Mężczyźni w USA zarabiają mniej niż 40 lat temu

W Stanach Zjednoczonych od połowy lat 70. przeciętne wynagrodzenie wzrosło ponad pięciokrotnie. Jednak wzrost inflacji i pogłębiające się rozwarstwienie dochodów powodują, że realne zarobki znacznej części osób pracujących w USA są dziś wyraźnie niższe niż 40 lat temu – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Patrząc na podstawowe dane o dochodach Amerykanów, można odnieść wrażenie, że standard ich życia w ostatnich dziesięcioleciach wyraźnie się poprawił. W 1975 r. średnie godzinowe wynagrodzenie wynosiło niecałe 5 dolarów. Teraz jest to ponad 25 dol. Według oficjalnych danych Biura Spisu Powszechnego (Census Bureau) w 2015 r. przeciętny dochód na rodzinę w USA wynosił 79 tys. dol., podczas gdy 40 lat temu było to niecałe 14 tys. dol.

Jednak te dane zupełnie nie oddają rzeczywistej siły nabywczej ludzi pracujących w Stanach Zjednoczonych. Tradycyjnie średnią zawyżają osoby z bardzo wysokimi dochodami, więc w przypadku wynagrodzeń głównie powinno odnosić się to do mediany (połowa osób zarabia powyżej tej granicy, a połowa poniżej).

Przedstawione wartości dodatkowo powinny uwzględniać inflację. Koszt statystycznego koszyka dóbr i usług przez 40 lat wzrósł ponad czterokrotnie, a ceny opieki zdrowotnej blisko dziesięciokrotnie. Pracujących w USA powinniśmy również podzielić ze względu na płeć oraz wiek. Dopiero wtedy dowiemy się, kto rzeczywiście zarabia więcej, a która grupa społeczna straciła przez ostatnie 40 lat.

40 lat minęło, a zarobki mężczyzn w dół

W 2015 r. mediana dochodów gospodarstwa domowego wynosiła 56 tys. dol., czyli o 23 tys. dol. mniej niż średnia. 40 lat temu mediana wynagrodzeń miała wartość 11.8 tys. dol. Gdy jednak wyrazimy ją w bieżącej wartości dolara, czyli z uwzględnieniem ogólnego poziomu inflacji, to według Biura Spisu Powszechnego (BSP) w 1975 r. połowa Amerykanów otrzymywała więcej niż 47 tys. dol., a połowa zarabiała poniżej tej granicy.

W omawianym okresie wynagrodzenie na gospodarstwo domowe wzrosło więc o niecałe 20 proc., czyli średniorocznie o 0.43 proc. Mimo że ta wartość jest symboliczna, to i tak może być zawyżona przez fakt, że w ciągu 40 lat odsetek pracujących kobiet w relacji do populacji w wieku produkcyjnym (definiowany przez BSP jako osoby powyżej 15 roku życia) wzrósł z 43 proc. do 54 proc. I choć w tym samym czasie ten wskaźnik dla mężczyzn obniżył się z 71 do 66 proc., to jednak ogólne szersze uczestnictwo kobiet na rynku pracy mogło mieć pozytywny wpływ na dochody całego gospodarstwa domowego.

Warto również zwrócić uwagę, że przez cztery dekady realne dochody mężczyzn powyżej 18 roku życia pracujących w Stanach Zjednoczonych obniżyły się. Według ostatnich danych BPS (z 2015 r.) wynosiły one 38.2 tys. dol., podczas gdy – uwzględniając siłę nabywczą – w 1974 r. wynosiły 39.1 tys. dol. W przypadku kobiet ich realne zarobki wzrosły z 14 tys. dol. do 24 tys. dol.

Niższe realne dochody mężczyzn zatrudnionych w USA są szczególnie widoczne dla osób w wieku 25-34 oraz 35-44 lata. Dla tego pierwszego przedziału wiekowego obniżka wynosiła ponad 15 proc. (z 44 do 37 tys. dol.), a dla drugiego niecałe 10 proc. (z 54 do 49 tys. dol.). W tym momencie pojawia się oczywiście pytanie: czy dla wszystkich realne wynagrodzenia stały w miejscu, a jeśli nie, to kto zgarnął znaczną część ich wzrostu?

Dla 5 proc. pracujących realne dochody wzrosły dwukrotnie

Dane OECD pokazują, że produktywność na pracownika w Stanach Zjednoczonych wzrosła o 70 proc. od 1975 r. Teoretycznie powinno to spowodować również podobne zwiększenie się realnych dochodów. Ta teoria sprawdza się nawet w praktyce. Przeciętny realny dochód na osobę w wieku produkcyjnym w USA wyniósł w 2015 r. 31.7 tys. dol., podczas gdy cztery dekady wcześniej było to 19.3 tys. To oznacza niespełna 65 proc. wzrostu.

Faktycznie jednak cały ten wzrost został zagospodarowany przez osoby, które zarabiają powyżej mediany. Dla 40 proc. osób uzyskujących najniższe zarobki realne dochody praktycznie się nie zmieniły. Natomiast dla 20 proc. najlepiej zarabiających gospodarstw domowych wzrosły w badanym okresie ze 120 do 200 tys. dol., a dla 5 proc. ze 182 tys. do 350 tys. dol., czyli prawie dwukrotnie.

Huckleberry Games S.A.: zapowiada premierę gry „Edengrad” na 4 kwietnia 2017 r.

Huckleberry Games S.A., Spółka z branży gier komputerowych, poinformowała o ustaleniu terminu premiery gry „Edengrad” na platformie Steam na dzień 04.04.2017 r. Debiut tej produkcji jest ściśle związany z planowanym wejściem Spółki na rynek NewConnect do końca 2 kw. 2017 r.

Spółka Huckleberry Games S.A. ogłosiła, że premiera gry „Edengrad” za pośrednictwem platformy dystrybucji cyfrowej Steam została wyznaczona na dzień 04.04.2017 r. Według wewnętrznych badań, jakie Emitent przeprowadził w celu ustalenia jak najlepszej daty debiutu, początek kwietnia jest bardzo dobrym terminem do wypuszczenia tego typu gry. Gra „Edengrad” zostanie wprowadzona do dystrybucji w wersji Alpha, czyli w fazie wczesnego dostępu, co wynika z chęci budowania wokół niej szerokiej społeczności oraz umożliwienia graczom realnego wpływu na proces tworzenia gry. Spółka oczekuje dużego zainteresowania swoją produkcją oraz liczy na wysoką sprzedaż na rynkach zagranicznych.

„Gra „Edengrad” początkowo miała pojawić się na platformie Steam już w połowie marca, jednak rygorystyczne wymagania certyfikacyjne spowodowały, że premiera gry została ostatecznie ustalona na 4 kwietnia. Na dłuższy czas oczekiwania na debiut złożyły się też konieczność implementacji polityki zabezpieczeń platformy Steam oraz dostosowania gry dla dużej grupy odbiorców z Europy Wschodniej. To właśnie na stworzeniu zaangażowanej społeczności zależy nam najbardziej. Udostępnienie gry w fazie Alpha pokazuje, że Huckleberry Games S.A. liczy na aktywny wkład graczy nie tylko w tworzenie i rozwój gry, ale i w zapewnienie szerokiego grona zainteresowanych odbiorców. Od początku powstawania gry dajemy graczom możliwość wyrażenia opinii czy sugestii poprzez platformę Steam, forum „Edengradu” oraz portale społecznościowe, budując bazę przyszłych nabywców gry i zainteresowanie wokół projektów Spółki.” – wyjaśnia Patryk Borowski, Prezes Zarządu Spółki Huckleberry Games S.A.

Premiera gry „Edengrad” jest ściśle powiązana z planowanym debiutem Spółki na rynku NewConnect. W najbliższym czasie Huckleberry Games S.A. złoży niezbędne dokumenty do KDPW, a następnie złoży wniosek do Giełdy Papierów Wartościowych o wprowadzenie jej akcji do alternatywnego systemu obrotu na rynku NewConnect. Plany Spółki zakładają, że jej debiut na alternatywnym rynku powinien nastąpić do końca 2 kw. 2017 r. Huckleberry Games S.A. z oferty publicznej akcji serii E pozyskała ponad 2 mln zł. W ramach przeprowadzonej oferty publicznej Spółka dokonała przydziału 102.439 szt. akcji serii E, na które zapisy złożyło 133 inwestorów. Cena emisyjna wynosiła 20,00 zł za 1 akcję. Środki pozyskane przez Huckleberry Games S.A. zostaną przeznaczone na produkcję nowych gier na komputery PC, konsole i urządzenia VR oraz na przygotowanie aplikacji mobilnej do gry „Edengrad”.

„Wejście na rynek NewConnect oznacza dla Spółki możliwość pozyskania środków na rozwijanie oraz dopracowanie koncepcji gry, a także urzeczywistnienie pomysłów naszych najbardziej aktywnych i zaangażowanych fanów. Huckleberry Games S.A. pokazuje tym samym, że jest Spółką, która dba o przejrzystość i pokłada duże zaufanie w swoim otoczeniu.” – dodaje Prezes Borowski.

Huckleberry Games S.A. zajmuje się produkcją innowacyjnych gier typu MMORPG i pracuje obecnie nad produkcją wieloosobowej gry o nazwie „Edengrad”. Spółka do produkcji swoich gier wykorzystuje nowoczesny silnik unity3d. Serwer użyty przy produkcji gry „Edengrad” jest autorską technologią Spółki, a metody w nim wykorzystane są innowacyjne na skalę światową. Spółka chce również przygotować aplikację mobilną dla graczy „Edengradu”, w której będą się oni komunikować z innymi graczami oraz otrzymywali powiadomienia o akcjach dziejących się w grze, m.in. rozpoczęciu wojen, sprzedanym przedmiocie na aukcji (w grze) oraz promocjach w sklepie z przedmiotami premium. Strategia Rozwoju Huckleberry Games S.A. zakłada dalsze realizowanie bardzo innowacyjnych gier. W najbliższym czasie Spółka będzie zajmowała się produkcją gry „Edengrad: Arena”, która będzie przeznaczona na urządzenia VR. Następną bardzo ważną produkcją studia Huckleberry Games S.A. będzie gra RPG „Stay Hungry” przeznaczona na komputery PC oraz konsole. Jej premiera w wersji Early Access została zaplanowana na rok 2017/2018.

Zgodnie z szacunkami wartość polskiego rynku gier wideo wyniosła w 2015 r. 425 mln USD i zanotowała ponad 7% wzrost w stosunku do poprzedniego roku. Prognozy rynkowe stanowią o tym, że wartość tego rynku wzrośnie do 573 mln USD w 2020 r. Polski rynek jest skupiony przede wszystkim na grach na komputery PC, co wynika głównie z niższych cen jednostkowych niż w innych krajach.[1]

Jednym z Akcjonariuszy Huckleberry Games S.A. jest notowany na rynku NewConnect fundusz kapitałowy – ERNE VENTURES. W lutym 2015 r. fundusz zainwestował w Huckleberry Games S.A. środki, które umożliwiły Spółce realizację prac nad rozwojem gry „Edengrad”.

[1] Dane na podstawie raportu przygotowanego przez PwC „Perspektywy rozwoju branży rozrywki i mediów w Polsce 2016-2020 – Gry wideo”

Powstaje pierwsza w Polsce sieć salonów VR

Wirtualna rzeczywistość, choć niektórzy nadal podchodzą do jej możliwości dosyć sceptycznie, to wciąż jedna z najdynamiczniej rozwijających się technologii na świecie. Wiele wskazuje na to, że ma największe szanse odmienić sposób, w jaki korzystamy z cyfrowej rozrywki. O jej potencjale dobrze wiedzą giganci tacy jak chociażby sieć IMAX, która w styczniu ogłosiła kolejne lokalizacje swoich kin VR, obiecujących widzom doznania, jakich jeszcze nie mieli okazji doświadczyć. Nie próżnują też twórcy inicjatywy The Void – futurystyczny salon gier VR w ciągu kolejnych pięciu lat ma wzbogacić się o 300 kolejnych lokalizacji. O największy rozmach pokusiło się HTC, które zapowiada z kolei otwarcie łącznie tysiąca kawiarenek VR na wzór tych, które stworzyli już w ubiegłym roku w Chinach.

Tak śmiałe podejście do rynkowych możliwości wirtualnej rzeczywistości nie umknęło uwadze też polskiej inicjatywie. Mieszczące się na warszawskim Mokotowie DISCO:VR, największe obecnie w Europie centrum wirtualnej rzeczywistości, planuje dalszą ekspansję projektu na terenie Polski. Ponad 12 tysięcy gości w ciągu dotychczasowej działalności to dla nich najlepszy dowód na to, że odbiorców rozrywki VR w kraju nie brakuje, a ich grono stale się powiększa. Dlatego do 2021 roku chcieliby docelowo otworzyć łącznie 60 nowych salonów gier.

Jak zamierzają tego dokonać? Kolejna kielecka lokalizacja jest początkiem budowy nowatorskiego modelu franczyzowego, dzięki któremu założyciel i pomysłodawca inicjatywy, Bogumił Jankiewicz chce powtórzyć sukces zbudowanej przez siebie sieci restauracji Bobby Burger – tym razem w branży VR. Lokal w galerii Echo w Kielcach to tylko początek projektu, który docelowo ma przybrać formę atrakcyjnego modelu współpracy salonów gier VR na licencji DISCO:VR.

Co skłoniło Marcina Anackiego do podjęcia współpracy? Jak sam twierdzi, to obserwacja rynku pozwala mu wiązać duże nadzieje z otwarciem nowego centrum rozrywki VR. Przekonał go też, jak dodaje, elastyczny model współpracy, który znacząco ułatwił prace nad powstawaniem nowej lokalizacji. Dzięki temu świat VR w Kielcach będzie można odwiedzić już w przeciągu kolejnych dwóch miesięcy.

Studenci będą zarządzać wirtualnymi firmami. Rusza nowy projekt

Już od nowego roku akademickiego studenci Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego Uniwersytetu Łódzkiego oraz Wydziału Zarządzania Politechniki Częstochowskiej zamienią się w menadżerów wirtualnych przedsiębiorstw. Dzięki współpracy z firmą Macrologic, która udostępniła dla celów dydaktycznych swój nowoopracowany system ERP, podczas zajęć będą oni mogli projektować procesy, analizować wskaźniki i dane oraz udoskonalać wyniki prowadzonych przez siebie firm.

Współcześnie istniejące przedsiębiorstwa, które zatrudniają co najmniej kilkadziesiąt osób, zwykle używają do zarządzania zasobami i planowania działań przedsiębiorstwa oprogramowania informatycznego klasy ERP, które pomaga w uporządkowaniu, bieżącej obsłudze i integrowaniu na potrzeby raportowania wielu obszarów działalności organizacji.

Wychodząc z założenia, że najlepiej uczyć się w praktyce, firma Macrologic udostępni studentom dwóch uczelni swój najnowszy produkt — system ERP wspierający zarządzanie procesami w organizacji. Studenci będą mogli dzięki temu pełnić rolę menedżerów i zarządzać swoimi wirtualnymi firmami zgodnie z posiadaną wiedzą i informacjami zgromadzonymi w systemie, a następnie, na podstawie tych informacji będą mogli podejmować decyzje o sposobie wyjścia z  trudnych sytuacji. Jako baza narzędziowa dla projektu wykorzystany zostanie pierwszy polski procesowy system ERP — Macrologic Merit, który umożliwia zaimplementowanie procesów zachodzących w przedsiębiorstwie bezpośrednio do rozwiązania informatycznego. Praca odbywać się będzie w modelu Cloud Computing, co zapewni uniwersalność, bezpieczeństwo użytkowania i łatwy dostęp do zasobów z danymi. Co istotne, zaimplementowany system będzie bazować na polskiej technologii MacroBASE, która zapewnia stabilność zgodną z najwyższymi standardami bezpieczeństwa danych.

— Projekt zakłada przybliżenie studentom realnych problemów, z którymi firmy stykają się na co dzień. W udostępnianym przez nas systemie przypisane są użytkownikom określone role i wynikające z nich zadania, dzięki czemu każdy „menedżer” wirtualnej firmy uczestniczy w realizacji procesów biznesowych w tym zakresie, który wynika właśnie z jego roli w organizacji. Taki sposób myślenia i działania pozwala na lepsze zrozumienie swojej funkcji w organizacji, co w efekcie przekłada się na wymierne korzyści dla firmy — tłumaczy Janusz Jakóbczak, doradca zarządu w firmie Macrologic, koordynator projektu współpracy
z uczelniami.

Przygotowanie kadr uczelni do prowadzenia zajęć praktycznych ze studentami trwają już od lutego br. Eksperci Macrologic prowadzą szkolenia z obsługi systemu, który wspomaga przedsiębiorstwa w zarządzaniu personelem, sprzedażą, zakupami, logistyką, finansami oraz produkcją.

— Doświadczenie zdobyte przez studentów podczas zajęć umożliwi im spojrzenie na firmę z perspektywy uwzględniającej jej potencjalne praktyczne problemy, co pozwoli przygotować przyszłych menedżerów do wejścia w realne środowisko, z wyobrażeniem realnych problemów do rozwiązania — mówi Janusz Jakóbczak.

Nie jest to pierwszy projekt Macrologic realizowany z uczelniami wyższymi. Firma od wielu lat współpracuje z ośrodkami edukacyjnymi w zakresie prowadzenia zajęć praktycznych z wykorzystaniem systemów ERP do zarządzania wirtualnymi przedsiębiorstwami, a także uczestniczy w organizowanych przez nie konferencjach.

Podsumowanie Giełdowego Indeksu Produkcji – luty 2017

W lutym nastroje menedżerów logistyki w firmach produkcyjnych oraz inwestorów pogorszyły się w porównaniu z początkiem roku. Gorszy był wskaźnik PMI, o 3,5% spadła także dynamika wzrostu GIP60, który osiągnął poziom 1144 pkt. Mimo to, ponad połowa spółek z GIP 60 odnotowała wzrost wartości. Eksperci wskazują, że dzięki bardzo dobrej koniunkturze przemysłu europejskiego, wiosna będzie dobra również dla polskiego przemysłu. 

W lutym polski sektor przemysłowy kontynuował trend wzrostowy, jednak dynamika tego wzrostu była już niższa niż w styczniu. Według szacunków Ministerstwa Rozwoju, produkcja przemysłowa w lutym wzrosła o 3% w porównaniu do tego samego miesiąca zeszłego roku, co – przy 9% wzroście w styczniu 2017 roku – oznacza znaczną korektę dynamiki wzrostu produkcji. Spadek dynamiki produkcji przemysłowej znalazł odzwierciedlenie również w nastrojach menedżerów logistyki. Najnowszy odczyt indeksu PMI podtrzymał kilkuletnią serię pozytywnych odczytów dla polskiego przemysłu, ale mimo wszystko spadł z 54,8 pkt w styczniu do poziomu 54,2 pkt w lutym.

Inwestorzy: wciąż optymistyczni

Ambiwalentne odczucia w ocenie polskiego przemysłu udzieliły się inwestorom. Indeks GIP osiągając 1144.78 pkt na ostatniej sesji miesiąca, zamknął luty z 3% wzrostem, co jest wynikiem zdecydowanie słabszym od 6,5% wzrostu wartości w styczniu. Wystarczy jednak przypomnieć sobie 5% stopę wzrostu GIP za cały 2016 rok, żeby zmienić zdanie na temat oceny lutego.

– Wśród inwestorów branży produkcyjnej wciąż panuje optymizm, choć mógłby być on nieco wyższy. Warto zauważyć, że 14 lutego 2017 roku Rada Ministrów przyjęła formalnie Strategię na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, której jednym z filarów jest industrializacja. Widać, że ta decyzja nie wpłynęła na wyniki spółek giełdowych. Inwestorzy na razie są ostrożni, dają rządowi kredyt zaufania, ale do bardzo optymistycznych deklaracji wicepremiera Morawieckiego dotyczących choćby wzmocnienia klastra samochodowego czy ściągnięcia do Polski inwestorów oraz wysokich technologii, na razie podchodzą z dystansem – analizuje Maciej Zaręba z firmy DSR, pomysłodawca indeksu GIP60.

Warto zwrócić uwagę na efekty politycznych decyzji w sektorze bankowym. Tu m.in. za sprawą wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego na temat możliwej pomocy frankowiczom, indeks WIG-Banki wzrósł w lutym aż o 8,5% i to mimo znacznej korekty, która miała miejsce pod koniec miesiąca.

Motoryzacja i „projektanci” ciągną GIP 60 w górę

Przekrój sektorowy pokazuje, że za wzrost wartości GIP w lutym odpowiedzialne były przede wszystkim spółki z branży motoryzacyjnej, które zanotowały ponad 10% wzrost głównie dzięki spółce WIELTON. W ciągu miesiąca jej rynkowa wartość zwiększyła się o ponad 14%. Po doskonałym ubiegłym roku, w którym kurs akcji firmy wzrósł o 84%, spółka po raz kolejny znalazła się wśród prymusów GIP – Umowa opiewająca na kwotę 5 mln euro na dostawę komponentów i części podpisana z firmą Scania Peter LLC, z pewnością przyczyniła się do wzrostu wartości spółki w lutym. Jednak o tym, że siła Wieltonu tkwi głęboko w fundamentach spółki świadczy to, że zanotowała ona wysoki wzrost mimo kilku negatywnych sygnałów, które ujrzały światło dzienne w lutym. Mam na myśli np. spadek udziału spółki do 15,93% ogólnej liczby rejestracji nowych przyczep i naczep w styczniu – wylicza Maciej Zaręba z DSR.

Na 3% wzrost wartości indeksu GIP 60 w lutym br. wpływ miały także wyniki spółek z branży farmaceutycznej (+4,9%), a także projektantów (+6,6%). Spółki LPP i CCC, a więc najwięksi projektanci w indeksie GIP, których łączny udział w portfelu sięga prawie 20%, zanotowały w lutym wzrost wartości rynkowej na poziomie 9,1% (LPP) i 11% w przypadku CCC. Co ciekawe, CCC osiągając cenę 225,5 za akcję, osiągnęła swoje historyczne maksimum, z wyceną rynkową bliską 9 miliardów złotych. – Doskonałe wyniki projektantów to głównie zasługa dobrych danych na temat eksportu, ale także informacji o obrotach w handlu detalicznym, które w styczniu wzrosły o 7,8% w porównaniu do analogicznego miesiąca ubiegłego roku – komentuje Maciej Zaręba z DSR.

Rozczarowały natomiast spółki z branży chemicznej (2% średni spadek wartości) i spożywczej (średnio -0,9%).

