Spowalniająca gospodarka powoli staje się faktem. W poprzednim tygodniu poznaliśmy dynamikę PKB Polski za drugi kwartał 2016 roku, która wypadły słabo. Z kolei na wczorajszej sesji została opublikowana produkcja przemysłowa za lipiec. Konsensus rynkowy zakładał wzrost o 1,3%, natomiast produkcja przemysłowa spadła o 3,4% w porównaniu do lipca ubiegłego roku. Jakby tego było mało, rozczarowała również sprzedaż detaliczna, która wzrosła zaledwie o 2% w skali rok do roku. Przypomnijmy, że prognozowano odczyt na poziomie 4,2%.
Wszystkie powyższe informacje negatywnie wpłynęły na siłę polskiego złotego, który od początku tygodnia osłabia się do wszystkich głównych walut oprócz dolara amerykańskiego. Na wykresie tygodniowym na parze walutowej EUR/PLN trwa obrona wsparcia 4.22-4.26. Na dzień dzisiejszy pozostanie jego obrona, jednakże w długim terminie bardzo wątpliwa jest kolejna zwyżka notowań w okolicę ostatnich maksimów.
Grupa Jaguar S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect, zajmująca się rewitalizacją kamienic, budową domów oraz obrotem nieruchomościami, zakończyła 2 kw. 2016 r. osiągnięciem przychodów netto ze sprzedaży w wysokości ponad 704 tys. zł. Emitent rozwija obecnie wszystkie prowadzone segmenty biznesowe, co jest zgodne z przyjętą strategią rozwoju.
W 2 kw. 2015 r. Spółka zanotowała przychody netto ze sprzedaży w kwocie 572 tys. zł. Z kolei w całym pierwszym półroczu 2016 r. łączna wartość przychodów netto ze sprzedaży Emitent sięgnęła blisko 1.049 tys. zł wobec 643 tys. zł w analogicznym okresie ub. roku. Istotny wzrost sprzedaży oraz większa dywersyfikacja źródeł przychodów powinny pozwolić na dalszą poprawę wyników finansowych. Grupa Jaguar S.A. podpisała już przedwstępne umowy sprzedaży na wszystkie apartamenty w jej pierwszym projekcie deweloperskim – Gdynia Kamienna Góra Lipowa. Sporządzenie aktów przenoszących własność lokali mieszkalnych planowane na wrzesień oraz październik br. i będzie ono miało pozytywne wpływ na wartość przychodów i zysków Spółki. Kontynuowanie realizacji kolejnych projektów rewitalizacyjnych w atrakcyjnych lokalizacjach pozostaje obecnie priorytetem dla Zarządu Emitenta i w tym celu poszukuje on interesujących nieruchomości do nabycia.
„Obok pierwotnego segmentu naszej działalności, polegającego na inwestycjach w nieruchomości gruntowe oraz budowie domów na własnych gruntach, coraz większe znaczenie zaczyna właśnie odgrywać ta nowa linia biznesowa związana z rewitalizacją starych budynków wielorodzinnych o ciekawej architekturze, często objętych opieką konserwatora zabytków. Spółka prowadzi obecnie zaawansowane negocjacje zakupu kolejnych kamienic, których finał nastąpi w najbliższych tygodniach. Zarząd rozważa dalsze powiększenie skali działań w obrębie nieruchomości lokalowych, włączając w to nie tylko remontowanie, ale także budowanie niewielkich budynków wielorodzinnych lub hotelowo-pensjonatowych.” – stwierdza Jacek Wieczorkowski, Członek Zarządu Spółki Grupa Jaguar S.A.
Spółka zawarła także umowę inwestycyjną z inwestorem finansowym – Gdyńska Grupa Finansowa S.A. – zakładającą objęcie przed ten podmiot 600.000 akcji serii E po cenie emisyjnej wynoszącej 0,28 zł za akcję. Gdyńska Grupa Finansowa S.A. jest funduszem Private Equity/Venture Capital i prowadzi działalność w segmencie inwestycyjnym oraz doradczym. Pozyskane przez Emitenta środki zostaną przeznaczone na bieżącą działalność.
„Chcemy tym krokiem zapoczątkować większą współpracę z tym funduszem i jemu podobnymi. Zależy nam z jednej strony na pozyskaniu partnerów finansowych do przedsięwzięć deweloperskich na większą skalę, a z drugiej strony od dawna zapowiadaliśmy chęć sięgnięcia w obszarze finansowania działalności nie tylko po kapitał dłużny, ale także akcyjny. Wierzymy, że te działania mocno przyspieszą rozwój naszej Spółki.” – podsumowuje Wieczorkowski.
Grupa Jaguar S.A. przeprowadziła już w tym roku emisję akcji serii D z zachowaniem prawa poboru dla dotychczasowych Akcjonariuszy i pozyskała z niej łącznie ponad 600 tys. zł, dokonując przydziału wszystkich oferowanych akcji. Warto również dodać, że w zapisach dodatkowych na akcje stopa redukcji wyniosła ponad 81%, co świadczy o bardzo dużym zainteresowaniu Spółką oraz dobrą oceną jej perspektyw przez inwestorów. Środki pozyskane z emisji zostały wykorzystane do zwiększenia kapitału obrotowego Emitenta.
Grupa Jaguar S.A. wypracowała w 2015 r. zysk netto w kwocie 57 tys. zł przy przychodach netto ze sprzedaży sięgających 1.930 tys. zł. Pierwszy raz w historii Spółka zanotowała przychody we wszystkich trzech obszarach prowadzonej działalności, a więc ze sprzedaży nieruchomości gruntowych, domów rekreacyjnych oraz apartamentów w rewitalizowanych kamienicach.
Emitent realizuje obecnie kilka projektów inwestycyjnych na rynku nieruchomości, m.in. w kompleksie działek budowlanych w Zdradzie, Odargowie oraz w Sznurkach. W tej ostatniej inwestycji Spółka posiada również na sprzedaż całoroczne domy rekreacyjne. Grupa Jaguar S.A. rozwija także swoją działalność w obszarze pośrednictwa w obrocie nieruchomościami na rynku wtórnym, która jest realizowana przez spółkę zależną – Jaguar Inwestycje Sp. z o.o., w której posiada ona 100% udziałów.
8 września 2016 wchodzą w życie nowe, bardziej liberalne przepisy, które znacząco uproszczą procedury zawierania e-umów w Polsce. Nowelizacja Kodeksu Cywilnego wprowadza do powszechnego obrotu dwie nowe formy czynności prawnych – dokumentową oraz elektroniczną. Co ważne, nowa ustawa zrównuje oświadczenie woli w formie elektronicznej z oświadczeniem pisemnym. Co to oznacza dla polskich przedsiębiorców? Jest to dobry moment, aby rozważyć wprowadzenie elektronicznego obiegu umów w swojej komunikacji biznesowej.
Złagodzenie przepisów Kodeksu Cywilnego
Zmiana przepisów dotyczących form czynności prawnych jest odpowiedzią na rosnącą rolę elektronicznej komunikacji w codziennych relacjach biznesowych. Nowe zapisy Kodeksu Cywilnego wyraźnie zrywają z dotychczasowym pojęciem dokumentu jako pisma zawierającego własnoręczny podpis, od 8 września dokumentem będzie informacja utrwalona na nośniku umożliwiającym jej zachowanie i odtworzenie. W świetle tych zmian za dokument będziemy mogli uznać e-mail czy wiadomość SMS, pod warunkiem, że możliwe będzie ustalenie osoby składającej oświadczenie.
Nowe zapisy odnośnie formy elektronicznej
Nowy artykuł 78 Kodeksu Cywilnego mówi, że dla zachowania ważności czynności prawnej w formie elektronicznej wystarczy oświadczenie woli wraz z elektronicznym podpisem kwalifikowanym. W ten sposób prawo wychodzi naprzeciw potrzebom firm, które wymieniają dziesiątki, a niekiedy setki umów dziennie ze swoimi klientami. Mowa tu m.in. o przedsiębiorstwach telekomunikacyjnych, kurierskich, energetycznych, leasingowych, ale też bankowości czy logistyce.
Umowa papierowa vs e-umowa
„Zawarcie umowy w formie papierowej z nowym klientem zajmuje co najmniej 5 dni roboczych. Składa się na to czas poświęcony przez firmę na przygotowanie i podpisanie umowy, przesyłka kurierska, zapoznanie się z umową przez klienta (i ewentualne poprawki), przesyłka zwrotna do firmy. W przypadku e-umowy potrzeba kilkunastu minut na dopięcie formalności. Zawarcie elektronicznej umowy sprowadza się do kliknięcia „Podpisz” na specjalnie przygotowanym portalu www i nie wymaga instalowania żadnego dodatkowego oprogramowania. Każdy dokument opatrzony jest znacznikiem czasu i certyfikatem kwalifikowanym, co gwarantuje autentyczność treści oraz czasu zawarcia umowy. Eliminując wydatki na administrację, wydruk czy wysyłkę dokumentów, firmy wdrażające elektroniczną umowę mogą zauważyć znaczące oszczędności”– tłumaczy Andrzej Mioduski, Infinite IT Solutions.
Zmiana przepisów w zakresie form czynności prawnych dostosowuje polskie prawo do aktualnych potrzeb gospodarki, gdzie prym wiodą elektroniczne środki komunikacji, stwarzając przychylne uwarunkowania do wdrażania elektronicznej umowy w przedsiębiorstwach.
Problem z zapewnieniem płynności finansowej spędza sen z powiek niejednemu właścicielowi firmy. Wydłużone terminy płatności czy opóźnienia ze strony kontrahentów często prowadzą do kłopotów finansowych. Rozwiązaniem może być faktoring, z którego polski biznes korzysta coraz chętniej.
Faktoring polega na wykupie należności dłużników danego przedsiębiorstwa przez firmę faktoringową (faktora). „Po przedstawieniu faktury jeszcze tego samego dnia faktor wypłaca 80–90% wartości rachunku” – mówi serwisowi infoWire.pl Stanisław Doligalski, doradca finansowy, prezes firmy Optimum Finanse. Co ważne, firmy faktoringowe wykupują coraz niższe wierzytelności.
Usługa ta jest dobra dla przedsiębiorstw, które prowadzą sprzedaż z odroczonym terminem płatności, mają niską płynność finansową oraz ograniczone możliwości zaciągania pożyczek i kredytów. Z faktoringu korzystają głównie firmy handlowe oraz produkcyjne prowadzące współpracę ze stałymi odbiorcami. „Jest on polecany również małym i średnim przedsiębiorstwom, które chcą dynamicznie zwiększać swoją sprzedaż, a nie mają środków” – stwierdza ekspert.
Nie można jednak zapominać o minusach faktoringu. Są to między innymi wysokie koszty usługi. Po drugie, istnieje zagrożenie, że kontrahent okaże się niesolidny. W sytuacji niespłacenia przez niego należności przedsiębiorstwo korzystające z faktoringu musi zwrócić zaliczkę za faktury. „Problemem bywają też towary, którymi firma handluje. Wartość produktów spożywczych i usług bardzo łatwo odbiorcy zakwestionować. Przez to należności mogą być niższe i potrzebna jest korekta, co wpływa na podniesienie kosztów, które ponosi firma” – zaznacza rozmówca.
Z analizy przeprowadzonej przez Biuro Informacji Kredytowej (BIK) wynika, że obecnie w Polsce 398 tys. osób udzieliło poręczenia 328 tys. kredytów. Jest to ponad 80 tys. mniej osób i ponad 60 tys. mniej kredytów w porównaniu z danymi dotyczącymi poręczeń na koniec I półrocza 2015 r. Czy w związku z tym zmniejsza się też liczba kredytów spłacanych z opóźnieniem, które były poręczane?
Analiza przeprowadzona przez ekspertów BIK pokazuje, że Polacy najczęściej poręczają jeden kredyt, ale co dziesiąty z nich zdecydował się na poręczenie 2 lub więcej kredytów. Osoby, które same mają zobowiązania w bankach/SKOK-ach, nieco częściej poręczają jednocześnie większą liczbę kredytów aniżeli osoby, które nie finansują się w tych instytucjach.
Najczęściej poręczane są kredyty konsumpcyjne[1] – 86% wszystkich poręczeń. Kolejne 12% to kredyty mieszkaniowe. Inne rodzaje kredytów są poręczane rzadko. Średnia kwota poręczanego kredytu wynosi 37,1 tys. zł. Oczywiście najwyższe kwoty są poręczane w przypadku kredytów mieszkaniowych – średnia kwota poręczanego kredytu wynosi 110,8 tys. zł. Obserwujemy jednak różnice w przypadku kredytów złotowych i walutowych. Dla kredytów złotowych wynosi ona 95,7 tys. zł, zaś dla kredytów walutowych 158,8 tys. zł. W przypadku kredytów konsumpcyjnych średnia kwota poręczanego kredytu to 30,2 tys. zł.
– Osoba rozważająca poręczenie czyjegoś kredytu powinna brać pod uwagę nie tylko to, czy poręczany kredyt będzie terminowo spłacony, co jest determinowane sytuacją finansową, zdrowotną oraz rodzinną osoby zaciągającej kredyt, ale również swoją sytuację kredytową. Nałożenie się problemów ze spłatą swoich zobowiązań i zobowiązań poręczanych, może być niekiedy niemożliwe do udźwignięcia dla poręczyciela. Należy pamiętać, że poręczyciel odpowiada solidarnie za poręczny kredyt. Oznacza to, że w przypadku gdy właściwy kredytobiorca zaprzestał spłaty kredytu, obowiązek ten spada na poręczyciela. Każda z osób posiadająca własny kredyt ma do spłaty z tego tytułu 37,4 tys. zł. Jeśli popatrzymy na kwoty, które pozostały do spłaty dla kredytów przez nich poręczanych, to średnio na poręczyciela może przypaść dodatkowe 21,8 tys. zł do spłaty – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk kredytowy BIK.
Wśród poręczycieli jest nieco więcej kobiet niż mężczyzn (53% vs 47%). Skłonność do poręczania kredytów rośnie wraz z wiekiem i zarówno wśród kobiet jak i mężczyzn osiąga maksimum w wieku 55-64 lat. Tendencja ta jest niezależna od płci, ale również od rodzaju kredytu jaki jest poręczany.
Zadłużenie z tytułu własnych kredytów posiada aż 70% poręczycieli. Co ciekawe, wraz ze wzrostem liczby poręczanych kredytów rośnie liczba własnych kredytów oraz kwota pozostająca do spłaty z tytułu tych zobowiązań.
W systemie Biura Informacji Kredytowej znajdują się informacje wskazujące, że spośród 328 tys. kredytów, które są poręczane, 11% to kredyty obecnie mające opóźnienia w spłacie min. 90 dni. Te opóźnione kredyty poręcza 38,6 tys. osób, co stanowi 9,7% wszystkich poręczycieli.
– Skutecznym narzędziem weryfikacji terminowości spłaty poręczonego przez nas kredytu, jest skorzystanie z raportu BIK, dostępnego na portalu Biura Informacji Kredytowej.Pozwala on nie tylko kontrolować własną bieżącą historię kredytową, ale również sprawdzać, czy kredyt który poręczyliśmy jest spłacany terminowo. W przypadku opóźnień w spłacie należy mieć świadomość, że wpływa ona bezpośrednio na historię kredytową poręczyciela, obniżając tym samym jego finansową wiarygodność – dodaje prof. Rogowski.
Jeśli poręczyciel dobrze obsługuje swoje kredyty to ryzyko tego, że poręczy kredyt, który będzie źle spłacany jest niewielkie. W grupie osób posiadających jedynie kredyty spłacane poprawnie, tylko niecałe 3,9% osób poręcza kredyty spłacane nieregularnie. Z kolei wśród kredytobiorców, którzy niesolidnie obsługują swoje kredyty, odsetek osób, które poręczają kredyty spłacane z opóźnieniami wynosi aż 53,5%. Spośród osób, które nie finansują się jednocześnie w sektorze bankowym, 11,5% poręcza kredyty, które są obsługiwane z opóźnieniami.
[1] Kredyty konsumpcyjne obejmują kredyty gotówkowe oraz ratalne
Jak wynika z raportu „Małe i średnie firmy w Polsce – bariery i rozwój”, liczba małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce jest najniższa spośród wszystkich państw członkowskich UE. Eksperci twierdzą, że powodem takiej sytuacji jest najczęściej wysokie obciążenia podatkowe, biurokracja i niedostępność finansowania. Niski udział MŚP w PKB oznacza jednak duży potencjał rozwojowy. Co zatem musi się zmienić, aby w Polsce powstawało więcej działalności gospodarczych?
Niecałe dwa przedsiębiorstwa na tysiąc Polaków
Sektor małych i średnich przedsiębiorstw w Polsce, czyli takich, które zatrudniają od 10 do 249 pracowników, nie jest jeszcze do końca rozwinięty. Na tysiąc Polaków przypada bowiem jedynie 1,9 przedsiębiorstwa – dla porównania w Luksemburgu jest to ponad 7, a w Niemczech 4,6. Taki wynik daje nam ostatnią pozycję w całej Unii Europejskiej. Również w porównaniu z dużymi firmami, MŚP w Polsce nie wypada najlepiej. Jedynie 36% przychodów pochodzi z tego sektora, podczas gdy w większości krajów UE to właśnie małe i średnie przedsiębiorstwa gwarantują większość przychodów*.
– Są jednak plusy takiej sytuacji – tłumaczy Paweł Mazur z ANG Biznes. – Małe zagęszczenie w sektorze MŚP to szansa dla zastanawiających się nad otwarciem własnego biznesu. Polakom na pewno łatwiej jest znaleźć niewykorzystaną do tej pory niszę w gospodarce niż np. Niemcom. Musimy jednak pamiętać, że obawy przed założeniem własnej firmy nie biorą się znikąd. Polscy przedsiębiorcy często muszą pokonać znacznie więcej barier niż ci z pozostałych krajów UE.
