Wzrost udzielonych kredytów hipotecznych mógłby być większy. Ogranicza go polityka banków i regulacje

CEO Magazyn Polska

Rosnące wskaźniki gospodarcze, spadające bezrobocie, stabilizacja cen mieszkań, zwiększona aktywność deweloperów i przede wszystkim rekordowo niskie stopy procentowe pozwalają przypuszczać, że sytuacja na rynku kredytów hipotecznych w przyszłym roku powinna być jeszcze lepsza niż w tym. Jak zauważa Łukasz Lefanowicz, prezes Gerda Broker, rozwój tego kanału finansowania kupna nieruchomości ograniczają jednak wysokie marże banków i ostatnie rekomendacje Komisji Nadzoru Finansowego.

Pozytywne czynniki płynące z gospodarki hamują przede wszystkim ograniczenia w samych bankach – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Łukasz Lefanowicz, prezes zarządu Gerda Broker. – Wstrzymują one akcję kredytową choćby przez podwyższanie marż, co w znaczący sposób zmniejsza pozytywne tendencje wynikające z rekordowo niskich stóp procentowych.

Z publikowanego cyklicznie przez Związek Banków Polskich raportu AMRON-SARFiN wynika, że w trzecim kwartale br. instytucje finansowe udzieliły 43,6 tys. kredytów hipotecznych, czyli o przeszło 4 proc. mniej niż w poprzednim kwartale. Ich wartość wyniosła 9,3 mld zł i była niższa niż między kwietniem i czerwcem o 3,6 proc. Łączna kwota zadłużenia hipotecznego Polaków (blisko 1,9 mln umów) wyniosła 334,4 mld zł i była o 1,55 proc. wyższa niż w drugim kwartale br.

 Spadek liczby udzielanych kredytów hipotecznych jest tym bardziej niepokojący, że miał on miejsce w warunkach zdających się pod wieloma względami sprzyjać zwiększonemu zainteresowaniu kredytami ze strony klientów. Trwający od dwóch lat cykl obniżek stóp procentowych sprowadził je do rekordowo niskiego poziomu – 2 proc. w przypadku głównej stopy referencyjnej. To spowodowało spadek stawki WIBOR do około 2 proc., a w konsekwencji – obniżenie odsetkowych kosztów kredytu, zachęcając tym samym do korzystania z tego rodzaju finansowania – zauważa Łukasz Lefanowicz.

Zdaniem Lefanowicza powodem jest polityka banków, które podnoszą marże kredytów hipotecznych lub deklarują taką możliwość, niwelując tym samym w pewnym stopniu pozytywne impulsy płynące z polskiej gospodarki. Przynajmniej częściowo zmniejsza to korzyści odczuwane przez klienta, wynikające z niskich stóp procentowych Narodowego Banku Polskiego.

Drugim czynnikiem, o znacznie większym znaczeniu, są bezpośrednie działania Komisji Nadzoru Finansowego, wprowadzające wymóg posiadania minimalnego wkładu własnego przez kredytobiorców – przekonuje Lefanowicz. – W tym roku jest on i tak stosunkowo łagodny, jednak jego podwyższenie z obecnych 5 do 10 proc. w przyszłym roku może jeszcze bardziej ograniczyć liczbę osób zainteresowanych kredytem zabezpieczonym nieruchomością.

Chodzi o Rekomendację S wprowadzającą konieczność posiadania przez osoby zaciągające o tego rodzaju pożyczkę wkładu własnego, czyli własnej gotówki w wysokości odpowiadającej określonej części ceny nieruchomości. Od 2017 roku każda osoba ubiegająca się o kredyt hipoteczny będzie musiała posiadać 20 proc. wartości pożyczki. Zaciągnięcie kredytu obejmującego 90 proc. ceny nieruchomości będzie wówczas możliwe, ale jedynie pod warunkiem wykupienia przez kredytobiorcę ubezpieczenia brakującego wkładu własnego.

Wydaje się, że to może być główna przyczyna, która powoduje zahamowanie wszystkich pozytywnych zjawisk, których jesteśmy świadkami – mówi prezes Gerda Broker. – Miejmy jednak nadzieję, że zwiększona konkurencja wśród banków hipotecznych w walce o klienta spowoduje chociaż zahamowanie tendencji wzrostu ceny samego kredytu. Utrzymujące się pozytywne zjawiska na rynku pracy, rosnące wynagrodzenia i spadek cen pozwalają jednak z optymizmem patrzeć w przyszłość, w 2015 rok.

Ulga podatkowa na prace badawczo-rozwojowe

Wprowadzenie ulgi podatkowej na prowadzenie prac badawczo-rozwojowych – proponuje Konfederacja Lewiatan w „Białej Księdze bis”, która zawiera rekomendacje dla rządu na ostatni rok działalności.

Obecnie nie ma w Polsce systemu wpływającego na zachowania i decyzje przedsiębiorstw i instytucji naukowych oraz badawczych dotyczące inwestycji badawczo-rozwojowych i innowacyjnych. Wprowadzenie ulgi podatkowej na prowadzenie prac badawczo-rozwojowych to jeden z elementów koniecznego projektu zmian w systemie regulacyjnym, których celem byłoby stworzenie podstaw dla systemu wsparcia inwestycji w B+R+I. Należy zacząć od spraw podstawowych: ustalenia definicji i zasad kwalifikowania działalności jako badawczej i rozwojowej oraz precyzyjnego zdefiniowania kosztów związanych z badaniami przemysłowymi i pracami rozwojowymi, które będą kosztami podatkowymi.

Konstrukcja ulgi podatkowej musi być prosta, aby mogły z niej skorzystać także mikro i małe przedsiębiorstwa. Oprócz wynikającego z ustawy o rachunkowości księgowania kosztów uzyskania przychodów, przedsiębiorca powinien mieć prawo do dodatkowego odpisu z tytułu ponoszonych wydatków na prace B+R. Powinno to być nie mniej niż 50% poniesionych kosztów na prace B+R odliczanych od wyniku finansowego brutto. Poprawa stanu finansów publicznych powinna prowadzić do wzrostu poziomu ulgi tak, aby po 2020 r., gdy skończą się fundusze europejskie, polska gospodarka miała systemowe rozwiązanie stymulujące inwestycje w B+R.

Ponieważ możliwy jest także inny kształt ulgi podatkowej na B+R, trzeba jak najszybciej rozpocząć dyskusję nad jej konstrukcją. Konfederacja Lewiatan proponuje, aby była ona koordynowana przez Ministerstwo Finansów, bowiem i tak wszystkie podatkowe propozycje tam trafiają i muszą uzyskać akceptację.

– Firmy powinny mieć możliwość rozliczania ulgi w ciągu 5 lat (tak, jak straty z działalności gospodarczej) tak, aby mogły z niej skorzystać, gdy nakłady na B+R nie generują jeszcze przychodów, a jedynie koszty. W przypadku start-up’ów warto rozważyć możliwości otrzymania przez nie ekwiwalentu przysługującej ulgi w formie refundacji (start-up’y prowadzące działalność B+R są z reguły w pierwszych latach aktywności gospodarczej centrami kosztów i rozwiązanie refundacyjne zapewni im płynność finansową) – mówi dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka Konfederacji Lewiatan.

Ulga na B+R powinna dotyczyć także tych firm, którym wyników prac badawczo-rozwojowych nie udało się skomercjalizować. Możliwość wykorzystania ulgi na B+R powinny też mieć przedsiębiorstwa działające w specjalnych strefach ekonomicznych (dzisiaj są wykluczone z możliwości skorzystania z ulgi na zakup nowych technologii).

Konfederacja Lewiatan

Kontrola skarbowa ponownie uderza w mafię paliwową

Od 1 grudnia br. na granicy polsko-litewskiej oraz od 2 grudnia br. na granicy zachodniej kolejny raz prowadzone są intensywne kontrole cystern wwożących do kraju paliwo. Akcja prowadzona jest przez kontrolę skarbową we współpracy ze Służbą Celną, Strażą Graniczną i Policją.

Wzmożone działania zmierzają do dalszego ograniczenia wyłudzeń podatku VAT w obrocie paliwem i zatrzymania wykorzystywanego w tym celu mechanizmu „znikającego podatnika”. „Znikający podatnik” pomimo wystawiania faktur i deklarowania należnego podatku VAT nie wpłaca go do budżetu, powodując wielomiliardowe straty Skarbu Państwa.
W czasie prowadzonych kontroli ustala się faktycznych odbiorców przewożonych paliw, a następnie sprawdza się czy należny od sprzedaży podatek VAT jest wpłacany przez firmy wprowadzające paliwo na polski rynek.

Poprzednie akcje, przeprowadzone w czerwcu oraz we wrześniu br., dzięki nowatorskiej formule działań, przyniosły bardzo dobre rezultaty. Na 118 wszczętych kontroli – według szacunkowych danych – niezapłacony podatek VAT wyniósł 450 mln zł, na poczet którego zabezpieczono majątek o wartości prawie 90 mln zł.

Jednocześnie obok działań kontrolnych, w związku ze skalą nieprawidłowości w obrocie paliwami, opublikowano na stronach internetowych Ministerstwa Finansów i Ministerstwa Gospodarki list ostrzegawczy skierowany do wszystkich podatników dokonujących obrotu paliwami o zagrożeniu oszustwami w zakresie podatku VAT zidentyfikowanymi w tej branży.

Branża pozytywnie ocenia opublikowanie kolejnego listu ostrzegawczego, o czym informuje Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego w swoim komunikacie prasowym.

POPiHN skierowała również list do Ministra Finansów, w którym wyraża swoją satysfakcję z podjętych przez Ministerstwo działań, oraz przedstawia propozycje dalszej walki z szarą strefą w branży paliwowej.

Gumki i zawieszki do bransoletek – kolejne działania

0

Żadna ze zbadanych próbek kolorowych gumek do wyplatania bransoletek pobranych z polskiego rynku  nie stwarza zagrożenia dla dzieci – to wyniki kolejnych kontroli na zlecenie UOKiK

 W listopadzie specjalistyczne laboratorium UOKiK w Łodzi przebadało kolejne 10 partii popularnych gumek i zawieszek do wyplatania bransoletek. 8 z nich zostało pobranych przez Inspekcję Handlową ze sklepów na terenie całego kraju, dwie pochodziły z przesyłek zatrzymanych na granicy przez służby celne. Oprócz zestawów gumek (powyżej 1 tys. sztuk, w różnych kolorach), badane były także zawieszki (Inspekcja pobrała ze sklepów 13 ich rodzajów). Laboratorium sprawdzało obecność ftalanów – związków chemicznych, których występowanie w zabawkach w stężeniach wyższych niż 0,1 proc jest zabronione z uwagi na negatywny wpływ na gospodarkę hormonalną dzieci.

Analiza laboratoryjna wykazała, że żadna z próbek pochodzących ze sklepów nie zawiera szkodliwych substancji. Niestety, badania zawieszek zatrzymanych na granicy ponownie wykazały przekroczenie poziomu stężenia ftalanów (ponad 44 proc. w jednym zestawie oraz ponad 40 proc. w drugim). Zakwestionowane zabawki – komplety zawierające 10 i 23 różnego rodzaju zawieszek – nie zostaną dopuszczone do swobodnego obrotu na terenie Unii Europejskiej. 

UOKiK, który przygląda się tym zabawkom od połowy września otrzymał też z czterech państw Unii Europejskiej potwierdzenie, że w zbadanych przez nie zestawach nie wykryto ftalanów w niedozwolonych ilościach.

Konsumencie – podejrzewasz, że zabawka może stwarzać zagrożenie, sprawdź, czy nie znajduje się ona w rejestrze wyrobów niezgodnych z wymaganiami na stronie UOKiK lub w Europejskim Systemie Szybkiej Wymiany Informacji o Produktach Niebezpiecznych RAPEX .  Pomóc mogą również Inspekcja Handlowa, której dane znajdują na stronie Urzędu oraz Departament Nadzoru Rynku w UOKiK.

 

Zgoda na koncentrację: realizacja warunku w branży farmaceutycznej

0

Prezes UOKiK wydał zgodę na transakcje pomiędzy hurtowniami farmaceutycznymi. Intra może przejąć Exigo. Transakcja jest związana z realizacją warunku nałożonego przez Urząd w marcu na spółkę Neuca

Wypowiedź Roberta Kamińskiego, Dyrektora Departamentu Kontroli Koncentracji UOKiK

Zobacz więcej materiałów multimedialnych

Uczestnicy koncentracji zajmują się hurtową sprzedażą wyrobów farmaceutycznych. Intra posiada hurtownię w Warszawie, natomiast Exigo w Bydgoszczy.

Koncentracja jest wynikiem realizacji decyzji warunkowej wydanej przez UOKiK w marcu 2014 r. Prezes Urzędu uznał wówczas, że spółka Neuca może przejąć ACP Pharma, jeżeli sprzeda bydgoską hurtownię.

Przeprowadzone postępowanie wykazało, ze transakcja nie doprowadzi do ograniczenia konkurencji, ponieważ Intra i Exigo działają na różnych rynkach geograficznych. Zgodnie z dotychczasowym orzecznictwem Urzędu przyjęto, że hurtownie farmaceutyczne rywalizują ze sobą na obszarze o promieniu ok. 100 kilometrów.

Zgodnie z przepisami transakcja podlega zgłoszeniu do urzędu antymonopolowego, jeżeli biorą w niej udział przedsiębiorcy, których łączny obrót w roku poprzedzającym przekroczył 1 mld euro na świecie lub 50 mln euro w Polsce.

Decyzje wyrażające zgodę na dokonanie koncentracji wygasają, jeżeli połączenie nie zostanie dokonane w terminie 2 lat od ich wydania. Na stronie internetowej Urzędu zamieszczane są informacje na temat wszystkich prowadzonych przez Urząd postępowań antymonopolowych w sprawach koncentracji. Więcej informacji o zasadach łączenia przedsiębiorców w przygotowanym specjalnie opracowaniu.

 

Eurocash inwestuje we Frisco.pl

0

Frisco.pl, jeden z największych e-supermarketów w Polsce, który znajduje się w portfelach funduszy z Grupy MCI, pozyskał nowego inwestora strategicznego – spółkę Eurocash. Po częściowym wykupie dotychczasowych akcjonariuszy Frisco.pl oraz dokapitalizowaniu spółki, lider w dystrybucji artykułów spożywczych i FMCG w Polsce obejmie około 44% akcji we Frisco.pl. MCI pozostaje akcjonariuszem większościowym w spółce.

Pozyskanie Eurocash jako istotnego inwestora jest kamieniem milowym w rozwoju naszego sklepu. Środki pozyskane w ramach tej rundy finansowania pozwolą nam nie tylko kontynuować realizację strategii rozwoju Frisco jako wiodącego warszawskiego e-supermarketu, ale również otwierają nam możliwość zwiększenia skali biznesu, m.in. poprzez efektywne wejście z pełną ofertą do kolejnych dużych miast w Polsce w krótszym terminie niż zakładaliśmy do tej pory – mówi Nicolas Jedraszak, prezes zarządu Frisco.pl.

– Frisco.pl to jeden z największych graczy na polskim rynku zakupów przez Internet, dysponujący nowoczesną i efektywną platformą logistyczną. Spółka prowadzi sprzedaż wyłącznie w kanale online, w związku z czym – w odróżnieniu od innych graczy na tym rynku – nie ma tu elementu subsydiowania sprzedaży internetowej przez fizyczny sklep. Frisco.pl będzie dla nas platformą do zdobywania doświadczeń w segmencie e-commerce. Zawarta umowa umożliwia nam w przyszłości zostanie większościowym akcjonariuszem spółki. Liczymy, że wykorzystamy zdobyte know-how do wypracowania rozwiązań, które pozwolą wzmocnić pozycję konkurencyjną naszych klientów, czyli niezależnych sklepów spożywczych – powiedział Pedro Martinho, członek zarządu Eurocash.

Dołączenie do grona inwestorów Frisco.pl tak silnego partnera jak Eurocash to pozytywna weryfikacja przyjętej strategii inwestycyjnej w obszarze e-commerce oraz potwierdzenie ogromnego potencjału rozwoju Frisco.pl. Naszym wspólnym celem jest dalsze budowanie wartości tej spółki. Wsparcie Eurocash da Frisco sporo synergii po stronie zakupowej i logistycznej, ale przede wszystkim przyśpieszy realizację strategii rozwoju Frisco.pl i pozwoli istotnie zwiększyć skalę operacyjną tej spółki – powiedział Adam Jarmicki z MCI Management S.A.

W ostatnich latach Frisco.pl notuje dwucyfrowy wzrost sprzedaży. Roczne obroty spółki przekraczają 30 mln zł.

– Cieszymy się, że Eurocash docenił nie tylko kompetencje Frisco.pl w zakresie e-commerce ale również niepowtarzalny na polskim rynku model dystrybucyjny. Nasze dedykowane centrum logistyczne i unikalny system, pozwala realizować zamówienia klientów, w określonych jednogodzinnych oknach dostaw, dostarczając produkty w 100% zgodnie z zamówieniem, o czym przekonały się już dziesiątki tysięcy naszych klientów. Sklep Frisco.pl poleca ponad 98% klientów, którzy skorzystali z jego usług – mówi Grzegorz Bielecki, członek zarządu Frisco.pl.

