Masz firmę spedycyjną? To narzędzie dla Ciebie

Planowanie i organizacja transportu w Twojej firmie może być jeszcze łatwiejsza. Wszystko dzięki TMS Nawigator. To narzędzie, które usprawnia i przyspiesza pracę. Jest przy tym nowoczesne, intuicyjne i w pełni funkcjonalne.

TMS Nawigator – korzyści dla spedytorów

TMS Nawigator pomaga między innymi w ustalaniu tras kierowców, dobieraniu odpowiedniej do zapotrzebowania floty, kontakcie z kierowcami czy pozyskiwaniu zleceń. Ale nie tylko.

Dzięki narzędziu TMS Nawigator znacznie zmniejszysz nakłady pracy niezbędne do zarządzania zleceniami. Otrzymasz też dokładną analizę rentowności przyjmowanych zleceń. Więcej? Narzędzie daje możliwość tworzenia dowolnych zestawień i analiz, szybkiego rejestrowania i rozliczania zleceń oraz automatycznego wystawiania dokumentów przychodowych.

Co ciekawe, TMS Nawigator może zostać zintegrowany z zewnętrznymi systemami pozyskiwania zleceń od załadowców, producentów czy giełd internetowych.

TMS Nawigator to także możliwość szybkiego księgowania dzięki integracji z systemami FK i biurami rachunkowymi. Daje możliwość sprawnej weryfikacji poprawności faktur kosztowych. Narzędzie umożliwia minimalizację strat i nadużyć podczas realizowania usług.

W jednym miejscu otrzymujesz bazę kontrahentów. TMS Nawigator to korzyści dla Twojego biznesu, zarówno pod kątem oszczędności czasu, jak i pieniędzy.

Funkcjonalne narzędzie dla transportu

Jest bardzo dużo korzyści, które pozytywnie wpłyną na rozwój Twojej firmy spedycyjnej dzięki wprowadzeniu TMS Nawigator. Jakie funkcjonalności otrzymujesz w samym narzędziu?

Przede wszystkim rozbudowany system CRM i mechanizmy zabezpieczeń zgodne z RODO. Masz możliwość szybkiej komunikacji z kierowcami wieloma kanałami: SMS, aplikacją mKierowca czy urządzeniem telematycznym. W TMS Nawigator możesz przechowywać istotne dokumenty, kartotekę kierowców i pojazdów obcych. Ponadto narzędzie umożliwia analizę kosztów, przychodów, zleceń. Możesz generować dokumenty w wielu wersjach językowych, a także dystrybuować je w formie elektronicznej albo za pośrednictwem przesyłek pocztowych.

TMS Nawigator składa się z czytelnych modułów. To narzędzie kompletne, które świetnie sprawdzi się w Twoim biznesie.

Po więcej informacji zapraszamy na stronę: https://mbis.pl/dla-kogo/spedycja/.

Ukraińska Ustawa mobilizacyjna wpłynie na rynek pracy w Polsce

Rada Najwyższa Ukrainy większością głosów przyjęła ustawę o mobilizacji w ubiegły czwartek. Przepisy określają nowe zasady rekrutacji poborowych i wchodzą w życie po miesiącu od podpisania przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego.

Największym novum jest rozszerzenie uprawnienia władz do wydawania wezwań do wojska za pomocą systemu elektronicznego. Wszyscy obywatele zarejestrowani do służby wojskowej muszą zaktualizować swoje dane w systemie w ciągu 60 dni. Wiek poboru został obniżony z 27 do 25 lat, a z ustawy wykreślono przepis o demobilizacji żołnierzy po 36 miesiącach służby w czasie wojny obronnej z Rosją.

Dla Ukraińców mieszkających za granicą oznacza to znaczne ograniczenia w dostępie do usług konsularnych. Osoba, której kończy się data ważności paszportu, prawa jazdy czy jakiegokolwiek innego dokumentu wymagającego wizyty w ukraińskim konsulacie będzie musiała zaktualizować swoje dane. Ustawa w założeniu miała pomóc w oszacowaniu jaką skalą rezerwy dysponuje państwo.

Teoretycznie ustawa ma na celu aktualizację danych wszystkich poborowych i ich rejestrację. Dotyczy to również obywateli przebywających za granicą. Dokument przewiduje, że mężczyźni w wieku 18-60 lat mają obowiązek zaktualizować swoje dane uwierzytelniające w ciągu 60 dni. Ukraińcom przebywającym za granicą bez wojskowych dokumentów rejestracyjnych nie będzie można wydać paszportu, nie będą mogli skorzystać z usług konsularnych. Doniesienia medialne mówią, że “za brak aktualizacji tych danych będą grozić wysokie kary”, ale w ustawie nic o tym nie ma, choć już pierwszego dnia po przyjęciu ustawy przez parlament w służbach paszportowych „Dokument”, gdzie można wystawić ukraiński paszport zagraniczny, utworzyły się ogromne kolejki, bo każdy chce otrzymać zaktualizowany dokument przed wejściem ustawy w życie czyli w maju. – komentuje Yuri Orłow, dyrektor zarządzający Gremi Germany.

W tej ustawie występują także niuanse, o których milczą ustawodawcy i ukraińska prasa – przewiduje on zniesienie praw i wolności ukraińskich mężczyzn – obywateli Ukrainy i stanowi naruszenie art. 157 Konstytucji Ukrainy, który wskazuje, że konstytucji nie można zmienić, jeżeli zmiany polegają na unieważnieniu lub ograniczenie praw i wolności człowieka i obywatela. Konstytucji Ukrainy nie można zmienić w czasie stanu wojny lub stanu nadzwyczajnego. Tak nierozsądne działania państwa na rzecz poprawy sytuacji mobilizacyjnej w Ukrainie spowodują, że nawet ci, którzy rozważają powrót na Ukrainę, nie zrobią tego w najbliższej przyszłości. – dodaje Orłow.

Może się okazać, że raptem kilku tysiącom Ukraińców w Polsce data ważności paszportu kończy się za pół roku, innym za rok. Osoby, którym paszport kończy się np. w 2030, a są już długo w Polsce, mogą zdążyć spełnić warunki, żeby ubiegać się o obywatelstwo. – komentuje Yuriy Grygorenko, dyrektor ds. sprzedaży i główny analityk Gremi Personal – Ukraina boryka się z brakiem żołnierzy, po ponad dwóch latach krwawej wojny nie wystarcza już rezerwa żołnierzy zawodowych i trzeba zmobilizować dodatkowe pół miliona osób. Jeśli komuś skończy się paszport i będzie musiał zaktualizować swoje dane w systemie podając adres zamieszkania w Polsce, możliwe, że spotka się z odmową wydania nowego paszportu. Ale jak to będzie się odbywało? Na zasadzie deklaracji? Zaświadczenia o zameldowaniu? Kto to będzie weryfikował i jak, nie wiemy, wiadomo na pewno, że część osób poda adresy z sufitu, żeby uniknąć mało prawdopodobnych kłopotów. Jeśli to nie wystarczy, poszerzy się szara strefa i wiele osób będzie przebywało tu nielegalnie. Polska przecież nie może deportować nielegalnie przebywających ludzi na teren trwającej wojny. Obniżenie wieku poboru to działanie fikcyjne, obecnie każdy 18 latek jest brany na naukę, po miesięcznym szkoleniu jest już na froncie. Zapis o zniesieniu daty granicznej demobilizacji wzbudza wiele kontrowersji, ale takie osoby i tak nie mogą wyjechać za granicę, mogą jedynie spróbować ułożyć cywilne życie w Ukrainie albo zaciągnąć się do wojska zawodowego. Słowem, jeśli okaże się, że ustawa wejdzie w obecnym kształcie w życie, może się okazać, że po upływie stosunkowo krótkiego czasu wiele osób będzie w Polsce nielegalnie, co uniemożliwi im legalne zatrudnienie.

Przedsiębiorcy o składce zdrowotnej: czas na konkrety i przyspieszenie prac związanych z „odkręcaniem Polskiego Ładu”

Przedsiębiorcy oczekują konkretnych decyzji i zarysowanej perspektywy czasu, gdy składka zdrowotna wróci do stanu sprzed Polskiego Ładu. Jesteśmy otwarci na dyskusje i konsultacje z Rządem. Chcemy aby  przedsiębiorcy nie tracili ogromnych pieniędzy  i nie wkręcali się w spirale zadłużenia na skutek wprowadzenia tego parapodatku przez poprzedni rząd – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

  • 12 kwietnia ze szczecińskimi przedsiębiorcami spotkał się Rzecznik MŚP Adam Abramowicz
  • W ramach dyskusji przedsiębiorcy mogli się wypowiedzieć na temat proponowanych przez rząd zmian w składce zdrowotnej a także zawartej w umowie koalicyjnej obietnicy, iż zwolnienie chorobowe pracownika od pierwszego dnia będzie opłacane ze środków ZUS.
  • Przedsiębiorcy są gotowi do rozmowy o poszukiwaniu optymalnych rozwiązań w zakresie „odkręcania Polskiego Ładu”. Takie działanie musi się jednak opierać na konkretach, a nie na teoretycznych propozycjach
  • Zmiany w składce zdrowotnej powinny mieć miejsce jak najszybciej. Wizja „styczeń 2025” dla wielu przedsiębiorców nie jest satysfakcjonująca

Dobre symptomy i niepokojące symptomy

Obecna Składka Zdrowotna jest parapodatkiem, który silnie dotyka sektor MŚP i powoduje nadmierne obciążenie wielu firm, szczególnie małych. Północna Izba Gospodarcza jako jeden z priorytetów przedsiębiorców dla nowego Rządu RP wskazała zmiany w składce zdrowotnej.

– Proponowane przez Ministerstwo Finansów w porozumieniu z Ministerstwem Zdrowia zmiany w składce zdrowotnej obniżały ją do kwoty stałej 9% z 75% płacy minimalnej w przypadku opodatkowania podatkiem wg. zasad ogólnych. W przypadku wyboru podatku liniowego 19% składka ta miałaby być taka sama jak w przypadku opodatkowania wg. skali do osiągnięcia dwukrotności przeciętnego wynagrodzenia a powyżej płacona w wysokości 4,9% składki zdrowotnej – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska, ekspert podatkowy.

Takie zmiany zostały przyjęte pozytywnie w przypadku podatku wg. zasad ogólnych – oraz jako idące w dobrym kierunku w pozostałych formach opodatkowania.  Przedsiębiorcy mają jednak swoje sugestie.

– Postulaty jakie wysunięto na spotkaniu dotyczyły uproszczenia wyliczeń składkowych dla wszystkich form opodatkowania tak by przewidywalność obciążeń pozwoliła obniżyć koszty obsługi biznesu. Złożona w kampanii wyborczej obietnica przywrócenia składki ryczałtowej 2 / 2 mogłaby zostać spełniona, gdyby wszystkie formy rozliczeń podatkowych zostały obciążone w taki sam sposób – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.

– Pojawiające się zarzuty, że przedsiębiorcy płacą niższe składki na ubezpieczenie zdrowotne niż najniżej zarabiający jest argumentem chybionym, bowiem w przypadku wynagrodzenia minimalnego składka na ubezpieczenie zdrowotne jest liczona po potrąceniu składek na ubezpieczenie emerytalne, rentowe i chorobowe płacone przez pracownika. Wynagrodzenie brutto jest pomniejszane o 13,71% i dopiero od tej kwoty pobierana jest składka zdrowotna. Redystrybucję dochodów najwyżej zarabiających można zaś realizować innymi metodami np. podnosząc stawki podatku ryczałtowego a nie manipulując przy zwiększaniu oprocentowania składki zdrowotnej – mówi Agnieszka Zamaro-Wiśniewska.

Problemem pozostaje także tempo prac nad zmianami w składce zdrowotnej

-Chcemy przyspieszenia prac nad zaproponowanymi zmianami, bowiem przepisy sankcjonujące powinny być ogłoszone jeszcze w bieżącym roku, tak by mogły obowiązywać od 1 stycznia 2025 roku. Obecnie poza ogłoszeniem propozycji nie pojawiły się projekty ustaw. Mając na uwadze proces legislacyjny zmiany mogą nie być procedowane przed przerwą wakacyjną. My już po prostu nie mamy czasu na tak długie oczekiwanie na zmiany – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie podpisuje się pod postulatami Rzecznika MŚP Adama Abramowicza w temacie składki zdrowotnej. W najbliższych tygodniach przygotujemy pismo do Ministra Finansów oraz Ministra Zdrowia w sprawie oczekiwań przedsiębiorców w tym zakresie.

