Bezpieczeństwo w polskim transporcie. Gdzie jesteśmy, a gdzie możemy być dzięki technologiom?


W 2016 roku odnotowano w Polsce 33 664 wypadków drogowych, a na kolei w 2015 roku było ich 638– wynika z danych Komendy Głównej Policji oraz Urzędu Transportu Kolejowego. Dane te pokazują, że powinniśmy inwestować w obszary, które wpływają na poprawę bezpieczeństwa. Oprócz czynnika ludzkiego, poprawy infrastruktury czy systemu szkolenia, duży wpływ ma również technologia. Jak więc można ją wykorzystać, aby było bezpieczniej?

Z bezpieczeństwem jest lepiej, ale wciąż do poprawy

Jak wynika z danych Urzędu Transportu Kolejowego zawartych w raporcie „Ocena funkcjonowania rynku transportu kolejowego i stanu bezpieczeństwa ruchu kolejowego” – w 2015 roku doszło do 638 wypadków kolejowych, w których śmierć poniosło 228 osób. Najwięcej, bo aż 247 przypadków, to zdarzenia spowodowane przez pojazd kolejowy będący w ruchu oraz zdarzenia na przejazdach kolejowych, których odnotowano aż 206. To o 4,9 proc. mniej incydentów niż w 2014 roku. Statystyki Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji pokazują z kolei, że w 2016 roku na polskich drogach doszło do 33 664 wypadków, w których śmierć poniosło 3 026 osób. W porównaniu z rokiem 2015 liczba ta wzrosła o 1,8 proc. Dane te pokazują, że bezpieczeństwo w transporcie to obszar, którego nie można zaniedbywać, ponieważ ma wpływ na nasze życie.

Technologia w miastach

Na bezpieczeństwo w transporcie składają się trzy elementy: czynnik ludzki, procedury i technologie. Pod pojęciem technologii należy rozumieć zarówno infrastrukturę, jak i wszelkie technologie wspomagające bezpieczeństwo. W transporcie drogowym, na znaczeniu zyskują systemy, pozwalające informować poruszających się pojazdami o wszelkich zdarzeniach i utrudnieniach na drodze mających wpływ na bezpieczeństwo jazdy. Systemy te informują również o złych warunkach pogodowych, a generowane komunikaty, podróżujący mogą odczytać w czasie rzeczywistym za pomocą elektronicznych tablic rozmieszczonych na wielu trasach. Takie systemy, choć pozornie proste, kryją w sobie szereg algorytmów służących gromadzeniu, analizowaniu i przekazywaniu danych. Jeden z nich już niedługo będzie udostępniał informacje o sytuacji na drogach podróżującym drogami ekspresowymi i autostradami należącymi do transeuropejskiej sieci transportowej (TEN-T). Przygotujemy go na zlecenie Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad. Przygotowywana właśnie inwestycja umożliwi sprawną wymianę danych o ruchu drogowym pomiędzy publicznymi i komercyjnymi zarządcami dróg, służbami ratowniczymi oraz mediami. Za pośrednictwem dostawców, informacje będą przekazywane kierowcom i wszystkim zainteresowanym w czasie rzeczywistym – mówi Piotr Ciepły z firmy Qumak S.A, wykonawcy systemu dla GDDKA.

Inaczej sytuacja wygląda w miastach. Tutaj największymi zagrożeniami są niedostosowanie prędkości do warunków panujących na drodze, nieuwaga czy niewłaściwa organizacja ruchu na  skrzyżowaniach. Jak podaje Komenda Główna Policji aż 70,9 proc. wypadków drogowych w 2016 roku miało miejsce na obszarze zabudowanym. Dlatego też w nowoczesnych miastach ruch drogowy będzie kontrolowany przez inteligentne systemy, tzw. ITS-y. W zależności od potrzeb, mogą one spełniać klika zadań. Z jednej strony zarządzają płynnością ruchu i rozładowują zatory drogowe w mieście, a z drugiej – zwiększają bezpieczeństwo na drogach.

Najważniejszym elementem takich systemów jest zarządzanie prędkością, czego efektem jest upłynnienie ruchu. Czujniki rozlokowane na terenie miasta, w którym działa ITS określają prędkość, z którą powinien poruszać się samochód, aby jazda była płynna i bezpieczna. Przekroczenie tej prędkości powoduje konieczność zatrzymania pojazdu na najbliższych światłach. Poruszanie się auta ze wskazaną prędkością wpływa na zmniejszenie liczby jego zatrzymań, zmniejszenie zatorów drogowych, liczby wypadków oraz ich ciężkości.

Analiza danych zbieranych przez systemy pozwala na uniknięcie wielu zdarzeń drogowych m. in. przez weryfikację programów działania sygnalizacji świetlnych niedostosowanych do lokalnych warunków oraz informację o optymalnych trasach alternatywnych. Kompatybilność modułów składających się na Inteligentny System Transportowy wpływa na znaczne zwiększenie zasięgu jego możliwości. Przykładowo, ITS-y w połączeniu z nowoczesnymi systemami monitoringu, mogą śledzić ruch na drogach oraz wykrywać pojazdy poruszające się poza wyznaczoną trajektorią, jak np. jazda pod prąd. Mogą także weryfikować źle zaparkowane samochody czy pozostawienie niedozwolonego obiektu w przestrzeni objętej ruchem ograniczającego widoczność, co zwiększa prawdopodobieństwo zaistnienia sytuacji kolizyjnej. Dodatkowo, automatyczny system wykrywania zdarzeń pozwala na szybsze dotarcie do poszkodowanych oraz przekierowanie ruchu tak, aby nie stwarzał zagrożenia dla uczestników zdarzenia drogowego oraz służb medycznych i porządkowych.

ITS-y to przyszłość aglomeracji. Z uwagi na fakt, iż coraz więcej ludzi zamieszkuje miasta, wzrasta też liczba pojazdów. To z kolei wpływa negatywnie na bezpieczeństwo. Dlatego też zastosowanie Inteligentnych Systemów Transportowych pomaga wszystkim uczestnikom ruchu – służbom ratunkowym, zarządcom miast i dróg, organizatorom i przewoźnikom transportu zbiorowego oraz mieszkańcom. Dzięki takim systemom upłynnia się ruch, dzięki zastosowaniu m.in. tablic zmiennej treści, które informują o ewentualnych zatorach umożliwiając omijanie tzw. „wąskich gardeł” innymi drogami oraz wspierają równoważenie zadań przewozowych w mieście. Dodatkowo ITS-y przyczyniają się do zmniejszenia ilości szkodliwych gazów i pyłów  i w efekcie poprawy jakości powietrza, a to dziś ma kluczowe znaczenie jeśli mówimy o zmniejszeniu smogu. Inteligentne systemy powinny być rozbudowywane, aby sprostać wyzwaniom, przed którymi stoją inteligentne i funkcjonalne miasta – mówi Tomasz Turczynowicz, Prezes Star ITS, spółki należącej do Grupy Kapitałowej Qumak zajmującej się technologiami z obszaru Smart City.

Systemy ITS mogą także zarządzać oświetleniem na ulicach, aby dostosować je do warunków meteorologicznych. Wpływa to bezpośrednio na zwiększenie poziomu widoczności na drodze, a tym samym poprawia bezpieczeństwo, w szczególności niechronionych uczestników ruchu. Taki pilotażowy system testuje Zarząd Infrastruktury Komunalnej i Transportu w Krakowie wraz z Akademią Górniczo-Hutniczą. Co więcej, szacuje się, że inteligentne zarządzanie oświetleniem ma przynieść miastu oszczędności na poziomie 71% wydatków na energię zużywaną do oświetlenia. Działanie to jest zgodne z obecnym trendem, w którym dużą uwagę poświęca się poprawie widoczności pieszych i rowerzystów. Aby zwiększyć ich widoczność na przejściach dla pieszych i przejazdach rowerowych, a więc miejscach szczególnie niebezpiecznych, montowane są czujniki dostosowujące intensywność oświetlenia do aktualnych warunków pogodowych. Obecność ruchu rowerowego sygnalizowana jest na lampie LED wyświetlającej symbol roweru przed zbliżającym się samochodem.

Przewoźnicy kolejowi inwestują

Obszar bezpieczeństwa nieco inaczej wygląda na kolei. Tu technologia od zawsze odgrywa ważną rolę, ze względu na liczbę przewożonych pasażerów, prędkość poruszania się czy długość hamowania i wagę pojazdu trakcyjnego. Zapewnienie bezpieczeństwa podróżującym w dużej mierze zależy od wyszkolenia oraz prawidłowych reakcji maszynisty na sytuacje, które mogą zdarzyć się na torach. Mimo, iż z danych UTK wynika, że w ostatnich latach bezpieczeństwo na kolei zwiększa się, to ustawodawca nadal widzi potrzebę poprawy tego stanu rzeczy. Dlatego z początkiem 2018 roku, zaczną obowiązywać przepisy, które nakładają na każdego przewoźnika obowiązek przeszkolenia maszynistów (3h rocznie) na symulatorach. Z tego względu powstają nowoczesne symulatory pojazdów kolejowych takie jak SIMTRAQ – stworzony przez polskich inżynierów z technologicznej firmy Qumak.

Ten najnowocześniejszy na świecie symulator pojazdu kolejowego i jedyny zbudowany na naczepie ciągnika siodłowego, pozwala w pełni odwzorować dowolną trasę w Polsce i na świecie. Dzięki wykorzystaniu sześciostopniowej platformy ruchu 6DoF możliwe jest odtworzenie wszystkich sił oddziałujących na maszynistę podczas jazdy (m.in. w trakcie przyspieszania, hamowania, jazdy po łuku) w różnych warunkach atmosferycznych oraz w trakcie różnych zdarzeń np. wjazd samochodu na przejazd kolejowy, poślizg czy wykolejenie – mówi Daniel Wiśniewski, Doradca Zarządu ds. Samorządowego transportu publicznego w firmie Qumak S.A. Wartością dodaną symulatora  jest jego modułowa architektura. Pozwala to między innymi na uruchamianie dodatkowych zestawów funkcjonalności rozszerzających możliwości dydaktyczne systemu. Jest to nowość pośród dotychczasowych rozwiązań symulacyjnych. Dopełnieniem pełnego odwzorowania sytuacji panującej w kabinie maszynisty jest fakt, że została wykonana z oryginalnych części znajdujących się w pojazdach szynowych – dodaje Wiśniewski.

Jak wskazują statystyki Urzędu Transportu Kolejowego, zawarte w „Raportach w sprawie bezpieczeństwa Transportu Kolejowego w Polsce”, 72,4 proc. wypadków na szlakach kolejowych spowodowanych jest pojawieniem się na torach w sposób nieupoważniony podmiotów zewnętrznych.  W takiej sytuacji najważniejszą sprawą jest prawidłowa reakcja kierującego składem kolejowym, którą można wyćwiczyć na symulatorze. Pozwala on bowiem wygenerować typowe, nietypowe i awaryjne scenariusze zdarzeń panujące podczas jazdy. Dodatkową wartością ćwiczeń na symulatorach jest możliwość odtworzenia okoliczności, które doprowadziły do katastrofy kolejowej np. Szczekociny i przeszkolenie maszynistów jak powinni zareagować, aby do tego typu katastrofy nie doszło. System szkoleniowy oparty na symulatorach to nie tylko oszczędności finansowe ale również poprawa bezpieczeństwa w prowadzeniu pociągów oraz efektywne korzystanie z posiadanego taboru.

Nowoczesne technologie z pewnością pozwalają zwiększyć nasze bezpieczeństwo. Obecnie jesteśmy świadkami ważnych zmian, przez co jako podróżujący, możemy czuć się bezpieczniej. Trzeba jednak pamiętać, że bezpieczeństwo jak na razie pozostanie zależne od wielu czynników, wśród których technologia odgrywa coraz większą rolę.

Microsoft Teams już dostępny w Office 365

Microsoft Teams, czyli nowoczesna przestrzeń do pracy w zespole z wbudowanym czatem, jest już dostępna w ramach usługi Office 365. Z najnowszego narzędzia do pracy zespołowej mogą korzystać użytkownicy biznesowi Office 365 na 181 rynkach. Teams obsługuje 19 wersji językowych.

Użytkownicy z całego świata mogą korzystać z Microsoft Teams do rozwijania współpracy w swoich organizacjach. Od czasu ogłoszenia wersji preview aplikacji Microsoft Teams (listopad minionego roku), zaczęło z niej korzystać ponad 50 tys. organizacji na świecie. Wśród nich są m.in.: Alaska Airlines, ConocoPhillips, Deloitte, Expedia, J.B. Hunt, J. Walter Thompson, Hendrick Motorsports, Sage, Trek Bicycle oraz Three UK.

W dzisiejszym świecie, bogatym w informacje, ale ubogim w ludzki czas i uwagę, chcemy pomagać ludziom pracować wydajniej, bez względu na to, gdzie akurat przebywają – mówi Satya Nadella, dyrektor generalny firmy Microsoft – Office 365 to najbogatsza platforma i najbardziej uniwersalne narzędzie do tworzenia treści, współpracy oraz komunikacji. Dziś dodajemy do niej nowe narzędzie w postaci Microsoft Teams: przestrzeni roboczej z funkcją czatu, która wspiera pracę zespołową – dodaje Satya Nadella.

Usługi Office 365 dopasowują się do stylu pracy każdej grupy osób dzięki specjalnie zaprojektowanym, zintegrowanym aplikacjom, takim jak: Outlook do obsługi poczty korporacyjnej; SharePoint do inteligentnego zarządzania treścią; Yammer do budowania sieci kontaktów w organizacji; Skype dla firm do komunikacji głosowej i wideo; a teraz również – Microsoft Teams.

Jak przyznała Laurie Koch, wiceprezes ds. globalnej obsługi klienta w Trek Bicycle, Microsoft Teams już teraz usprawnia pracę w firmie, prezentując zasoby i zadania we właściwym kontekście:

Dla globalnych zespołów Trek zintegrowane aplikacje Office 365 stanowią kompletny, zintegrowany zestaw narzędzi, pomagających rozwijać biznes. Traktujemy Microsoft Teams jako centrum projektowe Office 365, w którym każdy będzie miał szybki i łatwy dostęp do najnowszych dokumentów, notatek czy zadań, powiązanych z konwersacjami zespołów. To zapewnia współpracownikom pełny kontekst. Microsoft Teams szybko staje się częścią kultury Trek, która realizuje strategię szybkiego załatwiania spraw – mówi Laurie Koch.

Od listopada minionego roku Microsoft wprowadził do Teams ponad 100 nowych funkcji, w tym: możliwość planowania spotkań; rozmowy głosowe z urządzeń mobilnych oraz wideo-rozmowy na systemie Android, a wkrótce również na iOS i Windows Phone; integrację poczty e-mail oraz nowe zabezpieczenia. Firma dodała również funkcje ułatwiające korzystanie z Microsoft Teams osobom niepełnosprawnym, w tym obsługę czytników ekranowych, wysoki kontrast oraz nawigację wyłącznie za pomocą klawiatury. Na czerwiec tego roku planowane są kolejne ulepszenia, m.in. możliwość dostęp dla osób spoza organizacji, ściślejsza integracja z aplikacją Outlook oraz bogatsza platforma dla programistów.

MADKOM S.A. utrzymuje wzrost przychodów

MADKOM S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od sierpnia 2012 r., zajmująca się produkcją systemów IT dla samorządów, zanotowała w dwóch pierwszych miesiącach 2017 r. przychody brutto ze sprzedaży w wysokości 1.430 tys. zł. Emitent pozyskuje oraz realizuje kolejne kontrakty i liczy na dalszy wzrost wartości portfela zamówień.

Wypracowane przez Spółkę przychody brutto ze sprzedaży w miesiącach styczeń-luty 2017 r. były wyższe o 97% od osiągniętych w analogicznym okresie ub. roku, kiedy to wyniosły one 726 tys. zł. MADKOM S.A. pracuje obecnie nad realizacją zdobytych zamówień oraz pozyskiwaniem kolejnych. W lutym br. Emitent zawarł umowę o łącznej wartości przekraczającej 1.437 tys. zł brutto na świadczenie usługi serwisu gwarancyjnego oraz rozbudowy Regionalnego Systemu Biuletynu Informacji Publicznej Województwa Małopolskiego. Całkowita kwota kontraktów pozyskanych przez Spółkę oraz jej partnerów w poprzednim miesiącu wyniosła ponad 1.779 tys. zł brutto. MADKOM S.A. koncentruje swoje działania na stałym zwiększaniu przychodów ze sprzedaży usług serwisowych, a także na optymalizacji kosztów działalności, dążyć tym samym do wzrostu osiąganych rentowności.

„Wzrost przychodów będzie nam towarzyszył przez kolejne lata i będzie to stała tendencja. Oczywiście będą okresy wynikające z sezonowości, jednak trend ogólny będzie utrzymany co najmniej przez najbliższe dwa lata. Najsłabszym okresem sprzedażowym są miesiące letnie, tj. III kwartał. Po nim jednak zaczyna się tradycyjnie najlepszy okres sprzedażowy w całym roku. Tak też powinno być i w tym roku.” – wyjaśnia Grzegorz Szczechowiak, Prezes Zarządu Spółki MADKOM S.A.

W lutym br. Spółka rozszerzyła swoje portfolio o nową usługę – System Automatycznej Weryfikacji Podpisu Elektronicznego (SAWPE), który służy do weryfikacji podpisów elektronicznych zapisanych w formacie XAdES (plik XML z podpisem), złożonych przy pomocy certyfikatów kwalifikowanych i niekwalifikowanych oraz za pomocą Profilu Zaufanego ePUAP. Jest ona całkowicie bezpłatna, zapewnia bazę weryfikacji archiwalnych oraz umożliwia pobranie dokumentu PDF poświadczającego wynik weryfikacji. Usługa SAWPE jest dostępna pod adresem internetowym: https://sawpe.pl

MADKOM S.A. zakończył 4 kw. 2016 r. zyskiem netto w kwocie 251 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 1.838 tys. zł. Duże znaczenie dla dalszego rozwoju Spółki oraz poprawy jej wyników finansowych ma również wzrost przychodów z tytułu świadczenia usług serwisowych. W całym 2016 r. Emitent zanotował przychody ze świadczenia usług serwisowych na poziomie 2.023 tys. zł brutto, co było ich najwyższą  wartością w całej historii Spółki.

Zaktualizowana Strategia Rozwoju MADKOM S.A. na lata 2015-2020 zakłada zwiększenie wartości przychodów stałych z umów serwisowych oraz maksymalnie efektywne wykorzystanie fundusze unijne. Plany Spółki przewidują pozyskanie nowych kontraktów na kwotę minimum 10 mln zł oraz zdobycie zamówień na dostawy systemów Elektronicznego Zarządzania Dokumentami u nowych klientów w liczbie co najmniej 100 urzędów w 2017 r. Dzięki temu Emitent będzie mógł zwiększyć swoje rentowności w zakresie wpływów ze stałych umów serwisowych, a generowane z nich przychody będą pokrywały koszty działalności. MADKOM S.A. ma również zamiar zdobyć zamówienia z funduszy RPO województw, które zakończyły oceny w konkursach i przyznały już dofinasowania na lata 2016-2018. Celem Spółki jest pozyskanie w tym segmencie zamówień o wartości 6 mln zł netto i ich realizacja w latach 2017-2018.

i2 Development rozpoczyna pierwszą publiczną emisję obligacji

i2 Development, jeden z wiodących dolnośląskich deweloperów, chce pozyskać 10 mln zł w ramach publicznej emisji obligacji. Zapisy na obligacje ruszyły 15 marca, a papiery oferuje Michael / Ström Dom Maklerski.

Od 15 marca do 04 kwietnia 2017 r. i2 Development oferuje inwestorom 10 tys. 2,5 letnich obligacji serii D, o wartości nominalnej 1 tys. zł każda, z oprocentowaniem zmiennym wynoszącym WIBOR 3M + 4,5 p.p. w skali roku. Odsetki będą wypłacane kwartalnie. Obligacje emitowane są jako niezabezpieczone. Inwestorzy indywidualni i instytucjonalni mogą składać zapisy w Michael / Ström Dom Maklerski. Przydział obligacji zaplanowany jest na 07 kwietnia 2017 r. Termin wykupu obligacji serii D przypada na 07.10.2019 r. Inwestorzy zyskają przy tym możliwość handlowania tymi papierami na rynku wtórnym. Spółka planuje wprowadzić obligacje serii D do obrotu na Catalyst.

„To nasza pierwsza publiczna emisja obligacji. Dotychczasowe emisje były skierowane głównie do inwestorów instytucjonalnych i wąskiego grona inwestorów indywidualnych. Chcemy dać szansę każdemu zainteresowanemu na zakup naszych papierów. Bardzo dobrze znamy rynek deweloperski oraz potencjał rozwoju naszej Spółki.” – powiedział Marcin Misztal, Wiceprezes i2 Development S.A. „W 2016 r. sprzedaliśmy 508 lokali, z czego 422 lokale w inwestycjach własnych, co oznacza 57 proc. wzrost, który wskazuje, że jesteśmy jednym z pionierów na rynku deweloperskim pod względem sprzedaży.” – dodał Wiceprezes.

i2 Development to spółka z branży deweloperskiej, która notowana jest na głównym rynku GPW od maja 2016 r. Jest prężnie rozwijającym się graczem, charakteryzującym się ponadprzeciętną wysokością marż na realizowanych projektach, która średnio w 2016 r. wyniosła 40 proc. Zwiększenie sprzedaży mieszkań w 2016 r. jest związane z istotnym wzrostem wielkości oferty, głównie w projektach własnych, a łączna oferta na koniec 2016 r. wyniosła 420 lokali, z czego aż 337 stanowiły lokale w inwestycjach własnych. Udział oferty własnej w łącznej ofercie sukcesywnie rośnie od 2015 r. i na koniec 2016 r. wyniósł 80 proc. i2 Development posiada bank ziemi pozwalający na realizację około 1 tys. lokali mieszkalnych oraz około 9 tys. m² powierzchni komercyjnej. Najważniejszym i najbardziej rozpoznawalnym projektem i2 Development jest inwestycja Bulwar Staromiejski zlokalizowana nad Odrą w centrum Wrocławia.

Celem emisji obligacji jest pozyskanie środków na finansowanie bieżącej działalności i2 Development, w szczególności na finansowanie zakupu gruntów i zwiększenie banku ziemi.

Oferta publiczna o wartości 10 mln zł nie wymaga przygotowania prospektu emisyjnego. Jest ona przeprowadzana na podstawie memorandum informacyjnego, które zostało udostępnione na stronie internetowej domu maklerskiego Michael / Ström (https://michaelstrom.pl/oferta/publiczna-emisja-obligacji-i2-development), pełniącego rolę oferującego.

Cena emisyjna jednej obligacji jest równa jej wartości nominalnej i wynosi 1 tys. zł. Inwestorzy mogą składać zapisy na co najmniej 50 sztuk obligacji, a więc za co najmniej 50 tys. zł. Zapisy na obligacje może złożyć każdy inwestor posiadający rachunek maklerski w Michael/Ström. W tym celu należy skontaktować się z oferującym domem maklerskim w punktach obsługi klienta Michael / Ström Dom Maklerski, pod numerem telefonu (22) 128 59 39, mailem [email protected] lub korespondencyjnie.

Harmonogram publicznej oferty obligacji serii D:  
Rozpoczęcie przyjmowania zapisów 15 marca 2017 r.
Zakończenie przyjmowania zapisów 04 kwietnia 2017 r
Przydział obligacji 07 kwietnia 2017 r.

Dzisiaj ważny dzień dla rynków finansowych

Przechodzimy do głównych wydarzeń tego tygodnia – wieczorem poznamy decyzję FOMC oraz wstępne wyniki wyborów parlamentarnych w Holandii. W międzyczasie trwa karuzela na rynku funta, gdzie do informacji o Brexicie i szkockim referendum dochodzą spekulacje na temat polityki Banku Anglii.

Podwyżka stóp procentowych Fed o 25 pb dziś wieczorem jest pewna i w pełni zdyskontowana przez rynek. Główna uwaga będzie skupiona na sygnałach dalszego kierunku polityki monetarnej, w szczególności czy Fed zasugeruje gotowość do więcej niż trzech podwyżek w tym roku. Sądzimy, że Fed pozostanie przy prognozie trzech podwyżek w 2017 r. Na konferencji prasowej prezes Yellen będzie starała się podkreślić, że marcowa podwyżka jest realizacją założeń zarysowanych jeszcze w grudniu i nie powinna być odbierana jako sygnał przyspieszenia zacieśniania. Fed nie ma w interesie prowokować rynku do przedwczesnego wyceniania szybszego tempa normalizacji, gdyż zacieśnienie warunków finansowych w USA i silniejszy USD mogą finalnie zdusić ożywienie gospodarcze. Dla utrzymania wiarygodności, Fed ma więcej do zyskania z pozycji mniejszej liczby podwyżek z opcją ich dodania w reakcji na ekspansję fiskalną niż wycofywania się z jastrzębiego stanowiska w obliczu wystąpienia nieprzewidzianych zagrożeń. Taki wydźwięk komunikatu i konferencji będzie zbieżny z rynkowymi oczekiwaniami, stąd nie oferuje świeżego impulsu do rozwinięcia rajdu USD, jednak ryzyka wokół przekazu przeważają po jastrzębiej stronie. Podwyższenie mediany prognoz podwyżek do czterech w tym roku będzie sygnałem do kupna dolara. Pozytywną dla USD niespodzianką byłaby też zmiana w komunikacie dotyczącą oceny ryzyk wokół prognozy ze „zrównoważonych” na „z przewagą pozytywnych” w obliczu spodziewanej ekspansji fiskalnej. Rynek może też reagować na informacje dotyczące redukcji bilansu Fed, jeśli prezes Yellen przybliży potencjalny termin lub ilościowe kryteria dla rozpoczęcia procesu.

