Obligacje w walutach jako alternatywa do nisko oprocentowanych lokat

Inwestor chcący ulokować środki w inwestycję regularnie wypłacającą odsetki ma szerokie spektrum możliwości. Oczywistym wyborem mogą być lokaty czy też obligacje korporacyjne, które dają perspektywę wyższej stopy zwrotu. Inwestycje te dostępne są zarówno w polskich złotych, jak i walutach zagranicznych. Przyjrzyjmy się możliwościom powierzenia kapitału w ww. inwestycje.

Zacznijmy od najpopularniejszej formy oszczędzania, tj. od lokat. Mają one kilka zalet jak m.in. duża dostępność czy też gwarancja depozytów do kwoty 100 tys. euro przez BFG. Niemniej jednak istotnym minusem lokat jest ich oprocentowanie. Według danych Narodowego Banku Polskiego średnie oprocentowanie depozytów w styczniu 2017 r. wyniosło ok. 1,0 proc. Natomiast według danych rynkowych oprocentowanie lokat w euro jest jeszcze niższe i wynosi ok. kilkadziesiąt setnych proc. Z reguły dla inwestorów, którzy zgromadzili pokaźną sumę gotówki perspektywa zarobku do 1 proc. w skali roku wydaje się nieatrakcyjna. Do tego dochodzi fakt, że zagwarantowanie 100 tys. euro dla niektórych inwestorów może nie mieć istotnego znaczenia z uwagi na wielkość posiadanych aktywów.

Naprzeciw lokatom stają obligacje korporacyjne, które co prawda nie mają gwarancji BFG, ale w zamian oferują kilkukrotnie wyższe oprocentowanie. Obligacje korporacyjne w Polsce zaczęły zyskiwać popularność w 2009 r., gdy powstał rynek Catalyst. Od tego czasu charakterystyczne dla rynku było emitowanie zdecydowanej większości serii w oparciu o zmienny kupon oraz obligacji denominowanych w polskich złotych. O ile w popularności zmiennego kuponu zbyt wiele się nie zmieniło, o tyle na rynku częściej zaczynają się pojawiać emisje w walutach obcych, a konkretnie w jednej walucie, tj. euro.

Na koniec lutego 2017 r. wartość euroobligacji notowanych na Catalyst wyniosła 2,2 mld euro, co w przeliczeniu na „złotówki” daje ok. 9,5 mld zł. W porównaniu z wartością notowanych na giełdzie wszystkich obligacji korporacyjnych (ponad 70 mld zł), udział obligacji walutowych wyniósł 13 proc. Warto jednak zwrócić uwagę, że gros (23 mld zł) całości outstandingu stanowiły obligacje BGK. Udział obligacji denominowanych w euro w relacji do całości rynku bez obligacji wyemitowanych przez BGK wynosiłby 20 proc. Zatem co piąta „złotówka” na giełdowym rynku obligacji korporacyjnych w Polsce była wyemitowane w euro. Na uwagę zasługuje fakt, że wartościowo aż 38 proc. obligacji notowanych w euro zostało wprowadzonych na rynek w minionym roku. Co więcej, 40 proc. serii notowanych w euro swój pierwszy dzień notowań miało w grudniu 2016 r. Powyższe statystyki pokazują, że emisje w euro zyskały na popularności w ostatnim czasie.

Wśród emitentów obligacji korporacyjnych w euro można znaleźć takie firmy jak m.in. Kruk, Ghelamco Invest czy też spółki zależne od PKN Orlen, PKO BP oraz PZU. Bieżące oprocentowania obligacji dla ww. emitentów wahają się od 1,4 proc. (PZU) do 4,1 proc. (Ghelamco Invest). Z reguły oprocentowanie obligacji wyemitowanych przez jednego emitenta jest niższe w przypadku obligacji denominowanych w euro niż w polskich złotych, co wynika z tego, że w strefie euro obowiązują niższe stopy procentowe i tym samym niższe stopy referencyjne. Na przykład w Polsce wartość WIBOR 3M wynosi ok. 1,7 proc., podczas gdy wartość europejskiego odpowiednika (EURIBOR 3M) jest o ok. 2 pkt. proc. niższa (-0,3 proc.). Warto jednak zaznaczyć, że dla inwestorów z nieco grubszym portfelem opłacalne może się okazać zabezpieczenie ryzyka kursu walutowego, co po pierwsze ograniczy ryzyko walutowe, a po drugie umożliwi inwestorowi zarobienie punktów swapowych, co wynika z ww. różnic w stopach procentowych. Obligacje w euro mogą też być dobrą alternatywą dla osób, które generują koszty w euro, bowiem otrzymywanie kuponów w euro może naturalnie zabezpieczyć je przed ryzykiem walutowym.

Podsumowując, na popularności zaczęły zyskiwać emisje obligacji korporacyjnych denominowanych w euro z uwagi na historycznie niskie stopy procentowe w strefie euro. Inwestycja w nie, tak jak w „złotówkowe” obligacje, wiąże się z ryzykiem kredytowym, ale już niekoniecznie musi się wiązać z ryzykiem walutowym. Z jednej strony, istnieje możliwość zabezpieczania się przed zmianami notowań euro (zarabiając przy tym punkty swapowe), a z drugiej strony kupony mogą idealnie zabezpieczyć przyszłe wydatki inwestora w euro, naturalnie zabezpieczając go przed ryzykiem walutowym. Zatem obligacje korporacyjne w euro mogą być ciekawą alternatywą dla osób szukających kilkukrotnie wyższego zarobku niż na lokatach.

Obligacje korporacyjne denominowane w euro, które były notowane na Catalyst na koniec lutego 2017 r.

Spółka Seria Bieżące oprocentowanie (%) Wartość nominalna (mln euro)
Ghelamco Invest GHE0918 4,1 6,3
GTC GT11019 3,75 20,0
GTC GTC1019 3,75 8,8
KRUK KRU0819 3 20,0
Magellan MAG0318 3,8 4,7
Orlen Capital AB OR10623 2,5 750,0
PKO Finance AB PKO0119 2,32 500,0
PZU Finance AB PZU0719 1,38 850,0
ZM Ropczyce RPC0519 2,79 4,0
Warimpex WXF1218 3,53 25,9

 

Źródło: gpwcatalyst.pl

Autor: Piotr Ludwiczak, Head of Research, Michael/Ström

Analiza pozycji dużych graczy 20.03.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Analiza pozycji dużych graczy 20.03.2017 1

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Analiza pozycji dużych graczy 20.03.2017 2

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 20.03.2017 3 – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 20.03.2017 4 -pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkich

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Najciekawsze instrumenty z punktu widzenia raportu COT

Z punktu widzenia raportów COT najciekawiej przedstawia się euro, gdzie od kilku tygodni możemy zaobserwować tendencję zamykania krótkich pozycji. Gorzej wypadają metale szlachetne, ponieważ już drugi tydzień znajdują się pod presją sprzedających, ale obecna wyprzedaż może być nieuzasadniona. Duzi gracze wyprzedają także ropę naftową, co jest zgodne z naszymi założeniami.

Euro – północ czy południe?

W poprzednim tygodniu doszło do podwyżki stóp procentowych przez Rezerwę Federalną i… Dolar amerykański został wyprzedany. Powodem tego była niezmieniona mediana projekcji stóp procentowych na 2017 rok. Kolejnym powodem jest chociażby możliwość podwyżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny podczas trwania programu QE. Dzięki temu euro z poziomu 1.05 po raz kolejny zawitało w okolicę 1.08.

Pozycje funduszy lewarowanych na rynku kontraktów terminowych, zielona linia – pozycje netto ; słupki niebieskie – pozycje długie ; słupki żółte – pozycje krótkie

EURUSD COT

Źródło: CmeGroup

Raporty COT wskazują, że fundusze lewarowane od grudnia 2016 roku domykają swoje krótkie pozycję na euro (Żółte słupki opadają). Aczkolwiek nie jest też tak wesoło jak się wydaje na pierwszy rzut oka, ponieważ nie dobierają również pozycji długich. Niemniej jednak na rynku przy tak negatywnym sentymencie zaczyna brakować siły do zepchnięcia euro na nowe minima. Dlatego większe prawdopodobieństwo ruchu stoi po stronie byków.

EUR/USD, wykres dzienny

EUR/USD, wykres dzienny

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie dziennym niebezpieczeństwem dla dalszego wzrostu euro wobec dolara amerykańskiego jest obecna strefa oporu 1.071-1.079. Ostatnie wzrost rozpoczęte pod koniec grudnia 2016 roku zdołały być przez nią powstrzymane, ale tym razem sytuacja wygląda odmiennie. Bazowym scenariuszem zostanie przebicie strefy oporu oraz kontynuacja wzrostów w okolicę poziomu 1.10. Niemniej jednak trzeba mieć również na uwadze, że kurs EUR/USD po raz kolejny może zejść w okolicę poziomu 1.06.

WTI – dylemat OPEC

OPEC znalazł się pod presją rosnącej produkcji ze Stanów Zjednoczonych, Chin oraz innych producentów. OPEC oraz Rosja ograniczają podaż „czarnego złota”, ale to nie wystarczy, ponieważ rynek jest inny od tego z przez 10 czy 15 lat.

Przy wzrośnie ceny ropy naftowej producenci ropy głównie ze Stanów Zjednoczonych zwiększają produkcję, co dławi kontynuację trendu wzrostowego na ropie. Duzi gracze także zdali sobie sprawę, że ostatnie wzrosty mogą przestać być kontynuowane.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, zielona linia – pozycje netto ; słupki niebieskie – pozycje długie ; słupki żółte – pozycje krótkie

WTI COT

Źródło: CmeGroup

Raport COT wskazuje, że zarządzający zredukowali swoje długie pozycję o 34 tysiące, w tym samym czasie zostało otworzone ponad 60 tysięcy krótkich pozycji. Ewidentnie jest to sygnał niedźwiedzi. Analiza techniczna potwierdza presję na cenie ropy naftowej.

WTI, wykres dzienny

WTI, wykres dzienny

Źródło: Admiral Markets

Po przerwaniu krótkoterminowej linii trendu wzrostowego ropa z hukiem spadła w okolicę poziomu 48 USD za baryłkę. Najbliższym wsparciem jest długoterminowe linia trendu wzrostowego oraz strefa wsparcia 44.40-46.30 i to tam powinniśmy szukać ewentualnego wyhamowania wyprzedaży.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Na Śląsku przyspieszą prace nad innowacyjnymi technologiami i produktami medycznymi. To efekt współpracy Philips Polska z naukowcami z Politechniki Śląskiej

Na Śląsku przyspieszą prace nad innowacyjnymi technologiami i produktami medycznymi. To efekt współpracy Philips Polska z naukowcami z Politechniki Śląskiej 5

Politechnika Śląska i firma Philips będą razem pracować przy tworzeniu innowacyjnych rozwiązań dla systemu opieki zdrowotnej. W ramach współpracy przy budowie Śląskiego Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu prowadzone będą prace naukowo-badawcze ukierunkowane na opracowanie nowych technologii i wyrobów medycznych. Celem jest usprawnienie opieki nad pacjentem od profilaktyki i diagnostyki aż po hospitalizację i leczenie.

 Philips jest liderem w zakresie technologii medycznych i blisko współpracuje z ośrodkami akademickimi, by świadczyć lepsze usługi dla pacjentów. Wierzymy, że dzięki połączeniu naszej wiedzy i doświadczenia z talentem naukowców możemy budować lepszą przyszłość opieki zdrowotnej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Reinier Schlatmann, prezes Philipsa na Europę Środkową i Wschodnią.

Politechnika Śląska i Philips Polska podpisały umowę o współpracy. W ramach projektu Assist Med Sport Silesia, jednego z kluczowych dla województwa, w Zabrzu ma powstać Śląskie Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu przy Wydziale Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej. Philips zapewnia 20-proc. wkład własny do projektu.

 Naszym wkładem jest też wiedza i know-how. Nasi pracownicy będą blisko współpracować z uczelnią przy tworzeniu różnych rozwiązań dla systemu opieki zdrowotnej. Chodzi przede wszystkim o zaspokajanie potrzeb pacjentów i zagwarantowanie, że opieka będzie się stale rozwijać – mówi Schlatmann.

W ramach działalności Śląskiego Centrum Inżynierskiego Wspomagania Medycyny i Sportu będą prowadzone prace naukowo-badawcze ukierunkowane na opracowanie nowych technologii i wyrobów medycznych.

 Naszym zdaniem dzięki współpracy z uczelniami i rządem możemy tworzyć rozwiązania przyszłości, które pomogą nam osiągnąć cel, jakim jest poprawa jakości życia 3 mld osób na świecie do 2025 roku – zapowiada prezes Philipsa na Europę Środkową i Wschodnią.

Wszystkie rozwiązania z dziedziny informatyki medycznej mają się przełożyć na lepszą jakość oferowanych przez szpitale usług przy niższych kosztach.

– Jest wiele rozwiązań, nad którymi możemy pracować wspólnie z Politechniką Śląską. To m.in. nowe aplikacje oraz dostosowanie lokalnych warunków do oprogramowania stworzonego przez Philips, które chcielibyśmy zastosować także w Polsce – wskazuje Martijn Heemskerk, dyrektor Global Healthcare IT Ecosystem w Philips. 

Innowacje będą się koncentrować na telemedycynie oraz rozwiązaniach, które umożliwią zdalną komunikację z pacjentem, diagnostykę i porady. Kluczowe będą także obszary IT, które usprawnią zarządzanie danymi pacjentów tak, by opieka zdrowotna była bardziej efektywna. Długofalowym celem jest stworzenie rozwiązań, które będą faktycznie przydatne w służbie zdrowia, na czym skorzystają nie tylko pacjenci, lecz także lekarze i personel medyczny w regionie i w kraju.

Wierzę, że inżynieria biomedyczna wspólnie z medycyną wypracują te efekty, na które czekają chorzy. Bardzo ważne jest to, że nauka ze strony medycyny i inżynierii idzie pod rękę z biznesem, bo wiele wspaniałych pomysłów zalega na półkach. Myślę, że te zabrzańskie dobre pomysły będą bardzo szybko wdrażane, czego gwarantem jest Philips – podkreśla Małgorzata Mańka-Szulik, prezydent miasta Zabrze.

Województwo, które szczyci się, że ma kompetencje, ludzi i zaplecze badawczo-rozwojowe w obszarze medycyny, powinno takie działania wspierać. Medycyna jest jedną z naszych inteligentnych specjalizacji – mówi Kazimierz Karolczak, członek zarządu województwa śląskiego. – Chcielibyśmy w tym obszarze dalej się rozwijać i być liderem innowacji w Europie. Myślę, że dzięki współpracy Politechniki Śląskiej z firma Philips jest to możliwe.

Politechnika Śląska to pierwsza uczelnia w tym rejonie Europy, z którą Philips nawiązał współpracę. Wspólnie wypracowane rozwiązania w powstającym centrum naukowo-badawczym mogą być przenoszone do innych krajów bałtyckich.

– Podpisanie umowy z Philipsem to kamień milowy w naszym rozwoju w zakresie technologii inżynierii biomedycznej i wdrożeń w medycynie – podkreśla Marek Gzik, dziekan Wydziału Inżynierii Biomedycznej Politechniki Śląskiej. – Te pierwsze systemy, nad którymi chcemy pracować, są związane z informatyzacją szpitali, z przygotowaniem systemów, które będą mogły obsługiwać zamówienia w szpitalach czy obieg elektronicznej dokumentacji.

Na współpracy przy projekcie skorzysta sama Politechnika, przede wszystkim ze względu na podniesienie poziomu edukacji i badań naukowych.

– Projekt pozwoli zakupić nowoczesną aparaturę za około 60 mln zł przeznaczoną do prowadzenia badań. W ramach tej technologii nasi studenci i doktoranci będą mogli realizować swoje prace magisterskie i doktorskie. Trudno byłoby kupić tę technologię na rynku, bo nie jest ona dostępna – mówi Marek Gzik.

Partnerstwo z Politechniką Śląską daje nam ogromną możliwość wpływania na kształtowanie studentów – mówi Marcin Bruszewski, dyrektor generalny na Polskę i kraje bałtyckie firmy Philips. – Mówimy o ponad 20 tys. studentów i o 3 tys. pracowników uczelni, o całym środowisku szpitali, które ma chyba najmocniejszy łańcuch zależności w Polsce. Zaangażowanie dyrektorów szpitali, kadry zarządzającej, lekarzy i personelu średniego to benchmark światowy dla tego, jak powinno to wyglądać w służbie zdrowia.

Pod koniec roku może się skończyć czas wzrostów na polskiej giełdzie. Inwestorzy nadal będą mogli zarobić dużo na złocie

Pod koniec roku może się skończyć czas wzrostów na polskiej giełdzie. Inwestorzy nadal będą mogli zarobić dużo na złocie 6

Jeszcze przez kolejne sześć do dziewięciu miesięcy można liczyć na kontynuację hossy na warszawskiej giełdzie – uważa prezes Opoka TFI. Pod koniec roku może więc skończyć się czas, w którym rozsądne będzie inwestowanie w akcje. W dalszej perspektywie nieuchronne jest pęknięcie bańki spekulacyjnej na giełdzie w Stanach Zjednoczonych. Najlepszą strategią w długim terminie jest podzielenie portfela inwestycyjnego na kilka klas aktywów, powinno wśród nich znaleźć się m.in. złoto.

– W średnim terminie na polskiej giełdzie będzie dominował trend wzrostowy. Trudno prognozować, gdzie dokładnie indeks WIG skończy swoje wzrosty. Dla nas ważniejsze jest pytanie, do kiedy możemy relatywnie bezpiecznie na te wzrosty grać. Wydaje nam się, że ten termin upływa pod koniec roku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Tarczyński, prezes zarządu Opoka TFI. – W długim terminie pozostaje zagrożenie w postaci pęknięcia bańki spekulacyjnej, która jest w Stanach Zjednoczonych i to będzie ciążyło na naszym rynku. Ale myślę, że to nie nastąpi w najbliższych miesiącach.

W marcowym liście do inwestorów Opoka TFI przewiduje co najmniej półroczny okres wzrostów, który może się przeciągnąć także na ostatnie miesiące roku. Od czasu, gdy w listopadzie analitycy firmy określili tę perspektywę na 6–12 miesięcy, WIG wzrósł o ponad jedną czwartą, a niedoszacowany wcześniej WIG20 nawet o jedną trzecią. Amerykański S&P 500 wspiął się w tym czasie o 14 proc. Jednak w ciągu ostatnich ośmiu lat zwiększył on wartość trzykrotnie i bije kolejne rekordy.

– Problem zaczyna się wtedy, kiedy nastroje stają się zbyt dobre. W Polsce z taką euforią nie mamy jeszcze do czynienia. Nie da się tego powiedzieć o Stanach Zjednoczonych, gdzie nastroje faktycznie są już dość niebezpiecznie blisko ekstremum – ocenia Tomasz Tarczyński. – W Polsce wydaje nam się, że w portfelach inwestorów jest trochę za mało ryzyka. O ile nie jesteśmy zwolennikami nadmiaru ryzyka, zważywszy na bańkę spekulacyjną w USA, o tyle w kontekście historycznym zaangażowanie polskich inwestorów w ryzykowne aktywa jest zbyt niskie.

Ostatnie ożywienie na giełdzie przyniosło jednak większe zainteresowanie portfelami i funduszami akcji. Tylko w lutym napłynęło do nich 428 mln zł, z czego 350 mln zł trafiły do funduszy akcji polskich (dane za serwisem Analizy Online). Największym powodzeniem cieszyły się fundusze uniwersalne (230 mln zł). Ze względu na zagrożenia najbezpieczniejsze jest jednak – zdaniem prezesa Opoka TFI – aktywne zarządzanie aktywami w ciągu kolejnych kilku lat.

Generalnie najrozsądniejszą strategią jest podzielenie portfela na kilka aktywów i przestrzeganie proporcji inwestowania przez dłuższy czas. Wtedy unikamy pokusy, że jak dane aktywa rosną, to je kupujemy, a jak spadają, to je sprzedajemy. Wręcz odwrotnie: jeżeli udział danego aktywa spada w portfelu, to wtedy je dokupujemy, a jeżeli rośnie, to sprzedajemy. To strategia, która powinna działać długim terminie – przekonuje Tomasz Tarczyński.

Jego zdaniem kolejna bessa, która może rozpocząć się już w przyszłym roku, może nie mieć tak gwałtownego przebiegu jak spadki wywołane kryzysem lat 2007–2008, lecz bardziej przypominać będzie okres 2000–2002, gdy ruch w dół był bardziej stopniowy, ale za to trwał dłużej. W tej sytuacji warto zwrócić też uwagę na aktywa, do których inwestorzy tradycyjnie się zwracają, gdy akcje tanieją, nastroje spadają, a niepewność rośnie.

Jednym ze składników portfela, który trzeba mieć, biorąc pod uwagę czekający nas w najbliższych latach mocniejszy epizod bessy, jest złoto. Powinno się ono znajdować w portfelu każdego inwestora – tłumaczy prezes Opoka TFI. – Pozostaje pytanie, w jakiej proporcji. Rozsądny udział to według nas między 5 a 20 proc. Sądzimy, że jesteśmy w hossie na złocie od roku 2000, po przerwie korekcyjnej w latach 2011–2013, z powrotem wróciliśmy do kolejnego impulsu hossy, który zapewne zakończy się euforią i hiperbolą. Myślę, że na złocie będziemy mogli jeszcze dużo zarobić.

Alior Bank przeprowadzi klientów przez rewolucję technologiczną. Do 2020 roku zainwestuje dodatkowe 400 mln zł w IT i innowacje

Alior Bank przeprowadzi klientów przez rewolucję technologiczną. Do 2020 roku zainwestuje dodatkowe 400 mln zł w IT i innowacje 7

Dodatkowe 400 mln zł na inwestycje w IT i innowacje – to jeden z głównych punktów nowej strategii Alior Banku „Cyfrowy buntownik” na lata 2017–2020. Bank uprości ofertę produktów i usług, a nowe rozwiązania cyfrowe ułatwią ich zakup online. Z kolei zaplanowana na dużą skalę automatyzacja i robotyzacja umożliwi usprawnienie procesów, pozwalając na osiągnięcie współczynnika kosztów do przychodów na poziomie 39 proc. i w rezultacie 14-proc. zwrot na kapitale dla akcjonariuszy. W centrum uwagi nowa strategia stawia klienta indywidualnego oraz mniejsze firmy.

– Klient indywidualny jest absolutnie kluczowy w strategii Aliora, ponieważ stanowi on 60 proc. naszego biznesu, ale pozostałe 40 proc. to są małe i średnie firmy, czyli ci sami klienci, tylko prowadzący działalność gospodarczą – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Wojciech Sobieraj, prezes zarządu Alior Banku.

Wojciech Sobieraj zaznacza, że bank chce przyciągnąć klientów przede wszystkim jakością obsługi, prostszą, przejrzystą ofertą, ale i zastosowaniem nowoczesnych rozwiązań w bankowości mobilnej oraz internetowej. Jak wskazuje, minął czas segmentacji pod kątem wieku i dochodu, ponieważ po cyfrowe rozwiązania sięgają nie tylko młodzi, lecz także starsi klienci. Teraz ma ona bazować na szerokiej analizie danych.

 Tradycyjna segmentacja według nas już nie spełnia swojej roli. Teraz trzeba patrzeć na segmenty pod kątem zachowań klientów, preferencji kanałów dostępu do bankowości, sposobu podejmowania decyzji krótko- bądź długoterminowych czy horyzontu inwestowania, skłonności do ryzyka – mówi Wojciech Sobieraj.

Branża bankowa przechodzi wielką zmianę technologiczną. Już teraz udział bankowości mobilnej w transakcjach sięga 20 proc. przy 5 proc. jeszcze dwa lata temu. W 2020 roku ma to być już 40 proc. Jednocześnie spada liczba wizyt i transakcji w oddziałach. Do 2020 roku ich wskaźnik ma wynieść 40 proc.

– Chcemy z klientami indywidualnymi przejść z bankowości analogowej w stronę bankowości analogowo-cyfrowej, czyli zachować najwyższy standard obsługi klienta nie tylko w oddziałach, lecz także w internecie, i w mobile. Druga sprawa, która będzie Aliora wyróżniała na tle konkurencji, to prostota produktów i prostota procesów – zapowiada Wojciech Sobieraj.

Bank ma zapewnić starannie dobrane, innowacyjne produkty i usługi, wyróżniające się m.in. możliwością ich zakupu, dostępu i obsługi poprzez bankowość internetową i mobilną. Strategia banku zakłada, że do 2020 roku 35 proc. pożyczek będzie udzielanych przez internet (obecnie 12 proc.), a zakładanie lokat ma niemal całkowicie przenieść się do sieci (85 proc. wobec obecnych 65 proc.).

W segmencie biznesowym Alior Bank skupi swoją działalność na mikro- i małych przedsiębiorstwach. Zapewni im kompleksowe wsparcie w rozwoju działalności – szerszą gamę, ale prostszych produktów dostępnych dotychczas tylko dla dużych podmiotów.

Rozwijana będzie też bankowość elektroniczna dla klientów biznesowych, a portal Zafirmowani.pl ma stać się platformą pierwszego wyboru dla małego biznesu, m.in. dzięki integracji z administracją cyfrową: ePUAP / PIT/CIT. Poprzez tę platformę bank chce pozyskać 10 proc. nowych klientów biznesowych w 2020 roku.

 Specjalnie po to, aby bankowość dla klienta biznesowego, szczególnie mikro- i małych firm, była jak najbardziej intuicyjna i prosta, udostępniliśmy portal Zafirmowani.pl – wyjaśnia Krzysztof Czuba, wiceprezes zarządu odpowiedzialny za Pion Biznesu w Alior Banku. – W jednym miejscu można założyć działalność gospodarczą, uzyskać finansowanie i porady specjalistów, nawet z tzw. wielkiej czwórki firm doradczych. To wszystko, co potrzeba, by sprawnie prowadzić działalność gospodarczą.

Bank zapewnia, że będzie także rozwijać ofertę dla większych firm. Pojawią się w niej nowe rozwiązania do zarządzania gotówką i inne produkty transakcyjne. Krzysztof Czuba zapowiada, że bank chce zdobyć pierwszą pozycję w dystrybucji funduszy unijnych dostępnych dla przedsiębiorców. Dziś zajmuje trzecie miejsce.

W kolejnych latach sieć banku zostanie zoptymalizowana, pozostając wśród czterech największych na polskim rynku bankowym, a placówki będą stopniowo digitalizowane. Bankierzy mają zostać wyposażeni w narzędzia do pracy mobilnej, które pozwolą im obsługiwać klientów poza oddziałem.