Branża IT redukuje zatrudnienie i zwiększa długi

O 1/3 wzrosło w ciągu dwóch lat zadłużenie branży IT – pokazują najnowsze dane Krajowego Rejestru Długów. Sektor, który z założenia jest skazany na rozwój, powoli zaczyna być ofiarą własnego sukcesu. Jego długi wynoszą obecnie 264 mln zł, ale jeszcze więcej, bo prawie 400 mln zł, firmy informatyczne muszą odzyskać od swoich klientów.

Według wyliczeń firmy analitycznej Fitch Solutions w 2024 r. sektor IT wzrośnie o 19,2 proc. w stosunku do ub.r. To więcej niż w 2023 r., gdy rynek IT w naszym kraju powiększył się o 12,4 proc. wobec poprzedniego roku. Coraz istotniejsze będzie także znaczenie sektora IT dla rodzimej gospodarki. W 2022 r. odpowiadał on za ok. 3,5 proc. PKB. W 2025 r. będzie to już 4,5 proc. Jednak na tych optymistycznych prognozach cieniem kładą się bieżące problemy branży. 

Rozdmuchana bańka informatyczna

Informatyczna bańka zaczyna pękać. Firmy zwalniają w Polsce coraz więcej pracowników – w ostatnim czasie zatrudnienie straciły kilkusetosobowe grupy w różnych przedsiębiorstwach. Firma rekrutacyjna Devire podaje, że w Polsce pracuje ok. 580 tys. specjalistów IT. W tym gronie popularną formą zatrudniania są kontrakty B2B. Obecnie wiele podmiotów prowadzi zwolnienia grupowe, ale przy zgłaszaniu takiego zamiaru do urzędów pracy nie uwzględnia osób na kontraktach. Rzeczywista skala redukcji jest więc znacznie większa.

Bańka rosła w pandemii, kiedy konieczność przestawienia się na pracę i naukę zdalną napędzała wzrost całego sektora. Ogromny popyt na usługi IT, wspomagany pieniędzmi przeznaczanymi na cyfrową transformację, spowodował, że przedsiębiorstwa informatyczne zwiększały liczbę pracowników, aby sprostać rosnącemu zapotrzebowaniu na usługi. Teraz wiele projektów, które rozpoczęto w tamtym czasie, zostało zakończonych lub zbliża się do finału. Firmy dostosowują więc zatrudnienie do warunków rynkowych. W Polsce w 2023 r. liczba ofert pracy w sektorze IT w stosunku do poprzedniego roku spadła o 30 proc.

Obecnie zaległości finansowe sektora IT, widniejące w Krajowym Rejestrze Długów, sięgają 264 mln zł, a średnie zadłużenie jednej firmy to 38 tys. zł. Problemy z płatnościami ma blisko 7 tys. podmiotów.

Najbardziej zadłużone firmy działają w województwach: mazowieckim (87,8 mln zł), wielkopolskim (31,6 mln zł) i śląskim, (27,2 mln zł). Rekordzistką jest firma z Poznania, która ma 8,4 mln zł długu wobec funduszu sekurytyzacyjnego.

Większość zaległości, czyli 198,9 mln zł, firmy IT mają do oddania instytucjom finansowym: bankom, firmom leasingowym i ubezpieczeniowym czy funduszom sekurytyzacyjnym, które przejęły długi od pierwotnych wierzycieli. 17,6 mln zł to nieuregulowane rachunki za abonament telefoniczny, Internet i telewizję. 13,7 mln zł to długi wobec handlu. Natomiast ponad milion zł są winne innym podmiotom z branży IT.

Branża skazana na rozwój

Przed branżą stoi wiele wyzwań. To z jednej strony ostra konkurencja na rynku i wyścig technologiczny, wzmacniany rozwiązaniami opartymi na sztucznej inteligencji. Z drugiej – postępująca inflacja i kryzys gospodarczy, które wymusiły na klientach oszczędności. Dodatkowym problemem tego sektora są faktury z odroczonym terminem płatności i drogie, ale niezbędne, wydatki firmowe.

Długie okresy rozliczeniowe z kontrahentami, wysoka konkurencja i presja cenowa, konieczność inwestowania w sprzęt komputerowy, licencje, oprogramowanie, szkolenia, a także trudności w uzyskiwaniu kredytów to największe problemy, jakie zgłaszają nam przedsiębiorcy z sektora IT. Ta branża, jak żadna inna, skazana jest na rozwój. Ale szybkie tempo innowacji wymusza ciągłe nakłady finansowe, a podstawą stabilności i konkurencyjności na rynku jest utrzymanie nowoczesnej infrastruktury. Nie byłoby to możliwe bez zewnętrznego finansowania – mówi Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Choć branża IT jest postrzegana przez pryzmat dużych koncernów, to rynek tworzy także wiele mniejszych podmiotów. W trudnej sytuacji finansowej są jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich zaległości, wynoszące 116,1 mln zł, stanowią prawie 45 proc. długu całej branży. Kolejne 147,9 mln zł to nieopłacone faktury spółek z ograniczoną odpowiedzialnością. Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, branża technologiczna lokuje się w pierwszej piątce upadłości i w pierwszej dziesiątce pod względem liczby restrukturyzacji w kraju. W 2023 r. upadłość ogłosiło 21 firm z tego sektora, a restrukturyzację 96. Zachowanie płynności finansowej jest więc, zdaniem ekspertów, wciąż palącym problemem firm świadczących usługi informatyczne.

Jeśli firma zajmująca się dostarczaniem usług programistycznych zawiera przykładowo umowę na projekt o wartości 50 tysięcy złotych, a termin płatności wynosi 60 dni od realizacji usługi, to de facto musi ona czekać 2 miesiące na płatność od klienta. Dla dużych lub średnich spółek nie jest to żaden problem, ale dla mikro czy małej firmy jest to być albo nie być. W tej sytuacji faktoring pozwala na dużo szybsze finansowanie bieżących działań i inwestycji bez konieczności czekania na płatność od kontrahenta – zauważa Emanuel Nowak.

Klienci zamawiają i nie płacą

Gros zaległości stanowią nieuregulowane zobowiązania firm zajmujących się oprogramowaniem. To 2/3 długu widniejącego w KRD – 169 mln zł. Swój udział mają też hurtownie sprzętu IT – prawie 35 mln zł, a także firmy zajmujące się serwisem sprzętu – 26,7 mln zł.

– Przyczyn zadłużenia należy szukać zarówno w aktualnej sytuacji na rynku, jak i w braku zapłaty ze strony klientów. Są oni winni firmom informatycznym blisko 400 mln zł, a więc o wiele więcej niż przedsiębiorstwa IT same powinny oddać swoim wierzycielom. Mimo licznych wyzwań, z którymi mierzy się teraz branża informatyczna, perspektywy pozostają nadal dobre. Inwestycje w rozwój kompetencji pracowników, innowacje technologiczne oraz elastyczne podejście do zmieniających się warunków rynkowych zawsze były mocną stroną tego sektora. W dłuższym okresie pomoże mu to przetrwać przejściowe trudności – ocenia Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Na kwotę 396,7 mln zł, którą branży IT są winni partnerzy biznesowi, składają się zaległości firm
z różnych segmentów rynku. Najwięcej, bo 99,7 mln zł, powinni oddać kontrahenci z sektora handlowego. Przedsiębiorstwa budowlane nie zapłaciły 57,3 mln zł, transportowe – 47,7 mln zł,
a przemysłowe – 34,4 mln zł.

Rynki walutowe pod znakiem zmienności i geopolityki

Środowy raport dotyczący marcowej inflacji CPI w USA – kolejne nieprzyjemne zaskoczenie dla Rezerwy Federalnej – wsparł dolara, co odbiło się na kursie USD/PLN. Zmienność obserwowaliśmy również na kursie EUR/PLN, który w początkach tygodnia spadł do poziomu 4,25, by w piątek odbić w górę do 4,29. Spadki w ubiegłym tygodniu przypomniały o tym, że złoty należy do grupy walut ryzykownych, którym grożą nagłe wyprzedaże. Mimo to jesteśmy coraz bardziej optymistyczni względem perspektyw polskiej waluty w średnim terminie.

Rentowności obligacji skarbowych znacznie wzrosły, inwestorzy odsunęli oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych, a dolar umocnił się względem pozostałych głównych walut. Biorąc to pod uwagę, możliwe, że inflacja i polityka monetarna w USA będą odbiegać od tych w pozostałych głównych gospodarkach. Niepokój związany z konfliktem na Bliskim Wschodzie dolewa oliwy do ognia. Szczególnie mocno odczuły to waluty europejskie – rosnące ceny surowców oznaczają pogorszenie terms of trade dla kontynentu.

Ten tydzień w kontekście publikacji danych powinien należeć raczej do spokojnych. Głównymi punktami będą odczyty inflacji CPI w Wielkiej Brytanii (środa 17.04) i Japonii (czwartek 18.04), przemawiać będzie również szereg oficjeli Europejskiego Banku Centralnego i Rezerwy Federalnej. Z ciekawością spojrzymy także na dane dot. inflacji bazowej w Polsce (wtorek 16.04) oraz na odczyty sprzedaży detalicznej w Stanach Zjednoczonych i produkcji przemysłowej w strefie euro (oba w poniedziałek 15.04). Spodziewamy się, że rynek w dalszym ciągu trawić będzie ostatni amerykański raport inflacyjny oraz możliwość odsunięcia cięć stóp procentowych Fedu bliżej końca roku (wcześniej spodziewano się cięcia w czerwcu). Na zmienność mogą wpłynąć także wiadomości z Bliskiego Wschodu.

PLN

Zeszły tydzień był dla złotego bardzo zmienny. Początkowo kurs EUR/PLN spadł do najniższego od lutego 2020 r. poziomu 4,25, w piątek polska waluta doświadczyła jednak silnej wyprzedaży, związanej z obawami o sytuację na Bliskim Wschodzie. Kurs USD/PLN wzrósł zaś powyżej poziomu 4,00, na co wpływ miały nie tylko wspomniane obawy, ale też środowy odczyt amerykańskiej inflacji.

Jeśli zaś chodzi o dane makroekonomiczne, ubiegłotygodniowy odczyt dotyczący rachunku bieżącego wykazał mniejszą od oczekiwań nadwyżkę, jednocześnie rewizja danych za styczeń całkowicie to zrekompensowała. W skali 12 miesięcy nadwyżka skurczyła się jednak nieznacznie, co wpisuje się w oczekiwania, że po odbiciu w 2023 r. w tym roku będzie ona mniejsza. Wszystko, w tym bilans płatniczy, wraca do normy. Uważamy, że nie powinno to zbytnio wpłynąć na złotego. W tym tygodniu uwaga w dalszym ciągu skupiona będzie na geopolityce, warto jednak spojrzeć również na publikowany we wtorek (16.04) odczyt inflacji bazowej w marcu (miara główna została dziś zrewidowana w górę do 2%) oraz zaufanie konsumentów w czwartek (18.04).

EUR

Kwietniowe posiedzenie EBC przebiegło zgodnie z oczekiwaniami – nie przyniosło zmian w zakresie polityki monetarnej, zapowiedziano jednak cięcie stóp na najbliższym, czerwcowym posiedzeniu. W razie gdyby komunikaty nie były wystarczająco jasne, powiązane z bankiem źródła od razu je potwierdziły. Prezeska Christine Lagarde zwróciła szczególną uwagę na różnice w presji inflacyjnej, które mogą umożliwić EBC obniżenie stóp procentowych przed Fedem.

Obserwowane przez nas półroczne opóźnienie cyklu inflacyjnego w strefie euro względem amerykańskiego oznacza naszym zdaniem, że może być jeszcze zbyt wcześnie, by bank ogłaszał ostateczne zwycięstwo w walce z inflacją. Czerwcowa obniżka wydaje się jednak praktycznie przesądzona. Wobec tego kluczowe jest obecnie pytanie, jakie będzie tempo dalszych cięć. Lagarde nie zająknęła się na ten temat w ubiegłym tygodniu, powiązane z bankiem źródła zasygnalizowały jednak możliwą pauzę w lipcu. Sugeruje to, że bezpiecznym założeniem jest oczekiwanie cięć na co drugim posiedzeniu.