Ponad połowa spółek z GIP 60 zwiększyła wartość

W sumie ponad połowa, bo aż 35 spółek z GIP w lutym zyskała na wartości. Najwięcej bo aż 20,5% zyskał MABION, nieznacznie gorszym wynikiem może pochwalić się IZOSTAL (+19,3%), a na ostatnim stopniu podium stanął WIELTON (+14,3%).

MABION to spółka, której podstawowym celem działalności jest rozwój, wytwarzanie i wprowadzanie do obrotu onkologicznych leków biopodobnych do – mających ugruntowaną pozycję na rynku – leków biotechnologicznych (tzw. leków referencyjnych). – Duży nacisk na badania i rozwój przyniósł spółce efekt w postaci innowacyjnych produktów, które z powodzeniem zdobywają kolejne rynki na całym świecie. W lutym największy wpływ na wycenę spółki miały zmiany w Radzie Nadzorczej, do której dołączyło trzech cenionych specjalistów, a także pozytywne informacje na temat badań nad preparatem MabionCD20 – komentuje Maciej Zaręba z DSR. Wzrost kursu akcji IZOSTALU zbiegł się w czasie z publikacją informacji o rezygnacji Tesgasu, w którego skład wchodził IZOSTAL, z realizacji projektu budowy gazociągu Hermanowice-Strachocina. Zdaniem ekspertów, oferta przedstawiona przez konsorcjum (154 mln zł netto) była zbyt niska i narażała spółkę na straty.

W Europie zapanował optymizm

Warto zwrócić uwagę na odczyt wskaźnika PMI, który w strefie euro wzrósł z 54,4 pkt do 56 pkt, odnotowując najlepszy wynik od stycznia 2011 roku. Za tak dobry wynik odpowiada głównie poprawa nastrojów panująca w branży usług eurolandu, gdyż wskaźnik PMI obliczany dla samego przemysłu wzrósł o niecałe 0,3 pkt z 55,2 pkt w styczniu do 55,5 w lutym. Zdaniem Macieja Zaręby, rosnąca koniunktura przemysłu europejskiego to argument za tym, że wiosna będzie dobra również dla polskiego przemysłu. Jednak osoby zainteresowane przyszłą wyceną polskich spółek produkcyjnych powinny zapoznać się z treścią Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. – Choć konsekwencje realizacji wszystkich zapowiedzianych w Strategii planów będą zależeć głównie od sposobu w jaki będą one wdrażane, to jako kluczowy dokument państwa polskiego w obszarze średnio- i długofalowej polityki gospodarczej jest to z pewnością lektura godna uwagi. Pozostaje mieć nadzieję, że udział państwa w polskim przemyśle ograniczy się do niezbędnego minimum, a autorów planu przyjętego 14 lutego motywowała raczej miłość do ojczyzny, a nie do władzy – zwraca uwagę Maciej Zaręba z DSR.

W lutym najwięcej samochodów w Polsce zarejestrowała Toyota

Toyota zajęła w lutym pierwsze miejsce wśród wszystkich marek obecnych w Polsce. Liczba rejestracji japońskiej marki wzrosła w stosunku do lutego 2016 roku o 21,5 procent. W największym stopniu do tego sukcesu przyczyniły się modele z segmentu crossoverów i SUV-ów – nowa Toyota C-HR oraz RAV4.

Toyota zarejestrowała w lutym 2017 roku 4 677 samochodów, zajmując pierwsze miejsce wśród wszystkich marek dostępnych w Polsce. Liczba rejestracji Toyoty w drugim miesiącu roku zwiększyła się o 826 samochodów w stosunku do tego samego okresu 2016 roku, co stanowi wzrost o 21,5 procent. Przewaga japońskiej marki nad konkurentem zajmującym 2. miejsce wyniosła 178 samochodów.

Do sukcesu Toyoty przyczyniły się w ogromnej mierze nowe modele z zyskującego na popularności segmentu SUV-ów i crossoverów. Od rozpoczęcia przedsprzedaży we wrześniu 2016 roku polscy klienci złożyli ponad 3 000 zamówień na nowego crossovera. Premiera nowego modelu w salonach przyczyniła się do rekordowego wyniku Toyoty na początku roku. W lutym 2017 roku polscy klienci zarejestrowali 723 egzemplarze Toyoty C-HR. Od stycznia, kiedy odbyła się premiera modelu, C-HR zanotował 1376 rejestracji, od razu zapewniając sobie 16-procentowy udział w swoim segmencie. Wersję hybrydową wybiera 82 procent nabywców nowego crossovera.

Klienci japońskiej marki zarejestrowali w lutym 502 egzemplarze RAV4. To o 43 procent więcej niż w tym samym miesiącu poprzedniego roku. W ubiegłym roku zadebiutowała wersja po face liftingu z nowym w tym modelu napędem hybrydowym na 2 lub 4 koła. Wersje hybrydowe stanowią ponad połowę całkowitej sprzedaży RAV4.

Bardzo dobre wyniki uzyskały także modele kompaktowe. Auris zanotował w lutym 1079 rejestracji, o 9 procent więcej niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Corolla z wynikiem 462 aut zyskała 13,8 procent w porównaniu do lutego 2016.

Wybieganie myślami do czerwca

Pytaniem na dziś jest, jak silny musi być raport z rynku pracy USA, by zmienić rynkowe oczekiwania względem Fed wykraczające poza pewną podwyżkę w marcu? ADP ze środy nie daje gwarancji na nic, gdyż ważniejsza niż dane o zatrudnieniu będzie dynamika płac. Duża niespodzianka jest konieczna, by USD nie padł ofiarą przedweekendowej realizacji zysków.

Raport z rynku pracy USA ma nikłe szanse, by zaważyć na przyszłotygodniowej decyzji Fed o podwyżce stóp procentowych. Rynek już w pełni zdyskontował ruch o 25 pb i nawet przy słabym wyniku NFP Fed nie zaryzykuje szoku rynkowego. Z drugiej strony ruch o 50 pb jest całkowicie wykluczony. Jednakże dzisiejsze dane będą istotne dla debaty, czy można myśleć o kolejnej podwyżce w czerwcu. Obecnie rynek spekuluje, czy 2017 rok przyniesie 2 lub 3 podwyżki, ale solidny raport NFP może przenieść ciężar dyskusji na 3-4 podwyżki. Silny wzrost zatrudnienia w raporcie ADP (298 tys., prog. 187 tys.) zaostrzył apetyt na równie silny wynik w dzisiejszym NFP, a od środy aż 34 z 89 analityków ankietowanych przez Bloomberga podniosło swoje prognozy (konsensus: 200 tys.). Mimo to wątpliwe, aby sam przyrost zatrudnienia mógł być istotnym czynnikiem skłaniającym Fed do szybszego zacieśniania. Gospodarka USA od miesięcy nie ma problemu z tworzeniem miejsc pracy, co przenosi ciężar decyzyjności Fed na inflację. Pod tym kątem ważniejsze będą dane o wynagrodzeniach. Odczyt wyższy od prognoz (2,8 proc. r/r) powinien wystarczyć, by rynek zaczął już teraz wyceniać więcej podwyżek z kolejnym ruchem w czerwcu (obecnie prawdopodobieństwo czerwcowej podwyżki wynosi 56 proc.). To pozwoli na wzrost rentowności 10-letnich obligacji skarbowych ponad grudniowe szczyty (2,64 proc.) i będzie zaproszeniem do rajdu USD/JPY. Brak dużej niespodzianki ostudzi gorące głosy kupujących dolara w tym tygodniu i poskutkuje częściową realizacją zysków przed weekendem i ograniczaniem pozycji przed posiedzeniem FOMC.

ECB utrzymał parametry polityki pieniężnej bez zmian, a prezes Mario Draghi czynił wczoraj wszystko, co mógł, by stworzyć wrażenie, że nastawienie banku także pozostało bez zmian. Jednak niektóre fakty świadczą o tym, że ECB staje się mniej gołębie. Prognozy inflacji zostały podwyższone, choć Draghi zaznaczył, że odbicie inflacji bazowej pozostaje w sferze oczekiwań i nie ma silnych dowodów, że postępuje zgodnie z planem ECB. Prognozy wzrostu także zrewidowano w górę, ale ryzyka dla perspektyw przeważają po negatywnej stronie, mimo że są słabsze niż kiedyś. Rada Prezesów usunęła zdanie o możliwości sięgnięcia po wszystkie możliwe środki by przywrócić inflację do celu. Nie było dla nikogo zaskoczeniem, że ECB z nieco większym optymizmem zacnie patrzeć w przyszłość, choć jednocześnie nie zamierza skracać programu QE, który ma trwać (przynajmniej) do końca roku. Dostaliśmy potwierdzenie, że ECB będzie stopniowo odchodzić od gołębiej retoryki, ale na razie stara się „dmuchać na zimne”, nie mając pewności, jaki rezultat przyniosą wybory we Francji i polityka handlowa Trumpa. Wniosek jest taki, że polityka monetarna staje coraz mniejszą kulą u nogi euro, choć premia za ryzyko polityczne podtrzyma presję. EUR może się lepiej zachowywać na crossach, ale dla EUR/USD ważniejsze będą czynniki dolarowe.
Poza NFP, dziś otrzymamy dane z przemysłu i handlu zagranicznego Wielkiej Brytanii.

Produkcja przemysłowa i wytwórcza silnie zakończyły poprzedni rok wzrostem ponad 4 proc. r/r. Styczeń może przynieść odreagowanie, choć przeciw temu poglądowi przemawiają solidne odczyty indeksu PMI. Rozczarowanie będzie miało silniejszy wpływ na funta, biorąc pod uwagę mnożące się oznaki, że niepewność wokół Brexitu nie pozwoli na silniejsze przyspieszanie ożywienia gospodarczego. W Kanadzie opublikowany zostanie raport z rynku pracy. W ciągu ostatnich sześciu miesięcy za każdym razem zmiana zatrudnienia wypadała bardziej optymistycznie niż wskazywał konsensus, więc kolejny odczyt w tym tonie może być wspierający dla CAD. Z drugiej strony w mijającym tygodniu BoC zbagatelizował lepsze dane z gospodarki, pozostając skupionym na ryzykach zewnętrznych. W rezultacie rynek może mieć mniejszą chęć partycypować w umocnieniu CAD, gdyby dane ponownie zaskoczyły. Ponieważ odczyt jest w tym samym czasie, co raport z USA, USD/CAD znajdzie się w środku burzy.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Komentarz walutowy: dolar, euro, funt – 10.03.2017

USDPLN

Czwartek był kolejnym dniem, kiedy kurs dolara znajdował się w konsolidacji pomiędzy 4,07 – 4,0950. Górne ograniczenie kanału pierwszy raz zostało przetestowane 21 lutego i od tego czasu popyt nie ma siły, by pokonać granicę 4,10. W piątek poznamy rządowy raport z rynku pracy tzw. peyrolls. Należy oczekiwać danych lepszych od konsensusu, co powinno umocnić dolara na szerokim rynku. W przypadku wzrostów cena ma szanse przetestować poziom 4,16, natomiast w przypadku gorszych danych z gospodarki amerykańskiej dojdzie do dużego rozczarowania i korekta może być dużo mocniejsza, wybijając dolne ograniczenie horyzontalnego kanału trendowego z celem nawet w okolicach 4,00 złotych.

ergokantor-pl_usdpln źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

EURPLN

Bardzo ciekawa sytuacja jest na parze EURPLN. Cena przetestowała poziom 4,3250 i obecnie rynek powinien obrać kierunek. W przypadku wzrostów możliwe są 2 scenariusze. W pierwszym cena po dotarciu do 4,3370 tj. lokalnego szczytu wyrysowanego przez głowę formacji RGR, odbije i wróci do horyzontalnego kanału trendowego. W drugim cena może wybić ten poziom i rysować nowe szczyty. W przypadku spadków pierwszym wsparciem jest poziom 4,29.

ergokantor-pl_eurplnźródło: opracowanie własne ergokantor.pl

GBPPLN

Sytuacja na funcie od kilku dni się nie zmienia. Rynek kilkukrotnie testował poziom 4,9560, jednak za każdym razem uaktywniał się popyt. Naszym zdaniem należy spodziewać się dalszej deprecjacji funta. Cena przy kolejnym teście poziomu 4,9560 powinna go wyłamać i docelowo dojść do 4,9190 księgując formację 1 do 1.

ergokantor-pl_gbpplnźródło: opracowanie własne ergokantor.pl

10.03.2017, godz. 7:00

Powyższy komentarz walutowy nie jest rekomendacją w rozumieniu Rozporządzenia Ministra Finansów z 19 października 2005 roku. Komentarz został sporządzony w celach informacyjnych i nie powinien stanowić podstawy do podejmowania decyzji inwestycyjnych. Goldem Sp. z o.o., właściciel marki ergokantor.pl i autor komentarza nie ponoszą odpowiedzialności za decyzje inwestycyjne podjęte na podstawie informacji zawartych w niniejszym komentarzu.

Teksty sprzedają – Filip Nocny o zasadach skutecznego copywritingu

Teksty są, zawsze były i zawsze będą najważniejszym narzędziem sprzedażowym, podstawą reklamy. W dużym stopniu to właśnie one decydują o tym, czy klient kupi dany produkt lub skorzysta z danej usługi, czy nie. Tymczasem często nawet w dużych firmach copywriting pozostawia wiele do życzenia. Kierują one do swoich klientów teksty marnej jakości, które zamiast przyciągać odbiorców, potrafią ich odpychać. Jakie błędy są najpoważniejsze?

„Dobry copywriting wyróżnia firmę na tle konkurencji, kreuje wizerunek i odzwierciedla DNA biznesowe całej marki. Jest też podstawowym i zasadniczym narzędziem sprzedażowym każdej firmy. Po trzecie, teksty w przestrzeni internetowej odgrywają kluczową rolę w pozycjonowaniu i decydują o tym, że firmy znajdują się na wysokim miejscu w wyszukiwarce Google” – mówi w wywiadzie dla agencji informacyjnej infoWire.pl Filip Nocny, dyrektor kreatywny agencji Nocny Copywriter i współwłaściciel firmy coachingowej Arena Szkoleń.

Jednym z najczęstszych błędów popełnianych podczas pisania tekstów sprzedażowych jest wpadanie w „pułapkę samouwielbienia”. Polega ona na tym, że firmy koncentrują się na sobie, a nie na swoich potencjalnych klientach. Niedobre jest także przedstawianie swojej marki czy konkretnych produktów i usług przez pryzmat cech oraz zalet. Powinno się zamiast tego używać języka korzyści – pokazywać, co te cechy i zalety mogą dać klientom. Kolejnym błędem jest popadanie w sztampę i stosowanie pustych frazesów typu „oferujemy kompleksowe usługi dostosowane do indywidualnych potrzeb klientów”. Nieporozumieniem jest również posługiwanie się zawiłym językiem branżowym (w przekonaniu, że dzięki temu firma będzie uchodziła za bardziej profesjonalną i wiarygodną) – ludzie chętniej podejmują decyzje zakupowe wtedy, gdy przekaz jest prosty, a nie skomplikowany.

Zwolnienia grupowe w PZU SA i PZU Życie SA

Zarządy PZU SA i PZU Życie SA podjęły decyzję o rozpoczęciu procesu restrukturyzacji zatrudnienia. Dotyczyć będzie on wszystkich obszarów funkcjonalnych firmy.  Proces ma się rozpocząć 24 marca i zakończyć 17 grudnia 2017 roku. Redukcja zatrudnienia może objąć nie więcej niż 956 pracowników PZU SA i PZU Życie SA.

„Proces zmiany, jaka nas czeka, związany jest z przyjętą i realizowaną Strategią Grupy PZU na lata 2016-2020. Ważne jest dla mnie, aby był on przeprowadzony w sposób jak najmniej dotkliwy i zapewnił zwalnianym pracownikom istotną pomoc. Liczę, że wypracowane porozumienie ze związkami zawodowymi działającymi w PZU uwzględni oczekiwania każdej ze stron. Nadchodzący czas będzie także dużym wyzwaniem dla naszych menadżerów. Zależy mi na tym, aby w tym trudnym okresie byli szczególnie wrażliwi i uważni oraz wspierali członków swoich zespołów” – powiedział Bartłomiej Litwińczuk, członek zarządu PZU.

„Naszym celem jest zapewnienie pracownikom objętym zwolnieniami korzystniejszych warunków odejścia, niż gwarantują to przepisy prawa. Oprócz odpraw gwarantowanych, wynikających z ustawy o zwolnieniach grupowych, chcemy także wypłacić dodatkową odprawę. Otrzymają ją Ci pracownicy, którzy zawrą porozumienie o rozwiązaniu umowy o pracę. To jednak nie wszystko. Każda osoba objęta procesem zwolnień grupowych będzie miała możliwość skorzystania ze specjalnie przygotowanego programu outplacmentowego. Wszystko to po to, aby oprócz wsparcia finansowego zapewnić naszym pracownikom jak najszybszy powrót na rynek pracy” – powiedziała Magdalena Kurpiewska, dyrektor biura zarządzania kadrami.

Przygotuj się na przyszły tydzień 10.03.2017

Przyszły tydzień na rynkach zapowiada się tak samo interesująco jak poprzedni, tyle, że zamiast EBC mamy FED. Pierwsze, ważniejsze dane zostaną opublikowane w nocy z poniedziałku na wtorek, poznamy wówczas australijską koniunkturę w przemyśle.

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii

Najistotniejsze dane makroekonomiczne dla Australii, Kanady, Stanów Zjednoczonych, Strefy Euro, Nowej Zelandii, Japonii

Źródło: Admiral Markets

Kalendarz jest pełen publikacji, ale inwestorzy z niecierpliwością czekają na środę, ale nie powinniśmy być zaskoczeni decyzją Rezerwy Federalnej.

Środa- Stany Zjednoczone

Publikacją dnia, a zarówno całego tygodnia będą stopy procentowe ustalane przez Rezerwę Federalną. Niemniej jednak nie możemy pominąć środowej publikacji dotyczącej inflacji, na której każdemu teraz zależy. Ale… to było wcześniej. Teraz każdy będzie próbował ją… Zatrzymać! Tak jest, inflacja powróciła i w niektórych przypadkach przewyższyła już cel inflacyjny banku. Dlatego też, czym wyższa inflacja, tym możemy spodziewać się szybszego zacieśniania monetarnego.

Inflacja CPI R/R – Stany Zjednoczone

USA inflacja CPI

Źródło: Bloomberg

Dane o inflacji zostaną opublikowane w środę o godzinie 13:30. Jeżeli opublikowany wynik będzie powyżej ostatniej wartości, to możemy spodziewać się coraz bardziej jastrzębiego wydźwięku amerykańskich władz monetarnych.

Przechodząc do jastrzębiego wydźwięku Rezerwy Federalnej, o godzinie 19:00 poznamy decyzje FOMC w sprawie stóp procentowych oraz najnowsze projekcje makroekonomiczne, a 30 minut później odbędzie się konferencja z udziałem Janet Yellen.

Na chwile obecną nie powinniśmy być zaskoczeni, po ostatnich wypowiedziach członków Rezerwy Federalnej inwestorzy są pewni, że koszt pieniądza zostanie podniesiony.

Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych

FED prawdopodobieństwo podwyzki

Źródło: Bloomberg

Reasumując, w najbliższą środę FED podniesie stopy procentowe, jeżeli tego nie zrobi, to na rynku zapanuje bardzo duża zmienność. Co więcej, rynek powoli zaczął wyceniać kolejną (oprócz marcowej) podwyżkę stóp procentowych, do której teoretycznie ma dojść na czerwcowym posiedzeniu. Prawdopodobieństwo takiego rozwoju wydarzeń wynosi 51 procent.

Czwartek – Japonia

Dzień po Rezerwie Federalnej czeka nas decyzja Banku Japonii oraz Szwajcarskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. W obydwu przypadkach rynek nie wywiera presji na banku centralnym, zatem konsensus rynkowy nie przewiduje jakichkolwiek zmian co do prowadzenia polityki monetarnej.

Rynki do obserwacji

Jednym z ciekawszych rynków do obserwacji jest para walutowa USD/PLN. Polski Złoty powinien być w dalszym ciągu wspierany przez wszystkie czynniki, które zostały opisane w technicznym przeglądzie rynków.

USD/PLN, interwał dzienny

Przygotuj się na przyszły tydzień 10.03.2017 1

Źródło: Admiral Markets

Na wykresie dziennym strefa 4.09-4.12 nie została pokonana. Każdy atak byków kończy się niepowodzeniem. Powodów do utrzymania obecnej strefy oraz kontynuacji umacniania się PLN-a względem USD jest kilka. Po pierwsze sezonowość, Od 2002 roku para walutowa USD/PLN w marcu cechowała się większymi spadkami niż wzrostami. Średni spadek dla tego miesiąca z ostatnich 15 lat wyniósł 0.26 proc. Co więcej, podobną sytuację mieliśmy w kwietniu, ale skala spadków była o wiele większa i oscylowała w okolicy 1.48 proc.

Na korzyść rodzimej waluty przemawia również Giełda Papierów Wartościowych, a dokładniej główny indeks – WIG 20. Giełda oraz waluta w przypadku Polski jest ze sobą ściśle powiązana, z tego też powodu obserwując bardzo bycze nastawienie do indeksu WIG 20 możemy spodziewać się dalszego umacniania Złotego w stosunku do Dolara amerykańskiego. Wykres pokazujący korelacje obydwu instrumentów został pokazany poniżej.

WIG 20 (linia żółta), PLN/USD (linia biała)

PLNUSD i WIG20

Źródło: Bloomberg

Korelacja pomiędzy WIG 20, a walutą PLN/USD (odwrócony kurs USD/PLN) jest dosyć wysoka. Przy tak mocnym wystrzale indeksu WIG 20 nasza waluta powinna zacząć za nim podążać.

Zagrożeniem dla scenariuszu spadkowego jest Rezerwa Federalna, która może umocnić dolara amerykańskiego. Niemniej jednak przy pewnej podwyżce stóp procentowych dolar amerykański po oficjalnym ogłoszeniu wyższego kosztu pieniądza nie powinien się umacniać.

Kolejnym ciekawym instrumentem może okazać się kolejna waluta, tym razem USD/CAD. W ostatnim czasie doszło do mocnego wystrzału, w kilka dni z poziomu 1.3060 dotarliśmy do 1.3510. Aktualnie byki mają przed sobą silny opór rozciągający się od 1.3510 do 1.3580. Bazowym scenariuszem pozostanie jego obrona, niemniej jednak w tym przypadku mamy dwa zagrożenie. Pierwszym jest Rezerwa Federalna, drugim kontynuacja przeceny ropy naftowej.