Frisco.pl to jeden z największych i najdłużej działających supermarketów online. Realizuje zamówienia na terenie całej Polski oferując szeroki wybór artykułów spożywczych i chemii gospodarczej. Frisco.pl prowadzi sprzedaż wyłącznie przez Internet na bazie własnego zaplecza magazynowego. Dostawy na terenie Warszawy obejmują także produkty świeże. By zapewnić ich najwyższą jakość, są one przygotowywane przez dostawców pod konkretne zamówienia i codziennie dowożone do Frisco. Zamówienia można składać przez cały tydzień, a kurierzy dostarczą je pod wskazany adres od poniedziałku do soboty w godzinach 7:00-23:00 w określonej przez klienta godzinie. Za zakupy płaci się przelewem albo przy odbiorze gotówką lub kartą.

MCI Management SA – utworzony w 1999 r., to jeden z wiodących w regionie CEE, publicznie notowany fundusz private equity o charakterze multistage. MCI, za pośrednictwem funduszy PE/VC, realizuje inwestycje w obszarze early stage, growth stage i expansion/buyout stage w krajach Europy Środkowo-Wschodniej, a także w Niemczech i Austrii (DACH) oraz w krajach byłego Związku Radzieckiego (CIS) i Turcji. Jak dotąd Grupa zrealizowała łącznie ponad 50 projektów inwestycyjnych oraz dokonała ponad 30 pełnych wyjść z inwestycji. W okresie od 01/01/1999 do 30/09/2014 MCI osiągnęła stopę zwrotu netto (net IRR) na poziomie ok. 23,8% i uplasowała się w czołówce europejskich funduszy PE. MCI Management SA jest notowana na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie od lutego 2001 r.

Grupa Eurocash to największa polska firma zajmująca się hurtową dystrybucją produktów żywnościowych, chemii gospodarczej, alkoholu i wyrobów tytoniowych (FMCG). Poprzez szereg formatów dystrybucji, koncentruje się na hurtowej dystrybucji produktów FMCG do niezależnych sklepów i placówek detalicznych w całej Polsce. W ramach prowadzonych przez Grupę Eurocash formatów franczyzowych skupionych jest blisko 12 tysięcy placówek detalicznych. www.eurocash.pl

RPP najprawdopodobniej nie obniży stóp procentowych. Kondycja polskiej gospodarki jest za dobra

CEO Magazyn Polska

Kondycja polskiej gospodarki jest za dobra, by na rozpoczynającym się dziś posiedzeniu Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe ocenia większość ekonomistów. Ich opinię potwierdziły nadzwyczaj dobre wyniki indeksu PMI.

W listopadzie PMI polskiego przemysłu wzrósł z październikowego poziomu 51,2 pkt do 53,2 pkt. To oznacza, że przybywa menadżerów, którzy dobrze oceniają kondycję swoich firm. Polskie PKB wciąż utrzymuje się na poziomie przekraczającym 3 proc. W tej sytuacji RPP, której głównym celem jest stabilizowanie wzrostu cen w okolicach celu inflacyjnego (2,5 proc. z jednopunktowym odchyleniem w górę i w dół) ma coraz mniej powodów, by ingerować w gospodarkę, mimo że ceny spadły w październiku o 0,6 proc.

– Chociaż inflacja znajduje się poniżej dolnej wstęgi celu, to perspektywy średnio- i długoterminowe dla niej są raczej takie, że powróci ona w granice celu inflacyjnego – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Stanisław Kluza, ekonomista z Instytutu Statystyki i Demografii SGH. – Zwłaszcza że bezrobocie spada w ujęciu rocznym, natomiast płace rosną całkiem przyzwoicie. Oznacza to, że koniunktura gospodarcza wydaję się w miarę dobra i niezagrożona w średnim i nawet w dłuższym horyzoncie czasu.

Dobrą koniunkturę w polskiej gospodarce potwierdziły też najnowsze informacje o wykonaniu budżetu państwa. Jak poinformowało Ministerstwo Finansów, po październiku deficyt budżetowy przekroczył 27,2 mld zł. To oznacza, że po 10 miesiącach nie przekracza on 57,3 proc. kwoty założonej na cały rok. Zgodnie z harmonogramem miał o tej porze roku przekraczać 90 proc.

– Zdecydowanie w tym roku dobrze wygląda sprzedaż detaliczna, a co za tym się kryje, mamy prawdopodobnie również lepsze przychody jeżeli chodzi o podatki pośrednie – ocenia Stanisław Kluza. – Ale jeżeli chodzi o dług, to w długim okresie nie byłbym optymistą, należałoby patrzeć na tę zmienną przez pryzmat bilansowania się systemu emerytalnego. 

Przy relatywnie niskim deficycie budżetu państwa niepokojąco wysoki jest bowiem deficyt ZUS-u. W skali rocznej kształtuje się na poziomie kilkudziesięciu miliardów. Jak podkreśla ekonomista z SGH, nie ma też pomysłu na to, jak ten problem w dłuższej perspektywie rozwiązać.

– Zawsze należy się cieszyć, jeżeli dług jest niższy, natomiast pojawia się pytanie o trwałość, o źródła oraz o to, czy ta różnica rozwiązuje to, co jest największym problemem – podkreśla Stanisław Kluza. – I na żadne z tych pytań nie mamy odpowiedzi, która napawałaby nas optymizmem.

Mimo że rok się kończy, trudno prognozować, jakie będzie ostateczne wykonanie polskiego budżetu. Wiele wskazuje jednak na to, że lepsze od ustawowych założeń.

– Nie chcę strzelać – zastrzega się ekonomista z Instytutu Statystyki i Demografii SGH. – Myślę po prostu, że realizacja w tym roku będzie dobra, a jest to zasługą zarówno dobrej koniunktury gospodarczej – wzrost PKB będzie zapewne powyżej 3 proc., jak i tego, co w szczególności podtrzymywało tę koniunkturę, czyli bardzo dobrej sprzedaży detalicznej.

TIM stawia na e-sklep. Spółka chce ponad połowę sprzedaży realizować przez internet

CEO Magazyn Polska

Spółka TIM, dystrybutor artykułów elektrotechnicznych, chce, by w przyszłym roku ponad połowa sprzedaży była realizowana przez sklep internetowy. Spółka zlikwidowała tradycyjne oddziały sprzedaży, teraz zamierza rozbudować i zautomatyzować centralny magazyn, by z niego realizować dostawy. Chce też go sprzedać deweloperowi, a następnie wynająć.

Nasz model sprzedaży jest multikanałowy, czyli internet, telefon, e-mail, a nawet osobiste wizyty u naszych pracowników podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Inwestor Krzysztof Folta, prezes spółki TIM SA. – Przy czym nie ukrywam, że zależy nam na sprzedaży przez internet i ta sprzedaż rozwija się bardzo dobrze. Już nie mamy oddziałów handlowych, wszystkie zostały zamknięte i przerobione na biura handlowe. Nie mamy magazynów lokalnych, cały towar jest w magazynie centralnym.

W sklepie internetowym realizowane jest obecnie 50 proc. całkowitej sprzedaży spółki. W przyszłym roku jego sprzedaż ma sięgnąć 60 proc. Firma planuje też powiększać oferowany asortyment i przyciągać do e-sklepu nowych klientów, cały czas obniżając koszty swej działalności.

– Pierwsze efekty optymalizacji kosztów już widać w III kw. – koszty spadły poniżej 15 proc. wartości obrotu informuje prezes TIM SA. – Do tej pory były wyższe, stanowiło ok. 17-18 proc. Myślę jednak, że w przyszłym roku jeszcze poprawimy ten wskaźnik, koszty w skali roku jeszcze spadną i będą stanowiły ok. 13-14 proc. obrotu. To jest nasz cel.

Nowy model sprzedaży wspierać ma planowana przez spółkę inwestycja. Na 13 stycznia zwołane jest walne zgromadzenie akcjonariuszy, które ma podjąć decyzję o sprzedaży deweloperowi dotychczasowego centrum logistycznego spółki.

– Ma on postawić dla nas dodatkowe 30 tys. mkw. magazynów, które będziemy wynajmowali – zaznacza prezes Krzysztof Folta. – Nasza inwestycja będzie polegała na zautomatyzowaniu tych magazynów. Wstępnie szacujemy, że koszt automatyzacji wyniesie około 7,5 mln euro, i to są inwestycje, które będą realizowane w latach 2016-2017.

III kwartał jest pierwszym, w którym spółka pracuje w całkowicie zmienionym modelu biznesowym. W ciągu ostatniego półrocza zamknęła 20 oddziałów. Był to czas dużych zmian organizacyjnych i wprowadzenia zupełnie nowego modelu sprzedaży.

– Mamy minimalną stratę mówi Krzysztof Folta. – Mówiłem wcześniej, że zysk operacyjny w III kwartale powinien być na poziomie zera. Niestety, nie udało nam się tego zrobić z bardzo prostego powodu: żeby spółka miała taki zysk operacyjny, musi wypracować dokładnie 150 mln zł sprzedaży kwartalnej. My wypracowaliśmy 147 mln zł, zabrakło nam 3 mln zł do tego, by nie było straty w III kwartale.

W trakcie restrukturyzacji wyniki spółki bardzo się pogorszyły, jednak już w III kwartale widać było, że firma wychodzi na prostą. Jej przychody ze sprzedaży przekroczyły 147 mln zł i były o ponad 48 proc. wyższe niż rok wcześniej. Strata operacyjna spółki spadła z niemal 2 mln zł w zeszłym roku do 350 tys. zł.

Polki radzą sobie znacznie lepiej w biznesie niż inne Europejki

Polki to fantastyczne kobiety, które świetnie radzą sobie w biznesie – uważa Dorota Soszyńska. Współwłaścicielka marki Oceanic podkreśla, że spośród krajów Unii Europejskiej to właśnie w Polsce najwięcej kobiet ma prywatne przedsiębiorstwa. Zdaniem Soszyńskiej kobiety są naturalnie predysponowane do zajmowania się biznesem, odznaczają się bowiem większą podzielnością uwagi i lepszą organizacją pracy niż mężczyźni.

Z raportu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że istnieje związek między liczbą kobiet zatrudnionych na kierowniczych stanowiskach a osiągnięciami przedsiębiorstwa. Im więcej kobiet w zarządzie, tym lepsze wyniki finansowe firmy.

Zdaniem Doroty Soszyńskiej Polki doskonale radzą sobie w biznesie, co wynika z ich cech charakteru. Kobiety są bardziej zorganizowane i mają większą podzielność uwagi niż mężczyźni, poza tym panie są też lepiej wykształcone. Z danych GUS wynika, że 58 proc. studentów to kobiety i częściej niż mężczyźni podejmują także studia podyplomowe i doktoranckie.

Polki sobie doskonale radzą i są wyjątkowe nawet na tle Europy. Najlepszym dowodem  na to jest nasza nowa pani premier. Jest wiele kobiet w biznesie, które sobie świetnie radzą i to wynika z naszych predyspozycji. Około 25 proc. kobiet ma prywatne przedsiębiorstwa, natomiast w Unii Europejskiej zaledwie 17 proc, czyli na tle Europy naprawdę wypadamy fantastycznie – mówi Dorota Soszyńska, współwłaścicielka i dyrektor kreatywna marek Oceanic i Euro Fragrance, w rozmowie z agencją informacyjną Newseria.

Zdaniem Soszyńskiej Polki nie tylko mają doskonałe kwalifikacje do zajmowania się biznesem, lecz także potrafią doskonale odnaleźć się w tym świecie i zachować w każdej sytuacji. Pod tym względem wyróżniają się również na tle swoich koleżanek po fachu z innych krajów Europy. Mimo to wciąż znacznie mniej kobiet niż mężczyzn robi karierę na stanowiskach kierowniczych w dużych przedsiębiorstwach. Z raportu Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej wynika, że w zarządach i radach nadzorczych największych polskich spółek zasiada mniej niż 15 proc. kobiet, a funkcję prezesa sprawuje zaledwie 7 proc.

Mężczyźni powinni dostrzec siłę, która jest w kobietach. Cały czas jednak są one dyskryminowane. Niestety, często kobieta na tym samym stanowisku co mężczyzna zarabia mniej, mimo że Polki są wybitnie przedsiębiorcze – mówi Dorota Soszyńska.

Twórczyni marki Oceanic podkreśla, że zajmowanie się biznesem, a zwłaszcza prowadzenie własnej firmy, wymaga odpowiednich cech charakteru, przede wszystkim pracowitości i odporności psychicznej. Najtrudniejsze jest opanowanie stresu i wzięcie odpowiedzialności za swoich podwładnych.

Spożycie kukurydzy w Polsce jest dwudziestokrotnie mniejsze niż w USA

W Polsce spożycie kukurydzy cukrowej wynosi zaledwie 5-10 proc. całości zbiorów. W Austrii jest to 30 proc. a we Francji – 20 proc. Dlatego producenci kukurydzy zachęcają do większej konsumpcji. Liczą również na wzrost sprzedaży na rynkach afrykańskich czy na Półwyspie Iberyjskim. Chcą również zwiększyć wykorzystanie kukurydzy jako składnika pasz lub substratu do produkcji biogazu.

– Widzimy olbrzymie możliwości wzrostu zagospodarowania przez rynek polski kukurydzy, choćby do bezpośredniego żywienia człowieka. Obecnie w ten sposób zagospodarowujemy 5-10 proc. naszych zbiorów – mówi agencji Newseria Biznes dr Roman Warzecha, członek Rady Polskiego Związku Producentów Kukurydzy (PZPK).

Spożycie kukurydzy cukrowej (tzw. słodkiej) w Polsce wynosi ok. 0,5 kg na mieszkańca. W Stanach Zjednoczonych jest to ponad 10 kg.

Jak podkreślają przedstawiciele PZPK, plony kukurydzy ziarnowej są blisko dwukrotnie większe niż średnie plony zbóż. 15 lat temu ziarno wyprodukowane w Polsce zaspokajało 10-20 proc. potrzeb, dziś produkcja w pełni pokrywa nasze zapotrzebowanie, a dodatkowo na eksport trafia nawet 1-1,5 mln ton. Średnie zbiory ziarna kukurydzy od trzech lat osiągają poziom 4 mln ton.

To nie jest tak, że rynki są nam dane raz na zawsze. Trzeba o nie walczyć. Oczywiście nie jesteśmy takim potentatem w produkcji, jak Stany Zjednoczone, które odpowiadają za 1/3 światowej produkcji, oni jednak bardzo dużo zużywają na biopaliwa. W związku z tym jest szansa, żeby w sytuacji, kiedy będziemy mieli nadwyżki, kukurydzę sprzedawać – mówi Roman Warzecha.

Wśród najbardziej perspektywicznych rynków dla polskiej produkcji wymienia się kraje północnej Afryki.

Kraje Maghrebu, czyli kraje arabskie Afryki, ze względu na warunki klimatyczne nie są w stanie wytworzyć takiej ilości, jakiej potrzebują. Widzimy jako kierunek eksportu właśnie północną Afrykę i Półwysep Iberyjski, gdzie też są braki, a intensywnie rozwija się produkcja zwierzęca. Dotychczas eksport na tamten rynek odbywał się głównie z Francji, ale oferta polska jest atrakcyjna – podkreśla członek Rady Polskiego Związku Producentów Kukurydzy.

Kolejnym obszarem, w którym można wykorzystywać większe ilości kukurydzy, jest hodowla zwierząt, m.in. drobiu. Jak podkreśla PZPK, w Polsce wciąż za mała jest produkcja kukurydzy kiszonkowej na paszę dla bydła.

Według szacunków PZPK kukurydzę cukrową uprawia się w Polsce na ok. 7 tys. hektarów, z czego około 5,5 tys. ha na potrzeby przemysłu przetwórczego. W tym roku łączna powierzchnia upraw w Polsce to 1,1 mln ha: z tego 500 tys. ha to zasiewy na kiszonkę, a ok. 600 tys. ha to kukurydza na ziarno.

Szansą jest też rozwój biogazowni rolniczych, w których podstawowym substratem do produkcji biogazu jest kiszonka z kukurydzy. Ona jest utylizowana jako substraty razem z odchodami zwierzęcymi, a przy tym jest bardzo wysokowydajna w produkcji biogazu. I to też jest bardzo duża szansa dla polskich rolników, bo ziarno, które w tej chwili sprzedawane jest jako zboże, można również sprzedawać na kiszonkę do biogazowni – mówi Roman Warzecha.

Polacy coraz częściej sięgają po piwa niszowe, lokalne i marki premium

Piwo stanowi blisko połowę sprzedaży alkoholu w Polsce. Prawie 90 proc. Polaków przynajmniej raz w ciągu roku sięgnęło po ten napój – wynika z badań KPMG. Konsumenci coraz częściej szukają nowych, oryginalnych smaków, są otwarci na nowości i sięgają po piwa z górnej półki. Wśród amatorów tego trunku nie brakuje również tych, którzy sami go warzą. W ramach tegorocznego konkursu Grand Champion Birofilia Grupy Żywiec ponad 270 piwowarów zgłosiło 750 różnych gatunków piw własnej produkcji.

W 2005 roku udział piwa produkowanego metodą przemysłową w krajowym torcie spożycia wynosił ponad 95 proc. Obecnie szacowany jest na ok. 85 proc. Z badań KPMG wynika, że polscy piwosze coraz częściej sięgają po piwa premium, lokalne czy niszowe, są otwarci na nowinki i innowacje.

