Centralny Rejestr Faktur, czyli JPK drugiej generacji

W minionym roku fiskus upatrywał źródeł swoich sukcesów w uszczelnianiu systemu podatku VAT we wprowadzeniu obowiązku elektronicznego raportowania do Ministerstwa Finansów informacji o transakcjach gospodarczych w firmie za pomocą Jednolitego Pliku Kontrolnego (JPK_VAT). Obecnie trwają intensywne prace nad zwiększeniem funkcjonalności tej aplikacji i utworzeniem kolejnego modułu – Centralnego Rejestru Faktur, który będzie zbierał informacje o fakturach wystawionych przez wszystkie podmioty obrotu gospodarczego, przesyłane do MF za pomocą plików elektronicznych.

W taki oto sposób urzędnicy otrzymają pełny i szczegółowy obraz transakcji dokonywanych przez wszystkich czynnych podatników VAT w Polsce.

Nowy rok, nowe obowiązki dla firm

Wraz z początkiem 2018 r. wszyscy podatnicy VAT oprócz tych, którzy dokonują wyłącznie sprzedaży zwolnionej bądź korzystają ze zwolnienia z podatku z uwagi na nieprzekroczenie limitu sprzedaży określonego w art. 113 ustawy VAT, będą podlegali obowiązkowi przesyłania plików JPK_VAT obejmujących dane zawarte w rejestrach VAT za każdy miesiąc. Dotyczy to także tych przedsiębiorstw, które rozliczają się z tytułu podatku VAT kwartalnie, a to oznacza, że dla tej kategorii podatników terminy rozliczeniowe związane ze złożeniem deklaracji VAT i przesyłaniem JPK nie będą zbieżne. Wiąże się to z koniecznością przystosowania firmowego programu księgowego do nowych wymogów i merytorycznego przeszkolenia personelu księgowego do nowych zadań związanych z raportowaniem VAT. Zaniechanie tego obowiązku przez przedsiębiorcę może skutkować dotkliwymi sankcjami finansowymi, a nawet karnoskarbowymi.

Kontrole krzyżowe

Do tej pory raporty JPK wysyłały jedynie największe firmy. Z ich doświadczeń wynika, że urzędy skarbowe szczególnie upodobały sobie taki sposób uzyskiwania wiedzy o aktywności gospodarczej podatników. W przypadku stwierdzenia nieprawidłowości organy wzywały firmy do wyjaśnienia przyczyny określonego stanu rzeczy i ponownej weryfikacji przesłanego raportu. Niejednokrotnie wezwania dotyczyły kwestii technicznych, takich jak nieprawidłowy NIP kontrahenta czy wykazanie informacji w niewłaściwych polach pliku.

Równie często powiadamiano podatników o błędach, które mogły mieć wpływ na zaniżenie zobowiązania z tytułu podatku VAT. W początkowym okresie funkcjonowania JPK sprawdzano, czy kwota sprzedaży i kwota podatku należnego wykazane przez sprzedawcę odpowiadają kwocie zakupów i kwocie podatku naliczonego wykazanym przez nabywcę w tym samym okresie rozliczeniowym. Wywołało to lawinę nieuzasadnionych wezwań organów skarbowych – dlatego że zgodnie z ustawą VAT podatnikowi, który nabywa towar lub usługę, przysługuje prawo do odliczenia podatku naliczonego w okresie rozliczeniowym, w którym otrzymał fakturę dokumentującą dostawę towarów lub wykonanie usługi albo w jednym z dwóch następujących po tym okresie okresów rozliczeniowych. Jest zatem mało prawdopodobne, aby w sytuacji gdy ustawa VAT przewiduje możliwość odliczenia VAT w różnych okresach, wartości wykazywane przez dostawców i odbiorców w JPK za ten sam miesiąc zawsze były tożsame. Niemniej jednak pisma z urzędów skarbowych w podobnych sprawach nie należały do rzadkości. Tym samym już na etapie wdrożenia JPK przedsiębiorcy oraz pracownicy działów księgowych i podatkowych po raz kolejny zostali obdarowani obciążeniami sprawozdawczymi, co bez wątpienia przełożyło się na dodatkowe koszty w firmie.

Faktura oczkiem w głowie fiskusa

Fiskus wciąż nie określił, jaką formę przyjmie projektowany Centralny Rejestr Faktur. Już dziś jednak wiadomo, że będzie to rozbudowana baza informatyczna przeznaczona do zaawansowanej analityki danych opartych na statystyce matematycznej. Urzędnicy zapewniają, że stworzenie bazy faktur będzie działać przede wszystkim na korzyść podatników i zwiększy ich bezpieczeństwo prawne w zakresie odliczania podatku VAT. Nadal jednak nie zostały przedstawione konkretne rozwiązania. Wiadomo natomiast, że CRF ma być wprowadzany stopniowo, tak aby podatnicy najpierw przyzwyczaili się do korzystania z platformy JPK w podstawowym zakresie.

Zapewnienia bez pokrycia

Od dłuższego czasu fiskus przywiązuje wielką wagę do promocji i poprawy wizerunku nowych narzędzi analitycznych w oczach podatników. Pomimo to trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jedynymi beneficjentami nowych aplikacji (w tym JPK i CRF) są i nadal będą funkcjonariusze aparatu skarbowego. Najlepszym argumentem na poparcie tej tezy jest fakt, że przesłane pliki JPK są wykorzystywane do wszczynania czynności sprawdzających i kontroli podatkowych. Fiskus otrzymuje wszak co miesiąc pełny wykaz transakcji z oznaczeniem faktury, daty transakcji, kwoty podatku i innych danych wpływających na wysokość zobowiązania podatkowego. W przypadku stwierdzenia błędu urzędnik wzywa podatnika do wyjaśnienia niezgodności i informuje o skutkach prawnych i finansowych niezastosowania się do tego polecenia. Dotychczasowe doświadczenia przedsiębiorców nie dowodzą, że nowa funkcjonalność systemu w postaci CRF okaże się pożądanym wsparciem dla biznesu.

Niepokojący trend

Niepokój wśród firm może budzić zapowiedź raportowania w ramach JPK, a zapewne także w CRF, transakcji gospodarczych częściej niż raz w miesiącu. Pojawiły się nawet głosy, że docelowo firmy będą raportowały sprzedaż i zakupy w VAT w czasie rzeczywistym, jakkolwiek miałoby to wyglądać. Pewne jest tylko jedno – wraz z rozwojem elektronicznych narzędzi i baz analitycznych fiskus będzie wymagał od przedsiębiorców coraz więcej i nic nie wskazuje na to, że fiskalny apetyt skarbówki zostanie w najbliższym czasie zaspokojony.

Autor: radca prawny Robert Nogacki  – Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Unia (chyba) spuszcza z tonu

Sprawcą wtorkowego zamieszania na rynku walutowym okazał się być funt szterling (0,1 proc.), który na koniec dnia jako jedyna z walut G10 opiera się dominacji dolara za sprawą przychylnych doniesień związanych ze zmianą pozycji negocjacyjnej przez unijnych włodarzy. Zgodnie z pogłoskami brytyjskie spółki mogą zachować dostęp do jednolitego rynku europejskiego, a przebieg prowadzonych rozmów ma finalnie skutkować bardziej elastycznym konsensusem. Publikację świetnych danych makroekonomicznych ma za sobą polska gospodarka, co przy zachowaniu obserwowanych tendencji utrzyma optymizm przed publikacją rachunków narodowych za I kwartał. W opublikowanej paczce danych szczególną uwagę zwróciła sprzedaż detaliczna plasująca się tuż przy prognozowanym przez nas poziomie (8,2 proc. r/r; TMS Brokers: 8,1 proc.; konsensus: 6,9 proc.).

W koszyku walut G10 najsilniejszy ruch w stronę południa notuje szwedzka korona, która na przestrzeni dnia osłabiła się 1,2 proc. za sprawą niezbyt przychylnych szacunków inflacji za styczeń. Zgodnie ze wskazaniami roczna dynamika cen konsumenta wyniosła zaledwie 1,6 proc. (konsensus: 1,8 proc.) przy jednoczesnym spadku rocznej zmiany wskaźnika bazowego do 1,7 proc. (konsensus: 1,9 proc.). Ponownie w odwrocie znalazły się waluty defensywne. Na koniec dnia japoński jen oraz szwajcarski frank tracą po 0,6 proc. Odczuwalny zwrot w stronę południa notuje również euro, które ustępując dolarowi 0,4 proc. spycha kurs EUR/USD w okolicę poziomu 1,2350. W gronie walut Emerging Markets sile dolara oparły się jedynie filipińskie (0,3 proc.) i argentyńskie peso (0,1 proc.). Dużo ciekawsze przetasowania obserwuje się w dole tabeli, gdzie niepodzielnie rządzi turecka lira. Jej 0,9 proc. zniżkę goni polski złoty (-0,8 proc.), który wypycha kurs USD/PLN do poziomu 3,3600, EUR/PLN do 4,1490, GBP/PLN do 4,7070 oraz CHF/PLN do 3,5900.

Na europejskich parkietach obserwowano usilną próbę wymazania serii ostatnich spadków. Wśród głównych indeksów niepodzielnie rządził sztokholmski OMX S30 (1,2 proc.), który skutecznie uciekł madryckiemu IBEX-owi 35 (0,9 proc.) niesionemu świetną postawą detalistów. Skalę potencjalnych wzrostów we Frankfurcie skutecznie ograniczyli motoryzacyjni potentaci. Na koniec dnia przecena BMW, Daimlera oraz Volkswagena sięgnęła blisko 0,7 proc., co częściowo należy wiązać z reperkusjami afery dieslowej. Na szczycie indeksu DAX (0,8 proc.) znalazł się Infineon (2,3 proc.) za sprawą sprzyjających nastrojów wśród producentów mikroprocesorów oraz pozyskania duńskiego startupu Merus Audio. W Londynie ponownie liderem został Evraz (5,3 proc.), na którego wycenę istotnie wpłynęły doniesienia o podpisaniu umowy z rosyjskimi liniami kolejowymi na kwotę 111,7 mld RUB. Niestety FTSE 100 (0,0 proc.) pozostał tuż przy poziomie z wczorajszego zamknięcia. Najsilniej tracącym komponentem okazał się być BHP Billiton (-4,6 proc.), który był nie tylko zakładnikiem mniej korzystnego sentymentu w sektorze, ale również doniesień związanych z planami szybszej sprzedaży amerykańskiej jednostki eksploatującej łupki.

Na szczycie indeksu WIG 20 (0,2 proc.) znalazło się Asseco Poland. Za jego 2,8 proc. zwyżką stoją doniesienia płynące z Asseco South Eastern Europe (2,3 proc.) związane z potencjalnym wzrostem biznesu i aktywizacji w 2018 roku. Zgodnie z deklaracjami prezesa Asseco SEE Piotra Jeleńskiego aktualny portfel zamówień bez segmentu płatności wynosi 55,1 mln EUR na poziomie przychodów wobec 45,7 mln EUR raportowanych rok wcześniej. Uwagę inwestorów próbowały również skraść PKN Orlen (1,6 proc.) oraz KGHM Polska Miedź (1,3 proc.), które odpowiednio poinformowały o umocnieniu pozycji na lotnisku w Pradze oraz o osiągnięciu konsensusu ze związkami zawodowymi w zakresie podwyżek wynagrodzeń. Dość wysoko znalazł się również mBank (1,1 proc.) lekceważący najnowszą notę analityczną Banku Zachodniego WBK (-0,1 proc.), gdzie obniżono cenę docelową do poziomu 402 PLN (obecnie: 479,80 PLN) z podtrzymaniem rekomendacji „sprzedaj”. Listę spółek zamknęły Alior Bank (-1,0 proc.) oraz Bank Pekao (-0,9 proc.). Niezbyt optymistyczną sesję może mieć przed sobą Orange Polska (-0,9 proc.), które po końcu europejskich notowań opublikowało wyniki. Zgodnie z nimi EBITDA za IV kwartał wyniosła zaledwie 471 mln PLN (konsensus: 660,6 mln PLN) przy stracie rzędu 198 mln PLN (konsensus: 208,1 mln PLN).

Optymistyczne nastroje obserwuje się na rynku surowców energetycznych. W centrum uwagi znajdują się marcowe kontrakty na gaz ziemny, które na przestrzeni dnia zdołały podrożeć aż o 3,0 proc. Zdecydowanie skromniejszy ruch w stronę północy ma za sobą West Texas Intermediate (0,7 proc.) wyceniane po 62,10 USD za baryłkę. O solidnym odwrocie mogą mówić metale szlachetne. Obecnie złoto atakuje poziom 1 330 USD za uncję, notując tym samym rajd na południe rzędu 1,2 proc.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Polska gospodarka pędzi. Boom w budownictwie

Polska gospodarka po raz kolejny pozytywnie zaskakuje i wprawia w zakłopotanie tych, którzy już zapowiadali spowolnienie. W styczniu kupowaliśmy i produkowaliśmy wyraźnie więcej niż przed rokiem, ale prawdziwy boom nastąpił w budownictwie, które rosło najszybciej od 11 lat – pisze Bartosz Grejner, analityk rynkowy Cinkciarz.pl.

Sprzedaż detaliczna w naszym kraju wzrosła w styczniu o 8,2 proc. w porównaniu do stycznia poprzedniego roku – poinformował we wtorek GUS. Zakupy odzieży i obuwia zwiększyły się o 16,3 proc., a ich ceny w porównaniu do ubiegłego roku spadły o ok. 4 proc., kontynuując obserwowany od dłuższego czasu trend spadkowy.

O 12,5 proc. zwiększyła się sprzedaż samochodów i motocykli. W tej branży także mieliśmy do czynienia ze spadkiem cen o blisko 5 proc. Obniżki są najprawdopodobniej efektem poświątecznych wyprzedaży oraz promocji na modele z poprzedniego rocznika.

Ruch na budowie

Prawdziwy boom w styczniu jednak nastąpił w polskiej budowlance. GUS podaje, że produkcja w tym sektorze skoczyła o 34,7 proc. rocznie, najwięcej od 11 lat. Nawet eliminując czynniki o charakterze sezonowym, zmiana wyniosła 30,7 proc. Blisko 40-procentowe wzrosty zanotowano w firmach specjalizujących się we wznoszeniu budynków, a także budowlanych pracach specjalistycznych. Do tak istotnej poprawy mogła przyczynić się sprzyjająca pogoda – stosunkowo ciepły styczeń i ogólnie dość łagodna zima.

Cała produkcja przemysłowa zwiększyła się o 8,6 proc. w skali roku, co pozytywnie powinno się przełożyć na wzrost gospodarczy Polski. Sprzedaż detaliczna z kolei jest dobrym miernikiem konsumpcji, która stanowi ok. dwie trzecie produktu krajowego brutto. Jej ciągła i istotna progresja, w połączeniu z przyspieszeniem w budowlance i inwestycjach, zwiększa prawdopodobieństwo wysokiego, i być może nieco lepszego od oczekiwań, tempa wzrostu PKB w I kwartale.

Gdy Polak zarobi, nakręci konsumpcję

W dalszej części roku najprawdopodobniej nadal będziemy obserwować znaczny wzrost konsumpcji i sprzedaży detalicznej, czyli czynników pozytywnie stymulujących gospodarkę. Może być jednak niezmiernie trudno utrzymać tak wysokie tempo zmian, choć wiele zależy tu podwyżek płac.

Wynagrodzenia od kilku miesięcy zwiększają się o ok. 7 proc. rocznie. Jednak np. Eugeniusz Gatnar z Rady Polityki Pieniężnej spodziewa się przyspieszenia nawet do 10-12 proc. w drugiej części roku, co w dalszej mierze mogłoby napędzać konsumpcję.

Nowy FIZ w zarządzaniu Domu Maklerskiego Michael/Ström

W związku z rozpoczęciem nowej działalności przez Dom Maklerski Michael/Ström, polegającej na zarządzaniu aktywami, w lutym przejął on zarządzanie nad autorskim funduszem obligacji korporacyjnych. Strategią funduszu jest uzyskiwanie wyników przewyższających wyniki depozytów bankowych poprzez inwestowanie kapitału przede wszystkim w dług korporacyjny przedsiębiorstw.

Od 6 lutego Dom Maklerski Michael/Ström rozpoczął zarządzanie Funduszem Inwestycyjnym Zamkniętym Obligacji Korporacyjnych. Głównym założeniem funduszu jest inwestowanie w aktywa, które przynoszą stabilny zysk przy stosunkowo niewielkim ryzyku.

– Cele inwestycyjne nowego funduszu oraz kryteria doboru aktywów odzwierciedlają naszą filozofię inwestowania – mówi Michał Ząbczyński, prezes Michael/Ström. – Według nas w dłuższym okresie to stabilność i powtarzalność przynosi inwestorom więcej korzyści, niż perspektywa szybkich zysków obarczonych znacznym ryzykiem i zmiennością – podkreśla Ząbczyński.

Nowy fundusz, zarządzany przez Michael/Ström, będzie inwestować przede wszystkim w papiery dłużne firm. Wynika to ze specjalizacji Michael/Ström w tym segmencie rynku. Fundusz, przeznaczony dla osób poszukujących konserwatywnych inwestycji, skupia się przede wszystkim na lokowaniu kapitału w aktywa podlegające mniejszym wahaniom.

– Z naszych obserwacji wynika, że zdecydowana większość inwestorów bardziej ceni sobie powtarzalność wyników i stabilny wzrost wartości aktywów, niż perspektywę większych zysków obarczoną jednak możliwością sporych wahań wartości inwestycji. Chodzi tu zarówno o realne końcowe wyniki inwestycji w perspektywie kilkuletniej, ale i w nie mniejszym stopniu komfort i spokój inwestora w czasie jej trwania – mówi Michał Ząbczyński.

Dystrybucja funduszu prowadzona będzie w trybie oferty prywatnej. W przyszłości rozważane będzie również upublicznienie funduszu i jego dystrybucji. Wynagrodzenie pobierane przez fundusz wyniesie do 1,25 proc. rocznej stałej opłaty za zarządzanie oraz do 25 proc. premii za osiągnięte wyniki przekraczające próg 2,5 pkt. proc. powyżej WIBOR 3M. Za wykupienie certyfikatów pobierana jest opłata w wysokości do 0,5 proc.

– Naszą przewagą ma być odpowiedni dobór emitentów przy zachowaniu odpowiedniej dywersyfikacji. Uzupełnienie portfela mogą stanowić depozyty, skarbowe instrumenty dłużne oraz tytuły uczestnictwa funduszy, których polityka inwestycyjna polega na nabywaniu instrumentów dłużnych. Maksymalne zaangażowanie w jednego emitenta nie może przekraczac 10 proc. wartości portfela, a zaanagażowanie w pojedyńczą serię 15 proc. Wartości serii. Dzięki różnorodności aktywów zachowana jest odpowiednia dywersyfikacja i odpowiednia płynność portfela – podkreśla Ząbczyński.

Funduszem zarządzać będzie Piotr Ludwiczak, Dyrektor Departamentu Zarządzania Aktywami i posiadacz licencji Doradcy Inwestycyjnego. Piotr Ludwiczak związany jest z rynkiem obligacji korporacyjnych od 2011 r. Zdobywał doświadczenie na polskim i zagranicznym rynku obligacji korporacyjnych zarówno w domach maklerskich, jak i towarzystwach funduszy inwestycyjnych. Współpracował m.in. z Credit Suisse w Londynie i TFI Allianz. W Michael/Ström pracuje od 2016 r. Jest absolwentem Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu na kierunku Finanse i rachunkowość.

Dochody z funduszu będą powiększać wartość jego aktywów, co oznacza, że nie będzie wypłat dochodu bez umorzenia certyfikatów. Wycena certyfikatów odbywa się co miesiąc,
w ostatni dzień pracy giełdy. Ich wykup jest możliwy tego samego dnia, przy czym fundusz zakłada ograniczenie umorzeń do 15 proc. aktualnej wartości netto aktywów.

Wprowadzenie usługi jest efektem uzyskania zgody Komisji Nadzoru Finansowego na wykonywanie przez Michael/Ström czynności polegających na zarządzaniu portfelami,
w skład których wchodzi jeden lub większa liczba instrumentów finansowych. Decyzja, wydana w grudniu ubiegłego roku, objęła również możliwość świadczenia przez Michael/Ström usług z obszaru doradztwa inwestycyjnego. Jak podkreśla Michał Ząbczyński to bardzo ważny element strategii firmy. – Dzięki nowej usłudze nasi klienci będą mogli czerpać z wiedzy i doświadczenia naszych ekspertów przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. To ważne w czasach, gdy możliwości zainwestowania wolnych środków jest sporo, ale trudno znaleźć naprawdę atrakcyjne inwestycje odpowiadające profilowi danego inwestora – dodaje.

Kolejną zmianą w Michael/Ström, jest zmiana statusu prawnego ze spółki z ograniczoną odpowiedzialnością na spółkę akcyjną. Przekształcenie nastąpiło 19 stycznia 2018 r.

44 mln złotych dla polskich innowacji od Komisji Europejskiej

Rok 2017 przyniósł polskim firmom rekordowe sukcesy w Fazie 2 programu SME Instrument (Horyzont 2020). Komisja Europejska wybrała aż pięć spółek z Polski, w które w sumie zainwestowała ponad 44 miliony złotych (10,5 miliona euro). Wszystkie wygrane projekty w procesie starania o dofinansowanie wsparło krakowskie Zafiro Solutions. Granty trafiły do Inteliclinic, BCAST, Torqway, Billon oraz SDS Optic.

Granty przyznane w 2017 roku zostaną przeznaczone na przyspieszenie wprowadzenia na rynek m.in. urządzenia do wykrywania bezdechu sennego, przełomowej platformy multimedialnej przyśpieszającej cyfryzację radiofonii, hybrydowej wersji pojazdu nordic riding, rewolucyjnego systemu natychmiastowych mikropłatności opartego na technologii rozproszonego rejestru oraz mikrosondy optycznej do szybkiego i precyzyjnego diagnozowania nowotworów piersi.

Michał Gzyl, dyrektor zarządzający Zafiro Solutions
Michał Gzyl, dyrektor zarządzający Zafiro Solutions

– SME Instrument jest już dobrze znany polskim firmom, które chętnie do niego aplikują, szczególnie do pierwszego etapu. Tylko w 2017 roku przedsiębiorstwa złożyły łącznie 375 wniosków do programu – mówi Michał Gzyl, dyrektor zarządzający Zafiro Solutions. – Poza bezzwrotnym dofinansowaniem beneficjenci doceniają wsparcie coachingowe i prestiż programu. Grant z Horyzontu 2020 bardzo uwiarygadnia projekt w oczach inwestorów.

Konkurencja w programie jest ogromna. W 2017 roku w ramach Fazy 2 zostało złożonych prawie 6400 wniosków, z czego Komisja Europejska przyznała dofinansowanie tylko 249 projektom, w tym 5 z Polski. Pozyskanie środków dla wszystkich polskich projektów wspierało krakowskie Zafiro Solutions. Dotację otrzymał jeszcze jeden projekt, w którym bierze udział polskie przedsiębiorstwo, jednak w tym przypadku koordynatorem składającym wniosek byli Brytyjczycy.

W 2017 roku eksperci Zafiro Solutions zdobyli dla polskich klientów ponad 44 miliony złotych, w tym jeden z najwyższych w historii programu grant o wysokości ponad 17 milionów złotych. Granty trafiły do spółek: Inteliclinic, BCAST, Torqway, Billon oraz SDS Optic.

– Jako pierwsi na świecie stworzyliśmy działającą technologię rozproszonego rejestru, która umożliwia wykonywanie bezpośrednich transakcji płatniczych (peer-to-peer) z użyciem realnych pieniędzy, a nie kryptowalut. Dzięki dofinansowaniu z Horyzontu 2020 możemy szybciej rozwijać oparte na tej technologii rozwiązania płatnicze obsługujące masowe wypłaty, monetyzację treści czy e-commerce – mówi Robert Kałuża, współzałożyciel i dyrektor operacyjny firmy Billon, beneficjenta programu SME Instrument. – Prestiż związany z programem pomógł nam również wygenerować spore zainteresowanie mediów w kraju i za granicą.

– Miniony rok był naprawdę udany dla polskich spółek. Od początku 2018 r. Komisja Europejska wprowadziła jednak szereg zmian, m.in likwidację kategorii projektów czy dodatkowe spotkanie w Brukseli. Z zainteresowaniem będziemy obserwować, jak wpłynie to na wyniki polskich przedsiębiorców – dodaje Alicja Grzegorzek Carrascosa, założycielka Zafiro.

SME Instrument jest częścią Horyzontu 2020 finansującą najbardziej innowacyjne i przełomowe europejskie projekty realizowane przez małe i średnie przedsiębiorstwa. Na jego realizację Komisja Europejska przeznaczyła w 2017 roku 1,8 miliarda złotych (ponad 434 miliony euro).

Budżet na rok 2018 jest wstępnie deklarowany na poziomie ponad 479 milionów euro, z czego 87% zostanie przeznaczone na granty Fazy 2.

Dolarowy rollercoaster

Po słabej passie dolara z początków ostatniego tygodnia, kiedy to kurs EUR/USD skoczył z poziomu 1,225 do 1,255, dolar zaczął powoli odrabiać straty.

Ostatnie ruchy na rynku były dość zaskakujące, m.in. dolar nie zyskiwał, kiedy rentowności amerykańskich obligacji rosły.

Wyprzedaż USD z ubiegłego tygodnia, która sprawiła, że w parze ze złotym, dolar – mimo piątkowego ruchu w górę – osłabił się niemal o 2%, mogła być spowodowana m.in. wzrostem obaw o perspektywy amerykańskiego budżetu. Zatwierdzony przez Kongres w ubiegłym tygodniu wzrost wydatków rządowych o 300 mld USD na przestrzeni kolejnych dwóch lat oraz reforma podatkowa Trumpa mogą docelowo przełożyć się na spadek wiarygodności USA jako kredytobiorcy. Perspektywy wzrostu deficytu budżetowego i deficytu na rachunku bieżącym (w tym przede wszystkim prawdopodobne pogłębianie się deficytu w handlu) nie pomagają inwestorom w zmianie ich negatywnego nastawienia do USD.

Ostatecznie jednak ten tydzień dolar rozpoczyna umocnieniem. Skala ostatniej wyprzedaży pomimo utrzymującego się, gorszego sentymentu względem USD na rynku wydaje się zbyt duża. W tym kontekście warto dodać, iż inwestorzy nie zareagowali na ostatnie, ważne dane z amerykańskiej gospodarki, które potwierdzają wzrost presji inflacyjnej w Stanach Zjednoczonych, a dolar zupełnie zignorował kwestię rosnącego prawdopodobieństwa tego, że 2018 r. przyniesie więcej podwyżek stóp procentowych niż wcześniej zakładała Rezerwa Federalna.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,4%, wahając się w widełkach 4,13 – 4,15. Wczorajsze osłabienie pary EUR/PLN sprawiło, że kurs dotknął wsparcia w okolicy 4,13. Jego przebicie oznaczałoby spadek do najniższego poziomu od dwóch i pół roku. Tak się jednak nie stało, a para EUR/PLN dziś od rana kieruje się w górę.

Dzisiejsze wskaźniki ZEW pokazują, że pozytywne nastroje w Europie nadal się utrzymują. Indeksy wprawdzie pokazały nieco niższe odczyty niż w ubiegłym miesiącu, nadal jednak znajdują się w okolicy ostatnich poziomów, są również wyższe od oczekiwań konsensusu.

GBP

Kurs GBP/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,7%, wahając się w widełkach 4,65 – 4,70. Brytyjska waluta dziś przed południem odrobiła wszystkie straty z wczoraj.

