Tokenizacja – co to jest token i do czego służy?

Po Bitcoinie i Blockchainie nadszedł czas na kolejną koncepcję, którą przynosi rewolucyjne zmiany w przemyśle cyfrowym – mowa o tokenie. Co się kryje za tą koncepcją, która sprawia, że niektóre osoby nazywają  ją ekonomią tokenów?

W zdigitalizowanym świecie, bicie walut to działalność, która nie wydaje się już być ograniczona przez banki centralne. Bitcoin jest najlepszym przykładem, w jaki sposób z prywatnego środowiska oraz wirtualnej waluty opartej na blokach internetowych można go wprowadzić na rynek, choć podlega licznym ograniczeniom ze względu na brak ram prawnych. Ale bitcoin jedynie zapoczątkował tą w pełni rozwiniętą rewolucję, której drugim krokiem są tokeny.

Token jest w rzeczywistości nowym terminem, odnoszącym się do jednostki wartości wydanej przez podmiot prywatny. Chociaż tokeny posiadają wiele podobieństw do bitcoinów, to są czymś znaczenie więcej niż waluta, ponieważ mogą być używane w szerszym spectrum zastosowań. Także praktycznie wszystkie tokeny bazuja na protokole Blockchain Ethereum, które zdaniem ekspertów są bardziej kompletne niż blokada bitcoina.
Innymi słowy token to jednostka wartości, którą tworzy organizacja do samodzielnego zarządzania jego modelem biznesowym aby umożliwić użytkownikom interakcję z jego produktami, a także ułatwić dystrybucję i dzielenie się nagrodami i korzyściami ze wszystkimi zainteresowanymi stronami.

Jest to rzeczywiście rewolucyjna koncepcja. Ale do czego właściwie służą tokeny?

W ramach prywatnej sieci token może być wykorzystany do przyznania prawa własności, do zapłaty za pracę lub do przekazywania danych, jako bodźca, jako furtki do dodatkowych usług lub lepszego doświadczenia użytkowników tak więc token może być wykorzystany w dowolnym przypadku, gdy osoba lub organizacja projektująca i rozwijająca zadecyduje o tym.

Tokenizacja jest nową warstwą bezpieczeństwa płatności cyfrowych Nie jest wymagane, aby kupcy dokonywali poważnych zmian w ich obecnych systemach akceptacji płatności. Największą zaletą dla wszystkich jest to, że numery kart płatniczych nie są już używane lub zapisywane w przypadku, gdy mogą wystąpić nieautoryzowane osoby. Dla klientów oznacza to zwiększenie bezpieczeństwa i wygody. Eliminuje potrzebę ponownego wprowadzania numeru konta podczas zakupów w smartfonie czy tablecie np. – dodaje Michał Kwieciński, CEO, advisor w CCG Mining, spółce technologicznej, która oferuje zawieranie umów typu Smart Contracts.

Tokenizacja jest wciąż na wczesnym etapie. I nie dzieje się tak bynajmniej jedynie ze względu na brak międzynarodowych regulacji. Ponadto konwersja praw do zasobów cyfrowych oznacza wyższy poziom złożoności dla użytkowników nie technologicznych. Są to jednak mankamenty, które można przezwyciężyć w czasie. Dlatego też przepisy dotyczące świadczenia usług opartych na pośrednictwie będą musiały zapewnić dodatkową wartość, aby konkurować z tą technologią. Jeśli tego nie zrobią, pozostaną one w gospodarce cyfrowej.

Przykładem tego potencjalnego efektu zastępczego są tak zwane ICO, czyli Initial Coin Offerings. ICO to nowa alternatywa finansowania działalności gospodarczej: zamiast tradycyjnych rund pozyskiwania funduszy, a nawet IPO, firmy oferują na rynku tokeny – a nie udziały, a inwestorzy używają cyfrowych walut, takich jak bitcoin, aby zapłacić za to tokenami. Wszystko dzięki technologii blockchain. Jako narzędzie finansowania, ICO już uwzględniają kilka znakomitych danych bowiem w okresie od marca 2016 r. do marca 2017 r. liczba uruchomionych startupów wzrosła o ponad 300 mln USD w łącznym finansowaniu dzięki ICO.

Ryzyko inwestowania w ICO jest oczywiste. Można dostrzec brak przejrzystości: ICO, które firmy obecnie prowadzą (które obecnie są chętnie wyczekiwane przez rynek) nie są wyceniane w oparciu o tradycyjne wskaźniki finansowe takie jak PER, ebitda czy dochód netto, ale o przyszłej obietnicy: chociaż wszystkie projekty mają wizję bycia następnym Bitcoinem lub Ethereum, widzi się wiele ICO wyglądających podobnie jak aplikacje, produkty z rynku lub rozwiązania technologiczne. Ostatecznie będą musiały one wykazać rzeczywiste przychody lub realne modele biznesowe, aby wzmocnić i wspierać publiczne wyceny, jakie będą otrzymywać.

Tokeny są nowym narzędziem inwestycyjnym opartym na technologii blockchain i są tak samo ryzykowne jak pociągające. To rynek, który musi się nauczyć, jak je używać w mądry i przemyślany sposób.

Rynek nieruchomości inwestycyjnych w Polsce, II kwartał 2017

Apetyt inwestorów przełożył się na wysoki wolumen transakcji, który wyniósł około 1 mld Euro. Jest to jeden z trendów zawartych w raporcie „At a Glance. Rynek nieruchomości inwestycyjnych w Polsce, II kwartał 2017”.

Największy udział – 80 proc. – w drugim kwartale br. miały transakcje zrealizowane w sektorze handlowym. Dotyczyły one przede wszystkim dużych transakcji portfelowych. Biorąc pod uwagę transakcje w toku, do końca 2017 roku całkowita ich wartość może osiągnąć poziom zbliżony do rekordowego wyniku z ubiegłego roku i wynieść w 4.2 – 4.4 mld Euro.

Analitycy BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że stopy kapitalizacji dla najlepszych nieruchomości pozostały na niezmienionym poziomie, jednakże nie odnotowano sprzedaży topowych projektów. Natomiast pogłębia się dychotomia między nieruchomościami typu prime, a pozostałymi obiektami, gdzie różnica w stopach w większości przypadków oscylowała między 1.5 a 2.5 p.p.

W maju opublikowano drugi projekt ustawy o polskich spółkach typu REIT, które mają wejść w życie od początku stycznia 2018 roku. Obecnie trwają konsultacje społeczne nad ustawą.

Długo oczekiwane wprowadzenie ram prawnych do funkcjonowania REIT-ów wywrze korzystny wpływ na polski rynek nieruchomości komercyjnych, zwiększając jednocześnie udział polskiego kapitału na rynku, który obecnie zdominowany jest przez zagranicznych graczy. Dodatkowo, wprowadzenie REIT-ów będzie pozytywnym sygnałem dla krajowego rynku kapitałowego, a dzięki jednolitemu systemowi prawno-instytucjonalnemu dla funkcjonowania spółek tego typu, rynek w znaczący sposób poprawi swoją płynność – Piotr Goździewicz, Dyrektor, Capital Markets, Europa Środkowo-Wschodnia

Istotne z rynkowego punktu widzenia jest niedawne oświadczenie szefa Narodowego Banku Polskiego przesłane do resortu finansów, w którym przestrzega on przed bańką na rynku nieruchomości pompowaną przez inwestorów zagranicznych, wspieranych przez niskie stopy procentowe w strefie EURO.

W drugim kwartale 2017 roku na rynku inwestycyjnym można było zaobserwować trwającą nadal niepewność, związaną ze zmianą podejścia organów podatkowych do klasyfikacji VAT w transakcjach na rynku nieruchomości. Kwestia zwrotu podatku VAT przy nabyciu nieruchomości i próby reklasyfikacji transakcji tego typu na sprzedaż przedsiębiorstwa albo jego części wpłynęły na zwiększenie obecnie ilości transakcji przeprowadzanych w formie nabycia udziałów w spółce posiadającej nieruchomość, niż jej bezpośredni zakup.

W związku ze wspomnianym brakiem stabilności i przewidywalności, niektórzy deweloperzy podejmują decyzje o powoływaniu i zarządzaniu strukturami funduszowymi, w których umieszczane są dane aktywa.

Od kilku kwartałów Inwestorzy z coraz większą uwagą analizują możliwe ryzyka związane ze zmianami w systemie podatkowym w Polsce. Ostatnie propozycje nowelizacji ustawy o PIT i CIT mogą w praktyce spowodować w najlepszym wypadku wstrzymywanie decyzji o inwestycjach, a w najgorszym wycofanie inwestorów z zakupu nieruchomości. To nie byłoby korzystne dla rynku nieruchomości i gospodarki – Anna Staniszewska, Dyrektor Działu Analiz Rynkowych I Doradztwa

VR Visio z nowym inwestorem. W jakim kierunku rozwinie się polska wirtualna rzeczywistość?

Gdyński startup zajmujący się produkcją gier i oprogramowania na gogle do wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości pozyskał nowego inwestora. W najbliższym czasie VR Visio skupi się na działalności w trzech kluczowych obszarach biznesowych związanych z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością: produkcji aplikacji na zamówienie, wirtualnych szkoleniach dla dużych firm oraz produkcji gier. Aktualnie startup mający siedzibę w Pomorskim Parku Naukowo-Technologicznym, dopracowuje pierwszy shooter VR na PC oraz Playstation.

VR Visio z zastrzykiem gotówki i wiedzy

Gdyński startup pozyskał nowego inwestora. Wojciech Tomikowski to menadżer z globalnym doświadczeniem zdobywanym m.in. w Gerberze, Coty i BBDO. Dziś Tomikowski zajmuje się zarządzaniem inwestycjami w innowacyjne małe i średnie przedsiębiorstwa. Jednym z najciekawszych obszarów inwestycyjnych jest dla niego sektor wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości.

VR Visio to spółka z dużym potencjałem. Analizując jej dynamikę wzrostu oraz szacunki dot. rozwoju rynku VR/AR, jestem pewien, że osiągniemy sukces. Mam tu na myśli przede wszystkim ekspansję międzynarodową. Już dziś VR Visio realizuje kontrakty we współpracy z chińskimi partnerami. Wkrótce zwrócimy się także w stronę odbiorców ze Stanów Zjednoczonych czy krajów skandynawskich, gdzie dostrzegamy nie tylko zainteresowanie nowymi technologiami, ale przede wszystkim kapitał, który można efektywnie wykorzystać w rozwoju kolejnych usług oraz produktów – mówi Wojciech Tomikowski.

Szacunki ekspertów podkreślają szybkie tempo rozwoju sektora VR. Według Prognoz Digi-Capital, w 2021 r. światowa wartość rynku może wynieść 25 mld USD. Z kolei wyliczenia Citi GPS wskazują, że połączone segmenty VR i AR warte będą 3 bln USD w 2035 r.

Kurs na AR. Plany rozwoju VR Visio

Spółka zapowiada wysoką progresję i wyznacza trzy kluczowe obszary specjalizacji związanej z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością. Pierwszy z nich, to działalność usługowa, czyli produkcja oprogramowania na zamówienie. Jeden z takich projektów jest już w fazie realizacji. Na zlecenie chińskiego partnera spółka produkuje aplikację wzorowaną na wokalnym talent show, która ma trafić do centrów karaoke na Dalekim Wschodzie.

VR Visio zamierza ponadto wykorzystać dobrą passę AR i dotrzeć ze swoimi produktami m.in. do użytkowników iOS 11, którego aktualizacja wraz z zestawem ARkit pojawi się na jesień.

Drugi kierunek naszej działalności to rynek szkoleń w Polsce i na świecie. Chcemy umożliwić podmiotom tańsze oraz skuteczniejsze szkolenie pracowników w AR i VR. Dzięki zaawansowanym technologiom możemy wielokrotnie skrócić czas trwania takich treningów. Obecnie sprzęt do VR umożliwia całkowite przeniesienie użytkownika do wirtualnego świata. Możemy przemieszczać się po realnym pustym pomieszczeniu, a widzimy przykładowo, że jesteśmy na sali operacyjnej, na platformie wiertniczej, na statku czy w hali produkcyjnej. Zaletą takiego rozwiązania jest niższy koszt szkolenia, ponieważ zarówno środowisko, w jakim się poruszamy, jak i trener są wirtualni. Koszt ich utrzymania jest zerowy – w trakcie szkolenia nie zajmujemy czasu prawdziwemu trenerowi, nie blokujemy sali operacyjnej, maszyn na hali, a statek nie musi stać w porcie. Dodatkowo komputer sprawdzi nasze umiejętności.  Zweryfikowane zostanie czy znamy kolejność wykonywania procedur, czy umiemy reagować na sytuacje kryzysowe, w jakim czasie podejmujemy decyzje, praktycznie wszystko da się zmierzyć.

Trzeci obszar to produkcja gier. VR Visio stworzyło markę VR Visio Games i pracuje nad sieciowym shooterem „Special Forces VR” wzorowanym na Counter Strike’u. Prototyp gry zaprezentowany na targach i w Internecie spotkał się z ogromnym zainteresowaniem i pozytywnym odbiorem. Gra będzie dostępna na gogle VR do PC oraz Playstation. W grze bohater wcieli się w postać żołnierza sił specjalnych walczącego z terrorystami. Wyjątkowość gry polega na specjalnym systemie kolizji z wirtualnymi przedmiotami oraz na użyciu opracowanej przez VR Visio technologii swobodnego przemieszczania się.

W grze zastosowaliśmy naszą autorską technologię MSF (Motion Sickness – Free Technology), dzięki której gracz może swobodnie poruszać się po całej mapie gry używając joysticka. Przy tym gra nie wywołuje mdłości. To ogromny przełom w grach VR, gdzie najczęściej do przemieszczania się stosuje się mało przyjemną w odbiorze teleportację. Dzięki naszej MSF możemy intuicyjnie, tak jak na PC czy konsoli, przemieszczać się w wirtualnym świecie  – mówi Damian Karczewski, CTO VR Visio.

Gra Special Forces VR ma także mieć specjalną wersję przeznaczoną do e-sportu.

W naszej grze trzeba się naprawdę ruszać. By się obrócić, obracamy się na żywo, do celowania używamy własnych rąk, aby się schować za bloczkiem betonowym musimy fizycznie kucnąć. Tutaj trzeba będzie się spocić, by wygrać, tak jak w prawdziwym sporcie. Dlatego przewidujemy ogromne zmiany w obecnym podejściu do e-sportu. Oceniam, że za kilka lat gry VR będą bardziej popularne od gier statycznych. Planujemy, aby Special Forces VR była jedną z bardziej popularnych gier na imprezach e-sportowych – podsumowuje Damian Karczewski.

Czy oceny okresowe pracowników to już przeżytek?

Miały uporządkować organizację, dostarczyć menedżerom aktualnej wiedzy na temat potencjału pracowników, wzmocnić system motywacyjny, umożliwić optymalizację wynagrodzeń i zapoczątkować złoty okres powszechnej szczęśliwości w biznesie… Zostały jednak znienawidzone zarówno przez pracowników jak też kadry zarządzające zmuszone do ich wdrażania. Czy w nowoczesnym modelu zarządzania firmą jest jeszcze miejsce na oceny okresowe?

Systemy ocen na cenzurowanym

Z systemem ocen okresowych wiązano wielkie nadzieje, a ich wdrożenie kosztowało dużo czasu i pieniędzy. Teraz właściciele firm i menedżerowie coraz częściej zastanawiają się, co zrobić, żeby je jakoś „ucywilizować”, „zneutralizować”, a czasem pytają wprost, jak od nich odejść i naprawić wszystkie szkody, które wyrządziły przez lata stosowania. Jednocześnie u osób decyzyjnych w firmie – zgodnie z psychologiczną zasadą konsekwencji – rodzi się przeświadczenie, że skoro tyle pieniędzy, energii, czasu i pracy wydatkowano przez lata, to przecież nie można ot tak tego porzucić… Na pewno sukces systemu czai się tuż za rogiem, tylko trzeba coś jeszcze w jego stosowaniu poprawić…

Pogorszenie atmosfery w firmie

System ocen okresowych rodzi wiele napięć i zaburza atmosferę pracy w zespole. Czy ludzie mogą się czuć dobrze w firmie, kiedy wiedzą, że raz na rok muszą przeprowadzić ze sobą rozmowę wedle wytyczonego odgórnie i skomplikowanego schematu uwzględniającego od kilku do kilkunastu tzw. kompetencji, czyli wzorców postaw i zachowań, oraz doszukać się pewnych ich przejawów według określonych kryteriów, żeby wpisać w tabelkę, na jakim poziomie ta „kompetencja” występuje? W praktyce okazuje się, że te „wzorce” są na takim poziomie ogólności, że dwie osoby oceniające tego samego pracownika mogłyby otrzymać znacznie różniące się wyniki, jeżeli tylko jedna darzyłaby go sympatią a druga nie. Z tego subiektywizmu zresztą oceniani pracownicy doskonale zdają sobie sprawę.

Spadek motywacji i zaangażowania

Czy może wzrastać motywacja, zaangażowanie oraz pozytywne nastawienie pracownika do pracy, menedżera i organizacji, w której – w ramach „większej obiektywizacji” – narzuca się konieczność oparcia ocen o statystyczny rozkład normalny? Ambiwalentnych uczuć doświadcza również menedżer, który dostaje do rozdzielenia na swój zespół normę w formie określonej z góry liczby ocen słabych, średnich i bardzo dobrych. Oczywiście, jeżeli się zbuntuje w stosunku do rozkładu normalnego, to sam ryzykuje, że obniżona zostanie jego własna ocena, bo to będzie oznaczało, że nie potrafi „obiektywnie oceniać”. Zalecany sposób „konstruktywnej rozmowy oceniającej” polega na poinformowaniu pracowników, o ile i w jakich aspektach odbiegają od idealnego wzorca w danej kompetencji przewidzianej dla ich stanowiska. W takim sposobie rozmawiania nie ma jednak szans na uzyskanie konstruktywności. Pracownicy są zestresowani lub zdenerwowani, podobnie jak ich szefowie, bo czują, że oceny okresowe dostarczą problemów w zespole, obniżą morale, zabiorą dużo czasu, zaognią konflikty i zepsują relacje.

Demitologizacja obiektywizmu

Przede wszystkim trzeba pożegnać się z mitem „obiektywnej oceny”, ponieważ jest ona zawsze subiektywna i wszelkie działania zmierzające do ukrycia jej subiektywnej istoty zakrawają na manipulację. Kompetencje typu „kreatywność”, „współpraca”, „zorganizowanie”, z konkretem i obiektywizmem niewiele mają wspólnego. Każdy szef ocenia pracowników według własnych filtrów (przekonań, wartości, cech osobowości, doświadczeń, itp.). Te oceny między menedżerami nie mają żadnego waloru porównywalności i muszą rodzić poczucie niesprawiedliwości oraz frustrację u większości osób ocenionych poniżej oceny maksymalnej. Kiedy doda się do tego jeszcze zwykłe ludzkie sympatie i antypatie, wynikające w gruncie rzeczy z zupełnie nieuświadomionych i niemających z pracą wiele wspólnego czynników, widać, że obiektywizm menedżera, to mit. Do tego mit szkodliwy, ponieważ niektórzy menedżerowie naprawdę uwierzyli, że są obiektywni!

Wpływ na wynagrodzenie

Ocena okresowa przekłada się najczęściej na wysokość wynagrodzenia pracownika, co również prowadzi do pojawienia się problemów i dylematów u osób decyzyjnych w firmach. Jeśli szef da wysoką ocenę, to pracownik będzie zadowolony i zmotywowany, ale może poprosić o większą podwyżkę. Gdy natomiast szef obniży ocenę, to będzie argument, żeby nie dawać podwładnemu podwyżki, ale pracownik będzie sfrustrowany i zacznie gorzej pracować.

Patologiczne gry organizacyjne

System ocen okresowych nie motywuje do otwartego przyznawania się do swoich słabości, wymagających pracy deficytów umiejętności czy też błędów. Po inteligentnych pracownikach, którzy rozpoznali zasady tej gry, raczej trudno by się było spodziewać szczerości w tym zakresie. Rodzi to oczywiście negatywne skutki dla organizacji. Logiczną konsekwencją staje się nasilenie rywalizacji w zespole, pracownicy zaczynają konkurować, kto „załapie się” na reglamentowane najwyższe oceny, często na zasadach gry: wszystkie chwyty dozwolone. W tej sytuacji raczej nikt nie będzie myślał o rozwoju kompetencji, ale o otrzymaniu jak najlepszej oceny, bez względu na to, jaka jest prawda.

Złudne poczucie kontroli

Poruszone problemy to tylko wierzchołek góry lodowej… Po co więc organizacje zafundowały sobie taki problem? Poza wspomnianymi wcześniej oczekiwaniami, istotne znaczenie ma wiara zarządów firm, że te systemy dadzą im poczucie kontroli i bezpieczeństwa, a zapracowanym HR-owcom przeświadczenie, że naprawdę robią dobrą robotę, dostarczają wartościowych informacji i są solidnym partnerem biznesowym. W dodatku, jeżeli przez długi czas człowiek w coś wierzył, to trudno mu przyznać się do błędu i brnie dalej. Najlepiej byłoby jednak z tej ślepej uliczki zawrócić.