W naszym portfolio jest dwanaście stylów piwa, najwięcej na polskim rynku – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Katarzyna Antoniszewska z Grupy Żywiec. – Zależy nam na tym, żeby szerzyć kulturę picia piwa. Chcemy pokazywać style, ich różnorodność, tak aby polski konsument miał szansę spróbować różnych stylów i przekonał się, że pasują one mężczyznom, jak i kobietom. Bo obecnie rynek polski, choć rozwija się szybko, nadal jest wąski w porównaniu z niektórymi rynkami zagranicznymi.

Popularyzacji nowych smaków mają służyć organizowane przez Grupę Żywiec wydarzenia: Festiwal Birofilia i Konkurs Piw Domowych, w którym walczy się o tytuł Grand Champion Birofila.

Festiwal to wydarzenie unikalne na skalę europejską – mówi Antoniszewska. – Co roku domowi piwowarzy zgłaszają do konkursu swoje piwa warzone w domu na bardzo małą skalę, bo około 30-50 litrów, a międzynarodowe jury wybiera najlepsze piwo danego roku w poszczególnych kategoriach.

Główną nagrodą w organizowanym od ośmiu lat konkursie jest możliwość uwarzenia tradycyjnego trunku w browarze i skierowania go do sprzedaży detalicznej na terenie całego kraju.

Z roku na rok, jak informuje Antoniszewska, liczba piwowarów wzrasta. W tym roku było ich ponad 270 i zgłosili ponad 750 trunków.

Jury miało z czego wybierać – ocenia Katarzyna Antoniszewska. – W tym roku rywalizowano w dziesięciu kategoriach. Zwyciężył Dubbel, mocne piwo w stylu belgijskich, klasztornych piw dubeltowych.

W ramach współpracy między piwowarem domowym a Browarem Zamkowym w Cieszynie, najstarszym i jednocześnie najmniejszym browarem w Grupie Żywiec, w którym fermentacja prowadzona jest tradycyjnie w otwartych kadziach, zwycięzca mógł uwarzyć trunek według własnej receptury, ale na skalę kilka tysięcy razy większą. W ogólnopolskiej sieci dystrybucji Dubbel Cieszyński pojawi się 6 grudnia o godzinie 18.

W ten sposób polski konsument będzie miał szansę spróbować czegoś, co stworzył piwowar domowy, dla siebie i wąskiego grona znajomych – podsumowuje Katarzyna Antoniszewska z Grupy Żywiec.

Jak wyjaśnia, Grand Champion zwykle warzony jest tylko raz, w ilości około 500-600 hektolitrów. Dla porównania cała Grupa Żywiec w ubiegłym roku sprzedała ponad 11 mln hektolitrów piwa, a roczne zdolności produkcyjne Browaru Zamkowego w Cieszynie wynoszą 160 tys. hektolitrów.

W sklepach Grand Champion będzie dostępny do wyczerpania zapasów, co przy ilościach przekładających się na 100-150 tys. butelek zwykle nie trwa dłużej niż kilka tygodni.

Na wyłudzeniach podatku VAT budżet traci 30-50 mld zł rocznie

W tym roku prognozowana wartość luki w VAT wyniesie ok. 42,5 mld zł, czyli 2,5 proc. PKB – wynika z szacunków PwC. Wprawdzie skala wyłudzeń – dzięki wprowadzonym w ostatnim czasie rozwiązaniom – jest mniejsza niż w ubiegłym roku, jednak wciąż jest to poważny problem. Ministerstwo Finansów ostrzega przed procederem karuzeli podatkowej.

– Wyłudzenia podatku VAT stanowią rocznie niebagatelne kwoty, które znacząco uszczuplają budżet państwa. To są setki milionów złotych miesięcznie, rocznie ok. 30-50 mld zł. Na tym traci cała gospodarka, bo można to przeliczyć na różnego rodzaju programy pomocowe czy na liczbę wybudowanych autostrad – mówi agencji Newseria Biznes Beata Łaszyn, zastępca dyrektora w Departamencie Kontroli Skarbowej w Ministerstwie Finansów.

Jak wynika z szacunków PwC, w tym roku – po raz pierwszy od siedmiu lat – wartość luki w VAT będzie mniejsza w stosunki do poprzedniego roku i wyniesie ok. 42,5 mld zł. Eksperci podkreślają, że to efekt wprowadzenia nowych narzędzi do zwalczania wyłudzeń podatkowych. Ponad rok temu została wprowadzona zasada odwróconego VAT-u na wybrany asortyment. Od stycznia katalog towarów zostanie jeszcze poszerzony.

Resort finansów rozpoczął również kampanię społeczną „Nie daj się zrobić w słupa”, która ma przestrzegać przed – świadomym lub nieświadomym – braniem udziału w procederze wyłudzania podatku VAT, czyli w karuzeli podatkowej.

Karuzela podatkowa to szereg transakcji dokonywanych między podmiotami fikcyjnymi, które tworzą pozory legalnych transakcji. Im więcej tych podmiotów jest w łańcuchu, tym trudniej wykryć przestępstwo. Słupem może zostać każdy z nas, kto zgodzi się za niewielką gratyfikacją założyć działalność gospodarczą, podpisać parę faktur, nie wykonując żadnych transakcji. To jest oczywiście sposób przestępców na unikanie odpowiedzialności – mówi Beata Łaszyn.

Jak podkreśla, przestępcy namawiają do tego procederu, obiecując sowite wynagrodzenie za niewielkie przysługi.

Przede wszystkim chcemy uczulić ludzi na to, by nie podejmowali nierozważnych działań i nie narażali się na uczestniczenie w grupie przestępczej i stanowienie podstawowego elementu łańcucha karuzeli podatkowej. Akcja ta jest adresowana do ludzi młodych bądź ubogich, którzy zgodziliby się za niedużą gratyfikację finansową założyć działalność i wystawić parę faktur. Muszą pamiętać, że podejmując takie działania, stają się słupem – wyjaśnia przedstawicielka Ministerstwa Finansów.

Każdy uczestnik oszustwa karuzelowego musi liczyć się z odpowiedzialnością podatkową, karną i karną skarbową. Należy podkreślić, że odpowiedzialność ponoszą nie tylko osoby, które organizują nielegalny proceder, lecz także te, które zostają wykorzystane do wystawiania fikcyjnych faktur, bo robiąc to, wchodzą na drogę przestępstwa.

– To mogą być kary więzienia lub olbrzymie grzywny, w zależności od rodzaju przestępstwa, jaki popełnia dana osoba – może to być np. podrabianie dokumentów czy poświadczanie nieprawdy – dodaje Beata Łaszyn.

Ekspertka podkreśla, że rezygnacja z udziału w nielegalnej działalności nie zawsze jest prosta, a z grupy przestępczej nie zawsze można się wycofać.

Kampania „Nie daj się zrobić w słupa” obejmuje spotkania informacyjno-edukacyjne z młodzieżą akademicką, młodzieżą klas maturalnych, a także z osobami szukającymi zatrudnienia. Podejmowane są także działania pośrednie za pomocą mediów.

Konsumenci szukają oszczędności, kupując online

Ponad 80 proc. Polaków posiadających dostęp do sieci chce w tym roku kupić prezenty przez internet – wynika z badań ARC Rynek i Opinia. Internauci podkreślają, że tak jest taniej i że mają większy wybór. Dziś po raz piąty będą mogli oszczędzić na kosztach przesyłki. Do Dnia Darmowej Dostawy przyłączyło się w tym roku ponad 2,5 tys. e-sklepów.

E-commerce w Polsce bardzo dynamicznie się rozwija. Z szacunków firmy PMR wynika, że pod koniec tego roku rynek osiągnie wartość 27 mld zł. W porównaniu z zeszłorocznymi wynikami e-commerce wzrośnie o około 15 proc. – zauważa w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Agnieszka Kuźma-Filipek, rzecznik akcji Dzień Darmowej Dostawy.

Polacy kupują w sieci, bo uważają, że tak jest taniej i że mają większy wybór. Jak wynika z badania ARC Rynek i Opinia dla Poczty Polskiej, przyznaje tak odpowiednio 67 proc. i 43 proc. ankietowanych. Badanie firmy Gemius wskazuje, że dla 69 proc. konsumentów niższe koszty dostawy byłyby powodem do zwiększenia e-zakupów. W tym roku po raz kolejny mogą uniknąć kosztów dostawy w ramach Dnia Darmowej Dostawy.

Polacy przyzwyczaili się już, że na początku grudnia taka akcja ma miejsce, bo dzięki niej mogą zaoszczędzić trochę pieniędzy – podkreśla Kuźma-Filipek. – Ale akcja ma zachęcać do zakupów w sieci także tych, którzy nigdy wcześniej tego nie robili. Zakupy w ramach DDD powinny być zrealizowane do Mikołajek.

Jak podkreśla, w ubiegłym roku przez 24 godziny odnotowano 3 mln przekierowań ze strony www.dziendarmowejdostawy.pl do stron poszczególnych sklepów, które przyłączyły się do akcji.

Dla klientów to szansa na oszczędności, dla e-przedsiębiorców – szansa na wypromowanie własnej marki i zdobycie nowych klientów.

Firmy zaczynają zauważać ten rynek i wchodzić na niego w sposób coraz bardziej otwarty – wskazuje Agnieszka Kuźma-Filipek. – Technologie związane z tabletami i smartfonami, czyli cały m-commerce, pomagają i rozwijają kanał handlu w sieci. Ale faktem jest również, że nie wszystkie sklepy są przygotowane do obsługi swoich stron internetowych za pomocą urządzeń mobilnych.

Wzorem DDD jest amerykański Cyber Monday, pierwszy poniedziałek po Święcie Dziękczynienia, podczas którego e-sklepy organizują obniżki. W Polsce impreza organizowana jest po raz piąty. Jak informuje Agnieszka Kuźma-Filipek w poprzedniej edycji 80 proc. uczestników odnotowało zwiększoną liczbę zakupów w porównaniu z średnią z listopada, a w 30 proc. był to przyrost o ponad 100 proc. W ponad połowie sklepów złożone zamówienia pochodziły w jednej trzeciej od nowych klientów, a 85 proc. zrealizowało zamówienia w ciągu jednego do trzech dni.

Firmy mogą negocjować ze spedytorami korzystne warunki dostawy produktów klientom, co oczywiście wymaga wcześniejszego zgłoszenia i poinformowania, że będzie się brało udział w akcji – instruuje Kuźma-Filipek. – Na pewno przy okazji DDD sklepy, które mają w produkty jednostkowo mało warte, mogą ustanowić minimalny limit zamówienia, np. 20 zł, tak aby klient nie kupował przysłowiowej łyżeczki za trzy złote, kiedy same koszty kurierskie są 3-4 razy wyższe.

Organizatorem wydarzenia jest serwis eKomercyjnie.pl. Do udziału w br. zgłosiło się w nim 2550 firm z całej Polski (w ub. roku – 2450), najwięcej z kategorii Dom i ogród (16 proc.), Uroda i zdrowie (14 proc), Odzież, dodatki (11 proc.), Dla Dzieci  (8 proc.) oraz Sport (7 proc.). Dla zamówień złożonych tego dnia koszt wysyłki towaru do klienta będzie wynosił 0 zł niezależnie od metody płatności i rodzaju spedycji. Akcja obejmuje wyłącznie zamówienia z dostawą na terytorium Polski.

W listopadzie w Polsce upadały głównie firmy produkcyjne

Opublikowane w listopadzie orzeczenia o upadłości dotyczyły firm mających zsumowany ostatni znany obrót na poziomie niecałych 600 milionów złotych, a zatrudniały one razem, według ostatnich dostępnych danych, ok. 1,5 tys. osób. W stosunku do sytuacji sprzed roku większa była w listopadzie liczba opublikowanych informacji o upadłościach firm usługowych i produkcyjnych.
W ciągu jedenastu miesięcy sądy opublikowały orzeczenia o upadłości 760 przedsiębiorstw działających w Polsce, podczas gdy w tym samym okresie ubiegłego roku było to 868 opublikowanych upadłości.

–    Widoczny w stosunku do ubiegłego roku spadek upadłości w listopadzie to efekt w miarę trwałej poprawy w budownictwie i odmiennej, bo jak się wydaje chwilowej jednak, sezonowej poprawy nastrojów w dystrybucji hurtowej.
–    Poprawa nastrojów wpływa także na większą skłonność wierzycieli do akceptowania postępowań układowych: więcej było tych nowo rozpoczynanych (11), niż tych kończących się niepowodzeniem (6 przypadków zamiany na upadłość likwidacyjną wcześniej rozpoczętych postepowań układowych).
–    Niepokoi liczba upadłości firm produkcyjnych: z sektora spożywczego, producentów dóbr inwestycyjnych oraz odzieży.
–    Wielkopolska – tutaj wciąż wzrasta liczba upadłości, z kolei poprawa widoczna jest zwłaszcza w województwach Polski południowo-zachodniej (dolnośląskie, opolskie i śląskie).
Jak ocenia sytuację Tomasz Starus, Członek Zarządu Euler Hermes, odpowiedzialny za ocenę ryzyka – Widoczny w stosunku do ubiegłego roku spadek liczby upadłości opublikowanych w tym miesiącu to efekt w miarę trwałej poprawy w budownictwie i o odmiennym charakterze, bo jak się wydaje chwilowej jednak, sezonowej poprawy w dystrybucji hurtowej. W budownictwie wartość realizowanych robót budowlanych ma w miesiącach jesiennych mniejszą dynamikę niż wcześniej (a nawet spadek w porównaniu do tego samego okresu ub. roku), ale do czynników wpływających na utrzymanie w miarę niezłej perspektywy branży zaliczyć trzeba wzrost ilości i wartości nowo rozpoczynanych inwestycji (w tym też mieszkaniowych) o 8% (za GUS), oraz utrzymywanie się cen materiałów budowlanych (odmiennie niż w latach 2011-12, gdy rosły one znacznie wraz ze skalą realizowanych prac). W dystrybucji hurtowej sytuacja nie poprawiła się nagle na tyle, żeby było to przyczyną braku w minionym miesiącu opublikowanych upadłości. To raczej efekt oczekiwań – sezonu świątecznego (szczyt sprzedaży dóbr konsumenckich) jak i końca roku – wielu przedsiębiorców (samych hurtowników jak i ich wierzycieli) czeka na premie za zrealizowany obrót, które poprawiają wyniki wielu dystrybutorów. Niska rentowność dystrybucji hurtowej będzie w przyszłości źródłem wielu problemów – deflacja pobudzić może popyt detaliczny, ale kosztem walki cenowej i osłabienia wyników finansowych wielu dystrybutorów, zmagających się już przecież z postępującą koncentracją rynku i konkurencją ze strony nowych kanałów sprzedaży. W wielu sektorach hurtownicy sprzedają realnie najwięcej od wielu kwartałów, ale analogicznie najmniej na tym także zarabiają…

Problemy firm produkcyjnych – decydował rynek wewnętrzny, chociaż mniejsza dynamika eksportu też jest nie bez znaczenia

– Poziom ożywienia w budownictwie jest wystarczający do poprawy sytuacji firm budowlanych, ale zbyt mały aby zwiększyć zbyt i ceny artykułów budowlanych do poziomu zadowalającego ich producentów, zwłaszcza wobec równocześnie umiarkowanego popytu eksportowego – ocenia Maciej Harczuk, Prezes Zarządu Euler Hermes Collections.
Umiarkowany, ale jednak wzrost wartości produkcji budowlano-montażowej od początku roku (+3,5% za GUS za okres I-X) wpływa na poprawę wyników firm budowlanych (zwłaszcza wobec mniejszej konkurencji – oczyszczenia rynku po fali upadłości w ostatnich latach), ale nie pociąga za sobą wzrostu kosztów produkcji budowlanej. – Ceny usług budowlanych nawet w pewnych segmentach spadły – nie ma więc pola i zgody nabywców na wzrost cen artykułów budowlanych, a ich producenci mają problemy z uplasowaniem na rynku całej swojej produkcji – dodaje Maciej Harczuk.

W listopadzie upadłości pokazały aktualne problemy czterech grup firm przemysłowych – w statystyce znalazły się firmy:
–    6 firm produkujących na potrzeby budownictwa i inwestycji (art. z tworzyw sztucznych, z betonu, elementy i konstrukcje metalowe),
–    5 producentów żywności (w tym największa upadłość listopada – firma drobiarska, która w minionych latach miała obroty na poziomie nawet ponad 400 mln złotych) – w tym trzech producentów drobiu oraz dwóch mrożonek i dań gotowych (potwierdza się opinia, iż sektor ten jest w trudnej sytuacji finansowej i niskie ceny owoców i innych surowców nie są w stanie zrównoważyć złej kondycji niektórych producentów),
–    3 firmy z branży tekstylnej,
–    3 firmy produkujące meble i wyposażenie sklepów i biur.

Opóźniona, gdyż dopiero październikowa fala popytu na art. odzieżowe i obuwnicze ratuje obecnie wyniki ich dystrybutorów (nie było już ich upadłości w listopadzie), ale jeszcze nie producentów. – Generalnie widzimy obecnie, iż poziom zapasów we wszystkich kategoriach jest wysoki – tym niemniej w branżach dóbr konsumenckich trwałego użytku z czasem umiarkowany wzrost popytu powinien przełożyć się na stabilizację (ale nie poprawę – kwestia niskich cen) wyników ich producentów – ocenia Michał Modrzejewski, Dyrektor Analiz Branżowych w Euler Hermes.