Silnym impulsem do zakupów była informacja o tym, że Parlament Europejski chce umożliwić Wielkiej Brytanii “preferencyjny dostęp do wspólnego rynku” po Brexicie oraz wnosi o “większą elastyczność” w relacjach UE-UK. Tego typu wieść płynąca z PE stanowi kontrę do stanowiska głównego negocjatora UE, Michela Barniera, który sugerował, że – biorąc pod uwagę warunki, na które może zgodzić się Wielka Brytania – mocno “preferencyjny dostęp” raczej nie będzie możliwy. Kwestia tego, czy takie porozumienie uda się wypracować oraz czy zgodzi się na nie konserwatywny gabinet Theresy May przez jakiś czas pozostanie pod znakiem zapytania. “Preferencyjny dostęp” prawdopodobnie wiązałby się m.in. z utrzymaniem w mocy części regulacji prawnych UE, a to właśnie chęć stanowienia własnego prawa była jednym z głównych argumentów, który był na ustach zwolenników opuszczenia UE.

USD

Kurs USD/PLN w poniedziałek osłabił się o 0,5%, wahając się w widełkach 3,33 – 3,35. Poniedziałek nie był dniem zbyt dużej zmienności na rynku, co po części związane było z faktem przerwy w funkcjonowaniu największych giełd świata (m.in. amerykańskich, chińskich).

Dzisiejszy dzień nie przyniesie żadnych nowych, istotnych danych makro. Inwestorzy w tym tygodniu powinni skupić się na publikacji “minutek” ze spotkań Rezerwy Federalnej (środa) i Europejskiego Banku Centralnego (czwartek). Istotne mogą być również dane PMI dla strefy euro i Stanów Zjednoczonych, które poznamy w środę.

Autor: Roman Ziruk, Ebury

Programy opcji menadżerskich – motywator w innowacyjnych przedsiębiorstwach

Programy opcji menadżerskich to narzędzie, które pozwala łączyć interesy dwóch grup działających w ramach jednej firmy – akcjonariuszy i udziałowców oraz kluczowych pracowników. Stają się oni wówczas jedną drużyną, której celem jest zwiększenie wartości firmy. Obecnie wiele firm, zarówno spółek akcyjnych, jak i spółek z ograniczoną odpowiedzialnością czy start-upów zdaje sobie sprawę, że jest to klucz od ich rozwoju oraz wzrostu wartości.

– Dobrze zaplanowane programy opcji mają jasno zdefiniowany cel i odpowiednio dobrane kryteria oceny, co w rezultacie pozwala na osiągnięcie wymiernych korzyści obu zainteresowanym grupom – powiedziała serwisowi eNewsroom Magdalena Karda, prezes zarządu Trio Advisory – Program powinien motywować do ponadprzeciętnego zaangażowania pracowników. Pracownicy zaś wiedzą, że ich działania – wytężona praca, kreatywność, wymyślanie nowych produktów i usług przekłada się na korzyści dla firmy. Ma to szczególne znaczenie w innowacyjnych przedsiębiorstwach. Zależy im na przyciągnięciu najlepszych ludzi. Rolą pracodawcy jest więc zadbanie o odpowiedni motywator w postaci programu opcji menadżerskich, który pozwoli w przyszłości pracownikom partycypować w sukcesie firmy.Polskie podmioty zmagają się ostatnimi czasy z trudnościami z rekrutacją wartościowych pracowników. Planując dalsze losy przedsiębiorstwa warto rozważyć wprowadzenie takich programów, jako narzędzia pozwalającego wyróżnić się na tle konkurencji i umożliwiającego przyciągnięcie talentów – podkreśliła Karda.

Rynek kandydata nie zniechęci inwestorów

Głównym tematem dyskusji dotyczących rozwoju i realizacji nowych projektów inwestycyjnych jest dostęp do wykwalifikowanych pracowników, a to nadal przewaga konkurencyjna polskiej gospodarki. Pomimo rosnących wymagań kandydatów i bardzo dobrej sytuacji na rynku pracy, która może być postrzegana jako wyzwanie, rozwój tempa gospodarczego w kraju przyciąga nowych inwestorów. Jak wynika z Europejskiej Prognozy Gospodarczej, rozwijamy się szybciej niż przeciętnie kraje Unii Europejskiej. Ponadto, w ramach 335 bezpośrednich inwestycji zagranicznych zgłoszonych w ubiegłym roku, powstanie prawie 87 tys. nowych miejsc pracy – jest to najlepszy wynik w całej Wspólnocie. Dlaczego w 2018 roku Polska powinna znaleźć się na inwestycyjnym radarze?

Zainteresowanie inwestorów Polską utrzymuje się na wysokim poziomie, czego przykładem może być 10 procentowy wzrost liczby spółek z udziałem kapitału zagranicznego[1]. Co więcej, z danych przedstawionych przez fDI Markets wynika, że w ubiegłym roku inwestorzy zagraniczni zainwestowali w naszym kraju 12, 893 mld euro – tym samym Polska zajęła drugie miejsce w Unii Europejskiej pod względem łącznej wartości projektów inwestycyjnych. Czy możemy zatem liczyć na kontynuację passy inwestycyjnej w 2018 roku?

– Nasz kraj posiada wiele atutów – największym z nich jest kapitał ludzki, czyli dostępność dobrze wykwalifikowanej kadry, przy wciąż niższych w porównaniu do innych krajów Unii Europejskiej, kosztach pracy. Na szczególną uwagę zasługuje również wysoki poziom kompetencji lingwistycznych naszych specjalistów, które są najbardziej pożądane na stanowiskach powstających w ramach nowych inwestycji. Do pozytywnej oceny potencjału inwestycyjnego kraju można zaliczyć szereg innych czynników, przeanalizowanych w badaniu Antal Business Environment Study, takich jak infrastruktura, podaż powierzchni biurowej, czy potencjał edukacyjny, rozumiany jako dostępność przyszłych pracowników. Jednocześnie, atrakcyjność Polski najtrafniej potwierdza wzrost bezpośrednich inwestycji zagranicznych – w ciągu roku liczba projektów powiększyła się z 272 do 335 – mówi Artur Skiba, prezes międzynarodowej firmy rekrutacyjnej Antal.

Polska gospodarka w szczytowej formie

W Europie widać ożywienie gospodarcze. Zgodnie z Europejską Prognozą Gospodarczą, przewiduje się wzrost we wszystkich państwach członkowskich UE. Jak donosi Komisja Europejska, to pierwsza taka sytuacja od niemal dekady. Prognozy dla naszego kraju są znacznie lepsze niż dla pozostałych członków UE.  W 2018 roku, średni wzrost gospodarczy dla całej Unii ma wynieść o 1,8% PKB. Podczas gdy dla Polski przewiduje się przyrost o 3.1% PKB – taki wynik daje nam mocne miejsce wśród ośmiu najlepiej rozwijających się gospodarek w Unii Europejskiej.

– Od dłuższego czasu obserwujemy wzrost płac, co może stanowić coraz większe wyzwanie dla inwestorów chcących ulokować swój kapitał. Warto mieć na uwadze fakt, że sytuacja ta dotyczy większości państw europejskich. W ubiegłym roku płaca minimalna wzrosła m.in. we Francji, Belgii, czy Holandii. Mimo podobnych tendencji w Polsce wynagrodzenia minimalne są nadal trzykrotnie mniejsze (473 euro), a pod względem płac nasz kraj niezmiennie znajduje się na dole zestawienia. Ponadto, z danych Eurostatu wynika, że średnie wynagrodzenie w UE wynosi 2468 euro, czyli 10 256.76 zł, a w kraju 4271,51 zł. Wprawdzie presja płacowa rośnie, ale nie przekraczamy w tym zakresie europejskich standardów. W zestawieniu ze znakomitą koniunkturą w Polsce oraz z innymi czynnikami wpływającymi na atrakcyjność inwestycyjną kraju – dyskwalifikujemy wielu naszych konkurentów i umacniamy swoją pozycję jako jedno z najatrakcyjniejszych inwestycyjnie państw Europy środkowo-wschodniej – mówi Artur Skiba.

Jesteśmy aktywni zawodowo

To był przełomowy rok na polskim rynku pracy. Odnotowaliśmy rekordowo niskie bezrobocie, które w grudniu 2017 roku było najmniejsze od 27 lat. Co więcej, w stosunku do grudnia 2016 roku, przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło o 4.4% (grudzień 2017). Kolejnym aspektem, pokazującym pozytywne tendencje na rynku pracy, jest zmniejszenie się dystansu dzielącego Polskę i UE w zakresie współczynnika aktywności zawodowej – jest to podstawowa miara rynku pracy, która pokazuje procentowy udział osób pracujących i bezrobotnych aktywnie poszukujących pracy, do ogółu ludności kraju. Jak wynika z danych, prawie 62% z nas jest aktywnych zawodowo lub aktywnie poszukuje zatrudnienia, tym samym zbliżamy się do poziomu w Unii (64,7%). Z kolei pod względem grupy w wieku 25-49 lat przeganiamy średnią europejską o 2.5 pkt. proc. – aż 82,5% Polaków w tym przedziale pracuje.  Ponadto, z obserwacji międzynarodowej firmy rekrutacyjnej Antal wynika, że jesteśmy coraz bardziej elastyczni, jeśli chodzi o zmianę pracy, relokację, a nawet formę zatrudnienia.

Inwestycje w Polsce rosną i będą rosły

Wysoka konkurencyjność, dobrze rozwinięte środowisko biznesowe, innowacyjne rozwiązania i produkty, a także postępująca automatyzacja na rzecz innych kompetencji i powstających zawodów – tworzą zupełnie nową rzeczywistość inwestycyjną. Jak wynika z raportu „Plany inwestycyjne w Polsce[2]”, opracowanego przez Antal, najbardziej przyjazne nowym inwestycjom jest woj. mazowieckie – 28% respondentów wskazuje Warszawę, jako miejsce atrakcyjne biznesowo, kolejno: dolnośląskie z wynikiem 22% oraz ex aequo woj. łódzkie i woj. wielkopolskie – 16%. Ponadto, w raporcie Antal, dzięki uwzględnieniu kluczowych aspektów, jakimi są: nowe technologie, kapitał ludzki, rozwój geograficzny oraz rozwój produktów i usług, wyróżniono branże, które mają największy potencjał i cieszą się największym zainteresowaniem. W głównej mierze rozwój inwestycji planowany jest w sektorze ubezpieczeń – aż 56 % firm ubezpieczeniowych obecnych na rynku deklaruje inwestycje. Na drugim miejscu znalazł się sektor IT i telekomunikacji – 55%. Z kolei na poziomie 53% plasują się branże: bankowości, produkcji przemysłowej, a także branży internetowej i e-commerce.

– W ciągu ostatnich trzech lat obserwujemy dynamiczny rozwój branż automotive, IT oraz SSC/BPO. Ponadto,  w związku z postępującą automatyzacją i ciągłym ulepszaniem rozwiązań technologicznych, możemy spodziewać się wzrostu inwestycji w dotąd mocno zaniedbanym sektorze energetyki odnawialnej oraz biotechnologii. Warto zwrócić również uwagę na bankowość w Polsce, która należy do najnowocześniejszych branż w Europie, a pod względem innowacji daje nam miejsce w światowej czołówce. Z drugiej strony, postępujący proces digitalizacji skutkuje masowymi zwolnieniami. Dostrzegam w tym jednak ogromny potencjał – dawne wakaty i kompetencje, przesuną się w stronę nowych umiejętności, a co za tym idzie – uwolnią się kolejne zasoby pracy i wzrośnie popyt na inwestycje, które już teraz przekraczają najśmielsze prognozy – podkreśla Artur Skiba, prezes Antal.

[1] Centralny Ośrodek Informacji Gospodarczej, http://www.coig.com.pl/inwestorzy-zagraniczni-w-polsce.php

[2] Raport „Plany inwestycyjne w Polsce”, Antal 2017 r., http://www.investmentplansreport.eu/polska.html

***

Badanie Antal Business Environment Assessment Study zostało przeprowadzone w miesiącach maj – czerwiec 2017 na próbie 489 decydentów w firmach obecnych w Polsce, zajmujących stanowiska prezesów, członków zarządów oraz dyrektorów departamentów. Badanie było prowadzone metodą CATI oraz CAWI. Partnerzy badania: CBRE, BPCC, ASPIRE, Adaptive. Badanie jest prowadzone równolegle na rynku czeskim, słowackim i węgierskim. Raport został uzupełniony danymi Antal, CBRE oraz GUS, Lista 500 Polityka, BISNODE.

Giganci e-commerce napędzają rynek magazynów w Polsce

Za nami najlepszy rok w historii polskiego rynku magazynowego – z popytem na poziomie aż 3,9 mln mkw. Firma doradcza JLL podsumowała sytuację na rynku powierzchni magazynowo-przemysłowych w Polsce w 2017 r.

„Całkowita powierzchnia wynajęta w ramach nowych umów i ekspansji przekroczyła w ubiegłym roku 3,1 miliona mkw., co przewyższa wynik z 2016 o prawie milion mkw. Popyt brutto – uwzględniający również renegocjacje – przekroczył 3,9 miliona mkw. Sieci handlowe i logistyka pozostają liderami na rynku, wspólnie generując ponad 65% popytu netto. Wynik ten jest m.in. rezultatem rozwoju sektora e-commerce, z umowami Amazon czy Zalando. Mocna trzecia pozycja należy niezmiennie do sektora lekkiej produkcji, z 20% udziałem w popycie netto”, komentuje Tomasz Olszewski, Dyrektor Działu Powierzchni Magazynowo-Przemysłowych w Europie Środkowo – Wschodniej, JLL.

Polska Centralna była w 2017 roku najgorętszym punktem na magazynowej mapie kraju. Przypadło na nią 30% popytu netto, generowanego głównie przez sieci handlowe. Co ciekawe, uwagę inwestorów coraz częściej przyciągają też rynki wschodzące, gdzie w ciągu roku łącznie wynajęto ok. 400 000 mkw. (13% popytu netto). Liderem w tej grupie jest województwo lubuskie (150 000 mkw.).

Największe transakcje najmu w Polsce w 2017 r.

Najemca Park Typ umowy Powierzchnia (mkw.)
Poufny najemca BTS Gliwice Nowa umowa 146 000
Amazon BTS Sosnowiec Nowa umowa 135 000
Zalando BTS Łódź Nowa umowa 124 500
Castorama BTS Stryków Nowa umowa 102 000
BSH Central European Logistics Hub Nowa umowa 79 000

Źródło: JLL, www.magazyny.pl, IV kw. 2017 r.

Podaż – 2,3 mln mkw. więcej

„Wysokiej aktywności na rynku najmu towarzyszył również rekordowy wynik po stronie nowej podaży. Polski rynek magazynowy urósł o kolejne 2,3 miliona mkw., czyli ponad milion więcej w porównaniu do 2016. Przez ostatnie 5 lat zasoby magazynowe niemal podwoiły swoją wielkość, osiągając na koniec ubiegłego roku 13,5 miliona mkw., niewiele mniej od Włoch – 15,1 mln mkw. Daje to Polsce mocne ósme miejsce w Unii Europejskiej pod względem wielkości zasobów”, dodaje Jan Jakub Zombirt.

Pięć najszybciej rosnących rynków w 2017 r. to Okolice Warszawy, Górny Śląsk, Szczecin, Centralna Polska i Poznań, gdzie łącznie oddano do użytku prawie 75% całkowitej nowej podaży. Największe projekty należały do przedstawicieli sektora e-commerce.

„W budowie jest 1,2 miliona mkw. Najbardziej aktywnymi regionami pozostają Górny Śląsk z 360 000 mkw. pozostającymi w realizacji, Centralna Polska – 300 000 mkw. i Warszawa, gdzie obecnie buduje się 210 000 mkw. Z kolei ponad 130 000 mkw. powstaje aktualnie w Lubuskiem”, komentuje Jan Jakub Zombirt.

Nowe lokalizacje, wyższy standard budynków oraz dopasowanie do potrzeb najemców wpływają na rosnącą popularność projektów BTS. Udział powierzchni budowanej spekulacyjnie utrzymuje się na poziomie 28%, a pozostałe 72% zostało już zabezpieczone umowami wynajmu. Co ciekawe, powierzchnia spekulacyjna powstaje aktualnie również poza największymi rynkami, obejmując takie regiony jak Kujawy, Kraków, Szczecin i Lubuskie.

Stabilne pustostany i czynsze

Pomimo wyjątkowo wysokiego poziomu nowej podaży, średni współczynnik pustostanów w Polsce utrzymał się na stabilnym poziomie i na koniec 2017 roku wynosił 6%.

W IV kwartale 2017 roku na rynku magazynowym w Polsce nie odnotowano znaczących zmian w wysokości czynszów. Najwyższe stawki oferowano w Warszawie (Miasto) i Krakowie, gdzie czynsze bazowe wahają się odpowiednio pomiędzy 4,1-5,1 euro/ mkw./ miesiąc i 3,8-4,5 euro/ mkw./ miesiąc. Najbardziej atrakcyjne stawki za wynajem powierzchni w magazynie typu Big Box spotkać można w Centralnej Polsce (2,6-3,2 euro / mkw. / miesiąc), w Poznaniu (2,8-3,5 euro/ mkw./ miesiąc) i na Górnym Śląsku (2,8-3,6 euro/ mkw./ miesiąc). Na niektórych rynkach zauważyć można już nieznaczny wzrost dolnej granicy przedziału, a w najbliższych kwartałach przewiduje się dalszą presję na wzrost stawek. Powyższe kwoty nie uwzględniają oferowanych przez właścicieli kontrybucji i stanowią podstawę do negocjacji.

Co druga firma polska firma nie sprawdza kontrahentów

  • Tylko co drugi przedsiębiorca sprawdza kontrahentów przed zawarciem transakcji.
  • Równocześnie 52 proc. firm spotkało się z niesolidnością partnerów biznesowych przy zapłacie za towary i usługi.
  • Rolę sprawdzającego często biorą na siebie zewnętrzne instytucje finansowe.

Tylko 53,6 proc. firm weryfikuje swoich partnerów biznesowych*, rozliczających się w formie odroczonej płatności. Równocześnie prawie tyle samo, bo aż 52 proc. przedsiębiorców miało w 2017 roku kłopoty związane z niesolidnością kooperantów płacących z opóźnieniem, wynoszącym ponad 60 dni (dane BIG InfoMonitor). W praktyce wygląda to tak, że ci, którzy mają zapłacić za miesiąc, należność regulują po dwóch lub trzech. Czasem wysyłanie przelewów odbywa się wg zasady: jeśli masz zapłacić dziś, zrób to za kwartał, będziesz miał trzy miesiące darmowej pożyczki.

Jakość rozliczeń byłaby lepsza, a terminowość wpłat z pewnością większa, gdyby firmy przed zawarciem transakcji, sprawdzały z kim handlują. Narzędzia do tego są bardzo łatwo dostępne –  zarówno bezpłatne jak opinie w Internecie czy bazy i rejestry niesolidnych dłużników prowadzone przez wyspecjalizowane instytucje. Mimo tego, do weryfikacji przyznaje się w badaniach stosunkowo mało przedsiębiorców. Następstwem są potężne kłopoty z odzyskiwaniem należności, odczuwa je nawet 8 na 10 firm, co skutkuje ryzykiem braku płynności finansowej, a nawet upadku.

Wiele firm nie ma wystarczających struktur do weryfikowania partnerów, w dodatku zajmują się głównie tym, w czym są najlepsi, czyli swoją zasadniczą działalnością produkcyjną czy usługową. Sprawdzanie partnerów – jeśli już to robią – przenoszą na wyspecjalizowane instytucje finansowe. Przykład: jeśli zgłaszający się do faktora przedsiębiorca dostaje odmowę finansowania, powinna zaświecić mu się czerwona lampka, bo oznacza to, że firmy z którymi robi biznes, a które zostały sprawdzone przez faktora, nie są solidnymi partnerami i mogą w przyszłości spowodować jego kłopoty. W takim modelu faktor pełni rolę doradcy biznesowego wzmacniającego zdrowe relacje w gospodarce – mówi Joanna Rembelska, Dyrektor ds. ryzyka i audytu wewnętrznego w eFaktor, firmie zajmującej się finansowaniem małych i średnich przedsiębiorstw.

Płać, bo jeśli nie, to….

Niestety skala zatorów płatniczych w polskiej gospodarce jest tak duża, że nawet weryfikacja partnera handlowego nie daje gwarancji terminowego wpływu na konto. Jedną z przyczyn jest brak odwagi przedsiębiorców, aby kategorycznie upominać się o należne im środki. Powodem jest obawa przed popsuciem relacji z większym partnerem biznesowym. Małe i średnie firmy nie zaryzykują ważnego kontraktu zbyt często czy natarczywie upominając się o przelew. Mają też mniejszą siłę argumentów, większy partner może przecież zmienić dostawcę.

Dlatego coraz częściej pomocy i wsparcia mali przedsiębiorcy szukają w instytucjach finansowych, które pośrednicząc pomiędzy wystawcą faktury, a jej płatnikiem mają za zadanie pilnować daty zapłaty i mobilizować odbiorcę usługi do terminowości przelewu środków. Wiele firm z grupy MSP zgłasza się do nas z prośbami o takie, w założeniu miękkie, a w praktyce twarde, ale przede wszystkim skuteczne, wsparcie mówi Joanna Rembelska z eFaktor.

Faktor (a czasem także bank) przejmuje rolę pilnującego terminowości wpływów i w razie potrzeby upomina się o zaległości. Firma nie rozmawia wtedy bezpośrednio z przedsiębiorstwem, z którym współpracuje. Robi to za niego wyspecjalizowana instytucja finansowa. W takim modelu biznesowym deweloperowi czy dużej sieci handlowej trudniej jest „zbywać” pytania o należności za wykonane usługi czy towary i przypomnienia o zapadających terminach regulowania faktur. Faktor księguje i rozlicza należności, na bieżąco raportując klientowi realizację przelewów.

Taka praktyka działa dyscyplinująco, a dla przedsiębiorcy to dosyć komfortowe rozwiązanie.

– Dla wielu firm współpraca i umowa z faktorem to plan B w sytuacji, kiedy partner biznesowy oczekuje bardzo długich terminów zapłaty na fakturze w dodatku nie ma gwarancji, że z 3 miesięcy nie zrobi się 6 – mówi Joanna Rembelska.

*Audyt windykacyjny przeprowadzony przez Keralla Research na zlecenie Kaczmarski Inkasso

Czy RODO wstrząśnie polskim biznesem?

Joanna Dobkowska, adwokat Goodwill Consulting
Joanna Dobkowska, adwokat Goodwill Consulting

25 maja 2018 r. wejdzie w życie RODO (GDRP, General Data Protection Regulation), czyli Ogólne Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych. Przedsiębiorcy mieli blisko dwa lata na dostosowanie się do zmian wprowadzanych w UE i to już ostatni dzwonek, by zweryfikować stopień przygotowań. W przypadku wątpliwości warto skontaktować się ze specjalistami i skorzystać z usług doradczych. Tym bardziej, że za nieprzestrzeganie przepisów grożą bardzo surowe kary.

Dla kogo RODO?

Dotychczasowe przepisy regulujące kwestie związane z ochroną danych osobowych, obowiązujące od 1995 r., wobec zjawiska postępującej cyfryzacji mają coraz mniejsze zastosowanie praktyczne. Ich aktualizacja jest konieczna, co nie oznacza, że wdrożenie nowych rozwiązań będzie łatwe. Zapisy RODO dotyczą bowiem wszystkich firm, które gromadzą i wykorzystują dane osobowe, niezależnie od ich wielkości, a więc zarówno dużych korporacji, jak i małych, rodzinnych biznesów: sklepów internetowych czy salonów kosmetycznych. Dobrze zawczasu przygotować siebie i swoją firmę na zmiany.

– RODO powstało z uwagi na konieczność dostosowania zapisów prawa do zmieniającej się rzeczywistości. Szybki postęp technologiczny i stale zwiększająca się ilość transakcji online to podstawowa problemy. Jak przygotować przepisy odnoszące się do różnych branż w jednakowym stopniu, które nie stracą szybko na aktualności i będą obowiązywać przez lata? Zrezygnować z konkretnych wytycznych – wskazuje Joanna Dobkowska, adwokat Goodwill Consulting – W efekcie przedsiębiorcy będą musieli dostosować ogólne wytyczne do swojej działalności i wypracować sposoby zabezpieczenia danych. Nie sposób dziś powiedzieć, na ile ten proces przebiegnie bezboleśnie, ale na pewno będzie stanowił wyzwanie. Szczególnie w pierwszym okresie obowiązywania przepisów, gdy można spodziewać się wzmożonej aktywności organu nadzorującego.

Wysokie kary finansowe

Ewentualne stwierdzone braki w procesie przetwarzania danych osobowych mogą skutkować bardzo wysokimi karami finansowymi, nawet do wysokości 20 mln euro. Decyzję o ich nałożeniu podejmuje organ nadzorczy, a na ich ostateczną wysokość wpływać będzie szereg czynników, w tym umyślny lub nieumyślny charakter działań karanego podmiotu. Co warto wiedzieć? Karę należy wpłacić w okresie do 14 dni od upłynięcia ostatecznego terminu wniesienia skargi lub dnia uprawomocnienia się orzeczenia sądu. Poza trybem skarg istnieje także możliwość wnioskowania o odroczenie kary lub rozłożenia jej na raty.

Kara w wysokości do 10 mln euro może zostać nałożona w przypadku naruszenia m.in. następujących przepisów:

  • braku nadzoru administratora i podmiotu przetwarzającego nad zgodami opiekunów dzieci, które nie ukończyły jeszcze 16 roku życia, na przetwarzanie ich danych osobowych, a także braku informowania organu nadzorczego o naruszeniach w zakresie ochrony danych osobowych;
  • zakresu obowiązków podmiotu certyfikującego wymienionych w RODO;
  • związanych z podjęciem stosownych działań przez podmiot monitorujący w przypadku stwierdzenia naruszenia przez danego przedsiębiorcę zatwierdzonego kodeksu postępowania.

Kara w wysokości do 20 mln euro może zostać nałożona w przypadku naruszenia m.in. przepisów:

  • w zakresie zasad przetwarzania, w tym warunków zgód na przetwarzanie określonych w RODO, a także przekazywania danych osobowych odbiorcy w państwie trzecim lub organizacji międzynarodowej i w zakresie praw osób, których dane są przetwarzane;
  • krajowych danego państwa członkowskiego UE, uchwalonych na podstawie RODO;
  • środków naprawczych nałożonych przez organ nadzorczy.

W przypadku przedsiębiorstw organ nadzorczy nałożyć może karę finansową w wysokości przewidzianej przepisami lub w wysokości odsetka od całkowitego rocznego obrotu z poprzedniego roku obrotowego – do 2 proc. wobec kary do 10 mln euro oraz do 4 proc. wobec kary do 20 mln euro. Zastosowanie ma kwota wyższa – wyjaśnia Joanna Dobkowska – Podobnie, jeżeli w ramach procesu przetwarzania danych zostało naruszonych kilka przepisów, nałożona zostanie jedna kara, przy czym będzie to kara wyższa.

Odpowiedzialność cywilna i karna

Przedsiębiorca łamiący przepisy RODO może zostać ukarany nie tylko administracyjną karą pieniężną. Odpowiada również cywilnie wobec osób, których dane zostały naruszone. Warto przy tym wiedzieć, że inaczej odpowiadają prawnie za czyny administratorzy danych oraz podmioty przetwarzające. Administrator odpowiada za szkody spowodowane przetwarzaniem naruszającym przepisy RODO, podmiot natomiast za szkody spowodowane przetwarzaniem wyłącznie, gdy nie dopełnił obowiązków, które RODO nakłada bezpośrednio na podmioty przetwarzające.

Jeżeli w tym samym przetwarzaniu uczestniczy więcej niż jeden podmiot i zgodnie z RODO odpowiadają wspólnie za szkodę spowodowaną przetwarzaniem, ponoszą odpowiedzialność solidarną za całą szkodę. Podmiot, który zapłacił odszkodowanie za całą wyrządzoną szkodę, ma prawo żądania od pozostałych podmiotów, które uczestniczyli w tym samym przetwarzaniu, zwrotu części odszkodowania odpowiadającej części szkody, za którą ponoszą odpowiedzialność. O wniesieniu pozwu w sprawach dotyczących odszkodowania sąd zawiadamia niezwłocznie organ nadzorczy.

