Jak oszczędzać? Czy oszczędzania można się nauczyć?

Wielu Polaków ma na tyle napięty domowy budżet, że zmuszeni są do życia „od pierwszego do pierwszego”. Z pensji co miesiąc opłacamy bieżące wydatki bez możliwości odłożenia określonej sumy na konto oszczędnościowe. Potwierdzają to badania Fundacji Kronenberga z 2014 r., z których wynika, że tylko co ósmy Polak oszczędza regularnie, tymczasem co dwudziesty wydaje więcej niż zarabia. Dlatego z naszych ust często pada usprawiedliwiające stwierdzenie: „nie umiem oszczędzać”. Czy oszczędzania można się nauczyć? Eksperci Casus Finanse przekonują, że jest to możliwe i dają kilka praktycznych wskazówek, które pomogą nam urzeczywistnić plany o zgromadzeniu środków na przyszłe miesiące czy lata.

Warto podjąć trud oszczędzania, żeby zapewnić sobie bezpieczeństwo finansowe. Aby to osiągnąć nie trzeba diametralnie zmieniać swojego stylu życia – wystarczy, że wprowadzimy do niego kilka zasad lub zmienimy nieco nasze przyzwyczajenia.

  1. Analiza wydatków i przyjemności

Oszczędzanie powinniśmy rozpocząć od przeanalizowania naszych codziennych wydatków, które warto spisywać. W ten sposób możemy określić, które z nich są zbędne. Warto też, przed wyjściem do sklepu, zaszczepić w sobie zwyczaj robienia listy niezbędnych zakupów, dzięki czemu będą one bardziej przemyślane. Jeśli wybieramy się na zakupy spontanicznie, istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że nasz koszyk wypełnimy wieloma „promocyjnymi” produktami, których w rzeczywistości wcale nie potrzebujmy. Zakupów należy też unikać, kiedy jesteśmy… głodni – badania udowadniają, że wybierając się na zakupy z uczuciem sytości, mniej ulegamy zakupowym zachciankom. Bardziej opłacalne jest również robienie dużych zakupów raz w tygodniu. W ten sposób oszczędzamy, ponieważ rezygnujemy z robienia codziennych sprawunków w osiedlowych sklepikach, które mają zazwyczaj zawyżone ceny. Mniej wydamy także na paliwo, jeśli zamiast kilka razy w tygodniu jechać do marketu, wybieramy się tam raz.  Poza tym wydana jednorazowo spora suma pieniędzy robi na nas większe wrażenie (niż wielokrotne wydanie drobnej kwoty), w ten sposób stajemy się bardziej powściągliwi w ich trwonieniu.

Pamiętajmy! Jeśli znaleźliśmy sposób na oszczędzanie, poprzez przemyślane kupowanie – np. żywności, powinniśmy oszacować, ile mniej więcej oszczędziliśmy i przelać te pieniądze na konto oszczędnościowe. Wiele osób robi błąd, gdyż zamiast odłożyć zaoszczędzone kwoty, wydaje na przyjemności.  A oszczędzanie wiążę się z odmawianiem sobie spontanicznych zachcianek. Dlatego warto je przeanalizować (szczególnie te, na które przeznaczamy regularnie określoną sumę pieniędzy). Wówczas szybko może się okazać, że rezygnując lub nieco ograniczając ich liczbę – jesteśmy w stanie odłożyć wcale niemałą sumę pieniędzy.

  1. Ustalenie kwoty i celu

Warto ustalić cel naszego oszczędzania oraz miesięczną kwotę, która powinna trafić na konto oszczędnościowe. Założenie z góry wielkiej kwoty do odłożenia np. kilkunastu tysięcy złotych na zmianę auta, może mieć odwrotny skutek – perspektywa, że będziemy musieli gromadzić je latami może nas zniechęcić. Dlatego ustalenie miesięcznej kwoty realnej do odłożenia, jest lepszym pomysłem – co kilka miesięcy należy sprawdzać, czy zaoszczędzona kwota odpowiada już wartości założonego przez nas celu (np. ww. samochodu) lub ile nam jeszcze brakuje do pełnego sukcesu. Nasza motywacja zapewne będzie większa, kiedy uświadomimy sobie, że mamy już zebraną np. ¼ czy ½ założonej kwoty.

  1. Bank może pomóc w oszczędzaniu

Jeśli nie mamy czasu na analizowanie wydatków i szukanie substytutów, można wybrać nieco łatwiejszy sposób. Możemy w banku zgłosić zlecenie comiesięcznego przelewu. Po wpływie wynagrodzenia, bank będzie automatycznie przekazywał ustaloną kwotę na konto oszczędnościowe. Na początku może być ciężko gospodarować budżetem, uszczuplonym np. o 400 zł. Z czasem jednak, może nas zaskoczyć fakt, że nauczyliśmy się żyć za mniejszą kwotę pieniędzy. Kolejne ciekawe rozwiązanie oferowane przez banki to usługa tzw. automatycznego oszczędzania. Za każdym razem, gdy wydajemy pieniądze, płacąc kartą czy wykonując przelew, bank automatycznie pobiera określony procent wydanej kwoty (który wcześniej sami ustaliliśmy – np. 10% od każdej transakcji), następnie przekazuje ją na konto czy rachunek oszczędnościowy.

  1. Brak skłonności do oszczędzania może doprowadzić do tarapatów finansowych

Dlaczego ludzie nie oszczędzają? Bardzo często wynika to z ich beztroski i braku perspektywicznego myślenia. Jeśli mamy pracę i nasze wynagrodzenie wystarcza nam na opłacenie bieżących potrzeb, sądzimy, że nie musimy oszczędzać. Polacy, zwłaszcza Ci, którzy wierzą, że ich sytuacja zawodowa, a co za tym idzie finansowa, w najbliższym czasie się polepszy, mają podejście konsumpcyjne i nie planują swoich wydatków. Często też, w przypadku pojawienia się niezaplanowanych wydatków, zaciągają kredyt, pożyczkę lub korzystają z karty kredytowej. Niestety, może to doprowadzić do utraty płynności finansowej. Wystarczy, że weźmiemy pożyczkę na wakacje i w niedługim czasie pojawi się jakiś niezaplanowany wydatek, jak np. naprawa auta czy leczenie. Wówczas może się okazać, że tych dwóch zobowiązań nasz budżet domowy nie jest w stanie udźwignąć. Dlatego warto pamiętać, że dzięki odłożonym na lokacie nawet niewielkim kwotom takim jak kilkadziesiąt złotych miesięcznie można spać bezpiecznie.

Oszczędzanie nie należy ani do najprzyjemniejszych, ani do najłatwiejszych rzeczy. Wymaga przede wszystkim sumienności, systematyczności i wytrwałości. Zamiast jednak powtarzać utarty slogan „nie mam oszczędności, bo nie potrafię oszczędzać”, warto spróbować podjąć ten wysiłek, zaczynając na początku od mniej ambitnych celów i kwot. Jeśli za odłożone pieniądze uda nam się np. sfinansować wakacje marzeń – uświadomimy sobie, że było warto i będziemy mogli wyznaczyć kolejny cel. Poza tym uczucie bezpieczeństwa finansowego – na wypadek utraty pracy czy nagłego wydatku – jest bezcenne.

T. Trocil (Hilti Poland): W 2020 roku przychody spółki osiągną blisko 400 mln zł. Ponad połowa handlu będzie się odbywać online

0

Tomas Trocil

Usługa zarządzania flotą polegająca na dzierżawie i obsłudze urządzeń produkcyjnych ma stanowić jedno z głównych źródeł przychodów Hilti w Polsce. Strategia spółki zakłada dynamiczny wzrost sprzedaży, z czego docelowo 50 proc. ma przypadać na handel internetowy. W 2020 roku przychody firmy mają osiągnąć poziom niemal 400 milionów złotych. Poziom zatrudnienia wzrośnie do tego czasu o 150 osób.

– W przyszłości chcemy skupiać się nie tylko na produkcie, lecz także na usługach oraz oprogramowaniu. To będzie kompleksowa usługa dla klienta – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Tomas Trocil, prezes Hilti Poland, pytany o rozwój oferty produktowej spółki.

Rozwój oferty dotyczyć ma nie tylko samych produktów, lecz także usług oraz oprogramowania. Celem firmy jest zaoferowanie software’u pozwalającego na pełną optymalizację parku urządzeń oraz pracy robotów budowlanych.

– Oznacza to, że klient będzie mógł wykorzystać wszystkie możliwości od strony software’u, żeby zoptymalizować swój park urządzeń czy pracę swoich maszyn na budowie, żeby jak więcej zarobić – mówi przedstawiciel Hilti Poland.

Elementem oferty spółki Hilti jest usługa o nazwie Fleet Management. W jej ramach firma wynajmuje klientowi urządzenia na trzyletni okres, a ten płaci miesięczną opłatę za użytkowanie. Dostawca zajmuje się pełnym serwisem wynajętych urządzeń oraz optymalizacją pracy maszyn.

– Myślę, że w przyszłości ta usługa może być hitem sprzedażowym, dlatego że to jest nowość. Parę lat temu wprowadziliśmy system flotowy dla klienta, widzimy tam ogromne możliwości. To jest rozwiązanie, które optymalizuje park urządzeń klienta, a to daje ogromne możliwości – mówi Trocil. –Mamy swoich stabilnych klientów, wśród których chcemy działać. Mamy tzw. partnerów, których chcemy obsługiwać kompleksowo, aby odnieśli większy sukces.

Szef Hilti w Polsce liczy na zwiększenie bazy partnerów biznesowych. Obecnie w Polsce jest ich 20 tysięcy. Strategia spółki obejmująca okres do 2020 roku zakłada wzrost wolumenu sprzedaży spółki. Prognozy mówią o tym, że w ciągu najbliższych pięciu lat Hilti notować będzie dwucyfrowy wzrost, a wartość przychodów pod koniec dekady osiągnie 400 milionów złotych. Strategia zakłada także stworzenie dodatkowych 150 miejsc pracy, zwiększenie przychodów przypadających na jednego pracownika, a także wzrost udziału sprzedaży internetowej.

– Ponad 50 proc. biznesu chcemy realizować przez Hilti online. Ale nie mamy żadnych ograniczeń – mówi dyrektor Hilti Polska w odpowiedzi na pytanie o rolę sprzedaży internetowej w strukturze przychodów spółki.

Obecnie w ten sposób realizowanych jest niespełna 30 proc. sprzedaży.

Hilti Poland jest częścią międzynarodowego koncernu Hilti, którego centrala zlokalizowana jest w Liechtensteinie. Spółka na całym świecie zatrudnia ponad 20 tysięcy osób, a łączne przychody ze sprzedaży w 2014 roku wyniosły 4,5 miliarda franków szwajcarskich. Hilti zwiększyła swój zysk operacyjny w ubiegłym roku o 27 proc. do 537 mln franków. W pierwszych czterech miesiącach 2015 roku zwiększyła sprzedaż w walutach lokalnych o 4,5 proc. Przychody liczone we frankach spadły o 2,3 proc. do 1,4 mld z powodu umocnienia szwajcarskiej waluty.

Geotrans zadebiutuje na NewConnect w ciągu miesiąca. W przypadku akwizycji spółka przeznaczy na dywidendę nie więcej niż jedną piątą zysku

0

Wrocławski Geotrans powinien zadebiutować na rynku NewConnect jeszcze w sierpniu. Spółka zajmująca się zagospodarowaniem odpadów poprocesowych w ofercie prywatnej sprzedała istniejące akcje o wartości 1,2 mln złotych i nie planuje na razie emisji nowych papierów. Wyjątkiem mogą być oferty skierowane bezpośrednio do funduszy inwestycyjnych i emerytalnych. Pozyskane środki posłużą do ewentualnych akwizycji. Spółka obiecuje również wypłatę dywidendy, jednak jej poziom uzależniony będzie od planów inwestycyjnych.

– Jesteśmy po złożeniu dokumentu informacyjnego na giełdę, czekamy teraz na decyzję GPW. Jesteśmy gotowi do debiutu w przeciągu miesiąca – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Weremczuk.

W ramach oferty skierowanej do prywatnych inwestorów sprzedano łącznie 200 tys. akcji o łącznej wartości 1,2 mln złotych. Obecny kapitał spółki podzielony jest na 5 mln akcji. W zeszłym roku Geotrans osiągnął przychód wynoszący 5,2 mln złotych oraz 1,07 mln złotych zysku. Z tej kwoty akcjonariuszom została wypłacona dywidenda w łącznej wysokości 1 mln zł.

– Planujemy w przyszłych latach wypłatę dywidendy, aczkolwiek jej wysokość będzie uzależniona od planów rozwojowych – tłumaczy prezes.

W przypadku planowanych inwestycji lub potencjalnych przejęć innego podmiotu do akcjonariuszy trafi mniej pieniędzy niż w obecnym roku. Mowa jest tutaj o dywidendzie na poziomie 20 proc. zysku netto.

Główny udziałowiec spółki Geotrans SA nie planuje w najbliższej przyszłości podniesienia kapitału spółki. Ewentualne emisje akcji mogą być skierowane do instytucji finansowych, takich jak OFE i TFI. Zdobyte w ten sposób środki zostaną wtedy przeznaczone na cele akwizycyjne.

Spółka opiera swoją działalność na trzech segmentach: zagospodarowaniu odpadów ściekowych, rekultywacji i zagospodarowaniu produktów ubocznych spalania.

– Systematycznie zwiększamy liczbę obsługiwanych kontraktów dotyczących zagospodarowania komunalnych osadów ściekowych i to jest nasz core biznes, ten kierunek będzie rozwijany najmocniej – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Przemysław Weremczuk, prezes spółki Geotrans.

Przemysław Weremczuk największy potencjał wzrostu w najbliższych latach upatruje właśnie w segmencie zagospodarowania produktów ubocznych spalania, choć zaznacza, że marżowość tej działalności jest niższa niż w pozostałych segmentach, którymi zajmuje się spółka.

– Trudno mi jest jednak powiedzieć na tym etapie, jaka będzie dynamika przychodów, ponieważ większość kontraktów, które zdobywamy, to są przetargi publiczne. Nie wiemy, jak zachowa się konkurencja i jaka będzie polityka cenowa konkurencji – mówi Weremczuk.

Obecnie najważniejszym kierunkiem biznesowym spółki jest Śląsk. Specyfika regionu wiąże się z wytwarzaniem bardzo dużej ilości odpadów, zarówno ściekowych, jak i ubocznych produktów spalania. Prezes spółki właśnie na Śląsku widzi największy potencjał dla działalności spółki Geotrans. Także z tego powodu spółka nie planuje na razie wyjścia z działalnością poza granice Polski.

– Mamy tak dużo do zrobienia jeszcze na rynku polskim, że o zagranicy na razie nie myślimy – mówi Weremczuk.

Zbliża się termin ogłoszenia przetargu na trzy okręty podwodne. Zintegrowane pociski manewrujące tylko w ofercie francuskiej

Alain Fougeron

Polska planuje wydać na trzy okręty podwodne 7,5 mld zł. Dostawy są zaplanowane na lata 2020-2025. Przetarg na okręty może zostać rozpisany jesienią, podpisanie umowy miałoby zaś nastąpić najpóźniej na początku 2017 r. Jedynym oferentem, który zaproponował okręty posiadające zintegrowane pociski manewrujące, jest francuski DCNS.

Polska Marynarka Wojenna może być drugą na świecie wyposażoną w nowoczesne pociski manewrujące MdCN, produkcji francuskiego oddziału koncernu MBDA. Są one oferowane na wyposażeniu okrętów podwodnych typu Scorpène, które polskiej flocie proponuje stocznia DCNS. Francuska firma zapewnia, że po wygranym przetargu na budowę trzech okrętów podwodnych stworzy w Polsce co najmniej 1000 miejsc pracy.

Jeśli Polska wybierze okręty DCNS, będzie drugą marynarką wyposażoną w okręty podwodne z europejskimi pociskami manewrującymi NCM – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Alain Fougeron, wiceprezes DCNS. – We Francji realizujemy aktualnie program budowy okrętów podwodnych dla marynarki francuskiej o nazwie Barracuda. To nowy program, w ramach którego wyposażamy okręty w ten sam rodzaj pocisków manewrujących, który dostałaby Polska.

W postępowaniu na zakup trzech okrętów podwodnych dla polskiej marynarki DCNS jest jedynym producentem, który oferuje okręty wraz z pociskami manewrującymi. Ministerstwo Obrony Narodowej planuje kupić jednostki wyposażone w taką broń. Inni producenci – niemiecki TKMS oraz szwedzki Saab – oferują montaż pocisków zakupionych od innej firmy (np. amerykańskich Tomahawków).

Francuzi dzięki współpracy DCNS i MBDA oferują pociski wraz z okrętem. Takie rozwiązanie oznacza korzyści finansowe dla odbiorcy, a przede wszystkim gwarancję poprawnego działania okrętów razem z pociskami.

Same pociski manewrujące są niezbędne, by polskie okręty pełniły funkcję odstraszającą.

Istnieje ogromna różnica pomiędzy okrętami podwodnymi wyposażonymi w pociski manewrujące a jednostkami bez nich. Ta różnica to zdolność odstraszania. Dodatkowe wyposażenie okrętów pozwoli wystrzelić pociski dalekiego zasięgu z bardzo precyzyjnie określonym celem. Potencjał odstraszania jest więc zupełnie inny – tłumaczy Fougeron.

Przekonuje, że pociski manewrujące o zasięgu wielu setek kilometrów umożliwiają atak na cele położone nawet w głębi lądu, a dzięki umieszczeniu ich na okrętach podwodnych są bardzo trudne do wykrycia przez nieprzyjaciela.

Fougeron dodaje, że przewagą oferty DCNS jest nie tylko możliwość równoczesnego zakupu zintegrowanych z okrętami pocisków. Francuska stocznia chce stworzyć w Polsce także nowoczesne centrum szkolenia oraz dokonać transferu technologii na dużą skalę.

Wasza Marynarka Wojenna będzie musiała zostać przeszkolona. Sądzimy, że najlepiej jest korzystać z symulatorów, tak jak robimy to w przypadku marynarki francuskiej – mówi Fougeron. – Po pierwsze, to o wiele tańsze rozwiązanie, po drugie, symulatory są bardziej efektywne, ponieważ można na nich trenować wszystkie sytuacje, również te ekstremalne. Po trzecie, w czasie szkolenia na symulatorach okręt może być w morzu i wykonywać zadania operacyjne.

DCNS planuje zbudować okręty w gdyńskiej stoczni Nauta. Pierwsza jednostka powstanie w większości we Francji, ale z dużym udziałem polskich pracowników, a kolejne dwie w większości w stoczni w Gdyni.

Dyskutujemy o szczegółach współpracy, podziale prac, niezbędnych inwestycjach, szkoleniu pracowników, a także o wyposażeniu, które mogłoby być zakupione w Polsce. Prognozujemy, że taki program mógłby przynieść około 1000 miejsc pracy w okresie budowy okrętów. Chcemy również, by okręty były w całości i w sposób całkowicie niezależny serwisowane w Polsce, a to przyniesie kolejnych 300 miejsc pracy w perspektywie 30-40 lat – zapowiada Fougeron.

CC Group zaoferuje polskim spółkom raporty analityczne na ich temat. Ich przygotowaniem zajmie się londyńska firma Edison Investment Research

0

Adam Kalkusiński

Specjalizująca się w prowadzeniu relacji inwestorskich spółka CC Group zaoferuje polskim spółkom giełdowym usługę polegającą na przygotowaniu raportów analitycznych na ich temat. Wykonawcą będzie niezależna, międzynarodowa spółka analityczna Edison Investment Research z siedzibą w Londynie. Przedsiębiorcy korzystający z usług doradczej firmy otrzymają także dostęp do szerokiego grona zagranicznych inwestorów, zaś inwestorzy – do danych spółek. 

Edison Investment Research jest jedną z największych firm, które zajmuje się w Europie i na świecie niezależnymi analizami giełdowych spółek– mówi Adam Kalkusiński, prezes zarządu CC Group.

Brytyjska spółka zajmuje się głównie publikacją raportów analitycznych na temat spółek z całego świata notowanych na giełdach. W przypadku polskiego rynku z jej usług korzysta jak dotąd jedynie jeden podmiot – spółka Selvita.

Wydaje nam się, że rynek dojrzewa do tego, żeby więcej polskich spółek było zainteresowanych usługą Edisona. Naszym zadaniem będzie identyfikacja na potrzeby Edisona tych spółek, które byłyby dobrymi celami dla analiz – mówi agencji informacyjnej Newseria prezes CC Group Adam Kalkusiński.

Działania prowadzone przez CC Group mają za zadanie wprowadzenie oferty londyńskiej firmy na polski rynek oraz przekonanie polskich spółek notowanych na GPW do skorzystania z jej usług. Oprócz regularnie otrzymywanych analiz korzyścią dla krajowych firm będzie poszerzenie grona potencjalnych inwestorów.

Raporty w języku angielskim przygotowane przez specjalistów będą docierały do bazy dystrybucyjnej Edisona, która obejmuje ponad 5 tys. podmiotów, takich jak fundusze inwestycyjne i emerytalne na całym świecie, a także venture capital czy private equity – mówi Kalkusiński..

Inną korzyścią dla spółek jest duża baza międzynarodowych mediów, do których trafiają opracowywane raporty.

Taki raport może być door openerem, czyli otwieraczem drzwi, może budować wizerunek takiej firmy, zarówno inwestycyjny, jak i ogólnobiznesowy – wyjaśnia Kalkusiński.

Na oferowanych usługach skorzystać mogą także polscy inwestorzy. Raporty publikowane przez Edison Investment Research dotyczą kilkuset spółek na całym świecie i stanowią źródło wiedzy o tych spółkach. Popularyzacja usług spółki w Polsce pozwoli krajowym inwestorom na dostęp do analiz na temat zagranicznych przedsiębiorstw.

– Mamy coś takiego jak globalizacja inwestowania. Nasze fundusze inwestują coraz więcej za granicą, z kolei coraz więcej funduszy zagranicznych, nawet z krajów dosyć egzotycznych, nie tylko z Londynu czy Nowego Jorku, inwestuje w polskie spółki – wyjaśnia prezes zarządu CC Group.

