Stabilna sprzedaż samochodów osobowych w pierwszej części roku. Auta elektryczne z ponadprzeciętną dynamiką

Z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Pojazdów ACEA wynika, że z polskich salonów w pierwszym półroczu br. wyjechało 247 tys. nowych samochodów osobowych, o ponad 17% więcej niż rok temu. Czerwiec był 27. miesiącem wzrostu z rzędu w naszym kraju. W niezłej formie jest również sprzedaż w Unii Europejskiej, gdzie od stycznia do czerwca br. zarejestrowano ponad 8 mln osobówek (+4,7% r/r). Eksperci Exact Systems zwracają uwagę na ponadrynkowy wzrost sprzedaży aut elektrycznych oraz hybrydowych.

– Półroczne wyniki potwierdzają, że ubiegłoroczny i jednocześnie najwyższy w tym stuleciu rezultat sprzedaży samochodów to nie jednorazowy pik, ale początek wzrostowego trendu. Co prawda czerwiec był pierwszym miesiącem w tym roku z jednocyfrową dynamiką, ale i tak okazał się najlepszym czerwcem od kilkunastu lat. Jednocześnie warto zwrócić uwagę na ponadrynkową dynamikę rejestracji aut z napędem elektrycznym i hybrydowym, które stanowią doskonałą alternatywę wobec diesli, szczególnie dla osób najczęściej poruszających się po mieście. W pierwszym półroczu Polacy kupili 400 aut elektrycznych, czyli o jedną trzecią więcej niż rok wcześniej w tym samym czasie i 8,5 tysiąca hybryd, czyli +82,5% r/r. W związku z różnego rodzaju doniesieniami, zarówno z rynku polskiego, jak i państw UE, takich jak Francja czy Niemcy, liczymy, że pozytywny trend w tym obszarze będzie kontynuowany w kolejnych miesiącach – mówi Jacek Opala, członek zarządu Exact Systems.

Bardzo dobre półrocze w Polsce

W ciągu sześciu miesięcy tego roku, jak wynika z danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, Polacy zarejestrowali 247 014 nowych samochodów osobowych, czyli o 17,2% więcej niż w ciągu pierwszego półrocza 2016 roku.[1] Jeśli spojrzymy na strukturę kupujących nowe samochody osobowe w naszym kraju to zobaczymy, że aż 67,7% to firmy, a tylko 32,3% stanowią klienci indywidualni. Najchętniej kupowaną marką samochodową przez indywidualnych klientów w segmencie osobówek w minionym półroczu w Polsce była Toyota. Drugą pozycję zajęła Skoda, wyprzedzając Opla, który uplasował się na trzecim miejscu. Firmy natomiast najchętniej kupowały kolejno Skodę, Volkswagena i Toyotę.

W czerwcu br. w Polsce zarejestrowano 41 890 aut osobowych. Był to wzrost 27. miesiąc z rzędu (+8,6% r/r).

Stabilny wzrost w Unii Europejskiej

Wzrosty utrzymują się nie tylko w Polsce, ale w prawie całej Europie. W pierwszej części tego roku Europejczycy kupili 8 mln nowych osobówek (+4,7 r/r).[2] Na zielono możemy zaznaczyć wszystkie najważniejsze rynki europejskie takie jak Niemcy (+3%), Włochy (+9%), Hiszpanię (+7%) i Francję (+3%). Wyjątkiem jest Wielka Brytania z niewielkim spadkiem na poziomie 1%. W Unii Europejskiej najchętniej kupowaną marką od stycznia do czerwca tego roku pozostał Volkswagen.

– Podtrzymujemy naszą prognozę wyniku całorocznego na poziomie +15-20% r/r. Uzyskaniu takiej dynamiki powinny sprzyjać wciąż spadające bezrobocie oraz rosnący popyt konsumpcyjny, wzmacniany programem rządowym 500+ – mówi Jacek Opala z Exact Systems.

[1] http://www.pzpm.org.pl/Rynek-motoryzacyjny/Rejestracje-samochody-osobowe-i-dostawcze/Czerwiec-2017r

[2] Dane obejmujące państwa członkowskie Unii Europejskiej.

Spadki cen na metalach szlachetnych

Rynek obligacji dziś mocno odbija się na cenach metali szlachetnych. Polityka banków centralnych sprawiła, że inwestycje w złoto czy srebro przestały być aż tak atrakcyjne. – Ostatnimi czasy doszło do mocnego odbicia rentowności amerykańskich papierów, a to przełożyło się na ceny metali szlachetnych i rynek walutowy – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Dobrowolski z XTB. Więcej w materiale wideo.

Co czwarty pracownik czuje się słabo poinformowany o działaniach firmy. Dobra komunikacja wewnętrzna zwiększa szanse na sukces biznesowy

Co czwarty pracownik czuje się słabo poinformowany o działaniach firmy. Dobra komunikacja wewnętrzna zwiększa szanse na sukces biznesowy 1

Odpowiednia komunikacja wewnętrzna ma decydujący wpływ na wynik firmy: pracownicy wiedzą, jaki cel jest realizowany i jaki w tym jest ich udział. Jak wynika z badania emplo, ponad 70 proc. pracowników uważa, że sukces biznesowy nie jest możliwy do osiągnięcia bez partnerskiej i otwartej komunikacji na linii przełożeni – zespół, jednak więcej niż co czwarty nie czuje się wystarczająco poinformowany o działaniach firmy. Wielu wskazuje też na to, że chciałoby zabierać głos w sprawach ważnych dla ich organizacji.

– 71 proc. osób biorących udział w naszym badaniu potwierdziło, że skuteczna komunikacja wewnętrzna ma wpływ na biznesowy wynik firmy. Sami pracownicy widzą, jakie jest znaczenie komunikacji wewnętrznej dla funkcjonowania organizacji – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Anita Wojtaś-Jakubowska, dyrektor marketingu w emplo.

Badanie „Efektywność biznesowa zaczyna się od komunikacji wewnętrznej” pokazuje, że na wyniki firmy największy wpływ ma partnerska i otwarta komunikacja z pracownikami. Istotne znaczenie mają też jawność celów stawianych osobom i zespołom oraz możliwość zgłaszania pomysłów i usprawnień przez pracowników (po 35 proc.). Większość pracowników uważa, że za przepływ informacji powinni przede wszystkim odpowiadać menadżerowie (67 proc.).

– Rzeczywistość nie wygląda jednak tak różowo. W zaledwie co drugiej firmie menadżerowie rzeczywiście biorą udział w komunikacji wewnętrznej i za nią odpowiadają. 20 proc. pracowników potwierdziło, że nie ma wiedzy o tym, kto odpowiada za komunikację wewnętrzną w ich firmach – zaznacza Wojtaś-Jakubowska.

Co piąty ankietowany uważa, że za skuteczną komunikację powinien odpowiadać specjalista ds. komunikacji wewnętrznej, a co dziesiąty – zarząd lub prezes. Im większa firma, tym większa rola specjalistów ds. komunikacji wewnętrznej (23 proc. w dużych korporacjach i 29 proc. w średnich firmach). W przypadku menedżerów ich znaczenie większe jest w średnich firmach (68 proc.). Blisko 75 proc. pracowników przyznaje, że najlepiej pracuje im się z przełożonymi otwartymi na dialog, którzy traktują ich po partnersku, a nie jak podwładnych.

– Często w firmach do kilkuset pracowników bywa tak, że pojawia się coraz więcej oczekiwań dotyczących skutecznej komunikacji wewnętrznej, a nie ma jeszcze zbudowanych struktur. Myślę, że w takiej sytuacji bardzo istotną rolę grają menadżerowie i komunikacja wewnętrzna w ich zespole powinna być jedną z ich głównych odpowiedzialności – ocenia Wojtaś-Jakubowska.

Przedsiębiorstwa przykładają dużą wagę do kreowania zewnętrznego wizerunku i komunikacji z inwestorami i klientami – na ten cel przeznaczają wysokie kwoty. Jednocześnie szwankuje komunikacja z pracownikami. Z badania emplo wynika, że choć blisko połowa (46 proc.) ankietowanych czuje się dostatecznie poinformowana o działaniach prowadzonych przez pracodawcę, to odmienne zdanie ma 28 proc. Tymczasem jak wskazuje ekspertka, komunikacja wewnętrzna, choć niedoceniana, ma duże znaczenie dla firmy.

– Komunikacja wewnętrzna jest bardzo istotna w funkcjonowaniu firm z jednego podstawowego powodu: bez skutecznej komunikacji pracownicy nie wiedzą, jakie cele mają realizować, jak te cele przekładają się na efekty i wyniki osiągane przez cały biznes, w jakim kierunku mają iść, słowem – jaki jest sens codziennego przychodzenia do pracy – tłumaczy dyrektor marketingu w emplo.

Ekspert dodaje, że w takich działaniach firmy może wesprzeć technologia. Odpowiednie narzędzia do komunikacji wewnętrznej umożliwiają pracownikowi sprawdzenie, jak jego działanie przekłada się na konkretny rezultat.

– Takie narzędzia wspierają komunikację również w tym sensie, że pracownik może się dowiedzieć, o czym dyskutują pracownicy innych działów, sprawdzić kluczowe projekty w organizacji, ma wiedzę na temat tego, co dzieje się w firmie i może zabrać głos na temat tego, jak funkcjonuje organizacja. Chęć zgłoszenia własnego pomysłu była bardzo często wskazywana przez pracowników. Co ciekawe, wskazywały na to osoby w różnym wieku, nie tylko 20–30–latkowie, ale też osoby powyżej 50 roku życia – wskazuje ekspertka.

Komunikacja wewnętrzna to nie tylko przekazywanie informacji, lecz także pozwolenie pracownikom na kreowanie środowiska pracy, przekazanie im narzędzi, dzięki którym będą mieć realny wpływ na firmę. To także pobudzanie lokalnych inicjatyw. W większości firm informacje przekazywane są zaś w sposób kaskadowy, co szczebel niżej. Dobrym pomysłem mogłoby być zaś budowanie komunikacji na podobnych zasadach, na jakich funkcjonują media społecznościowe.

– Firmy stoją przed wyzwaniem, aby coraz bardziej otwierać się na oddolny głos pracowników, aby włączać ich w różne procesy. Zamiast decydować o istotnych sprawach firmy na samej górze, włączać pracowników w procesy decyzyjne, bo to oni współtworzą firmę, jej sukces biznesowy i finansowy. Jeżeli pracownik ma poczucie, że wie, jak jego jednostkowa praca przekłada się na sukces firmy i firma pielęgnuje tę komunikację, wzmacnia pracowników w ich roli, to zwiększa się szansa, że taka firma osiągnie dobre wyniki biznesowe – przekonuje Anita Wojtaś-Jakubowska.

Coraz więcej Polaków decyduje się na powrót z emigracji. Firmy przeprowadzkowe notują wyraźny wzrost zleceń

Coraz więcej Polaków decyduje się na powrót z emigracji. Firmy przeprowadzkowe notują wyraźny wzrost zleceń 2

W pierwszych trzech miesiącach 2017 roku w serwisie Clicktrans.pl zrealizowano prawie trzykrotnie więcej zleceń przeprowadzek do Polski niż z Polski za granicę – wynika z raportu „Przeprowadzki 2017: Jak i dokąd przeprowadzają się Polacy”. 70 proc. zleceń pochodzi z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Klienci najczęściej zabierają ze sobą rzeczy o wadze do 500 kg i zamawiają kompleksową usługę – z pakowaniem i przeniesieniem rzeczy.

– Coraz więcej naszych rodaków wraca z zagranicy do ojczyzny. Jeszcze w 2011 roku więcej Polaków wyjeżdżało za granicę, ale od tego czasu ta proporcja się zmienia. W 2016 roku aż 65 proc. przeprowadzek międzynarodowych stanowiły powroty Polaków do kraju. W pierwszym kwartale tego roku, 75 proc. to powroty do Polski. Ten trend jest coraz silniejszy – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Brzeziński z Clicktrans.pl, jeden ze współautorów raportu „Przeprowadzki 2017: Jak i dokąd przeprowadzają się Polacy”.

Z raportu wynika, że od 2011 roku, kiedy przeprowadzki do Polski przekroczyły liczbę wyprowadzek za granicę, powroty do Polski stają się coraz bardziej popularne. Od 2015 roku systematycznie zwiększa się przewaga przeprowadzek do kraju nad tymi w odwrotnym kierunku. Jeszcze w 2014 roku liczba przeprowadzek do i z Polski kształtowała się na tym samym poziomie (odpowiednio 49 i 51 proc.). Rok później było to już 56 do 44 proc. W 2016 roku przeprowadzki do Polski stanowiły 64 proc. W I kwartale 2017 roku zrealizowano zaś trzykrotnie więcej zleceń przeprowadzek do Polski niż za granicę.

– Najważniejsze dwa kraje, z których wracają Polacy, to Wielka Brytania i Niemcy. Łącznie stanowią 70 proc. wszystkich przeprowadzek międzynarodowych. Pozostałe kraje jak Francja, Włochy, kraje skandynawskie to znacznie mniejszy procent – około 3–5 proc. każdy – wskazuje Brzeziński.

Ekspert ocenia, że na rosnącą liczbę powrotów wpływ może mieć coraz lepsza sytuacja gospodarcza w Polsce. Z kolei pracujących w Wielkiej Brytanii może do przeprowadzek zachęcać niepewność związana z wyjściem tego kraju z Unii Europejskiej.

Przeprowadzki zagraniczne najczęściej ograniczają się do samej obsługi transportowej (53 proc.). Na terenie Polski częściej zamawiana jest usługa kompleksowa (67 proc.), która obejmuje np. wniesienie i zniesienie transportowanych rzeczy.

– Koszty przeprowadzki zależą od kraju, do którego podróżujemy. W przypadku Wielkiej Brytanii powinniśmy się liczyć z budżetem około 1,7 tys. zł, a Niemiec czy Holandii – 1,3 tys. zł. Około 2,7 tys. zł zapłacimy za przeprowadzki z Norwegii, Szwecji, Włoch czy Irlandii, natomiast najwięcej kosztują przeprowadzki z Hiszpanii, ponad 3 tys. zł – analizuje ekspert Clicktrans.pl.

Ceny przeprowadzek zależą również od liczby i wielkości przewożonych przedmiotów, długość trasy i rodzaju zamawianej usługi.

– Najczęściej nasi rodacy zabierają rzeczy o wadze do 500 kg. Często zamawiamy kompleksową usługę, nie tylko transport, lecz także zapakowanie i wyniesienie rzeczy – mówi Brzeziński.

Przesyłki do 300 kg stanowią blisko 48 proc. wszystkich analizowanych zleceń. Z Polski do Wielkiej Brytanii zabiera się zwykle szafę (22 proc.), rower (21 proc.), stół (19 proc.), komodę, łóżko i telewizor (ok. 15 proc.). Do Polski częściej niż na Wyspy Brytyjskie przywozi się sofy, stoły, łóżka, materace czy pralki. Podobnie kształtuje się przewóz rzeczy do i z Niemiec.

– W przypadku przeprowadzek krajowych należy planować budżet około 650 zł. Największą liczbę przeprowadzek notują największe województwa – wskazuje Michał Brzeziński.

Najczęściej klienci Clicktrans.pl wyprowadzali się z województwa mazowieckiego (prawie 26 proc.), małopolskiego (12,3 proc.) i dolnośląskiego (9,7 proc.). Jednak stolice tych województw pozostają w czołówce miast, do których przenoszono się najczęściej.

– Warto zwrócić uwagę na to, że Pomorskie cieszy się większą liczbą przeprowadzek do niż z tego województwa – mówi Brzeziński.

Dwie trzecie zleceń dotyczy mieszkań, a 17 proc. domów. Klienci najczęściej przeprowadzali się z kawalerek i mieszkań dwu- i trzypokojowych. Większe metraże i domy częściej figurowały w zleceniach przeprowadzek międzynarodowych.

Blisko 2 mln Polek w wieku 45+ jest wykluczonych cyfrowo. Problemem jest brak dostępu do internetu, ale też słaba edukacja i brak wsparcia

Blisko 2 mln Polek w wieku 45+ jest wykluczonych cyfrowo. Problemem jest brak dostępu do internetu, ale też słaba edukacja i brak wsparcia 3

Największy potencjał branży e-commerce tkwi w konsumentkach 45+. Blisko 40 proc. z nich nie ma jednak dostępu do internetu. Ponad 1,5 mln określa zaś swoje umiejętności w zakresie zakupów online czy korzystania z bankowości internetowej jako słabe – wynika z raportu Aasa „Polki wykluczone cyfrowo”. Powodem wykluczenia jest przede wszystkim brak świadomości korzyści, jakie niesie internet. Dużą rolę w cyfrowej edukacji starszych może odegrać młode pokolenie.

– Z naszego badania wynika, że największą grupą pozostającą poza zasięgiem mediów cyfrowych są kobiety między 45 a 70 rokiem życia. Stwierdziliśmy, że jest prawie 2 mln takich kobiet, które nie mają dostępu do internetu i związanych z tym usług. 1,5 mln z nich nie korzysta z usług finansowych w internecie, a 40 proc. w ogóle nie ma dostępu do sieci – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Ovais Siddiqui, prezes zarządu Aasa Polska, firmy udzielającej pożyczek online i w tradycyjnych kanałach.

Z raportu Aasa „Polki wykluczone cyfrowo 2017” przygotowanego we współpracy z Kantar Public wynika, że co trzecia kobieta w wieku 45–70 lat pozostaje poza zasięgiem branży e-commerce i fintech. Ponad 1,5 mln z nich uważa swoje umiejętności w zakresie zakupów w internecie czy bankowości internetowej za słabe. Co więcej, ok. 38 proc. Polek w tym wieku nie ma dostępu do sieci. Podobna grupa, choć taki dostęp ma, to z niego nie korzysta.

– Problemem jest przede wszystkim brak edukacji. Wiele kobiet w wieku 45–70 lat mieszka w mniejszych miejscowościach, poza głównymi aglomeracjami, jest stosunkowo gorzej wykształconych i osiąga niższe dochody niż osoby mieszkające w dużych miastach. Mają one więc ograniczone możliwości zdobywania wiedzy o tym, co oferuje im internet. Tu jest wielka rola młodszego pokolenia, zaznajomionego ze smartfonami i innymi nowoczesnymi technologiami, by nauczyć swoje rodziny, jak z nich korzystać – przekonuje prezes Aasa Polska.

Blisko 60 proc. pań w wieku 45–70 lat w Polsce nie ma potrzeby korzystania z internetu. Nie mają świadomości, jakie korzyści daje bycie online.

– Coraz więcej czasu spędzamy w sieci, przenoszą się tam usługi finansowe. Zakupy internetowe generują coraz większe obroty. Banki zaczynają zamykać swoje oddziały, podobnie urzędy pocztowe, co widzimy między innymi w Wielkiej Brytanii. Ludzie, którzy nie korzystają z internetu, będą więc mieli coraz mniej możliwości korzystania z różnych usług, załatwiania spraw w bankach, robienia zakupów – wskazuje Siddiqui.

Raport „E-commerce w Polsce 2016. Gemius dla e-Commerce Polska” wskazuje, że tylko 15 proc. kupujących online to osoby w wieku 50+. Choć zakupy w sieci robi ponad połowa Polek (52 proc.), większość z nich to osoby młode. U starszych pań dominuje przyzwyczajenie do tradycyjnych form usług.

Inaczej jednak jest na Zachodzie, gdzie w 2016 roku połowa emerytów i rencistów dokonała zakupów w sieci, a osoby w wieku 55–74 lata są bardziej aktywne pod względem liczby transakcji niż najmłodsi konsumenci (dane Eurostatu).

– Chcemy namówić młodsze pokolenie, by wsparło swoje siostry, matki, babcie w korzystaniu z internetu, by pokazało starszym osobom, jakie korzyści z tego płyną. Wielu Polaków mieszka dziś za granicą, więc rodziny są podzielone. Internet daje matkom i babciom szansę na kontakt z bliskimi, bez względu na to, czy mieszkają oni w Wielkiej Brytanii, Irlandii czy w innym kraju. Do pewnego stopnia jest to typowy problem kobiet w tym wieku, ale w Polsce jest to szczególnie widoczne – ocenia ekspert.

Choć 70 proc. kobiet nie ma potrzeby, by zwiększyć swoje umiejętności cyfrowe, co siódma przyznaje, że nie otrzymała w tym zakresie wsparcia. Stąd internetowa akcja edukacyjna „Aasy Netu”, zainicjowana w czerwcu tego roku.

– Stworzyliśmy serię filmów dostępnych na naszej stronie, które mają za zadanie pomóc młodszemu pokoleniu w edukowaniu starszego, np. pokazując im, jak korzystać z Gmaila, Skype’a i podobnych rozwiązań – mówi Ovais Siddiqui.

Zakłady bukmacherskie spodziewają się dynamicznych wzrostów w internecie. Konkurencja na rynku się zaostrza

Zakłady bukmacherskie spodziewają się dynamicznych wzrostów w internecie. Konkurencja na rynku się zaostrza 4

Kilka podmiotów ubiega się o zezwolenie na prowadzenie w Polsce legalnych zakładów bukmacherskich. Firma Totolotek spodziewa się zaostrzonej konkurencji na rynku. Operator stawia na rozwój kanałów online i mobile, bo te będą dynamicznie zyskiwać, ale nie rezygnuje ze stacjonarnych punktów sprzedaży. Duże nadzieje wiąże z obstawianiem wirtualnych zdarzeń sportowych. Prezes Totolotka ocenia, że rynek potrzebuje całkiem nowej, precyzyjnej ustawy o grach hazardowych, która ureguluje sytuację w branży.

Totolotek jest dzisiaj w Polsce jednym z wiodących operatorów, ale na pewno czeka nas intensywna konkurencja z podmiotami, które będą wchodziły na ten rynek. Mamy już kilku nowych, rynkowych graczy. Nadal pozostaje też czterech operatorów, którzy są razem z nami aktywni zarówno w sieci retail, jak i w onlinie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Adam Lamentowicz, prezes zarządu Totolotek SA.

Na początku lipca zaczęła obowiązywać część zapisów znowelizowanej ustawy hazardowej. Nowe prawo wymusza na operatorach płatności i dostawcach internetu blokowanie stron z nielegalnym hazardem. Bukmacherzy i kasyna online zarejestrowane za granicą muszą wystąpić o licencję w Polsce i legalnie płacić podatki, jeżeli chcą prowadzić działalność na tutejszym rynku.

Ustawa hazardowa, jeszcze zanim weszła w życie, skłoniła do wycofania się z Polski wiele światowych marek bukmacherskich. W marcu zdecydował się na to bet365 (jeden z największych na świecie e-bukmacherów), a w jego ślady poszło kilkunastu innych graczy, m.in. Betano, Rivalo, Betfair i Bwin.

Jak podał 6 lipca branżowy portal e-playbet.com, powołując się na informacje uzyskane z Ministerstwa Finansów, do tej pory zostało złożonych 15 wniosków o zezwolenie na oferowanie zakładów bukmacherskich w Polsce (8 dotyczy zakładów wzajemnych w internecie, 7 – w punktach stacjonarnych).

Do podzielenia jest rynek o wartości szacowanej na 5 mld zł rocznie, który do tej pory był w 90 proc. opanowany przez bukmacherów, którzy mają siedziby poza granicami kraju. Na siedem legalnie działających podmiotów (Fortuna, Milenium, Totolotek, LV Bet, Star-Typ Sport, E-Toto, forBET) przypadało zaledwie 10 proc. rynku. Ustawa hazardowa ma zmienić te proporcje i zapewnić większe wpływy do budżetu państwa z tytułu podatków.

Spodziewamy się większych wzrostów sprzedaży w kanale online i przede wszystkim mobile, na który mocno stawiamy. Widzimy to po naszych wynikach po kwietniu [kiedy w życie weszła część przepisów ustawy hazardowej – red.], że ten kanał rośnie. Więcej niż 50 proc. całej sprzedaży Totolotka jest generowana przez kanał online. Gracze, który przez tyle lat korzystali w internecie z usług offshore [zagranicznych bukmacherów – red.], nie wrócą już do punktów sprzedaży – mówi Adam Lamentowicz.

Spółka nie zamierza się jednak wycofywać z segmentu retail – sieć punktów stacjonarnych liczy w tej chwili ponad 320 placówek.

Dbamy o punkty sprzedaży, uważamy, że ten kanał również ma przyszłość. Nie jest tak, że retail kończy swoją przygodę. Oferta w tym kanale zmieni się w pewnym okresie. Jest to nadal kanał ważny dla wielu graczy, zwłaszcza tych 55+. Punkty sprzedaży są nadal bardzo ważne dla graczy bazujących na ofercie pre-game albo tych, którzy nie posługują się sprawnie urządzeniami mobilnymi – mówi Adam Lentowicz.

Prezes Totolotka ocenia, że perspektywiczne są też wirtualne rozgrywki. W Europie możliwość obstawiania wirtualnych zdarzeń sportowych jest dostępna od wielu lat i cieszy się rosnącą popularnością. W Polsce taka działalność nie była do tej pory legalna, ale zmieniła to ostatnia nowelizacja ustawy hazardowej. Skorzystał na tym Totolotek, który w maju – jako pierwszy legalnie działający w Polsce bukmacher – wprowadził możliwość obstawiania wirtualnych zdarzeń sportowych (symulacji meczów piłki nożnej, wyścigów konnych oraz wyścigów psów).

Nową dziedziną, która rozwija się dynamicznie, są e-sporty. Mówimy o wielomiliardowym biznesie w skali Europy i świata, ale podchodzimy do tego produktu z dużą dozą ostrożności. Trudno samodzielnie zarządzać ryzykiem. Często korzystamy z operatorów zewnętrznych, ponieważ poza dużymi turniejami e-sportowymi mniejsze turnieje nie budzą zaufania z punktu widzenia bezpieczeństwa i możliwości ustawiania rozgrywek – mówi Adam Lamentowicz.

Prezes Totolotka zaznacza, że rynek bukmacherski w Polsce diametralnie różni się od rynków w innych krajach europejskich, takich jak  Włochy, Dania, Wielka Brytania czy Holandia. Dotyczy to głównie prawnych uregulowań, bo pod względem upodobań graczy znacząco się nie różnimy.

Zdaniem eksperta potrzebna jest całkiem nowa, napisana od początku ustawa hazardowa, stworzona we współpracy z legalnie działającymi na rynku bukmacherami, aby uregulować polski rynek. Nowelizacja z tego roku w porównaniu do swojej poprzedniczki z 2009 roku jest o wiele lepiej skonstruowana, jednak wciąż wymaga doprecyzowania.

Przykładowo, umożliwia ona legalnie działającym bukmacherom reklamowanie i promocję swoich usług w telewizji i radiu (między godziną 22.00 a 6.00 rano) oraz w trakcie zdarzeń sportowych, których firma jest sponsorem. Nie precyzuje jednak, czy ma to nastąpić przed, po wydarzeniu czy w trakcie przerw.

Mamy ustawę hazardową, która co jakiś czas ewoluuje, ale powinniśmy ją napisać od początku. To twór powstały w 2009 roku, który był fundamentalnie zły, nieprecyzujący wielu przepisów. Nie zapewniał przewidywalności operatorom, którzy przez cały czas powinni wiedzieć, co jest legalne i co mogą robić, a czego nie mogą – prezes Totolotka.

Jak zaznacza, nowa ustawa jest bez porównania lepsza, mimo że nie uwzględniono w niej wielu sugestii, które branża zgłaszała. Przykładowo w krajach takich jak Malta, Włochy czy Dania operatorzy mają znacznie większy wpływ na legislację poprzez stałą współpracę z regulatorem rynku

Tam operatorzy nie służą tylko do tego, aby pobierać od nich podatek od gier i inne daniny. Chodzi o to, by budować rynek wspólnie, aby on rósł również z korzyścią dla regulatora. Pamiętajmy, że 12 proc. podatku od obrotu to około 60 proc. podatku od tzw. GGR, czyli sprzedaż minus wypłaty. Oznacza to, że 60 proc. naszego zysku brutto trafia do Skarbu Państwa, a pozostałe 40 proc. musi nam wystarczyć na wypromowanie biznesu, opłacenie wszystkich kosztów i pracowników oraz inne podatki. Głównym beneficjentem jest regulator, chciałoby się więc, aby on z nami aktywnie współtworzył ten rynek, a nie tylko pasywnie czekał i obserwował, co się wydarzy – mówi Adam Lamentowicz.

Światowa gospodarka wychodzi na prostą. Polska ma szansę na wzrost inwestycji

Światowa gospodarka wychodzi na prostą. Polska ma szansę na wzrost inwestycji 5

Sytuacja w globalnej gospodarce powinna się poprawiać, zwłaszcza w obliczu wzrostu cen surowców – uważa Juliusz Kotyński, ekonomista z Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. Światowa gospodarka urosła w 2016 roku o 2,44 proc. Choć to wynik wyraźnie lepszy od osiągniętego w 2009 roku, to jednak słabszy od tempa rozwoju z lat poprzednich i – z pominięciem kryzysowych lat 2008–2009 – najniższy od 2002 roku. Zdaniem ekonomisty szansą dla Polski jest perspektywa wzrostu inwestycji. 

Od kilku lat główną cechą gospodarki światowej jest niepewność, jest to widoczne także w Europie i w Polsce – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. dr hab. Juliusz Kotyński, ekonomista z Instytutu Badań Rynku, Konsumpcji i Koniunktur. – Lata 2015–2016 charakteryzowały się słabym wzrostem gospodarczym, m.in. ze względu na spadek tempa wzrostu w krajach wschodzących, takich jak Chiny, w mniejszym stopniu Indie, które rozwijają się bardzo dynamicznie, ale również w krajach wysoko rozwiniętych. Jeszcze wolniej rozwijał się światowy handel: w 2016 roku to było około 2 proc. wolumenowo, czyli tempo najniższe od kryzysu w 2009 roku, kiedy to obroty handlu światowego spadły aż o około 12 proc.

PKB Chin wzrosło w 2016 roku o 6,7 proc., co było wynikiem najsłabszym od 26 lat. Rok wcześniej tempo wzrostu wyniosło 6,9 proc. Indie z kolei rozwijały się w tempie 7,10 proc. w 2016 roku. Gospodarka światowa osiągnęła wynik 2,44 proc., słabszy niż rok, dwa czy trzy lata wcześniej. Gorzej było tylko w 2008 i 2009 roku, a wcześniej na początku lat 90. i w 2000 roku.

Zdaniem Juliusza Kotyńskiego gospodarka światowa pomału wychodzi z okresu stagnacji, czyli czasu niskiego wzrostu czy spadku. Składają się na to nie tylko dobre wyniki krajów wschodzących, lecz także stabilizacja w krajach wysokorozwiniętych, m.in. w Unii Europejskiej.

Komentarze płynące z Komisji Europejskiej są optymistyczne i powinny takie być, bo pozytywną cechą tego ożywienia jest poprawa na rynku pracy, ale także poprawa sytuacji tych krajów, które znajdowały się w kryzysie, jak Grecja – uzasadnia ekonomista. – Kraje wysoko rozwinięte będą się prawdopodobnie rozwijały w tempie 2 proc. rocznie, natomiast wzrost gospodarek wschodzących będzie około 2,5 razy większy. To powoduje, że masa produktów i usług wytwarzanych przez nowe potęgi gospodarcze będzie dominowała.

W Grecji w 2016 roku PKB pozostał na poziomie sprzed roku. W Unii Europejskiej wzrósł o 1,9 proc., zaś w strefie euro – o 1,8 proc. Problemem, zdaniem Kotyńskiego, jest rozchwiana sytuacja polityczna, głównie prezydentura Donalda Trumpa w USA.

To, co dzieje się w USA po wyborze prezydenta Trumpa, zwiększa niepewność co do przyszłości. W UE sytuacja się ustabilizuje, przy wyborze prezydenta Macrona i, jak się wydaje, silnej pozycji kanclerz Merkel, strefa euro prawdopodobnie będzie się konsolidowała – przewiduje prof. Kotyński. – Ważne jest, aby Polska w tej trudnej sytuacji potrafiła znaleźć swoje miejsce, nie zrażając poszczególnych partnerów, utrzymując w miarę możliwości dobre kontakty i wykorzystując swoje centralne położenie w Europie. Polski wzrost gospodarczy, który był słaby w ubiegłym roku, a średni w skali światowej, przyspiesza, chociaż ta niepewność dotyczy także polskiej gospodarki.

Zaznacza, że światowej gospodarce pomaga odbicie na rynku surowców. Cena ropy pozostaje na poziomach z końca 2014 roku, jest jednak wyraźnie wyższa niż na przełomie 2015 i 2016 roku. Cena miedzi wróciła do tej z połowy 2015 roku. To wspiera także polskie spółki paliwowe i surowcowe takie jak KGHM. Polska gospodarka nawet na tle innych europejskich krajów wschodzących nie należy jednak do czołówki.

Polska w 2016 roku rozwinęła się o 2,7 proc. To oczywiście więcej niż europejska średnia, ale wyprzedziły nas takie kraje, jak Rumunia, Bułgaria, Malta, Irlandia, Islandia czy Hiszpania, a także Szwecja, Słowacja czy Luksemburg.

Po okresie pewnego załamania inwestycji, czeka nas ponowne zwiększenie inwestycji i ich efektów, zarówno w stosunku do zatrudnienia, jak i produkcji. Będzie to ten czynnik, który pozwala oczekiwać, że w tym roku stopa wzrostu PKB w Polsce będzie przynajmniej wynosiła 3,5 proc., a być może 4 proc. w sali rocznej. W latach następnych to tempo 3,5 proc. rocznie, umiarkowane, ale jednak stałe, zapewni Polsce odpowiedni wzrost – przypomina prof. Kotyński.

Autoryzacja umów i dokumentów przez internet usprawnia pracę polskich firm. Cyfrowy obieg dokumentów niesie ze sobą także pozytywny efekt ekologiczny

Autoryzacja umów i dokumentów przez internet usprawnia pracę polskich firm. Cyfrowy obieg dokumentów niesie ze sobą także pozytywny efekt ekologiczny 6

Od kilku lat w Polsce istnieje możliwość elektronicznej autoryzacji dokumentów. Z usługi mogą korzystać nie tylko duże firmy, ale także mikroprzedsiębiorstwa. Eksperci podkreślają, że kluczowa w tym zakresie jest kwestia możliwości udowodnienia pochodzenia danych i zabezpieczenia ich przed sfałszowaniem, świadczona jako usługa przez wyspecjalizowane firmy. W Polsce podpis elektroniczny, jak choćby ePUAP, pozwala na potwierdzenie tożsamości w przypadku umowy czy pisma urzędowego, ale nie gwarantuje autentyczności samego pisma.

