Fundusze PE: Wzrośnie liczba atrakcyjnych podmiotów do przejęć na polskim rynku

Większość funduszy private equity optymistycznie ocenia perspektywy rozwoju na polskim rynku, spodziewając się wzrostu liczby atrakcyjnych celów przejęć w ciągu najbliższych dwóch lat. Polska pozostaje najatrakcyjniejszym rynkiem w Europie Środkowo-Wschodniej – w 2015 r. wartość inwestycji private equity w Polsce wyniosła 803,5 mln euro, co stanowiło ponad 50% całkowitej wartości inwestycji private equity w krajach CEE. W portfelach funduszy aktualnie najwięcej jest spółek z sektora technologii informacyjnych, mediów i komunikacji (21%) oraz produkcji przemysłowej (18%). W przyszłości największym zainteresowaniem funduszy private equity w Polsce będą cieszyły się podmioty z branży dóbr konsumpcyjnych.

Dobra konsumpcyjne na pierwszym miejscu najatrakcyjniejszych sektorów

Podobnie jak w 2014 roku, kiedy ukazała się pierwsza edycja raportu KPMG na temat rynku private equity w Polsce, ankietowane fundusze optymistycznie oceniają przyszłość polskiego rynku PE – 68% spodziewa się, że w perspektywie najbliższych dwóch lat zwiększy się liczba atrakcyjnych celów przejęć. Jedynie 4% obawia się, że w Polsce będzie mniej potencjalnych celów przejęć, pozostali respondenci stwierdzili, że liczba atrakcyjnych celów przejęć nie zmieni się. Jednocześnie blisko połowa respondentów spodziewa się wzrostu liczby transakcji na przestrzeni najbliższych dwóch lat, prawie 30% nie przewiduje zmian, a jedynie 20% uważa, że liczba transakcji może się zmniejszyć.

W ocenie respondentów najbardziej atrakcyjnymi sektorami inwestycyjnymi w nadchodzących latach będzie branża dóbr konsumpycyjnych, która awansowała z drugiej pozycji w 2014 roku na miejsce pierwsze, usługi dla biznesu, produkcja przemysłowa oraz sektor technologiczny i medialny. Na znaczeniu stracą natomiast branża medyczna i sektor farmaceutyczny. Sektory te uplasowały się w dalszej części rankingu, mimo że dwa lata temu zajęły pierwsze miejsca pod względem atrakcyjności inwestycyjnej i potencjału rozwoju. Zdecydowana większość funduszy jest zdania, że branża energetyczna oraz budownictwo są obecnie najmniej atrakcyjnymi sektorami dla funduszy działających na polskim rynkumówi Rafał Wiza, partner, szef zespołu private equity w KPMG w Polsce.

Fundusze PE będą najchętniej inwestowały w firmy średniej wielkości w fazie wzrostu i start-upy

Fundusze PE będą najchętniej inwestowały w firmy średniej wielkości w fazie wzrostu i start-upy

W badaniu KPMG respondenci ocenili, jak zmieni się atrakcyjność poszczególnych segmentów firm w najbliższych latach. Fundusze PE działające w Polsce również w przyszłości będą chciały inwestować przede wszystkim w firmy w średniej fazie rozwoju, które poszukują kapitału na dalszą ekspansję. Nieco ponad 70% ankietowanych uważa, że atrakcyjność takich firm jako celów przejęć wzrośnie. Pozostali natomiast uważają, że pozostanie bez zmian. W przypadku dojrzałych firm i liderów rynku niespełna 40% badanych funduszy sądzi, że ich atrakcyjność wzrośnie, większość nie spodziewa się w tym zakresie większych zmian. Prężnie rozwijający się w Polsce rynek start-upów jest oceniany pozytywnie przez fundusze – blisko 60% uważa, że start-upy będą zyskiwać na popularności w najbliższych latach, jedynie 10% sądzi, że staną się one mniej atrakcyjnym celem inwestycyjnym.

Fundusze PE pozytywnie o warunkach działania w Polsce

Fundusze PE pozytywnie o warunkach działania w Polsce

Badane fundusze zostały także zapytane o warunki działalności na polskim rynku PE. Większość funduszy dobrze ocenia dostępność finansowania dłużnego – 71% nie ma żadnych problemów z jego pozyskaniem. Jedna czwarta respondentów stwierdziła, że kapitał dłużny jest trudny do zdobycia, ale mimo to obiecujące projekty mogą liczyć na odpowiedni poziom finansowania. Jedynie 4% ankietowanych funduszy stwierdziło, że brak finansowania dłużnego stanowi istotną barierę w realizacji transakcji.

Według większości badanych funduszy Polska pozostaje atraktycyjnym rynkiem dla sektora PE. Respondenci stwierdzili między innymi, że w ostatnich latach zwiększyła się liczba dostępnych transakcji w segmencie mniejszych spółek portfelowych. Podkreślano także, że jakość ofert inwestycyjnych rośnie. Według części respondentów rośnie też wiedza firm na temat sposobu funkcjonowania private equity, właściciele spółek są lepiej przygotowani i zdają sobie sprawę z korzyści, jakie wynikają ze współpracy z funduszami. Rośnie też liczba spółek, które szukają partnera w celu zwiększenia obecności na rynkach zagranicznych. Nie chodzi tutaj wyłącznie o dostarczenie dodatkowego kapitału, spółki portfelowe korzystają w takich przypadkch z międzynarodowych kontaktów funduszy i sprawdzonych strategii ekspansji zagranicznej – mówi Rafał Wiza, partner, szef zespołu private equity w KPMG w Polsce.

 Polski rynek PE na pierwszym miejscu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Polski rynek PE na pierwszym miejscu w regionie Europy Środkowo-Wschodniej

Według danych Europejskiego Stowarzyszenia Private Equity i Venture Capital (EVCA) w ubiegłym roku wartość inwestycji PE w Polsce wyniosła 803,5 mln euro – ponad trzy razy tyle, co w roku 2014. W 2015 roku udział naszego kraju w całkowitej wartości inwestycji PE w państwach CEE wyniósł 53%. Wartość inwestycji PE w stosunku do PKB wyniosła w Polsce 0,19%, co jest wynikiem porównywalnym do wyników takich krajów jak Szwajcaria (0,21%) czy Niemcy (0,22%).

4

Z przeprowadzonej przez KPMG analizy portfeli ponad 30 funduszy PE w Polsce (z wyłączeniem funduszy specjalizujących się w inwestycjach typu venture capital) wynika, że wśród aktualnych spółek portfelowych najliczniej reprezentowane są spółki z sektora technologii informacyjnych, mediów i komunikacji (21%). Nieco mniejszy udział mają spółki z sektora produkcji przemysłowej (18%). Na trzecim miejscu uplasowały się spółki z branży handlu detalicznego i dóbr konsumpcyjnych (14%), natomiast czwarte miejsce zajmują firmy działające w obszarze medycyny i farmacji (13%). Wymienione cztery sektory obejmują razem dwie trzecie wszystkich aktualnych spółek portfelowych w Polsce. Istotnymi sektorami z udziałem na poziomie blisko 10% są też usługi dla biznesu oraz rolnictwo i produkcja żywności. Według obliczeń dokonanych m.in. na podstawie danych przekazanych przez fundusze PE w Polsce, KPMG szacuje, że w spółkach, które na koniec kwietnia 2016 roku znajdowały się w portfolio badanych funduszy, zatrudnienie w 2015 roku wyniosło w sumie 100,8 tys. osób, a przychody były na poziomie 44,9 mld zł.

O RAPORCIE:

„Rynek private equity w Polsce: trendy i szanse rozwoju” to druga edycja raportu KPMG na temat funkcjonowania funduszy private equity (PE) na polskim rynku. Celem raportu jest pokazanie rzetelnego obrazu sytuacji na polskim rynku PE oraz trendów, które będą wpływać na jego rozwój w najbliższych latach. Raport bazuje m.in. na analizie danych wtórnych publikowanych przez Eurostat, Komisję Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy oraz Europejskie Stowarzyszenie Private Equity & Venture Capital (EVCA), analizie blisko 180 spółek portfelowych nalężących do ponad 30 funduszy PE w Polsce oraz na badaniu ankietowym przeprowadzonym wśród 26 funduszy działających na polskim rynku. Badanie ankietowe zostało przeprowadzone w okresie od lutego do kwietnia 2016 r. Raport powstał we współpracy z Polskim Stowarzyszeniem Inwestorów Kapitałowych PSIK. Pełna wersja raportu dostępna na stronie kpmg.pl

Posiedzenie ECB kluczowe dla dalszych losów złotego

Wydarzeniem czwartku na rynkach finansowych jest posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego (ECB). Będzie ono miało wpływ nie tylko na notowania euro, czy giełdy, ale też na losy złotego.

Czwartkowe przedpołudnie przynosi lekkie umocnienie euro do koszyka walut, czemu towarzyszą utrzymujące się wciąż dobre nastroje na giełdach oraz umocnienie złotego do dolara i szwajcarskiego franka. O godzinie 10:55 kurs EUR/USD rósł do 1,08 z 1,0758 wczoraj na koniec dnia, co automatycznie pociągnęło w górę notowania EUR/PLN do 4,4375 zł, przerywając zapoczątkowaną we wtorek silną spadkową korektę z poziomów powyżej 4,50 zł. Wzrost EUR/USD,  utrzymujące się pozytywne nastroje na rynkach globalnych i nadzieje związane z dzisiejszym posiedzeniem ECB, jednocześnie przekładają się na kontynuację realizacji zysków na USD/PLN i CHF/PLN. Za dolara trzeba było zapłacić zaledwie 4,1070 zł, podczas gdy jeszcze w poniedziałek kosztował on prawie 4,27 zł. Frank potaniał natomiast w tym czasie do 4,09 zł z ponad 4,19 zł przed trzema dniami.

Wydarzeniem dnia, ale też tygodnia, będzie posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. To właśnie dziś podjęte decyzje w dużej mierze mogą zdecydować o tym jakie nastroje będą dominować na rynkach finansowych do końca grudnia. W tym zaważą one na losach złotego. Aczkolwiek trzeba mieć na uwadze, że nie będzie to jedyny czynnik o nich rozstrzygający. Równie ważne będą wyniki przyszłotygodniowego posiedzenia amerykańskiej Rezerwy Federalnej (Fed), podczas którego oczekiwana jest podwyżka stóp procentowych. Pewien wpływ będą też miały kolejne dane makroekonomiczne napływające z polskiej gospodarki.

Na dzisiejszym posiedzeniu ECB nie zmieni stóp procentowych w strefie euro, pozostawiając główną z nich na poziomie 0,0%, a stopę depozytową na poziomie -0,40% (decyzja o godzinie 13:45). Posiedzenie to nabiera jednak szczególnego znaczenia z uwagi na zapowiedziany przez bank przegląd programu skupu aktywów (QE). Zwłaszcza, że jakkolwiek rynek jest zgodny co do prawdopodobnego wydłużenia tego programu, to co jakiś czas pojawią się opinie, że może też nastąpić jego ograniczenie (tzw. tappering).

W mojej opinii ECB wydłuży program skupu aktywów, który obecnie ma trwać do marca 2017 roku, o kolejne 6 miesięcy. Jest to zgodne z rynkowym konsensusem. Jednocześnie utrzyma skup na dotychczasowym poziomie 80 mld EUR miesięcznie, ale dokona technicznych zmian jeżeli chodzi o zakres kupowanych aktywów (rozszerzy ich katalog). W komunikacie, ani też w wystąpieniu Mario Draghi na konferencji po posiedzeniu, nie powinny natomiast znaleźć się twarde sugestie odnośnie tapperingu. Szczególnie, że w publikowanych dziś projekcjach makroekonomicznych (pierwszy raz będą one obejmować rok 2019), zapewne zobaczymy lekką korektę w dół prognoz PKB na lata 2017-2018, przy niezmienionych szacunkach inflacji w tych okresie i przy zakładanym skoku inflacji dopiero w 2019 roku.

Takie oczekiwania powinny być już w dużej mierze zdyskontowane. Nie mniej jednak jako, że wydłużenie programu QE stało się faktem, a strach przez tapperingiem zmniejszy się, to raczej osłabi to niż wzmocni euro. Jednocześnie też będzie to pozytywny impuls dla złotego, przedłużający spadkową korektę na polskich parach.

Wśród innych opcji dzisiejszej decyzji ECB należy rozważyć jeszcze odsunięcie decyzji co do losów programu QE na początek 2017 roku lub też wydłużenie programu skupu tylko o 3 miesiące. W obu przypadkach byłoby to mocne zaskoczenie i silny sygnał, że ultraluźna polityka monetarna w Strefie Euro powoli zbliża się do końca. To w sposób oczywisty wsparłoby wspólną walutę, ale jednocześnie też w dłuższym horyzoncie czasu mocno zaszkodziło złotemu, który był jednym z beneficjentów tejże polityki.

Jako mało prawdopodobne uznaję natomiast jednoczesne wydłużenie programu QE o 6 miesięcy i ograniczenie skali kupowanych aktywów z obecnego poziomu 80 mld EUR. Nie mniej jednak, gdyby do tego doszło, to konsekwencje byłby podobne do tych opisanych powyżej.

Złoty od początku tygodnia zyskuje na wartości, korygując swoją wcześniejszą silną przecenę, która wyniosła kurs EUR/PLN powyżej bariery 4,50 zł, a notowania USD/PLN na 14-letnie maksima. Tak jak to było wspomniane wcześniej, w grudniu pozostanie on pod wpływem decyzji ECB, Fed i w mniejszym stopniu krajowych danych makroekonomicznych. Szacuję, że na koniec miesiąca za euro trzeba będzie zapłacić 4,45 zł, dolar podrożeje do 4,28 zł, a szwajcarski frank będzie kosztował 4,17 zł.

Marcin Kiepas, niezależny analityk

Polskie firmy rodzinne rosną coraz szybciej i planują zdobycie kolejnych rynków zagranicznych

W ciągu najbliższych 5 lat aż 72% firm rodzinnych w Polsce zostanie przekazanych następnemu pokoleniu. Zmiana pokoleniowa jest jednym z największych wyzwań, tym bardziej, że dotyczy także pracowników i klientów. Jednak coraz więcej zarządzających polskimi przedsiębiorstwami rodzinnymi oczekuje szybkiego i agresywnego rozwoju, którego podstawą staje się ekspansja zagraniczna. Już teraz 68% firm rodzinnych działa także na rynkach poza Polską, a w ciągu 5 lat 65% zamierza zdobyć kolejne – wynika z raportu „Badanie firm rodzinnych 2016”, przygotowanego przez PwC przy współpracy z Instytutem Biznesu Rodzinnego.

Jak wynika z danych zebranych w raporcie PwC i Instytutu Biznesu Rodzinnego (BR) aż 85% polskich firm rodzinnych uczestniczących w badaniu osiągnęło w 2015 r. wzrost sprzedaży, co jest znacznie lepszym wynikiem od globalnej średniej wynoszącej 64%. W perspektywie kolejnych 5 lat 68% respondentów z Polski twierdzi, że reprezentowane przez nich firmy będą się rozwijać stabilnie, a 29% badanych oczekuje wręcz bardzo szybkiego wzrostu. W badaniu z 2015 r. wskaźniki te odpowiednio wynosiły 80% i 17%, co pokazuje pozytywną zmianę nastrojów wśród rodzimych przedsiębiorców. Dla wielu przedsiębiorców podstawą rozwoju staje się zdobywanie zagranicznych rynków – obecnie działa na nich 68% polskich firm rodzinnych, a 65% deklaruje chęć zdobycia kolejnych.

Polskie firmy rodzinne osiągają bardzo dobre wyniki w porównaniu z firmami z innych części świata, dlatego ich myśleniu o rozwoju w perspektywie długookresowej towarzyszy optymizm. Są do tego liczne powody – z roku na rok przybywa przedsiębiorców, którzy swoje strategie budują już nie tylko w oparciu o krajowy rynek, ale planują lub już z sukcesami prowadzą ekspansję zagraniczną. Kolejne lata będą z pewnością czasem na umacnianie pozycji w Polsce i zdobywanie kolejnych, nawet tych odległych rynków – mówi Piotr Wyszogrodzki, partner w PwC, lider praktyki polskich firm rodzinnych.

Jak podkreślają autorzy raportu ambitne cele rozwojowe firm rodzinnych pociągają za soba szereg dodatkowych wyzwań. 61% respondentów polskiego badnaia w pierwszej kolejności wskazało na problemy związane z rekrutowaniem nowych pracowników i utrzymywaniem tych najbardziej doświadczonych. W dobie transformacji cyfrowej i czwartej rewolucji przemysłowej specjaliści z wąskich dziedzin są poszukiwani przez bardzo wiele podmiotów równocześnie i znalezienie pracownika o odpowiednich kwalifikacjach może być problematyczne oraz kosztowne. Jednocześnie 44% respondentów uznało, że firmom rodzinnym jest trudniej pozyskać oraz utrzymać najbardziej utalentowanych pracowników, niż innym firmom działającym na rynku.

Dodatkowym problemem związanym z rekrutacją jest zmiana pokoleniowa. Do 2020 r. połowę pracowników na świecie będą stanowili przedstawiciele pokolenia Y (millenialsów). To wymaga od firm, także rodzinnych, stworzenia środowiska pracy odpowiadającego potrzebom młodego pokolenia, świetnie odnajdującego się w transformacji cyfrowej, a przy tym wymagającego, ambitnego i oczekującego elastycznego czasu pracy.

Innym wyzwaniem, także związanym ze zmianą pokoleniową, jest sukcesja. 72% badanych w Polsce zamierza przekazać stery w swoich przedsiębiorstwach następnemu pokoleniu (39% globalnie). Zdaniem autorów raportu podstawową bolączką wielu polskich firm rodzinnych jest jednak brak dobrze umocowanego i zakomunikowanego planu sukcesji – istnieje on zaledwie w 9% przebadanych firm (15% globalnie). Tylko 6% respondentów z naszego kraju (wobec 34% globalnie) zamierza przekazać kontrolę własności nad firmą zatrudniając profesjonalnych menedżerów do zarządzania przedsiębiorstwem. O sprzedaży firm myśli jedynie 9% ankietowanych z Polski (17% globalnie).

W firmach rodzinnych, z którymi miałam możliwość współpracować przy przeprowadzaniu procesu sukcesji i tworzeniu Konstytucji Rodziny, niezwykle istotnym wyzwaniem było wypracowanie zasad, przez których pryzmat członkowie rodziny będą w przyszłości dokonywać zmiany pokoleniowej. Członkowie rodziny biznesowej, myślącej o długowieczności powinni znać odpowiedzi na pytania: w jaki sposób i kiedy wybrać następnego prezesa firmy, jak będziemy go oceniać, czy jak zapewnić bezpieczeństwo finansowe starszemu pokoleniu. Wspólne szukanie odpowiedzi na te pytania nie tylko konkretyzuje pogląd rodziny biznesowej na dany temat, ale też ułatwia podejmowanie decyzji w przyszłości i umacnia więzi osób zaangażowanych w proces– twierdzi dr Adrianna Lewandowska, prezes Instytutu Biznesu Rodzinnego.

Firmy rodzinne: transformacja cyfrowa i nowe modele biznesowe

Większość respondentów biorących udział w badaniu PwC i IBR stwierdziało, że rozumie jakie korzyści niesie za sobą transformacja cyfrowa oraz wie jak mierzyć efekty jej implementacji. Aż 62% ankietowanych w Polsce (45% globalnie) uznało, że ich przedsiębiorstwa są dobrze przygotowane do odparcia zagrożeń związanych z atakami cybernetycznymi. Zbliżony odsetek respondentów zadeklarował, że ich strategia odpowiada na wyzwania transformacji cyfrowej.

Jednak jak podkreślają eksperci w raporcie, transformacja cyfrowa bywa często mylona z rozbudową funkcji klasycznego IT. To przekłada się na węższe rozumienie zmian i brak pełnej wiedzy o szansach jakie daje wykorzystanie nowych technologii, ale i o zagrożeniach jakie za sobą niosą.

W dobie dynamicznych zmian, powodowanych przez czynniki takie jak zmiana pokoleniowa, czy transformacja cyfrowa, modele biznesowe, w oparciu o które funkcjonują firmy rodzinne, stale ewoluują i muszą ewoluować. Jak zauważają autorzy raportu rewolucja cyfrowa sprzyja powstawaniu nowych modeli biznesowych opartych o nowe technologie (np. Uber, AirBnB, BlaBlaCar), które zagroziły tradycyjnym sektorom transportu miejskiego i hotelarskiego, a jeszcze kilka lat temu albo w ogóle nie istniały, albo nie były traktowane jak poważna konkurencja. W związku z tym przedsiębiorstwa muszą być w procesie stałej zmiany, żeby odpowiedzieć na potrzeby nowego konsumenta, choćby poprzez lepszą identyfikację jego potrzeb. Bez tego bardzo łatwo stracić budowaną przez lata pozycję rynkową.

Zdaniem uczestników badania PwC i IBR najważniejszym zadaniem dla polskich firm rodzinnych na najbliższe 12 miesięcy będzie rozwój nowej oferty produktowej. Z jednej strony wymuszą go stale zmieniające się preferencje klientów, z drugiej umożliwią innowacje. W pięcioletniej perspektywie dla 45% w Polsce (64% na świecie) wyzwaniem będzie konieczność bycia innowacyjnym, aby nie wypaść z rynku, a dla 45% w Polsce (47% na świecie) dotrzymanie kroku rozwojowi nowych technologii.

O raporcie „Badanie firm rodzinnych 2016”

Badanie firm rodzinnych jest przeprowadzane przez PwC raz na dwa lata. W tegorocznej edycji badania wzięły udział 2 802 osoby z 50 krajów, w tym 34 ankietowanych z Polski. Wszystkie ankietowane firmy miały przychody powyżej 10 milionów dolarów. Polską edycję raportu opracowaliśmy we współpracy z Instytutem Biznesu Rodzinnego.

Za pomocą pogłębionych wywiadów z właścicielami oraz osobami zarządzającymi firmami rodzinnym udało nam się określić, jakie wyzwania i szanse pojawiają się przed firmami rodzinnymi.

Dariusz Kacprzyk nowym prezesem MCX Telecom

Dariusz Kacprzyk
Dariusz Kacprzyk

Dariusz Kacprzyk, po trzech latach pracy na stanowisku prezesa zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego, przejął rolę prezesa w firmie MCX Telecom. Co oznacza tak duża zmiana w firmie dostarczającej nowoczesne rozwiązania teleinformatyczne dla biznesu?

Dariusz Kacprzyk przez ostatnie 26 lat związany był z bankowością. W tym czasie odpowiadał za rozwój współpracy z największymi klientami korporacyjnymi, instytucjami finansowymi oraz bankami – m.in. Bankiem Światowym, Europejskim Bankiem Inwestycyjnym czy Europejskim Funduszem Inwestycyjnym. Przez ostatnie trzy lata zajmował stanowisko prezesa zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego, gdzie odpowiadał za m.in. usprawnienie funkcjonowania instytucji oraz inwestycje infrastrukturalne. Od 21 listopada br. zajmuje stanowisko prezesa zarządu MCX Telecom.

Jakie zmiany czekają firmę?

Zadaniem Dariusza Kacprzyka na stanowisku prezesa MCX Telecom będzie umocnienie pozycji firmy wśród dostawców ICT na polskim oraz zagranicznym rynku, a także zwiększenie jej rozpoznawalności. W jego planach jest również integracja usług spółek wchodzących w skład grupy MCX, do których, poza MCX Telecom, należą: MCX Systems, oferująca bogaty pakiet zaawansowanych rozwiązań z sektora płatności bezgotówkowych oraz software’owych, MCX Serwis, specjalizująca się w dostarczaniu usług outsourcingowych oraz autorskich, specjalistycznych produktów software’owych, firma Ediko, świadcząca usługi z zakresu zarządzania dokumentami oraz urządzeniami wielofunkcyjnymi, a także grupa spółek energetycznych. Dzięki temu, oferta przedsiębiorstwa ma być jeszcze bardziej kompleksowa i lepiej dostosowana do zmieniających się potrzeb klientów biznesowych z różnych branż.

MCX Telecom od lat tworzy zespół doświadczonych specjalistów z zakresu projektowania oraz wdrażania nowoczesnych systemów teleinformatycznych w przedsiębiorstwach. Dążymy do tego, aby polskie firmy zyskały dostęp do najbardziej zaawansowanych technologicznie rozwiązań, które usprawnią ich funkcjonowanie. Wierzę, że przy wspólnej pracy oraz połączeniu sił całej grupy MCX osiągniemy ten cel. Co więcej, jako grupa MCX planujemy również eksport usług na nowe rynki – mówi Dariusz Kacprzyk.

Rynek FinTech w Europie Środkowo-Wschodniej jest wart 2,2 mld euro

Jedną z najszybciej rozwijających się branż technologicznych na świecie jest FinTech, czyli firmy dostarczające rozwiązania technologiczne wspierające usługi finansowe. Prognozowany jest globalny wzrost inwestycji w firmy należące do tego sektora nawet o 55 proc. rocznie do 2020 roku, gdy jego poziom może przekroczyć 130 mld euro. Jednym z największych rynków w tej branży jest Wielka Brytania. Zdaniem ekspertów firmy doradczej Deloitte, autorów „CEE FinTech Report”, przygotowanego dla brytyjskiego Departamentu ds. Miedzynarodowego Handlu i Inwestycji, ze względu na popyt wewnętrzny interesującym regionem dla rozwoju spółek FinTech jest również Europa Środkowo-Wschodnia, w tym Polska. Obecnie rynek FinTech w naszej części kontynentu wart jest około 2,2 mld euro, z czego prawie 860 mln euro przypada na Polskę. Rozwój tego rynku w naszym kraju w dużej mierze zależny będzie od działań banków – w szczególności umiejętności współpracy z firmami z sektora FinTech oraz skutecznego propagowania innowacyjnych rozwiązań wśród klientów.

Globalny rynek inwestycji w FinTech szacowany jest na ponad 19 mld dolarów (ponad 15 mld euro). Jednym z najszybciej rosnących rynków jest Wielka Brytania, gdzie roczna wartość przychodów osiąganych przez spółki z tego sektora szacowana jest na 26 mld euro. „Start-upy FinTech w krótkim czasie potrafią pozyskać znaczne środki od inwestorów, a nawet uzyskać status jednorożców, czyli młodych firm, które są wyceniane na co najmniej miliard dolarów. W 2014 roku w rankingu Finovate status ten otrzymało jedenaście spółek z tej branży, rok później było to już 46 firm, a kolejnych 37 aspiruje do tego miana” – wyjaśnia Daniel Martyniuk, Dyrektor w Deloitte Digital.