Edison Investment Research publikuje raporty na temat spółek aktywnych w różnych sektorach gospodarki. Najwięcej z nich dotyczy sektorów biotechnologii i ochrony zdrowia, sektora technologicznego, mediów, a także spółek surowcowych, energetycznych oraz niebankowych instytucji finansowych.

– Przykłady z rynku amerykańskiego pokazują, że dobra komunikacja spółek z rynkiem, czy to w rozumieniu relacji inwestorskich, czy PR, czy ilości analiz, poprawia biznesowe postrzeganie spółki, postrzeganie przez inwestorów i podnosi jej wycenę średnio o 20-30 proc. – wyjaśnia ekspert w odpowiedzi na pytanie o wpływ analiz na rynkową wartość przedsiębiorstwa.

W przypadku wejścia na polski rynek spółki Edison Investment Research przygotowywane analizy będą dostępne w języku angielskim. Umożliwi to przedsiębiorstwom korzystającym z jej usług dotarcie do szerokiego grona inwestorów z zagranicy.

Usługi niezależnych firmy analitycznych wciąż mało popularne w Polsce. Odpowiednia komunikacja z rynkiem podnosi wycenę przedsiębiorstwa o 20-30 proc.

0

Adam Kalkusiński

Postrzeganie spółki przez inwestorów w dużej mierze uzależnione jest od sposobu jej komunikacji z rynkiem. Duża liczba dostępnych tekstów i analiz na temat danego przedsiębiorstwa może podnieść jej wartość nawet o 20-30 proc. – pokazują amerykańskie przykłady. Usługi niezależnych firm analitycznych prowadzą nie tylko do poprawy wizerunku, lecz także do poszerzenia grona potencjalnych inwestorów w kraju i za granicą.

Przykłady z rynku amerykańskiego pokazują, że dobra komunikacja spółek z rynkiem, czy to w rozumieniu relacji inwestorskich, czy PR, czy ilości analiz, poprawia biznesowe postrzeganie spółki, postrzeganie przez inwestorów i podnosi jej wycenę średnio o 20-30 proc. – mówi agencji informacyjnej Newseria prezes CC Group Adam Kalkusiński.

Specjalizująca się w prowadzeniu relacji inwestorskich spółka CC Group zaoferuje polskim spółkom giełdowym usługę polegającą na przygotowaniu raportów analitycznych na ich temat. Wykonawcą będzie niezależne, międzynarodowe biuro analityczne Edison Investment Research z siedzibą w Londynie. Przedsiębiorcy korzystający z usług firmy doradczej otrzymają także dostęp do szerokiego grona zagranicznych inwestorów, zaś inwestorzy – do danych spółek.

Edison Investment Research jest jedną z największych firm, która zajmuje się w Europie i na świecie niezależnymi analizami – mówi Adam Kalkusiński. – Wydaje nam się, że rynek dojrzewa do tego, żeby więcej polskich spółek było zainteresowanych obsługą Edisona. Naszym zadaniem będzie identyfikacja na potrzeby Edisona tych giełdowych spółek, które byłyby dobrymi celami dla analiz.

Brytyjska spółka zajmuje się głównie publikacją raportów analitycznych na temat spółek giełdowych z całego świata. W przypadku polskiego rynku z jej usług korzysta jak dotąd jedynie jeden podmiot – spółka Selvita.

Działania prowadzone przez CC Group mają za zadanie wprowadzenie londyńskiej firmy na polski rynek oraz przekonanie rodzimych przedsiębiorców do skorzystania z jej usług. Oprócz regularnie otrzymywanych analiz, korzyścią dla krajowych spółek będzie poszerzenie grona potencjalnych inwestorów.

Polskie spółki powinny odnieść dwojaką korzyść – mówi Kalkusiński. – Jedna z nich jest taka, że raporty w języku angielskim pisane przez specjalistów będą docierały do bazy dystrybucyjnej Edisona, która obejmuje ponad 5 tys. podmiotów, takich jak fundusze inwestycyjne i emerytalne na całym świecie, a także venture capital czy private equity.

Kolejną korzyścią dla spółek jest duża baza międzynarodowych mediów, do których trafiają opracowywane raporty.

Taki raport może być takim door openerem, czyli otwieraczem drzwi, może budować wizerunek takiej firmy, zarówno inwestycyjny, jak i ogólnobiznesowy – wyjaśnia Kalkusiński.

Na oferowanych usługach skorzystać mogą także polscy inwestorzy. Raporty publikowane przez Edison Investment Research dotyczą kilkuset spółek na całym świecie i stanowią źródło wiedzy o tych spółkach. Popularyzacja usług spółki w Polsce pozwoli krajowym inwestorom na dostęp do analiz na temat zagranicznych przedsiębiorstw.

Mamy do czynienia z globalizacją inwestowania. Nasze fundusze inwestują coraz więcej za granicą, z kolei coraz więcej funduszy zagranicznych, nawet z miejsc dosyć egzotycznych, nie tylko z Londynu czy Nowego Jorku, inwestuje w polskie spółki – wyjaśnia prezes zarządu CC Group.

Edison Investment Research publikuje raporty na temat spółek aktywnych w różnych sektorach gospodarki. Najwięcej z nich dotyczy sektorów biotechnologii i ochrony zdrowia, sektora technologicznego, mediów, a także spółek surowcowych, energetycznych oraz niebankowych instytucji finansowych.

W przypadku wejścia na polski rynek spółki Edison Investment Research przygotowywane analizy będą dostępne w języku angielskim. Umożliwi to przedsiębiorstwom korzystającym z jej usług dotarcie do szerokiego grona inwestorów z zagranicy.

Tylko 15 proc. zużytych opon w Polsce podlega recyklingowi

Maciej Jasiewicz, prezes zarządu Recykl Organizacja Odzysku i wiceprezes Grupy Recykl

Na polski rynek trafia nawet do 200 tys. ton opon rocznie. Na ich producentów nałożony jest obowiązek odzysku z rynku trzech czwartych z nich, z czego minimum 15 proc. podlega recyklingowi. Według firm z branży to zdecydowanie za mało.

Centrum Utylizacji Opon Organizacji Odzysku podaje, że rocznie na świecie produkuje się nawet 22,5 mln ton opon. Z czego na rodzimy rynek trafia około 180 tys. ton. Z powodu wzrostu liczby pojazdów mechanicznych, liczba ta będzie wzrastać.

Z ostatniej prognozy Krajowego Planu Gospodarki Odpadami wynika, że w 2014 roku masa zużytych opon wyniosła 196,2 tys. ton. W tym roku ma to być 198,1 tys. ton, a za rok – 199,4 tys. ton. Za siedem lat liczba ta będzie oscylowała wokół 212,4 tys. ton.

W związku z ciągłym wzrostem liczby eksploatowanych opon ze względu na rozwój gospodarczy i długi czas ich biodegradacji, wynoszący nawet do stu lat, stare opony są istotnym zagrożeniem dla środowiska. Stąd zakazane jest ich wyrzucanie nawet na wysypiskach śmieci.

Ustawa z 2001 roku o obowiązkach przedsiębiorców w zakresie gospodarowania niektórymi odpadami oraz o opłacie produktowej i depozytowej nakłada na nich obowiązek odzysku 75 proc. tonażu wprowadzonych na rynek opon.

Z czego około 15 proc. podlega recyklingowi materiałowemu, czyli odzyskiwaniu surowców wtórnych. To za mało – tłumaczy w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Maciej Jasiewicz, prezes zarządu Recykl Organizacja Odzysku i wiceprezes Grupy Recykl. – Chcielibyśmy, aby większy procent naszej produkcji był ulokowany w recyklingu materiałowym. Niestety, nie pomagają przepisy, które ograniczają obowiązek recyklingu do wspomnianych 15 proc. Zmiana wymaga rozporządzenia ministra środowiska, który – mamy nadzieje – w najbliższym czasie określi wyższe poziomy recyklingu właśnie dla odpadów ze zużytych opon – wyjaśnia.

Przerób opon w Grupie Recykl wynosi blisko 60 tys. ton rocznie.

Rynek możemy podzielić na dwa segmenty, czyli na rynek produktów i rynek usług. Rynek usług szacujemy na kwotę 30 mln zł, rynek produktów – na ok. 70 mln zł. Przy rynku usług mamy udział 10-proc., ale chcemy go w przeciągu kilku najbliższych lat zwiększyć. W rynku wyrobów mamy udział na poziomie 40 proc. i chcielibyśmy też dojść do wyższego poziomu wykorzystania – mówi Jasiewicz.

Jak dodaje Maciej Jasiewicz, w Polsce większość zużytych opon podlega odzyskowi energetycznemu, a około 20 procent poddawanych jest recyklingowi materiałowemu. Odzysk energetyczny to przede wszystkim wykorzystanie materiałów ze starych opon do uzyskiwania energii cieplnej.

Recykling materiałowy bardzo nas interesuje. Mówimy o przejęciu producenta wyrobów gotowych z większą możliwością wykorzystania naszego granulatu do recyklingu materiałowego – tłumaczy Jasiewicz. – Część naszej produkcji cały czas jeszcze jest ulokowana w cementowniach, dla których produkujemy paliwo alternatywne. To biznes, który nam się bardzo dobrze rozwija, ale chcielibyśmy, aby większy procent naszej produkcji trafiał do producentów wyrobów gotowych.

Grupa Recykl jest partnerem strategicznym Centrum Utylizacji Opon. Wykonuje na rzecz centrum nie tylko usługę odzysku i recyklingu, lecz także usługi logistyczne, czyli zbieranie opon z określonego terenu i dostarczanie ich do miejsc odzysku. Grupa obsługuje ponad tysiąc punktów na terenie kraju. Ma też dostawców surowca z Niemiec i Litwy.

Polacy chcą dbać o siebie. Inspiracją jest dla nich głównie Ewa Chodakowska

Karolina Masalska

Rośnie zainteresowanie Polaków dobrym wyglądem i zdrowym trybem życia, a wiedzy na ten temat szukają głównie w internecie. Największą inspiracją pozostaje dla nich Ewa Chodakowska. Jej porad internauci szukają znacznie częściej niż Anny Lewandowskiej. W ciągu ostatnich czterech miesięcy w internecie ukazało się aż 13 tys. wpisów dotyczących Chodakowskiej, a 4 tys. na temat Anny Lewandowskiej.

Z analizy Instytutu Monitorowania Mediów wynika, że w okresie od 1 marca do 1 lipca na temat odchudzania w internecie i social mediach pojawiło się ponad 320 tys. informacji, z czego aż 290 tys. na samych portalach społecznościowych. O zdrowym stylu życia i sposobach na zrzucenie zbędnych kilogramów Polacy najchętniej rozmawiali na Facebooku – znalazło się tam aż 170 tys. wzmianek na ten temat. O dobrą formę na wakacje Polacy zadbali wcześnie – najwięcej wzmianek o odchudzaniu pojawiło się bowiem między 9 a 15 marca. Na pytania internautów odpowiadały m.in. najpopularniejsze trenerki – Ewa Chodakowska i Anna Lewandowska. Na ich temat ukazało się blisko 20 tys. informacji, większość komentarzy miał wydźwięk pozytywny.

Na temat Ewy Chodakowskiej pojawiło się ok. 13,5 tys. publikacji, a na temat Anny Lewandowskiej ok. 4,5 tys. Jeśli już pojawiały się negatywne komentarze, to dotyczyły głównie rywalizacji pomiędzy trenerkami, jednak obie panie od tego się odżegnują, stwierdzając, że każda robi swoje i szanują nawzajem swoją aktywność – mówi agencji informacyjnej Newseria Karolina Masalska z Instytutu Monitorowania Mediów.

Obie trenerki zyskały bardzo dużą popularność na portalach społecznościowych, a w szczególności na Facebooku i Instagramie, na których skupia się ich działalność. Ewa Chodakowska ma na Facebooku ponad 1,6 mln fanów, a Anna Lewandowska – ponad 0,5 mln. Chodakowska skupia się przede wszystkim na pokazywaniu efektów swoich działań poprzez umieszczanie na Facebooku metamorfoz swoich fanek. Anna Lewandowska natomiast koncentruje się na przekazywaniu informacji dotyczących diet.

Polacy chętnie spędzają czas na otwartej przestrzeni, w parkach czy restauracjach ze zdrową żywnością. Poruszają głównie tematy związane z byciem fit, czyli diety i ćwiczenia. Obie trenerki pomagają Polakom w efektywnym zachowaniu formy i sprawiają, że bycie fit stawiamy ponad inne nasze aktywności – mówi Karolina Masalska.

W internecie Polacy szukają przede wszystkim informacji dotyczących diety. Chcą wiedzieć, jakie produkty należy wyeliminować z jadłospisu, aby schudnąć, które składniki diety są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu oraz jakich suplementów warto używać.

Każdy rodzaj zatrudnienia wymaga umowy. W ubiegłym roku co piąty pracodawca naruszył przepisy prawa pracy przy zawieraniu umów

Maria Kacprzak-Rawa

W wakacje przy pracach sezonowych nieprawidłowości związane z zawieraniem umów lub ich brakiem zdarzają się częściej. Państwowa Inspekcja Pracy przypomina, że każda praca, nawet na próbę, wymaga sporządzenia umowy na piśmie. Umowy cywilno-prawne powinny zawierać podstawowe informacje o pracodawcy i warunkach zatrudnienia. Tylko na podstawie podpisanego dokumentu będzie można dochodzić swoich praw czy wyegzekwować wynagrodzenie.

Przy każdej pracy, nawet tej na próbę, która trwa trzy miesiące, powinna być podpisana umowa między stronami. Młodzi ludzie, którzy kończą szkołę i wchodzą na rynek pracy, często o tym nie wiedzą, również osoby powracające na rynek pracy ufają formalnym rozmowom z pracodawcą – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maria Kacprzak-Rawa, rzecznik prasowy Okręgowego Inspektora Pracy w Warszawie.

Podpisana umowa chroni przede wszystkim pracownika. W przypadku nieuczciwego pracodawcy jest podstawą do roszczenia wypłaty zaległego wynagrodzenia. Ekspertka przypomina, że w każdej umowie powinny być zawarte wszystkie informacje o pracodawcy, miejscu zatrudnienia i warunkach pracy, czyli liczbie godzin oraz wynagrodzeniu.

Chciałabym przestrzec przed rozmowami pracodawców z pracownikami podejmującymi prace sezonowe, żeby każda umowa była podpisana. Także umowa cywilno-prawna powinna zawierać podstawowe dane dotyczące stron, żeby można było później dociekać swoich roszczeń – mówi Kacprzak-Rawa.

W tym roku PIP przeprowadził kontrolę 250 przedsiębiorców działających w branży turystycznej w nadmorskich miejscowościach. Odnotowano 770 przypadków niezgłoszenia pracowników do ubezpieczenia, a ponad 600 pracowników sezonowych pracowało nielegalnie albo bez właściwej umowy.

Trudno jest wyegzekwować od pracodawcy pieniądze, jeżeli nie ma umowy zawartej między stronami. W sezonie letnim mamy kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt takich sytuacji – przyznaje ekspertka.

Z danych PIP wynika, że w 2014 roku już co piąty pracodawca naruszył prawo pracy przy zawieraniu umów. O 11 proc. wzrosła też liczba firm, gdzie pracownikom proponowana jest umowa-zlecenie, choć biorąc pod uwagę charakter wykonywanej pracy, powinna być to umowa o pracę. Na 52 tys. sprawdzonych umów, w 15 proc. z nich PIP stwierdził błąd.

Jeżeli taka sytuacja ma miejsce, to należy się zgłaszać do Okręgowego Inspektoratu Pracy, ponieważ zatrudnienie ma znamiona stosunku pracy. Inspektor pomaga, często pisze pozew do sądu, a dzięki temu pracodawca zatrudnia na umowę o pracę, a nie umowę-zlecenie – tłumaczy ekspertka OIP.

60 proc. Polaków na wakacje wyjeżdża własnym samochodem

Magdalena Wypychowicz

Własny samochód to dla większości Polaków najwygodniejszy wakacyjny środek transportu. W tym roku na urlop uda się autem 60 proc. Polaków. Podróż ułatwiają aplikacje mobilne, a tych jest coraz więcej i mają coraz więcej zastosowań.  W przeciwieństwie do nawigacji samochodowych można je mieć zawsze przy sobie, co ułatwia zwiedzanie.

Z badań firmy Eniro wynika, że 78 proc. respondentów uważa samochód za najwygodniejszą formę transportu, dającą poczucie niezależności i swobody. 59 proc. badanych w tej formie podróżowania docenia możliwość dotarcia w mniej popularne turystycznie miejsca. W tym roku na wakacyjny wypoczynek własnym samochodem uda się 60 proc. Polaków. Plasuje to Polskę na drugim miejscu w Europie, tuż za Francją.

– Polacy wybierają ten środek lokomocji, ponieważ daje im to dużą niezależność, swobodę, bo mogą dojechać w każde miejsce, które ich interesuje, i mogą zabrać tyle bagażu, ile chcą. Jest to szczególnie wygodne, kiedy podróżujemy z dziećmi – mówi agencji informacyjnej Newseria Magdalena Wypychowicz, dyrektor ds. strategii rozwoju rynku w Eniro Polska.

Podróżowanie własnym autem znacznie ułatwiają nawigacje samochodowe. Ostatnio coraz większą popularnością cieszą nawigacje mobilne, które można zainstalować w smartfonie. W przeciwieństwie do tych samochodowych są one dostępne bezpłatnie. Mając nawigację w telefonie, można ją wykorzystać nie tylko podczas jazdy samochodem, lecz także w pieszym zwiedzaniu nowych miejsc. Dzięki aplikacjom na smartfona można łatwo zlokalizować najbliższą stację paliw lub hotel.

Aplikacja nawigacyjna ma zastosowanie nie tylko wtedy, gdy jedziemy gdzieś na wakacje i chcemy dojechać w interesujące nas miejsce, lecz także wówczas, gdy jesteśmy już na miejscu i potrzebujemy dotrzeć do jakiegoś punktu adresowego lub atrakcji turystycznej – mówi Magdalena Wypychowicz.

Zaletą aplikacji mobilnych jest także możliwość korzystania z nich w trybie offline. Nie trzeba się więc martwić o dostęp do aktywnego łącza internetowego ani o jakość połączenia czy dodatkowe koszty. Większość nawigacji mobilnych posiada bezpłatne mapy Polski, natomiast mapy innych krajów można dokupić już z poziomu aplikacji.

Biznes oczekuje interwencji rządu na rynku odnawialnych źródeł energii

Wielu inwestorom, szczególnie w farmy wiatrowe i biogazownie grozi utrata możliwości spłaty kredytów, a rynek producentów i dostawców biomasy praktycznie zanika, ponieważ wykorzystanie energetyczne biomasy stało się nieopłacalne. Na ryzyko poniesienia znacznych strat, a w konsekwencji konieczność zamykania instalacji wytwórczych lub ich odsprzedaż, narażeni są szczególnie wytwórcy mali i niezależni – napisała w liście do premier Ewy Kopacz Rada OZE przy Konfederacji Lewiatan.

– Jesteśmy zaniepokojeni brakiem reakcji rządu na pogłębiający się kryzys na rynku świadectw pochodzenia energii odnawialnej. Narastająca nadwyżka praw majątkowych energii odnawialnej, wynosząca już ok. 15 TWh, a więc prawie równa rocznemu popytowi określonemu w ustawie OZE, doprowadziła do drastycznego spadku cen praw majątkowych, co może oznaczać, że za kilka miesięcy będą one całkowicie bezwartościowe – mówi Daria Kulczycka, dyrektorka departamentu energii i zmian klimatu Konfederacji Lewiatan.

Ceny świadectw na sesjach w lipcu 2015 r. spadły poniżej 100 zł/MWh co, przy niskich cenach energii „czarnej”, dla większości producentów oznacza zejście poniżej progu rentowności. W ślad za szybką deprecjacją wartości świadectw w obrocie sesyjnym podążają ceny w kontraktach dwustronnych, czyli w transakcjach pozasesyjnych.

Wśród przyczyn kryzysu są między innymi wadliwe, nieskorygowane w porę regulacje:
• otwarty i neutralny technologicznie charakter systemu wsparcia, który przyczynił się do zbyt szybkiego rozwoju niektórych technologii odnawialnych;
• brak ceny minimalnej świadectw pochodzenia;
• możliwość rozliczania obowiązku poprzez wniesienie opłaty zastępczej, mimo nadprodukcji energii odnawialnej;
• nieprecyzyjne przepisy dotyczące dokumentowania pochodzenia biomasy leśnej, które przyczyniły się do powstania wielomiesięcznych opóźnień w wydawaniu przez Urząd Regulacji Energetyki świadectw pochodzenia energii wyprodukowanej z biomasy;
• brak transparentnej, bieżącej informacji rynkowej o ilości wyprodukowanej energii odnawialnej w danym roku i rozpatrywanych wnioskach o wydanie świadectw pochodzenia.

Biorąc pod uwagę, że rozwój OZE uzależniony był od istnienia systemu wsparcia, nie można w tym przypadku mówić o „zadziałaniu mechanizmów rynkowych”. Bez wdrożenia obowiązku zakupu energii z OZE i wdrożenia zachęt finansowych, przedsiębiorcy nie zrealizowaliby żadnej inwestycji w OZE na warunkach czysto rynkowych. Stąd, uzasadniona jest interwencja rządu, a przynajmniej podjęcie poważnej dyskusji nad możliwymi sposobami rozwiązania problemu.

Kluczowym dla dalszego funkcjonowania wytwórców energii odnawialnej będzie określenie przez ministra gospodarki poziomu obowiązkowego udziału energii odnawialnej w sprzedaży do odbiorców końcowych w latach 2017-2020, na możliwie wysokim poziomie, ok. 19-20%, przynajmniej w pierwszych dwóch latach tego okresu. Rada OZE przy Konfederacji Lewiatan, zaproponowała zmianę legislacyjną w art. 60 ustawy o OZE, która pozwoliłaby na kontrolowaną redukcję nadwyżki i powolny powrót cen praw majątkowych do poziomu zapewniającego rentowność instalacji OZE. Zmiana ta polega w praktyce na utrzymaniu obowiązkowego udziału w wysokości 20% w do czasu powrotu cen świadectw do poziomu ok. 60% opłaty zastępczej. Inne możliwe rozwiązanie to znaczne przyspieszenie przechodzenia istniejących instalacji do systemu aukcyjnego, tak aby proces ten objął co najmniej 2 TWh produkowanej energii odnawialnej rocznie.