Podpis cyfrowy to w definicji dane dołączone do danych lub ich przekształcenie kryptograficzne, które pozwala odbiorcy danych udowodnić pochodzenie danych i zabezpieczyć je przed fałszerstwem (więcej informacji dotyczących definicji można odnaleźć sięgając do normy ISO 7498-2:1989). Ekperci uważają, że kluczowa jest zatem rola firm, które dają możliwość udowodnienia pochodzenia danych i zabezpieczenia ich przed sfałszowaniem.

– Autenti to platforma do autoryzacji dokumentów i zawierania umów przez internet. To rozwiązanie, które pozwala w szybki, wygodny i bezpieczny sposób zatwierdzać dowolne dokumenty bez używania tradycyjnych podpisów. Fizycznie za pomocą komputera lub telefonu komórkowego można autoryzować dowolny dokument i dzięki temu znacząco przyspieszamy obieg dokumentów – tłumaczy agencji informacyjnej Newseria Innowacje Grzegorz Wójcik, prezes zarządu w firmie Autenti.

Sama platforma działa w oparciu o pocztę elektroniczną, tak aby maksymalnie uprościć nowym użytkownikom wdrażanie się w proces autoryzacji. Autenti w całym procesie przesyłania dokumentów pełni rolę zaufanej osoby trzeciej, która przekazuje nietknięte pliki drugiej stronie. Potwierdzenie dokumentów w ramach platformy trwa minuty i może być wykonane za pomocą telefonu komórkowego.

– Nadawanie dokumentu to zadanie podobne do wysyłania poczty elektronicznej. Za pomocą naszego rozwiązania wpisujemy adres e-mail kontrahenta, podajemy jego kluczowe dane identyfikacyjne, które powinny potem zostać potwierdzone, i załączamy treść dokumentów. Po drugiej stronie odbierający otrzymuje taki dokument, po otrzymaniu korespondencji wchodzi przez link internetowy na stronę, gdzie może zapoznać się z treścią, złożyć odpowiednie oświadczenie woli i jeśli jest to od niego wymagane, dokonać odpowiednich czynności związanych z identyfikacją jego osoby, chociażby potwierdzenia za pomocą kodów jednorazowych SMS.

Pomysł stworzenia takiej platformy, jak mówi Grzegorz Wójcik, narodził się z problemów, jakie napotkał wraz ze współpracownikami podczas weryfikacji ważnych dokumentów. Dużym utrudnieniem w prowadzeniu firmy pozostaje drukowanie już raz stworzonych poświadczeń. Rodzi to nie tylko dodatkowe problemy, ale także znacznie spowalnia codzienną pracę.

– Doświadczenia, które mieliśmy jako założyciele we własnym życiu osobistym, pracując w różnego rodzaju korporacjach czy firmach jako przedsiębiorcy, były zawsze takie same – podpisywanie dokumentów stanowiło ogromny problem, ponieważ wszystkie dokumenty powstają elektronicznie, natomiast potem następuje dziwny, tradycyjny sposób drukowania, skanowania i podpisywania, który często trwa tygodniami. Nie wiadomo dlaczego te dokumenty, które są elektroniczne, nagle muszą być z powrotem w formie papierowej i w ten sposób opóźniają prowadzenie biznesu.

Mimo prostoty obsługi od strony użytkowników potwierdzających dokumenty za pomocą platformy, jest ona wyposażona w zaawansowane zabezpieczenia, które uniemożliwiają podmianę pliku podczas całego procesu. Wszystkie dane wgrane do Autenti są szyfrowane za pomocą 256-bitowego klucza i archiwizowane w dowolnym miejscu wybranym przez użytkownika. Samo zabezpieczenie procesu przesyłania dokumentów do innych użytkowników jest potwierdzone certyfikatem SSL.

– Bezpieczeństwo jest czymś, co musi towarzyszyć i jest to bardzo trudne wyzwanie od strony technologicznej. Ale dla użytkowników najważniejsze jest to, że mogą bez wychodzenia z domu, w dowolnym miejscu, w dowolnym czasie zaakceptować dokument i jest to fundamentalna zmiana w stosunku do obiegu papierowego, bo każdy z nas ma takie doświadczenie, gdzie musiał z czegoś zrezygnować, bo dokument nie doszedł, bądź okazało się, że fizycznie zniknął.

Używając podpisu elektronicznego, jesteśmy w stanie jedynie potwierdzić, że to my wysłaliśmy dokument do adresata. Nie uchroni on jednak samego pliku przed ingerencją osób trzecich. Jedynym sposobem pozostaje wtedy zaszyfrowanie wiadomości e-mail, używając np. klucza kryptograficznego. Wymaga to jednak od adresata i odbiorcy znajomości klucza publicznego, który pozwoli na odszyfrowanie dokumentu. Jest to rozwiązanie bezpieczne, jednak może okazać się trudne i kosztowne do realizacji w firmie.

– Kluczową rzeczą jest zaufanie. Nasza platforma stanowi taką zaufaną stronę trzecią, czyli jest to rozwiązanie, które jest pomiędzy kontrahentami, jest niezależne od obu stron transakcji. To zaufanie faktycznie trzeba zbudować. Jeżeli chodzi o dokument elektroniczny, wszyscy pewnie pamiętamy, gdy kilka lat temu faktura elektroniczna była taką nowością, że nikt nie wyobrażał sobie, że większość faktur w obiegu mogłyby stanowić faktury elektroniczne.

Podpisanie dokumentów cyfrowo od strony użytkowników może zostać zrealizowane w m.in. w popularnym pakiecie programów biurowych Microsoft Office lub jego darmowym odpowiedniku Libre Office. Posiadając certyfikat uzyskany od urzędu certyfikacji, możemy podpisać dokument i go zaszyfrować. Pozwoli to na uchronienie go przed działaniami innych osób z zewnątrz. Uzyskanie certyfikatu kosztuje w instytucjach upoważnionych do ich wydawania od 39 zł rocznie. Lista kwalifikowanych dostawców dostępna jest na stronie Narodowego Centrum Certyfikacji.

– Popatrzmy jak wygląda rynek w Europie – w praktyce ponad 12 milionów firm, czyli grubo ponad połowa rynku, już wysyła faktury elektroniczne – opowiada prezes firmy – My wpisujemy się dokładnie w ten trend, chcemy aby wszystkie dokumenty mogły być elektroniczne, bo to przyspiesza ich obieg, ale przede wszystkim dzięki najnowocześniejszym technologiom można w pełni zweryfikować autentyczność podpisania takiego dokumentu, stąd też nazwa Autenti – możemy sprawdzić, czy podpisany dokument jest oryginałem.

Efektywność reklam w internecie spada. Ratunkiem mogą być reklamy spersonalizowane, skuteczniejsze o nawet 50 proc.

Efektywność reklam w internecie spada. Ratunkiem mogą być reklamy spersonalizowane, skuteczniejsze o nawet 50 proc. 7

Eksperci zauważają, że od kilku lat efektywność reklam powierzchniowych w internecie jest coraz niższa, dlatego rynek szuka nowych rozwiązań, takich jak reklama natywna czy reklamy spersonalizowane. Te ostatnie to efekt działania marketingu opartego na danych dotyczących konkretnego użytkownika, tzw. data-driven marketing. Dzięki niemu reklamy mogą być jeszcze bardziej dopasowane do użytkowników sieci, a ich efektywność zwiększa się o nawet 50 proc.

– Zdobywamy wiedzę na temat analizy zachowań danej grupy lub danego użytkownika i w tym momencie z pomocą przychodzą nam narzędzia, które w czasie rzeczywistym są w stanie dynamicznie zbudować kreację reklamową, która będzie dostosowana do użytkownika, będzie mówiła jego językiem i będzie się opierała się na jego zachowaniach i zainteresowaniach – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Bartosz Wieczorek, head of strategy & business development w firmie Together Data.

Dane zbierane są ze źródeł offline i online. Spora ich część pochodzi bezpośrednio od klientów firmy, m.in. z systemów CRM czy poprzez śledzenie tzw. ciasteczek (cookies), natomiast pozostałe ze źródeł zewnętrznych, m.in. agregatorów czy hurtowni danych. Integracja tych wszystkich informacji przy wykorzystaniu analityki big data pozwala stworzyć możliwie pełny portret użytkownika, do którego adresowane są reklamy. Składają się na niego m.in. dane demograficzne, intencje zakupowe, zainteresowania, odwiedzane strony czy geolokalizacja. Istotne jest jednak to, aby podmiot zajmujący się targetowaniem nie naruszał prawa danego kraju, a zebrane dane były w pełni anonimowe. Dlatego istotną rolę odgrywają odpowiednie narzędzia.

– Ważne, aby integrowały dane z różnych źródeł po to, aby zbudować profil użytkownika 360 stopni. Z pomocą przychodzą narzędzia, które budują profile bliźniacze do użytkownika. Nawet gdy nie wiemy wiele o danej grupie docelowej, możemy na tę grupę ekstrapolować zachowania w oparciu o zachowania grup, które już znamy – tłumaczy Bartosz Wieczorek.

Skuteczność reklam internetowych drastycznie słabnie. Dlatego na rynku internetowym powstało zapotrzebowanie na nową, innowacyjną formę promocji. Data-driven marketing opiera się na analizie danych, dzięki czemu znacząco poprawia efektywność reklam.

– Od lat efektywność reklam w internecie spada, stąd z pomocą przychodzi data-driven marketing. Tylko precyzyjne targetowanie reklamy i sposób, w jaki przekaz ma być dostosowany do użytkownika, zwiększy efektywność reklam. W zakresie reklamy display, efektywność reklam precyzyjnie targetowanych wzrasta o 30–50 proc., w zakresie innych kanałów komunikacji jesteśmy w stanie notować podobne wyniki – wyjaśnia Bartosz Wieczorek.

Ekspert z firmy Together Data wylicza szereg zmian, jakie powinny zajść, by reklamy typu display osiągały jeszcze lepsze efekty.

– Ogólnie reklama display w tym momencie musi być bardziej precyzyjnie targetowana, a kreacja reklamowa dostosowana do miejsca, w którym się wyświetla. Wszystkie kanały komunikacji powinny być zintegrowane, cały proces komunikacji dostosowany do medium, w którym dana reklama się wyświetla, oraz do zachowania użytkownika, który ma być odbiorcą reklamy – twierdzi Bartosz Wieczorek.

Precyzyjne użycie danych o użytkowniku oraz budowanie profilu 360 stopni, pozwala zwiększyć efektywność reklam w różnych kanałach o nawet 30 proc. W konsekwencji dotarcie do konkretnego klienta i zachęcenie go do zakupu jest o wiele łatwiejsze.

– W przypadku e-mail marketingu, kiedy prowadzimy retargeting e-mailowy i użyjemy danych, aby precyzyjnie targetować wysyłkę mailingu do użytkowników, którzy są potencjalnie zainteresowani danym produktem lub usługą, jesteśmy w stanie uzyskać 20–30 proc. wyższe wskaźniki otwarcia korespondencji mailowej. Tym samym można osiągnąć wyższe współczynniki konwersji i zakupu danego produktu, który będzie reklamowany w tym kanale – podsumowuje Bartosz Wieczorek.

Play ogłasza cenę akcji oferowanych w pierwszej ofercie publicznej wartej 1,033 miliarda euro

  • największa pierwsza oferta publiczna na polskiej giełdzie nie wliczając ofert prywatyzacyjnych,
  • jedna z pięciu największych ofert pierwotnych na polskim rynku w ogóle[1]
  • największa pierwsza oferta publiczna firmy telekomunikacyjnej w Europie od czerwca 2015 roku

PLAY Communications S.A. („Spółka”) będąca właścicielem 100% udziałów w P4 sp. z o.o. („PLAY”), która jest operatorem telefonii komórkowej PLAY, jednej z najszybciej rozwijających się firm telekomunikacyjnych w Europie, ustaliła ostateczną cenę akcji oferowanych w pierwszej ofercie publicznej („IPO” lub „Oferta”) na 36 PLN za jedną akcję.

Komentując dzisiejsze ogłoszenie, Jørgen Bang-Jensen, Prezes Zarządu PLAY, powiedział:

„Polska jest wspaniałym krajem, w którym można zaczynając od start-upu zbudować firmę obsługującą miliony klientów. Wejście Play na GPW jest kolejnym krokiem do wypełniania naszego zobowiązania by obsługiwać klientów na najwyższym poziomie i zapewniać atrakcyjne poziomy zwrotów naszym inwestorom.”

Informacje ogólne

  • Cena Akcji Oferowanych została ustalona na 36 PLN za jedną akcję
  • Cena Akcji Oferowanych dla Uprawnionych Pracowników została ustalona na 30,6 PLN za jedną akcję
  • Cena Akcji Oferowanych jest taka sama dla Inwestorów Indywidualnych jak i Inwestorów Instytucjonalnych
  • Ustalono, że Oferta obejmuje maksymalną liczbę oferowanych akcji (“Akcje Oferowane”), tj. 121.572.621 istniejących akcji zwykłych luksemburskiej spółki PLAY Communications S.A., należącej do Play Holdings 1 S.à r.l. („Akcjonariusz Sprzedający”), będącej własnością i kontrolowanej przez spółki Tollerton Investments Limited i Telco Holdings S.à r.l., w tym 11.052.056 akcji dodatkowego przydziału
  • Łączna wartość Oferty wynosi 4,4 mld PLN (ok. 1,0[2] mld EUR) przy założeniu pełnego wykonania opcji dodatkowego przydziału akcji oraz braku transakcji stabilizujących lub 4,0 mld PLN (ok. 0,9 mld EUR) bez opcji dodatkowego przydziału
  • Kapitalizacja rynkowa Spółki, wynikająca z ostatecznej Ceny Akcji Oferowanych, będzie wynosić 9,1 mld PLN (ok. 2,2 mld EUR)[3]
  • Ostateczna liczba Akcji Oferowanych dla Inwestorów Indywidualnych i Uprawnionych Pracowników została ustalona na 6.137.616 (ok. 5% Akcji Oferowanych), co obejmuje 5.980.249 Akcji Oferowanych (ok. 4,9% Akcji Oferowanych) w ofercie dla Inwestorów Indywidualnych i 157.367 Akcji Oferowanych (ok. 0,1% Akcji Oferowanych) w ofercie dla Uprawnionych Pracowników. Pozostałe 115.435.005 Akcji Oferowanych zostało przeznaczonych dla Inwestorów Instytucjonalnych (ok. 95% Akcji Oferowanych)
  • Popyt ze strony Inwestorów Indywidualnych i Uprawnionych Pracowników wyniósł około 18 mln akcji, czego efektem jest nadsubskrybcja w wysokości ok. 193%. Szczegółowe informacje dotyczące poziomu nadsubskrybcji i redukcji zapisów złożonych w Pierwszym i Drugim Okresie Subskrypcji zostaną przekazane po sesji rozliczeniowej na warszawskiej Giełdzie Papierów Wartościowych, która odbędzie się 19 lipca 2017 r. lub w zbliżonym terminie
  • Zarząd PLAY zapisuje się na 3.167.438 nowych akcji po Cenie Akcji Oferowanych w wysokości 36 PLN za jedną akcję, zaś 538.325 akcji będzie wyemitowanych dla 84 managerów i kluczowych pracowników („Nowe Akcje”) w dniu pierwszego notowania lub wkrótce po nim w ramach programów motywacyjnych. Ponadto, 222.222 nowych akcji przeznaczonych do emisji w ramach przyszłych programów motywacyjnych przeznaczonych dla nowych menedżerów i kluczowych pracowników rozpoczynających pracę w PLAY lub na potrzeby dodawania nowych uczestników lub zwiększania wartości istniejących programów motywacyjnych skierowanych do menedżerów i kluczowych pracowników
  • Po zakończeniu Oferty i przy założeniu pełnego wykonania opcji dodatkowego przydziału oraz emisji Nowych Akcji free float Spółki będzie kształtował się na poziomie ok 47,9% kapitału zakładowego Spółki. Akcjonariusz Sprzedający przyznał Globalnym Koordynatorom opcję nabycia 11.052.056 istniejących akcji zwykłych, po Cenie Akcji Oferowanych, przez okres 30 dni licząc od dnia 27 lipca 2017 r.
  • Przewidywanym pierwszym dniem notowania akcji zwykłych Spółki na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie (“GPW”) jest 27 lipca 2017 r. („Dzień Pierwszego Notowania”)
  • Spółka i Akcjonariusz Sprzedający zgodzili się na wprowadzenie zwyczajowego zobowiązania do niesprzedawania akcji Spółki przez 180 dni od Dnia Pierwszego Notowania (tzw. lock-up). Nowe Akcje emitowane dla Zarządu PLAY, kadry menadżerskiej i kluczowych pracowników także będą podlegały ograniczeniom typu “lock-up” przez okres 3 lat[4]. Akcje Oferowane objęte przez Uprawnionych Pracowników będą podlegały rocznemu lock-up’owi
  • J.P. Morgan, BofA Merrill Lynch oraz UBS Investment Bank działają jako Globalni Koordynatorzy i Współprowadzący Księgę Popytu. Bank Zachodni WBK S.A. oraz Dom Maklerski PKO Banku Polskiego działają jako Współprowadzący Księgę Popytu i Współoferujący.

Oświadczenie o Ofercie

Niniejsza informacja prasowa została sporządzona zgodnie z art. 10 luksemburskiej ustawy z 10 lipca 2005 r. na temat prospektów emisyjnych papierów wartościowych z późniejszymi zmianami i podlega stosownym ograniczeniom w zakresie prawa papierów wartościowych. Niniejsza informacja prasowa dostępna jest na stronie internetowej Spółki (www.playcommunications.com) oraz dodatkowo, jedynie w celach informacyjnych, na stronach internetowych Współoferujących (www.dm.pkobp.pl i  www.dmbzwbk.pl).

[1] Dotyczy IPO firm, których główna działalność jest prowadzona w Polsce

[2] Wszystkie przeliczenia między PLN a EUR zostały wykonane przy zastosowaniu średniego kursu NBP na poziomie PLN/EUR w wysokości 4,2345 z 13 lipca 2017 r.

[3] Włączając Nowe Akcje

[4] Z następującym harmonogramem: 100% lock-up do 1-ej rocznicy debiutu, 80% lock-up do 2-giej i 40% lock-up do 3-ciej rocznicy debiutu

Dlaczego piwo jest takie drogie?

Co sprawia, że średnia stawka akcyzy na mocne alkohole w Unii Europejskiej jest trzy razy wyższa niż na piwo? Eksperci Europe Economics obliczyli, że „czyste procenty” pochodzące z piwa są średnio dwuipółkrotnie droższe w produkcji niż te z mocnych alkoholi. Przeciętny koszt otrzymania litra czystego alkoholu w piwie wynosi 16,54 Euro, podczas gdy w napojach spirytusowych – 6,65 Euro[1]. To z tego powodu, aby zrównać rynkowe szanse obu trunków, większość krajów Unii Europejskiej obciąża wódkę odpowiednio wyższą akcyzą.

Wyższe koszty surowców rolniczych oraz procesu warzenia sprawiają, że warzenie piwa jest prawie trzy razy bardziej kosztowne niż produkowanie napojów spirytusowych. W porównaniu do wódki (40%) i wina (12%) zawartość czystego alkoholu w piwie jest niewielka (4-5%). Aby wyprodukować litr czystego alkoholu, browary muszą uwarzyć 20-25 litrów piwa. Producenci wódki ten sam efekt uzyskują zdecydowanie mniejszym nakładem sił i środków. Wystarczy 2,5-3 litrów napojów spirytusowych, by otrzymać litr 100% alkoholu.

Piwo bardziej wymagające niż wódka

Przy warzeniu piwa kluczowe znaczenie mają surowce, które odpowiadają za 41% finalnych kosztów produkcji chmielowego trunku. W przypadku wódki udział kosztów surowców jest o połowę niższy i stanowi 21%. Warzenie piwa wymaga poza tym większych nakładów pracy niż produkcja wódki. Z danych wynika, że sektor piwowarski generuje wyższe zatrudnienie niż branża spirytusowa, a koszty pracy odpowiadają za 15% całkowitych kosztów produkcji piwa, podczas gdy w przypadku produkcji wódki – za 10%. Branża piwowarska jest także bardziej niż spirytusowa obciążona kosztami dystrybucji. Wynika to ze specyfiki piwa, które zawiera niewiele „procentów” w stosunkowo dużej objętości gotowego produktu. Chcąc więc dostarczyć na rynek tę samą ilość czystego alkoholu browarnicy muszą wypełnić butelkami piwa aż osiem aut dostawczych, producenci wódki – zaledwie jeden. Warto przy tym pamiętać, że konsumentom piwa wcale nie zależy najbardziej na alkoholu, który jest dopiero 9-tym powodem dla którego sięgają po piwo. Na czele tej listy są smak i orzeźwienie.

Trzy do jednego

Zróżnicowanie kosztów produkcji czystego alkoholu w postaci poszczególnych trunków przekłada się na wysokość stawek akcyzy, którymi napoje te są obciążone. Średnia unijna stawka podatku akcyzowego na wyroby spirytusowe jest trzykrotnie wyższa niż na piwo wynosząc w przeliczeniu na litr 100% alkoholu 1,87 Euro w przypadku piwa i 5,5 Euro w przypadku wódki. Takie proporcje stawek akcyzy obowiązują w 14 krajach Wspólnoty, w tym w Polsce. W państwach uchodzących za tradycyjnie piwne i będących liczącymi się producentami napoju z pianką różnica w wysokości stawek akcyzy między piwem a wódką jest jeszcze wyższa. W Niemczech producenci mocnych alkoholi płacą 6,6-krotnie wyższą akcyzę niż piwowarzy, w Belgii – 6-krotnie wyższą, a w Czechach – 3,6-krotnie.

Trzeci w produkcji, drudzy w akcyzie

Z danych the Brewers of Europe wynika, że Polska z wynikiem 840 mln Euro jest drugim – tuż po Wielkiej Brytanii (4 449 mln Euro), a przed Francją (830 mln Euro) i Niemcami (619 mln Euro) – największym płatnikiem piwnej akcyzy w Unii Europejskiej. Po Brexicie nasz kraj może stać się unijnym liderem pod względem wysokości generowanych wpływów z akcyzy, mimo że nie jest największym piwnym rynkiem Wspólnoty. Obecnie Polska z produkcją rzędu 40 mln hl rocznie zajmuje trzecią pozycję w zestawieniu, zaraz po Niemczech (95 mln hl) i Wielkiej Brytanii (44 mln hl).

Polskie browary z tytułu produkcji i sprzedaży chmielowego trunku odprowadzają do budżetu Państwa ok.10 mld zł rocznie, z czego ponad jedna trzecia – 3,6 mld zł – to wpływy akcyzowe. W ciągu ostatniej dekady dochody budżetowe z tytułu tego podatku wzrosły o jedną piątą.

[1] The Brewers of Europe, Cost comparability study. Final report, oprac. Europe Economics, 2017.

Paweł Szczerkowski obejmuje nowe stanowisko w strukturach firmy Ericsson

Paweł Szczerkowski, dotychczasowy szef R&D Center w Polsce od 6 lipca 2017 roku objął funkcję dyrektora rozpoznania technologicznego i rozwoju biznesowego w globalnych strukturach strategii radiowej firmy Ericsson (Director of Technology Scouting and Business Development in Business Unit Networks).

Paweł Szczerkowski w ramach swoich nowych obowiązków będzie przygotowywał strategiczne rozwiązania inwestycyjne w obszarze radia, transportu i serwisów dla unitu biznesowego spółki w Sztokholmie. Jego rola będzie także miała wpływ na optymalizację współpracy z istniejącymi partnerami biznesowymi w celu wdrożenia nowych modeli biznesowych, zgodnych z długofalową polityką firmy.

Promocja Pawła Szczerkowskiego związana jest w pełnym wykorzystaniem jego umiejętności i zawodowego przygotowania oraz doświadczenia biznesowego w przejmowaniu, wdrażaniu i transformacji działów R&D.

„Realizacja obecnych założeń strategicznych zarządu firmy Ericsson to niezwykle ciekawy okres w rozwoju rynku. Koncentracja działań na polu rozwiązań radiowych, perspektywa 5G oraz wykorzystanie serwisów sieciowych w pełni pozwoli wykorzystać moje doświadczenie na tym polu. Jestem bardzo zadowolony i cieszę się, że mogę w tym procesie uczestniczyć” powiedział Paweł Szczerkowski.

Złoty stabilny w czwartek, traci tylko do funta

Czwartek na rynku walutowym upływa pod znakiem spokojnego handlu. Złoty traci jedynie do funta, który dziś umacnia się na rynkach globalnych.

Z dużej chmury miesiliśmy mały deszcz. Wczorajsze wystąpienie Janet Yellen w Kongresie, gdzie zaprezentowała półroczny raport Fed nt. polityki monetarnej oraz odpowiedziała na pytania kongresmenów, nie wywołał większych emocji. Szefowa Fed powtórzyła dobrze znane wszystkim tezy o kontynuacji powolnego podwyższania stóp procentowych w USA i bliskiej redukcji sumy bilansowej banku centralnego. Dla inwestorów było to jednak zbyt mało, żeby mogło w trwały sposób wesprzeć dolara, jednocześnie zwiększając awersję do ryzyka. Niektórzy nawet przypisali jej słowom gołębią retorykę.

Środowe wystąpienie Yellen, które dziś zostanie powtórzone na forum Senackiej Komisji Bankowej, nie sprowokowało większej reakcji złotego, który obecnie pozostaje pod głównym wpływem rynków globalnych. Takich emocji nie wywołała również dzisiejsza publikacja, mających neutralną wymowę, czerwcowych danych o inflacji producenckiej w USA. Bez echa pozostały prasowe spekulacje o tym, że we wrześniu ECB zasygnalizuje ograniczenie skupu aktywów, która to decyzja wejdzie w życie na początku 2018 roku (aczkolwiek każde zaostrzenie polityki monetarnej przez ECB jest groźne dla złotego). Inwestorzy też ignorują polityczne zamieszanie wokół sądów w Polsce. Stąd też czwartek upływa pod znakiem konsolidacji notowań. O godzinie 15:32 kurs EUR/PLN testował poziom 3,2310 zł, USD/PLN 3,7075 zł, a CHF/PLN 3,8385 zł. We wszystkich 3. przypadkach są to kursy zbliżone do tych z wczorajszego zamknięcia. Wyjątkiem jest tylko para GBP/PLN. Kurs rośnie o prawie 2 gr do 4,7990 zł, co jest rakcją na drożejącego funta na świecie.

Konsolidacji notowań, oprócz okresu wakacyjnego, sprzyja oczekiwanie na publikowany jutro katalog danych z amerykańskiej gospodarki. Inwestorzy poznają czerwcowy raport o inflacji konsumenckiej (prognoza: 0,1 proc. M/M), sprzedaży detalicznej (prognoza: 0,1 proc. M/M), produkcji przemysłowej (prognoza: 0,3 proc. M/M) oraz lipcowy odczyt indeksu Uniwersytetu Michigan (prognoza: 95 pkt.). To na ich podstawie rynek spróbuje ocenić prawdopodobieństwo i liczbę podwyżek stóp procentowych przez Fed, a także tempo ograniczenia bilansu. Im lepsze będą dane, tym większe szanse na ruch banku centralnego, a więc i na umocnienie dolara, przy jednoczesnym osłabieniu złotego. I odwrotnie.

W piątek zostaną ponadto opublikowane dane nt. polskiego bilansu płatniczego w maju (prognoza: 250 mln EUR). W odróżnieniu jednak od raportów z USA, ta publikacja nie będzie miała wpływu na notowania złotego.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Amerykanie inwestują w sektor BPO w Polsce

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu kolejny rok notuje wzrost, jakiego inne gałęzie polskiej gospodarki mogą mu tylko pozazdrościć. Motorem napędowym branży są inwestycje zagraniczne, realizowane w naszym kraju głównie przez firmy z USA.

W ciągu 12 miesięcy, od kwietnia 2016 roku w naszym kraju otwarte zostały 92 centra usług. Wśród nowych placówek zdecydowanie najwięcej jest inwestycji z USA. Amerykanie otworzyli w tym czasie 21 centrów, a firmy polskie zajmujące pod tym względem drugą pozycję stworzyły 16 placówek. Jak czytamy w najnowszym raporcie ABSL, w analizowanym okresie widoczny był także napływ inwestycji z Wielkiej Brytanii (8 centrów), Niemiec i Szwecji (po 7 nowych centrów) i Szwajcarii (5). Swoją obecność w sektorze umocnili również inwestorzy z Ukrainy i państw azjatyckich, wymieniają autorzy raportu.

Wśród placówek zagranicznych dominują centra amerykańskie

Amerykanie zajmują wiodącą pozycję pod względem liczebności placówek zagranicznych w naszym kraju. Wśród 748 centrów prowadzonych przez inwestorów z zagranicy 237 należy do firm amerykańskich. Więcej jest tylko centrów polskich (330), a na trzeciej pozycji w strukturze centrów pod względem pochodzenia inwestycji plasuje się grupa podmiotów, których firmy macierzyste mają siedziby w krajach nordyckich (109).

– W sektorze nowoczesnych usług dla biznesu dane wskazują wciąż, że największy odsetek nowych centrów operacyjnych otwierają firmy zza Atlantyku, warto jednak podkreślić fakt, że to inwestorzy europejscy, w tym głównie z Niemiec i krajów skandynawskich wyraźnie zwiększyli swoją aktywność i są stałym gościem w Centrach Obsługi Inwestora w polskich miastach – wyjaśnia Wiktor Doktór, prezes fundacji Pro Progressio, zajmującej się rozwojem i promocją branży outsourcingowej w Polsce. – Należy się spodziewać, że to właśnie Europa, a nie USA w kolejnych latach będą kluczowym graczem na rynku BPO, SSC, GBC czy CoE. W obszarze ITO możemy się spodziewać rosnącej roli inwestorów z Ukrainy – przewiduje Wiktor Doktór.

Jeśli idzie o zatrudnienie, także najwyższy udział mają obecnie centra z USA, w których pracuje co trzecia osoba zatrudniona w branży w naszym kraju. Firmy polskie odpowiadają za jedną piątą zatrudnienia w sektorze, a centra z krajów nordyckich za 10 proc.

Amerykanie zatrudniają w Warszawie co drugą osobę pracującą w sektorze

Jak zauważają specjaliści Walter Herz, centra amerykańskie największy wkład w zatrudnienie mają w Warszawie. Pracuje w nich niemal połowa osób zatrudnionych w sektorze usług dla biznesu w aglomeracji. Eksperci zaznaczają, że firmy z USA są głównym pracodawcą w segmencie BPO/SSC w pięciu z siedmiu głównych ośrodków usług biznesowych w Polsce. Poza Warszawą, także w Krakowie, Trójmieście, Poznaniu i we Wrocławiu. Jedynie w Aglomeracji Katowickiej i w Łodzi na pierwsze miejsce przebijają się firmy rodzime.

Według ostatnich danych ABSL, firmy zagraniczne prowadzą w naszym kraju łącznie prawie 70 proc. wszystkich jednostek BPO/SSC, które skupiają ponad 80 proc. ogółu pracowników sektorowych.

Doradcy Walter Herz zwracają uwagę na średni wzrost zatrudnienia w zagranicznych centrach BPO/SSC, który sięga w Polsce aż 19 proc. rocznie. Jak informują specjaliści, w okresie od I kw. 2016 do I kw. 2017 roku firmy z zagranicy stworzyły trzy na cztery nowe miejsca pracy w sektorze. Podają, że w zagranicznych centrach w całym kraju pracuje niemal 200 tys. osób, a w placówkach prowadzonych przez polskie firmy niespełna 50 tys. Eksperci przytaczają szacunkowe dane, które wskazują na 220 tys. osób, które mają być zatrudnione w centrach zagranicznych w Polsce w 2018 roku.

24 tys. nowych miejsc pracy wygenerowanych przez inwestorów zagranicznych 

W działających u nas centrach usługi świadczone są głównie na rzecz Niemiec, Wielkiej Brytanii i USA. Poza tym, także dla klientów z Francji, Polski, Szwajcarii i Holandii. Połowa z firm sektorowych ma zasięg globalny i pracuje na rzecz podmiotów z wielu części świata.

Obecnie w naszym kraju prowadzi centra 524 firmy z zagranicy, wśród nich jest 80 inwestorów z listy Fortune Global 500 (2016), którzy generują ponad jedną czwartą zatrudnienia w sektorze.

Bilans 12 miesięcy analizowanych przez ABSL to 76 nowych centrów usług dla biznesu otwartych w Polsce przez zagraniczne firmy i 24 tys. stworzonych miejsc pracy. Podczas, gdy polskie firmy zainicjowały 16 nowych centrów, w których zatrudnienie znalazło 8 tys. osób.

Największe centra zatrudniają ponad 4 tys. osób

Eksperci Walter Herz wskazują, że liczne firmy, które prowadzą działalność w Polsce decydują się na dalszą ekspansję, otwierając placówki w kolejnych miastach, dzięki czemu powstało kilkanaście nowych centrów. W tej grupie inwestorów wymieniają firmy Credit Suisse, GFT i Luxoft, które otworzyły centra w Warszawie, arvato Polska i Groupon, które postawiły na Katowice, nową jednostkę Transcom WorldWide w Białymstoku, placówkę Diebold Nixdorf w Szczecinie, czy centra Atos, JCommerce i PwC w Opolu.

Do firm, które zainwestowały w polski sektor BPO/SSC najwięcej należą IBM, Capgemini, Credit Suisse, Atos, Nokia i Citibank. Każda z nich zatrudnia ponad 4 tys. osób. Wśród polskich liderów branży specjaliści Walter Herz wyliczają m.in. Comarch, Asseco i Grupa OEX.

