Blulog na pomoc przemysłowi chemicznemu

Przemysł, aby się rozwijać, musi stawiać na nowe technologie. Przykładem może być firma z Pruszcza Gdańskiego. Awaria termiczna spowodowała, że przedsiębiorstwo produkujące m.in. preparaty chemiczne rozpoczęło poszukiwania innowacyjnej technologii pozwalającej kontrolować temperaturę. Okazało się, że na pomoc przyszedł polsko-francuski start-up z Poznania – Blulog.

W 2016 roku, po awarii termicznej, Przedsiębiorstwo Innowacyjno-Wdrożeniowe „IMPULS” produkujące ekologiczne preparaty do mycia i dezynfekcji oraz urządzenia do higienizacji,  zdecydowało się zainstalować system monitorowania sytuacji termicznej. Głównym celem firmy z Pruszcza Gdańskiego była możliwość analizowania i podejmowania szybkich decyzji w przypadku zagrożeń termicznych. Do tego trzeba jednak mieć informację.

Ze względu na produkowane przez firmę materiały chemiczne, kwestia bezpieczeństwa jest jedną z kluczowych. – Awarie termiczne w ciągu wielu lat funkcjonowania naszej firmy niestety pojawiały się kilkukrotnie. Wprowadzaliśmy coraz to nowsze rozwiązania, które były udoskonalane – tłumaczy Władysław Fediuk, właściciel Przedsiębiorstwa Innowacyjno Wdrożeniowego „IMPULS”. – Jednak, niezależnie od warunków atmosferycznych, produkcyjnych czy kompetencji pracowników, musieliśmy dbać o to, by temperatura miała stały poziom. Nawet niewielkie wahania mogą opóźnić lub zaburzyć  proces produkcyjny – dodaje.

Wrażliwe produkty chemiczne

Szczególnie wrażliwie na temperatury są zarówno produkty chemiczne, zawierające żel, jak i medyczne środki biobójcze. Producenci muszą uważać nie tylko na proces ich wytwarzania, ale także sposób przechowywania gotowych już produktów. – W procesie technologii nadtlenków ważne są odpowiednie temperatury. Zbyt niskie nie pozwalają na osiągnięcie wymaganej jakości, a zbyt wysokie prowadzą do gwałtownej reakcji grożącej wybuchemdodaje dyr. techniczny z przedsiębiorstwa „IMPULS”. Każda firma, która działa zgodnie ze standardami ISO, musi monitorować i kontrolować proces produkcji w tym warunki termiczne. Nadzór nad temperaturą można prowadzić na dwa sposoby: jako zapisy manualne w zeszytach lub mechaniczne za pomocą rejestratorów. Zautomatyzowanie systemu pozwala jednak na precyzyjniejszą i co najważniejsze, stałą kontrolę temperatury. Dzięki temu produkcja jest w dużym stopniu zabezpieczona, zmniejszając tym samym ryzyko ewentualnych strat.

Kontrola dzięki technologii

Awaria w 2016 roku spowodowała, że właściciel marki „IMPULS” postanowił znaleźć takie rozwiązanie, które pozwoli mu stale kontrolować sytuację termiczną w zakładzie. Z pomocą przyszedł Blulog. Ta polsko-francuska firma tworzy technologię pozwalającą na stały monitoring temperatury za pomocą urządzeń wielkości karty kredytowej.

Aby wdrożyć komponenty do budowy systemu całodobowego nadzoru, w jednym z pomieszczeń został zainstalowany monitor, który na bieżąco obrazuje sytuację w zakładzie. Pracownicy, ze swoich komputerów, a nawet telefonów, mają dostęp do interesujących ich loggerów i zapisanych danych. Posiadając te informacje, a także znając wartości, jakie powinny znajdować się na krzywej prezentującej zapisane dane, są w stanie w razie konieczności odpowiednio reagować. – Pozostaje tylko interpretacja wzrostu lub spadku krzywej pomiarowej. Administrator natomiast określa progi alarmów na takim poziomie, aby możliwe było podjęcie działań ratunkowych – mówi Jérémy Laurens, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Blulog. Zgromadzone dane są także podstawą do analizy przez Dział Kontroli Jakości. Rejestrator jest w stanie zbadać temperaturę z dokładnością +/- 0,2°C od 0 do 30°C +/-0,4°C. W szerszym zakresie nawet od -40 do +60°C.

Co istotne, odpowiednia konfiguracja systemu pozwala na wczesne alarmowanie, dzięki czemu możliwe jest zatrzymanie wzrostu lub spadku temperatury przed powstaniem szkody. Przy właściwej interpretacji pomiarów system pozwala ostrzegać także przed zagrożeniem pożarowym.

Deklarują współpracę

Przedsiębiorstwo „IMPULS” już teraz zapowiada dalsze wykorzystanie technologii termometrycznej Blulog. Chodzi o wprowadzenie monitorowania  temperatury w komorach mikrobiologicznych, czyli pomieszczeniach pozwalających na przeprowadzanie reakcji chemicznych czy procesów mikrobiologicznych. Głównym celem jest sprawdzenie, czy proces termometryczny, podczas którego następował kontrolowany rozwój bakterii, był właściwy. Jak deklaruje specjalista przedsiębiorstwa do spraw jakości, chodzi o możliwość śledzenia historii temperatury w sposób ciągły. Do tej pory poszczególne produkty chemiczne były objęte pomiarami w fazach produkcji i przechowywania. Dokładna analiza zapisu pozwoli nie tylko opracować właściwie rozwiązania, ale i znacząco przyspieszy proces badań. – Będziemy zacieśniać współpracę w zakresie wprowadzania naszego rozwiązania do komór mikrobiologicznych – zapowiada Jérémy Laurens.

Innowacyjny polsko-francuski system pozwala na mierzenie w czasie rzeczywistym wielu czynników, m.in. temperatury, wilgotności czy geolokalizacji. W Polsce Blulog współpracuje z hurtowniami farmaceutycznymi, instytutami biologicznymi i chemicznymi czy branżą spożywczą oraz logistyczną.

Rafał Antczak zrezygnował z funkcji Prezesa GPW przed objęciem stanowiska

W dniu 13 marca 2017 r. Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. otrzymała pismo od Pana Rafała Antczaka informujące o jego rezygnacji z funkcji Prezesa Zarządu GPW z powodów osobistych.

Rafał Antczak został warunkowo powołany na stanowisko Prezesa Zarządu Giełdy uchwałą Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia GPW podjętą w dniu 4 stycznia 2017 r. („Uchwała”). Uchwała nie weszła w życie z uwagi na brak decyzji Komisji Nadzoru Finansowego w sprawie wyrażenia zgody na zmianę w składzie Zarządu Giełdy, której uzyskanie było warunkiem wejścia w życie niniejszej Uchwały.

Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek o wynikach badania nastrojów wśród przedsiębiorców

76 proc. przedsiębiorców odczuwa niepewność związaną z działaniami rządu, a 74 proc. jest przekonanych, że w podatkach zbyt wiele zależy od uznaniowych decyzji urzędników. 54 proc. dużych firm i 41 proc. średnich planuje w tym roku wzrost inwestycji. Nieco bardziej ostrożne są małe przedsiębiorstwa – wzrost inwestycji deklaruje 33 proc. – wynika z badania nastrojów przedsiębiorców zrealizowanego na zlecenie Konfederacji Lewiatan.

Prawie połowa (48 proc.) przedsiębiorców uważa, że warunki prowadzenia firmy pogorszyły się w 2016 roku w porównaniu z latami ubiegłymi, a jedynie 7 proc. uważa, że się poprawiły. Ich zdaniem w roku 2017 roku wcale nie będzie lepiej. 49 proc. przedsiębiorców negatywnie ocenia możliwości prowadzenia biznesu, a aż 72 proc. obawia się w tym roku zmian w prawie i działań administracji.

Wśród barier, które najbardziej utrudniały prowadzenie działalności gospodarczej w 2016 roku przedsiębiorcy najczęściej wymieniali: rosnące koszty zatrudniania pracowników (91 proc.), niepewną sytuację gospodarczą (91 proc.), przepisy podatkowe (88 proc.), niepewną sytuację polityczną (87 proc.) czy niedobór wykwalifikowanych pracowników.

W tym roku przedsiębiorcy, zwłaszcza firmy średnie i duże, też spodziewają się rosnących kosztów zatrudnienia (95 proc.), niejasnych lub niespójnych przepisów podatkowych (93 proc.) lub innych regulacji dotyczących działalności gospodarczej (91 proc.).

Duża część przedsiębiorców doświadczyła kontroli w 2016 roku, ale zwykle ich uciążliwość była na takim samym poziomie jak w latach ubiegłych. W 2017 roku 51 proc. przedsiębiorców, szczególnie firmy duże, oczekuje jednak, że będą one bardziej uciążliwe.

– Z reguły mniejsze przedsiębiorstwa gorzej niż firmy duże postrzegają warunki prowadzenia działalności gospodarczej oraz warunki otocznia biznesowego. Tym razem jest inaczej. W 2016 r. to firmy duże w większym stopniu obserwowały pogorszenie się warunków prowadzenia firmy. Także prognozy dla 2017 r. pokazują biznesowe obawy dużych firm. W większym stopniu niż firmy małe i średnie obawiają się uznaniowych decyzji urzędników dotyczących podatków. Podobnie jak firmy małe i średnie odczuwają niepewność związaną z działaniami rządu. Jeśli duże firmy obawiają się działań rządu, uznaniowości decyzji urzędników, to mamy poważny problem, który będzie przekładał się kolejny rok na inwestycje. W 2016 r. to duże firmy, szczególnie z kapitałem zagranicznym, były buforem dla spadających inwestycji. W tym roku co prawda 54 proc. spośród nich deklaruje wzrost inwestycji. Jednak niepewność sytuacji politycznej oraz tworzone nowe prawo gospodarcze może negatywnie wpłynąć na ostateczne decyzje inwestycyjne. A dwóch lat osłabienia skłonności do inwestowania polska gospodarka nie nadrobi nawet największymi wydatkami z funduszy unijnych. Świat nam ucieka – komentuje dr Małgorzata Starczewska -Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Przedsiębiorstwa zapowiadają też w tym roku zwiększenie zatrudnienia. Jest o tym przekonanych 36 proc. dużych firm, 31 proc. średnich i 24 proc. małych.  21 proc. średnich firm, 14 proc. dużych i 13 proc. małych uważa, że w ciągu ostatniego roku poprawiły się warunki prowadzenia biznesu.

Tylko 18 proc. firm dużych, 19 proc. średnich i 11 proc. małych uważa, że zapowiadane przez rząd zmiany w prawie pozytywnie wpłyną na ich działalność.

Niewielki jest odsetek firm, które są przekonane, że urzędy państwowe realnie angażują się we wsparcie przedsiębiorstw. W przypadku firm dużych wynosi on 20 proc., średnich 18 proc., a małych 12 proc.

Przedsiębiorcy są dobrego zdania o tym, jak organizacje pracodawców reprezentują ich interesy. Dobrze ocenia ich działalność 48 proc. dużych firm, 39 proc. średnich i 37 proc. małych.

Badanie zrealizowała firma SMARTSCOPE w lutym br., na reprezentatywnej grupie 300 małych, średnich i dużych przedsiębiorców, zatrudniających przynajmniej 10 pracowników, metodą CATI.

Rynki zastygły w oczekiwaniu na bogaty w tym tygodniu kalendarz ekonomiczno-polityczny

Przed nami bardzo ciekawy tydzień bogaty w decyzje kluczowych banków centralnych, publikację ważnych danych ekonomicznych, wybory parlamentarne w Holandii oraz potencjalnie formalne rozpoczęcie procedury Brexit-u. 

Najważniejszym z tych wydarzeń  będzie środowe posiedzenie Fed-u. Oczywiście podwyżka stóp procentowych o 25 punktów bazowych jest już niemal pewna i w pełni wyceniona przez rynki. Dlatego też uwaga skupi się na konferencji prasowej po posiedzeniu, która ma odpowiedzieć na pytanie czy czekają nas jeszcze dwie czy trzy dodatkowe podwyżki stóp w tym roku. Ewentualna skłonność członków Fed-u do mocniejszego od planowanego zacieśniania polityki pieniężnej wpłynie najprawdopodobniej na dalsze umocnienie dolara.

Z kolei raczej nie ma co się spodziewać na zmianę poziomu stóp czy stymulacji polityki pieniężnej ze strony Banku Japonii na jego czwartkowym posiedzeniu.

Jakby było tego mało w ten sam dzień decyzje odnośnie poziomu stóp i kształtu polityki pieniężnej ogłoszą Bank Anglii oraz Szwajcarski Bank Narodowy. Mamy też przed sobą kluczowe wydarzenia natury politycznej. We wtorek Biały Dom odwiedzi kanclerz Niemiec Angela Merkel. Już w środę odbędą się wybory parlamentarne w Holandii gdzie wysokim, bo aż 25% poparciem cieszy się nacjonalistyczna i eurosceptyczna Partia Wolności Geerta Wildersa. Natomiast w weekend odbędzie się w Niemczech szczyt najbogatszych państw G-20 na którym może na nowo rozgorzeć temat tzw. „wojen walutowych”.

Rynki finansowe nie wiedzą za bardzo jaki obrać dziś kierunek przy tak bogatym w wydarzenia w tym tygodniu kalendarzu finansowym.

Dolar umacnia się w niewielkim stopniu do euro po tym jak rano para EURUSD osiągnęła nowe miesięczne maksimum na poziomie 1,0670. Niewielkiej przecenie podlega też polski złoty. Para EURPLN handluje w pobliżu poziomu 4,34, para USDPLN w pobliżu poziomu 4,07 a para CHFPLN w pobliżu poziomu 4,04.

Wyraźne umocnienie widać natomiast na brytyjskim funcie, po tym jak urosły szanse na rozpoczęcie formalnej procedury Brexit-u jeszcze w tym tygodniu.

Izba Gmin będzie dziś głosować nad tym czy zaakceptować poprawki wniesione przez  Izbę Lordów do dokumentu dającego  prawo premier Theresie May do rozpoczęcia negocjacji z Unią Europejską. Z drugiej strony Pani May może mieć problem ze Szkocją która zapowiedziała rozpoczęcie procesu przygotowawczego do drugiego referendum niepodległościowego. Para GBPUSD rośnie 0,5% i handluje w pobliżu poziomu 1,2240, a para EURGBP traci 0,6% handlując w pobliżu poziomu 0,8720. Brytyjska waluta umacnia się też 0,7% do polskiego złotego, a para GBPLN handluje już w pobliżu poziomu 4,98.

Ropa naftowa zahamowała dziś mocne spadki z zeszłego tygodnia. ­­Za baryłkę ropy WTI należy obecnie płacić 48,40 dolarów, natomiast za baryłkę ropy Brent 51,40 dolarów.

Jak wiadomo zeszłotygodniowa przecena wywołana była wciąż mocno rosnącymi zapasami amerykańskiego surowca oraz zwiększaniem ilości działających wiertni z złóż łupkowych. We wtorek otrzymamy najnowszy raport kartelu OPEC na temat tempa cięcia produkcji. Podobny raport dotyczący cięć produkcji również państw spoza kartelu opublikuje w środę Międzynarodowa Agencja Energii.

Złoto również przyhamowało najmocniejsze od listopada zeszłego roku spadki z zeszłego tygodnia i handluje obecnie w pobliżu poziomu 1205 dolarów za uncję.

Umacnia się za to miedź i to o ponad 1%, po tym jak inwestorzy zwiększyli długie pozycje netto w funduszach (ETF) inwestujących w ten surowiec. Dzięki temu rośnie też mocno wycena polskiego potentata miedziowego KGHM, za którego jedną akcję należy już płacić ponad 122 zł.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Dobry rok dla rynku biurowego w Poznaniu

Firma doradcza JLL podsumowała 2016 rok na poznańskim rynku biurowym.

„Jednym z istotnych pracodawców oraz najemców powierzchni biurowych w Poznaniu pozostaje sektor usług dla biznesu. Z danych ABSL wynika, że w mieście działa 76 centrów BPO, SSC, IT i R&D, zatrudniających łącznie ok. 13 100 osób, z prognozą wzrostu do 18 000 do 2020 r. Swoje siedziby mają tu międzynarodowe marki, takie jak Capgemini, Carlsberg, Franklin Templeton, GSK, IKEA, McKinsey i wiele innych. Wejścia nowych firm i rozwój już istniejących centrów usług dla biznesu przyczynia się do rozwoju rynku biurowego w Poznaniu”, informuje Karol Patynowski, Dyrektor ds. Rynków Regionalnych w JLL.

Popyt                                                               

Po rekordowym roku 2015, kiedy popyt wyniósł 64 900 mkw., 2016 zakończył się bardzo dobrym wynikiem – w Poznaniu podpisano umowy najmu na 64 100 mkw. Ciekawym zjawiskiem w 2016 r. był znacznie wyższy niż w latach ubiegłych udział przednajmów w łącznym popycie. Więcej firm zdecydowało się również powiększyć swoje biura, co świadczy o dobrej kondycji rynku.

Największe umowy najmu w Poznaniu w 2016 r.

Budynek Najemca Powierzchnia (mkw.)
Skalar Office Center ENEA 6 600
Maraton Naspers 5 000
Maraton Sii 3 400
Malta Office Park Roche 3 300
Centrum Biurowe Podwale Concordia 2 800

Źródło: PORF, JLL, www.bazabiur.pl, 2016 r.

„Zespół ekspertów ds. rynku biurowego JLL jest bardzo aktywny w Poznaniu. W ubiegłym roku reprezentowaliśmy szereg najemców w procesie zawierania umowy najmu w stolicy Wielkopolski. Do firm, z którymi współpracowaliśmy należą GSK Services (2 000 mkw.), Rockwool (1 500 mkw.), Rehau (700 mkw.) oraz Vorwerk (500 mkw.). Braliśmy również udział w transakcjach DnB (300 mkw.) czy ROQ.AD (200 mkw.)”, dodaje Karol Patynowski.

Podaż

„Poznań, z 427 800 mkw. nowoczesnej powierzchni biurowej, jest szóstym największym rynkiem w Polsce – po Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście i Katowicach. W 2016 r. podaż w mieście zwiększyła się o 41 100 mkw., a kolejne 40 700 mkw. jest w budowie. Około 22 500 mkw. trafi na rynek jeszcze w tym roku, a zdecydowana większość tej powierzchni jest już zabezpieczona umowami przednajmu”, wyjaśnia Łukasz Dziedzic, Konsultant w Dziale Badań Rynku i Doradztwa, JLL.

Największe biurowce w budowie

Budynek Deweloper Powierzchnia biurowa (mkw.)
Pixel 4&5 Garvest Real Estate 16 800
Bałtyk Garvest Real Estate 11 100
Galeria Franowo rozbudowa IKEA Centres Polska 8 000

Źródło: PORF, JLL, www.bazabiur.pl, 2016 r.

„Przez ostatnie lata rynek biurowy w Poznaniu zmienił się za sprawą silnej gospodarki miasta oraz dynamicznego rozwoju sektora nowoczesnych usług biznesowych. Niedawno miasto zyskało kilka bardzo charakterystycznych oraz rozpoznawalnych obiektów, takich jak Ubiq, Nobel Tower czy Business Garden. Co więcej, w 2017 roku do użytku zostanie oddany Bałtyk, jeden z ciekawszych pod względem architektonicznym budynków biurowych i jedna z najbardziej wyczekiwanych inwestycji w mieście”, dodaje Łukasz Dziedzic.

Pustostany i czynsze

W 2016 r. wskaźnik powierzchni niewynajętej spadł do 13,6%. Rosnący popyt na nową powierzchnię biurową spowodował, że wskaźnik pustostanów w Poznaniu zbliżył się do poziomu porównywalnego z innymi dużymi rynkami w kraju.

Najwyższe, miesięczne czynsze transakcyjne za metr kwadratowy w Poznaniu wyniosły ok. 13,7-14,2 euro, co jest poziomem porównywalnym z Krakowem i Wrocławiem.

UI TFI: Transfer z OFE na IKZE? Diabeł będzie tkwił w szczegółach

Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI
Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI

Zgodnie z ostatnimi zapowiedziami prezesa Polskiego Funduszu Rozwoju, Pawła Borysa, pieniądze z OFE nie trafią na IKE, lecz na IKZE. Chociaż oba produkty mogą wydawać się podobne, to jednak jest to diametralna zmiana w koncepcji reformy systemu emerytalnego.

IKE i IKZE – czym się różnią?

Indywidualne Konto Emerytalne (IKE) i Indywidualne Kontro Zabezpieczenie Emerytalnego (IKZE) to produkty w ramach III filaru emerytalnego. III filar to jedyna dobrowolna i w pełni prywatna część systemu emerytalnego. Środki, które tam odkładamy są w całości nasze i możemy nimi dowolnie dysponować (w przeciwieństwie do tych w ZUS i OFE). Oba konta są zwolnione z podatku od zysków kapitałowych („podatku Belki”), a pieniądze na nich odłożone nasi bliscy odziedziczą bez podatku od spadku i darowizn.

Główną zaletą IKE jest dużo większy roczny limit wpłat. W tym roku to prawie 13 tys. zł, podczas gdy w IKZE to jedynie trochę ponad 5 tys. zł. Ale w IKZE mamy inną zaletę – możliwość corocznego odliczania wpłat od podatku. W 2017 r. możemy zmniejszyć swój podatek nawet o 1600 zł (w zależności od skali podatkowej według jakiej się rozliczamy). Kolejną różnicą jest podatek przy wypłacie. W IKE nie ma żadnego, natomiast w IKZE zapłacimy ryczałtowo 10% podatku od całości.

Transfer z OFE na IKZE – diabeł będzie tkwił w szczegółach

Przeciętny Polak ma odłożone w OFE średnio prawie 10 tys. zł. Zgodnie z planami rządu, 75% tych środków ma trafić na IKZE, a pozostałe 25% do Funduszu Rezerwy Demograficznej. Oznacza to, że średnia wysokość transferu z OFE do IKZE będzie większa niż roczny limit wpłat na IKZE.

W przypadku przeniesienia środków z OFE do IKE sprawa byłaby dosyć prosta. Nie mielibyśmy możliwości odliczenia tych środków od podatku, ale też nie zapłacilibyśmy żadnego podatku przy wypłacie.