Współpracujemy z firmą IBM i z firmą Apple. Stworzyliśmy aplikację Trusted Advice do obsługi klientów private banking. Kończymy prace nad kolejną aplikacją do obsługi klientów w oddziale i poza oddziałem banku. Możemy mówić o tym, że w niedalekiej przyszłości bankierzy będą dostępni 24 godziny na dobę – podkreśla Krzysztof Czuba.

Alior Bank do 2020 roku na innowacyjne projekty technologiczne planuje przeznaczyć dodatkowe 400 mln zł, ponad bieżące wydatki na rozwój i utrzymanie systemów IT. Stawia też na sztuczną inteligencję. Już w 2016 roku wprowadzono Dronna, czyli wirtualnego doradcę. System oparty o technologię sztucznej inteligencji i biometrię wykorzystywany jest m.in. w procesie miękkiej windykacji.

 Jego wdrożenie istotnie przyczyniło się do ograniczenia kosztów operacyjnych o prawie 85 proc., przy jednoczesnym wzroście poziomu zadowolenia klientów. Typowy poziom Net Promoter Score dla takich procesów windykacyjnych to 40 proc. My na tym konkretnie odcinku osiągamy 67 proc. – podkreśla Katarzyna Sułkowska, wiceprezes zarządu odpowiedzialna za Pion Operacji i Ryzyka w Alior Banku.

Trwają także intensywne prace nad wdrożeniem biometrii głosu (planowo ma to nastąpić jeszcze w tym roku) oraz twarzy. Logowanie biometryczne ma poprawić bezpieczeństwo klientów. Alior Bank chce też przejść na narzędzia chmurowe, a wykorzystanie takich rozwiązań jak blockchain czy Open-API banking/PSD2 mają ułatwić w przyszłości wejście na zagraniczne rynki.

Sukces, który odnieśliśmy przy wdrożeniu Dronna, oraz wstępna ocena potencjału robotyzacji naszych procesów, skłoniły nas do rozszerzenia zakresu wdrożenia na całą organizację. Zaczynamy od procesów operacyjnych i kredytowych, ale do końca roku powinniśmy dojść do procesów HR-owych i szeroko rozumianych finansowych – zapowiada Katarzyna Sułkowska.

Enea inwestuje 1,26 mld zł w zakup elektrowni. Inwestycja ta ma zwiększyć bezpieczeństwo dostaw prądu

Enea inwestuje 1,26 mld zł w zakup elektrowni. Inwestycja ta ma zwiększyć bezpieczeństwo dostaw prądu 8

Ważna inwestycja na polskim rynku energii. Przejęcie Elektrowni Połaniec od francuskiej spółki ENGIE International Holdings B.V. umocni pozycję Grupy Enea i uplasuje ją na drugiej pozycji wśród wytwórców energii w Polsce. – Fakt, że nabywcą jest Enea, daje gwarancję, że transakcja nie stwarza żadnego zagrożenia w zakresie bezpieczeństwa energetycznego – podkreśla Krzysztof Tchórzewski, minister energii. Elektrownia w ostatnich latach przeszła gruntowną modernizację, w którą zainwestowano ok. 1,5 mld zł. Dzięki temu jest jedną z najbardziej efektywnych w kraju.

Transakcja zbycia Elektrowni Połaniec przez ENGIE budziła wątpliwości. Zastanawialiśmy się, kto może ją kupić i jak to się będzie przełoży na bezpieczeństwo energetyczne Polski – podkreśla Krzysztof Tchórzewski, minister energii w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes. – Włączenie Elektrowni Połaniec do Grupy Enea cieszy mnie dlatego, że wraz z dotychczasową energią z Elektrowni Kozienice, Enea będzie dysponowała 15 proc. udziałem w rynku energii w Polsce.

Przejęta elektrownia to zespół 8 bloków o łącznej mocy ok. 1,9 GW. To największy tego typu obiekt w południowo-wschodniej Polsce. Możliwości wytwórcze Grupy Enea rosną dzięki temu z 3,3 GW do 5,2 GW mocy, a produkcja energii zwiększa się z ok. 14 TWh do ok. 24 TWh.

Będziemy mieli więcej mocy dostępnych w systemie, przez co będziemy mogli zapewnić większe bezpieczeństwo dostaw naszym odbiorcom – mówi Mirosław Kowalik, prezes zarządu Enei. – Nasza strategia zakłada wzrost sprzedaży energii do klientów końcowych do 20 TWh. Chcemy to częściowo obsłużyć wewnętrznie. A przejęcie Elektrowni Połaniec da szanse realizacji i sprzedaży tego wolumenu w ramach Grupy.

Przyjęta w ubiegłym roku strategia Grupy Enea zakłada, że w 2025 roku sprzedaż energii będzie o jedną piątą większa niż w 2015 roku i osiągnie 20,1 TWh. Do tego konieczna jest jednak rozbudowa mocy wytwórczych – te w 2025 roku mają wynosić między 5,8 GW a 6,3 GW.

Kupując Połaniec, Enea zyskuje bardzo sprawny podmiot, o dużej dyspozycyjności i dobrych wskaźnikach ekonomicznych. Te elementy dadzą Grupie możliwość dalszego rozwoju i zwiększą potencjał produkcji energii elektrycznej. Staniemy się drugim graczem na rynku i to wszystko na rozsądnych i korzystnych warunkach finansowych – zapewnia Mirosław Kowalik.

Ofertę zakupu Połańca Enea złożyła we wrześniu 2016 roku. Ostateczna kwota transakcji to 1,26 mld zł. W głównej mierze została ona sfinansowana ze środków własnych Grupy. Mikołaj Franzkowiak, wiceprezes zarządu ds. finansowych, podkreśla, że kwota ta obejmuje nie tylko infrastrukturę, lecz także kapitał obrotowy, ok. 600 mln zł, co oznacza, że elektrownia nie wymaga już wsparcia finansowego.

W ostatnich latach Elektrownia Połaniec przeszła gruntowną modernizację. Wart ok. 1,5 mld zł proces inwestycyjny sprawił, że dziś jest to jedna z efektywniejszych elektrowni, która spełnia wyśrubowane normy środowiskowe. Jej funkcjonowanie zostało dzięki temu przedłużone o 20 lat.

Chcemy wykorzystać know-how i podjąć decyzję o tym, czy kontynuować modernizację bloku 5. [Elektrowni Połaniec – red.]. Będziemy podejmowali decyzje odnośnie do możliwości inwestycyjnych i wykorzystania tej infrastruktury dla generowania potencjalnych zysków w przyszłości – mówi Kowalik.

Zgodnie ze strategią Grupy Enea do 2030 roku podstawowe nakłady inwestycyjne na utrzymanie działalności sięgną 26,4 mld zł.

Decyzja o zakupie nie wpływa na procesy inwestycyjne, które mamy regularnie realizowane w Enei Operator, a przypomnę, że rocznie jest to od 900 mln zł do prawie 1 mld zł w rozwój sieci dystrybucji. Nie wpływa także na to, jakie mamy plany inwestycyjne po stronie wydobycia, czyli Lubelskiego Węgla Bogdanka, ani na procesy inwestycyjne w elektrowni w Kozienicach – zapewnia Mikołaj Franzkowiak.

Połaniec jest ważnym odbiorcą węgla wydobywanego w ramach Grupy, czyli głównie przez LW Bogdanka. Roczne zużycie surowca wynosi 3,9 Mt. Zdaniem ministra energii to kolejny przykład pokazujący, że mariaż górnictwa i energetyki ma sens.

W ramach restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego z punktu widzenia właścicielskiego zdecydowanie preferuję ten kierunek. Chodzi o to, żeby to był jeden ciąg właścicielski i w pewnym sensie technologiczny: od wydobycia aż do produkcji energii elektrycznej. Stąd to kapitałowe włączenie spółek energetycznych w zarządzanie polskim górnictwem – mówi Krzysztof Tchórzewski.

Jeszcze przez tydzień MON czeka na oferty w przetargu na śmigłowce. Nasza jest gotowa – zapewnia PZL-Świdnik

Jeszcze przez tydzień MON czeka na oferty w przetargu na śmigłowce. Nasza jest gotowa – zapewnia PZL-Świdnik 9

Do 27 marca, a nie jak wcześniej deklarowano do 13 marca, Inspektorat Uzbrojenia czeka na oferty wstępne do przetargu na śmigłowce dla polskiej armii. Przesunięcie terminu nastąpiło m.in. ze względu na wniosek jednego z wykonawców. Jesteśmy gotowi, nasza oferta czeka przygotowana – zapewnia Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters, właściciela PZL-Świdnik.

– Zamierzaliśmy złożyć 13 marca ofertę na śmigłowiec zarówno dla Marynarki Wojennej, jak i dla Wojsk Specjalnych. Okazało się jednak, że termin uległ przedłużeniu – powiedział agencji informacyjnej Newseria Biznes Krzysztof Krystowski, wiceprezes Leonardo Helicopters. – Jesteśmy gotowi, oferta jest przygotowana i czekamy z niecierpliwością, żeby móc przedstawić ją Inspektoratowi Uzbrojenia.

Na początku ubiegłego tygodnia Inspektorat Uzbrojenia poinformował, że po uwzględnieniu wniosku jednego z wykonawców (według informacji serwisu Gazetaprawna.pl chodzi o Airbusa) oraz czasu niezbędnego na przygotowanie i udzielenie odpowiedzi na zgłoszone pytania zadecydowano o przesunięciu terminu z 13 na 27 marca.

Przetarg na zakup 16 śmigłowców MON ogłosił 20 lutego br. Inspektorat poinformował wówczas o rozpoczęciu negocjacji z trzema podmiotami: PZL-Świdnik, konsorcjum PZL Mielec i Sikorsky Aircraft Corporations oraz konsorcjum Airbus Helicopters i Heli Invest. Francuski koncern w 2015 roku został zakwalifikowany jako jedyny wykonawca do końcowego etapu poprzedniego przetargu. Ta decyzja rządu PO-PSL została jednak uchylona jesienią 2016 roku przez rząd PiS ze względu na – jak informuje MON – zaniedbania w obszarze wymagań offsetowych. Zadecydowano więc o unieważnieniu całego poprzedniego postępowania.

Jest to kolejna odsłona niezwykle ważnego postępowania na zakup śmigłowców dla polskiej armii. Po pierwsze, polska armia potrzebuje nowych śmigłowców. Po drugie, z punktu widzenia PZL-Świdnik, który od 65 lat produkuje początkowo samoloty, potem śmigłowce, to jest sprawa strategiczna. Dla nas dostarczanie śmigłowców dla polskiego Ministerstwa Obrony Narodowej decyduje o przyszłości zakładu – podkreśla Krzysztof Krystowski.

Przedstawiciele PZL-Świdnik podkreślają, że głównymi zaletami ich oferty jest szeroka gama nowoczesnej produkcji śmigłowców w Polsce i transfer nowych technologii, wiedzy i umiejętności.

Śmigłowiec, który oferujemy, czyli AW101 jest bardzo nowoczesną konstrukcją, a jednocześnie już sprawdzoną w boju, użytkowaną przez wiele wielkich armii świata, na czele z armią brytyjską czy włoską – zapewnia Krystowski. – To jest olbrzymia szansa dla zakładu zarówno na pozyskanie technologii, jak i na zbudowanie trwałych wieloletnich miejsc pracy, bo taki śmigłowiec będzie użytkowany przez kolejne 30–40 lat.

MON chce zakupić 16 śmigłowców: osiem maszyn dla prowadzonych przez Wojska Specjalne misji poszukiwawczo-ratowniczych w warunkach bojowych oraz osiem przeznaczonych do zwalczania okrętów podwodnych i prowadzenia misji ratowniczych na morzu.

Bardzo dokładnie przyjrzeliśmy się wymaganiom, jakie zostały sformułowane. Są niezwykle ambitne. Marynarka Wojenna zamierza pozyskać śmigłowiec, który nie tylko będzie potrafił zwalczać okręty podwodne, lecz także będzie prowadzić misje poszukiwawczo-ratownicze na morskim polu walki – mówi wiceprezes Leonardo Helicopters. – Takim śmigłowcem jest AW101, który jest w naszej ofercie. Wydaje nam się, że jakikolwiek konkurencyjny wyrób będzie miał ogromne problemy z tym, żeby prowadzić na Bałtyku tak skomplikowane i wymagające misje.

W lutym MON poinformował, że w pierwszym etapie postępowania negocjowany będzie zakup śmigłowców dla wojsk specjalnych. Negocjacje w sprawie maszyn wykorzystywanych do akcji na morzu mają być prowadzone po przedstawieniu przez oferentów harmonogramów. MON nie wyklucza, że zdecyduje się na zakup w dwóch transzach – po cztery śmigłowce. Ministerstwo poinformowało, że przesunięcie terminu nie będzie miało wpływu na termin przekazania maszyn siłom zbrojnym.

Wyniki MERIT INVEST SA za 2016 r.

Notowana na NewConnect doradczo – inwestycyjna Spółka z Radomia – MERIT INVEST SA,  przedstawiła jako jeden z pierwszych emitentów „małej giełdy” wyniki osiągnięte w 2016 roku. Przychody finansowe w roku 2016 to 426,97 tys. zł, co jest historycznym rekordem Spółki, a w odniesieniu do roku 2015 stanowi wzrost o 18500%. Zysk netto wyniósł w ubiegłym roku 303 tys. zł, co jest z kolei najlepszym wynikiem Spółki od dnia wprowadzenia jej akcji do obrotu giełdowego (22 sierpnia 2012 roku). Zarząd zapowiedział również w raporcie rocznym wprowadzenie nowej strategii rozwoju na lata 2017-2020.

Rok 2016 był okresem licznych działań zakończonych sukcesem. Przełomowym momentem było znalezienie inwestora, p. Doroty Denis – Brewczyńskiej, która jest znana min. jako założyciel firmy Bloomga SA – producenta gry przeglądarkowej Islandoom. Następnie MERIT podpisał pakiet znaczących umów doradczych, które są realizowane na rzecz technologicznej Spółki VoiceFinder S.A. z Krakowa. Warto zwrócić uwagę, że VoiceFinder SA, podobnie jak Bloomga SA zamierza w 2017 roku stać się spółką publiczną. Wreszcie działania inwestycyjne, które przyniosły najwyższy od czasów debiutu Emitenta zysk netto.

„Realizowana przez Spółkę w latach 2012-2014 strategia ze względu na załamanie gospodarcze i słabość polskiego rynku kapitałowego nie przyniosła zakładanych rezultatów. Od roku 2016 MERIT INVEST wróciła na rynek doradczy i inwestycyjny dzięki współpracy z nowym kluczowym akcjonariuszem, który zauważył potencjał naszej Spółki. Z Panią Dorotą Denis-Brewczyńską zbudowaliśmy w minionym roku bardzo solidny portfel Spółek notowanych na rynku  giełdowym. W mojej ocenie nasze aktywa inwestycyjne mają w dłuższej perspektywie duży zwyżkowy potencjał, a biorąc pod uwagę bieżące wyceny akcji z naszego portfela, to pierwszy kwartał tego roku też zapowiada się wyjątkowo dobrze. Zysk jaki udało się wypracować w 2016 roku pokryje straty z lat ubiegłych z nawiązką. Przychody finansowe MERIT INVEST to aż 426,7 tys złotych. Nigdy wcześniej nie odnotowaliśmy takich poziomów zysków na portfelu inwestycyjnym w jednym roku, a dzięki niskiej bazie możemy się poszczycić wzrostem w tym zakresie rok do roku o blisko 18500 %. Mimo strat na zbyciu udziałów w nierentownej spółce z o.o., w ramach uporządkowania aktywów, nasz wynik daje powody do zadowolenia i pozwala na planowanie dalszych zakupów inwestycyjnych. To co cieszy mnie równie mocno jak wypracowane zyski, to podwojenie wartości aktywów przedsiębiorstwa. Wracamy do gry, również w sektorze Private Equity i liczymy na debiut jednej z naszych spółek z portfela” – podsumowuje Mirosław Stępień Prezes Zarządu Spółki MERIT INVEST SA.

„Poza tym – dodaje Prezes Stępień – oceniamy coraz więcej projektów i nie są to tylko spółki już notowane, choć cenimy sobie bardzo wysoko możliwość przebierania w okazjach do zakupów akcji podmiotów notowanych. Mamy duże doświadczenie w analizie podmiotów, wiemy czego szukamy, przyjmujemy również zaproszenia do zawarcia interesujących transakcji. Nakład pracy jaki wnosimy w budowanie wartości spółki powinien być systematycznie widoczny w wynikach.”

MERIT INVEST to przede wszystkim ludzie. Kompetencje i doświadczenie zespołu dają gwarancję profesjonalnej realizacji umów doradczych dla podmiotów ubiegających się o status spółki giełdowej, czy dla podmiotów poszukujących doradcy transakcyjnego i inwestora w jednej osobie. Takie rozwiązanie powinno stać się źródłem stabilnych przychodów i otworzyć szersze możliwości na zaangażowanie kapitałowe w podmioty, które są dobrze rozpoznane we wczesnej fazie analizy.

„Mamy ogromne doświadczenie w realizacji usług doradczych dla spółek giełdowych i ubiegających się o wprowadzenie akcji do obrotu. Dowodem na skuteczność mogą być zarówno transakcje IPO, jak i fuzji  przeprowadzone z udziałem MERIT INVEST w przeszłości na ponad 50 mln zł ” stwierdza Mirosław Stępień Prezes Zarządu Spółki MERIT INVEST SA.

Działalność inwestycyjna była filarem wyników MERIT INVEST za 2016 rok.  i jak zapowiada zarząd najbliższe lata będą okresem intensyfikacji pracy w zakresie budowania wartości spółki przez zwiększanie znaczenia segmentu inwestycyjnego. W raporcie rocznym Spółka zapowiada mocny powrót do tego sektora przez wdrożenie nowej strategii na lata 2017-2020.

„Zamierzamy najmocniej rozwijać działalność inwestycyjną, która powinna być filarem naszego biznesu, zaraz po zdobywaniu kontraktów na usługi doradcze, analityczne wyceny spółek, zewnętrzne zlecenia due dilligence czy usługi doradztwa transakcyjnego. Efekty jakie widać po wynikach za rok 2016 uwypuklają nasze inwestycyjne DNA. – twierdzi Mirosław Stępień Prezes Zarządu Spółki MERIT INVEST SA.

Coraz więcej miejsc pracy i wyższe wynagrodzenia

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Zatrudnienie w przedsiębiorstwach było w lutym 2017 r. wyższe o 4,6 proc. r/r, a wynagrodzenia o 4,0 proc. – padał GUS.

W lutym 2017 r. w sektorze przedsiębiorstw pracowało o 265 tys. osób więcej niż w lutym 2016 r., a o 16,5 tys. osób więcej niż przed miesiącem. Przyczyny tak silnych pozytywnych zmian na rynku pracy tkwią z jednej strony w rosnącym popycie firm na pracę, a z drugiej – ze zmian dotyczących m.in. wprowadzenia minimalnej stawki godzinowej dla osób współpracujących z przedsiębiorstwami w oparciu o umowy cywilno-prawne. Niewykluczone, że obowiązki administracyjne związane chociażby z dokumentowaniem godzin pracy powodują, że w części przypadków opłacalne dla obu stron – przedsiębiorcy i osoby świadczącej usługi na jego rzecz – staje się zatrudnienie na umowę o pracę i rezygnacja z umów cywilno-prawnych.

Wzrost wynagrodzeń był w lutym br. nieco słabszy niż w styczniu br. Możliwe, że to efekt braku wypłat 14. pensji w części przedsiębiorstw górniczych. Jednak wzrost wynagrodzeń o 4 proc. potwierdza popyt na pracę.

Z punktu widzenia gospodarstw domowych do bardzo dobra informacja – coraz więcej bardziej stabilnych miejsc pracy i coraz wyższe wynagrodzenia. Co prawda dane dotyczące inflacji w styczniu i lutym br. wskazują, że nominalny wzrost wynagrodzeń zaczyna być „zjadany” przez wzrost cen, co osłabia pozytywne zmiany na rynku pracy.

Jednak łącznie wzrost zatrudnienia i wzrost wynagrodzeń daje silny pozytywny efekt tak dla „Kowalskich”, jak i dla polskiej gospodarki. W styczniu i lutym 2017 r. fundusz płac był łącznie o ponad 4 mld zł wyższy niż rok wcześniej. Tyle więcej miały w swojej dyspozycji gospodarstwa domowe. A to oznacza, że przynajmniej w części wykorzystały te pieniądze na konsumpcję. Zapewne wzrosły także ich oszczędności. Jedno i drugie to pozytywny sygnał dla gospodarki. A także dla budżetu państwa.

Oby pozytywny trend na rynku pracy nie przerodził się w presję płacową, bo wtedy problem będą mieli nie tylko przedsiębiorcy, ale także chociażby Rada Polityki Pieniężnej, i w efekcie my wszyscy jako konsumenci czy kredytobiorcy.

Na razie rynek pracy potwierdza, że polska gospodarka ma potencjał rozwojowy.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia 17.03.2017

W przyszłym tygodniu wracamy do śledzenia wystąpień członków Fed z przemówieniem Yellen na czele. Ostatni komunikat FOMC starał się być najbardziej gołębi, jak to tylko możliwe, więc teraz jastrzębie komentarze będą w centrum uwagi. Sprzedaż detaliczna i Inflacja z Wielkiej Brytanii będą istotne dla GBP i oceny bieżącego stanowiska BoE. Na Antypodach wydarzeniem tygodnia będzie decyzja RBNZ dotycząca stóp procentowych.

Przyszły tydzień: komentarze z Fed, CPI/sprzedaż det. z Wlk. Brytanii i Kanady, RBNZ

W kalendarzu z USA pierwsza uwaga będzie na wypowiedziach członków FOMC z uwagi na zamieszanie, jakie wywołała gołębia podwyżka stóp procentowych. W przyszłym tygodniu mamy przemówienie Yellen (czw), a spośród głosujących w tym roku także Evansa (pon), Dudleya (wt), Kashkariego (czw) i Kaplana (pt). Jakiekolwiek jastrzębie komentarze podnoszące oczekiwania na szybsze podwyżki pozostaną teraz jedyną siłą mogącą przywrócić rajd USD. Z publikacji najważniejsze będą dane o zamówieniach na dobra trwałe (pt) przed wynikami sprzedaży domów (śr, czw). Całkowite zamówienia mają podtrzymać pozytywny pęd ze stycznia, natomiast zamówienia bez środków transportu powinny odbić po płaskim wyniku miesiąc wcześniej.

Kalendarz w Eurolandzie jest dość ubogi z wyróżnieniem wstępnych szacunków PMI dla przemysłu i usług (pt). Odczyty blisko 55 podkreślą utrzymanie solidnego tempa odbicia gospodarczego i w połączeniu z jastrzębimi przebłyskami ECB nie prędko znajdą się chętni do wygaszania wzrostów EUR, o ile ryzyka polityczne nie wyjdą na powierzchnię.

W Wielkiej Brytanii CPI (wt) i sprzedaż detaliczna (czw) będą najmocniej śledzone w kalendarzu przy nasłuchiwaniu informacji dotyczących rozpoczęcia procedury Brexitu przez brytyjski rząd, choć ta druga sprawa prawdopodobnie nastąpi dopiero w kolejnym tygodniu. Sprzedaż detaliczna w grudniu wypadła słabo, więc styczeń może przynieść odbicie. Z drugiej strony konsumpcja opiera się w dużej mierze na imporcie i tani funt nie sprzyjał obniżkom. Kolejny zły odczyt postawi pod znakiem zapytania co bardziej optymistyczne prognozy PKB. CPI za luty powinien dalej być podsycany tanią walutą i silną ropą, ale inflacja bazowa pnie się powoli. GBP będzie bardziej wrażliwy na gorsze odczyty, biorąc pod uwagę ostatnie wzrosty po jastrzębich sygnałach z BoE.

W przyszłym tygodniu raporty ze Szwecji, Norwegii i Szwajcarii są drugo- i trzeciorzędne. Ropa naftowa jest teraz kluczowym czynnikiem dla NOK, podczas gdy SEK korzysta na pozytywnym sentymencie rynkowym. Z uwagi na ryzyka polityczne na horyzoncie popyt na franka powinien się utrzymać.

Z Polski otrzymamy jedynie stopę bezrobocia (czw), która w lutym powinna utrzymać się na 8,6 proc. Złoty może być pośrednim beneficjentem poprawy nastawienia względem aktywów ryzykownych i rynków wschodzących, jednak potencjał do umocnienia jest w naszej ocenie ograniczony. Przy stopie referencyjnej NBP na 1,5 proc. złotemu będzie trudno przyciągać kapitał, kiedy inne rynki wschodzące oferuje stopy 3-, 4-krotnie wyższe. EUR/PLN pozostaje w konsolacji 4,28-4,35.

Bilans handlu zagranicznego (śr) oraz protokół ze styczniowego posiedzenia BoJ (śr) to jedyne wydarzenia z Japonii, ale ich istotność dla jena jest niewielka. Widzimy ryzyko w powrocie spadków na USD/JPY pod presją słabości rentowności obligacji skarbowych USA po decyzji FOMC, choć pozytywny sentyment rynkowy może tu oddziaływać w przeciwnym kierunku (ujemna korelacja jena z rynkami akcji).

Na Antypodach głównym wydarzeniem będzie decyzja RBNZ (śr), gdzie utrzymanie stopy OCR na 1,75 proc. jest najbardziej prawdopodobnym scenariuszem powszechnie oczekiwanym przez rynek. Podobnie, jak w lutym, komunikat powinien być neutralny, a pozytywne sygnały z gospodarki krajowej będą równoważone podkreśleniem globalny ryzyk dla perspektyw. Wszystko po to, aby zniechęcić rynek do przedwczesnego wyceniania szans na podwyżkę i umacniania NZD. Ostatnim razem rynek oczekiwał optymistycznego zwrotu w komunikacie i się rozczarował. Tym razem nie będzie chciał popełnić tego samego błędu, ale to ustawia nisko poprzeczkę dla jastrzębich niespodzianek i pozytywnej reakcji NZD. Poza tym dane z handlu zagranicznego (czw) powinny wskazać na powrót nadwyżki w ramach wzorców sezonowych. Mimo to większy deficyt w styczniu brał się z przyspieszenia importu, co wskazuje na wewnętrzną siłę gospodarki. Z Australii otrzymamy minutki z ostatniego posiedzenia RBA (wt), które na ten moment wydają się już przestarzałe. Interesujące mogą być komentarze przedstawicieli banku (Ellis w poniedziałek, Debelle w środę), które odniosą się do ostatnich słabych danych z rynku pracy. Sugestie, że RBA utrzyma stabilną politykę przez dłuższy czas, mogą uderzać w AUD.

