dyrektorów HR w Polsce twierdziło, że sztuczna inteligencja nie wpłynie na strukturę zatrudnienia w ich firmie. Rok później prawie jedna trzecia osób (31,5 proc.) uważa, że AI będzie miała znaczący wpływ na strukturę zatrudnienia. – Odpowiedź na pytanie jak będzie wyglądał rynek pracy z zastosowaniem robotów i sztucznej inteligencji nie jest jednoznaczna. W naszej opinii w ciągu najbliższych kilku lat miejsca pracy będą budowane wokół procesów i zadań, a w dalszej kolejności będziemy szukać do nich optymalnych rozwiązań, nie zakładając z góry, kto ma je wykonać: człowiek czy maszyna – mówi Paweł Zarudzki.

Automatyzacja i robotyka mogą być również szansą stwarzają nam pole do dalszego rozwoju w tych sferach gdzie możemy być jeszcze lepsi – podsumował Paweł Panczej, przedstawiciel ABSL.

Grupa PZU: rekordowa sprzedaż, ponad miliard zysku

Grupa PZU otworzyła 2018 rok rekordową sprzedażą ubezpieczeń. Składka przypisana brutto w pierwszym kwartale osiągnęła wartość 5,83 mld zł, co jest najlepszym wynikiem w historii Grupy. Skonsolidowany kwartalny zysk netto Grupy PZU po raz kolejny przekroczył 1 mld zł. Zarząd PZU rekomenduje wypłatę dywidendy za 2017 rok w kwocie 2,5 zł na akcję.

Wzrost składki przypisanej brutto o 1,1% r/r do 5,83 mld zł.
Wzrost udziałów rynkowych w Polsce w ubezpieczeniach majątkowych z działalności bezpośredniej o 0,3 p.p. r/r do 35,7% oraz w ubezpieczeniach na życie ze składką okresową o 0,7 p.p. r/r do 45,8% (dane na koniec grudnia 2017).
Wysoka dyscyplina kosztowa. Spadek wskaźnika kosztów administracyjnych spółek ubezpieczeniowych Grupy PZU w Polsce o 0,8 p.p. r/ r do 6,3%.
Utrzymanie wysokiej rentowności w ubezpieczeniach majątkowych w Polsce, pomimo doszacowania rezerw na poczet roszczeń o zadośćuczynienie.
Poprawa rentowności ubezpieczeń na życie w polisach grupowych i indywidualnie kontynuowanych o 2,8 p.p. r/r do 16,6%.
Wzrost skonsolidowanego zysku netto Grupy PZU o 3,6% r/r do 1,04 mld zł.
Rentowność kapitałów własnych „ROE” dla podmiotu dominującego – 17,6% (przy 640 mln zł zysku netto dla jednostki dominującej).

Kondycja finansowa Grupy PZU

Paweł Surówka, prezes PZU SA:

Paweł Surówka
Paweł Surówka
Jeszcze nigdy w historii Grupy PZU w pierwszym kwartale nie notowaliśmy tak wysokiego poziomu składki przypisanej. Co więcej, zysk netto Grupy PZU po raz kolejny przekroczył 1 mld zł i jest najwyższym skonsolidowanym wynikiem pierwszego kwartału w naszej historii. Te rezultaty są odzwierciedleniem rosnącej roli banków w wynikach Grupy, ale przede wszystkim solidnych fundamentów naszej działalności podstawowej – ponad połowa wyniku netto to zysk z działalności ubezpieczeniowej. Tak dobre wyniki dają podstawę do tego, aby się nimi dzielić z akcjonariuszami. W ramach strategii #nowePZU zobowiązaliśmy się wobec inwestorów, że podzielimy się zyskiem, który nie jest niezbędny, aby sfinansować nasz dynamiczny wzrost. Dziś dotrzymujemy obietnicy i rekomendujemy wypłatę dywidendy w kwocie 2,5 zł na akcję. Równocześnie pamiętamy o naszym zobowiązaniu strategicznym, iż kwota dywidendy na akcje (DPS) powinna rosnąć z roku na rok w długim terminie.

Tomasz Kulik, CFO PZU:

Wzrost sprzedaży realizowany był przy utrzymaniu ścisłej dyscypliny kosztowej (wskaźnik kosztów administracyjnych segmentów ubezpieczeniowych w Polsce spadł o 0,8 p.p. r/r do 6,3%). W efekcie, nawet pomimo konieczności doszacowania rezerw na poczet roszczeń z tytułu zadośćuczynień, w związku z niedawnym wyrokiem Sądu Najwyższego, utrzymaliśmy dobrą rentowność głównych linii biznesowych zarówno w ubezpieczeniach majątkowych jak i na życie.

Roman Pałac, prezes PZU Życie:

W I kw. 2018 roku marża ubezpieczeń grupowych i indywidualnie kontynuowanych wzrosła o 2,8 p.p. r/r do 16,6%. Jak co roku, pierwszy kwartał charakteryzuje się niższą rentownością, która jest wynikiem większej liczby zgonów i zachorowań w okresie zimowym. Kolejne kwartały powinny przyczyniać się do poprawy rentowności i dojścia do strategicznego poziomu 20% w skali roku.

 Szczegółowe podsumowanie wyników PZU w I kw. 2018 roku

Pozytywny wpływ na wyniki finansowe Grupy PZU w I kw. 2018 roku miały w szczególności:

wzrost składki przypisanej brutto w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta masowego i korporacyjnego oraz wzrost składki w spółkach zagranicznych w szczególności w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych;

wyższa rentowność w segmencie ubezpieczeń masowych i korporacyjnych pozakomunikacyjnych, głównie w efekcie poprawy rentowności portfela ubezpieczeń szkód spowodowanych żywiołami oraz pozostałych szkód rzeczowych;

wzrost rentowności w ubezpieczeniach grupowych i indywidualnie kontynuowanych względem ubiegłego roku dzięki niższej częstości szkód;

lepsze wyniki w segmencie działalności bankowej w Alior Banku w związku z wysokim poziomem sprzedaży produktów kredytowych wspartym korzystną koniunkturą gospodarczą oraz niskim poziomem stóp procentowych.

Negatywnie na wyniki w tym okresie wpłynęły:

  • spadek rentowności w segmencie ubezpieczeń masowych – efekt doszacowania rezerw w ubezpieczeniach majątkowych na poczet roszczeń o zadośćuczynienia;
  • niższy wynik na notowanych instrumentach kapitałowych w szczególności ze względu na koniunkturę na GPW.

Na porównywalność wyników oraz sumy bilansowej rok do roku w sposób istotny wpłynęło włączenie do struktury Grupy PZU banku Pekao w czerwcu 2017 roku. Suma bilansowa wzrosła głównie z tego tytułu o ponad 191 mld zł względem analogicznego okresu ubiegłego roku, a udziały niekontrolujące osiągnęły wartość 22,8 mld zł (stan na 31 marca 2018 roku). Pekao kontrybuował do wyniku operacyjnego segmentu działalności bankowej kwotą 563 mln zł w I kw. 2018 roku.

Składki

Po I kw. 2018 roku Grupa PZU zebrała 5 831 mln zł składki brutto, czyli o 1,1% więcej niż

w analogicznym okresie roku poprzedniego, w tym o 60 mln zł wzrosła składka w spółkach zagranicznych, głównie z ubezpieczeń komunikacyjnych w krajach bałtyckich. Po uwzględnieniu udziału reasekuratorów i zmiany stanu rezerw składki, składka zarobiona netto wyniosła 5 458 mln zł i była o 7,6% wyższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Odszkodowania i  świadczenia

W I kw. 2018 roku odszkodowania i świadczenia netto (z uwzględnieniem zmiany stanu rezerw techniczno-ubezpieczeniowych) osiągnęły wartość 3 626 mln zł i ukształtowały się na poziomie o 2,3% niższym w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego. W ubezpieczeniach ochronnych niższy poziom świadczeń wynikał ze spadku częstości szkód.

Z kolei na wzrost odszkodowań i świadczeń netto (głównie w grupie ubezpieczeń komunikacyjnych w segmencie klienta korporacyjnego oraz masowego) wpłynęło doszacowanie rezerwy na poczet roszczeń o zadośćuczynienie za ból spowodowany stanem wegetatywnym osoby bliskiej poszkodowanej w wypadku.

Koszty administracyjne i akwizycji

Koszty administracyjne Grupy w I kw. 2018 roku ukształtowały się na poziomie 1 615 mln zł względem 865 mln zł w analogicznym okresie 2017 roku. Wzrost wynikał w głównej mierze z rozpoczęcia konsolidacji Pekao w czerwcu 2017 roku. Koszty administracyjne segmentu działalności bankowej wzrosły o 769 mln zł r/r. Jednocześnie koszty administracyjne w segmentach działalności ubezpieczeniowej w Polsce ukształtowały się na poziomie niższym o 17 mln zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Ich zmiana wynikała z niższych kosztów działalności projektowej i bieżącej.

Koszty akwizycji w I kw. 2018 roku wzrosły o 57 mln zł w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego głównie w wyniku wyższych bezpośrednich kosztów akwizycji w segmencie klienta masowego i korporacyjnego będących konsekwencją rosnącego portfela oraz zmiany mix-u produktowego.

Koszty odsetkowe

Koszty odsetkowe po I kw. 2018 roku wyniosły 499 mln zł i były wyższe o 327 mln zł wobec analogicznego okresu roku ubiegłego. Wzrost dotyczył głównie odsetek od depozytów terminowych i bieżących na działalności bankowej oraz odsetek od wyemitowanych własnych dłużnych papierów wartościowych głównie w związku z emisją obligacji podporządkowanych przez PZU na kwotę 2 250 mln zł w czerwcu 2017 roku.

Inwestycje

Dochody z działalności lokacyjnej (łącznie z kontraktami inwestycyjnymi tj. kontraktami, które nie zawierają znaczącego ryzyka ubezpieczeniowego) w I kw. 2018 roku oraz I kw. 2017 roku wyniosły odpowiednio 2 474 mln zł oraz 1 679 mln zł. Osiągnięty rezultat to efekt wzrostu dochodów z lokat wygenerowanych na działalności bankowej w związku z rozpoczęciem konsolidacji Pekao oraz spadek wyniku z działalności inwestycyjnej z wyłączeniem działalności bankowej.

Zysk

Skonsolidowany zysk netto osiągnął poziom 1 043 mln zł i był wyższy o 3,6% od wyniku netto za analogiczny okres roku poprzedniego. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy jednostki dominującej wyniósł 640 mln zł wobec 940 mln zł w I kw. 2017 roku. Różnica jest spowodowana spadkami na GPW w I kwartale 2018 roku. Indeks WIG obniżył się o 8,4% wobec wzrostu o 11,9% w analogicznym okresie roku ubiegłego. Drugim powodem było doszacowanie rezerw w ubezpieczeniach majątkowych na poczet roszczeń o zadośćuczynienie za stany wegetatywne w związku z niedawnym wyrokiem Sądu Najwyższego.

Kapitał własny

Na 31 marca 2018 roku skonsolidowane kapitały własne osiągnęły wartość 37 630 mln zł i ukształtowały się na poziomie wyższym o 107,8% w porównaniu analogicznego okresu 2017 roku. Wzrost skonsolidowanych kapitałów własnych dotyczył udziałów niekontrolujących, które głównie w związku z rozpoczęciem konsolidacji Pekao w I półroczu 2017 roku osiągnęły wartość 22 753 mln zł. W stosunku do skonsolidowanych kapitałów własnych wg stanu na 31 grudnia 2017 roku kapitały wzrosły o 29 mln zł, a ich zmiana spowodowana była przez wynik netto wypracowany w I kwartale 2018 roku oraz ujęcie w kapitałach efektów implementacji MSSF9. Kapitały przypadające udziałowcom jednostki dominującej wzrosły o 255 mln zł względem końca poprzedniego roku – efekt wyniku netto przypisanego jednostce dominującej wypracowanego w I kwartale 2018 roku częściowo skompensowany ujęciem w kapitałach efektów implementacji MSSF9.

ROE

W I kw. 2018 roku zwrot z kapitałów własnych przypadający jednostce dominującej ukształtował się na poziomie 17,6%. Wskaźnik ROE był niższy o 10,3 p.p. niż w analogicznym okresie poprzedniego roku.

Wypłacalność wg Solvency II

Według stanu na koniec grudnia 2017 roku wskaźnik wypłacalności (liczony wg formuły standardowej Solvency II) wyniósł 211% i pozostał powyżej średniego wskaźnika wypłacalności dla grup ubezpieczeniowych w Europie.

Kolejna edycja Warsaw Pack

Znamy już termin  IV Edycji Międzynarodowych Targów Techniki Pakowania i Opakowań – Warsaw Pack 2019 , odbędą się 5-7 marca na terenie Ptak Warsaw Expo w Nadarzynie k/Warszawy.

warsaw packPoprzednia edycja Targów spotkała się z bardzo pozytywnymi opiniami  wystawców jak i odwiedzających. Na hali o powierzchni 20 000 m2 pojawiło się 200 marek branży opakowaniowej a targi odwiedziło 9 000 osób z 29 krajów, nie zabrakło konferencji i konkursów .Jednak organizatorzy nie mają zamiaru zmniejszyć tempa, na kolejnej edycji ma być jeszcze ciekawiej.

Niezmiennie jest to branżowe specjalistyczne wydarzenie  mające na celu skupienie wszystkich gałęzi branży opakowaniowej i stworzenie dogodnych warunków do profesjonalnych kontaktów biznesowych.

Tak jak w ubiegłej edycji wystawcy zostaną usystematyzowani w dedykowanych strefach jednakże po doświadczeniach tegorocznych organizatorki postanowiły pochylić się nad strefą opakowań. Strefa ta będzie podzielona ze względu na przeznaczenie opakowania – spożywcze , kosmetyczne i farmaceutyczne oraz przemysłowe. Jest to dosyć duże ułatwienie dla zwiedzających szukających konkretnego produktu oraz pozytywny aspekt dla wystawców – nie ma obawy,że znikniemy wśród innych branż.

Nowością na targach będzie również strefa display- POS.

Strefy tematyczne podczas Warsaw Pack 2019

  • -strefa logistyki i magazynowania
  • -strefa materiałów
  • -strefa etykiet,etykietowania i druku
  • -strefa automatyki i robotyki
  • -strefa techniki pakowania
  • -strefa opakowań
  •     -opakowania kosmetyczne i farmaceutyczne
  •     -opakowania spożywcze
  •     -opakowania przemysłowe
  • -strefa display
  • -strefa recyklingu
  • -strefa usług

Każdego roku w wydarzeniu biorą udział m.in.: właściciele firm, dyrektorzy zarządzający, menadżerowie, projektanci, przedstawiciele działów marketingu oraz dyrektorzy i specjaliści ds. zakupów. Warto podkreślić, iż goście Targów reprezentują różne branże, m.in.: spożywczą, kosmetyczną, chemiczną, farmaceutyczną, przemysłową, czy reklamową.

Dodatkowo wydarzenie jakim jest Warsaw Pack otrzymało Certyfikat UFI – Światowego Stowarzyszenia Przemysłu Targowego. Wyróżnienie to utwierdza naszą pozycję na arenie międzynarodowej.

Zobacz relację Warsaw Pack 2018 http://warsawpack.pl/edycja-2018/

Zostań wystawcą Warsaw Pack 2019: http://warsawpack.pl/zostan-wystawca/

Polacy coraz częściej wybierają płynną żywność w opakowaniach kartonowych. Po zużyciu trafiają one w dużej części do recyklingu

Polacy coraz częściej wybierają płynną żywność w opakowaniach kartonowych. Po zużyciu trafiają one w dużej części do recyklingu 1

Większość konsumentów w Polsce twierdzi, że opakowanie przyjazne środowisku to takie, które wykonano z surowców odnawialnych. To dlatego na popularności zyskują opakowania kartonowe, w których średnio aż 75 proc. masy wykonane jest z celulozy pochodzącej z odpowiedzialnie zarządzanych lasów. Opakowania kartonowe do płynnej żywności nadają się do recyklingu. Co ważne, coraz więcej pustych kartonów po mleku i sokach jest odpowiednio segregowanych w gospodarstwach domowych, zbieranych w drodze selektywnej zbiórki i poddawanych procesom recyklingu. To efekt rosnącej świadomości konsumentów – 65 proc. Polaków deklaruje, że wie, jak prawidłowo segregować odpady opakowaniowe. Dodatkowo plusem opakowań kartonowych jest gwarancja bezpieczeństwa przechowywanej w nich żywności.

– Kluczowe dla konsumenta, który coraz częściej chce się zdrowo odżywiać i prowadzić zdrowy tryb życia, jest zachowanie wszelkich wartościowych składników odżywczych żywności, takich jak minerały, zdrowe tłuszcze, witaminy. Wielowarstwowe opakowanie, dzięki wszystkim swoim komponentom, jest w stanie zapewnić ochronę produktom zawartym w środku opakowania – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Małgorzata Gromek, menedżer ds. komunikacji w Tetra Pak.

Jak pokazuje badanie Datamonitor przeprowadzone dla Tetra Pak, 73 proc. osób w Polsce twierdzi, że opakowanie przyjazne środowisku powinno być wyprodukowane z surowców odnawialnych. 40 proc. konsumentów zwraca uwagę na informacyjne logotypy świadczące o spełnieniu przez produkt i jego opakowanie różnych wymogów ekologicznych. Dlatego coraz chętniej konsumenci sięgają po żywność, również płynną, w opakowaniach kartonowych. Opakowania nieaseptyczne służą do przechowywania żywności o krótszym terminie przydatności do spożycia, takiej jak m.in. kefiry czy maślanki, a opakowanie aseptyczne nadają się do przechowywania płynnej żywności o długim terminie do spożycia, np. mleka UHT.

– Opakowania aseptyczne zbudowane są z trzech głównych komponentów. Dominującym jest papier, który stanowi ok. 75 proc. masy opakowania. Papier, czyli włókna celulozowe, pochodzi z drewna, więc przy odpowiednim zarządzaniu tym surowcem stanowi zasób w pełni odnawialny, który nigdy się nie wyczerpie. Drugą istotną warstwą jest folia polietylenowa. To ok. 20 proc. masy opakowania. Stanowi ona barierę zarówno od wewnątrz, jak i od zewnątrz opakowania i chroni papierową warstwę celulozową przed przenikaniem wilgoci, zapachu czy niebezpiecznych czynników – tłumaczy Małgorzata Gromek.

W opakowaniach wielomateriałowych do żywności płynnej jako trzecią warstwę stosuje się też folię aluminiową. Mimo że jest cieńsza od ludzkiego włosa (o grubości 0,0065 mm), skutecznie chroni produkt przed szkodliwym działaniem światła, tlenu i drobnoustrojów. Tym samym pozwala na przechowywanie produktów bez konieczności magazynowania ich w warunkach chłodniczych.

– Opakowania kartonowe właśnie dzięki wielowarstwowej budowie gwarantują bezpieczeństwo produktom takim jak np. mleko, soki czy inne produkty płynnej żywności. To są produkty żywnościowe bardzo wrażliwe, które nie powinny być narażone na działanie promieni UV czy temperatury – podkreśla Małgorzata Gromek.

Co istotne, każda z warstw budowy opakowania nadaje się do recyklingu. Konsumenci coraz częściej zwracają uwagę na kwestie związane bezpośrednio z samym recyklingiem.

– Kartony podawane są do hydropulpera, czyli rozwłókniacza. To dość duży zbiornik, w którym na dole zainstalowany jest wirnik. Wprowadza on wodę w ruch wirowy, w wyniku którego następuje tzw. rozwłóknienie, czyli wypłukanie wartościowych włókien celulozowych z reszty opakowania. To włókno jest dalej przeznaczane do recyklingu – podkreśla Jan Jasiński, prezes zarządu fundacji Pro Karton.

W Polsce z kartonów odzyskuje się przede wszystkim wysokiej jakości włókno celulozowe, które może być używane do produkcji różnego rodzaju papierów (m.in. tektury falistej, papierów higienicznych). Recyklingowi mogą też być poddane odpady, które powstają już po oddzieleniu celulozy – folia aluminiowa i polietylen. Po dalszym przetworzeniu mogą być wykorzystywane przy produkcji płyt wióropodobnych, znajdujących zastosowanie np. w budownictwie. W Niemczech produkuje się z nich wodoodporne płyty wykorzystywane m.in. przy produkcji mebli.

Jak pokazuje badanie Kantar TNS przeprowadzone na zlecenie fundacji Pro Karton, świadomość ekologiczna Polaków rośnie. W ubiegłym roku 65 proc. ankietowanych zadeklarowało, że umie prawidłowo segregować odpady opakowaniowe, podczas gdy rok wcześniej odsetek ten wyniósł 60 proc. Najbardziej rozpoznawanym i najczęściej segregowanym odpadem wielomateriałowym w polskich domach są kartony po mleku i sokach. Jednak blisko połowa badanych przyznaje, że nie zwraca uwagi na kolor pojemnika na śmieci, wyrzucając opakowanie kartonowe.

– Duża część polskich konsumentów nie wie, do jakiego pojemnika wrzucać opakowania wielomateriałowe, myli im się to. Część uważa, że trzeba zbierać je z papierem, inna część – że z plastikiem, więc tutaj jest jeszcze bardzo dużo do zrobienia – mówi Jan Jasiński.

Należy podkreślić, że zdecydowana większość celu recyklingowego dla całej kategorii opakowań wielomateriałowych realizowana jest za pośrednictwem kartonów do płynnej żywności.

– Zgodnie z rozporządzeniem ministra środowiska z 2014 roku, w 2017 roku kategoria wielomateriałowa powinna zrealizować cel na poziomie 30 proc. recyklingu. Nie mamy jeszcze oficjalnych danych za ubiegły rok, natomiast sądzimy, że ten cel zostanie zrealizowany, w dużym stopniu za pomocą recyklingu kartonów do płynnej żywności – wskazuje Jan Jasiński.

Jak podkreśla prezes zarządu Fundacji ProKarton, skala recyklingu opakowań kartonowych powinna rosnąć, ponieważ większa jest świadomość ekologiczna konsumentów oraz z uwagi na fakt, że Polska będzie musiała w przyspieszonym tempie gonić inne kraje europejskie, aby zbliżyć się do ich średniego poziomu recyklingu.

– Recykling kartonów do płynnej żywności w Unii Europejskiej – według informacji branżowych – jest na poziomie 47 proc. (2016 r.) Są kraje, które recyklingują ich znacznie więcej, na poziomie nawet 80 proc., są kraje, które mniej. My jesteśmy w dolnych części stanów średnich, ale przy tempie, które obserwujemy ostatnio, mam nadzieję, że w ciągu paru lat uda nam się dotrzeć do dzisiejszego średniego poziomu recyklingu europejskiego – przekonuje Jan Jasiński.

Komfortowe i atrakcyjne biuro pomaga przyciągnąć najlepszych pracowników. Dla 9 na 10 z nich design ma znaczenie

Komfortowe i atrakcyjne biuro pomaga przyciągnąć najlepszych pracowników. Dla 9 na 10 z nich design ma znaczenie 2

Piłkarzyki w chillout roomie, minisiłownia, leżaki i hamaki są już częstym widokiem w siedzibach firm, nie tylko tych dużych i nie tylko z branży IT. Blisko 90 proc. pracowników biurowych deklaruje, że design miejsca pracy ma dla nich duże znaczenie – stąd przestrzenie biurowe coraz częściej są aranżowane kreatywnie i z wykorzystaniem innowacyjnych rozwiązań. Najciekawszych i najbardziej kreatywnych przestrzeni biurowych szuka CBRE w drugiej edycji konkursu OFFICE SUPERSTAR 2018.

– Lokalizacja i wygląd biura zdecydowanie mają znaczenie – zarówno dla pracowników, jak i kandydatów do pracy. Mamy obecnie rynek pracownika, firmy mocno ze sobą konkurują i ta wojna o talenty cały czas trwa. Dobry specjalista, który szuka pracy, może otrzymywać od trzech do pięciu ofert pracy miesięcznie. Teraz coraz częściej spotykamy się z taką praktyką, że pracownik widzi swoje miejsce pracy podczas rozmowy rekrutacyjnej, a wygląd biura pozwala mu wyciągnąć wnioski o tym, jaka jest organizacja, kultura organizacyjna i jak się w niej pracuje – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Natalia Wenzławska, zastępca dyrektora ds. marketingu i komunikacji CBRE w Polsce.

Najciekawszych, kreatywnych i innowacyjnie zaaranżowanych przestrzeni biurowych CBRE poszuka w trakcie drugiej edycji konkursu OFFICE SUPERSTAR 2018, w którym zgłoszenia są przyjmowane od 8 maja do 30 czerwca br. Do rywalizacji mogą stanąć wszystkie firmy i organizacje, niezależnie od wielkości, które uważają swoje biuro za najlepszą wizytówkę i chcą się nią pochwalić.