Niepokoić mogą wyniki firm zaopatrujących i realizujących inwestycje (oprócz wymienionych firm produkujących specjalistyczne meble upadały także firmy usługowe instalujące i naprawiające maszyny oraz inne wyposażenie firm). Co prawda wartość obecnych nakładów inwestycyjnych przedsiębiorstw wyższa jest niż przed rokiem o kilkanaście (13,6% za GUS) procent, ale wartość kosztorysowa tych nowo rozpoczynanych nie rośnie już tak dynamicznie (porównanie III kwartałów br. do ubiegłego – wzrost o 0,1% za GUS). Wzrost dostaw wiąże się ze spadkiem cen towarów przemysłowych, a negatywny wpływ na to ma także spowolnienie na rynkach zachodnioeuropejskich, zwłaszcza na najistotniejszym – niemieckim.

Usługi – po sezonie ponownie upadłości hoteli i firm gastronomicznych; widoczne także cięcie wydatków na obsługę inwestycji
Po sezonie ponownie w statystyce upadłości znalazły się hotele i restauracje. Nie wyczerpuje to jednak ogłoszonych upadłości w sektorze usług – obok nich widać także problemy firm na różny sposób związanych z obsługą inwestycji i nieruchomości (od strony architektonicznej, zarządzania inwestycją, administrowania nieruchomościami czy ich ochroną).

Listopad – gorsza kondycja niektórych sektorów produkcyjnych uderza zwłaszcza w firmy z Wielkopolski
W województwie wielkopolskim upadły aż trzy spośród firm produkujących artykuły spożywcze, a kolejne cztery związane były z zaopatrywaniem budownictwa i nowych inwestycji.

Podobnie w Małopolsce i na Podkarpaciu – upadały firmy zaopatrujące budownictwo oraz same firmy budowlane (2). Na przeciwległym biegunie jest województwo mazowieckie – tutaj z rynku znikały głównie firmy usługowe i handlowe, tylko dwie firmy spośród opublikowanych upadłości związane były z budownictwem. Niezła kondycja producentów artykułów konsumenckich sprawia, iż nie ma ich w statystyce opublikowanych bankructw z województwa dolnośląskiego: upadały w nim firmy handlowe, usługowe (hotele) oraz budowlane.

Polscy dłużnicy alimentacyjni zalegają z opłatami

Z danych KRD, przygotowanych na prośbę Bankier.pl wynika, że polscy dłużnicy alimentacyjni zalegają obecnie na kwotę ponad 4,6 mld zł. Zadłużenie to rośnie sukcesywnie od kilku lat, nawet o 695 mln złotych rocznie, a średnia kwota z jaką zalegają osoby wpisane za długi alimentacyjne to 27,7 tys. złotych.

– Nie każdy wie, że alimenty płaci się nie tylko na dzieci, ale czasami – po rozwodzie – także na rzecz byłego współmałżonka, czy na rzecz swoich rodziców. W Bankier.pl odpowiadamy na najczęstsze pytania dotyczące alimentów – komentuje Katarzyna Sudaj, analityk Bankier.pl.

W polskich sądach toczy się rocznie ok. 80-100 tys. spraw o alimenty, a w ich wyniku zasądza się świadczenia alimentacyjne na łączną kwotę 45-63 mln zł rocznie. Tylko w pierwszym półroczu 2014 r. ogólna wysokość zasądzonych alimentów przekroczyła 24,5 mln zł, a średnia wysokość świadczenia alimentacyjnego sięgnęła 685 zł – podkreśla Katarzyna Sudaj, analityk Bankier.pl.

Redakcja Bankier.pl przygotowała kompleksowy poradnik na temat świadczeń alimentacyjnych. Kto komu płaci alimenty? Czy można odziedziczyć w spadku dług z tytułu niezapłaconych alimentów? Czy alimenty to tylko świadczenia pieniężne?

Od 2015 r. nowe wzory formularzy PIT

Ministerstwo Finansów  uprzejmie informuje, że w Dzienniku Ustaw pod pozycją 1634 zostało opublikowane rozporządzenie Ministra Finansów z dnia 17 listopada 2014 r. w sprawie określenia niektórych wzorów oświadczeń, deklaracji i informacji podatkowych obowiązujących w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych.

Określa ono nowe wzory formularzy, np. PIT-11, PIT-8C i PIT-R (przykładowo wzór informacji PIT-11 służącej do rozliczenia dochodów za 2014 r. stanowi załącznik nr 13 do rozporządzenia). Zaczną one obowiązywać od 1 stycznia 2015 r.

Natomiast w Dzienniku Ustaw z dnia 28 listopada 2014 r. zostały opublikowane trzy rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 27 listopada 2014 r. :

–  w sprawie określenia wzorów rocznego obliczenia podatku oraz zeznań podatkowych obowiązujących w zakresie podatku dochodowego od osób fizycznych – pod poz. 1674,

– w sprawie określenia wzoru części uzupełniającej zeznania podatkowego składanego za rok 2014 – pod poz. 1673,

– w sprawie określenia wzorów zeznania, deklaracji i informacji podatkowych obowiązujących w zakresie zryczałtowanego podatku dochodowego od niektórych przychodów osiąganych przez osoby fizyczne – pod poz. 1672.

Nowe przepisy unijne dot. ujawniania informacji niefinansowych

Ministerstwo   Finansów   informuje,   że   w   Dzienniku   Urzędowym  UE  15 listopada 2014 r. opublikowano dyrektywę 2014/95/UE zmieniającą dyrektywę 2013/34/UE w odniesieniu do ujawniania informacji niefinansowych i informacji dotyczących różnorodności przez niektóre duże spółki oraz grupy.

Jej uchwalenie spowoduje konieczność dostosowania ustawy o rachunkowości oraz rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 lutego 2009 r. w sprawie informacji bieżących i okresowych przekazywanych przez emitentów papierów wartościowych oraz warunków uznawania za równoważne informacji wymaganych przepisami prawa państwa niebędącego państwem członkowskim.

Obecnie niewiele polskich firm przygotowuje dobrowolnie raporty o polityce CSR (Corporate Social Responsibility – społeczna odpowiedzialność biznesu) – powiedziała podsekretarz stanu w MF, przewodnicząca Komisji Nadzoru Audytowego Dorota Podedworna-Tarnowska. – To się jednak zmieni, bowiem zgodnie z nowymi przepisami  część firm będzie musiała informować w ramach swojego sprawozdania z działalności o swojej polityce w zakresie kwestii środowiskowych, spraw społecznych, pracowniczych, poszanowania praw człowieka oraz przeciwdziałania korupcji i łapownictwu – dodała wiceminister.

Dyrektywa wprowadza dla jednostki zainteresowania publicznego (JZP) wymóg ujawniania w sprawozdaniu z działalności minimum istotnych informacji dotyczących kwestii środowiskowych, pracowniczych i społecznych oraz ujawniania  m.in. opisu polityki prowadzonej w danym zakresie, jej rezultatów oraz ryzyk i zarządzania ryzykami w kwestiach niefinansowych. Umożliwia również raportowanie według wybranych przez spółki zasad (własnych, krajowych, unijnych lub międzynarodowych).

Natomiast w odniesieniu do dużych spółek giełdowych nowe przepisy nakładają wymóg ujawniania – w oświadczeniu o stosowaniu zasad ładu korporacyjnego (które jest elementem sprawozdania z działalności) – informacji na temat stosowanej przez spółkę polityki różnorodności składu jej organów administracyjnych, zarządzających i nadzorczych (odnośnie aspektów takich jak np: wiek, płeć, pochodzenie geograficzne, wykształcenie i doświadczenie zawodowe), celów tej polityki, sposobu jej realizacji oraz rezultatów w danym okresie sprawozdawczym.

Spółki objęte tymi regulacjami będą miały obowiązek zastosowania zasady „stosuj lub wyjaśnij” (comply or explain) – tj. w przypadku, gdy dana jednostka nie prowadzi polityki w zakresie jednej lub kilku kwestii, będzie miała ona obowiązek ujawnić ten fakt oraz podać przyczyny.

W przypadku jeśli dana spółka nie prowadzi polityki w określonym przez dyrektywę zakresie będzie musiała ten fakt ujawnić i wyjaśnić powody takiej decyzji.

W trakcie prac nad dyrektywą Polska osiągnęła zamierzony cel negocjacyjny, tj. uzyskała satysfakcjonujące zawężenie zakresu jednostek objętych obowiązkowym raportowaniem informacji niefinansowych. Pierwotnie wg propozycji Komisji Europejskiej obowiązkiem tym miały być objęte także wszystkie pozostałe duże spółki niemające statusu JZP.

Jak zaznaczyła Dorota Podedworna-Tarnowska Komisja chciała, aby obowiązek raportowania informacji niefinansowych dotyczył wszystkich spółek (nie tylko będących jednostkami zainteresowania publicznego) oraz aby limit dotyczący zatrudnionych pracowników był niższy i wynosił 250, jednak Polska uzyskała znaczące ustępstwo w tym zakresie, tj. zawężenie zakresu jednostek tylko do największych JZP. – Polska jako jedyny kraj UE stała na stanowisku, że należy zachęcać firmy do raportowania polityki CSR np. wytycznymi czy zaleceniami, a nie zmuszać je do tego przepisami. Ostatecznie udało się ograniczyć krąg jednostek, które będą miały obowiązek raportowania CSR – wyjaśniła wiceminister.

Dyrektywa wejdzie w życie w dwudziestym dniu po opublikowaniu. Kraje członkowskie mają czas na wdrożenie jej przepisów do 6 grudnia 2016 r. Po raz pierwszy powinna mieć zastosowanie od 1 stycznia 2017 r.

Rafako chce podwoić eksport. Pracuje nad nowoczesnymi technologiami spalania i szuka nowych rynków

CEO Magazyn Polska

Rafako zamierza w ciągu najbliższych czterech lat podwoić swój eksport. Firma chce rozwijać nowoczesne technologie budowy instalacji ochrony środowiska i poszukiwać nowych rynków zbytu dla swoich usług.  

Chcemy bardzo wzmocnić swoją pozycję jako wykonawcy w obszarze instalacji ochrony środowiska mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Agnieszka Wasilewska-Semail, prezes zarządu i dyrektor generalny Rafako. – Przede wszystkim tych, które są nam znane, czyli odpylanie spalin, odsiarczanie, odazotowanie. Mamy już bardzo wiele takich instalacji chociażby na naszym rynku, jednak wiele z nich musi ulec modernizacji.

Obecnie, wobec zaostrzania przez Unię Europejską norm związanych z ochroną środowiska i emisją spalin, Rafako jako jeden z celów strategicznych traktuje prace nad unowocześnianiem technologii spalania.

Oczywiście, jeśli chodzi o technologie kotłowe, to pracujemy nad technikami optymalizacyjnymi podkreśla Agnieszka Wasilewska-Semail. Nad innymi paliwami, kotłami i całymi instalacjami ochrony środowiska w spalarniach śmieci, czyli nad obszarem utylizacji odpadów komunalnych. Są też nowe obszary, które chcemy badać, choćby obszar utylizacji odpadów pościekowych.

Rafako liczy na to, że również poza granicami Polski, inne kraje członkowskie Unii będą się musiały dostosowywać do nowych wyśrubowanych norm emisyjnych. Pozwoli to spółce, która należy do potentatów na rynku, zdobyć kolejne zamówienia. Firma nie spodziewa się jednak większych zamówień z państw Europy Zachodniej.

One mogą się rozwijać w innych obszarach technologicznych, dlatego patrzymy na rynki dalsze ocenia prezes Rafako. – Chcemy, żeby poziom eksportu z obecnych 14 proc. zbliżył się na koniec tej naszej strategii do poziomu bliższego 30 proc.

Wśród celów strategicznych spółki prezes wymienia też wzmocnienie jej kompetencji w zakresie realizacji projektów EPC (Engineering, Procurement, Construction). Kontrakt w formule EPC oznacza realizację od A do Z, czyli zaprojektowanie, dostawę, samą budowę, rozruch, przekazanie do eksploatacji, i wreszcie serwis w okresie gwarancyjnym.

Rafako już bardzo wyraźnie zaznaczyło swoją obecność na rynku jako kontraktor EPC i w tym zakresie chcemy się dalej rozwijać deklaruje prezes Agnieszka Wasilewska-Semail. W związku z tym musimy przyjąć odpowiednie rozwiązania organizacyjne, strukturalne, tak by wyposażyć się w cały obszar narzędziowy z tym związany.

Raciborska Fabryka Kotłów to największy w Europie producent pieców, kotłów parowych i wodnych. Buduje głównie instalacje napędzające generatory w elektrowniach oraz spalające odpadki. Spółka  miała spore problemy finansowe. W zeszłym roku jej strata netto przekraczała 135 mln zł. Obecnie firma wyszła na prostą, osiągając po trzech kwartałach 17 mln zysku netto.

Polska może zostać liderem innowacyjności w regionie

CEO Magazyn Polska

Mimo że Czechy i Węgry wydają w stosunku do PKB więcej na badania i rozwój, to Polska wyrasta na lidera innowacyjności. Polskie miasta, Warszawa i Kraków, zatrudniają najwięcej naukowców i inżynierów, duży potencjał tkwi w poziomie edukacji, wykształconej kadrze i infrastrukturze badawczo-rozwojowej. Decydujące są nie kwoty, lecz polityka ich wydawania – wynika z raportu „Poland: Emerging Innovation Leader” przygotowanego przez CEED Institute dla Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Wydatki na badania i innowacyjność w Polsce powinny rosnąć. Ale w krajach takich jak nasz źródłem wzrostu innowacyjności, produktywności i konkurencyjności nie jest jedynie wzrost nakładów w sektorze publicznym, chociaż jest to ogromnie istotne. Dużo ważniejsze jest to, by istniała sensowna, spójna polityka państwa dotycząca wydawania tych pieniędzy – mówi agencji Newseria Biznes dr Daria Gołębiowska-Tataj, prezes Tataj Innovation, ekspertka CEED Institute i autorka raportu „Poland: Emerging Innovation Leader”.

Jak podkreśla, polityka ta powinna być determinowana przez strategiczny cel rozwoju Polski, który może zostać określony, np. w odniesieniu do najbardziej innowacyjnych gospodarek UE.

– Wtedy polityka innowacji oznacza zarówno politykę spójności, politykę przemysłową, jak i politykę podatkową oraz atrakcyjną politykę reemigracji, mającą na celu przyciągnie do kraju Polaków, którzy pracują i mieszkają za granicą – uważa Daria Gołębiowska-Tataj.

Celem UE jest przeznaczanie 3 proc. PKB na inwestycje w działalność badawczo-rozwojową. W 2012 roku średnia dla 28 krajów członkowskich wyniosła nieco ponad 2 proc., a w przypadku czterech państw Grupy Wyszehradzkiej była jeszcze niższa – 1,23 proc.

Liderem w tej grupie są Czechy (1,88 proc.), a za nimi Węgry (1,3 proc.). W Polsce wydatki sięgnęły 0,9 proc. PKB, a na Słowacji – 0,82 proc. W przeciwieństwie do innych państw członkowskich inwestycje w badania i rozwój w krajach Grupy Wyszehradzkiej finansowane są głównie ze środków publicznych.

Myślę, że nie powinniśmy porównywać, kto ile wydaje na badanie i rozwój. Najważniejsze jest to, żeby Polska zdała sobie sprawę, że niezależnie od tego, jaki był wzrost, jesteśmy liderem, jeżeli chodzi o wolumen. Ze względu na wielkość naszego kraju mamy największą możliwość przełożenia na całą Unię Europejską. I w tym sensie niewątpliwie jesteśmy liderami – mówi Gołębiowska-Tataj.

Według autorki raportu o potencjale Polski w zakresie innowacyjności świadczy również wzrost liczby klastrów, patentów, absolwentów kierunków technicznych i poziomu zatrudnienia. W Warszawie zatrudnionych jest ponad 680 tys. naukowców i inżynierów, a w Krakowie – 386 tys. Pod tym względem trzecim miastem w Grupie Wyszehradzkiej jest stolica Węgier – w Budapeszcie pracuje ich 356 tys.

Polska z jednej strony jest liderem wzrostu gospodarczego w Europie i w ogóle w krajach rozwiniętych. Z drugiej strony nasz kraj jest w ogonie innowacyjności, patrząc na rankingi prowadzone przez Komisję Europejską, OECD, Bank Światowy czy Światowe Forum Ekonomiczne – mówi Daria Gołębiowska-Tataj. – Jestem przekonana, że polski potencjał innowacyjny nie mieści się w sztywnych ramach istniejących rankingów.

Jak wynika z raportu, w kolejnych latach motorem wzrostu innowacyjności w regionie będą rosnące inwestycje w B+R, rozwijanie współpracy między nauką a biznesem oraz rozwój sektora venture capital.

Raport „Poland: Emerging Innovation Leader” został przygotowany przez CEED Institute na zlecenie Ministerstwa Spraw Zagranicznych. CEED Institute to  think tank, którego celem jest promocja osiągnięć i potencjału gospodarczego państw Europy Środkowej i Wschodniej oraz upowszechnianie idei oraz projektów dążących do podniesienia efektywności oraz konkurencyjności regionu.