Z Kanady otrzymamy sprzedaż detaliczną (wt) i CPI (pt). Ostatnim razem w grudniu sprzedaż rozczarowała spadkiem o 0,5 proc., przerywając serię czterech miesięcy wzrostu. Dane styczniowe powinny pokazać, czy mamy do czynienia z trwalszym zwrotem, czy grudzień był jednorazowym zdarzeniem. CPI za luty może mieć większe znaczenie, gdyż kolejny silny odczyt z utrzymaniem inflacji bazowej blisko 2 proc. będzie budował presję na odejście BoC od gołębiego nastawienia i pomóc w spadkach USD/CAD, które na razie posiłkują się jedynie mniej jastrzębimi oczekiwaniami względem Fed.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

GPW przedłuża obniżkę opłat transakcyjnych dla Animatorów Rynku

  • GPW przedłuża obniżkę opłat transakcyjnych dla Animatorów Rynku kontraktów terminowych na indeks WIG20 na okres od 1 kwietnia 2017 r. do 30 września 2017 r.
  • Jednocześnie, w okresie od 1 kwietnia 2017 r. do 30 września 2017 r. obowiązywać będzie zerowa stawka opłat od transakcji zawieranych przez Animatorów Rynku na akcjach spółek niewchodzących w skład indeksu WIG20
  • Celem przedłużenia promocji jest poprawa płynności obrotu na rynku akcji małych
    i średnich spółek, kontraktów terminowych oraz wsparcie krajowej branży maklerskiej

Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie przedłuża okres niższych opłat dla Animatorów Rynku kontraktów terminowych na indeks WIG20. Dotychczasowe preferencyjne stawki, obowiązujące do 31 marca 2017 r., zostają utrzymane na okres kolejnych sześciu miesięcy tj. do 30 września 2017 r.

Obniżka opłaty dla animatorów kontraktów terminowych na indeks WIG20 (FW20) pozwala odpowiednio zmniejszyć opłaty o 27 proc. lub 41 proc. w stosunku do opłaty standardowej. Preferencyjne stawki przysługują animatorom, którzy w danym miesiącu kalendarzowym, w okresie od 1 kwietnia br. do 30 września br., wygenerują obrót:

  • w przedziale pomiędzy 15 tys. kontraktów i 35 tys. kontraktów; w takim przypadku opłata za każdy kontrakt wynosi 0,50 zł;
  • przekraczający 35 tys. kontraktów; w takim przypadku opłata za każdy kontrakt wynosi 0,40 zł.

Jednocześnie, w okresie od dnia 1 kwietnia br. do 30 września br. obowiązywać będzie zerowa stawka opłat od transakcji zawieranych przez Członków Giełdy – Animatorów Rynku dla akcji spółek niewchodzących w skład indeksu WIG20 tj. akcji małych i średnich spółek na Głównym Rynku GPW.

Celem tej promocji jest zwiększenie płynności akcji oraz wsparcie krajowej branży brokerskiej, uwzględniając fakt, że animatorzy spółek spoza indeksu WIG20 to głównie krajowe domy maklerskie.

W okresie obowiązywania niższych stawek opłat obroty na akcjach spoza indeksu WIG20 dokonane przez Animatorów Rynku wzrosły kilkukrotnie wobec okresu analogicznego – nieobjętego obniżką. Analizy przeprowadzone przez GPW wskazują jednoznacznie, że obniżenie opłat przełożyło się na znaczące zwiększenie obrotów dokonanych przez Animatorów Rynku na akcjach małych i średnich spółek, gdzie poprawa płynności stanowi istotny czynnik generujący zainteresowanie ww. akcjami wśród inwestorów. Znacząca poprawa płynności obrotu przyczyniła się do zawężenia spreadów dla akcji, dzięki czemu obniżyły się także pozacennikowe koszty zawierania transakcji.

Wychodząc naprzeciw oczekiwaniom uczestników rynku oraz mając na celu dynamiczny rozwój polskiego rynku kapitałowego, GPW przedłuża okres obowiązywania niższych opłat transakcyjnych dla Animatorów Rynku akcji oraz indeksowych kontraktów terminowych. Przedłużenie obniżki opłat wynika z przyjętej przez GPW strategii zachęcania inwestorów do aktywności w segmencie małych i średnich spółek oraz kontraktów terminowych na indeks WIG20. Mamy nadzieję, że aktywna polityka opłat GPW wobec Animatorów Rynku przełoży się na  wzrost wartości obrotów oraz lepszą płynność, z korzyścią dla wszystkich grup inwestorów. – powiedział Jacek Fotek, wiceprezes Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych.

Utrzymanie ww. stawek preferencyjnych jest jednym z elementów strategii zachęcania inwestorów do aktywności poprzez elastyczną politykę opłat dostosowaną do potrzeb różnych grup klientów GPW. Nadrzędnym celem działania warszawskiej giełdy jest dbanie o interes uczestników polskiego rynku kapitałowego.

Preferencyjne stawki opłat dla Animatorów Rynku na akcjach spoza indeksu WIG20 oraz kontraktów terminowych na indeks WIG20 będą obowiązywać w okresie od 1 kwietnia do 30 września 2017 r.

Pensja statystycznej kobiety o 40% niższa, niż mężczyzny

Międzynarodowy Dzień Kobiet za pasem, a płacowe nierówności wciąż mają się doskonale. Na każde 100 dolarów zarabianych przez statystyczną kobietę przypada globalnie aż 140 otrzymywanych przez mężczyznę. Przepaść płacowa zniknie dopiero w 2080 roku – informuje najnowszy raport firmy Accenture „Getting to Equal”. A jednak – zgodnie z ustaleniami badaczy – obecne pokolenie studentek może być pierwszym, które doświadczy równości płac. Aby tak się stało, konieczne jest promowanie wśród kobiet kompetencji cyfrowych, świadomych karier i nauk ścisłych. Potencjalny efekt? Wzrost płac kobiet o 3,9 biliona dolarów w ciągu 13 lat i zniknięcie różnic pensji do 2044.

Panie coraz odważniej robią kariery w biznesie. Przykłady zdolnych menedżerek działają na wyobraźnię i zachęcają do podnoszenia poprzeczki ambicji coraz wyżej. Jak wykazały już w ubiegłym roku badania firmy Accenture „Getting to Equal”, 56% kobiet z Pokolenia Y aspiruje do stanowisk menedżerskich. Tyle samo uważa, że mają kompetencje do bycia liderkami. Co więcej, według tegorocznej edycji badania aż 84% obecnych studentek twierdzi, że przepaść płacowa między płciami nie istnieje lub wkrótce zniknie.

W praktyce jednak globalne dysproporcje między kobietami, a mężczyznami ujawniają się najmocniej właśnie na poziomie zarobków. Płatną pracę wykonuje średnio co druga kobieta i trzech na czterech mężczyzn na świecie. Jak podaje raport Accenture, różnice zarobków wśród pracujących wynoszą średnio 40%. Jeśli uwzględni się także osoby niezatrudnione (np. gospodynie domowe, osoby bezrobotne), przepaść pod względem dochodu rośnie znacznie bardziej.

Globalnie, wśród wszystkich kobiet i mężczyzn na 100 dolarów otrzymywanych średnio przez panie przypada 258 trafiających do panów. Przy zachowaniu obecnego status quo przepaść płacowa nie zniknie do 2080 roku, a w krajach rozwijających sytuacja wyrówna się za 150 lat. Nie można oczywiście demonizować rynku pracy, ale wiele zmian zachodzi za wolno. Rosną zarobki w zawodach inżynierskich, na znaczeniu zyskują kompetencje cyfrowe i odważne decyzje zawodowe. To trendy, które w stereotypowym ujęciu mogłyby zdawać się niekorzystne dla kobiet. Tymczasem to właśnie trzy czynniki: sprawność korzystania z narzędzi cyfrowych, budowa strategii kariery oraz promocja wiedzy technicznej zadecydują o przyszłości pań. Wprowadzenie tych wszystkich działań może przynieść już do 2030 roku 3,9 biliona dolarów więcej zarobków kobiet i spadek dysproporcji płacowej między płciami na świecie o 35% – komentuje Edyta Gałaszewska-Bogusz, Dyrektor Accenture Operations w Polsce. Sama kieruje zespołem ponad 2000 wysoko wykwalifikowanych specjalistów i wspiera ambitne kobiety. W jej organizacji aż 60% ról liderskich obejmują właśnie panie.

Kompetencje cyfrowe

Obecne studentki, które będą opuszczać uczelnie w 2020 roku, traktują cyfrowe technologie jako narzędzie rozwoju. Dostęp do kursów online, budowanie sieci kontaktów przez social media, współpraca na odległość – to tylko część rozwiązań, jakie dają powszechnie dostępne zasoby. I to właśnie w biegłości korzystania z cyfrowych technologii badacze doszukują się największego potencjału zmniejszania nierówności płacowych. Według nich, dzięki rozwojowi tych kompetencji na rynek pracy może wejść aż 97 milionów kobiet.

Najnowsze technologie, jako tzw. early adopters, testuje chętnie aż 63% studentów, wśród studentek tylko 45%. Tymczasem panie nie powinny się bać korzystania z narzędzi cyfrowych. Na swoim przykładzie doświadczyłam, jak wiele daje otwartość na nowe cyfrowe kompetencje. Po skończeniu lingwistyki postanowiłam rozwijać się w kierunku międzynarodowych procesów finansowo-księgowych. Pracując w Accenture, już jako menedżerka zaczęłam także promować szeroko pojęty program automatyzacji i wykorzystania sztucznej inteligencji w mojej specjalizacji. To ważny trend, z każdym dniem zyskujący coraz bardziej na znaczeniu. Bez chęci nabywania nowej, cyfrowej wiedzy nie mogłabym się spełniać zawodowo w tym obszarze – komentuje Mira Mech, Dyrektor Operacyjna projektów F&A w Accenture Operations Polska, która zarządza międzynarodowym zespołem ponad 500 specjalistów przy projektach m.in. dla firm z listy Fortune Global Top 500.

Strategie kariery i promocja wiedzy technicznej

Same cyfrowe kompetencje jednak nie wystarczą. Kolejnym czynnikiem wymienianym przez badaczy są strategie rozwoju kariery. Dzięki podejmowaniu odpowiednich decyzji panie mogą celować w wyższe stanowiska i podejmować wybory oparte na wiedzy. Ważną rolę odgrywa także proaktywne podejście do rozwoju zawodowego, wyrażające się np. w ubieganiu się o lepsze stanowiska czy zdobywaniu nowych kompetencji. A jednak – kierunki związane z branżami gwarantującymi wyższe zarobki wybiera 40% mężczyzn i tylko 27% kobiet. Panie także rzadziej sięgają po pomoc mentorów i aspirują do pozycji liderskich – tak robi 40% pań. Badacze zwracają uwagę na fakt, że kobiety powinny częściej podejmować decyzje o pracy oparte na chłodnej kalkulacji. Na przykład, płace pań rosną wprost proporcjonalnie do rozmiaru firmy, w której pracują, a kobiety pracujące na pełen etat zarabiają średnio na godzinę o 41% więcej, niż pozostałe.

Trzecim kierunkiem zmniejszania różnic płac wskazanym przez badaczy jest promocja wiedzy technicznej i inżynierskiej. Jak podkreślają, ukończenie kierunku ścisłego zwiększa wśród kobiet szanse dobrze płatnej pracy o 19%. Wśród pań na stanowiskach kierowniczych więcej, niż co trzecia sięgała po kompetencje cyfrowe, by wspinać się po szczeblach kariery. Również co trzecia skończyła studia inżynierskie.

Panie na szybkiej ścieżce awansu

Według raportu, tylko co piąta uczestniczka badania wykorzystała w swojej karierze zawodowej wszystkie trzy wskazane ścieżki. Panie znajdujące się w tej grupie awansowały na stanowiska menedżerskie średnio po pięciu latach kariery. To osoby, które zarządzają swoją pracą w sposób świadomy, chętnie korzystają z pomocy innych i narzędzi ułatwiających awanse. Co równie ciekawe, wśród kobiet na szybkiej ścieżce kariery aż 82% jest matkami, a 4 na 5 korzysta z elastycznych godzin pracy.

To dowód na to, że kariery mogą skutecznie rozwijać także matki, a życie osobiste nie zawsze idzie na kurs kolizyjny z życiem zawodowym. Szklane sufity dla kobiet są zbudowane nie tylko z obiektywnych okoliczności, ale też naszych własnych decyzji i obaw. Jednym z ważnych wniosków badania jest teza, że jeśli wyeliminujemy przeszkody powstałe w wyniku zbyt małej pewności siebie czy podejmowania zachowawczych wyborów, będzie nam o wiele łatwiej sięgać po zawodowe szczyty. Tę walkę zawsze powinni wspierać pracodawcy, władze i uczelnie. Równość płci to kluczowy element otwartego miejsca pracy, a płace to ważny miernik tego, czy umiemy razem siebie wspierać w rozwoju – podsumowuje Edyta Gałaszewska-Bogusz.

Przygotuj się na przyszły tydzień 17.03.2017

Decyzje najważniejszych banków centralnych w sprawie stóp procentowych za nami. Wszystko zgodne z konsensusem.Rezerwa Federalna podniosła stopy, nie było zaskoczenia. Dolar amerykański stracił na wartości, tutaj też dużego zaskoczenia nie było – nieraz o tym wspominaliśmy. Nadchodzący tydzień przedstawia się tak samo ciekawie, ponieważ aż z dwóch gospodarek rozwiniętych poznamy najnowsze odczyty inflacyjne. Dowiemy się również jaki będzie koszt pieniądza w Nowej Zelandii.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii, Wielkiej Brytanii

Kalendarz Admiral Markets

Źródło: Admiral Markets

Jak widać, kalendarz jest pełny. My przyjrzymy się bliżej inflacji z Wielkiej Brytanii oraz Kanady. Poznamy również prawdopodobieństwo podwyżki lub obniżki stóp procentowych w Nowej Zelandii.

Inflacja

Tak, inflacja czai się za rogiem i nie powinno nas to dziwić z kilku powodów. Po pierwsze – efekt bazy, który przy wzroście cen surowców jest doskonale widoczny. Dla przykładu, inflacja CPI za luty w Stanach Zjednoczonych wyniosła 2,7 proc. R/R, w Polsce 2,2 proc. R/R.

Po drugie, słabszy dolar amerykański powinien przyczyniać się do wzrostu inflacji, czyli z bardzo luźnej polityki monetarnej powoli będziemy zmierzać do zacieśniania monetarnego. Spójrzmy zatem, jak w długim okresie przedstawiają się publikację inflacji podchodzącej z Wielkiej Brytanii oraz Kanady.

Inflacja CPI R/R z Kanady i Wielkiej Brytanii

Inflacja CPI R/R z Kanady i Wielkiej Brytanii

Źródło: Bloomberg

Na powyższym wykresie zobrazowano inflację CPI Wielkiej Brytanii (linia biała) oraz Kanadzie (linia zółta). Cóż, w obydwu przypadkach inflacja zaczęła odbijać. Czym wyższe będą opublikowane wartości, tym możemy spodziewać się zmiany prowadzenia polityki monetarnej.

Środa – Nowa Zelandia

W środę o godzinie 21:00 poznamy najnowszy koszt pieniądza w Nowej Zelandii. Na podstawie overnight index swap nikt nie spodziewa się jakiejkolwiek zmiany co do prowadzonej polityki monetarnej.

Prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych w Nowej Zelandii

Prawdopodobieństwo obniżki stóp procentowych w Nowej Zelandii

Źródło: Bloomberg

Inwestorzy oczekują, że stopy procentowe pozostaną bez zmian, taki stan rzeczy ma utrzymać się do końca tego roku. Prawdopodobieństwo na obniżkę stóp procentowych większe niż 50 proc. wycenione jest dopiero na luty 2018 roku. Czy do tego dojdzie? Wątpię. Pierwszym tego powodem jest odbijająca inflacja na całym świecie oraz zacieśnianie polityki monetarnej w Stanach Zjednoczonych.

Rynki do obserwacji

Ciekawym instrumentem do obserwacji może okazać się dolar australijski, a dokładniej para walutowa AUD/USD. Ruda żelaza w dalszym ciągu znajduje się w trendzie wzrostowym, co powinno przełożyć się na umocnienie dolara australijskiego.

Korelacja rudy żelaza z parą walutową AUD/USD

Przygotuj się na przyszły tydzień 17.03.2017 10

Źródło: Bloomberg

Gospodarka australijska jest w sporej mierze uzależniona od eksportu metali przemysłowych, a ruda żelaza stanowi największy odsetek całego eksportu. Wyższa cena pozytywnie przekłada się na każdy aspekt gospodarki. Właśnie z tego powodu możemy zaobserwować dalsze umacnianie się dolara australijskiego, ale przed tym musimy poczekać na przerwanie mocnego wsparcia na wykresie tygodniowym.

Wykres tygodniowy AUD/USD

Przygotuj się na przyszły tydzień 17.03.2017 11

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie tygodniowym ukształtował się silny opór w postaci strefy 0.767-0.776. Przebicie jej może okazać się nie lada wyzwaniem, ale pamiętajmy, że mamy sprzymierzeńca, którym jest ruda żelaza. Gdyby jednak po raz kolejny niedźwiedzie przyszły z kontrofensywą, to kurs pary walutowej AUD/USD może zostać zepchnięty w okolicę strefy popytu 0.715-0.727. Niemniej jednak w długim terminie bazowym scenariuszem pozostanie przerwanie strefy oporu i podążanie w okolicę poziomu 0.81.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Nadeszła era “Internetu Przemysłu”

W dyskusjach wokół wykorzystania Internetu Rzeczy w przemyśle (IIoT) większy nacisk kładzie się na czujniki i urządzenia wysyłające oraz gromadzące dane, niż na możliwości skutecznej analizy i monetyzacji informacji wytwarzanych przez maszyny. Tymczasem przedsiębiorstwa mogą zdobyć przewagę konkurencyjną na rynku, jeśli wiedzą, jak wykorzystać owoce cyfrowej transformacji przemysłu. Dane wytwarzane przez maszyny mogą pomóc w przekształceniu organizacji pracy w firmie oraz usprawnić jej procesy biznesowe, co w perspektywie czasu pozwala zapewnić przedsiębiorstwu pełną optymalizację działania.

Zmiana jest nieunikniona. Gros realizowanych dotychczas operacji, wokół których firmy skupiały swoje wysiłki, dotyczył usprawniania łańcucha dostaw, poprawy środowiska pracy poprzez wprowadzanie kolejnych strategii, czy utylizację odpadów. O ile większość tych procesów jest wyraźnie nakierowana na optymalizację kosztową, o tyle w dobie wielkich zbiorów danych (Big Data) i wiążących się z nimi korzyści, szala wysiłków powinna ulec wyraźnemu przechyleniu.

Jak podają badania IDC, dynamika rozwoju Big Data jest niemal sześciokrotnie większa niż cały rynek IT[i]. Nie mały w tym udział mają firmy z sektora produkcji, które do końca tego roku będą odpowiadały za 20 proc. wydatków na projekty związane z dużymi zbiorami danych.

– Płynąc na fali cyfrowej zmiany sektor przemysłowy wykorzystuje zaawansowane systemy i strumienie danych wspomagające działania przedsiębiorstwa. Chodzi tu o takie silosy informacyjne, jak np. systemy ERP, PLM (Product Lifecycle Management) czy rozwiązania usprawniające zarządzanie relacjami z dostawcami (SRM). Dokładając do tego tysiące arkuszy Excela wypełnione danymi z urządzeń, a także inne pliki i dane w całej firmie oraz u stron zależnych (chociażby partnerów), firmy mają do dyspozycji gigantyczne zasoby informacji. Zadaniem Internetu Przemysłu powinno być nie tylko ich gromadzenie, ale przede wszystkim zaawansowana analiza, a krańcowo: monetyzacja. Firmy, które najszybciej zrozumieją korzyści płynące z datyzacji swojego biznesu, mogą zdobyć wyraźną przewagę konkurencyjną. Już teraz mają do dyspozycji wystarczająco dużo danych, by rozpocząć ich spieniężanie – mówi Paweł Brach, wiceprezes TogetherData, pierwszego w Polsce domu badaczy danych (data science house), który pomaga firmom w monetyzacji ich cyfrowych zasobów.

Oczywiście rewolucja Przemysłu 4.0 nie byłaby możliwa bez śmiałków, którzy są ambasadorami cyfrowej zmiany i testują ten nowy grunt. To oni wprowadzają do organizacji technologie pozwalające nie tylko reagować i odpowiadać na bieżące potrzeby, lecz również umożliwiają ich antycypację. W efekcie wdrażają w swoich organizacjach Przemysłowy Internet Rzeczy (IIoT – Industrial Internet of Things), dzięki któremu poprawiają bezpieczeństwo firmy, zmniejszają jej ryzyko finansowe i ograniczają przestoje produkcyjne, skracając czas potrzebny na wprowadzanie nowych produktów na rynek. Powodzenie tych działań nie wynika jednak oczywiście z samego wdrożenia technologicznych nowinek. Kluczowy jest fakt, że wszystkie efekty takich działań mają mierzalny charakter i generują wymierną wartość biznesową.

Aby w pełni wykorzystać i monetyzować wielkie zbiory danych oraz zautomatyzować proces ich przetwarzania, firmy mogą:

  • Określić wartość biznesową konkretnych przypadków wykorzystania technologii – ustalić priorytety wydatków na innowacje.
  • Kontrolować dostęp do danych, zwłaszcza w perspektywie wchodzącego niedługo rozporządzenia dotyczącego ochrony danych osobowych (General Data Protection Rule).
  • Ustalić, które rozwiązania i procesy analizy danych oraz systemów zarządzania informacjami w firmie pomogą im najlepiej osiągać założone cele operacyjne i biznesowe, czyli zdefiniować ich kapitał tzw. hot data.
  • Zabezpieczyć wiedzę w przedsiębiorstwie dotyczącą nie tylko samej analizy danych, ale także ich wzbogacania (tzw. data enrichment), a także usprawniania procesów wewnętrznych dzięki działaniom data monetization.

Dane generowane przez inteligentne maszyny pozwolą uwolnić potencjał Industrial Internet of Things. Ich skuteczna analiza oraz monetyzacja pozwolą de facto na ewolucję tego sektora w kierunku przemysłu 4.0. Jej przejawem będzie pełna automatyzacja oraz personalizacja produkcji. Połączenie danych spływających z maszyn działających na linii produkcyjnej z ich analityczną obróbką, której dokonają data scientists (badacze danych), pozwoli na stworzenie inteligentnej fabryki (Smart Factory).

W takiej fabryce towary schodzące z taśmy produkcyjnej będą dopasowane do indywidualnych potrzeb klientów. Produkt, zanim powstanie fizycznie i trafi w ręce klienta, zostanie wytworzony w wirtualnym świecie, dzięki czemu będzie dowolnie konfigurowany względem potrzeb konkretnego użytkownika. Procesy produkcyjne zostaną w pełni zautomatyzowane, zaś ewentualne błędy i awarie np. linii produkcyjnych – diagnozowane i usuwane natychmiastowo.

Maszyny, dzięki strumieniom generowanych przez nie danych, będą zawczasu informowały swoich właścicieli o tym, w jakiej kondycji znajdują się ich podzespoły. Inteligentna fabryka nie jest bynajmniej pieśnią przyszłości. Zgodnie z raportem Global TMT Predictions, autorstwa Deloitte, w ubiegłym roku o jedną czwartą wzrosła liczba producentów oprogramowania dla firm, wykorzystującego techniki kognitywne (cognitive computing). Pozwala ono na odkodowanie i interpretację danych wysyłanych przez smart-urządzenia, które następnie, często w już zwizualizowanej formie, trafiają do firmowych silosów informacyjnych, integrując się ze zgromadzonymi wcześniej informacjami. Widać zatem, że sektor przemysłowy nie zamierza przespać cyfrowej rewolucji i doskonale wie, że musi zacząć baczniej przyglądać się danym, które wytwarzają dzisiaj inteligentne urządzenia i maszyny.

[i] „Worldwide Semiannual Big Data and Analytics Spending Guide”, IDC, 2016

Nic już nie jest po prostu gołębie albo jastrzębie

To był emocjonujący tydzień dla globalnych inwestorów z gołębią podwyżką Fed i jastrzębią pasywnością BoE. Nie brakowało też jastrzębich wzmianek z ECB. To nie był dobry tydzień dla USD, za to korzystają EUR i GBP. PLN z perspektywy tygodnia wygląda na silniejszego, ale to tylko złudzenie.

Wynik posiedzenia Banku Anglii była prawdziwą niespodzianką. Po pierwsze Kristin Fobres przedłożyła wniosek o podwyżkę stóp procentowych. Po drugie w komunikacie znalazło się stwierdzenie, że jest więcej członków MPC, zdaniem których niewiele potrzeba po stronie poprawy wskaźników aktywności i wzrostu inflacji, by rozważyć podwyżkę. To sugeruje, że gdyby niepewność o Brexit, stopy procentowe BoE mogłyby być już wyżej. Jakkolwiek nie można zabronić BoE zmiany nastawienia, moment na jastrzębi zwrot jest bardzo dziwny.

Sytuacja gospodarcza Wielkiej Brytanii była korzystniejsza podczas ostatniego posiedzenia w lutym, a wówczas BoE mocno podkreślał swoją neutralność i wyważone szanse na podwyżkę i obniżkę. Od tego czasu wskaźniki PMI pogorszyły się, sprzedaż detaliczna zaczęła słabnąć, a inflacja bazowa przestała przyspieszać przy braku nasilenia presji płacowej. Jednak BoE może był zaniepokojony tym, że rynek stopy procentowej zbyt mocno wycenił gołębiość banku w przyszłości i to skłoniło go do interwencji. Rentowności obligacji Wielkiej Brytanii na długim końcu w lutym wyraźnie spadły, odstając od swoich odpowiedników z USA i Europy. Sądzimy, że dane makro w Wielkiej Brytanii będą dalej rozwijać się w negatywną stronę, co ostatecznie skłoni BoE do porzucenia jastrzębiego tonu i utrzymania stóp procentowych bez zmian co najmniej do końca 2017 r. Podtrzymujemy nasze negatywne nastawienie wobec funta w średnim terminie, na razie jednak gołębi Fed i jastrzębi BoE są jasnym sygnałem dla kapitału spekulacyjnego do ucieczki z krótkich pozycji w GBP/USD.