USD/CAD, interwał dzienny

Przygotuj się na przyszły tydzień 10.03.2017 2

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Ambitne plany sieci handlowej Stokrotka. W tym roku otworzy 90 nowych sklepów i wprowadzi nową politykę cenową

Ambitne plany sieci handlowej Stokrotka. W tym roku otworzy 90 nowych sklepów i wprowadzi nową politykę cenową 3

Należąca do Emperii sieć marketów i supermarketów Stokrotka ma na ten rok ambitne plany rozwoju. Zamierza otworzyć łącznie 90 nowych sklepów, wprowadzić nową politykę cenową i asortyment. Skupi się na rozwijaniu formatu marketów w dogodnych lokalizacjach. Firma będzie też zwiększać zatrudnienie, pomimo trudnej sytuacji na rynku pracy i wzrostu płac. Emperia Holding, właściciel Stokrotki, w ostatnim kwartale minionego roku wypracował bardzo dobre wyniki finansowe. 

– Sieć Stokrotka będzie zmieniała się w 2017 roku. Dotyczy to zarówno naszej polityki cenowej, pozycjonowania cenowego, jak i warunków zakupowych. Będziemy również wprowadzali zmiany w asortymencie, w obszarze wewnętrznych procedur, efektywności naszych pracowników w sklepach i logistyce. To są obszary, na których chcemy się mocno skoncentrować – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Cezary Baran, wiceprezes Emperia Holding, właściciel sieci handlowej Stokrotka.

Notowana na warszawskiej giełdzie spółka zamierza w tym roku otworzyć łącznie 90 nowych sklepów pod szyldem Stokrotki, w tym 15 supermarketów, 40 marketów oraz 35 sklepów franczyzowych. Skupi się na formacie marketowym i mniejszych placówkach, które mają większy potencjał i są lepiej dopasowane do potrzeb rynku.

– W tym roku będziemy nadal rozwijać się organicznie. Skupimy się przede wszystkim na mniejszych sklepach, ponieważ ilość dostępnych lokalizacji marketów jest zdecydowanie większa. W przypadku supermarketów o powierzchni 400-500 mkw. jesteśmy skazani na nowopowstałe lokalizacje i tylko w niewielkim zakresie możemy korzystać z tych, które pojawiają się na rynku – tłumaczy Cezary Baran.

Sklepy sieci Stokrotka w mniejszym formacie są ponadto bardziej rentowne i lepiej przyjmowane przez klientów, co pozytywnie wpływa na finansową efektywność całego biznesu. Wiceprezes Emperii podkreśla, że plan rozwoju i otwarć nowych placówek na 2017 rok jest ambitny, ale możliwy do zrealizowania.

W związku z rozwojem sieci detalicznej Stokrotki i otwieraniem nowych punktów spółka planuje w tym roku zwiększać zatrudnienie. Na rynku jest jednak duży problem z pozyskaniem nowych pracowników, czego w ubiegłym roku doświadczyła większość firm z sektora handlowego. Z powodu rekordowo niskiego bezrobocia, w Polsce coraz silniej rysuje się rynek pracownika.

– Słyszymy od naszych konkurentów, że niektórzy – szczególnie ci, którzy prowadzą bardzo szeroką sieć detaliczną – nie mogą zrekrutować pracowników do nowo otwieranych placówek. Szczęśliwie w naszym przypadku takie sytuacje jeszcze nie miały miejsca i miejmy nadzieję, że do tego nie dojdzie, natomiast to dobrze pokazuje, na jakim rynku musimy funkcjonować – mówi Cezary Baran.

W 375 sklepach sieci (na koniec stycznia) na terenie całej Polski Stokrotka zatrudnia obecnie ponad 8 tys. pracowników. Wiceprezes Emperii spodziewa się, że w najbliższym czasie pensje pracowników w sektorze handlu będą rosły szybciej niż inflacja.

– Intensywny wzrost wynagrodzeń w całym sektorze miał miejsce już w ubiegłym roku. Myślę, że w dłuższym terminie wynagrodzenia będą rosły w detalu szybciej niż inflacja. Co do tego nie ma żadnych wątpliwości – ocenia Cezary Baran.

W ubiegłym tygodniu Emperia Holding podsumowała wyniki finansowe za ostatni kwartał ubiegłego minionego roku, z których wynika, że osiągnęła w tym czasie przychody ze sprzedaży w wysokości 648 mln zł (wzrost o 9,4 proc. rok do roku). Zysk ze sprzedaży sięgnął 180 mln zł (wzrost o 9,57 proc.), natomiast zysk operacyjny wyniósł 20,5 mln zł wobec 11,53 mln zł rok wcześniej.

– Czwarty kwartał był dla nas wyjątkowo udany, zarówno jeśli chodzi o organiczny wzrost sieci, jak i o wyniki finansowe. Ponad 40-proc. przyrost EBITDA z pewnością robi wrażenie. Również po czterech kwartałach EBITDA w znaczący sposób wzrosła, osiągnęliśmy poziom ponad 111 mln zł przy obrotach niemal 2,5 mld. Na pewno można się cieszyć z tych rezultatów – ocenia Cezary Baran.

Jak podała Emperia, w styczniu tego roku wstępne wyniki sprzedaży towarów w sieci Stokrotka sięgnęły 188 mln zł i były wyższe o ok. 4,7 proc. ujęciu rocznym. Sieć otworzyła też trzy nowe sklepy (dwa markety i jeden sklep franczyzowy).

Benzyna na stacjach może jeszcze potanieć. W przypadku autogazu możliwe są niewielkie wzrosty cen

Benzyna na stacjach może jeszcze potanieć. W przypadku autogazu możliwe są niewielkie wzrosty cen 4

Tanieje benzyna na rynku hurtowym, co może się przełożyć na obniżki cen w obrocie detalicznym. Natomiast nie należy się spodziewać niższych cen diesla czy autogazu. Zdaniem analityka rynku paliw z firmy E-petrol gaz LPG może w perspektywie 2-3 miesięcy podrożeć, choć nie będzie to znacząca różnica.

– Mamy do czynienia z niewielkim spadkiem cen detalicznych w porównaniu z tygodniem ubiegłym. 4,77 zł to jest średnia cena jednego litra benzyny, 4,69 zł to jest cena oleju napędowego. To są tak naprawdę ceny niższe o grosz niż tydzień wcześniej. W przypadku autogazu mamy zatrzymanie na poziomie 2,24 zł. To przez ostatnie dwa tygodnie poziom praktycznie niezmienny – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Jakub Bogucki, analityk rynku paliw E-petrol.pl.

Pod koniec pierwszego tygodnia marca cena benzyny Pb98 w hurcie była niższa w porównaniu z tą sprzed tygodnia o 22 zł na 1 m. sześc. (3884 zł). Tańsza Pb95 potaniała jeszcze bardziej, bo o 43 zł do 3658 zł/1 m. sześc. Skromniejsze przeceny dotknęły olej napędowy (11 zł).

– W przypadku hurtu paliwowego na rynku polskim możemy mieć do czynienia z nawet sporymi obniżkami, zwłaszcza w przypadku cen benzyny w hurcie, co może rzutować na rynek detaliczny – przewiduje Bogucki. – W przypadku diesla ceny raczej zatrzymają się na obecnym poziomie, tak że poziom później widoczny na pylonach stacyjnych będzie niespecjalnie różny od tego, który widzimy obecnie, między 4,60, a 4,70 zł za litr.

W tej sytuacji średnia cena najdroższej Pb98 może spaść poniżej 5 zł za litr. Natomiast właściciele aut z instalacją gazową mogą się spodziewać podwyżki, choć nie powinna ona być rażąca ani dotkliwa.

– W przypadku autogazu możemy mieć do czynienia z pewnym wzrostem, natomiast w żadnym przypadku, ani spadku cen benzyn, ani wzrostu cen diesla czy autogazu, nie powinniśmy spodziewać się zmiany zaskakująco dużej czy bolesnej dla kieszeni kierowców – uspokaja Bogucki. – W tej chwili mówimy raczej w perspektywie nie tylko tygodni, ale nawet najbliższych 2-3 miesięcy o zmianach w skali kilku-, może kilkunastogroszowej maksymalnie. Na pewno nie będą to zmiany, które kierowców polskich bardzo zabolą czy zaskoczą.

Niższe ceny paliw w hurcie to wynik m.in. spadku cen ropy, która jest najtańsza w tym roku i 9 marca po raz pierwszy od ponad trzech miesięcy spadła poniżej 50 dolarów za baryłkę ropy WTI, zaś brent potaniała do poziomu poniżej 52 dolarów. Wcześniej, od listopada, ceny surowca rosły w oczekiwaniu na zapowiadane cięcia podaży, co zadeklarowały zarówno państwa OPEC, jak i część producentów spoza kartelu, m.in. Rosja. Jednak po lutym okazało się, że główny ciężar cięcia wziął na siebie tylko jeden kraj – Arabia Saudyjska, a np., Rosja ograniczyła wydobycie o jedną trzecią zadeklarowanej ilości. Ponadto Stany Zjednoczone zaczęły zwiększać wydobycie. W tygodniu obejmującym koniec lutego i początek marca zapasy paliw w USA wzrosły o 8,2 mln baryłek do niemal 530 mln baryłek, podczas gdy spodziewano się wzrostu o 1,1 mln baryłek.

– Decyzje odnośnie do zmniejszenia globalnej podaży ropy miały wpływać prowzrostowo, tzn. pomóc krajom OPEC zarabiać więcej na sprzedaży ropy. Natomiast w sytuacji, kiedy kraje OPEC produkują mniej, pojawia się pole dla innych eksporterów, np. dla Stanów Zjednoczonych, którzy tę swoją produkcję zwiększają i tym samym mamy do czynienia nie tylko z mniejszą podażą ropy, ale wręcz z jej wzrostem – potwierdza analityk.

Jego zdaniem ropa w kolejnych tygodniach będzie znajdować się w przedziale 50-60 dolarów za baryłkę, przy czym zdecydowanie bliżej dolnej niż górnej granicy tego pasma.

Rośnie wartość firm przemysłowych z polskiej giełdy. Coraz częściej inwestują one w budowę zakładów produkcyjnych

Rośnie wartość firm przemysłowych z polskiej giełdy. Coraz częściej inwestują one w budowę zakładów produkcyjnych 5

Choć lutowe wskaźniki sytuacji w przemyśle okazały się odrobinę niższe niż w poprzednich miesiącach, zarówno nastroje w branży, jak i twarde dane świadczą o dobrej kondycji firm producenckich notowanych na GPW. Zyskują zwłaszcza eksporterzy. Wbrew atmosferze politycznej przemysł chętnie inwestuje w rozwój mocy, zwłaszcza na rodzimym rynku.

– Nastroje wśród spółek uwzględnionych w Giełdowym Indeksie Produkcji są dobre, przede wszystkim wśród inwestorów, którzy dokonują zakupów akcji tych spółek – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Piotr Rojek, prezes zarządu spółki DSR, dostarczającej oprogramowanie dla firm przemysłowych. – Nasz indeks koncentruje się na wartości spółek produkcyjnych i w ten sposób mierzymy ich kondycję. Widzimy, że w 2016 roku 60 spółek, które wchodzą w skład indeksu, zwiększyło swoją wartość o kilka procent. Na początku tego roku również mamy wzrosty. W styczniu ten wzrost był bardzo dynamiczny i wyniósł ponad 6-proc., a w lutym był nieco mniejszy.

DSR wraz z serwisem analitycznym Produkcja.expert od jesieni 2016 roku publikują co miesiąc wartość Giełdowego Indeksu Produkcji, obejmującego 60 spółek sektora przemysłowego notowanych na warszawskim parkiecie. Grupa ta analizowana jest od początku ubiegłego roku. W ciągu 12 miesięcy wartość indeksu wzrosła z bazowych 1000 pkt do 1049,79 pkt, czyli niemal o 5 proc. W samym tylko styczniu wzrost wyniósł 6,5 proc., natomiast w lutym nastąpiło wyhamowanie tempa wzrostu do 3 proc.

– Jednym z liderów wzrostu zarówno w 2016 roku, jak i w lutym 2017 roku, jest spółka Wielton. Pozyskała ona duże zamówienia zagraniczne – kontrakty dla Scanii – tłumaczy Rojek. – Wyczuwamy taką charakterystykę, że jeżeli w Polsce te nastroje, które widoczne są np. we wskaźniku PMI, są nieco gorsze, to zyskują spółki, które sprzedają dużo za granicę.

Lekkie pogorszenie nastrojów widoczne jest również w odczycie indeksu PMI, obrazującym nastroje wśród menedżerów do spraw zakupów w firmach produkcyjnych. Jego wartość za luty spadła do 54,2 pkt z 54,8 pkt w styczniu. Ekonomiści oczekiwali powtórzenia styczniowego wyniku. Jednak jak podkreślają autorzy raportu z IHS Markit, wciąż jest to bardzo dobry odczyt, a perspektywy sektora pozostają pozytywne.

– Prognozowanie miesięcznego odczytu wskaźnika jest trudne, natomiast zaczęliśmy badać kondycję tych firm na początku 2016 roku, mniej więcej wtedy, gdy zaczęły się pojawiać doniesienia o planie Morawieckiego, którego jednym z elementów jest reindustrializacja – wyjaśnia prezes DSR. – Na tej podstawie można mówić o pewnym trendzie i jest on zdecydowanie pozytywny. Ten wskaźnik rośnie. Trochę to inaczej wyglądało w I połowie 2016, natomiast od IV kwartału 2016 poprzez pierwsze dwa miesiące 2017 roku wyraźny jest trend wzrostowy.

Produkcja sprzedana przemysłu wzrosła w styczniu o 9 proc. rok do roku, licząc w cenach stałych. Był to najmocniejszy wzrost od lutego 2011 roku. Nowe zamówienia w przemyśle przez wszystkie miesiące 2016 roku z wyjątkiem lipca rosły dwucyfrowo rok do roku, w grudniu osiągając wzrost w cenach bieżących o ponad połowę. W styczniu wzrost wyniósł 11,9 proc.

– Ten trend trochę jest zaskoczeniem, bo wbrew panującej atmosferze politycznej te spółki doskonale sobie dają sobie radę. Z naszego punktu widzenia istotne jest to, że spółki dalej inwestują w moce produkcyjne w Polsce. Nie ma już tego zjawiska, które było widoczne kilka czy kilkanaście lat temu, że produkcję wyprowadzało się do krajów tańszych. Część polskich przedsiębiorstw przeniosło produkcję np. na Ukrainę – mówi Piotr Rojek. – Teraz inwestuje się w moce produkcyjne w Polsce.

Banki stawiają na innowacyjne start-upy. PKO Bank Polski ponownie uruchamia dla nich konkurs

Banki stawiają na innowacyjne start-upy. PKO Bank Polski ponownie uruchamia dla nich konkurs 6

Rynek finansowy staje się coraz bardziej zaawansowany technologicznie. Duża w tym zasługa innowacyjnych start-upów pracujących nad rozwiązaniami, które mogą zrewolucjonizować bankowość. Dlatego instytucje finansowe wybierają współpracę zamiast konkurencji z tymi podmiotami. Z początkiem marca PKO Bank Polski uruchomił kolejny konkurs dla innowacyjnych start-upów z branży finansowej. Celem jest ułatwienie komercjalizacji najlepszych i najbardziej innowacyjnych rozwiązań. 

– Banki powinny angażować się we wspieranie start-upów FinTech ze względu na wzrost innowacyjności rynku finansowo-technologicznego. Z drugiej strony, powinny też czerpać z nich inspiracje, ponieważ to nieunikniona kolej rzeczy. Jeżeli nie będziemy obserwować młodych firm, rozwijających innowacyjne rozwiązania, to zatrzymamy się w miejscu – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Grzegorz Pawlicki, dyrektor Biura Innowacji i Doświadczeń Klienta w PKO Banku Polskim.

Dzięki współpracy mikrofirmy uzyskują wsparcie i finansowanie w pierwszych etapach swojej działalności, a duże banki stają się coraz bardziej innowacyjne.

– Tego typu rozwiązania mogą wrzucić drugi bieg w innowacyjności polskiego sektora bankowego. Banki mogą je zasymilować i na tej bazie uatrakcyjnić ofertę dla klientów, podnosząc swoją konkurencyjność. Instytucje finansowe powinny wchodzić w dialog ze start-upami, ponieważ one zmuszają wewnętrzne struktury w bankach do tego, aby myśleć w sposób bardziej kreatywny, bardziej innowacyjny, żeby stawiać znaki zapytania zastanych procesów i nieustannie pracować nad ulepszeniami. To jest jak najbardziej właściwa strategia – zaznacza Piotr Helbich, dyrektor Biura Kart i Płatności w PKO Banku Polskim.

Branża FinTech rośnie dynamicznie na całym świecie. Firma doradcza PwC prognozuje, że w nadchodzących latach start-upy mogą przejąć do 33 proc. światowego rynku usług finansowych. Instytucje bankowe, które nie chcą zostać w tyle, muszą wypracować model czerpania wzorców i współpracy ze start-upami finansowymi.

Z początkiem marca ruszył nabór do kolejnej edycji ścieżki akceleracyjnej „Let’s Fintech with PKO Bank Polski!”, której celem jest wsparcie młodych i innowacyjnych start-upów z branży finansowej. To część programu prowadzonego wspólnie z MIT Enterprise Forum Poland. Wybranym przedsiębiorcom największy polski bank udzieli wsparcia mentorskiego i wesprze ich w trakcie procesu komercjalizacji nowego produktu bądź usługi.

– Ścieżka jest dedykowana start-upom z branży finansowej, które posiadają w tym obszarze unikalną technologię. Mamy mentorów wyznaczonych spośród kadry zarządzającej, prowadzimy warsztaty i tworzymy środowisko działów laboratoryjnych, gdzie start-upy mogą przetestować swoją technologię. Chcemy współpracować ze start-upami, tak aby wyłuskać najfajniejsze i najciekawsze pomysły bądź wesprzeć nasze innowacyjne produkty – mówi Grzegorz Pawlicki.

Start-upy, które chcą wziąć udział w programie, mogą zgłaszać swój akces do 15 maja. Po tym czasie zostanie wybranych 25 najlepszych projektów, z których 5 ma dotyczyć obszaru finansów. Wśród finalistów znajdą się te start-upy, które mają największy potencjał biznesowy i odpowiednio dojrzały, dopracowany pomysł na działalność.

Program MIT Enterprise Forum Poland uzyskał finansowanie z rządowego programu ScaleUp, realizowanego przez PARP. Dzięki temu wyłonione w konkursie mikrofirmy mogą liczyć na granty w maksymalnej wysokości 200 tys. zł na dofinansowanie działalności oraz do 50 tys. zł na usługi związane z rozwojem start-upu. Ponadto, piątka najlepszych wyjedzie na tygodniowe szkolenie do Massachusetts Institute of Technology, jednej z najlepszych uczelni technologicznych na świecie, która mieści się w Bostonie.

W poprzednim, jesiennym naborze do ścieżki akceleracyjnej „Let’s Fintech with PKO Bank Polski!” zgłoszono 26 aplikacji, co było najlepszym dotychczas wynikiem w ramach całego programu. Spośród nich wybrano szóstkę najlepszych, które PKO Bank Polski objął wsparciem i mentoringiem.

– Jako mentor wspieram start-up, który pracuje nad stworzeniem inteligentnego asystenta CRM dla działów sprzedażowych. W trakcie wspólnych spotkań dzielę się swoim doświadczeniem w obszarze bankowości i przedsiębiorczości. W trakcie regularnych telekonferencji omawiamy te elementy, przy których założyciele start-upu potrzebują spojrzenia z innej perspektywy, skonsultowania jakiegoś rozwiązania – mówi Elżbieta Jarmusz, dyrektor ds. partnerstw strategicznych w PKO Banku Polskim, która pełni rolę mentora w programie prowadzonym wspólnie z MIT Enterprise Forum Poland.

– Dopiero rozpoczynamy współpracę z dużymi podmiotami i PKO BP naprowadza nas na te elementy, które są ważne w tym procesie. Jesteśmy po wielu spotkaniach wewnętrznych, a wszystkie uwagi, zarówno biznesowe, jak i technologiczne, na bieżąco wprowadzamy w życie i poprawiamy jakość naszego rozwiązania – mówi Jagoda Pieścicka, założycielka Nu Delta.

Start-up Nu Delta, który zakwalifikował się do programu w jesiennym naborze, stworzył rozwiązanie nazwane roboczo „fotoprzelewem”. Za pomocą jednego kliknięcia i zdjęcia dane z faktury są przez aplikację mobilną automatycznie rozpoznawane, sczytywane i uzupełniane w bankowym formularzu przelewu.

– Zaczęliśmy od faktur, ale nasza technologia jest na tyle elastyczna, że jesteśmy w stanie odczytywać wszelkie możliwe dokumenty: dowody osobiste, umowy czy wewnętrzne dokumenty bankowe, i przenosić je z formatu papierowego do elektronicznego – mówi Jagoda Pieścicka.

Piotr Helbich zauważa, że program wsparcia dla innowacyjnych start-upów finansowych zbiega się w czasie z nowymi regulacjami prawnymi w Europie, które mają otworzyć rynek usług finansowych. Unijna dyrektywa PSD2, uchwalona w 2015 roku, ma na nowo uregulować rynek usług płatniczych, uwzględniając rozwój FinTechów i digitalizację branży finansowej w ostatnich latach.

Niewydolność nerek groźniejsza niż zawał serca. 90 proc. chorych jest nieświadomych tego schorzenia

Niewydolność nerek groźniejsza niż zawał serca. 90 proc. chorych jest nieświadomych tego schorzenia 7

Kłopoty z nerkami ma około 4,5 mln Polaków, ale zdecydowana większość z nich o tym nie wie. Co roku ponad 80 tysięcy umiera z powodu nierozpoznanej lub rozpoznanej zbyt późno choroby nerek. Niewydolność tego narządu rozwija się powoli i bezboleśnie, nie dając żadnych objawów. Wykryta zbyt późno jest nieuleczalna. Życie pacjenta można uratować tylko dzięki wykonywanym co drugi dzień dializom. Tymczasem wcześne wykrycie choroby daje duże szanse na wyleczenie, a diagnozę przyspiesza proste badanie moczu i krwi. 

Z badań przesiewowych, prowadzonych od siedmiu lat w ramach akcji Nefrotest, wynika że z chorobą zmaga się około 4,5 mln Polaków. Większość z nich nie ma świadomości tego faktu, a choroba nie została u nich właściwie zdiagnozowana.

