Turcja skradła show

Poniedziałkowa zmienność na rynku walutowym pozostawiała dużo do życzenia. Obchody amerykańskiego Dnia Kolumba czy pozostałych świąt państwowych w Kanadzie oraz Japonii istotnie przyczyniły się do ograniczenia wielkości transferowanego kapitału w trakcie dzisiejszej sesji. Uwagę inwestorów zwróciły rosnące napięcia na linii Ankara-Waszyngton, które przyczyniły się do kolosalnej deprecjacji tureckiej liry. Obecnie para USD/TRY przebija poziom 3,7200, notując tym samym ruch rzędu 2,9 proc.

Wśród walut G10 dzisiejszej sile dolara wyraźnie oparł się funt szterling, który zyskując 0,6 proc. wypchnął parę GBP/USD w okolice poziomu 1,3150. Skromniejsze umocnienie ma za sobą euro (0,2 proc.) próbujące ustabilizować EUR/USD w okolicach poziomu 1,1750. Na koniec dnia powyższe zestawienie zamykają dolar nowozelandzki (-0,3 proc.) oraz dolar kanadyjski (-0,1 proc.).

W kalendarzu makroekonomicznym uwagę inwestorów zwracały wskazania z niemieckiej gospodarki, która może pochwalić się fenomenalną produkcją przemysłową za sierpień. Według szacunków jej wolumen wzrósł miesięcznie o 2,6 proc., co wyraźnie przebiło medianę oczekiwań ankietowanych uczestników rynku (0,9 proc.). Powyższe dane łagodzą rozczarowanie lipcowymi wskazaniami oraz napawają optymizmem przed wstępnym szacunkiem PKB za III kwartał.

Początek tygodnia na europejskich parkietach stał pod znakiem dość umiarkowanych wzrostów. Ze zwyżkowych nastrojów wyłamała się giełda w Londynie, gdzie indeks FTSE 100 (-0,2 proc.) ciągnęły ku niższym poziomom spółki z sektora wydobywczego. We Frankfurcie o miano lidera bili się przedstawiciele niemieckiej energetyki czekający na publikację projektu ustawy regulującej brytyjski rynek. Finalnie na czele indeksu DAX (0,2 proc.) znalazł się E.ON (3,0 proc.), który okrył cieniem mniej spektakularną zwyżkę Adidasa (1,4 proc.) czy SAP (1,2 proc.). Możliwość podejścia pod okrągły poziom 13 000 pkt utrudnił nie tylko ThyssenKrupp (-1,5 proc.) notujący szóstą spadkową sesję z rzędu, ale również Deutsche Bank, który ze stratą 2,3 proc. zamknął listę indeksu blue-chipów.
Wśród głównych indeksu Starego Kontynentu najbardziej pokaźną zwyżką może pochwalić się WIG 20 (0,8 proc.) wracający tuż pod okrągły poziom 2 500 pkt. Najsilniejsze wzrosty odnotowała Jastrzębska Spółka Węglowa (4,9 proc.), której udało się powrócić w okolice lokalnych maksimów z 3 października przy poziomie 100,00 PLN za walor. Doniesienia o zmianie wag w indeksie pozytywnie wpłynęły na wycenę CCC (4,0 proc.), bowiem od 10 października spółka będzie stanowiła 3,7 proc. głównego indeksu (poprzednio: 3,3 proc.). Z pozytywnych nastrojów przy Książęcej wyłamały się spółki z sektora paliwowego. Najsilniejszy ruch ku niższym poziomom ma za sobą Lotos (-0,5 proc.), którego akcje od początku roku zyskały ponad 70 proc.

W gronie metali najbardziej pokaźny ruch ku wyższym poziomom notuje pallad (1,0 proc.). Jego zwyżkę lekko przebija lider płodów rolnych – grudniowy kontrakt na kawę obecnie notuje zwyżkę rzędu 1,1 proc. Niezbyt pozytywnymi nastrojami mogą pochwalić się pszenica oraz kakao, które notując odpowiednio 1,5 proc. oraz 3,3 proc. przecenę. W przypadku metali szlachetnych należy mówić o dość skromnych ruchach – złoto oraz srebro drożeją o 0,4 proc. do poziomów 1 282 USD oraz 16,91 USD za uncję. Nieco silniejszą skalę wzrostów obserwuje się na rynku ropy. Na koniec dnia baryłka West Texas Intermediate jest wyceniana po 49,70 USD, tj. 0,8 proc. wyżej względem piątkowego zamknięcia.

Sporządził
Kornel Kot, Dom Maklerski TMS Brokers

Złoty czeka, funt koryguje, a lira jest wyprzedawana

W poniedziałek złoty nieznacznie zyskuje do euro i dolara, wciąż pozostając pod głównym wpływem czynników globalnych. Swoją wcześniejszą przecenę koryguje funt. Jednocześnie gorąco jest na tureckiej lirze, która gwałtownie traci na wartości.

O godzinie 15:54 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3050 zł, a USD/PLN 3,67 zł. Tym samym złoty nieznacznie zyskuje do euro i dolara, reagując na poprawę nastrojów na rynkach globalnych i niewielkie zmiany EUR/USD. Handel jest jednak dość ospały, na co wpływa brak nowych impulsów mogących pobudzić emocje.

Dzisiejsze wahania nie wpływają na zmianę układu sił na wykresach. EUR/PLN w dalszym ciągu pozostaje w trendzie bocznym 4,29-4,33 zł, a USD/PLN od ponad tygodnia oscyluje wokół 3,65 zł z perspektywą wybicia w kierunku 3,77 zł, jeżeli tylko EUR/USD spadnie do 1,15 dolara.

Nieco większa zmienność panuje dziś na GBP/PLN. Funt drożeje o prawie 3 gr do 4,8280 zł, odreagowując ostatnią serię 7. kolejnych spadków.

W tym tygodniu kluczowe dla polskiej waluty będą doniesienia z USA, wpływające na ocenę przyszłych działań podejmowanych przez Fed. Wciąż bowiem oczekiwania odnośnie różnych ścieżek jakimi w następnych miesiącach podążą czołowe banki centralne (Fed, ECB, BoE) oraz Rada Polityki Pieniężnej nie pozwalają złotemu na umocnienie, pomimo świetnych danych z polskiej gospodarki i realnej perspektywy na podwyższenie oceny przez agencję S&P jeszcze w tym miesiącu.

W poniedziałek naprawdę gorąco jest natomiast na tureckiej lirze, która kolejny dzień mocno traci na wartości. Za wyprzedażą stoi polityka. Inwestorzy wyprzedają turecką walutę, która w relacji do dolara jest najtańsza od pół roku, a do euro najtańsza w historii, w reakcji na zaostrzenie konfliktu na linii Turcja – USA, po tym jak Turcja zatrzymała pracownika amerykańskiego konsulatu w Stambule pod zarzutem szpiegostwa.

Turecka lira gwałtownie traci też w relacji do złotego i podobnie jak w przypadku EUR/TRY, jest ona najtańsza w historii.

Drugi tydzień października generalnie jedna rozpoczął się spokojnie na rynkach finansowych. To jednak będzie dość ciekawy okres. We wtorek w centrum uwagi znajdą się dane o produkcji przemysłowej w Wielkiej Brytanii. W środę zostanie opublikowany protokół z ostatniego posiedzenia Fed (tzw. minutki). W czwartek uwaga będzie się koncentrować na danych o inflacji producenckiej (PPI) w USA i konsumenckiej w Polsce. W piątek zaś zostaną opublikowane m.in. amerykańskie dane o inflacji konsumenckiej (CPI) i sprzedaży detalicznej. Te pierwsze, podobnie jak i PPI, będą analizowane w kontekście przyszłych decyzji Fed. Te drugie zaś mogą mocno zaskoczyć, gdyż będą zaburzone przez wrześniowe huragany.

Ponadto warto śledzić liczne w tym tygodniu wystąpienia bankierów centralnych. W tym Mario Draghiego i Janet Yellen. Nie można zapominać, że na Wall Street startuje sezon publikacji wyników kwartalnych, co również może pośrednio wpływać na nastroje na rynku walutowym. Niezmiennie też duże emocje będą budzić wszelkie doniesienia nt. przyszłego szefa Fed, który w lutym 2018 roku zastąpi na tym stanowisku Janet Yellen. Jak również ewentualne nowe informacje dotyczące reformy podatkowej przygotowanej przez prezydenta Donalda Trumpa, czy też doniesienia ze zmierzającej ku niepodległości Katalonii.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Złoty broni ważne poziomy. Analiza techniczna 9.10.2017

Euro po pokonaniu 4,30 zł straciło impet. Dolar szykuje się do ataku na 3,70 zł. Zeszłotygodniowa korekta na funcie dobiega końca. Frank zawieszony pomiędzy poziomami fibo.

Tabela. Maksima i minima głównych walut w PLN. Zakres: 02.10.2017-09.10.2017

Para walutowa EUR/PLN CHF/PLN USD/PLN GBP/PLN
Minimum 4,2900 3,7360 3,6390 4,7900
Maksimum 4,3200 3,7900 3,6930 4,9000

EURPLN

EURPLNH1Euro w stosunku do złotego znajduje się w trendzie wzrostowym już od ponad miesiąca. Od tego czasu wspólna waluta podrożała o blisko 10 groszy. Wydawało się, że kluczowym momentem było pokonanie psychologicznej bariery na poziomie 4,30 zł. Nieoczekiwanie jednak ruch wzrostowy po przebiciu tej granicy stracił impet. Lokalny szczyt został ustanowiony przy kursie 4,325 zł, niedaleko maksimum z marca tego roku. Od tego czasu formuje się formacja klinu, z coraz mniejszą wolatywnością. Jego wybicie jest prawdopodobne jeszcze w tym tygodniu, choć zapewne bliżej jego końca. Teoretycznie cały czas obowiązuje trend wzrostowy, dlatego wybicie górą ma trochę większe szanse zaistnienia. Pokonanie bariery 4,33 zł pozwoli myśleć nad nowym tegorocznym maksimum, co by oznaczało ruch co najmniej do kursu 4,38 zł. Przebicie linii trendu wzrostowego, zapewne będzie oznaczać powrót do około 4,26 i wejście w jakąś szerszą konsolidację.

USDPLN

USDPLNH1Bardzo podobnie kształtuje się sytuacja na parze USDPLN. Tutaj także obserwujemy trend wzrostowy już od około miesiąca. W międzyczasie doszło do pokonania ważnej bariery przy kursie 3,60 zł. Dolar jednak, podobnie jak euro, od dwóch tygodni ma problem z kontynuowaniem ruchu w górę. W tym czasie trzykrotnie próbował sforsować poziom 3,69 zł i za każdym razem robił to nieskutecznie. Konsolidacja trwa już prawie tyle samo czasu co ostatni ruch wzrostowy, co by mogło sugerować, że powoli się kończy. Warto zauważyć, że obecnie znajdujemy się na podobnych poziomach, a nawet trochę wyżej, co w połowie sierpnia, kiedy to zaczynał się ostatni trend spadkowy. Jeśli dolar szybko nie powróci do wzrostów, coraz bardziej prawdopodobny będzie scenariusz zejścia znowu w okolice 3,60 zł.

CHFPLN

CHFPLNH1Szwajcarska waluta prawdopodobnie na dobre zakończyła swój trend wzrostowy. Dla przypomnienia pod koniec września, kurs franka dynamicznie umacniał się na szeroki rynku, między innymi także do złotego. W przeciągu mniej więcej tygodnia waluta Helwetów podrożała o 6 groszy, wyraźnie zbliżając się do poziomu 3,80 zł. Ostatni raz frank tyle kosztował w połowie sierpnia, kiedy to dwukrotnie był zdecydowanie zawracany w tych okolicach. Pod koniec września ukształtowała się formacja podwójnego szczytu, która przynajmniej na pewien czas odkłada temat przebicia 3,80 zł do szuflady. Obecnie frank znajduje się w wąskiej konsolidacji, ograniczony z jednej i drugiej strony przez poziomy zniesień Fibonacciego. W najbliższym czasie możemy obserwować przynajmniej chwilowy powrót w okolice 3,73 zł, gdzie wypada górne ograniczenie kanału wakacyjnej konsolidacji.

GBPPLN

GBPPLNH1Zeszły tydzień przyniósł dość znaczne osłabienie się funta. Brytyjska waluta straciła blisko 15 groszy i wiele wskazuje, że to koniec tego ruchu. Po pierwsze jesteśmy blisko poziomu 4,80 zł, który jako poziom quasi okrągły, często jest wykorzystywany w analizie technicznej. Po drugie w tym rejonie wypada jedno ze zniesień fibo ostatniego trendu wzrostowego. A po trzecie właśnie obserwujemy atak na linię krótkoterminowego trendu spadkowego. Jeśli okaże się on skuteczny (a obecnie na to wygląda), kurs GBPPLN powróci do trendu wzrostowego i znowu poszuka lokalnego maksimum.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Instytucje finansujące z optymizmem patrzą w przyszłość rynku finansowania dłużnego nieruchomości

  • Wzrost netto portfeli kredytowych dzięki zwiększeniu wolumenu nowych kredytów
  • Niewielki wzrost wskaźników LTV; marże nadal rosną
  • Nowe kredyty głównie na nieruchomości mieszkaniowe i logistyczne
  • Możliwy wzrost stóp procentowych w najbliższych 12 miesiącach; rynek bliski maksymalnego poziomu

Według danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield instytucje finansujące w dalszym ciągu z optymizmem patrzą w przyszłość rynku finansowania dłużnego nieruchomości.

Z najnowszego raportu dotyczącego trendów na europejskim rynku finansowania dłużnego (EMEA Lending Trends, Autumn 2017) wynika, że 62% instytucji finansujących zapytanych przez firmę Cushman & Wakefield przewiduje rozbudowę portfeli kredytowych w najbliższych sześciu miesiącach – głównie w postaci zwiększenia wolumenu nowych kredytów. Odsetek instytucji prognozujących wzrost wartości nowych kredytów wzrósł do 34%, w porównaniu z 24% w poprzednich sześciu miesiącach. Instytucje te prognozują także wzrost aktywności w zakresie refinansowania, aczkolwiek w wolniejszym tempie niż w poprzednim półroczu.

Instytucje udzielające finansowania dłużnego na rynku nieruchomości są obecnie aktywne na całym kontynencie, ale ich głównym celem jest nadal Wielka Brytania, której udział w rynku wynosi 17%, czyli tylko nieznacznie więcej niż w przypadku Francji, Niemiec i krajów Beneluksu (udziały na poziomie 15%). Dużym zainteresowaniem cieszą się także kraje nordyckie (11%), Hiszpania (11%) i Włochy (9%).

– Instytucje finansujące przewidują największy wzrost nowych kredytów na nieruchomości mieszkaniowe i mieszkania dla studentów – tak wynika z odpowiedzi 28% respondentów. Z kolei sektorem logistycznym interesuje się jedna czwarta respondentów. Na nieruchomości biurowe i handlowe będące tradycyjnie głównym celem inwestorów, wskazała mniej niż jedna trzecia zapytanych instytucji. Koncentracja na sektorze mieszkaniowym i logistycznym świadczy o tym, że inwestorzy oczekują w najbliższym czasie wyższych zysków i wzrostu – powiedział James Spencer-Jones, dyrektor działu ds. finansowania dłużnego i strukturyzowanego w regionie EMEA firmy Cushman & Wakefield.

Instytucje finansujące nadal preferują już istniejące obiekty zarówno na głównych rynkach, jak i w miastach drugo- i trzeciorzędnych. Rośnie jednak stopniowo zainteresowanie udzielaniem finansowania na inwestycje deweloperskie, głównie posiadające już umowy typu pre-let, ponieważ ze względu na ograniczoną podaż odpowiednich aktywów klasy „core”, niektórzy inwestorzy rozważają możliwość zaangażowania się w projekty deweloperskie właśnie w tym segmencie.

Średnie wskaźniki LTV (loan to value) dla finansowania nieruchomości nie uległy zmianie w ostatnich sześciu miesiącach i wynoszą ok. 60-65% w największych miastach. Średnia europejska dla wszystkich rynków wzrosła z 60% do 61%. Największe wzrosty odnotowano w Londynie (z 60% do 63%) i Paryżu (z 60% do 65%). W pozostałych miastach wskaźniki LTV pozostały w większości na dotychczasowym poziomie.

Od opublikowania przez firmę Cushman & Wakefield wiosennego raportu średnie marże wzrosły o 18 punktów bazowych do poziomu 242 punktów, przy czym odnotowano znaczne różnice pomiędzy poszczególnymi rynkami. Marże we Frankfurcie spadły o 31 pb do 195 pb wskutek silnej konkurencji pomiędzy instytucjami udzielającymi finansowania dłużnego. Z kolei wzrosły w Londynie (o 29 pb do 249 pb), Paryżu (o 46 pb do 242 pb) i Mediolanie (o 67 pb do 293 pb).

– Wyniki naszego najnowszego badania wskazują na wyraźną polaryzację opinii wśród instytucji udzielających finansowania dłużnego. Tylko 17% z nich uważa, że rynek osiągnął już maksymalny poziom. Zdaniem 41% osiągnie go w najbliższych 12 miesiącach, a według 31% respondentów – w ciągu 24 miesięcy. Wielu dostrzega potencjał zwiększenia finansowania dłużnego pomimo spadku w ostatnim czasie ogólnego wolumenu obrotów w regionie – dodał Nigel Almond, dyrektor działu danych i analiz w firmie Cushman & Wakefield.

Na rynku aktualnie utrzymują się pozytywne nastroje, czemu sprzyjają rekordowo niskie stopy procentowe i kontynuacja polityki luzowania ilościowego w strefie euro. Instytucje udzielające finansowania dłużnego przewidują wzrost aktywności wobec oczekiwanych podwyżek stóp procentowych. Zdaniem większości respondentów (85%) stopy procentowe najpierw wzrosną w Wielkiej Brytanii, co może nastąpić w roku bieżącym lub przyszłym. W pozostałych krajach europejskich podwyżki stóp procentowych zostaną wprowadzone później – tylko 56% respondentów przewiduje ich wzrost do końca 2018 roku.

– Rynek dłużny w Polsce jest stabilny pod kątem głównych parametrów kredytowych, takich jak: LTV, amortyzacja i marże. Średni poziom LTV to 60%, amortyzacja od 25 do 30 lat, a marże ustalane są na poziomie 220-280 punktów bazowych. Fundusze dłużne są jednak nadal mało aktywne w Polsce, dlatego rynek ten zdominowany jest głównie przez banki. Średnie parametry finansowania zależą głównie od wielkości projektu oraz jakości inwestora. Finansowanie jest najczęściej denominowane w Euro, gdyż większość transakcji przeprowadzanych jest w tej walucie. Banki najbardziej zainteresowane są finansowaniem nieruchomości hotelowych i mieszkaniowych – w tym mieszkań na wynajem oraz prywatnych akademików. Lokalizacja oraz zdolność projektu do generowania wystarczająco wysokich przychodów są bardzo istotne przy podejmowaniu decyzji kredytowej, ale kluczowe jest także doświadczenie funduszu jako podmiotu odpowiedzialnego za zarządzanie aktywami – mówi Mira Kantor-Pikus, Partner, Dyrektor ds. Doradztwa Strategicznego zajmująca się doradztwem kapitałowym, dłużnym i funduszowym w dziale Rynków Kapitałowych Cushman & Wakefield w Polsce.

Popyt na Kredyty Mieszkaniowe we wrześniu 2017 r.

Wartość BIK Indeks – Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM), który informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, wyniosła +3,1% we wrześniu 2017 r. Oznacza to, że we wrześniu 2017 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 3,1% w porównaniu z wrześniem 2016 r. Średnia wartość indeksu od początku 2017 r. wyniosła 13,5%.

– Wrzesień po sierpniu jest kolejnym miesiącem, w którym wyhamowuje dynamika popytu na kredyty mieszkaniowe. O ile w czerwcu i lipcu dynamika wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych, w przeliczeniu na dzień roboczy, wyniosła ponad 20%, to w sierpniu odpowiedni wskaźnik spadł do 7,4%, a we wrześniu do 3,1%. Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego we wrześniu wyniosła 234 tys. zł, jest to wartość o 5,5% wyższa niż rok wcześniej.

Z analizy BIK wynika, że w ostatnich miesiącach niemal 20% kredytów mieszkaniowych jest zaciąganych przez klientów jako dodatkowy kredyt mieszkaniowy, a część z nich prawdopodobnie wykorzystywana jest na cele inwestycyjne, tj. zakup nieruchomości na wynajem. Jednocześnie na podstawie dotychczas udzielonych kredytów mieszkaniowych obserwujemy, że wraz z liczbą posiadanych przez klienta kredytów mieszkaniowych zwiększa się udział klientów, którzy posiadają problemy ze spłatą kredytów mieszkaniowych. Gdy klient posiada jeden kredyt mieszkaniowy (90,0% klientów), to tylko 1,2% klientów posiada opóźnienia ponad 90 dni w spłacie miesięcznych rat kredytu mieszkaniowego. Gdy klient posiada 2 kredyty mieszkaniowe (8,7% klientów), to 1,7% klientów posiada opóźnienia ponad 90 dni w spłacie miesięcznych rat kredytu mieszkaniowego. Natomiast gdy klient posiada jednocześnie 3 lub więcej kredytów mieszkaniowych (1,3% klientów), to 2,3% klientów posiada opóźnienia ponad 90 dni w spłacie miesięcznych rat kredytu mieszkaniowego. Inwestycje w nieruchomości finansowane kolejnymi kredytami mieszkaniowymi wiążą się zatem z większym ryzykiem obsługi posiadanych kredytów mieszkaniowych. – mówi Sławomir Grzybek, Dyrektor Departamentu Business Intelligence Biura Informacji Kredytowej.

Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

Warszawa zajmuje 3. miejscu pod względem aktywności ofert pierwotnych (IPO) w Europie w III kwartale 2017 r.

Wartość ofert pierwotnych (Initial Public Offering – IPO) w Europie w trzecim kwartale 2017 r. wyniosła 8,2 mld euro – to wzrost o 116% w porównaniu do analogicznego okresu 2016 r. (3,8 mld euro) – wynika z najnowszego raportu „IPO Watch Europe” przygotowanego przez firmę doradczą PwC. Znacząco wzrosła również liczba debiutów – wzrost o 42% do 74 spółek, które przeprowadziły IPO w III kw. 2017 r. (52 IPO przeprowadzonych w analogicznym okresie poprzedniego roku). Na giełdzie w Warszawie w minionym kwartale odnotowano 9 ofert o łącznej wartości 1,2 mld euro, co stanowi najlepszy wynik od trzeciego kwartału 2011 roku.                                                                                

  • Trzeci kwartał bieżącego roku okazał się w Europie najbardziej aktywnym z analogicznych okresów od 2014 r.
  • Łączna wartość ofert (8,2 mld euro) była ponad dwukrotnie wyższa niż w 2016 r. (3,8 mld euro)
  • Londyn okazał się najbardziej aktywnym rynkiem w Europie – odbyło się na nim 36% wszystkich IPO (w III kwartale 2016 r. – 17%)
  • Rynek w Londynie odpowiadał również za 33% rynku IPO w Europie pod względem łącznej wartości ofert (w III kwartale 2016 r. – 8%)
  • Największą ofertą w Europie było IPO spółki Landis & Gyr Holding AG, której wartość wyniosła 2,1 mld euro (giełda SIX Swiss Exchange)

W trzecim kwartale 2017 r. na polskim rynku miało miejsce dziewięć debiutów giełdowych – dwa debiuty na rynku głównym oraz siedem na rynku alternatywnym NewConnect. Łączna wartość IPO na rynku głównym wyniosła ponad 5,1 mld zł – za większość tej kwoty odpowiadał debiut firmy Play Communications SA o wartości oferty ponad 4,4 mld zł, który okazał się największym IPO od czasu oferty Jastrzębskiej Spółki Węglowej w 2011 roku (5,4 mld zł). Drugą przeprowadzoną na rynku głównym ofertą było IPO spółki windykacyjnej GetBack SA (740 mln zł). Łączna wartość pozyskanych środków na NewConnect w trzecim kwartale wyniosła 53 mln zł, z czego większość dotyczyła debiutów spółek Scope Fluidics SA (16,2 mln zł) i Nextbike SA (15,1 mln zł).

„Warszawa po raz kolejny trafia do grona najbardziej aktywnych rynków w Europie i po raz kolejny za sprawą dużych i szeroko komentowanych IPO, które przyciągnęły inwestorów zagranicznych. Niemal wszystkie – poza jedną – przeprowadzone w 2017 r. oferty na rynku głównym w Warszawie przekroczyły wartość 500 mln zł, co nie miało miejsca w dotychczasowej historii giełdy. Z jednej strony cieszy powrót warszawskiego parkietu do grona rynków, na którym z powodzeniem plasowane są duże IPO czy nawet mega-oferty. Z drugiej – liczba takich ofert jest ograniczona, a polski rynek potrzebuje również emitentów i debiutów o mniejszej wielkości, na tyle dojrzałych, by sprostać wymogom stawianym spółkom publicznym, a jednocześnie stanowiących obiecujące inwestycje o dużym potencjale wzrostu. Z zapowiedzi spółek planujących debiut w najbliższych miesiącach wynika, że do końca roku w Warszawie może mieć miejsce co najmniej kilka IPO, co oznaczałoby, że rok 2017 będzie stanowić najlepszy od lat okres pod względem wartości ofert, ale kolejny (po 2016 r.) słaby rok jeśli chodzi o liczbę debiutów” mówi Bartosz Margol, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych w PwC.

Zgodnie z danymi uzyskanymi przez PwC łączna wartość europejskich IPO wzrosła w minionym kwartale (względem trzeciego kwartału 2016 r.) o 4,4 mld euro – osiągając wartość 8,2 mld euro, natomiast liczba debiutów wyniosła 74 (wzrost o 42%). Największym IPO w Europie w trzecim kwartale 2017 r. było IPO dostawcy rozwiązań pomiarowych, spółki Landis & Gyr Holding AG na giełdzie w Szwajcarii (2,0 mld euro). Na drugim miejscu uplasował się debiut Play Communications SA w Warszawie (1,0 mld euro) – było to największe IPO spółki prywatnej w Polsce oraz największe IPO
w sektorze telekomunikacji w Europie od 2012 r. Trzecie miejsce pod względem wartości IPO przypadło spółce Sherborne Investors (Guernsey) C Ltd (797 mln euro, giełda w Londynie).