EUR także dosięgnęły niespodzianki z banków centralnych. W czwartek wieczorem EUR/USD skoczył do 1,0770 po słowach Ewalda Nowotnego, że stopa depozytowa może zostać podniesiona przed ruchem na stopie referencyjnej. Dodał też, że model USA, gdzie najpierw zatrzymano skup aktywów zanim zaczęto podnosić stopy procentowe, może nie pasować do realiów Europy. Nie dostaliśmy żadnych dodatkowych wskazówek odnośnie terminu potencjalnych zmian w polityce, ale komentarze Nowotnego są kolejnym sygnałem z ECB w jastrzębią. Póki ryzyka polityczne nie wychodzą na powierzchnię (a po wyborach w Holandii nie widać ku temu powodów), nie prędko znajdą się chętni do wygaszania wzrostów EUR.
Podsumowując tydzień, mamy banki centralne, które podnoszą stopy procentowe, choć starają się „nie robić z tego afery”. Mamy też banki centralne, które utrzymują politykę monetarną bez zmian, choć przemycają jastrzębie wskazówki na przyszłość. Na tym tle wyróżnia się stanowisko Rady Polityki Pieniężnej, gdzie nie mamy ani podwyżek, ani przejawu chęci do wykonania takowych. Stąd złoty nie znajdzie dodatkowych czynników do umocnienia poza pozytywne wiatry ze strony globalnego wzrostu apetytu na ryzykowne aktywa w związku z osłabieniem obaw o szybsze zacieśnianie monetarne Fed. Zjazd EUR/PLN z 4,35 od początku tego tygodnia traktujemy tylko jako usuniecie z wyceny wstępnych obaw o decyzję Fed, a nie jako przejaw silniejszego optymizmu względem złotego. Poza tym pozycja polskiej walut pozostaje bez większych zmian od ponad miesiąca. Przy stopie referencyjnej NBP na 1,5 proc. złotemu będzie trudno przyciągać kapitał, kiedy inne rynki wschodzące oferuje stopy 3-, 4-krotnie wyższe. Podtrzymujemy nasze pesymistyczne nastawienie do złotego w średnim terminie.

W piątkowym kalendarzu mamy dane z przemysłu i handlu z Polski oraz produkcję przemysłową i indeks nastrojów konsumentów z USA. W pierwszym przypadku efekty kalendarzowe mogą zaważyć na dynamice produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, ale naszym zdaniem dobra pogoda w lutym mogła sprzyjać wyższej produkcji i konsumpcji. W USA dla produkcji przemysłowej (prog. 0,2 proc.) zagrożeniem jest ciepła pogoda w lutym, która mogła obniżyć wytwarzanie w sektorze użyteczności publicznej.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Rekordowa pasażerka na gapę wyjeździła 58 tys. zł kary

Osoby wsiadające do autobusu lub tramwaju bez biletu zadają sobie pytanie „uda się, czy nie uda?”. Wśród nich są jednorazowi gapowicze, którzy np. zapomnieli o ważności biletu, ale i tacy, którzy jeżdżą na „gapę” z premedytacją. Niemal 35 tysięcy gapowiczów wpisanych do rejestru dłużników BIG InfoMonitor z długiem przekraczającym 27 mln zł dowodzi, że nie każdemu się udaje. Rekordzistka za karne opłaty mogłaby już sobie kupić niezły samochód.

Tylko w komunikacji miejskiej w stolicy w ubiegłym roku padł rekord przejazdów pasażerskich, było ich ponad 1,1 mld – wynika z danych warszawskiego ZTM. Mimo większej liczby przejazdów, liczba osób, którym wystawiono kary za brak ważnego biletu zmniejszyła się. Opłatę karną otrzymało 128 tys. osób o jedną czwartą mniej niż rok wcześniej. Jak podają statystyki stołecznego ZTM za 2015 r. wydane kary zapłaciło wówczas 52 proc. gapowiczów.

Nie tylko w warszawskiej komunikacji jest lepiej. Poprawę sytuacji obserwujemy również w rejestrze dłużników BIG InfoMonitor, gdzie liczba gapowiczów w ciągu roku obniżyła się z 38,3 tys. do 34,7 tys. osób. Osoby te mają obecnie wpisanych 43,3 tys. informacji o niezapłaconych karach, średnio na jedną osobę przypada, więc 1,25 wpisu. Wśród wpisanych do BIG – 1 391 – to mieszkańcy Warszawy, których zaległości z powodu kar za jazdę bez ważnego biletu przekroczyły 0,74 mln zł. Długi gapowiczów z całej Polski warte są w BIG InfoMonitor 27,2 mln zł, średnio na jednego przypada 783 zł.

Podwójna kara za brak biletu

Co może być powodem tych spadków? Z pewnością fakt, że oszczędzanie na biletach się nie opłaca, co podkreślają eksperci z BIG InfoMonitor. – Firmy zarządzające komunikacją miejską i międzymiastową regularnie korzystają ze wsparcia miękkiej windykacji, czyli możliwości wpisania osoby, która nie zapłaciła w terminie mandatu za jazdę na gapę do rejestru dłużników BIG. Co wiąże się z tym, że za taką spontaniczną podróż poniesiemy podwójną karę – zaznacza Mariusz Hildebrand, wiceprezes BIG InfoMonitor.

Raz, że zapłacimy dużo więcej, a dwa, że za zwłokę w spłacie możemy zostać wpisani do bazy, która uniemożliwi nam np. wzięcie kredytu czy podpisanie umowy na telefon czy internet – dodaje Mariusz Hildebrand. Do rejestru dłużników można już być wpisanym przy opóźnieniu przekraczającym 60 dni, na kwotę na co najmniej 200 zł. W wielu miastach kara za brak biletu przewyższa tę wartość. Dla przykładu w transporcie miejskim w stolicy „opłata dodatkowa”, jak nazywana jest tego typu kara, wynosi 38-krotność ceny normalnego biletu przesiadkowego, czyli 266 zł. W Krakowie jest to 240 zł, podobnie w Częstochowie, gdzie stanowi 80-krotność ceny biletu jednorazowego miejskiego normalnego. W Kolejach Śląskich opłata dodatkowa wynosi 190 zł, a w PKP InterCity – 650 zł, czyli równowartość 50-krotności najtańszego biletu.

Na Mazowszu i Wielkopolsce najwięcej podróżujących na gapę

Jak wynika z bazy BIG InfoMonitor najwięcej nieuczciwych pasażerów zamieszkuje Mazowsze, co wiąże się z najwyższą wartością łącznych długów z tego tytułu w tym regionie (ponad 4 mln zł). Tuż za Mazowszem znajdują się województwa: wielkopolskie, śląskie i pomorskie. Pomorze choć na 4. miejscu jeśli chodzi o liczbę dłużników, plasuje się na drugim pod względem kwoty zadłużenia. Największy średni dług przypada województwom: kujawsko-pomorskiemu i zachodniopomorskiemu.

obraz1

W średnim wieku bez biletu

Pokusa jazdy na gapę nie jest bynajmniej domeną osób młodych. Na 34 738 osób, jedna trzecia to pasażerowie którzy ukończyli 35 lat. Gapowicze między 35 a 44 rokiem życia stanowią najliczniejszą grupę dłużników uwzględniając poszczególne grupy wiekowe. Co charakterystyczne zdecydowanie przeważają też mężczyźni. Czterech na pięciu gapowiczów to właśnie panowie.

obraz2

Kobiety też jeżdżą na gapę

Pierwsze miejsce w niemal 35 tys. gronie dłużników-gapowiczów przypada jednak kobiecie. Najwyższa zaległość odnotowana w rejestrze dłużników BIG InfoMonitor za jazdę bez biletu należy do mieszkanki województwa pomorskiego. Jej dług z tytułu nieopłaconej kary przekroczył już 58 tys. zł. Mogłaby za to już kupić niezły samochód, od Opla, przez Suzuki, Citroena po Mazdę. A także, jeśli korzysta z komunikacji miejskiej, pełnopłatny bilet miesięczny (107 zł) w Gdańsku na ponad 542 miesiące, czyli ponad 45 lat. Wśród tych rekordzistów tylko 3 ma czyste sumienie i nie ma innych nieuregulowanych płatności. Pozostali są wpisani do BIG InfoMonitor również z innych powodów, np. nie płacą za czynsz czy telefon.obraz3

Na liście prezentującej rekordzistę-gapowicza z każdego województwa znalazły się trzy kobiety, wszystkie pochodzą z Polski Północnej i mają najwyższe długi z tytułu kar za jazdę bez biletu wśród wojewódzkich rekordzistów. Za rekordzistką z Trójmiasta, na drugim miejscu uplasowała się mieszkanka kujawsko-pomorskiego, z blisko 24 tys. zł zaległości, a na trzecim miejscu gapowiczka z woj. zachodniopomorskiego z kwotą bliską 22 tys. zł.

Miliardowe inwestycje handlu w reklamę w 2016 roku

Sektor handel przeznaczył na promocje w 2016 r. ponad jedną czwartą więcej niż w 2015 r. Inwestycje przekroczyły 1 mld zł. Najwięcej – 737,6 mln zł – wydali reklamodawcy z kategorii super- i hipermarkety. Niekwestionowanym liderem w branży jest Lidl, który tylko w 2016 r. przeznaczył na reklamę prawie 164,4 mln zł, ponad dwa razy więcej niż drugi w zestawieniu Media Expert i o ponad 100 mln zł więcej niż jego największy konkurent – właściciel sieci Biedronka – wynika z analizy domu mediowego Codemedia. Ponad dwukrotny wzrost wydatków zanotował Rossmann.

Kategorie

W 2016 r. najwięcej na promocję przeznaczyli reklamodawcy z kategorii super- i hipermarkety. Ich udział wyniósł 71%. W porównaniu do 2015 r. jest to wzrost tylko o dwa punkty procentowe, ale wartościowo wydatki tej kategorii zwiększyły się aż o jedną trzecią. Na drugim miejscu uplasowały się sklepy i hurtownie – 24%. Pozostałe kategorie stanowiły jedynie 5%.Codemedia_wydatki_reklamowe_handel_2016_podział_na_kategorie

Zgodnie z naszymi przewidywaniami 2016 r. okazał się rekordowym pod względem wydatków handlu na reklamę. W ciągu całego roku reklamodawcy inwestowali w promocję więcej niż w poprzednim roku. Znaczny wzrost wydatków tradycyjnie odnotowany został w ostatnim kwartale, na który przypadło 32% inwestycji. W 2016 i 2015 r. najmniej budżetów lokowanych było w pierwszych dwóch miesiącach roku, w marcu i kwietniu wydatki rosły. W tym roku możemy spodziewać się podobnej sytuacji – mówi Anna Lipińska, Group Account Director, Codemedia.

Reklamodawcy

Największym reklamodawcą sektora handel w 2016 r. był podobnie jak w 2015 r. Lidl. Za nim uplasowało się Metro Group (właściciel m.in: Media Markt, Saturna i Makro), które zainwestowało w reklamę 85,9 mln zł oraz Terg (właściciel marki Media Expert) z wydatkami na poziomie 71,8 mln zł. W zestawieniu TOP 10 znalazły się również Euro-Net Warszawa (właściciel Euro RTV AGD), Jeronimo Martins – właściciel sieci Biedronka, Tesco, Carrefour, Kaufland, IKEA i Rossmann. Ich wydatki stanowiły prawie 60% inwestycji sektora w promocję.

W 2016 r. budżet Lidla – wiodącego prym w kategorii super- i hipermarkety – na reklamę był większy od połączonych wydatków Biedronki, Tesco i Carrefoura czyli jego głównych konkurentów na rynku. Reklamodawcy koncentrowali się głównie na informowaniu o aktualnych i zbliżających się promocjach. Jak wynika z „Monitora promocji 2014” przygotowanego przez ARC Rynek i Opinia 58% polskich konsumentów poszukuje okazji cenowych. Najczęściej czerpie o nich wiedzę z gazetek promocyjnych, ale reklamy w mediach też stanowią ważną cześć działań, które mają przyciągać do odwiedzenia sklepu i skorzystania z oferty – mówi Anna Lipińska, Group Account Director, Codemedia.

W kategorii sklepy i hurtownie największym reklamodawcą był Rossamann, który wydał  w 2016 r. 29,2 mln zł na promocję, o ponad 15 mln zł więcej w porównaniu roku do roku. Za nim uplasowała się Żabka i Agata (salony meblowe).

Media

Codemedia_wydatki_reklamowe_handel_2016_podział_na_media

W media miksie wydatków sektora handel na reklamę w 2016 największy udział ma telewizja – 37%, w której ulokowano 385 mln zł. Na drugim miejscu uplasowało się radio z 28% udziału (inwestycje na poziomie 295,9 mln zł). W dalszej kolejności reklamodawcy wybierali: internet (13%), outdoor (9%), magazyny (7%), gazety (5%) i kina (1%).

Lidl, czołowy reklamodawca z sektora handel, największą część budżetu reklamowego przeznaczył na promocję w telewizji – aż 45%.Na dwóch kolejnych miejscach w media miksie jego wydatków na reklamę znalazły się radio (25%) i internet (24%). Metro Group i Terg skoncentrowali się na promocji w radiu – odpowiednio udział 46% i 67%.

Sytuacja złotego końcem tygodnia

USDPLN

Dolar po wybiciu się dołem z konsolidacji w czwartek próbował sforsować poziom 4 zł. Jest to jednak silne wsparcie, które zostało naruszone, jednak nietrwale pokonane. Na bazie osłabienia dolara na wszystkich rynkach oraz dobrych danych z polskiej gospodarki wczoraj złotówka się umocniła i może to być dobry moment do zakupu dolara. Wsparciem pozostaje poziom 88,6% Fibo na poziomie 3,99, a następnie dwukrotnie broniony dołek z początku lutego na poziomie 3,9750. Oporem pozostaje poziom 61,8% Fibo, gdzie mamy do czynienia z ZZB (zasada zmiany biegunów), a cena już kilkukrotnie reagowała.ergokantor-pl_usdpln_17-03

EURPLN

Złoty umocnił się także w stosunku do EUR. Ruch w dół o 3,5 gr to jak na tę parę silny ruch. Cena zatrzymała się na poziomie równości korekt przy 4,2940, gdzie wypada także głębokie mierzenie Fibo ostatniego impulsu wzrostowego. Reakcja była dość silna i złoty oddał prawie 1,5 gr. W najbliższym czasie nie można wykluczyć ponownego testu dolnej podstawy formacji 1 do 1, a po jej ewentualnym pokonaniu droga do długoterminowej linii trendowej przy 4,28 będzie stała otworem. W przypadku wzrostów silnym oporem będzie poziom 4,3160.ergokantor-pl_eurpln_17-03

GBPPLN

W czwartek sytuacja na parach z funtem była dynamiczna. Dane makro doprowadziły do dużej zmienności, jednak w stosunku do złotówki funt był w miarę stabilny. Patrząc w dłuższej perspektywie, GBPPLN, po dłuższej konsolidacji między 4,95 a 5,15, wybił się dołem, jednak to wybicie nie jest znaczące. Cena zareagowała na dolne ograniczenie formacji 1 do 1 przy 4,9220, gdzie pojawił się pierwszy niewielki popyt. W przypadku  dalszych spadków wsparciem najpierw będą dołki z połowy sierpnia przy 4,90 a w dalszej kolejności cena może przetestować poziom 4,84-4,85, gdzie wypada klaster Fibo. W przypadku wzrostów cena powróci do konsolidacji z szansą na ponowny test 5,15. Ten scenariusz musiałby być poparty jednak mocnymi danymi makro i impulsu w sprawie negocjacji Brexitu.ergokantor-pl_gbppln_17-03

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

Warszawa z 24 tysiącami sprzedanych mieszkań

Tak udanego roku, jak 2016 na rynku nowych mieszkań jeszcze nigdy nie było. Tylko w samej Warszawie w ubiegłym roku sprzedało się aż 24 tys. mieszkań. Do nabywców trafiło o jedną czwartą więcej lokali deweloperskich niż rok wcześniej. Warszawa rozbudowuje się w tempie dotąd niespotykanym. To ewenement także na skalę europejską. Piąta część mieszkań w aglomeracji powstała w ciągu ostatnich dziesięciu lat.

Należy zaznaczyć, że miniony rok był niezwykle udany na wszystkich największych rynkach mieszkaniowych w kraju. W sześciu głównych miastach w Polsce deweloperzy sprzedali o 20 proc. mieszkań więcej niż w 2015 roku, który także był rekordowy pod względem liczby zawartych transakcji.

Rośnie popyt ze strony inwestorów

Tak duże zapotrzebowanie na mieszkania dopinguje deweloperów do realizacji kolejnych projektów. Najwięcej inwestycji powstaje w Warszawie. – Ogromny popyt na mieszkania w znacznym stopniu spowodowany jest falą zakupów przez osoby, które wcześniej lokowały środki w inne walory inwestycyjne. Ponieważ jednak zwrot z najmu okazał się bardziej atrakcyjny niż lokaty, czy obligacje, a inwestowanie w nieruchomości obarczone mniejszym ryzykiem niż gra giełdowa, w mniej pewnych czasach przenoszą kapitał na rynek nieruchomości – uważa Tomasz Sadłocha, członek zarządu Ochnik Development.

– Przede wszystkim z myślą o inwestorach jesienią ubiegłego roku wprowadziliśmy do sprzedaży dwie inwestycje usytuowane na warszawskim Muranowie. W projekcie Dzielna 64 zlokalizowanym 500 metrów od alei Jana Pawła II zaprojektowane zostały 152 apartamenty i 11 lokali usługowych. W budynku znajdzie się reprezentacyjny hol recepcyjny z lobby i wyjściem na zielony dziedziniec. W inwestycji Studio Centrum przy ulicy Pawiej zaoferowaliśmy z kolei 85 mikro-apartametów o powierzchni od 14 do 41 mkw., które ze względu na możliwość rozliczenia VAT i kosztów wykończenia mieszkania chętnie kupowane są na firmy. Oba projekty zostaną wykończone wysokiej klasy materiałami i wyposażone w funkcjonalne rozwiązania, jak miejsca postojowe dla rowerów, gniazda do ładowania pojazdów elektrycznych, czy pralnia. W obrębie inwestycji powstanie też pasaż handlowy – wylicza Tomasz Sadłocha.

W mieszkaniach można wybierać

Osoby poszukujące mieszkań na rynku pierwotnym mają w czym wybierać. Na przełomie roku w największych miastach w Polsce oferta była tylko nieznacznie mniejsza niż w rekordowym podażowo 2012 roku. Ale wtedy popyt na mieszkania był nieporównywalnie mniejszy. Dziś deweloperom budującym w Warszawie potrzeba byłoby zaledwie około 9 miesięcy, żeby wyprzedać całą ofertę.

Od ponad dwóch lat wielkość oferty mieszkaniowej na rynku pierwotnym prawie się nie zmienia. Mieszkania, które trafiają do sprzedaży od razu znajdują odbiorców. Gotowych niesprzedanych lokali deweloperzy mieli pod koniec minionego roku w całej ofercie tylko ok. 13 proc. O kilka procent mniej niż w 2015 roku. W Warszawie liczba oferowanych, ukończonych mieszkań w ostatnim czasie także się zmniejszyła.

Ceny stabilne

Od czterech lat ceny transakcyjne nowych mieszkań, według danych Amron, notują lekki wzrost. W Warszawie w ciągu 2016 roku przeciętne stawki poszły w górę o ponad 2 proc., wynika z raportu tego centrum. Niekoniecznie jest to jednak efekt podwyżki cen. Może to oznaczać, że nabywane były częściej nieco lepsze, a tym samym droższe mieszkania. Analitycy rynku wskazują bowiem, że od początku 2016 roku średnia cena warszawskich mieszkań nawet nieznacznie zmalała. Stawka za metr wynosi obecnie 7,9 tys. zł.

2016 okazał się kolejnym, słabym rokiem na rynku kredytów hipotecznych, pomimo historycznie niskich stóp procentowych. W całym kraju w zeszłym roku udzielonych zostało jeszcze mniej kredytów niż rok wcześniej. Ale nie w Warszawie. W stolicy odnotowana została wyższa sprzedaż hipotek niż w roku poprzednim. Zaciągnięte w 2016 roku zobowiązania na warszawskie mieszkania stanowiły ponad 41 proc. ogólnej wartości nowych kredytów udzielonych w Polsce.

Co dziesiąte mieszkanie w MdM

W ograniczonym stopniu sprzedaż mieszkań wspierał również program Mieszkanie dla młodych, w ramach którego przyznawane były kredyty z dopłatą państwa. Dane BGK wskazują, że w MdM kupione zostało jedynie 10 proc. mieszkań sprzedanych w Warszawie.

Tak rewelacyjne wyniki sprzedaży na rynku nowych mieszkań nie byłyby możliwe bez inwestorów indywidualnych, którzy przeznaczali zaoszczędzone środki na zakup lokali na wynajem. Szacunkowe dane mówią, że odpowiadają oni za około 30 proc. zawartych transakcji. Motywacją dla osób inwestujących w mieszkania jest wysoka rentowność z najmu, która w Warszawie sięga 6 proc.

Autor: Ochnik Development

Firmy nie są gotowe na zmianę prawa w zakresie ochrony danych osobowych. Mają na to nieco ponad rok

Firmy nie są gotowe na zmianę prawa w zakresie ochrony danych osobowych. Mają na to nieco ponad rok 12

Regulacja unijna o ochronie danych osobowych GDPR wejdzie w życie już za 14 miesięcy. Wiele polskich firm wciąż nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, jakie niesie ona konsekwencje dla zarządzania danymi ich klientów czy skali potencjalnych kar za niedostosowanie się do warunków rozporządzenia. Nie mówiąc już o niezbędnych inwestycjach w tym zakresie.

– W kwietniu 2016 roku ogłoszono na forum Unii Europejskiej wprowadzenie nowej regulacji związanej z ochroną danych osobowych. Ta regulacja będzie obowiązywać od maja 2018 roku i wprowadza bardzo poważne zmiany w dostępie do danych osobowych i ich przetwarzaniu. Wprowadza też wiele technologicznych implikacji z tym związanych – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Mazurkiewicz, szef presales firmy Commvault na obszar Europy Wschodniej.

Ogólne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, czyli GDPR (General Data Protection Regulation), wejdzie w życie 25 maja 2018 r. Eksperci przestrzegają, że do tego czasu firmy muszą przejść przez żmudny proces weryfikacji wewnętrznych procedur cyberbezpieczeństwa.

 Wydaje się, że polskie firmy nie są jeszcze dobrze przygotowane do wprowadzenia tej regulacji. Wynika to również z tego, że nie do końca wiadomo, jak będą wyglądać akty wykonawcze czy pojawi się ustawa z tym związana – ocenia Mazurkiewicz. – Jest takie oczekiwanie i prawdopodobnie to wszystko będzie miało miejsce wiosną tego roku tak, żeby firmy miały jakiekolwiek szanse z punktu widzenia technologicznego na przygotowanie się do obligatoryjnego wypełnienia postanowień regulacji w maju 2018 roku.

Według badania ARC Rynek i Opinia dla Trend Micro i VMware z końca ubiegłego roku ponad połowa polskich firm nigdy nie słyszała o GDPR, natomiast dwie trzecie nie zdaje sobie sprawy z tego, ile czasu pozostało na wdrożenie rozporządzenia.

– Należy pomyśleć o inwestycjach w rozwiązania, które pozwolą określić, gdzie dane osobowe się znajdują, w jaki sposób są chronione czy zapewniona jest ich prywatność i ich wysoka dostępność. Regulacja wprowadza wiele nowych praw, np. prawo do zapomnienia – zaznacza ekspert Commvault.

Rozporządzenie GDPR przyznaje osobom fizycznym prawo do bycia zapomnianym, czyli zażądania niezwłocznego usunięcia danych osobowych. W efekcie organizacje będą musiały na życzenie usunąć wszystkie dane osobowe i związane z nimi odnośniki.

Bez odpowiednich rozwiązań firmie będzie naprawdę trudno takie dane odnaleźć i usunąć zarówno z kopii produkcyjnych, jak i z kopii backupowych czy z archiwów. Będzie to długotrwały proces. Myślę, że należy zacząć od dokładnej analizy danych i określenia, w jakich obszarach brakuje nam rozwiązań informatycznych, żeby zapewnić bezpieczeństwo, ochronę danych i wyszukiwanie takich danych. Trzeba się też przygotować do procesu udostępniania danych na żądanie użytkowników końcowych – wymienia Mazurkiewicz.

Badanie dla Trend Micro i VMware wskazuje, że połowa ankietowanych firm nie dysponuje procedurami i technologiami zapewniającymi konsumentowi prawo do bycia zapomnianym. Z kolei 42 proc. organizacji nie ma wdrożonych żadnych procedur informowania organu ochrony danych o zaistniałych naruszeniach. A takie są niezbędne do tego, aby realizować założenia nowego prawa. Obliguje ono firmy do zgłoszenia incydentu w ciągu maksymalnie 72 godzin od jego wystąpienia. W razie zaniechania takiego działania przedsiębiorstwa mogą być ukarane grzywną w wysokości nawet 4 proc. rocznych obrotów.

– Inteligentne zarządzanie danymi w tym momencie nie jest luksusem, jest obowiązkiem. Proszę pamiętać o tym, że będą bardzo wysokie kary za niewypełnienie postanowień GDPR. Będą one wynosić max. 4 proc. globalnego obrotu firmy lub 20 mln euro. Więc żeby tego uniknąć, powinniśmy pomyśleć o procesach i odpowiednich narzędziach, które pozwolą nam wypełnić to, co wprowadza GDPR – podkreśla Mazurkiewicz.

Eksperci wskazują ponadto, że GDPR skupia się na „problemie jawności bezpieczeństwa zbioru danych”. W efekcie każdy przypadek naruszenia bezpieczeństwa, wyciek lub modyfikacja będzie musiał być ujawniany klientom firmy, a odpowiednie organa powiadamiane o fakcie włamania. Ma to na celu skończenie z dotychczasową praktyką ukrywania faktów naruszeń bezpieczeństwa przed opinią publiczną.

Kolejną nowością wprowadzaną przez GDPR jest konieczność zastosowania adekwatnych zabezpieczeń technologicznych z wymogiem ich odpowiedniej jakości.

– Myślę, że branża telekomunikacyjna, bankowa oraz instytucje publiczne, które również przetwarzają dane osobowe użytkowników, powinny najbardziej skupić się na wprowadzeniu postanowień GDPR. W większych firmach prawdopodobnie działy bezpieczeństwa i ochrony mają już pewne procesy, które są zbliżone do tego, co postuluje GDPR, więc dostosowanie do nowego prawa będzie łatwiejsze – ocenia ekspert. – Natomiast firmy produkcyjne, czy takie, które przyjmują informacje od użytkowników końcowych, będą miały z tym spory problem.

