Polityka rządzi notowaniami złotego. Słabe dane w Europie

Piątek to duże spadki na złotówce i strach przed tym co się stanie. Dzisiaj rano sytuację na rynku uspokoiła zapowiedź prezydenckiego weta. Słabsze dane z Europy.

Piątkowy strach

Od dawna polska sytuacja polityczna nie mieszała na rynkach walutowych. Już w piątek inwestorzy widząc eskalację problemów i nadchodzą weekend postanowili wycofać się ze złotego. Zdaniem analityków był to strach, że przy zamkniętych rynkach dojdzie do jakiegoś przesilenia. Nie obyło się oczywiście bez wypowiedzi polityków europejskich na temat sytuacji w Polsce. Pierwszoplanowe postacie na razie nie zabrały jeszcze zdecydowanie głosu. W rezultacie polska waluta osłabła do dawno nie oglądanych poziomów. Euro kosztowało już nie 4,21 zł a 4,26 zł. Franki ku rozpaczy kredytobiorców skoczyły z 3,81 zł na 3,87 zł. Dolar stracił z 3,61 zł na 3,66 zł.

Prezydenckie Weto

Sytuację od rana na konferencji prasowej wyjaśnił prezydent Andrzej Duda. Zapowiedział zawetowanie obydwóch kluczowych ustaw. Z jednej strony było to spełnienie postulatów odbywających się od kilku dni manifestacji społecznych. Z drugiej strony zapowiedział własną ustawę w ciągu 2 miesięcy. Sądząc po argumentach użytych na konferencji prasowej można się spodziewać, że będzie ona mniej rewolucyjna. Nie zmienia to faktu, że kierunek zmian pozostanie zbliżony. Główną różnicą ma być znacznie mniejsze zwiększenie roli prokuratora generalnego. Jak zareagowały rynki? Zarówno złotówka jak i giełda szły w górę. Złoty odrobił obecnie mniej więcej połowę piątkowych spadków. Nie wiadomo jak zachowa się w dalszej części dnia. Warto w tym miejscu przypomnieć, że był przed piątkiem wyjątkowo mocny. W rezultacie ruch ten składał się nie tylko ze strachu, ale również z realizacji zysków z gry na umocnienie złotego.

Słabe dane z Europy

Dzisiaj poznaliśmy wstępne odczyty indeksów PMI dla przemysłu. Parametr ten wskazuje poziom optymizmu w menadżerach odpowiadających za zamówienia. Gorzej od oczekiwań wypadła zarówno Francja jak i Niemcy. W rezultacie łączny parametr dla całej Unii europejskiej spadł nie jak oczekiwano o 0,2 pkt, ale o 0,6 pkt. W rezultacie euro osłabło wobec dolara.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 15:45 – USA – wstępny odczyt indeksu PMI dla przemysłu.
  • 16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nowy Prezes Zarządu Euro Banku S.A.

Alexis Lacroix 21 lipca 2017 r. został powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Euro Banku S.A. – decyzją Rady Nadzorczej Euro Banku S.A. i po wcześniejszej akceptacji Komisji Nadzoru Finansowego.

Alexis Lacroix od września 2016 r. pełnił obowiązki Prezesa Zarządu Euro Banku S.A. W Grupie Société Générale pracuje od 2004 r., początkowo na stanowisku dyrektora marketingu Sogecap we Francji. W 2008 r. kierował projektem rozwoju biznesu Société Générale Insurance w Indiach. W styczniu 2010 r. Alexis Lacroix objął kierownictwo Société Générale Insurance w Rosji oraz we Wspólnocie Niepodległych Państw. W 2013 r. rozpoczął pracę na stanowisku dyrektora marketingu i rozwoju detalicznego w Rosbanku. W listopadzie 2014 r. został mianowany na stanowisko Wiceprezesa Zarządu Rosbanku, odpowiadającego m.in. za transformację części detalicznej Rosbanku.

Dolny Śląsk liderem energii odnawialnej. Powstał kolejny klaster

Domaniów, Kondratowice, Przeworno, Strzelin i Wiązów powołały w piątek Klaster Energii Odnawialnej Wzgórz Strzelińskich. Do 44,5 tys. osób popłynie tańsza energia, a gminy z czasem staną się „wyspami energetycznymi”. To kolejna tego typu inicjatywa – wcześniej klastry stworzyło 15 dolnośląskich samorządów.

Powołanie klastra oznacza, że w gminach Domaniów, Kondratowice, Przeworno, Strzelin
i Wiązów mogą powstać elektrownie fotowoltaiczne i bioelektrownie. Przewidywana moc odnawialnych źródeł energii wyniesie średnio 3 MW w jednej gminie – 2 MW z fotowoltaiki oraz minimum 1 MW z bioelektrowni. Docelowo gminy staną się tak zwanymi „wyspami energetycznymi”, czyli uzyskają całkowitą samowystarczalność. Nadwyżka będzie mogła zostać przeznaczona na potrzeby Wrocławia.

– Źródła energii odnawialnej są przyszłością sektora energetycznego – mówi Dorota Pawnuk, burmistrz miasta i gminy Strzelin. – Od dłuższego czasu pracujemy nad utworzeniem elektrowni fotowoltaicznej na terenie po byłej oczyszczalni ścieków. Liczymy, że współpraca z innymi samorządami stworzy taką możliwość. Mieszkańcy są bardzo zainteresowani tym tematem. Zdają sobie sprawę, że czysta energia przyniesie oszczędności, ale też przysłuży się środowisku – dodaje.

Miejsce na swoją elektrownię wytypowała również gmina Domaniów. – Planujemy farmę fotowoltaiczną na dwóch nieużytkach zlokalizowanych w Danielowicach i Grodziszowicach, na łącznym obszarze 4,3 ha. Dzięki temu z pożytkiem wykorzystamy ten teren. Jednocześnie chcemy instalować panele słoneczne na dachach budynków użyteczności publicznej, a z czasem wymieniać źródła ciepła w domach mieszkańców – mówi Wojciech Głogulski, wójt gminy Domaniów.

Podobne plany ma gmina Przeworno. – Wdrażamy efektywne programy i rozwiązania służące poprawie środowiska naturalnego. Przy udziale środków zewnętrznych, pragniemy montować panele fotowoltaiczne na budynkach użyteczności publicznej, będących naszą własnością. Zamierzamy magazynować, przetwarzać i wykorzystywać energię, którą uda nam się pozyskać z odnawialnych źródeł. W perspektywie chcemy pomagać naszym mieszkańcom  w działaniach proekologicznych, w tym w wytwarzaniu „czystego” prądu – mówi Jarosław Taranek, wójt gminy Przeworno.

Zasady funkcjonowania klastrów reguluje znowelizowana w ubiegłym roku ustawa o odnawialnych źródłach energii. Jej celem jest restrukturyzacja i modernizacja polskiej energetyki, połączone z dążeniem do osiągnięcia gospodarki niskoemisyjnej. Zgodnie z brzmieniem ustawy, obszar działania tego rodzaju klastra nie może przekraczać granic jednego powiatu lub pięciu gmin, a jego koordynatorem powinien być jeden z członków – w tym przypadku jest to gmina Strzelin.

Pozyskanie środków zewnętrznych oraz współpraca pomiędzy samorządami otwierają zdecydowanie większe możliwości niż ma to miejsce w przypadku inwestycji prowadzonych przez pojedyncze gminy – mówi Wojciech Bochnak, wójt gminy Kondratowice. – To nie pierwszy raz, gdy łączymy siły. Wcześniej z sukcesem realizowaliśmy projekt wyposażenia szkół w nowoczesne pracownie komputerowe. Jestem przekonany, że powołanie klastra energii powtórzy ten sukces. Aktualnie wprowadzamy zmiany w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego. Farma fotowoltaiczna powstanie prawdopodobnie w okolicach Gołostowic – dodaje.

Podobnego zdania jest Jerzy Krochmalny, burmistrz miasta i gminy Wiązów: – Klastry energii odnawialnej mają ogromne znaczenie nie tylko, gdy chodzi o ochronę środowiska, ale również ze względu na zwiększenie innowacyjności, obniżenie kosztów funkcjonowania gminy oraz możliwość pozyskiwania środków zewnętrznych na realizację planowanych inwestycji – dodaje.

Przygotowaniem kompleksowej strategii rozwoju i realizacją inwestycji w ramach przedsięwzięcia zajmie się jego koordynator, spółka komunalna Strzelin PS Energetyka Odnawialna, utworzona przez gminę Strzelin i firmę Polski Solar Holding. Powołanie klastra umożliwia dostęp do dodatkowych dotacji, w tym krajowych oraz ze środków unijnych.

Cieszymy się, że kolejne gminy postawiły na odnawialne źródła energii, zwiększenie niezależności energetycznej i rozwój lokalnej przedsiębiorczości. Potwierdziły swoją innowacyjność, gospodarność i zaangażowanie w ochronę środowiska, a także stały się przykładem dla innych samorządów – mówi Jacek Ryński, członek rady nadzorczej spółki komunalnej Strzelin PS Energetyka Odnawialna.

Klaster Energii Odnawialnej Wzgórz Strzelińskich jest czwartym tego rodzaju przedsięwzięciem w Polsce realizowanym przez samorządy. Pierwszą tego typu inicjatywą był Klaster Energii Odnawialnej Ziemi Łużyckiej, który powołały gminy Olszyna, Gryfów Śląski, Leśna, Siekierczyn i Lubań. W ślady tych samorządów poszły Prusice, Oborniki Śląskie, Wisznia Mała, Wołów i Żmigród, tworząc Klaster Energii Odnawialnej Wzgórz Trzebnickich. Z kolei Mirsk, Wleń, Lubomierz, Lwówek Śląski i Stara Kamienica połączyły siły tworząc Izerski Klaster Energii Odnawialnej. Wszystkie cztery gminy zamieszkuje ponad 200 tys. mieszkańców. Tym samym Dolny Śląsk stał się krajowym centrum energetyki odnawialnej. Trwają rozmowy dotyczące uruchomienia kolejnych klastrów.

Analiza pozycji dużych graczy 24.07.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawia aktualne pozycje na kontraktach terminowych zarządzających oraz fundusz lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 24.07.2017 1– na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 24.07.2017 2-pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkic

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Antypody

Uwaga na antypody. Z ostatniego raportu COT wynika, że dolar australijskie oraz nowozelandzki ma bardzo mało miejsca do kontynuacji ostatnich wzrostów. Dlaczego? W obydwu przypadkach pozycje netto znalazły się na dawno niewidzianych poziomach, zatem należy zadać sobie pytanie „kto będzie wstanie wypchnąć te waluty na wyższe poziomy”. Pomimo tego, że nie powinniśmy walczyć z trendem, to warto zapamiętać jedno zdanie – „trend jest Twoim przyjacielem dopóki się nie skończy”. Zarówno w przypadku AUD oraz NZD możemy wyczekiwać mocniejszej korekty, dopiero po niej należy oczekiwać mocniejszego ruchu wzrostowego.

Dolar nowozelandzki

Fundusze lewarowane posiadają w swoich portfelach 45 287 długich pozycji względem 8 381 krótkich. Daje to imponujący wynik netto rzędu 36 906 pozycji po długiej stronie rynku, co jest najwyższą wartością w historii! Historycznie patrząc tak jednostronne pozycjonowanie funduszy nigdy nie kończyło się zbyt dobrze, dlaczego? Bowiem wystarczy minimalny ruch spadkowy, który uruchomi lawinę zleceń sprzedaży długich pozycji.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary - pozycje długie, czerwone - pozycje krótkie , linia żółta - netto

Źródło: Cme Group

Dodatkowym argumentem przemawiającym za końcem trendu jest fakt, że od 4 tygodni fundusze lewarowane nie dobierają pozycji długich, ale redukują krótkie. Reasumując, ostatnie wzrost spowodowane są jedynie zamykaniem krótkich pozycji, a nie otwieraniem długich.

Na wykresie dziennym pary walutowej NZD/USD doszliśmy do mocnego oporu 0.741-0.748. Na dzień dzisiejszy jego pokonanie jest bardzo mało prawdopodobne. Ponadto MACD wskazuje na dywergencję, co tylko zwiększa prawdopodobieństwo spadków. Niemniej jednak z trendem nie należy walczyć, na samym początku musi zostać pokonana linia trendu wzrostowego.

Notowania NZD/USD, interwał dzienny

Notowania NZD/USD, interwał dzienny

Źródło: Admiral Markets

Dolar australijski

Sytuacja wygląda bardzo podobnie. Niemniej jednak w tym przypadku analiza techniczna wskazuje miejsce na 200 pipsową korektę, po czym powinniśmy zobaczyć kontynuację trendu wzrostowego. Po przerwaniu tygodniowego wsparcia 0.771-0.783 byki otworzyły sobie drogę do poziomu 0.81.

AUD/USD, interwał tygodniowy

AUD/USD, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Aczkolwiek analizując poczynania pozycji lewarowanych na rynek powinna zawitać korektą, dopiero potem należy oczekiwać ruchu wzrostowego. Pozycję netto fundusze lewarowanych na kontraktach terminowych po raz kolejny zawędrowały w okolicę 52 tysięcy. W tych rejonach dochodziło do upłynnienia pozycji długich. Z kolei warto zauważyć, że od dawna nie było na tej parze walutowej tak mało pozycji krótkich.

Pozycje funduszy lewarowanych, niebieskie bary – pozycje długie, czerwone – pozycje krótkie , linia żółta – netto

Analiza pozycji dużych graczy 24.07.2017 3

Źródło: Cme Group

Reasumując, trend na AUD/USD oraz NZD/USD jest już przegrzany, należy wypatrywać korekty. Dopiero po zakończeniu korekty możemy oczekiwać dalszych wzrostów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Droga żywność zafunduje nam inflację. Ceny rosną najmocniej od pięciu lat

W pierwszym półroczu wskaźnik inflacji wyniósł 1,9 proc., jednak ceny żywności notują wzrost największy od pięciu lat. W czerwcu były wyższe aż o 3,9 proc. niż rok wcześniej. Wiele wskazuje na to, że drożyzna nie ustąpi tak szybko, a jej powodem są między innymi warunki pogodowe oraz tendencje na rynkach światowych.

W czerwcu inflacja wyniosła „jedynie” 1,5 proc., po tym jak w poprzednich miesiącach sięgała 1,9-2,2 proc. W całym pierwszym półroczu wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych był wyższy niż przed rokiem o 1,9 proc. Jednocześnie ceny żywności i napojów bezalkoholowych były wyższe w czerwcu o 3,9 proc. niż w 2016 r., a podobnie wysoka dynamika utrzymuje się od początku roku.  Wcześniej z tak silnymi zwyżkami mieliśmy do czynienia w 2012 r., czyli pięć lat temu. Powodów drożyzny jest wiele, od tendencji panujących na światowych rynkach produktów rolno-spożywczych, poprzez lokalne warunki pogodowe. Indeks cen żywności, obliczany przez działającą przy ONZ organizację FAO (Food and Agriculture Organisation), jest na poziomie najwyższym od pierwszych miesięcy 2015 r. W kraju, po wiosennych przymrozkach, czyniących spustoszenie w sadach, mamy pierwsze sygnały o zagrożeniu niektórych upraw z powodu suszy. Jak wynika z raportów Instytutu Upraw, Nawożenia i Gleboznawstwa, że na obszarze Polski występuje zagrożenie suszą rolniczą, mogącą mieć wpływ na zbiory zbóż, kukurydzy, rzepaku, warzyw, krzewów owocowych, truskawek i roślin strączkowych. W kilku regionach, między innymi na Lubelszczyźnie, Dolnym Śląsku i części Małopolski, plony mogą być niższe o co najmniej 20 proc. w porównaniu do normalnych warunków pogodowych.

ceny żywmości Źródło: Food and Agriculture Organisation

Z danych GUS wynika, że w czerwcu ceny skupu czterech zbóż (pszenica, żyto, jęczmień, pszenżyto) były wyższe niż przed rokiem o 12 proc., żywca wieprzowego o 14,6 proc., mleka o 33 proc. O ponad 9 proc. tańsze były ziemniaki, minimalnie potaniał drób. W maju zwiększył się skup żywca wieprzowego (o 2 proc.), ale w pierwszych pięciu miesiącach był nieznacznie (0,3 proc.) mniejszy niż w 2016 r. Jednocześnie o 11 proc. wzrósł eksport żywca, mięsa i przetworów z wieprzowiny, w tym mięsa o 17 proc. i przetworów o 8 proc., a jednocześnie o 5 proc. mniejszy był import wieprzowiny. Ceny zbytu żywca wieprzowego były w maju o 24 proc. wyższe niż przed rokiem, a w czerwcu o 14 proc. Na dalszy wzrost lub utrzymywanie się  wysokiego poziomu wskazuje 40 proc. w czerwcu wzrost cen prosiąt (w Unii Europejskiej  o 36 proc.). Drób był w maju tańszy niż przed rokiem o 14 proc., ale w czerwcu podrożał o 10 proc. Cukier paczkowany kosztował w maju w zbycie 2,64 zł i był droższy o 17 proc. niż rok wcześniej. Na światowych giełdach notowania cukru zniżkują o 30 proc. Szeroko opisywana ostatnio sytuacja na rynku masła nie powinna aż tak bardzo martwić i wpływać znacząco na wzrost cen żywności, biorąc pod uwagę, że jego średnie spożycie w Polsce nieznacznie przekracza 4 kg na osobę, co oznacza że nawet przy cenie detalicznej sięgającej 6-8 zł za kostkę (200 g) trzyosobowa rodzina wydaje rocznie 360-480 zł.

dynamika cen żywmości

Źródło: Gerda Broker na podstawie danych GUS

Pogodowe anomalie odczuwalne są również w wielu innych krajach. W Stanach Zjednoczonych z tego powodu przewiduje się znaczący spadek zbiorów zbóż, szczególnie niektórych odmian pszenicy. Notowania kontraktów terminowych na pszenicę Wheat Spring wzrosły od początku roku o prawie 45 proc., a od lipca 2016 r. 60 proc. Od początku roku drożeją na giełdach także ryż (o 28 proc.), masło (o 25 proc.), żywiec wołowy (o 22 proc.), kukurydza (o 12 proc.). Według prognoz Komisji Europejskiej, w całej Unii zbiory zbóż mają być w tym roku nieco wyższe, jednak spadną między innymi w Rosji, na Ukrainie, w USA, Kanadzie i Australii.

Ceny żywności mają największy wpływ nie tylko na domowe budżety, ale także na wskaźnik inflacji. Do jego wyliczania GUS przyjmuje, że żywność ma dominujący, sięgający 24,3 proc. udział w koszyku inflacyjnym, czyli w całkowitych wydatkach na towary i usługi konsumpcyjne. Na drugim miejscu, z udziałem wynoszącym 20,5 proc. znajdują się wydatki związane z użytkowaniem mieszkania i nośnikami energii. Koszty transportu, które obejmują także paliwo do prywatnych pojazdów, stanowią jedynie 8,6 proc. wydatków gospodarstw domowych, a więc wpływ ich zmian na inflację jest mocniej odczuwalny jedynie w przypadku znaczących wahań cen ropy naftowej, a z takimi mieliśmy do czynienia w ciągu kilkunastu ostatnich miesięcy. Gdy sytuacja na rynku surowców energetycznych ulegnie stabilizacji, to właśnie ceny żywności mogą przesądzić o sile inflacyjnej tendencji.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Opozycja osłabia złotówkę

W zeszłym tygodniu euro ostro zyskało na wartości i od początku roku jest silniejsze do amerykańskiego dolara o 11%. Traci natomiast polska waluta, co należy wiązać z wydarzeniami politycznymi w naszym kraju. Mimo że wskaźniki gospodarcze Polski są bardzo dobre i eksperci przewidują kontynuację tego trendu, a Adam Glapiński, prezes NBP, zapewnia, że polski system finansowy jest stabilny, to inwestorzy coraz bardziej zaczynają dostrzegać konflikt polityczny. W efekcie protesty opozycji ciągną złotówkę w dół, która sporo traci wobec głównych walut światowych.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do głównych walut: do euro (-0,09%), brytyjskiego funta (-0,19%), dolara australijskiego (-0,14%), dolara kanadyjskiego (-0,04%) oraz japońskiego jena (-0,1%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,167, GBP/USD – 1,302, USD/CAD – 1,253, AUD/USD – 0,793 i USD/JPY – 111. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,02%) i kurs EUR/JPY wynosi 129,6, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,897. Złotówka ostro traci do głównych walut. W poniedziałek rano dolar kosztuje ponad 3,65 zł, euro – ponad 4,26 zł, funt – prawie 4,76 zł, a frank szwajcarski – 3,86 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W piątek londyński indeks FTSE 100 stracił 0,47%, frankfurcki indeks DAX – 1,66%, a francuski indeks CAC 40 – 1,57%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,04%, meksykański indeks Bolsa wzrósł o 0,82%, a brazylijski indeks Bovespa stracił 0,39%. W poniedziałek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,62%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,39%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,5%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej kontynuuje spadki. W niedzielę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 48,06 USD (-2,58%), a ropy WTI – 45,77 USD (-2,51%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy spadła o 1 USD do 52 USD. Z kolei złoto kontynuuje wzrost. W poniedziałek rano uncję metalu rynek wycenia na 1254 USD. To 8 USD więcej (+0,64%) niż przed weekendem.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 9:30 – Niemcy – PMI dla przemysłu i dla usług
  • 10:00 – Strefa euro – PMI dla przemysłu i dla usług
  • 15:45 – USA – PMI dla przemysłu i dla usług

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Desant Z. Setki tysięcy absolwentów wchodzą na polski rynek pracy

Wraz z końcem sesji letniej na rynek pracy weszło kolejne ciekawe pokolenie. Według GUS pod koniec 2016 roku uczelnie miały 1,35 mln studentów, a w roku akademickim 2016/2017 mury szkół wyższych opuściły 364 tysiące absolwentów[1]. Generacja Z, do której w większości należą, wciąż stanowi dla pracodawców zagadkę. Raport Accenture Operations „Gen Z Rising” wykazuje, że w wielu aspektach obecni stażyści i młodsi specjaliści przypominają pokolenie swoich rodziców. W ich podejściu do kariery wracają pracowitość i poświęcenie dla pracy, uzupełnione o wrodzoną skłonność do nowych technologii.

Generacja Z to – w dużym skrócie – pokolenie osób urodzonych w latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku. Według jednej z popularniejszych klasyfikacji zaliczają się do niej 18-24-latkowie z roczników 1993-1999[2]. Zastępują oni obecnie na niższych szczeblach kariery swoich starszych znajomych reprezentujących Generację Y. Część obiegowych opinii o obecnych absolwentach i studentach podkreśla ich skupienie na własnym interesie, przesadne przywiązanie do technologii oraz niską lojalność wobec pracodawców. Tymczasem, jak podkreślają eksperci, Generacja Z nie stanowi tylko bardziej cyfrowej wersji Pokolenia Millenium.  Co więcej, widać u niej powrót do części „tradycyjnych” wartości zawodowych.