A jak będzie w przypadku przeniesienia środków na IKZE? Czy będziemy mogli wszystkie środki odliczyć od dochodu? Jeśli nie, to czy będziemy musieli od tych środków zapłacić podatek ryczałtowy (10%) przy wypłacie? Na te pytania jeszcze nie znamy odpowiedzi, ale zapewne autorzy zmian w systemie emerytalnym zdają sobie sprawę z konieczności uregulowania tych kwestii. Im wcześniej to nastąpi, tym więcej czasu Polacy będą mieli na przygotowanie się do nachodzących zmian.

Waldemar Wołos, dyrektor Departamentu Rozwoju Nowych Produktów Union Investment TFI

Jeremi Mordasewicz: Obniżenie wieku emerytalnego było błędem

Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan
Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu PKPP Lewiatan

Ten, kto nie przejdzie na emeryturę po osiągnieciu ustawowego wieku i przepracuje jeszcze minimum dwa lat dostanie ekstra 10 tys. zł. Takim bonusem rząd chce zachęcić do pozostania na rynku pracy.

Ta propozycja narusza podstawową zasadę obecnego systemu emerytalnego, zgodnie z którą osoba, która przechodzi na emeryturę otrzymuje świadczenie w wysokości uzależnionej od kwoty zgromadzonych, przez lata, składek.

Wypłacanie ekstra bonusu zwiększy wydatki i pogłębi deficyt finansów publicznych. Za dodatkową premię zapłacą wszyscy podatnicy.

Najbardziej na tym rozwiązaniu skorzystają ci, którzy i tak pozostaliby dłużej na rynku pracy, a więc osoby z wyższym wykształceniem, wykonujące prace umysłowe.

Rząd nie chce przyznać się do błędu, jakim było obniżenie wieku emerytalnego i próbuje teraz za wszelką cenę zniechęcić ludzi do przechodzenia na emeryturę i zatrzymać ich na rynku pracy. Ale to nie rozwiąże problemu. Spowoduje tylko wzrost wydatków publicznych.

Brexitowe decyzje wpływają na funta. Bitcoin regeneruje się po decyzji SEC

Dane dotyczące amerykańskiego rynku pracy podane do publicznej wiadomości w piątek okazały się znakomite. 235 tys. nowych etatów przybyło w USA w lutym, więcej niż przewidywali analitycy. Dow Jones zakończył ubiegły tydzień na stracie, była to pierwsza tygodniowa strata od czasu bicia ostatnich rekordów. Rynki azjatyckie dziś zachowywały się różnorako – w Chinach odnotowano lekkie wzrosty, z kolei słabe spadki w Australii, natomiast w Japonii było płasko.

Największym zmartwieniem inwestorów jest obecnie ropa naftowa, której cena pozostaje poniżej pułapu 50 USD za baryłkę. Do tak rekordowej zniżki doprowadził głównie wzrost zapasów surowca w USA. Dolar amerykański jest także pod presją, na czym zyskuje złoto, którego notowania wzrosły powyżej poziomu 1200 USD za uncję.

Wydarzeniem, które zelektryzuje rynki w tym tygodniu będzie środowa decyzja FED odnośnie do podwyżki stóp procentowych w USA.

Także wartym uwagi wydarzeniem ostatniego tygodnia była decyzja amerykańskiej Komisji Papierów Wartościowych i Giełd (SEC) dotycząca wydania zgody na start pierwszego bitcoinowego ETF braci Winklevoss. Pomimo pewności i optymizmu przejawianego przez wielu analityków, SEC nie wydało zgody. Ta wiadomości spowodowała spory spadek wartości bitcoina. Jednak już w poniedziałkowy poranek nastąpiła korekta kursu, kryptowaluta w pełni się zregenerowała i powróciła do pułapu jeszcze z przed podjęcia decyzji.

BITCOIN_2017_03_13

Świetnie radzi sobie także nowa krytpowaluta – Ehthereum, która zyskała 8 USD na wartości i odnotowała jedną z największych zwyżek.

Dziś brytyjska Izba Gmin będzie debatować nad ustawowym upoważnieniem rządu premier May dotyczącym rozpoczęcia negocjacji z Brukselą. W ubiegłym tygodniu do ustawy zostały wprowadzone niekorzystne dla rządu poprawki autorstwa Izby Lordów, jest jednak duża szansa, iż izba niższa je oddali. Przeciąganie ustawy przez parlament ma negatywne konsekwencje dla funta, który odnotowuje kolejne zniżki.GBP_USD_2017_03_13

Komentarz rynkowy Matiego Greenspana, Starszego Analityka Rynków w eToro

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 13 marca.

Czym kierują się Millenialsi w przypadku zakupów kosmetycznych

Najczęściej pytają o opinię znajomych lub przeglądają fora internetowe a zakupów dokonują w sklepach stacjonarnych – wskazują wyniki badania „Millenialsi a kosmetyki” przeprowadzonego we współpracy Mint Media z Uxeria.

Pokolenie zmiany

Pokolenie Y, czyli tzw. millenialsi, to osoby urodzone pomiędzy 1980 a 2000 rokiem. Przez specjalistów określani są jako „dzieci przełomu”. Ze względu na specyfikę czasów, w których przyszło im dorastać są doskonale zorientowani w nowych technologiach i silnie przywiązani do urządzeń mobilnych. Prawie każdy z nich posiada smartfon ze stałym dostępem do Internetu, przez co w większości czasu są online.

Rozsądni konsumenci

Z badania przeprowadzonego przez Mint Media oraz Uxeria wynika że są to świadomi konsumenci. Bardzo ważnym czynnikiem przy dokonywaniu zakupu kosmetyków jest możliwość sprawdzenia najważniejszych dla nich parametrów, m.in. składu, daty ważności czy wypróbowania pożądanego kosmetyku.

Wart podkreślenia jest sposób, w jaki millenialsi nabywają rzeczy. Mimo że żyją w dobie wszechogarniającego internetu i zakupów online to połowa ankietowanych przyznaje, że kosmetyki nabywają w sklepach stacjonarnych. Wiąże się to ze wspomnianą wyżej świadomością z jaką pokolenie Y podchodzi do zakupów. Kluczową cechą na jaką zwracają uwagę jest jakość produktu.

Rolę decydenta w przypadku zakupów kosmetycznych pełnią w większości kobiety. Ponad połowa, bo aż 74% zakupów dokonywanych jest właśnie przez nie. Mimo, że nie są one end userami produktów, to właśnie one je selekcjonują i wybierają. Ponad 80% ankietowanych uznała, że stojąc przed wyborem zakupu produktu kosmetycznego dla mężczyzny, nie kupi jakiegokolwiek, tylko wybierze ten typowo męski z adnotacją For Men. Jest to dosyć ciekawy wniosek, ponieważ kategoria ta w Polsce jest cały czas niewielka i dominują produkty dla kobiet oraz unisex – tłumaczy Małgorzata Traczyk, Product Manager Uxeria.

Relacyjne podejście

Szybki tryb życia oraz brak potrzeby posiadania stałych rzeczy wskazuje na to, że badani nie wybiegają zbyt daleko w przyszłość. Liczy się dla nich tu i teraz oraz ich aktualne potrzeby. W nawiązaniu do tego, pokolenie Y nie inwestuje w kosmetyki anti – aging. Nie do końca jednak jest jasne czy ze względu na to, że nie boją się starości czy są bardziej odporni na przekazy reklamowe. Ponad połowa ankietowanych przyznała, że nie korzysta z tego typu kosmetyków, a tylko 14% używa ich regularnie.

Kluczowym wnioskiem płynącym z badania jest sposób szukania informacji na temat produktów. Najważniejsze dla millenialsów są rekomendacje. Blisko 52% ankietowanych w pierwszej kolejności bierze pod uwagę opinie znajomych, natomiast w drugiej informacje odnalezione na forach internetowych. Potwierdza to 44% przebadanych.

Sam jestem millenialsem i muszę przyznać, że wyniki częściowo mnie zaskoczyły, a częściowo nie. Najciekawsze według mnie jest to, że – mimo wielu narzekań opinii publicznej czy mediów – młodzi ludzie są bardzo podobni do starszych pokoleń. Mają podobne preferencje, marzenia, plany, a zmienia się tylko (i aż) rzeczywistość wokół. To widać na przykładzie zakupów kosmetycznych – młodzi ludzie jako naturalne, pierwsze źródło wiedzy wykorzystują internet i tutaj jest to widoczne, ale jeśli chodzi o zwyczaje konsumenckie są podobni jak starsze pokolenia – nie lubią kupować w ciemno i np. kosmetyk wolą dotknąć, przetestować. Jasne, są skłonni bardziej niż starsi dokonać zakupu mobilnie albo przez www, ale w temacie użycia kosmetyku jednak ufają najbardziej swoim zmysłom i to jest ciekawy wniosek płynący z badania – komentuje Marcin Żukowski, Team Leader Mint Media.

Badanie zostało przeprowadzone metodą zdalnych testów za pośrednictwem aplikacji Uxeria. Wzięło w nim udział 500 osób – 300 kobiet i 200 mężczyzn. Premiera badania miała miejsce na konferencji Millennials Marketig Forum, która odbyła się pomiędzy 26 a 27 stycznia 2017 roku w Hotelu Novotel Warszawa Airport.

Polski rynek ciastek jest w fazie dynamicznego rozwoju

Polacy zjadają rocznie ok. 145 milionów kilogramów ciastek, co oznacza średnio 3,8 kg na osobę, wydając na nie ok. 2,6 mld zł. Wybierając ciastka konsumenci kierują się przede wszystkim smakiem i jakością, zdecydowanie mniej ceną – wynika z raportu PwC „Rynek ciastek w Polsce”.

  • Polacy zjadają ok. 145 milionów kilogramów ciastek rocznie, wydając na nie ok. 2,6 mld zł
  • Konsumpcja ciastek w Polsce będzie rosła w tempie 1,8%
  • Dla 60% Polaków dom jest głównym miejscem konsumpcji ciastek, dla 20% – miejsce pracy
  • Kobiety częściej wybierają ciastka niż mężczyźni – ich udział wśród konsumentów wynosi 60%

Jak wynika z raportu PwC „Rynek ciastek w Polsce” Polak spożył średnio w 2015 roku około 3,8 kilograma ciastek. W porównaniu z innymi krajami regionu Europy Środkowo-Wschodniej poziom konsumpcji ciastek w naszym kraju jest dość niski. W Czechach i Słowacji wyniósł średnio 5,5 kg na osobę, a na Węgrzech 4,7 kg. To jednak i tak znacznie mniej niż np. w Wielkiej Brytanii (13,6 kg na osobę) czy we Włoszech (10,5 kg na osobę).

Obecnie polski rynek ciastek jest w fazie dynamicznego rozwoju: ciastka stały się częścią tzw. kultury przekąsek, stale oferowane są nowe ich odmiany, będące odpowiedzią na zmieniające się potrzeby i preferencje konsumentów. Zgodnie z naszą prognozą konsumpcja ciastek w kolejnych latach będzie rosła w tempie 1,8%, osiągając w 2020 r. poziom 4,1 kg na osobę” – mówi Grzegorz Łaptaś, dyrektor w zespole handlu i produktów konsumenckich w PwC.

Autorzy raportu PwC podkreślają, ze w nadchodzących latach będziemy mieli do czynienia ze stopniową zmianą wzorców konsumpcji. Regularne spożywanie ciastek oraz zastępowanie nimi niektórych posiłków, na przykład śniadań (ciastka z błonnikiem, ziarnami zbóż), będzie coraz popularniejsze. Przyczyni się do tego wzrost dochodów rozporządzalnych społeczeństwa, które wraz z lokalnymi preferencjami i upodobaniami determinują poziom konsumpcji ciastek w danym kraju.

 ciastka1

Polacy traktują ciastka jako grupę przekąsek, którymi można się podzielić z rodziną, znajomymi lub gośćmi. Dla 60% konsumentów dom jest głównym miejscem spożywania ciastek, dlatego – zdaniem ekspertów PwC – większe, rodzinne opakowania nadal będą odgrywać istotną rolę na rynku. 20% respondentów deklaruje, że główną lokalizacją konsumpcji ciastek jest miejsce pracy, co wpisuje się w trend wygody. Udział kobiet wśród konsumentów wynosi 60%.

Badanie konsumenckie wskazują, że przy wyborze ciastek Polacy kierują się przede wszystkim smakiem (41%) i jakością (22%). Cena oraz rodzaj produktu znalazły się na kolejnym miejscu wśród odpowiedzi (po 17%).

Struktura rynku ciastek w Polsce i potencjał wzrostu

Ciastka są jedną z piętnastu największych kategorii na polskim rynku FMCG. Ciastka markowe z udziałem na poziomie 68 milionów kilogramów są aktualnie największą kategorią na rynku. Drugie miejsce zajmują odnotowujące szybki wzrost marki własne (64,2 mln kilogramów). Ciastka sprzedawane luzem notują spadek (obecnie około 13,2 mln kilogramów).

Zarówno pod względem ilości, jak i wartości, rynek ciastek odnotował spadek odpowiednio o 0,1% i 0,4% w ciągu ostatnich trzech lat. Od 2016 r. nastąpiła poprawa koniunktury i wzrost w tempie 1,7% w ujęciu ilościowym. Będzie mu towarzyszył wzrost średnich cen na poziomie 1,3%.

Marki własne będą prawdopodobnie rozwijać się szybciej, ze stopą wzrostu na poziomie 4,5% w ujęciu ilościowym i 6,3% w ujęciu wartościowym. Wzrost ilości jest napędzany głównie przez zwiększającą się obecność produktów marek własnych w dyskontach, większe ilości sprzedawane w tym formacie oraz dalszy rozwój dyskontów. Tempo wzrostu w tym segmencie handlu nie jest już jednak tak dynamiczne jak kiedyś.

 ciastka2

Konkurencja na rynku ciastek

Rynek ciastek w Polsce jest stosunkowo rozdrobniony. Jednak udział mniejszych podmiotów zmniejsza się i można spodziewać się konsolidacji.

W ciągu ostatnich dwóch lat największe wzrosty zanotowała firma Bahlsen, na drugim miejscu uplasował się DrGerard. Ich udział w rynku wzrósł odpowiednio o 1,3 i 0,7 punktu procentowego. Udział w rynku innych firm pozostał na podobnym poziomie, z wyjątkiem firmy Mondelez, która odnotowała spadek o 1,9 punktu procentowego.

Najwięksi producenci ciastek są aktywni zarówno w obszarze produktów markowych, jak i marek własnych. Mondelez to jedyna duża firma w Polsce, która nie produkuje ciastek sprzedawanych pod markami własnymi sieci handlowych.

Na rynku ciastek w Polsce wartość będą generować firmy skuteczne w innowacjach oraz te, które potrafią tworzyć atrakcyjną ofertę pod marki własne. Widzimy potencjał konsolidacji rynku po stronie producentów, mogący doprowadzić do synergii kompetencyjnej i kosztowej, a zyskają na tym zarówno inwestorzy, jak też polscy konsumenci” – podsumowuje Grzegorz Łaptaś, dyrektor w zespole handlu i produktów konsumenckich w PwC.

Płynny wodór – paliwo przyszłości

Transport odpowiada za 20 procent zapotrzebowania na energię na świecie. Analitycy International Energy Agency oceniają, że udział ten będzie z czasem rósł. Dlatego wobec rosnącego zanieczyszczenia środowiska i podnoszenia się średniej temperatury na świecie konieczne jest wypracowanie rozwiązań, które pozwolą zaspokajać coraz większe zapotrzebowanie na energię w transporcie przy jednoczesnym obniżaniu wpływu motoryzacji na środowisko.  

Profesor fizyki Jo Hermans z Huygen’s Laboratory na Uniwersytecie Leiden w Holandii opublikował raport MRS Energy and Sustainability – A Review Journal (MRS E&S), w którym przedstawił wyniki badań nad wydajnością energetyczną różnych sposobów transportu – od rowerów po autobusy i od samolotów rejsowych po statki. Holenderski fizyk doszedł do wniosku, że najlepszym rozwiązaniem dla transportu samolotowego jest ciekły wodór. Odkrycie to ma duże znaczenie, jeśli wziąć pod uwagę, że transport lotniczy jest najbardziej problematyczny pod względem ochrony środowiska.

Wodór w transporcie lotniczym

Wnioski ze swoich badań Hermans opublikował w MRS Energy and Sustainability – A Review Journal. Naukowiec zauważył, że benzyna, olej napędowy i nafta oczyszczona mają bardzo dobry stosunek dostarczanej energii do objętości, ale „biorąc pod uwagę poważne ograniczenia dotyczące masy paliwa, które samolot może unieść, ciekły wodór stanowi atrakcyjną alternatywę na długich dystansach” – skomentował Jo Hermans.

Do dziś powstało już kilka projektów samolotów na ciekły wodór. Ponaddźwiękowy samolot pasażerski A2 opracowany przez brytyjską firmę Reaction Engines Limited jest realizacją pomysłu na przyjazny dla środowiska środek transportu dla dużej liczby pasażerów na dystansach do 20 tys. km. Zgodnie z założeniami zespołu projektowego, model A2 napędzany silnikiem Scimitar będzie się wykazywał niskim zużyciem paliwa zarówno podczas lotu poniżej prędkości dźwięku, jak i z prędkością ponaddźwiękową. Jego projektanci zakładają, że samolot będzie w stanie rozpędzić się do prędkości Mach 5. Reaction Engines Limited planuje rozpocząć komercjalizację tego projektu w ciągu 25 lat.

Własny samolot napędzany ciekłym wodorem skonstruował Boeing Phantom Works. Bezzałogowy prototyp Boeing Phantom Eye powstał z myślą o amerykańskiej armii. Był to model demonstracyjny, mniejszy od docelowego produktu, który jednak nigdy nie powstał ze względu na brak zamówień. Według założeń producenta 4 produkcyjne Phantom Eye miały zapewnić obserwowanie danego terenu bez przerwy 24 godziny na dobę przez całe lata.

Wodór w motoryzacji

Technologia wodorowa stanowi centralny punkt koncepcji społeczeństwa nieemitującego spalin Toyoty. Japoński koncern rozpoczął prace nad seryjnym samochodem na wodorowe ogniwa paliwowe ponad 20 lat temu i w grudniu 2014 roku wprowadził do sprzedaży sedana Mirai z takim napędem. Obecnie firma pracuje nad dalszym udoskonalaniem tego rozwiązania, kolejnymi modelami z napędem na ogniwa paliwowe i rozbudową infrastruktury tankowania wodoru w wielu miejscach na świecie. Toyota jest zdania, że współpraca odnawianych źródeł energii z instalacjami do produkcji wodoru to prosty sposób na znaczne zwiększenie wydajności elektrowni słonecznych czy wiatrowych, rezygnację z paliw kopalnych i ograniczenie niemal do zera emisji spalin przez nowoczesne społeczeństwa. Firma konsekwentnie realizuje ten program we współpracy z rządem Japonii oraz władzami publicznymi w innych częściach świata, m.in. Unii Europejskiej i stanu Kalifornia.

Toyota Mirai ma właściwości jezdne i użytkowe typowego auta z segmentu D – tankuje się tylko w 3 minuty, ma zasięg do 700 km, dysponuje przestronnym wnętrzem i bagażnikiem. Silnik elektryczny o mocy 154 KM zapewnia dynamiczne przyspieszenie – auto rozpędza się do 100 km/h w 9 sekund. Charakterystyczne dla silnika elektrycznego jest korzystanie z maksymalnego momentu obrotowego w pełnym zakresie prędkości, co czyni Mirai samochodem bardzo elastycznym. Auto zużywa energię odpowiadającą spalaniu 4.2 l benzyny na 100 km.

Obecnie na rynku są dostępne także dwa inne modele na ogniwa paliwowe – Hyundai ix35 Fuel Cell i Honda Clarity. Pierwszy z nich to crossover skonstruowany na bazie spalinowego modelu. Auto o mocy 136 KM przyspiesza do 100 km/h w około 12 s. Zbiorniki mieszczące maksymalnie 5.64 kg zapewniają zasięg do 600 km. Honda Clarity zadebiutowała w 2015 roku jako średniej wielkości sedan o mocy 177 KM. Auto ma zasięg ponad 700 KM.

Wodór w naziemnym transporcie lądowym

W Europie transport publiczny odpowiada za 40% zanieczyszczeń emitowanych przez motoryzację, dlatego wiele miast szuka sposobów na poprawę jakości powietrza. Autobusy napędzane ogniwami paliwowymi są już oferowane przez wielu producentów, w tym Solaris i lubelski Ursus. Władze miast na całym świecie biorą udział w pilotażowych programach włączania autobusów na ogniwa paliwowe do sieci transportu publicznego. Na przykład w programie CHIC (Clean Hydrogen in European Cities) bierze udział 8 miast w Europie i Kanadzie. W Japonii władze Tokio rozpoczęły program zakupu 100 autobusów FC Bus produkcji Toyoty. Z kolei niemiecka firma Alstom opracowała pierwszy pociąg na ogniwa paliwowe. Pierwszy skład ma się pojawić już w tym roku na lokalnych trasach Dolnej Saksonii.

Wodór może oczywiście służyć także za paliwo do pojazdów i maszyn przemysłowych. Dla przykładu, prototypowy TIR z napędem wodorowym opracowała amerykańska firma Nikola. Model o nazwie Nicola One o zasięgu 1900 km ma być gotowy do produkcji seryjnej w 2020 roku. Prace nad adaptacją napędu z Toyoty Mirai i FC Bus do ciężarówki rozpoczęła także Toyota.

W kontekście transportu lądowego profesor Jo Hermans zwraca uwagę, że komplementarnym sposobem na ograniczenie emisji spalin jest takie planowanie rozwoju miast, aby skrócić dojazdy do pracy i zachęcać do wybierania transportu publicznego. Służy temu bardziej zwarta zabudowa oraz zapobieganie niekontrolowanej rozbudowie przedmieść, które utrudniają dostarczanie wysokiej jakości usług miejskich ich mieszkańcom.

Metody produkcji wodoru i jego znaczenie dla energetyki

Wodór jest najbardziej powszechnym pierwiastkiem na świecie i można go pozyskiwać z wielu różnych źródeł kilkoma metodami. Jako gaz przemysłowy jest już powszechnie produkowany i wykorzystywany m.in. w zakładach chemicznych. W obliczu wyczerpujących się złóż naftowych przyszłość motoryzacji zależy od alternatywnych sposobów zasilania samochodów. Wodór stanowi bardzo korzystną i uniwersalną alternatywę dla ropy. Może być produkowany lokalnie w każdym kraju z wykorzystaniem surowców kopalnych, energii odnawialnej oraz odpadów.