– Ideą konkursu OFFICE SUPERSTAR jest wyróżnienie organizacji, które rozumieją, że biuro to nie tylko miejsce pracy. To przestrzeń, w której spędzamy 1/3 naszego dnia. To znaczy, że musi ono być na tyle różnorodne, efektowne i fajne, żeby miło się w nim pracowało – mówi Natalia Wenzławska.

W konkursie może startować najemca lub właściciel przestrzeni biurowej, który chce się pochwalić swoją aranżacją i wzmocnić swój wizerunek jako dobrego, pożądanego pracodawcy. Tegoroczne zgłoszenia będą przyjmowane w siedemnastu kategoriach – najlepsze miasto regionalne (pięć kategorii dla pięciu miast: Trójmiasto, Kraków, Wrocław, Łódź, Poznań), branże (m.in. finansowa, BPO/SSC, kreatywna, doradcza i prawna), rodzaje wnętrz (biuro coworkingowe, przestrzeń socjalna i sala konferencyjna) oraz rodzaje zastosowanych rozwiązań (wellness i technologie). Każda firma, która chce zgłosić swój akces, może startować w kilku różnych kategoriach.

– Wystarczy w tym celu wypełnić krótki formularz na stronie internetowej konkursu. Potrzebujemy też zdjęć oraz opisu zgłaszanej powierzchni. Uczestnictwo jest bezpłatne, a dla organizacji to świetna okazja, żeby budować wizerunek pracodawcy i firmy, która podąża za trendami i rozumie, że pracownik to jej najważniejszy zasób – podkreśla Natalia Wenzławska.

Najlepsze projekty spośród zgłoszonych wybierze kapituła złożona z ekspertów z dziedziny nieruchomości, architektury, środowiska pracy i designu.

Ekspertka CBRE podkreśla, że wygląd biura ma znaczenie w kontekście budowy relacji z pracownikami. Dobrze zaaranżowana i przyjazna przestrzeń powinna odpowiadać na ich potrzeby i budzić pozytywne skojarzenia z firmą.

– Najlepiej przeprowadzić ankiety, badania, stworzyć małe grupy robocze i dowiedzieć się, jak nasi pracownicy chcą pracować i jakie mają potrzeby. Dla pracowników ważne są te elementy, na które mają bezpośredni wpływ. W badaniu do naszego raportu „Jak Polacy chcą pracować” większość wskazała na temperaturę w pomieszczeniu, dostęp do światła dziennego czy miejsca w pracy, które pozwalają im na pewną elastyczność – mówi Natalia Wenzławska.

W ubiegłorocznej edycji konkursu OFFICE SUPERSTAR wzięło udział ponad sto polskich i międzynarodowych organizacji, spośród których eksperci wybrali jedenaście najbardziej unikalnych projektów wnętrz biurowych.

Wirtualna rzeczywistość przyszłością e-sportu. Kontrolery ruchowe w VR zapewniają nową jakość rozrywki

Wirtualna rzeczywistość przyszłością e-sportu. Kontrolery ruchowe w VR zapewniają nową jakość rozrywki 3

Na rynku pojawia się coraz więcej rozwiązań, które pozwalają na kontrolę ruchu w świecie wirtualnej rzeczywistości. Poza ruchami głowy, które pozwalają rozejrzeć się w wirtualnym świecie, możliwa już jest kontrola ruchu rąk i nóg. Taką kontrolę zapewnia bieżnia VR, pozwalająca poruszać się w dowolnym kierunku w kompatybilnej grze. Kolejnym krokiem w zapewnieniu nowej jakości rozrywki będą skafandry VR przenoszące do świata VR każdy ruch gracza. Tego typu rozwiązania sprawiają, że wirtualna rzeczywistość może w znaczący sposób pomóc w rozwoju e-sportu.

– Virtuix Omni to pierwsza na świecie bieżnia VR, która pozwala użytkownikowi na płynne poruszanie się całym ciałem w rzeczywistości VR. Pozwala również po raz pierwszy na to, by oddzielić ruch głowy od ruchu bioder, co powoduje, że możemy biec do przodu, spojrzeć w jedną czy drugą stronę i tam strzelać – w tej chwili w zwykłym świecie VR jest to niemożliwe – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Raburski, dyrektor zarządzający Digital Vitra.

System Virtuix Omni złożona jest z bieżni, gogli HTC Vive, kontrolerów, a także specjalnych uprzęży, które utrzymują gracza, i butów. Całość dopełnia platforma Omniverse, na której znaleźć można kompatybilne z urządzeniem gry. Obecnie dostępnych jest 17 gier, z których większość to typowe strzelanki FPP, które zapewniają możliwość rozgrywki z perspektywy pierwszej osoby. Najnowszymi tytułami, jakie mają się pojawić na platformie, są Arizona Sunshine oraz Doom. W przyszłości zadebiutować na niej mogą takie uznane na rynku zwłaszcza e-sportowym tytuły, jak Counter Strike.

– To jest przyszłość e-sportu. Jest to coś pomiędzy sportem a e-sportem, bo w tej chwili e-sport kojarzy się głównie z klawiaturą i myszką, z drugiej strony sport kojarzy się z czystym ruchem, ale bez jakichś specjalnych technologii. Tu możemy zrobić coś, co jest pomiędzy – możemy postrzelać do kolegów jak w Counter Strike’u, ale musimy wprowadzić wysiłek, ruch na naszej bieżni, tutaj kondycja zawodnika będzie miała gigantyczne znaczenie – przekonuje Michał Raburski.

Debiut wirtualnej rzeczywistości w e-sporcie mamy już za sobą. Firma Virtuix, dostawca bieżni Omni, zorganizowała turniej e-sportowy w VR. Gracze wzięli udział w wieloosobowej strzelance Omni Arena. Najprawdopodobniej właśnie w kierunku takich rozwiązań podąży rozwój e-sportu. Międzynarodowy Komitet Olimpijski rozważa włączenie e-sportu do Igrzysk Olimpijskich. Wprowadzenie kontrolerów ruchowych do gier VR z pewnością ułatwiłoby tę decyzję. E-sport pilotażowo pojawi się natomiast na zaplanowanych na przełom sierpnia i września Igrzyskach Azjatyckich w Dżakarcie. W 2022 roku wejdzie już w skład oficjalnych dyscyplin tych zmagań.

Gogle HTC Vive, poza bieżnią VR, współpracują z innymi rozwiązaniami ruchowymi, które pozwalają w nowy sposób doświadczać wirtualnej rzeczywistości. Specjalne buty i nagolenniki z trackerami zapewniają odwzorowanie ruchu nóg, dzięki czemu można w świecie VR zagrać np. w piłkę nożną. Na konsoli Playstation 4 można natomiast skorzystać z kontrolerów ruchowych PS Move w świecie wirtualnej rzeczywistości. Z platformą kompatybilnych jest coraz więcej gier. Zaletą tych rozwiązań jest ich kompaktowość, platforma Virtuix Omni skierowana jest raczej do klientów biznesowych.

Przyszłością kontroli ruchu w wirtualnej rzeczywistości mogą się okazać skafandry VR. Teslasuit nie tylko przechwytuje ruch niemal całego ciała, lecz także ma system sprzężenia zwrotnego (wibracji, stymulujących ciało) zapewniający efekt głębokiej immersji. Kombinezon do sprzedaży detalicznej ma trafić w 2019 roku. W przedsprzedaży jest już dostępny natomiast Hardlight VR. Za niespełna 300 dol. można zakupić kombinezon VR z kontrolerami ruchu i sprzężeniem zwrotnym. Jak na razie kompatybilnych z kombinezonem jest sześć gier, a jedenaście kolejnych jest aktualnie przygotowywanych.

– Zarówno cena (30 tys. zł netto – przyp.red.) wynikająca z kosztów produkcji i transportu, jak i platforma Omniverse, która pozwala zarządzać całym salonem VR, sprawiają, że jest to rozwiązanie skierowane głównie do biznesu – do salonów VR, parków rozrywki czy firm eventowych. Jeżeli ktoś chce kupić urządzenie do domu, to musi zdawać sobie sprawę z tego, że nie kupuje licencji gier, tylko płaci za minuty użytkowania, tak jak robi to partner biznesowy. Wbrew pozorom wcale nie wychodzi to drogo – zapewnia dyrektor Digital Vitra.

Analitycy Technavio szacują, że globalny rynek gier VR będzie rósł w najbliższych trzech latach w tempie 67 proc. średniorocznie. Według Grand View Research rynek ten w 2025 r. będzie wart 45 mld dol. Z prognoz Newzoo wynika, że rynek e-sportu w 2018 r. ma osiągnąć wartość ponad 900 mln dol.

Syntetyczne oleje silnikowe najchętniej wybierane przez polskich kierowców. Co trzeci z nich konsultuje wybór oleju z mechanikiem

Syntetyczne oleje silnikowe najchętniej wybierane przez polskich kierowców. Co trzeci z nich konsultuje wybór oleju z mechanikiem 4

Syntetyczne oleje silnikowe są największą grupą produktów olejowych w Polsce – mają prawie 16,3 proc. udziału w całym rynku. Segment ten notował największą dynamikę wzrostu na przestrzeni ostatnich 10 lat. Ze względu na rosnącą sprzedaż samochodów wyposażonych w nowoczesne silniki i import aut z Europy Zachodniej popyt na oleje syntetyczne będzie coraz większy. Kierowcy najczęściej sami wybierają markę i rodzaj oleju, ale wspierają się przy tym radą fachowców – wynika z badania „Drogowa dżungla, czyli Polak za kierownicą” przeprowadzonego przez Kantar TNS na zlecenie Shell.

Jak wynika z raportu Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego, w 2017 roku całkowity rynek środków smarnych w Polsce wyniósł 226 896 tys. ton. Tendencję wzrostową wykazuje cały rynek, ale największą dynamikę odnotowały w ubiegłym roku oleje do samochodów osobowych. Szczególnie szybki wzrost cechuje kategorię olejów syntetycznych, w 2007 roku ich udział wynosił zaledwie 5,5 proc., natomiast w 2017 roku wzrósł już do poziomu niemal 16,3 proc. Oleje syntetyczne są w tej chwili największą kategorią rynku środków smarnych.

 Potwierdza to badanie Shell „Drogowa dżungla, czyli Polak za kierownicą”, z którego wynika, że oleje syntetyczne są zdecydowanie najchętniej wybierane przez polskich kierowców. Trendy w branży olejowej zdecydowanie idą w kierunku olejów syntetycznych. Ten segment rósł najbardziej dynamicznie na przestrzeni ostatnich 10 lat, a obecnie stanowi największą grupę produktów olejowych w Polsce – mówi agencji Newseria Biznes Łukasz Radzymiński, dyrektor sprzedaży w dziale olejowym Shell Polska.

Popyt na oleje syntetyczne będzie coraz większy. Zdaniem eksperta Shell coraz chętniej kierowcy będą stosować produkty o bardzo niskiej lepkości, nawet 0W-16. Wynika to m.in. z rosnącej sprzedaży samochodów wyposażonych w nowoczesne silniki, których producenci wymagają stosowania takich olejów.

 Polacy wybierają olej syntetyczny ze względu na nowoczesne jednostki napędowe, które wymagają stosowania olejów o coraz niższych lepkościach. W Polsce obserwujemy wzrost sprzedaży nowych samochodów w ostatnich latach. W 2017 roku ten wzrost wyniósł przeszło 18 proc., a polscy kierowcy zarejestrowali prawie 500 tys. nowych pojazdów. Dodatkowo obserwujemy w ostatnich latach bardzo wysoki import samochodów używanych z Zachodu, szczególnie wiodących niemieckich producentów, którzy również używają olejów syntetycznych – mówi Łukasz Radzymiński.

Czynnikiem, dla którego kierowcy w Polsce chętnie wybierają oleje syntetyczne, są również ich unikalne właściwości. Produkty zapewniają najlepszą ochronę silnika, wydłużenie czasu jego eksploatacji, obniżenie zużycia paliwa, a także niższą emisję spalin.

– Dobrym przykładem jest olej Shell Helix Ultra ECT C2/C3 0W-30. Ten produkt jest wytwarzany w unikalnej, opatentowanej przez nas technologii, na bazie gazu ziemnego – mówi dyrektor ds. sprzedaży Shell Polska. – Według naszych prognoz rynek w dalszym ciągu będzie notował wzrost, szczególnie w przypadku olejów do samochodów osobowych.

Z badań przeprowadzonych przez Shell Polska na początku tego roku wynika, że ponad połowa Polaków samodzielnie dokonuje wyboru oleju, marki olejowej i rodzaju oleju, ale po zasięgnięciu opinii u specjalisty – mechanika czy doradcy serwisowego. Po poradę w tym zakresie sięga co trzeci Polak. Natomiast 83 proc. kierowców wymienia olej w warsztacie lub wyspecjalizowanym punkcie obsługi – najczęściej są to nieautoryzowane warsztaty. Z badania „Drogowa dżungla, czyli Polak za kierownicą” wynika również, że połowa Polaków regularnie kontroluje poziom oleju w samochodzie, a jeżeli jest to konieczne, uzupełnia go.

Uczniowie z Polski opracowują aplikację inteligentnego domu dla niepełnosprawnych. Za pomocą komend głosowych otworzą drzwi, a nawet zamówi jedzenie

Uczniowie z Polski opracowują aplikację inteligentnego domu dla niepełnosprawnych. Za pomocą komend głosowych otworzą drzwi, a nawet zamówi jedzenie 5

Coraz więcej urządzeń wchodzi w skład inteligentnego domu. Nie są to już wyłącznie telewizory czy tablety, ale również pralki, odkurzacze, a nawet lodówki. Nowe możliwości do komunikacji z podłączonymi do internetu urządzeniami gospodarstwa domowego otwierają asystenci głosowi. Wystarczy jedno polecenie, by włączyć telewizor lub zmienić kanał. Polscy uczniowie postanowili połączyć ideę inteligentnego domu z obsługą głosową. Projekt DAREK powstaje z myślą o niepełnosprawnych i ma pomóc im w codziennym poruszaniu się po domu. Za pomocą głosu otworzą drzwi, rozwiną żaluzje, a nawet uzupełnią lodówkę.

–  Temat inteligentnych domów jest teraz bardzo modny, każdy chciałby mieć w domu takie rozwiązanie. Nie chcemy naśladować tego, co już powstało, nie dogonimy markowych systemów. Chcemy za to wskazać lukę, która w tych systemach powstała, czyli sterowanie głosowe. Asystent DAREK jest programem, który ma naśladować inteligentny dom, stworzyliśmy go z myślą o osobach niepełnosprawnych. System może np. otworzyć drzwi, zasłonić lub odsłonić rolety. Takie systemy nie są jeszcze stosowane w inteligentnych domach – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Bartosz Dudek, koordynator projektu DAREK.

Zarówno wielkie korporacje, jak i niezależni innowatorzy dostrzegli potencjał drzemiący w sztucznej inteligencji, która może ułatwić, usprawnić i zautomatyzować wykonywanie codziennych, rutynowych czynności. Dzięki rozwojowi systemów przetwarzania języka naturalnego komputery zaczęły słuchać człowieka i wykonywać jego polecenia. Najnowsze algorytmy SI nie ograniczają się do nasłuchiwania z góry zaprogramowanych poleceń, coraz częściej wykorzystują rozwiązania uczenia maszynowego, aby lepiej zrozumieć nasze oczekiwania.

Jednym z ciekawszych systemów tego typu jest Google Assistant Kids, wirtualny asystent-encyklopedia, opracowany przez studentów z School of Visual Arts. Oprogramowanie analizuje styl wypowiedzi, aby określić wiek użytkownika, a następnie udziela odpowiedzi przystosowanej do jego zdolności poznawczych. Odpowiadając na pytania dorosłych, udzieli wyczerpującej wypowiedzi, a rozmawiając z dziećmi uprości ją.

Projekt DAREK również powstał z myślą o tym, aby znieść bariery komunikacyjne pomiędzy człowiekiem a sztuczną inteligencją. Projekt uczniów z Liceum Ogólnokształcącego w Kole im. Kazimierza Wielkiego skupia się jednak na osobach niepełnosprawnych.

– Wystarczy, że osoba niepełnosprawna powie do telefonu z włączoną aplikacją, a asystent momentalnie zareaguje. Może odpowiedzieć, jaka będzie temperatura na zewnątrz, czy może otworzyć drzwi. To ułatwienie przede wszystkim dla osób, które mają problemy z poruszaniem się po pomieszczeniu. W przyszłości ta technologia na pewno będzie próbowała zniwelować wszelkiego rodzaju bariery dla osób niepełnosprawnych – mówi Bartosz Dudek.

DAREK ma być przede wszystkim narzędziem do walki z cyfrowym wykluczeniem osób niepełnosprawnych. Aplikacja na Androida umożliwi porozumienie się i kontrolowanie otoczenia w sposób znacznie bardziej kompleksowy, niż czynią to klasyczne systemy inteligentnego domu.

– Asystent jest w połowie naszych planów, obsługuje już większość funkcji głosowo, ale planujemy jeszcze wprowadzić nowe funkcje, np. kalendarz, który przypominałby o wizytach u lekarzy, funkcję uzupełniania lodówki, która sama zamawiałaby jedzenie do domu, oraz obsługę komputera dla osób, które nie mają kończyn – zapowiada Bartosz Paliński, członek zespołu.

Nad podobnym rozwiązaniem pracują studenci Politechniki Warszawskiej, którzy współpracują przy projekcie Farma Dobrej Woli, czyli osiedlu inteligentnych domów opracowanych z myślą o osobach niepełnosprawnych. Zastosowanie najnowocześniejszych systemów inteligentnych ma ułatwić obsługę urządzeń codziennego użytku, pozwoli także sprawować całodobową opiekę medyczną nad mieszkańcami.

Większość komercyjnych systemów inteligentnych domów wykorzystuje systemy rozpoznawania i analizy głosu od Google, Apple lub Amazonu, które wciąż nie potrafią się komunikować w języku polskim. Google swojego asystenta po polsku ma uruchomić jeszcze w tym roku. Wprowadzenie na rynek autorskich rozwiązań przystosowanych do polskiego odbiorcy może przyspieszyć upowszechnienie się komercyjnych w naszym kraju.

Według raportu Zion Market Research w 2018 roku rynek inteligentnych domów będzie wart 31 mld dol. Do 2022 roku wartość ta ma wzrosnąć do 53,5 mld dol.

Nowe technologie ułatwią odejście od węgla. Przyszłością energetyki są zielone, rozproszone źródła energii

Nowe technologie ułatwią odejście od węgla. Przyszłością energetyki są zielone, rozproszone źródła energii 6

Digitalizacja, decentralizacja i dekarbonizacja – to trendy, które w najbliższych latach zdominują energetykę. Nowe technologie będą mieć w każdym z nich znaczący udział – zarówno w budowaniu rozproszonej energetyki, jak i odchodzeniu od węgla. Istotnym wyzwaniem dla UE będzie walka z zanieczyszczeniami powietrza. Muszą się w nią zaangażować przede wszystkim konsumenci energii – wymaga ona zmiany paliw stosowanych do ogrzewania domów i sposobu korzystania z transportu – podkreślają eksperci InnoEnergy.

Eksperci oceniają, że przyszłością rynku energetycznego jest trzy razy D: digitalizacja, czyli coraz większe oddziaływanie technologii cyfrowych na energetykę, decentralizacja, czyli wzrost znaczenia rozproszonych źródeł energii, także OZE, oraz dekarbonizacja, czyli zmniejszanie udziału węgla w wytwarzaniu energii.

– Technologie są jednym z kluczowych elementów budowania innowacji, ale nie jedynym. Nie skupiałbym się tylko na samych technologiach, ale wskazał raczej na ich zastosowanie. Cokolwiek, co będzie nas zbliżało do modelu energetyki rozproszonej, pozwalało nam nią zarządzać w bardziej kontrolowany sposób – jak choćby rozwiązania IT integrujące systemy energetyczne czy rozwiązania umożliwiające magazynowania energii – to na pewno przyszłość inwestycji w energetyce – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jakub Miler, prezes zarządu InnoEnergy Central Europe.

W Polsce, jak wynika z danych Agencji Rynku Energii, produkcja energii elektrycznej w 2017 roku wyniosła 170,1 TWh przy 166,6 TWh rok wcześniej. Blisko połowę dostarczyły elektrownie opalane węglem kamiennym, 30 proc. węglem brunatnym, ale udział odnawialnych źródeł energii przekroczył już 14 proc., a elektrociepłowni gazowych – 6 proc. Jeszcze nigdy łączny udział węgla w produkcji prądu nie był na tak niskim poziomie, w 1990 roku sięgał 98 proc. Tym samym Polska wpisuje się w trend dekarbonizacji, jaki panuje w całej Europie.

Jak podkreśla prezes InnoEnergy, mimo różnic w systemach energetycznych i polityce surowcowej poszczególnych państw UE możliwe są wspólne prace nad rozwiązaniami, które będą prowadzić do stopniowej dekarbonizacji w wytwarzaniu energii. Dzięki temu mogą się one stać konkurencyjne również dla innych regionów świata.

Zdaniem Jakuba Milera same technologie to jednak nie wszystko. Równie istotne jest zaangażowanie potencjalnych klientów – odbiorców energii w sam proces tworzenia innowacji i budowanie ich świadomości.

– Musi się przecież znaleźć ktoś, kto będzie chciał te nowoczesne technologie kupić – podkreślił Jakub Miler podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego w Katowicach.

Jednym z przykładów takich obszarów jest walka o czyste powietrze. Za smog odpowiada głównie transport i ciepłownictwo, przy czym 57 proc. emisji drobnych pyłów to „zasługa” tego, w jaki sposób ogrzewane są mieszkania.

– Tak naprawdę po stronie konsumentów, odbiorców, leży klucz do zapewnienia jakości powietrza w naszych miastach. To my poprzez zmianę nawyków, przez to, w jaki sposób korzystamy z transportu, w jaki sposób korzystamy z ciepła, wpływamy na nasze otoczenie. To oczywiście często wymaga zmiany paliw, z których korzystamy, i zmiany sposobu, w jaki poruszamy się po miastach, ale jest to możliwe – mówi Marcin Lewenstein, innovation officer w InnoEnergy Central Europe

Z raportu ONZ Global Compact wynika, że Polska znajduje się w niechlubnej czołówce państw Europy, w których poziom zanieczyszczenia powietrza jest najwyższy i wielokrotnie przekracza dopuszczalne normy. Jak wynika z „Krajowego Programu Ochrony Powietrza do roku 2020”, udział gospodarstw domowych w emisji pyłów PM10 i PM2,5 wynosi ok. 40 proc., a w emisji benzo(a)pirenu – 78 proc.

Technologiami, które już teraz są w stanie odpowiedzieć na większość z tych wyzwań jest kogeneracja gazowa, pompy ciepła, lepsze wykorzystanie ciepła odpadowego, a także elementy gospodarki cyfrowej, czyli digitalizacja tego, w jaki sposób zarządzamy energią w naszych budynkach – tłumaczy Marcin Lewenstein.

Za niską emisję w większym stopniu niż przemysł odpowiadają budynki jednorodzinne (z 6,1 mln istniejących budynków ok. 5 mln stanowią te jednorodzinne). Najwięcej powstało w latach 1945–1970, gdzie dominującym źródłem ogrzewania są kotły węglowe (76 proc.). Na wsiach ponad 90 proc. mieszkań jest ogrzewanych paliwami stałymi, w miastach – co czwarte. Budynki z tego okresu są kilka razy bardziej energochłonne niż te budowane obecnie. Łączny udział gospodarstw domowych w zużyciu energii w Polsce jest jednym z najwyższych w Europie i wynosi 20 proc., z czego 70 proc. energii jest konsumowanej na ogrzewanie. Można to zmienić, ale dużo zależy od wprowadzanych przepisów.

– Państwo może to regulować tak, żeby ograniczyć możliwość wykorzystania starych technologii, które najbardziej trują. Może też wpływać poprzez zachęty podatkowe, ulgi, dopłaty różnego typu do tego, żebyśmy korzystali z nowoczesnych źródeł, z nowych technologii, które pozwolą w szybkim tempie ograniczyć te problemy. To oczywiście problem kosztów i również dlatego rola rządu w tej materii jest nie do przecenienia, bo nie wszystkich będzie stać na to, żeby w szybkim tempie zrezygnować z najtańszych, ale też najbrudniejszych paliw – mówi Lewenstein.

W największych miastach za ponad 60 proc. zanieczyszczeń odpowiada transport. Światowa Organizacja Zdrowia uznała spaliny oleju napędowego za równie szkodliwe dla zdrowia ludzi, co azbest, arsen czy gaz musztardowy i zakwalifikowała do najwyższej kategorii substancji rakotwórczych. Według ekspertów spaliny z silników diesla są bezpośrednią przyczyną nowotworu płuc. Rozwiązaniem problemu mogłoby być szersze wykorzystanie transportu miejskiego czy stosowanie alternatywnych źródeł napędu.