Dla przedstawicieli Generacji Z nowe technologie stanowią naturalny element życia prywatnego i zawodowego. Pod tym względem przypominają osoby z coraz silniej dominującej w organizacjach Generacji Y. Najnowszy raport Accenture „Gen Z Rising” zwraca jednak uwagę na ważne różnice między tymi dwiema grupami. Dla Generacji Y bardzo ważną rolę odgrywa balans między życiem prywatnym i zawodowym, a także możliwość samorealizacji. W przypadku pokolenia Z widać natomiast przesunięcie w kierunku tradycyjnych wartości zawodowych, takich jak m.in. jasna ścieżka kariery i stabilizacja, a także możliwość wykorzystania wiedzy nabytej podczas studiów – mówi Edyta Gałaszewska-Bogusz, Dyrektor Accenture Operations w Polsce. Jej organizacja zatrudnia ponad 2000 specjalistów w Warszawie i Krakowie, przede wszystkim przedstawicieli Generacji Y i Z.

Według badań Accenture aż 54% reprezentantów Generacji Z uważa, że ich starsi znajomi są zatrudnieni na stanowiskach poniżej swoich kompetencji. Chcąc uniknąć podobnej sytuacji, obecni studenci i absolwenci starają się podejmować racjonalne decyzje zawodowe i inwestować w swoją wiedzę[3]. Te ustalenia ciekawie pokrywają się z wynikami badań Fundacji Akademii Liderów Innowacji i Przedsiębiorczości[4] przeprowadzonych w Polsce wśród obecnych uczniów starszych klas liceum. Własną firmę planuje założyć 56% z przebadanych chłopców i połowa dziewczyn. Wierzą też, że mogą się nauczyć przedsiębiorczości, a większy wpływ na powodzenie ma ciężka praca niż talent. Przedstawiciele Pokolenia Z mają więc wysokie poczucie własnej wartości, ale też świadomość dużej roli stałej nauki.

Aż 88% spośród badanych przez Accenture deklaruje, że przed wyborem specjalizacji dokładnie sprawdzili sytuację na rynku pracy, a 8 na 10 odbyło staże przed zakończeniem studiów. Blisko 3 / 4  brało także udział w kursach technologicznych już przed rozpoczęciem pierwszej pracy[5]. Tą dużą samoświadomość Generacji Z i pęd do wiedzy obserwujemy także wśród kandydatów w naszych biurach w Polsce. Zestaw cech ich wymarzonego miejsca pracy jest u nas podobny, jak w Stanach Zjednoczonych. To przede wszystkim możliwość kreowania ścieżek kariery i awansu, dostępność szkoleń, a także szansa na długotrwały rozwój – dodaje Edyta Gałaszewska-Bogusz.

Obecni absolwenci są elastyczni i pracowici. Tym, co odróżnia ich od pokolenia rodziców, jest nie tylko zamiłowanie do technologii, ale także asertywność. Swoje zaangażowanie w pracę uzależniają bowiem od podobnego podejścia ze strony pracodawcy.

– W rywalizacji o najmłodszego zdolnego pracownika największe szanse mają więc firmy, które potrafią połączyć skalę i różnorodność działań z otwartą kulturą pracowniczą. Pomagają to osiągnąć konkretne rozwiązania, które stosujemy w swojej codziennej praktyce HR. Integrujemy procesy rekrutacyjne z narzędziami cyfrowymi, np. łącząc oferty pracy z LinkedIn czy interaktywnymi grami. Rozbudowujemy pakiety szkoleń i sieć mentorów wewnątrz firmy. Dbamy o zrozumienie przez pracowników ich ról w organizacji i szans, jakie przed nimi otwierają. To zestaw, który dla ambitnej Generacji Z odgrywa szczególną rolę – przekonuje Edyta Gałaszewska-Bogusz.

W odróżnieniu od Pokolenia Y, Generacja Z rzadziej wchodzi także w rolę tzw. skoczków (ang. jumper), czyli osób regularnie zmieniających miejsca pracy w poszukiwaniu optymalnej oferty pracodawcy. Według badań Accenture aż 62% absolwentów w Stanach Zjednoczonych planuje zostać w pierwszej pracy przez co najmniej 3 lata[6].

Firmy powinny coraz uważniej obserwować cele i potrzeby Generacji Z. Dlaczego? Według badań ManPower Group „Millenial Careers” to pokolenie już w 2020 roku będzie stanowić 24% globalnej kadry pracowniczej  – przy czym badacze uznali za Generację Z tylko osoby urodzone po 1996 roku[7]. Co więcej, to właśnie obecni studenci i absolwenci już za chwilę staną się główną grupą rekrutowanych na stanowiska młodszych specjalistów.

[1] http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/edukacja/edukacja/szkolnictwo-wyzsze-w-roku-akademickim-20162017-dane-wstepne,8,4.html

[2] https://www.accenture.com/us-en/insight-gen-z-rising

[3] https://www.accenture.com/us-en/insight-gen-z-rising

[4] https://wiedza3g.pl/programy-i-projekty/item/3609-raport-badanie-przedsiebiorczosci-wsrod-mlodziezy-2017.html

[5] https://www.accenture.com/us-en/insight-gen-z-rising

[6] https://www.accenture.com/us-en/insight-gen-z-rising

[7] http://www.manpowergroup.com/wps/wcm/connect/660ebf65-144c-489e-975c-9f838294c237/MillennialsPaper1_2020Vision_lo.pdf?MOD=AJPERES

Jaka przyszłość czeka farmy wiatrowe w Polsce?

Zagadnienie farm wiatrowych w Polsce i wytwarzanej przez nie energii elektrycznej nie jest tematem z zakresu ciekawostek związanych z nowymi technologiami ani niejasnym mirażem tematyki „new age”.  Fakty są takie, że na terenie naszego kraju mamy już mniej więcej tysiąc wysokich na 100 metrów wiatraków, które mają już potencjał do zaspokojenia potrzeb energetycznych naszego kraju na poziomie jednej trzeciej. Nie są to wyłącznie akademickie wyliczenia, bowiem wiosną 2016 r. były odnotwane dni, gdy energia z farm wiatrowych faktycznie zaspokoiła 1/3 zapotrzebowania krajowych odbiorców na energię. Jest  to swoisty rekord w historii polskiej energetyki. Należy również pamiętać, że energetyka wiatrowa jest niezwykle dynamicznie rozwijającą się w ostatnich latach branżą, w którą zaangażowane są pokaźne środki prywatnych inwestorów, a także kapitał pochodzący z kredytów bankowych – tu wyróżnia się zdecydowanie Bank Ochrony Środowiska. Sektor energetyczny, a w ślad za tym branża Odnawialnych Źródeł Energii, jest regulowany centralnie i jako taki mocno uzależniony od „chimerycznych” decyzji polityków.

Wieloletni, wytyczony w naszym kraju kurs inicjowania i wspierania rozbudowy infrastruktury farm wiatrowych w Polsce był wpisany w generalną politykę Unii Europejskiej (rozwój Odnawialnych Źródeł Energii), a także w ogólnoświatowy trend występujący we wszystkich rozwiniętych przemysłowo krajach. Aktualny rząd polski swoją działalnością legislacyjną mocno przystopował rozwój tej gałęzi energetyki. Stało się tak na rzecz tradycyjnych elektrowni węglowych, które mają być niepodważalnym i podstawowym dawcą energii elektrycznej w Polsce. Na pewno nie jest to dobra wiadomość dla wielu indywidualnych inwestorów, którzy zaangażowali się w farmy wiatrowe.  Jeszcze do niedawana wydawało się, że jest to biznes tylko z dobrymi perspektywami, z domniemanym parasolem państwowym, który w ramach realizacji wizji państwa nowoczesnego – z niezależną i czystą energią – będzie odpowiadał na wyzwania XXI wieku.

Ustawa z lipca 2016 roku wprowadziła jednak dwa restrykcyjne dla branży przepisy, co zupełnie zmieniło rzeczywistość w jakiej działają elektrownie wiatrowe. Wśród nowych regulacji znalazły się więc zapisy o tym, że każdy nowy wiatrak musi stać w odległości co najmniej 10-krotności swojej wysokości (wliczając najwyższy punkt, w którym może znaleźć się jej wirnik) od najbliższych zabudowań mieszkalnych, wszelkich form ochrony przyrody lub leśnych kompleksów promocyjnych. Łatwo się domyślić, że wspomniane regulacje odległościowe mocno ograniczają możliwości nowych inwestycji lub w wielu przypadkach całkowicie je wręcz uniemożliwiają. Np. w przypadku wiatraków o wysokości 200m potrzebujemy dwukilometrowego promienia spełniającego te kryteria. Istniejące już wiatraki, które nie spełniają kryterium odległości, nie mogą być natomiast rozbudowywane, dopuszczalny jest jedynie ich remont oraz prace niezbędne do eksploatacji. Kolejną nowością, która wprowadziła ustawa jest to, że wiatraki są w całości traktowane jako budowle (nie jak dotychczas tylko ich fundamenty i wieża), podlegają więc kontroli nadzoru budowlanego. Nie trzeba wspominać, że rozszerzona definicja budowli wiąże się z większym podatkiem od nieruchomości. Środowiska reprezentujące właścicieli farm wiatrowych podkreślają, że nowe przedefiniowanie podstawy naliczania podatku od nieruchomości będzie całą branżę kosztowało około 500 mln zł. Ostatnia z kolei, jednak niemniej istotna zmiana stanowi, że nowe wiatraki można stawiać wyłącznie na podstawie miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego.

Na reakcję branży w sprawie nowej ustawy nie trzeba było długo czekać, wszystkie nowe inwestycje zostały praktycznie wstrzymane, a inwestorzy czekają już tylko na rozwój wydarzeń. Branża stoi przed poważnym wyzwaniem. Pamiętajmy, że daje ona pracę kilku tysiącom ludzi. Banki, które najbardziej zaangażowały się w finasowanie projektów farm wiatrowych, przyznają, że mogą pojawić się problemy z obsługą zadłużenia przez kredytobiorców. Może to skutkować powszechnym trendem do restrukturyzacji zadłużenia, np. poprzez wydłużenie okresu spłaty kredytu. Z kolei banki muszą być gotowe na zawiązanie rezerw z tytułu utraty wartości kredytów, które przestałyby być obsługiwane przez kredytobiorców. Jest to istotne zagrożenie, gdyż na koniec 2016 r. wartość kredytów udzielonych branży wytwarzania energii wiatrowej wynosiła 6 mld zł.

Odgórne i skoordynowane wyhamowanie rozwoju farm wiatrowych w Polsce może spowodować reperkusje ze strony Unii Europejskiej. Pamiętajmy, że Polska jest zobowiązana do stałego zwiększania udziału energii elektrycznej pochodzącej z Odnawialnych Źródeł Energii tak, aby w 2020 roku osiągnąć wymagany poziom 19 proc.. Na chwilę obecną udział ten wynosi około 14 proc., co nie wróży skutecznego osiągnięcia minimalnego oczekiwanego pułapu. Taka sytuacja pociągnie za sobą finansowe konsekwencje dla naszego kraju, od wysokich kar finansowych począwszy, a na przymusowym odkupie zielonej energii wytworzonej przez kraje ościenne kończąc.

Rządząca obecnie większość parlamentarna przywoływała liczne argumenty na poparcie dokonanych przez siebie zmian. Przywołano raport Najwyższej Izby Kontroli, która w ostatnim czasie  negatywnie oceniła proces powstawania lądowych farm wiatrowych. NIK wypunktowywał liczne nieprawidłowości w tym sektorze oraz powszechne ignorowanie sprzeciwów lokalnych społeczności, którym nie odpowiadało zbyt bliskie sąsiedztwo potężnych konstrukcji, stawianych tuż przy ich domostwach. Ludzie obawiają się takiego sąsiedztwa, m.in. ze względu na hałas emitowany przez pracujące turbiny, w tym tzw. infradźwięki. Następnie przywołuje się „efekt migotania cieni”, powodowany przez obracające się łopaty wirnika turbiny. Jest to jednak zjawisko ledwo zauważalne, występujące w krótkich okresach dnia, gdy słońce jest usytułowane na niebie na tyle nisko, że świeci dokładnie zza turbiny. Stopień szkodliwości powyższych zjawisk dla zdrowia i życia człowieka jest więc tematem sporów naukowców. Na koniec, jak na ironię, trzeba dodać argument ekologów, którzy podkreślają zagrożenie jakie pracujące wiatraki stwarzają dla ptaków i nietoperzy. Końcowym argumentem jest „fatalny efekt wizualny”, o który oskarża się potężne konstrukcje wiatrowe. Minister Energii twierdzi zaś, że wiatraki są zbyt drogie, ich produkcja jest nieprzewidywalna i marginalna oraz wymagają utrzymywania w stałej gotowości elektrowni węglowych.

Podsumowując, trudno jednoznacznie orzec czy wyhamowywanie rozwoju Odnawialnych Źródeł Energii w Polsce na rzecz tradycyjnego modelu gospodarczego opartego na energii eklektycznej wytwarzanej z węgla jest krokiem w dobrym kierunku. Warto jednak zaznaczyćzaznaczyć, że w tym samym czasie światowym liderem w wytwarzaniu tzw. zielonej energii jest Chińska Republika Ludowa, na kolejnym miejscu plasuje się największa gospodarka świata – Stany Zjednoczone. W Europie zaś prym wiedzie najbardziej uprzemysłowiony  – co warto podkreślić –  kraj starego kontynentu, czyli Niemcy. Nie da się ukryć, że jesteśmy obecnie świadkami wielkiej transformacji energetycznej i to na wszystkich  kontynentach naszego globu. Jak na tym tle w niedługim czasie wypadnie Polska?

Paweł Koczorowski, ekspert Domu Maklerskiego Michael/Ström

Koniec letniej sielanki złotego

Poniedziałki zazwyczaj bywają spokojne, ale dziś przed nami cała seria wstępnych odczytów indeksów PMI. Wskaźniki te powinny potwierdzić siłę koniunktury w Eurolandzie, ale jednocześnie przybrać wartości minimalnie niższe niż poprzednio. Euro jest nadal bardzo silne i rynek szybko nie utraci wiary, że Rada Prezesów ECB porzuci optymistyczne spojrzenie na perspektywy inflacji. Z tego względu scenariuszem bazowym pozostaje zbliżenie się przez EUR/USD do szczytu z 2015 roku, który leży przy 1,1720. Siły euro warto szukać jednak przede wszystkim na takich crossach jak EUR/GBP, EUR/AUD, czy EUR/CAD. Wydarzeniem dnia jest spotkanie OPEC z niezrzeszonymi w kartelu krajami wydobywającymi ropę, które w listopadzie sygnowały porozumienie o redukcji produkcji surowca.

W całym tygodniu najciekawszym wydarzeniem będzie posiedzenie FOMC, gdyż w ostatnich tygodniach narosło wiele wątpliwości wokół determinacji Fed do podwyżek stóp procentowych i redukcji sumy bilansowej. Losy dolara mogą zależeć od niezłomności optymizmu władz monetarnych, ale też od pierwszych szacunków PKB USA za II kwartał, które poznamy w piątek. Biorąc pod uwagę, że rynek wycenia mniej niż 50 – proc. prawdopodobieństwo podwyżki w tym roku nie widzimy znacznego pola do pogłębienia słabości dolara. Szczególnie negatywnie postrzegamy perspektywy walut gospodarek wschodzących a w gronie G-10: funta oraz dolara kanadyjskiego i zwłaszcza dolara australijskiego. Skala aprecjacji tych walut nie koresponduje już z fundamentami a w dwóch ostatnich przypadkach istotnym czynnikiem może stać się koniunktura na rynkach towarowych.

Spodziewamy się, że dzisiejsze, petersburskie spotkanie państw OPEC i państw spoza kartelu, które sygnowały porozumienie o ograniczeniu wydobycia przyniesie rozczarowanie.

Nie sądzimy by rozwiązano na nim kwestię rosnącej produkcji w Libii i Nigerii, czyli w krajach, na które (ze względu na wydobycie poniżej historycznych norm) nie nałożono limitów. Jeszcze mniejsze są szanse na to, że – zgodnie z ostatnimi plotkami – Arabia Saudyjska zaproponuje jednostronne i dobrowolne zmniejszenie dostaw surowca. Sezonowy spadek zapasów w miesiącach letnich jest sprawą absolutnie typową. W tym świetle inwestorzy powinni znów swoją uwagę przerzucić na rosnącą aktywność wydobywczą w USA oraz ewidentnie słabsze przestrzeganie zobowiązań z końcówki ubiegłego roku. W takim scenariuszu dolara kanadyjski znajdzie w fazie korekty ostatniego umocnienia, które USD/CAD sprowadziło na długoterminowe maksima tuż powyżej 1,25.

Podobnie: nie uważamy, że ceny rudy żelaza czy miedzi będą kształtować się w tak korzystny dla dolara australijskiego sposób jak dotychczas. W przypadku metali przemysłowych na zniżki trzeba będzie dłużej poczekać, ale są one nieodzowne. Sądzimy, że chińska gospodarka, która zużywa ich więcej niż wszystkie państwa OECD łącznie, w drugiej połowie roku wytraci impet. Mając to na uwadze nie można zapominać, że miedź na wysokich poziomach w większym stopniu stabilizowana była przez zaburzenia dostaw niż siłę popytu. Bliźniaczo wygląda sytuacja rudy żelaza oraz aluminium. Gigantyczny przyrost produkcji w Chinach nie daje podstaw by wierzyć w możliwość przerodzenia się odbicia w długoterminowe trendy. Z tego względu nie liczymy, że kanał cen metali przemysłowych będzie w stanie wspierać dolara australijskiego, który będzie jedną z najwrażliwszych walut w momencie, gdy dolar amerykański zacznie odrabiać straty.

Złoty przed weekendem został mocno przeceniony ze względu na kryzys polityczny wokół reformy sądownictwa. Dziś można spodziewać się stabilizacji siły polskiej waluty, ale spodziewamy się, że maksima siły złotego już za nami i teraz przyjdzie czas na średnioterminowe osłabienie. Pozostajemy negatywnie nastawieni do wszystkich walut emerging markets. Warto odnotować, że europejskie indeksy znalazły się w końcówce tygodnia w głębokiej defensywie. W świetle przytoczonych już argumentów nie widzimy wsparcia w koniunkturze na rynkach towarowych.

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Czy jest szansa na korektę złotego?

Wydarzenia polityczne w Polsce zostały zauważone przez inwestorów, a niepewność czy też niewiedza, co do treści merytorycznej uchwał powoduje, iż ryzyko związane ze złotym jest większe. Inwestorzy będą bardziej zważać uwagę nie tylko na dobre wyniki gospodarcze, lecz także na sentymenty polityczne, czy też reakcję świata finansów na poszczególne ustawy w Polsce. Złoty jest relatywnie mocny, pomimo lekkiej korekty końcem tygodnia.

Kurs złotego do euro EURPLN

Kurs złotego do euro EURPLNW bardzo ważnym punkcie jesteśmy na EURPLN. W piątek cena przetestowała nawet 4,27, po czym popyt wyhamował. Strefa pomiędzy 4,26-4,28 jest w tym momencie kluczowa, gdyż wielokrotnie na przestrzeni ostatniego roku była testowana. Najpierw była istotnym wsparcie, a następnie oporem, zgodnie z zasadą zmiany biegunów. Po jej ewentualnym wybiciu górą droga do 4,36 będzie otwarta, lecz nie powinno się to zdarzyć tak od razu, z marszu. W przypadku korekty wsparciem pozostają poziomy 4,25, a następnie 4,23.

Kurs złotego do dolara USDPLN

Kurs złotego do dolara USDPLNPomimo rekordowo słabego, w ostatnich latach dolara, w piątek po reteście 3,61 doszło do reakcji byków. Mocny ruch w górę, przy słabym sentymencie do dolara na szerokim rynku, pozwala myśleć, iż inwestorzy wzięli jednak pod uwagę to, co się dzieje na polskich ulicach. Jesteśmy już w połowie drogi do 3,70, gdzie mamy silny opór. Cena nie miała siły przetestować dolnego ograniczenia kanału trendowego, co jest kolejnym sygnałem na to, że siła sprzedających słabnie. Teoretycznie jest jednak szansa na kolejny test 3,63, by wyrysować coś w rodzaju formacji odwróconej głowy z ramionami. W krótkim terminie można jednak myśleć o zakupie dolara.

Czy jest szansa na korektę złotego? 4

Komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia MF z 19 października 2005 roku. Został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Michał Bartos
Główny Analityk Walutowy
ergokantor.pl

Złoty stabilny po politycznej wyprzedaży w piątek

Poranek przynosi stabilizację notowań złotego, po tym jak w piątek był on mocno wyprzedawany, co miało swe źródła w krajowej polityce. W najbliższych dniach polityka i nastroje na rynkach globalnych zdecydują o losach polskiej waluty.

O godzinie 08:39 kurs EUR/PLN testował poziom 4,2670 zł, CHF/PLN 3,8680 zł, USD/PLN 3,6605 zł, a GBP/PLN 4,7590 zł. To poziomy zbliżone do tych z piątkowego zamknięcia, gdy euro, szwajcarski frank i funt w jeden dzień podrożały po 5,5-6 gr, a dolar o 3,5 gr. Była to reakcja na kontrowersje jakie wzbudza pozakonstytucyjna zmiana funkcjonowania Sądu Najwyższego i masowe protesty społeczeństwa tym spowodowane, a także płynące m.in. z Unii Europejskiej i USA głosy zaniepokojenia zmianami w sądownictwie.

Na wyłącznie krajowe źródła piątkowej wyprzedaży złotego wskazuje nie tylko fakt, że polityka była wówczas jednym impulsem do zmian, ale i to, że podczas gdy euro do złotego podrożało tego dnia o 1,3 proc., wyznaczając nowy 3-miesięczny szczyt, w relacji do węgierskiego forinta wspólna waluta podrożała zaledwie o 0,1 proc., do czeskiej korony nie zmieniała swej wartości, a w relacji do rumuńskiego leja straciła 0,1 proc.

Spór polityczny wokół Sądu Najwyższego przypomina podobny spór wokół Trybunału Konstytucyjnego. Tyle tylko, że obecnie siła jego oddziaływania, również z uwagi na głosy zaniepokojenia płynące od największych partnerów gospodarczych i politycznych Polski, jest dużo większa. Dlatego nie jest wykluczone, że jeżeli tylko prezydent Duda nie zawetuje 3. ustaw „sądowych”, to złoty może dalej tracić na wartości. Aczkolwiek trzeba jednocześnie pamiętać, że teraz kondycja rodzimej gospodarki jest dużo lepsza niż na jesieni, więc powrót polskich par do poziomów z końca roku jest mało prawdopodobny. Tak samo jak obniżka ratingu wywołana tylko i wyłącznie osłabieniem otoczenia instytucjonalnego.

Piątkowa wyprzedaż złotego zmieniła układ sił na wykresach EUR/PLN i CHF/PLN. W tym pierwszym przypadku euro nie tylko zawróciło z poziomu wsparcia na 4,20 zł, ale też wybiło się powyżej czerwcowych maksimów. Dynamika wybicia sprawia, że na gruncie analizy technicznej otwarta została droga w okolice 4,36 zł.

Drożeć też może szwajcarski frank, który w poprzednim tygodniu w sposób niebudzący wątpliwości obronił majowy dołek (3,7994 zł). To może zwiastować powrót do czerwcowych maksimów, czyli powyżej 3,92 zł.