W 106-milionowej Europie Środkowo-Wschodniej aż 75 proc. osób ma dostęp do Internetu, a 55 proc. posiada smartfona. Między innymi dlatego, zdaniem ekspertów, region ten ma znaczący potencjał rozwoju rynku FinTech, dla którego kluczowa jest nie tylko podaż innowacji, ale również ich szybka adopcja wśród klientów. Aktywa instytucji finansowych przekładające się na wielkość potencjalnego popytu na usługi FinTech wynoszą w Europie Środkowo-Wschodniej prawie 2 biliony euro (bankowość) i 45 mld euro (ubezpieczenia), jednak wartości w poszczególnych krajach są zróżnicowane. „Widzimy korelację pomiędzy wielkością sektora finansowego, a rozwojem rynku FinTech, dla którego sektor finansowy stanowi trzon popytu. Dlatego największym potencjałem w zakresie wzrostu branży FinTech charakteryzują się: Austria, Polska i Czechy. Wartość aktywów bankowych w Polsce wynosi niespełna 360 mld euro, w Czechach prawie 195 mld euro. Z kolei w Austrii jest to ponad bilion euro” – mówi Daniel Martyniuk.

Pod terminem FinTech, który oznacza rozwiązania informatyczne dla sektora finansowego oraz dla klientów tego sektora, dostarczane zarówno przez podmioty o ugruntowanej pozycji na rynku, jak i nowe firmy, kryje się według ekspertów Deloitte osiem podsegmentów. Są to rozwiązania dla bankowości, ubezpieczeń, zarządzania aktywami i rynków kapitałowych, pozyskiwanie kapitału i finanse osobiste, płatności, dane i analityka, cyberbezpieczeństwo oraz pozostałe technologie. Trzy pierwsze, czyli rozwiązania dla bankowości, ubezpieczeń oraz rynków kapitałowych zaliczają się do tradycyjnych technologii finansowych, a pozostałe to wschodzące technologie. „FinTech w Europie Środkowo-Wschodniej generuje 2,2 mld euro przychodów rocznie, z czego niespełna 40 proc., czyli 856 mln euro przypada na rynek polski. Wciąż daleko nam jednak do globalnych liderów innowacyjności w obszarze technologii dla finansów, czyli na przykład Wielkiej Brytanii, gdzie FinTech jest rynkiem około dwunastokrotnie większym” – mówi Agnieszka Śpionek, Starszy Konsultant w Dziale Konsultingu Deloitte.

Eksperci Deloitte przeanalizowali ponad 480 firm działających w Europie Środkowo-Wschodniej, w tym ponad 100 w Polsce, by zarysować najważniejsze trendy. Najszybszy rozwój sektora w Europie Środkowo -Wschodniej obserwowany jest w segmentach: technologii dla bankowości, płatności oraz pozyskiwania kapitału i zarządzania finansami. W przypadku bankowości są to przede wszystkim inwestycje w rozwiązania dotyczące bankowości cyfrowej. W branży ubezpieczeniowej współpraca z FinTech koncentruje się przede wszystkim na digitalizacji i rozwiązaniach telematycznych, a w zarządzaniu aktywami są to narzędzia analityczne wspomagające proces podejmowania decyzji inwestycyjnych przez klientów indywidualnych.

Polska wyróżnia się w regionie dużą innowacyjnością w obszarze bankowości. Coraz więcej Polaków korzysta z usług finansowych za pośrednictwem kanałów cyfrowych oraz płatności bezstykowych. Nowe metody transferu środków są przyjmowane przez klientów szybko i bez obaw, w tym często dzięki promowaniu rozwiązań przez banki. „Polskie banki zajmują wiodącą pozycję na rynku Europy Środkowo-Wschodniej pod względem innowacji. Najważniejsi gracze rynkowi śledzą najnowsze trendy na rynku technologii cyfrowych, zapewniając wysokiej jakości doświadczenie użytkownikom, dzięki zastosowaniu zaawansowanych funkcjonalności” – dodaje Agnieszka Śpionek z Deloitte.

Jednak zdecydowana większość rozwiązań dla banków tworzona jest we własnym zakresie lub udostępniana przez dużych dostawców IT na indywidualne zamówienie. Polskie banki wchodzą na rynek płatności dzięki wspólnym inicjatywom, takim jak m-płatności (Blik). Obserwowany jest również szybki rozwój pożyczek online (w tym platform typu peer-to-peer), gdzie rozwiązania FinTech stosowane są na dużą skalę. Z kolei cyberbezpieczeństwo i analityka danych to obszary istotne dla sektora finansowego, jednak ostrożnie czynione są inwestycje w przełomowe innowacje w tym zakresie. „Rozwój rynku FinTech w Polsce w dużej mierze zależny będzie od działań samych banków. Chodzi w szczególności o umiejętność współpracy ze spółkami technologicznymi oraz propagowania innowacyjnych rozwiązań wśród klientów instytucji bankowych. W całym regionie ważny jest również znaczny popyt wewnętrzny, relatywnie łagodne regulacje oraz otwarcie na działalność start-upów” – podsumowuje Daniel Martyniuk.

Outdoorzy S.A. liczą na dynamiczny rozwój po debiucie na NewConnect

Outdoorzy S.A., Spółka zajmująca się sprzedażą odzieży oraz sprzętu sportowego za pośrednictwem własnego sklepu internetowego, zadebiutowała we wtorek na rynku NewConnect, kończąc pierwszy dzień notowań 72% wzrostem kursu. Emitent zamierza realizować przyjęty plan rozwoju i umacniać swoją pozycję rynkową.

Kurs odniesienia podczas wtorkowego debiutu Spółki na rynku NewConnect wynosił 0,25 zł, a na zamknięciu sesji kurs wzrósł do 0,43 zł. Wartość obrotów akcjami Outdoorzy S.A. przekroczyła 188 tys. zł. Był to tym samym jeden z najbardziej udanych tegorocznych debiutów na alternatywnym rynku. Emitent pozyskał w trakcie przeprowadzonej oferty prywatnej środki w wysokości 625 tys. zł, które przeznaczył m.in. na zwiększenie zatowarowania swojego magazynu, aby móc realizować zamówienia w opcji wysyłki w ciągu 24 godzin. Outdoorzy S.A. planuje także wprowadzić responsywną wersję sklepu, która umożliwi korzystanie z niego użytkownikom urządzeń mobilnych. Zarząd Spółki jest przekonany, że debiut na rynku NewConnect wpłynie bardzo korzystnie na zaufanie jej partnerów biznesowych do niej oraz pozwoli umacniać pozycję rynkową.

„Cieszymy się z tak udanego debiutu oraz zaufania inwestorów, jakie zostało nam okazane. Uważam, że po tak dobrym debiucie inwestorzy z pewnością będą uważnie obserwować Spółkę. Nasze działania w najbliższych tygodniach będą koncentrowały się na maksymalizacji sprzedaży w okresie świątecznym, który jest dla nas niezwykle istotny oraz dopięciu kilku ważnych projektów na sezon wiosenny, a związanych z produktami własnej marki TOTEM. Bardzo nam zależy, aby zintensyfikować także prace nad nową wersją sklepu.” – ocenia Paweł Miśkiewicz, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.

Spółka zakończyła 4 kw. roku obrotowego 2015/2016 najwyższymi w historii kwartalnymi przychodami netto ze sprzedaży, które ukształtowały się na poziomie prawie 1.999 tys. zł i wypracowała zysk netto w kwocie 32 tys. zł. W analogicznym okresie poprzedniego roku obrotowego wartość przychodów netto ze sprzedaży sięgnęła 1.338 tys. zł, a strata netto przekroczyła 30 tys. zł. Wyraźny wzrost przychodów Emitenta był wynikiem pozyskania przez niego środków z emisji akcji serii C, które pozwoliły zwiększyć stany magazynowe oferowanych towarów. W ten sposób Outdzoorzy S.A. zmniejszyli liczbę zamówień wycofywanych przez Klientów z realizacji z powodu zbyt długiego czasu oczekiwania na dostarczenie towaru. Spółka przeniosła się już do nowej siedziby, która jest znacznie większa i dostosowana do potrzeb. Pozwala na sprawną obsługę znacznie większej ilości zamówień niż dotychczas. W całym roku obrotowym 2015/2016 Emitent wypracował zysk netto w wysokości 52 tys. zł przy przychodach netto w sprzedaży na poziomie 5.817 tys. zł.

„Jeśli chodzi o naszą najbliższą perspektywę to wystartował już praktycznie sezon zimowy oraz świąteczny, który jest dla nas okresem intensywnej sprzedaży. Wkrótce rozpocznie się sezon wyjazdów narciarskich oraz ferie zimowe, więc liczymy na udany 1 kw. roku obrotowego 2016/2017. Nasze plany na przyszły rok zakładają podwojenie liczby odwiedzających sklep, co powinno przyczynić się do wzrostu przychodów ze sprzedaży. Chcemy także zwiększać osiągane marże poprzez rozwój własnej marki produktów TOTEM.” – dodaje Łukasz Golonka, Członek Zarządu Spółki Outdoorzy S.A.

Outdoorzy S.A. jest podmiotem, który powstał w 2013 r. z przekształcenia spółki cywilnej Outdoorzy Spółka Cywilna Paweł Miśkiewicz i Łukasz Golonka. Głównymi Akcjonariuszami Spółki są ABS Investment S.A. oraz Robinson Europe S.A. Emitent działa w branży e-commerce i prowadzi sklep internetowy – outdoorzy.pl, który pozycjonuje się w pierwszej piątce największych sklepów o profilu outdoorowym. Posiada on w swojej ofercie produkty prawie 250 najlepszych oraz najpopularniejszych marek, co stanowi jego znaczącą przewagę konkurencyjną. Strategia rozwoju Spółki zakłada dalsze zwiększanie zasięgu działalności oraz umacnianie wizerunku marki, co powinno pozwolić na dotarcie do dużej liczby użytkowników i budowanie grupy klientów powracających, którzy będą wielokrotnie dokonywali zakupów w sklepie. Spółka opiera swoje inwestycje na 4 głównych filarach: kapitale ludzkim, marketingu, technologii oraz ofercie.

Co robić w przypadku kradzieży danych osobowych

Coraz więcej osób zadaje sobie pytanie, co należy zrobić w przypadku wycieku danych osobowych? Za dane osobowe możemy uznać wszelkie dane umożliwiające zidentyfikowanie osoby fizycznej. Przede wszystkim będzie to imię, nazwisko, adres, PESEL, miejsce i data urodzenia. Instytucje, takie jak banki, posługują się szeregiem procedur i serią zabezpieczeń, które uniemożliwiają zaciągnięcie zobowiązania finansowego przez osoby dysponujące naszymi danymi. Zaciągnięcie kredytu wiąże się z obecnością osoby fizycznej w placówce banku, skanem dowodu osobistego i weryfikacji zamieszczonych w nim danych. Inna sytuacja ma miejsce w przypadku instytucji oferujących szybkie pożyczki – tzw. „chwilówki”.

Największym problemem jest możliwość zaciągnięcia tego typu zobowiązania finansowego za pośrednictwem Internetu, czyli bez fizycznej weryfikacji danych osobowychpowiedziała agencji eNewsroom.pl mec. Joanna Worona z Kancelarii Gardocki i Partnerzy – Te instytucje zabezpieczają się prosząc przeważnie o przesłanie skanu dowodu osobistego lub dokonanie przelewu na niską kwotę z indywidualnego konta osoby chcącej zaciągnąć pożyczkę. Jest to potwierdzenie i weryfikacja konkretnych danych tej osoby. Jeśli mamy podejrzenie wycieku naszych danych osobowych, możemy dokonać weryfikacji w Ministerstwie Cyfryzacji – dwa razy do roku bezpłatnie można złożyć wniosek o informacje, czy jakieś instytucje składały zapytanie do systemu odnośnie naszych danych osobowych.

Podobną usługę oferuje Biuro Informacji Kredytowej oraz Krajowy Rejestr Długów, gdzie również możemy sprawdzić czy jakieś instytucje składały zapytanie o nasze dane osobowe. Dodatkowo wprowadzone zostało innowacyjne i ciekawe rozwiązanie w formie alertów, czyli otrzymywania wiadomości sms lub e-mail, informującej nas o zapytaniu o nasze dane. Wówczas, w przypadku gdy nie jest to nasze działanie, mamy możliwość szybkiej reakcji na daną sytuacje.

Możemy wybrać się bezpośrednio do instytucji, która złożyła taki wniosek. Sprawę możemy również zgłosić na policję. Jeżeli doszło do kradzieży portfela wraz z kartami kredytowymi i dowodem osobistym należy je zastrzec. Oczywiście karty kredytowe zastrzegamy we własnym banku, natomiast co ciekawe, dowód osobisty również możemy zastrzec w placówce banku – zarówno w banku, którego jesteśmy klientem, jak i banku z usług którego nie korzystamy. Banki posługują się jednym systemem, który oferuje BIK. W przypadku zgłoszenia kradzieży lub zgubienia takiego dokumentu i zastrzeżenia go w banku, nikt nie będzie mógł skorzystać ze znalezionego lub ukradzionego dokumentu tożsamości – wskazuje Worona.

Problem wygórowanych oczekiwań

Ostatnie posiedzenie ECB w tym roku zbiega się w czasie z początkiem procesu czyszczenia pozycji na zamknięcie okresu. EUR/USD jest wyżej, gdyż rynek nosi się z obawami, że prezes Draghi może nie spełnić wygórowanych oczekiwań rynku. Mimo to, patrząc dalej w przyszłość, trudno być zwolennikiem długich pozycji w euro.

Rozczarowujący profil inflacji bazowej i podwyższone ryzyko polityczne powodują, że ECB nie może sobie pozwolić na rezygnację z gołębiości. Wydłużenie programu skupu aktywów jest powszechnie oczekiwanym rezultatem czwartkowego posiedzenia, a my skłaniamy się do podtrzymania tempa 80 mld EUR/mies. o kolejne 6 miesięcy do września 2017 r. Jednak finalny odbiór decyzji będzie zależał od zmian warunków skupu i wskazówek dotyczących wygaszania programu w przyszłości. Tutaj widzimy wyższe ryzyko jastrzębiego odbioru decyzji ECB. Bez znaczącego poluzowania warunków programu QE zwiększającego pulę dostępnych obligacji do skupu, ECB ryzykuje sprawienie wrażenia, że szykuje się do wygaszania programu w kolejnych miesiącach. Podobnie prognozy inflacji zbliżającej do celu będą sugerować, że ECB traktuje obecny stan polityki jako wystarczający. By zabrzmieć gołębio, prezes Draghi musiałby stanowczo podkreślić, że na razie nie ma żadnej mowy o wygaszaniu QE. Wysoko zawieszona poprzeczka.

EUR może wstępnie tracić, jeśli o 13:45 dostaniemy informację o wydłużeniu QE w tempie 80 mld EUR/mies. przez kolejne sześć miesięcy, ale prawdziwa gra rozpocznie się 45 minut później na konferencji prasowej prezesa Draghiego. Ryzykiem jest, że nawet po silniejszej korekcie EUR/USD w górę w tym tygodniu, rynek ma pokłady krótkich pozycji, które może redukować rozczarowany stanowiskiem ECB. Fakt, że zbliża się koniec miesiąca, a w zasadzie sensowny handel zakończy się już 16 grudnia, istnieje spora pokusa wcześniejszego porządkowania pozycji (w których dominuje kupiony USD głównie względem EUR). Naturalnie kompletnie nie odmienia to perspektyw EUR/USD w średnim terminie. Gorący kalendarz wyborczy w Europie, rozbudzone obawy o sytuację we Włoszech, a wreszcie odmienne kierunki polityki Fed i ECB sprawiają, że krótka pozycja wygląda bardzo zachęcająco. Trzeba o tym pamiętać, kiedy kurz opadnie, a wyższy pułap EUR/USD zacznie kusić.

Na krajowym podwórku decyzja Rada Polityki Pieniężnej była kompletnie niezaskakująca. Stopy procentowe pozostały bez zmian, a ze słów prezesa Glapińskiego wynika, że taki stan utrzyma się przez cały przyszły rok. Osobiście posiadamy bardziej optymistyczny pogląd na perspektywy gospodarki oraz profil inflacji i zakładamy pierwszą podwyżkę w listopadzie 2017 r., ale obecnie jest to bez znaczenia dla pozycji złotego. Powrót popytu na polski dług i silny spadek rentowności 10-letnich obligacji (prawie 30 pb do 3,54 proc. od początku tygodnia) pomagają w odreagowaniu słabości waluty. Sądzimy, że końcówka roku powinna być przychylna dla aktywów rynków wschodzących i EUR/PLN przetestuje 4,40.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Euro przed konferencją EBC

Kolejny dzień, kolejne wzrosty na amerykańskich giełdach za nami. Jeśli chodzi o rynek walutowy, tym razem dolar znajdował się w defensywie. Spadki miały też miejsce na rynku ropy.

Wczorajszy dzień rozpoczynaliśmy słabymi danymi z australijskiej gospodarki. W trzecim kwartale wartość PKB spadła o 0.5% w ujęciu k/k. Gorsze dane napłynęły też z Wielkiej Brytanii, gdzie produkcja przemysłowa spadła w październiku o 1.2%, podczas gdy oczekiwano wzrostu o 0.2%. Funt brytyjski był wczoraj najmocniej tracącą na wartości walutą spośród tych najważniejszych. Zarówno RPP jak i Bank Kanady pozostawili stopy procentowe na niezmienionym poziomie – odpowiednio 1.5% oraz 0.5%.

Czwartek rozpoczynamy danymi z Japonii, gdzie wzrost PKB w Q3 oszacowano na 1.3%.-grubo poniżej prognoz. Najważniejszym jednak dziś wydarzeniem będzie posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. O ile nikt nie spodziewa się zmiany oprocentowania, o tyle rynek oczekuje wskazówek co do przyszłego skupywania przez EBC obligacji. Konferencja prasowa banku będzie miała miejsce o 14:30.

Eurodolarem zajmowaliśmy się niedawno, więc dziś analiza EUR/GBP. Wspólna waluta zatrzymała się na dolnej linii kanału wznoszącego się (0.84). Co ciekawe, wskaźnik RSI znalazł się tuż przy swej linii spadkowej. Jeśli ją sforsuje, szanse na utrzymanie wzrostów powiększają się. Celem byłby wtedy poziom 0.88. Odbicie od linii RSI może oznaczać zejście na 0.81.

Sylwester Majewski

 

Forex-Desk

P. Szulec (Pioneer Pekao): W przyszłym roku tempo wzrostu światowej gospodarki może być wyższe od oczekiwań

P. Szulec (Pioneer Pekao): W przyszłym roku tempo wzrostu światowej gospodarki może być wyższe od oczekiwań 1
W 2017 roku tempo wzrostu globalnego PKB może okazać się wyższe od oczekiwań – przewiduje Piotr Szulec z Pioneer Pekao Investments. Na taki scenariusz wskazują lepsze od oczekiwań dane makroekonomiczne płynące w ostatnim czasie z Chin, Stanów Zjednoczonych oraz strefy euro. Głównym czynnikiem ryzyka będzie natomiast sytuacja geopolityczna na świecie związana m.in. z planowanymi na 2017 rok wyborami we Francji oraz Niemczech.

– Ostatnie dane pochodzące z gospodarek europejskiej oraz chińskiej wyraźnie wskazują na możliwą poprawę sytuacji w 2017 roku. Spadek chińskiego tempa wzrostu gospodarczego wyhamował na poziomie 6,7 proc., podczas gdy analitycy oczekiwali, że to tempo wzrostu będzie się nadal osłabiało – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Piotr Szulec dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments – Natomiast dane ze strefy euro pokazały tempo wzrostu PKB na poziomie 1,7 proc. w ujęciu rocznym – dodaje.

Według najnowszych prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF) tempo wzrostu gospodarczego Chin wyniesie w tym roku 6,6 proc. W kolejnych latach oczekiwane jest z kolei powolne wyhamowywanie dynamiki wzrostu PKB Państwa Środka. Według oczekiwań analityków IMF w latach 2017–2018 wzrost gospodarczy w Państwie Środka obniży się do 6 proc. rocznie.

Z kolei jeśli chodzi o sytuację w strefie euro, to odczyt za II kwartał 2016 roku był już siódmym z rzędu, kiedy dynamika wzrostu gospodarczego przekraczała 1 proc.

– Jeżeli spojrzymy na te dane dotyczące europejskiej oraz chińskiej gospodarki, to zobaczymy, że wiele wskazuje na to, że w przyszłym roku możemy mieć dalsze pozytywne zaskoczenia. To z kolei mogłoby zmienić oczekiwania analityków, którzy dotychczas zakładali, że tempo wzrostu całej gospodarki światowej będzie raczej słabło, niż przyspieszało – przewiduje Szulec.

W czerwcu tego roku Bank Światowy obniżył swoje prognozy dotyczące tegorocznego globalnego wzrostu gospodarczego do zaledwie 2,4 proc. (wobec 2,8 proc. oczekiwanych w styczniu). Zredukowane zostały także szacunki co do dynamiki światowego PKB w kolejnych latach. W przyszłym roku ma być to 2,8 proc. (względem 3,1 proc. prognozowanych na początku roku), natomiast rok 2018 ma się zakończyć wzrostem światowego PKB na poziomie 3,0 proc. (wobec 3,1 proc. przewidywanego na początku tego roku).

– Jak popatrzymy na ostatnie dane z amerykańskiej gospodarki, tam też mamy poprawę. To z kolei może zdecydować o tym, że w 2017 roku ku zaskoczeniu wielu zobaczymy lepsze niż oczekiwane tempo wzrostu gospodarczego – zauważa dyrektor ds. komunikacji inwestycyjnej Pioneer Pekao Investments.

Zdaniem analityka korzystne prognozy dla globalnej gospodarki potwierdzają także najnowsze odczyty indeksu PMI dla sektora usług, którego wskazania zarówno dla rynku chińskiego, jak i europejskiego przekroczyły 53 punkty, a jego amerykański odpowiednik, czyli ISM, wzrósł w listopadzie do 57,2 pkt.

– W przyszłym roku tak naprawdę będziemy mieli do czynienia ze starciem się dwóch grup czynników. Jedne czynniki ryzyka o charakterze geopolitycznym takie jak m.in. wybory we Francji czy Niemczech, a z drugiej wspomniane już poprawiające się dane fundamentalne, czyli dane makroekonomiczne z poszczególnych gospodarek – tłumaczy ekonomista.

Wybory prezydenckie we Francji zostały rozpisane na 23 kwietnia (I tura) oraz 7 maja 2017 roku (II tura). Natomiast o obsadzie stanowiska kanclerza Niemiec zadecydują wybory do Bundestagu planowane na drugą połowę września przyszłego roku.

Błąd w nowelizacji Kodeksu Pracy. PIP może nakładać grzywny nawet do wysokości 30 tys. złotych

Jeśli nie zostaną dopasowane do siebie dwa różne projekty, dotyczące zasad wydawania świadectw pracy, pracodawcy słono za to zapłacą. Gdy nie zorientują się w treści nowych, wzajemnie wykluczających się przepisów, narażą się na kary od Państwowej Inspekcji Pracy i wypłaty 6-tyg. pensji jako odszkodowań dla pracowników.

Nowelizacja kodeksu pracy, która ma obowiązywać od 1 stycznia 2017 roku, wprowadzi bardzo korzystne zmiany dla pracodawców. Mają one polegać na tym, że po upływie 24 miesięcy od zatrudnienia pracownika na czas określony, właściciel firmy nie będzie już musiał wydawać świadectwa pracy, do czego jest obecnie zobowiązany, nawet jeśli pracownik kontynuuje zatrudnienie. Jednak Ministerstwo Rozwoju przygotowało też drugi projekt modyfikacji przepisów w tym zakresie. Od 1 czerwca 2017 roku ma on przywrócić obecną regulację.

– Pracodawca znów będzie musiał wydawać świadectwa pracy swoim podwładnym, po upływie 24 miesięcy od momentu ich zatrudnienia na czas określony, nawet jeśli będą oni kontynuowali u niego pracę. Brak przepisów przejściowych, jakie powinny zostać wprowadzone na przełomie maja i czerwca 2017 roku, prawdopodobnie doprowadzi do dezorientacji w kadrach. Wówczas mogą być one przekonane, że zasada, obowiązująca od stycznia, jest wciąż aktualna. Krótko mówiąc, zapanuje chaos – mówi radca prawny Agnieszka Bagieńska-Petryka.

Ekspert ostrzega, że przedsiębiorcom, którzy na czas nie zorientują się w zmianach przepisów, będą groziły kontrole i wysokie kary nakładane przez Państwową Inspekcję Pracy. Zgodnie z art. 282 § 1 pkt 3 Kodeksu Pracy, pracodawca, który nie wydaje pracownikowi świadectwa pracy, podlega grzywnie od tysiąca do aż 30 tys. złotych. Co więcej, pracownik, który wychwyci błąd swojego pracodawcy, będzie mógł wystąpić z roszczeniem o odszkodowanie. Może ono wynieść maksymalnie równowartość jego 6-tygodniowego wynagrodzenia. Należy jednak pamiętać, że etatowiec musi udowodnić, iż w tym czasie pozostawał bez zatrudnienia, właśnie w związku z nieotrzymaniem dokumentu.

– Trudno oszacować, z jaką częstotliwością pozwy będą wpływać do sądów, w związku ze zmianami powyższych przepisów. Ale na pewno ustawodawca powinien dostosować do siebie dwie nowelizacje Kodeksu Pracy tak, aby nie utrudniać życia pracodawcom. Miejmy jednak nadzieję, że wycofa się z przywrócenia obowiązku wystawiania świadectw pracy pracownikom, którzy pracują dłużej, niż 2 lata lecz na podstawie umów zawartych na czas określony. To przestanie wreszcie generować niepotrzebne wydawanie dokumentów – zaznacza Agnieszka Bagieńska-Petryka.

Jak przypomina radca prawny, świadectwo pracy jest potrzebne tak naprawdę, dopiero w momencie definitywnego ustania zatrudnienia u danego pracodawcy. Projektowane przepisy, powinny zatem rozwiązywać inne ważne problemy, m.in. dotyczące archiwizowania dokumentów pracowniczych w formie elektronicznej. Bowiem od czerwca 2017 roku pracodawca będzie mógł wydawać świadectwa pracy w formie e-dokumentu, a nie jak to jest obecnie – wyłącznie w wersji papierowej.