Rośnie rynek call center. Część firm outsourcingowych zakłada w tym roku 20-procentowe wzrosty

Rośnie rynek call center. Część firm outsourcingowych zakłada w tym roku 20-procentowe wzrosty 13

Dostępność pracowników, powszechna znajomość języków obcych i relatywnie niskie koszty pracy powodują, że Polska jest atrakcyjna dla branży outsourcingu. Według prognoz w przyszłym roku ma ona urosnąć o 6–7 proc., ale część firm outsourcingowych zajmujących się zewnętrzną obsługą klientów zakłada dużo większe wzrosty i planuje zwiększać zatrudnienie. Branża call center zaczyna też odchodzić od telefonów na rzecz mediów społecznościowych i internetowych kanałów kontaktu.

– W branży call center tradycyjnie podstawowym kanałem kontaktu był telefon. To się jednak przesuwa w kierunku kanałów cyfrowych. Coraz większą rolę odgrywa czat, ponieważ młode osoby są przyzwyczajone do korzystania z czatu Facebooka, WhatsAppa czy innych podobnych aplikacji. Cały kontakt z centrum obsługi klienta przenosi się powoli do kanałów internetowych i interaktywnych, innych niż telefon – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Marcin Łukasik, dyrektor sprzedaży w UniCall Communication Group Poland.

Z prognoz Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego wynika, że w najbliższych latach rynek call i contact center będzie rósł w tempie ok. 6–7 proc. rocznie, przy czym największe firmy planują wzrost sięgający nawet 20 proc. Ponad dwie trzecie (60–70 proc.) firm outsourcingowych z branży call contact center deklaruje, że w przyszłym roku zwiększy zatrudnienie.

– Do wzrostu rynku przyczynią się nowe branże i firmy, które do tej pory nie korzystały z outsourcingu. Jest to m.in. branża produkcyjna, IT, start-upy, branże innowacyjne i nowe firmy, które kwitną na polskim rynku. Chcą się skupić na własnej działalności i outsourcować inne zadania, takie jak obsługa klienta – mówi Marcin Łukasik.

Polski rynek usług outsourcingowych dynamicznie rośnie i skutecznie konkuruje o inwestorów z innymi państwami regionu, takimi jak Węgry, Czechy, Słowacja czy Litwa. Wpływają na to trzy kluczowe czynniki, z których pierwszym jest dostępność wykwalifikowanych pracowników. Drugi czynnik to coraz powszechniejsza znajomość języków obcych wymaganych w call center i obsłudze klienta.

– Języki angielski, niemiecki i francuski są bardzo popularne. Mamy w Warszawie ekspertów, którzy nie mówią na poziomie lektoratu, ale native speakera. Mniejsza jest za to dostępność języków skandynawskich. Trzecim czynnikiem, który czyni polski rynek atrakcyjny, są koszty. Przykładowo, porównując stawki na Litwie lub w Czechach, okazuje się, że Polska jest około 15 proc. tańsza dla outsourcera – mówi Marcin Łukasik.

Dyrektor UniCall prognozuje, że na rynku pojawią się nowe rozwiązania, a głównym trendem w branży w nadchodzącym czasie będzie integracja różnych kanałów kontaktu. Obsługa grupy docelowej, którą są millenialsi, przeniesie się z kolei do mediów społecznościowych.

Pewnym zagrożeniem dla rynku może być jednak nowe prawo o ochronie danych osobowych, które wejdzie w życie w maju 2018 roku. Dyrektywa Komisji Europejskiej, która ma ujednolicić przepisy o ochronie danych we wszystkich państwach wspólnotowych, nakłada szereg obostrzeń na firmy i podmioty, które gromadzą oraz przetwarzają dane osobowe.

Nowe regulacje, które wejdą w życie w przyszłym roku, nakazują, aby firmy outsourcingowe call contact center używały specjalnego prefiksu do prezentacji swojego numeru. To czynnik ryzyka, na przykład dla banków, które będą chciały telefonicznie windykować klientów za pośrednictwem firmy zewnętrznej.

– Regulacje powinny iść w kierunku większej świadomości i tworzenia takich wykazów, jak Lista Robinsonów, w których można zastrzec swoje dane kontaktowe przed komunikatami marketingowymi. Firmy, które wykonują telefony marketingowe takie jak call center, banki czy inne instytucje, które mają własne działy obsługi klienta, będą musiały za każdym razem sprawdzać i aktualizować z taką listą swoją bazę telefonów – uważa Marcin Łukasik.

Polska wśród najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla portugalskich inwestycji. Największymi inwestorami właściciel sieci Biedronka i Bank Millennium

Polska wśród najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla portugalskich inwestycji. Największymi inwestorami właściciel sieci Biedronka i Bank Millennium 14

Wartość portugalskich inwestycji w Polsce przekroczyła w ubiegłym roku 1,2 mld euro. Na polskim rynku rozwija się nie tylko Jeronimo Martins i handlowa sieć Biedronka, lecz także około 150 innych podmiotów z portugalskim kapitałem, reprezentujących różne gałęzie gospodarki. W ostatnim czasie rośnie także skala polskich inwestycji w Portugalii, choć wciąż jest niewielka. Obustronna współpraca inwestycyjna i wymiana handlowa od dwóch dekad stabilnie się rozwija.

– Współpraca polsko-portugalska w zakresie inwestycji się rozwija. W ciągu ostatnich 25 lat więcej kapitału płynęło z Portugalii do Polski. Teraz z zadowoleniem obserwujemy, że inwestycje zaczynają płynąć również w odwrotnym kierunku – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Joao Bras Jorge, przewodniczący Polsko-Portugalskiej Izby Handlowej.

Skala polskich inwestycji w Portugalii jest znacznie mniejsza. Jak podaje Bank Portugalii, na koniec 2015 roku ich wartość sięgnęła 14,58 mln euro. To plasuje Polskę w gronie dwudziestu największych inwestorów.

Z danych Banku Portugalii przytaczanych przez polskie MSZ wynika, że na koniec marca ubiegłego roku wartość portugalskich inwestycji w Polsce przekroczyła 1,28 mld euro. Oznacza to spadek o 9,7 proc. w stosunku do analogicznego okresu rok wcześniej. Mimo to Polska nadal znajduje się w pierwszej dziesiątce najbardziej atrakcyjnych lokalizacji dla portugalskich inwestycji, zajmując ósmą pozycję na liście.

– Niektóre spośród portugalskich inwestycji są bardzo znane, na przykład Bank Millennium, Biedronka, Eurocash czy Mota-Engil. Te są również najbardziej widoczne. Mamy również firmy przemysłowe, takie jak Colep czy producent szkła Grupa BA, które są rozpoznawalne na rynku oraz mniejsze firmy z obszaru handlu, na przykład Parfois. Portugalczycy są więc obecni w różnych sektorach – mówi Joao Bras Jorge.

Najbardziej rozpoznawalnym w Polsce inwestorem z portugalskim rodowodem jest Jeronimo Martins, właściciel sieci handlowej Biedronka, która dynamicznie się rozwija i tylko w tym roku planuje otworzyć setkę nowych sklepów. Łącznie na polskim rynku działa około 150 zarejestrowanych podmiotów z portugalskim kapitałem.

Przewodniczący Polsko-Portugalskiej Izby Handlowej podkreśla, że ostatnie dwie dekady upłynęły pod znakiem bardzo dobrych dwustronnych relacji oraz rosnącej wymiany inwestycyjnej i handlowej. Pojawiające się w ostatnich miesiącach informacje dotyczące Polski w międzynarodowych mediach nie zawsze mają pozytywny wydźwięk. To z kolei może być negatywnym bodźcem dla nowych inwestorów, którzy myślą o rozpoczęciu działalności na tutejszym rynku.

– Potrzebujemy nowego rodzaju inwestycji, które będą niosły ze sobą zaawansowane technologie i działania badawczo-rozwojowe. Nie chodzi tu tylko o konkretne warunki i negocjacje z polskimi instytucjami. Musimy również na nowo skoordynować nasze działania, w tym wizerunkowe. Te informacje odbijają się echem nie tylko w Polsce, ale także w Europie i na świecie – mówi Joao Bras Jorge.

Raport „Co przyniosły inwestycje zagraniczne. Wpływ na gospodarkę Polski w ostatnim ćwierćwieczu”, przygotowany przez Polityka Insight Research na zlecenie 14 międzynarodowych izb handlowych w Polsce, wskazuje, że napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich (BIZ) to jeden z najsilniejszych impulsów pobudzających wzrost gospodarczy. Wartość BIZ w Polsce to ponad 712 mld zł – w ciągu ostatnich 25 lat co roku do kraju napływało średnio 26 mld zł kapitału.

– Bezpośredni wpływ wszystkich inwestycji zagranicznych na polską gospodarkę sięga 23 proc. PKB. Trzeba jednak uwzględnić nie tylko pobudzanie wzrostu gospodarczego i konsumpcji, lecz także wpływ pośredni, taki jak wprowadzanie nowych standardów w biznesie, podnoszenie efektywności, ograniczanie bezrobocia i podwyżki płac. Warto również wziąć pod uwagę to, jak zagraniczne inwestycje wpłynęły na poziom życia społeczeństwa. Firmy z sektora handlu przyczyniły się do zwiększania efektywności dystrybucji i dostępu polskich klientów do różnego rodzaju dóbr – mówi Joao Bras Jorge.

Z raportu Polityka Insight Research wynika, że BIZ miały pozytywny skutek dla rynku pracy. Zatrudnienie wzrosło o 8,5 proc., a wynagrodzenia – o 8,9 proc. Międzynarodowe firmy w znaczącym stopniu przyczyniły się do rozwoju kompetencji kadry zarządzającej i zwykłych pracowników.

Ubezpieczyciele wprowadzają aplikacje z geolokalizacją. Wskazuje ona pomocy drogowej dokładne miejsce awarii samochodu

Ubezpieczyciele wprowadzają aplikacje z geolokalizacją. Wskazuje ona pomocy drogowej dokładne miejsce awarii samochodu 15

Z assistance samochodowego, które zapewnia pomoc w razie wypadku lub awarii auta, skorzystało w ubiegłym roku ponad 1,2 mln kierowców. Coraz większe zainteresowanie usługami pomocowymi skłania ubezpieczycieli do inwestycji w nowe rozwiązania technologiczne. Na rynku pojawiają się narzędzia, które mają usprawnić i przyspieszyć cały proces. Przykładem jest aplikacja z geolokalizacją, która wskazuje pomocy drogowej dokładne miejsce awarii, a klientowi pozwala śledzić czas, w jakim czasie pomoc się pojawi.

 W ubiegłym roku z usług assistance skorzystało blisko 3 mln Polaków, z których ponad 40 proc. miało kontakt z assistance samochodowym. Ten rodzaj serwisu jest najpopularniejszy w Polsce. Był również pierwszym produktem z tego segmentu, który wprowadzono na polski rynek na początku lat 90. i naturalnie wpisał się w krajobraz ubezpieczeń – mówi Piotr Ruszowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Mondial Assistance, w rozmowie z agencją Newseria Biznes.

Z szóstej edycji badania „Rynek usług assistance widziany oczami klientów”, które w styczniu przeprowadził Ipsos na zlecenie Mondial Assistance, wynika, że usługi pomocowe są w Polsce coraz bardziej popularne. W ubiegłym roku skorzystało z nich ponad 2,6 mln Polaków.

Najbardziej powszechne są pakiety zapewniające pomoc w razie problemów z samochodem. Prawie połowa posiadaczy assistance (1,23 mln Polaków) skorzystała w ubiegłym roku ze wsparcia specjalistów po wypadku lub awarii auta. Taka awaria przydarzyła się w 2016 roku ponad 2,2 mln osób, które miały produkty ubezpieczeniowo-finansowe. Na pomoc fachowców zdecydowało się 40 proc. z tej grupy kierowców, podczas gdy po wsparcie rodziny czy znajomych zadzwoniło 20 proc.

 Klienci najczęściej korzystają z pomocy w przypadku rozładowanego akumulatora, przebitej opony lub awarii, która nie wymaga naprawy serwisowej. Holowanie i pojazd zastępczy są najbardziej popularnymi świadczeniami wykorzystywanymi przez klientów. Przy wyborze oferty assistance muszą oni pamiętać o tym, że należy sprawdzić, jaki jest limit holowania oraz na ile dni i na jakich warunkach przysługuje pojazd zastępczy – zwraca uwagę Olena Lyevina, kierownik produktów Allianz.

Assistance samochodowy dostępny jest w większości towarzystw ubezpieczeniowych, z których każde oferuje pakiet pomocowy jako dodatek do ubezpieczenia komunikacyjnego. W ramach poszczególnych pakietów mogą być dostępne różne świadczenia. Zwykle towarzystwa ubezpieczeniowe oferują kilka różnych wersji assistance samochodowego, które klient może wybrać w zależności od potrzeb.

– W takiej ofercie może być dostępna zarówno podstawowa pomoc w przypadku awarii, rozładowanego akumulatora czy przebitej opony, jak i bardziej kompleksowe usługi pomocowe w razie wypadku. Mam tu na myśli holowanie, pojazd zastępczy bądź dodatkowe świadczenia, np. transport kierowcy i pasażerów do miejsca docelowego lub do miejsca zamieszkania – mówi Olena Lyevina.

 Z perspektywy klienta car assistance definiowane jest jako holowanie samochodu, natomiast w rzeczywistości serwis ten sprowadza się do szerszej gamy produktów. Może to być naprawa samochodu na miejscu, dostarczenie paliwa, uruchomienie samochodu w związku z zatrzaśniętymi kluczykami w środku, zorganizowanie i dostarczenie samochodu zastępczego czy nawet zapewnienie noclegu albo pomoc w kontynuacji podróży, jeśli samochód jest niesprawny – potwierdza Piotr Ruszowski.

Usługi assistance cieszą się bardzo wysokim, 95-proc. wskaźnikiem zadowolenia klientów, co jest niedoścignionym wzorcem dla innych branż. Spośród pakietów dodawanych do produktów ubezpieczeniowych i finansowych assistance samochodowe to usługa o największej wartości w ocenie klientów, niezależnie od tego, czy mieszkają oni w dużych miastach, czy w mniejszych miejscowościach poniżej 10 tys. mieszkańców. Pomoc w razie problemów z autem najbardziej cenią sobie mężczyźni (56 proc.) w wieku 30–39 lat (25 proc.), z wyższym wykształceniem, mieszkający w trzyosobowym lub większym gospodarstwie domowym.

Ze względu na dynamicznie rosnącą popularność assistance samochodowego ubezpieczyciele wprowadzają na rynek coraz więcej technologicznych nowości, które z jednej strony ułatwiają proces udzielenia pomocy, a z drugiej przekładają się na większy komfort i zadowolenie klientów.  Allianz wprowadził dla swoich klientów usługę dzięki, której mogą oni śledzić miejsce w którym znajduje się jadący do nich holownik.

 Assistance samochodowy należy do tego typu usług, w których czas oczekiwania na pomoc ma ogromne znaczenie z punktu widzenia klienta. Dlatego stworzyliśmy usługę, dzięki której tuż po wezwaniu pomocy drogowej klient otrzymuje na swojego smartfona link do mapy, pod którym może sprawdzić dokładną lokalizację jadącej do niego pomocy drogowej oraz faktyczny czas jej dojazdu. Myślę, że takie rozwiązanie niewątpliwie zmniejsza poziom stresu klienta – dodaje Olena Lyevina.

– Aplikacja wyposażona jest w geolokalizację, dzięki czemu klient jest w stanie bardzo precyzyjnie powiedzieć nam, w jakim miejscu się znajduje. To przydatne w sytuacji, gdy klient nie wie, gdzie dokładnie jest – mówi dyrektor sprzedaży i marketingu Mondial Assistance.

W 2021 roku ponad 60 proc. odpadów powinno trafiać do recyklingu. Dziś jest ich czterokrotnie mniej

W 2021 roku ponad 60 proc. odpadów powinno trafiać do recyklingu. Dziś jest ich czterokrotnie mniej 16

W Polsce odzyskujemy ok. 20–25 proc. odpadów, a cel na 2021 rok to 61 proc., czyli długa droga przed nami – mówi wiceminister rozwoju Jadwiga Emilewicz. Zbudowanie gospodarki o obiegu zamkniętym, w którym odzyskiwane są prawie wszystkie odpady, wymaga większej świadomości konsumentów i konkretnych zachęt do segregowania śmieci. W tworzenie takiej gospodarki angażują się także producenci sprzętu elektrycznego i elektronicznego. W ostatniej dekadzie zainwestowali 500 mln zł w system zbierania i przetwarzania zużytych urządzeń.

Na jednego mieszkańca naszego kraju przypada średnio 283 kg śmieci w ciągu roku. Zebrane odpady w zdecydowanej większości trafiają na wysypiska śmieci. Z danych GUS wynika, że do recyklingu trafia ok. 25 proc. z nich.

– Europa odzyskuje ok. 40 proc., a nasz cel na 2021 rok to 61 proc., zatem bardzo długa droga przed nami. Potrzebna jest zmiana nastawienia nas wszystkich, bo nie jesteśmy skłonni segregować, nie jesteśmy przyzwyczajeni, aby jednego dnia wyrzucać białe szkło, drugiego zielone, trzeciego papier, a czwartego niewielką ilość odpadów zmieszanych. Nie robimy tego mimo różnych zmian legislacyjnych. To również efekt braku wystarczającej liczby zachęt. W tym systemie zachęt muszą uczestniczyć również samorządy lokalne – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jadwiga Emilewicz, podsekretarz stanu w Ministerstwie Rozwoju.

Krajowy plan gospodarki odpadami, w którym uwzględnia się przejście na model gospodarki o obiegu zamkniętym, wskazuje, że do 2030 roku recykling odpadów komunalnych powinien wynieść 65 proc., a odpadów opakowaniowych do 75 proc. Powinna także nastąpić redukcja składowania odpadów na wysypiskach do maks. 10 proc. w 2030 roku. Jak ocenia Emilewicz, będzie to możliwe tylko przy staraniach samorządów. Powinny one stworzyć system, dzięki któremu segregacja odpadów będzie się mieszkańcom opłacać.

– W skali makro konieczne jest systemowe podejście do tzw. ekodesignu. W momencie, kiedy coś staje się odpadem, staje się jednocześnie surowcem w innej produkcji. Takiego ekodesignu w Polsce jest bardzo mało, natomiast pewne próby i podejścia już istnieją. Są obszary, w których surowce potrzebne do produkcji, wyczerpują się, dostęp do nich staje się coraz bardziej ograniczony, a ich cena rośnie. Dlatego producenci zaczynają bardzo innowacyjne poszukiwania, jak wyprodukować daną rzecz przy użyciu mniejszej ilości surowca – tłumaczy wiceminister rozwoju.

Gospodarka o obiegu zamkniętym zakłada, że większość odpadów może zostać wykorzystana do produkcji kolejnych produktów. Circle Economy szacuje, że na świecie wyrzuca się bezpowrotnie 92 proc. surowców raz wykorzystanych. Dzięki obiegowi zamkniętemu gospodarka w większym stopniu staje się samowystarczalna, zyskuje też środowisko naturalne. Komisja Europejska szacuje, że dzięki gospodarce cyrkularnej europejskie przedsiębiorstwa mogą oszczędzić 600 mld euro. Przykładem może być branża meblarska, który boryka się z coraz większym problemem dostępu do drewna i płyt wiórowych.

– Japonia, która nie ma zbyt wielu surowców naturalnych, odzyskuje niemal 90 proc. elektroniki – pierwiastek po pierwiastku niemalże z każdego telefonu komórkowego i jest w stanie to rzeczywiście ponownie wykorzystać. Znamy potęgę gospodarki japońskiej. Myślę, że to jest dobry wzór do naśladowania – mówi Jadwiga Emilewicz. – W gospodarowaniu zużytym sprzętem, jeśli nie mamy rodzimej branży, trudno taki łańcuch budować. Ale można stwarzać warunki, aby ten przemysł się u nas lokował. Jeżeli odzysk i jego monitoring będzie właściwy, jeżeli będą wprowadzone standardy odzyskiwania.

Z danych Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska wynika, że w Polsce szybko rośnie ilość zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego. Jak podkreśla Wojciech Konecki ze Związku Pracodawców AGD CECED Polska, producenci sprzętu zbierają ok. 40 proc. urządzeń, które są wprowadzane na rynek.

– Zbieramy coraz więcej, ale moglibyśmy jeszcze więcej, do czego nas mobilizuje Unia Europejska. Dziś zbieramy 40 proc. tego, co wprowadzamy na rynek, a będziemy musieli zbierać 65 proc. i poddawać recyklingowi prawie 90 proc. z tego. To będą olbrzymie wyzwania, ale wydaje mi się, że jesteśmy na dobrej drodze – zapewnia Wojciech Konecki.

W tym kontekście szczególne znaczenie ma rozwijanie systemów zbierania zużytego sprzętu. Istniejący obowiązek bezpłatnego odbierania sprzętu od mieszkańców przy dostawie nowego nie zawsze jest przestrzegany, dlatego system wymaga uszczelnienia.

 Z punktu widzenia producentów AGD recykling to olbrzymie wyzwanie. Gospodarka o obiegu zamkniętym nie jest nam obca, wydaliśmy na to ok. 500 mln zł w ciągu ostatnich 10 lat. Stworzyliśmy kilkaset punktów zbierania i finansujemy olbrzymią branżę elektrorecyklingu w Polsce – mówi Wojciech Konecki.

Eksperci dostrzegają, że bez tego można się spodziewać dalszego rozwoju szarej strefy. Nielegalny demontaż zużytego sprzętu poza zakładem przetwarzania jest już dziś poważnym problemem.

Poza tym część producentów nie odzyskuje materiałów z zużytego sprzętu, przede wszystkim ze względu na wysokie koszty.

– Producenci sprzętu łożą pewne kwoty na odzyskanie sprzętu wprowadzonego do obrotu w poprzednim roku. Ale to nie oni ponoszą ostatecznie ten ciężar, a klient. Pod tym względem na pewno mamy napięcie między interesem klienta, producenta, a tymi, którzy wprowadzają do obrotu, oraz  tymi, którzy odzyskują – ocenia Emilewicz. – Dla organów państwa to duże wyzwanie. Ten proces musi się odbywać pod nadzorem.

Nawet połowa innowacyjnych mikrofirm eksportuje swoje produkty. W ekspansji zagranicznej pomagają im duże korporacje

Nawet połowa innowacyjnych mikrofirm eksportuje swoje produkty. W ekspansji zagranicznej pomagają im duże korporacje 17

Większość mikrofirm stawia na innowacje. Co dziesiąta wytwarza nowatorskie produkty i usługi, które mogłyby z powodzeniem zawojować zagraniczne rynki. Barierą w ekspansji zagranicznej często jest nie tylko brak odpowiedniego wsparcia finansowego, lecz także słaba rozpoznawalność. W tym może pomóc współpraca z dużymi globalnymi korporacjami. Dla firm chcących rozwijać swój biznes zarówno w Polsce, jak i globalnie wsparciem może być program Think Big – podkreśla Frans-Willem de Kloet, prezes UPC Polska.

– Jako UPC wspieramy innowacyjną przedsiębiorczość na wiele sposobów. Jednym z nich jest projekt Think Big realizowany od czterech lat. W jego ramach wspieramy finalistów tego konkursu, przedsiębiorców, którzy mają najbardziej innowacyjne i twórcze pomysły – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Frans-Willem de Kloet, prezes UPC Polska.

Think Big to program wsparcia dla małych, innowacyjnych firm, które mają pomysł na swój biznes i pierwsze sukcesy. W tym roku po raz pierwszy w konkursie mogły wziąć udział firmy nie tylko z Polski, lecz także z całego regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Warunkiem było wykazanie potencjału biznesowego projektu w obszarach B2B, customer experience lub technologii marketingowych.

– Think Big może być autostradą dla firm chcących rozwijać swój biznes w Polsce, regionie czy globalnie. Wiele z nich patrzy bowiem nie tylko na nasz region, lecz także chce oferować swoje usługi na całym świecie. Każde wsparcie – albo poprzez umożliwienie im robienia interesów, albo poprzez środki finansowe lub pomoc w zaprezentowaniu się w określony sposób – to dla nich bardzo dobra szansa na wzrost i rozwój – przekonuje prezes UPC Polska.

W Polsce aktywnie działa ok. 2 mln firm. 99,8 proc. z nich to mikro-, małe i średnie przedsiębiorstwa. Ponad połowa deklaruje innowacyjną działalność, przede wszystkim na gruncie narzędzi wspierających prowadzenie biznesu. Z raportu „Gotowi na innowacje – co uwalnia potencjał małych i średnich firm w Polsce” zrealizowanego dla UPC Biznes wynika, że 13 proc. chce w przyszłości rozpocząć ekspansję na zagraniczne rynki, a najczęściej wskazywanym kierunkiem są Niemcy. Dla przedsiębiorców ważne jest wsparcie większych firm, nie tylko finansowe, lecz także promocyjne. Dlatego produkty lub usługi start-upów biorących udział w konkursie miały być przydatne dla UPC, a zwycięzca może liczyć na współpracę z organizatorem.

– Jeżeli uważamy, że dana technologia może się okazać przydatna także dla nas, to inwestujemy w firmę i pozwalamy się jej rozwijać, wykorzystując jej technologię – podkreśla Frans-Willem de Kloet.

W poprzednich edycjach pierwsze miejsca zajęły firmy IzzyBike, Luna EMG oraz Elephant. W tym roku zwycięzcą Think Big został CallPage, którego narzędzie dzięki automatyzacji może zwiększyć liczbę telefonów od klientów zainteresowanych danym produktem czy usługą, a tym samym wpływać na większą sprzedaż.

– Nasze narzędzie zmienia digital customer experience, konwertując ruch ze strony telefonów sprzedażowych od klientów. Daje to możliwość zwiększenia sprzedaży telefonicznej, bo zwiększamy liczbę telefonów ze strony internetowej. Narzędzia pozwalają skontaktować się w ciągu 28 sekund z dowolną firmą, która je zainstaluje – tłumaczy Ross Knap, założyciel CallPage, zwycięzcy tegorocznej edycji konkursu Think Big.

Narzędzie, które oferuje CallPage, jest w stanie rozpoznać, kto z odwiedzających stronę danej firmy, jest faktycznie zainteresowany produktem. Klient, który poda swój numer telefonu, w ciągu mniej niż pół minuty może liczyć na kontakt z konsultantem.