Na wykresach dziennych USD/PLN i GBP/PLN sytuacja nie jest już tak jednoznaczna. Stąd też ostatnie mocne wzrosty, jakkolwiek stopują tendencje spadkową, to jeszcze nie oznaczają zmiany trendu na wzrostowy.

W poniedziałek, oprócz krajowej polityki, wpływ na notowania złotego niezmiennie będą miały nastroje na rynkach globalnych. Te zaś będą kształtowane z jednej strony przez publikowane dziś dane makroekonomiczne. Z drugiej, przez oczekiwania co do całego tygodnia.

Pomiędzy godziną 09:00 a 10:00 zostaną opublikowane wstępne odczyty lipcowych indeksów PMI obrazujących kondycję w sektorze przemysłowym i usługowym we Francji, Niemczech i całej strefie euro. Oczekuje się odczytów zbliżonych do tych z czerwca, a więc wciąż potwierdzających bardzo dobrą koniunkturę gospodarczą w Europie. To już jest w cenach, dlatego ewentualne lepsze dane przejdą bez echa. Lekkim zaskoczeniem byłyby natomiast odczyty wyraźnie poniżej konsensusu.

Po południu światło dzienne ujrzą analogiczne indeksy PMI dla USA, a także czerwcowy raport o sprzedaży tam domów na rynku wtórnym. Zważywszy, że od wielu tygodni dane z amerykańskiej gospodarki w większości negatywnie zaskakują, więc teraz każde pozytywne zaskoczenie byłoby impulsem wzmacniającym dolara.

Pewien (pośredni) wpływ na nastroje mogą też mieć doniesienia z Petersburga, gdzie państwa należące do OPEC spotkały się z Rosją, żeby omówić sytuację na rynku ropy.

Wspomniane wcześniej indeksy PMI to jedno z wydarzeń rozpoczynającego się tygodnia na rynkach finansowych. Jednak wcale nie najważniejsze. Uwaga inwestorów przede wszystkim skupi się na USA. W centrum uwagi znajdzie się środowe posiedzenie Fed, piątkowy raport o PKB, a także polityka.

Powszechnie się oczekuje, że Fed na najbliższym posiedzeniu nie zmieni polityki monetarnej. Jednocześnie się zakłada, że we wrześniu ogłosi on redukcję sumy bilansowej, a w grudniu trzeci raz w tym roku podniesie stopy procentowe w USA. Środowe posiedzenie posłuży więc do oceny, na ile te prognozy są realne.

Do oceny realności powyższych prognoz posłużą również publikowane w piątek wstępne szacunki amerykańskiego PKB za II kwartał br. Oczekuje się, że gospodarka przyspieszyła do 2,6 proc. z 1,4 proc. w pierwszych 3. miesiącach roku.

Dużą rolę będzie też odgrywała amerykańska polityka. W weekend przywódcy Republikanów i Demokratów poinformowali, że porozumieli się ws. zaostrzenia sankcji wobec Rosji w związku z jej ingerencją w ostatnie wybory prezydenckie w USA. Porozumienie to jest wbrew dotychczasowemu stanowisku prezydenta Donalda Trumpa, co dodatkowo osłabia jego pozycję. Trump znajdzie się w tym tygodniu jeszcze raz na cenzurowanym, gdy w środę syn prezydenta (a także były szef kampanii wyborczej Trumpa) będzie zeznawał przed senacką komisją w sprawie tzw. afery rosyjskiej.

W tym tygodniu ponadto warto jeszcze zwrócić uwagę na wstępne oszacowanie dynamiki PKB za II kwartał dla Wielkiej Brytanii, a także niemieckie dane nt. inflacji konsumenckiej i indeksu Ifo. Nie można też zapominać, że na Wall Street trwa sezon publikacji wyników kwartalnych, co pośrednio też może wpływać na nastroje na rynku walutowym.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Mitsubishi wchodzi na rynek z nowym modelem Eclipse Cross. W przyszłym roku chce sprzedać 2 tys. egzemplarzy sportowego SUV-a

Mitsubishi wchodzi na rynek z nowym modelem Eclipse Cross. W przyszłym roku chce sprzedać 2 tys. egzemplarzy sportowego SUV-a 5

Minęło sześć lat, od kiedy z linii produkcyjnej zjechał ostatni model legendarnego już modelu Eclipse. Mitsubishi odświeża legendę i wchodzi na rynek z zupełnie nowym, dynamicznym, komfortowym, bezpiecznym i zaawansowanym technologicznie modelem Mitsubishi Eclipse Cross. Ten sportowy SUV z nadwoziem coupé ma otworzyć nowy rozdział w historii marki, która obchodzi w tym roku stulecie produkcji samochodów. Na polskich ulicach auto pojawi się w grudniu tego roku. Cel sprzedażowy na przyszły rok to dwa tysiące egzemplarzy.

– Branża motoryzacyjna stawia dziś na crossovery i SUV-y. To kierunek, w którym Mitsubishi jest pionierem, gdyż konstruuje napędy na cztery koła od 80 lat. Ale nie zapominamy też o kierowcach, którzy lubią sportowy styl jazdy i z niego czerpią przyjemność. Mitsubishi Eclipse Cross jest połączeniem tych dwóch rzeczy – mówi agencji Newseria Biznes Yasuyuki Oyama, prezes MMC Car Poland.

Japoński koncern zaprezentował w tym tygodniu nowy model SUV-a. Mitsubishi Eclipse Cross, który w czwartek miał swoją przedpremierę na Torze Wyścigów Konnych na warszawskim Służewcu, ma otworzyć nowy rozdział w historii motoryzacyjnej marki, świętującej w tym roku stulecie produkcji samochodów.

Mitsubishi Eclipse było sportowym coupé, modelem dobrze znanym i lubianym, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych, gdzie zyskało już status kultowego. Cross to skrót od crossover. Nowy model ma więc połączyć najlepsze cechy z obu tych typów samochodów. Eclipse Cross ma być dopełnieniem dwóch SUV-ów marki: ASX oraz Outlandera.

 Mitsubishi Eclipse Cross to dynamiczny design i wyraziste linie. W środku naszpikowany jest innowacyjnymi technologiami, nawiązującymi do tradycji produkcji aut sportowych, z napędem na cztery koła, którą rozwijaliśmy wraz z ewolucją modeli Lancer i Pajero. Ten samochód ma z jednej strony ostry i sportowy charakter, a z drugiej jest bardzo przestronny. Przypomina coupé, ale w środku jest przestrzeń, którą może się cieszyć nie tylko kierowca, lecz także pasażerowie. Chcemy podkreślić, że ten samochód pochodzi z Japonii i widać w nim połączenie japońskiej tradycji, kreatywności oraz niezawodności technologicznej – mówi Yasuyuki Oyama.

Eclipse Cross ma się pojawić na polskich ulicach w grudniu tego roku. Marka ma ambitne plany sprzedażowe związane z nowym modelem.

 W 2018 roku planujemy sprzedać 2–3 tysiące egzemplarzy tego modelu. Jestem przekonany, że Eclipse Cross zostanie doceniony przez naszych klientów. Crossovery stają się coraz popularniejsze, to ogólnoświatowa tendencja. My byliśmy prekursorem tego trendu. Produkowaliśmy SUV-y jeszcze zanim stały się modne. Jestem więcej, niż przekonany, że osiągniemy dobre wyniki – mówi Yasuyuki Oyama.

Nowy SUV Mitsubishi wyróżnia się mocnym i niebanalnym designem. Ma dynamiczną, sportową sylwetkę, a przód auta nadaje mu wyrazisty charakter. Wnętrze jest przestronne, dobrze wyciszone i rozplanowane funkcjonalnie, z myślą o osobach, które żyją aktywnie. Nowością jest przezierny wyświetlacz HUD (head-up display), który prezentuje w polu widzenia kierowcy wszystkie najważniejsze informacje dotyczące m.in. obrotów czy prędkości jazdy. To technologiczna nowinka po raz pierwszy zastosowana w modelu Mitsubishi.

– Mitsubishi Eclipse Cross z pewnością przyciągnie klientów nowoczesnym, pięknym designem, budzącym skojarzenia ze sportowcem w blokach startowych. Na pewno będzie to też jakość, o której świadczą detale wnętrza – zupełnie nowe fotele, rozplanowanie wnętrza, łatwa i intuicyjna obsługa. Cechą wyróżniającą ten samochód będą również bardzo dobre osiągi, innowacyjne rozwiązania, przyjazne technologie służące obsłudze i sterowaniu samochodem oraz kwestie bezpieczeństwa – wylicza Kinga Lisowska, PR Manager w MMC Car Poland.

Do napędzania auta zastosowano dwa silniki – benzynowy 1,5 litra i zmodernizowany silnik wysokoprężny (oba turboładowalne i z bezpośrednim wtryskiem paliwa). Silnik benzynowy będzie połączony z 6-stopniową skrzynią biegów lub przekładnią CVT o 8 przełożeniach wirtualnych dla trybu jazdy sport. Wersja turbodiesel o pojemności 2,2 l będzie połączona z 8-stopniową, automatyczną skrzynią biegów. Specjalista ds. technicznych Mitsubishi Motors Polska Miłosz Majewski podkreśla, że pod maską znalazła się nowa benzynowa jednostka napędowa, która została opracowana specjalnie na potrzeby nowego modelu Mitsubishi Eclipse Cross.

W Eclipse Cross wykorzystano także najnowszą generację słynnego, znanego z Lancera Evolution, systemu kontroli napędu 4 kół Super-All Wheel Control (S-AWC). To mechaniczno-elektroniczny układ przeniesienia napędu i stabilizacji toru jazdy, który ma między innymi zapewniać lepszą stabilność przy zmianie pasa ruchu albo jeździe po śliskiej nawierzchni.

– Napęd ten nie tylko zapewnia optymalną trakcję na wszystkie cztery koła, lecz także wyprzedza działanie kierowcy, dzięki czemu jazda tym samochodem jest jeszcze przyjemniejsza i bezpieczniejsza. Poza tym w samochodzie został zastosowany szereg rozwiązań umilających komfort podróżowania, takich jak gładzik dotykowy, dzięki któremu można sterować funkcjami radia w sposób zbliżony do rozwiązań, które znamy z laptopów – mówi Miłosz Majewski.

W Mitsubishi Eclipse Cross kierowca ma możliwość wyświetlenia zawartości smartfonów (zarówno Apple, jak i urządzeń opartych na systemie Android) na 7-calowym wyświetlaczu umiejscowionym w centralnym miejscu deski rozdzielczej. Dzięki temu może korzystać w samochodzie ze wszystkich ulubionych aplikacji, które ma na swoim smartfonie.

– To trend, bez którego nie może już obyć się żaden nowy samochód – dodaje Miłosz Majewski.

Polskie szpitale onkologiczne coraz bardziej przyjazne pacjentom. Zamiast długiej hospitalizacji krótkie wizyty i nowoczesne formy terapii

Polskie szpitale onkologiczne coraz bardziej przyjazne pacjentom. Zamiast długiej hospitalizacji krótkie wizyty i nowoczesne formy terapii 6

Możliwość umawiania terapii na konkretną godzinę oraz oferowanie leczenia podskórnego zamiast dożylnego pozwala chorym prowadzić normalne życie, także zawodowe. Dlatego coraz więcej szpitali wprowadza takie udogodnienia. Organizatorzy kampanii „Choroba? Pracuję z nią!” wyróżnili 19 szpitali w całej Polsce, które pomagają pacjentom godzić leczenie z pracą zawodową. Jako pierwszy godło „Szpitala przyjaznego” otrzymał warszawski szpital przy ul. Banacha.

W ciągu ostatnich trzydziestu lat zachorowalność na nowotwory zwiększyła się w Polsce ponaddwukrotnie. Z danych GUS i Krajowego Rejestru Nowotworów wynika, że rocznie na choroby onkologiczne zapada ponad 150 tys. Polaków. Chorują osoby coraz młodsze, aktywne zawodowo, dla których rezygnacja z normalnego życia, w tym pracy zarobkowej, łączy się z utratą poczucia własnej wartości, problemami z motywacją oraz kłopotami finansowymi.

 Należy zapewniać taką drogę podawania leków, aby chorzy jak najkrócej przebywali u nas na oddziale, aby przychodzili w określonych dniach na podanie chemioterapii, jeśli tego wymagają. Ma to ogromne znaczenie – część z pacjentów żyje w miarę normalnie, pracują, uczą się, studiują, zajmują się wnukami. Chodzi o to, aby czuli się jak najbardziej dowartościowani. Często takie uzależnienie od innych bardzo źle na nich wpływa, a przebywanie w szpitalu na pewno pogarsza jakość życia – mówi agencji informacyjnej Newseria prof. dr hab. n. med. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek z Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego.

Choroba onkologiczna nie musi oznaczać rezygnacji z normalnego życia, w tym zawodowego. Nowotwory cechują się różnorodnym przebiegiem, nie zawsze powodują znaczne, uniemożliwiające pracę zarobkową, wycieńczenie organizmu. Nowoczesne formy terapii pozwalają ponadto ograniczyć czas spędzany w szpitalu do minimum przy zachowaniu tego samego poziomu skuteczności i bezpieczeństwa co tradycyjne formy leczenia. Do innowacyjnych terapii należy m.in. podskórne wprowadzanie leku, które w przeciwieństwie do leczenia dożylnego, nie wymaga hospitalizacji i trwa zaledwie kilkanaście minut. Takie rozwiązania udostępniane są kolejnym grupom pacjentów, m.in. z rakiem piersi czy niektórymi rodzajami chłoniaków. Z leków w formie podskórnej mogą korzystać także pacjenci z RZS, choć nie wszyscy, ponieważ nie wszystkie opcje lecznicze są refundowane.

– Jest to szybkie podanie leku, pacjent nie musi być długo hospitalizowany, może zostać obsłużony szybko i na przykład wrócić do pracy i normalnie funkcjonować – mówi Bartosz Poliński, prezes zarządu Fundacji Onkologicznej Osób Młodych „Alivia”.

Fundacja Alivia wraz z organizatorami kampanii „Choroba? Pracuję z nią!” postanowili przyznawać specjalne wyróżnienie szpitalom, które szanują czas pacjenta. Do otrzymania godła „Szpitala przyjaznego” niezbędne jest spełnienie dwóch warunków: placówka musi mieć salę do podskórnej iniekcji leków oraz zapewniać pacjentom możliwość umówienia się na terapię na konkretną godzinę. Jako pierwszy wyróżnienie otrzymał warszawski Samodzielny Publiczny Centralny Szpital Kliniczny przy ul. Banacha, w którym w ramach Kliniki Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych leczeni są m.in. pacjenci z nowotworami krwi.

To olbrzymia satysfakcja dla szpitala, a w szczególności dla naszej kliniki, która została wyróżniona. Dobrze wpływa to na samopoczucie personelu, który zajmuje się chorymi. To też jest ważne, aby lekarz, pielęgniarka czy salowy byli usatysfakcjonowani – mówi prof. Jadwiga Dwilewicz-Trojaczek.

Przy Klinice Hematologii, Onkologii i Chorób Wewnętrznych działa sześć poradni hematologicznych oraz jedna onkologiczna. Jej pracownicy działają w taki sposób, by jak największą liczbę pacjentów poddawać leczeniu ambulatoryjnemu, a nie hospitalizacji. Chorzy mają możliwość umówienia się na terapię na konkretną godzinę, a zamiast trwających wiele godzin wlewów poddawani są trwającemu kilkanaście minut leczeniu podskórnemu. W większości placówek onkologicznych każda wizyta pacjenta trwa nawet kilka godzin, jest to bowiem bardziej opłacalne kosztowo dla placówki medycznej.

„Alivia” stworzyła stronę internetową, tzw. onkomapę, na której znajduje się wykaz szpitali, które pracownicy fundacji uznali za sprzyjające pacjentom. Obecnie takich placówek jest w całej Polsce 19. W najbliższym czasie godło „Szpitala przyjaznego” otrzyma Centrum Onkologii – Instytut im. Marii Skłodowskiej-Curie przy ul. Roentgena w Warszawie. Zdaniem prezesa fundacji Alivia polskie szpitale coraz bardziej zmieniają podejście do pacjenta, wychodząc z założenia, że pozytywnie zmotywowany, traktowany po partnersku chory jest bardziej zdyscyplinowanym i lepszym pacjentem.

 Oceny nie są aż tak złe w porównaniu z obiegowym myśleniem na ten temat. Wielu pacjentów jest bardzo wdzięcznych za to, w jaki sposób zostali potraktowani w szpitalu, ale nie oznacza to, że nie ma pola do poprawy. Są ośrodki i lekarze oceniani bardzo dobrze, są też ośrodki, które nieco odstają – mówi Bartosz Poliński.

Kampania „Choroba? Pracuję z nią!” została zainicjowana w 2016 roku. Jej organizatorami są Pracodawcy RP, wiodąca organizacja zrzeszająca ponad 12 tysięcy firm w Polsce oraz siedem aktywnie działających organizacji pacjentów: Ogólnopolskie Stowarzyszenie Młodych z Zapalnymi Chorobami Tkanki Łącznej „3majmy się razem”, Federacja Stowarzyszeń Amazonki, Polskie Amazonki Ruch Społeczny, Fundacja Onkologiczna Osób Młodych Alivia, Fundacja Rak’n’Roll – Wygraj Życie!, Fundacja OnkoCafe – Razem Lepiej, Stowarzyszenie Przyjaciół Chorych na Chłoniaki „Przebiśnieg”. Celem kampanii jest wspólne działanie na rzecz tworzenia dogodnych warunków pracy dla chorujących przewlekle pracowników. Więcej informacji na www.pracujeznia.pl.

M. Grzesiak: Doradztwo przenosi się do sieci. Internetowi eksperci mają ogromny wpływ na decyzje odbiorców niezależnie od rzeczywistych kompetencji

M. Grzesiak: Doradztwo przenosi się do sieci. Internetowi eksperci mają ogromny wpływ na decyzje odbiorców niezależnie od rzeczywistych kompetencji 7

Rośnie popularność internetowych ekspertów. Działają oni przede wszystkim w mediach społecznościowych, a określani jako specjaliści mają duży wpływ na wybory internautów. Działalność cyfrowych ekspertów nie zawsze idzie w parze z kwalifikacjami i doświadczeniem. Jak zaznacza dr Mateusz Grzesiak, psycholog biznesu, często o popularności decyduje tytuł marketingowy, nie merytoryczny, więc słuchając ekspertów, należy kierować się własną intuicją i rozsądkiem.  

– Internetowy ekspert to marka osobista, która funkcjonuje przede wszystkim w nowych mediach, czyli mediach społecznościowych. Ma on reputację specjalisty w określonej dziedzinie. Wywiera wpływ przez pryzmat zasięgu oraz nadanego mu przez grupę odbiorców autorytetu. Jest to tzw. key opinion leader – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr Mateusz Grzesiak, psycholog biznesu.

Z mediów społecznościowych aktywnie korzysta blisko 40 proc. Polaków – wynika z tegorocznego raportu agencji We Are Social. Statystycznie każdy użytkownik spędza w nich 1 godz. 45 min. dziennie, czyli nieco mniej niż wynosi globalna średnia (2 godz. 19 min.). Zdecydowana większość, bo aż 70 proc. osób mających konta na Facebooku, aktywnie korzysta z ich każdego dnia.

Internet i social media są dla Polaków nie tylko kanałem komunikacji i jednym z głównych źródeł informacji, lecz także miejscem, z którego czerpią inspiracje i w którym szukają opinii. Media społecznościowe to raj dla internetowych autorytetów. Jak jednak podkreśla dr Mateusz Grzesiak, cyfrowy ekspert znacznie różni się od tego z rzeczywistego świata.

– Cyfrowy ekspert nie musi pokonywać barier wejścia, które są wymagane dla eksperta rzeczywistego, nie musi mieć formalnego wykształcenia w dziedzinie, w której się wypowiada, nie musi mieć udokumentowanych lat doświadczeń, a tytuły merytoryczne zamienia tytułami marketingowymi, np. najbardziej znany sportowiec w Polsce. Może być samozwańcem i samodzielnie nadawać sobie określone tytuły. Jego moc polega na dużej sile rażenia zasięgu i grupie docelowej. Źródłem wiedzy są jego poglądy i osobiste doświadczenia, a nie paradygmat doświadczeń rynkowych oraz badań naukowych – wskazuje psycholog biznesu.

Liderami opinii zostają nie tyko osoby o dużej wiedzy w danej dziedzinie, lecz także często te rozpoznawalne, kojarzone z inną dziedziną, ale cieszące się sympatią czy szacunkiem internautów. Jak przekonuje Grzesiak, rzeczywistego eksperta od tego brylującego w mediach społecznościowych można stosunkowo łatwo odróżnić. Przede wszystkim należy wziąć pod uwagę wykształcenie, doświadczenie oraz to, czy jest ono związane z obszarem, jakim dana osoba się zajmuje.

– Drugą kwestią są wyniki, referencje i to, czy działa przez pryzmat pewnej powtarzalności, czy też wypowiada się jedynie jednorazowo. Należy wziąć pod uwagę sensowność i merytorykę jego wypowiedzi w mediach tradycyjnych oraz społecznościowych i zwrócić uwagę, czy istnieje spójność na linii tego, co robi, i tego, co mówi – przekonuje Grzesiak.

Opinie cyfrowych autorytetów mogą w znaczącym stopniu kształtować opinię publiczną i wpływać na wybory konsumentów. Z tego powodu takie osoby są również często wykorzystywane przez firmy jako wsparcie w zarządzaniu komunikacją. Nie należy jednak przyjmować ich opinii bezkrytycznie.

– Aby podjąć odpowiedzialnie decyzje, należy po pierwsze skorzystać z kilku różnych, niezależnych od siebie źródeł, po drugie kierować się intuicją oraz własnymi doświadczeniami, a także wziąć pod uwagę to, czy to, co ktoś nam doradza, jest poparte jego wykształceniem, edukacją, doświadczeniem oraz określonego rodzaju reputacją rynkową. Wówczas zwiększamy szansę na to, że podejmiemy odpowiednią decyzję – podkreśla dr Mateusz Grzesiak.

Codziennie podejmowane są próby wyłudzenia nawet 1 mln zł. Najczęściej przy użyciu skradzionych dokumentów

Codziennie podejmowane są próby wyłudzenia nawet 1 mln zł. Najczęściej przy użyciu skradzionych dokumentów 8

Od stycznia do marca 2017 roku każdego dnia próbowano wyłudzać blisko 1 mln zł, głównie przy pomocy skradzionych dowodów osobistych – wynika z danych Związku Banków Polskich. Dzięki bazie zastrzeżonych dokumentów instytucjom finansowym łatwiej takie próby udaremnić, ale są też inne sposoby, np. Biuro Informacji Kredytowej. Z problemem wyłudzeń spotykają się także firmy pożyczkowe, choć jego skala nie jest znacząca.

Problem wyłudzeń, jakie obserwujemy, z wykorzystaniem skradzionych dokumentów jest stosunkowo niewielki – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ovais Siddiqui, prezes zarządu firmy pożyczkowej Aasa Polska. – W skali całego kraju sprawa wygląda poważniej, zwłaszcza w ujęciu liczbowym, bo codziennie próbuje się wyłudzić ok. miliona złotych. Jednak stanowi to niewielki odsetek udzielonych kredytów. Zdarzają się przypadki próby kradzieży tożsamości, ale to nie więcej niż 3–4 proc. Korzystamy z wielu różnych narzędzi służących do weryfikacji klienta przy udzielaniu pożyczek.