Odpowiedzialność karna jest przewidziana dla najcięższych naruszeń przepisów, w tym za udaremnianie lub utrudnianie kontrolującym prowadzenia kontroli. Orzekanie w tych sprawach ma następować na podstawie przepisów kodeksu postępowania w sprawach o wykroczenia. Przewidziana jest również odpowiedzialność w przypadku przetwarzania określonej kategorii danych (tzw. „danych wrażliwych”) bez podstawy prawnej, za co grozi kara grzywny, kara ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności.

Jak się przygotować?

Ważna jest świadomość wprowadzanych modyfikacji, w tym tak zwanego risk based approach, czyli podejścia uwzględniającego ryzyko. Przedsiębiorca będzie musiał przeanalizować jakimi danymi osobowymi dysponuje, jak ich używa i jakie ryzyko jest związane z ich przechowywaniem, a w oparciu o ewaluację dobrać optymalne środki, które to ryzyko zminimalizują – wskazuje Joanna Dobkowska i dodaje – pamiętajmy także o tym, że przedsiębiorca administrujący danymi będzie zobowiązany przekazać je wnioskodawcy na żądanie wraz z informacją, jakie dane są konkretnie wykorzystywane w jego działalności oraz, że zakres pojęcia „dane osobowe” zostanie rozszerzony o adresy IP oraz ciasteczka, czyli pliki cookies.

W ramach zasady możliwe będzie transferowanie wskazanych przez konsumenta jego danych pomiędzy podmiotami, co ma usprawnić np. proces kredytowy. Przy czym przygotowanie rozwiązań umożliwiających udostępnianie i przesyłanie plików z informacją o danych osobowych konkretnych osób to kolejne zadanie, z którym muszą się zmierzyć przedsiębiorcy.

Kto wie, być może nakłoni to administratorów danych do uporządkowania gromadzonych baz danych? – zastanawia się Joanna Dobkowska, Goodwill Consulting – Na pewno warto skontaktować się ze specjalistą i upewnić, że firma spełnia wszystkie wymogi stawiane przez RODO, aby w przyszłości uniknąć wysokich kar i odszkodowań.

Wyniki MOL Group za 2017r. najlepsze od dekady

  • Oczyszczony wynik CSS EBITDA Grupy MOL za 2017 r. wyniósł 2,45 mld USD, dzięki wzrostom we wszystkich segmentach działalności
  • Wolne przepływy pieniężne wzrosły o 21% r/r osiągając poziom 1,41 mld USD, znacznie powyżej oczekiwań
  • Zysk netto wzrósł o 18% r/r i wyniósł 1,11 mld USD

Grupa MOL ogłosiła dziś wyniki finansowe za rok 2017. Dzięki znakomitym wynikom finansowym i operacyjnym we wszystkich segmentach biznesu, MOL zwiększył wynik EBITDA o 14%, znacznie przekraczając wcześniejsze prognozy.

Organiczne nakłady inwestycyjne poczynione przez Grupę sięgnęły 1,04 mld USD, zgodnie z obniżoną prognozą i nieco powyżej wyniku sprzed roku. Zdolność spółki do generowania wolnych przepływów pieniężnych utrzymuje się na wysokim poziomie, co stanowi mocną podstawę dla realizacji kolejnych, ambitnych projektów inwestycyjnych.

Segment Upstream przyniósł wynik EBITDA na poziomie 854 mln USD, co stanowi wzrost o 26% w stosunku do roku 2016 r., spowodowany wyższymi cenami ropy Brent oraz gazu. Dzięki dyscyplinie kosztowej, segment podwoił wolne przepływy pieniężne (do poziomu 14 USD na każdej baryłce), stając się dla spółki jednym z kluczowych źródeł środków pieniężnych w 2017 r. Średnia dzienna produkcja wyniosła 107,4 tys. baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, nieco poniżej oczekiwań, z powodu mniejszego udziału Wielkiej Brytanii w całkowitej produkcji.

Po raz kolejny, segment Downstream, stanowiący główne źródło przychodów spółki, zanotował znakomite wyniki, dostarczając 1,18 mld USD wyniku CCS EBITDA, czyli niemal połowę dla całej grupy. Mimo wysokich wyników z ostatnich lat, segment zwiększył swój wkład o kolejne 2%, dzięki wewnętrznym programom wydajnościowym oraz sprzyjającemu otoczeniu rynkowemu.

Segment usług konsumenckich z kolei kontynuował imponujące wzrosty, notując dwucyfrową dynamikę, wspartą dodatkowo zwiększonym popytem na paliwa (wzrost o 4% w 2017 r. na terenie Europy Środkowo-Wschodniej) i korzystnymi marżami. Cały segment przyniósł wynik EBITDA na poziomie 358 mln USD (wzrost o 17% r/r) i jest na najlepszej drodze do osiągnięcia zakładanych 450 mln USD do roku 2021. Dzięki dalszemu rozwojowi konceptu Fresh Corner, tempo wzrostu marż z działalności pozapaliwowej w dalszym ciągu przekracza wzrost marż w segmencie paliw. W ostatnim kwartale roku marże ze sprzedaży pozapaliwowej osiągnęły rekordowy udział w całej marży detalicznej Grupy, na poziomie 26%.

Wynik EBITDA segmentu Gas Midstream wzrósł o 15% r/r do poziomu 223 mln USD, dzięki rosnącym krajowym wolumenom przesyłu, które zrównoważyły niekorzystne zmiany taryf.

Zsolt Hernádi, Prezes i CEO Grupy MOL tak skomentował wyniki:

“Miło mi ogłosić, że rok 2017 był kolejnym dobrym rokiem, jeśli chodzi o wyniki finansowe, ale co równie istotne, był to również czas dalszych postępów we wdrażaniu naszej strategii MOL 2030. Przewyższyliśmy nasze prognozy finansowe, zwiększając przychody ze wszystkich segmentów biznesu. Upstream podwoił wolne przepływy pieniężne, wynik EBITDA segmentu Downstream wzrósł, pomimo wysokiej bazy, a segment konsumencki utrzymał dwucyfrową dynamikę wzrostu. W obszarze strategicznych inwestycji, znaczne postępy zanotował nasz flagowy projekt chemiczny (Poliole), a w obszarze mobilności uruchomiliśmy nowe, innowacyjne projekty. W rok 2018 weszliśmy z odpowiednim zapleczem do realizacji kolejnych istotnych inwestycji. W bieżącym roku spodziewamy się 2,2 mld USD EBITDA, co pozwoli sfinansować zarówno nasze projekty inwestycyjne, jak i rosnącą dywidendę dla naszych akcjonariuszy.”

Czy firmom zmierzającym na szczyty koniunktury na rynkach CEE-6* zagraża choroba wysokościowa?

Naszym zdaniem jeszcze nie. Wskaźniki koniunktury zapowiadają dalszy wzrost inwestycji w regionie CEE-6 w 2018 roku, ponad i tak już wysoki poziom 12,9 mld EUR osiągnięty w roku ubiegłym. Obecny cykl gospodarczy i cykl inwestycji na rynku nieruchomości mogą wejść szczytową fazę w 2019 roku. Colliers International opublikował właśnie nowy raport Investment Outlook na temat prognoz inwestycyjnych dla rynków nieruchomości w regionie CEE-6 na rok 2018.

Dynamiczny wzrost gospodarczy motorem aktywności na rynku

Wysokie tempo wzrostu PKB w Europie (2,5% r/r w 2017 roku) wspomaga rozwój eksportu w krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Ogólny wzrost inwestycji finansowanych lokalnie i ze środków UE w regionie CEE-6, a także wzrost konsumpcji, powinny umożliwić osiągnięcie w tym regionie wysokiego tempa rozwoju gospodarczego. Cykl ten może osiągnąć punkt szczytowy w 2019 roku.

Czy szczyt jest już w zasięgu ręki?

Czynsze w sektorze nieruchomości biurowych zaczynają rosnąć w całym regionie, co świadczy o dynamicznej aktywności gospodarczej. Wyniki badań nastrojów w branży budowlanej w całym regionie CEE-6 wskazują, że wkrótce może zacząć się budowlana hossa. Trzecim symptomem zbliżania się „szczytowej” fazy cyklu jest to, że wysokość inwestycji hotelowych w regionie CEE-6 wzrosła ponad dwukrotnie w 2017 roku i osiągnęła kwotę 988 mln EUR. Nagły wzrost aktywności w branży hotelarskiej jest często oznaką bujności rynku.

Objawy „choroby wysokościowej”

Najważniejsze czynniki, które mogą spowodować „chorobę wysokościową” to wzrost inflacji, niska podaż na rynku pracy, wyższe stopy procentowe i tym samym wysokie koszty finansowania transakcji w regionie. Poza regionem Europy Środkowo-Wschodniej Europejski Bank Centralny może także zaskoczyć rynek i podnieść stopy procentowe. Inne zagrożenia, na które naszym zdaniem należy zwrócić uwagę, to rozwój e-handlu w kontekście obiektów handlowych, podatki i populizm w polityce, a także przedłużający się boom w budownictwie (ten ostatni raczej dopiero w 2019 roku).

Czynniki wzrostu

Nastroje gospodarcze w krajach Europy Środkowo-Wschodniej zapowiadają się dobrze na kolejne miesiące 2018 roku, co zapewne przyczyni się do szybszego wzrostu PKB w tym regionie. Niemiecki indeks IFO wciąż wskazuje na wzrost ogólnego indeksu nastrojów gospodarczych CEE-6 UE ESI.

— Cała Europa przeżywa okres wysokiej koniunktury, zaś w strefie euro tempo wzrostu gospodarczego w trzecim kwartale 2017 roku osiągnęło zdrowy poziom 2,5% r/r. Wzrost PKB w regionie CEE-6 coraz bardziej przyspiesza za sprawą rosnącego eksportu do krajów europejskich (a także pozaeuropejskich), inwestycji i konsumpcji. Niezwykle wysokie tempo wzrostu PKB w Rumunii – aż 8,8% r/r w trzecim kwartale 2017 roku – wyróżnia się na tle innych krajów tego regionu, gdzie realna stopa wzrostu wyniosła 3,4%-5,0% r/r. Choć stopy procentowe już rosną (w Czechach i w Rumunii) i będą nadal rosły, tempo wzrostu gospodarczego powinno się utrzymać w 2018 roku — stwierdził Mark Robinson specjalista ds. badań rynku w regionie Europy Środkowo-Wschodniej w Colliers International.

Wzrost inwestycji

Wraz z rozwojem branży rosną inwestycje. Łączny wskaźnik nastrojów wśród konsumentów w regionie CEE-6 – UE ESI – zapowiada stopniowy wzrost inwestycji w porównaniu z rokiem ubiegłym. Rok 2017 przyniósł spodziewane wyniki: napływ inwestycji o wartości 12,9 mld EUR, czyli o 6% więcej niż w 2016 roku (12,2 mld EUR). Kierunek zmian nastrojów świadczy o tym, że napływ inwestycji powinien utrzymać się jeszcze przez 18 miesięcy.

Dlaczego warto kupować?

Przede wszystkim chodzi tu o wzrost czynszów w większości stolic tego regionu. Przed dwunastoma miesiącami pisaliśmy o tempie wzrostu czynszów w handlu detalicznym TSC. Tendencja ta utrzymała się, zwłaszcza na najbardziej płynnych rynkach: w Warszawie i w Pradze. Obłożenie w najważniejszych centrach handlowych osiągnęło poziom nasycenia. Warto zwrócić uwagę na cykliczny charakter wzrostu czynszów w nieruchomościach biurowych, widoczny zwłaszcza pod koniec 2017 roku, co oznacza, że ta szersza sfera gospodarki wreszcie wykazuje oznaki hossy. Jest to najbardziej widoczne w Budapeszcie, Sofii, Bukareszcie i Pradze.

* Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Rumunia, Bułgaria

zMAGAZYNowany potencjał Polski tkwi w e-commerce i przenosi się pod zachodnią granicę

Ubiegły rok okazał się rekordowy dla polskiego rynku przemysłowo-logistycznego, a prognozy na 2018 są jeszcze lepsze. Z raportu CBRE „Poland Industrial MarketView” wynika, że obecnie w budowie znajduje się ok. 1,4 mln mkw., z czego na 34% powierzchni magazynowych nie ma podpisanych umów najmu. Oznacza to, że deweloperzy wykorzystują dobrą koniunkturę i budują na zapas. Ponadto eksperci CBRE podkreślają, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy zauważalne będzie rosnące zainteresowanie nowymi lokalizacjami przy zachodniej granicy – w Zielonej Górze, Świebodzinie i Świecku, a jedną z głównych sił napędowych rozwoju sektora przemysłowego będzie e-commerce.

Według raportu CBRE „Poland Industrial MarketView”, który podsumowuje rynek przemysłowo-logistyczny w Polsce w 2017 roku, na rynku znajduje się obecnie 13,4 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowej, czyli o 22% więcej niż w 2016 roku. W ciągu 12 miesięcy deweloperzy dostarczyli na rynek aż 2,27 mln mkw. nowej powierzchni magazynowej, rejestrując najwyższy wynik w historii. Dynamiczny rozwój rynku został zarejestrowany we wszystkich regionach Polski, wśród których najbardziej wzbogacił się rynek warszawski (o 495 tys. mkw.) oraz Śląsk, gdzie wybudowano aż 357 tys. mkw.

Efektem dużej aktywności inwestorów jest podpisanie umów najmu na ponad 4,52 mln mkw., co oznacza 29% wzrost względem 2016 roku. Na pozycję lidera wśród najemców magazynów wysuwa się e-commerce – w 2017 roku 3 największe transakcje zostały podpisane przez firmy z tej branży.

Magazyny zakupami internetowymi stoją

Polski rynek jest konkurencyjny pod względem kosztów pracy i warunków najmu oraz dostępności gruntów, co przyciąga do naszego kraju kolejnych inwestorów, m.in. z branży e-commerce. Eksperci CBRE podkreślają, że właśnie ta branża będzie jedną z głównych sił napędowych szybkiego rozwoju sektora przemysłowego w 2018 roku. Z raportu Interaktywnie.com „E-COMMERCE” wynika, że wartość sprzedaży w polskim Internecie w 2017 roku wyniosła 40 mld zł, a zdaniem przewodniczącego rady Izby Gospodarki Elektronicznej w 2018 roku wzrośnie o ponad jedną piątą i przekroczy granicę 50 mld zł.

Zmieniające się zwyczaje zakupowe konsumentów sprawiły, że zakupy internetowe, a z nimi branża e-commerce, wystrzeliły w górę. Sektorowi pomogą również nowe przepisy prawne, które nakazują zamykanie centrów handlowych w niedziele. To z pewnością będzie miało swoje odbicie w rynku powierzchni magazynowych – mówi Beata Hryniewska z CBRE.

Będzie się działo pod zachodnią granicą

W 2018 roku Warszawa i Polska Centralna nadal będą się cieszyć sporym zainteresowaniem inwestorów. Jednak to tereny zachodnie będą coraz częściej na celowniku. Między innymi w Zielonej Górze, Świebodzinie, Świecku i Krośnie Odrzańskim planowane jest oddanie nowych powierzchni magazynowych.

– Rok 2017 był przełomowy dla rynku powierzchni magazynowych i 2018 zapowiada się równie optymistycznie. Apetyt deweloperów nie słabnie, a w budowie znajduje się obecnie kolejne 1,39 mln mkw. Obserwujemy duży wzrost zainteresowania regionem zachodnim, z nowymi projektami w takich lokalizacjach jak Zielona Góra, Świebodzin, Świecko czy Krosno Odrzańskie. Tak dobra sytuacja na rynku sprzyja realizacji obiektów nie tylko typu ‘build to suit’, ale także spekulacyjnych, które pod koniec 2017 roku stanowiły aż 34% powierzchni magazynowych w budowie – komentuje Beata Hryniewska, Head of Industrial, CBRE.

Pustych magazynów najmniej od ponad 10 lat

Dostępność wolnej powierzchni magazynowej jest bardzo ograniczona. Ukończenie rekordowej ilości projektów nie spowodowało wzrostu stopy pustostanów, a miało skutek wręcz odwrotny: odsetek niewynajętej powierzchni obniżył się o 1,2 p.p. w stosunku do końcówki roku 2016 i obecnie wynosi 4,7%. Jest to najniższy wskaźnik od ponad 10 lat.

Ukraińcy coraz częściej pracują jako opiekunowie oraz nauczyciele

W opiece zdrowotnej i pomocy społecznej widać największy boom na pracowników z Ukrainy. Z danych Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej podsumowujących 2017 rok wynika, że wzrost rok do roku wyniósł aż 114%. Więcej obywateli Ukrainy znajdziemy też w szkołach (20% wzrost rok do roku) oraz w kulturze (37% wzrost). Eksperci Personnel Service podkreślają, że w kolejnych latach Ukraińcy coraz częściej będą zajmowali stanowiska we wskazanych branżach, zwłaszcza, że część z nich to tzw. zawody przyszłości. Mniejszy popyt na Ukraińców widać za to w gospodarstwach domowych.

Przyzwyczailiśmy się do tego, że pracownicy z Ukrainy wypełniają luki kadrowe w takich sektorach rynku, jak przemysł, produkcja czy budownictwo. To oczywiście nadal aktualne, coraz częściej jednak poszukujemy wśród Ukraińców nauczycieli, pielęgniarek czy opiekunów osób starszych. I szczególnie w tej ostatniej kategorii, możemy założyć, że trend zatrudniania Ukraińców będzie zdecydowanie rosnący. Opieka zdrowotna nad osobami starszymi, to ze względu na trendy demograficzne, wzrostowy segment rynku – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service.

Opieka nad młodszymi i starszymi, ale też kultura

W porównaniu rok do roku największy wzrost zapotrzebowania na pracowników z Ukrainy odnotowano w opiece zdrowotnej i pomocy społecznej – liczba oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom tego kraju wzrosła o 114%, z niecałych 1 724 osób w 2016 roku do aż 3 690 w 2017 roku. W działalności związanej z kulturą, rozrywką i rekreacją wzrost wyniósł 37% – z 2 037 w 2016 roku do prawie 2 792 osób w 2017 roku. Natomiast w edukacji pracuje o 20% Ukraińców więcej niż rok wcześniej (1 711 w 2016 vs. 2 059 w 2017). Warto jednak pamiętać, że pracodawcy ze wskazanych branż składają łącznie zaledwie 0,6% wszystkich oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy obywatelom Ukrainy.

Z zestawienia Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w 2017 roku prawie połowę oświadczeń o zamiarze powierzenia pracy Ukraińcom złożyły agencje zatrudnienia. Następnie o Ukraińców starali się przedsiębiorcy z branż rolniczej, przetwórstwa przemysłowego i budownictwa. Jednak to nie w tych sektorach rynku widać największe wzrosty, a właśnie m.in. w opiece zdrowotnej. To wskazuje na pewną zmianę, która się dokonuje. Po pracowników z Ukrainy coraz częściej będziemy sięgać nie tylko na stanowiska niższego szczebla, ale też w branżach przyszłościowych związanych właśnie z opieką nad osobami starszymi czy edukacją najmłodszych pokoleń – mówi Krzysztof Inglot.

Gospodarstwa domowe notują zniżki

Spadek zainteresowania pracownikami z Ukrainy widać w segmencie gospodarstw domowych. W tej branży zatrudnia się o 29% obywateli zza wschodniej granicy mniej niż rok wcześniej. Jak wskazują eksperci Personnel Service, bezpośrednim powodem takiego stanu rzeczy jest wyrównanie się poziomu wynagrodzeń Polaków i Ukraińców. A w takiej sytuacji wiele rodzin skłania się ku zatrudnieniu osoby z Polski, bo w takiej sytuacji nie występuje bariera językowa.

Złoty koryguje poniedziałkowe umocnienie, w centrum uwagi dane z Polski

Poniedziałkowe umocnienie złotego zdyskontowało dzisiejsze, prawdopodobnie lepsze od prognoz, dane z polskiej gospodarki. Dlatego o jego losach rozstrzygną impulsy płynące z rynków globalnych.

Złoty wkroczył w nowy tydzień z animuszem. Korzystając z nieobecności Amerykanów świętujących Dzień Prezydentów, co wiązało się z uspokojeniem nastrojów na rynkach globalnych i poprawą sentymentu do walut rynków wschodzących, wyraźnie umocnił on się wczoraj do głównych walut. W poniedziałek dolar potaniał o 1,9 gr, euro o 2,3 gr (i wróciło do dołka ze stycznia), a szwajcarski frank o 2,6 gr.

Dzisiejszy poranek przynosi lekkie odreagowanie wczorajszego umocnienia. O godzinie 09:01 za euro trzeba było zapłacić 4,14 zł, czyli o 0,5 gr więcej niż w poniedziałek na koniec notowań i o 1 gr więcej niż wynosi minimum z końca stycznia. Dolar podrożał o 1,7 gr do 3,35 zł, a szwajcarski frank o 0,6 gr do 3,5930 zł. Wzrosty te były zarówno odreagowaniem wczorajszych silnych spadków polskich par, jak również reakcją na dzisiejszy spadek notowań EUR/USD do 1,2360 z powyżej 1,24 dolara w poniedziałek.

O godzinie 10:00 Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikuje najnowsze dane o produkcji i sprzedaży, a także mające obecnie mniejsze znacznie dla rynku walutowego dane o cenach producentów. W styczniu spodziewane jest przyspieszenie rocznej dynamiki produkcji przemysłowej do 8 proc. z 2,7 proc. w grudniu, przy jednoczesnym przyspieszeniu sprzedaży detalicznej do 7,3 proc. z 6 proc. i odczycie inflacji producenckiej na poziomie 0,1 proc. rok do roku. Te rynkowe prognozy są dość ostrożne. Jest duża szansa na to, że wzrost produkcji będzie dwucyfrowy, a sprzedaż przekroczy 8 proc., co będzie wpisywać się w pozytywne oczekiwania co do perspektyw rodzimej gospodarki w tym roku. Tyle tylko, że takie lepsze dane zostały już zdyskontowane przez wczorajsze wyraźne umocnienie złotego i dziś już nie powinny wywołać większej jego reakcji. To sprawia, że w dalszej części dnia kluczowe dla notowań polskich par będą sygnały płynące z rynków globalnych. W tym przede wszystkim zachowanie EUR/USD i nastroje na światowych giełdach, po tym jak po długim weekendzie do gry wraca Wall Street.

Również w kolejnych dniach, pomimo iż kalendarium makroekonomiczne będzie przepełnione publikacjami z polskiej gospodarki (m.in. dane o koniunkturze, podaży pieniądza, stopie bezrobocia), czynniki globalne będą miały decydujący wpływ na kształtowanie się notowań złotego. Uwaga inwestorów skoncentruje się przede wszystkim na amerykańskiej polityce monetarnej. A to za sprawą publikacji „minutek” FOMC, licznych wystąpień przedstawicieli Fed oraz piątkowego półrocznego raportu Fed nt. polityki monetarnej. W to wmiesza się jeszcze zachowanie EUR/USD, rynku obligacji oraz Wall Street. Mając na uwadze, że z Fed-u powinny napłynąć jastrzębie sygnały, co wzmocni dolara i podniesie rentowność amerykańskich obligacji, a jednocześnie Wall Street może odreagowywać swoje ponad tygodniowe wzrosty, więc koniunkcja tych czynników niesie ryzyko osłabienia złotego w drugiej połowie tygodnia.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Rośnie i dolar, i złotówka

W poniedziałek, który był w USA dniem wolnym od handlu giełdowego, dolar zyskiwał do głównych rywali. Mimo to podstawowy indeks dla amerykańskiej waluty spadł od początku tego roku o ok. 3%, co wiązane jest z rosnącym deficytem budżetowym w USA oraz faktem prowadzenia przez administrację prezydenta Donalda Trumpa polityki utrzymywania słabego dolara. Wzmocnienia amerykańskiej waluty należy oczekiwać po podniesieniu przez Fed stóp procentowych, czego analitycy spodziewają się w marcu br. Co ciekawe, mimo zyskującego na wartości dolara, co zwykle osłabia waluty rynków rozwijających się, takich jak Polska, rośnie także złotówka, która wobec euro jest już najsilniejsza od maja 2015 r.

Waluty

W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara australijskiego (-0,18%), a zyskuje do euro (+0,1%), brytyjskiego funta (+0,25%), dolara kanadyjskiego (+0,23%) oraz japońskiego jena (+0,27%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,238, GBP/USD – 1,397, USD/CAD – 1,258, AUD/USD – 0,792 i USD/JPY – 106,9. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,16%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,3, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,886. Złotówka zyskuje do głównych walut światowych. We wtorek rano dolar kosztuje 3,34 zł, euro – poniżej 4,14 zł, funt – poniżej 4,67 zł, a frank szwajcarski – 3,59 zł.

Giełdy

Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W poniedziałek w Europie londyński indeks FTSE 100 stracił 0,64%, frankfurcki indeks DAX – 0,53%, a paryski indeks CAC 40 – 0,48%. W Amerykach meksykański indeks Bolsa wzrósł o 0,09%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,32%. We wtorek w Azji tokijski indeks Nikkei obniżył się o 1,01%, a hongkoński Hang Seng – o 0,84%.

Ropa i złoto

W ciągu ostatniej doby ceny ropy naftowej idą w górę. We wtorek rano baryłka ropy Brent kosztuje 65,57 USD (+0,57%), a ropy WTI – 62,19 USD (+0,11%). Z kolei złoto kontynuuje spadki. We wtorek rano uncję metalu rynek wycenia na 1338 USD. To 9 USD mniej (-0,67%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 1:30 – Australia – Protokół z posiedzenia RBA, luty
  • 8:00 – Niemcy – Inflacja PPI (r/r), styczeń – 2,1% (prognoza 1,9%)
  • 10:00 – Polska – Sprzedaż detaliczna (r/r), styczeń (prognoza 7,3%)
  • 10:00 – Polska – Produkcja przemysłowa (r/r), styczeń (prognoza 8%)
  • 11:00 – Niemcy – Indeks instytutu ZEW, luty (prognoza 16 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Więcej tego samego

Tradycyjnie przy poniedziałkowym święcie w USA, niemrawy dzień handlowy jest łatwy do zapomnienia. Wyższe rentowności długu USA we wtorek są wskazywane jako powód dla umocnienia USD, choć byłaby to nowość na nieskorelowanym rynku w 2018 r. Mamy do czynienia z realizacją zysków z braku innych impulsów do handlu, ale dziś może się zmienić.

W ciągu ostatnich 24 godzin rynek walutowy nie pokazał nic specjalnego. Dolar dalej poprawiał swoje poziomy, ale odbywało się to bardzo powoli, w małej skali i nie do porównania z pogromem z poprzedniego tygodnia. Serwisy informacyjne moim zdaniem na siłę szukają powiązania między silniejszym dolarem, a wzrostem rentowności obligacji USA po starcie rynku po długim weekendzie. Dziesięciolatki podchodzą do 2,92 proc., co na pierwszy rzut oka wydaje się wsparciem dla dolara, ale jakby reporterzy zapomnieli, że ta korelacja w ogóle nie działa w tym roku. Brak traderów z Nowego Jorku wczoraj zabił handel w godzinach popołudniowych, a i sam Londyn był mało zainteresowany graniem między sobą. Co mniej cierpliwi inwestorzy porządkowali pozycje i realizowali zyski, licząc na lepsze poziomy wejścia w dalszej części tygodnia. USD/JPY przy 107 i EUR/USD na 1,2350 zaczynają wyglądać ciekawie, szczególnie że nie ma oznak, by sentyment rynkowy uległ zmianie. Mimo to każdy czeka na ten pierwszy sygnał, lub samospełniającą się prognozę (nagłe wszyscy zaczną sprzedawać). Dziś jednak próżno szukać interesujących pozycji w kalendarzu makro (przynajmniej związanych z USD). Analiza techniczna, albo popyt znikąd? To sprawdzało się już w tym roku, więc może i dziś będzie podobnie. Ze swojego fundamentalnego punktu widzenia póki co cierpliwie czekam z boku.