Większość chorób nerek przebiega w zupełnej nieświadomości zarówno pacjentów, jak i lekarzy. Tej ostatnie fazy, czyli dializ i przeszczepienia nerek, wszyscy chcą uniknąć. To dla nas ogromne pole do popisu, żeby sprawić, aby nie wszystkie osoby, które chorują na nerki doszły do tego stadium. Choroba musi być zatrzymana wcześniej – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes prof. dr hab. n. med. Ryszard Gellert, konsultant krajowy w dziedzinie nefrologii.

Nerki uszkodzone nawet w 90 procentach nie powodują żadnych charakterystycznych dolegliwości Jednak zatrzymanie choroby na tym etapie jest już niemożliwe. Niewydolność nerek rozwija się powoli i bezboleśnie, wyniszczając organizm i wpływając na degradację innych narządów. Dolegliwości bólowe pojawiają się dopiero w zaawansowanym stadium, kiedy nerki są nieodwracalnie zniszczone.

Według szacunków, tylko w tym roku przynajmniej 4 tys. osób rozpocznie dializy, służące ratowaniu życia. Połowa z nich nigdy wcześniej nie leczyła się na nerki. 80 tysięcy umrze z powodu ich niewydolności.

Choroby nerek są bardzo podstępne, ponieważ nie dają objawów bólowych. Możliwe do wykrycia symptomy pojawiają się dopiero wtedy, gdy następuje zatrucie toksynami mocznicowymi organizmu, kiedy nerki już nie są w stanie oczyścić krwi z toksyn. Wtedy jest już za późno, żeby zapobiegać. Można tylko utrzymywać pacjenta przy życiu dzięki hemodializom. Najlepszym leczeniem jest przeszczepienie nerki – mówi dr Iwona Mazur, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Osób Dializowanych.

Co roku w Polsce nową nerkę dostaje 5 proc. dializowanych. Można ją otrzymać od dawcy żywego bądź zmarłego. Największe szanse na powodzenie mają transplantacje od członków rodziny. Jednak takich przeszczepów w Polsce wykonuje się tylko kilkadziesiąt rocznie.

Regularnym dializom co drugi dzień (zabieg trwa 4-5 godzin) poddawanych jest aktualnie około 20 tys. pacjentów. W porównaniu do liczby chorych, to niewielki odsetek. Zdecydowana większość, bo aż 95 proc. chorych umiera bez diagnozy.

Choroby nerek trzeba aktywnie szukać, ponieważ nie daje ona żadnych objawów. Pacjenci uważają, że są zmęczeni, w trochę gorszej formie. Składają to na karb przemęczenia, stresu w pracy, starzenia się. Potrafią wytłumaczyć sobie wszystko, zamiast zrobić proste badania moczu i krwi – mówi prof. dr hab. n. med. Ryszard Gellert.

Wykrycie choroby nerek we wczesnej fazie stwarza dużą szansę na całkowite wyleczenie. W tym celu wystarczy powszechne badanie krwi na poziom kreatyniny i ogólne badanie moczu, które powinny być powtarzane przynajmniej raz do roku.

W przypadku osób z grupy podwyższonego ryzyka badania te powinny być wykonywane trochę częściej, najlepiej dwa razy w roku. To są tanie badania, kosztują kilkanaście złotych, a mogą uratować życie – mówi dr Iwona Mazur.

Wszyscy badają sobie poziom cholesterolu, bo wiedzą, że podwyższony cholesterol może spowodować zawał serca. Tymczasem choroby nerek są tak samo lub nawet bardziej groźne. Jest większe prawdopodobieństwo, że pacjent dostanie zawału, jeżeli ma chore nerki. Choroby nerek łatwo wykryć i zapobiegać ich rozwojowi, a wczesna diagnoza to szansa na długie życie. Dlatego warto zadbać o badania i profilaktykę – dodaje prof. dr hab. n. med. Ryszard Gellert.

Nefrolodzy przestrzegają, że choroby nerek są uwarunkowane cywilizacyjnie, a sprzyja im otyłość, nadciśnienie tętnicze i cukrzyca. W grupie ryzyka są też osoby palące papierosy, nadużywające leków przeciwbólowych, z chorobami serca (po zawale lub udarze) i obciążone genetycznie schorzeniami nerek, które wystąpiły wcześniej w rodzinie. Według prognoz liczba pacjentów z chorobami nerek będzie wzrastać w najbliższych latach.

– Jest to związane z epidemią otyłości i cukrzycy. Ich powikłaniem są właśnie przewlekłe choroby nerek. Można się spodziewać, że będzie przybywać pacjentów chorych na nerki, a już w tej chwili jest to poważna przyczyna zgonów. Co trzeci pacjent w Polsce umiera przedwcześnie, mając chore nerki – mówi konsultant krajowy w dziedzinie nefrologii.

– Jeszcze piętnaście lat temu mówiło się, że na nerki choruje 8 proc. populacji. Teraz jest to już 12 proc. Schorzenia nerek mają podłoże cywilizacyjne, a ich liczba szybko rośnie, bo wszystkie czynniki predysponujące, takie jak nadciśnienie tętnicze, cukrzyca i wiek społeczeństwa temu sprzyjają – mówi dr Iwona Mazur.

Profilaktyka chorób nerek opiera się na zdrowym stylu życia. Nefrolodzy zalecają, aby być aktywnym i regularnie uprawnić sport. Chroni to przed nadciśnieniem, które niszczy nerki. Należy mierzyć ciśnienie i kontrolować poziom cukru we krwi, zdrowo się odżywiać i utrzymywać prawidłową wagę ciała, ograniczyć spożycie soli i dosalanie potraw, nie palić papierosów i nie nadużywać leków, nawet tych bez recepty, ponieważ nawet popularne środki przeciwbólowe zażywane z dużą częstotliwością mogą niszczyć nerki. Bardzo ważne jest też nawodnienie organizmu – należy pić około 2 litrów wody dziennie, ponieważ nerki ciężej pracują nad tym, aby zatrzymać wodę w organizmie, niż żeby ją z niego wydalić.

Lekarze przestrzegają, aby zwracać uwagę na niecharakterystyczne symptomy, takie jak ciągłe zmęczenie, trudności z koncentracją, słabszy apetyt, bezsenność, skurcze mięśni (zwłaszcza w nocy), suchość i swędzenie skóry, obrzęki rąk, nóg i twarzy oraz częste oddawanie moczu. Dotyczy to również dzieci, u których chore nerki powodują bardzo niespecyficzne objawy.

U wielu chorych choroba nerek tli się od dzieciństwa, wywołana na przykład niedoleczoną anginą. Wczesna diagnoza może opóźnić jej rozwój o kilka czy nawet kilkadziesiąt lat – mówi prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Osób Dializowanych.

Z okazji Światowego Dnia Nerek, obchodzonego w większości państw w drugi czwartek marca, lekarze z Polskiego Towarzystwa Nefrologicznego, Sekcji Nefrologicznej Izby Gospodarczej Medycyna Polska, Stowarzyszenia Nefrologia Polska oraz Ogólnopolskie Stowarzyszenie Osób Dializowanych chcą upowszechnić wiedzę o chorobach nerek wśród jak najszerszego grona odbiorców. W tłumnie uczęszczanych miejscach w kilku polskich miastach (m.in. w Poznaniu, Krakowie i Warszawie – przy stacji metra Świętokrzyska) stanęły wczoraj fotele do dializ z dializowanym pacjentem. Akcja miała uświadomić Polakom, jak powszechne i niebezpieczne są choroby nerek.

Euro umacnia się, bo EBC podniósł prognozę inflacji na 2017 i 2018 rok

Euro umacnia się do głównych walut po tym jak Europejski Bank Centralny podniósł prognozę inflacji na bieżący i przyszły rok. W 2017 roku inflacja powinna wynieść 1,7% , a wiec znacznie wyżej  niż prognozowane  wcześniej 1,3%. Na 2018 rok zrewidowana prognoza inflacji wynosi 1,6% wobec 1,5% prognozowanych wcześniej. Natomiast EBC nie zmienił prognozy na 2019 rok, kiedy to inflacja ma wynieść 1,7%. Bank natomiast pozostawił zgodnie z prognozami główne stopy procentowe, czyli refinansową i depozytową, na niezmienionym poziomie. Nie zmienił również planu skupu aktywów, który od kwietnia zostanie zmniejszony do 60 miliardów euro miesięcznie z 80 miliardów euro miesięcznie skupowanych w I kwartale.  

Para EURUSD zareagowała na podwyższenie prognoz inflacji około 0,5% wzrostem i handluje w pobliżu poziomu 1,0580. Para EURJPY zyskuje 0,7% i handluje w pobliżu poziomu 121,50, a para EURGBP rośnie 0,5% i handluje w pobliżu poziomu 0,8710. Europejska waluta umacnia się również wobec złotówki, za jedno euro należy już płacić ponad 4,32 zł.  Na zakończonej niedawno konferencji prasowej prezes EBC Mario Draghi bronił jednak potrzeby kontynuacji stymulusu monetarnego na zaplanowanym wcześniej poziomie. Stwierdził on, że presja inflacyjna pozostaje przygaszona pomimo, iż cykliczne ożywienie gospodarcze osiąga swoje momentum.  Dlatego też nie należy się spodziewać  zakończenia programu QE przed końcem tego roku, chyba że wzrost inflacji zacznie wymykać się spod kontroli.  Tym samym Pan Draghi uciął spekulacje rynkowe co do szybszego zakończenia planu skupu aktywów  ze względu na przekroczenie przez inflację w lutym poziomu 2%. Według niego wzrost cen wynika głownie z rosnących kosztów energii, a wyjście z deflacji, którą obserwowaliśmy w zeszłym roku, można uznać jako sukces polityki pieniężnej EBC.

Baryłka ropy naftowej WTI tanieje dziś ponad 2 % i kosztuje po raz pierwszy w tym roku poniżej 50 dolarów. Również za baryłkę ropy Brent należy płacić poniżej 52 dolarów, co też oznacza ponad 2% spadek cen. Ostatnie spadki na ropie wywołane są przez wciąż mocno rosnące zapasy amerykańskiego surowca. Wraz z ropą tanieją też metale przemysłowe, a za tonę miedzi należy już płacić poniżej 5700 dolarów.  
Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Sygnały sprzedaży na GPW, ECB wzmacnia euro

Fala wyprzedaży przetoczyła się w czwartek przez GPW. W Europie słabsza była tylko giełda w Moskwie, a na wykresie indeksu WIG20 pojawiły się sygnały sprzedaży, sugerujące spadek do 2100 pkt.

W czwartek akcje na giełdzie w Warszawie taniały. Indeks WIG20 spadł do 2189,7 pkt. z 2213,24 pkt. wczoraj na koniec dnia, tracąc 1,1%. W ciągu dnia indeks ten spadał już do 2167 pkt. Tym samym była to jedna z najsłabiej spisujących się giełd w Europie. W zasadzie gorzej zachowywał się tylko parkiet w Moskwie, tracąc o 4,5% w ślad za przeceną na rynku ropy. Dla porównania parkiety we Frankfurcie i Paryżu, ale też węgierski indeks BUX, przez większość dnia oscylowały wokół  poziomów z wczorajszego zamknięcia, wychodząc na plusy w końcówce notowań, zachęcone wzrostami na początku notowań na Wall Street.

Spadki w Warszawie to kontynuacja korekty trwającej od tygodnia, w którą wpisały się dzisiejsze spadki na rynku surowcowym (zwłaszcza ropy, miedzi i srebra). Dodatkowym impulsem do wyprzedaży było przełamanie przez indeks WIG20 strefy wsparcia w okolicach poziomu 2200 pkt., co prowadzi do utworzenia na wykresie dziennym podażowej formacji podwójnego szczytu i otwiera drogę do przeceny o minimum 5%. Należy natomiast wątpić, czy za tym fatalnym zachowaniem GPW stoi polityka i wywołane przez Polskę zamieszanie wokół przedłużenia kadencji Donalda Tuska na stanowisku prezydenta UE.

W gronie największych spółek liderami spadków były banki, spółki surowcowe i energetyczne. To pokazuje, że inwestorzy pozbywali się akcji dużych i płynnych spółek, tak jakby obawiali się kontynuacji przeceny. Perełką w tym gronie były natomiast walory CCC, które wybiły się górą z tygodniowej konsolidacji i wyznaczyły nowe historyczne maksima.

Wśród pozostałych spółek należy wspomnieć o kontynuacji silnej przeceny na walorach Briju oraz o drugim dniu bardzo mocnych spadków akcji Polimexu i PBG, po tym jak wcześniej te akcje wystrzeliły jeszcze mocniej w górę. Pozytywnie wyróżniła się natomiast akcje LiveChat Software, rosnąc o ponad 5%. Tak inwestorzy zareagowali na rekomendację „kupuj” dla tych akcji od jednego z banków z ceną docelową wyznaczoną o około 60% powyżej aktualnej ceny rynkowej.

Dziś znacznie spokojniej niż na giełdzie było na krajowym rynku walutowym. Złoty osłabił się do euro, po tym jak wspólna waluta zaczęła się umacniać w reakcji na wyniki posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Bank nie zmienił głównych parametrów polityki monetarnej i zgodnie z oczekiwaniami podwyższył prognozy PKB i Inflacji, ale też wskazał, że bilans ryzyk poprawił się i obecnie nie ma już potrzeby podejmowania dodatkowych działań wspierających wzrost gospodarczy. Część uczestników rynku może to odbierać jako kolejny mały kroczek w kierunku przyszłej normalizacji polityki monetarnej prowadzonej przez ECB.

O godzinie 16:57 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3240 zł, USD/PLN 4,0865 zł, a CHF/PLN 4,0275 zł. W piątek złoty w dalszym ciągu będzie pozostawał pod wpływem czynników globalnych, ale uwaga inwestorów przesunie się z Europy do USA, gdzie zostaną opublikowane dane z tamtejszego rynku pracy, będące ostatnią ważną wskazówką przed przyszłotygodniowym posiedzeniem Fed-u.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Mniej kredytów mieszkaniowych, ale na większą kwotę

W 2016 roku banki udzieliły 178 409 kredytów mieszkaniowych o łącznej wartości 39,5 mld zł, co oznacza spadek o 1,61% w ujęciu ilościowym i nieznaczny wzrost o 0,45% w ujęciu wartościowym w porównaniu do wyników 2015 roku – wynika z raportu AMRON-SARFiN*.

Jak czytamy w raporcie, przyczyn wyhamowania tempa kredytowania mieszkalnictwa w 2016 roku było kilka – szybkie wykorzystanie środków w ramach rządowego programu Mieszkanie dla Młodych, podwyższenie wkładu własnego do 15%, finansowanie zakupu mieszkania z alternatywnych źródeł, na przykład środków zgromadzonych na lokatach czy w funduszach inwestycyjnych. Jednocześnie, na rynku deweloperskim, wzrósł udział transakcji gotówkowych.

Mamy coraz więcej klientów, którzy traktują zakup nieruchomości jako inwestycję – mówi Teresa Witkowska, dyrektor sprzedaży RED Real Estate Development. Widać to zwłaszcza w naszej inwestycji z segmentu premium, czyli Nowej Papierni we Wrocławiu. Takie nieruchomości zyskują na wartości, dlatego klienci traktują ich zakup jako dobry sposób lokowania pieniędzy. Stopa zwrotu jest tutaj wyższa niż dla typowych mieszkań – dodaje.

Wartość i liczba nowo udzielonych kredytów mieszkaniowych
Okres Wartość w mld zł Liczba
2016 39,496 178 409
2015 39,32 181 325
2014 36,824 174 087
2013 36,475 176 866
2012 39,108 196 557

W 2016 roku odnotowano wzrost zarówno wybudowanych mieszkań, jak i rozpoczęcia nowych inwestycji mieszkaniowych. W omawianym okresie wybudowano 162 727 nowych mieszkań, czyli o 10% więcej niż w 2015 roku. Rozpoczęto też budowę 173 932 lokali (o 3% więcej w porównaniu do roku poprzedniego) i wydano pozwolenia na budowę kolejnych 211 565 mieszkań (więcej o 12% r/r). Są to najlepsze wyniki od 2008 roku.

Skandynawia jednym z największych bezpośrednich inwestorów w Polsce

Napływ zagranicznych inwestycji bezpośrednich (Foreign Direct Investment – FDI) jest jednym z najważniejszych impulsów pobudzających gospodarkę – napędza popyt konsumpcyjny i inwestycyjny, podnosi produktywność firm i ich pracowników, zwiększa wynagrodzenia oraz obniża bezrobocie. FDI są też najlepszym nośnikiem nowych i wydajniejszych technologii, innowacji w kulturze korporacyjnej, a także najszybszym sposobem na włączanie krajowych firm do zglobalizowanej gospodarki.

W ciągu ostatniego ćwierćwiecza co roku do Polski napływało średnio 26 mld zł kapitału rocznie, obecna wartość zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Polsce wynosi ponad 712 mld zł.

1 marca br. w Warszawie odbyło się spotkanie  w trakcie którego zaprezentowano raport pt.: „Co przyniosły inwestycje zagraniczne. Wpływ na gospodarkę Polski w ostatnim ćwierćwieczu” przygotowany przez Polityka Insight, w którego tworzeniu wzięło udział 14 bilateralnych izb gospodarczych, w tym Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza (SPCC).

Raport potwierdza, że firmy skandynawskie są jednym z najważniejszych inwestorów w Polsce i stanowią trzecią pod względem liczebności grupę firm zagranicznych.

Firmy ze Skandynawii reprezentują ponad 8% wartości kapitału zagranicznego ogółem w Polsce. W naszym kraju zarejestrowanych jest ponad 2 000 spółek z udziałem kapitału skandynawskiego. Obecność w Polsce pierwszych firm z tego regionu Europy sięga początków XX wieku, co oznacza, że niektóre firmy są nieprzerwanie obecne w naszym kraju od ponad 100 lat. W ciągu ostatnich 10 lat liczba zarejestrowanych spółek z udziałem kapitału skandynawskiego w Polsce wzrosła o 37%”, podkreśla Agnieszka Kowalcze, Dyrektor SPCC.

Kraje skandynawskie pozostają także w czołówce partnerów handlowych Polski, zarówno w kategoriach importu, jak i eksportu. Niezmiennie od kilku lat Skandynawia (kraje skandynawskie liczone razem)  utrzymuje się w pierwszej trójce kierunków polskiego eksportu (ok. 6-7% całości eksportu) i w pierwszej piątce kierunków polskiego importu (około 5-6% całości importu), po Niemczech, Chinach, Rosji i Włoszech. Biorąc pod uwagę handel tylko z krajami europejskimi, znaczenie rynków skandynawskich jako partnerów handlowych Polski jeszcze bardziej wzrasta. W 2015 roku wartość wzajemnej wymiany handlowej ze Skandynawią osiągnęła 20,9 mld EUR.

To, co istotnie wyróżnia państwa skandynawskie, zarówno w wymiarze globalnym, jak i na tle pozostałych gospodarek europejskich, to innowacyjność, wielokrotnie podkreślana w rozmaitych, międzynarodowych rankingach. Poziom zaangażowania w innowacyjność i aplikacja nowych rozwiązań w życiu gospodarczym i społecznym ściśle koreluje z poziomem konkurencyjności i stabilności skandynawskich gospodarek – jest także motorem rozwoju ekonomicznego.

Zaprezentowany na konferencji raport  uwzględnia najważniejsze dane dotyczące zagranicznych inwestycji bezpośrednich w Polsce, z podziałem na sektory, kierunki i ich skalę. W raporcie szczegółowo omówiono w jakim stopniu polskie firmy skorzystały na napływie inwestycji zagranicznych, a także  jaki był wkład inwestycji zagranicznych w rozwój gospodarczy naszego kraju. Opracowanie Polityki Insight rozważa również zyski, jakie polskiemu społeczeństwu przyniosła obecność zagranicznych firm.

„Pracuj w IT 2017” – wszystko co specjalista IT wiedzieć powinien

Jak pracodawcy chcą przyciągnąć specjalistów IT? Jakich błędów powinien unikać na początku kariery programista? Co to jest Scrum? I czy specjalizacja w IT jest naprawdę ważna? Na te i inne pytania związane z branżą technologiczną, odpowiada serwis Pracuj.pl w najnowszej publikacji „Pracuj w IT 2017”.

Praca, która sama znajduje kandydata, zarobki znacznie przekraczające średnią krajową i nieustająca możliwość rozwoju. Tak w skrócie perspektywy zawodowe w branży IT, zostały określone w tegorocznym wydaniu „Pracuj w IT”. Czy to prawda? IT to wciąż jedna z tych branż, w których popyt na pracowników stale rośnie. W 2016 r. specjaliści IT znaleźli się wśród najbardziej poszukiwanych pracowników – na portalu Pracuj.pl opublikowano dla nich 74 680 ofert pracy. Oznaczało to 15,4% udział w całości ogłoszeń i wzrost aż o 14,9% w porównaniu do poprzedniego roku. Specjalistów IT pracodawcy kuszą nie tylko atrakcyjnymi warunkami finansowymi, ale także licznymi benefitami.

Jak przyciągnąć najzdolniejszych?

Pracodawcy, konkurujący ze sobą o najlepszych specjalistów IT, zdają sobie sprawę, że wynagrodzenie to nie wszystko. Atrakcyjne kursy i szkolenia. Siłownia i masaże w biurze, a pod ręką świeże owoce i przekąski. W „Pracuj w IT 2017” podsumowano pozapłacowe dodatki, oceniając je z perspektywy specjalistów IT. Z danych wynika, że pracodawcy powinni przede wszystkim postawić na: nowe technologie i narzędzia, na których mają pracować specjaliści; możliwość nauki i zdobywania certyfikatów podczas szkoleń i konferencji czy strefy relaksu w aranżacji biurowej. Jednym z decydujących elementów przy wyborze pracy przez specjalistów IT jest elastyczność pracy – praca zdalna, brak sztywnego grafiku i stałych godzin pracy. Kandydaci IT cenią także różne formy zatrudnienia i coraz chętniej negocjują wymiar czasu pracy. Dla specjalistów IT ważny okazał się również klimat firmy – przejawiający się np. w wspólnych obiadach i dofinansowaniach grup sportowych – oraz styl pracy, bazujący na wykorzystujący zwinnych metodyk zarządzania projektami, jak Scrum czy Agile.

Jaką ścieżkę wybrać, aby odnieść sukces?