Z danych ZBP wynika, że w I kwartale 2017 próbowano dokonać wyłudzeń na ok. 1 mln zł dziennie. To dało w sumie przeszło 90 mln zł, a samych prób było niemal 1750. Od 2008 r., kiedy to rozpoczęte zostały dokładne badania w tym zakresie, udaremniono już 69,5 tys. prób wyłudzeń kredytów na łączną kwotę 3,7 mld zł.

Przypadki wyłudzeń w internecie są nieco łatwiejsze niż w realnym świecie, ponieważ nie dochodzi do kontaktu bezpośredniego. W sieci przestępcy starają się wykorzystać skradzione tożsamości, z nazwiskiem i pasującym do niego numerem PESEL, by uzyskać pożyczkę. Warto więc mocno pilnować swoich danych osobowych, a na przykład przy utracie dowodu osobistego, natychmiast to zgłosić.

Wykorzystujemy różne bazy danych, takie jak BIK, które pozwalają nam sprawdzić, czy ktoś nie posługuje się skradzioną tożsamością. Także osoby prywatne mogą korzystać z takiej bazy, żeby dowiedzieć się, czy ktoś analizuje ich historię kredytową – mówi Siddiqui. – Więc jeżeli nie ubiegasz się o pożyczkę, a BIK poinformuje cię, że ktoś sprawdza twoje dane online, powinieneś być czujny. Jest szereg rzeczy, które my możemy zrobić i które osoby prywatne mogą zrobić, by chronić się przed kradzieżą tożsamości.

W sierpniu ubiegłego roku Polską wstrząsnęła informacja o rzekomym wycieku danych 1,4 mln Polaków z bazy PESEL – chodziło o nienaturalnie zwiększoną liczbę zapytań ze strony kancelarii komorniczych. Spowodowało to zainteresowanie konsumentów ochroną swoich danych osobowych. BIK zaoferował nawet roczny darmowy monitoring z wysyłaniem alertów z informacją, czy odnotowano zapytania o kredyt na nazwisko danej osoby.

Jest kilka metodologii, z których korzystamy. BIK, o którym już wspominałem, ale są również inne biura informacji kredytowej, które pomagają dopasować nazwisko do numeru PESEL, historię kredytową i adresy. Inny bardzo ważny system, którego używamy, nazywa się Blue Media – mówi szef Aasa Polska, firmy działającej od pięciu lat, która udzieliła już pożyczek 200 tys. osób. – Pozwala nam on dopasować PESEL danej osoby do jej konta bankowego. System polega na tym, że złotówka jest wysyłana z konta osoby, która ubiega się o finansowanie, a następnie zwraca. Dzięki temu transferowi widzimy dane z banku: nazwisko, szczegóły konta, adres i numer PESEL.

Inne firmy weryfikujące dane poza BIK to np. Deltavista, BIG czy ERIF. Aasa stara się także korzystać z analizy big data jako zaawansowanej metody oceny ryzyka oszustwa. Polega ona na sprawdzeniu, jak wyglądała dotychczasowa historia kredytowa danej osoby.

– Sprawdzamy połączenia z adresami, związki z innymi osobami, numery PESEL, nawet konto bankowe. Jeżeli przy okazji wyjdzie jakieś oszustwo z przeszłości, ryzyko związane z takim wnioskiem rośnie – tłumaczy Ovais Siddiqui. – Rozpatrujemy nawet do 4000 wniosków dziennie, ale jesteśmy w stanie wyeliminować te, które mogą sprawiać kłopoty, więc ryzyko wyłudzeń jest u nas w istocie bardzo niskie. 

Polska nauka zyskała znaczące wsparcie na prowadzenie prac badawczo-rozwojowych. Do tej pory mogły korzystać z niego jedynie zagraniczne jednostki naukowe

Polska nauka zyskała znaczące wsparcie na prowadzenie prac badawczo-rozwojowych. Do tej pory mogły korzystać z niego jedynie zagraniczne jednostki naukowe 9

Inicjatywa polsko-niemiecka, która stała się możliwa dzięki porozumieniu pomiędzy Narodowym Centrum Nauki (NCN) a niemieckim Towarzystwem Maxa Plancka, pozwoli na promocje polskiej nauki za granicą. W Polsce powstanie 10 Centrów Doskonałości Naukowej Dioscuri, w których badacze z całego świata będą mogli prowadzić pracę badawczo-rozwojowe. To okazja na przyciągniecie do Polski najlepszych naukowców z całego świata.

– Dioscuri to inicjatywa Towarzystwa Maxa Plancka oraz Narodowego Centrum Nauki, czyli agencji Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, aby ulokować 10 centrów doskonałości w Polsce. Stowarzyszenie Maxa Plancka to najlepsza instytucja naukowa w Europie, 17 noblistów, jeden medal Fieldsa, to jest „top of the top” – opowiada agencji informacyjnej Newseria Innowacje Łukasz Szumowski, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Pierwszy raz powstanie Centrów Doskonałości Naukowej zapowiedział podczas tegorocznych targów w Hanowerze wicepremier Jarosław Gowin. Zadaniem tych ośrodków badawczych, które zostaną ulokowane najprawdopodobniej na polskich uczelniach, będzie doskonalenie naukowców z całego regionu europejskiego. Zespoły pracujące w centrach zostaną wybrane w ramach konkursu, do którego mogą stanąć także obywatele innych krajów niż Polska i Niemcy. Jak podkreślają przedstawiciele Towarzystwa Maxa Plancka, w przyszłości podobne Centra prawdopodobnie powstaną w Czechach, Estonii, Węgrzech i Słowenii.

Międzynarodowe zespoły badawcze będą miały możliwość uzyskania grantu, który pozwoli im na realizacje prac naukowych w przeciągu minimum 5 lat. W sumie w Polsce planowane jest powstanie 10 Centrów Doskonałości Naukowej Dioscuri, zaś 3 z nich powstaną już do końca 2018 roku.

– Finansowanie jest zapewnione, w 2018 roku powinny powstać 3 takie ośrodki, w 2019 i 2020 roku kolejne. Możliwość funkcjonowania w takim ośrodku jest rozłożona na 5 lat i ewentualnie można je przedłużyć na kolejne 5 lat. Finansowanie jest zapewnione przez Ministerstwo Nauki, zarówno polskie, jak i niemieckie – deklaruje Łukasz Szumowski.

Towarzystwo Maxa Plancka (MPG) uznawane jest za jedną z najbardziej prestiżowych organizacji prowadzących działalność badawczo-rozwojową na świecie. Pracujący w w tej organizacji naukowcy otrzymali już 17 nagród Nobla, zaś jeden z badaczy uhonorowany został Medalem Fieldsa. Odznaczenie to jest przyznawane co 4 lata matematykom, którzy najmocniej wpłynęli na rozwój tej dziedziny nauki. Organizacja naukowa MPG działa dzięki finansowaniu z budżetu federalnego Niemiec.

W przypadku Polski finansowanie rozwoju centrów będzie możliwe dzięki Narodowemu Centrum Nauki, które działa przy Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Według statystyk konkursów za 2015 rok z NCN ponad 2 tys. wniosków uzyskało prawo do otrzymania grantów na łączną kwotę 958 mln zł. Wsparcie, jakie jest przewidywane dla każdego z Centrów Doskonałości Naukowej Dioscuri, ma wynieść 300 tys. euro rocznie (ponad 1,2 mln zł). Finansowanie Dioscuri zapewni zarówno strona polska, jak i niemiecka.

– Centra doskonałości mają być ulokowane w polskich jednostkach, Towarzystwo Maxa Plancka oraz NCN poprzez polskie i niemieckie Ministerstwo Nauki finansuje każde z tych centrów doskonałości na poziomie 300 tys. euro rocznie. One będą ośrodkami, które będą promieniować na resztę środowiska naukowego, badawczego, rozwojowego poprzez wiedzę, którą ma Towarzystwo, jak zarządzać takimi jednostkami i poprzez najlepszych badaczy, którzy będą wyłonieni w konkursach na kierowników zespołów badawczych w tych ośrodkach Dioscuri – wyjaśnia Łukasz Szumowski.

Jednym z zadań centrów doskonałości ma być promocja polskiego środowiska naukowego poza granicami kraju. Działania tych ośrodków mogą także przyczynić się do lepszej opinii o samej Polsce wśród osób reprezentujących środowiska akademickie. Ich spojrzenie na naszą naukę czy gospodarkę będzie miało niewątpliwy wpływ na pozycję kraju na arenie międzynarodowej.

– Zyskujemy umiędzynarodowienie naszego środowiska akademickiego, bo kandydaci na szefów zespołów są z całego świata, międzynarodowe komisje będą oceniały te kandydatury i wybierały najlepsze osoby. Przez to osoby z całego świata przyjadą do Polski, poznają Polskę i tutejsze środowisko akademickie i będą mogły dalej podawać informacje, że Polska jest krajem dobrym do uprawiania nauki, bezpiecznym, przyjaznym i sympatycznym – zapowiada Łukasz Szumowski.

Coraz więcej rodziców rozważa zagraniczne studia dla dzieci. Najchętniej w Stanach Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii

Coraz więcej rodziców rozważa zagraniczne studia dla dzieci. Najchętniej w Stanach Zjednoczonych lub Wielkiej Brytanii 10

Według 75 proc. rodziców ich dzieci czeka świetlana przyszłość. Niewiele mniej uważa, że znajdą one dobrze płatną pracę – wynika z badania banku HSBC. Udany start w dorosłość mogą zapewnić zagraniczne studia. Taki scenariusz dla swoich dzieci rozważa 41 proc. rodziców. W Polsce studia na zagranicznych uczelniach są stosunkowo mało popularne, a największą barierą są koszty. Rodzice doceniają jednak korzyści: kompetencje językowe, międzynarodowe doświadczenie zawodowe i kulturalne oraz większa pewność siebie.

– Na zlecenie banku HSBC zostało przeprowadzane badanie opinii wśród rodziców z 15 krajów. Badanie wykazało, że rodzice są dużymi optymistami, jeśli chodzi o przyszłość ich dzieci, 3/4 z nich uważa, że będzie ona świetlana. Jednym z czynników, który może w tym pomóc są studia i edukacja. 41 proc. byłoby skłonnych rozważyć studia zagraniczne dla swoich dzieci. Najpopularniejszymi kierunkami są Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Australia – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Magdalena Ujda, menedżer ds. komunikacji w HSBC Bank Polska.

Z raportu na temat edukacji przygotowanego przez HSBC wynika, że według 68 proc. rodziców ich dzieci będą miały dobrze płatną pracę, a w znalezieniu takiej pomóc może ukończenie zagranicznej uczelni. Dlatego coraz częściej młodzi ludzie wybierają prestiżowe uniwersytety poza granicami swojego kraju.

Blisko połowa rodziców (47 proc.) wybrałaby dla swoich dzieci studia w Stanach Zjednoczonych. Nieco mniej rodziców wskazało Australię (40 proc.) i Wielką Brytanię (38 proc.). Mniejszą popularnością cieszą się azjatyckie uczelnie – najczęściej wskazywane są japońskie (14 proc.).

– Duże zainteresowanie rodziców studiami zagranicznymi, szczególnie w krajach anglosaskich, wynika z korzyści, które rodzice dostrzegają w takich studiach. To zwykle są prestiżowe uczelnie. Gdy spojrzymy na rankingi najlepszych uczelni na świecie, przodują w nich właśnie te z krajów anglosaskich, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii – tłumaczy Ujda.

W wyborze zagranicznej uczelni istotna jest jej pozycja w międzynarodowych uczelniach (37 proc.),jednak więcej rodziców zwraca uwagę na jakość oferty edukacyjnej i prestiż (odpowiednio 45 i 41 proc.).

 Zagraniczne uczelnie to przede wszystkim kompetencje językowe – język angielski jest podstawowym językiem międzynarodowego biznesu, ale także międzynarodowe doświadczenia zawodowe i kulturowe, czyli kwestie, które pracodawcy doceniają w coraz większym stopniu, zarówno międzynarodowe korporacje, jak i polskie firmy, które częściej wychodzą za granicę – wskazuje Magdalena Ujda.

Rodzice dostrzegają także niebiznesowe zalety studiowania za granicą, m.in. większą pewność siebie. Młodemu człowiekowi, który po szkole średniej poradzi sobie z przeprowadzką do innego kraju, często bardzo odległego, życiem z dala od rodziny i przyjaciół, studiowaniem w języku obcym, na innych niż w Polsce warunkach, wydaje się, że nie straszne są mu żadne wyzwania.

– Inną zaletą jest też nauka samodzielności i niezależności. Przebywanie w początkowo obcym środowisku, bycie zdanym na samego siebie powoduje, że młodzi ludzie stają się bardziej operatywni i częściej przejmują inicjatywę – tłumaczy przedstawicielka HSBC Bank Polska.

Zagraniczne studia, choć nie zawsze, mogą stanowić problem dla domowego budżetu. W Stanach Zjednoczonych to koszt ok. 20 tys. zł, w Anglii ponad 9 tys. zł. Dlatego to właśnie koszty są najczęstszą barierą w podjęciu decyzji o zagranicznych studiach – zarówno po stronie rodziców (40 proc.), jak i dzieci (30 proc.).

– Główną barierą wybierania studiów zagranicznych z perspektywy rodziców na pewno są znacznie wyższe koszty, zarówno samych studiów jak i życia za granicą. Innym problemem, który widzą rodzice jest tęsknota za domem, część boi się o bezpieczeństwo swoich dzieci – przyznaje Magdalena Ujda.

Powstaje Europejskie Centrum Usług Zaufania. Dzięki niemu proces autoryzacji tożsamości i podpisywanie elektronicznych dokumentów staną się proste i bezpieczne

Powstaje Europejskie Centrum Usług Zaufania. Dzięki niemu proces autoryzacji tożsamości i podpisywanie elektronicznych dokumentów staną się proste i bezpieczne 11

Od 1 lipca na terenie UE akceptowane są podpisy elektroniczne wyrobione w Polsce. Nie jest to jednak równoznaczne z wygodną i szybką wymianą plików i dokumentów w bezpiecznym środowisku z podmiotami z innych krajów Wspólnoty. Rozwiązaniem ma być Europejskie Centrum Usług Zaufania, platforma internetowa, dzięki której możliwe będzie wygodne korzystanie z usług różnych dostawców elektronicznych podpisów, pieczęci, doręczenia oraz identyfikacji w podobny sposób w całej Europie.

Inicjatywa stworzenia Europejskiego Centrum Usług Zaufania to projekt polskiej firmy Autenti, zajmującej się m.in. cyfrowym autoryzowaniem dokumentów i zawierania umów za pośrednictwem internetu. Tworzona przez nią platforma zostanie jednak wykorzystana także do innych, obecnie wdrażanych i planowanych produktów skierowanych do klientów, partnerów biznesowych, a także samych dostawców usług szyfrowanych. Część prac nad nową ofertą poświęcona jest pakietowi produktów z zakresu identyfikacji tożsamości osób oraz reprezentowanych przez nie firm na terenie Unii Europejskiej.

– Europejskie Centrum Usług Zaufania to nazwa, która obrazuje, w jaki sposób podchodzimy do tego projektu, który stworzyliśmy. Autenti jest rozwiązaniem, które odpowiada na konkretną potrzebę w konkretnej dziedzinie. Widząc natomiast, że na rynku jest dużo różnych usług, z którymi możemy współpracować, postawiliśmy sobie za cel zbudowanie szeregu partnerstw, które będą pomagały, aby we współpracy z innymi podmiotami dało się razem oferować unikalne usługi, które będą dokonywały cyfrowej transformacji – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Grzegorz Wójcik, prezes zarządu Autenti.

Przedstawiciele firmy rozmawiają z partnerami na terenie Europy, którzy już niedługo będą wprowadzać do swojej oferty rozwiązania oferowane Autenti. W dłuższej perspektywie polskie przedsiębiorstwo wraz z partnerami zagranicznymi będzie tworzyć Europejskie Centrum Usług Zaufania. Będzie to system internetowy, za pomocą którego możliwe stanie się wygodne korzystanie z usług różnych dostawców podpisów elektronicznych, pieczęci, doręczenia oraz identyfikacji w podobny sposób w całej Europie. Takie połączenie kilku partnerów pozwoli na dodatkową możliwość weryfikowania wiarygodności kontrahentów. Usługa będzie zintegrowana i dostępna w przystępnej cenie w ramach istniejącej już platformy.

– Gdy mówimy o usługach zaufania, mamy na myśli rozwiązania wspierające użytkowników w trudnych decyzjach, bo wiemy, że zawieranie dowolnych transakcji jest zawsze związane z ryzykiem, konieczne jest wspieranie tego na poziomie technologicznym. Autenti w tym momencie koordynuje temat integracji naszej platformy z wieloma innymi dostawcami, tak abyśmy byli w stanie oferować nasze rozwiązanie wspólnie z rozwiązaniami partnerów w całej Unii Europejskiej – dodaje Grzegorz Wójcik.

Prezes Autenti podkreśla, że oferowane dziś usługi w Europie nie prezentują poziomu, którego od platformy do podpisywania dokumentów oczekują współczesne przedsiębiorstwa. Problemem jest nie tylko brak współpracy pomiędzy różnymi środowiskami, lecz także ich lokalny zasięg. Dzięki pracy nad tworzeniem Europejskiego Centrum oraz rozwoju produktów firmy taka sytuacja ma się zdecydowanie poprawić.

Jak program Mieszkanie Plus wpłynie na rynek nieruchomości

W ramach nowego rządowego programu budowanych jest już ponad tysiąc mieszkań. Pierwsze powstaną w Bielsku-Białej i Jarocinie. Czy jednak Mieszkanie Plus nie rozmija się z potrzebami?

– Ten program jest kierowany do niszowej grupy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marcin Jańczuk z Metrohouse. – To osoby, które z jednej strony mają zbyt wysokie dochody, aby starać się o mieszkanie komunalne, a z drugiej strony ich dochody są jednak zbyt niskie, aby mogli liczyć na komercyjny kredyt bankowy.

W ocenie eksperta program nie wpłynie na rynek deweloperski. Bo mieszkania w ramach programu rządowego będą budowane w znacznie niższym standardzie, niż te kupowane za gotówkę bądź na kredyt.

Skonsolidowane wyniki finansowe PKN ORLEN w II kwartale 2017 r.

W II kwartale 2017 roku Koncern osiągnął rekordowy wynik EBITDA wg LIFO na poziomie 3,1 mld zł, co oznacza wzrost o 0,5 mld zł w stosunku do analogicznego okresu roku ubiegłego. Do osiągniętego rezultatu przyczynił się przede wszystkim wyższy o 10% (r/r) łączny wolumen sprzedaży we wszystkich segmentach działalności oraz sprzyjające warunki makroekonomiczne. W minionym kwartale PKN ORLEN wzmocnił swoją pozycję w obszarze energetyki poprzez realizację inwestycji nowoczesnego bloku parowo-gazowego o mocy 463 MWe. W czerwcu na nową, trzyletnią kadencję powołano Zarząd Spółki, a Walne Zgromadzenie uchwaliło wypłatę dywidendy za miniony rok w wysokości 3 zł na akcję. 

W II kwartale 2017 roku PKN ORLEN wypracował:
 
• 3,1 mld zł EBITDA wg LIFO
• 3,5 mld zł przepływów z działalności operacyjnej
• Wzrost przerobu ropy o 10% (r/r)
• Wzrost wolumenów sprzedaży o 10% (r/r)
• Wzrost przychodów o 19% (r/r)
Wynik EBITDA wg LIFO w II kwartale 2017 roku, na poziomie 3,1 mld zł, został osiągnięty
w efekcie wyższej sprzedaży, poprawy otoczenia makro, pozytywnego wpływu regulacji ograniczających szarą strefę w Polsce oraz wzrostu marż w detalu. W tym okresie na wszystkich rynkach, na których obecny jest Koncern, odnotowano wzrost konsumpcji oleju napędowego (r/r), w tym na rynku polskim o 26% (r/r). Konsumpcja benzyny była (r/r) wyższa w Polsce i Niemczech, przy stabilnym poziomie w Czechach i spadku na Litwie. Modelowa marża downstream odnotowała w II kwartale wzrost o 1,4 USD/bbl (r/r), przy jednoczesnym wzroście średniej ceny ropy Brent o 4 USD/bbl (r/r) i umocnieniu średniego kursu PLN względem USD i EUR.
– To już kolejny kwartał, w którym wypełnianie celów przyjętych w strategii rozwoju Koncernu przynosi znakomite rezultaty. Pierwsze półrocze zakończyliśmy ogromnym sukcesem: po wielu latach sporu zawarliśmy ugodę z Kolejami Litewskimi, która otwiera drogę do wzmocnienia efektywności ORLEN Lietuva. Ponadto zrealizowaliśmy inwestycję energetyczną we Włocławku, która nie tylko pozytywnie przełoży się naszą działalność biznesową, ale poprawi również bezpieczeństwo energetyczne kraju. Efekty naszych dotychczasowych działań pozwalają ze spokojem myśleć o realizacji strategicznych celów Spółki w perspektywie kolejnych lat – powiedział Wojciech Jasiński, Prezes Zarządu PKN ORLEN.
Segment detaliczny PKN ORLEN z wynikiem EBITDA wg LIFO na poziomie 576 mln zł odnotował kolejny rekordowy II kwartał. Do poprawy rezultatu o 135 mln zł (r/r) przyczynił się przede wszystkim wzrost sprzedaży o 10% (r/r), w tym w Polsce o 8%, w Czechach o 20%, na Litwie o 9% i w Niemczech o 7%. Pozytywny wpływ poprawy marż paliwowych na rynku polskim i czeskim oraz marż pozapaliwowych na rynku polskim, czeskim i niemieckim (r/r), był ograniczany głównie przez wyższe koszty funkcjonowania stacji paliw, związane ze wzrostem wolumenów sprzedaży (r/r). Koncern konsekwentnie rozwijał ofertę pozapaliwową – na koniec II kwartału łącznie funkcjonowało 1731 punktów Stop Cafe i Stop Cafe Bistro, w tym 1538 w Polsce, 170 w Czechach i 23 na Litwie. Wychodząc naprzeciw trendom rynkowym i nowym modelom mobilności w miastach PKN ORLEN udostępnił swoim klientom w Warszawie i Krakowie usługi carsharingu, czyli wynajmu samochodu na minuty.
W segmencie downstream w II kwartale 2017 odnotowano wzrost rezultatu EBITDA wg LIFO o 259 mln zł (r/r), do poziomu 2,55 mld zł. W tym okresie osiągnięto wzrost przerobu o 10% (r/r), głównie w efekcie uruchomienia po awaryjnym postoju instalacji FKK i Steam Cracker w Unipetrol w IV kwartale ubiegłego roku, a także wzrost łącznych wolumenów sprzedaży o 10% (r/r), w tym oleju napędowego o 11%, benzyny o 4%, olefin o 8%, poliolefin o 122% oraz nawozów o 12%. Dodatni wpływ netto zmian czynników makroekonomicznych, takich jak wzrost marż na średnich i ciężkich destylatach, olefinach, PTA, aromatach i PCW ograniczony został przez niższy dyferencjał Brent/Ural oraz niższe marże na poliolefinach i nawozach.
– Skutecznie wykorzystujemy dobrą koniunkturę, co szczególnie wyraźnie widać w wynikach sprzedaży paliw czy produktów petrochemicznych. Niezależnie od wciąż sprzyjającego otoczenia i pozytywnych efektów regulacji rządowych ograniczających szarą strefę, nie zapominamy o działaniach rozwojowych, konsekwentnie rozszerzając ofertę detaliczną, czy inwestując w nowoczesne aktywa petrochemiczne. Koncentrujemy się na ciągłym wzmacnianiu pozycji Spółki i w dłuższej perspektywie uniezależnianiu jej wyników od dynamiki sytuacji makroekonomicznej – powiedział Mirosław Kochalski, Wiceprezes Zarządu PKN ORLEN.
Konsekwentna realizacja założeń strategicznych Koncernu w obszarze energetycznym przyniosła efekt w postaci uruchomienia nowoczesnego bloku parowo-gazowego we Włocławku. Elektrociepłownia wytwarza już energię elektryczną i cieplną na potrzeby m.in. ANWIL oraz cieplną dla całego kompleksu przemysłowego we Włocławku, którego jest integralną częścią. Pozostała energia elektryczna jest kierowana do Krajowego Systemu Energetycznego. W Płocku prace przy budowie drugiego bloku trwają zgodnie z harmonogramem, w II kwartale po raz pierwszy podano napięcie z linii 400kV. Obecnie trwają próby elektroenergetyczne bloku, którego oddanie planowane jest na IV kwartał.
W II kwartale 2017 roku poziom średniego wydobycia Koncernu wzrósł o 17% (r/r), co przełożyło się na wynik EBITDA wg LIFO w kwocie 82 mln zł. Rezultat ten został osiągnięty przy wzroście średniego wydobycia w Kanadzie o 2,3 tys. boe/d i niższym średnim wydobyciu w Polsce o (-) 0,1 tys. boe/d, a także pozytywnym wpływie otoczenia makroekonomicznego, dzięki wzrostowi cen ropy i gazu (r/r). Na polskich aktywach prowadzono akwizycję i analizę danych sejsmicznych, zakończono także wiercenie otworu poszukiwawczego na obszarze Płotki, na którym testy produkcyjne potwierdziły parametry gazu kwalifikujące do komercyjnego wykorzystania. Kontynuowano też prace przygotowawcze dla kolejnych otworów i akwizycji danych sejsmicznych. W Kanadzie zakończono m.in. prace związane z budową infrastruktury do oczyszczania gazu zasiarczonego. W rejonie Ferrier trwają prace związane z budową rurociągu do sprzedaży węglowodorów ciekłych. Koncern dysponuje obecnie łącznymi zasobami ropy gazu (2P) na poziomie 114 mln boe, w tym 11 mln boe w Polsce i 103 mln boe w Kanadzie.