Przewaga konkurencyjna Polski w regionie

Z danych zawartych w analizie ABSL jasno wynika, że to głównie dzięki inwestycjom zagranicznym sektor nowoczesnych usług dla biznesu wyrasta w Polsce na jedną z najsilniejszych dyscyplin gospodarczych. Atutem naszego kraju jest bardzo korzystny alians dostępnych zasobów kadrowych, optymalnych kosztów i umiarkowanego ryzyka związanego z prowadzeniem działalności w naszym regionie. Nie bez znaczenia jest też fakt, że Polska oferuje możliwość realizacji inwestycji w wielu aglomeracjach miejskich, które dysponują odpowiednim zapleczem.

Poza tym, inwestorzy mogą liczyć u nas na szeroki wachlarz instrumentów wsparcia sektora. Firmy mogą skorzystać z bezpośrednich dotacji budżetowych na nową inwestycję i/lub utworzenie nowych miejsc pracy, ulg podatkowych w Specjalnych Strefach Ekonomicznych, w tym zwolnienia z podatku CIT, dofinansowania w ramach wsparcia inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw, a także ulgi podatkowej na działalność B+R i zwolnienia z podatku od nieruchomości, wymieniają specjaliści Walter Herz.

Autor: Walter Herz

Ponownie największa impreza B2B branży informatycznej w Polsce

Już po raz piąty spotkamy się na Stadionie PGE Narodowym w Warszawie, gdzie odbędą się informatyczne targi – IT Future Expo. Wydarzenie z sukcesem wpisało się w coroczny kalendarz najważniejszych imprez branży IT. To jedyne targi informatyczne o charakterze B2B w Polsce. Dzięki tej formie wydarzenie stało się przestrzenią networkingową, jak również idealną platformą nawiązywania relacji biznesowych i wymiany doświadczeń.

Jak co roku spotkanie będzie poświęcone innowacjom technologicznym oraz najważniejszym wyzwaniom, przed którymi stoi obecnie rynek IT. Podczas organizacji piątej już edycji targów, Organizatorzy przygotowali kolejne nowości i atrakcje. Oprócz sztandarowego wydarzenia towarzyszącego – IT Future Congress, w trakcie którego eksperci poruszą najważniejsze aspekty rozwoju branży. Będzie można odwiedzić specjalistyczne strefy tematyczne i bezpłatnie zasięgnąć porad specjalistów w zakresie newralgicznych zagadnień, wpływających na funkcjonowanie firmy.

  • Nurtują Cię najnowsze regulacje Unii Europejskiej dotyczące ochrony danych osobowych?
  • Chcesz wiedzieć jak zabezpieczyć firmę przed wyciekaniem istotnych informacji na zewnątrz?
  • Od dawna masz w planach przeprowadzenie analizy polityki bezpieczeństwa organizacji?
  • Zastanawiasz się na rozwiązaniem, które efektywnie zoptymalizuje pracę firmy?
  • A może chcesz dowiedzieć się o najnowszych programach dotacji z Unii Europejskiej w zakresie dofinansowań na wdrażanie rozwiązań informatycznych?

To tylko niektóre zagadnienia z jakimi będziesz mógł zmierzyć się podczas wydarzenia w strefach specjalistycznych. Zapraszamy do odwiedzenia IT Law Point, IT Consulting Point oraz punktu Dotacje UE na IT.

Z nowości, warto też wspomnieć o strefie dronów, która po raz pierwszy znajdzie się w programie tematycznym targów. W strefie tej będzie można dowiedzieć się o możliwościach wykorzystania tych bezzałogowych statków powietrznych w biznesie. Kluczowi gracze zademonstrują funkcje najnowszych urządzeń oraz przeprowadzą loty pokazowe, co będzie niewątpliwą atrakcją dla Zwiedzających.

Gościem Specjalnym targów będzie najbardziej znany w Polsce YouTuber – Łukasz Jakóbiak! Zapraszamy na jego wystąpienie!

IT Future Expo to pełne inspiracji wydarzenie z udziałem liderów rynku. Podczas największych w Polsce targów informatycznych będzie można zapoznać się z najnowszymi technologiami oraz rozwiązaniami informatycznymi dla świata biznesu, jak również zaczerpnąć informacji i opinii o prezentowanych produktach przez ponad 100 Wystawców. Wśród Sponsorów wydarzenia gościmy w tym roku firmę Canon, Sage, Macrologic, MWT Solutions, Querona, eDokumenty, APC by Schneider Electric, Sophos oraz PayU. Dziękujemy za wsparcie i zapraszamy na stoiska, gdzie Sponsorzy przygotowali dla Was liczne konkursy oraz szereg innych niespodzianek!

Wydarzenie jest bezpłatne jednak ma charakter branżowy. Do udziału zapraszamy zatem wszystkich reprezentantów firm oraz instytucji.

Targom towarzyszyć będzie wielka GalaIT FUTURE AWARDS, podczas której internauci wraz z Kapitułą, wyłonią Laureatów Konkursu – LIDERZY IT 2017. Podczas równolegle odbywającego się IT FUTURE CONGRESS wysłuchamy wystąpień ekspertów branżowych oraz liderów rynku, z którymi podzielimy wiedzę nt. obecnych wyzwań branży IT. Podczas kongresu, Sponsor Strategiczny targów – firma Canon – poprowadzi debatę o zagrożeniach w obszarze firmowych urządzeń drukujących. Sprawdź kto jeszcze znalazł się w gronie prelegentów: http://itfuture.pl/#PRELEGENCI i nie zapomnij o konieczności odrębnej rejestracji na kongres: http://itfuture.pl/rejestracja-na-kongres/

Stało się już tradycją, że IT Future Expo towarzyszą informatyczne targi pracy. Również i tym razem w specjalnie wydzielonej strefie, odbędzie się wydarzenie – IT CAREER SUMMIT, wraz z równolegle trwającą konferencją  – TWOJA KARIERA W IT.

To jednak nie koniec atrakcji 🙂 W programie imprezy przewidujemy także strefę 3D, w której zetkniecie się z wirtualną rzeczywistością oraz technologią druku 3D. Nie zabraknie również strefy relaksu, gdzie będzie można skorzystać z darmowego masażu. Zapraszamy do zgłoszenia bezpłatnego udziału w wydarzeniu http://itfuture.pl/#REJESTRACJA 🙂

Zobacz, że warto wziąć udział w wydarzeniu i obejrzyj videorelację z ostatniej edycji: https://www.youtube.com/watch?v=HP9We26BeXc

Zakres tematyczny targów:

  • Oprogramowanie korporacyjne
  • Infrastruktura i Data Center
  • Wirtualizacja
  • Bezpieczeństwo IT
  • Cloud Computing
  • Big Data
  • Technologie mobilne
  • E-commerce
  • Strefy specjalne (drony, strefa 3D, strefa kariery)
  • Usługi IT (outsourcing, szkolenia, consulting)
  • Technologie sprzętowe
  • Teleinformatyka
  • Rozwiązania branżowe (dla logistyki, dla edukacji, dla bankowości, dla medycyny)

Strona internetowa wydarzenia: http://itfuture.pl/
Data:
20.09.2017
Lokalizacja:
Stadion PGE Narodowy w Warszawie

Udział w targach jest bezpłatny, wystarczy wypełnić formularz rejestracyjny!

NIK o zarządzaniu regionalnym pasażerskim transportem kolejowym

Z roku na rok wzrasta liczba przewiezionych pasażerów oraz ich satysfakcja z jakości usług regionalnych przewozów kolejowych, których organizatorem były kontrolowane samorządy. Jednakże samorządy województw nie zawsze przykładały należytą wagę do pełnienia funkcji organizatora publicznego transportu zbiorowego. Zdaniem NIK poprawy wymaga nadzór samorządów nad bezpieczeństwem przewozów, ich punktualnością i rzetelnym rozpatrywaniem przez operatorów skarg i reklamacji pasażerów. Do tej pory większość samorządów nie wprowadziła zintegrowanego biletu, dającego możliwość korzystania z różnych środków transportu w różnych miejscach województwa, z parkingów, a docelowo także innych usług. Dobrym przykładem działania takiego zintegrowanego biletu jest Małopolska Karta Aglomeracyjna.

Działający w Polsce system transportu kolejowego opiera się o infrastrukturę zarządzaną przez PKP PLK S.A. Na tych liniach kolejowych świadczą swoje usługi zarówno przewoźnicy pasażerscy, jak i towarowi. Według danych opublikowanych przez Urząd Transportu Kolejowego (UTK) w 2016 roku przewozy pasażerskie realizowało 14 licencjonowanych przewoźników, którzy świadczyli usługi przewozowe na zlecenie marszałków województw i ministra właściwego do spraw transportu (przewozy międzywojewódzkie – PKP Intercity). Od 2014 r. odnotowuje się wzrost zainteresowania podróżnych przewozami kolejowymi.

nik-koleje-obszary-dzialan-spolek-kolejowych

Obszary działania poszczególnych regionalnych spółek kolejowych

Kolejowy transport pasażerski w Polsce realizowany na zlecenie samorządów województw wykonywany jest głównie przez Przewozy Regionalne sp. z o.o., jednak stale rośnie rola i udział w ryku przewozów realizowanych przez regionalne spółki kolejowe powoływane przez poszczególnych marszałków.

Udział przewoźników pasażerskich w rynku przewozów w latach 2011-2016

 

nik-koleje-udzial-przewoznikow-w-rynku

Największy udział przewoźników według liczby przewiezionych pasażerów w 2016 r. miały Przewozy Regionalne sp. z o.o., a następnie kolejno Koleje Mazowieckie sp. z o.o., PKP SKM i PKP Intercity.

Udział przewoźników w rynku wg liczby przewiezionych pasażerów w 2016 r.

nik-koleje-udzial-przewoznikow-wedlug-pasazerowUdział przewoźników w rynku wg pracy przewozowej (pasażerokilometry*) w 2016 r.

* Pasażerokilometr – stosowana w transporcie pasażerskim jednostka miary pracy przewozowej wykonanej przez środki transportu pasażerskiego w określonym czasie (np. doby, miesiąca).

nik-koleje-udzial-przewoznikow-wedlug-pracy-przewozowejNIK zbadała funkcjonowanie regionalnego publicznego kolejowego transportu zbiorowego na terenie sześciu województw: dolnośląskiego, małopolskiego, mazowieckiego, śląskiego, wielkopolskiego oraz lubelskiego. W latach 2013-2016 w tych województwach przewieziono łącznie prawie 545 mln pasażerów. Najwięcej osób przewieziono w województwach: mazowieckim (278,8 mln), wielkopolskim (89,5 mln) i dolnośląskim (63,5 mln).

Najważniejsze ustalenia kontroli

Wszystkie skontrolowane samorządy województw opracowały i uchwaliły plan zrównoważonego rozwoju publicznego transportu zbiorowego (dalej plan transportowy). We wszystkich przypadkach, opracowanie projektu planu transportowego zostało poprzedzone badaniem i analizą potrzeb przewozowych w publicznym transporcie zbiorowym. Choć plany transportowe opracowane zostały na okresy kilkunastoletnie i określały kierunki działań, to jednak w żadnym planie nie określono harmonogramu czasowego realizacji poszczególnych celów oraz nie ustalono kryteriów jak oceniać stopień realizacji tego planu.

Marszałkowie rzetelnie wywiązywali się z obowiązku analizowania potrzeb przewozowych w publicznym transporcie zbiorowym poprzez badanie ruchu i przewozów w transporcie zbiorowym. Wyniki badań satysfakcji i preferencji podróżnych, które prowadzili operatorzy, wskazują, że z roku na rok podnosi się poziom świadczonych usług publicznego transportu zbiorowego.nik-koleje-zbiorcze-wyniki-sadysfakcji

Zbiorcze wyniki badań satysfakcji podróżnych obsługiwanych przez największych przewoźników (Przewozy Regionalne sp. z o.o. oraz Koleje Mazowieckie sp. z o.o.)

Na terenie kontrolowanych województw łączna długość linii komunikacyjnych w kolejnych latach (2013-2016) zwiększała się i wynosiła odpowiednio 6 236/6 274/
6 500/6 641 km. Operatorzy w poszczególnych latach przewieźli odpowiednio 131,5/131,2/138,4/143,7 mln pasażerów.

nik-koleje-liczba-pasazerow-i-pociagokilometorw-w-kontrolowanych-wojewodztwachLiczba przewiezionych pasażerów i przejechanych pociągokilometrów* w latach 2013-2016 na terenie sześciu kontrolowanych województw

*Pociągokilometr (pockm) – jednostka miary pracy eksploatacyjnej linii kolejowej odpowiadająca przemieszczeniu się jednego pociągu na dystansie jednego kilometra.

W latach 2011-2016 operatorzy wykonujący przewozy regionalnego pasażerskiego transportu kolejowego ponosili znaczne nakłady na odnowienie taboru. W efekcie średni wiek taboru pozostawał na tym samym poziomie lub ulegał zmniejszeniu. Warto zwrócić uwagę, że mimo inwestycji pociągi Przewozów Regionalnych, Kolei Śląskich i Kolei Mazowieckich są nadal dość wiekowe. U poszczególnych przewoźników średnik wiek taboru w latach 2011 i 2016 wynosił odpowiednio:

  • WKD sp. z o.o. – 39 i 6 lat
  • Przewozy Regionalne sp. z o.o. – 30 i 31 lat
  • Koleje Śląskie sp. z o.o. – 23,7 (w 2013 r.) i 24,6 lat
  • Koleje Mazowieckie sp. z o.o. – 21,5 i 22,6 lat
  • Koleje Wielkopolskie sp. z o.o. – 16,8 (w 2012 r.) i 8,6 lat
  • SKM sp. z o.o. – 14,3 i 5,2 lat
  • Arriva RP sp. z o.o. – 11,3 i 14,7 lat
  • Koleje Dolnośląskie S.A. – 2,5 i 8 lat
  • PKP SKM w Trójmieście sp. z o.o. – 1 i 2 lata
  • Koleje Małopolskie sp. z o.o. – 0,2 (w 2014 r.) i 2,4 lat
  • Łódzka Kolej Aglomeracyjna sp. z o.o. – 0,2 (w 2014 r.) i 2 lata

Pozytywną ocenę obniżyły istotne nieprawidłowości stwierdzone w działaniach skontrolowanych samorządów.

Samorządy nierzetelnie sprawowały nadzór nad przewoźnikami w zakresie wykonywania przez nich regionalnych pasażerskich przewozów kolejowych na liniach regularnych. Działania w tym zakresie były ograniczone do przeprowadzania kontroli dotyczących zapewnienia przez przewoźników komfortu podróży i ewentualnie punktualności. Żaden samorząd nie prowadził kontroli w zakresie wywiązywania się przez operatorów z zapewnienia podróżnym odpowiednich warunków bezpieczeństwa. Żaden marszałek nie zapewnił bowiem kontroli terminowości wykonania przeglądów przewidzianych harmonogramem zawartym w dokumentacji systemu utrzymania tego taboru oraz kontroli aktualności świadectw sprawności technicznej pojazdów kolejowych. W dodatku marszałkowie nie mieli wiedzy o wynikach kontroli operatorów przeprowadzonych przez Urząd Transportu Kolejowego.

Tymczasem kontrole UTK ujawniały przypadki niewłaściwego stanu technicznego taboru operatorów. Nieprawidłowości dotyczyły m.in.: braków w wyposażeniu pociągów, niewłaściwego prowadzenia lub braku odpowiedniej dokumentacji pociągów, ich użytkowania pomimo przekroczonego parametru dopuszczalnego przebiegu określonego w świadectwie sprawności technicznej, posiadania przez maszynistów nieaktualnej dokumentacji służbowej wymaganej do prowadzenia pociągów, niespełniania warunków technicznych i organizacyjnych zapewniających ochronę przeciwpożarową (brak młotka bezpieczeństwa, gaśnicy lub brak jej legalizacji), niesprawnych układów blokowania drzwi, uszkodzonych mechanizmów otwierania/zamykania okna w przestrzeni pasażerskiej, eksploatowania pociągów bez oznakowania wyjść ewakuacyjnych, bądź z niesprawną klimatyzacją lub ogrzewaniem, niezapewnienia pasażerom odpowiedniej informacji (np. brak tablic zewnętrznych lub wewnętrznych). Operatorom realizującym przewozy na rzecz województw objętych kontrolą NIK, Prezes UTK w latach 2014-2016 (III kwartał) wydał 22 decyzje o wyłączeniu z eksploatacji pociągów lub ograniczeniu ich eksploatacji (spośród nich 16 decyzji dotyczyło operatorów wykonujących transport publiczny na terenie woj. wielkopolskiego, a 6 decyzji dotyczących operatorów działających na Mazowszu).

Samorządy kontrolując jakość przewozów, sprawdzały również punktualność pociągów. Jednak podstawowym źródłem informacji w tym zakresie były sprawozdania z punktualności składane przez operatorów. Samorządy nie weryfikowały danych zawartych w sprawozdaniach operatorów, a przy tym nie korzystały z możliwości wystąpienia do zarządcy linii kolejowych (PKP PLK S.A.) o podjęcie współpracy polegającej na wymianie informacji z zakresu organizacji i realizacji pasażerskiego ruchu kolejowego na obszarze województwa oraz umożliwieniu przez PKP PLK S.A. dostępu do niektórych baz danych.

Co więcej samorządy różnie ustaliły standardy punktualności pociągów. Najmniejsze wymagania w tym względzie miało województwo mazowieckie, które w umowach zawieranych z operatorami nie uzgodniło wprowadzenia żadnych sankcji za pojedyncze opóźnienie pociągu z winy operatora oraz nie ustaliło sposobu obliczania wskaźnika opóźnień w kursowaniu pociągów. W związku z powyższym, operatorzy w okresie objętym kontrolą nie byli karani za opóźnienia, pomimo ich licznego występowania. W 2014 r. 29 368 pociągów Kolei Mazowieckich przybyło do stacji końcowej z opóźnieniem ponad 5 min., a wskaźnik punktualności wyniósł ok. 88 proc., z kolei w 2015 r. 26 000 pociągów KM przybyło do stacji końcowej z opóźnieniem ponad 5 min., a wskaźnik punktualności wyniósł ok. 89 proc. Ponadto przedstawiane przez operatorów rozliczenia kwartalne pociągów opóźnionych, w których wyliczano współczynnik opóźnień nie uwzględniały pociągów odwołanych w pełnej lub częściowej relacji, co nie oddawało rzeczywistego obrazu niezawodności pociągów i powodowało zwiększenie wartości tego wskaźnika.

Samorządy nie kontrolowały rzetelnie czy operatorzy wywiązują się z obowiązku rozpatrywania skarg i reklamacji składanych przez pasażerów oraz przyznawania ewentualnych odszkodowań. Poprzestawały na analizie rocznych informacji od operatorów o liczbie i sposobie załatwienia skarg i reklamacji składanych przez pasażerów oraz o liczbie i wysokości przyznanych odszkodowań. Przy czym nawet te informacje nie zawsze były kompletne.

Zdaniem NIK, samorządy nie wywiązywały się w pełni z obowiązku zapewnienia odpowiednich warunków funkcjonowania publicznego transportu zbiorowego, w szczególności chodzi o standard przystanków komunikacyjnych i dworców.

Samorządy w większości nie zapewniły funkcjonowania zintegrowanego systemu taryfowo-biletowego. Było to wynikiem przesunięcia na styczeń 2018 r. wejścia w życie przepisów ustawy o publicznym transporcie zbiorowym dot. zmian w zakresie finansowania z budżetu państwa dopłat przewoźnikom do utraconych przychodów (z tytułu stosowania ustawowych uprawnień do ulgowych przejazdów w publicznym drogowym transporcie zbiorowym). Wyjątkiem był samorząd woj. małopolskiego, który wprowadził Małopolską Kartę Aglomeracyjną, co NIK uznała za przykład dobrych praktyk.

Niejednoznaczna reakcja rynku na wystąpienie Janet Yellen

Niejednoznaczna reakcja rynku na wystąpienie Janet Yellen. Waluty rynków wschodzących zyskują na wartości. Rentowności obligacji skarbowych USA spadają, ale EUR/USD wraca w okolice 1.1400. Złoty pozostaje stabilny i w niewielkim stopniu korzysta z globalnych ruchów. EUR/PLN blisko granicy 4.23.

Najważniejsze dane makro (czas CET – środkowoeuropejski). Szacunki danych makro są na podstawie informacji z Bloomberga, chyba że zaznaczono inaczej.

14.30: Cotygodniowe wnioski o zasiłki dla bezrobotnych w USA (szacunki: 245 tys. )
15.30: Wystąpienie Janet Yellen przed Senacką Komisją Bankową amerykańskiego Kongresu
19.00: Wystąpienie Leal Breainard. Tekst wystąpienia ma być podobny do tego który był już przedstawiony 11 lipca. Przewidziana jest sesja pytań&odpowiedzi
Yellen ma coraz więcej wątpliwości

Wczorajsze wystąpienie Janet Yellen można odebrać na dwa sposoby. W pierwszym podejściu praktycznie nic nowego nie zostało powiedziane. Nie otrzymaliśmy żadnych nowych informacji w kwestii bilansu Rezerwy Federalnej (redukcja ma się rozpocząć w tym roku), a FOMC analizuje gospodarkę, by dostosowywać do niej warunki monetarne.

Z drugiej jednak strony można znaleźć niuanse, które jednak mogą pokazywać, że Janet Yellen nie jest do końca przekonana, że ostatni spadek inflacji wynika tylko z elementów przejściowych. Podczas czerwcowej konferencji prasowej, po posiedzeniu, FOMC jasno zwracała uwagę, że niższe tempo wzrostu cen to rezultat między innymi spadku cen leków na receptę czy kosztów usług telekomunikacyjnych.

Wczoraj natomiast Yellen mówiła, że Komitet obserwuje inflację „bardzo uważnie i jest gotowy, by dostosować politykę pieniężną jeżeli będą sygnały, że obniżenie inflacji będzie trwałe”. Chociaż również i w tym momencie zwolennicy podejścia, że wczorajsze wystąpienie wiele nie wnosi do polityki pieniężnej także znajdą argument potwierdzający swoją teorię. „The Wall Street Journal” zwrócił uwagę na stwierdzenie Yellen, w którym powiedziała, że „Jest zbyt wcześnie, by osądzić, że nie jesteśmy na ścieżce do 2 procentowej inflacji na przestrzeni najbliższych dwóch lat”.

Wydaje się jednak, że mimo wyważonego i trzymającego otwarte drzwi w obu kierunkach (zastopowania lub utrzymywania zacieśnienia monetarnego) przekazu Yellen, może mieć ona coraz więcej wątpliwości co do trwałości wzrostu inflacji do 2 procentowego celu w najbliższych kwartałach. Te wątpliwości mogły się zwłaszcza nasilić po publikacji inflacji bazowej PCE za maj. W relacji rok do roku wynosi ona zaledwie 1.39%, co jest odczytem przekraczającym 6-letnie minima, osiągnięte w połowie 2015, jedynie o 0.08 pkt procentowego.

Te wątpliwości według nas stosunkowo dobrze zostały zaadresowane przez część instrumentów rynkowych. Po publikacji tekstu wystąpienia rentowności 5-letnich obligacji skarbowych spadły o 5 pkt. bazowych osiągając poziom 1.85%. Mniej restrykcyjne warunki monetarne w Stanach Zjednoczonych zostały także przyjęte optymistycznie przez waluty krajów wschodzących, które są w największym stopniu uzależnione od kapitału denominowanego w dolarach. Tylko podczas środowej sesji południowoafrykański rand zyskał do dolara 2.3%. Wyraźnie silniejsza była także turecka lira, która zyskała 1.5%.

Sesję praktycznie na niezmienionym poziomie zakończyły polski złoty, węgierski forint czy czeska korona. Te waluty są ostatnio mniej wrażliwe na sygnały z polityki pieniężnej USA. Pewnym zaskoczeniem natomiast mogła być reakcja EUR/USD. Na początku obserwowaliśmy wzrosty w okolicę 1.1480 (blisko rocznych szczytów). Z kolei sesja w USA kończyła się około 60 pipsów niżej. Dziś rano, na rozpoczęciu się europejskich notowań, główna para walutowa wracała do granicy 1.1460, ale już podczas południowego handlu spadała do granicy 1.1400. Niewykluczone, że część inwestorów obawia się, że być może mniejsza presja inflacyjna w USA zmniejszy także chęć do wycofywania się EBC z ekstremalnie łagodnej polityki pieniężnej przez ograniczoną presję wzrostu cen. Potwierdzałyby to również dzisiejsze spadki rentowności obligacji skarbowych strefy euro. Nie zmienia to jednak faktu, że wczorajsze wystąpienie Yellen było raczej mniej jastrzębie niż można było oczekiwać po jej ostatnich wypowiedziach.

Nadal stabilizacja

Na krajowej walucie cały czas mamy do czynienia z ograniczonymi zmianami. Złoty jest stabilny zarówno do euro jak i do forinta. Nieco większe wahania są obserwowane na dolarze czy funcie, ale nie zmienia to faktu, że PLN, podobnie zresztą jak HUF czy CZK, bardzo spokojnie reagują na doniesienia z zagranicy. Taki stan rzeczy należy uznać za pozytywny, gdyż wskazuje, że nasz region dzięki ustabilizowaniu się sytuacji politycznej i gospodarczej w strefie euro jest mniej narażony na zawirowania zewnętrzne.

Dziś po południu kolejny raz głos będzie zabierać Janet Yellen (tym razem w Senacie). Tekst jej wystąpienia będzie analogiczny do wczorajszego i raczej nie należy się spodziewać, by ogólny przekaz wyraźnie różnił się od tego co zobaczyliśmy w środę. Po południu jest także zaplanowane kolejne wystąpienie Lael Brainard. Jednak również w tym przypadku prezentacja powinna być analogiczna do tej którą otrzymaliśmy dwa dni temu. Jednym elementem niepewności jest seria pytań&odpowiedzi do obu przedstawicielek władz monetarnych. Ogólnie więc nadal scenariuszem bazowym pozostaje stabilizacja notowań PLN.

Autor: Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl

Raport: Finansowanie biznesu w Polsce

  1. Synteza
  2. Rekomendacje
  3. Wprowadzenie – dlaczego struktura finansowania przedsiębiorców
    jest ważna dla gospodarki?
  4. Finansowanie biznesu z udziałem środków publicznych
  5. Finansowanie biznesu przez podmioty komercyjne
  6. Finansowanie biznesu ze środków własnych przedsiębiorców
  7. Podsumowanie

 

Synteza

Zagadnienie finansowania przedsiębiorstw jest przedmiotem bardzo istotnej debaty. Powstało kilka konkurujących ze sobą teorii, których głównym celem jest udzielenie odpowiedzi na pytania: jakie znaczenie ma struktura finansowania przedsiębiorstw dla samych firm i dla gospodarki oraz jaka struktura finansowania przedsiębiorstw wydaje się być najbardziej efektywna.

Ogólnie, źródła finansowania firm można podzielić na kilka sposobów, z których zdecydowanie najprostszym jest podział na źródła finansowania własne i obce, a spośród obcych – zwrotne i bezzwrotne. Własne źródła finansowania to z reguły oszczędności oraz wypracowany przez firmę zysk – to te środki można przeznaczyć na realizację inwestycji albo bieżącą działalność firmy. Obce źródła finansowania to m.in. kredyty, pożyczki, leasing czy faktoring (źródła zwrotne), a także dotacje i subwencje (źródła bezzwrotne).

W ramach niniejszego opracowania, źródła finansowania podzielono funkcjonalnie na trzy grupy – finansowanie z wykorzystaniem środków publicznych, finansowanie przez podmioty komercyjne oraz finansowanie przedsiębiorstw z ich własnych środków. Trudno jest udzielić odpowiedzi na pytanie, które sposoby finansowania są najlepsze, i które należałoby zalecić jako optymalne – wszystkie z nich mają bowiem swoje wady i zalety. Bardzo wielu przedsiębiorców skorzystało z dotacji pochodzących z Funduszu Pracy – przyznawanych na rozpoczęcie działalności gospodarczej (szacuje się, że w latach 2005 – 2014 powstało z ich udziałem ok. 461 tysięcy firm). Można zatem uznać, że środki te skutecznie służą pobudzaniu przedsiębiorczości Polaków.

Duże możliwości zdobycia środków na inwestowanie i prowadzenie działalności gospodarczej pochodzą z funduszy i programów Unii Europejskiej. Mimo bardzo wysokich kwot, które są w ich ramach dostępne, przedsiębiorcy z sektora MSP wciąż rzadko z nich korzystają. Okazuje się, że głównymi przeszkodami są skomplikowane procedury i liczne wymogi formalne, których spełnienie jest niezbędne, aby móc skorzystać z funduszy unijnych.

Wszystkie z pięciu największych banków w Polsce mają w swojej ofercie zarówno kredyty obrotowe oraz inwestycyjne, jak i faktoring oraz leasing, jako produkty dedykowane przedsiębiorcom. Warunki udzielania takiego finansowania są zróżnicowane i – jak wynika z badań – polscy przedsiębiorcy wciąż korzystają przede wszystkim z własnych środków.

Rekomendacje

  • Przyznawanie środków publicznych w ramach finansowania przedsiębiorstw powinno odbywać się w jak najbardziej przejrzysty sposób, gwarantujący jednocześnie efektywność wydatkowania pieniędzy z budżetu. Finansowane powinny być tylko projekty użyteczne, czyli możliwe do zrealizowania oraz komercjalizacji. Trzeba jednak pamiętać o tym, by procedury i poziom ich sformalizowania nie zniechęcały przedsiębiorców do korzystania z dostępnych środków.
  • Dużym wyzwaniem dla podmiotów komercyjnych jest stworzenie atrakcyjnej oferty produktów dedykowanych przedsiębiorstwom z sektora MSP. Jak wynika z badań, mikro, małe i średnie przedsiębiorstwa wciąż rzadko (chociaż coraz częściej) korzystają z kredytów, leasingu i faktoringu. Warto jednak taką ofertę skonstruować, by umożliwić firmom realizację ambitnych przedsięwzięć inwestycyjnych.
  • Polscy przedsiębiorcy finansują się w sposób bardzo bezpieczny, własnymi środkami. Wydaje się, że dla bieżącej działalności firmy jest to wyjście optymalne, warto jednak generować impulsy zachęcające firmy do inwestowania.
  1. Wprowadzenie – dlaczego struktura finansowania przedsiębiorców jest ważna dla gospodarki?

Rozważania na ten temat trzeba zacząć od podstawowego wniosku – problematyka finansowania biznesu jest, nie tylko w Polsce, bardzo istotna. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Europejski Bank Odbudowy i Rozwoju, trudności w dostępie do środków finansowych są drugim (!) z trzech najistotniejszych niedogodności w działalności przedsiębiorstw, wymienianych przez ankietowanych. Badanie przeprowadzone było w całej Unii Europejskiej i niektórych państwach Europy Środkowo-Wschodniej niebędących państwami członkowskimi Wspólnoty[1]. Jak wynika z kolei z raportu przygotowanego przez ekspertów Deutsche Bank, aż dla 35 proc. przedsiębiorców główną barierą dla rozwoju firmy jest utrudniony dostęp do zewnętrznego finansowania[2]. Według wszystkich autorów zajmujących się zjawiskiem, stały dostęp do źródeł finansowania jest jednym z kluczowych czynników warunkujących zdolność przedsiębiorstwa nie tylko do wzrostu i rozszerzania skali działania, ale również do przeżycia. Utrzymywanie się na rynku i zapewnienie rozwoju przedsiębiorstwa wymaga z reguły zaangażowania zarówno kapitału własnego firmy, jak i kapitału obcego.

Źródła finansowania firm dzieli się na kilka sposobów, jednak najprostszym i – jak się wydaje – najważniejszym z nich, jest podział ze względu na własność kapitału. Według tego kryterium dzieli się źródła finansowania firm na własne i obce.

Finansowanie własne odbywać może się zarówno z zysku z lat ubiegłych czy zysku netto,
jak i z wyprzedaży obiektów majątkowych czy też z wkładów założycieli oraz kapitałów zapasowych.

Finansowanie obce można z kolei podzielić na zwrotne i bezzwrotne. Wśród tych pierwszych najbardziej rozpowszechnioną formą będą kredyty i pożyczki, ale także bardziej nowoczesne formy finansowania, takie jak leasing czy factoring. Warto przy tej okazji pokrótce zdefiniować powyższe formy zwrotnego finansowania obcego. Do tej pory wiele osób używa zamiennie pojęć „pożyczka” i „kredyt”, jednak z formalnego punktu widzenia jest to błąd. Umowa pożyczki jest normalną umową cywilnoprawną, na mocy której dający pożyczkę zobowiązuje się przenieść na własność biorącego określoną ilość pieniędzy albo rzeczy, oznaczonych tylko co do gatunku, a biorący zobowiązuje się zwrócić taką samą ilość pieniędzy albo taką samą ilość rzeczy tego samego gatunku i tej samej jakości[3]. Kredyt z kolei stanowi jedną z czynności bankowych[4]. Przez umowę kredytu bank zobowiązuje się oddać do dyspozycji kredytobiorcy, na czas oznaczony w umowie, kwotę środków pieniężnych z przeznaczeniem na ustalony cel, a kredytobiorca zobowiązuje się
do korzystania z niej na warunkach określonych w umowie, zwrotu kwoty wykorzystanego kredytu wraz z odsetkami w oznaczonych terminach spłaty oraz zapłaty prowizji od udzielonego kredytu[5]. Leasing jest umową cywilnoprawną zdefiniowaną w kodeksie cywilnym – przez umowę leasingu finansujący zobowiązuje się, w zakresie działalności swego przedsiębiorstwa, nabyć rzecz od oznaczonego zbywcy na warunkach określonych w tej umowie i oddać tę rzecz korzystającemu do używania albo używania i pobierania pożytków przez czas oznaczony, a korzystający zobowiązuje się zapłacić finansującemu, w uzgodnionych ratach, wynagrodzenie pieniężne równe co najmniej cenie lub wynagrodzeniu z tytułu nabycia rzeczy przez finansującego[6]. Dla odmiany faktoring stanowi tzw. umowę nienazwaną – polega on na nabyciu przez faktora wierzytelności faktoranta oraz finansowania ich i na zarządzaniu nimi[7]. Dzięki temu faktorant może otrzymać zapłatę od razu po zrealizowaniu sprzedaży.