Z danych dziś mamy inflację ze Szwecji, dane z Polski i niemiecki ZEW. Ten ostatni odzwierciedla nastroje wśród inwestorów i może zaliczyć spadek pod wpływem ostatnich zawirowań. Dla nikogo nie będzie to jednak zaskoczeniem, a ważniejsze w tym tygodniu są dane o aktywności gospodarczej – PMI w środę i Ifo w czwartek. W Szwecji rynek liczy na utrzymanie inflacji bazowej CPIF na 1,9 proc. i CPI na 1,7 proc., ale sezonowe obniżki cen odzieży, obuwia i kosztów podróży będą ściągać główny wskaźnik CPI w dół o 0,7 proc. m/m. Byłoby to zgodne z prognozami Riksbanku, ale jednocześnie ustawia nisko poprzeczkę dla pozytywnego zaskoczenia. Wyższy odczyt będzie jastrzębim sygnałem, szczególnie w kontekście wymowy komunikatu po posiedzeniu Riksbanku. W ubiegłym tygodniu usłyszeliśmy, że obawy o profil inflacji dają przewagę gołębiom w zarządzie banku, zatem teraz lepsze dane mogłyby obudzić oczekiwania, że Riksbank jest w stanie nie czekać z normalizacją polityki na pierwszy krok EBC i jeszcze w połowie roku podnieść stopę procentową. Ostatnie perturbacje na rynkach finansowych przyczyniły się do silnej redukcji długich pozycji w SEK. To wszystko łącznie czyni walutę bardziej wrażliwą na pozytywne niespodzianki.

W Polsce styczniowy odczyt produkcji przemysłowej powinien wypaść dobrze z uwagi na łagodny przebieg zimy (8,5 proc. r/r). Sprzedaż detaliczna w ujęciu miesięcznym odczuje odreagowanie świątecznego szału zakupów (-21,2 proc.), ale dynamika roczna (6,9 proc.) powinna potwierdzić silną postawę konsumpcji na starcie nowego roku. Wątpię, by rynek złotego pokazał jakąkolwiek reakcję na dane. Co więcej, po rynku nie widać kompletnie ładu i składu. Oderwanie od trendów globalnych i czynników lokalnych sugeruje, że przez większość czasu nie ma w ogóle zaangażowania inwestorów w handel poza tymi podmiotami, które muszą (wygasające rozliczenia, wymiana handlowa). Z jednej strony można się cieszyć z braku obecności kapitału spekulacyjnego; z drugiej – gwarantuje to losowość zmian kursu.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Dobre dane z Polski. Zwolnienia w Deutsche Bank

Produkcja przemysłowa oraz sprzedaż detaliczna rosną powyżej oczekiwań analityków. Deutsche Bank zapowiedział redukcję etatów w celu optymalizacji kosztów. Brak zmian w polityce gospodarczej.

Dobre dane z Polski

Produkcja przemysłowa rosła o 8,6% w styczniu. Dane GUS były zatem o 0,6% lepsze od oczekiwań analityków. Sprzedaż detaliczna rosła z kolei o 8,2% wobec oczekiwanych 7,3%. W tym przypadku szczególnie dziwnie wyglądają dane miesięczne. W ciągu miesiąca sprzedaż spadła bowiem o ponad 20%. Bez patrzenia w kalendarz te dane muszą dziwić. Zakupy przedświąteczne wyjaśniają jednak ten fenomen.

Deutsche Bank znów na pierwszych stronach

Po tym jak kurs akcji spadł do 12,5 dolara sytuacja tego banku budzi coraz większe zainteresowanie. Wedle najnowszych informacji szykuje się fala zwolnień, która ma dotknąć głównie amerykańską oraz brytyjską część firmy. Jako powód podano brak perspektyw na poprawę dochodów i zysków. Tego typu oświadczenie z pewnością nie powoduje, że inwestorzy znów rzucą się na akcje. Co ciekawe dalej słyszymy zapewnienia, że sytuacja firmy jest zdrowa. Jaki ma wpływ ta sytuacja na rynek walutowy? Problemy dużego niemieckiego banku z pewnością nie obędzie się bez wzrostu ryzyka na rynkach. Można się zatem spodziewać wzrostów franka szwajcarskiego jeżeli sytuacja będzie się pogarszać. Dodatkowo, można się spodziewać, że inwestorzy wycofują kapitał będą go przenosić na drugą stronę oceanu. Oznaczałoby to wzrost wartości dolara względem euro.

Minister finansów o sytuacji w Polsce

Według wywiadu dla agencji Reuters Pani Teresa Czerwińska wyraziła opinię, że obecny kurs złotego jest odzwierciedleniem siły polskiej gospodarki. Co więcej pomimo spadku opłacalności eksportu wskazywała na bardzo silny rynek pracy.  Uznała również obecne poziomy za nie budzące zmartwień. Również stopy procentowe są obecnie na optymalnym poziomie. Oznacza to, że nie należy się w nadchodzących miesiącach spodziewać istotnych zmian w polityce gospodarczej państwa. Do tego warto dołożyć słowa wiceszefa resortu finansów, który obniżkę stawki VAT przewiduje dopiero po pełnej redukcji luki w VAT. Daje nam o pełen obraz braku zmian.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

  • 11:00 – Niemcy – indeks instytutu ZEW,
  • 12:00- Wielka Brytania – wskaźnik zamówień.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Eksperci: Bitcoin nie spadnie do zera. Amerykański ekonomista nie ma w tej kwestii racji

Nouriel Roubini, który przewidział załamanie na rynku nieruchomości i recesję, jaka po nim nastąpiła w 2008 roku, teraz prognozuje najgorszy scenariusz dla Bitcoina. Ekonomiści z Polski nie podzielają jego katastroficznej wizji. Jednak nie wykluczają dalszych, nawet sporych, spadków najpopularniejszej kryptowaluty. Dodają także, że handel nią całkowicie nie zaniknie, choć tego typu inwestycje wciąż pozostaną mocno ryzykowne. Należy również liczyć się z tym, że w przyszłości banki centralne przejmą mechanizmy związane z kształtowaniem kursu walut kryptograficznych. Jeżeli to nie przyniesie efektów, zakażą ich używania. Wówczas wartość m.in. Bitcoina nie będzie miała żadnego znaczenia.  

Nadciąga krach?

Wykładowca w Stern School of Business przy Uniwersytecie Nowojorskim twierdzi, że wartość Bitcoina spadnie do zera. Według cenionego, amerykańskiego ekonomisty, określanego też jako „Dr Doom”, właśnie pęka „matka wszystkich baniek”. Najwięcej na tym zarobią oszuści. Grupy przestępcze mają bowiem realny wpływ na rynek i poważnie nim manipulują. Jednak w odpowiednim momencie wycofają się i sporo zarobią. Stracą przede wszystkim drobni, naiwni inwestorzy. Oni nie chcą sprzedawać Bitcoina, licząc na odbicie.

– Powiedzmy, że Roubini przewidział załamanie rynku hipotek w lipcu 2008 roku. Miał taką wypowiedź. Jednak nikt nie pamięta, o czym mówił jeszcze rok wcześniej. Ten sam ekonomista przez cały pierwszy kwartał 2011 roku wieszczył dramatyczny krach w Stanach Zjednoczonych, który jednak się nie wydarzył. Jeśli Roubini coś mówi, to nie znaczy, że od razu tak będzie. Chociaż nie jest wykluczone, że nastąpi jeszcze przecena Bitcoina o 90 procent. Możemy sobie też wyobrazić, że po spadku o kolejne 50-70 procent, znowu znajdą się nowi nabywcy, którzy uznają to za dobry moment do kupowania – twierdzi Marek Zuber, ekonomista i analityk rynków finansowych.

Z kolei prof. Krzysztof Piech z warszawskiej Uczelni Łazarskiego uważa, że Roubini mógłby mieć rację w kwestii wyceny, gdyby Bitcoin był tylko pieniądzem i nie pełniłby żadnej innej funkcji. Jednak ostatnie lata rozwoju tej kryptowaluty pokazały, że taki scenariusz jest mało prawdopodobny. Nie tak dawno niektórzy skazywali BTC na powolne wymarcie. Powodem tego były m.in. zbyt wysokie opłaty transakcyjne za jego przesyłanie i odbieranie (początkowo były to dobrowolne kwoty). Należy też wymienić problemy z przetwarzaniem danych. Niemniej, w ostatnich 2-3 tygodniach średnie ceny transakcji bitcoinowych mocno spadły, z ok. 30 dolarów do kilku centów. Do tego przyczynił się postęp techniczny. Powróciła zatem wiara, że Bitcoin przetrwa.

– Roubini z jakiegoś powodu wymyślił spadek tej kryptowaluty do zera. Nie jest zresztą jedynym ekspertem, który to zrobił, ale widziałem też wycenę po 100 tys. dolarów. Według mnie, wartości te są wzięte z księżyca. Zero byłoby wtedy, gdyby okazało się, że ktoś złamał technologię i przejął całkowicie tę walutę. Musiałby więc produkować poza oficjalnym obiegiem dużo, dużo więcej. Natychmiast wtedy cały handel by zamarł. Jeżeli wciąż będzie się odbywał, to wartość nie wyniesie tyle, ile wskazuje Roubini – mówi Piotr Kuczyński, główny analityk Domu Inwestycyjnego Xelion.

Wielka bańka

Na początku 2017 roku Bitcoin kosztował ok. 1 tys. dolarów. W ciągu roku jego wartość stopniowo wzrastała, pobijając kolejne rekordy. W połowie grudnia przekroczyła 20 tys. dolarów. Rosnący kurs przyciągnął nowych inwestorów. Sytuacja na rynku rodziła także poważne zagrożenie dla banków. Wówczas amerykańskie instytucje finansowe zablokowały klientom zakup Bitcoinów kartami kredytowymi. W ich ślady poszedł Lloyds Bank w Wielkiej Brytanii. Cena zaczęła spadać. Dla przykładu na początku stycznia br. do 16 tys. dolarów. W pierwszym tygodniu lutego kurs wyniósł już poniżej 7 tys. dolarów.

– To, co obserwowaliśmy w ostatnich miesiącach, można uznać z jednej strony za wielką bańkę, a z drugiej – za sytuację quasi piramidy finansowej. Wzrost wartości wynikał oczywiście z zakupów. Jednak nie dokonywali ich ci, którzy chcieli używać Bitcoina do transakcji, ale zamierzali na nim zarabiać. Na końcu weszli drobni inwestorzy, którzy mieli mniejsze możliwości osiągania zysku. To dzieje się zgodnie ze słynnym powiedzeniem: „Jeśli ulica mówi Ci, że masz kupować, to natychmiast sprzedawaj” – dodaje Marek Zuber.

Główny ekonomista X-Trade Brokers dr Przemysław Kwiecień uważa, że obecnie największy wpływ na wartość Bitcoina mają kwestie regulacyjne. Cena ochoczo zareagowała na przychylną opinię ze strony amerykańskiego nadzorcy. Jednak, ta kryptowaluta znajduje się pod coraz większym „ostrzałem” rządów. Może np. zostać całkowicie zakazana w Indiach. Zaostrzane są też regulacje w Chinach i w Korei Południowej. Trzeba zauważyć, że obecnie Azja stanowi największy rynek dla handlu i wymiany Bitcoina. Zatem tendencje z tego regionu będą miały kluczowe znaczenie dla jego wartości w najbliższych tygodniach.

– Bitcoin to aktywo, tak samo wymyślone jak inwestowanie w wino czy prognozę pogody. To rynek kompletnie nieregulowany, gdzieś w szarej lub w czarnej strefie. Możliwe są olbrzymie spadki i wzrosty, jeszcze większe wahania niż te, które widzieliśmy ostatnio. Tradycyjna waluta jest czymś gwarantowana – potęgą państwa, swoim potencjałem i bankiem centralnym danego kraju. W tym przypadku nikt niczego nie gwarantuje. Nie wiadomo także, jak to w ogóle wyliczyć – podkreśla Piotr Kuczyński.

Natomiast Marek Zuber dodaje, że największy problem stanowi właśnie brak bezpośredniego powiązania wyceny Bitcoina z fundamentami. Zdaniem eksperta, ryzyko jest bardzo wysokie, a sytuacja przypomina grę w ruletkę. Na znaczny spadek lub odbicie może wpłynąć jedynie psychologia. Z jednej strony mogą to być działania zachęcające, a z drugiej zniechęcające do inwestowania. Spekulant może np. przeznaczyć większe pieniądze, żeby podnieść cenę Bitcoina, a jednocześnie sfinansuje artykuły przedstawiające kryptowalutę w pozytywnym świetle. Wówczas nastąpiłyby wzrosty, nawet znaczące, dające szansę na gigantyczne zarobki. To jest charakterystyczne dla budowania baniek spekulacyjnych, nie tylko na rynkach finansowych, ale też towarowych.

Niepewna przyszłość

– Dziś Bitcoin w dużej mierze służy do spekulacji. Wiele osób straciło nim zainteresowanie jako środkiem płatniczym. Teraz widzę dla niego jedno ryzyko. Mianowicie takie, że upowszechni się rozwiązanie, które spełni wszystkie przesłanki techniczne tej kryptowaluty, ale nie będzie oferowało funkcji spekulacyjnej. Kto wie, może za 5, 10 czy 50 lat Bitcoin zostanie wyparty przez inną technologię i jego wartość faktycznie spadnie do zera – twierdzi prof. Krzysztof Piech.

Dr Przemysław Kwiecień uważa, że Bitcoin jest na ten moment bardzo nieefektywny. Globalna sieć „koparek” zużywa mnóstwo energii. Bez przełomu technologicznego zostanie najprawdopodobniej wyparty przez nowsze systemy blockchain, ale im zdobycie rynku może zająć trochę czasu. Szczególnie teraz, przy niesprzyjającym otoczeniu regulacyjnym. Obok obiecujących rozwiązań pojawia się rzesza nieuczciwych osób. Bazują na naiwności i chciwości niektórych inwestorów, głównie za pomocą tzw. ICO. Obiecują emisję nowej kryptowaluty, której cena ma „z pewnością” wystrzelić w górę.

– Na rynku wyraźnie widać, że zaczyna się tworzyć nowa grupa finansowa, która jest w stanie szybko zarabiać. Na początku to były tylko osoby tropiące nowinki technologiczne, później doszli inwestorzy łączący umiejętności techniczne z finansowymi. Ci ludzie nie mają wpływu na kurs Bitcoina. O najbogatszych na rynku kryptowalutowym nie można powiedzieć, że wszyscy np. 5 lat temu byli tzw. „grubymi rybami”. To raczej osoby, które dorobiły się dzięki inwestycjom. Bracia Winklevoss dostali od Zuckerberga odszkodowanie, które było kolosalne. Jednak podjęli odważną decyzję, żeby pójść w kierunku technologii Bitcoin i zarabiają na tym spore pieniądze – opisuje prof. Krzysztof Piech.

Na końcu nasuwa się pytanie o przyszłość Bitcoina. Jeśli jego wartość wzrasta, to również drożeją inne kryptowaluty. Taka zależność dotyczy też spadku ceny. Marek Zuber przewiduje tylko 2 alternatywne scenariusze na najbliższe lata. Obydwa zakładają, że banki centralne pozostaną przy walutach narodowych. Jednak w pierwszym przypadku przejmą mechanizmy związane z kształtowaniem kursu kryptowalut, np. w zakresie rozliczania transakcji lub lepszego ich zabezpieczania przed różnego rodzaju oszustwami. Jeżeli ten wariant się nie sprawdzi, to wejdzie w życie zakaz używania tego typu aktywów. A wtedy, wartość Bitcoina nie będzie miała już dla kogokolwiek żadnego znaczenia.

LeasePlan ogłasza aktualizację strategii i prezentuje wyniki za 2017 rok

LeasePlan Corporation N. V. światowy lider w zarządzaniu flotą i mobilnością kierowców, prezentuje wyniki za rok 2017  oraz ogłasza aktualizację strategii – Any car, Anytime, Anywhere.

Wybrane dane finansowe za rok 2017:

  • Wynik na działalności kontynuowanej netto[1] w wysokości 532 mln EUR, wzrost o 17% rok do roku po uwzględnieniu jednorazowych kosztów operacyjnych będących inwestycją w długoterminowy wzrost.
  • Wynik netto w wysokości 467 mln EUR, wzrost o 10% w stosunku do roku 2016
  • Stopa zwrotu z kapitału własnego na działalności kontynuowanej 16,7%, wzrost o 173 punkty bazowe
  • Wzrost ilości obsługiwanej floty[2] o 5,5% – 1,7 mln samochodów na drogach
  • Centralizacja działań Grupy – „Power of One LeasePlan” przyniosła oszczędności w wysokości 130 mln EUR

Główne elementy strategii

  • Wyraźna koncentracja strategii na dwóch dużych i rozwijających się rynkach w Europie[3]:
    • „Car-as-a-Service” (CaaS) dla nowych samochodów –rynek o wartości 68 mld EUR
    • Rynek wysokiej jakości trzy i czteroletnich samochodów używanych o wartości 65 mld EUR
  • LeasePlan koncentruje się na trendzie polegającym na przejściu z modelu własnościowego samochodu na model użytkowy i abonencki zarówno na rynku samochodów nowych, jak i wysokiej jakości samochodów używanych, a docelowo na dostarczaniu Any car, anytime, anywhere.
  • Wprowadzenie CarNext.com: platforma cyfrowa dla klientów B2C i B2B w Europie, która umożliwia zakup, leasing i wynajem wysokiej jakości samochodów używanych
  • Kontynuacja „The Power of One LeasePlan” –centralizacji działań Grupy mająca na celu osiągnięcie doskonałości operacyjnej na całym świecie poprzez wdrażanie najlepszych praktyk i wykorzystanie skali działalności LeasePlan we wszystkich elementach łańcucha wartości i we wszystkich krajach objętych zasięgiem LeasePlan. Szacujemy, że „The Power of One LeasePlan” przyniesie 370 mln EUR zysku z działalności kontynuowanej przed opodatkowaniem w perspektywie średnioterminowej w porównaniu do 2016 roku.
  • Uruchomienie LeasePlan Digital w celu przekształcenia firmy z analogowej w całkowicie cyfrową, świadczącą usługi cyfrowe przy wykorzystaniu najnowszych technologii cyfrowej inteligencji
  • Zobowiązanie do bycia liderem w transformacji flot z silnikami spalinowymi na floty o napędzie alternatywnym, w celu osiągnięcia przez flotę LeasePlan zerowych emisji netto do 2030 r.
Główne dane finansowe 1        
         
  2017 Wzrost RdR 2016 Wzrost RdR
Rentowność      
Wynik na działalności kontynuowanej netto (w mln EUR)   531,6 16,8%   455,3 7,1%
Wynik netto (w mln EUR)   466,6 9,7%   425,5 -3,8%
Stopa zwrotu z kapitału własnego[4] (na działalności kontynuowanej) 16,7%   14,9%  
Wielkość      
Obsługiwana flota (w mln) na dzień 31 grudnia   1,745 5,5%   1,654 7,9%
Zatrudnienie        
Liczba pracowników na dzień 31 grudnia   6 660     7 116  

 

Tex Gunning, CEO LeasePlan: 

Cieszę się, że mogę ogłosić kolejne doskonałe wyniki LeasePlan za rok 2017. Mamy na drogach więcej samochodów niż kiedykolwiek wcześniej, a jednocześnie nasz wynik na działalności kontynuowanej  netto i stopa zwrotu z kapitału własnego znacząco wzrosły. Wyniki te podkreślają silny i prężny charakter naszej działalności, jak również pozytywny wpływ centralizacji działań Grupy „The Power of One LeasePlan”, która została pomyślnie uruchomiona w 2017 roku.

Patrząc w przyszłość, możemy osiągnąć o wiele więcej. Istnieje wyraźny trend przejścia z modelu własnościowego na model użytkowy i abonencki, który ma miejsce zarówno na rynku samochodów nowych, jak i wysokiej jakości samochodów używanych. Nasi klienci – niezależnie od tego, czy są to korporacje, MŚP czy osoby prywatne – coraz częściej preferują usługę „Car-as-a-Service”, bez żadnych ograniczeń co do rodzaju samochodu i czasu trwania. Chcą po prostu otrzymać „ Any car, anytime, anywhere”.

LeasePlan będzie przewodził temu trendowi. Dzięki 1,7 milionom samochodów w 32 krajach, już teraz jesteśmy światowym liderem w dostarczaniu klientom Car-as-a-Service w zakresie nowych samochodów – działalności, w którą będziemy nadal inwestować. Dzięki wprowadzeniu CarNext.com jesteśmy również na właściwej drodze do zostania liderem na rozwijającym się rynku Car-as-a-Service samochodów używanych –  trzy i czteroletnich, którego wartość szacowana jest na  65 miliardów euro . CarNext.com to platforma  cyfrowa skierowana do klientów B2C i B2B w Europie, która umożliwia zakup, leasing i abonament wysokiej jakości samochodów używanych.

Nasza pozycja lidera na tych dwóch rynkach, jak również ukierunkowanie się na „The Power of One LeasePlan” i kontrolę kosztów w całej firmie, zostaną dodatkowo wzmocnione nowym projektem LeasePlan Digital. Cel LeasePlan Digital jest prosty: dostarczanie najlepszych w swojej klasie usług cyfrowych wszystkim naszym klientom we wszystkich obszarach działalności  z wykorzystaniem najnowszych technologii cyfrowych. W ten sposób dostarczamy naszym klientom „Any car, anytime, anywhere” . To jest właśnie „What’s next”.

Strategia LeasePlan

Strategia LeasePlan koncentruje się na wprowadzeniu trendu polegającego na przejściu z modelu własnościowego samochodu na model użytkowy i abonencki zarówno na rynku samochodów nowych, jak i samochodów używanych, ostatecznie dostarczając klientowi  „Any car, anytime, anywhere”. Aby wzmocnić realizację strategii, wybraliśmy jej 5 głównych obszarów :

  1. Dalszy rozwój naszej działalności Car-as-a-Service w zakresie nowych samochodów

Będziemy nadal rozwijać naszą działalność Car-as-a-Service (CaaS), która obejmuje rozwiązania mobilne oparte na wynajmie  i zintegrowanych usługach. LeasePlan jest światowym liderem na tym rozwijającym się rynku o wartości 68 mld EUR3. Nasze podejście będzie ukierunkowane na metodyczny wzrost rentowności w najbardziej atrakcyjnych segmentach rynku: Korporacje, MŚP i klienci Platformy Mobilneji. W ramach tych segmentów wykorzystamy naszą ofertę innowacyjnych, nowych produktów i usług w obszarach takich jak serwis i naprawa samochodów, ubezpieczenia i pojazdy niskoemisyjne. W przyszłości, pozycja lidera LeasePlan zostanie wzmocniona dzięki wykorzystaniu technologii cyfrowej , która  pozwoli nam świadczyć efektywne kosztowo najwyższej jakości usługi online i offline wszystkim naszym klientom . Patrząc dalej w przyszłość, oczekujemy również, że nasza działalność Car-as-a-Service w znacznym stopniu skorzysta na innych tendencjach w zakresie mobilności, takich jak pojawienie się pojazdów autonomicznych, co zwiększy zapotrzebowanie na świadczone przez nas usługi zarządzania flotą.

Od 15 lat rynek Car-as-a-Service dla nowych samochodów rozwija się z roku na rok. W przeszłości, penetracja rynku CaaS była niska, stanowiąc zaledwie 4,8% całkowitego europejskiego parku samochodowego w 2016 r.3. Rośnie ona jednak i stanowi obecnie sporą szansę na przyszły rozwój rynku. Według Roland Berger6, rynek CaaS ma rozwinąć się o około 5,2% CAGR w latach 2016-2025, głównie ze względu na leżące u jego podstaw trend outsourcingu i  przejścia od własności do użytkowania i wynajmu. Oczekuje się, że prognozowany rozwój rynku CaaS zwiększy penetrację CaaS w całym parku samochodowym, osiągając około 6,8% do roku 20253.

  1. Uruchomienie CarNext.com i zachwianie rynku samochodów używanych.

Europejski rynek samochodów używanych jest duży, ale i podatny na zachwiania, ponieważ jest bardzo rozdrobniony i nieefektywny (zarówno w porównaniu z innymi rynkami samochodów używanych, np. amerykańskim, jak i pionami sprzedaży detalicznej samochodów innych niż osobowe), i charakteryzuje się niskim poziomem przejrzystości i zaufania konsumentów. Jednocześnie klienci coraz częściej wymagają wygodnych, przejrzystych i elastycznych rozwiązań, w tym możliwości nie tylko zakupu, ale także wynajmu i leasingui wysokiej jakości pojazdów używanych. Jako największy w Europie dystrybutor wysokiej jakości trzy i czteroletnich samochodów używanych (około 250 000 samochodów rocznie) o zaufanej marce, z dostępem do bogatych danych rynku samochodowego oraz istniejącą siecią ogólnoeuropejską, LeasePlan ma mocną pozycję, by zachwiać tym rynkiem i wygenerować znaczące zyski.

W 2017 r. LeasePlan uruchomił CarNext.com w celu stworzenia wiodącego rynku dla elastycznych rozwiązań mobilnych, skoncentrowanych na zaufaniu, efektywności i przejrzystości. Dzięki 1,2 mln samochodów na drogach w Europie i gwarantowanej dostawie 250 000 dobrze utrzymanych samochodów, które co roku powracają w ramach Car-as-a-a-Service firmy LeasePlan, CarNext.com jest w stanie dostarczyć klientom w Europie „Any car, anytime, anywhere 

CarNext.com oferuje swoim klientom niespotykaną dotąd elastyczność w zakresie zakupu, leasingu lub wynajmu pojazdów używanych na swojej platformie. Opatentowane narzędzie analizy danych Asset Control Tower dopasowuje podaż pojazdów z LeasePlan do indywidualnych potrzeb klientów w zakresie mobilności w czasie rzeczywistym, dzięki czemu LeasePlan może zmaksymalizować wartość cyklu życia samochodów w całej Europie (sprzedaż, leasing, wynajem). Docelowo usługa ta zostanie rozszerzona poza LeasePlan o zaufanych właścicieli samochodów używanych wysokiej jakości.

CarNext.com będzie działać przede wszystkim za pośrednictwem własnej internetowej platformy CarNext.com, wspieranej przez ogólnoeuropejską sieć maks. 50 salonów, gdzie klienci będą mogli obejrzeć samochody, otrzymać niezbędne konsultacje i podjąć ostateczną decyzję. Wszystkie samochody na platformie CarNext.com są dobrze utrzymane, pochodzą z zaufanego źródła i posiadają aprobatę LeasePlan.

CarNext.com już teraz prężnie się rozwija. W roku 2017, CarNext.com zwiększył sprzedaż B2C w Europie z 7% do 15% na koniec roku 2017. Ponadto wprowadzono usługę Car-as-a-Service, w ramach której w 2017 r. wynajęto 3 200 używanych samochodów.

W dłuższej perspektywie spodziewamy się, że CarNext.com będzie dla LeasePlan szansą zysku na poziomie wielu milionów euro, ponieważ tendencja w kierunku Car-as-a-Service ma miejsce nie tylko na rynku nowych samochodów, ale również na rynku wysokiej jakości trzy o czteroletnich samochodów używanych.