 To wszystko kwestia lepszego wykorzystania energii, przede wszystkim w domach. To także kwestia lepszego wykorzystania źródeł odnawialnych, które mogą być stosowane przez prosumentów, czyli tych, którzy decydują się na produkcję energii na potrzeby własne, czy lokalnych społeczności. W tym kierunku idą wysiłki dotyczące polityki klastrowej w Polsce, która ma na celu lepsze wykorzystanie energii na poziomie lokalnym, aby jak najmniej oddziaływać na środowisko, a jak najlepiej wykorzystywać potencjał lokalny – przekonuje Marcin Lewenstein.

Instytut Staszica: Rząd nie popełnił błędu podczas zakupu kolekcji Czartoryskich. Krytyka zakupu szkodzi wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej

Instytut Staszica: Rząd nie popełnił błędu podczas zakupu kolekcji Czartoryskich. Krytyka zakupu szkodzi wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej 7

Krytykowanie zakupu przez rząd kolekcji dzieł sztuki od Fundacji XX (Książąt) Czartoryskich nie służy wizerunkowi Polski na arenie międzynarodowej – podkreślają eksperci Instytutu Staszica. Spór o zasadność tej transakcji rozgorzał na nowo, gdy okazało się, że pieniądze trafiły na konto nowo założonej fundacji w Liechtensteinie, a rodzinny konflikt w arystokratycznej rodzinie rozstrzygany będzie w sądzie. Zdaniem ekspertów Instytutu Staszica zakup był konieczny i został dokonany za bardzo dobrą cenę, a to, co z otrzymanymi z transakcji pieniędzmi robi sprzedający, jest wyłącznie jego sprawą.

Zdaniem Instytutu zakup kolekcji przez Polskę za tak naprawdę ułamek jej wartości był działaniem absolutnie celowym i nie należy doszukiwać się tutaj błędu ze strony rządu – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Dawid Piekarz, ekspert Instytutu Staszica. – Po pierwsze, tylko zakup tej kolekcji na rzecz państwa dawał gwarancję, że nie zostanie ona sprzedana w całości lub w części czy wywieziona, bo jednak właściciel może ze swoją własnością robić to, co zechce.

W grudniu 2016 roku po kilku miesiącach negocjacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego z Fundacją XX Czartoryskich państwo polskie zakupiło od niej zbiór bezcennych dla kultury polskiej zabytków, w tym najcenniejszy znajdujący się w Polsce obraz „Dama z gronostajem” Leonarda da Vinci. Był też obraz Rembrandta, ryciny Dürera, rękopisy kronik Długosza i wiele innych cennych starodruków, rękopisów, dokumentów historycznych, a także broń, biżuteria, księgi i numizmaty. Polska zapłaciła za ten zbiór 100 mln euro. Nie brakowało wówczas krytyków, którzy utrzymywali, że niepotrzebnie wydano tę kwotę, bo zbiorów i tak nie można wywieźć ani zamknąć na stałe dla publiczności.

Kolejnym problemem jest to, że ta kolekcja była utrzymywana ze środków prywatnych, a te środki bardzo często okazywały się niewystarczające. Natomiast jeżeli państwo nie było tejże kolekcji właścicielem, po prostu nie mogło na utrzymanie tych skarbów polskiej kultury łożyć – argumentuje Dawid Piekarz. – Te wszystkie rzeczy muszą być należycie zabezpieczone, otoczone opieką konserwatorską, ochroną fizyczną, a tego nie dałoby się zrobić, gdyby państwo nie było właścicielem tej kolekcji.

Dodaje też, że polskie prawo zezwala przejąć na własność bezcenne dobra kultury w przypadku zagrożenia fizycznego, ale wtedy państwo musiałoby zrobić to za odszkodowaniem w wysokości wartości rynkowej, która jest kilkudziesięciokrotnie wyższa od kwoty zapłaconej w grudniu 2016 roku.

Z drugiej strony propozycje, by znacjonalizować kolekcję, byłyby sprzeczne z prawem własności i pozwoliły na kwestionowanie roszczeń Polski do odzyskania dzieł wywiezionych poza jej granice.

– Pojawiające się głosy o tym, że Polska tak naprawdę nie musiała tej kolekcji kupować, bo mogła ją w taki czy inny sposób właścicielom odebrać, zdecydowanie nie służą interesowi Polski, zwłaszcza w sytuacji, kiedy Polska jest z jednej strony krytykowana za niezałatwienie sprawy reprywatyzacji, a z drugiej strony w bardzo wielu wpływowych kręgach, np. amerykańskich, uważa się, że jednym z elementów kluczowych dla państwa prawa i demokracji jest absolutne poszanowanie własności prywatnej – podkreśla Dawid Piekarz. – Polska nie może się jawić w środowisku międzynarodowym jako kraj, który tej własności nie szanuje i nacjonalizuje czy odbiera właścicielom ich własność. 

W ocenie Instytutu Staszica nieuzasadnione są także zarzuty przelania większości pozyskanej z zakupu kwoty na konto nowo powstałej w Liechtensteinie fundacji Le Jour Viendra.

Kompletnie nieuzasadniony jest argument, że te pieniądze z Polski zostały wywiezione, bo identycznie można krytykować np. zakup F-16 czy dreamlinerów. Tam też właściciel sprzedał polskiemu państwu określone dobra, za które wziął ustaloną cenę i mógł z tymi pieniędzmi zrobić to, co chce, ponieważ była to normalna, rynkowa transakcja – podkreśla ekspert Instytutu Staszica. – Dlatego uważamy, że sam został załatwiony w sposób cywilizowany, z poszanowaniem interesów właścicieli i poszanowaniem prawa, w tym prawa międzynarodowego.

Dariusz Kubacki w zarządzie polskiego oddziału KMD

Dariusz Kubacki
Dariusz Kubacki

Polscy specjaliści odgrywają coraz większą rolę w procesie digitalizacji danych Europejczyków. Grupa KMD, największy dostawca usług IT w Danii, powołała Dariusza Kubackiego na stanowisko Vice Presidenta w globalnej strukturze, powierzając mu odpowiedzialność za jeden z najbardziej strategicznych pionów biznesowych. Pokieruje on również polskim oddziałem firmy. Obecność Polaka w zarządzie jest połączona ze zmianą strategii firmy, która zakłada jeszcze większą autonomię warszawskiego oddziału i jego rosnącą rolę w Grupie KMD.

KMD to największy duński gracz na europejskim rynku IT, który od ponad 40 lat dostarcza usługi informatyczne na potrzeby rządu i samorządów lokalnych w Danii, a także firm z sektora prywatnego w Skandynawii. To dzięki wiedzy i umiejętnościom specjalistów m.in. z KMD, Dania jest jednym z najlepiej zdigitalizowanych państw na świecie (dane na podstawie wskaźnika cyfryzacji gospodarki i społeczeństwa DESI – The Digital Economy and Society). Każdego dnia Duńczycy korzystają z rozwiązań opracowanych przez firmę – począwszy od komunikacji z urzędami, po opłaty rachunków. Skandynawski gigant otworzył oddział w Polsce w 2015 roku, tworząc atrakcyjne miejsce pracy dla polskich specjalistów IT. Za rozwój warszawskiego biura przez pierwsze trzy lata działalności odpowiadał Jens Brinksten.

Polak jako pierwszy spoza Danii w zarządzie KMD

Dariusz Kubacki jako pierwszy Polak zajmuje stanowisko General Managera i zarządza polskim oddziałem firmy. Jest on również pierwszym managerem spoza Danii, który wszedł do zarządu KMD Group. Kubacki ma bogate doświadczenie w obszarze IT. Do KMD przeszedł z PAREXEL International, gdzie był dyrektorem w globalnych strukturach IT. Wcześniej przez ponad 12 lat był związany z Hewlett-Packard, gdzie odpowiadał za kierowanie zespołem ponad 500 pracowników i realizację celów biznesowych dla klientów z 10 krajów w regionie Europy Środkowej i Wschodniej. Karierę w branży technologicznej rozpoczął w 2002 roku jako konsultant IT w SAS Institute.

Partnerska rola polskiego oddziału

Obecność Polaka na kluczowym stanowisku w globalnej strukturze jest wynikiem nowej strategii biznesowej KMD Group. Zakłada ona zwiększenie roli polskiego oddziału w międzynarodowym biznesie i odpowiedzialność za klientów całej grupy.

„Polskie biuro KMD rozwijało się od samego początku w imponującym tempie. Startowaliśmy od zera, a teraz zatrudniamy ponad 400 pracowników, kontynuując dynamiczny wzrost. Nowa strategia oznacza dla polskich specjalistów większe możliwości rozwoju i duże wyzwania. Jesteśmy partnerem naszych skandynawskich kolegów i razem z nimi będziemy wyznaczać trendy w digitalizacji. Odpowiadamy już nie tylko za polską spółkę, ale realizujemy globalne cele, stąd proces przeniesienia do Polski części biznesowej KMD” – podkreśla Piotr Brzeziński, Head of Development w Dywizji R&D.

Skandynawska kultura pracy

Rozwój skandynawskiej firmy nad Wisłą to szansa dla polskich specjalistów, którzy czerpią z doświadczenia Skandynawów w zakresie innowacyjnych rozwiązań nie tylko dla sektora publicznego. Stały transfer wiedzy między oddziałami jest możliwy dzięki partnerskim relacjom polskiego oddziału z globalnymi strukturami.

Biuro KMD Poland mieści się w Warszawie tuż obok metra Dworzec Gdański i jest nowoczesnym odzwierciedleniem skandynawskiego stylu. Funkcjonalne wnętrze zostało zaprojektowane zgodnie z najnowszymi trendami – tak, aby było wygodne dla pracowników. To, na co firma kładzie nacisk, to również work-life balance.

„Pracujemy nad ambitnymi zadaniami, jednocześnie zachowując równowagę pomiędzy życiem prywatnym i zawodowym. Przejęliśmy od Skandynawów najlepsze wzorce, wolny czas dla rodziny i przyjaciół to istotna część naszej kultury organizacyjnej – dodaje Anna Smoleń, Dyrektor działu HR.

Spotkajmy się na bezpłatnej konferencji Open Source w Biznesie

Konferencja “Open source w biznesie” to pierwsze takie wydarzenie w Polsce poruszające tematykę rozwiązań otwartych i ich praktycznego zastosowania w przedsiębiorstwie. Wydarzenie ma na celu zrzeszenie zawodowych specjalistów i entuzjastów otwartego oprogramowania.

Open SourceSTRONA WYDARZENIA:

http://gigacon.org/event/open_source/

Data i miejsce:

18 czerwca Warszawa

TEMATY:

  1. Jak wykorzystać open source przy realizacji zgodności z RODO.
    – Błażej Pabiszczak ( YetiForce )
  2. Zaawansowana i bezpieczna komunikacja i helpdesk w Organizacji w oparciu o rozwiązania Open Source
    – Tomasz Mikołajczyk ( INTALIO )
  3. Przegląd narzędzi open source do analizy bezpieczeństwa
    – Mariusz Krzaczkowski ( YetiForce )
  4. Nowy SUSE Linux Enterprise 15 – platforma systemowa dla Software Defined Infrastructure
    – Artur Duszczyk ( SUSE )
  5. Open Source CMS w zastosowaniach korporacyjnych na przykładzie wdrożenia Joomla! dla firmy Balex Metal
    – Andrzej Herzberg ( Indico )
  6. Open Source CRM w zastosowaniach korporacyjnych na przykładzie jednego z największych wdrożeń w Europie
    – Tomasz Kur ( YetiForce )
  7. Open-Source w oparciu o rozwiązania Microsoft Azure
    – Krzysztof Polewiak ( Microsoft )
  8. „Work smart, not hard” – licencje open source w praktyce
    – Bartosz Jastrzębski ( Niezależny Ekspert )
  9. Bezpieczeństwo Systemów Open Source
    Jarosław Pieńkowski ( Point )

FIRMY UCZESTNICZĄCE:

SUSE, MICROSOFT, YETIFORCE, INTALIO, INDICO, POINT

Wstęp na wydarzenie – BEZPŁATNY!

FORMULARZ REJESTRACYJNY:

http://gigacon.org/event/open_source/

Blaisdell Grant (Coinfirm): Blockchain zrewolucjonizuje zaufanie w ekonomii

Blockchain to ogromna rewolucja – choć trochę inna niż ta, która miała miejsce niedawno – wraz z powstaniem Internetu. Blockchain rewolucjonizuje zaufanie, a także zrozumienie, jak zaufane strony oraz pośrednicy działają w tych systemach i całych ekonomiach.

Coinfirm uznawana jest za lidera w zakresie tzw. Regtech dla blockchain, czyli technologii regulacyjnych dla aplikacji opartych na systemie kryptowalut. Za kilka lat miliony ludzi na świecie będą używać tej technologii i czerpać z niej korzyści. To, co odróżni ten proces od rewolucji internetowej, to mniejsza świadomość użytkowników. W większości nie będą oni wiedzieli, że faktycznie używają tej technologii. Można porównać to do korzystania z metody PayPass, o której działaniu przeciętny użytkownik również wie niewiele. Wiedza ta nie jest mu potrzebna. W przypadku Internetu widoczność nowych technologii była większa.

– Każdy system na świecie – finansowy czy mediowy jest wypełniony pośrednikami i zaufanymi podmiotami. To oni zyskują na transakcji, a także mogą być odpowiedzialni za powstawanie błędów i oszustwa finansowe – powiedział serwisowi eNewsroom Blaisdell Grant, CMO Coinfirm – Blockchain sprawia, że nie musimy martwić się o to, czy trzeciej stronie można ufać. System ten zapewnia zaufanie technologiczne, oparte na bezpiecznych rozwiązaniach. Blockchain odpowiada za zmiany w działaniu głęboko w systemie. Daje to duże możliwości na każdym rynku, choć szczególnie widoczne jest w bankowości i finansach. Świat finansowy podszedł do technologii blockchain o wiele lepiej niż inne rynki. Jeżeli będzie traktować jej rozwój poważnie i wykorzystywać ją, może czerpać z niej ogromne korzyści. Chodzi o zwiększenie zaufania, wyeliminowanie niepotrzebnych pośredników i stron trzecich oraz zbudowanie bardziej wydajnego systemu, który pozwala na oszczędność kosztów i stworzenie lepszych relacji z klientem – dodał Grant.

Eventy firmowe – dlaczego pełnią tak istotną rolę w życiu każdej firmy?

Współczesne firmy ogromną wagę przywiązują do swojego wizerunku. Ma on bowiem wpływ nie tylko na to, jak firma jest postrzegana na zewnątrz, przez jej klientów, ale także na to, jak ją widzą jej pracownicy oraz osoby bezpośrednio związane z jej działalnością. Znakomitym narzędziem do budowania pozytywnego wizerunku oraz osiągania celów biznesowych są eventy firmowe. Dlaczego warto organizować wydarzenia firmowe i jak to prawidłowo robić, aby pozytywnie wpłynęły one na wizerunek marki i firmy?

Eventy firmowe – duże i małe imprezy o wspólnych celach

Eventy firmowe trudno określić jedną nazwą, gdyż imprezy te mogą mieć naprawdę różny charakter. W zależności od wielkości firmy, jej budżetu oraz celów, których osiągnięciu ma służyć dany event, mogą być to bowiem zarówno uroczyste gale, bankiety, wystawy, jak i kameralne imprezy firmowe. Mogą to być również premiery produktów, otwarcie obiektów, czy też road shows. Wszystkie te wydarzenia mają jednak bardzo podobne cele: służą zwiększeniu sprzedaży, zacieśnieniu relacji z klientami firmy, pracownikami, prezentują firmę oraz jej działalność szerszemu gronu odbiorców, a nierzadko także służą pozyskiwaniu inwestorów.

Ze względu na ogromną wagę, jaką eventy firmowe odgrywają w życiu oraz funkcjonowaniu każdej firmy, ich organizacja winna być starannie zaplanowana. W tym przypadku nie ma bowiem miejsca na pomyłki, gdyż każda podjęta decyzja na wszystkich etapach organizacji eventu może zaważyć o jego sukcesie lub porażce. Jakie są istotne elementy organizacji udanego eventu firmowego? Prześledźmy najważniejsze elementy na przykładzie organizacji gali w Katowicach.

Organizacja gali Katowice – najważniejsze elementy organizacji udanej gali firmowej

Zanim przystąpimy do organizacji gali w pierwszej kolejności konieczne jest ustalenie, jakiej będzie ona wielkości. Zupełnie inne wymagania organizacyjne będą bowiem miały duże imprezy firmowe z licznymi zaproszonymi Gośćmi od kameralnych bankietów przeznaczonych głównie dla samych pracowników czy też wysublimowanego grona najlepszych kontrahentów firmy.

Następnym krokiem jest wybór odpowiedniego miejsca, które będzie gościło naszą galę. Firmy, które wybiorą jako organizacja gali Katowice mają do wyboru liczne obiekty, które doskonale nadają się do przyjęcia eventów firmowych o zróżnicowanym charakterze. W tym miejscu należy jednak zachować dużą ostrożność i pamiętać o tym, że wybrany obiekt powinien pasować do działalności naszej firmy, jej wizerunku oraz pozycji na rynku. Pozwoli to bowiem na zachowanie spójności organizowanego wydarzenia z wizerunkiem naszej firmy.

Organizacja gali wymaga także ustalenia szczegółowego scenariusza przebiegu całego wydarzenia. Konieczne jest również wybranie motywu przewodniego, który będzie ściśle związany z działalnością oraz strategią firmy. W scenariuszu wydarzenia koniecznie należy uwzględnić nie tylko agendę samych atrakcji, ale i sytuacje awaryjne oraz sposoby postępowania w razie ich zaistnienia. Organizacja gali musi być dopięta na ostatni guzik po to, aby w jej trakcie nic nas nie zaskoczyło oraz nie zakłóciło przebiegu wydarzenia.

Organizacja gali Katowice – wybór sprawdzonego organizatora jest kluczowy!

Jak widać, organizacja gali i innych eventów firmowych nie należy do łatwych przedsięwzięć. W trakcie przygotowań należy bowiem wziąć pod uwagę wiele czynników oraz zadbać o mnóstwo rzeczy. Z tym zadaniem sprawnie poradzą sobie więc jedynie doświadczone firmy.

Z tego też powodu organizację gali warto powierzyć sprawdzonej firmie, która na co dzień zajmuje się profesjonalną organizacją eventów firmowych. Organizacja gali Katowice w Exclusive-Event.pl to gwarancja, że naszym firmowym wydarzeniem zajmą się najlepsi eksperci w tej branży – organizatorzy z prawdziwego zdarzenia, którzy już od 12 lat, każdego dnia tworzą nową, nieodkrytą jeszcze rzeczywistość w świecie eventów. Nam nie pozostanie natomiast nic innego, jak tylko zbierać gratulacje od uczestników oraz cieszyć się udaną galą, która dzięki sprawnej i przemyślanej organizacji na długo pozostanie w pamięci naszych Gości.

Executive Club Investment Forum – Relacja

8 maja w hotelu Regent w Warszawie odbyła się IX edycja konferencji „Investment Forum & Awards Gala” zwieńczona galą rozdania „Diamentów Inwestycji”. Forum, którego hasło przewodnie brzmiało: Inwestycje – Kapitał – Innowacje przyciągnęło grono wyjątkowych prelegentów ze świata nauki oraz biznesu.

Główną częścią konferencji były cztery panele dyskusyjne poruszające kluczowe tematy
z perspektywy inwestycji oraz rozwoju przedsiębiorstw. Wśród nich można wymienić: sposoby finansowania start-upów, ekspansja polskich firm za granicę, nowe modele biznesowe w dobie rewolucji technologicznej oraz wyzwania stojące przed firmami wobec postępującej digitalizacji, automatyzacji oraz rozwojowi nowych technologii. W każdym panelu brali udział wybitni przedstawiciele  nauki oraz biznesu, którzy w interesujący sposób przybliżali uczestnikom konferencji powyższe zagadnienia. Między panelami goście mieli czas aby zadać prelegentom pytania oraz wymienić się wiedzą, kontaktami i doświadczeniami podczas przerw networkingowych.

Gala „Diamenty Inwestycji”

Zwieńczeniem Forum była uroczysta, wieczorna gala rozdania statuetek „Diamenty Inwestycji”. Nagrody te miały na celu uhonorowanie przedsiębiorców oraz firm, które w 2017 roku dokonały istotnych dla polskiej gospodarki inwestycji w kraju i za granicą. Wyróżnione zostały podmioty oraz osoby, które w sposób szczególny promowały ideę inwestowania w Polsce.

Laureatami „Diamentów Inwestycji” w poszczególnych kategoriach zostali:

Inwestycja roku: Selvita S.A.

Inwestor greenfield roku: Mercedes-Benz Manufacturing Poland

Akwizycja roku: Tele-Fonika Kable S.A.

Inwestycja w innowacje roku: APA Group

Eksporter roku: LPP S.A.

Polski inwestor roku za granicą: Grupa Pietrucha

Anioł biznesu roku: Dawid Urban

Fundusz roku: Value4Capital

Bank finansujący roku: Bank BGŻ BNP Paribas S.A

Kancelaria prawna roku: Linklaters

Doradca corporate finance roku: Vienna Capital Partners

Osobowość roku: Paweł Łojszczyk – Prezes Zarządu, dyrektor zarządzający, ABB

Organizator: Executive Club

Patroni Honorowi: Krajowa Izba Gospodarcza, Polska Agencja Inwestycji i Handlu, Polskie Towarzystwo Ekonomiczne

Partnerzy: Algotech Polska, Grupa BIK, Bank Gospodarstwa Krajowego, bValue, Coast2Coast Capital, Emitel S.A., Konsalnet Holding S.A., KUKE S.A., Linklaters, Bank Millennium S.A., Nord Partner, PIKA, Pocztylion-Arka Powszechne Towarzystwo Emerytalne S.A., APN Promise S.A., Raiffeisen Bank Polska S.A., Value4Capital Advisers, Vistra Corporate Services

Partner Instytucjonalny:  Szkoła Biznesu Politechniki Warszawskiej

Partnerzy Wspierający: UNICEF Polska, Czesko-Polska Izba Handlowa, Francusko-Polska Izba Gospodarcza, Niderlandzko-Polska Izba Gospodarcza, Polsko-Ukraińska Izba Gospodarcza

Patroni Medialni: Biznesnafali.pl, Business&Prestige, CEO Magazyn, FinanceGold.pl, GeneracjaSmart, Investing.com, Karierawfinansach.pl, Law Business Quality, MergerMarket, PolishMarket, Rynek Inwestycji, Warsaw Business Journal

Polski rynek nieruchomości – kwiecień 2018 r.

Bardzo dobra sprzedaż mieszkań na rynku pierwotnym sprawia, że świetna passa deweloperów trwa w najlepsze. W ostatnim czasie są oni jednak poddawani presji wynikającej ze wzrostów cen robocizny i materiałów budowlanych. Tymczasem klienci szturmują biura deweloperów. Zaciągają też coraz więcej kredytów, których wartość w I kwartale była zbliżona do poziomu z 2008 r.

Nieco drożej na rynku wtórnym

Na rynku wtórnym w każdym z analizowanych przez Metrohouse największych miast średnie kwoty po jakich nabywamy lokale były wyższe niż przed rokiem. Taka sytuacja nie jest zaskakująca, biorąc pod uwagę utrzymujący się na wysokim poziomie popyt na mieszkania generowany przez inwestorów. Przyspieszenie decyzji o zakupie nieruchomości może być także pochodną perturbacji związanych z wdrażaniem programu Mieszkanie Plus. Wprawdzie obietnica budowy 100 tysięcy mieszkań jest imponująca, ale mając na uwadze rozgrzany rynek mieszkaniowy, a w następstwie wzrastające koszty robocizny i materiałów budowlanych, może to być naprawdę duże wyzwanie.

– Największe wzrosty cen nabywanych lokali w odniesieniu do zeszłego miesiąca odnotowaliśmy w Łodzi, gdzie nabywcy płacili średnio 3883 zł za m kw., czyli 3,7 proc. więcej niż w lutym. Wzrosty widoczne są w Poznaniu, gdzie za m kw. płaciliśmy w I kw. 5492 zł, czyli o 3 proc. więcej niż przed miesiącem i aż o 9 proc. więcej niż przed rokiem, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Inwestycje deweloperskie nadal sprzedają się bardzo dobrze

Pierwszy kwartał bieżącego roku na rynku deweloperskim upłynął pod znakiem dobrej sprzedaży i definitywnego końca programu Mieszkanie dla Młodych. W I kw. 2018 r. mieliśmy do czynienia z umiarkowanymi wzrostami średniej ofertowej ceny 1 m kw. wynoszącymi 1,5% – 1,8% (Warszawa, Kraków, Wrocław), brakiem zmian (Łódź) oraz wyraźnymi spadkami średnich stawek za 1 mkw. (Poznań i Gdańsk).