Bezzwrotnymi rodzajami finansowania obcego będą natomiast m.in. dotacje i subwencje[8].

Oba rodzaje finansowania mają swoje zalety i wady. Finansowanie własne zapewnia pełną kontrolę wykorzystania kapitału i wiąże się z niewielkim ryzykiem. Wykorzystywany kapitał nie stanowi ponadto długu, zatem ciężko jest de facto mówić o jego bezpośrednim koszcie (choć generalnie przyjmuje się, że kosztem kapitału własnego jest wymagana przez właścicieli firmy stopa zwrotu[9]). Kapitał obcy z kolei jest oprocentowany, kontrola jego wykorzystania jest ograniczona umową, a ryzyko wiążące się z jego użytkowaniem rośnie wraz ze wzrostem stopnia zadłużenia[10]. Warto jednak pamiętać o tym, że kapitał obcy pozwala na korzystanie z efektu dźwigni finansowej, a dodatkowo odsetki od niego są kosztem uzyskania przychodu, zmniejszają zatem wysokość płaconego podatku dochodowego. W rezultacie może się okazać, że kapitał obcy jest tańszy niż własny[11]. Z uwagi na fakt, iż niniejszy tekst nie jest opracowaniem naukowym przyjęta została nieco uproszczona metodologia podziału źródeł finansowania, choć w dużym stopniu pokrywająca się z opisanym powyżej, najbardziej popularnym podziałem. Źródła finansowania podzielone zostały bowiem na takie z udziałem środków publicznych (mowa jest m.in. o dotacjach, subwencjach czy też kredytach bankowych, na które udzielane są gwarancje instytucji publicznych), finansowanie przez podmioty komercyjne (głównie banki) oraz na samofinansowanie przedsiębiorców z osiągniętego zysku i z oszczędności.

O tym, jak ważnym zagadnieniem jest struktura kapitału firmy świadczy fakt, że powstało na jej temat przynajmniej kilka konkurujących ze sobą teorii. Bodaj najpopularniejsza z nich, czyli teoria hierarchii źródeł finansowania, zakłada, że przedsiębiorcy korzystają w pierwszej kolejności z wewnętrznych źródeł finansowania, takich jak zysk, a dopiero później ewentualnie z nowego długu[12]. Zgodnie z tą teorią, celem nie jest doprowadzenie struktury kapitału do optimum (czyli takiego punktu, w którym proporcja kapitałów własnych i obcych doprowadza do równowagi pomiędzy ryzykiem podejmowanym przez przedsiębiorstwo, a jego dochodowością, ergo – do maksymalizacji wartości przedsiębiorstwa[13], lecz wyszukanie najtańszych źródeł pozyskiwania kapitału, czyli takich, przy których dodatkowe koszty będą jak najniższe[14].

Powyższa konstatacja ma swoje określone konsekwencje, w szczególności dla mniejszych podmiotów. Można bowiem z dużą dozą pewności podejrzewać, że im większe przedsiębiorstwo, tym bardziej będzie ono skłonne do dążenia do osiągnięcia wspomnianego punktu optymalnego, czyli teoretycznie idealnej proporcji między kapitałem własnym a obcym. Badania przeprowadzone w latach 90. pokazały, że małe przedsiębiorstwa nie wykazywały szczególnego zainteresowania zewnętrznymi źródłami finansowania. Środki na bieżącą działalność i inwestycje pochodziły w ich przypadku
z wypracowanego przez firmy zysku, a z zewnętrznych źródeł finansowania korzystano
w ostateczności[15]. Oczywiście badania te są dosyć leciwe, a w dodatku nie były przeprowadzone w Polsce, jednak stanowią interesujący punkt wyjścia do rozważenia, w jakim stopniu firmy z sektora MSP finansują swoją działalność w sposób odmienny od większych podmiotów i czy ewentualne różnice stanowią raczej atut czy barierę dla ich rozwoju.

Ostatecznie można stwierdzić, że struktura kapitału w danej firmie uzależniona jest od celów przedsiębiorstwa w krótkiej i długiej perspektywie, wśród których wyróżnić należy choćby minimalizację kosztów, zmniejszanie ryzyka prowadzonej działalności czy też utrzymanie płynności finansowej[16].

  1. Finansowanie biznesu z udziałem środków publicznych

Jednym z bardziej spektakularnych źródeł finansowania biznesu, omawianych na łamach niniejszego raportu, będzie z pewnością finansowanie z udziałem środków publicznych. Narzędzi wykorzystywanych w ramach takiego finansowania jest wiele i nie sposób ich wszystkich omówić na łamach pojedynczego raportu, zatem siłą rzeczy dalsze rozważania zostaną skoncentrowane wokół najistotniejszych z nich.

Uzyskanie dotacji z środków publicznych możliwe jest już na samym początku drogi przedsiębiorcy – zgodnie z art. 46 ust 1 pkt 2 ustawy o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy[17] – starosta, z Funduszu Pracy, może przyznać bezrobotnemu lub poszukującemu pracy jednorazowo środki na podjęcie działalności gospodarczej, na założenie spółdzielni socjalnej lub przystąpienie do niej po założeniu, w tym na pokrycie kosztów pomocy prawnej, konsultacji i doradztwa związanych z podjęciem tej działalności, w wysokości określonej w umowie, nie wyższej jednak niż 6-krotnej wysokości przeciętnego wynagrodzenia. Trzeba jednak pamiętać o tym, że osoba, która otrzymała
takie środki jest obowiązana dokonać ich zwrotu, jeżeli prowadziła działalność gospodarczą przez okres krótszy niż 12 miesięcy albo jeżeli naruszone zostały inne warunki umowy dotyczące przyznania tych środków. Do składanego wniosku należy załączyć szereg oświadczeń, wynikających z rozporządzeń szczegółowo regulujących warunki przydzielania dofinansowania – spis niezbędnych dokumentów można z reguły znaleźć na stronach internetowych urzędów pracy[18].

Według stanu na dzień 1 czerwca 2017 roku, maksymalna kwota dofinansowania wynosi nieco ponad 26 tysięcy złotych. Jak wynika z informacji dostępnych na stronie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, dotyczących wydatków Funduszu Pracy, tylko w ciągu ostatnich pięciu lat z Funduszu Pracy przeznaczono ponad 4,3 miliarda złotych na dofinansowania na rozpoczęcie działalności gospodarczej[19]. W 2017 roku planuje się przeznaczyć na ten cel niemal 707 milionów złotych. W czasie, za który dostępne są dane, największą kwotę przeznaczono na dofinansowania w roku 2010 – niemal 1,4 miliarda złotych. W latach 2005 – 2014, przy pomocy dotacji z Funduszu Pracy, powstało ponad 461 tysięcy nowych firm[20]. Średnia kwota wsparcia w tym czasie wyniosła
15,9 tysiąca złotych[21].

Inną formą pomocy finansowej dla osób rozpoczynających działalność gospodarczą jest choćby program pożyczek na jej podjęcie o nazwie „Wsparcie w starcie”. Jest to program rządowy, a realizuje go Bank Gospodarstwa Krajowego. Środki przyznawane w ramach tego programu pożyczkowego również pochodzą z Funduszu Pracy. Program dedykowany jest studentom ostatniego roku studiów wyższych, absolwentom szkoły lub uczelni wyższej do 4 lat od dnia ukończenia szkoły lub uzyskania tytułu zawodowego oraz zarejestrowanym bezrobotnym. Wartość pożyczki nie może przekraczać 20-krotności przeciętnego wynagrodzenia (aktualnie nieco ponad 87 tysięcy złotych). Pożyczki udzielane są na preferencyjnych warunkach – wysokość oprocentowania to ¼ stopy redyskonta weksli NBP (czyli 0,44 proc.), okres spłaty wynosi nawet do 7 lat, a karencja w spłacie kapitału do roku[22]. Jak wynika z przytaczanych już danych publikowanych na stronie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, od momentu rozpoczęcia programu (2014 rok), na jego realizację przeznaczono ponad 300 milionów złotych. Co ciekawe, w planie finansowym Funduszu Pracy na rok 2017 nie przydzielono na ten cel ani złotówki – być może dane ze strony MRPiPS nie zostały zaktualizowane.

Potężnym źródłem finansowania przedsiębiorców ze środków publicznych są oczywiście pieniądze przyznawane w ramach funduszy unijnych. Jak można przeczytać na stronie internetowej www.funduszeeuropejskie.gov.pl, w latach 2014 – 2020, czyli w bieżącej perspektywie finansowej, na rozwój przedsiębiorstw przeznaczonych ma zostać w sumie 20 miliardów euro, co sprawi, że przedsiębiorcy będą największymi – obok samorządów – beneficjentami funduszy unijnych[23]. Środki z funduszy mają być przyznawane przede wszystkim na opracowywanie i wdrażanie rozwiązań innowacyjnych oraz inwestowanie w badania i rozwój, informatyzację firm oraz implementację rozwiązań ekologicznych i wsparcie eksportu.

Jeśli chodzi o pierwszą ze wspomnianych kategorii, najistotniejszy jest Program Operacyjny Inteligentny Rozwój. W jego ramach można otrzymać środki m.in. na:

  • projekty B+R w ramach określonego przedsiębiorstwa albo konsorcjum (głównie chodzi
    o badania przemysłowe oraz eksperymentalne prace rozwojowe, których celem jest opracowanie nowych lub istotnie ulepszonych rozwiązań),
  • sektorowe projekty B+R, czyli takie, które są istotne dla rozwoju całej branży – chodzi tu zatem nie o prace na poziomie pojedynczego przedsiębiorstwa, bądź nawet ich grupy, lecz
    o rozwiązania służące całemu sektorowi gospodarki,
  • stworzenie i rozwijanie infrastruktury B+R – chodzi o inwestycje w sprzęt i infrastrukturę służące tworzeniu innowacyjnych produktów i usług,
  • pozyskanie patentu lub nieopatentowanej wiedzy technicznej oraz realizację inwestycji opartej o pozyskaną technologię – wsparcie kierowane jest w tym przypadku do przedsiębiorstw z sektora MSP,
  • usługi doradcze służące umiędzynarodowieniu działalności przedsiębiorstwa – instrument ponownie dedykowany jest przedsiębiorstwom z sektora MSP.

Oczywiście sumy, którymi trzeba operować, opisując program POIR, są gigantyczne. Na samo wsparcie prowadzenia prac B+R przez przedsiębiorstwa przeznaczone jest ponad 4,5 miliarda euro, z czego niemal 4,1 miliarda euro ma trafić do regionów słabiej rozwiniętych. Ogólny budżet programu to ponad 10 miliardów euro, z czego ponad 8,5 miliarda ma pochodzić ze środków unijnych[24]. Wg stanu na 30 czerwca 2017 roku, w ramach programu zawarto 1716 umów o dofinansowanie, opiewających na kwotę ponad 13,4 miliarda złotych, co stanowi nieco ponad 36,5 proc. alokacji środków[25].

W zakresie funduszy europejskich szczególną uwagę poświęcono przedsiębiorstwom działającym na wschodzie Polski – dedykowana jest im spora część osobnego programu Polska Wschodnia, nazwana Przedsiębiorcza Polska Wschodnia. W ramach tej części programu, wyodrębnione są cztery działania, przeznaczone dla start-upów oraz przedsiębiorstw z sektora MSP[26]:

  • Platformy startowe dla nowych pomysłów – jest to przedsięwzięcie wspierające start-upy. Skierowane jest do osób w wieku poniżej 35 lat, chcących rozwijać swój biznes w Polsce wschodniej. Osoby spełniające te kryteria i posiadające pomysł na swoje przedsiębiorstwo, otrzymują w ramach tego działania wsparcie od wybranej przez siebie platformy startowej, obejmujące m.in. pomoc prawną czy doradztwo marketingowe. Ostatecznie, dysponując gotowym produktem, przedsiębiorca może starać się o bezzwrotną dotację w wysokości do 800 tysięcy złotych. Środki przeznaczone na realizację tego działania to 200 milionów euro.
  • Internacjonalizacja MSP – w ramach działania przedsiębiorstwom z sektora MSP przyznawane są dotacje o maksymalnej wysokości 500 tysięcy złotych, których celem jest umożliwienie beneficjentom skorzystania z usług doradczych w zakresie podjęcia ekspansji zagranicznej. Chodzi tu zatem o wybór nowych rynków czy nawiązywanie kontaktów z kontrahentami.
    Na realizację działania przeznaczono 115 milionów euro.
  • Wsparcie ponadregionalnych powiązań kooperacyjnych – w tym działaniu chodzi o wsparcie przedsiębiorców z sektora MSP, którzy działają w ramach ponadregionalnych powiązań kooperacyjnych. Działanie podzielone jest na dwa poddziałania, z których jedno dotyczy wdrażania przez MSP innowacji (finalnym efektem ma być wprowadzenie na rynek nowego produktu), a drugie, skierowane do konsorcjów MSP, tworzenia innowacyjnych produktów obejmujących makroregion – chodzi o to, by przedsięwzięcia realizowane w sposób rozproszony przez członków konsorcjum były spójne koncepcyjnie i tworzyły gotową do sprzedaży ofertę. Łącznie, na realizację obu tych poddziałań, przeznaczono 260 milionów euro.
  • Wzór na konkurencję – w zakresie tego działania wsparcie udzielane jest dwuetapowo.
    W etapie pierwszym, firmy mogą otrzymać dotacje o wartości do 100 tysięcy złotych. Pomoc może być przeznaczona na przeprowadzenie audytu wzorniczego i opracowanie na jego podstawie strategii dalszych działań w firmie. W ramach etapu drugiego, firmy mogą ubiegać się o dotację o wartości do 3 milionów złotych, potrzebną na wdrożenie zaplanowanych działań. Na realizację omawianego działania przeznaczono łącznie 144 miliony euro.

Firmy mogą pozyskiwać środki również z programów regionalnych, przeprowadzanych w ramach poszczególnych województw. W ich zakresie można realizować przede wszystkim projekty o charakterze informatycznym, takie jak np. rozwijanie handlu elektronicznego. Narzędzia wykorzystywane do realizacji programów różnią się pomiędzy regionami – w jednych dostępne są dotacje, w innych z kolei pożyczki na preferencyjnych warunkach[27]. Dla przykładu można wspomnieć Regionalny Program Województwa Mazowieckiego, który daje pewne wyobrażenie o skali przedsięwzięcia – na rynek i rozwój przedsiębiorczości przeznaczonych zostać ma być aż 491,5 miliona euro[28].

Pozyskiwanie finansowania ze środków Unii Europejskiej możliwe jest również poprzez ramowe programy UE na lata 2014 – 2020, czyli np. COSME czy Horyzont 2020. W ich przypadku, wsparcie odbywa się nie w ramach dotacji, a za pomocą instrumentów finansowych w postaci preferencyjnych kredytów inwestycyjnych i obrotowych, leasingu czy pożyczek. Oferta dostępna jest dla szerokiej gamy przedsiębiorców – mogą z niej skorzystać zarówno osoby rozpoczynające działalność, jak i funkcjonujący już przedsiębiorcy z sektora MSP oraz duże firmy. Preferencje dostępne dla przedsiębiorców w ramach tych programów to m.in. niższe wymagane wkłady własne
i zabezpieczenia (albo w ogóle ich brak) oraz wydłużony okres finansowania. W ramach programów dostępne są cztery kategorie wsparcia[29]:

  • Finansowanie dla małych i średnich przedsiębiorców – odbywa się w ramach programu COSME. Schemat udzielania tego wsparcia wygląda następująco – Bank Gospodarstwa Krajowego, ze wsparciem Unii Europejskiej, udostępnia gwarancje bankom komercyjnym oraz grupie banków spółdzielczych. Te podmioty z kolei udzielają mikro, małym i średnim przedsiębiorcom kredytów o wysokości do 150 tysięcy złotych. Gwarancje obejmują okres do 99 miesięcy w przypadku kredytów inwestycyjnych i do 27 miesięcy w przypadku kredytów obrotowych. Dzięki temu przedsiębiorcy mogą skorzystać z dużej preferencji, którą jest brak konieczności przedstawienia zabezpieczenia majątkowego. Ponadto, w ramach programu COSME, Bank PKO BP oferuje przedsiębiorcom o niższej wiarygodności kredytowej (np. ze względu na krótki czas prowadzenia działalności) leasing oraz pożyczki w wysokości od 100 do 600 tysięcy złotych.
  • Finansowanie dla innowatorów – w ramach programu Horyzont 2020, Bank PKO BP oferuje przedsiębiorcom zatrudniającym do 500 pracowników oraz spełniającym przynajmniej jedno
    z kryteriów innowacyjności[30] preferencyjny leasing i pożyczki. Wartość finansowania mieści się w przedziale od 100 tysięcy do 4 milionów złotych.
  • Finansowanie dla mikroprzedsiębiorców oraz przedsiębiorstw społecznych – w tym przypadku wsparcie polega na udzielaniu preferencyjnych mikropożyczek w ramach programu UE na rzecz zatrudnienia i innowacji społecznych „EaSl”. Działając na konkretnych przykładach – Nest Bank oferuje mikroprzedsiębiorcom kredyty do wysokości 100 tysięcy złotych z obniżoną marżą i zerową prowizją. Towarzystwo Inwestycji Społeczno-Ekonomicznych TISE S.A. udziela natomiast w ramach Europejskiego Instrumentu Mikrofinansowego Progress preferencyjnych mikropożyczek przeznaczonych na rozwijanie mikroprzedsiębiorstw – maksymalna wysokość takiej pożyczki to 25 tysięcy euro.
  • Finansowanie dla dużych projektów – przeznaczone jest ono dla przedsiębiorców realizujących projekty o dużej wartości. Wartość finansowania to powyżej 7,5 miliona euro i przyznawane jest ono za pomocą pożyczek udzielanych bezpośrednio przez Europejski Bank Inwestycyjny
    w ramach programu Horyzont 2020.

Jak widać powyżej, możliwości finansowania dostępne w ramach unijnych funduszy i programów są bardzo szerokie. Okazuje się jednak, że wciąż niewielu przedsiębiorców z sektora MSP decyduje się z nich korzystać. Jak wynika z badania przeprowadzonego pod koniec roku 2014[31], zaledwie 20 proc. przedsiębiorców z sektora deklaruje, że w przeszłości skorzystało z dotacji unijnych. 17 proc. z kolei twierdzi, że złożyła swoją aplikację, ale ostatecznie z dotacji nie skorzystało. Jednocześnie, przedsiębiorcy mają raczej dobrą opinię o funduszach unijnych – zdaniem 85 proc. z nich, przyczyniają się one do zwiększenia konkurencyjności przedsiębiorstw, a 88 proc. respondentów twierdzi,
że fundusze przyczyniają się również do wzrostu innowacyjności firm. Jednocześnie ankietowani stwierdzili, że dostępność funduszy unijnych dla firm jest ograniczona (80 proc. odpowiedzi twierdzących) oraz że korzystanie z nich wymaga znajomości skomplikowanych procedur (85 proc. odpowiedzi twierdzących). Wydaje się, że nad tymi zarzutami można się przynajmniej częściowo przychylić. By skorzystać z środków pochodzących z funduszy unijnych należy złożyć wniosek o dofinansowanie wraz z załącznikami, następnie podpisać umowę oraz każdorazowo składać wnioski o płatność, na podstawie których środki są wypłacane[32]. Przy okazji trzeba pamiętać o kwalifikowalności kosztów, składaniu sprawozdań z postępów w realizacji projektu oraz zachować tzw. okres trwałości, polegający na zachowaniu w niezmienionej formie i wymiarze efektów projektu, których osiągniecie zostało zadeklarowane we wniosku o dofinansowanie[33]. Dla firm z sektora MSP są to 3 lata. Można sobie zatem faktycznie wyobrazić, iż dla osoby prowadzącej bardzo niewielkie przedsiębiorstwo konieczność dopełnienia tylu formalności może być uciążliwa.

Różnie można również oceniać efektywność wydatkowania środków z funduszy i programów unijnych w Polsce. O ile bowiem, w bieżącej perspektywie finansowej, wspierane są projekty takie, jak np. budowa prototypowych tomografów wykorzystujących nowoczesne metody do wspomagania badań nad terapiami nowotworowymi, opracowanie systemu umożliwiającego przekształcenie maszyn vendingowych w inteligentne automaty sprzedażowe czy też stworzenie pierwszej polskiej biodrukarki do implantów wchłanialnych[34], o tyle dużym zainteresowaniem mediów cieszyło się wspieranie w przeszłości aplikacji dla miłośników koni (ponad 670 tysięcy złotych dotacji) czy też platformy komunikacyjnej dla środowiska golfowego (niemal 640 tysięcy złotych)[35].

Przeznaczanie środków publicznych na pomoc dla przedsiębiorców można oceniać dwojako. Kierując do firm pomoc finansową pochodzącą ze środków publicznych, można oczywiście umożliwić im przeprowadzanie ambitnych przedsięwzięć, których dokonanie byłoby bez takiego wsparcia niemożliwe. Trzeba jednak pamiętać o tym, że wspomniane „środki publiczne” nie biorą się znikąd – jest to w znakomitej części suma wszystkich danin publicznych opłacanych przez obywateli danego państwa. Stąd też, przy dystrybuowaniu tych środków, należy zwracać szczególną uwagę na to, w jaki sposób są one wydatkowane i przez kogo. Najprostszym zatem postulatem wydaje się być stosowanie takich mechanizmów, które zapewniają przydzielanie środków publicznych jedynie projektom rzeczywiście przydatnym (czyli realnym do wykonania i w jakiś sposób możliwym
do zmonetyzowania). Z drugiej jednak strony procedur nie wolno komplikować ponad potrzebę – jak można wywnioskować z wyników badań przytoczonych powyżej, dla znakomitej części przedsiębiorców z sektora MSP, przejście przez szereg procedur i dopełnienie szeregu obowiązków formalnych wciąż stanowi ogromną przeszkodę w ubieganiu się o środki z funduszy unijnych.

  1. Finansowanie biznesu przez podmioty komercyjne

Podmiotami komercyjnymi finansującymi biznes są przede wszystkim banki. W odpowiedniej ocenie sytuacji przedsiębiorców poszukujących finansowania w bankach może pomóc rzut okiem na oferty, które pięć największych banków w Polsce (PKO BP, Pekao S.A., BZWBK, mBank i ING Bank Śląski)[36] kieruje do firm.

Wszystkie z wymienionych podmiotów posiadają w ofercie takie produkty, jak kredyty obrotowe, inwestycyjne, leasing czy faktoring. Krótkie podsumowanie ofert kredytowych znajduje się w poniższej tabeli (każdemu z banków przypisano numer).

 

BANK/PRODUKT KREDYT OBROTOWY KREDYT INWESTYCYJNY
BANK NR 1 Okres kredytowania do 36 miesięcy, kredyt udzielany na dowolny cel związany
z prowadzeniem firmy, brak konieczności ustanawiania zabezpieczeń rzeczowych
dla kredytu do 500 tys. zł.
Prowizja od 1,5 proc. do 4 proc.
Możliwość sfinansowania
do 80 proc. wartości inwestycji, okres kredytowania do 25 lat. Prowizje i opłaty jak przy kredycie obrotowym.
BANK NR 2 Kredyt przeznaczony na zakup majątku obrotowego, udzielany na okres
do 36 miesięcy. Opłata za przyjęcie
i rozpatrzenie wniosku kredytowego (min. 0,5 proc. w walucie kredytu, min. 250 zł), jednorazowa prowizja przygotowawcza (min. 2,6 proc. w walucie kredytu,
min. 300 zł).
Możliwość sfinansowania
do 80 proc. wartości inwestycji, okres kredytowania do 10 lat. Prowizje i opłaty jak przy kredycie obrotowym.
BANK NR 3 Kredyt udzielany na dowolny cel związany
z bieżącym prowadzeniem działalności. Okres kredytowania do 3 lat. Do 150 tys. zł bez konieczności przedstawienia zabezpieczenia.
Prowizja przygotowawcza min. 3,5 proc.
Możliwość sfinansowania
do 90 proc. wartości inwestycji. Okres kredytowania do 15 lat. Opłaty i prowizje jak przy kredycie obrotowym.
BANK NR 4 Okres kredytowania do 36 miesięcy. Prowizja przygotowawcza maksymalnie
3 proc., minimum 1000 zł.
Możliwość sfinansowania
do 100 proc. wartości inwestycji
(z VAT). Okres kredytowania do 20 lat. Opłaty i prowizje jak przy kredycie obrotowym.
BANK NR 5 Kredyt przyznawany na dowolny cel związany z prowadzeniem działalności.
Do 200 tys. złotych bez zabezpieczeń,
opłaty i prowizje za przyznanie linii kredytowej 2 proc. (minimum 200 zł).
Pożyczka dla przedsiębiorców – okres kredytowania do 10 lat. Opłaty i prowizje jak przy kredycie obrotowym.

Jak widać największe polskie banki dysponują dosyć zróżnicowaną ofertą kredytową dla firm. Dodatkowo większość z nich oferuje produkty dedykowane bezpośrednio przedsiębiorcom z sektora MSP, a niektóre również kredyty na rozpoczęcie działalności gospodarczej („kredyty na start”).

Jak wspomniano wcześniej, instrumentami finansowania przedsiębiorstw są jednak nie tylko kredyty, ale również leasing czy faktoring. Warto więc przybliżyć nieco informacji na temat tych dwóch ostatnich form.

Definicję leasingu przytoczono już na wcześniejszych stronach raportu. W tej chwili trzeba zaznaczyć, że korzystanie z leasingu wiąże się z szeregiem korzyści (m.in. podatkowe – raty stanowią koszt uzyskania przychodu oraz operacyjne – umowa leasingu zawarta na czas określony pozwala na łatwe zaplanowanie gospodarowania środkami trwałymi)[37]. Jednocześnie trzeba zaznaczyć, że korzystanie z leasingu nie jest wolne od ryzyka – jego przedmiot pozostaje własnością finansującego (choć możliwe jest zaznaczenie w umowie opcji wykupu). Wydaje się jednak, że zalety leasingu przesłaniają jego wady i staje się on coraz bardziej popularną formą finansowania przedsiębiorstw. W 2016 roku firmy leasingowe sfinansowały aktywa warte ponad 58 miliardów złotych, a trzeba zaznaczyć, że wg szacunków aż 53 proc. podmiotów korzystających z leasingu to mikroprzedsiębiorstwa[38]. Ogólnie ponad ¾ usług firm leasingowych udzielanych jest przedsiębiorstwom z sektora MSP. Dostępne są już ponadto dane za pierwszy kwartał roku 2017 – okazuje się, że polska branża leasingowa urosła (w stosunku rok do roku) o 12,7 proc. Większość finansowanych aktywów to pojazdy (44,6 proc.), transport ciężki (28,2 proc.) oraz maszyny i inne urządzenia, w tym IT (25,7 proc.)[39].

Wspomniane wyżej dane i informacje mają również odwzorowanie w statystykach.
Z badań przeprowadzonych na zlecenie BZWBK Leasing wynika, że 36 proc. firm z sektora MSP korzysta z leasingu, a zadowolonych z takiej formy finansowania jest aż 90 proc. z nich[40]. Jednocześnie nie sposób nie zauważyć, że 52 proc. firm z sektora nie korzystało z leasingu i nie ma takiego zamiaru. Ze statystyk wynika, że w Polsce ok. 30 proc. inwestycji mikro, małych i średnich przedsiębiorstw finansowane jest za pomocą leasingu (średnia dla Europy to 19 proc.)[41].

Przyglądając się faktoringowi bardzo łatwo jest dostrzec jego podstawowe zalety. Przede wszystkim zapewnia on szybki dostęp do gotówki oraz oszczędność czasu poświęcanego na administrowanie należnościami. Tym samym pozytywnie wpływa on na płynność finansową przedsiębiorstw, jednocześnie nie obciążając bilansu firmy (co różni go np. od kredytu obrotowego)[42]. Można uznać, że faktoring będzie w wielu przypadkach droższy od kredytu, jednak de facto bardzo redukuje on ryzyko prowadzenia działalności, zatem stanowi opłacalną alternatywę dla innych źródeł finansowania. Z uwagi na swój charakter, faktoring rozwiązuje jeden z głównych problemów w prowadzeniu działalności, z jakimi stykają się przedsiębiorcy z sektora MSP, a mianowicie zatory płatnicze, z którymi ma kłopot 81 proc. mikro, małych i średnich firm. W roku 2014 firmy faktoringowe wykupiły wierzytelności o wartości 114,4 miliarda złotych[43]. Mimo tego z faktoringu korzysta wciąż niewielu przedsiębiorców z sektora – zaledwie 11 proc. Jest to zaskakujące, ponieważ zalety faktoringu odczuwalne będą właśnie przede wszystkim przez mniejszych przedsiębiorców, którzy z zasady dysponują gorszą pozycją negocjacyjną niż duże podmioty, a jednocześnie często nie posiadają odpowiednich zasobów, by skutecznie i szybko egzekwować swoje należności. Jednocześnie należy zwrócić uwagę na fakt, iż dla dużej części firm MSP faktoring wciąż stanowi stosunkową nowość, a jego popularność zwiększa się. W pierwszym kwartale 2017 roku firmy faktoringowe zawarły o 25 proc. więcej umów z nowymi klientami niż w analogicznym okresie roku poprzedniego[44].
Wciąż powstają nowe firmy oferujące produkty „skrojone” specjalnie pod potrzeby mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Według oceny jednego z takich przedsiębiorstw, firmy Magellan, nisza, którą stanowią usługi finansowe dla sektora MSP to wciąż ok. 12 proc. rynku[45].

Powyższe dane z pewnością robią wrażenie, jednak jeśli spojrzeć na raport przygotowywany przez Polską Agencję Rozwoju Przedsiębiorczości, pt. „Raport o stanie sektora MSP 2016”, okazuje się, że z zewnętrznych źródeł finansowania inwestycji wciąż korzysta bardzo niewiele przedsiębiorstw z sektora MSP. Po kredyty i pożyczki krajowe na ten cel sięgnęło niewiele ponad 18 proc. z nich[46]. Na koniec 2016 roku nieco ponad 65 proc. polskich przedsiębiorstw korzystało z jakiejkolwiek formy kredytu lub pożyczki[47]. Ciekawy jest fakt, że w sektorze przedsiębiorstw ogółem rośnie zapotrzebowanie na kredyty krótkoterminowe – oznacza to, że firmy poszukują źródeł finansowania bieżącej działalności. Jeszcze bardziej interesujące będzie spojrzenie na statystyki dotyczące wyłącznie sektora MSP – okazuje się, że tempo wzrostu kredytów inwestycyjnych sektora wzrosło na koniec stycznia 2017 roku o 3,8 proc., podczas gdy kredyty operacyjne wzrosły o zaledwie 1,2 proc. w stosunku rok do roku[48].

Mimo, że w I kwartale 2017 roku prawie 90 proc. firm ubiegających się o kredyt otrzymało pozytywną decyzję, mniejsze przedsiębiorstwa wciąż mają problemy z pozyskaniem kredytu i zgłaszają, iż coraz częściej uzyskują decyzje odmowne. W przypadku MSP najczęstszą przyczyną jest brak wystarczającej zdolności kredytowej[49]. Jeśli chodzi o czynniki stanowiące bariery w dostępie do finansowania, przedsiębiorcy zwracają uwagę głównie na formalności oraz niewystarczające zabezpieczenia i gwarancje[50]. Twierdzenia te, zgadzają się zatem ze statystykami dotyczącymi decyzji odmownych wydawanych przez banki.

Jak wynika z opracowania NBP, luka finansowa sektora MSP wciąż wynosi ok. 10 proc.[51].
Można zatem potwierdzić tezę wysnutą przez jedną z firm faktoringowych i zaznaczyć, iż faktycznie – mimo kreowania kolejnych ofert dedykowanych najmniejszym przedsiębiorcom – cały czas istnieje na rynku poważna nisza związana z finansowaniem mikro, małych i średnich przedsiębiorców. Ciężko stwierdzić, na ile wynika to z przyczyn obiektywnych, takich jak wspomniana wyżej niewystarczająca zdolność kredytowa, a na ile ze zwyczajnej niechęci przedsiębiorców do korzystania z obcych źródeł finansowania[52]. W odniesieniu do tej drugiej, trudno jest równocześnie stawiać stanowcze oceny – z jednej strony tak konserwatywne podejście polskich przedsiębiorców pozwala na bezpieczne uniknięcie wielu zawirowań na rynku, takich jak np. kryzysy gospodarcze, z drugiej jednak strony może w krótkim okresie negatywnie wpływać na stopę inwestycji (ze względu na przedsięwzięcia, które przedsiębiorcy mogliby i chcieli zrealizować, gdyby uzyskali finansowanie zewnętrzne, którego jednak nie chcą)[53].

  1. Finansowanie biznesu ze środków własnych przedsiębiorców

Jak wspomniano wcześniej – polscy przedsiębiorcy finansują swoje działalności przede wszystkim z środków własnych. W zależności od opracowania, szacuje się, że taki sposób finansowania przedsiębiorstwa wybiera od ponad 60 proc. do aż 84 proc.[54] firm. Istnieją badania, zgodnie z którymi aż 52 proc. firm z sektora MSP nie korzysta z zewnętrznych źródeł finansowania[55].

Przedsiębiorstwa w Polsce finansują się zatem bezpośrednio z wypracowanego zysku
albo z oszczędności. W 2015 roku przeciętne mikroprzedsiębiorstwo uzyskało nadwyżkę przychodów nad kosztami w wysokości ponad 65,5 tysiąca złotych. Wskaźnik ten rośnie od 2012 roku, gdy wyniósł niewiele ponad 49 tysięcy złotych. Brak jest niestety dalszych danych na ten temat, ale daje to pewne wyobrażenie dot. wyników finansowych osiąganych przez mikroprzedsiębiorstwa[56]. Jeśli chodzi o przedsiębiorstwa zatrudniające więcej niż 9 osób, w 2016 roku osiągnęły one ogółem zyski netto w wysokości 163,4 miliarda złotych[57]. Jednocześnie według szacunków przedstawionych przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego, oszczędności polskich firm to łącznie ok. 250 miliardów złotych[58]. Naturalnie jest to potencjalnie bardzo duży zasób możliwy do wykorzystania inwestycyjnego. Jak bowiem wynika z teorii ekonomii, w dłuższej perspektywie o poziomie inwestycji decyduje długoterminowy poziom oszczędności[59] – jest zatem dokładnie odwrotnie niż w krótkim horyzoncie czasowym, w którym środki zaoszczędzone część komentatorów postrzega jako „marnotrawione” poprzez bezużyteczne zaleganie na kontach.