Wodór można produkować z wody, metanu, biomasy oraz odpadów komunalnych i rolnych. Do jego produkcji można wykorzystać energię z dowolnego źródła, także odnawialną lub geotermalną, a instalacje do produkcji wodoru wraz ze zbiornikami stanowią bardzo wygodny sposób na przechowywanie nadwyżek energii w czasie spadku zapotrzebowania oraz łatwe jej odzyskanie w okresach szczytu – wystarczy niewielki elektrolizer wody, aby zmagazynować ją w formie wodoru. Potem w razie potrzeby można go zatankować do samochodu lub przy pomocy niewielkiego generatora z ogniwami paliwowymi pozyskać energię. Rozwiązanie to jest w pełni skalowalne, dlatego mogą z niego korzystać duże zakłady produkcyjne, farmy wiatrowe i fotowoltaiczne, jak i gospodarstwa domowe wyposażone w wiatrak lub zestaw paneli słonecznych na dachu.

Co więcej, każdy samochód na ogniwa paliwowe może pełnić rolę przydomowej elektrowni, stanowiąc doskonałe źródło zasilania podczas awarii sieci energetycznej nawet przez tydzień. Japonia zamierza korzystać z tego rozwiązania na dużą skalę do zasilania biur i mieszkań, zaś duże pojazdy na ogniwa paliwowe, np.  autobusy miejskie, będą pełniły rolę akumulatorów zasilających centra zarządzania kryzysowego, ośrodki ewakuacji oraz szpitale w razie naturalnych katastrof.

Realizacja wizji społeczeństwa opartego na wodorze pozwala uniezależnić państwo od ropy i gazu oraz od zewnętrznych dostawców źródeł energii. Państwa, które oprą swoją gospodarkę na wodorze, staną się samowystarczalne energetycznie. Będzie to dla nich ogromny krok naprzód, tak pod względem gospodarczym, jak i politycznym.

Polacy, po Hindusach, są drugą najliczniejszą grupą imigrantów w Londynie

W Londynie pracuje ok. 5,2 mln osób, z czego 38% pochodzi spoza Wielkiej Brytanii. 13% przyjechało tam z krajów Unii Europejskiej, a 25% z innych części świata. Polacy, po Hindusach, są drugą najliczniejszą grupą imigrantów w Londynie. Wartość ekonomiczna wytworzona przez pracowników spoza Wlk. Brytanii rocznie to ok. 22% londyńskiej wartości dodanej brutto – wynika z raportu PwC.

  • 3,2 mln osób pracujących w Londynie urodziło się w Wielkiej Brytanii, co stanowi nieco ponad 60% całej siły roboczej tego miasta
  • Ponad 682 tys. pracowników w Londynie pochodzi z innych krajów Unii Europejskiej (13% całkowitej siły roboczej), a 1,3 mln z innych części świata (25%)
  • W 2005 r. liczba osób pracujących w Londynie, a pochodzących z UE, była o ponad połowę mniejsza (ok. 327 tys.)
  • Liczba pracowników w Londynie pochodzących spoza Wlk. Brytanii i UE zwiększyła się w porównaniu z 2005 r. o 300 tys., z 1 mln do 1,3 mln w 2015

Liczba osób mieszkających w Londynie zwiększyła się z 7,4 mln w 2005 r. do 8,7 mln w 2015 r. To najwyższy wzrost w ciągu ostatnich 100 lat zmian populacji w tym mieście. Najliczniejszą grupę imigrantów w Londynie stanowią Hindusi (3,3%), Polacy (1,9%) i Pakistańczycy (1,5%).

Znaczenie imigrantów dla gospodarki Londynu

W 2015 r. w Londynie pracowało ok. 5,2 mln osób (w 2005 r. 4,3 mln), z czego 38% pochodziło spoza Wielkiej Brytanii. 13%, czyli ponad 682 tys., przyjechało tam z krajów Unii Europejskiej – to ponad dwa razy tyle co w 2015 r. Z kolei liczba pracowników spoza Wlk. Brytanii i UE w 2015 wynosiła 25%, czyli ok. 1,3 mln – w 2005 r. było ich ok. 1 mln.

Jak podkreślają autorzy raportu PwC, Londyn przyciąga wykwalifikowanych pracowników. Niemal 60% imigrantów z krajów, które znalazły się w Unii Europejskiej przed 2004 r., zajmuje kierownicze i specjalistyczne stanowiska. Jeśli chodzi o kraje znajdujące się w UE najwcześniej od 2004 r. ta struktura wygląda trochę inaczej: 22% zajmuje menedżerskie i specjalistyczne stanowiska, 15% pełni role nadzorujące, 32% prowadzi własne firmy lub pracuje dla małych przedsiębiorstw, a pozostałe 31% wykonuje prace codzienne.

Z analizy ekspertów PwC wynika, że wartość ekonomiczna wytworzona przez pracowników spoza Wlk. Brytanii rocznie to ok. 22% londyńskiej wartości dodanej brutto. Średnio jedna taka osoba pracująca w Londynie w pełnym wymiarze godzin przyczynia się do wytworzenia dodatkowo 46 tys. funtów rocznie netto w wartości dodanej brutto. Co ważne, pracujący imigranci przyczyniają się do tworzenia nowych miejsc pracy – wartość dodana brutto wytworzona przez dziesięciu takich pracowników wspiera dodatkowo ok. 4 miejsca pracy. Skutkiem tego jest zmniejszająca się liczba pozostających bez pracy rodowitych londyńczyków w wieku produkcyjnym – w 2005 r. było ich ponad 608 tys., w 2015 r. nieco ponad 537 tys.

Głównym powodem przyjazdu do Londynu dla osób z krajów, które dołączyły do Unii Europejskiej w 2004 r. i później jest praca (52%). Z kolei 10% przyjeżdża do stolicy Wlk. Brytanii na studia. Więcej studentów przybywa do Londynu z krajów tzw. starej Unii (17%), a także z pozostałych części świata (19%).

 Polacy w Londynie

O raporcie „Facing Facts: the impact of migrants on London, its workforce and economy”

Raport został przygotowany na podstawie danych z badania „Labour Work Survey 2005-2015” publikowanych przez Narodowe Biuro Statystyczne (Office for National Statistics, ONS). Jest to największe badanie w Wielkiej Brytanii analizujące poziom zatrudnienia i stopę bezrobocia w kraju.

Coraz więcej Polaków korzysta z OZE

Z analizy Gothaer TU SA wynika, że aż 45 proc. rodaków chciałaby zainwestować w małe, przydomowe odnawialne źródła energii (najczęściej ogniwa fotowoltaiczne lub kolektory słoneczne). Wśród osób zainteresowanych „zieloną energią” prym wiodą rolnicy (56 proc.), prywatni przedsiębiorcy i kierownicy (odpowiednio 70 proc. i 61 proc.) oraz mieszkańcy domów jednorodzinnych (56 proc.) i kilkurodzinnych (62 proc.). Czym różnią się kolektory słoneczne od ogniw fotowoltaicznych? Jakie odnawialne źródła energii warto wybrać i dlaczego powinniśmy ubezpieczyć swoją instalację?

Energia promieniowania słonecznego, która dociera do powierzchni Ziemi, przekracza energetyczne potrzeby świata 5 tysięcy razy. Jeszcze niedawno panowało przekonanie, że w Polsce jest zbyt małe nasłonecznienie, by instalacje fotowoltaiczne mogły pracować efektywnie. To stereotyp. Średnia ilość nasłonecznienia w naszym kraju daje energię na poziomie 1100 kWh/m kw. – Udział Odnawialnych Źródeł energii w Polsce wciąż się powiększa. Według „Krajowego planu rozwoju mikroinstalacji odnawialnych źródeł energii do 2020 roku” bazującego na rządowym Krajowym Planie Działań, do 2020 roku aż 2,5 mln prosumentów (osób produkujących i konsumujących energię elektryczną na własne potrzeby) będzie wykorzystywać mikroinstalacje OZE, w tym ok. 500 tys. instalacje fotowoltaiczne –podkreśla Anna Włodarczyk-Moczkowska, Prezes Zarządu Gothaer TU SA.

Oszczędności dzięki kolektorom słonecznym

Kolektory słoneczne, nazywane także solarami, montowane są na budynkach mieszkalnych i wykorzystywane najczęściej do ogrzewania wody. Zasada działania kolektora jest prosta – promienie słoneczne padając na kolektor nagrzewają płyn, który znajduje się w jego wnętrzu. Ciepło z kolektora musi być gdzieś przekazane i zgromadzone. Zazwyczaj miejscem magazynowania ciepła z kolektorów jest duży zbiornik z wodą. Istnieją dwa typy kolektora – kolektory płaskie oraz rurowe. Różnią się one budową, ale oba działają w podobny sposób zamieniając energię słońca na ciepło wykorzystywane do ogrzania wody.

Ogniwo fotowoltaiczne źródłem prądu

Panele fotowoltaiczne przekształcają energię ze słońca w prąd. Tak można byłoby w skrócie opisać proces, który zachodzi w ogniwach fotowoltaicznych. Nadmiar wyprodukowanego przez Kowalskiego prądu może być odsprzedany do sieci. Jeśli jednak wyprodukujemy go za mało, niedobór jest „dobierany” z sieci publicznej. – Musimy pamiętać, że odnawialne źródła energii to dość kosztowna inwestycja, ale opłacalna. Montując ogniwa fotowoltaiczne lub kolektory słoneczne warto je ubezpieczyć. Ochroną ubezpieczeniową w Gothaer TU SA można objąć zarówno instalacje fotowoltaiczne, jak i kolektory słoneczne zamontowane na budynku mieszkalnym, gospodarczym lub budowli wraz z całą instalacją i wyposażeniem – mówi Anna Materny, Dyrektor Biura Produktów Detalicznych Gothaer TU SA.

Czy to się opłaca?

Do najważniejszych zalet OZE należą spore oszczędności, które może zanotować gospodarstwo domowe decydujące się na takie rozwiązania. Z wyliczeń przygotowanych przez Ekspertów z Laboratorium Fotowoltaiki Politechniki Warszawskiej wynika, że czteroosobowe gospodarstwo domowe (decydując się na panele fotowoltaiczne) mogłoby obniżyć rachunek za energię elektryczną z 2475 zł (rocznie) do 275 zł *. Dużym plusem jest to, że energię elektryczną wytwarzają sami jej odbiorcy (a nie centralne elektrownie i elektrociepłownie) co pozwala uniknąć strat energii, które powstają gdy jest ona przesyłana na duże odległości. Trzeba też pamiętać o efekcie ekologicznym i ograniczeniu emisji CO2. Same panele fotowoltaiczne są niezawodne i mają niskie koszty eksploatacji, a przy tym pracują całkowicie bezgłośnie i bez wibracji. Najważniejsze, by były dobrze ubezpieczone na wypadek zdarzeń losowych, czy też kradzieży. – Ochrona obejmuje szkody powstałe w wyniku zdarzeń losowych (m.in. dewastacji, gradu, naporu śniegu, powodzi, pożaru, przepięcia, uderzenia pioruna etc.), ale również utratę paneli wskutek kradzieży, kradzieży z włamaniem, czy rozboju. Co ważne, w ramach ubezpieczenia możemy liczyć również na pomoc i pokrycie kosztów związanych z uprzątnięciem pozostałości po szkodzie, w tym także koszty rozbiórki, demontażu niezdatnych do użytku elementów, ich wywóz, składowanie lub utylizację – podkreśla Anna Materny z Gothaer TU S.A.

TOP 5: premiery limuzyn dla managera. Genewa 2017

Czasy, w których limuzyny odznaczały się konserwatywną, dostojną ociężałością, minęły już bezpowrotnie. Dzisiaj w konstruowaniu flagowych modeli wykorzystuje się lekkie materiały oraz nowatorskie napędy. Premiery na targach motoryzacyjnych w Genewie pokazały również, że w „limuzynie dla managera” nie może zabraknąć sportowych osiągów.

Lexus LS 500h

Lexus LS 500hNa targach motoryzacyjnych w Genewie swoją premierę miał Lexus LS 500h. Nowa generacja tej flagowej limuzyny japońskiego producenta napędzana jest najnowszym układem hybrydowym Multi Stage Hybrid System.

Lexus LS 500h ma długość 5235 mm, szerokość 1900 mm, a rozstaw osi to 3125 mm. Pod maską flagowca znalazł się benzynowy silnik V6 o pojemności 3,5 l, który współpracuje z dwoma silnikami elektrycznymi. Łączna moc tego układu wynosi 354 KM i zapewnia przyspieszenie od zera do 100 km/h w 5,4 sekundy. Dodatkowo w trybie elektrycznym Lexus LS 500h może rozpędzić się bez udziału jednostki spalinowej do 140 km/h.

Wersja Lexusa LS z napędem konwencjonalnym (oznaczona jako LS 500) wyposażona jest w skonstruowany od podstaw sześciocylindrowy silnik widlasty z podwójnym turbodoładowaniem, rozwijający moc 415 koni mechanicznych i maksymalny moment obrotowy 600 Nm. Z silnikiem współpracuje pierwsza w segmencie luksusowych limuzyn 10-biegowa przekładnia automatyczna. Przyspieszanie od 0 do 100 km/h trwa 4,5 sekundy.

Na liście wyposażenia znalazł się pakiet Lexus Safety System+, w skład którego wchodzą między innymi system antykolizyjny, funkcja ostrzegająca kierowcę o niezamierzonym opuszczeniu pasa ruchu, funkcja pomagająca utrzymać tor jazdy na oznakowanym pasie ruchu, automatyczne światła drogowe i aktywny tempomat.

Porsche Panamera Sport Turismo

Porsche Panamera Sport TurismoPojawienie się modelu Panamera na rynku spowodowało niemałe zmieszanie wśród konserwatywnych miłośników Porsche. Na tegorocznych targach w Genewie ten niemiecki producent zaprezentował odmianę kombi. Samochód mierzy 5049 mm długości i 1937 mm szerokości, a jego rozstaw osi to 2950 mm. Jest więc krótszy od Lexusa LS 500h o 18,6 cm, a rozstaw osi jest mniejszy o 17,5 cm.

Niemieckie kombi będzie oferowane z pięcioma silnikami znanymi z obecnie oferowanej na rynku Panamery. Odmiana hybrydowa tego modelu wyposażona jest w silnik spalinowy o mocy 550 KM i silnik elektryczny generujący 136 KM. Zasięg napędu elektrycznego to 50 km. Bazowa jednostka to trzylitrowy, sześciocylindrowy silnik o mocy 330 KM.

Panamera ST otrzymała ponadto aktywny tylny spoiler, który wysuwa się po przekroczeniu prędkości 170 km/h.

BMW serii 5 Touring

BMW serii 5 TouringW tym roku BMW wzbogaciło zaprezentowaną pod koniec zeszłego roku serię 5 o odmianę z nadwoziem typu kombi. Producent zaznacza, że pod względem technicznym samochód nie różni się znacząco od wersji sedan.

Wśród silników pojawią się jednostki znane do tej pory z wersji czterodrzwiowej – odmiana 530i będzie wyposażona w dwulitrowy motor o mocy 252 KM, a 540i xDrive będzie oferowało moc na poziomie 340 KM. Obydwa silniki współpracują z ośmiobiegowym automatem. W ofercie silników diesla znalazły się 520d (190 KM) oraz 530d (265 km).

Na liście wyposażenia znalazł się ekran dotykowy i sterowanie za pomocą gestów. Dodatkowo pojawiły się systemy wspomagające kierowcę – asystent kierowania, asystent pasa ruchu.

Jaguar XF

Jaguar XFNa salonie samochodowym w Genewie zadebiutował odświeżony Jaguar XF. Samochód zyskał dwa nowe silniki benzynowe oraz jeden motor wysokoprężny. Jaguar XF w wersji czterodrzwiowej ma 4961 mm długości, 1877 mm szerokości, a rozstaw osi to 2909 mm.

Benzyniaki o aluminiowej konstrukcji oferują moc 200 i 250 KM, natomiast diesel generuje moc na poziomie 240 KM i jest pierwszym czterocylindrowym silnikiem tej marki, wyposażonym w dwie turbosprężarki w układzie twin turbo. Napęd przekazywany jest za pomocą ośmiobiegowej przekładni automatycznej.

Co jeszcze zmieniło się w odświeżonym modelu XF? Między innymi pojawiły się nowe fotele oraz technologia Dual View, dzięki której pasażer i kierowca widzą na jednym ekranie różne obrazy.

Maserati Ghibli

Maserati GhibliOdświeżone Ghibli pojawiło się na salonie genewskim wyposażone w mocniejszy podstawowy silnik, a na liście opcji pojawiły się dwa nowe pakiety wyposażenia.

Producent zdecydował się podnieść moc bazowego silnika V6 3.0 z 330 do 350 KM. Dzięki temu prędkość maksymalna samochodu wynosi obecnie 267 km/h. Oprócz nowego motoru w ofercie nadal dostępna będzie wersja „S” i „S Q4” z silnikiem o mocy 410 KM oraz odmiana z silnikiem wysokoprężnym V6 o mocy 250 lub 275 KM.

Odświeżono również deskę rozdzielczą oraz zdecydowano się na instalację nowych urządzeń multimedialnych. Pojawił się adaptacyjny tempomat, system ostrzegający przed niezamierzoną zmianą pasa ruchu oraz hamulec przeciwkolizyjny. Ghibli ma długość 4971 mm, szerokość 1945, a rozstaw osi 2998 mm.

Faktoring wymagalnościowy – finansowanie wierzytelności przeterminowanych

Utrata płynności finansowej to zazwyczaj bolączka małych firm. Bardzo często problemy pojawiają się, kiedy firma posiada na koncie wiele wystawionych faktur, ale niestety w większości niezapłaconych przez swoich klientów. Taka sytuacja potrafi nie tylko zachwiać płynnością finansową, ale także doprowadzić do upadłości. Ratunkiem może stać się faktoring wymagalnościowy.

Nie dla wszystkich firm z sektora MŚP faktoring jest oczywistą formą wspomagania płynności finansowej. To błąd. Firmy te bardzo często potrzebują wsparcia finansowego. Ze względu na swoje rozmiary i brak historii, banki zazwyczaj nie mają dla nich atrakcyjnej oferty. Dodatkowe problemy pojawiają się, kiedy firmy mają zachwianą płynność finansową, wynikającą m.in. z nieuregulowanych przez klientów faktur. Warto w takich sytuacjach rozważyć faktoring wymagalnościowy. Magellan, będący częścią grupy bankowej BFF, jako jeden z nielicznych faktorów na rynku, oferuje finansowanie firmom, które potrzebują kapitału na rozwój. W przeciwieństwie do kredytu, dla spółki nie jest problemem brak zabezpieczeń czy zdolności kredytowej po stronie klienta. Ryzyko finansowania jest bowiem oceniane na podstawie innych parametrów.

– Faktoring wymagalnościowy to finansowanie wierzytelności przeterminowanych, czyli tych już po terminie płatności. Niestety jak pokazuje praktyka, wiele firm ma właśnie taki problem. Mają wiele zleceń i wystawionych faktur, za którymi niestety nie idą płatności klientów. Faktor nie tylko nabywa faktury klienta, ale także pomaga w odzyskaniu należności. Co ważne, w przypadku oferty Magellana, taka forma współpracy z firmami, może zostać także rozbudowana o dodatkowe finansowanie. Dzięki temu klient otrzymuje środki wcześniej i może przeznaczyć je na rozwój działalności – mówi Marcin Lis, dyrektor pionu faktoringu w spółce Magellan.

Faktoring wymagalnościowy wpływa korzystnie na wskaźniki płynności, rotację należności oraz pozwala poprawić bilans. Nabycie wierzytelności przez faktora umożliwia przedsiębiorcy zamianę niepożądanego długu na gotówkę na koncie. Dłużnik natomiast ma czas na rozliczenie wierzytelności w określonym wspólnie z faktorem czasie. Należy pamiętać jednak, że w przypadku faktoringu wymagalnościowego ważna jest jakość wierzytelności wymagalnej. Nie może ona podlegać zastrzeżeniom, musi być bezsporna. Kluczowa jest również wiarygodność dłużnika.

– Niewiele firm ma w swojej ofercie faktoring wymagalnościowy. Wymaga on szczególnej wiedzy i zaangażowania faktora. Nie do przecenienia jest również wyspecjalizowany i profesjonalny dział zarządzania wierzytelnościami. To dzięki niemu klient faktora ma wsparcie w odzyskaniu swoich należności. Jak pokazują dane Polskiego Związku Faktorów, Magellan jest liderem w faktoringu wymagalnościowym. To doświadczenie w obszarze zarządzania wierzytelnościami daje nam dużą przewagę nad konkurencją. – dodał Marcin Lis.

Spółka Magellan, będąca członkiem Polskiego Związku Faktorów, w 2016 roku, w ramach usług faktoringowych osiągnęła obroty w wysokości 402,72 mln PLN. Znacząca część, aż 244 mln PLN, pochodziła z umów dotyczących faktoringu wymagalnościowego. Dzięki temu Magellan stał się liderem w tej dziedzinie.

Prognozy NBP dla wzrostu gospodarczego na 2017. Plotki z EBC

Poznaliśmy prognozy wzrostu gospodarczego i inflacji  NBP na 2017 rok. Islandia znosi kontrolę kapitału. Plotki o możliwym wzroście stóp procentowych w strefie euro umacniają europejską walutę.

Znamy projekcje gospodarcze NBP

W 2017 roku wzrost gospodarczy ma wynieść imponującej 3,7%. Inflacja ma wzrosnąć niewiele powyżej 2% i nie przekroczyć celu inflacyjnego. Powodem tak optymistycznej prognozy jest napływ środków unijnych oraz zwiększonymi inwestycjami firm. Założenie to bazuje na tym, że spadnie niepewność, którą wielu przedsiębiorców zgłaszało jako powód wstrzymania inwestycji. Prognoza ta pod względem wzrostu jest nawet lepsza niż ta z listopada o 0,1%. Miejmy nadzieję, że nie będzie poprawki z 2016 roku, gdzie co prognozę pogarszały się perspektywy naszej gospodarki. Jak to wpływa na waluty? Im lepsze parametry osiąga gospodarka tym mocniejsza staje się jej waluta.