List do premier Ewy Kopacz

Konfederacja Lewiatan

KPF: Liderzy opinii, praktycy i eksperci w radzie programowej Kongresu Zarządzania Wierzytelnościami

Przedstawiciele banków, firm windykacyjnych, operatorów telekomunikacyjnych oraz samorządów finansowych weszli w skład Rady Programowej Kongresu Zarządzania Wierzytelnościami, który zorganizuje Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych. To największy branżowy projekt konferencyjny, gromadzący co roku nie tylko ekspertów i praktyków biznesowych sektora windykacji, ale znacznie szersze grono uczestników.

Bardzo silnie reprezentowany jest sektor bankowy, banków spółdzielczych, pożyczkowy, leasingowy, telekomunikacyjny, dostawców innych usług masowych, jak choćby dostawcy energii. Grono uczestników nie zamyka się wokół praktyki gospodarczej, bowiem do kongresowej debaty dołącza wielu interesariuszy rynku zarządzania wierzytelnościami, w tym organizacje samorządowe przedsiębiorców, znakomite grono przedstawicieli środowiska komorników, syndyków, uznanych firm doradczych, funduszy inwestycyjnych, sekurytyzacyjnych, kancelarii prawnych. Są w gronie uczestników także znakomici przedstawiciele najwyższych urzędów, odpowiedzialnych za ten rynek. Szósta edycja tego wydarzenia odbędzie się w dniach 16-17 listopada 2015 roku w Warszawie.

Kongres stał się uznaną w środowisku wierzycieli pierwotnych i wtórnych platformą wymiany doświadczeń w zakresie obrotu wierzytelnościami, źródłem wiedzy o międzynarodowych tendencjach, ale przede wszystkim forum otwartej dyskusji na temat obecnego stanu sektora i jego perspektyw, także w kontekście zmian w otoczeniu prawnym, w sposób znaczący wpływających na funkcjonowanie biznesu, jak rozwiązania w zakresie bankowego tytułu egzekucyjnego po orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, podatku VAT na usługi komornicze, informatyzacja postępowań sądowych i egzekucyjnych w świetle nowego brzmienia Kodeksu postępowania cywilnego czy nowych rozwiązań w zakresie konstrukcji maksymalnych odsetek. – Na obecnym etapie toczy się wiele procesów legislacyjnych regulacji, które będą miały wpływ na funkcjonowanie firm zarządzających wierzytelnościami w przyszłości. Podczas Kongresu z pewnością będziemy znali ostateczny kształt wielu z tych aktów prawnych, stąd będziemy w stanie określić skutki ich wejścia w życie dla branży. Od zawsze bowiem postrzegamy Kongres Zarządzania Wierzytelnościami jako miejsce, gdzie sygnalizujemy i rozmawiamy o najważniejszych regulacjach prawnych, które będą miały wpływ na prowadzenie biznesu– powiedział mec. Marcin Czugan, Dyrektor Departamentu Prawno – Legislacyjnego KPF.

Trendy obserwowane na polskim rynku zarządzania wierzytelnościami wskazują, że jest on nadal postrzegany jako interesujący w zakresie inwestycji zagranicznych podmiotów finansowych. Równocześnie rodzime przedsiębiorstwa zajmujące się zarządzaniem wierzytelnościami coraz częściej rozszerzają zasięg swojej działalności na inne kraje europejskie. W związku z tym proces odzyskiwania należności coraz mocniej jest prowadzony j jako biznes globalny, a nie wyłącznie lokalny.

Jego liderzy znaleźli się w Radzie Programowej VI Kongresu Zarządzania Wierzytelnościami, która rozpoczęła intensywną pracę nad szczegółową agendę wydarzenia. W skład Rady weszło 14 reprezentantów banków, spółek zarządzających wierzytelnościami oraz organizacji samorządu finansowego, a jego Partnerem Merytorycznym będzie firma doradcza KPMG.

Mieczysław Groszek – Związek Banków Polskich
Mirosław A. Bieszki – Konferencja Przedsiębiorstw Finansowych
Krzysztof Borusowski – BEST S.A.
Małgorzata Drozdowska – SGB CDR Investment Sp. z o.o.
Piotr Gajda – Intrum Justitia Sp. z o.o.
Krzysztof Gradzik – Polkomtel Sp. z o.o.
Tomasz Janiszewski – KPMG Sp. z o.o.
Konrad Kąkolewski – getBACK S.A.
Radosław Kudła – Deutsche Bank S.A.
Emilia Niesterowicz-Panek – Bank Zachodni WBK S.A.
Urszula Okarma – KRUK S.A.
Joanna Syzdół – EOS&M. Witoń Kancelaria Prawna Sp. k.
Marcin Smolarek – Wardyński i Wspólnicy Sp. k.
Paweł Szewczyk – Kredyt Inkaso S.A.

Ewolucję, wyraźną profesjonalizację i dynamiczny rozwój rynku zarządzania wierzytelnościami oddają dane z raportu „Wielkość polskiego rynku wierzytelności„, realizowanego w cyklu kwartalnym przez Konferencję Przedsiębiorstw Finansowych. Wynika z nich, że firmy, zrzeszone w KPF, objęte badaniem mają w obsłudze wierzytelności o wartości nominalnej 57 mld PLN, podczas gdy kwartał wcześniej ich wartość nieznacznie przekroczyła 50 mld PLN. W trakcie kongresu zapewne będzie dostępny dla uczestników najnowszy raport, pozwalający na ocenę aktualnej sytuacji tego rynku i oszacowanie własnej pozycji rynkowej poszczególnym firmom, jego uczestnikom.

Rosnący poziom kultury korporacyjnej, poziom technologiczny procesów i operacji, wymaga od uczestników rynku ciągłego podnoszenia jakości stosowanych standardów praktyk biznesowych. Te ostatnie bowiem są fundamentem stabilnego wzrostem rynku, klimatu zaufania do branży. Takie wartości są u podstaw ciągłego wzrostu popytu na usługi sektora zarządzania wierzytelnościami. CESSIO, honorowy laur, wręczany wierzycielom pierwotnym pierwszego dnia kongresowego to ważny element realizowanej przez KPF Misji. Dzięki udziałowi reprezentantów sektora bankowego, spółdzielczego, pożyczkowego, ubezpieczeniowego, leasingowego, faktoringu, dostawców mediów i telekomów, Kongres Zarządzania Wierzytelnościami stał się wydarzeniem o charakterze międzysektorowym, zyskując miano Kongresu rynku zarządzania wierzytelnościami. W dotychczasowych pięciu edycjach zgromadził około 1000 uczestników.

Kolejna – szósta – odbędzie się w dniach 16-17 listopada w Hotelu Marriott w Warszawie.

Źródło: KPF

Popołudniowy komentarz walutowy z 20.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Popołudniowy komentarz walutowy z 20.07.2015 Marcin Lipka Analityk Cinkciarz.pl

Kupiłeś „oszukańczą polisolokatę”? Przełomowy wyrok sądu szansą na kolejne wygrane

Miały być bezpieczną alternatywą dla lokat, ale dla wielu osób stały się źródłem poważnych finansowych problemów. Opisywany przez Bankier.pl przełomowy wyrok sądu w sprawie tzw. polisolokat uznał je za nieważne i „w niewiarygodnym stopniu oszukańcze”. To nadzieja na wygraną dla pozostałych poszkodowanych.

Polisolokaty i polisy inwestycyjne były przedstawiane przez doradców finansowych jako alternatywa dla bezpiecznych lokat bankowych. Wyposażenie ich w element ochrony ubezpieczeniowej określano jako ich dodatkowy atut. Rozkwit i agresywna sprzedaż tych produktów przypadały na lata 2009-2012. Dziś wielu klientów, którzy skusili się na takie „ulokowanie” oszczędności ma poczucie, że wpadło w pułapkę. Okazuje się bowiem, że z pozoru bezpieczny produkt przynosi straty, a opłaty likwidacyjne praktycznie blokują możliwość wycofania się z podpisanej umowy.

Na rynku brakuje dokładnych danych o tym, ile osób nacięło się na polisy inwestycyjne i tzw. polisolokaty. Szacunki Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów dotyczące wartości aktywów towarzystw ubezpieczeń zgromadzonych w ramach ubezpieczeniowych funduszy kapitałowych (ufk) mówią o ponad 50 mld złotych. Pokrzywdzeni w sprawie tych produktów coraz częściej dają jednak o sobie znać. Z szacunków Bankier.pl wynika, że w ciągu ostatnich 5 lat liczba skarg na ubezpieczenia z ufk zgłaszanych do Rzecznika Ubezpieczonych wzrosła aż o 1381% (wzrost ze 103 do 1422 skarg), dziś stanowią one blisko 10% wszystkich skarg zgłaszanych do tego urzędu. Od 2012 do 2014 roku ponad 600 skarg tego typu wpłynęło także do UOKiK-u.

Nadzieję na pomoc pokrzywdzonym przyniósł ostatnio przełomowy, choć na razie nieprawomocny, wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie. W przedstawionej sprawie dwóch umów o tzw. polisolokaty podpisanych za pośrednictwem jednej z firm doradztwa finansowego, sąd uznał je za od początku nieważne. Towarzystwu nakazał wypłacić przekazane przez klienta środki w całości, tak jakby do zawarcia umów nigdy nie doszło. Po dokładnym zbadaniu sprawy doradcę uznano za niewinnego, natomiast jako istotę problemu wskazano „niewiarygodnie oszukańczą” konstrukcję produktu.

Liczba skarg skierowanych do Rzecznika Ubezpieczonych w zwiazku z ubezpieczeniami na życie z ubezpieczeniowym funduszem kapitałowym

– Opisywany na łamach Bankier.pl głośny wyrok sądu w sprawie polis inwestycyjnych jest optymistycznym sygnałem dla osób, które nieświadome dokładnych warunków i konstrukcji zakupionych produktów, dały się zwieść obietnicom potencjalnych zysków i gwarancjami zwrotu zainwestowanego kapitału. Jeśli wyrok uprawomocni się, poszkodowani będą mogli liczyć na równie wnikliwe i dokładne przyjrzenie się ich problemowi, jak zrobił to Sąd Okręgowy w Warszawie – sugeruje Katarzyna Wojewoda-Leśniewicz, redaktor Bankier.pl.

Fitch podtrzymał ratingi TAURONA

Agencja ratingowa Fitch potwierdziła 16 lipca dotychczasowe długoterminowe ratingi TAURONA w walucie krajowej i zagranicznej na poziomie BBB ze stabilną perspektywą.

Fitch potwierdził również międzynarodowy krótkoterminowy rating spółki walucie krajowej i zagranicznej na poziomie F3, krajowy rating długoterminowy na poziomie A (pol) z perspektywą stabilną oraz krajowy rating niezabezpieczonego i niepodporządkowanego zadłużenia na poziomie A (pol).

Potwierdzenie ratingów odzwierciedla wysoki poziom segmentu dystrybucji w wyniku EBITDA Grupy TAURON (około 60 proc.), co przekłada się na większą przewidywalność przepływów pieniężnych i stabilizuje je w okresie niekorzystnym dla segmentu wytwarzania. Według Fitch ratingi uwzględniają bilans ryzyk między stabilnym segmentem dystrybucji, a działającym w trudnym otoczeniu segmentem wytwarzania.

Aleksander Styś dołączył do zespołu polskiego oddziału ZyXEL Communications

Jako Internal Account Manager będzie odpowiadał za opiekę nad klientami już współpracującymi z firmą, jak również pozyskiwaniem nowych klientów w kanale dystrybucyjnym.

Aleksander Styś ZyXEL Communications
Aleksander Styś ZyXEL Communications

Pracując w firmie ZyXEL chciałbym wykorzystać swoje doświadczenie w pozyskiwaniu klientów oraz budowaniu trwałych relacji biznesowych. Moim celem jest poszerzenie naszego portfolio i zwiększenie świadomości marki ZyXEL na rynku” – mówi Aleksander Styś.

Aleksander Styś doświadczenie zdobywał jako handlowiec m.in w firmach Lyreco i TNT Express.

Lipcowa reforma ETS niesie duże zmiany dla Polski

W ciągu ostatnich dni pojawiło się opracowanie pod nazwą “Reforma unijnego systemu handlu emisjami” („Directive of the EU and of The Council – amending Directive 2003/87/EC to enhance cost-effective emission reductions and low carbon investments”). Jest to dokument będący pierwszą formalną propozycją legislacyjną postanowień tzw. konkluzji polityki klimatycznej z października 2014 roku. Zdaniem eksperta – prof. Świrskiego, w dokumencie zawartych zostało wiele negatywnych przesłanek dla Polski.

Pozytywne postanowienia dla Polski

Załącznik (Annex to the proposal), określa finalnie sposób dystrybucji środków z tzw. Funduszu Modernizacyjnego. Ponadto, dochód z aukcji pozwoleń emisyjnych kierowany będzie do budżetu danego państwa. Wpływy w połowie będą kierowane na cele związane z klimatem lub energią. Dodatkowo wymienione zostało finansowanie zagrożonych (w sensie polityki klimatycznej) krajów trzecich, pośrednie kompensacje lub pomoc dla pracowników dotkniętych zmianą pracy z uwagi na dekarbonizację (co może dotyczyć górnictwa). Zapis generalnie pomoże w wewnętrznych sporach na linii- energetyka – Ministerstwo Finansów.

Negatywne przesłanki dla Polski

Proponowane zmiany w zakresie tzw. sektorów zagrożonych wiążą się ze zniknięciem 100 z dotychczasowych 177 branż, co ograniczy ilość instalacji z darmowymi pozwoleniami. Dodatkowo, wprowadza tzw. benchmarkingowy system przydzielania emisji. Polega to na tym, że dana instalacja dostaje darmowe pozwolenia nie w wartości ile emituje, ale na zasadzie „benchmarkingu” – „najlepszych wzorców”, czyli odniesienia do najnowocześniejszych zakładów. Oczywiście formalnie promuje to innowacyjność i zmusza do modernizacji. Jednakże w Polsce, gdzie instalacje nie są aż tak nowoczesne, aby dostać całkowicie darmowy przydział (wg benchmarkingu) muszą albo dopłacać albo kosztownie się modernizować. Wobec tego, ich produkcja musi być droższa, przez co tracą przewagę kosztową wobec zakładów na zachodzie Europy.

Zostanie utworzony specjalny Fundusz Modernizacyjny puli 10% europejskich certyfikatów, gdzie Polska dostanie 43,41%. Niemniej jednak zarządzania funduszem dokonywać będzie Komitet składający się z przedstawicieli beneficjentów, trzech przedstawicieli innych państw, Komisji EU i Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI). W istocie, wybór projektów dokonywać będzie EBI. W kontekście preferencji EBI wiadomo, że wsparciem nie zostaną objęte projekty węglowe (co było jasno artykułowane przez kryterium EBI emisji z generacji w wysokości 0,55t CO2/MWh). Fundusz Modernizacyjny będzie dodatkowym źródłem finansowania projektów energetyki odnawialnej ewentualnie gazowej.

W dokumencie doprecyzowano, że Fundusz Innowacji działać będzie dla wszystkich państw członkowskich i przewiduje maksymalną stopę dofinansowania na poziomie 60% (a dodatkowe, 40% jeśli osiągnie się predeterminowane cele projektowe). Ze względu na węglowy charakter energetyki krajowej, realizacja celów związanych z ograniczeniem emisji dwutlenku węgla (o 40% do 2030 roku) jest dość trudna do osiągnięcia.

Ważne jest również kryterium przyznania darmowych uprawnień (Polska dostaje około 40%) mogą być przyznane elektrowniom, pod warunkiem, że analogiczną wartość (jak darmowe przydziały) zainwestują w modernizację. Tutaj z kolei wyłaniają się zarówno negatywne jak i pozytywne przesłanki. Z jednej strony nie jest to realna obniżka kosztów. Z drugie zaś pobudza wzrost inwestycji w sektorze energetycznym. Problem pojawia się wtedy, jeśli sektor lub dana elektrownia będzie w okresowo ciężkim położeniu, w którym nie będzie jej stać na inwestycje modernizacyjne. Wówczas, nie otrzyma darmowego pozwolenia.

Pozostałe zapisy dokumentu odnoszą się do poziomów redukcji emisji dwutlenku węgla
i odnoszą się do działania MSR, które wcześniej zostały zawarte w konkluzjach z 2014 roku. Jeśli zatem ktoś oczekiwał czegoś za darmo, do budżetu lub do zarządzania samodzielnie, to kolejny raz mógł się przekonać, ze w EU nie ma czegoś takiego jak „free lunch”. Natomiast o samym wytycznych zawartych w tym dokumencie i poddaniu ich dyskusji, mało kto będzie chciał wsłuchać się w argumenty strony polskiej.

Autor: Prof. Konrad Świrski, ekspert ds. energetyki i IT, Politechnika Warszawska, prezes zarządu Transition Technologies

Tekst pochodzi z bloga: http://konradswirski.blog.tt.com.pl/?p=2359

Raport o użytkownikach urządzeń mobilnych

Salesforce przeprowadziło badanie na reprezentacyjnej grupie 470 chętnych, analizując wykorzystanie w codziennym życiu smartfonów i tabletów. Badanie uzupełniono indywidualnymi wywiadami. „2014 Mobile Behavior Report” koncentruje się na:

  • wzorcach behawioralnych użytkowników mobilnych,
  • oczekiwaniach konsumentów w zakresie budowania relacji z markami,
  • ocenie wpływu technologii mobilnych na życie konsumentów.

Raport ukazuje społeczność, w której przeważająca większość ludzi nie rozstaje się ze swoimi smartfonami.

Smartfony już nieodzowne w codziennym życiu

Wyniki badania wskazują, że urządzenia mobilne zmieniają codzienne życie ludzi w stopniu porównywalnym do wprowadzenia elektryczności czy upowszechnienia samochodów. Aż 85% badanych uważa urządzenia mobilne za najważniejsze narzędzie codziennego użytku – określane wręcz „centralnym ośrodkiem codziennego życia”.

Raport ujawnia m.in., że:

  • 89% badanych uważa, że urządzenia mobilne pozwalają być w stałym kontakcie z bliskimi i mieć natychmiastowy dostęp do informacji o charakterze rozrywkowym i/lub kulturalnym (nadchodzące imprezy towarzyskie, wydarzenia kulturalne itp.),
  • według 89%, urządzenia mobilne dają możliwość bycia w łączności ze wszystkim, co dzieje się na świecie,
  • 3,3 godziny – średnio tyle czasu każdego dnia użytkownicy poświęcają swoim urządzeniom mobilnym.

Wyzwania dla administratorów serwisów

Dla biznesu ważne jest, że aż 54% badanych uważa, iż mobilne wersje stron internetowych mają ograniczone funkcjonalności i zawierają niewystarczającą ilość informacji. W ich opinii, komunikacja z użytkownikami za pomocą serwisów internetowych to dziś dla biznesu jedna z głównych kwestii do reorganizacji.

Wyzwania dla zarządzających markami i komunikacją

Większość użytkowników urządzeń mobilnych jest otwarta na komunikację z producentami ulubionych produktów. Otwartość dobrze ukazuje powszechna chęć udostępniania danych o sobie oraz gotowość do otrzymywania od producentów różnego rodzaju powiadomień o promocjach, ofercie i innych okazjach zakupowych. Na udostępnianie swojej lokalizacji zgadza się 71% badanych. 64% chętnie otrzyma powiadomienia typu push, w tym e-maile. Aby być w lepszym kontakcie z marką, aż 60% badanych jest gotowych wykorzystywać specyficzne aplikacje. Na powiadomienia SMS godzi się najmniej osób, ale to i tak ponad połowa – 54%.

Powiadomienia SMS i e-mail są przez badanych wskazywane jako bardzo skuteczne wspierające decyzje zakupowe – takiego zdania jest aż 95% badanych. Więcej niż 8 na 10 użytkowników w ciągu ostatnich 6 miesięcy dokonało zakupu na podstawie otrzymanych w ten sposób informacji. Jednak spośród osób niewyrażających zgodny na otrzymywanie wiadomości e-mail niemal połowa (43%) uważa je za uciążliwe. Podobnie jest w przypadku powiadomień SMS jest niska ocena dostarczanych tym kanałem informacji – są one nieprzydatne i nieinteresujące.

Biznes, który chce nadążać za mobilnymi społecznościami ma wiele lekcji do odrobienia. Użytkownicy urządzeń mobilnych wskazują, jak ważne jest dla nich dostosowywanie częstotliwości komunikacji z odpowiednio do ich osobistych preferencji. Wśród użytkowników widać podziały, np. na zwolenników i przeciwników udostępniania firmom informacji o swojej lokalizacji lub wyrażaniu zgody na otrzymywanie powiadomień o ofertach. Producentom trudno będzie zjednać sobie grupę kontestatorów, jeśli nie pokażą, że potrafią budować komunikację przez pryzmat potrzeb i oczekiwań jednostek. W dialogu z klientami powinny pojawiać się wartości doceniane przez konsumentów.

Dobrym przykładem na poparcie tych słów jest fakt, że 53% użytkowników mobilnych „lubi” lub śledzi ulubione marki w mediach społecznościowych, ale 46% uważa, że marki na swoich profilach nie dostarczają istotnych informacji. Jak widać, samo utrzymywanie profilu marki i wypłacanie honorariów agencjom nie wystarcza do tego, by przekonać do siebie połowę społeczeństwa.

Mobilność to wolność

Dla 32% uczestników badania mobilność kojarzy się z wolnością, rozumianą przede wszystkim jako możliwość korzystania z urządzenia gdziekolwiek się jest (szczególnie w podróży, w trakcie przemieszczania się). Już sam fakt posiadania urządzenia mobilnego daje poczucie wolności. Dla badanych kluczowa jest swoboda oraz bycie w łączności z życiem społecznym i biznesowym w dowolnym czasie i miejscu.