O skłonności do oszczędzania decyduje również oczywiście poziom zadłużenia przedsiębiorstwa i jego dostęp do finansowania zewnętrznego, pochodzącego z rynku kapitałowego. Z badań wynika, że im bardziej zadłużona firma i im lepszy dostęp do ww. finansowania posiada, tym mniejsze gromadzi zasoby środków pieniężnych[60]. Zdaniem niektórych ekspertów, wręcz potencjalną przyczyną wzrostu akumulacji środków pieniężnych jest planowany wzrost nakładów na badania i rozwój.

Jak już zaznaczono, polscy przedsiębiorcy bardzo ostrożnie podchodzą do obcych źródeł finansowania. Jak wynika z badań PARP, niewiele mniej niż połowa przedsiębiorców deklaruje, że zdecydowałaby się zadłużyć w banku tylko i wyłącznie w przypadku dużych kłopotów finansowych. Mikrofirmy dodatkowo obawiają się czy będą w stanie takie zobowiązanie spłacić[61]. Przyczyn takiego stanu rzeczy może być przynajmniej kilka – z pewnością częściowo odpowiadają za to takie czynniki, jak choćby wciąż niewystarczająco szeroka oferta proponowana przez banki i instytucje finansowe czy w przypadku narzędzi nowszych niż kredyt, takich jak faktoring, brak wiedzy na ich temat. W dużej jednak mierze taka struktura finansowania polskich przedsiębiorstw wynika również z niechęci przedsiębiorców do uzależniania się od obcego źródła kapitału i zaciągania zobowiązań, które w niepewnej rzeczywistości gospodarczej mogą wkrótce okazać się ponad ich siły. Wystarczy wspomnieć jedynie o tym, że zdecydowana większość firm w Polsce (ponad 1,9 miliona) to mikroprzedsiębiorstwa[62]. Przedsiębiorstwa te uzyskują o wiele niższe przychody niż większe podmioty, nie korzystają z efektu skali, często działają lokalnie, dlatego są o wiele bardziej wrażliwe na wszelkie zmiany koniunktury. Nic zatem dziwnego, że przedsiębiorcy niejednokrotnie boją się korzystać z obcych źródeł finansowania i zaciągać dodatkowe zobowiązania. Dlatego też sumienne oszczędzanie i korzystanie z własnych środków wydaje się być rozsądnym wyjściem. Jednocześnie można sobie wyobrazić liczne korzyści wynikające z możliwości szerszego wykorzystywania przez mikro i małe przedsiębiorstwa narzędzi takich, jak faktoring, pozwalających im uniknąć problemów
z zatorami płatniczymi.

  1. Podsumowanie

Polscy przedsiębiorcy finansują swoją działalność przede wszystkim własnymi środkami.
Mimo szerokiej oferty prezentowanej przez banki i instytucje finansowe, firmy wciąż mają opory przed korzystaniem z obcych źródeł finansowania – przede wszystkim te najmniejsze. Oznacza to, że propozycje produktów przedstawiane firmom z sektora MSP wciąż nie są w odpowiednim stopniu dopasowane do ich potrzeb, a na rynku istnieje poważna nisza do wypełnienia. Polscy przedsiębiorcy działają w sposób bezpieczny, polegając przede wszystkim na swoich oszczędnościach. Oczywiście coraz powszechniejsze staje się korzystanie z kredytów, ale także bardziej nowoczesnych narzędzi finansowania, takich jak leasing czy faktoring. Pamiętając o zaletach wynikających z wykorzystywania obcego finansowania (dostęp do większego kapitału pozwala na przeprowadzenie ambitniejszych przedsięwzięć inwestycyjnych) należy również docenić skłonność polskich przedsiębiorców do oszczędzania, ponieważ – jak wynika z badań – w dłuższej perspektywie to od wielkości zaoszczędzonych środków zależy przyszła stopa inwestycji.

[1]     http://cejsh.icm.edu.pl/cejsh/element/bwmeta1.element.desklight-25141be4-dbe3-4fb0-a31c-34db18e5eee4/c/5_J.Rydarowska-Kurzbauer_Zrodla….pdf.

[2]     https://www.deutschebank.pl/Raport-polskie-firmy-w-obliczu-wyzwan-plany-rowoj-finansowanie.pdf.

[3]     Art. 721 Kodeksu cywilnego.

[4]     Art. 5 ustawy Prawo bankowe.

[5]     Art. 69 ustawy Prawo bankowe.

[6]     Art. 709 ze zn. 1 Kodeksu cywilnego.

[7]     https://www.bzwbk.pl/faktor/czym-jest-faktoring/czym-jest-faktoring.html.

[8]     http://www.wneiz.pl/nauka_wneiz/frfu/74-2015/FRFU-74-t1-397.pdf.

[9]     http://zasoby1.open.agh.edu.pl/dydaktyka/ekonomia_finanse/c_ekonomika/dl/4.pdf.

[10]    https://www.ur.edu.pl/file/21946/05.pdf.

[11]    https://www.ur.edu.pl/file/46938/43_wyszkowska.pdf.

[12]    http://www.finanseiprawofinansowe.uni.lodz.pl/Publikacje/4/Jakubczyk_Lewandowska_2.pdf.

[13]    http://www.wneiz.pl/nauka_wneiz/frfu/38-2011/FRFU-38-505.pdf.

[14]    Ibidem.

[15]    http://apcz.umk.pl/czasopisma/index.php/EQUIL/article/viewFile/EQUIL.2008.012/6992.

[16]    http://bibliotekacyfrowa.wsb.wroclaw.pl:8080/Content/335/zn_wroc_2014_40_Kury%C5%82ek.pdf.

[17]    http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU20040991001.

[18]    http://www.urzadpracy.pl/pl/bezrobotni-i-poszukuja/finansowe-formy-wsparc/jednorazowe-srodki-na/14842,Jednorazowe-srodki-na-podjecie-dzialalnosci-gospodarczej.html.

[19]    http://www.mpips.gov.pl/praca/fundusz-pracy/szczegolowe-informacje-o-wydatkach-funduszu-pracy-w-latach-2006—2014-i-plan-na-2015-r/.

[20]    http://www.bankier.pl/wiadomosc/Bezrobotni-zalozyli-460-tys-firm-w-ciagu-10-lat-7278946.html.

[21]    Ibidem.

[22]    http://wsparciewstarcie.bgk.pl/program/pozyczka-na-dzialalnosc/warunki-i-zabezpieczenia/.

[23]    https://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/strony/o-funduszach/wsparcie-dla-mikro-malych-lub-srednich-przedsiebiorcow/.

[24]    https://www.poir.gov.pl/strony/o-programie/zasady/finansowanie/.

[25]    https://www.poir.gov.pl/strony/o-programie/raporty/raporty/stan-realizacji-programu-inteligentny-rozwoj-na-dzien-31052017-r/.

[26]    https://www.polskawschodnia.gov.pl/strony/o-programie/zasady/co-mozna-zrealizowac/.

[27] https://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/media/19663/ulotka_na_informatyzacje.pdf

[28] https://www.funduszedlamazowsza.eu/o-programie/poznaj-zasady-dzialania-programu/

[29] http://instrumentyfinansoweue.gov.pl/finansowanie-dla-beneficjentow/

[30] http://www.instrumentyfinansoweue.gov.pl/oferta/kryteria_innowacyjnosci.php#innovfin_smeg

[31]    http://dotacjomat.pl/wp-content/uploads/2015/02/raport-dotacjomat.pl_.pdf.

[32]    https://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/strony/skorzystaj/wzory-dokumentow/#Wniosek%20o%20dofinansowanie.

[33]    https://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/strony/skorzystaj/obowiazki/.

[34]    http://www.funduszeeuropejskie.gov.pl/strony/o-funduszach/projekty/lista-projektow/lista-projektow-realizowanych-z-funduszy-europejskich-w-polsce-w-latach-2014-2020/.

[35]    http://wpolityce.pl/polityka/312997-w-internecie-furore-robi-lista-absurdalnych-dotacji-jak-to-szlo-na-tasmach-bienkowskiej-robilismy-kontrole-po-to-by-wyszlo-ze-jest-dobrze-sprawdz.

[36]    http://getka.pl/ranking-najwiekszych-bankow-w-polsce-2017/.

[37]    https://www.pb.pl/leasing-zalety-i-wady.

[38]    www.leasing.org.pl/pl/aktualnosci/2017/branza-leasingowa-napedza-rozwoj-msp-w-ubieglym-roku-sfinansowala-58-1-mld-zl-inwestycji.

[39]    http://leasing.org.pl/files/uploaded/ZPL_infografika_I%20kw._2017.pdf.

[40]    https://www.fmleasing.pl/aktualnosci/36-firm-msp-korzysta-z-leasingu-zadowolona-az-90-z-nich.

[41]    https://gf24.pl/biznes-raport/item/download/122_6946b0238fbdd7f607121355e7de598f.

[42]    https://www.wprost.pl/156306/Zalety-i-wady-faktoringu.

[43]    http://archiwum.gf24.pl/wp-content/uploads/2015/01/faktoring.pdf.

[44]    https://biznes.newseria.pl/komunikaty/finanse/faktoring-coraz,b1194160263.

[45]    https://www.aow.pl/media_o_nas,472,faktoring_otwiera_sie_na_uslugi_dla_sektora_msp.

[46]    https://www.parp.gov.pl/images/PARP_publications/pdf/2016_raport_msp_pl_clik.pdf.

[47]    https://www.nbp.pl/publikacje/koniunktura/raport_2_kw_2017.pdf.

[48]    Ibidem.

[49]    Ibidem.

[50]    https://www.nbp.pl/systemfinansowy/dostepnosc-finansowania.pdf.

[51]    Ibidem.

[52]    http://serwisy.gazetaprawna.pl/msp/artykuly/626379,kredyty-dla-firm-przedsiebiorcy-nie-chca-pozyczac-od-bankow.html.

[53]    http://pierwszymilion.forbes.pl/male-firmy-w-polsce-nie-chca-brac-kredytow-to-zle-,artykuly,171736,1,1.html.

[54]    https://www.tms.pl/aktualnosci/finansowanie-dzialalnosci-z-wlasnych-srodkow-deklaruje-84-proc-firm-big-infomonitor.

[55]    http://biznes.gazetaprawna.pl/artykuly/593405,ponad-polowa-malych-i-srednich-firm-finansuje-sie-z-wlasnych-srodkow.html.

[56]    http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/dzialalnosc-przedsiebiorstw-o-liczbie-pracujacych-do-9-osob-w-2015-r-,21,3.html.

[57]    http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/wyniki-finansowe-podmiotow-gospodarczych-i-xii-2016,11,16.html.

[58]    http://www.polskieradio.pl/42/1699/Artykul/1556656,Czy-oszczednosci-polskich-firm-pomoga-polskiej-gospodarce.

[59]    https://www.obserwatorfinansowy.pl/forma/rotator/bez-oszczednosci-trudno-zbudowac-inwestycje/.

[60]    http://www.delab.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2016/05/DELab_ABJ_Zrodla-pochodzenia-oszczednosci.pdf.

[61]    https://www.funduszmikro.pl/blog/28-finansowanie-mikrofirm-czy-tylko-banki.

[62]    http://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/podmioty-gospodarcze-wyniki-finansowe/przedsiebiorstwa-niefinansowe/dzialalnosc-gospodarcza-przedsiebiorstw-o-liczbie-pracujacych-do-9-osob-w-2015-roku,1,10.html.

Dobre dane z Chin. Stopy procentowe w Kanadzie w górę

Chiński import i eksport znów zaskoczyły inwestorów. Bank Kanady podniósł stopy procentowe o 0,25%. Gwałtowne spadki zapasów ropy.

Dobre dane z Chin

Chińczycy przyzwyczaili nas, że dane z tego kraju wyglądają jak dane zbiorcze za kilka lat. Nie inaczej było teraz. Analitycy spodziewali się wzrostu eksportu o 8,7% w skali roku a ten wzrósł o 11,3%. Z kolei oczekiwania wobec importu wynosiłu 13,1% a wynik wyniósł 17,2%. Są też ciemne strony tych danych. Import napędzany jest głównie długiem. Banki w dalszym ciągu pozwalają się bardzo łatwo zadłużać, co w przypadku spowolnienia w gospodarce może okazać się dużym problemem.

Kanada podnosi stopy procentowe

Wczoraj Kanada podniosła stopy procentowe. Wzrosły one zgodnie z oczekiwaniami o 0,25% i wynoszą teraz 0,75%. Decyzja ta teoretycznie nie była zaskoczeniem dla rynków. Teoretycznie nie, gdyż analitycy przewidywali taki obrót spraw. Z drugiej strony po decyzji dolar kanadyjski umocnił się o około 1,5% wobec pozostałych walut. Świadczy to o tym, że jednak inwestorzy spodziewali się, że decyzja o podwyżce zostanie odsunięta w czasie. Proporcjonalnie to tak jakby nagle euro podrożało 6-7 groszy. Powodem tych przypuszczeń były słabsze dane w gospodarce głównego partnera handlowego jakim są Stany Zjednoczone.

Zapasy ropy gwałtownie w dół

Wczoraj poznaliśmy zmianę zapasów paliw w USA. Inwestorów zaskoczyła szczególnie zmiana zapasów ropy. Spodziewali się silnego spadku, bo aż o 3,2 miliony baryłek podczas gdy spadek wyniósł aż 7,56 miliona. Główny powód tego stanu rzeczy jest jeden. Im tańsza ropa tym mniej chętnych do inwestowania w nowe odwierty zarówno konwencjonalne jak i alternatywy w postaci łupków. Od około 2 lat ropa nie przekracza pułapu 60 dolarów za baryłkę. Jaki ma to wpływ na rynki walutowe? Warto spojrzeć na waluty krajów eksportujących ropę. Rubel rosyjski już zapomniał o kursie na poziomie 7 groszy i po ostatnich spadkach ledwo przekracza 6.

Dzisiaj w kalendarzu makroekonomicznym warto zwrócić uwagę na:

  • 14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
  • 16:00 – USA – półroczny raport na temat polityki monetarnej prezesa FED.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Polscy przedsiębiorcy finansują swoją działalność przede wszystkim z własnych środków. Oferta finansowa dla sektora MSP jest wciąż niewystarczająca

Polscy przedsiębiorcy finansują swoją działalność bezpośrednio z wypracowanego zysku albo z oszczędności, a więc ze środków własnych. Szacuje się, że taki sposób finansowania wybiera od 60 proc. aż do 84 proc. firm. Jak wynika z publikacji zaprezentowanej przez Związek Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) pt. „Finansowanie biznesu w Polsce”, ponad połowa firm z sektora MSP nie korzysta z zewnętrznych źródeł finansowania.

Według danych Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, prawie połowa przedsiębiorców deklaruje, że zadłużyłaby się w banku tylko w przypadku wystąpienia dużych kłopotów finansowych. Autorzy Raportu wskazują, że przyczyn takiego stanu rzeczy może być kilka – częściowo odpowiadają za to takie czynniki, jak wciąż niewystarczająco szeroka oferta proponowana przez banki i instytucje finansowe czy w przypadku narzędzi nowszych niż kredyt, takich jak faktoring, brak wiedzy na ich temat.

Niewątpliwie obecna struktura finansowania polskich przedsiębiorstw wynika z niechęci przedsiębiorców do uzależniania się od obcego źródła kapitału i zaciągania zobowiązań, które w niepewnej rzeczywistości gospodarczej mogą wkrótce okazać się ponad ich siły – powiedział Marcin Nowacki, wiceprezes ZPP. – Systematyczne oszczędzanie i korzystanie z własnych środków wydaje się być rozsądnym wyjściem. Jednocześnie można sobie wyobrazić liczne korzyści wynikające z możliwości szerszego wykorzystywania przez mikro i małe przedsiębiorstwa narzędzi takich jak faktoring, pozwalający im uniknąć problemów z zatorami płatniczymi– dodał Nowacki.

Jednym z najbardziej znanych zewnętrznych źródeł finansowania biznesu jest finansowanie z udziałem środków publicznych. Narzędzi wykorzystywanych w ten sposób jest wiele. Począwszy od dotacji z Funduszu Pracy na dofinansowanie rozpoczęcia działalności gospodarczej, w tym pożyczek z programu „Wsparcie na starcie” oferowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego, poprzez środki przyznawane w ramach funduszy i programów unijnych, aż po produkty komercyjne oferowane przez banki, takie jak kredyty inwestycyjne i obrotowe, leasing oraz faktoring.

Szacuje się, że w latach 2005–2014 dotacje pochodzące w Funduszu Pracy, przyznawane na rozpoczęcie działalności gospodarczej, przyczyniły się do powstania ok. 461 tysięcy firm. Ponadto duże możliwości zdobycia środków na inwestowanie i prowadzenie firmy pochodzą z funduszy i programów Unii Europejskiej. Z publikacji ZPP wynika, że mimo bardzo wysokich kwot, które są w ich ramach dostępne, przedsiębiorcy z sektora MSP wciąż rzadko z nich korzystają. Główną barierę w zakresie ich otrzymania stanowią konieczne do spełnienia procedury i liczne wymogi formalne.

Przedsiębiorcy w większości są zdania, że dotacje unijne przyczyniają się do zwiększania konkurencyjności i wzrostu innowacyjności firm w Polsce. 80 proc. z nich jednak twierdzi, że dostępność funduszy unijnych jest ograniczona, a niewiele więcej uważa, że korzystanie ze środków unijnych wiąże się ze znajomością skomplikowanych procedur – powiedział adw. Jacek Cieplak, dyrektor Departamentu Prawa i Legislacji ZPP. – Dla osoby prowadzącej bardzo niewielkie przedsiębiorstwo, konieczność wypełnienia wielu formalności jest dość uciążliwa, a przede wszystkim czasochłonna. Dlatego też nierzadko porzucają zamiar skorzystania z takiego rodzaju finansowania – dodał ekspert ZPP.

Przedsiębiorcy środki na sfinansowanie bieżących i inwestycyjnych działań mogą uzyskać w również bankach, które dysponują szeroką ofertą kredytową dla firm, a także oferują leasing i faktoring. W 2016 roku firmy leasingowe sfinansowały aktywa warte ponad 58 miliardów złotych, a trzeba zaznaczyć, że wg szacunków aż 53 proc. podmiotów korzystających z leasingu to mikroprzedsiębiorstwa. Ogólnie ponad ¾ usług firm leasingowych udzielanych jest przedsiębiorstwom z sektora MSP. Z faktoringu korzysta wciąż niewielu przedsiębiorców z sektora – około 11 proc.

Mimo, że w I kwartale 2017 roku prawie 90 proc. firm ubiegających się o kredyt otrzymało pozytywną decyzję, mniejsze przedsiębiorstwa wciąż mają problemy z pozyskaniem kredytu i zgłaszają, że coraz częściej uzyskują decyzje odmowne. W przypadku MSP najczęstszą przyczyną jest brak wystarczającej zdolności kredytowej. Jeśli chodzi o czynniki stanowiące bariery w dostępie do finansowania, przedsiębiorcy zwracają uwagę głównie na formalności oraz niewystarczające zabezpieczenia i gwarancje. Twierdzenia te, zgadzają się zatem ze statystykami dotyczącymi decyzji odmownych wydawanych przez banki.

Dane publikowane przez Narodowy Bank Polski pokazują, że luka finansowa sektora MSP wciąż wynosi 10 proc. Ciężko stwierdzić czy wynika ona z przyczyn takich jak chociażby niewystarczająca zdolność kredytowa, czy może z awersji do ryzyka, związanego ze spłatą zobowiązań. Nie zmienia to jednak faktu, że na rynku konieczne jest stworzenie atrakcyjnej oferty produktów dedykowanych przedsiębiorstwom z sektora MSP, dopasowanych do ich potrzeb, w tym również inwestycyjnych – powiedział Marcin Nowacki z ZPP.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców rekomenduje również przyznawanie środków publicznych na finansowanie przedsiębiorstw w jak najbardziej przejrzysty sposób, który w maksymalnym stopniu zagwarantuje rozsądne wydatkowanie pieniędzy z budżetu.

Finansowane powinny być tylko projekty użyteczne, czyli możliwe do zrealizowania oraz komercjalizacji. Trzeba jednak pamiętać o tym, by procedury i poziom ich sformalizowania nie zniechęcały przedsiębiorców do korzystania z dostępnych środków – skomentował Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Prawa i Legislacji ZPP.

W kontekście przedstawionych danych należy docenić skłonność polskich przedsiębiorców do oszczędzania, ponieważ to od tego w dłuższej perspektywie zależy przyszła stopa inwestycji. Jednym z naszych postulatów jest przygotowanie oferty „szytej na miarę potrzeb sektora MSP”, ale także generowanie impulsów, które sprawią, że firmy będą częściej i chętniej inwestowały. To pobudzi gospodarkę i przełoży się na szeroko pojęte korzyści – podsumował Jacek Cieplak, ekspert Związku.

Luksusowe limuzyny dla menadżera za około 1,5 tys. zł miesięcznie

Służbowy samochód dla menadżera to często stosowana forma wynagrodzenia dla kadry wyższego szczebla. Dane płynące z rynku pokazują, że pracownicy zajmujący najwyższe stanowiska w firmie mogą liczyć w niektórych przypadkach na auto o wartości około 135–160 tys. zł brutto. Sprawdzamy ofertę limuzyn klasy premium – oto pięć modeli, które zgodnie z cennikiem mieszczą się w tej kwocie.

Ile kosztuje zakup samochodu o wartości 110 tys. zł netto (130 tys. zł brutto), jeżeli firma zdecyduje się na leasing? Zgodnie z wyliczeniami Lexus Financial Services przy wpłacie własnej w wysokości 15 proc. wartości samochodu i okresie umowy na 3 lata rata finansowa wyniesie około 1,4 tys. zł netto miesięcznie. Wybierając samochód o wartości 127 tys. zł netto (156 tys. zł brutto) czynsz miesięczny wyniesie około 2 tys. zł.

Lexus IS 200t

Lexus IS 200t
Lexus IS 200t

Ceny tego modelu w promocyjnej ofercie startują od 136 tys. zł. W tej cenie można nabyć wersję Elegance z pakietem Sense. Pod maską znajduje się turbodoładowany silnik benzynowy o pojemności 2 litrów i mocy 245 KM. Napęd przekazywany jest na koła tylne za pośrednictwem automatycznej skrzyni biegów o 8 przełożeniach z trybem sekwencyjnym, którym można sterować za pomocą łopatek umieszczonych przy kierownicy. Dodatkowo można wybrać trzy tryby jazdy – eco, normal i sport. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 7 sekund, a prędkość maksymalna to 245 km/h.

Na liście wyposażenia niewymagającego dopłaty można znaleźć między innymi elektryczną regulację kierownicy w dwóch płaszczyznach, uruchamianie silnika za pomocą przycisku i wspomaganie kierownicy uzależnione od prędkości jazdy. Samochód został wyposażony w system audio Pioneer – radio AM/FM, odtwarzacz CD i 6 głośników oraz 7-calowy wyświetlacz multimedialny i Bluetooth. Całością można sterować za pomocą przycisków na kierownicy lub kontrolerem multimediów w formie pokrętła.

Pakiet Sense, który w ofercie specjalnej nie wymaga dopłaty, powiększa listę udogodnień o dwustrefową automatyczną klimatyzację, elektrochromatyczne lusterko wsteczne, wycieraczki szyby przedniej sterowane czujnikiem deszczu, tempomat, podgrzewane fotele przednie oraz czujniki parkowania z tyłu i z przodu samochodu (8 sztuk).

Limit 160 tys. zł pozwala doposażyć samochód za kwotę 13,3 tys. zł w pakiet Lexus Safety System+, w skład którego wchodzi aktywny tempomat, system ochrony przedzderzeniowej, system automatycznych świateł drogowych, asystent utrzymywania pasa ruchu oraz system ostrzegający o zmęczeniu kierowcy i układ rozpoznawania znaków drogowych.

Tak wyposażony model kosztuje według cennika promocyjnego 149,3 tys. zł.

Infiniti Q50

Infiniti Q50
Infiniti Q50

Najtańsza wersja tego modelu kosztuje według cennika 155 tys. zł. W tym przypadku samochód jest napędzany silnikiem Diesla o pojemności 2,2 litra generującym 170 KM. Napęd przekazywany jest na koła tylne za pomocą 6-biegowej manualnej skrzyni biegów, a przyspieszenie od 0-100 km/h zajmuje 8,9 sekundy. Prędkość maksymalna to 231 km/h. Opisywana wersja silnikowa występuje również w parze z automatyczną skrzynią biegów – w tym przypadku przekraczamy jednak założoną kwotę, ponieważ cena samochodu rośnie do 164 tys. zł.

Opisywana wersja wyposażona jest między innymi w system start-stop, inteligentne wspomaganie kierownicy, tempomat, wycieraczki z czujnikiem deszczu, adaptacyjną klimatyzację dwustrefową oraz przycisk zapłonu, a także radio AM/FM/CD wyposażone w 6 głośników i Bluetooth.

Dopłaty wymagają między innymi przednie i tylne czujniki parkowania – te, wraz z adaptacyjną klimatyzacją, kosztują w pakiecie 3,3 tys. zł.

Mocniejsza wersja silnikowa – konkurencyjna do wspomnianego Lexusa IS 200t – jest napędzana 2-litrowym motorem benzynowym o mocy 211 KM i kosztuje od 163,5 tys. zł.

Audi A4

Audi A4
Audi A4

Ceny tego modelu z silnikiem 1,4 TSI o mocy 150 KM zaczynają się od 132,9 tys. zł. Napęd przekazywany jest za pomocą manualnej skrzyni biegów o 6 przełożeniach. Przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 8,7 sekundy, a prędkość maksymalna to 210 km/h. W przypadku wersji z automatyczną skrzynią biegów cena auta wzrasta do 142,4 tys. zł. Odmiana wyposażona w mocniejszą jednostkę o pojemności 2 litrów i mocy 252 KM kosztuje od 173 tys. zł.

Na liście wyposażenia niewymagającego dopłaty można znaleźć między innymi ksenonowe reflektory, czujniki zmierzchu, automatyczną klimatyzację oraz system audio z 8 głośnikami, 7-calowym wyświetlaczem i Bluetooth. Samochód jest również wyposażony w system wspomagający bezpieczeństwo kierowcy i pasażerów, na bazie kamery rozpoznaje możliwość kolizji i ostrzega kierowcę poprzez ingerencję w układ hamulców.

Dopłaty wymaga między innymi pakiet Comfort składający się z ogrzewania przednich foteli, tempomatu z ogranicznikiem prędkości, systemu czujników parkowania z wizualizacją – koszt zgodnie z cennikiem to 3,7 tys. zł. Samochód można również doposażyć w systemy wspomagające kierowcę w trasie – takie jak asystent jazdy w korkach i system utrzymania pasa ruchu – cena to 5,2 tys. zł.

Mercedes C

Mercedes C
Mercedes C

Odmiana kosztująca w granicach założonej kwoty to C 200 4Matic za 157 600 zł. W tym przypadku pod maską znajduje się silnik benzynowy o pojemności 2 litrów i mocy na poziomie 184 KM. Napęd przekazywany jest za pomocą automatycznej skrzyni biegów. Przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 7,4 sekundy, a prędkość maksymalna to 234 km/h.

Co znajdziemy na liście podstawowego wyposażenia? Samochód został  wyposażony miedzy innymi w system audio z wejściem USB i systemem głośników z FrontBass oraz technologią Bluetooth, asystenta świateł przednich, zdalnie otwieraną klapę bagażnika, asystenta wspomagania koncentracji, a także tempomat.

Na liście wyposażenia dodatkowego, które wymaga dopłaty, można znaleźć między innym asystenta utrzymania pasa ruchu – koszt 4 tys. zł, lub asystenta parkowania za 5 tys. zł.

W przypadku tego modelu, chcąc wybrać mocniejszą jednostkę – silnik o pojemności 2 litrów i mocy 245 KM – trzeba zapłacić od 176 tys. zł.

BMW serii 3

BMW serii 3
BMW serii 3

Nie przekraczając założonej kwoty, można stać się posiadaczem wersji 320i. Samochód kosztuje 158 tys. zł, a pod jego maską pracuje silnik o pojemności 2 litrów i mocy 184 KM. Napęd przekazywany jest przez automatyczną skrzynię biegów, a przyspieszenie od 0 do 100 km/h zajmuje 7,3 sekundy. Prędkość maksymalna to 235 km/h.

Zgodnie z cennikiem na liście wyposażenia można w tym przypadku znaleźć między innymi system audio z odtwarzaczem CD, zestawem głośnomówiącym oraz USB, a także reflektory LED i czujniki deszczu.

Wersja z mocniejszym silnikiem i automatyczną skrzynią biegów to koszt na poziomie od 175 tys. zł. Wtedy samochód wyposażony jest w silnik o pojemności 2 litrów i mocy 252 KM.

Rynek AUD/USD już na progu


W końcu na rynku walutowym doszło wczoraj do wyczekiwanego ożywienia. Dolar amerykański zyskiwał do euro po gwałtownej wymianie „ciosów”. Na rynku kapitałowym wzrosty w Polsce i w USA.

Główny indeks giełdowy WIG20 rósł wczoraj od rana, aby zakończyć dzień z niemal 2% zyskiem. To największe wzrosty od czerwca i atak na dwumiesięczny szczyt. Natomiast amerykański indeks DJIA zakończył dzień na rekordowo wysokim poziomie, co zapewne doda skrzydeł polskim inwestorom na czwartkowym otwarciu. Z raportu Fed dowiedzieliśmy się, iż gospodarka amerykańska jest w dobrej kondycji i program zakupu papierów powinien być „zwijany”. Nie sprecyzowano jednak kiedy i jak powinno się to odbywać.

Wczoraj mieliśmy też do czynienia z decyzją Banku Kanady, który podwyższył główną stopę procentową do poziomu 0.75%. Rynek USD/CAD zakończył dzień z dużymi spadkami, sięgającymi prognozowanemu w porannej analizie poziomowi 1.27. W dniu dzisiejszym w kalendarzu makroekonomicznym królować będą publikacje dotyczące inflacji. O godzinie 14:30 poznamy też dane z amerykańskiego rynku pracy, gdzie oczekuje się 245 000 nowych wniosków o zasiłki dla bezrobotnych.

Rynek AUD/USD już na progu 8

Tymczasem rynek AUD/USD próbuje wybić się z kanału spadkowego. Wczoraj naruszona została jego górna linia. Jeśli wyraźnie zostanie pokonany opór na 0.7750, możliwy będzie nowy, wzrostowy trend. Celem byłby wtedy przynajmniej poziom 0.7850, a w najbardziej optymistycznym dla byków scenariuszu nawet 0.82. Wsparciem kluczowym pozostaje poziom na 0.75. Wskaźnik RSI znajduje się w obszarze umożliwiającym wzrosty.

Sylwester Majewski


Sylwester Majewski
www.forex-desk.net

MADKOM S.A. miał ponad 4,1 mln zł przychodów w 1 półroczu 2017 r.

MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, zakończyła pierwsze półrocze 2017 r. skonsolidowanymi przychodami ze sprzedaży na poziomie ponad 4,13 mln zł wobec 1,35 mln zł rok wcześniej. Emitent cały czas rozbudowuje portfel zamówień i liczy na utrzymanie wysokiej dynamiki wzrostu sprzedaży.

W samym czerwcu 2017 r. Grupa Kapitałowa MADKOM S.A. osiągnęła 1.139 tys. zł przychodów ze sprzedaży, podczas gdy w analogicznym miesiącu ub. roku było to 216 tys. zł. Bardzo dobry wynik sprzedaży był rezultatem rozliczenia w całości części szkoleniowych w dwóch projektach finansowanych z programu POWER oraz realizowania i fakturowania kolejnych prac wdrożeniowych. Całe pierwsze półrocze 2017 r. Grupa zamknęła skonsolidowanymi przychodami ze sprzedaży sięgającymi ponad 4.138 tys. zł wobec 1.347 tys. zł rok wcześniej, a więc udało jej się zanotować ponad 200% wzrost w ujęciu rdr. Wyraźnej poprawie uległy także przychody ze sprzedaży usług serwisowych, których wartość w okresie styczeń-czerwiec 2017 r. przekroczyła 1.712 tys. zł. W analogicznym okresie poprzedniego roku było to 1.162 tys. zł. Zarząd MADKOM S.A. oczekuje utrzymania dobrej tendencji wzrostu sprzedaży, bowiem w ostatnim czasie Grupa Kapitałowa pozyskała nowe zlecenia oraz składała kolejne oferty, w których liczy na pozytywne rozstrzygnięcia.

„Wynik sprzedażowy, który osiągnęliśmy, był na poziomie spodziewanym przez nas. Niemniej jednak liczyliśmy na wyższe wyniki, ale część przychodów nie została zafakturowana i przesunie się na kolejne okresy, gdyż wynika to z przesunięć harmonogramów przez Klientów. Trend zwiększania przychodów powinien się utrzymać przez co najmniej kilka kolejnych kwartałów, ponieważ ciągle pozyskujemy nowe zamówienia i jak na razie przed nami przynajmniej dwa tak dobre lata.” – podkreśla Grzegorz Szczechowiak, Prezes Zarządu Spółki MADKOM S.A.