Anna Podgórska

Japonia nie zmienia stóp. Dobre dane z Polski i USA

Kraj kwitnącej wiśni pokazał dobre dane na temat wymiany handlowej oraz utrzymał ujemne stopy procentowe. Rośnie produkcja przemysłowa a spada sprzedaż detaliczna w Polsce. Wielka Brytania przyspiesza wzrost wieku emerytalnego.

Japonia utrzymuje ujemne stopy procentowe

Dzisiaj w nocy poznaliśmy dane na temat handlu zagranicznego oraz decyzję Banku Japonii w sprawie stóp procentowych. Eksport rośnie w ujęciu rocznym o 9,7% i jest to o 0,2% lepsze od oczekiwań. Import z kolei wzrasta o 15,5% czyli 0,9% powyżej oczekiwań. Stopy procentowe zgodnie oczekiwaniami pozostają ujemne i wynoszą -0,1%. Podwyżka stóp była bardzo mało prawdopodobna. Powodem są wciąż trwające akcje stymulujące. Bank Japonii zdaniem specjalistów raczej zacznie od wygaszania interwencji niż podnoszenia stóp procentowych. Sytuacja gospodarcza tego kraju nie wymusza na nim rychłych działań.

Dobre dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej oraz sprzedaży detalicznej z Polski. Produkcja przemysłowa rośnie o 4,5% przy oczekiwanych 3,8% z kolei sprzedaż detaliczna rośnie o 6% przy oczekiwaniach na 6,9%. Rynki uznały, że produkcja przemysłowa jest ważniejsza od sprzedaży gdyż po tych danych złoty delikatnie umacniał się względem głównych walut.

Dane z USA

Po serii słabych danych w końcu nadszedł czas na dobre. Zarówno pozwolenia na budowę domów jak i rozpoczęte budowy wypadły lepiej od oczekiwań. Dlaczego te dane są ważne? Z jednej strony branża budowlana pokazuje optymizm społeczeństwa. Z drugiej co ważniejsze obecny kryzys rozpoczął się właśnie w branży budowlanej w USA. Dlatego też wielu analityków przykłada do niej niewspółmiernie dużą wagę.

Wielka Brytania podnosi wiek emerytalny

Na wyspach zauważono, że wraz ze wzrostem długości życia należy dbać o trwałość systemu emerytalnego. Przyspieszenie zmiany wieku emerytalnego o jeden rok 8 lat wcześniej ma przynieść oszczędności na poziomie 74 mld funtów.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 13:45 – Strefa euro – decyzja w sprawie stóp procentowych,
  • 14:30 – Strefa euro – konferencja Mario Draghiego,
  • 14:30 – USA –  wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Wartość fińskich inwestycji w Polsce sięgnęła poziomu 2 mld euro. Co wiemy o Finlandii?

Jednym z obecnie najważniejszych partnerów handlowych Finlandii w Europie jest Polska. Spojrzenie na kłopoty, z którymi się boryka, porównane do „naszych”, pozwolą Polakom docenić własne warunki, pomimo narodowych fobii, uprzedzeń i stosunku do pracy.

Dla większości ludzi Finlandia kojarzy się z firmą produkującą telefony, ewentualnie pojezierzem fińskim oraz jednym ze skarbów swojej kultury, czyli cyklem o Muminkach autorstwa Tove Jansson. W porównaniu do poziomu wiedzy potocznej, na temat choćby Belgii, to niewiele. Tymczasem w ubiegłym roku wartość fińskich inwestycji w Polsce sięgnęła poziomu 2 mld euro, zaś udział w rynku pracy wyniósł 30 tys. zatrudnionych pracowników.

Powszechnie głoszone zagrożenie

Zacznijmy od ulubionego przez polityków argumentu globalnego zagrożenia – to co dla większości krajów Europy jest problemem czysto teoretycznym, dla Finów było kwestią życia i śmierci. Granicę o długości 1,3 tys. km dzielą z Rosją, zachowanie suwerenności było i wciąż pozostaje dla nich głównym powodem narodowego stresu.

Rosja jest dla Finlandii nierozwiązywalnym problemem, mówiąc językiem biznesu, ryzykiem, którym trzeba rozważnie zarządzać a nie teorią, jak dla centrum kontynentu. Finlandia obchodzi w tym roku stulecie ogłoszenia niepodległości, boryka się przy tym z szeregiem zawoalowanych prowokacji ze strony sąsiadującego mocarstwa, które stanowią poważny element uprawianej przez Moskwę destabilizacji Europy. Aneksja Krymu przez Rosję, o której większość Europejczyków zdaje się nawet nie myśleć, dla władz fińskich wciąż jest źródłem strachu. Ale Finlandia, choć jest poza Sojuszem Atlantyckim, ściśle z nim współpracuje. Jest jednym z niewielu krajów Europy, który w wydatkach na armię zamierza przekroczyć 2 proc. PKB. Najnowsze plany zakładają przeznaczenie na nowe samoloty bojowe 10 mld dolarów – twierdzi Krzysztof Sadecki, polski finansista i analityk biznesowy.

Krwawa historia

Nie bez znaczenia jest dla Finów ich historyczne doświadczenie. W porównaniu do przebiegu wydarzeń w regionie nordyckim, los doświadczył Finów w wyjątkowo krwawy sposób. Kiedy w 1917 roku w Rosji toczyła się wojna domowa, w Finlandii (która wówczas należała do Rosji) liczba ofiar sięgnęła 40 tys. W dwóch wojnach przeciwko Związki Radzieckiemu w latach 1939 – 1945 zginęło 93 tysiące ludzi. Nie koniec na tym – na mocy porozumienia z 1947 roku wymuszono na Finlandii oddanie wschodniemu sąsiadowi około 10% swoich ziem oraz wypłacenia wysokiego odszkodowania. Kolejne lata to w polityce fińskiej nacisk na pozostanie poza ramami Układu Warszawskiego. Jednocześnie dokonywano niemożliwego, jak na owe czasy, wykorzystywania wszystkich nadarzających się okazji zbliżenia do Zachodu bez prowokowania Moskwy. Ukuto nawet termin „Finlandyzacja” na określenie polityki prowadzonej przez Helsinki polegającej na ograniczeniu swobody polityki zagranicznej innego państwa. Ceną za taką sytuację był brak interwencji w politykę wewnętrzną. W przypadku Finów była to jedyna strategia przetrwania. Obejmowała autocenzurę w wykonaniu lokalnych decydentów oraz media. W efekcie Finlandia nigdy nie dołączyła do NATO, członkiem UE została dopiero w 1995 roku. W tym samym roku w europejskiej rodzinie znalazły się też Szwecja i Austria, ale to, co dla Szwecji miało znaczenie czysto ekonomiczne, w przypadku Finów było dyktowane perspektywą bezpieczeństwa, charakterystyczną dla ich sposobu myślenia utrwalonego przez dekady. W dodatku ważne było znalezienie się w oddziaływaniu zachodniej solidarności, bez której ich pozycja mogła być kwestionowana.

W ostatnich latach doszło do intensyfikacji działań Finlandii z państwami zachodnimi, co zostało spowodowane aneksją Krymu przez Rosję. Pomimo tego nie przewiduje się, by Finlandia dołączyła do NATO, choć jej siły zbrojne spełniają standardy tej organizacji. Zamiast przystąpienia do Sojuszu, Finlandia zachowa tylko możliwość członkostwa (tak wygląda finlandyzacja w praktyce). Doświadczenie, które nagromadziło się przez lata dzięki takiej polityce zostanie wykorzystane do pogłębienia współpracy z Zachodem, przede wszystkim z najbliżej położonymi nordyckimi krajami i dużym atutem będzie tu dla Finów bardzo dobra znajomość wschodniego sąsiada – kontynuuje Sadecki.

Finowie wierzą w solidarność wspólnoty europejskiej, mimo to są postrzegani jako naród prowadzony przez wiarę we własną niezależność. Mogą być przykładem kraju, który pozostając poza schematami dyplomatycznymi nie zatraca swojej tożsamości i związanej z nią rześkości albo skłonności do działań postrzeganych jako nieszablonowe.[1]

Edukacja

Niektórzy socjologowie wskazują Finlandię jako ostatni bastion czysto rdzennej kultury nie zanieczyszczonej przez multikulturalizm, czy zmienność zachodnich mód, a przy tym zadziwiająco samodzielnej i niezależnej, bez okrzyków traktujących o wartościach i ich roli. Pomimo że w swej niezależności jest nieco osamotniona, wychodzi jej to na dobre. Do ciekawostek, może należeć szczególny kształt fińskiego systemu edukacyjnego. Niewiele osób wie, że jednym z najbardziej prestiżowych zawodów jest zawód nauczyciela. Według badań jest drugim najbardziej pożądanym po zawodzie lekarza. Nauczyciele pracują w specjalnym systemie – cztery godziny dziennie z obowiązkiem poświęcania dwóch godzin tygodniowo na rozwój zawodowy, do tego państwo finansuje w stu procentach wszystkie szkolenia dla nauczycieli. Jeśli chodzi o uczniów to kształcenie obowiązkowe trwa 9 lat, zaczyna się w siódmym roku życia – czyli najpóźniej w Europie. Trwa do ukończenia przez ucznia 16 roku życia. Przybory szkolne uczniowie dostają za darmo, podobnie jak podręczniki i posiłki w stołówce. I nie dość, ze przez pierwsze 4 lata dzieci nie dostają ocen, to jeszcze w pierwszych 6 latach nauki nie mają żadnych egzaminów.

Nie liczą się osiągnięcia oceniane według sztucznych czy wręcz wydumanych kryteriów, najważniejsza jest prowadzona na zasadzie partnerstwa współpraca nauczyciela z uczniami, którą stawia się na pierwszym miejscu  – zauważa Krzysztof Sadecki.

Zgodnie z założeniami dydaktycznymi zajęcia są prowadzone w 16-osobowych grupach, więc wiele szkół liczy mniej niż 100 uczniów. W dodatku większość z nich to szkoły państwowe. Placówki prywatne nie są zbyt liczne, ale uczniowie, którzy do nich uczęszczają nie płacą za naukę – państwo opłaca czesne. Nie ma też znanego z polskiego podwórka zjawiska płatnych korepetycji, są one wręcz zakazane. System edukacyjny dba, aby każdy uczeń otrzymywał niezbędną pomoc w ramach szkolnych zajęć. Dzięki pomocy udzielanej na bieżąco i dbałości o wyrównanie poziomu, nie ma zjawiska powtarzania klasy. I co znamienne – państwo inwestuje w rozwój zawodowy nauczycieli 30 razy więcej niż w badaniach wydajności nauczania i osiągnięć uczniów.

Na pierwszy rzut oka widać, że jest to system być może pracochłonny, ale skuteczny i ze społecznego punktu widzenia opłacalny. Gdy spojrzymy na Finlandię, nasz własny los zaczyna wyglądać zgoła inaczej, a jeśli rozejrzymy się szerzej po Europie zobaczymy, że każdy naród boryka się z kłopotami, niekiedy uderzająco podobnymi do naszych a podejmowane środki zaradcze moglibyśmy wykorzystać na własny użytek po uprzedniej adaptacji, zgodnej z naszymi uwarunkowaniami. Im trudniejsza sytuacja tego, od kogo się uczymy, tym lepsze rozwiązania, więc naprawdę warto – kontynuuje ekspert.

[1] http://forsal.pl/artykuly/1051685,najwieksze-osiagniecie-finlandii-przez-ostatnie-100-lat-przetrwanie.html

intive przejmuje iNTENCE – Polacy będą pracować nad samochodami przyszłości

  • intive przejął 65% udziałów niemieckiej firmy iNTENCE
  • Spółka staje się liderem w produkcji zintegrowanego oprogramowania samochodowego na polskim rynku
  • Do końca roku intive chce zatrudnić 200 nowych specjalistów we Wrocławiu

intive, dostawca zaawansowanych rozwiązań softwarowych, przejął niemiecką firmę iNTENCE. W wyniku transakcji polscy programiści będą pracować nad zintegrowanym oprogramowaniem dla najnowszych modeli samochodów najważniejszych światowych marek. Oznacza to zdobycie kompetencji unikalnych w skali polskiego rynku.

intive zainwestował w iNTENCE 7 milionów euro. Polsko-niemiecka spółka przejęła 65% udziałów firmy i planuje systematycznie zwiększać ten udział w kolejnych latach. W najbliższych miesiącach intive zamierza zintegrować procesy biznesowe obu firm i opracować nową ofertę. Do końca roku spółka chce zatrudnić 200 nowych pracowników, przede wszystkim inżynierów oprogramowania, specjalistów ds. testów i kierowników projektów.

Przejęcie oznacza dla nas otwarcie furtki na niemiecki rynek samochodowy. Wraz z firmą iNTENCE przejmujemy również jej kontakty z takimi markami, jak Audi, Volkswagen, BMW czy Porsche. Do 1400 naszych pracowników dołączyła setka doświadczonych inżynierów z Regensburga i Ingolstadt.  Nowi specjaliści uzupełnią kompetencje naszej kadry i pozwolą skutecznie rozwijać się na niemieckim rynku – mówi Sebastian Łękawa, SVP Europe z intive.

iNTENCE to europejski lider w produkcji wbudowanego oprogramowania samochodowego. Firma oferuje wsparcie we wdrażaniu wszelkiego rodzaju innowacji – od wirtualnej rzeczywistości, po samochody bezzałogowe. Niemieccy specjaliści mają doświadczenie w produkcji rozwiązań typu embedded, które wymagają znakomitej znajomości budowy samochodu już od wczesnych etapów produkcji. Przykładem takiego rozwiązania są samochody autonomiczne, czyli niewymagające kierowcy. Dla intive, mającego już doświadczenie w pracy nad rozwiązaniami softwarowymi dla samochodów, współpraca z iNTENCE oznacza zdobycie kompetencji unikalnych w skali polskiego rynku.

– W najbliższej przyszłości nasze samochody czeka rewolucja cyfrowa. Sektor motoryzacyjny przeobraża się bardzo szybko, a możliwości rozwoju są niemal nieograniczone. Jesteśmy przekonani, że w bliskiej przyszłości polskie firmy staną się ważnym dostawcą zaawansowanych rozwiązań programistycznych. Nasz rynek ma do tego znakomite predyspozycje, przede wszystkim ze względu na dużą liczbę uznanych specjalistów IT, a także bliskość Niemiec, które są jednym ze światowych liderów przemysłu samochodowego – mówi Sebastian Łękawa z intive.

Marka intive powstała we wrześniu 2016 roku w wyniku połączenia trzech spółek, należących do Enterprise Investors: polskiego SMT Software Services, polsko-fińskiego BLStream oraz niemieckiej spółki Kupferwerk.  W czerwcu spółka podpisała umowę partnerską z argentyńską firmą FDV Solutions, w wyniku której powstało nowe centrum deweloperskie. Jego głównym zadaniem jest przyśpieszenie rozwoju intive na rynku amerykańskim. Zarejestrowana w Polsce firma zatrudnia ponad 1500 osób, w tym ponad 500 w największym biurze we Wrocławiu. Spółka planuje zwiększać poziom zatrudnienia o 25% każdego roku.

Technologiczny supermarket, czyli „all in one” niejedno ma imię

Pakietyzacja to słowo klucz w strategiach rynkowych dostawców usług telekomunikacyjnych – aby dowieść tego stwierdzenia wystarczy przytoczyć garść niedawnych doniesień rynkowych. Operator Orange Polska poinformował, że w minionym roku pozyskał 150 tys. abonentów usług stacjonarnych i komórkowych jednocześnie. W Cyfrowym Polsacie wzrost liczby klientów wybierających pakiety wyniósł aż 285 tysięcy. Zwyżki odnotowały również UPC Polska i Netia.

Łączenie usług zyskuje na znaczeniu, z czego doskonale zdaje sobie również sektor usług dla biznesu, który idzie w tej kwestii nieco dalej.

Razem jest taniej

Rynek konsumencki stanowi jednoznacznie potwierdzenie faktu, że usługi łączone cieszą się w Polsce bardzo dużą popularnością. Zgodnie z raportem „Rynek zintegrowanych usług telekomunikacyjnych w Polsce 2016” autorstwa PMR liczba abonentów usług pakietowych przekracza 10 milionów. Oznacza to, że niemal co czwarty mieszkaniec Polski wybiera łączenie serwisów zależnie od własnych preferencji. Poza zbiorczym opracowaniem analityków warto powołać się także na dane publikowane przez czołowych dostawców usług telekomunikacyjnych dla sektora konsumenckiego – w 2016 roku pakiety dostarczane przez Plusa w kooperacji z Cyfrowym Polsatem znalazły 1,6 miliona odbiorców, zaś Orange Polska we wrześniu ub.r. miało 837 klientów korzystających z 3,3 miliona pojedynczych usług, co daje średnio 4 serwisy na użytkownika. Generalnie największą popularnością cieszą się pakiety złożone z dwóch usług, czyli tzw. double play, choć jak widać nie brakuje abonentów wybierających bardziej złożoną ofertę.

Zainteresowanie pakietyzacją wynika głównie z zapotrzebowania na kilka usług, które składają się na kompleksowy system rozrywkowo-komunikacyjny gospodarstw domowych, integrujący w sobie telewizję, telefonię komórkową i Internet zarówno mobilny, jak i stacjonarny. Abonenci zapytani przez PMR o kluczowe usługi determinujące zakup pakietów, w liczącej 39% większości przyznali, że wszystkie z nich są dla nich jednakowo istotne. Ponadto rozwiązania telekomunikacyjne dostarczane w kompletach są w łącznym rozrachunku tańsze niż w przypadku zamawiania ich pojedynczo – wystarczy przywołać tutaj hasło, na które wielokrotnie w swojej historii powoływali się operatorzy, umieszczając na swoich ofertach popularne stwierdzenie „w pakiecie taniej”. Potwierdzają to sami konsumenci, którzy przede wszystkim koszty, a w następnej kolejności wygodę użytkowania uważają za najważniejsze czynniki skłaniające do sięgania po usługi „all in one”.

Nie sposób nie wspomnieć także o tym, że dzisiaj pakietyzacja staje się coraz bardziej transusługowa, przełamując dotychczasowe granice łączenia serwisów w ramach jednego abonamentu. Mówiąc konkretnie, nikogo nie powinno już dziwić np. dostarczanie pakietu składającego się z energii elektrycznej i… oprogramowania biurowego. Taką ofertę proponują wspólnie Microsoft i Energa, informując, że w ciągu roku zdecydowało się na niego 50 tysięcy klientów – tłumaczy Robert Mikołajski z Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Większa liczba usług i współpraca przy tworzeniu pakietów nawiązywana przez firmy z odległych od siebie obszarów gospodarki są w stanie znacznie poprawić wygodę klientów i tworzyć dla nich coraz bardziej kompleksowe oferty, jednak na tym kończy się złożoność pakietyzacji dla sektora konsumenckiego. Inaczej wygląda to w segmencie usług dla biznesu, który w kompletowaniu serwisów zależnie od indywidualnych wymagań idzie zdecydowanie dalej.

Biznesowe puzzle

Główne ograniczenie rozwiązań „all in one” przeznaczonych dla klientów prywatnych polega na tym, że dobierają oni zgodnie ze swoimi potrzebami usługi z oferty jednego usługodawcy. Telefon, Internet i telewizja mogą mieć różnorodną konfigurację, ale wciąż będą świadczone przez jednego operatora. Klienci biznesowi znajdują się tutaj na nieco uprzywilejowanej pozycji, coraz częściej otrzymując dostęp do samodzielnych, wewnętrznych rynków, na którym swoje rozwiązania oferuje kilku lub kilkunastu usługodawców.

Przykładem najlepiej ilustrującym sytuację jest rynek dostawców usług outsourcingu IT dla przedsiębiorstw, a dokładniej – segment centrów danych. Operatorzy data center, w odpowiedzi na rosnące wymagania w zakresie indywidualnego doboru usług, które są odpowiednio większe w przypadku firm uzależniających swoją efektywność biznesową od stabilnej i zoptymalizowanej kosztowo infrastruktury IT, zaczynają oferować swobodę doboru pakietów nie tylko z własnej gamy produktów i usług, ale także z portfolio innych, często wyspecjalizowanych w konkretnej dziedzinie dostawców rozwiązań telekomunikacyjnych, którzy „wstawiają” swoją ofertę do centrów danych, kreując w ten sposób swoiste wewnętrzne rynki. Klient może zatem wybrać usługę z zakresu cyberbezpieczeństwa od jednego z operatorów, telefonię VoIP zamówić u drugiego, a rozwiązanie Disaster Recovery u jeszcze innego, kompletując w ten sposób własny pakiet outsourcingowy – dodaje Robert Mikołajski z Atmana.

Chodzi tutaj przede wszystkim o maksymalizowanie korzyści dla wszystkich stron uczestniczących w tym procesie – operator centrum danych oddaje klientowi szerszą gamę usług, także tych, których niekiedy nie ma w swojej ofercie, dostawcy wpięci do jego infrastruktury zyskują możliwość świadczenia usług jej dotychczasowym użytkownikom, firma kolokująca lub wynajmująca zasoby serwerowe nie jest natomiast ograniczona do jednego oferenta, indywidualnie kalkulując, który z wielu „mixów” usług okaże się najkorzystniejszy. Ponadto jeśli już wcześniej współpracowała z danym dostawcą, może natknąć się na jego ofertę u operatora data center i dołożyć jego usługę do budowanej samodzielnie infrastruktury.