Smartfon vs tablet

Z raportu wynika, że dla zdecydowanej większości użytkowników mobilnych tablet jest tylko dodatkowym urządzeniem, które nie może zastąpić smartfona. Opinię tę podkreśla fakt, że osoby posiadające oba urządzenia użytkują smartfon tyle samo czasu w porównaniu do tych, którzy nie mają tableta.

Badani utożsamiają mobilność z własnym smartfonem (54% wskazań). Jedynie 14% jako swoje pierwsze i główne urządzenie mobilne wymienia tablet lub czytnik. Co ciekawe, aż 73% posiadaczy smartfonów dysponuje tabletem. Posiadacze dwóch urządzeń (telefon i tablet) najliczniej reprezentowani są przez grupę w wieku 35+ (w tej grupie wiekowej aż 81% użytkowników smartfonów ma również tablet). Grupa ta identyfikowana jest jako ta, której w porównaniu z młodszym pokoleniem łatwiej kupić dodatkowy sprzęt. Poza tym, wiele osób 35+ wykorzystuje tablet do pracy, często jako urządzenie zastępujące komputer stacjonarny lub notebook.

Badanie „2014 Mobile Behavior Report” wskazuje ponadto, że:

  • 65% badanych używa tabletu podczas oglądania telewizji przynajmniej raz dziennie,
  • 41% użytkowników korzysta z tabletu i smartfonu jednocześnie przynajmniej raz dziennie,
  • tablety w porównaniu do smartfonów używane są częściej w domu,
  • tablety wykorzystywane są najczęściej do korzystania z poczty e-mail (69%) oraz wyszukiwania informacji (70%) w sieci (przynajmniej raz dziennie),
  • smartfony najczęściej wykorzystywane są do obsługi poczty e-mail (91%) oraz wysyłania wiadomości tekstowych (90% wskazań),
  • tablety w porównaniu do smartfonów częściej używane są do działań biernych, takich jak oglądanie filmów (40% na tablecie, 30% na smartfonie), czy czytanie (57% na tablecie, 43% na smartfonie),
  • tablety są częściej wykorzystywane do przeglądania stron i mediów typu: Twitter, YouTube, Amazon, Facebook, portale informacyjne czy wyszukiwarki internetowe. Smartfony częściej wykorzystuje się do przeglądania Yahoo, Pinterest czy informacji o pogodzie.

Co jest ważne dla użytkowników?

W kontekście kontaktu z biznesem większość badanych zwraca uwagę na dostępność użytecznych treści, bezproblemowe użytkowanie serwisów oraz wyrazistość marki produktu. Ludziom najbardziej zależy na bezproblemowym dostępie do interesujących ich treści, niezależnie od tego, z jakiego narzędzia właśnie korzystają. Wyniki raportu jednoznacznie wskazują, że na rynku nadal są duże potrzeby doskonalenia mobilnej komunikacji firm z klientami. Dla biznesu dobre kierunki rozwoju to optymalizacja stron internetowych na potrzeby urządzeń mobilnych oraz podejmowanie komunikacji bezpośredniej z użytkownikami. Firmy, które lepiej sprostają tym wymaganiom będą łatwiej wygrywać wyścig o klientów.

Komentarz do raportu

„Jeśli dziś firma chce na bieżąco wychwytywać szanse płynące z mobilności, potrzebuje technologii, która w czasie rzeczywistym da jej wiedzę o aktywnościach i zachowaniu jej obecnych i potencjalnych klientów. Taka wiedza jednak nie wystarczy. Potrzeba również umiejętności właściwego i do tego szybkiego działania, adekwatnego do indywidualnych oczekiwań i sytuacji klienta. A to wymaga wdrożenia określonych procesów i kompetencji, które w tradycyjnych modelach biznesowych zazwyczaj są nie niewystarczające lub ich nie ma. To umiejętne powiązanie technologii z nowymi procesami ukierunkowanymi na obsługę, dialog i współpracę z użytkownikami mobilnymi jest dziś dla firm jednym z głównych wyzwań” – powiedział Krzysztof Augustynowicz, Senior Account Executive Emerging Markets w Salesforce

Dlaczego konsumenci decydują się na otrzymywanie pocztą elektroniczną powiadomień od marki
Chęć wykorzystania kuponów lub rabatów 80%
Chęć bycia na bieżąco 57%
Szybki dostęp do informacji 43%
Łatwy dostęp do informacji istotnych dla użytkownika 38%
Aby nie szukać informacji na stronie internetowej 33%

Kobiety vs mężczyźni w korzystaniu z urządzeń mobilnych

Polacy to aktywni internauci: blisko połowa (41%*) jest użytkownikami urządzeń mobilnych. Która płeć wiedzie prym w statystykach, jakie aplikacje są wykorzystywane głównie przez mężczyzn, a co przypada do gustu tylko kobietom? Przedstawiamy wyniki badania Mobience, przeprowadzonego przez Spicy Mobile.

Płeć mobilna

Korzystanie z urządzeń mobilnych to niemal modelowe równouprawnienie: zarówno kobiety, jak i mężczyźni, posługują się zainstalowanymi aplikacjami w 54% całego czasu użytkowania swojego sprzętu. Podobnie w proporcjach wyglądają połączenia głosowe, które zajmują 9% czasu wykorzystywania możliwości urządzeń mobilnych. Panie wysuwają się jednak na prowadzenie, jeśli wziąć pod uwagę czas pisania wiadomości tekstowych (8%, mężczyźni 6%), a panowie – w czasie korzystania z aplikacji preinstalowanych (23%, kobiety 18%). Jeżeli natomiast chodzi o przeglądanie stron WWW, to na tę czynność poświęcamy porównywalną ilość czasu: 11% kobiety, 9% mężczyźni.

Pojedynek na dni tygodnia

Badanie Mobience dostarcza także statystyk dotyczących aktywności poszczególnych płci w użytkowaniu urządzeń mobilnych w ciągu dni tygodnia i w weekendy. O ile od poniedziałku do piątku różnica w korzystaniu ze sprzętu przez kobiety i mężczyzn jest zbliżona (różnica ok. 5% – częściej aktywni są mężczyźni), o tyle w weekend prym wiodą kobiety – korzystają z urządzeń nawet 10% częściej, niż panowie.

Aplikacje dla kobiet i dla mężczyzn

Kolejną ciekawą informacją, szczególnie dla domów mediowych czy indywidualnych reklamodawców jest fakt, że między aplikacjami potocznie uznawanymi za przeznaczone dla kobiet i tymi w założeniu skierowanymi do mężczyzn, są zaledwie kilkuprocentowe różnice. Dla przykładu: aplikacje zakupowe są użytkowane przez 53% panów i przez 47% pań, a aplikacje bankowe przez 57% panów i 43% pań. Największe różnice w korzystaniu z popularnych „apek” zaobserwować można w kategoriach, które teoretycznie są ze sobą spójne: z aplikacji sportowych korzysta 81% mężczyzn i 19% kobiet, a tych dotyczących zdrowia i fitnessu – 33% mężczyzn i 67% kobiet.

Dane pochodzą z aplikacji badawczej Mobience, udostępnionej przez agencję Spicy Mobile. Aplikacja służy lepszemu poznaniu zasad kierującymi środowiskiem urządzeń mobilnych. Użytkownicy bezpłatnie instalując aplikację na swoim telefonie/tablecie, dołączyli do panelu badawczego, mając tym samym realny wpływ na rozwój Internetu.

* raport „Digital, Social & Mobile in 2015”

W tym tygodniu kurs USD będą wytyczać nastroje, nie dane

Dolar amerykański zakończył ubiegły tydzień mocnym akcentem, a otwarcie dziś rano dodatkowo wsparło kurs tej waluty, ponieważ niskim cenom towarów towarzyszył spektakularny spadek cen złota w ciągu nocy. W efekcie cena złota sięgnęła wieloletnich minimów po słabym piątkowym zamknięciu i po nieoczekiwanej informacji z Chin dotyczącej stanu rezerw złota (po raz pierwszy od 2009 r.).

Możemy sobie wyobrazić ceny złota w przypadku, gdyby rynek uwzględnił w wycenach podwyżkę stóp Fed o kolejne 100 punktów bazowych – dłuższy koniec amerykańskiej krzywej dochodowości również odnotowuje nowe maksima cyklu. Najprawdopodobniej przyciągnie to uwagę do pary USD/JPY, która ostatnio zachowywała się wyjątkowo biernie w porównaniu z pozostałymi parami z USD.

W tym tygodniu, ze względu na brak istotnych danych ekonomicznych ze Stanów Zjednoczonych, zasadnicze pytanie brzmi: czy nastroje na rynku wobec USD się utrzymają (przy czym głównym czynnikiem będzie najprawdopodobniej apetyt na ryzyko) przed posiedzeniem Federalnego Komitetu Otwartego Rynku w przyszłym tygodniu.

Poza tym czeka nas kilka interesujących wątków pobocznych, w tym opublikowany dziś w nocy protokół z posiedzenia Reserve Bank of Australia oraz pytanie, czy AUD, podobnie jak pozostałe dolary surowcowe w koszyku G10, spadnie na samo dno. Rynek wydaje się akceptować umiarkowane podejście RBA w porównaniu z Reserve Bank of New Zealand i Bank of Canada, a AUD może zacząć doganiać pozostałe waluty na drodze do spadku. Innym ważnym wydarzeniem dla Australii w tym tygodniu będzie odczyt CPI w II kwartale, przewidziany na środę.

W nocy ze środy na czwartek czeka nas również posiedzenie RBNZ. RBNZ utrzyma umiarkowaną retorykę i obniży stopy procentowe, czy jednak wytyczne będą uzasadnieniem dla wyjątkowego spadku kursu NZD w ostatnich tygodniach?

Wykres: EUR/USD
Para EUR/USD znalazła się w obszarze ostatniego lokalnego wsparcia w okolicach poziomu 1,0820, w szerszym przedziale zwróconym w kierunku minimów poniżej poziomu 1,0500. Czy nastroje na rynku wystarczą, by para ta pokonała poziom wsparcia, czy też będziemy zmuszeni zaczekać do posiedzenia FOMC w przyszłym tygodniu, a nawet do publikacji istotnych danych ze Stanów Zjednoczonych za dwa tygodnie? Aż do rosnącej linii konsolidacji nie widać realnego wsparcia, a w przypadku pokonania poziomu 1,0820 mamy minima cyklu poniżej poziomu 1,0500.

Podsumowanie w koszyku G-10:
USD: dolar zakończył ubiegły tydzień mocnym akcentem; w tym tygodniu wsparcia udzielić mu powinny nastroje na rynku, ponieważ kalendarz ekonomiczny aż do przyszłotygodniowego posiedzenia FOMC nie obfituje w wydarzenia.
EUR: po zakończeniu negocjacji w sprawie greckiego długu wiele pytań nadal pozostaje bez odpowiedzi; istnieje ryzyko konsolidacji euro na wyższym poziomie, zanim nastąpi spadek, jeżeli apetyt na ryzyko będzie wymagał konsolidacji ostatnich wzrostów.

JPY: waluta w tym momencie zachowuje się bardzo biernie i cieszy się niewielkim zainteresowaniem; zastanawiam się, czy odnotowanie nowych maksimów rentowności w ramach cyklu w Stanach Zjednoczonych może przyciągnąć inwestorów do jena.

GBP: wydarzeniem tygodnia będzie publikacja protokołu z posiedzenia Bank of England; zaostrzenie retoryki po ostatnich sugestiach i wypowiedziach BoE raczej nikogo nie zaskoczy. Publikacja najprawdopodobniej jednak udzieli wsparcia GBP, który z kolei zachowa się niczym niska beta USD lub co najmniej będzie skorelowany z apetytem na ryzyko, ponieważ transakcje w GBP mają charakter zdecydowanie procykliczny.

CHF: waluta nie przyciąga uwagi inwestorów, biorąc pod uwagę spokojny wykres pary EUR/CHF, jednak para USD/CHF szykuje się do wybicia – najbliższy poziom oporu to spadająca linia trendu i poziom parytetu.
AUD: zastanawiam się, czy rynek bardziej skupi się na sprzedaży AUD po sygnałach RBA i, być może, po odczycie CPI w tym tygodniu (nie mówiąc już o niskich cenach surowców).

CAD: wydaje się, że poziom 1,3000 stoi na drodze do dalszego umocnienia, ponieważ dla niektórych byków może stanowić poziom docelowy/realizacji zysków. Po ewentualnej konsolidacji nadal spodziewam się jednak dalszych wzrostów.

NZD: posiedzenie RBNZ pod koniec tygodnia będzie najważniejszym wydarzeniem ryzyka i najprawdopodobniej uzasadni ostatnią falę sprzedaży na rynku. Jeżeli do czwartkowego posiedzenia nastąpi konsolidacja w górę, może to stanowić punkt zwrotny i zapoczątkować deprecjację NZD.

SEK: EUR i SEK walczą właśnie o tytuł najmniej popularnej waluty – wybór jest trudny.

NOK: liczę na wzrost w parze NOK/SEK i spadek w parze EUR/NOK, jeżeli na zamknięciu sesji waluta przekroczy poziom 8,85, jednak duże ryzyko dla NOK związane jest z cenami ropy.
John J Hardy, Saxo Bank

Kukiz angażuje internautów

Polityczna działalność Pawła Kukiza nie przestaje być jednym z najistotniejszych tematów poruszanych w mediach. Średnia dzienna liczba publikacji na jego temat w ostatnich czterech tygodniach sięgnęła tysiąca – podsumował „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów”.

widoczność Pawła Kukiza w mediach ogólnopolskichW okresie od 25 maja do 7 czerwca odnotowano na jego temat 5,7 tys. informacji, czyli 409 dziennie. Od 8 czerwca do 5 lipca Kukiz zgromadził 27,9 tys. materiałów, co dziennie daje liczbę aż 996 doniesień.

Największy udział w tym wyniku miały kanały społecznościowe – 72 proc. W badanym okresie użytkownicy social media wspomnieli o polityku w blisko 20 tys. wpisów i komentarzy. Wyraźny skok miał miejsce 24 czerwca – tego dnia odnotowano ponad 1,4 tys. takich informacji. Największa aktywność internautów, wyrażona liczbą 1,6 tys. postów przypadła na 28 czerwca.

W pozostałym przekazie 18 proc. materiałów pochodziło z portali internetowych. Do stacji telewizyjnych należało 5 proc. publikacji. Publikacje z prasy stanowiły 4 proc., a doniesienia radiowe – 1 proc.

Dziennikarze prasowi poświęcili najwięcej uwagi Kukizowi 26 czerwca – wtedy to ukazało się 100 doniesień medialnych. W telewizji odnotowano 102 informacje dzień później, ale to 8 czerwca był czasem największej aktywności zarówno kanałów telewizyjnych (130 materiałów), jak i radiowych (48). Polityka nie brakowało również na pierwszych stronach gazet. W ciągu czterech tygodni wystąpił w 81 publikacjach na jedynce, 175 na stronie drugiej, 64 na trzeciej i 105 na czwartej.

W porównaniu do poprzednio analizowanego okresu znacznie zwiększyła się widoczność Pawła Kukiza w mediach ogólnopolskich. Od 25 maja do 7 czerwca udział mediów ogólnokrajowych w przekazie wynosił 76 proc., natomiast od 8 czerwca do 5 lipca – 93 proc.

Podobnie jak w poprzednio analizowanym okresie, polityk cieszył się największym zainteresowaniem mediów w województwie dolnośląskim – 267 publikacji. Region mazowiecki (216 informacji) ustąpił tym razem drugiego miejsca Małopolsce (235). Najmniej uwagi poświęcały Kukizowi źródła świętokrzyskie – 49, opolskie – 67, warmińsko-mazurskie – 67 i podlaskie – 75.

W zestawieniu z poprzednim okresem zwiększył się również udział publikacji o wydźwięku negatywnym – z 1 do 4 proc. Spadła jednocześnie liczba informacji o nacechowaniu pozytywnym – z 14 do 9 proc.

Analitycy „PRESS-SERVICE Monitoring Mediów” wyliczyli, że ekwiwalent reklamowy materiałów na temat Pawła Kukiza z prasy, internetu i RTV wyniósł 15,8 mln zł, z czego najwięcej – 6,2 mln zł warte były materiały wyemitowane przez stacje telewizyjne.

Grupa Waryński i Polnord uzyskały prawomocne pozwolenie na budowę drugiego etapu kompleksu Stacja Kazimierz

Grupa Waryński i Polnord uzyskały prawomocne pozwolenie na budowę drugiego etapu kompleksu Stacja Kazimierz, realizowanego na warszawskiej Woli. Równocześnie inwestorzy rozpoczęli sprzedaż tej fazy projektu, w której znajdzie się 111 mieszkań o powierzchni od 35 do 106 m kw. oraz 5 lokali usługowych
o łącznej powierzchni ponad 602 m kw. Rozpoczęcie prac budowlanych zaplanowano na IV kw. 2015 r.

Drugi etap Stacji Kazimierz na starcie!Stacja Kazimierz to nowoczesne osiedle mieszkaniowe, które tworzą budynki w stylu modernistycznym o wysokości od sześciu do dziewięciu kondygnacji, zlokalizowane na terenie działki przy ul. Jana Kazimierza na warszawskich Odolanach. Drugi etap projektu, w którym powstanie 111 lokali, obejmuje realizację kameralnego kaskadowego budynku, składającego się z dwóch integralnych brył oraz charakterystycznego parterowego łącznika. W drugiej fazie inwestycji zaplanowano również 5 lokali usługowych oraz 117 miejsc parkingowych, usytuowanych w garażu podziemnym oraz na terenie osiedla.

Siłą kompleksu Stacja Kazimierz jest doskonała lokalizacja w jednej z najdynamiczniej rozwijających się dzielnic Warszawy. Czynnik ten w połączeniu ze starannie zaprojektowaną ofertą mieszkań oraz dostępnością elastycznych wariantów finansowania zakupu lokalu sprawia, że jest to projekt cieszący się bardzo dużą popularnością wśród naszych Klientów. W drugim etapie inwestycji znajdzie się o kilkadziesiąt mniej mieszkań niż w pierwszej fazie, zmieni się również ich struktura. Tym razem po szczegółowej analizie sprzedaży, wspólnie z Polnordem, postawiliśmy na nieco większe lokale, które dominują w ofercie. Jesteśmy przekonani, iż przygotowana przez nas propozycja wyróżni się na rynku i spotka z dużym zainteresowaniem osób, poszukujących nowoczesnych i funkcjonalnych mieszkań na warszawskiej Woli – powiedział Jarosław Jankowski, Prezes Zarządu Waryński S.A. Grupa Holdingowa.

W trosce o komfort i bezpieczeństwo przyszłych lokatorów, budynek drugiej fazy projektu Stacja Kazimierz  wyposażony został w liczne udogodnienia m.in. monitoring, komórki lokatorskie oraz funkcjonalne rozwiązania dla rowerzystów. Ponadto, każde mieszkanie, w zależności od kondygnacji, posiada loggię, balkon lub taras.
Wśród lokali, które trafiły do sprzedaży w ramach drugiego etapu inwestycji znajdują się mieszkania
o następujących metrażach:

  • 1 mieszkanie 1-pokojowe (45 m kw.)
  • 42 mieszkania 2-pokojowe (35-52 m kw.)
  • 53 mieszkania 3-pokojowe (55-62 m kw.)
  • 13 mieszkań 4-pokojowych (78-98 m kw.)
  • 2 mieszkania 5-pokojowe (106 m kw.)

Ceny ofertowe m kw. mieszkań drugiej fazy projektu rozpoczynają się od 6 975 zł. Oprócz mieszkań w stanie deweloperskim, Grupa Waryński i Polnord zaoferują również możliwość zakupu lokalu wykończonego pod klucz,
w jednym z dostępnych wariantów wykończenia.

Jesteśmy niezwykle zadowoleni, iż niespełna miesiąc po zawieszeniu wiechy na pierwszym etapie Stacji Kazimierz, możemy przystąpić do realizacji drugiej fazy tego nowoczesnego projektu i tym samym zaoferować naszym Klientom kolejne 111 mieszkań o zróżnicowanej układach i szerokich możliwościach aranżacyjnych. Przygotowując Stację Kazimierz naszym głównym celem było stworzenie kompleksu stanowiącego doskonałą propozycję dla osób poszukujących przestronnych mieszkań, wykończonych w wysokim standardzie i co istotne, oferowanych w konkurencyjnych cenach. Zainteresowanie Klientów mieszkaniami pierwszego etapu oraz bardzo pozytywny odbiór całego projektu pokazują, że udaje nam się ten cel realizować. Jesteśmy przekonani, że drugi etap Stacji Kazimierz będzie cieszył się równie dużą popularnością wśród Klientów – powiedział Tomasz Sznajder, Wiceprezes Zarządu Polnord SA.

Rozpoczęcie budowy drugiego etapu inwestycji Stacja Kazimierz nastąpi w IV kw. br. Zakończenie realizacji tej fazy projektu zaplanowano na I kw. 2017 r. Obecnie na ukończeniu jest również budowa pierwszego etapu inwestycji, w którym znajdzie się 179 mieszkań o powierzchni od 27 do 91 m kw. oraz 5 lokali handlowo-usługowych. Dotychczas swoich nabywców znalazło już ponad 80 proc. mieszkań. Docelowo, w ramach całego kompleksu powstanie ok. 650 mieszkań o łącznej powierzchni użytkowej ok. 44 tys. m kw.

Szczegółowa oferta mieszkań dostępna jest na stronie www.stacja-kazimierz.pl

Oszczędzamy energię elektryczną. Jakie urządzenia wybierać?

Rachunki za energię elektryczną potrafią nieraz nas niemiło zaskoczyć. Istnieje jednak kilka sposobów, które pomogą nam obniżyć opłaty. Wiele osób nie zdaje sobie sprawy, że wystarczy jedynie zmiana niektórych nawyków i przyzwyczajeń, aby zaoszczędzić w dłuższej perspektywie nawet kilkaset złotych. Bardzo ważną rolę odgrywa także wybór sprzętu RTV i AGD. Decydując się na zakup odpowiednich urządzeń pomagamy również zadbać o środowisko naturalne.