Biurokracja i podatki wciąż największymi barierami dla rozwoju gospodarki
Ponad 1/5 polskich przedsiębiorców uważa, że największym utrudnieniem dla prowadzenia własnego biznesu w Polsce jest skomplikowany system podatkowy i związana z nim biurokracja. Konieczność ciągłego rozliczania się z fiskusem i gromadzenia stosów dokumentów lub korzystania z usług księgowych, dla wielu początkujących przedsiębiorców jest barierą nie do przejścia.
– Biurokracja nie tylko powoduje, że przedsiębiorca zamiast prowadzić biznes musi tracić czas na formalności, środki na obsługę księgową oraz doradztwo prawne, ale także powoduje, że trudno mu jest zatrudnić pracowników, aby się rozwijać – wyjaśnia Paweł Mazur. – Nie chodzi nawet o wysokość podatków, ale o ich poziom skomplikowania. Konieczne wydaje się stałe upraszczanie przepisów podatkowych, zmniejszanie biurokracji, ale także głęboka reforma prawa pracy, które wyeliminuje konieczność korzystania przez przedsiębiorców z umów cywilnoprawnych.
Problem z zewnętrznym finansowaniem
Co ciekawe, aż 13% respondentów jest zdania, że to niedostępność finansowania jest dla nich największą trudnością. Jednak z badań Komisji Europejskiej i EBC wynika, że dostęp do finansowania zewnętrznego w Polsce jest znacznie łatwiejszy niż w pozostałych krajach UE. Jedynie 4 proc. mikro-, małych i średnich przedsiębiorstw nie otrzymało w ogóle kredytu, o który wnioskowało. W krajach UE średni odsetek odmów jest dwukrotnie większy.
– Problem z łatwiejszym uzyskaniem finansowania przez firmy jest bardzo złożony i nie ma na niego łatwego rozwiązania. Wpływ ma tutaj wiele czynników, począwszy od dużych obciążeń podatkowych w pierwszym okresie działalności, kiedy firma zamiast na rozwój musi wygenerować dochód na opłacenie np. składek ZUS, aż po skomplikowane prawo utrudniające wierzycielom, np. bankom skuteczną egzekucję, w przypadku braku spłaty kredytu czy pożyczki. Dostępne finansowanie to pochodna m.in. prostego prawa i prostych przepisów podatkowych, bo to ma wpływ na wyniki firmy, a te na lepszą ocenę w oczach instytucji finansowych – dodaje Paweł Mazur.
* Dane z raportu „Małe i średnie firmy w Polsce – bariery i rozwój” sporządzonego na zlecenie Banku Zachodniego WBK S.A.
Dolar kolejny dzień z rzędu ustanawia swoje pobrexitowe minima. Szanse na wzrost stóp procentowych w tym roku na kolejnych posiedzeniach FOMC spadają. Słabe dane z Polski przeceniły złotówkę.
Wczoraj po kolejnym umocnieniu euro wzgledem dolara mamy do czynienienia z kolejnym maksimum na głównej parze walutowej. Jeżeli ruch ten utrzyma swoje tempo, to już w okolicach połowy przyszłego tygodnia euro powinno być droższe względem dolara niż przed Brexitem. Powodem słabości są zawiedzione nadzieje na rychłą podwyżkę stóp procentowych. Dla przypomnienia analitycy, od grudnia 2015 kiedy to pierwszy raz od kryzysu podniesiono stopy procentowe, przewidują wzrost stóp procentowych w ciągu 2-3 miesięcy. Ostatnie minuty znowu oddalają tę perspektywę. Dolar co chwila zyskuje na tych oczekiwaniach, po czym traci na odsunięciu terminu podwyżki stóp. Co ciekawe rynki w dalszym ciągu przewidują niemal 50% na wzrost stóp w grudniu tego roku. Prawdopodobieństwo to jest oceniane na podstawie wycen instrumentów pochodnych na stopę procentową. Jak dalej będzie się zachowywała główna para walutowa świata? Im więcej będzie przemówień bankierów centralnych studzących atmosferę tym bardziej dolar będzie słabł. Z drugiej strony dobre dane makroekonomiczne będą dodatkowo umacniać dolara perspektywą szybszej podwyżki stóp.
Dolarowi nie pomagaj nawet dobre dane z amerykańskiej gospodarki. Liczba nowo zarejestrowanych bezrobotnych okazała się niższa od oczekiwań. Wynik 262 tysiące był o 7 tysięcy lepszy od prognoz. Nie zmieniło to jednak ogólnego sentymentu na rynkach. Przez chwilę widzieliśmy korektę, ale kurs szybko powrócił do trendu wzrostowego.
Wczoraj poznaliśmy słabsze dane z Polski. Produkcja przemysłowa w skali roku spada o 3,4% zamiast oczekiwanego wzrostu o 1,3%. Z kolei sprzedaż detaliczna rośnie o 2%, kiedy spodziewano się wzrostu o 4,2%. Na reakcję rynków nie trzeba było długo czekać. Tuż po samych danych złotówka osłabiła się o 1,5-2 grosze względem głównych walut. Było to efektem pogorszenia się perspektyw Polski. Dane te potwierdzają, że aktualizacja prognoz PKB była słuszna, pytanie czy wystarczająca i czy w obliczu tych informacji wskaźniki są realne. Gdyby okazało się, że kolejne odczyty z Polski są słabsze, należy spodziewać się dalszego osłabiania złotego. Na niekorzyść złotówki działa też to, że znajdowała się ona blisko swoich maksimów. W rezultacie inwestorzy wykorzystywali słabsze dane do zamknięcia pozycji walutowej i zrealizowania zysków. Złotówka zyskała ostatnio trochę na stabilizacji politycznej. Zbliża się jednak koniec wakacji i możliwa jest kolejna ofensywa legislacyjna.
Z danych makroekonomicznych warto dzisiaj zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – koniunktura konsumencka,
14:30 – Kanada – sprzedaż detaliczna, inflacja konsumencka.
Rynek mediów i telekomunikacji, pomimo ciągłego zmagania się nowymi wyzwaniami i wygórowanymi oczekiwaniami konsumentów z dnia na dzień zaskakuje nowymi technologiami i rozwiązaniami. Reprezentanci tego sektora będą rozmawiać na temat fundamentalnych zagadnień podczas Warsaw International Media Summit, który odbędzie się 12-13 października 2016 r. w Hotelu Westin w Warszawie.
Kongres stanowi unikalną okazję do podjęcia dyskusji na temat kluczowych wyzwań i problemów z jakimi na co dzień spotyka się branża oraz wymiany wiedzy, opinii i doświadczeń między decydentami i uczestnikami polskiego rynku telekomunikacyjnego, medialnego i nowych technologii.
Warsaw International Media Summit jest ważnym wydarzaniem, podczas którego kluczowi przedstawiciele rynku telekomunikacyjnego i medialnego mają okazję spotkać się w jednym miejscu i podjąć dyskusję na istotne dla tych branż tematy. Jestem pod wrażeniem wysokiego poziomu merytorycznego paneli dyskusyjnych, natomiast pod wieloma względami doceniam również to, co ma miejsce w kuluarach konferencji, i.e., swobodna wymiana poglądów między uczestnikami rynku – która bywa najbardziej produktywną formą komunikacji, jeżeli chodzi o globalne spojrzenie na trendy rynkowe. – mówi Przemysław Kurczewski, Przewodniczący Rady Programowej Warsaw International Media Summit/Prezes Zarządu, EmiTel
Wśród kluczowych zagadnień, które zostaną poruszone podczas Konferencji znajdują się m.in.: przyszłość mediów publicznych, monetyzacja mediów i modele biznesowe przyszłości, finansowanie mediów w świetle zmian i tendencji konsumpcji, piractwo i współpraca z instytucjami rządowymi, technologie przyszłości, kanały dystrybucji treści, cyberbezpieczeństwo.
Obszary tematyczne wydarzenia określone zostały przez Radę Programową pod przewodnictwem Przemysława Kurczewskiego, Prezesa Zarządu EmiTel. Posiedzenie Rady odbyło się 20 czerwca 2016 r. w Warszawie. W jej skład wchodzą m.in.:
Magdalena Gaj – Prezes, Urząd Komunikacji Elektronicznej
Witold Graboś – Zastępca Przewodniczącego, Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji
Artur Waliszewski – Regional Business Managing Director CEE, Google
Tomasz Gillner-Gorywoda – Wiceprezes Zarządu, Cyfrowy Polsat
Adam Sawicki – Prezes Zarządu, T-Mobile Polska
Maciej Maciejowski – Członek Zarządu ds. Rozwoju Biznesu, TVN
Aleksander Kutela – Prezes Zarządu, Grupa Onet.pl
Jakub Turowski – Head of Public Policy for Poland, Facebook.
Organizatorem wydarzenia jest MM Conferences S.A., która jest wiodącym organizatorem spotkań biznesowych, w szczególności szkoleniowo-konferencyjnych m. in. dla branży telekomunikacyjnej, energetycznej, finansowej oraz technologicznej.
Cena ropy WTI kontynuuje swój rajd na północ, dyskontując spekulacje na temat domniemanego zamrożenia poziomów produkcji już we wrześniu na spotkaniu OPEC w Algerii, przebijając tym samym poziom 48 dolarów za baryłkę. W ciągu ostatnich sześciu sesji ceny ropy wzrosły o 16 proc.
Jen japoński znajduje się na ważnym poziomie 100 jenów za dolara, a Wiceminister Finansów Japonii, Masatsugu Asakawa powiedział w czwartek, że decydenci są przygotowani do podjęcia działań w przypadku zbyt mocnego spekulowania ich walutą. Jeśli jen nadal będzie się umacniał, co wpływa negatywnie na eksport Japonii, można oczekiwać scenariusza interwencji na rynku walutowym ze strony Banku Japonii. MSCI Asia Pacific Indeks spadł po raz czwarty w ciągu ostatnich pięciu sesji.
Wczoraj GUS poinformował o spadku produkcji przemysłowej w lipcu o 3,4 proc. rok do roku wobec konsensusu wzrostu o 1,3 proc. Sprzedaż detaliczna wzrosła o 2 proc. rok do roku wobec konsensusu wzrostu o 4,2 proc. Na notowaniach złotówki widać było mocne rozczarowanie. Na polskiej walucie może utrzymywać się słaby nastrój ze względu na niedawny słabszy odczyt PKB, jak i wczorajsze dane odnośnie sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej.
Sprzedaż detaliczna w „po-Brexitowej” Wielkiej Brytanii jest powyżej oczekiwań – wzrosła o 1,4 proc. miesiąc do miesiąca wobec konsensusu wzrostu o 0,2 proc. Natomiast rok do roku wskaźnik ten wzrósł o 5,9 proc. wobec konsensusu wzrostu o 4,2 proc. Funt brytyjski zaczął szybko dyskontować znakomite dane, a para walutowa GBPUSD przebiła się przez równy poziom 1.31.
Dzisiaj o 14:30 poznamy ważne figury, opisujące stan kanadyjskiej gospodarki, m.in. dane na temat inflacji konsumenckiej oraz wskaźnik bazowej sprzedaży detalicznej.
Współcześnie dostęp do szybkiego Internetu z dnia na dzień staje się coraz istotniejszą kwestią. Rozwój społeczeństwa informacyjnego jest jednym z kluczowych warunków wzrostu konkurencyjności. W naszym kraju budowa cyfrowej gospodarki postępuje, ale w dalszym ciągu, w tym zakresie mamy do czynienia z wieloma barierami.
Na temat wyzwań i fundamentalnych problemów, z którymi spotyka się branżą będą mieli okazję podjąć debatę uczestnicy 9. Konferencji Sieci Szerokopasmowe, która odbędzie się 13 października 2016 r. w Hotelu Westin w Warszawie.
Konferencja Sieci Szerokopasmowe jest bardzo ważnym wydarzeniem. W znakomitym gronie mogliśmy podjąć dyskusję na temat kluczowych barier budowy infrastruktury dostępowej, tego co możemy zrobić, aby sprzyjać tej budowie oraz jakie są warunki popytowe, ewolucja technologii, które ten rozwój wspierają. Odnoszę wrażenie, że tradycją tego wydarzenia jest to, że odbywa się ono w momentach przełomowych dla Polski, a obecnie jesteśmy w momencie bardzo ważnym. Zakończył się pierwszy etap budowy sieci szerokopasmowych. Wybudowaliśmy sieci szkieletowe i agregacyjne, a teraz rozpoczyna się etap budowy sieci dostępowych. Bardzo ważny etap – mówi Andrzej Dulka, Prezes Zarządu Alcatel Lucent Polska, NOKIA
Celem tego spotkania jest stworzenie platformy wymiany opinii, wiedzy i doświadczeń między decyzyjnymi na rynku podmiotami administracji rządowej i samorządowej, regulatora, firm, izb i instytucji. Wśród kluczowych zagadnień, które zostaną poruszone podczas konferencji znajdują się m.in.: Program Operacyjny Polska Cyfrowa i jego przyszłe konsekwencje, przyszłość świata cyfrowego vs. konieczny rozwój infrastruktury kablowej i bezprzewodowej, edukacja dotycząca bezpieczeństwa w sieci, plany Unii Europejskiej po 2020 roku oraz przyszłość technologii i komunikacji.
Obszary tematyczne wydarzenia określone zostały przez Radę Programową pod przewodnictwem Piotra Muszyńskiego, Wiceprezesa Zarządu ds. Operacyjnych Orange Polska. Wśród Członków Rady Programowej znajdują się również m.in.:
Anna Streżyńska – Minister Cyfryzacji
Elżbieta Anna Polak – Marszałek Województwa Lubuskiego
Magdalena Gaj – Prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej
Adam Sawicki – Prezes Zarządu, T-Mobile Polska S.A.
Andrzej Dulka – Prezes Zarządu, Alcatel-Lucent Polska
Michał Jaworski – Dyrektor ds. Strategii Technologicznej, Microsoft w Polsce
Jacek Niewęgłowski– Chief Strategy Officer, P4
Tomasz Szopa– Prezes Zarządu, Netia
Tymczasem zachęcamy do zapoznania się z fotorelacją z Rady Programowej oraz foto- i wideorelacją z poprzedniej edycji.
Organizatorem wydarzenia jest MM Conferences S.A., która jest wiodącym organizatorem spotkań biznesowych, w szczególności szkoleniowo-konferencyjnych m. in. dla branży telekomunikacyjnej, energetycznej, finansowej oraz technologicznej.
European Fintech Forum to międzynarodowy projekt mający stanowić platformę dyskusji podmiotów związanych z branżą FinTech. Konferencja odbędzie się 12 października 2016 w Hotelu SoundGarden w Warszawie.
Celem Konferencji jest wymiana doświadczeń i idei, które mogą przyczynić się do dynamiczniejszego rozwoju tego sektora w Polsce i na świecie. Z danych World Economic Forum wynika, że w najbliższych latach udział branży FinTech w światowym PKB zwiększy się nawet do 10%. W latach 2013-2015 w Stanach Zjednoczonych start-up’y finansowe przyczyniły się do powstania ponad 100 tys. miejsc pracy. Również w Polsce widzimy trend wzrostowy w tym sektorze. Jego przewaga polega na tym, że kreuje on wysokiej jakości etaty – nieoparte tylko na niskich kosztach zatrudnienia, lecz na doświadczeniu, pomysłowości i pracowitości. To olbrzymia szansa dla Polski, która w ostatnich latach wpadła w tzw. „pułapkę średniego dochodu” i jednym ze sposobów na jej opuszczenie są właśnie inwestycje w nowoczesne technologie finansowe. Mamy szansę stać się liderem w tej dziedzinie.
European Fintech Forum to przełomowe wydarzenie, które pozwoli polskim przedsiębiorcom dołączyć do grona krajów decydujących o gospodarce i sektorze finansowo-technologicznym w Europie oraz podejmować ważne decyzje w tym zakresie. Efektem końcowym Konferencji będzie powołanie organizacji reprezentującej przedsiębiorców na szczeblu europejskim z obszaru FinTech.
Zachęcamy do udziału w konferencji, nad którą objęliśmy patronat medialny. Więcej informacji na stronie: www.europeanfintechforum.pl
W ostatnim półroczu zmalała skłonność sektora rolniczego do inwestycji. Od stycznia zarejestrowano 4180 nowych ciągników rolniczych. W analogicznym okresie zeszłego roku było ich blisko 2-krotnie więcej (7 481 sztuk). Obserwowany spadek sprzedaży nowych ciągników rolniczych jest częściowo spowodowany zakończeniem perspektywy unijnej na lata 2007-2013.
Mniejsze spadki sprzedaży odnotowano na rynku ciągników używanych. Do końca czerwca zarejestrowano ich 8 391, natomiast w roku ubiegłym – 9 579. Według ekspertów obecna sytuacja na rynku maszyn rolniczych jest stanem przejściowym pomiędzy „starą” (2007-2013) a „nową” (2014-2020) perspektywą budżetową UE.
– Obserwowane obniżenie popytu na maszyny rolnicze wynika poniekąd z nasycenia rynku, związanego ze wzmożonymi inwestycjami wspomaganymi środkami finansowymi w minionej perspektywie UE – komentuje Marcin Hałaj, dyrektor ds. Rozwoju Rynku Rolniczego w Raiffeisen Leasing – Jednak największym problemem w tym sektorze jest tymczasowy brak nowych, aktywnych programów unijnych. Według prognoz analityków branża rolnicza powinna zacząć wracać na ścieżkę wzrostową w drugim półroczu 2016 roku. Nastąpi to prawdopodobnie w efekcie uruchomienia kolejnych regionalnych i krajowych programów dotacyjnych – dodaje ekspert.
Po pierwszym półroczu 2016 roku liderem rynku ciągników rolniczych pozostaje marka New Holland. Od początku roku zarejestrowano 646 nowych ciągników tej marki.