Według raportów Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Informatyka to dziś najchętniej wybierany kierunek studiów. W roku akademickim 2015/2016 przyjęto na niego aż 35 000 nowych osób. Z danych zawartych w publikacji „Pracuj w IT 2017” wynika, że kluczem do znalezienie wymarzonego pracodawcy jest wybór najlepiej niszowej specjalizacji. Do głównych obszarów IT, w których nie zabraknie miejsc pracy należą: bezpieczeństwo cyfrowe, analiza Big Data, architektura systemów informatycznych i programowanie. Dane z serwisu zarobki.pracuj.pl udowadniają dlaczego warto zabiegać o pracę w tych specjalizacjach. Najwyższe wynagrodzenie otrzymają specjalizujący się w architekturze oprogramowania, gdzie przeciętne płace kształtują się na poziomie 7750 zł netto. Specjaliści zajmujący się analizą biznesową i programowaniem mogą liczyć na stosunkowo wysoką pensję wynoszącą przeciętnie 5000 zł netto.

Jak znaleźć pracę w IT w 2017 roku?

Publikacja „Pracuj w IT 2017” to także zbiór cennych informacji dotyczących trendów na rynku pracy IT. Eksperci z firm technologicznych opowiadają m.in. o zaawansowanej cyfryzacji, jako odpowiedzi na przyszłe trendy, szkoleniach dla pracowników IT czy 8 pytaniach, które przeważnie padają na rozmowie kwalifikacyjnej. W tej edycji „Pracuj w IT” o swoich ofertach i ciekawych projektach opowiadają 22 firmy. A jak w sposób innowacyjny mogą szukać pracy specjaliści IT? Korzystając z aplikacji Hunt Me stworzonej przez Pracuj.pl. To dedykowana kandydatom aplikacja, w której wystarczy wypełnić krótki profil zawodowy, aby otrzymać listę dopasowanych ofert pracy.

Wydawnictwo „Pracuj w IT 2017” będzie dystrybuowane od marca do listopada br. na 11 uczelniach technicznych w Polsce (Akademii Górniczo Hutniczej, Politechnice w Krakowie, Gdański, Białymstoku, Lublinie, Łodzi, Poznaniu, Rzeszowie, Warszawie, Wrocławie i Gliwicach), targach pracy i wydarzeniach branżowych (m.in. Warszawskich Dnach Informatyki, 4 developers, Geecon, Infoshare, Confitura, Future3, Mobilization, Expert Summit, Inżynierskich Targach Pracy i Przedsiębiorczości, Akademickich Targach Pracy MANUS Wrocław, Inżynierskich Targach Pracy BEST, Targach Politechniki Białostockiej, Targi AGH).

„Pracuj w IT 2017” w wersji PDF dostępne jest pod adresem: www.pracuj.pl/pracuj-w-it/

Prezes SIG podsumowuje rok 2016 na rynku materiałów budowlanych

Ubiegły rok nie był zbyt łaskawy dla branży materiałów budowlanych i w jego kontekście  trudno mówić o jej dynamicznym rozwoju. Jedynie w budownictwie mieszkaniowym widać było duże wzrosty. Jednak z uwagi na fakt, że obiekty te oddawane są w stanie deweloperskim, zakres materiałów niezbędnych do ich realizacji jest dosyć wąski. Co to oznacza dla dostawców?

Zgodnie z danymi GUS, w 2016 roku branża budowlana skurczyła się prawie o 13 procent. Było to spowodowane sytuacją polityczną w kraju,  samorządy praktycznie zaniechały wydatków, zabrakło też absorbcji funduszy unijnych. Dodatkowo można było zauważyć znaczny spadek liczby wznoszonych obiektów przemysłowych, handlowych i infrastrukturalnych.

Firmy działające na rynku próbują radzić sobie poprzez rozwijanie innych kanałów sprzedaży. Dla przykładu SIG, wiodąca międzynarodowa spółka  działająca w sektorze dostaw materiałów budowlanych, zwiększała sprzedaż produktów wentylacyjnych, lamp oraz produktów specjalistycznych, takich jak zabezpieczenia ogniowe i nowoczesne systemy izolacji przemysłowych.

Staramy się jeszcze bardziej niż kiedykolwiek wcześniej być partnerem, u którego można zaopatrzyć się we wszystkie produkty z danej branży i który ma w swojej ofercie nowoczesne technologie oraz lepszy serwis. Przewagę zdobyliśmy poprzez wprowadzenie do obsługi aut samorozładowawczych. Dodatkowo uruchomiliśmy także nowy kanał sprzedaży e-commerce. W 2017 roku liczymy na większą konkurencyjność oferowanych przez nas produktów. Zakładamy, że uruchomiona właśnie platforma do zakupów online da nam możliwość obsługi nowych klientów – zaznacza Marcin Szczygieł, Prezes Zarządu SIG.

Spółka SIG zamknęła rok 2016 sprzedażą na poziomie większym o kilka procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Na tle całej branży, udało się zdobyć dodatkowe udziały w rynku. Ze względu na kurczący się rynek widoczna była mocna presja marżowa.

Nasz wynik za rok 2016, pomimo wyższej sprzedaży, był nieco niższy niż w roku 2015. Osiągnęliśmy za to znaczne postępy w zakresie usprawnień organizacyjnych, głównie w przebudowie łańcucha dostaw. Jako firma specjalistyczna, utrzymaliśmy wolumen sprzedaży, niestety spadek rentowności dotyczy wszystkich podmiotów w dystrybucji. Brak wolumenu sprzedaży może działać bardziej destruktywnie na finanse przedsiębiorstw niż kiedyś, a mali gracze mogą kompletnie wypaść z rynku – dodaje Marcin Szczygieł.

Spółka SIG odnotowała w roku 2016 największy wzrost sprzedaży w następujących segmentach:

NARZĘDZIA 31,60%
STYROPIANY 17,64%
INSTALACJE WENTYLACJI I KLIMATYZACJI 15,82%
MATERIAŁY KONSTRUKCYJNE 12,01%
INNE 10,47%

 

Nie przewidujemy, aby w pierwszej połowie 2017 nastąpiła poprawa koniunktury, ale mocno wierzymy, że w III i IV kwartale czeka nas przyspieszenie. Oznacza to, że obecny rok nie powinien być dla budowlanki gorszy niż ubiegły. Jakkolwiek dwa ostatnie lata pokazały, że sytuacja jest trudna do prognozowania. Rok 2015, z którym nie związany był duży optymizm, gdyż dotacje unijne miały dopiero wejść w życie, okazał się bardzo dobrym. Rok 2016, wobec którego były większe oczekiwania, a rozbudzone apetyty po 2015 okazały się złudne, należał do bardzo przeciętnych – podsumowuje Marcin Szczygieł.

Spółka SIG w 2016 roku dostarczyła materiały budowlane m.in. do takich inwestycji jak Wieżowiec Baltic Tower w Poznaniu, Lotnisko Chopina w Warszawie, Stadion Olimpijski we Wrocławiu, Świątynia Opatrzności Bożej w Warszawie, Wieżowiec Złota 44 w Warszawie, Centralny Ośrodek Sportu w Zakopanem, Kompleks biurowy A4 Business Park w Katowicach oraz Aula Wydziału Nauk Geograficznych Uniwersytetu Łódzkiego.

Polskie firmy IT otwierają się na specjalistów z Ukrainy

Pracownicy IT są jedną z najlepiej opłacanych grup zawodowych w Polsce, a ich zarobki z roku na rok rosną coraz szybciej. Jak wynika z danych firmy Sedlak & Sedlak, tylko na przestrzeni ostatnich dwóch lat mediana wynagrodzeń specjalistów IT wzrosła o niemal 1 tys. zł. – z 5,7 tys. w roku 2015 do 6 625 zł w roku 2016. Wszystko wskazuje jednak na to, że polscy informatycy coraz częściej będą musieli konkurować o wakaty ze specjalistami z Ukrainy. Ilość pozwoleń na pracę w Polsce w branży IT dla pracowników zza wschodniej granicy w przeciągu ostatnich lat wzrosła pięciokrotnie.

Szacuje się, że w Polsce pracuje od 600 tysięcy do miliona obywateli Ukrainy, a ich liczba systematycznie rośnie. To wynik pogarszającej się sytuacji ekonomicznej za wschodnią granicą oraz konfliktu zbrojnego z Rosją. Jeszcze przed wojną w Donbasie przyjeżdżały do Polski głównie kobiety, które podejmowały pracę w gospodarstwach domowych, a średnia wieku imigrantów wynosiła 43 lata. Obecnie, jak wynika z danych Narodowego Banku Polskiego, 47 proc. obywateli Ukrainy przebywających w Polsce ma ukończone studia wyższe, a 5,5 proc. pracuje na stanowiskach eksperckich.

– Są ekonomiści, finansiści, programiści, osoby, które pracowały w sieciach sklepów i zarządzały nimi. Są też pracownicy branży zarządzania nieruchomościami. Są nawet wykładowcy akademiccy – twierdzi Daniel Dziewit, założyciel portalu Pracadlaukrainy.pl.

Według informacji NBP coraz więcej osób podejmuje też studia w Polsce i uczy się języka, by zostać tu na stałe lub związać przyszłość z naszym krajem.

Informatyk z Ukrainy ma wysokie kwalifikacje i jest mniej roszczeniowy

Trudno oszacować, ilu ukraińskich specjalistów z obszaru technologii informacyjnych pracuje w Polsce. Jedno jest pewne – ich liczba stale rośnie. Jak wynika z danych Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej systematycznie zwiększa się liczba oświadczeń o zamiarze zatrudnienia wydawanych przez firmy IT obcokrajowcom. W 2012 r. było ich 460, rok później 686, a w 2014 r. – 3227. 90 proc. dotyczyło Ukraińców. Ilość pozwoleń na pracę w Polsce w branży IT dla pracowników zza wschodniej granicy w przeciągu ostatnich lat wzrosła pięciokrotnie. W samym Lublinie pracuje ponad 1000 ukraińskich informatyków.

– Polskie firmy są coraz bardziej zainteresowane zatrudnianiem specjalistów IT zza Buga. Tym bardziej, że obywatele Ukrainy często mogą pochwalić się bardzo wysokimi kwalifikacjami w obszarze technologii informacyjnych. Co istotne, oni w Polsce chcą pracować. I wcale nie chodzi o kwestie finansowe, bo branża IT na Ukrainie rozwija się również dynamicznie. Polska przez obywateli Ukrainy postrzegana jest jako element rynku globalnego, który stwarza o wiele większe możliwości dla rozwoju zawodowego. Dzięki swoim kwalifikacjom i proaktywnej postawie są bardzo konkurencyjni – twierdzi Rafał Niedziński, IT & Telecom Manager w Relyon Recruitment & IT Services, firmie rekrutacyjnej obsługującej m.in. firmy z obszaru nowoczesnych technologii.

Specjaliści IT z Ukrainy szansą dla polskiej gospodarki

Polska staje się coraz atrakcyjniejszym rynkiem pracy dla cudzoziemców, w tym również tych, którzy mogą poszczycić się wysokimi kompetencjami zawodowymi. Obywatele Ukrainy powoli wypełniają lukę po Polakach, którzy wyemigrowali, głównie do Wielkiej Brytanii. To doskonała wiadomość dla polskiej branży IT, która już od kilku lat boryka się z niedoborem kadr. W związku z dynamicznymi zmianami technologicznymi i rozwojem licznych centrów usług dla biznesu, już dziś niedobór specjalistów z zakresu technologii informacyjnych w naszym kraju sięga ponad 50 tys. osób, a deficyt ten rośnie co roku o 3–5 proc. Jak twierdzi Rafał Niedziński z Relyon Recruitment & IT Services, napływ kadr IT zza wschodniej granicy nie odbije się negatywnie na polskich specjalistach, a może być poważnym bodźcem dla polskiej gospodarki.

– To ogromna szansa dla polskiej branży IT. Napływ wysoko wykwalifikowanych specjalistów może przyczynić się do umocnienia pozycji Polski na europejskiej mapie czołowych lokalizacji dla inwestycji z obszaru nowoczesnych technologii. Oczywiście wraz z większą podażą specjalistów prawdopodobnie zwiększy się konkurencja na rynku pracy, ale to jeszcze bardzo odległa perspektywa. W pierwszej kolejności branża IT musi uzupełnić deficyty specjalistow – dodaje Rafał Niedziński.

25 ekspertów social media, których warto obserwować na Twitterze

Twitter jest bardzo często wykorzystywany przez osoby publiczne – polityków, dyplomatów, przedstawicieli mediów czy celebrytów. W serwisie nie brakuje również liderów opinii i specjalistów w danej dziedzinie np. mediów społecznościowych. NapoleonCat przygotował listę 25 ekspertów od social media, których warto śledzić, by być na bieżąco z trendami panującymi w tej branży.

Twitter jest uznawany za jedno z szybszych źródeł wymiany informacji na świecie oraz „skarbnicę wiedzy”. Można na nim bowiem znaleźć profile ekspertów, którzy chętnie dzielą się swoimi opiniami, know-how i doświadczeniem. Należą do nich również specjaliści zajmujący się mediami społecznościowymi.

Mimo szybkości przepływu informacji (jaką Twitter bez wątpienia zapewnia) i bardzo skondensowanej formy ich przekazywania (limit 140 znaków na tweeta), czasem ciężko jest wyłapać najważniejsze informacje z branży i wyłowić te najciekawsze porady i wskazówki, dlatego też powstał poniższy ranking.

Nie jest to „zamknięta” lista, ani też ranking najpopularniejszych specjalistów od mediów społecznościowych. Jest to subiektywny wybór inspirujących osób w branży socialowej na świecie. Osób, które warto śledzić i od których warto się uczyć.

  1. Mark Schaefer – autor książek biznesowych (np. The Tao of Twitter, How to influence your audience with blogs and Twitter, Return On Influence, Social media explained), konsultant i znany prelegent w dziedzinie mediów społecznościowych.
  2. Joel Comm – uznawany za autorytet w takich dziedzinach jak: social media, marketing internetowy, e-commerce, aplikacje mobilne. Znany influencer i autor wielu książek (m.in. Twitter Power, KaChing: How to Run an Online Business that Pays and Pays, The Next Internet Millionaire).
  3. Sean Gardner – jeden z najbardziej wpływowych marketerów, znany mówca i lider opinii w zakresie mediów społecznościowych. Pasjonat podróżowania oraz zagadnień związanych z wirtualną i rozszerzoną rzeczywistością, sztuczną inteligencją, strategiami mobilnymi, itp.
  4. Neil Patel – znany przedsiębiorca, marketer inwestor, konsultant biznesowy. Na Twitterze dzieli się swoją wiedzą i doświadczeniem m.in. w zakresie social mediów, kontent marketingu, SEO, optymalizacji landing pages i konwersji, użyteczności / UX, analityki działań marketingowych itp.
  5. Reg Saddler – specjalista i influencer w dziedzinie mediów społecznościowych. Na swoim profilu na Twitterze chętnie publikuje porady z zakresu marketingu, efektywnego wykorzystania social mediów, storytellingu itp.
  6. Danny Sullivan – założyciel SearchEngineLand oraz MarketingLand. Na jego twitterowym feedzie można znaleźć m.in. informacji z zakresu digital marketingu oraz nowinek z branży mediów społecznościowych.
  7. Jeff Bullas – przedsiębiorca, marketer, rozpoznawalny na całym świecie prelegent i strateg, który pomaga firmom wykorzystać potencjał nowych technologii, mediów społecznościowych, digital i kontent marketingu do rozwoju biznesu i wzmacniania wizerunku i rozpoznawalności marki w internecie.
  8. Mari Smith – jest specjalistką w zakresie marketingu na Facebooku. Prowadząc własną firmę konsultingową i szkoleniową, doradza firmom, jak stworzyć i efektywnie implementować strategię działań komunikacyjnych w mediach społecznościowych, ze szczególnym uwględnieniem Facebooka i Instagrama.
  9. Kim Garst – jest konsultantką biznesową, rozpoznawalną prelegentką (znaną z wielu wydarzeń branżowych) oraz jedną z częściej retweetowanych ekspertów w dziedzinie digital marketingu.
  10. Pam Moore – uznana przez Forbes za wpływową liderkę opinii w mediach społecznościowych, rozpoznawalna prelegentka wielu branżowych konferencji, autorka książek, właścicielka agencji marketingowej Marketing Nutz.
  11. Amy Porterfield – strateg ds. mediów społecznościowych, współautorka “Facebook Marketing All-In-One for Dummies”. Doradza firmom, jak efektywnie wykorzystać social media i osiągnąć sukces z prowadzonych działań marketingowych online. Na jej twitterowym feedzie można znaleźć m.in. wiele porad i wskazówek o produktywności mediów społecznościowych, porady dla marketerów czy informacje o webinarach i podcastach.
  12. Jay Baer – jest autorem kilku książek (m.in. „Hug your haters: How to embrace complaints and keep your customers”, „Youtility: Why smart marketing is about help not hype”), inspirującym prelegentem, a jego wpisy na Twitterze są „retweetowane” przez wielu marketerów działających w B2B oraz w świecie digitalowym.
  13. Timothy Hughes – ekspert w zakresie tworzenia i wdrażania efektywnych strategii w mediach społecznościowych oraz wykorzystywania social mediów w działaniach sprzedażowych itp. Jest jednym z uznawanych na całym świecie autorów książek skierowanych do osób zajmujących się sprzedażą, storytellingiem, budowaniem społeczności wokół biznesu. Współzałożyciel Social-experts.net.
  14. Michael Stelzner – założyciel Social Media Examiner, autor “Launch and Writing White Papers”. Na jego Twitterowym feedzie można znaleźć wiele przydatnych porad i wskazówek z jego wystąpień, podcastów, konferencji, czy artykułów na blogu.
  15. Jon Loomer – konsultant social media, specjalizujący się w marketingu na Facebooku. Na jego koncie na Twitterze oraz blogu JonLoomer.com można znaleźć wiele przydatnych porad dotyczących przede wszystkim reklam i nowości wprowadzanych na Facebooku.
  16. Neal Schaffer – rozpoznawalny na całym świecie ekspert w dziedzinie mediów społecznościowych, jeden z bardziej wpływowych liderów opinii, współzałożyciel branżowych konferencji Social Tools Summit. Autor książki “Maximize Your Social: A One-Stop Guide to Building a Social Media Strategy for Marketing and Business Success”.
  17. Ekaterina Walter – marketerka, prelegentka, autorka książki “Think like Zuck”. Tweetuje o trendach i nowinkach w branży social media, jak również dzieli się wartościowymi wskazówkami i poradami dla osób zajmujących się marketingiem.
  18. Eve Mayer – właścicielka i CEO w Social Media Delivered. Doradza firmom, jak wykorzystać media społecznościowe do rozwoju biznesu, pozyskiwania leadów, osiągania zróżnicowanych celów biznesowych. Na Twitterze dzieli się branżowymi newsami, nowościami wprowadzanymi w mediach społecznościowych oraz poradami, jak budować kulturę organizacyjną w firmie.
  19. John Paul Aguiar – jego twitterowy feed wypełniają porady dotyczące wykorzystania social mediów w biznesie, prowadzenia działań marketingowych na Twitterze, kontent marketingu, prowadzenia bloga itp.
  20. Dede Watson – strateg i konsultant w zakresie social mediów i brand marketingu. Dede tweetuje wiele wskazówek, jak zbudować wysoce angażującą strategię działań w mediach społecznościowych czy jak efektywnie wykorzystywać kontent marketing.
  21. Bonnie Sainsbury – znana jako niezwykle wpływowy influencer oraz specjalista w dziedzinie mediów społecznościowych. Tweetuje o social media marketingu, kontent marketingu. Umieszcza również sporo biznesowych  porad skierowanych do małych firm.
  22. Lilach Bullock – coach, prelegentka i specjalistka w dziedzinie mediów społecznościowych. Jej twitterowy feed wypełniają porady dotyczące budowania strategii social mediowej, pozwalającej na pozyskiwanie leadów, jak również wskazówki, jak poszerzać grupę zainteresowanych i zwiększać zaangażowanie. Dzieli się również wiedzą z zakresu e-mai marketingu, czy konwersji online.
  23. Rebekah Radice – social media influencer, marketer, prelegentka na wielu branżowych wydarzeniach. Na Twitterze dzieli się wskazówkami, jak korzystać z mediów społecznościowych, jak priorytetyzować, maksymalizować i monetyzować działania marketingowe podejmowane w kanale digitalowym.
  24. Peg Fitzpatrick – coach, prelegentka, konsultantka w zakresie social mediów. Współautorka (wraz z Gay Kawasaki’m) książki “The Art of Social Media: Power Tips for Power Users”. Na swoim Twitterze umieszcza wiele porad dotyczących prowadzenia komunikacji w mediach społecznościowych, blogowania itp.
  25. Katie Lance – doradza firmom jak wdrożyć efektywną strategię social mediową, jak analizować wyniki prowadzonych w tym kanale działań, jak mierzyć ROI itp. Tweetuje o mediach społecznościowych, aplikacjach mobilnych, nowych technologiach oraz tematach związanych z rolą kobiet w biznesie.

Autor: Katarzyna Kowalczyk, Marketing Specialist NapoleonCat

Kim jest CCO i CSO? Nowy trend i stanowiska w firmach

CEO też nie był kiedyś tym, kim teraz, ale modele biznesowe zmieniają się dziś szybciej niż kiedykolwiek. Pojawia się coraz więcej wyspecjalizowanych stanowisk na poziomie zarządu lub o jeden szczebel niżej. Jak to wygląda w polskich firmach?

CEO ponad 100 lat temu zajmował się w firmach elektrycznością. Chief Electricity Officer, bo takie było rozwinięcie tego skrótu, zajmował wtedy pozycję co najmniej równie ważną jak dziś dyrektor IT, ponieważ wykorzystanie elektryczności było innowacją, która pod koniec XIX w. szybko zmieniała oblicze świata i biznesu. Gdy w firmach pojawiły się komputery i technologie zarządzania informacją, jak grzyby pod deszczu zaczęły powstawać stanowiska takie, jak Chief Technology Officer (CTO) czy Chief Information Officer (CIO). Z kolei na przestrzeni ostatnich kilku lat pojawili się m.in. CGO (Chief Green Officer), zajmujący się wpływem firmy na środowisko naturalne, oraz CSO (Chief Sustainability Officer), CCO (Chief Change Officer), czy CPO, czyli Chief Product Officer.

Czym zajmuje się CSO?