B2B vs B2C: 1:0

O pakietyzacji i kolejnych metodach świadczenia usług łączonych z pewnością słyszeć będziemy jeszcze niejednokrotnie, biorąc pod uwagę jej rosnącą popularność na obu rynkach: konsumenckim i biznesowym, choć nie ulega wątpliwości, że to właśnie ten drugi będzie wytyczał drogę. Wpływ na taki stan rzeczy będą mieli sami odbiorcy końcowi, którzy już dzisiaj wręcz wymagają współpracy od operatorów DC i innych dostawców usług outsourcingu IT. Zgodnie z badaniem przeprowadzonym przez magazyn CIO – co pozwala rozpoznać skalę benefitów płynących ze składania poszczególnych elementów infrastruktury z elementów dostępnych u wielu usługodawców.

Polski startup stworzył inteligentne ubranko dla niemowląt – swoim pomysłem chce podbić Imagine Cup 2017

Imagine Cup, czyli technologiczne mistrzostwa świata młodych programistów, świętuje w tym roku swoje 15-lecie. Podczas jubileuszowego finału, który odbędzie się w Seattle, Polskę reprezentować będzie zespół Idea_hunters. Tworzą go studenci wywodzący się z Wojskowej Akademii Technicznej im. Jarosława Dąbrowskiego w Warszawie. Studenci zaprojektowali inteligentne, textroniczne ubranie dla niemowląt, które dzięki wszytym w nie sensorom i czujnikom potrafi na bieżąco monitorować funkcje życiowe dziecka, np. temperaturę ciała czy rytm bicia serca oraz informować o wskaźnikach rodziców. Finałowa faza zmagań uczestników Imagine Cup odbędzie się już w przyszłym tygodniu – 24 i 25 lipca. 54 zespoły z różnych zakątków świata, w tym zespół z Polski będą walczyć o nagrodę główną w wysokości 100 tysięcy dolarów.

Ubranie, które „przeczyta” dziecko

Magdalena Lebiedziewicz, Bartosz Dudziński i Paweł Pieczonka – to członkowie ekipy Idea_hunters, która będzie reprezentować Polskę podczas światowego finału Imagine Cup 2017. Ta grupa studentów Wojskowej Akademii Technicznej w Warszawie, pracująca pod opieką mjra dr. inż. Mariusza Chmielewskiego z tamtejszego Instytutu Systemów Informatycznych wystartowała w krajowych eliminacjach konkursu z projektem, który z militariami ma niewiele wspólnego.

Idea_hunters, od lewej: mjr dr. inż. Mariusz Chmielewski (mentor zespołu), Paweł Pieczonka, Magdalena Lebiedziewicz, Bartosz Dudziński
Idea_hunters, od lewej: mjr dr. inż. Mariusz Chmielewski (mentor zespołu), Paweł Pieczonka, Magdalena Lebiedziewicz, Bartosz Dudziński

Elephant to projekt tzw. „textronicznego ubranka” niemowlęcego dla dzieci w wieku do 12 miesięcy. Jego głównym zadaniem jest monitorowanie funkcji życiowych dziecka, a także stymulowanie prawidłowego rozwoju układu mięśniowego. Prototyp zakłada zintegrowanie przygotowanej autorskiej elektroniki odpowiedzialnej m.in. za: pomiary temperatury i potliwości ciała, aktywności mięśniowej i oddechowej oraz funkcji serca. Zbierane w ten sposób dane tworzą całościowy obraz stanu zdrowia niemowlaka. W przypadku wykrycia niepożądanych objawów, rozwiązanie natychmiast informuje rodzica lub opiekuna o wystąpieniu nieprawidłowości i potencjalnym zagrożeniu.

Zespół Idea_hunters prezentuje swój projekt przed jury krajowych finałów Imagine Cup
„Wyjazd na finały światowe Imagine Cup 2017 to dla nas przede wszystkim olbrzymi zaszczyt. Konkurencja w poprzednich etapach nie była mała, ponadto niektóre pomysły naszych kolegów były naprawdę niezwykłe. Ogromnie się cieszymy, że to właśnie nasza drużyna Idea_hunters będzie jako Drużyna Narodowa reprezentować Polskę w Seattle. Mamy nadzieję, że udział w finałach pomoże nam w spełnieniu marzenia, aby ubranka Elephant trafiły do domów, aby monitorowały stan dzieci i wspomagały rodziców w codziennej pielęgnacji ich skarbów. Wierzymy, że wygrana przybliży nas do spełnienia tego marzenia” – powiedziała Magdalena Lebiedziewicz reprezentująca zespół Idea_hunters.

Pomysły, które wchodzą w życie

Sukcesem podczas tegorocznej polskiej edycji Imagine Cup może jednak pochwalić się więcej ekip. Wiele zespołów od pomysłów przeszło do ich realizacji i wkroczyło na ścieżkę rozwoju. Niektóre nawet wdrażają swoje projekty dzięki temu, że ich pomysły zostały zauważone w czasie konkursu.

Dla czterech zespołów, które zajęły pierwsze miejsca w każdej z kategorii – czyli wspomnianego wyżej Idea_hunters, a także MIDI Studio Team, Pyra Squad oraz Activy, Dyrektor Generalny Microsoft w Polsce – Mark Loughran przygotował wyjątkową nagrodę. Na jego zaproszenie zwycięskie zespoły będą miały szansę wziąć udział w dedykowanym i kameralnym spotkaniu mentoringowym i sesjach coachingowych z udziałem członków zarządu Microsoft w Polsce.

“Rolą Microsoft w Polsce jest zapewnienie transferu wiedzy technologicznej i wsparcie młodych przedsiębiorców w realizacji ich pomysłów, tak aby mogli w pełni rozwinąć swój potencjał. Otwierając galę krajowych finałów Imagine Cup 2017 miałem okazję poczuć naprawdę wyjątkową energię wśród zgromadzonych tam ludzi – zarówno uczestników, jak i przedstawicieli biznesu, inwestorów i kibiców konkursu. Nie mogę się doczekać wspólnej pracy ze zwycięskimi zespołami oraz wzajemnie inspirujących dyskusji. Mam też nadzieję, że wkrótce usłyszymy o ich dalszych sukcesach.” – podkreśla Mark Loughran, dyrektor generalny polskiego oddziału Microsoft.

Dwa wyróżniające się w kategorii specjalnej Smart City Challenge zespoły – PRking i Activy – zostały zaproszone do dołączenia do Startberry. To społeczność i przestrzeń kreatywna oraz program akceleracyjny dla dojrzałych startupów, którego uruchomienie w marcu ogłosił podczas swojej wizyty w Warszawie Satya Nadella, CEO Microsoft Corporation. Projekty te odpowiadają na potrzeby rozwoju metropolii i kwestii zwiększającego się ruchu na ulicach miast. Obydwa zespoły wraz z jeszcze jednym uczestnikiem tej kategorii konkursu – Netizens rozwijają swoje pomysły pod bacznym okiem mentorów z firmy Future Processing, która odniosi sukcesy w obszarze rozwiązań informatycznych z obszaru smart city na rynku europejskim.

Trzy zespoły TechnoZone, Univerko i PRking zostały zauważone przez firmę APN Promise, która udzieli wsparcia w rozwoju tych pomysłów, tak aby miały one jak największą szansę wejścia na rynek.

W maju 2017 projekty trzech zespołów – Activy, MedBiz, TechVision zaprezentowane zostały podczas największej technicznej konferencji w Europie Środkowo-Wschodniej gromadzącej ponad 250 startupów z regionu – infoShare 2017.

Wzrosną ceny gazu dla konsumentów i firm

Ceny gazu w Polsce wzrosną, nawet o kilka procent. Prezydent podpisał ustawę, przyjętą w bardzo szybkim trybie, pomimo wątpliwości zgłaszanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz Urząd Regulacji Energetyki. Stracą konsumenci i polskie firmy prywatne, zyska państwowy koncern PGNiG.

– Będzie mniej konkurencji rynkowej, czyli ceny gazu wzrosną – mówi w rozmowie z MarketNews24 Bartłomiej Derski, ekspert WysokieNapiecie.pl.

Takie będą konsekwencje wprowadzenia ustawy, która ma zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne Polski, jednak jej zapisy postawiły w uprzywilejowanej pozycji PGNiG, a stracą na tym jednak także państwowe koncerny energetyczne.

Budownictwo w Polsce odżywa

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

W czerwcu 2017 r. produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 11,6 proc. r/r, a w stosunku do maja br. o 16.7%, natomiast produkcja sprzedana przemysłu wzrosła o 4,5 proc. r/r, a o 2,7 proc. w stosunku do maja br. – podał GUS.

Produkcja budowlano-montażowa odżywa. W czerwcu była ona wyższa r/r o 11,6 proc., a w ciągu pierwszych 6. miesięcy br. – o 7,6 proc. Co prawda baza zeszłoroczna jest bardzo niska – w czerwcu 2016 r. produkcja budowlano-montażowa była niższa r/r o 13 proc., a w 1. półroczu ubr. – o 11,9 proc. Wszystko wskazuje jednak na to, że po wielu miesiącach spadków w marcu br. nadeszło ożywienie. Wyniki czerwca je potwierdzają. Ożywienie wynika prawdopodobnie z podjęcia wreszcie inwestycji infrastrukturalnych z wykorzystaniem funduszy unijnych – tak na poziomie centralnym, jak i w regionach. Trudno byłoby bowiem osiągnąć wzrost produkcji w podmiotach specjalizujących się we wznoszeniu obiektów inżynierii lądowej i wodnej o 27,4 proc. r/r, gdyby nie uruchomienie wreszcie pieniędzy europejskich. Ale mogło do tego dojść także dzięki zwiększonym wpływom do budżetu państwa (z VAT, akcyzy, a także dzięki wpływowi zysku z NBP), bo fundusze unijne wymagają także kapitału krajowego.

Jednak ważne jest nie tylko widoczne od marca br. ożywienie w budownictwie, ale także jego charakter – czy jest ono trwałe. Na to pytanie trudno na razie jednoznacznie odpowiedzieć, bowiem baza dla inwestycji infrastrukturalnych, czyli wzrost produkcji w podmiotach prowadzących roboty specjalistyczne jest jeszcze relatywnie słaby – tylko o 4 proc.

Natomiast niepokoi słaby wzrost w jednostkach zajmujących się wznoszeniem budynków – jedynie o 1,2 proc. Większość ich działalności związana jest z inwestycjami przedsiębiorstw, a to oznacza, że wzrost nakładów firm na budynki ciągle jest bardzo słaby. To nie jest dobry sygnał dla wzrostu gospodarczego, szczególnie że w 1. kwartale 2017 r. nakłady inwestycyjne na budynki i budowle spadły r/r o ponad 11 proc.

Poprawa sytuacji w budownictwie, które generuje ok. 7 proc. PKB, jest ważna nie tylko dla wzrostu gospodarczego, ale także, a może przede wszystkim dla firm budowlanych, szczególnie tych z sektora MŚP, które w wielu przypadkach znajdują się w bardzo trudnej sytuacji finansowej. Rosnąca produkcja w budownictwie jest szansą na to że przetrwają. Jednak należy pamiętać, że duża część produkcji budowlano-montażowej realizowana jest w trybie zamówień publicznych. A to oznacza, że zmieniający się w wyniku decyzji rządu poziom minimalnych wynagrodzeń zwiększa koszty realizacji umów zawartych przez przedsiębiorstwa budowlane z publicznymi partnerami. Jednocześnie strona publiczna nie chce akceptować tego ustawowego wzrostu kosztów i aneksować umów. Może to doprowadzić wiele mniejszych firm do utraty zdolności do dalszej działalności gospodarczej.

Rząd musi mieć tego świadomość i trwale rozwiązać ten problem przez automatyczne aneksowanie umów.

Produkcja sprzedana przemysłu także wzrosła. Jednak przemysł nie może się zdecydować, czy w 2017 r. koniunktura gospodarcza mu sprzyja, czy też nie. Po bardzo dobrym styczniu (wzrost produkcji sprzedanej o 9 proc. r/r), mieliśmy znacznie słabszy luty (wzrost jedynie o 1,2 proc.). Świetny marzec (wzrost o ponad 11 proc.) poprzedził spadek w kwietniu (o 0,6 proc.) i ponowny wzrost w maju (o 9,1 proc.). A teraz mamy ponownie słabszy czerwiec ze wzrostem produkcji sprzedanej na poziomie 4,5 proc.

Przyczyną tych wahań jest na pewno sektor górnictwo i wydobywanie, którego produkcja sprzedana spadła w ciągu 6. miesięcy 2017 r. o 4,5 proc., ale także zamówienia eksportowe. Widać wyraźnie, że w miesiącach o wysokiej dynamice produkcji przemysłu to firmy z branż eksportowych dominują. Oznacza to, że rynek krajowy, a szczególnie jego inwestycyjna część, jeszcze nie ruszyła w tempie pozwalającym na stabilny, wysoki wzrost produkcji sprzedanej całego przemysłu.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

W poniedziałki Polacy spędzają w Internecie najwięcej czasu

Polacy są bardzo aktywni w Internecie. Codziennie w sieci spędzamy ok. 3 godzin. To jaki mamy dzień tygodnia ma wpływ z jakich urządzeń korzystamy i ilu nas jest w Internecie. Takim najpopularniejszym dniem do przeglądania sieci jest poniedziałek. Właśnie tego dnia największy ruch odnotowywany jest na komputerach stacjonarnych.

To czego szukamy zależy też od dnia tygodnia i okoliczności. Przed rodzinnymi świętami najbardziej poszukiwane są przepisy kulinarne, w weekendy wydarzenia sportowe i ich wyniki. Są też i takie święta, które potrafią zaskoczyć np. 3 maja największą popularnością cieszyły się strony erotyczne.

Marta Wiercińska, Gemius

Złoty czeka na sygnały z ECB, polityka bez wpływu

Wydarzeniem czwartku na rynku walutowym jest posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. To ono zdecyduje nie tylko o losach wspólnej waluty, ale pośrednio również o losach złotego. Na tego ostatniego w dalszym ciągu wpływu nie ma sytuacja polityczna w Polsce

Czwartkowy handel na krajowym rynku walutowym upływa pod znakiem nieznacznego osłabienia złotego do dolara, jego umocnienia do funta i niewielkich zmian w relacji do euro i szwajcarskiego franka, po tym jak w środę osłabił się on do wszystkich czterech walut. W południe za dolara trzeba było zapłacić 3,6615 zł, euro kosztowało 4,2115 zł, frank 3,8225 zł, a funt 4,7440 zł. Dzisiejszej wahania są następstwem zmian na rynkach globalnych, gdzie dolar zyskuje do koszyka walut, a funt traci. Rozstrzygnięcia te nie są jednakże definitywne. O losach dnia, a więc o tym ile na jego koniec ostatecznie trzeba będzie zapłacić za główne waluty, zdecydują wyniki posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego (ECB).

ECB na dzisiejszym posiedzeniu nie zmieni, ani stóp procentowych, ani wartości programu skupu aktywów. Oznacza to pozostawienie stopy refinansowej na poziomie 0,0 proc., stopy depozytowej na poziomie -0,40 proc., a miesięcznych zakupów aktywów na poziomie 60 mld EUR miesięcznie. Obecnie zakłada się, że jakkolwiek stopy pozostaną bez zmian do IV kwartały 2018 roku, gdy prognozowana jest ich podwyżka, to redukcja programu skupu zostanie ogłoszona we wrześniu, a wejdzie w życie na początku 2018 roku.

Dzisiejsza decyzja ECB, która zostanie zakomunikowana o godzinie 13:45, nie powinna wywołać większych emocji rynkowych. Jednak już inwestorzy z uwagą będą się wsłuchiwać i analizować każde słowo Mario Draghiego, podczas zaplanowanej na godzinę 14:30 konferencji prasowej.

Prezes ECB stanie przed sporym wyzwaniem. Z jednej strony powinien już lekko komunikować zbliżające się ograniczenie skupu aktywów. Z drugiej jednak, nie może wybrzmieć zbyt jastrzębio, bo to podniesie kurs wspólnej waluty, co przełoży się na mniejsza presję inflacyjną i oddali osiągnięcie celu inflacyjnego. W sytuacji gdy komunikacja ze strony ECB nie będzie jednoznaczna, należy przygotować się na skok zmienności na rynku walutowym po godzinie 14:30. Co więcej, o losach dnia mogą zdecydować pojedyncze słowa, a szanse na gołębią lub jastrzębią ich interpretację są podobne.

Jastrzębie sygnały z ECB znajdą przełożenie na umocnienie euro, co będzie mieć negatywne przełożenie na notowania złotego, który był jednym z głównych beneficjentów luźnej polityki monetarnej prowadzonej przez ten bank centralny. Gołębie sygnały zaś sprowokują odwrotną reakcję.

Na notowania złotego w dalszym ciągu natomiast nie będzie miała wpływu polityka. Trwający konflikt wokół Sądu Najwyższego, pomimo, że angażuje się w niego również Unia Europejska, jakkolwiek w dłuższym terminie zaszkodzi wizerunkowi Polski, w krótkim nie zostanie dostrzeżony aż do momentu, gdy nie pojawią się mocne ostrzeżenia przed cięciem ocen wiarygodności kredytowej ze strony agencji ratingowych.

Układ sił na EUR/PLN sugeruje, że obecnie para ta znalazła nowy punkt równowagi z osią na poziomie 4,20 zł. Nie jest wykluczone, że najbliższe tygodnie upłyną pod znakiem stabilizacji blisko tego poziomu.

Odbijający od 2. dni dolar w dalszym ciągu znajduje się w trendzie spadkowym. Dopóki notowania USD/PLN nie wrócą powyżej 3,70 zł, dopóty scenariuszem bazowym jest test poziomu 3,60 zł.

Zwrot szwajcarskiego franka z poziomu 3,80 zł, które to wsparcie również w maju powstrzymało jego przecenę, istotnie zmniejsza prawdopodobieństwo dalszych spadków CHF/PLN, zwiększając jednocześnie szanse na powrót ponad 3,90 zł.

Funt od 2. miesięcy pozostaje w trendzie bocznym 4,7250-4,8550 zł. Zgodnie z teorią do momentu wybicia trwanie w tym przedziale postaje scenariuszem bazowym. Gdyby jednak ocenić prawdopodobieństwo wybicia, to wyjście dołem z konsolidacji jest nieco bardziej realne niż górą.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

 

Jak Polacy remontują mieszkania?

Lato to dla wielu Polaków czas wykorzystywany na remont mieszkania. Według corocznego badania przeprowadzonego przez serwis Oferteo.pl, jeśli już zabieramy się za renowację bądź wykończenie mieszkania, podchodzimy do tematu kompleksowo. Najczęściej remontujemy duże powierzchnie – od 41 m2 w górę oraz wiele pomieszczeń – najczęściej 4 i więcej. Wyniki badania pokazują, że najważniejsze trendy związane z remontami są wśród nas mocno utrwalone.

Planowanie to podstawa

Remont mieszkania wymaga sporządzenia dokładnego biznesplanu i harmonogramu. Pozwoli to przede wszystkim na oszacowanie kosztów, które należy ponieść oraz zminimalizowanie niewygody związanej z prowadzonymi pracami. Oczywiście należy liczyć się z tym, że nawet najbardziej dopracowany plan napotka na trudności w realizacji. Fachowcy zwracają uwagę, że tak naprawdę ostateczne koszty remontu można poznać dopiero po jego zakończeniu. – Nie oznacza to oczywiście, że każdy remont musi się zakończyć nadprogramowymi wydatkami. Dobry kosztorys zawiera bowiem także rezerwę na nieprzewidziane sytuacje – przypomina Karol Grygiel, członek zarządu Oferteo.pl.

Remonty częstsze niż prace wykończeniowe

Rodzaj zlecanych pracZ analizy Oferteo.pl, serwisu łączącego w czasie rzeczywistym poszukujących usług z ich wykonawcami, wynika, że zdecydowanie częściej poszukiwani są fachowcy do remontów mieszkań używanych niż do prowadzenia prac wykończeniowych.

Oczywiście fakt ten nietrudno wyjaśnić – starsze mieszkania co kilka lat wymagają renowacji, zaś nowo oddane do użytku mieszkanie wykańczamy tylko raz. Przykładowo, według danych GUS, w 2016 roku deweloperzy do użytku oddali ponad 163 tysiące mieszkań (o niespełna 17 tysięcy więcej niż w roku 2015), a już w ciągu pierwszych pięciu miesięcy bieżącego roku do właścicieli trafiło prawie 64 tysiące nowych mieszkań. – Ponad jedna piąta, czyli około 36 tysięcy wszystkich mieszkań oddanych do użytkowania w 2016 roku, przypada na województwo mazowieckie. Z kolei największy przyrost, porównując z rokiem poprzednim, miał miejsce w woj. zachodniopomorskim, gdzie w 2016 oddano aż o jedną trzecią mieszkań więcej niż w poprzednim roku – komentuje Andrzej Kuczara z firmy Home Consulting.