USD

Marcowy raport dotyczący inflacji CPI potwierdził, że zatrzymała się ona na zbyt wysokim poziomie. Miara bazowa po raz trzeci z rzędu wyniosła 0,4% w ujęciu miesięcznym, co pokrywa się z tempem niemal 5% w ujęciu zanualizowanym.

Gospodarka jest w stanie pełnego zatrudnienia, stopy procentowe są tylko nieznacznie wyższe od inflacji, a ogromny deficyt fiskalny nie skłania zbyt silnie do ich obniżania. Rynki, które kilka tygodni temu wyceniały sześć cięć w 2024 r., obecnie spodziewają się zaledwie dwóch, co doprowadziło do zmiany wycen na całej krzywej i aprecjacji dolara. Przemówienia członków Rezerwy Federalnej będą w tym tygodniu kluczowe do oceny, w jakim stopniu poglądy Fedu uzasadniają tak silne zmiany.

GBP

Dobry, zgodny z konsensusem odczyt lutowego PKB (+0,1% m/m) zaowocował optymistycznym przekonaniem, że brytyjska gospodarka w dalszym ciągu będzie radzić sobie lepiej niż w ponurych oczekiwaniach. Zrewidowano również w górę dane o PKB za styczeń – z +0,2% do +0,3% m/m. Oznacza to, że jeżeli marcowy odczyt nie przyniesie bardzo gwałtownego spadku, ubiegłoroczna techniczna recesja okaże się płytka i krótkotrwała.

Funt, podobnie jak inne waluty, doświadczył deprecjacji względem dolara, poradził sobie jednak nieco lepiej niż euro. Ten tydzień będzie kluczowy dla oceny terminu rozpoczęcia cięć stóp procentowych Banku Anglii, który w wycenach rynkowych odsuwany jest niemal tak silnie jak w przypadku Rezerwy Federalnej. Informacje o płacach (wtorek 16.04) i inflacji (środa 17.04) pokażą, czy dezinflacja w Wielkiej Brytanii dalej trwa, czy też zaczyna zamierać podobnie jak w USA.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Zielone światło dla przebudowy ul. Suwak!

To obiecujące wieści dla użytkowników biur i mieszkańców biznesowej części Służewca! Wkrótce ruszy ważna inwestycja drogowa, która połączy ul. Suwak z ul. Cybernetyki. Modernizacja ta znacząco zoptymalizuje płynność ruchu kołowego i pieszego oraz zwiększy komfort dojazdów do domu i pracy tysięcy osób. Porozumienie inwestorów prywatnych finansujących inwestycję – spółki Adgar Poland, Syrena Real Estate wspólnie z PineBridge Benson Elliot, AFI Europe oraz Miasta st. Warszawy, przekazującego grunty pod przebudowę, zostało osiągnięte. Koszt inwestycji wyniesie 15 mln złotych, a pierwsze prace rozpoczną się jeszcze w kwietniu 2024!

Po jednym pasie w każdą stronę, chodnik i ścieżka rowerowa oraz nowe miejsca parkingowe – tak wyglądać będzie finalna, ponad 600-metrowa inwestycja drogowa, łącząca ul. Suwak i ul. Cybernetyki na warszawskim Służewcu. Dodatkowo, przy samej stacji SKM Służewiec powstaną dwa przystanki autobusowe. Według dostępnych analiz, przedłużenie ul. Suwak znacząco zmniejszy natężenie ruchu samochodów
w obrębie ulic Postępu, Marynarskiej, Domaniewskiej i Konstruktorskiej, co przełoży się na codzienny komfort dojazdu mieszkańców i pracowników tutejszych, licznych biurowców.

Zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami, stroną finansującą przebudowę, której koszty oszacowano na 15 mln złotych, będzie spółka Adgar Poland, a także Syrena Real Estate z PineBridge Benson Elliot oraz AFI Europe. Miasto st. Warszawa już przekazało część gruntów pod planowaną inwestycję, zachowując ją we władaniu po zakończeniu prac inwestycyjnych oraz oddaniu drogi do dyspozycji tysięcy jej przyszłych użytkowników.

„Inwestorów oraz Miasto Warszawa jednoczy w tym projekcie wspólny cel – konsekwentne zwiększanie atrakcyjności tej części Mokotowa oraz tworzenie przestrzeni do harmonijnego rozwoju urbanistyki łączącej mieszkalną tkankę miejską z funkcjami biznesowymi. Cieszymy się bardzo, że wieloletnie wysiłki o uruchomienie tej inwestycji doprowadziły do porozumienia i wkrótce będziemy mogli przystąpić do prac z korzyścią dla wszystkich, przyszłych beneficjentów przedłużenia ul. Suwak” – mówi Robert Włoszek, Dyrektor Operacyjny w Adgar Poland.

Zgodnie z obecnymi założeniami inwestycyjnymi, zakończenie prac planowane jest na przełomie 2024 i 2025 roku.

przebudowy ul. Suwak na warszawskim Służewcu

Wizualizacja przebudowy

Więcej o Adgar Poland: https://www.adgar.pl/

Iran nie zatrząsł rynkami

Dużo się wydarzyło w ostatnich dniach na Bliskim Wschodzie. Wydawać by się mogło, że atak militarny Iranu na Izrael to coś, co spowoduje, że rynki oszaleją. Delikatnie mówiąc, tak się nie stało. W weekend rynki były zamknięte, a emocje do dzisiejszego poranka udało się uspokoić.

Lęk przed atakiem Iranu

W weekend media żyły najpierw potencjalnym, a potem dokonanym atakiem Iranu na Izrael. Pierwsze reakcje, gdy wystrzelono setki dronów i pocisków, były mocno paniczne. Na szczęście dla rynków, które są zamknięte w weekend. W rezultacie inwestorzy nie mogli na bieżąco w panice sprzedawać. Obrona Izraela straciła niemal wszystkie pociski. Ostatecznie straty jak na atak tej skali były relatywnie bardzo małe. Do tego Iran zapowiedział, że to była jego odpowiedź na działania Izraela. Jeżeli strona Izraelska nie będzie eskalować, można oczekiwać wygaszenia emocji. To z kolei powodowało, że dzisiaj na otwarciu rynków nie widać szczególnego niepokoju. Co więcej, raczej mamy powrót po strachu, który zagościł przed piątkowym zamknięciem.

Inflacja w Niemczech

W piątek poznaliśmy inflację z Niemiec. Ceny zgodnie z oczekiwaniami rosną o 2,2%. Nie jest to nadal wynik do 2%, którego oczekuje EBC. Niemniej w przypadku głównej gospodarki strefy euro jest już bardzo blisko, co powinno pomóc średniej dla całego regionu. Pewnym utrudnieniem będzie wzrost cen ropy naftowej za miesiąc, bo wejdziemy w sytuację, gdzie rok temu mieliśmy dołki niemal 20 dolarów na baryłce niższe niż obecne poziomy. Z drugiej strony eskalacja na Bliskim Wschodzie wbrew obawom wielu analityków nie powoduje skokowego dalszego wzrostu cen ropy naftowej. Dzisiaj od otwarcia notowań ropa naftowa staniała o około 1%, wpisując się w ogólne uspokojenie nastrojów po weekendzie.

Korekty na rynku

W piątek pod koniec dnia rozpoczęło się realizowanie zysków na kilku instrumentach, które w ostatnich tygodniach dawały dobrze zarobić. Było to widać między innymi na metalach szlachetnych, które obsunęły się pod koniec dnia po tym, jak wybiły kolejne wieloletnie lub historyczne maksima. O ile w przypadku tych instrumentów weekend przyniósł zawieszenie notowań, o tyle w przypadku cyfrowych pieniędzy handel trwał cały czas. W weekend użytkownicy zdecydowanie preferowali sprzedawanie najpopularniejszej z kryptowalut. W piątek cena bitcoina spadła z 70 000 USD na 67 000 USD, pomimo tego, że przez kilka godzin sięgała 71 000 USD. W weekend jednak przez chwilę otarła się o zaledwie 61 000 USD.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wyniki sprzedaży detalicznej,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

1/3 CEO planuje fuzje i przejęcia w ciągu roku. Aż 2/3 stawia na partnerstwa strategiczne

Po słabym 1 kwartale 2024 roku, jedna trzecia rodzimych CEO planuje fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Dwa razy więcej polskich dyrektorów generalnych stawia na partnerstwa strategiczne. Biznesową transformację przedsiębiorstw napędzają zmiany geopolityczne i minimalizacja ryzyka poprzez migrację do krajów o podobnym światopoglądzie.

W trudnym otoczeniu geopolitycznym i makroekonomicznym, dyrektorzy generalni ankietowani przez EY-Parthenon pozostają optymistyczni co do perspektyw rozwoju, wykorzystując sztuczną inteligencję (AI) oraz skupiając się na poprawie zarządzania kapitałem w celu zwiększenia efektywności. Jednak organiczna transformacja biznesu to tylko część biznesowego obrazka. Dyrektorzy generalni analizują równolegle skład swojego portfela w oczekiwaniu na ożywienie na rynku fuzji i przejęć (M&A). CEO oraz liderzy PE ankietowani na poziomie globalnym są entuzjastycznie nastawieni do perspektyw rynku M&A w 2024 roku, odpowiednio 79% i 71% oczekuje powrotu megatransakcji w kolejnych miesiącach, wynika z badania CEO Outlook Pulse.

Rynek fuzji i przejęć w ostatnich latach przechodzi silne perturbacje, naznaczony pandemią koronawirusa, wojną w Ukrainie, a w ostatnich miesiącach – nasileniem ryzyk geopolitycznych. W efekcie procesy transakcyjne trwają dłużej i mniejszy odsetek z nich kończy się podpisaniem umowy. Wciąż jednak mamy do czynienia z silnym zainteresowaniem firm transakcjami. Spodziewam się, że w obliczu pozytywnych sygnałów makroekonomicznych, w kolejnych miesiącach będzie przybywało udanych transakcji na polskim rynku – mówi Paweł Bukowiński, Partner Zarządzający w Dziale Strategia i Transakcje EY Polska, Lider Doradztwa Dezinwestycyjnego w regionie CESA.

Z badania CEO Outlook Survey wynika, że 33% rodzimych CEO planuje fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy. Z danych Dealogic wynika, że rodzimy rynek fuzji i przejęć zanotował w ub. roku spadek o 45% w ujęciu wartościowym i 16% w ujęciu ilościowym. W 1 kwartale tego roku z kolei zawarto w Polsce 60 transakcji o wartości 530 mln USD, co oznacza spadek rok do roku odpowiednio o 30% i 65%, wynika z danych Dealogic.

Mała ilość domykanych transakcji w pierwszym kwartale to pokłosie słabego 2023 roku, w którym rozbieżności pomiędzy wycenami kupujących i sprzedających były zbyt duże ze względu na słabą koniunkturę gospodarczą. Spodziewam się jednak stopniowego odbicia w liczbie i wartości finalizowanych transakcji w kolejnych kwartałach 2024 roku, biorąc pod uwagę projekty, które realizujemy w tym momencie. Chodzi nie tylko o liczbę transakcji, ale przede wszystkim o jakość aktywów i możliwość ich sprzedaży po cenie atrakcyjnej dla obecnego właściciela. Liczę też na wzmożoną aktywność funduszy private equity, z których wiele ma aktywa gotowe do sprzedaży – mówi Michał Płotnicki, Partner EY Polska, Leader Zespołu Fuzji i Przejęć w dziale Strategia i Transakcje.

Na kluczowy instrument finansowania transformacji portfela biznesowego dla CEO w Polsce wyrastają partnerstwa strategiczne i przedsięwzięcia typu joint-ventures, które planuje 67% polskich CEO.