„Z pewnością coraz bardziej restrykcyjne regulacje dotyczące jednostek zainteresowania publicznego (przepisy wynikające z dyrektywy MAR, czy np. nowe obowiązki nałożone na komitety audytu) nie ułatwiają podjęcia decyzji o debiucie giełdowym spółkom średniej wielkości, dla których koszt sprostania restrykcyjnym wymogom jest proporcjonalniej wyższy niż w przypadku dużych emitentów. Jednocześnie, nowe regulacje mogą wpłynąć na bardziej świadome podejmowanie decyzji o IPO oraz na jakość przygotowywanych ofert” – dodaje Bartosz Margol, dyrektor w zespole ds. rynków kapitałowych w PwC.

 Aktywność na europejskim rynku IPO (kwartalnie) od 2013 roku

 Już podczas pierwszych trzech kwartałów 2017 roku, pierwsze oferty publiczne przeprowadzone na rynkach europejskich zdołały pozyskać 28,3 mld euro, czyli więcej niż podczas całego poprzedniego roku (27,9 mld euro). W czwartym kwartale 2017 roku spodziewamy się finalizacji co najmniej kilku znaczących ofert i zakończenia roku dobrym wynikiem. Należy jednak pamiętać, że w wielu przypadkach przygotowania do IPO toczą się równolegle do rozmów z inwestorami prywatnymi, w efekcie część transakcji zapewne zakończy się bez oferty publicznej” – podsumowuje Tomasz Konieczny, partner w zespole ds. rynków kapitałowych w PwC.

 

Ubiegły tydzień przyniósł bardzo silny wzrost rentowności obligacji skarbowych

W najbliższych dniach presja na wzrost rentowności krajowych obligacji skarbowych powinna się utrzymać. Przemawiają za tym zarówno czynniki lokalne jak i zagraniczne. Niski NFP nie zmniejszył oczekiwań na grudniową podwyżkę stóp przez Fed. Kurs EURUSD nadal powinien spadać, zaś EURPLN kierować się na coraz wyższe poziomy.

Rynek stopy procentowej

Na lokalnym rynku stopy procentowej ostatni tydzień przyniósł bardzo silny wzrost rentowności obligacji skarbowych, widoczny głównie na dłuższym końcu krzywej. Z jednej strony podtrzymanie przez NBP zamiaru utrzymania stóp procentowych w Polsce bez zmian do końca 2018 r. stabilizowało notowania krótkoterminowych obligacji, a z drugiej strony wyraźnie wzrosła presja na sprzedaż długoterminowych papierów skarbowych na świecie. Przecenę na globalnym rynku zdynamizowała publikacja danych z amerykańskiego rynku pracy. Chociaż ze względu na negatywne warunki pogodowe liczba zatrudnionych w sektorach poza rolnictwem spadła o 33 tys., to jednak dużo niższa od prognoz była stopa bezrobocia oraz wyższy wzrost płac. I to właśnie na te dwie ostatnie informacje inwestorzy zwrócili uwagę decydując się na sprzedaż obligacji.

W najbliższych dniach presja na wzrost rentowności obligacji skarbowych powinna się utrzymać. Przemawiają za tym zarówno czynniki lokalne jak i zagraniczne. W kraju GUS opublikuje ostateczne dane nt. inflacji we wrześniu (czwartek). Spodziewać się można, że zostanie potwierdzony poziom 2,2% r/r, natomiast dla inwestorów istotna będzie szczególnie struktura wzrostu wskaźnika. Chociaż za dużą część wzrostu odpowiadać będą wyższe ceny żywności i paliw, to jednak częściowo może być też widoczny efekt wzrostu cen w kategoriach inflacji bazowej. To z kolei powoduje, że zwiększa się prawdopodobieństwo wysokiego odczytu bazowej inflacji (piątek). Szacujemy, że wyniesie on 1,0% r/r wobec prognozowanych przez rynek 0,9%, a także wobec 0,7% w poprzednim okresie. Nawet, jeśli bank centralny będzie ignorował sygnały o rosnącej presji inflacyjnej, to i tak rynek stopy procentowej zapewne będzie antycypował przyszłe decyzje NBP wyceniając silniej potencjalne podwyżki stóp procentowych. Dlatego spodziewać się można dalszego wzrostu rentowności na krótkim końcu krzywym. A warto wspomnieć, że ten proces, chociaż powolny, to jednak ma miejsce. Aktualnie rynek FRA wycenia już w pełni podwyżkę stóp procentowych o 25 pb. w IV kw. 2018 r., a do tego kolejne 25 pb. w I połowie 2019 r. Spodziewać się można, że napływające dane makroekonomiczne będą wzmacniać ten scenariusz powodując, że terminy podwyżek mogą się nieco przybliżyć, a także zwiększyć samą skalę oczekiwanej reakcji NBP.

Ponadto negatywny wpływ na polski rynek długu będzie miał wzrost prawdopodobieństwa podwyżek stóp procentowych w USA. W tym tygodniu publikowane będą minutes z ostatniego posiedzenia FOMC. Spodziewać się można, że podtrzymają one wiarę w kontynuację ożywienia gospodarczego w USA, a także w grudniową podwyżkę stóp procentowych. Biorąc pod uwagę, że rynek nie dyskontuje w pełni podwyżki stóp w tym roku, to należy spodziewać się lekkiej presji na wzrost rentowności w Stanach Zjednoczonych. Dodatkowo ten trend wzmacniać będzie w tym tygodniu publikacja danych nt. inflacji w USA, która prawdopodobnie wzrośnie powyżej celu inflacyjnego Fed (rynek spodziewa się 2,2% r/r we wrześniu). Inflacja bazowa będzie zapewne jedynie nieznacznie niższa (1,8% r/r). Bardziej zdecydowanej reakcji banku centralnego sprzyja również wyraźne osłabienie dolara w 2017 r. oraz rozpoczęta dyskusja nt. zmian w amerykańskim systemie podatkowym.

pobrane

Autor: dr Mirosław Budzicki, strateg rynków finansowych w PKO BP SA.

Rynek walutowy

Bieżący tydzień na rynku walutowym rozpoczynamy poniżej 1,175 na EURUSD i przy 4,31 na EURPLN, po tym jak w piątek rynek zapoznał się z publikacją rządowych danych dot. amerykańskiego rynku pracy. Ze względu na trudne warunki pogodowe oczekiwany był słaby odczyt raportu NFP na poziomie 90 tys. wobec 156 tys. w sierpniu. Tymczasem, dane okazały się jeszcze gorsze, we wrześniu ubyło bowiem 33 tys. miejsc pracy w sektorach poza rolnictwem. W górę do 169 tys. zrewidowano jednak dane za wcześniejszy okres. Pomimo rozczarowania dolar w relacji do euro umocnił, najwyraźniej bowiem ważniejsze dla rynku okazały się odczyty dla przeciętnego wynagrodzenia amerykańskich obywateli (wzrost o 0,5% r/r wobec 0,3% oczekiwanych) i stopy bezrobocia (spadek do 4,2% z 4,4% w sierpniu), które mogą wskazywać, że presja płacowa rośnie i wywoła wyższą inflację. Dodatkowo, zakładano zapewne, że wiele osób, które nie pracowało z powodu wrześniowych huraganów, w kolejnych miesiącach powróci do pracy, a odbudowa i remonty po związanych z nimi zniszczeniach powinny poskutkować wzrostem zatrudnienia. Per saldo dane nie wypadły najgorzej dla dolara, jeszcze podczas piątkowej sesji europejskiej kurs EURUSD spadł poniżej 1,167. Z kolei notowania EURPLN wyraźnie zaczęły kierować się ku 4,31.

Generalnie kondycja amerykańskiego rynku pracy pozostaje dobra, co wielokrotnie podkreślali członkowie FOMC. Ponadto zarówno oczekiwana stymulacja fiskalna (w Izbie Reprezentantów wykonano już pierwszy krok w stronę zmian podatkowych), jak i ostatnie wystąpienia członków FOMC, wyraźnie wspierają scenariusz zakładający trzecią w tym roku podwyżkę stóp w USA. Co więcej, nadal część uczestników rynku zakłada, że po grudniowym ruchu możemy zobaczyć jeszcze trzy podobne w przyszłym roku (na co również wskazywał Fed podczas wrześniowego posiedzenia).

W rezultacie, dolar zyskuje w relacji do euro i najprawdopodobniej taka tendencja utrzyma się w kolejnych miesiącach roku. Podczas gdy w USA bank centralny podnosi stopy i jednocześnie od października rozpocznie redukcję ogromnej sumy bilansowej narosłej w wyniku prowadzenia programu QE, w Europie dopiero zaczyna się mówić o taperingu, zaś o podwyżkach stóp nawet się nie myśli. Z wrześniowego protokołu EBC wynikało bowiem, że dyskusja na temat tempa i skali redukcji programu QE wciąż pozostaje otwarta, a akomodacyjna polityka pieniężna będzie w dalszym ciągu potrzebna do wywołania presji inflacyjnej. Najprawdopodobniej w październiku zostanie podjęta decyzja o wydłużeniu oraz redukcji programu skupu aktywów, choć tu na zbytnią jastrzębiość ze strony EBC raczej nie ma co liczyć. Prawdopodobnym wydaje się więc, że na koniec roku kurs EURUSD spadnie do 1,14 szczególnie jeśli w najbliższych miesiącach poczynione zostaną postępy w kwestii reformy podatkowe w USA, zaś prezydent Donald Trump wybierze jastrzębiego następcę obecnej prezes FOMC Janet Yellen.

Im wyżej dolar, tym niżej złoty. Co prawda, w ostatnich dniach sytuacja na krajowej walucie uległa poprawie i pomimo nadal wyraźnie łagodnego stanowiska RPP skala osłabienia krajowej waluty zmniejszyła się. Niemniej oczekiwane spadki kursu EURUSD powinny przecenić naszą walutę, podnosząc kurs EURPLN do 4,36 na koniec grudnia br. W tym tygodniu zaś można spodziewać się ruch w kierunku 4,32.pobrane (1)

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski S.A.

Ustawa inwestycyjna: zmiany w prawie budowlanym i ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym

Ustawa inwestycyjna to pierwszy krok do Kodeksu urbanistyczno-budowlanego

Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa przedstawiło projekt ustawy inwestycyjnej, zmieniającej m.in. prawo budowlane oraz ustawę o planowaniu
i zagospodarowaniu przestrzennym. Projekt ma stworzyć grunt pod wdrożenie Kodeksu urbanistyczno-budowlanego i wprowadzać zmiany zgodne z jego założeniami. Ustawa powinna uprościć i przyspieszyć proces inwestycyjno-budowlany. Wydaje się jednak, że w wielu aspektach może przynieść odwrotny efekt.

Pozwolenie na budowę na podstawie projektu inwestycyjnego

Ministerstwo proponuje wprowadzenie do prawa budowlanego nowej formuły projektu budowlanego. Ma się on składać z projektów: inwestycyjnego i technicznego. Wnioskując o wydanie pozwolenia na budowę konieczne stanie się załączenie wyłącznie projektu inwestycyjnego. W teorii rozwiązanie będzie szansą na usprawnienie procesu wydawania pozwoleń na budowy, ponieważ urzędnicy – dotychczas badający obszerne projekty budowlane – będą weryfikować wyłącznie część inwestycyjną, określającą usytuowanie
i podstawowe parametry budów. W tym wypadku również inwestor odczuje większą elastyczność w tworzeniu szczegółowych rozwiązań projektowych, ponieważ będzie miał możliwość dokonywania wielokrotnych zmian w projekcie technicznym, jeśli tylko pozostanie on zgodny z projektem inwestycyjnym.

W praktyce propozycja Ministerstwa może jednak rodzić wiele problemów. Po pierwsze – w projekcie inwestycyjnym powinna zostać zawarta informacja o liczbie wydzielonych lokali mieszkalnych. Nierzadko w trakcie prowadzenia inwestycji, ilość powstałych mieszkań ulega zmianie. Często są one dzielone lub łączone, dlatego na etapie wnioskowania o pozwolenie na budowę, podanie ich dokładnej liczby wydaje się niemożliwe. Niebagatelne znaczenie mają tu również nowe przepisy ustawy o własności lokali, z których wynika, że ustanowienie ich samodzielności następuje zgodnie z pozwoleniem na budowę. Jeśli więc ilość mieszkań ulegnie zmianie i będzie różnić się od tej wskazanej w projekcie inwestycyjnym (stanowiącym integralną część pozwolenia na budowę) to uzyskanie zaświadczenia o samodzielności lokali wymagałoby kolejnej zmiany w pozwoleniu na budowę.

Po drugie – projekt inwestycyjny ma zawierać „podstawowe rzuty, przekroje
i widoki elewacji obiektu budowlanego”. Sformułowanie to wzbudza wątpliwości: czy te informacje dostarczą wystarczającą ilość danych, by umożliwić sąsiadującym inwestorom dostosowanie ich projektów, chociażby do wymogów zachowania dostępu do światła i słońca? Istnieje ryzyko, że dane zostałyby zawarte dopiero w projekcie technicznym, udostępnianym przez kierownika budowy wyłącznie na żądanie organu nadzoru budowlanego. Tym samym okoliczni mieszkańcy tracą możliwości zapoznania się z ważnymi dla nich parametrami technicznymi projektu.

Zgoda na odstępstwo w formie decyzji

Szereg zmian ma dokonać się również w temacie odstępstw od przepisów techniczno-budowlanych. Zastanawiająca jest intencja Ministerstwa w zmianie formy, w jakiej zgoda na takie odstępstwa ma być udzielana – z postanowienia przechodzi ona w decyzję. Ze względu na fakt, że od decyzji przysługuje pełen katalog środków odwoławczych, w tym nadzwyczajnych, jej ewentualne zaskarżenie mogłoby znacząco wydłużyć proces inwestycyjno-budowlany.

Ustawa inwestycyjna wprowadza również termin – jeden rok – na wykorzystanie zgody na odstępstwo. W praktyce oznacza to, że w tym okresie koniecznie jest wszczęcie postępowania w sprawie uzyskania pozwolenia na budowę lub zatwierdzenia projektu inwestycyjnego, aby decyzja ta nie wygasła. Rozwiązanie to wydaje się mieć na celu raczej dyscyplinowanie inwestorów, a nie ułatwianie im procesu inwestycyjnego. Podobnie ograniczenie okresu, w którym można wystąpić o odstępstwo – jedynie przed złożeniem wniosku o wydanie decyzji o pozwolenie na budowę, przed złożeniem wniosku o wydanie decyzji o zatwierdzeniu projektu inwestycyjnego oraz przed złożeniem wniosku o zmianę tych decyzji.

Jednakże niektóre z proponowanych przez Ministerstwo zmian należy ocenić pozytywnie, m.in. w przypadku odstępstw w zamierzeniach budowlanych (nadbudowy, rozbudowy, przebudowy) i zmianie sposobu użytkowania budynku lub jego części, organ administracji architektoniczno-budowlanej nie będzie musiał uzyskiwać upoważnienia Ministra do wyrażenia zgody na odstępstwo, co może sprawić, że postępowanie w tym przypadku będzie przebiegało sprawniej.

Obszary zorganizowanego inwestowania (OZI)

W ustawie o planowaniu i zagospodarowaniu przestrzennym jedną z najbardziej istotnych zmian ma stanowić wprowadzenie nowego instrumentu planistycznego – obszarów zorganizowanego inwestowania (OZI). Zdaniem Ministerstwa instrument ten umożliwi wykonywanie wielu przedsięwzięć na danym terenie, uwzględniając jednocześnie odmienny charakter każdej z inwestycji oraz znaczącą rolę inwestorów. Proces decyzyjny zostanie oparty na takich elementach jak plan regulacyjny, umowa urbanistyczna oraz zintegrowane pozwolenie na budowę.

O ile wprowadzenie OZI mogłoby wskazywać na ułatwienia w zakresie współpracy inwestorów z urzędami, o tyle konkretne regulacje przedstawione w projekcie ustawy inwestycyjnej – wzbudzają kontrowersje. Plan regulacyjny dla OZI może być sprzeczny z ustaleniami studium oraz miejscowego planu. Nadaje mu to prymat nad tymi regulacjami, co z kolei może wywołać poczucie niepewności wśród inwestorów i zwiększać ich ryzyko finansowe. Decydując się na zakup nieruchomości pod inwestycję muszą liczyć się z faktem, że w każdej chwili teren ten może zostać uznany za OZI, a plan regulacyjny może zmienić jego przeznaczenie. W przypadku, gdy właściciel nieruchomości wchodzącej w skład OZI nie zgodziłby się z założeniami planu regulacyjnego, może żądać wykupu albo zamiany nieruchomości. Ustawa inwestycyjna wprowadza również prawo pierwokupu takiej nieruchomości na rzecz gminy, natomiast w przypadku zawarcia przez inwestorów i gminę umowy urbanistycznej – ustawa proponuje dosyć rozbudowany katalog obowiązków, jaki można nałożyć na inwestorów. Regulacje te wydają się zatem przeciwstawiać celowi ustawy inwestycyjnej, jakim miało być uproszczenie i uelastycznienie procesu inwestycyjno-budowlanego.

Projekt ustawy zmieniającej niektóre ustawy w związku z uproszczeniem procesu inwestycyjno-budowlanego, przygotowany przez Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa został przekazany 20 września do konsultacji publicznych. Ministerstwo planuje, aby ustawa została skierowana do Sejmu jeszcze w 2017 roku.

Jan Jarosławski, prawnik Skanska Residential Development Poland       

Rynek najmu: Najniższy poziom pustostanów we Wrocławiu, Warszawie i Łodzi

Średni okres pustostanu w przypadku mieszkań na wynajem w Polsce to jedynie 14 dni w skali roku. Jednocześnie ceny najmu sukcesywnie rosną. Według ekspertów są to najważniejsze czynniki wpływające na coraz większą atrakcyjność inwestycji w mieszkanie na wynajem.

Pomimo zwiększonego popytu na mieszkania inwestycyjne, a także wzrastającej liczby mieszkań oferowanych na wynajem, zakup lokalu pod najem wciąż pozostaje jedną z najbardziej opłacalnych form inwestycji. Według danych Grupy Mzuri – lidera w zakresie zarządzania najmem w Polsce – średni poziom pustostanów w Polsce na koniec sierpnia 2017 wyniósł jedynie 4,1 proc., co daje 2 tygodnie w skali roku. Dla porównania, w roku 2016 średni poziom pustostanów w Polsce kształtował się na poziomie 6,4 proc., co daje 23 dni. – Kupno mieszkania na wynajem jest jedną z najzyskowniejszych obecnie form inwestycji kapitału. W Polsce w wynajmowanych lokalach mieszka już ponad 2 mln osób. Szacujemy, że w 2017 roku liczba osób korzystających z tej formy mieszkania wzrośnie o kolejne 200 tys. najemców. Między innymi z tego względu sukcesywnie zmniejsza się średni roczny poziom pustostanów w Polsce – komentuje Artur Kaźmierczak, prezes zarządu Mzuri Investments.

Najniższy poziom pustostanów w dużych miastach eksperci z Grupy Mzuri odnotowują aktualnie we Wrocławiu (1,1 proc. czyli zaledwie 4 dni rocznie), w Warszawie (3,4 proc. co daje 12 dni w skali roku) i w Łodzi (4,2 proc. czyli 15 dni w skali roku). Najwyższy – prawie 8 proc. czyli 29 dni rocznie występuje na Śląsku. Dla porównania, w 2016 r. poziom pustostanów we Wrocławiu wyniósł średnio 2,5 proc. (co daje 9 dni); w Warszawie 4,8 proc. (17 dni); a na Śląsku 8,8 proc. (czyli 32 dni). – Warto odnotować, że najwyższy poziom pustostanów w Polsce, to wciąż mniej niż 1 miesiąc w skali roku, co oznacza, że przez ponad 11 miesięcy rocznie mieszkanie przynosi dochód – komentuje Kaźmierczak.

Kolejnym elementem wpływającym na atrakcyjność inwestycji w mieszkanie na wynajem jest sukcesywny wzrost cen najmu. Średni koszt wynajmu mieszkania w dużym mieście w Polsce w II kwartale 2017 wyniósł 1254 zł. W drugim kwartale zeszłego roku było to 1214 zł.  – Wzrost cen najmu o 3,2 proc. w II kwartale 2017 w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego odzwierciedla zainteresowanie, jakim cieszy się obecnie rynek najmu w Polsce. Według naszych prognoz popyt na mieszkania będzie się sukcesywnie zwiększać, ale wzrastać będzie też liczba mieszkań oferowanych na wynajem. W skali kraju czynniki te będą się równoważyły – ocenia Kaźmierczak. Największy przyrost cen najmu w roku 2017 Grupa Mzuri odnotowała we Wrocławiu (aż o 8 proc. w porównaniu do roku ubiegłego), w Gdańsku (wzrost o 6,4 proc.) i w Łodzi (wzrost o 4,3%), najniższy w Krakowie (o ponad 2 proc). Ceny najmu spadły tylko na Śląsku (o 3 proc.) i w Poznaniu (o 0,2 proc.).

Wbrew obiegowym opiniom także windykacja nie musi być problemem. Mzuri deklaruje, że poziom czynszów nieopłaconych w miesiącu, za który opłata jest należna kształtuje się zawsze na poziomie zdecydowanie poniżej 1 proc., a w końcu opłacane jest praktycznie 100 proc. należnych właścicielowi kwot. – Kluczem do sukcesu jest jednak selekcja najemców i szybkie reagowanie na opóźnienia – komentuje Kaźmierczak.

Inwestycja w mieszkanie na wynajem może przynieść zwrot nawet od ok. 6 do 8 proc. w skali roku. Eksperci z Mzuri podają, że najlepsze zwroty, spośród miast które Grupa Mzuri obsługuje, przynoszą inwestycje w lokale na Śląsku i w Łodzi. Nieco niższy: od 5,0 – 5,5 proc. zwrot rocznie dają inwestycje w centrach największych miast (Warszawa, Kraków), ich plusem jest jednak stabilny wzrost wartości nieruchomości.

Grupa Mzuri działa na rynku od 1998 roku. W skład Grupy wchodzi Mzuri – największa w Polsce firma specjalizująca się w zarządzaniu najmem mieszkań, domów i lokali użytkowych; Mzuri Investments, która kompleksowo wspiera swoich klientów w inwestowaniu w nieruchomości na wynajem oraz Mzuri CFI – crowdfundingowe spółki celowe realizujące projekty inwestycyjne. Mzuri zarządza już 3000 mieszkań, obsługuje 2000 klientów, a zarządzany majątek przekracza wartość 750 mln zł. Mzuri Investments, która kompleksowo wspiera swoich klientów w inwestowaniu w nieruchomości na wynajem, pomogła kilkuset klientom nabyć około 750 mieszkań. 

Pragma Faktoring SA objął kolejne 13,2% udziałów w LeaseLink za 9,5 mln zł

LeaseLink znacznie szybciej niż zakładała umowa inwestycyjna zrealizował kluczowe cele związane z ilością obsługiwanych klientów, wielkością portfela, wskaźnikami szkodowości oraz rentownością, dlatego dotychczasowy inwestor spółki Pragma Faktoring SA objął kolejne 13,2% udziałów w fintechu za 9,5 mln zł. W wyniku tej transakcji wycena LeaseLink wyniosła 71,97 mln zł.

W niespełna 18 miesięcy LeaseLink wypracował pozycję lidera w segmencie mikrotransakcji (1-50 tys. zł) na dynamicznie rozwijającym się rynku leasingowym. O skorzystanie z usług spółki aplikowało  ponad 4 tys. klientów z segmentu MIKRO i SME, finansujących leasingiem zakupy środków trwałych o średniej wartości transakcji wynoszącej 9 tys. zł netto. Poprzez multikanałową sieć dystrybucji opartą na integracjach on-line z partnerami, LeaseLink pozyskuje z rynku średnio ok. 150 klientów dziennie, utrzymując przy tym 20%-ową dynamikę wzrostu (m/m). Wyjątkowość modelu biznesowego fintechu odzwierciedla także 2,5 tysiąca partnerów (sklepy internetowe, pośrednicy, punkty sprzedaży stacjonarnej oraz banki) oferujących płatność leaselinkiem swoim klientom.

– Działalność spółki okazała się niezwykle rentowna i innowacyjna. Jest to w końcu unikalny w światowej skali sposób oferowania leasingu, obsługi klientów oraz procesowania transakcji, który z sukcesem przeniósł i udoskonalił usługę zakorzenioną w świecie offline do Internetu! Spółka szybko się rozwija i zyskuje popularność, potwierdzeniem czego jest włączenie usług LeaseLink do metod płatności udostępnianych przez m.in. Media Markt, Saturn, RTV Euro AGD czy Inter Cars. Dodały ją także banki (ING Bank Śląski, Raiffeisen Polbank) do swojej oferty dedykowanej przedsiębiorcom MIKRO i SME nawet, gdy w swoich grupach kapitałowych posiadają firmy leasingowe. Jako inwestor jesteśmy dumni, że możemy wspierać rodzime inicjatywy, które dzięki naszemu kapitałowi i doświadczeniu zmieniają oblicze usług finansowych – mówi Tomasz Boduszek, prezes Pragma Faktoring SA.

LeaseLink wyróżnia się na rynku nie tylko rozległą siecią sprzedaży, ale także wygodą procesu leasingowego, który z myślą o komforcie przedsiębiorców realizowany jest w autorskiej aplikacji. W modelu samoobsługowym klient w zaledwie kilka minut realizuje całą procedurę, która jest całkowicie pozbawiona wypełniania i składania wniosków, a skorzystać z tej metody płatności można online przez 24 h/7/365.

– Mam poczucie bardzo dobrze wykonanej pracy, która wbrew pozorom stanowi jedynie solidny fundament do realizacji ambicji, dla których rozpoczęliśmy naszą przygodę biznesową. Etap, w który wkroczyliśmy budujemy na strategii multiproduktowości opartej na leasingu konsumenckim, pożyczkach inwestycyjnych, odroczonej płatności i najmie wpisującym się w globalny trend korzystania, a nie posiadania. Na polskim rynku od uproduktywnienia tak rozległej sieci dystrybucyjnej, którą zbudowaliśmy, nie dzieli nas wiele. Natomiast finansowanie, które pozyskaliśmy jest dla nas bazą wyjściową do skalowania usługi na rynki zagraniczne oraz rozwijania jej w oparciu o wykorzystanie sztucznej inteligencji oraz „machine learningu” – mówi Wojciech Kazimierski, prezes zarządu i współzałożyciel LeaseLink.

Model biznesowy warszawskiego fintechu realizowany jest w kontrze do modeli tradycyjnych firm leasingowych. Opiera się na specjalizacji w pozyskiwaniu oraz obsłudze transakcji o niskich nominałach i wysokiej rentowności, wyklucza zaś finansowanie środków transportu. W ten sposób przyjęta i konsekwentnie realizowana wizja firmy zmierza do posiadania portfela masowej ilości klientów z segmentu MIKRO i SME na rynku leasingowym polskim, a następnie globalnym.