W minionym kwartale Koncern utrzymywał stabilne fundamenty finansowe, redukując dźwignię finansową do poziomu 3,7% oraz zadłużenie netto o 2,5 mld zł (kw/kw) w efekcie dodatnich wpływów z działalności operacyjnej 3,5 mld zł, pomniejszonych m.in. o wydatki inwestycyjne. W tym okresie dokonano również wykupu obligacji detalicznych serii A i B, w wysokości 400 mln PLN, natomiast w lipcu br. Koncern uzyskał zgodę KNF na emisję w kilku seriach kolejnych obligacji kierowanych do inwestorów indywidualnych. Cały program otrzymał wysoki tymczasowy rating od Fitch Ratings na poziomie A(pol)(EXP).

Ruszył kolejny konkurs w ramach inicjatywy IMI, mającej na celu przyspieszenie innowacji w ochronie zdrowia

19 lipca 2017 został ogłoszony kolejny konkurs w ramach inicjatywy IMI, mającej na celu przyspieszenie innowacji w ochronie zdrowia. Wnioski konkursowe mogą składać zespoły akademickie, instytuty badawcze, organizacje pacjentów, organizacje pozarządowe, szpitale, małe i średnie przedsiębiorstwa oraz inne podmioty zainteresowane takimi dziedzinami jak: ochrona zdrowia, rozwój leków czy zdrowie publiczne z Polski i innych krajów.

Tym razem konkursy dotyczą obszarów związanych z tematyką choroby Alzheimera, Big Data, szczepionek, chorób autoimmunologicznych, bariery krew-mózg oraz rozwoju leków (Call 12), a także praktycznego wykorzystania rezultatów projektów zrealizowanych dotychczas w ramach IMI (Call 11). Aplikacje można zgłaszać przez portal:

http://ec.europa.eu/research/participants/portal/desktop/en/home.html

Dla zainteresowanych organizowane są webinaria, mające na celu przygotowanie uczestników do wzięcia udziału w konkursach.

Budżet konkursu 11 pochodzi wyłącznie z części publicznej i wynosi 5 mln euro. IMI spodziewa się realizacji małych wniosków po ok. 0,5 mln Euro, trwających nie dłużej niż 24 miesiące. Termin składania (jednoetapowego) wniosku upływa 24 października 2017.

Budżet konkursu 12 na realizację 7 tematów wynosi 126,4 mln euro, z czego budżet publiczny pochodzący z Horyzontu 2020 wynosi 64,1 mln., a pozostała część to wkład (głównie in kind) firm z EFPIA oraz Partnerów Stowarzyszonych z IMI2, którzy będą brać udział w projektach.

Termin składania wniosku konsorcjum badawczego (1. etap) to 24 października 2017 a zwycięzca, który przejdzie do 2. etapu może złożyć pełen wniosek (z konsorcjum przemysłowym) do 16 maja 2018.

Inicjatywa IMI to największe do tej pory partnerstwo publiczno-prywatne w obszarze ochrony zdrowia. Dzięki niej różnorodne podmioty z krajów Unii Europejskiej, w tym z Polski, mogą uczestniczyć w ambitnych projektach, które przygotowują warunki do opracowania przełomowych leków i przyczyniają się do poprawy systemów ochrony zdrowia.

Magia kryptowalut

Reakcja rynków po przemówieniu Mario Draghi była zaskoczeniem chyba nawet dla niego. Pomimo starań, aby trzymać swoje karty blisko i nie dać poznać swoich przyszłych ruchów, inwestorzy przejrzeli jego pokerową twarz. Jego wystąpienie potwierdziło teorie , że Europejski Bank Centralny jest w samym centrum zwężenia, ale się do tego nie przyznaje. Draghi dołożył wszelkich starań, aby przedstawić EBC jako instytucję, która nie ma żadnych planów likwidacyjnych ogromnego pakietu stymulacyjnego, a nawet pozostawił sobie otwarte drzwi, aby później je zwiększyć, ale nie zdołał ukryć faktu, że gospodarka rzeczywiście idzie coraz mocniej w dół.USDOLLAR_21_07_2017

EURUSD_21_07_2017Dzisiejsza walka pomiędzy walutami większości gospodarek, w tym euro, stara się utrzymać słabe waluty w celu promowania eksportu. Napływ euro w ciągu ostatnich 24 godzin prawie na pewno nie był tym, co pan Draghi chciał osiągnąć. Kurs pary walutowej EUR/USD jest notowany obecnie o 60 punktów niżej od swojego najwyższego poziomu w styczniu 2015. Z drugiej strony, Mario prawdopodobnie nie powinien zdobyć całego uznania za ten ruch. Do silnego euro przyczynił się także prezydent Trumpa, który załamał dolara. W tym momencie dolar potrzebuje wzmocnienia.

BTC_21_07_2017Ostaniej nocy krypotwalutowi górnicy bardzo silnie zasygnalizowali wdrożenie SegWit. Dzisiejsze nagłówki pokazują, że BIP91 został zablokowany. Ta aktualizacja oznacza, że BIP148 stał się znacznie mniej prawdopodobny. Stąd możliwe są dwa wyjść: aby wdrożyć SegWit za pomocą Soft Fork lub wdrożyć SegWit2x za pomocą Hard Forka, aby zwiększyć rozmiary bloków. To, że górnicy wskazują na BIP91 nadal nie oznacza, że to się zadzieje. Po drodze czyha wiele przeszkód, a jest ona wciąż daleka od bycia klarowną. Jednak w tym momencie mamy o wiele większą jasność niż mieliśmy 24 godziny temu.

Wpływ na cenę jest dość jasny. Bitcoin wykorzystał te wiadomości i zbliżył się do swojego najwyższego poziomu. W rzeczywistości, w ciągu ostatniego tygodnia, Bitcoin zniwelował niemal wszystkie straty, które osiągnął od swojego szczytu 12 czerwca. I to właśnie jest magią kryptowalut.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków eToro

Łukasz Bugaj, DM BOŚ: Pełzająca letnia hossa

Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ
Łukasz Bugaj, analityk DM BOŚ

U progu wakacji wskazywałem, że letni czas powinien sprzyjać wzrostom, ale ich zakres ograniczać może brak tradycyjnej wiosennej korekty. Wydaje się, że właśnie taki wzorzec obserwujemy na globalnych rynkach finansowych. Indeks MSCI World ma za sobą serię dziesięciu wzrostowych sesji z rzędu, z czego sześć ostatnich prowadziło do nowych rekordów. Tym ruchom towarzyszyła bardzo niewielka zmienność oraz dość chimeryczna postawa wybranych rynków. Parkiety europejskie ewidentnie odstają od globalnego peletonu, gdzie na pozycji lidera bez większych zmian od wielu już lat znajduje się Wall Street. Tym samym po raz kolejny sprawdziła się kontrariańska szkoła, która kilka tygodni temu kazała ostrożnie podchodzić do giełd Eurolandu, gdyż te przez zarządzających jednomyślnie wymieniane były jako faworyci nadchodzących zwyżek. Tymczasem wzrosty za oceanem swoją skalą wrażenia nie robią. Pozytywny trend pozostaje w mocy, ale brak wiosennej korekty dość skutecznie ogranicza zakres obserwowanych zmian. Lepiej pod tym względem wypadają rynki wschodzące, ale w ich kontekście warto pamiętać, że niemała część wzrostu indeksu MSCI Emerging Markets wynika ze słabości dolara. Dość dobrze widać to na krajowym przykładzie, gdzie indeks WIG20USD w tym tygodniu ustanowił nowe tegoroczne maksima, mimo że w lokalnej walucie nie udało się tego schematu powtórzyć. Sumarycznie taki obraz sytuacji ocenić można mianem „pełzającej letniej hossy”, w trakcie której indeksy siłą wcześniejszego rozpędu w powolnym wakacyjnym tempie maszerują na północ. Wróciła przy tym dawna retoryka „wyważonego wzrostu”. Oznacza ona, że inwestorzy pogodzili się z niższym niż przed kryzysem tempem wzrostu gospodarczego, ale jednocześnie mogą czerpać benefity z braku ryzyka przegrzania koniunktury oraz utrzymującej się bardzo łagodnej polityki monetarnej głównych banków centralnych. W konsekwencji oczekiwania wobec Trumpa schodzą na dalszy i mniej się liczący plan. Pewną zmianą wobec wcześniejszy lat jest jednak fakt zastąpienia sił deflacyjnych ich inflacyjnymi odpowiednikami. Co prawda wzrost cen jest anemiczny, ale jednak obecny. Wraz z dobrą postawą gospodarek rozwijających się zapewnia to popyt na ich aktywa, na czym korzysta też GPW. Polityczne zamieszanie jest dodatkowym ryzykiem, choć wcześniejsze tego typu epizody nie prowadziły do spowolnienia tempa wzrostu. Zastanawia jednak słabsza postawa mniejszych spółek, które zamiast przy tegorocznych szczytach, notują najniższe wskazania od pięciu miesięcy…

Autor: Łukasz Bugaj, Dom Maklerski BOŚ S.A.

Europejska bankowość na zakręcie. Polska na fali wznoszącej – wyniki raportu

W 2016 roku doświadczyliśmy wielu zmian geopolitycznych, miały one wpływ także na europejskie banki. Wyniki z działalności bankowej ucierpiały, a rynek nie poradził sobie z koniecznością znacznego cięcia kosztów, by uchronić zyski. Według Retail Banking Radar 2017 – raportu przygotowanego przez A.T. Kearney, banki w Europie mogą odzyskać swoją pozycję, ale nieunikniona będzie rewolucja – szczególnie w kontekście rosnących wpływów firm technologicznych i fintechów[1].

Europejska gospodarka wciąż podnosi się po kryzysie z 2008 roku. W poprzednim roku PKB wzrósł we wszystkich krajach regionu. Rynek pracy stale się poprawia, ceny ropy są stosunkowo niskie, a dochód rozporządzalny rośnie – to doskonałe środowisko do rozwoju konsumpcji.

Banki detaliczne zanotowały wzrost zarówno depozytów jak i kredytów (o 3,3 proc. i 2,6 proc.), ale nie uchroniło ich to przed spadkiem wyniku z działalności bankowej w porównaniu do poprzedniego roku. Polityka i nowe regulacje wprowadzone przez Europejski Bank Centralny oraz ciągły wpływ niższych stawek interchange, odbiły się negatywnie na rentowności branży. Wiele z banków nie radzi sobie z presją zmiany modeli biznesowych i wyzwaniami technologicznymi.

Niektóre banki (np. rumuński Banca Transilvania) z sukcesami reagują na dynamiczne zmiany na rynku i wyłaniają się jako liderzy zmian w regionie.

Efektywność sektora bankowości detalicznej w Europie

A.T. Kearney w Retail Banking Radar 2017 monitoruje wyniki banków w Europie za pomocą sześciu wskaźników. W 2016 roku pięć z nich pogorszyło się w porównaniu do poprzedniego okresu:

  • Wynik na klienta
  • Wskaźnik kosztów do wyniku (C/I)
  • Zysk na klienta
  • Koszty rezerw w relacji do wyniku
  • Wynik z odsetek w relacji do wyniku

Wskaźnik kosztów do wyniku wzrósł o 1 pp. do poziomu 64 proc., co potwierdza, że banki nie poradziły sobie z koniecznością znacznej redukcji kosztów. Tylko wynik na pracownika uległ poprawie, co wskazuje na skuteczność banków w realizacji planów restrukturyzacji.

Efektywność banków w Polsce

Po trudnym poprzednim okresie banki w Polsce odniosły znaczący sukces w 2016 roku. Wynik z działalności bankowej wzrósł o 3,9 proc.. Utrzymany wynik na klienta (185 euro) przy rosnącej bazie klientów jest nie tylko efektem stopniowego podnoszenia cen (zarówno opłat i prowizji), ale również wysokiego popytu na kredyty hipoteczne i gotówkowe (wzrost wartości kredytów o 6,5 proc. względem 2015). Wskaźnik kosztów do wyniku (C/I) spadł z rekordowego poziomu 60,8 proc. do 56,8 proc. w 2016 roku, co zbliżyło Polskę do poziomu krajów skandynawskich, Turcji i Szwajcarii ze wskaźnikiem poniżej 55 proc. Zyski wzrosły o 4,2 proc. w porównaniu do poprzedniego roku, ale wciąż były o prawie 19 proc. niższe od zysków wypracowanych w 2014 roku.

Banki reagują także na potrzebę redukcji kosztów i w 2016 roku spadły one o 2,9 proc. Spadek kosztów w Polsce miał inną strukturę niż w Europie – był w większym stopniu spowodowany redukcją kosztów rzeczowych niż redukcją zatrudnienia. Liczba pracowników spadła o 1,5 proc., co wpasowuje się w ogólny trend optymalizacji zatrudnienia, niemniej jednak banki w Europie reagują szybciej na potrzebę zmian (liczba pracowników w regionie spadła o 2,9 proc.).

Czego możemy spodziewać się w przyszłości?

Banki detaliczne w Europie stoją przed szeregiem wyzwań, którym muszą sprostać, by poprawić wyniki:

  • Transformacja modelu operacyjnego – redukcja wybranych funkcji, większa automatyzacja, budowa centrów usług wspólnych lub outsourcing
  • Transformacja modelu zarządzania oddziałem i sprzedażą – zmiana roli oddziału, integrowanie wielu kanałów, wykorzystanie digitalizacji, by zwiększyć sprzedaż i optymalizować koszty obsługi
  • Zmiana strategii zarządzania zasobami ludzkimi – nowe sposoby zarządzania umiejętnościami, by lepiej planować i alokować zasoby i w rezultacie zwiększać produktywność
  • Transformacja modelu IT – wykorzystanie nowych efektywnych technologii zarówno na styku
    z klientem jak i na zapleczu
  • Uproszczenie biznesu – uproszczenie portfela produktów, organizacji, technologii i złożoności operacyjnej

Dodatkowo, w tegorocznym badaniu przeprowadzonym wśród członków zarządów banków w Polsce wszyscy respondenci zadeklarowali, że poprawa tzw. „customer experience” jest na szczycie listy priorytetów strategicznych. Od strony operacyjnej respondenci wskazali konieczność transformacji funkcji IT, w szczególności modelu dostarczania usług.

Jak banki powinny odpowiedzieć na zmiany?

Europejskie banki nie mogą kontynuować swojej działalności jak do tej pory – nowe modele biznesowe, uczestnicy rynku, niepewność polityczna i zagrożenie ze strony firm technologicznych, a także presja na zmniejszenie kosztów powoduje, że coraz trudniej jest konkurować na rynku usług bankowych. To jak i jak szybko banki dostosują się do nowej rzeczywistości będzie warunkowało, które z nich pozostaną liderami.

[1] Coroczne badanie A.T. Kearney Retail Banking Radar monitoruje wyniki prawie 100 banków detalicznych i oddziałów bankowości detalicznej w 22 europejskich krajach. Polska bankowość detaliczna reprezentowana jest przez siedem wiodących banków.

 

Raport Dell Technologies: nowa era współpracy ludzi i maszyn

Dell Technologies przedstawia raport „The Next Era of Human-Machine Partnerships”, w którym ponad 20 ekspertów z różnych krajów prognozuje zmiany społeczne i gospodarcze, jakie do 2030 roku zostaną wywołane przez nowe technologie. Jak wynika z badania, pod wpływem najnowszych rozwiązań relacje ludzi z maszynami staną się głębsze i wszechobecne. Z czasem ludzie staną się „cyfrowymi dyrygentami”, a praca, zatrudnianie i nauka będą wyglądać zupełnie inaczej niż dziś.

W 2030 roku każda działalność będzie opierać się na technologii i dlatego już dziś firmy muszą zacząć przygotowywać swoją infrastrukturę i pracowników na to, co przyniesie przyszłość — takie wnioski płyną z opublikowanej przez Dell Technologies analizy. Raport powstał na podstawie badań prowadzonych przez Instytut dla Przyszłości (Institute for the Future, IFTF) wspólnie z 20 ekspertami ze środowisk nauki, techniki i biznesu z całego świata. Pokazuje on, jak najnowsze technologie, takie jak sztuczna inteligencja, robotyka, rzeczywistość wirtualna i rozszerzona oraz chmura, zmienią życie i pracę ludzi w następnej dekadzie. Głównym celem raportu „The Next Era of Human-Machine Partnerships” (Nowa era współpracy ludzi i maszyn) jest podpowiedzenie, jak przygotować się na nadchodzące zmiany.

Zdaniem ekspertów współtworzących raport, najnowsze technologie — wraz z olbrzymim rozwojem oprogramowania, big data i mocy obliczeniowej — gruntownie zmienią nasze życie. Rozpocznie się nowa faza relacji między ludźmi a maszynami, a jej główne cechy charakterystyczne to:

  • Większa efektywność i większe możliwości działań, pomagające ludziom pokonywać własne ograniczenia.
  • Ludzie będą „cyfrowymi dyrygentami”, a technologia będzie ich przedłużeniem, pomagającym lepiej kierować i zarządzać codziennymi czynnościami.
  • Praca będzie szukać pracowników — przedsiębiorstwa będą znajdować i zatrudniać utalentowanych pracowników z całego świata, korzystając z zaawansowanych algorytmów wskazujących odpowiednią osobę na podstawie analizy danych.
  • Nieustanne i szybkie uczenie się — ze względu na tempo zmian i ciągłe powstawanie nowych branż oraz konieczność nabywania nowych umiejętności.

Raport został zlecony przez Dell Technologies po to, aby pomóc firmom poruszać się w niepewnym świecie i przygotować się na nadchodzące zmiany. Cyfrowa rewolucja gwałtownie przekształca gospodarkę, a zarządy globalnych firm nie potrafią przewidzieć, co stanie się za chwilę z ich branżą. Według Indeksu cyfrowej transformacji firmy Dell 52 procent decydentów wyższych szczebli z 16 krajów doświadczyło w swoich branżach dużych wstrząsów wywołanych przez technologie cyfrowe. Dodatkowo prawie połowa firm uważa za możliwe to, że stanie się nieistotna na rynku w ciągu najbliższych 3–5 lat.

„Nigdy wcześniej nie doświadczaliśmy tak wielu wstrząsów. Tempo zmian jest bardzo odczuwalne. Musimy nieustannie ewoluować, aby utrzymać się na rynku. Każda firma, która chce zajmować dobrą pozycję w epoce współpracy ludzi z maszynami, musi stać się przedsiębiorstwem cyfrowym, a jej sercem musi być oprogramowanie” — powiedział Jeremy Burton, dyrektor marketingu w firmie Dell. „Aby ta transformacja była możliwa, firmy muszą szybko przystąpić do działania, zadbać o potencjał swoich maszyn oraz przygotować zarówno infrastrukturę, jak i pracowników”.

„W społeczeństwie istnieją dwie, skrajne wizje dotyczące maszyn w przyszłości: jedna pełna lęku przed bezrobociem wywołanym postępem technicznym i druga bardzo optymistyczna, według której technika rozwiąże wszystkie nasze problemy społeczne i ekologiczne” — mówi Rachel Maguire, dyrektor ds. badań w Instytucie dla Przyszłości. „Zamiast tego powinniśmy skupić się na tym, jak może wyglądać nowa relacja między techniką a ludźmi i jak możemy się na to przygotować. Jeśli poważnie popracujemy nad tym, aby współpraca człowiek-maszyna była udana, wywołane przez nią zmiany społeczne wzbogacą nas wszystkich”.

Inne kluczowe wnioski z raportu:

  • W 2030 roku zależność ludzi od techniki zmieni się w prawdziwą relację partnerską, która będzie promować kreatywność, zapał i przedsiębiorczość. Te cechy w połączeniu z szybkością, automatyzacją i efektywnością zapewnianymi przez maszyny zaowocują produktywnością, która stworzy nowe możliwości w różnych branżach i zawodach.
  • W 2030 roku asystenci oparci na sztucznej inteligencji będą potrafili o wiele więcej niż dzisiaj. Będą działać w sposób zautomatyzowany, na podstawie swoich przewidywań.
  • Technika nie wyeliminuje pracy ludzkiej, ale zmieni się proces szukania pracy. Praca przestanie być miejscem, a stanie się serią zadań. Technologie uczenia maszynowego sprawią, że będzie można wyszukiwać osoby według wiedzy i umiejętności, a przedsiębiorstwa będą zatrudniać najlepszych kandydatów do poszczególnych zadań.
  • Według szacunków 85% zawodów, które będą wykonywane w 2030 roku, nie zostało jeszcze wynalezionych. Zmiany będą tak szybkie, że ludzie będą musieli się uczyć szybko i nieustannie, korzystając z nowych technologii, w tym rzeczywistości rozszerzonej i wirtualnej. Umiejętność zdobywania wiedzy będzie bardziej ceniona niż sama wiedza.