W Europie Holendrzy idą do wyborów, gdzie główna walka rozgrywa się pomiędzy partią obecnego premiera Marka Rutte (VVD) oraz PVV kierowanej przez anty-islamistę i eurosceptyka Geerta Wildersa. Nawet jeśli PVV wygra, ma nikłe szanse na przejęcie władzy, gdyż żadna inna partia nie chce wejść z nimi w koalicję. Mimo to liczyć się będzie wielkość poparcia. Ostatnie sondaże wskazują na spadające poparcie dające PVV zaledwie 16 miejsc w 150-osobowej izbie niższej parlamencie. Jeśli jednak wynik byłby wyższy (ponad 35 miejsc), oznaczałoby to z jednej strony podkopanie zaufania dla agencji sondażowych, ale przede wszystkim wzbudziło obawy, że szanse na wygraną Marine Le Pen w wyborach we Francji mogą być wyższe. Byłaby to zła wiadomość dla EUR. Lokale wyborcze są zamykane o 21:00 i wtedy pojawi się pierwszy exit poll. Oficjalne wyniki są spodziewane we wczesnych godzinach w czwartek.

Początek tygodnia to roller-coaster w wykonaniu funta. Po wzrostach w poniedziałek i spadkach we wtorek, dziś przyszedł czas na ponowne umocnienie. Temat Brexitu daje mieszane sygnały. Z jednej strony Bloomberg donosi, że formalne rozpoczęcie procedury Brexitu przez stronę unijną może zostać odroczone do czerwca. To zła informacja dla Wielkiej Brytanii, gdyż wydłuża okres niepewności, co będzie hamowało inwestycje. Z drugiej strony nowy sondaż YouGov wskazał, że 57 proc. Szkotów nie chce odłączenia od Wielkiej Brytanii i szkocka premier Nicola Sturgeon porzuci pomysł referendum. Ale prawdziwą bombą dziś rano był artykuł The Times, gdzie monetarny gabinet cieni gazety zasugerował, że Bank Anglii powinien podnieść stopy procentowe o 25 pb na jutrzejszym lub kolejnym posiedzeniu, „by zdławić rosnącą inflację przy solidnym ożywieniu gospodarczym”. Nie jest to oficjalny przekaz z banku centralnego, jednak słabe warunki płynnościowe z samego rana pozwoliły na wyraźny skok funta. Wątpimy, aby BoE miał zdecydować się na podwyżkę w ogóle w tym roku (w związku z licznymi zagrożeniami związanymi z Brexitem), więc w pełni zrozumiałe jest postępujące teraz cofnięcie funta. Mimo to szkody zostały wyrządzone i nasza pozycja w EUR/GBP zaliczyła stop loss.

Nim dobrniemy do decyzji FOMC (19:00) w kalendarzu mamy kilka interesujących publikacji. W danych z rynku pracy z Wielkiej Brytanii główna uwaga będzie na wynagrodzeniach i brak wewnętrznej presji płacowej będzie wzmacniał oczekiwania na brak podwyżki stóp procentowych do końca roku. W USA CPI ma przyspieszyć do 2,7 proc., ale inflacja bazowa ma osłabnąć do 2,2 proc. Po sprzedaży detalicznej oczekuje się słabego wyniku (0,1 proc. m/m) w związku z wysoką bazą poprzedniego miesiąca. Inflacja bazowa z Polski nie przyciągnie uwagi. Późnym wieczorem z Nowej Zelandii otrzymamy dane o PKB za IV kw. (śr), gdzie są szanse na pozytywne zaskoczenia po silnym odczycie z sąsiadującej Australii. Lepsze dane potwierdzą dobrą postawę gospodarki i staną w sprzeczności z gołębią postawą RBNZ, który walczy o zahamowanie aprecjacji NZD. Wreszcie jutro nad ranem poznamy decyzję Banku Japonii, gdzie nie spodziewamy się zaskoczeń. USD/JPY będzie przede wszystkim pod wpływem decyzji Fed.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Griffin Premium RE.. publikuje prospekt i rozpoczyna publiczną ofertę akcji

  • Griffin Premium RE.. N.V. („Spółka”) planuje pozyskać z emisji nowych akcji około 28 mln euro netto (tj. około 120 mln zł) na rozbudowę portfela nieruchomości.
  • Oferta publiczna obejmie także do 66.965.956 akcji istniejących (uwzględniając opcję dodatkowego przydziału) sprzedawanych przez dotychczasowych akcjonariuszy Spółki, pośrednio kontrolowanych przez globalny fundusz Oaktree Capital Group LLC.
  • Pula akcji sprzedawanych przez dotychczasowych akcjonariuszy może zostać dodatkowo zwiększona o maksymalnie 26.786.383 akcji.
  • Zapisy inwestorów detalicznych przyjmowane będą po cenie maksymalnej ustalonej na 6,50 zł w dniach od 17 do 27 marca br. w domach maklerskich na terenie całego kraju.
  • Ostateczna cena i liczba oferowanych akcji zostaną ustalone na podstawie budowy księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych.
  • Przewiduje się, że free-float akcji po Ofercie wyniesie od 51,2% do 74,3%.

Planowane wykorzystanie wpływów z emisji nowych akcji

– Griffin Premium RE.. jest właścicielem atrakcyjnych nieruchomości biurowych i biurowo-handlowych o łącznej wartości ponad 500 mln euro. Zgodnie z naszą strategią, zamierzamy rozwijać nasz portfel m.in. poprzez dalsze akwizycje nieruchomości spełniających restrykcyjne kryteria, które pozwolą akcjonariuszom Spółki uzyskać atrakcyjną i stabilną stopę zwrotu. Akwizycje te zamierzamy sfinansować m.in. z emisji nowych akcji. Zawarliśmy właśnie przedwstępną umowę nabycia biurowca West Link budowanego przez Echo Investment we Wrocławiu. Jego ukończenie planowane jest na II kwartał 2018 r., a cała powierzchnia biurowa została już wynajęta Nokii na okres siedmiu lat. Podpisaliśmy również umowy z Echo Investment dotyczące inwestycji na poziomie 25% w trzy projekty biurowe realizowane w Warszawie. Zawarte umowy dają nam ponadto możliwość złożenia pierwszej oferty na nabycie pozostałych 75% w tych projektach w momencie ich ukończenia, tj. pod koniec 2018 r. i w pierwszej połowie 2019 r. W przypadku skorzystania z tej opcji i włączenia wszystkich czterech nieruchomości do naszego portfela, jego wartość wzrośnie o ponad 170 mln euro – powiedziała Dorota Wysokińska-Kuzdra, prezes Griffin Premium RE..

Z emisji nowych akcji Spółka planuje pozyskać wpływy netto w wysokości około 28 mln euro (tj. około 120 mln zł), które zostaną zainwestowane w już wybrane nowe nieruchomości. Około 18 mln euro zamierza przeznaczyć na nabycie wrocławskiego projektu West Link, a pozostałe środki na inwestycje (na poziomie 25%) w warszawskie projekty biurowe: Beethovena I i II w południowej części Centralnego Obszaru Biznesu oraz Browary – blisko centrum.

Prognozy na 2017 rok

Prognozy Griffin Premium RE.. na 2017 rok zakładają, że dochód operacyjny netto z wynajmu posiadanych nieruchomości wyniesie około 32,2 mln euro. Spółka zamierza regularnie wypłacać akcjonariuszom w formie dywidendy około 65% wyniku z działalności operacyjnej pomniejszonego o koszty finansowania bankowego (ang. funds from operations, FFO). Wartość FFO w 2017 r. szacowana jest na około 21,4 mln euro, z czego 17,4 mln euro za okres II-IV kwartał br., który będzie podstawą do wypłaty dywidendy.

Zannualizowana stopa dywidendy za 2017 rok szacowana jest na poziomie 6,5%, przy uwzględnieniu zannualizowanej prognozowanej wartości FFO w okresie II-IV kw. 2017 r. i ceny maksymalnej akcji oferowanych w ramach oferty publicznej.

Struktura oferty

Oferta publiczna akcji Griffin Premium RE.. będzie obejmować do 22.201.267 akcji nowej emisji oraz do 59.108.251 akcji istniejących sprzedawanych przez dotychczasowych akcjonariuszy – Griffin Netherlands II B.V. i GT Netherlands III B.V., tj. podmioty pośrednio kontrolowane przez globalny fundusz inwestycyjny Oaktree Capital Group LLC. („Akcje Sprzedawane”).

Ponadto Akcjonariusze Sprzedający zobowiązali się sprzedać do 7.857.705 akcji w ramach opcji dodatkowego przydziału („Opcja dodatkowego przydziału”).

Przed zakończeniem budowy księgi popytu, dotychczasowi akcjonariusze mogą zdecydować o zwiększeniu liczby sprzedawanych akcji maksymalnie o 26.786.383 akcje („Opcja zwiększenia Oferty”).

Oferta skierowana jest do inwestorów indywidualnych i instytucjonalnych w Polsce. Akcje Spółki zostaną ponadto zaoferowane wybranym zagranicznym inwestorom instytucjonalnym (poza Stanami Zjednoczonymi) w ramach oferty prywatnej, zgodnie z Regulacją S Amerykańskiej Ustawy o Papierach Wartościowych z 1933 r. Przewiduje się, że inwestorom indywidualnym zaoferowanych zostanie około 20% łącznej liczby akcji objętych ofertą.

Biorąc pod uwagę cenę maksymalną akcji, zakładane wpływy brutto z emisji nowych akcji na poziomie 126,5 mln zł (29,3 mln euro), objęcie wszystkich Akcji Sprzedawanych oraz wszystkich akcji w ramach opcji dodatkowego przydziału, łączna wartość Oferty wyniesie od około 562 mln zł (130 mln euro) do około 736 mln zł (171 mln euro) (uwzględniając Opcję zwiększenia Oferty).

W zależności od finalnej liczby akcji zaoferowanych i objętych w ramach Opcji zwiększenia Oferty i Opcji dodatkowego przydziału, free-float akcji Spółki po Ofercie (tj. udział akcji będących w wolnym obrocie) szacowany jest między 51,2% a 74,3%.

Akcjonariusze Sprzedający zobowiązali się do niesprzedawania akcji Spółki (ang. lock-up) przez 365 dni, a dyrektorzy nadzorujący – przez 730 dni od debiutu Spółki na GPW. Spółka natomiast zobowiązała się, że nie będzie emitować ani sprzedawać swoich akcji przez okres 270 dni od zakończenia Oferty.

Cena maksymalna i cena sprzedaży

Zapisy inwestorów indywidualnych będą przyjmowane po cenie maksymalnej, która została ustalona na 6,50 zł. Ostateczna cena i liczba oferowanych akcji zostaną określone po przeprowadzeniu budowy księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych i opublikowane najpóźniej 29 marca br. do godz. 9:00. Ostateczna cena akcji oferowanych będzie taka sama dla akcji nowych i akcji sprzedawanych przez dotychczasowych akcjonariuszy.

Zapisy i przydział akcji

Zgodnie z przewidywanym harmonogramem Oferty, zapisy inwestorów indywidualnych będą przyjmowane od 17 do 27 marca br. Pojedynczy zapis musi przy tym opiewać na co najmniej 20 akcji i nie więcej niż 4,5 mln akcji.

Aby ułatwić inwestorom indywidualnym udział w Ofercie, stworzone zostało konsorcjum detaliczne, w skład którego wchodzi siedem domów maklerskich na terenie całego kraju. Do złożenia zapisu konieczne jest posiadanie otwartego rachunku inwestycyjnego w dowolnym domu maklerskim.

Budowa księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych planowana jest od 15 do 28 marca, a zapisy w tej kategorii inwestorów będą przyjmowane od 29 do 31 marca br.

Funkcję globalnych koordynatorów oraz współzarządzających księgą popytu pełnią Bank Zachodni WBK S.A. oraz Joh. Berenberg, Gossler & Co. KG, natomiast Dom Maklerski BOŚ S.A. pełni funkcję współmenedżera Oferty.

Harmonogram Oferty przewiduje, że akcje zostaną przydzielone inwestorom 3 kwietnia, a przewidywany pierwszy dzień notowania akcji Spółki na GPW to 13 kwietnia br.

Przewidywany harmonogram Oferty

15 – 28 marca 2017 r. Budowa księgi popytu wśród inwestorów instytucjonalnych
17 – 27 marca 2017 r. Przyjmowanie zapisów inwestorów indywidualnych
28 marca 2017 r. Ustalenie ostatecznej ceny i liczby oferowanych akcji (informacje te zostaną opublikowane najpóźniej 29 marca 2017 r. do godz. 9:00)
29 – 31 marca 2017 r. Przyjmowanie zapisów inwestorów instytucjonalnych
3 kwietnia 2017 r. Przydział akcji oferowanych
13 kwietnia 2017 r. Przewidywany pierwszy dzień notowania akcji na GPW

Łódzki rynek biurowy ze znakomitym wynikiem

W ostatnich latach Łódź umocniła swoją pozycję jako ważnego ośrodka dla branży nowoczesnych usług dla biznesu w Polsce. Swoje jednostki usługowe mają tu takie globalne marki jak m.in. Accenture, Fujitsu Technology Solutions, Infosys, TomTom, czy Xerox.

„Centralna lokalizacja, szerokie zaplecze wykwalifikowanej kadry oraz rozwinięta infrastruktura transportowa sprawiają, że Łódź staje się jedną z bardziej atrakcyjnych lokalizacji w kraju, szczególnie pod projekty z sektora nowoczesnych usług dla biznesu. Podlegające dynamicznym przeobrażeniom miasto przyciąga inwestorów, którzy tworzą nowe miejsca pracy, rozwijają swoje struktury wraz z pozyskiwaniem nowym zleceń, a w konsekwencji – generują zapotrzebowanie na powierzchnie biurowe. Nic zatem dziwnego, że to na firmy z branży nowoczesnych usług dla biznesu przypadło ponad 50% popytu na biura zarejestrowanego w ubiegłym roku”, informuje Karol Patynowski, Dyrektor ds. rynków Regionalnych w JLL.

Popyt

Ostatnie dwa lata były niezwykle udane pod względem popytu oraz absorpcji nowych powierzchni biurowych w Łodzi. Zapotrzebowanie na biura w 2015 r. przyniosło rekordowy wynik 70 000 mkw., osiągnięty dzięki imponującej transakcji najmu mBanku na 24 000 mkw. W 2016 r. popyt osiągnął bardzo zbliżony poziom – 66 700 mkw. Do największych umów najmu w zeszłym roku należały transakcje zawarte przez Ericsson w University Business Park oraz Fujitsu Technology Solutions w Nowej Fabrycznej.

„To był również bardzo dobry rok dla ekspertów JLL odpowiedzialnych za łódzki rynek biurowy. Doradzaliśmy przy największej zeszłorocznej transakcji najmu powierzchni biurowej w mieście, zawartej przez Ericsson na 8 400 mkw. w University Business Park – inwestycji firmy GTC. Reprezentowaliśmy również Cybercom, TRW czy Sage w ich umowach. Dało nam to najwyższy – 31% – udział w transakcjach przeprowadzonych z udziałem doradców potwierdzając tym samym pozycję lidera w Łodzi”, dodaje Izabela Ciszewska, Starszy Konsultant w Dziale Reprezentacji Najemcy, JLL.

Podaż

Łączne zasoby powierzchni biurowej w Łodzi sięgają 360 000 mkw.

„Łódzki rynek biurowy nie zwalnia tempa – w 2016 r. podaż zwiększyła się o 36 100 mkw. Kolejne 124 500 mkw. jest w realizacji, z czego nawet 80 000 mkw. może zostać ukończone jeszcze w tym roku. Co ciekawe, ponad połowa powierzchni w budowie została już zabezpieczona umowami przednajmu. Większość metrażu w budowie przypada na cztery główne projekty biurowe, takie jak Ogrodowa Office, Przystanek mBank, Nowa Fabryczna oraz Hi Piotrkowska”, wyjaśnia Łukasz Dziedzic, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największe biurowce w budowie

Budynek Deweloper Powierzchnia biurowa (mkw.)
Ogrodowa Office Łódź Warimpex 24 700
Przystanek mBank Ghelamco Poland 24 700
Nowa Fabryczna A&B Skanska Property Poland 19 400
Hi Piotrkowska 155 Master Management Group 18 300

Źródło: PORF, JLL, www.bazabiur.pl, 2016 r.

Pustostany i czynsze

W 2016 r. wskaźnik powierzchni niewynajętej wyniósł 6,2%, co jest wynikiem rekordowo niskim na tle innych dużych rynków w kraju. Również opłaty za wynajem powierzchni biurowych utrzymują się na konkurencyjnym poziomie – najwyższe miesięczne czynsze transakcyjne za metr kwadratowy w Łodzi wyniosły ok. 11,5-12,9 euro.

„Łódź stała się miastem świetnie skomunikowanym z innymi częściami kraju, z rozwiniętym zapleczem akademickim i dużym zasobem nowoczesnej powierzchni biurowej. Jeśli dodać do tego nadal atrakcyjne na tle innych dużych aglomeracji średnie stawki czynszu za wynajem biur, powstaje obraz lokalizacji o rosnącej wartości dla inwestorów”, podsumowuje Karol Patynowski.

Ropa mocno tanieje bo Arabia Saudyjska znowu wydobywa ponad 10 milionów baryłek surowca dziennie!

Ropa naftowa znowu tanieje, pogłębiając mocną przecenę z zeszłego tygodnia, po tym jak Arabia Saudyjska przekazała kartelowi OPEC informację, iż zwiększyła w lutym wydobycie do poziomu powyżej 10 milionów baryłek dziennie. To kontrastowało z analizami kartelu, przewidującymi dalszy spadek produkcji do poziomu 9,8 milionów baryłek dziennie.  Oznacza to, iż w porównaniu ze styczniem produkcja zwiększyła się o 263 tysięcy baryłek dziennie do poziomu 10 milionów 11 tysięcy. Wciąż jest to jednak poniżej ustanowionego na listopadowym szczycie OPEC górnego limitu produkcji na poziomie 10 milionów 58 tysięcy baryłek. Zwiększenie produkcji nie jest do końca zaskoczeniem, gdyż już w zeszłym tygodniu Minister Energii Khalid Al.-Falih powiedział, iż Królestwo nie będzie w nieskończoność ponosić kosztów krajów takich jak Rosja, Irak czy Zjednoczone Emiraty Arabskie, które jeszcze nie obcięły produkcji do uzgodnionego na listopadowym szczycie poziomu.  Iracki Minister Ropy Naftowej Pan Jabbar Al.-Luaibi zapowiedział wręcz podczas wywiadu dla Iraq Oil Reporter, iż jego kraj będzie dążył do zwiększenia produkcji do poziomu 5 milionów baryłek dziennie do końca roku.

Ropa naftowa WTI traci obecnie 1,8% handlując w pobliżu poziomu 47,50 dolarów za baryłkę. Ropa naftowa Brent traci obecnie 1,5%, a za baryłkę należy płacić 50,60 dolarów. Oba gatunki ropy są najtańsze od końca listopada zeszłego roku.  Ropa WTI przebiła poziom 50 dolarów za baryłkę w zeszłym tygodniu ze względu na mocno rosnące zapasy amerykańskiego surowca oraz wciąż zwiększającą się liczbę operujących wiertni wydobywających to paliwo ze złóż łupkowych. W tym tygodniu zapasy mogą powiększyć się po raz dziesiąty z rzędu,  a konsensus analityków przewiduje 3 milionowy wzrost. Czynniki te przeważają nad skutkiem cięć produkcji ze strony państw należących do kartelu OPEC, gdyż łączna produkcja w lutym spadła jedynie o 139 tysięcy baryłek do poziomu 31 milionów 958 tysięcy baryłek dziennie.  Ten poziom oznacza, iż 85% planowanej redukcji produkcji zostało już wdrożone w życie. 25 maja kartel OPEC zadecyduje czy będzie dalej ciąć produkcję i w jakim stopniu. W opublikowanym raporcie zrewidowano również w górę prognozę wzrostu popytu na ropę w 2017 roku do 1,26 miliona baryłek dziennie. Z drugiej strony, pomimo cięć w wydobyciu, kartel przewiduje wzrost podaży w tym roku o 400 tysięcy baryłek dziennie ze względu na rosnąca produkcję w USA i Kanadzie. Dlatego też majowe porozumienie o dalszych cięciach produkcji jest coraz bardziej realne.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Zmiany w składzie Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A.

Komisja Nadzoru Finansowego na wtorkowym posiedzeniu w dniu 14 marca 2017 r. udzieliła zgody na dokonanie zmiany w składzie Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych S.A., polegającej na odwołaniu ze stanowiska Prezesa Zarządu GPW S.A. Pani Małgorzaty Zaleskiej.

Jednocześnie Komisja Nadzoru Finansowego udzieliła zgody na dokonanie zmiany w składzie Zarządu Giełdy Papierów Wartościowych S.A., polegającej na powołaniu w skład Zarządu GPW S.A. Pana Jacka Fotka i powierzeniu mu funkcji Wiceprezesa Zarządu GPW S.A.

Jednocześnie GPW S.A. informuje, że powyższe zmiany w składzie Zarządu Giełdy będą obowiązywały od dnia doręczenia Spółce decyzji KNF w przedmiotowym zakresie.

Im wyższe stanowisko, tym mniej kobiet

Im wyższe stanowisko, tym mniej kobiet – przynajmniej w branży finansowej.  Z raportu ManpowerGroup 2017 wynika, że Panie stanowią ponad 50% światowej siły roboczej. Jednak tylko 25% zajmuje wyższe stanowiska kierownicze.[1] Jeszcze mniej pań jest wśród prezesów zarządu firm lub instytucji finansowych – tylko w co dziesiątym przypadku to kobieta. Badacze przewidują, że przy obecnym tempie instytucje finansowe osiągną pożądany poziom trzydziestoprocentowego udziału kobiet na wysokich stanowiskach za 30 lat. W branży nie brak jednak przykładów pań, które odniosły sukces.

Badanie „Counting Every Woman” poświęcone pozycji kobiet w spółkach sektora finansowego pokazuje, że rola pań na stanowiskach kierowniczych wciąż jest niewielka, chociaż z roku na rok wyniki są coraz lepsze. Największy udział mają one wśród pracowników odpowiedzialnych za wsparcie kluczowej działalności banków czy firm ubezpieczeniowych. Mniej pań spotka się na strategicznych stanowiskach kierowniczych, takich jak m.in. zarządzaniem ryzykiem (15%), finansami (14%) czy technologiami (9%). Ciekawe informacje z polskiego rynku przynoszą analizy Banku Millenium. Choć kobiety zdecydowanie dominują w jego zespole (68% pracowników), to działają głównie w obszarach takich, jak operacje i kadry – jest ich 5-krotnie więcej niż mężczyzn. Stanowią też większość osób w działach księgowości i marketingu. Przełamywanie barier widać również w obszarach menedżerskich (57% kadry średniego szczebla to właśnie kobiety).

Nowe kompetencje kluczem do sukcesu

Przykładem kobiety, która przebyła drogę na szczyt w świecie finansów jest Edyta Gałaszewska-Bogusz, Dyrektor polskiego oddziału Accenture Operations, globalnej firmy zajmującej się rozwiązaniami dla biznesu, doradztwem i technologiami. Kilkanaście lat temu Gałaszewska-Bogusz wchodziła do sektora finansowego jako absolwentka filologii germańskiej i nauczycielka. Była zaangażowana w projekty biznesowe i transformacyjne dla firm z listy Fortune Top 500. Klucz do kobiecego sukcesu w finansach widzi m.in. w stałej otwartości na nową wiedzę i wyróżnieniu się na rynku. Sama, już zarządzając zespołem, ukończyła program edukacyjny Accenture współtworzony ze sławnym Massachusets Institute of Technology (MIT). Kurs dotyczył połączeń świata finansów i technologii – obszaru, który dziś daje w tym sektorze ogromne możliwości szybkiego rozwoju kariery.

Mając doświadczenie w podążaniu własną drogą zawodową, wspieram inne kobiety rozpoczynające swoją menedżerską ścieżkę kariery w finansach. Jedną z ważnych rad dla Pań jest kształcenie nowych kompetencji, zwłaszcza związanych z technologiami cyfrowymi. Mamy w Accenture Operations przykłady matek, które nawet czas urlopu macierzyńskiego chciały wykorzystać także na poszerzenie swoich kwalifikacji, co w wielu przypadkach doprowadziło do awansu w bardzo krótkim czasie po powrocie do pracy. Nie należy przekreślać okazji, które na pierwszy rzut oka wydają się nieosiągalne. Kobiety stanowią połowę populacji świata. Trudno zakładać, że bez ich wsparcia będzie mogła się rozwijać jakakolwiek istotna branża – przekonuje Edyta Gałaszewska-Bogusz.

