Ceny paliw spadną poniżej 5 zł/l

0

Czy polscy kierowcy, narzekając na wysokie ceny paliw, zdają sobie sprawę, że benzyna w naszym kraju jest najtańsza w całej Unii Europejskiej? Na dodatek perspektywy na rok 2019 wyglądają dziś mniej pesymistycznie niż jeszcze kilka tygodni temu – pisze Marcin Lipka, główny analityk Cinkciarz.pl.

Według danych Komisji Europejskiej benzyna bezołowiowa kosztowała w Polsce pod koniec października 5,08 zł za litr, czyli 1,18 euro. To zdecydowanie poniżej średniej w Unii kształtującej się na poziomie 1,48 euro czy wartości obserwowanych we Włoszech (1,66 euro/litr). Zwykle jednak nabywcy paliw w Bułgarii oraz w Rumunii mają tańszą „95” niż Polacy. Bywa też, że niższe ceny oferują stacje na Węgrzech, a czasami nawet w bogatym Luksemburgu. Dlaczego teraz Polska stała się unijnym liderem cen tankowania?

Podatki i krótkoterminowe zaburzenia

Choć różnice pomiędzy cenami detalicznymi benzyny w Unii są znaczne, to w większości przypadków zależą one głównie od podatków nałożonych przez państwo. Ceny paliw bez VAT-u, akcyzy, opłaty paliwowej czy innych krajowych danin są podobne w całej Wspólnocie.

Obecnie średnia cena litra benzyny w detalu po wyłączeniu wszystkich obowiązkowych podatków to ok. 0,61 centów w Unii. Taniej jest w Polsce, ale ta różnica, mimo że niemal największa w historii, nie przekracza czterech eurocentów za litr na korzyść tankujących nad Wisłą.

Najczęściej jednak waha się ona w granicach 2 eurocentów, a po okresach relatywnie tańszych paliw w Polsce zwykle przesuwa się na pewien czas do zera. Przez ostatnie dwa miesiące cena benzyny była więc niższa o ok. 10 groszy na litrze, niż wynikało to z wieloletnich zależności średnich cen w pozostałych krajach Unii. Niestety, na dłuższą metę detaliści nie zrezygnują z marż. Robią to tylko okresowo, by wygładzać np. silniejsze podwyżki w hurcie. Później te chwilowe straty marży są odrabiane, gdy cena podstawowego surowca, czyli ropy naftowej, spada.

Czytaj również:  Nowe wydarzenie sezonu na Torze Służewiec. Najlepsze konie walczyły o zwycięstwo w międzynarodowym wyścigu

Mniej pesymizmu na rok 2019

Oczekiwane silne spadki eksportu ropy naftowej przez Iran oraz problemy w Wenezueli spowodowały, że w tym roku ropa Brent momentami przekraczała 85 dol. za baryłkę. Na początku listopada jest ona jednak o kilkanaście dolarów poniżej szczytów i niewykluczone, że rok 2019 rozpocznie się jeszcze niższymi cenami.

Przede wszystkim cieszyć może wzrost wydobycia w USA. 1 listopada EIA opublikowała miesięczne dane wydobycia ropy z USA, które pokazały, że w ciągu roku (w porównaniu do sierpnia 2017 r.) wzrost produkcji ropy w Stanach Zjednoczonych wyniósł aż 22,7 proc. (o 2,1 mln baryłek w ujęciu dziennym). Obecnie Amerykanie wydobywają aż 11,3 mln baryłek ropy (b/d) każdego dnia i są największym producentem „czarnego złota” na świecie.

Rekordowe wydobycie w USA oznacza, że Amerykanie importują mniej ropy i jej produktów ze świata, a to z kolei sygnał, że dla innych krajów pozostaje więcej tego podstawowego surowca energetycznego. Średniomiesięczny import netto od stycznia do sierpnia br. wynosił zaledwie 2,88 mln b/d. Rok temu w analogicznym okresie było to 4,18 mln b/d, a jeszcze w 2011 r. import przekraczał 8,5 mln b/d.