Najwięcej prądu w domu zużywają urządzenia o dużych mocach znamionowych, czyli minimalnej wartości, przy której sprzęt pracuje właściwie oraz zgodnie z ustalonymi normami. Należą do nich lodówka, pralka, zmywarka, odkurzacz, czajnik elektryczny, kuchenka mikrofalowa, a nawet suszarka. Przy zakupie tych urządzeń trzeba szczególną uwagę zwrócić na parametry na etykietach danych produktów. W tym roku w Polsce w życie weszły przepisy nakładające na producentów AGD i RTV obowiązek informowania o efektywności energetycznej wszystkich sprzedawanych sprzętów.

Dobrze jest zainwestować w urządzenia o wyższej klasie energetycznej, ponieważ zakup bardzo szybko się zwróci ze względu na tańsze koszty eksploatacji. Klasa efektywności energetycznej informuje o energooszczędności danego urządzenia. Sygnowane są kolejnymi literami alfabetu – A+++ oznacza najmniejsze, a G największe zużycie prądu. Dodatkowo, na etykiecie znajduje się informacja o kilowatogodzinach. Najlepiej wybrać te urządzenie, które na rok ma ich najmniej.

Wybieramy AGD

Najwięcej energii, nawet około 30% w każdym domu pobiera lodówka, ponieważ jest stale włączona. Najlepiej jest zainwestować w chłodziarko-zamrażarkę klasy A+++. Warto również sprawdzić czy wybrane urządzenie posiada funkcje automatycznego usuwania szronu i wilgotności, ponieważ oszronione ścianki tracą nawet 20% energii na utrzymanie odpowiedniej temperatury. Istotna jest także funkcja automatycznego podnoszenia temperatury podczas dłuższej nieobecności czy kontroli otwartych drzwi.

W przypadku pralki istotne jest porównanie wskaźników zużycia energii na jeden cykl prania. Gdy mamy go dużo, ponieważ mieszkamy z dziećmi, warto wybrać urządzenie o większym załadunku (6-10 kilogramów). Pralki posiadają także funkcje oszczędzania energii poprzez specjalne programy, jak np. pranie połowy wsadu czy pranie za pomocą pary, co zmniejsza ilość potrzebnej energii nawet o 21%.

Wbrew pozorom zmywarka zużywa o wiele mniej wody niż tradycyjne zmywanie. W czasie, w którym męczymy się z brudnymi naczyniami, kilka kompletów może zostać już umytych. Najlepsze są zmywarki wyposażone w zaawansowane funkcje, takie jak zmywanie połowy wsadu, program automatyczny, wymiennik ciepła czy skrócenie cyklu suszenia, które pozwala zaoszczędzić nawet 30% energii.

Sama wymiana sprzętu nie wystarczy, jeśli nie będziemy umieli rozsądnie korzystać z tych urządzeń. Dla przykładu, jeśli nie wypełniamy wsadu pralki do końca, musimy wykonać większą liczbę prań, co spowoduje większe zużycie prądu. Możemy w ten sposób przepłacić nawet 100 złotych rocznie. Podobnie jest ze stosowaniem zmywarki przy używaniu programu namaczania. Kiedy natomiast gotujemy pod przykryciem na płycie indukcyjnej, używając maksymalnej mocy palnika, oszczędzamy ponad 50 zł rocznie. Koszty zużycia prądu zsumowane na koniec roku tworzą nam całkiem pokaźną sumę, którą będziemy mogli zainwestować np. w nowy, energooszczędny czajnik elektryczny – radzi Anna Korzycka, Ekspert NEONET.

Przy wyborze piekarnika warto zwrócić uwagę na szyby w drzwiach. Większa ich liczba (3-4) pozwala lepiej utrzymywać ciepło. Piekarniki z funkcją mikrofali lub mikrofali z lampą świetną nie dość że pieką szybciej, to zużywają nawet o 50 % energii mniej.

Jak wybrać RTV?

Jeśli chodzi o sprzęt RTV, pierwszym krokiem do oszczędzania powinno być wyeliminowanie nawyku pozostawiania urządzeń w trybie czuwania. Gdy wychodzisz z domu lub nie korzystasz już z komputera czy telewizora, warto je wyłączyć.

Przy wyborze odpowiedniego sprzętu RTV należy natomiast zwrócić szczególnie uwagę na pobór mocy. Dla przykładu, nowe telewizory pochłaniają dużo mniej prądu niż starsze modele. Różnice występują przy ekranach LCD i plazmowych. Droższe TV LCD jest stale podświetlane, co oznacza, że cały czas pobiera energię. Przy zakupie tego urządzenia trzeba zwrócić uwagę na dobrą regulację jasności, ponieważ zużycie może spaść nawet o 130 W oraz funkcję pracy w trybie ekologicznym.

W przypadku telewizorów plazmowych zużycie prądu determinuje wyświetlany obraz, czyli treść, na którą składa się jasność oraz ilość punktów ciemnych i jasnych. Dodatkowo wpływ na zużycie ma pora dnia. W dzień i w jasno oświetlonym pomieszczeniu pobór mocy jest dużo większy. Przyszłością dla tych telewizorów jest najbardziej oszczędna technologia OLED (Organic Light-Emitting Diode).

Pobór energii jest także zależny od wielkości ekranu. Zdarza się, że 42-calowy telewizor może pobierać nawet dwa razy więcej mocy niż 35-calowy.

Nawyki

Wymiana sprzętu oraz jego rozsądne użytkowanie to klucz do płacenia mniejszych rachunków za prąd, ale także świadome pomaganie środowisku naturalnemu. Warto pamiętać o prozaicznych czynnościach, takich jak chociażby wyłączanie światła w pomieszczeniu, w którym nie przebywamy czy odłączeniu od prądu codziennie używanej ładowarki. Nie zapominajmy także o wymianie wszystkich żarówek w mieszkaniu na energooszczędne!

Grecja ucieszyła inwestorów. Czas na Chiny

Grecki parlament w trybie pilnym przegłosował ustawę wprowadzającą drakońskie oszczędności w zamian za międzynarodową pomoc finansową. Światowe rynki akcji przyjęły tę informacje z zadowoleniem. W rezultacie od kilku sesji giełdowych obserwujemy odreagowanie po wcześniejszych spadkach. Ponadto osłabia się euro. Jeśli ten trend utrzyma się przez dłuższy czas, wpłynie to na rynki pozytywnie, ponieważ wzrośnie konkurencyjność europejskich spółek eksportowych.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI
Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Również warszawski parkiet – w segmencie zarówno dużych, jak i małych spółek –odreagowuje wcześniejszą słabość, pomimo trwającego sezonu ogórkowego i braku ważnych fundamentalnie wiadomości. Takie zjawisko zazwyczaj obserwujemy po mocnych spadkach, gdy krótkoterminowo rynki są już mocno wyprzedane. Wówczas nawet indeks szerokiego rynku nie potrzebuje dużego kapitału po stronie popytowej, by rosnąć.

Koniunktura w Chinach istotna dla akcji

Greckie ryzyko zostało na jakiś czas wygaszone, choć zapewne to nie ostatni akt „greckiej tragedii”. Na horyzoncie wciąż znajdują się także inne czynniki ryzyka, które warto śledzić uważniej. Niepokój w kontekście przyszłego sentymentu na światowych rynkach akcji budzi m.in. koniunktura w Chinach, mierzona choćby popytem na dobra wytwarzane przez europejskie spółki. Kolejni producenci, przede wszystkim z Niemiec, meldują spadek sprzedaży swoich samochodów luksusowych w Chinach. Na tym etapie nie da się udzielić jednoznacznej odpowiedzi, czy to przejściowy trend czy już efekt schładzania i stabilizowania chińskiej gospodarki. Wskaźnik PMI oscylujący wokół 50 pkt wskazuje raczej na ten drugi scenariusz, ale z wyciąganiem daleko idących wniosków warto zaczekać, aż trend w chińskiej gospodarce się wyklaruje.

Ryszard Rusak, dyrektor inwestycyjny ds. akcji Union Investment TFI

Ceny nowych aut rosną, więc coraz częściej sięgamy po pojazdy używane

Jak pokazują najnowsze dane rynkowe, ceny nowych aut na polskim rynku wzrosły o około 2 proc. w skali roku. Fakt ten znajduje swoje odzwierciedlenie w wyborach konsumentów. W 2014 roku sprzedano w Polsce ponad 300 tysięcy nowych samochodów, podczas gdy na rynku pojazdów używanych sprzedaż wyniosła aż 2,4 mln.

Statystyki Centralnej Ewidencji Pojazdów i Kierowców wskazują na to, że nadal wielu Polaków wybór pomiędzy samochodem nowym, ale droższym, a używanym, lecz tańszym, rozstrzyga na korzyść tego drugiego. Tym bardziej, że auta używane często kuszą lepszym wyposażeniem w porównaniu z nowymi samochodami oferowanymi w podobnej cenie. Według innych danych, Polacy mają obecnie wyższe wymagania co do używanych pojazdów – szukają aut wyższej klasy, lepiej wyposażonych, w lepszym stanie technicznym i bez zarzutów co do stanu prawnego. Jednak w przypadku samochodu używanego należy wziąć pod uwagę wyższe ryzyko częstych napraw, wymiany części i serwisowania, co w ostatecznym rozrachunku może znacząco podnieść koszty.

Zakup używanego samochodu to tylko jedna i – jak widać – niekoniecznie najwygodniejsza z alternatyw dla wzrastających cen nowych pojazdów. Jednak dzięki nowoczesnym formom finansowania przeciętny Kowalski czy mały przedsiębiorca wcale nie jest skazany na auta z drugiej ręki

Wysokie ceny nowych aut sprawiają, że towar ten wydaje się dostępny jedynie dla wybranych. Jednak nie musi tak być – żeby jeździć nowym autem, wcale nie trzeba zarabiać ponadprzeciętnie – zauważa Jarosław Nodzak, Dyrektor ds. Rozwoju Rynku Samochodów Osobowych w Raiffeisen Leasing. – Osoby ceniące sobie niezawodność samochodu mogą wybierać spośród wielu dostępnych obecnie form finansowania – pożyczki, leasingu czy wynajmu – dzięki którym na warunkach często korzystniejszych niż kredyt, mogą nabyć na własność lub wypożyczyć nowe auto. Warunki spłaty można dopasować do swoich możliwości i potrzeb – dodaje ekspert.

W przypadku leasingu lub wynajmu, w cenie usługi możemy mieć do dyspozycji nie tylko nowy, ubezpieczony i sprawny samochód, ale też pakiet serwisowy, obejmujący pełen zakres opieki nad autem. Dzięki temu nie musimy zajmować się naprawami, skutkami kolizji czy np. wymianą opon. Leasingobiorca bierze na siebie obowiązek spłacania rat leasingu, ale w zamian otrzymuje możliwość częstej wymiany samochodu oraz gwarancję mobilności. Co istotne dla przedsiębiorców, w przeciwieństwie do rat kredytu, raty leasingowe są rozliczane jako koszt bieżącej działalności firmy, więc nie ograniczają jej zdolności kredytowej.

Wybór między nowym a używanym autem nie musi więc zależeć jedynie od ilości gotówki w kieszeni. Szczególnie, że różnorodne opcje finansowania są w tej chwili bardziej dostępne i opłacalne niż kiedykolwiek wcześniej – zarówno dla przedsiębiorców, jak i klientów indywidualnych.

Ile Polacy wydadzą na wakacje?

Na wakacje wydamy w tym roku średnio 499 euro, czyli około 2060 złotych – wynika z badania EUROPEAN SUMMER BAROMETER, przeprowadzonego przez Grupę Ferratum w 17 krajach UE. To 50,1% miesięcznych dochodów gospodarstwa domowego. Na co przeznaczymy najwięcej pieniędzy? Jak wyglądamy na tle naszych najbliższych unijnych sąsiadów?

Proporcjonalnie do swoich zarobków, wydamy więcej niż Niemcy (28,1%), Szwedzi (41,2%) i Czesi (46%), lecz mniej niż Słowacy (54,4%) czy Litwini (54,9%).

Średnio 16% wakacyjnego budżetu (około 330 złotych) przeznaczymy na podróże krajowe. – Wakacje spędzane w kraju, to trend, jaki obserwujemy w większości krajów UE, w których przeprowadzone zostało badanie – mówi Łukasz Kuleta, Marketing Manager w Ferratum Bank. – Średnie planowane wydatki Polaków nie są w tym przypadku wysokie. Wynika to stąd, że część z nas w ogóle nie planuje wakacyjnych wyjazdów. Dla wielu aktywnych zawodowo Polaków, jedyną możliwością pozostają wypady weekendowe. Znajduje to odzwierciedlenie w statystykach.

Nieco ponad 300 złotych (15% budżetu) pochłoną nam tego lata rozrywki towarzyskie: wizyty w barach i restauracjach, clubbing, czy wypoczynek na plaży. Co ciekawe, podobną wagę do rozrywek towarzyskich przywiązują – spośród naszych unijnych sąsiadów – tylko Szwedzi, którzy planują przeznaczyć na nie 16% swojego wakacyjnego budżetu. Słowacy przewidują, że na rozrywki towarzyskie przeznaczą w tym roku 12% ich wydatków, Czesi wydadzą na nie 11%, a Litwini i Niemcy po 10%.

Trzecią pozycją na liście najważniejszych wydatków Polaków tego lata, będą zakupy modnej w tym sezonie odzieży. Podobnie jak Szwedzi, przeznaczymy na nie średnio 12% urlopowego budżetu. W polskich warunkach oznacza to kwotę rzędu około 250 złotych. Szwedzkie 12%, to jednak ponad dwukrotnie więcej – w przeliczeniu około 580 złotych. Proporcjonalnie do posiadanego budżetu, jeszcze większą uwagę do stroju przywiązywać będą tego lata Litwini (16% wydatków), Niemcy (14%) i Słowacy (13%). Najskromniejsze plany shoppingowe mają w naszym regionie Czesi, którzy na garderobę przeznaczą około 200 złotych, czyli 11% planowanego budżetu.

Ważną pozycją w planowanych przez nas na lato wydatkach są także wydarzenia rodzinne: śluby, spotkania, rodzinne uroczystości. Planujemy wydać na nie 9% pieniędzy, czyli około 185 złotych. Więcej w spotkania rodzinne zainwestują Słowacy i Niemcy (po 13%). Czesi i Szwedzi oceniają wysokość tych wydatków identycznie jak my (9%). Na Litwie wydarzenia rodzinne w ogóle nie znalazły się na liście wakacyjnych priorytetów.

Największą niespodzianką Barometru, okazują się jednak dane dotyczące sportu. Na jego uprawianie Polacy planują przeznaczyć tego lata 9% swojego budżetu. To ewenement na skalę europejską. Żaden z 17 badanych krajów, nie zbliżył się nawet do tego poziomu.

Metodologia badań

Badanie przeprowadzone zostało w 17 europejskich krajach, w których działa Ferratum Group, w formie zestandaryzowanego dla wszystkich lokacji kwestionariusza internetowego. Przychody gospodarstw domowych podawane były w lokalnych walutach. Relatywne wydatki obliczone zostały jako stosunek planowanych wakacyjnych wydatków do rozporządzalnego dochodu gospodarstw domowych w każdym z krajów. Wartość rozporządzalnego dochodu została urealniona w oparciu o parytet siły nabywczej w każdym z krajów, bazując na danych Banku Światowego z 2014 roku.

Od października będzie mniej długów spadkowych

Nowe przepisy, które wejdą w życie w drugiej połowie października pozwolą wszystkim, którzy otrzymali wraz ze spadkiem dług i nie złożyli oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku, ograniczyć dziedziczenie długów do wartości otrzymanego majątku.

Do tej pory był to głównie przywilej dzieci. Biorąc pod uwagę rosnące zadłużenie Polaków, a wraz z nim większe prawdopodobieństwo przejęcia długów zamiast majątku – zmiana była jak najbardziej pożądana. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor nie brakuje niefortunnych spadkobierców, najmłodszy ma 11 lat.

Pułapki finansowe w dziedziczeniu spadku

Każdemu zdarzyło się pomarzyć o spadku, który rozwiąże wszelkie problemy: kamienicy
w centrum miasta, sportowym samochodzie czy willi z ogrodem. Jednak niejednokrotnie, oprócz wymienionych dobrodziejstw, dziedziczy się niebotyczne długi, które przekraczają wartość otrzymanej „fortuny”. Przed zagadką, co kryje się w spadku rokrocznie staje przynajmniej część z około 160 tys. Polaków. Tyle bowiem razy sądy powszechne stwierdzają nabycie spadku, wynika z danych Ministerstwa Sprawiedliwości.

Obecnie, szanse na uniknięcie przejęcia samych długów, bez zwracania się o to do sądu lub notariusza, mają wyłącznie osoby nie posiadające pełnej zdolności do czynności prawnych (np. dziecko), osoby prawne oraz osoby, co do których istnieje podstawa do ich całkowitego ubezwłasnowolnienia. Dziedziczą one z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Dzięki temu odpowiedzialność za długi spadkodawcy mają ograniczoną do wartości przyjętego spadku.

W pozostałych przypadkach niezłożenie oświadczenia o przyjęciu lub o odrzuceniu spadku jest jednoznaczne z jego prostym przyjęciem. Dla spadkobiercy oznacza to pełną odpowiedzialność za pozostawione przez zmarłego długi.

Dobrodziejstwo inwentarza dla wszystkich

Zmiana, która wpisze się wkrótce w Kodeks cywilny sprawi, że spadkobierca, który w ustawowym terminie nie złoży oświadczenia o przyjęciu lub odrzuceniu spadku, również będzie odpowiadał za te zobowiązania wyłącznie do wysokości przejętego majątku, czyli z tzw. dobrodziejstwem inwentarza. Trzeba tu jednak wziąć pod uwagę wyłączenia wierzycieli pożyczających pod zastaw nieruchomości. Bez względu na ograniczenie odpowiedzialności dłużnika wynikające z prawa spadkowego, instytucja, która pożyczyła pieniądze spadkodawcy zabezpieczając się np. na mieszkaniu czy działce, po jego śmierci może dochodzić swoich należności wynikających
z obciążonej hipoteki.

Można przejąć również kredyty, pożyczki oraz niezapłacone rachunki

Tymczasem prawdopodobieństwo otrzymania po zmarłym długów zamiast majątku rośnie
z każdym rokiem. Polacy coraz chętniej zadłużają się w bankach i firmach pożyczkowych. Tylko w instytucjach bankowych gospodarstwa domowe miały do spłacenia na koniec maja tego roku prawie 536 mld zł, podczas gdy wiosną cztery lata temu było to 61 mld zł mniej. Do tego dochodzą pożyczki w firmach pozabankowych, jak szacuje Związek Firm Pożyczkowych, w tym roku będzie to ok. 5 mld zł. Jednocześnie z danych Biura Informacji Kredytowej wynika, że wśród klientów banków posiadających zaległe zobowiązanie kredytowe powyżej 200 zł na co najmniej 60 dni, 28 proc. to osoby, które mają więcej niż 60 lat.Nie dość, że można odziedziczyć kredyt, to na dodatek już z odsetkami za zwłokę.

Zresztą nie tylko kredyty wchodzą w skład otrzymanego spadku. Mogą to być również zaległe opłaty za mieszkanie – czynsz, prąd, gaz, wodę, telewizję i telefon. Należy też pamiętać, że długi z tych tytułów narastają, co miesiąc pojawiają się kolejne rachunki. Dobrze więc zaraz po śmierci spadkodawcy szybko uregulować wszelkie bieżące płatności.

– Do Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor notorycznie wpisywane są osoby zalegające z tytułu nieopłaconych rachunków za telefon, telewizję, czynsz oraz media. Dokonane przez wierzycieli wpisy mogą również dotyczyć osób, które odziedziczyły zadłużony spadek a wraz z nim wszystko to, co może przyczynić się do umieszczenia spadkobiercy w rejestrze dłużników- zaznacza Michał Chmiel, ekspert BIG InfoMonitor. – W naszej bazie znajdują się również osoby nieletnie. Wśród nich 17-letni rekordzista z długiem o wartości przekraczającej 34 tys. złotych. Najmłodsza osoba wpisana do rejestru dłużników BIG InfoMonitor ma 11 lat. W najlepszym przypadku mieszkają w mieszkaniu oddziedziczonym po rodzicach, ale ani oni, ani ich opiekunowie nie są w stanie spłacić odziedziczonych długów, stąd obecność w rejestrze dłużników. Czasami też zdarza się, że spadek zadłużonego przodka odrzucają rodzice, ale zapominają, że to samo powinni zrobić w imieniu swoich dzieci i tak dług przechodzi na nieletnich- stwierdza Michał Chmiel.

W nadchodzących zmianach istotne jest również to, że inaczej będzie odbywało się ustalanie stanu majątku spadkowego. Ma to zasadnicze znaczenie w przypadku przyjmowani spadku z dobrodziejstwem inwentarza. W chwili obecnej spis inwentarza sporządza komornik sądowy. Za jego usługi płacą spadkobiercy. Natomiast nowe przepisy, mówią, że dziedziczący sami będą mogli składać w sądzie lub u notariusza wykaz inwentarza, według wzoru ustalonego przez Ministerstwo Sprawiedliwości.

Sprawdź, czy na pewno warto przyjąć spadek

– Nowelizacja przepisów dotyczących dziedziczenia niewątpliwie pozwoli na zwiększenie ochrony spadkobierców, jednakże nie zwolni ich całkowicie od zachowania czujności i reagowania na sytuację, w jakiej się znajdą w procesie dziedziczenia-ostrzega Michał Chmiel, ekspert BIG InfoMonitor. – Dlatego zarówno obecnie, jak i po wejściu w życie nowych przepisów, należy pamiętać, że brak decyzji lub pozostawienie spraw związanych z dziedziczeniem „samym sobie” może wiązać się z niespodziewanymi kłopotami. Nie zapominajmy, że w chwili otrzymania informacji o spadku trzeba dołożyć należytej staranności do sprawdzenia co dziedziczymy
i dowiedzieć się jak najwięcej o ewentualnych zobowiązaniach i majątku. Warto pamiętać,
że każdy ma prawo spadek odrzucić -podsumowuje Michał Chmiel.