Liderzy biznesu w Polsce stawiają na strategiczne partnerstwa, które stanowią ważne narzędzie dla firm pragnących zrównoważyć ryzyko i jednocześnie zyskać dostęp do nowych rynków, technologii czy zasobów. Właściwie skonstruowane sojusze strategiczne mogą przynieść duże korzyści zarówno w krótkim, jak i długim terminie, włączając w to wzrost konkurencyjności, synergie z partnerem oraz skuteczne zarządzanie ryzykiem. Z jednej strony, wybór strategii partnerstw pokazuje podejście liderów do ostrożnej ekspansji, z drugiej natomiast, proces ten wymaga od prezesów pewnego podjęcia ryzyka, związanego z przekazaniem kontroli nad częścią zasobów partnerowi. W obliczu utrudnionego dostępu do kapitału, wyważone strategiczne sojusze stają się jednym z kluczowych elementów modelu biznesowego, pozwalając na rozłożenie ryzyka inwestycyjnego i zwiększenie efektywności –mówi Jacek Byrt, Partner EY-Parthenon, z zespołu Strategia i Transakcje w EY Polska.

fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy

Na dywersyfikację przyjdzie czas

Liderzy biznesu w Polsce skupiają się na swojej macierzystej działalności i ewentualne przejęcia oraz dezinwestycje dotyczą ich flagowego biznesu. 90% z nich zadeklarowało, że chce przejmować aktywa z macierzystego sektora (vs. 96% na świecie). Jednocześnie, aż 89% ankietowanych zamierza dokonywać zbycia aktywów w branży, która stanowi główny obszar działalności organizacji pozbywającej się części dotychczasowego biznesu.fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy - sektoryNa świecie we własnym sektorze przeprowadzanych jest zaledwie 61% transakcji zbycia. Jednocześnie CEOs w Polsce deklarują, że najczęstszym powodem przypadku dezinwestycji jest pozbywanie się aktywów, które nie pasują już do przyszłej strategii portfelowej. Powołuje się na nią 2/3 prezesów zapytanych przez EY-Parthenon.

Transformację portfela planują w głównej mierze liderzy deklarujący wycofywanie się z rynków, które stały się zbyt ryzykowne ze względu na zmiany na mapie politycznej świata. Coraz bardziej gwałtowne perturbacje na poziomie geopolitycznym skłaniają CEO do minimalizacji ryzyka poprzez migrację biznesów do krajów o podobnym światopoglądzie. W Polsce, w której położenie geograficzne i dotychczasowe kierunki ekspansji międzynarodowej skutkowały stosunkowo wysoką eskpozycją na ryzykowne geopolitycznie przedsięwzięcia, trend deinwestycji z tych obszarów jest bardziej nasilony niż w innych regionach świata. Widać to było wyraźnie w momencie wybuchu wojny w Ukrainie, gdy szereg firm wycofał się z Rosji. Na świecie beneficjentem tego trendu jest USA, które staje się coraz bardziej atrakcyjnym miejscem dla fuzji i przejęć. Na drugim biegunie są Chiny, które – pomimo swojej rosnącej potęgi gospodarczej, coraz częściej są liderem dezinwestycji z powodu rosnącego ryzyka politycznego – komentuje Paweł Bukowiński.

fuzje i przejęcia w ciągu kolejnych 12 miesięcy 2024Na czele wyzwań ze zbyciem aktywów pojawiają się potencjalne negatywne skutki podatkowe takiej transakcji. Z jednej strony może to być efekt istotnych zmian w polskim systemie podatkowym wprowadzonych w 2022 roku, które nie posiadają jeszcze wieloletniego orzecznictwa ułatwiającego prognozowanie decyzji organów podatkowych. Z drugiej strony z dynamiki regulacyjnej na świecie, której efektem jest m.in. unijna dyrektywa wprowadzająca minimalny CIT od ponadnarodowych korporacji. W okresie tak dynamicznych zmian jeszcze bardziej istotne niż zwykle jest korzystanie z usług doradców podatkowych integrujących w swojej praktyce różne systemy podatkowe.

Na koniec warto dodać, że ostateczny sukces transakcji (zarówno nabycia nowego podmiotu, zbycia aktywów czy nawiązania partnerstwa strategicznego) zależy nie tylko od uzgodnionych warunków finansowych, ale też skutecznie przeprowadzonej integracji lub wydzielenia. Sukces fuzji i przejęć w dużej mierze zależy od efektywnego procesu integracji, który jest kluczem do pełnej realizacji potencjału połączonych aktywów. Dla urzeczywistnienia zakładanych synergii pomiędzy łączącymi się firmami kluczowe jest strategiczne podejście do planowania tego procesu jeszcze przed samym efektem transakcji – konkluduje Jacek Byrt.

O badaniu
Badanie CEO Outlook Pulse Survey zostało przeprowadzone na zlecenie EY w okresie grudzień 2023 – Styczeń 2024 r. przez FT Longitude, specjalistyczny dział badań i marketingu treści Financial Times Group. Wśród respondentów znalazło się 1200 prezesów dużych firm z 21 krajów, którzy wzięli udział w anonimowej ankiecie online. Reprezentowali następujące kraje: Brazylię, Meksyk, Kanadę, Stany Zjednoczone, Belgię, Luksemburg, Holandię, Francję, Niemcy, Włochy, Danię, Finlandię, Norwegię, Szwecję, Wielką Brytanię, Australię, Chiny, Indie, Japonię, Singapur i Koreę Południową.

Prawie jedna piąta (dokładnie to 19%) badanych organizacji osiąga roczne, globalne przychody poniżej 500 mln USD. Kolejne 19% wykazuje przychody w przedziale od 500 mln do 999,9 mln USD. Z kolei 30% firm ma przychody w wysokości od 1 mld do 4,9 mld USD, a ostatnia grupa (32%) – powyżej 5 mld USD.

Aktualna edycja obejmuje również opinie 300 liderów inwestycyjnych z branży private equity z 21 krajów, odzwierciedlając podejście tego sektora do pozyskiwania firm, ich restrukturyzacji i wprowadzania na ścieżkę szybszego rozwoju.

W polskiej edycji badania wzięło udział 30 prezesów polskich spółek działających międzynarodowo lub globalnie.

Jak rynki zareagowały na wzrost napięć na Bliskim Wschodzie?

Przez weekend byliśmy świadkami odwetowego ataku ze strony Iranu w stronę Izreaela, który miał miejsce po tym, jak 1 kwietnia Izrael zaatakował ambasadę Iranu w Damaszku. Odwet ten był od samego początku zapowiadany, natomiast niewiadomą pozostawała jego skala i moment przeprowadzenia. Warto dodać, że był to pierwszy taki przypadek w historii, bowiem Iran jeszcze nigdy otwarcie nie zaatakował Izraela, nawet w kroku odwetowym.

W ostatnich dniach szczegóły tego odwetu były jednak komunikowane państwom regionu, które to z kolei przekazały je także Izraelowi, stąd tak dobre przygotowanie i strącenie ok. 99% dronów i pocisków balistycznych. Na chwilę obecną mówi się tylko o jednej osobie rannej.

Według pierwszych ocen specjalistów od geopolityki Iran odpowiedzieć musiał, aby „wyjść z twarzą” po ataku na ambasadę w Damaszku. Natomiast zakomunikowanie szczegółów tejże odpowiedzi i danie możliwości przechwycenia praktycznie większości pocisków może sygnalizować, że z jego strony nie jest to chęć eskalacji konfliktu na Bliskim Wschodzie, co zresztą sam wczoraj oświadczył, stwierdzając, że atak ten „wyrównuje rachunki”.

Czy będzie odpowiedź Izraela? Na co pozwolą Amerykanie?

Klucz do kwestii dalszej eskalacji tego konfliktu, która to eskalacja miałaby się prawo rozlać na cały Bliski Wschód, wciągając w to również stojące za plecami poszczególnych stron największe mocarstwa, leży teraz w dużej mierze w gestii samego, znajdującego się pod wpływami Amerykanów Izraela. Premier Netanjahu sygnalizował bezpośrednio po weekendowym ataku, że w ciągu 48 godzin dojdzie do odpowiedzi, natomiast wczoraj miał już tonować to oświadczenie, zapewne po naciskach z Białego Domu.

W tym kontekście warto pamiętać, że Amerykanom wikłanie się w ten konflikt byłoby bardzo nie na rękę, zwłaszcza na kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi, które odbędą się tam w listopadzie. Spora część Amerykanów nie popiera tego typu operacji, zwłaszcza mając doświadczenia związane z osobowymi oraz finansowymi kosztami z poprzednich tego typu przypadków w krajach Bliskiego Wschodu.

Jak zareagowały rynki?

W poniedziałek rano na rynkach panował względny spokój, co również może sugerować, że kryzys na chwilę obecną został zażegnany, a Izrael nie zdecyduje się na odpowiedź, która siłą rzeczy podbiłaby ten konflikt na drabinie eskalacyjnej. Ceny głównych walut niespecjalnie zmieniły się względem piątkowych. Niewiele dzieje się także na kontraktach terminowych na główne, amerykańskie indeksy na Wall Street. O delikatnym podbiciu ryzyka geopolitycznego świadczyć może jedynie mocniejsze zachowanie złota, którego dolarowa wycena od rana rośnie (dziś ponad 0,5%), osiągając 2355 USD. Z kolei u polskich dealerów za uncję kruszcu, a więc 31,1 g, trzeba obecnie zapłacić ponad 10000 PLN.

Jedno co jest w tej chwili oczywiste, to że rynki dostały właśnie nowy obiekt zainteresowania i w najbliższym czasie każda kolejna informacja z Bliskiego Wschodu może od razu podbijać zmienność cen aktywów finansowych, z naciskiem na aktywa będące zwyczajowo tzw. bezpieczną przystanią, a więc dolara, franka szwajcarskiego, amerykańskich obligacji oraz złota.

E-faktury a zgodność z przepisami podatkowymi

Wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (KSeF) jest jednym z najważniejszych kroków w procesie cyfryzacji polskiego systemu podatkowego. Jest to odpowiedź na rosnące potrzeby biznesu oraz administracji podatkowej, mająca na celu uproszczenie oraz przyspieszenie obiegu dokumentów faktury elektronicznej.

E-faktury Ministerstwo Finansów: podstawa prawna i zasady działania

KSeF to system wprowadzony przez ministerstwo finansów, którego celem jest centralizacja procesu wystawiania i odbierania faktur elektronicznych. Jest to odpowiedź na potrzeby nowoczesnej gospodarki i próba ułatwienia przedsiębiorcom zarządzania obowiązkami podatkowymi. System ten, zgodnie z dyrektywami Unii Europejskiej, pozwala na efektywniejszą kontrolę nad obiegiem dokumentów i zapewnia ich większą transparentność. Jedną z głównych zalet e-faktur jest ich pełna zgodność z obowiązującymi przepisami podatkowymi. E-faktury, generowane i przesyłane za pośrednictwem KSeF, automatycznie spełniają wszystkie wymogi prawne, co znacząco upraszcza proces ich weryfikacji i akceptacji.

Czym są e-faktury ustrukturyzowane?

Krajowy System e Faktur operuje na e-fakturach ustrukturyzowanych. To oznacza, że każda faktura elektroniczna wystawiana i otrzymywana przez system ma jednolitą strukturę, co znacznie ułatwia automatyczne przetwarzanie tych dokumentów. Struktura ta jest zgodna z międzynarodowymi standardami, co pozwala na łatwiejszą integrację z systemami księgowymi działającymi w różnych krajach.

Od kiedy KSeF będzie obowiązkowy i dla kogo?

Początkowo, wprowadzenie systemu KSeF miało charakter dobrowolny, jednak zgodnie z planami Ministerstwa Finansów, system ma stać się obowiązkowy dla wszystkich przedsiębiorców. Dla nowych przepisów wprowadzających obowiązek korzystania z KSeF określono przejściowy okres, aby firmy miały czas na dostosowanie swoich systemów księgowych i informatycznych. KSeF prawdopodobnie stanie się rozwiązaniem obligatoryjnym od początku 2025 roku.

Krajowy Rejestr e-Faktur a korzyści i wyzwania dla firm

Przejście na e-faktury w ramach KSeF niesie za sobą szereg korzyści dla przedsiębiorstw, takich jak:

  • Zmniejszenie kosztów związanych z przechowywaniem dokumentów w formie papierowej.

  • Przyspieszenie procesu księgowania i płatności dzięki automatyzacji.

  • Lepsza kontrola nad obiegiem dokumentów i łatwiejsze wykrywanie błędów.

Jednakże, wprowadzenie e-faktur wiąże się również z wyzwaniami, głównie związanymi z koniecznością adaptacji istniejących systemów IT i szkolenia pracowników. Dla wielu przedsiębiorstw może to oznaczać konieczność inwestycji w nowe rozwiązania informatyczne lub aktualizację obecnych systemów.

Jeśli jeszcze nie zdecydowałeś się na przystąpienie do Krajowego Systemu e-Faktur, teraz jest najlepszy moment, aby to zrobić. Korzystanie z KSeF ułatwi Ci zgodność z przepisami podatkowymi, ale także przyniesie szereg korzyści operacyjnych dla Twojej firmy. Odwiedź oficjalną stronę Krajowego Rejestru e-Faktur, aby dowiedzieć się więcej o procesie rejestracji i zacznij korzystać z nowoczesnego systemu fakturowania już dziś.