Czy sektor finansowy ma męską twarz?

A jednak badania organizacji Association of Accounting Technicians (AAT) pokazują, że płeć piękna nadal spotyka się ze „szklanym sufitem”, będącym podstawowym hamulcem w rozwoju kariery zawodowej. Aż 39 proc. kobiet sektora finansowego w wieku 18–24 przyznała, że mężczyznom oferuje się więcej możliwości rozwoju w miejscu pracy. Wśród barier, które blokują sektor finansowy w uzyskaniu „równowagi” pomiędzy płciami, wymienia się m.in. męską solidarność (w Wielkiej Brytanii, skąd wywodzi się Instytut CIMA, ukuto nawet określenie opisujące to stanowisko: old boys club), dominację mężczyzn na stanowiskach seniorskich oraz przypisywanie kobietom wyłącznie roli przyszłych matek.

Wciąż bardzo często spotykam się ze stereotypem, że świat finansów, restrukturyzacji czy negocjacji w warunkach zagrożenia jest z uwagi na wysoki poziom stresu „męskim światem”. Jednak moim zdaniem kobiety wnoszą do otoczenia biznesowego bardzo wiele potrzebnych wartości i zachowań. Poza bardzo dobrym przygotowaniem merytorycznym, bogatym doświadczeniem, np. w zarządzaniu spółkami i adekwatnym wykształceniem – finansowym pogłębionym dodatkowymi certyfikatami, jak CIMA, wykazują dużą otwartość i empatię. To nieocenione cechy w prowadzeniu negocjacji. Dodatkowo wiedzą, że osiągnięcie porozumienia biznesowego wymaga przyjęcia strategii „win-win”, co niestety trudniej przychodzi mężczyznom – zauważa Agnieszka Biała, członek CIMA i AICPA.

Opracowanie Międzynarodowego Funduszu Walutowego „Gender Diversity in Senior Positions and Firm Performance: Evidence from Europe (2016)” pokazuje, że kobiety stanowią tylko 19 proc. zarządów spółek, a dodatkowo jedynie 14 proc. z nich pełni funkcje wykonawcze. To niewiele, mimo że Europa stara się sukcesywnie wprowadzać politykę parytetową w tym zakresie. Za wzór może służyć przykład Norwegii, której rząd w 2003 roku wprowadził ustawę zakładającą promowanie kobiet w zarządach spółek. W literaturze anglosaskiej istnieje nawet termin „inteligencja genderowa” (ang. gender intelligence), którego mianem określa się przedsiębiorstwa stawiające właśnie na równość szans pomiędzy kobietami a mężczyznami. Dodatkowo na łamach Journal of Business Ethics opublikowano badania, z których wynika, że postawienie na rozwój płci pięknej mogłoby spowodować zmniejszenie zasięgu ostatniego kryzysu finansowego. Przebadane spółki, w których zarządach zasiadały kobiety, osiągnęły wyniki finansowe lepsze nawet o 13 punktów bazowych.

Polska nie ma powodów do wstydu

Przytoczone badania i opinie jasno dowodzą, że branża finansowa w zakresie równości płci ma jeszcze wiele do nadrobienia. Są jednak pewne przesłanki do optymizmu. Autorzy raportu „Kobiety w finansach” podkreślają, że Polska i tak wyróżnia się pozytywnie na tle innych państw Europy i świata. Co dziesiąte stanowisko prezesa zarządu firmy zajmowane przez kobietę to i tak dwa razy więcej w skali całego świata. Dzisiaj kobiety są równorzędnym partnerem biznesowym. Istnieje wiele organizacji, które wprowadzają różnorodne programy wspierające rozwój ich karier w miejscu pracy, dążąc jednocześnie do wyrównywania szans i znoszenia nierówności. Dodatkowo zgodnie z założeniami strategii rozwoju „Europa 2020” przyjętej przez Komisję Europejską, Polska ma w planach zwiększenie udziału kobiet na rynku pracy również na stanowiskach kierowniczych. Takie rozwiązanie może w dłuższej perspektywie przełożyć się na znaczy wzrost konkurencyjności polskiej gospodarki.

Aby wesprzeć działania na rzecz promocji kobiet na stanowiska kierownicze, najistotniejsze jest ułatwienie im uzyskania równowagi pomiędzy życiem osobistym a zawodowym, tzw. work-life balance i wprowadzenie przyjaznych dla codziennego życia rozwiązań w pracy managera. Nie bez znaczenia są również programy coachingowe oraz wsparcie ze strony kobiet, które osiągnęły już sukces. To właśnie one są kluczem, który pomoże w przełamaniu męskiej dominacji.

[1]http://www.manpowergroup.pl/repository/Raporty/Trendy_rynku_pracy/PL/2016_seven_steps_to_conscious_inclusion_paper_hires.pdf

Frank szwajcarski będzie coraz droższy

Rosnące ryzyko polityczne w Europie wzmacnia franka szwajcarskiego. W środę wybory parlamentarne w Holandii. Jeżeli wygrają eurosceptycy będzie postępować dalsza aprecjacja tej waluty. Frankowicze mogą bardzo ucierpieć z powodu braku wiary w przyszłość Unii Europejskiej .

Co może się stać wkrótce z frankiem szwajcarskim? W rozmowie z MarketNews24 Adam Puchalski z XTB zwraca uwagę na fakt, że kurs złotego jest bardzo zależny od ryzyka politycznego, taka jest specyfika polskiej waluty.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych

Kolejny tydzień nie przyniósł sporo zmian na rynku walutowym. Każdy czeka na posiedzenie FOMC i starania pozycjonowania się pod to wydarzenie mogą doprowadzić do sporych strat. Z tego też względu w bieżącym przeglądzie rynków finansowych skupimy się na rynku akcji.

Hossa na rynku amerykańskim jest w zaawansowanym stadium. Wycena spółek giełdowych i to pomimo tego, że nie zarabiają więcej – rosną. Firmy startupowe powstają niczym grzyby po deszczu, w skrócie – na giełdzie panuje bardzo duży optymizm.

W pierwszej analizie przyjrzymy się bardzo popularnej spółce – Tesli, która podobnież zarabia, a nabywając jej akcje jesteśmy częścią wizji jej założyciela – Elona Muska – nie życie marzeniami.

Tesla

Przy analizie wyników finansowych możemy złapać się za głowę. Przychody rosną, ale spółka w dalszym ciągu ponosi olbrzymie straty. Do tego, jej przepływy pieniężne są cały czas ujemne. Współczynnik ceny do wartości księgowej (C/WK) na poziomie 15.52, jest kilkanaście razie wyższy niż średnia światowej branży motoryzacyjnej (1.70). Również, współczynnik EV/EBITDA, wynoszący 534.37 (wglądem średniej branży na poziomie 10.62) czyni tę spółkę przewartościowaną. Na domiar złego analitycy przewidują, że Tesla będzie musiała pozyskać nowy kapitał, w innym przypadku zabraknie kapitału na podstawową działalność. Gdyby doszło do kolejnej emisji akcji, to moglibyśmy spodziewać się mocnych spadków.

Następnym, bardzo negatywnym wydźwiękiem mogą być transakcje insiderów (transakcje papierami wartościowymi notowanymi na rynku giełdowym danej spółki dokonywane przez osoby mające dostęp do informacji niejawnych dotyczących tej spółki i wykorzystujące te informacje do osiągnięcia prywatnego zysku). Większość osób zatrudniona na wysokich stanowiskach przy każdej możliwej okazji dokonuje sprzedaży swoich akcji.

Notowania Tesli, interwał miesięczny

Tesla miesięczny

Źródło: Admiral Markets

Szybkie spojrzenie na miesięczny wykres oraz przedostatnią świeczkę miesięczna mówi nam jedno – kierunek południowy. Na interwale miesięcznym uformowała się formacja Pin Bara, po której prawdopodobieństwo wystąpienia spadków jest o wiele większe niż zazwyczaj. Długoterminowym celem dla niedźwiedzi może być strefa wsparcia 178-187.

Zagrożenia dla Tesli mogły się jeszcze nie uwidocznić, ponieważ nie ma problemu z dostępem do taniego finansowania, ale gdyby doszło do jakiejkolwiek paniki na większa skale, to notowania Tesli bez żadnego problemu spadłyby w okolicę wcześniej wspomnianego wsparcia.

Cisco

W świecie cyberbezpieczeństwa i ochronie zasobów informacyjnych jest tylko jeden leader – Cisco. W dzisiejszym świecie każdego dnia słyszymy o ataku hakerów, zerwanym połączeniu z bankiem itp. Z jednej strony Internet jest zbawieniem, z drugiej dużym zagrożeniem dla naszej wolności. Po podłączeniu do sieci staliśmy się otwarci jak książka, a nikt tego nie chce.

Właśnie z tego powodu Cisco zarabia coraz więcej, a notowania podążają w kierunku północnym. Wskaźniki finansowe wyglądają bardzo atrakcyjne, marża netto na poziomie 20 proc. jest o wiele większa niż średnia branży (2%). Cisco może się również pochwalić solidnym ROE (15.65% vs. 3.80% branży), ROA (8.12% vs. 2% branży) oraz niższym od konkurentów wskaźnikiem ceny do zysku 17.62. Sam wskaźnik P/E sugeruje, że akcje są drogie, ale konkurencja jest jeszcze droższa.

Notowania Cisco, interwał tygodniowy

Notowania Cisco, interwał tygodniowy

Źródło: Admiral Markets

Na tygodniowym wykresie sytuacja jest bardzo klarowna. Po wybiciu ostatniego poziomu oporu 31.91-31.31 powinniśmy zobaczyć kontynuację wzrostów.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Raport ZPP: Warunki prowadzenia firm w Polsce 2017

Rekomendacje Związku Przedsiębiorców i Pracodawców (ZPP) w zakresie poprawy warunków prowadzenia firm w Polsce pozostają od lat te same – polski system podatkowy wymaga fundamentalnej reformy, należy uprościć prawo gospodarcze i obniżyć pozapłacowe koszty pracy – oto wnioski płynące z 7. edycji Raportu ZPP pn. „Warunki prowadzenia firm w Polsce 2017”.

W 2016 roku polska gospodarka na tle gospodarek unijnych rozwijała się rzeczywiście bardzo dynamicznie, jednak w dalszym ciągu nie możemy mówić o znaczącej poprawie warunków dla prowadzenia biznesu w Polsce. Aby nastąpiły realne zmiany trzeba poddać gruntownej naprawie polski system podatkowy, którego nie ma sensu już „ulepszać”, co wiąże się z tworzeniem kolejnych przepisów. Prawo powinno być skonstruowane w taki sposób, aby przeciętny obywatel nie miał problemu z jego interpretacją. Zapewniam po raz 1234, że przedsiębiorca nie ma czasu na wielogodzinną lekturę kolejnych wersji ustaw – powiedział Cezary Kaźmierczak, Prezes ZPP. – Mamy nadzieję, że niektóre inicjatywy, procedowane przez rząd i mające na celu poprawę sytuacji przedsiębiorców wpłyną pozytywnie na rozwój w tym sektorze – dodał.

„Okazuje się, że podstawowe ustawy podatkowe zmieniły się w 2016 roku 53 razy. Co prawda w 2015 roku działo się to jeszcze częściej (aż 65 razy), jednak nie sposób mówić tu o jakiejś szczególnej zmianie jakościowej. Absolutnie elementarne akty regulujące system podatkowy w Polsce zmieniają się wręcz błyskawicznie” – czytamy w Raporcie ZPP.

Z publikacji wynika, że gdyby ktokolwiek chciał na bieżąco zapoznawać się ze wszystkimi aktami prawnymi uchwalanymi w kraju w 2016 roku, musiałby poświęcać na lekturę przepisów 4 godziny i 17 minut dziennie. Ponadto w latach 2012-2014 w Polsce wprowadzono w życie 56 razy więcej regulacji niż w Szwecji i 43 razy więcej niż w Belgii.

ZPP postuluje uproszczenie prawa gospodarczego na kształt tzw. ustawy Wilczka z 1988 roku.

Jednym z głównych problemów polskiego systemu podatkowego jest podatek VAT, a w jego ramach najbardziej kłopotliwe są długotrwałe wstrzymania zwrotu podatku – stwierdził Jakub Bińkowski, sekretarz Departamentu Badań i Analiz ZPP.

Ekspert dodał, że o ile część zwrotów to te faktycznie wyłudzane w ramach działalności przestępczej, to pozostałe setki milionów złotych są wstrzymywane bezpodstawnie. Takie praktyki przekładają się natomiast na zachwianie płynności finansowej uczciwych przedsiębiorców i wpływają negatywnie na ocenę polskiego systemu podatkowego.

Dużym problem dla firm w Polsce są pozapłacowe koszty pracy – w Polsce wynoszą one 50 proc. pensji brutto. Obciążenie obywateli składkami na obowiązkowe ubezpieczenia społeczne jest aktualnie jedno z najwyższych w OECD.

Polska pod względem prawnego otoczenia biznesu pozostaje nadal w tyle za państwami Europy Zachodniej. Napisanie szeregu ustaw podatkowych od nowa, obniżenie pozapłacowych kosztów pracy i zredukowanie liczby pracowników w administracji państwowej jest absolutnie niezbędne, aby w perspektywie najbliższych kilku lat uczynić zakładanie i prowadzenie firm w naszym kraju przystępnym i prostym dla obywateli – powiedział Marin Nowacki, wiceprezes ZPP.

Pozytywną sytuację odnotowano w odniesieniu do  m.in. kondycji finansowej przedsiębiorstw oraz bezrobocia. Zysk netto przedsiębiorstw niefinansowych zwiększył się o ponad 11 proc. w porównaniu do analogicznego okresu z roku poprzedniego. Stopa bezrobocia rejestrowanego na koniec trzeciego kwartału 2016 roku wyniosła z kolei 8,3 proc. Dla porównania w tym samym okresie w 2015 roku stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 9,7 proc. Zauważalnie wzrosła też liczba ofert pracy – na koniec trzeciego kwartału 2016 roku było ich ponad 139 tys. natomiast w grudniu 2015 roku zaledwie 78,6 tys.

W tegorocznych zestawieniach analizujących jakość systemu podatkowego, łatwość prowadzenia biznesu i poziom wolności gospodarczej w różnych państwach świata, Polska z reguły awansowała w porównaniu do pozycji ubiegłorocznych. Gorzej jest jedynie z wolnością gospodarczą – w rankingu Index of Economic Freedom nasz kraj spadł na niższą lokatę niż rok temu.

Jednym z największych wyzwań (i celów) na najbliższe lata musi być konsekwentne prowadzenie prowolnościowej polityki, redukcja znacznej części niepotrzebnych regulacji i zdecydowana liberalizacja gospodarki, połączona z rozważnym prawodawstwem podatkowym, bazującym na znacznie wyższych, niż aktualnie, standardach legislacyjnych – podsumowują autorzy Raportu. Rekomendacje pozostają zatem takie same jak w 2016 roku.

Wybory w Holandii. Brexitu ciąg dalszy

Jutro odbędą się wybory parlamentarne w Holandii. Dane makroekonomiczne z Chin wciąż imponują. Theresa May dostała upoważnienie do rozpoczęcia negocjacji w sprawie Brexitu.

Wybory w Holandii

Już jutro Holendrzy wybierają parlament. Wybory w tym kraju nie byłyby tak istotne dla rynków walutowych, gdyby nie duże szanse na wygranie Partii Wolności. Jest to formacja uznawana za antyunijną i antyimigracyjną. Gdyby doszło do jej zwycięstwa należy się spodziewać szybkich przygotowań do opuszczenia przez Holandię Unii Europejskiej. W Holandii jednak nie istnieje próg wyborczy, co powoduje, że szansa na utworzenie rządu przez skrajne siły jest znacząco mniejsza. Przeważająca większości partii w tym kraju jest twardym przeciwnikiem opuszczenia Unii Europejskiej. W rezultacie bardzo prawdopodobnym jest, że zwycięska partia w wyborach nie będzie tworzyć koalicji rządzącej.

Dane z Chin

Poznaliśmy w nocy odczyty z chińskiej gospodarki. Produkcja przemysłowa wzrosła o 6,3% w skali roku czyli o 0,1% więcej niż oczekiwali analitycy. Na uwagę zasługuje sprzedaż detaliczna. Wzrost o 9,5% to aż 1% poniżej oczekiwań i jeden z najgorszych wyników od wielu lat. Dane z Chin jak to często bywa przesuwają się bardzo wyraźnymi trendami co stoi w pewnej sprzeczności z tym jak zachowują się te dane w innych gospodarkach. Nie zmienia to faktu, że parametry osiągane przez chińską gospodarkę są niepowtarzalne w żadnym innym dużym państwie. Rynki zareagowały na te informacje spokojnie delikatnie osłabiając juana względem dolara.

Plotki z EBC

Procedura Brexit-u rusza dalej. Uchwalono ustawę upoważniającą premier Theresę May do negocjowania warunków opuszczenia Unii Europejskiej przez Wielką Brytanię. W rezultacie negocjacje rozpoczną się niemal 9 miesięcy po referendum Brexitowym. Nie jest to jednak wcale koniec problemów, gdyż w dalszym ciągu pozostaje kwestia Szkocji. Ta istotna składowa Zjednoczonego Królestwa w dalszym ciągu pragnie pozostać w Unii Europejskiej i pragnie ponowić referendum niepodległościowe. Gdyby do tego doszło mielibyśmy z pewnością kolejne gwałtowne wahania wartości funta.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

 

RODO rozpędzi polski rynek polis od cyberzagrożeń

Polisy od cyberzagrożeń nadal nie są bardzo popularne na polskim rynku. Sytuację tę może zmienić unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), które zacznie obowiązywać wszystkich przedsiębiorców od 25 maja 2018 r.

Wciąż niewielkie zainteresowanie cyberpolisami w Polsce to nie tylko kwestia cen takich polis czy świadomości ich istnienia, ale przede wszystkim ograniczonej liczby produktów krajowych ubezpieczycieli w porównaniu do oferty na rynkach zachodnich. Jednak wraz ze wzrostem świadomości wobec zagrożeń, przedsiębiorcy coraz częściej będą poszukiwać bardziej rozbudowanych produktów, w zakres których będzie możliwe włączenie ryzyk związanych np. z pokryciem kosztów postępowań administracyjnych i kar. Obecnie przedsiębiorców mogą odstraszać także zbyt szerokie wyłączenia stosowane w polisach, np. dotyczące konkretnego rodzaju wirusa, czy szeroko pojętego cyberterroryzmu.

Eksperci PwC podkreślają, że nadal nie znamy pełnej skali czy statystyk dotyczących cyberprzestępstw w Polsce, mimo dość dużego zainteresowania tym tematem. Wynika to z faktu, że firmy nie mają szerokiego obowiązku raportowania o incydentach związanych z cyberbezpieczeństwem. Nie wiadomo więc dokładnie, ile firm jest celem cyberataków i jakie są ich skutki.

Sądzę, że więcej o stanie naszego bezpieczeństwa cybernetycznego dowiemy się po wejściu w życie przepisów wdrażających unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych, przynajmniej w zakresie incydentów dotyczących niekontrolowanych wycieków gromadzonych przez firmy danych osobowych. To może być przełom, który zwiększy m.in. zainteresowanie ochroną oferowaną przez ubezpieczycieli, rozwinie produkty ubezpieczeniowe, ale przede wszystkim zwiększy świadomość co do wagi, jaką firmy powinny przywiązywać do bezpieczeństwa systemów informatycznych” – mówi Marcin Makusak, dyrektor w zespole zarządzania ryzykiem w PwC.

Unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (w skrócie RODO) zacznie obowiązywać wszystkich przedsiębiorców od 25 maja 2018 r. Obecnie trwa okres ustanowiony dla przedsiębiorców na wdrożenie jego wymagań.

Wprowadzenie Ogólnego rozporządzenia o ochronie danych jest gigantyczną zmianą dla polskich firm, które do tej pory poruszały się w obrębie krajowych, dobrze znanych przepisów. W nowym podejściu ochrona danych osobowych w przedsiębiorstwie to ciągły proces, dlatego z jednej strony niezwykle ważne jest, by jak najlepiej przygotować się do nowych obowiązków, z drugiej zaś, by proces ten w późniejszych etapach doskonalić, oddalając ryzyko sankcji – mówi Sylwia Pusz, partner w PwC.

Transport bezemisyjny na lądzie, wodzie i w powietrzu

Pojazdy napędzane wyłącznie energią elektryczną znajdują dziś zastosowanie nie tylko na lądzie, ale także w transporcie rzecznym, morskim i lotniczym. Czy stoimy u progu ekologicznej rewolucji?

Od czasów wynalezienia silnika parowego, za którym podążyło masowe uprzemysłowienie światowej gospodarki, jej podstawę stanowiły paliwa kopalne. W związku z efektami ubocznymi takiego stanu rzeczy – zwiększoną emisją gazów cieplarnianych, obserwowanym globalnie wzrostem temperatury oraz coraz gwałtowniejszymi zmianami klimatycznymi, śmielej poszukuje się dziś energetycznych alternatyw. O przyspieszeniu prac decydują nie tylko kwestie ekologiczne, ale i ekonomia. Prognozuje się, że ceny paliw kopalnych będą systematycznie rosnąć. Dodatkowym czynnikiem przemawiającym za wdrażaniem bezemisyjnych rozwiązań jest rozpowszechnienie e-commerce. Zjawisko masowego dokonywania zakupów za pośrednictwem Internetu pociąga za sobą zwiększony popyt na dowóz stosunkowo niewielkich przesyłek do klientów indywidualnych. I choć transport lądowy z użyciem pojazdów elektrycznych nie jest niczym nowym, wykorzystywane są tu coraz bardziej wydajne, precyzyjnie dostosowane do określonych potrzeb technologie. Choć na tym tle innowacyjne wydaje się wdrażanie elektrycznych statków i samolotów, obecna skala wykorzystania bezemisyjnych samochodów i urządzeń transportowych oraz rosnąca świadomość możliwości tego typu pojazdów sprawia, że warto pochylić się również nad rozwiązaniami w tym obszarze.

Prąd na ląd

Fot._DHLHistoria masowego elektrycznego transportu lądowego sięga wstecz do XIX wieku, kiedy to w Europie i Stanach Zjednoczonych powstawały pierwsze miejskie linie tramwajowe do przewozu pasażerów. W XX wieku ulicami Wielkiej Brytanii o świcie przemieszczały się bezgłośne „Milk Floats”. Napędzane baterią niewielkie pojazdy dostawcze rozwoziły mleko od drzwi do drzwi, stając się przyczyną ówczesnej dominacji tego kraju w obszarze zasilanych prądem urządzeń transportowych. Brytyjskie Stowarzyszenie Pojazdów Elektrycznych wydało w 1967 r. komunikat, w którym stwierdzono, że tego typu maszyn jest na Wyspach więcej niż łącznie we wszystkich innych państwach świata. Niestety, by zwiększyć prędkość dowozu i związane z tym zyski, wiele firm korzystających z Milk Floatów z czasem porzuciło napęd elektryczny na rzecz silników spalinowych.

Mający dziś miejsce renesans lądowych pojazdów elektrycznych przyszedł na przełomie XX i XXI wieku wraz z rozwojem technologicznym baterii oraz niepokojami dotyczącymi klimatu. Prekursorem w tym obszarze jest branża intralogistyczna, trend jednak coraz częściej znajduje odzwierciedlenie także w transporcie zewnętrznym. – Od 2009 roku liczba elektrycznych wózków widłowych sprzedanych w Europie Zachodniej niezmiennie przewyższa liczbę wózków napędzanych silnikami spalinowymi. Zmiany w tym kierunku dostrzegamy już także w naszym kraju. Z roku na rok rośnie liczba rejestrowanych nowych maszyn akumulatorowych – mówi Tobiasz Jakubczak, specjalista ds. produktu STILL Polska. – Przyczyn zjawiska upatrujemy przede wszystkim w rosnącej świadomości długofalowej opłacalności tego typu inwestycji oraz zwiększeniu dostępności elastycznych form finansowania floty magazynowej. Znaczenie mają również technologiczne usprawnienia, pozwalające na coraz szersze zastosowanie wózków elektrycznych – sugeruje ekspert. Dobrą ilustracją przenoszenia tych wzorców na transport zewnętrzny jest przejęcie w 2014 roku przez Deutsche Post DHL Group działającej od 2010 r. spółki StreetScooter. Firma oferuje pojazdy elektryczne krótkiego zasięgu, wykorzystywane w dowozie przesyłek na ostatnim odcinku – do ich finalnych odbiorców. Jej asortyment obejmuje motorowery i samochody napędzane w całości energią z akumulatorów. Według danych dostawcy, cechami wyróżniającymi jego sztandarowe auto dostawcze – WORK – są koszty eksploatacji i serwisowania o 50% niższe niż w przypadku spalinowych odpowiedników. Różnica wynika nie tylko z niewielkich poborów prądu, ale także z minimalizacji mechanicznego zużycia komponentów. – W porównaniu z silnikami spalinowymi, elektryczne jednostki napędowe posiadają niewiele części ruchomych. Zmniejsza się dzięki temu prawdopodobieństwo awarii i wprost związane z nimi koszty serwisowania – tłumaczy Tobiasz Jakubczak. – Co istotne, w wielu zastosowaniach pojazdy elektryczne nie ustępują już pod względem osiągów swoim odpowiednikom na olej napędowy, benzynę czy gaz – uzupełnia specjalista ds. produktu STILL Polska.