Ostatnie tygodnie to bardzo dobry okres dla spółek z Grupy MADKOM, a w czerwcu br. podpisały umowy na nowe zamówienia na kwotę ponad 760 tys. zł. Emitent będący liderem Konsorcjum rozpoczał procedurę podpisywania umowy na realizację zamówienia w ramach projektu „Małopolskie e-urzędy”, którego całkowita wartość wynosi 1,03 mln zł brutto. Spółka dostarczy systemy informatyczne z zakresu portalu do nieruchomości SIDAS CU, szynę danych SIDAS BROKER oraz przeprowadzi kompleksowe wdrożenia i szkolenia z produktów w 8 urzędach woj. małopolskiego. Członkiem tego Konsorcjum jest także spółka z Grupy Kapitałowej MADKOM S.A. – Cloud Industry Solutions Sp. z o.o. Przeprowadzi ona szereg szkoleń podnoszących kwalifikacje zawodowe pracowników oraz szkolenia prawnicze z zakresu KPA i instrukcji kancelaryjnej. MADKOM S.A. podpisał również umowę na modernizację oprogramowania w 8 gminach w województwie pomorskim, a jej wartość sięga blisko 670 tys. zł brutto. W pierwszym półroczu 2017 r. Grupa MADKOM wypracowała przychody ze sprzedaży na poziomie wyższym niż w całym 2016 roku.

„Spółka spodziewa się co najmniej powtórzenia wyniku z pierwszego półrocza. Jednak jest to plan minimum, bowiem celujemy w wyższy wynik. Wakacyjne spowolnienie powinno zostać zrekompensowane w IV kwartale tego roku.” – dodaje Prezes Szczechowiak.

Strategia Rozwoju Emitenta na lata 2015-2020 przewiduje konsekwentne zwiększanie wartości przychodów stałych z umów serwisowych oraz maksymalnie efektywne wykorzystanie funduszy unijnych. Celem Spółki jest zdobycie nowych kontraktów na kwotę minimum 10 mln zł i pozyskanie zamówień na dostawy systemów Elektronicznego Zarządzania Dokumentami u nowych klientów w liczbie co najmniej 100 urzędów w 2017 r. MADKOM S.A. zamierza również pozyskać zamówienia z funduszy RPO województw, które zakończyły oceny w konkursach i przyznały już dofinansowania na lata 2016-2018, zdobywając w tym segmencie kontrakty o wartości 6 mln zł netto. Ich realizacja ma nastąpić w latach 2017-2018.

Metoda uśredniania, czyli inwestycje na raty

Nie ma idealnej, najlepszej strategii inwestowania. Jest natomiast jedna, którą można polecić inwestorom początkującym – metoda uśredniania cen: zrozumiała, logiczna, łatwa w zastosowaniu. Doskonale koi nerwy w czasie dołków i bessy.

„Gdyby akcje były jak jabłka lub pomarańcze ludzie kupowaliby ich więcej kiedy są tanie i mniej kiedy ceny idą w górę” – twierdzi Warren Buffet. Łatwo powiedzieć, tylko jak wyczuć moment, gdy aktywa są tanie? Jak zachować spokój, kiedy na rynku leje się krew? A patrząc z drugiej strony: dlaczego kupować mniej kiedy ceny idą w górę na fali rozkręcającej się hossy?

Dla uzyskania odpowiedzi na te pytania powstał cały aparat analityczny i mnóstwo strategii inwestycyjnych szacujących i zabezpieczających ryzyko. Większość wymaga sporej wiedzy, czasu i zaangażowania. To luksus, na jaki mogą pozwolić sobie procesjonalni gracze. Istnieje jednak strategia, którą z powodzeniem może stosować laik – DCA, Dollar Cost Averaging, czyli po polsku metoda uśredniania cen. Łatwa do zrozumienia i prosta w zastosowaniu, wymagająca tylko systematyczności i konsekwencji. Na czym polega?

Zakup ratalny

Strategia jest prosta: zamiast wykładać wszystkie pieniądze na jednorazowy zakup funduszy, gdy niełatwo „wstrzelić” się we właściwy moment, dzielimy środki na porcje i inwestujemy w ratach, w ściśle określonych przedziałach czasowych. Za każdym razem przeznaczamy na inwestycję taką samą sumę. Dla początkującego inwestora najwłaściwszym wyborem będą fundusze inwestycyjne.

Zakup na raty i uśrednianie cen pozwala zaasekurować ryzyko gwałtownej utraty wartości inwestycji, która w przypadku jednorazowej transakcji mogłaby uszczuplić poważnie kapitał. Kupując w określonych przedziałach czasowych w dłuższym okresie nawet na rynku spadającym rozkładamy ryzyko straty w czasie, dając sobie szansę na doczekanie do momentu poprawy koniunktury.

Ważny jest też psychologiczny aspekt inwestowania w ten sposób. Uśrednianie cen wprowadza większy spokój i poprawia komfort inwestora, uodparniając go w okresach bessy. Kiedy ceny spadają, naturalną reakcją jest stres, zdenerwowanie, a przy dużych korektach pojawia się chęć wycofania z inwestycji. Strategia DCA sprawia, że zmienia się postrzeganie rynkowych dołków, które z zagrożenia zmieniają się w szansę dokupienia większej liczby funduszy. Przecena może być traktowana jak rodzaj promocji, możliwości na powiększenie portfela.

Kolejnym plusem uśredniania cen jest to, że inwestor nie musi dysponować od razu całą suma do zainwestowania, ale lokować pojawiające się w budżecie nadwyżki finansowe w ramach planu systematycznego oszczędzania. Jeśli ktoś już ma duży budżet na inwestycje, również może inwestować w ratach, trzymając pozostałą pulę w płynnych instrumentach, łatwych do spieniężenia, tak by można było sięgnąć po pieniądze, gdy nadejdzie termin zakupu kolejnej transzy funduszy.

Dwa scenariusze

Zespół BGŻOptima przygotował dwie analizy inwestycji metodą DCA. Wybrany do nich został fundusz stabilnego wzrostu BGŻ BNP Paribas, mający już odpowiednio długą metrykę rynkową, charakteryzujący się umiarkowanymi wahaniami cen.

Na moment inwestycji wybrano 2010 r., kiedy rynek funduszy znalazł się w dołku. W pierwszym scenariuszu jednostki funduszu kupowane były w odstępach rocznych, według cen z pierwszego roboczego dnia nowego roku. Co roku hipotetyczny inwestor wydawał taką samą sumę: 5000 zł. W ciągu ośmiu lat, do 2017 r. kupił w ten sposób 305 jednostek funduszu po średniej cenie 131,46 zł. Najniższa cena nabycia to 116 zł. Najwyższa – 140 zł. Od 2010 r. zainwestował 40 tys. zł kapitału. Według cen z połowy maja tego roku wartość jednostek funduszu wyniosła 44980 zł (brutto, bez opłat i podatku), co oznacza wzrost o 12,4 proc. w ciągu ośmiu lat.

W drugim scenariuszu zlecenie kupna jednostek było składane na początku każdego kwartału, począwszy od stycznia 2010 r. Wartość jednorazowa inwestycji to znowu 5 tys. zł. Na początku II kwartału tego roku w portfelu modelowego inwestora było 1127,79 jednostek funduszu o wartości według cen z połowy maja 166 123 zł. Przy 150 000 zł zainwestowanego kapitału zysk z inwestycji wyniósł 10,7 proc.

Plusy i minusy

DCA ma też swoje mankamenty. Nie jest to z całą pewnością strategia agresywna. Ktoś nastawiony na duże zyski powinien poszukać innych metod. Uśrednianie cen najlepiej sprawdza się na rynku przechodzącym korektę, kiedy po niższych cenach można spokojnie budować portfel na lepsze czasy. Analizy i badania dotyczące DCA dowodzą, że w dwóch trzecich przypadków jest to strategia przynosząca mniejsze zyski niż jednorazowy zakup aktywów. Jak wspomnieliśmy nie jest to sposób na maksymalizację zysków. Nie jest to również metoda skoncentrowana na minimalizacji ryzyka, a na rozłożeniu go w czasie. DCA jest natomiast strategią systematycznego inwestowania w długim horyzoncie, odpowiednią dla nieprofesjonalnych inwestorów. Jej zaletą jest prostota i przejrzystość. Każdy może przeprowadzić symulacje zachowania wybranego aktywa przy zastosowaniu DCA i wybrać najlepsze rozwiązanie dla siebie.

***
Piotr Marciniak, dyrektor zarządzający BGŻOptima

Gołębie przemówienie Yellen. Dolar pozostaje słaby

Rynek przyjął przemówienie Yellen za gołębie, gdyż brakowało wsparcia dla jeszcze jednej podwyżki przed końcem roku. USD pozostaje słaby, a korzystają waluty ryzykowne i rynek akcji. Na drugim końcu jest CAD, gdzie Bank Kanady nie rozwiewa jastrzębich oczekiwań. EUR i PLN pozostają tłem.

W tekście przemówienia prezes Fed Yellen przygotowanego do wystąpienia w Kongresie (sprawozdanie z prac Fed) nie znalazło się nic nadzwyczajnego, co by odbiegało od stanowiska utrzymywanego od czasu czerwcowego posiedzenia FOMC. Głowna uwaga była na inflacji, która zdaniem Yellen jest poniżej celu, ostatnio obniżyła się, a jej przyszła trajektoria pozostaje niepewna. Właśnie ta artykułowana „niepewność” najmocniej uderza w USD, gdyż wpisuje się w ostatnie słabnięcie woli członów Fed w stosunku do trzeciej podwyżki przed końcem roku. We wtorek słyszeliśmy to od Brainard i Harkera: łatwiej będzie o konsensus FOMC dla rozpoczęcia procesu redukcji sumy bilansowej (prawdopodobnie już we wrześniu), jednak coraz więcej wątpliwości jest wokół grudniowej podwyżki. Dla USD ścieżka stopy procentowej jest dużo istotniejsza i spadek rynkowych oczekiwań dla grudnia z 70 proc. do 50 proc. nasila presję deprecjacyjną.
Zachowanie USD wokół ostatnich wystąpień przedstawicieli Fed pokazuje asymetrię z większą reakcją na gołębie fragmenty, które „karmią” rozczarowanie słabszymi danymi z gospodarki (inflacja, płace, zamówienia przemysłowe). Znaczenie piątkowego odczytu CPI jest teraz jeszcze większe, gdyż silne dane mogą odwrócić narrację i uratować USD. Nim tam dobrniemy, jeszcze dziś uwaga pozostanie na Fed. Yellen kontynuuje swoje sprawozdanie w Kongresie, Evans wypowiada się o polityce monetarnej i mamy też kolejne wystąpienie Brainard. Bez jastrzębich zaskoczeń (mało realne) nie ma co szukać powodów, by USD miał dziś wyraźnie zyskiwać, kiedy rentowności obligacji USA nie odbijają po środowych spadkach. USD/JPY pozostaje najbardziej wrażliwy, ale inwestorzy tez szukać okazji, by kupić tanio EUR/USD.

CAD był największym zwycięzcą w środę. Bank Kanady dokonał pierwszej podwyżki stopy procentowej od 2010 r., ale co ważniejsze nie zamknął drogi dla kontynuacji zacieśniania. Bank podwyższył perspektywy wzrostu, a prezes Poloz unikał odpowiedzi, czy podwyżka jest tylko odwracaniem anty-kryzysowych cięż z ubiegłego roku, czy początkiem nowego cyklu. Wykręty Poloza rynek potraktował jako jastrzębi znak, wyceniają kolejną podwyżkę do końca roku i możliwe dalsze w 2018 r. To wiele w porównaniu z oczekiwaniami sprzed posiedzenia, co oznacza, że inwestorzy nie mają jeszcze tak dużych pozycji w CAD, jakby teraz chcieli. Zejście USD/CAD w stronę 1,25 w średnim terminie nie jest abstrakcyjną wizją.

Dziś w kalendarzu poza wystąpieniami członków Fed z USA dostaniemy drugorzędne PPI i cotygodniowy raport o wnioskach o zasiłek dla bezrobotnych. Dla koneserów przed południem opublikowane zostaną dane o inflacji ze Szwecji. Od inflacji bazowej oczekuje się spadku do 1,7 proc. r/r, co byłoby zgodne z prognozami Riksbanku. Wyższy wynik da SEK umiarkowany impuls, biorąc pod uwagę, że Riksbank robi wszystko, by brzmieć ostrożnie i nie dać podstaw do budowy jastrzębich oczekiwań.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Deloitte: Firmy w Polsce wciąż niewystarczająco dbają o różnorodność płci

Kobiety nadal stanowią zdecydowaną mniejszość w zarządach i radach nadzorczych firm, pomimo nieustających wysiłków zmierzających ku zwiększeniu różnorodności płciowej w najważniejszych organach spółki. Z piątej edycji raportu „Women in the Boardroom: A Global Perspective”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte wynika, że kobiety globalnie zajmują 15 proc. miejsc w zarządach, o 3 pp. więcej niż dwa lata wcześniej. W Polsce kobiety mają 15,2 proc. udziału w radach nadzorczych i stoją na czele 6,3 proc. zarządów firm spośród ponad 480 spółek giełdowych z rynku głównego. Z analizy Deloitte wynika również, że obecność kobiety na stanowisku prezesa lub dyrektora generalnego wpływa znacząco na wzrost liczby kobiet zasiadających w zarządzie danej firmy.

Analiza Deloitte obejmuje 64 kraje. Wynika z niej, że odsetek kobiet – członkiń zarządów na całym świecie wynosi zaledwie 15 proc. W europejskich spółkach wskaźnik ten wynosi 22,6 proc. Najlepszy wynik osiągnęły norweskie firmy, w zarządach których kobiety zajmują aż 42 proc. miejsc. Spośród krajów Unii Europejskiej w jedynie dziesięciu kobiety stanowią średnio co najmniej 25 proc. członków zarządu. Są to Belgia, Dania, Niemcy, Francja, Włochy, Łotwa, Holandia, Finlandia, Szwecja oraz Wielka Brytania (stan na kwiecień 2016). Dla porównania w USA średni odsetek kobiet w zarządach wynosi 14,2 proc. Najsłabiej pod tym względem wypadły firmy południowoamerykańskie i azjatyckie, w których kobiety stanowią jedynie odpowiednio 7,2 i 7,8 proc. członków zarządu.

Analiza Deloitte obejmuje również podział na poszczególne branże. Najwięcej kobiet zasiada w zarządach europejskich firm reprezentujących sektor dóbr konsumenckich (25 proc.), sektor finansowy (24 proc.) oraz sektor medyczny i farmaceutyczny (23 proc.).

Polskie firmy różnorodne tylko w teorii

W Polsce kobiety zajmują 15,2 proc. miejsc w radach nadzorczych spółek giełdowych z rynku głównego, a w tych notowanych w WIG20 19 proc. W fotelu przewodniczącego rady nadzorczej kobiety zasiadają jedynie w 7,8 proc. analizowanych firm. – Rady nadzorcze polskich spółek publicznych nie wypadają najlepiej, jeśli chodzi o zapewnienie różnorodności ze względu na płeć. Tylko jedna czwarta z nich wdrożyła politykę różnorodności, odnoszącą się do składu zarządu, rady nadzorczej oraz kluczowych stanowisk w firmie – mówi Dorota Snarska-Kuman, Partner w Sektorze Instytucji Finansowych, Lider Programu Rozwoju Rad Nadzorczych w Deloitte. – Co prawda obliguje je do tego Kodeks Dobrych Praktyk spółek notowanych na GPW, przyjęty w 2016 roku, jednak jak to zwykle bywa w takich przypadkach, spółki mogą wyłączyć ze stosowania wybrane zapisy, pod warunkiem, że poinformują o swojej decyzji inwestorów i opinię publiczną. Jednocześnie dopóki nie są zobligowane do określonych kwot czy parytetów uznają tę rekomendację za spełnioną, nawet jeśli niewielki procent w radzie nadzorczej stanowią kobiety  – dodaje. Z raportu Deloitte wynika, że odsetek kobiet na stanowisku prezesa zarządu firm giełdowych w Polsce wynosi 6,3 proc.

Kobiety zapewniają innowacyjność

Z uwagi na fakt, że firmy muszą funkcjonować w środowisku ciągłych zmian technologicznych i społecznych skutkujących transformacją wizji pracy w przyszłości, rola kierownictwa firmy będzie niezwykle ważna. W tym zakresie krytyczną rolę odegra różnorodność, zarówno w podejściu do myślenia, jak i do ludzi, a zadaniem kierownictwa firmy będzie zapewnienie świeżego spojrzenia na każde pojawiające się wyzwanie.  – Dzięki kobietom, które znalazły się w organach zarządzających spółek organizacje budują kapitał społeczny, czyli kompetencje, wiedzę i doświadczenie, co z kolei buduje innowacyjność biznesu. Kobiety w zarządach gwarantują wymierne korzyści firmom poprawiając ich konkurencyjność. Różnorodność na poziomie zarządów i rad nadzorczych wynika z racjonalności biznesowej: firmy to robią po to, aby wygrywać na rynku i motywować właściwie swoich pracowników, a nie dlatego, że tak wypada..–– mówi Iwona Georgijew, Partner w  Deloitte, Liderka Klubu SheXO.

Kobiety promują kobiety

Jak się okazuje firmy, w których kobiety zajmują stanowisko dyrektora generalnego mają prawie dwa razy więcej kobiet w swoim zarządzie niż firmy kierowane przez mężczyzn (odpowiednio 28,8 proc. i 14,5 proc.). Wskaźniki dla Europy wynoszą odpowiednio 33 i 24,3 proc. Prawie takie same statystyki dotyczą kobiet – prezesów firm i liczby żeńskich członków w ich zarządach w porównaniu do firm, w których stanowisko prezesa piastuje mężczyzna (odpowiednio 28,5 proc. i 15,5 proc.). W Europie jest to odpowiednio 34,5 i 23,8 proc. – W przypadku, gdy zarząd firmy ma bardziej zróżnicowaną strukturę płciową, prawdopodobieństwo wyboru kobiety na stanowisko dyrektora generalnego lub prezesa jest znacznie wyższe. To działa we dwie strony. Im więcej kobiet zajmuje w firmie kluczowe stanowiska, tym większe będzie prawdopodobieństwo pozytywnego wpływu takiej struktury kierownictwa na różnorodność płciową w zarządzie – wyjaśnia Dan Konigsburg, Starszy Dyrektor Zarządzający Globalnego Centrum Zarządzania Korporacyjnego Deloitte. Jednak mimo tych optymistycznych statystyk należy pamiętać, że kobiety w perspektywie globalnej zajmują jedynie 4 proc. stanowisk dyrektorów generalnych i prezesów zarządu.

O raporcie:

Na zlecenie Deloitte Global, firma MSCI ESG Research Inc. zebrała dane dotyczące różnorodności płciowej w zarządach firm z 44 krajów. Zebrano dane odzwierciedlające stan na dzień 15 grudnia 2016 r. Ponadto, przeanalizowano poziom reprezentacji kobiet w strukturach kierownictwa firm z podziałem na sześć głównych sektorów gospodarki, tj. usług finansowych, usług konsumenckich, technologii, mediów i telekomunikacji, produkcji, nauk ścisłych i opieki zdrowotnej oraz energii i zasobów. W celu uzupełnienia tych danych, Deloitte Global zebrał informacje na temat inicjatyw promujących różnorodność płciową w zarządach firm, takich jak „diversity quotas” (zbieranie i analiza danych statystycznych / danych liczbowych dotyczących tego zagadnienia) z 20 dodatkowych krajów. Publikacja obejmuje łącznie swoim zakresem 64 kraje i ich starania zmierzające do zwiększenia różnorodności płciowej w zarządach firm.

I półrocze 2017 r. w Polsce pod znakiem wciąż dużej liczby niewypłacalności w handlu i przemyśle

Euler Hermes opublikował swoją ostatnią analizę nt. niewypłacalności firm. W czerwcu 2017 r. ogłoszono informację o niewypłacalności 71 polskich przedsiębiorstw wobec 60 niewypłacalności w czerwcu 2016 r.

Niewypłacalności obejmują niezdolność do regulowania zobowiązań wobec dostawców, skutkującą upadłością bądź którąś z form postępowania restrukturyzacyjnego. Ich poziom w czerwcu 2017 r. następuje po dwóch poprzednich miesiącach, w których liczba niewypłacalności już nie rosła, a nawet spadała. W skali całego półrocza opublikowano informacje o niewypłacalności 418 przedsiębiorstw vs 362 takich przypadków w ubiegłym roku (+15%).

Kluczowe wnioski:

  • Drugi kwartał wiązał się z większą zmiennością niż w pierwszym – liczba niewypłacalności początkowo wyhamowała, by ponownie zacząć rosnąć. Potwierdza to daleką od ideału sytuację na rynku produktów konsumpcyjnych (wciąż jest to rynek niskich cen, co uderza w producentów i hurtowników) oraz w budownictwie, rozwijającym się nadal głównie ”na kredyt” (producentów i dostawców)
  • Budownictwo – stabilniej niż w ubiegłym roku, mimo to liczba niewypłacalności to spada, to rośnie… Na ile branżę ożywia dopływ środków z nowych inwestycji, a na ile wiara w ich rychły napływ?
  • Firmy produkcyjne – dobre wyniki (i brak niewypłacalności) firm związanych z eksportem (m.in. maszynowym), liczne niewypłacalności nie tylko wśród producentów art. budowlanych, ale też art. konsumpcyjnych i inwestycyjnych
  • Hurt i usługi: liczba niewypłacalności nie zmniejsza się. Handel hurtowy, z jego niską rentownością przy rosnącej ekspozycji był z reguły areną największych pod względem realizowanego obrotu niewypłacalności. Problemy firm zaopatrujących rolnictwo
  • Wzrost liczby niewypłacalności w województwach Polski północnej i wschodniej, oprócz specyfiki branżowej (lokalizacja nielicznych jeszcze inwestycji budowlanych, charakter produkcji – eksportowej czy na rynek krajowy) związany także z koniunkturą na sąsiednich rynkach (wojna i sankcje na wschodzie – mniejszy ruch przygraniczny)
niewypłacalności w handlu i przemyśle
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Koniec półrocza wiązał się z wyraźnym wzrostem liczby niewypłacalności, wliczając w to wzrost ich liczby w budownictwie.

„Większa liczba niewypłacalnych firm w budownictwie nie może być zaskoczeniem, skoro wg. ostatnich oficjalnych danych do końca maja wartość rynku budowlanego wzrosła r/r o 4,5%, podczas gdy przed rokiem spadła ona w tym samym czasie o 12,5%” – ocenia Tomasz Starus, członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka. „Punkt zwrotny w inwestycjach budowlanych mamy już więc za sobą, ale wciąż realnie duży dopływ środków na rynek jest dopiero przed. Wobec skali ubiegłorocznej korekty na rynku budowlanym sektor nie odzyskał jeszcze kondycji sprzed dwóch-trzech lat. Co miesiąc łączna liczba firm szeroko związanych z budownictwem – nie tylko wykonawczych, ale i producentów, hurtowników oraz usługodawców – stanowi aż 35-40% ogólnej liczby niewypłacalności. To bowiem dostawcy często finansują kredytem handlowym wiele inwestycji (o czym świadczą wzrosty ich obrotów nierzadko o 20-30% r/r) – wielokrotnie więcej niż uzasadniałby to wspomniany wzrost wartości prac budowlanych. Jest to chyba jednak zbyt optymistyczne podejście, z ich grona pochodzi bowiem największa grupą niewypłacalnych firm w sektorze produkcyjnym czy handlowym”.

Czy patrząc generalnie na poszczególne miesiące I półrocza miesiąc kwiecień, a zwłaszcza maj były okresem korzystniejszym, bezpieczniejszym zwłaszcza dla wierzycieli niewypłacalnych firm? Pomimo wyraźnie niższej liczby niewypłacalności, wymiar ekonomiczny i społeczny strat był duży. Tylko w samym maju niewypłacalne firmy generowały obroty na poziomie ponad 700 mln złotych, dwa razy wyższym niż w kwietniu i nie odbiegającym od I kwartału. Wysokie były więc straty wierzycieli – innych firm, jak również skarbu państwa z tytułu składek i podatków. W wymiarze społecznym negatywne skutki również były niemałe. Ponad 1600 miejsc pracy w przedsiębiorstwach dotkniętych majowymi niewypłacalnościami i kilka, nawet 5-6 razy więcej zagrożonych miejsc pracy w firmach, które z ich powodu ucierpiały. To może być widoczny efekt nawet na obecnym rynku pracy.

niewypłacalności w handlu i przemyśle2
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

Sektor przemysłowy – korzysta jedynie na eksporcie?

Największy w ciągu półrocza wzrost liczby niewypłacalności, bo aż o 24% r/r w przemyśle wiąże się nie tylko z wciąż opóźniającą się hossą w budownictwie. Wykluczając z grona przyczyn eksport, który wciąż ma niezłą dynamikę zamówień (po ich wahnięciu w maju i pewnej stagnacji dynamiki w czerwcu) zostaje nam skupienie się na produkcji na rynek wewnętrzny. Nie ma bowiem już w zestawieniu niewypłacalności firm produkcyjnych jednoznacznie kojarzonych ze sprzedażą za granicę – w tym producentów części, maszyn i urządzeń, nastawionych na kooperację z klientami m.in. z Niemiec.

Rynek wewnętrzny, mimo iż także wiązał się z rosnąca ilością zamówień, nie zapewnił wystarczających dla utrzymania płynności przepływów finansowych producentom nie tylko materiałów budowlanych, ale także art. konsumpcyjnych oraz inwestycyjnych. W tej grupie są więc zarówno producenci żywności, leków, obuwia, ubrań, kosmetyków itp. wyrobów, przypadki których może nie są liczne w poszczególnych kategoriach, ale łącznie w każdym miesiącu tworzą grupę kilku niewypłacalności. Podobnie liczna (5-6 w czerwcu, jak i w innych miesiącach) jest grupa niewypłacalności firm wyspecjalizowanych w produkcji, montażu i naprawach oprzyrządowania przemysłowego, w tym dla górnictwa – mimo, iż przypadki firm związanych z przemysłem wydobywczym nie są już tak liczne jak w roku ubiegłym. Inwestycje przedsiębiorstw już bowiem ruszyły, ale ich skala, podobnie zresztą jak w budownictwie premiuje najskuteczniejsze w walce o nie firmy największe, najsilniejsze kapitałowo co wiąże się też m.in. z możliwością zapewnienia finansowania w ścisłej kooperacji ze współpracującymi instytucjami finansowymi.

Producenci art. konsumpcyjnych borykają się z postępującą koncentracją handlu – firmy, które nie idą śladem tego trendu, budując odpowiednio dużą skalę produkcji skazane są na wypychanie z tego rynku tzw. „handlu nowoczesnego” lub na pozostanie na nim za cenę zgody na niskie marże, nie gwarantujące zysku adekwatnego do zaangażowania i ryzyka. Najwięksi producenci mają lepszą pozycję negocjacyjną nie tylko dzięki efektowi skali – mniejszym kosztom produkcji, ale także lepszej rozpoznawalności własnych marek na rynku. Małe firmy w tej sytuacji stawiać muszą nie na walkę ceną, której nie mogą wygrać, ale na skuteczny marketing i sprzedaż: czy to produkcję wyrobów naturalnych, regionalnych, czy na dotarcie do konsumenta nowymi kanałami (platformy internetowe, ale też… bardziej tradycyjne a zyskujące na popularności grupy, spółdzielnie zakupowe konsumentów chcących zaopatrywać się u małych dostawców w bardziej naturalne i bardziej „fair” wobec wytwórców produkty).

„Wydaje się przy tym, że transfery socjalne nie zwiększyły elastyczności cenowej polskich nabywców, nie zmieniły ich preferencji zakupowych – nie przerzucili się oni masowo na droższe kategorie wyrobów (np. krajowe obuwie czy eko nabiał). Nadal kierują się ceną, a nowe środki przeznaczają na dotychczas mniej dla nich dostępne cele (edukację dzieci, rozrywkę, elektronikę, motoryzację)” – dodaje Tomasz Starus.

Uwalnianie rynku produktów rolnych – zaostrzająca się konkurencja przy rosnących kosztach stałych wielu rolników, a przede wszystkim problemy z dopłatami z UE wpłynęły na kondycję firm ich zaopatrujących

Handel hurtowy – to w tym sektorze były w całym półroczu jedne z największych pod względem obrotu niewypłacalności (obok firm budowlanych), jest to także jest sektor z wciąż dużą liczbą niewypłacalności. Dynamika ich przyrostu nie zmniejszała się tak jak w budownictwie i usługach oraz pozostała wyższa w porównaniu do średniej dla całej gospodarki.

W tej grupie warto zwrócić uwagę na hurtownie wyspecjalizowanie w asortymencie dla rolnictwa, a zwłaszcza w nawozach i środkach ochrony roślin

Niewypłacalności te występowały pojedynczo w każdym miesiącu, a trzy duże niewypłacalności takich hurtowni w skali maja to już czytelny sygnał – pamiętajmy, że takich firm nie jest wcale tak wiele, jak dystrybutorów np. wyrobów spożywczych. Są one zdecydowanie mniej liczne i na dobre i złe związane są z rolnikami, których kredytują nierzadko ponad pół roku, sprzedając im nasiona i środki ochrony roślin przed sezonem, czekając następnie na swoje pieniądze do etapu spieniężenia plonów.

niewypłacalności w handlu i przemyśle 3
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

“To potwierdza, że ubiegły jak i bieżący rok były nienajlepsze dla tej branży” – ocenia Tomasz Starus. „Widać to zarówno po ich wynikach finansowych, jak i w efekcie – niewypłacalnościach. Kondycja rolnictwa, mimo że może nie katastrofalna, to daleka jest od sielanki. Niekoniecznie świadczy o niej eksport polskiej żywności, który jeśli już, to bardziej wskazuje na obroty i zyski przetwórców żywności. Producenci rolni tymczasem w ubiegłym roku tracili zaś m.in. rynki zbytu (embargo na Wschodzie, choroby trzody), a przede wszystkim – doświadczali dużych problemów z otrzymaniem dopłat rolnych z UE. Żaden z tych problemów nie został rozwiązany.

Narasta niepewność w kolejnych obszarach, jak np. postępujące uwalnianie kwot produktowych na kolejne towary (obecnie po mleku – cukier). Ta wydawałoby się korzystna dla polskich rolników wiadomość nie musi być wcale zapowiedzią szerszych możliwości eksportowych dla nich, a raczej bardziej nasilonej konkurencji. Zniesieniu ograniczeń kwotowych towarzyszą bowiem istniejące bariery poza administracyjne – np. wiele zachodnich sieci handlowych nie kupuje przetworów mlecznych wytwarzanych z innego niż lokalne mleka. Polska nie ma zaś takich ograniczeń – zachodnioeuropejscy producenci mogą więc cały czas próbować zdobywać polski rynek, zwłaszcza z wysokomarżowymi produktami jak np. sery.

Inne duże upadłości w handlu hurtowym związane były m.in. z handlem złomem czy wyrobami stalowymi, asfaltem a także paliwami i produktami ropopochodnymi – czyli towarami „wrażliwymi” na kwestie podatkowe, zwłaszcza ostatnio poddane nowym regulacjom sektor paliw i przewozów. Ich właściciele nie czekali na rozstrzygnięcia problematycznych kwestii skarbowych – “uciekali do przodu” skupiając się na nowo założonych firmach i poświęcając dotychczasowe.

Województwa – wzrost liczby upadłości w 9 z nich, a spadek tylko w 3

W ciągu sześciu miesięcy w zdecydowanie większej ilości województw mieliśmy do czynienia ze wzrostem liczby niewypłacalności, niż z ich spadkiem. Spadek ich liczby odnotowano w: lubuskim, wielopolskim i świętokrzyskim. Patrząc na mapę widać wyraźnie, iż generalnie obecna koniunktura regionalna (związana m.in. z budownictwem) sprzyja firmom z Polski centralnej i południowo-zachodniej. Zdecydowanie gorsza jest natomiast w Polsce północnej i wschodniej. Wśród województw najsilniejszych gospodarczo dotyczy to woj. mazowieckiego i pomorskiego. Pozostałe uprzemysłowione regiony radzą sobie z reguły lepiej: dolnośląskie, śląskie, wielkopolskie, łódzkie korzystają na dobrej koniunkturze eksportowej na sprzęt AGD, RTV, meble, wyroby metalowe
i maszynowe. Na Mazowszu, gdzie dominuje handel i usługi liczba niewypłacalności była wyższa.  Potwierdza to statystykę branżową – produkcja skierowana na eksport ma się lepiej, wciąż za to liczne są niewypłacalności w handlu i w usługach. Wzrost liczby niewypłacalności w woj. warmińsko-mazurskim wiąże się ze znaczną ich skalą wśród firm zajmujących się przetwórstwem, obróbką i handlem drewnem (przede wszystkim na potrzeby budownictwa). W ostatnim czasie były one liczniejsze w statystyce niewypłacalności niż np. firmy związane z wyrobami z betonu czy zbrojeniami.

niewypłacalności w handlu i przemyśle 4
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalności w handlu i przemyśle 5
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalności w handlu i przemyśle 6
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz
niewypłacalności w handlu i przemyśle 7
Źródło: Monitor Sądowy i Gospodarczy, dane przeanalizowane przez Euler Hermes z grupy Allianz

***********

Pod pojęciem niewypłacalności rozumiemy stan faktyczny – niezdolność do regulowania zobowiązań na rzecz wierzycieli. Do końca ubiegłego roku były to upadłość likwidacyjna, jak i układowa. Po zmianie prawa, w tym roku, postępowanie układowe oddzielono, dla podkreślenia zmiany wyodrębnione postępowania naprawcze nie mają już w nazwie „upadłości”. Dla zachowania porównywalności danych bieżących z tymi z lat ubiegłych (gdy postępowanie układowe było rodzajem upadłości) nadal traktujemy łącznie wszystkie przypadki postępowań upadłościowych i naprawczych, jako niewypłacalność przedsiębiorstw. Ponadto nadal otworzenie tych postępowań oznacza dla dotychczasowego dostawcy de facto brak bieżącej płatności – z tego powodu Euler Hermes na całym świecie, pod pojęciem niewypłacalności, rozumie zarówno przypadki likwidacji firm, jak i wszczęcia w ich przypadku procesów naprawczych (jak np. objecie w USA firmy ochrona przed wierzycielami z tytułu Chapter 11).

Rośnie popularność hoteli spa. Co czwarty Polak ma w planach pobyt w takim ośrodku

Rośnie popularność hoteli spa. Co czwarty Polak ma w planach pobyt w takim ośrodku 9

Spa oraz ekskluzywne hotele to jeden z najszybciej rosnących segmentów dóbr luksusowych w Polsce. Jak wynika z raportu KPMG, w tym roku wartość tego rynku urośnie do 1,6 mld zł. Coraz większa dbałość o zdrowie sprawia, że już co dziesiąty Polak korzysta z usług spa. Preferencje gości takich obiektów stopniowo się zmieniają – częściej przykładają oni wagę do kompleksowych zabiegów i nowoczesnego sprzętu. Większego znaczenia nabiera też oferta gastronomiczna.