BIG InfoMonitor

Polski golf rośnie w siłę

Golf w naszym kraju rozwija się bardzo dynamicznie. Sport, który jeszcze do niedawna był uznawany za rozrywkę przeznaczoną wyłącznie dla finansowych elit, konsekwentnie i skutecznie powiększa swoje grono odbiorców. Sezon 2015 jest kolejnym przełomem m.in. za sprawą międzynarodowych sukcesów najlepszych polskich zawodników – Adriana Meronka i Mateusza Gradeckiego.

Adrian Meronk
Adrian Meronk

Rozwój każdej dyscypliny jest ściśle uzależniony od sukcesów sportowych. Tych w ostatnim czasie nie brakuje w polskim golfie. Nasz najlepszy golfista-amator, Adrian Meronk w połowie czerwca zadebiutował w prestiżowym Palmer Cup (amatorski odpowiednik słynnego Pucharu Rydera). Polak reprezentował drużynę Europy w corocznym starciu z USA i był najlepszy w swoim zespole. Meronk nie przegrał żadnego pojedynku, a obecnie jest sklasyfikowany na 37. miejscu w Światowym Rankingu Golfistów-Amatorów (WAGR). Najwyższym w historii polskiego golfa.

Udział w Palmer Cup był dla mnie bezcennym doświadczeniem. Zaprezentowałem swoje umiejętności na tle najlepszych golfistów-amatorów na świecie. Cieszę się, że mogłem sprawić radość kibicom golfa w Polsce. Mam nadzieję, że poprzez dobre wyniki naszych zawodników, będzie ich sukcesywnie przybywać – mówi Adrian Meronk.

Pierwszy wielki sukces na arenie międzynarodowej odniósł Mateusz Gradecki.

W prestiżowym Amateur Championship ukończył rywalizację w czołowej „16”. W zawodach wzięło udział aż 229 golfistów z całego świata. Przed Gradeckim, żaden inny polski gracz nie zaszedł tak wysoko.

Golf jest sportem przeznaczonym dla prawdziwych dam i gentlemanów. Na polu golfowym obowiązuje etykieta oraz odpowiedni model zachowań, których bezwzględnie należy przestrzegać. Rywalizacja odbywa się w duchu fair play, a zawodniczy podchodzą do siebie
z szacunkiem.

W Polsce, z każdym rokiem przybywa pól golfowych, a najważniejsze turnieje są transmitowane w telewizji. Promocji dyscypliny sprzyja otwartość znanych pasjonatów golfa, m.in. Mariusza Czerkawskiego i Tomasza Iwana, którzy są ambasadorami prestiżowego cyklu turniejów dla amatorów – Deutsche Bank Polish Masters 2015.

Mariusz Czerkawski
Mariusz Czerkawski

W golfie bardzo ważną rolę odgrywają pokora, determinacja oraz szacunek dla przeciwnika. Na pewno trzeba twardo stąpać po ziemi i ciężko pracować. Trzeba być świadomym tego, że na polu golfowym nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli i trzeba umieć radzić sobie w tych trudnych sytuacjach. Polski golf idzie w dobrym kierunku. Nie brakuje utalentowanych graczy, takich jak Meronk czy Gradecki, którzy już wkrótce mogą wprowadzić ten sport na zupełnie inny poziom – podsumowuje Mariusz Czerkawski, najlepszy polski hokeista w historii, a obecnie zapalony golfista.

***
Deutsche Bank Polish Masters 2015 to cykl siedmiu turniejów golfowych, rozgrywanych od maja do września 2015 roku. W ramach cyklu odbędzie się sześć turniejów eliminacyjnych na najlepszych polach golfowych w Polsce: Toya G&CC, First Warsaw G&CC, Kalinowe Pola, Rosa Private GC, Sierra GC oraz Krakow Valley. Najlepsi z pięciu grup handicapowych zmierzą się następnie podczas wielkiego finału ogólnopolskiego na polu First Warsaw G&CC w Rajszewie pod Warszawą, z którego bezpośrednią relację przeprowadzi kanał ogólnopolski TVP Sport. To pierwsza w historii transmisja telewizyjna z turnieju amatorskiego rozgrywanego w Polsce. Wówczas, powstanie również dodatkowa, szósta kategoria z udziałem rozpoznawalnych pasjonatów golfa.

Deutsche Bank Polish Masters stanowi nowy rozdział w historii polskiego golfa. Najbardziej prestiżowe kluby golfowe, największe emocje zrzeszające całe środowisko tego sportu w kraju oraz organizacja na najwyższym światowym poziomie. Najlepszych 18 zawodników turnieju finałowego zostanie zaproszonych na turniej wyjazdowy, zaplanowany w ośrodku Penha Longa w Portugalii w pierwszej połowie 2016 roku. Ambasadorami cyklu są Mariusz Czerkawski i Tomasz Iwan.

Organizatorem cyklu jest Golf24 – największa w kraju agencja golfowa. Sponsorem tytularnym jest Grupa Deutsche Bank, od lat zaangażowana w popularyzację golfa w Europie, w tym również w Polsce.

Sponsorem generalnym cyklu jest Mitsubishi Motors Polska. Sponsorzy wspierający: MasterCard, Garden Space, Dr Irena Eris, Travel & Action oraz Happy Cocooning.

Coraz więcej firm sięga po AdWords w kampaniach rekrutacyjnych

Polscy pracodawcy zatrudniają coraz więcej pracowników, korzystając przy tym z coraz mniej typowych narzędzi rekrutacyjnych. Oferty pracy lokowane są w grach komputerowych, pojawiają się na portalach społecznościowych, nierzadko w ogłoszeniach można znaleźć fotokody QR Code. Jak przekonują specjaliści z Blink.pl, kolejnym etapem cyfryzacji procesów rekrutacyjnych ma być wykorzystanie profesjonalnych kampanii AdWords.

Jak wynika z badania Instytutu Badawczego Randstad i TNS Polska, blisko 1/3 pracodawców deklaruje wzrost zatrudnienia. Najwięcej ofert ma pojawiać się w szeroko pojętym przemyśle, a także handlu, branży serwisowej oraz budownictwie. Równie pozytywne informacje płyną z raportu Hays Poland. Jak czytamy, na lukratywne oferty pracy mogą liczyć specjaliści od nowoczesnych technologii oraz usług bankowych dla klientów segmentu premium. Polscy pracodawcy mają zatrudniać także ekspertów ds. ryzyka rynkowego, operacyjnego oraz kredytowego.

Rekrutacja wkracza w erę cyfryzacji

Niezależnie czy proces wyboru pracownika prowadzony jest przez profesjonalną firmę, czy bezpośrednio przez pracodawcę, dziś by znaleźć idealnego kandydata nie wystarczy tylko zamieszczenie ogłoszenia na portalu rekrutacyjnym. Od pracodawcy zaczyna wymagać się tak samo dużo, jak od przyszłego pracownika. – Coraz istotniejsze staje się kreatywne podejście do procesu rekrutacyjnego oraz wykorzystanie w nim narzędzi typowych dla ery cyfryzacji, która jako trend zatacza coraz większe kręgi – mówi Jakub Dwernicki, prezes Blink.pl – firmy hostingowej i prowadzącej kampanie SEM i SEO.

I rzeczywiście, bo nowoczesne formy pozyskiwania kandydatów coraz rzadziej postrzegane są jako branżowa ciekawostka. Stają się za to standardem przyspieszającym i ułatwiającym wyszukiwanie nowego pracownika. Nie dziwi już widok ogłoszenia o pracę z wbudowanym fotokodem, oferta wyświetlana w grach komputerowych i aplikacjach na urządzeniach mobilnych czy informacje o rekrutacji pojawiające się w popularnych mediach społecznościowych. Jak przekonują specjaliści, dziś w procesach rekrutacyjnych warto wykorzystać także kampanie AdWords.

Trzy powody, dla których warto zastosować AdWords w rekrutacji

Po pierwsze: skala.

AdWordsy pozwalają na wyświetlanie reklam dokładnie dopasowanych do zapytania użytkownika, a słowo „praca” wpisywana jest w wyszukiwarkę Google ok. 165 tys. razy miesięcznie! Pracodawca może więc planować i przeprowadzać kampanię trafiającą wyłącznie do osób bezpośrednio zainteresowanych oferowaną przez niego pracą. Co więcej, dzięki AdWords liczba przypadkowych zgłoszeń od osób nieposiadających odpowiednich kwalifikacji znacząco spada. Zwiększa się za to liczba aplikacji od pracowników kandydujących dokładnie na takie stanowisko, jakie oferuje przedsiębiorca.

Po drugie: opłacalność.

Badanie przeprowadzone przez specjalistów z Blink.pl dla przykładowego ogłoszenia o pracę w branży IT w Poznaniu pokazało, że na każde wydane 100 zł pracodawca jest w stanie pozyskać 10 aplikacji od potencjalnych pracowników. Oznacza to, że można uzyskać pierwsze kandydatury nie wykupując droższych abonamentów od serwisów pośrednictwa pracy oraz bez konieczności zlecania procesu rekrutacyjnego agencjom zewnętrznym. – Kampania AdWords ma też tę przewagę, że pozwala w prosty sposób zamknąć działania i wstrzymać ponoszone koszty niezwłocznie po wybraniu odpowiedniego kandydata. To też znakomity sposób dla tych pracodawców, którzy zwyczajnie nie mają budżetu na zakup stosunkowo droższych ogłoszeń rekrutacyjnych – tłumaczy dr inż. Artur Pajkert, specjalista z Blink.pl.

Po trzecie – mierzalność wyników.

Kampania AdWords może akcentować różne cechy oferty, a my elastycznie możemy sprawdzać, które z nich rzeczywiście działają na kandydatów i skłaniają ich do kliknięcia w reklamę, a następnie – do aplikowania. Dzięki temu dość szybko dowiadujemy się, czy na docelowych kandydatów lepiej działają informacje o zarobkach i premiach, dostępność karnetów sportowych, czy inne formy płacowej i pozapłacowej motywacji.

AdWords w rekrutacji – jak wygląda przykładowa kampania?

Aby sprawdzić potencjał reklamy AdWords dla procesów rekrutacyjnych, specjaliści z Blink.pl zaprojektowali kampanię nastawioną na pozyskanie pracownika z branży IT dla firmy informatycznej z siedzibą w Poznaniu. Kampania składała się kilku grup reklam uwzględniających różne słowa kluczowe. Sam przekaz został tak zaprojektowany, by dopasować reklamę do fraz wpisywanych w wyszukiwarkę przez potencjalnych kandydatów.

Jedną z grup reklam była dość ogólna kombinacja słów „rekrutacja +informatyka”. Aby zawęzić pole wyszukiwania, wprowadzono dodatkowe ograniczenia geograficzne, skupiając się na wyszukaniach dokonywanych przez kandydatów z Poznania. Skorzystano z tzw. modyfikatorów dopasowania przybliżonego (czyli znaków „+”), dzięki czemu wyszukiwarka nie dokonywała synonimizacji tych słów. Reklama pojawiała się natomiast po wpisywaniu zapytań, typu: „rekrutacja informatyka duża firma”. Przykładowa reklama miała postać:

Rekrutacja do IT
Nie sądziłeś, że w IT może być aż
tak interesująco. Sprawdź ofertę!
www.blink.pl/rekrutacja

Jak widać, słowo „rekrutacja” wpisywane przez użytkownika zostało powtórzone w nagłówku reklamy. Fraza ta zdublowana została także w wyświetlonym adresie url. Klikalność tak skonstruowanej reklamy (CTR) wyniosła 5,6%.

Landing page i nieoczywiste elementy strony www

Pamiętajmy, że aby kampania AdWords spełniła swój cel, strona do której kieruje reklama również musi być przygotowana na potencjalnego odbiorcę. Landing page powinien zawierać elementy sprzyjające konwersji, mieć stosunkowo niewiele treści, za to budzić dobre emocje, np. poprzez umieszczone opinie zadowolonych użytkowników i inne elementy tzw. społecznego dowodu słuszności. – Zwróćmy uwagę, że z marketingowego punktu widzenia taka strona nie różni się zbytnio od innych tego typu – skłaniających do zakupu produktu, zapisania na newsletter, zostawienia swoich danych kontaktowych. Tak samo, jak one, musi zawierać dobrą argumentację i minimum niezbędnych informacji – tłumaczy dr inż. Artur Pajkert.

Nieoczywistym elementem strony z ogłoszeniem rekrutacyjnym bywa podwójny przycisk akcji, otagowany odpowiednim kodem śledzenia, którego wciśnięcie może powodować np. wyświetlenie okna do wpisania danych osobowych i załączenia CV. Dlaczego powinien być podwójny? Bo może okazać się, że po przewinięciu strony w dół przycisk zniknie nad górną krawędzią ekranu. Powstanie w ten sposób ryzyko, że niektórzy kandydaci go nie wcisną.

Dlaczego jeszcze tak ważne jest profesjonalne przygotowanie strony i przycisków z odpowiednimi skryptami? Ponieważ dzięki temu pracodawca wie, które elementy wybierane są najczęściej. Może także wyłapywać sytuacje, w których użytkownik kliknął w przycisk, ale nie złożył aplikacji. Być może wystąpił błąd w formularzu, albo kandydat zrezygnował, widząc zbyt złożony formularz? Dzięki dobrej stronie takie sytuacje można od razu zidentyfikować.

Rys. Przykład poprawnej strony dla rekrutacji
Rys. Przykład poprawnej strony dla rekrutacji

m-rekrutacja

Na koniec pamiętajmy, że każda strona www musi być responsywna, tj. dopasowująca się dynamicznie do ekranu urządzenia, na którym jest wyświetlana. W czerwcu 2014 tylko 7% wyszukań ze słowem „praca” dokonywano z komórek, dziś to już 15%!

Rekrutacja, zwłaszcza w miastach o niskim poziomie bezrobocia, bywa kłopotliwym procesem. Kto choć raz spotkał się z sytuacją, w której umówieni kandydaci nie przyszli na spotkanie lub liczba pozyskanych aplikacji pozostała zbyt niska w stosunku do oczekiwań, niech rozważy uruchomienie kampanii AdWords. Jak się bowiem okazuje, narzędzia marketingowe stosowane przez agencje pozwalają na skuteczne przeprowadzenie procesów rekrutacyjnych nastawionych na pozyskanie idealnego kandydata.

Źródło: www.blink.pl

Poprawa koniunktury w polskiej branży IT

Największe firmy IT w Polsce relatywnie dobrze oceniają zarówno ostatni rok, jak i obecną sytuację w branży, co ma odzwierciedlenie w rosnącej wartości indeksu koniunktury PMR. Główną barierą dla rozwoju rynku pozostaje ograniczony kapitał na inwestycje IT w firmach.

Jak co roku dział badań firmy PMR w II kw. 2015 r. przeprowadził na potrzeby raportu „Rynek IT w Polsce 2015. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2015-2020” badanie wśród największych polskich firm działających w branży IT. Była to już dwunasta edycja badania kadry kierowniczej największych firm informatycznych w Polsce. W badaniu wzięło udział 118 firm należących do największych przedsiębiorstw z sektora IT.

Bariery rozwoju rynku IT

Podobnie jak przed rokiem, za najważniejszą barierą hamującą rozwój rynku IT w Polsce uznano brak kapitału na inwestycje IT w firmach. Na problemy tego rodzaju wskazali przedstawiciele połowy badanych firm (50% w stosunku do 35% odnotowanych w zeszłorocznej edycji badania). Niemniej istotny jest również brak wiedzy o korzyściach, jakie niosą ze sobą inwestycje IT. Warto podkreślić, że problem ograniczonej świadomości klientów jeśli chodzi o budowanie przewagi konkurencyjnej poprzez inwestycje w rozwiązania IT rokrocznie zyskuje na znaczeniu. W dwóch poprzednich edycjach badania na tego typu bariery wskazało 10% (2013 r.) oraz 26% badanych firm (2014 r.). W tym roku odsetek ten podwoił się i wynosi 49%.

Prócz dwóch głównych barier, badani uskarżali się na problemy kadrowo-płacowe, takie jak ograniczona liczba wykwalifikowanych pracowników czy wzrost wynagrodzeń specjalistów IT (26% w stosunku do 19% w poprzedniej edycji badania). Co piąta firma wskazała na dużą konkurencję w branży. Zaledwie 2% badanych firm nie dostrzega żadnych barier dla rozwoju rynku IT w Polsce.

Najwieksze bariery dla rozwoju rynku IT w Polsce 2014-2015

Pogłębiając temat praktyk korupcyjnych, mających miejsce w sektorze publicznym, przedstawicieli badanych firm zapytaliśmy o potencjalne zmiany w ustawie o zamówieniach publicznych, których wprowadzenie mogłoby zminimalizować nielegalne działania tego typu. Ponad jedna trzecia respondentów (36%) opowiedziała się za tym, aby w procedurze przetargowej większą wagę przywiązywano do kryteriów innych niż cena (np. specyfikacja techniczna, jakość, referencje itp.). Taki sam odsetek badanych uważa, iż należy zapewnić większą transparentność całego procesu przetargowego. Co ciekawe 7% przedstawicieli badanych firm z sektora IT uważa, że ustawa o zamówieniach publicznych jest niepotrzebna i opowiada się za całkowitą jej likwidacją.

Proponowane zmiany w procedurze zamówień publicznych mające na celu zminimalizowanie praktyk korupcyjnych 2015

Indeks koniunktury PMR dla branży IT w Polsce

Tradycyjnie, na podstawie odpowiedzi na siedem pytań dotyczących sytuacji w sektorze IT oraz sytuacji finansowej firmy respondenta, obliczyliśmy wskaźnik koniunktury polskiej branży IT. Narzędzie to obrazuje całokształt zmian, które dokonują się w sektorze IT na przestrzeni minionych 12 miesięcy. Obecnie wartość indeksu wynosi 38,7 pkt. co oznacza relatywnie dobrą sytuację w całej branży IT. W porównaniu do zeszłorocznej fali badania odnotowaliśmy wzrost wartości wskaźnika o 1,4 pkt. Utrzymał się zatem trend poprawy koniunktury w sektorze IT, który po raz pierwszy zaobserwowaliśmy w roku 2014.

Indeks koniunktury PMR dla branży IT w Polsce 2012-2015

Poniżej zestawiono średnie odpowiedzi respondentów, które są składową indeksu koniunktury na rynku IT. W porównaniu do zeszłorocznej edycji badania widać niewielkie zmiany, które ostatecznie wypłynęły na wzrost poziomu wskaźnika o 1,4 pkt.

Wartości średnie odpowiedzi respondentów tworzące indeks koniunktury na rynku IT w Polsce i dynamika zmian 2014-2015

Niniejsza informacja prasowa została przygotowana na podstawie danych zawartych w najnowszym raporcie firmy PMR pt. Rynek IT w Polsce 2015.
Autor raportu i informacji prasowej: Paweł Olszynka

Analiza wydatków reklamowych branży farmaceutycznej – w pierwszym kwartale 2015 roku

W pierwszym kwartale 2015 roku firmy z branży farmaceutycznej przeznaczyły na promocję ponad 262 miliony złotych. Kwota ta była o 5% wyższa w stosunku do analogicznego okresu 2014 roku – wynika z analiz największego niezależnego domu mediowego Codemedia.

W pierwszym kwartale zdecydowanie największa pula wydatków została przeznaczona na promocję farmaceutyków i parafarmaceutyków, na którą firmy wydały ponad 255 milionów (97% całego budżetu). 2% nakładów – ponad 5,5 milionów –  przeznaczono na  promocję usług zdrowotnych.Analiza wydatków reklamowych branży farmaceutycznej – w pierwszym kwartale 2015 roku wzrost nakładów na reklamę

Budżet przeznaczony na promocję farmaceutyków i parafarmaceutyków był w pierwszym kwartale tego roku nieznacznie mniejszy – o 3% niż w ostatnim kwartale 2014 roku, ale o 4% wyższy niż w okresie styczeń – marzec 2014. Najwięcej nakładów pochłonęła promocja środków przeciwko przeziębieniu (90 milionów), witamin, środków pobudzających i odpornościowych (49 milionów) i środków wspomagające układ trawienny (20 milionów).

Pierwszy kwartał przyniósł nieznaczny wzrost wydatków na promocję usług zdrowotnych – o 3% w stosunku do ostatniego kwartału 2014 roku i o 12% w stosunku do pierwszego kwartału zeszłego roku.

Firmy z branży farmaceutycznej najchętniej wykorzystywały do promocji swoich usług i produktów telewizję, inwestując w to medium 63% swojego budżetu marketingowego – 166 milionów zł (dane I – III 2015 r, Codemedia). Kampanie reklamowe były emitowane głównie w takich stacjach jak Polsat, TVN, TVP1 i TVP2. Wydatki na telewizję spadły o 12% w stosunku do ostatniego kwartału 2014, a w stosunku do okresu styczeń – marzec 2014 o 2%.

19% nakładów – ponad 50 milionów złotych – kosztowała sektor reklama radiowa. Ich wysokość wzrosła o 37% w stosunku do IV kwartału 2014 roku i o 22% w stosunku do I kwartału ubiegłego roku.  Zdecydowanym liderami były radia RMF FM i Radio Zet. Za nimi, ze znacznie mniejszym udziałem, uplasowały się: Jedynka, Trójka i TOK FM. Spory udział notowała także sieć stacji Złote Przeboje.

Wydatki na Internet pochłonęły 7% nakładów czyli sumę ponad 17 milionów złotych. Kwota ta jest o 68% wyższa niż w okresie październik-grudzień 2014 i o 6% w stosunku do pierwszego kwartału minionego roku. Najczęściej w kampaniach wykorzystywano portale horyzontalne – Onet.pl, Wp.pl i Gazeta.pl.

Reklama w magazynach kosztowała ponad 21 milionów (8% całości), a w gazetach ponad 5 milionów (2%). W przypadku magazynów pierwszą trójkę tworzą: „Tele Tydzień”, „Przyjaciółka” i „Poradnik Domowy”. Wśród gazet firmy najczęściej wybierają „Fakt” i „Super Express”.