Jeżeli chodzi o wyniki regionalne, to najwięcej ciągników zakupili rolnicy z Mazowsza (743 sztuki). Na drugim miejscu uplasowała się Wielkopolska (509 sztuk), a na trzecim województwo Lubelskie (343 sztuki).
O ile można mówić o sporych spadkach w sprzedaży ciągników rolniczych, to powodów do narzekań raczej nie mają producenci maszyn towarzyszących. Dynamika ich sprzedaży jest co prawda niższa niż w roku ubiegłym, ale wciąż rośnie i producenci spodziewają się, że ta tendencja się utrzyma.
Mimo tendencji spadkowej na rynku, firmy oferujące finansowanie maszyn nie zwalniają tempa i aktywnie współpracują z wiodącymi producentami i dealerami maszyn rolniczych. W ubiegłym półroczu wiele z nich rozpoczęło współpracę z nowymi producentami. – Raiffeisen Leasing kontynuuje współpracę z marką Vaderstadt i Hardi oraz uruchomił nowe finansowanie fabryczne przyczep marki Umega. Ponadto w maju wystartowała oferta wspierana środkami unijnego programu COSME – tłumaczy Marcin Hałaj – W ramach leasingu i pożyczki z gwarancją COSME udało się nam sfinansować przedmioty o łącznej wartości prawie 10 mln złotych. Wciąż spływają do nas nowe wnioski i mamy nadzieję, że w najbliższym czasie dynamika ich wzrostu utrzyma się na podobnym poziomie – dodaje ekspert.
W firmach z dojrzałym działem zarządzania personelem realizuje się badania postaw i opinii pracowników dotyczące nie tylko satysfakcji zawodowej, ale również bardziej szczegółowych aspektów zatrudnienia. Niektóre z tych badań należy uznać za szczególnie delikatne. Należą do nich m.in. zaangażowanie w pracę, motywacja zawodowa, opinie i oczekiwania wobec wynagrodzenia, ocena kompetencji menadżerów czy mobbing.
Badanie tych zagadnień jest wyjątkowo wrażliwe na wpływ trudnych do przewidzenia czynników zniekształcających wyniki. Podejmując takie badanie powinniśmy być przygotowani na opór pracowników przed udzielaniem prawdziwych informacji, jak i podwyższone ryzyko wystąpienia obiektywnych trudności w udzieleniu zgodnych z prawdą odpowiedzi. Często problemy te są potęgowane przez nieprofesjonalną konstrukcję kwestionariusza czy okoliczności realizacji badania niesprzyjające koncentracji i poczuciu poufności. Rolą osoby przygotowującej badanie jest dołożenie wszelkich starań pozwalających pracownikom się otworzyć i w łatwy sposób przekazać informacje zgodne z rzeczywistością. Pomocne w tym są kompetencje interpersonalne i językowe oraz dobra znajomość samej organizacji. Jednak najbardziej trafne i użyteczne dane zagwarantować może tylko bardzo dobre przygotowanie merytoryczne, a także znajomość metodologii badań społecznych. Rolą niniejszego tekstu jest uczulenie czytelnika na kwestie związane z zapewnieniem rzetelności danych w przypadku badania kwestii szczególnie trudnych. Wiele dodatkowych informacji na ten temat znajdą Państwo na platformie badaniaHR.pl.
Dwa podejścia do realizacji badań
Przygotowując badanie postaw w firmie często zakładamy, że pracownicy nie będą mieli problemów z odpowiadaniem na nasze pytania oraz chętnie i otwarcie ujawnią swoje prawdziwe opinie. Dzieje się tak, gdyż znacznie ułatwia nam to dalszą pracę. To, czego chcemy się dowiedzieć po prostu ubieramy w ładnie brzmiące pytania i zestawiamy je w formie ankiety. Przygotowane arkusze rozdajemy pracownikom. Po ich zebraniu od respondentów przeliczamy i analizujemy wyniki, które napawają nas dużą satysfakcją. Dowiadujemy się, że 99% pracowników jest maksymalnie zaangażowanych w swoje obowiązki. Niemal wszyscy opuszczają biuro ze smutkiem na twarzy, i to tylko jeśli muszą, a za najważniejszy cel swojego życia uważają dynamiczny rozwój naszej firmy. Mimo, że według zrealizowanego właśnie badania wszyscy pracują „na najwyższych obrotach”, zarząd ciągle skarży się na spadające wskaźniki produktywności. Jaki z tego wniosek? Zarząd musi mieć nierzetelne dane! Niestety, prawda jest inna. To nasze badanie, bazując na niepoprawnych założeniach, dostarczyło wyniki wprawiające w zadowolenie HR, ale przy tym oderwane od rzeczywistości i niesprzyjające konstruktywnej pracy nad rozwojem firmy.
Na szczęście istnieje również inna droga. Bardziej wymagająca, lecz jednocześnie bardziej efektywna. Możemy od samego początku podejść do badania nieco mniej optymistycznie, ale racjonalnie i koncentrując się na zdobyciu jak najbardziej trafnych i użytecznych wniosków. W takiej sytuacji założymy, że na wyniki rzutuje nie tylko obiektywna rzeczywistość, ale również liczne czynniki postronne, które wpływają na sposób udzielania odpowiedzi przez pracowników. Naszym zadaniem stanie się wtedy dołożenie wszelkich starań, aby ułatwić lub nawet umożliwić respondentom udzielenie odpowiedzi jak najwierniej odzwierciedlających ich prawdziwe postawy.
Co utrudnia rzetelny pomiar postaw w firmie?
Z perspektywy metodologii badań społecznych nie ma badań „idealnych”. Zawsze należy być świadomym pewnego marginesu błędu. Im lepiej przy tym poznamy potencjalne źródła błędów, tym skuteczniej jesteśmy w stanie je minimalizować. Lista czynników zagrażających poprawności wyników badania jest długa, ale najczęściej wiążą się one z:
metodą i poziomem metodologicznym realizacji badania.
Pierwszy z powyższych czynników znajduje się poza zasięgiem naszej interwencji. Zazwyczaj nie znamy osobowości, temperamentu, zdolności poznawczych czy sytuacji życiowej pracowników, nie możemy ich kontrolować i nie wiemy jak wpływają na udzielane odpowiedzi. Dla przykładu, część pracowników o bardzo roszczeniowym nastawieniu może zaniżać oceny tych aspektów funkcjonowania firmy, które w rzeczywistości nie odbiegają od rynkowych standardów. Badanie powinniśmy prowadzić gwarantując anonimowość, więc nawet jeśli wiemy po kim spodziewać się komentarzy przesadnie negatywnych, czy sabotowania badania, nie jesteśmy w stanie tej informacji wziąć pod uwagę podczas interpretacji wyników. Znamy jednak generalne tendencje i skłonności psychologiczne ludzi. Przygotowując badanie powinniśmy brać je pod uwagę. Po pierwsze, warto być czujnym wobec powszechnych zniekształceń poznawczych takich, jak: uogólnianie oceny, selektywna uwaga, przepowiadanie przyszłości czy uzasadnianie emocjonalne. Nasilają się one szczególnie w przypadku formułowania opinii na temat własnej osoby oraz najbliższego otoczenia (np. własnego funkcjonowania zawodowego). Po drugie, należy mieć na uwadze lęk respondentów przed oceną i wyciągnięciem przez firmę niekorzystnych konsekwencji w przypadku ujawnienia przez nich postawy odbiegającej od oczekiwań. Ryzyko wzmożenia tendencji autoprezentacyjnych znacznie wzrasta w przypadku zbierania i analizowania odpowiedzi respondentów przez osoby związane z firmą, np. kierowników działów czy pracowników HR.
Kultura firmy oraz uwarunkowania zewnętrzne są czynnikami wpływającymi na wyniki, których na potrzeby badania nie zmienimy, ale do pewnego stopnia możemy i powinniśmy je kontrolować. Kontrola w tym przypadku polega na przewidywaniu ich oddziaływania na sposób odpowiadania respondentów oraz uwzględnianie tego przy projektowaniu badania. Język i sposób komunikacji przed badaniem, czas wybrany na jego realizację czy stosowane metody zbierania danych to przykłady zagadnień, które powinniśmy odpowiednio dostosowywać mając na uwadze właśnie te dwa czynniki. Aby minimalizować zniekształcenia wyników, zwłaszcza na badanie wrażliwej tematyki, firmę trzeba przygotować. Do głównych działań należy przeprowadzenie szerokiej akcji informacyjno-motywacyjnej, zorganizowanie warunków pozwalających pracownikom na bezpieczne i komfortowe wypełnienie ankiety, a przy tym bliska współpraca z kadrą kierowniczą. Kulturę firmy najlepiej znają oczywiście jej członkowie, jednak będąc z nią „zżyci” mogą nie zauważać zagrożeń czy utrudnień procesu badania łatwo dostrzegalnych „z boku”. Jako najprostszy przykład można tu podać sposób konstruowania metryczki badawczej. W przykładowej firmie istnieje tradycyjnie utrwalony podział na 6-osobowe zespoły pracownicze. W ramach tych grup pracownicy są wspólnie rozliczani z zadań, motywowani itd., a ich wyniki czy wskaźniki np. efektywności czy absencji porównywane z wynikami innych zespołów. Osobie organizującej badanie taki podział może się wydać najbardziej naturalnym, prostym, oczywistym i praktycznym kryterium rozróżniania pracowników, także w przypadku badania postaw. Niestety, o ile pomiaru i przypisywania odpowiednich wartości do zespołu pracownicy nie mogą uniknąć, o tyle w badaniu postaw bazujemy – i rzetelność naszych wyników także – na ich dobrej woli. Wiedząc, że udzielone odpowiedzi zostaną powiązane z tak małą grupą (jak przykładowe 6 osób), pracownicy będą czuć opór przed udzieleniem prawdziwych informacji na temat np. swojej motywacji do pracy czy opinii o kierownictwie firmy. W tym przypadku należałoby odejść od utrwalonych w firmie wzorców i zdecydować się na analizy o ogólniejszym poziomie (np. brygady lub pionu). Trzeba świadomie zrezygnować z wysokiej szczegółowości otrzymanych danych, aby zyskać ich większą prawdziwość. Często nie jest to wiadome dla osób niedoświadczonych w prowadzeniu badań. Najlepsze efekty w minimalizowaniu wpływu czynników „okołobadawczych” na wyniki przynosi współpraca pomiędzy osobami znającymi firmę oraz metodologicznym doradcą z zewnątrz.
Kolejny punkt z powyższej listy, przedmiot badania, pozostaje oczywiście w naszej gestii, ale zazwyczaj w naturalny sposób jest on determinowany aktualnymi potrzebami informacyjnymi firmy. W przypadku badania np. wpływu pracy na życie prywatne czy oceny szkoleń, sam przedmiot badania nie powinien nastręczać dużych problemów. Pracownicy zwykle dość chętnie i otwarcie dzielą się zarówno pozytywnymi, jak i negatywnymi uwagami odnośnie warunków pracy. Z zapałem wyrażają też opinie na temat tego, co firma mogłaby dla nich zrobić. Jednak takie tematy, jak zaangażowanie czy motywacja do pracy, są szczególnie podatne na przekłamania, gdyż łatwo mogą zostać odebrane jako zagrażające pozycji pracownika. Konsekwencją realizacji tych badań w nieprofesjonalny sposób będzie oczywiście dramatyczne obniżenie wiarygodności uzyskanych danych. Źle przygotowany i zrealizowany projekt może przyczynić się również do spadku zaufania wobec organizacji, pogorszenia atmosfery pracy, czy rozbudzenia u pracowników nadmiernych, nierealnych oczekiwań. Szczególnie ważne jest więc, aby bardzo dużą uwagę poświęcić ostatniemu punktowi z zaprezentowanej powyżej listy. Przygotowanie metodologiczne badania jest jedynym czynnikiem, na który mamy pełny wpływ, dlatego zostanie on przedstawiony poniżej nieco szerzej.
Metodologiczne przygotowanie do badania
Nawet proste i wyglądające niewinnie błędy w kwestionariuszu badawczym mogą bardzo łatwo przyczynić się do zwiększenia zniekształceń związanych ze wszystkimi opisanymi powyżej czynnikami. Złe przekazanie intencji pytania prowadzące do nieporozumień, nacechowanie emocjonalne wzmagające lęk przed oceną i kamuflowanie prawdziwych odpowiedzi czy zasugerowanie zatrudnionym rozwiązań, których firma z pewnością nie wdroży, to przykłady tylko niektórych z efektów takich błędów. Typologia problemów pojawiających się przy konstruowaniu pytań również jest bardzo bogata. Mogą one dotyczyć między innymi nieścisłości logicznych czy wieloznaczności użytych sformułowań, jak również kwestii czysto merytorycznych. Nie powinno się korzystać ze zwrotów zawierających oceny moralne lub etyczne, terminów zarówno potocznych, jak i bardzo profesjonalnych, czy podwójnych przeczeń. Bardzo dobrze, jeśli pytania wydają się „właściwe” osobom badanym, tak w kontekście badania, jak i jego tematu. Taką właściwość kwestionariusza nazywamy trafnością fasadową. Jest ona bardzo ważna zwłaszcza w przypadku badania tematów wrażliwych, gdyż wpływa na motywację badanych do udzielenia starannych odpowiedzi. Na temat poprawnego konstruowania badania postaw powstało wiele wartych polecenia prac, jak „Testy psychologiczne” (A. Anastasi, S. Urbina), „Badania społeczne w praktyce” (E. Babbie) czy „Kwestionariusze, wywiady, pomiary postaw” (A. Oppenheim). Są to pozycje dotyczące ogólnej metodologii badania postaw, których dobra znajomość jest bardzo ważna dla poprawnej realizacji tak istotnego dla firmy projektu.
Poniżej przedstawiono praktyczne przykłady błędów metodologicznych związanych bezpośrednio z pomiarem postaw w firmie. Omówiono także ich wpływ na uzyskane wyniki oraz przedstawiono propozycje rozwiązań.
Przykład 1: Badanie więzi z firmą
Błędnie:Nie wyobrażam sobie, że mógłbym opuścić tę firmę.
Błąd w tym przypadku polega na niewłaściwym doborze znaczeniowym słów, a dokładniej przesadnej metaforyzacji. W zamyśle badacz chce dowiedzieć się, jaki procent pracowników planuje aktualnie opuszczenie firmy. W rzeczywistości większość respondentów potraktuje pytanie bardziej dosłownie i wyzna, że – oczywiście – dopuszcza do swojej świadomości ewentualność zmiany pracy. W efekcie wyniki uzyskają rozkład nienaturalnie skośny i przedstawią grupę osób zamierzających opuścić firmę jako znacznie nadreprezentowaną. Na rozkładzie odpowiedzi, po stronie osób przygotowujących się do odejścia zobaczymy – niezgodnie z prawdą – wyniki wszystkich pracowników, być może oprócz udziałowców firmy i osób które planują doczekać na aktualnym stanowisku zbliżającej się emerytury (rys.1). Oczywiście na ogół nikt racjonalny nie podejmuje działań w oparciu wyłącznie o wyniki jednego pytania. Jednak dbać należy, aby każdy argument, który bierzemy pod uwagę podejmując decyzje był jak najbardziej trafny i rzetelny.
Poprawnie:Często zastanawiam się, czy opuszczenie tej firmy nie wyszłoby mi na dobre.
To pytanie w lepszy sposób prognozuje problemy z fluktuacją w firmie. Podchodzi ono do zagadnienia bardziej „miękko” i bez błędu niejednoznaczności znaczeniowej użytych słów. Dzięki temu precyzyjniej rozróżnia osoby zastanawiające się nad odejściem z firmy od tych, które nie prowadzą podobnych rozważań. Ważne jest, że nie pyta się tu wprost o plany i nie wymaga od pracownika jednoznacznej deklaracji, którą ten mógłby odebrać jako zbyt natarczywą w dość delikatnej kwestii lojalności wobec pracodawcy.
*dane poglądowe, na podstawie badań pilotażowych platformy badaniaHR.pl
Przykład 2: Sondowanie potrzeb szkoleniowych
Błędnie:Posiadam wszelkie kompetencje potrzebne do wykonywania mojej pracy.
W wielu przypadkach złym posunięciem jest kamuflowanie właściwej intencji pytania, które z pozoru wydaje się sprytnym zabiegiem dotarcia do właściwych przekonań respondentów. Taki zabieg może czynić pytanie niezrozumiałym dla pracownika, rozumianym na opak lub postrzeganym jako podchwytliwe. Przykładem takiego błędu jest pytanie o stopień przyswojenia kompetencji oczekiwanych na danym stanowisku, podczas gdy docelowo badacz zainteresowany jest wyłącznie zdiagnozowaniem potrzeb szkoleniowych pracowników. Pomimo anonimowości respondenci łatwo potraktują takie pytanie jako zakamuflowany element oceny pracowniczej. W odpowiedzi zachowają się asekuracyjnie i nie przekażą swoich autentycznych opinii, a wyniki okażą się skrajnie jednostronne. Można spodziewać się, że jedynie ok. 5% pracowników zostanie rozpoznanych jako oczekujący wsparcia firmy przy rozwijaniu swoich kompetencji.
Poprawnie:Firma powinna zapewniać lepszy dostęp do szkoleń w zakresie….
Jeśli chcemy zapytać o potrzeby szkoleniowe, to lepiej zrobić to wprost. Jeśli mamy wytypowane programy, nad których wdrożeniem się zastanawiamy, dobrze jest zadawać pytania odnoszące się bezpośrednio do nich.
Metody minimalizowania błędów
Uniknięcie opisanych powyżej błędów zależy w znacznej mierze od wiedzy, praktycznego doświadczenia i nakładów pracy. Nie ma prostych, pojedynczych rozwiązań, które pozwoliłyby w każdych okolicznościach uniknąć wszystkich problemów i zapewnić w pełni wiarygodne dane. Tym, co pozwala minimalizować błędy jest natomiast duża doza ostrożności i przestrzeganie wielu dość rygorystycznych reguł badań społecznych. Jedną z nich, która istotnie pomaga w zminimalizowaniu skutków pojedynczego niedoskonałego pytania jest korzystanie ze skal, a więc zestawów pytań dotyczących tych samych zagadnień. Posługując się skalami analizujemy sumaryczny wynik wielu pytań, który do pewnego stopnia niweluje wpływ ewentualnego pojedynczego błędu. Niestety, w przypadku niepoprawnego skonstruowania większej liczby pytań wchodzących w skład skali, błędy będą się kumulowały, co tylko pogłębi problem.
Bardzo dobrym sposobem podnoszenia trafności narzędzia, wykorzystywanym podczas konstruowania profesjonalnych narzędzi badawczych, jest posiłkowanie się metodą sędziów kompetentnych. Mówi się, że „co dwie głowy, to nie jedna” i w tym przypadku porzekadło to ma praktyczne zastosowanie. Przed użyciem nowego narzędzia warto zapytać o opinie na jego temat osoby, które nie miały z nim wcześniej styczności. Kluczem wyboru sędziów może być np. dobra znajomość przedmiotu badania lub podobieństwo do członków badanej populacji. Tak dobrane osoby udzielą nam cennych uwag i ukażą niektóre aspekty skonstruowanych pytań w zupełnie innym świetle.
Kolejnym mechanizmem dobrze zabezpieczającym przed wprowadzeniem do użytku błędnego kwestionariusza jest proces walidacji. Seria badań pilotażowych i analiza statystyczna zgromadzonych próbnie danych pozwolą wykryć mankamenty naszego narzędzia przeoczone w trakcie układania pytań. Ponadto, posiadając dane od dużej, reprezentatywnej grupy respondentów można opracować normy porównawcze. Odwołując do nich wyniki właściwego badania, nawet w przypadku pytań generujących nietypowy, mocno asymetryczny rozkład (por. Rys. 1.) jesteśmy w stanie dostrzec ewentualne anomalie. W praktyce rzetelnymi próbami porównawczymi dysponują jedynie niektóre narzędzia, udostępniane przez firmy specjalizujące się w realizacji tego typu badań. Zestaw ośmiu kwestionariuszy do badania postaw i opinii pracowników z ogólnopolskimi normami oferuje platforma badaniaHR.pl.
Nie posiadając przygotowania i praktycznego doświadczenia w badaniach postaw bardzo łatwo jest popełnić błędy, które zaważą na powodzeniu całego projektu. Konsekwencjami złego przygotowania i realizacji badania zawsze będzie zgromadzenie niepełnowartościowych danych, które mogą stać się podstawą do podejmowania błędnych decyzji i działań. W skrajnych przypadkach, poprzez badanie przeprowadzone w sposób nie budzący zaufania pracowników może ucierpieć atmosfera i kultura organizacji oraz nastawienie zatrudnionych do współpracy w tego typu działaniach w przyszłości. Ostrzeżenia te dotyczą zwłaszcza tematów nazwanych w artykule „wrażliwymi”, a więc powiązanych m.in. z oceną funkcjonowania zawodowego pracownika oraz psychospołecznych zagrożeń w pracy. Podejmując się diagnozowania tych zagadnień należy być pewnym swoich kompetencji i możliwości lub korzystać ze współpracy z doświadczonymi firmami badawczymi.
Ronson Europe wyemitował w ramach oferty publicznej obligacje serii P o wartości nominalnej 10 mln zł. Obligacje zostały przydzielone 74 inwestorom, a zapisy zostały zredukowane średnio o 10,89%.
– Dzięki zakończonej sukcesem ofercie publicznej oraz wcześniej przeprowadzonym emisjom prywatnym zaspokoiliśmy nasz apetyt na ten rok na pozyskanie finansowania w drodze emisji obligacji. Dobre przyjęcie naszych papierów przez inwestorów detalicznych, którzy docenili naszą strategię i silną pozycję finansową, umożliwia nam rozważenie ponownego pozyskania finansowania w ramach oferty publicznej skierowanej do inwestorów detalicznych w przyszłości – powiedział Tomasz Łapiński, dyrektor finansowy Ronsona.
Zakończona emisja obejmuje 10 000 obligacji serii P o wartości nominalnej 1 000 zł każda. Obligacje są 4-letnie i niezabezpieczone, ze stałym oprocentowaniem równym 5,25% w skali roku. Odsetki będą wypłacane inwestorom co 3 miesiące. Termin wykupu obligacji serii P przypada w sierpniu 2020 r. Podobnie jak przy większości dotychczasowych emisji obligacji Ronsona, Spółka planuje wprowadzić obligacje serii P do alternatywnego systemu obrotu na Catalyst.
Funkcję oferującego w pierwszej publicznej emisji obligacji Ronsona pełnił dom maklerski Michael / Ström.
Uwzględniając emisję obligacji serii P, Ronson wyemitował dotychczas obligacje o łącznej wartości 348,8 mln zł, z czego obligacje o łącznej wartości nominalnej 120,3 mln zł zostały już wykupione. Pozostałe serie zapadają w latach 2017-2020.
KGHM Polska Miedź kontynuuje weryfikację strategii, której wyniki będą znane za pół roku. Spółka redukuje koszty, a obciążeniem dla niej są zagraniczne inwestycje oraz tanie surowce, a także wciąż obowiązujący podatek od kopalin. Wyniki audytu najbardziej kontrowersyjnego projektu, czyli chilijskiej kopalni Sierra Gorda powinny być znane późną jesienią.
– Trwają audyty wszystkich projektów zagranicznych. Już niedługo się one skończą. Trwa również weryfikacja w przypadku złoża Sierra Gorda i tzw. life of mine, czyli projekt życia kopalni obliczany jest na nowo – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Krzysztof Skóra, prezes zarządu KGHM. – Planujemy w tym roku pod koniec jesieni zakończyć ten projekt i w komunikatach bieżących będziemy informować o tym rynek.
Kupione w 2012 r. chilijskie złoże miedzi i molibdenu Sierra Gorda eksploatowane jest od czerwca 2014 r. KGHM wyłożył na 55 proc. udziałów niemal 10 mld zł. Na początku 2016 roku KGHM przeszacował wartość tej inwestycji, odpisując za jej przyczyną ponad 3 mld zł. W I półroczu Sierra Gorda przyniosła konglomeratowi 481 mln zł straty. Cały czas trwa audyt inwestycji, którego wyniki będą istotnym czynnikiem przy weryfikacji całej strategii.
– Planujemy ogłosić wyniki zweryfikowanej strategii przy publikacji raportu rocznego, czyli w I kw. 2017 roku – zapowiada Skóra. – Potrzeba jeszcze trochę cierpliwości, żebyśmy zakończyli ten proces. Prace w spółce przebiegają w bardzo szybkim tempie. W zweryfikowanej strategii pokażemy długofalowe ścieżki rozwoju i KGHM-u i całej grupy kapitałowej.
W I półroczu 2016 r. KGHM Polska Miedź sprzedała 255,2 tys. ton miedzi i 544,5 ton srebra wobec odpowiednio 277,6 tys. ton i 562,7 ton rok wcześniej. W dodatku sprzedała za niższą cenę, bo surowce potaniały na światowych giełdach odpowiednio o 21 proc. (miedź) i 4 proc. (srebro). W efekcie przychody KGHM ze sprzedaży miedzi spadły o 24,8 proc., natomiast ze sprzedaży srebra o 3,8 proc. w porównaniu z I półroczem 2015 r. Prezes spółki ma nadzieję, że surowce w najbliższych miesiącach przynajmniej przestaną tanieć.
– Nie mamy wpływu na kształtowanie się cen miedzi, bo są to uwarunkowania makroekonomiczne. Natomiast każda spółka, tak samo KGHM chciałaby, żeby te ceny były dla niej jak najkorzystniejsze, czyli jak najwyższe. Analitycy różnie określają ten poziom cen – mówi prezes KGHM. – Mówi się o tym, że w tym roku ma być mniej więcej na tym poziomie, na którym ceny są, z niewielkimi odchyleniami. Mamy nadzieję, że w dłuższym okresie czasu te ceny wzrosną.
W I półroczu 2016 roku grupa kapitałowa KGHM miała 8,46 mld zł przychodów ze sprzedaży, o ponad 1,5 mld zł mniej niż rok wcześniej. Zysk netto przypadający na akcjonariuszy KGHM SA spadł do 296 mln zł z niemal 1,2 mld zł przed rokiem. Obniżyły się jednak także koszty.
– Na korzyść wpływa to, że koszt jednostkowy w całej grupie kapitałowej jest mniejszy o 12 proc. w stosunku do okresu ubiegłorocznego. I nawet porównując do punktu odniesienia przy takich samych uwarunkowaniach makroekonomicznych, to ten koszt jednostkowy C1 byłby i tak niższy o 6 proc. Pokazujemy, że panujemy nad kosztami, staramy się je obniżać – przekonuje Krzysztof Skóra.
Główny rynek GPW ulega dalszej marginalizacji zapoczątkowanej przez reformę OFE z lat 2011–2014 i wspartej przez zawieruchę polityczną ostatnich kilkunastu miesięcy. Do końca lipca z głównego parkietu polskiej giełdy zniknęło 14 spółek, debiutów było zaś 9. Zdaniem Bartosza Krzesiaka z DM Navigator oprócz ogólnej koniunktury i minorowych nastrojów kroplą, która przelała czarę goryczy, było wprowadzenie nowych obowiązków informacyjnych.
– W najbliższym czasie będziemy mieli sporo do czynienia z delistingiem – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Bartosz Krzesiak, dyrektor w Domu Maklerskim Navigator. – O ile wcześniej niektóre spółki mogły rozważać zamiar wyjścia z giełdy, np. dlatego że struktura akcjonariatu podpowiadała ruch w tę stronę lub spółki po prostu nie planowały w najbliższym czasie pozyskania kapitału przez giełdę, chociażby z powodu niskich wycen albo w ogóle kondycji rynku, to ostatnio nastąpiły dodatkowo pewnego rodzaju zmiany regulacyjne. Głównie myślę o zmianach w zakresie obowiązków informacyjnych, które spowodowały, że to może być dodatkowy bodziec do wyjścia z rynku.
Od 3 lipca obowiązuje unijne rozporządzenie MAR, na nowo definiujące obowiązki informacyjne spółek. W miejsce dotychczas obowiązującego katalogu sytuacji, w których spółka jest zobowiązana do publikacji raportu bieżącego, weszło w życie ujednolicone pojęcie informacji poufnej. Teraz każdorazowo zarząd spółki ma decydować, czy informacja spełnia te kryteria, czy nie, co zwiększa odpowiedzialność władz spółki.
– To czynnik niedecydujący, ale przeważający szalę w drugą stronę, powodujący, że na górze zapada decyzja o wycofaniu spółki z giełdy. I rzeczywiście wydaje się, że sporo takich procesów się otwiera. To są procesy dosyć długoterminowe, bo trwają przynajmniej kilka miesięcy, myślę, że potrzeba czterech–pięciu, żeby spółkę wyprowadzić z giełdy – zauważa Krzesiak.
Statystyki giełdowe na lipiec pokazują, że wycofań z rynku głównego było 14, zaś nowych debiutów dziewięć. W sierpniu zadebiutował jeszcze Medicap, natomiast podobnie jak w przypadku trzech innych spółek było to przejście z rynku NewConnect. Natomiast decyzję o wycofaniu akcji z giełdy podjęło walne zgromadzenie spółki TelForceOne. Wcześniej zniknęły z niej m.in. Duon, Midas, eCard czy Pani Teresa Medica.
Do chwili obecnej na głównym rynku GPW zadebiutowało 10 spółek. W ubiegłym roku było ich w tym momencie roku trzynaście, a w 2014 roku siedemnaście.
– W okresie wakacyjnym i tuż przedwakacyjnym spółki się przygotowują do przeprowadzenia emisji czy do debiutów i zazwyczaj mamy do czynienia z wysypem tego typu transakcji w okresie wrzesień–październik – komentuje dyrektor DM Navigator. – Natomiast wydaje się, że mimo że to jest okres uśpiony, to rok do roku powiedziałbym, że dzieje się trochę mniej niż zazwyczaj. Widać to chociażby po liczbie wniosków, które zostały skierowane do Komisji Nadzoru Finansowego o zatwierdzenie prospektów.
Domy studenckie wracają do łask i coraz chętniej wybierane są przez studentów zamiast stancji, wynajmowanych pokoi czy mieszkań. Jak wynika z danych firmy Reas, publiczne akademiki mogą zaspokoić potrzeby mieszkaniowe tylko 9 proc. studentów, a w dodatku często są to budynki stare i nieremontowane. To otwiera nowe możliwości przed inwestorami, którzy stawiają na prywatne akademiki. Doświadczenia państw Europy Zachodniej pokazują, że na tym segmencie rynku można dobrze zarobić.
– Na Zachodzie już od dawna inwestują w akademiki. Zauważano tam już dużo wcześniej, że żak musi gdzieś mieszkać i jeżeli jakiś uniwersytet działa kilkaset lat w danym miejscu, to zapewne będzie tak przez kolejnych kilkaset. Coraz więcej studentów wybiera akademiki i nie chce wynajmować mieszkań – tak się dzieje również w Polsce. Bo jednak jest to specjalny czas w życiu i studenci wolą być razem ze sobą – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Maja Biesiekierska, head of advisory and asset managements w Prelios Real Estate Advisory, firmie zajmującej się m.in. doradztwem inwestycyjnym na rynku nieruchomości.
Z takich prywatnych akademików na szeroką skalę korzystają m.in. studenci w krajach Europy Zachodniej. Segment ten – w opinii ekspertów firmy Reas – również w Polsce ma ogromny potencjał, ponieważ z populacją 1,5 mln studentów jesteśmy w czołówce Europy. Dodatkowo z roku na rok przybywa studentów zagranicznych.
– Powstają w związku z tym bardzo nowoczesne akademiki budowane przez dużych inwestorów, którzy widzą w tym potencjał. Wszystkie prywatne akademiki, o których wiem, że radzą sobie doskonale i są w pełni wynajęte. Jest bardzo duże zapotrzebowanie na nowe grunty, na których można postawić takie obiekty dla studentów. Bardzo często są to lokalizacje blisko uczelni, co powoduje, że tworzą się uniwersyteckie kampusy z pełną infrastrukturą. Są to naprawdę bardzo dobre i przyjazne miejsce do studiowania – mówi Biesiekierska.
Przykładem może być inwestycja Griffin Group, która za 23 mln zł wykupiła od Grupy Hotelowej Orbis hotel Polonez w Poznaniu i przekształciła go w nowoczesny akademik. Firma ma domy studenckie również w Łodzi i Lublinie, a w ciągu kolejnych trzech lat liczba pokoi na wynajem zwiększy się z ponad tysiąca do nawet 7–8 tysięcy.
Według danych GUS na koniec 2014 roku w Polsce działały łącznie 504 domy studenckie dysponujące prawie 135,5 tys. miejscami. Zdecydowana większość (462) to placówki publiczne z ponad 130 tys. miejsc. Niepubliczne domy studenckie dysponowały niespełna 5 tys. miejsc.
W roku akademickim 2014/2015 wszystkie polskie uniwersytety oferowały swoim studentom 131 akademików z 41,2 tys. miejsc. Z kolei wyższe szkoły techniczne dysponowały 129 placówkami, w których mogło zamieszkać 45 tys. studentów. W poprzednim roku akademickim z tego typu placówek w Polsce korzystało ponad 108 tys. studentów, z czego 4 tys. zdecydowało się na wybór niepublicznych akademików.
Wysokie temperatury stanowią olbrzymie wyzwanie dla branży logistycznej – przekonuje Agnieszka Sałek, dyrektor ds. handlowych QSL Polska. Latem restauracje częściej składają zamówienia na świeże produkty, których nie da się długo magazynować. System dostaw one-stop shop przyspiesza czas dostaw, a stosowany we flocie system multi-temperature pozwala utrzymać odpowiednią temperaturę dla każdego rodzaju produktów.
– Najważniejszą kwestią jest zapewnienie właściwej temperatury wszystkim przewożonym produktom, zarówno chłodzonych, jak i mrożonych – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Sałek, dyrektor ds. handlowych QSL Polska, operatora logistycznego. – Musimy zapewnić naszym klientom pewność, że dostarczane jedzenie jest świeże.
Wiosną i latem restauracje częściej składają zamówienia na świeże produkty, których nie da się długo magazynować. Tym samym magazynowanie i transport żywności są bardziej wymagające. Aby zapewnić optymalne temperatury, QSL wykorzystuje flotę z systemem multi-temperature. Ciężarówki są podzielone na strefy, a każda utrzymuje temperaturę odpowiednią dla danych typów produktów, np. mrożonek i produktów świeżych.
– Nasza flota jest przystosowana do przewożenia towarów w zróżnicowanych temperaturach. Dodatkowo wykorzystujemy metodę one-stop delivery, czyli wszystko w jednej dostawie, bez wymogu kontroli dostarczonych produktów przez pracowników restauracji – mówi Sałek.
Dzięki takim rozwiązaniom można przewozić produkty w jednej dostawie w jak najlepszych warunkach, oszczędzając przy tym czas i obniżając koszty transportu. Dodatkową metodą wspierającą szybkie dostawy jest Drop & Go. Przed opuszczeniem magazynu produkty są pakowane w jedną paczkę i dokładnie fotografowane. Podczas odbioru dostawy pracownik lokalu gastronomicznego nie musi sprawdzać po kolei każdej pozycji z zamówienia, bo wszystko jest na zdjęciach. Dzięki temu odbiór dostawy trwa tylko 10–30 minut.
Jak przekonuje Sałek, wzmożony ruch i częstsze zamówienia nie mają wpływu na zachowanie norm bezpieczeństwa, które zwłaszcza przy transporcie świeżej żywności do lokali są mocno wyśrubowane.
– Obowiązkiem operatorów logistycznych jest zadbanie, żeby do finalnego klienta docierały tylko świeże produkty. Monitorujemy daty przydatności i temperaturę składowania produktów od momentu przyjęcia towaru do jego dostawy. Tę informację udostępniamy również na żądanie klientom – wskazuje dyrektor handlowy QSL Polska.
Jakość i bezpieczeństwo dostaw monitorują globalne organizacje, m.in. GFSI (Global Food Standard Initiative). Oba centra logistyczne QSL Polska w Sosnowcu i Błoniu otrzymały certyfikaty International Highest Food Standard dla logistyki, przyznawane przez GFSI.
– Działalność operatorów logistycznych jest na bieżąco monitorowana zarówno przez audytorów wewnętrznych, jak i przez międzynarodowe firmy audytujące, np. International Food Standard – mówi Agnieszka Sałek.
Amerykańskie indeksy powróciły do wzrostów, w kilka tygodni uzyskując wysokie jednocyfrowe bądź nawet dwucyfrowe wyniki. Druga po tej z grudnia ubiegłego roku podwyżka stóp uważana jest za mało prawdopodobną już we wrześniu, a przed wystąpieniem szefowej Fed w Jackson Hole i danymi o PKB za II kwartał, które oczekiwane są w przyszły piątek, nie widać na horyzoncie wydarzeń, które mogłyby zagrozić bykom podczas kolejnych kilku sesji. Nowe rekordy za oceanem są więc prawdopodobne.
– Od czasu głosowania Brytyjczyków w sprawie wystąpienia z Unii Europejskiej na amerykańskiej giełdzie widzimy systematyczne wzrosty. Od tego czasu wszystkie indeksy wyszły na historyczne maksima, czy popatrzymy na S&P 500, czy na technologiczny NASDAQ, czy na Dow Jonesa – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Rafał Sadoch, analityk DM mBanku. – To ma związek z tym, że po brytyjskim referendum główne banki centralne będą prawdopodobnie przez dłuższy czas utrzymywały luźną politykę monetarną. Oznacza to, że koszt pieniądza będzie niski, a rynki finansowe z tego się cieszą.
Na wyniki brytyjskiego referendum z 23 czerwca, w którym Brytyjczycy opowiedzieli się za wystąpieniem z UE, amerykańskie indeksy zareagowały dwiema spadkowymi sesjami. Potem zaś zaczęły odrabiać straty, bijąc kolejne rekordy. W efekcie Dow Jones od 27 czerwca wzrósł o 8,5 proc. do niemal 18600 pkt, S&P500 poszedł w górę o 9,3 proc. do 2187 pkt, zaś NASDAQ, który we wcześniejszych tygodniach odstawał od pozostałych indeksów i swoje szczyty z połowy ubiegłego roku pobił dopiero na początku sierpnia, zdołał w tym czasie wspiąć się o 14 proc. do 5240 pkt.
– Te wzrosty momentami bywają korygowane, jak miało to miejsce w połowie sierpnia, kiedy pojawiły się jastrzębie komentarze wskazujące, że być może już we wrześniu będzie miała miejsce podwyżka stóp procentowych – zwraca uwagę Sadoch. – Ale dzień później poznaliśmy protokół z posiedzenia Rezerwy Federalnej, które miało miejsce w ostatnich dniach lipca i okazało się, że tylko niewielka część członków komitetu spodziewa się podwyżki stóp procentowych, a większość zdecydowanie opowiada się za tym, aby poczekać jeszcze jakiś czas, upewnić się, że ożywienie gospodarcze, które ma miejsce w Stanach Zjednoczonych jest trwałe, że inflacja będzie wracać do celu i że generalnie nie należy się spodziewać tych szybkich podwyżek stóp, co oddziałuje w kierunku napływu kapitału na rynek akcyjny i wzrostu cen akcji.
O możliwej podwyżce we wrześniu wspomniał w swoim wystąpieniu Wiliam Dudley, szef Fed z Nowego Jorku, zaś jego odpowiednik z Atlanty, Dennis Lockhart wygłosił opinię, że podwyżka powinna nastąpić jeszcze w tym roku. Po tych wypowiedziach rynki wyceniały prawdopodobieństwo takowej na ponad połowę. Potem opublikowano jednak zapis z ostatniego posiedzenia Komitetu Otwartego Rynku, które miało gołębi wydźwięk. Okazało się też, że tylko jedna osoba głosowała w lipcu za podwyżką stóp. Następne posiedzenie, wsparte najnowszymi prognozami makroekonomicznymi, odbędzie się 20 i 21 września.
– Jeśli mówimy o S&P 500, to jesteśmy bardzo wysoko w tym momencie. Wydaje się realne, że poziom 2200 punktów mógłby być osiągnięty. W tym momencie jesteśmy na poziomie 2180, zatem widać, że ta przestrzeń do zwyżek jest już niewielka, ale nastroje na rynku akcyjnym są dość bycze i tutaj na takie kolejne szczyty mogą mieć miejsce – przewiduje analityk mBanku.
Przez najbliższy tydzień niewiele może zagrozić kupującym akcje. Dopiero 25-26 sierpnia odbędzie się sympozjum w Jackson Hole, na którym spodziewane jest wystąpienie szefowej Fed Janet Yellen, mogące dać wskazówki odnośnie do dalszego kursu banku centralnego na pozostałych trzech tegorocznych posiedzeniach. Także w przyszły piątek opublikowane zostaną zrewidowane dane o amerykańskim PKB w II kwartale roku.
– Elementy, które mogły zmienić ten obraz, poznamy dopiero w końcówce sierpnia bądź we wrześniu. To przemówienie Janet Yellen, które będzie miało miejsce 26 sierpnia, może w jakimś sensie odmienić obraz rynków – wskazuje Rafał Sadoch. – Wydaje mi się, że momentem, który mógłby spowodować większą korektę, bo musimy mieć świadomość, że po tak solidnych wzrostach korekta jest czymś naturalnym, będzie wrześniowe posiedzenie Rezerwy Federalnej, na którym pewnie nie zobaczymy podwyżki stóp procentowych, ale już Rezerwa Federalna pewnie ustosunkuje się do tego, co może się dziać w dalszej części roku. Gdy popatrzymy na rynkową wycenę, to ona mniej więcej pół na pół w tym momencie ocenia szanse wzrostu stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych.
Bonair, polska firma IT, która od lat informatyzuje duże przedsiębiorstwa, nadal widzi znaczący potencjał rozwoju w tym segmencie. Inwestycje w cyfryzację wymuszają zmiany rynkowe, preferujące modele biznesowe sprzyjające wykorzystaniu technologii w niemal każdej dziedzinie działalności.
– Gospodarka coraz bardziej opiera się na cyfrowym zarządzaniu i technologiach. Nie uciekną od tego zarówno małe organizacje, jak i największe przedsiębiorstwa. Realizujemy projekty wśród dużych podmiotów i myślę, że w tym segmencie rynku pozostaniemy. Nie planujemy zmiany strategicznej – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor prezes zarządu Bonair, Andrzej Wach. – Musimy jednak uważnie przyglądać się całemu rynkowi. Zmiany w technologiach, oczekiwaniach, upodobaniach ludzi, cała warstwa mobilności, dostępu do danych firmowych z różnych platform to jest coś, co się dzieje i firmy takie jak Bonair muszą te zmiany adresować.
Z szacunków firmy analitycznej IDC wynika, że wartość polskiego rynku usług IT wzrosła w 2014 r. o 4,5 proc. i wyniosła 3,28 mld dolarów. Jednocześnie IDC oczekuje średniego wzrostu tego rynku rzędu 4 proc. w ciągu najbliższych pięciu lat, tak aby jego wartość przekroczyła 4 mld dol. w 2019 r. Według IDC większość kontraktów IT tradycyjnie pochodzi z branży finansowej oraz firm telekomunikacyjnych. Można jednak zaobserwować rosnące zainteresowanie usługami IT ze strony firm produkcyjnych i handlowych, a także znaczne ożywienie wśród firm kierujących ofertę do klienta detalicznego.
Bonair działa na rynku od ok. 25 lat, tworząc kompleksowe rozwiązania branżowe dla banków, instytucji finansowych, zakładów produkcyjnych i usługowych oraz administracji publicznej. Firma zatrudnia ponad 190 osób, w tym analityków, projektantów, konsultantów, programistów i inżynierów systemowych w biurach w Warszawie, Bydgoszczy, Krakowie, Szczecinie i Wrocławiu. Firma realizuje także projekty międzynarodowe.
– Największą dynamikę wzrostów w kategoriach ilościowych odnotowujemy w rozwiązaniach dla przemysłu. To dużo większy rynek z naszego punktu widzenia niż inne, na których działamy – wskazuje prezes Bonair. – Rynek instytucji finansowych jest dla nas również bardzo istotny, ponieważ oferujemy tu nasze własne produkty, a co za tym idzie – rentowność i know-how są dużo wyższe.
Rynek informatyczny podlega gwałtownym zmianom podyktowanym przez narastającą falę digitalizacji. W ocenie IDC zmiany widoczne na rynku usług IT wymuszają na firmach błyskawiczne decyzje i dopasowywanie oferty do dynamicznych oczekiwań klientów. Inwestycje w technologie tzw. trzeciej platformy (chmura, rozwiązania mobilne, analityka/big data i social media), mają być według IDC jedynym sposobem na to, by sprostać przyszłym wyzwaniom.
– Na pewno trendem, który widzimy od lat, jest wszystko co popularnie funkcjonuje pod nazwą cloud computing. To niewątpliwie coś, co jest napędzane przez technologię i zmieni model biznesowy wielu organizacji. Pozostaje pytanie, czy odbiorcy są na to gotowi – stwierdza Wach. – Rynek amerykański trochę inaczej na to reaguje. Za oceanem otwartość na zmiany i nowe podejście do modeli biznesowych jest dużo wyższa niż w Europie.
Prezes Bonair podkreśla, że w Europie istnieją ograniczenia nie tylko kulturowe, lecz także prawne, które np. wymagają lokalizacji danych w konkretnych regionach geograficznych. Niemniej jednak ocenia, że zmiany które się dokonują będą nieodwracalne. – Cloud jako koncepcja jest dosyć nośna medialnie, ale jako idea przetwarzania i dostępu do danych jest technologicznie dzisiaj już praktycznie wszędzie. Nieraz niektórzy nawet nie wiedzą, że już w tych technologiach pracują – ocenia prezes Bonair.
Wśród barier rozwoju usług IT w Polsce Wach wymienia małą stabilność przepisów, która wymusza ciągłą pogoń firm za zamianami. Tymczasem jako szans dalszego rozwoju upatruje we wzrostowym rodzimym rynku oraz w ciągłej woli przedsiębiorców do inwestowania w podnoszenie efektywności.
Tymczasem w ujęciu globalnym Wach zwraca uwagę na dynamicznie rosnący rynek aplikacji, na którym dominuje darmowa dystrybucja. Tylko w Polsce mamy dostęp do ok. 4 mln darmowych aplikacji mobilnych.
– Darmowe aplikacje to zły trend. Aplikacje to efekt wiedzy ludzi, a ta kosztuje. Z jednej strony pracownicy IT oczekują coraz wyższych wynagrodzeń. Z drugiej klienci chcieliby mieć coraz wyższą jakość usług czy wiedzy eksperckiej za coraz niższą cenę – zauważa szef Bonair. – Myślę, że równowaga tych oczekiwań istnieje, tylko że musi się przesunąć w kierunku wyższych cen przy jednocześnie coraz większej wiedzy eksperckiej i coraz wyższej jakości dostarczanej w czasie wdrożenia.
Z badań IMAS przeprowadzonych dla Towarzystwa Ubezpieczeń Europa wynika, że blisko co piąty Polak obawia się ataku terrorystycznego lub zamachu podczas podróży za granicę. Jeśli do takiego zdarzenia dojdzie, przydatne mogą być specjalne polisy ubezpieczeniowe. Firmy deklarują, że poniosą odpowiedzialność za szkody będące skutkiem następstw takich wydarzeń, jednak nie dłużej niż kilka dni. W tym czasie klient ma zagwarantowaną pomoc medyczną, pokrycie kosztów leczenia i transport do Polski.
Lista państw zagrożonych zamachami stale się wydłuża. Nie dziwi więc niepokój turystów, bo nawet kurorty, które do tej pory były uważane za bezpieczne, nie gwarantują już beztroskiego wypoczynku.
– Kupując polisy turystyczne przed wyjazdem za granicę, klienci pytają o to, czy ta polisa będzie ich chronić w momencie, gdy w miejscu ich wypoczynku dojdzie do aktu terroru czy nagłego wybuchu wojny. Są to klienci świadomi, którzy znają ryzyko istniejące w kraju, do którego się wybierają, ale chcą mieć pewność, że nawet w takich przypadkach polisa będzie ich chroniła – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Łoza, dyrektor departamentu ubezpieczeń majątkowych i komunikacyjnych w Generali.
Niektóre firmy ubezpieczeniowe proponują specjalną ochronę ubezpieczeniową. Warto ją kupić w przypadku wyjazdu do „niespokojnego” państwa, w którym co jakiś czas dochodzi do stanów wyjątkowych, zamieszek, czy do takich, w których ryzyko aktów terroru jest wyjątkowo wysokie.
– Zazwyczaj polisy turystyczne działają przez kilka dni od momentu, gdy w miejscu, w którym będziemy przebywali, dojdzie do niespodziewanego ataku bądź wybuchu wojny. W przypadku Generali jest to 7 dni. Wtedy jest uruchamiana specjalna klauzula. Gwarantuje pomoc w przypadku odniesienia przez klienta ran, pokrywamy koszty leczenia, organizujemy pomoc medyczną i transport do Polski. W przeciągu 7 dni powinniśmy opuścić miejsce, w którym doszło do niespodziewanego aktu terroru czy wybuchu wojny – mówi Piotr Łoza.
Co ważne, ubezpieczyciel może odmówić wypłaty odszkodowania, jeśli Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wyjazd do danego państwa. W ostatnich dniach resort wydał ostrzeżenia przed podróżowaniem do pewnych regionów Etiopii i Armenii.
Ubezpieczenie turystyczne warto wykupić niezależnie od celu, miejsca podróży i okoliczności. Czy to w przypadku dwutygodniowych rodzinnych wakacji, czy kilkudniowego wyjazdu ze znajomymi za granicę ewentualne koszty leczenia mogą być dużo wyższe niż w Polsce. Wybierając polisę turystyczną, Polacy najczęściej korzystają z czterech głównych opcji.
– Pierwsze to jest ubezpieczenie kosztów leczenia. We wszelkich przypadkach, kiedy doznamy urazu, uprawiając sporty bądź w innej sytuacji, z danej polisy zostanie zorganizowana pomoc i będą pokryte koszty leczenia, pobytu w szpitalu, transportu medycznego. To jest najbardziej potrzebna część polisy turystycznej za granicą – tłumaczy Piotr Łoza.
Inną częścią takiej polisy jest pakiet usług assistance. Decydując się na taki pakiet, mamy pewność, że centrum pomocy będzie nam świadczyć usługi w każdym zakresie 24 godziny na dobę.
– Ważne jest również ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej. Możemy niechcący zrobić szkodę w hotelu czy restauracji, a w ramach tej polisy szkody zostaną pokryte. Czwartą, niemniej ważną częścią polisy turystycznej jest ubezpieczenie NNW. Polisa ta zagwarantuje nam środki na późniejszą ewentualną rehabilitację – dodaje Piotr Łoza.
Ubezpieczenie podróży zagranicznych ochroną może obejmować także sprzęt sportowy i bagaż podróżny. Zapewni również pokrycie kosztów związanych z odwołaniem uczestnictwa w imprezie turystycznej, anulowaniem biletu podróżnego i noclegu.
Nowoczesne technologie coraz śmielej wkraczają w sprzęt ogrodniczy – przekonuje Maciej Konieczny z Husqvarna Polska. Przyszłością branży są inteligentne maszyny, które bezobsługowo zajmą się ogrodem. Już dziś klienci częściej wybierają lepiej wyposażony sprzęt, który ułatwi i przyspieszy ich pracę.
– Z roku na rok widzimy rosnące zainteresowanie klientów maszynami z coraz lepszym wyposażeniem. Jeszcze kilka lat temu maszyny z napędem takie jak kosiarki były rzadkością, dzisiaj są podstawą sprzedaży – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Konieczny, dyrektor sprzedaży i marketingu w firmie Husqvarna Polska.
Rynek sprzętu ogrodniczego się rozwija. Coraz więcej ludzi przeprowadza się do domów jednorodzinnych i dba o przydomowe ogródki. Ważnym segmentem klientów są także działkowicze – pod względem wielkości ogrodów działkowych Polska jest w czołówce europejskiej. Choć wydatki Polaków na zieleń są wciąż niższe niż w krajach europejskich, to systematycznie rosną. Klienci mają też coraz większe wymagania – szukają maszyn, które ułatwią im pracę i ją znacznie przyspieszą.
– Kiedyś najpopularniejsze były kosiarki pchane, ręczne, dzisiaj klienci chętniej wybierają kosiarki z napędem, elektrycznym rozrusznikiem czy maszyny, które pozwalają im zupełnie bezobsługowo opiekować się ogrodem. Przewiduję, że takie trendy będą również widoczne w przyszłości – ocenia ekspert.
Przyszłością branży są inteligentne maszyny, które zwiększają efektywność pracy i pozwalają ją zaplanować. Dodatkowo poinformują o konieczności naprawy i przypomną o konserwacji.
– Jesteśmy dumni z kosiarek automatycznych, które dzięki specjalnej aplikacji pozwalają na sterowanie ich pracą za pomocą telefonu lub inteligentnego zegarka. Użytkownik jest w stanie zaprogramować czas pracy, wysokość koszenia i szereg dodatkowych funkcji , a także nadzorować pracę, obserwując na mapie, gdzie akurat maszyna się znajduje – tłumaczy Konieczny.
Nowoczesne technologie umożliwiają maszynom komunikacje między sobą i przesyłanie danych w czasie rzeczywistym. Jak podkreśla Konieczny, to rozwiązanie szczególnie przydatne profesjonalistom, czyli firmom zajmującym się architekturą krajobrazu.
– Dzięki danym przesłanym do chmury właściciel firmy ma możliwość obserwowania, jak maszyna się sprawowała. Technologię „connectivity” polecamy przede wszystkim użytkownikom profesjonalnym, którzy mają większą liczbę sprzętu. Takie informacje statystyczne są dla nich cenne, ponieważ mogą optymalizować sposób pracy maszyn oraz nadzorować, jak te prace przebiegały – wyjaśnia dyrektor w Husqvarna.
Jego zdaniem ten sezon producenci sprzętu mogą zaliczyć do udanych.
– W tym roku dobrze sprzedaje się praktycznie każdy asortyment. Zarówno maszyny kołowe i ręczne, jak i produkty akumulatorowe. Od kilku lat wkładamy dużo pracy, aby spopularyzować je na rynku i ten rok pokazał, że wysiłki przynoszą efekty. Dobre wyniki sprzedaży notujemy w sektorze ręcznych maszyn akumulatorowych i przede wszystkim – automatycznych kosiarek – wskazuje Konieczny. – Tegoroczną nowością są maszyny z elektrycznym rozrusznikiem InStart, które pozwalają uruchomić sprzęt nie za pomocą tradycyjnej linki, lecz za pomocą przycisku. To rozwiązanie bardzo się klientom spodobało.
Rośnie też świadomość klientów. Wiedzą, że do pielęgnacji trawnika potrzebny jest odpowiedni sprzęt. Niektóre kosiarki pozwalają odżywić trawnik i dostarczyć mu odpowiednich składników odżywczych dzięki funkcji drobnego mielenia skoszonych źdźbeł trawy – mulczowania. To naturalny sposób nawożenia gleby, który jednocześnie zapobiega odparowaniu wody z powierzchni.
– Doskonałe wyniki sprzedaży mają maszyny kołowe, w naszej ofercie to maszyny typu Rider, z przednim układem tnącym. W Polsce wciąż preferowane jest tego typu sprzęt, który zbiera trawę, mieli ją i pozostawia jako nawóz, w ten sposób nie stwarzają dodatkowych problemów właścicielom ogrodów – podkreśla Konieczny.
Łączne oszczędności Polaków wynoszą już przeszło 1,2 bln zł i rosną. Jak jednak wynika z badania firmy Lindorff co najmniej jedna trzecia społeczeństwa w ogóle nie ma odłożonych pieniędzy na przyszłość. Blisko 60 proc. w planowaniu wydatków nie wybiega poza horyzont miesiąca. Połowa badanych przyznaje, że na oszczędzanie nie pozwalają ich zarobki.
– Polacy na pewno chcieliby być oszczędni. Ich zdolność do odkładania pewnej części dochodów jest jednak ograniczana przez wysokość zarobków, a czasami też z powodu braku umiejętności – stwierdza w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Różycki, dyrektor w firmie Lindorff, zajmującej się zarządzaniem wierzytelnościami.
Jak wynika ze zrealizowanego na zlecenie firmy Lindorff badania, o tym, że warto gromadzić oszczędności, jest przekonanych 82 proc. ankietowanych. Prawie połowie to się udaje. Znaczna część społeczeństwa, około jednej trzeciej, nie może się jednak pochwalić żadnymi odłożonymi pieniędzmi. Brak oszczędności w rzeczywistości może dotyczyć większej liczby osób, niż wynika z deklaracji. 19 proc. ankietowanych odmówiło bowiem odpowiedzi na pytanie o możliwość odkładania lub stwierdziło „trudno powiedzieć”. Blisko połowa cały dochód przeznacza na finansowanie bieżących potrzeb, a 57 proc. w planowaniu wydatków nie wybiega poza horyzont miesiąca.
– Na pytanie na co oszczędzamy, najczęściej padała odpowiedź: na czarną godzinę. Bez względu na grupę wiekową wszyscy oszczędzamy na przyszłość. Spośród oszczędzających aż połowa wskazała, że jest to główny powód oszczędzania. Kolejne wskazania zależą od grupy wiekowej – mówi Różycki.
Najmłodsza grupa wiekowa (25–32 lata) oszczędza na zakup własnego mieszkania (15 proc. wskazań). Wysoko jest także odkładanie na emeryturę (9 proc. wskazań). Co ciekawe, to właśnie młodzi mają najwięcej oszczędności ze wszystkich grup wiekowych. 18 proc. badanych z tej grupy wiekowej wskazuje, że ma oszczędności do 1 tys. zł, 14 proc. – do 5 tys. Na tym tle 10 proc. respondentów to prawdziwi krezusi – co dziesiąty ankietowany odłożył między 20 tys. a 50 tys. zł.
– Młode osoby nie mają jeszcze zobowiązań rodzinnych, nie myślą o utrzymaniu dzieci, domu, raczej gromadzą środki na zakup mieszkania. Im też jest coraz łatwiej je gromadzić, ponieważ w dużych miastach mają wybór pracy i możliwości, a to pozwala im te środki gromadzić szybciej – mówi Krzysztof Różycki.
Osoby w grupie 32–40 lat myślą głównie o zabezpieczeniu przyszłości rodziny i edukacji dzieci. Z kolei przedstawiciele starszych grup wiekowych częściej odkładają na przyjemności, np. wakacje, oraz poprawę komfortu życia, czyli np. na remont mieszkania.
Badanie Lindorff dowodzi, że znaczna część Polaków (78 proc.) nie odkłada pieniędzy z myślą o starości. Osoby, które w tym celu gromadzą oszczędności, robią to zazwyczaj w sposób najmniej ryzykowny, odkładając pieniądze na koncie oszczędnościowym lub lokacie bankowej (49 proc.). Jedynie 10 proc. gromadzi środki na emeryturę, kupując akcje czy obligacje, a tylko 4 proc. odkłada gotówkę do skarpety. Jeszcze mniej ankietowanych przyznało, że korzysta z instrumentów takich jak fundusze inwestycyjne i polisy emerytalne.
– Część respondentów uznała, że oszczędza na starość w ramach obowiązkowej składki w trzecim filarze – wyjaśnia Krzysztof Różycki. – Tylko 22 proc. społeczeństwa jednoznacznie wskazuje, że odkłada na emeryturę dodatkowe środki.
Wśród oszczędzających najwięcej respondentów przyznaje, że ma odłożone niewielkie środki do 1 tys. zł (13 proc.). Mniej więcej co dziesiąty zaoszczędził do 5 tys. zł, podobny odsetek ma oszczędności do 10 tys. zł. Znaczne kwoty ma 17 proc. ankietowanych, z czego 6 proc. powyżej 50 tys. zł.
– Pieniądze gromadzone są zazwyczaj nieregularnie. Raptem raz czy dwa razy w roku Polakom udaje się odłożyć jakieś pieniądze. Niewielka grupa oszczędza systematycznie –precyzuje Krzysztof Różycki.
Zdaniem eksperta niekoniecznie musi to wynikać ze względów ekonomicznych. Wielu Polaków nie wie bowiem o możliwych sposobach na oszczędzanie lub na inwestowanie swoich oszczędności. 70 proc. ankietowanych deklaruje, że robiłoby to częściej, gdyby znało na to sposób.
Jak wynika z danych Izby Zarządzających Funduszami i Aktywami, oszczędności Polaków w 2015 roku wzrosły do rekordowego poziomu 1,2 bln zł. Gospodarstwa domowe na różnego rodzaju rachunkach odłożyły o przeszło 70 mld zł więcej niż rok wcześniej (wzrost o 6,6 proc.). Do gromadzenia wolnych środków od lat najczęściej wykorzystywane są depozyty złotowe i walutowe (57 proc. wszystkich oszczędności), które w 2015 roku zwiększyły się o 9,4 proc. Kwota ulokowana w detalicznych funduszach inwestycyjnych dla osób fizycznych zwiększyła się o 3,9 mld zł (4 proc. wzrostu).
Grupa ID Logistics, międzynarodowy lider logistyki kontraktowej, odnotowała w drugim kwartale 2016 roku przychód w wysokości 239,4 mln EUR, osiągając wzrost 5.1% w stosunku do tego samego okresu z roku ubiegłego. Sumując przychody z pierwszego półrocza bieżącego roku, ich kwota przekroczyła już 460 mln EUR. Grupa ID Logistics, zdobywając nowe kontrakty we Francji i aktywnie rozwijając biznes w Belgii, w najbliższym czasie umocni też pozycję na Półwyspie Iberyjskim, finalizując kupno spółki Logiters w Hiszpanii i Portugalii.
„ID Logistics zaksięgował szczególnie dobry wynik w pierwszej połowie tego roku, osiągając przychód powyżej 460 mln EUR. Grupa kontynuowała organiczny wzrost w zrównoważonym tempie. Zdobyliśmy znaczącą liczbę nowych kontraktów w Europie, w szczególności we Francji. Nadal rozwijaliśmy się w różnych krajach wschodzących, gdzie jesteśmy aktywni, pomimo ujemnych różnic kursowych, spowodowanych przede wszystkim silną deprecjacją argentyńskiego peso, brazylijskiego reala i południowoafrykańskiego randa. Osiągnięte wyniki za pierwsze półrocze dobrze rokują na przyszłość, a to z dwóch powodów: wypracowaliśmy solidne przychody i jesteśmy bardzo blisko finalizacji zakupu Logiters, przed końcem lata, co zapewni nam wyjątkową pozycję strategiczną na Półwyspie Iberyjskim” skomentował Eric Hemar, CEO i Prezes ID Logistics.
We Francji przychody ID Logistics wyniosły 144,3 mln EUR, osiągając wzrost o 13.9% w porównaniu z 2. kwartałem 2015 roku. Tak solidne wyniki były efektem wielu nowych kontraktów uruchomionych na początku roku 2016. Niedawno ID Logistics został wybrany przez firmę Puma (grupa Kering) na operatora logistycznego we Francji do obsługi centrum dystrybucji o powierzchni 30 tys. m². Firma rozwija też współpracę z Nespresso w zakresie zarządzania zwrotami na rynku francuskim. ID Logistics został również wybrany na operatora pierwszej zewnętrznej platformy logistycznej firmy But, zlokalizowanej w Chatres en Brie, gdzie będzie zarządzać zasobami magazynowymi na powierzchni 30 tys. m².
ID Logistics na rynku międzynarodowym
Przychody wygenerowane z działalności międzynarodowej ID Logistics wyniosły prawie 40% łącznych przychodów Grupy. W ogólnym rozrachunku przychody międzynarodowe zmniejszyły się o -5.9% (do 95,1 mln EUR) w porównaniu z 2. kwartałem roku 2015. Wpływ na to miały niekorzystne różnice kursowe w tym okresie, spowodowane głównie deprecjacją argentyńskiego peso, brazylijskiego reala i południowoafrykańskiego randa. Jednakże biorąc pod uwagę stałe kursy wymiany, wzrost kwartalny wyniósłby 5.9%. ID Logistics rozpoczął realizację wielu nowych kontraktów podpisanych na początku roku 2016. Między innymi otworzył oddział w Belgii, rozpoczynając współpracę z firmą Maxeda, największym sprzedawcą towarów dla majsterkowiczów w regionie Beneluksu, który posiada 376 sklepów (ID Logistics zarządza platformą o powierzchni 96 tys. m² w rejonie Brukseli, obsługując cały łańcuch dostaw). Z kolei w Niemczech ID Logistics współpracuje z firmą IKEA, gdzie poza uruchomieniem i obsługą platformy e-commerce, zarządza centrum logistycznym w Salzgitter. Firma obsługuje magazyn IKEA o powierzchni 156 tys. m², z systemem automatycznego składowania i 220 tysiącami miejsc paletowych, dystrybuując towary na terenie Niemiec do 50 sklepów tej sieci handlowej. Również na wschodzie Europy, ID Logistics zdobywa coraz więcej klientów. W sierpniu rozpocznie w Moskwie (Rosja) realizację nowego kontraktu logistycznego dla Bacardi w magazynie o powierzchni 12,5 tys. m². To spore wyzwanie, gdyż firma musiała spełnić szereg specyficznych wymagań związanych z obsługą branży alkoholowej, która obejmuje odbiór zamówień od dużych sprzedawców i hurtowników (od pojedynczych butelek do kompletnych palet), aż po czynności co-packingowe.
„Na polskim rynku, ID Logistics również zdobywa sukcesywnie nowych klientów i już wkrótce będziemy mogli pochwalić się kolejnymi kontraktami. Po podsumowaniu pierwszego półrocza, wyniki wskazują na wzrost przychodów. Przed nami okres jesienny, który generuje wyższe obroty z uwagi na wzmożony ruch w dystrybucji towarów związany z początkiem roku szkolnego, a później dostawami przedświątecznymi. Skupiamy się więc na optymalizacji procesów i przede wszystkim na utrzymaniu wysokiej jakości naszych usług” mówi Marzena Wal, Dyrektor Handlowy ID Logistics Polska.
Prognoza
Planując najbliższą przyszłość, Grupa ID Logistics zamierza utrzymać wysokie tempo wzrostu przychodów i dynamiczny rozwój na wszystkich rynkach. Grupa będzie zwracać szczególną uwagę na kontrolę kosztów, zwłaszcza w nowych obiektach, które zostały otwarte w roku 2016. Planuje też przed końcem lata finalizację umowy zakupu spółki Logiters, dzięki czemu może osiągnąć pozycję lidera na iberyjskim rynku usług logistycznych.
Z opublikowanego protokołu, że Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) w dalszym ciągu będzie kontynuował politykę „wait and see„, czyli oczekiwał na dane makroekonomiczne, które potwierdziłyby dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki. Wczorajsza reakcja dolara amerykańskiego na publikacje protokołu była jednoznaczna, rynek oczekiwał na bardziej jastrzębie stanowisko władz monetarnych. Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na wrześniowym posiedzeniu w dalszym ciągu wynosi 22%, ewentualne zaskoczenie rynku przełożyłoby się na nadmierną zmienność na całym rynku kapitałowym.
Poniżej przedstawiamy zmiany jakie zaszły w protokole FOMC od ostatniego posiedzenia:
Polskie miasta coraz odważniej sięgają po nowoczesne narzędzia komunikacji i promocji, a większość samorządów dostrzega potrzebę obecności w mediach społecznościowych. Według analizy Fundacji Pro Progressio kanały social media znacznie częściej służą miastom do promocji kulturalno-sportowej i turystycznej niż biznesowej. Które polskie miasta są najaktywniejsze na Facebooku i Twitterze?
Fundacja Pro Progressio przeprowadziła analizę aktywności w mediach społecznościowych 32 największych polskich miast w lipcu 2016. Większość spośród nich jest aktywna w social media: 29 prowadzi swoje profile na Facebooku, 25 posiada kanał na Twitterze. Do tej pory najwięcej postów na drugim z wymienionych serwisów zamieściły Gdańsk (29 500), Gdynia (23 700), Wrocław (20 800) i Warszawa (10 600). Podobnie kształtuje się czołówka miast posiadających najwięcej obserwatorów. Są to Warszawa (97 900), Wrocław (51 300), Gdańsk (11 000) oraz Gdynia (8 970). Na Facebooku najwięcej obserwujących ma Wrocław, Poznań oraz Gdańsk.
Z analizy treści na profilach polskich miast wynika, że miasta w lipcu publikowały przede wszystkim informacje i aktualności kulturalne (obecne na 21 kanałach na Twitterze i 27 profilach facebookowych) oraz sportowe (odpowiednio 18 i 25). Ponadto Twitter służył polskim miastom do promocji turystycznej oraz informacji pogodowej. Jedynie pięć kanałów zamieściło treści związane z edukacją, a tylko trzy biznesem oraz ofertami pracy. Nieco inaczej sytuacja wygląda na Facebooku. Tu informacja i promocja biznesowa znajduje się na czwartym miejscu – po kulturze, sporcie i turystyce. Tego typu treści zamieściło na swoich profilach 16 miast.
Media społecznościowe, takie jak analizowany przez nas Twitter i Facebook, ale także i inne, wśród których są LinkedIn, Instagram czy choćby Pinterest, to doskonałe narzędzia do promocji miast i samorządów. Są to narzędzia z jednej strony przydatne mieszkańcom i turystom, ale z drugiej szeroko-pojętemu biznesowi. Dobrze by było gdyby samorządy mocniej doceniały potencjał wirtualnego świata i wykorzystując jego możliwości zachęcały biznes do rozwoju w miastach i gminach – tak analizę badań Pro Progressio, podsumował jej prezes – Wiktor Doktór.
Ustawa o działaniach antyterrorystycznych nałożyła na operatorów telekomunikacyjnych obowiązek przypisywania do tzw. przedpłaconych kart SIM konkretnych osób fizycznych lub podmiotów. Dzięki czemu ma być możliwa jednoznaczna identyfikacja tego, kto korzysta z danego numeru telefonu. Proces rejestracji kart rozpoczął się 25 lipca br. i potrwa do 1 lutego 2017 r. Dotyczy on zarówno nowych, jak i nabytych wcześniej kart. Mimo, że trwa on od niedawna to już budzi w społeczeństwie wiele kontrowersji. Najwięcej wątpliwości dotyczy prawa do prywatności.
Co powinniśmy o niej wiedzieć? Podpowiada ekspert ds. ochrony danych z ODO 24.
– Po pierwsze rejestracja karty SIM u operatora telekomunikacyjnego jest bezpłatna. Ani my jako abonent nie musimy nic płacić, ani operator nie musi nic płacić nam za rejestrację karty SIM. Z drugiej strony konkurencja pomiędzy operatorami powoduje, że ten dostawca telefonii komórkowej, u którego zostanie zarejestrowany abonent, w praktyce pozyska nowego klienta oraz jego dane osobowe. Z tego też względu operatorzy prześcigają się w ofertach promocyjnych dla osób, które właśnie u nich dokonają obowiązkowej rejestracji karty SIM. – mówi Konrad Gałaj-Emiliańczyk, ekspert ds. ochrony danych z ODO 24.
Operatorzy telekomunikacyjni chcąc zwiększyć ofertę możliwości rejestracji karty SIM, korzystają z tzw. punktów rejestracji, takich jak np. kioski, czy sklepy. Jak zauważa ekspert ODO 24: – Problem polega na tym, że punkty te nie są w żaden sposób nadzorowane przez operatorów telekomunikacyjnych. Co więcej osoby tam pracujące nie zostały zobowiązane do zachowania tzw. „tajemnicy telekomunikacyjnej”, która chroni dane abonentów, a już na pewno nie zostały odpowiednio przeszkolone by chronić nasze dane osobowe.
Jak taki proces rejestracji może wyglądać w praktyce? Oto przykład. Przychodzimy do kiosku kupujemy kartę SIM i chcemy ją od razu w nim zarejestrować. Sprzedawca prosi nas o okazanie dowodu osobistego. Przekazujemy go i tracimy z zasięgu naszego wzroku, bo przecież sam proces wprowadzania danych on-line trwa. Po ok. 5 minutach otrzymujemy zarejestrowaną kartę SIM wraz z naszym dowodem osobistym. – W momencie, gdy stracimy z oczu nasz dowód osobisty, istnieje bardzo duże ryzyko, że dojdzie do wykonania jego fotokopii lub kserokopii, które mogą zostać wykorzystane w nielegalny sposób. – przestrzega Konrad Gałaj-Emiliańczyk i dodaje: – Ponadto niektórzy operatorzy wymagają od osób chcących zarejestrować kartę SIM przesłania skanu dokumentu tożsamości. Należy pamiętać, że nie jest to zgodne z przepisami prawa, ani wytycznymi GIODO w tym zakresie. Operatorzy telekomunikacyjni nie mogą tego od nas żądać.
Cały proces rejestracji kart SIM stał się dla operatorów telekomunikacyjnych także okazją do pozyskiwania zgód na przetwarzanie danych osobowych w celach marketingowych lub przekazania danych innemu podmiotowi. – Powinniśmy zwracać uwagę na to, czy pracownicy salonów operatorów telekomunikacyjnych pytają nas o zgodę na przetwarzanie naszych danych w tych celach. Często zdarza się tak, że sami za nas, bez żadnego pytania, je zaznaczają. – mówi ekspert ODO 24.
Ponadto w związku z tym, że za niecałe 2 lata wejdzie w życie nowe unijne rozporządzenie o ochronie danych osobowych operatorzy telekomunikacyjni zaczynają pobierać zgody na takie działania, jak profilowanie abonentów w internecie, by uniknąć kosztów związanych z pozyskiwaniem takich zgód w przyszłości.
– Cały proces rejestracji tzw. przedpłaconych kart SIM jest prowadzony chaotycznie i w pośpiechu, bardzo często z naruszeniem podstawowych zasad bezpieczeństwa oraz przepisów prawa telekomunikacyjnego, jak i ustawy o ochronie danych osobowych. Można powiedzieć, że są to „żniwa” dla działów marketingu operatorów telekomunikacyjnych. – podsumowuje Konrad Gałaj-Emiliańczyk. Powinniśmy pamiętać, że w dużej mierze nasze prawo do prywatności zależy od nas samych. Jeżeli chcemy zarejestrować kartę SIM, pamiętajmy by: nie tracić dokumentu tożsamości z oczu, nie pozwalać na jego kopiowanie, dokładnie czytać treść zgód, które zaznaczamy oraz upewniać się, że nie zostały zaznaczone za nas, a także rejestrować kartę tylko w siedzibie operatora, na którego usługi się zdecydowaliśmy.
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości po raz szesnasty zaprasza na Forum Edukacyjne Małych i Średnich Przedsiębiorstw, które odbędzie się 14 i 15 września na stadionie PGE Narodowy w Warszawie. Pod adresem www.forummsp.parp.gov.pl została uruchomiona rejestracja dla uczestników. Serdecznie zapraszamy przedsiębiorców, przedstawicieli startupów, ekspertów zarządzania zasobami ludzkimi, przedstawicieli działów HR oraz wszystkich zaangażowanych w rozwój firm z sektora MSP. Wydarzenie zostało objęte honorowym patronatem Ministerstwa Rozwoju.
Hasłem pierwszego dnia jest „Twój biznes, nasze wsparcie”. Dzięki prelekcjom i warsztatom uczestnicy pogłębią wiedzę na temat finansowania przedsiębiorstw, rozwoju startupów, promocji i ekspansji polskich marek za granicą. Dzień drugi pod hasłem „Stać się pracodawcą jutra” to czas na wystąpienia praktyków, dyskusje, rozmowy o kluczowych dla polskiej gospodarki kompetencjach oraz zajęcia praktyczne.
Wydarzenie zainauguruje panel dyskusyjny „Finansowanie MSP a Strategia Odpowiedzialnego Rozwoju (SOR)” z udziałem przedstawicieli: Ministerstwa Rozwoju, Ministerstwa Rolnictwa, Polskiego Fundusz Rozwoju, Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości, naukowców oraz organizacji branżowych.
Wśród prelegentów, którzy przez dwa dni będą dzielić się wiedzą, znaleźli się liderzy biznesu, czołowi pracodawcy, przedstawiciele parków naukowo-technologicznych, środowisk startupowych oraz administracji publicznej, zarówno z Polski jak i z innych krajów.
Zapraszamy do rejestracji na stronie www.forummsp.parp.gov.pl! Udział w wydarzeniu jest bezpłatny.
Sektor hotelarski w Polsce przeżywa obecnie swój najlepszy okres. Wskazuje na to wyraźnie dynamika wzrostu wskaźników rynkowych. Inwestorzy związani z rynkiem intensyfikują swoje działania.
Specjaliści z firmy Walter Herz uważają, że rozkwit rynku to przede wszystkim efekt zwiększającej się liczby przyjeżdżających do naszego kraju turystów zagranicznych, którzy dysponują zasobniejszym portfelem niż turyści krajowi. Nie mniej ważnym aspektem jest też rozwój podróży biznesowych, które zapewniają większe obłożenie hoteli w ciągu tygodnia. Firmy inwestujące w tym sektorze nieruchomości z pewnością nie mogą narzekać na brak popytu.
Według danych GUS, ciągu ostatnich dziewięciu lat ilość gości, korzystających z usług hotelowych w Polsce wzrosła o 86 proc. – Odwiedzają nas głównie osoby przyjeżdżające z Niemiec, Wielkiej Brytanii, Ukrainy i Stanów Zjednoczonych. Silny jest także popyt wewnętrzny, dzięki któremu polski rynek nie odczuł tak mocno jak inne kraje spadku zainteresowania usługami w czasie globalnego kryzysu – podkreślają eksperci Walter Herz.
W 2012 roku sektor odnotował rekordowe wyniki, dzięki organizowanym w Polsce mistrzostwom Europy w piłce nożnej. Nie zaszkodziło mu też zagrożenie atakami terrorystycznymi, jakie obserwujemy w ostatnim czasie na naszym kontynencie. Podczas, gdy inne stolice europejskie zaliczają spadek dochodów, Warszawa notuje wzrost wskaźników rynkowych. Ponadto, największe polskie miasta stają się coraz bardziej istotnymi destynacjami biznesowymi, pełniąc często rolę regionalnych centrów operacyjnych.
Wzrost liczby gości i silny popyt krajowy
Dominik Sołtysik, członek zarządu Orbis S.A. zauważa, że pomimo globalnego otoczenia gospodarczego, które można by uznać za raczej niestabilne, w 2016 roku najważniejsze gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej, w tym Polska, odnotowują, zgodnie z oczekiwaniami, silny wzrost. – Praktycznie wszystkie rynki, na których Orbis jest obecny należą do najszybciej rosnących gospodarek europejskich i wykazują wzrost liczby gości w hotelach. Ponadto rynki napędza również silniejszy popyt krajowy – zwraca uwagę Dominik Sołtysik. Podkreśla, że po ostatnich, tragicznych wydarzeniach w niektórych tradycyjnie turystycznych destynacjach Polska stała się atrakcyjnym miejscem wypoczynku dla wielu rodaków, którzy do tej pory wybierali takie kraje jak Turcja, Tunezja, czy francuska riwiera.
– W pierwszej połowie 2016 roku w Polsce i w Europie Środkowo-Wschodniej obserwowaliśmy dalszy wzrost popytu w segmencie biznesowym i turystycznym. Ze względu na coraz większą liczbę imprez sportowych, kulturalnych i rozrywkowych rośnie liczba przyjeżdżających turystów. Odnotowaliśmy także znaczący wzrost liczby gości podczas weekendów – informuje Dominik Sołtysik, członek zarządu spółki Orbis S.A.
Małgorzata Łagodzińska, Development Project Manager w B&B Hotels Polska zauważa, że rozwój rynków hotelowych w największych miastach Polski jest naturalną konsekwencją rozwoju gospodarki polskiej i gospodarek lokalnych. – W poszczególnych przypadkach na rozwój rynku mają też mocny wpływ takie czynniki jak: aktywna polityka lokalnych władz i convention bureau, rozwój infrastruktury transportowej (drogi, połączenia kolejowe, lotniska) oraz infrastruktury MICE, rozwój bazy hotelowej o wysokim standardzie, czy pojawianie się w danej lokalizacji znaczących inwestycji. W niektórych przypadkach znaczenie ma również duża liczba studentów zagranicznych, czy różnego rodzaju imprezy kulturalne, rozrywkowe, sportowe – wskazuje Małgorzata Łagodzińska.
Zdaniem Michała Świgosta, dyrektora sprzedaży i marketingu w Satoria Group S.A., możliwości inwestycyjne na rynku hotelarskim w ujęciu długoterminowym kreowane są głównie przez rozwój infrastruktury drogowej oraz budowę hal widowiskowo-sportowych, które przyciągają duże koncerty i inne masowe wydarzenia. – Innym ważnym czynnikiem jest rozwój niskobudżetowych połączeń lotniczych, które zawsze są istotnym kołem napędowym rynku turystycznego, a rekordowe wyniki Modlina i Pyrzowic to potwierdzają. Nie należy również zapominać o efekcie perfekcyjnie przeprowadzonych zawodów piłkarskich Euro2012. Wielu fanów piłki nożnej wróciło do Polski z całymi rodzinami na wakacje lub `city-break` – wymienia Michał Świgost. W jego opinii, obserwowany wzrost podaży na polskim rynku związany jest także z niepokojami na świecie, co zdaje się potwierdzać mnogość inwestycji realizowanych nad Bałtykiem.
Coraz atrakcyjniejsza baza hotelowa
Z roku na rok poprawia się kondycja polskiej bazy noclegowej. Na koniec 2015 roku w Polsce było 2316 hoteli, spośród których większość stanowiły obiekty trzygwiazdkowe, wynika z zestawień GUS. W ciągu zeszłego roku przybyło 66 placówek. Od niespełna dekady ilość powierzchni hotelowych zwiększyła się w naszym kraju niemal o 80 proc. Na rynku dominują obiekty klasy średniej i ekonomicznej. Reprezentacja luksusowych budynków jest wciąż niezbyt duża. Niedawno otwarty hotel, mieszczący się w Pałacu Prymasowskim na warszawskiej Starówce jest 13. hotelem pięciogwiazdkowym w Polsce.
Duże zapotrzebowanie na usługi hotelowe w Polsce skłania inwestorów do działania. Obecne na naszym rynku marki systematycznie rozwijają sieć swoich placówek. Grupa Orbis, największy w Europie Środkowo-Wschodniej operator hotelowy, w drugiej połowie tego roku ma w planach otwarcie dwóch nowych obiektów. Do 114 hoteli, które znajdują się obecnie w portfolio grupy dołączy hotel Mercure Kraków Centrum i ibis Gdańsk Stare Miasto, które zaoferują łącznie 320 pokoi.
– W Polsce wytypowaliśmy 7 rynków, na których planujemy inwestować: Warszawa, Kraków, Szczecin, Poznań, Wrocław, Katowice i Trójmiasto. Wierzymy również, że taki rozwój czeka także Bułgarię i Rumunię, które mają potencjał rozwoju dla indywidualnych hoteli, jak również dla międzynarodowych sieci. Grupa Orbis ma obecnie zakontraktowane w formule franczyzy lub zarządzania około 30 hoteli, które zostaną otwarte w ciągu 30 miesięcy. Tym samym nasza sieć powiększy się o ok. 25 proc. – podaje Dominik Sołtysik, członek zarządu spółki Orbis S.A.
Nowe hotele w największych aglomeracjach
Kilka nowych hoteli zostanie również otwartych pod flagą marki Hilton. We Wrocławiu w kompleksie OVO Wrocław została właśnie zainaugurowana działalność hotelu DoubleTree by Hilton, w którym do dyspozycji gości jest 189 pokoi oraz apartamentów. Za rok planowane jest otwarcie Hampton by Hilton w Lublinie przy ulicy Północnej, który zaoferuje 123 pokoje. Hotel Hampton by Hilton, w którym znajdzie się 149 pokoi, wejdzie także w skład wielofunkcyjnego kompleksu Piotrkowska 155 usytuowanego w centrum Łodzi, który ma być oddany w pierwszym kwartale 2018 roku. W połowie przyszłego roku planowane jest również otwarcie hotelu Hampton by Hilton ze 100 pokojami w Gdańsku przy al. Grunwaldzkiej. A kolejny Hampton by Hilton w tym mieście ma być zlokalizowany na gdańskiej Starówce, przy ulicy Długiej.
Jak deklaruje Michał Świgost, dyrektor sprzedaży i marketingu w Satoria Group S.A., w najbliższej perspektywie celem spółki jest rozpoczęcie zarządzania dwoma obiektami operującymi pod międzynarodową marką Hampton by Hilton, które powstają w Łodzi oraz w Gdańsku. – Te dwa świetnie zlokalizowane, 150 pokojowe hotele będą znaczącym rozwinięciem istniejącego portfolio spółki – przyznaje. Grupa Kapitałowa Satoria prowadzi obecnie 7 własnych hoteli w Warszawie i Krakowie oraz dwa centra konferencyjne w Warszawie i nad Zalewem Zegrzyńskim. Michał Świgost podkreśla, że trwają intensywne prace nad kolejnymi projektami, które Satoria zamierza zrealizować w dalszej perspektywie czasowej. Grupa dywersyfikuje portfel swoich inwestycji, rozwija także swoje portfolio projektów biurowych.
Ekspansja zachodnich sieci
Amerykańska korporacja Marriott International również zdecydowała się na firmowanie kolejnej inwestycji w naszym kraju. Podwójny hotel z 250 pokojami pod jej szyldem powstanie w Szczecinie. Inwestycja realizowana jest przez firmę Calbud w ramach przebudowy dawnego Domu Towarowego Posejdon przy Bramie Portowej. Poza hotelami, które w Posejdonie będą działały pod markami Courtyard by Marriott i Moxy, obiekt oferował będzie także lokale handlowe i biura oraz centrum konferencyjne. Zakończenie prac zaplanowano na połowę 2019 roku. To druga podwójna umowa firmy w naszym kraju, po podpisanym w ubiegłym roku kontrakcie na inwestycję przy Galerii Mokotów w Warszawie, gdzie staną obiekty Residence by Marriott i Moxy.
Austriacka sieć hotelowa Vienna House, która w Polsce dysponuje pięcioma hotelami, także planuje dalszą ekspansję w naszym rejonie Europy. W Polsce w ciągu najbliższych czterech lat chce poszerzyć portfolio o kolejne cztery obiekty.
Szerokie plany rozwoju w Polsce ma również sieć B&B Hotels. Operator posiada obecnie trzy hotele w Warszawie, Toruniu i we Wrocławiu, a już we wrześniu otworzy dwa kolejne – w Katowicach i Łodzi. Hotel B&B Łódź Centrum, w którym znajdzie się 149 pokoi powstaje przy al. Kościuszki 16, w sąsiedztwie ulicy Piotrkowskiej. Hotel B&B Katowice Centrum ze 105 pokojami usytuowany jest przy ulicy Sokolskiej 4, przy budynku Filharmonii Śląskiej, w pobliżu katowickiego Dworca Głównego PKP. Jak deklaruje Małgorzata Łagodzińska, reprezentująca B&B Hotels Polska, dalsze plany rozwojowe firmy dotyczą większych miast w Polsce, m.in. Poznania, Trójmiasta, Krakowa, ale także Rzeszowa, Lublina, czy Białegostoku. – Poszukujemy również lokalizacji w mniejszych miastach regionalnych, jak Opole, czy Gliwice, w których nasze hotele będą wielkości ok. 100 – 120 pokoi. W przypadku większych rynków możemy mówić o obiektach oferujących ok. 150 pokoi i więcej. Sieć naszych hoteli rozwijamy, zarówno dzięki podpisywanym umowom najmu, jak i poprzez samodzielne inwestycje, czyli zakup działek i budowę – informuje Małgorzata Łagodzińska.
Hotele w kurortach
Amerykańska sieć Best Western także mocno koncentruje się na rozwoju polskiego oddziału. Po niedawnym otwarciu hotelu w Juracie, kolejne obiekty operator zamierza uruchomić w Sulejowie, Katowicach i Zakopanem.
Nowe hotele sieci Radisson należącej do Carlson Rezidor Hotel Group w ciągu dwóch najbliższych lat powstaną zaś w Poznaniu i Szklarskiej Porębie. Firma planuje wzmacniać portfel hoteli w Polsce, gdzie obecnie prowadzi 12 hoteli. Poznański hotel ze 166 pokojami, którego otwarcie planowane jest w drugim kwartale 2017 roku, będzie działał jako Park Inn by Radisson Poznań. Drugi obiekt ze 180 pokojami – Radisson Blu Resort & Spa Szklarska Poręba operator uruchomi do końca 2018 roku.
Sektorowe aktywa pod lupą inwestorów
Rosnący rynek hotelarski w Polsce przyciąga również coraz częściej uwagę inwestorów, poszukujących możliwości korzystnego lokowania kapitału, ponieważ gwarantuje wyższe stopy zwrotu niż rynki Europy Zachodniej. Eksperci Walter Herz przyznają, że inwestorzy zaczynają postrzegać zlokalizowane w naszym kraju duże obiekty hotelowe jako stabilne aktywa, stanowiące atrakcyjną alternatywę dla nieruchomości z segmentu biurowego i handlowego. – W Polsce poszukują hoteli przede wszystkim fundusze niemieckie, ale również pochodzące z Wielkiej Brytanii, Francji i USA – wskazują specjaliści.
Ze względu na wysokość przychodu, rosnący wskaźnik frekwencji i RevPar najbardziej interesujące inwestycyjnie są obiekty zlokalizowane na rynku warszawskim, krakowskim, trójmiejskim i wrocławskim – wyjaśniają przedstawiciele firmy doradczej Walter Herz.
Wśród największych transakcji, jakie zostały przeprowadzone w ostatnio w Polsce eksperci wymieniają kontrakty dotyczące Hotelu Holiday Inn Warsaw – City Centre, Radisson Blu we Wrocławiu i warszawskiego hotelu Sheraton.
Branża IT kojarzy nam się z wysokimi zarobkami, stabilną pracą i wieloma możliwościami rozwoju. Większości z nas wydaje się, że pracę mogą tam znaleźć jedynie osoby z wykształceniem informatycznym. Nic bardziej mylnego! Swoje miejsce mogą odnaleźć tam również graficy, handlowcy a nawet… psychologowie.
Co przyciąga ludzi do branży IT?
Praca w tym środowisku wiąże się ze sporymi zarobkami, stabilnym zatrudnieniem, dostępem do najlepszych sprzętów i programów. Ciekawa jest także możliwość współpracy z różnymi firmami – czasem są to koncerny międzynarodowe, czasem przedsiębiorstwa niszowe, ale równie interesujące. Pracownicy branży IT doceniają również dobrą atmosferę pracy i świadczenia dodatkowe, często dofinansowane w dużej mierze przez pracodawców. Nawet ci, którzy z tym środowiskiem mają niewiele wspólnego, jeśli chcą się uczyć mają szansę na karierę. – Dla osób spoza środowiska, branża IT przy bliższym poznaniu okazuje się niezwykle fascynującym zgromadzeniem ludzi o różnym wykształceniu i jeszcze bardziej zróżnicowanych pasjach. Dla mnie – osoby, która w branży IT jest tzw. „świeżakiem” jest to niezwykłe doświadczenie pozwalające na rozwój w wielu dziedzinach jednocześnie – mówi Karolina, tester bez wykształcenia informatycznego i bez wcześniejszego doświadczenia w branży.
Potrzebni nie tylko informatycy!
Branża IT rozwija się naprawdę szybko i potrzebuje pracowników praktycznie w każdej dziedzinie. W dziale sprzedaży w branży IT zatrudnienie mogą znaleźć handlowcy, którzy nie muszą posiadać wiedzy technicznej na bardzo zaawansowanym poziomie. Trzeba pamiętać, że to dział, który jest punktem łączności świata IT ze światem zewnętrznym. Handlowcy powinni więc znać produkty firmy, ale też mówić „językiem klienta”. Potrzebne są także osoby zajmujące się wyszukiwaniem w Internecie potencjalnych klientów, szans sprzedaży, zbieraniem zapytań. Na tym stanowisku nie jest wymagana wiedza techniczna. Kolejne osoby zajmują się obsługą leadów, weryfikacją potrzeb klienta, analizie technologii, budżetu i prowadzenia procesu sprzedaży, aż do momentu realizacji projektu. Za bieżącą obsługę klientów odpowiadają Account Managerowie. Jeśli chodzi o stanowisko Project Managera, to również osoba bez wykształcenia informatycznego może się na nim odnaleźć. Powinna mieć wysoko rozwinięte umiejętności interpersonalne, analityczne oraz przynajmniej trochę podstawowej wiedzy z zakresu informatyki. Wiedzę taką można zdobyć poprzez studia podyplomowe, czy kursy z zakresu programowania tak, aby zaznajomić się z językiem, jaki na co dzień spotykany jest w firmie IT.
– Project Manager w firmie takiej jak nasza bardzo często pracuje z różnymi programistami, co sprawia, że nie jest w stanie znać dobrze wszystkich technologii. Kluczowa jest tutaj osobowość, umiejętność pracy z ludźmi i czytania między zdaniami. Najważniejsza wiedza w zakresie programowania przychodzi tak naprawdę z doświadczeniem, które po każdym zrealizowanym projekcie daje umiejętność planowania zasobów na przyszłe projekty – mówi Robert Matyszewski, wiceprezes firmy SoftwareHut.
W branży IT zatrudnienie znajdują także marketingowcy, copywriterzy, księgowi dbający o finanse firmy, HR managerowie, którzy poszukują nowych pracowników i dbają o środowisko pracy, a także testerzy. Nie muszą oni koniecznie kończyć studiów informatycznych, zwłaszcza, gdy zaczynają pracę jako testerzy manualni – osoby, które sprawdzają działanie programów i aplikacji. W przypadku testów automatycznych, czyli pisania skryptów testowych, wiedza z zakresu IT jest niezbędna. Warto zaznaczyć, że działania, które mogłyby pomóc znaleźć pracę w branży IT trzeba rozpoczynać jak najwcześniej – podejmując praktyki i biorąc udział w różnych inicjatywach, czy to uczelnianych, czy organizowanych przez firmy IT, jeszcze w trakcie studiów.
Humaniści mile widziani
W branży IT zatrudnienie znajdują także socjologowie i psychologowie. Pracują oni głównie w działach HR i rekrutacji, czyli tam, gdzie liczy się podejście do ludzi i umiejętności miękkie. Co więcej, w ostatnim czasie istnieje rozwój dziedziny projektowania użytecznych aplikacji, potocznie zwany UX’em, który polega na zaawansowanym procesie analizy łatwości korzystania z tworzonego rozwiązania. To jest stosunkowo nowa dziedzina która doskonale wpisuje się w osoby z wykształceniem w zakresie psychologii czy socjologii. Nie ma jeszcze nawet kierunków studiów, które przygotowywały by do tego zawodu.
– Wiedzę można zdobyć z fachowej zagranicznej literatury, uczestnictwa w wydarzeniach np. UX Poland, czy poprzez staże w firmach IT. Powyższe kierunki to także dobre zaplecze do pracy w zakresie marketingu, czy analityki internetowej. Badanie, analizowanie i działania zmierzające do zwiększania ruchu na stronie www, to doskonałe miejsce do rozwoju dla osób z wykształceniem w zakresie psychologii, socjologii, czy tak naprawdę jakichkolwiek innych kierunków – podsumowuje Robert Matyszewski.
Marketerzy coraz częściej przy wysyłce mailingów stosują retargeting. Spersonalizowane wysyłki osiągają bowiem nawet o kilkanaście procent wyższą dostarczalność od wiadomości masowych. Czym dokładnie jest retargeting i jakie korzyści płyną z jego zastosowania?
Masówka a personalizacja
Realizując wysyłkę masową kierujemy ją do całej bazy, jednak nie zawsze do tych, którzy faktycznie są zainteresowani danym tematem. Tym samym, wysyłając więcej wiadomości osiągamy niższą dostarczalność niż w przypadku wysyłek spersonalizowanych. Wykorzystując retargeting docieramy do tych, którzy potencjalnie są zainteresowani naszą ofertą. Co za tym idzie – osiągamy wyższą dostarczalność.
Jednak same spersonalizowane wysyłki to niejako produkt końcowy retargetingu. Użytkownik, który odwiedza stronę internetową, dzięki specjalnemu skryptowi na niej umieszczonemu, jest oznaczany przy pomocy ciasteczka. W ten sposób trafia on na listę remarketingową. Kolejno, dzięki narzędziu stosującemu retargeting (platforma RTB, Google AdWords czy inne), danemu użytkownikowi wyświetlają się reklamy, których celem jest ukończenie akcji rozpoczętej na stronie. Najpopularniejsze kanały wykorzystujące retargeting to display i platformy społecznościowe.
W przypadku mailingów użytkownik otrzymuje spersonalizowaną reklamę na swój adres e-mail. Najprościej mówiąc – dynamiczną kreację, która została dopasowana do użytkownika pod względem treści.
Skuteczność retargetingu
Jak podaje Remintrex – niemiecka firma specjalizująca się w retargetingu – metoda ta podnosi otwieralność i klikalność mailingów kilkukrotnie. Dowodzą tego badania przeprowadzone na przełomie stycznia i maja 2015 roku, przeprowadzone dla konkretnych branży:
E-commerce – wskaźnik Open Rate ok. 10-krotnie wyższy niż w przypadku zwykłych mailingów; CTR ok. 38,5 razy wyższy od zwykłych mailingów;
Finanse: Open Rate wyższy prawie 4-krotnie; CTR ok. 32 razy wyższy;
Telekomunikacja: Open Rate wyższy prawie 3,5-krotnie, CTR ok. 10,14 razy wyższy.
Co więcej, retargetowane wysyłki charakteryzuje znacznie niższa liczba opt-outów, czyli tych, którzy wypisują się z baz. Według danych Remintrex szacuje się to następująco: 0,05 dla wysyłek retargetowanych vs 0,25 dla zwykłych mailingów. Jest to efekt precyzyjnego skierowania treści użytkownikom.
Co jeszcze wynika z tych danych? Omawiana metoda jest zgodna z zasadami permission marketingu – adresy pochodzą z własnych bądź zewnętrznych baz, jednak przy założeniu, że zbierający otrzymali dane za zgodą do wykorzystywania do celów reklamowych i handlowych.
Świadomość marketerów
Mimo, że potencjał pozyskiwania nowych klientów dzięki retargetingowi w e-mail marketingu został zauważony, to wciąż nie jest doceniany przez część marketerów. Ten model adresowania wiadomości to skuteczny łącznik z potencjalnymi klientami. Jaki będzie jego kierunek rozwoju? Zdecydowanie powinien koncentrować się on na wzroście zasięgu z retargetingu, co z pewnością ucieszy wydawców. W najbliższym czasie działania te mogą zwiększyć swoją skalę i dobrze gdyby towarzyszyła temu również większa świadomość samych marketerów.
Dzisiejszy poranek w Wielkiej Brytanii był bardzo emocjonujący. Poznaliśmy fenomenalne dane makroekonomiczne z brytyjskiej gospodarki. Odczyt sprzedaży detalicznej uplasował się na poziomie 1,4% w skali miesiąc do miesiąca, a tym samym pobił prognozę o 1,3%.
Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii m/m
Źródło: Bloomberg
Pierwszym czynnikiem decydującym o tak mocnym odczycie był efekt bazy. W czerwcu odczyt sprzedaży detalicznej wyniósł -0,9%, dlatego też łatwo było go pobić. Drugim czynnikiem był słoneczny lipiec, który sprzyjał nadmiernym zakupom, a dodatkowo był to też okres promocyjny. Warto również wspomnieć o dużej słabości funta szterlinga, co przekłada się na coraz częstsze wycieczki turystów do Wielkiej Brytanii, którzy skłonni są do pozostawienia swoich pieniędzy. Ostatnie odczyty danych makroekonomicznych z rynku pracy oraz sprzedaży detalicznej wskazują, że Brexit nie odcisną jeszcze piętna na gospodarce.
Wszystko to przełożyło się na kontynuacje wczorajszego odbicia na parze walutowej GBP/USD. Bazowym scenariuszem pozostanie kontynuacja tych wzrostów w okolicę poziomu 1.35.
9 sierpnia br. jedna z największych na świecie korporacji działających w obszarze produkcji filmowej i szeroko rozumianej rozrywki – The Walt Disney Company – opublikowała wyniki finansowe za III kwartał fiskalny 2016 roku (II kwartał kalendarzowy). Opublikowane wyniki są pozytywne. Zysk na akcję pobił oczekiwania o 0,01$, przychód firmy w III kwartale wzrósł o 9%, jednakże akcje i tak zanotowały spadek. Spowodowane jest to prognozowanymi przychodami w przyszłym kwartale. Według analityków zysk na akcję ma spaść do 1,18 USD, czyli o 0,02$ mniej niż w analogicznym kwartale 2015 roku.
Prognozy przekładają się na dużą presję sprzedających. Na wykresie miesięcznym kupujący walczą o utrzymanie kluczowego wsparcia 89,90-93,70. Wszystko wskazuje, że może im się to udać, jednak na początku muszą pokonać linię trendu korekty. Jeżeli ten wyczyn się powiedzie, to ponowne wzrosty w okolicę poziomu 120 są jak najbardziej prawdopodobne.
Od 8 września obowiązywać będzie nowa tzw.ustawa kominowa, dotycząca wszystkich firm, w których Skarb Państwa jest udziałowcem.
Wiele kontrowersji od lat wzbudzały odprawy dla zwalnianych prezesów i członków zarządu. Szczególnie wielkości odpraw zostały teraz bardzo ograniczone.
Odprawy zostały ograniczone do 3-krotności miesięcznego wynagrodzenia. Natomiast zakaz konkurencji (czyli okres, za który również wypłacane jest wynagrodzenie) nie może obowiązywać dłużej niż przez 6 miesięcy.
O zmianach, które w kilku tysiącach przedsiębiorstw wprowadza nowa ustawa w rozmowie z MarketNews24 opowiada dr Karol Raźniewski, ekspert z międzynarodowej firmy doradczej EY.
Obejrzyj nasz materiał wideo „Analiza indeksów: WIG20, DAX i S&P500”. Znajdziesz w nim komentarz Pawła Danielewicza dotyczący wybranych indeksów giełdowych.
Minutes z ostatniego posiedzenia FOMC lekko sugerują, że podwyżka stóp procentowych na najbliższym posiedzeniu jest możliwa. Jednak jest to bardzo mało prawdopodobny scenariusz. Po jastrzębich komentarzach Dudleya i Lockharta rynek spodziewał się bardziej jednostronnego wydźwięku.
Z opublikowanego protokołu wynika, że Federalny Komitet do spraw Operacji Otwartego Rynku (FOMC) w dalszym ciągu będzie kontynuował politykę „wait and see„, czyli oczekiwał na dane makroekonomiczne, które potwierdzą dobrą kondycję amerykańskiej gospodarki. Wczorajsza publikacje protokołu osłabiła dolara amerykańskiego, rynek oczekiwał na bardziej jastrzębie stanowisko władz monetarnych. Prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych na wrześniowym posiedzeniu w dalszym ciągu wynosi 22%. Ewentualne zaskoczenie rynku przełożyłoby się na nadmierną zmienność na całym rynku kapitałowym.
Przenosząc się do Polski, inwestorzy nie mogą narzekać na nudę. Wczorajsze dane z polskiego rynku pracy za lipiec okazały się bardzo dobre. Roczna dynamika płac przebiła oczekiwania rynku (4,5%), a odczyt uplasował się na poziomie 4,8%. Wzrost zatrudnienia okazał się zgodny z konsensusem i wyniósł 3,2% w skali rok do roku. Po ostatnich dobrych danych z rynku pracy przyszedł czas na kolejne lipcowe publikacje o produkcji i sprzedaży detalicznej. Konsensus rynkowy zakłada wzrost produkcji przemysłowej na poziomie 1,3% rok do roku oraz wzrost sprzedaży detaliczne o 4,2% rok do roku.
Na koniec warto jeszcze przenieść się na Wyspy i dodać, że dzisiejszy poranek w Wielkiej Brytanii był bardzo emocjonujący. Poznaliśmy fenomenalne dane makroekonomiczne z brytyjskiej gospodarki. Odczyt sprzedaży detalicznej uplasował się na poziomie 1,4% m/m, a tym samym pobił prognozę o 1,3%.
Sprzedaż detaliczna w Wielkiej Brytanii m/m
Źródło: Bloomberg
Pierwszym czynnikiem decydującym o tak mocnym odczycie był efekt bazy. W czerwcu odczyt sprzedaży detalicznej wyniósł -0,9%, dlatego też łatwo było go pobić. Drugim czynnikiem był słoneczny lipiec, który sprzyjał nadmiernym zakupom, a dodatkowo był to też okres promocyjny. Warto również wspomnieć o dużej słabości funta szterlinga, co przekłada się na coraz częstsze wycieczki turystów do Wielkiej Brytanii, którzy skłonni są do pozostawienia swoich pieniędzy. Ostatnie odczyty danych makroekonomicznych z rynku pracy oraz sprzedaży detalicznej wskazują, że Brexit nie odcisnął jeszcze swojej pięty na gospodarce.
Im biedniejszy kraj Unii Europejskiej, tym jego mieszkańcy chętniej kupują mieszkania własnościowe, a na rynku brakuje mieszkań na wynajem. W Polsce udział w rynku mieszkań na wynajem jest dwukrotnie większy niż w Niemczech.
Wśród państw UE najwięcej mieszkań własnościowych mają Rumunii. 96 proc. wybudowanych tam mieszkań ma status lokatorsko-własnościowy.
Przeciwieństwo to Niemcy i Austria, gdzie liczba mieszkań własnościowych stanowi ok. 40 proc. rynku nieruchomości.
Szczególnym krajem europejskim spoza UE jest Szwajcaria, gdzie grubo ponad 90 proc. mieszkań to te, które są wynajmowane.
A jak wypada Polska? O tym w rozmowie z MarketNews24 mówi Jarosław M.Skoczeń z Grupy Emmerson.