Miliard euro z UE na poprawę systemu zarządzania wodami. Trwają konsultacje sześcioletniego planu

CEO Magazyn Polska

W ciągu najbliższych lat Polska pozyska ze środków unijnych ponad miliard euro na poprawę systemu gospodarowania rzekami. Dzięki inwestycjom ma się poprawić ochrona przed powodziami i suszami, a także jakość wody. Trwają konsultacje krajowego planu gospodarowania wodami, który Polska musi w przyszłym roku złożyć w Komisji Europejskiej.

Jestem przeświadczony o tym, że poprawimy jakość zarządzania. Jesteśmy w stanie doprowadzić do sytuacji, w której ludzie będą bezpieczniejsi, mówię to zarówno o ochronie przed powodzią, jak i ochronie przed suszą. I wreszcie stworzymy instrumenty do lepszego i racjonalniejszego korzystania z zasobów wody – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Stanisław Gawłowski, wiceminister środowiska.

Zgodnie z unijną Ramową Dyrektywą Wodną do 22 grudnia przyszłego roku wszystkie kraje członkowskie UE muszą złożyć w Komisji Europejskiej aktualne krajowe plany gospodarowania wodami. Będą one potem zmieniane co 6 lat. Polska może liczyć nawet na miliard euro wsparcia z Brukseli na realizację planu w trakcie rozpoczynającej się perspektywy budżetowej 2014-2020.

Mając te dokumenty, udowodnimy Komisji Europejskiej, że w Polsce w obszarze gospodarki wodnej mamy jasną wizję tego, w jakim kierunku zmierzamy. A to jest jeden z kluczowych wymogów, aby Komisja Europejska zechciała uwolnić środki finansowe na realizację tych przedsięwzięć – podkreśla Witold Sumisławski, prezes Krajowego Zarządu Gospodarki Wodnej.

Konsultacje społeczne rozpoczęły się 25 listopada i potrwają do 26 maja 2015 r. Poddane konsultacjom zostały aktualizacje: program wodno-środowiskowy kraju, plany gospodarowania wodami dla dorzeczy obejmujących Polskę (poza Wisłą i Odrą to także fragmenty dorzeczy m.in. Dniestru, Dunaju, Łaby, Niemna i Pregoły) oraz plany zarządzania ryzykiem powodziowym.

Gawłowski podkreśla, że dzięki aktualizacji planów poprawi się bezpieczeństwo korzystania z wody. Wśród celów unijnej Ramowej Dyrektywy Wodnej są m.in. zaspokojenie zapotrzebowania na wodę ludności, rolnictwa i przemysłu, promowanie zrównoważonego korzystania z wód, ochrona wód, poprawa ich jakości, zmniejszenie skutków zanieczyszczenia, powodzi oraz suszy.

W planie wodno-środowiskowym jest cały obszar działań, które mają doprowadzić do poprawy jakości i potencjału wód. Będą to działania techniczne, działania nietechniczne oraz działania prawne, które mają doprowadzić do tego, aby wszystkie aktywności w tym obszarze były dobre dla środowiska, zgodne z dyrektywami, a jednocześnie służyły człowiekowi – wyjaśnia Sumisławski.

Kolejna aktualizacja planów gospodarowania wodami odbędzie się za 6 lat, a kolejna – w 2027 r.

ANR planuje sprzedaż kolejnych gruntów inwestycyjnych na Mazowszu

0

CEO Magazyn Polska

Agencja Nieruchomości Rolnych szykuje na sprzedaż kolejne nieruchomości w Warszawie i okolicznych miejscowościach. Na inwestorów czekają m.in. 100 ha gruntów w podwarszawskim Parzniewie i działki w Wieliszewie. Jeszcze w tym roku na sprzedaż trafi działka w dzielnicy Bródno. ANR chce również sprzedać nieruchomości w okolicach lotniska w Modlinie, ale czeka na jeszcze większe zainteresowanie inwestorów.

Czekamy cały czas, aż lotnisko w Modlinie rozwinie swoją działalność, ponieważ tam mamy kilkaset gruntów – tzw. Zakroczym i poligon dookoła lotniska. Mam wrażenie, że potencjalni inwestorzy czekają, aż lotnisko zacznie działać pełną parą, dlatego my również czekamy ze sprzedażą tych gruntów – wyjaśnia w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Jacek Malicki, zastępca dyrektora oddziału terenowego Agencji Nieruchomości Rolnych w Warszawie.

Wśród innych atrakcyjnych gruntów Malicki wymienia również ok. 100 ha w Parzniewie, między Pruszkowem a Brwinowem, oraz grunty w Wieliszewie. ANR ma tam 6 ha działki, która może być przeznaczona na budownictwo mieszkaniowe. Jak podkreśla przedstawiciel agencji, sprzedane tereny przyczyniają się do rozwoju aglomeracji warszawskiej. W Węgrowie na gruntach ANR powstała specjalna strefa ekonomiczna. W okolicach Płońska w zasadzie cała przestrzeń między miastem a miejscowością Poświętne rozwija się na gruntach od Agencji. W Parzniewie, koło Pruszkowa, powstało m.in. centrum logistyczne Biedronki. ANR sprzedaje również grunty w samej Warszawie.

Jeszcze w tym roku szykujemy grunty do sprzedaży przy ul. św. Wincentego, vis-à-vis cmentarza Bródnowskiego, zakładamy, że jest to ostatni kawałek cenny i wartościowy dla deweloperów, więc myślę, że nie będzie problemów ze sprzedażą – mówi Jacek Malicki.

Jak podkreśla, dwie prawobrzeżne dzielnice Warszawy, Targówek i Białołęka, w dużej mierze rozwinęły się właśnie na terenach ANR. Na gruntach dawnego PGR Bródno powstały np. Zielone Zacisze czy osiedle Derby.

Udana sprzedaż danych gruntów uzależniona jest od wielu czynników: ich stanu prawnego, planu zagospodarowania przestrzennego, okolicznej infrastruktury: dróg i sieci mediów. Bardzo istotnym czynnikiem jest również odległość od stolicy.

Można przyjąć zasadę, że im dalej od Warszawy, tym cena niższa – podkreśla Jacek Malicki. – Oczywiście grunty warszawskie zdecydowanie są najdroższe. Ale przeznaczenie i zapis w planie też ma kolosalne znaczenie. Czyli jeżeli są to grunty atrakcyjne dla deweloperów, sektora usługowego, logistyki, mogą tam powstać magazyny, to wtedy ta cena bardzo odbiega od cen, które mamy przy gruntach typowo rolnych.

Agata Meble zapowiada kolejne otwarcia w miastach powyżej 100 tys. mieszkańców

0

CEO Magazyn Polska

Mająca obecnie szesnaście wielkopowierzchniowych sklepów sieć Agata Meble w przyszłym roku planuje uruchomienie placówek w Białymstoku i Lublinie oraz rozpoczęcie budowy flagowego salonu w Warszawie. Jak informuje Przemysław Gurban, dyrektor operacyjny, obecna strategia zakłada otwieranie placówek w miastach mających więcej niż 100 tys. mieszkańców. Rynek wciąż nie jest tam nasycony.

Na razie mamy w Polsce szesnaście sklepów wielkopowierzchniowych, rozlokowanych w dużych miastach – mówi agencji informacyjnej Newseria Przemysław Gurban, dyrektor operacyjny firmy Agata Meble. – Rozpoczęliśmy już inwestycje w Białymstoku i Lublinie, w przyszłym roku otworzymy dwa kolejne sklepy. Zaczniemy również budowę naszej flagowej placówki w Warszawie. Myślimy także o kolejnych lokalizacjach, między innymi we wschodniej części Polski.

Według specjalizującej się w badaniach rynku mebli firmy B+R Studio blisko 60 proc. Polaków deklaruje, że w najbliższym czasie kupi tego rodzaju artykuł i dlatego m.in. wartość produkcji krajowych przedsiębiorstw osiągnie w br. poziom 31,5 mld zł i będzie większa o ok. 3 proc. niż 2013 roku, kiedy to wyniosła 30,5 mld zł.

Prognozy wzrostu potwierdzają dane Głównego Urzędu Statystycznego, według którego w pierwszym półroczu br. wartość produkcji mebli w Polsce wyniosła 15,4 mld zł i była o 14 proc. większa niż w tym samym okresie ubiegłego roku. Tylko w czerwcu br. producenci sprzedali meble o wartości 2,4 mld zł, czyli o 8 proc. większej niż rok wcześniej.

Rynek zdecydowanie nie jest nasycony i znajduje się w fazie szybkiego rozwoju – zauważa Gurban. – Mimo tego w wielu dużych ośrodkach, które mają po 300-400 tys. mieszkańców, wciąż nie ma ani jednego sklepu wielkopowierzchniowego w segmencie wyposażenia domu, z wyjątkiem DIY [z ang. Do It Youself – sklepy budowlane i sklepy z produktami do samodzielnego montażu, jak Castorama czy Leroy Merlin – red.].

Powodem przyjęcia strategii ekspansji w dużych miastach jest preferowana przez tę sieć wielkość sklepów.

To obiekty wielkopowierzchniowe, które wymagają pewnej skali klientów w ciągu roku, mieszkających stosunkowo niedaleko – tłumaczy Przemysław Gurban. – Czym jest ich mniej, tym powierzchnia naszych sklepów staje się mniej opłacalna, nierentowna, zbyt duża. Ale mamy zabezpieczone kolejne grunty, niektóre są w fazie projektowania.

W 2016 roku firma chce otworzyć flagowy, reprezentacyjny sklep na warszawskim Targówku. Sieć już była obecna w tej lokalizacji.

Warszawa jest bardzo trudnym rynkiem, jeśli chodzi o powierzchnie pod sklepy wielkopowierzchniowe – wskazuje Gurban. –  Ale udało nam się w końcu pozyskać stosowną nieruchomość, co nie było łatwe. Wracamy do miejsca, w którym już byliśmy, w sąsiedztwie sklepów Ikea i Leroy Merlin. Wcześniej mieliśmy tam mały format, zupełnie niedostosowany do firmy, jaką dzisiaj jesteśmy. Projektujemy obecnie placówkę i staramy się o pozwolenie na budowę. W przyszłym roku z pewnością ją rozpoczniemy, a w 2016 roku powinniśmy uruchomić sklep, który będzie sumą naszych doświadczeń w branży.

Przemysł „oswoił” kryzys rosyjski

Wskaźnik PMI wzrósł w listopadzie br. do poziomu 53,2 z 51,2 w październiku – podał bank HSBC.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Embargo rosyjskie na wiele produktów eksportowanych do Rosji i na Ukrainę wywołało u polskich przedsiębiorców obawy dotyczące zdolności do poradzenia sobie z tą rzeczywiście trudną sytuacją. W lipcu i sierpniu wskaźniki PMI, gdy sytuacja się zaostrzyła, wyraźnie to pokazały. Ale przedsiębiorcom potrzebne były tylko 2 miesiące na oswojenie się z sytuacją i znalezienie nowych rynków zbytu. Przede wszystkim jednak obawy nie przeniosły się na decyzje firm dotyczące zatrudnienia i wynagrodzeń, które rosły. Wpłynęło to pozytywnie na ocenę sytuacji także przez gospodarstwa domowe i w efekcie na wzrost ich skłonności do konsumpcji.
Listopadowy wskaźnik PMI wyraźnie potwierdza, że obawy o efekty rosyjskiego kryzysu mamy za sobą.

Przedsiębiorstwa przemysłowe nie tylko zwiększyły produkcję, ale wyraźnie sygnalizują wzrost nowych zamówień tak na rynku polskim, jak i na rynkach zewnętrznych. W efekcie maleje poziom zapasów produkcyjnych, rośnie ilość zakupionych przez firmy środków produkcji. Po raz pierwszy od początku 2012 r. wzrósł wskaźnik zapasów środków przedprodukcyjnych wskazując na optymistyczne oceny sytuacji w najbliższych miesiącach. Jednocześnie wzrost kosztów produkcji jest nieznaczny, co powinno wpłynąć na poprawę wskaźników rentowności sprzedaży w ostatnim kwartale 2014 .
Firmy przemysłowe sygnalizują także wzrost zatrudnienia, jednak dalej będzie on dość spokojny. Mimo że w opiniach dotyczących wzrostu produkcji czy nowych zamówień widać optymizm, to w deklaracjach dotyczących wzrostu zatrudniania jest on wyważony. I tak będzie, bowiem polskie prawo pracy nie zachęca do odważniejszego zwiększania zatrudnienia.

Dzisiejsze dane PMI mogą ponownie, podobnie jak w październiku, wpłynąć na decyzje RPP, której większość członków uzna, że tak silna poprawa nastrojów w przemyśle wskazuje, że gospodarka ma się dobrze i nie trzeba jej pomagać. Ale wtedy jest nadzieja, że RPP wróci do dbania o cel inflacyjny – CPI na poziomie 2,5 proc. +/- 1 punkt procentowy.

Konfederacja Lewiatan

Dobre dane o PKB w III kw.

Grupa Lotos zamierza poprawić wyniki w najbliższych miesiącach. Spółce sprzyjają wysokie marże

Gdański Lotos liczy na lepsze wyniki w najbliższych miesiącach. Na rynku od czerwca utrzymują się bowiem bardzo atrakcyjne dla polskich rafinerii marże.

Ten rok nie był dobry dla gdańskiej rafinerii. Przychody spółki ze sprzedaży wzrosły wprawdzie w ciągu trzech kwartałów o niemal 900 mln zł, do 21,9 mld zł, jednak wynik netto spółki z prawie 64 mln zł zysku w zeszłym roku przekształcił się w stratę niemal 190 mln zł. Teraz jednak sytuacja ma się poprawiać. Przynajmniej do końca roku.

– II połowa tego roku w segmencie operacyjnym i produkcyjnym wygląda dobrze – mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Marek Paweł Sokołowski, wiceprezes zarządu, dyrektor ds. produkcji i rozwoju Grupy Lotos SA. – Od chyba czerwca podniosły się znacznie marże przerobowe i w tej chwili utrzymują się jeszcze wysoko. Jest pewna sezonowość w produkcji. W styczniu i lutym będziemy obserwowali na pewno gorszy moment.

III kwartał też przyniósł Lotosowi straty. Były one jednak znacznie niższe niż w I półroczu. Spółka od lipca do września straciła netto 35 mln zł. Dobre warunki finansowe oznaczają bowiem, że sprzedawane paliwa przynoszą większe zyski. Rafineria w Gdańsku pracuje więc na pełnych obrotach, by wykorzystać koniunkturę.

W tej chwili obciążenie, które jest wynikiem wysokich marż, jest w Gdańsku bardzo wysokie. Przerabiamy w zasadzie pełną mocą produkcyjną podkreśla w rozmowie przeprowadzonej podczas Chemical Industry Forum Marek Paweł Sokołowski. – Efektywność przerobu wynika jednak głównie z marż, a nie z ceny ropy.

Gdańskiej rafinerii nie sprzyja w tym roku sytuacja na światowych rynkach. Konflikt rosyjsko-ukraiński spowodował wzrost sprzedaży amerykańskiej ropy i gwałtowny spadek cen tego surowca. Baryłka ropy Brent kosztuje dziś mniej niż 75 dolarów i jest o ponad 1/3 niż tańsza w czerwcu. Do tego bardzo wzmocnił się dolar, którym rozlicza się transakcje na tym rynku.

Oczywiście cena ropy ma tutaj duży wpływ na wartościowanie naszych zasobów upstreamowych oraz na zasoby, które mamy w zbiornikach – tłumaczy wiceprezes zarządu i dyrektor ds. produkcji i rozwoju Grupy Lotos. Natomiast sama produkcja, jej efekt, wiąże się z marżą, czyli z różnicą średnich cen produktów do cen surowców.

Polskim rafineriom sprzyja natomiast marża petrochemiczna, która wynosi obecnie blisko 5 dolarów na baryłce. Jest to różnica w cenie pomiędzy droższą ropa Brent, a tańszą uralską, do przerobu której są przystosowane polskie rafinerie. Spółka osiąga też wysokie marże produktowe, czyli różnice pomiędzy ceną ropy a wyprodukowanego z niej paliwa. Zdaniem wiceprezesa trudno jednak określić wpływ tej marży na ostateczny wynik.

Wskaźnik marżowości jest w tej chwili dosyć wysoki. To, jaki będzie wynik, zależy od różnego rodzaju księgowych obliczeń zaznacza tylko wiceprezes spółki.

Apator zapowiada wyższy zysk i jeszcze lepsze wyniki w przyszłym roku. Mimo że przychody rosną wolniej niż zapowiadano

0

CEO Magazyn Polska

Apator nie osiągnie w tym roku tak wysokich przychodów ze sprzedaży, jak zapowiadał. Spółka liczy jednak na wyższy od planowanego zysk i poprawę wyników w przyszłym roku.

– Nie zrealizujemy prognozowanych przychodów ze sprzedaży, które były określone w przedziale 730-760 mln zł  mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor Andrzej Szostak, prezes zarządu i dyrektor generalny Apatora. – Będziemy gdzieś poniżej dolnej granicy przedziału prognozy. Natomiast jeżeli chodzi o wynik finansowy, to tu z kolei sytuacja jest odwrotna, bo mamy dużą szansę, żeby zrealizować maksymalny, górny przedział prognozy bądź osiągnąć nawet trochę lepszy wynik.