Jeśli remont, to duży

Łączna powierzchnia remontowanych pomieszczeńUczestnicy badania Oferteo.pl najczęściej decydowali się na remont dużych powierzchni. Ankietowani wskazywali, że najchętniej remontują powierzchnię większą niż 40 m2 – zadeklarowało tak łącznie 73% z nich, przy czym aż 27% zamierzało wyremontować powierzchnię większą niż 80 m2.

Warto zauważyć, że tylko 1% badanych chciał remontować powierzchnię do 10 m2, czyli np. łazienkę, przedpokój, niewielki pokój lub kuchnię.

Liczba remontowanych pomieszczeńZ dużym metrażem remontowanego mieszkania idzie w parze liczba remontowanych pomieszczeń. Uczestnicy badania Oferteo.pl najczęściej wskazywali, że chcą realizować prace w 4 i więcej pomieszczeniach (65% wskazań). Tylko 5% zapytań dotyczyło remontu jednego pomieszczenia.

Najczęściej chcemy remontować pokoje

Remontowane pomieszczeniaPodobnie jak w ubiegłorocznej edycji badania, to pokój był pomieszczeniem, które najczęściej wymaga remontu. Nieco rzadziej wskazywany był przedpokój oraz kuchnia i łazienka.

Wśród prac planowanych w pokoju dziennym czy sypialni najczęściej trzeba uwzględnić odnawianie ścian (położenie gładzi, malowanie, naklejenie tapety) oraz podłóg. Wymiany bądź renowacji może też wymagać instalacja centralnego ogrzewania.

W przypadku kuchni i łazienki zakres prac i możliwych wydatków się poszerza – remont często łączy się z wymianą sprzętów i koniecznością montażu armatury sanitarnej.

Wydatkiem stanowiącym znaczną część remontowego budżetu jest kupno mebli kuchennych. Kwota, jaką musimy na nie przeznaczyć, zależy od tego, czy kupujemy meble na wymiar (co jest często koniecznością w niewielkich kuchniach mieszkań w blokach), czy wybieramy gotowy zestaw z katalogu.

Malarze i fachowcy od glazury poszukiwani

Jakie prace będą realizowaneBadani przez Oferteo.pl wskazywali również, jaki zakres prac najbardziej ich interesuje. Najczęściej wybierane było malowanie (17% wskazań) oraz układanie glazury lub terakoty (15%). W cenie są także specjaliści zajmujący się położeniem parkietu lub paneli (13%) oraz montujący armaturę oraz instalację wodno-kanalizacyjną i c.o (po 12%).

Wśród innych prac wymieniane były m.in.: tynkowanie, montaż płyt gipsowo-kartonowych i wymiana lub renowacja instalacji elektrycznej.

Gdzie remontujemy, gdzie wykańczamy?

Top 3 województwa zlecające prace wykończenioweJak prezentuje się tegoroczna mapa remontów i prac wykończeniowych? W porównaniu z zeszłorocznymi wynikami badania obserwujemy niewielkie zmiany w top 3 województw, z których pochodziła największa liczba zapytań złożonych w Oferteo.pl dotyczących wykończenia nowego mieszkania. Podobnie jak przed rokiem na czele zestawienia znalazły się woj. mazowieckie i woj. dolnośląskie. Zmiana nastąpiła na najniższym stopniu podium, gdzie zamiast woj. małopolskiego uplasowało się woj. pomorskie.

Top 3 województwa zlecające prace remontoweZ kolei pierwsza trójka województw, w których najczęściej remontowano mieszkania, pozostała bez zmian i znalazły się w niej woj. śląskie, mazowieckie i dolnośląskie.

Fachowcy pilnie poszukiwani

Oczekiwany czas rozpoczęcia pracPonad 40% uczestników badania zadeklarowało, że zamierza rozpocząć remont jak najszybciej i poszukuje ekipy, która miałaby go przeprowadzić w jak najkrótszym czasie. Co czwarty zleceniodawca odpowiedział, że chciałby rozpocząć remont w ciągu miesiąca, a co piąty – w ciągu 3 miesięcy. Co warte zauważenia, 3% zleceniodawców zadeklarowało, że dostosuje termin do kalendarza wykonawców. – Pamiętajmy, że fachowe ekipy remontowe, które mogą przeprowadzić kompleksowe prace, mają szczelnie zapełniony kalendarz prac. Dlatego planując remont bądź wykończenie mieszkania, najlepiej poszukać odpowiednich wykonawców z pewnym wyprzedzeniem – podpowiada Karol Grygiel z Oferteo.pl. – Dobrym pomysłem jest zapoznanie się z opiniami, jakie fachowcom wystawiali inni zleceniodawcy. Pomoże to w znalezieniu wiarygodnej i rzetelnej ekipy.

Metodologia badań

Przedstawione dane pochodzą z analizy 3266 zapytań ofertowych zamieszczonych w serwisie Oferteo.pl w okresie od 1 czerwca 2016 r. do 30 czerwca 2017 r. przez użytkowników planujących remont bądź wykończenie mieszkania.

Złoty przetestował ważne wsparcia

Kurs dolara do złotego USDPLN

Dolar przetestował zakładany poziom wsparcia przy 3,63, po czym doszło do korekty wzrostowej. Wsparcie to jest o tyle istotne, że w tym miejscu wypadały trzy mierzenia równości korekt w trendzie spadkowym. Wczorajsza reakcja wzrostowa ceny to sygnał, że rynek widzi i respektuje to wsparcie. W krótkim terminie byki powinny bronić się przed dalszymi spadkami, właśnie na tym poziomie czekając na lepsze dane z amerykańskiej gospodarki. W przypadku wzrostów pierwszym istotnym oporem będzie poziom ostatnich lokalnych szczytów na 3,68, a w przypadku większego rozwinięcia się korekty okrągły poziom 3,70.
Kurs dolara do złotego USDPLN
Rynek bardzo wiele obiecuje sobie po dzisiejszym komunikacie w sprawie stóp procentowych w strefie euro. Inwestorzy bardzo dokładnie będą analizować każde zdanie w komunikacie, szukając podstaw do osłabienia euro, gdyż jak uważają analitycy, euro jest za drogie. Wczorajsza reakcja spadkowa na EURUSD była nijako potwierdzeniem tych oczekiwań i realizacją zysku tej części rynku, która obawia się komunikatu EBC.

Kurs euro do złotego EURPLN

Kurs euro do złotego EURPLNNa wczorajszą korektę na głównej parze walutowej zareagowała także para EURPLN. Po przetestowaniu poziomu 61,8% FiBO ostatniego impulsu wzrostowego doszło do reakcji wzrostowej. Na wysokim interwale D1 można zauważyć rysującą się formację odwróconego RGR. Po ewentualnym pokonaniu linii szyi jest szansa na test oporów na 4,28. Przy dalszym rozwinięciu się impulsu wzrostowego jest szansa na zaksięgowanie zakresu formacji RGR.

Michał Bartos
Główny Analityk Walutowy
ergokantor.pl

Wysokie koszty prowadzenia sporów prawnych zniechęcają Polaków do dochodzenia swoich roszczeń

Ponad 1/4 Polaków zrezygnowała w ciągu ostatnich trzech lat z dochodzenia roszczeń w takich sytuacjach jak spór z urzędem czy walka o odszkodowanie. Dlaczego nie bronimy swoich interesów? Najczęściej z powodu zbyt wysokich kosztów prowadzenia sporów prawnych. Takie wnioski płyną z badania zrealizowanego przez ARC Rynek i Opinia dla D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A.[1]

Aż 28% ankietowanych zadeklarowało, że w ciągu ostatnich trzech lat zdarzyła im się sytuacja, w wyniku której mogli dochodzić roszczeń, np. ubiegać się o odszkodowanie lub wejść w spór z urzędem, ale ostatecznie nie zdecydowali się walczyć o swoje. 57% respondentów wskazało, że nie miało takiego problemu, dalszych 15% nie było pewnych lub nie potrafiło przypomnieć sobie takiego zdarzenia.

Wolimy zrezygnować niż narażać się na koszty

Dlaczego tak duża grupa Polaków nie broni swoich interesów i nie dochodzi roszczeń? Największą barierą okazały się wysokie koszty. Niemal połowa (44%) takich osób zrezygnowała z walki o swoje, gdyż uznała, że prowadzenie sporów prawnych oraz usługi prawników są w Polsce zbyt drogie. Dla prawie 1/3 (31%) sprawa była po prostu błaha i nie warta zachodu. Blisko co piąty respondent (21%) nie miał czasu, by się nią zająć.

– Polacy doskonale wiedzą, że w gąszczu skomplikowanych polskich przepisów skuteczne dochodzenie swoich praw wymaga profesjonalnego wsparcia prawnego świadczonego przez adwokata lub radcę prawnego. Z drugiej strony, koszty prowadzenia sporów sądowych, w tym koszty usług prawnych, są powszechnie uznawane za wysokie. Dodatkowo dochodzi również ryzyko przegrania sprawy. Co do zasady wiąże się to z obowiązkiem zwrotu zasądzonych kosztów procesu na rzecz strony przeciwnej. Nierzadko perspektywa poniesienia takich nakładów finansowych sprawia, że wolimy zrezygnować z dochodzenia swoich roszczeń – komentuje Janusz Zemła, Dyrektor Departamentu Likwidacji Szkód w D.A.S. – Istnieje jednak sposób, aby się przed tymi kosztami zawczasu zabezpieczyć i skutecznie chronić przysługujące nam prawa, kiedy zajdzie taka potrzeba. Taką rolę spełniają ubezpieczenia ochrony prawnej – podpowiada ekspert D.A.S.

Ubezpieczenie ochrony prawnej jest rozwiązaniem bardzo popularnym w Europie Zachodniej. Polisa zapewnia m. in. dostęp do telefonicznych porad prawnych oraz szeregu dodatkowych usług prawnych, np.: analiz umów czy dokumentacji prawnej. Takie wsparcie pomaga w uniknięciu błędów, które mogą mieć swoje konsekwencje w przyszłości. W razie potrzeby, ubezpieczyciel w ramach polisy zorganizuje i sfinansuje też pomoc adwokata lub radcy prawnego, nawet wtedy, gdy sprawa skończy się na sali sądowej.

– Nie da się ukryć, że w wielu sporach i problemach prawnych profesjonalna pomoc prawna jest bardzo przydatna, a czasem wręcz niezbędna. Tym bardziej warto zastanowić się nad  ubezpieczeniem ochrony prawnej. W zależności od wariantu, polisa może kosztować już od kilkudziesięciu złotych miesięcznie, a dzięki niej w wielu sprawach nie będziemy musieli rezygnować z obrony własnych interesów prawnych­, np. ze względu na związane z tym koszty – komentuje Janusz Zemła z D.A.S. Ponadto polisa może chronić ubezpieczonego nawet poza granicami Polski, w tym w większości krajów Europy Zachodniej, gdzie koszty procesu i honoraria adwokatów są zwykle znacznie wyższe niż w Polsce, podkreśla dodatkowo Dyrektor Departamentu Likwidacji Szkód D.A.S.

[1] Badanie omnibusowe realizowane metodą CAWI w dniach 15-23.05.2017 na panelu badawczym epanel.pl należącym do ARC Rynek i Opinia na zlecenie D.A.S. Towarzystwa Ubezpieczeń Ochrony Prawnej S.A. Próba objęła reprezentatywną próbę populacji ogólnopolskiej w wieku 18-55 lat z wyłączeniem osób z wykształceniem prawniczym (N=915).

Przyczyny słabości dolara

Analitycy zastanawiają się nad słabością amerykańskiego dolara, który ma najniższą wartość od września 2016 roku, a od początku roku stracił wobec większości walut gospodarek rozwiniętych. I to mimo działań Rezerwy Federalnej zacieśniających politykę monetarną.

Niektórzy eksperci zauważają, że słabość dolara jest znacznie wyśrubowana. Jako jej przyczynę wskazuje się słaby wzrost gospodarczy w USA, brak postępów we wprowadzaniu zapowiadanej stymulacji fiskalnej i brak wiary w podwyżki stóp procentowych Fedu.

Waluty: W ciągu ostatnich 24 godzin amerykański dolar traci do dolara kanadyjskiego (-0,08%), a zyskuje do euro (+0,27%), brytyjskiego funta (+0,15%), dolara australijskiego (+0,22%) oraz japońskiego jena (+0,16%) i kursy wynoszą: EUR/USD – 1,151, GBP/USD – 1,302, USD/CAD – 1,262, AUD/USD – 0,793 i USD/JPY – 112,2. Euro jest słabsze wobec japońskiego jena (-0,12%) i kurs EUR/JPY wynosi 129,1, a kurs EUR/GBP jest na poziomie 0,884. Złotówka traci do głównych walut. W czwartek rano dolar kosztuje niemal 3,66 zł, euro – 4,21 zł, a funt – 4,76 zł.

Giełdy: Na światowych giełdach przewaga koloru zielonego. W środę londyński indeks FTSE 100 zyskał 0,55%, frankfurcki indeks DAX – 0,17%, a francuski indeks CAC 40 – 0,83%. W Amerykach nowojorski indeks S&P 500 wzrósł o 0,54%, meksykański indeks Bolsa obniżył się o 0,03%, a brazylijski indeks Bovespa spadł o 0,24%. W czwartek w Azji tokijski indeks Nikkei podniósł się o 0,62%, chiński indeks Shanghai Composite wzrósł o 0,43%, a hongkoński indeks Hang Seng na godzinę przed zamknięciem zyskiwał 0,3%.

Ropa i złoto: Cena ropy naftowej drugi dzień idzie w górę. W środę na zakończenie dnia baryłka ropy Brent kosztowała 49,7 USD (+1,73%), a ropy WTI – 47,12 USD (+1,53%). Roczna prognoza ceny baryłki ropy wzrosła o 1 USD do 54 USD. Z kolei złoto po wcześniejszych wzrostach notuje spadek. W czwartek rano uncję metalu rynek wycenia na 1238 USD. To 2 USD mniej (-0,16%) niż dobę wcześniej.

Najważniejsze wydarzenia dzisiejszego dnia:
8:30 – Japonia – konferencja po posiedzeniu Banku Japonii
10:00 – Strefa euro – saldo rachunku bieżącego
13:45 – Strefa euro – wyniki posiedzenia EBC
14:30 – USA – wnioski o zasiłki dla bezrobotnych
14:30 – USA – indeks Fed z Filadelfii
16:00 – USA – indeks wskaźników wyprzedzających – Conference Board

Przygotował zespół analityczny easyMarkets

Dane w drodze – dziel się nimi ostrożnie

Podczas podróży różne osoby mogą uzyskać dostęp do naszych danych. Część z nich na podstawie naszej zgody, inni zaś pełniąc swoje obowiązki służbowe, np. pracownicy kolei oraz linii lotniczych. Nasze dokumenty mogą jednak trafić także do rąk przestępców. Jak możemy się przed tym zabezpieczyć podpowiada dr Paweł Mielniczek z ODO 24.

Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24
Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24

Podczas podróży najczęściej okazujemy swój dowód tożsamości, używamy karty płatniczej i korzystamy z publicznych sieci Wi-Fi. Jeśli ktoś prosi nas o dane, a mamy wątpliwości co do jego uprawnień, zawsze powinniśmy prosić o pokazanie legitymacji służbowej – mówi dr Paweł Mielniczek, specjalista ds. ochrony danych z firmy, ODO 24.

Podczas podróży powinniśmy także starać się płacić kartą tylko, gdy jest to konieczne. Warto także ustawić w swoim banku dzienny limit dla transakcji, zabezpieczając się na wypadek nieautoryzowanego dostępu. Dodatkowym zabezpieczeniem dla karty zbliżeniowej jest etui ochronne, które uniemożliwia jej zeskanowanie – dodaje dr Mielniczek.

Aby uniknąć zagrożeń związanych z używaniem publicznych sieci Wi-Fi część osób wypoczywających za granicą decyduje się na kupno karty pre-paid u lokalnego operatora telekomunikacyjnego. Jest to jednak także ryzykowne, bo zazwyczaj musimy podać wiele informacji o sobie by aktywować usługi, w  tym dostęp do Internetu. Najlepszym rozwiązaniem jest zachowanie ostrożności – wskazuje ekspert ODO 24.

KiK przejmuje niemieckie filie sieci Charles Vögele

Do połowy września 32 niemieckie sklepy, należące dotychczas do szwajcarskiego koncernu modowego Charles Vögele, zostaną przekształcone w nowe sklepy KiK. Większość pracowników przejmowanych lokalizacji skorzystała z oferty pracy w nowopowstających sklepach KiK. Działania komentuje Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK w Polsce.

Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK w Polsce
Mariusz Kulik, dyrektor generalny KiK w Polsce

Zdaniem Mariusza Kulika, umowa z Charles Vögele oddaje najważniejsze założenia filozofii marki KiK. – To po pierwsze rozwój ukierunkowany na coraz większą dostępność dla klientów. W tym przypadku realizujemy go, włączając do naszej sieci kolejne atrakcyjne lokalizacje. Po drugie zaś, pozyskujemy doświadczony personel, który pomoże nam wzmacniać jeden z filarów naszej działalności: wysoką jakość obsługi, za którą cenią nas klienci we wszystkich krajach.

Dyrektor generalny KiK w Polsce zwraca także uwagę na jeszcze jeden ważny dla marki aspekt: – Powiększenie sieci KiK o nowe sklepy pozostanie nie bez znaczenia dla pozytywnego wizerunku firmy jako pracodawcy, bo spośród wszystkich pracowników likwidowanych sklepów Charles Vögele, którym przedstawiliśmy ofertę pracy w nowych filiach sieci KiK, aż 75% ją zaaprobowało. To szczególny powód do dumy, bo pokazuje, że jesteśmy postrzegani jako atrakcyjny i wiarygodny partner na rynku pracy.

Europejska sieć KiK liczy już blisko 3 500 sklepów. W samej Polsce firma w swoim portfolio zamierza mieć około 650 sklepów, z czego ponad 170 udało się uruchomić w ciągu pierwszych 5 lat działalności na lokalnym rynku.

Podwójny test

Dzisiejsze posiedzenie ECB jest swoistym podwójnym testem. Na próbę przez wzrost rentowności długu i dynamiczne umocnienie euro jest wystawiona determinacja części decydentów z Rady Prezesów by szybko komunikować nieodzowność normalizacji. Na próbę wystawiona może też zostać cierpliwość inwestorów. W ramach wystrzału EUR/USD ponad 1,15 zdyskontowano jastrzębi zwrot w polityce. Trend ten potrzebuje „paliwa” i nowych bodźców by być kontynuowanym. Jeśli trzeba na nie czekać będzie aż do września to przy skrajnym pozycjonowaniu i silnym wykupieniu rynku nieodzowna będzie korekta.

Oczekujemy braku zmian w parametrach polityki pieniężnej (stopa referencyjna: 0 proc., stopa depozytowa: -0,4 proc., program QE: 60 mld EUR/mies.).ECB powoli zmierza do normalizacji polityki pieniężnej. Redukcja programu skupu aktywów (obecnie wynosi 60 mld EUR miesięcznie) w ciągu kolejnych kilku miesięcy jest nieunikniona, w przeciwnym wypadku bank doprowadzi do sytuacji, kiedy posiada więcej niż 33 proc. obligacji danego kraju dopuszczonych do obrotu, tym samym złamie nałożone ograniczenia. Jednak wśród członków Rady Prezesów ECB nie ma jeszcze pełnie zgody co do kierunku i tempa zmiany nastawienia, choć ostatnie tygodnie wskazują, że jest coraz bliżej konsensusu. Wzrost zaufania do siły ożywienia gospodarczego pozwolił już usunąć z komunikatu otwartość do obniżania stóp procentowych. Z drugiej strony jednak niepewność o przyszłą ścieżkę długoterminowej inflacji powstrzymuje przed bardziej agresywnym zwrotem.

Mimo to Rada Prezesów wysłała już sygnał, że nie później niż w październiku ujawni swój plan na program skupu aktywów w 2018 r. (na ten moment skup obligacji jest ustalony tylko do grudnia 2017 r.). Wrześniowe posiedzenie wydaje się do tego najbardziej odpowiednie, gdyż ECB będzie mógł się podeprzeć wówczas dostępnymi nowymi prognozami makroekonomicznymi. Zatem co zostaje dla najbliższego posiedzenia? Dobrym przygotowaniem podłoża dla wrześniowego wygaszania QE byłoby porzucenie gołębiego nastawienia wobec programu skupu aktywów poprzez usunięcie z komunikatu fragmentu o „gotowości do zwiększenia w rozmiarze i/lub okresie trwania”. Naszym zdaniem przynajmniej zamknięcie drogi dla zwiększania wolumenu miesięcznych zakupów pozwoliłoby na rozłożenie rynkowego napięcia w oczekiwaniu na wrześniową decyzję. W przeciwnym wypadku ECB musiałby liczyć się z gwałtowniejszym skokiem EUR i rentowności, kiedy przedstawi ramy wygaszenia QE.