– Globalna firma leasingowa z centralą w Polsce? – mówi prezes LeaseLink – To nasz cel, który idealnie wpisuje się w opinię o polskim sektorze bankowym jako jednym z najnowocześniejszych na świecie.

Czy inwestując w IPO na GPW da się zarobić?

Tegoroczny rynek IPO wydaje się być bardzo interesujący. Kursy tegorocznych debiutantów cechuje duża zmienność co pozwala na realizowanie sporych zysków, ale również niesie ze sobą wysokie ryzyko strat. Wiele zainteresowania wśród inwestorów wzbudził ostatni duży debiut giełdowy spółki Play Communications S.A. Było to największe IPO od czasów JSW w 2011 roku. Po kilku godzinach od otwarcia sesji spadek kursu giganta telekomunikacyjnego wynosił 5 proc. w stosunku do ceny emisyjnej. W związku z tym część inwestorów zaczęła zadawać sobie pytanie, czy na polskiej giełdzie możliwy jeszcze jest zysk na debiutach.

Damian Marciniak, ekspert Domu Maklerskiego Michael/Ström
Damian Marciniak, ekspert Domu Maklerskiego Michael/Ström

W całej Europie w kwestii debiutów widać wyraźnie tendencję spadkową. Wartość europejskich IPO przeprowadzonych w 2016 r. (według raportu PwC) wyniosła 27,9 mld EUR. Jest to spadek o 51 proc. w porównaniu z 2015 r. Ponadto liczba debiutów również zmniejszyła się – o 26 proc. Na GPW można było obserwować podobną zmianę. W 2016 roku na warszawskim parkiecie odbyło się tylko 13 debiutów, dużo mniej niż w najlepszym 2007 roku, kiedy było ich 81. Mimo, że Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie jest największym parkietem w środkowo-wschodniej części Europy, większą wartość IPO w 2016 roku zanotowała giełda w Pradze.

Od początku 2017 roku na GPW swoje notowania zainaugurowało 9 spółek, w tym 4 przeniosły się z małego parkietu NewConnect. Pomimo małej liczby debiutów ich łączna wartość sięgnęła 7,4 mld PLN co zostało osiągnięte przez debiuty takich firm jak Dino, GetBack czy Play. Rzadkie debiuty w naturalny sposób sprawiają, że każda oferta rozchodzi się wśród inwestorów bardzo szybko i często kończy się dużą redukcją zapisów. Na pozytywny nastrój wśród inwestorów wpływają również wysokie poziomy indeksów giełdowych. Takie przesłanki pozwalają sądzić, że zapisując się na akcje debiutujących spółek można liczyć na szybki zysk podczas pierwszego notowania. Tymczasem ostatni przykład giganta telekomunikacyjnego pokazuje nam coś zupełnie innego.

Play Communications S.A, jeden z czołowej czwórki operatorów komórkowych w Polsce o kapitalizacji ponad 9 mld PLN, przeprowadził największe IPO od czasów prywatyzacji JSW. Jego wartość wyniosła 4,3 mld PLN. Walory spółki cieszyły się dużą popularnością. Zapisy w transzy dla inwestorów indywidualnych złożono na 18 mln akcji z czego przydzielono 6,1 mln (ostatnie dni zapisów przyniosły nawet 82 proc. redukcję). Pierwszy dzień notowań wyznaczony na 27 lipca przyniósł dużą niespodziankę. Chociaż na otwarciu giełdy kurs spółki różnił się niewiele od ceny emisyjnej, to później od godziny 10-tej zaczął spadać i osiągnął wartość 33,9 PLN (-5 proc.). Do końca dnia kurs akcji stopniowo odrabiał stratę, aby na zakończenie osiągnąć poziom 35,5 PLN. Obecnie walory spółki wyceniane są w okolicach 37 PLN, czyli prawie tyle samo ile cena emisyjna.

Drugi nowicjusz na GPW, którego debiut nie należy uznać za udany, to Griffin Premium RE B.V. działający w formule zbliżonej do REIT. Oferta na 0,5 mld PLN obyła się bez redukcji, a notowania w dniu debiutu zakończyły się na cenie emisyjnej. Od wejścia na giełdę (13.04.2017r.) cena akcji spada i obecnie jest niższa o 20 proc. od ceny emisyjnej.

Kolejne IPO jakie zostało przeprowadzone w 2017 r. dotyczy spółki GetBack S.A., która należy do liderów z branży windykacyjnej. Spółka powstała w 2012 roku, aby po 5 latach stać się drugą największą firmą w swojej branży w Polsce. Emisja akcji o wartości 740 mln PLN również cieszyła się dużym zainteresowaniem, co doprowadziło do 50 proc. redukcji zapisów złożonych przez inwestorów. Takie informacje dawały nadzieję na udany debiut jednak historia tego IPO potoczyła się inaczej. Chociaż notowania otworzyły się z ponad 2 proc. zyskiem to później kurs akcji już tylko spadał, aby zamknąć się na poziomie bliskim ceny emisyjnej – 18,56 PLN. Dopiero ostatnie tygodnie GetBacka były bardzo udane – notowania wzrosły do poziomu 25 PLN (35 proc. wzrostu od ceny emisyjnej).

Jednak rok 2017 przyniósł również możliwość zrealizowania dużych zysków podczas debiutów na GPW. Pierwszą spółką, na którą inwestorzy mogli złożyć swoje zapisy w 2017 roku było przedsiębiorstwo Unimot S.A., którego akcje były już wcześniej notowane na rynku New Connect. Oferta spółki z branży handlu paliwami opiewająca na 99 mln PLN spotkała się z ogromnym popytem wśród inwestorów – redukcja zapisów wyniosła aż 87,1 proc. Już na otwarciu pierwszego dnia notowań kurs wzrósł o 20 proc., aby na zamknięciu osiągnąć 60 PLN (33 proc.). Jest to przykład, w którym warto było sprzedać akcje szybko, ponieważ obecnie cena znajduje się poniżej emisyjnej.

Obok Unimotu kolejną okazją do sporego zysku były walory spółki DINO S.A. działającej w branży dyskontów spożywczych. Wartość oferty sięgnęła 1,6 mld PLN, a redukcją objęto 75 proc. zapisów. Pierwszy dzień notowań należy uznać za udany, ponieważ kurs akcji zamknął się na poziomie 37,50 PLN, co oznacza prawie 12 proc. wzrost. Również dzisiaj kurs jest w tendencji wzrostowej – obecna cena akcji wynosi 66,37 PLN. Z tego wynika, że inwestorzy, którzy nabyli akcje spółki podczas pierwotnej emisji, dzisiaj mogą liczyć się z prawie 100 proc. zyskiem.

Z uwagi na małą liczbę IPO i towarzyszące im redukcje, inwestowanie i zarabianie na akcjach debiutujących spółek stało się niezwykle trudne. Wynika to z tego, że – jak pokazują nam przytoczone przykłady – nawet duże firmy, o dobrej renomie, mogą przynieść straty inwestorom podczas debiutu na giełdzie. Jednak biorąc pod uwagę fakt, że wiele z nowicjuszy na GPW pozwoliło zrealizować zyski inwestorom, nie warto zapominać o IPO przy planowaniu swoich inwestycji w przyszłości.

Damian Marciniak, ekspert Domu Maklerskiego Michael/Ström

Rusza wyścig o dopłaty Mieszkanie dla Młodych (MdM) na 2018

Znamy limity w programie Mieszkanie dla Młodych, obowiązujące w IV kwartale tego i I kwartale przyszłego roku. To informacja na którą czekali wszyscy planujący kupno nieruchomości w ramach MDM. Pozwoli ona na wybór właściwej nieruchomości i szybkie złożenie wniosku w pierwszych dniach przyszłego roku. Czasu będzie niewiele, bo podobnie jak w roku 2017 środki wyczerpią się błyskawicznie – uważa główny analityk Notus Finanse, Michał Krajkowski.

Limity w programie Mieszkanie dla Młodych (MdM) teoretycznie zmieniają się co kwartał, jednak w praktyce ze względu na metodologię ustalania tych wskaźników aktualizacja dla każdego województwa następuje raz na pół roku. Oznacza to, że obecnie ogłoszone maksymalne ceny 1 metra kwadratowego będą obowiązywać aż do 31 marca 2018 roku. Wyjątkiem jest tylko województwo pomorskie, gdzie z uwagi na inny termin ogłaszania komunikatów przez wojewodę limity są aktualizowane w styczniu i lipcu każdego roku. Oznacza to, że osoby, które chcą kupić mieszkanie w MdM w województwie pomorskim muszą czekać na ogłoszenie nowych wskaźników do początku 2018 roku.

Znasz limity – wiesz jakiej nieruchomości szukać.

Znajomość nowych limitów pozwoli osobom chcącym nabyć mieszkanie w MdM na przygotowanie się do złożenia wniosków kredytowych w styczniu przyszłego roku. Już teraz mogą poszukiwać nieruchomości, która kwalifikuje się do programu MdM oraz kompletować dokumenty, tak aby być gotowym do złożenia wniosków 2 stycznia przyszłego roku. Aktualnie bowiem program Mieszkanie dla Młodych w praktyce nie funkcjonuje. Pieniądze dostępne w roku 2017 zostały wyczerpane, także osoby zainteresowane dopłatami na przyszły rok wyczerpały pulę, która możliwa była do zarezerwowania przed rozpoczęciem 2018 roku. Do wykorzystania zostało jeszcze 381 milionów złotych, ale wnioskować o te środki będzie można dopiero 2 stycznia przyszłego roku.

Na jak długo starczy środków?

Według danych Banku Gospodarstwa Krajowego do tej pory średnia dopłata wynosiła niespełna 26 tysięcy złotych, zatem z puli przyszłorocznej możliwe będzie udzielenie pomocy jeszcze około 15 tys. nabywcom mieszkań. Zainteresowanie programem będzie z pewnością nie mniejsze niż rok temu, zatem możemy spodziewać się, że dostępne pieniądze wyczerpią się maksymalnie w ciągu 2 tygodni. Dlatego osoby zainteresowane dopłatą – znając już przyszłoroczne limity – powinny przygotować się do złożenia wniosków w pierwszych dniach przyszłego roku. Wzorem lat poprzednich możemy także oczekiwać, że część banków będzie przyjmować wnioski o kredyt już w ostatnich dniach grudnia, a w 2018 roku kredytobiorcy będą musieli dostarczyć tylko wniosek o dopłatę MdM. Warto więc śledzić oferty banków i – o ile to możliwe – wcześniej rozpocząć procedurę kredytową.

Jaka nieruchomość?

Oprócz wymogu maksymalnej ceny 1 metra kwadratowego nieruchomość kupowana w ramach MdM musi spełniać inne kryteria. W przypadku mieszkania powierzchnia użytkowa nie może być większa niż 75 m.kw., a dla domów nie więcej niż 100 m.kw. Jeśli nabywcą jest osoba lub małżeństwo wychowujące co najmniej 3 dzieci, wówczas limit powierzchni nieruchomości jest podwyższony o 10 m.kw.

Poszukując mieszkania, szczególnie na rynku pierwotnym, warto pamiętać także o tym, że dopłata MdM jest zawsze uruchamiana jako ostatnia część zapłaty za mieszkanie i musi być uruchomiona przed końcem 2018 roku. Jeśli więc szukamy mieszkania w budowie to harmonogram płatności musi być tak skonstruowany, aby całkowita zapłata nastąpiła w przyszłym roku. Nie ma bowiem możliwości przesunięcia uruchomienia dopłaty na rok kolejny.

Kto może skorzystać?

Z programu mogą skorzystać małżeństwa, osoby samotnie wychowujące dzieci oraz tzw. single. Warunkiem skorzystania jest wymóg nieposiadania innej nieruchomości mieszkaniowej (także w przeszłości) oraz wiek nieprzekraczający 35 lat. Oznacza to, że wnioski w styczniu będą mogły składać osoby urodzone w 1983 roku lub później. Warunki braku nieruchomości i kryterium wieku nie dotyczą osób wychowujących minimum 3 dzieci.

Ile wynosi dopłata?

Wysokość dopłaty jest uzależniona od lokalizacji, powierzchni nieruchomości, a przede wszystkim od liczby dzieci. Osoby samotne i małżeństwa bezdzietne otrzymują 10 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania, wychowujący jedno dziecko 15 proc., rodziny z dwójką dzieci 20 proc., a rodziny z trojgiem dzieci otrzymują 30 proc. wartości odtworzeniowej mieszkania. W ramach programu MdM nabywcy mieszkań mogą liczyć więc na dopłatę do wkładu własnego w wysokości przekraczającą nawet 100 tysięcy złotych. Największe kwoty mogą otrzymać osoby wychowujące przynajmniej troje dzieci i kupujące mieszkania lub domy w Warszawie lub Poznaniu. W pozostałych lokalizacjach dopłaty są niższe, jednak najczęściej przekraczają kilkanaście tysięcy złotych.

Tabela 1. Limity MdM w IV kwartale 2017 i I kwartale 2018 r. (dla woj. pomorskiego poniższe limity obowiązują tylko w IV kw. 2017).

Maksymalna cena 1 m2 
Województwo Gmina Rynek pierwotny Rynek wtórny
dolnośląskie m. Wrocław 5 344,35 4 372,65
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 687,38 3 835,13
pozostałe 4 030,40 3 297,60
kujawsko-pomorskie m. Bydgoszcz 4 920,85 4 026,15
m. Toruń 4 920,85 4 026,15
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 428,89 3 623,63
pozostałe 3 936,90 3 221,10
lubelskie m. Lublin 4 764,76 3 898,44
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 265,91 3 490,29
pozostałe 3 767,05 3 082,13
lubuskie m. Gorzów Wlkp. 4 418,70 3 615,30
m. Zielona Góra 4 418,70 3 615,30
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 235,28 3 465,23
pozostałe 4 051,85 3 315,15
łódzkie m. Łódź 4 191,00 3 429,00
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 3 891,80 3 184,20
pozostałe 3 592,60 2 939,40
małopolskie m. Kraków 5 344,35 4 372,65
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 781,70 3 912,30
pozostałe 4 219,05 3 451,95
mazowieckie m. Warszawa 6 264,07 5 125,15
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 669,16 3 820,22
pozostałe 3 890,96 3 183,52
opolskie m. Opole 4 296,05 3 514,95
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 3 886,58 3 179,93
pozostałe 3 477,10 2 844,90
podkarpackie m. Rzeszów 4 678,30 3 827,70
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 016,65 3 286,35
pozostałe 3 355,00 2 745,00
podlaskie m. Białystok 4 481,40 3 666,60
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 115,38 3 367,13
pozostałe 3 749,35 3 067,65
pomorskie m. Gdańsk 5 337,20 4 366,80
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 988,23 4 081,28
pozostałe 4 639,25 3 795,75
śląskie m. Katowice 4 772,35 3 904,65
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 298,80 3 517,20
pozostałe 3 825,25 3 129,75
świętokrzyskie m. Kielce 4 837,59 3 958,03
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 218,12 3 451,19
pozostałe 3 598,65 2 944,35
warmińsko-mazurskie m. Olsztyn 5 141,95 4 207,05
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 555,38 3 727,13
pozostałe 3 968,80 3 247,20
wielkopolskie m. Poznań 5 727,70 4 686,30
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 477,44 3 663,36
Pozostałe 3 731,20 3 052,80
zachodniopomorskie m. Szczecin 4 575,45 3 743,55
gminy sąsiadujące ze stolicą województwa 4 248,75 3 476,25
Pozostałe 3 922,05 3 208,95

Źródło: Bank Gospodarstwa Krajowego

Michał Krajkowski – Główny Analityk NOTUS Finanse S.A.

Spółka, która stworzy system płatności oparty na blockchain debiutuje na NewConnect

Szacuje się, że aby złamać sieć blockchain, potrzebna byłaby aż połowa mocy obliczeniowej całego Internetu. Magia tej współczesnej enigmy przyciąga także firmy, które chcą tworzyć systemy związane z kryptowalutami. Dzisiaj na małej giełdzie debiutuje spółka CWA, która od dziesięciu lat zajmuje się pracą z tzw. big data, a teraz stworzy innowacyjny system płatności oparty na blockchain. Czy polska myśl fintech może zagrozić największym graczom na rynku płatności?

Dawid Borowiak, założyciel i Prezes spółki CWA S.A. swoją karierę rozpoczął ponad 20 lat temu. Wszystko zaczęło się m.in. od składania na zamówienia klientów sprzętów komputerowych oraz pracy w instytucjach finansowych. Obecny biznes rozpoczął się jednak w czasie kiedy Dawid Borowiak zorientował się, że duże firmy software’owe nie oferują swoim kontrahentom odpowiednich szkoleń. Tak 10 lat temu powstała firma CWA.

Dawid Borowiak CWA 2
Na zdjęciu: Dawid Borowiak

Podstawowe kursy wprowadzające dla pracowników administracji nie dawały szansy na prawidłowe wdrożenie nowych systemów. Tak zrodził się pomysł wykreowania specjalnych laboratoriów, które dawały komfort przygotowania zespołu do pracy z systemem w jego naturalnych warunkach, nawet na tych samych sprzętach, których potem używali pracownicy. Oferta szybko zdobyła zaufanie większości jednostek administracji samorządowej oraz szkół publicznych. – mówi Dawid Borowiak.

Choć wartość rynku szkoleniowego wciąż rośnie (jest liczona w miliardach złotych), to jest on bardzo rozdrobniony. Jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy są środki unijne, które są przyznawane na szeroki wachlarz szkoleń. Mimo to, CWA S.A. zdobyło renomę oraz rzesze zadowolonych klientów.

Nowy produkt spółki – system płatności oparty na blockchain

Doświadczenie przedsiębiorstwa, związane z wystawianiem podpisów elektronicznych w administracji publicznej, pozwoliło rozbudować usługę dla Klientów indywidualnych i biznesowych. Stabilna sytuacja firmy, sieć kontaktów, wiarygodność na rynku informatycznym, jak również rozbudowana sieć zaufania partnerów weryfikujących tożsamość do e-podpisów, stały się impulsem do pracy nad najbardziej innowacyjnym produktem spółki – systemem płatności opartym na blockchain, czyli systemie, który z założenia nie pozwala na złamanie i gwarantuje pełną anonimowość transakcji.

Na co dzień pracujemy z danymi, a blockchain jest ich przyszłością. Na jego bazie będziemy budowali wszystkie przyszłe systemy płatności oraz potwierdzania tożsamości. Już w grudniu zaprezentujemy niespotykaną do tej pory na żadnym
z rynków innowacyjną platformę transakcyjną, obsługującą między innymi mikro płatności.
– zapowiada Dawid Borowiak.

System zapewniać będzie pełną anonimowość oraz obsłuży płatności kryptowalutami z możliwością ich wymiany na gotówkę. Do korzystania z systemu nie będą potrzebne żadne terminale – wystarczy aplikacja na telefonie czy tablecie. Co więcej, rozwiązanie nie jest zarezerwowane wyłącznie dla bitcoinów (ale także m.in. Etherum i Pascal), nie wymaga żadnych skomplikowanych wymian. System będzie łączył wiele funkcji związanych z transakcjami. Planowana jest także jego implementacja pod kątem potrzeb e-kasyn i elektronicznych gier hazardowych.

To czego jeszcze nie chcemy zdradzić, a co elektryzuje nas najbardziej, to fakt, że system będzie sam na siebie zarabiał. Dzięki temu wszelkie prowizje ograniczymy niemal do zera. – tłumaczy Borowiak.

Dotychczasowe sukcesy spółki oraz liczby stojące za jej ekspertyzą nie pozostawiają wątpliwości, że inwestorzy powinni mieć na oku spółkę CWA. Jak podkreślają twórcy systemu płatności: Polskie rozwiązania fintech nie raz pokazały, że nasze rodzime pomysły mogą konkurować z tymi z Doliny Krzemowej.

Otwarte pozostaje pytanie, czy produkt CWA S.A. może zagrozić największym graczom na rynku płatności? Fakt, że obecnie spółka prowadzi rozmowy z jednym
z czołowych operatorów sieci komórkowej, a od 2018 roku planowane są także działania związane z adaptacją systemu na rynkach zagranicznych – pozwala wysnuć takie wnioski.

Chiny nie zastąpią Polsce funduszy unijnych. Mogą jednak stosować warianty sprawdzone już w Afryce

Jak zapowiada dr hab. Robert Rządca, po 2019 roku można spodziewać się znaczącego obniżenia dotacji unijnych dla Polski. Przyczyną tego będzie zarówno Brexit, zmiana priorytetów w nowej perspektywie finansowej Unii Europejskiej, jak i odmienna pozycja naszego kraju – staniemy się po prostu bogatsi jako beneficjenci. Według eksperta, nie znajdziemy alternatywnych środków np. na pokrycie dopłat do rolnictwa. Obecnie pochłaniają one ok. 38% funduszy unijnych. Inwestycje infrastrukturalne, na które przeznaczamy 60% subwencji, mógłby wyrównać chiński kapitał. Jednak ta „pomoc” miałaby raczej charakter zwrotny. Chińczycy często oferują innym krajom za darmo np. budowę fragmentu autostrady, linii kolejowej, lotniska czy stadionu narodowego. W zamian oczekują, że projekt ukończą wyłącznie ich wykonawcy.

Zastępca rektora Akademii Leona Koźmińskiego przypomina, że na lata 2004-2017 uzyskaliśmy z Unii Europejskiej netto około 92 mld euro. Pewne wsparcie nadal będziemy otrzymywać, choćby w ramach Wspólnej Polityki Rolnej, funduszy strukturalnych czy badawczych. Zdaniem eksperta, te subwencje mogą być dużo mniejsze, ale powinny pozostać. Inne kraje też będą zainteresowane zachowaniem dopłat rolniczych. Jeśli zostaną one utrzymane dla rolników francuskich czy hiszpańskich, to nie ominą również polskich.

– Środki na rozbudowę dróg i linii kolejowych za unijne pieniądze będą bardzo ograniczone, chociaż zapewne niezlikwidowane całkowicie. Warto pamiętać o tym, że istotą funduszy strukturalnych jest dążenie do pomocy słabiej rozwiniętym regionom, restrukturyzacja oraz zwalczanie bezrobocia. Polska w ostatnim czasie radzi sobie dobrze w tych wszystkich dziedzinach, a wzrost PKB powoduje, że spada dystans pomiędzy nami a krajami Europy Zachodniej – ocenia dr hab. Robert Rządca, profesor Akademii Leona Koźmińskiego.

Według eksperta, dopłat rolniczych w żaden sposób nie zastąpimy pieniędzmi z innego źródła. Nie ma powodu, aby ktokolwiek finansował polskich rolników na tej zasadzie, co UE. Oczywiście, takie państwo, jak Chiny, mogłoby nam zaoferować swój potężny rynek zbytu, ułatwiając wejście na niego w sferze formalno-prawnej. Bez tego typu pomocy, jak wiadomo, polscy wytwórcy starali się o zgody na eksport przez kilka lat. Niemniej, taka ewentualność dotyczyłaby tylko najnowocześniejszego przetwórstwa, w zakresie sadownictwa, produktów mleczarskich, wieprzowiny i drobiu.

– Pierwszy transport polskich jabłek trafił do Chin w grudniu 2016 roku. Eksport mięsa drobiowego również trwa. To już są pewne sukcesy. Jednak trzeba poczekać, aż będzie ich jeszcze więcej. Sądzę, że bardzo dobrym wskaźnikiem pożądanej efektywności byłoby wejście Chin na czołową pozycję odbiorców naszej żywności. Większy eksport, zwłaszcza pod własnymi markami, pozwoliłby budować renomę producenta wśród chińskich konsumentów. To ułatwiłoby zwiększenie sprzedaży i eksport kolejnych produktów z Polski – tłumaczy dr hab. Robert Rządca.

W kwestii infrastruktury Państwo Środka mogłoby wybrać wariant, który stosuje m.in. w Afryce. Jednym z lepiej przeanalizowanych przykładów jest Benin. Jak wyjaśnia ekspert, Chińczycy oferują niektóre inwestycje za darmo, np. budują fragment autostrady albo linii kolejowej. Ale w tle porozumienia jest zgoda danego kraju na to, żeby całość ukończyli wyłącznie chińscy wykonawcy. W praktyce mają oni od razu uzyskać określony kontrakt lub wygrać przetarg. W zamian za to Chiny oferują nisko oprocentowane kredyty. I na ogół stawiają kolejne żądania. Mogą one dotyczyć wykorzystania ich materiałów budowlanych, a także pewnych warunków politycznych, np. braku poparcia dla zwolenników Wolnego Tybetu. Innym przykładem jest Kenia, gdzie Chiny budują za około 4 mld dolarów linię kolejową z Nairobi do Mombasy. W Etiopii tworzą połączenie z Dżibuti do Addis Abeby. Finansowanie zapewnia chiński Eximbank, a wykonawcą jest państwowa firma China Road and Bridge Corporation.

– Wyraźnym celem Państwa Środka jest coraz głębsze wchodzenie w infrastrukturę gospodarczą danego państwa. Nie należy patrzeć na to wyłącznie negatywnie. Chiny stosują, także w swoim kraju, schemat myślenia zgodny z przysłowiem: Chcesz być bogaty, zbuduj sobie drogę. Mając zaplecze finansowe, rozpoczynają pewną inwestycję, w ramach wysiłku swojego państwa i podmiotów prywatnych. Dają impuls rozwojowy w postaci popytu na towary i usługi. W końcu dochodzi do wykorzystania zbudowanej infrastruktury. Połączenie ze sobą różnych miast wpływa na wzrost wartości zlokalizowanych w nich nieruchomości. To z kolei przekłada się na zwiększenie możliwości instytucji sektora finansowego. Ten schemat stosowany jest również w Afryce – mówi dr hab. Rządca.

Zdaniem eksperta, pieniądze z UE na rozbudowę infrastruktury da się zastąpić środkami z Chin, jak darowiznę np. od wujka preferencyjnym kredytem z banku. Oczywiście istnieją też pewne zagrożenia, związane z warunkami wykorzystania takiego wsparcia. Można to wytłumaczyć na przykładzie. W przypadku funduszy unijnych, wspólnota pozwala wydać określoną subwencję na budowę autostrady, pod warunkiem zapewnienia wszystkim podmiotom na rynku równych szans na otrzymanie kontraktu. Tymczasem, chcąc korzystać z inwestycji bezpośrednich lub preferencyjnych kredytów z Państwa Środka, trzeba na ogół kupować chińskie towary i zatrudniać ich firmy. W dłuższej perspektywie mogłoby to oczywiście doprowadzić do nadmiernego uzależnienia naszej gospodarki od Chin.