– Zmiany dotyczące Gdańska oraz Poznania, mogą cieszyć potencjalnych klientów firm deweloperskich z tych miast. Wymienione metropolie stały się bardziej dostępne cenowo dla nabywców nowych mieszkań. Opisywana kwestia ma szczególne znaczenie w przypadku Gdańska, który z kwartału na kwartał notował kolejne wzrosty przeciętnej ceny 1 mkw. mieszkań deweloperskich, komentuje Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Lawinowy wzrost zainteresowania kredytami hipotecznymi

W ostatnim czasie zainteresowanie kredytami hipotecznymi jest ogromne. W I kwartale wypłacona kwota wyniesie ok. 12 mld zł. Będzie to więc jeden z najlepszych pierwszych kwartałów w historii. Podobny wynik dotychczas udało się osiągnąć tylko trzy razy – w 2007 r., 2008 r. i 2011 r. Co zatem skłania Polaków do takiego zainteresowania kredytami hipotecznymi? – Z jednej strony mamy rekordowo niskie stopy procentowe, które zgodnie z zapowiedziami prezesa NBP nie wzrosną w najbliższych latach. Kredyty są więc tanie i dość łatwo dostępne. Jednocześnie Polacy nie boją się zadłużać. Dobra sytuacja gospodarcza bezpośrednio przekłada się bowiem na wyższe wynagrodzenia i niskie bezrobocie, co daje poczucie bezpieczeństwa, komentuje Jarosław Sadowski, ekspert Expandera.

Bardzo dobrą informacją dla osób spłacających kredyty frankowe jest spadek kursu tej waluty poniżej poziomu 3,50 zł. – Przy obecnym kursie (3,48 zł) poziom raty zbliża się do tego, ile wynosiła ona w momencie wypłaty kredytu. Dla przykładu przy długu ze stycznia 2008 r. na kwotę 300 000 zł na 30 lat, rata wynosi obecnie 1580 zł, czyli jest o zaledwie 46 zł wyższa niż na początku. Jest tak, mimo że kurs jest o 60% wyższy niż w dniu wypłaty takiego kredytu, dodaje Jarosław Sadowski z Expandera.

Co zmienią przepisy o zarządzie sukcesyjnym?

W sejmie trwają prace nad rządowym projektem ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej. Projekt ten reguluje kwestie związane z tymczasowym zarządem przedsiębiorstwem po śmierci przedsiębiorcy wykonującego działalność na własny rachunek.

W myśl projektu ustawy o zarządzie sukcesyjnym przedsiębiorstwem osoby fizycznej wielkość udziałów w firmie będzie ustalana na podstawie wielkości udziałów w spadku lub udziałów we współwłasności przedsiębiorstwa.

Ustanowienie zarządu sukcesyjnego będzie wymagało powołania zarządcy sukcesyjnego i zgody danej osoby na pełnienie tej funkcji oraz wpisania jej do Centralnej Ewidencji i Informacji o Działalności Gospodarczej. Zarząd sukcesyjny będzie ustanawiany z chwilą śmierci przedsiębiorcy.

Ustanowienie zarządu sukcesyjnego będzie możliwe także w razie zawieszenia prowadzenia działalności gospodarczej. W razie upadłości przedsiębiorcy tej możliwości nie będzie.

Zarządcą sukcesyjnym może być osoba posiadająca pełną zdolność do czynności prawnych. Jednak nie każda – nie może być zarządcą sukcesyjnym ten, w stosunku do kogo wydano zakaz prowadzenia działalności gospodarczej.

Można będzie ustanowić jednego zarządcę sukcesyjnego. Będzie on miał prawo prowadzenia firmy w spadku i podejmowania czynności związanych z sądowymi i pozasądowymi sprawami firmy. Zarządca będzie mógł ustanowić pełnomocnika. W sprawach, które dotyczą czynności, które nie przekraczają zwykłego zarządu, zarządca będzie działał za zgodą właścicieli firmy, a jeżeli zgody nie będzie – za zezwoleniem sądu.

Zarządca po ustanowieniu będzie musiał złożyć wykaz inwentarza firmy w spadku, a po wygaśnięciu zarządu wydaje firmę w spadku właścicielom.

Zarządca sukcesyjny od chwili śmierci przedsiębiorcy do dnia wygaśnięcia zarządu będzie wykonywać obowiązki pracodawcy. Jeżeli zarząd sukcesyjny zostanie ustanowiony z chwilą śmierci przedsiębiorcy, umowy o pracę będą nadal obowiązywały. Jeżeli natomiast zarząd sukcesyjny zostanie ustanowiony później, umowy o pracę wygasną w ciągu 30 dni, a pracownicy będą mieli prawo pierwszeństwa przyjęcia do pracy w razie ponownego zatrudnienia w przedsiębiorstwie.

Za zobowiązania przedsiębiorstwa w spadku solidarną odpowiedzialność ponoszą właściciele przedsiębiorstwa w spadku.

Projekt reguluje terminy wygaśnięcia decyzji administracyjnej wydanej po śmierci przedsiębiorcy w przypadku, gdy zarząd sukcesyjny został powołany, i wtedy, gdy nie został on powołany. W razie ustanowienia zarządcy sukcesyjnego będzie on mógł złożyć do urzędu wniosek o potwierdzenie możliwości wykonywania tej decyzji.

W okresie zarządu sukcesyjnego firma w spadku nie będzie miała osobowości prawnej i będzie podatnikiem.

W sprawach zarządu sukcesyjnego właściwy będzie sąd spadku.

Omawiana ustawa będzie miała zastosowanie, jeżeli śmierć przedsiębiorcy nastąpiła po 31 maja 2018 r. Ustawa ma wejść w życie 1 czerwca br.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Rozliczasz się w euro? Sprawdź kurs euro w społecznościowej wymianie walut i oszczędzaj!

Prowadzona przez ciebie firma działa na skalę międzynarodową, co wiąże się z koniecznością rozliczania faktur z zagranicznymi kontrahentami? Do tej pory kupowałeś euro w swoim banku, jednak ostatnie zmiany kursów skłoniły cię do poszukiwania alternatywnej opcji? Dowiedz się zatem, czym jest społecznościowa wymiana walut i dlaczego warto zdecydować się na taki krok. Twoje oszczędności mogą wynieść nawet do 8% na każdej transakcji!

Wymiana walut bez spreadu jest możliwa!

Kursy euro w twoim banku są tak wysokie zwłaszcza ze względu na marżę, stanowiącą zysk dla danej instytucji finansowej. Powoduje ona powstanie spreadu, czyli rozbieżności pomiędzy kursem sprzedaży i zakupy tej samej waluty. Wymieniając walutę w internecie, możesz natomiast zawierać transakcje po dowolnych kursach i wreszcie przestać przejmować się wysokim spreadem. Społecznościowe giełdy walutowe działają bowiem w zupełnie odmienny sposób. W tym przypadku to jedynie od ofert samych użytkowników zależy wysokość kursów. Serwis wyłącznie pośredniczy pomiędzy dwiema stronami transakcji. W zamian za udostępnianie elektronicznej infrastruktury, pobiera symboliczną prowizję. W najpopularniejszym polskim serwisie tego typu – Walutomacie – kształtuje się ona na maksymalnym poziomie 0,2% wartości każdej wymiany.

Poznaj najlepsze kursy euro na rynku

Nie musisz już z niepokojem spoglądać na dynamicznie rosnące kursy euro. Użytkownicy internetowej giełdy społecznościowej wymieniają walutę europejską po znacznie korzystniejszych kursach w porównaniu do kantorów czy banków. Możesz się o tym przekonać, odwiedzając stronę pod adresem https://www.walutomat.pl/kursy-walut/eur-pln/. Zobaczysz tutaj zawsze aktualne kursy euro, wyświetlane na podstawie bieżących ofert użytkowników Walutomatu. Najlepsze oferty sprzedaży i zakupu EUR są aktualizowane wielokrotnie w ciągu każdej doby. Masz także możliwość zapoznania się z zestawieniem ostatnich wymian, a także sumarycznymi kwotami zawartych transakcji. Zarazem warto przeanalizować dane zawarte na kolorowym wykresie. Możesz wybrać dowolny zakres czasowy prezentowanych informacji – np. z całego minionego roku.

Jak wymieniać walutę na giełdzie społecznościowej online?

Istnieją dwie metody wymiany euro za pośrednictwem serwisu społecznościowej wymiany walut. Pierwsza z nich jest przeznaczona dla tych osób, które nie chcą czekać. System proponuje im najatrakcyjniejszy kurs, na podstawie bieżących ofert użytkowników platformy. Jeżeli jednak czas nie odgrywa dla ciebie głównej roli, wtedy możesz zaczekać na jeszcze lepsze kursy. W tym celu wystarczy złożyć własną ofertę i liczyć na to, że znajdzie się inny uczestnik giełdy, będący w stanie ją zaakceptować. Komplementarne oferty zostaną automatycznie dobrane, po czym system zainicjuje transakcję.

Kiedy już wymienisz walutę, pozostanie ci jeszcze jej wypłacenie z wirtualnego portfela. Możesz przelewać środki na dowolny rachunek walutowy, niezależnie od tego, czy jesteś jego właścicielem. Masz także możliwość przesłania pieniędzy w euro bezpośrednio na konto swojego kontrahenta. Taką usługę wprowadził serwis Walutomat, który oferuje znacznie tańsze przelewy zagraniczne w porównaniu do opłat naliczanych z tego tytułu przez banki.

Ethereum wchodzi na giełdę

Czy ethereum stanie się drugą po bitcoinie kryptowalutą notowaną na giełdzie? Chicago Mercantile Exchange, uznana amerykańska giełda, powiela ruchy, które poprzedziły wprowadzenie do obrotu kontraktów na bitcoinie. Tym razem sprawy mogą potoczyć się podobnie, tyle że znacznie szybciej – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Brytyjska firma Crypto Facilities ujawniła w ub. tygodniu, że jako pierwsza udostępnia regulowane notowania kontraktów terminowych (futures) na ethereum. Dla tych, którzy nie pamiętają – dane z obrotu tej firmy już są wykorzystywane przez amerykańską giełdę CME (Chicago Mercantile Exchange) do obliczania cen dla notowanych już od grudnia ub.r. kontraktów futures na bitcoina (ściślej dla referencyjnego kursu wymiany bitcoina).

CME ogłosił teraz wprowadzenie dwóch nowych produktów – referencyjnego kursu wymiany ether-dolar (podawanego codziennie o godz. 16:00 czasu londyńskiego) oraz notowań ether-dolar w czasie rzeczywistym. Ceny w obu przypadkach obliczane będą właśnie przez wspomnianą wcześniej Crypto Facilities, a dane pobierane z dwóch kryptowalutowych giełd: Kraken oraz Bitstamp.

Scenariusz już raz przerabiany

Podobny ruch CME wykonał na około rok przed wprowadzeniem do obrotu kontraktów na bitcoina. Istnieje więc duże prawdopodobieństwo, że również i tym razem postąpią podobnie. Z tym że, biorąc pod uwagę rozwój rynku kryptowalut, może to potrwać znacznie krócej niż 12 miesięcy.

Co to w efekcie może oznaczać dla ethereum, drugiej pod względem kryptowaluty? Warto odnieść się do sytuacji z bitcoinem. Jego cena początkowo w szybkim tempie osiągnęła historyczne rekordy (blisko 20 tys. dolarów), by później stracić ponad połowę na wartości. Trzeba uwzględnić poprawkę, że zbiegło się to ze szczytem popularności kryptowalut i ekspozycja tego tematu w mediach była w tamtym czasie bardzo duża. Ceny rosły prawdopodobnie w zbyt szybkim tempie i późniejsze informacje m.in. o atakach hakerskich, regulacjach nakładanych przez państwa czy upadkach giełd mocno odbiły się na całym rynku.

Jest jednak jeszcze jeden czynnik, który mógł się także znacznie do tego przyczynić: właśnie wspomniane wprowadzenie kontraktów terminowych na bitcoina. Oprócz kupna umożliwiają one dokonanie transakcji tzw. krótkiej sprzedaży, czyli obstawianiu na spadek ceny zamiast na jej wzrost. Z takiej możliwości mogli skorzystać w dużej mierze inwestorzy instytucjonalni, do czego wcześniej zniechęcał brak regulowanego obrotu.

Na dłuższą metę – ethereum skorzysta

Podobny scenariusz może czekać również ethereum, jeżeli wprowadzenie kontraktów zbiegłoby się w czasie z relatywnie wysoką waluacją tej kryptowaluty lub istotnym jej wzrostem w krótkim okresie czasu. W rezultacie wprowadzenie kontraktów na ethereum najpierw może przełożyć się negatywnie na jego ceny. W dłuższej perspektywie jednak może stanowić pozytywny sygnał dla tej kryptowaluty.

Oznacza to bowiem, że jedna z najbardziej poważanych giełd na świecie poważnie podchodzi do rynku kryptowalut i jego największych reprezentantów, udostępniając m.in. szerszy dostęp dla wspomnianych inwestorów instytucjonalnych.

Katarzyna Sułkowska ze zgodą KNF

Komisja Nadzoru Finansowego wyraziła zgodę, by Katarzyna Sułkowska pełniła funkcję prezesa Zarządu Alior Banku. Decyzja KNF zapadła jednogłośnie.

Katarzyna Sułkowska - prezes Zarządu Alior Banku
Katarzyna Sułkowska – prezes Zarządu Alior Banku

Katarzyna Sułkowska kieruje pracami Zarządu od 12 marca br., kiedy to Rada Nadzorcza powołała ją na stanowisko w miejsce Michała Chyczewskiego.

Bardzo doceniam szybkość procesu a jednomyślność członków to dla mnie wyraz zaufania  do mnie jako osoby, jak i dotychczasowego kierunku rozwoju Alior Banku. Zamierzam kontynuować wdrażanie strategii „Cyfrowego buntownika” i realizować szereg inicjatyw strategicznych, które przyczynią się do wzmocnienia pozycji rynkowej banku i dalszego budowania jego wartości – mówi Katarzyna Sułkowska.

Katarzyna Sułkowska z Alior Bankiem związana jest od momentu jego powstania, czyli od 2008 roku. W obecnym Zarządzie Alior Banku odpowiadała za Obszar Ryzyka, a w poprzednich również za Operacje. Była współautorką strategii „Cyfrowego buntownika” rozpisanej na lata 2018-2020, odpowiadała też za wdrożenie wielokrotnie nagradzanych na świecie innowacji Alior Banku. W latach 2002-2007 pracowała w Banku BPH na stanowisku dyrektora zarządzającego Departamentem Windykacji Detalicznej. Wcześniej, w latach 1998-2001 związana była z Citibank Polska, gdzie pełniła funkcję naczelnika w Departamencie Windykacji. Katarzyna Sułkowska ukończyła Akademię Ekonomiczną w Krakowie z dyplomem w dziedzinie finansów i bankowości.

Plast-Box S.A. publikuje wyniki po I kwartale 2018 r.

Grupa kapitałowa Plast-Box w pierwszym kwartale 2018 roku osiągnęła 1,9% wzrostu sprzedaży, podnosząc przychody do 40,1 mln zł. Jednocześnie zanotowała wynik EBITDA sięgający 3,7 mln zł oraz zysk netto na poziomie 1,3 mln zł.  

Krzysztof Pióro, wiceprezes Plast-Box S.A.
Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu Plast-Box S.A.

Duży udział w przychodach grupy za pierwszy kwartał tego roku miała nasza ukraińska spółka, która przyniosła blisko 24% skonsolidowanych przychodów – stwierdza Krzysztof Pióro, wiceprezes zarządu Plast-Box S.A. – W tym okresie Plast-Box Ukraina uzyskała 11,3% wzrost przychodów, notując wartość 75,7 mln UAH oraz wzrost zysku na poziomie brutto i netto odpowiednio o 3,7% i 4,5% r/r.  – wyjaśnia.

W I kwartale 2018 roku, podobnie jak w ubiegłym roku, grupa Plast-Box kontynuowała działania proeksportowe, realizując 60,3% udziału eksportu w sprzedaży ogółem. Po 3 miesiącach br. sprzedaż eksportowa do krajów Unii Europejskiej i innych państw Europy urosła o 4,5 punktu procentowego zwiększając udział w sprzedaży eksportowej do 65,6%. Pozostała część – około 34,4 % eksportu – trafiła na Wschód, głównie na Ukrainę i do Rosji. Największe wzrosty eksportu w I kwartale br. Plast-Box odnotował na rynku niemieckim (46,6%), holenderskim (28,3%) oraz francuskim (11,9%).

Jesteśmy średniej wielkości graczem na ogromnym europejskim rynku, gdzie nasz udział w rynku nadal nie jest zbyt duży. Mamy więc wciąż wielkie możliwości rozwoju i wiele do zrobienia w Europie – mówi wiceprezes Pióro. – Chcemy być coraz mocniejszą spółką sprzedającą twarde opakowania z tworzywa sztucznego na całym kontynencie – dodaje.

Grupa Plast-Box jest znaczącym producentem opakowań z tworzyw sztucznych, pracującym w formule B2B, zaopatrującym przede wszystkim branżę spożywczą, a także podmioty oferujące wyroby chemiczne dla gospodarstw domowych, firm remontowych i budowlanych. Główną pozycję asortymentową stanowią zamykane wiadra, których sprzedaż w I kwartale 2018 roku odpowiadała za 74,1% przychodów grupy.

Sztuczna inteligencja w biznesie

Sztuczna inteligencja jest jednym z częściej wymienianych trendów technologicznych, które mają zrewolucjonizować współczesny biznes. Gartner wymienia AI w absolutnej czołówce globalnych kierunków rozwoju technologicznego. Zdaniem analityków z amerykańskiego instytutu do 2020 roku elementy AI znajdą się w niemal każdym nowym oprogramowaniu[1], a 85% interakcji pomiędzy konsumentami a obsługą klienta ma zachodzić przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji. IDC szacuje, że globalny rynek AI i systemów kognitywnych będzie wart 57,6 miliardów dolarów już w 2021 roku. Eksperci Tractica idą jeszcze dalej uważając, że globalny rynek usług związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji wzrośnie z 10,1 miliarda dolarów w 2017 roku do 188,3 miliarda dolarów do 2025 roku[2].

Jesteśmy świadkami nowej rewolucji, która na naszych oczach zmienia świat. Przemysł 4.0 będzie miał w najbliższych latach ogromne znaczenie dla tempa rozwoju gospodarczego, a sztuczna inteligencja jest ważnym elementem tej układanki. Czy firmy są gotowe na jej wdrożenie? Czego potrzeba, aby osiągnąć wartość biznesową z AI?

AI – przekształcanie danych w inteligencję

Dane-wiedza-informacjeZa sprawą trzeciej rewolucji przemysłowej żyjemy w epoce informacyjnej, gdzie codziennie generowana jest olbrzymia ilość danych.  Szacuje się, że 90% z obecnie dostępnych danych cyfrowych zostało stworzonych w przeciągu ostatnich 2 lat. Ile ich jest? – światowy ,,licznik” na koniec 2016 roku pokazywał 16ZB (zettabajtów). Podstawowe pytanie jakie pojawiło się przed biznesem ,,co zrobimy z tymi wszystkimi informacjami”, dzięki postępowi technologicznemu szybko znalazło odpowiedź. Wzrost ilości danych w połączeniu ze spadkiem kosztów ich przechowywania i przetwarzania spowodował rozwój sztucznej inteligencji. Dziś w dużej mierze jest ona wykorzystywana w biznesie w postaci algorytmów uczenia maszynowego (machine learning), które pozwalają te niestrukturalne dane przetwarzać, analizować i w konsekwencji zamieniać na informacje i wiedzę. Mimo, że historia machine learning sięga lat 50, to właśnie teraz zyskuje na znaczeniu i znajduje zastosowanie w kolejnych branżach. IDC prognozuje, że w 2020 r. wydatki firm związane z wdrożeniem machine learning i sztucznej inteligencji wyniosą aż 47 miliardów USD. Możliwość analizowania i w konsekwencji wyciągania wniosków ze zgromadzonych danych to dziś dla firm jedna z największych szans na uzyskanie przewagi konkurencyjnej.

Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit
Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit

Machine Learning polega na samodzielnym uczeniu się maszyn na podstawie analizy dostarczanych im danych i znajdowaniu w nich różnych wzorców, aby na ich podstawie podejmować decyzje o podjęciu określonego działania. – Kluczowe obszary rozwoju AI, których podstawą jest uczenie maszynowe to na pewno technologie rozpoznawania i przetwarzania obrazów oraz języka, wirtualni asystenci, automatyczne pojazdy i roboty. Inwestycje w AI w Polsce, w porównaniu do globalnych liderów w tej dziedzinie czyli USA i Chin, są obecnie niewielkie, ale nasz kraj ma spory potencjał. Dysponujemy bowiem dobrze wykwalifikowanymi programistami, którzy są cenieni w świecie. Jeśli znajdą się środki na odpowiednie inwestycje to mamy szansę jako kraj sporo na tym zyskać – mówi Jędrzej Fulara, CTO w Sparkbit.

Jak sztuczna inteligencja pomaga w biznesie? – przykłady zastosowań

Sztuczna inteligencja zmienia sposób w jaki przedsiębiorstwa wprowadzają innowacje i komunikują swoje produkty i usługi. Już teraz widzimy wiele wdrożeń AI bazujących na algorytmach machine learning czy też jednej z podkategorii uczenia maszynowego – deep learning (to proces, w którym komputer uczy się wykonywania zadań naturalnych dla ludzkiego mózgu, takich jak rozpoznawanie mowy, identyfikowanie obrazów lub tworzenie prognoz).obszar zastosowań AI – PL

Motoryzacja, medycyna, HR, IT, finanse, marketing, e-commerce, retail, handel – niemalże w każdej branży AI może pomóc rozwijać biznes. Uczenie maszynowe przetransformowało analitykę, umożliwiając podejmowanie dokładniejszych decyzji biznesowych w oparciu o dane, pozwalając na rozwiązanie wielu problemów, z którymi tradycyjne techniki analityczne albo nie potrafiły sobie poradzić, albo proces dojścia do odpowiedzi zajmował bardzo dużo czasu i był przez to zbyt kosztowny.

Giganci jak Google, Microsoft, Facebook, Amazon inwestują olbrzymie środki w badania i rozwój związany z wykorzystaniem AI. Warto jednak zdać sobie sprawę, że możliwości jakie daje AI nie są zarezerwowane tylko dla największych. Już dziś z powodzeniem wykorzystywane są algorytmy uczenia maszynowego w wielu dziedzinach biznesu. Mając odpowiednią infrastrukturę oraz zespół ekspertów, którzy potrafi zrealizować takie wdrożenie, możemy z powodzeniem wykorzystywać potencjał AI w naszej firmie. Przykładów można podać wiele. Powstaje coraz więcej startupów, które próbują zdobyć kawałek z tego tortu AI dla siebie. Niewątpliwym sukcesem był tu na pewno polski projekt IVONA, czyli technologii przetwarzającej tekst na mowę, który w 2013 roku kupił Amazon. Sparkbit też może być przykładem tego jak płynnie wejść na drogę z transformacji cyfrowej do rewolucji 4.0. Aby wyeliminować dokumentację papierową i usprawnić cały proces rekrutacji w naszej firmie, stworzyliśmy aplikację Toucan, która pozwala m.in. tworzyć cyfrowe profile kandydatów i automatycznie zapisywać na nich dane oraz zadania zbierane w trakcie rozmowy kwalifikacyjnej w postaci e-notatek za pomocą tabletu, który działa jak e-papier. Aktualnie pracujemy nad dodatkową funkcjonalnością opartą o algorytmy machine learning, która pozwoli odręczne notatki zamieniać na materiały elektroniczne z możliwością wyszukiwania w nich dowolnych treści. AI znajduje zastosowanie nawet w branży modowej. Dobrym przykładem jest tu system sztucznej inteligencji Fashion AI funkcjonujący w sklepach Alibaba w Chinach. To taki multimedialny osobisty stylista, który tylko w jeden dzień zarobił dla tej sieci 25 miliardów dolarów. Jak? Klient jest w sklepie, wybiera bluzę i idzie z nią do przymierzalni. Tam jest duży ekran, który za pomocą wbudowanych sensorów skanuje wybraną rzecz i rekomenduje co do niej dobrać by stworzyć modny i ładny zestaw.  Do tego mówi, gdzie w sklepie znaleźć ten produkt – dodaje Jędrzej Fulara ze Sparkbit.

Sztuczna inteligencja w postaci algorytmów maszynowego uczenia ma dziś znaczący wpływ na biznes. Obecnie jest powszechnie wykorzystywana chociażby w marketingu, call center, chatbotach, pozycjonowaniu, targetowaniu, maszynowych tłumaczeniach tekstów (Microsoft poinformował ostatnio, że jego tłumacz oparty o AI osiągnął poziom profesjonalnego ludzkiego tłumacza z języka chińskiego na angielski), planowaniu kampanii reklamowych, sterowaniu ładunkiem w centrach logistycznych, w finansach przy ocenianiu zdolności kredytowej, zgodności z przepisami, zarządzaniem ryzykiem i zapobieganiu nadużyciom, w branży modowej w postaci wirtualnych stylistów i w wielu innych miejscach.