– W nowych przepisach ustawodawca powinien również skoncentrować się na kwestii skrócenia okresu przechowywania akt pracowniczych z 50 lat, jak to jest obecnie, do 10. Ma to dotyczyć dokumentów osób zatrudnionych po 31 grudnia 1998 roku. Zgodnie z projektem, teczki pracowników którzy zaczęli pracę przed 1 stycznia 1999 roku i wciąż ją wykonują będą przechowywane przez następne pół wieku – dodaje Agnieszka Bagieńska-Petryka.

EBC: globalnym gospodarkom grozi wzrost deficytu i spowolnienie gospodarcze wielkich krajów rozwijających się

EBC: globalnym gospodarkom grozi wzrost deficytu i spowolnienie gospodarcze wielkich krajów rozwijających się 2
Brexit, zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich czy przegrana premiera Włoch w referendum zachwiały względnym poczuciem stabilności, jakie udało się odbudować po ostatnim kryzysie finansowym. Jednym z czynników ryzyka, które faktycznie mogą zdestabilizować światową gospodarkę, jest możliwe przyzwolenie na rozluźnienie dyscypliny fiskalnej i ponowne problemy z najbardziej zadłużonymi krajami, takimi jak np. Grecja.

Z ostatniego raportu Europejskiego Banku Centralnego o stabilności finansowej wynika, że bank dostrzega zagrożenia dla światowej gospodarki w czterech obszarach: rynku akcji, na którym może się odbić rosnące ryzyko, sektorze bankowym, wciąż bardzo wrażliwym, który może dotkliwie odczuć nową politykę Stanów Zjednoczonych, ryzyku rozluźnienia dyscypliny fiskalnej i powrotu problemów z nadmiernym zadłużeniem niektórych państw w Unii Europejskiej oraz niedostatecznej płynności sektora funduszy inwestycyjnych.

– Jednym z obszarów, które wskazuje Europejski Bank Centralny, jest ryzyko związane z obszarem długu publicznego w Unii Europejskiej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor dr hab. Aneta Hryckiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego – W ostatnim czasie obserwowaliśmy bardzo duży nacisk Unii Europejskiej na dyscyplinę fiskalną krajów mocno zadłużonych. Unia również wskazała, że do 2017 roku chciałaby osiągnąć udział długu publicznego w PKB w całej Wspólnocie na poziomie 90 proc.; teraz mamy około 92 proc. To znowu powodowałoby, że wiele krajów, które były dużo powyżej tego poziomu, musiało bardzo mocno zacisnąć pasa i trzymać się tej dyscypliny fiskalnej.

Najmocniej zadłużonym krajem w Unii wciąż jest Grecja; jej dług to około 180 proc. rocznego PKB. Zadłużenie przekraczające o kilkadziesiąt procent roczną wartość gospodarki mają także Włochy i Portugalia. Cypr i Belgia – zaledwie o kilka. Z drugiej strony według Eurostatu to właśnie Grecja w 2015 roku najmocniej swój dług zredukowała – o 7,5 proc.

Problemy stwarza jednak nie tylko Europa. Chiński PKB rośnie na razie w tempie 6,7 proc., ponaddwukrotnie niższym niż dekadę temu. OECD ostatnio podniosła wprawdzie prognozy wzrostu gospodarczego w Państwie Środka do 6,7 proc. w br., 6,4 proc. w przyszłym oraz 6,1 proc. w 2018 r., ale nietrudno zauważyć, że tendencja jest malejąca.

– Szacujemy bardzo duże spowolnienie w krajach rozwijających się, takich jak Chiny, co też po części jest spowodowane tym, co się prognozuje w związku z polityką Trumpa, który powiedział, że chce protekcjonizmu dla swojego rynku i zmniejszenia zależności od rynku chińskiego – zauważa Hryckiewicz. – To może spowodować spowolnienie w Chinach, co znowu będzie oczywiście rzutowało na całą gospodarkę światową.

Zdaniem ekonomistki światowa sytuacja polityczna w obliczu wciąż dużych trudności wielu gospodarek prowadzić może do poluzowania dyscypliny fiskalnej i ponownego wzrostu deficytu i długu w krajach najmocniej nim dotkniętych.

– Cała sytuacja na tym rynku będzie mogła prowadzić do tego, że dyscyplina fiskalna nie będzie tak utrzymywana jak do tej pory, a co za tym idzie, możemy znowu doświadczyć w wielu krajach może nie kolejnego kryzysu w finansach publicznych, ale na pewno pewnego rozluźnienia tej dyscypliny i może istnieć zwiększone ryzyko w długu publicznym w tych krajach, które były bardzo mocno zadłużone, tak jak np. Grecja – przekonuje ekonomistka ALK. – Znowu może powrócić do nas problem długu publicznego, który w ostatnim czasie był nieco zepchnięty na margines z racji tego, że rzeczywiście można było obserwować trend spadkowy w wydatkach rządowych i zaciskanie pasa, jeżeli chodzi o dyscyplinę fiskalną.

M. Wołos: dolar wraca do silnych fundamentów i w najbliższym czasie to się nie zmieni

M. Wołos: dolar wraca do silnych fundamentów i w najbliższym czasie to się nie zmieni 3
Choć w tym tygodniu dolar lekko osłabił się do złotego, wciąż pozostaje na poziomach najwyższych od kilkunastu lat. Powodem są zarówno dobre dane z amerykańskiej gospodarki, jak i niemal pewna podwyżka stóp procentowych w USA w grudniu. Najistotniejszym czynnikiem są jednak obawy przed zapowiadanymi przez Donalda Trumpa wydatkami, co może przyspieszyć inflację i spowodować kolejne wzrosty stóp procentowych.

Nawet 4,26 złotego za dolara trzeba było płacić kilka dni temu, gdy ogłoszono wyniki włoskiego referendum. To tyle, ile dwa miesiące temu kosztowało euro. I choć w ostatnich trzech dniach złoty odzyskał nieco siły, wciąż jest na niskich wobec amerykańskiej waluty poziomach. Ten stan – z chwilowymi wahaniami – może się utrzymywać przez dłuższy czas. To dlatego, że przesłanek wzmacniających dolara i wobec walut rynków wschodzących, i wobec euro nie brakuje.

– Na pewno do dolara dzisiaj przyciągają inwestorów coraz lepsze dane z amerykańskiej gospodarki, jej rozwój, zwłaszcza bardzo silny rynek pracy, ale najważniejszy czynnik to podwyżki stóp procentowych – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Wołos, ekonomista w Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Administracji w Lublinie. – O ile grudniowa podwyżka stóp procentowych jest w mocnym stopniu już wyceniona, na ponad 90 proc. jest szansa, że będzie ta podwyżka, to jednak program Trumpa, który zapowiada wydatki, możliwy tym samym wzrost inflacji i szereg innych procesów, oznacza to, że stopy procentowe – i te stopy rynkowe, i stopy banku centralnego – będą rosły głównie w Stanach Zjednoczonych.

Czy spodziewana podwyżka stóp za oceanem nastąpi, rynki przekonają się w najbliższą środę. Ekonomiści oczekują podniesienia kosztu pieniądza z przedziału 0,250,50 proc., na którym znajduje się od roku, do widełek 0,500,75 proc. Inflacja konsumencka w październiku przyspieszyła do 1,6 proc. Donald Trump zapowiada wprowadzenie pakietu stymulacyjnego, który zakłada m.in. odbudowę infrastruktury, co ma pochłonąć 3,6 bln dolarów oraz obniżkę podatków dla firm. Oba te czynniki sprzyjałyby dalszemu wzrostowi tempa inflacji.

Stopa bezrobocia w USA spadła w listopadzie do 4,6 proc. z 4,9 proc. z październiku. Zatrudnienie w sektorze pozarolniczym znalazło 178 tys. osób wobec oczekiwanych 175 tys. (choć skorygowano w dół dane za poprzedni miesiąc). Produkt krajowy brutto w ujęciu zannualizowanym w III kwartale zrewidowano w górę do 3,2 proc.

– Po drugiej stronie oceanu, w Europie, mamy cały czas do czynienia z niskimi stopami procentowymi i z odwrotnym zupełnie procesem polityki pieniężnej – przypomina Wołos. – Dolar znowu wraca do takich silnych podstaw i silnych fundamentów i myślę, że w najbliższym czasie to się nie zmieni. To są naprawdę wieloletnie zachowania dolara, które widzieliśmy np. 10 lat temu, i w krótkim czasie on wówczas nie tracił na wartości, a zyskiwał, tak może być też teraz.

W czwartek decyzja Europejskiego Banku Centralnego odnośnie do stóp procentowych. Wprawdzie rynek nie przewiduje zmiany samych stóp, które i tak są na zerowym poziomie, a stopa depozytowa znajduje się poniżej zera już od dwóch i pół roku, jednak spodziewa się przedłużenia programu skupu obligacji na obecnym poziomie 80 mld euro poza przewidziany pierwotnie marzec 2017 r.

Łódź ubiega się o organizację małego Expo 2022. Na razie jest jedynym kandydatem

Łódź ubiega się o organizację małego Expo 2022. Na razie jest jedynym kandydatem 4
Do 15 grudnia państwa mogą zgłaszać swoje kandydatury miast organizatorów wystawy Expo 2022. Na razie jedynym kandydatem jest Łódź. W ubiegłym tygodniu miasto zostało oficjalnie zaprezentowane na zgromadzeniu Międzynarodowego Biura Wystaw. Dla nas to szansa na przyciągnięcie inwestycji i promocję – podkreśla Witold Stępień, marszałek województwa łódzkiego. Zmieni się również sama Łódź. Tylko jedna czwarta obiektów wznoszonych na potrzeby imprezy miałaby charakter tymczasowy.

 Łódź jest rządowym kandydatem Polski do wystawy Expo w 2022 roku. Mam nadzieję, że przygotowywana w ostatnich miesiącach wspólnie z polskim rządem koncepcja ma szansę powodzenia – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Witold Stępień, marszałek województwa łódzkiego.

23 listopada Łódź została oficjalnie zaprezentowana w Paryżu na sesji Światowego Biura Wystaw (BIE). Tematem łódzkiej wystawy ma być rewitalizacja miast. Hasło przewodnie to „City Reinvented”. Pomysłodawcy podkreślają, że według UN-Habitat już dziś prawie jedna piąta obszarów miejskich wymaga rewitalizacji w różnych aspektach. Ponieważ – jak szacuje OECD – w 2050 roku dwie trzecie populacji będzie mieszkać w miastach, problem ten będzie coraz poważniejszy.

Expo 2022 to szansa na to, aby po 2022 roku o Łodzi mówiło się jako o świetnym miejscu, które warto odwiedzić ponownie, w którym odwiedzający wystawę spotkali się z gościnnością, dobrym przyjęciem, zobaczyli wspaniałe, zmodernizowane miasto. Chcielibyśmy, aby ta łódzka rewitalizacja była wizytówką – mówi Witold Stępień.

Wyjątkowość łódzkiego Expo 2022 ma polegać na tym, zgodnie z założeniami, że wystawa nie powstanie od podstaw na obrzeżach miasta, lecz w ścisłym centrum. Władze Łodzi zakładają, że mniej więcej trzy czwarte obiektów wzniesionych na potrzeby wystawy będzie mieć charakter stały. Większość pawilonów, nieruchomości oraz infrastruktury związanej z bezpieczeństwem i spędzaniem wolnego czasu po zakończeniu imprezy ma być przekształcona na lokale mieszkalne, biura, punkty usługowe oraz placówki handlowe.

 To będzie szansa na przyciągnięcie inwestycji. Do tej imprezy trzeba się przygotować, poprawić wewnętrzny układ komunikacyjny, otworzyć tereny prawie 30 ha, gdzie odbywałaby się wystawa, współpracować z podmiotami budującymi pawilony, które chcielibyśmy wykorzystywać jeszcze przez kolejnych kilkadziesiąt lat – wyjaśnia Witold Stępień. – Liczymy przede wszystkim na to, że nowe centrum Łodzi, przy dworcu, w pobliżu Centrum Kultury EC1 dostanie dodatkowy impuls do rozwoju.

Wystawa ma być zorganizowana na obszarze ponad 25 ha Nowego Centrum Łodzi (NCŁ), które obejmuje tereny między ulicami Tuwima i Narutowicza oraz Kilińskiego i Kopcińskiego. Na obszarze NCŁ znajduje się m.in. zrewitalizowana elektrociepłownia EC1, w której siedzibę mają m.in. Narodowe Centrum Kultury Filmowej i planetarium. W najbliższych dniach zostanie też uruchomiony nowy podziemny węzeł komunikacyjny Łódź Fabryczna.

– Jako gospodarz województwa liczę na to, że do pomysłu Expo włączą się wszystkie miejskie ośrodki w regionie, które gości będą zapraszać również do siebie. Całe województwo odnawia się i rewitalizuje. Jest co oglądać – mówi Witold Stępień.

Pomysłodawcy tej idei podkreślają, że korzyści z organizacji wystawy odniesie nie tylko Łódź i region. Powinno to wzmocnić pozycję Polski jako lidera w Europie Środkowo-Wschodniej. Inne korzyści to m.in. przyspieszenie rozwoju gospodarczego, utworzenie nowych miejsc pracy i szansa na nawiązanie nowych relacji biznesowych.

Promocja projektu zaczęła się w czerwcu br., gdy ogłoszono po raz pierwszy, że miasto będzie się ubiegać o organizację International Expo. Głosowanie w sprawie przyznania miastu prawa do organizacji wystawy odbędzie się pod koniec przyszłego roku.

Sieć hurtowni Makro chce umocnić swoją pozycję na polskim rynku. Zainwestuje 100 mln zł w modernizację wszystkich swoich placówek

Sieć hurtowni Makro chce umocnić swoją pozycję na polskim rynku. Zainwestuje 100 mln zł w modernizację wszystkich swoich placówek 5
Makro Cash&Carry w ciągu trzech lat przeznaczy około 100 mln zł na gruntowną modernizację hal handlowych i dostosowanie ich do potrzeb klientów. Zamierza też podnieść jakość obsługi, intensywnie szkoląc swoich pracowników, oraz rozwijać nowy format platform dystrybucyjnych, które powstają pod kątem branży HoReCa. Pierwszy taki obiekt będzie gotowy w 2017 roku. Wszystkie te elementy składają się na długofalową strategię, która ma umocnić pozycję sieci Makro na rynku. 

– Mamy precyzyjny plan na kolejne lata. Chcemy zmodernizować wszystkie nasze placówki, tak aby lepiej odpowiadały potrzebom lokalnych klientów. Planujemy wydać na ten cel 100 mln zł w ciągu kolejnych trzech lat. Dużo zainwestujemy również w dostawy, będzie to około 150 mln zł. Są to jednak inwestycje kapitałowe, techniczne. Najważniejsze jest 50 mln zł, które zainwestujemy w ludzi, w ich rozwój i wiedzę. Zwłaszcza w ramach akademii, w której uczyć się będzie pięć tysięcy naszych pracowników – zapowiada Eric Poirier, prezes Makro Cash&Carry Polska.

Niemiecka sieć hurtowni w połowie tego roku zakończyła proces restrukturyzacji i obecnie wdraża nową, długofalową strategię. Jednym z jej głównych założeń jest modernizacja hal, które mają zostać dostosowane do potrzeb lokalnych rynków i branży HoReCa.

Jak dotąd sieć przebudowała według nowej koncepcji sklepy w Kaliszu i Zielonej Górze, a pod koniec listopada ponownie otworzyła swoją flagową halę przy Alejach Jerozolimskich w Warszawie. We wszystkich asortyment został powiększony o lokalne, świeże i regionalne produkty, zmienił się układ obiektów i polityka cenowa, wprowadzono też atrakcyjną ekspozycję i rozbudowaną ofertę dla profesjonalnej gastronomii. W warszawskiej flagowej hali Makro Cash&Carry powstała również kuchnia pokazowa i food truck, a profesjonalni kucharze na co dzień prowadzą degustacje, pokazy i warsztaty kulinarne.

– Moim osobistym marzeniem jest promowanie sztuki kulinarnej w Makro Polska. Zarówno w zakresie cateringu, fast-foodu, jak i fine dining. To trójkąt, na którym opiera się branża HoReCa – mówi agencji informacyjnej Newseria prezes sieci Eric Poirier.

Inwestycje w hale, z których większość przejdzie w ciągu kolejnych lat gruntowną modernizację, mają umocnić pozycję sieci na rynku cash&carry. Dodatkowo Makro zainwestuje w całkiem nowe platformy dystrybucyjne, które powstają pod kątem sektora gastronomicznego.

Pierwszy taki obiekt będzie zlokalizowany w podwarszawskim Pruszkowie, w połowie września sieć podpisała już umowę najmu z MLP Group. Gotowy magazyn ma zostać oddany do użytku w I kwartale 2017 roku. Kolejne będą zlokalizowane w Czeladzi na Górnym Śląsku i we Wrocławiu. Platformy dystrybucyjne mają zapewnić szeroką ofertę wysokiej jakości produktów dla klientów z branży HoReCa, która jest jednym z głównych odbiorców Makro. Drugą kluczową grupą klientów są mali, niezależni handlowcy.

– Polski rynek drobnego handlu wydaje się być twardy i znacznie bardziej odporny niż w innych krajach, pomimo ostrej konkurencji ze strony wielkich hipermarketów i dyskontów. Drobni przedsiębiorcy są szanowani przez lokalnych klientów. Ponieważ społeczeństwo się starzeje, ludzie nie chcą chodzić do dyskontów czy hipermarketów, wolą zrobić zakupy w lokalnym sklepie – uważa prezes sieci Eric Poirier.

Coraz więcej urzędów wdraża płatności mobilne. Za wydanie dokumentów i rejestrację pojazdu można już zapłacić smartfonem

Coraz więcej urzędów wdraża płatności mobilne. Za wydanie dokumentów i rejestrację pojazdu można już zapłacić smartfonem 6

Opłaty w urzędach, w tym opłaty skarbowe, coraz częściej można uiszczać za pomocą smartfonów. Aby zapłacić za rejestrację pojazdu czy wydanie dokumentów, nie trzeba już wypłacać gotówki ani szukać okienka kasowego. Można to zrobić bezpośrednio u urzędnika, który załatwia sprawę. Jak dotąd taką możliwość mają mieszkańcy kilku wybranych gmin, które biorą udział w pilotażowym programie Banku Pekao SA i Krajowej Izby Rozliczeniowej. W najbliższych miesiącach usługa płatności mobilnych ma być jednak dostępna w większości urzędów na terenie kraju.

– Dotychczas, żeby załatwić sprawę w urzędzie, przychodziliśmy do urzędnika, składaliśmy wniosek, a później byliśmy odsyłani do kasy w celu dokonania zapłaty. W kasie była kolejka, więc wracaliśmy z powrotem do urzędnika, licząc na to, że nie obsługuje on kolejnego petenta. Usługa, którą wdrożyliśmy wspólnie z Krajową Izbą Rozliczeniową, usprawni ten proces – mówi agencji Newseria Biznes Bartosz Zborowski, dyrektor Biura Projektów Strategicznych Banku Pekao SA.

W wybranych urzędach na terenie kraju od końca września działa usługa, dzięki której użytkownicy aplikacji PeoPay mogą dokonywać opłat urzędowych, np. za wydanie prawa jazdy, mapy geodezyjnej czy rejestrację pojazdu. Nie trzeba iść w tym celu do okienka kasowego, ponieważ opłatę można uiścić za pomocą urządzenia mobilnego bezpośrednio u urzędnika, który załatwia sprawę. Nowa usługa jest efektem współpracy Banku Pekao SA, Krajowej Izby Rozliczeniowej i administracji publicznej.

Bartosz Zborowski zwraca uwagę na to, że możliwość płacenia smartfonem w administracji publicznej pozwoli znacznie skrócić czas potrzebny na załatwianie spraw urzędowych.

– To rozwiązanie ma wiele korzyści dla klientów, ułatwi również pracę urzędom  precyzuje Dariusz Marcjasz, wiceprezes zarządu Krajowej Izby Rozliczeniowej.

Płatności mobilne za pośrednictwem aplikacji PeoPay działają na bazie systemu WebPOS Paybynet dostarczanego przez Krajową Izbę Rozliczeniową. Dariusz Marcjasz zaznacza, że wdrożenie nowej usługi nie wymaga żadnych inwestycji po stronie urzędów. Wystarczy jedynie komputer z dostępem do internetu, który znajduje się przy stanowisku pracy każdego urzędnika. Korzystanie z płatności mobilnych w urzędach jest zaś nie tylko wygodne, lecz także w pełni bezpieczne.

– Płatności mobilne za pośrednictwem aplikacji, przy udziale bankowości internetowej obciążają konto płatnika i wpływają na konto urzędu. Ważne, że odbywa się to bez udziału innych podmiotów, ponieważ z punktu widzenia urzędu istotna jest bezpośrednia identyfikacja płacącego, co umożliwia wykorzystanie usługi Paybynet – mówi Dariusz Marcjasz.

W celu dokonania płatności za pomocą smartfona wystarczy podać numer telefonu urzędnikowi, który – korzystając z systemu Webpos Paybynet dostarczanego przez KIR – wyśle bezpośrednio do aplikacji PeoPay prośbę o akceptację płatności. Klient musi ją zatwierdzić kodem ePIN, a cały proces zajmuje zaledwie kilkanaście sekund.

– Podajemy urzędnikowi numer komórki, ten wprowadza informację do komputera, a na aplikacji PeoPay pojawia się informacja z prośbą o zatwierdzenie opłaty. Po wpisaniu ePIN-u transakcji urzędnik widzi, że opłata została uiszczona, dzięki czemu nie trzeba już iść do kasy – mówi Bartosz Zborowski.

Usługa płatności mobilnych Pekao SA jest na razie dostępna w wybranych urzędach na terenie Polski. Korzystają z niej mieszkańcy Białegostoku, Szczecina, Poznania oraz mniejszych gmin, takich jak Wołomin, powiat olkuski i lubliniecki. W najbliższych tygodniach usługa będzie wprowadzana w kolejnych miastach. Jak podkreślają przedstawiciele banku, PeoPay będzie się cieszyć powodzeniem również w niewielkich miejscowościach, gdzie w pobliżu budynku urzędu trudno znaleźć bankomat i wypłacić gotówkę.

 Obecnie w ramach pilotażu korzysta z tej usługi około 10 urzędów w całym kraju, ale patrząc na skalę zainteresowania, przewidujemy, że w ciągu kilku miesięcy zostanie wprowadzona w większości placówek – zapowiada Bartosz Zborowski.

– Docelowo chcielibyśmy uruchomić system WebPOS Paybynet masowo w całej Polsce, w każdej jednostce administracji publicznej – potwierdza wiceprezes Krajowej Izby Rozliczeniowej.

W Wołominie wprowadzona przed kilkoma tygodniami usługa płatności mobilnych cieszy się rosnącą popularnością. Burmistrz gminy Elżbieta Radwan zaznacza, że udział w pilotażowym programie Banku Pekao SA i KIR wpisuje się w oczekiwania mieszkańców, którzy chcą, aby urząd był nowoczesny i przyjazny.

 Mieszkańcy są zadowoleni. Jedno okienko, w którym mogą kompleksowo załatwić swoje sprawy i dokonywać płatności mobilnych za opłaty urzędowe to dla nich duże udogodnienie. Bardzo istotne jest, aby iść z duchem czasu, dlatego każde innowacyjne rozwiązanie ma u nas zielone światło – mówi Elżbieta Radwan.

PeoPay to aplikacja mobilna Banku Pekao SA, za której pośrednictwem klienci mogą dokonywać płatności mobilnych nie tylko w urzędach, lecz także we wszystkich terminalach zbliżeniowych w kraju (ponad 425 tys. terminali czyli ok. 85 proc. wszystkich punktów) oraz w blisko 4 mln terminali za granicą. Płatności zbliżeniowych można dokonywać za pośrednictwem telefonu – podobnie jak kartą płatniczą – nawet bez dostępu do internetu. Aplikacją PeoPay można płacić w większości polskich sklepów internetowych, a także w sklepach internetowych za granicą, w których dostępny jest Masterpass.

Transakcje na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej mogą w tym roku być rekordowe. Brexit szansą dla regionu

Transakcje na rynku nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej mogą w tym roku być rekordowe. Brexit szansą dla regionu 7
Polska oraz cały region środkowoeuropejski są nadal bardzo atrakcyjne z perspektywy inwestycji w branży nieruchomości komercyjnych. Wolumen transakcji może sięgnąć w tym roku około 10 mld euro. W przyszłym roku ten rezultat może zostać powtórzony. Tym bardziej że potencjalny brexit otworzy dodatkowe możliwości pozyskania kolejnych inwestorów, a także przyciągnięcia firm szukających nowych siedzib na kontynencie.

 Ogólni Polska radzi sobie dobrze pod względem poziomu aktywności inwestycyjnej na rynku nieruchomości komercyjnych. Inne kraje, takie jak Czechy, idą w ślady Polski. Do gry wraca także Budapeszt. Aktywność inwestorów na rynku węgierskim rośnie, co jest dobre dla całego rynku – ocenia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Dieter Knittel z Deutsche Pfandbriefbank. – Przed kryzysem mieliśmy w grze również takie kraje, jak Ukraina, Rosja, wielu inwestorów spoglądało także na Turcję. W ostatnich latach rynek został zredukowany, głównie do dwóch krajów – Czech i Polski. Teraz ponownie się poszerza – o Węgry i do pewnego stopnia także Rumunię.

Z danych JLL wynika, że wartość transakcji inwestycyjnych zrealizowanych na rynkach nieruchomości komercyjnych w Europie Środkowo-Wschodniej w I półroczu sięgnęła ok. 5,1 mld euro, z czego 2,07 mld euro przypadło Polsce (40 proc.), 950 mld euro Czechom, 910 mln euro Węgrom, 340 mln euro Rumunii. Firma doradcza oczekuje, że wartość transakcji inwestycyjnych w Polsce w całym 2016 r. będzie niższa niż przed rokiem, kiedy wyniosła 4,1 mld euro.

W przyszłym roku wolumen transakcji powinien być porównywalny do tegorocznego. Szacuję go na około 10 mld euro w całym regionie. W tym roku było dużo większe zainteresowanie ze strony inwestorów z południowej Afryki, co do pewnego stopnia zrekompensowało spadek zainteresowania ze strony innych graczy – dodaje Dieter Knittel. – To byłby rekordowy poziom, zbliżony do tego z 2007 roku. Na te optymistyczne szacunki wpływ mają niskie stopy procentowe, które zawsze pobudzają aktywność inwestycyjną. Jest wielu inwestorów z dużą płynnością, którzy szukają nowych możliwości, na przykład w Rumunii, Chorwacji albo w różnych regionach Polski.