 Pojęcie „spa” kojarzone jest z luksusem, natomiast sytuacja rynkowa sprawiła, że hotele tego typu są coraz bardziej dostępne. W ostatnich 10 latach w Polsce przybyło około tysiąca hoteli, równolegle przybywało także obiektów spa. Obecnie mamy około 200 hoteli spa, a obiektów w szerokim rozumieniu spa jest aż 600 – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Paweł Chmielnicki, dyrektor generalny grupy Hotele SPA Dr Irena Eris.

Luksusowych hoteli spa, które do wypoczynku podchodzą holistycznie, jest zaledwie kilkanaście. Szeroka oferta sanatoriów, obiektów spa i medical spa sprawiły, że coraz więcej osób może skorzystać z tego typu usług. Zwłaszcza w niskim sezonie, kiedy między ośrodkami trwa walka cenowa, oferta staje się coraz bardziej atrakcyjna.

– Wciąż nie ma jasnej, sprecyzowanej definicji obiektów spa, a hoteli i obiektów, które decydują się na umieszczenie w swoim logo czy szyldzie tej nazwy, jest bardzo dużo. Termin ten stał się bardzo modny i nośny. Potencjalni goście często skuszeni niską ceną stają się ofiarami takich właśnie ofert, które nie do końca mają w swojej istocie ideologię spa – ocenia Paweł Chmielnicki.

Polacy przykładają coraz większą wagę do zdrowia i profilaktyki zdrowotnej. Osoby aktywne zawodowo potrzebują zaś naładować się energią, uciec od zgiełku i zanieczyszczeń miast. Hotele spa to dla nich miejsca, gdzie mogą złapać oddech i odnaleźć równowagę.

– Od kilku lat odnotowujemy stabilny wzrost obłożenia w naszych hotelach. Jak wynika z ubiegłorocznego badania Departamentu Strategii Polskiej Organizacji Turystycznej, 10 proc. respondentów deklaruje, że skorzystało już z usług hoteli spa, a 25 proc. zamierza skorzystać z takich usług w przyszłości – wskazuje Chmielnicki.

Jak ocenia ekspert, w hotelach przybywa gości aktywnych zawodowo, z dużych miast, niezależnych finansowo. Coraz częściej przyjeżdżają, by wypocząć z rodziną.

– W ostatnich latach obserwujemy znaczny wzrost liczby rodzin z dziećmi. W 2016 roku w jednym z naszych hoteli liczba dzieci, które w nim nocowały, wzrosła o 10 proc. – podkreśla dyrektor generalny Hoteli SPA Dr Irena Eris.

Przy wyborze hoteli najczęściej decydujący głos mają kobiety. Te zaś wolą obiekt z szeroką ofertą zabiegów kosmetycznych i gabinetami wellness. Goście przywiązują wagę do dodatkowych atrakcji (np. dla najmłodszych), infrastruktury czy położenia.

Goście oczekują dzisiaj kompleksowych zabiegów, które przyniosą szybkie efekty dla ciała i urody, nowoczesnego sprzętu i materiałów wykorzystywanych przy zabiegach. Zauważalna jest również zmiana stylu wypoczywania: praktycznie zupełne odejście od biernego stylu wypoczywania na korzyść aktywnego wypoczynku. W czasie pogodnych dni hotele pustoszeją, a goście korzystają raczej z uroków okolicznej przyrody – przekonuje Chmielnicki.

Istotnym uzupełnieniem oferty stała się gastronomia dopasowana do zdrowego stylu życia. Goście zwracają uwagę na to, co jedzą, częściej preferują kuchnię slow food.

 Restauracje rzadziej są miejscem, gdzie wyłącznie spożywa się posiłek, natomiast stają się miejscem celebracji posiłku. Oferta w karcie menu musi być bardzo wyszukana i niecodzienna – zaznacza ekspert.

Oferty hoteli spa w formie vouchera jako prezenty np. na wieczory panieńskie to wciąż rzadkość, coraz częściej jednak sięgają po nie pracodawcy.

– Widzimy stały wzrost i satysfakcjonujący poziom, jeśli chodzi o sprzedaż voucherów prezentowych dla firm. Kupują one tego typu podarunki dla najlepszych pracowników czy partnerów biznesowych – podkreśla Paweł Chmielnicki.

Hejt w internecie może dotyczyć nie tylko osób, lecz także firm. Dla niektórych marek to sposób na walkę z konkurencją

Hejt w internecie może dotyczyć nie tylko osób, lecz także firm. Dla niektórych marek to sposób na walkę z konkurencją 10

Internetowa mowa nienawiści to problem nie tylko społeczny, lecz także biznesowy. Coraz więcej firm mierzy się z kryzysami wizerunkowymi, które wywołują negatywne komentarze w sieci, oszczerstwa konkurencji albo opinie niezadowolonych, byłych pracowników. Utrata wirtualnej reputacji może wywołać odpływ klientów i doprowadzić firmę do plajty – przestrzega dr Mateusz Grzesiak.

– Hejt w polskim internecie jest dość charakterystycznym zjawiskiem. Większość Polaków zetknęło się z hejtem, ale aż 66 proc. zapewnia, że oni sami nigdy nie hejtowali. Jeżeli dodamy informację o tym, że już co drugi przedsiębiorca spotkał się z nieuczciwą formą konkurencji, to mamy do czynienia z pewnym wyzwaniem. Wygląda bowiem na to, że hejtujący polscy przedsiębiorcy czy konsumenci nie uważają, że to, co robią, ma niewłaściwy charakter –mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Mateusz Grzesiak, psycholog biznesu, autor książki „Psychologia hejtu”, która trafi do sprzedaży 24 lipca.

Hejt, czyli mowa nienawiści w internecie, to coraz bardziej powszechne zjawisko, które w realnym świecie urasta do rangi problemu społecznego. Potwierdza to między innymi najnowsze badanie fundacji Global Dignity, z którego wynika, że 43 proc. młodych ludzi w wieku 12–24 lat doświadczyło internetowego hejtu, a co piąty przyznaje, że sam się go dopuszcza. Jak podaje fundacja, dla co siódmego młodego człowieka hejt stał się codziennością: zarówno sam hejtuje, jak i hejtu doświadcza. Niepokojącym jest to, że 20 proc. młodych ludzi zetknęło się z pojęciem hejtu, ale nie potrafi go zdefiniować i nie wie, co oznacza.

Rosnącą skalę zjawiska pokazują też przeprowadzone w październiku badania Uniwersytetu Warszawskiego i Fundacji im. Stefana Batorego, z których wynika, że z mową nienawiści w internecie spotyka się dużo więcej, bo aż 95 proc. młodzieży. Psychologowie przestrzegają, że kontakt z hejtem stopniowo uodparnia na takie zachowania i może być tragiczny w skutkach, ponieważ może prowadzić do lęku, agresji, a nawet depresji i samobójstw.

Jak zauważa dr Mateusz Grzesiak, hejt jest problemem nie tylko w kontekście społecznym, lecz także biznesowym. Coraz częściej mierzą się z nim przedsiębiorcy i firmy, dla których internetowa krytyka stwarza ryzyko utraty reputacji i plajty.

– Hejt w biznesie to bezprawne zachowanie przedsiębiorcy, które zagraża innej firmie bądź narusza jej interes. Taka nieuczciwa konkurencja polega między innymi na mylnym oznaczaniu produktu lub firmy, naśladownictwie produktów, naruszaniu tajemnicy przedsiębiorstwa, korzystaniu z nieuczciwych taktyk sprzedażowych, nakłanianiu klientów do rozwiązania lub niekorzystnej zmiany umowy – mówi dr Mateusz Grzesiak.

W kształtowaniu wizerunku firmy wirtualna reputacja jest tak samo ważna, jak ta w realnym świecie. Zwłaszcza że już ponad połowa Polaków kupuje w internecie, a większość przed dokonaniem zakupu sprawdza w sieci opinie o firmie, produkcie czy usłudze.

Negatywne komentarze, nieprawdziwe informacje rozpowszechniane przez konkurencję albo opinia byłego pracownika na internetowym forum mogą zniszczyć markę i spowodować odpływ klientów, a w czarnym scenariuszu – doprowadzić firmę do bankructwa.

– Ta forma bezprawnego działania przedsiębiorcy nie jest w ustawie wskazana, co stwarza ogromne pole do manipulacji i czarnego PR, który może przyjąć formę porwania cudzej reputacji. Porwanie reputacji, inaczej szantaż w internecie, polega na przejęciu czyjegoś wizerunku i przedstawieniu go opinii publicznej w taki sposób, żeby go zdewaluować. Może robić to na przykład wyspecjalizowana agencja, zatrudniająca internetowych trolli, którzy negatywnie wypowiadają się na temat przedsiębiorcy na forach czy w mediach społecznościowych. Może też przyjąć formę plotki o rzekomo negatywnej sytuacji finansowej przedsiębiorstwa, która spowoduje panikę na giełdzie i błyskawiczną wyprzedaż akcji – wylicza dr Mateusz Grzesiak.

Na internetowy hejt są narażone zwłaszcza firmy i przedsiębiorcy z sektora B2C, którzy dostarczają produkty i usługi bezpośrednio do klientów końcowych (np. producenci żywności). Dotyczy to też pewnych grup zawodowych, np. osób związanych z show-biznesem, lekarzy, stomatologów, fryzjerów, a także dużych przedsiębiorstw, w których ma miejsce częsta rotacja pracowników.

Polskie prawo nie do końca reguluje problem hejtu. Można zakwalifikować go jako naruszenie dóbr osobistych, przestępstwo pomówienia czy znieważenia. Jednak w praktyce sądy i organy ściągania mają problem z identyfikacją hejterów i udowodnieniem im naruszenia prawa. Trudno jest bowiem udowodnić, że konkretna osoba dokonała czynności na danym komputerze. W przypadku konkurencyjnych firm, które dopuszczają się czarnego PR-u i nieuczciwych praktyk w internecie, takie działania podlegają ustawie o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji.

Wiele przedsiębiorstw próbuje na własną rękę usuwać fejkowe i kłamliwe informacje w internecie. Jak podaje fundacja Stop Hejterom, zgodnie z art. 14 ustawy z dnia 18 lipca 2002 o świadczeniu usług drogą elektroniczną, administrator strony internetowej, który dostanie informację o bezprawnym wpisie, powinien natychmiast go zablokować. Do sądu lub prokuratury można też wystąpić o zgodę na uzyskanie danych i ustalenie adresu IP hejtera. Zgodnie z orzeczeniem Naczelnego Sądu Administracyjnego takie dane można udostępnić osobie fizycznej lub przedsiębiorstwu, które chce dochodzić swoich praw na drodze sądowej.

Będzie łatwiej o odszkodowanie za straty poniesione w wyniku antykonkurencyjnych praktyk. Nowe przepisy usprawnią procedurę odszkodowawczą

Będzie łatwiej o odszkodowanie za straty poniesione w wyniku antykonkurencyjnych praktyk. Nowe przepisy usprawnią procedurę odszkodowawczą 11

Przedsiębiorcom i konsumentom będzie łatwiej starać się o odszkodowanie za naruszenie zasad konkurencji. Ci, którzy ponieśli straty w wyniku działań kartelowych czy zmowy cenowej, mogą się domagać rekompensaty w sądzie. Umożliwia to nowe prawo, które weszło w życie z końcem czerwca. Eksperci oceniają, że ustawa private enforcement przyczyni się do ograniczenia liczby antykonkurencyjnych praktyk.

– Pod koniec czerwca weszła w życie ustawa o dochodzeniu roszczeń o naprawienie szkody wyrządzonej przez naruszenie prawa konkurencji, popularnie zwana private enforcement. Przepisy tej ustawy mają uporządkować i uszczelnić system dochodzenia roszczeń przeciwko przedsiębiorcom, którzy naruszyli prawo konkurencji, na przykład poprzez uczestnictwo w kartelu albo nadużywanie pozycji dominującej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joanna Affre, adwokat i wspólnik zarządzający kancelarii prawnej Affre i Wspólnicy.

Nowe przepisy, które przygotowało Ministerstwo Sprawiedliwości we współpracy z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów, zostały w kwietniu uchwalone przez Sejm i zaczęły obowiązywać 27 czerwca. Ustawa ma ułatwić przedsiębiorcom i konsumentom dochodzenie roszczeń z tytułu naruszeń prawa konkurencji. Nowe przepisy umożliwią im domaganie się odszkodowań od firm, które nadużywają dominującej pozycji na rynku albo stosują niedozwolone praktyki, takie jak zmowy cenowe i kartele. Co roku UOKiK wydaje kilkadziesiąt decyzji w takich sprawach.

– Funkcjonują już przepisy ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, które dają bardzo szerokie uprawnienia prezesowi UOKiK. Jednak te uprawnienia są wykorzystywane w celu ochrony interesu publicznego, czyli szeroko rozumianej konkurencji. Natomiast przedsiębiorcy i konsumenci, którzy zostali dotknięci niedozwolonymi działaniami, mieli do tej pory ograniczone możliwości dochodzenia swoich roszczeń – mówi Joanna Affre.

Na podstawie ustawy private enforcement przedsiębiorcy i klienci, którzy ponieśli straty wskutek działań ograniczających konkurencję, będą się mogli domagać w sądzie rekompensaty od firmy, która stosowała takie praktyki. Do tej pory było to bardzo trudne. Po pierwsze, poszkodowany musiał udowodnić przed sądem, że doszło do naruszenia konkurencji. Po drugie, musiał jasno wykazać, że odniósł przez to szkodę (np. finansową), a pomiędzy tymi zdarzeniami zachodził związek przyczynowo-skutkowy. Dlatego takich spraw było niewiele, a poszkodowanym rzadko udawało się wywalczyć odszkodowanie.

– Ustawa ma to uprościć. Wprowadza domniemanie, że naruszenie prawa konkurencji to czyn, który wyrządza szkodę. Przedsiębiorca dotknięty kartelem nie będzie musiał już wykazywać związku przyczynowego między nieprawidłowym działaniem innej firmy a swoją szkodą. Poza tym ustawa wprowadza szereg ułatwień procesowych, które pozwalają sądom okręgowym zwracać się m.in. do organów antymonopolowych o przedstawianie środków dowodowych, które znajdują się w posiadaniu prezesa UOKiK – mówi Joanna Affre.

Roszczenia odszkodowawcze będą rozpatrywać sądy okręgowe. Te mogą się zaś zwracać do prezesa UOKiK o pomoc w ustaleniu wysokości szkody, która wystąpiła przez naruszenie przepisów o ochronie konkurencji.

– Do tej pory prezes UOKiK nie zajmował się wyliczaniem wysokości szkód. Jest to ciekawe dla prawników i ekonomistów i stwarza duże pole do popisu dla biegłych, którzy będą się zajmować tymi zagadnieniami – mówi Joanna Affre.

Adwokat zauważa, że istotnym elementem ustawy private enforcement, który ułatwi dochodzenie roszczeń, jest też przyjęcie założenia, że odpowiedzialność uczestników kartelu jest solidarna, a wszystkie uczestniczące w nim firmy są odpowiedzialne za wyrządzoną szkodę.

Nowe przepisy znajdą zastosowanie tylko w sprawach, w których do naruszenia konkurencji doszło już po ich wejściu w życie. Natomiast jeżeli do naruszenia konkurencji doszło przed 27 czerwca br., stosowane będzie dotychczasowe prawodawstwo.

– Na razie nie ma jasnych prognoz dotyczących tego, jak szeroko stosowane będą te przepisy. Wiele zależy od tego, jak ukształtuje się praktyka, jak sądy podejdą do nowej ustawy oraz jak wykorzystają to nowe narzędzie. Patrząc na inne kraje członkowskie, w których obowiązuje podobne prawo, widać, że istnieje tendencja do przekierowywania takich postępowań do tych jurysdykcji, w których przepisy działają sprawniej, takich jak Holandia czy Wielka Brytania – mówi adwokat Joanna Affre.

Polacy opracowali inteligentną piłeczkę dla psów. Wykorzystuje technologię sensoryczną i big data

Polacy opracowali inteligentną piłeczkę dla psów. Wykorzystuje technologię sensoryczną i big data 12

Internet rzeczy wciąż się wzbogaca o nowe wynalazki i produkty – często o takie, o których przeciętny człowiek nigdy nie pomyślałby, że mogą stać się „inteligentne”. Bringy, to piłeczka dla psów wykorzystująca zaawansowane czujniki do zapewnienia jak najlepszej kontroli nad zachowaniem czworonożnych pupili.

– Bringy jest piłką dla psa, wykorzystującą technologię sensoryczną, aby pomagać właścicielom w kontrolowaniu zachowania psa – mówi agencji Newseria Innowacje Piotr Jasiński, założyciel Bringy.

Innowacyjność stworzonej przez zespół piłki oznacza przede wszystkim technologię. Piłka została wykonana z trwałych i bezpiecznych dla czworonoga materiałów, zabawka naszpikowana jest elektroniką, w tym zwłaszcza różnego rodzaju czujnikami. Mierzą one to, co się z piłką dzieje, a sercem systemu jest dziewięcioosiowy sensor – żyroskop i akcelerometr. Dokonane pomiary na podstawie specjalnych algorytmów są następnie przekładane na dane takie jak odległość, którą przebyła piłka, wysokość jej odbicia, czy jej pozycję względem ziemi.

Drugą płaszczyzną innowacyjności piłeczki Bringy są możliwości, jakie daje ona właścicielom czworonogów:

– Wykorzystanie tej technologii do rozwoju psa i ułatwienia życia właścicielom, bo życie z psem to wiele lat wspólnej pracy i wzajemnej relacji – tłumaczy Piotr Jasiński – Nadrzędną funkcją jest nauka aportowania w sposób bezpieczny, aby pies się nie przemęczył, aby wykonywał to ćwiczenie jak należy. A także funkcja pomiarowa, czyli wysokość, prędkość i to, ile metrów przebiegł pies.

Wydajność akumulatora, w jaki wyposażona została piłka Bringy, wynosi ok. 5 godzin, ale zespół opracowuje jeszcze oprogramowanie wewnętrzne, które będzie pobierało znacznie mniej energii. Samo ładowanie trwa ok. 25 min, a dane przesyłane są z wykorzystaniem technologii Bluetooth Low Energy.

– Sumując treningi możemy przygotować raport, który pokazuje czy pies się rozwija we właściwym kierunku, czy może należy na przykład zmniejszyć odległość rzutu, ponieważ nasz pies do tej pory nie biegał zbyt dużo i należy trochę przystopować – dopowiada Piotr Jasiński.

Zespół Bringy zbiera środki na dalszą pracę nad projektem piłki oraz wdrożenie jej do produkcji. Trwa kampania crowdfundingowa na serwisie Kickstarter, w ramach której pierwsza partia piłek wyceniona została na 45 dolarów za sztukę, kolejne kosztować będą już około 50 dolarów. Dostawy piłek dla osób, które wsparły zbiórkę, przewidziane są na koniec tego roku.

Co ważne, jeśli zbiórka na Kickstarterze nie powiedzie się, projekt będzie kontynuowany.

– Marka jest coraz bardziej rozpoznawalna w internecie, nie zamierzamy odpuścić jeżeli Kickstarter nie wyjdzie. Jest to dla nas papierek lakmusowy, uczymy się na tym, słuchamy rynku, obserwujemy potrzeby i dzięki temu możemy jeszcze bardziej ulepszyć produkt przed jego wydaniem – podsumowuje Piotr Jasiński.

Klienci wracają do T-Mobile. Operator nową ofertą i komunikacją chce zawalczyć o klientów

Klienci wracają do T-Mobile. Operator nową ofertą i komunikacją chce zawalczyć o klientów 13

T-Mobile zaostrza konkurencję na rynku usług telekomunikacyjnych. Telekom chce być liderem w zakresie konsumpcji danych i mocno rozwija tę kategorię usług. Postawił na zmianę komunikacji i wprowadził nowe oferty, co  ma zdystansować konkurencję i przyciągnąć klientów, zwłaszcza z pokolenia millenialsów. Skuteczność tej strategii ma już odbicie w wynikach operatora – w II kwartale liczba przenoszonych numerów do T-Mobile była najwyższa od 6 lat.

– Zdaliśmy sobie sprawę z tego, że branża telekomunikacyjna nie do końca potrafi dotrzeć do millenialsów. Zmieniliśmy więc całkowicie podejście komunikacyjne. Stwierdziliśmy, że lepiej wydać pieniądze na jak najlepszą ofertę, a nie na celebrytów. Postawiliśmy na coś zupełnie nowego i pierwsze wyniki są bardzo budujące. Notujemy 30-proc. wzrost pozytywnych opinii klientów na temat naszych reklam, a to dopiero początek – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Frederic Perron, członek zarządu ds. rynku prywatnego w T-Mobile Polska.

Tegoroczna edycja globalnego badania „Meaningful Brands”, którą przedstawiła w lutym agencja Havas, potwierdza stale rosnące oczekiwania klientów wobec marek. Jak wynika z sondażu, 75 proc. konsumentów oczekuje, że firmy będą mieć realny wpływ na zwiększanie komfortu i jakości ich życia. Jednocześnie aż 60 proc. kontentu produkowanego przez marki nie trafia do odbiorców.

Firmy mają problem z dotarciem zwłaszcza do millenialsów i przedstawicieli generacji Z, którzy są mobilni, przez cały czas online, a dostęp do internetu jest dla nich fundamentem komunikowania się. Są też bardziej zdystansowani wobec przekazów reklamowych, a przy tym oczekują najlepszej jakości usług i produktów.

– To właśnie najmłodsza generacja najczęściej przenosi do nas numery. Klienci chcą dostępu do jak najszybszej sieci, szczególnie pokolenie millenialsów. Można powiedzieć to prawdziwy need for speed. Coraz częściej chcą też oglądać wideo na swoich telefonach. Nie chcą już tylko rozmawiać przez telefon czy przeglądać treści. W coraz większym stopniu koncentrują się nie na cenie, lecz na jakości. To dzieje się na całym świecie i dlatego jestem optymistą, jeżeli chodzi o naszą pozycję na tym rynku – mówi Frederic Perron.

Telekom wkłada w ostatnim czasie dużo pracy w dostosowanie się do oczekiwań klientów. W ciągu minionych sześciu tygodni wprowadził gruntowne zmiany w swojej ofercie. Pod koniec maja uruchomił pakiety Supernet Video, w ramach których zapewnia nielimitowany dostęp do wideo za 5 zł. T-Mobile jako pierwszy wprowadził na polski rynek taką usługę i – jak zapewnia – zainteresowanie klientów przerosło nawet wstępne założenia. T-Mobile współpracuje też z Netflixem. Dba w ten sposób o dostarczenie nie tylko usługi przesyłu danych, lecz także dobrych, popularnych treści rozrywkowych.

– Zrozumieliśmy, że jest wyraźne zainteresowanie ze strony klientów usługami tego rodzaju, więc postanowiliśmy pójść dalej. W czerwcu rozszerzyliśmy ofertę bez limitu de facto na wszystko: internet, SMS-y i usługi głosowe. Wysyłamy czytelny sygnał do rynku, do naszych pracowników i – co najważniejsze – do naszych klientów: chcemy być liderem w zakresie konsumpcji danych, będziemy odważnie poczynać sobie na tym rynku, a T-Mobile to najlepsza sieć w tym kraju. Jak wiadomo, najlepsza sieć jest tylko jedna – mówi Frederic Perron.

T-Mobile w nowej ofercie proponuje bardzo popularne smartfony w konkurencyjnych cenach.

– Przez ostatnie sześć tygodniach udowodniliśmy, że jesteśmy gotowi grać zdecydowanie, działać agresywnie na rynku i dostarczać nową jakość naszym klientom. Nowa oferta T-Mobile to przede wszystkim nielimitowane wideo, którego nie ma nikt inny. Oferujemy też najlepsze modele telefonów. Już w abonamencie 70 złotych miesięcznie można otrzymać fantastyczne urządzenie zapewniające świetną jakość video. T-Mobile One w porównaniu z konkurencyjnymi ofertami jest też tańsza – wylicza Frederic Perron.

Dzięki nowej ofercie i zmianie strategii T-Mobile odbudowuje swoją pozycję. Opublikowane przed weekendem wyniki przenoszalności numerów pokazują, że T-Mobile oddał najmniej numerów spośród czterech największych operatorów oraz najbardziej poprawił swój bilans przenoszalności.

– W II kwartale tego roku zanotowaliśmy w T-Mobile najlepsze wyniki, jeżeli chodzi o przenoszenie numerów od sześciu lat. To nie jest jednorazowy strzał, lecz kontynuacja pozytywnego trendu, który zauważamy. Dotyczy to w szczególności klientów abonamentowych. Mamy tu świetne wyniki. Ciekawe jest to, skąd ci klienci przychodzą. Przychodzą od konkurentów, na rzecz których straciliśmy ich wcześniej. Innymi słowy, klienci wracają do T-Mobile, ponieważ zaczynają sobie zdawać sprawę z tego, że to, czego szukają, to przede wszystkim najlepsza sieć – mówi członek zarządu T-Mobile Polska.

Usługi w chmurze coraz popularniejsze w biznesie. Po takie innowacje sięga coraz częściej administracja i branża medyczna

Usługi w chmurze coraz popularniejsze w biznesie. Po takie innowacje sięga coraz częściej administracja i branża medyczna 14

Coraz więcej firm korzysta z usług chmurowych. Do końca tej dekady inwestycje w ten segment usług IT będą rosły w blisko 20-procentowym tempie rok do roku. Na bazie chmury powstają innowacyjne rozwiązania, przydatne nie tylko w biznesie, lecz także w medycynie, sektorze finansowym czy e-administracji.

– Chmura przechodzi dzisiaj bardzo istotne zmiany, zarówno jeżeli chodzi o jej popularność, jak i możliwości wykorzystania tej usługi. Nie jest to już tylko slogan reklamowy pojawiający się na konferencjach. Chmura jest faktycznie wykorzystywana, na przykład w dziedzinie e-zdrowia i telemedycynie, ale również w branży FinTech, która działa na styku technologii i finansów – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Robert Paszkiewicz, dyrektor sprzedaży i marketingu w OVH.

Popularność usług opartych na chmurze obliczeniowej dobrze oddają statystyki. Badanie, które Ipsos przeprowadził w zeszłym roku na zlecenie Intela, pokazało, że z rozwiązań chmurowych korzysta już co trzecia (34 proc.) polska firma. Największą popularnością cieszą się chmura prywatna i hybrydowa (łącząca tradycyjne serwery z cloudem). Z kolei Onex Group podaje, że przynajmniej z jednego rozwiązania chmurowego korzysta co drugie (50 proc.) rodzime przedsiębiorstwo z sektora MŚP.

Dużo niższą skalę zastosowania chmury pokazują najnowsze dane GUS-u, który oszacował, że z usług cloudowych korzysta raptem 8 proc. polskich firm. Eksperci są jednak zgodni: trend jest wzrostowy, a chmura to jeden z filarów cyfrowej transformacji biznesu.

Według prognoz globalnej firmy doradczej IDC do 2020 roku wydatki firm na oprogramowanie, sprzęt, wdrożenia, serwis oraz zarządzanie usługami w chmurze wyniosą w skali globalnej ponad 500 mld dol., czyli niemal trzykrotnie więcej niż obecnie. Inwestycje w chmurę będą rosły w blisko 20-procentowym tempie rok do roku, znacznie szybciej niż tradycyjne usługi IT. Do końca tej dekady już prawie połowa (45 proc.) oprogramowania i infrastruktury IT w europejskich przedsiębiorstwach będzie dostarczana w chmurze.

Na przeniesienie swoich zasobów do chmury decyduje się coraz więcej firm. Wśród głównych zalet przedsiębiorcy doceniają elastyczność, dostęp do danych na żądane, bezpieczeństwo i niższe koszty utrzymania infrastruktury. Oferta rozwiązań chmurowych także jest coraz szersza.

– Przykładem jest monitoring internetu, bardzo przydatny w biznesie. Pozwala wychwytywać występujące w sieci frazy, komentarze dotyczące prowadzonego biznesu, oferowanych produktów czy potrzeb użytkowników. Firma niemal w czasie rzeczywistym jest w stanie zareagować na taki wpis, zaproponować usługę lub rozwiązanie jakiejś sytuacji z klientem czy zapytać o możliwość udzielenia pomocy. To w wymierny sposób wpływa na rozwój biznesu. Każdy znaleziony w ten sposób potencjalny klient to dodatkowe przychody dla firmy – mówi Robert Paszkiewicz.

Na bazie usług chmurowych pojawiają się nowe, innowacyjne usługi przydatne nie tylko w biznesie. Przykładem jest elektroniczny długopis, który automatycznie przenosi zapisany na kartce tekst na ekran komputera.

– Ma to zastosowanie w e-medycynie, bo lekarze nie muszą wypełniać papierowej dokumentacji medycznej. Mogą to robić online, nie rezygnując jednocześnie ze swojego przyzwyczajenia, czyli pisania na papierze. Jest to tradycyjna metoda połączona z wykorzystaniem chmury, elektroniki, innowacji i technologii – mówi Robert Paszkiewicz.

Przetwarzaniem danych w chmurze coraz bardziej zainteresowana jest też administracja publiczna. Estonia była pierwszym w UE państwem, które zdecydowało się skorzystać z usług cloudowych i prawie w całości przenieść swoje zasoby do chmury. Dzięki temu ten niewielki, liczący 1,3 mln mieszkańców kraj, jest obecnie w czołówce najbardziej innowacyjnych państw świata, a prawie wszystkie sprawy administracyjno-urzędowe obywatele mogą załatwiać online.

Z chmury obliczeniowej korzysta też polskie Ministerstwo Finansów – resort wykorzystuje to rozwiązanie do przechowywania danych podatkowych i celnych. Do chmury trafiają także zaszyfrowane informacje zawarte w Jednolitym Pliku Kontrolnym, który obowiązkowo muszą sporządzać przedsiębiorstwa.

– Miasto Szczecin uruchomiło w ostatnim czasie mobilną kartę miejską. Jest to pierwszy w Polsce przypadek uruchomienia karty miejskiej w sposób elektroniczny, co oznacza, że wchodzimy w kolejny sektor: e-usługi i e-administracja – zauważa Robert Paszkiewicz.

Ekspert OVH ocenia, że rosnąca w skali globalnej liczby danych i możliwość rozbudowy chmury obliczeniowej to czynniki, które będą napędzać popularność usług cloudowych. Według prognoz do 2025 roku liczba przechowywanych danych w skali globalnej wzrośnie ponaddziesięciokrotnie, do ponad 160 zetabajtów danych.

– Ilość informacji cały czas rośnie. Znamy takie pojęcia jak megabajt czy gigabajt. Powstała też nowa jednostka – zetabajt. To wartość tak duża, że służy wyłącznie do określenia danych przechowywanych na całym świecie. Szacuje się, że w tym roku będzie już ok. 16 zetabajtów danych. Natomiast w 2025 r. ta liczba wzrośnie do 163 zetabajtów. Przewidywany jest lawinowy wzrost informacji. Skalowalność chmury jest czynnikiem, który będzie napędzał ten wzrost. Będziemy mogli łatwo przechowywać swoje dane w chmurze, na przykład zdjęcia czy filmy ze smartfonów. Ilość przechowywanych danych będzie rosła – dopowiada Robert Paszkiewicz.

Nowy Jedwabny Szlak szansą na zwiększenie polskiego eksportu do Chin. Polsce sprzyjają położenie i przepisy spójne z europejskimi

Nowy Jedwabny Szlak szansą na zwiększenie polskiego eksportu do Chin. Polsce sprzyjają położenie i przepisy spójne z europejskimi 15

Polska może dużo zyskać dzięki projektowi Nowego Jedwabnego Szlaku łączącego korytarzami transportowymi Chiny i Europę. Sprzyja temu położenie geograficzne i prawodawstwo spójne z europejskim. Zdaniem ekspertów dzięki tym czynnikom Polska może się stać dla chińskich eksporterów przewodnikiem po rynkach Unii Europejskiej.

– Są różne drogi Nowego Jedwabnego Szlaku, a Polska ma dużą szansę, żeby się na tych drogach odnaleźć. Szczególnie ważne są nowe inicjatywy związane z koleją. Hub, który powstaje na terenie Łodzi, jest na pewno jednym z kluczowych hubów w Europie, stąd mamy szansę, aby nasz szlak mógł się dalej otworzyć na Europę Zachodnią – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Magdalena Rybicka z Akademii Finansów i Biznesu Vistula.

Pod koniec czerwca ministrowie z Polski i Azerbejdżanu podpisali porozumienia dotyczące utworzenia wspólnych korytarzy transportowych, które połączą Europę i Azję. Równolegle spółka Polskie Koleje Państwowe zawarła porozumienie o strategicznej współpracy z azerskimi kolejami. Współpraca ma w przyszłości usprawnić transport na południowej trasie Nowego Jedwabnego Szlaku.

Ten potężny projekt gospodarczy, ekonomiczny i geopolityczny – nazywany inaczej inicjatywą Pasa i Szlaku – został zaprezentowany przez Chiny w 2013 roku. Odwołuje się do tradycji dawnego szlaku handlowego, którym do XVII wieku kupcy transportowali jedwab i inne towary pomiędzy Europą i Państwem Środka. Inicjatywa Pasa i Szlaku, zaprezentowana przez prezydenta Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpinga, będzie kosztować setki miliardów dolarów. Zakłada ona połączenie obu kontynentów nowymi szlakami morskim i powietrznymi, ale przede wszystkim – lądowymi. Między Chinami a Europą rozwija się sieć połączeń drogowych i kolejowych, która znacząco skróci czas transportu towarów.

W połowie maja odbył się w Chinach szczyt poświęcony inicjatywie Pasa i Drogi, w którym wzięli udział prezydenci i szefowie rządów kilkunastu państw europejskich, Rosji, Kazachstanu, Turcji i USA oraz przedstawiciele ONZ i Międzynarodowego Funduszu Walutowego.