Machine learning znacząco wpływa na nasze życie i czasem nie zdajemy sobie nawet z tego sprawy. W badaniu ARM Northstar „AI today, AI tomorrow” ponad połowa ankietowanych konsumentów wskazała, że nie miała świadomości iż rozwiązania sztucznej inteligencji stosowane są w Facebooku (53%), Netflixie (54%), czy Spotify (58%)[3]. A to właśnie tu AI pomaga tworzyć zindywidualizowane systemy rekomendacji treści, filmów i muzyki dostosowane do preferencji użytkownika. Uczenie maszynowe używane jest do rozpoznawania mowy (Google Now i Siri firmy Apple, Xbox, Skype) czy obrazu. Gdzie jeszcze? Filtry antyspamowe w skrzynkach e-mail, optymalizacja reklam, autokorekta i autopodpowiedzi podczas pisania smsów smartfonem, systemy nawigacyjne (GSP), pozwalające nie tylko na odnalezienie optymalnej drogi, ale również na zaprezentowanie ofert mijanych po drodze obiektów handlowo-usługowych. Mark Zuckerberg w trakcie przesłuchania przed amerykańskim Kongresem mówił o roli sztucznej inteligencji (AI) w ochronie użytkowników Facebooka. Autonomiczne samochody Ubera, testy robotów na lotnisku w Tokio, które mają pomagać podróżnym podczas igrzysk w 2020 roku, Google AI oceniający ryzyko zawału na podstawie zdjęcia siatkówki oka.

W e-marketingu i e-handlu sztuczna inteligencja profiluje klientów na podstawie schematów ich zachowań w wyniku czego otrzymujemy precyzyjne targetowane reklamy i propozycje produktów, które mogą nas interesować. Uczenie maszynowe wykorzystywane też jest do monitorowania rozmów dotyczących produktów i usług w mediach społecznościowych, aby analizować nastroje konsumentów i na tej podstawie tworzyć nowe oferty dostosowane do ich potrzeb.

W handlu i logistyce pomaga ulepszać systemy zamówień i zawczasu eliminować potencjalne problemy. Jak? Chociażby przewidując na podstawie zebranych danych (np. wejść na stronę www, wyszukiwanych fraz kluczowych) większe zapotrzebowanie na dany produkt. Dzięki temu firma może odpowiednio wcześniej zwiększyć produkcję minimalizując ryzyko braku towaru, zaplanować ile ciężarówek będzie potrzebne do jego przewiezienia, a w dłuższej perspektywie umożliwić efektywne spełnienie pojawiających się oczekiwań klientów. Big data i algorytmy uczenia maszynowego umożliwiają lepsze zrozumienie preferencji i potrzeb klienta czyniąc proces zakupu prostym i szybszym.

W motoryzacji przykładem wykorzystania możliwości AI to asystenci kierowcy, systemy jazdy autonomicznej czy usprawnienie procesów produkcyjnych w fabrykach za pomocą robotów wykorzystujących maszynowe uczenie.

Korzyści vs wyzwania

Ułatwienie pracy, oszczędność czasu, optymalizacja procesów produkcji, automatyzacja działalności operacyjnej, efektywniejsze rozpoznawanie chorób, lepsze dostosowanie produktów i usług do potrzeb klientów, dokładne prognozowanie podaży i popytu, zdobycie unikatowej przewagi rynkowej, lepsze wyniki biznesowe – korzyści z zastosowania AI w firmie jest bardzo dużo. Jednak mimo coraz większej popularności tej technologii nadal wiele przedsiębiorstw nie wie jak odpowiednio wykorzystać jej potencjał w swoim rozwoju. Dlaczego? SAS wskazuje 5 błędów, które popełniają firmy wdrażając aplikacje wykorzystujące technologie maszynowego uczenia. Brak strategii wdrożenia, brak odpowiednich danych, brak odpowiedniej infrastruktury, problemy z interpretacją modeli metodologicznych uczenia maszynowego, a przede wszystkim planowanie strategii machine learning bez wsparcia ekspertów[4]. Właśnie ten ostatni czynnik wydaje się najbardziej istotny. Ekspert bowiem nie tylko wskaże wyzwania i korzyści, oceni istniejący system informacji oraz przepływu danych, aby odróżnić obszary, które są gotowe do automatyzacji, od tych, w których niezbędne będą dalsze inwestycje, ale też przede wszystkim nakreśli odpowiednią strategię i pomoże we wdrożeniu.

Zastosowanie AI wymaga połączenia kilku elementów w całość: musimy posiadać dużą liczbę danych, wiedzę o ich wzajemnych powiązaniach, oraz możliwość przetwarzania olbrzymich zbiorów zmieniających się informacji. Nie można też zapomnieć o najistotniejszym czynniku – o człowieku. Pomimo że to komputery używają algorytmów uczenia maszynowego do uczenia się na przykładach i dynamicznego oprogramowywania samego siebie, to jednak człowiek jest autorem tych algorytmów. To człowiek podejmuje kluczowe decyzje biznesowe, dostosowuje ogólne algorytmy do zastosowania ich w konkretnych sytuacjach. To człowiek jest beneficjentem tych systemów. Dlatego to w człowieka musimy najbardziej inwestować, żeby tworzył coraz lepsze systemy AI usprawniające nasze życie i pracę.. Argument, że przez sztuczną inteligencję stracimy zatrudnienie nie jest najbardziej trafiony, ponieważ AI po prostu zmieni rynek w tym zakresie tworząc zupełnie nowe zawody i zapotrzebowanie na nowe kompetencje. Gartner prognozuje, że w 2020 roku dzięki wykorzystaniu AI w firmach przybędzie 2,3 mln miejsc pracy, podczas gdy zlikwidowanych zostanie 1,8 mln – mówi Jędrzej Fulara ze Sparkbit.

Sztuczna inteligencja, aby spełnić pokładane w niej nadzieje, musi przynosić rozwiązania, które znacznie zmniejszają koszty, zwiększają przychody i pozwalają efektywnie wykorzystywać zasoby. AI wymaga też sporych inwestycji finansowych. Jednak przykład firm, które się na nie zdecydowały pokazuje, że warto. Lepsza efektywność połączona z głębszym zrozumieniem klientów i odbiorców rewolucjonizuje sposób działania przedsiębiorstw i w dłuższej perspektywie pozytywnie przekłada się na zwrot z inwestycji w AI. Dla tych, którzy zostaną z tyłu może to oznaczać nie tylko znaczące straty, ale też z czasem zniknięcie z rynku. Machine learning ma dziś w sobie duży potencjał, który coraz śmielej, za sprawą wdrożeń w różnych firmach,  wdziera się w życie przeciętnego Kowalskiego. Dziś cyfrowa transformacja robi krok do przodu w stronę coraz większej obecności sztucznej inteligencji i jej zastosowaniem w przemyśle 4.0. Czwarta rewolucja przemysłowa stała się faktem i mimo, że jesteśmy na początku tej drogi, to już odczuwamy pierwsze korzyści z wykorzystania jej możliwości.

[1] https://www.gartner.com/newsroom/id/3763265

[2] https://www.tractica.com/newsroom/press-releases/artificial-intelligence-implementations-will-require-a-significant-level-of-professional-services-support-to-reach-enterprise-scale/

[3] https://www.arm.com/markets/artificial-intelligence/ai-survey

[4] https://www.sas.com/en_us/insights/articles/big-data/5-machine-learning-mistakes.html#/

BioMaxima S.A. po I kwartale 2018 r.

BioMaxima S.A., notowany na NewConnect polski producent podłoży mikrobiologicznych, a także szerokiej gamy odczynników i aparatury do diagnostyki in vitro, osiągnęła w pierwszym kwartale 2018 r. zysk EBITDA dla jednostki dominującej w wysokości 617 tys. zł oraz 251 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym, a jej przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 7.922 tys. zł. Spółka intensywnie prowadzi prace rozwojowe i nowe projekty inwestycyjne, utrzymując wskaźniki finansowe na stabilnym poziomie.

Spółka kontynuuje w 2018 r. rozpoczęty program inwestycyjny, obejmujący wiele nowych projektów, dzięki którym realizowana jest jej skokowa transformacja. Ubiegły kwartał należał do najbardziej intensywnych w wieloletniej historii Emitenta, a wysokie tempo prowadzonych prac rozwojowych zostanie również utrzymane w kolejnych kwartałach. BioMaxima S.A., obok prowadzenia licznych projektów dba o ekspansję podstawowego biznesu; utrzymuje wzrost sprzedaży oraz zdobywa kolejne zamówienia; uczestniczy w targach branżowych i nawiązuje nowe relacje handlowe. Prowadzone przez Zarząd działania mają na celu zbudowanie dynamicznego podmiotu, który wykorzystując stworzony już i stale rozwijany potencjał będzie coraz efektywniej wykorzystywał możliwości oferowane przez polski rynek oraz rozbudowaną międzynarodową sieć sprzedaży. Zarząd Spółki oczekuje, że zakończenie programu inwestycyjnego pozwoli na poprawę jej wyników oraz wskaźników finansowych już od 4 kwartału 2018 r.

„Główną osią naszej pracy są obiekty budowane w Lublinie, których wykorzystanie umożliwi nam polepszenie wskaźników finansowych i umocnienie pozycji BioMaxima w segmencie mikrobiologii. Dzisiaj odczuwamy, że mając dostęp do wielu atrakcyjnych rynków poprzez międzynarodową sieć dystrybucji, czy poprzez nasze spółki zależne, bez inwestycji nie będziemy w stanie obsłużyć rosnącego zapotrzebowania na produkty BioMaxima. Dlatego zwiększamy moce wytwórcze Spółki. Nowe linie technologiczne, które zakupiliśmy oraz realizowane prace rozwojowe dodatkowo pozwolą Spółce zaprezentować pełniejszą ofertę, m.in. zastępując asortyment, który obecnie dystrybuujemy – naszym własnym – i w ten sposób zwiększać rentowność.” – wyjaśnia Łukasz Urban, Prezes Zarządu Spółki BioMaxima S.A.

Prace przy budowie nowego Zakładu Produkcyjnego oraz Centrum Badawczo-Rozwojowego w Lublinie przebiegają zgodnie z przyjętym harmonogramem. Główne dostawy oraz instalacja maszyn i urządzeń będą prowadzone w okresie od czerwca do września 2018 r. BioMaxima S.A. zakończyła w 1 kw. 2018 r. prace badawczo-rozwojowe nad nowym analizatorem biochemicznym BM-200, a jego seryjna produkcja rozpocznie się w zakładzie w Lublinie w drugim kwartale tego roku. Zarząd Spółki spodziewa się dużego zainteresowania tym urządzeniem, przede wszystkim na rynkach zagranicznych.

Duże znaczenie dla dalszego rozwoju Emitenta będą miały, będące już na ukończeniu i realizowane wspólnie z UMCS w Lublinie, prace badawczo-rozwojowe nad opracowaniem testów do oznaczania minimalnego stężenia hamującego (ang. Minimal Inhibitory Concentration, MIC) antybiotyku. Spółka na ich podstawie opracuje pełną paletę testów MIC. BioMaxima S.A. prowadzi również prace badawczo-rozwojowe nad nową linią produktów Real-Time PCR służących do szybkiej molekularnej identyfikacji skażeń mikrobiologicznych żywności, adresowanych do rynku przetwórstwa spożywczego.

„Bardzo dobrze znamy segmenty diagnostyki, na których od lat działamy. Obecnie skupiamy nasze prace badawczo-rozwojowych na technologie, które są już ogólnie akceptowane i zweryfikowane przez rynek, takie jak oznaczanie lekooporności (AST), real time PCR, immunochromatografia, czy analizatory biochemiczne, w których szukamy innowacji. To są dzisiaj globalne, rosnące, wielomiliardowe rynki. Wiemy, że mamy już klientów, ufających Spółce, znających naszą markę, gotowych wypróbować proponowane przez nas innowacje w ramach znanej im technologii. Takie pozycjonowanie powinno pozwolić nam na generowanie marży praktycznie od momentu wprowadzenia nowego produktu do oferty, z pominięciem ryzyka akceptacji nowej technologii. BioMaxima jest jedynym polskim producentem krążkowych systemów AST, niedługo będziemy jedynym w kraju i jednym z niewielu na świecie producentem testów MIC. Innym źródłem innowacji jest współpraca ze start-up’ami, firmami technologicznymi, tworzącymi zupełnie nowe technologie, które nie dysponują potencjałem dystrybucyjnym i szukają go w BioMaxima.” – zakończył Prezes Urban.

W 1 kw. 2018 r. Spółka wprowadziła nowe logo oraz system identyfikacji graficznej firmy. Uruchomiony został też nowy serwis internetowy Emitenta. Aktualnie prowadzone są prace nad wdrożeniem nowego systemu informatycznego (ERP) dla BioMaxima S.A., który usprawni procesy zarządcze, produkcyjne oraz obsługę klienta.

Wypłata dywidendy z kapitału zapasowego spółki również podlega zwolnieniu z CIT

Wypłata dywidendy z zagranicznej spółki finansowana ze środków pochodzących z jej kapitału zapasowego stanowi przychód z udziału w zyskach osób prawnych korzystających ze zwolnienia od podatku dochodowego od osób prawnych. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Rzeszowie, uchylając interpretację indywidualną organu podatkowego, orzekł, że bezpodstawnie odmówił on podatnikowi prawa do skorzystania ze zwolnienia podatkowego.

Ustawa o podatku dochodowym od osób prawnych (Dz.U. 1992 nr 21, poz. 86 ze zm., dalej: u.p.d.o.p.) przewiduje zwolnienie od podatku dochodowego przychodów osiąganych poza terytorium Polski, pod warunkiem że podlegają one opodatkowaniu w obcym państwie, a zwolnienie to przewiduje zawarta przez RP umowa międzynarodowa.

Na ten właśnie przepis powołała się polska spółka będąca akcjonariuszem hiszpańskiej spółki akcyjnej, występując o wydanie interpretacji podatkowej do organu podatkowego. Jej zdaniem wypłata dywidendy z hiszpańskiej spółki, finansowana w całości albo w części ze środków pochodzących z jej kapitału zapasowego, stanowi przychód z udziału w zyskach osób prawnych w rozumieniu art. 10 ust. 1 u.p.d.o.p., zwolniony od podatku dochodowego od osób prawnych na podstawie art. 20 ust. 3 u.p.d.o.p. (sygn. I SA/Rz 702/17).

Wyraźny przejaw partycypacji w zyskach

Wydający interpretację Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdził, że z przywołanych przez spółkę przepisów wynika definicja dochodu pochodzącego z udziału w zyskach osób prawnych jako uzyskanego z tego udziału i przysługującego podatnikowi na podstawie tytułu prawnego. Dlatego przedmiotem opodatkowania w rozumieniu art. 10 ust. 1 u.p.d.o.p. mogą być tylko te przychody, które stanowią wyraźny przejaw partycypacji w zyskach osób prawnych.

Organ podatkowy uznał, że wypłata środków z kapitału zapasowego zagranicznej spółki na rzecz podatnika nie może być uznana za korzystający ze zwolnienia przychód z udziału w zyskach osób prawnych. Wypłata ta nie mieści się bowiem w granicach terminów „dywidenda” oraz „inne przychody z tytułu udziału w zyskach osób prawnych” wymienionych w art. 20 ust. 3 u.p.d.o.p.

Sporne przysporzenie

Spółka zaskarżyła taką interpretację Dyrektora KIS, a sąd przychylił się do jej stanowiska. WSA ustalił, że strony są zgodne co do katalogu przesłanek, które należy spełnić, by uzyskać zwolnienie podatkowe. Sporna jest tylko kwalifikacja konkretnego przysporzenia uzyskanego przez podatnika w omawianej sprawie jako przychodu z tytułu udziału w zyskach osób prawnych. Strony nie zgadzają się bowiem co do tego, czy mieści się ono w zakresie dochodów (przychodów) wymienionych w art. 10 ust. 1 u.p.d.o.p.

W tym także

Zgodnie zaś z treścią tego przepisu „Dochodem (przychodem) z udziału w zyskach osób prawnych, z zastrzeżeniem art. 12 ust. 1 pkt 4a i 4b, jest dochód (przychód) faktycznie uzyskany z tego udziału, w tym także: 1) dochód z umorzenia udziałów (akcji); (…) 9) odsetki od udziału kapitałowego, wypłacane na rzecz wspólnika przez spółkę (…)”. Sąd stwierdził, że z tego przepisu wynika wymóg rzeczywistego otrzymania określonego świadczenia. Wskazał również, że klasycznym przypadkiem dochodu, o którym mówi przepis, jest dywidenda. Nie zgodził się ze stanowiskiem organu, zgodnie z którym przepis uznaje tylko przysporzenia mające źródło finansowania w bezpośrednim zysku spółki. Przyjęcie tego założenia prowadziłoby do konkluzji, że w ustawie równie dobrze mogłoby być wskazane, iż zwolnienie odnosi się wyłącznie do przychodów osiągniętych z dywidend.

Sąd wskazał, że objęcie zwolnieniem podatkowym także innych przychodów z tytułu udziału w zyskach osoby prawnej łączy się ze wskazanym w art. 10 ust. 1 pkt 1–9 u.p.d.o.p. przykładowym katalogiem tych przychodów. Na to, że nie jest to katalog zamknięty, wskazuje użyte wyrażenie „w tym także”.

Błędne zawężenie

Po dokonaniu wykładni językowej sąd stwierdził, że wskazany katalog przychodów jest zbiorem otwartym. W konsekwencji za dochód (przychód) z udziału w zyskach osób prawnych należy uznać także inne przysporzenia ze strony tego podmiotu – zwłaszcza że w wymienionych w przepisie przykładach wskazano dochody, które nie muszą być finansowane, jak to wywodził Dyrektor KIS, bezpośrednio z zysku osoby prawnej (np. w pkt 3: „wartość majątku otrzymanego w związku z likwidacją osoby prawnej lub spółki”). Tym samym sąd zarzucił organowi błędne dokonanie wykładni zawężającej ustawowego pojęcia przychodu z tytułu udziału w zyskach osób prawnych.

Łamanie podstawowych zasad

Składająca skargę spółka na poparcie swojego stanowiska przywołała liczne rozstrzygnięcia w podobnych sprawach, potwierdzające jednolitą linię orzeczniczą sądów. Mimo to organ podatkowy dokonał własnej, zawężonej wykładni spornych przepisów. Spółka podniosła więc naruszenie zawartej w art. 2a Ordynacji podatkowej (Dz.U. 2017 poz. 201 ze zm.) zasady rozstrzygania wątpliwości interpretacyjnych przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika. Sąd podzielił zdanie skarżącej, również powołując się na wcześniejsze wyroki Naczelnego Sadu Administracyjnego wydane w analogicznym stanie faktycznym, czyli w przypadku wypłaty przez spółkę zagraniczną środków pieniężnych z kapitału zapasowego (sygnatury II FSK 3648/14 oraz II FSK 10/15).

Fiskus lubi się sądzić

Sąd, uzasadniając uchylenie błędnej interpretacji organu, potwierdził, że wypłata dywidendy z kapitału zapasowego spółki również podlega zwolnieniu z CIT: „(…) podstawową przesłanką do identyfikacji danego przysporzenia jako dochodu (przychodu) z udziału w zysku osób prawnych jest tytuł prawny do kapitału osoby prawnej i pojęcie to obejmuje wszelkie przysporzenia, jakie powstają w następstwie posiadania przez podatnika praw do udziału w zyskach osoby prawnej i które «faktycznie» zostały osiągnięte przez podatnika”.

Niepokojące jest, że fiskus po raz kolejny narusza zasadę rozstrzygania wątpliwości interpretacyjnych przepisów podatkowych na korzyść podatnika. Jeszcze bardziej martwić może jednak nieprzestrzeganie wynikającej z art. 8 § 2 Kodeksu postępowania administracyjnego zasady, zgodnie z którą „Organy administracji publicznej bez uzasadnionej przyczyny nie odstępują od utrwalonej praktyki rozstrzygania spraw w takim samym stanie faktycznym i prawnym” (Dz.U. 2017 poz. 1257 ze zm.). Sami podatnicy we wnioskach o wydanie interpretacji podają często na tacy przykłady „utrwalonej praktyki rozstrzygania”. Co więc stanowi uzasadnioną przyczynę, dla której fiskus, zamiast załatwić sprawę od ręki, wdaje się z przedsiębiorcami w wielomiesięczne, często wieloletnie spory sądowe?

Autor: radca prawny Robert Nogacki

Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Inflacja w Polsce. Problemy Turcji

Inflacja w Polsce wróciła do celu inflacyjnego. Pytanie gdzie będzie jeżeli ropa utrzyma tendencję. Turcja cierpi na uciecze zagranicznych inwestorów. Argentyna stabilizuje sytuację ale peso wciąż traci.

Wzrost inflacji w Polsce

Główny Urząd Statystyczny opublikował dane na temat inflacji w Polsce. Ceny rosły w ujęciu rocznym o 1,6%. Oznacza to, że ponownie wracamy z inflacją do celu inflacyjnego uwzględniając  tolerancję na poziomie 1%. Patrząc na zachowanie ropy naftowej, która wciąż idzie w górę można się spodziewać dalszego wzrostu inflacji. Koszty transportu przez drożejące ceny paliw powinny podnieść ceny. Podobne zjawisko mieliśmy kilka lat temu gdy spadająca cena ropy spowodowała nagłą falę deflacji.

Problemy liry tureckiej

Niepewna sytuacja polityczna w Turcji powoduje, że inwestorzy nie patrzą przychylnym okiem na inwestycje w tym kraju. Od początku maja lira wyraźnie straciłą na wartości względem głównych walut. Na początku mają za jedno euro płacono 4,90 liry dzisiaj jest już to 5,22 liry. Różnica w dolarach, ze względu na umocnienie się dolara względem euro jest jeszcze bardziej imponująca. Skalę problemów pokazuje również rentowność 10 letnich obligacji. Jeszcze na początku marca inwestor za kredytowanie Turcji spodziewał się stopy zwrotu na poziomie 11,5% rocznie. Dzisiaj jest to już 13,5% oznacza to, żę inwestorzy coraz bardziej boją się, że te pieniądze nie zostaną spłacone.

Argentyna wciąż walczy o stabilizację waluty

Poniedziałek był kolejnym dniem spadku wartości argentyńskiego peso. Tym razem jednak bank centralny postanowił nie walczyć z rynkiem tylko tonować spadki. Strategia okazała się słuszna. Nie zmienia to faktu, że znów kosztowało to kilkaset milionów dolarów rezerw. w efekcie jeżeli sytuacja się nie ustabilizuje w końcu skończą się środki na interwencje walutowe, a peso wciąż jest w trudnej sytuacji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Dobre dane z Polski nie wsparły złotego

Dynamika wzrostu PKB była wyraźnie wyższa od oczekiwań ekonomistów (5,1% vs. 4,8% rocznie). Jednak – m.in. z uwagi na rewizję w dół odczytu z poprzedniego kwartału, jak i umocnienie dolara amerykańskiego – nie była w stanie pomóc słabszemu złotemu.

Dzisiejsze dane flash GUS pokazały, że polska gospodarka rozpoczęła początek roku z przytupem. Dynamika PKB w I kwartale wyniosła 5,1% i była o 0,2 p.p. wyższa niż w ostatnim kwartale ubiegłego roku (dane z końca roku zrewidowano w dół). Z uwagi na fakt, iż dane to jedynie wstępny szacunek, nie jesteśmy w stanie dokładnie powiedzieć, jak na wzrost wpłynęły poszczególne składowe – tego dowiemy się już 30 maja. Co ciekawe, dobre dane za pierwszy kwartał kontrastują z wyraźnie słabszym odczytem z Niemiec – gospodarka naszych sąsiadów przez pierwsze trzy miesiące roku urosła jedynie o 1,6%, o 0,2 p.p. mniej niż szacowano, i aż o 0,7 p.p. mniej niż w poprzednim kwartale.

Dane z Polski nie miały jednak pozytywnego wpływu na krajową walutę. Złoty w godzinach porannych tracił w relacji do głównych walut.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,2%, wahając się w widełkach 4,26-4,27. Pomimo wzrostów w pierwszej części wczorajszego dnia, wspólna waluta w relacji do głównych walut zakończyła dzień na minusie, poddając się sile dolara amerykańskiego.

W pierwszych godzinach wczorajszego handlu, europejską walutę wsparły słowa jednego z członków EBC. Francois Villeroy, prezes Banku Francji stwierdził bowiem, iż zbliża się koniec programu QE. Dodał, iż słabość inflacji w strefie euro jest przejściowa. Ponadto, zgodnie z jego słowami podwyżki stóp procentowych, które mają nastąpić po zakończeniu programu luzowania ilościowego nadejdą w ciągu kwartałów, a nie lat.

Dzisiejsza paczka danych ze strefy euro pokazała mieszane odczyty indeksów. Tak jak wspomniałem, ekspansja gospodarcza Niemiec w pierwszym kwartale była niższa od oczekiwań. Ostatecznie jednak nie przełożyła się negatywnie na dynamikę PKB w strefie euro – gospodarka wspólnego bloku w pierwszym kwartale rosła o 2,5% rocznie, tak jak szacowano wcześniej.