Debiuty giełdowe nabierają tempa. Inwestorzy liczą na obniżkę stóp procentowych

Obecnie, pomimo ograniczonej ogólnej aktywności rynkowej w poprzednich latach, obserwowany jest duży wzrost entuzjazmu zarówno wśród emitentów, jak i inwestorów. Wskazuje to na zmieniającą się dynamikę rynku i bardziej przyjazny klimat dla giełdowych debiutów. W tym roku doszło do znaczących zmian w ich strukturze geograficznej. Region EMEIA pozostał światowym liderem odnotowując w pierwszym kwartale imponujący wzrost odpowiednio o 40 proc. i 58 proc. rok do roku. Było to możliwe dzięki 116 IPO o łącznej wartości 9,5 mld USD. W tym czasie Ameryka Północna i Południowa z 52 transakcjami i 8,4 mld USD wpływów zanotowały wzrost odpowiednio o 21 proc. i aż o 178 proc. Pomimo, że wolumeny transakcji spadły o 7 proc to w regionie EMEIA oraz obu Amerykach uzyskano zwiększone o 7 proc. wpływy z pierwszych ofert publicznych. W Azji i Pacyfiku miało miejsce 119 transakcji, które przyniosły 5,8 mld USD wpływów. Oznacza to spadek odpowiednio o 34 proc. i 56 proc. Był on szczególnie dotkliwy w Chinach kontynentalnych i Hongkongu, gdzie liczba transakcji zmniejszyła się o ponad połowę, a ich wielkość spadła o prawie dwie trzecie. Globalnie odnotowano w tym czasie 287 transakcji o wartości 23,7 mld USD – wynika z najnowszej edycji EY Global IPO Trends Q1 2024.

Według raportu na większości kluczowych rynków znaczna liczba nowo notowanych spółek osiągnęła wyższe ceny za wyemitowane akcje. Sektory przemysłowy, konsumencki i technologiczny to trzy największe filary wzrostu pod względem liczby debiutów i znaczącej poprawy wyników finansowych na rynku wtórnym. Natomiast sektor finansowy odnotował znaczny spadek liczby dobrze prosperujących dotąd pierwszych ofert publicznych. Nastąpiła zmiana oczekiwań dotyczących wyceny między kupującymi a sprzedającymi. Z jednej strony obniżyli oni swoje oczekiwania wobec wycen uwzględniając restrykcyjną politykę pieniężną prowadzoną przez banki centralne. Z drugiej, rynki akcji w niektórych dużych gospodarkach przeżywają boom ponieważ inwestorzy już dyskontują potencjalną obniżkę stóp procentowych. Daje to nadzieję na zmniejszenie luki powstałej w związku z wyceną dokonaną między kupującymi a sprzedającymi. Rośnie jednocześnie dynamika wyjść z IPO wspieranych przez fundusze private equity (PE), przy czym średnia wielkość transakcji w I kwartale 2024 r. wzrosła o 26 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym.

Entuzjazm inwestorów giełdowych wynikający z oczekiwanych przez rynki obniżek stóp procentowych przez banki centralne oraz perspektywy uzyskania krociowych zysków świadczą o przyjaznym klimacie dla fali debiutów, które są w tym roku dopiero przed nami. Firmy rozważające IPO powinny mieć na pierwszym planie kwestie związane z ESG skupiając się na dokładnym przygotowaniu tego złożonego procesu biorąc przy tym pod uwagę takie czynniki zewnętrzne jak zmieniające się regulacje, polityka pieniężna, napięcia geopolityczne oraz rozwój i zastosowanie AI – mówi Anna Zaremba, Partner EY.

Fundusze private equity w czołówce globalnych IPO

Tylko w piewrszym kwartale 2024 r. na rynku pojawiło się dziesięć nowych ofert publicznych wspieranych przez fundusze private equity. Pięć z nich znalazło się w pierwszej dziesiątce globalnych IPO. W tym prestiżowym gronie są m.in. Douglas AG z Niemiec oraz Brightspring Health Services z USA. Mediana wyceny przewyższyła zarówno IPO wspierane przez VC, jak i niewspierane finansowo odpowiednio 2,5-krotnie i aż 31-krotnie. Te lepsze wyniki, w połączeniu z prognozowanym wzrostem aktywności firm private equity w zakresie wychodzenia z IPO, wskazują, że dynamika wykorzystania tego rynku przez firmy private equity szybko zyskuje na popularności w pierwszych miesiącach 2024 r.

Pomimo spadku liczby wyjść z IPO w ciągu ostatnich dwóch lat z powodu różnych czynników makroekonomicznych i geopolitycznych globalne debiuty uzyskały średnio o ponad 40 proc. wyższe mnożniki EV/EBITDA niż ma to miejsce np. podczas strategicznych przejęć. W związku z ciągłym spadkiem globalnej inflacji i oczekiwaną obniżką stóp procentowych przez banki centralne klimat związany z wyjściem z IPO na 2024 r. wydaje się stabilizować, a dwie trzecie firm private equity przewiduje w tym roku wzrost aktywności z tym związanej.

Nieodległa giełdowa przyszłość należy do firm private equity oraz branży związanej ze sztuczną inteligencją. Szczególnie ta ostania odnotowuje znaczny wzrost i ma ogromny potencjał, ale zdecydowana większość przedsiębiorstw z tego sektora wciąż znajduje się na początku drogi do IPO. Potencjalne liczne debiuty będą miały miejsce w przyszłych latach, gdy firmy te osiągną biznesową dojrzałość. Tak jak wszystkie przedsiębiorstwa wyczekują one właściwego momentu na rozpoczęcie tego wymagającego procesu – mówi Hubert Rogoziński, Partner EY.

Sztuczna inteligencja na szczycie listy priorytetów producentów maszyn i urządzeń

Producenci maszyn i urządzeń mogą zwiększyć produktywność o 30-50 proc. dzięki wykorzystaniu sztucznej inteligencji, narzędzi cyfrowych i wdrażaniu rozwiązań wspierających gospodarkę obiegu zamkniętego i redukcję odpadów, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company.

Przemysł maszynowy na świecie znajduje się w trudnej sytuacji ze względu na utrzymujące się problemy łańcuchów dostaw, rosnące oczekiwania klientów i zwiększoną konkurencję. By sprostać nowym wyzwaniom, wiele firm z branży wciąż stosuje tradycyjne metody optymalizacji operacyjnej i oszczędnego gospodarowania zasobami (lean manufacturing). Kluczowe jednak staje się wdrażanie narzędzi cyfrowych i technologii Przemysłu 4.0, takich jak sztuczna inteligencja czy robotyka, twierdzą eksperci Bain & Company.

 

– Choć w firmach istnieją zespoły badające, w jaki sposób wprowadzić nowe technologie i zwiększyć produktywność, to często nie są one odpowiednio zintegrowane z głównym obszarem produkcyjnym – mówi Marcin Szczuka, partner w Bain & Company. – By w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w technologii, firmy muszą dostosować nowe rozwiązania do swoich standardów i filozofii produkcji, a także skutecznie wprowadzić innowacje do działań operacyjnych.

Sztuczna inteligencja znajduje się obecnie na szczycie listy priorytetów firm przemysłowych. Jak pokazało badanie Bain & Company, aż 75 proc. spółek z sektora, korzystających z zaawansowanych technologii, twierdzi, że wdrażanie innowacyjnych rozwiązań, takich jak sztuczna inteligencja, jest ich głównym celem w obszarze inżynierii oraz badań i rozwoju.

Producenci wykorzystują technologie oparte na sztucznej inteligencji przede wszystkim do rozwiązywania problemów w obszarze zakupów, produkcji, utrzymania ruchu, kontroli jakości czy też logistyki.

Sztuczna inteligencja ma potencjał, by całkowicie zrewolucjonizować sektor produkcyjny, a wprowadzane obecnie rozwiązania stanowią jedynie wierzchołek góry lodowej. Spodziewamy się, że szczególnie generatywna AI całkowicie zmieni proces analizy danych, drastycznie poprawi możliwości obsługi klienta i wpłynie na wyniki finansowe producentów – twierdzi Marcin Szczuka.

By spełnić rosnące oczekiwania klientów, producenci w coraz większym zakresie wdrażają zaawansowane rozwiązania cyfrowe. W efekcie sektor przemysłowy wykorzystuje obecnie więcej chipów i rozwiązań z zakresu Internetu rzeczy (IoT) niż jakakolwiek inna branża. Jak wynika z analiz Bain & Company, firmy z branży maszynowej, które są już liderami pod względem rozwiązań cyfrowych, odnotowują dwa razy wyższe stopy zwrotu dla swoich akcjonariuszy w porównaniu ze średnią w branży.

Obserwujemy rosnący popyt na zaawansowane rozwiązania cyfrowe, a spółki, które jako pierwsze zagospodarują ten obszar, zyskają przewagę konkurencyjną – mówi Marcin Szczuka.  – Coraz więcej producentów tworzy produkty szyte na miarę dla konkretnych branż, kierując do wybranych klientów kompleksową ofertę odpowiadającą na potrzeby w całym łańcuchu dostaw.

Istotną kwestię dla poprawy wydajności firm z branży stanowi także wdrażanie rozwiązań związanych z gospodarką obiegu zamkniętego i jej integracja z technologią Internetu rzeczy (IoT). Według ekspertów Bain & Company, prawie połowa firm (47 proc.) z sektora maszynowego podjęła już to wyzwanie, choć większość inicjatyw dotyczy wąskiego zakresu i jest związana głównie z recyklingiem oraz zmniejszeniem ilości wsadu i odpadów.

Wiele spółek traktuje wdrażanie rozwiązań związanych z obiegiem zamkniętym jako kwestię głównie regulacyjną. Jednak niektóre z nich zaczęły postrzegać je jako szansę na zwiększanie wartości poprzez generowanie nowych źródeł przychodów, poprawę odporności łańcucha dostaw, czy też zbudowanie bliższej relacji z klientem i dotarcie do nowych grup odbiorców – dodaje Marcin Szczuka.

Rynek kosmetyczny ma się dobrze

Przed rynkiem artykułów kosmetycznych w Polsce rysują się dobre perspektywy rozwoju. Kolejne lata upłyną pod znakiem umacniania się pewnych trendów oraz dominacji wybranych kategorii produktowych. W sprzedaży internetowej coraz więcej zależeć będzie od sztucznej inteligencji.

Z niedawno opublikowanego raportu PMR wynika, że w latach 2024-2029 rynek kosmetyczny w Polsce będzie rósł w tempie około 5% rocznie, a jego dalszy rozwój będzie stymulowany przez konkretne zachowania konsumenckie. Ten, kto dostosuje się zmian i trendów rynkowych, odniesie sukces – uważa Jędrzej Karasek z Primavera Parfum.

Kosmetyki do pielęgnacji ciała i twarzy na czele

Zdecydowanie największymi i najprężniej rozwijającymi się kategoriami produktowymi są kosmetyki do pielęgnacji ciała oraz do pielęgnacji twarzy. Te drugie mogą już wkrótce przejąć fotel lidera, w czym może im pomóc szereg czynników rynkowych. Jednym z nim jest zmieniająca się demografia naszego społeczeństwa. Na koniec 2022 r. liczba osób w wieku 60 lat i więcej wyniosła 9,8 mln, czyli o 0,7 proc. więcej niż w 2021 r. Według prognozy GUS, liczba ludności w tej kategorii wiekowej w roku 2030 ma jeszcze wzrosnąć do poziomu 10,8 mln, a w 2050 r. wynieść 13,7 mln. Osoby starsze będą stanowiły około 40% ogółu ludności Polski.

To bez wątpienia jeden z głównych czynników napędzających e-sprzedaż w tym sektorze. Okazuje się, że obecni seniorzy to pokolenie coraz bardziej świadome możliwości, jakie daje e-commerce. W czasie pandemii część z nich była zmuszona zacząć korzystać z zakupów przez Internet. Szybko przekonali się do tej formy nabywania produktów z uwagi na jej tempo i wygodę – przekonuje Jędrzej Karasek, CEO w Primavera Parfum, hubie e-commerce dla marek kosmetycznych.

Wzrosty w kategorii produktów do pielęgnacji twarzy to również zasługa coraz większej świadomości dbania o urodę wśród mężczyzn, którą mocno wspiera coraz większa oferta produktowa, jak również coraz bardziej powszechna reklama produktów sygnowanych nazwiskami celebrytów i znanych osób.