W trakcie trzech kwartałów obecnego roku przychody producenta liczników przekroczyły 517 mln zł i były o niemal 14 mln wyższe niż rok wcześniej. W tym roku zysk netto spółki przypadający akcjonariuszom jednostki dominującej wzrósł z 51,5 mln do 60,6 mln zł.

– Realizujemy wyniki zgodnie z planem – ocenia prezes spółki. Przychody ze sprzedaży urosły nam w tempie 8 proc. okres do okresu. Natomiast obserwujemy poprawę rentowności naszej działalności i poprawę wyniku w stosunku do planu, który zakładaliśmy na poziomie wyniku netto. Jeżeli chodzi o realizację planu, to dużo lepiej poradziliśmy sobie z osiągnięciem wyniku niż przychodu ze sprzedaży, ale ogólnie jesteśmy zgodni z planem.

Nadzieja na dalszą poprawę wyników związana jest z firmą Elkomtech, którą Apator kupił w kwietniu za 98,4 mln zł. Elkomtech jest dostawcą systemów teleinformatycznych i urządzeń do zdalnego sterowania siecią elektroenergetyczną. Działalność obu spółek się uzupełnia, dlatego Apator oczekuje, że razem będą mogli oferować klientom bardziej wszechstronną, inteligentną aparaturę.

Jeżeli chodzi o linię opomiarowania energii elektrycznej, to perspektywy na przyszły rok są dobre, bo w tej podstawowej działalności, która dotyczy sprzedaży elektronicznych liczników komunalnych, mamy właściwie pełny portfel zamówień, kontraktów, które będziemy realizować w przyszłym roku deklaruje prezes Andrzej Szostak.

Przejęcie powinno mieć także korzystny wpływ na tegoroczne wyniki Apatora. Elkomtech jest bowiem spółką, która dużą część przychodów realizuje w ostatnim kwartale, dlatego dopiero po zamknięciu grudnia będzie można ocenić, na ile te nadzieje się ziściły.

Na razie, przynajmniej na podstawie zapewnień zarządu Elkomtechu i tego, co sami widzimy w portfelu kontraktowym, wynika, że ten plan powinien być zrealizowany podkreśla prezes zarządu i dyrektor generalny Apatora. – Wpływ będzie o tyle istotny, że Elkomtech jest spółką o wyższych poziomach rentowności, czyli de facto wspiera naszą strategię w zakresie planowania i realizowania marż oraz ich poprawy również w sprawozdaniu skonsolidowanym.

W przyszłym roku akcjonariusze Apatora mogą oczekiwać wyników co najmniej nie gorszych niż w obecnym. Wiele zależy tu od skutecznego połączenia działalności lidera z przejętą spółką.

Od Elkomtechu oczekujemy przynajmniej powtórzenia wyników osiągniętych w tym roku ujawnia prezes Szostak. – Liczymy także na pojawienie się pierwszych synergii pomiędzy naszym dotychczasowym biznesem a biznesem przejętej firmy.

Od połowy roku ropa straciła ponad jedną trzecią wartości. Polskie firmy powinny skorzystać na wyższej marży, choć ich zapasy tracą na wartości

0

CEO Magazyn Polska

Ropa na światowych rynkach tanieje od połowy roku, a po czwartkowej decyzji OPEC o niezmniejszaniu wydobycia straciła kolejnych kilka dolarów na baryłce. Dla polskich rafinerii to i dobra, i zła wiadomość. Coraz mniej warte są bowiem zgromadzone przez nie rezerwy obowiązkowe, ale za to lepiej sprzedają się paliwa i rosną marże.

Rosji i Wenezueli nie udało się przekonać pozostałych państw OPEC do obniżenia podaży ropy na światowym rynku, by podbić cenę surowca. Wiedeński szczyt zdecydował o pozostawieniu wydobycia bez zmian.

Ropa na światowych giełdach zaczęła tanieć w połowie roku. Po eskalacji konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na wiosnę tego roku Stany Zjednoczone dostarczyły odbiorcom nadzwyczajne ilości ropy, powodując spadki cen. Od tej pory czarne złoto przeceniono już o ponad jedną trzecią.

Ta obniżka do chwili obecnej jest w granicach 30 proc. mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor dr Piotr Dalkowski, analityk ratingowy z agencji ratingowej EuroRating. – Co do dalszego kształtowania się cen, raczej mało prawdopodobne jest, żeby ta cena gwałtownie zaczęła rosnąć. Na to nakłada się wiele czynników. Kluczową kwestia jest duża produkcja ropy w Stanach Zjednoczonych i ropy niekonwencjonalnej.

Zdaniem analityków na obecnie płaconych niespełna 70 dolarach za baryłkę ropy Brent wcale się nie musi skończyć. Przy jednoczesnym wzroście podaży spada bowiem światowy popyt na surowiec.

Wszyscy wiedzą, że jeśli cena ropy jest poniżej 100 dolarów, to budżet Rosji nie bardzo chce się domknąć zwraca uwagę dr Piotr Dalkowski. – Dodatkowym aspektem, który powoduje, że ta cena na rynku światowym może się obniżać, jest to, że ropa płynie z różnych źródeł. Mamy ropę amerykańską, z OPEC. Powoduje to, że podaż paliwa jest dość duża, natomiast zużycie, konsumpcja w ostatnim czasie się zmniejszyła.

Dla polskich spółek niskie ceny ropy to z jednej strony niski koszt pozyskania surowca. Z drugiej  tanieją także produkty, które spółki petrochemiczne sprzedają, np. paliwa. Spada też wartość nagromadzonych zapasów, których odpowiedni poziom spółki muszą utrzymywać, a to wymaga przeszacowań w bilansach.

Jeżeli chodzi o perspektywę naszych spółek petrochemicznych, to obniżka cen surowca z jednej strony będzie rzutowała na zapasy, które mają spółki, czyli tutaj należy liczyć się z przeszacowaniem w dół tychże zapasów podkreśla analityk ratingowy z EuroRating Natomiast z drugiej strony będzie to w naturalny sposób sprzyjało zwiększeniu zapotrzebowania na paliwo i tutaj też można oczekiwać, że spółki będą mogły zwiększyć swoje marże na tej tańszej ropie.

Zapasy obowiązkowe ciążą polskim rafineriom. W zbiornikach mają bowiem zgromadzony majątek, którego wycena ostatnio spada, rzutując na wyniki spółek. Zapasy muszą być gromadzone przez rafinerie i zgodnie z prawem firmom nie wolno ich uszczuplać. Teraz będzie się to zmieniać. 

Ma zostać powołana agencja, która zajmie się zarządzaniem rezerwami ropy, rezerwami strategicznymi tych paliw zapowiada dr Piotr Dalkowski z agencji EuroRating. – Zainicjowanie działania tej agencji spowoduje to, że firmy petrochemiczne będą mogły uwolnić swoje rezerwy, bo nie będą zobligowane do trzymania tak dużych zapasów. To powinno też korzystnie wpłynąć na działanie firm, ponieważ nie będą musiały finansować tych zapasów samodzielnie.

Od połowy roku ropa straciła jedną trzecią wartości. Polskie firmy powinny skorzystać na wyższej marży, choć ich zapasy tracą na wartości

CEO Magazyn Polska

Ropa na światowych rynkach tanieje od połowy roku, a po czwartkowej decyzji OPEC o niezmniejszaniu wydobycia straciła kolejne 3 dolary na baryłce. Dla polskich rafinerii to i dobra, i zła wiadomość. Coraz mniej warte są bowiem zgromadzone przez nie rezerwy obowiązkowe, ale za to lepiej sprzedają się paliwa i rosną marże.

Rosji i Wenezueli nie udało się przekonać pozostałych państw OPEC do obniżenia podaży ropy na światowym rynku, by podbić cenę surowca. Wiedeński szczyt zdecydował o pozostawieniu wydobycia bez zmian.

Ropa na światowych giełdach zaczęła tanieć w połowie roku. Po eskalacji konfliktu rosyjsko-ukraińskiego na wiosnę tego roku Stany Zjednoczone dostarczyły odbiorcom nadzwyczajne ilości ropy, powodując spadki cen. Od tej pory czarne złoto przeceniono już o ponad jedną trzecią.

Ta obniżka do chwili obecnej jest w granicach 30 proc. mówi agencji informacyjnej Newseria Inwestor dr Piotr Dalkowski, analityk ratingowy z agencji ratingowej EuroRating. – Co do dalszego kształtowania się cen, raczej mało prawdopodobne jest, żeby ta cena gwałtownie zaczęła rosnąć. Na to nakłada się wiele czynników. Kluczową kwestia jest duża produkcja ropy w Stanach Zjednoczonych i ropy niekonwencjonalnej.

Zdaniem analityków na obecnie płaconych 73 dolarach za baryłkę ropy Brent wcale się nie musi skończyć. Przy jednoczesnym wzroście podaży spada bowiem światowy popyt na surowiec.

Wszyscy wiedzą, że jeśli cena ropy jest poniżej 100 dolarów, to budżet Rosji nie bardzo chce się domknąć zwraca uwagę dr Piotr Dalkowski. – Dodatkowym aspektem, który powoduje, że ta cena na rynku światowym może się obniżać, jest to, że ropa płynie z różnych źródeł. Mamy ropę amerykańską, z OPEC. Powoduje to, że podaż paliwa jest dość duża, natomiast zużycie, konsumpcja w ostatnim czasie się zmniejszyła.

Dla polskich spółek niskie ceny ropy to z jednej strony niski koszt pozyskania surowca. Z drugiej  tanieją także produkty, które spółki petrochemiczne sprzedają, np. paliwa. Spada też wartość nagromadzonych zapasów, których odpowiedni poziom spółki muszą utrzymywać, a to wymaga przeszacowań w bilansach.

Jeżeli chodzi o perspektywę naszych spółek petrochemicznych, to obniżka cen surowca z jednej strony będzie rzutowała na zapasy, które mają spółki, czyli tutaj należy liczyć się z przeszacowaniem w dół tychże zapasów podkreśla analityk ratingowy z EuroRating Natomiast z drugiej strony będzie to w naturalny sposób sprzyjało zwiększeniu zapotrzebowania na paliwo i tutaj też można oczekiwać, że spółki będą mogły zwiększyć swoje marże na tej tańszej ropie.

Zapasy obowiązkowe ciążą polskim rafineriom. W zbiornikach mają bowiem zgromadzony majątek, którego wycena ostatnio spada, rzutując na wyniki spółek. Zapasy muszą być gromadzone przez rafinerie i zgodnie z prawem firmom nie wolno ich uszczuplać. Teraz będzie się to zmieniać.

Ma zostać powołana agencja, która zajmie się zarządzaniem rezerwami ropy, rezerwami strategicznymi tych paliw zapowiada dr Piotr Dalkowski z agencji EuroRating. – Zainicjowanie działania tej agencji spowoduje to, że firmy petrochemiczne będą mogły uwolnić swoje rezerwy, bo nie będą zobligowane do trzymania tak dużych zapasów. To powinno też korzystnie wpłynąć na działanie firm, ponieważ nie będą musiały finansować tych zapasów samodzielnie.

Jak przygotować się do starzenia społeczeństwa?

O konieczności wykorzystania potencjału seniorów i ich potrzebach oraz o polityce rządu w perspektywie zmian demograficznych mówiła 27 listopada br. na Uniwersytecie Trzeciego Wieku na Akademii im. Jana Długosza w Częstochowie wiceminister finansów, pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabela Leszczyna.

Podczas wykładu „Silver Economy czyli zaspokojenie potrzeb seniorów” (pojęciem Silver Economy określa się system ekonomiczny ukierunkowany na wykorzystanie potencjału osób starszych i uwzględniający ich potrzeby) wiceminister Leszczyna wyjaśniała, jak na przestrzenie ostatnich lat zmienia się postrzeganie starości. Obowiązujące do niedawna utożsamianie starości z osiągnięciem konkretnego wieku (np. 65 lat) coraz bardziej staje się nieaktualne. Starzenie się jest procesem, a więc nie następuje w krótkim odcinku czasu.

I tak wyniki największego badania polskich seniorów przeprowadzonego w ostatnich latach (PolSenior) wskazują, że wśród osób w wieku 65-74 lata 98 proc. seniorów jest sprawnych, a wśród ludzi 85-letnich i starszych osoby niesamodzielne stanowią niespełna 13 proc. Jednak w wyniku procesów demograficznych do starości społeczeństwa muszą przygotować się władze na szczeblu rządowym i samorządowym. Do 2035 r. bowiem udział osób w wieku 65 lat i więcej w polskim społeczeństwie zbliży się do 25 proc., co wymaga niezbędnych przygotowań o charakterze prawnym, instytucjonalnym i finansowym.

Izabela Leszczyna przypomniała, że rząd przyjął 24 grudnia 2013 r. trzy strategiczne dla polityki senioralnej dokumenty: „Założenia Długofalowej Polityki Senioralnej w Polsce na lata 2014-2020″, „Rządowy Program na rzecz Aktywności Społecznej Osób Starszych na lata 2014-2020″ oraz Program „Solidarność Pokoleń” (dotyczący zwiększenia aktywności zawodowej osób w wieku 50+). Także premier Ewa Kopacz podczas październikowego expose podkreślała, jak ważne miejsce w polskiej tradycji zajmuje troska o ludzi starszych i zapowiedziała ważne zmiany pod ich kątem. To m.in. stworzenie instytucji dziennych domów opieki, w których seniorzy znaleźliby opiekę medyczną czy ofertę ciekawego spędzenia czasu oraz Instytutu Geriatrii, czyli specjalnego ośrodka leczenia i opieki nad osobami starszymi. Powołanie takiej instytucji umożliwi też wykształcenie większej liczby lekarzy geriatrów.

Wiceminister Leszczyna dodała także, że na waloryzację emerytur w 2015 r. przewidziano 3,8 mld zł.

Debata o polskim systemie emerytalnym

Dokąd zmierza polski system emerytalny i jak powinien być skonstruowany, aby zapewnić ubezpieczonym bezpieczną przyszłość? – odpowiedzi na te pytania udzielali uczestnicy konferencji Insurance Conference, zorganizowanej przez studentów Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie 26 listopada br. W debacie wzięła udział wiceminister finansów, pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabela Leszczyna.

Studentów interesowały m.in. kwestie jak usprawnić system emerytalny, jak można indywidualnie wpływać na wysokość własnej emerytury, jak wygląda obecna kondycja polskiego systemu emerytalnego i jakie zmiany czekają go w najbliższych latach.

Wiceminister Leszczyna przypomniała historię zmian w systemie ubezpieczeń społecznych poczynając od reformy z 1999 r. oraz ich wpływ na stabilność systemu emerytalnego i wskazała, że istotą reform wprowadzonych w ostatnim okresie jest konieczność zrównoważenia funduszu emerytalnego, czyli zbilansowania wpływów i wydatków w długiej perspektywie. Jest to niezbędne biorąc pod uwagę tendencje demograficzne i starzenie się społeczeństwa. Temu ma służyć reforma otwartych funduszy emerytalnych (OFE) oraz wydłużenie wieku emerytalnego.

Izabela Leszczyna wskazała też, że sposobem na dodatkowe zabezpieczenie na przyszłość jest m.in. Indywidualne Konto Zabezpieczenia Emerytalnego (IKZE). IKZE to forma indywidualnego i dobrowolnego oszczędzania na emeryturę w ramach III filaru, powiązana z ulgami podatkowymi. Limit wpłat na konto w roku kalendarzowym wynosi 1,2–krotność przeciętnego prognozowanego wynagrodzenia miesięcznego w gospodarce narodowej na dany rok (w 2014 r. limit ten wynosił 4495,20 zł). IKZE umożliwia wypłatę z zachowaniem korzyści podatkowych na wniosek oszczędzającego, po osiągnięciu przez niego wieku 65 lat oraz pod warunkiem dokonywania wpłat na IKZE co najmniej w 5 latach kalendarzowych (więcej informacji: http://emerytura.gov.pl/iii-filar/porownanie-ikeikze/).

W debacie uczestniczyli również m.in. prezes ZUS Zbigniew Derdziuk oraz prezes Aviva PTE Paweł Pytel.

Więcej informacji o zmianach w systemie emerytalnym znajdziesz na stronie http://emerytura.gov.pl/.

Potrzebne wzmocnienie działań na rzecz zdrowia publicznego

Wydłużyliśmy długość życia, a teraz musimy zadbać o to, aby miało wyższą jakość. Na to będą potrzebne większe nakłady, bardziej efektywne – powiedziała wiceminister finansów, pełnomocnik rządu ds. informacji i edukacji finansowej Izabela Leszczyna podczas Kongresu Zdrowia Publicznego, który odbył się 24 listopada br. w Warszawie.

Izabela Leszczyna zapewniła, że Ministerstwo Finansów jest najbardziej zainteresowane integracją działań wszystkich resortów na rzecz zdrowia publicznego. – W perspektywie najważniejsze jest bogacenie się społeczeństwa, ponieważ bogatsze społeczeństwa żyją dłużej ze względu na większą świadomość wpływu stylu życia na zdrowie – wskazała wiceminister dodając, że ogólne nakłady na tę dziedzinę znacząco wzrosły w Polsce z 46,3 mld zł w 2007 r. do 78, 1 mld zł zaplanowanych w projekcie ustawy budżetowej na przyszły rok.