Eksperci są zgodni, że Nowy Jedwabny Szlak to ogromna szansa dla Polski, która z racji swojego położenia geograficznego może się stać istotnym punktem na szlaku wiodącym z Chin do państw Europy. Obecnie działa już połączenie kolejowe między Łodzią a chińskim miastem Chengdu, które wiedzie przez Kazachstan, Rosję i Białoruś. Pokonanie tego szlaku zajmuje kilkanaście dni.

Magdalena Rybicka podkreśla, że lądowy korytarz transportowy łączący Europę z Azją w ogromnym stopniu wpłynie na rozwój importu i eksportu.

– Istotny jest nie tylko odbiór towarów z Chin, lecz także wysyłanie ich na tamtejszy rynek – podkreśla ekspertka. – W tej chwili mija około 5 tygodni, zanim podzespoły przyjadą z Chin, by tu zostać złożone i produkowane dalej w Polsce. Dzięki szlakowi jedwabnemu jesteśmy w stanie skrócić ten czas nawet do 3 tygodni lub jeszcze bardziej. Szlak może przebiegać też drogą morską lub lotniczą, jednak samoloty to koszty, a droga morska to wydłużenie czasu transportu nawet do trzech miesięcy.

Polska eksportuje w tej chwili do Chin około 1 proc. swoich towarów, głównie żywność, maszyny i elektronikę. Wartość importu jest natomiast piętnastokrotnie większa.

– Mamy doskonałe rolnictwo, szczególnie produkty ekologiczne. Obecnie mówimy o jabłkach, mleku w proszku, ale to nie wszystko – mówi Magdalena Rybicka. – W Polsce mamy coraz więcej osób nawiązujących kontakty handlowe z Chinami. Niedawno odbywały się pod Warszawą bardzo duże polsko-chińskie targi handlowe, gdzie mnóstwo wystawców z Polski nawiązało kontakty handlowe.

Ekspertka Akademii Vistula ocenia, że przełamanie barier kulturowych nie powinno zająć obu stronom dużo czasu i stanowić utrudnienia dla międzynarodowego handlu. Problemem mogą się za to okazać różnice w prawodawstwie pomiędzy Chinami a Polską i Unią Europejską.

– Nie jest to rzecz łatwa, trzeba poznać chińską kulturę. Chińczycy pod tym względem mocno się rozwinęli, bez wątpienia lepiej znają już kulturę Europy Zachodniej. Głównym problemem jest zrozumienie naszego prawodawstwa. Polacy mogą być pośrednikami i przewodnikami dla Chińczyków – nie tylko w Polsce, lecz także w całej UE, dzięki zharmonizowanym przepisom i przynależności do Wspólnoty – mówi Magdalena Rybicka. – Polacy są bardzo elastyczni i dobrze sprawnie wprowadzą Chińczyków na teren Europy. Dużo zależy też od rządzących. Wicepremier Mateusz Morawiecki przychylnie odnosi się do możliwości rozbudowy Nowego Szlaku Jedwabnego.

Polacy stworzyli platformę do projektowania robotów. Mikrokontroler pozwoli na tworzenie maszyn szybciej i łatwiej

Polacy stworzyli platformę do projektowania robotów. Mikrokontroler pozwoli na tworzenie maszyn szybciej i łatwiej 16

Nowy mikrokontroler CORE2, zaprezentowany przez polską firmę Husarion, to platforma, która zapewni możliwość szybkiego budowania prototypów robotów. Ideą, która przyświecała twórcom tego rozwiązania, jest możliwość projektowania zaawansowanych automatów w dużo bogatszym ujęciu niż oferują to popularne, otwarte platformy komputerowe takie jak Arduino czy Raspberry Pi.

Projektowanie nowych robotów wiąże się nie tylko z twórczą pracą. W dużej mierze to także mozolne wklepywanie długich linijek kodów czy czasochłonna integracja poszczególnych mechanizmów, nie mająca wiele wspólnego z innowacyjnością. Twórcy CORE2 chcą, aby ich kontroler umożliwił szybkie przejście tych wszystkich niezbędnych, ale nużących formalności i pozwolił projektantom nowych robotów skupić się na meritum ich pracy. Dzięki niemu tworzenie nowych robotów będzie też po prostu łatwiejsze, choć nie znaczy to, że jest to urządzenie i oprogramowanie przeznaczone dla masowego odbiorcy.

– Wyjątkową cechą naszego produktu jest to, że załatwiamy za klienta wszelkie problemy związane z integracją różnych technologii przydatnych w robotyce w jeden system – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Dominik Nowak, dyrektor generalny firmy Husarion.

Husarion CORE2 to kontroler, który działa na zasadzie systemu integrującego projekt nowego robota. Nieduże urządzenie zawiera wiele potrzebnych interfejsów służących do podłączenia silników, serwomechanizmów, enkoderów oraz czujników. Mózgiem tego mikrokomputera jest procesor ARM CORTEX-M4, a na płytce PCB znalazły się także 42 porty I/O (wejścia-wyjścia). Za łączność bezprzewodową odpowiada moduł Wi-Fi. Wszystko to sprawia, że tworzenie prototypów robotów z jego pomocą jest szybsze, niż w przypadku wykorzystania popularnych, otwartych platform, które też można dowolnie programować, takich jak Arduino czy Raspberry Pi.

– Kontroler CORE2 to uniwersalny komputer, na bazie którego mogą powstawać różne profesjonalne urządzenia robotyczne. Jest on wyposażony w wiele interfejsów przydatnych w robotyce, służących do podłączenia silników, czujników, zewnętrznych modułów takich jak kamery, skanery laserowe, sensor kinect. Posiada także dwa procesory, jeden jest procesorem odpowiedzialnym za przetwarzanie informacji i sterowanie procesami w czasie rzeczywistym – opowiada Dominik Nowak – Drugi procesor pracuje pod kontrolą systemu operacyjnego Linux z wgranym oprogramowaniem Robot Operating System, które jest obecnie standardem w budowie nowoczesnych, profesjonalnych konstrukcji robotycznych na całym świecie. Plus do tego jest cała masa naszego oprogramowania oraz łączność z platformą internetową, umożliwiającą zarządzanie wszelkimi robotami zbudowanymi w oparciu o kontroler CORE2.

Projektanci, którzy chcą skorzystać z możliwości, jakie oferują inne platformy, mogą wybrać odmianę Husarion CORE2-ROS. Jest to wersja kontrolera z dołączonym modułem Raspberry Pi 3 z układem ARMv8 i preinstalowaną dystrybucją systemu Linux z bibliotekami Robot Operating System (ROS). Taka konfiguracja pozwala pełne wykorzystanie otwartej biblioteki do tworzenia zaawansowanych rozwiązań, w tym nawet układów wykorzystywanych w autonomicznych pojazdach.

– Klient nie dostaje od nas wyłącznie sterownika do budowy robotów, ale także prekonfigurowane oprogramowanie oraz platformę internetową, z poziomu której może tymi robotami sterować, zarządzać nimi, aktualizować ich oprogramowanie a nawet udostępniać te roboty innym ludziom. Dzięki naszemu systemowi klient może skupić się na robocie i aplikacji, zamiast za każdym razem od nowa rozwiązywać te niskopoziomowe problemy, jakie towarzyszą każdej kolejnej konstrukcji robotycznej – wyjaśnia Dominik Nowak.

Podobnie jak inne mikrokontrolery dostępne na rynku, Husarion CORE2 jest w pełni kompatybilny z Lego Mindstorms i Makeblock. Pozwala to na jeszcze szybsze tworzenie prototypów robotów, bez ograniczeń związanych z brakiem odpowiednich elementów mechanicznych. Dodatkowo Husarion oferuje jeszcze zestawy rozszerzające funkcjonalność CORE2 i CORE2-ROS.

Zdalną kontrolę i programowanie zapewnia chmura Husarion. Rejestrując robota z układem CORE2 na dedykowanej stronie producenta, deweloperzy mogą za jej pomocą aktualizować oprogramowanie urządzenia, stworzyć własny interfejs webowy czy nawet udostępnić owoc swojej pracy za pomocą hiperłącza. Cały projekt od początku do końca powstał w Polsce.

– Kontroler CORE2 został zaprojektowany w stu procentach wewnątrz firmy Husarion, która została założona przeszło 3,5 roku temu przeze mnie i wspólnika. Jest to już kolejna generacja naszego produktu, pierwsza miała premierę na portalu Kickstarter dwa lata temu. Wyprodukowaliśmy pierwszą generację naszych produktów, wysłaliśmy do klientów na całym świecie i na podstawie informacji zwrotnej opracowaliśmy kolejną generację – opowiada Dominik Nowak – Pierwszą partię sterownika CORE2 chcemy produkować w Polsce, ponieważ mamy tu największą kontrolę nad jakością, a jakość jest najważniejszą sprawą w praktycznie każdym produkcie. Zwracamy na nią dużą uwagę, jest to o wiele ważniejsze od optymalizacji kosztów produkcji.

Kontrolery Husarion CORE2 i CORE2-ROS są już dostępne w sprzedaży za pośrednictwem platformy Crowd Supply, w cenach odpowiednio 89 i 140 dolarów (ok. 330 i 520 zł przy kursie z 10 lipca 2017 roku).

Od 1 stycznia 2018 roku nowe przepisy o opłacie recyklingowej

Darmowe foliowe torebki w sklepach mają zniknąć od przyszłego roku. Wprowadzona zostanie dodatkowa opłata za lekką torbę na zakupy z tworzywa sztucznego (opłata recyklingowa), która będzie doliczona do obowiązującej już ceny takiej torby albo będzie podstawową opłatą za torbę. Jej wysokość może wynosić nawet 1 zł za sztukę.

– Wcześniejsze wejście w życie przepisów o opłacie recyklingowej, oprócz tego, że wiąże się ze wzrostem kosztów po stronie przedsiębiorców (koszty wdrożenia, w tym wprowadzenia zmian w kasach fiskalnych, konieczność renegocjacji kontraktów na dostawy opakowań), obciąży również konsumentów – mówi Dominik Gajewski, radca prawny, ekspert Konfederacji Lewiatan.

Wprowadzenie opłaty recyklingowej o rok wcześniej nie wynika z prawodawstwa unijnego. Czas na implementację tych uregulowań upływa właśnie 1 stycznia 2019r., a więc decyzja rządu nie ma uzasadnienia prawnego, a jedynie fiskalne. Przedwczesne wprowadzenie systemu opłat wygeneruje dodatkowe, nieplanowane koszty, które poniesie konsument dokonujący zakupów w sklepie – dodaje Dominik Gajewski.

Ustawa ma dostosować polskie prawo do przepisów unijnych w zakresie zmniejszenia zużycia lekkich toreb na zakupy. Z doświadczeń państw Unii Europejskiej wynika, że wprowadzone opłaty skłaniają konsumentów do ograniczenia używania torebek foliowych.

Rynek europejskiej piłki nożnej jest już wart prawie 25 mld euro

Piłka nożna to nie tylko emocje sportowe, ale również wielkie pieniądze. W sezonie 2015/2016 przychody europejskiego rynku futbolowego zbliżają się do kwoty 25 mld euro. Na dobrą kondycję piłkarskiego biznesu wpływają przede wszystkim wyniki europejskich lig z „wielkiej piątki” (Bundesliga, La Liga, Ligue 1, Premier League i Serie A), w tym w szczególności angielskiej ligi, która umocniła się na pozycji lidera pod względem osiąganych przychodów. Na skutek podpisania nowych umów na transmisję telewizyjną w omawianym sezonie ich łączne przychody wyniosły 13,4 mld euro. To główne wnioski 26. edycji raportu „Annual Review of Football Finance” przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte.

W ubiegłorocznej edycji raportu wartość europejskiego rynku piłki nożnej wynosiła prawie 22 mld euro. Obecnie jest to 24,6 mld euro, czyli o 13 proc. więcej.

Wynik ten w dużej mierze jest efektem rosnących przychodów najlepszych lig z Anglii, Niemiec, Włoch, Hiszpanii oraz Francji. W sezonie 2015/2016 wyniosły one ponad 13,4 mld euro, czyli 12 proc. więcej niż rok wcześniej. W ciągu ostatniej dekady wzrosły one ponad dwukrotnie. Wzrost ten to również skutek podpisania nowych umów na prawa telewizyjne do rozgrywek Bundesligi w Niemczech, La Liga w Hiszpanii i Serie A we Włoszech oraz rozpoczęcia nowego cyklu ich sprzedaży przez UEFA. – Przychody wszystkich pięciu lig wzrosły w omawianym okresie. Dzięki podpisanym nowym umowom na transmisje telewizyjne kluby piłkarskie mogą nadal inwestować w talenty piłkarskie i obiekty sportowe, a nakłady z tym związane osiągają rekordowo wysoki poziom – mówi Dan Jones, Partner, Lider Sports Business Group, Deloitte UK. – Przychody z praw telewizyjnych stanowiły niemal połowę łącznych przychodów pięciu największych lig europejskich. Ich poziom wzrośnie dodatkowo dzięki nowym umowom o jeszcze większej wartości, które weszły lub wejdą w życie w Anglii, Francji i Hiszpanii w sezonie 2016/2017 oraz w Niemczech w sezonie 2017/2018 – dodaje.

Pierwsza piątka bez zmian

Wzrost przychodów z 4,4 do 4,9 mld euro spowodował, że Premier League jeszcze wyraźniej zaznaczyła swą dominującą pozycję wśród najbardziej dochodowych lig na świecie. Nowa umowa na transmisję telewizyjną, która zaczęła obowiązywać w sezonie 2016/2017, pozwoli angielskiej lidze utrzymać przewagę konkurencyjną również w kolejnych latach.

Niemiecka Bundesliga ponownie znalazła się na pozycji numer dwa na liście najbardziej dochodowych lig Europy, osiągając przychody w wysokości 2,7 mld euro. Nowa umowa dotycząca praw do transmisji telewizyjnych w wysokości 320 mln euro, stanowiła 13 proc. łącznych przychodów.

Z kolei przychody klubów z hiszpańskiej La Liga osiągnęły poziom 2,4 mld euro. Na ich wzrost w wysokości 19 proc. (384 mln euro) wpływ miało przede wszystkim wprowadzenie nowego, zbiorowego modelu sprzedaży praw do transmisji. Po wygaśnięciu przejściowej umowy zawartej na rok w sezonie 2015/2016, La Liga podpisała nowy trzyletni kontrakt, który wszedł w życie w sezonie 2016/2017 i być może pozwoli jej wyprzedzić w przyszłorocznej edycji rankingu Bundesligę. Jednak zdaniem ekspertów Deloitte przewaga ta może być krótkotrwała.

Przychody klubów włoskiej Serie A wzrosły o 7 proc. do poziomu 1,9 mld euro. Był to skutek przedłużonego i zmienionego porozumienia dotyczącego praw do transmisji medialnej, zwiększonego poziomu wypłat z UEFA na rzecz uczestników jej rozgrywek, a także wzrostu przychodów z reklam o 12 proc.

W sezonie 2015/2016 poziom przychodów osiągniętych przez kluby z francuskiej Ligue 1 zwiększył się o 5 proc. do 1,5 mld euro. Mistrz Francji, Paris Saint-Germain, odpowiada za około 60 proc. całkowitego wzrostu przychodów ligi.

Po raz pierwszy w raporcie przeanalizowano również sytuację polskiej Ekstraklasy, która osiągnęła znaczący wzrost przychodów. – Legia Warszawa uczestniczyła w rozrywkach Ligi Mistrzów, dzięki czemu kluby Ekstraklasy zwiększyły swoje łączne przychody o 12 proc. (2015 r. vs 2016 r.), do 132 mln euro – mówi Dan Jones.

Najbardziej zyskowna Premier League

Według raportu „Annual Review of Football Finance” wydatki na wynagrodzenia w sezonie 2014/2015 w pięciu czołowych ligach europejskich wzrosły o 10 proc. do sumy 8,2 mld euro. Wzrost ten został jednak zrównoważony wyższymi przychodami. W rezultacie średni wskaźnik wynagrodzeń do przychodów zmniejszył się nieznacznie z 62 do 61 proc. W przypadku czterech z pięciu lig z „wielkiej piątki” wskaźnik ten był niższy niż 70 proc., a dla ligi włoskiej wyniósł dokładnie 70 proc. Bundesliga może pochwalić się najniższym wskaźnikiem na poziomie 49 proc. – jest to zaledwie trzeci przypadek w ostatnim dziesięcioleciu, kiedy liga z „wielkiej piątki” przeznaczyła na wynagrodzenia mniej niż połowę swoich przychodów.

W sezonie 2015/2016 kluby z Premier League osiągnęły wyższy zysk z działalności operacyjnej (który nie uwzględnia m.in. kosztów transferu zawodników czy amortyzacji) niż pozostałe ligi piłkarskie na świecie (683 mln euro). Z kolei łączny zysk operacyjny klubów z La Ligi, który ukształtował się na poziomie prawie 400 mln euro, pozwolił im pokonać Bundesligę (284 mln euro), zapewniając drugie miejsce w rankingu najbardziej dochodowych lig. Natomiast kluby włoskie i francuskie wykazały łącznie straty operacyjne, odpowiednio w wysokości 38 mln euro i 98 mln euro. W przypadku Włoch ich poziom zmniejszył się jednak zdecydowanie w porównaniu z sezonem 2014/2015.

– Nowe umowy dotyczące praw do transmisji meczów, które weszły w życie po zakończeniu sezonu 2015/2016, przełożyły się na wyraźny wzrost przychodów całej europejskiej „wielkiej piątki”. Niektóre kluby próbowały wybić się na czołową pozycję dzięki zwiększeniu nakładów na transfery i wynagrodzenia w ostatnim sezonie cyklu sprzedaży praw do transmisji, wiedząc, że już za chwilę czeka je kolejny znaczący wzrost przychodów – mówi Adam Bull, Senior Consultant, Sports Business Group, Deloitte UK.

Inne kluczowe wnioski z rocznego przeglądu finansów piłkarskich:

  • W sezonie 2015/2016 przychody z transmisji wzrosły o 14 proc. (0,8 mld euro) do poziomu 6,6 mld euro, stanowiąc 49 proc. całkowitych przychodów „wielkiej piątki”.
  • Przychody z tytułu sponsoringu oraz reklam osiągnęły poziom 4,6 mld euro (wzrost o 10 proc. w porównaniu z sezonem 2014/2015), a ich udział w całkowitych przychodach wyniósł 34 proc.
  • Przychody z meczów zwiększyły się o 6 proc. (do 2,2 mld euro) i stanowiły 17 proc. całkowitych przychodów.
  • W sezonie 2015/2016 kluby z „wielkiej piątki” lig europejskich przeznaczyły średnio zaledwie 57 proc. łącznego wzrostu przychodów na wynagrodzenia. Dla porównania w poprzednim roku odsetek ten wyniósł 90 proc.
  • Rozpoczęcie nowego trzyletniego cyklu sprzedaży praw do transmisji w sezonie 2015/2016 przełożyło się na zdecydowany wzrost wypłat dokonywanych przez UEFA na rzecz klubów zrzeszonych w tej organizacji. W konsekwencji najistotniejszym czynnikiem mającym wpływ na zwiększenie przychodów klubów spoza „wielkiej piątki” był udział w Lidze Mistrzów UEFA bądź w Lidze Europy.

* Aby umożliwić porównanie wyników, wszystkie dane za sezon 2015/2016 zostały przeliczone po kursie z dnia 30 czerwca 2016 r. (1 GBP = 1,34 EUR).  

 Infografika

Ekstraklasa na tle innych mniejszych lig europejskich

Przemysław Zawadzki, dyrektor w Dziale Audytu Deloitte-W 26. edycji raportu Deloitte analizującego przychody europejskich lig „Annual Review of Football Finance” po raz pierwszy została uwzględniona liga polska. Doceniono tym samym transparentność polskiej piłki – mówi Przemysław Zawadzki, Dyrektor, Sports Business Group.

Przychody klubów Ekstraklasy w 2016 r.

Przychody wszystkich klubów grających w Ekstraklasie wyniosły w 2016 roku 132 mln euro

i był to wzrost o 12 proc. rok do roku. W walucie lokalnej przychody te wyniosły 578,9 mln zł (wzrost o 17,1 proc.). Wynik ten polska liga zawdzięcza przede wszystkim Legii Warszawa, która dzięki występom w Lidze Mistrzów UEFA osiągnęła przychody o 92 proc. wyższe niż rok temu. Oprócz stołecznego klubu na podium pod względem przychodów, znalazły się również niezmiennie Lech Poznań i Lechia Gdańsk.

Rok 2016 zaowocował znaczącym wzrostem udziałów z tytułu transmisji i premii za europejskie puchary w ogólnej strukturze przychodów klubów Ekstraklasy. Obecnie ich udział jest 44 -procentowy. Przychody z tego tytułu wyniosły 58 mln euro. Pozostałe kategorie prezentują się na porównywalnym poziomie do roku ubiegłego: zarówno przychody komercyjne jak i przychody z dnia meczowego nieco spadły i wynoszą odpowiednio 55 mln (42 proc.) i 19 mln euro (14 proc.).

Jak wygląda sytuacja Ekstraklasy na tle przykładowych porównywalnych lig europejskich?

Osiąga ona przychody porównywalne do ligi szkockiej (149 mln euro, wzrost o 10 proc.) oraz austriackiej (161 mln euro, wzrost o 25 proc.). Należy jednak zaznaczyć, że w obu wymienionych ligach jest mniej klubów niż w Ekstraklasie, w której występuje 16 klubów. W austriackiej Bundeslidze jest to 10, a w Scottish Premiership 12 drużyn. Ekstraklasa, mimo niższych przychodów, w oficjalnym rankingu lig europejskich UEFA zajmuje miejsce (18) czyli wyższe niż liga szkocka (27) czy liga szwedzka (24).

Przychody przypadające na pojedynczy klub wynoszą w Polsce średnio 8 mln euro, podczas gdy w Szkocji jest to 12 mln euro, a w Austrii 16 mln euro. Z kolei Ekstraklasa ma najkorzystniejszy stosunek wynagrodzeń do przychodów, który wynosi 59 proc.

W austriackiej pierwszej lidze wynosi on 66 proc., w szkockiej 67 proc. Przyjmuje się, że optymalny wskaźnik wynosi 60 proc.

Ekstraklasa pod względem przychodów znajduje się w gronie średnich lig. Kolejnym krokiem powinno być zbliżenie się do poziomu przychodów generowanych przez np. ligę holenderską, której przychody w sezonie 2015/2016 wyniosły prawie 480 mln euro. Są one ponad dwa razy większe niż przychody ligi duńskiej (203 mln euro) i niemal trzy razy większe niż ligi szwedzkiej (166 mln euro).

Od 1 stycznia 2018 r. nowa akcyza na płyny do elektronicznych papierosów

Według planów Ministerstwa Finansów od 1 stycznia 2018 r. ma zostać wprowadzona akcyza na płyny do elektronicznych papierosów. Proponowana stawka podatku to 70 gr za 1 ml liquidu. Obecnie buteleczki kosztują od 5 do 20 zł. Po wprowadzeniu akcyzy byłyby o mniej więcej 7 zł droższe. Nowy podatek wiąże się także z koniecznością zastosowania banderoli na produktach objętych akcyzą. Obowiązek dostosowania się do nowych przepisów zaledwie w kilka miesięcy może doprowadzić do zamknięcia wielu firm i powstania szarej strefy.

Przedsiębiorstwa z branży e-papierosów i e-liquidów muszą mierzyć się w ostatnim czasie z dużymi wyzwaniami. Niecały rok temu weszła w życie znowelizowana Ustawa tytoniowa, zgodnie z którą firmy są zobligowane do płatnego zgłaszania oferowanych produktów, wykonywania restrykcyjnych badań laboratoryjnych i dostosowywania opakowań do wymogów ustawy. Wiąże się to oczywiście ze znacznymi kosztami. Podobnie będzie w przypadku wprowadzenia akcyzy – dla przedsiębiorców oznacza to ogromne obciążenia finansowe i organizacyjne związane z przystosowaniem parków maszynowych i zgromadzeniem potrzebnej dokumentacji.

Z powodu planowanych zmian firmy będą musiały zainwestować w składy akcyzowe, a także uzyskać wymagane pozwolenia. Sprostanie nowym przepisom prawnym może zająć nawet kilka miesięcy i kosztować 50–100 tys. zł. Nie wszystkie przedsiębiorstwa będą w stanie udźwignąć takie koszty i wywiązać się z nowych obowiązków administracyjnych. Najbardziej ucierpią małe i średnie firmy, zyskają – międzynarodowe koncerny. Upadek części rodzimych przedsiębiorstw odbije się niekorzystnie na polskiej gospodarce, a poza tym ze sporym prawdopodobieństwem przyczyni się do rozwoju szarej strefy.

„Dziś odbyły się konsultacje społeczne w Ministerstwie Finansów z przedstawicielami branży e-papierosowej. Chcemy, aby nie zamykano nam drogi do prowadzenia naszej działalności i wyrównano szanse pomiędzy nami, małymi i średnimi przedsiębiorcami, a dużymi koncernami tytoniowymi. Proponujemy, aby zapisy nowej ustawy wprowadzono najwcześniej od stycznia 2019 r. i – najlepiej – rozpoczęto od stawki zerowej. Byłby to optymalny czas na uzyskanie potrzebnych zezwoleń i przygotowanie się na nową ustawę pod względem formalnym oraz praktycznym, związanym z organizacją produkcji e-liquidów w zakresie banderolowania” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Justyna Lipowicz, prezes firmy LIPRO e-Liquid Production.

Nowa ustawa znów uderzy w polski handel. PGS od roku postulował o stanowczą reakcję UOKiK

Polska Grupa Supermarketów (PGS) od roku uczulała rząd RP oraz UOKiK na zjawisko nieuczciwych praktyk, stosowanych przez międzynarodowe sieci handlowe. Z żalem obserwujemy obecne zabiegi ustawodawcze oraz powoływanie do życia formuły uznającej za nieuczciwe wykorzystywanie przewagi kontraktowej, jeżeli jest sprzeczna z dobrymi obyczajami i zagraża lub narusza istotny interes drugiej strony, co może być istotnym polem do nadużyć w stosunku do mniejszych dostawców.

”Tak szeroki zakres interpretacyjny nowej ustawy grozi destabilizacją polskiego rynku spożywczego. W bieżącym roku PGS wielokrotnie postulowała i wzywała Ministerstwo Rolnictwa do przeprowadzenia rzetelnej analizy rozwiązań biznesowych, stosowanych przez międzynarodowe sieci sprzedaży, które pobierają opłaty półkowe na tzw. centrale we Francji, Holandii i Niemczech od rodzimych dostawców towarów. Jednocześnie wyraziliśmy przekonanie, że Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta (UOKiK) ma wystarczające kompetencje w ramach obecnej ustawy (Ust z dn. 16.02.2007) aby skutecznie zapobiegać tego rodzaju nieprawidłowościom na rynku. Niestety nie doczekaliśmy się reakcji tych organów…” – podkreśla Michał Sadecki, prezes PGS.

PGS uważa, że proponowane obecnie przepisy o przeciwdziałaniu przewadze konkurencyjnej w handlu narażają tysiące pojedynczych przedsiębiorców tworzących rynek wart ok. 200 mld zł na bankructwo. Drobni, polscy dostawcy produktów spożywczych są zazwyczaj w złej kondycji ekonomicznej i aby oszczędzać, zastępują je produktami gorszej jakości. Do takiej sytuacji doprowadził brak stanowczych działań rządu i organów nadzoru.

”Pragniemy zwrócić uwagę, że prawidłowe stosunki między wszystkimi partnerami w łańcuchu dostaw żywności mają zasadnicze znaczenie nie tylko dla sektora handlu, lecz stanowią podstawę szeroko pojętej działalności gospodarczej” – dodaje prezes PGS.

Kondycja finansowa restauracji i hoteli okiem analityków

Polska branża hotele – restauracje – catering (HoReCa) to dzisiaj ponad 100 tys. przedsiębiorstw,  w których pracuje blisko ćwierć miliona Polaków. Największą jego część stanowią restauracje – 73%, hotele natomiast to blisko 3,8% firm. Zgodnie z prognozami w tym roku polski rynek HoReCa osiągnie wartość 26,2 mld zł, co oznacza wzrost o 5,4% w skali ostatnich dwunastu miesięcy. Jest to bez wątpienia efekt rosnącej liczby konsumentów, którzy korzystają z usług gastronomicznych i hotelarskich oraz wzrostu ich dochodów.

Klienci branży HoReCa coraz częściej jadają w restauracjach i barach szybkiej obsługi, a także podróżują w celach turystycznych i służbowych, śpiąc w hotelach. Trend ten przyszedł do nas z wysoko rozwiniętych krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych. Zauważamy go nie tylko w Polsce, lecz także w pozostałych krajach regionu: Czechach, Słowacji, Węgrzech, Słowenii czy Chorwacji. W Polsce jest on determinowany bardzo dobrą sytuacją na rynku pracy (rekordowo niskie bezrobocie), wzrostem wynagrodzeń a także środkami z programu 500 plus.

Wydaje się więc, że przyszłość branży HoReCa może być postrzegana optymistycznie. Prawdopodobnie jest to dopiero początek dobrej passy. Dlatego też w kolejnych latach należy oczekiwać dalszego rozwoju takich firm. Pozytywnym aspektem dla tego rynku jest również fakt, że Polacy w porównaniu do swoich zachodnich, czy nawet południowych, sąsiadów, wciąż przeznaczają na wydatki związane z konsumpcją poza domem relatywnie mniej pieniędzy. Według danych Eurostatu, Polacy wydają zaledwie 3,2% budżetów domowych na usługi hotelowe i restauracyjne, dla porównania Czesi przeznaczają na takie wydatki 8,4%, Niemcy 5,3% a Słowacy 5,4%. Rośnie również popularność firm cateringowych, szczególnie specjalizujących się w daniach dietetycznych.

Dane z baz Grupy BIK potwierdzają optymistyczne dla branży HoReCa prognozy

Dane z baz BIG InfoMonitor i BIK – dotyczące przeterminowanych na co najmniej 500 zł i powyżej 60 dni zobowiązań pozakredytowych (wierzycielami są partnerzy biznesowi) i kredytowych (wierzycielami są banki) – potwierdzają przedstawione powyżej tendencje.Kondycja restauracji i hoteli okiem analityków

– Z danych Grupy BIK wynika, że wśród firm z branży HoReCa odsetek firm posiadających przeterminowane zobowiązania kredytowe i pozakredytowe wynosi 4,75%, przy średniej dla ogółu branż 4,1%. Przy czym w dziale zakwaterowanie – 2,13%, zaś w dziale gastronomia już 5,71% – mówi prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk Kredytowy Biura Informacji Kredytowej. ─ Zatem sytuacja wśród poszczególnych branż wchodzących w skład HoReCa jest zróżnicowana. Najwięcej firm z przeterminowanymi zobowiązaniami to stacjonarne restauracje, najmniej takich firm można znaleźć w branży obiektów turystycznych – dodaje prof. Rogowski.

Udział firm z przeterminowanym zobowiązaniami pozakredytowymi i kredytowymi powyżej 60 dni i na kwotę powyżej 500 zł

Udział firm z przeterminowanym zobowiązaniami pozakredytowymi i kredytowymi powyżej 60 dni i na kwotę powyżej 500 zł
Źródło: BIK, BIG InfoMonitor

Łączna wartość zaległych zobowiązań firm z branży HoReCa zarejestrowanych w bazach BIG InfoMonitor i BIK (przeterminowanych powyżej 60 dni i przewyższających kwotę 500 zł) wynosi w sumie 34 mld zł, z czego zdecydowana większość ─ 92,8% to zaległości z tytułu niespłacanych w terminie kredytów bankowych. Z łącznej woty 1,34 mld zł 90% przeterminowanego zadłużenia koncentruje się dwóch klasach PKD: ponad dwie trzecie (68%) przypada na hotele (PKD 5511), natomiast 22% na restauracje (PKD 5610).

Pozytywne tendencje a sytuacja finansowa rynku gastronomicznego

Pomimo tych sprzyjających okoliczności, kondycja finansowa polskich barów i restauracji nie jest zbyt dobra. Tak wynika z analizy przeprowadzonej przez międzynarodową wywiadownię gospodarczą Bisnode Polska. – Aktualnie ok. 60% firm charakteryzuje słaba lub bardzo zła sytuacja finansowa, a tylko 10–15% przedsiębiorstw może pochwalić się bardzo dobrą kondycją finansową.– mówi Tomasz Starzyk ekspert z Bisnode Polska – Badanie wykazało, że w połowie maja br. ponad połowa z 18 tys. firm gastronomicznych jest w słabej sytuacji finansowej, a 6% z badanych lokali ─ bardzo złej kondycji finansowej. Tym samym zaledwie 12% znajduje się w  doskonałej i 26% w dobrej kondycji finansowej – dodaje Starzyk.

Kondycja finansowe polskiego rynku gastronomicznego

Kondycja finansowe polskiego rynku gastronomicznego
Źródło: Bisnode Polska

Jednak jako pozytyw należy uznać, że w porównaniu do sytuacji sprzed dwóch lat, kondycja finansowa poprawiła się niemal w 10% badanych firm.

Wzrost liczby firm HoReCa, największy dotyczy fastrucków

Branża HoReCa nadal się rozwija, o czym świadczy stale rosnąca liczba działających na rynku firm. Tylko w latach 2012─2017 liczba lokali gastronomicznych na polskim rynku wzrosła o blisko 5,6%. O 17% zwiększyła się liczba restauracji i innych stałych placówek gastronomicznych, a o niemal 13% ─ liczba firm cateringowych.

Dynamika struktury rynku gastronomicznego, w skali procentowej na podstawie danych z lat 2012–2017

Dynamika struktury rynku gastronomicznego, w skali procentowej na podstawie danych z lat 2012–2017
Źródło: Bisnode Polska

 – Największy ─ ponad 32% ─ wzrost odnotowano względem ruchomych placówek gastronomicznych (tzw. fastrucków). Świadczy to o tym, że Polacy coraz częściej decydują się jadać poza domem. Jednocześnie o blisko połowę spadła liczba lokali przygotowujących napoje dodaje Tomasz Starzyk z Bisnode Polska.