O prądzie na wodzie

Fot._NORLEDZielona zmiana technologiczna zaczyna być widoczna także w transporcie morskim. Choć wciąż na szeroką skalę nie ma jeszcze mowy o napędzanych w 100% energią elektryczną kontenerowcach, coraz częściej są one wyposażane w ekologiczne systemy pozwalające znacząco ograniczyć zużycie paliwa. Oprócz montowanych na powierzchni pokładu kolektorów słonecznych, które opatrzyły się już nam dzięki ich zastosowaniu w budownictwie mieszkalnym, wykorzystuje się tu ogromne latawce, przypominające wielokrotnie powiększony sprzęt do kite surfngu. Podwieszona pod nimi turbina wiatrowa zaopatruje statek w elektryczność, zmniejszając tym samym spalanie. Jak wynika z informacji jednego z dostawców tego typu urządzeń, potencjał energetyczny nadmorskich prądów powietrznych jest ogromny. W optymalnej sytuacji pogodowej, dzienne oszczędności mogą sięgać nawet 50%. W skali roku rozwiązanie pozwala ograniczyć koszty paliwa o 10-15%. Wdrażanie zielonych technologii przez duże jednostki zaczyna być konieczne także ze względu na indywidualne regulacje w niektórych portach. Ze względu na fakt, że tego typu lokalizacje stały się w ostatnich latach modnymi dzielnicami mieszkalnymi, nakazuje się wyłączanie w ich obrębie dieslowskiego napędu statków. Pozwala to nie tylko zmniejszyć zanieczyszczenie powietrza w miastach, ale także obniżyć zagrożenie hałasem.

Obszarem transportu wodnego, w którym z sukcesami wdraża się całkowicie bezemisyjne rozwiązania jest przewóz pasażerski na niewielkich dystansach. Elektryczne promy testowane były przez firmę Siemens na berlińskiej Sprewie już w 1886 r., skutecznie ograniczając ruch drogami miasta. Taksówka wodna „Elektra” pozwalała na transport 25 osób z prędkością 14 km/h. Do podobnych zastosowań wykorzystuje się dziś także dużo bardziej zaawansowane technologicznie rozwiązania. Kursy pomiędzy Lavik i Oppendal, położonymi nad norweskim Sognefjorden – drugim co do długości fiordem świata – wykonuje bezemisyjna barka. Łączna pojemność jej baterii, wynosząca 1 000 kilowatogodzin, wystarcza, by regularnie – nawet 34 razy dziennie – przewozić mieszkańców obu wiosek.

Rewolucja wisi w powietrzu

Amazon program PrimeAirZmiany w zakresie jednostek napędowych zachodzą także w transporcie lotniczym. Równolegle dotyczą one dwóch zróżnicowanych obszarów. Pierwszym, dużo bardziej zaawansowanym z nich jest dostarczanie niewielkich przesyłek. Prekursorem jest tu firma Amazon i jej program PrimeAir. Zgodnie z jego założeniami, towary mają być dostarczane klientom przez drony w ciągu 30 minut od złożenia zamówienia. Wydaje się, że technologiczna infrastruktura konieczna do realizacji projektu jest już gotowa. Barierą wdrożenia innowacji, która mogłaby zrewolucjonizować e-commerce, jest ustawodawstwo – w zależności od kraju – niezezwalające na sterowanie urządzeniami znajdującymi się poza zasięgiem wzroku operatora, przelot nad terenami osób trzecich czy używanie dronów w ogóle.

Jednocześnie, najwięksi światowi gracze rynku technologii awiacyjnych – Airbus czy Siemens – eksperymentują z elektrycznymi samolotami pasażerskimi. Monachijska firma PC Aero przeprowadziła dwie udane próby przelotu nad Alpami urządzeń zasilanych energią słoneczną. Zaletą maszyn tego typu jest duży zasięg, brak emisji CO2 oraz znacznie niższy niż w przypadku konwencjonalnych rozwiązań poziom hałasu. Wydaje się jednak, że minie jeszcze sporo czasu zanim technologia wykorzystywana w niewielkich awionetkach upowszechni się i znajdzie zastosowanie w transporcie masowym. Pomimo to, wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że energetyczna rewolucja wisi w powietrzu i jesteśmy w przededniu ery transportu bezemisyjnego – na lądzie, w wodzie i w przestworzach.

Columbus Energy S.A. chce pozyskać 5 mln z publicznej emisji obligacji

14 marca br. Columbus Energy S.A., spółka notowana na rynku NewConnect, rozpoczęła pierwszą w historii firmy publiczną ofertę obligacji. Spółka jest liderem w obszarze pozyskiwania energii ze słońca. Sukces firmy w 2016 r. był związany z wprowadzeniem pionierskiej oferty „Abonament na słońce”, która pozwala gospodarstwom domowym oszczędzać na rachunkach za energię elektryczną. Spółka wyemituje obligacje o łącznej wartości 5 mln złotych.

Columbus Energy S.A oferuje 2-letnie obligacje serii B z oprocentowaniem stałym wynoszącym 9,2% w skali roku. Zapisy przyjmowane są od 1 tys. zł. Obligacje będą zabezpieczone. Spółka deklaruje zamiar ich wprowadzenia do obrotu na Catalyst. Inwestorzy mogą składać zapisy do 28 marca 2017. Przyjmują je Polski Dom Maklerski S.A., Millennium Dom Maklerski S.A. oraz Dom Maklerski Capital Partners S.A.

Celem emisji jest sfinansowanie montażu ok. 400 instalacji fotowoltaicznych w ramach programu abonamentowego.

Perspektywa rynku

Rok 2016 był przełomowy dla sektora odnawialnych źródeł energii. Rynek ustabilizował się dzięki przyjęciu nowego prawa. Doświadczenie z innych krajów o podobnym nasłonecznieniu, jak Niemcy czy Wielka Brytania – gdzie rynek fotowoltaiki wynosi odpowiednio 7 proc. i 3 proc. (w Polsce 0,1 proc.) – pozwalają patrzeć z optymizmem na popyt ze strony gospodarstw domowych. Według badań CBOS (pt. „Polacy o oszczędzaniu energii i energetyce obywatelskiej”, marzec 2016) około 1 mln właścicieli domów jest zainteresowanych inwestycją w odnawialne źródła energii wciągu najbliższych 2-3 lat.

Nasz produkt jest pierwszym tego typu na rynku. Zamiast kosztownej inwestycji w instalację paneli słonecznych, klient płaci jedynie abonament. Dzięki temu już od początku na rachunkach za energię elektryczną można zaoszczędzić miesięcznie około 150 zł. Nasz „Abonament na słońce” to miesięczny koszt tylko 119 zł. Rynek został też zauważony przez gigantów, m.in. przez Innogy (dawniej RWE), którzy niedawno przedstawili swoje oferty – mówi Dawid Zieliński, Prezes Zarządu Spółki Columbus Energy S.A.

Oferta Columbus Energy jest kompleksowa, bo zakłada nie tylko dostarczenie i montaż instalacji, ale – co najważniejsze – obejmuje jej sfinansowanie. Klient podpisuje umowę na okres 15 lat.

Dzięki podpisanej w marcu 2017 r. umowie o współpracy z Nest Bankiem S.A. zostało zapewnione finansowanie dla klientów. Nest Bank S.A. zobowiązał się do przekazywania na rachunek Spółki środków finansowych wynikających z umów podpisanych z klientami przez Columbus Energy. Umowa zawarta została na czas nieoznaczony. Dzięki temu Columbus Energy będzie w stanie zrealizować większą liczbę montaży, co jednoznacznie przełoży się na szybszy rozwój spółki.

– Biorąc pod uwagę dobre perspektywy rozwoju rynku, pozycję lidera Columbus Energy oraz stabilną sytuację firmy sądzę, że obligacje stanowią interesują ofertę – mówi Zieliński. – Nie ukrywamy, że finansowanie z obligacji ułatwi nam realizację strategii i proces dalszego wzmacniania pozycji rynkowej, co jednoznacznie wpłynie na wzrost wartości spółki.

Wyniki i strategia spółki

Głównym celem dla Columbus Energy S.A. jest ugruntowanie pozycji lidera na rynku mikroinstalacji fotowoltaicznych w Polsce. 

Spółka ma stabilną sytuację finansową. W 2016 r. wypracowała zysk netto na poziomie jednostkowym ponad 220 tys. zł. Przychody netto ze sprzedaży sięgnęły 8.511 tys. zł. W grudniu 2016 r. Columbus Energy S.A. zaktualizowała swoją strategię rozwoju na lata 2016-2020 oraz przedstawiła nowe prognozy finansowe. Do końca 2020 r. spółka planuje zrealizować łącznie 34 000 montaży instalacji fotowoltaicznych i osiągnąć 70 mln zł zysku netto w 2020 r. Emitent rozszerzy również swoją ofertę dla klientów indywidualnych o nowy produkt – „Termomodernizacja wraz z finansowaniem”.

GPW i Akcjonariat

Columbus Energy SA planuje do końca 2017 roku przenieść notowania na podstawowy parkiet GPW.

Obligacje w ofercie publicznej Columbus Energy S.A. oferuje Polski Dom Maklerski S.A. To kolejna ciekawa publiczna oferta obligacji tego brokera, m.in. po obligacjach Auxillia, IPO 3D oraz Bikershop.

BNP Paribas Real Estate generuje w 2016 roku 704 miliony euro przychodów*

Dla BNP Paribas Real Estate rok 2016 był rokiem wzrostu zysków z przychodem na poziomie 704 milionów euro oraz dochodem netto przed opodatkowaniem wynoszącym 155 milionów euro.

  • 43 % poza Francją (z czego 12% w Wielkiej Brytanii, 20% w Niemczech, 4% we Włoszech) oraz 57% we Francji,
  • 72 % z tytułu Usług w zakresie Rynku Nieruchomości (Transakcje, Konsulting, Wyceny, Zarządzanie Nieruchomościami i Zarządzanie Inwestycjami) oraz 28% na deweloperskim rynku nieruchomości komercyjnych i mieszkaniowych,
  • 38% z przychodów stałych: Konsulting, Wyceny, Zarządzanie Nieruchomościami, Zarządzanie Inwestycjami oraz Krótkoterminowy Najem Mieszkań.

Kluczowe liczby 2016:

  • Zarządzanie Inwestycjami: ponad 1,6 miliarda euro nowego kapitału oraz 24,1 miliarda euro aktywów pozostających pod zarządem w Europie.
  • Zarządzanie Nieruchomościami: przychody na poziomie 94 milionów euro oraz portfel nieruchomości pozostających pod zarządem wielkości 38 milionów m kw.
  • Doradztwo (Transakcje, Konsulting, Wyceny): przychody wynoszące 314 milionów euro.
  • Deweloperski rynek nieruchomości komercyjnych: wartość inwestycji 692 milionów euro do 1 stycznia 2017 roku; 178 500 m kw. powierzchni biurowych w budowie w całej Europie; 154 000 m kw. ukończonych w 2016 roku.
  • Nieruchomości Mieszkaniowe: wartość ponad 1 miliard euro, a w tym: 699 milionów euro na własny rachunek, co stanowi wzrost o 28% w stosunku do roku 2015; rozpoczęła się budowa 1 593 domów.
Thierry Laroue-Pont
Thierry Laroue-Pont

„Dla BNP Paribas Real Estate rok 2016 był rokiem wzrostu zysków z przychodem na poziomie 704 milionów euro oraz dochodem netto przed opodatkowaniem wynoszącym 155 milionów euro. Pomimo trudnej sytuacji geopolitycznej w roku 2016 rynki nieruchomości generalnie utrzymywały się w dobrej kondycji. W ujęciu całościowym wszystkie nasze linie biznesowe rozwijają się. W roku 2017 zamierzamy rozpocząć wdrażanie naszego planu rozwoju na rok 2020, który porządkuje i krystalizuje nasze cele dla wszystkich linii biznesowych i wykorzystuje technologie cyfrowe do opracowania nowej oferty usług. W odniesieniu do naszych funkcji centralnych początek roku 2017 to stworzenie dwóch nowych działów: Działu Innowacji oraz Działu Danych. Na koniec warto też wspomnieć o naszym zaangażowaniu w ideę społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstw (CSR), która staje się coraz ważniejsza dla naszych klientów przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych, a która również jest jednym z naszych priorytetowych celów na rok 2017 i kolejne lata.” – komentuje Thierry Laroue-Pont, Dyrektor Generalny, BNP Paribas Real Estate.

* Przychód odpowiada przychodowi ze sprzedaży oraz dochodowi ze spółek (konsolidacja metodą praw własności). Składa się on głównie z honorariów netto z różnych linii biznesowych oraz marży na projektach budowlanych na podstawie stopnia zaawansowania ich realizacji.

Wyniki za rok 2016 z podziałem na poszczególne linie biznesowe

  1. Zarządzanie Inwestycjami

Przy przychodach na poziomie 98 milionów euro w roku 2016 ta linia biznesowa odnotowała wpływy w wysokości ponad 1,6 miliarda euro nowego kapitału. Dodatkowo zrealizowane zostały oddzielne transakcje o wartości 1,3 miliarda euro. Pod koniec roku linia ta zarządzała aktywami o wartości 24,1 miliarda euro na terenie całej Europy (wzrost o 2,1 miliarda euro w porównaniu z rokiem 2015), z czego 73% w imieniu inwestorów instytucjonalnych.

Wartość zawartych transakcji to 3,9 miliarda euro (transakcje kupna i sprzedaży), co jest wynikiem rekordowym.

  1. Zarządzanie Nieruchomościami

Przychody z Zarządzania Nieruchomościami osiągnęły w roku 2016 poziom 94 milionów euro. Ilość m kw. pozostających pod zarządem wzrosła o 4,5% do 38 milionów m kw., z czego 56% to powierzchnie biurowe, a 26% to nieruchomości przemysłowe i magazynowe. 40% zarządzanych nieruchomości zlokalizowana jest we Francji, a 60% poza jej granicami.

BNP Paribas Real Estate cieszy się pozycją lidera na kontynencie europejskim w zakresie zarządzania nieruchomościami usługowymi oraz optymalnym zasięgiem regionalnym w Europie, który obejmuje 14 krajów i 58 miast.

  1. Doradztwo (Transakcje, Konsulting oraz Wyceny)

W roku 2016 przychody wygenerowane w ramach działalności doradczej sięgnęły 314 milionów euro. W ramach Transakcji w Europie zostały wynajęte lub sprzedane 6,2 miliony m kw. powierzchni komercyjnych (z czego 1,9 miliona m kw. we Francji), co obejmowało realizację
3 850 transakcji komercyjnych. Wartość inwestycji osiągnęła poziom 19 miliardów euro.

W ramach Wycen najwyższe dochody zostały odnotowane we Francji (46%), a następnie w Wielkiej Brytanii (24%). Wartość aktywów wycenionych w 12 krajach, w których działa ta linia biznesowa osiągnęła poziom 289 miliardów euro i około 130 milionów m kw.

Konsulting obejmuje trzy główne rodzaje usług: doradztwo w zakresie nieruchomości dla najemców (69%), doradztwo budowlane (zarządzanie projektami, studium wykonalności oraz badania z zakresu możliwości realizacji potencjalnych projektów) z udziałem na poziomie 15% oraz zarządzanie nieruchomościami na rzecz podmiotów trzecich z udziałem na poziomie 16%.

  1. Deweloperski Rynek Nieruchomości Biurowych

W roku 2016 ukończono projekty i oddano do użytku nieruchomości o wartości 692 milionów euro i powierzchni 154 000 m kw.

Wśród najważniejszych ukończonych projektów w roku 2016 znalazły się Tiburtina (Rzym), 43 800 m kw., Luxembourg Kirchberg (Luxemburg) 50 000 m kw. oraz Unicity (Levallois-Perret) 36 000 m kw.

Na dzień 1 stycznia 2017 roku w Europie w trakcie realizacji było 178 500 m kw. powierzchni biurowych.

  1. Nieruchomości Mieszkaniowe (Projekty Deweloperskie, Transakcje oraz Zarządzanie Nieruchomościami w odniesieniu do nieruchomości przeznaczonych pod najem krótkoterminowy – Studélites oraz Hipark)

W roku 2016 wartość tej linii biznesowej osiągnęła poziom ponad 1 miliarda euro, w tym 699 milionów euro na własny rachunek, co stanowi wzrost o 28% w stosunku do roku 2015 i przekłada się na oddanie do użytku 1 847 lokali mieszkaniowych (wzrost o 44,5% w porównaniu z rokiem 2015). W budowie pozostaje 1 593 lokali mieszkaniowych.

Pod zarządem pozostaje 6 734 lokali mieszkaniowych w 50 domach studenckich Studélites oraz w 5 domach Hipark przeznaczonych pod najem dla osób podróżujących służbowo.

  1. Perspektywy na przyszłość

„Nasze cele biznesowe na rok 2017 są jasne. Przede wszystkim oczekujemy wzrostu w zakresie Zarządzania Inwestycjami, co spowodowane jest głównie wysokim poziomem aktywności na rynkach we Francji oraz w Niemczech, jak również zbliżającym się uruchomieniem funduszu NEIF 3. Podpisane w ostatnim czasie ogólnoeuropejskie umowy na Zarządzanie Nieruchomościami, takie jak umowa podpisana z Logicor w odniesieniu do ponad 1 miliona m kw., powinny przyczynić się do zaistnienia wzrostu, jakiego oczekujemy w ramach tej linii biznesowej. Mamy również szeroko zakrojone plany odnośnie naszej działalności doradczej, z której oczekujemy przychodów przynajmniej na poziomie z roku 2016. W odniesieniu do deweloperskiego rynku nieruchomości biurowych planujemy rozpocząć około 10 projektów we Francji oraz w kontynentalnej części Europy. Nasza strategia rozwoju dla tej linii biznesowej opiera się częściowo na badaniu dużych nieruchomości o funkcji mieszanej obejmujących powierzchnie komercyjne, mieszkaniowe oraz hotelowe w Ile-de-France i na rynkach regionalnych, a częściowo na naszej ekspansji na pozostałe rynki w Europie. Dodatkowo planujemy też rozpocząć budowę 2 300 domów w ramach działalności linii Nieruchomości Mieszkaniowych.” – podsumowuje Thierry Laroue-Pont, Dyrektor Generalny, BNP Paribas Real Estate.

Szyfrowanie dla bezpieczeństwa

Zabezpieczanie danych na naszych urządzeniach mobilnych jest dziś tak samo ważne, jak zamykanie drzwi do mieszkania. Na smartfonach czy tabletach przechowujemy coraz więcej informacji nie tylko prywatnych, ale także służbowych. Dlatego warto zadbać o ich bezpieczeństwo. Najprostszym sposobem, który może wykorzystać każdy z nas, jest szyfrowanie. Ogranicza ono dostęp do danych osobom nieupoważnionym. 

Powszechne korzystanie z urządzeń mobilnych oraz lekkich i poręcznych komputerów sprzyja łatwiejszej dostępności do naszych danych. Telefon czy tablet niekoniecznie muszą zostać skradzione. Wystarczy chwila naszej nieuwagi, zostawienie ich bez opieki na siłowni, w sklepie przy kasie czy w restauracji by cenne dla nas informacje trafiły w niepowołane ręce. Czy można przygotować się na takie sytuacje?  W jaki sposób można się zabezpieczyć? Podstawą jest ograniczenie dostępu do telefonu, wykorzystywanie prostych narzędzi takich jak kod pin czy odcisk palca. Jakiekolwiek zabezpieczenie uniemożliwiające nieautoryzowane użycie naszego telefonu utrudni dostęp do znajdujących się na nim zasobów. Sprawdzonym sposobem jest ustawienie dobrze przemyślanego hasła, które nie powinno być związane z naszą datą urodzin, imieninami mamy czy rocznicą ślubu. Takie informacje często można łatwo odnaleźć np. na naszych profilach na kanałach społecznościowych. Hasło powinno zawierać małe i duże litery, znaki specjalne, takie jak pytajnik, myślnik czy wykrzyknik oraz cyfry –  wskazuje Marcin Kujawa, inżynier ds. bezpieczeństwa informacji, ODO 24.

Zabezpieczenie danych, zwłaszcza na komputerach, ułatwiają nam aplikacje proponowane przez Microsoft czy Apple. Nowe wersje systemu Windows posiadają wbudowany mechanizm szyfrujący BitLocker, który możemy w prosty sposób uaktywnić. BitLocker pozwala na szyfrowanie wybranych części dysku. Dostęp do takich partycji jest uzależniony od wpisania odpowiedniego hasła. Możemy tym narzędziem zabezpieczyć także systemem operacyjny, wtedy wpisanie kodu zabezpieczającego będzie wymagane zaraz po uruchomieniu komputera. W przypadku niewpisania lub błędnego wprowadzenia hasła funkcja BitLocker zablokuje dostęp do dysku. Aby go odblokować niezbędny będzie specjalny kod –  informuje Marcin Kujawa z ODO 24. Apple podchodzi do problemu obligatoryjnie – nasze dane muszą być zaszyfrowane i nawet firma nie ma do nich żadnego dostępu. Dużo łatwiej jest ochronić dane na naszym telefonie. Możemy korzystać nie tylko z funkcji blokowania ekranu, ale także z darmowych aplikacji, które pozwalają nam zaszyfrowywać wybrane foldery bez konieczności blokowania całej zawartości karty pamięci. Dzięki takiemu rozwiązaniu nawigacja po naszym urządzeniu jest dużo prostsza – nie musimy wpisywać hasła za każdym razem, gdy chcemy skorzystać z najprostszych funkcji telefonu. Warto również pamiętać o ochronie pamięci USB czy kart SD, je również można zaszyfrować. Każdy nośnik cennych dla nas informacji powinien być zabezpieczony, a dostęp do ich zawartości ograniczony dla osób trzecich.

Deloitte: W świecie nowych technologii firmy muszą traktować pracownika jak klienta

Postęp technologiczny osiągnął niespotykane dotąd tempo. Sztuczna inteligencja, platformy mobilne, i społecznościowe systemy współpracy zrewolucjonizowały nasze życie i pracę. Ludzie radzą sobie dobrze z przyswajaniem nowych technologii, ale biznes czyni to w dużo mniejszym stopniu. Według badania firmy doradczej Deloitte, organizacje na całym świecie wykorzystują technologię, by sprostać rosnącym wymaganiom pracowników, których zaczynają traktować jak klientów. Polskie systemy HR pozostają w tym względzie w tyle. Choć dla firm w Polsce jednym z najważniejszym priorytetów jest pozyskanie najbardziej utalentowanych pracowników, to aż 62 proc. z nich przyznaje, że jest do tego nieprzygotowana.

Trendy przedstawione w tegorocznym raporcie „Trendy HR 2017. Zmiana zasad w erze cyfryzacji”, obejmują dziesięć obszarów, w których firmy muszą zniwelować luki między tempem zmian technologicznych a skalą wyzwań związanych z zarządzaniem pracą i talentami. W tym roku w Polsce do współpracy przy projekcie zaproszono z jedną z wiodących firm branży doradztwa personalnego Randstad.

Takie aspekty działalności HR jak planowanie, struktura organizacyjna, kształtowanie i opisywanie stanowisk, wyznaczanie celów i zarządzanie wynikami ukształtowały się w większości po pierwszej rewolucji przemysłowej, wobec czego dotrzymanie tempa zmianom technologicznym wymaga ich ciągłej weryfikacji. Jeszcze gorzej z rewolucją technologiczną radzi sobie sektor publiczny, który ma ogromny wpływ na funkcjonowanie biznesu. „Rosnące rozbieżności między tempem rozwoju technologii a możliwościami jej absorbcji przez ludzi, biznes czy sektor publiczny mają kluczowe znaczenie dla sprawnego funkcjonowania obszaru kapitału ludzkiego. Dział HR pełni unikatową funkcję: może pomóc liderom i organizacjom w dostosowaniu się do nowych technologii, ludziom do nowych modeli pracy i kariery, a firmom do zmian społecznych” – mówi Michał Olbrychowski, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Technologie zastępują CV

Zastosowanie rozwiązań technologicznych to najbardziej przełomowy czynnik w procesie pozyskiwania talentów. Technologia umożliwia pracownikom swobodniejsze przemieszczanie się ze stanowiska na stanowisko, w obrębie firmy i poza nią, a także między firmami i krajami. Jedynie 19 proc. badanych firm ocenia swoje możliwości w pozyskiwaniu talentów jako doskonałe.