Chociaż poziom ubóstwa lub wykluczenia społecznego pozostaje w Polsce wysoki, to analiza ostatnich 8 lat wskazuje na wyraźną poprawę w tym obszarze. – Zgodnie z wynikami badań przeprowadzanych w Unii Europejskiej Polska jest krajem, w którym tempo spadku liczby osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym jest najwyższe – poinformowała Izabela Leszczyna. Wskaźnik ten w latach 2005-2013 spadł o 19,5 pkt. proc., a od 2007 r. o 8,6 proc. Z kolei od 2008 r. liczba osób zagrożonych ubóstwem lub wykluczeniem społecznym spadła o 1,4 mln osób (z 11,5 mln do 10,1 mln), a w latach 2007-2013 o 3,2 mln osób (z 13,1 mln do 9,9 mln).

Wiceminister Leszczyna wśród działań podejmowanych przez resort finansów w dziedzinie zdrowia publicznego wskazała prowadzenie polityki akcyzowej. Ma ona zniechęcać do palenia przy jednoczesnym zapewnieniu stałych wpływów do budżetu. Wpływ na spadek sprzedaży papierosów i tym samym mniejszych dochodów z podatku mają także e-papierosy. Efekt przynosi również zakaz palenia w miejscach publicznych. Podwyżki akcyzy z poprzednich lat są również konsekwencją prowadzonej polityki prozdrowotnej wynikającej m.in. z zaleceń WHO oraz postanowień ustawy o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych, które zobowiązują rząd do działań ograniczających ich używanie. Podobnie jest ze stawkami akcyzy na wyroby alkoholowe. Ministerstwo Finansów zgodnie z ustawą o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi ma obowiązek podejmowania działań inicjujących i wspierających przeciwdziałanie temu nałogowi i jego skutkom.

Ważna zmianą z punktu widzenia rodzin, szczególnie wielodzietnych, są ostatnie zmiany w uldze na dzieci. Zostanie zwiększona dostępność tej ulgi na w taki sposób, aby mogły z niej skorzystać wszystkie rodziny, w których chociaż jeden z rodziców płaci PIT. Waga zmiany polega na tym, że dotychczas pełne wykorzystanie ulgi było nieosiągalne dla wielu podatników, w tym dla niemal połowy rodzin wielodzietnych, których podatek był niższy od maksymalnego poziomu ulgi. Po zmianach budżet państwa po prostu dopłaci tym rodzinom, zwracając kwotę niewykorzystanej ulgi. Czytaj więcej o zmianach w uldze na dzieci.

W konferencji uczestniczyli również przedstawiciele prezydenta RP oraz innych resortów i instytucji. Uczestnicy podkreślali, że działania na rzecz zdrowia publicznego powinny być podejmowane wspólnie przez wszystkie resorty i lepiej skoordynowane, Zwracano uwagę, że prewencja i profilaktyka przynoszą oszczędności nie tylko dla budżetu i gospodarki, ale i dla poszczególnych pracodawców.

Rozliczenia z fiskusem mają być bardziej przyjazne dla podatnika. Prezydent proponuje zmiany w ordynacji podatkowej

CEO Magazyn Polska

Wprowadzenie zasady rozstrzygania w razie wątpliwości na korzyść podatnika, skrócenie terminu przedawnienia, odstąpienie od zasady wymierzania kary za drobne przewinienia i zniesienie obligatoryjnej zasady korekty kosztów – to kilka z propozycji Kancelarii Prezydenta RP zmian w ustawie Ordynacja podatkowa. Mają one zwiększyć poczucie bezpieczeństwa podatnika i zaufanie do państwa, ale ułatwią też funkcjonowanie administracji podatkowej.

Zmiany, które prezydent będzie proponował, dotyczą tych elementów ustawy, które wywołują największy niepokój przedsiębiorców, szczególnie tych mniejszych, których nie stać na wyrafinowane analizy prawne. Podstawowym celem jest to, by zwiększyli poziom poczucia bezpieczeństwa podatników zarówno poprzez mechanizmy systemu prawnego, jak i funkcjonowanie organów podatkowych – zapowiada w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Olgierd Dziekoński, sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP.

Na propozycje Kancelarii Prezydenta składa się siedem postulatów. Pierwszy z nich ma pomóc w wyrównaniu szans podatnika w ewentualnym sporze z administracją skarbową.

Chodzi o przyjęcie zasady rozstrzygania wątpliwości w oparciu o istniejący system prawny i zebrane dowody na korzyść płatnika – tłumaczy Dziekoński. – Oznacza to również wskazówkę do postępowania w przypadku rozstrzygania sporów przed sądami administracyjnymi. W ten sposób będzie się kształtowała nowa linia orzecznicza, która wyznaczy sposób działania urzędników oraz wprowadzi zmiany w strukturze prawa materialnego dotyczącego podatków.

Kolejną zmianą jest ograniczenie przedawnienia podatkowego. Jak podkreśla minister, dziś formalnie zobowiązanie podatkowe wygasa po pięciu latach, ale urzędnicy mają możliwość znaczącego wydłużania tego okresu.

Przez możliwości techniczne i różne zabiegi administracyjne de facto można przedłużać je w nieskończoność. Proponujemy, aby ten okres nie był dłuższy niż trzy lata – wskazuje Dziekoński.

Ten postulat wiąże się również z koniecznością wykonania wyroku Trybunału Konstytucyjnego, który w połowie ubiegłego roku orzekł, że okres przedawnienia podatkowego musi być jednoznaczny i czytelny, a zasada, według której zobowiązania skarbowe w ogóle mu nie podlegają, jest niezgodna z ustawą zasadniczą.

Trybunał wskazał na konieczność gwarancji poczucia stabilności funkcjonowania podatników, wskazując również na możliwość zastosowania bezterminowego zabezpieczenia hipotecznego bądź majątkowego w odniesieniu do potencjalnych zobowiązań – przypomina Olgierd Dziekoński.

Z terminem przedawnienia łączy się również kolejna propozycja prezydenta. Chodzi o uniemożliwienie egzekucji z majątku podatnika tuż przed upływem terminu przedawnienia zobowiązania.

Jeżeli urząd nie jest w stanie przez pięć lat wypracować decyzji, to trzy miesiące przed upływem terminu nie powinien już stosować egzekucji z majątku podatnika – podkreśla prezydencki minister.

Kolejną propozycją Kancelarii jest odstąpienie od konieczności prowadzenia postępowań przez organy skarbowe w sprawach błahych, o mało istotnym znaczeniu, w których wartość sprawy jest niższa niż np. koszt korespondencji.

Wśród postulatów jest również ujednolicenie przepisów dotyczących miejsca przeprowadzenia kontroli skarbowej.

Dzisiaj mamy rozbieżność między ustawą, która pozwala prowadzić kontrolę w miejscu przechowywania ksiąg rachunkowych, a ustawą o działalności gospodarczej, która wskazuje, że musi być ona prowadzona w siedzibie firmy – przypomina Dziekoński.

Zdaniem prezydenta korekty wymaga również przepis dotyczący uzasadnień do poprawek w deklaracjach. Taki obowiązek często oznacza dla podatnika konieczność zatrudnienia osób, które posiadają odpowiednie przygotowanie do stworzenia takiego uzasadnienia, nawet jeśli korekta deklaracji dotyczyła tylko błędu w obliczeniach. Zgodnie z propozycją podatnik będzie mógł takie uzasadnienie złożyć, ale nie będzie to obowiązkowe. Chyba że wystąpi o to urząd.

Jak podkreśla Dziekoński, istotna dla podatników będzie również zmiana przepisu dotyczącego konieczności zmniejszania kosztów uzyskania przychodów o kwoty wynikające z nieuregulowanych faktur czy rachunków. Obowiązek ten wprowadziła ustawa, która weszła w życie na początku 2013 roku.

Już wtedy podkreślano, że może ona przysparzać podatnikom dużo problemów – argumentuje Dziekoński. – Prezydent podpisał ustawę, bo zawierała inne korzystne i potrzebne rozwiązania. Tymczasem korekta kosztów jest poważnym obciążeniem dla podatnika, bo musi być prowadzona na bieżąco. Proponujemy znieść tę obligatoryjną zasadę.

Jak podkreśla minister, propozycje prezydenta mają wesprzeć zmiany przygotowywane przez rząd. W ostatnich tygodniach działalność rozpoczęła Komisja Kodyfikacyjna Ogólnego Prawa Podatkowego i Rada Podatkowa przy ministrze finansów – eksperci z obu tych organizacji będą pracować nad zmianami w prawie podatkowym tak, by przepisy były prostsze i przyjaźniejsze dla podatników.

Zadaniem Komisji jest przygotowanie nowego projektu ustawy, który zastąpi obecną ustawę Ordynacja podatkowa, a także uczestniczenie w całym procesie legislacyjnym nad tym aktem prawnym. Zgodnie z harmonogramem prac przygotowanie wstępnych założeń powinno zająć ok. czterech miesięcy, a ostateczne założenia nowej ordynacji powinny być gotowe w III kwartale przyszłego roku.

Od stycznia wszystkie kraje bałtyckie z euro. To duże ułatwienie dla eksporterów

CEO Magazyn Polska

Litwa, jako ostatni z trzech krajów Pribałtyki, już za miesiąc przyjmie wspólną walutę. To będzie miało pozytywne przełożenie na gospodarkę – oceniają ekonomiści. Podobnie jak Łotwa i Estonia  Litwa jest mocno zależna od eksportu, a wspólna waluta zredukuje koszty transakcyjne.

Kraje bałtyckie dosyć dużo eksportują. Duży udział eksportu w PKB Litwy, Łotwy i Estonii jest koniecznością, dlatego że lokalna baza konsumencka nie jest wystarczająca, by gospodarki mogły rozwijać się zgodnie z potencjałem. Tym samym przyjęcie euro redukuje pewne koszty transakcyjne i pewne ryzyka w handlu zagranicznym – mówi agencji Newseria Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w regionie Europy Centralnej.

Estonia weszła do strefy euro 1 stycznia 2011 roku, a Łotwa 1 stycznia tego roku. Unijni ministrowie spraw zagranicznych zaaprobowali przystąpienie Litwy do wspólnej unii walutowej 23 lipca 2014 roku. Ustalili również kurs wymiany. Jedno euro równe będzie 3,45 lita.

Ten region bałtycki jest traktowany przez inwestorów jako jeden twór. Litwa jako jedyna pozostaje jeszcze bez euro, w związku z tym jej dążenie do przyjęcia euro oraz do dołączenia do grupy krajów z tą walutą było dość silne – mówi Sielewicz.

Pierwsza próba wejścia Litwy do strefy euro w 2007 roku była nieudana ze względu na niespełnienie kryterium stabilności cen. Jak ocenia Sielewicz, przyjęcie wspólnej waluty będzie wyzwaniem dla Litwy, tym bardziej że moment na taki krok jest dyskusyjny. Przykład Hiszpanii pokazuje, że euro nie może być traktowane jako gotowe rozwiązanie na bolączki gospodarcze danego kraju.

Ze względu na to, że Hiszpania nie mogła posłużyć się deprecjacją własnej waluty, by wyjść z recesji, musiała redukować koszty pracy. Dzięki temu posunięciu od połowy 2009 roku eksport w Hiszpanii wzrósł o 44 proc. – dodaje Grzegorz Sielewicz.

Wejście Litwy do strefy euro oznacza, że od przyszłego roku tylko 9 spośród 28 krajów Unii Europejskiej nie będzie miało wspólnej waluty. Poza strefą euro pozostaną: Polska, Czechy, Węgry, Bułgaria, Rumunia, Szwecja, Chorwacja, Dania i Wielka Brytania.

Wszystkie państwa członkowskie UE, z wyjątkiem Wielkiej Brytanii i Danii, mają obowiązek przyjąć euro, jak tylko spełnią konieczne warunki. Zgodnie z Traktatem UE Komisja i EBC badają kraje co dwa lata lub na wniosek państwa członkowskiego pragnącego wstąpić do strefy euro, czy spełniają warunki konieczne do przyjęcia wspólnej waluty (kryteria dotyczące stabilizacji gospodarczej: sytuacja budżetowa, stabilność cen, stabilność kursu walutowego oraz konwergencja długoterminowych stóp procentowych).

R. Antczak (Deloitte): RPP może w grudniu obniżyć stopy procentowe. Chce utrzymać inflację w okolicy celu inflacyjnego

CEO Magazyn Polska

Rada Polityki Pieniężnej może obniżyć stopy procentowe jeszcze w grudniu. Jej celem jest bowiem podniesienie inflacji do poziomu oczekiwanego przez NBP, czyli do 2,5 proc., a przynajmniej podciągnięcie jej do minimalnej granicy 1,5 proc. Przy 0,6-proc. deflacji do celu tego jest wciąż daleko.

Od połowy roku ceny w Polsce spadają, w dodatku z miesiąca na miesiąc coraz mocniej, oddalając się od celu inflacyjnego już o ponad 3 pkt proc.

– Dostosowanie stóp procentowych powinno nastąpić do końca tego roku, a przyszły rok powinien być okresem stabilizacji polityki pieniężnej i oczekiwań inflacyjnych mówi agencji informacyjnej Newseria Rafał Antczak, członek zarządu Deloitte. – Wtedy inflacja zacznie powoli wzrastać, by pod koniec przyszłego roku przekroczyć 1,5 proc., czyli dolny próg przedziału inflacyjnego, będzie wtedy bliżej spełnienia celu inflacyjnego, niż jest obecnie.

Stopy procentowe NBP są dziś najniższe w historii. Ostatni raz Rada Polityki Pieniężnej obniżyła je w październiku. Ceny jednak nadal spadają. W ubiegłym miesiącu w porównaniu z październikiem 2013 roku obniżyły się o 0,6 proc. podał GUS.

– Jeśli inflacja jest około zera, to Narodowy Bank Polski musi obniżać stopy procentowe  uważa Rafał Antczak. – W modelu Deloitte przewidywaliśmy rok temu, że stopy procentowe w Polsce będą spadały, a nie rosły, bo było wiele czynników wskazujących na to, że inflacja będzie dużo niższa od tej, której spodziewał się rynek.

Tak znaczące spadki cen w Polsce spowodowane są przede wszystkim przez wydarzenia na arenie międzynarodowej, głównie wzajemne sankcje Rosji i państw UE, które spowodowały zwiększenie podaży towarów na rynku polskim i spadek ich cen.

– Dla sektora spożywczego i handlu detalicznego będzie to dość trudna sytuacja, bo będziemy mieli do czynienia ze spadającymi marżami podkreśla członek zarządu Deloitte. – O ile jeszcze te marże mogą w handlu hurtowym być trochę wyższe, bo pozwala na to ekonomia skali i eksport oraz słabszy kurs złotego, to w handlu detalicznym w kraju sytuacja rzeczywiście wydaje się dość trudna i będzie wymuszała konsolidację firm handlowych.

Na działania Rosji odpowiedziały też Stany Zjednoczone, zwiększając dostawy ropy i gazu na swój rynek, co zmniejszyło popyt na surowce na światowym rynku. W rezultacie spadły ceny surowców i dochody rosyjskiego budżetu. Przy okazji także konsumenci w Polsce płacą znacznie mniej za energię i paliwa. Stąd deflacja, choć jak podkreślają eksperci, nie jest ona groźna dla gospodarki.

– Zjawisko deflacji jest groźne, jeżeli mamy do czynienia ze znaczącym spowolnieniem wzrostu gospodarczego albo z recesją tłumaczy Rafał Antczak. – W Polsce taka sytuacja nie występuje, dlatego że mamy dynamikę wzrostu gospodarczego w okolicach 3 proc.

Z ostatnich danych GUS wynika, że polska gospodarka rośnie nawet szybciej niż się spodziewano, a w III kwartale tempo to wyniosło 3,3 proc.

Banki tną etaty

Z raportu opracowanego przez serwis PRNews.pl i Bankier.pl wynika, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku, ankietowane banki zmniejszyły liczbę etatów o blisko 1 tys. Najwięcej stanowisk, bo 568 zlikwidowano w grupie Banku Zachodniego WBK.

– Spadek zatrudnienia jest wypadkową kilku czynników. Przede wszystkim zmienia się dotychczasowy model bankowości – tradycyjna obsługa w placówkach została zastąpiona przez elektroniczne kanały dostępu. Klienci coraz rzadziej zaglądają do oddziałów, więc banki nie potrzebują już tylu osób do obsługi transakcyjnej. Z drugiej strony obserwujemy spadek sprzedaży kredytów mieszkaniowych i produktów inwestycyjnych, więc banki ograniczają liczbę placówek – komentuje Wojciech Boczoń, analityk Bankier.pl

Z danych zebranych przez PRNews.pl i Bankier.pl wynika, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy tego roku 20 banków zmniejszyło zatrudnienie o 985 etatów. Najwięcej, bo aż o 568 – w Grupie Banku Zachodniego WBK.  O 372 etaty zatrudnienie zredukował także Bank Pekao SA, a Citi Handlowy o 321 etatów.

Należy przy tym pamiętać, że liczba etatów nie jest tożsama z liczbą zatrudnionych osób. Ta druga jest  większa, bo część osób pracuje w niepełnym wymiarze czasu pracy lub zatrudniona jest w innej formie. Z danych Komisji Nadzoru Finansowego wynika, że w ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy 2014 roku, łączna liczba osób zatrudnionych w sektorze bankowym spadła o 1621.