ECB wolałby, aby lipcowe posiedzenie przeszło bez echa i w spokoju można było zebrać więcej informacji z gospodarki do czasu wrześniowego spotkania. Przy tak słabym dolarze i kumulacji negatywnych informacji rynek przez palce patrzy jednak na słabości innych walut, a korzystne informacje „wyciska jak cytrynę”. W tym świetle inwestorzy będą przywiązywać więcej uwagi do jastrzębich wzmianek i to właśnie na nie EUR/USD będzie reagować w pierwszej chwili. Tekst komunikatu oferuje na to szanse, ale jeśli dalej na konferencji Draghi będzie szukał okazji, by schłodzić rynek i sprostować swoje wystąpienie z końcówki czerwca, to finalnie euro może kończyć dzień spadkami. Poprzeczka oczekiwań jest bardzo wysoko postawiona i by euro kontynuować mogło aprecjację równie dynamicznie jak w ostatnich tygodniach potrzebne są nowe i coraz mocniejsze impulsy.

Przebicie 1,1620 „z marszu” jest mało prawdopodobne, ale dopóki kurs nie spadnie pod 1,1450 scenariusz bazowy zakładać powinien dalsze zwyżki.

Ważny test również przed funtem, we wtorek rozczarowała inflacja, jeśli dziś podobny scenariusz odegra się ze sprzedażą detaliczną to zostanie przebite wsparcie 1,30, co otworzy drogę do pogłębienia spadkowej korekty w kierunku 1,28.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers

Czy EUR/USD zaatakuje szczyt?

Wczorajszy dzień przejawiał oznaki zwiększonej nerwowości wśród inwestorów. Jednak na rynku walutowym nie przełożyło się to na duże wzrosty na koniec dnia. Lepiej było pod tym względem na parkietach akcyjnych.

Zarówno wspomniany wczoraj indeks Nasdaq, jak też SP500, odnotowały wczoraj swoje nowe maksymalne poziomy. Dla indeksu spółek technologicznych było to też przedłużenie najdłuższej serii wzrostów odnotowanej od 2015. Dobrze prezentował się też warszawski parkiet giełdowy. Indeks WIG20 rozpoczął dzień luką otwarcia i zakończył sesję wzrostami, dając inwestorom dobrą bazę do rozwinięcia tego ruchu w czwartek. Przez cały dzień pięły się też w górę ceny ropy.

Poranek rozpoczynamy doniesieniami z Japonii, gdzie zakończyło się posiedzenie Banku Japonii. Powszechnie oczekiwano po nim, iż zaprezentowany zostanie pozytywnym wizerunek japońskiej gospodarki, jednak obniżeniu miały ulec oczekiwania inflacyjne. Tak też się stało, przy czym wysokość stóp procentowych nie została zmieniona. Przed nami kolejna decyzja – tym razem Europejskiego Banku Centralnego. Komunikatu po decyzji oczekuje się o godzinie 14:30.

Czy EUR/USD zaatakuje szczyt? 1

Przed posiedzeniem EBC eurodolar wyczekuje tuż pod górną linią kanału wzrostowego. Nieco powyżej, bo już na 1.17, znajduje się szczyt osiągnięty w 2015. Można zatem oczekiwać, iż podjęta zostanie próba zaatakowania go. Dopóki wskaźnik RSI nie spadnie poniżej linii wzrostowej, szanse na umocnienie będą cały czas istniały. Rynek EUR/USD znajdzie wsparcie w okolicy poziomu 1.13.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

Im gorzej w polityce tym lepiej na giełdzie

Po Brexicie i wygranej Trumpa światowe rynki miał czekać armagedon. Tymczasem giełdy biją kolejne historyczne rekordy wzrostów. Można odnieść wrażenie, że im gorzej dzieje się w polityce, tym lepiej mają się rynki. Spokój inwestorów w tych niespokojnych czasach ma swoje uzasadnienie.

7 listopada ubiegłego roku Eric Zitzewitz, profesor ekonomii w Darmouth College w USA w obszernym artykule wyliczył, że jeśli następnego dnia wybory prezydenckie wygra Hillary Clinton giełdy pójdą w górę o 2 proc. Wygrana Donalda Trumpa wywoła załamanie indeksów na całym świecie aż o 10 proc.

Minęło dziewięć miesięcy od wyborów, a amerykańskie indeksy raz za razem biją historyczne rekordy wartości. Jeden z ostatnich padł w połowie czerwca, tuż po wyborach przegranych przez brytyjskich konserwatystów, które pozbawiły ich większości i skazały na szukanie koalicjanta. Trzeba pamiętać, że tzw. hung parliament, czyli rząd koalicyjny to na Wyspach rzecz niezwykle rzadka. Od czasu II Wojny Światowej zdarzyła się tylko dwa razy. Porażka wyborcza premier Teresy May stawia pod znakiem zapytania przyszłość i skuteczność rozmów z UE w sprawie Brexitu, zwiększając poziom niepewności wokół brytyjskiej gospodarki. 19 czerwca, kiedy wiadomo było, że brytyjska klasa polityczna zafundowała sobie kolejną potężną dawkę chaosu, Dow Jones zyskał kolejne 100 punktów. Można by powiedzieć, że im gorzej w światowej polityce, tym lepiej dla rynków. Jak to możliwe?

Nie taki Donald straszny

Stare porzekadło mówi, że pieniądze lubią spokój. Tymczasem ostatnie kilkanaście miesięcy to okres niezwykle niespokojny, naznaczony niespodziewanymi wydarzeniami i zaskakującymi zwrotami akcji. Wszystko zaczęło się niemal równo rok temu w związku z referendum w sprawie pozostania Wielkiej Brytanii w Unii Europejskiej. Im bliżej było do głosowania tym szanse przeciwników dalszej integracji stawały się wyraźniejsze, ale mało kto obstawiał ich wygraną. W tym wypadku rynki spodziewały się przewagi zwolenników Unii w głosowaniu.

Szok związany z wynikami plebiscytu był potężny. Europejskie rynki od Danii, po Włochy, mocno zanurkowały, tracąc w ciągu dnia 10 proc. wartości. W kolejnych dniach spadki wyhamowały, ale dopiero w ciągu następnych trzech tygodni kursy wróciły do notowań z połowy czerwca.

Kiedy w listopadzie niespodziewanie dla dużej części obserwatorów wybory prezydenckie w USA wygrał Donald Trump, na otwarciu notowań rynek zareagował paniką i kilkuprocentowymi spadkami. Dolar został przeceniony o 4 proc., rentowność 10-letnich obligacji wzrosła o 2 pkt proc. W ciągu dnia nastroje poprawiały się i na zamknięcie notowań Down Jones znalazł się o 1,4 proc. na plusie.

Potem było już tylko lepiej. Od dnia wyborów w listopadzie do objęcia urzędu przez Donalda Trumpa w styczniu tego roku indeks S&P500 zyskał 6 proc. To najwyższy wzrost od czasów rozpoczęcia prezydentury przez Johna Kennedy’ego, kiedy wskaźnik ten poszedł w górę w ciągu trzech miesięcy o 8 proc.

 

Motorem napędzającym indeksy w tym roku były oczekiwania związane z tzw. Trumpeconomią, czyli planem gospodarczym nowego prezydenta. Zakładał on m.in. cięcia podatków i wzrost nakładów na inwestycje infrastrukturalne. W lutym okazało się jednak, że prezydent nie jest w stanie przekonać własnej partii do rozmontowania reform opieki zdrowotnej Baracka Obamy, co postawiło pod znakiem zapytania zdolność Białego Domu do budowania większości w głosowaniach nad innymi kluczowymi ustawami. Rynek zareagował jednodniowym spadkiem, po czym znowu poszedł w górę. Giełda przeszła też do porządku dziennego nad informacjami o niejasnych powiązaniach między ludźmi prezydenta i rosyjską administracją, co dodatkowo osłabiło pozycję Donalda Trumpa. Nic nie zrobiła sobie również z przesłuchania przed senacką komisją Jamesa Comey’a, byłego szefa FBI, z którego wynika, że prezydent nalegał o zarzucenie śledztw w sprawie „wątku rosyjskiego”, co niebezpiecznie zaczęło ocierać się o możliwość wszczęcia procedury impeachmentu, czyli usunięcie rezydenta Białego Domu z urzędu za naruszenie prawa. Giełda dalej rosła.

Solidny fundament

Przyczyn zachowania rynku jest kilka. Jedna z nich ma podłoże psychologiczne. Po szoku, jaki wywołało referendum ws. Brexitu, wygrana Trumpa stawała się łatwiejsza do strawienia. Poza tym okazało się, że fala populizmu, która wezbrała w związku z referendum w Wielkiej Brytanii, a później zalała USA, wcale nie utopiła w odmętach demagogii innych zachodnich demokracji. W marcu Holendrzy wykazali się odpornością na łatwe, antyunijne i antyimigranckie hasła Partii na Rzecz Wolności i wybrali większość parlamentarną o liberalnych poglądach.

W maju przebojem pałac Elizejski zawojował Emmanuel Macron, kilka miesięcy wcześniej nikomu nieznany kandydat niezależny. Pokonał główną rywalkę Marie Le Pen, której ewentualna wygrana spędzała sen z oczu inwestorom ze względu na jej antyunijne i protekcjonistyczne poglądy.

Wygląda też na to, że jesienne wybory nie przyniosą niespodzianki w Niemczech i Angela Merkel zostanie wybrana na kolejną kadencję. Zimą tego roku, wcale nie było to takie pewne. Dzisiaj tylko trzęsienie ziemi mogłoby pozbawić ją urzędu, co pozytywnie nastraja rynki.

Co bardzo ważne, rynki są obojętne wobec wydarzeń politycznych, ponieważ fundamenty wzrostu mają mocne, ekonomiczne podstawy. Amerykańskie spółki pokazały bardzo dobre wyniki za I kwartał, przybywa informacji o dobrej koniunkturze w USA i poprawie nastrojów w Chinach oraz globalnej gospodarce. Wszystko to dobrze wpływa na nastroje inwestorów, uodparniając ich na kolejne informacje ze świata polityki, trzymając się starego motto Wall Street: „Keep calm and carry on”.

***

Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

Reklamy mogą być skuteczniejsze o 30–40 proc. To dzięki informacjom na temat zachowań konsumentów

Reklamy mogą być skuteczniejsze o 30–40 proc. To dzięki informacjom na temat zachowań konsumentów 2

Dzięki dopasowaniu reklam do potrzeb i preferencji zakupowych konsumentów ich efektywność wzrasta o 30–40 proc. Taki przekaz jest przez odbiorcę lepiej postrzegany, przez co rośnie skłonność konsumenta do danego zakupu. Chodzi o to, by informacje o aktywności w przeszłości przełożyć na próbę przewidywania zachowań w przyszłości – wyjaśnia ekspert Together Data. Z danych na temat użytkowników sieci korzysta zdecydowana większość marketerów.

– Kluczem do zbudowania profilu 360 stopni użytkownika internetu jest zdobycie informacji o każdej aktywności, której dokonał w czasie przeszłym, i próba predykcji jego zachowania w czasie przyszłym. Chodzi o zebranie danych z różnych źródeł i odpowiednie ich skategoryzowanie, tak aby zbudować profil użytkownika na podstawie jego realnych, indywidualnych zachowań i ewentualne ich ekstrapolowanie i porównywanie z zachowaniami innych użytkowników – przekonuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Bartosz Wieczorek z Together Data, firmy specjalizującej się w wykorzystaniu danych m.in. do celów marketingowych.

Z raportu „Data-driven marketing w Polsce” opublikowanego przez Grupę Netsprint wynika, że 93 proc. marketerów korzysta z danych gromadzonych o użytkownikach sieci. 75 proc. wykorzystuje dane własne reklamodawców, 47 proc. korzysta z danych zewnętrznych (3rd party data).

 Głównym wyzwaniem dla reklamodawców i marketerów jest zebranie tych danych z różnych źródeł i odpowiednie ich sklasyfikowanie, a na etapie komunikacji z użytkownikiem w czasie rzeczywistym targetowanie reklamy i uwzględnianie jego indywidualnych zainteresowań i upodobań – zaznacza Wieczorek.

Marketerzy używają danych własnych w retargetingu, docierają z reklamą do użytkowników, którzy już odwiedzili ich serwis lub sklep internetowy, ale nie dokonali zakupu. Z danych zewnętrznych reklamodawcy wykorzystują te dotyczące precyzyjnych profili zainteresowań, intencje zakupowe, geolokalizację oraz dane, które pomogą dotrzeć z reklamą w internecie do użytkowników podobnych do tych, którzy odwiedzili już serwis reklamodawcy.

– Marketerzy skupiają się na precyzyjnym targetowaniu reklamy, która przynosi wyższy efekt. Opieramy się na danych, budując profil użytkownika, patrząc na całą ścieżkę i wszystkie interakcje oraz aktywności, które zostawia w internecie. Jesteśmy w stanie bliżej poznać jego cechy i pójść z komunikatem, który będzie za nim podążał. Tego efektem będzie wyższy wskaźnik otwieralności również w zakresie komunikacji e-mail marketing, gdyż jesteśmy w stanie spiąć dane o użytkowniku i precyzyjnie targetować przekaz nie tylko w kanale display, lecz także w social media – tłumaczy ekspert Together Data.

Z raportu Grupy Netsprint wynika, że data-driven marketing jest jednym z priorytetów polskich marketerów w tym roku (52 proc. wskazań). Częściej wskazywany był m.in. content marketing (65 proc.).

Jak przekonuje Wieczorek, reklama oparta o zgromadzone dane może być znacznie bardziej skuteczna. W 2016 roku kampanie data-driven były najczęściej kreowane w oparciu o zainteresowania użytkowników i wykorzystywane w ponad połowie emitowanych kampanii (55 proc.).

 W przypadku data-driven marketingu jesteśmy w stanie uzyskać do 30–40 proc. wyższą efektywność reklamy, rozumianą jako dotarcie do użytkownika i widoczność tej reklamy, jak również wszystkie procesy, które jesteśmy w stanie przeanalizować, czyli konwersję i dokonanie zakupu – ocenia Wieczorek.

W opinii ekspertów lepsze targetowanie reklam może sprawić, że polscy użytkownicy sieci będą mniej radykalnie stosować rozwiązania blokujące reklamy.

– Trzeba komunikować użytkownikowi, że wydawcy, nie mając przychodów z reklam, nie są w stanie dostarczyć atrakcyjnej treści, której użytkownicy szukają. Ważna jest edukacja użytkownika i zyskanie jego przychylności do akceptowania reklam wyświetlanych w internecie, a także poprawienie skuteczności reklam. Warto wykorzystać data-driven marketing i precyzyjne targetowanie, gdyż reklama dostosowana do zainteresowań i intencji zakupowych użytkownika jest przez niego lepiej odbierana i ma wyższą skuteczność – przekonuje Bartosz Wieczorek.

We wrześniu będą znane szczegóły dużej reformy szkolnictwa wyższego. Rok akademicki 2017/18 okresem przygotowań uczelni do zmian

We wrześniu będą znane szczegóły dużej reformy szkolnictwa wyższego. Rok akademicki 2017/18 okresem przygotowań uczelni do zmian 3

Nadchodzący rok akademicki 2017/18 ma być okresem intensywnych konsultacji i debat dotyczących nowego modelu szkolnictwa w Polsce. To będzie rok spokoju przed wielkimi zmianami – zapowiada wiceminister Piotr Dardziński. Resort skupia się obecnie na projektowaniu nowej ustawy, regulującej działalność uczelni wyższych. Szczegóły reformy mają zostać ujawnione we wrześniu.  

– W nadchodzącym roku akademickim nie będzie istotnych zmian w bieżącym funkcjonowaniu uczelni. Nowy algorytm finansowania został już wprowadzony. Jesteśmy w trakcie parametryzacji, dane do oceny jakości jednostek naukowych zostały wprowadzone do systemu i są oceniane przez ekspertów. Nie planujemy istotnych zmian w prawie o szkolnictwie wyższym – zapewnia w rozmowie z agencją Newseria Biznes dr Piotr Dardziński, podsekretarz stanu w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Poważne zmiany mają się pojawić najwcześniej za rok. W MNiSW trwają prace nad nową ustawą o szkolnictwie wyższym. Już w 2016 roku resort kierowany przez wicepremiera Jarosława Gowina ogłosił, że niezbędne jest nowe prawo regulujące funkcjonowanie polskich uczelni (tzw. Ustawa 2.0). W maju ub.r. zostały powołane trzy zespoły ekspertów, które równolegle pracowały nad założeniami nowej ustawy. W styczniu trafiły one do resortu, który ma przygotować finalny projekt. Zgodnie z zapowiedziami zostanie on zaprezentowany we wrześniu, podczas Narodowego Kongresu Nauki, który ma odbyć się w Krakowie.

– We wrześniu zostanie przedstawiony nowy projekt, który połączy cztery obecnie funkcjonujące ustawy ustrojowe i zaproponuje nowy ład – zarówno organizacji szkolnictwa wyższego, jak i nauki. Stąd wynika chwilowa stabilizacja, trwająca niecałe pół roku – potwierdza dr Piotr Dardziński.

Nowa ustawa ma wejść w życie z początkiem roku akademickiego 2018/19. Zgodnie z deklaracjami wicepremiera i ministra Jarosława Gowina, resort będzie dążył do zapewnienia uczelniom możliwie szerokiej autonomii i ograniczenia państwowej ingerencji w ich działalność. Docelowo uczelnie wyższe mają regulować jak najwięcej spraw w ramach uchwalanych przez siebie statutów.

Ustawa 2.0 zastąpi cztery obowiązujące w tej chwili akty prawne (ustawa prawo o szkolnictwie wyższym, ustawa o stopniach i tytule naukowym, ustawa o zasadach finansowania nauki, ustawa o kredytach i pożyczkach studenckich), do których wydanych jest aż 80 szczegółowych rozporządzeń. Resort nauki chce ograniczyć tę liczbę, uprościć przepisy i zmniejszyć biurokrację. Dlatego część zagadnień, które w tej chwili regulują ustawy, ma zostać przeniesiona do statutów uczelni. Jak podkreślił minister Gowin, ta zmiana będzie wymagać od środowiska akademickiego dużej umiejętności samoregulacji.

Wśród ministerialnych propozycji jest też m.in. nadanie rektorom nowych kompetencji, które byłyby oddzielone od zadań senatu uczelni, oraz powoływanie Rady Uczelni, czyli nowego organu, który byłby wybierany przez wspólnotę akademicką (np. senat). Do kompetencji Rady Uczelni miałby należeć wybór rektora.

Wicepremier Jarosław Gowin zadeklarował, że nowa ustawa wejdzie w życie bez skracania kadencji dotychczasowych organów uczelni i ciał przedstawicielskich (na przykład konferencji rektorów).

Podsekretarz stanu w MNiSW zapewnia, że rok akademicki 2017/18 który rozpocznie się za kilka miesięcy, będzie okresem konsultowania założeń nowej ustawy i debat dotyczących docelowego kształtu szkolnictwa wyższego w Polsce z udziałem środowiska akademickiego.

– Rok akademicki, który zacznie się w październiku, będzie przebiegał pod znakiem wielu żywych i poważnych dyskusji na temat tego, jak powinien wyglądać kolejny rok akademicki 2018/19. To może być czas, w którym pojawią się realne zmiany całego ustroju – mówi dr Piotr Dardziński.

Firmy logistyczne poszukują chętnych do pracy. Rośnie zapotrzebowanie na magazynierów i kierowców

Firmy logistyczne poszukują chętnych do pracy. Rośnie zapotrzebowanie na magazynierów i kierowców 4

Rozwijający się rynek usług przyspiesza wzrost branży logistycznej. Oznacza to, że coraz większe będzie też zapotrzebowanie na kadrę, przede wszystkim pracowników operacyjnych – kierowców i magazynierów. W III kwartale tego roku wzrost zatrudnienia przewiduje co siódmy przedsiębiorca z sektora transport/logistyka. Pracodawcy kuszą pracowników stabilnym zatrudnieniem, wsparciem w podnoszeniu kwalifikacji i pakietami socjalnymi.

– Rynek usług w Polsce rozwija się bardzo dynamicznie, co oznacza większe zapotrzebowanie na firmy logistyczne. Przewidujemy, że w okresie najbliższych kilku lat będzie następował dalszy rozwój branży, co oznacza zwiększone zapotrzebowanie na pracowników – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Sałek, dyrektor ds. handlowych w Quick Service Logistics Polska.

Polska jest coraz częściej wybierana jako miejsce lokalizacji inwestycji magazynowych przez firmy z e-commerce, a to tylko jeden z wielu sektorów, które zgłaszają większe zapotrzebowanie na takie powierzchnie. Na koniec I kwartału tego roku popyt na powierzchnie magazynowe wyniósł ponad 1 mln mkw., podczas gdy rok temu był na poziomie 680 tys. mkw. Tym samym rośnie zapotrzebowanie firm logistycznych na pracowników. Raport ManpowerGroup dotyczący perspektyw zatrudnienia wskazuje, że w III kwartale 2017 roku zatrudnienie w firmach związanych z transportem i logistyką może wzrosnąć o ok. 13 proc. (po korekcie sezonowej – 11 proc.).