Aby móc lepiej ocenić skuteczność kandydata, pracodawcy przywiązują coraz większą wagę do faktycznych kompetencji niż do referencji i treści CV. Ponad jedna czwarta badanych szefów firm (29 proc.) korzysta z gier i symulacji jako narzędzi umożliwiających zainteresowanie i ocenę potencjalnych kandydatów, ale tylko 6 proc. ocenia ich wykorzystanie jako bardzo dobre.

Pracodawcy coraz częściej współpracują również ze specjalistycznymi firmami oferującymi platformy pracowników nieetatowych. Jednak ponad połowa ankietowanych ocenia możliwości swoich firm w tym zakresie jako słabe, a zaledwie 8 proc. ocenia możliwości zarządzania crowdsourcingiem jako doskonałe. „Od dalszego rozwoju tych zdolności będzie zależało, czy uda się im pozyskać niezbędne talenty, czy też firmy będą nadal borykać się z trudnościami, jakie nastręcza im znalezienie kandydata i zainteresowanie go ofertą pracy oraz utrzymanie pracownika wewnątrz organizacji” – mówi Magdalena Bączyk, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.

Pracownik tak samo ważny jak klient

Pracownicy w większym stopniu niż kiedyś oczekują efektywnego, angażującego i przyjaznego środowiska pracy. Pracodawcy nie skupiają się już wyłącznie na zaangażowaniu pracownika i kulturze organizacji, lecz patrzą szerzej na całościowe doświadczenie pracownika, na które składają się wszystkie działania dotyczące miejsca pracy, zarządzania zasobami ludzkimi i firmą. Nowy rynek narzędzi do szybkiego pozyskiwania informacji zwrotnych, aplikacje sportowe i wellness oraz zintegrowane narzędzia samoobsługi dla pracowników pomagają działom HR zrozumieć i wzbogacić doświadczenie zatrudnionych w firmie osób. Pracownicy stają się dla firm tak samo cenni jak klienci i pracodawcom powinno zależeć, by umieć sprostać ich potrzebom. „Wzorem specjalistów od marketingu i rozwoju produktów, którzy nie skupiają się już jedynie na satysfakcji klienta i patrzą szerzej na jego doświadczenie, eksperci od zarządzania pracownikami tworzą programy, strategie oraz budują interdyscyplinarne zespoły, które tworzą bardziej przyjazne środowisko pracy dla pracowników na każdym cyklu ich rozwoju w organizacji” – wyjaśnia Michał Olbrychowski. Jednak tylko 22 proc. ankietowanych ocenia tę umiejętność jako doskonałą.

Wraz z postępującym rozwojem systemów sztucznej inteligencji, robotyki i narzędzi kognitywnych niemal wszystkie stanowiska pracy zmieniają charakter. Proces ten bywa określany jako „wzmocniony personel” (ang. augumented workforce). Ponieważ trend ten nasila się, pracodawcy muszą zweryfikować opisy stanowisk, organizację pracy i plany rozwoju. W tym roku 41 proc. firm potwierdziło pełne wdrożenie lub znaczący postęp we wdrażaniu technologii kognitywnych i sztucznej inteligencji w swojej organizacji. Jednocześnie jednak tylko 17 proc. członków zarządu potwierdziło gotowość zarządzania personelem złożonym z ludzi, robotów i sztucznej inteligencji. Jest to najniższy poziom obserwowany od pięciu lat w badaniu Trendy HR.

Polskie firmy wciąż poszukują talentów

W Polsce wśród najważniejszych trendów respondenci wymieniali karierę i kształcenie, pozyskiwanie talentów, doświadczenie pracowników i zarządzanie wynikami. „Polskie firmy w pierwszej kolejności muszą zmierzyć się z problemem pozyskiwania ludzi. Światowe trendy pokazują, że jednym z kluczy do rozwiązania tej kwestii jest zmiana sposobu podejścia do pracownika, odpowiadanie na jego autentyczne potrzeby. To integralna część strategicznego spojrzenia na markę pracodawcy, która dla firm z innych krajów jest dziś standardem, a dla polskich przedsiębiorstw staje się wyzwaniem ze względu na dynamiczne zmiany na rynku pracy” – podkreśla Justyna Sławik, Recruitment & Employer Branding Manager w Randstad Polska.

Aż 62 proc. polskich pracodawców przyznaje, że ich firmy nie są przygotowane do pozyskiwania najbardziej utalentowanych pracowników, a 55 proc. na dostarczanie im odpowiednich doświadczeń, które sprawiłyby, że będą oni zadowoleni z pracy. Jak wynika z badania Deloitte w ciągu najbliższych 12-18 miesięcy aż 55 proc. firm w Polsce planuje znaczący wzrost inwestycji w obszarze zarządzania ludźmi. Jedynie 11 proc. przewiduje ich spadek.

Wraz z postępującą cyfryzacją, wyzwaniem staje się otwieranie rekrutacji na nowe stanowiska pracy i poszukiwanie osób o kompetencjach, na które do tej pory panowało mniejsze zapotrzebowanie lub też w ogólne nie wyróżniano ich w strukturze firmy. Badanie Deloitte pokazuje, że wyłącznie 12 proc. firm w Polsce nie zamierza zmienić swojej dotychczasowej strategii zatrudnienia. To pokazuje skalę zjawiska – znaczna część firm faktycznie dostrzega taką potrzebę i w różnym dla siebie czasie aktywnie reaguje na zmiany na rynku pracy. Taką gotowość wyraża aż 39 proc. firm.

Employer Branding w mediach społecznościowych

Z danych Randstad Polska wynika, że aż 82 proc. przebadanych firm bardziej koncentruje się na budowaniu swojej marki pracodawcy niż dwa lata temu. Na czym polegają te działania? Dla 64 proc. badanych istotne jest inwestowanie w witrynę internetową poświęconą karierze, a dla 62 proc. obecność w mediach społecznościowych i zarządzanie społecznością talentów. Jak jest to ważne pokazuje fakt, że 44 proc. osób informacji na temat przyszłych pracodawców poszukuje w serwisach internetowych, 24 proc. w mediach społecznościowych, a 17 proc. na blogach i forach. Jednocześnie jedynie 15 proc. ankietowanych menedżerów HR w Polsce ma wysoką i bardzo wysoką świadomość istnienia ich firm w mediach społecznościowych. Na świecie odsetek ten wynosił 38 proc. Z kolei jedynie 11 proc. ankietowanych charakteryzuje się wysoką i bardzo wysoką świadomością na temat śledzenia ich firm w mediach społecznościowych przez kandydatów. Średnia dla świata była prawie cztery razy wyższa.

Potrzeba zmiany modelu przywództwa nie jest jeszcze tak wyraźna w Polsce i zajmuje dopiero ósme miejsce w rankingu trendów Deloitte. Badanie pokazuje jednak, że wkrótce będzie to kolejne wyzwanie z obszaru zarządzania kapitałem ludzkim, przed którym staną polscy pracodawcy. Deklaruje tak 41 proc. badanych. Łącznie aż 83 proc. badanych w mniejszym lub większym stopniu podkreśla potrzebę kształtowania nowego modelu przywództwa w obszarze technologii cyfrowych. Jednocześnie jednak ponad połowa (57 proc.) respondentów przyznaje, że w ich firmie nie zostały przygotowane ani też wdrożone programy dotyczące tej kwestii.

Przeobrażanie miejsca pracy związane z wdrażaniem nowych technologii jest nieuniknione. Polacy nie obawiają się, że zaimplementowane do firmy rozwiązania z zakresu nowych technologii odbiorą im ich obecne stanowisko pracy. Za to niemal co druga osoba odczuwa potrzebę odbycia szkoleń z zakresu nowych technologii. „Właściwe rozpoznanie potencjału pracownika oraz jego wsparcie w przekwalifikowaniu się może stać się dla niego szansą na awans i rozwój zawodowy. Polscy pracodawcy dostrzegają tę potrzebę, ale światowe dane pokazują, że przed nami do wykonania jest nie tyle krok, ale wręcz skok, aby nadążyć za tempem zmian na rynku” – wyjaśnia Michał Tarnowski, Regional Manager w Randstad Professionals.

Polacy z regularną spłatą rat w 2016 roku

W 2016 roku Polacy najczęściej korzystali z zakupów na raty, a przy tym regularnie spłacali swoje zobowiązania – wynika z najnowszego raportu „Sytuacja materialna Polaków”[1], zrealizowanego na zlecenie Lindorff SA. O jakich jeszcze tendencjach można mówić na podstawie odpowiedzi ankietowanych zapytanych o swoje zobowiązania finansowe z ubiegłego roku?

Raty i pożyczka gotówkowa

Ankietowani zostali zapytani w badaniu, jakie zobowiązania posiadali w 2016 roku lub posiadają obecnie. Aż 42% ankietowanych nie przyznało się do żadnego typu kredytu lub zaległych płatności. Wśród twierdzących odpowiedzi najwyższe miejsce zajęły zakupy na raty, na które zdecydował się niemal co czwarty z respondentów. 1/5 badanych wzięła pożyczkę gotówkową. Trzecie miejsce to korzystanie z karty kredytowej – ta odpowiedź została wskazana przez 13% ankietowanych. Tuż za podium znalazły się takie odpowiedzi, jak kredyt hipoteczny (12%), niezapłacony rachunek (7%) czy wykorzystany limit na koncie bankowym (6%).

wykres1Wyraźne dysproporcje widać przy podziale odpowiedzi na męskie i damskie. Najbardziej zauważalna różnica (9 p. p.) rysuje się przy odpowiedzi najwyżej typowanej, czyli „zakupy na raty” – korzystało z nich aż 28% mężczyzn i tylko 19% kobiet. Natomiast najmniejsze różnice, a w zasadzie ich brak, widać przy odpowiedzi „niezapłacony rachunek” – obie płcie wskazały ją w 7%.

Bardzo istotna jest forma zadanego pytania oraz wykorzystany w nim termin. Powyższe pytanie, „Które z poniższych zobowiązań posiadałe(a)ś w 2016 roku bądź posiadasz obecnie?”, wykazało delikatnie różne wyniki w porównaniu z odpowiedziami na pytanie „Czy w minionym 2016 roku, skorzystałe(a)ś z któregoś z poniższych produktów finansowych?”. Większość różnic wynosiła około 2 p. p., jednak największą dysproporcję zauważamy przy deklaracji korzystania z karty kredytowej (6 p. p.) oraz limitu na koncie bankowym (9 p. p.), obie na korzyść drugiego pytania. Można zatem wnioskować, iż jednym z powodów różnic są konotacje związane ze słowem „zobowiązanie”. Nawet, jeśli korzystamy z produktów, których użytkowanie egzekwuje posiadanie zobowiązania, nie jesteśmy tego w pełni świadomi i nie myślimy np. o wykorzystaniu środków z karty kredytowej w kategoriach zobowiązania, a po prostu korzystania z produktu finansowego.

Spłacamy regularnie

wykres2W badaniu respondenci zostali zapytani również o to, jak spłacają swoje zobowiązania. Zdecydowana większość – 85% wszystkich respondentów przyznała, iż robi to regularnie. Cieszy fakt, iż tylko 13% badanych stwierdza, że spłaca zobowiązania nieregularnie, a zaledwie 2% ankietowanych czeka, aż ich zadłużenie przedawni się.

Kobiety mają delikatnie wyższą skłonność do nieterminowych spłat zobowiązań. 16% respondentek przyznało się do tej tendencji, w kontraście do 10% badanych mężczyzn. Męska część częściej jednak czeka na przedawnienie długu – 3% respondentów przy 1% kobiecych wskazań.

Bazując na wynikach zaprezentowanych powyżej, można wysnuć konkluzję, iż dla Polaków atrakcyjną formą nabywania dóbr jest zakup na raty, a z regulaminową spłatą zobowiązania Polacy nie mają większych problemów. Nieterminowe wpłaty to domena tylko niewielkiej części badanych. Świadome czekanie na przedawnienie długu stanowi na szczęście marginalny procent wszystkich badanych.

Czy warto kupować na raty?

Jak wykazują powyższe badania, kupowanie na raty nie sprawia nam większych problemów. Jednakże zawsze warto analizować swoją sytuację, aby nie popaść w spiralę zadłużenia, jeśli w jednym momencie zdecydujemy się na zbyt dużą ilość zobowiązań jednocześnie. Co więcej, czasami kupienie czegoś na raty może być dla nas bardziej opłacalne, niż za gotówkę. Kupując na raty warto trzymać się poniższych zasad:

  1. Zdecyduj, czy rata się opłaci – przed decyzją o zobowiązaniu, policz dokładnie, ile wydajesz na codzienne wydatki. Po odliczeniu wszystkich kosztów związanych z mieszkaniem czy domem, sumą potrzebną na codzienne potrzeby oraz ratami obecnych zobowiązań, zweryfikuj kwotę, która pozostała. To maksymalna wysokość raty, na którą możesz sobie pozwolić i która nie obciąży Twojego budżetu. Co ciekawe, jeśli odkładasz pieniądze na koncie oszczędnościowym objętym oprocentowaniem, skorzystanie z popularnych rat o zerowym oprocentowaniu może być dla Ciebie dużo korzystniejsze niż zapłacenie gotówką. Odejmując z takiego konta miesięczną kwotę raty, odsetki nadal będą naliczane i będą wyższe niż po odjęciu całej sumy na początku. W efekcie po ostatniej racie bank będzie zobligowany do wypłacenia większej sumy odsetek, niż gdybyśmy „zabrali” całą kwotę z konta za jednym razem.
  2. Dokładnie przeczytaj i trzymaj się terminów – przed złożeniem podpisu poświęć swój czas, aby dokładnie przeczytać umowę zawieraną przy kupnie na raty. Zwłaszcza przy tzw. „ratach 0%” możemy spotkać się z zapisami „małym druczkiem”, informujących o wysokich kosztach związanych z niezapłaceniem choćby jednej raty w terminie. Jeśli na takiej okazji nie chcemy stracić, nie możemy zapominać o ustaleniach z umowy!
  3. Zastanów się – przed kupnem czegokolwiek przemyśl, czy jest to faktycznie potrzebne i nie kierujesz się wyłącznie spontanicznymi emocjami. Co więcej, przemyśl czy kwoty, którą trzeba będzie przeznaczyć na raty, nie można odłożyć np. na konto oszczędnościowe i w dłuższym rozrachunku zyskać dzięki temu więcej profitów – zaoszczędzone pieniądze i to za nie w przyszłości kupić faktycznie potrzebny sprzęt.

[1] Raport zrealizowany na zlecenie firmy Lindorff SA – badanie ilościowe realizowane techniką CAWI – przeprowadzone wśród członków społeczności badawczej Zymetrii. Realizacja badania: 20.01.2017 – 24.01.2017 r, N=551.

Zbyt wykształconemu pracownikowi nie jest łatwo w prywatnym sektorze

Tytuł doktora – pomoc czy przeszkoda w karierze zawodowej? Według danych GUS na studiach trzeciego stopnia kształci się obecnie ponad 40 000 Polaków, tymczasem w dyskursie publicznym o ich perspektywach na rynku pracy jest cicho. Firma rekrutacyjna Antal analizuje, jak w sektorze prywatnym sprawdzają się specjaliści z „dr” przed nazwiskiem.

„Wymagane wyższe wykształcenie” – ten warunek napotykamy w większości ofert pracy promowanych na portalach rekrutacyjnych. Jako optimum traktowany jest magister, zdolny licencjat też ma duże szanse na zatrudnienie, jednak schody pojawiają się, gdy swoje CV przesyła… doktor. Chociaż wymaganie pracodawcy spełnia z nawiązką, traktowany jest jako kandydat mniej atrakcyjny, niż licencjat czy magister. Czy tytuł doktora to przeszkoda dla kariery zawodowej?

Robienie doktoratu jest sensowne i na dodatek niezbędne, jeśli ktoś rozważa pozostanie na uczelni i profesurę. Natomiast jeśli planujemy napisanie doktoratu z myślą o rozwijaniu dalszej kariery zawodowej poza uczelnią, warto zważyć wszystkie za i przeciw. „Przede wszystkim trzeba przemyśleć fakt, że w czasie, kiedy my robimy doktorat, inni już poruszają się po rynku pracy i zdobywają doświadczenie zawodowe, które dla pracodawcy ma najczęściej zdecydowanie większe znaczenie, niż sam tytuł doktora” – wyjaśnia Zuzanna Witkowska, headhunterka w Antal i zarazem doktor w obszarze technologii chemicznych.

Odrzuć biret, pokochaj biały kołnierzyk?

Studia trzeciego stopnia przeżyły swój renesans w latach 2006 – 2013, kiedy liczba ich uczestników wzrosła aż o 40%. Większość doktorantów kształciła się w trybie stacjonarnym, angażującym czasowo w stopniu zdecydowanie utrudniającym pogodzenie obowiązków akademickich z pracą zawodową. W ostatnich latach wzrost popularności studiów doktoranckich przyhamował, co nie zmienia faktu, że w gmachach uniwersytetów kryje się ponad 40 000 świetnie wykształconych umysłów. Struktury akademickie wchłoną zaledwie ułamek tej liczby. Tymczasem sektor prywatny boryka się z rynkiem pracownika. Każde nowe źródło kandydatów powinno być na wagę złota. Według badań Antal, do każdego specjalisty i menedżera rekruterzy odezwali się w ubiegłym roku średnio 10 razy z propozycją rozmów. Do specjalisty i menedżera z obszaru IT – aż 36. Dlaczego więc z rezerwą podchodzi się do kandydatów – doktorów?

Pracodawcy definiują swoje wymagania dotyczące wykształcenia kandydatów bardzo oględnie, natomiast oczekują konkretów jeśli chodzi o kompetencje. Na rozmowach rekrutacyjnych kandydaci są dokładnie wypytywani o narzędzia, które znają, procesy, z którymi mieli do czynienia, metodologie, języki, systemy. Im więcej mamy „twardych” kompetencji, tym bardziej nasze szanse na zatrudnienie rosną” – tłumaczy Zuzanna Witkowska z Antal.

Doktor budzi zaufanie

Branże, w których doktorat ma największe znaczenie w sensie profesjonalnym, to naturalne sektory zaufania publicznego jak medycyna czy prawo. Wśród osób zwracających się po pomoc do przedstawicieli zawodów z tych obszarów, tytuł doktora budzi nadzieję na uzyskanie lepszej porady, co oczywiście może, ale nie musi mieć przełożenia na rzeczywistość. Podobny mechanizm działa także w branży konsultingowej i instytucjach finansowych. Szanse na ciekawy rozwój zawodowy w sektorze prywatnym i ponadstandardowo wysokie zarobki polski doktor ma także za granicą.

Jeśli swoje dalsze losy wiążemy z pracą za granicą, tytuł doktorski będzie naszą kartą przetargową. Np. w Niemczech obrona doktoratu budzi powszechny respekt (nie tylko wśród pracodawców), otwiera wiele drzwi i wiąże się z wyższymi zarobkami niezależnie od zdobytego doświadczenia” – wyjaśnia Zuzanna Witkowska z Antal.

Trzeci stopień – kiedy warto?

Rozważając kilkuletnie zaangażowanie w studia doktoranckie, bez planów związania się ze środowiskiem akademickim na całe życie, warto zweryfikować pobudki, które są dla nas motywatorem. Dlaczego chcemy zdobyć ten tytuł?

Jeśli dla potencjalnych wyższych zarobków – w takim wypadku nie warto, ponieważ tytuł nie jest w stanie tego zagwarantować. Jeśli dla wiedzy – należy pamiętać, że w przyszłości frustrujący może być brak możliwości wykorzystania jej w pracy zawodowej. Jeśli jednak chcemy to zrobić dla siebie, zainwestować swój czas i zobaczyć, jakie drzwi w przyszłości otworzy nam to doświadczenie i tytuł doktora – śmiało, to dobra decyzja.

Doktorat może być przeszkodą w poszukiwaniu pracy, ale tak samo przeszkodą może być inna, zupełnie nieoczekiwana kwestia. Na przykład studia ukończone na uczelni niepublicznej (co – bez względu na jej prestiż – jest niekiedy powodem dyskwalifikacji kandydata z powodu sztywnych wymogów korporacyjnych) albo doświadczenie zdobyte w firmie, która nie jest pozytywnie postrzegana na rynku” – podsumowuje Zuzanna Witkowska z Antal – „Pamiętaj tylko, że doktorat to bardzo ciężka praca, a w tym czasie twoi rywale wyprzedzą Cię w ilości zdobytego doświadczenia. Ale Ty tytuł doktora będziesz miał na całe życie, a doświadczenie między Tobą a twoimi kolegami prędzej czy później się wyrówna”.

Inwestorzy realizują zyski, WIG wciąż silny

Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI
Tomasz Matras, Zastępca Dyrektora Inwestycyjnego ds. Akcji Union Investment TFI

W ciągu pierwszych dwóch miesięcy 2017 roku główne indeksy warszawskiej giełdy wzrosły o prawie 13%. To nie wszystko. Licząc od listopada zeszłego roku, indeks WIG20 grupujący największe spółki do lokalnego szczytu na początku marca zarobił aż 30%. Skalę zwyżek w Polsce obrazuje porównanie do zachodnich parkietów. Od początku roku polski WIG jest wyraźnie silniejszy zarówno od niemieckiego indeksu DAX, jak i amerykańskiego S&P500.

graph

Odpoczynek WIG-u w pełni naturalny

Po tak dynamicznych wzrostach cen akcji, delikatna korekta spadkowa na GPW jest w pełni naturalna. Jej źródła upatruję jednak m.in. w chęci realizacji zysków przez inwestorów. Także zagranicznych, o czym świadczą wysokie dzienne obroty na warszawskiej giełdzie podczas ostatnich sesji. Spadki obserwowane na przełomie lutego i marca nie zmieniają natomiast naszego pozytywnego nastawienia do polskich akcji. Uważamy wręcz, że przejściowe korekty na GPW warto wykorzystać do zakupu akcji i jednostek uczestnictwa funduszy po niższych cenach.

Hossę wspierają zyski spółek, dane z gospodarki i napływy do funduszy

Spośród spółek z GPW, które już zaprezentowały wyniki finansowe za ostatni kwartał 2016 roku i cały ubiegły rok, większość spisała się co najmniej nieźle. To dobry sygnał, ponieważ poprawiające się zyski spółek spadkowej mogą być paliwem do dalszych wzrostów cen akcji.

Polskie akcje wspiera również otoczenie makroekonomiczne. Polska gospodarka zaliczyła „dołek” w drugiej połowie 2016 roku i w kolejnych spodziewamy się sukcesywnej poprawy koniunktury. To przełoży się na wzrost zysków spółek w kolejnych kwartałach.

Hossę na GPW powinien podtrzymać również rosnący napływ kapitału ze strony inwestorów indywidualnych. Z danych zebranych przez Analizy Online wynika, że w lutym bilans wpłat i wypłat funduszy akcji wyniósł niemal +430 mln zł. Duża część tej kwoty wpłynęła do funduszy akcji polskich, czyli de facto trafiła na giełdę.

Eksport wzrósł w styczniu o 5,5 proc. r/r w euro, a import o 6,6 proc

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek
Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek

Eksport w styczniu 2017 r. był wyższy o ponad 1 mld euro niż rok wcześniej, natomiast import był wyższy o 1,3 mld euro. To co prawda dopiero pierwszy miesiąc 2017 r., ale dane za styczeń wskazują, że rosnąca konsumpcja gospodarstw domowych może mieć w tym roku silny wpływ na import. Dobra sytuacja na rynku pracy, rosnące wynagrodzenia, program Rodzina 500+ tworzą ku temu warunki. „Kowalscy” zwiększają zainteresowanie zakupami – sprzedaż detaliczna wzrosła w styczniu br. o ponad 11 proc. Sprzedaż produktów z import musiała mieć też w tym swój udział.

Na razie mamy dodatnie saldo obrotów handlu zagranicznego, ale jest ono niższe o ponad 1/3 niż w styczniu 2016 r. Jeśli takie zapotrzebowanie na produkty z importu utrzyma się, to nawet przy ciągle poprawiającej się koniunkturze gospodarczej u naszych głównych partnerów biznesowych w UE28 wzrost eksportu, mimo dobrej dynamiki, nie będzie w stanie kompensować szybkiego wzrostu importu. A to oznacza, że wkład eksportu netto do PKB może być w 2017 r. ujemny, czyli obniżający tempo wzrostu gospodarczego w Polsce.

Szansą może być eksport do krajów rozwijających się, który wzrósł w styczniu br. o 17,6 proc. (r/r; euro). A także eksport do krajów Europy Środkowo-Wschodniej (wzrost o ponad 26 proc.). Powoli odbudowuje się eksport do Rosji (wzrost o prawie 15 proc.) i Ukrainy. Jednak tak silne wzrosty eksportu do obu tych grup krajów są w części wynikiem bardzo niskiej bazy w styczniu 2016 r. Czy rzeczywiście skuteczność polskich firm działających na rynkach krajów rozwijających się rośnie można będzie potwierdzić po kilku miesiącach utrzymywania się tak wysokiej dynamiki eksportu. Byłaby to wielka szansa tak dla firm, jak i dla gospodarki.