Niektórzy sami odchodzą

Zmniejszenie liczby etatów w sektorze bankowym nie jest tylko efektem zwolnień. Część pracowników odchodzi na emerytury, a w ich miejsce nie są już przyjmowane nowe osoby. Wymiana pokoleń następuje także wśród klientów banków. Na rynek wchodzi nowe pokolenie, dla którego Internet jest naturalnym środowiskiem.

– Banki tną liczbę etatów, ale sytuacja na rynku pracy nie jest zła. Zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw od początku roku wzrosło o ponad 40 tys. osób, a liczba zarejestrowanych bezrobotnych spadła o 450 tys. osób. Osoby, które straciły zatrudnienie w sektorze bankowym raczej nie powinny mieć obecnie większych problemów ze znalezieniem innej pracy – komentuje Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl.

Klauzula generalna przeciwko unikaniu opodatkowania

Klauzula to rozwiązanie prawne stosowane do podatników podejmujących fikcyjne działania gospodarcze i tworzących sztuczne konstrukcje prawne, które mają im przynieść znaczne korzyści podatkowe. To jedna ze szczególnie istotnych zmian przewidywanych w projekcie nowelizacji ustawy – Ordynacja podatkowa.

Klauzula będzie dotyczyć wyłącznie zdarzeń związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz związanych z uczestnictwem w podmiotach gospodarczych (posiadanie udziałów, akcji, zarządzanie).

Ciężar dowodu unikania opodatkowania spocznie na organie podatkowym. Aby zastosować klauzulę, organ podatkowy będzie musiał wykazać, że korzyści podatkowe uzyskane przez fikcyjne konstrukcje prawne mają znaczny rozmiar, tj. przekraczają kwotę 50 tys. zł za rok podatkowy lub inny okres rozliczeniowy. Limit ten oszacowano w oparciu o realne ceny oferowane przez konsulting za założenie i utrzymanie za granicą fikcyjnej spółki oraz obsługę prawną całego schematu unikania opodatkowania. Oznacza to, że klauzula jest adresowana do dużych korporacji i bardzo zamożnych osób, bo w praktyce tylko tam są środki finansowe na taką „inwestycję”, która ma się zwrócić w postaci uchylenia się od podatku w Polsce.

Negatywne zjawisko unikania opodatkowania istnieje w każdym kraju o gospodarce rynkowej, a klauzula generalna jest jednym z najczęściej spotykanych sposobów zwalczania tego zjawiska w krajach rozwiniętych. Wprowadzenie klauzuli jest również mocno zalecane przez Komisję Europejską i OECD.

Klauzula nie jest kierowana przeciwko optymalizacji podatkowej rozumianej jako prowadzenie realnego biznesu w sposób minimalizujący obciążenia podatkowe i korzystanie z ulg i korzystnych rozwiązań prawnych. Klauzula jest skierowana przeciwko unikaniu opodatkowania polegającym na tworzeniu sztucznych konstrukcji prawnych, oderwanych od realnego biznesu, których głównym celem jest uniknięcie podatku lub jego obniżenie. Unikanie opodatkowania zaburza konkurencyjność. Korporacja, dysponująca wysokokwalifikowaną obsługą prawną i środkami do budowy sztucznych, międzynarodowych schematów „parabiznesowych”, unika podatku i przez to zyskuje przewagę rynkową nad przedsiębiorcą rzetelnie płacącym podatki w Polsce. Zatem unikanie opodatkowania nie tylko pozbawia budżet należnych podatków, ale również sprzyja rynkowemu niszczeniu przedsiębiorców płacących uczciwie podatki w Polsce.

Klauzula ma pełnić rolę prewencyjną, aby unikanie opodatkowania wiązało się z ryzykiem utraty korzyści podatkowej uzyskanej w wyniku sztucznych konstrukcji prawnych. Zakłada się, że dziś stosowane agresywne schematy unikania opodatkowania zostaną zamknięte i nie będą tworzone nowe.

Polska klauzula proponowana w projekcie ustawy o zmianie ustawy – Ordynacja podatkowa oraz o zmianie niektórych innych ustaw opiera się głównie na zaleceniach KE i ostatnich rozwiązaniach brytyjskich, które są najbardziej rozbudowane i szczegółowe. Większość krajów ma klauzule znacznie bardziej ogólne niż projektowana obecnie przez Ministerstwo Finansów.

Pewien stopień ogólności wynika z trudności stworzenia zamkniętego katalogu wszystkich sytuacji, do jakich można ją stosować. Wynika to z kreatywności sektora konsultingowego w tworzeniu sztucznych konstrukcji prawnych do unikania opodatkowania, opartych na rozwiązaniach podatkowych innych państw.

Stosowanie klauzuli będzie powiązane z licznymi nowymi rozwiązaniami zabezpieczającymi:

  • wydawanie na wniosek podatnika opinii zabezpieczających (plik Word 41 kB),
  • niezależna od administracji, ekspercka Rada ds. Unikania Opodatkowania (plik Word 42 kB) opiniująca sporne sprawy, niewykonalność spornych decyzji,
  • zakaz przymusowego wykonywania decyzji wymierzającej podatek przy zastosowaniu klauzuli na każdym etapie sporu,
  • wyłączna właściwość Ministra Finansów w sprawach klauzuli i opinii zabezpieczających,
  • możliwość korekty deklaracji w końcowej fazie postępowania podatkowego w zakresie stosowania klauzuli.

Podobne rozwiązania zabezpieczające są stosowane m.in. we Francji, Kanadzie i Australii.

Konsumpcja i inwestycje napędzają gospodarkę

PKB w 3. kwartale 2014 r. wzrósł o 3,3 proc. – potwierdził GUS. Spożycie indywidualne zwiększyło się o 3,2 proc. a inwestycje o 9,9 proc.

Komentarz dr Małgorzaty Starczewskiej-Krzysztoszek, głównej ekonomistki Konfederacji Lewiatan

Wzrost gospodarczy w 3. kwartale 2014 r. oparty był zdecydowanie i silnie na popycie krajowym – spożycie indywidualne dało 2 punkty procentowe do wzrostu PKB, inwestycje – 1,8 pp, przyrost zapasów – 0,4 pp. Eksport netto, prawie dwa razy szybszy wzrost importu niż eksportu, zmniejszył przyrost PKB o 1,6 pp. Struktura wzrostu gospodarczego wskazuje, że gospodarka polska jest stabilna i silna na tle innych gospodarek UE.

Sytuacja na rynku pracy – może niezbyt wysoki, ale stabilny wzrost zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw (o 0,6 proc. w ciągu 10. miesięcy br.) i całkiem pokaźny wzrost wynagrodzeń (realnie o 3,8 proc. w ciągu 10. miesięcy br.), co dało prawie 4,5 proc. realnego funduszu płac – pozytywnie jak widać wpływa na nastroje konsumentów, którzy zwiększyli spożycie o 3,2 proc.
Kolejny, trzeci kwartał z rzędu bardzo dobra jest też sytuacja w inwestycjach – wzrosły one o 9,9 proc. r/r dając 2.procentowy wkład we wzrost PKB. Nie potwierdziły się natomiast (i na szczęście) obawy, że to wzrost zapasów był istotnym czynnikiem zmian w gospodarce w 3. kwartale br. Wzrost zapasów o 2,1 proc. wskazuje, że przedsiębiorstwa świetnie radzą sobie z zarządzaniem nimi, dostosowując ich poziom do sytuacji na rynku. W 2. kwartale br. zapasy wzrosły o ponad 9 proc. Korekta w 3. kwartale była zatem szybka i skuteczna.

Przemysł rósł w 3. kwartale ciągle powyżej 3 proc., co przy dość wysokiej bazie w 3. kwartale 2013 r. (6,4 proc.) wskazuje, że radzi sobie dobrze nawet wtedy, gdy dość istotna część jego kontrahentów funkcjonuje na słabo rosnących rynkach europejskich. Trzeci kwartał był świetny dla transportu i gospodarki magazynowej – wartość dodana brutto wzrosła w tym sektorze o 7,2 proc. Oznacza to, że firmy transportowe poradziły sobie z efektami sankcji nałożonych przez UE na Rosję, a także z konsekwencjami embarga rosyjskiego, które zmniejszyło popyt na usługi transportowe. Jednak ten ponad 7. procentowy wzrost wydaje się być w głównej mierze efektem rozwoju działalności związanej z magazynowaniem i przechowywaniem towarów, a także z rozwojem e-handlu, który zdecydowanie zwiększa zapotrzebowanie na usługi pocztowe i kurierskie. Poprawia się także sytuacja w sektorze hotelarsko-gastronomicznym, informacji i komunikacji, usługach dla biznesu. Niższą dynamikę niż w poprzednich kwartałach wykazało w 3. kwartale br. jedynie budownictwo i … działalność finansowa i ubezpieczeniowa. Jak widać do poprawy sytuacji w budownictwie niezbędne są fundusze unijne. Jest zatem szansa, że ruszy ono w 2. połowie 2015 r. Natomiast to co dzieje się w sektorze finansowym i ubezpieczeniowym, czyli wyraźne osłabienie (brak wzrostu wartości dodanej brutto, po ponad 20 proc. wzrostach w dwóch pierwszych kwartałach br.) jest zapewne efektem ciągle niskiego zapotrzebowania na finansowanie zewnętrzne, szczególnie ze strony przedsiębiorstw (mimo wysokiej dynamiki inwestycji, ale finansowane one były w dużej mierze ze środków własnych firm). A także chyba jednak walki cenowej między podmiotami w tym sektorze.

Struktura wzrostu PKB w 3. kwartale br., a przede wszystkim czynniki ją kształtujące, wskazuje że także w kolejnych miesiącach możemy liczyć na popyt krajowy. Nie oznacza to jednak – jak to zostało zakomunikowane podczas konferencji prasowej RPP po ostatnim, listopadowym posiedzeniu – że nie mamy problemów ze wzrostem gospodarczym. A na pewno nie oznacza, że nie mamy problemu z deflacją, co stało się jeszcze jaśniejsze po posiedzeniu OPEC w tym tygodniu. Ciekawe jak na te decyzje i trendy zareaguje RPP na swoim grudniowym posiedzeniu.

Konfederacja Lewiatan

NIK w Gruzji

Najwyższa Izba Kontroli będzie pomagać Państwowemu Urzędowi Kontroli Gruzji przekazując w ramach współpracy bliźniaczej (twinningowej) doświadczenia potrzebne Gruzji w dostosowywaniu się do struktur europejskich. Polscy kontrolerzy projekt współpracy bliźniaczej zrealizują wraz z audytorami z Federalnej Izby Obrachunkowej Niemiec (BRH).

Komisja Europejska z przedstawicielstwem w Tbilisi podjęła decyzję o powierzeniu wdrażania projektu niemiecko-polskiemu konsorcjum. Projekt będzie realizowany przez dwa lata. NIK jest odpowiedzialna za wdrożenie działań w zakresie audytu finansowego, zaś BRH – w zakresie wzmacniania zarządzania w Państwowym Urzędzie Kontroli (PUK) Gruzji oraz rozwoju zawodowego. Budżet projektu – 1,17 mln euro, pokrywany jest w całości ze środków unijnych.

W związku z rozpoczęciem bliźniaczej współpracy do Gruzji udał się Prezes NIK, Krzysztof Kwiatkowski, który uczestniczył w inauguracji projektu w siedzibie PUK Gruzji w Tbilisi. Podczas spotkania z udziałem m.in. kierownictwa PUK Gruzji, przedstawicieli delegacji Komisji Europejskiej w Tbilisi, pracowników Ambasady Republiki Federalnej Niemiec w Gruzji i Ambasadora RP w Tbilisi, przedstawione zostały cele projektu twinningowego oraz jego poszczególne zadania.

Prezes Kwiatkowski podpisał także porozumienie o współpracy między NIK a PUK Gruzji. Oba urzędy będą wymieniać się doświadczeniem w zakresie standardów współczesnego audytu oraz rozwiązaniami dotyczącymi zarządzania najwyższym organem kontroli państwowej. Pod umową ze strony Gruzji podpisał się Prezes Państwowego Urzędu Kontroli Gruzji, Lasha Tordia.

Współpraca między Polską a Gruzją oraz problemy natury legislacyjno-prawnej były z kolei przedmiotem dyskusji prezesa NIK, Krzysztofa Kwiatkowskiego z Minister Sprawiedliwości Gruzji, Tea’ą Tsulukiani.

Prezes NIK podczas wizyty w Tbilisi złożył także kwiaty przy pomniku Lecha Kaczyńskiego oraz pomniku bohaterów poległych w walce o integralność terytorialną Gruzji.

Raport o bezpieczeństwie ruchu w Sejmie

Posłowie ze wszystkich klubów poparli wnioski z raportu Najwyższej Izby Kontroli o bezpieczeństwie w ruchu drogowym. Wyniki siedmiu kontroli zebrane w jednym raporcie przedstawił na posiedzeniu plenarnym Sejmu Prezes NIK Krzysztof Kwiatkowski. Nad wnioskami pokontrolnymi pracują już komisje sejmowe.

W swoim raporcie NIK wskazała, że konieczne jest wyznaczenie ministra (np. spraw wewnętrznych), który pełniłby wiodącą roli w koordynowaniu i egzekwowaniu działań na rzecz bezpieczeństwa w ruchu drogowym, uchwalenie wieloletniego programu finansowania przedsięwzięć w tym zakresie, włączenie ITD do Policji, pozbawienie straży gminnych możliwości korzystania z fotoradarów mobilnych, zmiany w przepisach prawa oraz przede wszystkim dalsze inwestowanie w budowę dróg, autostrad i modernizację istniejącej infrastruktury drogowej.

Pomoce do nauki pływania – kontrola IH

Akcesoria do nauki pływania powinny posiadać instrukcje bezpiecznego użytkowania. Brak spełniania tego wymogu, to najczęściej stwierdzana nieprawidłowość podczas tegorocznej kontroli Inspekcji Handlowej. Zastrzeżenia dotyczące oznakowania dotyczyły blisko jednej czwartej sprawdzonych partii

Komentarz Małgorzaty Cieloch, Rzecznika Prasowego Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Pomocnicze urządzenia wypornościowe do nauki pływania dzielą się na trzy klasy: A – siedzenia pływackie, B – urządzenia zakładane na ciało (np. pasy, kołnierze) i C – urządzenia do trzymania (np. deski, makaron pływacki). Podczas ogólnopolskiej kontroli, która odbyła się w III kwartale 2014 r. Inspekcja Handlowa (IH) sprawdziła bezpieczeństwo i oznakowanie siedzeń pływackich oraz urządzeń do trzymania. Skontrolowano 237 partii produktów u 75 przedsiębiorców (sklepy, hurtownie, importerzy i dystrybutorzy), zakwestionowano 53 partie (22,4 proc.). To znaczna poprawa w porównaniu z kontrolą podobnego asortymentu w roku 2012, kiedy zakwestionowano 47, 9 proc. partii.

Zastrzeżenia dotyczyły wyłącznie oznakowania wyrobów. Nie stwierdzono natomiast wad konstrukcyjnych. Kontrolerzy najczęściej kwestionowali brak dołączenia do produktów informacji istotnych dla ich prawidłowego i bezpiecznego użytkowania – 29 partii (12,2 proc.). Inne nieprawidłowości to m.in. brak informacji o klasie i wielkości urządzenia i brak danych przedsiębiorcy wprowadzającego produkt na rynek.

Cieszy fakt, że po zapoznaniu się z uwagami IH wszyscy przedsiębiorcy podejmowali działania naprawcze: uzupełniali brakujące informacje jeszcze w toku kontroli, zobowiązywali się do jak najszybszego uzupełnienia tych braków po jej ukończeniu lub zwracali zakwestionowane produkty do dostawców.

Kupując pomoce do nauki pływania warto pamiętać:

  1. Używaj sprzętu zgodnie z przeznaczeniem, np. siedziska pływackie – służą do oswojenia się ze środowiskiem wodnym dzieci do 3 roku życia, urządzenia do trzymania (np. deski) – służą  doskonaleniu umiejętności pływackich.
  2. Nie kieruj się atrakcyjnym wyglądem – urządzenia do nauki pływania nie są zabawkami, nie powinny zatem sprawiać takiego wrażenia, dlatego powinny być pozbawione kolorowych nadruków a siedziska dla dzieci nie powinny posiadać elementów podatnych na wiatr, ponieważ grozi to wywróceniem.
  3. Najlepiej gdy pomoce do nauki pływania mają jaskrawe barwy – początkujący pływak powinien być dobrze widoczny.
  4. Sprawdź, czy konstrukcja sprzętu jest bezpieczna, np. krawędzie i narożniki nie powinny być ostre, zawór powietrza nie powinien wystawać więcej niż 5 mm nad powierzchnię urządzenia gotowego do użycia.
  5. Do produktu powinna być dołączona instrukcja obsługi a na jego powierzchni urządzenia znajdować się nieusuwalny i widoczny w trakcie użytkowania nadruk z ostrzeżeniami w języku polskim np. OSTRZEŻENIE – NIE CHRONI PRZED UTONIĘCIEM.
  6. Zastrzeżenia co do bezpieczeństwa lub oznakowania produktów należy zgłaszać do Inspekcji Handlowej lub Departamentu Nadzoru Rynku w UOKiK.