 Największe zapotrzebowanie na rynku występuje w przypadku pracowników operacyjnych, zatem magazynierów i kierowców. W przypadku pracowników biurowych sytuacja wygląda nieco inaczej ze względu na zaawansowane technologie, które są powszechnie wykorzystywane. Mniej osób jest w stanie wykonywać więcej pracy – tłumaczy Sałek.

Analiza ShareHire wskazuje, że w branży logistycznej duże zapotrzebowanie jest także na specjalistów ds. spedycji, operatorów wózków widłowych, pracowników produkcyjnych czy specjalistów ds. sprzedaży usług TSL.

Podstawowe oczekiwania pracodawców są niezmienne od lat. To uczciwość, otwartość, zrozumienie dla wartości firmy, umiejętność szybkiego uczenia się. Osoby spełniające te kryteria są w stanie znaleźć zatrudnienie u dowolnego pracodawcy – ocenia dyrektor ds. handlowych w Quick Service Logistics Polska.

Rynek pracownika sprawia, że pracodawcy, aby przyciągnąć pracowników, muszą oferować nie tylko konkurencyjne wynagrodzenie, lecz także pozapłacowe bonusy.

 Kluczową kwestią dla każdego pracodawcy, zwłaszcza w branży logistycznej, jest stabilność zespołu. Jesteśmy zainteresowani tym, żeby pracownicy czuli się u nas pewnie i bezpiecznie, co oznacza stałość i pewność zatrudnienia oraz stały pakiet socjalny. Dodatkowo inwestujemy w naszych pracowników, pomagając im podnosić kwalifikacje, np. w zespole magazynierów czy kierowców – wymienia Sałek.

Rozwój technologii sprawia, że część procesów odbywa się w sposób niemal całkowicie zautomatyzowany. Odbieranie, pakowanie towarów czy prace w magazynach mogą już niedługo zostać zdominowane przez roboty.

– Z ciekawością przyglądamy się nowym rozwiązaniom technicznym, np. ciężarówkom bezzałogowym. Wydaje się, że to będzie przyszłość już za kilka najbliższych lat. Nie wszędzie jednak można wyeliminować czynnik ludzki – podkreśla Agnieszka Sałek.

Pracownik może odmówić wykonywania pracy w upale. Firma ma obowiązek zapewnić mu napoje i odpowiednie warunki

Pracownik może odmówić wykonywania pracy w upale. Firma ma obowiązek zapewnić mu napoje i odpowiednie warunki 5

W trakcie letnich upałów na pracodawcach ciążą dodatkowe obowiązki. Zgodnie z prawem pracy, gdy temperatury sięgają określonych poziomów, muszą oni nieodpłatnie zapewnić pracownikom dostęp do zimnych napojów. Mogą także wydłużyć pracownikom przerwy tak, by w najgorętszym okresie dnia nie przebywali na słońcu. Jeżeli firmy nie zapewniają odpowiednich warunków do pracy, to pracownicy mogą odmówić wykonywania obowiązków. Za zaniedbania pracodawcy grozi też grzywna w wysokości od 1 tys. do nawet 30 tys. zł. 

Pracodawca ma obowiązek organizować pracę zgodnie z zasadami BHP i zapewnić pracownikom komfortowe warunki. W trakcie upałów ciąży na nim obowiązek zapewnienia pracownikom dostępu do wody pitnej – mówi agencji Newseria Biznes Tomasz Zalewski z Głównego Inspektoratu Pracy.

Wysoka temperatura w miejscu pracy nie tylko wpływa na samopoczucie, lecz także obniża wydajność pracowników. Jeżeli odbiega od optymalnej, to praca staje się uciążliwa i mniej efektywna. W skrajnych przypadkach wysoka temperatura w miejscu pracy może nawet zaszkodzić zdrowiu, prowadząc do odwodnienia albo wyczerpania cieplnego, które objawia się bólami i zawrotami głowy, zaburzeniami widzenia i ogólnym osłabieniem.

Podczas pracy w wysokich temperaturach, zwłaszcza w okresie letnich upałów, pracodawca ma obowiązek nieodpłatnie zapewnić swoim pracownikom dostęp do wody pitnej i napojów w takiej ilości, która zaspokaja ich potrzeby.

Jeżeli w pobliżu jest źródło wody kranowej, która nadaje się do picia, to pracodawca może uznać, że realizuje swój ustawowy obowiązek. W przypadku pracy na zewnątrz, odległość od źródła wody nie może przekraczać 75 metrów – wyjaśnia Tomasz Zalewski. – Gorzej, gdy warunki, w których pracują pracownicy, są bardziej uciążliwe, na przykład jest to praca na zewnątrz w temperaturze przekraczającej 25 st. C albo praca w pomieszczeniach, w których jest powyżej 28 st. C. W takich przypadkach pracodawca powinien zapewnić pracownikom napoje zawierające odpowiednią dawkę soli mineralnych, które uzupełnią w organizmie pierwiastki utracone w wyniku pocenia – dodaje.

Pracodawca nie może się zwolnić z tego obowiązku, wypłacając ekwiwalent finansowy. Zgodnie z przepisami musi bezpośrednio dostarczyć pracownikom wodę i napoje, które powinny być dostępne w trakcie całego dnia pracy.

Niewywiązanie się z tego obowiązku jest wykroczeniem, za które na pracodawcę może zostać nałożona grzywna w wysokości od 1 tys. do nawet 30 tys. zł. Grzywnę 1–2 tys. zł może nałożyć inspektor pracy w drodze mandatu. Wyższą karę może zasądzić sąd, jednak musi to być naprawdę rażące naruszenie obowiązków pracodawcy. W takich przypadkach inspektor kieruje sprawę do sądu, który nakłada grzywnę i decyduje o jej wysokości – przestrzega Tomasz Zalewski.

Poza zapewnieniem wody i napojów pracodawca może podjąć także inne działania, które zwiększą komfort pracy w wysokich temperaturach. Przykładowo, może wydłużyć pracownikom przerwy albo zmienić godziny pracy tak, żeby nie była ona wykonywana w porze największych upałów.

Państwowa Inspekcja Pracy przypomina też, że osoby, które wykonują prace brudzące na otwartej przestrzeni, w wysokiej temperaturze i bez dostępu do bieżącej wody, muszą mieć zapewnione do celów higienicznych co najmniej 90 litrów wody dziennie. Ten obowiązek również spoczywa na pracodawcy. Kolejnym jest dbanie o czystość urządzeń do wentylacji i klimatyzacji.

Większość nowoczesnych budynków jest wyposażona w klimatyzację. Przepisy nie określają szczegółowo rozwiązań dotyczących klimatyzacji, nie ma w nich mowy o tym, że każdy pracownik musi mieć klimatyzowane stanowisko. Pracodawca powinien jednak pamiętać, że jeżeli w firmie jest już klimatyzacja, to musi ona być bezpieczna i czysta. Nie może być siedliskiem niebezpiecznych organizmów, które mogą wywoływać choroby. Dodatkowo, pracodawca może stosować różnego rodzaju środki ochronne, na przykład rolety, które minimalizują wpływ promieni słonecznych na środowisko pracy – mówi Tomasz Zalewski.

Niekonserwowane urządzenia klimatyzacyjne mogą się stać siedliskiem bakterii Legionelli, które wywołują ostre zapalenie płuc. Dlatego pracodawca ma obowiązek dbać o czystość i sprawność klimatyzatorów. Poza tym urządzenia te nie mogą powodować przeciągów ani wyziębienia pomieszczeń (strumień powietrza nie może być skierowany bezpośrednio na stanowiska pracy).

Specjalista Głównego Inspektoratu Pracy przypomina, że pracownik może odmówić wykonywania swoich obowiązków, jeżeli zbyt wysoka temperatura powoduje jego złe samopoczucie. Nie może być za to ukarany finansowo.

Trzeba pamiętać o tym, że pracownik ma prawo zaprzestać wykonywania pracy, jeżeli warunki zagrażają jego zdrowiu i życiu, a pracodawca nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. W skrajnych wypadkach może on zadeklarować, że warunki na jego stanowisku pracy są tak złe, że czuje się zagrożony i jeżeli sytuacja nie ulegnie poprawie, to odmówi wykonywania swoich obowiązków – przypomina Tomasz Zalewski.

Według Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi 23,9 st. C do maksymalnie 26,7 st. C to optymalna, letnia temperatura dla lekkiej pracy (niefizycznej) wykonywanej na siedząco.

Wirtualna rzeczywistość wkracza w kolejne gałęzie biznesu. Najnowocześniejsze technologie wykorzystują już biura podróży, medycyna i edukacja

Wirtualna rzeczywistość wkracza w kolejne gałęzie biznesu. Najnowocześniejsze technologie wykorzystują już biura podróży, medycyna i edukacja 6

Kolejne gałęzie biznesu korzystają z możliwości, jakie daje wirtualna rzeczywistość. Technologia rozwija się m.in. w medycynie, edukacji czy hotelarstwie. Eksperci prognozują, że okulary do wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości oraz dodatkowe kontrolery będą coraz lepiej dopasowane do mobilnego użytkownika. Według ekspertów do 2020 roku rynek VR i AR może osiągnąć wartość nawet 160 mld dol. 

– Obecnie wirtualna rzeczywistość mocno zaznacza swoją obecność w świecie gier. Wszyscy producenci zaczęli rozwijać tę technologię, ponieważ jest na nią duży popyt. Kolejne sektory, takie jak edukacja, hotelarstwo czy medycyna, są w stanie skorzystać z możliwości, które daje wirtualna rzeczywistość – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Morawski, Country Marketing Manager Poland w Dell EMC. 

Według Deloitte liczba sprzedanych na świecie okularów VR wyniosła w 2016 roku 2,5 mln sztuk. Po możliwości, jakie daje technologia VR, coraz częściej sięgają coraz to inne gałęzie biznesu. W medycynie wirtualna rzeczywistość pozwala przeprowadzić symulacje operacji, biura podróży i deweloperzy przeprowadzają wirtualne wycieczki po budynkach czy egzotycznych miejscach. Z virtual reality chętnie korzystają też uczelnie. Jedna z marek stworzyła nawet wirtualną przymierzalnię, gdzie bez zakładania ubrania fizycznie można sprawdzić jego dopasowanie. Wykorzystując technologię rozszerzonej rzeczywistości, podobnie postąpiła jedna z firm do urządzania wnętrz. Dzięki aplikacji można sprawdzić, jak dany mebel będzie wyglądał w mieszkaniu.

– Jeśli mówimy o dwóch kategoriach: rozszerzonej i wirtualnej rzeczywistości, to uważam, że żadna z nich nie wysuwa się na pierwszy plan. Będą współistnieć na tym samym poziomie, ponieważ mają potencjał wzajemnego uzupełniania się na wielu płaszczyznach, od edukacji, medycyny, nawet do wojskowości – ocenia Marcin Morawski.

Według danych IDC w 2020 roku wartość ze sprzedaży oprogramowania, treści oraz usług bazujących na rzeczywistości VR i AR może sięgnąć blisko 160 mld dol. Technologia wirtualnej i rozszerzonej rzeczywistości dynamicznie się rozwija i znajduje coraz więcej zastosowań w różnych sektorach rynku, stają się też dostępne dla szerokiego grona odbiorców.

– Sytuacja dynamicznie się zmienia, nie można przewidzieć dokładnie, jak będzie wyglądać za kilka lat. Możemy liczyć na to, że technologia rozwinie się do poziomu znanego z filmów Star Trek, gdzie wszystko jest wirtualną lub rozszerzoną rzeczywistością, bez żadnego dodatkowego osprzętu, i bazuje m.in. na wyświetlaczach holograficznych. To jednak daleka przyszłość – prognozuje przedstawiciel Dell EMC.

Choć wirtualna i rozszerzona rzeczywistość podbijają rynek, to zdaniem ekspertów jeszcze długo nie zastąpi tradycyjnych nośników, jak telewizja czy zwykłe ekrany.

– Te dwie technologie mają odmienne zastosowania. Telewizja pozwala na prostą konsumpcję treści, VR umożliwia tworzenie, a także konsumpcję na znacznie głębszym poziomie – gdzie zaciera się różnica między tym, co prawdziwe, a tym, co wygenerowane komputerowo. Mogą one funkcjonować równolegle – analizuje Marcin Morawski.

Większość firm badawczych ocenia, że rynek VR i AR czeka szybki rozwój, nowe technologie coraz częściej trafiają pod strzechy, a biznes często nie potrafi już bez nich funkcjonować. Istnieją jednak bariery, które obecnie ograniczają tempo rozwoju wirtualnej rzeczywistości. Dotyczy to przede wszystkim sprzętu – komputery muszą obsłużyć znacznie większą liczbę danych, a następnie przekazać je np. do okularów.

– Inną przeszkodą są okulary, obecnie przewodowe. Ograniczają dystans i mobilność, ale pozbycie się kabli w rozwiązaniach VR to tylko kwestia czasu. Problem stanowią też kontrolery – powstają różne prototypy rękawic itp., jednak nie pozwalają one jeszcze idealnie odzwierciedlić naszych ruchów i gestów. Te wszystkie rzeczy w najbliższej przyszłości będą szły w kierunku pełnej integracji z człowiekiem – przekonuje Marcin Morawski.

Play Communications informuje o przydziale akcji oferowanych w IPO

PLAY Communications S.A. („Spółka”) będąca właścicielem 100% udziałów w P4 sp. z o.o. („PLAY”), która jest operatorem telefonii komórkowej PLAY, jednej z najszybciej rozwijających się firm telekomunikacyjnych w Europie, informuje o dokonaniu przydziału akcji w pierwszej ofercie publicznej („IPO” lub „Oferta”).

Formalny przydział Akcji Oferowanych przez Akcjonariusza Sprzedającego został przeprowadzony w dniu dzisiejszym, tj. 19 lipca 2017 r.

  • Popyt ze strony Inwestorów Indywidualnych i Uprawnionych Pracowników wyniósł około 18 mln akcji
  • Inwestorom Indywidualnym przydzielono łącznie 5.980.249 Akcji Oferowanych, co oznacza że popyt w transzy Inwestorów Indywidualnych ok. 3-krotnie przewyższył liczbę przydzielonych akcji
  • Średnia stopa alokacji zapisów złożonych w Pierwszym Okresie Przyjmowania Zapisów (4-7 lipca 2017 r.) od Inwestorów Indywidualnych wyniosła ok. 36,8%, co przekłada się na ok. 63,2% średnią stopę redukcji
  • Średnia stopa alokacji zapisów złożonych w Drugim Okresie Przyjmowania Zapisów (8-12 lipca 2017 r.) od Inwestorów Indywidualnych wyniosła ok. 18,4%, co oznacza ok. 81,6% średnią stopę redukcji
  • Uprawnionym Pracownikom przydzielono 157.367 Akcji Oferowanych, bez redukcji zapisów
  • Pozostałe 115.435.005 Akcji Oferowanych, w tym Akcje Dodatkowego Przydziału, przydzielono Inwestorom Instytucjonalnym
  • Zapisanie Akcji Oferowanych na rachunkach papierów wartościowych Inwestorów Indywidualnych i Uprawnionych Pracowników zaplanowane jest na 21 lipca 2017 r., a na rachunkach papierów wartościowych Inwestorów Instytucjonalnych przewidziane jest na 26 lipca 2017 r.
  • Przewidywanym pierwszym dniem notowania akcji zwykłych Spółki na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie jest 27 lipca 2017 r.

Komentując dzisiejsze ogłoszenie, Jørgen Bang-Jensen, Prezes Zarządu PLAY, powiedział:

„Zarówno inwestorzy, jak i nasi pracownicy wykazali duże zainteresowanie ofertą publiczną PLAY. Dla nas jest to sygnał, że doceniają nasze dotychczasowe osiągnięcia i chcą stać się częścią przyszłych sukcesów Play. Czujemy się zobowiązani do dalszego świadczenia obsługi na najwyższym poziomie naszym klientom i jednocześnie zapewnienia atrakcyjnych zwrotów naszym inwestorom.”

Tomasz Czuba awansuje na stanowisko Dyrektora Regionalnego w JLL

Firma JLL ogłosiła nominację Tomasza Czuby, Dyrektora Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych, na stanowisko Dyrektora Regionalnego.

Tomasz Czuba kieruje 20-osobowym zespołem ekspertów specjalizującym się w wynajmie powierzchni biurowych w Polsce. W JLL odpowiada za projekty z obszaru reprezentacji właścicieli budynków – krajowych i międzynarodowych deweloperów oraz funduszy inwestycyjnych. Świadczy usługi doradztwa strategicznego, obejmującego m.in. tworzenie długoterminowych strategii wynajmu oraz planów marketingowych dla nieruchomości biurowych, a także negocjacje i renegocjacje umów.

„Nominacja Tomasza Czuby, eksperta z 15 – letnim doświadczeniem w sektorze, jest potwierdzeniem jego kompetencji, uznania ze strony klientów, oraz wkładu w tworzenie i umocnienie pozycji działu jako wiodącego zespołu ds. wynajmu biur w Polsce”, informuje Anna Młyniec, Dyrektor Działu Wynajmu Powierzchni Biurowych oraz Reprezentacji Najemcy, JLL.

Wśród firm, z którymi współpracował Tomasz Czuba, znajdują się wiodący gracze na rynku, jak Ghelamco, Yareal, Warimpex, Trigranit, Karimpol, Heitman, GTC, Immobel, Cromwell, DEKA Immobilien, Unibail-Rodamco, Griffin, Virako i Grupa Waryński. W swojej karierze Tomasz brał udział w negocjacjach umów najmu na ponad 500 000 mkw. powierzchni biurowych.

„JLL działa w Polsce od 22 lat, a ostatnie lata były dla nas okresem dużych zmian i dynamicznego rozwoju – istotnie zwiększyliśmy zatrudnienie, rozszerzyliśmy zakres usług, i przenieśliśmy się do nowego, większego biura w Warsaw Spire. Zatrudniamy – i promujemy – najlepszych ekspertów na rynku. Awans Tomasza Czuby to dowód na to, jak długofalowo umacniamy strategię biznesową firmy, angażując i wspierając naszych najlepszych pracowników”, dodaje Tomasz Trzósło, Dyrektor Zarządzający JLL w Polsce.

Oracle zatrudni w 2017 roku 1000 nowych przedstawicieli handlowych w regionie EMEA

Oracle zapowiedział utworzenie 1000 nowych miejsc pracy w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA).  Pod hasłem „Change Happens Here” firma poszukuje nowego pokolenia ambitnych, pełnych determinacji przedstawicieli handlowych obeznanych z technologiami cyfrowymi, którzy wesprą rozwój segmentu usług chmurowych Oracle.         

Inicjatywa ta pojawiła się po opublikowanych niedawno przez firmę rekordowych wynikach finansowych, w których odnotowano wzrost łącznych przychodów z segmentu chmury o 58%.  Oracle jest teraz najszybciej rozwijającym się dostawcą oferującym skalowalne rozwiązania w chmurze i przewiduje, że segment ten będzie rozwijał się w tym roku jeszcze szybciej.

Program jest skierowany do ludzi z różnych środowisk i o różnych profilach, mających od dwóch do sześciu lat doświadczenia zawodowego i zajmujących się obecnie kadrami, marketingiem, rekrutacją, finansami, łańcuchem dostaw lub sprzedażą. Oracle chce przyciągnąć pracowników, którzy dążą do celu z dużą determinacją i będą w stanie z powodzeniem sprzedawać rozwiązania należące do najlepszych technologii przetwarzania w chmurze na świecie.

Kandydaci już teraz mogą składać podania na szereg stanowisk w całym regionie EMEA na stronie inicjatywy „Change Happens Here” pod adresem oracle.com/experience. Oracle poszukuje absolwentów uczelni wyższych, którzy są autentycznie zainteresowani technologią i z pasją podchodzą do transformacji, jaką chmura może zainicjować w przedsiębiorstwach.

„Nasz segment rozwiązań do przetwarzania w chmurze rozwija się z niesamowitą szybkością, jest to więc właściwy moment na wprowadzenie do naszej firmy nowego pokolenia utalentowanych ludzi” — powiedział Tino Scholman, wiceprezes Oracle, szef działu Oracle Cloud w regionie EMEA. „Zależy nam na zatrudnieniu inteligentnych osób nastawionych na budowanie relacji i mających silną motywację wewnętrzną, które potrafią wesprzeć naszych klientów w transformacji biznesowej i czerpią prawdziwą satysfakcję z osiągania znakomitych wyników. Różnorodność należy do podstawowych elementów wyjątkowej kultury Oracle. Chcemy umożliwić 1000 utalentowanych ludzi zmianę ich życia zawodowego na lepsze i dostęp do najlepszych szkoleń i programów rozwoju. Chcemy im też zaoferować szansę na przyspieszenie ich karier dzięki pracy u najszybciej rozwijającego się dostawcy platformy chmury w samym centrum cyfrowej zmiany pokoleniowej”.

Rynki czekają już na wyniki posiedzeń BOJ i ECB

Słowa szefa republikańskiej większości w Senacie o tym, że prace nad nową ustawą o ubezpieczeniach zdrowotnych zostaną najpewniej wznowione dopiero po wyborach w listopadzie 2018 r. tylko pozornie zamykają ten temat.