Brexit wciąż szkodzi kursowi funta

Funt do dziś nie zdołał odrobić strat po zeszłorocznym referendum, w którym Brytyjczycy zdecydowali się opuścić Unię Europejską. Z jednej strony może to oznaczać niedowartościowanie waluty Wyspiarzy, ale z drugiej pokazuje, jak bardzo obciążającym czynnikiem są warunki wyjścia Wielkiej Brytanii ze Wspólnoty – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Notowania brytyjskiej waluty utrzymują się mniej więcej 8 proc. poniżej średniej z ostatnich siedmiu lat w relacji do euro czy złotego oraz 17 proc. w porównaniu do dolara. Tymczasem patrząc na dane makroekonomiczne Wielkiej Brytanii, nie widać załamania koniunktury. PKB w pierwszym kwartale roku wzrosło o 2 proc. r/r, a w okresie kwiecień-czerwiec ma wynieść według konsensusu ekonomistów 1,7 proc. r/r. A przecież tuż po referendum istniały obawy, że w 2018 r. gospodarka Wielkiej Brytanii otrze się o recesję.

Bezrobocie, zatrudnienie, wakaty – dane więcej niż dobre

Modelowo wyglądają praktycznie wszystkie parametry rynku pracy, a z miesiąca na miesiąc jeszcze się poprawiają. Według opublikowanych w lipcu (przez Biuro Statystyki Narodowej – ONS) danych za maj bezrobocie spadło do 4,5 proc., czyli najniższego poziomu od 1975 r. Najniższą wartość od 1971 r. osiągnął wskaźnik biernych zawodowo – 21,5 proc. Zatrudnienie dla populacji w wieku produkcyjnym (16-64 lata) osiągnęło 74,9 proc., co jest najwyższą wartością od 46 lat.

Równomiernie rośnie zatrudnienie we wszystkich sektorach gospodarki. Uzbierało się 774 tys. wakatów – najwięcej od 2001 r., tzn. od momentu, kiedy zaczęło się badanie tego parametru.

Jedyną słabością lokalnego rynku pracy pozostaje niski wzrost wynagrodzeń. Rosną one w tempie 2,3 proc. r/r, ale biorąc pod uwagę inflację, gospodarstwa domowe odczuwają realny spadek siły nabywczej o 0,4 proc. r/r. Może to oznaczać w przyszłości gorsze wyniki sprzedaży detalicznej czy produkcji przemysłowej, a także ryzyko niższych odczytów PKB.

Sektor mocno uzależniony od warunków Brexitu

Od lat brytyjską gospodarkę nęka deficyt handlowy. Dotyczy to przede wszystkim wymiany towarowej. W 2016 r. import był wyższy od eksportu o 128 mld funtów (ponad 6 proc. PKB). Dodatkowo w każdym z miesięcy od stycznia do maja br. deficyt przekraczał barierę 10 mld funtów, podążając w stronę pogłębienia fatalnego wyniku z ub.r.

Mocno niepokoić może fakt, że w zbilansowaniu wymiany handlowej nie pomaga słabsza waluta. Teoretycznie powinna ona ograniczać import i stymulować eksport. Na razie jednak nic takiego w brytyjskiej gospodarce się nie dzieje. Sugerować to może konieczność dalszej deprecjacji szterlinga w celu zmniejszenia deficytu.

Sytuację na pierwszy rzut oka poprawia stosunkowo wysoki dodatni bilans usług, który przez pięć miesięcy br. wyniósł w sumie ponad 42 mld funtów, a w całym 2016 r. – 97 mld. Gdyby nie kwestia Brexitu, wysoki udział usług wymianie handlowej powinien cieszyć, ponieważ pokazuje wysoką konkurencyjność Wielkiej Brytanii w tym sektorze gospodarki.

Jednak w obecnej sytuacji zbyt duże uzależnienie od usług może stanowić zagrożenie dla kondycji gospodarki w przyszłości. Nieuporządkowane opuszczenie UE grozi utratą dostępu do wspólnego rynku sektorowi finansowemu, który generuje ok. połowę nadwyżki w saldzie usług. W rezultacie sprawia to, że im większe uzależnienie Brytyjczyków od eksportu usług, tym większą stawką stają się warunki Brexitu.

Polityczne iskry nie pomagają

Już od ponad roku wiadomo, że negocjacje dotyczące warunków wyjścia z UE nie będą łatwe. Wielka Brytania tkwi w niekorzystnej sytuacji ze względu na wysokie uzależnienie od wspólnego rynku, a jednocześnie Bruksela prawdopodobnie zechce pokazać, że opuszczenie Unii po prostu się nie opłaca.

Do tych obaw należy dodać także inne – związane z wewnętrzną polityką na Wyspach. W przedterminowych wyborach konserwatyści utracili większość w Izbie Gmin i musieli utworzyć koalicję, co oznacza zwiększone ryzyko niestabilności gabinetu Theresy May.

Warto także zauważyć, że cały czas w partii konserwatywnej dochodzi do poważnych tarć pomiędzy zwolennikami „twardego” Brexitu a bardziej pragmatycznymi członkami rządu. W rezultacie Londyn, prowadząc trudne negocjacje Brukselą, może mieć kłopot nawet z przedstawieniem spójnego stanowiska na temat „rozwodu”.

Brak poprawy na rachunku obrotów towarowych, malejąca siła nabywcza Brytyjczyków oraz piętrzące się problemy w wewnętrznej polityce mogą nadal utrzymywać kurs funta poniżej średniej z wielu lat.

Kobieca strona IT

Z raportu „Kobiety na politechnikach”[1] opublikowanego przez Fundację Edukacyjną Perspektywy wynika, że choć zmniejsza się ogólna liczba studentów w Polsce (skutek niżu demograficznego), to wciąż rośnie odsetek kobiet, które decydują się na studia na uczelniach technicznych (37% w roku akademickim 2016/2017). Panie coraz śmielej radzą sobie na kierunkach studiów dotychczas postrzeganych jako typowo męskie. I znakomicie odnajdują się na rynku pracy.

Przecieranie szlaków

Jeszcze kilka lat temu kobiety w branży IT były rzadkością. Dziś ich obecność nikogo nie dziwi: uczelnie techniczne prowadzą kampanie promocyjne skierowane do dziewcząt, a pracodawcy doceniają kobiece kompetencje. „Kiedy 9 lat temu zaczynałam swoją przygodę z branżą IT, musiałam w pewnym sensie przecierać szlaki w środowisku wówczas zdominowanym przez mężczyzn. Warto zauważyć, że pod hasłem „męskie środowisko” należy rozumieć nie tylko branżę IT, ale również klientów. Chociaż w firmach, z którymi współpracowałam przy wdrożeniach SAP, już wcześniej osobami odpowiedzialnymi za projekty były także kobiety, ale wynikało to przede wszystkim ze specyfiki obszaru, np. wdrożenia HR” – wyjaśnia Małgorzata Marchwant, Dyrektor Działu BI (SAP Business Intelligence) w Quercus Sp. z o.o.

Siła kompetencji

Kobiety coraz śmielej radzą sobie w obszarach dotychczas zarezerwowanych dla mężczyzn, wynika to ze zmian zachodzących na rynku pracy. Współczesna gospodarka, również polska, opiera się przede wszystkim na wiedzy. Stąd rosnące znaczenie sektora usługowego, w którym panie radzą sobie bardzo dobrze. Pracodawcy cenią kobiety zarówno za twarde umiejętności, bo w tym zakresie panie reprezentują taki sam poziom jak panowie, ale również – tu widać pewne różnice – za szeroki zakres miękkich kwalifikacji. „Empatia, elastyczność, zdolności komunikacyjne, umiejętność prowadzenia kilku projektów na raz – to cechy, które dają paniom przewagę w tych sektorach, w których praca lub wykonanie usługi wiąże się z kontaktem z klientem. Ja na przykład bardzo cenię w moich współpracownicach to, że potrafią znakomicie tłumaczyć nasze hermetyczne i żargonowe pojęcia związane z SAP na język zrozumiały dla klienta. Atutem jest też umiejętność rozmowy, pozyskiwania informacji o potrzebach dotyczących wdrożenia bezpośrednio od pracowników klienta” – mówi Paweł Wysocki, Prezes Zarządu Quercus Sp. z o.o.

Mocna pozycja

Zmiany na rynku pracy, a więc także rosnąca rola kobiet, widoczne są także w statystykach. Polska znalazła się na 9. miejscu rankingu Women in Work Index[2] (awans o 3 pozycje), który bada sytuację kobiet na rynku pracy w 33 krajach OECD. Okazało się, że zajmujemy też pierwsze miejsce pod względem różnic pomiędzy wysokością wynagrodzenia mężczyzn i kobiet (według wskaźnika gender pay gap w 2014 roku Polki za godzinę pracy zarabiały średnio o 7,7% mniej od mężczyzn[3]). To efekt zmiany świadomości społecznej, ale również tego, że panie naprawdę mają takie same kompetencje jak panowie. W dobie rynku pracownika utrzymywanie takich sztucznych podziałów nie ma uzasadnienia ekonomicznego. „Specjaliści IT to bodaj najczęściej poszukiwani pracownicy. Jeśli nie znajdą u nas warunków pracy, które im odpowiadają, przejdą do konkurencji” – wyjaśnia Prezes Zarządu Quercus Sp. z o.o. „Obecnie ponad 20% naszych konsultantów stanowią panie. Nie tworzymy jednak parytetów – przy zatrudnieniu pracowników kierujemy się obiektywnymi przesłankami” – dodaje. Co wygrywa? Zdaniem Pawła Wysockiego: umiejętności techniczne połączone z chęcią nauki (bo w tym zawodzie pogłębianie wiedzy jest niezbędne), miękkie umiejętności, które wpływają na efektywne prowadzenie projektów oraz zapał do pracy pełnej wyzwań.

[1] http://www.dziewczynynapolitechniki.pl/pdfy/Raport_Kobiety_na_politechnikach_2017.pdf

[2] https://www.pwc.com/gr/en/publications/assets/women-in-work-index-2017.pdf

[3] Różnice w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn w Polsce, GUS, 2016 r.

Kurs euro na szczytach

W czwartek Europejski Bank Centralny pozostawił podstawowe stopy procentowe bez zmian. Ponadto potwierdzono, że program skupu aktywów ma być prowadzony na obecnym poziomie 60 mld euro miesięcznie do końca 2017 r., a w razie potrzeby ma zostać przedłużony. Jesienią ma być dyskutowana przez EBC sprawa przyszłości luzowania ilościowego. Zdaniem analityków to sygnał, że może dojść do zmniejszenia programu skupu aktywów.

Po tych informacjach euro wystrzeliło w górę i momentami było najsilniejsze wobec dolara od maja 2015 r. Na tej fali zyskuje też złotówka, która także jest bliska szczytów z maja 2015 r. Polskiej walucie pomaga również fakt, że po I półroczu polski budżet zanotował rekordową nadwyżkę na poziomie aż 5,9 mld zł.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do euro (-1,13%), dolara kanadyjskiego (-0,27%) i japońskiego jena (-0,35%), a zyskuje do brytyjskiego funta (+0,3%) oraz dolara australijskiego (+0,25%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,164, GBP/USD – 1,299, USD/CAD – 1,258, AUD/USD – 0,791 i USD/JPY – 111,8. Euro jest silniejsze wobec japońskiego jena (+0,79%) i kurs EUR/JPY wynosi 130,2, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,896. Złotówka minimalnie traci do euro, a sporo zyskuje do dolara, funta i franka szwajcarskiego. W piątek rano dolar kosztuje poniżej 3,62 zł, euro – prawie 4,22 zł, funt – 4,7 zł, a frank – poniżej 3,81 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru czerwonego. W czwartek londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,77%, a francuski indeks CAC 40 stracił 0,32%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 spadł o 0,02%, meksykański indeks Bolsa wzrósł o 0,11%, a brazylijski indeks Bovespa stracił 0,37%. W piątek w Azji tokijski indeks Nikkei spadł o 0,22%, chiński indeks Shanghai Composite stracił 0,21%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem tracił 0,15%.

Ropa i złoto: Po dwudniowych zwyżkach cena ropy naftowej idzie w dół. W czwartek na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 49,3 USD (-0,81%), a ropy WTI – 46,79 USD (-0,71%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy spadła o 1 USD do 53 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych spadkach notuje wzrost. W piątek rano uncję metalu rynek wycenia na 1246 USD. To 8 USD więcej (+0,65%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:

  • 14:00 – Polska – wskaźniki koniunktury gospodarczej GUS
  • 14:00 – Polska – podaż pieniądza M3 (NBP)

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Nowe przepisy wyzwaniem i szansą dla pośredników kredytowych

  • 22 lipca wchodzi w życie ustawa o kredycie hipotecznym oraz o nadzorze nad pośrednikami kredytu hipotecznego i agentami.
  • Dokument wprowadza szereg zmian, zarówno dla klientów, jak i dla banków oraz pośredników kredytowych.
  • Dla branży finansowej ustawa ma być szansą na poprawę jakości rynku kredytowego i odzyskanie zaufania klientów.

Do najważniejszych zmian, które wejdą w życie 22 lipca br. należy obowiązek uzyskania zezwolenia na działalność w roli pośrednika kredytu hipotecznego oraz wpisania się na listę UKNF. Zmiany dotkną także samych agentów, którzy od tej pory będą musieli spełniać określone ustawą warunki, między innymi posiadania odpowiedniego wykształcenia, doświadczenia lub zaliczenia egzaminu, którego zakres określa ustawa.

Na wypełnienie wymogów ustawy funkcjonujące na rynku firmy pośrednictwa kredytowego mają 6 miesięcy, licząc od dnia wejścia ustawy w życie.

To bardzo dobry i znaczący zapis zarówno dla pośredników, jak i klientów. Od początku powstania Spółdzielni oczekiwaliśmy od osób podejmujących z nami współpracę wyłączności. Naszym zdaniem, było to niezbędne, aby działać w sposób oparty o jeden system wartości. Rynek miał niestety odmienne podejście do tego tematu. Brak wyłączności powodował, że w sytuacji popełnienia błędu lub niezadowolenia z pracy pośrednika, klient nie wiedział, gdzie może złożyć reklamację, szukać pomocy czy też wsparcia – tłumaczy Katarzyna Dmowska z ANG Spółdzielni.

Ustawa nie dopuszcza również używania dla określenia działalności pośrednika kredytu hipotecznego nazwy „doradca”, „doradztwo”, jeżeli jest on pośrednikiem powiązanym. Definicja pośrednika powiązanego w ustawie jest sformułowana w taki sposób, że żaden pośrednik, nawet pomimo braku powiązań kapitałowych ani właścicielskich z żadną instytucją finansową, nie jest pośrednikiem niepowiązanym, a więc zakaz używania określenia „doradca” i „doradztwo” dotyczy wszystkich.

W czerwcu Walne Zgromadzenie Członków podjęło decyzję o zmianie nazwy z ANG Spółdzielnia Doradców Kredytowych na ANG Spółdzielnia. (w zeszłym tygodniu Sąd zarejestrował zmianę). Zmiana ta była podyktowana nie tylko zapisami w ustawie i zakazem używania określenia „doradca”, ale także związana z zakończonym już

połączeniem  ANG Spółdzielni Doradców Kredytowych z ANG Spółdzielnią Pośredników Ubezpieczeniowych. W związku z tym, nową nazwę planowaliśmy już wcześniej, a ustawa była tylko dodatkowym argumentem.  Uniwersalność nazwy ANG Spółdzielnia, bez określenia przedmiotu działalności ułatwi nam komunikowanie  poszerzania oferty dla klientów i jednocześnie stwarzanie nowych możliwości dla naszych Spółdzielców oraz agentów– komentuje Artur Nowak – Gocławski z ANG Spółdzielnia.

Ustawa nakłada na pośredników również obowiązek posiadania dobrych praktyk, przestrzegania zasad etycznych oraz wiele obowiązków informacyjnych. Należą do nich m.in. informowanie o tym, z jakimi instytucjami pośrednik pracuje, jakie otrzymuje wynagrodzenie oraz o dokładnych kosztach kredytu oraz różnicach między opcjami kredytu z lub bez dodatkowych produktów. Od tej pory klient nie będzie zmuszony do wykupienia ubezpieczenia, ale nadal będzie miał taką możliwość po porównaniu obydwu opcji.

Jest duża szansa, że zapisy ustawy oraz obowiązki nałożone na pośredników i agentów spowodują podniesienie rangi tego zawodu, co przywróci zaufanie klientów do pośredników. Klienci będą mogli zweryfikować osobę, która ich obsługuje w zakresie kredytu, dzięki temu zyskają pewność, że mają do czynienia z osobą kompetentną. Ponadto, będą otrzymywać ujednolicone, szczegółowe informacje na temat oferowanych im produktów. To dopiero początek drogi o odzyskanie zaufania klientów, ale wierzymy, że te zmiany wpłyną na poprawienie jakości naszego zawodu – mówi Katarzyna Dmowska.

Ustawa wprowadza też zmiany, które powodują zmianę procesów w bankach. To dla pośredników oznacza więcej pracy oraz zamieszanie przy opanowaniu nowych procedur.

Obawiamy się, że początkowo może zapanować lekki chaos. Panujemy nad sytuacją. Staramy się aby nasi eksperci mogli wykonywać swoje obowiązki w sposób niezakłócony. Jesteśmy w stałym kontakcie z bankami. Nasza centrala „uzbraja” sieć sprzedaży w informacje na bieżąco oraz przygotowuje materiały, które pomogą naszym ekspertom odnaleźć się w nowej rzeczywistości – dodaje Katarzyna Dmowska.

Optymizm ECB wypycha eurodolara ponad szczyt

Przy ewidentnie antydolarowym sentymencie głęboko zakorzeniony optymizm Rady Prezesów ECB wystarczył by wypchnąć eurodolara ponad szczyt z maja 2016 i do 1,1650. EUR/USD zbliża się już do kluczowego oporu przy 1,1715, gdzie wypada szczyt ustanowiony w sierpniu 2015 r. Postrzegamy wybicie tego poziomu „z marszu” za mało prawdopodobne. Złym sygnałem dla dolara jest sytuacja na rynku długu. Rentowność dziesięcioletnich obligacji USA spada do 2,25 proc., co szczególnie mocno ciąży parze USD/JPY, która ma potencjał do kontynuacji korekty spadkowej w kierunku 111,00.

ECB dostrzega siłę gospodarki, która rozszerza się także geograficznie, ale nie widzi żeby już teraz oddziaływało to na inflację (zwłaszcza bazową). Wśród decydentów dominuje silne i jednoznaczne przekonanie, że presja cenowa będzie stopniowo narastać. Rada Prezesów ma też świadomość, że proces ten jest jeszcze w zalążku. ECB jest (przesadnie?) pewne, że zaaplikowane potężne luzowanie odgrywa swoją rolę i teraz musi jedynie zaczekać na przelanie się poprawy sytuacji gospodarczej na płace i ceny. Dopiero jeśli to nie nastąpi, to możliwe będzie ponowne sięgnięcie po narzędzia luzowania, w tym rozszerzenie skupu aktywów (czasowe bądź ilościowe).

ECB nadal zakłada oczywiście, że stopy będą utrzymane na ekstremalnie niskim poziomie długo po zakończeniu programu QE. Jego obecny kształt pozostanie niezmieniony do końca roku, lub dłużej jeśli zajdzie taka potrzeba. Choć zaczyna brakować obligacji, które mogłyby zostać skupione przez ECB w ramach QE i obecnie nic nie wskazuje, że bardziej agresywny skup mógłby być niezbędny (szacujemy, że w II kwartale dynamika PKB Eurolandu wyniosła aż 2 proc. rok do roku), to z komunikacji nie usunięto zdania o możliwości rozszerzenia programu. Rada Prezesów była zgodna by nie zmieniać forward guidance na lipcowym spotkaniu. Czas na wnikliwą dyskusję nad przyszłością programu skupu aktywów przyjdzie podczas jesiennych posiedzeń Rady Prezesów.

Rada Prezesów z wielkim zadowoleniem przyjmuje znaczną poprawę koniunktury i z optymizmem patrzy na perspektywy wzrostu i inflacji. W komunikacji zachowano status quo, losy programu QE rozstrzygną się jesienią – jednoznaczne potwierdzenie padło dziś z ust Draghiego. Nie dało to impulsu by rynek porzucił pozytywne nastawienie do euro, zwłaszcza przy dolarze tak słabym jak ostatnio. O losach aprecjacyjnego trendu decydować będą informacje z gospodarki, oczywiście zwłaszcza odczyty inflacji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że śmiała wycena perspektyw polityki ECB jest zagrożeniem dla waluty i tworzy pole do rozczarowań. Odwrotnie: przyszłe kroki Fed są niedostatecznie wycenione i tworzą w szerszym horyzoncie szansę dla dolara. W szerszym horyzoncie, gdyż po lipcowym posiedzeniu nie ma powodów by z większym pesymizmem podchodzić do euro. W krótkim terminie scenariuszem bazowym pozostaje atak na 1,1715, czyli szczyt z sierpnia 2016 roku.

Końcówka tygodnia zdominowana będzie przez dane z Kanady. Po zejściu USD/CAD pod 1,26 inwestorzy będą szukać potwierdzenia swojego optymizmu w danych o inflacji i sprzedaży detalicznej. Rozczarowanie będzie skutkować korektą – uważamy, że umocnienie CAD jest zbyt daleko idące i będzie wpływać na tempo prowadzonego przez Bank Kanady cyklu zacieśniania. Może zatem odegrać się scenariusz podobny do tego z notowań AUD, gdzie załamaniu ulega struktura trendu wzrostowego. W nocy dolar australijski został mocno przeceniony pod wpływem gołębich komentarzy z banku centralnego, które otwierają drogę do głębszego odreagowania.

Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Euler Hermes podnosi rating czeskiej gospodarki

Euler Hermes podnosi rating czeskiej gospodarki do A1 (z BB1). Odzwierciedla to polepszenie się otoczenia biznesowego w Czechach, a także spodziewany wzrost wartości inwestycji. Możliwe, iż w efekcie dobrych perspektyw gospodarki czeskiej polski eksport do tego kraju prześcignie pod względem wartości ten kierowany do Wielkiej Brytanii.

W opinii Działu Analiz Ekonomicznych Euler Hermes odbudowa w 2017 roku tempa wzrostu PKB Czech, po jego spowolnieniu w 2016r do 2,4%, osiągnie +3% – po zwiększeniu o 3,9% w I kwartale. Do grona czynników za tym stojących zaliczyć można dobry popyt wewnętrzny, dobrą dynamikę handlu zagranicznego (w 2016r nadwyżka w nim dodała 1,1pp wzrostu) oraz wzrost inwestycji, w tym – podobnie jak w Polsce – inwestycji współfinansowanych z budżetu UE. Podobieństwa do Polski nie ograniczają się do pozytywnej zmiany na polu inwestycji: także ceny w gospodarce czeskiej zaczęły w tym roku rosnąć, po blisko trzech latach deflacji.