Zdaniem eksperta na przyszłoroczny pozytywny wynik może wpłynąć wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej.

Brexit może zaowocować mniejszym zainteresowaniem rynkiem brytyjskim – mówi Knittel. – Widzę tu raczej szansę niż zagrożenie dla regionu. Szczególnie w segmencie powierzchni biurowych myślę, że wiele firm będzie rozważało przeprowadzkę do innych miast. Warszawa może być taką alternatywą dla Londynu, podobnie jak Frankfurt czy Paryż. Trzeba obserwować rozwój wydarzeń, ale patrząc na transakcje z ostatnich miesięcy, nie widzimy spadku zainteresowania Europą Środkowo-Wschodnią ze strony inwestorów międzynarodowych.

Eksperci podkreślają, że wzrost aktywności inwestycyjnej dotyczy wszystkich sektorów nieruchomości komercyjnych.

Pod względem wartości transakcji przeprowadzonych w Polsce w I półroczu liderem był segment nieruchomości handlowych (1,02 mld euro).

W sektorze powierzchni handlowych także było kilka transakcji. Wspólnie z ING i Helaba domknęliśmy umowę z Rockcastle, która dotyczy finansowania trzech centrów handlowych w regionie. Można tu też wspomnieć o przejęciu centrum handlowego Bonarka. W tym segmencie również wiele się dzieje – dodaje Knittel. – W handlu widać także aktywność deweloperów. Wspomnę chociażby o niedawnym otwarciu centrum handlowego Posnania w Poznaniu i mniejszych galerii w innych miastach. 

Według JLL, zakup Bonarka City Center przez Rockcastle od TPG za 361 mln euro to największa tegoroczna transakcja w sektorze handlowym, której przedmiotem był pojedynczy obiekt. Łączna wartość transakcji w tym sektorze może na koniec roku przekroczyć 2 mld euro.

Sektor nieruchomości biurowych odpowiadał za transakcje o wartości 786 mln euro, a magazynowy – 261 mln.

Sytuacja na rynkach nieruchomości biurowych w Europie Środkowo-Wschodniej cały czas wygląda dobrze. Szczególnie w Polsce, która jest rynkiem wiodącym – mówi Dieter Knittel. – Wielu deweloperów decyduje się na nowe projekty. Duża jest ich aktywność w Warszawie, ale także na rynkach regionalnych, w Krakowie, Trójmieście, Wrocławiu czy Poznaniu.

JLL podaje, że w ciągu trzech kwartałów w dziewięciu największych miastach w Polsce oddano do użytku ponad 691 tys. mkw. powierzchni biurowej. Na stolicę przypadło blisko 380 tys. mkw. W budowie pozostaje blisko 1,5 mln mkw. (w Warszawie ok. 550 tys.).

Zakupy świąteczne będą rekordowe. Prawie 40 proc. budżetów na prezenty konsumenci zostawią w e-sklepach

Zakupy świąteczne będą rekordowe. Prawie 40 proc. budżetów na prezenty konsumenci zostawią w e-sklepach 8
37 proc. świątecznych budżetów na prezenty trafi do sklepów internetowych – wynika z badania Deloitte. To drugi – po Niemcach – wynik w Europie. Znaczenie e-zakupów w handlu rośnie nie tylko od święta. 80 proc. z 26 mln internautów regularnie odwiedza platformy e-commerce’owe, a ponad połowa przynajmniej raz dokonała zakupu w sieci. Kluczem do zwiększania tego odsetka jest przestrzeganie kilku podstawowych zasad bezpieczeństwa – podkreśla Dorota Bachman, prezes Ravelo, członek Rady Izby Gospodarki Elektronicznej.

– Niemal 26 mln Polaków jest świadomymi internautami. Z tego 80 proc. odwiedza regularnie platformy e-commerce’owe. To nie tylko e-sklepy, lecz także instytucje finansowe i porównywarki cenowe. Z drugiej strony ponad 50 proc. dokonało przynajmniej jednego zakupu. Różnica, czyli te 30 proc. internautów, to ludzie, którzy niebawem zaczną kupować w internecie – mówi agencji Newseria Dorota Bachman, prezes Ravelo z Grupy PWN, członek Rady Izby Gospodarki Elektronicznej. – Ci ludzie chcę poczuć się bezpiecznie i szukają możliwości sprawdzenia, w jaki sposób dokonać ostatecznie zakupu.

Z badania Deloitte „Zakupy świąteczne 2016” wynika, że średnio każdy z konsumentów wyda na prezenty w sieci 42 euro. 18 proc. Polaków, jeśli nie znajdzie prezentu w tradycyjnym sklepie, poszuka go online. Za e-zakupami najczęściej przemawiają elastyczny czas dokonywania zakupów i dostawa do domu (odpowiednio 79 i 75 proc.). Dodatkową zaletą są rozbudowane prawa konsumentów kupujących w sieci.

– Jako klient mamy prawo kupić towar i właściwie bez podania żadnej przyczyny zwrócić go. W ciągu 14 dni mamy obowiązek poinformować sklep, że chcemy dokonać zwrotu, natomiast w ciągu kolejnych 14 dni mamy obowiązek ten towar wysłać. Wtedy otrzymujemy od sklepu pełny zwrot kosztów takiego zakupu – podkreśla Bachman.

Zakupy w sieci są łatwe i przyjemne, jednak konieczne jest zachowanie kilku podstawowych zasad bezpieczeństwa.

– Przede wszystkim trzeba sprawdzać opinie o sklepach, wiarygodność sklepu i jego historię. W szczególności przed okresem świątecznym bardzo ważne jest to, żeby kupować w sklepach wiarygodnych, które działają dłużej niż rok – mówi Dorota Bachman.

W ocenie prezes Ravelo istotne jest sprawdzenie na stronie e-sklepu, czy firma ma adres stacjonarny siedziby i telefon kontaktowy. Warto przejrzeć zapisy regulaminu sklepu, a kiedy jesteśmy zdecydowani na zakup i nie znamy sklepu, warto sprawdzić REGON lub KRS danego podmiotu. Wystarczy wpisać te numery w wyszukiwarce internetowej, aby uzyskać podstawowe informacje o e-sklepie.

– Warto również sprawdzić, jakie są koszty dostawy, jakie są formy płatności, czy ta płatność jest realizowana bezpiecznie dla nas. Tych wymiarów bezpieczeństwa jest bardzo dużo – wymienia Bachman. – Izba Gospodarki Elektronicznej od 4 lat prowadzi akcje edukacyjną „Kupuje w internecie” i w tym roku wydała poradnik, jak kupować online. Zawiera on najważniejsze wskazówki bezpiecznych e-zakupów. Na stronie akcji można przeczytać, jakie inne elementy są istotne, w szczególności elementy prawne, na co należy zwrócić uwagę.

Według raportu PwC „Klient w świecie cyfrowym” łącznie 55 proc. Polaków, kupując towary lub usługi, wybiera elektroniczne kanały sprzedaży. Pozostali korzystają z tradycyjnych sklepów, ale 43 proc. osób z tej grupy i tak przegląda produkty w internecie przed ostatecznym zakupem.

Paysafecard podaje na podstawie własnych badań, że polscy internauci w wieku 1829 lat na zakupy w internecie wydają miesięcznie średnio 350 zł, podczas gdy młodzi Europejczycy w wieku 2029 lat przeznaczają na ten cel około 136 euro na miesiąc. Raport „E-commerce in Europe” PostNord/DirectLink stwierdza, że liczba Polaków robiących zakupy w zagranicznych e-sklepach wzrosła już do 36 proc. w tym roku wobec 24 proc. w ubiegłym roku.

Brexit: co czeka Wielką Brytanię i Unię Europejską

Po opublikowaniu wyników referendum, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wyjściem z Unii Europejskiej, wskaźniki obrazujące koniunkturę gospodarczą uległy załamaniu. Pomimo, że Brexit był zawarty w scenariuszach możliwych wydarzeń na rynkach europejskich, to niepewność istotnie wzrosła po referendum przeprowadzonym pod koniec czerwca tego roku.

Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Centralnej: „Pogorszeniu uległy wskaźniki ukazujące optymizm sektora prywatnego. Konsumenci bardziej niepewnie zaczęli oceniać swoją przyszłą sytuację, a inwestycje sektora przedsiębiorstw stanęły pod znakiem zapytania. Wskaźnik PMI dotyczący koniunktury w biznesie spadł do poziomu 48,2 wskazując spowolnienie gospodarcze. Jednak odbicie do poziomów przedreferendalnych nie zajęło dużo czasu, a utrzymywanie się ostatnich odczytów PMI, na relatywnie wysokim poziomie, skutecznie oddaliło wizję recesji w gospodarce. Ponadto, osłabienie funta sprzyja konkurencyjności brytyjskiego eksportu, który w trzecim kwartale tego roku, czyli już po referendum, zwiększył się o 0,7% w porównaniu z drugim kwartałem 2016. Dane makroekonomiczne potwierdziły, że gospodarka brytyjska nie wpadła w recesję, a wzrost PKB zwiększył się o 0,5% w porównaniu z poprzednim kwartałem tego roku. Wyższy eksport przyczynił się w największym stopniu do wyniku gospodarczego, ale zarówno konsumpcja gospodarstw domowych, jak również inwestycje wzrosły odpowiednio o 0,7% i 0,9%.

Jednak, zgodnie z przewidywaniami Coface, gospodarka Wielkiej Brytanii zacznie stopniowo odczuwać negatywne konsekwencje decyzji o wyjściu z Unii Europejskiej. Sam proces opuszczenia Wspólnoty Europejskiej zajmie jeszcze co najmniej kilkanaście miesięcy, a ponadto nadal nie jest znana forma wzajemnych relacji handlowych pomiędzy Zjednoczonym Królestwem a Unią Europejską. Istotnie wzrosła niepewność, która dodatkowo podwyższana jest przez ryzyko polityczne nie tylko w samej Wielkiej Brytanii, ale także na innych rynkach (wygrana Donalda Trumpa w USA, grudniowe referendum we Włoszech, wybory w niektórych krajach UE w przyszłym roku). Pomimo, że wprowadzono już działania mające na celu złagodzenie negatywnych skutków Brexitu, w tym obniżkę stóp procentowych i zwiększenie programu luzowania ilościowego przez Bank Anglii, wzrost gospodarczy na Wyspach będzie ulegał osłabieniu. W tym roku tempo będzie niewiele niższe niż zanotowane w 2015 – zgodnie z naszą prognozą wzrost PKB wyniesie 2,1% w 2016 r., ale już w przyszłym roku obniży się do 1,1%. Deprecjacja funta sprzyja wzrostowi konkurencyjności brytyjskiego eksportu, ale zwiększa koszt dóbr importowanych. W kolejnych kwartałach konsumpcja prywatna nie będzie już tak dynamiczna, co będzie wynikać z pogarszających się nastrojów gospodarstw domowych. Zastój gospodarczy nie będzie powodował presji inflacyjnej, ale wyższe koszty importu spowodują wzrost inflacji, która już w połowie przyszłego roku przekroczy cel inflacyjny banku centralnego Anglii ustalony na 2%. Niepewność będzie powstrzymywać firmy przed inwestycjami w rozwój biznesu, co będzie ograniczać wzrost wydajności i zwiększanie zatrudnienia. Stopa bezrobocia nieznacznie wzrośnie. W rezultacie wzrost gospodarczy Wielkiej Brytanii będzie w głównym stopniu zasilany przez eksport netto.

Nawet, jeśli gospodarka brytyjska nie wpadnie w recesję trudniejsze otoczenie gospodarcze spowoduje pogorszenie sytuacji przedsiębiorstw. W tym roku spadek liczby upadłości przedsiębiorstw będzie jeszcze zauważalny, ale słabszy niż w 2015 r. – prognoza Coface zakłada, że upadłości zmniejszą się o 3,8% w 2016 r. wobec spadku o 9,6% w 2015 r. Począwszy od drugiego kwartału przyszłego roku zacznie przyrastać bankructw brytyjskich firm, a cały rok 2017 przyniesie 6,3% więcej upadłości niż rok bieżący. Rosnące ryzyko po stronie przedsiębiorstw przyczyniło się do obniżenia oceny Wielkiej Brytanii do poziomu A3 w ramach ostatniej rewizji ocen ryzyka krajów opracowywanych przez Coface i dotyczących ryzyka niewypłacalności przedsiębiorstw w poszczególnych gospodarkach.

Wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej będzie miało istotne skutki dla Wspólnoty Europejskiej. Budżet UE straci jednego z największych płatników netto, co znajdzie odzwierciedlenie w wielkości dostępnych środków. Odczują to głównie znaczni beneficjenci, w tym kraje Europy Środkowo-Wschodniej. Dodatkowo, w zależności od dalszych uzgodnień, kraje UE mogą doświadczyć trudniejszego dostępu do rynku brytyjskiego. Niższa wymiana handlowa i inwestycje mogą być dotkliwe zwłaszcza dla Irlandii, ale także w pewnym zakresie dla Holandii, Belgii, Danii, Szwecji, Niemiec, jak również dla Polski, w przypadku której jeszcze na koniec zeszłego roku Wielka Brytania była drugim największym odbiorcą naszego eksportu.

Jednocześnie uniknięcie recesji i dotkliwych zawirowań w brytyjskiej gospodarce może spowodować, że inne kraje będą bardziej skłonne rozważać możliwość opuszczenia struktur UE. Jednak wyjście innych krajów z UE wydaje się być obecnie mało prawdopodobne, a dotychczasowe dobre wyniki gospodarki brytyjskiej są trudne do odniesienia dla innych gospodarek o odmiennej wielkości i specyfice. Wśród nadal niepewnych kwestii związanych z oficjalnym wyjściem Wielkiej Brytanii z UE znajduje się paszportyzacja banków i możliwość prowadzenia przez nich działań na rynkach zagranicznych. Jeśli Brexit spowodowałby ograniczenie tej możliwości gospodarka brytyjska ucierpiałaby dodatkowo, zwłaszcza że sektor bankowy jest istotną częścią aktywności gospodarczej (działalność finansowa i ubezpieczeniowa stanowi ponad 8% wartości dodanej, z czego sam Londyn odpowiada za ponad połowę), a brytyjska koncentracja w ramach prowadzenia działalności na rynkach UE jest wysoka.”

Impact’16 fintech/insurtech – za nami pierwszy dzień kongresu

Akcje banków zyskują na przekonaniu, że EBC przedłuży jutro program skupu obligacji

Europejskie indeksy handlują dziś trzeci dzień z rzędu na plusie, wsparte przez rosnące akcje spółek sektora finansowego.

Inwestorzy są przekonani, że Europejski Bank Centralny nie wycofa się zbyt szybko z polityki luzowania pieniężnego. Większość ekonomistów przepytanych przez agencję Bloomberg uważa, iż prezes EBC Mario Draghi zapowie jutro przedłużenie obecnego planu skupu obligacji poza marzec 2017 roku na obecnym poziomie 80 mld euro miesięcznie. Plan powinien być przedłużony na co najmniej 6 miesięcy, niektórzy analitycy uważają, że nawet o 9 miesięcy. Kontynuacja stymulusu monetarnego byłaby dobrą wiadomością dla rynku akcyjnego, a w szczególności dla europejskich banków. Dlatego też, Bloomberg World Banks Index handluje obecnie na najwyższym od ponad roku poziomie.

Niemiecki DAX rośnie 1,3 proc. handlując w okolicy poziomu 10920 punktów, francuski CAC40 rośnie 0,7 proc. handlując w okolicy 4660 punktów a brytyjski FTSE100 rośnie 1 proc. handlując w okolicy 6870 punktów. Akcje włoskiego banku Banca Monte dei Paschi di Siena Spa rosną 8,7 proc., po tym jak dziennik La Stampa napisał, że Włochy zamierzają prosić o 15 mld euro pożyczki dla tego banku, w ramach Europejskiego Mechanizmu Stabilizacyjnego. WIG20 zalicza trzecią pod rząd mocną sesję wzrostową, zyskując 0,65 i handlując w pobliżu poziomu 1885 punktów.

Złoty odrabia drugi dzień z rzędu stratę z ubiegłego miesiąca, co jest prawdopodobnie opóźnioną reakcją na zaskakującą piątkową decyzję agencji S&P, która niespodziewanie podniosła perspektywę ratingu polskiego długu.

Rada Polityki Pieniężnej pozostawiła dziś stopy procentowe na niezmienionym poziomie, zgodnie z oczekiwaniami. Para EURPLN traci 0,5 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,44, para USDPLN traci 0,7 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,13 a para CHFPLN traci 0,7 proc. handlując w pobliżu poziomu 4,09.

Funt brytyjski traci do głównych walut, po tym jak produkcja przemysłowa w październiku spadła o 1,3 proc., głównie ze względu na spadek wydobycia ropy naftowej i gazu ziemnego.

Para GBPUSD traci 0,6 proc. handlując w pobliżu poziomu 1,2600, para EURGBP zyskuje 0,8 proc. handlując w pobliżu poziomu 0,8520, a para GBPPLN traci aż 1,3 proc. handlując w pobliżu poziomu 5,20. Euro handluje stabilnie do dolara w pobliżu poziomu 1,0740 w oczekiwaniu na jutrzejsze decyzje Europejskiego Banku Centralnego.

Ropa naftowa traci na wartości przez spekulacje, że wzrost amerykańskiej produkcji ropy ze złóż łupkowych zneutralizuje cięcie produkcji ze strony państw kartelu OPEC.

Ropa WTI traci 1,1 proc. handlując w pobliżu poziomu 50,30 dolarów za baryłkę, a ropa Brent traci 0,9 proc. handlując w pobliżu poziomu 53,40 dolarów za baryłkę. Ceny rudy żelaza wzrosły do 2-ltenich maksimów na giełdzie towarowej w Szanghaju, po raportach prasowych zapowiadających reformy w Chinach, mające przeciwdziałać nielegalnym fabrykom.

Andrzej Kiedrowicz
Chief Operating Officer
KOI Capital

Banki w Polsce wciąż chętnie finansują inwestycje w sektorze nieruchomości

Jak wynika z badania KPMG przeprowadzonego wśród blisko 100 instytucji finansowych w 21 krajach, obecne warunki finansowania na europejskich rynkach nieruchomości pozostają korzystne, pomimo nieco mniej optymistycznych nastrojów w branży. Polska jest wciąż atrakcyjnym i perspektywicznym rynkiem dla inwestorów w sektorze nieruchomości, co znajduje odzwierciedlenie w finansowaniu projektów deweloperskich. Banki w Polsce najczęściej finansują inwestycje w nieruchomości handlowe, stanowiące ponad połowę wszystkich inwestycji (1,02 miliarda euro), a także inwestycje biurowe (786 milionów euro) oraz przemysłowe (261 milionów euro).

Finansowanie inwestycji nieruchomościowych strategicznym obszarem banków w Polsce

Pomimo sprzyjających warunków makroekonomicznych w Europie – ze średnim wzrostem PKB utrzymującym się na poziomie 2,5% – i korzystnych warunków finansowania, a także niezależnie od programu zakupu aktywów Europejskiego Banku Centralnego i niskich stóp procentowych, wartość inwestycji na europejskim rynku nieruchomości spadła o ok. 30% w pierwszej połowie 2016 roku w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

W regionie Europy Środkowo-Wschodniej, stanowiącym jedynie niewielki odsetek całego europejskiego wolumenu transakcji, w pierwszej połowie 2016 r. odnotowano wzrost inwestycji w nieruchomości aż o 50% w porównaniu do analogicznego okresu ubiegłego roku.

Sektor bankowy w Polsce wciąż przychylnie podchodzi do finansowania projektów w branży nieruchomości.

Polskie banki w dalszym ciągu zdecydowanie wspierają finansowanie nieruchomości. Spośród wszystkich krajów, które wzięły udział w badaniu, finansowanie nieruchomości ma strategicznie większe znaczenie tylko dla banków w Niemczech i Wielkiej Brytanii. Inwestycje w naszym regionie wzrosły o 50% w pierwszej połowie tego roku. Polska jest wciąż atrakcyjnym krajem na rynku nieruchomości, przyciągając nowych inwestorów, którzy nie inwestowali wcześniej w kraju – mówi Steven Baxted, partner, szef zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Co najmniej 75% respondentów z banków w Europie wskazało, że zainteresowanie finansowaniem inwestycji w nieruchomości utrzymało się na tym samym poziomie bądź wzrosło w ciągu ostatniego roku.

Dobre perspektywy rynku Europy Środkowo-Wschodniej

Na niektórych z największych rynków nieruchomości w Europie, podobnie jak w Wielkiej Brytanii i Niemczech, zaobserwowano spadek liczby transakcji w pierwszej połowie 2016 roku, podczas gdy Finlandia i Szwecja odnotowały 30-procentowy wzrost w skali roku. Rynki krajów Europy Środkowo-Wschodniej charakteryzują się znacznym potencjałem do wzrostu.

Ze względu na silną konkurencję o odpowiednich kredytobiorców w Polsce, banki próbują uzyskać przewagę nie tylko dzięki marżom odsetkowym, ale także innym istotnym warunkom kredytowym, takim jak okres amortyzacji kredytu. Kredytobiorcy żądają długich okresów amortyzacji, a jednocześnie najniższej możliwej spłaty kapitału w terminiepodsumowuje Steven Baxted, partner, szef zespołu doradztwa dla rynku budownictwa i nieruchomości w KPMG w Polsce.

Spośród wszystkich krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Polska jest najczęściej wybieranym krajem przez inwestorów na rynku nieruchomości. Całkowity wolumen transakcji na polskim rynku nieruchomości wynosi 40% wszystkich transakcji w CEE (32% włączając Rosję), przekraczając poziom 2,07 miliardów euro. Rynek nieruchomości w Polsce znajduje się w dobrej kondycji dzięki stabilnym i korzystnym warunkom finansowania oraz dużej konkurencji między bankami.

finansowanie nieruchomości przez banki w Europie

Jak wynika z badania KPMG do najpopularniejszych klas aktywów należą: na rynkach zaklasyfikowanych na potrzeby analizy jako „dominujące” (Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania) – nieruchomości biurowe i mieszkaniowe, na rynkach „ustabilizowanych” (Polska, Austria, Czechy, Słowacja, Szwecja, Belgia, Holandia) – powierzchnie mieszkaniowe, a następnie biurowe i handlowe, a na pozostałych rynkach (Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Węgry, Irlandia, Rumunia, Rosja, Serbia, Słowenia i Turcja) banki najchętniej finansują nieruchomości biurowe oraz mieszkaniowe. W Polsce dominują inwestycje w nieruchomości handlowe, które odpowiadają za ponad połowę wszystkich inwestycji (1,02 miliarda euro) oraz inwestycje biurowe (786 milionów euro i 38% wszystkich inwestycji) i przemysłowe (261 milionów euro).

W odniesieniu do warunków spłaty kredytów, zgodnie z raportem, różnica pomiędzy maksymalnym okresem amortyzacji kredytu oraz maksymalnym okresem na jaki kredyt może zostać udzielony jest znacznie większa w „dominujących” i „ustabilizowanych” gospodarkach (odpowiednio 17 i 16 lat) niż w pozostałych gospodarkach (4 lata).

Więcej o badaniu:

Raport pt. „Property Lending Barometer 2016” został opracowany na podstawie odpowiedzi udzielonych przez blisko 100 instytucji finansowych działających w sektorze nieruchomości w 21 krajach Europy. Przedstawiciele wiodących instytucji finansowych przedstawili podczas pogłębionych wywiadów swoje opinie na temat kluczowych kwestii związanych z kredytowaniem nieruchomości. Uwzględnione w badaniu gospodarki podzielono na kategorie: dominujące gospodarki (Niemcy, Wielka Brytania, Włochy, Hiszpania), ustabilizowane (Polska, Austria, Czechy, Słowacja, Szwecja, Belgia, Holandia) i pozostałe – mniej ustabilizowane (Bułgaria, Chorwacja, Cypr, Węgry, Irlandia, Rumunia, Rosja, Serbia, Słowenia i Turcja).

Wirtualna rzeczywistość już nie taka obca

Zainteresowanie wirtualną rzeczywistością w sieci od ponad roku intensywnie rośnie. Z jednej strony najwięksi gracze nieustannie ją ulepszają, z drugiej zaś do marketów zaczynają trafiać niskobudżetowe rozwiązania „dla każdego”.

Wzrost wyszukań o 996%

Liczba wyszukań haseł związanych z wirtualną rzeczywistością w Google wzrosła z 5200 w sierpniu 2015 do 57000 w październiku 2016, co daje wzrost o 996%. Wśród najszybciej rosnących wyszukań związanych z tym tematem najczęściej pojawiały się hasła związane z PlayStation VR oraz Samsung Gear VR.

Konkurencja się zaostrza

Do sierpnia 2015 Oculus nie miał w zasadzie konkurencji w mediach społecznościowych. W maju 2015 na kanale reZiguisza pojawił się film z Oculusem w roli głównej, który obecnie ma prawie 3.5mln wyświetleń i jest drugim najlepszym filmem na kanale jednego z najpopularniejszych polskich Youtuberów.

Wraz z zapowiedziami urządzeń od kolejnych producentów sytuacja zaczęła się dynamicznie zmieniać. Wpływ na zwiększenie liczby wypowiedzi o innych markach (HTC, PlayStation, Smasung) w social media wpływ miały głównie portale w połączeniu z wykopem, na którym toczyło się najwięcej dyskusji. Największe zainteresowanie wzbudzały zaś informacje o nadchodzących premierach.

Virutal Reality zaczyna docierać do mas

Do listopada 2016 najszybciej rosnące wyszukiwania w Google dotyczyły dużych graczy na rynku: PlayStation VR, Google VR, HTC VR czy Samsunga Gear VR. W listopadzie 2016 natomiast najszybciej rosnących hasłem był „hykker vr”. Okulary te za 40zł oferowała Biedronka, a ich recenzje pojawiły się na największych blogach technologicznych (spidersweb.pl) czy serwisach informacyjnych (gazeta.pl).

IRCenter

Relacja z II edycji Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2016

W dniu 5 grudnia 2016 r. w Warszawie w Hotelu Marriott odbyła się II edycja Ogólnopolskiego Szczytu Gospodarczego OSG 2016, poświęcona filarom polskiej gospodarki przyszłości, którego głównym organizatorem jest Europejskie Centrum Biznesu.