  1. Centralizacja działań Grupy „The Power of One LeasePlan”

W 2017 r. rozpoczęliśmy centralizację działań Grupy , który ma na celu zbudowanie fundamentów na przyszłość, wdrożenie najlepszych praktyk i wykorzystanie rozmachu LeasePlan we wszystkich elementach łańcucha wartości oraz we wszystkich krajach, w których działa LeasePlan. Najlepsze praktyki w zakresie serwisu, napraw samochodów, ubezpieczeń i sprzedaży używanych samochodów stanowią wartość dodaną dla naszych klientów i nadal będą stanowić znaczącą wartość dla naszych akcjonariuszy. Wykorzystanie naszego rozmachu w obszarze zamówień, IT i usług cyfrowych pozwoli nam rozwijać się i lepiej obsługiwać naszych klientów. W przeszłości LeasePlan był zarządzany przez lokalną organizację, a ogólne wyniki LeasePlan były sumą jej lokalnej działalności gospodarczej. Dzięki „The Power of One LeasePlan” stworzyliśmy w pełni zintegrowany globalnie model operacyjny, kładąc podwaliny pod naszą działalność, aby wykorzystać możliwości silnego i zrównoważonego rozwoju w nadchodzących latach.

Oczekujemy, że łącznie „The Power of One LeasePlan” przyniesie 370 mln EUR zysku przed opodatkowaniem  w perspektywie średnioterminowej w porównaniu do 2016 r., z czego 130 mln EUR uzyskano w 2017 r.  Prawie połowę korzyści chcemy osiągnąć poprzez zmniejszenie kosztów operacyjnych  zaś pozostała część będzie wynikać ze zwiększenia zysku brutto. „The Power of One LeasePlan” będzie kontynuowany w najbliższej przyszłości zgodnie z naszą strategią.  Równolegle, LeasePlan inwestuje znaczne środki w celu stymulowania rozwoju długoterminowego. W 2017 r. dodatkowe koszty operacyjne  LeasePlan wyniosły 40 mln EUR; zainwestowano je głównie w rozwój działalności marketingowej, LeasePlan Digital i CarNext.com.

  1. 4. Wdrożenie LeasePlan Digital w celu osiągnięcia najwyższej efektywności cyfrowej docelowo wprowadzając „Any car, anytime, anywhere ”

Aby zrealizować wizję „Any car, anytime, anywhere”, na  rynku nowych i używanych samochodów  Car-as-a-Service, w 2017 roku uruchomiliśmy nowy projekt  „LeasePlan Digital”. Celem tego projektu jest przekształcenie LeasePlan z firmy analogowej w całkowicie cyfrową, dostarczającą usługi cyfrowe z najwyższą efektywnością za pośrednictwem platform cyfrowych, wykorzystującą najnowsze technologie cyfrowej inteligencji (np. sztuczna inteligencja, algorytmy i deep learning). Szczególne obszary zainteresowania obejmują zwiększenie zaangażowania cyfrowego naszych klientów oraz budowę platformy rynku cyfrowego dla CarNext.com. Wykorzystamy również najnowsze technologie w celu osiągnięcia najwyższej efektywności kosztowej poprzez automatyzację procesów z wykorzystaniem nauczania maszynowego, sztucznej inteligencji i robotyki. Ponadto w pełni zdigitalizowany model działalności wzmocni pozycję  LeasePlan w momencie gdy autonomiczne zarządzanie flotą stanie się standardem rynkowym. Aby wesprzeć rozwój LeasePlan Digital, w 2017 roku założyliśmy Centralę LeasePlan Digital w Amsterdamie. Zespół LeasePlan Digital będzie rozwijany  w kolejnych latach w celu rozbudowania platform oraz ulepszenia produktów, usług i kompetencji niezbędnych do dostarczenia „Any car, anytime, anywhere  ”.

  1. Dążenie do osiągnięcia zerowych emisji netto z całej floty do 2030 r.

LeasePlan odgrywa wiodącą rolę w przejściu z silników spalinowych na alternatywne układy napędowe. W związku z tym postawiliśmy sobie ambitny cel, jakim jest osiągnięcie zerowych emisji netto z całej naszej floty do 2030 roku, wspierając skuteczną realizację porozumienia paryskiego i celów zrównoważonego rozwoju związanych ze zmianami klimatu. Kluczowymi elementami naszej strategii zrównoważonego rozwoju są: przekazywanie klientom na bieżąco (What’s next) w zakresie pojazdów niskoemisyjnych, ułatwianie wdrażania niskoemisyjnych pojazdów poprzez atrakcyjne oferty dla klientów oraz przekształcenie do 2021 roku własnej floty pracowniczej LeasePlan we flotę pojazdów elektrycznych. LeasePlan stał się partnerem -założycielem EV100, nowej globalnej inicjatywy biznesowej uruchomionej przez The Climate Group na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ we wrześniu 2017 roku mającej na celu przyspieszenie wdrażania pojazdów elektrycznych i infrastruktury wśród dużych korporacji globalnych. Poziom emisji CO2 floty LeasePlan stale się poprawia. W latach 2011-2017, emisja CO2 floty pojazdów LeasePlan z silnikami wysokoprężnymi poprawiała się średnio o 4,8% rocznie, oraz średnio o 4% rocznie we flocie pojazdów benzynowych.

Wyniki grupy

Wynik na działalności kontynuowanej
W mln EUR, o ile nie określono inaczej 2017 Wzrost RdR 2016 Wzrost RdR
Obsługiwana flota (w mln) na dzień 31 grudnia         1 745 5,5%         1 654 7,9%
Przychody z leasingu i usług dodatkowych      6 497,8        6 261,9
Sprzedaż pojazdów oraz opłaty za zakończenie umowy      2 863,1        2 937,1
Przychody      9 360,9 1,8%      9 199,0 3,4%
Koszty leasingu i usług dodatkowych      5 100,8        4 940,6
Koszty zbycia pojazdów      2 706,0        2 750,6
Koszty bezpośrednie      7 806,8 1,5%      7 691,2 3,7%
Jako % dochodów 83,4%   83,6%
Usługi leasingowe         565,5           543,2
Zarządzanie flotą i inne usługi         286,7           286,8
Serwis i naprawa samochodów         307,0           289,5
Szkody i usługi ubezpieczeniowe         237,8           201,9
Opłaty za zakończenie umowy         115,8           117,4
Zysk/strata z tytułu zbycia pojazdów           41,3             69,0
Zysk brutto      1 554,1 3,1%      1 507,8 1,5%
Jako % dochodów 16,6%   16,4%
Koszty osobowe         543,0           567,8
Pozostałe koszty operacyjne         289,1           291,3
Amortyzacja i umorzenia           47,7             55,3
Koszty operacyjne ogółem         879,8 -3,8%         914,4 1,1%
Jako % dochodów 9,4%   9,9%
Udział w zyskach jednostek stowarzyszonych i zależnych             2,3               4,6
Zysk na działalności kontynuowanej przed opodatkowaniem         676,6 13,1%         598,0 1,9%
Jako % dochodów 7,2%   6,5%
Podatek dochodowy         145,0           142,7
Wynik na działalności kontynuowanej netto 531,6 16,8%         455,3 7,1%
Jako % dochodów 5,7%   4,9%
Korekty (65,0)   (29,8)
Wynik netto 466,6 9,7%         425,5 -3,8%
Jako % dochodów 5,0%   4,6%

LeasePlan dostosował rachunek wyników sprawozdania Zarządu tak, by zapewnić większą przejrzystość wyników finansowych. Wyniki na działalności kontynuowanej netto są wykazywane jako ważna miara efektywności, mająca na celu skorygowanie wpływu niezrealizowanych wyników na instrumenty finansowe, jednorazowe pozycje związane ze sprzedażą spółek zależnych, koszty restrukturyzacji i doradztwa związane z „The Power of One LeasePlan”, koszty przygotowania potencjalnej oferty publicznej i jej efekt podatkowy. Porównanie wyniku na działalności kontynuowanej netto i wyniku netto wynikającego z MSSF zamieszczono w tabeli na stronie 20 niniejszego komunikatu prasowego.

Roczny wzrost floty obsługiwanej osiągnął 5,5%. Na koniec 2017 roku, LeasePlan posiadał zdywersyfikowaną bazę klientów, liczącą około 179 tys. klientów, przy czym 59% to klienci o ratingu inwestycyjnym.[5] Grupa klientów CaaS, jako procent obsługiwanej floty wynosiła na koniec 2017 roku 80% dla korporacji, 17% dla MŚP i 3% dla sektora prywatnego. Nasi klienci korporacyjni są nadal bardzo zróżnicowani pod względem branżowym i geograficznym. Dostawcy usług mobilnych stanowią obecnie niewielką, ale dynamiczną część grupy klientów i oczekuje się, że w przyszłości ich udział wzrośnie.  W roku 2017 LeasePlan zawarł ogólnoeuropejskie partnerstwo strategiczne z firmą Uber oraz inne lokalne partnerstwa z wiodącymi dostawcami usług w zakresie mobilności, aby zapewnić kierowcom tych firm dostęp do naszego modelu Car-as-a-Service.

Przychody wzrosły o 2 % do 9 361 mln EUR (3% bez uwzględnienia wpływu różnic kursowych), co było spowodowane wzrostem przychodów z tytułu leasingu i usług dodatkowych, co z kolei wynikało głównie ze zwiększenia obsługiwanej floty o 5,5%, ale też częściowo było zrekompensowane spadkiem sprzedaży pojazdów.  Podczas gdy średnie przychody ze sprzedaży pojazdów jako % MSRP[6] poprawiły się, średnie przychody ze sprzedaży w euro zmniejszyły się ze względu na mniejszą ilość sprzedanych samochodów w porównaniu z rokiem 2016.

Zysk na działalności kontynuowanej  brutto wzrósł w roku 2017 o 3,1% do 1 554 mln EUR. Zysk brutto wykazał wzrost we wszystkich źródłach przychodów z tytułu Leasingu i usług dodatkowych, przede wszystkim w zakresie usług leasingowych (obejmujących przychody odsetkowe i amortyzację), usług serwisowych i napraw samochodów oraz szkód i usług ubezpieczeniowych, napędzanych przez ogólny rozwój floty oraz wzrost penetracji naszych usług w zakresie szkód i usług ubezpieczeniowych (ilość floty ubezpieczonej wzrosła do 764 000 sztuk). „The Power of One LeasePlan” przyczynił się do wzrostu marży brutto dzięki obniżeniu kosztów napraw, przesunięciu wydatków na zakupy w kierunku preferowanej sieci dealerów LeasePlan oraz zwiększeniu rabatów i premii za zakup pojazdów.

Opłaty za zakończenie umowy, które uwzględniają nadmierne zużycie oraz korekty z tytułu różnic w przebiegu, wyniosły 116 mln EUR w 2017 roku w porównaniu do 117 mln EUR w 2016 roku. Opłaty za zakończenie umowy są stosunkowo stabilne rok do roku i powiązane z ilością sprzedanych pojazdów.

Zysk/strata z tytułu zbycia pojazdów[7] (PLDV) wyniosła 41 mln EUR w porównaniu do 69 mln EUR w 2016 roku. Spadek ten nie był wynikiem ostatnich zmian cen używanych samochodów ani warunków rynkowych. Według ostatniego badania opublikowanego przez Roland Berger, ceny wysokiej jakości trzy i czteroletnich samochodów z silnikami wysokoprężnymi utrzymywały się w 2017 roku na stabilnym poziomie i oczekuje się, że utrzymają się na stabilnym poziomie również w perspektywie średnioterminowej. Spadek ten stanowi raczej przewidywalną normalizację nadzwyczajnych poziomów zysku z tytułu zbycia pojazdów wygenerowanego przez wynajmowane samochody podczas niekorzystnych warunków rynkowych, które nastąpiły po kryzysie finansowym w latach 2008/09.

Według  wyników LeasePlan za III kw. 2017 roku, kryzys finansowy doprowadził do istotnej presji wpływającej na ceny używanych samochodów wyprodukowanych w latach 2009-2014. W tym okresie, LeasePlan mógł sporządzać umowy w oparciu o oczekiwane bardzo niskie przychody ze sprzedaży pojazdów. W czasie, gdy ceny używanych samochodów stopniowo rosły, powracając do poziomów znormalizowanych, , LeasePlan (1) wygenerował znaczący zysk z tytułu zbycia pojazdów na podstawie umów podpisanych w czasie kryzysu finansowego, oraz (2) stopniowo dostosowywał wartości rezydualne [8] w ramach nowych umów, aby odzwierciedlić ożywienie na rynku i bardziej znormalizowane poziomy rentowności przy zbywaniu pojazdów. Obecny spadek wyniku na sprzedaży samochodów używanych jest konsekwencją stopniowej normalizacji wartości księgowej umów podpisanych w okresie po kryzysie i jest kompensowany wzrostem naszej działalności i inicjatyw „The Power of One LeasePlan”.

Koszty operacyjne spadły o 4% w stosunku do roku 2016, do 880 mln EUR. Centralizacja działań Grupy „The Power of One LeasePlan” przyniósł obniżenie kosztów operacyjnych, które zostały częściowo ponownie zainwestowane w działania marketingowe, LeasePlan Digital oraz CarNext.com.

Efektywna stopa podatkowa zmniejszyła się w 2017 roku w porównaniu do 2016 roku, głównie z powodu dodatkowych odpisów amortyzacyjnych we Włoszech oraz aktualizacji wyceny rezerw z tytułu odroczonego podatku dochodowego LeasePlan w niektórych krajach, np. w Stanach Zjednoczonych, w wyniku nowych przepisów podatkowych z 2017 roku.

Wynik na działalności kontynuowanej netto wzrósł do 532 mln EUR w 2017 roku w porównaniu do 455 mln EUR w 2016 roku. Wzrost o 77 mln EUR w ujęciu rocznym wynikał z wyższego zysku brutto, niższych kosztów operacyjnych i podwyższonej efektywnej stawki podatkowej. Wynik na działalności kontynuowanej netto obejmował koszty operacyjne w wysokości 40 mln EUR zainwestowane w rozwój długoterminowy.

Korekty wyniku na działalności kontynuowanej netto wyniosły 65 mln EUR. Obejmują one niezrealizowane wyniki na instrumentach finansowych, jednorazowe pozycje związane ze sprzedażą jednostek zależnych, koszty restrukturyzacji i koszty doradztwa związane z „The Power of One LeasePlan”, koszty przygotowania potencjalnej pierwszej oferty publicznej i jej efekt podatkowy. Sprawozdawczy wynik netto wzrósł do 467 mln EUR w 2017 roku w porównaniu do 426 mln EUR w 2016 roku.

Finansowanie i pozycja kapitałowa

LeasePlan kontynuował swoją zdywersyfikowaną działalność w zakresie finansowania w 2017 roku, uzyskując łącznie 4,3 mld EUR depozytów detalicznych, zabezpieczonych i niezabezpieczonych długów. LeasePlan zrealizowała dwie publiczne, uprzywilejowane, niezabezpieczone transakcje o łącznej wartości 1,25 mld EUR, a kolejne 1,3 mld EUR zostało umieszczone w emisji niepublicznej w dziewięciu różnych walutach. Bank detaliczny LeasePlan zwiększył depozyty detaliczne w Holandii i Niemczech o 508 mln EUR do 5,9 mld EUR (rok 2016: 5,4 mld EUR), podczas gdy spółka z powodzeniem pozyskała 1,2 mld EUR z programu „Asset Backed Securities (Bumper)”, w tym Bumper 8 w Wielkiej Brytanii na łączną kwotę 425 mln GBP i Bumper 9 w Holandii na kwotę 574 mln EUR.

Ponadto, LeasePlan renegocjował swoje istniejące niewykorzystane odnawialne linie kredytowe z konsorcjum banków, przedłużając je o kolejne 5 lat na łączną kwotę 1,5 mld EUR, co skutkowało bardzo stabilnym buforem płynności w wysokości 4,5 mld EUR.

Zgodnie z procesem przeglądu nadzorczego i oceny (SREP) przeprowadzonym przez holenderski bank centralny (DNB), minimalne wymagania LeasePlan na rok 2018 ustalono na poziomie 8,7% dla współczynnika kapitałowego CET1 i 12,2% dla całkowitego wymogu kapitałowego SREP. Całkowity wymóg kapitałowy SREP nie obejmuje wymogów łączonych w zakresie bufora (tj. bufora antycyklicznego oraz bufora zabezpieczającego). Obecnie, LeasePlan przekracza swoje obowiązujące wymogi kapitałowe, a jej pozycja kapitałowa jest stabilna, przy wskaźniku kapitałowym CET1 i współczynniku kapitałowym ogółem na dzień 31 grudnia 2017 roku na poziomie 17,7%[9].

W listopadzie, S&P zaktualizowało prognozę LeasePlan ze stabilnej na pozytywną. Potwierdzono ratingi kredytowe emitenta długo i krótkoterminowego BBB-/A-3. Ratingi i prognozy Moody’s oraz Fitch pozostały niezmienione (Baa1/P-2/Stabilna odpowiednio BBB+/F2/Stabilna).

Cele finansowe i prognoza

W perspektywie średnioterminowej, LeasePlan stawia sobie za cel osiągnięcie dwucyfrowego średniorocznego wzrostu na działalności kontynuowanej netto, wzrostu już i tak wysokiej bazowej stopy zwrotu z kapitału własnego oraz wysokich stóp wypłaty dywidendy (60% rocznie w ciągu ostatnich trzech lat). Powyższe cele średnioterminowe obejmują:

  1. Wpływ inicjatywy „The Power of One LeasePlan” w wysokości 370 mln EUR w porównaniu z 2016 rokiem
  2. Ostrożne rezerwy w wysokości 100 mln EUR na oczekiwany spadek wyniku na sprzedaży samochodów używanych będący efektem opisanej powyżej oczekiwanej normalizacji
  3. Oczekiwany wzrost zysku przed opodatkowaniem w wysokości 90 mln EUR z CarNext.com

    Kwartalny wzrost gospodarczy w ujęciu rocznym może różnić się w poszczególnych kwartałach i nie odzwierciedlać średniookresowego wzrostu docelowego, ze względu na kwartalne stopniowe wprowadzanie oszczędności „The Power of One LeasePlan”, wydatki na inwestycje we wzroste długoterminowyoraz normalizację PLDV.

LeasePlan kontynuuje badania nad różnymi strategicznymi alternatywami, w tym nad ofertą publiczną.

[1] Niniejszy komunikat prasowy nie został poddany audytowi. Na wynik netto na działalności kontynuowanej składa się zysk netto skorygowany o niezrealizowane wyniki na instrumentach finansowych, jednorazowe pozycje związane ze sprzedażą jednostek zależnych, koszty restrukturyzacji i koszty doradztwa związane z „Power of One LeasePlan”, koszt przygotowania potencjalnej oferty publicznej i jej efekt podatkowy. Porównanie  wyniku netto na działalności kontynuowanej i wyniku netto sporządzonego w oparciu o  MSSF zamieszczono w tabeli na stronie 20 niniejszego komunikatu prasowego

[2] Obsługiwana flota – flota finansowana w całości oraz flota wyłącznie usługowa

[3] Źródło: Embracing the Car-as-a-Service model – The European leasing and fleet management market, Roland Berger, styczeń 2018r., na zlecenie LeasePlan

[4]Stopa zwrotu z kapitału własnego na działalności kontynuowanej LTM w niniejszym dokumencie określana jest jako bazowy wynik netto za 12 ostatnich miesięcy podzielony przez średni kapitał własny MSSF (średni miesięczny kapitał własny z 12 ostatnich miesięcy)..

[5] Na podstawie ratingów S&P dla 100 największych klientów o standardzie inwestycyjnym na dzień 30 czerwca 2017 r., zdefiniowanych jako BBB- lub wyższe

[6] Sugerowana cena detaliczna producenta

[7] Zysk/stratę z tytułu zbycia pojazdów określano wcześniej mianem wyników na  wartości rezydualnej.

[8] Wartość księgowa po zakończeniu umowy: Początkowa wartość księgowa pojazdu po zakończeniu umowy zmodyfikowana o każdą korektę umowy w trakcie jej trwania

[9] Ustalając wskaźnik kapitałowy CET1 nie uwzględnia się wyników za drugie półrocze 2017 roku.

Prezes PFR: Banki w Polsce czeka dalsza konsolidacja. Dla klientów nie musi to oznaczać wyższych kosztów

Prezes PFR: Banki w Polsce czeka dalsza konsolidacja. Dla klientów nie musi to oznaczać wyższych kosztów 1

Polski sektor bankowy czeka konsolidacja – prognozuje Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju. Część banków może trafić na sprzedaż, małe banki mogą się zaś decydować na fuzje, żeby mieć większe szanse w starciu z większymi konkurentami. Z perspektywy bezpieczeństwa klientów i rynku może wystarczyć, jeśli na rynku pozostanie 6–7 największych graczy. Zdaniem ekspertów mniejsza konkurencja na rynku nie musi wcale oznaczać wyższych kosztów dla klientów.

– Mamy bezpieczny system bankowy, banki o wysokiej płynności i wysokich kapitałach. Ten rynek w Polsce cały czas dobrze się rozwija, kredyty są dostępne zarówno dla przedsiębiorstw, jak i dla klientów indywidualnych. Sektor od lat jest w trendzie konsolidacji i będzie on kontynuowany nie tylko w 2018 roku, lecz także w kolejnych latach. Część banków może być cały czas na sprzedaż, a część małych banków może się zdecydować na fuzje i przejęcia – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Paweł Borys, prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Z „Raportu o sytuacji banków po III kw. 2017 roku” Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że znaczne przyspieszenie tempa wzrostu gospodarki, dalsza poprawa sytuacji na rynku pracy, nastrojów przedsiębiorstw i konsumentów oraz środowisko niskich stóp procentowych sprzyjają sektorowi bankowemu. Odnotowano wzmocnienie bazy kapitałowej, przy czym fundusze własne wzrosły ze 175,5 mld zł na koniec 2016 roku do 187,3 mld zł na koniec września 2017 roku. Przez pierwsze trzy kwartały ubiegłego roku odnotowano poprawę wyniku działalności bankowej sektora bankowego o 468 mln zł. Odnotowano też wzrost przychodów odsetkowych o ponad 3,6 mld zł, czyli 6,7 proc., przy jednoczesnym zmniejszeniu kosztów odsetkowych o 403 mln zł. Dodatkowo wartość kredytów zwiększyła się o ponad 40 mld zł. Wynikało to przede wszystkim ze wzrostu kredytów dla sektora przedsiębiorstw i gospodarstw domowych, w mniejszym stopniu ze wzrostu kredytów dla sektora finansowego.

– Jestem przekonany, że na polskim rynku potrzebna jest zdrowa konkurencja. To zawsze oznacza dobrą jakość usług dla klientów. Część banków nie ma jednak wystarczającej skali, żeby skutecznie konkurować na rynku. Wydaje mi się, że jest przestrzeń dla około siedmiu dużych banków uniwersalnych i w tym kierunku idziemy. To i tak byłoby znacząco więcej niż na niektórych rynkach, np. w Skandynawii są trzy duże banki, na rynku francuskim też dominuje tylko kilka grup finansowych. Sytuacja, w której mamy sześć, siedem dużych banków, które skutecznie konkurują o klientów, byłaby dobra z perspektywy bezpieczeństwa sektora i z perspektywy klientów – ocenia prezes Polskiego Funduszu Rozwoju.

Choć poziom koncentracji w sektorze bankowym nie uległ istotnej zmianie, a udział dziesięciu największych banków w aktywach sektora, kredytach dla sektora niefinansowego oraz depozytach sektora niefinansowego wynosił odpowiednio 70,5 proc., 70 proc. i 74,5 proc., to rósł udział fuzji i przejęć. Przez pierwsze trzy kwartały 2017 roku zmniejszyła się liczba zatrudnionych w sektorze bankowym (o 3,4 tys. osób), a ograniczeniu uległa sieć sprzedaży (o 667 placówek).

Jak przekonuje Paweł Borys, dla klientów banków konsolidacja nie musi oznaczać wyższych kosztów. W dużej mierze ze względu na rosnącą konkurencję ze strony fintechów, czyli przedsiębiorstw z branży dostarczającej rozwiązań technologicznych wspierających usługi finansowe. Deloitte szacuje wartość rynku fintechowego w Europie Środkowo-Wschodniej na 2,2 mld euro, z czego na Polskę przypada 856 mln euro.

– Z perspektywy klienta łączenie banków ma plusy i minusy. Z jednej strony często większy bank ma szanse inwestować więcej w nowe technologie, nowe rozwiązania i oferować szerszy zakres usług, co jest korzystne dla klienta. Istnieją jednak zawsze obawy, że większy bank i mniejsza konkurencja oznaczają wyższe koszty. W Polsce, zwłaszcza w tej chwili, przy konkurencji ze strony fintechów, to ryzyko wzrostu kosztów jest coraz mniejsze, więc wydaje się, że jest więcej korzyści niż ryzyka – przekonuje Paweł Borys.

Polska stawia na elektromobilność. W najbliższych latach należy się spodziewać boomu na rynku pojazdów elektrycznych

Polska stawia na elektromobilność. W najbliższych latach należy się spodziewać boomu na rynku pojazdów elektrycznych 2

Rozwój elektromobilności zwiększa polskie bezpieczeństwo energetyczne i wpływa na wzrost PKB, a przy tym jest korzystny dla środowiska i pozwoli ograniczyć problem smogu w miastach. Do 2030 roku sama elektryfikacja transportu przyczyni się do stworzenia około 50,8 tys. nowych miejsc pracy i wzrostu polskiej gospodarki o 0,3 proc. – to główne wnioski z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych. Potencjał elektromobilności dostrzegają też duże koncerny motoryzacyjne, które dużo inwestują w ten rynek. 

 Rozwój elektromobilności oznacza powstanie nowego sektora przemysłu. Mamy tradycyjny sektor motoryzacyjny, który już dziś intensywnie przestawia się na elektromobilność, ale to również szansa rozwoju dla nowych branż i nowych technologii. Każdy pojazd elektryczny to nowa konstrukcja, więc konieczne będzie też poszukiwanie nowych, lżejszych materiałów. To z całą pewnością szansa na stworzenie nowego łańcucha wartości w polskim przemyśle –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, minister technologii i przedsiębiorczości.

Elektromobilność to jeden z priorytetów polskiego rządu, jej rozwój ma być pozytywnym impulsem dla nauki i całej gospodarki. Jak wynika z opublikowanego raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych, sama elektryfikacja transportu drogowego przyczyni się do stworzenia około 50,8 tys. nowych miejsc pracy do 2030 roku oraz wzrostu polskiej gospodarki o 0,3 proc. W dłuższej perspektywie, do 2050 roku, ten wzrost może sięgnąć nawet 1,1 proc.

W ubiegłym roku zostały przyjęte strategiczne dokumenty dotyczące rozwoju elektromobilności w Polsce. Z kolei na początku lutego prezydent podpisał ustawę, która kompleksowo reguluje ten sektor i wprowadza zachęty dla nabywców zeroemisyjnych aut.

 Pierwsza z nich to obniżona akcyza na pojazdy elektryczne, druga – to możliwość poruszania się buspasami dla posiadaczy pojazdów elektrycznych. Ustawie towarzyszy uruchomienie Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, który ma służyć nie tylko budowie niezbędnej infrastruktury ładowania, lecz także w przyszłości ma stanowić instrument wsparcia zakupowego dla tych, którzy będą chcieli nabywać pojazdy elektryczne, albo dla miast, które będą chciały wykorzystywać floty samochodów w modelu współdzielenia do udostępniania mieszkańcom miast – mówi Jadwiga Emilewicz.

Nowa ustawa zakłada, że kierowcy, którzy zdecydują się na zakup auta o napędzie elektrycznym lub wodorowym, nie będą musieli płacić akcyzy ani uiszczać opłat za parkowanie w płatnych strefach. Będą za to mogli korzystać z uprzywilejowanych buspasów. Z kolei przedsiębiorcy zyskają możliwość większego odpisu amortyzacyjnego.

 Przyjęcie ustawy to pierwszy, bardzo ważny krok. Drugim jest budowa świadomości i promocja, pokazanie, że ten samochód przynosi Polsce wzrost gospodarczy i korzyści środowiskowe. Czekamy teraz na decyzje dotyczące Funduszu Niskoemisyjnego Transportu, który ma powstać bardzo niedługo. Zgromadzone w nim pieniądze będą pracowały na budowę infrastruktury i pomoc w nabywaniu samochodów elektrycznych – mówi Marcin Korolec, prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych.