Z różnych międzynarodowych badań wynika, że jego rola definiowana jest głównie jako określanie, na poziomie strategicznym, ścieżek rozwoju organizacji. Jednak często wskazywano również dodatkowe zadania, w tym przede wszystkim zarządzanie zmianą biznesową i innowacjami. W badaniach przeprowadzonych przez PwC w 2012 roku 30% respondentów uważało, że w ciągu pięciu lat będzie to najważniejsze zajęcie CSO. – W 2017 roku można powiedzieć, że tak się rzeczywiście dzieje i jest to trend globalny. Organizacje zaakceptowały już fakt, że zarządzanie w dzisiejszych czasach to ciągłe wdrażanie zmian, umożliwiających utrzymanie i zdobywanie rynków. Elastyczność w zarządzaniu staje się coraz ważniejsza, w miarę jak w otoczeniu pojawia się coraz więcej, coraz silniejszych bodźców konkurencyjnych – mówi dr Jarosław Rubin, założyciel Szkoły Zarządzania Zmianą, trener i konsultant procesów zmian w firmach.

Co robi CCO?

W USA niektóre firmy tworzą stanowisko jeszcze bardziej wyspecjalizowane. CCO (Chief Change Officer) zawiaduje całością procesów związanych z opracowaniem, doskonaleniem i efektywnym stosowaniem wybranego podejścia do zarządzania zmianami. – Przypomina to sytuację, która występuje w obszarze zarządzania projektami. W wielu firmach opracowano odpowiednie procedury i utworzono Biura Zarządzania Projektami. Teraz podobne podejście zaczyna obowiązywać dla zarządzania zmianami – dodaje Wiesław Grabowski, menadżer i trener ze Szkoły Zarządzania Zmianą. W strukturze organizacyjnej firm CCO coraz częściej staje na czele osobnego pionu, istniejącego równolegle do pionów projektowych i wszystkich innych związanych z podstawową działalnością przedsiębiorstwa.

W Polsce będzie jak w Wielkiej Brytanii?

W firmach brytyjskich również powstają tego rodzaju stanowiska, choć zwykle nie na poziomie zarządu, lecz o stopień niżej, jak na przykład Change Management Director. Rocznie może liczyć na zarobki 80-110 tys. funtów. Change Manager, znajdujący się na niższym szczeblu w takim pionie, zarabia rocznie 45 tys. funtów (plus firmowy samochód). Jak procesy zarządzania zmianą wyglądają w polskich firmach? – Najczęściej jest tak, że zajmują się tym kierownicy projektów, którzy korzystają z pomocy pracowników na stanowiskach specjalistów lub zewnętrznych konsultantów. Mankament tego podejścia polega na tym, że kierownik projektu nie patrzy z perspektywy całej organizacji. Poza tym stosunkowo niskie umiejscowienie stanowiska ds. zmian w hierarchii nie daje mu odpowiednich narzędzi i siły przebicia – wyjaśnia dr Jarosław Rubin. Raport z II Ogólnopolskiego Badanie Zarządzania Zmianą, przeprowadzonego przez Szkołę Zarządzania Zmianą, pokazuje, że w 2016 roku aż 75% zmian w polskich firmach zakończyło się większym lub mniejszym niepowodzeniem. Badanie objęło 119 polskich firm, przeważnie dużych.

Polskie organizacje coraz częściej podejmują zmiany, od tych dotyczących polityki jakości, po głęboką restrukturyzację, i konfrontują się z problemami. Te doświadczenia sprawiają, że wiele z nich rozważa utworzenie osobnych stanowisk zarządzania zmianą, na razie raczej na wzór brytyjski niż amerykański. To oznacza zupełnie nowe podejście do budowania kultury organizacyjnej – dodaje dr Jarosław Rubin. Biorąc pod uwagę tempo przekształceń rynków i modeli biznesowych, można się również spodziewać, że zarządzanie zmianą stanie się jedną z kluczowych kompetencji kadry menadżerskiej, nawet jeśli te stanowiska pozostaną przy obecnych nazwach, jak przed laty stało się z CEO.

Komornicy podatnikami VAT – czy to koniec orzeczniczej sagi?

6 marca 2017 r. Naczelny Sąd Administracyjny podjął uchwałę rozstrzygającą często ostatnio dyskutowane wątpliwości odnośnie tego, czy komornik sądowy jest podatnikiem VAT. Twierdząca odpowiedź na to pytanie, zawarta w uchwale wydanej w sprawie o sygnaturze akt I FPS 8/16, oznacza, że organy egzekucyjne zobowiązanie są do zapłaty tego podatku.

Uzasadniając powoływane orzeczenie wskazano, że status komornika sądowego nie jest jednoznaczny, jednak najbliższy w swojej formie osobom prowadzącym działalność gospodarczą w ramach tzw. wolnych zawodów. Za uznaniem komorników za przedsiębiorców przemawia zwłaszcza sposób i wysokość opłacanych przez nich składek na ubezpieczenia społeczne, możliwość wybrania 19% stawki podatku PIT, czy wysokość opłacanych podatków od nieruchomości. W uchwale odniesiono się także do wydanych w tym przedmiocie orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, Sądu Najwyższego oraz Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Zdaniem NSA, komornicy są samodzielni finansowo, działają na własny rachunek i w celu zarobkowym, zatrudniają pracowników oraz nie otrzymują wynagrodzenia z budżetu państwa. Wszystko to przemawia za tym, że nie mogą być uznani za organy władzy publicznej, które to zwolnione są z obowiązku zapłaty podatku VAT.

Wydana uchwała NSA zgodna jest z dotychczasowym stanowiskiem Ministra Finansów. Do czerwca 2015 r. czynności komorników nie były opodatkowane podatkiem VAT. Organy stosowały wykładnię prawa przedstawioną przez Ministra Finansów w interpretacji ogólnej z 30 lipca 2004 r. Problemy komorników rozpoczęły się, gdy w dniu 9 czerwca 2015 r. Minister Finansów wydał interpretację ogólną (PT1.050.1.2015.LJU.19), w której uznał wykonywane przez komorników sądowych czynności za podlegające opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług.

KIM JEST KOMORNIK SĄDOWY?

Status komornika sądowego w Polsce jest złożony. Z jednej bowiem strony, zgodnie z ustawą o komornikach sądowych i egzekucji, komornik jest funkcjonariuszem publicznym działającym przy sądzie rejonowym, wykonującym powierzone mu przez państwo czynności, w szczególności egzekucyjne. Z drugiej strony jednak wszelkie czynności komornik wykonuje na własny rachunek i stosuje się wobec niego przepisy o podatku dochodowym, ubezpieczeniach społecznych oraz zdrowotnych, dotyczące osób fizycznych prowadzących działalność gospodarczą. Komornik pokrywa koszty swojego działania z uzyskiwanych opłat egzekucyjnych, a nadwyżka tych opłat ponad koszty jest jego dochodem. Mimo zachowania publicznoprawnego charakteru zawód komornika wykazuje pewne cechy typowe dla innych wolnych zawodów prawniczych. Czy jednak cechy te są wystarczające do uznania komornika za podatnika VAT?

INTERPRETACJA OGÓLNA Z 9 CZERWCA 2015 R.

We wspomnianej wyżej interpretacji ogólnej z dnia 9 czerwca 2015 r. Minister Finansów uznał wykonywane przez komorników sądowych czynności, w szczególności egzekucyjne, za podlegające opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług. W uzasadnieniu interpretacji odniesiono się do orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) oraz treści unijnych dyrektyw poświęconych zagadnieniu podatku od towarów i usług.

Komornicy nie zgadzając się z taką wykładnią powszechnie występowali o interpretacje indywidualne, które następnie skarżyli do sądów administracyjnych. Orzecznictwo w tym zakresie było niejednolite. Wojewódzkie Sądy Administracyjne w Poznaniu (m.in. w wyroku z 14 czerwca 2016 r. w sprawie I SA/Po 309/16) i Łodzi (m.in. w wyroku z 6 lipca 2016 r. w sprawie I SA/Łd 338/16) orzekły na korzyść komorników. Sędziowie podkreślali wówczas, że status komorników, jako organów władzy publicznej, został ukształtowany przepisami ustawy o komornikach sądowych i egzekucji, a wykonywane przez nich czynności należy uznać za niepodlegające opodatkowaniu podatkiem od towarów i usług. Organy te są podporządkowane jurysdykcyjnie i organizacyjnie, podlegają ścisłemu nadzorowi, są wyposażone we władztwo oraz działają w oparciu o prawo publiczne, a nie prywatne. Jednocześnie nie wykonują wolnego zawodu, nie mają statusu przedsiębiorcy, natomiast działają w imieniu państwa i pobierają opłaty stanowiące świadczenia publicznoprawne. Ponadto WSA orzekł, że za wyłączeniem komornika z systemu VAT przemawia okoliczność, że za jego działania odpowiedzialność odszkodowawczą ponosi również Skarb Państwa. Orzeczenia te były przez Ministra Finansów zaskarżone do NSA, który w rezultacie wydał powoływaną na wstępie uchwałę.

TO JESZCZE NIE KONIEC

W świetle orzeczenia NSA stało się jasne, że komornicy obowiązani są do zapłaty VAT. O tym jednak, kto faktycznie zostanie obciążony kosztami tego podatku, rozstrzygnie Sąd Najwyższy. W uchwale składu 3 sędziów z 7 lipca 2016 r. w sprawie III CZP 34/16 orzekł on już, iż komornik nie może podwyższyć opłat egzekucyjnych o VAT. Uzasadniając powyższą uchwałę wskazano, że podatek ten komornicy powinni obliczać metodą „w stu”, według której podstawą opodatkowania jest wysokość opłaty pomniejszona o 23 proc. VAT. Sąd wziął pod uwagę, że takie rozstrzygnięcie nie jest korzystne dla komorników, stwierdził jednak, że rozwiązanie przeciwne (przyjęcie za podstawę opodatkowania stawki ustawowej) będzie z kolei niekorzystne dla dłużników. Komornicy zaś nie mogą przerzucać obciążeń podatkowych na dłużników i przekraczać maksymalnej stawki opłat. Wskutek jednak kolejnych pytań prawnych sądów powszechnych, sąd, w poszerzonym składzie wyda w najbliższym czasie kolejną, powszechnie wiążącą uchwałę (sygnatura akt III CZP 97/16). Przesądzi w niej, czy opłaty egzekucyjne zawierają już w sobie VAT, czy też podatek ten powinien zostać do opłaty doliczony. W tym ostatnim przypadku, ostatecznie koszt podatku, zostałby przeniesiony faktycznie na dłużników i wierzycieli.

Rozbieżności dotyczące VAT przeciąć miała nowa ustawa o komornikach sądowych. Prace nad nią trwają w Ministerstwie Sprawiedliwości. W opinii twórców ma ona jednoznacznie przesądzić, że komornicy nie będą podatnikami VAT. Odmienne stanowisko, już w oparciu o zgłoszony projekt ustawy, zgłosiło jednak Ministerstwo Finansów. W przypadku wejścia w życie nowej ustawy oznaczać to będzie więc kolejne wątpliwości i rozbieżności w orzecznictwie.

Autorzy:

  • Jan Prasałek – Legal expert B2C Credit Management Division, RK LEGAL
  • Sylwia Szerenos – Associate, B2B Credit Management Departament, RK LEGAL

Draghi znów ma swoje “5 minut”. Hammond ratuje funta. Na chwilę

Prezes EBC nie powinien wysłać żadnych sygnałów o zmianie polityki monetarnej. RPP póki co tylko chce obserwować, do ewentualnych działań daleko. Raport ADP z USA zwiększył apetyty inwestorów na oficjalny piątkowy raport z rynku pracy. Hammond podwyższa prognozy dla brytyjskiej gospodarki. Liczba wniosków dla bezrobotnych w cieniu wystąpienia Draghiego.

RPP bez zaskoczenia

Wczorajszy dzień minął pod znakiem decyzji RPP w sprawie stóp procentowych w Polsce. Zgodnie z przewidywaniami koszt pieniądza nie zmienił się. Na konferencji prasowej prezesa Glapińskiego również nic nowego nie usłyszeliśmy. Tak długo jak inflacja nie będzie przewyższać zakładanego celu, żadnych zmian w polityce monetarnej nie można oczekiwać. Prezes dodał, że stopy mogą być nie ruszane i w 2017 roku, a nawet w 2018. Trudno wyrokować co będzie, gdyż jest to zbyt daleki czas i prognozy są obarczone sporym ryzykiem. W skutek braku jakiś nowych deklaracji polska waluta niemal nie drgnęła w trakcie konferencji. EUR/PLN cały czas oscyluje w granicach 4,30. Również do pozostałych głównych walut z wyjątkiem dolara złotówka oscyluje na podobnych poziomach co wczoraj.

Wyśmienity raport ADP

Dolar znów umacniał się na szerokim rynku. A to wskutek publikacji raportu ADP na temat nowych miejsc pracy w USA. Odczyt znacznie przekroczył prognozy co wpłynęło na wzrost apetytu inwestorów na amerykańską walutę. EUR/USD spadł do poziomu 1,0530. Wzrosły tym samym szansę na pozytywne zaskoczenie piątkowym rządowym raportem o nowych miejscach pracy. W ostatnim czasie te raporty były dość zgodne i wykazywały zbliżone wartości. Dobry odczyt z pewnością “przyklepałby” marcową podwyżkę stóp w USA.

Wielka Brytania odporna na zawirowania

W ostatnich dniach sporo na wartości tracił funt brytyjski. Wczoraj jednak z pomocą brytyjskiej walucie przyszedł Phillip Hammond. Podkreślał on odporność brytyjskiej gospodarki na wszelkie zawirowania związane z Brexitem, co pokazuje choćby bardzo dobry rynek pracy. Podwyższył on prognozy wzrostu gospodarczego dla Wielkiej Brytanii. Poskutkowało to wzrostem GBP/USD znów powyżej 1,22. Reakcja była jednak tylko chwilowa gdyż wraz z pojawieniem się wyśmienitego raportu ADP z USA kurs znów spadł poniżej tej wartości.

Prezes EBC może być nudny tym razem

Dzisiejszy dzień należy bez wątpienia do prezesa EBC. Poznamy decyzję odnośnie stóp procentowych w strefie euro. Tutaj zaskoczenia być nie powinno i główna stopa pozostanie bez zmian. O 14.30 rozpocznie się konferencja Mario Draghiego. I w tym momencie oczekujemy sporej zmienności. Prezes EBC musi się odnieść do rosnącej inflacji. Mimo to jednak nie oczekuje się pojawienia sygnałów wskazujących na zmianę prowadzonej łagodnej polityki monetarnej. A wydaje się, że Draghi będzie chciał uspokoić rynki przed wyborami w kolejnych krajach europejskich. Podsumowując jeżeli euro straci to raczej będzie to znikoma wartość. EUR/USD już jest dość nisko a poziom 1,05 wydaje się solidnym wsparciem.

Liczba wniosków z małym wpływem na dolara

Poza tym wydarzeniem kalendarz makro jest niemal pusty, warto jedynie zwrócić uwagę na liczbę wniosków dla bezrobotnych z USA. Oczekuje się nieco większego odczytu niż poprzednio niemniej jednak są to cały czas rekordowo niskie poziomy.

Mateusz Wielewicki – dealer walutowy w Internetowykantor.pl

Co powie ECB i JP Morgan?

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków w eToro
Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków w eToro

Indeksy pikują po trwającej od wczoraj przecenie na rynku ropy naftowej. Od grudnia obserwujemy starcie wschodu z zachodem. Z jednej strony mamy USA, które konsekwentnie zwiększą zapasy, a z drugiej kraje OPEC ograniczające wydobycie w celu reedukacji nadpodaży. Dotychczas USA wychodzi z tej walki jako zwycięzca. Dziś możliwa jest korekta kursu, jednak granica 50 dolarów USA za baryłkę jest znacząca, spadek kursy poniżej tego progu oznacza jasne wątpliwości inwestorów. „Byki” będą dziś grać na średni kurs z ostatnich 200 dni, natomiast niedźwiedzie skupią się na pułapie 44 USD.

Wczorajszy raport dotyczące brytyjskiego budżetu na ten rok był bardzo silny. Kanclerz Philip Hammond dał bardzo pozytywny impuls gospodarce na Wyspach, aktualizując oczekiwania dotyczące wzrostu oraz obniżając wskaźniki dotyczące inflacji. Mimo to funt wciąż pozostaje pod presją z powodu zastojów w parlamencie.

Wczoraj opublikowane interesujące dane w USA w tym bardzo optymistyczny raport ADP, będący swoistym zwiastunem do piątkowych danych z amerykańskiego rynku pracy. Według raportu w lutym 2017 r. sektor prywatny w Stanach Zjednoczonych utworzył 298 tys. miejsc pracy poza rolnictwem – to najlepszy wynik od 2014 roku, który przerósł oczekiwania ekonomistów. Co prawda oficjalne dane rządowe zostaną opublikowane w piątek, to zestawienie ADP miało bardzo pozytywny wpływ na notowania dolara amerykańskiego, podobnie jak implikowane prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych przez FED 15 marca, które obecnie wynosi 100%.

Dziś popołudniu inwestorów czeka decyzja w sprawie podwyżki stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny (ECB). Analitycy nie spodziewają się zmian. Mimo, iż bank ma najniższe na świecie stopy procentowe a zarazem najbardziej agresywną politykę monetarną.

Dziś także Jamie Dimon, CEO JP Morgan ma się wypowiedzieć na temat Brexitu oraz planu deregulacji banków autorstwa administracji Donalda Trumpa.

Mati Greenspan, Starszy Analityk Rynków w eToro.

Zastrzeżenie

Ta informacja służy jedynie celom informacyjnym i edukacyjnym. Nie powinna być traktowana jako porada albo rekomendacja inwestycyjna. Przeszłe wyniki nie dają gwarancji osiągnięcia rezultatów w przyszłości. Trading wiąże się z ryzykiem. Ryzykuj tylko kapitał, na którego stratę jesteś przygotowany.

Wszystkie dane, liczby i wykresy są aktualne na dzień 9 marca.

Zwyczaje zakupowe konsumentów w drugiej połowie 2016 roku i prognozy dla globalnej sprzedaży cross-device

  • 38% wszystkich transakcji e-Commerce w branży retail w Polsce dokonano przy użyciu dwóch lub więcej urządzeń
  • Sprzedawcy, którym brak perspektywy cross-device mogą niewłaściwie przypisywać 31% ze swoich transakcji

Criteo S.A. (NASDAQ: CRTO), firma technologiczna zajmująca się marketingiem efektywnościowym, ogłosiła dziś raport State of Cross-Device Commerce. Analiza pokazuje zwyczaje zakupowe konsumentów w drugiej połowie 2016 roku i przedstawia prognozy dla globalnej sprzedaży cross-device.

„Wdrożenie pomiarów cross-device ma zasadnicze znaczenie dla sprzedawców. Nie tylko przyczynia się do ustalenia prawidłowych wartości sprzedaży, ale przede wszystkim pomaga w dostosowaniu odpowiednich budżetów do najbardziej rentownych kanałów”, powiedział Alexander Gösswein, Managing Director Central Europe w Criteo. „Oferując klientom płynną obsługę i spersonalizowane doświadczenie na wszystkich urządzeniach, sprzedawca wyróżnia się na tle konkurencji.”

Kluczowe wnioski raportu:

raportraport cross-device

Pomiar Cross-Device oznacza bardziej efektywne wydatki i wyższe zyski

  • W Polsce, w przypadku 42% wszystkich zakupów mobile i 37% zakupów z poziomu desktopu, w ścieżce zakupowej wykorzystano przynajmniej jedno dodatkowe urządzenie.
  • 25% klientów cross-device w Polsce przeglądało produkty na smartfonie, niezależnie od urządzenia, na którym sfinalizowano zakupy.

Mobile wciąż będzie siłą dominującą

Na różnych urządzeniach ścieżka zakupowa klienta jest dynamiczna, ale mobile wykazuje większy wskaźnik transakcji z wyższą od przeciętnej wielkością zamówienia. Najważniejsze dane wzrostu mobile dla Q4 2016 obejmują:

  • Udział urządzeń mobilnych w handlu eCommerce w Polsce wynosi 17%
  • 75% transakcji mobile w Polsce zostało sfinalizowanych na smartfonach, a 25% na tabletach
  • W skali globalnej: sprzedawcy z branży fashion i dóbr luksusowych utrzymują największy udział w transakcjach mobilnych, na poziomie 41%. Sprzedawcy towarów sportowych uplasowali się na drugim miejscu – odnotowując równocześnie najwyższy, 30-procentowy wzrost zakupów z poziomu urządzeń mobilnych.

Smartfony są kluczowym urządzeniem w zakupach cross-device

Powiedzenie „Przeglądaj na smartfonie, kupuj na komputerze” jest już nieaktualne. Obecnie konsumenci sięgają po smartfony zarówno przeglądając produkty jak i kupując, co czyni te urządzenia jeszcze bardziej znaczącymi dla sprzedawców.

  • Udział poszczególnych urządzeń w transakcjach cross-device w Polsce w branży retail: smartfon 42%, tablet 41%, desktop 37%
  • 68% transakcji mobilnych jest dokonywana w systemie Android, a 32% w systemie iOS

Marketerzy nie mogą sobie dłużej pozwolić na silosowy wgląd w zachowania zakupowe klientów. Doświadczeni sprzedawcy oferują płynną obsługę na wszystkich urządzeniach aby umożliwić zakupy w każdym miejscu i czasie. Posiadając wgląd cross-device w ścieżkę zakupową klientów, efektywniej planują swoje marketingowe budżety.

Całość raportu State of Cross-Device można pobrać tutaj.

Stopy procentowe w Polsce jeszcze długo mogą pozostać rekordowe niskie

Marcin Kiepas, analityk rynków finansowych
Marcin Kiepas

Rekordowo niskie stopy procentowe w Polsce utrzymywane są od marca 2015 roku. Wczoraj prezes Glapiński zasugerował, że taki stan rzeczy może też obowiązywać nie tylko w tym, ale również w 2018 roku.

W marcu 2015 roku Rada Polityki Pieniężnej (RPP) obcięła stopy procentowe, obniżając główną z nich o 50 punktów bazowych do 1,50%. Od tego czasu, pomimo że po drodze Polska doświadczyła długiego okresu deflacji, a teraz obserwujemy mocny skok inflacji, koszt pieniądza się nie zmienił. Rynek, zgodnie zresztą z dotychczasową sugestią Rady, oczekuje, że stopy zaczną być podnoszone dopiero na początku 2018 roku. W środę ten scenariusz stanął jednak pod znakiem zapytania.

Wczorajsze posiedzenie RPP, tak jak tego powszechnie oczekiwano, wniosło niewiele nowego i nie przełożyło się w istotny sposób na notowania złotego. Rada pozostawiła stopy bez zmian, tylko lekko dostosowała komunikat towarzyszący tej decyzji, a także opublikowała skorygowane w górę prognozy inflacji i PKB na lata przyszłe. Tak jak można było zakładać, obserwowane obecnie przyspieszenie gospodarcze w Polsce i silny skok inflacji (w lutym prawdopodobnie wzrosła ona do 2,2% R/R, a w marcu może sięgnąć 2,5% R/R), nie zrobiły na członka RPP większego wrażenia. Przyspieszenie wpisuje się bowiem w scenariusz bazowy, a skok inflacji uznawany jest za przejściowy.