Koniec kontroli kapitału

Islandia właśnie zniosła przepisy ograniczające przepływ kapitału. Jest on zniesiony od razu dla wszystkich grup. W ten sposób kraj ten wraca na międzynarodowe rynki finansowe. Powodem wprowadzenia ograniczeń był silny kryzys wywołany globalnymi problemami roku 2008. Głównym powodem strachu był szybko odpływający kapitał zagraniczny gwałtownie osłabiający lokalną walutę. Obecnie po latach działania przepisów gospodarkę udało się ustabilizować. PKB odrabia straty z lat kryzysu, rosnąc tylko w 2016 roku o 7,2%. Co ważne rosną rezerwy walutowe co powoduje, że ryzyko związane z nagłą utratą wartości przez koronę nie są istotne.

Plotki z EBC

Agencja Reutera poinformowała jakoby w Europejskim Banku Centralnym rozważano podwyżkę stóp procentowych jeszcze przed zakończeniem QE3. Podobno dyskusja była krótka i pozbawiona istotnego poparcia, jednakże sam jej fakt wystarczył do umocnienia się euro. Powodem takiej reakcji był fakt, że scenariusz ten neguje wielokrotnie wygłaszane przez Mario Draghiego zdanie, że perspektywa ewentualnych podwyżek jest bardzo odległa. Umocnienie euro jest naturalną reakcją na oczekiwany wzrost stóp procentowych. Inwestorzy dotychczas uciekali z pieniędzmi ze strefy euro ze względu na długotrwałą perspektywę ujemnych stóp procentowych. Doniesienia te będą dzisiaj z pewnością szeroko komentowane, gdyż w godzinach popołudniowych większość najważniejszych osób w EBC będzie miało swoje wystąpienia na konferencji w Niemczech.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

„Cyfrowy buntownik” – strategia Alior Banku na lata 2017-2020

Alior Bank ogłosił swoją strategię na lata 2017  – 2020. Jej  priorytety to wzrost satysfakcji klientów dzięki prostej, przejrzystej ofercie oraz najnowszej generacji rozwiązaniom mobilnym i internetowym. Bank chce wzmocnić pozycję najbardziej innowacyjnego banku na rynku oraz zapewnić 14% zwrot z kapitału dla akcjonariuszy.

Strategia Alior Banku na lata 2017 – 20 została wypracowana przez Zarząd Banku przy pełnym wsparciu Rady Nadzorczej.

Strategia Alior Banku na lata 2017 – 20 jest kolejnym krokiem w budowaniu nowoczesnej, innowacyjnej oferty przy pełnym wykorzystaniu potencjału Grupy PZU. Stawia przed zarządem ambitne, a jednocześnie realne do osiągnięcia cele. Będziemy wspierali Alior Bank w realizacji planu rozwoju.  Wpisuje się w on strategię Grupy PZU do 2020 roku, która opiera się na innowacjach, wzroście i optymalizacji kosztowej. Zakłada stworzenie jednej z najbardziej innowacyjnych grup ubezpieczeniowych w Europie” – powiedział Michał Krupiński, prezes PZU, przewodniczący Rady Nadzorczej Alior Banku.

400 mln zł dodatkowych inwestycji w IT i innowacje

Strategia na lata 2017 – 20 zakłada, że Alior Bank będzie jeszcze bardziej innowacyjny i przyjazny klientom oraz wzmocni swoją pozycję kapitałową. Zgodnie z tymi planami Alior Bank o połowę uprości ofertę produktów i usług, wprowadzi nowe rozwiązania cyfrowe ułatwiające zakup produktów i usług online oraz zainwestuje dodatkowe 400 mln zł w IT i innowacje, zapewniając  bezpieczne przejście klientów przez rewolucję technologiczną w bankowości. Bank utrzyma najwyższy na rynku poziom marży odsetkowej – 4,5%, obniży wskaźnik kosztów do przychodów do 39% oraz zapewni akcjonariuszom banku wzrost zwrotu z kapitału z 8% w 2016 r. do 14% w 2020 r.

Uproszczona oferta produktowa

W ramach strategii Alior Bank wprowadza segmentację behawioralną klientów indywidualnych, wykorzystując potencjał jaki zapewnia cyfrowa analiza danych. Bank skupi się na wybranych segmentach, które cechuje nowoczesne podejście do bankowania zapewniające m.in. 100% dotarcie do nich przez kanały elektroniczne, w tym kanał mobilny.

Sprzedaż w kanałach mobilnych i optymalizacja sieci placówek

Jednym z celów strategicznych Alior Banku jest także istotne przesunięcie sprzedaży i obsługi klientów w kierunku kanałów cyfrowych. Wszystkie procesy sprzedażowe i posprzedażowe będą dostępne zdalnie, a w 2020 roku 40% sprzedaży kluczowych produktów będzie odbywać się w kanałach cyfrowych. Jednym z fundamentów transformacji będą nowe systemy bankowości internetowej i mobilnej, które zostaną udostępnione klientom w maju br. Pomimo optymalizacji i digitalizacji sieć dystrybucji Alior Banku pozostanie wśród czterech największych na polskim rynku bankowym.

Zmotywowany zespół wdrażający strategię

Kluczowe dla realizacji strategii są odpowiednia kultura organizacyjna i zaangażowanie pracowników. W tym celu Alior Bank promuje współpracę i klientocentryczność – docelowo 70 procent pracowników banku ma bezpośrednio obsługiwać klientów. Alior Bank ma ambicję być spółką, dla której będą pracowali najlepsi i najwyżej opłacani specjaliści z dziedzin finansów i nowych technologii.

„By stawić czoła technologicznej rewolucji w bankowości, zmianie oczekiwań klientów i sprostać konkurencji konieczna jest transformacja Alior Banku z firmy finansowej z rozwiniętym działem IT w finansowo-technologiczną – swoisty fintech, ale z licencją bankową. Umożliwi to bankowi utrzymać satysfakcję klientów, zwiększyć efektywność, zapewnić dalszy, dynamiczny rozwój działalności oraz odpowiedni poziom zwrotu z kapitału dla naszych akcjonariuszy.” – mówi Wojciech Sobieraj, prezes Alior Banku.

Przygotuj się na oświadczenie FOMC dot. stóp procentowych

Bez wątpienia Rezerwa Federalna jest największym, a co za tym idzie najważniejszym bankiem centralnym na świecie. Decyzje amerykańskiego banku centralnego mają ogromne znaczenie dla rynku kapitałowego, a w szczególności te dotyczące polityki monetarnej.

W najbliższą środę poznamy decyzję w sprawie stóp procentowych, które są kluczowe dla rynku akcji, obligacji oraz zachowania się kursu dolara amerykańskiego. Do tej pory uważano, że FED nie dokona podwyżki stóp procentowych na marcowym posiedzeniu, ale za sprawą bardzo optymistycznego tonu wypowiedzi członków Komitetu do spraw Operacji Otwartego Rynku inwestorzy byli zmuszeni do zmiany nastawienia.

Zarys sytuacji

W ostatnim czasie doszło do dwóch podwyżek stóp procentowych, pierwsza nastąpiła w grudniu 2015 roku, natomiast druga – rok później, grudzień 2016. Amerykańskie władze monetarne w 2016 roku planowały 4 podwyżki stóp procentowych, doszło do jednej. Komunikacja z rynkiem była tragiczna, inwestorzy poczuli się zmęczeni – była to prawdziwa zabawa kotka z myszką.

Ku naszemu zaskoczeniu, nie musimy czekać kolejnego roku na podwyżkę stóp procentowych, ponieważ ostatnie wypowiedzi członków FOMC nie pozostawiają cienia wątpliwości. Koszt pieniądza na środowym posiedzeniu zostanie podniesiony. Na podstawie Fed Funds inwestorzy w 100 proc. (tak naprawdę prawdopodobieństwo wynosi w okolicy 90 proc.) przekonani są, że stopy zostaną podniesione o 25 punktów bazowych.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych

Źródło: Bloomberg

Oprócz marcowej podwyżki, inwestorzy zaczęli szacować, że dalsze zacieśnianie monetarne nastąpi w czerwcu. Zmiana nastawienia doprowadziła do umocnienia się Dolara amerykańskiego, ale w mniejszym stopniu niż miało to miejsce przed ostatnimi, dwiema podwyżkami.

Jeśli zmiana w polityce monetarnej jest oczekiwana, to nie należy spodziewać się fajerwerków na rynku podczas publikacji danych, ponieważ cały ruch został już zdyskontowany. Niemnie jednak w przypadku marcowego posiedzenia może być inaczej, ponieważ przy decyzji stóp procentowych publikowane są także projekcje dalszych podwyżek kosztu pieniądza przez Rezerwę Federalną.

„Dot-plot” z grudniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej

„Dot-plot" z grudniowego posiedzenia Rezerwy Federalnej

Źródło: Bloomberg

„Dot-plot” jest wykresem, na którym każdy z członków FOMC zaznacza prognozowaną przez siebie stopę procentową w określonym czasie. Mediana dla oddanych głosów została przedstawiona na zielono. Dzięki temu wiemy, że władze monetarne na 2017 rok planują 3 podwyżki stóp procentowych, natomiast stopy procentowe na koniec 2017 roku mają oscylować w okolicy 1.36 proc.

Dopiero gdyby doszło do podwyższenia mediany stóp procentowych na koniec 2017 roku, to moglibyśmy zobaczyć mocniejszy ruch na rzecz dolar amerykańskiego. Wyższa mediana byłaby jednoznaczna z większą ilością podwyżek stóp procentowych.

Trzy atrakcyjne scenariusze pod Rezerwę Federalną

Dzięki wcześniej przedstawionym informacjom możemy wyróżnić trzy scenariusze, które mogą wprawić w ruch rynek kapitałowy.

Scenariusz 1: Podwyżka stóp procentowych, mediana projekcji stóp procentowych w górę.

Scenariusz numer 1 zakłada wyższe stopy procentowe oraz bardziej jastrzębie nastawienie FOMC co do przyszłości. W takich warunkach dolar amerykański najbardziej powinien umacniać się do złota oraz jena japońskiego.

Scenariusz 2: Podwyżka stóp procentowych, spadek mediany projekcji stóp procentowych.

Scenariusz bardzo mało prawdopodobny, ale możliwy. W takich warunkach dolar amerykański powinien być wyprzedawany, na wartości powinny zyskiwać giełdy oraz waluty w stosunku do dolara amerykańskiego.

Scenariusz 3: Brak podwyżek stóp procentowych.

Prawdziwy Armagedon. Dolar amerykański jest wyprzedawany, giełdy zyskują. Każdy zastanawia się, o co w tym wszystkich chodzi, a na następny dzień każdy mówi, że to było do przewidzenia.

Ile podwyżek stóp procentowych nas czeka?

Odpowiedź na to pytanie może być utrudniona, ponieważ Rezerwa Federalna słynie z wywoływania krachów oraz niestabilności w systemie finansowym. Okresy niskich stóp procentowych powodują nadmierne zadłużanie się na poziomie korporacyjnym, rządowym oraz osobistym. Po podwyżkach stóp procentowych coraz większy odsetek społeczeństwa ma problem ze spłatą zadłużenia, co destabilizuje system finansowy, a także doprowadza do kryzysu finansowego. Poniższy wykres świetnie przedstawia moment, w którym Rezerwa Federalna zaprzestawała podwyżek stóp procentowych i powracała do luźnej polityki monetarnej.

BofA

Reasumując, stopy procentowe będą podnoszone do momentu, w których zaistnieje „destabilizacja” całego systemu finansowego, po którym – oczywiście – powrócimy do niskich stóp procentowych.

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Kontrola kont „pracowników uprzywilejowanych” kluczowa dla bezpieczeństwa firm

Przedsiębiorstwa chcą skutecznie chronić swoje dane, ale by to robić, muszą także monitorować uprzywilejowanych użytkowników. Prawodawstwo, takie jak unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych (RODO), czyni z tego wręcz wymóg prawny.

Kontrola nad pracownikiem w dzisiejszych czasach przybiera wiele różnych kształtów i różni się zasięgiem. W świecie cyberbezpieczeństwa, monitorowanie użytkowników, którzy mają dostęp do systemów informatycznych przedsiębiorstwa, to bardzo ważny element funkcjonowania dużych firm, takich jak np. banki.

Matthew Ravden, wiceprezes firmy Balabit
Matthew Ravden, wiceprezes firmy Balabit

Technologia służąca cyberbezpieczeństwu skupia się na tak zwanych „użytkownikach uprzywilejowanych” – ludziach posiadających uprawnienia do korzystania z niemal nieograniczonego dostępu do systemów informatycznych, które mogą przechowywać wrażliwe dane dotyczące klientów – informuje Matthew Ravden, wiceprezes firmy Balabit ds. marketingu.

Konta uprzywilejowane są powszechnie uważane za największe źródło ryzyka naruszeń ochrony danych. Dlatego ważne jest monitorowanie pracy administratorów sieci. Jeśli osoba z personelu przedsiębiorstwa złamie prawo i przekaże wrażliwe dane przestępcom, to bardzo trudno jest kogoś takiego powstrzymać i przeciwdziałać konsekwencjom naruszenia danych. Podobnie, jeśli osoba niepowołana z zewnątrz przejmie konto uprzywilejowane i dostęp do poufnych danych przedsiębiorstwa.

Użytkownicy uprzywilejowani, oczywiście mają prawo do prywatności, ale faktem jest, że mają oni kluczowe uprawnienia – dostęp do informacji klienta, dlatego muszą być poddani obserwacji.

Opinie na temat kontroli prywatności w imię zachowania bezpieczeństwa danych są podzielone. Firma Balabit przeprowadziła ankietę wśród administratorów systemów dotyczącą monitorowania ich działań. Wyniki pokazują, że:

  • 62% ankietowanych odpowiedziało, że nie mieliby nic przeciwko byciu monitorowanym;
  • 49% administratorów systemów było już w sytuacji, w której posiadanie zapisu video z ich pracy mogłoby okazać się korzystne;
  • 24% respondentów używa kont współdzielonych – chcieliby mieć ich zapis, aby móc udowodnić, co zrobili a czego nie;
  • 15% stwierdziło, że nie byłoby zadowolonych z takiej ingerencji w ich pracę.

Optymistyczne nastroje wśród MŚP w I kwartale 2017 r.

Średnie firmy najlepiej w całym sektorze MŚP oceniają swoją sytuację w I kwartale br. – odczyt „Barometru EFL”[1] dla tej grupy wyniósł 59,8 pkt. Ponadto, podmioty zatrudniające od 50 do 249 osób odnotowały największy w sektorze wzrost wartości indeksu kwartał do kwartału (+2,7 pkt.). Taki wynik to pochodna bardzo optymistycznych prognoz dotyczących inwestycji. Ich wzrostu na początku tego roku spodziewa się ponad 38% średnich przedsiębiorstw, podczas gdy w ostatnim kwartale 2016 roku odsetek był niższy o 15 pp. Dla porównania, więcej inwestować planuje tylko 19% mikro oraz 32% małych firm.

Na sektor MŚP, choć najczęściej jest omawiany w całości, należy spojrzeć biorąc pod uwagę jego wewnętrzne zróżnicowanie w zależności od wielkości firm, która ma wpłw na ocenę przyszłej sytuacji oraz planów inwestycyjnych. Tą różnicę widać w naszych cokwartalnych pomiarach, w których opinie mikro, małych i średnich firm bardzo często odbiegają od siebie. Większe podmioty, przeważnie z większym doświadczeniem, czują się pewniej na rynku i w związku z tym śmielej planują kolejne inwestycje. Na drugim biegunie mamy mikro i małych przedsiębiorców, którzy charakteryzują się nieco większą ostrożnością inwestycyjną. Potwierdza to odczyt „Barometru EFL” za I kwartał tego roku. Choć subindeksy wszystkich trzech rodzajów firm wzrosły kwartał do kwartału, to jednak z największym optymizmem mamy do czynienia wśród największych uczestników sektora MŚP. Natomiast im mniejsza jest firma, tym subindeks jest niższy – mówi Radosław Kuczyński, Prezes EFL.

Średniaki z ponadprzeciętnym wynikiem

Subindeks „Barometru EFL”, który informuje o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu, w I kwartale 2017 roku był najwyższy wśród średnich przedsiębiorstw i wyniósł 59,8 pkt. Mikro i małe firmy nieco gorzej oceniają swoją sytuacją – wartość odczytu wyniosła odpowiednio 51,5 pkt, oraz 57,8 pkt. Warto jednak podkreślić, że wszystkie wyniki wciąż pozostają ponad progiem ograniczonego rozwoju (OR[2]) wynoszącym 50 pkt., czyli także mniejsze przedsiębiorstwa widzą w najbliższych miesiącach szansę na rozwój. W przypadku małych i średnich firm subindeks ma najwyższą wartość od ponad roku, podczas gdy mikro podmioty odnotowały drugi najniższy wynik w ciągu ostatnich pięciu kwartałów.

Inwestycje sprawcą lepszych nastrojów

W porównaniu do IV kwartału 2016 roku poprawa nastrojów jest widoczna w każdej kategorii podmiotów, na co wpływ miał stosunkowo duży odsetek respondentów przewidujących wzrost inwestycji. Największymi optymistami są średnie firmy (+2,7 pkt. k/k). Skąd taki wynik? Podczas gdy pod koniec ubiegłego roku co czwarty „średniak” prognozował wzrost inwestycji, w I kwartale tego roku już więcej niż co trzeci (38,3%). Obecnie więcej średnich firm spodziewa się też wzrostu sprzedaży swoich towarów i usług niż miało to miejsce kwartał temu (I kwartał 2017:29,2%; IV kwartał 2016:16,7%).

Więcej inwestować na początku tego roku planuje także 19,1% mikro firm oraz 31,9% małych. Są to również wyniki lepsze niż kwartał temu, co w szczególności widać wśród najmniejszych podmiotów. W IV kwartale wzrostu inwestycji spodziewało się jedynie 7,4% mikro przedsiębiorców.

Główny odczyt „Barometru EFL” za I kwartał 2017 roku wyniósł 57,1 pkt. W porównaniu do sytuacji sprzed roku wartość wskaźnika jest aż o 4 punkty wyższa, a kwartał do kwartału różnica wynosi +1,8 pkt.

[1] „Barometr EFL” jest syntetycznym wskaźnikiem informującym o skłonności firm z sektora MŚP do wzrostu (tj. rozwoju rozumianego jako stawianie sobie przez przedsiębiorstwa celów związanych ze wzrostem sprzedaży i produkcji, ekspansją na nowe rynki i maksymalizacją zysków, co jest związane z inwestycjami w środki trwałe). Prognozowana na dany kwartał kondycja finansowa firm MŚP daje punkt odniesienia do wnioskowania o zakładanym kierunku zmian, które sprzyjają wzrostowi lub działają hamująco na rozwój firm. Badanie przygotowywane jest metodą CATI przez Ecorys na zlecenie EFL S.A., a jego wyniki są publikowane co kwartał. W badaniu wzięła udział reprezentatywna grupa sześciuset mikro, małych i średnich firm z całej Polski. Aktualna edycja badania odbyła się w dniach 3-10 lutego 2017 r.

[2] Próg OR jest podstawową miarą analityczną zastosowaną do wyników badania, który stanowi algorytm stworzony na podstawie danych zgromadzonych w trakcie badania przedsiębiorców. Przyjmuje on wartości od 0 do 100, przy czym zagregowany wynik powyżej 50 pkt. oznacza, że występują sprzyjające warunki do rozwoju sektora MŚP, natomiast wynik niższy oznacza, że warunki te są niekorzystne. Zatem poziom 50 pkt. stanowi próg OR, czyli poziom ograniczonego rozwoju.

Tomasz Wróblewski: Potrzebujemy nowej ustawy o podatku VAT?

Siódme miejsce na świecie, pierwsze w Europie – nasz system podatkowy znajduje się w czołówce najbardziej nieprzejrzystych. Jednym z problemów jest podatek VAT. „Nie można dłużej pozwalać, by uczciwi przedsiębiorcy odpowiadali za przekręty organizowane przez przestępców, dlatego należy szybko wprowadzić cały szereg zmian w systemie podatkowym” – argumentowali eksperci think-tanku Warsaw Enterprise Institute podczas prezentacji raportu „VAT-kluczowy problem polskiego systemu podatkowego”.

W przedstawionym opracowaniu wskazane zostały realne przeszkody uniemożliwiające prawidłowe funkcjonowanie wielu polskim firmom. W ocenie WEI pokonanie problemów związanych z systemem podatkowym leży w interesie każdego uczestnika rynku, gdyż przełoży się na możliwości zatrudniania większej liczby pracowników, produkowania lepszej jakości wyrobów czy też – w rezultacie zmniejszenia obciążeń administracyjnych – oferowania produktów i usług taniej.

– System podatkowy w Polsce jest dalece niedoskonały i, jak się wydaje, co do tej diagnozy panuje powszechny consensus. Można wyróżnić dwa newralgiczne obszary – pierwszy to model funkcjonowania administracji skarbowej, ze szczególnym uwzględnieniem panującego wewnątrz niej systemu motywacyjnego. Drugim są problematyczne praktyki, stosowane na podstawie obowiązujących przepisów, polegające przede wszystkim na wstrzymywaniu zwrotów podatku VAT czy przerzucaniu odpowiedzialności za oszustwa podatkowe na uczciwych przedsiębiorców – mówił podczas spotkania prof. Robert Gwiazdowski.

W ocenie ekspertów WEI stosowany w Polsce system oceny efektywności pracowników kontroli skarbowej, premiujący wysokość dokonanych przez nich ustaleń, jest wysoce nieskuteczny. W 2014 roku wykryto nieprawidłowości powodujące uszczuplenia podatkowe w kwocie 10 602,3 mln zł, jednak złożone w efekcie korekty deklaracje podatkowe zwiększyły wpływy do budżetu jedynie o niewiele ponad 410 mln zł. Dlatego Warsaw Enterprise Institute proponuje premiowanie za terminowość dopełniania obowiązków rejestracyjnych oraz terminowość i rzetelność rozliczeń dokonywanych przez podatników. Ponadto, w celu zwiększenia efektywności działań pracowników aparatu skarbowego, powinny należeć się im premie, jeżeli udałoby się im uzyskać dodatkowe środki z tytułu korekty deklaracji w związku z wykazanymi w toku postępowania nieprawidłowościami. Warunkiem uzyskania jakiejkolwiek premii musiałoby być jednak uprawomocnienie się decyzji wydanej w przedmiotowej sprawie.