Co do poprawy wyników eksportu na rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej, to także ciągle znak zapytania. Po styczniowych wynikach obrotów handlu zagranicznego wiemy jednak, że eksporterzy jak zwykle będą mieli lepsze wyniki finansowe niż firmy nieobecne na rynkach zewnętrznych. Może skłoni to eksporterów do wzrostu inwestycji, co zapewne i im, i całej gospodarce jest bardzo potrzebne. I wpłynie na przedsiębiorstwa kooperujące z eksporterami zwiększając także ich skłonność do inwestycji. Może rosnącemu zewnętrznemu popytowi na polskie produkty uda się to, co nie udaje się decydentom – zwiększenie skłonności do inwestycji w sektorze przedsiębiorstw. Oby.

Wojciech Jóźwiak, prezes Monetii: Wzrasta popularność gotówki

O blisko 1 mld zł wzrosła wartość transakcji gotówkowych obsłużonych w ciągu dwóch lat przez Monetię. Na koniec 2016 r. łączna wartość rachunków i opłat wniesionych przez klientów spółki wyniosła 3,5 mld zł.

Popularność gotówki, licząc wartością zrealizowanych transakcji, rośnie średniorocznie w tempie wyższym niż 16%. Mimo coraz bogatszej i łatwiej dostępnej bazy punktów obsługujących płatności kartowe, zdalne czy online, sentyment Polaków do płacenia żywym pieniądzem za rachunki i opłaty abonamentowe nie słabnie.

– Gotówka będzie nam towarzyszyć jeszcze przez wiele lat, bo przywiązanie do tej formy płacenia jest wciąż bardzo duże – komentuje Wojciech Jóźwiak, prezes Monetii – Dla wielu osób jest wygodniejszym, szybszym i „pewniejszym” pieniądzem. Zwłaszcza dla mikroprzedsiębiorców, którzy prowadzą małe punkty usługowe, czy stoiska np. na targach. Podstawą ich działalności jest możliwie wysoka płynność, a taką obecnie oferuje im wyłącznie gotówka.

Wzrost popularności gotówki jest też zauważalny na poziomie pojedynczego oddziału Monetii – w ciągu 2 lat roczne obroty wzrosły tu średnio o ok. 200 tys. zł. Także z danych NBP wynika, że wciąż przybywa gotówki w obiegu. Na koniec stycznia br. jej wartość wyniosła 171,29 mld zł i w porównaniu z analogicznym okresem 2015 r. wzrosła o 12,7%.

– Obsługa gotówki przez kilka kolejnych lat nadal będzie stabilnym biznesem. Jednak już teraz realizujemy działania, których celem ma być większe uniezależnienie wyników Monetii od rynku gotówkowego – kontynuuje Wojciech Jóźwiak – Stopniowo dywersyfikujemy źródła przychodów i zmieniamy ich strukturę, by co najmniej połowa była generowana przez outsourcing transakcyjny.

Przez ostatnie dwa lata zarząd Monetii intensywnie rozwijał ofertę skierowaną do sektora public i biznesu, szczególnie instytucji finansowych. W efekcie Monetia wyrosła na lidera outsourcingu transakcyjnego z 30% udziałem w segmencie urzędów skarbowych. Szybko przybywa jej klientów wśród sądów, natomiast obsługa jednostek samorządu terytorialnego jest punktem stycznym, w którym Monetia jest strategicznym partnerem biznesowym dla banków, tj. DnB Bank Polska, Bank BGŻ BNP Paribas, ING Bank Polska czy Getin Noble Bank. Obecnie Monetia w swoim portfolio klientów instytucjonalnych dla outsourcingu transakcyjnego ma ponad 400 firm, a przychody przez nie generowane to 25% sprzedaży.

Obecnie jesteśmy jedną z najprężniej działających firm w obszarze outsourcingu transakcyjnego. Będziemy rozwijać i wzbogacać tę usługę o nowe funkcjonalności i rozwiązania. Mamy też dość jasno sprecyzowane plany dotyczące rozwoju obsługi transakcyjnej klientów indywidualnych – dodaje prezes Monetii.

Monetia chce zwiększyć efektywność sieci ponad 700 oddziałów w całej Polsce i jednocześnie wykorzystać efekt synergii z platformą Monetia24.pl, która odpowiada za przekazy międzynarodowe. Już niebawem w punktach spółki będzie można realizować przekazy zarówno z zagranicy do kraju, jak i z Polski na cały świat. Rynkami, z którymi Monetia wiąże największe plany sprzedażowe i prowadzi zaawansowane rozmowy jest Ukraina i Wietnam.

Energia, której nie trzeba produkować może zwiększyć bezpieczeństwo energetyczne.

Michał Ajchel, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska
Michał Ajchel, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska

Jednym z palących problemów polski i krajów unii europejskiej jest rosnący popyt na energię. Jednak coraz trudniej jest nam wyprodukować odpowiednią ilość energii, zwłaszcza przy ograniczeniach czekających energetykę w związku z ustaleniami pakietu klimatycznego. Istnieje jednak pokaźna rezerwa mocy, którą można wykorzystać stosując odpowiednią technologię. Jak wykorzystać ten potencjał tłumaczy Michał Ajchel, Wiceprezes, Dyrektor Pionu Energetyki w Schneider Electric Polska.  

Jakie skutki dla systemu energetycznego powoduje rosnący popyt na energię?

Obecnie energetyka w Polsce i Europie boryka się z problemami szczytowego zapotrzebowania na energię. Szczególnie widoczne jest to w okresach zimowych i latem, kiedy energii zużywa się zdecydowanie więcej. Wówczas powstają sytuacje, w których produkcja zaczyna równać się ilości energii zużywanej i zanika tzw. rezerwa energii, którą każde państwo stara się zachować głównie w celach zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego. Takie sytuacje wystąpiły w Polsce w sierpniu 2015 roku oraz w styczniu 2017 we Francji, gdzie zużycie krajowe było bliskie, osiągnięcia rekordowego poziomu ponad 93 GW przy średniej pomiędzy 70 a 80 GW. W takiej sytuacji istnieje zagrożenie awarii systemu energetycznego ze względu na przeciążenie elektrowni, jak również sieci przesyłowych.

Jak można przeciwdziałać takim sytuacjom?

Okazuje się, że możliwe jest wygenerowanie dodatkowej energii poprzez odpowiednie zarządzanie popytem na nią u odbiorców końcowych (głownie przemysłowych) przy wykorzystaniu sieci energetycznych i technologii Demand Side Response. Taką technologię oferuje już firma Energy Pool, która działa również w Polsce. Dzięki tym technologiom w godzinach szczytowego zapotrzebowania na energię tj. głównie w godzinach 6.00 – 9.00 oraz 18.00 – 20.00 możemy ograniczyć dostawy dużych ilości energii do zakładów przemysłowych i skierować ją do odbiorców indywidualnych. Dodatkową zaletą tego sposobu generacji jest to, że energia ta nie jest wyprodukowana, dzięki czemu jest to najczystsza energia, którą posiadamy na rynku. Takie przesuwanie zapotrzebowania możliwe jest właśnie dzięki technologii Demand Response, którą oferujemy.

Czy oprócz zwiększenia bezpieczeństwa systemu energetycznego są jeszcze jakieś inne korzyści z wdrożenia takiej technologii?

Oczywiście. Są to wyraźne korzyści dla Operatora Systemu Przesyłowego i odbiorców końcowych. Operator optymalizuje pracę systemu energetycznego i sieci przesyłowych w szczytowych momentach poboru. Odbiorcy końcowi, a mam tu na myśli przede wszystkim przemysł oraz dużych odbiorców energii, redukują swoje roczne koszty energii od 5 do 20%, i nie tracą nic na produkcji. Mogą również korzystać z dostarczanej energii w godzinach poza szczytami poboru nie myśląc o ewentualnych ograniczeniach ze strony operatora. Na końcu zyskuje także gospodarka i społeczeństwo, gdyż takie działania nie powodują zwiększenia ilości produkowanej energii, a tym samym większej emisji CO². Otrzymujemy, więc szereg korzyści, tym większych im większe jest doświadczenie firmy pomagającej we wdrożeniu Demand Side Response, a niewątpliwie liderem na tym rynku i firmą posiadającą największą wiedzę w tym zakresie jest dzisiaj firma Energy Pool.

Kto zatrudni pracowników Tesco?

Nawet kilkaset osób może stracić pracę. Tesco zapowiedziało, że zamierza przeprowadzić zwolnienia grupowe. Pracownicy sieci zapewne długo bez pracy nie zostaną. Gdzie znajdą prace i na co mogą liczyć?

– Sytuacja na rynku pracy jest trudna z tego tytułu, że mamy zapotrzebowanie na zatrudnienie osób przy kasach. Bardzo dużo kobiet, które otrzymują 500+ zrezygnowało z pracy w handlu. Staramy się tę lukę zapełnić pracownikami z Ukrainy – mówi newsrm.tv Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji.

Supermarkety walczą także o pracowników. W ostatnim czasie kilka sieci zdecydowało się podnieść wynagrodzenia. – Na przykład w firmie Lidl pracownik podstawowej pracy, czyli kasjer, otrzymuje 2800 zł. Podobnie wynagrodzenie wygląda Biedronce – dodaje Renata Juszkiewicz.

Pracownicy supermarketów mogą liczyć też na dodatkowe benefity jak bezpłatna prywatna opieka medyczna, specjalny pakiet socjalny oraz inne formy finansowania urlopu.

– Pracownicy supermarketów jak najbardziej mają możliwość znalezienia pracy. Jest to zależne od ich doświadczenia, możliwości, umiejętności. Obecnie mamy rynek kandydata, kandydaci są poszukiwani i są na miarę złota – wyjaśnia Rafał Górecki, Manpower Polska. – Jeżeli pracownicy chcieliby to mają także możliwość przebranżowienia się. Firmy są otwarte na takie możliwości. Mamy dużo innych działów, w których mogliby się odnaleźć np. księgowość, prace biurowe i administracyjne.

Za rosnący dług publiczny zapłacimy droższymi kredytami

Polski dług publiczny to już równowartość 54 proc. PKB, co zbliża nas do niebezpiecznej granicy. Za rosnący dług zapłacimy płacąc drożej za kredyty.

W 2016 r. najszybciej rósł dług Skarbu Państwa (o 5,1 pkt. proc. w relacji do PKB). Było to tempo większe niż w dotychczas rekordowym 2010 roku.

Państwo finansuje swój dług zaciągając kredyty w bankach. O kredyty konkuruje z przedsiębiorcami. Wzrost takiego popytu doprowadzi do tego, że ich oprocentowanie będzie rosnąć.

– Przedsiębiorcy spodziewają się, że rosnący dług publiczny trzeba będzie sfinansować poprzez wzrost podatków w przyszłości, dlatego ograniczają inwestycje – mówi w rozmowie z MarketNews24 Rafał Trzeciakowski z Forum Obywatelskiego Rozwoju (FOR). – Ograniczanie inwestycji prowadzi do osłabienia wzrostu gospodarczego i tym trudniej rządowi będzie spłacać dług publiczny, czyli błędne koło zamyka się.

Kapitulacja funta

Funt nurkuje dziś rano, co wygląda na spóźnioną reakcję na przyjęcie przez brytyjski parlament ustawy zezwalającej rządowi uruchomienie procedury Brexitu. Gdzie indziej, dolar wraca do sił z pomocą wzrostu rentowności w optymistycznym oczekiwaniu na jutrzejszą decyzję FOMC. Dziś uwagę przyciągnie CPI z Polski, ZEW z Niemiec i informacje o zamieci z Nowego Jorku.

Wczoraj brytyjski parlament przegłosował legislację zezwalającą rządowi Theresy May wykonanie Artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego i rozpoczęcie procedury wyjścia z UE. Dodatkowo Izba Gmin oddaliła poprawki Izby Lordów, które miały ograniczyć premier pole manewru. Theresa May planuje rozpocząć procedurę Brexitu w ostatnim tygodniu marca, ale po wczoraj musi czuć się zwycięzcą, gdyż po przejściowych trudnościach w parlamencie teraz ma wolną rękę, by negocjować warunki „rozwodu” z Unią. Dla funta jest to przypomnienie, czym będzie dwuletnia batalia o warunki Brexitu, gdzie o kompromisy nie będzie łatwo. Dodajmy do tego apel liderki Szkockiej Partii narodowej o kolejne referendum niepodległościowe i nie dziwi przebudzona słabość funta.

Jedyna rzecz, która zastanawia, to opóźnienie reakcji GBP na informacje. Wydaje się, że GBP/USD w poniedziałek był pod presją redukcji długich pozycji w USD przed jutrzejszą decyzją FOMC i dopiero dziś rynek przeszedł do „czystego” handlowania czynników związanych z funtem. Możliwe też, że traderzy z Nowego Jorku wczoraj nie angażowali się w handel w obawie, że dziś mogą nie przyjść do pracy. Prognozy pogodowy przewidują rekordowa zamieć w Nowym Jorku, która może przynieść nawet 45 cm śniegu. W rezultacie dopiero dziś rano inwestorzy z londyńskiego City przystąpili do sprzedaży GBP. Inaczej nie mogę wytłumaczyć startu wyprzedaży funta dopiero dziś o 7 rano.

Przy odliczaniu do decyzji o rozpoczęciu Brexitu polityczna presja nie wyparuje, a dodatkowym zagrożeniem dla funta w najbliższych dniach są słabsze dane z rynku pracy (środa) i gołębi BoE (czwartek). Trzymamy się otwartej wczoraj długiej pozycji w EUR/GBP z celem co najmniej na 0,8920, ale dla GBP/USD także otworzyła się droga w stronę 1,20.

Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych wróciły ponad 2,60 proc., co sugeruje rosnące oczekiwania na jastrzębi wydźwięk decyzji FOMC. Osobiście spodziewamy się bardziej zrównoważonego przekazu, co jednak nie musi przeszkadzać kupowaniu dolara w godzinach poprzedzających decyzję.

Kalendarz we wtorek jeszcze pozostaje ubogi w wydarzenia i na dobre rozkręci się od jutra. Indeks ZEW z Niemiec powinien potwierdzić optymizm inwestorów i analityków odnośnie postawy gospodarki, choć EUR nie ma historii silnej reakcji na te dane. Po produkcji przemysłowej z Eurolandu za styczeń oczekuje się odreagowania grudniowych spadków, kiedy święta rzutowały na aktywność. Po południu otrzymamy CPI z Polski, który w lutym ma wzrosnąć do 2 proc., pierwszy raz od 2012 r., gdyż efekty niskiej bazy cen energii dalej pozostają w mocy. Jednak przy niewzruszonej RPP, także i złoty powinien pozostać bez większej reakcji, a większe znaczenie utrzymuje rosnąca negatywna premia w stosunku do aktywów rynków wschodzących. PPI z USA jest drugorzędnym odczytem, który rynek zignoruje w oczekiwaniu na decyzję FOMC. Dodatkowo przewidywana burza śnieżna nad Manhattanem może ograniczyć aktywność podczas nowojorskiej części sesji.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Komentarz walutowy: dolar, euro, funt, frank – 14.03.2017

USDPLN

ergokantor-pl_usdpln_14-03Dolar w dalszym ciągu znajduje się w konsolidacji pomiędzy 4,05-4,10. Konsolidacja trwa już ponad miesiąc i należy oczekiwać, że w najbliższych dniach nastąpi wybicie. Naszym scenariuszem bazowym jest wybicie górą do poziomu 61,8% FIBO ostatniego impulsu tj. 4,1650. Najważniejszym wydarzeniem najbliższych dni będzie decyzja o podwyżce stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Praktycznie rynek wycenił już środową podwyżkę, jednakże złotówka dzielnie walczyła z umacniającym się dolarem, trzymając go na oporze 4,10. Kurs pary USDPLN jest zależny od ogólnego sentymentu na rynku względem dolara oraz zapowiedzi o ilości i czasie przyszłych podwyżek. W przypadku rozczarowania rynku poprzez brak podwyżki lub też gołębiego komunikatu ze strony FED kurs osunie się do minimum 3,97. W przypadku podniesienia stóp procentowych przy gołębim komunikacie kurs powinien wybić się górą z konsolidacji, jednak wybicie to może być natychmiast skorygowane. Przy jastrzębim komentarzu jest szansa, iż w czwartkowy poranek dolar będzie nawet po 4,1650. 

EURPLN

ergokantor-pl_eurpln_14-03Kurs EUR wyraźnie wskazuje, że pod względem gospodarczym oraz na kanwie ostatnich wydarzeń politycznych dyskontuje ostatnie zawirowania. W poniedziałek przed otwarciem krajowego rynku kurs wybił się z konsolidacji górą, zatrzymując się przy 4,3530. Na tym poziomie zostały aktywowane zlecenia sprzedaży, które zepchnęły kurs do konsolidacji poniżej 4,34. Ponieważ kurs EUR jest zależny od wartości eurodolara, gdzie z założenia w najbliższych dniach, raczej zobaczymy osłabienie EUR, dlatego też zakładamy, że złotówka będzie się umacniać. Nie bez znaczenia dla EUR pozostaje fakt środowego głosowania w Holandii, którego rynek w ogóle na tą chwilę nie wycenia. W przypadku wygranej eurosceptyków może dojść do sporego ruchu ceny na parach z EUR. Lokalnym wsparciem jest dolne ograniczenie formacji 1 do 1 (niebieskie prostokąty) przy 4,3040 natomiast oporem lokalny wierzchołek 4,3530.

GBPPLN

ergokantor-pl_gbppln_14-03Funt jest obecnie prawdopodobnie najtrudniejszą walutą do handlowania. Natłok wydarzeń makro w USA i UE w połączeniu z debatami w brytyjskim parlamencie na temat Bretixu powoduje spore ruchy na parach z funtem. Polski złoty nie jest, aż tak płynną walutą, jak dolar, euro czy jen, dlatego zmienność na GBPPLN jest mniejsza. W poniedziałek po otwarciu rynku funt umocnił się prawie o 5 groszy, by w późniejszym czasie stracić część zysków. Rynek zaksięgował równość korekt (niebieskie prostokąty) w impulsie spadkowym, gdzie pojawiła się pierwsza podaż przy 4,9830. Wsparciem pozostaje dolne ograniczenie formacji 1 do 1 przy 4,92 a oporem lokalny wierzchołek przy 4,9830. Wszystko jest jednak zależne od decyzji parlamentu na temat Brexitu

CHFPLN

ergokantor-pl_chfpln_14-03Frank porusza się w kanale wzrostowym z interwału D1, natomiast obecnie realizuje korektę ostatniego impulsu wzrostowego mierzonego od października do grudnia 2016. Cena porusza się w kanale spadkowym (czerwone linie) i w poniedziałek kolejny raz wyhamowała na poziomie wsparcia 61,8% FIBO przy poziomie 4 zł. W tym miejscu uaktywnił się popyt, co pozwoliło na odreagowanie 4,0380. Obecnie oporem będzie linia trendowa poprowadzona po szczytach, a po jej pokonaniu oporem pozostaną lokalne szczyty przy 4,07. Wsparciem w dalszym ciągu pozostaje granica 4 zł. Po jej sforsowaniu wsparciem będzie linia trendowa poprowadzona po dołkach oraz poziom 78,6 FIBO.

źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

Powyższy komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z 19 października 2005 roku. Komentarz został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Złoty mocniejszy do funta i stabilny do pozostałych walut

Wtorkowy poranek przynosi silne tąpnięcie notowań GBP/PLN. Jednocześnie spokojny handel można obserwować na pozostałych polskich parach, gdzie trwa wyczekiwanie na dane o inflacji w Polsce i USA. Dziś też powinno rozpocząć się pozycjonowanie przed jutrzejszym posiedzeniem Fed.

Poranny handel na krajowym rynku walutowym stoi pod znakiem dynamicznego tąpnięcia notowań funta do złotego, przy jednoczesnym spokojnym handlu na pozostałych głównych polskich parach. O godzinie 08:20 kurs GBP/PLN testował poziom 4,9350 zł wobec 4,9535 zł jeszcze 2. godziny wcześniej i wobec 4,9578 zł wczoraj na koniec dnia.

W tym samym czasie za euro trzeba było zapłacić 4,3320 zł, szwajcarski frank kosztował 4,0340 zł, natomiast dolar 4,0710 zł. W dwóch pierwszych przypadkach oznacza to stabilizację na poziomach z poniedziałkowego zamknięcia, a w ostatnim niewielki wzrost w ślad za umocnieniem amerykańskiej waluty na świecie.

Poranny przecena funta do 4,9350 zł, co oznacza zniesienie wczorajszego korekcyjnego odbicia w górę, jest tendencją globalną. Brytyjska waluta traci również do innych walut. Zachowanie to można wiązać z powrotem obaw o gospodarcze konsekwencje BREXIT-u. Szczególnie, że teraz dodatkowo w to wplatają się jeszcze obawy przed odłączeniem Szkocji od Wielkiej Brytanii. Premier Szkocji na jesieni 2018 roku lub wiosną 2019 roku planuje przeprowadzić drugie niepodległościowe referendum w tym kraju i jest duża szansa na to, że w odróżnieniu od 2014 roku, takie referendum zakończyłoby się sukcesem zwolenników oddzielenia się Szkocji od Zjednoczonego Królestwa.

Temat BREXIT-u będzie dziś od początku do końca dnia wywierał główną presję na notowania GBP/PLN. Nawet pomimo tego, że wbrew wcześniejszym medialnym doniesieniom, brytyjska premier May we wtorek nie ogłosi formalnego rozpoczęcia BREXIT-u, wstrzymując się z tą decyzją do ostatnich dni marca. W kolejnych dniach natomiast polityka nieco ustąpi miejsca innym czynnikom i notowania GBP/PLN będą kształtowane przez mix nastrojów na rynkach globalnych (po posiedzeniu Fed), brytyjskich i polskich danych makroekonomicznych (m.in. rynek pracy w UK, sprzedaż i produkcja w Polsce) oraz wyników posiedzenia Banku Anglii (czwartek).

Wydarzeniem wtorku w Polsce będzie publikacja danych o inflacji. GUS opublikuje je o godzinie 14:00. Rynkowy konsensus zakłada skok w lutym inflacji do 2,1% z poziomu 1,8% R/R w styczniu. Nie jest wykluczone, że skok ten będzie jeszcze wyższy i inflacja ukształtuje się na poziomie 2,2% R/R. Tu jednak dużo zależy od tego jak mocnej korekcie uległy wagi w koszyku dóbr w tym roku. A więc, czy styczniowe dane o inflacji nie zmienią się, czy też tradycyjnie zostaną zrewidowane w dół (w zeszłym roku była to rewizja z -0,7% do -0,9% R/R).

Wyższa od oczekiwań inflacja nie wpłynie w najmniejszym stopniu na złotego, bowiem inwestorzy zdają sobie sprawę, że i tak nie będzie to miało przełożenia na przyszłe decyzje Rady Polityki Pieniężnej (RPP). Dużo niższa inflacja (1,9% R/R i niżej) natomiast już mogłaby lekko złotemu zaszkodzić.

Niezmiennie złoty natomiast pozostanie pod wpływem czynników globalnych. Oprócz wspomnianego wcześniej tematu BREXIT-u, który będzie determinował zachowanie GBP/PLN, wpływać na niego będzie jeszcze publikacja indeksu instytutu ZEW dla Niemiec (godz. 11:00; prognoza: 13 pkt.) i popołudniowa publikacja danych o inflacji producenckiej w USA (godz. 13:30; prognoza: 1,9% R/R). Przede wszystkim jednak należy oczekiwać, że rozpocznie się pozycjonowanie przed jutrzejszą prawdopodobną decyzją Fed o podwyżce stóp procentowych. Mając na uwadze, że decyzja ta prowadzić powinna do wzrostu ryzyka inwestycyjnego w odniesieniu do rynków wschodzących, dlatego logiczne byłoby osłabienie złotego.

Z dzisiejszego kalendarza wypadło spotkanie prezydenta USA Donalda Trumpa z kanclerz Niemiec Angelą Merkel w Waszyngtonie, które mogłoby mieć potencjalny wpływ na notowania wspólnej waluty, a pośrednio również na sytuację na krajowym rynku walutowym. Przez warunki pogodowe spotkanie to zostało przeniesione na piątek 17 marca.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

435 mld USD – tyle wynosi wartość nowego kapitału na inwestycje w nieruchomości komercyjne

Z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield wynika, że w 2017 r. wartość nowego kapitału przeznaczonego na inwestycje w nieruchomości komercyjne w ujęciu globalnym wyniesie 435 mld USD, czyli nieznacznie mniej niż w rekordowym ubiegłym roku – jest to jednak drugi najwyższy wynik od 2009 r.

W kolejnym raporcie z serii Great Wall of Money przedstawiono informacje na temat wielkości nowego kapitału, w tym finansowania dłużnego i kapitału własnego, pozyskanego na nieruchomości w skali globalnej. Wynika z niego, że łączna wartość dostępnych środków zmniejszyła się o 2% w porównaniu z 2016 r. – po raz pierwszy od 2011 r. Jednak jest to drugi najwyższy poziom w historii, co świadczy o wyjątkowym wzroście wolumenu kapitału przeznaczanego na nieruchomości komercyjne w aktualnym cyklu.