To wszystko skłoniło Radę do podtrzymania stanowiska, że do końca roku roku stopy procentowe pozostaną w Polsce rekordowo niskie. Tyle tylko, że wczoraj padła też jeszcze inna ważna deklaracja. Przewodniczący Rady, a jednocześnie prezes Narodowego Banku Polskiego (NBP), Adam Glapiński powiedział na konferencji prasowej, że jeżeli najnowsze prognozy się spełnią, to w jego opinii nie będzie potrzeby zmian stóp procentowych również w 2018 roku.

Inwestorzy wprawdzie potraktowali to tylko jako ciekawostkę, przez co złoty nie zareagował na słowa Glapińskiego, ale nie można wykluczać, że jest to pierwsza jaskółka zwiastująca dłuższy okres rekordowo niskich stóp procentowych w Polsce, niż to się obecnie zakłada. Szczególnie, że ujawnione wczoraj prognozy na 2019 rok (pojawiły się pierwszy raz w projekcji) zakładają inflację (środek przedziału prognozy) wciąż poniżej celu i lekkie osunięcie rocznej dynamiki PKB w stosunku do 2018 roku.

Zanim jednak pojawi się ewentualna gra pod brak zmian stóp w 2018 roku, wcześniej mogą narastać oczekiwania na szybsze podwyżki stóp w Polsce. Impulsem do tego będzie oczekiwany przeze mnie skok inflacji z 1,8% do 2,2% R/R w lutym (konsensus to 2,1% R/R) i do 2,5% w marcu.

Pytanie, czy ta ewentualna gra pod skok inflacji i wcześniejsze podwyżki wesprze złotego? Wsparłaby, gdyby jednocześnie nastroje na globalnych rynkach pozostawały relatywnie dobre. Tyle tylko, że światowe rynki, zwłaszcza giełdy, powoli zbliżają się do momentu przesilenia. Stąd też po tym kilkumiesięcznym okresie huraoptymizmu, u źródeł którego znalazła się i poprawa gospodarcza, i nadzieje związane z Trumpem, powinno przyjść cykliczne schłodzenie nastrojów. Tym samym impulsy płynące ze świata będą oddziaływać w kierunku osłabienia złotego. Dlatego też w najbardziej dla nie należy się spodziewać, że euro potanieje poniżej 4,27-4,28 zł, dolar poniżej 3,97-3,98 zł, a szwajcarski frank spadnie poniżej 4 zł. Tj. waluty te nie znajdą się poniżej dołków z początku lutego, gdy na rynku miało miejsce przesilenie i zakończenie trwającego od grudnia procesu umocnienia złotego.

Wczorajsze posiedzenie RPP nie sprowokowało zmian na złotym. Jest natomiast prawdopodobne, że będzie on żywo reagował na sygnały jakie dziś napłyną z Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Inwestorzy poznają decyzję banku ws. stóp procentowych o 13:45, natomiast o 14:30 zostaną opublikowane najnowsze prognozy makroekonomiczne i rozpocznie się konferencja prasowa z udziałem Mario Draghi.

ECB wprawdzie nie zmieni parametrów polityki monetarnej, ale prawdopodobna korekta w górę prognoz inflacji i PKB skłoni bank do dyskusji nad przyszłą strategią wyjścia z ultraluźnej polityki monetarnej. I to właśnie pytania o tę dyskusję mają szansę stać się impulsem do wzmocnienia euro, jednocześnie psując nastroje na innych rynkach. W tym sentyment do złotego, który może zakończyć dzień osłabieniem.

O godzinie 11:22 kurs EUR/PLN testował poziom 4,3150 zł, USD/PLN 4,0860 zł, a CHF/PLN 4,0270 zł.

Marcin Kiepas, główny analityk Fundacji FxCuffs

Ile warta jest marka Twojej firmy? Rola oraz metody wyceny wartości marki

Polskie przedsiębiorstwa coraz częściej zdają sobie sprawę z tego, że na rynku, na którym trzeba konkurować z globalnymi graczami, coraz ważniejsze staje się budowanie silnej i wiarygodnej marki. Równie ważna jest też świadomość tego, jaką wartość ma kreowana przez nas marka.

W dobie rosnącej konkurencji rynkowej posiadanie fabryki lub sklepu nie zapewnia już automatycznego osiągania znaczących dochodów. Ze względu na powszechny dostęp konsumentów do wszelkiego rodzaju towarów i usług, sama zdolność do wyprodukowania np. telefonu komórkowego, choćby najlepszego, nie oznacza dla jego producenta gwarancji zysku. Ze względu na fakt, iż większość z nas posiada już telefon komórkowy, walka przeniosła się na pole pt. „Dlaczego miałbym kupić telefon akurat tej firmy?”. Droga do zwycięstwa w tym starciu wiedzie zwykle przez budowanie silnej marki w świadomości konsumentów. Polskie firmy, które odnoszą sukcesy komercyjne (szczególnie na rynku konsumenckim), a także te, które mają nadzieję takie sukcesy odnosić w kolejnych latach, zaczynają doceniać istotę kreowania marki w swoich działaniach.

Skąd się bierze wartość marki?

Wojciech Kryński
Wojciech Kryński, współwłaściciel firmy Ground Frost

– Nawet najnowocześniejsze maszyny może teraz kupić każdy – barierą jest oczywiście wysoka cena, ale sam zakup jest możliwy. Podobnie jeśli chodzi o wykwalifikowaną kadrę – specjalistów możemy wykształcić bądź przyciągnąć z konkurencyjnej firmy. Z kolei marka jest elementem aktywów, którego nie uzyska w prosty sposób żaden konkurent. Tym samym, jest ona więc jedną z najważniejszych wartości niematerialnych firmy, istotnie wpływających na przewagę konkurencyjną naszego przedsiębiorstwa – mówi Wojciech Kryński, współwłaściciel firmy Ground Frost, zajmującej się usługami z zakresu modelowania finansowego – w szczególności wycen przedsiębiorstw, wartości niematerialnych oraz instrumentów finansowych.

Dla wielu firm sporym problemem jest oszacowanie wartości marki budowanej przez lata. Częstą praktyką jest, w tym kontekście, zaniżanie bądź znaczne zawyżanie wartości brandu. Tymczasem wartość marki to jej potencjał do tego, by dać nam wyższe przychody lub zapewnić niższe koszty. W pierwszym przypadku posiadanie marki przekłada się na sprzedaż towarów w wyższej cenie niż ta, którą moglibyśmy osiągnąć oferując produkt niemarkowy. Dla przykładu – znaczna część oferowanego w sklepach obuwia sportowego produkowana jest w Azji, jednak niektóre buty możemy kupić w supermarkecie za 50 zł, a inne w sportowych sklepach w cenie przekraczającej 250 zł. Na różnicę w cenie składają się tutaj takie czynniki, jak jakość użytych materiałów oraz technologia wykonania, lecz te składowe są eliminowane podczas obliczeń. Dzięki zastosowaniu odpowiednich przeliczników można oszacować, jaka jest wartość dodatkowej marży, generowanej wyłącznie dzięki marce. Drugi przypadek jest trudniejszy do analizy i dotyczy sytuacji, w której posiadanie przez nas marki pozwala nam uniknąć pewnych kosztów. – Ponieważ ceny produktów markowych zasadniczo są wyższe – można założyć, iż aby je uzyskać musielibyśmy „zakupić” czyjąś markę np. w formie franczyzy bądź licencji. Posiadając własną markę oszczędzamy więc na opłatach licencyjnych, którymi bylibyśmy obciążeni, a więc nasza marka jest warta tyle, ile uzyskane oszczędności – dodaje Wojciech Kryński z Ground Frost.

Jakimi metodami wyceniane są marki?

Wspomniane wyżej przypadki obrazują dwie z najczęściej używanych metod wyceny marek – pierwsza, zwana z angielskiego jako „Excess Revenue”, oblicza korzyści z tytułu dodatkowej marży generowanej dzięki marce i dyskontuje je do wartości bieżącej. Zastosowanie tej metody wymaga przede wszystkim oszacowania, jaka część marży generowana jest dzięki marce (marża generowana jest również przez np. sieć sprzedaży, know-how produktowy, czasami bazę klientów itp.). Dokonuje się tego przez głęboką analizę specyfiki działalności danego biznesu, a także przez analizę cech jakościowych samej marki: jej rozpoznawalności, przywiązania do niej klientów oraz tego czy powoduje, iż produkt kojarzy się z cechami docenianym przez klientów. Drugi sposób wyceny marek to metoda określana jako „Relief From Royalty”. Dyskontuje ona do wartości bieżącej przyszłe oszczędności poczynione dzięki uniknięciu konieczności płacenia za licencję na markę innego podmiotu. Aby zastosować tę metodę, konieczne jest posiadanie informacji o stawkach licencyjnych w danej branży. Informacje te pozyskuje się z baz danych dotyczących przeprowadzanych na całym świecie transakcjach udzielania licencji oraz franczyz. Na tej podstawie (biorąc pod uwagę stopień porównywalności transakcji) ustala się hipotetyczną stawkę licencji, której unika firma. Dalej, przy założonych w kolejnych latach przychodach, możliwe jest oszacowanie oszczędności na płatności licencji.

Dlaczego należy znać rzeczywistą wartość swojej marki?

W transakcjach M&A element wartości marki ma coraz większe znaczenie. Dokonując transakcji przejęcia innej firmy, przejmującemu coraz mniej zależy na nabyciu jej maszyn czy fabryk, a coraz bardziej na zakupie związanych z przedsiębiorstwem wartości niematerialnych – sieci sprzedaży, bazy przywiązanych klientów i właśnie marki. To z kolei powoduje, że firmy powinny szczególnie dbać o wartość swojego brandu oraz skrupulatnie ją monitorować. W jaki sposób? Mając odpowiednie narzędzia możemy np. corocznie weryfikować hipotetyczne zmiany wartości swojej marki (hipotetyczne – gdyż prawdziwe wartości będą potwierdzone jedynie w momencie zajścia transakcji). Co więcej, przedsiębiorstwa powinny też uwzględniać w swoich strategiach biznesowych działania mające na celu wzrost wartości marki.

W nowoczesnej gospodarce rośnie znaczenie wartości niematerialnych, jako nośników osiąganych przez przedsiębiorstwa wyników finansowych. Nie ma na razie żadnych przesłanek, aby uznać, że trend ten się odwróci. Dlatego, budowa silnych wartości niematerialnych, czyniących dane przedsiębiorstwo unikalnym na rynku, co z kolei pozwala na generowanie ponadprzeciętnych zysków, jest warunkiem odniesienia sukcesu. Marże firm skupiających swoją działalność jedynie na produkcji dla innych podmiotów będą bezlitośnie zmniejszane, gdyż taka usługa jest łatwo zastępowalna i jeżeli ktoś zaoferuje ją taniej – taka firma na pewno wypadnie z gry. – Jedynym sposobem na zapewnienie swojemu przedsiębiorstwu stabilności, jest stworzenie w świadomości klienta poczucia pewności, iż nasza marka rozwiąże jego problem. Co ważne – nie oznacza to wcale najlepszego rozwiązania danego problemu. Warto zauważyć, iż jedna z najpopularniejszych na świecie sieci restauracji nie oferuje najlepszych posiłków – ona tylko gwarantuje, że się najemy i na pewno nie zatrujemy – zaznacza Wojciech Kryński z firmy Ground Frost.

Budowanie własnej marki jest niezbędne, aby pokazać się właśnie z tej strony. Aby wyróżnić się z tłumu oferującego podobne lub takie same produkty. I prawdopodobnie jest obecnie jedynym sposobem, aby zbudować biznes na lata.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 09.03.2017

Co dalej z ropą?

Kilka tygodni temu zwracaliśmy uwagę, że ropa naftowa powinna powrócić do twardych danych makroekonomicznych, które dla jej ceny są nieubłagane. Tylko w trakcie wczorajszej sesji „czarne złoto” potaniało o 5 procent, a tym samym notowania osiągnęły 4 miesięczne minimum. Powodów do kontynuacji wyprzedaży ropy jest dużo, ale do głównego możemy zaliczyć rosnącą produkcje ropy naftowej chociażby w Stanach Zjednoczonych czy też w Chinach.

Wyższe ceny ropy zachęciły amerykańskich wydobywców ropy naftowej do zwiększenia swojej aktywności. Przez kilka miesięcy ilość aktywnych odwiertów w Stanach wzrosła z 320 do 600, czyli praktycznie się podwoiła. Oczywiście przełożyło się to na wzrost produkcji ropy naftowej, która wzrosła z 8.5 mln. baryłek dziennie do 9 milionów.

Ilość aktywnych wierz wiertniczych (linia zielona, przesunięta do przodu), produkcja ropy naftowej (linia niebieska)

Ilość aktywnych wierz wiertniczych (linia zielona, przesunięta do przodu), produkcja ropy naftowej (linia niebieska)

Źródło: Bloomberg

Produkcja ropy naftowej jest opóźniona względem nowych wież wiertniczych, zatem przy tak mocnym ich wzroście możemy spodziewać się, że podaż amerykańskiej ropy naftowej zwiększy się o 300 tysięcy baryłek. Powstaje pytanie, czy porozumienie OPEC wystarczy, aby doprowadzić do równowagi rynkowej? Moim zdaniem nie, dlatego ropa po raz kolejny znajdzie się pod presją, ale spadki powinny być ograniczone.

WTI weekly

Źródło: Admiral Markets

Po przerwaniu linii trendu wzrostowego notowania ropy naftowej WTI mogą podążać w stronę strefy popytu w okolicy 44.30-45.30. Osiągnięcie tego celu jest bardzo prawdopodobne i to też zostanie bazowym scenariuszem.

Korekta na S&P 500

W poprzedniej analizie dotyczącej ciekawych rynków na przyszły tydzień zwracaliśmy uwagę na zbyt duży optymizm, który musiał zostać przerwany korektą i tak też się stało. Indeks pięciuset największych spółek amerykańskich rósł bez większej korekty od wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych. Minimalna korekta powinna oczyścić rynek, ale z drugiej strony na rynku w dalszym ciągu panuje hossa, czyli prawdopodobieństwo dalszych wzrostów jest większe niż korekty.

Niemniej jednak, gdybyśmy mieli do czynienia z kontynuacją korekty, to według danych historycznych indeks mógłby spaść nawet o 5 procent.

Stopy zwrotu z miesiąca marzec od 1990 roku na indeksie S&P 500

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 09.03.2017 8

Źródło: Real Investment Advice

Na powyższym wykresie zaznaczono stopy zwrotu od 1900 roku do dnia dzisiejszego w miesiącu marzec. Korekty rzędu 5 procent mogliśmy zaobserwować kilka razy. Jeżeli popatrzymy na wykres tygodniowy indeksu S&P 500, to korekta mogłaby znieść ostatnie wzrosty w okolice poziomu 2280. Niemniej jednak cały czas musimy pamiętać, że mamy rynek byka, czyli wzrosty za każdym razem są bardziej prawdopodobne niż spadki.

Aktualna analiza techniczna rynków finansowych 09.03.2017 9

Źródło: Admiral Markets

Mateusz Groszek
Analityk Rynków Finansowych

Komentarz walutowy: euro, dolar, frank

USDPLN w dół zgodnie z naszymi oczekiwaniami testuje górne ograniczenie horyzontalnego kanału trendowego przy 4,10. Popyt kolejny raz nie ma siły na przełamanie tego poziomu. Sytuacji nie zmieniły nawet wczorajsze dane z rynku pracy, o czym pisaliśmy 2 dni temu. Inwestorzy czekają na dane rządowe tzw. peyrolls w piątek i w przyszłotygodniowe posiedzenie FED-u. Cena dolara w scenariuszu bazowym powinna kierować się ku południu w okolice 4,07 i tam czekać na konkretniejsze ruchy. W przypadku wybicia kanału górą cena nie powinna przebić oporu na 4,16.

Kurs USD/PLN

ergokantor-pl_usd
źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

EURPLN

EUR po nie do końca udanym reteście prawego ramienia formacji RGR ponownie się osłabia. Uważamy, że wybicie poziomu 4,32 jest możliwe, jednakże dopiero po konferencji EBC, która jest już dzisiaj. Stopy procentowe w strefie Euro prawdopodobnie nie zostaną zmienione, jednak ważne są zapowiedzi co do polityki monetarnej. W przypadku spadków poziomem wsparcia będzie dolne ograniczenie kanału przy 4,2750. Ponieważ w dzisiaj mamy decyzję EBC, a jutro peyrollsy z USA dlatego, zalecamy ostrożność w handlu dolarem, gdyż może dojść do większej zmienności na rynku.

Kurs EUR /PLN

ergokantor-pl_eur
źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

GBPPLN

Na funcie spadki wyhamowały przy lokalnych dołkach w okolicy 4,95. Podaży nie udało się wybić tego poziomu, co pozwala oczekiwać, że po niewielkiej korekcie nastąpi próba retestu tego poziomu, a następnie wyłamania. W przypadku spadków wsparciem będzie poziom 4,92, gdzie wypada zakończenie formacji 1 do 1. Jest to niewątpliwie cel podaży. Zalecamy jednak dużą ostrożność w przypadku handlowania funtem, gdyż nawet poziom 4,92 to prawdopodobnie nie koniec spadków na tej parze. W przypadku wzrostów oporem będą lokalne szczyty na poziomie 5,0260.

Kurs GBP /PLN

ergokantor-pl_gbp
źródło: opracowanie własne ergokantor.pl

Piotr Palutkiewicz: Sharing economy realizuje „Plan Morawieckiego”

Pokolenie Y – inaczej Millenialsi – obawiają się ingerencji prawodawcy w usługi sharing economy. Obawiają się – jak to ma miejsce w niektórych miastach europejskich – literalnego, prawnego zakazu świadczenia danych usług. Młodzi konsumenci nie godzą się na to i buntują się przeciw prawodawcy, który chce ograniczyć ich styl życia. Dla gospodarki sharing economy jest bardzo korzystne.

– Fakt, że Ministerstwo Finansów dostrzegło ten fenomen jest pozytywnym zwiastunem – powiedział agencji eNewsroom.pl Piotr Palutkiewicz, prezes Instytutu Inicjatyw Gospodarczych i Konsumenckich INSTIGOS – Tak samo pozytywem jest, że Komisja Europejska w swojej agendzie z czerwca 2016 roku zaadresowała sharing economy jako sektor, który wymaga rozwoju – nie ograniczeń. Według KE przyczynia się on do rozwoju gospodarczego, rynku pracy oraz ekologii zasobów. To zjawisko spotyka się z aprobatą Komisji Europejskiej oraz – na szczęście – polskiego prawodawcy. Ministerstwo Rozwoju, zawierając ekonomię dostępności jako jeden z czynników, który mają wpływ na sytuację makroekonomiczną Polski, daje zielone światło do rozwoju tej ekonomii. Wpisuje się ona w plan na rzecz odpowiedzialnego rozwoju, potocznie nazywanym „Planem Ministra Morawieckiego”. Ekonomia dostępności przyczynia się do zrealizowania – w tym aspekcie – tego planu – ocenił Palutkiewicz.

„Konstytucja dla biznesu” rozwieje wątpliwości podatników

Zakłada się, że „Konstytucja dla biznesu” jest pakietem ustaw, który został po części już wdrożony w styczniu bieżącego roku. Dotychczas weszły w życie przepisy zmieniające ustawę o ordynacji podatkowej oraz ustawę o swobodzie gospodarczej. „Konstytucja dla biznesu” w dalszej części wprowadzi Prawo dla przedsiębiorców – zastępujące ustawę o swobodzie gospodarczej. Zmianą jest brak przymusu ze strony podatnika w zakresie indywidualnej interpretacji prawa podatkowego.

– Podatnik może się oprzeć na tzw. utrwalonej praktyce interpretacyjnej – powiedziała agencji eNewsroom.pl Marta Szafarowska, doradca podatkowy, partner w kancelarii Gekko Taxens – Jeśli przedsiębiorca będzie miał wątpliwości wobec zagadnień podatkowych, może przeanalizować interpretacje wydawane już dla innych podatników przez ostatnie 12 miesięcy przed danym okresem. W przypadku zidentyfikowania przeważającego stanowiska organów podatkowych – wyrażonych w interpretacjach podatkowych, które odnoszą się do identycznego stanu faktycznego przedsiębiorcy – podatnik może oprzeć się na takiej praktyce interpretacyjnej, która przeważała w ostatnich 12 miesiącach i zastosować ją. Takie działanie jest dostępne nie tylko w stosunku do zagadnień podatkowych, lecz również przy zagadnieniach np. celnych czy ZUS-owskich. Zmiany weszły w życie zarówno w ordynacji podatkowej, jak i w ustawie o swobodzie działalności gospodarczej – podsumowała Szafaroska.

Perfect Gym Solutions i Nethone wśród innowacyjnych start-upów wybranych do programu EY Accelerating Entrepreneurs 2017

47 start-upów z Europy, Bliskiego Wschodu, Afryki oraz Azji i Pacyfiku zakwalifikowało się do programu EY Accelerating Entrepreneurs podczas EY Strategic Growth Forum Mediterranean w Rzymie. W tym gronie znalazły się dwie innowacyjne firmy z Polski: Perfect Gym Solutions i Nethone.

Firma doradcza EY pomaga innowacyjnym firmom, które wprowadzają przełomowe rozwiązania w ich ekspansji i rozwoju globalnym. – Są to przedsiębiorcy, którzy opierają swój pomysł na nowoczesnych technologiach. Ponieważ rozwiązania przez nich proponowane mogą być stosowane z powodzeniem na rynkach międzynarodowych, wsparcie ich w globalnej ekspansji jest szczególnie istotne – mówi Krzysztof Witkowski, odpowiedzialny za programy EY skierowane do start-upów. To trzecia edycja programu EY Accelerating Entrepreneurs w Europie, na Bliskim Wschodzie i w Afryce (EMEA) oraz druga w regionie Azji i Pacyfiku.