Firmy z branży farmaceutycznej w swoich działaniach reklamowych wykorzystują przede wszystkim telewizję, której udział utrzymuje się na stabilnym poziomie. Warto zauważyć stosunkowo wysoki udział stacji radiowych w podziale tortu reklamowego tej kategorii. Jest to w dużej mierze spowodowane dużymi rabatami, jakie otrzymują marketerzy decydując się na to medium. Strategia ta ma jednak skutek uboczny – zmęczenie słuchaczy nadmiarem reklam farmaceutyków, często na dolegliwości, o których Polacy nie mają ochoty słuchać np. odwożąc rano dzieci do szkoły. Drugi wyraźny trend to rosnące znaczenie Internetu, którego potencjał branża dostrzega i coraz lepiej oraz częściej wykorzystuje – podsumowuje Piotr Bieńko, Prezes Codemedia.

Codemedia jest największym niezależnym domem mediowym w Polsce działającym w segmencie wspierania sprzedaży przy pomocy kanałów mediowych, zarówno tej będącej efektem bezpośredniego odzewu na komunikację, jak i tej odroczonej w czasie i miejscu (kanale dystrybucji).  Firma koncentruje się przede wszystkim na nowoczesnych mediach – telewizji, Internecie, mediach mobilnych, a także innych kanałach tradycyjnych i BTL.

Codemedia posiada wieloletnie doświadczenie w kompleksowym planowaniu kampanii telewizyjnych, czego efektem jest wypracowanie kilku strategicznych modelowych wzorców rozwiązań, dostosowywanych do potrzeb małych, średnich i dużych firm, w zależności od celu i budżetu. W komunikacji marketingowej dla swoich klientów wykorzystuje również media tradycyjne – uwzględniając to, jak zmieniła się ich rola.

Swoją pozycję rynkową dom mediowy buduje dzięki unikatowemu połączeniu kompetencji w zakresie mediów, outsourcingu sprzedaży i marketingu, silnego skorelowania zakupu i strategicznego planowania mediów z celami sprzedażowymi klientów.  Klienci cenią efektywność oraz wysoką jakość prowadzonych działań.

Codemedia współpracuje z klientami z różnych branż i skutecznie wspiera ich sprzedaż, a wśród nich znajdują się takie firmy jak: Tesco, Polkomtel, Indykpol, FM Bank, Idea Bank, BIZ Bank, Robert Bosch, Yves Rocher, Olewnik, Monster Polska, Ebay, Lewiatan Holding i inni.

Więcej informacji: www.codemedia.pl

Pierwsza pomoc dla Grecji

Z 7 mld euro, które otrzymali Grecy, muszą oni prawie od razu oddać 80% na zaległe płatności. Pakiet ten stabilizuje ich na czas kolejnych negocjacji w sprawie uruchomienia głównej pożyczki. Dzisiejsze częściowe otwarcie banków po 3 tygodniach jest niemal fikcją, gdyż nadal utrzymana jest ścisła kontrola kapitału.

Maciej Przygórzewski - główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat
Maciej Przygórzewski – główny analityk Internetowykantor.pl i Walutomat

Ateny otrzymają dzisiaj pożyczkę wynoszącą 7 mld euro. Z tego od razu 3,5 mld wróci do EBC w ramach spłaty raty zadłużenia a 2 mld pokryją zaległości wobec MFW. Jak można łatwo policzyć efektywnie zostanie raptem 1,5 mld. Środki te pozwolą jednak wrócić nad kreskę i dadzą czas na negocjacje pakietu pomocowego wynoszącego 86 mld euro. Czy kraj, który jest niewypłacalny jak dostanie więcej kredytów to nagle stanie się wypłacalny? Odpowiedź nasuwa się sama. Chyba, że doszłoby do istotnych zmian w zadłużeniu. Pomysł redukcji samego długu jest co prawda odrzucany, natomiast mówi się głośno o poprawie warunków – wydłużeniu terminów i obniżeniu odsetek. Czym różni się redukcja zadłużenia – czyli mniejsze raty od redukcji odsetek – czy mniejszych rat, nie do końca wiadomo. Jedno jest pewne, by wyjść z takiego zadłużenia potrzeba nie kilku a kilkunastu lat zaciskania pasa i ścisłej kontroli. Biorąc pod uwagę cykle wyborcze i ryzyka renegocjacji warunków, możemy do problemu Grecji wracać jeszcze wielokrotnie.

W Grecji otwarto dzisiaj banki. Przerwa w ich działaniu trwała 3 tygodnie. Nie oznacza to wcale, że zdjęto ograniczenia w przepływie kapitału. Jedyny sposób by przelać chociaż ograniczone pieniądze za granicę to wsparcie osób chorych lub dzieci studiujących za granicą. W przypadku przelewów przychodzących wolno korzystać tylko z 80%. Limit ten spowodował strach wśród obywateli bojących się przepadnięcia 20% depozytów. Nie mogą oni jednak wypłacić swoich środków gdyż obowiązuje ograniczenie do 60 euro dziennie w przypadku bankomatów. Rząd poszedł jednak obywatelom na rękę i niewykorzystany limit się kumuluje, zatem zamiast wypłacać codziennie 60 euro można w piątek wypłacić od razu 300 euro.

Jak reagują rynki na obecne porozumienia? Euro jest w dalszym ciągu bardzo słabe względem dolara. Widać co prawda odbicie dzisiaj z samego rana, aczkolwiek biorąc pod uwagę skale ostatnich spadków może to być równie dobrze moment realizacji zysków. Waluty krajów naszego regionu umacniają się wciąż wobec euro. Poziom 4,10 zł wciąż nie został przekroczony, jednakże już te okolice są miłą niespodzianką dla tych co pogodzili się ze znacznie wyższymi poziomami planując wyjazd na zagraniczne wakacje.

Dzisiejszy kalendarz danych makroekonomicznych jest niemalże pusty. Chińczycy napompowali giełdę niesamowitą ilością środków, wstrzymali debiuty i zakazali częściowo sprzedaży stabilizując w ten sposób główny index. Sesje w Azji były dziś zresztą mniej dynamiczne ze względu na Dzień Oceanu w Japonii. Warto zwrócić natomiast uwagę na rynek złota, gdzie doszło podczas sesji w Azji do wybicia na 5-letnie minima.

EUR/PLNKomentarz walutowy 20.07.2015
Wykres kursu średniego EUR/PLN za okres od 20.04.2015 do 20.07.2015

Kurs EUR/PLN po osiągnięciu minimów na 3,9700 utworzył trend wzrostowy. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 4,2400. Wsparciem do wybicia była linia na 4,1450. Kolejnego wsparcia należy oczekiwać w okolicach 4,1000 -4,1050, gdzie w ostatnich dwóch miesiącach znajdowały się ważne minima.

CHF/PLNKomentarz walutowy 20.07.2015
Wykres kursu średniego CHF/PLN za okres od 20.04.2015 do 20.07.2015

Kurs CHF/PLN od początku marca utworzył trend wzrostowy, z którego doszło do wybicia w dół. Najbliższym wsparciem dla ruchu spadkowego są ważne minima na 3,9200.

USD/PLNKomentarz walutowy 20.07.2015
Wykres kursu średniego USD/PLN za okres od 20.04.2015 do 20.07.2015

Kurs USD/PLN podobnie jak inne waluty wystrzelił do góry. Opór stanowić będzie maksimum na poziomie 3,8500. Korekta przebiła wsparcie na poziomie 3,7300. Kolejnym wsparciem są ważne maksima na 3,6500.

GBP/PLNKomentarz walutowy 20.07.2015
Wykres kursu średniego GBP/PLN za okres od 20.04.2015 do 20.07.2015

Kurs GBP/PLN znajduje się w trendzie wzrostowym. Oporem dla wzrostów jest ostatnie maksimum na 5,9400. W przypadków spadków najbliższym wsparciem jest dolne ograniczenie kanału na 5,8000.

Maciej Przygórzewski – główny dealer walutowy w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Co zyskamy dzięki bezpośredniej likwidacji szkód?

Pod koniec marca b.r. ośmiu krajowych ubezpieczycieli podpisało umowę o wprowadzeniu systemu bezpośredniej likwidacji szkód (BLS) w polisach OC dla kierowców. Wspomniany system docelowo ma obejmować ponad 80% wszystkich wypadków drogowych. W związku z tym, warto przedstawić kluczowe informacje na temat bezpośredniej likwidacji szkód. Jest to konieczne, ponieważ część artykułów i opracowań dostępnych w Internecie, pomija ważne kwestie.

W niektórych krajach system BLS działa już od lat 70-tych

System BLS upraszcza sytuację kierowcy poszkodowanego w wypadku drogowym. Taka osoba może zgłosić się bezpośrednio do swojego ubezpieczyciela. „Firma, która wcześniej sprzedała polisę poszkodowanemu klientowi, zajmie się formalnościami i wypłatą odszkodowania. Posiadacz uszkodzonego pojazdu nie będzie zaangażowany w późniejsze rozliczenia między swoim ubezpieczycielem i towarzystwem chroniącym sprawcę wypadku” – tłumaczy Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska zwraca uwagę, że bezpośrednia likwidacja szkód nie jest nowym rozwiązaniem. System BLS już od wielu lat działa na terenie Francji (wprowadzenie: 1968 r.), Belgii (od 1972 r.), Włoch (od 1978 r.) i Hiszpanii (od 1982 r.). Greccy i rosyjscy ubezpieczyciele wprowadzili opisywane rozwiązanie w minionej dekadzie (patrz poniższa tabela).

Warto wspomnieć, że zasady systemu bezpośredniej likwidacji szkód nie są jednolite nawet w krajach Unii Europejskiej (patrz poniższa tabela). Najszerszym zakresem działania BLS cechuje się Francja i Grecja. W tych krajach bezpośrednia likwidacja dotyczy również szkód osobowych. „Zasady BLS, które obowiązują w Polsce są najbardziej podobne do hiszpańskich rozwiązań. W Hiszpanii aż 90% szkód komunikacyjnych likwiduje się bezpośrednio” – mówi Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeniowej Ubea.pl.

Porównanie zasad działania systemu BLS w wybranych krajach Europy
Nazwa kraju → Polska Belgia Francja Grecja Hiszpania Rosja Włochy
Rok wprowadzenia systemu BLS 2015 r. 1972 r. 1968 r. (zmiana zasad w 2003 r.) 2000 r. 1982 r. 2009 r. 1978 r. (zmiana zasad w 2007 r.)
Czy system BLS jest obowiązkowy? nie nie brak informacji nie nie tak tak
Udział szkód likwidowanych w

systemie BLS

Docelowo 83% 70% 80% 80% 90% 30% około 80%
Zasięg systemu BLS Pojazdy zarejestrowane w Polsce Pojazdy zarejestrowane w Belgii Wypadki na terenie Francji i Monako Pojazdy zarejestrowane w Grecji brak informacji brak informacji Pojazdy zarejestrowane we Włoszech
Limit kwotowy w systemie BLS 30 000 zł 8500 euro/

25 000 euro

Zależy od wysokości szkód w minionym roku Zależy od wysokości średniej szkody brak informacji 25 000 rubli brak informacji
Wyłączenia w systemie BLS dotyczące kolizji Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami brak informacji Brak ograniczeń dot. liczby pojazdów Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami Wyłączone kolizje z więcej niż dwoma pojazdami
Wyłączenia w systemie BLS dotyczące szkód osobowych Wyłączone wszystkie szkody

osobowe

brak informacji System obejmuje również szkody osobowe System obejmuje również szkody osobowe Wyłączone wszystkie szkody osobowe Wyłączone wszystkie szkody osobowe Wyłączone niektóre szkody osobowe

Źródło: opracowanie własne na podstawie prezentacji PIU

Wszyscy ubezpieczyciele mają wdrożyć nowe rozwiązanie

Po planowanym włączeniu wszystkich krajowych ubezpieczycieli, system BLS ma obejmować około 83% wypadków komunikacyjnych. Pod koniec marca b.r. osiem firm podpisało umowę wprowadzającą jednolite zasady w bezpośredniej likwidacji szkód. Do tej grupy należą następujące towarzystwa:

  • Concordia Ubezpieczenia
  • Ergo Hestia
  • PZU
  • UNIQA
  • Warta
  • Aviva
  • Liberty Ubezpieczenia
  • Gothaer (BLS od 15 października 2015 r.)

Zasady ustalone przez członków Polskiej Izby Ubezpieczeń nie przewidują obowiązkowego udziału wszystkich ubezpieczycieli w systemie BLS (patrz powyższa tabela). „Firmy, które nie oferują bezpośredniej likwidacji szkód, będą jednak zobowiązane do pośredniczenia w relacjach między poszkodowanym klientem i ubezpieczycielem sprawcy” – tłumaczy Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Nina Kuczyńska przypomina, że system BLS nie jest obowiązkowy również dla poszkodowanego. Taka osoba może wybrać tradycyjny sposób likwidacji szkody. Prawo do skorzystania z BLS mają nie tylko kierowcy, którzy wykupili nową polisę w ośmiu współpracujących firmach. Po przystąpieniu ubezpieczyciela do nowego systemu likwidacji szkód, bezpośrednia procedura staje się dostępna dla wszystkich jego klientów.

Dzięki podpisaniu umowy przez osiem firm współpracujących w Polskiej Izbie Ubezpieczeń, zasady stosowania systemu BLS są jednolite. Na bezpośrednią likwidację szkód nie można liczyć, jeżeli wystąpiła przynajmniej jedna z następujących okoliczności:

  • podczas kolizji/wypadku jakiś człowiek odniósł obrażenia
  • łączna wartość szkody przekracza 30 000 zł
  • pojazd sprawcy jest zarejestrowany za granicą
  • wypadek miał miejsce poza granicami kraju
  • sprawca posiada polisę OC wykupioną u jednego z zagranicznych ubezpieczycieli
  • w kolizji/wypadku uczestniczyły więcej niż dwa pojazdy
  • poszkodowany lub sprawca zakupił ubezpieczenie od firmy, która jeszcze nie uczestniczy w krajowym systemie BLS

Warto pamiętać, że system bezpośredniej likwidacji szkód nie wpływa na zakres odpowiedzialności ubezpieczyciela. Dlatego osoba wybierająca BLS może liczyć na taką samą wysokość odszkodowania oraz identyczne usługi (odholowanie, auto zastępcze), jak kierowca likwidujący szkodę w tradycyjny sposób. „Dla ubezpieczyciela korzystającego z BLS, zgłoszenie szkody przez klienta pozwala na budowanie długookresowych relacji i wykazanie się jakością obsługi. Wiodące firmy ubezpieczeniowe mają nadzieję, że po upowszechnieniu systemu BLS, najniższa składka nie będzie już tak ważnym kryterium przy wyborze polisy OC” – podsumowuje Nina Kuczyńska z porównywarki ubezpieczeń Ubea.pl.

Źródło: porównywarka ubezpieczeń Ubea.pl.

Microsoft zapowiada innowacyjne rozwiązania oraz nowe możliwości dla swoich Partnerów w trakcie tegorocznej edycji konferencji Worldwide Partner Conference.

Podczas odbywającej się w dniach 12-16 lipca konferencji skierowanej do partnerów technologicznych firmy – Worldwide Partner Conference 2015, Microsoft zaprezentował nowości w zakresie strategii współpracy z kanałem partnerskim. Zapowiedziano też szereg innowacji technologicznych, które są wyrazem strategii wykorzystania technologii do podnoszenia produktywności oraz usprawniania procesów biznesowych, jak również budowania inteligentnych rozwiązań w chmurze.

Infografika IDC Badania dotyczące rynku partnerów technologicznych
Infografika IDC Badania dotyczące rynku partnerów technologicznych

Mobilność i chmura – priorytety kierunków inwestycji dla sieci partnerskiej.

Partnerzy podejmują znaczące inwestycje w transformację do chmury i Microsoft chce ich w tym procesie wspierać. W tym celu prezentujemy kilka zmian w obszarze współpracy z kanałem partnerskim, które mają uczynić ten proces łatwiejszym.

Jednym z przykładów jest rozszerzenie programu Cloud Solution Provider (CSP), który ma za zadanie wspomóc partnerów technologicznych firmy w tworzeniu i rozwijaniu rozwiązań w oparciu o chmurę Microsoftu. Ogłoszony podczas konferencji start nowej wersji programu zakłada rozszerzenie listy rynków, na których będzie działał program CSP do 131. Dodatkowo, oprócz pakietu usług Office 365, Program CSP zostanie wzbogacony o flagowe rozwiązania oparte na chmurze, takie jak Azure oraz CRM Online, infrastrukturę do zdalnego zarządzania stacjami klienckimi (Intune) oraz środowisko do administrowania urządzeniami mobilnymi przedsiębiorstw (Enterprise Mobility Suite).

Link: https://blogs.office.com/2015/07/13/news-from-wpc-invested-in-partner-growth/

Zwrot w kierunku chmury.

Według prognoz IDC, do 2018 roku rynek związany z chmurą osiągnie pułap 200 miliardów USD, a tempo jego wzrostu będzie pięciokrotnie większe niż całego rynku IT. Potencjał wynikający z tego trendu może być jednak w pełni realizowany dopiero wtedy, kiedy firmy będą w stanie lepiej odpowiadać na potrzeby swoich klientów. Istotny jest fakt, że priorytety klientów zmieniają się równie szybko, jak technologia, która powinna je obsługiwać. Dynamiczna odpowiedź na wyzwania rynku jest więc kluczem do wspólnego sukcesu przedsiębiorców i partnerów technologicznych.

IDC szacuje także, że w samym roku 2015 wydatki na IT osiągną poziom 2,1 biliona USD. Inwestycje w środowisko działające w oparciu o chmurę (aplikacje mobilne, Big Data, sieci społecznościowe), zanotują wzrost na poziomie 13 procent w skali roku na przestrzeni najbliższych pięciu lat, kiedy pozostałe sektory rynku czeka stagnacja.

Link: https://mspartner.microsoft.com/en/base/Blog/mpn/article/wpc15-day3

Podejście partnerskie jako klucz do lepszego reagowania na potrzeby rynku.

Rola kanału partnerskiego jest jednym z fundamentów funkcjonowania i ważnym elementem polityki firmy Microsoft. Badanie przeprowadzone na rzecz Microsoft przez IDC wskazuje wyraźnie na ogromne zapotrzebowanie na partnerów technologicznych. Preferencje dokonywania wyboru i zakupu nowych technologii – w tym również rozwiązań chmurowych, za pośrednictwem firm partnerskich wyraziło aż 86 procent ankietowanych przedstawicieli biznesu. Klienci chcą kontaktować się z zaufanym partnerem lokalnym, który będzie jednocześnie w stanie zaangażować się w bliską relację i przeprowadzić firmę przez wszystkie procesy związane z adopcją odpowiednich rozwiązań. Wśród czynników przemawiających za tym typem współpracy, przedsiębiorcy wskazują najczęściej na:

  • Kompleksowe wsparcie dotyczące nie tylko samego procesu migracji, ale także całej infrastruktury IT w firmie.
  • Kontakt osobisty, zwłaszcza na początku procesu zakupowego. Wielu partnerów technologicznych jest w stanie błyskawicznie odpowiadać na lokalne potrzeby kontrahentów, zwłaszcza jeżeli myślimy o sektorze MŚP.
  • Uproszczenie modelu inwestycji poprzez outsourcing części technologii oraz usług. Wiele firm stara się maksymalnie uprościć swoje inwestycje w technologię i poszukuje dostawców, którzy zostaną ich partnerami przejmując na siebie część odpowiedzialności za realizację szeregu procesów.
  • Wybór zaufanego doradcy. Przedsiębiorcy szukają specjalistów, którzy będą w stanie wesprzeć ich nie tylko doświadczeniem związanym z technologią, ale często także wiedzą dotyczącą konkretnej, nierzadko niszowej branży, w której funkcjonują.

Odpowiedni poziom obsługi zyskuje na znaczeniu nad ceną.

Analiza przeprowadzona przez IDC pokazuje także, że klienci coraz częściej są zainteresowani odpowiednim poziomem obsługi, który nierzadko przedkładają nad cenę rozwiązania. 72 procent respondentów stwierdziło, że są w stanie zapłacić więcej za dobrą obsługę klienta, podczas gdy tylko 28 procent powiedziało, że zrezygnowaliby z obsługi na wysokim poziomie na rzecz niższej ceny. Trend ten wyraźnie pokazuje wzrost znaczenia „wartości dodanej”, dzięki której partnerzy są oni w stanie oferować swoim klientom strategię współpracy oferującą długofalowe korzyści.

Dodatkowe informacje znajdują się na stronie: http://news.microsoft.com/wpc2015/

Tworzenie nowej generacji inteligentnych narzędzi wspomagających produktywność, analizę i projektowanie.

Cortana Analytics Suite: dane przekształcone w realne działanie.

Cortana Analytics Suite to zestaw usług i narzędzi, dający użytkownikom możliwość sprawniejszego działania w oparciu o posiadane dane. Mechanizm pakietu tworzą wiodące rozwiązania technologiczne, m.in. takie jak uczenie maszynowe, technologia postrzegania w oparciu o wizję, analiza twarzy i mowy, rozszerzenia zakresu słownika, a także rozszerzone możliwości przewidywania. Zastosowane funkcjonalności, połączone z możliwościami nieograniczonego składowania i analizowania dużych ilości danych (Big Data) w chmurze, otwierają przed przedsiębiorcami wyjątkową okazję do usprawnienia funkcjonowania organizacji na podstawie przewidywanych scenariuszy biznesowych. Pakiet Cortana Analytics Suite zintegruje się z technologią osobistego asystenta, Microsoft Cortana, tworząc wygodne środowisko w naturalny sposób wspomagające działania biznesowe. Oprogramowanie pojawi się na rynku jeszcze tej jesieni i będzie dostępne w formie miesięcznych subskrypcji.

Link: http://azure.microsoft.com/blog/2015/07/13/announcing-cortana-analytics-suite-and-new-partner-investments-at-wpc-2015

Projekt GigJam: produktywność odkryta na nowo.

Kolejnym krokiem Microsoft w kierunku redefiniowania produktywności i realizacji procesów biznesowych jest wprowadzenie systemu współpracy umożliwiającego wygodniejszą i sprawniejszą komunikację oraz wykonywanie poszczególnych zadań. Filozofia działania usługi opiera się na niwelowaniu barier pomiędzy poszczególnymi aplikacjami i urządzeniami, oddając do dyspozycji użytkowników spójne środowisko (działające w modelu SaaS), które ma jeden cel – doprowadzić realizację zadań do końca w jak najszybszym czasie, przy jednoczesnym śledzeniu postępu i maksymalnym skróceniu czasu potrzebnego na wykonywane obowiązki.