Z raportu Cambridge Econometrics i Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych „Napędzamy polską przyszłość” wynika, że rozwój elektromobilności będzie również kluczowy dla poprawy jakości powietrza w polskich miastach, które borykają się z problemem smogu. Najbardziej ambitne scenariusze rozwoju tego rynku pozwalają oszacować, że do 2050 roku emisja pyłów związana z użytkowaniem silnikowych samochodów osobowych mogłaby spaść o 90 proc., a emisja dwutlenku węgla zostałaby w znacznym stopniu zredukowana.

– Samochody elektryczne mają bardzo wiele zalet. Przede wszystkim pojazdy elektryczne nie produkują zanieczyszczeń lokalnych. Jest to szczególnie ważne dla miast – mówi Andreas Klugescheid, ekspert BMW Group.

Motoryzacyjny koncern widzi duży potencjał w rozwoju elektrycznego transportu. Już w tej chwili BMW jest największym producentem samochodów elektrycznych i zelektryfikowanych w Europie.

 Nikt nie sprzedaje więcej samochodów na baterię i hybryd plug-in niż my. Obecnie jesteśmy największym producentem i sprzedawcą takich aut i chcemy utrzymać ten status również w przyszłości. Do 2025 roku zaoferujemy łącznie dwadzieścia pięć nowych modeli: trzynaście hybryd plug-in i dwanaście całkowicie elektrycznych – zapowiada Andreas Klugescheid.

Według prognoz Międzynarodowej Agencji Energii, przywołanych w raporcie Cambridge Econometrics i FPPE, pomiędzy 2020 a 2030 rokiem nastąpi wyrównanie całkowitego kosztu posiadania samochodów z silnikiem spalinowym i aut elektrycznych, biorąc pod uwagę koszt zakupu, serwisu i ich utylizacji. Kluczowe znaczenie dla popularyzacji pojazdów elektrycznych ma infrastruktura do ich ładowania. Do końca 2020 roku w całej Polsce ma powstać również sieć 6,4 tys. punktów ładowania energią elektryczną (400 szybkich ładowarek i 6 tys. o normalnej mocy) oraz ponad sto punktów tankowania gazu CNG/LNG.

Udział elektryków i hybryd typu plug-in w polskim rynku wciąż jest znikomy i oscyluje wokół 0,1 proc., ale rośnie skokowo. Dane KPMG i PZPM pokazują, że w 2016 roku zarejestrowano w Polsce 556 aut z napędem elektrycznym lub hybrydowym plug-in, co oznacza 65-proc. wzrost rok do roku. Z kolei ubiegłoroczne badanie SW Research na zlecenie PSPA pokazało, że 12 proc. Polaków planuje w najbliższym czasie zakup samochodu elektrycznego, a 31,5 proc. wciąż się nad tym zastanawia. Kierowcy coraz chętniej przesiadają się na elektryki, ponieważ nowe modele takich aut oferują coraz lepsze osiągi.

– Poprawa zasięgu elektryków to nie rola państwa, lecz przedsiębiorców, technologów i naukowców, i to się dzieje. Zaczynaliśmy od niespełna 100 km, dzisiaj najnowsze modele przejeżdżają 400 km. Dla tych, którzy dzisiaj wybierają samochody elektryczne, są to ich drugie samochody, do ruchu miejskiego, zakupowego czy dowożenia dzieci do szkół i przedszkoli. Dystans będzie się zwiększał wraz z rosnącymi wydatkami na badania i rozwój w elektromobilności – podkreśla minister Jadwiga Emilewicz.

Prezes Fundacji Promocji Pojazdów Elektrycznych podkreśla, że elektromobilność to trend, który obejmuje nie tylko Polskę, lecz także całą Europę, Stany Zjednoczone czy Azję. W ubiegłym roku w Chinach sprzedano już ok. 100 tys. autobusów elektrycznych i około miliona samochodów z napędem zeroemisyjnym, co pokazuje skalę rozwoju całego rynku.

 Na rynku będzie coraz więcej samochodów z większymi zasięgami. Za tym pójdzie rozwój technologii ładowania, czyli zwiększenie mocy, jaką ładuje się samochód elektryczny. Nastąpi spadek cen tych technologii, samochody elektryczne będą coraz tańsze w przeliczeniu np. na pojemność baterii, które są w nich instalowane. Te trendy w bardzo znaczący wpłyną na rozwój branży w ciągu najbliższych 5–10 lat i de facto doprowadzą do pewnego boomu. Koszt pozyskania i eksploatacji takiego samochodu stanie się niższy niż w przypadku samochodu tradycyjnego – prognozuje Rafał Czyżewski, prezes zarządu Greenway Infrastructure Poland.

Wyższe rachunki za ciepło systemowe są nieuniknione. To efekt rosnących cen węgla i nowych unijnych regulacji

Wyższe rachunki za ciepło systemowe są nieuniknione. To efekt rosnących cen węgla i nowych unijnych regulacji 3

Konsumenci muszą się przygotować na wyższe rachunki za ciepło systemowe. To efekt rosnących cen węgla i uprawnień do emisji dwutlenku węgla oraz nowych regulacji i konieczności dostosowania się do coraz bardziej rygorystycznych wymogów środowiskowych Unii Europejskiej. Ponieważ ciepło systemowe jest najbardziej efektywne ekologicznie i odgrywa dużą rolę w walce ze smogiem, konsumenci mogą się pogodzić z podwyżkami, jeżeli w zamian otrzymają czystsze powietrze.

– Cena ciepła systemowego będzie rosła, głównie z uwagi na podwyżkę cen węgla. Na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy ta cena rosła od 40 do 80 proc. Ponieważ udział węgla w wytwarzaniu ciepła wynosi 75 proc., zatem ten element kosztotwórczy będzie przekładał się na cenę. Oczywiście jesteśmy sektorem bardzo silnie regulowanym, ale ten kilkuprocentowy wzrost cen ciepła w nowych taryfach, które będą zatwierdzane z uwzględnieniem nowych cen węgla, musi nastąpić i jest to element niezależny od przedsiębiorstwa – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jacek Szymczak, prezes zarządu Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Ceny węgla energetycznego w ubiegłym roku wyraźnie rosły. Indeks cenowy katowickiego oddziału Agencji Rozwoju Przemysłu pokazuje, że w grudniu cena węgla dla ciepłownictwa wzrosła o 6,7 proc. (w ujęciu miesięcznym). W całym 2017 roku indeks PSMCI2 odnotował 22-proc. średnioroczny wzrost do wartości 240,72 zł za tonę (wobec 196,94 zł za tonę w roku 2016).

– Drugim elementem kosztotwórczym ceny ciepła systemowego są uprawnienia do emitowania dwutlenku węgla, które przedsiębiorstwa muszą kupować. Jeszcze niedawno uprawnienie kosztowało poniżej 5 euro, dzisiaj mamy ceny na poziomie około 9 euro. Szacunki wskazują, że z punktu widzenia polityki unijnej satysfakcjonujący poziom to około 20 euro. To z kolei będzie musiało się przełożyć na wzrost cen ciepła – wskazuje Jacek Szymczak.

Unijny system handlu uprawnieniami do emisji (ETS) to jeden z głównych elementów polityki klimatycznej UE. W ramach określonego pułapu przedsiębiorstwa otrzymują bądź odkupują uprawnienia do emisji gazów cieplarnianych, którymi mogą handlować wedle własnych potrzeb (całkowita liczba dostępnych uprawnień do emisji jest ograniczona, przez co mają one określoną wartość). Co roku każde przedsiębiorstwo musi umorzyć określoną liczbę przydziałów, w przeciwnym razie grożą mu wysokie, finansowe grzywny. Jeżeli w tym czasie zmniejszy emisję gazów cieplarnianych, swoje zezwolenia może odsprzedać innemu przedsiębiorstwu, któremu ich zabrakło. Według szacunków Komisji Europejskiej do 2030 r. poziom emisji z instalacji objętych systemem ETS ma być o 43 proc. niższy niż w 2005 roku, kiedy powstał system.

W obecnym systemie w latach 2020–2030 ciepłownictwo ma zapewnione darmowe uprawnienia do emisji w wysokości 30 proc., ale po 2030 roku przedsiębiorstwa ciepłownicze będą już musiały nabywać wszystkie uprawnienia, co z automatu przełoży się na ceny.

Prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie wyraźnie podkreśla, że wzrosty ceny ciepła, których powinni się spodziewać konsumenci, nie wynikają z decyzji lub niegospodarności przedsiębiorstw, ale właśnie z czynników zewnętrznych, takich jak wzrost cen surowców, presja regulacyjna oraz konieczność modernizowania jednostek wytwórczych i dostosowywania ich do wymogów środowiskowych (co z kolei oznacza kosztowne inwestycje).

– Oprócz URE mamy również naturalnego regulatora, którym jest klient. Dzisiaj nie ma uregulowań prawnych, które zakazywałyby odbiorcy indywidualnemu – takich mamy zdecydowaną mniejszość, czy zbiorowemu, np. spółdzielni mieszkaniowej, wybudować własne lokalne źródło ciepła, nawet jeżeli dotychczas korzystał on z ciepła systemowego. Inwestorzy się znajdą, dzisiaj pieniądze nie są problemem – podkreśla Jacek Szymczak.

Ciepło systemowe jest najbardziej efektywne ekologicznie, dlatego odgrywa dużą rolę w walce ze smogiem i emisją dwutlenku węgla.

– Od dwóch lat zaczęliśmy na poziomie krajowym mówić w sposób bardziej racjonalny i stanowczy o problemie związanym ze złą jakością powietrza, powodowaną głównie przez domowe paleniska i transport. Ciepłownictwo systemowe w niewielkim procencie odpowiada za niską emisję. To wartość, którą trzeba uświadomić społeczeństwu i mieszkańcom. Dzięki temu ludzie będą gotowi zapłacić więcej za ciepło, bo zrozumieją, że przekłada się to bezpośrednio na jakość życia i ich zdrowie – ocenia Jacek Szymczak.

Z szacunków Instytutu Certyfikacji Emisji Budynków wynika, że w porównaniu do indywidualnego kotła na węgiel ciepło z elektrociepłowni emituje o 35 razy mniej szkodliwych pyłów, o 175 proc. mniej tlenków azotu i o 240 proc. dwutlenku siarki.

Coraz mniej miejsca na nowe galerie handlowe. Rynek powierzchni handlowych będzie napędzać modernizacja już istniejących obiektów

Coraz mniej miejsca na nowe galerie handlowe. Rynek powierzchni handlowych będzie napędzać modernizacja już istniejących obiektów 4

Wysokie nasycenie galeriami handlowymi sprawia, że inwestorzy coraz częściej decydują się na modernizację i rozbudowę już istniejących obiektów. Tylko do końca III kwartału 2017 roku stanowiły one 12 proc. realizowanych inwestycji. Zdaniem ekspertów taki trend będzie się utrzymywać, zwłaszcza że ponad połowa zasobów handlowych w Polsce ma powyżej 10 lat. Centra oddane do użytku kilka czy kilkanaście lat temu muszą dostosować swoją ofertę do klientów, dla których spędzanie czasu wolnego w galeriach handlowych stało się stylem życia. 

 Rynek komercyjnych powierzchni handlowych w Polsce jest w dobrej kondycji, choć widać wyraźnie jego nasycenie, w szczególności w dużych miastach. Oczywiście powstają nowe projekty, ale one są już bardziej uzupełniające. Można powiedzieć, że większość dużych miast w Polsce ma właściwe nasycenie nowoczesną powierzchnią handlową. Nie będzie znaczącego rozwoju w zakresie budowy nowych obiektów, ale będą zmiany istniejących obiektów: rozbudowy, przebudowy i modernizacje – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Aleksander Walczak, prezes spółki Dekada.

Savills szacuje, że w 2017 roku oddano do użytku 391 tys. mkw. powierzchni handlowej. Z raportu Knight Frank „Rynek komercyjny w Polsce” wynika, że na koniec III kwartału 2017 roku nasycenie powierzchnią handlową sięgało 253 mkw. na tysiąc mieszkańców. To więcej niż wynosi średnia europejska, ale poniżej poziomu krajów Europy Zachodniej. Największy wskaźnik nasycenia mają największe miasta, przede wszystkim Poznań (718 mkw. na 1 tys. mieszkańców) i Wrocław (603 mkw.). Z pozostających na koniec III kwartału powierzchni w budowie 75 proc. powstawało właśnie w największych aglomeracjach: warszawskiej, śląskiej i wrocławskiej.

– W małych miastach również mamy do czynienia ze zbliżającym się nasyceniem. W wielu miastach poniżej 100 tys. mieszkańców rynki też są nasycone, ale mamy jeszcze miasta 50-, 30- czy 20-tysięczne, gdzie jest jeszcze obszar do działania. Oceniam, że jest to praca i inwestycje na najbliższe 2–3 lata. Poza obiektami, które w tej chwili budujemy, nie uda się zbudować już zbyt wiele i trzeba się będzie skupić na kupowaniu obiektów starszych, które istnieją już na rynku parę lat i które można w odpowiedni sposób zmodernizować – prognozuje Walczak.

Na koniec III kwartału 2017 roku z zakończonych inwestycji (o łącznej powierzchni 164 tys. mkw.) 12 proc. stanowiły rozbudowy i modernizacje już istniejących obiektów. Eksperci Kinght Frank oceniają, że taki trend będzie się utrzymywać, zwłaszcza że ponad połowa z istniejących obecnie centrów ma co najmniej 10 lat.

 Będziemy mieli w Polsce do czynienia z inwestycjami o trochę innym charakterze, modernizacyjnym, polegającym na ulepszaniu. Klienci oczekują z każdym rokiem coraz lepszej, nowej jakości i nie ma możliwości, żeby centrum handlowe wybudowane 10 lat temu mogło istnieć bez modernizacji – przekonuje prezes Dekady.

Na koniec III kwartału 2017 roku całkowita podaż nowoczesnej powierzchni handlowej w Polsce wyniosła 13,5 mln mkw., przy czym blisko 10 mln mkw. przypadało na 404 centra handlowe (dane JLL). Część z nich powstała kilkanaście lat temu, kiedy standardem był sklep spożywczy, zajmujący zdecydowaną większość powierzchni, i powstające wokół dodatkowe sklepy i punkty usługowe. Dziś centra handlowe to małe miasteczka, integrujące funkcje handlowe, usługowe i rekreacyjne. Te obiekty, które nie spełniają tych standardów, będą musiały przejść rozbudowę, w przeciwnym wypadku – upadną.

– Rynek jest zależny od popytu, o którym decydują możliwości finansowe Polaków. Te rosną, co będzie wpływało na rozwój powierzchni handlowych i centrów handlowych. Zakładam, że Polacy przez najbliższe lata będą się bogacili i dochodzili stopniowo do poziomu europejskiego. To jest główny wyznacznik rozwoju handlu w Polsce – ocenia Aleksander Walczak.

Jak podkreśla, w zależności od miasta i nasycenia rynku rozwijać się będą wszystkie formaty centrów handlowych – zarówno duże, jak i małe galerie.

– Duże obiekty mają coraz więcej powierzchni pod dachem, uzupełnianych często o gastronomię i funkcje związane ze spędzaniem czasu wolnego. To nie przeszkadza w rozwoju mniejszych formatów. Jest naturalna segregacja związana z zakupami, czyli te podstawowe robimy jak najbliżej domu i jak najszybciej, a te większe w największych obiektach. Tam też spędzamy czas wolny – wyjaśnia Aleksander Walczak.

Negatywny wpływ na rynek może mieć za to ustawa ograniczająca handel w niedzielę. Prezes Dekady ocenia, że już pierwsze skutki obowiązywania nowych przepisów (wchodzących w życie w marcu) powinny skłonić rządzących do zmiany decyzji. Jego zdaniem będą one odczuwalne przez całe społeczeństwo – również przez grupy, które mają na tym rozwiązaniu zyskać, czyli pracownicy i rodziny.

 Galerie handlowe są dziś namiastką centrum miasta pod jednym dachem. W Polsce tylko przez kilka miesięcy w roku można spędzać czas na powietrzu, przez większość miesięcy mamy opady deszczu czy śniegu i wówczas centra handlowe są dobrym miejscem spędzania wolnego czasu, nie tylko zakupów – podkreśla ekspert.

Sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość kluczowe w strategiach firm. Te technologie najmocniej mogą wpływać na życie klientów

Sztuczna inteligencja i wirtualna rzeczywistość kluczowe w strategiach firm. Te technologie najmocniej mogą wpływać na życie klientów 5

Dzięki nowym technologiom firmy w coraz większym stopniu mają wpływ na codzienne życie ludzi. Sztuczna inteligencja oraz wirtualna i rozszerzona rzeczywistość będą mieć największy wpływ na klientów – prognozuje Accenture w Polsce. Nowe technologie pozwalają firmom oferować produkty i usługi skrojone na miarę konkretnego klienta, ale korzystają przy tym z poufnych danych na jego temat. Dlatego dużym wyzwaniem dla biznesu jest etyczne wykorzystanie cyfrowej rzeczywistości.

 W tegorocznym raporcie „Technology vision” wymieniamy pięć trendów, które będą się pojawiać w strategiach rozwoju firm. To trendy, które obejmują przede wszystkim interakcje z klientem, jakość danych i infrastrukturę oraz aplikacje, które muszą być otwarte na budowanie partnerstwa. To, co kluczowe i jest klamrą spinającą te trendy, to potrzeba budowania wiarygodności firm jako podstawy do rozwoju kolejnych usług i samych firm – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Borek, dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Jako najważniejsze elementy dla strategii rozwoju firm „Accenture Technology Vision 2018” wskazuje m.in. wykorzystanie sztucznej inteligencji, rozszerzonej rzeczywistości oraz internetu rzeczy. Dla inteligentnego przedsiębiorstwa bardzo istotne będzie także budowanie technologicznego partnerstwa z innymi podmiotami.

Nowe technologie przede wszystkim budują przewagę konkurencyjną firm. Jak wynika z raportu „Accenture Technology Vision 2018”, 84 proc. przedstawicieli kadry zarządzającej ocenia, że dzięki technologiom firmy zyskują większy wpływ na codzienne życie ludzi.

 Sztuczna inteligencja i rozszerzona czy wirtualna rzeczywistość będą mieć największy wpływ na życie klientów. Te dwa trendy są znane nam od wielu lat, ale coraz częściej znajdują swoje zastosowanie w codziennych narzędziach, z których korzystamy. Skala ich wykorzystania w kolejnych latach będzie znacząco rosła. Myślę, że to wykorzystanie będzie dużo bardziej powszechne – przekonuje Jacek Borek.

Zdaniem naukowców lata 2040–2050 będą pierwszym w historii okresem, w którym sztuczna inteligencja dorówna ludzkim możliwościom lub je przewyższy. Szacunki IDC z 2016 roku wskazują zaś, że wartość rynku wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości (VR i AR) może wzrosnąć z 5,2 mld dolarów w 2016 roku do 162 mld dolarów w 2020 roku.

– Technologia, zbierając dane na nasz temat w sposób bardzo nieinwazyjny, pozwala oferować usługi i produkty, które są do nas dużo lepiej dostosowane i spełniają nasze codzienne potrzeby. Wszelkiego rodzaju efektywność oferowania swoich produktów i usług dużo lepiej trafia w nasze potrzeby, w związku z tym dużo chętniej z nich korzystamy – podkreśla dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce.

Technologie budują też lojalność klientów. Pozwalają nie tylko na oferowanie spersonalizowanych usług, lecz także wpływają na całościowe doświadczenia klienta. Dzięki temu wzajemne relacje między firmą a klientami stają się bardziej partnerskie.

 Firmy starają się zbudować wokół swoich produktów grupę ludzi, którzy podzielają pewien system wartości, np. w kwestii ochrony środowiska. Budujemy grupę pasjonatów oddanych produktom i nowinkom oferowanym przez daną firmę. Ta relacja zdecydowanie się pogłębia dzięki technologii – wskazuje Borek. – Technologie mają nie tylko wpływ na codzienne decyzje zakupowe, lecz także na te dotyczące spędzania wolnego czasu, jakiego rodzaju informacje do nas docierają, a nawet jakie decyzje społeczne czy polityczne podejmujemy.

Właściwe wykorzystanie trendów technologicznych pozwala na zbudowanie przewagi konkurencyjnej. Firmy zdają sobie z tego sprawę, dlatego inwestycje w tym obszarze toczą się już niemal we wszystkich branżach. Rozwój technologii w jednym sektorze wpływa na przyzwyczajenia klientów, którzy podobnej obsługi oczekują już w każdej sytuacji.

– Każdy z nas, kto skorzystał z serwisu oferowanego przez sklepy internetowe i doświadczył łatwości zakupu na platformach zakupowych, chciałby w podobny sposób być obsłużonym np. przez administrację publiczną. Te mechanizmy są przenoszone i stanowią ogromne wyzwanie dla wielu branż, które są technologicznie dużo mniej zaawansowane i dużo mniej rozumieją współczesny świat – ocenia Jacek Borek.

Intensywny rozwój nowych technologii sprawia, że kluczowe będzie wykorzystanie w odpowiedni sposób wrażliwych danych. Jak podkreśla dyrektor zarządzający Accenture Technology w Polsce, oznacza to wyzwanie dla firm przede wszystkim pod względem etyki.

– Jeżeli mówimy o ponad dwóch miliardach użytkowników Facebooka na świecie, dla których serwis ten jest podstawowym źródłem informacji, etyka staje się coraz ważniejsza. Próba użycia danych dla osiągnięcia krótkoterminowego zysku, rujnuje przyszłą wartość firmy. Chęć wpłynięcia na zachowanie ludzi za pomocą przekazu jest tak ogromna, że utrzymanie etycznych norm w wykorzystaniu danych i odpowiedzialność za obrót nimi będą decydowały o tym, kto zdobędzie pozycję lidera, a kto z tego rynku wypadnie – mówi Jacek Borek.

Gry komputerowe są coraz bardziej realistyczne. Odpowiada za to coraz lepsza grafika 3D, ale też zaawansowane silniki fizyki

Gry komputerowe są coraz bardziej realistyczne. Odpowiada za to coraz lepsza grafika 3D, ale też zaawansowane silniki fizyki 6

Gry komputerowe coraz częściej do złudzenia przypominają rzeczywistość. Najwyższy poziom realizmu zapewnia wysokiej jakości trójwymiarowa grafika. Zupełnie nowy poziom w doznaniach z gier dostarcza technologia wirtualnej rzeczywistości, która pozwala zanurzyć się w świecie zaprojektowanym przez twórców gier. Za postrzeganie realizmu w grach najbardziej odpowiedzialny jest jednak silnik fizyki. To on decyduje o tym, że wgniecenia samochodu są realistyczne, cyfrowy piłkarz w sposób naturalny wykonał wślizg, a krople deszczu w prawidłowy sposób odbiły się od kałuży.

– Fizyka w grach i filmach to symulowanie realnych zjawisk, które zachodzą w świecie, za pomocą algorytmów i symulacji, które komputerowo obliczane są w czasie rzeczywistym po to, by uzyskać złudzenie, że jesteśmy blisko realizmu. Że zawieszenie samochodu lub upadek przedmiotu i jego odbicie od powierzchni odbyły się w sposób do złudzenia przypominający to, co zachodziłoby w świecie rzeczywistym – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Michał Litworowski, prezes Nano Games.

W zależności od gatunku gry fizyka może odgrywać w niej mniejsze lub większe znaczenie. Niezwykle istotna jest np. w wyścigach samochodowych, w których sposób zachowania pojazdu na drodze, podskoki na wybojach czy poślizgi na mokrej nawierzchni muszą być jak najbardziej realistyczne. Odpowiedzialny za to jest silnik fizyki, a dopiero na niego nakładana jest grafika komputerowa.

– Silnik Bullet to narzędzie umożliwiające realistyczne obliczenia, które są potrzebne do tego, żeby przedstawić, jak ciało lub symulowany obiekt zachowywałby się w świecie rzeczywistym. Staramy się go przełożyć na świat trójwymiarowy, który renderujemy 30 klatek na sekundę po to, żeby w płynny sposób oddać to doświadczenie na ekranie. Wgniecenia pojazdu, zderzenia czy zawieszenie, wszystko dąży do tego, żeby było to jak najbardziej realistycznie odzwierciedlone – tłumaczy ekspert.

Wykorzystywany przez krakowskie studio Nano Games silnik Bullet był fundamentem wielu światowych hitów w grach i filmach. Oparte na nim są takie tytuły jak „Grand Theft Auto” IV i V, „Midnight Club: Los Angeles”, „DIRT” czy „Red Dead Redemption”. Silnik wykorzystywany był także przy projektowaniu fizyki przedmiotów i osób w filmach, takich jak „Hancock”, „2012”, „Drużyna A”, „Sherlock Holmes”, czy w animacji „Jak wytresować smoka”.

Na końcowy efekt realistycznej gry komputerowej czy filmu składa się jednak wiele elementów.

– Sama technologia to jeszcze nie jest ostateczny efekt. Technologia wymaga jeszcze doszlifowania, pracy zespołu grafików, specjalistów od tekstur, od modeli, od efektów specjalnych, również dźwięków, bo także dźwięk tworzy imersję, tworzy zjawisko wystąpienia zdarzenia. Warstwa audio jest również bardzo istotnym aspektem w realistycznym symulowaniu zdarzeń fizycznych – przekonuje Michał Litworowski.

Według raportu „Kondycja Polskiej Branży Gier ‘17” Polska zajmuje 23. miejsce pod względem wartości rynku gier. W 2016 roku był on wyceniany na 1,85 miliarda złotych. Do 2019 roku ma wzrosnąć do 2,23 miliarda złotych. Najwięcej, bo 1/3 rodzimego rynku, stanowią produkcje na PC i konsole dostarczane w dystrybucji fizycznej.

Projekt BRILLIANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja

Projekt BRILLIANT umożliwi edukację Polaków w zakresie energetyki jądrowej. NCBJ: energia jądrowa to dla nas jedyna racjonalna technologicznie opcja 7

Unia Europejska wezwała kraje bałtyckie, w tym Polskę, do opracowania do czerwca 2018 roku projektu połączenia sieci energetycznych z infrastrukturą europejską. Litwa, Łotwa i Estonia miałyby się połączyć z Zachodem za pośrednictwem polskich linii energetycznych. To rozwiązanie ma zapewnić większe bezpieczeństwo energetyczne tych krajów i uniezależnienie się od Rosji. Prowadzony projekt BRILLIANT to także okazja do edukacji polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej. Według przedstawiciela Narodowego Centrum Badań Jądrowych jest to jedyna racjonalna technologicznie opcja dostarczania energii.

Według zaleceń UE do czerwca 2018 roku ma powstać projekt przyłączenia sieci energetycznych krajów nadbałtyckich do infrastruktury europejskiej. Projekt Baltic Region Initiative for Long Lasting Innovative Nuclear Technologies (BRILLIANT) ma na celu nie tylko zapewnienie bezpieczeństwa energetycznego krajów bałtyckich, lecz także dywersyfikację źródeł energii, redukcję emisji gazów cieplarnianych i walkę ze zmianami klimatycznymi.

– Projekt BRILLIANT wziął się z tego, że kraje bałtyckie chcą się połączyć energetycznie z Europą. Jak dotąd są zsynchronizowane z Rosją, więc muszą na nowo przeorganizować swoją sieć energetyczną. Projekt polega na przeanalizowaniu struktury sieci i opracowaniu rozwiązań, które ułatwią podłączenie krajów bałtyckich do wspólnej sieci europejskiej​.– mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje prof. dr hab. Jacek Jagielski, dyrektor Departamentu Fizyki Materiałów Narodowego Centrum Badań Jądrowych.