W tegorocznym programie zostały wybrane dwa start-upy z Polski: Perfect Gym Solutions oraz Nethone. Pierwsza z firm dostarcza oprogramowanie dla klubów fitness w 35 krajach na świecie, które pomaga w administrowaniu i zarządzaniu członkostwami, płatnościami, grafikami zajęć, listą i wynagrodzeniem trenerów, sprzedażą oraz posiada zaawansowane narzędzia Business Intelligence dla menadżerów. Perfect Gym ma także aplikację mobilną dla klientów klubów fitness oraz zaawansowane urządzenia self-service. W niespełna 6 lat firma stała się jednym z liderów rozwiązań IT dla branży fitness na świecie bez znaczącego finansowania dotychczasowych inwestorów. Ambicją spółki jest ekspansja na kolejne kraje w tym USA, UK, Niemcy i kraje skandynawskie oraz znalezienie międzynarodowego partnera finansowego. – EY Accelerating Entrepreneurs to wspaniała inicjatywa pod względem merytorycznym, ale przede wszystkim pod względem nawiązanych znajomości, które będą procentować przez wiele nadchodzących lat. Ogromnie mnie cieszy, że jedna z największych firm konsultingowych otwiera się na całkiem nowy, ale jakże perspektywiczny rynek start-upów. Wyobraźmy sobie, jak mogłaby wyglądać polska scena młodych przedsiębiorców, gdyby od samego początku dostawali merytoryczne wsparcie na najwyższym poziomie. Ilu błędów mogliby uniknąć i gdzie teraz byłby ich biznes? – mówi Jacek Szlendak, współzałożyciel i prezes Perfect Gym Solutions. – Myślę, że powoli otwiera się nowy rozdział, który wymaga wielu kompromisów po obydwu stronach. Ze strony firmy konsultingowej, aby dostosować model współpracy do początkujących firm, gdzie każda złotówka jest na wagę złota oraz początkujących przedsiębiorców, aby zrozumieli, że czasem warto zainwestować troszkę więcej, aby fundamenty naszego nowego domu były stabilne, pozwoliły na szybki wzrost i utrzymały przez wiele lat rozwoju – dodaje.

Druga wyróżniona firma z Polski, Nethone, dostarcza rozwiązania oparte o sztuczną inteligencję z obszaru Business Intelligence, pozwalające m.in. w czasie rzeczywistym przewidywać oszustwa w branży e-commerce i automatycznie im zapobiegać. Analizując tysiące punktów danych, system wykrywa próby dokonywania płatności przez nieuprawnione osoby, przejęcia kont czy nadużycia w ramach programów afiliacyjnych. Już dziś polska firma świadczy usługi dla kilkunastu klientów z Europy, USA i Ameryki Łacińskiej, a jej ambitne plany rozwojowe zakładają szybkie pomnożenie tej liczby.

– Udział w programie EY Accelerating Entrepreneurs to świetne, niezwykle inspirujące doświadczenie. Młode firmy, których rozwiązania wykorzystują zaawansowaną technologię, stoją przed licznymi wyzwaniami. Począwszy od wyboru właściwej strategii komercjalizacji  produktu, przez rozpoznanie i zrozumienie mechanizmów rządzących na globalnych rynkach, po konieczność zbudowania solidnej sieci kontaktów biznesowych. Możliwość czerpania z wiedzy i doświadczenia takiej firmy jak EY jest w tej sytuacji bezcenna – podkreśla Hubert Rachwalski, Chief Operating Officer, Nethone.

–  Żyjemy w czasach wielkiej niepewności i szybkiej transformacji. Gospodarka światowa wymaga dziś dużej elastyczności, aby nadążyć za szybkimi zmianami, jakie przynoszą przełomowe rozwiązania. Program EY Accelerating Entrepreneurs wyłania wiodące start-upy, które mogą być nośnikami właśnie takich innowacji. Ich dynamiczny rozwój to szansa zarówno dla nich samych jak i korporacji z niemal wszystkich branż, które w różnych modelach mogą czerpać z nowych technologii. Ich wytworzenie wewnątrz tych organizacji jest niemal niemożliwe – mówi Bartosz Niedźwiedzki, Dyrektor w Grupie Zarządzania Innowacjami EY. – Potwierdzają to wyniki badań. Jak wynika z raportu EY „Jak odnaleźć się w cyfrowym świecie”, aż 59% firm nie ma wewnętrznych zasobów, które pozwalają na wdrożenie innowacji i tym samym na cyfrową transformację biznesu – dodaje.

W ramach programu EY zapewnia wsparcie wybranym start-upom w ocenie fundamentów prowadzonego biznesu, pomaga we wskazaniu kierunków i w identyfikacji szans, które pozwolą na zwiększenie skali działania i umożliwienie im globalnego rozwoju.

Program został zainaugurowany w lutym podczas EY Strategic Growth Forum Mediterranean w Rzymie. Wydarzenie było okazją do spotkania z wybitnymi osobistościami świata biznesu, do networkingu i dyskusji z innymi przedsiębiorcami, liderami branżowymi i ekspertami EY.

O wyborze start-upów zadecydował potencjał do rozwoju działalności międzynarodowej, duch przedsiębiorczości, zdolności przywódcze, wyniki finansowe, kierunek strategiczny i innowacyjne myślenie.

Nowy Przewodniczący Rady Fundatorów Fundacji Polski Instytut Dyrektorów

Wiesław Jan Rozłucki został wybrany Przewodniczącym Rady Fundatorów Fundacji Polski Instytut Dyrektorów. Będzie odpowiadał za nadzór prac Rady Fundatorów, do której należy od samego początku istnienia Instytutu.

Wiesław Rozłucki zastąpił na stanowisku Przewodniczącego Rady Fundatorów Marię Pasło-Wiśniewską, która złożyła rezygnację ze stanowiska. Wybór nowego przewodniczącego zapadł większością głosów członków Rady Fundatorów. Dotychczas Wiesław Rozłucki pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Programowej Polskiego Instytutu Dyrektorów, którym pozostanie do końca kadencji w 2018 r.

Wiesław Jan Rozłucki
Wiesław Rozłucki

Sytuacja Fundacji PID i corporate governance w Polsce wymaga większego zaangażowania. I to jest powód przyjęcia przez mnie zwiększonych obowiązków – powiedział Wiesław Rozłucki, Przewodniczący Rady Fundatorów i Przewodniczący Rady Programowej Fundacji Polski Instytut Dyrektorów.

Przewodniczący Rady Fundatorów kieruje pracami Rady, do której kompetencji należy m.in. powoływanie i odwoływanie Zarządu Fundacji, wybór Rady Programowej, zatwierdzenia rocznego planu finansowego Fundacji. Przewodniczący Rady Programowej kieruje pracami Rady, która opiniuje i doradza w zakresie projektowania programu działalności Fundacji oraz przedstawia Zarządowi propozycje zadań do realizacji, współdziała ze Zgromadzeniem Uczestników przy określaniu i realizacji zadań statutowych. Rada Programowa kształtuje pozytywną opinię środowiska gospodarczego w Polsce na temat ładu korporacyjnego, promuje jego idę w kraju i zagranicą, utrzymuje stałe kontakty z organizacjami i środowiskami opiniotwórczymi w celu rozwiązywania najważniejszych problemów gospodarczych w kraju.

„Takie połączenie funkcji jest ewenementem w historii działalności PID, jednak z pewnością przyniesie Fundacji wymierne korzyści” – powiedziała Beata Binek, Prezes Zarządu Fundacji Polski Instytut Dyrektorów.

 

SAZ promuje akcję „13… i nie kombinuj”

W połowie lutego ruszyła akcja Państwowej Inspekcji Pracy i NSZZ Solidarność, w ramach której pracownicy nieotrzymujący minimalnego wynagrodzenia na umowie-zleceniu mogą zgłosić ten fakt do Inspekcji i  zażądać kontroli w firmie. Stowarzyszanie Agencji Zatrudnienia (SAZ), największa w Polsce branżowa organizacja, pozytywnie ocenia kampanię i zachęca zarówno agencje jak i pracodawców do włączenia się do niej. Zwłaszcza Ci ostatni powinni weryfikować podmioty uczestniczące w pośrednictwie zatrudnienia, radzi SAZ oraz przypomina, że za niewypłacenie należnych pracownikom kwot wynagrodzenia oraz opłat ubezpieczeniowych mogą odpowiadać również sami pracodawcy.

Przepisy o minimalnym wynagrodzeniu za godzinę pracy w przypadku umów zleceń oraz umów o świadczenie usług z pewnymi wyłączeniami weszły w życie w styczniu 2017 roku. Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia od początku pozytywnie oceniało rządową propozycję, która wychodziła na przeciw potrzebie wprowadzenia godnego wynagradzania pracowników. Jednak jeszcze przed wprowadzeniem przepisów w życie, jesienią zeszłego roku eksperci SAZ prognozowali, iż nie wiadomo jak zachowa się rynek, a w szczególności duże przedsiębiorstwa, zatrudniające pracowników do biznesu sieciowego oraz firmy i instytucje z sektora publicznego.

Niestety, jak pokazuje inicjatywa Inspekcji Pracy i związków zawodowych, część pracodawców nadal próbuje obejść przepis o stawce godzinowej. Iwona Szmitkowska, Prezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia tak komentuje zjawisko „Potrącanie pracownikowi tymczasowemu nawet połowy wynagrodzenia z tytułu użytkowania odzieży roboczej czy narzędzi do pracy to łamanie prawa i takie działania nie powinny mieć miejsca. Kampanie edukacyjne i realne narzędzia kontrolne z pewnością przyczynią się do uregulowania rynku i eliminacji nadużyć.”  

Stowarzyszenie Agencji Zatrudnienia radzi również przedsiębiorcom weryfikować podmioty, z usług których korzystają w pozyskiwaniu pracowników. Przestrzega także przed przyjmowaniem ofert zatrudnienia pracowników za kwoty niższe niż 13 zł brutto za godzinę. Jakiego by tłumaczenia nie przedstawił pośrednik, np. dofinansowanie z Unii Europejskiej, warto bardzo dokładnie skontrolować taki podmiot oraz jego ofertę.

Pracodawcy winni zdawać sobie sprawę, że w ich interesie jest weryfikacja agencji zatrudniania, a w szczególności monitoring wypłaty minimalnego wynagrodzenia pracownikom tymczasowym zatrudnionym na podstawie umowy cywilno-prawnych. „Wymagający rynek pracownika i brak rąk do pracy, to czas kiedy pracodawcy powinni jeszcze dokładniej sprawdzać czy agencja zatrudnienia, która ich reprezentuje dba o ich wizerunek dobrego pracodawcy i zapewnia pracownikom rynkową stawkę. Dodatkowo istnieje również potencjalne ryzyko obciążenia wyrównaniem zaległościami nieuczciwych agencji pracodawców użytkowników– tłumaczy Iwona Szmitkowska, Prezes SAZ. „Zachęcam przede wszystkim do korzystania z firm wiarygodnych, np. członków Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia, którzy jednym głosem deklarują stosowanie stawek minimalnych.”

Przedstawiciele SAZ zwracają także uwagę na możliwość zwiększenia zatrudnienia w oparciu o umowę o dzieło przez nieuczciwych pracodawców, nawet w przypadkach, kiedy świadczone usługi będą de facto zleceniem. Ten model zatrudnienia będzie bardziej atrakcyjny dla pracodawców ze względu na możliwość ograniczenia kosztów.

Ranking konkursów dotacyjnych na innowacje

Jesteśmy na półmetku perspektywy finansowej Unii Europejskiej na lata 2014-2020. Niedługo nastąpi przyspieszenie wydatkowania środków unijnych na wsparcie rozwoju firm. Jakie konkursy warto wziąć pod uwagę, ubiegając się o dofinansowanie? Ayming Polska prezentuje ranking konkursów dotacyjnych na innowacje Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, które w 2016 roku osiągnęły najwyższy wskaźnik sukcesu.

Dotacje na innowacje na lata 2014-2020Do połowy lutego 2017 r. złożono 43 264 wnioski o dofinansowanie projektów na łączną sumę 260,3 mld zł. Od czasu uruchomienia programów podpisano 12 105 umów o dofinansowanie ze środków europejskich na kwotę 77 mld zł. W związku z tym, że 2017 rok wyznacza półmetek perspektywy finansowej 2014-2020, przedsiębiorstwa mogą spodziewać się znacznego przyspieszenia wydatkowania środków unijnych. Który konkurs wybrać, aby mieć jak największe szanse na uzyskanie dofinansowania? Eksperci Ayming Polska przeanalizowali listy rankingowe ubiegłorocznych konkursów Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój i opracowali zestawienie, które wskazuje konkursy wyróżniające się najwyższym wskaźnikiem sukcesu.

Miejsce 1: Kredyt na innowacje technologiczne – dla MŚP

W 2016 r. w konkursie 3.2.2 Kredyt na innowacje technologiczne, POIR, aż 7 na 10 firm z sektora MŚP otrzymało dofinansowanie w formie tzw. premii technologicznej. Jest to częściowa spłata kredytu komercyjnego, który firma może uzyskać w jednym z 17 banków współpracujących z Bankiem Gospodarstwa Krajowego. W ramach konkursu firma może zdobyć do 6 mln złotych dofinansowania na realizację inwestycji technologicznych, których celem jest zakup lub wdrożenie nowej technologii, a także wdrożenie własnej nowej technologii i rozpoczęcie na jej podstawie wytwarzania nowych lub znacząco ulepszonych produktów czy usług. Przy ocenie projektu szczególną uwagę przywiązuje się do innowacyjności technologii oraz potencjału rynkowego wprowadzonego rozwiązania. Przykładowo, kredyt na innowacje technologiczne mógłby zostać przyznany na wdrożenie samodzielnie opracowanej nowej technologii produkcji bezprzewodowych opraw oświetlenia awaryjnego czy bezodpadowej technologii maksymalizującej wydajność recyklingu baterii. Zgodnie z harmonogramem naboru wniosków, w 2017 r. odbędzie się tylko jedna edycja konkursu, która rozpoczęła się 20 lutego i potrwa do 29 marca 2017 r.

Miejsce 2 i 3: Sektorowe programy B+R: INNOTEXTILE i INNOCHEM – dla MŚP i dużych firm

W ubiegłorocznym naborze do konkursów INNOTEXTILE (dla branży włókienniczej) i INNOCHEM (dla branży chemicznej) w ramach sektorowych programów B+R (poddziałanie 1.2 Sektorowe programy B+R, POIR), ok. 65 proc. wniosków otrzymało dofinansowanie, a średnia dotacja wynosiła ok. 2-3 mln zł. Konkursy sektorowe służą wsparciu prac badawczo-rozwojowych, wpisujących się w Krajowe Inteligentne Specjalizacje i zakresy tematyczne zdefiniowane dla wybranych branż. W konkursach mogą brać udział zarówno małe i średnie firmy, jak i duże przedsiębiorstwa (także konsorcja), które zadeklarują chęć wdrożenia wyników opracowywanych badań.

„Konkursy sektorowe cieszą się szczególnym zainteresowaniem, co potwierdza rosnące zapotrzebowanie firm na dofinansowanie prac badawczo-rozwojowych, skoncentrowanych na konkretnych obszarach tematycznych i  branżach. Można powiedzieć, że w 2016 roku stanowiły one atrakcyjną alternatywę dla „Szybkiej Ścieżki” – flagowego konkursu Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, w ramach którego w ubiegłym roku zaledwie 17 proc. małych i średnich firm uzyskało dotację na prowadzenie badań przemysłowych i prac rozwojowych. Zgodnie z zapowiedziami NCBiR, już wkrótce zostaną wprowadzone udogodnienia dla przedsiębiorstw, co ułatwi udział w tym konkursie. Będzie to między innymi ograniczenie formalności i skrócenie czasu na wydanie decyzji o dofinansowaniu” – komentuje Żaneta Chojnacka, Konsultant w Dziale Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

Miejsce 4: Wsparcie rozwoju infrastruktury B+R – dla MŚP i dużych firm

W 2016 r. w naborze do konkursu 2.1 Wsparcie inwestycji w infrastrukturę B+R przedsiębiorstw, POIR, aż 45 proc. złożonych wniosków otrzymało dotację. Średnie dofinansowanie na projekt oscylowało w granicach 5 mln zł. W ramach konkursu małe, średnie i duże firmy mogą uzyskać dofinansowanie na budowę lub rozwój centrów badawczo-rozwojowych. Środki można przeznaczyć na sfinansowanie gruntu, stojącego na nim budynku, specjalistycznego sprzętu do prowadzenia badań, wartości niematerialnych i prawnych, a także usług doradczych, z których firma skorzysta w ramach realizacji projektu.

„Konkurs o dofinansowanie na rozwój infrastruktury B+R cieszy się ogromną popularnością. Minimalna wartość kosztów kwalifikowanych na poziomie 2 mln zł, sprawia, że jest on przystępny również dla mniejszych podmiotów. Co istotne, konkurs przeznaczony jest zarówno dla przedsiębiorstw, które dopiero rozpoczynają działalność innowacyjną, jak i dla tych, które prowadzą zaawansowane działania badawczo-rozwojowe” – podsumowuje Żaneta Chojnacka, Konsultant w Dziale Dotacji i Ulg B+R w Ayming Polska.

Miejsce 5: Badania na rynek – dla MŚP

Poddziałanie 3.2.1 Badania na rynek, POIR, to konkurs dla firm z sektora MŚP, które potrzebują środków na wdrożenie we własnej działalności pomysłu, będącego wynikiem prac B+R. Takie prace można przeprowadzić samodzielnie lub wykupić. Istotne jest, aby na etapie wnioskowania wyniki prac zostały zgłoszone do procedury ochrony patentowej. Środki można przeznaczyć na: inwestycje (budynki, maszyny, wartości niematerialne i prawne), prace badawcze (prace rozwojowe – czyli ostatni etap badań B+R przed wdrożeniem) oraz przygotowanie do wdrożenia (usługi prawne, certyfikacje). Dotację na wdrożenie, czyli np. zakup linii produkcyjnej do wytwarzania nowych produktów, mogą uzyskać projekty, których koszty kwalifikowane stanowią co najmniej 10 mln zł. W ubiegłorocznym naborze na 112 złożonych wniosków, aż 50 otrzymało dofinansowanie.

Pozyskiwanie dofinansowania to złożony proces, który wymaga zdefiniowania projektu, wyboru źródła wsparcia, złożenia wniosku o dotację, podpisania umowy o dofinansowanie oraz rozliczenia przyznanej pomocy publicznej. Niezależnie od wskaźnika sukcesu konkursu, przed przystąpieniem do przygotowania wniosku o dofinansowanie, warto poświęcić czas na weryfikację, czy zgłaszany projekt i wnioskodawca spełniają wszystkie wymagania zawarte w regulaminie konkursu. Szczegółowa analiza wstępna zabezpieczy firmę przed odrzuceniem projektu na etapie oceny formalnej.

Większa ochrona klientów firm pożyczkowych

Sławomir Pawlik, CEO Profi Credit Polska
Sławomir Pawlik, CEO Profi Credit Polska

Rejestr Instytucji Pożyczkowych i wyłączenie produktów hipotecznych z oferty –najbardziej wyczekiwane przez sektor pożyczkowy zmiany pro-klientowskie.

Rządowy projekt o powołaniu Rejestru Instytucji Pożyczkowych przy Komisji Nadzoru Finansowego już za kilka dni trafi pod głosowanie w Senacie. Kolejną wprowadzaną zmianą jest wyłączenie pozabankowych firm pożyczkowych z grona podmiotów uprawnionych do oferowania kredytów lub pożyczek hipotecznych. Oznacza to, że projekt uwzględnił część rozwiązań od dawna zgłaszanych przez sektor.

Po ich wejściu w życie każdy będzie mógł łatwo sprawdzić w Rejestrze Instytucji Pożyczkowych, czy dana instytucja pożyczkowa spełnia wymogi określone ustawą – innymi słowy czy działa legalnie. Pomoże to wyeliminować przedsiębiorstwa parafinansowe, które nie spełniają kryteriów ustawy o kredycie konsumenckim.

Firmy pożyczkowe okazały się także zwolennikami ograniczania produktów hipotecznych do właściwości banków i SKOK-ów. Wynika to przede wszystkim z charakterystyki tego rodzaju produktów. Zwykle są one zaciągane na wysokie kwoty i na wiele lat. Takie zaangażowanie kapitałowe mogą zaoferować instytucje bankowe, wykazując przy tym większą konkurencyjność w porównaniu z sektorem pozabankowym. Jednocześnie pożyczkodawcy są dość jednomyślni co do tego, że każda oferta powiązana z hipoteką, jest produktem o podwyższonej odpowiedzialności społecznej i jako taka wymaga kontroli Komisji Nadzoru Finansowego.

Kolejnym postulatem sektora pozabankowego jest okresowa weryfikacja i aktualizacja rejestru pośredników finansowych. Dałoby to gwarancję, że nie ma w nim osób, które w międzyczasie weszły w kolizję z prawem. Obecnie firmy pożyczkowe na własną rękę stosują procedury chroniące je i ich klientów przed praktykami pośredników, których wiarygodność trudna jest do zweryfikowania na podstawie pojedynczego wpisu do rejestru. Wymóg aktualizacji rejestru istotnie poprawiłby informację o kompetencjach pośredników, a tym samym bezpieczeństwo pożyczkobiorców.

Od dłuższego już czasu instytucje pożyczkowe walczą o poprawę swojego wizerunku i wiarygodności branży. Profesjonalizacja zaczyna przynosić efekty. Obecnie z oferty sektora korzysta ok. 3 mln osób. Wartość pożyczek udzielanych w ciągu roku systematycznie wzrasta – dane Związku Firm Pożyczkowych za 2016 r. mówią o 6,5 mld zł. Na przestrzeni ostatnich 6 lat średnia roczna stopa tego wzrostu (CAGR) wyniosła 19,8%. W segmencie pożyczek do 4 tys. zł firmy pożyczkowe mają już 25% udziału. Wartości te świadczą o rosnącym zainteresowaniu klientów ofertą firm pożyczkowych, co może wynikać z coraz większego zaufania do pożyczkodawców. Wzrost wiarygodności firm pożyczkowych potwierdza także inny fakt. Poprawa sytuacji ekonomicznej dużej grupy gospodarstw domowych za sprawą Programu 500+ nie wpłynęła negatywnie na wartość zaciąganych pożyczek. Wicelider sektora, porównując wartość sprzedaży netto w drugim półroczu 2015 i 2016 (kiedy beneficjenci otrzymali już wypłaty z Programu), odnotował 26% wzrost. Poza rozwiązaniami legislacyjnymi, klienci mają również do dyspozycji narzędzia instytucjonalne. Mogą korzystać z informacji przygotowywanych przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz KNF. Ten pierwszy, od czasu nowelizacji ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów, wydał już 3 ostrzeżenia konsumenckie w stosunku do podmiotów oferujących pożyczki. Podobne ostrzeżenia publikuje również Komisja Nadzoru Finansowego.

Autor: Sławomir Pawlik, CEO Profi Credit