– Polska dla Chin jest istotnym krajem, jak na Europę, z punktu widzenia ekspansji gospodarczej. Jesteśmy dość dużym państwem, któremu można wiele sprzedać, m.in. maszyny i urządzenia RTV, sprzęt AGD, narzędzia telekomunikacyjne, odzież, obuwie czy zabawki. 38 mln naszych konsumentów tworzy jednolity rynek, z punktu widzenia prawno-formalnych wymogów, geografii, języka i kultury. Bycie u nas bardzo ważnym graczem zapewniłoby Chińczykom lepszą pozycję w globalnej grze o wpływy. Polska jest dla nich elementem większej układanki. Przejęcie przez chińskich inwestorów ważnych na polskim rynku producentów, np. okien, mebli, autobusów czy rowerów, otworzyłoby im szerzej drzwi do Europy – podsumowuje dr hab. Robert Rządca z Akademii Leona Koźmińskiego.

Boom eksportu na Ukrainę

W I półroczu br. mieliśmy do czynienia z prawdziwym boomem eksportu na Ukrainę – donosi instytucja płatnicza AKCENTA. Według danych GUS w tym okresie wartość polskiego wywozu do tego kraju wyniosła 8 877 mln zł i wzrosła aż o prawie 41 proc. r/r. Polscy eksporterzy w końcu odrobili straty na kierunku ukraińskim – wypracowując w I półroczu 2017 r. blisko półmiliardową nadwyżkę w stosunku do analogicznego okresu w 2013 r., jeszcze przed kryzysem na Wschodzie.

Pełny powrót na ukraiński rynek zajął polskiemu eksportowi blisko 4 lata. W najtrudniejszym 2014 r. wartość sprzedaży towarów na tym kierunku spadła aż o 27,1 proc. Starty odnotowano także w roku kolejnym, jednak już znacznie mniejsze (-5,3 proc.). Polski eksport wrócił na ścieżkę wzrostu dopiero w 2016 r. (+21 proc. r/r). Jednak nadal daleko mu było do stanu z 2013 r., sprzed kryzysu na Wschodzie. Dopiero wyraźny skok wartości odnotowany w pierwszej połowie 2017 r. może być zapowiedzią odbudowania polskiego eksportu na Ukrainę. Jak podkreśla Radosław Jarema z instytucji płatniczej AKCENTA, która specjalizuje się w obsłudze i zabezpieczaniu transakcji eksporterów i importerów, dopiero od tego momentu możemy mówić o realnych wzrostach eksportu na tym kierunku. – Pamiętajmy, że wcześniejsze porównania sprzedaży zagranicznej kierowanej na ukraiński rynek odnosiły się do obniżonej bazy. Eksporterzy pracowali więc na konto odrabiania strat. W tym roku jest inaczej. Wreszcie wartość eksportu jest wyższa niż ta sprzed kryzysu – wskazuje dyrektor polskiego oddziału AKCENTY. W pierwszym półroczu 2013 r. wartość wywozu na ukraiński rynek wynosiła 8 305 mln zł, w tym samym okresie w 2017 r. wynosi już 8 877 mln zł, czyli o 572,1 mln zł więcej.

Tabela 1.

Polska wymiana handlowa z Ukrainą w latach 2012-2017
Okres Eksport w PLN Zmiana r/r Import w PLN Zmian r/r Saldo
I-VI 2012 7 712 280 918 29,9% 4 397 232 095 13,4% 3 315 048 823
2012 17 189 887 718 24,1% 8 319 880 034 1,1% 8 870 007 684
I-VI 2013 8 305 115 883 7,7% 3 301 607 951 -24,9% 5 003 507 932
2013 18 019 809 192 4,8% 6 981 019 404 -16,1% 11 038 789 788
I-VI 2014 6 168 593 880 -25,7% 3 920 066 380 18,7% 2 248 527 500
2014 13 136 982 802 -27,1% 7 098 468 934 1,7% 6 038 513 868
I-VI 2015 5 442 451 382 -11,8% 2 880 862 083 -26,5% 2 561 589 299
2015 12 446 346 693 -5,3% 6 395 606 035 -9,9% 6 050 740 658
I-VI 2016 6 300 009 258 15,8% 3 568 751 789 23,9% 2 731 257 469
2016 15 059 264 351 21,0% 7 960 267 557 24,5% 7 098 996 794
I-VI 2017 8 877 206 349 40,9% 4 496 214 367 26,0% 4 380 991 982
Opracowanie AKCENTY na podstawie danych GUS

Dobry grunt dla handlu

Szybki przyrost wartości polskiego eksportu na Ukrainę może być efektem kilku czynników. Ekspert AKCENTY wskazuje w tym kontekście przede wszystkim na umowę o pogłębionej i całościowej strefie wolnego handlu między Unią Europejską a Ukrainą (DCFTA), która zniosła wiele barier we wzajemnej wymianie handlowej. – Umowa DCFTA funkcjonuje na zasadach tymczasowych już od 2016 roku, ale dopiero od 1 września br. weszła już w pełni w życie. Możemy się zatem spodziewać, że jej efekty będą coraz bardziej widoczne – mówi Radosław Jarema i dodaje, że choć polski biznes obawiał się konkurencji ze strony ukraińskich firm i napływu towarów zza wschodniej granicy, to obecnie możemy mówić o odwrotnej sytuacji. Polski eksport na Ukrainę wzrósł w pierwszej połowie 2017 r. znacznie mocniej, bo aż o 40,9 proc. r/r, niż import towarów z tego kraju na polski rynek. Wartość wwozu wyniosła bowiem blisko 4 496 mln zł i urosła „jedynie” o 26 proc. r/r. W stosunku do analogicznego okresu w 2016 r. saldo wymiany handlowej pomiędzy naszymi krajami wzrosło aż o ponad 60 proc., z 2 731 mln zł do 4 381 mln zł po sześciu miesiącach w roku obecnym.

Jak zaznacza Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service, nie bez znaczenia dla polsko-ukraińskiej wymiany handlowej pozostaje kwestia większej obecności Ukraińców w Polsce – Już od jakiegoś czasu mamy do czynienia z masową imigracją zarobkową pracowników z Ukrainy do Polski. Z naszych prognoz wynika, że w tym roku zostanie wydanych dwa razy więcej oświadczeń o zamiarze powierzenia im pracy, niż rok wcześniej. Popularność zatrudniania Ukraińców nie jest przypadkowa. Są nam bliscy kulturowo i językowo, co przemawia też na korzyść prowadzenia tam działalności biznesowej. Tylko kwestią czasu jest wzrost liczby polskich inwestycji na Ukrainie. Jest to jednak uzależnione od stabilności gospodarczo-politycznej w tym państwie – mówi Krzysztof Inglot z Personnel Service.

Nie tylko eksporterzy widzą nowe możliwości

Eksperci AKCENTY i Personnel Service spodziewają się rosnącego zainteresowania rynkiem ukraińskim wśród polskich firm. Ich zdaniem wzrośnie tym samym popyt na wszelkie usługi biznesowe pośredniczące między oboma krajami. – Większe obroty handlowe między Polską a Ukrainą oznaczają wzrost zapotrzebowania chociażby na usługi finansowe, obsługę transakcji, umów czy wymiany walut – zaznacza Radosław Jarema z AKCENTY. Krzysztof Inglot z Personnel Service dodaje, że w najbliższym czasie wzrośnie zainteresowanie firm prowadzących działalność eksportową pracownikami z Ukrainy. Ich doświadczenie i wiedza będą dla wielu nieocenione, podobnie jak łatwość w kontaktach z kontrahentami.

Zawsze coś stanie na drodze

Imponujący skok płac w USA we wrześniu powinien dać zielone światło dla rajdu USD, gdyby imprezy nie zepsuła Korea Północna. Inwestorzy wystraszyli się rakietowej groźby i wychodzili z rynku, a wizja długiego weekendu (dziś święto w USA) potęgowała chęć zamknięcia pozycji. Zaczynamy nowy tydzień wyczekiwania na dane z USA (CPI w piątek) w otoczce ryzyka geopolitycznego (Korea Płn., Katalonia).

Oceniając zachowanie rynku w piątek można odnieść wrażenie, że inwestorzy z jednej strony widzą potencjał do dalszej aprecjacji USD (z podparciem czynników fundamentalnych), ale z drugiej – są pełni obaw, że nawet najmniejsza rzecz doprowadzi do załamania trendu. We wrześniowym raporcie z rynku pracy bardzo dobrze wyglądała dynamika wynagrodzeń (2,9 proc. r/r, najwyżej do 2008 r.), podczas gdy spadek zatrudnienia był przypisany wpływowi huraganów (i przez to zignorowany). Mimo tego dolar nie cieszył się długo ze skoku rentowności obligacji skarbowych (do 2,40 proc. w przypadku 10-latek), a wszystko dzięki doniesieniom, że Korea Północna szykuje rakietę balistyczną mogącą dotrzeć do zachodniego wybrzeża USA. Niepewności dołożył prezydent Trump, który odpowiedział na Twitterze, że „tylko jednak rzecz może zadziałać”, jeśli negocjacje nie pomagają, sugerując zbrojną konfrontację. Ot, w takich czasach przyszło teraz żyć.

Rezultat piątkowej huśtawki jest taki, że USD zmarnował szanse na wzrostowe odbicie i po silnym cofnięciu do punktu wyjścia, jego pozycja techniczna prezentuje się słabo. Inwestorzy wyciągnęli z danych fundamentalnych wszytko, co mogli, a na kolejny impuls przyjdzie poczekać aż do piątku i odczytu inflacji CPI. Napięcia geopolityczne zwiększają presję, by zatrzymać wzrost rentowności obligacji skarbowych, a to przynajmniej przejściowo będzie skłaniać inwestorów do realizacji zysków długich pozycji w USD. Crossy z JPY, CHF i EUR są zagrożone mniejszą korektą. GBP/USD może mieć łatwiej z odreagowaniem zeszłotygodniowego spadku, który był podsycany spekulacjami wokół rezygnacji premier May. Obawy wydają się przesadzone, a zatem i przecena funta relatywnie za silna, stąd jesteśmy wyczuleni na możliwe odbicie.

NZD jest najsłabszą walutą w poniedziałek w związku z trudnościami w utworzeniu rządu po wrześniowych wyborach parlamentarnych. Żadna z głównych partii (Partia Pracy, Partia Narodowa) nie zdobyła wystarczającej większości i teraz nacjonalistyczna NZD First rozdaje karty, w zależności z kim zechce wejść w koalicję. Finalne przeliczenie głosów w niedzielę nie pomogło w rozstrzygnięciu i nierówność polityczna utrzymuje się. Lider NZ First zapowiedział ogłosić swój wybór do końca tygodnia. Decyzja powinna przynieść rajd ulgi dla kiwi, ale do tego czasu premia za ryzyko polityczne będzie kotwicą dla NZD.
Złoty ponownie spadł z radaru inwestorów i EUR/PLN realizuje smutny dryf tuż ponad 4,30. W tym tygodniu z danych z Polski mamy szczegółowe szacunki inflacji CPI (czwartek). Dane powinny wskazać na wyższe ceny żywności i solidny skok cen paliw. Dzień później inflacja bazowa dalej powinna wskazywać słabość wewnętrznej presji cenowej (0,9 proc. r/r), co pozwala RPP utrzymywać pasywne nastawienie. Dla złotego dane powinny być neutralne, a ryzykiem w dłuższym horyzoncie jest podtrzymanie presji na wzrost USD i rentowności obligacji USA, która negatywnie odbija się na kondycji walut rynków wschodzących.

Kalendarz w poniedziałek świeci pustkami. Indeks Sentix z Eurolandu nie jest publikacją, która podnosi temperaturę na rynkach. Święto w USA i Kanadzie (choć giełda na Wall Street działa) oznacza, że po południu handel na FX zamrze całkowicie.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wraca geopolityczne napięcie

Wraca geopolityczne napięcie związane z Koreą Północną. Komunistyczny reżim przygotowuje próbę wystrzelenia rakiety dalekiego zasięgu, która ma dosięgnąć zachodnich wybrzeży USA. Mimo to kurs amerykańskiego dolara wobec rywali zmienia się w niewielkim zakresie. Mają na to wpływ opublikowane w piątek niejednoznaczne dane dotyczące amerykańskiego rynku pracy. Choć stopa bezrobocia w USA zmniejszyła się z 4,4% do 4,2%, to zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniosła minus 33 tys., podczas gdy prognozowano +90 tys. Jednak eksperci spodziewali się słabszych danych z uwagi na huragany.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do brytyjskiego funta (-0,3%), a minimalnie zyskuje do euro (+0,02%), dolara kanadyjskiego (+0,07%), dolara australijskiego (+0,14%) oraz japońskiego jena (+0,01%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,173, GBP/USD – 1,31, USD/CAD – 1,254, AUD/USD – 0,776 i USD/JPY – 112,6. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,03%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,1, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,895. W porównaniu do sytuacji sprzed weekendu złotówka minimalnie zyskuje do dolara, lekko traci do euro i pozostaje na podobnym poziomie do funta i franka szwajcarskiego. W poniedziałek rano dolar kosztuje 3,67 zł, euro – prawie 4,31 zł, funt –
4,81 zł, a frank – ponad 3,75 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W piątek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,2%, frankfurcki indeks DAX obniżył się o 0,09%, a paryski indeks CAC 40 spadł o 0,36%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 stracił 0,11%, meksykański indeks Bolsa – o 0,35%, a brazylijski indeks Bovespa – o 0,73%. W poniedziałek w Azji chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,76%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,5%.

Ropa i złoto: Po wcześniejszych wzrostach cena ropy naftowej notuje głębokie spadki. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 55,62 USD (-2,48%), a ropy WTI – 49,29 USD (-3,04%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca obniżyła się o 2 USD do 56 USD. Z kolei cena złota idzie w górę. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1282 USD. To aż 15 USD więcej (+1,18%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 3:45 – Chiny – Indeks PMI dla usług, wrzesień – 50,6 pkt. (prognoza 53 pkt.)
  • 8:00 – Niemcy – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień – 4,7% (prognoza 2,9%)
  • 9:00 – Czechy – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień – 5,8% (prognoza 3,5%)
  • 9:00 – Węgry – Bilans handlu zagranicznego, sierpień – 440 mln euro (prognoza 520 mln euro)
  • 9:00 – Czechy – Inflacja CPI (r/r), wrzesień – 2,7% (prognoza 2,7%)
  • 9:00 – Czechy – Stopa bezrobocia, wrzesień – 3,8% (prognoza 3,9%)
  • 10:30 – Strefa euro – Indeks Sentix, październik (prognoza 28 pkt.)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Raport CFTC – pozycje dużych graczy Forex AUD i USD oraz CAD

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

abela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Raport CFTC - pozycje dużych graczy Forex AUD i USD oraz CAD 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Raport CFTC - pozycje dużych graczy Forex AUD i USD oraz CAD 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Z puntu widzenia raportu Commitment of Traders najciekawiej przedstawia się AUDUSD oraz Gold

COT

Przez ostatni miesiąc dolar amerykański wrócił do łask inwestorów. Pomimo mocnej aprecjacji USD fundusze lewarowane nie zwiększyły zbytnio swojego zaangażowania po długiej stronie rynku, wręcz przeciwnie – cały czas grają na jego osłabienie.

Ostatni miesiąc na rynku Forex, główne waluty tracą względem USD

Ostatni miesiąc na rynku Forex, główne waluty tracą względem USD

Źródło: Finviz

AUD – fundusze powiększają zaangażowanie po długiej stronie rynku

Dolar australijski jest jedną z gorzej zachowujących się walut, ale nie dla funduszy lewarowanych, co jest bardzo dziwnym zjawiskiem. Przez ostatni miesiąc AUD stracił względem USD 3.68 proc. Przez ten czas fundusze lewarowane zmniejszyły swoje zaangażowanie po krótkiej stronie rynku o ponad 6 tysięcy krótkich pozycji, zatem nie zarobili na spadkach. Co więcej, zostało zamknięte tylko 2 tysiące krótkich pozycji.

AUD -> Okazja na większą wyprzedaż czy pułapka niedźwiedzia? O tym porozmawiamy już 12 października o godzinie 17.00.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cmegroup

Ponadto zaangażowanie funduszy lewarowanych po długiej stronie rynku jest na bardzo wysokim poziomie, co w najbliższym czasie może skutkować panicznym zamykaniem długich pozycji i otwieraniem krótkich.

Z drugiej stronie nie możemy zapomnieć o tym, że to fundusze lewarowane wyznaczają długoterminowe trendy na rynku kapitałowym. Czyżby tym razem się pomylili? Wszystko powinno się wyjaśnić w przeciągu kilku najbliższych tygodni, ale na dzień dzisiejszy bazowym scenariuszem będzie dalsza wyprzedaż AUD na rzecz USD.

AUDUSD, interwał tygodniowy

AUDUSD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Spoglądając na interwał tygodniowy pary walutowej AUDUSD scenariusz spadkowy nie został jeszcze potwierdzony. Wyprzedaż australijskiej waluty została zatrzymana na tygodniowym wsparciu 0.775, czy zostanie pokonany? Prawdopodobnie tak, ale należy liczyć się z większym prawdopodobieństwem wystąpienia mocniejszej korekty. Jeżeli dojdzie do upłynnienia długich pozycji, to kurs walutowy AUD/USD może spaść nawet do 0.738.

USD/CAD – od ekstremum do ekstremum

Kilka miesięcy temu zwracaliśmy uwagę na zbyt jednostronne pozycjonowanie się na parze USD/CAD, później nadeszła kontra i dolar kanadyjski zyskiwał kilka miesięcy z rzędu. Obecna sytuacje jest podobna do tej z przed kilku miesięcy. Fundusze utrzymują zbyt dużą ilość długich pozycji i to pomimo ponad 3 procentowej wyprzedaży CAD na rzecz USD przez ostatni miesiąc.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: CmeGroup

Pomimo mocnej aprecjacji USD fundusze lewarowane powiększyły swoje zaangażowanie w CAD. Sytuacja jest niemalże identyczna jak w przypadku dolara australijskiego. Jak to się wszystko skończy? Jest to bardzo trudne pytanie, ale przy obecnym zaangażowaniu funduszy lewarowanych bardzo wątpliwe jest, aby kontynuowały grę pod umocnienie CADa. Będzie to jednoznaczne z jego dalszą wyprzedażą.

Od strony technicznej bardziej prawdopodobnym scenariuszem jest wyprzedaż USD/CAD. Na interwale tygodniowym oscylator stochastyczny powoli wchodzi ponad poziom 80 sugerując tym samym wykupienie. Dodatkowo zbliżyliśmy się do mocnego oporu 1.262. Jeżeli bastion sprzedających upadnie, to należy spodziewać się dalszego wzrostu kursu w okolicę poziomu 1.316.

USDCAD, interwał tygodniowy

USDCAD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Jesienią 2019 roku po torach będzie jeździć pierwszy w Polsce pociąg hybrydowy. Podróżowanie ma być wygodniejsze i tańsze

Jesienią 2019 roku po torach będzie jeździć pierwszy w Polsce pociąg hybrydowy. Podróżowanie ma być wygodniejsze i tańsze 3

Jesienią 2019 roku ma ruszyć pierwszy w Polsce pociąg hybrydowy. Pojazd spalinowo-elektryczny będzie się poruszać zarówno po liniach zelektryfikowanych, jak i tych bez dostępu do prądu. Pociąg hybrydowy ma ułatwić ruch, zwłaszcza w miejscach, gdzie nie ma elektryfikacji i gdzie musi być obsługiwany przez pojazdy spalinowe. Dodatkowo zmienia model obsługi trakcyjnej – przy przewozie nie trzeba będzie korzystać z dodatkowej lokomotywy spalinowej. Szybkość przejazdu ma być porównywalna z obecnie jeżdżącymi pociągami, ale podróż ma być tańsza. 

– Pomysł na pociąg hybrydowy narodził się dawno temu, ale dopiero teraz postanowiliśmy go zrealizować, wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom pasażerów. W porównaniu do tradycyjnego pociągu przewaga jest oczywista, szczególnie dla ludzi z terenów wschodnich czy Pomorza, którzy jadąc po trakcjach niezelektryfikowanych, muszą oczekiwać na zmianę lokomotywy lub przesiadkę do innego pociągu. Pociąg Plus będzie pozwalał na swobodną jazdę z punktu A do punktu B bez konieczności takiej przesiadki – tłumaczy w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Adam Laskowski, prezes zarządu Polskiego Taboru Szynowego.

W Europie jeżdżą już po torach hybrydowe pociągi, takie jak belgijski Bombardier Voyager czy szwajcarski Stadler GTW. Jak zapowiada prezes Polskiego Taboru Szynowego, nowy pojazd ma upłynnić ruch. Przy zmianie torów nie będzie już potrzeby korzystania z dodatkowej lokomotywy spalinowej. Sama podróż może więc być szybsza i tańsza, choć dużo będzie zależeć od przewoźnika.

– Nasz pojazd został stworzony z myślą o ekonomiczności. Mam nadzieję, że bilety będą tańsze, ponieważ za ekonomiczność i koszt przejazdu płaci pasażer. Jeśli więc przejazd będzie tańszy, bilet również będzie tańszy. Szybkość przejazdu będzie porównywalna do obecnych szybkości, czyli 140 km/h dla pojazdu elektrycznego i 120 km/h w przypadku pojazdu spalinowego. To prędkości wystarczające do swobodnego poruszania się, szczególnie w transporcie podmiejskim – przekonuje Laskowski.

Projekt pociągu hybrydowego Plus będzie kosztować 30 mln zł. Nowy pojazd ma mieć 800 kW napędu spalinowego, 2,4 MW napędu elektrycznego i zabierać nawet 370 pasażerów. Pojazd hybrydowy może wpłynąć na rozwój transportu kolejowego. Już teraz, jak wynika z danych resortu infrastruktury i budownictwa, kolej generuje w sektorze przewoźników pasażerskich przychody na poziomie ponad 5,5 mld zł rocznie. Nowy projekt jest też dopasowany do obecnie istniejącej infrastruktury.

– Uważam, że obecnie nie ma jeszcze potrzeby na w pełni elektryczny pojazd, aczkolwiek nie wykluczam, że w przyszłości takie projekty również powstaną. Dostosowujemy nasz projekt do tego, aby mógł swobodnie jeździć po obecnej sieci kolejowej, zatem w pełni elektryczny pojazd jest jeszcze zbyt odległym projektem – ocenia ekspert.

Pociąg hybrydowy Plus ma się poruszać po torach mieszanych, które wymagają pojazdów spalinowych i tych z napędem elektrycznym. Może to rozwiązać część problemów z ruchem pociągów. W Polsce na 18 tys. torów zelektryfikowanych jest nieco ponad 11 tys. Po pozostałych torach mogą się poruszać tylko pojazdy spalinowe. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa w ramach Krajowego Programu Kolejowego planuje przeznaczyć 66 mld zł na modernizację linii kolejowych w ciągu najbliższych 6 lat.

– Nasz projekt jest dopasowany do tego, aby nie było konieczności modernizacji trakcji. Pierwszy przejazd planowany jest na jesień 2019 roku – zapowiada Laskowski.

Podobny projekt rozwija nowosądecka firma Newag, która otrzymała w 2015 roku od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dofinansowanie w wysokości niemal 15,5 mln zł, w ramach konkursu Szybka ścieżka dla dużych przedsiębiorstw. Propozycja firmy z Nowego Sącza idzie jednak w nieco innym kierunku, gdyż budowane przez nią pojazdy trakcyjne mają być autonomiczne i o zmiennej konfiguracji.

Rośnie popularność druku cyfrowego. Coraz częściej jego uzupełnieniem są materiały z technologią rozszerzonej rzeczywistości

Rośnie popularność druku cyfrowego. Coraz częściej jego uzupełnieniem są materiały z technologią rozszerzonej rzeczywistości 4

W ciągu ostatnich sześciu lat wartość sprzedaży na rynku poligraficznym wzrosła o blisko 30 proc. Na popularności zyskuje przede wszystkim druk cyfrowy. Nowoczesne maszyny do uszlachetniania druku umożliwiają lakierowanie sensoryczne z efektem 3D oraz nakładanie folii metalicznych na wybrane elementy opakowań, wizytówek, książek czy katalogów. Uzupełnieniem drukowanych materiałów są interaktywne treści z wykorzystaniem rozszerzonej rzeczywistości (AR). Technologia może służyć do tłumaczenia tekstu na papierze oraz do szybkiego rozpoznawania i archiwizowania dokumentów. Takie usługi rozwija Konica Minolta.

 Widzimy bardzo duże zainteresowanie usługami poligraficznymi. Cyfryzacja wspiera poligrafię. Staje się ona bardziej dostępna. Łatwiej jest zdobyć produkty i zbadać ofertę – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Mateusz Woźniak, dyrektor ds. sprzedaży systemów produkcyjnych w Konica Minolta Business Solutions Polska.

W latach 2010–2016 wartość sprzedaży na rynku poligraficznym wzrosła o ok. 30 proc. W Polsce, jak wynika z raportu KPMG „Rynek poligraficzny i opakowań z nadrukiem”, w 2016 roku produkcja sprzedana całego sektora poligraficznego mogła wynieść 14,7 mld zł (wzrost o blisko 6 proc. względem 2015 roku).

 W gruncie rzeczy idea pozostaje ta sama: zmieniają się sposoby dotarcia klienta i sposoby argumentacji. Ciekawą strategią jest pójście w kierunku wysoko przetworzonej produkcji, szczególnie w druku opakowań, gdzie dobrze zrobione opakowanie daje gwarancję, że klienci będą korzystali z naszych usług –ocenia Woźniak.

Cyfryzacja, która zwiększa dostępność oferty druku, przyczynia się do wojny cenowej na rynku – klienci mogą bowiem szybko porównać konkurencyjne oferty i wybrać najtańszą lub też wymóc na dostawcy obniżkę cen. Na tak konkurencyjnym rynku drukarnie muszą się wyróżniać innowacjami.

 Innowacje realizowane są na kilku płaszczyznach. Przede wszystkim innowacja technologiczna, umożliwiająca realizowanie procesu dużo sprawniej, co za tym idzie – innowacja procesowa, która pozwala oszczędzać koszty, oraz innowacja produktowa, która pozwala kreować nowe produkty i usługi na rynku poligraficznym – wymienia Mateusz Woźniak.

Jedną z innowacji jest stosowanie nowoczesnych technologii uszlachetniania druku, np. ozdabiania druku foliami metalicznymi czy uszlachetnianie druku lakierem 3D. Takie możliwości daje m.in. maszyna MGI Jet Varnish 3DS. Z takimi i innymi urządzeniami drukującymi będą mogli się zapoznać odwiedzający Centrum Pokazowe Digital Imaging Square, które Konica Minolta właśnie otworzyła w Warszawie.

Otwarcie nowego centrum pokazowego wiąże się z kilkoma celami. Przede wszystkim będzie to centrum technologiczne, w którym będziemy promować swoje technologie, ale będzie to również centrum edukacyjne, gdzie będziemy się starali wspólnie z klientem wypracować nowe formuły, nowe produkty, nowe pomysły, które później można zaaplikować na rynku – wyjaśnia Mateusz Woźniak.