Szczyt został podzielony na cztery części: Sesję Plenarną, otwierającą obrady, zatytułowaną „Konkurencyjna gospodarka – bezpieczne państwo”; oraz trzy, trwające równolegle sesje: „Sesja I: Infrastruktura i przemysł. Inteligentne Miasta”; „Sesja II: Innowacyjne firmy i Rozwiązania”; „Sesja III: Bezpieczeństwo narodowe i gospodarcze”. Na zakończenie OSG 2016 odbyła się uroczysta gala wręczenia wyróżnień „Bursztyn Polskiej Gospodarki”.

II edycję OSG 2016 zainaugurował prof. Mariusz Orion Jędrysek – Sekretarz Stanu i Główny Geolog Kraju, Pełnomocnik Rządu ds. Polityki Surowcowej Państwa w Ministerstwie Środowiska, który przybliżył zgromadzonym gościom problematykę kluczowych wyzwań stojących przed polską gospodarką z perspektywy polityki surowcowej Państwa. Stanowiło to wstęp do debaty w ramach Sesji Plenarnej, w której wzięli udział: prof. dr hab. Mariusz Orion Jędrysek; Tomasz Szatkowski – Podsekretarz Stanu, Ministerstwo Obrony Narodowej; Tomasz Gibas –  Doradca ds. ekonomicznych, Przedstawicielstwo Komisji Europejskiej w Polsce; Krzysztof Hetman – Poseł do Parlamentu Europejskiego; Adam Łącki – Prezes Zarządu, Krajowy Rejestr Długów Biuro Informacji Gospodarczej S.A.; prof. Witold Orłowski – Główny doradca ekonomiczny, PwC Polska; Waldemar Pawlak – Wicepremier, Minister Gospodarki w latach 2007-2012; Tomasz Pisula – Prezes Zarządu, PAIiIZ S.A.; Grzegorz Kapusta – Wicemarszałek Województwa Lubelskiego. Moderatorem Sesji był dr Krzysztof Wąsowski – Partner, Adwokat, Doktor Nauk Prawnych w Kancelarii Elżanowski Cherka & Wąsowski. Zaproszeni goście rozpoczęli dyskusję od istotnej kwestii odbudowy narodowego potencjału gospodarczego jako gwarancji suwerenności i podniesienia pozycji Polski na arenie międzynarodowej. W tym kontekście kluczowe było pytanie o to, ile powinno być Państwa w gospodarce, zwłaszcza w kontekście realizacji celów społecznych i celów gospodarczych. Było to o tyle istotne, gdyż goście debaty starali się wskazać, jak powinna wyglądać strategia bezpieczeństwa Państwa z perspektywy najważniejszych sektorów gospodarki i czy tzw. „lokomotywami polskiej gospodarki” powinny być spółki z sektora państwowego, czy prywatnego. Z drugiej strony nie można było pominąć wątku europejskiego, jeżeli chodzi o kształtowanie bezpieczeństwa Polski. Zastanawiano się więc nad implikacjami dla kraju po Szczycie NATO w Warszawie, jak i również konsekwencjami dla gospodarki narodowej w świetle nowej perspektywy budżetowej Unii Europejskiej. Podczas debaty podjęto także temat „Konstytucji Biznesu”, jako odpowiedzi na niespójne i niestabilne otoczenie prawno-regulacyjne. Moderatorzy zapytali też o potencjalne impulsy dla rozwoju polskiej gospodarki i jakie duże projekty infrastrukturalne mogą taki impuls stanowić.

Po sesji otwierającej odbyły się pozostałe sesje tematyczne. Podczas Sesji Infrastruktura i Przemysł. Inteligentne Miasta zorganizowano trzy panele dyskusyjne: „Infrastruktura krytyczna”, „Infrastruktura & transport – kolej, drogi, porty, infrastruktura miejska” oraz „Innowacyjność – inspiracja dla inteligentnych miast”.

Panel Infrastruktura krytyczna poprowadzony został przez dr Pawła Grzejszczaka – Partnera, Radcę Prawnego w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka zaś w dyskusji wzięli udział: Maciej Bando – Prezes, Urząd Regulacji Energetyki; Adam Gawęda – Senator RP; Wojciech Hann – Członek Zarządu, Bank Gospodarstwa Krajowego; Paweł Jakubowski – Dyrektor Pionu Rozwoju, GAZ-SYSTEM S.A.; Bolesław Jankowski – Wiceprezes Zarządu ds. Handlu, PGE Polska Grupa Energetyczna S.A.; Andrzej Kurpiewski – Prezes Zarządu, LitPol Link; dr Krzysztof Malesa – Zastępca Dyrektora, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa; Rafał Miland – Wiceprezes Zarządu PERN S.A.; dr Andrzej Sikora – Prezes, Instytut Studiów Energetycznych. Dyskusja rozpoczęła się od pytania o najważniejsze inwestycje infrastrukturalne do 2020 roku, wzmacniające bezpieczeństwo Polski. Pozwoliło to na skonfrontowanie panelistów z pomysłem gospodarki o obiegu zamkniętym. W dalszej części zastanawiano się nad możliwościami skutecznej ochrony infrastruktury krytycznej – zarówno jeżeli chodzi o miejsce instytucji Państwowych w systemie, takich jak Rządowe Centrum Bezpieczeństwa, jak i realizacji strategii w kluczowych spółkach będących elementem integracji infrastruktury krytycznej. Kolejna część debaty skoncentrowana była wokół przyszłości polskiego sektora energetycznego – zarówno jeżeli chodzi o sposoby zarządzania ryzykiem przy projektach energetycznych, sposobach i źródłach finansowania inwestycji energetycznych, planach budowania nowych mocy wytwórczych oraz sieci przesyłowych, jak i kształt bezpieczeństwa surowcowego Państwa. Zastanawiano się także nad sposobami ochrony łączności i sieci telekomunikacyjnych, które w dzisiejszych czasach stanowią jedne z najbardziej zaawansowanych technologicznie elementów infrastruktury krytycznej. Na koniec zaproszeni goście wspólnie zastanowili się w jaki sposób można zminimalizować ryzyko przy dużych projektach inwestycyjnych i jakie w związku z tym należy przyjąć modele finansowania inwestycji.

Panel Infrastruktura & transport – kolej, drogi, porty, infrastruktura miejska moderowany był przez mec. Marcina Krakowiaka – Partnera w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka. W roli uczestników debaty wystąpili: Maciej Brzozowski – Dyrektor Przedstawicielstwa w Polsce, Hafen Hamburg Marketing e.V.; Adrian Furgalski – Wiceprezes Zarządu, Zespół Doradców Gospodarczych TOR; Arkadiusz Ignasiak – Członek Rady Nadzorczej, STK S.A.;  Paweł Smoleń – Członek Zarządu, ERBUD S.A.; Kazimierz Smoliński – Sekretarz Stanu, Ministerstwo Infrastruktury i Budownictwa; Bartosz Soroczyński – Członek Zarządu, Stowarzyszenie „Inicjatywa dla Infrastruktury”; dr inż. Andrzej Żurkowski – Dyrektor Instytutu Kolejnictwa. Dyskusja na początku panelu została zdominowana przez kwestię możliwych scenariuszy rozbudowy infrastruktury, szczególnie pod kątem zaangażowania inwestorów prywatnych. Pytanie stanowiło część szerszego zagadnienia, jakim jest konieczność rozbudowywania perspektywicznych, aczkolwiek kosztownych szlaków transportowych (północ-południe, Europa-Chiny), przy jednoczesnym efektywnym i odpowiednim finansowaniu inwestycji infrastrukturalnych. Wnioski pozwoliły zastanowić się prelegentom nad możliwymi scenariuszami rozwoju przewozu towarowego – zarówno jeżeli chodzi o przyszłość transportu kolejowego, jak i dzisiejsze zapotrzebowanie klientów na korzyści, jakie oferuje transport intermodalny, huby, centra logistyczne, czy stale rosnąca liczba prywatnych przewoźników cargo. W dalszej części dyskusji skoncentrowano się na sposobach przekonania ludzi do odważniejszego korzystania z transportu publicznego. Chodzi tu z jednej strony o możliwości rozwoju takiego transportu w ramach samorządów (kolej metropolitalna) z drugiej o korzyści wizerunkowe dla miast, wynikające z rozbudowy nowoczesnej infrastruktury transportowej.

Panel Innowacyjność – inspiracja dla inteligentnych miast, zamykający Sesję I Szczytu został poprowadzony przez Jacka Błażejewskiego – Partnera Zarządzającego w Dorfin Grant Thornton Frąckowiak sp. z o.o. sp.k. W roli prelegentów wystąpili: Krzysztof Banasiak – Dyrektor Działu R&D, Fibar Group S.A.; Marek Duda – Prezes Zarządu, CEZ ESCO Polska; Piotr Grzymowicz – Prezydent Miasta Olsztyn; Sebastian Kawałko – Doradca Prezydenta Miasta Lublin Krzysztofa Żuka; Tomasz Korczyński – Counsel, DENTONS; Marek Łasiński – Dyrektor Rozwoju Biznesu, Philips Lighting Poland S.A.; Stanisław Sieńko – Wiceprezydent Miasta Rzeszowa; Paweł Sokołowski – Dyrektor Departamentu Cyfrowej Infrastruktury Miejskiej, Asseco Data Systems S.A.; Grzegorz Walczukiewicz – Dyrektor Biura, Związek Miast i Gmin Morskich; Marcin Witko – Prezydent Miasta Tomaszowa Mazowieckiego. Podczas dyskusji zastanawiano się, jaka jest współcześnie rola samorządów we wspieraniu przedsiębiorczości, zwłaszcza innowacyjnego biznesu. Następnie, prelegenci opowiadali o ich doświadczeniach w obszarze innowacyjnych rozwiązań dla miast, takich jak: inteligentne systemy zarządzania ruchem, inteligentne domy, inteligentna instalacja świetlna, punkty ładowania samochodów hybrydowych. Poruszono także bardzo ciekawy temat wzmocnienia komunikacji mieszkańcy-samorząd. Chodzi tu zarówno o wprowadzenie cyfrowej komunikacji z urzędami, płatności on-line, czy platform ICT, ale przede wszystkim zaangażowanie mieszkańców w proces rozwoju i zwiększania „interaktywności” miasta wraz z jego przestrzenią. Zastanawiano się także, przed jakimi wyzwaniami stoją obecnie władze samorządowe w obszarze bezpieczeństwa i polityki prywatności przy projektach smart-city, czy budowy kapitału miasta i regionu poprzez odpowiednie strategie promocyjne B2B i B2C. Na koniec panelu dyskusja dotyczyła wyzwań przed jakimi staną samorządy podczas realizacji programu Mieszkanie Plus, a także kwestii sprawniejszego realizowania inwestycji na poziomie samorządów np. poprzez umowy ESCO.

Sesja II: Innowacyjne firmy i rozwiązania składała się z dwóch paneli dyskusyjnych pt. „Najlepsze praktyki – Liderzy zmian” oraz „Prezentacje innowacyjnych technologii i rozwiązań w przemyśle – case studies”

Panel Najlepsze praktyki – liderzy zmian został poprowadzony przez mec. Agnieszkę Wiercińską-Krużewską – Adwokata i Starszego Partnera w Kancelarii WKB Wierciński, Kwieciński, Baehr Sp. k. zaś do debaty zasiedli: dr Alicja Adamczak – Prezes, Urząd Patentowy RP; Andrzej Dopierała – Prezes Zarządu, Asseco Data Systems S.A.; Stanisław Dyrda – Ekspert, Narodowe Centrum Badań i Rozwoju;  Tomasz Gondek – Business Development Director, Saule Sp. z o.o.; Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o.; Joanna Ossowska-Rodzewicz – Wiceprezes Zarządu, Fibar Group S.A.; Monika Piątkowska – Prezes, Związek Pracodawców Krajowa Organizacja Innowatorów Przemysłu; Grzegorz Wolszczak – Bank Światowy w Polsce; dr inż. Tomasz Zieliński – Prezes, Polska Izba Przemysłu Chemicznego. Początek dyskusji zdominowało pytanie: czy zmiany w gospodarce powinny zachodzić w sposób ewolucyjny, czy rewolucyjny? Czy kreowanie się nowych liderów to efekt długoletniej pracy firmy, doskonalenia swoich procesów i produktów, czy raczej jest to szybki akt powstania pomysłu, który idealnie wpisuje się w preferencje i potrzeby klienta, a który niemal momentalnie stawia przedsiębiorstwo w pozycji lidera na rynku. Jak wskazywali prelegenci, od odpowiedzi na to pytanie zależy wiele – począwszy od ustalenia kapitału na badania i rozwój produktu, poprzez budowanie marki w świadomości klientów, a skończywszy na strategii pozyskiwania nowych rynków, szczególnie w dobie Internetu. W dalszej części dyskutowano nad współczesnym profilem klienta – z jednej strony nowoczesne technologie otwierają nowe możliwości, jeżeli chodzi o dotarcie do odbiorcy ze swoją ofertą, z drugiej klient staje się coraz bardziej świadomy swoich potrzeb względem produktu, oczekując od niego dawnej jakości i prostoty działania. W ramach dyskusji starano się więc nakreślić, jak powinien wyglądać współczesny produkt – atrakcyjny dla klienta i opłacalny dla producenta.

Panel Prezentacje innowacyjnych technologii i rozwiązań w przemyśle – case studies był panelem w ramach którego zaproszeni goście zapoznali uczestników z innowacyjnymi projektami, jakie ich firmy lub instytucje przygotowują i oferują. Moderatorem dyskusji był dr Dariusz Gulczyński – Ekspert Światowej Rady Energii, zaś z prezentacjami wystąpili:

dr Alicja Adamczak – Prezes, Urząd Patentowy RP (tytuł prezentacji: Możliwości rejestracji i ochrony patentowej w ramach Urzędu Patentowego RP); Tomasz Gondek – Business Development Director, Saule Sp. z o.o. (tytuł prezentacji: Przykład grupy technologicznej rozwijające projekty w „ciężkich obszarach” nauki); Tomasz Korczyński – Counsel, DENTONS (tytuł prezentacji: Praktyczne aspekty realizacji projektów w formule PPP); Jacek Kosiorek – Wiceprezes, Polska Izba Radiodyfuzji Cyfrowej (tytuł prezentacji: Instalacje teletechniczne w budynkach wielorodzinnych w nowym wymiarze – ich wpływ na rozwój rynku usług, rynku deweloperskiego oraz kwestię dostępu do Internetu w Polsce); Marcin Lewenstein – Clean Coal and Clean Gas Technologies, KIC InnoEnergy (tytuł prezentacji: Investing in innovation for a sustainable energy future); Roman Masek – Dyrektor Techniczny, BELSE Sp. z o.o. (tytuł prezentacji: Belzona – technologia, która zmienia technikę); Barbara Molińska – Regionalny Manager ds. Handlu Zagranicznego, Region Centrum, Bank Zachodni WBK (tytuł prezentacji: Innowacyjne rozwiązanie wspierające międzynarodową ekspansję -Santander Trade Network); dr hab. Justyna Regan – Attorney and Counselor at Law, Miller Canfield (tytuł prezentacji: Ekspansja na rynek USA innowacyjnych polskich przedsiębiorstw- szansa, czy wyzwanie?); Bartosz Sokoliński – Dyrektor Biura Innowacji i Rozwoju, Agencja Rozwoju Przemysłu S.A. (tytuł prezentacji: Innowacje. Nauka. Biznes.).

Sesja III: Bezpieczeństwo narodowe i gospodarcze złożona była z trzech paneli dyskusyjnych pt. „AGROSEC: Bezpieczeństwo sektora rolno-spożywczego”, „ECONSEC – Bezpieczeństwo narodowe” oraz „Bezpieczeństwo środowiskowe i ekologiczne”

Panel AGROSEC: Bezpieczeństwo sektora rolno-spożywczego moderowany był przez Beatę Drewnowską, Redaktor Dziennika „Rzeczpospolita”, zaś do dyskusji zasiedli: Edward Bajko – Prezes, Spółdzielcza Mleczarnia Spomlek; Zenon Daniłowski – Prezes Zarządu, Makarony Polskie S.A.; Andrzej Gantner – Dyrektor Generalny, Polska Federacja Producentów Żywności Związek Pracodawców; Artur Habza – Dyrektor Departamentu Gospodarki i Współpracy Zagranicznej, Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego; prof. Andrzej Kowalski – Dyrektor, Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej; Marek Moczulski – Prezes Zarządu, Bakalland; Robert Niczyporuk – Partner, Corporate and M&A Practice, Kancelaria Domański Zakrzewski Palinka; Paweł Pacek – Wicedyrektor Biura Rozwoju i Innowacji, Agencja Rozwoju Przemysłu S.A.; Julian Pawlak – Prezes Zarządu, Krajowa Unia Producentów Soków; Jarosław Sierszchulski – Zastępca Prezesa, Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa; Paweł Stamburski – Dyrektor Departamentu Agrobiznesu, Bank Zachodni WBK; Leszek Wiwała – Prezes Zarządu, Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy. W pierwszej kolejności prelegenci zastanawiali się nad wpływem członkowstwa Polski w Unii Europejskiej na kondycję branży rolno-spożywczej, zwłaszcza w kontekście uzależnienia od rynku unijnego. Starano się też nakreślić wnioski, jakie powinna wyciągnąć branża oraz władze państwowe po nałożeniu embarga  rosyjskiego, a także jakie skutki będzie miało wyjście Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Paneliści zastanawiali się również nad konsekwencjami wprowadzenia umów CETA i TTiP. W dalszej części panelu dyskutowano nad sytuacją handlu towarami rolnymi w Polsce i za granicą –zwracano bowiem uwagę, że zawirowania na rynku surowców dosyć silnie wpływają na handel krajowy, co z kolei utrudnia producentom budowanie silnej pozycji rynkowej w Europie i na świecie. Na koniec panelu dyskutowano nad kwestią centralizacji nadzoru nad bezpieczeństwem żywności.

Moderatorem panelu ECONSEC – Bezpieczeństwo narodowe był dr Krzysztof Wąsowski – Partner, Adwokat, Doktor Nauk Prawnych w Kancelarii Elżanowski Cherka & Wąsowski. W debacie zaś wzięli udział: dr Krzysztof Liedel – Dyrektor Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas; dr Krzysztof Malesa – Zastępca Dyrektora, Rządowe Centrum Bezpieczeństwa; Paweł Nazarewski – Stowarzyszenie ObronaNarodowa.pl; Paweł Poncyliusz – b. Wiceminister Gospodarki; Mariusz Schmidt – Prezes, Polskie Towarzystwo Certyfikacji Energii; dr Przemysław Zaleski – Politechnika Wrocławska. Podczas dyskusji starano się wskazać, jakie czynniki wpływają na kształtowanie się polityki bezpieczeństwa państwa w aktualnej sytuacji międzynarodowej. Pozwoliło to odnieść się do polityki bezpieczeństwa Polski i tym samym zastanowić się, czy Polska dziś jest krajem bezpiecznym. W szczególności zastanawiano się nad w/w kwestią w kontekście członkowstwa Polski w Unii Europejskiej i NATO. Koniec debaty poświęcony został kwestii efektywności energetycznej, jako jednemu ze sposobów budowania bezpieczeństwa kraju.

Panel Bezpieczeństwo środowiskowe i ekologiczne, zamykający trzecią sesję OSG 2016 moderowany był przez Katarzynę Kuźmę – Radcę Prawnego, i Partnera w Kancelarii Domański Zakrzewski Palinka, natomiast w debacie udział wzięli: Dariusz Jasak – Prezes Zarządu, Veolia Water Technologies; Klaudia Kleps – Koordynator Komisji ds. Innowacji, Polska Izba Przemysłu Chemicznego; Jacek Spyrka – Zastępca Prezesa Zarządu NFOŚiGW; Tomasz Styś – Ekspert w dziedzinie gospodarki odpadami komunalnymi, Instytut Sobieskiego; dr inż. Krystian Szczepański – Dyrektor, Instytut Ochrony Środowiska – Państwowy Instytut Badawczy. Zaproszeni prelegenci na początku dyskusji, próbowali zdefiniować pojęcie współczesnego ekoterroryzmu (w odróżnieniu od terroryzmu), co pozwoliło odnieść problematykę bezpieczeństwa ekologicznego do bezpieczeństwa kraju w ogóle. Pozwoliło to nie tylko wskazać bardziej precyzyjniej podstawowe wyzwania i zagrożenia we współczesnym świecie, ale przede wszystkim spojrzeć na bezpieczeństwo ekologiczne w kategoriach doktryny. W tym kontekście szczegółowo przeanalizowano „Strategiczny Plan Adaptacji dla sektorów i obszarów wrażliwych na zmiany klimatu do roku 2020 z perspektywą do roku 2030”. Koniec panelu poświęcony został zagadnieniom gospodarki odpadami, a także gospodarowaniem wodą, określaną dzisiaj jako najcenniejszy surowiec świata.

Na zakończenie Szczytu odbyła się wieczorna gala wręczenia wyróżnień „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2016”. Statuetka „Bursztyn Polskiej Gospodarki” jest nagrodą przyznawaną osobom, instytucjom bądź firmom za szczególne działania w zakresie rozwoju i bezpieczeństwa polskiej gospodarki w kraju i zagranicą. Nagroda jest uhonorowaniem Laureatów za determinację oraz konsekwencję w realizacji podjętych zobowiązań lub wyzwań stawianych przed nimi z tytułu pełnionego stanowiska lub przyjętej strategii firmy.

Laureatami tegorocznej nagrody „Bursztyn Polskiej Gospodarki 2016” zostali:

Jarosław Gowin – Wiceprezes Rady Ministrów, Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższegoza konsekwentną realizację inicjatyw mających na celu budowanie współpracy między nauką i biznesem;

Kazimierz Smoliński – Sekretarz Stanu w Ministerstwie Infrastruktury i Budownictwa – za konsekwentne i skuteczne działania zmierzające do rozwoju gospodarczego kraju m. in. Mieszkanie+;

Sławomir Sosnowski – Marszałek Województwa Lubelskiego – za działania zmierzające do zwiększenia potencjału gospodarczego województwa lubelskiego;

Bank Gospodarstwa Krajowego (w imieniu BGK nagrodę odebrał Wojciech Hann – Członek Zarządu Banku) – za działania wspierające rozwój innowacji i inwestycji infrastrukturalnych;

Szczyt objęty został Patronatem Honorowym przez Wiceprezesa Rady Ministrów, Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego Jarosława Gowina, Ministra Energii Krzysztofa Tchórzewskiego, Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi Krzysztofa Jurgiela, Sekretarza Stanu – Głównego Geologa Kraju, Pełnomocnika Rządu ds. Polityki Surowcowej Państwa w Ministerstwie Środowiska prof. dr hab. Mariusza Oriona Jędryska, Ministerstwo Rozwoju, Ministerstwo Finansów, Prezesa Urzędu Regulacji Energetyki Macieja Bando, Prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej Marcina Cichego, p.o. Prezesa Urzędu Transportu Kolejowego Ignacego Górę, Dyrektora Narodowego Centrum Badań i Rozwoju prof. dr hab. inż. Macieja Chorowskiego, Dyrektora Rządowego Centrum Bezpieczeństwa Marka Kubiaka, Marszałka Województwa Lubelskiego Sławomira Sosnowskiego, Marszałka Województwa Mazowieckiego Adama Struzika, Prezydenta Miasta Gdańska Pawła Adamowicza, Prezydenta Miasta Szczecin Piotra Krzystka, Prezydenta Miasta Kielce Wojciecha Lubawskiego, Prezydenta Miasta Nowego Sącza Ryszarda Nowaka, Prezydenta Miasta Olsztyna Piotra Grzymowicza, Prezydenta Miasta Rzeszów Tadeusza Ferenca, Prezydenta Miasta Lublin dr Krzysztofa Żuka, Prezydenta Miasta Tomaszów Mazowiecki Marcina Witko, Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Agencję Rynku Rolnego, Agencję Rynku Energii, Centrum Badań nad Terroryzmem Collegium Civitas, Górniczą Izbę Przemysłowo Handlową, Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, Związek Pracodawców Krajowa Organizacja Innowatorów Przemysłu, Instytut Kolejnictwa, Krajową Unię Producentów Soków, Polską Federację Producentów Żywności, Narodową Agencję Poszanowania Energii, Związek Pracodawców Polski Przemysł Spirytusowy, Polską Izbę Przemysłu Chemicznego, Polską Izbę Informatyki i Telekomunikacji, Polską Izbę Ekologii, Polską Izbę Radiodyfuzji Cyfrowej, Polskie Towarzystwo Certyfikacji Energii, Zespół Doradców Gospodarczych TOR, Związek Miast i Gmin Morskich. Od strony merytorycznej Szczyt wspierany był przez ekspertów z Kancelarii Elżanowski Cherka & Wąsowski, Głównego Partnera Merytorycznego.

5 najpopularniejszych samochodów kupowanych przez firmy

Nie od dzisiaj wiadomo, że klienci instytucjonalni stanowią łakomy kąsek dla importerów samochodów w Polsce. W zeszłym roku według danych serwisu Carmarket.com.pl w kraju nad Wisłą sprzedało się w sumie prawie 408 tysięcy pojazdów. Zdecydowana większość, czyli ponad 276 tysięcy sztuk trafiło w ręce firm. To prawie 68 procent całego rynku pojazdów w Polsce. Najchętniej wybieranym typem samochodu flotowego jest kompaktowy hatchback.

Klienci biznesowi są traktowani ze szczególną dbałością przez importerów z kilku powodów. Kupują dużo samochodów i robią to regularnie. Po czasie, na który podpisywane są umowy dotyczące finansowania zakupu, firmy wracają do salonów sprzedaży i zazwyczaj zamawiają jeszcze większą ilość pojazdów dla pracowników. W tym kontekście lojalność względem marki nabiera szczególnego znaczenia.

Jakie samochody kupują klienci biznesowi? Wbrew pozorom nie kierują się głównie kryterium ceny. W efekcie choć tanie modele segmentu A i B stanowią ważną część sprzedaży, tak naprawdę trzon bezwzględnie i od lat należy do hatchbacków segmentu C. Dowód? Z danych opublikowanych przez Carmarket.com.pl wynika, że pięć modeli ujętych w tym zestawieniu sprzedało się w roku 2015 w ilości niemal 34 tysięcy sztuk. A to wynik o tyle optymistyczny, że dotyczy wyłącznie egzemplarzy kupionych przez firmy i przekłada się na niemalże jedną ósmą całego rynku flotowego w Polsce.