Teraz kluczowe będzie to, czy uda się uchylić kosztowny system Obamacare, co pozwoliłoby wygospodarować nieco oszczędności w budżecie pod gospodarcze ustawy Donalda Trumpa. Republikanie będą mieć jednak świadomość, że skasowanie projektu Obamy bez jednoczesnego przyjęcia nowych rozwiązań, pozostawi część obywateli bez opieki zdrowotnej, co najpewniej skrupulatnie wytkną im Demokraci w przyszłorocznej kampanii wyborczej.

Pytanie, zatem czy się na to zdecydują, albo – co zaoferują w zamian, aby wygrać kolejne wybory. W ostatnich wpisach dawałem do zrozumienia, że na razie bilans dokonań Kongesu i prezydenta wypada blado, co może stworzyć problemy w wyborach w przyszłym roku. Dlatego kluczowe stają się losy ustaw podatkowych, oraz zakładających deregulację gospodarki. Należy oczekiwać, że Republikanie będą zdeterminowani zamknąć temat do końca roku, pytanie tylko w jakiej formie.

Dyskusje nad kształtem projektu (a zarazem też nad jego pewnymi modyfikacjami) będą prowadzone na jesieni i wtedy najpewniej będą przedmiotem uwagi rynków finansowych. Nie jest łatwo ocenić na ile inwestorzy uwzględnili już fakt, że przedstawione na początku propozycje podatkowe będą najpewniej nieco zmienione, a na ile będzie to dla nich zaskoczeniem. To jednak może być jeden z kluczowych tematów dla dolara.

Dzisiaj amerykańska waluta próbuje nieznacznie odbijać w głównych zestawieniach, ale trudno do tego podchodzić inaczej, niż w kategorii zwyczajnej, technicznej i to raczej krótkoterminowej korekty. Nie jest wykluczone, że dolar będzie silniejszy słabością innych walut.

Taka możliwość może pojawić się na USD/JPY, gdyż Bank Japonii, który rozpoczął dzisiaj dwudniowe posiedzenie raczej nie dokona na nim rewolucyjnych, „jastrzębich” zmian. Rynek zgodnie oczekuje utrzymania bez zmian dotychczasowych parametrów w polityce monetarnej, w tym swojego podejścia w temacie tzw. kontroli krzywej rentowności (to oznacza, że celem dla 10-letnich obligacji pozostanie poziom rentowności w okolicach 0,0 proc.).

Inwestorzy nie wykluczają natomiast możliwości podwyższenia prognoz dla gospodarki, ale nie w kluczowym aspekcie inflacji – tutaj oczekiwania mogą zostać obniżone, co postawi pod znakiem zapytania możliwości osiągnięcia celu na poziomie 2 proc. w roku finansowym 2018.

Drugi temat to EUR/USD ze względu na czwartkowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. Pisaliśmy już o tym, że jednej strony oczekiwania związane z możliwymi zmianami w polityce ECB w 2018 r. są słuszne, ale projektowana przez rynki skala potencjalnych posunięć, a zwłaszcza ich timing, mogą być nadmierne.

Mario Draghi raczej będzie robił jutro wszystko, aby stonować oczekiwania rynku przed wrześniowym posiedzeniem, które będzie mocno wyczekiwane przez uczestników rynku. To może dać pretekst do korekty euro. Analiza techniczna EUR/USD nie wyklucza jednak możliwości podejścia pod 1,16 (a nawet 1,1615, czyli szczytu z maja ub.r.) jeszcze przed jutrzejszą konferencją Draghiego, która będzie po zakończeniu posiedzenia ECB.

Tej koncepcji sprzyja dzisiejsze odbicie się od górnego ograniczenia klina wzrostowego, który został wczoraj zanegowany (okolice 1,1510-1,1515). Dopiero zejście poniżej tych poziomów będzie sugerować, że EUR/USD wytraca impet wzrostowy w krótkoterminowym okresie.

Powyższy tekst stanowi wyraz osobistych opinii i poglądów autora i nie powinien być traktowany jako rekomendacja kupna bądź sprzedaży papierów wartościowych.

Sporządził: Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ

Przed ECB: w żółwim tempie ku normalizacji

ECB powoli zmierza do normalizacji polityki pieniężnej i usunięcie gołębiego nastawienia w odniesieniu do programu QE jest możliwe już w lipcu. Jednocześnie Rada Prezesów nie ma interesu w podsycaniu aprecjacji EUR i wzrostu rentowności obligacji skarbowych, więc na konferencji prasowej prezes Draghi może szukać okazji do zrównoważenia przekazu. W rezultacie na koniec dnia EUR może nic nie zyskać.

Decyzja Europejskiego Banku Centralnego zostanie ogłoszona w czwartek 20 lipca o 13:45. My i konsensus oczekujemy braku zmian w parametrach polityki pieniężnej (stopa referencyjna: 0 proc., stopa depozytowa: -0,4 proc., program QE: 60 mld EUR/mies.) Na 14:30 zaplanowana jest konferencja prasowa prezesa ECB M. Draghiego.

ECB powoli zmierza do normalizacji polityki pieniężnej. Redukcja programu skupu aktywów (obecnie wynosi 60 mld EUR miesięcznie) w ciągu kolejnych kilku miesięcy jest nieunikniona, w przeciwnym wypadku bank doprowadzi do sytuacji, kiedy posiada więcej niż 33 proc. obligacji danego kraju dopuszczonych do obrotu, tym samym złamie nałożone ograniczenia. Jednak wśród członków Rady Prezesów ECB nie ma jeszcze pełnie zgody co do kierunku i tempa zmiany nastawienia, choć ostatnie tygodnie wskazują, że jest coraz bliżej konsensusu. Wzrost zaufania do siły ożywienia gospodarczego pozwolił już usunąć z komunikatu otwartość do obniżania stóp procentowych. Z drugiej strony jednak niepewność o przyszłą ścieżkę długoterminowej inflacji powstrzymuje przed bardziej agresywnym zwrotem.

Mimo to Rada Prezesów wysłała już sygnał, że nie później niż w październiku ujawni swój plan na program skupu aktywów w 2018 r. (na ten moment skup obligacji jest ustalony tylko do grudnia 2017 r.). Wrześniowe posiedzenie wydaje się do tego najbardziej odpowiednie, gdyż ECB będzie mógł się podeprzeć wówczas dostępnymi nowymi prognozami makroekonomicznymi. Zatem co zostaje dla najbliższego posiedzenia? Dobrym przygotowaniem podłoża dla wrześniowego wygaszania QE byłoby porzucenie gołębiego nastawienia wobec programu skupu aktywów poprzez usunięcie z komunikatu fragmentu o „gotowości do zwiększenia w rozmiarze i/lub okresie trwania”. Naszym zdaniem przynajmniej zamknięcie drogi dla zwiększania wolumenu miesięcznych zakupów pozwoliłoby na rozłożenie rynkowego napięcia w oczekiwaniu na wrześniową decyzję. W przeciwnym wypadku ECB musiałby liczyć się z gwałtowniejszym skokiem EUR i rentowności, kiedy przedstawi ramy wygaszenia QE.

Taki wydźwięk czwartkowej decyzji powinien być z zadowoleniem przyjęty przez kupujących EUR, choć trzeba pamiętać, ze cześć oczekiwań jest już w cenach. Dla podtrzymania wzrostów ważne będzie także, jak ECB odpowie na ostatni rozwój wypadków na rynkach finansowych (aprecjacja euro, wzrost rentowności obligacji skarbowych). Niektórzy członkowie Rady Prezesów mogą być zaniepokojeni skalą reakcji na sygnalizowaną przez ECB zmianę nastawienia. Z drugiej strony, w protokole po czerwcowym posiedzeniu banku można przeczytać, że Rada oczekuje pewnej formy zaostrzenia warunków finansowych. Jednocześnie w interesie ECB jest nie podsycać rynkowej reakcji, stąd nie można wykluczyć, że na konferencji prasowej prezes Draghi będzie szukał sposobu, by zrównoważyć w jakiś sposób usunięcie gołębiego nastawienia w sprawie programu QE. Spodziewamy się, że Draghi może położyć nacisk na niepewność otaczającą ścieżkę inflacji i konieczność utrzymania elastyczności polityki monetarnej dopóki nie pojawi się więcej dowodów, że cel 2 proc. jest w zasięgu. Najbardziej gołębim impulsem byłoby stwierdzenie, że termin pierwszej podwyżki stóp procentowych jest bardzo odległy i daleki od momentu, kiedy program QE zostanie wygaszony (co naszym zdaniem nastąpi w czerwcu 2018 r.). Rynek obecnie pozostaje bardziej optymistyczny w tej kwestii, naszym zdaniem niesłusznie.

Podsumowując, ECB najlepiej chciałby, aby lipcowe posiedzenie przeszło bez echa i w spokoju można było zebrać więcej informacji z gospodarki do czasu wrześniowego spotkania. Mimo to rynek zdaje się przywiązywać więcej uwagi do jastrzębich wzmianek i na nie będzie reagować w pierwszej chwili. Tekst komunikatu oferuje na to szanse, ale jeśli dalej na konferencji Draghi będzie szukał okazji, by schłodzić rynek, finalnie EUR może kończyć dzień spadkami.

Konrad Białas, Główny Ekonomista, Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Kurs dolara odrabia część strat, funt nadal stosunkowo słaby

Dolar odrabia część strat, ale rynek wyraźnie czeka na jutrzejsze posiedzenie EBC. Funt nadal stosunkowo słaby przed odczytami o sprzedaży detalicznej. Solidny wzrost wynagrodzeń w polskiej gospodarce. Ważna publikacja GUS dotycząca produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej. Złoty lekko traci na wartości. USD/PLN testuje okolice 3.65.

Najważniejsze dane makro (czas CET – środkowoeuropejski). Szacunki danych makro są na podstawie informacji z Bloomberga, chyba że zaznaczono inaczej.

  • 14.00: Produkcja przemysłowa oraz budowolano-montażowa z Polski (szacunki: odpowiednio +3.9% r/r oraz +9.8% r/r)
  • 14.00: Sprzedaż detaliczna z Polski (szacunki: +6.8% r/r)
  • 14.30: Pozwolenia na budowę domów w USA oraz rozpoczęte inwestycje (szacunki: odpowiednio 1.2 miliona oraz 1.16 miliona w ujęciu zanualizowanym)

Wyczekiwanie

Od wczorajszych wieczornych szczytów EUR/USD w okolicach poziomu 1.1580 główna para walutowa powoli traci na wartości. Na początku europejskiej sesji została nawet przetestowana granica 1.1520. Nieco wsparcia dla euro mogła jednak dostarczyć depesza Bloomberga

Agencja informacja, powołując się na anonimowe źródła w EBC twierdzi, że bank centralny analizuje scenariusze na temat jesiennej decyzji dotyczącej luzowania ilościowego. To z jednej strony może oznaczać, że jutrzejsze posiedzenie powinno być stosunkowo neutralne (negatywna informacja dla euro), ale z drugiej podczas konferencji prasowej Mario Draghi może ujawnić, że dyskusja na temat wygaszania QE już przebiega. W rezultacie więc sam komunikat prawdopodobnie nie zostanie zmieniony, ale sesja pytań&odpowiedzi z prezesem EBC może zmniejszyć presję spadkową na euro.

W rezultacie więc EBC może mieć problemy z wyhamowaniem presji wzrostu na euro, mimo że EUR w ostatnich dniach jest na najwyższych poziomach do koszyka walut wchodzących w skład wymiany handlowej ze strefą euro, od końca 2014 roku. Jej niespełna 5 procentowa aprecjacja od połowy kwietnia może stanowić przeszkodę w osiągnięciu celu inflacyjnego, a także zbyt mocno stymulować import, wpływając przy tym także negatywnie na wzrost PKB.

Z kolei po niższych od oczekiwań danych o inflacji z Wielkiej Brytanii funt nie jest w stanie odrabiać strat (zwłaszcza do nieco mocniejszego dolara). W poniedziałek rynek wyceniał prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych przez BoE o 25 pkt bazowych na 50 proc., a dziś to jest to mniej niż 40 proc. Gdyby jutrzejsze odczyty o sprzedaży detalicznej na Wyspach zawiodły, można oczekiwać dalszej przeceny szterlinga.

Słaby dolar pomaga wielu walutom

Przez ostatni tydzień dolar stracił około 1 proc. wartości do euro. Jednak mimo względnej siły europejskiej waluty, wiele walut krajów rozwijających się również aprecjonowało do EUR. Południowoafrykański rand czy południowokoreański won wzmocniły się do euro o około 1.5 proc. Pół procenta mocniejszy jest brazylijski real, meksykańskie peso, rosyjski rubel czy polski złoty.

Dobrze to pokazuje z jednej strony silną pozycję walut surowcowych (wyższa wycena ropy i niektórych metali przemysłowych) oraz nadal stosunkowo optymistyczne perspektywy dla globalnej gospodarki (lepsza kondycja MXN, PLN, czy KRW). Warto jednak zauważyć, że te ruchy byłyby bardzo trudne do zrealizowania gdyby nie wyraźna presja deprecjacyjna amerykańskiej waluty oraz malejące szanse na dalsze zacieśnianie polityki pieniężnej w USA. Jeżeli natomiast ten trend się odwróci wtedy pozytywny sentyment do walut EM mógłby dość szybko się pogorszyć i to nie tylko w relacji do dolara, ale również np. do euro.

Lekka korekta na złotym

Od początku dzisiejszej sesji złoty nieco traci na wartości. Częściowo może to być rezultat nieco mocniejszego dolara, a częściowo korekta ostatniej aprecjacji. Ogólnie jednak sytuacja PLN nadal jest korzystna ze względu na dobry sentyment do walut krajów EM (więcej w poprzednich akapitach), a także rosnące szanse na rozpoczęcie poważniejszej dyskusji na temat podwyżek stóp procentowych w Polsce (wzrost wynagrodzeń w czerwcu wyniósł 6% r/r).

Dziś po południu uwagę przykują dane z krajowej gospodarki za czerwiec. Ze względu na jeden dzień roboczy mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku produkcja przemysłowa może być stosunkowo nisko (konsensus +3.9% r/r vs w maju +9.1% r/r). Sprzedaż detaliczna powinna być w mniejszym stopniu narażona na wpływ dni roboczych i prawdopodobnie będzie blisko granicy 7% r/r między innymi dzięki silnemu wzrostowi wynagrodzeń.

Na ryzyko znacznego zaskoczenia narażona jest natomiast produkcja budowlano-montażowa. Konsensus wynosi 9.8% r/r, ale zakres szacunków jest pomiędzy 6.0% , a 13.6%. Biorąc pod uwagę nadal ograniczony napływ środków unijnych oraz fakt mniejszej ilości dni roboczych, raczej można oczekiwać niższych od oczekiwań danych niż wynika to z mediany szacunków Bloomberga. Ogólnie jednak te dane nie powinny mieć kluczowego wpływu na PLN i korekta na złotym, nawet w przypadku nieco słabszych odczytów, nie powinna się dramatycznie powiększyć.

autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Bot pomoże wybrać kredyt w Credit Agricole

Credit Agricole uruchomił dla swoich klientów specjalnego chatbota, który pomoże w zbieraniu wniosków kredytowych na platformie Facebook Messenger. Za realizację projektu odpowiadają 18 Havas Warsaw, wyspecjalizowana w innowacyjnej komunikacji marketingowej jednostka Havas Media Group oraz startup Wandlee.

KrEdytkaBoty coraz śmielej wkraczają w naszą rzeczywistość, a wraz z nowym narzędziem stworzonym dla Credit Agricole będą pomagać również w zbieraniu wniosków kredytowych. 18 Havas Warsaw, jednostka działająca w ramach Havas Media Group, której zadaniem jest tworzenie innowacyjnych rozwiązań komunikacyjnych i biznesowych m.in. we współpracy ze startupami, wykorzystała sztuczną inteligencję w bankowości.
Eksperci 18 Havas Warsaw wraz z firmą Wandlee stworzyli dla banku chatbota o nazwie KrEdytka. Użytkownicy platformy Facebook Messenger będą mogli porozmawiać z wirtualnym doradcą Credit Agricole, określając swoje potrzeby w zakresie kredytów gotówkowych. Bot zapyta ich o cel kredytowy, wysokość kredytu oraz preferowany okres spłaty – po czym przekaże te informacje do działu obsługi klienta w banku. Dzięki temu konsultanci Credit Agricole otrzymają pełniejszy zestaw informacji o potencjalnym kliencie i będą mogli lepiej dopasować propozycję kredytową do jego oczekiwań. KrEdytka przyjmie również zgłoszenia problemów, które przekieruje natychmiast do działu obsługi.

– Media społecznościowe to przestrzeń, w której klienci poszukują obecnie nie tylko rozrywki, ale również informacji i bezpośredniego dostępu do usług. Uruchamiając KrEdytkę wchodzimy w obszar tzw. conversational commerce, który jest wciąż jeszcze stosunkowo nowy. KrEdytka to dla nas nie tylko potencjalny nowy kanał sprzedaży naszych produktów, ale też narzędzie, które dostarczy nam wiedzy i informacji o grupie docelowej – mówi Anna Płachta, dyrektor ds. digital marketingu w banku Credit Agricole. Platforma Facebook Messenger to nowe medium dla biznesu, które m.in. dzięki takim narzędziom jak chatboty staje się coraz bardziej popularne, wpisując się idealnie w trend conversational commerce. Wg obecnych danych platforma Messenger ma 1,2 mld użytkowników globalnie, a internauci korzystają z komunikatorów częściej niż z aplikacji społecznościowych.

Dominik Komar, Head of 18 Havas w Havas Media Group komentuje: Boty konwersacyjne mogą znaleźć zastosowanie w obsłudze klienta, wyręczając konsultantów w wykonywaniu prostych i powtarzalnych prac – takich jak informacje o produktach i usługach, rezerwacja wizyt, obsługa reklamacji czy informacje o statusie zamówień. Przetwarzanie takich zapytań jest zwykle czasochłonne i stanowi wysoki udział kosztów contact center. Wedle naszych obliczeń chatboty mogą zmniejszyć koszty obsługi klienta blisko 30-krotnie, co wydaje się argumentem nie do pominięcia, zwłaszcza w tak dynamicznie rosnących branżach, jak e-commerce. Jesteśmy cały czas na początku drogi wykorzystującej ten kanał komunikacji na szeroką skalę, musimy więc być świadomi tego, że w wielu obszarach automaty nie są jeszcze w stanie zastąpić człowieka. Bez prób jednak niczego się nie nauczymy, warto więc stawiać pierwsze kroki, wspólne zbierać doświadczenia oraz dzielić się wiedzą. W najbliższych latach częstotliwość kontaktu klientów z inteligentną technologią, czy to za pośrednictwem komunikacji tekstowej, czy głosowej, będzie cały czas rosnąć. Jest zatem duża szansa, że wiedza zebrana dzisiaj szybko zaprocentuje.

Możliwości bota można wypróbować logując się do Facebook Messenger przy pomocy tego linka https://www.credit-agricole.pl/kredytka

Statystyczny portret Polaka, który zaciąga kredyt na leczenie

Najwięcej zapytań o ratalne finansowanie leczenia i zabiegów medycznych dotyczy  stomatologii (66 proc.), okulistyki (18 proc.) oraz operacji plastycznych i estetycznych (18 proc.). Tak wynika z danych* Medical Finance Group, właściciela marki MediRaty, która od ponad 5 lat finansuje zabiegi medyczne w Polsce. Firma przeanalizowała deklaracje otrzymywane we wnioskach składanych przez Internet i porównała wyniki za I kwartał 2016 i 2017 roku. Kto najczęściej decyduje się na pożyczkę finansującą leczenie lub zabiegi medyczne? Jakie kwoty pożyczają Polacy? Czy wśród wnioskodawców dominują kobiety, czy mężczyźni?

Najczęściej finansowanym obszarem wciąż pozostaje stomatologia (66 proc.). Tutaj prym wiedzie implantologia i protetyka (32 proc.), ortodoncja (21 proc.) oraz inne, np. stomatologia zachowawcza i estetyczna (13 proc.). – Największy wzrost zapytań dotyczył rehabilitacji (65 proc.), leczenia uzależnień (53 proc.), leczenia bezpłodności (33 proc.) i ortopedii (22 proc.). Trzeba jednak pamiętać, że wszystkie te obszary wciąż stanowią niewielki procent wszystkich zapytań od klientów (łącznie około 10 proc.) – podkreśla Krzysztof Sokalski, Prezes Medical Finance Group MediRaty.

Kim są wnioskujący?

Aż 50 proc. wnioskodawców deklaruje, że nie ma innych zobowiązań wobec banków lub instytucji finansowych, a 25 proc. spłaca miesięcznie nie więcej niż 500 zł wszystkich rat kredytów i pożyczek. Wnioskujący – w większości przypadków – prowadzą gospodarstwa domowe, w których wszyscy członkowie mogą się samodzielnie utrzymać. Tylko 20 proc. osób ma na utrzymaniu jedną lub więcej osób. Większość z wnioskodawców (70 proc.) stanowią pracownicy etatowi, tylko 10 proc. to osoby zatrudnione na umowę o dzieło/zlecenia, kolejne 10 proc. prowadzące własną działalność gospodarczą. Pozostałe 10 proc. to renciści, pracownicy na kontraktach i inni.