Poligrafia to nie jest jedyna dziedzina, w którą inwestuje koncern. Jednym z głównych obszarów, które rozwijane są w centrach rozwoju firmy Konica Minolta (Business Innovation Center), jest rozszerzona rzeczywistość (AR) i jej wykorzystanie w biznesie. Może ona stanowić uzupełnienie drukowanych materiałów: reklam, opakowań, katalogów handlowych czy instrukcji obsługi.

– Główne obszary zastosowań technologii to augmented reality dla drukarń cyfrowych. Dzięki niej jesteśmy w stanie doposażyć standardowy wydruk w dodatkowy materiał cyfrowy, np. film z kanału YouTube, link do profilu na social media czy formularz kontaktowy ­– wyjaśnia Paweł Grzyb, Marketing Manager w Konica Minolta Business Solutions Polska.

Rozszerzona rzeczywistość – dotąd kojarzona głównie z rozrywką – coraz częściej wykorzystywana jest w biznesie.

 Drugim obszarem zastosowania jest tzw. Wearable Communicator, czyli rozwiązanie, które przypomina wyglądem okulary Google. Jest ukierunkowane na klientów B2B i ma pomóc firmom w organizacji pracy np. na liniach produkcyjnych – mówi Paweł Grzyb.

Okulary Wearable Communicator są wyposażone w miniaturowy ekran LCD i zaawansowany moduł optyczny HOE, który pozwala powiększyć obraz, filtrować długości fal światła, dzięki czemu wyświetlane na ekranie cyfrowe treści są wyraźne. Urządzenie to można wykorzystać m.in. nawigacji wewnątrz budynków, uzupełniania drukowanych treści, archiwizowania dokumentów czy wspomagania pracy kierowców, inżynierów lub lekarzy.

Zastanawiamy się, aby AR wykorzystać również w systemach nawigacyjnych albo żeby tworzyć aplikacje, które wspomagają pracę poszczególnych branż, np. architektów wnętrz, lekarzy czy pielęgniarek współpracujących z pacjentami w szpitalach. Pracujemy także nad oprogramowaniem, które ma wspierać osoby pracujące na lotnisku, zajmujące się tym, by samoloty kołujące z pasa startowego albo na pas, bezpiecznie się po tych placach przemieszczały –zaznacza Paweł Grzyb.

Systemy AR można też stosować podczas wizyt w muzeach czy w galeriach handlowych, by uzupełnić doświadczenie zakupowe. Z systemów do nawigacji wewnątrz budynków oferowanych przez firmę Konica Minolta skorzystały m.in. brytyjska poczta UK Mail czy muzeum brytyjskich sił lotniczych RAF.

Dane IDC wskazują, że dochody z wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości w tym roku mogą wzrosnąć do 13,9 mld dol. z nieco ponad 6 mld dol. w 2016 roku. Wartość rynku do 2020 roku może sięgnąć 160 mld dol.

Obok AR pracujemy także nad rozwiązaniami do monitoringu we współpracy z firmą Mobotix. Kamery rejestrujące wideo i dźwięki, są w stanie monitorować zanieczyszczenie powietrza czy temperaturę w danym pomieszczeniu – tłumaczy Paweł Grzyb.

Konica Minolta rozwija także systemy druku 3D oraz nowe urządzenia medyczne.

Pacjenci będą skutecznie chronieni przed fałszowanymi lekami. Ministerstwo Zdrowia chce edukować Polaków

Pacjenci będą skutecznie chronieni przed fałszowanymi lekami. Ministerstwo Zdrowia chce edukować Polaków 5

Jeżeli uszczelnimy legalną sieć dystrybucji leków, pacjenci będą mieć dostęp do bezpiecznych leków – mówi wiceminister zdrowia Marcin Czech. Dodaje, że pacjenci muszą wykazać szczególną ostrożność związaną z nielegalnym obrotem lekami. Do tego potrzebne są działania edukacyjne. Co trzeci sfałszowany lek w ogóle nie zawiera substancji czynnej. Pacjent przyjmuje taki lek, ale nie jest leczony. To może być bardzo niebezpieczne dla jego zdrowia, a nawet życia. W 2019 roku wdrożony zostanie system informatyczny, dzięki któremu przestępcy nie będą mieli szans na wprowadzenie fałszywych leków do legalnego obrotu.

W ocenie Interpolu, który od kilku lat prowadzi międzynarodową operację Pangea – wymierzoną w rynek nielegalnych farmaceutyków, Polska jest pod tym względem krajem podwyższonego ryzyka. Wiedzie tędy szlak tranzytowy ze Wschodu do państw Europy Zachodniej. Co więcej, Polska sąsiaduje z krajami byłego bloku radzieckiego, gdzie proceder fałszowania leków odbywa się na dużo większą skalę.

Problem narasta jednak we wszystkich krajach Europy. W ramach ostatniej edycji operacji Pangea Interpol skonfiskował 20,7 mln opakowań podrabianych leków, w tym również leków na nowotwory, wartych ok. 81 mln dol. W Polsce zabezpieczono 20 tys. sztuk farmaceutyków o wartości przekraczającej 244 tys. zł.

– Polska stała się państwem buforowym w zakresie zjawiska sfałszowanych produktów leczniczych. W tej chwili wykrywamy w obrocie produkty i leki, które wędrują do państw Europy Zachodniej, ale nie dotyczą polskich aptek. Niemniej zjawisko jest o tyle groźne, że ma tendencję rozszerzającą się. Nie możemy czuć się bezpieczni, musimy podejmować takie działania, aby całościowo przeciwdziałać temu zjawisku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Zbigniew Niewójt, p.o. Głównego Inspektora Farmaceutycznego.

Jak wynika z oficjalnych statystyk, w 2016 roku Główny Inspektorat Farmaceutyczny otrzymał 58 zgłoszeń dotyczących nielegalnego obrotu produktami leczniczymi oraz 18 powiadomień w międzynarodowym systemie WGEO Rapid Alert System dotyczących wykrycia nielegalnych farmaceutyków. Z kolei Służba Celna zatrzymała w ubiegłym roku ponad 18,6 tys. sztuk podrabianych produktów leczniczych o wartości przekraczającej 830 tys. zł.

Niemal dokładnie rok temu CBŚP zlikwidowało największą na świecie fabrykę podrabianych farmaceutyków, sterydów i środków na potencję, która działała pod Bydgoszczą. Policjanci zabezpieczyli prawie 50 różnego rodzaju maszyn służących do produkcji sfałszowanych leków i przejęli podróbki warte przeszło 17 mln zł. Te powstawały w większości z tanich, chińskich półfabrykatów. Rozbito też zorganizowaną grupę przestępczą, która zajmowała się produkcją i obrotem fałszywkami na wielką skalę – według szacunków policji przestępcy zdążyli wprowadzić na rynek podrabiane farmaceutyki o wartości kilkudziesięciu milionów złotych. Komisja Europejska szacuje, że wartość całego rynku nielegalnych produktów leczniczych w Polsce sięga ok. 62 mln euro.

Sfałszowane leki nie podlegają żadnej kontroli jakości ani skuteczności, mogą być toksyczne i szkodliwe dla zdrowia. Podrabiane są antybiotyki, leki psychotropowe, kardiologiczne czy nawet cytostatyki.

– Zgodnie z raportem WHO 32 proc. sfałszowanych leków w ogóle nie ma substancji czynnej. To oznacza, że lek w ogóle nie będzie działał. Brak skuteczności to jedno z najpoważniejszych działań niepożądanych. W przypadku poważnych chorób, w tym nowotworowych, może to nawet doprowadzić do zgonu pacjenta – mówi Grzegorz Cessak, prezes Urzędu Rejestracji Produktów Leczniczych.

Według szacunków Interpolu każdego roku z powodu zażywania podrobionych farmaceutyków ginie około miliona osób, czyli więcej niż z powodu terroryzmu.

Bez specjalistycznego sprzętu odróżnienie sfałszowanego leku od oryginału jest prawie niemożliwe. Przestępcy są coraz dokładniejsi w podrabianiu opakowań i hologramów, przerzucają się też na bardziej opłacalną produkcję skomplikowanych leków, zawierających wiele substancji czynnych. Wciąż jednak najpowszechniej fałszowane są suplementy diety, preparaty przeciwbólowe, na odchudzanie i zwiększenie potencji.

Wiceminister zdrowia Marcin Czech podkreśla, że w walce z tym procederem, poza rozwiązaniem informatycznym, które wdrażane jest zgodnie z tzw. unijną dyrektywą fałszywkową, kluczowa jest edukacja oraz świadomość konsumentów i pacjentów.

– Jeśli chodzi o nielegalny obrót lekami, to pacjenci muszą wykazać szczególną ostrożność. Trzeba pamiętać o tym, że leki kupowane w internecie, na bazarze, w sex shopie lub na siłowni nie są objęte żadnymi regulacjami – mówi Marcin Czech.

Do walki z coraz powszechniejszym procederem fałszowania leków stanęła Unia Europejska, która uchwaliła tzw. dyrektywę fałszywkową. Jej zapisy mają zacząć obowiązywać w państwach członkowskich najpóźniej od 2019 roku. Do tego czasu ma już działać system informatyczny, który będzie pełnić rolę centralnej bazy danych. Na opakowaniach leków będą umieszczane unikalne kody kreskowe z numerem seryjnym, który – przed wydaniem leku – zostanie zeskanowany i sprawdzony w bazie.

– Ważne, żeby wszystkie informacje znalazły się w europejskim systemie i krążyły z odpowiednią szybkością. Kolejna ważna rzecz to skuteczna reakcja na odkrycie leków fałszywych i podrobionych. Niesłychanie ważna jest też edukacja, aby sami pacjenci mieli świadomość, że po uszczelnieniu legalnej dystrybucji te leki, które przechodzą przez polskie hurtownie i apteki, będą na pewno bezpieczne – mówi wiceminister zdrowia.

Połowa internautów robi zakupy w sieci. Przyszłością e-handlu szybkie i bezpieczne metody płatności

Połowa internautów robi zakupy w sieci. Przyszłością e-handlu szybkie i bezpieczne metody płatności 6

Ponad połowa użytkowników internetu w ciągu ostatniego roku zrobiła zakupy online. Wartość rynku e-handlu szacowana jest na 35 mld zł i ciągle rośnie. Istotne staje się więc rozwijanie jak najprostszych i bezpiecznych metod płatności online. Od niedawna w Polsce można korzystać z płatności Visa Checkout. Do końca 2017 r. dzięki tej usługi będzie można płacić w polskich e-sklepach odpowiedzialnych za ponad 40 proc. obrotów w krajowym handlu internetowym.

Szacuje się, że w 2016 roku na zakupy w internecie Polacy wydali ok. 35 mld zł. W tym roku wartość rynku e-commerce może przekroczyć 40 mld zł. Od lat wzrosty utrzymują się na poziomie dwucyfrowym. Perspektywy są jednak coraz lepsze, zwłaszcza że e-zakupy zyskują na popularności. Polska jest 5. największym rynkiem e-commerce w Unii Europejskiej po Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji i Włoszech.

Obecnie ponad 25 milionów osób korzysta z internetu. To 75 proc. populacji, z czego ponad połowa zrobiła zakupy w sieci w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Joanna Pieńkowska-Olczak, country manager PayU w Polsce. – Musimy rozwijać płatności proste, niezauważalne, aby klient myślał o dokonaniu zakupu, a nie o tym, jak zapłacić. Płatność musi być bezproblemowa i nie może odbierać przyjemności z zakupów – przekonuje.

Dlatego Visa zdecydowała się rozwinąć usługę Visa Checkout. Na świecie klienci, którzy korzystają z tej formy płatności, finalizują 82 proc. zakupów z koszyka i realizują o 30 proc. transakcji więcej. 

Mamy obecnie w Polsce kilka dużych sklepów internetowych, które akceptują Visa Checkout, a przycisk i możliwość płatności Visa Checkout jest udostępniana bezpośrednio w koszyku. Pierwszym sklepem było euro.com.pl, oleole.pl, ale staramy się mieć sklepy z różnych branż. Współpracujemy też z integratorami płatności, czyli np. z PayU, który udostępnił Visa Checkout we wszystkich swoich sklepach internetowych, które obsługuje jako integrator – wskazuje Małgorzata Ciszecka, senior manager regional product & market development (CEE) w Visa.

Visa Checkout pozwala płacić online zarówno z urządzeń stacjonarnych, jak i mobilnych, za pomocą jednego kliknięcia oraz podania loginu i hasła. Wymagana jest tylko jednorazowa rejestracja, podczas której trzeba uzupełnić dane dotyczące płatności i dostawy. Dzięki temu nie musimy przy każdej transakcji spisywać danych z karty. Ułatwieniem jest też możliwość rejestrowania kilku kart debetowych i kredytowych.

– Zależy nam na tym, aby więcej osób płaciło kartami w internecie, również z poziomu aplikacji mobilnych, i by mogli robić to w prosty i bezpieczny sposób. W tej chwili płatność kartą nie należy do najszybszych, trzeba podać dużo danych, wielu konsumentów nie ma na to ochoty. Dzięki Visa Checkout nie muszą tego robić, wystarczy, że jeden raz zdefiniują numer karty w tej usłudze – tłumaczy Ciszecka. – Naszą ambicją jest to, aby do końca tego roku Visa Checkout była szeroko dostępna w sklepach, które wspólnie odpowiadają za ponad 40 proc. polskiego e-commerce – zapowiada.

Badania przeprowadzone na zlecenie Visa wskazują, że ponad 90 proc. klientów jest zadowolonych z transakcji przeprowadzanych za pośrednictwem Visa Checkout, docenia bezpieczeństwo i łatwość dokonania płatności.

Internauta, który będzie miał formę zakupów, która nie będzie zgodna z jego oczekiwaniami, po prostu z niej nie skorzysta. Wówczas sprzedawca będzie mieć niskie wskaźniki konwersji, porzucane koszyki i nie będzie do końca wiadomo, na którym etapie stracił sprzedaż. Im prostsza jest ścieżka zakupowa, tak jak przy Visa Checkout, tym wskaźnik konwersji jest dużo wyższy – mówi Tomasz Siedlecki, dyrektor marketingu, RTV Euro AGD.

W Polsce wciąż dużą popularnością cieszy się płatność gotówką przy odbiorze. Jednocześnie jednak szybko wdrażamy nowinki technologiczne, zwłaszcza jeśli chodzi o płatności. Coraz częściej płacimy przez internet, a nawet ponad 40 proc. zakupów online jest dokonywanych na urządzeniach mobilnych. Taki trend będzie się rozwijać, tym samym coraz większe będzie zapotrzebowanie na możliwie proste i szybkie płatności.

Visa Checkout jako rozwiązanie ułatwiające płatności, wpisuje się w aktualny trend przenoszenia zakupów na urządzenia mobilne, które mamy przy sobie. W związku z tym udostępniamy tę usługę w naszym portfolio produktów płatniczych, obok rozwiązań takich jak PayU Express czy Android Pay. Wszystkie płatności, które upraszczają zakupy, po prostu zaczynają zdobywać coraz większy rynek i popularność. Wydaje się, że Visa Checkout może być jedną z takich metod płatniczych – ocenia Pieńkowska-Olczak.

Jednym z pierwszych detalistów w Polsce, który wprowadził możliwość płatności za pośrednictwem Visa Checkout, była sieć RTV EURO AGD, największy sklep internetowy w kraju. Pierwsze wyniki pokazały, że klienci docenili taką możliwość.

W okresie wprowadzania i promocji udział Visa Checkout sięgnął kilkunastu procent, co jak na nową formę płatności jest wyśmienitym wynikiem – wskazuje Siedlecki. – Visa Checkout spełnia wszystkie wymagania internautów jeśli chodzi o formy płatności. Przede wszystkim to wygoda, czyli najważniejszy powód, dla którego w ogóle korzysta się z możliwości zakupów w internecie. Po drugie to bezpieczeństwo, bo jeżeli płatność budzi jakiekolwiek wątpliwości, klienci z niej nie skorzystają – wymienia.

Obecnie w Polsce prowadzona jest kampania edukacyjno-reklamowa promująca Visa Checkout. Dodatkowo przygotowano różne promocje, które mają zachęcić do wybrania tej metody płatności. Visa liczy na to, że stanie się ona tak rozpowszechniona, jak w innych krajach.

Visa Checkout została udostępniona 3 lata temu, pierwszym krajem były Stany Zjednoczone. W tej chwili Visa Checkout akceptuje ponad 340 tys. sklepów na całym świecie, użytkowników jest zaś już 24 miliony – podkreśla Małgorzata Ciszecka.

Zaniedbane domy jednorodzinne w Polsce przyczyną poważnych chorób i smogu. Na ich modernizację potrzeba 200 mld zł

Zaniedbane domy jednorodzinne w Polsce przyczyną poważnych chorób i smogu. Na ich modernizację potrzeba 200 mld zł 7

Domy jednorodzinne, w których rozwija się wilgoć, grzyby, pleśnie, są przyczyną poważnych problemów zdrowotnych. Sprzyjają powstawaniu nowotworów i zwiększają o 40 proc. ryzyko zachorowania na astmę. Z powodu tego, że są nieefektywne energetycznie, stanowią jedną z głównych przyczyn smogu. Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa ocenia, że na modernizację starych budynków potrzeba 200 mld zł. Potrzebne są rządowe zachęty, które skłonią mieszkańców do podnoszenia jakości swoich domów, oraz kompleksowe zmiany w budownictwie mieszkaniowym. 

Z trzeciej edycji „Barometru zdrowych domów 2017”, opracowanego na zlecenie VELUX Polska, wynika, że tylko połowa gospodarstw, w których występują złe warunki, ma środki finansowe na dokonanie modernizacji i podniesienie jakości swoich domów. Dlatego potrzebne są działania na szczeblu państwowym i stworzenie takiej oferty finansowo-kredytowej, która zachęci obywateli do remontów i modernizacji.

– Problem modernizacji budynków jest znany od dawna. W tej chwili pracujemy nad rozwiązaniami, które mogłyby go kompleksowo rozwiązać. To jest modernizacja budynków powiązana z ich termomodernizacją, z wymianą źródła ciepła, z instalacją ekorozwiązań i odnawialnych źródeł energii. Chcielibyśmy, żeby to wszystko się działo, natomiast ogrom potrzeb może przestraszyć. Zdiagnozowano, że problem sięga w Polsce kwoty około 200 mld zł. To kwota potrzebna na zmodernizowanie wszystkich budynków, łącznie z ich termodynamizacją – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Kazimierz Smoliński, wiceminister infrastruktury i budownictwa.

Do 2015 roku nie było w Polsce żadnego programu skierowanego do właścicieli budynków jednorodzinnych, którzy chcieliby przeprowadzić modernizację czy termodynamizację swoich domów. Główną barierą są możliwości finansowe i fakt, że problem przez długi czas był niezauważony i niedoceniany.

– Potrzebne są rozwiązania długofalowe, obliczone na kilkadziesiąt lat. Chcemy współpracować z innymi ministerstwami i NFOŚiGW. Bank Światowy jest zainteresowany tym, żeby zrealizować program pilotażowy przynajmniej w niektórych województwach na południu Polski. Pracujemy nad wspólnymi rozwiązaniami z Ministerstwem Środowiska i Ministerstwem Rozwoju. W przyszłym roku powinny być pierwsze efekty. Pokażemy rozwiązania, które będzie można stosować, szczególnie powinny one dotyczyć domów jednorodzinnych. Tam jest największy problem ubóstwa energetycznego, ale i chciwości, bo są ludzie, nawet zamożni, którzy sztucznie oszczędzają i palą byle czym – dodaje Kazimierz Smoliński.

Dane z ostatniego Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań pokazują, że w Polsce jest ponad 5,5 mln budynków mieszkalnych, z których większość (ok. 90 proc.) stanowią domy jednorodzinne. Mieszka w nich ponad 50 proc. Polaków. W efekcie udział gospodarstw domowych w zużyciu energii w Polsce jest jednym z najwyższych w Unii Europejskiej, a 70 proc. tej energii jest konsumowane na cele ogrzewania.

Najwięcej takich budynków powstało na wsiach, jeszcze w latach 1945–1970. Wraz z wiekiem zwiększa się ich zapotrzebowanie na energię, które może być nawet 2,5 razy większe niż w nowym budownictwie.

– Warunki mieszkaniowe w Polsce wymagają pilnej poprawy. Szczególnie niepokojące dane dotyczą segmentu budynków jednorodzinnych, których w Polsce jest przeszło pięć milionów i które w większości były budowane ponad 25 lat temu. Te budynki nie są energooszczędne, w zimie są niedogrzane, latem przegrzewane. Często panuje w nich wilgoć, są niedoświetlone. W takich budynkach są słabe warunki do mieszkania, a to z kolei przekłada się na zdrowie ich mieszkańców. Takie warunki mieszkaniowe mogą powodować wszelkiego rodzaju alergie, choroby układu oddechowego czy nowotwory – mówi Jacek Siwiński, prezes VELUX Polska.

VELUX Polska podkreśla, że w budynku jednorodzinnym z lat 80. można by zaoszczędzić aż 59 proc. konsumowanej energii, przeprowadzając podstawową modernizację i termodynamizację.

– Istnieje bardzo duży potencjał, żeby zająć się tymi budynkami. Kompleksowa renowacja budynku z lat 80. może obniżyć zużycie energii nawet o 60 proc. Poza tym budynki jednorodzinne są główną przyczyną smogu w Polsce. Ich stan przekłada się na bardzo wysokie koszty społeczne. Jest to duże obciążenie dla społeczeństwa i budżetu państwa – zwraca uwagę Jacek Siwiński.

Modernizacja i termodynamizacja budynków jest istotna o tyle, że problem ubóstwa energetycznego dotyka coraz więcej osób. Ponad sześć milionów Polaków zalega z rachunkami za energię, a według Eurostatu blisko dziewięć milionów deklaruje, że nie jest w stanie ponosić kosztów ogrzewania swoich domów zimą, żeby zapewnić sobie komfort cieplny. Najgorsza sytuacja dotyczy Podkarpacia i Podlasia.

Wysokie zużycie energii to nie jest jedyny problem polskiego budownictwa. Jak wynika z raportu „Barometr zdrowych domów 2017” 22 proc. mieszkań w Polsce jest zawilgocone, 23 proc. – niedoświetlone, a 26 proc. – niedogrzane. Przebywanie w zawilgoconych czy zagrzybionych pomieszczeniach zwiększa ryzyko zachorowania na astmę średnio o 40 proc. Natomiast o powiązaniu chorób nowotworowych ze złymi warunkami mieszkaniowymi naukowcy i lekarze wiedzą już od lat 70. To z kolei generuje olbrzymie koszty związane z długotrwałym leczeniem.

Kolejny problem to zanieczyszczenie powietrza. Badania przeprowadzone przez Instytut Badań nad Bezpieczeństwem, Energią i Klimatem pokazały, że budynki jednorodzinne o niskim standardzie energetycznym i grzewczym są w 40 proc. odpowiedzialne za złą jakość powietrza i problem smogu w Polsce.

– Warto pracować nad programem, który przyspieszy remonty tych budynków. W budynkach jednorodzinnych w Polsce mieszka prawie połowa społeczeństwa, wbrew powszechnym stereotypom są to często ludzie ubodzy, których nie stać na samodzielne prowadzenie takich inwestycji, więc wymagają wsparcia – podkreśla Jacek Siwiński.

Media społecznościowe rozwijają ofertę dla reklamodawców. Sięgają po technologię rozszerzonej rzeczywistości

Media społecznościowe rozwijają ofertę dla reklamodawców. Sięgają po technologię rozszerzonej rzeczywistości 8

Reklamodawcy mają coraz więcej narzędzi w media społecznościowych. Snapchat wprowadził we wrześniu nowy format, który bazuje na technologii rozszerzonej rzeczywistości. Nowy typ reklamy – kanwa – pojawił się także w Instagram Stories. Jest on wyświetlany w trybie pełnoekranowym na urządzeniach mobilnych. Chociaż firmy coraz częściej sięgają po serwisy społecznościowe w celach promocyjnych, nie powinny się skupiać tylko na tym aspekcie. Social media pozwalają przede wszystkim usprawnić komunikację z klientami i wykrywać wszelkie nieprawidłowości na linii firma–konsument.

– Media społecznościowe we wrześniu skupiły się na rozwijaniu swojej oferty dla reklamodawców. Snapchat z okazji szóstych urodzin zaprezentował nowy format reklamowy. Bazuje on na technologii rozszerzonej rzeczywistości i działa na podobnej zasadzie co Pokemon Go. Użytkownik widzi na ekranie smartfona wygenerowany cyfrowo obiekt, który wygląda tak, jakby był umieszczony w przestrzeni. W ten sposób Snapchat pozwolił na umieszczanie w przestrzeni aplikacji obiektów związanych w jakiś sposób z marką. Wytwórnia Warner Bros. zdążyła już w ten sposób zareklamować najnowszy film – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Przybylski, młodszy redaktor PRoto.pl.

Snapchat to jeden z najszybciej rozwijających się serwisów społecznościowych. Korzysta z niego 166 milionów ludzi, którzy przeciętnie otwierają aplikację 18 razy dziennie. Snapchat traci jednak użytkowników na rzecz Instagram Stories, czyli serwisu Marka Zuckerberga. Uaktualniony format reklamowy ma pomóc poprawić wyniki finansowe.

– Instagram z kolei pochwalił się liczbą użytkowników. Jak podano, z aplikacji korzysta już 800 milionów osób. Serwis wprowadził nowy format reklamowy, kanwy, które znane są też z Facebooka. To pełnoekranowe materiały promocyjne. Na Instagramie wyświetlane są pomiędzy poszczególnymi stories obserwowanych przez nas kont. Każda kanwa pozwala markom na odsyłanie na swoje strony internetowe – tłumaczy Maciej Przybylski.

Instagram podczas konferencji Advertising Week podał, że z dostępnej w serwisie platformy Stories korzysta codziennie 250 mln użytkowników na świecie. To właśnie na niej będzie dostępna opcja kanwy, która pozwala też na dodanie pokazu slajdów czy fragmentów tekstu. Wprowadzenie nowego formatu reklamy to efekt szybko rosnącej liczby reklamodawców. Obecnie na Instagramie jest ich 2 mln, czyli 100 proc. więcej niż pół roku temu.

– Marki nie powinny jednak zapominać o tym, że media społecznościowe to nie tylko okazja do reklamowania się. Niemal połowa ankietowanych przez firmę Sprout Social stwierdziła, że w przypadku kłopotów z usługą lub produktem, w pierwszej kolejności próbują się kontaktować z marką właśnie przez media społecznościowe – zauważa Przybylski.