– Już teraz jesteśmy liderem w Polsce, teraz chcemy wyjść na cały świat. W ciągu dwóch lat widzimy siebie jako globalnego lidera i dostawcę usług call back automatically. Mamy obecnie 1,2 tys. klientów, wśród nich korporacje z 25 różnych krajów – wskazuje Knap.

Jak podkreśla prezes CallPage, współpraca z UPC daje jego firmie możliwość szybszego znalezienia klientów, przede wszystkim dając jej większą rozpoznawalność.

– Jeszcze raz udowodnimy, że jesteśmy w stanie współpracować z dużymi firmami, takimi jak UPC. Istotne, że możemy rozpowszechniać naszą usługę nie tylko na rynek polski, lecz także na inne rynki, na których UPC jest obecna – zapowiada Ross Knap.

Łącznie na nagrody, które mają wesprzeć ekspansję zagraniczną małych firm, przeznaczono 90 tys. zł. Zwycięzca otrzymał także zaproszenie do współpracy od UPC.

UI TFI: Amerykańsko-holenderska euforia na giełdach

  • W marcu amerykańska Rezerwa Federalna zapowiedziała, że w 2017 roku Fed planuje jeszcze tylko dwie podwyżki stóp procentowych (podczas gdy część rynku spodziewała się bardziej „jastrzębiego” komunikatu).
  • W wyborach parlamentarnych w Holandii zwyciężyła partia premiera Marka Ruttego (VVD).
  • Oba te wydarzenia wywołały euforię na światowych rynkach finansowych oraz zaostrzyły i tak już duży apetyt inwestorów na ryzyko.

Podczas marcowego posiedzenia członkowie Rezerwy Federalnej podnieśli stopy procentowe w USA o 25 punktów bazowych, do 0,75-1,00 proc. Ten ruch nie miał jednak żadnego wpływu na rynki finansowe, ponieważ inwestorzy od dawna się go spodziewali. Dużo ważniejsza okazała zapowiedź łagodnego procesu zacieśniania polityki monetarnej (podczas gdy część rynku spodziewała się bardziej „jastrzębiego” komunikatu). W 2017 roku Fed planuje jeszcze tylko dwie podwyżki stóp procentowych. To zdecydowanie dobra wiadomość.

Środowy komunikat Fed spowodował znaczne osłabienie się dolara, na co szczególnie pozytywnie zareagowały rynki wschodzące, których zachowanie jest negatywnie skorelowane z kursem amerykańskiej waluty.

Rynkom wschodzącym pomogło dodatkowo wyhamowanie spadków cen na rynku surowców. Od kilku dni ceny ropy naftowej czy metali przemysłowych rosną po wcześniejszej silnej przecenie.

Europejskie giełdy na plusie dzięki Holandii

W wyborach parlamentarnych w Holandii zwyciężyła partia premiera Marka Ruttego (VVD). Taki wynik wyborów pozwala sądzić, że ruch populistyczny w Europie nie ma jednak aż tak silnego poparcia społecznego, jakiego do niedawna obawiali się inwestorzy. Przemawia za tym bardzo silna mobilizacja Holendrów oraz to, że partia VVD zdobyła większość głosów przy bardzo wysokiej frekwencji. Jest to o tyle ważna wiadomość dla inwestorów, że wybory w Holandii stanowią preludium do zbliżających się wielkimi krokami wyborów we Francji. Oczywiście nie wiemy, która z sił politycznych zwycięży we Francji, jednak nie ulega wątpliwości, że jeden z czynników ryzyka dla europejskich rynków akcji nieco stracił na znaczeniu.

Pozytywny odbiór wyniku wyborów w Holandii przez inwestorów obrazują wzrosty na giełdach w niemal całej Europie. Na wzroście apetytu na ryzyko korzysta także GPW, a szczególnie dobrze prezentuje się indeks WIG20.

Autor: Radosław Piotrowski, zarządzający funduszami Union Investment TFI

Punkt widzenia Eksperta: Regulaminy Facebook’a pod lupą UOKiK

UOKiK wszczął postępowanie wyjaśniające, którego przedmiotem są wzorce umów i regulaminy stosowane w ramach popularnego serwisu społecznościowego facebook.com przez spółkę Facebook Ireland Ltd.

UOKiK postanowił zbadać regulaminy Facebooka m.in. w kontekście klauzul regulujących sposób wykorzystania danych osobowych użytkowników oraz procedury ich udostępniania podmiotom trzecim. Zdaniem urzędu postanowienia w tym zakresie są niejednoznaczne i niedookreślone, a to za sprawą wykorzystania np. zapisów odnoszących się do zbierania „różnych informacji na temat użytkownika”, „przez uzasadniony czas”, a które mogą podlegać przekazaniu „firmom będącym częścią Facebooka”. Jako że zapisy te mogą potencjalnie wprowadzać użytkowników w błąd, UOKiK ma przyjrzeć się stosowanym procedurom m.in. pod kątem ewentualnych naruszeń praw konsumentów.

W powyższym kontekście warto zwrócić uwagę na fakt, że komentowane regulaminy prowadzą do zawarcia przez użytkownika umowy z podmiotem zagranicznym, tj. spółką prawa irlandzkiego. O ile postępowanie wyjaśniające toczy się w sprawie, a nie przeciwko tejże spółce, to jednak może ono prowadzić do wszczęcia stosownego postępowania przeciwko samej spółce. W dotychczasowej praktyce UOKiK sprawy prowadzone przeciwko podmiotom z innych państw Unii Europejskiej zdawały się stanowić ułamek ogólnej działalności Urzędu, pomimo że został on wyposażony w stosowne narzędzia. Warto bowiem przypomnieć, że procedurę w tym zakresie wyznacza Rozporządzenie (WE) nr 2006/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 27 października 2004 r. w sprawie współpracy między organami krajowymi odpowiedzialnymi za egzekwowanie przepisów prawa w zakresie ochrony konsumentów.

Autor: Przemysław Walasek, LL.M., adwokat, partner w Kancelarii Taylor Wessing w Warszawie

Etyczne firmy zarabiają więcej

Przedsiębiorstwa potrafią włożyć wiele wysiłku w budowanie swojego wizerunku. Jeśli za deklaracjami, że firma działa etycznie, faktycznie idą działania mające na celu eliminowanie nieprawidłowości, wizerunek ten może być spójny z rzeczywistością. Gorzej, gdy dbałość o dobre wrażenie koncentruje się raczej na ukrywaniu tego, co niewygodne…

„Kadra kierownicza i przedsiębiorcy udają, że kierują się zasadami etyki, a pracownicy udają, że w to wierzą” – te przykre słowa wypowiedział podczas konferencji „Firma z duszą” prof. Bolesław Rok z Akademii Leona Koźmińskiego.

Niestety, choć wiele firm chętnie włącza się w działania, które dają okazję do wzmocnienia ich wizerunku jako przedsiębiorstw etycznych, promujących uczciwe zasady pracy oraz dobre relacje z pracownikami, nie zawsze przekłada się to na codzienną praktykę.

Procedury reagowania na zgłoszone nieprawidłowości albo w ogóle nie istnieją, albo pozostają martwe. Sami zainteresowani obawiają się, że zgłaszając np. przypadki mobbingu lub łamania prawa, ściągną na siebie dodatkowe nieprzyjemności, a może nawet stracą pracę. Czasem można mieć nawet wrażenie, że menedżerowie wolą „nie widzieć” nieprawidłowości niż eliminować je, choć właśnie to drugie mogliby przekuć w swój zawodowy sukces.

Czym jest Speak Up Line?

Na szczęście nie dotyczy to wszystkich firm i także w Polsce coraz więcej przedsiębiorstw chce wdrażać u siebie takie standardy, które pozwalają poprawić nie tylko wrażenie, ale także komunikację i kulturę organizacyjną w firmie. Trend ten przychodzi do nas z zachodu – przedsiębiorstwa takie jak PepsiCo, Nestle, Akzo, Nobel, Toyota czy BMW od lat wykazują żywe zainteresowanie, by kodeksy etyczne nie stanowiły jedynie zestawów ładnych regułek, ale by naprawdę obowiązywały.

Aby było to możliwe, przedsiębiorstwa te współpracują z partnerami, dzięki którym komunikacja pomiędzy pokrzywdzonymi lub zauważającymi nieprawidłowości pracownikami a firmą, może być skuteczniejsza. Dlaczego tak duże przedsiębiorstwa, o rozbudowanych strukturach własnych, nie walczą z problemami samodzielnie?

– Wielu pracowników nie zgłasza zdarzeń swojemu pracodawcy w obawie o konsekwencje, nawet jeśli system zapobiegania nadużyciom wydaje się bezpieczny (skrzynka na listy, anonimowy e-mail). Boją się, że ktoś ich zauważy lub wyśledzi, a oni w konsekwencji stracą pracę lub dopadnie ich ostracyzm środowiska – mówi Anna Grzywaczyk, reprezentująca Ogólnopolskie Centrum Interwencyjne (OCI).

OCI, to polski system wykorzystujący sprawdzony już na świecie mechanizm Speak Up Line, zapewniający pracownikom firmy możliwość bezpiecznego zgłoszenia (drogą telefoniczną, mailową lub internetową) wszelkich nieprawidłowości w firmie.

Dla pracownika zaletą jest fakt, że zyskuje możliwość anonimowego zgłoszenia problemów, jakich doświadcza w pracy lub nieetycznych (a czasem nawet bezprawnych) zachowań, których jest świadkiem. Następnie zgłoszenie takie jest przekazywane pracodawcy z prośbą o wszczęcie procedury wyjaśniającej.

Firma współpracująca z OCI zobowiązuje się do zareagowania na wniosek – może np. przeprowadzić postępowanie kontrolne, wprowadzić procedury naprawcze, czy nawet zwolnić osobę, która stosuje mobbing lub dopuszcza się nadużyć finansowych. OCI nie wpływa na wynik rozstrzygnięcia, pilnuje jednak, by każda zgłoszona sprawa została rzetelnie zbadana i wyjaśniona.

Etyka się opłaca

Dlaczego firmy miałyby przystępować do OCI lub podobnych systemów? Ponieważ to im dbałość o etykę i przestrzeganie ustalonych procedur najbardziej się opłaca. Żadne przedsiębiorstwo nie odniesie korzyści „chowając głowę w piasek”, a więc odcinając się od możliwych do uzyskania informacji na temat problemów, które trawią je od wewnątrz.

Takie zachowanie można by wręcz porównać do postępowania pacjenta, który unika badań, by nie podważać swojej niezachwianej wiary w doskonałą kondycję zdrowotną. Tymczasem badanie może co prawda popsuć jego dobre samopoczucie, ale zarazem umożliwi skuteczne leczenie.

Mechanizm typu Speak Up Line stanowi formę zewnętrznej, dobrowolnej kontroli, która pozwala na bieżąco monitorować problemy i reagować na nie. Co ważne, mechanizm ten jest bezpieczny tak dla pracowników, jak i dla samych przedsiębiorstw. Pracodawcy zyskują szansę, by zareagować na nieprawidłowości zaobserwowane przez pracowników, zanim poniosą duże straty spowodowane nadużyciami finansowymi, czy też zanim wytoczone przez mobbingowanych pracowników procesy zaczną odbijać się wizerunkową „czkawką”.

Co za tym idzie, przedsiębiorstwo, które dokłada starań, by poważnie przestrzegać zasad etycznych, zwiększa szanse na skuteczne wykrywanie przypadków oszustw, korupcji oraz na zapobieganie tego typu zdarzeniom. Jeśli stara się, by pracownicy traktowali siebie nawzajem z należytym szacunkiem, zwiększa ich zaangażowanie i zadowolenie z pracy.

Nie bez znaczenia jest także fakt, że pracodawca, który prowadzi aktywną politykę antymobbingową, zmniejszy ryzyko rozstrzygania tego typu spraw na drodze sądowej, a gdy mimo wszystko do takiego procesu dojdzie, sąd będzie musiał uwzględnić także zaangażowanie pracodawcy w zapobieganie podobnym problemom.

I w końcu – etyczne środowisko pracy sprzyja większym przychodom. Wysokiej klasy pracownicy będą bardziej zainteresowani pracą w firmie, która autentycznie dba o etykę i uczciwe zasady, a sprawnie działające procedury zapobiegające nadużyciom finansowym będą odstraszały przed próbami nieuczciwych zachowań.

– Jeśli chodzi o nadużycia finansowe, jedno z niedawnych zgłoszeń do OCI dotyczyło kierownika, który jako podwykonawcę wybierał ciągle tę samą firmę, przepłacając za usługi. Mało tego, zlecona praca była źle wykonana i pracownicy firmy musieli ją poprawiać. Ta frustracja spowodowała, że sprawa została zgłoszona do OCI. Osoba zgłaszająca zaraportowała również konsekwencje dla firmy w postaci utraty klientów, a co za tym idzie, spadek przychodów. W ramach reakcji, firma przeprowadziła audyt wewnętrzny, który potwierdził ten proceder. Finałem sprawy było zwolnienie kierownika – mówi Anna Grzywaczyk.

Uczciwy układ pracodawcy z pracownikami

Niektóre przedsiębiorstwa mogą obawiać się, że przystępując do systemu typu Speak Up Line, otworzą przysłowiową „puszkę Pandory”. Jednak statystyki nie potwierdzają, by w jakiejkolwiek firmie tak właśnie się stało. Owszem, można się spodziewać, że na pierwszym etapie, gdy pracownicy zostaną poinformowani o tym, że firma rozpoczyna wykorzystywać ten mechanizm, liczba zgłoszeń może być większa niż później. Wiele z nich może jednak dotyczyć spraw nieaktualnych, niewyjaśnionych w przeszłości. Później zainteresowanie systemem przeważnie spada, a pracownicy korzystają z niego tylko w sytuacjach, które są dla nich ważne i zarazem aktualne.

Nie sprawdzają się również obawy, jakoby pracownicy dokonywali fałszywych zgłoszeń np. w celu pozbycia się wymagającego kierownika. Tego typu sytuacje mogą mieć miejsce raczej w ramach systemów wewnętrznych, opartych na anonimowych skargach. Doświadczenie pokazuje, że jeśli pracownik ma zgłosić problem w OCI, zazwyczaj jest to decyzja poważna, dobrze przemyślana i oparta na wiarygodnych informacjach.

Warto podkreślić, że wdrożenie Speak Up Line może być dla pracodawcy wyjątkowo skutecznym elementem employer brandingu. Pracodawca buduje wizerunek przedsiębiorstwa autentycznie zainteresowanego problemami pracowników i nie są to jedynie puste deklaracje. Pracownicy otrzymują konkretne narzędzia na wypadek, gdyby pracodawca nie wywiązywał się należycie ze swoich zobowiązań.

W ten sposób podkreśla on, że jakość współpracy, efektywność i uczciwość są dla niego ważniejsze od utrzymywania zarządu w dobrym samopoczuciu. Zapewnia też, że problemy zauważane przez pracowników nie będą pozostawiane bez wyjaśnienia, bowiem obydwie strony traktują siebie nawzajem uczciwie i poważnie.

I nie musi przy tym udawać, że robi to bezinteresownie. Wg firmy doradczej Willis Towers Watson, przedsiębiorstwa, które cieszą się zaufaniem pracowników, notują o 200% wyższe wyniki finansowe niż te, które nie przykładają szczególnej wagi do etyki.

Wyniki UNIQA Polska w 2016 roku

Wyniki Grupy Kapitałowej Banku BGŻ BNP Paribas za 2016 rok

  • Wynik z działalności bankowej wygenerowany przez Grupę w 2016 roku wyniósł 2,64 mld zł, wobec 2,05 mld zł w 2015 r.
  • Zysk netto w 2016 roku wyniósł 76,9 mln zł wobec 13,3 mln zł w poprzednim roku.
  • Na osiągnięte wyniki istotny wpływ miały koszty integracji Banku BGŻ, BNP Paribas Banku Polska oraz Sygma Banku Polska. Eliminując wpływ wydarzeń związanych z procesami połączeniowymi zysk netto Grupy w 2016 roku wyniósłby 223,8 mln zł i byłby o 24,0% wyższy niż rok wcześniej.

Wyniki osiągnięte przez Banku BGŻ BNP Paribas w 2016 r. należy ocenić pozytywnie, szczególnie w obliczu niełatwego roku, pełnego wyzwań zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Wpływ na całą branżę miało wprowadzenie podatku od aktywów finansowych i tempo rozwoju gospodarki. W naszym przypadku, doszły do tego koszty integracji i fuzji Banku BGŻ, BNP Paribas Banku Polska oraz Sygma Banku Polska. W tych warunkach możemy być zadowoleni z osiągniętych wyników. Dynamika kredytów była podobna do poziomów osiągniętych przez rynek, natomiast w obszarze depozytów odnotowaliśmy wzrost istotnie wyższy niż rynekmówi Tomasz Bogus, Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas. 

Zgodnie z ogłoszoną w kwietniu ub. roku strategią Bank BGŻ BNP Paribas stopniowo zwiększa wynik z działalności bankowej i poprawia efektywność, obniżając wskaźnik kosztów do dochodów. Poprawia również rentowność kapitału własnego (ROE).

2016 r. był rokiem udanej integracji. Na tym skupiona była nasza uwaga i to w dużej części pochłaniało naszą energię. Teraz czas, by skupić się na dalszym rozwoju Banku i umocnieniu naszej pozycji na rynku. Rok 2017 będzie stał pod znakiem kontynuacji realizacji strategii. Stawiamy na większą cyfryzację produktów i mobilność naszych usług, w tym roku planujemy m.in. nową aplikację mobilną. Plany digitalizacji obejmują również usprawnienie procesów wewnętrznych, co przełoży się na sprawniejszą i bardziej wydajną działalność Grupy. dodaje Tomasz Bogus.

Na koniec 2016 r. wartość portfela kredytów i pożyczek brutto wyniosła 58,1 mld zł, co oznacza wzrost o 5,1% w stosunku do stanu na koniec grudnia 2015 r. Z kolei wolumen depozytów klientów na koniec 2016 r. wynosił 53,1 mld zł i wzrósł o 20% r/r. Przyrost ten był wynikiem skutecznej akwizycji w sektorze klientów korporacyjnych oraz utrzymywania konkurencyjnego poziomu oprocentowania dla klientów detalicznych.

Wynik z tytułu odsetek wypracowany w 2016 r. wyniósł 1,83 mld zł, co oznacza wzrost o 28,4% r/r.

Wynik z tytułu opłat i prowizji w 2016 r. wyniósł 493,22 mln zł (wzrost o 16,7% r/r). Wzrost przychodów prowizyjnych, wynikający głównie z przejęcia bazy klientowskiej BNP Paribas Banku Polska oraz Sygma Banku Polska, został odnotowany w prawie wszystkich kategoriach prowizyjnych.

Ogólne koszty administracyjne Grupy, wraz z amortyzacją, poniesione w 2016 roku wzrosły o 163 mln zł, tj. o 9,5% w porównaniu z rokiem poprzednim, do 1,88 mld zł. Na poziom kosztów zarówno w roku 2016, jak i w 2015 miały wpływ procesy integracyjne banków: Łączne koszty integracji poniesione przez Grupę w 2016 r., ujmowane w ogólnych kosztach administracyjnych oraz pozostałych kosztach operacyjnych, wyniosły 181,4 mln zł.

Znormalizowany wskaźnik Koszty/Dochody (tj. z wyłączeniem kosztów integracji) ukształtowałby się na poziomie 64,6% wobec 74,2% na koniec roku 2015, m.in. dzięki realizacji zakładanych korzyści z synergii, kosztowych oraz ze względu na szybszy wzrost przychodów.

W 2016 r. Grupa Kapitałowa Banku BGŻ BNP Paribas dokonała odpisów z tytułu utraty wartości aktywów finansowych oraz rezerw na zobowiązania warunkowe w wysokości 398,9 mln zł. Zannualizowany koszt ryzyka kredytowego wyrażony jako relacja wyniku z tytułu odpisów aktualizujących do średniego stanu kredytów i pożyczek netto udzielonych klientom wyniósł w 2016 roku 74 pb i był porównywalny z poziomem w 2015 roku.

Wynik Grupy w 2016 roku był dodatkowo obciążony nowym podatkiem od instytucji finansowych w wysokości 185,9 mln zł.

Kapitały własne Grupy na koniec grudnia 2016 r. wyniosły 6,1 mld zł. Łączny współczynnik kapitałowy Grupy wyniósł na koniec roku 2016 r. 14,40% i wzrósł w stosunku do grudnia 2015 r. o 0,95 p.p.

Na koniec 2016 r. Bank obsługiwał 2,6 mln klientów, posiadał 488 oddziałów bankowości detalicznej i biznesowej, oraz 132 punkty obsługi klienta (dawny Sygma Bank Polska).

Wybrane pozycje rachunku zysków i strat* (w tys. zł) 2016  2015 
Wynik z tytułu odsetek 1 826 152 1 422 647
Wynik z tytułu opłat i prowizji 493 220 422 702
Wynik odpisów z tytułu utraty wartości aktywów finansowych oraz rezerw na zobowiązania warunkowe -398 883 -301 876
Ogólne koszty administracyjne -1 674 356 -1 569 283
Amortyzacja -206 597 -148 457
Wynik na działalności operacyjnej 360 383 29 692
Podatek od instytucji finansowych -185 876
Podatek dochodowy -97 647 -16 399
Zysk netto 76 860 13 293
Zysk netto z wyłączeniem kosztów integracji 223 797 180 440
Wybrane pozycje bilansu (w tys. zł) 31.12.2016 31.12.2015
Aktywa razem 72 304 999 65 372 338
Zobowiązania wobec klientów 55 155 014 46 527 391
Zobowiązania razem 66 158 178 59 103 984
Adekwatność kapitałowa 31.12.2016 31.12.2015
Łączny współczynnik kapitałowy 14,40% 13,45%

 

* Porównywalność danych została zaburzona przez fakt prospektywnego ujęcia wyników BNP Paribas Banku Polska w wyniku Grupy tj. od 30 kwietnia 2015 r. oraz rozpoczęcie konsolidacji Sygma Banku Polska od 1 grudnia 2015 r.

Rzecznik prasowy Poczty Polskiej komentuje dzisiejsze pikiety pracowników

W wybranych miastach odbyły się dziś pikiety z udziałem pracowników Poczty Polskiej oczekujących poprawy sytuacji w kwestii wynagrodzeń. W pikietach, które miały pokojowy charakter, wzięło udział od kilku osób (Chojnice) do około 100 osób jak w Poznaniu czy we Wrocławiu – w sumie było to kilkuset pracowników.

– Nie ma między nami różnicy zdań, że pensje w Poczcie muszą wzrosnąć, a zatrudnienie w wybranych rejonach powinno się zwiększyć. Dlatego pracujemy nad stabilizacją przychodów firmy. Skończyliśmy z polityką cięcia kosztów osobowych i redukcji personelu, wdrażamy strategię rozwoju, która przyniesie większe zyski i poprawę sytuacji Pracowników. Poprawa warunków pracy i wynagrodzeń jest jednym z kluczowych elementów nowej strategii Poczty Polskiej przyjętej 23 lutego 2017 r. przez Radę Nadzorczą firmy – mówi Zbigniew Baranowski, rzecznik prasowy Poczty Polskiej.

Firma po raz pierwszy od 8 lat podniosła w ubiegłym roku wynagrodzenia zasadnicze o 250 złotych brutto. W ubiegłym roku Poczta wypłaciła także pracownikom jednorazowe środki:

  • styczeń – wypłata jednorazowego świadczenia w wysokości 12% wynagrodzenia zasadniczego dla pracowników, którzy w grudniu 2015 roku uprawnieni byli do premii czasowo-zadaniowej;
  • kwiecień – wypłata 200 zł jednorazowego świadczenia pracownikom służb eksploatacji;
  • maj – wypłata nagrody za I kwartał 2016 r. pracownikom eksploatacji, którzy mieli wpływ na wykonanie planów sprzedaży lub mieli wpływ na ich wykonanie pod względem operacyjnym;
  • grudzień: wypłata 400 zł dla osób zarabiających poniżej 4 tys. brutto.
    Z kolei do 10 marca br. Poczta Polska przekazała także na konta Pracowników dodatkowe środki. Osoby zatrudnione na pełny etat, które zarabiają poniżej i równo 4 tys. zł brutto otrzymały 358 zł brutto, zarabiający powyżej tej kwoty – 177 złotych brutto.

Spółka przekazała także organizacjom związkowym projekt nowego Regulaminu premiowania opracowany przez Zespół Roboczy, w którego skład wchodzili przedstawiciele pracodawcy i partnerów społecznych, do uzgodnień w trybie pilnym. Zaproponowany projekt Regulaminu rozwiąże problem braku premii, dotkliwy dla pracowników w roku 2016 roku. Może on realnie zwiększyć wynagrodzenia pracowników od 600 do ponad 800 zł w kwartale. Nowy system premiowania umożliwi wypłatę premii na innych niż obecnie warunkach. Dzięki temu pierwsze premie mogą trafić na konta Pocztowców już w drugim kwartale bieżącego roku.

Zarząd, wraz ze Związkami Zawodowymi, pracuje także nad systemowym programem wzrostu wynagrodzeń, obejmującym m.in. systematyczny cykl podwyżek tak, aby osiągnęły one poziom średniej krajowej.

– Z niepokojem obserwujemy jak równocześnie z działaniami mającymi poprawiać kondycję spółki i sytuację wszystkich Pocztowców organizowane są pikiety – mówi Zbigniew Baranowski – Chcemy wspólnie i zdecydowanie działać na rzecz rozwoju Poczty, przywrócenia prestiżu zawodu pocztowca oraz wzrostu wynagrodzeń i poprawy warunków pracy. Głęboko wierzymy w to, że ludzie są największym kapitałem tej firmy, dlatego stabilne zatrudnienie, płace adekwatne do kompetencji i realiów rynku oraz przyjazna atmosfera są priorytetami polityki personalnej aktualnego Zarządu.

Średnie miesięczne wynagrodzenie listonoszy z nagrodami jubileuszowymi, odprawami emerytalno-rentowymi oraz premią roczną wynosi 2817, 07 zł. Listonosze miejscy średnio otrzymują miesięcznie 2825, 77 zł. brutto, natomiast wiejscy: 2807, 97 złotych brutto.