Na łamach raportu omówione zostały cztery konkretne przypadki innego problemu polskiego systemu podatkowego, jakim jest masowe i długotrwałe wstrzymywanie przez organy podatkowe zwrotów podatku VAT. WEI proponuje wprowadzenie konieczności wydania decyzji po trzech miesiącach od wstrzymania zwrotu podatku od towarów i usług, która następnie podlegałaby zaskarżeniu do sądu, również z trzymiesięcznym terminem na rozpatrzenie sprawy. W przypadku nie wywiązania się przez organ podatkowy, jak i sąd z zaproponowanego obowiązku – przedstawienia decyzji/ zawyrokowania w sprawie – w terminie, przyjmowałoby się domniemanie, iż została wydana decyzja o zwrocie podatku VAT.

– Jako że organy podatkowe nie radzą sobie w wystarczającym stopniu ze ściganiem przestępców, odpowiedzialność za oszustwa spada na uczciwe podmioty. Mechanizmem wykorzystywanym do przerzucania tego ciężaru na uczciwe firmy jest solidarna odpowiedzialność za zobowiązania podatkowe. Rezultat takiej polityki jest oczywisty – kolejne branże działają w ciągłej niepewności, ponieważ potencjalnie w każdym segmencie gospodarki przestępcy mogą rozpocząć „karuzelę podatkową”, wciągając w nią – jako „bufory” – legalnie działające firmy – wyjaśniał ekspert WEI, Jakub Bińkowski. Dużym problemem jest również stosowanie przez organy skarbowe zabezpieczenia na majątku przedsiębiorcy, obejmującego z reguły blokadę środków na rachunku bankowym, co prowadzi do utraty płynności finansowej.

W ocenie ekspertów WEI, podstawowym postulatem, który doprowadziłby do ukrócenia odpowiedzialności uczciwych podatników za przestępstwa podatkowe innych podmiotów, byłoby wypracowanie przez polskiego ustawodawcę odpowiednich procedur, po których spełnieniu podatnik miałby w świetle prawa pewność, że zawiera transakcję z uczciwym kontrahentem. Odpowiedzią na drugi problem jest ustanowienie instytucji kuratora zabezpieczonego majątku. Instytucja ta miałaby funkcjonować w ten sposób, że w wydanej decyzji zabezpieczającej wskazany byłby kurator, która sprawowałby nadzór nad wydatkowaniem środków przez przedsiębiorcę umożliwiając mu dalsze funkcjonowanie.

– Należy korzystać z dostępnych wzorców zagranicznych – polski aparat skarbowy powinien być wyspecjalizowany i przyjazny podatnikowi, tak jak kanadyjski, i powinien, jak w Wielkiej Brytanii, dysponować nowoczesnymi narzędziami analitycznymi, by móc skuteczniej typować podmioty do kontroli. Minister Finansów musi zrozumieć, że tylko pozwalając przedsiębiorcom na wolność prowadzania działalności gospodarczej, wolność od obciążeń administracyjnych, zwiększy wpływy do budżetu w sposób długoterminowy.– podsumował debatę Tomasz Wróblewski, prezes WEI.

Eksperci WEI postulują również rozpoczęcie prac nad nową ustawą o podatku od towarów i usług. Aktualnie obowiązujące przepisy są w ich ocenie na tyle skomplikowane, że stały się – z punktu widzenia podstawowego ich adresata, czyli przeciętnego podatnika – niemal niemożliwe do zrozumienia i prawidłowego zastosowania.

NIK o monitoringu w szkołach

Funkcjonowanie monitoringu wizyjnego pozytywnie wpływało na poziom i poczucie bezpieczeństwa uczniów i pracowników skontrolowanych szkół. Niestety większość placówek nie zapewniła obserwacji obrazu z kamer w czasie, gdy ryzyko wystąpienia zdarzeń było największe, czyli podczas przerw lekcyjnych. Nie było także sprawnego systemu powiadamiania o zaobserwowanych incydentach. NIK zwraca również uwagę, że dotychczas żadne przepisy nie regulują prowadzenia systemu monitoringu przez szkoły. Brak takich zasad, wobec społecznego przyzwolenia na jego stosowanie, skutkował dowolnością rozwiązań organizacyjnych, przede wszystkim w sprawie rozmieszczenia kamer czy czasu przechowywania nagrań.

Od kilkunastu lat do polskich szkół wprowadzany jest szkolny system monitoringu wizyjnego – jako element systemu bezpieczeństwa. Jednakże do tej pory żadne przepisy nie regulują prowadzenia systemu monitoringu przez szkoły. NIK skontrolowała 28 szkół publicznych i 14 samorządów. W trakcie kontroli zebrano opinie i informacje o funkcjonowaniu szkolnych systemów monitoringu od 7 tys. szkół podstawowych i gimnazjów. Ponadto wyniki kontroli uzupełniono badaniami ankietowymi wśród 1,8 tys. uczniów szkoły podstawowej i gimnazjum oraz 1 tys. nauczycieli kontrolowanych szkół.

Najważniejsze ustalenia kontroli

W ocenie NIK funkcjonowanie monitoringu wizyjnego w skontrolowanych szkołach pozytywnie wpływało na poziom i poczucie bezpieczeństwa uczniów, pracowników szkoły, a także komfort pracy nauczycieli oraz wspomagało pozostałe elementy systemu bezpieczeństwa w szkołach.

W latach 2010-2015 na terenie 28 skontrolowanych szkół doszło do ok. tysiąca zdarzeń (ok. 60 proc. z nich dotyczyły niszczenia mienia i przemocy fizycznej wśród uczniów), do wyjaśnienia których szkoły wykorzystały system monitoringu.

NIK o monitoringu w szkołach

Wykorzystanie monitoringu wpłynęło na ograniczenie występowania niepożądanych zdarzeń, szczególnie tych związanych z mieniem. Wpływ monitoringu na bezpieczeństwo pozytywnie ocenili zarówno dyrektorzy kontrolowanych szkół, jak i nauczyciele oraz uczniowie. Również dane pozyskane z 5 tys. szkół potwierdziły, że kamery w szkołach pozwoliły na wykrycie sprawców lub uczestników niepożądanych zdarzeń (głównie bójek, dewastacji mienia, kradzieży).

NIK zwraca uwagę, że w świetle coraz powszechniejszego wykorzystywania monitoringu wizyjnego, coraz wyraźniejszy staje się brak ustawowej regulacji stosowania tego narzędzia, które stanowi ingerencję w sferę życia prywatnego.

Brak zasad określających prowadzenie monitoringu, wobec społecznego przyzwolenia na jego stosowanie, przejawiał się dowolnością przyjmowanych rozwiązań w zakresie jego organizacji, rozmieszczenia kamer, czasu przechowywania nagrań, jak również niewypełnianiem obowiązków dotyczących zbioru danych osobowych z monitoringu wizyjnego, określonych w ustawie o ochronie danych osobowych.

Większość skontrolowanych szkół nie zapewniła obserwacji obrazu z kamer w czasie, gdy ryzyko wystąpienia zdarzeń było największe, tj. podczas przerw lekcyjnych. Nie zapewniono także sprawnego systemu powiadamiania o zaobserwowanych zdarzeniach osób mogących podjąć natychmiastową interwencję, co uniemożliwiało wykorzystanie funkcji interwencyjnej systemu monitoringu.

NIK zwraca uwagę, że w szkołach wykorzystywano głównie funkcję prewencyjną i trudną do zastąpienia innymi metodami funkcję dowodową systemu. Jednak w kilku przypadkach, stwierdzono, że również ta funkcja była ograniczona ze względu na niskie parametry techniczne niektórych kamer, z których obraz nie pozwalał na ustalenie przebiegu zdarzeń i identyfikację sprawców. Wpływ na ograniczenie funkcji dowodowej miał także krótki okres przechowywania obrazu z kamer. W czterech przypadkach utrwalony za pomocą systemu monitoringu obraz przechowywany był do siedmiu dni, a następnie samoczynnie niszczony.

Rozmieszczanie kamer w skontrolowanych szkołach pozwalało na realizację postawionych celów. Tylko w jednym przypadku stwierdzono naruszenie intymności poprzez lokalizację kamery (lokalizacja kamery w męskiej toalecie).

Kontrolerzy NIK stwierdzili, że dyrektorzy szkół nie realizowali obowiązku zgłoszenia Generalnemu Inspektorowi Ochrony Danych Osobowych zbioru danych osobowych z monitoringu wizyjnego, w celu rejestracji. Spośród 18 szkół, które miały taki obowiązek, jedynie dwie dokonały zgłoszenia zbioru przed rozpoczęciem kontroli NIK. Jako przyczynę niewykonania obowiązku zgłoszenia do rejestracji, dyrektorzy wskazywali brak jasnych przepisów nakazujących traktować zbiór z monitoringu wizyjnego, jako zbiór danych osobowych, do którego stosuje się przepisy ustawy o ochronie danych osobowych.

Wypełnienie obowiązków wynikających z ustawy o ochronie danych osobowych dotyczących zbioru danych osobowych, dla dyrektorów kontrolowanych szkół nie stanowiło jednak problemu. Jeszcze w trakcie kontroli NIK takiego zgłoszenia dokonało 13 szkół, a cztery szkoły założyły ewidencję osób upoważnionych do przetwarzania danych osobowych w zbiorze monitoringu wizyjnego.

Mając na uwadze powszechność występowania nieprawidłowości dotyczących zbioru z monitoringu jako zbioru danych osobowych oraz grożących z tego tytułu sankcji określonych w ustawie, Prezes NIK w liście skierowanym do organów prowadzących szkoły, zwrócił się o weryfikację wypełnienia przez dyrektorów szkół obowiązków nałożonych przez ustawę o ochronie danych osobowych. W szczególności dotyczących zgłoszenia do rejestracji GIODO zbioru danych osobowych z monitoringu oraz zastosowania środków technicznych i organizacyjnych zapewniających ochronę przetwarzanych danych (zgodnie z art. 36 i 40 ustawy o ochronie danych osobowych).

Z ustaleń kontroli wynika, że organy prowadzące szkoły (jednostki samorządu terytorialnego), pomimo ciążącej na nich bezpośredniej odpowiedzialności za bezpieczeństwo w szkołach, cały ciężar z tym związany powierzyły dyrektorom tych placówek. Organy prowadzące szkoły nie podejmowały żadnych działań, służących pozyskaniu bieżących informacji o stanie bezpieczeństwa w prowadzonych szkołach, jak również o stosowanych w szkołach elementach systemu bezpieczeństwa. Nie zapewniały należytego nadzoru nad wykorzystaniem monitoringu wizyjnego w szkołach. Nie weryfikowały one wydajności systemów monitoringu, w tym zapewnienia wykorzystania dostępnych funkcji systemów, a także prawidłowości gromadzenia i zabezpieczenia nagrań. Wystąpił nawet przypadek, że organ prowadzący nie posiadał wiedzy o funkcjonowaniu w prowadzonej szkole systemu monitoringu wizyjnego.

Wnioski i uwagi NIK

Najwyższa Izba Kontroli podtrzymała, sformułowany jeszcze w 2014 r. w Informacji o wynikach kontroli Funkcjonowanie miejskiego monitoringu wizyjnego, wniosek o podjęcie przez Radę Ministrów inicjatywy legislacyjnej celem uregulowania w ustawie zasad i warunków prowadzenia obserwacji i rejestracji obrazu zdarzeń w miejscach publicznych. Zdaniem NIK regulacja ta powinna w szczególności określać:

  • okoliczności uzasadniające stosowanie monitoringu wizyjnego;
  • podmioty uprawnione do prowadzenia monitoringu wizyjnego oraz odpowiedzialne za monitoring w przypadku powierzenia jego prowadzenia lub udostępnienia do korzystania innym jednostkom;
  • obowiązki podmiotów prowadzących monitoring i za niego odpowiedzialnych w zakresie zapewnienia ochrony danych osobowych;
  • zasady informowania obywateli o instalacji monitoringu i zasadach jego funkcjonowania;
  • standardy funkcjonowania systemów monitoringu, w tym normy, uwzględniające lokalne warunki i specyfikę obserwowanych obszarów, w zakresie liczby obrazów obserwowanych jednocześnie przez jednego pracownika (operatora), umożliwiające efektywną realizację zadań;
  • zasady umożliwiające weryfikowanie skuteczności działania monitoringu, konsekwencje stwierdzenia nieskuteczności działania systemu monitoringu;
  • zasady i warunki upubliczniania obrazów z kamer monitoringu w środkach masowego przekazu;
  • zasady korzystania z miejskiego systemu monitoringu wizyjnego przez formacje odpowiedzialne za utrzymanie porządku publicznego i bezpieczeństwo obywateli, jak również zasady współpracy tych formacji w zakresie zapewnienia skuteczności funkcjonowania systemu;
  • podmioty obowiązane do sprawowania nadzoru nad jednostkami prowadzącymi miejski system monitoringu i podmiotami korzystającymi z miejskiego systemu monitoringu.

Ponadto, na podstawie ustaleń niniejszej kontroli, sformułowano kolejne wnioski:

  • do Ministra Edukacji Narodowej o wypracowanie standardów i dobrych praktyk funkcjonowania szkolnych systemów monitoringu wspomagających szkoły i organy prowadzące w projektowaniu i optymalnym wykorzystywaniu dozoru wizyjnego, jako elementu systemu bezpieczeństwa szkoły;
  • do dyrektorów szkół m.in. o:
    • weryfikację rozmieszczenia kamer pod kątem poszanowania prywatności i intymności uczniów, nauczycieli i pozostałych pracowników szkoły;
    • zapewnienie udziału uczniów, nauczycieli i rodziców w rozmieszczaniu kamer monitoringu wizyjnego w szkole oraz informowanie o jego skuteczności;
    • dokonywanie okresowych ocen skuteczności monitoringu wizyjnego w zakresie realizacji funkcji interwencyjnej, dowodowej i funkcji prewencyjnej;
    • wprowadzenie jasnych zasad przechowywania nagrań oraz procedury ich udostępniania;
  • do organów prowadzących szkoły o:
    • monitorowanie, w ramach nadzoru, stanu bezpieczeństwa w poszczególnych szkołach;
    • przeprowadzanie okresowych ewaluacji wypełniania przez szkolne systemy monitoringu funkcji interwencyjnej, dowodowej i funkcji prewencyjnej;
    • przeprowadzanie okresowych kontroli prawidłowości funkcjonowania systemu monitoringu oraz wywiązywania się szkół z przepisów ustawy o ochronie danych osobowych;
    • rozważenie usystematyzowania i ujednolicenia sposobu działania monitoringu wizyjnego w prowadzonych szkołach, zmierzające do wypracowania standardów obsługi i korzystania z monitoringu, a także zasad dostępu do rejestratorów oraz konserwacji urządzeń.

Fakty, przecieki, spekulacje

Przepakowany w wydarzenia tydzień startuje na spokojnie przy niemal pustym kalendarzu. W oczekiwaniu na decyzję FOMC USD cofa się pod presją realizacji zysków. EUR znajduje wsparcie w przeciekach z ECB i ciszy po stronie ryzyka politycznego. Za to brytyjska prasa przypomina funtowi o Brexicie.

Raport z rynku pracy USA musiałby być tragiczny, żeby odwieźć Fed od podwyżki stóp procentowych w tym tygodniu. Ale taki nie był, wręcz przeciwnie, solidny wzrost zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 235 tys. w lutym po 238 tys. w styczniu pokazuje, że rynek pracy ma się dobrze. Stopa bezrobocia spadła do 4,7 proc., a dynamika płac przyspieszyła do 2,8 proc. r/r, choć z pomocą pozytywnych rewizji z poprzednich miesięcy (miesięczny wzrost był o 0,1 pkt proc. poniżej oczekiwań). Rynek otrzymał to, co chciał, gdyż wycena marcowej podwyżki sięgnęła 100 proc. już kilka dni wcześniej. I stąd wzięła się słabość USD na zamknięciu ubiegłego tygodnia – nie otrzymaliśmy nic dodatkowego, co by wyraźnie przechylało szalę na rzecz agresywniejszej polityki Fed w kolejnych miesiącach. Ani dane z rynku pracy, ani inflacja, ani też doniesienia ze strony polityki fiskalnej nie stwarzają wrażenia, że Fed jest spóźniony z normalizacją i za dwa dni musi dać sygnał, że w tym roku dojdzie do więcej niż trzech podwyżek. Ryzyka wokół komunikatu po posiedzeniu FOMC przeważają po jastrzębiej stronie, ale póki rynek nie zderzy się z faktami, raczej nie zobaczymy kontynuacji rajdu USD.

EUR/USD wzrósł do 1,07 na początku nowego tygodnia, częściowo przez realizację zysków po NFP, ale też w oparciu o piątkowe nieoficjalne informacje, że ECB dyskutował o możliwości podwyżki stóp procentowych przed zakończeniem QE. Zastopowania programu skupu aktywów oczekuje się do końca pierwszego półrocza 2018 r., więc według tych doniesień ruch na stopach byłby blisko. Jednak w pierwszych nagłówkach w serwisach informacyjnych było więcej efekty „WOW” niż w faktycznej treści. ECB ani nie dyskutował o konkretnych scenariuszach, ani nie rozmawiał o harmonogramie. To sugeruje, że podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia mogło pojawić się coś w stylu „Proszę Państwa, czy w ogóle powinniśmy rozważać podwyżki stóp przed końcem QE?”, co z resztą mogło być zostać też szybko odrzucone. Dlatego też nie warto przywiązywać większej uwagi do tej informacji.

Mimo to sam ECB w ostatni czwartek pokazał, że powoli, gdy nikt nie patrzy, wycofuje się z ultra-łagodnego nastawienia i kres ekspansji monetarnej jest bliski. Będzie to istotna siła, która wesprze euro w dalszej części roku, ale na razie ciężarem pozostaje ryzyko polityczne, o ile oczywiście wyjawi się w ostrej formie. Na sześć tygodni przed wyborami we Frakcji rośnie jednak poparcie dla Macrona, a razem z tym szanse na pokonanie Le Pen. W ostatnim sondażu Macron dogonił Le Pen w pierwszej turze (26 proc.), ale w drugiej ma już 61 proc. głosów za sobą. W tym tygodniu głównym czynnikiem ryzyka są wybory w Holandii (środa), ale jeśli poparcie dla euro-sceptycznej PVV będzie zgodne z sondażami (ok. 20 proc.), szanse na przejęcie rządów będą zerowe (żadna inna partia nie chce być w koalicji z PVV).
Weekend przyniósł poruszenie w temacie Brexitu wraz z informacjami prasowymi, że premier Theresa May może uruchomić Artykuł 50 już jutro. Aby tak się stało, ustawa w tej sprawie musiałaby dziś gładko przejść przez obie izby parlamentu, a jutro być podpisana przez królową. Spekulacje ciążą na sentymencie wokół funta, a to tylko otwiera ciekawy tydzień z danymi z rynku pracy (środa) i decyzją (Banku Anglii). Sporo, by zmienność na GBP skoczyła.

Kalendarz na poniedziałek jest prawie psuty. Po południu Mario Draghi otwiera połączoną konferencję ECB i MIT. Bloomberg nie podaje konkretnej godziny, ale nie jest to miejsce na rozważania o polityce monetarnej, a na kilka dni po posiedzeniu ECB szanse na nowe wzmianki są nikłe.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Komentarz walutowy: dolar, euro, funt – 13.03.2017

USDPLN

ergokantor-pl_usdplnDolar w dalszym ciągu porusza się w konsolidacji pomiędzy 4,04 a 4,10. W piątek złotówka umocniła się, ponieważ dolar na szerokim rynku stracił na wartości. Istotny wpływ na kurs dolara, w nadchodzącym tygodniu, będzie miała decyzja o podniesieniu stóp procentowych w USA. Scenariuszem bazowym jest pozostanie w konsolidacji aż do środy wieczorem, a następnie po decyzji FED-u umocnienie się dolara do poziomu 4,15. Zalecamy jednakże dużą ostrożność w handlu dolarem w najbliższym tygodniu.

EURPLN

ergokantor-pl_eurplnEuro porusza się w konsolidacji pomiędzy 4,28 a 4,3350. Obecnie po raz trzeci w tym roku testujemy poziom górnego ograniczenia kanału. Poprzednio w tym miejscu aktywowała się podaż. W przypadku wybicia górą droga ku 4,3770 będzie otwarta. W przypadku aktywacji podaży kurs powróci do konsolidacji. Dla dalszych losów kursu EUR znaczenie będzie miała sytuacja na eurodolarze, gdzie zauważamy odreagowanie i ruch w górę. W takim przypadku całkiem możliwe jest dalsze umocnienie się EUR.

GBPPLN

ergokantor-pl_gbpplnFunt w ostatnich dniach znacząco się osłabił i już niespełna brakuje 2 groszy do zaksięgowanie formacji 1 do 1, o czym pisaliśmy od pewnego czasu. Poziom 4,92 to pierwsze istotne wsparcie i po jego wyłamaniu może dojść do głębszych spadków. W przypadku wzrostów oporem są lokalne szczyty na poziomie 4,98. Naszym zdaniem scenariuszem bazowym jest dotarcie do poziomu 4,92 i w przypadku aktywacji popytu szybki ruch na północ.

13.03.2017, godz. 7:00

źródło zdjęć: opracowanie własne ergokantor.pl

Powyższy komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z 19 października 2005 roku. Komentarz został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Polskie firmy nie boją się nowych technologii

„Początkujący”, „świadomi” i „fachowcy” – tak można podzielić polskich przedsiębiorców z sektora MMŚP ze względu na ich stopień korzystania z nowych technologii. Podczas gdy ci pierwsi poprzestają na założeniu firmowej strony internetowej, dwie kolejne grupy inwestują w sprzęt komputerowy oraz udzielają się w mediach społecznościowych. I są zdecydowanie liczniejsze.

W jaki sposób polskie –mikro, –małe i średnie firmy wykorzystują nowe technologie w prowadzeniu swojego biznesu? Oto m.in. pytanie, na które próbowała odpowiedzieć firma home.pl, przeprowadzając w lutym 2017 roku badania „Polski przedsiębiorca. Portret własny” z okazji 20. urodzin.