Według badań Sprout Social dla użytkowników najbardziej liczy się to, czy dana marka jest szczera (86 proc.), przyjazna (83 proc.) i pomocna (78 proc.). Dla 83 proc. internautów markę można uznać za dobrą, jeśli odpowiada na pytania i używa treści wideo, włącza się w konwersacje. To, czy marki odpowiadają na pytania, istotne jest przede wszystkim dla pokolenia millenialsów (90 proc.).

– W dobie mediów społecznościowych każda skarga może się stać publiczna. Aż 80 proc. ankietowanych stwierdziło, że media społecznościowe pozwalają wykryć i nagłośnić przypadki niesprawiedliwego traktowania klientów przez marki – mówi redaktor PRoto.pl.

Media społecznościowe wprowadzają też kolejne ułatwienia dla użytkowników. Twitter testuje zwiększony limit w znakach, ze 140 na 280 we wszystkich językach, z wyjątkiem japońskiego, chińskiego i koreańskiego. Administratorzy Twittera oceniają, że trudności w zmieszczeniu się w limicie znaków powodują frustracje użytkowników. Część internautów twierdzi jednak, że przeczy to idei tego serwisu.

– Instagram z kolei poszedł na rękę właścicielom kont. Pozwolił na większą kontrolę tego, kto może komentować wrzucane przez nich zdjęcia. Grupę komentujących będzie można podzielić na tych, którzy nas obserwują, lub tych, których obserwujemy my. Sekcję komentarzy będzie można też całkowicie wyłączyć. Będzie można tworzyć czarne listy komentujących, którzy nie będą mogli komentować – wskazuje Maciej Przybylski.

Blisko 60 proc. firm ma problem z dostępnością usług informatycznych. Jednocześnie dyrektorzy IT nie znają rzeczywistych kosztów przestojów w firmie

Blisko 60 proc. firm ma problem z dostępnością usług informatycznych. Jednocześnie dyrektorzy IT nie znają rzeczywistych kosztów przestojów w firmie 9

59 proc. przedsiębiorstw zmaga się z deficytem dostępności, czyli z różnicą pomiędzy potrzebami użytkowników a możliwościami ich zaspokojenia przez dział IT – wynika z raportu przygotowanego na zlecenie firmy Veeam Software. Ponad 70 proc. firm przyznaje, że nieplanowane przestoje opóźniają wdrażanie rozwiązań informatycznych. Jednocześnie dyrektorzy IT nie znają rzeczywistych, wymiernych kosztów przestojów w swoich firmach.

Ankieta przeprowadzona wśród pięćdziesięciu menadżerów działów IT dużych i średnich przedsiębiorstw wykazała, że jedynie 56 proc. z nich jest pewnych, że aktualnie stosowane przez nich rozwiązania potrafią przywrócić do działania infrastrukturę informatyczną w czasie przewidzianym przez umowę o gwarantowanym świadczeniu usług. Okazuje się bowiem, że w 43 proc. przypadków próby odzyskania danych trwają zbyt długo, a w 41 proc. nie udaje się odzyskać wszystkich informacji. Przeciętny czas przestojów w firmach IT wynosi 29 minut, tymczasem menadżerowie IT są w stanie zaakceptować znacznie krótszy przestój.

– Dyrektorzy podają dwa parametry, w jednym odnoszą się do aplikacji krytycznych dla biznesu firmy, w drugim do aplikacji mniej krytycznych, które nie są tak bardzo ważne dla ciągłości działania firmy. Tolerowany czas przestoju aplikacji najważniejszych dla firmy to zaledwie 12 minut, dla niekrytycznych prawie 5 godzin, to ogromna różnica – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Andrzej Niedziałek, dyrektor regionalny Veeam Software, dostawcy rozwiązań zapewniających stałą dostępność usług IT na potrzeby przedsiębiorstw działających non stop.

Poważnym problemem mogą być koszty przestojów. Zależą one od rodzaju przedsiębiorstwa, jego wielkości, rodzaju świadczonych usług czy rynku, na którym działa. Jednak koszty takie mogą być bardzo duże. Ponemon Institute w swoim ubiegłorocznym raporcie informuje, że średni koszt przestoju w centrum bazodanowym wzrósł z 505 tys. dol. w roku 2010 do 740 tys. dol. w 2016 r. Oznacza to wzrost o 38 proc.

Jeszcze szybciej rosną koszty maksymalne, które zwiększyły się w latach 2010–2016 o 81 proc., a wśród badanych przedsiębiorstw rekordowy maksymalny koszt przestoju wyniósł ponad 2,4 mln dol. Najszybciej rosnącą przyczyną przestojów w centrach bazodanowych są ataki cyberprzestępców. W 2010 roku były one przyczyną 2 proc. przestojów, a w roku 2016 już 22 proc.

– Z naszego badania wynika, że dyrektorzy informatyki nie dysponują danymi o kosztach i konsekwencjach finansowych przestojów systemów informatycznych, obecnie rzadko który ma nawet umowy SLA (Service Level Agreement, umowa o jakości usług IT – przyp. red.) ze swoimi klientami biznesowymi poparte takimi wyliczeniami, co oznacza, że ewentualna niedostępność mierzona jest w godzinach, dniach lub w liczbie danych utraconych, nie jest jednak wyceniania w postaci konkretnych wartości finansowych – mówi Andrzej Niedziałek.

Według raportu Gartnera „Critical Capabilities for Application Performance Monitoring” dla małych firm (o rocznych obrotach poniżej 50 mln dol.) średni koszt godzinnego przestoju wynosi 8,5 tys. dol. Dla przedsiębiorstw średniej wielkości (obroty rzędu od 50 mln do 1 mld dol.) koszt ten rośnie już do 215,5 tys. dol., a dla przedsiębiorstw największych wynosi 686 tys. dol. Zaledwie 5 proc. tych kosztów to – jak dowiadujemy się z badań prowadzonych przez IHS – koszty naprawy infrastruktury. Kolejne 17 proc. to koszty związane z utratą możliwości biznesowych w czasie przestoju. Największą część, bo 78 proc. kosztów, stanowi zmniejszona produktywność osób zatrudnionych.

Polscy przedsiębiorcy sceptycznie podchodzą do pomysłów cyfrowej transformacji. Z raportu Veeam Software wynika, że więcej przedsiębiorstw chce konsolidować już posiadaną infrastrukturę – chęć taką wyraża 34 proc. ankietowanych – niż polegać na chmurze prywatnej (27 proc.). Osoby odpowiedzialne za działy IT uważają, że zamiast inwestować w chmurę, należy się skupić na bardziej tradycyjnych działaniach, takich jak zwiększenie wirtualizacji serwerów (43 proc.), aktualizacja systemów operacyjnych (39 proc.) oraz rozbudowa pamięci masowych (36 proc.). Jedynie 20 proc. respondentów uważa, że chmura zapewnia wyższy poziom usług w porównaniu z firmowym działem IT, a 57 proc. uważa, że nie potrzebują chmury, gdyż jakość obu usług jest porównywalna.

– Dyrektorzy deklarują wolę, chęć i potrzebę transformacji cyfrowej, zauważają rynek, który się zmienia, trendy, które wymuszają taką właśnie transformację cyfrową, ale z drugiej strony cyfrowa transformacja oznacza, że dyrektor IT przestaje być funkcją operacyjną, a staje się funkcją usługową, która w krytyczny sposób wspiera biznes firmy. To oznacza, że musi być gotowy nie tylko dostarczać infrastrukturę i usługi, lecz także ponosi odpowiedzialność za dostępność tych systemów i musi gwarantować swoją osobą i swoim biznesem ciągłość biznesu firmy. To już się dzieje na Zachodzie, my będziemy gotowi na to za kilka lat – stwierdza ekspert.

Obecnie w chmurze działa tylko 11 proc. aplikacji używanych przez badane przedsiębiorstwa. Zauważalne jest jednak coraz większe zainteresowanie usługami chmurowymi. Z badań wynika, że w ciągu najbliższych dwóch lat odsetek ten może wzrosnąć do 23 proc.

 

Multiscreening 2017 – zachowania multiscreeningowe

Zjawisko multiscreeningu, czyli jednoczesnego korzystania z co najmniej dwóch ekranów jest coraz bardziej powszechną aktywnością wśród polskich internautów. Jednak na czym polega ta multiekranowość? Kim są jej użytkownicy? Jakich urządzeń dotyczy? Na czym polegają aktywności internautów w ramach multiscreeningu? Na te pytania odpowiadamy w ramach syndykatowego projektu „Multiscreening 2017”.

76% polskich internautów deklaruje, iż zdarza im się jednocześnie korzystać z minimum dwóch ekranów. Wciąż znaczna część aktywności bazuje na telewizorze i jednoczesnym korzystaniu z mniejszego urządzenia przenośnego. Wśród par ekranów najpopularniejszymi są: telewizor i smartfon (44% internautów wskazuje, iż korzysta z obu urządzeń jednocześnie) oraz telewizor i komputer stacjonarny lub laptop (41% wskazań).

Mamy podzielną uwagę

Dominującym rodzajem czynności wykonywanej podczas korzystania z kilku ekranów jest oglądanie telewizji – aktywność tą wskazuje 77% multiscreenerów. Jednoczesne komunikowanie się ze znajomymi deklaruje 41% internautów, natomiast 40% korzysta w trakcie multiscreeningu z serwisów społecznościowych. Trzecią najpopularniejszą czynnością wykonywaną na drugim ekranie jest granie w gry (25%) – aktywność, która tylko z pozoru wydaje się być niemożliwa do pogodzenia z drugim ekranem. Granie w gry pojawia się głównie jako dodatkowa czynność podejmowana na małym urządzeniu podczas oglądania telewizji lub materiałów wideo.

IRCenter-multiscreening-4-infografika

Wyniki pochodzą z projektu Multiscreening 2017, zrealizowanego na reprezentatywnej próbie n=1003 internautów we wrześniu 2017. W pełnej wersji raportu szczegółowo przyglądamy się zjawisku multiscreeningu – pokazujemy rodzaje treści video, podczas których internauci najczęściej sięgają po drugi ekran, przedstawiamy zależności pomiędzy aktywnościami na pierwszym i drugim ekranie, analizujemy miejsce marek w tym zjawisku.

Źródło: IRCenter.com

Jak polscy pracodawcy mogą zatrzymać pracowników z Ukrainy?

Sytuacja na polskim rynku pracy zmienia się bardzo dynamiczne. Widać braki po stronie pracowników. Pierwszy raz od dłuższego czasu pracodawcy przyznają, że brakuje im chętnych do pracy w ich firmach.Zmieniła się także sytuacja dotycząca migrantów z Ukrainy. Koszty pracy w Polsce stają się wyższe, nie tylko z uwagi na obciążenia ze strony państwa, ale również wymagania samych szukających zatrudnienia.

 Prawdopodobnie wpłynie to na zmianę cen w Polsce, ale może także znaleźć odzwierciedlenie w zwiększeniu nakładów na wydajność pracy  powiedziała serwisowi eNewsroom Agnieszka Durlik, ekspert Krajowej Izby Gospodarczej – Byłby to dobry kierunek. W ten sposób zaczęlibyśmy myśleć o rozwoju automatyzacji po stronie przedsiębiorstw bądź dostarczaniu usług wymagających większej wiedzy, ale nie tak licznego zatrudnienia, jak ma to miejsce obecnie. Zmieniona powinna zostać także polityka firm co do benefitów pracowniczych. Teraz pracownicy z Ukrainy mają większe możliwości, jeśli chodzi o podjęcie zatrudnienia w innych krajach Unii Europejskiej. Polscy pracodawcy muszą postarać się, aby zatrzymać ich w naszym kraju. Nie chodzi tylko o wyższe płace, ale i stabilność zatrudnienia. Kolejnym wyzwaniem dla firm jest odejście od umów cywilnoprawnych na rzecz umów o pracę i rozwiązań trwałych. Zmiana sytuacji na rynku pracy to także zadanie dla administracji państwa, polegające na ułatwianiu migrantom, głównie Ukraińcom, przyjazdu do Polski. To również zachęcanie ich do pozostania dłużej w naszym kraju, jak też umożliwienie pracodawcom długoterminowego ich zatrudnienia. Coraz krótsze okresy pracy wśród pracowników z zagranicy powodują coraz większe wymagania w kwestii płac. Jeżeli stabilność zatrudnienia jest niewystarczająca, muszą zrekompensować ją sobie wyższym wynagrodzeniem – dodała Durlik.

Rośnie znaczenie faktoringu w sektorze MŚP

Już co ósma mikro, mała lub średnia firma (13,4%) korzysta z faktoringu w celu pozyskania środków finansowych – wynika z „Barometru EFL”[1] za III kwartał 2017 roku. Zestawiając te dane z poprzednimi tegorocznymi pomiarami, widać, że rośnie grupa przedsiębiorstw korzystających z usług firm faktoringowych. W II kwartale sięgała po nie co dziesiąta firma (9,9%), a w I kwartale – co czternasta (7,3%).Barometr EFL 2017 q3

– Cykliczne badania „Barometru EFL” wskazują na rosnącą rolę faktoringu jako instrumentu finansowania zewnętrznego i ma to swoje odzwierciedlenie w wynikach firm faktoringowych działających w Polsce. Otóż obroty firm zrzeszonych w Polskim Związku Faktorów w latach 2012 – 2017 wzrosły ponad dwukrotnie. Podczas gdy w ciągu II kwartałów 2012 roku instytucje faktoringowe sfinansowały faktury na łączną kwotę ponad 38 mld zł, tak w pierwszym półroczu tego roku kwota ta wyniosła ponad 83 mld zł – mówi Stanisław Atanasow, prezes zarządu Eurofactor Polska S.A.

Im większa firma, tym częściej stawia na faktoring

Z „Barometru EFL” wynika, że w III kwartale 2017 roku z usług firm faktoringowych korzystało 13,4% przedsiębiorców. To więcej niż w II kwartale br. – 9,9% oraz w I kwartale br. – wówczas taką deklarację złożyło 7,3%. Podobnie jak w poprzednich kwartałach, w III kwartale widać wyraźną tendencję w korzystaniu z faktoringu spoglądając na wielkość podmiotów. Im firma zatrudnia więcej pracowników, tym częściej korzysta z tego instrumentu finansowego. Podczas gdy wśród mikro firm 9,3% zarządzających bazuje na faktoringu, wśród małych – 15,1%, to wśród średnich podmiotów ten odsetek jest najwyższy i wynosi 16,1%.

Firmy budowlane i transportowe z faktoringiem za pan brat

Na tle sześciu badanych branż, wyróżniają się dwie, których przedstawiciele najczęściej do finansowania swoich inwestycji wykorzystują faktoring. Są to branża transportowa (26%) oraz budowlana (21,5%). Wyraźnie mniejsze znaczenie faktoringu widać w segmencie bankowym (7,2%) oraz w firmach handlowych (8,5%).

Duży popyt na faktoring w Polsce

Eurofactor Polska S.A. od stycznia do czerwca br. sfinansował wierzytelności na kwotę 941 mln zł, a liczba obsłużonych faktur w omawianym okresie zwiększyła się o ponad połowę r/r. Zrzeszone w Polskim Związku Faktorów (PZL) firmy, w ciągu dwóch kwartałów 2017 roku sfinansowały blisko 4 mln faktur na łączną kwotę 83,6 mld zł. Z usług faktoringowych w tym okresie skorzystało ponad 8 tys. klientów.

Początek tygodnia stoi pod znakiem polityki

  • Początek tego tygodnia stoi pod znakiem polityki, tj. ostrych wypowiedzi D. Trumpa wobec Korei Północnej, wybuchu napięcia dyplomatycznego na linii Turcja-USA (gwałtowne osłabienie TRY, kurs TRYPLN po raz pierwszy w historii spadł poniżej parytetu), informacji o zbliżającej się przebudowie brytyjskiego gabinetu oraz kontynuacji niepewności ws. Katalonii.
  • W trakcie tygodnia za granicą kluczowe będą dane ze strefy euro (dziś), seria wypowiedzi przedstawicieli EBC i Fed, minutes FOMC (środa) oraz dane inflacyjne z USA (piątek).
  • Dane o produkcji przemysłowej w Niemczech za sierpień pokażą mocny wzrost w ślad za wysokim wzrostem zamówień w przemyśle. Na utrzymywanie się dobrej kondycji gospodarki całej strefy euro na początku 4q17 wskaże pierwszy z indeksów koniunktury za październik (Sentix).
  • Minutes z posiedzenia FOMC potwierdzą jastrzębie nastroje w Fed. Piątkowa porcja danych (choć wciąż zaburzona efektami huraganów) najprawdopodobniej jeszcze wesprze jastrzębią frakcję, wskazując na wyraźny wzrost inflacji CPI (konsensus: 2,3% r/r vs 1,9% r/r w sierpniu).
  • W kraju istotne będą dane inflacyjne za wrzesień (CPI w czwartek i miary bazowe w piątek). Pokażą one, czy obok cen żywności za zaskakująco mocny wzrost inflacji CPI we wrześniu odpowiadały też komponenty bazowe.

Paradoksy amerykańskiego rynku pracy

Wbrew temu, co sugerowały mocniejsze od konsensusów odczyty ADP, ISM i wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, zatrudnienie w amerykańskim sektorze pozarolniczym spadło we wrześniu o 33 tys. (pierwszy ujemny odczyt od sierpnia 2010 r.). Na wydźwięk odczytu wpłynie rewizja danych za wcześniejsze dwa miesiące łącznie o 38 tys. w dół. Dynamika zatrudnienia spadła do 1,2% r/r (z 1,4% r/r miesiąc wcześniej), plasując się na najniższym poziomie od 2011 r. Należy jednak pamiętać, że na wrześniowym odczycie zaważył szalejący w okresie zbierania danych huragan Irma, a więc spowolnienie NFP jest tylko przejściowe (prawie 1,5 mln osób nie pracowało przez złą pogodę, najwięcej od stycznia 1996 r.)

pobrane (2)

Na spadku NFP zaważyło obniżenie zatrudnienia (-111 tys.) w hotelarstwie i rozrywce (w tym 105 tys. w restauracjach; huragan Irma uderzył w wybrzeże Florydy). Pomimo przejścia huraganu Harvey, wzrosło zatrudnienie w górnictwie i wydobyciu.

Stopa bezrobocia spadła do 4,2% z 4,4% (najniżej od stycznia 2001 r.) przy wzroście stopy partycypacji do najwyższego poziomu od marca 2014 r. (63,1% vs 62,9% w sierpniu), co wynikało z przyrostu liczby zatrudnionych o 906 tys. (w tej statystyce zatrudniony, w przeciwieństwie do danych NFP, nie musi pobierać wynagrodzenia – stąd różnica w obu odczytach). Stopa bezrobocia U6 (sa) spadła z 8,6% do 8,3% (najniżej od czerwca 2007 r.). Wzrósł odsetek długoterminowo bezrobotnych.

Tempo wzrostu płac wzrosło wyraźnie, do 2,9% r/r z 2,7% r/r w sierpniu (po rewizji z 2,5% r/r). Wzrost płac wynika jednak w głównej mierze z czynników przejściowych. W hotelarstwie i rozrywce, dotkniętych przez huragany, płaca jest najniższa ze wszystkich głównych branż gospodarki (15,55 USD/h vs 26,55 USD/h w całej gospodarce). Po ich wyeliminowaniu dynamika wynagrodzeń spowolniłaby do 2,4% r/r, co sugeruje, że nie odzwierciedla ona rosnących w USA napięć na rynku pracy.

Projekcje członków FOMC, ich ostatnie wypowiedzi (w szczególności J. Yellen) oznaczają, że Komitet uzna wrześniowe dane o spadku zatrudnienia za przejściową anomalię, co oznacza, że nie zabraknie głosów za podwyżką stóp w grudniu. Tym bardziej, że pozostałe wskaźniki z rynku pracy za wrzesień zaskoczyły pozytywnie. Większość z opublikowanych do tej pory danych z gospodarki realnej (za sierpień/wrzesień) wskazuje na to, że gospodarka USA jest w trendzie wzrostowym, co wspiera nasze oczekiwania na bardziej restrykcyjną niż zakłada rynek politykę pieniężną Fed w 2018 r.

Zamówienia w niemieckim przemyśle wzrosły w sierpniu aż o 3,6% m/m (konsensus: 0,7% r/r). Pozytywną wymowę danych wzmocniła rewizja w górę odczytu za lipiec. Wzrost zamówień napędzał przede wszystkim popyt państw spoza strefy euro, przy nieco niższym wzroście zamówień wewnętrznych. Dane wspierają optymistyczne prognozy wzrostu PKB w Niemczech w 3q17.

Minutes z posiedzenia CNB we wrześniu potwierdzają, że podwyżka stóp w sierpniu stanowiła początek cyklu. W ocenie CNB poziom równowagi dla 3-miesięcznej stawki PRIBOR to 2,5-3,0% (obecnie 0,5%), co sugerowałoby, że cały cykl wynieść może około 200pb. Wskazując na dużą niepewność co do kształtowania się kursu CZK, CNB rozważał m.in. powrót do publikowania założeń kursowych.

Źródło: PKO Bank Polski

Rośnie wartość rynku e-learningu na świecie

W 2023 roku wartość globalnego rynku e-learningu przekroczy 240 mld dol. przy rocznej dynamice wynoszącej ok. 5% – wynika z raportu Docebo „E-learning trends and forecast 2017-2021”[1]. Głównymi czynnikami wzrostu będą niższe koszty kształcenia w porównaniu do metod tradycyjnych i rosnąca elastyczność nauki zdalnej. Znaczenie ma również potrzeba ciągłego podnoszenia kwalifikacji wyrażana przez 73% pracowników. Zainteresowanie e-learningiem widać również w polskich firmach. Tylko w I półroczu br. Onex Group, właściciel platformy e-learningowej CentrumXP Premium, przeprowadził o 146% szkoleń online więcej niż w I połowie 2016.

Rynek e-learningu w 2015 roku był wart 165 mld dol., ale przy 5% dynamice wzrostu, już w 2023 jego wartość będzie oscylowała wokół 240 mld dol. Najszybciej e-learning będzie rósł w dużych firmach i korporacjach, ok. 11% rocznie – szacują analitycy Docebo, firmy, która oferuje platformę do kompleksowej nauki zdalnej. Istotnym powodem tak prężnego wzrostu jest chęć ciągłego rozwoju zawodowego wśród pracowników. Już 73% pracujących chce się uczyć przez całe życie, a 63% ukończyło co najmniej jeden kurs podnoszący kwalifikacje w ciągu ostatniego roku.

Przyczyną e-learningowego boomu są również zmieniające się potrzeby biznesowe i szybki rozwój nowoczesnych technologii, co zachęca przedsiębiorców do adaptowania metod nauki zdalnej. Widać to wyraźnie w Polsce, gdzie e-learning nadal raczkuje, ale pracodawcy stają się bardziej świadomi jego zalet, stąd wzrosty są dużo większe niż na rynku europejskim. – E-learning jest tańszy i bardziej wydajny od metod tradycyjnych. Za ułamek kosztów, które trzeba ponieść na szkolenie stacjonarne, można dotrzeć do większej grupy zainteresowanych i to bez konieczności opuszczania przez nich biura. Osoba zatrudniona ma ciągły dostęp do wiedzy i to nie tylko teoretycznej. Platformy e-learningowe to zarówno wykłady, jak i praktyczne testy i ćwiczenia. Pracodawca natomiast może na bieżąco monitorować zaangażowanie swojego pracownika w odbywane szkolenie i mierzyć jego efektywność, dzięki testom rozwiązywanym na koniec – podkreśla Jakub Hryciuk, dyrektor zarządzający Onex Group.

Gdzie sprawdzi się e-learning?

E-learning jest w zasięgu budżetów firm różnej wielkości, nie tylko gigantów, lecz także przedstawicieli MŚP. To pracodawca wybiera ilu pracowników odbędzie szkolenie, w którym momencie, z jakiej dziedziny i konkretnie z jakich zagadnień. Program kursu można też indywidualnie dopasować do zakresu obowiązków danego pracownika.

Obecnie odchodzi się od klasycznej formy nauki, gdzie każdy uczy się tego samego, na rzecz modelu adaptacyjnego. W nim otrzymuje się materiały skrojone na miarę, bazujące na tym, co już wiemy, a czego powinniśmy się dowiedzieć, żeby ułatwić sobie pracę. Przykładowo, my często szkolimy osoby, które na co dzień używają Excela, pokazując im z jakich funkcji mogłyby skorzystać, żeby było im łatwiej. Bez takiego przeszkolenia pracownicy często nie mają świadomości jak bardzo mogliby ułatwić sobie pracę. Często bywa tak, że w firmach za aktualizacją pakietów Office nie idą szkolenia, co powoduje, że pracownicy nie znają nowych możliwości – mówi Jakub Hryciuk.

Szkolenie sytuacją win-win

Z raportu Docebo wynika, że aż w 40% przypadków, tematy szkoleń oferowanych pracownikom, dotyczą umiejętności niezbędnych do pracy na danym stanowisku. To klasyczny przykład sytuacji typu win-win – pracownik otrzymuje bonus w postaci szkolenia, a pracodawca osobę o wyższych kompetencjach.

[1] https://eclass.teicrete.gr/modules/document/file.php/TP271/Additional%20material/docebo-elearning-trends-report-2017.pdf

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

Przyszły tydzień przynosi uspokojenie po stronie publikacji makro z dominacją odczytów inflacji CPI. Najważniejsze będą dane z USA, które mogą stanowić ważny argument za lub przeciw podwyżce stóp procentowych Fed w grudniu. Europa dalej będzie bacznie obserwować rozwój sytuacji w Katalonii i choć na razie nie widać silnej reakcji rynków, może się to szybko zmienić, jeśli sprawy przyjmą zły obrót.

Przyszły tydzień: CPI z USA/Szwecji/Norwegii/Polski, sprzedaż detaliczna z USA, minutki FOMC, produkcja przemysłowa z Wlk. Brytanii

W USA pierwsze dni po raporcie z rynku pracy tradycyjnie nie przynoszą ważnych danych i dopiero w piątek dostaniemy wrześniowy odczyt CPI i sprzedaży detalicznej. Inflacja ma przyspieszyć do 2,3 proc. r/r z 1,9 proc. w sierpniu, a w danych będzie widoczny wpływ huraganów, w tym głównie silnego wzrostu cen paliw. Inflacja bazowa ma być mniej zmienna i podnieść się o 0,1 pkt proc. do 1,8 proc. Czytanie danych między wierszami będzie kluczowe, by ocenić faktyczną siłę presji inflacyjnej i zasadność dążenia Fed do grudniowej podwyżki. Sprzedaż detaliczna także będzie zaburzona. We wrześniu notowany był znaczny wzrost popytu na używane samochody, by zastąpić pojazdy zniszczone przez huragany. Wyższe ceny benzyny przełożą się także na wzrost wolumenu sprzedaży. Całkowita sprzedaż ma wzrosnąć o 1,6 proc. m/m, ale sprzedaż bazowa (z wyłączeniem aut, paliw i materiałów budowlanych) ma wzrosnąć o 0,4 proc. W raporcie Uniwersytetu Michigan ciekawe będzie, czy sentyment konsumentów ucierpiał przez kataklizmy oraz czy pojawią się oznaki wzrostu oczekiwań inflacyjnych.