Obustronnie korzystna polsko-czeska wymiana handlowa

Czechy to trzeci pod względem wielkości kraj docelowy dla polskiego eksportu, za Niemcami i Wielką Brytanią, która wyprzedzała Czechy w strukturze polskiego eksportu tylko o 0,1% w I kwartale 2017.

Udział rynków Europy środkowo-wschodniej w strukturze polskiego eksportu powoli się odbudowuje, ale przy 8% w 2016 r. był on nadal ponad dwukrotnie niższy niż na przełomie tysiąclecia (wtedy prawie 17%). Najważniejszy dla Polski kraj w tej grupie to właśnie Czechy, gdzie nasz eksport jest większy niż łączny polski eksport do krajów azjatyckich. Obydwa kraje korzystają na bliskim sąsiedztwie – bliskości kulturowej, komunikacyjnej, otwartych nawzajem rynkach. Dla Czech Polska również jest trzecim pod względem wielkości rynkiem eksportowym.

Ponieważ Polska jest krajem większym od Czech, to polskie firmy operujące na rynku krajowym korzystają z efektu większej skali działalności. co pozwala im być konkurencyjnym także na rynku czeskim. Z tego powodu, Czechy są więc zazwyczaj jednym z krajów pierwszego wyboru dla polskich przedsiębiorców rozpoczynających ekspansję zagraniczną. Oprócz tego na dynamikę eksportu do Republiki Czeskiej wpływają też oczywiście istniejące już łańcuchy dostaw, często dużych graczy na rynku wyrobów spożywczych, mebli czy wyrobów metalowych, maszyn i części” – mówi Tomasz Starus, członek zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka.

Tak jest w przypadku Czech, gdzie Polska jest jednym z głównych dostawców żywności na ten rynek, zaraz po Niemczech, z dynamiką wzrostu w ostatnich latach rzędu 7% rocznie – chociaż obecnie już wyhamowującą, m.in. w odniesieniu do wyrobów mięsnych i nabiału. Wzrostowi transgranicznego eksportu materiałów budowlanych sprzyjać będzie w tym roku także odwrócony VAT w budownictwie w Polsce. Czechy jako rynek zdecydowanie mniejszy są dużo bardziej niż Polska uzależnione od międzynarodowej koniunktury eksportowej, włączając w to kluczowy dla nich przemysł maszynowy, motoryzacyjny, zbrojeniowy. Stąd polskie firmy dostarczają na rynek czeski nie tylko wyroby konsumenckie – obok żywności także lekarstwa i kosmetyki, ale także jest to często eksport kooperacyjny.  Polega on na dostarczaniu gotowych części i komponentów do czeskich wyrobów eksportowych” dodaje Tomasz Starus.

„We wszystkich tych przypadkach – czy chodzi o wyroby pierwszej potrzeby, budowlane czy wysoko przetworzone wyroby i maszyny podniesienie oceny czeskiej gospodarki stwarza polskim firmom możliwość pogłębienia współpracy z partnerami czeskimi. Otoczenie biznesowe w Czechach jest stabilne. Wahanie wartości czeskiej korony wobec Euro nie było dotąd problematyczne, nie zmniejszało wyraźnie dochodowości polskiego eksportu – w chwili obecnej aprecjacja wyniosła +2%. Wiązać się to może także z niższą wyceną ryzyka finansowego przez banki – i w ślad za tym mniejszym kosztem finansowania eksportu czy ekspansji, otwierania poddziałów przez polskie firmy w Czechach,” podsumowuje Tomasz Starus..

Polsko-czeska współpraca gospodarcza

Oczywiście, są też w tej współpracy czasami pewne przeszkody – wśród nich wymienić można m.in. sporą liczbę różnego rodzaju oszustw wliczając w to zamówienia składane przez fikcyjnych klientów czy kwestionowanie jakości niektórych polskich wyrobów, tak jak na innych rynkach służące zazwyczaj opóźnieniu zapłaty za otrzymany towar. Podczas gdy „zła prasa” polskiej żywności – ostatnio w odniesieniu do jajek – to temat nienowy, to jako element walki konkurencyjnej jest on niezbyt skuteczny. Przy większym rynku krajowym, skala działalności pozwala konkurować wielu polskim producentom nie tylko ceną, ale także przejmować lokalne podmioty dzięki związanej z nim korzystniejszej bazie kapitałowej.

W polsko-czeskiej wymianie handlowej mamy do czynienia z silną symetrią. Wzrost znaczenia rynku polskiego także dla firm czeskich wiąże się m.in. również ze zwiększoną skalą towarzyszącej temu windykacji należności od polskich firm, niewywiązujących się ze swoich zobowiązań wobec czeskich dostawców.

Jak mówi Tomasz Delman, dyrektor handlowy w Euler Hermes Collections: „Zazwyczaj zwiększone zapotrzebowanie na informację gospodarcza o danym rynku przekłada się na liczbę zamawianych raportów handlowych o firmach z danego kraju, pociąga za sobą żywsze kontakty, zwiększenie dwustronnej wymiany handlowej. W ostatnich latach największe wzrosty w ilości zamawianych raportów handlowych o partnerach zagranicznych obserwowaliśmy w odniesieniu do rynku czeskiego. W 2016r polskie firmy zamówiły aż o 121% więcej takich raportów niż rok wcześniej – jest to największy notowany przez Euler Hermes wzrost. Ponieważ obustronna polsko-czeska wymiana handlowa rozwija się w dobrym tempie, to także towarzyszący jej równolegle wzrost przypadków braku zapłaty za towar rodzi też większe zobowiązania i zlecenia windykacyjne.”

Dolar w mocnej defensywie

Tym razem to nie rynki kapitałowe były w centrum uwagi. Podczas gdy euro zyskiwało na sile, indeksy giełdowe w Polsce i USA traciły na wartości. Ceny ropy spadały, natomiast umocniły się notowania metali szlachetnych.

Formalnie dobra passa indeksu Nasdaq utrzymała się i mieliśmy wczoraj do czynienia z kolejnymi wzrostami. Zmiany były jednak niewielkie i większość dnia indeksy w USA oscylowały wokół poziomu poprzedniego zamknięcia. W Polsce indeks WIG20 od początku dnia znajdował się w trendzie spadkowym. Uwaga inwestorów była jednak wczoraj zwrócona na Europejski Bank Centralny. EBC utrzymał wysokość stóp procentowych jak też planów dotyczących skupu aktywów. Posiadacze euro mogli cieszyć się wzrostami. Eurodolar pokonał barierę 1.16.

Dolar amerykański tracił do euro pomimo nieznacznie lepszych od prognoz danych z amerykańskiego rynku pracy. Liczba nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych spadła do poziomu 233 000. Poprawił się też odczyt indeksu wskaźników wyprzedzających Conference Board. Dziś znaczących publikacji makroekonomicznych już nie będzie. W ciągu dnia napłyną jedynie drugorzędne dane z gospodarki kanadyjskiej oraz z amerykańskiego rynku ropy.

Dolar w mocnej defensywie 12

W ostatnim czasie bardzo mocno na sile zyskiwał dolar australijski. Rynek AUD/USD pokonał opór na 0.77 oraz środkową linię kanału wzrostowego. Teoretycznie może teraz zmierzać nawet na wysokość 0.82. Oczywiście wcześniej możliwe są korekty. Ostatecznym poziomem wsparcia jest wspomniane 0.77. Istotne dla byków będzie też utrzymanie widocznej linii wzrostowej na RSI.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Smart money vs dump money

W poniedziałkowym cyklu „Analiza pozycji dużych graczy” staramy się podążać śladami „smart money”. Duży kapitał zaczyna długoterminowe trendy, po czym w grę wchodzi „dump money”, czyli kapitał niedoświadczonych inwestorów.

Smart money rozpoczyna trend spadkowy lub wzrostowy, kapitał napływa lub odpływa dużymi strumieniami. Po wzrostach rzędu 20-30 procent analitycy zaczynają krzyczeć, patrzcie na ten trend! W taki sposób reszta inwestorów wskakuje w dane aktywo, trend jest kontynuowany. Po mocnych wzrostach lub spadkach pojawia się euforia, która przyciąga niedoświadczonych inwestorów. Ostatecznie wszyscy chcą zarobić, a kończy się tak jak zwykle. Oczywiście „dump money” na każdym rynku wygląda inaczej.

Rynek walutowy

Z pomocą przychodzi pozycjonowanie traderów indywidualnych. Dane pochodzą ze strony myfxbook. W czym leży problem traderów indywidualnych? W psychologii, nikt nie chce zamykać pozycji stratnych, większość z nich gra pod główny trend.

myfxbook

Źródło: Myfxbook

Na powyższej grafice zobrazowano parę walutową GBP/USD, na dolnym wykresie pokazano wolumen transakcyjny Traderów indwidualnych. Trend wzrostowy trwał miesiąc, natomiast według danych myfxbook większość osób była po krótkiej stronie rynku (widać to po kolorze czerwonym), tylko nieznaczna część graczy była po długiej stronie. Na domiar złego, po mocnym wyskoku gracze dobierali coraz większą ilość krótkich pozycji. Gdzie się podziała wiedza książkowa?

Z kolei prawdziwe bańki na rynku pozwoli rozpoznać trends.google.com. Jeżeli czegoś nie wiemy, to wpisujemy daną frazę w wyszukiwarkę „google”. Czym większa ilość wyszukać danego aktywa, tym możemy spodziewać się większej wyprzedaży. Pamiętajmy, po euforii zawsze przychodzi otrzeźwienie, które do najmilszych nie należy.

Bitcoin

Dla przykładu Bitcoin, nieustanne wzrosty. Osoby nigdy nie związane z inwestycjami, a tym bardziej kryptowalutami zaczęły spekulację na tym aktywie. Kilka tygodni przed pęknięciem bańki spekulacyjnej liczba wyszukiwani frazy „bitcoin” wzrosła kilkukrotnie.

Smart money vs dump money 13

Źródło: Admiral Markets, trends.google

Na powyższym wykresie przedstawiono notowania Bitcoina na tle liczb wyszukiwani frazy „Bitcoin” w wyszukiwarce. Przed samym pęknięciem bańki spekulacyjnym liczba wyszukiwani wzrosła kilkukrotnie.

Podsumowanie

Smart money oraz dump money mogą pokazać dobry kierunek głównego trendu, ale na dwa różne sposoby. Smart money kreuje trend, możemy rozpoznać go we wczesnej fazie. Z kolei dump money wchodzi na rynek z dużym opóźnieniem, gdy trend ma się ku końcowi.

Trzy żeńskie ekipy zawalczą o zwycięstwo w żeglarskich mistrzostwach Europy. Największa impreza sezonu startuje w poniedziałek w Gdańsku

Trzy żeńskie ekipy zawalczą o zwycięstwo w żeglarskich mistrzostwach Europy. Największa impreza sezonu startuje w poniedziałek w Gdańsku 14

W ten weekend i cały przyszły tydzień polskie wybrzeże będzie gościć ponad 800 żeglarzy i blisko 100 najszybszych i największych jachtów z całej Europy. W poniedziałek w Gdańsku rozpoczną się żeglarskie mistrzostwa Dr Irena Eris ORC European Championship, które są najważniejszym wydarzeniem dla miłośników tego sportu. 93 załogi z 13 państw zdominowali mężczyźni, ale o zwycięstwo zawalczą także trzy żeńskie teamy z Polski i Niemiec.

– W tym roku mamy trzy wyłącznie kobiece załogi startujące w żeglarskich mistrzostwach Europy. To dwa jachty z Niemiec – załoga jednego z nich już zwiedza Gdańsk, oraz polski jacht Shekle. Wszystkie stanowiska są na nich objęte przez kobiety. Poza tym są również kobiety, które – podobnie jak ja – są członkami mieszanych załóg. W mojej jest jeszcze Miriam Trzcińska, która ma 16 lat i jest taktykiem, więc przyszłość należy do niej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes żeglarka i aktorka Monika Kwiatkowska, ambasadorka mistrzostw Dr Irena Eris ORC European Championship.

W przyszłym tygodniu, w dniach 24–29 lipca, odbędą się w Gdańsku żeglarskie mistrzostwa Europy. Na czas regat do Trójmiasta zjechało ponad 800 żeglarzy. Do gdańskiej mariny przypłyną najszybsze i największe jachty z całej Europy. Polskie i zagraniczne załogi, które wystartują w Dr Irena Eris ORC European Championship, zdominowali mężczyźni. Na liście startowej są jednak trzy żeńskie teamy, które zawalczą o zwycięstwo.

– Żeglarstwo absolutnie jest sportem dla kobiet. Znam dziewczyny, które zajmują się trymem genakera [rodzaj żagla – red.] albo są dziobowymi, co – wydawałoby się – wymaga ogromnej siły. Kobiety na ogół są słabszą fizycznie płcią, ale nadrabiamy techniką. Mężczyzna szarpnie i naprawi błąd, a nam żagiel nie wybaczy błędu, musimy więc bardziej się ogarniać. Z roku na rok zainteresowanie tym sportem wzrasta. Sponsorem tytularnym mistrzostw jest firma kojarząca się z dbaniem o urodę, co pokazuje, że żeglarstwo ma też swoje piękne oblicze – mówi Monika Kwiatkowska.

Pod polską banderą popłynie w regatach jacht Shekle, którego dwunastoosobowa załoga składa się wyłącznie z kobiet. Mimo że zespół nie ma jeszcze dużego regatowego doświadczenia, sterniczka Shekli Dorota Dajkowska liczy na udany start i podkreśla, że najważniejsza jest zabawa oraz promocja żeglarstwa, zwłaszcza wśród kobiet. Shekle jest bowiem w równym stopniu projektem żeglarskim, jak i społecznym, który ma aktywizować kobiety i udowadniać im, że żeglowanie na dużych jachtach jest jak najbardziej możliwe.

O jak najlepsze miejsca w Dr Irena Eris ORC European Championship zawalczą również dwa żeńskie teamy z Niemiec, które popłyną na jachtach „Tutima” i „Hotquito”. Jak zapewnia Kirsten Harmstorf, sterniczka „Tutima”, przy normalnej pogodzie nie ma większej różnicy pomiędzy załogą złożoną z kobiet a załogą złożoną z mężczyzn. Za to w ciężkich warunkach pogodowych praca na pokładzie, stawianie i zbieranie żagli wymaga więcej siły fizycznej. Dlatego żeglarki muszą utrzymywać dobrą formę – trenują na siłowni, biegają i uprawiają fitness. Zdaniem sterniczki „Hotquito” Anke Scheuermann odpowiednie przygotowanie kondycyjne i żeglarek, i samego jachtu skutecznie niweluje różnice między zespołami kobiecymi a męskimi.

Na liście startowej Dr Irena Eris ORC European Championship są 93 załogi z 13 państw. Polskę będzie reprezentować 20 ekip, w tym załoga jachtu Good Speed, na pokładzie którego popłynie również Monika Kwiatkowska (na pozycji pitchwoman). Załoga, która ma już na koncie znaczące sukcesy regatowe, chce wywalczyć sobie miejsce w pierwszej dziesiątce.

– Żeglarze, którzy wezmą udział w Dr Irena Eris European Championship ORC Gdańsk 2017, pochodzą właściwie ze wszystkich krajów wokół Morza Bałtyckiego. Mamy też jedną łódkę z Włoch. Jest spory udział Niemców, Rosjan, Szwedów, Finów, również załoga z Francji i Norwegii – mówi ambasadorka imprezy.

Rozpoczynające się w przyszłym tygodniu mistrzostwa będą jednym z najważniejszych tegorocznych wydarzeń na polskim wybrzeżu. Poprzedzą je Granaria Morskie Żeglarskie Mistrzostwa Polski Gdańsk 2017, które odbędą się w dniach 21–23 lipca. Dla żeglarzy będzie to próba generalna przed mistrzostwami Europy. Jeżeli dopisze pogoda, ich zmagania będzie można śledzić z trójmiejskich plaż.

– To bardzo duże jednostki morskie. Jeśli tylko pogoda i wiatr dopiszą oraz uda się odpowiednio ustawić start, to jest duża szansa, że będzie je widać z licznych trójmiejskich plaż. To będzie cudowna rzecz – mówi Monika Kwiatkowska.

Jutro wchodzi w życie nowa ustawa o kredycie hipotecznym. Wiele korzystnych zmian dla klientów

Jutro wchodzi w życie nowa ustawa o kredycie hipotecznym. Wiele korzystnych zmian dla klientów 15

Od soboty obowiązywać zacznie znowelizowana ustawa o kredycie hipotecznym nakładająca na banki i pośredników kredytowych dodatkowe obowiązki związane z udzielaniem kredytu mieszkaniowego. Ich oferty mają być bardziej przejrzyste dla klienta. Instytucje finansowe będą też miały 21 dni na wydanie decyzji pozytywnej lub negatywnej ws. kredytu, przy czym odmowa powinna zostać uzasadniona. Ustawa wprowadza także proklienckie zmiany dotyczące spłaty kredytów.

Ustawa o kredycie hipotecznym nie dokonuje rewolucji, aczkolwiek wprowadza kilka istotnych zmian i udogodnień z punktu widzenia klienta – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Kijanka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Grupy Deweloperskiej Geo.

Zgodnie z nową ustawą pożyczkodawca będzie miał 21 dni od dnia złożenia przez klienta wniosku o kredyt na wydanie decyzji i poinformowanie o niej zainteresowanego. Z kolei już po zawarciu umowy klient będzie miał 14 dni na jej wypowiedzenie, gdyby np. po uważnej lekturze przekonał się, że w innym banku ma szansę otrzymać kredyt na lepszych warunkach.

Kredyty będą teraz udzielane tylko przez banki i SKOK-i z wyłączeniem firm pożyczkowych. Ponadto będą udzielane tylko w walucie, w której się zarabia. Nie jest to nowość, ponieważ jedna z rekomendacji KNF wprowadzała tego typu uzgodnienie, natomiast teraz będzie to uregulowane w formie ustawy – wyjaśnia Piotr Kijanka.

Ustawodawca wprowadza też regulacje dotyczące sposobu reklamowania kredytów hipotecznych. Instytucje finansowe będą musiały wyraźnie wskazać rzeczywistą roczną stopę oprocentowania w miejscu co najmniej tak widocznym jak informację o oprocentowaniu kredytu hipotecznego oraz informować o innych warunkach kredytu, takich jak czas jego trwania, rodzaj oprocentowania, liczba i wysokość rat. Ponadto banki nie będą mogły uzależniać przyznania kredytu od nabycia innych produktów przy okazji kredytu hipotecznego. Cross-selling nadal będzie dozwolony, ale nie może być stosowany jako warunek przyznania kredytu.

Według nowych przepisów w razie problemów klienta ze spłatą rat bank wezwie go do dokonania wpłaty, musi jednak wyznaczyć termin nie krótszy niż 14 dni oraz poinformować o możliwości złożenia wniosku o restrukturyzację zadłużenia.

Bank ma obowiązek zaproponować restrukturyzację, czy to w formie wakacji kredytowych, czy wydłużonego czasu spłaty odsetek. Jeśli to nie przyniesie efektu, klient będzie miał pół roku na sprzedaż swojego mieszkania – mówi Piotr Kijanka. – Inne udogodnienie, które wprowadza regulacja, dotyczy wcześniejszej spłaty kredytu. Chodzi o sytuację, w której klient spłaca kredyt po upływie 3 lat od momentu jego zaciągnięcia, wówczas nie będzie płacił wyższych odsetek.

Jak podkreśla Piotr Kijanka, wchodzące w życie zmiany należy ocenić pozytywnie, głównie ze względu na to, że oferty instytucji finansowych będą bardziej przejrzyste dla klientów. To z kolei powinno zwiększyć zaufanie potencjalnych kredytobiorców, a co za tym idzie – ich zainteresowanie zakupem nieruchomości. A to już jest dobra informacja dla deweloperów. Na nowe przepisy muszą zwrócić szczególną uwagę firmy deweloperskie, które w jakikolwiek sposób przedstawiają oferty kredytowe klientom.

– Pośrednicy w przyznawaniu kredytu będą musieli być zarejestrowani w KNF, będą musieli zdać egzamin, co na pewno pozytywnie wpłynie na stan wiedzy i kompetencje pracowników, a także będą musieli odprowadzać 0,3 proc. swojej prowizji, którą uzyskują od banku, na rzecz KNF – mówi ekspert Grupy Deweloperskiej Geo.

Jak pokazuje raport PwC z 2016 roku, obecnie niemal co drugi kredyt hipoteczny zaciągany jest poprzez firmę pośredniczącą. Z kolei według AMRON-SARFIN w I kw. 2017 roku zawarto o jedną piątą więcej umów kredytowych niż rok wcześniej. Na koniec marca łączne zadłużenie z tego tytułu wyniosło 390,114 mld zł, natomiast czynnych umów kredytowych było 2,083 mln sztuk.

Wchodząca w życie kilka lat temu ustawa deweloperska, czyli ustawa o ochronie praw nabywcy lokalu mieszkalnego, była różnie odbierana przez środowisko, natomiast wraz z upływem czasu można powiedzieć, że bardzo pozytywnie wpłynęła na rynek, właśnie w kontekście zwiększonego zaufania klientów do branży deweloperskiej. Bez wątpienia ustawa o kredycie hipotecznym spowoduje ten sam efekt w perspektywie najbliższych kilku lat – przewiduje Piotr Kijanka.

Oracle i Integrated Solutions (IS) łączą siły. Będą wspierać firmy w cyfrowej transformacji

Oracle i Integrated Solutions (IS) łączą siły. Będą wspierać firmy w cyfrowej transformacji 16

Blisko połowa dużych firm chce skorzystać z usług w chmurze obliczeniowej – wynika z danych IDC. Wśród głównych powodów jest dążenie nie tylko do ograniczenia kosztów, lecz także do przyśpieszenia wprowadzania usług i zapewnienia większego bezpieczeństwa danych, co w dobie rosnącej cyberprzestępczości ma szczególne znaczenie. W migracji do chmury chcą pomóc firmy Oracle i Integrated Solutions, wspólnie dostarczając technologie i doradzając przedsiębiorstwom w procesie cyfrowej transformacji.

– Chmura publiczna przechowuje dane, zapewnia możliwość pogłębionej analityki i ulepszenia procesów, a wszystko to dzieje się online. Chmura pomaga instytucjom finansowym i bankom w adresowaniu potrzeb ich klientów indywidualnych i korporacyjnych, a telekomom – w obsłudze klienta. Przykłady zastosowań można mnożyć – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Wojtkowski, dyrektor generalny Oracle Polska.

Dane pokazują, że chmura obliczeniowa szybko upowszechnia się w biznesie. Z badania, które globalna firma doradcza IDC przeprowadziła na zlecenie Oracle, wynika, że z tej technologii korzysta już 40 proc. przedsiębiorstw w regionie Europy Środkowo-Wschodniej zatrudniających od 250 do 1000 pracowników. Spośród większych firm prawie połowa planuje wdrożenie usług w chmurze. Analitycy IDC oszacowali, że wydatki na cloud computing w tej części Europy będą rosły lawinowo: z 600 mln dol. w tym roku do 876 mln dol. w 2020 roku.