Dzisiejsze odczyty indeksów ZEW, opisujące nastroje ekonomiczne w Niemczech i strefie euro są zbliżone do prognoz. Wskaźnik opisujący oczekiwania względem przyszłej sytuacji gospodarczej w Niemczech w maju, pozostał na poziomie z ostatniego miesiąca (-8,2). Nastroje względem przyszłości u naszych zachodnich sąsiadów są obecnie najgorsze od końcówki 2012 r. Wszystkiemu winne przede wszystkim gorsze dane makroekonomiczne ze strefy euro, z którymi mamy do czynienia od kilku miesięcy i niepokój dotyczący relacji handlowych Stanów Zjednoczonych z resztą świata (przede wszystkim z Chinami). Negatywny wpływ na nastroje prawdopodobnie miała również kwestia  zerwania przez USA umowy nuklearnej z Iranem z 2015 r. co zagroziło eskalacją napięć w regionie.

Innymi comiesięcznymi danymi ze strefy euro, które również wypadły słabo, są te o produkcji przemysłowej – wprawdzie, zgodnie z danymi Eurostatu w przeciwieństwie do poprzedniego miesiąca produkcja przemysłowa zanotowała wzrost, był on jednak niższy od prognoz ekonomistów. Ostatecznie produkcja w ujęciu miesięcznym rosła o 0,5% miesięcznie i 3% rocznie (wobec oczekiwanych 0,6% miesięcznie i 3,7% rocznie). W dół zaktualizowano również szacunki z ostatniego miesiąca.

GBP

Kurs GBP/PLN  w poniedziałek umocnił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,83-4,85. Brytyjska waluta zakończyła wczorajszy dzień na plusie w relacji do ważonego koszyka walut.

Dzisiejsza publikacja danych z brytyjskiego rynku pracy w ujęciu ogólnym była dobra. Dynamika płac nominalnych bez uwzględnienia premii wzrosła zgodnie z oczekiwaniami do 2,9% rocznie i jest obecnie najwyższa od sierpnia 2015 r. W związku z przyspieszeniem dynamiki zarobków i spadkiem inflacji rosną płace realne, a perspektywy dalszego wzrostu są dobre. Wzrost realnych płac powinien wspierać konsumpcję i tym samym mieć pozytywny wpływ na gospodarkę Wielkiej Brytanii. Jednak docelowo wyższe płace powinny wspierać również inflację i mogą sprawić, że jej powrót do celu będzie trudniejszy.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek umocnił się o 0,3%, wahając się w widełkach 3,55-3,58. Dolar amerykański zakończył dzień lekkim umocnieniem w parze z euro. Amerykańską walutę w drugiej części dnia wspierał m.in. wzrost rentowności krajowych papierów dłużnych.

W kontekście wczorajszego dnia, w trakcie którego nie poznaliśmy żadnych istotnych odczytów danych ekonomicznych, warto zwrócić uwagę przede wszystkim na głosy płynące z FED. W tym kontekście najciekawszy był chyba James Bullard, który stwierdził, że jego zdaniem to raczej Rezerwa Federalna (a nie obawy o kondycję globalnej gospodarki) odpowiada za wypłaszczanie krzywej dochodowości. Zgodnie z jego słowami do odwrócenia krzywej może dojść pod koniec 2018 lub na początku 2019 r., co “będzie negatywnym sygnałem dla gospodarki”. Bullard poinformował, iż – w kontekście nadal niskiej inflacji – w jego opinii Rezerwa Federalna nie powinna tak agresywnie zacieśniać polityki monetarnej.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 14:00 – przemawia Robert Kaplan z FOMC
  • 14:30 – dane o sprzedaży detalicznej w USA w kwietniu
  • 19:00 – przemawia John Williams z FOMC

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Sankcje dla kierowców transportujących nielegalnych imigrantów

mec. Magdalena Grochowska z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy
mec. Magdalena Grochowska z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy

Pomimo działań podjętych przez Francję mających na celu zlikwidowanie obozowiska imigrantów w Calais oraz licznych prób ograniczenia nielegalnej imigracji przez Komisję Europejską kierowcy jadący do Anglii wciąż muszą być czujni. Zgodnie z angielskimi regulacjami, za każdą osobę ukrytą w pojeździe, która nielegalnie przekroczy granicę, kierowca oraz przewoźnik mogą zapłacić karę w wysokości do 2 tysięcy funtów. Jak zatem zabezpieczyć swój pojazd, by nikt niepowołany nie miał do niego dostępu?

Wielka Brytania to wciąż jeden z najpopularniejszych kierunków dla emigrantów, licząc na szybkie zalegalizowanie pobytu, dobrą płacę i wysokie świadczenia socjalne. Wielu z nich unika jednak legalnego przejścia przez kontrolę graniczną ukrywając się w pojazdach spotkanych na trasie. Sytuacja ta jest uciążliwa także dla polskich firm transportowych, które codziennie przeprawiają się przez porty w Calais, Coquelles i Dunkierce. Przekraczając granicę francusko-brytyjską grupy imigrantów starają się dostać do pojazdów robiących w danej chwili krótką przerwę, przez co zawodowi kierowcy realizujący przewozy nie czują się bezpieczni. W celu ograniczenia nielegalnej aktywności Wielka Brytania wprowadziła  kary finansowe dla kierowców i przewoźników, które będą dla nich dodatkowym bodźcem do sprawdzania pojazdów przed przekroczeniem granicy.

PROCEDURA SPRAWDZENIA POJAZDU

Pierwszym elementem procedury zapobiegania nielegalnej imigracji jest przeszkolenie kierowców w zakresie polityki antyimigracyjnej oraz sposobów zapobiegania wtargnięciu do pojazdu. Kolejny dotyczy dokonania samokontroli pojazdu jeszcze przed wjazdem do strefy kontroli w Wielkiej Brytanii lub na prom. Ważnym elementem podróży jest takie zaplanowanie postojów, by ograniczyć je do minimum, szczególnie, gdy zbliżamy się do portu odprawy w kierunku Anglii. Ostatnim elementem jest odpowiednie zabezpieczenie pojazdu poprzez zamknięcie i trwałe zaplombowanie, w tym różnych schowków i kufrów bocznych przed kradzieżą.

Jeżeli istnieje podejrzenie, że w pojeździe przebywa osoba nieuprawniona, kierowca powinien zawiadomić policję lub inne właściwe służby najlepiej jeszcze przed przekroczeniem granicy. Natomiast w przypadku niezachowania należytej staranności w przeciwdziałaniu nielegalnemu wtargnięciu i wykrycia przez służby celne imigranta kierowca i przewoźnik mogą zostać zobowiązani do zapłaty kary pieniężnej w wysokości do 2 tysięcy funtów za każdą osobę ukrytą w pojeździe. Analiza wyników kontroli wskazuje jednak, że najczęstsze nakładane kary wynoszą 600 funtów dla kierowcy i 900 funtów dla firmy transportowej za nielegalny wwóz jednej osoby. Jeżeli natomiast działanie uczestników przewozu okaże się celowe może im grozić odpowiedzialność karna – mówi mec. Magdalena Grochowska z kancelarii prawnej Ecovis Milczarek i Wspólnicy.

OBNIŻENIE WYSOKOŚCI KARY

Złożenie wyjaśnień może mieć wpływ na wysokość nałożonej kary. Dlatego przed otrzymaniem decyzji o jej wysokości, przewoźnik oraz kierowca otrzymują wezwanie do złożenia wyjaśnień. Należy precyzyjnie określić działania, które podjął pracodawca i kierowca, by zapobiec przedostaniu się nielegalnym imigrantom do pojazdu. Po ich złożeniu wszystkie okoliczności i dowody będą wzięte pod uwagę przez służby graniczne przy ocenie ewentualnego sprzeciwu co do nałożonej kary.

Przedsiębiorca może odwołać się od nałożonej kary lub  wnosić o jej zmniejszenie. Uzasadnieniem dla zmniejszenia kary może być trudna sytuacja finansowa wnioskującego, którą należy odpowiednio udokumentować. Posłużyć się można przykładowo rachunkiem zysków i strat za poprzedni rok obrotowy. W celach prewencyjnych zalecany jest udział w systemie akredytacji oferowanym przez brytyjskie służby graniczne. Dołączenie do tego systemu odbywa się nieodpłatnie a może mieć w przyszłości wpływ na obniżenie nałożonych kar finansowych – kontynuuje mecenas.

Propozycje działań zwalczania nielegalnej imigracji wciąż nie przynoszą oczekiwanych efektów. Najbardziej aktywne dążenia do ograniczenia tego procederu widać w Wielkiej Brytanii, jednak by w pełni go zlikwidować potrzeba jeszcze wiele czasu.

Olympus: smartfony nie są dla nas zagrożeniem. Przyszłością rynku foto aparaty z wymienną optyką

Olympus: smartfony nie są dla nas zagrożeniem. Przyszłością rynku foto aparaty z wymienną optyką 8

Aparaty kompaktowe zostały praktycznie całkowicie wyparte przez smartfony. Na rynku już pojawiły się smartfony z obiektywami o jasności f/1.5, pozwalające uzyskiwać doskonałej jakości zdjęcia nawet w nocy. Rynek fotograficzny skurczył się i w tej chwili oferta aparatów kierowana jest głównie do profesjonalistów lub pasjonatów. Przyszłością, bardziej niż lustrzanki cyfrowe, są aparaty z wymienną optyką, głównie ze względu na kompaktowe wymiary. Producenci tego typu urządzeń podkreślają, że nie boją się konkurencji ze strony smartfonów.

– Możemy uznać, że aparatów kompaktowych bez wymiennej optyki na rynku już nie ma. Zostały one wyparte przez smartfony. Kiedyś było tak, że każdy chciał mieć jakikolwiek aparat cyfrowy – kompaktowy, lustrzankę, aparat z wymienną optyką. Dzisiaj jest to rynek pasjonatów i profesjonalistów, czyli osób, które wymagają od obrazowania zdecydowanie lepszej jakości niż w smartfonie i które zdecydowanie mają kreatywność. To osoby, które  nie chcą tylko i wyłącznie robić wakacyjnych zdjęć na Facebooka. Smartfony nie są dla nas zagrożeniem – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Przemysław Jakubczyk z firmy Olympus.

Producenci smartfonów prześcigają się we wprowadzaniu najnowszych rozwiązań w dziedzinie fotografii do swoich flagowych modeli. Funkcja aparatu w dzisiejszych smartfonach stała się wyznacznikiem ich jakości. Najnowsze modele są wyposażone w jasne obiektywy o przysłonie nawet f/1.5 (Samsung Galaxy S9), czy f/1.6 (LG G7), a także często w dwa, a nawet w trzy obiektywy (Huawei P20 Pro), które pozwalają uzyskać efekt bokeh (rozmyte tło), znany do tej pory wyłącznie z lustrzanek. Przysłona w aparacie jest ważnym, ale nie jedynym elementem decydującym o jakości zdjęć.

– O jakości obrazu decydują wielkość matrycy, oprogramowanie, możliwości ustawień w aparacie, a nie tylko to, jak jasny mamy obiektyw. Z tego powodu pasjonat zawsze wybierze aparat z wymienną optyką, gdzie będzie mógł dostosować ogniskową do swoich potrzeb i będzie mógł ustawić parametry. Telefon zrobi bardzo dobre zdjęcie, ale to nadal będzie zdjęcie wakacyjne. Jeżeli chcemy robić duże wydruki, bawić się fotografią, to wyjściem jest tylko wymienna optyka. Rynek aparatów z wymienną optyką rozwinął się zdecydowanie bardziej niż inne – twierdzi przedstawiciel firmy Olympus.

Podczas gdy w smartfonach trwa wyścig bardziej na ilość megapikseli (19 Mpix oferuje Sony Xperia XZ, a Huawei P20 Pro 40 Mpix + 20 Mpix), producenci aparatów z wymienną optyką podążają w kierunku coraz jaśniejszych obiektywów. Rosyjski producent Zenit we współpracy z Leicą zapowiedział obiektyw 35 mm o jasności f/1.0. Olympus z kolei już wprowadził na rynek rodzinę obiektywów f/1.2, przeznaczoną dla aparatów z wymienną optyką.

– To jedne z najjaśniejszych obiektywów na rynku. Chcieliśmy dać użytkownikowi jeszcze większą kreatywność, większe możliwości rozmycia tła, uzyskania ładniejszej plastyki, pracy w trudniejszych warunkach oświetleniowych. Obiektywy o tak jasnej przysłonie oferują unikatową w skali całego rynku różnorodność fotografowania – przekonuje Przemysław Jakubczyk.

Według raportu analityków Research and Markets, rynek aparatów cyfrowych w latach 2017-2022 zanotuje średnioroczny spadek w wysokości blisko 5 proc. Jego wartość z 7,3 mld dol. w 2016 r., spadnie do 5,4 mld dol. w 2022 r.

Kurs dolara znów w górę

Wczoraj rynek czekał na świeży impuls i go otrzymał. Dolar amerykański wskakuje z powrotem na fotel kierowcy forexowego autobusu z pomocą rosnących rentowności obligacji skarbowych USA. Dziś wiele będzie zależeć do danych: PKB z Niemiec już zawiódł, a dalej uwaga skupiona będzie na sprzedaży detalicznej z USA.

Inwestorzy sceptycznie podchodzący do prymatu dolara twierdzą, że po serii słabszych danych łatwej teraz będzie o pozytywne zaskoczenia, a wyższe ceny energii i innych surowców oraz poprawa na rynku pracy globalnie przywrócą dyskusję o zacieśnianiu monetarnym w głównych gospodarkach. Problem w tym, że te życzenia póki co się nie spełniają. Ostatnim dowodem jest odczyt PKB z Niemiec za I kw. dziś rano, gdzie wzrost spowolnił do 0,3 proc. (z 0,6 proc. w IV kw.) przy prognozie 0,4 proc. Jak mówić o powrocie jastrzębiego przekazu EBC, kiedy główny motor wzrostu strefy euro hamuje? Oczywiście rozdźwięk w ocenie fundamentów nie musi się zawężać wyłącznie od strony reszty świata. Dziś po południu testem dla siły USD będą kwietniowe dane o sprzedaży detalicznej z USA. Sprzedaż bazowa (z wyłączeniem samochodów, żywności, paliw i materiałów budowlanych) ma wzrosnąć o 0,4 proc., a całkowita sprzedaż – o 0,3 proc. Nie są to wygórowane oczekiwania, ale też nie na tyle niskie, by nisko ustawiać poprzeczkę dla pozytywnych zaskoczeń. Z jednej strony pozycja dolara nie jest tak mocna jak 3 tygodnie temu, więc USD może być bardziej wrażliwy na rozczarowania. Z drugiej strony w ostatnich dniach rynek zwątpił w kontynuację aprecjacji i może być niedoważony w dolarze.

Wzrost rentowności długu USA i powrót marszu dolara to tradycyjnie złą widomość dla walut rynków wschodzących, co skutkuje wzrostem EUR/PLN ponad 4,27. Dziś poznamy dane o kwietniowej inflacji CPI i pierwszy szacunek PKB za I kw. Z wstępnych szacunków wiemy, że odbicie CPI do 1,6 proc. wzięło się z wzrostów cen paliw, podczas gdy inflacja bazowa powinna pozostaje nisko (0,6 proc.). Wzrost gospodarczy minął już szczyt w tym cyklu i zakładamy spowolnienie z 5,1 proc. w IV kw. 2017 r. do 4,6 proc. w I kw., co wciąż jednak jest solidnym tempem. Jeśli PKB utrzyma „piątkę z przodu”, będzie to miłe zaskoczenie, które na chwilę może umocnić złotego. Jednak w ogólnym ujęciu sentyment zewnętrzny odgrywa pierwszorzędną rolę i dane krajowe nie zdołają go przyćmić.
Poza tym w kalendarzu mamy niemiecki ZEW, dane z rynku pracy Wielkiej Brytanii, produkcja przemysłowa z Eurolandu i indeks aktywności NY Empire State.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Niemal połowa cywilizacji cierpi z powodu zaburzeń snu. Pomagają im najnowsze technologie

Niemal połowa cywilizacji cierpi z powodu zaburzeń snu. Pomagają im najnowsze technologie 9

Wahania nastroju, obniżenie odporności czy spadek koncentracji – nieprawidłowy sen ma wyniszczający wpływ na nasz organizm. Według organizacji World Sleep Society nawet do 45 proc. ludzi na świecie cierpi z powodu zaburzeń snu, a około 10 proc. Europejczyków zmaga się z chroniczną bezsennością. Z pomocą może przyjść telemedycyna, która uprości i zautomatyzują diagnozę lekarską. Urządzenia takie jak inteligentne zegarki czy opaski pozwalają lepiej kontrolować stan zdrowia. Aby jednak precyzyjnie zbadać jakość snu, niezbędny jest specjalistyczny sprzęt i badanie, które od niedawna można wykonywać także w warunkach domowych.

– Zaburzenia oddychania podczas snu są jedną z chorób cywilizacyjnych XXI wieku. Śpimy coraz gorzej, a nasz sen jest coraz częściej przerywany. Mimo przespania całej nocy wstajemy niewyspani, poddenerwowani i sfrustrowani. To wszystko ma negatywny wpływ na krążenie, przyspiesza rozwój miażdżycy. Zaburzenia oddychania podczas snu istotnie wpływają także na jakość prowadzenia przez nas samochodu, co można zaobserwować w statystykach zarówno policyjnych, jak i lekarskich. Unia Europejska już 2 lata temu wprowadziła dyrektywę nakładającą obowiązkowe badania zaburzeń oddychania podczas snu u kierowców zawodowych – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jacek Gnich, prezes zarządu firmy InfoScan.

Badanie zaburzeń snu jest procedurą skomplikowaną i długotrwałą. Aby właściwie zdiagnozować pacjenta, jego sen musi być monitorowany co najmniej przez 6 godzin bez przerwy. W tradycyjnym modelu leczenia badanie jest mało efektywne zarówno z logistycznego, jak i finansowego punktu widzenia – wymusza na pacjencie wielogodzinną obecność poza miejscem zamieszkania i generuje wysokie koszty, zarówno po stronie badanego, jak i kliniki. Alternatywą dla tradycyjnych metod diagnostycznych może okazać się telemedycyna.

– MED Recorder potrafi w sposób telemetryczny badać zaburzenia oddychania podczas snu. Monitoruje szereg funkcji życiowych, które złożone w jedną całość pozwalają lekarzowi ocenić, na ile problemy w przerwach podczas snu wpływają na zdrowie pacjenta i czy kwalifikują go do dalszego leczenia – tłumaczy Jacek Gnich.

Przy wykorzystaniu zdalnej metody diagnostycznej pacjent może przeprowadzić badanie jakości snu w komfortowych, domowych warunkach. Nie musi dojeżdżać do kliniki ani korzystać z asysty lekarza, wszystkie czujniki zakłada własnoręcznie, a cały proces analityczny przeprowadzany jest w pełni automatycznie. Urządzenie w czasie rzeczywistym monitoruje dane biometryczne i przesyła je do dalszej analizy.

– Możemy zobaczyć, czy pacjent dobrze zamocował czujniki i czy sygnał jest prawidłowy. Tuż po obudzeniu pacjenta jesteśmy w stanie stwierdzić, czy badanie się udało, a następnie w ciągu 24 godzin dostarczyć wyniki tego badania. Dostarczamy urządzenie do kliniki lub do lekarza i rozliczamy się za pojedyncze, udane badanie. W zeszłym roku umożliwiliśmy także zamawianie badania bezpośrednio przez stronę internetową. W tym modelu wypożyczamy pacjentowi urządzenie na dobę, po wykonanym badaniu pacjent je odsyła, a my dostarczamy raport z wynikami badań  – mówi prezes InfoScan.

Szansą na popularyzację rozwiązań tego typu może okazać się rozwój branży mobilnej, w tym tzw. gadżetów do noszenia pod postacią inteligentnych zegarków czy opasek sportowych, które nieustannie monitorują nasze parametry zdrowotne. Takie sprzęty stanowią idealne uzupełnienie dla profesjonalnych urządzeń telemetrycznych, a ich popularność będzie stale rosnąć. Według firmy badawczej IDC do 2022 roku rynek gadżetów do noszenia, tzw. wearables, ma rosnąć średnio o blisko 13,5 proc. w skali roku.

Z drugiej strony, jak dowodzą badania „E-zdrowie oczami lekarzy” oraz „E-zdrowie oczami Polaków” przeprowadzone przez firmę LekSeek Polska, aż 80 proc. lekarzy oraz 65 proc. pacjentów twierdzi, że telemedycyjna jest w Polsce zbyt słabo rozwinięta, co odbija się na naszym zdrowiu. Przeciętna wizyta u lekarza trwa 20 minut, z czego aż 15 minut zajmują procedury administracyjne, takie jak wypisywanie recept czy uzupełnianie dokumentacji medycznej.

Zautomatyzowanie tych czynności, wprowadzenie e-recept czy możliwość przeprowadzania części badań zdalnie, za pomocą urządzeń telemedycznych, odciążyłaby lekarzy i poprawiło jakość funkcjonowania służby zdrowia. Ponadto, jak twierdzi ekspert, badanie w modelu domowym – telemetrycznym, jest znacząco tańsze niż w modelu laboratoryjnym.

– Duże kraje w tej chwili stawiają na tego typu medycynę. Przykładem tutaj może być Francja, w której odsetek refundacji publicznej wynosi około 98 proc. Francja nie ogranicza budżetu na refundację, zmniejsza natomiast jej koszty poprzez telemedycynę. W tym roku we Francji został opublikowany bardzo szeroki pakiet wzmacniający usługi telemedyczne – zauważa ekspert.

Według raportu „Transforming Healthcare into a Political and Economic Advantage” opracowanego przez Politykę Insight upowszechnienie rozwiązań telemetrycznych w Polsce pozwoliłoby zaoszczędzić 2-5 proc. środków przeznaczanych na służbę zdrowia.

Eksperci odpowiedzialni za raport mHealth Intelligence przewidują, że wartość rynku telemedycyny wzrośnie z 10,3 mld dolarów w 2016 roku do 49,1 mld dolarów w roku 2020. Według Berg Insight w 2022 roku z rozwiązań umożliwiających bezpośrednią, elektroniczną komunikację pomiędzy pacjentem a placówką medyczną skorzysta 16,5 mln Europejczyków.

Nowe kategorie i zmiany w kryteriach rankingu Deloitte Technology Fast 50

Firma doradcza Deloitte dziewiętnasty rok z rzędu zachęca przedsiębiorców do wzięcia udziału w rankingu najszybciej rozwijających się firm technologicznych w Europie Środkowej. Program promuje innowacyjność i zapewnia spółkom większą rozpoznawalność oraz szansę na dalszy rozwój. Do projektu mogą zgłaszać się, zarówno firmy o ugruntowanej pozycji na rynku, jak i te, które rozpoczęły działalność stosunkowo niedawno. W tym roku poszerzono kategorie konkursowe o nowe branże, w tym fintechy czy spółki technologiczne działające w sektorze ochrony zdrowia. Ostateczny termin rejestracji upływa 31 lipca, natomiast wyniki zostaną ogłoszone 11 października 2018 r.

Celem rankingu Technology Fast 50 CE jest zwrócenie uwagi na najszybciej rozwijające się firmy technologiczne w  Europie Środkowej. Program daje szansę na promocję młodych, niezależnych i dynamicznych spółek. – Firmy technologiczne z Europy Środkowej rosną w rekordowym tempie. Spółki, które zgłaszają się do rankingu, odnoszą duże sukcesy na rynku, na którym działają i to nie tylko w regionie, ale także coraz częściej na świecie – mówi Agnieszka Zielińska, Partner, Dział Doradztwa Finansowego, Lider Programu Technology Fast 50, Deloitte Central Europe. – Średnia dynamika wzrostu przychodów firm w zeszłorocznej edycji rankingu wyniosła 1 127 proc. i była wyższa niż rok wcześniej, ustanawiając tym samym nowy rekord. Ogromnym sukcesem jest także fakt, że po raz kolejny polskie firmy były najliczniej reprezentowane w zestawieniu –  dodaje. W 2017 roku w rankingu znalazły się 22 spółki z Polski. Aż 19 z nich uplasowało się w głównej kategorii „Technology Fast 50”, a 3 w podkategorii „Wschodzące Gwiazdy”. Spośród polskich firm najwyżej, bo na czwartym miejscu znalazł się Tooploox.

Środkowoeuropejski ranking zostanie ogłoszony w październiku tego roku, natomiast wyniki Deloitte EMEA Technology Fast 500 będą zaprezentowane w grudniu. Także w przypadku tego zestawienia decydujące będzie kryterium przychodowe. W jego ubiegłorocznej edycji uplasowały się 62 przedsiębiorstwa z Europy Środkowej, z czego 25 z Polski.

Ranking Deloitte Technology Fast 50 Central Europe skupia najszybciej rozwijające się przedsiębiorstwa technologicznie na podstawie wzrostu przychodów operacyjnych. W jego skład wchodzą kategoria główna Technology Fast 50 oraz dwie podkategorie Wschodzące Gwiazdy i Wielka Piątka.