Rynek USD zdaje się szukać argumentów, by podtrzymać ostatnią siłę waluty, co sugeruje większą wrażliwość kursu na pozytywne zaskoczenia. Jednoczesne z powodu tego, że na dane będzie trzeba czekać cały tydzień, konsolidacja może stać się motywem przewodnim handlu ze zwiększoną uwagą na informacje dotyczące reformy podatkowej oraz przyszłego prezesa Fed. Minutki z wrześniowego posiedzenia FOMC (śr) nie powinny być zaskakujące i prędzej potwierdzą jastrzębi wydźwięk komunikatu i konferencji Yellen.

W Europie uwaga może pozostać na Katalonii, choć dotychczas wpływ na EUR był znikomy. Ostatnie doniesienia wskazują, że rząd regionalny nie dąży do prędkiego ogłoszenia niepodległości, więc może nas czekać okres dłuższych rozmów z Madrytem na rzecz większej autonomii dla Katalonii, ale w każdej chwili sprawy mogą przybrać zły obrót. Dla EUR sytuacja w Hiszpanii generuje nieprzyjemny ferment, który wprawdzie nie daje bezpośredniego impulsu do wyprzedaży, ale przy wyciszeniu tematu normalizacji polityki ECB, w obecnych warunkach trudniej jest budować argumentację za powrotem wzrostów. Indeks Sentix (pon) i produkcja przemysłowa (czw) powinny przejść bez echa. Wystąpienie prezesa Draghiego (czw) będzie dotyczyć polityki monetarnej, choć szanse na wskazówki odnośnie programu skupu aktywów są minimalne.

W Wielkiej Brytanii produkcja przemysłowa (wt) będzie głównym odczytem w akompaniamencie handlu zagranicznego. Produkcja przemysłowa pozostaje słaba (0,4 proc. r/r w lipcu) i odczyty indeksów PMI dla przemysłu sugerują, że nie widać oznak poprawy. Dane za lipiec zaskoczyły pozytywnie (szczególnie w produkcji wytwórczej), więc teraz istnieje ryzyko odreagowania. Z perspektywy GBP, ryzyko polityczne wyszło ostatnio na powierzchnię ze spekulacjami wokół rezygnacji premier May, co podsycało odwracanie długich pozycji w funcie. Zjazd funta w mijającym tygodniu był silny, jeśli nie za silny, więc jesteśmy wyczuleni na możliwe odbicie.

Dane o inflacji CPI będą w centrum uwagi w Norwegii (wt) i Szwecji (czw). W pierwszym przypadku inflacja ma odbić do 1,8 proc. r/r z 1,3 proc. przy odwróceniu sierpniowych spadków cen żywności. Odczyt byłby zgodny z prognozami Norges Banku, jednak ostatnio dane o cenach są wyjątkowo zmienne, więc rozczarowanie uderzy w NOK. W Szwecji wzrost cen energii powinien podbijać CPI do 2,3 proc. r/r. Inflacja bazowa CPIF ma wpaść na 2,5 proc., tj. o 0,1 pkt proc. powyżej prognoz Riksbanku. Większa wrażliwość SEK będzie na gorsze dane, biorąc pod uwagę, jak Riksbank unika zmiany nastawienia i przybliżenia terminu pierwszej podwyżki.

Z Polski otrzymamy finalne szacunki inflacji CPI (czw) z rozbiciem na kategorie. Dane powinny wskazać na wyższe ceny żywności i solidny skok cen paliw. Dzień później inflacja bazowa dalej powinna wskazywać słabość wewnętrznej presji cenowej (0,9 proc. r/r), co pozwala RPP utrzymywać pasywne nastawienie. Dla złotego dane powinny być neutralne, a ryzykiem jest podtrzymanie presji na wzrost USD i rentowności obligacji USA, która negatywnie odbija się na kondycji walut rynków wschodzących. Obraz techniczny USD/PLN wskazuje na dalsze wzrosty.

W Australii najbardziej interesująco zapowiada się prezentacja Raportu Stabilności Finansowej RBA (pt). Ryzyka przeważają po negatywnej stronie w postaci obaw o słabość presji płacowej i negatywne implikacje dla inflacji z tytułu siły waluty w okresie letnim. Przeciwwagą mogą być podwyższone perspektywy wzrostu PKB z tytułu nasilenia popytu inwestycyjnego. Gołębi wydźwięk może mieć podkreślenie zacieśniania regulacji na rynku nieruchomości, co by sugerowało, że RBA szuka rozwiązań przeciwdziałania wzrostowi kredytów hipotecznych bez zmiany stóp procentowych. Widzimy coraz więcej argumentów za dalszym osłabieniem AUD. Dla NZD ważniejsze niż dane mogą być rozstrzygnięcia na scenie politycznej, gdyż najbliższy weekend może przynieść informacje o utworzeniu rządu w Nowej Zelandii. Zdjęcie premii za ryzyko polityczne może być impulsem do wzmocnienia kiwi. W kalendarzu z Kanady dane o rozpoczętych budowach domów (wt) będą drugorzędne. Pozytywny wpływ raportu z rynku pracy powinien wspierać CAD na tle innych walut surowcowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Opodatkowanie polskiego dyrektora zarządzającego spółką na Malcie

Malta to wspaniale rozwijające się centrum europejskiego życia biznesowego. Nic dziwnego – obowiązujący tam przyjazny system podatkowy oferuje szereg możliwości redukcji albo wręcz wyeliminowania opodatkowania dochodu, a pozyskanie rezydencji podatkowej tego kraju nie jest trudne. Poza tym jest on także rodzącą się potęgą kryptowalutową z pierwszym funduszem hedgingowym bitcoin i giełdą z aplikacją blockchain na czele.

Malta to także miejsce, gdzie przedsiębiorcy prowadzący działalność w formie spółki kapitałowej mogą zredukować podatek dochodowy do minimum. Potwierdza to kolejna już interpretacja podatkowa Dyrektora Krajowej Informacji Skarbowej z dnia 12 kwietnia 2017 r.

Zarys stanu faktycznego

Wnioskodawca jest osobą fizyczną i polskim rezydentem podatkowym. Podlega opodatkowaniu od całości swoich dochodów w Polsce.

Rozważa on objęcie funkcji dyrektora zarządzającego w radzie zarządzającej spółki z siedzibą na terytorium Republiki Maltańskiej, będącej odpowiednikiem polskiej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością (dalej jako „spółka”).

Powołanie na to stanowisko nastąpi na podstawie uchwały zgromadzenia wspólników, która będzie stanowić źródło obowiązków dyrektora. Jednocześnie uchwała będzie stanowić jedyny i wyłączny tytuł prawny do wypłaty wynagrodzenia za sprawowanie omawianej funkcji w spółce.

W konsekwencji dyrektor będzie uprawniony m.in. do reprezentowana spółki i działania w jej imieniu. Nie tylko okoliczności natury formalnoprawnej, lecz także charakter i sposób wykonywania wymienionych czynności wskazywać będą jednoznacznie, że wnioskodawca nie będzie działał w roli pracownika, doradcy czy też konsultanta.

Wnioskodawca nie będzie pozostawał ze spółką w stosunku pracy, w relacji wynikającej z umowy zlecenia lub umowy o dzieło ani żadnej innej umowy, na postawie której mógłby on wypełniać swe obowiązki i otrzymywać w związku z tym wynagrodzenie, które będzie wypłacane z rachunku firmowego spółki.

Spółka zostanie zarejestrowana w maltańskim rejestrze spółek zgodnie z obowiązującym prawem oraz będzie prowadzić działalność na terytorium Republiki Malty. Tam swoją siedzibę będzie miał również zarząd spółki. W tym miejscu zapadać będą główne decyzje w sprawach istotnych z punku widzenia prowadzenia działalności spółki. Spółka posiadać będzie status maltańskiego rezydenta podatkowego i będzie podlegać opodatkowaniu na Malcie od całości swoich dochodów, bez względu na miejsce ich osiągania, z uwzględnieniem przepisów umów o unikaniu podwójnego opodatkowania, których Malta jest stroną, w tym umowy z Polską.

Zdaniem wnioskodawcy

Czy uzyskiwany przez wnioskodawcę dochód z tytułu pełnienia funkcji dyrektora w spółce na Malcie będzie zwolniony z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych w Polsce, zgodnie z zapisami umowy między Rzeczpospolitą Polską a rządem Malty w sprawie unikania podwójnego opodatkowania i zapobiegania uchylaniu się od opodatkowania w zakresie podatków od dochodu, niezależnie od sposobu uregulowania opodatkowania przedmiotowego wynagrodzenia na Malcie?

Zdaniem wnioskodawcy, uzyskiwany przez wnioskodawcę dochód z tytułu pełnienia funkcji dyrektora w spółce na Malcie będzie podlegał w Polsce zwolnieniu z opodatkowania podatkiem dochodowym od osób fizycznych. Zwolnienie od opodatkowania będzie miało zastosowanie niezależnie od sposobu opodatkowania tych dochodów zgodnie z prawem Republiki Malty.

Zdaniem fiskusa

Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej stwierdza, że stanowisko wnioskodawcy przedstawione we wniosku o wydanie interpretacji przepisów prawa podatkowego dotyczącej podatku dochodowego od osób fizycznych w zakresie opodatkowania dochodów z tytułu pełnienia funkcji dyrektora w spółce maltańskiej jest prawidłowe.

Wnioski

Powyższe oznacza, iż rezydenci polscy mogą w dalszym ciągu korzystać z możliwości optymalizacyjnych, jakie daje ustawodawstwo Malty i Polski w zakresie opodatkowania dochodów dyrektora zarządzającego spółki maltańskiej.

Jak mądrze to zrobić? Wskazanie optymalnego rozwiązania prawnego w konkretnej sprawie warto pozostawić profesjonalnym podmiotom. Tylko wtedy mamy gwarancję, że czas przedsiębiorcy zostanie właściwie spożytkowany, a jego pieniądze – jak najlepiej zainwestowane.

Pomoc ekspertów okaże się również niezbędna, gdy zaistnieje potrzeba wystąpienia z prawidłowo skonstruowanym wnioskiem o wydanie interpretacji przepisów podatkowych. Warto go złożyć, gdyż treść raz wydanej interpretacji podatkowej – pomimo jej uchylenia czy zmiany – chroni podatnika, który się do niej zastosował, przed negatywnymi konsekwencjami podatkowymi czy postępowaniem karnym skarbowym.

Autor: prawnik Paweł Chmielowiec, mec. Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec

Trudniej być podwykonawcą czy inwestorem? Kwestie prawne

Od 1 czerwca 2017 r. obowiązują nowe regulacje dotyczące solidarnej odpowiedzialności inwestora z generalnym wykonawcą za zapłatę wynagrodzenia podwykonawcy, któremu powierzono wykonanie części robót w ramach przedsięwzięcia budowlanego. Przepisy te wprowadzono po tym, jak szereg podwykonawców było pokrzywdzonych, bo nie otrzymali wynagrodzenia za wykonane prace. Szczególnie głośno było o tym w trakcie „boomu” budowlanego przed Euro 2012. Inwestorzy zapłacili generalnym wykonawcom, którzy nie zapłacili z kolei podwykonawcom od tzw. brudnej roboty i zbankrutowali, umywając ręce. Po kilku latach odpowiednie przepisy kodeksu cywilnego zostały znowelizowane, bo trzeba było chronić również interesy… inwestorów. Polskim zwyczajem, porządkując uprzednio stworzony przez nieprecyzyjne przepisy bałagan, skomplikowano sprawę jeszcze bardziej.

Zgłoszenie zakresu robót podstawą odpowiedzialności

Solidarna odpowiedzialność inwestora i podmiotu zatrudniającego podwykonawcę polega na tym, że w razie problemów z uzyskaniem przez podwykonawcę wynagrodzenia od generalnego wykonawcy może on zwrócić się również do inwestora po jego wypłatę, a także pozwać o zapłatę wszystkich dłużników razem, niektórych z nich lub któregokolwiek z osobna. Solidarność inwestora i generalnego wykonawcy nie jest jednak automatyczna. Jej powstanie jest uzależnione od czynności, które albo podmiot zatrudniający podwykonawcę, albo sam podwykonawca musi wykonać, aby zabezpieczyć swój interes.

Niestety, w gąszczu regulacji łatwo się zgubić. O ile ważność umowy o roboty budowlane od czerwca 2017 r. nie jest uzależniona od jej pisemnej formy, o tyle już, aby powstała solidarna odpowiedzialność inwestora i zleceniodawcy firmy podwykonawczej, konieczne jest zgłoszenie podwykonawcy w formie pisemnej pod rygorem nieważności. W praktyce, aby dochować formalności, wystarczy zawrzeć umowę np. przez e-mail, ale zgłosić podwykonawców należy koniecznie tradycyjną drogą pisemną. Analogicznie, jeśli generalny wykonawca nie zgłosi inwestorowi faktu, że część robót będzie wykonywał podmiot trzeci, i podwykonawca sam będzie chciał zadbać o swój interes, wyręczając generalnego wykonawcę, to forma takiego zgłoszenia ma istotne znaczenie.

Kolejnym elementem, o którym należy pamiętać, jest określenie szczegółowego zakresu robót, które będzie wykonywał konkretny podwykonawca. Cel takiej regulacji jest dość przejrzysty – inwestor ma wiedzieć, za co bierze odpowiedzialność. Kodeks nie definiuje jednak wprost „szczegółowości” określenia zakresu prac. Wynika to z tego, że często nie da się ustalić precyzyjnego zakresu robót w dniu podpisywania umowy. Na budowie często „coś się okazuje”, a różne branże mają odmienne sposoby wyceniania swoich prac – inaczej rozliczy się dostawca zbrojeń, a inaczej tynkarz. Na podstawie zgłoszenia musi być jednak wiadomo, jaki zakres prac zakładają wykonawca i podwykonawca na etapie przystąpienia do prac. Aby zgłoszenie wywołało skutki, musi być dokonane przed przystąpieniem podwykonawcy do pracy.

Piłeczka po stronie inwestora

Kiedy już generalny wykonawca ze swoim podwykonawcą, razem lub osobno, przebrną przez procedurę zgłaszania swoich planów inwestorowi, okazuje się, że mają przed sobą przynajmniej miesiąc niepewności. W tym terminie – a precyzyjnie mówiąc, w terminie 30 dni od dnia wpłynięcia zgłoszenia – inwestor może się nie zgodzić na udział konkretnego podwykonawcy w procesie budowlanym.

Co to oznacza w praktyce? To, że podwykonawca, który przed rozpoczęciem prac zgłosi się do inwestora (lub zrobi to za niego jego zleceniodawca), dzień później wejdzie na plac budowy i sam poniesie ryzyko obniżenia swojego bezpieczeństwa. Przy ocenie jego sytuacji trzeba też wziąć pod uwagę dynamikę rynku budowlanego i kilka jego osobliwości. W tej branży spraw zazwyczaj nie załatwia się z dwumiesięcznym wyprzedzeniem, a formalna strona przedsięwzięć często kuleje. Z kolei z punktu widzenia generalnego wykonawcy rentowność projektu zależy w największej mierze od trzech czynników: jakie wynagrodzenie wynegocjuje z inwestorem, jak szybko wywiąże się z zadania, aby móc zająć się kolejnymi projektami, i jakie poniesie koszty – czytaj: ile zapłaci podwykonawcom. Sytuacja tych ostatnich jest nie do pozazdroszczenia.

Konkurencja na rynku budowlanym jest duża, więc podwykonawcy staną przed iście hamletowskim dylematem. Ten, który będzie czekał dwa miesiące, zanim wejdzie na plac budowy, aby zapewnić sobie maksimum bezpieczeństwa i pewność, że w razie gdyby generalny wykonawca zwlekał z rozliczeniem, może zwrócić się do inwestora, nie będzie najatrakcyjniejszym podmiotem, któremu zleca się szybkie i intratne prace. Z drugiej strony podwykonawca, który nie wyczeka odpowiedniego okresu, świadomie narazi się na obniżenie swoich możliwości dochodzenia zapłaty. Jednym słowem: impas.

Zgłosić można również w umowie

Generalny wykonawca, który już na etapie zawierania umowy o roboty budowlane ma gotowy plan na podzlecenie części robót innym, znanym z imienia i nazwiska lub nazwy podmiotom, może na etapie zawierania umowy z inwestorem zgłosić ich udział w przedsięwzięciu, podając szczegółowy zakres prac. Ta sytuacja wydaje się najbardziej komfortowa dla podwykonawcy, ponieważ nie ma już miejsca na sprzeciwy – skoro inwestor bez przymusu podpisał umowę, to nie ma możliwości protestowania przeciwko jej postanowieniom. Niestety specyfika branży jest taka, jaka jest, i podwykonawcy, zwłaszcza do mniejszych prac albo takich robót, które wykonuje się pod sam koniec inwestycji (np. prace związane z zielenią czy elementy typowo wykończeniowe), nie wybiera się na początku trwającej często minimum kilkanaście miesięcy budowy.

Granice odpowiedzialności inwestora

Aby chronić nie tylko ciemiężonych podwykonawców, ale również inwestorów, w przepisach wprowadzono limit solidarnej odpowiedzialności wykonawcy i inwestora, stawiając granicę w miejscu, w którym leży umowa pomiędzy inwestorem a generalnym wykonawcą. Otóż odpowiedzialność inwestora limitowana jest wysokością wynagrodzenia należnego wykonawcy za ściśle określony zakres robót powierzony podwykonawcy, który został oznaczony w zgłoszeniu lub umowie. Eliminuje to ryzyko np. zmowy wykonawcy z podwykonawcami w celu „wyciągnięcia” od inwestora większego wynagrodzenia, niż przewidywała to umowa pomiędzy nim a wykonawcą.

Podwykonawco, zadbaj o swój interes; inwestorze, pamiętaj o swoich uprawnieniach

Podsumowując, procedury umożliwiające ochronę zarówno inwestorów, jak i podwykonawców są bardzo zagmatwane. W efekcie daje to przewagę tym pierwszym, bo to podwykonawca musi ważyć swoje interesy i decydować, czy zmniejszyć swoją konkurencyjność, wyznaczając termin wejścia na plac budowy za ponad miesiąc od dnia podpisania umowy, czy wziąć na siebie ryzyko, że inwestor powie „nie” i tym samym zwolni się z odpowiedzialności za zapłatę wynagrodzenia, w razie gdyby generalny wykonawca miał z tym problem.

Z drugiej strony pozycja inwestora w tym mechanizmie jest całkiem dobra i pewna. Musi on tylko pamiętać, że niektórych czynności trzeba dokonać w odpowiedniej formie i w odpowiednim terminie.

Autorzy: mec. Kamil Nagrabski, mec. Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec

Więzienie za „kradzież” wirtualnych przedmiotów

Realna ręka sprawiedliwości sięga również po wirtualne gry komputerowe. Wobec sprawców wirtualnych przestępstw coraz częściej zapadają wyroki skazujące, orzekane w sądach ze stali i kamienia. Nie tylko na świecie – także w Polsce. Gracz, który „ukradł” innemu graczowi magiczny miecz, zbroję lub amulet, musi liczyć się z tym, że zapuka do niego policja. Oszustwa komputerowe, podobnie jak inne, są bowiem ścigane.

Polskie przykłady

Czy jednak można mówić o kradzieży przedmiotu z gry komputerowej, który fizycznie nie istnieje? Poniekąd można. Trudno nazwać to z prawnego punktu widzenia kradzieżą, jednak zachowanie graczy przejmujących nielegalnie różnymi sposobami wirtualne mienie innych graczy jest penalizowane. Także w Polsce. Na naszym rodzimym podwórku nie brak przykładów działań organów ścigania w sprawach, w których stawką były wirtualne przedmioty. Parę lat temu policja zajmowała się sprawą kradzieży przez 17-latka z Łodzi wirtualnego przedmiotu w grze Metin2 na szkodę 21-latka z Olsztyna, który swojemu koledze z Łodzi udostępnił login/hasło do przedmiotowej gry. Podobną sprawą zajmowała się kartuska policja, która badała sprawę „włamania” na konto gracza w grze Metin2 i kradzieży wirtualnych przedmiotów należących do niego. Osobie postronnej może się wydawać, iż temat „kradzieży” wirtualnych przedmiotów jest wydumany i urojony. Biorąc jednak pod uwagę, że przedmioty w wirtualnych światach można kupić za realne pieniądze na aukcjach internetowych, a niektóre z nich osiągają niebotyczne sumy (rzędu kilkudziesięciu lub kilkuset tysięcy dolarów), problem jest jak najbardziej realny.

Kodeks karny a „kradzież” wirtualnych przedmiotów

W polskim kodeksie karnym możemy znaleźć kilka przepisów, które potencjalnie mogą stanowić podstawę prawną kwalifikacji „kradzieży” wirtualnych przedmiotów.

W pierwszej kolejności należy wskazać na art. 287 k.k. normujący tzw. oszustwo komputerowe. Zgodnie z przedmiotową normą prawną „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub wyrządzenia innej osobie szkody, bez upoważnienia, wpływa na automatyczne przetwarzanie, gromadzenie lub przekazywanie danych informatycznych lub zmienia, usuwa albo wprowadza nowy zapis danych informatycznych, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”.

Również „klasyczne” przestępstwo oszustwa z art. 286 k.k. może znaleźć zastosowanie do określonych stanów faktycznych związanych z nielegalnym „przejęciem” in-game items. Zgodnie z tym przepisem „Kto, w celu osiągnięcia korzyści majątkowej, doprowadza inną osobę do niekorzystnego rozporządzenia własnym lub cudzym mieniem za pomocą wprowadzenia jej w błąd albo wyzyskania błędu lub niezdolności do należytego pojmowania przedsiębranego działania, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8”.

Zasadniczo mienie jest pojęciem stosunkowo szerokim i w świetle art. 44 kodeksu cywilnego obejmuje własność i inne prawa majątkowe. Natomiast wszelkie przestępstwa, w których znamionach występuje pojęcie rzeczy, nie będą mogły mieć zastosowania do działań przestępczych, których przedmiotem są wirtualne dobra – z uwagi na fakt, iż zgodnie z kodeksem cywilnym rzeczą może być tylko przedmiot materialny. Kodeks karny zawiera także swoją legalną definicję rzeczy ruchomej: „Rzeczą ruchomą lub przedmiotem jest także polski albo obcy pieniądz lub inny środek płatniczy, środek pieniężny zapisany na rachunku oraz dokument uprawniający do otrzymania sumy pieniężnej albo zawierający obowiązek wypłaty kapitału, odsetek, udziału w zyskach, albo stwierdzenie uczestnictwa w spółce”. Definicja ta nie obejmuje wirtualnych przedmiotów. Zatem do stanów faktycznych związanych z „kradzieżą” wirtualnych przedmiotów, awatarów itp. nie da się zastosować kwalifikacji prawnej m.in. na gruncie art. 278 § 1 k.k. (kradzież), art. 279 § 1 k.k. (kradzież z włamaniem) czy 280 § 1 k.k. (rozbój).

Innym polem, na którym można rozważać konsekwencje karne, jest obrót in-game items między samymi graczami. A więc w odróżnieniu od wyżej wskazanych przykładów tym razem to sam gracz dobrowolnie przekazuje wirtualny przedmiot innemu graczowi, co najczęściej odbywa się za odpłatnością. Jako że w kapitalnej większości przypadków producenci gry nie udzielają w ramach licencji zgody na sublicencję, w szczególności nie udzielają zgody na obrót wirtualnymi przedmiotami z gry, taka transakcja dokonywana przez gracza (sprzedaż in-game item czy przeniesienie wirtualnego przedmiotu nieodpłatnie) jest naruszeniem warunków licencji, a w konsekwencji może stanowić o naruszeniu praw autorskich. W tym kontekście można rozważać odpowiedzialność karną przede wszystkim na tle art. 115 ust. 3 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych, który normuje odpowiedzialność za naruszenie praw autorskich w celu osiągnięcia korzyści majątkowej w inny sposób niż określony w art. 115 ust. 1 i 2.

Przykłady z zagranicy

Z problematyką przestępstw w wirtualnych światach mierzą się także inne państwa. Zazwyczaj w każdym z nich również trwa dyskusja na temat tego, czym jest wirtualny przedmiot, a w konsekwencji – jaki zakres przepisów, w tym karnych, należy w odniesieniu do niego stosować. W Holandii sąd parę lat temu stwierdził, iż wirtualne przedmioty stanowią „goods”, a zatem możliwa jest ich kradzież. Również w Chinach, gdzie rynek gier komputerowych jest olbrzymi, sądy wydają wyroki skazujące za kradzież wirtualnych przedmiotów innym osobom. Niejaki Wang Xiaoquan został w Chinach skazany na 3 lata więzienia za wymuszenie na pokrzywdzonym przekazania mu wirtualnych przedmiotów oraz wirtualnej waluty. W Chinach podejście do czynów kradzieży wirtualnych przedmiotów ukształtowało się prawdopodobnie na skutek sprawy z 2005 r. W sprawie tej Qiu Chengwei zaprzyjaźnił się z innym graczem Zhu Caoyuanem, któremu pożyczył wartościowy in-game item. Następnie Zhu Caoyuan bez wiedzy i zgody „właściciela” wirtualnej rzeczy sprzedał ją osobie trzeciej. Qiu Chengwei udał się na policję, gdzie jednak usłyszał, iż in-game item nie jest prawdziwą rzeczą i nie można go ukraść. W finale tej historii Qiu Chengwei zasztyletował Zhu Caoyuana, za co został skazany na karę śmierci w zawieszeniu, co w praktyce oznacza dożywotnie więzienie.

Przenikanie się światów

Władze ustawodawcze oraz organy ścigania muszą stawić czoła faktowi, iż świat rzeczywisty oraz świat wirtualny w pewnym stopniu przenikają się wzajemnie. Za realne i niemałe pieniądze można kupić wirtualne przedmioty. Wydaje się, że systemy prawne państw na świecie będą zmuszone prędzej czy później uregulować kwestie związane z wirtualnymi przedmiotami, w pierwszej kolejności rozstrzygając, jaki status prawny one mają, czy są rzeczą, czy wchodzą w zakres uprawnień licencyjnych, czy mogą być przedmiotem obrotu i jakie reżimy prawne do nich stosować.