Kosmetyki luksusowe szybko rosną

W segmencie produktów kosmetycznych dużą dynamikę wzrostów odnotowują również artykuły klasy Premium. Mimo wyraźnego spowolnienia gospodarczego rynek dóbr luksusowych, w tym również ekskluzywnych kosmetyków, ma się dobrze zarówno na świecie, jak i w Polsce. Według raportu stworzonego przez korporację McKinsey i The Business of Fashion, jego potencjał nie został jeszcze w pełni wykorzystany. Luksusowe kosmetyki tworzą obecnie rynek o wartości około 20 mld dolarów. Według szacunków segment ten urośnie od 15% do 20% do 2027 roku. Wzrosty prognozowane są również w Polsce. Wartość rynku dóbr luksusowych w naszym kraju w 2022 roku wyniosła 37 mld złotych i była o blisko 19% większa niż rok wcześniej. Przeprowadzone przez KPMG analizy potwierdziły, że w czasach kryzysów rynek kosmetyków luksusowych zachowuje się znacząco lepiej od podobnych produktów w segmencie masowym oraz od całego rynku.

Od wielu lat liczba bogatych i zamożnych Polaków systematycznie rośnie, a jak wiadomo status finansowy przekłada na decyzje i preferencje zakupowe. Często działa również efekt tzw. szminki. W czasach wysokiej inflacji czy niepewnej sytuacji gospodarczej część z nas rezygnuje z drogich wydatków takich jak zakup domu czy samochodu, ale w zamian szukamy drobnych, ale luksusowych przyjemności. Często nasz wybór pada właśnie na kosmetyki w Internecie – dodaje Karasek z Primavera Parfum.

AI kluczem do sukcesu również w segmencie kosmetyków

Dziś najlepszym narzędziem do podnoszenia satysfakcji i lojalności użytkowników sklepu internetowego jest personalizacja. Sztuczna inteligencja personalizuje oferty w e-commerce poprzez analizowanie danych użytkowników, takich jak poprzednie zakupy i preferencje, aby w czasie rzeczywistym rekomendować produkty i usługi dopasowane do indywidualnych potrzeb każdego klienta. Servion Global Solutions zauważa, że do 2025 r. sztuczna inteligencja będzie wpływać na 95% wszystkich naszych interakcji z klientami. Nic więcej dziwnego, że e-sklepy, również w segmencie beauty, chętnie sięgają po narzędzia oparte o AI.

Uważam, że w najbliższym czasie ciężko będzie znaleźć dużą firmę czy sklep internetowy, która nie będzie korzystać z rozwiązań sztucznej inteligencji. Tyczy się to również branży kosmetycznej, gdzie różnorodność produktowa jest naprawdę bardzo duża – kończy swoją wypowiedź zarządzający z Primavera Parfum.

Handel detaliczny: inflacja i rosnące koszty to wciąż główne problemy, ale firmy patrzą w przyszłość z optymizmem

Chociaż inflacja i wysokie koszty funkcjonowania nadal stanowią główne wyzwania dla firm detalicznych, to branża zdaje się z optymizmem patrzeć w najbliższą przyszłość. Jak wynika z raportu “Global Retail Outlook 2024”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte siedmiu na dziesięciu badanych spodziewa się wzrostu marż w trakcie najbliższych miesięcy. Kluczową kwestią z punktu widzenia zdolności firm do generowania wartości będzie umiejętność wykorzystania sztucznej inteligencji w codziennej działalności.

Pod koniec 2023 r. Deloitte przeprowadził ankietę wśród 200 przedstawicieli sektora detalicznego pochodzących z Europy, Stanów Zjednoczonych oraz krajów Azji i Pacyfiku. W ramach badania pytano o nastroje, kluczowe wyzwania oraz prognozy dotyczące najbliższej przyszłości branży. Wnioski zostały zaprezentowane również podczas tegorocznej edycji konferencji „Poland & CEE Retail Summit”.

Optymizm mimo inflacji

Według uczestników badania obszarem, który stwarza obecnie najwięcej wyzwań dla sektora detalicznego jest inflacja. Konieczność zarządzania rosnącymi kosztami przy jednoczesnej presji na obniżenie cen stanowi priorytet na 2024 r. dla co trzeciego ankietowanego. Uczestnicy badania w najbliższym miesiącach zamierzają się także skupić na zwiększeniu odporności łańcuchów dostaw (23 proc. odpowiedzi). Z kolei 22 proc. badanych planuje podjąć działania na rzecz transformacji w stronę zrównoważonego rozwoju. Taki sam odsetek stanowią odpowiedzi wskazujące na dążenie do zwiększenia udziału w rynku. Równo co piąty ankietowany w 2024 r. zamierza skupić się na utrzymaniu bądź zwiększeniu swojej marży operacyjnej.

Mimo wielu wyzwań i niepewności przedstawiciele sektora detalicznego optymistycznie patrzą w najbliższą przyszłość. Na pytanie dotyczące oczekiwań w obszarze przychodów 90 proc. badanych stwierdziło, że spodziewa się wzrostów w tym obszarze. Najczęściej wskazywanym poziomem przyrostu wpływów był zakres od 1 do 4 proc. (średnio 67 proc. odpowiedzi). Co więcej, znaczna część przedstawicieli firm detalicznych zakłada również wzrost w obszarze marży operacyjnej – tego typu odpowiedzi udzieliło trzech na czterech ankietowanych. W zależności od regionu od 18 do 26 proc. badanych zakłada brak zmian w tym obszarze.

– Po latach funkcjonowania w warunkach wysokiej inflacji sektor detaliczny nauczył się jak skutecznie działać w środowisku rosnących cen. Przykładem dostosowania się branży do czynników zewnętrznych jest zwrot w stronę e-handlu, jak również rozwój segmentów zapewniających najwyższe marże. W połączeniu z prognozowaną poprawą sytuacji gospodarczej sektor wyraża optymizm co do najbliższej przyszłości. Branża powinna jednak pamiętać, że długofalowo kluczowym czynnikiem z punktu widzenia konkurencyjności jest zdolność do tworzenia innowacji, mających na celu poprawę doświadczeń zakupowych klienta – mówi Bartek Bobczyński, partner, Consumer Industry, Deloitte.

AI szansą dla sektora

Roli nowoczesnych technologii w rozwoju sektora detalicznego poświęcone zostało jedno z wystąpień ekspertów Deloitte biorących udział w ostatniej edycji konferencji „Poland & CEE Retail Summit”. W ramach wystąpienia otwierającego wydarzenie Irena Cerovina, dyrektor, lider sektora CE Retail, Deloitte opowiadała o generatywnej sztucznej inteligencja i jej wpływie na przyszłość branży.

Ekspertka podkreśliła, że AI powinno się obecnie postrzegać nie jako wschodzący trend, ale jako czynnik, który obecnie w największym stopniu determinuje konkurencyjność firm detalicznych. W jej ocenie nowa technologia oferuje szereg możliwości w zakresie rozwiązywania problemów specyficznych dla danej branży, takich jak m.in. poprawa doświadczeń konsumentów czy generowanie cyfrowych treści. Podkreślony został także wpływ nowej technologii na takie czynniki jak produktywność firm detalicznych czy możliwości w zakresie tworzenia treści. Zaznaczając rolę, jaką generatywna AI odgrywa w procesie automatyzacji procesów prelegentka przytoczyła szereg przykładów wskazujących na największą zaletę nowej technologii, jaką jest jej znaczenie w procesie tworzenia innowacji produktowych.

Perspektywa sektora detalicznego jako branży kształtowanej przez sztuczną inteligencję to nie kwestia przyszłości, a obecna rzeczywistość. Możliwości jakie oferuje sprawiają, że te firmy, które jako pierwsze postawią na rozwój narzędzi opartych o AI w niedalekiej przyszłości mogą stać się faktycznymi liderami branży. Detaliści nie powinni więc poprzestawać na teoretycznych rozważaniach dotyczących sposobu wykorzystania tej technologii, ale także podjąć faktyczne działania w zakresie wykorzystania AI. Tylko w ten sposób będą oni bowiem w stanie dołączyć do grona liderów w zakresie innowacji, efektywności operacyjnej czy doświadczeń konsumenckich – mówi Irena Cerovina.

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mogą stać się cyfrowymi liderami Unii Europejskiej

Kraje Europy Środkowo-Wschodniej mają środki i możliwości, aby zdecydowanie przyspieszyć rozwój sektora ICT i stać się cyfrowym liderem w Unii Europejskiej – wynika z najnowszego raportu PwC i CEE Digital Coalition. Autorzy analizy podkreślają, że w wielu cyfrowych obszarach państwa naszego regionu wypadają znacznie lepiej niż te z zachodniej Europy: procentowo mamy więcej firm działających w sektorze cyfrowym i więcej osób w nim zatrudnionych. Coraz więcej też wydajemy na badania i rozwój technologiczny. Eksperci podkreślają, że motorem napędowym dla regionu w najbliższych latach będzie sztuczna inteligencja oraz rosnące zapotrzebowanie na rozwiązania oraz usługi z zakresu cyberbezpieczeństwa.

Czy region Europy Środkowo-Wschodniej może być przyszłym liderem zmian technologicznych? Nie jest to wykluczone: średnia liczba firm z sektora ICT na 1000 mieszkańców wynosi 4,35 w krajach naszego regionu i tylko 2,13 w państwach Europy Zachodniej. Sam eksport komercyjnych usług ICT w regionie wzrósł od 2005 do 2021 roku ponad sześciokrotnie. To oznacza, że w naszej cyfrowej gospodarce drzemie innowacyjność, pomysłowość i chęć tworzenia własnych rozwiązań na szeroką skalę – wynika z analizy przeprowadzonej w 11 krajach Europy Środkowo-Wschodniej przez firmę konsultingową PwC przy współpracy z ekspertami CEE Digitial Coalition. Wyniki badania opisano w raporcie Sektor nowych technologii w krajach Europy Środkowo-Wschodniej jako regionalny czynnik wzrostu”, który po raz pierwszy zaprezentowano podczas szczytu państw Trójmorza (Three Seas Summit & Business Forum), który w czwartek (11 kwietnia) odbywał się w Wilnie na Litwie.

– W Europie Środkowo-Wschodniej obserwujemy wysokie przedsiębiorcze nastawienie, a nawet pewnego rodzaju cyfrowy optymizm.  Kraje tego regionu dysponują także szeroką pulą utalentowanych specjalistów IT, co powoduje, że firmy z branży tech coraz częściej tu lokują swoje nie tylko fabryki, ale i  centra badawczo-rozwojowe. Do tego dochodzi solidna i ciągle rozbudowywana cyfrowa infrastruktura, zwłaszcza widoczne są inwestycje w szybki internet, chmurę oraz centra danych, a usługi cyfrowe są ciągle rozbudowywane. Czynniki te powodują, że sektor ICT w tym regionie rozwija się coraz szybciej i ma szansę w ciągu kolejnych lat stać się cyfrową lokomotywą dla całej Unii Europejskiej – uważa dr Paweł Oleszczuk, wicedyrektor PwC Polska w zespole doradztwa dla sektora publicznego i analiz ekonomicznych, jeden z autorów badania.

Wyzwaniem cyfryzacja przedsiębiorstw oraz zwiększanie kompetencji cyfrowych

Jest jedno zastrzeżenie. By jednak tak się stało, państwa Europy Środkowo-Wschodniej muszą zmierzyć się z cyfrowymi wyzwaniami, które przed nimi stoją – podkreślają autorzy raportu. Największe to transformacja cyfrowa przedsiębiorstw i administracji publicznej, z którą jesteśmy w tyle w porównaniu z krajami zachodnimi. Dla przykładu, odsetek firm stawiających w codziennej pracy na nowoczesne rozwiązania chmurowe jest o 14 proc. większy w Europie Zachodniej (39,7 proc. vs 53,5 proc.). Słabsze wyniki firmy naszego regionu odnotowują także, jeśli chodzi o wysokość sprzedaży w handlu elektronicznym czy wykorzystywanie danych. Według opinii Michała Kanownika, prezesa Związku Cyfrowa Polska i jednego z założycieli CEE Digital Coalition, by poprawić opóźnienia w cyfryzacji przedsiębiorstw, konieczne są inwestycje, wspierane przez państwa regionu: – Musimy więcej inwestować w sektor małych i średnich przedsiębiorstw, szczególnie w obszary związane z cyberbezpieczeństwem i takie, które zwiększą konkurencyjność firm z naszego regionu na całym rynku unijnym. Istotną rolę powinna tu odegrać również międzynarodowa współpraca sektorowa ­– mówi ekspert.