Wartość kapitału na inwestycje w sektorze nieruchomości w regionie EMEA zmniejszyła się o 9% do 130 mld USD, natomiast w obu Amerykach wzrosła o 2% do 173 mld USD. Nieznaczny wzrost do 132 mld USD odnotowano także w Azji.

Graf 1 – Nowy kapitał dostępny według regionów w mld USD (Źródło: Cushman & Wakefield)

Nowy kapitał dostępny według regionów w mld USD
Źródło: Cushman & Wakefield

Elisabeth Troni, dyrektor działu badań w regionie EMEA, Cushman & Wakefield, powiedziała: „Wobec niemal rekordowego wolumenu kapitału przeznaczanego na nieruchomości inwestorzy powinni zachować elastyczność. Przewidujemy, że w 2017 r. inwestorzy będą nadal rywalizować o aktywa i pozyskiwanie atrakcyjnych produktów inwestycyjnych. Strategie ukierunkowane na nieruchomości klasy core są bardzo atrakcyjne, ale na wielu kluczowych rynkach popyt często przewyższa podaż, powodując spadek stóp kapitalizacji i stawiając przez inwestorami kolejne wyzwania cenowe. Z tego względu inwestorzy coraz częściej angażują się w strategie oparte na inwestowaniu w projekty budowy lub przebudowy obiektów w segmencie core na największych rynkach. Oprócz nowych strategii inwestycyjnych przewidujemy, że na globalnym rynku inwestycyjnym pojawiają się także nowi gracze, zwłaszcza z krajów takich jak Chiny, Malezja, Tajwan i RPA”.

Rynki docelowe

Inwestorzy coraz częściej koncentrują się na inwestowaniu w pojedynczych krajach niż na lokowaniu kapitału na wielu rynkach. Inwestycje ograniczone do jednego kraju stanowią obecnie 61% dostępnego kapitału, co oznacza wzrost o 55% na przestrzeni ostatnich trzech lat. Według prognoz firmy Cushman & Wakefield Stany Zjednoczone pozostaną głównym celem inwestorów w 2017 r. Aktywność inwestycyjna spowolniła w 2016 r., ale wielu inwestorów zainteresowanych rynkiem nieruchomości nadal dysponuje niewykorzystanymi środkami finansowymi ze względu na niezrealizowane plany inwestycyjne.

Graf 2 – Rynki docelowe w 2017 r., wartości w mld USD (Żródło: Cushman & Wakefield)

Rynki docelowe w 2017 r wartości w mld USD
Żródło: Cushman & Wakefield

Rynek Pracy Specjalistów w lutym 2017 r.

W lutym na portalu Pracuj.pl opublikowano 41 504 ogłoszeń o pracę. Oznacza to wzrost liczby ofert publikowanych przez pracodawców o 0,65% w porównaniu z wynikiem z 2016 roku. Najwięcej ofert pracy w lutym pochodziło z branż handel i sprzedaż, bankowość/finanse/ubezpieczenia, przemysł ciężki oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie. Luty dla większości specjalizacji oznaczał wzrost liczby ofert pracy. Najwięcej ogłoszeń skierowano do specjalistów ds. handlu i sprzedaży, obsługi klienta oraz specjalistów IT.

W porównaniu z bardzo dobrym wynikiem stycznia, luty może nieco rozczarowywać, choć nadal notowano wzrosty, a liczba publikowanych przez pracodawców ofert stale przekracza 41 000. Luty sprzyjał głównie branży budowlanej, która intensywnie przygotowuje się do nadchodzącego sezonu.

Rynek Pracy Specjalistów w lutym 2017

W lutym w pierwszej trójce branż o największym zapotrzebowaniu na pracowników podobnie,  jak w poprzednim miesiącu znalazł się handel i sprzedaż (18% udziału w całości), bankowość/finanse/ubezpieczenia (12% udziału w całości) oraz przemysł ciężki (9%). Tuż za podium, z 7% udziałem, uplasowały się branże budownictwo i nieruchomości oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie.
Rynek Pracy Specjalistów w lutym 2017 r

Kogo poszukiwali pracodawcy w lutym?

W drugim miesiącu roku, podobnie jak w styczniu, pracodawcy zgłosili największe zapotrzebowanie na specjalistów ds. handlu i sprzedaży (35% wszystkich ofert pracy z lutego), obsługi klienta (20% udziału w całości) oraz specjalistów ds. IT (16% udział w całości).  Wiele ofert pracy skierowano także do specjalistów ds. finansów, inżynierów oraz pracowników produkcji i ekspertów ds. logistyki.

Rynek Pracy Specjalistów w lutym 2017 rok

Tak, jak styczeń należał do branży budowlanej oraz specjalistów ds. budownictwa, tak luty pokazał z kolei znaczący wzrost zapotrzebowania na specjalistów ds. nieruchomości. W porównaniu do lutego 2016 wzrost ten wyniósł 37,6%. Jak wskazują analitycy Haitong Bank sektor developerów mieszkaniowych oraz budowlany znajduje się w gronie sektorów z najwyższym potencjałem wzrostu w 2017 r. Z raportu wynika, że wyniki sprzedaży nieruchomości w 2017 roku będą niewiele niższe niż w rekordowym 2016 roku. Eksperci zakładają także niewielką przewagę podaży oraz stabilny poziom cen mieszkań. Te optymistyczne prognozy widać w zachowaniach pracodawców, którzy w znaczący sposób zwiększyli zapotrzebowanie na specjalistów zajmujących się nieruchomościami.

Rynek Pracy Specjalistów w lutym 2017 roku

W lutym pracodawcy zwiększyli również zapotrzebowanie na pracowników do spraw marketingu, wzrost rok do roku 14,6%,  inżynierów (7% r/r) oraz specjalistów ds. budownictwa (5% r/r).

Praca na mapie województw

Niezmiennie, jeśli chodzi o rozkład ogłoszeń według województw, dominuje woj. mazowieckie; w styczniu opublikowano 9 580 ofert – ogłoszenia z tego województwa stanowiły 23% wszystkich ofert. Na kolejnych miejscach znalazły się województwa dolnośląskie (4273 – 10% udziału w całości), małopolskie, wielkopolskie oraz śląskie – liczba ofert z każdego z tych województw stanowiła 9% całości. Znaczna liczba ofert pracy pochodziła także z województw: pomorskiego (7%) oraz łódzkiego (6%). W lutym 2017 r. największe wzrosty zapotrzebowania na pracowników odnotowano w województwie mazowieckim – 9,6% wzrostu rok do roku, warmińsko-mazurskim (5,17 wzrostu rok do roku) oraz dolnośląskim.

Rynek Pracy Specjalistów w lutym 2017 roku 1

Jakie firmy poszukiwały pracowników w lutym?

W lutym br. najczęściej zapotrzebowanie na nowych pracowników zgłaszały firmy średnie, zatrudniające od 51 do 250 pracowników – opublikowały one łącznie 11 882 ofert pracy, co dało im 29% udział w całości. Niemal równie często rekrutowali pracodawcy w firmach dużych (zatrudniających powyżej 251 pracowników) – z tych firm pochodziło 11 789 ofert pracy, co przekłada się na 28% udział w całości. Firmy średnie i duże nieznacznie zwiększyły w lutym zapotrzebowanie na pracowników, natomiast w przypadku mikrofirm i firm małych widać pewne wyhamowanie dynamiki zatrudnienia.

Rynek Pracy Specjalistów w lutym 2017 roku 2

*Ujęcie miesiąc do miesiąca (m/m) oznacza porównanie lutego 2017 roku do stycznia 2017 roku.

**Ujęcie rok do roku (r/r) oznacza porównanie lutego 2017 roku do lutego 2016 roku.

Wiosna na rynku pracy – Raport ManpowerGroup

Jak wynika z opublikowanego dziś przez firmę doradztwa personalnego ManpowerGroup, kwartalnego raportu Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, pracodawcy w Polsce są optymistyczni co do planów rekrutacyjnych na najbliższe trzy miesiące. Prognoza netto zatrudnienia po korekcie sezonowej plasuje się na poziomie +12%. W ujęciu kwartalnym prognoza wzrosła o 4 punkty procentowe, natomiast w porównaniu rok do roku utrzymuje się na zbliżonym poziomie. Spośród przebadanych w Polsce pracodawców, 18% przewiduje zwiększenie całkowitego zatrudnienia, 5% zamierza redukować etaty a 73% nie planuje zmian personalnych w najbliższym kwartale.

–   Prognoza dla rynku pracy w nadchodzących trzech miesiącach zapowiada optymistyczny czas dla kandydatów, którzy tak dobrych możliwości znajdowania zatrudnienia nie mieli od ponad sześciu lat, – komentuje Iwona Janas, Dyrektor Generalna ManpowerGroup w Polsce. – Najsilniej daje się to odczuć w produkcji przemysłowej, gdzie zwiększenie potrzeb kadrowych deklaruje jedna trzecia pracodawców. To tym bardziej dobry znak, że produkcja jest swoistego rodzaju papierkiem lakmusowym całego rynku. I faktycznie, większość z pozostałych sektorów również chętnie poszerza swoje siły kadrowe. Skuteczność tych chęci bardzo zależy jednak od elastyczności firm wobec zmian i poszukiwania nowych rozwiązań. Pracodawcy będą musieli stawiać czoła narastającemu niedoborowi talentów, który coraz wyraźniej przekłada się na ich pozycję i konkurencyjność. W sytuacji, w której coraz trudniej o pracowników, na znaczeniu zyskiwać będą programy employer brandingowe oraz doświadczone firmy doradztwa personalnego, które nie tylko dbają o pozyskanie talentów ale też wyspecjalizowane doradztwo dla przedsiębiorstw,  –  dodaje Iwona Janas.

manpower-raportW ośmiu z 10 badanych sektorach[1] kraju prognoza netto zatrudnienia dla II kwartału 2017 r. jest dodatnia. Najwyższy wynik odnotowano w sektorze Produkcji przemysłowej, gdzie prognoza netto zatrudnienia wynosi +20%. Optymizm jest również zauważalny w branżach Handel detaliczny i hurtowy oraz Budownictwo, gdzie wyniki wynoszą odpowiednio +17% i +15%, podczas gdy prognoza dla sektorów Finanse/Ubezpieczenia/Nieruchomości/Usługi oraz Transport/Logistyka/Komunikacja wynosi +14%. Umiarkowany optymizm cechuje pracodawców z sektorów Restauracje/Hotele i Rolnictwo/Leśnictwo/Rybołówstwo, gdzie uzyskano wyniki na poziomie odpowiednio +10% i +9%. Niemniej jednak w sektorze Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi odnotowano wynik na poziomie -4%.

W ujęciu kwartalnym polepszenie prognoz nastąpiło w sześciu z dziesięciu badanych sektorach. Największy wzrost – aż o 18 punktów procentowych – odnotował sektor Finanse/ Ubezpieczenia/ Nieruchomości/ Usługi. W Handlu detalicznym i hurtowym odnotowano poprawę o 7 punktów procentowych, a w sektorze Instytucje sektora publicznego wynik wzrósł o 4 punkty procentowe. Niemniej jednak w trzech sektorach odnotowano spadek, w tym w sektorze Budownictwa, gdzie wynosi on aż 9 punktów procentowych.

W porównaniu do II kwartału 2016 r. pogorszenie prognoz miało miejsce w pięciu z dziesięciu badanych sektorach. Spadek o 5 punktów procentowych odnotowano w sektorach Budownictwo i Energetyka/Gazownictwo/Wodociągi, z kolei w sektorze Restauracje/Hotele wynosi on 4 punkty procentowe. Poprawę wyników odnotowano w czterech sektorach. Największy wzrost – aż o 10 punktów procentowych – odnotowuje sektor Finanse/ Ubezpieczenia/ Nieruchomości/ Usługi, natomiast prognozy dla sektorów Rolnictwo/Leśnictwo/Rybołówstwo i Produkcja przemysłowa uległy poprawie o odpowiednio 8 i 7 punktów procentowych.

We wszystkich sześciu badanych regionach Polski[2] prognoza netto zatrudnienia dla II kwartału 2017 r. jest dodatnia. Najwyższy wynik, tj. +16%, prognozowany jest w regionie Południowo-Zachodnim. Zauważalny optymizm panuje również na Północny i w regionie Północno-Zachodnim, gdzie uzyskano wyniki wynoszące odpowiednio +14% i +12%. Optymizm cechuje też pracodawców z regionu Wschodniego, gdzie prognoza wyniosła +11%, natomiast umiarkowany optymizm jest widoczny pośród pracodawców z regionów Centralnego oraz Południowego, gdzie odnotowano wyniki na poziomie +10%.

W ujęciu kwartalnym prognoza wzrosła w trzech z sześciu badanych regionach. Największą poprawę wyników – aż o 11 punktów procentowych – uzyskano na Północny, podczas gdy prognoza w regionach Południowym i Centralnym wzrosła o odpowiednio 8 i 4 punkty procentowe. W przypadku pozostałych regionów, zarówno na Północnym-Zachodzie, jak i na Południowym-Zachodzie, prognoza utrzymuje się na zbliżonym poziomie, natomiast na Wschodzie wynik pozostaje bez zmian.

W porównaniu z danymi dla II kwartału 2016 r. w regionach Centralnym i Północnym odnotowano wzrost o 6 punktów procentowych, a w regionie Południowo-Zachodnim poprawa wyniosła 2 punkty procentowe. Prognoza utrzymuje się na zbliżonym poziomie w regionach Wschodnim i Północno-Zachodnim, natomiast wynik dla regionu Południowego pozostaje bez zmian.

W badaniu Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia dla II kwartału 2017 r. deklaracje polskich respondentów przedstawiono również w podziale pod względem rodzajów organizacji na przedsiębiorstwa duże średnie, małe oraz mikroprzedsiębiorstwa[3]. Dla pracodawców ze wszystkich czterech wyżej wymiennych grup prognoza netto zatrudnienia jest dodatnia. Najbardziej pozytywne wyniki odnotowano wśród respondentów z dużych przedsiębiorstw, dla których prognoza wynosi +29%, podczas gdy dla pracodawców ze średnich oraz z mikro przedsiębiorstw wynosi ona odpowiednio +11% i +8%. Umiarkowany optymizm cechuje respondentów z małych przedsiębiorstw, gdzie odnotowano wynik na poziomie +1%.

Polska a Świat:

W badaniu ManpowerGroup wzięło udział ponad 58.000 pracodawców z 43 krajów i terytoriów. Pracodawcy w 39 z 43 krajów i terytoriów zamierzają w różnym stopniu zwiększać zatrudnienie w okresie od kwietnia do czerwca. W porównaniu do ubiegłego kwartału plany rekrutacyjne poprawiły się w 17 z 43 krajach i terytoriach, pogorszyły w 15, a w 11 pozostały bez zmian. Bardziej wyraźny wzrost można zauważyć w ujęciu rocznym, jako że prognozy zatrudnienia poprawiły się w 25 krajach i terytoriach, pogorszyły w 14, a w trzech pozostały bez zmian. Najlepsze nastroje związane ze zwiększaniem zatrudnienia w II kwartale panują wśród pracodawców z Tajwanu, Japonii, Słowenii i Indii. Najsłabsze prognozy odnotowano natomiast w Brazylii, we Włoszech, w Belgii oraz Szwajcarii.

[1]   Sektory uwzględnione w badaniu: Budownictwo, Energetyka/ Gazownictwo/ Wodociągi, Finanse/ Ubezpieczenia/ Nieruchomości/ Usługi,
Handel detaliczny i hurtowy, Instytucje sektora publicznego, Kopalnie/ Przemysł wydobywczy, Produkcja przemysłowa, Restauracje/ Hotele, Rolnictwo/ Leśnictwo/ Rybołówstwo, Transport/ Logistyka/ Komunika.

[2]   Regiony Polski według podziału Eurostatu: Centralny (łódzkie, mazowieckie), Południowo-Zachodni (dolnośląskie, opolskie), Południowy (małopolskie, śląskie), Północno-Zachodni (wielkopolskie, zachodniopomorskie, lubuskie), Północny (kujawsko-pomorskie, warmińsko-mazurskie, pomorskie), Wschodni (lubelskie, podkarpackie, świętokrzyskie, podlaskie).

[3]  Podział respondentów pod względem wielkości przedsiębiorstw: mikroprzedsiębiorstwa (zatrudniające mniej niż 10 osób), małe przedsiębiorstwa (od 10 do 49 osób), średnie przedsiębiorstwa (od 50 do 249 osób), duże przedsiębiorstwa (powyżej 250 osób).

Energetyka morska ma szansę częściowo zastąpić stare bloki węglowe. Na Bałtyku można zainstalować farmy wiatrowe o mocy 6 gigawatów

Energetyka morska ma szansę częściowo zastąpić stare bloki węglowe. Na Bałtyku można zainstalować farmy wiatrowe o mocy 6 gigawatów 1

Zgodnie z wytycznymi UE do końca tej dekady jedna piąta produkowanej w Polsce energii ma pochodzić z odnawialnych źródeł. Rząd powinien stworzyć kompleksową strategię rozwoju OZE i wskazać technologie, na których powinien się opierać miks energetyczny. Eksperci zauważają, że należy w nim uwzględnić morską energetykę wiatrową, która stwarza duże możliwości rozwoju gospodarczego oraz może przyczynić się do wzrostu w przemyśle stoczniowym. 

– Morska energetyka wiatrowa stwarza ogromny potencjał rozwoju gospodarczego kraju. Owszem, kosztuje trochę więcej, ale bardzo duża część tego kosztu zostaje w polskiej gospodarce – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Michał Michalski, członek zarządu Polenergia SA.

W sierpniu ubiegłego roku Polenergia jako pierwszy podmiot w Polsce dostała pozwolenie środowiskowe na budowę morskiej farmy wiatrowej na Bałtyku. Moc elektrowni wyniesie 600 MW, a zgodnie z harmonogramem start inwestycji jest planowany na 2019 rok. Będzie to jedna z największych farm wiatrowych na Bałtyku. 120 turbin wiatrowych zostanie ulokowanych 23 km na północ od linii brzegowej, na wysokości Łeby. Moc pojedynczego wiatraka wyniesie 5 MW, a wysokość 275 metrów, co oznacza, że konstrukcja będzie o 38 metrów przewyższać warszawski Pałac Kultury i Nauki. Docelowo, Polenergia planuje zainstalować na Bałtyku farmy wiatrowe o łącznej mocy 1,2 GW.

Ze względu na dobre warunki pogodowe i wietrzne na Bałtyku farmy wiatrowe mają być efektywnym i stabilnym źródłem odnawialnej energii. Z szacunków McKinsey & Company wynika, że potencjał morskiej energetyki wiatrowej w Polsce sięga około 6 GW mocy.

Decyzja RDOŚ otworzyła Polenergii drogę do rozpoczęcia prac nad projektem technicznym pierwszej polskiej farmy wiatrowej, z której prąd ma popłynąć na przełomie 2021 i 2022 roku. Spółka przewiduje, że warta 10 mld zł inwestycja będzie w jak największym stopniu korzystała z potencjału polskich podwykonawców. Rodzime firmy będą mogły się ubiegać o kontrakty warte około 6 mld zł. Eksperci zauważają, że budowa morskich farm wiatrowych na Bałtyku mogłaby też pociągnąć za sobą rozwój portów i przemysłu stoczniowego. Polenergia podkreśla, że wszystko to złoży się na pozytywny impuls gospodarczy i nowe miejsca pracy.

Zdaniem Michała Michalskiego to sprawia, że wbrew powszechnemu stereotypowi morska energetyka wiatrowa nie jest aż tak kosztowna. Po pierwsze, większość nakładów związanych z budową elektrowni na morzu zostaje w rodzimej gospodarce. Po drugie, okres eksploatacji farm wiatrowych jest bardzo długi, co oznacza, że koszty inwestycji są rozłożone w długoterminowej perspektywie.

– Mówi się, że koszt morskich farm wiatrowych jest bardzo duży, ale to nie do końca prawda. Ostatnie aukcje energii pokazują, że ten koszt spadł mocno poniżej oczekiwań, którymi dzisiaj jeszcze oficjalnie posługuje się Komisja Europejska. Poza tym, w kosztach nie uwzględniamy tego, że elektrownie na morzu będą stać nie ćwierć wieku, ale nawet 50–60 lat. Jeżeli wydłużymy okres ich eksploatacji, to koszt tej energii będzie dużo mniejszy – mówi Michał Michalski.

Zdaniem członka zarządu Polenergii projekty związane z energetyką konwencjonalną takie jak energia atomowa, gaz czy budowa nowych bloków węglowych  nie są wcale tańsze od energetyki odnawialnej. Aktualnie bezpieczeństwo energetyczne kraju zapewnia około 50 starych bloków węglowych o mocach ok. 200 MW.

– Stare, zdekapitalizowane aktywa produkują energię taniej, ale prędzej czy później trzeba będzie je wyłączyć, bo są zbyt dużymi trucicielami. Trzeba będzie je zastąpić. Nie możemy szukać wyłącznie najtańszych rozwiązań. Kiedy wybieram samochód, nie kieruję wyłącznie ceną, ale biorę też pod uwagę inne parametry. Podobnie państwo, kształtując politykę energetyczną, musi wziąć pod uwagę nie tylko koszty, lecz także stabilność systemu energetycznego, cele polityki klimatycznej i inne czynniki – mówi Michał Michalski.

Zdaniem członka zarządu Polenergii Polska nie potrzebuje nowych ram prawnych ani regulacji dotyczących sektora energetyki odnawialnej. Rząd powinien natomiast stworzyć kompleksową strategię rozwoju OZE i wskazać technologie, na których powinien się opierać miks energetyczny.

– Trzeba się zastanowić, jaki jest rzeczywisty potencjał rozwoju energetyki odnawialnej w Polsce. Farmy wiatrowe na lądzie budzą opory społeczne, prawdopodobnie z tego powodu nastąpiły niedawno zmiany regulacyjne. Nie mamy warunków naturalnych dla budowy hydroelektrowni. Polska nie ma też dobrego nasłonecznienia, dlatego produktywność paneli słonecznych nigdy nie będzie zbyt wysoka. Musimy więc postawić na miks różnych technologii odnawialnych, nie można się opierać tylko na jednej bądź dwóch. To przełoży się na stabilność systemu energetycznego – mówi Michał Michalski.

Przyjęta siedem lat temu polityka energetyczna zakłada, że do 2030 roku mają zostać stworzone warunki, które ułatwią inwestycje dotyczące budowy morskich farm wiatrowych. Na razie jednak polskie firmy działające w sektorze offshore  z braku popytu na krajowym rynku  współpracują głównie z zagranicznymi partnerami, a większość ich produktów i usług trafia na eksport.

– Nie potrzebujemy nowego procesu legislacyjnego. Natomiast obecne ramy trzeba wypełnić treścią. Polska musi się zastanowić, jakiego rodzaju technologii potrzebuje i które spośród nich chce wspierać. Brakuje merytorycznej dyskusji na ten temat – mówi Michał Michalski.

Polski rynek opakowań rośnie dwa razy szybciej niż światowy. W 2020 roku będzie wart 46 mld zł

Polski rynek opakowań rośnie dwa razy szybciej niż światowy. W 2020 roku będzie wart 46 mld zł 2

Wraz z rosnącą konsumpcją dynamiczne wzrosty notuje także rynek opakowań, który jest dziś wart 33,5 mld zł. Do 2020 roku ma on rosnąć w tempie ok. 7 proc. rocznie, do poziomu 46 mld zł – wynika z raportu Equity Advisors. Eksperci oceniają, że szybszy wzrost będzie charakteryzował segmenty opakowań z tworzyw sztucznych i papieru. Tempo rozwoju rynku sprawia, że na polskim rynku pojawia się coraz więcej międzynarodowych graczy. Wciąż jednak jest to rynek rozdrobniony, dlatego należy się spodziewać konsolidacji.

– Wzrostowi rynku producentów opakowań sprzyja coraz większy popyt konsumentów, rosnąca sprzedaż produktów spożywczych oraz rozwój innowacji, czyli wszystkie elementy kształtujące koniunkturę w branży FMCG – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Błażej Żarna, wiceprezes zarządu w Equity Advisors. – Spośród segmentów rynku opakowania z tworzyw sztucznych i papieru będą rosły szybciej niż metalowe i szklane. Produkcja tych ostatnich wymaga bowiem znacznie większych inwestycji. To sektor dużo bardziej poukładany.

Według raportu Equity Advisors „Branża opakowań w Polsce 2010–2016 i prognozy 2017–2020” rynek opakowań w Polsce będzie rósł o blisko 7 proc. rocznie, by w 2020 roku osiągnąć wartość 46 mld zł (o 37 proc. więcej niż w ubiegłym roku). Taka dynamika wzrostu byłaby dwa razy wyższa niż na świecie. Zdaniem specjalistów międzynarodowej firmy doradczej Smithers Pira do 2020 roku wartość światowego sektora opakowań będzie rosnąć o 3,5 proc. rocznie do poziomu 1 bln dolarów.

Na rynku dominują segmenty opakowań plastikowych i z tworzyw sztucznych. Ich produkcja odpowiada za prawie połowę przychodów rynku (16,5 mld zł). Na kolejnych miejscach znalazły się papier (25 proc.), metal (13 proc.) i szkło (10 proc.).