Autorzy: mec. Tomasz Brolski, mec. Robert Nogacki – Kancelaria Prawna Skarbiec

Paradoksy amerykańskiego rynku pracy

Wbrew temu, co sugerowały mocniejsze od konsensusów odczyty ADP, ISM i wniosków o zasiłek dla bezrobotnych, zatrudnienie w amerykańskim sektorze pozarolniczym spadło we wrześniu o 33 tys. (pierwszy ujemny odczyt od sierpnia 2010 r.). Na wydźwięk odczytu wpłynie rewizja danych za wcześniejsze dwa miesiące łącznie o 38 tys. w dół. Dynamika zatrudnienia spadła do 1,2% r/r (z 1,4% r/r miesiąc wcześniej), plasując się na najniższym poziomie od 2011 r. Należy jednak pamiętać, że na wrześniowym odczycie zaważył szalejący w okresie zbierania danych huragan Irma, a więc spowolnienie NFP jest tylko przejściowe (prawie 1,5 mln osób nie pracowało przez złą pogodę, najwięcej od stycznia 1996 r.)

Na spadku NFP zaważyło obniżenie zatrudnienia (-111 tys.) w hotelarstwie i rozrywce (huragan Irma uderzył w wybrzeże Florydy). Pomimo przejścia huraganu Harvey wzrosło zatrudnienie w górnictwie i wydobyciu.

Stopa bezrobocia spadła do 4,2% z 4,4% (najniżej od stycznia 2001 r.) przy wzroście stopy partycypacji do najwyższego poziomu od marca 2014 r.(63,1% vs 62,9% w sierpniu). Stopa bezrobocia U6 (sa) spadła z 8,6% do 8,3% (najniżej od czerwca 2007 r.). Wzrósł odsetek długoterminowo bezrobotnych.

Tempo wzrostu płac wzrosło wyraźnie, do 2,9% r/r z 2,7% r/r w sierpniu (po rewizji z 2,5% r/r). Wzrost płac wynika jednak w głównej mierze z czynników przejściowych (w hotelarstwie i rozrywce, dotkniętych przez huragany, płaca jest najniższa ze wszystkich głównych branż gospodarki -15,55 USD/h vs 26,55 USD/h w całej gospodarce), po ich wyeliminowaniu dynamika wynagrodzeń spowolniłaby do 2,4% r/r.

Projekcje członków FOMC, ich ostatnie wypowiedzi (w tym w szczególności J.Yellen) oznaczają, że Komitet uzna wrześniowe dane o spadku zatrudnienia za przejściową anomalię, co oznacza, że jego członkowie nie powinni się zawahać przed grudniową podwyżką stóp, tym bardziej, że pozostałe wskaźniki z rynku pracy zaskoczyły pozytywnie. Większość z opublikowanych do tej pory danych z gospodarki realnej (za sierpień/wrzesień) wskazuje na to, że gospodarka USA jest w trendzie wzrostowym, co wspiera nasze oczekiwania bardziej restrykcyjnej niż zakłada rynek polityki pieniężnej w 2018 r.

Paradoksy amerykańskiego rynku pracy

Autor/Źródło: PKO Bank Polski S.A.

Kurs dolara najwyżej od połowy sierpnia

Dolar jest najsilniejszy od połowy sierpnia. Dzisiejsze dane z rynku pracy w USA prawdopodobnie nie będą mieć trwałego wpływu na jego notowania, a także na oczekiwania odnośnie grudniowej decyzji Fed ws. stóp procentowych. Kluczowe będą przyszłotygodniowe dane o inflacji.

Kurs EUR/USD, drugi raz w tym miesiącu, spadł poniżej 1,17 dolara, wyznaczają dzienne minimum na 1,1685 dolara. To niższy poziom od 17 sierpnia br. i czwarty kolejny tydzień spadku notowań tej pary.

Dolar jednocześnie umacnia się do innych walut. W tym do polskiego złotego. Kurs USD/PLN znajduje się tuż poniżej 3,68 zł, pozostając w kilkudniowym trendzie bocznym na poziomach nieoglądanych od lipca br.

Obecnie amerykańską walutę wspiera przede wszystkim przekonanie, że w grudniu Fed po raz trzeci w tym roku podniesie stopy procentowe, przez co przedział wahań dla stopy funduszy federalnych wzrośnie do 1,25-1,50 proc. Rynek terminowy wycenia to prawdopodobieństwo na poziomie 84 proc.

Wydarzeniem piątku na rynkach finansowych jest publikacja comiesięcznych danych z amerykańskiego rynku pracy. We wrześniu oczekiwana jest stabilizacja stopy bezrobocia na poziomie 4 proc., przy jednoczesnym wzroście zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 90 tys. Te drugie dane, z uwagi na wrześniowe huragany, mogą istotnie różnić się od prognoz (raczej w dół niż w górę). Inwestorzy mają tego świadomość, przez co raport ten traci na znaczeniu, a potencjalna reakcja na niego będzie mieć jedynie krótkoterminowy charakter. W większym stopniu uwaga powinna się natomiast koncentrować na raporcie nt. płacy godzinowej. We wrześniu oczekiwana jest stabilizacja jej rocznej dynamiki na poziomie 2,5 proc.

Z uwagi na przypadkowy, bo zaburzony przez huragany, charakter danych z rynku pracy, nie powinny one stanowić istotnego punktu odniesienia do oczekiwań ws. przyszłych decyzji Fed. W tym prawdopodobieństwa grudniowej podwyżki kosztu pieniądza. To właściwie będzie można ocenić dopiero po przyszłotygodniowej publikacji inflacyjnych danych z USA. W czwartek, 12 października, zostanie opublikowana inflacja producencka (prognoza: 2,4 proc. R/R), a dzień później inflacja konsumencka (prognoza: 2,0 proc. R/R).

Prawdopodobny wzrost stóp w grudniu to nie jedyny czynnik wspierający obecnie dolara. Takim wsparciem jest realizacja reformy podatkowej przez prezydenta Trumpa. Obawy o to, że w przyszłym roku Janet Yellen na fotelu szefa Fed zastąpi ktoś o znacznie bardziej jastrzębich poglądach na politykę monetarną. Jak również obawy, że obserwowane od grudnia do września osłabienie dolara, w zestawieniu z ożywieniem gospodarczym, wkrótce zaowocuje wyskokiem inflacji w Stanach. Takiej pierwsze sygnały inflacji już się pojawiły. Jest nim m.in. skok subindeksów cen dla przemysłowego i usługowego indeksu ISM.

Dodatkowo, na prawdopodobieństwo umocnienia dolara w IV kwartale, wskazuje też analiza sytuacji na wykresach dolarowych. W tym na EUR/USD i USD/PLN, gdzie w ostatnich tygodniach zostały wygenerowane sygnały zmiany trendu. Układ sił na tych wykresach sugeruje, że notowania EUR/USD spadną do 1,15-1,16, a USD/PLN zawędrują w okolice 3,77 zł.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

W październiku EBC raczej jastrzębio nie zaskoczy

Na aukcji zamiany obserwowany był umiarkowany popyt na oferowane papiery. Minutes EBC i solidne dane z USA osłabiły euro do dolara. Złoty pozostaje relatywnie stabilny.

Rynek stopy procentowej

Czwartek przyniósł umiarkowaną zmienność na rynku stopy procentowej. Głównym wydarzeniem na zagranicznych rynkach była publikacja minutes z ostatniego posiedzenia EBC.

We wrześniu EBC zapowiedział, że prawdopodobnie w październiku ogłoszona zostanie większość decyzji dotycząca dalszego kształtu programu skupu aktywów. Minutes z tego spotkania nie dały jasnego sygnału, w którą stronę podąży Europejski Bank Centralny. Z dyskusji członków EBC wynika, że analizowano różne scenariusze przedłużenia QE, w których brano pod uwagę relacje w zmianach wartości kupowanych aktywów oraz czasu trwania programu. Podobnie jak w komunikacie po posiedzeniu, prowadzone były dyskusje na temat wpływu umocnienia euro na kształtowanie się inflacji. Zdaniem głównego ekonomisty EBC Petera Praeta, kurs walutowy powinien być dokładnie monitorowany. Brak sugestii, na temat konkretnych decyzji pozwolił w trakcie sesji na odreagowanie ostatnich wzrostów rentowności w Europie, jednak nie przyczynił się do wyraźnej zmiany ostatnio obserwowanego trendu.

Z kolei na polskim rynku uwaga koncentrowała się na aukcji Ministerstwa Finansów. Po tym jak w trzecim kwartale sprzedano obligacje za 12,6 mld PLN, czwarty kwartał ma już przynieść zdecydowany wzrost podaży. Na aukcji zamiany MF sprzedało papiery za 6,8 mld PLN przy popycie wynoszącym 8,8 mln PLN. Wskaźnik bid-to-cover pozostał na umiarkowanym poziomie 1,28 pokazując ograniczony popyt przy aktualnych wycenach. W strukturze sprzedaży dominowały papiery z dłuższym terminem do wykupu (średnioterminowe i długoterminowe), a papiery OK0419 stanowiły mniej niż 10% sprzedaży. Rentowności obligacji z krótszym terminem do wykupu znajdują się wciąż na relatywnie niskich poziomach na co wpływ ma gołębia retoryka RPP. W środę Rada powtórzyła swoje stanowisko, zgodnie z którym stopy procentowe mogą pozostać bez zmian nawet do końca 2018 roku. Jednak ostatni wzrost inflacji powinien ograniczać pole do dalszego spadku krótkiego końca krzywej dochodowości.

W piątek opublikowany zostanie wyczekiwany przez rynek raport z amerykańskiego rynku pracy. Oczekiwania na wzrost zatrudnienia są ograniczone w związku z huraganami, które nawiedziły USA. Jednak subindeksy zatrudnienia ISM oraz szacunek ADP wskazują, że dane niekoniecznie muszą rozczarować. Dane o wnioskach o zasiłki dla bezrobotnych, po skokowym wzroście w skutek wspomnianych huraganów, powróciły w pobliże średniej obserwowanej we wcześniejszej części tego roku.pobrane

Autor: Arkadiusz Trzciołek, PKO Bank Polski S.A.

Rynek walutowy

Na krajowym rynku walutowym czwartek nie przyniósł istotnych zmian notowań, kurs EURPLN nadal utrzymywał okolice 4,30. Październikowe posiedzenie RPP obyło się bez niespodzianek, a uwaga inwestorów przesunięta została na listopad, kiedy to RPP otrzyma nowe projekcje NBP, które wśród członków Rady mogą doprowadzić do mocniejszej polaryzacji stanowisk. Ostatnie raporty dot. krajowej gospodarki wskazały na odbicie inflacji do poziomu 2,2% r/r we wrześniu, narastającą presję płacową (bazując na rosnącym zapotrzebowaniu na pracownika) pokazując jednocześnie solidne dane realne dot. sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej. Prezes NBP pozostał jednak na stanowisku, że najlepszym dla gospodarki byłoby pozostawienie stóp procentowych na niezmienionym poziome aż do końca 2018 roku, choć po raz kolejny podkreślił, że jest to jego ocena, a nie opinia całej Rady. A. Glapiński jest bowiem świadomy, że wśród członków RPP postępuje podział poglądów i podczas któregoś z posiedzeń może on zostać przegłosowany. Krajowi inwestorzy uwagę swoją kierują więc ku wydarzeniom z szerokiego rynku, gdzie głównym tematem rozważań pozostają polityki monetarne Fed i EBC.

W czwartek, w oczekiwaniu na publikację protokołu z wrześniowego posiedzenia EBC główna para walutowa po przedpołudniowej konsolidacji w okolicach 1,175-1,178 zaczęła obniżać notowania, nadal jednak pozostając daleko od minimum bieżącego tygodnia wyznaczonym we wtorek, na poziomie poniżej 1,17.

Publikacja minutes nie wniosła nic nowego. We wrześniu w EBC omawiano szereg scenariuszy przedłużenia programu zakupu aktywów na przyszły rok. Członkowie komitetu dyskutowali o tym, jak zrównoważyć skalę zakupu aktywów z czasem trwania programu. W ocenie części z nich wszelkie decyzje w tej kwestii powinny objąć zmniejszenie skali programu. Z jednej strony w sprawozdaniu stwierdza się, że istnieje wiele „korzyść dla jasnej i wybiegającej w przyszłość komunikacji”, z drugiej zaś podkreślona została potrzeba utrzymania elastyczność działania. Program QE ma planowo wygasnąć z końcem roku, ale rynek oczekuje, że zostanie przedłużony o sześć do dziewięciu miesięcy przy obniżeniu wartości comiesięcznych zakupów o jedną trzecią do 40 miliardów euro. W protokole wyrażono też zaniepokojenie szybkim umocnieniem się euro do dolara i choć dominowały oczekiwania w odbicie inflacji, to część z członków EBC wskazywała jednak, że negatywny wpływ zwyżek kursu euro jest niedoszacowany, co tworzy ryzyka dla projekcji inflacji.

W reakcji na publikację protokołu kurs EURUSD nasilił spadek (wciąż jednak pozostawał jeszcze powyżej 1,17). Widać, że EBC pozostaje gołębi i można odnieść wrażenie, że nie spieszono mu do zamykania QE. Tak jak powiedział E. Nowotny, EBC nie myśli o „mocnym hamowaniu”, a raczej o tym jak stopniowo „zdejmować nogę z pedału gazu”. Może on więc łagodnie podchodzić do taperingu, co powinno sprzyjać spadkom kursu EURUSD w IV kwartale (na co uwagę zwróciliśmy w opublikowanym w czwartek Kwartalniku Walutowym 4Q 2017). Więcej szczegółów dot. redukcji bilansu europejskiego QE poznamy najprawdopodobniej podczas październikowego posiedzenia banku. Tak przynajmniej w swoich wypowiedziach sugerował prezes M. Draghi.

Pod koniec sesji europejskiej dodatkowym wsparciem dla dolara okazały się też publikowane w USA dane. W ub. tygodniu zarejestrowano mniej niż oczekiwali ekonomiści nowych podań o zasiłek dla bezrobotnych (260 tys. wobec 265 oczekiwanych i 272 dwa tyg. wcześniej), co wraz z odczytem ADP wspiera oczekiwania na mocniejszy niż prognozowane 90 tys. przyrost nowych miejsc pracy w sektorach poza rolnictwem. Ponadto spadł też sierpniowy deficyt handlowy do 42,4 mld USD z 43,6 mld miesiąc wcześniej, zaś zamówienia w amerykańskim przemyśle podniosły się mocniej niż przewidywał konsensus o 1,2% po 3,3% spadku w lipcu. Po tych publikacjach wsparcie na 1,17 pękło.

Dzisiaj uwagę przyciągać będzie rządowy raport NFP, który biorąc pod uwagę dotychczasowe publikacje na tle prognoz nie powinie aż tak mocno rozczarować. Dolar względem euro i walut EM może więc dalej umacniać się.pobrane (1)

Autor: Joanna Bachert, PKO Bank Polski S.A.

Kurs dolara nadal rośnie

Amerykański dolar zwiększył wartość wobec swoich rywali po tym, jak liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA była mniejsza niż oczekiwano (265 tys.) i wyniosła 260 tys. Drugim sygnałem, który również zwiększy szanse na trzecią tegoroczną podwyżkę stóp procentowych przez Fed może być dzisiejszy raport dotyczący wrześniowej stopy bezrobocia.

Brytyjski funt po raz pierwszy od niemal miesiąca spadł do poniżej 1,32 USD. Wiązane jest to z „nieszczęsnym” przemówieniem premier Wielkiej Brytanii Theresy May na temat brexitu. Z kolei australijski dolar jest najsłabszy wobec amerykańskiego konkurenta od połowy czerwca.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin drugi dzień z rzędu amerykański dolar zyskuje do głównych walut: do euro (+0,46%), brytyjskiego funta (+1,08%), dolara kanadyjskiego (+0,8%), dolara australijskiego (+0,78%) oraz japońskiego jena (+0,15%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,17, GBP/USD – 1,309, USD/CAD – 1,258, AUD/USD – 0,776 i USD/JPY – 113. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,32%) i kurs EUR/JPY wynosi 132,1, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,894. Złotówka zyskuje do funta, a traci do dolara, euro i franka szwajcarskiego. W piątek rano dolar kosztuje 3,68 zł, euro – ponad 4,3 zł, funt – 4,81 zł, a frank – ponad 3,75 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 wzrósł o 0,54%, a paryski indeks CAC 40 – o 0,3%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 zyskał 0,56%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,17%, a brazylijski indeks Bovespa podniósł się o 0,03%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei wzrósł o 0,3%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,2%.

Ropa i złoto: Po trzydniowych spadkach ceny ropy naftowej odrabiają straty. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 57 USD (+2,11%), a ropy WTI – 50,79 USD (+1,59%). Roczna prognoza ceny baryłki surowca wzrosła o 1 USD do 58 USD. Z kolei cena złota kontynuuje spadki. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1267 USD. To 7 USD więcej (+0,55%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 8:00 – Zamówienia w przemyśle (r/r), sierpień – 7,8% (prognoza 4,7%)
  • 9:00 – Hiszpania – Produkcja przemysłowa (r/r), sierpień – 1,8% (prognoza 0,9%)
  • 14:30 – USA – Stopa bezrobocia, wrzesień (prognoza 4,4%)
  • 14:30 – Kanada – Stopa bezrobocia, wrzesień (prognoza 6,3%)
  • 15:00 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Atlanty
  • 18:15 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Nowego Jorku
  • 18:30 – USA – Wystąpienie szefa Fed z Dallas
  • 19:50 – USA – Wystąpienie szefa Fed z St. Louis

 Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Przed nami punkt kulminacyjny tego tygodnia z USA

Decydenci EBC widzą dalsza potrzebę luzowania monetarnego. Program QE możliwy jeszcze w 2018 roku choć w mniejszej skali skupowanych aktywów. Główna para walutowa testuje kluczowe wsparcie w okolicach 1,17. Dane z rynku pracy USA zdecydują o dalszych losach dolara. Krajowa waluta stabilna ale pod presją rosnących kwotowań amerykańskiej waluty.

Wszystko o czym już wiemy

Wczorajsze minutki z EBC nie zaskoczyły. I tak naprawde miały niewielki wpływ na notowania głównych walut. Władze EBC potwierdzili, że nadal potrzebna jest luźna polityka monetarna gdyż inflacja odbiega od założonego celu. Co istotne kilkukrotnie zwrócono uwagę na kurs euro. EBC uważa, że należy monitorować kurs wspólnej waluty i oceniać jego wpływ na stabilność cen. Co również ważne nie było tematu zakończenia kompletnie QE a raczej jego stopniowego ograniczenia w dwóch wersjach. Pierwsza zakłada skup 20 mld eur do września 2018 a druga 40 mld euro przez 6 miesięcy. Z pewnością jeśli taka decyzja zapadnie na kolejnym posiedzeniu czyli 26 października to presja na umocnienie euro się zmniejszy.

EUR/USD z kursem na południe

Patrząc jednak na główną parę walutową to jesteśmy dość daleko od niedawnych poziomów czyli 1,20. Wczoraj wraz z upływem czasu kurs EUR/USD schodził coraz niżej aż w końcu złamał poziom 1,17. Po drodze amerykańska waluta dostawała kolejnych pozytywów. Liczba wniosków o zasiłki dla bezrobotnych okazała się niższa od prognoz. Dodatkowo deficyt w obrocie handlowym również wypadł nieco lepiej. Wynik okazał się najniższy od ponad roku. Poziom 1,17 to jednak solidne wsparcie stąd dzisiaj dopóki nie poznamy oficjalnych danych z rynku pracy inwestorzy mogą się wstrzymywać z większymi ruchami.

Zdecydowanie najważniejsze dane

O 14.30 nastąpi prezentacja danych rządowych z rynku pracy. Sławne payrollsy są publikowane zawsze w pierwszy piątek miesiąca. Od pewnego czasu amerykańska waluta jest na fali. EUR/USD znajduje się w ważnym miejscu technicznie. Jeśli dane pozytywnie zaskoczą mogą wygenerować dalszy ruch spadkowy na głównej parze. Jest na to spora szansa patrząc na to jak pozytywnie zaskakiwały dane makro w tym tygodniu mimo zawirowań pogodowych w miesiącu objętym badaniem.

Presja płacowa a inflacja

Równie ważne będą odczyty przeciętnego wynagrodzenia amerykańskich obywateli. Oczekuje się wyników na poziomie 0,3% m/m i 2,6% r/r. Wyższy wynik oczywiście spowoduje, że presja płacowa rośnie i może wywołać wyższą inflację. Co oczywiście wpłynie ostatecznie na wyższe prawdopodobieństwo podwyżek stóp w USA. Wpłynie to także na spore umocnienie dolara jeśli wynik będzie wyższy od prognoz.

Nieco lepiej na złotym

Sytuacja na krajowej walucie uległa poprawie pod koniec tygodnia. Mimo gołębiego stanowiska prezesa RPP fala osłabienia krajowej waluty osłabła. Adam Glapiński ku zaskoczeniu większości analityków w ogóle nie zmienił swojego stanowiska mimo znacznie wyższej inflacji. EUR/PLN znajduje się na wsparciu w okolicach 4,30. Umocnienie dolara na szerokim rynku spowodowało wzrosty na USD/PLN do poziomu powyżej 3,68. Nieco niżej jest GBP/PLN a wynika to ze słabości brytyjskiej waluty. Tym razem zdecydowały doniesienia o możliwej rezygnacji Theresy May do końca roku.

Krzysztof Pawlak – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Czy emocje są potrzebne inwestorowi?

Kiedy myślimy o stopniu złożoności rynków walutowych i ogromnej liczbie zmiennych, które wpływają na ich kształt, oczywistym wydaje się, że sukces na Forex wymaga ogromnej wiedzy i inteligencji. O ile posiadanie wiedzy o rynku i jego mechanizmach jest bezspornie niezbędne dla tradera walutowego, o tyle z inteligencją sprawa jest bardziej złożona. Gdy myślimy o tej koniecznej na Forex, pytanie nie powinno brzmieć „jak bardzo inteligentny?”, ale raczej „w jaki sposób?”.

 Inteligencja, ale jaka?

Przede wszystkim specjaliści już dawno stwierdzili, że nie ma jednej inteligencji.
Dziś, w zależności od szkoły naukowej wymienia się od kilku do nawet kilkunastu jej typów. Mamy więc inteligencję logiczno-matematyczną, przestrzenną, muzyczną, ruchową, interpersonalną itd.

Nieco odrębnie w stosunku do tego podziału, mówi się również o inteligencji emocjonalnej. Pojęcie to robi w ostatnich latach ogromną karierę. Spopularyzował je Daniel Goleman, amerykański psycholog, który z 1995 wydał bestsellerową książkę o takim właśnie tytule. Dziś inteligencję emocjonalną, której poziom określa się za pomocą współczynnika IE, definiuje się jako zdolność do rozumienia, kontrolowania i zarządzania własnymi emocjami oraz rozpoznawania ich u innych osób. Wysokie IE łączy się z m.in. z asertywnością, odpornością na obrazę, optymizmem i umiejętnością wyrażania swoich emocji. Obecnie większość specjalistów uważa, że to właśnie ten typ inteligencji przesądza o powodzeniu w większości dziedzin życia społecznego, w tym także w biznesie. A jak rodzaj inteligencji ma się do forexowego podwórka?

Jaka inteligencja na rynku walutowym?

Na pierwszy rzut oka wydaje się, że rynek walutowy, to znakomite pole do popisu dla klasycznej inteligencji logiczno-matematycznej, mierzonej popularnym współczynnikiem IQ. Występują tu przecież kolumny liczb, zawiłości analizy technicznej, logiczne zależności między różnymi sygnałami z zewnątrz a zmianami cen walut oraz wiele innych.

Działający na Forex inwestor, musi te wszystkie elementy uwzględniać, analizować ich wzajemne korelacje i ich ostateczny wpływ na konkretne waluty.
Gdy w tym kontekście pomyślimy o emocjach, wydają się one być jedynie przeszkodą oddzielającą tradera od podjęcia optymalnej decyzji. A jednak, wysokie IQ bez dorównującego mu IE to raczej przeszkoda niż pomoc dla inwestora walutowego. Jest się tak ponieważ analizując rynek, będzie on starał się dopracować do perfekcji swój model inwestowania, stale wnosząc do niego poprawki, wynikające z kolejnych doświadczeń. Niestety pracując nad nim, zmuszony będzie polegać wyłącznie na danych z przeszłości. Dlatego też jego model postępowania nigdy nie będzie idealnie dostosowany do aktualnej sytuacji na rynku. Oczywiście dzięki wiedzy, umiejętnościom i doświadczeniu tradera, może okazać się w znacznym stopniu skuteczny. Jednak nawet wtedy inwestor, nie dysponujący rozbudowaną inteligencją emocjonalną, może mieć problem z jego umiejętnym wdrożeniem.

Emocje w grze

Jak wykazały badania dr Hülyi Sahin Baltac z tureckiego Mehmet Akif Ersoy Univeristy to właśnie wysokie IE umożliwia nam kontrolowanie gniewu, który pojawia się, gdy coś na rynku dzieje się nie po naszej myśli. Chroni nas więc przed podejmowaniem pochopnych decyzji pod presją emocji. Rozwinięta inteligencja emocjonalna poprawia też naszą tolerancję na stres, która jest wręcz niezbędna dla inwestorów na Forex. Nie chodzi tu nawet o odporność na jego wyniszczające działanie, ale o zdolność do podejmowania jakichkolwiek decyzji i wytrwania przy nich. Inwestor, nie dysponujący tą cechą, najpierw zwlekałby z jakimś zakupem, a po jego dokonaniu natychmiast się z jego wycofywał. Nietrudno wyobrazić sobie jego los na rynku. Jeśli dodać do tego to, że inteligencja emocjonalna sprzyja elastyczności intelektualnej, zdolności do podejmowania decyzji i pewności siebie, łatwo dostrzeżemy, iż jest ona niezbędna dla inwestora na Forex.

Należy jednak podkreślić, że dopiero połączenie inteligencji analitycznej i emocjonalnej daje traderowi możliwość odnoszenia sukcesów na rynkach walutowych. Potwierdziły to badania prof. Briana Knutsona i jego doktorantki Cameli  Kuhnen z Uniwersytetu Stanforda. Zdaniem specjalistów, to właśnie ten „ludzki czynnik”, czyli składowa emocjonalna, sprawia, że indywidualni gracze, korzystający wyłącznie narzędzi dostarczanych przez brokerów, takich jak easyMarkets, są w stanie osiągać lepsze wyniki niż wielkie banki inwestycyjne, używające zaawansowanych programów sztucznej inteligencji. Po prostu ta inteligencja jest dość wybrakowana w porównaniu z naszą.

Autorem komentarza jest Nina Kozińska, Business Development Manager easyMarkets