Warto odnotować, że wśród wnioskujących dominują kobiety (75 proc.). Prym wiodą osoby w wieku 36-50 lat  stanowiące blisko 40 proc. pacjentów składających wnioski o pożyczkę na leczenie. – W tej grupie wiekowej znajdują się osoby, które mogą skupić się na swoich potrzebach i jednocześnie dysponują dochodami pozwalającymi na korzystanie z prywatnych usług stomatologicznych czy estetycznych – podkreśla Krzysztof Sokalski, Prezes Medical Finance Group i MediRaty.

Gdzie mieszkają?

Najwięcej wnioskodawców mieszka w województwach: mazowieckim (22 proc.), śląskim (20 proc.), dolnośląskim (14 proc.), wielkopolskim (11 proc.) i małopolskim (10 proc.). W tych regionach znajduje się również najwięcej placówek medycznych i klinik. Pozostałe województwa jednak szybko doganiają te z bardziej rozwiniętą infrastrukturą usług. Najbardziej widać to po woj. podkarpackim, pomorskim i zachodniopomorskim.  Z kolei zapytania od klientów z województwa lubelskiego stanowią tylko 1.5 proc wszystkich zapytań.

Ile zarabiają i ile pożyczają?

Z danych zebranych przez MediRaty wynika, że największy przyrost wniosków (aż 33 proc. w skali roku) zaobserwowano wśród osób zarabiających od 3500 do 5000 zł netto miesięcznie. Większość zapytań (blisko 70 proc.) pochodzi jednak od osób, których dochody nie przekraczają 2500 zł netto, a 13 proc. od osób, których zarobki są niższe niż 1500 zł netto miesięcznie. – Klienci, dysponując wyższymi zarobkami, coraz częściej rozważają korzystanie z komercyjnych usług stomatologicznych, estetycznych i medycznych. W grupie z niższymi zarobkami jest natomiast największy popyt na finansowanie usług poprawiających stan zdrowia i urody, a tego typu decyzje często są traktowane jak inwestycja w siebie – wyjaśnia Krzysztof Sokalski z Medical Finance Group i MediRaty.

Średnia kwota finansowania zabiegów w systemie MediRaty w I kwartale br. wynosiła 5200 zł, najniższe zaciągnięte zobowiązanie to 450 zł, a najwyższe 50 000 zł. Pacjenci coraz częściej decydują się na procedury, które wykorzystują nowoczesne technologie i są kosztowne, ale gwarantują doskonałe efekty.

* Medical Finance Group/MediRaty przygotowały zestawienie obejmujące I kwartał 2016 i 2017 roku oraz wybrane miesiące (VII-XII) 2017 roku.

Toyota USA zainwestowała miliard dolarów w nową siedzibę główną w Teksasie

Toyota Motor North America otworzyła nową siedzibę główną w Plano w Teksasie. Kompleks otrzymał platynowy certyfikat od U.S. Green Building Council za ekologiczne rozwiązania i korzystanie wyłącznie z energii odnawialnej.

Trzy lata temu Toyota ogłosiła inicjatywę „One Toyota”, której celem była lepsza koordynacja działań firmy w Ameryce Północnej. Do tego celu miało doprowadzić m.in. zebranie najlepszych inżynierów oraz specjalistów od sprzedaży, marketingu, finansów i działań korporacyjnych w jednym miejscu. Dlatego Toyota zainwestowała miliard dolarów w nową siedzibę główną w Plano w Teksasie. Kampus zajmuje powierzchnię 100 akrów. Pracują w nim tysiące specjalistów Toyoty, którzy przenieśli się do Teksasu z Kalifornii i Kentucky.

60 lat Toyoty w USA

W tym roku Toyota obchodzi 60-lecie swojej działalności w USA. Przez 6 dekad firma na dobre wrosła w amerykański rynek i współtworzy kulturę korporacyjną tego kraju. Obecność Toyoty w Ameryce to 23,4 mld bezpośrednich inwestycji, 10 fabryk w różnych stanach, niemal 1500 salonów sprzedaży marek Toyota i Lexus oraz 136 000 pracowników koncernu i sieci dilerskiej.

Nowa siedziba to tylko część pięcioletniego planu inwestycji Toyoty w USA o wartości 10 mld dolarów, który obejmuje także modernizację fabryk Toyoty zgodnie z zasadami Toyota New Global Architecture. Pierwszym samochodem produkowanym w USA według tej architektury jest Toyota Camry 8. generacji.

W nowej siedzibie głównej Toyoty znajdzie pracę 4000 osób. Do pracowników, którzy przenieśli się z dotychczasowych biurowców firmy dołączy 1000 nowych członków zespołu, przede wszystkim z Teksasu. Toyota zapełniła już 75% nowych miejsc pracy.

„Otwarcie nowej siedziby w Plano to wyjątkowy krok w 60-letniej historii Toyoty w USA” – powiedział Jim Lentz, CEO Toyota Motor North America. – „Nowy zespół będzie się składał ze specjalistów z 4 różnych ośrodków. Jesteśmy przekonani, że praca pod jednym dachem wzmocni współpracę, innowacyjność i przyspieszy podejmowanie decyzji”.

Ekologiczne budownictwo

Nowy kampus Toyoty składa się z 7 budynków, zaprojektowanych w taki sposób, aby ułatwić kontakty i wzmocnić innowacyjność. W nowoczesnym kompleksie nie mogło także zabraknąć miejsc do rekreacji i sportu. To co wyróżnia ten ośrodek na tle biurowców na całym świecie, to standardy ekologiczne, dzięki którym nowa siedziba Toyoty uzyskała od U.S. Green Building Council certyfikat LEED Platinum. Amerykańska Rada Ekologicznego Budownictwa doceniła kompleks za projekt terenów zielonych uwzględniający naturalny ekosystem, system zbierania deszczówki o pojemności 1,5 mln litrów, zespół 20 000 paneli słonecznych dostarczających 8,79 megawata energii oraz wykorzystanie wyłącznie energii odnawialnej – zarówno z własnych paneli, jak i z lokalnych elektrowni wiatrowych.

Jak międzynarodowe przejęcia wpływają na polskie firmy?

W funkcjonowanie każdej działalności biznesowej wpisane jest dążenie do rozwoju i wzrostu przedsiębiorstwa. Cel ten można osiągać bazując na zasobach i umiejętnościach własnych, bądź klasycznie rozumianych inwestycjach kapitałowych. Alternatywą są fuzje i przejęcia przedsiębiorstw (mergers and acquisitions, M&A). Nie są to procesy nowe – towarzyszą rozwojowi gospodarki od połowy XIX w., więc od czasu powstania masowej produkcji i dużych przedsiębiorstw.

Jak podaje Forbes, wartość dziesięciu największych transakcji na rynku fuzji i przejęć w Polsce w samym 2016 roku sięgnęła 41 mld złotych. W sumie tego rodzaju transakcji w było w naszym kraju w ubiegłym roku 279[1]. Potencjał tej ścieżki rozwoju doskonale rozumie Grupa ASSA ABLOY. Po doświadczeniu udanego przejęcia Mercor Doors – największego w Polsce i jednego z największych w Europie dostawców oddzieleń przeciwpożarowych, podpisała w lutym umowę zakupu LOB S. A. – czołowego producenta zamków mechanicznych i właściciela najbardziej rozpoznawalnej marki w tej branży w Polsce.

— Akwizycje to ważna część naszej strategii zwiększania udziału w rynku. W ciągu ostatnich 10 lat dokonaliśmy 148 przejęć, przy czym koncentrowaliśmy się na rynkach wschodzących, uzupełniając bieżącą ofertę oraz dodając nowe technologie i rozwiązania w kluczowych obszarach oferty — mówi Achim Haberstock.

Szwedzka firma zadomowiła się na polskim rynku i – jak przyznaje Bartosz Kaczorowski, dyrektor zarządzający ASSA ABLOY Mercor Doors – trwają rozmowy na temat kolejnych przejęć.

Akwizycje jako element strategii rozwoju firmy jest naturalnym następstwem globalizacji oraz próbą sprostania narastającej konkurencji. Pozwala zrealizować rozmaite cele i zadania, takie jak wzrost firmy, osiągnięcie przewagi konkurencyjnej, poszerzenie rynku lub asortymentu czy obniżenie ryzyka działalności. Rezultaty przejęć dostrzegalne są przede wszystkim w dwóch obszarach – działalności operacyjnej i wynikach finansowych połączonych firm.

Efekt synergii

Znaczną część korzyści płynących z pomyślnie przeprowadzonej akwizycji wiązać należy z efektem synergii. Zgodnie z tą regułą, którą w skrócie można zapisać jako “2+2=5”, wspólne działanie wszystkich składowych jest znacznie wydatniejsze od poszczególnych części z osobna. Efekt synergii (obowiązujący w każdej dziedzinie) w ekonomii oznacza osiąganie większych korzyści, dzięki odpowiedniemu połączeniu wszystkich części składowych. Dotyczy to m.in. przejęć. Wskutek efektu synergii zwiększa się wydajność pracy, a zmniejszeniu ulegają koszty. Pozwala to zwiększyć dynamikę rozwoju i zmniejszyć ryzyko działania. Przejęcie oznacza również dostęp do unikatowych zasobów oraz pozyskanie nowych rynków zbytu (nowych kanałów dystrybucji i grup klientów), a przez to poprawę możliwości konkurowania.

Decyzja o przeprowadzeniu transakcji wiąże się nierzadko z obarczeniem szeregiem trudności i niemałym ryzykiem. Podmioty uczestniczące w przejęciu biorą nie siebie dużą odpowiedzialność za skuteczne przeprowadzenie sprzedaży i licznych jej następstw. – Powiększanie się Grupy ASSA ABLOY to dla nas duży powód do radości.  Im więcej podmiotów, tym silniejsza grupa. A grupa to solidarne działanie i wspólne korzyści – mówi Bartosz Kaczorowski. – Mamy przy tym świadomość, że takie transakcje wymagają ogromnej staranności. Proces łączenia musi zostać poprzedzony gruntowną analizą na każdej możliwej płaszczyźnie, tzw. due diligence, przeprowadzaną przez profesjonalnych doradców. Konieczne jest też wdrożenie optymalnego procesu integracji z nabytą firmą, tak by nowy w grupie podmiot w szybkim tempie w pełni uzyskał efekty synergii z przejęcia – dodaje.

Akwizycja niesie ze sobą wiele korzyści dla obu stron transakcji jako podmiotów gospodarczych, ale również daje liczne szanse kadrze pracowniczej. Kariera w dużym, rozwijającym się przedsiębiorstwie o silnym umocowaniu na rynku czy połączenie ciekawych zmian i wyzwań bez konieczności przenosin i utrzymaniu dotychczasowego środowiska pracy to tylko część z nich.

Polski rynek fuzji i przejęć wciąż wyróżnia się istotnie dużym potencjałem. Wg raportu “M&A Index Poland – Fuzje i przejęcia w 2016 roku”[2], choć w ubiegłym roku odnotowano mniejszą liczbę transakcji, na polskim rynku fuzji i przejęć padł rekord, jeżeli chodzi o wartość transakcji. Wg ekspertów Fordata, na tle regionu Europy Środkowo-Wschodniej, pod względem liczby transakcji wciąż jednak najlepiej wypada Polska, a pod względem ich wartości – Rosja. Zdaniem analityków rynek jest stabilny i może się rozwijać. Sprzyjać temu może choćby niski kurs złotego, dzięki któremu wyceny polskich spółek dla inwestorów zagranicznych stają się bardziej atrakcyjne.

Ocenia się, że rynek M&A w Polsce może znacznie przyspieszyć wraz z falą sukcesji pokoleniowej w polskich firmach rodzinnych. Jako jeden z powodów relatywnie jeszcze niewielkiej liczby transakcji podaje się mentalność właścicieli spółek, emocjonalnie związanych ze swoimi biznesami, które zakładali na początku lat 90, tuż po przemianie ustrojowej.

Rynek akwizycji stanowi dla inwestorów przestrzeń wielu wyzwań. Z jednej strony przejęcie to atrakcyjna droga rozwoju pozwalającą na fuzję doświadczeń, z drugiej – wymaga ostrożności i starań celem eliminacji ryzyka. Nie jest to jednak w biznesie sytuacja odosobniona. W takich przypadkach sprawdza się łacińska dewiza “Nec temere, nec timide” – “Odważnie, ale z rozwagą”.

[1] Emerging Europe M&A Report 2016/17, CMS, 2017

[2] http://fordata.pl/wp-content/uploads/2016/12/Raport_MA_Index_Poland_2016.pdf

Zatrudnienie i płace idą w górę, ale nie wszędzie

Przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zwiększyło się w czerwcu o 4,3 proc. i po raz pierwszy w historii przekroczyło poziom 6 mln osób (licząc jedynie firmy zatrudniające powyżej 9 pracowników). To wzrost nieco słabszy niż miesiąc wcześniej, jednak zgodny z oczekiwaniami analityków. W ciągu miesiąca w firmach przybyło 11,1 tys. osób, a w porównaniu do czerwca 2016 r. było ich więcej o 248,5 tys.zatrudnienie

Aż o 6 proc. w górę poszło średnie miesięczne wynagrodzenie brutto, osiągając poziom 4508 zł. To największy skok średniej płacy od stycznia 2012 r. Wówczas wynagrodzenie wzrosło nominalnie o 8,1 proc., ale był to jednorazowy wyskok. Regularnie tak wysoką dynamikę płac notowano wcześniej w 2008 r., a więc w szczycie poprzedniego boomu gospodarczego. Także w ujęciu realnym, czyli po uwzględnieniu inflacji, czerwcowy wzrost przeciętnego wynagrodzenia, wynoszący 4,5 proc., był wyższy niż w poprzednich miesiącach, choć nie tak wysoki, jak w ubiegłym roku, gdy wspierany był przez spadek wskaźnika cen towarów i usług konsumpcyjnych. Ekonomiści spodziewali się wzrostu płacy nominalnej o 5 proc. Dane GUS potwierdzają korzystne tendencje na rynku pracy. Na razie nie zmienią one prawdopodobnie retoryki Rady Polityki Pieniężnej, jednak w przypadku utrzymywania się zwiększonej presji płacowej, można się spodziewać nasilenia opinii o możliwości wcześniejszej niż dotąd sygnalizowano podwyżki stóp procentowych. Niedawno słychać było je wyraźnie w wypowiedziach dwóch przedstawicieli RPP.wzrost wynagrodzenia

Z opublikowanych dziś przez NBP wyników monitoringu sytuacji przedsiębiorstw wynika, że planowany przez firmy wzrost zatrudnienia jest bliski poziomowi najwyższemu w historii, notowanemu w 2008 r., co jednak nie przekłada się na zwiększenie presji na wzrost płac. Jedynie 15 proc. firm sygnalizuje naciski na podwyżki ze strony pracowników, a około 20 proc. zamierza podnieść wynagrodzenia w trzecim kwartale. Eksperci banku centralnego brak presji płacowej tłumaczą rosnącą liczbą chętnych do pracy obcokrajowców oraz wpływem programu 500+, poprawiającym sytuację materialną rodzin.

Według danych GUS w pierwszym kwartale obecnego roku najsilniej zatrudnienie rosło w administrowaniu i wspomaganiu działalności gospodarczej, zakwaterowaniu i gastronomii, produkcji pojazdów samochodowych, przyczep i naczep, produkcji skór i wyrobów ze skór, produkcji wyrobów tytoniowych oraz handlu i naprawach pojazdów samochodowych. Spadek zatrudnienia zanotowano z wydobywaniu węgla, produkcji wyrobów farmaceutycznych, wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię, gaz i wodę, produkcji odzieży, budownictwie inżynieryjnym oraz rolnictwie i leśnictwie.

Największy wzrost przeciętnego wynagrodzenia miał miejsce w handlu detalicznym, handlu i naprawach samochodów, produkcji pozostałego sprzętu transportowego, produkcji odzieży, rolnictwie i leśnictwie. Średnia płaca obniżyła się w pierwszym kwartale w ubezpieczeniach i funduszach emerytalnych, transporcie wodnym, produkcji wyrobów tytoniowych oraz wytwarzaniu i zaopatrywaniu w energię, gaz i wodę. Warto też zwrócić uwagę na jedynie symboliczny wzrost płac w produkcji wyrobów farmaceutycznych, edukacji oraz działalności profesjonalnej, naukowej i technicznej, a więc w dziedzinach wymagającej wysokich kwalifikacji.

Roman Przasnyski
Główny Analityk GERDA BROKER

Optymistyczne nastawienie do akcji małych i średnich spółek

Maciej Kik, zarządzający subfunduszem UniAkcje Małych i Średnich Spółek Union Investment TFI
Maciej Kik, zarządzający subfunduszem UniAkcje Małych i Średnich Spółek Union Investment TFI

• Druga połowa roku będzie należeć do akcji małych i średnich spółek.

• Mniejsze spółki wspiera dobra sytuacja gospodarcza oraz pozytywne sygnały z rynku pracy.

„Jesteśmy optymistycznie nastawieni do akcji małych i średnich spółek. W drugiej połowie roku dadzą zarobić inwestorom”.

Banki nie będą motorem WIG20

Jednym z wiodących trendów I połowy 2017 r. było oczekiwanie na informacje związane z podwyżkami stóp procentowych w Polsce. Scenariusz ten jednak się oddalił nie dając wsparcia bankom, które obecnie nie są najmocniejszym ogniwem warszawskiego parkietu. Obciążają je niepewność sektora finansowego, na którą wpływ mają zmiany prawne, ryzyka regulacyjne oraz kwestie kredytów frankowych.

Duży potencjał akcji małych i średnich spółek Dobra sytuacja w gospodarce, na rynku pracy oraz silna pozycja konsumenta wspierają mniejsze spółki, których wyceny już teraz są korzystne. Jesteśmy optymistycznie nastawieni do akcji, na drugą połowę roku dużo bardziej na małe i średnie spółki. Można powiedzieć, że mWIG40 już teraz rokuje lepiej niż WIG 20.

Obecnie mamy do czynienia z kumulacją potencjalnie sporych ofert – IPO GetBacku oraz book building Play. Okres wakacyjny przynosi uspokojenie nastrojów oraz częściową nieobecność inwestorów na rynku, co prowadzi do swego rodzaju marazmu. Wraca pozytywny sentyment do rynków wschodzących (emerging markets). Chiny poluzowały swoją politykę, dzięki czemu znacząco wzrósł popyt na surowce, m.in. na stal. Wciąż trwa pozytywne nastawienie do rynku tureckiego. Czy możemy więc założyć, że WIG20 będzie teraz spokojny, a prym będą wiodły małe i średnie spółki? Uważamy, że tak właśnie będzie.

Słaby dolar wspiera giełdę. BNP Paribas ukarany w procederze manipulowania kursami walut

Rynek pracy w Polsce kolejny raz potwierdza bardzo dobrą kondycję. Słabnący dolar wręcz pomaga giełdom w USA. Kolejny bank ukarany w procederze manipulowania kursami walut.

Zatrudnienie i wynagrodzenia w Polsce

Wczoraj o godzinie 14:00 poznaliśmy dane na temat zmian wynagrodzeń oraz zatrudnienia. Zatrudnienie rośnie w ciągu roku zgodnie z oczekiwaniami o 4,3%. Wynik ten wskazuje, że obecne minima bezrobocia powinny zostać jeszcze pogłębione. Jest to bardzo dobra informacja dla rynków. Dla pracowników jest z kolei inna bardzo ważna informacja. Wynagrodzenia rosną o 6% w skali roku. To o cały procent powyżej oczekiwań. Dzięki temu średnia krajowa przekroczyła 4500 zł. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na dość istotne zjawisko jakim jest napływ przeważnie niżej wykwalifikowanych pracowników ze Wschodu. Pomimo zatrudniania dużej ilości osób na raczej niskich stawkach wynagrodzenia i tak osiągnęły 6% wzrostu oznacza to, że pensje już pracujących rosły nawet szybciej.

Słaby dolar wspiera giełdę

Wczorajszy dzień to również maksima na Nasdaq. Do wzrostu tego indeksu w dużej mierze przyczyniły się “dobre” wyniki Netflixa. Dlaczego używamy cudzysłowu? Ponieważ te dobre wyniki jeżeli zostaną utrzymane to firma w ciągu 100 lat nie zarobi swojej ceny. Jest to parametr sugerujący, że możemy mieć do czynienia z modą lub spekulacją. Warto również zwrócić uwagę na dodatkowy parametr. Relatywnie słaby dolar powoduje, że inwestycje w USA są po prostu tańsze. W rezultacie zagraniczni inwestorzy patrzą na potencjalne okazje inwestycyjne przychylniejszym okiem.

Kolejne kary za przekręty na walutach

Rezerwa Federalna ogłosiła karę w wysokości 246 milionów dolarów dla BNP Paribas. Jest to finał głośnej sprawy w której traderzy największych banków wspólnie manipulowali kursem walut.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 14:00 – Polska – produkcja przemysłowa i sprzedaż detaliczna,
  • 14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl