Ile zarabiają specjaliści i menedżerowie w Polsce?

Średnie wynagrodzenie miesięczne oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce w 2014 roku wyniosło 9658 PLN brutto – wskazuje Raport Płacowy Antal 2015. Oznacza to niewielki spadek w stosunku do 2013 roku.

Komu pracodawcy oferowali najwyższe wynagrodzenie?

Najwyższe wynagrodzenie pracodawcy oferowali Wyższej Kadrze Zarządzającej – w 2014 roku wyniosło ono 17 503 PLN brutto. Na drugim miejscu znaleźli się specjaliści z obszaru Prawa ze średnią 12 460 PLN brutto, a tuż za – ze Sprzedaży i Marketingu – w tej dyscyplinie specjaliści i menedżerowie zarabiali średnio 10 380 PLN brutto.

Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto PLN oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce w 2014 roku
Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto PLN oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce w 2014 roku

„Najnowszy Raport Płacowy Antal przedstawia stabilność sektorów, w których pracodawcy oferują najwyższe wynagrodzenia. Co więcej, w sektorach tych wynagrodzenia wzrastają, co dobrze wróży na przyszłość. Po raz kolejny na najwyższe wynagrodzenie mogą liczyć przedstawiciele Wyższej Kadry Zarządzającej – z najnowszego raportu wynika, iż oferowane średnie wynagrodzenie brutto wynosi 17 503 PLN. Również sektory Prawo oraz Sprzedaż i Marketing niezmiennie zajmują pozycje liderów – w sektorach tych, mimo wystarczającej liczby odpowiednich kandydatów na rynku pracy, pracownicy mogą liczyć na wysokie wynagrodzenia” -komentuje Artur Skiba, prezes zarządu Antal International
i wiceprezes Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia.

Nieznaczne spadki

Mimo iż średnie wynagrodzenie oferowane w 2014 roku okazało się nieco niższe niż w roku poprzednim, tendencje są bardzo pozytywne, gdyż na spadek wynagrodzenia wpływ miały głównie dwa sektory – Logistyka oraz Bankowość i Ubezpieczenia. Branże te, mimo że odnotowały obniżenie oferowanych wynagrodzeń – o 1620 PLN brutto w Logistyce
i o 280 PLN w Bankowości – są w dobrej kondycji.

„Niewielki spadek wynagrodzenia w Bankowości wynika przede wszystkim ze zmniejszonej w stosunku do lat poprzednich, rotacji wśród pracowników. Co więcej, sektor ten jest obecnie rynkiem pracodawcy, na którym dostępna jest duża liczba kandydatów. Pracodawcy nie „przepłacają” więc zatrudnianych osób, ale za to oferują ciekawe wyzwania oraz dodatkowe możliwości rozwoju. Warto też pamiętać, że wynagrodzenia oferowane w poprzednich latach przewyższały stawki rynkowe”- komentuje Sebastian Sala, menedżer Antal Banking & Insurance.

W Logistyce, podobnie jak w sektorze Bankowość i Ubezpieczenia, główną przyczyną spadku oferowanego wynagrodzenia w 2014 roku w stosunku do roku wcześniejszego, była zdecydowanie większa rotacja wśród specjalistów.

„W 2014 roku menedżerowie w Logistyce zmieniali pracę znacznie rzadziej niż specjaliści. Konsekwencją tego średni wskaźnik wynagrodzeń proponowanych w tej branży wydaje się niższy niż w 2013 roku. Mimo rynku kandydata pracodawcy stawiają potencjalnym pracownikom coraz większe wymagania. Co więcej, nie są już skłonni do oferowania znacznie większych wynagrodzeń niż te przewidziane w budżecie”- twierdzi Artur Migoń, Dyrektor, Antal Engineering & Operations.

Znaczące wzrosty

Pozytywnie w przyszłość mogą spoglądać osoby pracujące w branżach IT, Prawo, HR i SSC/BPO – sektory te odnotowały znaczne wzrosty wynagrodzeń w stosunku do roku 2013. W sektorze Prawa średnie wynagrodzenie brutto oferowane specjalistom i menedżerom w Polsce w 2014 roku wyniosło 12 460 PLN, czyli niemalże o 2000 PLN więcej niż w poprzednim roku.

„Wynagrodzenia oferowane prawnikom są zdecydowanie wyższe niż w 2013 roku, z dwóch powodów: ze względu na znaczną liczbę rotacji na stanowiskach menedżerskich oraz prężne rozwijanie nowych specjalizacji wśród kancelarii, które chcą powiększać swoje zespoły o nowe linie biznesowe”- komentuje Agnieszka Pastuła, menedżer Antal Legal.
Dużym wzrostem wynagrodzeń cieszą się też sektory SSC/BPO i HR – wynagrodzenia brutto wyniosły odpowiednio 7320 PLN oraz 8110 PLN. W porównaniu z poprzednim Raportem Płacowym Antal, wynagrodzenia są wyższe o ponad 2000 PLN w branży SSC/BPO i przeszło 1000 PLN w HR.

„W mojej ocenie wzrost średniego wynagrodzenia w obszarze stanowisk HR związany jest z poprawą koniunktury na rynku polskim i tym, co organizacje mogą zaoferować swoim kandydatom. Nie bez znaczenia jest też fakt, że świadomość tego, jak ważni w organizacji są ludzie wzrasta, a pracownicy HR, dbający o ten aspekt personalny są coraz bardziej doceniani, co przekłada się na ich wynagrodzenia”-twierdzi Marta Tobiasz, Team Leader Antal HR & Admin.

Wynagrodzenia w sektorze SSC/BPO znacznie wzrosły, w porównaniu z poprzednim Raportem Płacowym Antal. Jednym z czynników, jest wciąż zbyt mało kandydatów posługujących się niestandardowymi językami obcymi.

„Cechą charakterystyczną sektora SSC/BPO w Polsce jest coraz wyższy stopień zaawansowania obsługiwanych procesów, podążający w kierunku projektów opartych na wiedzy. Aby więc przyciągnąć specjalistów i menedżerów do konkretnej firmy konieczny jest wzrost wynagrodzeń w tym sektorze. Bez wątpienia coraz większe zapotrzebowanie na nietypowe języki takie jak fiński, szwedzki, norweski, duński czy hebrajski również ma wpływ na rosnące wynagrodzenia w sektorze SSC/BPO” – mówi Anna Kulawiak, Team Leader, Antal SSC/BPO.

Sektor IT od wielu lat jest niekwestionowanym rynkiem kandydata, co potwierdzają stałe wzrosty wynagrodzeń w tej branży. W 2014 roku średnie wynagrodzenie oferowane specjalistom i menedżerom wyniosło 10 220 PLN brutto, co oznacza wzrost o 801 PLN w stosunku do roku poprzedniego.

„Zauważamy mocno rozwijający się rynek outsourcingu IT, na którym coraz więcej programistów wybiera pracę przy konkretnych projektach, określonych czasowo. Wynagrodzenia kontraktorów najczęściej są wyższe niż pracowników na etatach, co wpływa na stały wzrost wynagrodzeń w tym sektorze. Z przeprowadzanych przez konsultantów Antal rekrutacji wynika, że outsourcing IT cieszy się rosnącą popularnością, a kandydaci coraz chętniej podejmują taką formę współpracy”-mówi Aleksandra Kujawa, menedżer Antal IT Services.

Jednak zdecydowanym liderem wśród wszystkich dyscyplin jest Wyższa Kadra Zarządzająca – tutaj oferowane wynagrodzenie wyniosło 17 503 PLN brutto, czyli o przeszło 1600 PLN więcej niż wskazał Raport Płacowy Antal 2014.

Stabilnie do przodu

Pozostałe sektory również odnotowały wzrosty wynagrodzeń w 2014 roku, jednak nie są to tak wielkie różnice jak na przykład w przypadku sektora SSC/BPO czy HR.

W sektorach Farmacja, Finanse i Księgowość oraz Inżynieria średnie oferowane wynagrodzenia brutto w 2014 roku były bardzo zbliżone do tych z roku poprzedniego – miesięcznie wyniosły odpowiednio 10 167 PLN, 8890 PLN oraz 8035 PLN.

„Symboliczny wzrost wynagrodzeń w sektorze Finansów i Księgowości wraz z pogłębiającym się zjawiskiem rynku kandydata pokazuje pewnego rodzaju tendencję – w najbliższym czasie będziemy obserwować coraz większą walkę o kandydata, a co za tym idzie, coraz bardziej widoczne wzrosty wynagrodzeń”- komentuje Anna Piotrowska-Banasiak, menedżer Antal Finance & Accountancy.

Raport Płacowy Antal 2015 został przygotowany na podstawie 3 źródeł wiedzy. Pierwsze z nich to badanie ankietowe przeprowadzone metodą CAWI oraz CATI w terminie od października do grudnia 2014 roku, na próbie 3947 respondentów z Polski. Dane te zostały zweryfikowane i poszerzone o informacje z 850 procesów rekrutacyjnych przeprowadzonych przez konsultantów Antal w 2014 roku, a także wywiady telefoniczne z pracodawcami i kandydatami. Badanie dotyczy wynagrodzeń oferowanych w procesach rekrutacyjnych na stanowiska specjalistyczne i menedżerskie, obejmuje osoby, które mają minimum 2-letnie doświadczenie oraz pracują w średnich i dużych firmach zarówno polskich, jak i międzynarodowych. Wynagrodzenia przedstawione w raporcie są wynagrodzeniami średnimi, brutto miesięcznie.

/ Antal International

Citibank wypłaci klientom 700 milionów dolarów rekompensaty

21 lipca to nie był dobry dla amerykańskiego Citibanku. Rząd nałożył na niego solidną karę oraz obowiązek wypłaty rekompensat dla oszukanych klientów. Do wyroków dorzuciła się pozarządowa instytucja chroniąca klientów finansowych.

Nakaz zwrotu tak dużej kwoty, 700 milionów dolarów, jest skutkiem stosowania przez bank zwodniczych technik sprzedaży. Wypłata obejmie 8,8 miliona klientów (7 milionów naciągniętych bezpośrednio przez Citibank oraz 1,8 miliona klientów jego jednostek zależnych). Consumer Financial Protection Bureau nałożyło na bank także dodatkowe 35 milionów dolarów kary.

CFPB udowodniło, że w okresie od 2003 do 2012 roku Citibank oferował klientom wakacje kredytowe oraz programy ochrony spłaty kredytu w przypadku utraty pracy. Nie dopełnił jednak obowiązku poinformowania ich o wysokich opłatach i prowizjach za skorzystanie z takich usług. Stosowano wobec klientów także mylące sformułowania podczas rozmów telefonicznych, które wprowadzały w błąd w zakresie informowania ich o warunkach kredytów.

Bank jak najszybciej chce wypłacić klientom rekompensaty w formie czeków. Zobowiązał się również wyłączyć z oferty sporne usługi, których opłacanie słono kosztowało prawie 9 milionów klientów.

autor: Mateusz Gawin

Czy przebywający w Polsce obcokrajowiec ma jakiekolwiek szanse na kredyt hipoteczny?

Coraz więcej osób z obcym paszportem znajduje w naszym kraju swój nowy dom. I choć procedury bankowe są wtedy nieco bardziej skomplikowane, także i oni mają szansę na dobry kredyt mieszkaniowy. A jak zdobyć go najłatwiej?

Każdy obcokrajowiec, który zdecyduje się w Polsce na zakup mieszkania na kredyt, zobowiązany jest przedłożyć w banku kilka istotnych dokumentów. Listę otwiera zaświadczenie o zarejestrowaniu obywatela innego kraju na terenie Polski lub karta stałego pobytu, z datą ważności ustaloną na okres nie krótszy niż rok. Dodatkowo, osoby niebędące obywatelami Unii Europejskiej, powinny przedstawić także ważne zezwolenie na pracę w naszym kraju. Pamiętajmy bowiem, że zdecydowana większość banków gotowa będzie udzielić kredytu tylko wówczas, gdy osiągany przez obcokrajowca dochód uzyskiwany jest na terenie Polski.

Bywa, że niezbędny jest także odpowiednik polskiego zaświadczenia BIK (Biura Informacji Kredytowej), choć dodajmy, że nie jest to regułą. – W określonych wypadkach wystarcza ustna deklaracja o ewentualnych zobowiązaniach na terenie rodzimego kraju – wyjaśnia Witold Dziedzic, doradca hipoteczny z krakowskiego oddziału firmy Alex T. Great Doradcy Finansowi. – Pamiętajmy jednak, że bank i tak dokona weryfikacji przekazanych informacji, bowiem ewentualne zadłużenie za granicą może mieć wpływ na zdolność do skutecznej spłaty nowego kredytu.

Co jeszcze? Dobrze, jeśli osoba z zagranicznym paszportem posługuje się (choćby w stopniu komunikatywnym) językiem polskim. – Dokumenty bankowe zawierają wiele skomplikowanych formuł, zapisów, paragrafów, których zrozumienie jest niezbędne dla skutecznego zawarcia umowy kredytowej. W tej sytuacji bardzo liczy się poprawna komunikacja – tłumaczy Witold Dziedzic.

Wbrew pozorom, nawet dobra znajomość języka angielskiego nie gwarantuje pełnego wzajemnego zrozumienia, umowa kredytowa przygotowywana jest bowiem w języku polskim, a tylko nieliczni pracownicy banków posługują się językiem angielskim na tyle biegle, by móc w sposób zrozumiały wyjaśnić wszelkie jej zapisy. Co zatem robić? – Warto poszukać doświadczonego doradcy kredytowego z biegłą znajomością języka obcego. Jego pomoc może się wówczas przydać nie tylko na początku, ale wręcz na każdym etapie wnioskowania o kredyt – podkreśla Witold Dziedzic.

Prześledźmy zatem cały proces: co robi doradca finansowy, gdy trafia do niego osoba z obcym paszportem, nosząca się z zamiarem kupna mieszkania na kredyt? – W pierwszej kolejności weryfikuję ważność dokumentów związanych z pobytem takiej osoby w naszym kraju, to bowiem warunek konieczny, by bank w ogóle zechciał przyjąć do rozpatrzenia wniosek kredytowy – tłumaczy doradca Alexa. A jak wygląda weryfikacja zdolności kredytowych obcokrajowców? – Chcąc pozyskać kredyt w Polsce, osoby takie powinny udokumentować dochód osiągany z tytułu umowy o pracę przez co najmniej 6 kolejnych miesięcy. Okres ten powinien wynosić z kolei co najmniej 12 miesięcy, jeśli mówmy o dochodach osiąganych z innych źródeł, czyli umów zlecenia lub z działalności gospodarczej – tłumaczy Witold Dziedzic.

Większość funkcjonujących w Polsce banków traktuje obywatela obcego kraju dokładnie tak samo, jak obywatela Polski, niestety, nie jest to regułą – wybrane banki zobowiązują obcokrajowców do wniesienia wyższego wkładu własnego w celu lepszego zabezpieczenia kredytu. Oznacza to dodatkowe 10 proc. kapitału własnego, łącznie zatem muszą oni wnieść 20 proc. środków własnych. Na szczęście, to już ostatnia z różnic – pozostałe warunki kredytu, także te cenowe, są dokładnie takie same, jak w przypadku naszych obywateli.

Wniosek kredytowy sporządzany jest w języku polskim, stąd warta podkreślenia jest obecność i pomoc doradcy finansowego. Może on także pomóc w sprawnym i skutecznym zawarciu umowy kupna mieszkania. – Rola pełnego wyjaśnienia wszystkich zapisów umowy kupna-sprzedaży lokalu spoczywa przede wszystkim na notariuszu, który w razie potrzeby powinien zagwarantować obecność tłumacza przysięgłego. Z własnych doświadczeń wiem jednak, jak ważna jest w takich chwilach obecność osoby zaufanej, dlatego ja sam zawsze towarzyszę moim klientom podczas aktu notarialnego, by w razie potrzeby wyjaśnić wszelkie dodatkowe wątpliwości – zaznacza Witold Dziedzic z Alex T. Great Doradcy Finansowi.

Na koniec jeszcze ważne zastrzeżenie: zakup domu lub działki przez obywatela spoza Unii Europejskiej wymagać będzie dodatkowej zgody urzędnika polskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.

Opracował:
Tomasz Kulpa
Alex T. Great Doradcy Finansowi

Ile godzin pracuje się w Europie?

Polacy wcale nie pracują tak dużo

Polacy pracują tylko cztery godziny tygodniowo dłużej od Duńczyków, którzy to spośród Europejczyków w pracy spędzają czasu najmniej. Niestety z wysokością wynagrodzeń przez nas otrzymywanych nie jest już tak dobrze.

W 2014 r. w ciągu tygodnia pracowaliśmy przeciętnie 42,4 godz., a nasze średnie miesięczne zarobki wynosiły równowartość 634 euro netto – wynika z danych opublikowanych przez Eurostat. „Jeśli chodzi o czas pracy, wypadamy dobrze na tle krajów Europy, ponieważ tygodniowo pracujemy tylko cztery godziny dłużej od Duńczyków. Gorzej wygląda kwestia wynagrodzeń – Polska mieści się w środku europejskiej stawki. Jednak pod względem wzrostu płac nadal pozostajemy liderem wśród krajów unijnych z byłego bloku wschodniego” – mówi serwisowi infoWire.pl Kazimierz Sedlak, dyrektor firmy Sedlak & Sedlak.

Najwięcej w Europie pracują mieszkańcy Turcji (51,4 godz. na tydzień). Długi czas pracy nie przekłada się na zarobki Turków – ich średnia miesięczna pensja to równowartość 590 euro netto. Jest to jeden z najniższych wyników wśród Europejczyków.

Po przeciwnej stronie znajdują się obywatele krajów skandynawskich, w których wynagrodzenia są wysokie, a tygodniowy czas pracy często nie przekracza 40 godz. Najkrócej na Starym Kontynencie pracują Duńczycy – przeciętnie 38,8 godz. w tygodniu, za co otrzymują na miesiąc średnio równowartość 2 752 euro netto. Stosunkowo niedługi tydzień pracy mają również Norwegowie (39,1 godz.) oraz Finowie (40 godz.). Ci pierwsi zarabiają miesięcznie średnio równowartość 3 850 euro netto, ci drudzy – 2 480 euro netto.

Marcin Żuchniewicz Zastępcą Dyrektora w Zespole Powierzchni Magazynowych i Logistycznych w firmie DTZ

0

Stopa bezrobocia konsekwentnie maleje, a pracodawcy cały czas chcą zatrudniać

Dobra koniunktura gospodarcza oraz ciągły napływ inwestycji zagranicznych są wyraźnie odczuwalne na rynku pracy. Pracodawcy cały czas deklarują chęć zatrudniania, zwłaszcza duże, zatrudniające ponad 250 osób firmy, które najchętniej powiększają swoje zespoły. Nie każdy szukający pracy chce jednak decydować się na codzienność w większej instytucji lub korporacji, do której zdążył przylgnąć nieoderwalny stereotyp. Dla części kandydatów możliwość zdobycia w nich doświadczenia jest spełnieniem zawodowych marzeń. Dla innych jednak wypalającym pędem za karierą.

Rynek cały czas idzie do przodu, przesuwając się na korzyść pracownika, – komentuje Monika Styczyńska, ekspert agencji zatrudnienia Manpower. – Wciąż jednak na sytuację, w której będziemy mogli swobodnie przebierać w ofertach trzeba jeszcze trochę poczekać. W grupie większych firm z naturalnych przyczyn ten marsz jest szybszy. Podczas aplikowania na ogłoszenia pracodawców, należy pamiętać iż zawężenie grupy potencjalnych odbiorców CV już na tym etapie, może mocno ograniczyć nasz wybór na końcowym odcinku poszukiwań pracy.

Firma firmie nierówna i choć wykonywana w różnych miejscach praca może wydawać się taka sama, w praktyce zależy od prowadzonych na danym stanowisku projektów, zakresu obowiązków i pracodawcy. Zanim jeszcze przystąpimy do poszukiwań warto przemyśleć jak chcemy, by wyglądała nasza pracownicza codzienność. Istotne jest jakiego charakteru pracę chcemy wykonywać i w jakim otoczeniu, a także jakie są nasze cele zawodowe na bliższą, a także i dalszą przyszłość.

Zanim zrezygnujemy z udziału w rekrutacji, która może zapewnić nam ciekawą pracę, należy zastanowić się czy to aby na pewno słuszne posunięcie i w razie wątpliwości poznać potencjalnego pracodawcę bliżej, – doradza Monika Styczyńska. – Można zacząć od zajrzenia na jego stronę internetową oraz profile w mediach społecznościowych, sprawdzenia czy widnieje na którymś z miejsc w rankingach pracodawców. Dobrym sposobem jest też  wykorzystanie w tym celu networkingu i popytanie znajomych czy nie znają kogoś kto pracuje w interesującej nas firmie. Taki bezpośredni kontakt może dać najpełniejszy obraz na tym etapie poznawania przedsiębiorstwa. Uważajmy za to na fora dyskusyjne w Internecie. Zamieszczane na nich wypowiedzi są zwykle anonimowe i nie zawsze zgodne z prawdą. Nie bójmy się za to porozmawiać z przedstawicielami firmy na targach pracy, a na spotkaniu rekrutacyjnym zadawać pytań o przedsiębiorstwo, co pomoże uniknąć późniejszego rozczarowania. Rekruterzy są przygotowani na taką ewentualność i pozytywnie odbierają zainteresowanie kandydatów – mówi przedstawiciel Manpower.

Jeśli poszukujemy częstszych szkoleń, intensywnego rozwoju oraz międzynarodowego środowiska pracy, zdecydowanie większe szanse na osiągnięcie tych elementów da nam praca w korporacji. Korporacja to też zwykle większa różnorodność w prowadzonych projektach. Praca w niej wiąże się również z większym prestiżem wynikającym ze skali oraz rozpoznawalności firmy, do czego polscy menadżerowie coraz częściej przywiązują wagę. Wpis w CV o zatrudnieniu lub stażu w znanym przedsiębiorstwie może pomóc także w późniejszych poszukiwaniach pracy. Z racji bardziej rozbudowanych struktur wewnętrznych praca w dużej organizacji wiąże się z koniecznością regularnego raportowania swoich działań do przełożonych, a także osób z siedziby firmy za granicą. W przypadku pracy w dużych firmach prawdopodobne jest też, że będziemy odpowiadać za pewien wycinek działań. Małe z kolei częściej dają szansę opieki nad całością procesu. Wymagają przeważnie większej samodzielności, ale też dają większy obszar do podejmowania własnych decyzji, nie pozostając przy tym anonimowym, co może grozić w dużych organizacjach.

Decyzja o wyborze pracodawcy zależy od kandydata. Warto, by była ona podjęta świadomie, z uwzględnieniem jego potrzeb i planów, a także faktycznego wizerunku firmy, do której aplikuje. Wyścig za wynikiem i wysoką konkurencyjność można znaleźć w małej rodzinnej spółce, a świetną atmosferę w wielkiej korporacji i na odwrót. By zwiększyć szanse na szybsze znalezienie pracy warto korzystać też z ofert doświadczonych agencji zatrudnienia, takich jak Manpower. Współpracując z pracodawcami  o różnej skali i z różnych branż, Manpower udziela dostępu do wielu ofert pracy w obszarze całej Polski, ułatwiając kandydatom jej szybsze znalezienie.

Brexit czy Grexit? Opuszczanie strefy coraz modniejsze

Opuszczanie struktur unijnych robi się najwyraźniej modne w niektórych kręgach. Po próbach Grecji, która strasząc wyjściem z unii walutowej ugrała pomoc na kolejne lata, przyszedł czas na Wielką Brytanię.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Na rynkach ostatnio modnym tematem są wszelkie wyjścia z różnych porozumień w ramach struktur unijnych. Po Grexicie, czyli wyjściu Grecji ze strefy euro, przyszedł czas Brexit czyli wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych. Co prawda premier Cameron zapowiedział referendum w tej sprawie na 2017 rok, aczkolwiek pomimo tego, że posiada on bezwzględną większość w parlamencie jego wynik wedle sondaży na razie wskazuje na wyraźną przewagę osób chcących pozostać w strukturach unijnych. Głównym celem tego referendum jest jednak poprawa pozycji negocjacyjnej Brytyjczyków.

Grecy wdrażają pakiety reform, aczkolwiek ze względu na bunt wewnątrz Syrizy rząd podchodzi ostrożnie do tematów i odkłada najtrudniejsze decyzje na później. Obecnie głosowane są ustawy na temat restrukturyzacji i ewentualnej likwidacji banków oraz zmiany w kodeksie postępowania cywilnego. Ograniczenie przechodzenia na wcześniejszą emeryturę, będące sporym problemem, czy opodatkowanie rolników zostało odłożone na sierpień. Powodem jest strach przed przegraniem głosowania. Warto zwrócić uwagę, że z rządowej koalicji przeciwko porozumieniu głosowało aż 32 deputowanych z 300 osobowego parlamentu. Gdyby teraz opozycja nie poparła reform przepadłyby one w głosowaniu. Na szczęście jak pamiętamy z głosowania nad porozumieniem z Unią opozycja zdecydowanie wspiera te działania.

Wyrazem zaufania rynków dla tego co dzieje się w Grecji jest wzrost ratingu kredytowego. Agencja Standard & Poor’s podniosła wskaźnik do CCC+ i ustawiła perspektywę na stabilną. Nie jest to oczywiście poziom atrakcyjny inwestycyjnie, ale pokazuje pewną tendencję. Co prawda opinie specjalistów co do możliwości wyjścia Grecji z obecnej spirali zadłużenia są mocno podzielone, są oni zgodni co do faktu, że obecna pomoc ustabilizuje sytuację na najbliższy czas.

Hrywna, waluta Ukrainy, która jeszcze przed kryzysem wyceniana była na ponad 40 groszy obecnie znajduje się na poziomie ok. 18 groszy. To i tak znaczna poprawa względem 11 groszy, do których spadła w kulminacyjnym momencie kryzysu w lutym. Jak ten kryzys wpływa na gospodarkę? Import towarów z Polski tylko w pierwszym kwartale spadł o 16%.

Dzisiaj o 11:00 odbędzie się publiczne wystąpienie Marka Belki. Oprócz tego warto zwrócić uwagę na:
10:30 – Wielka Brytania – protokół z posiedzenia Bank of England,
14:00 – Polska – koniunktura gospodarcza,
16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

EUR/PLNKomentarz walutowy 22.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 22.04.2015 do 22.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem do wybicia była linia na 4,1450. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 22.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 22.04.2015 do 22.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Najbliższym wsparciem dla ruchu spadkowego są ważne minima na 3,9200.

USD/PLNKomentarz walutowy 22.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 22.04.2015 do 22.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Korekta przebiła wsparcie na poziomie 3,7300. Kolejnym wsparciem są ważne maksima na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 22.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 22.04.2015 do 22.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8000.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Apsys Polska zarządcą Centrum Handlowego Europa Centralna

Apsys Polska został wybrany przez Standard Life Investments na zarządcę Europy Centralnej. Centrum handlowe zlokalizowane w Gliwicach jest 22. obiektem handlowym w portfolio zarządczym firmy Apsys Polsa S.A.

Z dniem 15 lipca 2015 roku spółka Apsys Polska objęła zarządzanie centrum handlowym Europa Centralna w Gliwicach. To drugi obiekt handlowy, po Galerii Gniezno, który fundusz Standard Life Investments przekazał w zarządzanie Apsys Polska. Dzięki nowemu kontraktowi łączna powierzchnia handlowa, którą zarządza Apsys Polska, powiększyła się o 67 000 m2 i wynosi obecnie ok. 800 000 m2. Zakres zadań powierzonych Apsys obejmuje: zarządzanie nieruchomością, wynajem powierzchni handlowych, zarządzanie umowami najmu oraz marketing.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni i zaszczyceni uzyskaniem mandatu zarządczego w Europie Centralnej. Rozszerzenie naszego portfolio o dwudzieste drugie centrum jest konsekwencją systematycznej realizacji naszej strategii rozwoju. Jednocześnie umacnia pozycję Apsys jako lidera w dziedzinie zarządzania centrami handlowymi. To dla nas wielkie wyzwanie. Wykorzystamy całą wiedzę oraz know-how zespołu Apsys, aby zapewnić Centrum Handlowemu Europa Centralna efektywne i sprawne zarządzanie dzięki skutecznej strategii biznesowej oraz marketingowej” – mówi Fabrice Bansay, Prezes Apsys Polska.

Centrum Handlowe Europa Centralna to jeden z największych obiektów komercyjnych w Polsce, którego otwarcie nastąpiło w marcu 2013 roku. Europa Centralna o powierzchni handlowej 67 000 m2 składa się z parku handlowego mieszczącego wielkopowierzchniowe sklepy m.in. Saturn i Castoramę oraz galerii handlowej oferującej szeroki asortyment towarów i usług. Do grona najemców Europy Centralnej należą także: hipermarket TESCO Extra, Jula, Jysk, RTV Euro AGD, SMYK Megastore, Reserved, H&M, Cubus, Lindex, Cropp, House, Empik, Super-Pharm i wiele innych.

5 pytań, które na pewno usłyszysz podczas rozmowy rekrutacyjnej

Rozmowa kwalifikacyjna to jeden z bardziej stresujących momentów procesu rekrutacji. Podczas spotkań z rekruterami często słyszymy te same pytania. Mimo to, wiele osób nie do końca wie, jakich odpowiedzi udzielić, aby zaprezentować się z jak najlepszej strony. Co mówić, a o czym lepiej nie wspominać?

Osoby biorące udział w procesach rekrutacji, często słyszą podobne pytania. Udzielają na nie takich samych odpowiedzi nie do końca zastanawiając się, czego rekruter tak naprawdę chce się dowiedzieć. We współpracy z ekspertami z branży HR, serwis GoldenLine.pl przygotował FAQ rozmowy kwalifikacyjnej, w którym wyjaśnia, jak najlepiej odpowiedzieć na najczęściej zadawane przez rekruterów pytania.

Proszę opowiedzieć coś o sobie

Podczas rozmowy kwalifikacyjnej rekruterzy niemal zawsze proszą o powiedzenie kilku słów o sobie. Teresa Bęben, rekruterka z Agencji Zatrudnienia CRAFTS podpowiada jakiej odpowiedzi udzielić: Należy unikać powtarzania informacji zawartych w CV, szczegółowego opisywania swoich poprzednich stanowisk pracy, pozwalając sobie na wyciągnięcie i zaprezentowanie wniosków płynących z posiadanego doświadczenia. Ta krótka, słowna prezentacja powinna mówić o tym, kim jesteś, jakie masz cechy charakteru odpowiednie dla stanowiska, na które aplikujesz, jakie są Twoje cele zawodowe i kiedy chciałbyś je osiągnąć.

Jakie są Pana/Pani mocne i słabe strony?

To proste pytanie, wbrew pozorom może przysporzyć wielu trudności. Jak sobie z nim poradzić radzi Paulina Basta, HR Business Partner, autorka bloga paulinabasta.com: Rozmowa kwalifikacyjna jest momentem, kiedy ludzie starają się zaprezentować z jak najlepszej strony. Słabości kandydata są oceniane nie na podstawie opisowych deklaracji, tylko obserwacji jego zachowania. Inaczej sprawa wygląda w przypadku pytania o mocne strony. Warto merytorycznie opowiedzieć o swoich sukcesach i zaletach na wielu polach (o ile, mają jakieś znaczenie w kontekście stanowiska, o które się starasz). Na piedestale zawsze pozostaje umiejętność przytoczenia prawdziwych historii, przykładów, faktów.

Proszę opowiedzieć o swojej największej porażce/sukcesie

Odpowiadając na pytanie o sukcesy i porażki łatwo popaść w przesadę, zbytnio się chwaląc lub będąc zbyt krytycznym w stosunku do własnej osoby. Jak tego uniknąć podpowiada Anna Krawczyk, specjalista ds. Rekrutacji, Agora S.A.: Warto opowiedzieć o konkretnej sytuacji, w której brało się udział osobiście. Podać przykłady, z których jest się najbardziej dumnym, co się udało, co zmotywowało do dalszego działania. Z drugiej strony przytoczyć sytuację, w której chociaż popełniło się błąd, ale wyciągnęło z tego wnioski na przyszłość.

Jakie są Pana/Pani oczekiwania finansowe?

Pytanie, które pojawia się w każdym procesie rekrutacji. Jak na nie najlepiej odpowiedzieć, wyjaśnia Natalia Bogdan, prezes Jobhouse: Przede wszystkim osoba prowadząca rekrutację chce wiedzieć, czy oczekiwania finansowe kandydata są zbieżne z tym, co może zaoferować potencjalny pracodawca. Zanim podamy kwotę, warto zrobić research na temat zarobków w firmie, branży i na stanowisku, na które aplikujemy. Zapytajmy też znajomych, którzy pracują w tej lub podobnej firmie, przejrzyjmy statystyki dostępne w sieci, poszukajmy informacji na forach. Udzielając odpowiedzi bądźmy pewni siebie, ale nie roszczeniowi. Przedstawmy, co zawiera nasza „cena” – jakie realne korzyści możemy przynieść potencjalnemu pracodawcy (np. portfel swoich klientów, którzy mogą przynieść firmie korzyści na poziomie X złotych).

Co chce Pan/Pani robić za 5 lat?

Zadając to pytanie rekruter pragnie ocenić, czy planujemy związać się z firmą na dłużej i czy potrafimy zaplanować swoją ścieżkę kariery, chce zbadać nasze aspiracje zawodowe. Olga Sikorska, HR Specialist z CodiLime podpowiada, co warto odpowiedzieć, będąc zapytanym o plany na najbliższe lata: Odpowiadając na to pytanie warto pozostać wiernym sobie. Mając pomysł na własny rozwój, niezależnie od tego, czy znajdzie on swoje odzwierciedlenie w strukturze firmy, warto o nim opowiedzieć. Jeśli nie wiemy, co będziemy robić za pięć lat, nie obawiajmy się, to nie przesądzi o wyniku rekrutacji.

Sektor motoryzacyjny w Europie Środkowo-Wschodniej silnie zależny od zagranicznych inwestycji

Europa Środkowo-Wschodnia stała się atrakcyjnym miejscem dla inwestycji światowych producentów samochodów. W 2014 r. w Europie Wschodniej wyprodukowano 3,6 mln pojazdów, co stanowi 21 proc. całkowitej produkcji UE. W krajach Europy Środkowo-Wschodniej – objętych analizą Coface – znajdują się 33 fabryki samochodów, z których większość została stworzona dzięki inwestycjom zagranicznym. Analiza pokazuje, że pomimo wysokiej dynamiki sprzedaży aut, osiągniętej ostatnio dzięki lokalnym klientom, produkcja aut w Europie Środkowo-Wschodniej zależna jest nadal w znacznym stopniu od popytu zagranicznego.

Rola branży motoryzacyjnej w aktywności gospodarczej Europy Środkowo-Wschodniej

Europa Środkowo-Wschodnia była w stanie przyciągnąć szereg inwestycji zagranicznych dzięki atrakcyjnym kosztom pracy, bliskości geograficznej z Europą Zachodnią, wykwalifikowanym pracownikom oraz polepszającemu się klimatowi dla biznesu. Przedmiotem analizy przeprowadzonej przez Coface jest branża motoryzacyjna w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, w których produkowana jest znaczna liczba samochodów, tj. w Czechach, na Węgrzech, w Polsce, Rumunii, Słowacji oraz Słowenii. Wyjątkowo silnymi markami w regionie, które dzięki zagranicznym inwestycjom utrzymały się na rynkach światowych są Skoda i Dacia.

Produkcja pojazdów i sprzętu transportowego ma wymierny wpływ na wyniki finansowe Europy Środkowo-Wschodniej. Dla niektórych krajów regionu takich jak Węgry, Czechy, czy Słowacja, sektor ten stanowi 1/10 ich całkowitego wyniku finansowego. Sektor generuje również znaczącą liczbę miejsc pracy – w 2013 roku w 6 krajach poddanych analizie w branży motoryzacyjnej, zatrudnionych było ponad 850 000 pracowników.

Sektor motoryzacyjny stanowi istotną siłę napędową dla gospodarek regionu
Europy Środkowo-Wschodniej. Dzięki napływowi zagranicznych inwestycji, liczba samochodów produkowanych w regionie wzrosła tu ponad dwukrotnie przez ostatnie 10 lat. Największe wzrosty osiągnęły Słowacja, Czechy i Rumunia, gdzie produkcja wzrosła trzy- a nawet czterokrotnie, podczas gdy w Polsce liczba wyprodukowanych samochodów w 2014 r. była zbliżona do poziomu produkcji w 2004 r. Dzięki zwiększeniu mocy produkcyjnych i wyższemu popytowi, Polska będzie jednak umacniać się na pozycji lidera w produkcji samochodów dostawczych przez najbliższe lata –
komentuje Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej.

Silne nastawienie na eksport

Eksport pojazdów stanowi znaczącą część handlu zagranicznego krajów
Europy Środkowo-Wschodniej. Dla przykładu na Słowacji stanowi on 25 proc. całkowitego eksportu kraju. Produkcja samochodów w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jest silnie nastawiona na klientów zagranicznych. Jednak obecna sytuacja pokazuje, że strefa euro – główny rynek eksportowy – odżywa i pokazuje lepsze perspektywy. Dzięki tym pozytywnym trendom także w innych krajach europejskich zapotrzebowanie na pojazdy wciąż rośnie. Mniejszy popyt na wyprodukowane samochody jest zauważalny w Rosji. Jest to jednak rekompensowane zwiększonym zapotrzebowaniem innych miejsc eksportu i lokalnej sprzedaży w krajach
Europy Środkowo-Wschodniej.

Zwiększanie wewnętrznego popytu poprawia krajową sprzedaż samochodów

Podczas gdy sytuacja na niektórych rynkach zewnętrznych jest niepewna, lokalne rynki pokazują pozytywne prognozy. Popyt na rynkach krajowych Europy Środkowo-Wschodniej zwiększa się dzięki lepszym perspektywom gospodarstw domowych, na które przekłada się bardziej chłonny rynek pracy, łagodniejsza inflacja, niskie ceny paliw, rosnąca pewność klientów oraz atrakcyjne stopy procentowe. Wyższa skłonność do wydawania powoduje bardziej dynamiczną sprzedaż aut w gospodarkach Europy Środkowo-Wschodniej. Klientami są nie tylko gospodarstwa domowe, ale również firmy zwiększające swoje floty samochodów osobowych i pojazdów dostawczych. Auta dostawcze generują wysoką dynamikę sprzedaży dzięki lepszym perspektywom dla biznesu, takim jak przewidywany w tym roku wzrost PKB w strefie euro o 1,5 proc. Zwiększony popyt na pojazdy dostawcze napawa optymizmem, ma to znaczenie zwłaszcza dla polskich fabryk, gdyż to właśnie tam produkuje się znaczną liczbę lekkich pojazdów dostawczych.

Nie mniej jednak zwiększone wydatki krajowe nie wystarczą, aby sektor motoryzacyjny w Europie Środkowo-Wschodniej stał się niezależny od zapotrzebowania płynącego z rynków zewnętrznych. Przy takim nastawieniu na eksport ryzyko związane z pogorszeniem sytuacji na rynkach zagranicznych jest nieuniknione, choć wyższy potencjał wzrostu na rynkach krajowych mógłby zmniejszyć to ryzyko. Niewielki udział Rosji w strukturze eksportu pojazdów z regionu nie wpływa znacząco na jego ogólny wynik, zwłaszcza dzięki lepszym perspektywom w strefie euro.

Rosnące wyniki sprzedaży nie przekładają się na rentowność producentów samochodów

Chociaż na rynku Europy Środkowo-Wschodniej liczba sprzedanych aut rośnie, nie oznacza to podobnego wzrostu rentowności producentów aut. Wielu z nich nadal cierpi z powodu nadmiaru mocy produkcyjnych czy oczekiwań klientów odnośnie znacznych rabatów.

CVC Capital Partners ma 11 mld euro na inwestycje. Atrakcyjne dla funduszu są polskie firmy

Przemysław Obłój, dyrektor CVC Capital Partners

CVC Capital Partners, jeden z wiodących funduszy private equity na świecie, ma do wydania 11 mld euro. Po przejęciu PKP Energetyka chce dalej inwestować w polskie firmy. Według Przemysława Obłója, dyrektora funduszu, krajowa gospodarka jest najmocniejsza w regionie i ma zdrową strukturę.

Inwestujemy w wiele różnych sektorów – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Przemysław Obłój, dyrektor CVC Capital Partners. – W ostatnim czasie oglądaliśmy spółki z detalu, telekomunikacji, maszyn ciężkich. Obecnie patrzymy na PKP Energetyka.

W tym miesiącu fundusz otrzymał wyłączność na prowadzenie negocjacji w sprawie przejęcia PKP Energetyka. Obecnie trwa proces badania portfela sprzedaży energii spółki, a CVC udało się osiągnąć porozumienie ze związkami zawodowymi. CVC po podpisaniu umowy zakupu akcji KPK Energetyka musi jeszcze uzyskać zgodę na transakcję ze strony Ministerstwa Infrastruktury i Rozwoju oraz europejskiego urzędu antymonopolowego. Zakończenie transakcji powinno nastąpić w ciągu najbliższych tygodni. Wyjście funduszu z inwestycji może odbyć się za kilka lat poprzez wprowadzenie spółki na giełdę.

Patrząc na Polskę, widzimy bardzo optymistyczny obraz – twierdzi Przemysław Obłój. – Zdecydowanie jest to najmocniejsza gospodarka w regionie. Ma też bardzo zdrową strukturę.

Zdaniem Przemysława Obłója w kraju prowadzi działalność wiele bardzo dobrych firm średniej wielkości, choć jest relatywnie niedużo firm o znaczącej skali.

 Ale przy obecnej ścieżce wzrostu za kilka lat średnie firmy powinny być duże, a dzisiejsze małe przedsiębiorstwa powinny być średnimi firmami – zauważa.

Inwestujemy teraz z naszego ostatniego funduszu, w którym jest 11 mld euro – mówi Przemysław Obłój. – Nie mamy żadnych alokacji, tzn. nie potrafię teraz powiedzieć, ile z tych pieniędzy zostanie wydanych w Polsce. Mam nadzieję, że jak najwięcej, ale to zależy od tego, czy znajdziemy odpowiednie okazje do zainwestowania.

Fundusz jest przy tym elastyczny, jak podkreśla Przemysław Obłój, pod względem wysokości zaangażowania. Interesują go zarówno pakiety większościowe, jak i mniejsze. Natomiast w praktyce większość jego inwestycji obejmuje kupno kontrolnych pakietów większościowych.

Założony w 1981 roku CVC Capital Partners jest jednym z wiodących funduszy private equity na świecie. Obecnie jest zaangażowany w około 60 przedsiębiorstw na całym świecie, które łącznie zatrudniają blisko 400 tys. osób. Ich roczna sprzedaż wynosi około 120 mld dol.

SARE zwiększa średni przychód uzyskiwany z opłat abonamentowych. Klienci chętnie wzbogacają pakiety usług

0

Tomasz Pruszczyński

Sprzedaż netto spółki SARE wyniosła w ubiegłym roku ponad 25 mln zł i była wyższa o ponad 70 proc. w stosunku do 2013 roku. Rośnie również średnia wartość przychodów przypadających na jednego klienta. Jak zapewnia prezes spółki Tomasz Pruszczyński, jest to jednak efekt korzystania przez klientów z nowych funkcjonalności oferowanych przez SARE, a nie wzrostu cen.

System informatyczny SARE jest kluczowym produktem znajdującym się w ofercie spółki. Narzędzie służy do prowadzenia precyzyjnej komunikacji przy użyciu poczty elektronicznej oraz usług mobilnych.

Naszym głównym produktem są narzędzia do komunikacji za pomocą e-maila. Oczywiście to jest rozszerzone tak samo o SMS-y, ankiety, ale ogólnie pomagamy naszym klientom pozyskiwać nowych klientów i utrzymywać kontakt z aktualnymi klientami – wyjaśnia Tomasz Pruszczyński, prezes zarządu SARE.

Rosnący wolumen sprzedaży jest potwierdzeniem rosnącego zainteresowania produktami spółki. W skonsolidowanym raporcie rocznym za 2014 rok wykazano przychody ze sprzedaży netto na poziomie ponad 25 mln zł. Oznacza to wzrost o 72 proc. rok do roku. W pierwszym kwartale 2015 r. przychody wyniosły 7,4 mln zł wobec 6,2 mln zł w analogicznym okresie roku ubiegłego, co oznacza wzrost o jedną piątą. Skonsolidowany zysk z działalności operacyjnej wyniósł 948 tys. zł, a zysk netto 604 tys. zł.

– Nie ma branży, która nie korzystałaby z naszych systemów. Oczywiście nasze główne źródła przychodów to są branże standardowe, można powiedzieć, w dziedzinie marketingu czy sprzedaży, czyli branża finansowa, branża FMCG. Mamy też bardzo dużo klientów w branży usługowej – mówi Pruszczyński.

Spółki z Grupy SARE pracują nad poprawą funkcjonalności oferowanych narzędzi. Dzięki temu, że większość usług dostępna jest on-line, wprowadzenie aktualizacji odbywa się niemal natychmiastowo.

Ostatnio doszły nowe funkcjonalności śledzenia naszych klientów, nie tylko on-line, lecz także offline, czyli poza przeglądarką internetową – informuje prezes SARE.

Statystyki pokazują, że średnia wielkość przychodu uzyskiwanego z jednego klienta spółki systematycznie rośnie. Oznacza to, że osoby korzystają z oferty SARE w coraz większym zakresie.

To daje nam pewien komfort, ponieważ mamy usługę abonamentową i to powoduje, że koszt abonamentu się zwiększa, ale nie przez to, że jesteśmy coraz drożsi, tylko przez to, że klienci dostrzegają nasze nowe usługi – wyjaśnia prezes.

Pytany o plany inwestycyjne SARE SA Tomasz Pruszczyński wskazuje na intensywny rozwój jednej ze spółek grupy – Mr Target, mocno inwestującej w segment wideo. W przyszłości możemy spodziewać się pełnej integracji usług komunikacyjnych dostępnych przy użycia telewizora.

Smart TV, video on demand, pay-per-view to elementy, które musimy mocno rozwijać, znając naszych użytkowników dzięki e-mailowi. One są powiązane z SARE w postaci bardziej dokładnego śledzenia naszych klientów, czyli bardziej optymalnego wykorzystania big data i tych usług, które dzisiaj świadczymy naszym klientom – mówi prezes zarządu.

W skład Grupa Kapitałowej SARE wchodzi sześć spółek dostarczających rozwiązania służące do komunikacji z wykorzystaniem poczty elektronicznej oraz sieci komórkowej. Pod koniec czerwca uruchomiono spółkę zależną w Niemczech. SARE od marca 2011 roku obecna jest na rynku NewConnect i ma plany przeniesienia się jeszcze w tym roku na rynek główny warszawskiej giełdy.

Quandoo do końca roku chce współpracować w Polsce z tysiącem restauracji. Za 4-5 lat 90 proc. rezerwacji stolików ma odbywać się poprzez urządzenia mobilne

0

Piotr Łagowski

Kupiony w marcu br. przez japoński Recruit Holding za 820 mln zł niemiecki serwis rezerwacji Quandoo obecnie współpracuje w Polsce z ponad 500 restauracjami. Do końca br. chce mieć ich około tysiąca. Serwis zakłada zwiększenie w ciągu maksymalnie pięciu lat udziału rezerwacji dokonywanych przez urządzenia mobilne do 90 proc. z obecnych 25 proc.

Nasz model biznesowy opiera się na współpracy – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Piotr Łagowski, wiceprezes zarządu spółki Quandoo. – Dostarczamy restauracjom nowych klientów, których zdobywamy w sieci. Jeśli internauta wpisze w najpopularniejszą wyszukiwarkę na przykład „restauracja azjatycka w Warszawie”, w jej treści pojawią się nasze oferty. Klient wówczas wchodzi na stronę WWW naszej spółki i wybiera jedną z placówek, w której rezerwuje miejsce.

Swoje usługi w Polsce Quandoo zaczęła świadczyć najpierw w Warszawie, potem w Krakowie i Poznaniu. Obecnie spółka rozwija działalność we Wrocławiu, Trójmieście oraz Katowicach. Dzisiaj współpracuje z ponad 500 restauracjami.

Nasz plan zakłada dojście do około tysiąca [restauracji] – zapowiada Piotr Łagowski. – Obecnie około 25 proc. klientów korzysta z aplikacji mobilnych w momencie rezerwacji, a 75 proc. z desktopów. W ciągu roku, półtora udziały zbliżą się do około 50 proc., tak aby za kolejne trzy lata 90 proc. klientów korzystało tylko z telefonu przy dokonywaniu rezerwacji.

W ciągu pierwszych dwóch lat z usług Quandoo skorzystało 10 mln klientów. Zaledwie po 26 miesiącach od startu niemiecki serwis został sprzedany za około 850 mln zł. Nabywcą został japoński Recruit Holding, którego kapitalizacja wynosi blisko 20 mld dol.

Pozyskaliśmy wiedzę, którą Japończycy mają na swoim rynku od ponad 25 lat – informuje wiceprezes Łagowski. – Mamy nową osobę stamtąd w zarządzie, która objęła stanowisko szefa strategii. Natomiast bieżąca wizja firmy zgadza się z wcześniejszą. Dajemy restauracjom dodatkowych klientów, przez co ich obroty wrastają. Klienci nie do końca i nie zawsze wiedzą, gdzie chcą iść. Nasza platforma pozwala im wybrać restaurację na podstawie zdjęcia i ocen innych klientów.

Te ostatnie, jak zapewnia Piotr Łagowski, są istotnym elementem serwisu. Restaurację można ocenić tylko wówczas, gdy się w niej było.

Jeżeli ktoś nie dokonał rezerwacji i realnie jej nie wykorzystał, nie może zamieszczać takich podsumowań – wyjaśnia wiceprezes Łagowski. – Pozwala to na utrzymanie wysokiej jakości ocen oraz ich wiarygodności. Wierzymy w siedem dużych aglomeracji w Polsce, w których ten biznes ma rację bytu. Natomiast, jeżeli chodzi o Europę, największym obecnie rynkiem jest Londyn. Stambuł z kolei ma największy potencjał.

Quandoo to rozwijana od grudnia 2012 roku niemiecka firma, która obecnie znajduje się wśród najlepszych europejskich start-upów, obok serwisu Spotify i BlaBlaCar. W ubiegłym roku system wkroczył do Polski, szybko zdobywając pozycję lidera. Od października 2014 do lutego br. skorzystało z niego ok. 50 tys. osób.

Rząd chce umów o pracę jako kluczowego kryterium wyboru ofert w zamówieniach publicznych

Andrzej Halicki

Forma zatrudnienia powinna być coraz ważniejszym kryterium w zamówieniach publicznych – przekonuje rząd i chce zachęcać do tego zarówno zamawiających, jak i oferentów. Poprawiłoby to sytuację pracowników, mogłoby też korzystnie wpłynąć na konkurencję w przetargach. W sytuacji kiedy bezrobocie spada, można się skoncentrować na poprawie jakości i stabilności zatrudnienia.

Przy każdym zamówieniu publicznym, czy to dotyczy administracji centralnej, czy samorządowej, trzeba zwracać uwagę na to, jak wydaje się publiczne pieniądze, ale cena, a właściwie kryterium najniższej ceny, nie zawsze jest dobrym doradcą – mówi Andrzej Halicki, minister administracji i cyfryzacji.

Raport Najwyższej Izby Kontroli wskazuje, że w okresie od początku 2012 roku do połowy 2014 roku kryterium najniższej ceny było jedynym w 98 proc. zamówień publicznych. W ostatnich miesiącach coraz częściej zamawiający decydują się na dodatkowe kryteria, wciąż jednak nie jest to popularna praktyka. Eksperci wskazują, że udział czynników pozacenowych jest iluzoryczny.

Rzecz w tym, żeby to prawo stosować w praktyce. Musimy się bardzo głośno upominać także o kryteria społeczne, o to, czy dany podmiot zatrudnia swoich pracowników w sposób trwały i stały, czyli w oparciu o umowę o pracę – mówi Halicki.

Taką możliwość daje m.in. zmienione w październiku 2014 roku Prawo zamówień publicznych.

Wprowadzenia umowy o pracę jako kluczowego kryterium w zamówieniach publicznych postuluje m.in. organizacja Pracodawcy RP. Mogłoby to ograniczyć liczbę umów cywilnoprawnych. Według Komisji Europejskiej w Polsce jest największy odsetek umów elastycznych (ok. jednej czwartej umów o zatrudnienie). Jak przekonuje minister pracy, w sytuacji gdy bezrobocie spada (jest najniższe od siedmiu lat), można się skoncentrować na poprawie jakości zatrudnienia.

Wpisywanie w przetargu zatrudnienia na umowę o pracę jako jednego z kryteriów, które podlega ocenie, jest bardzo dobrym krokiem – ocenia minister pracy Władysław Kosiniak-Kamysz. – To wpisuje się w cały zestaw działań, które podjęliśmy – od ograniczenia umów terminowych do 33 miesięcy, ograniczenia liczby umów czasowych, które można zawierać, bo czwarta automatycznie przekształca się w umowę na czas nieokreślony, aż po oskładkowanie umów-zleceń, przynajmniej od minimalnego wynagrodzenia, i zmiany w zamówieniach publicznych.

Podkreśla, że przede wszystkim leży to w interesie pracowników, bo daje większą stabilność zatrudnienia. Jednak skorzystać na tym mogą również pracodawcy, czyli firmy, które w przetargach startują. Poprawi się bowiem konkurencyjność na rynku.

Nie będzie takiego dualizmu, że w jednej firmie są pracownicy zatrudnieni tylko na umowy cywilno-prawne, a w drugiej na umowy o pracę, w związku z czym konkurencja nie jest możliwa w pełnym wymiarze – wyjaśnia Kosiniak-Kamysz.

Przykładem może być Poczta Polska. Największy w kraju pracodawca zatrudnia 80 tys. osób, z czego 99 proc. na umowach o pracę. Z tego tytułu płaci świadczenia społeczne w wysokości prawie 1 mld zł rocznie. To powoduje, że trudno jest mu w przetargach konkurować najniższą cena z podmiotami mniejszymi, które mają inną politykę zatrudnienia.

Jeżeli weźmiemy pod uwagę obciążenia socjalne związane ze składką ZUS, ze składką zdrowotną i z innymi elementami ważnymi dla pracownika, to kwota, którą ponosimy jako pracodawca, zatrudniając na umowę o pracę, bywa nawet dwukrotnie większa niż w przypadku zatrudnienia na umowę-zlecenie, zwaną potocznie umową śmieciową. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że chcemy konkurować i mieć takie same szanse konkurowania, to kryterium społeczne jest dla nas bardzo ważne – mówi Andrzej Nitecki, dyrektor pionu kapitału ludzkiego w Poczcie Polskiej.

Jak podkreśla minister administracji i cyfryzacji, wybór droższej oferty wcale nie musi oznaczać wyższych wydatków ze strony państwa jako zamawiającego.

Mimo tego porównania ceny dla państwa koszt [związany z wyborem innej firmy – red.] będzie wyższy, bo będą konieczne środki na zasiłki, opiekę społeczną czy emerytury. Łatwo można dowieść, że to kryterium, patrząc z perspektywy budżetu państwa i podatników, nie okaże się wyborem najtańszym, nie mówiąc o innych konsekwencjach – mówi Andrzej Halicki.

Polscy przedsiębiorcy wciąż liczą na handel z Ukrainą

0

Jacek Piechota

Mimo destabilizacji za wschodnią granicą polskie firmy wciąż nie wycofują się z ukraińskiego rynku i czekają na lepsze czasy. Jak wskazują eksperci, potencjał jest ogromny, począwszy od przemysłu ciężkiego, poprzez chemiczny, a na rolnictwie kończąc. Również dane Banku Światowego wskazują, że choć Ukraina nie jest teraz najlepszym miejscem do prowadzenia interesów, to jest coraz przychylniejsza inwestorom.

Poziom wymiany między Polską a Ukrainą spada. Dewaluacja hrywny spowodowała, że nasze produkty są tam mniej atrakcyjne, bo są po prostu drogie – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Piechota, prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. – Z drugiej strony potencjał eksportowy Ukrainy jest osłabiony z powodu konfliktu zbrojnego i kryzysu w całym państwie – dodaje.

Jak podaje Ministerstwo Gospodarki, w pierwszym kwartale eksport polskich towarów na Ukrainę spadł o 16 proc. do 610 mln euro. Tym samym pozycja tego kraju wśród partnerów handlowych Polski również się pogorszyła – teraz zajmuje 18. miejsce. Import w pierwszym kwartale był o ponad 26 proc. mniejszy (spadek do 336 mln euro). Ukraina spadła z 20. na 24. miejsce w rankingu państw, z których importujemy najwięcej.

Piechota ocenia, że problemem jest dziś brak wsparcia dla eksporterów ze strony polskiego rządu. Takie programy z powodzeniem działają np. na rynku rosyjskim i białoruskim.

Ukraina uznawana jest przez naszą administrację za kraj wysokiego ryzyka i akcja kredytowa, niestety, jest ograniczona – mówi Jacek Piechota. – Nasi inwestorzy nie wycofują się jednak z Ukrainy, czekają z decyzjami na lepsze, bardziej stabilne czasy.

Mimo niekorzystnych danych ukraińska gospodarka wciąż ma dla polskich przedsiębiorców ogromy potencjał. Jednym z perspektywicznych obszarów jest gospodarka komunalna.

Ukraina przymierza się i wdraża reformę samorządową, lokalne społeczności będą miały coraz więcej możliwości działania, będą miały własne źródła finansowania na wzór polskich samorządów. Wszystko, co wiąże się z gospodarką komunalną, to ogromne wyzwanie dla polskich firm z doświadczeniami – wyjaśnia Piechota.

Polskie firmy mogą skorzystać także na rozwijającym się ukraińskim rolnictwie i przemyśle.

Ukraina to ogromne doświadczenia w przemyśle lotniczym i zbrojeniowym. To również metalurgia, przemysł chemiczny i nawozowy – wymienia prezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej. – Tamtejszy przemysł potrzebuje nowych technologii, nowych doświadczeń, ale ma ogromny potencjał.

Ekspert ocenia, że ukraińskie firmy mają szansę zaistnieć w Polsce.

Nasza izba na początku roku przeprowadziła na Ukrainie konkurs na projekty inwestycyjne w Polsce. Zgłosiło się ponad 100 projektodawców z pomysłami, patentami z bardzo różnych obszarów: od przemysłu ciężkiego, poprzez motoryzacyjny, aż po przemysł rolno-spożywczy – mówi Jacek Piechota.

Według danych Banku Światowego, który co roku przygotowuje Wskaźnik Prowadzenia Interesów, Ukraina jest na 96. miejscu spośród 189 państw pod względem atrakcyjności dla przedsiębiorców. Rok wcześniej znajdowała się na 112. miejscu, a w 2013 roku dopiero na 140. miejscu. Lepsza pozycja w rankingu to efekt poprawy prawa regulującego prowadzenie biznesu i ochronę własności.

Bank Światowy wciąż negatywnie ocenia handel zagraniczny Ukrainy. W tym rankingu kraj ten zajmuje 154. miejsce. Źle jest również z takimi kwestiami, jak podłączenie prądu (185. miejsce na świecie) i ochrona inwestorów (109. miejsce). Największy problem Ukraina ma także ze ściąganiem podatków (108. miejsce na świecie) i w tym zakresie jest jednak postęp, bo rok temu było to 157. pozycja. Z drugiej strony, inwestorom wchodzącym na ukraiński rynek łatwo jest o pozyskanie tam kredytu (17. miejsce na świecie).

Wzrosło bezpieczeństwo żywności w Polsce. Poprawiła się zwłaszcza jej dostępność

Piotr Gill

W Europie spada poziom bezpieczeństwa żywnościowego. Tylko cztery kraje, w tym Polska, zanotowały tendencję wzrostową. W Polsce w stosunku do roku 2014 poprawił się zwłaszcza dostęp do żywności. Autorzy Światowego Indeksu Bezpieczeństwa Żywnościowego dość nisko ocenili natomiast nakłady na badania i rozwój w rolnictwie oraz infrastrukturę drogową.

Zgodnie z najnowszą edycją Światowego Indeksu Bezpieczeństwa Żywnościowego na całym świecie w 2015 roku zwiększył się poziom bezpieczeństwa żywieniowego. Wyjątkiem jest Europa, w której zanotowano tendencję spadkową – wyniki aż 85 proc. krajów były gorsze niż w 2014 roku. Wskaźnik bezpieczeństwa żywnościowego dla 109 krajów na świecie w 2015 roku zwiększył swoją wartość o 1,4 pkt. Na czele rankingu uplasowały się Stany Zjednoczone, na drugim miejscu Singapur, a na trzecim Irlandia. Polska zajęła 28. miejsce i znalazła się w gronie czterech państw europejskich, które zanotowały wzrost bezpieczeństwa żywnościowego.

Jednym z wysoko ocenionych przez Economist Intelligence Unit czynników jest dostępność rolników do źródeł finansowania, programy żywnościowe, czyli wspieranie i budowa programów żywnościowych, również standardy żywieniowe – to są elementy, którymi przewyższamy inne kraje, zwłaszcza jeśli chodzi o naszych wschodnich sąsiadów. Te czynniki zostały ocenione na 100 punktów na 100 możliwych – mówi agencji informacyjnej Newseria Piotr Gill, dyrektor generalny DuPont.

W Polsce znacząco poprawiła się dostępność do żywności – wskaźnik ten zwiększył się o 3,6 pkt i wynosi obecnie 70 pkt na 100 możliwych. Nieznaczne spadki zanotowały natomiast takie wskaźniki, jak osiągalność cenowa oraz jakość i bezpieczeństwo żywności. W kategorii osiągalność cenowa Polska otrzymała 78,4 pkt, a w kategorii jakość i bezpieczeństwo żywności – 75 pkt. Dość nisko w indeksie oceniono natomiast nakłady na badania i rozwój w rolnictwie. Ten wskaźnik już od czterech lat otrzymuje stosunkowo niskie noty autorów Światowego Indeksu Bezpieczeństwa Żywnościowego.

Drugim elementem jest infrastruktura drogowa. W ostatnim czteroleciu jesteśmy ocenieni bardzo nisko. Sąsiadujemy z krajami, które mają słabo rozwiniętą infrastrukturę drogową i to wpływa na wielkość tego indeksu – mówi Piotr Gill.

Wynik Polski jest o 0,5 pkt lepszy niż rok wcześniej. W ogólnym rankingu Polska spadła jednak z 26. na 28. miejsce, co spowodowane jest wyższymi notami innych krajów.

W 2020 roku w centrach usług wspólnych w Polsce będzie pracować 250 tysięcy osób. Rynek rośnie o 15-18 proc. rocznie

0

Wiktor Doktór

Liczba centrów usług wspólnych w Polsce dynamicznie rośnie, a wraz z nią zatrudnienie w branży – średnio 15-18 proc. rocznie. Pod koniec dekady w tego typu ośrodkach w Polsce będzie pracować 250 tys. osób. Praca czeka przede wszystkim na osoby znające języki obce i z doświadczeniem w finansach, księgowości lub informatyce. Krajowym liderem rynku usług wspólnych (SSC) oraz usług dla biznesu (BPO) jest Kraków.

– Centra usług wspólnych w Polsce rozwijają się bardzo dynamicznie. Ostatnie raporty pokazują, że mniej więcej około 150-170 tys. osób jest zatrudnionych w sektorze BPO albo SSC – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Wiktor Doktór, prezes Fundacji Pro Progressio.

Według raportu ABSL zatrudnienie w centrach usług wspólnych do 2020 roku może osiągnąć w Polsce poziom 250 tysięcy osób. Dynamika wzrostu wynosi około 15-18 proc. rocznie, a od zeszłego roku w kraju powstało 60 nowych centrów usługowych. Łącznie na Wisłą zlokalizowano już ponad 530 centrów, które obecne są w każdym polskim województwie.

– Dobrym przykładem jest MoneyGram, który swoją decyzję o ulokowaniu biznesu w Polsce podjął w ubiegłym roku, a w przeciągu sześciu miesięcy zatrudnił 550 osób i na tym nie poprzestaje. Nadal zwiększa swoje zatrudnienie – informuje Wiktor Doktór.

Oferty pracy w centrach usług wspólnych skierowane są głównie do osób sprawnie posługujących się językami obcymi (głównie angielskim) oraz mających wysokie umiejętności analityczne. Przedsiębiorcy poszukują osób mających doświadczenie m.in. w obsłudze procesów finansowych-księgowych.

– W Polsce większość centrów, prawie 80 proc., świadczy usługi finansowo-księgowe – wyjaśnia prezes Fundacji Pro Progressio.

Pozostała część zajmuje się obsługą procesów IT, usługami typu call i contact center czy obsługą prawniczą. W każdym przypadku centra usług wspólnych mogą stanowić dobry początek kariery dla młodych pracowników, nie tylko absolwentów wyższych uczelni.

– Większość centrów usług wspólnych nie obsługuje jednego procesu, lecz kilka, więc pracownik ma możliwość przenoszenia się pomiędzy departamentami w jednej firmie, czyli w strukturze poziomej. W miarę upływu czasu może też awansować na stanowiska niższej i wyższej kadry kierowniczej – wyjaśnia ekspert.

Zarówno w centrach usług wspólnych, jak i w centrach usług dla biznesu zatrudnienie znajdują również osoby z zagranicy. Związane jest to z obecnością międzynarodowych firm w Polsce i potrzebą zatrudnienia pracowników znających specyfikę danego rynku. Umiejętność swobodnej komunikacji w ojczystym języku usprawnia proces działań operacyjnych przedsiębiorstwa.

– Pytanie o studia dosyć często się pojawia, kiedy mówimy o zatrudnieniu w centrach usług wspólnych. Myślę, że bardzo dobre są wszelkie kierunki specjalistyczne z zakresu finansów, bankowości, ekonomii, ale także filologie obce – wylicza Doktór.

Największym krajowym ośrodkiem pod względem zatrudnienia w centrach typu SSC oraz BPO jest Kraków. W centrach usług z kapitałem zagranicznym pracuje tam niemal 36 tys. osób. Na kolejnych miejscach pod względem wielkości zatrudnienia znajdują się Warszawa (27 tys.) oraz Wrocław (23,7 tys.).

Za kilkanaście dni ceny paliw zaczną stopniowo spadać

Krzysztof Romaniuk

Cena benzyny bezołowiowej 95 na stacjach przekroczyła barierę 5 zł za litr. Jednak i tak ceny paliw są na poziomie o 50-60 groszy niższym niż przed rokiem. Eksperci oceniają, że w ciągu kolejnych dwóch tygodni rozpocznie się cykl obniżek. Jeżeli na świecie nie wydarzy się nic spektakularnie złego, to pod koniec roku ceny 95 Pb i oleju napędowego powinny być o 15-17 proc. niższe niż w 2014 roku.

Kierowcy nie mogą w tym roku specjalnie narzekać. Ceny są obecnie sporo niższe niż w roku ubiegłym. Różnica wynosi ok. 50-60 groszy w zależności od gatunku paliwa – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Krzysztof Romaniuk, dyrektor ds. analiz rynku paliw w Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN).

Jak wynika z opracowania analizującej rynek paliw platformy e-petrol, kilka dni temu średnia ogólnopolska cena benzyny bezołowiowej 95 po raz pierwszy od listopada 2014 r. przekroczyła wartość 5 zł za litr. W ubiegłym tygodniu wyraźnie jednak wyhamowała obserwowana od pewnego czasu aprecjacja cen benzyn i oleju napędowego w polskich rafineriach.

Obowiązująca w ostatni piątek średnia hurtowa wartość benzyny bezołowiowej 95 wynosiła 3940,60 zł netto i była o 127,40 zł niższa niż tydzień wcześniej (spadek o 3,13 proc.). Za tysiąc litrów diesla trzeba było natomiast zapłacić około 3574 zł, o blisko 1,25 proc. mniej. W rezultacie zmniejszył się dystans między wartością benzyny a diesla.

W ubiegłym roku już w połowie lipca notowaliśmy spadki cen paliw – przypomina Krzysztof Romaniuk. – Podobnie będzie w tym roku. Diesel w zasadzie już powoli zaczął tanieć. Ceny benzyny pewnie jeszcze ze dwa tygodnie będą utrzymywały się na obecnym poziomie. Potem powinniśmy jednak obserwować spokojne obniżki, aż do poziomów sporo niższych niż dwanaście miesięcy temu.

Jak informuje dyrektor w POPiHN, za pierwsze półrocze ceny detaliczne zarówno benzyny 95, jak i oleju napędowego były niższe o około 12 proc. w stosunku do średnich wartości w całym 2014 roku.

Druga połowa roku prawdopodobnie przyniesie dalsze obniżki, w związku z czym na koniec roku najprawdopodobniej ceny spadną o 15-17 proc. w porównaniu do ubiegłego roku – prognozuje Krzysztof Romaniuk. – Pod warunkiem że nic spektakularnego na świecie się nie wydarzy. A przypomnijmy, że w 2014 roku wartość paliw również była sporo niższa niż podczas poprzednich dwunastu miesięcy.

Popołudniowy komentarz walutowy z 21.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 21.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Na świecie cena ropy spada, w Polsce benzyna drożeje. Dlaczego?

W porównaniu do ub. r. cena za baryłkę ropy spadła o połowę. Dobre wiadomości dla kierowców nie przekładają się jednak na ceny paliw w Polsce. Dlaczego za litr benzyny płacimy ponad 5 zł? Odpowiada Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl.

Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl
Marcin Lipka, analityk walutowy Cinkciarz.pl

Rewolucja łupkowa w Stanach Zjednoczonych oraz usilne starania o utrzymanie udziału w rynku prowadzone przez Arabię Saudyjską i inne kraje zrzeszone w OPEC, spowodowały, że ropa naftowa jest rekordowo tania. Kosztuje w tej chwili jedynie 56 dol. za baryłkę Brent. Rok temu cena na międzynarodowym rynku wahała się w granicach 110 dol.

Niestety w bardzo niewielkim stopniu korzystają na tym polscy kierowcy, zwłaszcza ci, których samochody tankowane są benzyną bezołowiową. Popularna „95”, według informacji Polskiej Izby Paliw Płynnych, kosztuje średnio 5.05 zł za litr. To zaskakujące, gdy weźmiemy pod uwagę, że kiedy rok temu europejska ropa Brent była dwa razy droższa, za litr “95” płaciliśmy 5.45 zł.

Dlaczego polscy kierowcy nie mogą skorzystać z pozytywnych trendów na rynku paliw?

Można podać przynajmniej kilka powodów. Ceny paliw na stacjach kształtuje nie tylko wartość ropy naftowej, ale także koszty jej przerobu i marże rafineryjne. Wpływ na końcową stawkę mają także opłaty związane z dystrybucją, marże detaliczne, podatki oraz sezonowe zmiany cen. Trzeba też pamiętać o zmianach kursu dolara, ponieważ to w amerykańskiej walucie wyrażana jest wartość surowca na rynku międzynarodowym.

Przede wszystkim warto jednak zwrócić uwagę na to, co się dzieje z paliwami na świecie. Ceny benzyny początkowo spadały w podobnym tempie co wartość ropy Brent, która jest globalnym wyznacznikiem kosztów dla paliw. Na początku roku sytuacja zaczęła się zmieniać. Spadki cen paliw wyhamowały, a ich późniejsze odbicie było bardziej gwałtowne, niż mogło wynikać ze wzrostu wartości podstawowego surowca.

W rezultacie, w czerwcu b.r., mimo że ropa była o 40 proc. tańsza niż przed rokiem, cena benzyny spadła jedynie o 25 proc. Dodatkowo, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że w tym czasie dolar podrożał o kilkanaście procent, to faktyczny koszt benzyny wyrażony w złotówkach był momentami jedynie o 10-15 proc. niższy, niż miało to miejsce rok wcześniej. Na koniec, gdy zauważymy, że na wysokość ceny detalicznej w 50 proc. wpływają stałe podatki, trudno się dziwić, że benzyna jest zaledwie kilka procent tańsza niż w ub.r. Pozostaje jednak podstawowe pytanie…

Dlaczego hurtowa cena paliwa bezołowiowego jest tak wysoka, mimo niskiej ceny ropy?

Złożyło się na to kilka czynników. Po pierwsze, według EIA (Amerykańska Agencja ds. Energii) na początku roku mieliśmy więcej przestojów w rafineriach związanych z ich unowocześnieniem. Rynek negatywnie reagował również na strajki w sektorze paliwowym, które wybuchły w USA na przełomie lutego i marca br.

Dodatkowo notowany jest rekordowy wzrost popytu na benzynę w Stanach Zjednoczonych, który powoduje utrzymanie się ceny paliw na wysokim poziomie. Zgodnie z informacjami EIA, liczba mil przejechanych przez Amerykanów podczas wakacji wzrośnie w stosunku rocznym o 2.2 proc, co oznacza ich największy skok od 11 lat.

Silny popyt na produkty ropy naftowej i wspomniane wcześniej zaburzenia rynkowe z początku roku, spowodowały, że koncerny petrochemiczne notują rekordowe marże z jej przerobu. Wpływa to bezpośrednio na cenę detaliczną paliw na całym świecie. Ku uciesze kierowców ta sytuacja na szczęście długo się nie utrzyma. Według IEA (Międzynarodowa Agencja Energetyczna) dodatkowe możliwości przerobowe ropy naftowej, będą w najbliższych miesiącach większe niż zgłaszane przez konsumentów zapotrzebowanie, a to, jak twierdzi IEA, “każe wątpić w utrzymanie się rekordowo wysokich marży rafineryjnych”.

Korzystne dla kierowców wnioski płyną także z „Krótkoterminowej Prognozy EIA” (STEO). Wynika z niej, że średnia cena detaliczna galona benzyny w USA, spadnie z obecnych 2.80 dol. do 2.27 dol. w grudniu br. Dostosowując te informacje do naszego rynku, możemy oczekiwać, że za kilka miesięcy popularna w Polsce „95” może kosztować 4.5 zł za litr.

Mocny kurs USD, ale nie widać nowego katalizatora

Opublikowany ubiegłej nocy protokół z posiedzenia Reserve Bank of Australia nie okazał się zbyt inspirujący dla inwestujących w AUD – komunikat był bardzo podobny do czerwcowego i sugerował, że bank centralny jest w pełni zadowolony z obecnego poziomu stóp (2%) i zależności od napływających danych.

Na publikację niemal w ogóle nie zareagowały stopy procentowe, ponieważ w tym momencie wszyscy czekają na dzisiejszy odczyt CPI w II kwartale oraz na wystąpienie prezesa RBA, Glenna Stevensa. W ciągu nocy AUD nieco stracił na wartości, a para AUD/USD znajduje się w okolicach odnotowanych wczoraj minimów cyklu poniżej poziomu 0,7350.

Podobny brak reakcji towarzyszył publikacji protokołu z posiedzenia Bank of Japan, mimo iż niektórzy przedstawiciele BoJ zaczynają zadawać sobie pytanie, czy efekty dotychczasowych bodźców nie zanikają. JPY nadal spokojnie odgrywa rolę niskiej bety USD. W przypadku jena ewentualny rajd może wymagać niekorzystnych zmian w zakresie apetytu na ryzyko, które podtrzymałyby wzrost; z drugiej strony, do zwiększenia zainteresowania sprzedażą konieczne byłyby nowe maksima rentowności.

Para EUR/USD pod koniec sesji azjatyckiej odnotowała nowe minima cyklu, ponieważ USD w większości par znajdował się zasadniczo na mocniejszym końcu obecnego przedziału. W tym tygodniu nie przewidziano publikacji istotnych danych amerykańskich, mimo iż poznamy PMI w Europie i w Stanach Zjednoczonych (przy czym rynek nie przywiązuje większej uwagi do drugiego z tych odczytów, ponieważ są to wyniki badania Markit, konkurencyjnego dla oficjalnych badań ISM).

Na umocnienie kursu USD mogła wpłynąć wczorajsza wypowiedź prezesa Banku Rezerwy Federalnej z St. Louis, Jamesa Bullarda, w której oświadczył, że szanse na podwyżkę stóp we wrześniu są większe, niż 50-50.

Wykres: AUD/USD
Dziś uwaga inwestorów skupia się na AUD w oczekiwaniu na odczyt CPI w II kwartale oraz na wystąpienie prezesa Stevensa z RBA. Dotychczas ogólny wydźwięk komunikatów RBA brzmiał „pożyjemy, zobaczymy”, jednak ewentualnym zaskoczeniem mogłoby być złagodzenie retoryki w dłuższej perspektywie w odniesieniu do nierównowag zewnętrznych Australii wynikających ze spadających ostatnio cen surowców.

Para AUD/USD w zwolnionym tempie traci na wartości i czekamy na impuls, który stanowiłby kolejny argument za spadkiem.

Podsumowanie w koszyku G-10:

USD: waluta jest gotowa na kolejne wzrosty, jednak dziś nie widać żadnego katalizatora poza nastrojami na rynku i apetytem na ryzyko. W wielu parach z USD wkraczamy na interesujące obszary – zobaczymy, czy parze USD/JPY uda się pokonać rejony 124,60/125,00, a parze EUR/USD – poziom 1,0800 podczas dzisiejszej sesji londyńskiej.
EUR: waluta jest słaba, jednak powrót do sprzedaży euro nie jest aż tak zdecydowany, jak przewidywano (w przeciwieństwie np. do sprzedaży AUD czy CAD).

JPY: jen pozostaje w tle – wyraźny kierunek obierze w przypadku pogorszenia/poprawy japońskich danych (i może wpłynąć wreszcie na zmianę oczekiwań BoJ) i/lub apetytu na ryzyko, a także zmiany rentowności obligacji.
GBP: para GBP/USD utrzymuje się w wyższym przedziale po uzyskaniu wsparcia w postaci zniesienia Fibonacciego o 38,2%, natomiast w parze EUR/GBP utrzymuje się tendencja do wyprzedaży.

CHF: czy zachęcające pod względem technicznym transakcje w parze USD/CHF przyciągną uwagę inwestorów? W parze tej nastąpił solidny rajd, mimo iż nie nabrał odpowiednio dużego impetu. Kurs w parze EUR/CHF jest nadal boczny, a słaby CHF może potrzebować kolejnych maksimów cyklu na rynku akcji i/lub wyższych rentowności, podobnie jak w przypadku JPY.

AUD: protokół z posiedzenia RBA nie przyczynił się do wzrostu wolumenu transakcji, jednak dzisiejszy odczyt CPI i wystąpienie prezesa RBA mogą spowodować wzrost zmienności po ostatnim spowolnionym spadku w parze AUD/USD.
CAD: akcja w parze USD/CAD koncentruje się wokół kluczowego obszaru 1,3000 w oczekiwaniu na konsolidację lub ponowne nabranie impetu przez USD. Wsparcie w parze USD/CAD pojawia się w obszarze 1,2900.

NZD: czekam na okazję do sprzedaży w parze NZD/USD, istnieje jednak ryzyko typu „sprzedawaj plotki, kupuj fakty” w związku z jutrzejszym posiedzeniem RBNZ (dla inwestorów z Azji będzie to czwartek rano), mimo iż zasadniczo NZD wykazuje trend spadkowy. Obszar 0,6600/50 może stanowić opór.

SEK: nie ma pretekstu do zawierania transakcji, ponieważ para EUR/SEK utrzymuje się w połowie przedziału.
NOK: niskie ceny ropy i surowców wpływają na osłabienie NOK, mimo iż pod pewnymi względami waluta ta jest niedoceniona.

John J Hardy, Saxo Bank

Łatwiej o pracę w branży finansowej

Dobra passa w IT trwa. Liczba ofert pracy opublikowanych na portalu monsterpolska.pl w tej kategorii wciąż rośnie i w II kwartale była wyższa aż o 24% w stosunku do I kwartału. Duży wzrost (11%) zanotowały także HRy w wyniku wzmożonych poszukiwań rekruterów specjalizujących się w pozyskiwaniu kandydatów IT. Całkowita liczba opublikowanych ofert pracy w porównaniu do ubiegłego kwartału wzrosła o 6%.

IT nadal na pozycji lidera

Liczba ofert pracy z tej kategorii wciąż się zwiększa, ale już nie tak dynamicznie jak w poprzednich okresach. Nie świadczy to jednak o spadającym braku zainteresowania kandydatami o profilu IT, a jest jedynie wynikiem zmian metod ich poszukiwania, co widać chociażby po zwiększonym zapotrzebowaniu na rekruterów do tej branży. Aby znaleźć pracownika pracodawcy muszą aktywnie przeszukiwać zasoby i wychodzić do kandydatów. W tym, bowiem przypadku od dłuższego już czasu mamy do czynienia z rynkiem pracownika. Udział liczby ofert pracy, w ogólnej puli ogłoszeń, skierowanych do kandydatów o profilu IT od kwietnia do czerwca wyniósł 37%. Pracodawcy najczęściej poszukiwali pracowników na stanowiska Programisty i Inżyniera oprogramowania.

Spadek w Sprzedaży, duży wzrost w Finansach i Księgowości

Na drugiej pozycji w zestawieniu portalu monsterpolska.pl uplasowała się, tak jak w poprzednim kwartale, Sprzedaż / Sprzedaż detaliczna z udziałem na poziomie 16%. Liczba ofert pracy spadła jednak o 8% w stosunku do trzech pierwszych miesięcy tego roku. O 2/3 wzrosła natomiast liczba ofert pracy w kategorii Finanse / Księgowość. To przede wszystkim zasługa firm outsourcingowych oraz Centrów Usług Wspólnych, które wygenerowały większą liczbę ofert pracy dla tej kategorii.

Praca w dużych miastach

Niezmiennie największa liczba ofert pracy opublikowanych na portalu monsterpolska.pl dotyczyła największych miast Polski. Najwięcej pracowników poszukiwano w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Łodzi i Poznaniu.

Top zawody

W minionym kwartale najwięcej ofert pracy skierowanych było do Programistów. W rankingu pięciu najbardziej pożądanych specjalizacji znaleźli się także Doradcy Klienta, Księgowi, Inżynierowie oprogramowania oraz Przedstawiciele handlowi, którzy zamykają ranking. Rosnącym zainteresowaniem pracodawców, chociaż poza zestawieniem TOP 5, cieszyli się Analitycy biznesowi, dla których liczba ofert pracy prawie się podwoiła.

Mniej pracy w Logistyce i Marketingu

W odróżnieniu od specjalistów IT, z kłopotami ze znalezieniem pracy musieli się liczyć pracownicy branży Logistyka / Zakupy/ Transport, a także Marketingowcy i Specjaliści PR. Trudniej było także o pracę w Administracji.

monsterpolska.pl

Rynkowi buntownicy bez powodu

Wtorkowy handel na większości rynków przyniósł spore zmiany, idące w kierunku przeciwnym do dotychczasowych tendencji. W większości przypadków ruchy te nie były związane z żadnym konkretnym impulsem, co wskazuje, że miały charakter korekcyjnego odreagowania.

Najbardziej widowiskowego zwrotu dokonał dolar, osłabiając się wobec euro o ponad 1 proc., mając najmniej powodów do takiej wolty poza tym, że wcześniej zyskiwał na wartości przez ponad miesiąc. Logiczną konsekwencją wczorajszego ruchu były niemal powszechne zwyżki na giełdach towarowych, które także miały co odreagowywać. Notowania złota z trudem jednak próbowały utrzymać się powyżej poziomu 1100 dolarów za uncję, a z czasem słabła dynamika wzrostów ropy naftowej i kontraktów na miedź. W środę rano widać zdecydowany powrót do spadkowej tendencji na rynkach niemal wszystkich towarów, mimo kontynuacji osłabienia dolara.

Po mocnych poniedziałkowych spadkach, równie silnie w górę poszły rentowności obligacji większości państw europejskich. W odwrotnym kierunku zmieniała się rentowność papierów amerykańskich, które dzień wcześniej taniały.

Więcej logiki widać było na rynkach akcji, gdzie Dow Jones tracił 1 proc., miedzy innymi wskutek 5-6 proc. przeceny papierów IBM i United Technologies, spowodowanej słabymi wynikami kwartalnymi i prognozami. Apple jedynie minimalnie przekroczył prognozy analityków, a reakcją był ponad 6 proc. spadek w handlu pozasesyjnym. Widoki na dziś także nie są więc najlepsze, tym bardziej że rozczarowały także Microsoft i Yahoo.

Ze spadkowej stawki europejskiej włamały się giełdy węgierska, czeska, bułgarska i turecka. W tym kontekście łatwiej dopatrywać się źródła lepszego zachowania się WIG20, przy jednoczesnej słabości mWIG40 i sWIG80.

dr Maciej Jędrzejak, Dyrektor Zarządzający Saxo Bank Polska

Oświetlenie stanowisk pracy: Jak przestrzegać norm latem?

Gdy za oknem świeci słońce, a dni należą do najdłuższych w roku, naturalnym odruchem jest gaszenie światła. Jednak czy z punktu widzenia norm oświetleniowych jest to dopuszczalne? Skąd mieć pewność, że wyłączenie lamp nie sprowadzi na pracowników zagrożenia i nie stanie się podstawą do zarzutów ze strony Inspekcji Pracy?parametry oświetleniowe wymagane dla stanowisk, na których wykonuje się takie zadania, jak: pisanie ręczne, na maszynie, czytanie, obsługiwanie klawiatury, są niezmienne w ciągu roku

Choć oświetlenie sztuczne wykorzystywane jest w pomieszczeniach komercyjnych niezależnie od pory roku, latem wygasza się je dużo częściej. Według ankiety przeprowadzonej wśród pracowników biurowych przez jednego z producentów opraw oświetleniowych, zimą pozostają one włączone przez ponad 6 h / dzień w 72% przypadków. Wiosną i latem oświetlenie sztuczne działa przez ¾ czasu pracy zaledwie w co trzecim biurze. Choć zgaszenie lamp, gdy światło dzienne jest wystarczające, jest naturalnym, korzystnym z punktu widzenia oszczędności i ekologii odruchem, powstaje pytanie – na jakiej podstawie można stwierdzić, czy warunki oświetleniowe po ich wyłączeniu spełniają wymagania normatywne?

Parametry, normy i pomiary

Według normy PN-EN 12464-1:2012, parametry oświetleniowe wymagane dla stanowisk, na których wykonuje się takie zadania, jak: pisanie ręczne, na maszynie, czytanie, obsługiwanie klawiatury, są niezmienne w ciągu roku. Pracodawca powinien zapewnić światło o natężeniu na poziomie 500 lx, współczynniku odzwierciedlenia barw Ra wynoszącym co najmniej 80 oraz wskaźniku olśnień UGR nie przekraczającym 19.

W najnowszej wersji dokumentu po raz pierwszy wspomina się o korzyściach związanych z wykorzystaniem do oświetlenia stanowisk światła dziennego, takich jak oszczędności energetyczne oraz pozytywny wpływ naturalnego światła na zdrowie i samopoczucie pracowników. – Z unijnych przepisów wynika, że odpowiednie oświetlenie stanowisk pracy może być wytworzone przez światło dzienne, sztuczne lub kombinację obu rodzajów. Tam, gdzie to możliwe, zaleca się wręcz wykorzystanie okien. Ich zastosowanie jest korzystne przede wszystkim ze względu na pozytywne oddziaływanie na osoby zatrudnione wizualnego kontaktu ze światem zewnętrznym – mówi Maciej Gronert, projektant oświetlenia w firmie TRILUX Polska. Światło dzienne charakteryzuje się jednak dużą zmiennością. Różnice w jego natężeniu w zależności od pory dnia, pory roku i warunków atmosferycznych są bardzo znaczące. Przykładowo – szacuje się, że zachmurzenie może czterokrotnie zmniejszyć ilość światła docierającego na daną powierzchnię.

W związku z tak dużą zmiennością światła dziennego, nie uwzględnia się go dokonując pomiarów natężenia światła na stanowisku pracy, a pracodawca ma obowiązek zapewnić oświetlenie elektryczne o parametrach zgodnych z Polskimi Normami niezależnie od oświetlenia dziennego (rozporządzenie Ministra Pracy i Polityki Socjalnej w sprawie ogólnych przepisów bezpieczeństwa i higieny pracy – tekst jedn.: Dz. U. z 2003 r. Nr 169, poz. 1650 z późn. zm., § 26 ust. 2). Pomiarów natężenia oświetlenia elektrycznego dokonuje się więc w nocy bądź po szczelnym zasłonięciu okien znajdujących się w pomieszczeniu. Czynności tego typu podejmuje się zazwyczaj uruchamiając nowe stanowiska pracy. Utrzymują one ważność do czasu zmiany ustawienia stanowisk pracy lub zmiany rodzaju oświetlenia. Przepisy jasno mówią więc, że obowiązkiem zatrudniającego jest zapewnić sztuczne światło o odpowiednich parametrach, nie odpowiadają jednak na pytanie, czy można je wyłączyć latem.

Zdrowy rozsądek i systemy zarządzania

Wydaje się, że z punktu widzenia przepisów, wystarczającym jest zaopatrzenie biura w oświetlenie elektryczne spełniające wymagania normatywne. Mile widziana jest maksymalizacja dostępności oświetlenia dziennego, choć zgodnie ze sztuką nie uwzględnia się jego roli w zapewnieniu odpowiednich warunków pracy. Wskazówką co do tego, czy oświetlenie dzienne jest w danym dniu wystarczające, mogą być odczucia osób zatrudnionych. Stan pożądany, jakim jest wygoda widzenia, występuje wtedy, gdy zdolność rozróżniania szczegółów jest pełna, spostrzeganie przebiega sprawnie i szybko oraz nie prowadzi do odczucia przykrości, niewygody czy nadmiernego zmęczenia.

Aby mieć pewność zapewnienia odpowiednich warunków oświetleniowych i w pełni wykorzystać oszczędnościowy potencjał dłuższych dni, warto rozważyć zastosowanie w biurze czujników natężenia światła. Automatyczne sterowanie oświetleniem w oparciu o czujniki, stale dokonujące pomiarów natężenia światła w pomieszczeniu, pozwala dostosować intensywność pracy opraw do zastanych warunków – mówi Maciej Gronert. – Jeśli światło dzienne osiąga niezbędną do pracy przy komputerze wartość 500 lx, lampy zostaną całkowicie wygaszone. Kiedy z odczytów wynika, że wymagane jest częściowe doświetlenie pomieszczenia, układy kontrolne dopasowują moc opraw – tak, by osiągały one zadane parametry –tłumaczy projektant oświetlenia TRILUX Polska. Wdrożenie tego typu rozwiązania nie tylko zapewnia spełnienie wymagań normatywnych, ale również przekłada się na znaczące oszczędności. Jak szacują branżowi eksperci, wykorzystując systemy zarządzania oświetleniem z funkcją częściowego i całkowitego wygaszania opraw, można obniżyć zużycie energii elektrycznej nawet o kilkadziesiąt procent.

Oddech dla obligacji i pozytywne sygnały z gospodarki

Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI
Dariusz Lasek, dyrektor inwestycyjny ds. papierów dłużnych Union Investment TFI

Porozumienie z Grecją znacząco pomogło rynkom długu. Także polskie obligacje w ostatnich dniach zachowują się pozytywnie. Od zeszłego tygodnia rentowności 10-letnich papierów skarbowych spadły z ok. 3,1% do ok. 2,9%. To przełożyło się na wzrosty jednostek uczestnictwa polskich funduszy obligacyjnych i pozwoliło im na odrobienie w znacznym stopniu tegorocznych spadków. Radość z tymczasowego wyeliminowania greckiego ryzyka może jeszcze trochę potrwać i robimy wszystko, żeby ją należycie wykorzystać. Natomiast w dalszym ciągu twierdzimy, że nie jest to najlepszy rok dla obligacji skarbowych. Dlatego obecnie stawiamy przede wszystkim na fundusze obligacji korporacyjnych (w tym papierów high yield) oraz na fundusze pieniężne.

Siła Polski rośnie

W maju odnotowaliśmy nieobserwowaną od kilkunastu lat nadwyżkę w handlu towarowym (946 mln euro), do czego przyczynił się dynamiczny wzrost polskiego eksportu. Powinno to znaleźć odzwierciedlenie w odczycie PKB, ale kluczowe znaczenie ma to, że tak dobry wynik eksportowy przełożył się na wysokie, dodatnie saldo na rachunku obrotów bieżących Polski. Majowa nadwyżka wyniosła ponad miliard euro – to wartość spektakularna i o tyle istotna dla gospodarki, że zwiększa rezerwy walutowe kraju, a tym samym działa stabilizująco na rynki.

Netia przejmuje TK Telekom za 222 mln złotych

21 lipca 2015 roku Netia SA podpisała umowę nabycia 100% akcji spółki TK Telekom Sp. z o.o. Po podpisaniu 8 maja 2015 r. przedwstępnej umowy sprzedaży udziałów pomiędzy PKP SA i Netia SA, strony oczekiwały na zgodę Walnego Zgromadzenia PKP SA oraz zielone światło ze strony Urzędu Ochrony Konsumentów i Konkurencji. Ostateczna cena nabycia 100% udziałów wyniosła niecałe PLN 222 mln złotych. Transakcja została sfinansowana z dostępnych linii kredytowych oraz środków własnych.

Bogusława Matuszewska, Prezes Zarządu Netii
Bogusława Matuszewska, Prezes Zarządu Netii

„Przed nami proces integracji firm. Wybierzemy rozwiązanie, który będzie korzystne dla klientów oraz spółek Grupy Netia. W najbliższych miesiącach podejmiemy decyzję o optymalnym modelu. Jednak już dziś jestem pewna, że powiększenie Grupy o aktywa TK Telekom zwiększy efektywność jej działania na rynku i dobrze wpisze się w skuteczną realizację założonej przez Grupę Netia strategii na kolejne lata.” – powiedziała Bogusława Matuszewska, Prezes Zarządu Netii.

Grupa Netia, po przejęciu TK Telekom znacząco zwiększy swój potencjał. Zasięg sieci szkieletowej Grupy zwiększy się o około 7,5 tys. km linii światłowodowych. Skala działalności Grupy Netia w segmencie klientów biznesowych zwiększy się nawet o ponad 28 procent (bazując na danych za 2014 rok finansowy, pro forma).

„Kolejny krok w ramach konsolidacji aktywów stacjonarnych na polskim rynku telekomunikacyjnym został dokonany, zgodnie z założeniami strategicznymi Grupy Netia. Rozległa sieć światłowodowa oraz portfel klientów o strategicznym znaczeniu umocnią pozycję Grupy w segmencie klientów biznesowych. Co istotne, po wypłacie dywidendy w wysokości 60 groszy na akcję oraz dokonaniu akwizycji TK Telekom, lewarowanie finansowe Grupy Netia pozostaje nadal na komfortowym poziomie.” – powiedział Andrzej Kondracki, Dyrektor ds. Strategii i Rozwoju Grupy.

Niezwłocznie po zamknięciu transakcji Grupa Netia rozpocznie szereg szczegółowych analiz, pozwalających na określenie docelowego modelu integracji TK Telekom w Grupie Netia. Szczegółowy plan zostanie zaprezentowany do końca 2015 roku.

Łukasz Formas: Atak DDoS – koszmar prezesa

– Firmy boją się ataków DDoS, czyli rozproszonej odmowy dostępu. Mało które zdarzenie potrafi tak bardzo sparaliżować biznes – twierdzi Łukasz Formas, Główny Inżynier Sprzedaży w Integrated Solutions (IS).

Łukasz Formas, Główny Inżynier Sprzedaży w Integrated Solutions (IS)
Łukasz Formas, Główny Inżynier Sprzedaży w Integrated Solutions (IS)

Zdaniem Łukasza Formasa z IS, integratora należącego do Orange Polska, obok spamu i malware DDoS to jedno z zagrożeń, które w ostatnim czasie czyni największe spustoszenie na rynku. W przeciwieństwie do pozostałych skupia się na wyłączeniu dostępu do usługi, szczególnie biznesowej, co bezpośrednio przekłada się na straty.

To są ataki, których żniwa firmy liczą w kilku milionowych stratach. Niestety z naszych doświadczeń wynika, że stają się coraz bardziej wyrafinowane. Mogą być też wykorzystywane  jako odwrócenie uwagi w przypadku chęci włamania się hakerów do serwerów danego przedsiębiorstwa – twierdzi Łukasz Formas.

Tylko w 2014 roku CERT Orange Polska zidentyfikował 106 768 alertów DDoS dotyczących sieci Orange, czyli ostrzeżeń charakterystycznych dla tego rodzaju ataków. To ponad 24 alerty odbierane każdego dnia.

Najbardziej na ataki narażone są banki, instytucje publiczne, firmy usługowe, e-commerce i serwisy aukcyjne. Im bardziej biznes uzależniony od internetu, tym większe ryzyko ataku.

Od strony użytkownika DDoS jest jednym z mniej szkodliwych zagrożeń, zupełnie inaczej ranking ten wygląda w przypadku firm. Z punktu klienta końcowego informacja np. o niemożliwości zrealizowania przelewu skutkuje irytacją i stratą czasu. Dla banku to dotkliwa porażka wizerunkowa i finansowa – dodaje główny inżynier z Integrated Solutions.

Analizy prowadzone przez integratora wskazują jednak, że zmienia się nastawienie polskich przedsiębiorców do cyberzagrożeń – z interwencji na prewencję.

Łącząc dane Orange CERT z bezpośrednią opinią klientów jesteśmy w  stanie określić trendy na rynku i skategoryzować zagrożenia. Pocieszające jest to, że świadomość biznesu na temat skutków cyberataków wzrasta, a firmy coraz częściej patrzą na obszar bezpieczeństwa teleinformatycznego przez pryzmat nie tylko działań, które należy podjąć w razie ataku, ale przede wszystkim tych, które pozwolą ich po prostu uniknąć – podsumowuje Łukasz Formas z IS.

Blisko 80% prezesów spółek (CEO) na świecie spodziewa się wzrostu zatrudnienia w ciągu najbliższych trzech lat

0

Z najnowszego badania KPMG International wynika, że CEO globalnych spółek są pewni, że w ciągu najbliższych trzech lat ich firmy utrzymają się na fali wzrostu. 78% z nich spodziewa się większej liczby procesów rekrutacyjnych do połowy 2018 roku. Wedle nieustająco rosnącej konkurencji, zarządzający podejmują działania mające na celu transformację swoich organizacji. Do kwestii budzących największe obawy wśród CEO należą między innymi utrzymanie lojalności konsumentów, nadążanie za rozwojem nowych technologii oraz dopasowanie usług i produktów do potrzeb rynku. Z badania wynika także, że największą część kapitału spółek w najbliższej przyszłości pochłonie ich ekspansja poza krajowy rynek.

Fala wzrostu się utrzyma

Z badania KPMG, przeprowadzonego wśród 1 278 menedżerów z całego świata wynika, że zarządzający globalnymi biznesami są pewni, że ich firmy utrzymają się na fali wzrostu przez najbliższe trzy lata. Co więcej, 69% CEO w Europie, 66% CEO w regionie Azja-Pacyfik i 52% CEO w Stanach Zjednoczonych wykazuje większy niż rok temu optymizm związany z perspektywami wzrostu całej światowej gospodarki. Oceniając sytuację własnej firmy i potencjał jej rozwoju, 70% menedżerów z Europy, 68% menedżerów z regionu Azja-Pacyfik i 19% menedżerów ze Stanów Zjednoczonych z większą niż roku temu ufnością patrzy w przyszłość. Prezesi spółek na świecie nastawiają się przede wszystkim na wzrost zatrudnienia – aż 78% respondentów spodziewa się fali procesów rekrutacyjnych trwających aż do połowy 2018 roku.

Główny przekaz od zarządzających biznesami z całego świata brzmi następująco: gospodarka będzie miała się dobrze w ciągu najbliższych trzech lat. Co ważniejsze, menedżerowie planują zwiększać zatrudnienie – mówi John Veihmeyer, Global Chairman w KPMG International
– i dodaje –
Poprawa nastrojów w porównaniu do zeszłego roku jest bardziej widoczna w Europie i Azji niż w Stanach Zjednoczonych. Po części odzwierciedla to fakt, że Stany znajdują się na bardziej zaawansowanym etapie ożywienia gospodarczego.

Według badania KPMG prezesi spółek stawiają czoła dynamicznie rosnącym naciskom ze strony konkurencji. Okazuje się, że aż 86% z nich martwi się o lojalność swoich klientów, 74% obawia się nowych wejść na rynek, 72% wśród swoich obaw wskazuje nadążanie za rozwojem nowych technologii, 68% niepokoi się, że konkurenci odbiorą im część rynku, a 66% martwi się o to, czy ich produkty lub usługi będą wciąż dobrze dopasowane do potrzeb rynku na przestrzeni najbliższych trzech lat.

Utrzymanie status quo? Ryzykowna gra

44% prezesów spółek przyznało, że są zaledwie „dość pewni” modeli biznesowych, na których opierają się ich firmy, podczas gdy 5% wyraziło wręcz całkowity brak pewności co do stosowanych rozwiązań. Według badania KPMG, 29% CEO planuje na przestrzeni trzech nadchodzących lat przeprowadzić znaczącą transformację swojej spółki.

Pomimo, że menedżerowie na świecie są w pełni świadomi potrzeby zmian w swoich organizacjach, prawie jedna trzecia z nich zasygnalizowała, że w ich przedsiębiorstwach nie podejmuje się wystarczającego ryzyka związanego ze strategią globalnego wzrostu. 56% prezesów spółek przyznała, że w ich organizacjach nie został jeszcze w pełni zaimplementowany proces wdrażania innowacji. Połowa respondentów zwróciła uwagę na nowe dodatkowe wyzwania, z którymi muszą się zmierzyć, a które wynikają m.in. z potrzeby lepszego wykorzystania analityki danych, a także tworzenia zabezpieczeń przed cyberprzestępczością.

CEO zmagają się z niezwykle złożonymi wyzwaniami biznesowymi i są to sytuacje bez precedensu. Wielu prezesów z naszego badania powtarza to, co nieustannie słyszę podczas spotkań z osobami odpowiedzialnymi za kierownictwo w organizacjach, a mianowicie, że potrzebne jest podejmowanie ryzyka w oparciu o kalkulacje. Prezesi wiedzą, że muszą zmienić swój sposób działania. Uparcie wpatrują się w swoje firmy w poszukiwaniu obszarów wymagających transformacji, dzięki której możliwe będzie utrzymanie i wzmocnienie pozycji całej spółki względem konkurentów
– dodaje John Veihmeyer, Global Chairman w KPMG International.

Priorytety strategiczne na najbliższy okres

Priorytety strategiczne w perspektywie trzech lat obejmują (od najważniejszego): rozwijanie nowych strategii wzrostu, silne skoncentrowanie na kliencie, ekspansję geograficzną, redukcję kosztów, poprawę szybkości docierania na rynek, a także wspieranie innowacji. CEO zapytani w badaniu, czy zamierzają się skupiać w większym stopniu na wzroście czy na efektywności operacyjnej w ciągu najbliższych trzech lat, 94% prezesów spółek ze Stanów Zjednoczonych wskazało na wzrost, podczas gdy reprezentanci Azji i Europy powiedzieli, że skoncentrują się bardziej na efektywności operacyjnej. Do najczęściej wskazywanych obszarów, które w opinii liderów będą miały największy wpływ na wyniki firmy, należą: wzrost światowej gospodarki, regulacje środowiskowe, a także rozwój nowoczesnych technologii.

Europa Środkowa na celowniku amerykańskich spółek

Z badania KPMG wynika, że działaniem firmy, które pochłonie największą część kapitału w ciągu następnych trzech lat, jest ekspansja poza krajowy rynek. Zarządzający ze Stanów Zjednoczonych w pierwszej kolejności skoncentrują się na Europie, szczególnie jej centralnej części.

Ukierunkowanie ekspansji CEO ze Stanów Zjednoczonych w stronę Europy Centralnej, to dla Polski bardzo dobra wiadomość. Z badań KPMG wynika, że Polska stanowi najbardziej atrakcyjny pod względem inwestycji kraj w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. Napływ kapitału amerykańskiego i dalsze zacieśnianie stosunków biznesowych ze Stanami Zjednoczonymi może okazać się bardzo korzystne dla utrzymania tempa rozwoju gospodarczego
– podkreśla Leszek Wroński, partner, szef usług doradczych w KPMG w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej.

Dla menedżerów z Chin, Japonii, Wielkiej Brytanii, Niemiec i Francji, największy potencjał wzrostu oferują Stany Zjednoczone.

PZU zainteresowany przejęciem BOŚ Banku

0

PZU jest zainteresowany przejęciem Banku Ochrony Środowiska – informuje Blooomberg. Na razie nie ma żadnych oficjalnych infromacji w tej sprawie. Największy polski ubezpieczyciel kontynuuje rozbudowę swojego portfolio bankowego.

Pod koniec maja PZU podpisał przedwstępną umowę zakupu 25,25 proc. akcji Alior Banku za 1,63 mld. „PZU chce konsolidować sektor bankowy i stworzyć bank, który byłby w piątce największych w Polsce pod względem wielkości aktywów. PZU liczy, że do końca roku kupi akcje kolejnego banku” – informował w maju Andrzej Klesyk, prezes PZU.

Jak mówił Klesyk w najbliższych latach nastąpi konsolidacja sektora bankowego w Polsce. „Banki pomiędzy miejscem 6 a 20 nie mają racji bytu. Jeśli one się nie skonsolidują, nie będą w stanie przetrwać przy obecnych wymaganiach biznesowych. Po prostu duży ma większą moc i ta konsolidacja musi nastąpić” – ocenił.

Producenci dóbr luksusowych muszą podążać za technologią

W minionym roku podatkowym (zakończonym najpóźniej w czerwcu 2014 r.) wyniki sprzedaży 100 największych firm z sektora dóbr luksusowych wyniosły 214,2 mld dolarów wobec blisko 172 mld dolarów rok wcześniej. Autorzy drugiej edycji raportu Deloitte „Global Powers of Luxury Goods 2015. Engaging the future luxury consumer” sygnalizują, że sektor ten, aby zdobyć klientów z pokolenia Y i zyskać przewagę konkurencyjną, musi w szerszym niż dotąd stopniu korzystać z nowoczesnych technologii i to nie tylko w obszarze marketingu.

chanelWzrost sprzedaży w minionym roku podatkowym w branży dóbr luksusowych wyniósł 8,2 proc. (porównanie rok do roku). Rok wcześniej było to 12,6 proc. Mimo tego spowolnienia sektor dóbr luksusowych jest i tak w lepszej kondycji niż producenci dóbr konsumpcyjnych, którzy w tym samym czasie zanotowali wzrost sprzedaży jedynie o 5,6 proc. Różnica wynika stąd, że branża produktów luksusowych nie ulega tak bardzo wahaniom koniunktury gospodarczej, choć niewątpliwie sprzyja jej okres prosperity. Miniony rok podatkowy nie był jednak najbardziej udany dla tego sektora, skoro aż 63 proc. firm z zestawienia zanotowało wolniejszy wzrost sprzedaży niż rok wcześniej – mówi Magdalena Jończak, Dyrektor w Dziale Konsultingu Deloitte.

Średni zysk netto dla całego TOP 100 (sto największych pod względem przychodów producentów marek premium na świecie) wyniósł 10,3 proc. Średnia wartość sprzedaży przypadająca na jedną spółkę sięgnęła 2,1 mld dolarów, a żeby znaleźć się w zestawieniu trzeba było osiągnąć przychody na poziomie co najmniej 142 mln dolarów.

Jak oceniają eksperci Deloitte marki luksusowe muszą dotrzymywać kroku zmianom technologicznym i stale unowocześniać swoje produkty, nie tracąc przy tym ich unikatowego charakteru.