– Analizując przesłane nam odpowiedzi, uznaliśmy, że polskich przedsiębiorców (w badaniu udział wzięło tysiąc osób) można podzielić na trzy grupy – mówi Marta Puczyńska, dyrektor działu sprzedaży i marketingu w home.pl. – Pierwsza z nich to „początkujący”, druga – „świadomi”, trzecia – „fachowcy”.

Kim są zatem „przedsiębiorcy początkujący”? To właściciele firm, którzy uważają, że prowadzony przez nich biznes nie wymaga tego, żeby w jakikolwiek sposób korzystać z nowych technologii. Dlatego też nie widzą sensu, żeby w nie w ogóle inwestować. Chyba, że chodzi o prowadzenie własnej strony internetowej. To rzecz absolutnie podstawowa, nawet dla tych „początkujących”. Zdarza się też, że posiadają kilka adresów internetowych związanych z branżą, w której działają, ale ich nie wykorzystują. Rocznie wydają na to do 1 tys. zł.  Stanowią oni ok. 20 proc. ankietowanych.

Druga grupa, zdecydowanie najliczniejsza (67 proc.), to „przedsiębiorcy świadomi”. Komunikują się ze swoimi klientami za pomocą firmowej poczty, inwestują w swój sprzęt komputerowy i nowoczesne oprogramowanie, zazwyczaj wystawiają e-faktury, posiadają konto przedsiębiorstwa w mediach społecznościowych, często korzystają ze specjalistycznego oprogramowania (graficznego, zabezpieczającego dane, analitycznego). Zdarza się, że posiadają firmowe sklepy internetowe. Rocznie na nowe technologie wydają od 1 do 10 tys. zł.

Ostatnia grupa, wyodrębniona dzięki badaniu „Polski przedsiębiorca. Portret własny”, to „fachowcy”. Oprócz działań wymienionych przez „świadomych”, zdecydowali się na zatrudnienie zespołu informatyków, np. programistów PHP lub user expierience. Są oni m.in. odpowiedzialni za rozwój aplikacji i serwisów internetowych, projektów e-commerce, programowanie logiki biznesowej serwisów. Ponadto swoje dane firmowe lokują w chmurze technologicznej. Na nowe technologie wydają rocznie co najmniej 10 tys. zł. „Fachowcy” stanowią 13 proc. badanych przedsiębiorców.

– Przed „początkującymi” stoi teraz duże wyzwanie – uważa Marta Puczyńska. – Muszą się przekonać do nowych technologii, ponieważ to właśnie za ich pomocą mogą rozwinąć swój biznes. Z kolei „świadomi” muszą być czujni i na bieżąco śledzić technologiczne trendy. Bo te zmieniają się nad wyraz szybko. Jeśli „świadomi” nie będą mieli ręki na pulsie, mogą pozostać w tyle za konkurencją. A co można powiedzieć o „fachowcach”? Już teraz potrafią skutecznie konkurować z dużymi międzynarodowymi graczami. m.in. dzięki inwestycjom w nowe technologie.

Analiza pozycji dużych graczy 13.03.2017

Jak co tydzień, w piątek wieczorem komisja CFTC opublikowała najnowszy raport Commitment of Traders. Raporty CFTC dają nam wiedzę na temat otwartych pozycji na giełdzie Chicago Mercantile Exchange oraz New York Board of Trade. W raporcie zawarte jest ponad 70% wszystkich otwartych pozycji na rynku kontraktów futures. Dzięki danym zawartym w raporcie możemy przewidywać główne trendy na rynkach finansowych, niemniej jednak warto podkreślić, że są publikowane z trzydniowym opóźnieniem. W przypadku analizy średnio i długoterminowych trendów takie opóźnienie jest do zaakceptowania.

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku walutowym

Źródło: Opracowanie własne

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Tabela przedstawiające aktualne pozycję na kontraktach terminowych zarządzających oraz funduszy lewarowanych na rynku surowców

Źródło: Opracowanie własne

Analiza pozycji dużych graczy 13.03.2017 1 – na rynku znajduje się coraz więcej pozycji długich lub krótkich. Zielona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji długich

Analiza pozycji dużych graczy 13.03.2017 2 -pozycje długie lub krótkie są zamykane. Czerwona strzałka przy pozycjach netto świadczy, że w coraz większym stopniu na rynku panuje przewaga pozycji krótkich

MACD – podawane jest dla USD, jako waluty kwotowanej np. JPY/USD, CAD/USD, EUR/USD

Najciekawsze instrumenty z punktu widzenia raportu COT

Z punktu widzenia raportów COT najciekawiej przedstawia się jen japoński, dolar kanadyjski oraz metale szlachetne.

Dolar kanadyjski

Z piątkowego raportu Commitment of Traders, wynika iż fundusze lewarowane domykają swoje długie pozycje na dolarze kanadyjskim. Oczywiście powód jest jeden, wyprzedaż na ropie naftowej, a także poniekąd umacnianie się dolara amerykańskiego.

Pozycje funduszy lewarowanych na rynku kontraktów terminowych, zielona linia – pozycje netto ; słupki niebieskie – pozycje długie ; słupki żółte – pozycje krótkie

CADUSD CME GROUP

Źródło: Cmegruop

Pomimo niedźwiedziego nastawienia do dolara kanadyjskiego musimy wiedzieć, iż kurs pary walutowej USD/CAD znalazł się na poważnym oporze. Czy zostanie pokonany? Prawdopodobieństwo przeważa na korzyść dolara amerykańskiego, ale powinniśmy poczekać na wybicie ostatnich szczytów w okolicy poziomu 1.359. Dla osób, które mają mniejszą awersje do ryzyka i nie zamierzają czekać na wybicie poprzedniego szczytu ciekawym poziomem jest strefa 1.338.

USD/CAD, interwał dzienny

USD/CAD D1

Źródło: Admiral Markets

Jen Japoński

Fundusze lewarowane powoli zaczęły powracać na rynek kontraktów terminowych. Z ostatniego raportu COT wynika, że zostało otworzone 3 439 nowych pozycji krótkich na JPY, tym samym pozycje netto zaczęły spadać, jest to niedźwiedzi sygnał.

Pozycje funduszy lewarowanych na rynku kontraktów terminowych, zielona linia – pozycje netto ; słupki niebieskie – pozycje długie ; słupki żółte – pozycje krótkie

JPY/USD COT

Źródło: Cmegroup

Pomimo niedźwiedziego wydźwięku pozycji dużych graczy na JPY mamy podobną sytuację jak na dolarze kanadyjskim. Strona kupująca na parze USD/JPY dotarła do ostatnich szczytów w okolicę 115. Czy dojdzie do jej pokonania? Bardzo prawdopodobne, ale w tym tygodniu usłyszymy także ogłoszenie kosztu pieniądza przez Rezerwę Federalną, czyli wszystko jest możliwe. Gdyby strefa 115.00 nie została pokonana, to moglibyśmy spaść w okolicę poziomu 111.

Notowania USD/JPY, interwał dzienny

USD/JPY Daily

Źródło: Admiral Markets

Metale szlachetne

Ostatnim interesującym instrumentem pod spekulacje w bieżącym tygodniu mogą okazać się metale szlachetne, które w zeszłym tygodniu zostały wyprzedane na dużą skalę. Po dziewięciu tygodniach zwiększania pozycji na srebrze przypływ kapitału w stronę kruszcu został przyhamowany, a nawet zaobserwowaliśmy jego odpływ. Co prawda jeszcze nikt nie grał na shorty, ale spora liczba zarządzających realizowała zyski.

Pozycje zarządzających na rynku kontraktów terminowych, zielona linia – pozycje netto ; słupki niebieskie – pozycje długie ; słupki żółte – pozycje krótkie

Silver COT

Źródło: Cmegroupe

Notowania srebra, interwał dzienny

Silver Daily

Źródło: Admiral Markets

Po tak nagłych spadkach notowania srebra powinny odbić się od strefy wsparcia w okolicy 17 USD za uncję, co też już się dzieje. Zagrożeniem dla srebra jest Rezerwa Federalna, która przy bardziej jastrzębim nastawieniu może zepchnąć cenę srebra poniżej tej strefy.

Mateusz Groszek

Analityk Rynków Finansowych

Dolar najdroższy od 15 lat

Amerykańska waluta jest najmocniejsza od 15 lat. Nie brakuje głosów, że para EUR/USD w tym roku osiągnie parytet wymiany jeden do jednego. Oznaczałoby to, że kurs dolar/złotówka wzrośnie do 4,30-4,50 zł, czyli poziomu z 2000 r. A to wcale nie musi być górna granica. Ale to tylko jeden ze scenariuszy.

Miniony rok amerykańska waluta zakończyła najwyższymi notowaniami od 2002 r. Dolar piął się w górę na fali optymizmu wywołanego poprawiającymi się wskaźnikami ekonomicznymi w USA, a po wygranych jesienią wyborach prezydenckich przez Donalda Trumpa, kurs wystrzelił osiągając dawno nienotowane poziomy.

Tak było do początku tego roku. Kolejne tygodnie to okres strat dolara. Mimo zmiennej sytuacji należy je odczytywać raczej jako odreagowanie poprzednich wzrostów, a nie sygnał spadkowego trendu.

Wojny handlowe na horyzoncie

Głównym paliwem napędzającym amerykańską walutę są oczekiwania wzrostu stóp procentowych w USA. Jastrzębie spodziewają się czterech podwyżek. Wyższe stopy w oczywisty sposób wspierają dolara, gdyż rośnie na niego popyt w związku ze zwiększającą się atrakcyjnością amerykańskiego rynku długu. Wszelkie informacje wspierające tezę o kilku podwyżkach stóp podbijają kurs USD.

W końcówce 2016 r. takich sygnałów było sporo, głównie za sprawą ówczesnego prezydenta-elekta, który zapowiadał wprowadzenie szeregu inicjatyw wspierającego inwestycje w Stanach Zjednoczonych po objęciu urzędu. Luzowanie polityki fiskalnej (bo jedną z koronnych obietnic prezydenta jest obniżka podatków) i wydatki inwestycyjne rządu na infrastrukturę, doprowadzą do wzrostu inflacji, co wymusi na FED korektę stóp w górę.

Początek roku pokazał jednak, że plan ekonomiczny Donalda Trumpa jest niejednoznaczny. Z jednej strony jest liberałem, ale z drugiej wyraźnie akcentuje protekcjonistyczne pomysły, jak wprowadzenie podatku od towarów importowanych do USA.

Mocne wystąpienie szefowej Rezerwy Federalnej Janet Yellen przed komisją bankową Senatu Stanów Zjednoczonych w połowie lutego przyniosło umocnienie amerykańskiej walucie. Ku zaskoczeniu rynków, które oczekiwały wyważonego stanowiska, Yellen podkreśliła, że zbyt długie zwlekanie z podwyżkami stóp procentowych byłoby nierozsądne. Jeśli poziom zatrudnienia oraz inflacja będą rozwijać się zgodnie z założeniami FED, zmiany poziomu stopy funduszy federalnych będą właściwe. Rynek zareagował na te słowa umocnieniem dolara oraz przeceną amerykańskich obligacji. Teraz wszyscy czekają na decyzję jaka zapadnie na najbliższym posiedzeniu. Zdaniem analityków w związku z dobrymi wynikami gospodarki, w środę może zostać ogłoszona kolejna podwyżka stóp.

Z drugiej strony wojny handlowe, bariery celne, likwidacja czy ograniczenie wolnego przepływu towarów stanowią poważne zagrożenia dla światowego wzrostu, a co za tym idzie prosperity w USA. Postawa prezydenta Trumpa wobec umów NAFTA i TTP uderzyły więc w dolara. Zresztą gospodarz Białego Domu pozwolił sobie na stwierdzenie, że amerykańska waluta jest zbyt mocna co szkodzi amerykańskiej gospodarce.

Do tego dochodzą gorsze od zakładanych dane PKB USA w IV kwartale 2016 r. Z drugiej strony wskaźniki wyprzedzające w gospodarce amerykańskiej nadal są dobre. Rośnie presja inflacyjna co sprawia, że pozycja gołębi w FED nie jest mocna.

Kurs dolara będzie więc podlegał wahaniom w takt kolejnych danych z amerykańskiej gospodarki i kolejnych decyzji Donalda Trumpa.

Europa pomaga

Na korzyść amerykańskiej waluty działają natomiast czynniki polityczne w Europie. Wybory we Francji i Niemczech, w wyniku których do władzy mogą dojść populiści, rozpoczęcie procedury Brexit-u i związanych z tym negocjacji to tylko niektóre z wydarzeń, które mogą doprowadzić do wzmocnienia dolara w stosunku do euro.

Podczas, gdy FED zaostrza politykę monetarną, w euro strefie kontynuowana jest polityka luzowania ilościowego przez Europejski Bank Centralny. Wobec wprowadzanych podwyżek stóp w USA może to sprzyjać spadkom na parze walutowej EUR/USD. Pojawiają się głosy, że wkrótce wartość ich może zbliżyć się do stosunku 1:1, a nawet że jeden dolar kosztowałby więcej niż 1 euro. Wtedy cena dolara wyrażona w złotych wynosiłaby zapewne w granicach 4.50-4,70. To poziomy obserwowane ostatnio w 2000 r. Nie brakuje jednak bardziej skrajnych prognoz wskazujących na cenę dolara nawet na poziomie 5 zł.

Z drugiej strony warto pamiętać, że przy poprzednim cyklu podwyżek stóp procentowych dolar był najmocniejszy po ogłoszeniu pierwszej z nich. Kolejne podwyżki nie wywoływały już jego znacznej aprecjacji. Dodatkowo dolar wydaje się być przewartościowany do złotego. Można spotkać się z poglądami, że nasza waluta jest mocno niedowartościowana i w tym roku wbrew wszystkim zapowiedziom nastąpi jej umocnienie.

***
Konrad Grzelec, BGŻOptima

Housh: Największe amerykańskie inwestycje mogą powstać w Polsce

Najważniejszą kwestią dla każdego inwestora – nieważne czy miejscem inwestycji jest Polska, czy inny europejski kraj – jest stabilność systemu prawnego oraz dialog z władzami. Biznes nie lubi niespodzianek i ceni sobie spokój. Największe projekty potrzebują długoterminowych perspektyw, a Polska jest w stanie zaoferować to amerykańskim inwestorom. Firmy takie jak General Electrics oraz General Motors inwestują ogromne środki w fabryki, centrum badań i rozwoju czy nowe materiały.

– Jest to pozytywny sygnał dla innych amerykańskich inwestorów – powiedział agencji eNewsroom.pl Tony Housh, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce – W ostatnich 20 latach amerykańskie firmy udowodniły, że Polska jest dobrym miejscem dla amerykańskiego kapitału. Inwestorzy amerykańscy polecają inwestycje na polskim rynku. Badania Amerykańskiej Izby Handlowej pokazują, że ponad 90% naszych członków jest chętna do kolejnych inwestycji w Polsce oraz poleca swoim partnerom czy dostawcom tutejszy rynek. Dla długoterminowych projektów ważna jest możliwość współpracy miast – np. Warszawy i Łodzi. Amerykanie często lokują w Polsce swoje największe i najnowocześniejsze inwestycje na świecie – ocenił Housh.

Jerzy Buzek: Proces zamykania polskich kopalń jest nieunikniony

Wspólna polityka UE jest jednoznaczna wobec górnictwa węgla kamiennego. Będziemy zamykać kopalnie, ale proces ten musi być dobrze przygotowany, a potrafiliśmy to już raz przeprowadzić. Wówczas rząd zamknął 22 kopalnie.

– Przed 18 laty, gdy w Polsce było ok. 60 kopalń, rząd AWS-UW doprowadził do zamknięcia 22 – mówi w rozmowie z MarketNews24 były premier, poseł w Parlamencie Europejskim, prof. Jerzy Buzek. – Ten proces restrukturyzacji był bardzo dobrze przygotowany, odbywał się w porozumieniu ze związkami zawodowymi i bez strajków.

– To było nieporównanie większe zadanie, niż to, przed którym stoi obecny rząd.

Tadeusz Kościński o informatyzacji administracji publicznej

Pod przywództwem Ministerstwa Cyfryzacji powstał program „Od papierowej do cyfrowej Polski”, który zakłada przejście z modelu analowego na cyfrowy. Program Paperless&Cashless pozwoli za pośrednictwem internetu załatwić nasze sprawy np. w urzędzie. Dodatkowo wspierany będzie obrót bezgotówkowy, dzięki czemu za 3 lata zmiany będą bardzo widoczne. Tym samym można będzie wykonywać różne czynności będąc w domu lub poza nim – np. nad polskim morzem lub na drugiej stronie kuli ziemskiej. Podstawą będzie właściwa regulacja działań w sieci.

– Przy tym modelu gospodarka będzie kompletnie inaczej działała – powiedział agencji eNewsroom.pl Tadeusz Kościński, Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Rozwoju – Działania tego typu w Internecie są częścią Industry 4.0 – czwartej rewolucji przemysłowej. W ten sposób nasza cała gospodarka się rozwija. Zależy nam, by wszelkie regulacje w tym obszarze były dostosowane do potrzeb i oczekiwań konsumentów – powiedział Kościński

Hejt staje się dużym zagrożeniem dla firm. Nieprawdziwe opinie mogą zniszczyć nawet najlepszą reputację

Hejt staje się dużym zagrożeniem dla firm. Nieprawdziwe opinie mogą zniszczyć nawet najlepszą reputację 3

Internetowy hejt jest dla firm coraz poważniejszym problemem. Mowa nie tylko o negatywnych fałszywych informacjach, które pojawiają się w sieci, lecz także o szkalujących firmę wpisach byłych pracowników. Hejt może zniszczyć lub nadszarpnąć reputację firm, zniechęcić klientów, a w konsekwencji obniżyć poziom przychodów, a nawet doprowadzić do bankructwa. W Wielkiej Brytanii koszty z powodu hejtu w przypadku średniej wielkości firmy wynoszą od 50 do 200 tys. funtów.

– Hejt komercyjny to ważny problem dla firm, ponieważ bezpośrednio uderza w ich wizerunek – przekonuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Michał Fedorowicz z firmy Apostołowie Opinii. – Dany podmiot może mieć dobrą reputację, wizerunek rzetelnego dostawcy produktów czy usług. Kiedy ktoś napisze w sieci, że na przykład nie płaci pracownikom albo oszukuje w produkcji, wówczas cały wizerunek i reputacja, na którą pracowano 20–30 lat, może lec w gruzach.

Firmy o dobrej reputacji mają więcej klientów. Powszechną praktyką jest dziś sprawdzanie opinii o firmie w internecie przed zakupem produktu czy usługi. Konsumenci często wspierają się ocenami swoich znajomych, ale korzystają także z otwartych forów. Z drugiej strony firmy z dobrym wizerunkiem są też bardziej atrakcyjne dla potencjalnych pracowników. Mają więc dostęp do najlepszych kandydatów do pracy.

– Firmy dzisiaj się zbroją, żeby przeciwdziałać niesprawiedliwym i często kłamliwym hejtom – mówi Fedorowicz.

Takie publikacje mogą się bowiem okazać dla firmy bardzo kosztowne.

– Wyobraźmy sobie sytuację, w której klienci zaczynają opisywać biuro podróży, jako podmiot, którego standardy nie odpowiadają oczekiwaniom – precyzuje Michał Fedorowicz. – Mimo że wiele z tych informacji może być fałszywych, kolejni klienci się zniechęcają, przez co biuro może zbankrutować.

Ekspert radzi, by regularnie monitorować sieć pod kątem publikacji na temat marki. Można robić to samodzielnie lub zlecić wyspecjalizowanym podmiotom. Firmy nie powinny też ignorować pojawiających się w sieci nieprawdziwych lub szkalujących ją informację. Radzi też, by nie wdawać się w bezsensowne dyskusje – prostowanie informacji jest jak najbardziej wskazane, pod warunkiem że argumenty będą rzeczowe. Z kolei w przypadku publikacji oszczerstw warto zażądać usunięcia publikacji.

Zdaniem Michała Fedorowicza można wyodrębnić trzy podstawowe działania z zakresu internetowego hejtu. Pierwszym są tzw. nieprawdziwe informacje na temat firmy, które mogą dotyczyć zarówno sytuacji wewnętrznej, jak i produktów. Kolejnym jest hejt ze strony obecnych lub byłych zatrudnionych, np. dotyczący nadużyć w firmie. Trzecim są tzw. szybkie reklamacje, czyli pojawiające się w sieci informacje opisujące wadliwe produkty lub źle świadczone usługi.

– Badania brytyjskie mówią, że przeciętny koszt związany z sytuacją kryzysową w średniej lub małej firmie to między 50 000 a 200 000 funtów – informuje Michał Fedorowicz. – Duże przedsiębiorstwa ponoszą straty w wysokości od miliona do dwóch milionów, w zależności od tego, jak długo trwa kryzys. Skala jest ogromna. Przykładowo w ciągu następnych 12 miesięcy 50 proc. hotelarzy w Wielkiej Brytanii spodziewa się, że spotka się z sieciowym hejtem. 

Sektor usług outsourcingowych w IT dynamicznie rośnie. Coraz większe jest zapotrzebowanie na inżynierów informatyków

Sektor usług outsourcingowych w IT dynamicznie rośnie. Coraz większe jest zapotrzebowanie na inżynierów informatyków 4

Polski rynek IT może w tym roku osiągnąć wartość blisko 36 mld zł. Dynamicznie będą rosnąć przede wszystkim usługi outsourcingowe, których udział w rynku usług IT do 2018 roku wzrośnie do ok. 22 proc. Segment ten mógłby się rozwijać jeszcze szybciej, gdyby nie niedobory na rynku pracy. Obecnie zatrudniamy 2,7 tys. osób, a zapotrzebowanie mamy na 4–5 tys. – mówi prezes informatycznej firmy Sii.

Najszybciej rozwijającymi się rynkami pracy w IT w zeszłym roku okazały się regiony warszawski, gdański, wrocławski oraz krakowski. Duży potencjał drzemie też w mniejszych miastach atrakcyjnych ze względu na możliwość pozyskania nowych kontraktów czy wyspecjalizowaną kadrę.