Jak podkreśla Żarna, rynek jest dość rozdrobniony. Przychody ze sprzedaży wygenerowane przez 20 największych przedsiębiorstw stanowią 32 proc. przychodów całego sektora (dane za 2015 rok).

– Dużo globalnych graczy wchodzi na rynek, kupuje firmy w Polsce, czasem w  regionie. Naszym zdaniem ta tendencja się utrzyma w najbliższej przyszłości. Najwięcej transakcji odbędzie się w sektorze opakowań plastikowych i papierowych – zauważa Błażej Żarna.

Branża w Polsce już mocno się konsoliduje. Krajowy rynek odpowiada za blisko jedną trzecią wartości zrealizowanych fuzji i przejęć w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. W latach 2010–2016 przeprowadzone na polskim rynku transakcje szacowane są przez Equity Advisors na 599 mln euro.

– Obecne warunki rynkowe zdecydowanie sprzyjają łączeniu firm – wskazuje Błażej Żarna. – Wpływ na to mają zarówno otoczenie makroekonomiczne związane z tempem rozwoju gospodarki w regionie, jak i trendy związane ze wzrostem produkcji artykułów konsumpcyjnych. Do tego dochodzi temat sukcesji. Wiele przedsiębiorstw staje dzisiaj przed wyzwaniem związanym z przekazaniem firmy w ręce następców lub sprzedaży podmiotu. To wszystko sprzyja konsolidacjom.

Zgodnie z danymi Polskiej Izby Opakowań (PIO) przeciętny konsument z krajów wysokorozwiniętych zużywa rocznie opakowania o wartości 300–340 euro. W Polsce ta wartość jest o prawie 100 euro niższa. To pokazuje potencjał krajowego rynku.

Siłą polskiego rynku jest także eksport. Rosną zamówienia na opakowania, które są cenione za granicą za wysoką jakość. Wzrost eksportu wynika m.in. z nadwyżek produkcyjnych, które szacowane są na 25–30 proc.

Kolejną siłą polskiego rynku opakowań, zdaniem Equity Advisors, ma być sprzedaż zagraniczna z jednej strony samych opakowań, które na świecie uznawane są za najwyższej jakości, będąca konsekwencją nadwyżek zdolności produkcyjnych (według szacunków PIO wynoszą one około 20-25 proc.).

– W rezultacie nadwyżek produkcyjnych sektora jego eksport staje się coraz bardziej widoczny, a liczne innowacje powodują, że jest coraz ciekawszy dla zagranicznych podmiotów – tłumaczy Błażej Żarna.

Na wzrost sprzedaży zagranicznej wpływają także wyniki eksportowe innych branż, odbiorców opakowań, m.in. spożywczej czy meblowej.

Odbicie w branży budowlanej. Problemem są wysokie ceny surowców i niska dostępność pracowników

Odbicie w branży budowlanej. Problemem są wysokie ceny surowców i niska dostępność pracowników 3

Po ubiegłorocznej zapaści w budownictwie następuje odbicie. Potwierdzają to dane GUS, z których wynika, że w styczniu produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 2,1 proc. GDDKiA ogłasza stopniowo kolejne przetargi infrastrukturalne z wykorzystaniem środków z UE, a polski rynek budowlany w Europie wciąż jest postrzegany jako bardzo atrakcyjny. To przyciąga zagraniczne firmy, ale i potęguje konkurencję. Problemem dla rodzimych przedsiębiorstw są też wysokie ceny surowców i niska dostępność pracowników.

 W ubiegłym roku wszystkie firmy budowlane miały kłopot ze zmniejszoną liczbą zamówień. Rok 2016 zamknął się obrotem na poziomie blisko 1 mld zł, jednak widzimy, że 2017 rok będzie zdecydowanie lepszy. Portfel zamówień mamy taki, jak w poprzednich latach, zdecydowanie przekraczający 1 mld zł. Mamy również częściowo zgromadzony portfel zamówień na 2018 rok, więc jesteśmy optymistami – mówi Mirosław Józefczuk, członek zarządu Warbud SA, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes.

Jak wynika z danych GUS, w ubiegłym roku produkcja budowlano-montażowa spadła o 14,1 proc. Opóźnienia we wdrażaniu unijnej perspektywy na lata 2014–2020 i ogłaszaniu przetargów infrastrukturalnych spowodowały kryzys w budownictwie. Środki unijne zostały uruchomione tylko w niewielkim procencie, na rynku zaostrzyła się konkurencja między firmami budowlanymi, które obniżały ceny do granicy opłacalności, chcąc złapać jakiekolwiek zlecenia.

Jeszcze do jesieni ubiegłego roku nie ruszyła większość kluczowych przetargów infrastrukturalnych. Prawie połowa przedsiębiorstw budowlanych nie odnotowała żadnych zysków, a produkcja budowlana spadła o 20 proc. Odbicie nastąpiło dopiero w IV kwartale. GDDKiA odblokowała część przetargów, a ostatnie dane GUS wskazują na poprawę: w styczniu br. produkcja budowlano-montażowa wzrosła o 2,1 proc.

Widzimy, że przetargi infrastrukturalne, na które wszyscy czekali, powoli ruszyły. Pierwsze przetargi po rocznym okresie zastoju zostały ogłoszone na koniec 2016 roku i rzeczywiście teraz ten rynek się otwiera. W ubiegłym roku rynek infrastrukturalny był mocno spowolniony. Teraz obserwujemy przyspieszenie – mówi Mirosław Józefczuk.

Pośrednim powodem, dla którego GDDKiA nie ogłaszała przetargów w pierwszej połowie ubiegłego roku, było oczekiwanie na nowe Prawo zamówień publicznych, które weszło w życie w lipcu i zlikwidowało dyktat najniższej ceny w przetargach. Obecnie cena nie może stanowić więcej niż 60 proc. wagi kryteriów oceny ofert, reszta to kryteria pozacenowe, takie jak doświadczenie wykonawcy.

– Uważam też, że słusznie została zmieniona formuła przetargów drogowych. Wcześniej były ogłaszane w formule „buduj”, natomiast teraz jest to „zaprojektuj i wybuduj”. Tworzy to sytuację, w której zamawiający w przetargu otrzyma nie tylko samą budowlankę, lecz także optymalizację kosztową. Przy otwarciu kopert okazuje się, że w stosunku do założonego budżetu można otrzymać oszczędności sięgające 30–40 proc., przy tej samej jakości i funkcjonalności danego obiektu – dodaje Mirosław Józefczuk.

Członek zarządu Warbudu zauważa, że na tym rynku pojawił się nowy trend, wymuszony oczekiwaniami klientów. Generalny wykonawca dotychczas odpowiadał za realizację inwestycji i nie odpowiadał za nią po oddaniu obiektu do użytku. Teraz część inwestorów wymaga już kompleksowej usługi: od zaprojektowania, po wykonanie, a często również sfinansowanie oraz zarządzanie obiektem.

 To stwarza sytuację korzystną zarówno dla nas, jak i dla zamawiającego. Budując, musimy wypośrodkować pomiędzy dobrą jakością budynku a finansową stroną całego projektu, bo budujemy niejako sami dla siebie. Jeżeli obiekt będzie słabej jakości, będziemy musieli jako zarządca dopłacać do jego utrzymania. To trend wymuszony również przez najemców, którzy chcą mieć jak najniższe koszty. To wszystko można zapewnić w formule „zaprojektuj, sfinansuj, wybuduj i zarządzaj” – mówi Mirosław Józefczuk.

W ubiegłym roku na sytuacji firm budowlanych odbiły się także wysokie ceny surowców, zwłaszcza stali, oraz rosnący problem z dostępnością wykwalifikowanych pracowników.

– Od kilku lat obserwujemy też wzrost cen robocizny, ale w ostatnim roku widać znaczące przyspieszenie. Próbujemy wspomagać się robotnikami z Ukrainy czy Białorusi, ale niestety nie wychodzi to tak, jak byśmy chcieli. Cały czas szukamy takiego rozwiązania, które pozwoli zapewnić na naszych budowach dobrą jakościowo siłę roboczą – mówi Mirosław Józefczuk.

Mimo ubiegłorocznego załamania polski rynek budowlany wypada bardzo dobrze w porównaniu z krajami Europy Zachodniej i państwami regionu, takimi jak Czechy czy Słowacja. To powoduje, że coraz więcej zagranicznych firm budowlanych postrzega go jako atrakcyjny i planuje rozpoczęcie działalności w Polsce, dodatkowo nasilając konkurencję w sektorze budowlanym.

 W Europie mówi się, że Polska jest największym rynkiem budowlanym. To oczywiście dobra wiadomość dla Polski, ale gorsza dla firm budowlanych, ponieważ z każdego zakątka Europy ciągnie do nas konkurencja. Sztandarowym przykładem była Południowa Obwodnica Warszawy – do tego przetargu zgłosiło się 25 oferentów. To jest naprawdę niespotykane na europejskich rynkach budowlanych. Ten przykład można by wpisać do Księgi rekordów Guinnessa – mówi Mirosław Józefczuk.

Warbud, który prowadzi działalność we wszystkich segmentach rynku budowlanego, spodziewa się w tym roku dobrej passy w drogownictwie, w związku z odblokowaniem w końcówce ubiegłego roku przetargów z wykorzystaniem funduszy europejskich. Liczy również na wzrosty w segmencie służby zdrowia, związane z budową i rozbudową szpitali i placówek medycznych.

– Liczymy na segment związany z mieszkaniówką, aczkolwiek obecnie to jest trudny rynek ze względu na dość dużą konkurencję, oraz na segment związany z inwestorami prywatnymi, na przykład budownictwem biurowym – mówi Mirosław Józefczuk.

Przełom w leczeniu chłoniaka nawrotowego. Polscy pacjenci czekają na terapię

Przełom w leczeniu chłoniaka nawrotowego. Polscy pacjenci czekają na terapię 4

Co roku w Polsce diagnozę „chłoniak” słyszy blisko 7,5 tys. osób. Liczba zachorowań stopniowo rośnie, a najczęściej diagnozowanym spośród wszystkich nowotworów układu chłonnego jest chłoniak rozlany z dużych komórek B. Szanse chorych zmniejsza fakt, że wielokrotnie jest on wykrywany zbyt późno. Nowe leki  sprawiły, że chłoniak w wielu przypadkach może być chorobą przewlekłą, a nie śmiertelną. Polscy pacjenci z agresywnym, opornym na leczenie lub nawracającym nieziarniczym chłoniakiem z komórek B nie mają jednak dostępu do terapii.

Chłoniaki plasują się na 6. miejscu u mężczyzn i 7. u kobiet wśród najczęściej występujących nowotworów w Polsce. Liczba zachorowań stopniowo rośnie, ok. 4–5 proc. rocznie, przede wszystkim ze względu na starzejące się społeczeństwo. Problem w tym, że chłoniak często rozpoznawany jest zbyt późno.

Chłoniak często jest rozpoznawany w zaawansowanym stadium choroby, ponieważ to jest wielki aktor. To choroba, która naśladuje wiele innych. Pierwsze objawy są nieswoiste, przypominają zakażenie, np. gorączka, nocne poty, świąd, co wprowadza w błąd zarówno chorego, jak i lekarza. Dopóki choroba nie rozwinie się w jednoznaczny sposób, może być kłopot z jej rozpoznaniem – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Biznes prof. Wiesław Jędrzejczak, konsultant krajowy w dziedzinie hematologii.

Jednym z charakterystycznych objawów jest utrzymujące się bezbolesne powiększenie węzłów chłonnych. Jeśli jest większe niż 2 cm i nie znika po miesiącu to węzeł chłonny jest wycinany i wysyłany do patomorfologa. Spośród wszystkich nowotworów układu chłonnego najczęściej (w 35 proc.) diagnozowany jest chłoniak rozlany z dużych komórek B (DLBCL). Stanowi on ok. 80 proc. agresywnych chłoniaków.

– Część chorych na DLBCL można wyleczyć leczeniem pierwszorzutowym. To od wielu lat dostępny w Polsce program immunochemioterapii (R-CHOP). Problemem jednak są chorzy albo oporni na leczenie, albo ci, u których choroba nawraca – mówi prof. Wiesław Jędrzejczak.

Terapia R-CHOP pozwala trwale wyleczyć nawet 6070 proc. pacjentów, a program jest finansowana przez NFZ. Jednak w 3035 proc. chłoniak DLBCL jest oporny na leczenie lub nawraca. U tych osób, które są w dobrej kondycji fizycznej, można zastosować wysokodawkową immunochemioterapię.

– Dla chorych, którzy nie kwalifikują się do wysokodozowanego leczenia lub taka opcja była przeprowadzona i jest nieskuteczna, nie ma praktycznie żadnych innych rozwiązań. Mamy jedynie postępowanie paliatywne oparte na cytostatykach, gdzie skuteczność leczenia jest bardzo krótkotrwała i nie daje wyleczenia – podkreśla dr n. med. Monika Długosz-Danecka z oddziału klinicznego hematologii Szpitala Uniwersyteckiego w Krakowie.

Rozwiązaniem może być piksantron (zarejestrowany w 3. i 4. linii leczenia) ze wskazaniem EMA do leczenia w monoterapii chorych z wielokrotnie nawracającym lub opornym na leczenie agresywnym chłoniakiem nieziarniczym z komórek B. Stosuje się go maksymalnie w 6 cyklach u chorych, u których nie pomagają inne terapie.

 To lek o udowodnionej niewielkiej kardiotoksyczności, czyli niewielkim niekorzystnym wpływie na układ sercowo-naczyniowy. Ponad połowa chorych na DLBCL to pacjenci starsi, obciążeni licznymi chorobami układu sercowo-naczyniowego, a także w pierwszej linii najczęściej leczeni schematem CHOP, który opiera się głównie na doksorubicynie o udowodnionym niekorzystnym wpływie na układ sercowo-naczyniowy – wskazuje dr n. med. Monika Długosz-Danecka.

Dane z badań klinicznych pacjentów leczonych piksantronem wykazały poprawę czasu przeżycia wolnego od progresji choroby (40 proc.). Leczenie pozwala na całkowitą lub długotrwałą remisję (średnio 9,6 miesiąca). Czas przeżycia wolnego od progresji choroby wyniósł nieco ponad 5 miesięcy, a średni czas całkowitego przeżycia to ponad 10 miesięcy. W Polsce lek nie jest jednak refundowany, choć w 12 krajach unijnych pacjenci mogą w tym przypadku liczyć na pomoc państwa.

– Około 80 proc. pacjentów, u których następuje nawrót choroby, mogłoby skorzystać z tego leczenia z dobrym profilem bezpieczeństwa i dobrym efektem. Lek można by też wykorzystać u pacjentów opornych, jako pomost do przeszczepienia, które przy nawrocie jest najbardziej skuteczne – przekonuje dr n. med. Monika Długosz-Danecka.

Piksantron jest wskazany dla stosunkowo małej grupy pacjentów, mogłoby z niego skorzystać 200300 osób.

– Czasem sytuacja jest tak dramatyczna, że pacjenci muszą kupować leki za własne pieniądze. Jesteśmy przecież w Unii Europejskiej, chcielibyśmy, żeby nasi pacjenci byli leczeni tak, jak pacjenci w innych krajach. Tym bardziej że w Czechach i na Słowacji wdrażanie nowoczesnych leków idzie szybciej – podkreśla Jacek Gugulski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Pomocy Chorym na Przewlekłą Białaczkę Szpikową.

Brak dostępu do leczenia jest dla pacjenta wyrokiem śmierci. Warto też powiedzieć o aspekcie psychologicznym – chorujący poddają się, brakuje im chęci walki. Słabsza psychika sprawia zaś, że chory gorzej reaguje na leki. Czasami przy wsparciu rodziny i obcych, poprzez różne zbiórki, udaje się zebrać potrzebną kwotę na nowoczesne terapie czy leczenie poza granicami Polski.

– Fantastyczne jest to, że w momencie, gdy pacjent dostaje to leczenie, jest szansa na życie. To najważniejsze. Każde pojawienie się nowego leku powoduje, że pacjenci czują się lepiej zaopiekowani – ocenia Jacek Gugulski.

Nieleczony chłoniak rozlany z dużych komórek B staje się wyrokiem dla chorego w ciągu kilku miesięcy.

Urzędy będą coraz bardziej cyfrowe. ZUS zapowiada dalszą rozbudowę Platformy Usług Elektronicznych i inwestycje w kanały internetowe

Urzędy będą coraz bardziej cyfrowe. ZUS zapowiada dalszą rozbudowę Platformy Usług Elektronicznych i inwestycje w kanały internetowe 5

Administrację czeka podobna rewolucja, co banki – tradycyjne placówki będą znikać, a e-usługi zdobywać coraz większą popularność – ocenia Witold Tomaszewski, ekspert branży telekomunikacyjnej. Liczba świadczonych e-usług nie jest jeszcze znacząca, ale stopniowo wzrasta. W ZUS wiele spraw można już załatwić przez internet. Zakład zapowiada jednak rozbudowę Platformy Usług Elektronicznych.

– E-urzędy są przyszłością, zwłaszcza w takich krajach jak Polska, które mają stosunkowo niewielką gęstość zaludnienia poza miastami. Na 1/3 powierzchni kraju w miastach mieszka 2/3 ludności. To, co poza miastami, to często niewielkie osady. To właśnie w tych miejscowościach ludzie muszą być bliżej urzędów, mieć możliwość zalogowania się przez internet do urzędu i załatwienia sprawy online. Także zwrotną informację powinni dostawać nie pocztą tradycyjną, ale elektroniczną w postaci podpisanego cyfrowo dokumentu – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Witold Tomaszewski, ekspert branży telekomunikacyjnej.

W Polsce wciąż jesteśmy na początku urzędniczej rewolucji cyfrowej. Wiele czynności urzędowych wciąż wymaga osobistego stawienia się w urzędzie. Ministerstwo Cyfryzacji zakłada, że w ciągu 3–5 lat połowa obywateli będzie mogła 80 proc. swoich relacji z administracją prowadzić przez internet.

 Coraz więcej Polaków korzysta z bankowości elektronicznej i znikają placówki banków. Tak samo będzie z urzędami. Im więcej rzeczy będziemy mogli załatwić przez internet, tym będzie mniej urzędów, bo będziemy musieli się w nich pojawiać tylko w nielicznych sytuacjach. Prawdopodobnie wystarczy, że będzie to jeden budynek na województwo – wskazuje ekspert.

Problemem jest rozproszenie e-urzędów. Obecnie działa ponad 4 tys. serwisów internetowych e-administracji, jednak większość usług dostępna jest poprzez osobne platformy, nie tylko poprzez Elektroniczną Platformę Usług Administracji Publicznej (ePUAP). Również sami Polacy nie zawsze chętnie korzystają z możliwości cyfrowego kontaktu z urzędem. Z danych resortu cyfryzacji wynika, że z profilu zaufanego, dzięki któremu można załatwić sprawy urzędowe bez wychodzenia z domu, korzysta nieco ponad 500 tys. osób.

Z raportu „E-administracja w oczach internautów” wynika, że ePUAP zna 60 proc. badanych, profil zaufany – 48 proc., podobnie jak serwis obywatel.gov.pl. Platformę Usług Elektronicznych ZUS zna najwięcej osób, bo blisko 70 proc. Profile na PUE założyło ponad 1,7 mln Polaków. Można za jej pośrednictwem załatwić większość spraw, a w razie potrzeby także umówić wizytę w placówce ZUS.

– PUE ZUS to zintegrowany system obsługi klienta. To zarówno kanał obsługi internetowej, centrum obsługi telefonicznej i system kierowania ruchem na salach obsługi. W kolejnych latach będziemy chcieli wykorzystywać PUE nie tylko jako portal klienta, lecz także jako portal urzędnika. Dzięki temu będziemy mogli w zintegrowany sposób rozwijać nasze systemy informatyczne i nie inwestować, a ponownie używać tych samych technologii w różnych obszarach –tłumaczy Michał Możdżonek, członek zarządu ZUS nadzorujący pion IT.

Jak wskazuje Możdżonek, PUE ZUS to tylko element cyfrowego Zakładu. Przez kanały internetowe ZUS obsługuje płatników, ubezpieczonych i świadczeniobiorców. Celem ZUS jest obsługa bez papieru. Cyfryzacja w IT to : zespół, efektywność i technologia.

– Zespół to budowa kadr, które analizują wymagania klientów, planują rozwój systemów informatycznych, a następnie je utrzymują. Informatycy w regionie są dla mnie kluczowi do budowania zespołu – tłumaczy przedstawiciel ZUS.

Zakład zapowiada też szeroką współpracę z innymi urzędami.. W ten sposób ZUS będzie mógł skorzystać z tego, czym dysponują inne urzędy. Te z kolei nie będą musiały inwestować we własne systemy, ale będą mogły wykorzystywać w pewnym zakresie infrastrukturę ZUS.

– Systemy informatyczne ZUS-u powstawały przez ostatnie kilkanaście lat. Jak każda technologia wymagają ciągłej rewitalizacji. W kolejnych latach będziemy dużo inwestowali przede wszystkim w kanały internetowe, takie jak PUE – zapowiada Michał Możdżonek.

Coraz lepsza sytuacja na warszawskiej giełdzie dobrze wróży polskiej gospodarce

Coraz lepsza sytuacja na warszawskiej giełdzie dobrze wróży polskiej gospodarce 6

Poprawa nastrojów na polskiej giełdzie. W ciągu trzech miesięcy indeks WIG20 zyskał blisko 17 proc. To wynik wzmożonego zainteresowania polskim rynkiem finansowym zagranicznych inwestorów. Dobra sytuacja na giełdzie może być znakiem, że w ciągu najbliższych kwartałów w gospodarce nastąpi wyraźna poprawa. Giełda bowiem lubi wyprzedzać procesy gospodarcze o kilka miesięcy.

– Jeżeli giełda rośnie, a rynek lubi wyprzedzać wszystkie procesy gospodarcze o kilka miesięcy, czasem do roku, mogłoby to wskazywać, że jest szansa na realną poprawę w gospodarce. Mieliśmy w ostatnim czasie lekkie spowolnienie gospodarcze. Jeżeli giełda sygnalizuje, że ta poprawa może nastąpić, to możemy się spodziewać, że kolejnych kilka kwartałów w gospodarce może być lepszych. Wówczas wyceny fundamentalne wszystkich spółek też się poprawiają i hossa może się ugruntować – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Artur Olszewski, dyrektor krakowskiego oddziału Domu Maklerskiego BDM.

Dobre nastroje panują wśród rodzimych inwestorów. Wyniki Indeksu Nastroju Inwestorów, przygotowanego przez Stowarzyszenie Inwestorów Indywidualnych, wskazują, że wedle blisko 57 proc. przez najbliższe pół roku trend na giełdzie będzie wzrostowy. Co czwarty inwestor uważa, że spadkowy.

Indeks WIG20, obejmujący 20 największych polskich spółek akcyjnych, w ciągu trzech miesięcy wzrósł o prawie 17 proc., w skali pół roku – o ponad 27 proc. W ostatnich dniach przekracza poziom 2200 pkt.

– Widzimy wzmożone obroty na tych dużych podmiotach i na pewno stoją za tym zagraniczni inwestorzy. Musieli dostrzec atrakcyjność wycen naszych spółek w stosunku do innych spółek z indeksów zagranicznych z wiodących rynków i zaczęli kupować nasze akcje – ocenia Olszewski.

Poprawa nastrojów na giełdzie to także efekt pozytywnych danych makroekonomicznych. Indeks PMI dla polskiego sektora przemysłowego w lutym ukształtował się na poziomie 54,2 pkt. Choć to nieco mniej niż wskazywały prognozy (54,8 pkt), wciąż wskazuje na utrzymanie rozwoju w sektorze produkcyjnym. Pozytywne informacje o polskiej gospodarce płyną także z raportu Komisji Europejskiej. „Country report 2017” wskazuje, że wzrost gospodarczy w latach 20172018 wyniesie rocznie 3,13,2 proc., znacznie powyżej średniej w UE.

– Nie można jednak zapominać o ryzykach. Widać w ostatnim czasie sporo zmian na scenie geopolitycznej. Wyniki wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych były zaskakujące dla wielu uczestników rynku. Przed nami wybory we Francji i w Niemczech, więc te ryzyka mogą się materializować – podkreśla ekspert DM BDM. – Najprostsza i najstarsza zasada giełdowa mówi, że dopóki trwają wzrosty, dopóty trzeba pozwolić im rosnąć. Musimy pozwolić, aby nasze portfele uczestniczyły w tych wzrostach, a dopiero, jeżeli zaczną się materializować jakieś ryzyka, bardzo szybko reagować i starać się ograniczać ryzyko – przekonuje Olszewski.

Jak wskazuje ekspert, możliwości zarobku, jakie daje GPW, powinni zauważyć konsumenci, zwłaszcza w kontekście zmian w systemie emerytalnym i perspektyw bardzo niskich świadczeń.

– Na giełdzie widziałbym bardzo dużą szansę dla takich rachunków jak indywidualne konta emerytalne czy indywidualne konta zabezpieczenia emerytalnego – przekonuje Artur Olszewski.