W tym roku Deloitte postanowił uszczegółowić niektóre z kryteriów rankingu Technology Fast 50Staramy się, aby zestawienie w jak najpełniejszy sposób oddawało to, co się dzieje na rynku, stąd m.in. decyzja, by poszerzyć kategorie konkursowe tak, aby każda firma mogła się łatwiej przyporządkować do jednej z nich – mówi Agnieszka Zielińska.

Każda spółka ubiegająca się o udział w programie w głównej kategorii Technology Fast 50 musi spełniać następujące kryteria:

  • działać na rynku od co najmniej czterech lat, czyli co najmniej od 31 grudnia 2013 r.;
  • osiągać przychody operacyjne nie mniejsze niż 50 tys. euro w roku 2014, 2015, 2016 oraz przychód w roku bieżącym (2017) nie mniejszy niż 100 tys. euro;
  • posiadać siedzibę w jednym z krajów Europy Środkowej (Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czechy, Estonia, Węgry, Kosowo, Łotwa, Litwa, Macedonia, Mołdawia, Czarnogóra, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia);
  • być firmą technologiczną, a jej działalność musi zawierać się w jednej z kategorii: komunikacja, ochrona środowiska, fintech, sprzęt komputerowy, ochrona zdrowia i nauki medyczne, media i rozrywka, produkcja oprogramowania;
  • być właścicielem praw własności intelektualnej lub zastrzeżonej technologii sprzedawanych klientom w produktach, generujących większość przychodów operacyjnych spółki;
  • posiadać strukturę własności, która wyklucza udziały większościowe zagranicznych inwestorów strategicznych.

Do kategorii „Wschodzące Gwiazdy” należą stosunkowo „młode” firmy, które nie spełniają warunku prowadzenia działalności przez okres co najmniej czterech lat, określonego dla kategorii głównej. Aby móc uczestniczyć w programie firma musi działać na rynku jednak nie krócej niż trzy lata, a także osiągać przychody powyżej 30 tys. euro w każdym rozpatrywanym roku (2015 – 2017).

W kategorii „Wielka Piątka” uwzględnia się duże, szybko rozwijające się spółki, które na przestrzeni ostatnich czterech lat zanotowały wyjątkowo wysoki wzrost przychodów. Spółki te muszą spełnić te same kryteria, co współzawodnicy z kategorii głównej, z wyjątkiem poziomu przychodów w ostatnim analizowanym roku (2017), który musi przekraczać 25 mln euro.

W tym roku po raz trzeci zostanie przyznana również nagroda Most Disruptive Innovation. Otrzymać ją może firma, której technologie, produkt lub usługi, mają potencjał, aby wywrzeć rewolucyjny wpływ na rynek. W ubiegłej edycji uhonorowano serbską spółkę DADANCO Europe, dostawcę energooszczędnych technologii grzewczych i wentylacyjnych.

Nowym elementem tegorocznej edycji rankingu jest nagroda specjalna Social Impact Award. Nagroda została wprowadzona z myślą firmach, które z powodzeniem łączą rozwój innowacyjnych produktów czy usług technologicznych z pozytywnym oddziaływaniem na społeczności i środowisko.

Wykorzystanie korelacji na dolarze kanadyjskim

Dolar kanadyjski – waluta, która uzależniona jest od surowców. Tak samo jak w przypadku dolara australijskiego czy też nowozelandzkiego CAD uzależniony jest od notowań surowców, ponieważ jest na nich oparty eksport.

Zanim jednak stwierdzimy, który surowiec warto obserwować spójrzmy na główne produkty eksportowe Kanady.

Główne produkty eksportowe Kanady, dane z 2016 roku

Główne produkty eksportowe Kanady, dane z 2016 roku

Źródło: atlas.media.mit.edu

Według danych na 2016 rok
eksport Kanady oparty jest głównie na transporcie (motoryzacja) oraz produktach mineralnych (np. ropa naftowa). Kolejnym segmentem są maszyny, następnie metale przemysłowe. Grupę surowców możemy poszerzyć także o metale szlachetne, które stanowią 4.5 procenta eksportu Kanady.

Jaki wniosek? 30 procent eksportu Kanady zależy od wzrostu gospodarczego (motoryzacja oraz maszyny). Następną główną odnogą eksportu są surowce mineralne oraz metale przemysłowe i szlachetne, które odpowiadają za 29.6 procent eksportu.

Z tego powodu w trakcie kryzysów gospodarczych waluta Kanady charakteryzuje się dużą zmiennością. Podczas recesji popyt na nowe samochody oraz maszyny spada, tak samo jak na surowce.

Dane na temat zamówień na dobra trwałe otrzymujemy zawsze z opóźnieniem. Z tego powodu lepiej jest obserwować rynek surowców i na tej podstawie wysuwać wnioski o przyszły kierunku dolara kanadyjskiego. Sprawdźmy, jak wygląda długoterminowa korelacja ropy naftowej z dolarem kanadyjskim oraz pozostałymi surowcami.

Dolar Kanadyjski – korelacje

Na samym początku warto zwrócić na szeroki indeks surowców, który reprezentowany jest przez indeks CRY.
Korelacja indeksu z notowaniami CADUSD (kolor biały) jest na bardzo wysokim poziomie, globalna bessa na rynku surowców przełożyła się na bessę na dolarze kanadyjskim.

cadusd korelacje

Jednak warto pamiętać, iż w indeksie CRY największą
wagę stanowi ropa naftowa, dlatego warto przyjrzeć się bliżej tylko korelacji ropy naftowej oraz CADUSD. Później przejdziemy do zbadania siły korelacji.

usdcad wti kor

Powyżej zobrazowano korelację pary walutowej CADUSD na tle ropy naftowej (linia pomarańczowa). Jak widać korelacja zmierza do poziomu 1, jednak na rynku były momenty, w którym ropa naftowa rosła a dolar kanadyjski został wyprzedany.

Korelacja – siła korelacji i uzasadnienie

W dzisiejszym świecie mamy do czynienia z globalnym rynkiem finansowym. Aby korelacja była ważna potrzebujemy uzasadnienia ekonomicznego. W przypadku ropy naftowej oraz dolara kanadyjskiego mamy, ponieważ „czarne złoto” stanowi spory odsetek eksportu Kanady. Wyprzedaż na rynku ropy naftowej przekłada się na mniejszy dochód kanadyjskich firm, a to na spadek cen akcji, cięcia wynagrodzeń pracowników. Idąc dalej mniejsze wynagrodzenia oznaczają także mniejszą konsumpcję oraz niższy wzrost gospodarczy. Jak widać zależność jest bardzo spora.

mapa korelacji

Powyżej została przedstawiona mapa korelacji z dodatku Supreme Edition pomiędzy USDCAD a ropą naftową WTI oraz złotem. Czerwony kolor oznacza silną korelację, natomiast znak przed liczbą korelację ujemną lub też dodatnią.

W przypadku USDCAD oraz WTI 1000 dniowa korelacja wynosi -90. Oznacza to, że obydwa instrumenty przez 90 procent czasu poruszają się w przeciwnym kierunku. Natomiast korelacja USDCAD oraz złota znalazła się na poziomie -31.

Podsumowanie

Korelacje możemy wykorzystać do ograniczenia ryzyka na rynku ale także do potwierdzenia obecnego trendu na walucie surowcowej. Dla przykładu widząc trend spadkowy na USDCAD możemy sprawdzić co się dzieje na notowaniach ropy naftowej. Jeżeli znajdują się w trendzie wzrostowym, to otrzymujemy potwierdzenie trendu spadkowego na parze walutowej USDCAD.

Na popularności zyskuje budownictwo modułowe. To efekt rosnących cen materiałów budowlanych i braku rąk do pracy

Na popularności zyskuje budownictwo modułowe. To efekt rosnących cen materiałów budowlanych i braku rąk do pracy 10

Budownictwo modułowe nie jest już symbolem architektury tymczasowej. Tą metodą można budować zarówno domy mieszkalne, hotele, budynki komunalne i placówki edukacyjne. Co istotne – dużo taniej i szybciej niż w przypadku budownictwa tradycyjnego. Do wzrostu popularności budownictwa modułowego w Polsce może przyczynić się aktualny wzrost cen materiałów budowlanych i niedobór pracowników, które przekładają się na ogólny wzrost cen w budownictwie. 

– Budownictwo modułowe charakteryzuje się konkurencyjną ceną i szybkością – w ciągu pół roku możemy wyprodukować moduły i złożyć budynek w określonym miejscu. Może stać się alternatywą dla budownictwa tradycyjnego, tak jak kilkadziesiąt lat temu miało to miejsce w Skandynawii. Takie budynki są przeznaczone na różne potrzeby, np. hotelowe czy mieszkalne – wtedy powstają na zasadzie typowego projektu deweloperskiego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Sławomir Kiszycki, dyrektor finansowy i wiceprezes zarządu Unibep.

Prefabrykowane moduły są już nie tylko symbolem architektury tymczasowej – blaszanych kontenerów technicznych czy wystawowych. Obecnie w tej technologii buduje się także mieszkania, hotele, a nawet przedszkola i szkoły.

– W Szwecji wybudowaliśmy budynki pierwotnie przeznaczone dla uchodźców – w ostateczności gmina, która była zleceniodawcą, przeznaczyła je na potrzeby młodych małżeństw, które niedawno zawarły związek. Budowaliśmy także akademiki. W Polsce też możemy wybudować akademik, hotel czy budynek mieszkalny – to tylko kwestia projektu, wizualizacji i możemy budować – mówi Sławomir Kiszycki.

Budownictwo modułowe ma wiele zalet, stąd jego rosnąca popularność m.in. w Skandynawii i Stanach Zjednoczonych. W tej technologii obiekt – moduł powstaje w zakładzie produkcyjnym, a dopiero później jest dostarczany na plac budowy i przyłączany do infrastruktury podziemnej. Poszczególne moduły można ze sobą łączyć w większe obiekty. W porównaniu do tradycyjnego budownictwa ta metoda jest znacznie szybsza, a koszt inwestycji – dużo niższy.

– W ubiegłym roku wyprodukowaliśmy 990 modułów, w tym planujemy wzrost do 1,3 tys. Kończymy rozbudowę fabryki, dzięki czemu moce produkcyjne wzrosną aż do 2 tysięcy sztuk. Moduły dotychczas lokowaliśmy na rynku norweskim, a od roku 2017 również na rynku szwedzkim. Ta technologia jest znana w Skandynawii. Widzimy też perspektywy lokowania modułów, ekonomicznych budynków na rynku polskim – mówi Sławomir Kiszycki.

Wiceprezes Unibepu ocenia, że na popularność budynków modułowych w Polsce może wpłynąć wzrost cen budownictwa tradycyjnego, zauważalny zwłaszcza w II połowie ubiegłego roku, na który składają się wzrost cen usług podwykonawców, materiałów i niedobór pracowników.

Dla Unibepu działalność eksportowa stanowi znaczną część wartości ogółu przychodów – w ostatnich latach było to ponad 20 proc. Eksport spółki jest skierowany na rynki skandynawskie, do Szwecji i Norwegii – tam trafiają przede wszystkim budynki modułowe, produkowane w zakładzie w Bielsku Podlaskim. Unibep od wielu lat jest także obecny na rynkach wschodnich, głównie białoruskim i rosyjskim, gdzie realizuje różnorakie projekty.

– Realizujemy tam w szczególności obiekty komercyjne, na rynku rosyjskim – hotele i biura, a obecnie centrum handlowe w Grodnie, centrum logistyczne oraz centrum tenisowe w Mińsku na Białorusi. Jesteśmy również obecni na Ukrainie, gdzie podpisaliśmy ostatnio kontrakt na rozbudowę przejścia granicznego Szeginie o wartości ponad 66 mln euro. Jest to kontrakt skierowany tylko i wyłącznie dla polskich firm na podstawie umowy kredytowej, jaką polski rząd zawarł z rządem ukraińskim na polepszenie infrastruktury drogowej – mówi Leszek Gołąbiecki, prezes zarządu Unibep.

Po 25 maja dane kandydatów do pracy będą lepiej chronione. Pracodawcy i rekruterzy przygotowują się do nowych obowiązków

Po 25 maja dane kandydatów do pracy będą lepiej chronione. Pracodawcy i rekruterzy przygotowują się do nowych obowiązków 11

Nowe, restrykcyjne przepisy dotyczące ochrony danych osobowych będą stosowane już za dwa tygodnie. Do zmian muszą się dostosować m.in. pracodawcy, rekruterzy i działy HR. Nowe wymogi informacyjne i prawne będą dla nich dużym wyzwaniem, a wsparciem mogą się okazać rozwiązania technologiczne, np. system do zarządzania rekrutacjami. Po 25 maja proces aplikowania na oferty pracy będzie przebiegał tak jak do tej pory, ale kandydaci do pracy zyskają więcej praw, a ich dane będą lepiej chronione.

 W świetle nowych przepisów o ochronie danych osobowych większość pracodawców spodziewa się zwiększenia liczby obowiązków prawnych i informacyjnych. Największą trudnością – w ich opinii – będzie wywiązanie się z tych obowiązków wobec kandydatów, a także obsługa nowych, przysługujących im praw, czyli np. żądania zmiany danych osobowych, dostępu do danych, wydania kopii danych czy żądania usunięcia danych osobowych kandydatów do pracy – wylicza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Trzaska, ekspert eRecruiter, koordynator projektu ds. stworzenia Kodeksu Ochrony Danych Osobowych w Rekrutacji.

25 maja zacznie obowiązywać unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO). Przygotowana na jego podstawie polska ustawa zastąpi dotychczasowy akt prawny obowiązujący od 20 lat. Nowe przepisy narzucą szereg restrykcyjnych wymogów na wszystkie podmioty, które gromadzą i przetwarzają dane osobowe. Firmy i organizacje będą zmuszone wdrożyć rozwiązania, które zagwarantują ich maksymalny poziom bezpieczeństwa. Z drugiej strony, RODO zwiększa kontrolę osób fizycznych nad tym, jak wykorzystywane są ich dane i przyznaje im szereg nowych uprawnień, m.in. prawo do bycia zapomnianym.

 Rozporządzenie wymaga od pracodawców spełnienia szeregu obowiązków. Będzie to m.in. informowanie kandydatów o tym, w jakim celu będą przetwarzane ich dane, kto jest ich administratorem oraz o tym, że przysługują im nowe prawa w zakresie dostępu do danych – mówi Katarzyna Trzaska. –Istotne będą kwestie bezpieczeństwa tych danych. Przed 25 maja zadaniem pracodawców jest przeanalizowanie procesów, jakie zachodzą w organizacji, aby móc zidentyfikować obszary problemowe, stworzyć odpowiednie procedury i rozwiązania, które zapewnią bezpieczeństwo danych, a także zgodność z przepisami prawa.

Badanie przeprowadzone na początku roku przez eRecruiter i Pracuj.pl pokazało, że ponad 80 proc. firm dostosowuje się już do zmian, jakie nowe przepisy wprowadzą w procesach rekrutacyjnych. Z raportu „RODO w rekrutacji 2018” wynika, że 51 proc. firm obawia się przede wszystkim trudności związanych z nowymi obowiązkami informacyjnymi i prawnymi.

– Inne utrudnienia, jakie dostrzegają pracodawcy, to głównie brak wiedzy oraz szkoleń dotyczących RODO i nowych przepisów, a także brak osób odpowiedzialnych za obszar ochrony danych osobowych – mówi Katarzyna Trzaska.

Zdecydowana większość pracodawców (89 proc.) sądzi, że RODO wpłynie na większe niż dotychczas zaangażowanie działów HR w kwestie ochrony danych osobowych kandydatów. Blisko dwie trzecie firm (63 proc.) wyznaczyło już osobę lub zespół odpowiedzialny za ochronę danych osobowych.

– Niestety, jedna na dziesięć firm w ogóle nie rozpoczęła przygotowań do wejścia w życie rozporządzenia, a znaczna część pracodawców nie wyznaczyła jeszcze osób do obszaru ochrony danych osobowych w swoich firmach – zauważa Katarzyna Trzaska.

Ekspertka eRecruiter zauważa, że dużym wsparciem dla rekruterów w sprostaniu nowym obowiązkom będą rozwiązania technologiczne, np. system do zarządzania rekrutacjami, który pomoże w obsłudze żądań kandydatów, a także pomoże udokumentować, jakie klauzule i zgody kandydat widział i zaakceptował.

– Nasze badanie pokazało, że rekrutujący przechowują dane osobowe kandydatów równolegle w kilku miejscach. W 66 proc. przypadków jest to system do zarządzania rekrutacjami, 45 proc. wskazało dedykowaną skrzynkę e-mail. Co zaskakuje, miejscem przechowywania dokumentów są też skrzynki mailowe menadżerów zaangażowanych w rekrutacje, jak również drukowana wersja dokumentów przechowywana w segregatorach. Z punktu widzenia nowych przepisów ważne jest, żeby ograniczyć liczbę miejsc przechowywania danych, ponieważ RODO wymaga od pracodawców zapewnienia ich bezpieczeństwa – mówi Katarzyna Trzaska.

Przed rozpoczęciem stosowania RODO warto rozważyć wybór jednego, bezpiecznego miejsca przechowywania i przetwarzania danych osobowych. Niepokojące jest również to, że – jak wynika z badania  – jeden na dziesięciu pracodawców w ogóle nie monitoruje tego, kto ma do nich dostęp, co naraża firmę na wysokie kary.

– Z punktu widzenia potencjalnego pracownika RODO prawdopodobnie zmieni niewiele. Po 25 maja proces aplikowania na oferty pracy będzie przebiegał dokładnie w taki sam sposób, jak ma to miejsce dziś. Natomiast zmieni się rozpiętość klauzul informacyjnych, które kandydat będzie musiał otrzymywać. Z nich dowie się, kto jest administratorem jego danych osobowych, przez jaki okres będą przetwarzane etc. Ponadto kandydaci będą mieli prawo dostępu do swoich danych, żądania wydania kopii danych powierzonych w procesie rekrutacji czy edycji tych danych – mówi ekspert eRecruiter, koordynator projektu ds. stworzenia Kodeksu Ochrony Danych Osobowych w Rekrutacji.

Blockchain zrewolucjonizuje branżę finansową. Zmieni sposób zawierania umów z klientami i weryfikację ich tożsamości

Blockchain zrewolucjonizuje branżę finansową. Zmieni sposób zawierania umów z klientami i weryfikację ich tożsamości 12

Rynek fintechowy w Polsce bardzo szybko rośnie. Pojawia się na nim wiele nowych firm i udoskonalonych rozwiązań. Obecnie dwa kluczowe trendy dla sektora finansów to blockchain, na którym skupiają się już wszyscy najwięksi gracze, oraz API Economy – model, który pozwala wdrażać nowe pomysły i rozwiązania bez angażowania zbyt dużych nakładów finansowych i uszczerbku dla modelu biznesowego. Zdaniem ekspertów korporacje i duże instytucje powinny jednak bardzo uważnie śledzić trendy i nie adaptować nowości na ślepo.

 W branży fintech i insurtech jest wiele trendów, które pojawiają się na całym świecie. Wśród nich należy wymienić przede wszystkim blockchain, który na pewno zrewolucjonizuje sposób zawierania umów, weryfikację tożsamości i uwierzytelni obrót gospodarczy. Nie dostrzegam żadnych poważnych zagrożeń w związku z tą technologią, a wyłącznie dobre rzeczy, które ze sobą niesie. Są już pierwsze wdrożenia, pierwszy krok został wykonany, więc cały świat pójdzie pewnie w tę stronę – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ewa Wernerowicz, prezes zarządu Vivus Finance.

Blockchain to technologia służąca do przeprowadzania transakcji bezpośrednich (peer to peer) w internecie. Jest uważana za najbezpieczniejszą metodę zapisu i przechowywania danych. Prace nad wykorzystaniem technologii blockchain w sektorze finansowym trwają już od kilku lat. Ocenia się, że w przyszłości na jej bazie mógłby powstać zupełnie nowy system płatniczy. Ta technologia była jednym z ważniejszych tematów poruszanych na tegorocznym światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Blockchain jest też przedmiotem zainteresowania wszystkich najważniejszych banków i instytucji finansowych (według badania VMware z końcówki ubiegłego roku technologię blockchain wdraża już ponad dwie trzecie amerykańskich banków o aktywach przekraczających 100 mld dol.).

Już przed trzema laty czterdzieści pięć globalnych instytucji finansowych (w tym JP Morgan, Goldman Sachs, Deutsche Bank i Bank of America) powołało wspólnie konsorcjum, które ma zbadać możliwości wykorzystania blockchain. Interesują się nim również rządy: w Estonii system zbliżony do blockchain służy do rozliczania podatków i głosowania przez internet, a Dubaj do 2020 roku chce przenieść do niego całą administrację. W Polsce kilka największych banków testuje blockchain m.in. na potrzeby rozwiązania problemu trwałego nośnika, wymaganego przepisami UE.

 Bardzo wiele zostało już zrobione w kwestii biometrii. Ciekawe jest uwierzytelnianie za pomocą twarzy, głosu czy odcisku palca. Mamy różne, bardzo wygodne możliwości uwierzytelniania, których do tej pory nie udało się zhakować. Ta technologia uwierzytelniania bardzo ładnie „wepnie się” w blockchain, który w stokenizowany sposób będzie zapisywać nasze cechy twarzy czy głosu – mówi Ewa Wernerowicz.

Zdaniem prezes Vivus Finance blockchain zrewolucjonizuje wszelkiego rodzaju usługi, nie tylko finansowe. Natomiast dla sektora finansów kluczowy w nadchodzących latach będzie także trend API Economy.

– Przechodzimy do ekonomii opartej na otwartym API, gdzie poszczególne zespoły deweloperskie będą rozwijały konkretną funkcjonalność, którą będzie można w bardzo łatwy sposób poukładać z klocków w jedną, większą platformę czy ekosystem. W tym trendzie ważna jest ścisła współpraca biznesu i IT. Najszybszy rozwój naszej firmy przypadał na moment, kiedy IT pracowało razem z biznesem właściwie w jednym pomieszczeniu – mówi Ewa Wernerowicz.

API to interfejs programowania aplikacji, który pozwala wykorzystywać funkcjonalności udostępniane przez inne aplikacje. Przykładem jest Windows API – pozwala tworzyć aplikacje, które korzystają z możliwości oferowanych przez system Windows. API umożliwia komunikowanie się aplikacji ze sobą, z systemem operacyjnym czy z biblioteką dla danego języka programowania.

W tym modelu firmy mogą wybierać łatwe do zintegrowania funkcjonalności oraz usługi spośród publicznych i prywatnych API, tworząc z nich nową wartość dla klientów. To pozwala na szybkie i stosunkowo tanie wdrażanie nowych pomysłów i rozwiązań, bez angażowania zbyt dużych nakładów.

 W API Economy widzę szansę dla lepszego wykorzystania zasobów deweloperskich, które są bardzo ograniczone. Nie ma sensu, żeby każda firma ze swoimi zasobami deweloperskimi sama coś programowała, a później kolejna robiła dokładnie to samo. Lepiej jest wykorzystać poszczególne zespoły deweloperskie do zbudowania jednej czy kilku konkurencyjnych funkcjonalności, a później korzystać z najlepszych, które cały czas się udoskonalają – wyjaśnia Ewa Wernerowicz.

Zdaniem prezes Vivus Finance API Economy znacznie przyspieszy rozwój nowych usług finansowych i umożliwi firmom skoncentrowanie się na ich głównej działalności.

– W pewnym stopniu oddzieli też funkcję budowania zespołów i platform od prowadzenia biznesu. Wchodząc na polski rynek, posiadaliśmy własny system, a w kolejnych latach dołączaliśmy do niego inne programy, które zapewniały klientom większą funkcjonalność. Teraz już nie koncentrujemy się na tym, żeby budować systemy – nie jesteśmy w tym najlepsi i nigdy nie będziemy, ale na tym, żeby udzielać pożyczek. Nie można być dobrym we wszystkim, trzeba wybrać – czy idziemy w kierunku biznesu, czy idziemy w kierunku rozwijania technologii – mówi Ewa Wernerowicz.

Rozwój API Economy przyspieszy unijna dyrektywa PSD2 (Payment Services Directive), której zapisy w Polsce zaczną obowiązywać w tym roku. Nowe prawo przyczyni się do liberalizacji rynku. Umożliwi innym podmiotom dostęp do danych i transakcji klientów bankowości – tym samym stworzy warunki dla rozwoju sektora fintech i niewielkich, zdigitalizowanych, innowacyjnych graczy działających na rynku usług płatniczych. W przyszłości banki mogą pełnić rolę platform, poprzez które fintechy za pomocą API będą realizować operacje zlecone przez klientów.

Prezes Vivus Finance ocenia, że choć regulacje w ostatnich latach raczej blokowały rozwój sektora fintech, nowe prawo całkowicie zdemokratyzuje ten rynek.