 Otwieramy biura w lokalizacjach atrakcyjnych albo z punktu widzenia zdobywania nowych kontraktów i klientów, albo z punktu widzenia zasobów kadrowych. W Rzeszowie mamy dwóch klientów lokalnych, więc jest możliwość, że będziemy tam rozwijać działalność. Z kolei na miejsce otwarcia kolejnego Delivery Center rozważamy Białystok czy Bydgoszcz. To musi być miejsce, gdzie dostępna jest duża kadra inżynierów, bo to jest nasze największe wyzwanie w Polsce – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Gregoire Nitot, prezes zarządu firmy Sii Polska, dostawcy usług IT i inżynierii przemysłowej.

W tym roku Sii będzie rekrutować przede wszystkim programistów Java, .NET, Front-end, SharePoint, Oracle, testerów manualnych i automatycznych czy analityków. Tych jednak w Polsce brakuje. Choć co roku studia kończy ok. 30 tys. informatyków, dla rynku pracy to wciąż za mało. Łącznie w Polsce brakuje ok. 50 tys. informatyków i programistów.

– Zatrudniamy 100 inżynierów miesięcznie, czyli 1,2 tys. rocznie. Obecnie pracuje u nas 2,7 tys. osób, a w ciągu roku planujemy zwiększyć zatrudnienie do 3,3 tys. Zapotrzebowanie mamy na 4–5 tys. stanowisk, ale problemem jest znalezienie wykwalifikowanych specjalistów. Polska produkuje za mało inżynierów informatyków, a w dodatku jest potężna konkurencja – ocenia Nitot.

Polscy programiści ze względu na wysokie kwalifikacje są poszukiwaniu zarówno w kraju, jak i za granicą.

Raport PMR wskazuje, że polski rynek IT w ubiegłym roku wzrósł o nieco ponad 4 proc., a jego wartość wyniosła 34 mld zł. W 2017 roku wzrost przyspieszy do 5 proc., co w efekcie zwiększy wartość rynku do blisko 36 mld zł. Jednym z wyższych wskaźników wzrostu mają się charakteryzować usługi outsourcingowe, których udział w rynku w 2018 roku wyniesie ok. 22 proc. Coraz więcej firm przenosi do Polski swoje centra informatyczne, jednocześnie świadcząc usługi na rynek międzynarodowy. Jak podkreśla prezes Sii Polska, to właśnie dla takich firm pracuje się łatwiej.

 Polski rynek jest dużo gorszy – mniejsza skala, dużo niższe stawki, twarde kontrakty, dużo kar. Działamy na tym rynku, bo od niego zaczynaliśmy, ale przy projektach zdobywanych z zagranicy wydaje się on mało atrakcyjny. Klient za granicą to zwykle klient długoterminowy, który akceptuje wyższe stawki, bo rozumie, że musimy generować zysk. Obserwując naszych konkurentów, z których większość obsługuje polski rynek, widzimy ich problemy finansowe. Mimo to nie zamierzamy odpuścić konkurencji – przekonuje Gregoire Nitot.

Sii Polska zapowiada też ekspansję na zagraniczne rynki. Już teraz projekty realizuje w Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Brazylii, całej Europie, Japonii i w Chinach. Teraz szuka firm do współpracy.

– Wysłaliśmy menadżera do Dubaju na pół roku, aby zbadał rynek w Emiratach, gdzie potencjalnie są duże firmy. To jest nowa szansa. Ale mocno atakujemy takie rynki jak Skandynawia, Niemcy, Austria. To bliskie kraje i łatwo dostępne. Cały czas działają tam nasi menadżerowie, sprzedawcy, konsultanci, którzy walczą o zlecenia i nowe projekty – podkreśla Gregoire Nitot.

Ceny gruntów deweloperskich wzrosną. To może zachęcić firmy do przejęć mniejszych graczy

Ceny gruntów deweloperskich wzrosną. To może zachęcić firmy do przejęć mniejszych graczy 5

Ostatnie dwa lata to powrót do boomu na rynku mieszkaniowym. Eksperci uważają jednak, że rozgrzanemu rynkowi grozi wzrost cen ziemi oraz droższe kredyty z powodu rosnącej inflacji i możliwej podwyżki stóp procentowych. W efekcie duże podmioty mogą powiększać swój bank ziemi nie tylko przez zakupy gruntów, lecz także poprzez przejęcia licznych mniejszych deweloperów.

– Coraz bardziej zauważalną tendencją na rynku deweloperskim jest wzrost cen gruntów. Deweloperzy płacą coraz więcej i mamy obawy, że to agresywne podejście do nabywania kolejnych gruntów może prowadzić do spadku marżowości – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jan Gaj, manager w Departamencie Fuzji i Przejęć Navigator Capital Group – W 2018 roku obawiałbym się także wzrostu stóp procentowych. Inflacja nam przyspiesza – pierwszy tegoroczny odczyt to niemal 2 proc. Wydaje się, że RPP będzie skłonna do podwyżki stóp procentowych, kiedy przez kilka miesięcy stopy będą poruszać się w górnym odchyleniu od celu inflacyjnego.

W styczniu inflacja podskoczyła do 1,8 proc. w ujęciu rocznym po 0,8 proc. w grudniu. Według Ministerstwa Rozwoju w lutym wskaźnik osiągnie 2 proc. rdr i od celu inflacyjnego dzielić ją będzie już tylko 0,5 pkt proc. Ewentualna podwyżka stóp procentowych podniesie ceny kredytów i utrudni inwestycje. Jeśli równocześnie nastąpi wzrost cen działek, więc dostęp do nich zostanie podwójnie utrudniony.

– Ta sytuacja, która jest obecnie na rynku gruntów, może skłonić deweloperów do alternatywnych sposobów pozyskiwania atrakcyjnego banku ziemi –przewiduje Jan Gaj. – Takim sposobem mogą być potencjalnie akwizycje, czyli przejęcie innego dewelopera dysponującego atrakcyjnym bankiem ziemi z dobrym standingiem finansowym. Takie akwizycje mogą dać deweloperom mieszkaniowym szansę wejścia na nowy rynek, zwiększenia skali, a także pozyskanie silnej lokalnie marki.

Z zestawienia Otodom.pl i Bankiera wynika, że w przypadku dużych działek powyżej 10 tys. mkw. średnie ceny w większości województw są niższe niż rok temu (dane za styczeń 2017). W siedmiu województwach odnotowano jednak wzrost, w dwóch przypadkach bardzo wyraźny. Na Górnym Śląsku 1 mkw. ziemi w dużej działce podrożał do 87 zł z 70 zł przed rokiem, natomiast w Świętokrzyskiem podrożał o niemal dwie trzecie – z 41 zł do 68 zł.

– Deweloperzy będą bardzo starannie podchodzili do akwizycji na rynku deweloperskim, oceniali efektywność struktury organizacyjnej danego dewelopera, a także jakość potencjalnych projektów deweloperskich – komentuje Jan Gaj. – Potencjalnie może mieć miejsce kilka transakcji. Mogą być to akwizycje deweloperów operujących w wyższym segmencie cenowym i przejęcia deweloperów w segmencie popularnym w celu dywersyfikacji swojego portfela gruntów.

Jak informuje ekspert, deweloperzy operujący w segmencie mieszkań o podwyższonym standardzie są wrażliwi na potencjalne wahania koniunktury, co może ich zachęcić do inwestycji w sektorze popularnym. Sugeruje też, że ze swoich deweloperskich gałęzi mogą się wycofać instytucje finansowe.

– Deweloperzy są w strukturach banków, jak choćby mLocum w strukturze mBanku czy Qualia Development w strukturze PKO BP. Banki w celu polepszenia swojej płynności finansowej mogą chcieć sprzedawać swoich deweloperów. Kluczowa będzie tutaj faktyczna jakość projektów, które są w planach i w realizacji tych podmiotów. Na pewno główni gracze nie będą skłonni przepłacać za bank ziemi deweloperów – mówi Gaj.

Ekspert przekonuje jednak, że ewentualne przetasowania na rynku deweloperskim nie powinny się przełożyć na końcowe ceny mieszkań. Zwłaszcza że rośnie zarówno liczba mieszkań oddanych do użytkowania, tych, których budowę rozpoczęto, jak i tych, które dopiero mają być budowane. W styczniu ich liczba wzrosła rok do roku odpowiednio o 18,4 proc., 79,7 proc. i 69,7 proc. rok do roku (dane dotyczą mieszkań przeznaczonych na sprzedaż lub wynajem).

– Jeżeli chodzi o siłę przetargową deweloperów, którzy dokonają akwizycji i skonsolidują rynek, nie obawiałbym się, że to będzie miało jakiś istotny wpływ na ceny mieszkań – ocenia manager Navigator Capital Group. – Rynek deweloperski jest w tej chwili tak silnie rozdrobniony, działa na nim bardzo duża liczba podmiotów o lokalnym zasięgu, że te akwizycje z punktu widzenia klienta nie będą aż tak istotne dla poziomu cen, jak choćby wzrost stóp procentowych czy konkurencja rynkowa między deweloperami.

Polska jednym z największych eksporterów mebli na świecie. Większość produkcji wartej 43 mld zł trafia za granicę

Polska jednym z największych eksporterów mebli na świecie. Większość produkcji wartej 43 mld zł trafia za granicę 6

Polska jest światową potęgą w produkcji i eksporcie mebli. W ubiegłym roku wartość wytworzonych w kraju wyrobów wyniosła 42,45 mld zł, z czego zdecydowana większość została sprzedana za granicę. W ciągu ostatnich dwudziestu lat eksport produktów tej branży zwiększył się dziewięciokrotnie. W tym roku przedstawiciele branży spodziewają się dalszych wzrostów.

Jak wynika z danych Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli, Polska jest szóstym producentem (po Chinach, Stanach Zjednoczonych, Niemczech, Włoszech, oraz Indiach) i czwartym eksporterem mebli na świecie, z udziałem na poziomie 6,3 proc. światowej sprzedaży zagranicznej. Szacunkowa wartość krajowej produkcji mebli w ubiegłym roku wyniosła 42,45 mld zł i była o ok. 8 proc. większa niż w 2015 roku. W tym roku może wzrosnąć do 45 mld zł.

W zasadzie jesteśmy już na świecie rozpoznawani jako duży wytwórca mebli, w jakimś sensie eksport został także zorganizowany – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Józef Szyszka, dyrektor targów Meble Polska. – Ale cały czas potrzebujemy świeżej krwi, nowych rynków zbytu. Dlatego myślimy nie tylko o Europie, ale także o Chinach, Stanach Zjednoczonych, Bliskim Wschodzie.

Eksport w ubiegłym roku wzrósł o 13 proc. – do 41,7 mld zł. Na ten rok OIGPM przewiduje dalszy wzrost (w ujęciu eurowym z 9,56 mld euro do 10 mld euro). W ujęciu ilościowym sprzedaż zagraniczna polskich mebli w ciągu ostatnich 20 lat zwiększyła się dziewięciokrotnie.

Jak zauważa Józef Szyszka, około 40 proc. eksportu trafia do Niemiec. To największy odbiorca zagraniczny krajowych wyrobów tej branży.

Ale duża część produktów trafia również na rynki czeski, francuski i brytyjski – zauważa Józef Szyszka. – Duża produkcja potrzebuje marketingu i wsparcia sprzedaży. Najskuteczniejszym sposobem promocji wydaje się dzisiaj zadowolenie klienta, czyli odbiorcy.  

Promocji mają służyć również międzynarodowe imprezy, takie jak rozpoczynające się 14 marca na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich (MTP) targi Meble Polska. To największe, biznesowe spotkanie branży meblarskiej w Europie Środkowo-Wschodniej. Dla wystawców ta impreza ma być okazją do pokazania najnowszych produktów kupcom meblowym z całego świata.

Mamy bardzo pozytywne opinie na temat targów nie tylko ze strony polskich kupców meblowych, ale także zagranicznych – twierdzi Józef Szyszka.

Ubiegłoroczną edycję targów Meble Polska, jak wynika z danych organizatora, odwiedziło 20 tys. dystrybutorów mebli z 53 krajów. Prawie co trzeci zwiedzający pochodził z zagranicy. Tegoroczna edycja ma być rekordowa – na 45 tys. mkw. organizatorzy spodziewają się ponad 300 wystawców meblowych i ponad 20 tys. zwiedzających.

Aranżacja sklepu wpływa na odbiór produktu. Liczy się pierwsze wrażenie i wzbudzenie pozytywnych emocji

Aranżacja sklepu wpływa na odbiór produktu. Liczy się pierwsze wrażenie i wzbudzenie pozytywnych emocji 7

Na decyzje zakupowe wpływają nie tylko ceny i asortyment, ale i aranżacja sklepu. Istotne jest pierwsze wrażenie – witryna i pierwsza strefa sklepu powinna powiedzieć klientowi coś o marce i cenach, a także zachęcić do wejścia dalej. Układ półek i towarów powinien być przejrzysty i przyjazny dla klienta. Na odbiór produktu wpływ ma także oświetlenie – jego rozkład i barwa. Projektanci coraz częściej sięgają też po multimedialne ekspozycje i ruchome obrazy, które mogą wzbudzić zaciekawienie kupujących.

 Aranżacja sklepu ma ogromny wpływ na to, jak można sprzedawać dany produkt. Bardzo mocno wpływa na odbiór produktu, na ochotę klientów skorzystania z danej przestrzeni handlowej, dlatego wartość projektu i aranżacji jest właściwie nieoceniona – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Anna Sulima-Gillow, główna projektantka Forbis Group.

Choć kluczowym elementem jest sposób aranżacji sklepu i jego funkcjonalność, o tym, czy klient w ogóle wejdzie do sklepu decyduje tzw. strefa dekompresji, czyli przestrzeń, którą klient widzi jako pierwszą. W ciągu kilku sekund powinna ona  zachęcić go do odwiedzenia sklepu. Co istotne, sama witryna powinna pełnić funkcję informacyjną, a kompozycja powinna być spójna z wnętrzem. Źle zagospodarowana strefa dekompresji może spowodować stratę 10-15 proc. obrotów nawet przy takiej samej liczbie klientów.

 Ta strefa powinna przedstawiać przekrój przez asortyment, powinna też mówić o promocjach, tak, żeby klient już na wejściu miał skrót tego, co może spotkać wewnątrz. Oczywiście jest też witryna, logotyp, to wszystko, co sprawia, że poznajemy daną markę – wymienia główna projektantka Forbis Group.

Ważne jest ustawienie towaru na półkach. Będąc w sklepie, w pierwszej kolejności zwracamy uwagę na produkty znajdujące się na wysokości naszego wzroku. Liczy się też przejrzyste rozmieszczenie towaru i oznakowanie poszczególnych działów. Klienci nie powinni błądzić w wąskich alejkach wśród chaotycznie rozrzuconych produktów. Działy powinny być łatwe do rozpoznania, a alejki odpowiednio szerokie – zbyt wąskie alejki mogą zaś tworzyć tzw. martwą strefę”.

– Jednym z ważniejszych elementów przy projektowaniu jest oświetlenie, które buduje nastrój i wpływa na odbiór produktów. Przez różne zabiegi oświetleniem można skłonić klienta, by skupił wzrok na danym produkcie. Można też trochę „oszukiwać”, bo barwa światła też wpływa na to, jak dany produkt jest odczytany, czy biała koszula jest biała, czy kremowa, czy warzywa i owoce wyglądają świeżo, czy nie. To sztuczki, które pozwalają zachęcić klienta do zakupów i tym samym wpłynąć na wyniki sprzedażowe – tłumaczy Sulima-Gillow.

Dla firmy ważny jest przede wszystkim powracający klient, żeby takim jednak się stał, musi mieć o danym sklepie dobrą opinię. Na sposób postrzegania mają wpływ m.in. obsługa, możliwość kontaktu czy cena.

 Custom experience jest ważnym elementem, o którym trzeba pamiętać przy projektowaniu wnętrz. Zachowania konsumentów i ich podejście do życia bardzo mocno warunkują to, jak zmieniają się aranżacje. Klient nie ma czasu, wszystko musi być czytelne, podane w łatwy sposób, ale jednocześnie powinno sprawić, że klient zapamięta wnętrze, bo będzie się w nim dobrze czuł. Te pozytywne doświadczenie i emocje sprawą, że z przyjemnością wróci do sklepu – przekonuje Anna Sulima-Gillow.

Badanie customer experience przeprowadzone przez firmę Develor wskazuje, że połowa osób, które mają negatywne doświadczenie z marką, rozważa zakup u konkurencji. Przy dobrych doświadczeniach są zaś w stanie zapłacić nieco więcej za ten sam produkt.

Klienci zamawiający projekty mają coraz większe oczekiwania. Wiedzą, jakie są najnowsze trendy światowe. Jak zauważa Sulima-Gillow, coraz większe zastosowanie w sklepach stacjonarnych mają nowe technologie. To efekt rosnącej popularności e-commerce. Żeby nowe technologie spełniały swój cel, wszystkie kanały sprzedaży powinny być ze sobą połączone.

– Coraz więcej takich technologii możemy zaobserwować w sklepach z multimedialnymi ekspozycjami, ruchomymi obrazami. To także e-kioski, tablety, odwołujące się do platform internetowych, gdzie można sprawdzić, czy to, co niedostępne w sklepie można dostać w internecie. Wielokanałowość musi być spójna i przemyślana – mówi Anna Sulima-Gillow.

Przegląd wydarzeń następnego tygodnia

W tym tygodniu najważniejsza jest decyzja Fed w środę. Podwyżka o 25 pb jest niemal pewna, a dla dolara kluczowe będzie, czy komunikat pozwoli na spekulacje o czterech podwyżkach w całym 2017 r. Poza tym w środę odbędą się wybory do parlamentu w Holandii, które posłużą do zbadania poparcia dla eurosceptyków przed kwietniowymi wyborami prezydenckimi we Francji. Czwartek to seria decyzji banków centralnych z Japonii, Szwajcarii, Norwegii i Wielkiej Brytanii.

Przyszły tydzień: FOMC, wybory w Holandii, BoE, Norges Bank, SNB, BoJ

Posiedzenie FOMC (wt-śr) jest bez wątpienia najważniejszym wydarzeniem przyszłego tygodnia. Rynek już w 100 proc. wycenia podwyżkę o 25 pb i byłoby szokiem, gdyby Fed zaprzeczył sygnałom wysyłanym na przełomie lutego i marca, że ruch na stopach już teraz jest zasadny. Większym zainteresowaniem będzie cieszyć się konferencja prasowa prezes Yellen i prognozy przyszłej ścieżki polityki monetarnej, w szczególności czy pozwolą na spekulacje o czterech podwyżkach w tym roku. Sądzimy, że Fed nie ma interesu w zachęcaniu rynku do wyprzedzającego umacniania USD i podbijania rentowności obligacji skarbowych USA. Dlatego powinien zaznaczyć, że pomimo lepszych danych z gospodarki tempo podwyżek w kolejnych miesiącach pozostanie powolne. Zakładamy się, że prognozowana ścieżka polityki stóp procentowych (dot chart) nie ulegnie większym zmianom i dalej będzie sugerować średnio trzy podwyżki w tym roku. Taki wydźwięk decyzji nie oferuje świeżego impulsu do rozwinięcia rajdu USD.

Z danych CPI i sprzedaż detaliczna są na pierwszym planie, ale odczyty są w dniu decyzji FOMC, więc reakcja na nie będzie stłumiona. CPI ma przyspieszyć do 2,7 proc., ale inflacja bazowa ma osłabnąć do 2,2 proc. Po sprzedaży detalicznej oczekuje się słabego wyniku (0,1 proc. m/m) w związku z wysoką bazą poprzedniego miesiąca. Dla produkcji przemysłowej (pt, prog. 0,2 proc.) zagrożeniem jest ciepła pogoda w lutym, która mogła obniżyć wytwarzanie w sektorze użyteczności publicznej. Dane z rynku mieszkaniowego (czw), indeksy koniunktury (śr, czw) oraz nastrojów konsumentów (pt) będą drugorzędne. Także w środę administracja Trumpa ma przedstawić plany budżetowe na 2018 r. Choć projekt ma nie zawierać szczegółowych propozycji dla systemu podatkowego, ale może pokazać, w którym kierunku najpierw mogą zmierzać prace rządu.

W strefie euro polityka może przesłonić dane makro. W środę odbędą się wybory parlamentarne w Holandii (wyniki w czwartek), gdzie sondaże wskazują na zbliżone poparcie dla partii VVD obecnego premiera Marka Rutte oraz prawicowej PVV słynącego z eurosceptycznych poglądów Geerta Wildersa. Poparcie dla PVV nie przekracza 20 proc., ale sondaże ostatnio są na cenzurowanym, więc nie można całkowicie wykluczyć wysokiego zwycięstwa lub zdobycia większości. Taki rezultat wzmógłby obawy o rozpad strefy euro i przełożył się na skok obaw o możliwe zwycięstwo Marine Le Pen w wyborach prezydenckich we Francji. Ryzyka dla EUR są oczywiste, podczas gdy słaby wynik PVV powinien przynieść mini-rajd ulgi na europejskich aktywach.

W Wielkiej Brytanii Bank Anglii powinien utrzymać bez zmian parametry polityki monetarnej (czw). BoE będzie dalej tolerował wyższą inflację napędzaną przeceną funta, gdyż pozostaje bardziej zmartwiony ryzykami dla wzrostu PKB. W danych z rynku pracy (śr) główna uwaga będzie na wynagrodzeniach i brak wewnętrznej presji płacowej będzie wzmacniał oczekiwania na brak podwyżki stóp procentowych do końca roku. Nie widzimy podstaw do względnej siły funta w najbliższym czasie.

Oprócz BoE w Europie decyzje będą podejmować SNB i Norges Bank (oba w czwartek).

Ryzyka polityczne podtrzymują popyt na franka, któremu SNB przeciwstawia się interwencjami walutowymi. Choć ryzyko cięcia stopy Libor nie jest zerowe, nie spodziewamy się zmian na posiedzeniu. Przy decyzji Norges Banku istotne będzie, czy nakreślona ścieżka stóp procentowych (minimum na 0,4 proc. przy stopie depozytowej obecnie na 0,5 proc.) zostanie zrewidowana w górę. Jeśli tak, NOK może pozytywnie odebrać decyzję, choć zakłócenia w przyszłym tygodniu będzie generować niestabilna postawa cen ropy naftowej. W Szwecji inflacja bazowa (wt) ma szansę dotknąć celu banku centralnego na 2 proc., co ucieszyłoby jastrzębi z Riksbanku. Mimo to w obawie przed podsycaniem aprecjacji SEK Riksbank nie zrezygnuje z gołębiego nastawienia, zatem reakcja SEK na dane może być ograniczona.