Europa: Prognoza spadku początkowych stóp zwrotu z inwestycji biurowych

Dział Analiz Rynkowych BNP Paribas Real Estate potwierdza, iż umiarkowany wzrost gospodarczy na rynkach europejskich okazał się odporny na pewne zachodzące tam niekorzystne zjawiska. Aktywność podmiotów gospodarczych w Wielkiej Brytanii na początku roku 2017 utrzymała się na wysokim poziomie napędzanym silnym popytem krajowym oraz eksportem, co było wynikiem spadku kursu funta brytyjskiego do innych znaczących walut. Dlatego też przewiduje się, iż w roku 2017 w Wielkiej Brytanii nastąpi znaczny wzrost PKB, który osiągnie poziom o 1,8% wyższy niż w roku ubiegłym. W strefie euro w roku 2017 wzrost osiągnie poziom blisko 1,6%, co stanowić będzie nieznaczny spadek w porównaniu z rokiem ubiegłym (1,7%) wynikający z niepewnej sytuacji na scenie politycznej obejmującej między innymi negocjacje toczące się w sprawie wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej oraz wybory we Francji i Niemczech.

Poniżej wymienione są najważniejsze czynniki ekonomiczne napędzające rynki nieruchomości w roku 2017. Po pierwsze najprawdopodobniej nastąpi znaczny wzrost inflacji do poziomu sięgającego około 2,5% w USA, ponad 3% w Wielkiej Brytanii, gdzie wahania kursów walutowych również odgrywają pewną rolę, oraz około 1,5% w strefie euro. Stanowi to dobre wieści, jeżeli chodzi o wzrost przychodów z czynszów, które w nadchodzących latach ulegać będą tendencjom wzrostowym. Ponadto polityka banków centralnych nadal będzie korzystna dla wzrostu gospodarczego. Zarówno w strefie euro, jak i w Wielkiej Brytanii stawki bazowe najprawdopodobniej utrzymają się przez cały rok 2017 na stałym poziomie. Dodatkowo stopy zwrotu z obligacji państwowych również pozostaną w tym roku na niskim poziomie, pomimo faktu, iż w ostatnich miesiącach znacznie one wzrosły.

office_pl

Samuel Duah, Head of Real Estate Economics, BNP Paribas Real Estate, powiedział: „Wzrost stóp zwrotu z obligacji państwowych w wielu krajach europejskich nastąpił w wyniku zarówno spodziewanego wzrostu inflacji, jak i przewidywanej poprawy sytuacji gospodarczej. Z tego powodu faktyczne stopy zwrotu z inwestycji utrzymały się na stałym poziomie lub w niektórych krajach nawet spadły. Stanowi to potwierdzenie naszego przekonania, iż stopy zwrotu z najatrakcyjniejszych nieruchomości biurowych w najważniejszych miastach europejskich w roku 2017 najprawdopodobniej nie wzrosną pomimo ich obecnego rekordowo niskiego poziomu. Spodziewamy się wręcz, iż w niektórych miastach dojdzie w roku 2017, szczególnie na terenie Europy Kontynentalnej, do dalszych – nieznacznych – spadków.”

Richard Malle, Global Head of Research, BNP Paribas Real Estate, powiedział: „Oprócz stosunkowo dobrej kondycji większości rynków najmu w roku 2017 w wielu miastach europejskich spodziewane są też wyjątkowo wysokie zwroty całkowite z inwestycji, co wynikać będzie ze znacznego przyrostu kapitału.”

zwroty_calkowite_plZe względu na przewidywane straty kapitałowe w odniesieniu do powierzchni biurowych w centralnym Londynie w roku 2017 spodziewane są negatywne (około -5%) zwroty całkowite (włączając w to zwroty generowane przez dochody z nieruchomości oraz przyrost kapitału). Z kolei w Hiszpanii można ponownie oczekiwać zwrotów całkowitych sięgających liczb dwucyfrowych (13% w Madrycie oraz 11% w Barcelonie), co wynika z korzystnych trendów gospodarczych oraz tych zachodzących na rynku nieruchomości. Zwroty całkowite utrzymają się na wysokim poziomie w większości dużych miast w Niemczech, gdzie na pierwszym miejscu znajduje się Berlin (+12%), co jest spowodowane spadkiem stóp zwrotu z inwestycji oraz wzrostem czynszów. W rejonie Paryża zwroty całkowite ponownie osiągną wysoki poziom, w szczególności w dzielnicy La Défense (+12%), która wykazuje największy potencjał wzrostowy w rejonie Paryża na najbliższe lata. 

Inwestycje w nieruchomości. W co warto inwestować w 2017 r.?

Przedsiębiorcy inwestują głównie w nieruchomości, które będą związane z prowadzoną przez nich działalnością lub pod wynajem, zgodnie z zapotrzebowaniem na lokalnym rynku. Rzadziej decydują się na zakup lokalu z myślą o podniesieniu jego wartości i szybkiej odsprzedaży, chyba że jest to jeden z profili działalności firmy. Jakie inwestycje mogą być najbardziej opłacalne dla przedsiębiorców w perspektywie kolejnych miesięcy?

Inwestycje są konieczne, jeśli chcemy sukcesywnie rozwijać nasz biznes. Ich nakład wynika głównie z profilu prowadzonej działalności. Z uwagi na dynamiczne zmiany w potrzebach finansowych przedsiębiorstw, nadwyżki budżetowe są, w pierwszej kolejności, lokowane w instrumenty zapewniające większą płynność, takie jak krótkoterminowe lokaty, obligacje czy fundusze. O inwestowaniu dla przedsiębiorców opowiada Agata Stradomska z RE/MAX Polska.

Inwestycje w nieruchomości

W perspektywie długoterminowej, część przedsiębiorców decyduje się na inwestycje w nieruchomości. Z jednej strony mogą one zapewnić redukcję kosztów bieżących (alternatywa dla wynajmu np. siedziby firmy) lub regularny przychód (zakup pod wynajem), a z drugiej – mogą w przyszłości wygenerować zysk przy sprzedaży. Inwestycje w nieruchomości wymagają zaangażowania znacznego kapitału, dlatego przedsiębiorcy przy ich zakupie często korzystają z finansowania zewnętrznego, np. z kredytów bankowych. Dzięki temu stopa zwrotu z zaangażowanego kapitału własnego jest wyższa, a koszty pozyskania finansowania są częścią kosztów prowadzonej działalności, co jest korzystne ze względów podatkowych.

W przypadku inwestowania w nieruchomości na własne cele – takie jak siedziba firmy, miejsce prowadzenia usług, czy zakład produkcyjny – główną rolę wiodą potrzeby przedsiębiorcy związane z powierzchnią, lokalizacją i funkcjonalnością oraz rachunek ekonomiczny (z którego musi wynikać opłacalność zakupu danej nieruchomości w porównaniu z jej wynajmem).

Decyzja o zakupie nieruchomości na wynajem wynika przede wszystkim z lokalnego zapotrzebowania na rynku. Patrząc na obecną koniunkturę, najbardziej uniwersalne są inwestycje w lokale użytkowe hale i magazyny, mieszkania na wynajem czy apartamenty wakacyjne.

Lokale usługowe, biurowe, gastronomiczne

Korzystne inwestycje w tym obszarze wymagają znajomości lokalnego rynku i potrzeb najemców, dlatego konkretne decyzje powinny być poprzedzone wnikliwą analizą. Im bardziej stabilny, długofalowy najemca, którego możemy pozyskać, tym zakup jest bardziej opłacalny. Im bardziej uniwersalny w przeznaczeniu lokal, tym mniej jesteśmy zależni od koniunktury w konkretnym sektorze. Można też nabyć już wynajętą nieruchomość z atrakcyjną umową najmu – w tym wypadku oszczędza się czas przeznaczony na poszukiwanie najemcy, a lokal przynosi profity od razu.

Hale, magazyny

Tego typu inwestycje wymagają posiadania atrakcyjnie zlokalizowanego gruntu, na przedmieściach lub w pobliżu dużych miast i węzłów komunikacyjnych. Z uwagi na specyfikę zastosowań, wymagającą od nabywcy dostosowania obiektu do profilu jego działalności, zazwyczaj budowane są one pod potrzeby konkretnego kontrahenta.

Mieszkania na wynajem

Myśląc o inwestycji w mieszkania na wynajem, warto przeanalizować rynek pod kątem popytu i możliwych do uzyskania czynszów. Rynkowi najmu sprzyjają: migracja zarobkowa i szkolnictwo wyższe. To cechy charakterystyczne dla dużych miast wojewódzkich, gdzie zainteresowanie czasowym zamieszkaniem jest wielokrotnie wyższe niż w małych miejscowościach. W tym przypadku musimy się jednak liczyć z większą rotacją najemców. Szacuje się, że lokal mieszkalny jest wynajmowany średnio przez 10 miesięcy w roku. Mieszkania na wynajem są zdecydowanie bardziej absorbujące czasowo, przy równoczesnym, niższym poziomie dochodu jednostkowego. W związku z tym, warto rozważyć inwestowanie w ich większą liczbę (zakup kilku mieszkań od tego samego dewelopera poprawi pozycję negocjacyjną przy ustalaniu ceny) i zatrudnienie osoby zarządzającej lub zlecenie tej obsługi wyspecjalizowanej firmie.

Systemy condo i apartamenty wakacyjne

System ten polega na zakupie nieruchomości hotelowej lub wakacyjnej i przekazanie jej w zarządzanie firmie operatorskiej, w zamian za udział w zyskach z wynajmowanej powierzchni. Wiele tego typu systemów gwarantuje minimalną stopę zwrotu w początkowej fazie inwestycji oraz dodatkowe benefity, takie jak możliwość okresowego korzystania z apartamentu lub atrakcji oferowanych przez obiekt. W tym przypadku, kluczowym dla opłacalności inwestycji czynnikiem jest sprawdzony, sprawnie zarządzający operator, dobra lokalizacja gwarantująca zapotrzebowanie na usługi hotelowe (duże miasta, kurorty, blisko atrakcji turystycznych itp.), jakość i atrakcyjność obiektu.

Dolar osłabił się względem euro po obniżce FED

Zgodnie z oczekiwaniami FED podniósł stopy procentowe w USA. Inwestorzy zawiedzeni brakiem kolejnych komunikatów o podwyżkach. Wybory w Holandii nie przyniosły większych niespodzianek.

Podwyżka stóp w USA

Zgodnie z oczekiwaniami rynku FED podniósł stopy procentowe o 0,25%. Nie zmieniły się natomiast oczekiwania rynków co do liczby podwyżek w tym roku. W dalszym ciągu spodziewane są dwa wzrosty o 0,25%. Jeżeli spełni się ten scenariusz to z obecnego 0,75-1,00% stopy procentowe wzrosną do końca roku do 1,25-1,50%. Analitycy zwracają uwagę, że pomimo podwyżki stóp nie pojawiły się żadne komunikaty o kolejnym ruchu. Pojawiła się również informacja prezes Janet Yellen, że w długim okresie stopy procentowe nie osiągną tak wysokich poziomów jak w poprzednich cyklach. Patrząc na wykres to każdy ostatni szczyt stóp procentowych jest coraz niższy. Jeszcze w latach 80 stopy przekraczały 10%, przed kryzysem z 2005 roku dotarły ledwo powyżej 5%. Jak zareagowały rynki na podwyżkę? Dolar osłabił się względem euro. Ci inwestorzy, którzy mieli kupić dolary już kupili. Komunikat na przyszłość okazał się jednak mniej korzystny dla dolara niż sądzono stąd korekta oczekiwań. Ruch wyniósł aż centa, aczkolwiek pod uwagę należy brać też, że wieczorem pojawiały się korzystne dla euro wyniki wyborów z Holandii o czym piszemy w kolejnym paragrafie.

Wybory w Holandii

Wczorajsze wybory w Holandii wygrała formacja obecnego premiera Marka Rutte. Wedle wyników z 95% lokali wyborczych zdobyła ona 33 mandaty w 150 osobowym parlamencie. Drugie miejsce i 20 miejsc zdobyła partia wolności Geerta Wildersa. Wielu analityków uważa, że sukces tej formacji może doprowadzić do rozpoczęcia procedury wyjścia Holandii z Unii Europejskiej. Co więcej, zwycięstwo formacji antyunijne miało wesprzeć Panią Marine Le Pen w wyborach prezydenckich we Francji. Gdyby we Francji do władzy doszli populiści z pewnością inwestorzy odwracaliby się od euro. Obecnie zarówno sondaże jak i bukmacherzy dają Pani Marine Le Pen drugiej miejsce z niewielkimi szansami na zwycięstwo. Nie może zatem dziwić, że wyniki wyborów uspokoiły inwestorów którzy kupowali euro.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Cyfrowa transformacja priorytetem nr.1 połowy światowych przedsiębiorstw

Dokładnie połowa ankietowanych przez Forbesa i Hitachi menadżerów zaproszonych do współudziału w badaniu How do Win at Digital Transformation przyznała, że skupienie działań wokół cyfrowej transformacji biznesu jest ich najważniejszym strategicznym celem.

Mimo że za liderów biznesowego wykorzystania danych i ich analizy uważa się 44% respondentów, do osiągania wyższych zysków za ich sprawą przyznało się aż 91% wszystkich uczestników badania. Potencjał adaptacji technologii trzeciej platformy jest więc wysoki, choć wciąż niewykorzystywany w pełni.

Na co dziś stawia biznes?

IDC prognozowało przed rokiem, że pod koniec 2017 roku dwie trzecie największych światowych spółek postawi cyfrową transformację biznesu w centrum swojej strategii. Wiele wskazuje na to, że jest to bardzo prawdopodobna prognoza, a jednym z sygnałów są wyniki badania zrealizowanego przez Forbes Insight w kooperacji z firmą Hitachi.

50% uczestników badania przyznało, że w ciągu dwóch najbliższych lat ich nadrzędnym celem jest reakcja na zmieniającą się pod wpływem cyfrowej transformacji rzeczywistość biznesową. Na drugim miejscu (38%) znalazła się aktywność z zakresu fuzji i przejęć, na trzecim skupienie się na nowych produktach i usługach (35%). Dwa cele wymieniane w dalszej kolejności to natomiast rozszerzenie działań o nowe obszary biznesu (24%) i ekspansja zagraniczna (22%).

Ten stan rzeczy znajduje swoje odzwierciedlenie także w planach inwestycyjnych spółek zaproszonych do wzięcia udziału w badaniu. – Pamiętajmy, że wyznaczenie priorytetów to jedno, a znalezienie funduszy na ich realizację to drugie. Można jednak śmiało powiedzieć, że digitalizacja firm ze statusu „warte obserwacji” w latach 2012-2013 ewoluowała przez miano reorganizatora modeli biznesowych w 2014 r. do statusu „niezbędne” w okresie 2015-2016, poprzez poprawę produktywności firm i umożliwienie im zdobywania przewagi konkurencyjnej. Potwierdzają to wnioski z raportu Forbesa i Hitachi, z których wynika, że kluczowe plany inwestycyjne przedsiębiorstw obejmują technologie stojące za cyfrową transformacją oraz zwiększanie gromadzonych danych i możliwości ich analizowania – wyjaśnia Tomasz Galas, wiceprezes zarządu Atmana, lidera polskiego rynku data center.

Wyzwania „DX”

Uczestnicy badania w dość ciekawy sposób podeszli do technologii związanych z cyfrową transformacją biznesu (DX). Z jednej strony niemal 30% z nich uznało ich wdrożenie za największe wyzwanie, z drugiej – 56% respondentów nie miało wątpliwości co do tego, że wnoszą największy wkład w sukcesywną digitalizację firm.

Do głównych wyzwań wskazywanych przez ankietowanych należy jeszcze dodać niedobór wykwalifikowanych specjalistów IT, brak jasnej i przejrzystej wizji zwrotu ku procesom transformacyjnym czy ograniczenia budżetowe.

Nadrzędne wyzwania pozostają niemal niezmienne, choć firmy coraz częściej analizują wybór rozwiązań zoptymalizowanych kosztowo, w tym outsourcing IT, który pozwala ograniczyć wydatki czy poradzić sobie z problemem braku wykwalifikowanej kadry IT. Zdaniem respondentów badania główną technologią otwierającą przedsiębiorcom drogę do szybkiego ucyfrowienia jest cloud computing – wskazało na niego aż 64% ankietowanych menadżerów, ze względu na szybki dostęp do infrastruktury IT o odpowiednich zasobach czy możliwość dostosowywania jej skali do aktualnych potrzeb – podkreśla Tomasz Galas z Atmana.

Ponad bilion na technologie

Opublikowana w lutym aktualizacja raportu firmy analitycznej IDC Worldwide Digital Transformation Spending Guide zawiera prognozę, zgodnie z którą światowe wydatki przedsiębiorstw na technologie odpowiedzialne za cyfrową transformację biznesu do końca bieżącego roku przekroczą bilion dolarów, osiągając nawet 1,2 bln $, co stanowi blisko 20-procentowy wzrost w stosunku do 2016 r. Nakłady finansowe przeznaczane przez globalne przedsiębiorstwa na technologie „DX” kolejny próg – 2 bilionów dolarów – mają z kolei przekroczyć już do końca bieżącej dekady.

Inwestorzy wybierają Warszawę – badanie intencji inwestorów w sektorze nieruchomości

  • Warszawa utrzymuje pozycje, jest szóstym najbardziej pożądanym miastem na listach inwestorów
  • Polska spada w rankingu z szóstego na siódme miejsce
  • Londyn utrzymuje status preferowanego miasta
  • Niemcy najbardziej popularnym krajem w Europie drugi rok z rzędu, Berlin odnotowuje największy wzrost, awansując z czwartego miejsca na drugie

W nadchodzących miesiącach 2017 roku spodziewany jest wzrost aktywności inwestorów w regionie EMEA. Według Badania Intencji Inwestorów w Sektorze Nieruchomości (CBRE Investor Intentions Survey), 85% inwestorów planuje przeznaczyć na zakup nieruchomości w 2017 roku przynajmniej tak dużo jak w roku 2016, a 41% jest skłonne przeznaczyć nawet więcej. Pierwsze miejsce w rankingu po raz szósty z rzędu zajął Londyn, wskazany przez  17% ankietowanych. Berlin awansował z miejsca czwartego w 2016 na drugie w 2017 roku. Warszawa znalazła się w pierwszej szóstce najchętniej wybieranych lokalizacji inwestycyjnych.

Dla Polski wyniki badania są nieco mniej optymistyczne niż rok temu, zanotowany został spadek z 6 na 7 miejsce, jednak wciąż rodzimy rynek postrzegany jest jako atrakcyjny z punktu widzenia inwestycyjnego. Niezmienną pozycję utrzymała Warszawa, która charakteryzuje się atrakcyjnymi zwrotami prime yield, które w sektorze biurowym szacowane są na poziomie 5,5%. Na atrakcyjność stolicy dodatkowo wpływa duża aktywność najemców, wysoka podaż projektów biurowych oraz wciąż duża dostępność produktów inwestycyjnych. Inwestorzy mający dostęp do taniego finansowania (niskie stopy procentowe w strefie Euro) biorą pod uwagę m.in. projekcje dotyczące wzrostu PKB w Polsce, zapotrzebowania na nowe biura etc. – to wszystko składa się na atrakcyjność inwestycji w Warszawie.

Daniel Bienias, Dyrektor Zarządzający, CBRE_hq
Daniel Bienias, Dyrektor Zarządzający CBRE w Polsce

Daniel Bienias, Dyrektor Zarządzający CBRE w Polsce: „Tegoroczne badanie Intencji Inwestorów w Sektorze Nieruchomości wskazuje jak istotna jest stabilna sytuacja polityczno – gospodarcza kraju. Niższe noty dla Polski to skutek zawirowań i niepewności w zakresie przepisów prawnych, które mogą mieć skutki gospodarcze. Pytania o ewentualne konsekwencje nie milkną podczas trwających właśnie targów MIPIM. Warto pamiętać, że właściwa polityka informacyjna ma szansę zmniejszyć te obawy. Rok 2017 będzie rokiem wyzwań i sprawdzianem dla płynności naszego rynku. Patrząc na wysoką aktywność najemców ze wszystkich sektorów, możemy zakładać, że nasz rynek bez problemu sprosta temu wyzwaniu.”

Dostępność aktywów oraz ich cena to największe wyzwania z jakimi musieli się mierzyć inwestorzy w tym roku. Problem ten jest widoczny zwłaszcza w tzw. „miastach bramach” w Europie z Hamburgiem, Mediolanem oraz Monachium w pierwszej dziesiątce. Paryż podtrzymujący wysoką piątą pozycję jako jedno z najbardziej atrakcyjnych miast europejskich dowodzi, iż wciąż budzi duże zainteresowanie pomimo drastycznie wysokich cen oraz potencjalnego zagrożenia na tle politycznym. Oslo oraz Sztokholm to dwie nowe zaskakujące pozycje w rankingu 10 najatrakcyjniejszych miast inwestycyjnych, które dowodzą, że kraje skandynawskie budują swoją pozycję w Europie.

Tabela 1: 10 najlepszych miast do inwestowania w rejonie EMEA

  1. Londyn
17%
  1. Berlin
15.8%
  1. Madryt
8.4%
  1. Amsterdam
7.3%
  1. Paryż
5.4%
  1. Warszawa
4.9%
  1. Oslo
4.7%
  1. Praga
3.0%
  1. Sztokholm
2.9%
  1. Frankfurt
2.6%

Źródło: CBRE Investor Intentions Survey2017, tabela przedstawia procent inwestorów, którzy planują inwestycje w danych miastach w tym roku.

Podczas gdy Londyn został uznany za najbardziej atrakcyjne miasto, Niemcy utrzymały pozycję najatrakcyjniejszego kraju dla inwestycji w nieruchomości komercyjne w rejonie EMEA, z głosami ponad 22% respondentów ankiety CBRE. Wielka Brytania (20%) po raz kolejny była drugim najpopularniejszym krajem i również zyskała na popularności w stosunku do roku ubiegłego, z 17 i 15 % analogicznie w 2016 roku. Inwestorzy docenili stosunkowo dużą płynność oraz przejrzystość tych rynków.

Kraje skandynawskie z 10% głosów awansowały do pierwszej trójki, wskakując z miejsca siódmego z 2016 roku. Rosnąca popularność Skandynawów znalazła odzwierciedlenie również w wysokim poziomie aktywności inwestycyjnej w 2016 roku, z atrakcyjnym poziomem zwrotu z inwestycji sięgającym 66% powyżej średniej z ostatnich dziesięciu lat.

Tabela 2: 10 najlepszych krajów do inwestowania w rejonie EMEA

  1. Niemcy
22%
  1. Wielka Brytania
20%
  1. Kraje skandynawskie
10%
  1. Europa Środkowo-Wschodnia
10%
  1. Holandia
9%
  1. Hiszpania
8%
  1. Polska
6%
  1. Europa Zachodnia
5%
  1. Francja
5%
  1. Włochy
3%

Źródło: CBRE Investor Intentions Survey2017, tabela przedstawia procent inwestorów, którzy planują inwestycje w danym kraju w tym roku.

Styl inwestycyjny również się zmienia. Rzadziej preferowane są najlepsze produkty inwestycyjne w najlepszych lokalizacjach (tzw. core stock), 41% inwestorów wybiera produkty inwestycyjne typu „secondary:, z mniejszym ryzykiem. Potwierdza to silny trend na zapotrzebowanie na nieruchomości, gdzie umiejętne zarządzanie może zostać wykorzystane w celu zwiększenia zwrotów. Dzieje się tak na rynkach, na których  stopy zwrotu są szybko kompresowane, a stopy procentowe prawdopodobnie wzrosną.

Najbardziej atrakcyjnym sektorem w 2017 roku pozostaje sektor biurowy, jednakże jego przewaga nad innymi sektorami stopniowo maleje. Inwestorzy obecnie postrzegają sektor magazynowy i logistyczny jako drugi najatrakcyjniejszy, napędzany szeroko rozwiniętą integracją łańcucha dostaw rynku e-commerce oraz rozwojem rynku logistycznego jako instytucjonalnego produktu inwestycyjnego.

Badanie pokazało rosnącą atrakcyjność alternatywnych sektorów inwestycyjnych. 71 % respondentów wykazało, że już zainwestowało w rynki alternatywne, podczas gdy 64% aktywnie wykorzystuje możliwości danego sektora.

Rok 2017 będzie obfitował w wydarzenia, z kilkoma ważnymi wyborami w Europie, inwestorzy jednakże wydają się bardziej skupiać swoją uwagę na sytuacji gospodarczej, niż na wydarzeniach politycznych. Najczęściej wymienianą przez nich obawą dotyczącą 2017 roku było „szybsze niż oczekiwano podwyżki stóp procentowych”.

Jonny Hull, Managing Director of EMEA Investment Properties CBRE dodaje: “Europa pozostaje kluczowym celem inwestorów nieruchomości z całego świata, a prognozy gospodarcze Europy pozostają pozytywne. Podczas gdy główne rynki Wielka Brytania oraz Niemcy pozostają najlepszymi miejscami do inwestowania, rynki takie jak kraje skandynawskie oraz region Europy Środkowo-Wschodniej są coraz ważniejszymi elementami na mapie globalnych strategii inwestycyjnych. Co więcej, miasta takie jak Madryt i Dublin znalazły się w pierwszej piętnastce najbardziej atrakcyjnych europejskich miejsc do inwestowania, podkreślając popularność rynków w trakcie odbudowy, oraz tendencję inwestorów do poszukiwania bezpiecznych okazji inwestycyjnych z ograniczonym ryzykiem.”

*Raport CBRE powstał na podstawie wyników Badania intencji inwestorów na rynku nieruchomości, przeprowadzonego przez CBRE od 26 grudnia 2016 do 4 lutego 2016 roku. W badaniu wzięło udział ponad 501 uczestników reprezentujących szeroko rozumiany rynek inwestycyjny nieruchomości. Badanie zostało przeprowadzone w celu uzyskania całościowego obrazu preferencji i opinii inwestorów na temat globalnego rynku nieruchomości, ze szczególnym uwzględnieniem Europy. Wyniki badania obrazują preferencje inwestorów w kontekście regionów, krajów, miast, a także segmentów i typów nieruchomości inwestycyjnych. Respondenci pochodzili głownie z Europy (85% badanych), w podziale na kraje – inwestorzy pochodzący z Wielkiej Brytanii stanowili 26%, inwestorzy francuscy (5%), holenderscy (10%), inwestorzy niemieccy (11%). Główną grupą badaną z poza Europy byli inwestorzy z USA (8%).

Technologia e-busów pomoże w walce ze smogiem

Smog w Polsce zabija rocznie nawet 45 tysięcy osób i jest to już dziś problem cywilizacyjny. Niewielu z nas wie, że do zniwelowania jego skutków wystarczy inwestycja w technologię e-busów.

Problem dotyczy całego kraju, choć najbardziej palący jest w dużych miastach. Jak pokazują badania, spaliny emitowane przez samochody i autobusy są dużo bardziej szkodliwe dla ludzi niż zanieczyszczenia pochodzące z przemysłu. Zanieczyszczenia motoryzacyjne rozprzestrzeniają się w dużych stężeniach na niskich wysokościach w bezpośrednim sąsiedztwie ludzi, a same pojazdy samochodowe są największym źródłem skażenia środowiska, obciążając go ponad 15 tysiącami związków chemicznych.