Poniższe zestawienie przedstawia ofertę wyprzedażową popularnych hatchbacków wyposażonych  między innymi w dobry system multimedialny, czujniki parkowania, tempomat i automatyczną skrzynię biegów.

Toyota Auris Hybrid

Toyota Auris Hybrid
Toyota Auris Hybrid

Firmy, które w tej chwili zdecydują się na Toyotę Auris, otrzymają możliwość skorzystania z cen wyprzedażowych. Przykład? Ceny hybrydowej wersji japońskiego hatchbacka zaczynają się od 75 900 zł, natomiast średnia wersja wyposażenia Comfort z pakietem Park dzięki wyprzedaży rocznika 2016 kosztuje 85 400 zł.

Na liście wyposażenia tej wersji Toyoty można znaleźć m.in. czujniki parkowania, 7 poduszek powietrznych, światła do jazdy dziennej LED i przeciwmgielne, tempomat, 16-calowe felgi aluminiowe, klimatyzację automatyczną, skórzane obicie kierownicy i gałki zmiany biegów, podgrzewane przednie fotele z podparciem lędźwiowym w fotelu kierowcy i system multimedialny Toyota Touch 2 z 6 głośnikami, Bluetooth oraz kamerą cofania.

Opcjonalnie za 2 300 złotych kierowca może doposażyć Aurisa Hybrid w pakiet Safety Sense. Za najkorzystniejszą cenę na rynku auto otrzyma system reagowania w razie wystąpienia ryzyka kolizji z automatycznym hamowaniem awaryjnym, układ ostrzegania o niezamierzonej zmianie pasa ruchu, kamerę rozpoznającą znaki drogowe oraz automatyczne światła drogowe.

Kolejne zalety? Te ukrywają się pod maską: 1,8-litrowy silnik benzynowy pracujący w cyklu Atkinsona w połączeniu z agregatem elektrycznym oferuje 136 koni mechanicznych, a napęd przekazywany jest za pomocą niewymagającej dopłaty automatycznej skrzyni biegów e-CTV. Warto przy tym pamiętać, że napęd hybrydowy nie wymaga ładowania z gniazdka elektrycznego, a przy tym jest ekologiczny i ekonomiczny – według oficjalnych danych spalanie w mieście i poza miastem wynosi 3,4 litra. Przyspieszenie od 0-100 km/h to 10,9 sekundy.

Opel Astra

Opel Astra
Opel Astra

Jednym z najpoważniejszych konkurentów Toyoty Auris jest Opel Astra. Model 1,6 CDTI z automatyczną skrzynią biegów, mający porównywalną do Aurisa Hybrid moc silnika kosztuje 84 500 zł.

Przy wyprzedażach rocznika importer oferuje rabat na poziomie 4 tys. zł. Warunkiem jego otrzymania jest zamówienie wyposażenia dodatkowego o wartości co najmniej 3 tys. zł.

Na liście wyposażenia auta można odnaleźć m.in. 7 poduszek powietrznych, manualną klimatyzację, podgrzewane lusterka, światła do jazdy dziennej LED, radio z Bluetooth, skórzane obicie kierownicy i tempomat.

Uzupełniając różnice wynikające z braków wyposażenia Astry w stosunku do hybrydowego Aurisa, cena niemieckiego hatchbacka wzrośnie odpowiednio o 1 500 zł za automatyczną klimatyzację, 800 zł za reflektory przeciwmgłowe, 700 zł za czujnik deszczu i światła, 1 700 zł za czujniki parkowania i 1 000 zł za felgi aluminiowe w rozmiarze 16 cali. Łącznie za wyposażenie warte 5 700 zł po rabacie dopłacimy 1 700 zł. Podsumowując, Astra z napędem Diesla o porównywalnej mocy do Aurisa Hybrid i z podobnym wyposażeniem kosztuje 86 200 zł, jest więc o 800 zł droższa od japońskiego hatchbacka.

1,6-litrowy silnik Diesla o mocy 136 koni mechanicznych rozpędza Opla Astrę do pierwszej setki w 9,6 sekundy. Zgodnie z informacją podaną przez producenta hatchback spala w zależności od wersji od 3,9 do 4,5 litra oleju napędowego w cyklu mieszanym.

Volkswagen Golf

Volkswagen Golf
Volkswagen Golf

Volkswagen jest bardzo ważnym graczem w zestawieniu samochodów flotowych. Model skonfigurowany w przedostatniej wersji Comfortline, która jest najbardziej zbliżona wyposażeniem do Aurisa Hybrid Comfort Park, i wyposażony w 1,6-litrowego diesla o mocy 110 koni mechanicznych kosztuje 86 330 złotych. Samochód nie posiada jednak automatycznej skrzyni biegów, ta dostępna jest dopiero w najwyższej wersji wyposażenia.

W tej kwocie kupujący otrzymuje 16-calowe felgi aluminiowe, skórzane obicie kierownicy, podgrzewane lusterka, tempomat, manualną klimatyzację, radio z ekranem dotykowym i 4 głośnikami oraz system rozpoznawania zmęczenia u kierowcy.

W przypadku niemieckiego hatchbacka trzeba dopłacić 950 zł za kamerę cofania, 1 580 za automatyczną klimatyzację oraz 750 za podgrzewane przednie fotele.

Golf z manualną skrzynią biegów jest droższy od Astry o 3410 zł i o 4210 od Aurisa Hybrid. Model z automatem kosztuje natomiast 99 330 zł. Rabat na poziomie 10 tys. zł oferowany jest na wybrane egzemplarze modelu.

Silnik 1,6 TDI w wersji 110-konnej rozpędza hatchbacka do pierwszej setki w 10,5 sekundy. W mieście spalanie oscyluje w okolicy 4,6 litra. W cyklu mieszanym spada do 4 litrów oleju napędowego.

Ford Focus

Ford Focus
Ford Focus

Odmiana Trend Sport wyposażona w silnik 1,5 diesel o mocy 120 KM i automatyczną skrzynię biegów kosztuje 79 750 zł. W tej cenie nabywca otrzymuje 6 poduszek powietrznych, światła przeciwmgłowe przednie, manualną klimatyzację, skórzane obicie kierownicy oraz światła do jazdy dziennej, ale niewykonane w technologii LED.

Dopłaty wymaga pakiet zawierający światła w technologii LED (900 zł), automatyczna klimatyzacja (2,5 tys. zł), tylne czujniki parkowania (1,1 tys. zł), tempomat (700 zł) i radioodtwarzacz CD/MP3 z Ford SYNC (2 tys. zł). Te opcje windują cenę niemieckiego hatchbacka do kwoty na poziomie 86 950 zł. Oznacza to, że niemiecki hatchback jest o 750 zł droższy od porównywalnej Astry i o 1550 zł od Aurisa Hybrid.

120-konny diesel 1,5 TDCi rozpędza kompaktowego Forda do setki w 10,5 sekundy. W mieście spalanie wynosi 4,8 litra. W cyklu mieszanym spada do 4,1 litra.

Renault Megane

Renault Megane
Renault Megane

Model wyposażony w 110-konny silnik Diesla i automatyczną skrzynię biegów o pojemności 1,5 litra i skonfigurowany w wersji Intens kosztuje po rabacie 82 600 zł.

Samochód wyposażony jest w sześć poduszek powietrznych, tempomat, czujniki parkowania z tyłu, światła do jazdy dziennej LED, automatyczną klimatyzację, podgrzewane lusterka, skórzane obicie kierownicy, radio z systemem Bluetooth i felgi aluminiowe o rozmiarze 16 cali.

Za samo podgrzewanie przednich foteli trzeba dopłacić 850 złotych, a odpowiednik Toyota Safety Sense wymaga zakupu dwóch pakietów wyposażeniowych wycenionych w sumie na 4 tys. zł, co w przypadku wybrania modelu z automatem winduje cenę francuskiego hatchbacka do kwoty na poziomie 87 450 zł.

Megane jest napędzane silnikiem 1,5 dCi. 110-konny diesel osiąga pierwszą setkę w 11,2 sekundy. Jednostka spala w mieście 4,4, a w cyklu mieszanym 3,9 litra oleju napędowego.

Rynek Pracy Specjalistów w listopadzie 2016 r.

W listopadzie na portalu Pracuj.pl opublikowano 39 971 oferty pracy, co oznacza wzrost liczby ogłoszeń o 4,7% w porównaniu z analogicznym okresem w 2015 roku. Najwięcej ofert pochodziło z branż: handel i sprzedaż, bankowość/finanse/ubezpieczenia oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie. Pracodawcy poszukiwali głównie specjalistów ds. handlu i sprzedaży, obsługi klienta oraz IT. O pracę najłatwiej było w województwach: mazowieckim, dolnośląskim i małopolskim.

Rynek Pracy Specjalistów w listopadzie 2016 r. Raport Pracuj.pl
Rynek Pracy Specjalistów w listopadzie 2016 r. Raport Pracuj.pl

W listopadzie na Pracuj.pl zaobserwowano wzrost liczby ogłoszeń o pracę w większości branż i specjalizacji w porównaniu do analogicznego okresu poprzedniego roku. Według najnowszych danych GUSu wskaźnik bezrobocia wyniósł w październiku jedynie 8,2%, a zatem był najniższy od 25 lat. Niewykluczone, że dane za listopad okażą się dla poszukujących zatrudnienia jeszcze korzystniejsze.

Z jakich branż pochodziło najwięcej ofert pracy w listopadzie?

W listopadzie na portalu Pracuj.pl największą liczbę ogłoszeń opublikowali pracodawcy z branży handel i sprzedaż – 6 999, co stanowiło 17% wszystkich listopadowych ofert. Kolejnymi branżami z największą liczbą zamieszczonych ogłoszeń były bankowość/finanse/ubezpieczenia z 4 718 ofertami oraz telekomunikacja i zaawansowane technologie z liczbą 3 123 ogłoszeń. Wiele ofert pracy pochodziło także z branży przemysł ciężki oraz budownictwo i nieruchomości. Znaczące wzrosty odnotowano w produkcji dóbr szybkozbywalnych – FMCG – pracodawcy z tej branży opublikowali o 16,5% ogłoszeń więcej niż przed rokiem oraz w branży przemysł lekki – wzrost o 11% rok do roku. Także w branży IT, transport i logistyka oraz telekomunikacja zanotowano znaczące wzrosty.

Jakich specjalistów poszukiwali pracodawcy?

Najczęściej poszukiwanymi specjalistami byli pracownicy handlu i sprzedaży, do których adresowanych było 36% wszystkich ogłoszeń opublikowanych na Pracuj.pl w listopadzie. Pracodawcy poszukiwali także pracowników obsługi klienta (21% wszystkich ofert pracy) oraz IT (blisko 16% wszystkich ofert). W znacznej liczbie ogłoszeń mogli wybierać także specjaliści do spraw finansów (13% wszystkich ofert) oraz inżynierowie – 10% wszystkich ogłoszeń.

Największy wzrost zainteresowania pracodawców dotyczył specjalistów obsługi klienta – liczba adresowanych do nich ofert wzrosła aż o 17% w porównaniu z listopadem 2015 r., podobny bo ponad 16% wzrost zapotrzebowania dotyczył także inżynierów. Znacząco wzrosło w listopadzie zapotrzebowanie na specjalistów ds. logistyki, o niemal 13% w ujęciu rok do roku.

W których województwach najłatwiej było o pracę w listopadzie?

Mazowieckie niezmiennie znajduje się na czele województw z największą liczbą ogłoszeń o pracę. W listopadzie pracodawcy z tego regionu opublikowali 8 974 oferty, co stanowiło 22% ogólnej liczby ogłoszeń w tym miesiącu. Na kolejnych miejscach znalazły się województwo dolnośląskie z 4 248 ofertami oraz małopolskie z 3 570 ofertami. Znaczna liczba ogłoszeń pochodziła także z województw: wielkopolskiego (3 563), śląskiego (3 439) oraz pomorskiego (2 705). Największe wzrosty liczby opublikowanych ofert pracy odnotowano w województwie pomorskim, w którym pracodawcy zamieścili o blisko 16% więcej ogłoszeń niż przed rokiem, oraz w województwie opolskim, gdzie było ponad 12% więcej wakatów. Niewiele mniejsze wzrosty zanotowano także w województwach dolnośląskim, wielkopolskim i mazowieckim.

Jakie firmy poszukiwały pracowników w listopadzie?

W listopadzie zapotrzebowanie na nowych pracowników najczęściej zgłaszały firmy zatrudniające powyżej 250 pracowników, które opublikowały łącznie 11 775 ofert pracy. Zbliżona liczba ogłoszeń pochodziła z przedsiębiorstw, w których pracuje od 51 do 250 osób (11 215 ofert) oraz tych zatrudniających od 11 do 50 pracowników (10 271 ofert). Najmniejsza liczba ogłoszeń została zamieszczona przez mikrofirmy liczące do 10 osób i wynosiła 6 331. Największy wzrost zapotrzebowania na specjalistów zanotowano w firmach małych zatrudniających od 11 do 50 osób i wyniósł on 7,65%, niemal identycznie wzrosło zapotrzebowanie na pracowników w firmach średnich (od 51 do 250 pracowników).

Raport Banku Światowego: Reformy sektora finansowego są konieczne

Sektor finansowy powinien się rozwijać nie tylko dzięki poprawie dostępu do kredytu. Potrzebny jest zbilansowany udział sektora bankowego, rynku kapitałowego, sektora ubezpieczeniowego oraz innych instytucji finansowych tak, aby skutecznie wspierać zrównoważony wzrost gospodarczy w regionie Europy i Azji Środkowej, wynika z nowego raportu Banku Światowego. Według raportu Polska radzi sobie nieźle, jeśli chodzi o poziom rozwoju sektora finansowego, jednak istnieje przestrzeń do poprawy dostępu firm do finansowania.

Jeden z podstawowych wniosków jest taki, że sektor bankowy nie może być jedynym, który wspiera zróżnicowany wzrost gospodarczy. Sektor finansowy powinien być dużo bardziej zdywersyfikowany i nie tylko opierać się na rozwoju sektora bankowego. Mówiąc sektor finansowy mam na myśli chociażby firmy ubezpieczeniowe, rynek kapitałowy, giełdę. Z naszych badań wynika, że w momencie, gdy sektor finansowy jest zdywersyfikowany wówczas wzrost gospodarczy staje się bardziej zróżnicowany, stabilny, jego perspektywy są dużo lepszemówi newsrm.tv Filip Kochan, rzecznik prasowy warszawskiego biura Banku Światowego.

Raport pod tytułem „Zyski i straty: poszukiwanie kompromisu na rzecz zrównoważonego wzrostu w Europie i Azji Środkowej” stwierdza, że system finansowy w krajach Europy i Azji Środkowej jest dużo słabiej rozwinięty i zróżnicowany niż sąsiadującej z tym regionem Europie Zachodniej czy w regionach o podobnym poziomie zamożności.

Na przykład w rozwijających się krajach Europy i Azji Środkowej jedynie 38 procent dorosłych osób korzysta z produktów oszczędnościowych w porównaniu ze średnią obejmującą wszystkie kraje rozwijające się świata na poziomie 54 procent. Jedynie kilka procent korzysta z produktów ubezpieczeniowych. Banki cieszą się tu też mniejszym zaufaniem niż gdzie indziej na świecie.

Zaufanie do banków musi wzrosnąć, konieczna jest też dywersyfikacja systemu finansowego, aby gospodarki mogły rozwijać się nadal w zrównoważony sposób. Reformy powinny ograniczać bariery dostępu do systemu finansowego tak, aby korzystało z niego jak najwięcej osób i firm. Nasz raport wskazuje możliwe obszary i priorytety rozwoju tego systemumówi David Gould, ekonomista Banku Światowego i współautor raportu.

W ocenie autorów raportu istnieją cztery aspekty rozwoju sektora finansowego, na które trzeba zwrócić uwagę, mając na uwadze dbałość o zrównoważony wzrost gospodarczy:

  • Stabilność, mierzona na przykład poprzez udział niespłacanych kredytów
  • Efektywność, którą można poprawić na przykład za pomocą redukcji kosztów
  • Włączenie, któremu można sprzyjać poprzez rozwijanie elektronicznych płatności
  • Różnorodność, której sprzyja rozwój i dywersyfikacja rynku kapitałowego.

Raport głosi, że w latach 90. poprzedniego stulecia szybki rozwój systemów finansowych krajów Europy i Azji Środkowej odbywał się głównie dzięki ekspansji sektora bankowego często finansowanego kapitałem zagranicznym. Taki model umożliwił firmom i gospodarstwom domowym dostęp do systemu, ale jednocześnie spowodował mniejszą efektywność i zwiększył podatność na wstrząsy. W konsekwencji region nie uniknął dwóch kryzysów bankowych – pod koniec lat 90. oraz w roku 2008.

Od ostatniego kryzysu sektor finansowy częściowo się umocnił. Oceniamy jednak, że w długim okresie banki nie dadzą rady same wspierać zrównoważonego wzrostu gospodarczegomówi Martin Melecky, ekonomista Banku Światowego i współautor raportu. –

Widać, że w porównaniu z innymi rozwijającymi się krajami Europy i Azji Środkowej Polska radzi sobie nieźle, jeśli chodzi o rozwój sektora finansowego. Istnieje jednak przestrzeń do poprawy dostępu do finansowania dla firm, szczególnie poprzez instrumenty rynku kapitałowego oraz kredytów dla małych i średnich firm. Z badań wynika, że firmy w Polsce uznają dostęp do finansowania za poważną przeszkodę aż o 30 procent częściej niż pozostałe firmy z regionu Europy i Azji Środkowejdodaje Martin Melecky.

Raport zwraca również uwagę na konkretne działania, które mogłyby poprawić kondycję sektora finansowego. Wśród nich wymienia działania na rzecz zmniejszenia wysokiego wskaźnika niespłacanych kredytów, prowadzenie polityki makroostrożnościowej, poprawę zarządzania państwowymi bankami oraz upowszechnianie elektronicznych płatności.

Furgalski: Zapaść w inwestycjach infrastruktury kolejowej przetrwają tylko najsilniejsi

Inwestycje infrastrukturalne na kolei są znacząco opóźnione. Przejście pomiędzy starą, a nową perspektywą jest za długie i dla wielu firm bolesne. Zapowiedziały one redukcję zatrudnienia, być może nawet jakieś zakłady produkujące na rzecz infrastruktury kolejowej zostaną zamknięte lub produkcja w nich zostanie mocno ograniczona. Kolejna perspektywa jest zdecydowanie lepsza dla drogowców. Mimo problemów w połowie roku z zablokowanymi i nierozstrzygniętymi przetargami, lepiej sobie teraz radzą. 

Obecnie podpisane są umowy na remonty dróg o wartości 600 mld zł, często w formule „Projektuj i buduj”. Ta formuła występuje przy Południowej Obwodnicy Warszawy, gdzie prace fizyczne ruszą dopiero wiosną. Plany na budowę ponad 1500 km dróg już są, 60 mld zł znajduje się już w portfelach firm, więc budowy powinny się w przyszłym roku rozkręcić.

– Kolejne 20 mld zł znajduje się w przetargach i obecnie trwa dyskusja skąd wziąć dodatkowe środki – powiedział agencji eNewsroom.pl Adrian Furgalski, wiceprezes ZDG TOR – Może okazać się, że nieunikniona będzie czasowa podwyżka opłaty paliwowej i w tym przypadku mówi się o okresie 5 lat. Mam nadzieję, że po roku od sformułowania rządu wprowadzony zostanie program optymalizacji kosztów budowy dróg. Dyskusja wciąż trwa, a czas ucieka i powinien on być jak najszybciej wdrożony w życie. Niestety najgorsza sytuacja ma miejsce na kolei, gdzie można określić, że inwestycje znajdują się dopiero w blokach startowych. Suma podpisanych umów na infrastrukturę kolejową wynosi raptem 10 mld zł, gdzie należy wziąć pod uwagę umowy ze starą perspektywą.

Stopień realizacji Krajowego Programu Kolejowego, który znajduje się dopiero w fazie nowelizacji, wynosi tylko 15%. W 2017 roku firmy na pewno nie będą mogły narzekać na nadmiar robót. Jeżeli założymy, że przetargi zostaną ogłoszone pod koniec tego roku i rozstrzygnięcia będą w drugiej połowie 2017 roku, to pierwsze pieniądze na kolej trafią dopiero w pierwszej połowie 2018 roku.

Można powiedzieć, że w ramach nowej i starej perspektywy, rok 2017 będzie dla kolei najgorszy. To co powiem jest ryzykowne, ale moim zdaniem przetrwają najsilniejsi. Nie da się zagwarantować, że Krajowy Program Kolejowy w części środków przeznaczonych na infrastrukturę kolejową zostanie zrealizowany.

Przyszły rok, po audycie programu, powinien przynieść porządną nowelizację i ewentualne przesunięcie środków na tabor do przewozów regionalnych. Taka potrzeba na pewno w tej firmie się pojawi po zakończeniu programu restrukturyzacji – ocenia Furgalski.

Firmy w Polsce nie znają ulgi na badania i rozwój… i na tym tracą

Od początku 2016 r. w Polsce funkcjonuje ulga podatkowa na badania i rozwój. Po 11 miesiącach obowiązywania tej zachęty podatkowej aż 40 proc. przedsiębiorstw deklaruje, że w ogóle jej nie zna ulgi B+R, a zaledwie 6 proc. firm przygotowuje się do skorzystania z niej. Jednocześnie aż 60 proc. firm twierdzi, że nie prowadzi działalności badawczo-rozwojowej, choć do badania wytypowano firmy z sektorów, w których działania B+R występują w ramach regularnie prowadzonej działalności. Nieidentyfikowanie działań badawczo-rozwojowych i nieznajomość ulgi B+R oznacza straty finansowe oraz rozwojowe dla przedsiębiorstw.

Od 1 stycznia 2016 r. przedsiębiorcy inwestujący w innowacje mogą skorzystać z ulgi w podatku dochodowym (CIT/PIT). Każde przedsiębiorstwo może dodatkowo odliczyć od 10% do 30% wyodrębnionych w ewidencji rachunkowej kosztów kwalifikowanych działalności badawczo-rozwojowej (B+R). W listopadzie 2016 r. prezydent podpisał „Małą ustawę o innowacyjności”, która od 1 stycznia 2017 r. wprowadza korzystne zmiany dla przedsiębiorstw prowadzących działalność innowacyjną. Na 2018 r. rząd przewiduje wdrożenie „Dużej ustawy o innowacyjności”, co oznacza kolejne atrakcyjne zachęty dla przedsiębiorstw. Zgodnie z zapowiedziami, wprowadzony zostanie status „innowacyjnego przedsiębiorstwa” uprawniający do większych odliczeń podatkowych – odliczenie może sięgnąć nawet 100 proc.

Ulga podatkowa na działania B+R to nowy mechanizm wspierania innowacyjności dostępny dla przedsiębiorstw w Polsce od początku 2016 r. Jego wprowadzenie już od kilku lat było postulowane przez organizacje zrzeszające przedsiębiorców, w tym Konfederację Lewiatan. Z badania przeprowadzonego przez Kantar Millward Brown na zlecenie Ayming Polska wynika jednak, że część firm nie wie, czym jest działalność badawczo-rozwojowa (14 proc.), a część kojarzy ją z zaawansowanymi działaniami. Firmy nie zdają sobie sprawy, że aktywność B+R jest podejmowana przez przedsiębiorstwa w ramach regularnie prowadzonej działalności. Nie dziwi więc fakt, że większość firm sądzi, że ulga B+R ich nie dotyczy.

Bez prawidłowego rozumienia tego, czym jest działalność B+R, nie może być mowy o zmianie jakościowej w polskiej gospodarce, oczekiwanej zarówno przez rząd, jak i przedsiębiorców. Wyniki badania Ayming Polska jasno wskazują, że budowanie innowacyjnej gospodarki, zapowiadane przez wicepremiera Mateusza Morawieckiego, to proces rozłożony na lata. Na wczesnym etapie kluczową barierą wydaje się brak świadomości przedsiębiorców na temat tego, czym jest działalność B+R i jakie narzędzia mają do dyspozycji, aby rozwijać ten obszar w ramach swojej firmy.

Znajomość ulgi B+R

Z badania Ayming Polska wynika, że po prawie roku obowiązywania ulgi B+R zaledwie 16 proc. badanych firm deklaruje bardzo dobrą i dobrą znajomość jej mechanizmu. Zdecydowana większość ma bardzo niską wiedzę na ten temat, a 40 proc. przedsiębiorstw w ogóle nie zna ulgi badawczo-rozwojowej.

To wyraźny sygnał, że o uldze B+R mówi się wciąż za mało. Przedsiębiorcy mają do swojej dyspozycji narzędzie sprzyjające prowadzeniu działalności badawczo-rozwojowej, ale najczęściej nie są tego w ogóle świadomi. Edukacja w tym zakresie może w prosty sposób pomóc przedsiębiorstwom zwiększać innowacyjność i oszczędzać kapitał na kolejne etapy rozwoju – podkreśla Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzający w Ayming Polska.

Korzystanie z ulgi B+R

Konsekwencją słabej znajomości ulgi B+R jest niski poziom zainteresowania tym rozwiązaniem. Tylko 6 proc. firm deklaruje prowadzenie obecnie procesu przygotowującego do skorzystania z ulgi. W ciągu najbliższego roku lub dwóch lat chce się o nią ubiegać zaledwie co piąty respondent.

Niski odsetek firm planujących skorzystanie z ulgi wynika przede wszystkim z wciąż małej znajomości tej formy wsparcia. W pozostałych przypadkach należy wziąć pod uwagę niejasne definicje zawarte w treści ustawy, niewiele dostępnych interpretacji podatkowych i relatywnie niską wartość odliczenia. Warto jednak podkreślić, że przy wysokiej kwocie inwestycji w B+R, już kilka procent oszczędności stanowi różnicę odczuwalną dla firmy. Jednocześnie ulga badawczo-rozwojowa zmusza przedsiębiorców do mapowania procesów badawczo-rozwojowych w organizacji, identyfikowania działań B+R, systematyzowania prac i ewidencjonowania kosztów, co przekłada się na większą dojrzałość firmy. Jeśli przedsiębiorstwa już teraz nauczą się korzystać z ulgi B+R, będą przygotowane na korzystanie z bardziej zaawansowanych rozwiązań. Pamiętajmy, że już od nowego roku zwiększy się wysokość odliczenia, a zapowiadana przez rząd na 2018 r. „Duża ustawa o innowacyjności” prawdopodobnie wprowadzi status innowacyjnego przedsiębiorstwa, uprawniający do odliczeń podatkowych w wysokości nawet 100 proc.– komentuje Magdalena Burzyńska, Dyrektor Zarządzający w Ayming Polska.