Dyrektor generalny Oracle Polska podkreśla, że zaletą chmury jest uproszczenie i przyspieszanie procesów, ograniczenie wydatków na IT i bezpieczeństwo przechowywanych w niej danych. Stąd rosnąca popularność takich rozwiązań.

Mieliśmy ostatnio kilka globalnych ataków hakerskich. Jedną z odpowiedzi firm było natychmiastowe przeniesienie się do chmury publicznej. Ze względu na liczbę specjalistów, którzy 24 godziny na dobę pracują nad analizą zagadnień bezpieczeństwa, chmura lepiej odpowiada na tego rodzaju zagrożenia. Po drugie, jest stworzona po to, aby pomóc firmom się transformować – to jest właśnie cyfrowa transformacja biznesu – mówi Adam Wojtkowski.

Oracle jest jednym z rynkowych liderów w zakresie upowszechniania chmury. Rosnącą popularność tej technologii dobrze oddają wyniki finansowe Oracle – w poprzednim roku rozliczeniowym firma odnotowała 66 proc. wzrost globalnych przychodów ze sprzedaży usług chmurowych do wartości 4,7 mld dol.

Na polskim rynku Oracle realizuje kilka dużych kontraktów, jednak najważniejszą umowę koncern zawarł właśnie z Integrated Solutions, spółką należącą do Orange Polska.

Integrated Solutions został jednym z pierwszych w regionie ECEMEA certyfikowanym dostawcą usług chmurowych Oracle. Korzyści dla klientów to przede wszystkim profesjonalne przejście do środowiska chmurowego, pełna obsługa ze strony Integrated Solutions, migracja danych, pełne zabezpieczenie, późniejsze zarządzanie oraz dostęp IS do pełnego portfolio usług firmy Oracle. Proponujemy firmom najlepsze z dwóch światów – telekomunikacji i informatyki. Integrated Solutions to dziś nie tylko integrator ICT, lecz także doradca oferujący wsparcie i know-how w każdym, nawet najbardziej unikatowym projekcie. Liczymy na to, że współpraca z Oracle dla naszych klientów będzie jednym z czynników przyspieszenia cyfrowej transformacji – mówi Bożena Leśniewska, wiceprezes zarządu Orange Polska.

Współpraca zakłada, że Integrated Solutions będzie jedynym z pierwszych w regionie ECEMEA (Europa Centralna i Południowa, Rosja i WNP, Turcja, Środkowy Wschód i Afryka) partnerem technologicznym i operatorem chmury Oracle. Należąca do telekomu spółka zyska możliwość sprzedawania i oferowania usług w tej technologii.

Ma ona także wspierać krajowe przedsiębiorstwa w migracji zasobów do chmury obliczeniowej, doradzać w kwestiach technologicznych oraz zarządzać środowiskiem IT i świadczyć klientom pełen komplet usług. Dyrektor generalny Oracle Polska podkreśla, że na każdym etapie migracji ze środowiska IT do chmury, firma powinna być wsparta fachowym doradztwem i ściśle współpracować z dostawcą technologii.

Przeniesienie modelu funkcjonowania firmy, zarówno technologicznego, jak i biznesowego, to nie jest działanie 1:1. Tutaj jest potrzebna bardzo bliska współpraca, żeby rozumieć cele firmy, a także doradztwo: począwszy od analityki zjawisk, które dzieją się po stronie klienta, poprzez consulting, w jaki sposób można optymalizować procesy i doradztwo w zakresie bezpieczeństwa – wylicza Adam Wojtkowski.

Choć przeniesienie firmowych zasobów do chmury nie jest prostą procedurą, firmy powinny traktować ten krok jako przyszłościową inwestycję. Poza tym w trakcie całego procesu mogą liczyć na wsparcie migracyjne, które zapewnia dostawca technologii. Obejmuje ono m.in. wstępną analizę biznesową i technologiczną oraz zaprojektowanie całej architektury technologicznej.

Jeżeli jest taka potrzeba, to w kolejnym etapie wykonuje się działania typu proof-of-concept. To zbudowanie pilotażu, na bazie którego są wychwytywane ewentualne luki. Ostatni etap to wykonanie projektu szczegółowego i nadzór lub wręcz wykonanie całej operacji – mówi Adam Wojtkowski.

 Jako Orange Polska, jesteśmy największym odbiorcą technologii Oracle w Polsce i wiemy, że firma oferuje nie tylko kompleksowe, lecz także niezawodne technologie. Liczymy na to, że doświadczenie Integrated Solutions będzie przykładem dla spółek Grupy w innych krajach w realizacji złożonych projektów opartych o technologie Oracle – mówi Bożena Leśniewska.

We wrześniu ruszą preferencyjne pożyczki na rozwój szybkiego internetu. Do firm telekomunikacyjnych trafi na początek 40 mln zł

We wrześniu ruszą preferencyjne pożyczki na rozwój szybkiego internetu. Do firm telekomunikacyjnych trafi na początek 40 mln zł 17

Pierwszym partnerem Banku Gospodarstwa Krajowego w programie finansowania rozwoju sieci szerokopasmowych został Alior Bank. Bank rozdysponuje kwotę co najmniej 40 mln zł na preferencyjne pożyczki dla firm telekomunikacyjnych, które chcą inwestować w infrastrukturę szybkiego internetu. Pierwsze środki mają trafić do przedsiębiorców już we wrześniu. Pieniądze pochodzą z unijnego programu operacyjnego Cyfrowa Polska. 

Podpisaliśmy z Bankiem Gospodarstwa Krajowego umowę, na podstawie której będziemy udzielać pożyczek szerokopasmowych. Ich celem jest sfinansowanie dostępu do internetu szerokopasmowego o przepustowości min. 30 Mb/s dla gospodarstw domowych oraz min. 100 Mb/s dla szkół. Potencjalne grono beneficjentów jest bardzo duże – mówimy tu o współpracy z około 6 tys. zarejestrowanych operatorów telekomunikacyjnych, działających na terenach, na których występują białe plamy w dostępie do sieci – mówi agencji Newseria Biznes Michał Chyczewski, wiceprezes, p.o. prezesa Zarządu Alior Banku.

O preferencyjne pożyczki szerokopasmowe mogą się ubiegać te przedsiębiorstwa, które mają w planach inwestycje w budowę albo rozbudowę sieci telekomunikacyjnych. Wymogiem jest zapewnienie dostępu do sieci szerokopasmowej dla gospodarstw domowych i przedsiębiorstw oraz szkół. Spłata pojedynczej, preferencyjnej pożyczki dla takiej inwestycji może być rozłożona nawet na 15 lat.

Mówimy o pożyczkach wynoszących od 20 tys. zł do 10 mln zł. Jest to instrument nastawiony na segment mniejszych i średnich operatorów telekomunikacyjnych, nie tych największych. Skorzystają przede wszystkim gospodarstwa domowe i szkoły, a także firmy telekomunikacyjne – mówi Michał Chyczewski.

Środki finansowe przeznaczone na pożyczki dla firm telekomunikacyjnych pochodzą z programu operacyjnego Cyfrowa Polska. Dysponuje nimi Bank Gospodarstwa Krajowego, który w wyniku rozstrzygniętego przetargu 18 lipca br. podpisał z Alior Bankiem umowę dotyczącą dystrybucji tych środków.

Alior Bank jest pierwszym pośrednikiem, który będzie udzielał firmom telekomunikacyjnym preferencyjnego finansowania na rozwój infrastruktury szybkiego internetu. W puli, którą dysponuje bank, znajduje się obecnie 40 mln zł (z możliwością zwiększenia jej do 100 mln zł). Porozumienie zakłada też, że Alior Bank przeznaczy na projekty telekomunikacyjne 10 mln zł ze środków własnych. Pierwsze pożyczki szerokopasmowe trafią do firm we wrześniu br.

Michał Chyczewski, wiceprezes, pełniący obowiązki prezesa zarządu Alior Banku, podkreśla, że współpraca z BGK i walka z cyfrowym wykluczeniem mocno wpisuje się w strategię „Cyfrowego buntownika”, którą bank ogłosił w tym roku. Zakłada ona m.in. wprowadzenie nowych rozwiązań cyfrowych i mobilnych oraz zainwestowanie dodatkowych 400 mln zł w IT i innowacje, co ma pomóc klientom bezpiecznie przejść przez proces rewolucji technologicznej w bankowości.

Po pierwsze, instrument pożyczek szerokopasmowych jest przeznaczony dla małych i średnich operatorów telekomunikacyjnych, a my jesteśmy skoncentrowani na dalszym rozwoju właśnie w tym segmencie. Po drugie, dzięki eliminacji tzw. białych plam i poszerzaniu dostępu do internetu pośrednio zwiększamy swój rynek w segmencie klienta detalicznego. Udzielając pożyczek szerokopasmowych, działamy również w kierunku poszerzenia grona klientów, którzy będą później korzystać z naszych usług w kanałach mobilnych i internetowych – mówi Michał Chyczewski.

Finansowanie rozwoju sieci szerokopasmowych nie jest pierwszym projektem, przy którym Alior Bank współpracuje z BGK. Instytucja uczestniczy też w innych publicznych programach pomocowych kierowanych zwłaszcza do segmentu MSP. Jednym z produktów tego typu jest kredyt z gwarancjami de minimis (pomoc publiczna dla przedsiębiorstw, która nie wymaga notyfikacji KE). Alior Bank jest drugim największym w Polsce dystrybutorem gwarancji de minimis, z których skorzystało do tej pory ponad 17 tys. przedsiębiorstw. Małym i średnim firmom bank udziela też kredytów inwestycyjnych z premią technologiczną BGK.

Michał Chyczewski ocenia, że MSP jest w tej chwili najbardziej rentownym segmentem rynków finansowych. Dlatego małe i średnie przedsiębiorstwa są jednym z filarów, na których opiera się strategia Alior Banku. Instytucja zapowiada, że jej oferta dla tego sektora będzie coraz szersza.

Polska firma dostarcza platformę do szybkiego prototypowania robotów. Wartość rynku robotyki konsumenckiej do końca 2019 roku może przekroczyć 1,5 mld dol.

Polska firma dostarcza platformę do szybkiego prototypowania robotów. Wartość rynku robotyki konsumenckiej do końca 2019 roku może przekroczyć 1,5 mld dol. 18

Jednym z najszybciej rozwijających się segmentów robotyki jest robotyka konsumencka. Do końca 2019 roku wartość tego segmentu może przekroczyć 1,5 mld dol. O ekspansji globalnego rynku w tym zakresie poważnie myśli polska firma Husarion, dostarczająca platformę do szybkiego prototypowania profesjonalnych robotów. Dzięki niej firmy, które zajmują się tworzeniem robotów, będą mogły wdrożyć swoje produkty o wiele szybciej i taniej.

Raport Business Insider Intelligence wskazuje, że do końca 2019 roku wartość rynku robotyki konsumenckiej prawdopodobnie może przekroczyć 1,5 mld dol. Ponadto analitycy przewidują, że rynek ten będzie rozwijać się w tempie 17 proc. rocznie, czyli znacznie szybciej niż sektor robotów przemysłowych.

– Rynek robotyki konsumenckiej notuje największe wzrosty spośród wszystkich segmentów robotyki. Największym obecnie segmentem robotyki jest robotyka przemysłowa, ale jak pokazują wszelkie trendy, ta sytuacja się zmienia. I to właśnie rynek robotyki konsumenckiej rośnie najszybciej, w tempie 17 proc. rocznie. Jak pokazuje wiele badań, w ciągu kilkunastu lat przegoni rynek robotyki przemysłowej – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Dominik Nowak, dyrektor generalny w firmie Husarion.

Husarion opracował i wprowadził na rynek nową platformę do szybkiego prototypowania robotów przeznaczonych głównie na rynek konsumencki. Dzięki niej wiele firm z całego świata będzie mogło szybciej i przy niższych nakładach finansowych opracowywać i wprowadzać na rynek kolejne projekty robotów.

– W przyszłości chcemy się stać globalną platformą do zarządzania robotami, nie chcemy się skupiać wyłącznie na naszych kontrolerach sprzętowych, ale chcemy zapewnić kompatybilność z innymi komputerami do budowy robotów, dostępnymi na rynku – tłumaczy Dominik Nowak.

Istotną rolę podczas konstruowania robotów odgrywa sterownik CORE2, który umożliwia m.in. stworzenie unikalnego prototypu wykorzystującego gotowe moduły LEGO Mindstorms, mogącego posłużyć np. jako model testowy projektu.

– Budowa robotów w oparciu o sterownik CORE2 jest bardzo prosta. Można rozpocząć tworzenie mechaniki, wykorzystując elementy zestawów LEGO Mindstorms, dzięki specjalnemu adapterowi, który dostarczamy jako dodatkowy moduł do naszego sterownika. Na tym pierwszym prototypie można przetestować wiele założeń konstrukcyjnych i równolegle mogą teraz trwać prace nad kolejnymi generacjami mechaniki wykorzystującymi druk 3D i frezowanie – wyjaśnia  Dominik Nowak.

Ekosystem stworzony przez Husarion w połączeniu ze sterownikiem CORE2 nie tylko obniży koszty, lecz także znacząco skróci cały proces projektowania nowych robotów.

– W tym samym czasie niezależny zespół programistów może w oparciu o poprzednie stworzone na szybko prototypy mechaniczne rozwijać oprogramowanie. Potem to oprogramowanie z niewielkimi zmianami może migrować do kolejnych wersji mechaniki. Praca ze sterownikiem CORE2 i ogólnie z naszym ekosystemem niesamowicie skraca czas wdrożenia na rynek nowych konstrukcji mechatronicznych i robotycznych – podkreśla Dominik Nowak.

Innowacyjne rozwiązania napędzają rozwój fotowoltaiki w Polsce. Dzięki temu jej wydajność stale rośnie

Innowacyjne rozwiązania napędzają rozwój fotowoltaiki w Polsce. Dzięki temu jej wydajność stale rośnie 19

Coraz więcej ogniw wykonywanych jest w nowoczesnej technologii PERC, polepszającej zdolność absorpcji światła i zwiększającej wydajność nawet o blisko 25 proc. Także współczesne falowniki zmieniające prąd stały na zmienny umożliwiają szeroki zakres monitoringu ich pracy i pozwalają na współpracę z innymi urządzeniami. Zainstalowana w polskich elektrowniach fotowoltaicznych moc osiągnęła 75 MWp, a liczba instalacji powinna rosnąć. Sprzyjają temu prawo i coraz niższe ceny. W przypadków odbiorców indywidualnych całkowity koszt inwestycji nie przekracza 20 tys. zł i zwraca się w ciągu maksymalnie 10 lat.

– W zakresie innowacji w fotowoltaice obserwujemy ciągły wzrost sprawności modułów fotowoltaicznych, a przez to wzrost jednostkowej mocy modułu fotowoltaicznego. To innowacje ewolucyjne, nie ma zmian rewolucyjnych, ale ciągłe, drobne zmiany, powodują coraz lepszą wydajność modułów i ich niższą cenę – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Bogdan Szymański ze Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej Polska PV.

Coraz więcej firm wykonuje ogniwa w innowacyjnych technologiach PERC (Passivated Emitter Rear Contact) oraz HJT (Heterojunction Si), które podnoszą ich wydajność przy nieznacznie wyższej cenie. Ogniwa wykonane w tej technologii mogą już wkrótce stać się standardem, pozwalają na spore oszczędności, co istotne zwłaszcza w mikroistalacjach, u odbiorców indywidualnych. Szacuje się, że ogniwa w technologii PERC, poprawiającej ich zdolność absorpcji światła, pozwalają poprawić wydajność modułów nawet o blisko 25 proc.

– W zakresie systemów fotowoltaicznych obserwujemy rozwój tzw. modułów smart i optymalizatorów mocy. Są to urządzenia elektroniczne, które pozwalają zwiększyć wydajność modułu fotowoltaicznego poprzez optymalizację jego pracy na poziomie nie całej instalacji, ale na poziomie pojedynczego modułu – wskazuje Bogdan Szymański.

Także współczesne falowniki umożliwiają szerszy niż jeszcze niedawno zakres monitoringu ich pracy. Oprócz informacji o ilości wyprodukowanej energii możliwe jest odczytywanie dokładnych parametrów wejściowego prądu stałego i wyjściowego prądu przemiennego czy ewentualnych błędów. Falowniki mniejszej mocy mają interfejs RS 232, rośnie też popularność komunikacji bezprzewodowej poprzez Bluetooth czy wi-fi.

– W zakresie falowników widzimy ciągłe innowacje polegające na narzędziach informatycznych, na możliwości zwiększonego monitoringu, na możliwości współpracy z innymi urządzeniami. Popularna jest współpraca z pompami ciepła, także z systemami zagospodarowującymi energię, czyli możliwość włączania urządzeń, jeżeli mamy produkcję energii z instalacji fotowoltaicznych czy magazynowanie tej energii np. w cieple – mówi ekspert Stowarzyszenia Branży Fotowoltaicznej Polska PV.

W ciągu kilkudziesięciu lat energia słoneczna będzie w stanie zaspokoić większość światowego zapotrzebowania na prąd. Coraz popularniejsze, także w Polsce, są rozwiązania proekologiczne. Dodatkowo z modułów fotowoltaicznych może skorzystać niemal każdy. Nie tylko przedsiębiorcy, lecz także inwestorzy indywidualni.

– Korzystać może praktycznie każdy, kto ma odpowiednie warunki techniczne. Instalacja fotowoltaiczna nieodzownie wiąże się z posiadaniem zasobów energii słonecznej, czyli najlepiej dachu skierowanego na południe, w odpowiednim zakresie kątów, oczywiście niezacienionego. Obiektów, które spełniają te warunki, jest relatywnie bardzo dużo – ocenia Bogdan Szymański.

Z raportu „Rozwój polskiego rynku fotowoltaicznego w latach 2010–2020” przygotowanego przez Stowarzyszenie Branży Fotowoltaicznej Polska PV wynika, że łączna moc zainstalowana w polskich elektrowniach fotowoltaicznych osiągnęła pod koniec roku 2016 pułap niemal 75 MWp, z czego ponad 90 proc. to moc przyłączona w mikroinstalacjach. W dużej mierze to wynik stabilizacji sytuacji prawnej w zakresie systemu wsparcia dla prosumentów. Energia, która nie zostanie zużyta w czasie rzeczywistym, zostanie oddana do sieci, a po rocznym okresie rozliczeniowym 70 proc. trafia do właściciela. Instalowaniu modułów fotowoltaicznych sprzyjają też przystępne ceny.

– W zależności od wielkości instalacji koszt systemu fotowoltaicznego waha między 4 a 5 tys. zł za kilowat zainstalowanej mocy. W przypadku osób fizycznych typowa instalacja to między 3 a 4 kW, więc całkowita wartość inwestycji to poziom 15–20 tys. zł. Dla większości inwestorów nie jest to kwota, która przekraczałaby ich możliwości finansowe – tłumaczy Bogdan Szymański.

Szacuje się, że na koniec 2016 roku w Polsce przyłączonych było niemal 15 tys. mikroinstalacji PV. Oprócz cen inwestorów przyciąga też okres zwrotu poniesionych kosztów.

– W przypadku osób fizycznych okres zwrotu z instalacji fotowoltaicznej wynosi 8–10 lat, bez dofinansowania. Obecnie jednak coraz bardziej popularne są tzw. programy parasolowe, w których gmina pozyskuje środki i wydatkuje je na budowę mikroinstalacji na obiektach mieszkańców, bezpłatnie użycza mieszkańcom te instalacje, a po 5 latach stają się one ich własnością. Z uwagi na dość wysokie dofinansowanie sięgające między 60 a 85 proc., taka instalacja w ramach programu parasolowego zwraca się najczęściej w okresie 2–3 lat – przekonuje Bogdan Szymański.

Spokój i optymizm rządzą w ECB

Optymizm ECB w zakresie siły ożywienia i jego przyszłego wpływu na procesy cenowe to główne przesłanie dzisiejszego posiedzenia. Eurodolar powrócił nad 1,1550 za sprawą optymizmu w ocenie kondycji i perspektyw gospodarki strefy euro. Spadki kursu z ostatnich kilkudziesięciu godzin są wymazane. Rentowność niemieckich obligacji pozostała stabilna.

ECB dostrzega siłę gospodarki, która rozszerza się także geograficznie, ale nie widzi żeby już teraz oddziaływało to na inflację (zwłaszcza bazową). Wśród decydentów jest silne i jednoznaczne przekonanie, że presja cenowa będzie stopniowo narastać, ale też świadomość, że proces ten jest jeszcze w zalążku. ECB jest (przesadnie?) pewne, że zaaplikowane potężne luzowanie odgrywa swoją rolę i teraz musi jedynie zaczekać na przelanie się poprawy sytuacji gospodarczej na płace i ceny. Dopiero jeśli to nie nastąpi, to możliwe będzie ponowne sięgnięcie po narzędzia luzowania, w tym rozszerzenie skupu aktywów (czasowe bądź ilościowe).

ECB nadal zakłada oczywiście, że stopy będą utrzymane na ekstremalnie niskim poziomie długo po zakończeniu programu QE. Jego obecny kształt pozostanie niezmieniony do końca roku, lub dłużej jeśli zajdzie taka potrzeba. Choć zaczyna brakować obligacji, które mogłyby zostać skupione przez ECB w ramach QE i obecnie nic nie wskazuje, że bardziej agresywny skup mógłby być niezbędny (szacujemy, że w II kwartale dynamika PKB Eurolandu wyniosła aż 2 proc. rok do roku), to z komunikacji nie usunięto zdania o możliwości rozszerzenia programu. Rada Prezesów była zgodna by nie zmieniać forward guidance na lipcowym spotkaniu. Czas na wnikliwą dyskusję nad przyszłością programu skupu aktywów przyjdzie podczas jesiennych posiedzeń Rady Prezesów.

Ostatnie umocnienie euro nie przeszło niezauważone. W oczach władz monetarnych siła euro jest jednak tylko jednym z elementów składających się na warunki finansowe. Ostatnią rzeczą, którą ECB chciałoby obserwować jest ich potencjalnie negatywny wpływ na sferę realną. Na razie jednak nie ma silnych powodów do niepokoju.

Podsumowując: Rada Prezesów z wielkim zadowoleniem przyjmuje znaczną poprawę koniunktury
z optymizmem patrzy na perspektywy wzrostu i inflacji. W komunikacji zachowano status quo, losy programu QE rozstrzygną się jesienią – jednoznaczne potwierdzenie padło dziś z ust Draghiego. Nie dało to impulsu by rynek porzucił pozytywne nastawienie do euro, zwłaszcza przy dolarze tak słabym jak ostatnio. O losach aprecjacyjnego trendu decydować będą informacje z gospodarki, oczywiście zwłaszcza odczyty inflacji. Trudno oprzeć się wrażeniu, że śmiała wycena perspektyw polityki ECB jest zagrożeniem dla waluty i tworzy pole do rozczarowań. Odwrotnie: przyszłe kroki Fed są niedostatecznie wycenione i tworzą w szerszym horyzoncie szansę dla dolara. W szerszym horyzoncie, gdyż po dzisiejszym posiedzeniu nie ma powodów by z większym pesymizmem podchodzić do euro. W krótkim terminie scenariuszem bazowym pozostaje atak na 1,1620, czyli szczyt z maja 2016 roku.

Materiał opracował Bartosz Sawicki, Kierownik Departamentu Analiz, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.