Microsoft HoloLens: komputer jeszcze bardziej osobisty.

Zmiana doświadczenia użytkowania komputerów to jeden z kamieni milowych obecnej rewolucji technologicznej. W trakcje trwania konferencji Microsoft zaprezentował HoloLens – urządzenie działające na platformie Windows 10 w oparciu o rozszerzoną rzeczywistość, które nie tylko zmieni znany dotychczas schemat wykorzystania komputerów, ale przede wszystkim otworzy przed użytkownikami zupełnie nowy wachlarz możliwości tworzenia, wizualizacji i komunikacji w trakcie pracy. Dzięki wykorzystaniu technologii rozszerzonej rzeczywistości, już dzisiaj możemy śmiało mówić o rewolucji dla branż, w których wiele procesów opartych jest na projektowaniu, takich jak architektura, wzornictwo przemysłowe, ale także branża budowlana.

Grodno planuje przejście na GPW – składa prospekt do KNF

0

Grodno SA, jeden z czołowych dystrybutorów artykułów elektrotechnicznych i oświetleniowych działających na rynku polskim, złożyło prospekt do KNF. Celem jest przejście w br. na rynek regulowany GPW w Warszawie. Spółka podtrzymuje cele strategiczne związane z rozwojem sieci sprzedaży i oferty asortymentowej oraz prognozy finansowe na 2015/2016 r.  

17 lipca br. Grodno złożyło prospekt do Komisji Nadzoru Finansowego. Spółka planuje w br. przenieść notowania na rynek regulowany Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie bez nowej emisji akcji. Kapitalizacja spółki na dzień 16 lipca br. wyniosła 76,9 mln zł.

W kwietniu br. Grodno sprzedało 1,2 mln akcji w drodze subskrypcji prywatnej i pozyskało 4,8 mln zł, tj. 4 zł za akcję. Pozyskane środki finansowe zostaną przeznaczone na szybszy rozwój firmy, w tym rozbudowę oferty produktowej i powiększenie sieci sprzedaży.

Dzięki konsekwencji w realizacji strategii rozwoju umacniamy naszą pozycję na rynku. Dalej pracujemy nad zwiększaniem zysków – do 9,7 mln zł w roku obrotowym 2015/2016 – oraz wzrostem sprzedaży – o 23%. Ze względu na coraz wyższą kapitalizację oraz chęć dalszego rozwoju w tym roku planujemy przejście na rynek regulowany GPW. Doświadczenia na NewConnect utwierdziły nas w przekonaniu, że to właściwy model rozwoju dla Grodna. Naszym celem na najbliższe lata jest znalezienie się w ścisłej czołówce największych firm w branży­ – mówi Andrzej Jurczak, Prezes Zarządu Grodno SA.

ROZWÓJ SIECI SPRZEDAŻY I ASORTYMENTU, KOLEJNE 23% WZROSTU SPRZEDAŻY I 9,7 MLN ZŁ ZYSKU W REALIZACJI DO MARCA 2016 ROKU

Spółka podtrzymuje plany dalszego rozwoju firmy poprzez rozbudowę sieci dystrybucji, rozszerzanie asortymentu, rozwój nowych kanałów dystrybucji oraz optymalizację i rozwój procesów zarządzania w obszarach logistyki i sprzedaży. Od 2014 roku spółka powiększyła się o 9 nowych oddziałów sprzedaży na terenie kraju. 8 placówek powstało poprzez rozwój organiczny, 1 punkt dołączył do sieci sprzedaży Grodna poprzez nabycie części przedsiębiorstwa pod firmą Elektromag w Brwinowie. W planach jest utworzenie w latach 2015-2016 kolejnych 5-ciu punktów. Na koniec tegorocznego roku obrotowego, tj. 31.03.2016 roku, Grodno zamierza rozbudować sieć o 3 nowe punkty sprzedaży. Nowe oddziały według planów powinny zwiększyć przychody Grodna o 4 mln zł w tegorocznym roku obrotowym. Jednocześnie Grodno rozpoczęło projekt rozwoju sieci sprzedaży na zasadzie franczyzy. W bieżącym roku obrotowym planuje uruchomienie ok. 20 oddziałów w tym modelu. Dziś sieć Grodna to 45 własnych punktów sprzedaży oraz 1 oddział franczyzowy.

Obecnie Grodno dysponuje asortymentem 24 tys. artykułów. Planowana liczba pozycji asortymentowych na koniec 2016 roku to około 35 tys. artykułów. W szczególności spółka zamierza rozwijać produkty dla przemysłu, nowoczesne oświetlenie LED i oświetlenie konsumenckie oraz fotowoltaikę.

PROGNOZA FINANSOWA W REALIZACJI

Zarząd optymistycznie ocenia rynek i podtrzymuje prognozy finansowe na rok obrotowy 2015/2016. Wypracowany w ostatnim roku potencjał biznesowy przełoży się na 22,7% wzrost przychodów do poziomu 292 mln zł na koniec roku obrotowego 2015/2016. Zarząd prognozuje także 36% wzrost EBITDA do poziomu 17,5 mln zł. Zysk operacyjny na koniec 2015/2016 roku wzrośnie do poziomu 13,5 mln zł, tj. o 52,4% rdr, a zysk netto wyniesie 9,7 mln zł. Na koniec roku obrotowego 2015/2016 rentowność operacyjna spółki wyniesie 4,6%, a rentowność netto wzrośnie do 3,32%.

mln zł PROGNOZA01.04.2015-31.03.2016 % ZMIANY WOBEC WYNIKU 2014/2015
Przychody ze sprzedaży 292 +22,7%
EBITDA 17,5 +36,3%
EBIT 13,5 +52,4%
Zysk netto 9,7 +59%

 

WYNIKI W 2014/2015 ROKU ZGODNIE Z PROGNOZĄ

W całym roku obrotowym 2014/2015 spółka osiągnęła rekordową sprzedaż, tj. 13,9% wzrostu rdr do poziomu 237,99 mln zł. Wzrost przychodów w omawianym okresie jest pochodną realizacji strategii rozwoju sieci sprzedaży i oferty towarów, w tym wzrostów w segmencie fotowoltaiki, oświetlenia, kabli i niskich prądów, marki własnej LUNO, a także rozwiązań dla przemysłu i sprzedaży do dystrybucji. Osiągnięte wyniki finansowe są zbliżone do prognozy, która zakładała 241 mln zł sprzedaży. Narastająco w roku obrotowym 2014/2015 wynik operacyjny wzrósł do poziomu 8,9 mln zł wobec 6,3 mln zł w 2013/2014 roku, tj. 40% wzrostu rdr. Marża EBIT na koniec roku wyniosła 3,7% wobec 2,7% w analogicznym okresie 2013/2014 roku. Wynik netto za okres 2014/2015 wzrósł o 48,1% rdr do poziomu 6,1 mln zł, co daje 98% realizację prognozy wobec zakładanego 6,2 mln zł zysku.

Wind Mobile S.A. zatwierdził Prospekt emisyjny i przechodzi na rynek główny GPW

0

Komisja Nadzoru Finansowego zatwierdziła w dniu 14 lipca 2015r. prospekt emisyjny  Wind Mobile S.A., sprządzony przez Spółkę w związku z ubieganiem się o dopuszczenie i wprowadzenie do obrotu akcji  na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Wind Mobile S.A. to grupa oferująca na międzynarodowych rynkach własne rozwiązania technologiczne dla klientów z sektorów: telekomunikacji (halodzwonek), finansów (LiveBank) i hospitality (iLumio). Ponadto, firma specjalizuje się w dostarczaniu usług IT ukierunkowanych na zwiększanie potencjału sprzedażowego swoich klientów. Wind Mobile notowana jest na NewConnect alternatywnym rynku warszawskiej giełdy, gdzie w przeciągu niespełna 4 lat cena papierów wartościowych Spółki wzrosła o blisko 250 procent.

W ramach przygotowanej nowej emisji akcji serii K oraz zbycia istniejących Spółka zamierza zaoferować  1 mln 370 tyś. akcji. Oferta będzie miała charakter publiczny, a pozyskane środki z emisji mają wzmocnić rozwój dwóch najbardziej perspektywicznych produktów Spółki: iLumio oraz LiveBank. Grupa wykorzysta pozyskany kapitał na dynamiczny rozwój sprzedaży zagranicznej, co będzie miało bezpośredni wpływ na wyniki Spółki. Od momentu debiutu na NewConnect Wind Mobile S.A. może pochwalić się imponującymi wzrostami, nie tylko w obszarze wyników firmy, ale również wzrostu kursu akcji.

Zatwierdzenie prospektu jest dla nas niezwykle ważnym momentem, ponieważ umożliwi nam dołączenie do grona najlepszych spółek rynku kapitałowego. Ostatni rok dobitnie potwierdził, że NewConnect przestał być dla nas rynkiem wystarczającym, zarówno z punktu widzenia Spółki, jak i naszych Inwestorów. Z uwagi na ograniczoną płynność tego rynku, wycena giełdowa nie jest skorelowana z rosnącymi wynikami. Jednocześnie szereg zainteresowanych naszym podmiotem inwestorów instytucjonalnych, z uwagi na ograniczenia formalne, nie może zainwestować w Wind Mobile. Wkroczenie na główny rynek giełdy otworzy nam zupełnie nowe możliwości kapitałowe. Zatwierdzona emisja akcji przeznaczona jest na realizację obranej przez Grupę strategii rozwoju wysokomarżowych produktów powtarzalnych oraz ich ekspansji na rynkach międzynarodowych. Ostatni rok ewidentnie potwierdza słuszność przyjętych planów rozwojowych – przychody produktowe wzrosły dwukrotnie, a Spółka podpisała kontrakty z takimi międzynarodowymi tuzami jak Commerzbank, Santander, Hilton czy Holiday Inn – mówi Rafał Styczeń, Prezes Zarządu Wind Mobile S.A.

Grupa Wind Mobile S.A. debiutowała w 2011 roku na alternatywnym rynku warszawskiej giełdy – New Connect, z ceną emisyjną akcji na poziomie ponad 3 PLN. Dzisiaj jej notowania osiągnęły około 250-procentowy wzrost, a cena papierów wartościowych wynosi około 8 PLN za sztukę. Dodatkowo Spółka może pochwalić się ponad 370-procentowym wzrostem przychodów i około 180-procentową dynamiką wzrostu zysku netto w 2014 roku. To wszystko przekłada się na obecną kapitalizację Grupy Wind Mobile S.A. na poziomie 100 mln PLN. Obecny okres pod względem wyników finansowych zapowiada się równie obiecująco. W pierwszym kwartale 2015 roku Wind Mobile odnotował 5-krotny wzrost przychodów w stosunku do analogicznego okresu w roku ubiegłym.

Działalność Wind Mobile od kilku lat charakteryzuje rosnąca rentowność, którą w sektorze telekomunikacyjnym uzyskaliśmy poprzez zmianę struktury przychodowej i modelu biznesowego z typowo usługowego na wysokomarżowy model produktowy. EBITDA za lata 2011-2013 to odpowiednio 3, 4 i 6 mln zł. Podobne podejście zastosowaliśmy w odniesieniu do przejętej w 2014 roku spółki Software Mind. Akwizycja pozwoliła nie tylko na zdywersyfikowanie działalności na sektor finansowy oraz hospitality, ale przede wszystkim na poszerzenie oferty stricte produktowej. Obecne portfolio obejmuje 3 silne produkty z powodzeniem sprzedawane na rynkach eksportowych – Halodzwonek, iLumio i LiveBank, a ich udział w sprzedaży Spółki rośnie. Pomimo konsolidacji rozpoczętej dopiero w drugim kwartale 2014, Grupa wypracowała przychody na poziomie 54 mln PLN i zysk netto w wysokości 7 mln PLN, podwajając rentowność EBITDA do poziomu 11 mln zł – mówi Łukasz Juśkiewicz, Dyrektor Finansowy Grupy.

Grupa oferuje swoje produkty i usługi w kilku branżach: finanse i bankowość, hospitality oraz telekomunikacja. Dla branży hotelarskiej dedykowane jest coraz popularniejsze rozwiązanie iLumio, które wybiera 80% nowo powstałych hoteli w Polsce. Klientami tego rozwiązania są największe sieci hotelarskie, takie jak: Hilton, Holiday Inn, Best Western czy PURO. Co ciekawe, w 1Q tego roku zakontraktowano już ponad 2 000 pokoi, co stanowi kilkukrotny wzrost względem analogicznego okresu w 2014 roku. Finanse i bankowość to z kolei system LiveBank, który wybrały 3 z 5 największych banków w Polsce oraz niemiecki Commerzbank. Popularność tej usługi wiąże się z nowoczesną obsługa konsumentów oraz obniżeniem kosztów obsługi nawet o 50% wraz z wielokrotnym przyrostem liczby transakcji online. Główni kontrahenci bankowi Spółki to m.in.: mBank, ING czy BZ WBK.  W obszarze rozwiązań dla telekomunikacji firma oferuje szereg usług mobilnych, obejmujących m.in. halodzwonki – platformę obsługującą streaming utworów muzycznych lub reklam w oczekiwaniu na połączenie z rozmówcą, nowoczesną pocztę głosową Voicemail czy powiadomienia o dostępności rozmówcy.

Nasza działalność to przykład realizacji strategii wyszukiwania szans na usługi biznesowe w dobrze zdefiniowanych sektorach i wspierania ich nowoczesnymi rozwiązaniami technologicznymi. Podejście produktowe w powiązaniu z transakcyjnym czy abonentowym modelem rozliczeń za świadczone usługi tworzy unikalne możliwości wzrostu naszych przychodów i marżowości wraz z rozwojem biznesu naszych Klientów. Praktycznie w każdym z sektorów w których działamy, obserwujemy wzrosty i spodziewamy się ich jeszcze większego przyspieszenia dzięki aktywnym działaniom na rynkach międzynarodowych. Eksport stanowi obecnie już ponad 25% w strukturze naszych przychodów i przez cały czas intensywnie pracujemy nad tym, aby nasze produkty były dostępne w coraz większej liczbie państw. Sygnały płynące od naszych zagranicznych Klientów i Partnerów są bardzo pozytywne więc naszym zdaniem daje to solidne podstawy do prognozowania dynamicznego rozwoju Grupy zgodnie z przyjętą strategią – podsumowuje Grzegorz Młynarczyk, Wiceprezes Zarządu Grupy.

Oferującym akcje Wind Mobile jest Dom Maklerski BOŚ, a Autoryzowanym Doradcą firma Addventure Sp. z o.o.

DM BPS: proponowany przez PiS podatek bankowy uderzyłby w całą gospodarkę i zahamował jej rozwój

Marta Czajkowska-Bałdyga, analityk Domu Maklerskiego BPS

Odpływ kapitału z sektora bankowego, zmniejszenie zysków, ograniczenie wypłaty dywidend oraz akcji kredytowej spowodowałoby wprowadzenie zapowiadanego przez PiS podatku bankowego – uważa Marta Czajkowska-Bałdyga z DM BPS. Jej zdaniem banki nie byłyby zainteresowane udzielaniem pożyczek, bo od ich wartości płaciłyby daninę fiskusowi.

– Obecnie sektor jest bardzo dobrze skapitalizowany – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Marta Czajkowska-Bałdyga, analityk Domu Maklerskiego BPS. – Zakładając jednak scenariusz węgierski, po kilku latach ponoszenia strat, szczególnie przez mniejsze banki, wydaje się, że jest zagrożenie dla wysokości kapitału w całym sektorze.

Chodzi o zapowiedź wprowadzenia podatku bankowego przez przodujący w sondażach przedwyborczych PiS. Według Beaty Szydło, kandydatki PiS na premiera, miałby on wynieść 0,39 proc. aktywów bankowych. W skali całego sektora ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego spodziewa się uzyskać z tego tytułu około 5-6 mld zł, co mniej więcej odpowiada jednej trzeciej jego ubiegłorocznego zysku.

Na pewno ograniczałoby to możliwości wypłaty dywidendy, wpływając na zysk netto – zauważa Marta Czajkowska-Bałdyga. – Ponieważ inwestorzy z reguły spodziewają się, że ich pieniądze będą przynosić zyski, a nie straty, mogłoby to także spowodować jeszcze szybsze postępowanie konsolidacji w sektorze bankowym, niż ma to miejsce obecnie.

zdaniem Czajkowskiej-Bałdygi podatek liczony od wysokości aktywów banków negatywnie wpływałby jednak nie tylko na rozwój sektora bankowego, lecz także całej gospodarki.

Banki nie będą chciały rozwijać działalności, bo od wyższych aktywów płaciłyby po prostu wyższy podatek – ostrzega Marta Czajkowska-Bałdyga. – W interesie instytucji finansowych nie będzie zatem zwiększanie akcji kredytowej, co jest raczej sprzeczne z tym, czego zapewne będzie chciała nowa ekipa rządząca, czyli aby banki wciąż finansowały gospodarkę i wspierały jej rozwój.

Jak wynika z ostatniego raportu Komisji Nadzoru Finansowego łączne aktywa dziesięciu największych banków w Polsce pod koniec ubiegłego roku wyniosły blisko 4,6 mld zł. Największe, w wysokości 3,6 mld zł, należały do międzynarodowej grupy UniCredit z siedzibą w Rzymie, właściciela 50,1 proc. udziałów Pekao SA.

Podatek bankowy od instytucji finansowych jest już stosowany w niektórych krajach – wskazuje Marta Czajkowska-Bałdyga. – Ten, który został zaproponowany przez Prawo i Sprawiedliwość, żywcem wzięto z gospodarki węgierskiej. Viktor Orbán, tamtejszy premier, również wprowadził podatek bankowy, który miał negatywny wpływ na zyski tamtejszego sektora.

Grupa Recykl przewiduje wzrost przychodów w br. o około 10 proc. i wypłatę dywidendy za przyszły rok w wysokości 20-25 proc. zysku netto

0

Maciej Jasiewicz

Zajmująca się gospodarowaniem odpadami Grupa Recykl zapowiada, że w ciągu najbliższych dwóch lat uda jej się dokończyć akwizycję przedsiębiorstwa zajmującego się sprzedażą wyrobów gotowych i zadebiutować na głównym parkiecie giełdy. Prezes Maciej Jasiewicz jest zdania, że za przyszły rok spółka najpewniej wypłaci dywidendę w wysokości 20-25 proc. zysku. W br. przychody Grupy mają wzrosnąć o około 10 proc.

Z naszych podstawowych segmentów działalności wszystkie będą rosły porównywalnie – zapewnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Maciej Jasiewicz, wiceprezes Grupy Recykl oraz prezes zarządu Recykl Organizacja Odzysku, będącej spółką dominującą grupy kapitałowej.

Składa się ona z przedsiębiorstwa Recykl Organizacja Odzysku oraz spółek Reco-Trans i Rekoplast. Profil działalności Grupy obejmuje gospodarowanie odpadami użytkowymi, przede wszystkim zużytymi oponami. Poszczególne spółki prowadzą zbiórkę, wytwarzają gumowy granulat wykorzystywany w wielu dziedzinach gospodarki, a także świadczą usługi recyklingu i odzysku. W ubiegłym roku Grupa wyprodukowała 20 tys. paliw alternatywnych (tzw. chipsów) dla cementowni. Jak wskazuje prezes Maciej Jasiewicz, tegoroczne założenia przewidują, że będzie ta od 35 do 40 tys. ton.

Mamy trzy podstawowe produkty: paliwo alternatywne dla cementowni, granulat SBR, który jest wykorzystywany przez producentów wyrobów gotowych oraz na potrzeby budowy boisk sportowych, a także drut stalowy – informuje Maciej Jasiewicz. – Przewidujemy, że wartość przychodów w br. w stosunku do 2014 roku będzie wyższa o około 10 proc.

W ciągu najbliższych 2-3 lat, jak przekonuje prezes Jasiewicz, notowana obecnie na NewConnect spółka mogłaby zadebiutować na rynku podstawowym.

Przymierzamy się do tego od dawna, natomiast sytuacja ekonomiczna powodowała, że nie byliśmy w stanie uzyskać odpowiedniej kapitalizacji – tłumaczy Maciej Jasiewicz. – Zakładamy jednak, że po przejęciu producenta wyrobów gotowych moglibyśmy tego skoku wreszcie dokonać.

Spółka od kilku już lat planuje akwizycję tego rodzaju przedsiębiorstwa. Jest to jedyny element procesu produkcyjnego, którego Grupie brakuje: sama bowiem pozyskuje surowiec, prowadzi zakład wytwarzający granulat i ma instalacje, dzięki którym może doczyszczać drut stalowy. Do pełnego łańcucha działalności brakuje jej tylko wytwórcy gotowych produktów.

Ze sprzedażą drutu, który uzyskujemy z opon, nie mamy żadnego problemu – zapewnia Jasiewicz. – Ograniczają nas wyłącznie moce produkcyjne. Mamy dwie technologie i jako jedyni w Polsce doczyszczamy drut i go przerabiamy. Ten segment jest przez nas całkowicie opanowany.

W I kwartale br. przychody Grupy wyniosły 7,6 mln zł i były o ok. 1 mln zł wyższe niż w tym samym okresie rok wcześniej. Spółka odnotowała zysk (netto) w wysokości 319 tys. zł wobec 564 tys. zł podczas pierwszych trzech miesięcy ubiegłego roku.

Po przeprowadzeniu analiz wewnętrznych ustaliliśmy, że spółka mogłaby wypłacić w połowie 2017 r. dywidendę za 2016 r., oczywiście po zatwierdzeniu tych planów przez Radę Nadzorczą – zapowiada Jasiewicz. – Przewidujemy, że dywidenda wyniesie około 20-25 proc. wypracowanego zysku. Uważam, że taki krok będzie dobrze odebrany przez obecnych i przyszłych akcjonariuszy. Chcemy pokazać, że spółka ma już trudny okres za sobą i osiągnęła taki poziom stabilności, który pozwala się podzielić częścią zysku z akcjonariuszami.