Ulga B+R wymaga promocji… i rozwoju

W ostatnich latach innowacyjność w Polsce rozwijała się dzięki funduszom unijnym. Od 2016 roku rząd wprowadził przepisy podatkowe wspierające działalność B+R. Świadomość dostępnych rozwiązań nadal jest na bardzo niskim poziomie, ale część przedsiębiorców ma jasno określone oczekiwania dotyczące kształtu ulgi. Co trzecia badana firma deklaruje, że ulga B+R zachęciłaby ją do prowadzenia działań badawczo-rozwojowych. Średni poziom minimalnego odliczenia podatkowego kosztów poniesionych na B+R oczekiwany przez te firmy to 40 proc., co oznacza zwrot prawie połowy inwestycji. Wówczas wartość ulgi, przy podatku w wysokości 19 proc., musiałaby wynosić około 200 proc. Na takim poziomie obowiązuje ulga B+R na Litwie i w Estonii, która pozostaje liderem w sferze innowacyjności wśród krajów regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Z kolei w Czechach, na Węgrzech i na Łotwie wartość odliczenia wynosi 100 proc. Już wkrótce takie rozwiązanie może wprowadzić „Duża ustawa o innowacyjności”, zapowiadana na 2018 rok.

Link do raportu z badania Ayming Polska „Ulga B+R. Wyzwania, szanse, rozwiązania”, podsumowującego pierwsze 11 miesięcy obowiązywania ulgi B+R: ayming.pl

Grywalizacja w świecie HR

Gry znajdują coraz szersze zastosowanie w biznesie i coraz częściej wykorzystywane są w celu motywowania, poszerzania wiedzy oraz rozwijania umiejętności pracowników. Nowością jest zastosowanie gier w odniesieniu do specjalistów HR oraz menedżerów – jednak to właśnie symulacje z ich udziałem mogą najbardziej przełożyć się na wyniki finansowe firmy.

Do tego, że gry symulacyjne mają sens, większości specjalistów z obszaru human resources nie trzeba przekonywać. Coraz więcej firm stosuje je już na etapie rekrutacji. Gry zawierające przykłady prawdziwych sytuacji biznesowych przenoszą uczestników w rzeczywistość, z którą będą mieli do czynienia w realnym życiu zawodowym.

– Najważniejszą wartością biznesowej gry strategicznej jest wielopłaszczyznowe zrozumienie mechanizmów,  które zachodzą w realnych sytuacja biznesowych – mówi Anna Grzywaczyk z firmy doradczej WNCL. – Dodatkowo, taka gra pobudza do wymiany doświadczeń, wzajemnego przekonywania i dzielenia się wiedzą.

Niestety, w grach przygotowanych z myślą o pracownikach przeważnie nie uczestniczą ci, którzy sami są odpowiedzialni za zatrudnianie i motywowanie innych. Osoby zajmujące się zarządzaniem personelem przyzwyczajone są do weryfikowania kandydatów, oceniania pracowników, pracy nad rozwijaniem ich talentów, rzadko jednak mają okazję same wzmocnić swoje kompetencje, a już szczególnie w sposób tak angażujący, jak gra zespołowa.

Stąd właśnie wzięła się potrzeba opracowania specjalnej gry, która uwzględniałaby rosnące znaczenie „haerowców” w przedsiębiorstwach oraz wynikające z tego potrzeby zarówno organizacji, jak i samych specjalistów.

„Planszówka” dla „haerowców”

Przykładem gry skierowanej do specjalistów HR oraz innych osób mających wpływ na zarządzanie pracownikami, jest Bottom Line. Gra została przygotowana w taki sposób, aby jej uczestnicy mogli poznać zasady funkcjonowania firmy z uwzględnieniem najważniejszych wskaźników finansowych.

Dzięki uczestnictwie w grze pracownicy i menedżerowie dostają do rąk mocny oręż. Po dwóch dniach szkolenia połączonego z kreatywną zabawą, wiedzą jakich argumentów używać, by np. przekonać zarząd do podjęcia odpowiednich decyzji w obszarze zarządzania ludźmi. Jest to możliwe, ponieważ gra uczy ich, w jaki sposób decyzje personalne przekładają się na konkretne wyniki finansowe firmy, a to te argumenty mają największe znaczenie dla członków zarządu. Tak unikalną wiedzę trudno byłoby zdobyć poprzez uczestnictwo w tradycyjnych wykładach.

Gra Bottom Line organizowana jest w formie dwudniowych warsztatów. Uczestnicy mają do dyspozycji planszę, pionki, karty decyzji, karty negocjacji, karty suwakowe, arkusze decyzji (próbnych i ostatecznych), kalkulatory, a do tego – oczywiście – swoją wiedzę i doświadczenie.

Dzięki grze uczestnicy poznają ogólny model funkcjonowania biznesowego firmy, a następnie podejmują szereg decyzji z obszaru HR, które w rezultacie powinny prowadzić do osiągnięcia celu, jakim jest określony zysk netto. Na podstawie analizy danych finansowych, biznesowych oraz opisu sytuacji uczestnicy coraz wyraźniej zauważają związki pomiędzy podejmowanymi decyzjami, a wskaźnikami w postaci zaangażowania i satysfakcji pracowników, fluktuacji, kompetencji, efektywności rekrutacji, czy też zadowolenia klienta. A następnie uczą się łączyć je z wynikami finansowymi przedsiębiorstwa.

Po każdej rundzie następuje podsumowanie oraz dyskusja na temat wybranych działań oraz ich konsekwencji. Wtedy też pojawia się czas na dzielenie się doświadczeniami i przykładami z realnych sytuacji biznesowych. Szkolenie merytoryczne na każdym kroku uzupełniane jest o wyniki badań rynkowych i praktyk biznesowych z zastosowaniem konkretnych przykładów.

Dla uczestników ważny może być też fakt, że na żadnym etapie gracze nie są oceniani indywidualnie. W trakcie dyskusji wszyscy razem zastanawiają się jakie decyzje podjął dany zespół i dlaczego najlepsze rezultaty przyniosła właśnie wybrana strategia. Uczestnik nie wygrywa medalu za pierwsze miejsce, ale wynosi z gry coś znacznie cenniejszego – wiedzę i nowe umiejętności.

Wzmocnić HR dzięki grze

Stworzenie gry takiej jak Bottom Line stanowi odpowiedź na rosnące znaczenie zasobów ludzkich właściwie w każdym biznesie. I nie chodzi wyłącznie o coraz ważniejszą rolę samych działów HR, ale i o fakt, że dziś „haerowcem” musi być praktycznie każdy menedżer.

– Wyniki badania ICAN Research (HRBR 11.2016) pokazują, że 56% organizacji deklaruje potrzebę reorganizacji działów HR. Coraz więcej mówi się o kluczowej roli jaką HR powinien pełnić w organizacji oraz o tym, jak bardzo kompetentny HR może wspomóc biznes – mówi Iwona Wencel, prezes firmy doradczej WNCL. – Jednocześnie, rzeczywistość pokazuje dość niski poziom kompetencji „haerowców” w zakresie myślenia strategicznego, systemowego i procesowego.  Winą za niewystarczającą pozycją HR w firmie zazwyczaj obarczane są zarządy i ich niska „świadomość” roli HR. W rzeczywistości jednak sami zupełnie nie doceniamy roli naszych kompetencji w budowaniu biznesowego i partnerskiego HR-u – podkreśla ekspertka.

Szersze wykorzystywanie gier takich jak Buttom Line może pomóc w zmianie tej sytuacji. Dzięki warsztatom „haerowcy” zostają „uzbrojeni” w dodatkową wiedzę, a menedżerowie odkrywają zupełnie nowe sposoby na poprawę wyników firmy. Gra często „otwiera im oczy” na problemy HR i ich wpływ na wyniki biznesowe. Tymczasem warto pamiętać o wciąż aktualnej myśli, że sukces każdej firmy zależy od ludzi, którzy ją tworzą.

Efektywność wynagrodzeń w bankach w Polsce

Do tematu wynagrodzeń podchodzi się w mediach zazwyczaj z perspektywy pracownika. Autorzy artykułów zastanawiają się o ile wzrosły lub wzrosną płace, kto zarabia najwięcej, a kto najmniej. Często próbuje się definiować płacę sprawiedliwą lub poszukiwać jawnych niesprawiedliwości, które zaistniały w konkretnych spółkach. W poniższym artykule postanowiliśmy przyjrzeć się tematowi z innej perspektywy, czyli od strony pracodawcy, tudzież dyrektora finansowego, który patrzy na wynagrodzenia poprzez pryzmat tego, na ile przekładają się one na wyniki firmy. W naszych analizach uwzględniliśmy pięć największych banków w Polsce notowanych na GPW w ramach indeksu WIG20.

Przeciętne roczne koszty wynagrodzeń w bankach w Polsce

W poniższym akapicie przedstawiamy informację na temat tego, ile rocznie bank wydał na wynagrodzenia i świadczenia dodatkowe w przeliczeniu na jednego pracownika. Dla określenia tej wartości posłużono się danymi ze skonsolidowanych sprawozdań finansowych. Dane surowe zostały przeanalizowane za pomocą narzędzia do pomiaru efektywności wynagrodzeń Sedlak & Sedlak Compensation Assessment Tool.

wykres1Z wykresu 1 wynika, że najwięcej w swoich pracowników inwestuje mBank. Przeciętny koszt wynagrodzeń i świadczeń na jednego pracownika oprócz 2014 roku oscylował wokół 130 000 PLN rocznie, w 2014 roku było to nawet 140 000 PLN. Najmniej na swoich pracowników wydaje Alior. Średnio w latach 2011-2015 było to 86 000 PLN rocznie. Niewiele lepiej sytuacja przedstawiała się w jednym polskim banku ujętym w zestawieniu – PKOBP, gdzie średnia za ostatnie pięć lat wyniosła 89 000 PLN.

Koszty wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych, a koszty działalności banku

Na wykresie 2 prezentujemy jaki procent stanowiły koszty wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych w całkowitych kosztach działalności banku. Dane o kosztach działalności zaczerpnęliśmy ze skonsolidowanych sprawozdań finansowych banków.

wykres2Z wykresu 1 wynika, że najwięcej na wynagrodzenia i świadczenia dla pracowników wydaje mBank (w przeliczeniu na jednego pracownika), wydaje się, że na tej podstawie należy założyć, że przez to udział kosztów tych wynagrodzeń i świadczeń w kosztach całkowitych będzie największy ze wszystkich banków. Sytuacja jest jednak odwrotna. Udział kosztów wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych w mBanku był najmniejszy spośród wszystkich banków aż do 2015 roku, gdzie ustąpił on pod tym względem Aliorowi. Na chwilę uwagi zasługuje Alior, który pomimo podnoszenia wartości wynagrodzeń i świadczeń dla pracowników w ciągu ostatnich dwóch lat obniżał udział kosztów tych wynagrodzeń i świadczeń w kosztach całkowitych. Oprócz Aliora udział kosztów wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych w kosztach całkowitych, począwszy od 2012 roku, rósł we wszystkich bankach. Najwięcej wynosi on w banku PEKAO, gdzie od dwóch lat przekracza on 30%.

Jak inwestycja w wynagrodzenia przekłada się na wyniki finansowe?

Na koniec przedstawiamy dane najistotniejsze z punktu widzenia funkcjonowania każdego przedsiębiorstwa, czyli informacje o tym, jak wydane na wynagrodzenia i świadczenia pracownicze pieniądze przekładają się na zyski. Wydatki na wynagrodzenia porównaliśmy z zyskiem operacyjnym, czyli tym, który nie uwzględnia kosztów i przychodów finansowych. Wykres 3 przedstawia ile jedna złotówka przeznaczona na wynagrodzenia i świadczenia przyniosła zysku operacyjnego liczonego w PLN.wykres3Z wykresu 3 wynika, że najlepiej swoje pieniądze wydaje bank BZWBK, w którym jedna złotówka przeznaczona na wynagrodzenia i świadczenia pracownicze w 2015 roku przyniosła 1,70 PLN zysku operacyjnego. Niewiele ustępuję mu mBank, z wynikiem 1,68 PLN. Największy spadek rentowności przez ostatnie 5 lat zanotował PKOBP. Ponadto w tym banku udział kosztów wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych w kosztach całkowitych wzrósł o ponad 5%. Wysokość wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych w PKOBP pozostaje także niska w stosunku do pozostałych banków. Na uwagę zasługuje Alior, który nie tylko zmniejszał udział kosztów wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych w kosztach całkowitych, ale też zwiększał wysokość zysku operacyjnego uzyskanego z inwestycji w te świadczenia. Pomimo to każda złotówka przeznaczona na wynagrodzenia i świadczenia pracownicze w Aliorze przyniosła mniejszy zysk operacyjny, niż w innych bankach.

Podsumowanie

Banki w Polsce przeżywają ostatnimi czasy trudny okres. W mediach dużo komentuje się temat kolejnych obciążeń podatkowych, czy finansowych nakładanych na te instytucje. Patrząc na banki przez pryzmat wynagrodzeń i świadczeń pracowniczych widać w ostatnich latach, że nadal są to instytucje, które zapewniają swoim pracownikom wysoki poziom wynagrodzeń i świadczeń. Niepokój budzić może spadająca efektywność kosztowa wynagrodzeń oraz malejące przełożenie się inwestycji w dobrobyt pracowników na zysk operacyjny banku.

BIBLIOGRAFIA:
– skonsolidowane sprawozdania finansowe banków notowanych w indeksie WIG20 (stan na 30.11.2016) za lata 2011-2015.
– do analiz zastosowano narzędzie oceny efektywności nakładów na wynagrodzenia: Sedlak & Sedlak Compensation Assessment Tool

Autor: Sedlak & Sedlak Ogólnopolskie Badania Wynagrodzeń

OPEC ogranicza wydobycie ropy. Posiedzenie RPP

Informacje o ograniczeniu przez OPEC wydobycia ropy naftowej nie spowodowały spodziewanego podniesienia cen na rynku. Stało się tak mimo przyłączenia się do tego porozumienia m. in. Rosji.

W tą sobotę ma odbyć się we Wiedniu, będącym tradycyjnym miejscem takich spotkań, kolejne posiedzenie państw produkujących ropę naftową również tych spoza OPEC. Cel jest jak zawsze jeden. Jak bardzo trzeba obniżyć wydobycie ropy, oraz kto musi ile z tego obniżenia wziąć na siebie, żeby ceny wzrosły. Powodem obecnego niepokoju jest osunięcie się cen ropy o niemal 3% od początku tygodnia. Ruch ten zwyczajowo pociągnął za sobą rubla jako walutę kraju mocno zależnego od produkcji ropy.

Posiedzenie RPP

Dzisiejsze posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie powinno przynieść niespodzianek. Według ostatnich deklaracji prezesa NBP rok 2017 ma być rokiem stabilizacji i nie należy się spodziewać w nim zmian stóp procentowych. Biorąc pod uwagę rozpoczynający się wzrost cen surowców można podejrzewać, że inflacja w Polsce może przyspieszyć szybciej niż się nam obecnie wydaje. Kluczowym problemem jest obecnie spowalniający wzrost gospodarczy. RPP jest oczywiście zgodnie z ustawą niezależna, aczkolwiek wątpliwym jest by w sytuacji spowalniającej gospodarki jako swój jedyny cel brała walkę z inflacją. Patrząc na wyceny kontraktów terminowych na stopę procentową inwestorzy potwierdzają, że w najbliższych kwartałach nie ma co się spodziewać wzrostu stóp procentowych. Gdyby ta perspektywa się przybliżyła należy spodziewać się możliwych wzrostów na złotym.

Dzisiaj warto zwrócić uwagę na:

16:00 – Kanada – decyzja Banku Kanady w sprawie stóp procentowych

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

 

Negatywny wpływ 500+. Coraz mniej młodych kobiet aktywnych na rynku pracy

Badanie Aktywności Ekonomicznej Ludności potwierdza mniejszą aktywność zawodową młodych kobiet.

Dziennik Gazeta Prawna opublikował bardzo niepokojące wyniki badań. Owszem bezrobocie spada i jest najniższe od lat. Problem polega na tym, że nie wynika to tylko z większej liczby miejsc pracy, która nagle pojawiła się w naszym kraju. Jest w sumie tylko jedna, ale istotna grupa, w której aktywność zawodowa spadła. Są to kobiety w wieku 25-44 lat. Co takiego stało się w tej grupie zawodowej, że nagle większość z nich jako powód odejścia z rynku pracy podała “obowiązki rodzinne związane z prowadzeniem domu”? Według analityków mamy właśnie do czynienia z negatywnym bodźcem jaki dla tych osób stanowi program 500+. Spełnia się zatem przepowiednia krytyków programu. Należy pamiętać, że ze względu na konstrukcję programu emerytalnego w Polsce, który zależy od ilości składek spowoduje to w przyszłości minimalne lub bardzo niskie emerytury. Jaki ma to wpływ teraz w skali makroekonomicznej? Dużo lepsze dane makroekonomiczne z rynku pracy powinny uwzględniać to zjawisko zatem inwestorzy mogą mniej przychylnie patrzeć na nie co w konsekwencji odbije się złotówce czkawką.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Rok 2017 upłynie pod znakiem danych

Mariusz Chochołek
Mariusz Chochołek, prezes Integrated Solutions

Zettabajty danych, które potrzebują przestrzeni, ochrony i analizy – tak zdaniem Mariusza Chochołka, prezesa Integrated Solutions, będzie wyglądał rynek IT w 2017 roku. Priorytetem dla firm będą inwestycje w bezpieczeństwo, rozwiązania analityczne i Internet Rzeczy.

Co roku w Polsce liczba incydentów bezpieczeństwa rośnie w dwucyfrowym tempie. Aż 71 proc. pracowników dużych przedsiębiorstw uważa, że ich firmowe działy IT nie są w stanie skutecznie przeciwdziałać atakom. Do tej pory w Polsce posiadanie specjalistycznych rozwiązań ochrony danych było domeną największych firm z branży finansowej, handlowej oraz instytucji publicznych. Teraz może się to zmienić.

infografika Rok 2017
Infografika

W 2017 r. spodziewamy się większego zainteresowania usługami bezpieczeństwa ze strony produkcji oraz logistyki. Ma to związek z rosnącą innowacyjnością tych branż, instalacją inteligentnych czujników, robotów i maszyn, przetwarzających ogromne ilości informacji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że hakerzy będą szukać nowych celów, już nie tylko w sektorze bankowym, często słabiej zabezpieczonych – stwierdza ekspert z Integrated Solutions.

Obok minimalizacji incydentów bezpieczeństwa, drugim wiodącym trendem przyszłego roku będzie zaawansowana analityka. Dobre prognozy dla rynku analityki to także efekt dużego zróżnicowania wśród dostawców. Działają na nim zarówno giganci rynku IT, jak i startupy.

Dla wielu przedsiębiorstw wykorzystanie rozwiązań analitycznych to nie tylko kolejny projekt, ale zmiana dotychczasowego podejścia biznesowego. W centrum pojawia się klient, a nie produkt. To zgodnie z jego potrzebami, zachowaniem, nawykami i oczekiwaniami  firmy będą tworzyć strategię sprzedaży – wyjaśnia Mariusz Chochołek.

W najbliższym czasie zwiększy się także liczba urządzeń komunikujących się ze sobą. Jak podaje PwC, rodzimy rynek Internetu Rzeczy () może rosnąć nawet ok. 25 proc. rocznie, a w 2018 r. osiągnie wartość niemal 12 miliardów złotych. Obecnie najwięcej urządzeń IoT funkcjonuje w branży transportowo-logistycznej. Są wykorzystywane do monitorowania floty samochodowej.

Milton Essex: start-upy medyczne, które chcą skomercjalizować swoje naukowe pomysły powinny sięgać po finansowanie z giełdy

Milton Essex: start-upy medyczne, które chcą skomercjalizować swoje naukowe pomysły powinny sięgać po finansowanie z giełdy 9
Start-upy szykujące się do skomercjalizowania pomysłu naukowego w dziedzinie medycyny powinny na początek poszukać inwestora, który sfinansuje wykonanie pierwszych badań klinicznych. Pieniądze na rozruch zapewnić mogą aniołowie biznesu, ale zdobycie pokaźnych funduszy wymaga sięgnięcia po pieniądze z giełdy. Pozyskanie inwestora zagranicznego ułatwi grant naukowy jako dowód, że projekt pomyślnie przeszedł fazę analiz.

– Potrzeby spółek wysokich technologii to są nie tylko potrzeby badawcze, ale również potrzeby biznesowe po to, żeby móc zapewnić źródła finansowania w obszarze badań, kiedy jest największe ryzyko niepowodzenia. Musimy przekonać inwestorów, że nasz pomysł jest dobry, ale jednocześnie, że posiadamy narzędzia i kadrę, która pozwoli ten projekt od początku do końca z sukcesem przeprowadzić – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor dr Jacek Stępień, przewodniczący rady nadzorczej spółki Milton Essex.

Spółka ta zajmuje się wdrożeniem i komercjalizacją instrumentu o nazwie SkinNext, służącego do diagnozowania alergii. Pozwala na nieinwazyjny i szybki odczyt wyników testów skórnych. Spółka podaje, że subsegment produktów medycznych poświęconych diagnostyce alergii już w 2014 roku wart był 1,23 mld dolarów i do 2019 roku będzie rósł w tempie ponad 12,5 proc. średniorocznie., co w ciągu pięciu lat zwiększy jego wartość o kolejny 1 mld dolarów. Perspektywy tego typu urządzeniom zapewnia fakt, że ponad połowa używanych w diagnostyce alergii produktów to tradycyjne testy skórne, które można zastąpić nowoczesnymi metodami. By tak się jednak stało, potrzebne jest finansowanie.

– Finansowania pośrednie, czyli za pośrednictwem instytucji typu anioły biznesu, funduszy ceed capital jest to zdecydowanie drugi etap, ponieważ mamy już wyniki pierwszych badań klinicznych. I wówczas wybór narzędzi inwestycyjnych jest to kwestia tylko i wyłącznie naszych celów i planów – mówi przewodniczący rady nadzorczej Milton Essex. – Bo oczywiście zawsze musimy pamiętać o tym, że globalny projekt biomedyczny to jest również projekt, który wymaga dostępu do znacznie większego kapitału niż mogą to zaoferować anioły biznesu. W stosunkowo niedługiej perspektywie otwiera się potrzeba wejścia na rynek publiczny, mówiąc krótko – na giełdę, czy to krajową, czy zagraniczną, zaczynając od NewConnect.

Przekonanie inwestorów, zwłaszcza zagranicznych, do zainwestowania w innowację biomedyczną wymaga takiego zaprezentowania produktu, by inwestor ujrzał w nim potencjał rynkowy, jego użyteczność dla lekarza i pacjenta i jego przewagi nad innymi produktami w tej branży. Pomocny w pozyskaniu inwestora, a czasem nawet wręcz jego warunkiem koniecznym jest naukowa weryfikacja projektu, którego wartość poświadczona zostanie np. przyznaniem grantu. To poniekąd gwarancja jakości.

– Państwo, inwestując swoje pieniądze, przeprowadza dość gruntowną i taką pierwszą najważniejszą analizę screeningową projektu. Jeżeli mówimy o start-upie, który jest pozbawiony grantu badawczego, to nie widzę wielkich szans na to, żebyśmy mogli zachęcić inwestora zagranicznego – przekonuje dr Stępień. – Oczywiście inwestor zagraniczny też nie inwestuje z założenia w start-upy, są etapy dojrzałości inwestycyjnej i najchętniej inwestycje z dużą skalą, kiedy projekt jest zaangażowany, realizowane są już po tym, kiedy te wszystkie najcięższe prace zostaną wykonane. Nie jest też tak, że automatycznie wykonanie badań klinicznych pozwala nam liczyć na to, że inwestor przyjdzie i wyłoży duże pieniądze.

Globalny rynek wyrobów medycznych szacowany jest na ok. 230 mld dolarów. 38 proc. rynku należy do Amerykanów, zaś 25 proc. do Europejczyków. To naukowcy ze Starego Kontynentu są liderami innowacji, ale w ich wdrażaniu do celów praktycznych lepsi okazują się Koreańczycy i Japończycy, a już wkrótce dołączyć do nich mogą też Chińczycy.

Fintech-y odbiorą bankom część rynku… ale nie w Polsce

Nawet do 33% światowego rynku usług finansowych może w zostać przejęta przez nowoczesne firmy technologiczne, tzw. fintech-y, wynika z raportu PwC „Sektor finansowy coraz bardziej #fintech”. Czynnikiem zmieniającym układ sił na rynku będą m.in. nowe regulacje UE, przede wszystkim PSD2 i MiFID2. Jednak jak zauważają eksperci PwC, polski sektor bankowy ze względu na wysoki poziom zaawansowania technologicznego jest bardziej odporny na zagrożenie ze strony fintech-ów i będzie zmierzał w kierunku symbiozy, a nie rywalizacji.

10 wniosków z raportu PwC „Sektor finansowy coraz bardziej #fintech”

  1. 1/3 usług finansowych na świecie może być przejęta przez fintech-y.
  2. Nawet do 30% spadną marże przy dystrybucji produktów inwestycyjnych – to efekt nowej regulacji Unii Europejskiej MiFID2. Regulacja Unii Europejskiej PSD2 może stanowić katalizator znacznych zmian w bankowości jaką znamy dotychczas.
  3. Bankowość konsumencka i płatności to najbardziej zagrożone obszary ze strony fintech-ów.
  4. 33% klientów banków potwierdza, że wygoda jest najważniejszym czynnikiem decydującym o wyborze rozwiązań pomagających zarządzać finansami.
  5. 57% klientów banków jest skłonnych do zastąpienia doradcy rozwiązaniem technologicznym.
  6. 47% klientów banków w wieku 20-34 zdecydowałoby się pobrać aplikację bankową służącą do obsługi transakcji kredytowych.
  7. 90% millenialsów informacje i opinie o produkcie uzyskuje online. Prowadzi to do dynamicznego rozwoju kanałów bezpośrednich.
  8. Banki w Polsce są jak fintech-y. Polskie banki są w gronie liderów zmian technologicznych na świecie. W ostatnich czterech latach zdobyły 24 nagrody w 12 prestiżowych międzynarodowych konkursach.
  9. W Polsce jest już ponad 2 mln użytkowników systemu BLIK.
  10. W kolejnych latach w Polsce nastąpi bliska współpraca banków z fintech-ami.