Aktualnie przygotowywane są analizy, które pozwolą zorganizować sieć w taki sposób, aby zapewnić w przyszłości niezawodność systemu oraz bezpieczeństwo energetyczne. Według szacunków łączne koszty przyłączenia Litwy, Łotwy i Estonii do europejskich sieci energetycznych wyniosą około 1 mld euro. 75 proc. tej kwoty będzie mogło zostać sfinansowane ze środków funduszu „Connecting Europe Facilities”.

W projekcie resynchronizacji sieci energetycznych krajów bałtyckich bierze udział Narodowe Centrum Badań Jądrowych. To szansa na naukę i edukację polskich naukowców w zakresie energetyki jądrowej.

– Możemy kształcić ludzi, którzy będą pracowali przy budowie i eksploatacji polskiej elektrowni atomowej. To jest krytyczny problem, który musimy jak najszybciej zacząć rozwiązywać, bo na to potrzeba więcej czasu niż się wydaje. Każde szkolenie, każde doświadczenie jest dla nas bardzo cenne, a nasi młodzi pracownicy mogą jeździć dzięki temu projektowi do Szwecji, obejrzeć, jak wygląda reaktor, jak wygląda przetwarzanie wypalonego paliwa i jego składowanie, jakie są rozwiązania ​– tłumaczy prof. Jacek Jagielski.

Jak wynika z danych Ministerstwa Energii, na świecie pracuje obecnie 448 bloków jądrowych w 30 krajach. W budowie jest kolejnych 57 bloków, a ponad 160 jest planowanych. Produkcja energii elektrycznej w elektrowniach atomowych stanowi ok. 11,5 proc. całkowitej produkcji elektryczności na świecie. Według deklaracji rządu polska elektrownia jądrowa ma powstać do 2031 roku.

– Generalnie energetyka jądrowa jest w tej chwili jedyną wiarygodną technologią, która umożliwia w skali świata produkowanie energii bez emisji dwutlenku węgla. Pod tym względem im więcej energii atomowej, tym lepiej. Nie ma w tej chwili innej, racjonalnej technologicznie opcji niż energia jądrowa, musimy w to pójść ​– twierdzi przedstawiciel NCBJ.

Innowacje wkraczają do turystyki. Pozwolą na wirtualnie odwiedziny miejsc przed podróżą, a nawet pomogą uzyskać odszkodowanie za opóźniony lot

Innowacje wkraczają do turystyki. Pozwolą na wirtualnie odwiedziny miejsc przed podróżą, a nawet pomogą uzyskać odszkodowanie za opóźniony lot 8

Innowacje coraz częściej ułatwiają i urozmaicają podróże. Walizka z portem USB naładuje telefon w podróży, inteligentne słuchawki przetłumaczą niemal wszystkie języki świata, a aplikacja z rozszerzoną rzeczywistością pokaże, jak wyglądała dana lokalizacja nawet 750 lat temu. Przed podróżą przy pomocy technologii wirtualnej rzeczywistości można wirtualnie zwiedzić niemal każdy zakątek świata. Po podróży natomiast interaktywna mapa zwizualizuje informacje o wszystkich wyjazdach w jednym miejscu. Pomoże też uzyskać odszkodowanie za opóźnione loty lub kłopoty w podróży.

Ogromne możliwości dla podróżujących stwarza technologia wirtualnej rzeczywistości, dzięki której można zwiedzić niemal każdy zakątek świata bez wychodzenia z domu. Po założeniu gogli VR i uruchomieniu takich aplikacji jak Google Earth VR, Boulevard czy Gala360 VR można na nowo odkryć przyjemność z planowania podróży, wirtualnie odwiedzając interesujące nas destynacje.

W trakcie podróży nieoceniona może się okazać inteligentna walizka Delsey Pluggage z wbudowanym portem USB, dzięki czemu można np. naładować telefon. Specjalna aplikacja pozwala natomiast zważyć bagaż czy zablokować lub odblokować zamek walizki. Przy wyjazdach zagranicznych pomocne będą słuchawki Pilot, które potrafią tłumaczyć w czasie rzeczywistym. Inteligentne słuchawki mają być także dostępne w języku polskim. Podobną funkcjonalność oferuje Translator Google, jednak tłumaczy tylko tekst napisany.

Po odbytej podróży można natomiast skorzystać z interaktywnej mapy, która zwizualizuje wszystkie informacje o podróżach w jednym miejscu. Ponadto zaprezentuje ciekawe dane z wyjazdów, takie jak liczba godzin spędzonych w samolocie, liczba przemierzonych kilometrów czy liczba godzin spędzonych w kolejkach do odprawy.

– Taka mapa może być trofeum każdego podróżnika, który lata bardzo dużo i często. Można się nią chwalić w mediach społecznościowych i porównywać swoje wyniki. Planujemy rozbudowywanie tego narzędzia o nowe funkcjonalności, ciekawe z punktu widzenia użytkownika. Na tym etapie jesteśmy otwarci na wszelkie sugestie ze strony osób, które już z niego skorzystały – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Natalia Gębska, country manager AirHelp.

Interaktywna mapa spełnia jednak jeszcze jedną, ważną dla każdego podróżnika funkcję – informuje o możliwości uzyskania odszkodowania za odbyte loty. O rekompensatę można się ubiegać z tytułu opóźnionych czy odwołanych lotów bądź odmowy wejścia na pokład.

– Mapa działa w sposób w pełni zautomatyzowany. Agreguje dane z ostatnich trzech lat dotyczące naszych lotów. Co więcej, jest w stanie wskazać, czy dany lot, nawet sprzed trzech lat, kwalifikuje się do wypłaty odszkodowania. Możemy więc odkryć, że któraś z podróży samolotem może np. przynieść nam nawet dodatkowo 600 euro odszkodowania – tłumaczy Natalia Gębska.

Jak czytamy w raporcie „Zagraniczne wakacje Polaków 2017” opracowanym przez Polską Izbę Turystyki, najbardziej popularnymi kierunkami wakacyjnych wyjazdów Polaków za granicę są Grecja, Bułgaria i Hiszpania. Te trzy kraje gromadzą około 2/3 ruchu turystycznego organizowanego przez biura podróży. Ze środków transportu zdecydowanie dominują wycieczki lotnicze.

Z sondażu CBOS wynika, że ponad połowa Polaków przynajmniej raz w roku wypoczywa poza miejscem zamieszkania. Najczęściej wybierają urlop w kraju, ale za granicą wypoczywa już blisko 1/5 dorosłych Polaków.

Senny początek tygodnia

Senna aura towarzysząca poniedziałkowym notowaniom została skutecznie wzmocniona przez wyłączenie z obiegu amerykańskich inwestorów, którzy wraz z nadejściem nowego tygodnia obchodzą Dzień Prezydenta. Początek sesji na europejskich parkietach dawał nadzieję na jej zakończenie w dość optymistycznych nastrojach. Wśród głównych indeksów nad kreską uplasował się jedynie WIG 20 (0,1 proc.), którego zwyżka to między innymi pokłosie odbicia spółek z sektora bankowego.

Na czele walut koszyka G10 znalazł się dolar australijski (0,1 proc.) czekający na nocną publikację minutek z lutowego posiedzenia RBA. Blisko poziomów z piątkowego zamknięcia znajdują się euro (0,0 proc.) oraz norweska korona (0,0 proc.), która nie jest w stanie wykorzystać przetasowania sentymentu na światowym rynku ropy. Obecnie stawkę zamykają waluty defensywne. Pod koniec dnia obserwuje się 0,4 proc. osłabienie japońskiego jena, co jest równoznaczne z wypchnięciem pary USD/JPY w okolicę poziomu 106,60.

Wśród walut Emerging Markets największą popularnością cieszy się południowokoreański won. W cieniu jego 0,9 proc. umocnienia znajduje się polski złoty (0,6 proc.), który stabilizuje kurs USD/PLN przy 3,3300 oraz EUR/PLN przy 4,1330. Grono dość mocnych walut w regionie uzupełnia czeska korona (0,3 proc.). Obecnie powyższe zestawienie zamyka południowoafrykański rand, który na przestrzeni dnia traci względem swojego amerykańskiego odpowiednika 0,7 proc.

Liderem frankfurckich notowań okazało się być RWE (2,3 proc.) planujące zwiększenie nakładów inwestycyjnych w brytyjskim sektorze energetycznym. Nieco niżej uplasował się Deutsche Bank (2,0 proc.) informujący o zamiarze redukcji 250 pracowników. Po drugiej stronie zestawienia starało się rządzić Linde (-2,6 proc.) informujące o zamiarze wypłaty zaledwie 7 EUR dywidendy na akcję. Wśród spółek ciążących na wzrostach indeksu DAX (-0,5 proc.) znalazł się również Daimler, którego 2,1 proc. przecenę należy wiązać z zawirowaniami związanymi z potencjalnym naruszeniem norm emisji spalin.
Niezbyt udany finisz ma za sobą również londyński FTSE 100 (-0,6 proc.). Na dnie indeksu znalazł się Reckitt, którego zniżkę usilnie goniły spółki z sektora wydobywczego z Randgold Resources (-2,7 proc.) na czele. Skalę ruchu w stronę południa najsilniej próbowały ograniczać walory Evrazu (4,7 proc.) mogącego pochwalić się podpisaniem kontraktu z rosyjskimi liniami kolejowymi na kwotę 111,7 mld RUB.

Na rynku surowców energetycznych niepodzielnie rządzi ropa naftowa. Obecnie za baryłkę West Texas Intermediate należy zapłacić 62,30 USD, tj. 1,1 proc. wyżej niż na koniec piątkowych notowań. Blisko poprzednio obserwowanych poziomów znajduje się złoto (0,0 proc.) wyceniane po 1 347 USD za uncję. Wśród metali szlachetnych uwagę definitywnie skrada pallad (-1,4 proc.), który nurkuje do poziomu 1 033 USD.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Nowoczesne rozwiązania związane z tłumaczeniami tekstów

Współczesny świat cechuje ogromna otwartość nie tylko pod względem kulturowym, ale także jeżeli chodzi o przepływ towarów i usług, o międzynarodowe biznesy, możliwość podróżowania po całym świecie czy też kształcenia się w dowolnym miejscu na globie.

Mamy nieporównywalnie większe możliwości z tymi, którymi dysponowali nie tylko nasi dziadkowie, ale także i rodzice. Okazuje się, że nie na darmo były powtarzane przez nich jak mantra słowa o tym, żeby uczyć się języków obcych, bo to się na pewno przyda i ułatwi nasze życie. Dziś z całą odpowiedzialnością można przyznać im rację: umiejętność porozumiewania się w różnych językach z pewnością jest atutem, ale i sporym uproszczeniem w codziennym życiu, w którym mamy do czynienia nie tylko z obcokrajowcami, ale także z różnymi zagranicznymi produktami. Warto znać choć podstawy języków obcych, albo chociaż wiedzieć, jakie usługi czy narzędzia mogą nam pomóc w tłumaczeniu.

Nie każdy jednakże posiada umiejętności niezbędne w skutecznej nauce języka: niektórzy z nas mimo prawdziwych chęci i sporego zaangażowania nigdy nie wyjdą poza dukanie poszczególnych słówek, nie są po prostu w stanie opanować chociaż w miarę płynnej mowy. Nic straconego – istnieje mnóstwo biur tłumaczeń oferujących nie tylko szeroki asortyment różnorodnych usług, ale i innowacyjne rozwiązania, które doskonale przydadzą się tym, którzy nie znają języka czy nie opanowali go w stopniu dostatecznym. Czasem też po prostu bezpieczniej jest skorzystać z usług profesjonalistów, aby na przykład przetłumaczyć nawet na własny użytek akta procesowe czy też wielostronicowy aneks do jakiejś umowy.

Automatyzacja tłumaczeń

Dziś niewielu tłumaczy działa w pojedynkę – większość z nich pracuje ramię w ramię w wielkich biurach, co w znaczący sposób wpływa na sprawne zarządzanie tłumaczeniami. Dzięki wielu tłumaczom danego języka specjalizującym się w konkretnych zagadnieniach, jak na przykład prawo, język urzędowy czy też medycyna, przedsiębiorstwa tłumaczeniowe mogą zaproponować wyjątkowo precyzyjną usługę, która zadowoli nawet najbardziej wymagających klientów, a na dodatek wykonana będzie w stosunkowo krótkim czasie. Korzystanie z usług firm, które zatrudniają wielu tłumaczy, to również często o wiele bardziej atrakcyjna cena, szybszy czas realizacji i większe bezpieczeństwo niż w przypadku korzystania z usług jednoosobowych firm.

Aplikacja dla biura tłumaczeń

Z uwagi na bardzo dużą konkurencję w branży tłumaczeniowej, wszystkie firmy muszą stawiać na nowatorstwo lub też tworzyć rozwiązania, które po prostu będą dla klienta wygodne i dlatego go zainteresują. Do tej drugiej grupy z pewnością zalicza się aplikacja dla biura tłumaczeń pozwalająca na błyskawiczne wycenienie tekstu do przetłumaczenia. Wystarczy, że klient prześle lub też wklei w specjalne okno na stronie internetowej tekst, na którego przetłumaczeniu mu zależy zaznaczając oczywiście język oryginału oraz języka, w którym ma powstać tłumaczenie, a już w ciągu kilku sekund otrzyma on precyzyjną wycenę na podany przez siebie adres mailowy. Jedną z takich aplikacji jest XTRF, której dużym atutem jest możliwość integracji z inni narzędziami typu CAT, np. Trados. Integrację opisano w artykule SDL Trados Studio Integration.

Zarządzanie tłumaczeniami

Postępująca automatyzacja tłumaczeń sprawia, że dziś nie trzeba już wysyłać zapytań ofertowych do wielu różnych biur i potem oczekiwać na odpowiedzi, by następnie wybrać najkorzystniejszą dla nas opcję. Wystarczy odwiedzić kilka stron internetowych firm tłumaczeniowych, przesłać tekst do tłumaczenia i już w kilka sekund można uzyskać wyceny. Na podstawie przesłanej oferty błyskawicznie można wybrać najlepsze dla nas i najtańsze rozwiązanie.

Artykuł powstał we współpracy z translationxperts.com

Fiskus nie respektuje wyroków TSUE w sprawie rozliczania VAT z faktur wystawionych przez niezarejestrowanych podatników

Bezspornym jest, że neutralność podatku VAT dla przedsiębiorców stanowi fundament, który leży u podstaw konstrukcji tej daniny. Zgodnie z tą nadrzędną regułą ciężar podatku od wartości dodanej wytwarzanej na poszczególnych etapach obrotu gospodarczego ponosi ostateczny konsument, który co do zasady nie jest podatnikiem VAT.

Jak wskazuje literalne brzmienie ustawy VAT, prawo do odliczenia podatku naliczonego z otrzymanej faktury zostało uzależnione od rzeczywistego wykorzystywania towarów lub usług do wykonywania czynności opodatkowanych. Niestety, organy podatkowe niejednokrotnie kwestionują podstawowe prawa podatników i odmawiają możliwości odliczenia podatku od faktury wystawionej przez podmiot nieposiadający statusu czynnego podatnika VAT. Jednakże w sukurs polskim podatnikom przychodzi orzecznictwo Trybunału Sprawiedliwości UE, które przesądza, że brak takiego statusu nie powinien pozbawiać nabywcy prawa do odliczenia VAT.

Niepożądane praktyki organów podatkowych

Wzrost obowiązków sprawozdawczych i administracyjnych firm na rzecz urzędów skarbowych oraz wprowadzenie rygorystycznych przepisów prawa umożliwiających wykreślanie przedsiębiorców z rejestru czynnych podatników – to dało fiskusowi obszerne pole do działania, jeśli idzie o kwestionowanie rozliczeń podatku VAT. Miesięczna wysyłka struktury JPK_VAT dostarcza bowiem organom wszelkich niezbędnych danych, na podstawie których urzędnicy analizują kwoty podatku wykazywane w deklaracjach podatkowych, a w przypadku powzięcia wątpliwości organ wzywa podatnika do złożenia wyjaśnień.

Do najczęstszych przypadków weryfikacji należy krzyżowe sprawdzanie wartości sprzedaży i podatku należnego wykazywanych przez dostawców i usługodawców po stronie sprzedaży z wartościami zakupów i podatku naliczonego po stronie nabywców. Równie często organy monitorują, czy podatek naliczony wykazany przez nabywcę w deklaracji wynika z faktur wystawionych przez podmioty zarejestrowane. Jeśli jest inaczej, wówczas informują podatnika, że jego kontrahent nie posiada statusu czynnego podatnika VAT, w związku z czym przysługuje mu prawo skorygowania kwoty podatku naliczonego w drodze korekty deklaracji. Zignorowanie pisma z urzędu skarbowego z całą pewnością będzie się wiązać co najmniej ze wszczęciem czynności sprawdzających, które mogą przerodzić się w żmudną kontrolę lub postępowanie podatkowe. W efekcie ustaleń organu podatnik może zostać pozbawiony prawa do odliczenia, jak również obciążony dodatkowymi sankcjami VAT w związku z nieuprawnionym – zdaniem fiskusa – obniżeniem podatku należnego wykazanego w deklaracji.

Takie praktyki organów należy oceniać za nadzwyczaj nieuzasadnione i niemające oparcia w przepisach prawa, o czym świadczy utrwalona linia orzecznicza TSUE.

TSUE: brak rejestracji nie pozbawia prawa do odliczenia VAT

W wyroku C-101/16 z dnia 17 października 2017 r. ws. Paper Consult SRL Trybunał wyraźnie wskazał, że zmiany ustawodawcze państw członkowskich UE mające na celu sprawny pobór podatku VAT oraz zapobieganie przestępczości podatkowej nie mogą wykraczać poza to, co konieczne do osiągnięcia takich celów. To z kolei oznacza, że środki podejmowane przez państwa członkowskie „nie mogą być wykorzystywane w sposób regularnie uniemożliwiający skorzystanie z prawa do odliczenia VAT i naruszający tym samym neutralność tego podatku”. Z treści wyroku wynika także, że stwierdzenie odmowy prawa do odliczenia nie może mieć miejsca, jeśli zostaną przedstawione dowody na brak popełnienia przestępstwa podatkowego. Wobec tego podatnik zachowuje prawo do odliczenia, jeżeli okoliczności faktyczne transakcji wskazują, że dostawa towarów lub świadczenie usług rzeczywiście miały miejsce. Nasuwa się konkluzja, że brak rejestracji sprzedawcy jest drugorzędny względem warunków materialnych transakcji, jakie muszą zaistnieć, aby możliwe było odliczenie podatku VAT.

Fiskus nie potwierdza, nie zaprzecza

Pomimo że cytowany wyrok odnosił się do ustawodawstwa VAT Rumunii, to niewątpliwie – z uwagi na podobieństwa w obszarze rejestracji podatników VAT – może on mieć zastosowanie także na gruncie polskich przepisów. Niestety, Ministerstwo Finansów jest bardzo zachowawcze w tym względzie i nie udzieliło jednoznacznej odpowiedzi, czy zaistnienie przesłanek materialnych transakcji jest wystarczające dla odliczenia podatku. Owszem, z odpowiedzi MF na interpelację poselską nr 15666 wynika, że brak zarejestrowania dostawcy towaru w związku z realizacją procesu rejestracji jako taki nie pozbawia nabywcy towaru prawa do odliczenia podatku naliczonego. Jednakże może on budzić wątpliwości dotyczące kontrahenta i to nabywca powinien zachować szczególną ostrożność, upewniając się, że nie uczestniczy w przestępstwie podatkowym. Minister uzasadnił, że jeżeli w toku weryfikacji podatnik ustali, że dostawca nie jest wiarygodnym kontrahentem, nie powinien dokonywać transakcji.

Należyta staranność receptą na wszystko

Wydaje się, że fiskus celowo odmawia zajęcia jednoznacznego stanowiska w tej sprawie, powołując się przy tym na niezdefiniowaną – w dalszym ciągu – należytą staranność oraz podjęcie przez nabywców wszelkich działań, które wyeliminowałyby ryzyko współpracy z nierzetelnymi kontrahentami. Nawiasem mówiąc, nie wiadomo jeszcze, na jakim etapie są prace ministerstwa nad opublikowaniem białej księgi – listy tzw. należytej staranności (opracowywany kodeks dobrych praktyk VAT miałby wskazywać działania, których przestrzeganie chroniłoby firmy nabywające towary i usługi przed zakwestionowaniem prawa do odliczenia). Pewne jest jednak to, że wzmożona weryfikacja kontrahentów pod kątem VAT będzie kolejnym finansowym i czasochłonnym obciążeniem dla polskich firm.

Mimo to trzeba mieć na uwadze, że w walce z fiskusem o nienaruszalność prawa do odliczenia podatku naliczonego podatnik nie jest bezbronny i powinien dochodzić swoich uprawnień, korzystając przy tym z bogatego orzecznictwa sądów krajowych i TSUE.

Autor: radca prawny Robert Nogacki Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku oraz doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców.

Łódź w rozbudowie

Dzięki realizacji szeroko zakrojonych planów inwestycyjnych, w tym rewitalizacjom prowadzonym z funduszy unijnych, w Łodzi powstaje obecnie około 180 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej

W Łodzi szybciej niż w innych miastach w kraju przybywa nowoczesnych obiektów komercyjnych. W ubiegłym roku pod względem przyrostu zasobów biurowych aglomeracja łódzka uplasowała się wśród miast regionalnych na drugim miejscu, za Krakowem. Jak obliczają analitycy Walter Herz, w 2017 roku nowa podaż powierzchni biurowych na tym rynku sięgnęła wysokość 75 tys. mkw. Do użytku oddane zostały m.in. dwa obiekty biurowe położone na terenie Nowego Centrum Łodzi: Przystanek mBank (24 tys. mkw.) i Nowa Fabryczna (19 tys. mkw.).

Łódzka oferta biurowa rośnie 20 proc. rocznie

Z danych firmy doradczej Walter Harz wynika, że łódzki rynek biurowy oferuje obecnie około 480 tys. mkw. powierzchni. Prawie połowa biur mieści się w niedawno oddanych, nowoczesnych budynkach. W 2017 roku oferta rynku biurowego w Łodzi wzrosła prawie o 20 proc. – Zapotrzebowanie na nowoczesne biura w aglomeracji łódzkiej jest bardzo duże, o czym świadczy choćby najniższy w kraju współczynnik pustostanów, który pomimo sporego, ubiegłorocznego wzrostu podaży na tym rynku, kształtuje się na poziomie około 6 proc. – zaznacza Mateusz Strzelecki, Partner Walter Herz.

Dzięki szerokim planom inwestycyjnym i rewitalizacyjnym, na które miasto uzyskało dofinansowanie unijne, w ciągu najbliższych lat Łódź całkowicie zmieni swój wizerunek. Na rozwoju miasta, w którym notowany jest obecnie najniższy poziom bezrobocia od 20 lat, korzystają również  mieszkańcy. Plany związane z rozbudową infrastruktury dotyczą, zarówno realizacji projektów biurowych, jak i hotelowych, handlowo-usługowych, mieszkaniowych, a także modernizacji i rozbudowy komunikacji oraz szlaków transportowych.

Nowe Centrum Łodzi w rozbudowie

Na łódzkim rynku, jak podają specjaliści Walter Herz, w budowie jest obecnie ponad 180 tys. mkw. biur, z których znaczna część jest już zakontraktowana. – W perspektywie najbliższych kilku lat, dzięki dużej skali prowadzonych i planowanych projektów oraz rewitalizacji istniejących zasobów, Łódź utrzyma wysoką dynamikę wzrostu rynku biurowego – przekonuje Mateusz Strzelecki.

Na szczególną uwagę zasługuje największe łódzkie przedsięwzięcie – Nowe Centrum Łodzi – na realizacje którego składa się wiele inwestycji, co przynieść ma miastu nowe centrum biznesowo-kulturalne. W ramach tego projektu oddana została już najnowocześniejsza stacja kolejowa w kraju – Łódź Fabryczna, projekty Nowa Fabryczna i Przystanek mBank, dobiegają końca prace nad opartym na rewitalizacji kompleksem EC1, pełniącym funkcje kulturalno-edukacyjne, a w tym roku ukończona ma zostać Brama Miasta.

Modernizacja dworca Łódź Fabryczna i rozbudowa pobliskiej infrastruktury drogowej oraz zaplanowana na najbliższe lata realizacja podziemnego tunelu średnicowego, łączącego dwa dworce kolejowe, pozwoli Łodzi stać się największym węzłem komunikacyjnym w Polsce.

Rynek Kobro z planem architektonicznym

W tym roku na terenie NCŁ ma się rozpocząć także budowa Centrum Biurowego Fabryczna i Rynku Kobro, pierwszego w Łodzi placu miejskiego, który pełnić ma funkcję najważniejszej przestrzeni publicznej w mieście, przystosowanej do organizacji imprez masowych. Centrum Biurowe Fabryczna, trzynastopiętrowy, szklany biurowiec z ceglanymi elementami, zlokalizowany naprzeciwko stacji kolejowej Łódź Fabryczna zaoferuje 27 tys. mkw. biur i 4 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej usytuowanej na parterze. W świetle założeń urbanistycznych biurowiec ma zostać połączony z dworcem i innymi częściami miasta tunelem podziemnym.

Położony pomiędzy dworcem Łódź Fabryczna i EC1 – Rynek Kobro będzie z jednej strony otoczony charakterystycznymi, łódzkimi, poprzemysłowymi zabudowaniami, a z drugiej nowoczesnymi obiektami. W ramach tej realizacji do końca przyszłego roku powstać ma nowa ulica Hasa z zielonym pasażem, fontannami i miejscami na sezonowe ogródki, która na odcinku 500 metrów będzie biegła pod ziemią.

Wśród najbardziej wybijających się łódzkich projektów biurowych, pozostających w budowie eksperci Walter Herz wymieniają m.in. Monopolis, Ogrodową 8 Office, rewitalizację Szkoły Grohmana, czy inwestycje Imagine i Cross Point.

Budowa dużych obiektów biurowych

Na usytuowanym w pobliżu odrestaurowanego hotelu Andel’s i Pałacu Poznańskiego kompleksie Ogrodowa 8 Office pod koniec ubiegłego roku zawisła już wiecha. Obiekt biurowy, zlokalizowany w narożniku skrzyżowania ulicy Ogrodowej z Zachodnią, przynieść ma w tym roku rynkowi łódzkiemu 28,6 tys. mkw. powierzchni najmu, w tym 3,9 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej znajdującej się na parterze budynku.

Jeszcze w tym roku na terenach byłych zakładów Monopolu Wódczanego w Łodzi zaplanowane zostało oddanie do użytku pierwszego etapu inwestycji Monopolis, bazującego na rewitalizacji zabytkowych zabudowań trzeciego co do wielkości kompleksu fabrycznego w Łodzi, po zakładach Karola Scheiblera i Izraela Poznańskiego. Główny budynek dawnej rozlewni zamieni się w biurowiec z restauracjami, kawiarniami i winiarniami na parterze. Drugi etap projektu, który zakłada budowę nowego budynku biurowego ma być ukończony w 2019 roku, a trzecia faza inwestycji z kolejnym biurowcem w 2020 roku. Cały kompleks dostarczy 29 tys. mkw. powierzchni biurowej i usługowej.

W Nowym Centrum Łodzi trwa też budowa Bramy Miasta. Pierwszy z budynków zaplanowanych w tej inwestycji, który powstaje bliżej dworca Łódź Fabryczna, zaoferuje najemcom 27,5 tys. mkw. powierzchni biurowej, a w całym projekcie będzie około 40 tys. mkw. powierzchni do wynajęcia. Dwa biurowce, które składają się na te inwestycję mają być gotowe w połowie 2019 roku. Budynki z elewacją pokrytą kortenem i ceglane patio swoją estetyką nawiązywać będą do fabrycznej tradycji miasta.