Szefowie firm z tej branży zdają sobie sprawę, że ryzyko utraty reputacji w mediach społecznościowych jest największym z ryzyk wynikających z internetowej dystrybucji i sprzedaży produktów. Branża dóbr luksusowych uchodzi za jedną z najbardziej celowo „opóźnionych cyfrowo”. Opóźnienie to wynikało głównie z potrzeby chronienia dziedzictwa i wyjątkowości marek. Od kilku lat firmy z tego sektora próbują nadrobić stracony czas. Wielu z nich zdaje sobie sprawę, że tylko tak są w stanie dotrzeć do nowego pokolenia klientów – mówi Magdalena Jończak.

Jak wskazuje raport, nowoczesne technologie mogą pomóc producentom dóbr luksusowych dotrzeć do nowych odbiorców i budować wśród nich świadomość marki, ale powinny być wykorzystywane nie tylko w marketingu. Równie ważne są na etapie budowania produktu, w systemach CRM, a także w procesie poznawania i zgłębienia doświadczeń klientów.

Ważnym zagadnieniem dla branży dóbr luksusowych jest zdobywanie klientów wśród przedstawicieli pokolenia Y. Jak wynika z badania Deloitte Luxury Consumption among European High Earners prawie sześciu na dziesięciu reprezentantów tej generacji informacji o towarach luksusowych poszukuje w Internecie, a jedna trzecia zbiera informacje o promocjach i rabatach w mediach społecznościowych. Dla porównania w starszych pokoleniach postępuje tak zaledwie 10 proc. konsumentów. W skutecznym dotarciu do grupy klientów z pokolenia Y, którzy w ciągu kilku lat staną się liderami w wielu branżach, może pomóc dogłębna analiza ich nawyków zakupowych. Jednym z pionierów w tym obszarze jest Marc Jacobs, który stworzył projekt Tweet Shop, pozwalający wymieniać tweety na produkty tego projektanta – wyjaśnia Magdalena Jończak.

Eksperci Deloitte zwracają także uwagę na stałą ewolucję kanałów sprzedaży dóbr luksusowych, co oznacza, że firmy muszą analizować zmiany upodobań, zachowań i kanałów dystrybucji wykorzystywanych przez swoich klientów. Choć tradycyjne kanały marketingu, takie jak czasopisma (57 proc.) czy sklepy (48 proc.) nadal stanowią ważne źródło pozyskiwania przez nich informacji o markach luksusowych, to aż 45 proc. uczestników badania Luxury Consumption among European High Earners czerpie wiedzę na ten temat z Internetu. Można jednak wysnuć wniosek, że w tym sektorze sprzedaż tradycyjna jest silniejsza niż w pozostałych. Aż 75 proc. badanych wskazało, że możliwość zetknięcia się z towarem w sklepie i dotknięcia go jest dla nich bardzo ważna. Dla połowy respondentów ważne było także to, że produkt po zakupie natychmiast trafia do ich rąk. Z kolei dla 51 proc. badanych największą zaletą zakupów online była wygoda oraz lepsze ceny.

Autorzy raportu wskazują, że źródłem wzrostu dla producentów dóbr luksusowych są rynki wschodzące. Choć jednocześnie największymi rynkami w tym sektorze pozostaje Europa: Włochy (29 firm w zestawieniu), Francja (11) oraz USA (15). Największy udział w sprzedaży mają firmy francuskie (23,2 proc.) oraz amerykańskie (20,5 proc.). Jednak największy wzrost zanotowały firmy z Chin (o 33,4 proc.)

Coraz ważniejsi dla sprzedawców z Europy czy USA są zresztą turyści z tego kraju. Według szacunków w minionym roku finansowym ich wydatki w sklepach z towarami luksusowymi wzrosły o 18 proc. w porównaniu rok do roku, a w samym tylko grudniu o 50 proc.

W minionym roku podatkowym pierwsze miejsce wśród 100 największych producentów dóbr luksusowych ponownie zajął francuski koncern LVMH, w którego portfolio znajdują się m.in. Louis Vuitton czy Marc Jacobs. Na podium znalazły się także producent m.in. biżuterii i zegarków Compagnie Financiere Richemont oraz koncern kosmetyczny Estée Lauder. Pierwsza dziesiątka zanotowała nieco większy wzrost przychodów niż TOP 100, który wyniósł 8,4 proc. Była to zasługa jednak tylko dwóch firm, które po raz pierwszy znalazły się w TOP 10: chińskiego jubilera Chow Tai Fook Jewellery Group Limited (wzrost o 34,8 proc.) oraz amerykańskiego koncernu PVH Corp. (wzrost o 42 proc.). Z pierwszej dziesiątki wypadły za to firmy Shiseido oraz Rolex.

W raporcie znalazło się także podsumowanie TOP 20, grupujące najszybciej rozwijające się firmy w tej branży. Wśród nich niekwestionowanym liderem pozostaje Michael Kors Holdings, którego przychody w ciągu roku wzrosły o 51,8 proc., a w latach 2011-2013 o 59,4 proc.

TOP 10 rankingu Global Powers of Luxury Goods 2015
TOP 10 rankingu Global Powers of Luxury Goods 2015

W zestawieniu TOP 100 największych producentów dóbr luksusowych na świecie pojawiło się w tym roku 14 nowych firm. Aż pięć z nich to spółki z Chin i Hong Kongu. Najwięcej firm w zestawieniu to producenci ubrań i butów (36 firm), ale największy wzrost sprzedaży zanotowali producenci biżuterii i zegarków (o 13,5 proc.).

Raport analizuje również transakcje na rynku M&A w sektorze dóbr luksusowych. Dużą rolę w tym zakresie nadal odgrywają fundusze private equity, które w tej branży poszukują firm, mogących zagwarantować szybki wzrost i zwrot z zainwestowanego kapitału. Największą popularnością wśród nabywców cieszą się marki niszowe oraz firmy należące do młodych projektantów. Ważnym elementem rynku M&A jest integracja łańcuchów dostaw. Producenci dóbr luksusowych dokładnie kontrolują wszystkie dziedziny działalności – od fazy projektowania i pozyskiwania surowców, poprzez produkcję, sprzedaż – aż do dystrybucji. Widocznym trendem stały się więc przejęcia poddostawców, z usług których korzysta dana firma.

Eksperci Deloitte wskazują, że miniony rok finansowy pod względem liczby i wartości transakcji nie był tak udany jak poprzednie lata. W tym czasie tylko cztery transakcje osiągnęły wartość wyższą niż 100 mln dolarów. Największą z nich był zakup za 235 mln dolarów przez Essilor International firmy Costa (producent sportowych okularów przeciwsłonecznych). Wszystko wskazuje na to, że obecnie trwający rok finansowy będzie na rynku M&A dużo bardziej dynamiczny. Tylko do kwietnia 2015 roku doszło do siedmiu transakcji, których wartość sięgnęła powyżej 100 mln dolarów. Największą z nich było przejęcie za 530 mln dolarów producenta butów Stuart Weitzman Holdings przez firmę Coach Inc.

Dodatkowe informacje o raporcie:

Raport skupia się na czterech szeroko pojmowanych kategoriach dóbr luksusowych: ekskluzywnej odzieży, torebkach
i akcesoriach, biżuterii i zegarkach oraz kosmetykach i perfumach. W raporcie nie uwzględnia się luksusowych samochodów, podróży i obsługi turystycznej, łodzi i jachtów, sztuki i kolekcjonerstwa oraz luksusowych win, wódek i koniaków.

Źródłowa informacja prasowa: Luxury brands must navigate a ‘decade of change’ driven by technology and consumer forces to remain competitive, according to Deloitte report (Nowy Jork, 9 czerwca 2015 r.).

Tylko 15% Europejczyków wie, czym jest Internet rzeczy

Jak pokazują wyniki badania Samsung Techonomic Index, Europejczycy posiadają coraz więcej urządzeń i poświęcają coraz więcej czasu na ich używanie. Jednak czy jesteśmy świadomi wszystkich możliwości, które otwiera przed nami nowoczesna technologia?

Internet rzeczySamsung Techonomic Index to szczegółowe badanie poświęcone technologii w gospodarstwach domowych oraz sposobom jej wykorzystania. Przeprowadzono je w 18 krajach Europy. Nie będzie niespodzianką, że jesteśmy otwarci na nowe technologie – gospodarstwa domowe w Europie posiadają obecnie średnio 19 urządzeń, czyli o jedno więcej niż w ubiegłym roku.

Europejczycy korzystają z urządzeń coraz dłużej…

Telefony komórkowe, komputery osobiste, laptopy, urządzenia gospodarstwa domowego oraz telewizory są prawie w każdym domu w Europie. Korzystamy z nich coraz częściej – długość codziennego korzystania z urządzeń elektronicznych wzrosła w 2015 r. o 24% – do 9h 31min dziennie. Wyniki Techonomic Index pokazują, że europejskie domy są nie tylko miejscem, gdzie jemy, śpimy czy relaksujemy się. Przy rosnącej liczbie sprzętów podłączonych do Internetu, takich jak Smart TV czy tablety, domy stały się spersonalizowanym centrum kultury.

…i stawiają na funkcjonalność

Jeżeli chodzi o decyzje zakupowe, jedna trzecia konsumentów wskazała, że parametry, charakterystyka oraz innowacyjność są dla nich najważniejsze przy wyborze nowych urządzeń. Bez względu na to, czy chodzi o smartfon, czy o nową kuchenkę – najważniejsza jest funkcjonalność. Rozwiązaniem, które w bliskiej przyszłości zapewni wiele nowych możliwości, jest Internet rzeczy (ang. Internet of Things lub IoT).

A jednak 85% wciąż nie wie…

Stoimy u progu nowej ery, w której dzięki inteligentnym funkcjom urządzenia będą automatycznie łączyć się z Internetem i ze sobą nawzajem. Wyniki badania Techonomic Index wskazują, że ponad dwie trzecie (85%) badanych deklaruje, że nie wie, czym jest Internet rzeczy. Wielu ludzi już korzysta z inteligentnych urządzeń, które staną się częścią tego przyszłego połączonego ekosystemu, jednak nadal nie zdaje sobie sprawy, jak ogromne dają one możliwości.

Wkrótce będziemy żyć w świecie, w którym można przesłać wytyczne z samochodu do kuchenki, a ta automatycznie przełączy się w stan nagrzewania. Następnie piekarnik połączy się z telewizorem, aby sprawdzić, czy film wybrany na wieczór będzie gotowy do odtworzenia w momencie, gdy posiłek już będzie stał na stole. Wszystkie te czynności mogą być sterowane przez prostą aplikację w smartfonie – powiedział Olaf Krynicki, rzecznik prasowy Samsung Electronics Polska.

 

ZUS i OFE może nie wystarczyć

Legg Mason Towarzystwo Funduszy Inwestycyjnych przeprowadziło sondę internetową, w której zbadano przyzwyczajenia i oczekiwania internautów wobec oszczędzania na przyszłość. Do 200 złotych miesięcznie – taką kwotę na późniejsze wydatki, w tym również emeryturę, zamierza odkładać najwięcej respondentów badania (36%) w 2015 roku. Z kolei w pytaniu dotyczącym kwoty, którą respondenci mogliby swobodnie wygospodarować w budżecie miesięcznym, najwięcej ankietowanych (34%) wskazało 100 złotych.

Jakie kwoty chcieliby odkładać ankietowani, a jakie rzeczywiście odkładają? Ile trzeba samodzielnie odłożyć poza ZUS i OFE, aby godnie żyć na emeryturze? To tylko niektóre z pytań, z jakimi zmierzyli się respondenci.

„Coraz więcej osób decyduje się na indywidualne oszczędzanie w celu zabezpieczenia swojej przyszłości. W 2010 roku Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami przeprowadziła badanie, z którego wynikało, że aż 55%[1] Polaków nie oszczędzało i nie planowało odkładania dodatkowych środków finansowych z myślą o emeryturze. Z kolei według najnowszego badania Izby, liczba osób gromadzących środki na przyszłość znacznie wzrosła. W chwili obecnej już tylko 20%[2] w ogóle nie myśli o indywidualnym oszczędzaniu, licząc na zadowalające wypłaty z ZUS lub OFE. Uważam, że nasza świadomość emerytalna z roku na rok rośnie i coraz częściej zdajemy sobie sprawę z faktu, że nie trzeba odkładać dużych sum, a kluczowe dla naszej przyszłości jest to, że w ogóle podejmujemy działania w celu gromadzenia dodatkowych środków” – mówi Jacek Treumann, członek zarządu Legg Mason TFI SA.

Według większości respondentów badania Legg Mason, aby godnie żyć na emeryturze, należy (poza ZUS i OFE) zaoszczędzić ok. 500 tys. złotych. Kwota wydaje się ogromna, jednak wspierając się niektórymi dostępnymi narzędziami, takimi jak na przykład Indywidualne Konto Emerytalne, czy Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego, możemy znacząco przybliżyć się do wymarzonej sumy. Ciekawym udogodnieniem, które posiadają oba produkty, jest optymalizacja podatkowa – ulga w przypadku IKZE lub zwolnienie z podatku od zysków na IKE. Zaletą obu kont jest możliwość pomnażania zebranego kapitału.

„Korzyści z  IKZE najlepiej obrazują liczby: odkładając np. 200 złotych miesięcznie, po 35 latach nasz kapitał może wynieść nawet 288 tys. złotych (przy założeniu średniorocznej stopy zwrotu w wysokości 6%). Co więcej, szacowana suma ulg podatkowych w całym okresie oszczędzania to aż 15 120 zł (przy opodatkowaniu PIT w stawce 18%) lub 26 880 zł (przy opodatkowaniu PIT w stawce 32%). Przy dokonywaniu regularnych wypłat miesięcznych ze zgromadzonej sumy na emeryturze przez 20 lat, miesięczny dodatek do emerytury może wynieść nawet 1 575 zł (przy założeniu średniorocznej stopy zwrotu w wysokości 4% w okresie wypłat)” – dodaje Jacek Treumann.

Ważna informacja

Użyte w materiale wyrażenie „podatek od zysków” odnosi się do podatku od dochodu z tytułu udziału w funduszach kapitałowych (Ust. z dn. 26 lipca 1991 r. o podatku dochodowym od osób fizycznych, tekst jedn. Dz.U. z 2012 r. poz. 361, z późn. zm.). Niniejszy materiał ma wyłącznie charakter promocyjny, a zestawienia w nim zawarte należy traktować jako ilustrację, nie prognozę. Materiał ten nie stanowi oferty w rozumieniu Kodeksu cywilnego ani oferty publicznej w rozumieniu ustawy o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych, doradztwa inwestycyjnego, innego rodzaju doradztwa, ani rekomendacji do zawarcia transakcji kupna lub sprzedaży jakiegokolwiek instrumentu finansowego. W celu uzyskania szczegółowych informacji o możliwościach skorzystania z ulgi podatkowej na Indywidualnym Koncie Zabezpieczenia Emerytalnego i dokładnych wyliczeń korzyści podatkowych prosimy o kontakt z kwalifikowanym doradcą podatkowym. Opodatkowanie zależy od indywidualnej sytuacji podatnika i może ulec zmianie w przyszłości. Podatek ryczałtowy w wysokości 10% pobierany jest od kwoty wypłaty (jednorazowej lub w ratach) z IKZE. W przypadku wcześniejszego zwrotu z IKZE, otrzymaną kwotę (wpłaty z uwzględnieniem zysków/straty) należy doliczyć do dochodu przy rocznym rozliczeniu PIT. Źródło danych – obliczenia własne Legg Mason TFI SA. Legg Mason TFI SA działa na podstawie decyzji z dnia 18.06.1998 r. wydanej przez Komisję Papierów Wartościowych i Giełd.

[1] http://www.izfa.pl/files_user/pdf/Polacy%20o%20dodatkowym%20oszczedzaniu%20na%20emeryture.pdf
[2]http://www.izfa.pl/files_user/badania%20spoleczne/TNS%20Raport%20_Polacy%20wobec%20oszcz%C4%99dzania%20na%20emerytur%C4%99.pdf

Ceny surowców nadal w dół

Po wstępnym ustabilizowaniu się sytuacji w Grecji oraz na giełdzie w Chinach na pierwszy plan rynkowych tematów wchodzą surowce. Po kilku latach hossy przyszedł czas na gwałtowny spadek cen. Powodów jest kilka. Spowolnienie gospodarcze w Chinach, będących ważnym importerem surowców nie pomaga. Również powrót Iranu na rynek ropy dusi ceny tego ważnego surowca.

Grecy zgodnie z zapowiedziami wydali wczoraj większość otrzymanej pomocy na spłatę zaległych rat. W rezultacie kraj ten przestał być niewypłacalny. Otwarte pozostaje pytanie co dalej, gdyż czekają nas negocjacje w ramach głównego programu pomocowego. Na razie rynki wierzą w porozumienie, a rząd Syrizy wdraża kolejne reformy. Wczoraj konsultowano właściwie pewny projekt, pozwalający na ujawnianie majątków urzędników, ułatwiający walkę z korupcją.

Iran ogłosił, że po zdjęciu sankcji będzie dążył do zwiększenia produkcji ropy z 2,85 mln baryłek dziennie do 4,7 mln w perspektywie najbliższych lat. Byłoby to zwiększenie światowej produkcji tego surowca o 2%. W sytuacji, gdy mamy do czynienia z nadpodażą na rynku taki ruch będzie powodował spadek cen ropy. Już teraz informacje te spowodowały, że surowiec ten testuje poziom 50 USD za baryłkę. Niższe ceny ropy przekładają się na problemy gospodarcze Rosji. Rubel, który odbił już w okolice 7,5 gr obecnie znów znajduje się grosz niżej.

Surowce obecnie w ogóle są w defensywie. Jako główny powód tak silnych spadków uważa się oczekiwania co do wzrostu stóp procentowych w USA. Warto natomiast zwrócić uwagę, że cena wielu z nich była oderwana od kosztów pozyskania i stanowiła regularny instrument spekulacyjny/inwestycyjny. Na pytanie gdzie te pieniądze są inwestowane odpowiedź jest prosta, patrząc co dzieje się ne giełdach. S&P ustanawia kolejne maksima.