 W przypadku niedojrzałej regulacyjnie branży, jaką jest online lending, przez ostatnich 5 lat regulacje wstrzymywały nas przed wdrażaniem innowacji. Zasoby IT – które są drogie i ograniczone – musiały działać w tym kierunku, żeby dostosować nasze systemy do regulacji. To ograniczyło innowacyjność i musieliśmy się na chwilę zatrzymać. Natomiast na dojrzałych rynkach taka regulacja jak PSD2 doprowadzi do dużej demokratyzacji usług finansowych. Będą je świadczyć nie tylko banki, lecz także wiele innych podmiotów, co oczywiście wpłynie na jakość obsługi, uproszczenie ścieżki klienta, która będzie pełnić bardzo kluczową rolę – mówi Ewa Wernerowicz.

Prezes Vivus Finance podkreśla, że rynek fintechowy jest w momencie bardzo szybkiego wzrostu, pojawia się wiele nowych firm i udoskonalonych rozwiązań. Korporacje i duże instytucje mogą się w nich gubić. Dlatego powinny bardzo uważnie śledzić trendy, nie adaptować nowości na ślepo, ale chwilę zaczekać, obserwować rynek i dokładnie przemyśleć, w co zainwestować.

– Ciekawe projekty fintechowe w Polsce to na pewno projekty związane z budowaniem platform komunikacyjnych, platform do sprzedaży produktów bankowych takich jak Bancovo, Finay. Myślę, że w tym kierunku w dużym stopniu pójdzie dystrybucja usług finansowych i blockchain, który już ma pierwsze wdrożenia na polskim rynku. Czekamy na kolejne – mówi Ewa Wernerowicz.

Facebook od 10 lat w Polsce. Z platformy korzysta dziś przeszło 16 mln polskich użytkowników

Facebook od 10 lat w Polsce. Z platformy korzysta dziś przeszło 16 mln polskich użytkowników 13

Dokładnie 10 lat temu pojawiła się polska wersja językowa Facebooka, niezmiennie najpopularniejszego serwisu społecznościowego na świecie. W Polsce platforma ma już ponad 16 mln aktywnych użytkowników. Z możliwości Facebooka chętnie korzystają też firmy – dzięki rozbudowanym opcjom reklamowym jest to jeden z najbardziej wszechstronnych typów reklamy. Dlatego użytkownicy mogą się spodziewać, że Facebook będzie wkraczać w kolejne sfery ich życia. Konkurencji z jego strony powinny się obawiać polskie serwisy aukcyjne czy służące do zamawiania jedzenia online.

Serwis ten gromadzi kilkanaście milionów Polaków, z czego 80 proc. z nich loguje się w nim codziennie. Facebook bardzo mocno dąży do tego, żeby zagarniać kolejne obszary naszego życia – poprzez udostępnianie transmisji wideo, randkowanie i coraz to nowe funkcjonalności w ramach serwisu. Wszystko zmierza ku temu, żeby Facebook stał się pewnego rodzaju nakładką na internet, z której wszyscy będziemy korzystać – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Franciszek Georgiew, założyciel agencji marketingowej Social Tigers.

Facebook – z którego korzysta dziś ponad 16 mln Polaków – jest niezmiennie najpopularniejszym portalem społecznościowym. Do Polski trafił za pośrednictwem osób podróżujących za ocean, które używały go do kontaktów z osobami poznanymi w USA i stopniowo poszerzały grono znajomych. Polska wersja językowa Facebooka pojawiła się dokładnie dziesięć lat temu, w maju 2008 roku – kiedy na całym świecie z platformy korzystało już ponad 100 mln ludzi. Dla porównania dziś liczba aktywnych użytkowników Facebooka przekracza 2,1 mld.

Międzynarodowa skala i prosty interfejs sprawiły, że Facebook szybko wyprzedził stopniowo wyludniające się grono.net oraz nasza-klasa.pl, odbierany jako serwis dla starszej grupy odbiorców. Wzrost jego popularności w Polsce był skokowy. W 2008 roku Facebook startował z zaledwie garstką użytkowników. Dotarcie do pierwszego miliona użytkowników zajęło rok. Drugi milion wymagał już zaledwie pół roku, a trzeci – dwóch miesięcy.

Z Facebooka korzysta dziś coraz więcej osób. Kiedyś grono jego użytkowników było ograniczone do młodych osób, które wróciły z zagranicy. Dzisiaj są już młodzi, seniorzy, a prawie co drugi Polak korzysta z tego portalu. Istnieje przekonanie, że Facebook jest coraz bardziej medium dla osób starszych, a młodsi uciekają w innych kierunkach. Dlatego Facebook stara się zagarnąć te portale, które przyciągają młodszych użytkowników. Kopiuje funkcjonalności takich portali jak Snapchat czy YouTube i wdraża je bezpośrednio u siebie, żeby młodsi odbiorcy zostali i byli aktywni na platformie – mówi Franciszek Georgiew.

W Polsce z Facebooka korzysta ponad pół miliona osób w grupie wiekowej 65+. Młodych, niepełnoletnich użytkowników (w grupie wiekowej 13–18 lat) serwis ma 1,6 mln. Jednak dla młodszych Facebook powoli przestaje być już serwisem pierwszego wyboru – coraz częściej przenoszą się na Instagrama, który również jest własnością Marka Zuckerberga.

Popularność serwisu sprawia, że również firmy aktywnie z niego korzystają.

Facebook stał się mocnym narzędziem reklamowym, na które składa się wiele zaawansowanych opcji. Możemy tam pozyskiwać kontakty, dokonywać sprzedaży w sklepie internetowym. Przedsiębiorcy coraz mocniej powinni go uwzględniać w swojej strategii marketingowej. Na Facebooku mamy dziś ponad 5 mln reklamodawców. Reklamują się tam zarówno marki osobiste i mikroprzedsiębiorstwa, jak i wielkie korporacje – mówi Franciszek Georgiew.

W ciągu ostatniego dziesięciolecia opcje reklamowe Facebooka zostały znacząco rozbudowane. Obecnie to jeden z najciekawszych, najbardziej wszechstronnych typów reklamy. Na platformie są dostępne narzędzia dla każdej firmy. W zależności od wielkości i charakteru prowadzonego biznesu można do niego dopasować różne formaty reklamowe.

Facebook dąży do zagarnięcia jak największej liczby obszarów naszego życia. Wszystkie kolejne aplikacje, które wypuszcza – takie jak Messenger, WhatsApp czy opcja randkowania na Facebooku – to są miejsca, gdzie będą wyświetlane reklamy. Na tym właśnie Facebook zarabia. Pojawiają się różnego rodzaju nowinki, które dla nas, użytkowników, będą czymś ciekawym, będziemy spędzać tam więcej czasu. Natomiast dla Facebooka te wszystkie innowacje prowadzą do tego, żeby wyświetlić nam więcej reklam – podkreśla Franciszek Georgiew.

Ponieważ Facebook gromadzi dużo danych demograficznych i behawioralnych o swoich użytkownikach, bardzo często jest przedmiotem zaciekłej krytyki mediów, opinii publicznej, a nawet organów prawnych. Słynny był m.in. skandal sprzed czterech lat, kiedy to Facebook starał się manipulować nastrojami ludzi, podsuwając im treści o pozytywnym lub negatywnym wydźwięku. Obecnie głośno jest o tzw. aferze Cambridge Analytica, po tym jak ujawniono, że dane użytkowników Facebooka mogły zostać wykorzystane do mikrotargetowania przekazów i manipulowania wyborami prezydenckimi w USA.

Facebook zbiera o nas bardzo dużo różnych danych i wykorzystuje je do tzw. mikrotargetowania. Targetować można zarówno bardzo wąskie grupy zawodowe, jak i szersze, np. rodziców z całej Polski czy młode osoby z mniejszych miejscowości. Precyzja tego narzędzia jest bardzo duża. Zauważmy, że dzisiaj dochodzi do wielu afer związanych z ochroną prywatności, bo różne organy państwowe zaczynają być zaniepokojone tym, jak wiele wie o nas Facebook. Właśnie te dane są później wykorzystywane do targetowania – podkreśla Franciszek Georgiew.

Możliwość dopasowania i wyświetlania użytkownikom reklam, które bazują na informacjach o ich miejscu zamieszkania, wieku, danych demograficznych, posiadanych urządzenia elektronicznych czy częstotliwości podróżowania – to gigantyczny potencjał dla biznesu. Konkurencji ze strony Facebooka powinny się obawiać polskie serwisy aukcyjne, serwisy oferujące płatności mobilne czy służące do zamawiania jedzenia online.

Zdaniem CEO agencji marketingowej Social Tigers Franciszka Georgiewa niektóre z nich mogą być testowane w Polsce, podobnie jak aplikacja Messenger Day, do której Polacy uzyskali dostęp jako pierwsi na świecie. Polska wciąż jednak pozostaje poza głównym obszarem zainteresowań Facebooka.

Polski rynek artykułów higienicznych rośnie o ok. 4 proc. rocznie. Producenci zaczynają stawiać na ekologię

Polski rynek artykułów higienicznych rośnie o ok. 4 proc. rocznie. Producenci zaczynają stawiać na ekologię 14

Rynek artykułów higieniczno-kosmetycznych stabilnie rośnie o około 3–4 proc. rocznie. Szybciej rozwija się stosunkowo nowy segment produktów do utrzymania czystości w domu. W obu przypadkach dominującym trendem, który będzie rządzić tym rynkiem w następnych latach, jest ekologia i innowacje. Mogłoby się wydawać, że innowacyjność w produkcji wacików czy patyczków jest ograniczona. Wręcz przeciwnie, można być bardzo innowacyjnym w produkcji nawet tak podstawowych produktów higienicznych – podkreśla Rafał Szczepkowski, prezes Harper Hygienics.

– Polski rynek produktów kosmetycznych jest wart – w zależności od kategorii – około 150 mln zł w przypadku zwykłych, suchych płatków higienicznych i ok. 50–60 mln zł w przypadku patyczków higienicznych. Ten rynek jest dosyć stabilny – rośnie ok. 3–4 proc. w skali roku. Ponadto pojawiają się również różnego rodzaju specjalistyczne produkty do demakijażu czy pielęgnacji dziecięcej. W innych kategoriach również jest duży potencjał, ale nie są to duże przyrosty –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Rafał Szczepkowski, prezes Harper Hygienics.

Na tle europejskiego rodzimy rynek jest bardziej rozwinięty pod względem kategorii produktów higieniczno-kosmetycznych i ich dostępności.

– Byłem bardzo zaskoczony, odwiedzając niedawno kilka krajów w Europie Centralnej, gdzie na półkach hipermarketów stoją np. pudełka z patyczkami higienicznymi dwóch firm, natomiast w Polsce mamy ich co najmniej osiem. Tutaj ten rynek jest bardzo rozwinięty, lubimy stosować różnego rodzaju innowacje również w takich prostych produktach jak waciki – mówi Rafał Szczepkowski.

W tradycyjnych kategoriach produktowych, jakimi są płatki i patyki higieniczne, Harper Hygienics ze swoją marką Cleanic jest liderem z około 25-proc. udziałem w całym rynku. Prezes spółki ocenia, że potencjał tego segmentu rynku jest wzrostowy ze względu na powiązany z nim szybki rozwój branży kosmetycznej.

– Możliwości rynku kosmetycznego w Polsce są ogromne. Mamy duży potencjał do rozwoju obecnie oferowanych produktów, ale również możliwość do wejścia w nowe, niezagospodarowane dotąd kategorie produktów. Dzięki naszemu zapleczu technologicznemu oraz pozycji lidera w innowacyjnych produktach bawełnianych jesteśmy w stanie odpowiedzieć m.in. na globalny trend i oferować innowacyjne – bardziej ekologiczne produkty higieniczne i kosmetyczne – podkreśla Rafał Szczepkowski.

Jedną z widocznych już zmian na tym rynku są patyczki kosmetyczne. Dotychczas składały się głównie z polipropylenu i czystej bawełny. Jednak Unia Europejska klasyfikuje polipropylen jako odpad, dlatego producenci zaczęli wprowadzać ekologiczne patyczki papierowe, które np. we Francji są już jedynymi dostępnymi na rynku.

– Jesteśmy absolutnie przekonani, że ekologia będzie wyznaczać trendy na następne kilka lat. Jesteśmy gotowi na tę zmianę. Dostarczamy już takie patyczki – produkujemy je i mamy stałe kontrakty na ich wykonanie. Co ważne, nie kończymy wyłącznie na tym produkcie. Dzięki innowacyjnej linii technologicznej Arvell stale pracujemy nad rozwojem naszej oferty, aby móc oferować jak najlepsze produkty przyjazne środowisku – mówi Rafał Szczepkowski.

Kluczowe dla Harper Hygienics kategorie produktowe to higiena osobista (produkty kosmetyczne suche – płatki, patyki, chustki), higiena dziecięca oraz kategoria produktów do utrzymania czystości w domu. Ta ostatnia jest na polskim rynku stosunkowo nowa i szybko rośnie.

– W Polsce kategoria produktów do szybkiego czyszczenia chusteczkami nawilżanymi ciągle dynamicznie się rozwija. Harper Hygienics z marką Presto jest liderem w tej kategorii, ponadto dostarczamy wiele produktów private label dla sieci handlowych. To jest kategoria, która w Polsce jest stosunkowo nowa i bardzo szybko rosnąca, więc wiążemy z nią duże oczekiwania – mówi Rafał Szczepkowski.

Przychody ze sprzedaży Harper Hygienics zwiększyły się w 2017 r. o blisko 40 mln zł rok do roku. Polska jest dla Harper Hygienics kluczowym rynkiem, który odpowiada za ponad połowę sprzedaży.

– W najbliższych okresach planujemy konsekwentnie zwiększać sprzedaż zarówno w kraju, jak i za granicą. Chcąc sprzedawać w Czechach albo Emiratach Arabskich, w pierwszej kolejności musimy zadbać o to, żeby nasz produkt był liderem rynku w Polsce. Musimy wspierać siłę i prestiż naszych marek, tak aby Harper stawał się wiarygodnym i coraz szerzej rozpoznawalnym partnerem również na nowych rynkach ekspansji – mówi prezes Harper Hygienics.

Wzrost awersji do ryzyka nie dotknął akcji

Pierwszy tydzień po weekendzie majowym nie należał do nieciekawych. Donald Trump zdecydował, że USA wycofa się z tzw. porozumienia nuklearnego z Iranem. Oznacza to powrót sankcji nałożonych na ten kraj oraz ograniczenie produkcji ropy naftowej. Na globalnych rynkach, oprócz zwyżki cen ropy naftowej, wzrosła awersja do ryzyka, która jednak przełożyła się jedynie na wyceny walut rynków rozwijających się, powodując utratę ich wartości. Nastroje na rynkach akcji pozostały dobre. Najważniejsze indeksy giełdowe na świecie zanotowały wzrosty. W Stanach Zjednoczonych indeks S&P zyskał w przeciągu tygodnia 2,41%, DJIA 2,34%, a indeks giełdy Nasdaq osiągnął stopę zwrotu na poziomie 2,68%. W Europie również dominował kolor zielony. Niemiecki DAX wzrósł 1,42%, francuski CAC 0,47%, a brytyjski FTSE 100 2,08%. Warto również wspomnieć o odczycie inflacji w Stanach Zjednoczonych, który nie sprostał oczekiwaniom: 2,1% rdr wobec oczekiwanych 2,2% (inflacja bazowa CPI).

Wzrosty zagościły również na naszym krajowym parkiecie. Były one napędzane jednak głównie poprzez największe spółki, co może świadczyć o powrocie kapitału zagranicznego. Indeks szerokiego rynku WIG wzrósł w skali tygodnia o 3,23%, indeks największych spółek WIG20 zyskał 4,30%, a indeksy mniejszych i średnich spółek sWIG80 i mWIG40 zakończyły tydzień z wynikami odpowiednio -0,32% oraz 1,81%.

W tym tygodniu czeka nas intensywny tydzień, jeśli chodzi o dane makroekonomiczne. W Polsce we wtorek opublikowany zostanie wstępny PKB za pierwszy kwartał bieżącego roku oraz finalny odczyt inflacji CPI za kwiecień. W środę zakończy się posiedzenie RPP, a o 14 zobaczymy odczyt inflacji bazowej za kwiecień. Na koniec tygodnia, w piątek, dostarczone nam zostaną dane z rynku pracy, zmiana przeciętnego wynagrodzenia oraz zatrudnienia. Na globalnych rynkach również czeka nas ciekawy tydzień. We wtorek opublikowana zostanie seria odczytów PKB z Europy, produkcja przemysłowa z Chin oraz strefy euro i sprzedaż detaliczna ze Stanów Zjednoczonych. W środę warto zwrócić uwagę na wstępny odczyt PKB za 1Q z Japonii oraz produkcję przemysłową z USA.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych SA

Wielka Gala FinTech & InsurTech Night

10 maja 2018 r. w The Westin Warsaw Hotel, odbyła się Wielka Gala FinTech & InsurTech Night. Podczas wydarzenia zostały wręczone statuetki w ramach konkursu FinTech & InsurTech Awards. Wydarzenie poprowadził Marcin Prokop.

Wśród laureatów konkursu FinTech & InsurTech Awards znaleźli się:

Best Payment Solution – TubaPay – zintegrowane płatności kartowe w ubezpieczeniach

Za doskonałe zrozumienie procesów obsługi płatności składki oraz stworzenie platformy płatności kartowych łączącej wielu konkurujących ze sobą ubezpieczycieli.

Best Lending Solution – Finiata

Za innowacyjny model mikrofaktoringu dla sektora małych i średnich przedsiębiorstw i wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesie oceny ryzyka kredytowego.

Blockchain Technology Award – Platforma blockchain Trudatum

Platforma blockchain Trudatum to rozwiązanie opracowane przy współpracy PKO Banku Polskiego oraz polsko-brytyjskiej spółki Coinfirm. Narzędzie udoskonala dotychczasowe rozwiązania związane z zapisywaniem i przechowywaniem danych, a jednocześnie zapewnia skuteczną i zabezpieczoną kryptograficznie cyfrową zgodność dokumentu. Technologia, którą bank zdecydował się wdrożyć do własnych systemów, wprowadza przełom w zakresie gromadzenia oraz publikacji dokumentów i plików w skali całej Europy. Pierwszy etap wdrożenia skupi się na integracji z systemami bankowymi oraz udostępnieniu rozwiązania pozwalającego na weryfikację autentyczności dokumentów bankowych. Każdy dokument zapisany w sieci blockchain (np. potwierdzenie transakcji lub regulamin bankowy) zostanie wystawiony w formie nieodwracalnego skrótu („hasz”) podpisanego kluczem prywatnym banku. Pozwoli to klientowi na zdalne sprawdzenie, czy plik, który otrzymał od kontrahenta lub banku, jest prawdziwy i czy nie doszło do próby jego modyfikacji.

InsurTech Award – Krajowy Program Zdrowotny

Za innowacyjny model biznesowy, którego filarem jest skalowalna platforma technologiczna, zbudowana w metodyce Agile & DevOps, oparta o architekturę mikroserwisów i dockerów, integrująca różne kanały sprzedażowe, w tym: internetowy, mobilny, placówki stacjonarne różnych operatorów oraz providerów ubezpieczeniowych z zakresu ochrony zdrowia. Oraz za sprawienie, że opieka zdrowotna będzie dla wszystkich nas bardziej przyjazna i dostępna.

FinTech Award – Dronn

Dronn to system opracowany we współpracy z firmą VoicePIN oparty na sztucznej inteligencji, biometrii i analityce mowy, należący do najbardziej zaawansowanej generacji robotów. Został zaprojektowany tak, by prowadzić z klientami swobodną i logiczną rozmowę oraz wykorzystywać w czasie rzeczywistym modele statystyczne i, na podstawie danych, podejmować decyzje w kwestii dalszego przebiegu rozmowy. Tylko w 2017 r. Dronn wykonał ponad 1 milion połączeń, w tym 963 tys. dla oddziału windykacji Alior Banku oraz 239 tys. dla partnerów zewnętrznych. W międzyczasie Dronn obsłużył również ok. 1,3 mln nowych rekordów w procesie segmentacji klientów oraz zebrał 77 tys. oświadczeń o rezydencji podatkowej (tzw. FATCA). Obecnie prowadzone są prace nad dalszym rozwojem narzędzia.

Partnerzy FinTech & InsurTech Night: Asseco, Atende, Biuro Informacji Kredytowej SA / BIG Info Monitor, Dell EMC, EY, Eventory, Finiata, G2A, Liferay, Webtown, British Automotive Centrum, Autoryzowany Diler Jaguar, Land Rover, Heyka Capital Markets Group, Mash, ProService Finteco, Twoje Zdrowie Ubezpieczenia S.A., ECOM.software, Visa, Vivus, CallPage, Exuma Gym, Sartorial

Zapraszamy do zapoznania się z pełną fotorelacją z Wielkiej Gali FinTech & InsurTech Night.

Organizatorem wydarzenia jest MMC Polska.

Technologiczne rozwiązania branży ubezpieczeniowej i finansowej, czyli FinTech & InsurTech Digital Congress.

W dniach 10-11 maja 2018 r. w The Westin Warsaw Hotel odbyła się IV edycja FinTech Digital Congress i III edycja InsurTech Digital Congress. To najważniejsze wydarzenia w tej części Europy dotyczące nowoczesnych, technologicznych rozwiązań w branży ubezpieczeniowej i finansowej. Kongres rozpoczęła część wspólna, po której nastąpił podział na dwie ścieżki tematyczne – dotyczącą ubezpieczeń i traktującą o finansach. Dzięki obecności ekspertów z kraju i zagranicy, ciekawemu programowi debat, przemówień i use cases oraz najbardziej aktualnym tematom z branży, wydarzenie zgromadziło ponad 700 uczestników w ciągu dwóch dni.

Część wspólną Kongresu rozpoczęło wystąpienie Przewodniczących Rad Programowych FinTech i InsurTech, Marcina Petrykowskiego i Witolda Jaworskiego. Następnie swoje angażujące przemówienie wygłosił gość specjalny, który doświadczenie w branży gromadził między innymi na rynku azjatyckim. Sonia Wędrychowicz-Horbatowska przekazała nam swoją specjalistyczną wiedzę o tym, jak dokonywać transformacji cyfrowej w finansach/sektorze finansowym. Nie mogło też zabraknąć debaty na temat regulacji prawnych, w której wzięli udział kluczowi eksperci tacy jak Zbigniew Jagiełło, Anna Streżyńska i Marcin Obroniecki. Dyskusja ta była poprzedzona wspaniałym wystąpieniem wprowadzającym Przedstawiciela Komisji Nadzoru Finansowego, Marka Chrzanowskiego. Podczas paneli poruszono także kwestie innowacyjności z perspektywy Polski i świata. Uważnie pochylono się również nad tematem fintechów w erze mindfulness. Talent challenge, płatności, skuteczne modele biznesowe, telemedycyna, IoT i data analytics to tylko niektóre z haseł, nad którymi debatowano podczas dwóch dni rzeczowych dyskusji o branży fintech i insurtech. Pomiędzy częściami merytorycznymi znalazł się także czas na networking, który stanowił doskonałą okazję na bliższe poznanie najlepszych autorytetów z branży finansów i ubezpieczeń.

Wśród prelegentów FinTech & InsurTech Digital Congress możemy wymienić m.in. Tomasz Czechowicz, Janusz Cieszyński, Frank Genheimer, Agnieszka Wrońska, Laurent Nizri, Ewa Wernerowicz, James Hickson, Tal Sharon, Paul Ferris, Wojciech Sass, Adam Rozwadowski i Szymon Wałach.

Na zakończenie pierwszego dnia kongresu odbyła się Wielka Gala FinTech & InsurTech Night, podczas której przyznano nagrody w konkursie “FinTech & InsurTech Awards”, w kategoriach Best Payment Solution, Best Lending Solution, Blockchain Technology Award, InsurTech Award, FinTech Award. Wśród uhonorowanych inicjatyw znalazły się takie rozwiązania jak: TubaPay, FINIATA, platforma blockchain Trudatum, Krajowy Program Zdrowotny i Dronn.

Partnerzy FinTech Digital Congress

Partnerzy Strategiczni: Atende, Vivus, Visa, Asseco, ProService Finteco, Dell EMC, Mash, Biuro Informacji Kredytowej, Smeo, Finiata, G2A, Heyka Capital Markets Group

Partnerzy: dLK Legal, iwoca, Idea Bank, Michael Page, Liferay, Webtown, NFG, Eventory, Jaguar, Land Rover, Gamfi, CallPage, Abak, PROFESCAPITAL.

Supporting Partner: Paris Fintech Forum

Partnerzy InsurTech Digital Congress

Partnerzy Strategiczni: Atende, ProService Finteco, Dell EMC, Twoje Zdrowie Ubezpieczenia S.A., ECOM.software, EY

Partnerzy: Bacca, Comadso, Gefen Technologies, Insly, Eventory, Jaguar, Land Rover, Gamfi, Abak, PROFESCAPITAL, CallPage

Sponsor: PiLab

Supporting Partner: Paris Fintech Forum

Zapraszamy do zapoznania się z pełną fotorelacją z FinTech & InsurTech Digital Congress.

Organizatorem wydarzenia jest MMC Polska.