Autorzy raportu PwC podkreślają, że polski sektor bankowy należy do grona najbardziej zaawansowanych technologicznie na świecie, a sami Polacy – szczególnie młodsze pokolenia

– charakteryzują się bardzo szybkim tempem adopcji nowych technologii. Dynamicznie rosnący udział płatności bezgotówkowych kartą, karty bezstykowe (55% wszystkich płatności kartą; relatywnie wyższe wykorzystanie niż w Wielkiej Brytanii), bankowość mobilna (61% użytkowników telefonów komórkowych, średnia w UE to 40%), coraz szersze wykorzystywanie standardu BLIK (aktywowało go już 2 mln Polaków) – to tylko niektóre z przykładów.

Polska jest jednym ze światowych liderów i swoistym poligonem doświadczalnym pod względem rozwoju i wykorzystania nowych technologii w bankowości. Od rynków Europy Zachodniej odróżnia nas to, że fintech-ami w Polsce są głównie banki. Nie znaczy to oczywiście, że mogą one spać spokojnie. Na krajowym rynku istnieje kilka nie-bankowych fintech-ów, które działają głównie w obszarach płatności, pożyczek bezpośrednich, wymiany walut, faktoringu i porównywania ofert. W wielu przypadkach zagospodarowują więc nisze i dynamicznie w nich rosną. Rozwój technologii powoduje, że konkurencję stanowią też fintech-y działające w innych krajach, w tym też globalni giganci, którzy przejmują coraz większy udział w bankowości. O ile więc można z całą pewnością stwierdzić, że konsumenci zawsze będą potrzebowali usług finansowych, o tyle nie jest pewne, że będą one świadczone przez tradycyjne banki” – mówi Łukasz Bystrzyński, partner w PwC, lider zespołu usług doradczych dla sektora finansowego.

Poza postępem technologicznym umożliwiającym rozwój fintech-ów, siłą napędową zachodzących zmian są oczekiwania klientów, szczególnie silnie akcentowane przez przedstawicieli pokolenia Y, czyli millenialsów. Banki nie mogą ignorować tej coraz większej grupy swoich klientów. Na przykład już w 2020 r. aż 70% kredytów hipotecznych w Polsce będzie należała do millenialsów. Czego zatem oczekuje pokolenie Y? Przede wszystkim szybkiej i wygodnej obsługi, a także usług dopasowanych do ich indywidualnych potrzeb.

Z badania przeprowadzonego przez PwC na potrzeby raportu wynika, że 31% respondentów uważa atrakcyjność i nowoczesność systemu transakcyjnego oraz aplikacji mobilnej za jeden z powodów wyboru nowego banku. Dodatkowo, 47% klientów banków w wieku 20-34 zdecydowałoby się pobrać aplikację bankową służącą do obsługi transakcji kredytowych, a 57% jest skłonnych do zastąpienia doradcy rozwiązaniem technologicznym. O szybkiej adopcji nowych technologii finansowych przez Polaków może również świadczyć to, iż Google właśnie wprowadził do Polski płatności mobilne Android Pay. Polska stała się 2. krajem w Europie oraz 6. na całym świecie, gdzie Google udostępnia tę usługę (po Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, Australii, Singapurze i Hong-Kongu). Decyzja ta z pewnością była dobrze przemyślana i oparta na solidnych fundamentach.

Współpraca banków z fintech-ami

W globalnym badaniu PwC przedstawiciele fintech-ów deklarowali, że są gotowi na przejęcie nawet 33% rynku usług finansowych. Tradycyjni gracze obawiają się utraty nieco mniejszej części, bo 23%.

Zdaniem ekspertów PwC, w Polsce – ze względu na specyfikę branży – najbardziej prawdopodobnym scenariuszem rozwoju sektora usług finansowych jest zacieśnienie współpracy pomiędzy tradycyjnymi instytucjami finansowymi i fintech-ami. Połączone siły tradycyjnych banków i fintech-ów doprowadzą – zdaniem autorów raportu – do powstania nowego ekosystemu usług bankowych, skuteczniej odpowiadającego na potrzeby klientów i wyzwania rynkowe.

Dzięki takiej współpracy banki mogą m.in. obniżyć koszty operacji, w tym koszty IT, a także rozbudować oferty dla swoich klientów. Co ważne, w oparciu o rozwiązania partnerów, będą mogły na nowo zbudować swoje strategie digital, od których zależeć będzie ich przewaga konkurencyjna.

Współpraca z bankami wydaje się także naturalną ścieżką rozwoju dla fintech-ów. Większość z nich to podmioty biegłe w opracowywaniu nowych rozwiązań, nie będące jednak ekspertami w pozyskiwaniu funduszy i zarządzaniu operacyjnym działalnością. Tutaj wsparcie banków może okazać się nieocenione.

Jednocześnie, o wiele łatwiej jest oferować usługi w formacie B2B (business to business), niż B2C (business to customer), ponieważ nie potrzeba do tego rozbudowanych struktur sprzedaży i centrów kontaktu z klientem. Nawiązanie współpracy z dużą instytucją bankową może pozwolić fintech-om na umocnienie pozycji i rozwój w oparciu o bazę klientów banku.

Nowe regulacje wspierają sektor fintech

Autorzy raportu PwC „Sektor finansowy coraz bardziej #fintech” zwracają uwagę na jeszcze jedno wyzwanie dla sektora usług finansowych, jakim są nowe regulacje. Szczególne znaczenie ma PSD2, która ma być wdrożona do polskiego prawa do 3 stycznia 2018 r., stwarzająca szansę zaistnienia na rynku nowych, technologicznych graczy.

PSD2 wprowadza m.in. na rynek płatności nową kategorię podmiotów – dostawców usług płatniczych, będących osobami trzecimi (TPP – ang. third party provider). Oznacza to, że możliwe będzie wejście na polski rynek zupełnie nowych podmiotów, które mogą spowodować rewolucję w dokonywaniu płatności. W nowym modelu podmioty pośredniczące będą mogły realizować płatności z wykorzystaniem infrastruktury banków, bazując na informacjach, które te ostatnie zobligowane będą udostępnić. Za sprawą nowych regulacji będą też w stanie zaoferować inne usługi związane na przykład z planowaniem wydatków czy pozyskiwaniem finansowania.

Sektor finansowy należy do najsilniej regulowanych przepisami. I to właśnie zmiany w otoczeniu regulacyjnym są czynnikiem mocno oddziałującym na banki. Można powiedzieć, że aktualnie mamy do czynienia z rewolucją i relacją zwrotną – z jednej strony rozwój nowych technologii wymusza ciągłe dostosowywanie przepisów prawnych, z drugiej obserwujemy zmiany w przepisach (głównie PSD2 i MiFID2), które stwarzają zupełnie nowe możliwości rozwoju w sektorze finansowym” – podsumowuje Przemysław Paprotny, partner w zespole ds. usług doradczych dla sektora finansowego w PwC.

Czy USD/CAD utrzyma trend?

Nowy tydzień rozpoczynamy dalszymi wzrostami na amerykańskich giełdach. Na rynku walutowym dolar zyskiwał, choć zakres zmian był niewielki. Polski złoty odnotował wzrosty, podobnie jak giełda w Warszawie.

Wzrosty na warszawskim parkiecie w dużej mierze napędzane były poprawą nastrojów, związaną z piątkową decyzją agencji S&P. Agencja Standard & Poor’s utrzymała rating Polski na poziomie BBB plus, ale perspektywa została podniesiona w górę z negatywnej do stabilnej. Indeks WIG20 zyskał na koniec dnia ponad 1.6%. Polski złoty zyskiwał do euro oraz dolara ponad 0.5%. Tymczasem we wtorkowych godzinach porannych, bank centralny Australii(RBA) pozostawił główną stopę procentową na niezmienionym poziomie 1.5%.

Skoro mowa o posiedzeniach banków, to dziś decyzję w sprawie stóp procentowych ogłosi BoC. Oczekuje się, że główna stopa procentowa w Kanadzie pozostanie na niezmienionym poziomie 0.5%. Swoje posiedzenie kończy też dziś krajowa Rada Polityki Pieniężnej. Również i tutaj nie oczekuje się zmian. Ten tydzień będzie wyjątkowy pod tym względem bowiem w czwartek czeka nas kolejne posiedzenie, tym razem Europejskiego Banku Centralnego.

usdcad07122016r

Sytuacja na wykresie USD/CAD jest trudna. Od wielu miesięcy dolar amerykański wspina się w ramach wznoszącej się konsolidacji. Kilka dni temu odbiliśmy się od poziomu oporu na 1.35. Wydaje się, iż teraz czeka nas test wsparcia na 1.30. Teoretycznie możliwe jest odbicie już teraz, z linii na 1.33, ale wydaje się to mało prawdopodobne. Wskaźnik RSI zszedł poniżej 50pkt, sugerując słabość strony popytowej. Oporem pozostaje 1.35.

Sylwester Majewski, Forex-Desk

Na nowej kwocie wolnej od podatku zyska niewielu Polaków. Rodzice samotnie wychowujący dzieci. I kto jeszcze?

Według ekspertów, zmiany okażą się korzystne dla kilku grup społecznych, np. studentów lub osób na tzw. śmieciówkach, bez stałego etatu. Warunkiem kwoty wolnej od podatku będą dochody nie wyższe, niż 1190 zł brutto miesięcznie. Wyjątki obejmą osoby rozliczające się wspólnie z dziećmi lub z bezrobotnymi małżonkami.

Podstawa obliczenia podatku obejmuje przychody pomniejszone o koszty ich uzyskania, składki na ubezpieczenie społeczne i odliczenia od dochodu, jak np. ulga internetowa. W ten sposób obliczona wartość musi wynosić mniej, niż 11 tys. zł rocznie, aby podatnik mógł faktycznie skorzystać na nowej kwocie wolnej od podatku. Jednak w takiej wysokości podstawę obliczenia podatku osiągają jedynie osoby o dochodach znacznie niższych, niż nawet minimalne wynagrodzenie, obowiązujące w przyszłym roku, czyli 2 tys. zł. Może to dotyczyć np. studentów, którzy zarabiają dorywczo i są zatrudnieni na podstawie umów zleceń, lub osób wykonujących drobne, np. chałupnicze prace.

– W mojej ocenie, niewielki procent podatników skorzysta na nowej kwocie wolnej od podatku. Nieco podwyższą go pary małżeńskie, których łączny dochód do opodatkowania, po odliczeniach od dochodu, zmieści się w sumie 22 tys. zł w skali roku. Należy także zauważyć, że wspólny, miesięczny przychód tych dwóch dorosłych osób musi wynosić ok. 2380 brutto. Mechanizm wspólnego rozliczenia małżonków pozostanie niezmienny, wobec aktualnego stanu. Polega on na zsumowaniu rocznych dochodów obojga, podzieleniu tej sumy na pół, obliczeniu kwoty podatku, a następnie pomnożeniu tak uzyskanej kwoty podatku razy dwa – mówi Magdalena Dobrowiecka z Kancelarii Podatkowej Skłodowscy.

Ekspert podaje też następujący przykład. Roczny dochód do opodatkowania jednego z małżonków wynosi 20 tys. zł. Drugi z nich w ogóle nie zarabia. Gdyby rozliczali się oddzielnie, osoba pracująca miałaby prawo do odliczenia kwoty wolnej od podatku w dotychczasowej wysokości 556,02 zł. Podatek do uiszczenia wyniósłby wtedy dokładnie 3043,98 zł. Zgodnie z nowym brzmieniem art. 27 ustawy o PIT, przy rozliczeniu wspólnym, para będzie mogła odliczyć sumę, według wzoru matematycznego, 699,65 zł. Pozwoli na to fakt, że jej łączny dochód podzielony na pół będzie niższy, niż 11 tys. zł, a wyższy od wartości 6600 zł. Kwota podatku do odprowadzenia wyniesie wtedy 2200,70 zł. Składając wspólne zeznanie podatkowe, małżonkowie zyskają więc 843,28 zł.

– Na zmianie kwoty wolnej od podatku mogą skorzystać również inni podatnicy, którzy wykazują wspólne dochody wraz z drugim członkiem rodziny. Przepisy dopuszczają bowiem możliwość rozliczenia się samotnie wychowującego rodzica wraz z dzieckiem. W tym wypadku istnieje większe prawdopodobieństwo, że syn lub córka nie pracuje, niż sytuacja, w jakiej jeden z małżonków nie osiąga żadnych przychodów. Zatem mechanizm rozliczenia rodzica samotnie wychowującego dziecko jest podobny, jak w przypadku małżonków – wyjaśnia ekspert z Kancelarii Podatkowej Skłodowscy.

Dodatkowo Magdalena Dobrowiecka wskazuje sytuację, w której dziecko zarabia niewielkie pieniądze na pracach dorywczych, np. 2 tys. zł w skali roku. Jeżeli rodzic uzyskuje dochód rzędu 18 tys. zł rocznie, to razem z synem lub córką wspólnie rozlicza się z 20 tys. zł. W przypadku, gdyby składali osobne deklaracje, dorosły miałby prawo do odliczenia 556,02 zł. Kwota podatku do uiszczenia wynosiłaby odpowiednio 2683,98 zł. Młodszy podatnik zaś, mógłby odliczyć sobie kwotę wolną od podatku w wysokości 1188 zł. I de facto nie zapłaciłby go w ogóle.

– W analizowanym przypadku, przy rozliczeniu wspólnym, dorosły podatnik z dzieckiem zyskają 483,28 zł. Wynikać to będzie z kalkulacji kwoty zmniejszającej podatek, zgodnie ze zmienionym art. 27 ustawy o PIT. Przy podstawie obliczenia wyższej od 6600 złotych i niższej od 11 tys. złotych kwotę zmniejszającą podatek obliczymy w następujący sposób. Oznacz to, że 1188 zł pomniejszamy o kwotę obliczoną według wzoru, tj. 631,98 zł pomnożymy przez różnicę podstawy obliczenia podatku i kwoty 6600 zł i podzielimy przez 4400 zł. Dla 10 tys. zł podstawy obliczenia podatku kwota zmniejszająca podatek wyniesie 699,65 zł – dodaje Dobrowiecka.

W celu wykazania kwoty wolnej od podatku, konieczne będzie przede wszystkim właściwe jej obliczenie. Jednak sposób wypełniania nowych, rocznych zeznań podatkowych może okazać się dla podatników bardziej skomplikowany, niż ten obecny. Chodzi głównie o metodę wykazywania zgodności swojej podstawy opodatkowania z kwotą wolną od podatku. Nie będzie ona tak, jak dotychczas, wyrażona stałą wartością liczbową, zarówno w przypadku dochodu osiągniętego przez jedną osobę, jak i parę rozliczającą się wspólnie. Wymagane będą szczegółowe obliczenia.

– Polacy samodzielnie wypełniający zeznanie roczne, mogą mieć znaczne trudności przy kalkulacji przysługującej im kwoty zmniejszającej podatek. Konieczne będą więc kampanie informacyjne. Rozliczanie się z urzędem skarbowym z pewnością ułatwiłyby algorytmy, które po wprowadzeniu do zeznania odpowiedniej kwoty podstawy obliczenia podatku, automatycznie same obliczyłyby wartość zmniejszającą podatek. Jednak, z takich udogodnień mogłyby korzystać wyłącznie osoby, wypełniające e-Deklaracje – zaznacza Magdalena Dobrowiecka.

Milion dolarów czeka na najlepszy start-up zaangażowany społecznie. Udział w międzynarodowym konkursie można zgłaszać do 14 grudnia

Milion dolarów czeka na najlepszy start-up zaangażowany społecznie. Udział w międzynarodowym konkursie można zgłaszać do 14 grudnia 10
Tylko do połowy grudnia polskie start-upy mogą zgłosić swój akces w międzynarodowym konkursie Chivas The Venture, który promuje innowacyjne, zaangażowane społecznie przedsięwzięcia. Na zwycięzców czeka globalny finał, nagroda w wysokości miliona dolarów i cykl warsztatów mentorskich z liderami biznesu. – Start-upy wnoszą zaskakujące pomysły i powiew świeżości, a takie właśnie przedsięwzięcia pozwalają im urosnąć – zachęca Mateusz Kusznierewicz, ambasador tegorocznej edycji konkursu.

– W świecie start-upów chodzi nie tylko o to, żeby wpaść na dobry pomysł, który jest kluczem do dalszej pracy i rozwoju. Wyzwania pojawia się później, kiedy strukturę tego przedsiębiorstwa trzeba osadzić na solidnych fundamentach. Z moich obserwacji wynika, że właśnie to stanowi największe wyzwanie. W konkursie The Venture pomagamy w tym projektom, które są na dodatek zaangażowane społecznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Mateusz Kusznierewicz, biznesmen, dwukrotny mistrz olimpijski w żeglarstwie oraz ambasador tegorocznej edycji Chivas The Venture.

Międzynarodowy konkurs Chivas The Venture w tym roku odbywa się w Polsce po raz drugi. Jego celem jest wspieranie idei tzw. szlachetnego biznesu oraz promowanie start-upów, które rozwiązują istotne problemy społeczne. W tegorocznej edycji konkursu bierze udział ponad 20 państw z całego świata. Do 14 grudnia swój akces mogą zgłosić również projekty z Polski.

Zgłoszenie mogą wysłać zarówno przedsiębiorcy, którzy już prowadzą własne start-upy (jednak nie dłużej niż trzy lata), jak i ci, którzy dopiero mają pomysł na innowacyjną działalność. Najlepsi wezmą udział w globalnym finale, w którym nagrodą jest łącznie milion dolarów oraz cykl warsztatów z mentorami biznesu. W ubiegłorocznej polskiej edycji Chivas The Venture zwyciężył start up Migam, twórca aplikacji dla osób głuchych i słabo słyszących.

Mateusz Kusznierewicz, ambasador konkursu, zauważa, że dzięki wsparciu instytucji i prywatnych firm start-upy mają w Polsce dobre warunki do rozwoju. Dużą siłą polskiej polskiego sceny start-upowej jest również współpraca i integracja całego środowiska.

– Z moich obserwacji wynika, że istnieje dużo skupisk, gdzie start-upowcy starają się zrealizować swoje pomysły. Nie są rozproszeni, oni działają w zespole i moim zdaniem to jest właśnie olbrzymia siła start-upów – zaznacza Mateusz Kusznierewicz.

Z tegorocznych danych fundacji Startup Poland, opracowanych we współpracy z Politechniką Warszawską, wynika, że w Polsce istnieje około 2,7 tys. innowacyjnych mikroprzedsiębiorstw, z których zdecydowana większość dobrze radzi sobie na rynku. 52 proc. generuje regularne przychody i finansuje się z własnych środków. Start-upową stolicą jest Warszawa (gdzie działalność prowadzi ok. 27 proc. start-upów), a gros mikroprzedsiębiorstw skupia się w dużych miastach.

– Główne centra start-upów są rozmieszczone w dużych miastach, takich jak Kraków, Gdańsk czy Warszawa. Często współpracują z dużymi firmami, są wspierane przez duże firmy takie jak Google albo promowane w konkursach właśnie takich jak The Venture. Jest wiele przedsięwzięć, które wspierają, nagradzają dobre pomysły, ale także pozwalają start-upom urosnąć – mówi Mateusz Kusznierewicz.

Mistrz świata w żeglarstwie i ambasador tegorocznej edycji Chivas The Venture, której celem jest promowanie innowacyjnych przedsiębiorstw zaangażowanych społecznie, sam jest twórcą start-upu Zoom.Me, który założył po zakończeniu kariery sportowca, a obecnie jest zaangażowany w kolejny, międzynarodowy projekt.

– Uważam, że start-upy są szansą na rozwój polskiej przedsiębiorczości, wnoszą zaskakujące pomysły i powiew świeżości. Budziły moje zainteresowanie jeszcze, kiedy czynnie uprawiałem sport, dlatego po zakończeniu kariery zdecydowałem się poprowadzić własny projekt. W tej chwili jestem również zaangażowany w Eventory, czyli innowacyjną platformę i aplikację dla branży eventowej. To start-up inżynieryjny, który jest marką globalną i działa przede wszystkim na rynku amerykańskim, brytyjskim, ale także w Polsce – mówi Mateusz Kusznierewicz.

Biznesmen i dwukrotny olimpijczyk jest nie tylko ambasadorem, lecz także jurorem tegorocznego konkursu Chivas The Venture, który będzie oceniał projekty zgłoszone do polskiej edycji. Obok niego w jury zasiądą również Marian Owerko (współzałożyciel marki Bakalland i wiceprezes Polskiej Rady Biznesu), Agnieszka Oleszczuk-Widawska (doradca prezydenta ds. nowych technologii) oraz Phillip Ainsworth (członek zarządu Wyborowa Pernod Ricard).

Ambitne plany Esotiq & Henderson. W przyszłym roku grupa będzie otwierać nowe salony i intensywnie rozwijać kanał e-commerce

Ambitne plany Esotiq & Henderson. W przyszłym roku grupa będzie otwierać nowe salony i intensywnie rozwijać kanał e-commerce 11
Grupa Esotiq & Henderson zamierza w przyszłym roku otworzyć przynajmniej 47 nowych salonów pod marką Esotiq i Femestage w Polsce i za granicą. Przyśpieszyć ma ekspansja na rynku niemieckim, z kolei na Wschodzie ruszy sprzedaż internetowa. Rozwój w obszarze e-commerce to jeden z kluczowych celów spółki, na początku przyszłego roku rozpocznie się współpraca z platformą eobuwie.com.pl. Jednym z największych wyzwań Esotiq & Henderson będzie natomiast zminimalizowanie ryzyka związanego z wahaniami kursów dolara i euro.

– Ten rok nie był łatwy, zwłaszcza w pierwszym kwartale. W tej chwili mamy 2,2 mln zł EBIDTA i cała grupa zanotowała 4,2 mln zł straty, ale wdrażamy nowe działania i obserwujemy nowe rynki. Staramy się poprawić sytuację, wprowadzając różnego rodzaju zmiany w działalności sieci. Liczymy, że już czwarty kwartał bieżącego roku będzie pozytywny – mówi Adam Skrzypek, prezes zarządu Esotiq & Henderson SA.

Notowana na głównym parkiecie warszawskiej GPW spółka modowa w połowie tego roku przechodziła trudności związane z dużym spadkiem kursu akcji. W sierpniu zawiadomiła Komisję Nadzoru Finansowego o podejrzeniu manipulacji akcjami, które w ciągu dwunastu miesięcy straciły na wartości ok. 85 proc. Obecnie spółka odrobiła już część strat i jej akcje są wyceniane na nieco powyżej 10 zł, ale wciąż daleko im do poziomu z lipca 2015 roku, kiedy w szczytowym momencie za jeden walor trzeba było zapłacić 44,42 zł.

Obecnie Esotiq & Henderson skupia się na rozwoju swojej sieci salonów za granicą i mocno stawia na kanał e-commerce. Zamierza również nawiązać współpracę z siecią drogerii w zakresie dystrybucji perfum sygnowanych marką Esotiq.

– Intensywnie rozwijamy kanał internetowy w zakresie Esotiq i Femestage na terenie Polski. Mamy również sklep internetowy w Niemczech, a w 2017 roku planujemy otwarcie na Ukrainie, Białorusi i w Rosji. Ponadto w sieci pojawią się nowe produkty, w tym zapachy Joanny Krupy i perfumy, które będziemy dystrybuować wspólnie z jedną z największych sieci drogerii w kraju – zapowiada Adam Skrzypek.

Zdaniem prezesa grupy sprzedaż internetowa rozwija się dynamicznie zarówno w Polsce, jak i za granicą. E-commerce ma też bardzo duży potencjał sprzedażowy i pozwala ograniczyć ryzyko w pierwszym etapie prowadzenia działalności na wschodnich rynkach.

– Kanał internetowy w najbliższych latach będzie się rozwijał najszybciej w Polsce i Europie Zachodniej. Widzimy też bardzo duży potencjał na Wschodzie. Jest on związany zarówno ze sprzedażą, jak i ponoszonym ryzykiem. Wychodzimy z założenia, że sprzedaż internetowa daje bezpieczeństwo w pierwszym momencie wchodzenia na dane rynki, zwłaszcza takie jak Rosja i Ukraina, gdzie sytuacja była trudna, szczególnie jeśli chodzi o waluty – mówi Adam Skrzypek.

W najbliższym czasie spółka nie wyklucza wprowadzenia nowego asortymentu sygnowanego przez modelkę Joannę Krupę. Będzie to uwarunkowane wynikami efektywności sprzedaży w danych grupach towarowych. Jednym z największych wyzwań Esotiq & Henderson w przyszłym roku będzie zminimalizowanie ryzyka związanego z dużymi wahaniami kursów walut.

– Z pewnością będziemy musieli się zmierzyć ze zmianą kursów walut, które na obecną chwilę zdecydowanie wzrosły. W dolarach kupujemy produkty, które sprzedajemy w naszej sieci salonów, a czynsze w przypadku salonów własnych płacimy w euro. Mamy jednak przygotowany cały wachlarz działań, które pozwolą zamortyzować wzrost kursu walut obcych – mówi Adam Skrzypek.

Na koniec III kwartału tego roku grupa Esotiq & Henderson dysponowała siecią 306 salonów w Polsce i za granicą. Przed rokiem było ich jeszcze 258. W zaprezentowanym pod koniec listopada raporcie kwartalnym spółka zapowiedziała, że w 2017 roku planuje otworzyć łącznie minimum 47 nowych salonów pod marką Esotiq i Femestage (w Polsce, w Niemczech, na Ukrainie i Białorusi).

W przyszłym roku buty i akcesoria pod marką Eva Minge na mocy zawartej umowy dystrybuowane będą również poprzez sklep internetowy eobuwie.com.pl, co ma dodatnio wypłynąć na przychody i wyniki sprzedaży. Na koniec III kwartału br. sprzedaż Esotiq & Henderson wzrosła rok do roku o 15,6 proc. do poziomu 101 mln zł. W tym czasie grupa zanotowała 4,2 mln zł straty (0,1 w analogicznym okresie ubiegłego roku).

Esotiq & Henderson to spółka, w której portfelu znajdują się m.in. marki Femestage Eva Minge, Henderson i Esotiq. Ta ostatnia zajmuje się sprzedażą bielizny damskiej i jest obecna na rynku od 2006 roku. Jej twarzą i udziałowcem jest modelka Joanna Krupa. Spółka Esotiq & Henderson w lipcu tego roku przeniosła się na parkiet główny GPW z rynku NewConnect, gdzie była notowana od 2011 roku.