Wpływ spowolnienia w Rosji odbija się na jej sąsiadach. Białoruski Państwowy Urząd Statystyczny poinformował, że w pierwszym półroczu PKB tego kraju spadło o 3,3%. Jest to głównie wynik załamania się eksportu na Wschód. Pogrążony we własnych problemach partner nie jest wstanie jak kiedyś wspierać Mińska tanimi kredytami i preferencyjnymi cenami.

Amerykańska Rezerwa Federalna wydała rozporządzenie wymuszające na największych bankach posiadanie odpowiedniej pozycji kapitałowej. Większe depozyty, zależne od wielkości i średniego ryzyka portfela mają na celu niedopuszczenie do sytuacji z 2008 roku, gdzie Lehman’s Brothers bankrutował na koszt innych. Warto zwrócić uwagę, że spośród 8 największych banków objętych nowymi przepisami, tylko jeden nie spełnia ich już teraz.

Dzisiaj kalendarz danych makroekonomicznych nie jest imponujący. Warto natomiast zwrócić o godzinie 10:00 uwagę na stopę bezrobocia w Polsce.

EUR/PLNKomentarz walutowy 21.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 21.04.2015 do 21.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem do wybicia była linia na 4,1450. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 – 4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 21.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 21.04.2015 do 21.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Najbliższym wsparciem dla ruchu spadkowego są ważne minima na 3,9200.

USD/PLNKomentarz walutowy 21.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 21.04.2015 do 21.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Korekta przebiła wsparcie na poziomie 3,7300. Kolejnym wsparciem są ważne maksima na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 21.07.2015 Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 21.04.2015 do 21.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8000.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Podatek katastr(of)alny zrujnuje Polaków?

Zastanów się, jak duży płacisz podatek od nieruchomości. A teraz wyobraź sobie, że ta kwota jest kilkadziesiąt razy większa. Właśnie tyle pieniędzy będziesz musiał oddać państwu, jeśli zostanie wprowadzony podatek katastralny.

W Polsce podstawą opodatkowania podatkiem od nieruchomości jest obecnie powierzchnia. W wielu innych krajach europejskich obowiązuje natomiast podatek katastralny – przy obliczaniu wysokości opodatkowania bierze się pod uwagę wartość nieruchomości. Mówi się o tym, że podatek ten ma zostać wprowadzony także w Polsce. Jego stawka miałaby wynosić  ok. 1%. W praktyce oznaczałoby to, że dla przeciętnego Polaka obciążenie podatkiem od nieruchomości byłoby o kilka tysięcy złotych większe niż teraz.

„Wprowadzenie podatku katastralnego to generalnie dobry pomysł, ale na pewno nie na ten moment. Może za 30–40 lat, kiedy poziom życia w Polsce i siła nabywcza Polaków będą takie jak w innych, bardziej rozwiniętych krajach […]. Obecnie nie stać obywateli na płacenie tego podatku” – mówi serwisowi infoWire.pl doradca podatkowy Paweł Dymlang z Kancelarii Paweł Dymlang Doradztwo Podatkowe.

Chociaż w założeniu ma uregulować rynek nieruchomości, wprowadzenie podatku katastralnego może być przyczyną sporego zamieszania. „Powstanie duży ruch na rynku. Niektóre osoby będą chciały sprzedać nieruchomości, co na pewno spowoduje obniżenie ich cen. Poza tym może dojść do zahamowania rozwoju branży deweloperskiej czy też branży budowlanej” – zauważa ekspert. Państwo osiągnie więc dochody z pobierania nowego podatku, ale przypuszczalnie spadną te związane z inwestycjami na rynku nieruchomości.

Czy podatek katastralny zostanie w Polsce wprowadzony? Ministerstwo Finansów twierdzi, że tego nie planuje. Temat co jakiś czas (nie tylko przed wyborami parlamentarnymi) jest jednak wywoływany, więc nigdy nic nie wiadomo.

Najbardziej opiniotwórcze polskie media w czerwcu 2015

W czerwcu 2015 roku według Rankingu Cytowań i Informacji NEWTON Media liderem zestawienia w grupie dzienników ogólnopolskich została po raz kolejny Gazeta Wyborcza. Na dalszych pozycjach pojawiły się Rzeczpospolita oraz Dziennik Gazeta Prawna. Wśród dzienników regionalnych najczęściej cytowano: Polska Głos Wielkopolski, Dziennik Polski oraz Polska Gazeta Krakowska. Wśród tygodników ogólnopolskich najchętniej powoływano się na Wprost, Politykę oraz Do Rzeczy.

W minionym miesiącu na pierwszym miejscu wśród dzienników ogólnopolskich znalazła się Gazeta Wyborcza (157). Dziennikarze odnieśli się do tematu braku zaufania Ewy Kopacz do szefa CBA, Pawła Wojtunika. Przytaczano także i komentowano cykl „Osaczeni przez tabloid”, na który mocno zareagował Super Express. Drugie miejsce zajęła Rzeczpospolita (124), a na trzecim uplasował się Dziennik Gazeta Prawna (61). Na kolejnych pozycjach znalazły się: Super Express (58), Fakt (56), Przegląd Sportowy (30), Nasz Dziennik (24), Puls Biznesu (11), Polska The Times (7), Gazeta Polska Codziennie (6), Trybuna (3) oraz Parkiet (1).

Liczba cytowań dzienników ogólnopolskich czerwiec 2015
Liczba cytowań dzienników ogólnopolskich czerwiec 2015

Wśród dzienników regionalnych na pierwszym miejscu pojawiły się Polska Głos Wielkopolski (18). Drugie miejsce zajęły jednocześnie Dziennik Polski i Polska Gazeta Krakowska (po 5). Na trzecim miejscu znalazły się: Polska Dziennik Zachodni oraz Polska Dziennik Łódzki (po 4).

Liczba cytowań dzienników regionalnych czerwiec 2015
Liczba cytowań dzienników regionalnych czerwiec 2015

Wśród tygodników ogólnopolskich na pierwszym miejscu znalazł się Wprost (54). Wracano do afery taśmowej, głównie z powodu kampanii wyborczej (minął już rok od ujawnienia zapisów nagrań przez Wprost) oraz przytoczenia przez BBC fragmentów podsłuchanych wypowiedzi Radosława Sikorskiego na temat Davida Camerona. Drugie miejsce zajął tygodnik Polityka (47), a trzecie Do Rzeczy (32).

Liczba cytowań tygodników ogólnopolskich czerwiec 2015
Liczba cytowań tygodników ogólnopolskich czerwiec 2015

W zestawieniu największej liczby informacji poświęconych poszczególnym tytułom znalazły się: wśród dzienników ogólnopolskich – Gazeta Wyborcza (178), dzienników regionalnych – Dziennik Polski (19), a tygodników opinii – Polityka (83).   

Badanie zostało przeprowadzone na podstawie dzienników i tygodników ogólnopolskich oraz dzienników regionalnych. Uwzględniono wszystkie artykuły, które ukazały się w mediach w okresie od 1 do 30 czerwca 2015 r., w których cytuje się i powołuje na badane media.

Powierzchnie handlowo-usługowe: atrakcyjna lokalizacja zawsze się obroni

Powierzchnie handlowo-usługowe sprzedają się już na wczesnych etapach budowy osiedli deweloperskich. Nic dziwnego, bo takie inwestycje mogą przynieść nawet 15 proc. stopę zwrotu kapitału w skali roku.

Choć na rynku inwestycyjnym prym wiodą mieszkania na wynajem, deweloperzy od kilku lat notują spore zainteresowanie lokalami użytkowymi. Inwestorzy szukają atrakcyjnych ofert przede wszystkim w największych aglomeracjach i ich satelickich miastach. Potencjalne stopy zwrotu kuszą: podczas gdy mieszkania na wynajem przynoszą średnią rentowność rzędu ok. 5 proc. rocznie, na lokalach użytkowych można zarobić przeciętnie 6 – 8 proc. A przy dobrym wyborze powierzchni nawet i 15 proc. w roku. Według szacunków deweloperów, inwestorzy nastawieni na czerpanie zysku z najmu stanowią ok. 75 proc. Klientów, kupujących powierzchnie handlowe w budynkach mieszkaniowych. Z kolei zdaniem doradców, powierzchnie użytkowe w nowych projektach deweloperskich sprzedają się nawet lepiej niż mieszkania.

Najbardziej pożądane są lokale od dewelopera i to na etapie pozwolenia na budowę. Więksi gracze poszukują najemców na takie lokale, podpisują listy intencyjne i nabywają taki lokal. Często też od razu go sprzedają po wyższej cenie – ponieważ jest już „wynajęty”. O dobry lokal z rynku „wtórnego” w tej chwili jest bardzo trudno. Inwestorzy nie chcą się ich pozbywać, bo nie mają lepszych alternatywnych sposobów lokowania gotówki – wyjaśnia Anna Szczęsna, dyrektor Działu Nieruchomości Komercyjnych w Metrohouse.

W jaką powierzchnię zainwestować swój kapitał? Szczególnie atrakcyjne stopy zwrotu przynoszą oferty przy głównych ulicach handlowych, ciągach pieszych lub na rozwijających się osiedlach mieszkaniowych.

Warto mieć na uwadze, że lokale w nowych osiedlach oferują wyższy standard. A jeśli kupujemy je na etapie „dziury w ziemi” – dodatkowo możemy liczyć na wzrost ich wartości – sugeruje Tomasz Sznajder, wiceprezes Polnordu.

Najlepiej jeśli lokal znajduje się od frontu inwestycji, ma świetnie widoczną witrynę na parterze i można przy nim swobodnie zaparkować samochód. Atrakcyjność lokalizacji podniesie sąsiedztwo przystanków komunikacji miejskiej a także standard oraz renoma zarówno budynku jak i całej okolicy.

Istotny jest również metraż lokalu – znacznie trudniej znaleźć dziś najemcę na duże powierzchnie liczące 300 metrów i więcej. Natomiast nie brak chętnych na niewielkie pomieszczenia np. o powierzchni 40 czy 60 – 80 metrów. Udanym przedsięwzięciem będą także i stumetrowe lokale a nawet liczące 180 mkw. Takimi ofertami interesują się m.in. duże instytucje finansowe (banki), uchodzące za solidnych najemców, z którymi można podpisać umowę na wiele lat.

Notujemy coraz więcej zapytań o lokale handlowe. Inwestorzy są przy tym bardzo rozważni. Często najpierw szukają najemcy, kalkulują opłacalność przedsięwzięcia i dopiero na tej podstawie negocjują warunki zakupu powierzchni – opowiada Tomasz Sznajder – Biorąc pod uwagę wysoki popyt na tego typu lokale, projektujemy je w większości naszych inwestycji – zaznacza.

Polnord w kolejnym etapie osiedla Neptun w podwarszawskich Ząbkach, planuje wprowadzić  w najbliższym czasie na rynek atrakcyjne lokale usługowe, na których będzie można zarabiać 10 proc. w skali roku. Inwestycja ta będzie gotowa w 2017 r.

Deweloper oferuje również atrakcyjne powierzchnie usługowe w jednej ze swych najnowszych inwestycji realizowanej w Warszawie, w Miasteczku Wilanów – w projekcie Brzozowy Zakątek, powstającym między ulicą Zdrową a Branickiego do kupienia są popularne wśród inwestorów lokale użytkowe o niewielkich powierzchniach. Duży popyt na mieszkania na Polach Wilanowskich i szybko rozwijająca się infrastruktura miejska w tej lokalizacji gwarantują wysokie stopy zwrotu inwestycji w powierzchnie komercyjne.

Opracowanie: FedorConsulting

Polski eksport: Rumunia to kierunek z ogromnym potencjałem

W cieniu Azji, krajów arabskich czy Europy Zachodniej po cichu rozwija się – w I kw. 2015 r. aż o 12,9 proc. r/r – eksport do Rumunii. Już teraz jego wartość jest porównywalna do wywozu do Turcji i większa niż cały eksport do… Chin! Instytucja płatnicza AKCENTA wskazuje, że polskie firmy powinny interesować się tym kierunkiem i równocześnie rozważyć rozliczanie się z rumuńskimi partnerami bezpośrednio w lokalnej walucie, czyli lejach.

Wg danych GUS w 2014 r. Rumunia była na 18. miejscu na liście naszych największych odbiorców a wartość wywozu polskich towarów do tego kraju przekroczyła 10 mld zł. W I kw. obecnego roku kraj ten znalazł się już na 17. miejscu a udział Rumunii w całości naszego eksportu wyniósł 1,5 proc., czyli tyle co wywóz do Turcji i więcej niż udział kierowany na ogromny rynek Państwa Środka (1 proc.).

Rumunia będzie się zmieniać

Dlaczego warto, aby polskie firmy zainteresowały się Rumunią skoro na razie jest ona jednym z najuboższych krajów Unii Europejskiej? Według Radosława Jaremy, dyrektora zarządzającego instytucji płatniczej AKCENTA w Polsce, potencjał Rumunii jako kierunku wymiany handlowej bierze się ze zmian zachodzących w tym kraju. – Mówi się, że wiele kierunków jest atrakcyjnych dla eksporterów ze względu na rosnącą siłę nabywczą tamtejszych konsumentów. Warto już teraz patrzeć na Rumunię właśnie pod tym kątem. Jest to kraj, który bardzo dynamicznie się zmienia, zarówno pod względem społecznym, jak i gospodarczym – podkreśla Jarema.

Omawiając perspektywy rozwoju Rumunii przedstawiciel AKCENTY przywołuje przykład Polski, która w momencie przystąpienia do Wspólnoty była jednym z najbiedniejszych krajów UE. Teraz polski PKB per capita wynosi już 67 proc. średniej dla całej UE. – Rumunia przystąpiła do UE później niż Polska, więc ma kilka lat zaległości. Dodatkowo moment jej wejścia do Unii zbiegł się z początkiem światowego kryzysu. Dlatego też wydaje mi się, że kraj ten nie pokazał jeszcze swojego pełnego potencjału i w najbliższych latach można spodziewać się wyższego wzrostu gospodarczego w Rumunii, na czym mogą skorzystać m.in. polskie firmy – twierdzi Jarema. Do tego kraj ten jest sporym rynkiem. Około dwudziestomilionowa Rumunia jest obecnie 7. krajem pod względem liczby ludności w UE.

Rumunia już dawno zwróciła uwagę samej AKCENTY, która postrzega ten rynek jako bardzo atrakcyjny pod kątem rozwoju własnego biznesu czyli obsługi transakcji walutowych. – Spodziewamy się, że Rumunia będzie dużo importować, także z Polski, oraz że ma przed sobą rozwój eksportu. Właśnie dlatego pod koniec 2014 r. rozpoczęliśmy działalność na tym rynku. To, że AKCENTA jest w Rumunii oznacza konkretne korzyści dla polskich przedsiębiorców: płatności między Polską i Rumunią w rodzimych walutach są nie dość że darmowe, to jeszcze ekspresowe. Wymianę walut realizujemy po bardzo dobrych kursach, które dodatkowo można negocjować. Dzięki temu polscy przedsiębiorcy mogą wysyłać i odbierać swoje transfery szybciej i taniej niż za pośrednictwem banków – mówi Radosław Jarema. Oprócz Polski i Rumunii AKCENTA jest obecna także w Czechach, na Węgrzech i Słowacji. Na bezkonkurencyjnie dobrych warunkach realizowane są wszystkie płatności między tymi krajami (w CZK, PLN, RON, HUF i EUR). AKCENTA oferuje też bardzo atrakcyjne warunki wymiany walut i płatności zagranicznych w  pozostałych 131 walutach do innych krajów na świecie.

Radosław Jarema zwraca uwagę, że obecność polskich firm w Rumunii może być atrakcyjna biznesowo ze względu na położenie tego kraju w sąsiedztwie państw Półwyspu Bałkańskiego. Z drugiej strony rumuńskie porty takie jak Konstanca otwierają drogę do basenu Morza Czarnego, czyli np. ogromnego rynku tureckiego. – Wejście na rynek rumuński jest zdecydowanie łatwiejsze ze względu na przynależność tego kraju do UE. To dobra rozgrzewka dla polskich firm chcących rozwijać się w tym regionie, która pozwoli poznać specyfikę oraz zweryfikować swoją strategię ekspansji w tej części Europy – dodaje Radosław Jarema.

Czy rozliczać się w leju?

Oficjalne stanowisko rumuńskich władz mówi o planie zastąpienia rodzimej waluty euro w 2019 r. Na razie jednak polskie firmy mogą rozliczać się z rumuńskimi kontrahentami w rodzimej walucie. Dlaczego tego nie robią? Odpowiedź jest zaskakująco prosta: wiele firm nie ma w swoim banku takiej możliwości. Tylko niektóre instytucje finansowe oferują płatności w RON i to zwykle z wysokimi kosztami przelewów międzynarodowych w tej walucie. – Dzięki rozwojowi pozabankowych usług wymiany walut przedsiębiorcy, którzy chcą rozliczać się z rumuńskimi partnerami w ich rodzimej walucie, mogą to robić. Dodatkowo mogą skorzystać narzędzi minimalizowania ryzyka kursowego w postaci zabezpieczenia kursu wymiany za pomocą transakcji forward  – podkreśla Radosław Jarema.

Analitycy AKCENTY zwracają uwagę, że przedsiębiorcy, którzy myślą o rozliczaniu się ze swoimi rumuńskimi kontrahentami w ich lokalnej walucie powinni obserwować przede wszystkim kurs euro. – Kurs tej waluty w stosunku do EUR zachowywał się w tym roku stabilnie. Handel na parze EURRON przebiegał nieznacznie pod poziomem 4,45 RON/EUR i nie spodziewamy się żadnych wyraźniejszych zmian wartości tej pary także w nadchodzących tygodniach. Kurs rumuńskiej waluty wobec złotego będzie w najbliższym czasie zależał w głównej mierze od siły polskiej waluty – twierdzi Miroslav Novak, analityk AKCENTY. Wg prognoz AKCENTY kurs RON w ciągu najbliższych 6. miesięcy będzie oscylował wokół 0,897 zł a w perspektywie 12. miesięcy w granicach 0,920 zł.