Restaurowane kamienice

Przy ulicy Tuwima zostaną z kolei odrestaurowane cztery łódzkie, zabytkowe kamienice. Inwestycja obejmie gruntowny remont i rozbudowę miejskich budynków, które zyskają różne funkcje. Dwie kamienice będą miały charakter mieszkalny, a w budynkach przy ulicy Tuwima 33 i 52 znajdą się biura i lokale użytkowe. Ich rewitalizacja ma potrwać do końca 2019 roku. W wyniku przebudowy także sama ulica Tuwima dostosowana zostanie do standardów strefy wielkomiejskiej.

Trwają również prace rewitalizacyjne i rozbudowa zabytkowego kompleksu Szkoły Grohmana, położonej w Łodzi w kwartale ograniczonym ulicami Kilińskiego, Fabryczna, Targowa i Tylna. Inwestycja Targowa 77 ma zaoferować 1200 mkw. najwyższej klasy przestrzeni biurowo-usługowej. W ramach projektu powstanie dodatkowo kameralny budynek mieszkalny w zabudowie wielorodzinnej. Zakończenie inwestycji zaplanowane zostało jeszcze w tym roku.

Rozbudowa wielofunkcyjnych kompleksów

Na terenie OFF Piotrkowska Center w Łodzi realizowany jest także obiekt biurowy Sepia Office. Renowacja historycznego budynku ma zakończyć się latem bieżącego roku. Tuż obok, od strony ulicy Roosevelta powstaje jednocześnie nowoczesny biurowiec Teal Office. Po ukończeniu tych inwestycji OFF Piotrkowska poszerzy swoje funkcje gastronomiczne, rozrywkowe i kulturalne o sferę użytkową i biurową. 

Rozbudowany o dwa kolejne biurowce, kompleks biurowy Cross Point, położony u zbiegu ulicy Milionowej i Alei Rydza Śmigłego na terenie Widzewa, również dostarczy rynkowi łódzkiemu nowoczesnej powierzchni biurowej. W dwóch nowych budynkach tego kompleksu znajdzie się odpowiednio 3300 mkw. i 6200 mkw. biur.

Łódzka wieża biurowa

Firma Ghelamco uzyskała już także pozwolenie na budowę łódzkiej wieży biurowej – P22. Ta długo zapowiadana inwestycja realizowana będzie w pobliżu skrzyżowania ulicy Sienkiewicza z aleją Piłsudskiego. Według wstępnych założeń P22 ma być czternastokondygnacyjnym biurowcem o powierzchni użytkowej ponad 23 tys. mkw.

W ramach inwestycji Imagine, realizowanej u zbiegu ulic Piłsudskiego i Śmigłego-Rydza przez firmę Avestus Real Estate w przyszłym roku zostanie natomiast oddany nowoczesny obiekt, w którym znajdzie się 14,5 tys. mkw. powierzchni biurowej i 2,3 tys. mkw. powierzchni handlowo-usługowej.

Autor: Walter Herz

Polski eksport otwiera się na nowe, egzotyczne kierunki

Rok 2017 był najlepszym rokiem w ponad 25-letniej historii Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych. Przypis składki wyniósł blisko 200 milionów złotych. Tym samym pobity został rekord roku 2011. Wzrost wyniósł aż 40 proc. r/r.Wśród kierunków, które firma uważa za przyszłościowe, znajdują się kraje Unii Europejskiej.Należy pamiętać, że trafia tam 80 proc. eksportu polskich przedsiębiorstw. Widać to również w portfelu KUKE. Pojawiają się także bardziej egzotyczne rynki – Azji Południowo-Wschodniej czy afrykańskie.

– KUKE, zarówno w linii komercyjnej, jak i gwarantowanej przez Skarb Państwa notuje rewelacyjne wyniki. Mamy nadzieję, że w 2018 roku będzie jeszcze lepiej – powiedział serwisowi eNewsroom Janusz Władyczak, prezes Korporacji Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych – W centrum zainteresowania polskich firm jest także Bliski Wschód oraz Ameryka Łacińska.Dotyczy to przede wszystkim eksportującej towary branży spożywczej. Jest ona dość mocno zakorzeniona, posiada dobra łatwe do wyeksportowania, bez konieczności zakładania fabryk na miejscu. Dobrze radzi sobie również branża maszynowa. Jeśli chodzi o inwestycyjne ubezpieczenia eksportowe, sektor ten – jak produkcja maszyn górniczych – odgrywa bardzo istotną rolę – dodał Władyczak.

Kurs dolara najniżej od przeszło trzech lat

Amerykańska waluta najsłabsza od przeszło trzech lat. Zanegowane wybicie trendu spadkowego na EURPLN. Dużo ważnych odczytów dla funtów w tym tygodniu. Frank znów kosztuje 3,60 zł.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 12.02.2018-19.02.2018

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,1400 3,5840 3,3085 4,6600
Maksimum 4,1865 3,6380 3,4165 4,7270

USD/PLN

USDPLN.H1Zeszły tydzień minął pod znakiem kolejnego osłabienia się amerykańskiej waluty. Dolar, który na początku lutego chwilowo wybił się powyżej 3,40 zł, w szybkim tempie oddał cały ruch aprecjacyjny. W miniony piątek po raz kolejny testował poziom 3,31 zł. Do tej pory nie udało się go pokonać, choć w ostatnim czasie to była już trzecia próba. Sentyment pozostaje jednak negatywny dla głównej waluty świata, co może sugerować, że temat zejścia poniżej 3,30 zł będzie jeszcze rozgrywany. Pokonanie tego wsparcia oznaczałby zejście na poziomy ostatnio widziane w drugiej połowie 2014 roku. Otworzyłoby też drogę do ruchu w kierunku okrągłych 3 złotych. Patrząc na zachowanie EURUSD, taki scenariusz wcale nie jest nierealny. W środę poznamy protokół z posiedzenia FOMC, który wydaje się, że ma największy potencjał do rozruszania par dolarowych. Taki impuls może być potrzebny, zwłaszcza że ze względu na dzisiejsze święto, handel na dolarze w ostatnich godzinach jest co najmniej spokojny.

EUR/PLN

EURPLN.H1Na przełomie stycznia i lutego euro zanotowało gwałtowny ruch w górę. W krótkim czasie wspólna waluta podrożała o 7 groszy, jednocześnie wyłamując linię trendu spadkowego, zapoczątkowaną jeszcze we wrześniu ubiegłego roku. Euro jednak nie było w stanie pokonać bariery 4,20 zł, przez co poprzedni tydzień należał zdecydowanie do złotego. Kurs EURPLN spadł o 5 groszy, a dzisiaj ruch ten został jeszcze pogłębiony. Najbliższym celem wydaje się być ponowne zejście poniżej wcześniej opisanej linii trendu. Oznaczałoby to jednocześnie atak na poziom 4,10 zł, a tyle euro ostatni raz kosztowało jeszcze w 2014 roku. Będzie to o tyle trudne, że wycena euro cały czas jest wspierana przez ruchy na głównej parze walutowej, choć należy pamiętać, że złoty zawsze lepiej wykorzystywał problemy dolara.

GBP/PLN

GBPPLN.H1Funt od początku roku znajduje się w miarę szerokiej konsolidacji. Kurs GBPPLN porusza się w 10 groszowym kanale pomiędzy 4,67 zł, a 4,77 zł. Zeszły tydzień sprowadził wycenę brytyjskiej waluty w okolice dolnego ograniczenia. Od września jest to już szósta próba sforsowania tego wsparcia, co w przypadku sukcesu może skutkować dynamicznym ruchem. Następne wsparcie znajduje się przy poziomie 4,60 zł. Niżej są już poziomy niewidziane od 2011 roku. Obecny tydzień obfituje w wiele ważnych dla funta odczytów, co w pewnym sensie wspiera prawdopodobieństwo większych ruchów. W środę poznamy dane dotyczące brytyjskiego rynku pracy, później poznamy rewizje tempa wzrostu PKB. W międzyczasie prezes BoE Mark Carney dwukrotnie wystąpi ze swoimi przemówieniami. Nadchodzący tydzień wydaje się idealny do wyłamania bieżącej konsolidacji.

CHF/PLN

CHFPLN.H1Z czterech opisywanych walut to właśnie frank szwajcarski radził sobie w ostatnim czasie najlepiej względem złotego. Co prawda zeszły tydzień również przyniósł spadek kursu CHFPLN, jednak helwecka waluta cały czas jest relatywnie daleko od lokalnych minimów. Obecnie zmaga się z poziomem 3,60 zł, a kolejne w miarę istotne wsparcie znajduje się trzy grosze niżej. Od góry ruch powinien być ograniczany przez ostatni opór w okolicach 3,65 zł. Brak ważnych odczytów zmniejsza prawdopodobieństwo wybicia, któregoś z ograniczeń, dlatego nie należy oczekiwać większej zmienności w tym tygodniu.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Na etacie milionerem nie zostaniesz

Chcesz mieć majątek wart więcej niż milion złotych? Nawet nie myśl o etacie. Badanie NBP nie zostawia złudzeń. Majętność gospodarstw domowych, gdzie dominuje praca najemna, wynosi jedną trzecią tego, co w rodzinach uzyskujących główny dochód z samozatrudnienia – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Przeprowadzone i opublikowane na początku roku opracowanie Narodowego Banku Polskiego (NBP) „Zasobność gospodarstw domowych w Polsce” daje sporo wskazówek, które elementy sprzyjają bogaceniu się.

Majątek przychodzi z wiekiem i z wykształceniem

Warto zwrócić uwagę, że w gospodarstwach domowych, gdzie osoba referencyjna (ankietowany) ma wykształcenie wyższe, zgromadzony majątek netto jest średnio ponad dwukrotnie większy (563 tys. zł) niż tam, gdzie dominuje wykształcenie podstawowe (248 tys. zł). Ci, którzy nie mają kredytu na nieruchomość, są także bogatsi od tych, którzy muszą spłacać zobowiązania hipoteczne.

Naturalne wydaje się, że osoby starsze (ale do 64 lat) mają wyższy majątek niż młodsze. Z tego również może wynikać, że pary posiadające dzieci są zamożniejsze od bezdzietnych. Najbardziej zaskakuje jednak fakt, że podstawowym warunkiem majętności jest status na rynku pracy.

Milioner pracuje na swoim

Średni majątek netto gospodarstwa domowego w Polsce to 417 tys. zł, a mediana (połowa ma mniej, a połowa więcej) wynosi 263 tys. Wśród gospodarstw tworzonych przez zatrudnionych na etacie średnia wynosi tylko 369 tys. Tymczasem przeciętny wynik wśród rodzin, gdzie ankietowany jest samozatrudniony to 1,073 mln zł, czyli niemal trzy razy więcej niż u pracowników najemnych.

Przeciętna wartość majątku netto najlepiej sytuowanych rodzin, mowa o 10 proc., to niecałe 1,7 mln, a 1 proc. posiada majątek o wartości przynajmniej 2,8 mln. Biorąc pod uwagę rozkład danych dla etatowców i samozatrudnionych, z dużym prawdopodobieństwem to ci drudzy zdominowali grupę bogaczy.

IPOPEMA nadal wierzy w rynek akcji w długim okresie

Akcje, pomimo obecnej korekty, dalej pozostaną w trendzie wzrostowym  w średniej i długiej perspektywie inwestycyjnej. Obecna fala spadków to korekta techniczna, a nie początek rynku niedźwiedzia – twierdzi IPOPEMA TFI.

– Zwyżki na rynku akcji nie kończą się z powodu wysokich wskaźników wycen. Jak w przypadku innych gałęzi gospodarki działa tutaj elementarne prawo popytu i podaży. Chęć do zakupu akcji powinna się utrzymywać, ze względu na poprawiające się otoczenie makroekonomiczne, niskie zaangażowanie inwestorów w akcje oraz atrakcyjne oczekiwane stopy zwrotu. – ujawnia Krzysztof Cesarz, Dyrektor Rynku Akcji w IPOPEMA TFI.

Przełom roku 2017/ 2018 pozwolił przyjąć, że obecna sytuacja makroekonomiczna na rynkach międzynarodowych jest bardzo dobra, a globalny wzrost jest najmocniejszy od prawie 10 lat.  Potwierdzały to dobre dane gospodarcze, wspierane przez wysokie odczyty wskaźników wyprzedzających PMI. W konsekwencji wiele spółek zrewidowało swoje prognozy zysków in plus, czemu towarzyszyły wzrosty wycen akcji na giełdach.

Na początku lutego rynki zanurkowały, a zmienność wzrosła do dawno niewidzianych poziomów. W trakcie pierwszych 7 sesji lutowych indeks S&P 500 spadł o 8,6% (od szczytu -10,2%), a DAX o 7% (od szczytu -9,6%). Na amerykańskim rynku akcji był to największy procentowy spadek od sierpnia 2015 roku.

Korekta jedynie techniczna i na krótko

Co dalej? Silna korekta przyniosła ochłodzenie sentymentu na rynku akcji oraz obniżyła poziomy wskaźników wycen do nieco niższych poziomów. – Uważam, że warto wykorzystać korektę do zwiększenia zaangażowania w rynek akcji, ze względu na dobre otoczenie makro (wzrost wskaźników PMI i prognoz PKB) oraz rewizje prognoz EPS przez analityków w górę (nawet w trakcie lutowej korekty). Wierzymy, że obecna fala spadków to korekta rynkowa, a nie początek rynku niedźwiedzia. Istnieje szereg wskaźników, które całkiem dobrze korelują ze szczytem hossy. Można do nich zaliczyć m.in. znaczące wypłaszczanie krzywej dochodowości, silny wzrost stopy bezrobocia po długotrwałym okresie wzrostów, wysokie poziomy wskaźników wyceny, silny wzrost rentowności na rynku długu obligacji o ratingu investment grade i high yield, czy też spadek indeksów PMI z wysokich poziomów. Na chwilę obecną, jedynie wysokie wskaźniki wyceny stanowią sygnał ostrzegawczy, jednakże same w sobie nie należą do najlepszych wskaźników timingowych. – uważa K. Cesarz.

W co warto inwestować? Zarządzający z IPOPEMA TFI w dalszym ciągu podtrzymują pozytywne nastawienie do spółek technologicznych, ponadto zwiększają zaangażowanie w spółki medyczne i biotechnologiczne. W związku ze zmieniającymi się zwyczajami zakupowymi oraz sposobem spędzania wolnego czasu, wierzą również w dobre perspektywy spółek z branży e-commerce, reklamy on-line oraz gier komputerowych. Zwracają też uwagę na rynki cechujące się wysokim potencjałem wzrostu ze względu na korzystną strukturę społeczeństwa, czyli Chiny i Indie.

Polscy pracownicy są najbardziej produktywni w całej Unii Europejskiej!

  • Zaledwie 6% polskich pracowników ma problem z wydajnością w pracy
  • Najmniejsze problemy z produktywnością mają pracownicy powyżej 55. roku życia
  • Prawie 25% uważa, że największą przeszkodą dla produktywności jest złe zarządzanie

Złe zarządzanie jest wymieniane na pierwszym miejscu wśród czynników mających negatywny wpływ na produktywność w miejscu pracy, czego dowodzi nowe badanie przeprowadzone przez ADP na prawie 10 000 pracowników w Europie, w tym 1300 z Polski. Pokazuje ono, że prawie jedna czwarta z nich (25%) obwinia swoich managerów – bardziej niż niewydajne systemy i procesy (20%) oraz braki kadrowe (15%). Jednak na tle innych krajów Unii Europejskiej Polska wypada najlepiej – zaledwie 6% badanych pracowników ma problem z wydajnością w pracy.

– „Produktywność ma decydujące znaczenie dla sukcesu organizacyjnego i finansowego, dlatego maksymalizacja wydajności musi znajdować się na szczycie listy priorytetów pracodawców. Pomiar i poprawa poziomu produktywności mogą być niezwykle trudne, jednak wnioski pozwolą ustalić najważniejsze czynniki sukcesu. Nieefektywne zarządzanie znacząco zmniejsza produktywność pracowników, nie wspominając o motywacji i zaangażowaniu, dlatego inwestycja w szkolenie managerów ma tutaj kluczowe znaczenie. Procesy, systemy i technologia również muszą być regularnie aktualizowane i dostosowane do potrzeb, z położeniem nacisku na wkład decydujących pracowników, aby upewnić się, że pomagają im one w pracy” – komentuje Magdalena Dacka, HR Business Partner w ADP.

Według wyników badań z najpoważniejszymi problemami z produktywnością zmagają się pracownicy z sektora produkcyjnego. Ponad 36% z nich obwinia o to złe zarządzanie, na drugim miejscu natomiast wskazują mało efektywne systemy i procesy. Zaraz za sektorem produkcyjnym problem z wydajnością doskwiera również zatrudnionym w sektorze sztuki i kultury.

Skrajne opinie o wydajności pracy pojawiają się pomiędzy pracownikami małych organizacji (1-9 pracowników) a tymi zatrudniającymi ponad 100 pracowników i więcej. Najmniej problemów z produktywnością  oraz kadrą zarządzającą mają osoby zatrudnione w małych firmach – tak zadeklarowało kolejno 28% i 16% pracowników, podczas gdy w większych firmach wyniki te wyniosły 19% i 27%.

Pracownicy 55+ nie mają problemów z produktywnością w pracy

Czynniki mające negatywny wpływ na produktywność znacząco różnią się również w zależności od wieku; na osoby powyżej 55. roku życia niekorzystnie wpływa złe zarządzanie (około 35%), a z kolei osobom w wieku 25-34 lat bardziej przeszkadzają nieefektywne systemy i procesy (22%), zbyt wolny sprzęt do pracy (15%) oraz zbyt mały zespół (14%). Jednocześnie, ze wszystkich ankietowanych pracowników, najmniej problemów z produktywnością w pracy widzą osoby w przedziale wiekowym 45 – 54 oraz powyżej 55. roku.

Wydajność pracy a media społecznościowe

Pomimo powszechnych doniesień o niekorzystnym wpływie mediów społecznościowych i technologii osobistych na wydajność, tylko 6% europejskich pracowników wskazało strony internetowe, takie jak Facebook, jako barierę dla wydajności, a zaledwie 5% stwierdziło, że ich prywatny telefon był zbyt rozpraszający. Jednak liczba ta wzrasta do 16% wśród pokolenia Millenialsów (16-24-latków).

Na drugim końcu skali znajdują się starsi pracownicy, którzy twierdzą, że nie są rozproszeni niczym w miejscu pracy (37%). Dla  pracowników w Polsce media społecznościowe nie stanowią aż tak dużego utrudnienia w wydajności pracy, jak dla kolegów z innych krajów europejskich. Na ten problem narzeka niecałe 5% z nich. Również najmłodsi polscy pracownicy wypadają w badaniu dużo lepiej, ponieważ tylko 8% osób w wieku 16-24 rozprasza się w pracy korzystając z mediów społecznościowych.
To dwukrotnie mniej niż średnia europejska.

– „Media społecznościowe mają dziś kluczowe znaczenie w zdobywaniu informacji o świecie oraz w komunikacji międzyludzkiej. Nie dziwi więc fakt, że korzystamy z nich w trakcie pracy. W wielu organizacjach wykorzystuje się takie kanały do komunikacji wewnętrznej. Z jednej strony możemy to zjawisko uznać za zagrożenie dla wydajności w pracy. W końcu czas spędzony na Facebook nie jest czasem poświęconym zadaniom zawodowym. Jednak jak wykazują nasze badania oraz trendy rynkowe, pracownicy uważają, że korzystanie z prywatnego telefonu czy social media nie obniża ich produktywności. Wręcz przeciwnie, wykonują więcej działań jednocześnie, lepiej organizują sobie czas pracy. Wartością dodaną jest także nieustanne zdobywanie wiedzy nie tylko tej w zakresie obejmowanego stanowiska, ale także ogólnej, która jest niezbędna do rozwoju kompetencji interpersonalnych.” – dodaje Magdalena Dacka, HR Business Partner, ADP Polska.

Złoty umacnia się w oczekiwaniu na wtorkowe dane z Polski

W poniedziałek złoty umacnia się do głównych walut w oczekiwaniu na publikowaną w tym tygodniu serię danych z polskiej gospodarki. Przede wszystkim w oczekiwaniu na wtorkowe dane o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, które mogą pozytywnie zaskoczyć.

Nowy tydzień złoty rozpoczął od umocnienia do koszyka głównych walut. O godzinie 12:53 za euro trzeba było zapłacić 4,1425 zł, czyli o 1,6 gr mniej niż w piątek. Dolar potaniał o 1,8 gr do 3,3335 zł, szwajcarski frank o 1,7 gr do 3,5970 zł, a brytyjski funt o 2,2 gr do 4,6755 zł. Ma to miejsce przy spokojnych rynkach światowych, które za sprawą dni wolnych w USA (Dzień Prezydentów) i w Chinach (Nowy Rok Księżycowy) pozostają w poniedziałek w letargu.

Złoty zyskuje nie tylko do głównych walut, ale również skalą swojego umocnienia wyróżnia się na tle m.in. węgierskiego forinta i czeskiej korony. To wyraźnie wskazuje, że za takim jego zachowaniem stoją czynniki krajowe. Przede wszystkim oczekiwanie jutrzejszą serię danych makroekonomicznych z polskiej gospodarki.

We wtorek o godzinie 10:00 Główny Urząd Statystyczny (GUS) opublikuje najnowsze dane o produkcji i sprzedaży, a także o cenach producentów. W styczniu spodziewane jest przyspieszenie rocznej dynamiki produkcji przemysłowej do 8 proc. z 2,7 proc. w grudniu, przy jednoczesnym przyspieszeniu sprzedaży detalicznej do 7,3 proc. z 6 proc. i odczycie inflacji producenckiej na poziomie 0,1 proc. rok do roku. Te rynkowe prognozy wydają się być dość ostrożne. Jest duża szansa na to, że wzrost produkcji będzie dwucyfrowy, a sprzedaż przekroczy 8 proc. w relacji rocznej. To zaś będzie wpisywać się w optymistyczne oczekiwania co do perspektyw gospodarki w tym roku i przy braku we wtorek innych silnych impulsów, ma szanse wesprzeć złotego.

Opisane wyżej wtorkowe raporty nie będą jedynymi z jakimi w tym tygodniu zapoznają się inwestorzy. W środę zostaną opublikowane dane o koniunkturze konsumenckiej w Polsce. W czwartek raport o koniunkturze gospodarczej, podaży pieniądza, a także protokół z ostatniego posiedzenia Rady Polityki Pieniężnej (RPP). W piątek zaś światło dzienny ujrzy biuletyn GUS zawierający m.in. dane nt. bezrobocia w Polsce (prognoza: 6,9 proc.).

Tyle tylko, że znaczenie tych publikacji jest już dużo mniejsze niż w przypadku produkcji i sprzedaży. I co więcej, w kolejnych dniach uwaga rynków finansowych, w tym polskiego rynku walutowego, przesunie się w kierunku amerykańskiej polityki monetarnej. A to za sprawą publikacji „minutek” FOMC, licznych wystąpień przedstawicieli Fed oraz piątkowego półrocznego raportu Fed nt. polityki monetarnej. To zestawienie można jeszcze uzupełnić o mające kluczowe znacznie dla notowań GBP/PLN, środowe dane z brytyjskiego rynku pracy i wystąpienia publiczne przedstawicieli Banku Anglii. Tym samym o losach złotego od połowy tygodnia będą decydować już nie czynniki lokalne, a globalne, na czele z wahaniami EUR/USD oraz zachowaniem rynku obligacji. To zaś zwiększa ryzyko osłabienia złotego w drugiej połowie tygodnia.

Komentarz przygotował: Marcin Kiepas, niezależny analityk

Z aplikacją w podróż: 60% rezerwacji dokonywanych jest przy użyciu aplikacji

Opracowany przez firmę Criteo w czwartym kwartale 2017 roku raport „Travel Insights” potwierdza rosnący wpływ zakupów mobilnych na branżę turystyczną. Biura podróży, wykorzystujące aplikacje mobilne odnotowały, że w badanym okresie 60% ich rezerwacji zostało dokonanych na urządzeniach mobilnych – w porównywalnym okresie w 2016 roku wskaźnik ten wynosił 41%. Z kolei biura podróży, prowadzące swoją działalność w internecie, zaobserwowały, że niemal połowa (45%) ich wszystkich rezerwacji została zrobiona przy użyciu smartfona lub tabletu. Raport Criteo analizuje dane dotyczące wyszukiwania i rezerwacji usług turystycznych, pochodzące od ponad 1 800 zlokalizowanych na całym świecie reklamodawców z branży turystycznej. Dokument powstał w oparciu o analizę ponad 3 bilionów rezerwacji zrealizowanych w 59 krajach – na komputerach stacjonarnych/ laptopach, stronach mobilnych oraz poprzez aplikacje.

Wzrost liczby rezerwacji dokonywanych na urządzeniach mobilnych jest spowodowany dużą popularnością, jaką cieszą się wśród turystów oferty typu last-minute oraz pobyty jednodniowe (over-night-stays). Platformy mobilne sprawiają, że spontaniczna rezerwacja weekendu jest niezwykle prosta – liczba wyszukiwań ofert przy użyciu smartfonów oraz aplikacji wzrosła dynamicznie i odpowiada za do 89% ruchu generowanego przy rezerwacjach last-minute.

Mając na uwadzę tradycyjnie występujący po Świętach Bożego Narodzenia czas wzmożonych rezerwacji, oczekuje się, że całkowita sprzedaż w Q1 będzie do 80% wyższa niż w listopadzie ubiegłego roku – dane te dowodzą zmian doświadczenia zakupowego w ramach platform mobilnych i aplikacji.

„Biura podróży dostrzegają fakt, że coraz większa liczba rezerwacji jest realizowana poprzez aplikacje mobilne i smartfony,” powiedziała Pauline Lemaire, Head of Travel and Classified, Criteo, „Elastyczność tych platform oznacza, że klienci mogą czekać ze swoją rezerwacją praktycznie do ostatniej minuty. Dlatego, mając na uwadze fakt, że klienci chcą maksymalnie wykorzystywać różne punkty styczności na ścieżce konwersji, sprzedawcy muszą upewnić się, że oferowane udogodnienia nie odbiją się negatywnie na lepszym doświadczeniu zakupowym klienta. W praktyce oznacza to, że połączenie ze sobą punktów styczności na przestrzeni różnych urządzeń umożliwi kupującym zarezerwowanie oferty last minute przy użyciu wybranego przez nich urządzenia.”

Pozostałe ważne wnioski z badania Criteo:

  • Wskaźnik konwersji dla aplikacji jest 5-krotnie większy w porównaniu do wskaźników uzyskanych na wersjach mobilnych stron internetowych i 2-krotnie większy w porównaniu do konwersji zrealizowanych na komputerach – wynik powyżej średniej dla całej branży handlu detalicznego.
  • Dostawcy odnotowują mniejszy udział w rezerwacjach z poziomu stron mobilnych, a 1/3 (32%) ich rezerwacji jest poprzedzona klikiem na innym urządzeniu – dowodzi to wartości współpracy w ramach wymiany danych, celem zwiększenia wyników pochodzących z mobile’u.
  • 33% pobytów jednodniowych wyszukiwanych jest poprzez aplikacje, a turyści rezygnują z korzystania z komputerów podczas krótkich wyjazdów.
  • Liczba rezerwacji dokonywanych przez strony mobilne w Europie (25%) jest nieznacznie wyższa niż w Ameryce Północnej (22%).
  • W przypadku Online Travel Agencies (OTAs) mobile jest formatem, który nadal odnotowuje wzrost – 45% rezerwacji jest realizowanych poprzez urządzenia mobilne
    w porównaniu do jedynie 16% dla biur podróży.
  • Do 80% rezerwacji last-minute jest dokonywanych poprzez urządzenia mobilne.

Metodologia badania

Raport Criteo’Q4 Travel Insights został opracowany na podstawie analizy ponad 3 mld rezerwacji dokonanych w ciągu roku przez ponad 1 800 reklamodawców z branży turystycznej. Indywidualne aktywności wyszukiwania ofert i rezerwacji pochodzące z ponad 59 krajów zostały ocenione, w celu naszkicowania ogólnoświatowego obrazu nawyków dotyczących dokonywania rezerwacji.