Kluczowa jest także budowa kompetencji cyfrowych, zwłaszcza wśród młodych ludzi wchodzących lub mających za parę lat wejść na rynek pracy. Jak czytamy w raporcie PwC i CEE Digital Coalition, tylko cztery kraje z Europy Środkowo-Wschodniej cechują się co najmniej podstawowym poziomem wiedzy technologicznej wykraczającym nieznacznie ponad średnią unijną: to Chorwacja, Czechy, Estonia i Słowacja. Polska znajduje się zdecydowanie bliżej końca stawki, niż jej początku. Kwestia ta – w opinii ekspertów – staje się coraz bardziej problematyczna. Za rosnącym szybko sektorem ICT w regionie, nie nadąża edukacja nowych specjalistów – już brakuje inżynierów robotyki, operatorów czy specjalistów ds. bezpieczeństwa cyfrowego. Problemem jest również mniejsza niż w Europie Zachodniej produktywność pracowników zatrudnionych w sektorze ICT – wynika z analizy PwC.

Eksperci  podkreślają również znaczenie poziomu wydatków na badania i rozwój w krajach regionu. Te z roku na rok rosną, ale wciąż poniżej średniej unijnej. Najwyższy procentowy udział wydatków na ten cel ma Słowenia (2,11 proc. PKB), w tym obszarze wyróżniają się również Czesi i Estończycy (powyżej 1,5 proc. PKB).  Polska plasuje się w środku tej stawki. Najmniej z krajów regionu wydaje Rumunia (zaledwie 0,46 proc. PKB).

Rozwiązania i szanse dla cyfrowej Europy Środkowo-Wschodniej

Jak wzmocnić cyfrowy rozwój regionu? W opinii autorów opracowania, kluczowe jest opracowanie konkretnych priorytetów oraz koordynacji działań na poziomie regionalnym w obszarze technologii. Państwa więcej też powinny inwestować w rozwój start-upów, małych i średnich przedsiębiorstw oraz tworzyć przyjazne środowisko prawne, które będzie zachęcało globalne firmy do inwestowania w regionie.  Eksperci mówią również o konieczności współpracy sektora publicznego i prywatnego, by lepiej dostosowywać rozwiązania do rzeczywistych potrzeb biznesowych. – Na poziomie Unii Europejskiej w wielu dziedzinach funkcjonujemy we wspólnym europejskim obszarze prawnym.  Jednak realia nie są dla wszystkich równe. Dlatego branża cyfrowa z naszego regionu walczy także o wyraźniejszy głos regionu na poziomie unijnym – mówi Michał Kanownik. Jego zdaniem najbliższe wybory do Parlamentu Europejskiego stanowią sporą szansę dla całego regionu, by ten głos wzmocnić. –  Decyzje w sprawach cyfrowych, które podejmą nowe władze Unii Europejskiej będą miały olbrzymi wpływ na to, w jaki sposób będzie rozwijać się także gospodarka cyfrowa w krajach  Europy Środkowo-Wschodniej. Musimy zatem zadbać o to, aby w nowej kadencji państwa naszego regionu miały większy wpływ na decyzje podejmowane w Brukseli w tych sprawach. Do tego konieczna jest zawalczenie o kluczowe stanowiska w Komisji Europejskiej – dodaje Michał Kanownik. W jego opinii ważne jest też, aby państwa regionu prowadziły wspólną skoordynowaną politykę w zakresie projektowanych w Brukseli regulacji dotyczących rynku cyfrowego.

Eksperci PwC i CEE Digital Coalition postrzegają również trzy trendy technologiczne jako te, które będą motorem wzrostu dla cyfrowej gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej. Pierwszy to sztuczna inteligencja. W opinii autorów raportu, pod warunkiem odpowiedniego wsparcia, technologia AI może zwiększyć produktywność w tym regionie, rewolucjonizując rynek pracy i przyczyniając się do tworzenia nowych stanowisk. Drugi trend, który wpłynie na rozwój cyfrowy regionu to rosnące znaczenie chmury – z badań PwC wynika, że aż 87 proc. przedsiębiorców działających w Europie Środkowo-Wschodniej, którzy obecnie nie korzystają z chmury, w ciągu najbliższych 2 lat przeniesie tam część swojej działalności. A to w efekcie ma wpłynąć na ich większość konkurencyjność.

Rosnące znaczenie cyberbezpieczeństwa będzie również miało wpływ na rozwój gospodarki cyfrowej regionu. Eksperci przewidują zwiększone zapotrzebowanie na tego typu usługi, w tym takich jak uwierzytelnianie danych. To z kolei będzie napędzało firmy tego sektora działające w państwach Europy Środkowo-Wschodniej.

Nierówne zasady odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania spółki

Czy to nie dyskryminacja, że jeden członek zarządu może się uwolnić od odpowiedzialności za zobowiązania spółki przez zgłoszenie w porę wniosku o ogłoszenie jej upadłości, podczas gdy inny nie może tego zrobić tylko dlatego, że spółka miała jednego wierzyciela? Czy organy mogą dochodzić zapłaty podatków od takiego członka zarządu bez wcześniejszego wykazania, że działał on w złej wierze albo w sposób niedbały? Z takimi pytaniami do Trybunału Sprawiedliwości UE wystąpił niedawno polski sąd.

Odpowiedzialność członka zarządu a wniosek o ogłoszenie upadłości

Zgodnie z art. 116 Ordynacji podatkowej, jeśli egzekucja z majątku spółki okaże się bezskuteczna, za jej zobowiązania podatkowe solidarnie odpowiadają członkowie zarządu spółki całym swoim majątkiem. Ustawa przewiduje, że członek zarządu może się uwolnić od tej odpowiedzialności jeżeli wykaże, że we właściwym czasie zgłoszono wniosek o ogłoszenie upadłości spółki lub otwarto postępowanie restrukturyzacyjne albo zatwierdzono układ w postępowaniu o zatwierdzenie układu, albo że niezgłoszenie wniosku o ogłoszenie upadłości nastąpiło nie z jego winy. Taki skutek wywoła też wskazanie majątku spółki, z którego egzekucja umożliwi zaspokojenie jej zaległości podatkowych w znacznej części.

Zasadniczo członek zarządu odpowiada swoim majątkiem za zobowiązania podatkowe, których termin płatności upływał w trakcie jego kadencji, a także za niektóre należności podlegające zwrotowi, które w tej kadencji powstały. Powyższe regulacje stosuje się również do byłych członków zarządu, a także byłych pełnomocników lub wspólników spółki w organizacji.

Upadłość tylko gdy kilku wierzycieli

Jednak w oparciu o regulacje polskiego prawa upadłościowego, przedsiębiorca może ogłosić upadłość tylko wtedy, gdy posiada co najmniej dwóch wierzycieli. W art. 1 ust. 1 pkt 1 ustawa Prawo upadłościowe wyraźnie stanowi, że przedmiotem jej regulacji są zasady wspólnego dochodzenia roszczeń wierzycieli od niewypłacalnych dłużników będących przedsiębiorcami. Użycie liczby mnogiej przemawia za tym, że postępowanie upadłościowe może toczyć się tylko wobec dłużnika, który ma więcej niż jednego wierzyciela. Również sama instytucja upadłości służyć ma równemu, sprawiedliwemu zaspokojeniu wszystkich wierzycieli. W przypadku gdy wierzyciel jest jeden, ta przesłanka wszczynania i prowadzenia postępowania upadłościowego odpada.

Milionowe zaległości

W 2021 r. naczelnik jednego z urzędów skarbowych wydał decyzję o solidarnej odpowiedzialności członka zarządu spółki z ograniczoną odpowiedzialnością za jej zobowiązania w podatku dochodowym od osób prawnych, z uwagi na to, że postępowanie egzekucyjne wobec spółki okazało się bezskuteczne. Naczelnik wskazał, że odpowiedzialność ta ciąży na tym członku zarządu, bowiem nie złożył on w porę wniosku o ogłoszenie upadłości i nie udowodnił, że w tym czasie zostało otwarte postępowanie restrukturyzacyjne albo zatwierdzono układ w postępowaniu o zatwierdzenie układu. Organ podnosił również, iż w trakcie kadencji tegoż managera istniały przesłanki do ogłoszenia upadłości. W żaden sposób w toczącym się postępowaniu pociągnięty do odpowiedzialności członek zarządu  nie wykazał niezależnych od niego okoliczności, z powodu których nie mógł tego zrobić. Suma zaległości spółki w VAT, CIT i PIT sięgała 3 mln zł. Nie sposób więc w tych okolicznościach mówić o braku jego zawinienia w dochowaniu obowiązku złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości.

Skoro nie mógł złożyć wniosku, to na jakiej podstawie chcecie go karać?

Jednak obarczony odpowiedzialnością członek zarządu nie zgodził się z takim rozstrzygnięciem. Podniósł, że nie można było we właściwym czasie złożyć przedmiotowego wniosku, bowiem w okresie, którego dotyczy sprawa, spółka miała tylko jednego wierzyciela. Był nim urząd skarbowy. A warunkiem ogłoszenia upadłości jest istnienie wielu wierzycieli.

Z tym stanowiskiem zgodził się Wojewódzki Sąd Administracyjny we Wrocławiu. Potwierdził, że na gruncie przepisów ustawy Prawo upadłościowe, jak i wcześniej obowiązujących ustawy Prawo upadłościowe i naprawcze, złożenie przez członka zarządu wniosku o ogłoszenie upadłości było niedopuszczalne w sytuacji gdy jest tylko jeden wierzyciel. W efekcie, skoro członek zarządu nie miał takiej możliwości, to nie można było tego od niego wymagać, a więc i nie można wobec niego stosować sankcji za niezłożenie przedmiotowego wniosku. (Wyrok WSA we Wrocławiu z 21 grudnia 2023 r., sygn. akt I SA/Wr 337/22).

Nierówne traktowanie

Niewiele ponad miesiąc później, 31 stycznia 2024 r., wrocławski sąd po rozpoznaniu podobnej sprawy ze skargi innego członka zarządu zdecydował się zwrócić do Trybunału Sprawiedliwości UE z pytaniem, czy w tych okolicznościach nie dochodzi do nierównego traktowania członków zarządu, którzy nie mogli skutecznie złożyć ww. wniosku, bo spółka miała tylko jednego wierzyciela.

Rozpoznając sprawę odpowiedzialności członka zarządu spółki za jej zaległości w podatku VAT, sąd wystąpił do TSUE z pytaniem, czy przepisy unijne, w tym zasada równości wobec prawa i zasada niedyskryminacji, pozwalają na to, by polskie prawo dopuszczało nierówne traktowanie członków zarządu osób prawnych, w ten sposób, że członek zarządu spółki posiadającej więcej niż jednego wierzyciela, może uwolnić się od odpowiedzialności za jej zobowiązania przez złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości, podczas gdy członek zarządu spółki posiadającej wyłącznie jednego wierzyciela nie ma takiej szansy, co w efekcie pozbawia go możliwości uwolnienia się od odpowiedzialności oraz prawa do wniesienia skutecznego środka zaskarżenia? (Postanowienie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego we Wrocławiu z 31 stycznia 2024 r., sygn. akt I SA/Wr 966/22).

Czy organy nie powinny aby badać istnienie dobrej lub złej wiary po stronie managera?

Wrocławski sąd zadał TSUE jeszcze jedno ważne pytanie: czy organy skarbowe mogą dochodzić zapłaty zaległych podatków od takiego członka zarządu, bez wcześniejszego wykazania, że działał on w złej wierze, albo że jego zachowaniu można było zarzucić zawiniony błąd lub też niedbalstwo? Odpowiedź na to pytanie może mieć fundamentalne znaczenie dla wyniku przyszłych procesów w sprawach o odpowiedzialność managerów. Jeśli będzie negatywna, wówczas organy skarbowe nim następnym razem obarczą członka zarządu odpowiedzialnością, będą musiały zbadać, czy nieuregulowanie zobowiązań podatkowych spółki było wynikiem zawinionego działania bądź zaniechania managera, czy też wynikiem okoliczności, na które nie miał on wpływu.