Przyszły tydzień przynosi bogaty zestaw danych z Polski, gdzie inflacja (wt), przemysł i detal (pt) będą najbardziej interesujące. CPI ma wzrosnąć do 2 proc., pierwszy raz od 2012 r., gdyż efekty niskiej bazy cen energii dalej pozostają w mocy. Efekty kalendarzowe mogą zaważyć na dynamice produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, ale naszym zdaniem dobra pogoda w lutym mogła sprzyjać wyższej produkcji i konsumpcji. Ogólnie jednak dla złotego kluczowe pozostają czynniki zewnętrzne i perspektywa zaostrzenia stanowiska Fed będzie uderzać w sentyment do aktywów rynków wschodzących. EUR/PLN może testować 4,35.

Po Banku Japonii oczekuje się utrzymania polityki pieniężnej bez zmian (śr). Komunikat powinien podkreślić podtrzymanie dotychczasowej strategii na rzecz sprowadzenia inflacji do celu 2 proc., co wiąże się z determinacją do utrzymywania długoterminowych stóp procentowych blisko 0 proc. Przy presji na wzrost oprocentowania w USA, dywergencja w polityce monetarnej pozostaje głównym motorem dla USD/JPY.

W Australii uwagę przyciągną indeksy nastrojów biznesu (wt) i konsumentów (śr) oraz dane z rynku pracy (czw). AUD ma za sobą wyraźnie zły tydzień, gdyż nagromadzone długie pozycje w AUD/USD znalazły się pod presją w związku z rosnącymi oczekiwaniami na normalizację polityki Fed. Z tego względu gorsze dane będą sprzyjać dalszej kapitulacji inwestorów, podczas gdy lepsze dane będą miały trudność o obudzeniu trwalszego popytu na AUD, jeśli sentyment okołorynkowy (silny USD, słabsze surowce) pozostanie niesprzyjający. Z Nowej Zelandii otrzymamy dane o PKB za IV kw. (śr), gdzie są szanse na pozytywne zaskoczenia po silnym odczycie z sąsiadującej Australii. Lepsze dane potwierdzą dobrą postawę gospodarki i staną w sprzeczności z gołębia postawą RBNZ, który walczy o zahamowanie aprecjacji NZD. Bez nieprzychylnych wiatrów ze strony Fed i USD, kiwi może pokazać relatywną siłę.

Kalendarz w Kanadzie nie zawiera pierwszorzędnych publikacji. Dane z rynku mieszkaniowego (śr) oraz produkcja sprzedana przemysłu (pt) zwykle nie podnoszą zmienności rynków. Kierunek dla CAD będzie nadawać zachowanie ropy naftowej oraz polityka Fed, gdyż USD/CAD jest jedną z bardziej wrażliwych par na zmiany we względnej relacji rynkowych stóp procentowych.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Globalny rynek chmurowy rośnie i rozszerza się o nowe usługi

Według najnowszych analiz Bain & Company, globalny rynek usług chmurowych ma osiągnąć w 2020 roku wartość 390 miliardów dolarów. To ponad dwukrotny wzrost w stosunku do sytuacji obecnej (180 mld USD). Wdrożenia usług cloud zadeklarowało aż 48 spośród firm z listy Fortune Global 50. Trudno się więc dziwić, że na rynku pojawiają się kolejne rozwiązania chmurowe, które otwierają te usługi na nowe sektory czy typy użytkowników biznesowych. Przykładem jest SAP Hybris Revenue Cloud – rozwiązanie rozszerzające dostępne dotychczas usługi chmurowe SAP o nowe funkcjonalności, wspierające proces pozyskiwania klientów i działania handlowe.

Do największych zalet usług chmurowych odnosi się także w swoim ostatnim badaniu ośrodek Gartner – zalicza do nich m.in. elastyczność, skalowalność, obniżkę kosztów, innowacyjność i wzrost biznesu. Dlatego liczba firm decydujących się na tego typu rozwiązania rośnie bardzo szybko. Dla przykładu, tylko w 2016 roku poziom przychodów z usług chmurowych firmy SAP – czołowego globalnego dostawcy oprogramowania dla biznesu – sięgnął 3 mld dolarów. Co więcej, firma ma aż 110 mln subskrybentów usług w chmurze na całym świecie.

Trudno się więc dziwić, że według ośrodka Gartner do 2020 roku aż 50 procent usług związanych z tzw. outsourcingiem IT będzie związanych ze strategiami wdrożenia usług chmurowych. Mimo to, wiele organizacji wciąż nie potrafi w pełni zidentyfikować miejsca tzw. modelu cloud w ich strategiach IT. Oszczędności osiągane przy jego użyciu sprawiają jednak, że chmura zaczyna dominować jako najważniejszy trend w świecie technologii dla biznesu. Pojawiają się także nowe rozwiązania, rozszerzające dostęp do rozwiązań chmurowych w wielu modelach i na potrzeby różnych jednostek biznesowych.

Chmura dostępna coraz wygodniej

Przykładem tego trendu jest SAP Hybris Revenue Cloud. Premiera produktu odbyła się 8 marca podczas SAP Hybris Digital Summit 2017, które miało miejsce w Singapurze, Monachium i Nowym Jorku. To rozwiązanie chmurowe, które skutecznie wspiera procesy pozyskiwania klientów i procesy handlowe firm. Działa wielokanałowo i pozwala personalizować model funkcjonowania w zależności od potrzeb. Dla przykładu SAP Hybris Revenue Cloud umożliwia firmom wprowadzanie elastycznego, uproszczonego raportowania i sprawną automatyzację procesów budowy oraz utrzymywania relacji z klientami. Dzięki możliwości połączenia z SAP S/4 HANA, produkt zbiera w jednym miejscu różnorodne dane finansowe i operacyjne, które można wyświetlić na jednym pulpicie. Firmy korzystające z SAP Hybris Revenue Cloud mogą reagować na zmieniające się potrzeby klientów, np. poprzez przedstawianie ofert wstępnych, sprzedaż dodatkowych produktów, a także tańszych i droższych opcji zakupowych. Co więcej, rozwiązanie umożliwia tworzenie nowych ofert na podstawie analizy dużych zbiorów danych o dotychczasowej współpracy.

Za dowód na to, jak rozszerzanie zasięgu usług cloud wpływa na zainteresowanie klientów może służyć przykład Boeinga. Jeszcze w 2012 roku firma ta nie brała pod uwagę usług chmurowych jako ważnej inwestycji. Jednak już w 2016 roku zaczęła przenosić wiele swoich aplikacji np. analitycznych do publicznej chmury. Inny przykład może stanowić firma GE, która planuje przenieść aż 9000 wykorzystywanych aplikacji do tego modelu, zmniejszając liczbę posiadanych centrów danych z 30 do 4 w ciągu trzech lat.

Mikrousługi – szybciej, łatwiej, skuteczniej

W tradycyjnym ujęciu proces „od wyceny do zapłaty” pozwala zautomatyzować i zintegrować procesy biznesowe w sprzedaży poprzez wdrożenie odpowiedniego oprogramowania. Tego typu rozwiązania są jednak często mało elastyczne i niedostosowane do potrzeb firm budujących relacje z klientami i dbających o płynność całego procesu sprzedażowego.

W przypadku rozwiązania SAP Hybris Revenue Cloud sytuacja przedstawia się inaczej. Jest ono oparte na architekturze mikrousług, umożliwiającej bardzo różnorodne rozszerzanie i dobieranie opcji chmurowych w zależności od potrzeb. Dlaczego ta elastyczność jest tak ważna? To efekt powstawania nowych dziedzin związanych z branżą IT, takich jak np. Internet Rzeczy czy sztuczna inteligencja, wymuszających na firmach wdrażanie nowych rozwiązań. To samo zjawisko generuje zapotrzebowanie na rozwiązania „pay-per-use”, czyli licencje na użytkowanie na podstawie np. abonamentów. Taki wybór generuje znaczne oszczędności i pozwala reagować szybko na zmiany na rynku.

Apetyt na chmurę

Niewątpliwie chmura jest najważniejszym rosnącym trendem w dzisiejszej gospodarce cyfrowej. Wciąż jednak nie brak opinii, że największe wzrosty tzw. cloud ma dopiero przed sobą. Jak wykazały badania Bain&Company, ponad 90% wdrożeń chmurowych to projekty nie mające krytycznego wpływu na działalność firm. Wdrożenia chmurowe są więc wciąż selektywne, a firmy nie wykorzystują w pełni możliwości konkurencyjnych wynikających z wdrożeń oprogramowania w modelu cloud. Oznacza to, że produkty elastyczne i umożliwiające maksymalne dostosowanie ich funkcjonalności do potrzeb przedsiębiorstwa wciąż stanowią świetne narzędzie budowania przewagi rynkowej.

NFP zdecyduje o podwyżce stóp? Komentarz walutowy z dnia 10.03.2017

Donald Tusk wygrywa w Brukseli. Brak zmian w polityce EBC. Reakcja rynków na słowa Draghiego. Dziś najważniejsze dane mijającego tygodnia.

27:1

Można powiedzieć, że wczorajsze głosowanie nad wyborem przewodniczącego Parlamentu Europejskiego zakończyło się nokautem dla rządów Prawa i Sprawiedliwości. Wszyscy przywódcy państw europejskich, poza premier Beatą Szydło, obdarowali Donalda Tuska kredytem zaufania na kolejną kadencję. Pomimo tego, że głosowanie pokazało w pewnym sensie siłę i jakąś stabilność w gronie państw członkowskich, nawet wtedy gdy jedno państwo próbuje, w imię krajowych politycznych zaszłości, wyłamać się z szeregu,  rynek pozostał niewzruszony. Ani euro, ani polska złotówka praktycznie wcale nie zareagowały na wydarzenia z Brukseli. Na początku dzisiejszego dnia za euro musimy zapłacić 4,32 zł, za dolara 4,08 zł, za funta 4,96 zł, a frank kosztuje 4,03 zł.

Draghi przemówił

Mimo wszystko wczorajsze wybory w Parlamencie Europejskim pozostały w cieniu decyzji EBC i konferencji Mario Draghiego. To jego słowa wprowadziły wczoraj największą zmienność na rynku. Jak spodziewali się tego analitycy koszt pieniądza w Strefie Euro został na tym samym poziomie. Również początek konferencji prasowej przebiegał tak, jak prezes Europejskiego Banku Centralnego zdążył nas już przyzwyczaić. Mówił on o konieczności utrzymania dotychczasowej polityki i, jeśli będzie taka potrzeba, o możliwości wydłużenia programu QE. Jednakże ogólny wydźwięk całej konferencji dał do zrozumienia, że ryzyka dla gospodarki oddalają się, a ona sama zaczyna odżywać. To wystarczyło by inwestorzy spojrzeli bardziej przychylnym okiem na euro, które raptownie zyskało w stosunku do dolara, a kurs na głównej parze walutowej powędrował ponad poziom 1,06.

Rynek pracy w USA

W dniu dzisiejszym uwaga wszystkich inwestorów skupiona będzie na odczyty dotyczące sytuacji na rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Publikacja odbędzie się już tradycyjnie o godzinie 14:30 czasu polskiego. Wydawać by się mogło, że tylko tragiczne dane będą mogły odwieść Janet Yellen od marcowej podwyżki stóp procentowych. Jeżeli dzisiejsze odczyty będą co najmniej dobre to najprawdopodobniej będziemy świadkami większych ruchów na rynkach i umacniania się dolara.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Jak podwyżka stóp procentowych przez Rezerwę Federalną wpłynie na rynek?

Podwyżki stóp procentowych przez najważniejszy bank centralny na świecie są zapewne kwestią kluczową dla globalnego rynku kapitałowego. W szczególności dla rynku walutowego, akcji czy też obligacji. W bieżącej analizie zaprezentujemy spojrzenie, jak ewentualna podwyżka stóp procentowych wpłynie na rynek i pewne sugestie, jak możemy wykorzystać dany fakt.

Przez ostatnie 7 lat, banki centralne na całym świecie obniżały stopy procentowe, które były wsparciem dla obecnego ożywienia gospodarczego. Najbardziej rozpoznawalne indeksy giełdowe (np. #DJI) znalazły się na swoich historycznych szczytach, dlatego też inwestorzy obawiają się dalszego zaciskania pasa.

Spotkanie Rezerwy Federalnej zaplanowane jest na 15 marca o godzinie 19.00. Wtedy poznamy najnowszy koszt pieniądza, dlatego jest to data, którą każdy powinien zapamiętać. W tym czasie na rynku kapitałowym pojawi się sporo okazji, a także podwyższone ryzyko straty kapitału. Z tej okazji nasi eksperci przygotowali specjalny webinar poświęcony podwyżką stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.

Zarys obecnej sytuacji

Po latach wolniejszego wzrostu gospodarczego Rezerwa Federalna (FED) miała dobry powód, aby przekładać podwyżki stóp procentowych w czasie. Aczkolwiek ten okres jest już za nami i po raz kolejny FED może zacząć ograniczać ekspansję kredytową. Cała Wall Street czekała na moment szybszych podwyżek stóp procentowych. Podwyżka stóp procentowych nie oddziałuje jedynie na Dolara amerykańskiego oraz gospodarkę Stanów Zjednoczonych. W ramach przypomnienia USD jest najważniejszą walutą świata, większość handlu międzynarodowego odbywa się z udziałem Dolara amerykańskiego. Stany Zjednoczone są także najważniejszą gospodarką na świecie. Właśnie z tego powodu świat patrzy na FED, który podwyższa stopy procentowe, co odbije się na pozostałych gospodarkach.

FOMC (Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku, który określa politykę FED) w najbliższą środę wyda oświadczenie, po którym odbędzie się konferencja z udziałem Szefa Rezerwy Federalnej, Janet Yellen. Konferencje oraz oświadczenia FOMC są podstawowymi sposobami kontaktu władz monetarnych z rynkiem, w komunikacie otrzymujemy wiadomości o oczekiwaniach co do inflacji, wzrostu gospodarczego, a także projekcji stóp procentowych.

Dlaczego 15 marzec jest o wiele ważniejszy niż inne posiedzenia?

Prawdopodobieństwo dalszej rozpusty fiskalnej Stanów Zjednoczonych oraz rosnąca inflacja zmusiła inwestorów oraz Traderów do zmodyfikowania swojej prognozy co do przyszłych stóp procentowych. Dla przykładu, w 2015 oraz 2016 roku stopy procentowe zostały podwyższone jedynie raz, natomiast przy przyspieszeniu gospodarki amerykańskiej inwestorzy zdali sobie sprawę, że podwyżki przyjdą szybciej niż zakładali.

Jeszcze miesiąc temu nikt nie podejrzewałby, że Rezerwa Federalna faktycznie podniesie stopy procentowe jak planowała wcześniej. Obecnie wszyscy zmienili swoje nastawienie i dają wiarę temu, że władze monetarne mogą dokonać w 2017 roku trzech podwyżek stop procentowych (marzec, czerwień oraz wrzesień). Na 2018 rok również zaplanowano 3 podwyżki. Taki rozwój wydarzeń ma wpływ na pozycjonowanie się Traderów. Dla przykładu, wyższe oczekiwania, co do przyszłych podwyżek stóp procentowych doprowadziło do umocnienia Dolara amerykańskiego względem innych walut, a w szczególności do słabego Euro.

Obecna perspektywa podwyżki stóp procentowych jest o „wiele bardziej uzasadniona niż w grudniu”, sam William Dudley, wpływowy szef Rezerwy Federalnej wyraził się w powyższy sposób. Właśnie z tego powodu w ostatnim czasie mogliśmy zaobserwować spore umocnienie Dolara amerykańskiego.

Co więcej, Rezerwa Federalna dała do zrozumienia, że jest w stanie podwyższyć koszt pieniądza i to w równomiernych odstępach. Pomimo tego rynek obligacji oraz akcji wydaje się być niewzruszony. Bez płaczu, bez paniki, rynek przekonał się, że wyższe stopy procentowe nie zakończą rynku byka od tak. Niemniej jednak, może być to tylko cisza przed burzą.

Pomysł na Trade podczas FED-u

Środa jest dniem, który należy obserwować. W ten dzień zostaną opublikowane dalsze zamierzenia Rezerwy Federalnej. Władze monetarne mogą podkreślić swoje przekonanie co do przyszłości przez:

1. Wyrażenie się w bardzo pozytywny sposób na temat ostatnich danych makroekonomicznych np: zatrudnienie w sektorze pozarolniczym jest na bardzo dobrym poziomie, jesteśmy blisko stopy bezrobocia naturalnego, zaufanie konsumentów rośnie, zyski firm znajdują się w trendzie wzrostowym. Ponadto przekonanie rynku, że Rezerwa Federalna zamierza w dalszym ciągu podnosić stopy procentowe w 2017 roku powinno pozytywnie przełożyć się na indeks dolara. Jeżeli do tego dojdzie, to rynek może zareagować w następujący sposób:

  • Indeks dolara znajdzie się w jeszcze silniejszym trendzie wzrostowym,
  • EURUSD może spaść poniżej poziomu wsparcia 1.05,
  • USDJPY powinien przełamać poziom oporu 115,
  • Główne indeksy, jak S&P 500 powinny być wyprzedawane, ponieważ wyższe stopy procentowe w długim terminie przełożą się na niższe zyski firm,
  • Surowce, jak złoto oraz srebro mogą znaleźć się pod presją sprzedających.

2. Jeżeli FED podwyższy stopy procentowe, ale nie będzie sygnalizować bardziej agresywnych podwyżek kosztu pieniądza, przestanie być jastrzębi, a bardziej gołębi, następstwem tego będzie wyprzedaż dolara amerykańskiego. Ponadto, gdyby stopy procentowe w ogóle nie zostały podniesione, byłoby to jednoznaczne z bardzo dużą wyprzedażą dolara amerykańskiego. Należy pamiętać, że wybory we Francji także stanowią pewne ryzyko, które Rezerwa Federalna może traktować bardzo poważnie (przecież każdy z nas pamięta Brexit). Inwestorzy denerwują się możliwością wygrania wyborów przez Marine Le Pen. Poniżej zostały przedstawione wykresy oraz strefy wsparcia/oporu, w których kurs na środowym posiedzeniu może się poruszać.

EURUSD weekly

Źródło: MetaTrader 4 WebTrader, web.admiralmarkets.com

USDJPY weekly

Źródło: MetaTrader 4 WebTrader, web.admiralmarkets.com

Aktualne prawdopodobieństwo podwyżki stop procentowych wynosi 100%, niemniej jednak na rynku nie możemy być niczego pewni.

Podsumowanie

Najbezpieczniejszym rozwiązaniem będzie wstrzymanie się do opublikowania komunikatu ze strony FOMC.

1.Jeżeli FED jest bardziej jastrzębi (wiąże się to z szybszymi podwyżkami stóp procentowych), to możemy rozważyć następny scenariusz:

  • Krótkoterminowo grać na wybicie dolara amerykańskiego, np. na EUR/USD, USD/JPY, GBP/USD,
  • Traderzy długoterminowi mogą czerpać zyski z rosnących indeksów, na samym początku przyjdzie korekta, po czym wrócimy do trendu wzrostowego.

2. Jeżeli FED nie zasygnalizuje bardziej agresywnej polityki oraz wyrazi bardziej gołębie poglądy, to zobaczymy sytuacje odwrotną:

  • Daytraderzy mogą grać na osłabienie Dolara amerykańskiego,
  • Długoterminowi traderzy mogą wykorzystać krótkoterminowe osłabienie Dolara do zakupów po lepszej cenie.

Powyższe komentarze i analizy zostały przygotowane przez Departament Analiz Admiral Markets AS Oddział w Polsce wyłącznie w celach informacyjnych. Prezentują ona subiektywne zdanie autora, a sporządzone zostały w dobrej wierze i z należytą starannością. Niniejsze komentarze nie stanowią porady inwestycyjnej ani rekomendacji w rozumieniu rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. (Dz. U. z 2005 r. Nr 206, poz. 1715) w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, ich emitentów lub wystawców. Admiral Markets nie ponosi odpowiedzialności za wszelkie transakcje zawarte w oparciu o informacje zawarte w tym materiale analitycznym. Należy mieć na uwadze, iż transakcje na instrumentach finansowych obarczone są ryzykiem, a poniesione straty mogą przekraczać zaangażowany kapitał początkowy.

Dobre wyniki gospodarcze i rosnąca inflacja najprawdopodobniej nie pomogą euro

Według podręczników polityki pieniężnej, wzrost gospodarczy i szybko rosnąca inflacja powinny prowadzić do zaostrzenia polityki monetarnej. Członkowie Europejskiego Banku Centralnego obecną sytuację widzą jednak inaczej. Warunki programu QE powinny się zmienić do końca 2017 roku, ale EBC jest przygotowany na przedłużenie albo nawet rozszerzenie programu. Jest zatem jasne, że EBC coraz częściej śledzi również ryzyka polityczne. W przypadku zaostrzenia polityki monetarnej, do niektórych państw strefy euro może powrócić kryzys zadłużenia, co ze względu na niestabilną sytuację polityczną (np. we Włoszech) mogłoby negatywnie wpłynąć na stabilność polityczną i gospodarczą całej Unii Europejskiej.

W tym tygodniu odbyło się posiedzenie Narodowego Banku Polskiego. NBP kontynuuje stabilną politykę monetarną, a do wzrostu stóp procentowych najprawdopodobniej dojdzie dopiero w przyszłym roku. Warto zauważyć, że rosnąca inflacja jest uzależniona przede wszystkim od czynników zewnętrznych, na które NBP nie ma wpływu, czyli wzrostu cen surowców i energii.

Nie ma również przesłanek do łagodzenia polityki pieniężnej, ponieważ polityka gospodarcza jest stabilna, a ze względu na dużą liczbę Polaków posiadających kredyty hipoteczne w obcych walutach, osłabienie polskiego złotego byłoby ryzykowne. Złoty w tym tygodniu osłabiał się. W piątek rano kurs wynosił 4,32 EUR/PLN. Główna światowa para EUR/USD była na poziomie 1,06 EUR/USD.

Autor: AKCENTA CZ a.s.