Większość z nas korzysta z samochodów. Tymczasem autobus — emitujący niewiele większą ilość spalin niż samochód osobowy — przewozi tyle osób ile 70 samochodów w mieście i 30 samochodów poza miastem. Dzięki temu transport zbiorowy staje się znacznie mniej szkodliwy dla środowiska niż transport indywidualny. Można jednak pójść o krok dalej.

Słychać ostatnio wiele o technologii autobusów hybrydowych oraz elektrycznych. Napęd hybrydowy to połączenie silnika spalinowego i elektrycznego (w najpopularniejszej wersji). Oznacza to jednak, że pomimo mniejszej ingerencji w środowisko naturalne taki pojazd wciąż emituje szkodliwe substancje do atmosfery. Czy zatem autobus hybrydowy to najlepsze rozwiązanie dla problemu smogu w wielkich miastach, takich jak Warszawa? A może lepiej zainwestować w technologię autobusów elektrycznych? Porównajmy obie technologie na konkretnych przykładach.

Autobus hybrydowy kontra e-bus — za i przeciw

W autobusach hybrydowych energia pochodzi ze spalania oleju napędowego, tak jak w tradycyjnym pojeździe z silnikiem diesla. Silnik elektryczny ułatwia ruszanie pojazdu i pozwala na odzysk i ponowne wykorzystanie energii hamowania. Autobusy elektryczne napędzane są z kolei wyłącznie energią elektryczną z akumulatorów lub wytwarzaną przez ogniwa paliwowe. Niektóre modele nowoczesnej konstrukcji mogą być zasilane silnikami umieszczonymi w piastach kół.

Gdy przyjrzymy się różnicom, to zaczynają się już przy ocenie komfortu jazdy. Hybryda emituje hałas i generuje drgania, e-bus pracuje dużo ciszej. Podobnie jest jeśli chodzi o zanieczyszczenie powietrza. Autobus hybrydowy ma średnio 20-procentowo niższe spalanie oleju napędowego, niż pojazd z silnikiem diesla, emituje jednak do atmosfery wiele zanieczyszczeń m.in. tlenki wegla, tlenki azotu czy węglowodory HC. Autobus elektryczny nie emituje żadnych spalin.

Jeśli chodzi o zasięg, e-bus może przejechać w jeździe miejskiej dystans nawet 400 km (jeżeli korzysta z szybkich doładowań). Bez szybkiego doładowania trasa ta wyniesie ok 160 km.  Hybryda na zatankowanym zbiorniku oleju napędowego pokona również około 400 km. Oba autobusy mają, więc taki sam zasięg.

A co z pojemnością pojazdów? Rozwiązania hybrydowe zajmują dużo miejsca ze względu na zastosowanie dwóch rodzajów napędu oraz mechanizmów je sprzęgających. Silnik w e-busie nie potrzebuje dużej przestrzeni, a baterie i tak montowane są między innymi na dachu. W efekcie autobusy elektryczne mogą pomieścić taką samą liczbę pasażerów, co hybrydy.

Przeciwnicy e-busów wskazują, że eksploatacja zeroemisyjnych pojazdów to przeniesienie problemu emisji zanieczyszczeń na miejsce jego wytwarzania, czyli do węglowych elektrowni, które w Polsce zlokalizowane są głównie na Śląsku. Dokładne wyliczenia dowodzą jednak, że gdy weźmiemy pod uwagę cały cykl spalania i produkcji paliwa przez cały zaplanowany dla pojazdu okres eksploatacji (na miejscu i w elektrowni), to i tak uzyskamy zmniejszenie emisji tlenku wegla o 18% w przypadku e-busów.

– Każde działanie, które może ograniczyć naszą zależność od surowców, takich jak ropa, które pomoże w walce ze smogiem, jednym z najpoważniejszych wyzwań przed jakim stoją polskie miasta – jest dobrym rozwiązaniem. Dzięki swoim niewątpliwym zaletom E-busy mają szansę podjąć równą walkę z hybrydami o prymat w publicznym transporcie zbiorowym – przyznaje Filip Walczak, Dyrektor Handlowy, URSUS BUS S.A.

Trudno się więc dziwić, że rynek e-busów przeżywa nagły wzrost. Dzieje się tak między innymi dzięki nowym technologiom. Są to między innymi udogodnienia z obszaru infrastruktury (szybkie ładowanie z wykorzystaniem pantografu, technologie indukcyjne do ładowania baterii) czy baterie nowej generacji, które mają większą pojemność i szybciej się ładują. Oznacza to, że na jednym ładowaniu autobus może pokonać większą odległość.

Światowa roczna sprzedaż autobusów elektrycznych i hybrydowych wyniosła w 2012 roku ok. 10 tys. sztuk. Prognozy przewidują, że do 2020 roku sprzedaż wzrośnie do 41 tysięcy pojazdów. Ta tendencja jest już zauważalna, a e-busy są na najlepszej drodze, by stać się technologią dominującą. Jeśli wziąć pod uwagę, że w Polsce co roku wymienia się ok. 1000 autobusów miejskich, to może być to wielka szansa na to, aby zrewolucjonizować ulice polskich miast. Tym samym e-bus może się okazać użytecznym narzędziem w walce ze smogiem.

Ponad 20% spółek giełdowych nie dotrzymuje obowiązku informacyjnego w zakresie stosowania dobrych praktyk

Ponad 20% spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie nie wypełniło obowiązku informacyjnego w zakresie poinformowania o stosowaniu zasad dobrych praktyk. Spośród pozostałych 353 spółek, wiele raportów nadaje się do poprawy – to wnioski z raportu „Rady nadzorcze 2017: trendy i kierunki zmian”, prezentowanego na Forum Rad Nadzorczych, dorocznej konferencji organizowanej przez firmę doradczą PwC, Giełdę Papierów Wartościowych w Warszawie i Stowarzyszenie Emitentów Giełdowych.

Celem Dobrych Praktyk Spółek Notowanych na GPW jest przede wszystkim wzmocnienie ochrony praw akcjonariuszy (w tym zwłaszcza akcjonariuszy mniejszościowych), głównie w kwestiach nieregulowanych szczegółowo przez prawo. Oprócz tych klasycznych dla kodeksów corporate governance kwestii, Dobre Praktyki mają za zadanie podnosić transparentność spółek giełdowych i jakość komunikacji z inwestorami” – mówi Agnieszka Gontarek, przewodnicząca Komitetu Konsultacyjnego GPW ds. ładu korporacyjnego, prezes BondSpot.

W nowym zbiorze dobrych praktyk mamy określone 6 „przykazań” – zasad ogólnych, 20 rekomendacji oraz 70 zasad szczegółowych, które powinny być przestrzegane przez spółki i podlegają obowiązkowi informacyjnemu w giełdowym systemie EBI.

Od lat przyjęty model funkcjonowania dobrych praktyk w Polsce to zasada stosuj lub wyjaśnij, dlaczego nie stosujesz. Chodzi o poinformowanie rynku, dlaczego niestosowanie danej zasady nie będzie miało negatywnych implikacji dla spółki i inwestorów lub zapewnienie, że cel danej zasady osiągany jest w inny sposób, bardziej dostosowany do sytuacji spółki. Z doświadczeń rynków dojrzałych wynika, że jakość wyjaśnień przedstawianych w odniesieniu do zasad szczegółowych, których spółka nie stosuje, jest ważniejsza niż poziom zgodności z dobrymi praktykami. A to dlatego, że nadrzędne znaczenie ma cel danej zasady, a nie jej literalne brzmienie” – mówi Krzysztof Szułdrzyński, partner zarządzający działem audytu w PwC.

Jak wynika z raportu „Rady nadzorcze 2017: trendy i kierunki zmian” z 487 spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie do 16 lutego 2017 w postaci formularza w giełdowym systemie EBI zaraportowało 353 spółki. Z pozostałych 134 spółek, 14 wypełniło swój obowiązek w EBI w innej formie, a jedynie 11 opublikowało na swojej stronie internetowej raport o pełnej zgodności. Oznacza to, że pozostałych 109 firm, stanowiących ok. 22% wszystkich spółek giełdowych, nie wywiązało się z obowiązku informacyjnego zapisanego w Regulaminie Giełdy.

Jak wynika z analizy raportów spółek, które dotrzymały obowiązku informacyjnego w zakresie stosowania dobrych praktyk, średnio spółki giełdowe raportują nieprzestrzeganie 10 zasad, co oznacza 86% poziom zgodności. Najwyższy poziom zgodności deklarują spółki z sektora finansowego (95%), ochrony zdrowia, technologii oraz paliwa i energie (wszystkie po 89%).

W raporcie znalazła się także lista zasad, których stosowanie sprawiają firmom największe trudności. Ranking otwierają zasady dotyczące organizacji elektronicznego walnego zgromadzenia i transmisji obrad. Zaraz po nich następują zasady dotyczące polityki wynagrodzeń, polityki różnorodności, konfliktu interesów oraz niezależności członków rady nadzorczej, przewodniczącego komitetu audytu, czy audytora wewnętrznego. Sporo problemów sprawia spółkom również publikacja informacji na temat schematu podziału zadań i odpowiedzialności w zarządzie.

Bardzo mnie cieszy, że – przynajmniej na poziomie deklaracji – prawie wszystkie (z jednym wyjątkiem) zasady dotyczące walnego i relacji z akcjonariuszami stosowane są niemal wzorowo. Co do tego wyjątku, to nie jest dla mnie zaskoczeniem, że ponad 1/3 spółek nie organizuje e-walnego, gdyż ryzyko prawne z tym związane jest bardzo wysokie, a korzyści dla akcjonariuszy – minimalne. Ciekawe jest natomiast, w ilu przypadkach spośród 300 spółek stosowanie tej zasady nie jest ‘uzasadnione z uwagi na strukturę akcjonariatu’, a w ilu emitenci po prostu nie poinformowali o jej niestosowaniu” – zauważa Mirosław Kachniewski, prezes Stowarzyszenia Emitentów Giełdowych.

6 przykazań polskiego rynku kapitałowego 

  1. Spółka giełdowa dba o należytą komunikację z inwestorami i analitykami, prowadząc przejrzystą i skuteczną politykę informacyjną. W tym celu zapewnia łatwy i niedyskryminujący nikogo dostęp do ujawnianych informacji, korzystając z różnorodnych narzędzi komunikacji.
  2. Spółką giełdową kieruje zarząd, jego członkowie działają w interesie spółki i ponoszą odpowiedzialność za jej działalność. Do zarządu należy w szczególności przywództwo w spółce, zaangażowanie w wyznaczanie jej celów strategicznych i ich realizacja oraz zapewnienie spółce efektywności i bezpieczeństwa. Spółka jest nadzorowana przez skuteczną i kompetentną radę nadzorczą. Członkowie rady nadzorczej działają w interesie spółki i kierują się w swoim postępowaniu niezależnością własnych opinii i osądów. Rada nadzorcza w szczególności opiniuje strategię spółki i weryfikuje pracę zarządu w zakresie osiągania ustalonych celów strategicznych oraz monitoruje wyniki osiągane przez spółkę.
  3. Spółka giełdowa utrzymuje skuteczne systemy: kontroli wewnętrznej, zarządzania ryzykiem oraz nadzoru zgodności działalności z prawem (compliance), a także skuteczną funkcję audytu wewnętrznego, odpowiednie do wielkości spółki i rodzaju oraz skali prowadzonej działalności.
  4. Zarząd spółki giełdowej i jej rada nadzorcza powinny zachęcać akcjonariuszy do zaangażowania się w sprawy spółki, wyrażającego się przede wszystkim aktywnym udziałem w walnym zgromadzeniu. Walne zgromadzenie powinno obradować z poszanowaniem praw akcjonariuszy i dążyć do tego, by podejmowane uchwały nie naruszały uzasadnionych interesów poszczególnych grup akcjonariuszy. Akcjonariusze biorący udział w walnym zgromadzeniu wykonują swoje uprawnienia w sposób nienaruszający dobrych obyczajów.
  5. Spółka powinna posiadać przejrzyste procedury zapobiegania konfliktom interesów i zawieraniu transakcji z podmiotami powiązanymi w warunkach możliwości wystąpienia konfliktu interesów. Procedury powinny przewidywać sposoby identyfikacji takich sytuacji, ich ujawniania oraz zarządzania nimi.
  6. Spółka posiada politykę wynagrodzeń co najmniej dla członków organów spółki i kluczowych menedżerów. Polityka wynagrodzeń określa w szczególności formę, strukturę i sposób ustalania wynagrodzeń członków organów spółki i jej kluczowych menedżerów.

Jak podnieść poziom ładu korporacyjnego?

Zdaniem autorów raportu „Rady nadzorcze 2017: trendy i kierunki zmian”, aby podnieść poziom ładu korporacyjnego należy powrócić do podstaw zasad ładu korporacyjnego i wyjaśnić ich znaczenie zarówno dla emitentów, jak i przede wszystkim dla inwestorów i akcjonariuszy.

Część emitentów być może świadomie nie stosuje niewygodnych zasad, szczególnie w sytuacji, w której nikt specjalnie nie zwraca na ten obszar uwagi, żaden inwestor ani regulator o to nie pyta, a akcje spółki mają się dobrze. Na pewno istnieje też grupa spółek, które nie rozumieją celu zasad, w związku z tym nie widzą potrzeby ich stosowania. Wielu emitentów prezentuje też podejście asekuracyjne, czyli deklaruje niespełnianie na wszelki wypadek. Można spotkać się też z opinią, że na polskiej giełdzie notowanych jest wiele podmiotów, które nie mają planu rozwoju i ekspansji, nie szykują kolejnych emisji, nie generują wysokich obrotów i nie widzą konieczności spełniania standardów, jakie panują na rynku kapitałowym.

Aby przybliżyć rynkowi poziom i znaczenie stosowania dobrych praktyk wśród spółek notowanych na polskiej giełdzie, warto zadbać o:

  • dostępność przekrojowej analizy poziomu zgodności spółek na tle całości rynku
  • weryfikację raportów i jakości wyjaśnień
  • odpowiednie działania edukacyjne prowadzone wśród emitentów, inwestorów i akcjonariuszy
  • aktywność inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych
  • zainteresowanie mediów ekonomicznych
  • system motywacyjny dla spółek zachęcający do stosowania dobrych praktyk i poprawnego raportowania w tym zakresie
  • zwiększenie świadomości i roli rad nadzorczych w zakresie podnoszenia poziomu ładu korporacyjnego w nadzorowanych spółkach

Nastroje w firmach najlepsze od 2014 roku

Fidelity International opublikował właśnie wyniki tegorocznego badania Analyst Survey przeprowadzonego wśród analityków. Najważniejsze wnioski to:

  • Największą poprawę nastrojów zanotowano w krajach regionu EEMEA, Ameryki Łacińskiej oraz Chinach.
  • Cykliczny rozwój gospodarki napędzany jest przez wzrost popytu.
  • Rynek dóbr luksusowych dotknęły problemy, podczas gdy sektor IT zanotował ożywienie.

nastroje wśród firmZaufanie do rynku wśród największych firm wzrosło, osiągając najwyższy poziom od 2014, co po trudach zeszłego roku, daje pozytywną prognozę na 2017 rok – twierdzą analitycy Fidelity International. Zgodnie z najnowszymi wynikami Fidelity 2017 Analyst Survey opartego na opiniach 146 analityków zajmujących się akcjami oraz obligacjami, zabranych podczas 17 000 spotkań z menadżerami korporacji, zaufanie istotnie wzrosło, co stanowi przeciwieństwo do 2016 r., kiedy to analizy Fidelity wskazywały na jego ogólny spadek.

Globalny wskaźnik nastrojów rynkowych Fidelity, oparty na 5 kluczowych składowych kondycji przedsiębiorstwa, osiągnął optymistyczny wynik, w przeciwieństwie do zeszłego roku, kiedy to wartości zwrotu na zainwestowanym kapitale, poziom zaufania i wydatków inwestycyjnych wskazywały na znacznie bardziej niepewny obraz rynku. Widoczne we wszystkich regionach i sektorach efekty cyklicznych sił rynkowych sprawiły, że firmy szukają już nie efektywności kosztowej (jak w zeszłym roku), ale wzrostu napędzanego przez popyt, który ma generować zwiększone przychody.

Polepszenie nastrojów szczególnie w EEMEA, Ameryce Południowej i Chinach

porównanie regionówTo globalne cykliczne przyspieszenie ma dać wiatr w żagle wszystkim rynkowym okrętom. Wszystkie regiony wskazały na pozytywną wartość wskaźnika nastrojów Fidelity potwierdzając, że ogólna kondycja przedsiębiorstw wszędzie się wzmacnia. Największą poprawę nastrojów zanotowały kraje regionu EEMEA (Europa Wschodnia, Środkowy Wschód oraz Afryka), Ameryka Łacińska i Chiny, gdzie wartość wskaźnika wzrosła z 2.7 do 6.4 punktów, czyli osiągnęła poziom najwyższy od 2014 r. Za zaskakującą trzeba również uznać zmianę, która nastąpiła w tzw. „starej gospodarce”. Zanotowała ona w zeszłym roku przeciętne wyniki, zwłaszcza w sektorze energetycznym i surowcowym. Dziś, niemal wszyscy analitycy tego sektora, którzy w 2016 roku wskazali na pogarszające się kluczowe wskaźniki korporacyjne, są optymistami w stosunku do roku bieżącego.

Gdy w zeszłym roku pisaliśmy nasz raport, byliśmy umiarkowanie optymistyczni, czy światowa gospodarka uniknie recesji. Był to jednak możliwy scenariusz. Rynki były nerwowe, zasoby energetyczne i finansowe topniały rosły za to obawy wobec gospodarki Chin – komentuje Martin Dropkin, dyrektor zespołu badań kredytowych w Fidelity International.  Jednakże, od naszego ostatniego badania, polityczne zawirowania skierowały dużą część świata na nową ścieżkę. Spadki cen ropy są już za nami, a sektory i regiony na nie wrażliwe odbijają się od ubiegłorocznych niskich poziomów. To, w połączeniu z umiarkowanym wzrostem popytu i ciągłymi innowacjami we wszystkich sektorach, sprzyja inwestycjom i działalności biznesowej, co znalazło odzwierciedlenie również w danych makroekonomicznych. W rezultacie, widać wyraźną poprawę fundamentów przedsiębiorstw we wszystkich regionach i sektorach – dodaje Martin Dropkin.

Zadyszka w sektorze dóbr konsumpcyjnych

W związku z tym może dziwić, że firmy z sektora dóbr luksusowych, które zwykle korzystają z cyklicznego ożywienia, uzyskały w tym roku najniższy wskaźnik nastrojów. Analitycy wskazują na zaledwie nieznaczną poprawę warunków w bieżącym roku, z uwzględnieniem spadku zaufania wśród menedżerów, mniejszych nakładów inwestycyjnych i zwrotów kapitałowych.

Michael Sayers, dyrektor ds. badań w Fidelity International, komentuje: – To odzwierciedla faktyczne ryzyko w związku ze znacznymi przemianami zarówno wśród konsumentów, jak i w przemyśle. Wydatki wszędzie będą się przenosić się w kierunku biznesów online, wpływając na istniejące modele biznesowe, napędzając konkurencję i uszczuplając marże.

Z drugiej strony sektor IT wydaje się być największym beneficjentem nowych trendów. Analitycy Fidelity oczekują wzrostów bądź stabilizacji w wydatkach na IT we wszystkich regionach i sektorach. Ponad połowa analityków potwierdza poprawę nastrojów wśród menedżerów wspomaganą rosnącymi nakładami inwestycyjnymi, zwrotami na kapitale inwestycyjnym oraz wyższymi tegorocznymi dywidendami.

Sayers dodaje:  – Pozycja IT jest wyjątkowa. Sektor ten wpływa na wszystkie inne gałęzie gospodarki, choć sam nie zależy od żadnej z nich. Podczas, gdy część rynków konsumenckich, takich jak rynek smartfonów, jest relatywnie dojrzała, wciąż obserwujemy istotny potencjał dla rozwiązań IT w takich branżach, jak przemysł i rolnictwo.

W dalszym ciągu ryzyko związane z surowcami

Jednakże, nawet jeśli analitycy Fidelity mają pozytywne nastawienie co do prognoz dotyczących ich sektorów, to obawiają się ryzyka na rynku surowców, podkreślając, że ceny ropy mogą znowu zaliczyć spadki bądź zawiedzie oczekiwany wzrost popytu. Ankieta Fidelity wskazuje również na niewielki wzrost presji inflacyjnej. Szybsze zwyżki cen – głównie w USA i Wielkiej Brytanii – mogą doprowadzić do uszczuplenia kondycji finansowej w skali globalnej, co mogłoby wpłynąć na wiele firm. Dodatkowo analitycy Fidelity zwracają uwagę, że Brexit odcisnął piętno na skłonności przedsiębiorstw do inwestowania w Wielkiej Brytanii, a do protekcjonizmu gospodarczego wszędzie podchodzi się z pewną dozą podejrzliwości.

Dropkin dodaje: – Każda inwestycja niesie za sobą pewne ryzyko – podczas gdy generalny ogląd jest wyraźnie pozytywny, pracą naszych analityków jest ciągłe dopasowywanie i weryfikowanie wszystkich przewidywań, które dotyczą znaczących przemian w otoczeniu. Stąd więc, jeśli panuje nawet powściągliwy optymizm co do cen ropy ,to są też zastrzeżenia, czy kraje OPEC zastosują regulację podaży albo czy potencjalnie osłabiony popyt na globalnym rynku nie doprowadzą do kolejnych spadków cen, które negatywnie wpłyną na szereg sektorów. Co jest budujące, istnieje mało sygnałów, które mówią o tym, że polityczne ryzyko rzeczywiście hamuje firmy. Nasi analitycy nie są obojętni na polityczne zawirowania na świecie, ale według nich nie ciążą one tak bardzo na decyzjach inwestycyjnych, ze szczególnym wyłączeniem Brexitu.”

Nastroje wśród przedsiębiorców z podziałem na sektoryNastroje są oceniane w skali od 1 do 10, przy czym wynik 5 sugeruje spadek nastrojów, a wynik powyżej 5 – wzrost nastrojów.

Najnowocześniejszy Zakład Unieszkodliwiania Odpadów uruchomiono koło Kielc

Zakład Unieszkodliwiania OdpadówNieprawdą jest, że Polska jedynie goni wysokie standardy unijne. W Promniku, niedaleko Kielc, powstał Zakład Unieszkodliwiania Odpadów, który nie tylko je spełnia, ale wręcz wyprzedza. Zastosowane w nim technologie, a w tym systemy i instalacje wdrożone przez Schneider Electric, prezentują poziom przewyższający europejskie wymagania w zakresie ochrony środowiska o dekadę. Wartość inwestycji to blisko 50 mln zł.

Odgórnym założeniem inwestora było stworzenie nowoczesnego zakładu przetwarzania odpadów, który sprosta wymaganiom środowiskowym XXI wieku. By to uzyskać, obiekt został zaopatrzony w jeden centralny system, integrujący wszystkie pomniejsze instalacje. W konsekwencji wykorzystania tych technologii, ZUO dysponuje rozwiązaniami, spełniającymi standardy środowiskowe zgodne z celami UE na 2027 rok. Tym samym Zakład Unieszkodliwiania Odpadów w Promniku stał się jedną z najnowocześniejszych placówek
o takim charakterze w Europie.

Integracja wszystkich instalacji w jednym spójnym, centralnym systemie

W zakres prac wchodziły trzy główne obszary projektowe i wykonawcze: instalacje elektryczne, instalacje teletechniczne oraz instalacje automatyki. Zastosowany system SCADA umożliwił śledzenie większości procesów technologicznych, zachodzących na tak rozległym kompleksie, w skład którego wchodzą aż 34 obiekty. Wykorzystanie scentralizowanego systemu zarządzania doprowadziło do redukcji kosztów eksploatacji zakładu i obniżenia wydatków nawet o 30% prognozowanych kosztów. Pełna automatyzacja pozwoliła także na zmniejszenie liczby zatrudnionych osób, pracujących w tym trudnym i momentami nieprzyjaznym dla człowieka środowisku.

Korzystaliśmy z najlepszych rozwiązań europejskich: mamy nowoczesną sortownię, przetwarzanie odpadów biodegradowalnych w fermentacji metanowej z odzyskiem metanu, produkcją energii elektrycznej, cieplnej, a na końcu kompostownie. – mówi Henryk Ławniczek, Prezes Zarządu Przedsiębiorstwa Gospodarki Odpadami Sp. z o.o. – Zaawansowana technologicznie sortownia pozwala nam uzyskiwać dużą ilość surowców wtórnych, które z sukcesem możemy sprzedawać na rynku. Osiągamy w ten sposób cele ekologiczne, ale również ekonomiczne, bo zakład jest droższy w budowie, ale tańszy w eksploatacji.

W zakładzie zastosowano liczne efektywne rozwiązania energetyczne, takie jak instalacje silnoprądowe wraz z rozdzielnicami czy skomplikowane układy SZR, firma Schneider Electric dostarczyła również oświetlenie dla całego obiektu ZUO. Dużą wagę w powodzeniu projektu miał również system BMS (Buliding Management System), w skład którego weszły instalacje automatyki HVAC oraz monitoringu technicznego. By wdrożyć najlepsze rozwiązania z dziedziny bezpieczeństwa, Schneider Electric zdecydował się na wykorzystanie systemów kontroli dostępu, Sygnalizacji Włamania i Napadu, czy zintegrowanej z nimi telewizji, wykorzystującej monitoring termowizyjny.

Jesteśmy dumni, że mogliśmy wziąć udział w tak rozległym przedsięwzięciu, przyczyniającym się do ochrony otaczającego nas wszystkich środowiska. Systemy Schneider Electric, zainstalowane na każdym poziomie działania przedsiębiorstwa, podniosły wydajność i bezpieczeństwo obiektu. Tym samym pomogły uczynić go unikatowym w skali Europy – mówi Jacek Parys, Wiceprezes działu Ekobudynków Schneider Electric Polska.

Zakład Unieszkodliwiania Odpadów w Promniku obejmuje swoim zasięgiem miasto Kielce oraz 17 gmin powiatu kieleckiego. Zasadniczym celem ZUO jest unieszkodliwianie zmieszanych odpadów komunalnych i odpadów z selektywnej zbiórki, w wysokoefektywnym procesie ich wielostopniowej, mechaniczno-biologicznej przeróbki. Szacuje się, że w zakładzie dziennie przetwarzanych będzie 350 ton odpadów.