Skierowanie do TSUE pytań powinno zawiesić toczące się już postępowania w sprawach odpowiedzialności członków zarządu za zobowiązania podatkowe spółki, jeśli wynik tych postępowań może zależeć od udzielonej przez Trybunał odpowiedzi. Ale już teraz można założyć, że powstałe wątpliwości wrocławskiego sądu będą mieć wpływ na poprawę pozycji procesowej członków zarządu pociągniętych do odpowiedzialności za zobowiązania podatkowe spółek.

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Fabrity Holding chce skupić 192,5 tys. akcji własnych po 40 zł

Do sprzedaży 192,5 tys. akcji, reprezentujących 7,83% kapitału zakładowego, zaprosiła akcjonariuszy giełdowa spółka Fabrity Holding. Inwestorzy mogą odpowiedzieć w dniach 15-22 kwietnia br., a rozliczenie ma nastąpić 25 kwietnia.

Realizujemy właśnie uchwałę Walnego Zgromadzenia z 3 stycznia br., która jest elementem dystrybucji zysków do akcjonariuszy. W poprzednich latach wypłacaliśmy wysokie dywidendy, natomiast w tym roku ze względów formalnych wykorzystujemy zarówno skup akcji o wartości 7,7 mln zł, jak również dywidendę, aby łącznie do akcjonariuszy trafiło zapowiedziane wcześniej około 15 mln zł. Uchwałę w sprawie finalnej kwoty dywidendy i terminu jej wypłaty podejmie Walne Zgromadzenie mówi Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Spodziewana wypłata 15 mln zł do akcjonariuszy za rok 2023 to w przeliczeniu około 6 zł na akcje. Z kolei za lata 2021-2022 trafiło do nich tytułem dywidendy łącznie 12,4 zł na akcję. Jest to efektem skutecznego rozwoju i dochodowości biznesów grupy oraz sprzedaży spółki Oktawave w czerwcu 2022. Tegoroczna dystrybucja środków do akcjonariuszy jest związana m.in. z sukcesem sprzedaży biznesów marketingowych we wrześniu zeszłego roku. Poza dynamicznie rosnącym software house’m Fabrity (spółka zależna), w portfolio notowanej na GPW Fabrity Holding pozostaje też PerfectBot – czatbot nowej generacji, który komercjalizuje produkt oparty na rozwiązaniach sztucznej inteligencji (GPT). W lutym br. Grupa Fabrity Holding przejęła pakiet kontrolny w poznańskiej spółce Panda Group, specjalizującej się w rozwiązaniach e-commerce, jednak o ile jest to zdarzenie pozytywne w kontekście potencjału rozwoju biznesu segmentu software, o tyle jednocześnie jest to zdarzenie neutralne dla zdolności dywidendowych i skupu akcji własnych.

Szczegółowe informacje na temat skupu akcji własnych Fabrity Holding znajdują się w Zaproszeniu do składania ofert sprzedaży. Podmiotem pośredniczącym w przeprowadzeniu i rozliczeniu skupu akcji własnych jest Biuro Maklerskie PKO BP.

EKIPA Holding powołała nową spółkę EKIPA Events

EKIPA Holding poinformowała o utworzeniu nowej spółki – EKIPA Events. Nowy podmiot będzie odpowiedzialny za organizację eventów i koncertów na rzecz twórców zrzeszonych w naszej Grupie Kapitałowej oraz oferowanie usług zewnętrznym klientom.

Spółka została powołana 11 kwietnia 2024 r., a na jej czele stoi Karol „Friz” Wiśniewski – pomysłodawca i główny akcjonariusz EKIPA Holding, która posiada w nowej spółce 100% udziałów.

– W ostatnim czasie bardzo rozwijamy się w branży eventowej. Za nami 2 duże trasy koncertowe Genzie i wiele koncertów innych twórców. Nowa spółka powstała aby zaopiekować ten obszar naszej działalności i nadać mu odpowiednich struktur i sprofesjonalizować działania. Jednym z pierwszych wielkich wydarzeń, jakie szykujemy w nowej spółce, jest EKIPA Festiwal, który odbędzie się już 16 czerwca w TAURON Arena Kraków. To niepowtarzalna okazja, by uczestniczyć w koncertach wszystkich naszych gwiazd. Na jednej scenie wystąpią: Genzie, Wersow, Mortal i 3 Króli. A koncerty to tylko jedna z licznych atrakcji jakie przygotowaliśmy. – mówi Karol „Friz” Wiśniewski prezes nowo powołanej spółki EKIPA Events.

EKIPA Festiwal odbędzie się 16 czerwca w krakowskiej TAURON Arenie. Poza występami influencerów w trakcie wydarzenia czekać będą na uczestników liczne atrakcje, takie jak spotkania Meet&Greet z artystami, specjalne strefy tematyczne, stoiska ze specjalnym merchem oraz sety DJ-skie, które dodadzą energii całej imprezie.

EKIPA Events wychodzi naprzeciw oczekiwaniom najbardziej wymagających fanów rozrywki. Nowa  spółka łączy kreatywność, profesjonalizm i pasję do tworzenia niezapomnianych doświadczeń. Skupi się nie tylko na organizacji koncertów dla twórców działających w ramach EKIPA Management, ale także oferuje swoje usługi dla szerokiej gamy twórców i firm, pragnących wnieść coś wyjątkowego do swoich wydarzeń.

EURUSD nurkuje i przełamuje poziom 1,07

Wczorajsza sesja na Wall Street przyniosła znaczne wzrosty technologicznego indeksu Nasdaq Composite, który zyskał 1,7 proc. Dzień na plusie zakończył również SP500. Z kolei notowania Dow Jones kształtowały się płasko. Krzywa rentowności amerykańskich obligacji skarbowych stała się bardziej stroma do czego przyczyniła się zwyżka na długim jej końcu. Kolejni przedstawiciele Fed opowiedzieli się za ostrożnym i cierpliwym podejściem do obniżek stóp procentowych w tym roku. Złoto wyznaczyło nowy rekord podczas gdy dolar lekko zyskał. Notowania EUR/USD wyznaczyły nowy lokalny dołek na 1,07. EBC pozostawił stopy procentowe bez zmian.

Wczoraj miała miejsce kolejna decyzja Europejskiego Banku Centralnego w sprawie stóp procentowych. Pozostały one bez zmian. Refinansowa wciąż wynosi 4,5 proc. a depozytowa 4 proc. Prezeska Christine Lagarde zakomunikowała, że instytucja pozostanie zależna od danych i nie zobowiązuje się z góry do określonej ścieżki stóp proc. W pewnym stopniu została zasygnalizowana obniżka w czerwcu. Cześć Rady Prezesów popiera łagodzenie warunków monetarnych już teraz, jednak zdecydowana większość chce poczekać na kolejne publikacje makro, które rozświetlą obraz obecnej sytuacji.

Z oświadczenia można było wyczytać, że bank zauważa, że większość miar inflacji bazowej łagodnieje, wzrost płac stopniowo spowalnia a firmy absorbują część wzrostu kosztów pracy w swoich marżach. Ważnym komunikatem był ten, który sugeruje, że jest możliwe zmniejszenie restrykcyjności polityki pieniężnej pod warunkiem, że zaktualizowana ocena Rady Prezesów dotycząca perspektyw inflacji oraz siły transmisji polityki monetarnej jeszcze bardziej zwiększy jej przekonanie, że miary dynamiki wzrostu cen zbliżają się do celu w sposób trwały. Można to zdanie uznać jako zapowiedź czerwcowej zmiany.

Euro na koniec dnia straciło a kurs głównej pary walutowej obniżył się do okrągłego poziomu 1,0700 a dziś rano ten poziom jest przełamywany. Nastawienie EBC oraz Fed-u coraz mocniej zaczyna się różnić, Europejski Bank Centralny staje się bardziej „gołębi”, Rezerwa Federalna ma coraz więcej argumentów za tym by być wciąż mocno restrykcyjną instytucją. W ostatnim czasie dywergencja ta pogłębiła się co jest uwidocznione w niższych poziomach głównej pary walutowej.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Dynamika wzrostu cen hamuje kolejny miesiąc z rzędu. W marcu codzienne zakupy w sklepach zdrożały o 2,1% rdr

Dynamika jednocyfrowego wzrostu cen hamuje kolejny miesiąc z rzędu. W marcu codzienne zakupy w sklepach zdrożały o 2,1% rdr. Tym razem na 17 analizowanych kategorii już tylko jedna zaliczyła dwucyfrową podwyżkę. Poza tym 7 grup towarów wykazało jednocyfrowy wzrost i aż 9 segmentów było na minusie. Rok do roku najbardziej poszły w górę ceny dodatków spożywczych, bo o 15,4%. W czołówce drożyzny widać też chemię gospodarczą z podwyżką rdr. na poziomie 9,7%, słodycze i desery – 9,6%, napoje bezalkoholowe – 9,1%, a także środki higieny osobistej – 4,8% rdr. Z kolei największy spadek zaliczyły tłuszcze – o 22,1% rdr. Pozostałe ujemne wyniki wynoszą od 0,2% do 6,6% rdr. Jednak, mimo ww. wyników, autorzy raportu obawiają się, że już niedługo ta tendencja się odwróci, m.in. z powodu wygaśnięcia zerowego VAT-u na żywność i przyszłego odmrożenia cen energii. Do tego dojdzie też zwrot w walce na ceny wśród dyskontów.

Według cyklicznie wydawanego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetów WSB Merito, w marcu br. codzienne zakupy średnio zdrożały o 2,1% rdr. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 75 tys. cen detalicznych z ponad 34,7 tys. sklepów należących do 55 sieci handlowych. Dla porównania, w lutym poszły w górę rok do roku o 3,9%, a w styczniu – o 4,8%.

– Dynamika wzrostu cen w sklepach detalicznych wyraźnie hamuje. Ta tendencja jest widoczna niemal w całej Unii Europejskiej. Należy jednak zachować umiarkowany optymizm, m.in. ze względu na wygaśnięcie zerowego VAT-u na żywność. Choć niektóre sieci handlowe deklarowały, że nie podniosą cen o wartość ww. podatku, to jednak uważam, iż można spodziewać się wzrostu dynamiki podwyżek. Kolejnym czynnikiem proinflacyjnym będzie zapowiadane odmrożenie cen energii w Polsce w drugiej połowie roku – komentuje dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito.

Z kolei dr Joanna Wieprow z Uniwersytetu WSB Merito zauważa, że w marcu sieci handlowe wprowadziły wiele promocji w związku z okresem przedświątecznym. – W tak gorącym sezonie w handlu sklepy starały się przyciągnąć do siebie klientów i zachować konkurencyjność na rynku. Tempo wzrostu cen wprawdzie wyhamowuje, ale produkty nadal drożeją – podkreśla dr Wieprow.

Jak informują analitycy z UCE RESEARCH, sytuacja może też odwrócić się przez to, że ostatnio mocno walczące ze sobą dyskonty będą musiały trochę sobie odpuścić, bo dużymi krokami zbliża się czas na rewizję działań. W niektórych przypadkach ceny będą musiały wzrosnąć. Szczególnie dotknie to tych towarów, na które na początku kwietnia został odmrożony VAT. Eksperci dodają, że takie wyniki jak w marcu mogą się nie powtórzyć. Wówczas na 17 analizowanych kategorii tylko jedna zaliczyła dwucyfrową podwyżkę rdr. Miesiąc wcześniej dotyczyło to 2 segmentów. Ostatnio 7 grup towarów wykazało rdr. jednocyfrowy wzrost, a w lutym – 10. Natomiast w marcu aż 9 kategorii rdr. było na minusie. Poprzednio było ich 5.

– Te wyniki mają bezpośredni związek ze spadkowym trendem inflacji i stabilizacją czynników, które wcześniej powodowały duże podwyżki. Oczywiście niektóre grupy towarów nadal będą drożały, ale ostrożnie można założyć, że czas dwucyfrowych podwyżek w większości kategorii jest już za nami – mówi dr Agnieszka Gawlik.

Zdaniem dr Wieprow, spadek liczby kategorii drożejących dwucyfrowo sugeruje ogólną tendencję do zmniejszenia tempa podwyżek cen. Może to wynikać z takich czynników, jak konkurencja między sprzedawcami, zmiany preferencji konsumentów czy też sezonowe promocje. – Ceny w sklepach w pierwszym półroczu tego roku nadal będą rosły, ale prawdopodobnie wolniej niż w poprzednim roku. I głównie będą to jednocyfrowe wzrosty – dodaje ekspertka.

W marcu na froncie drożyzny po raz kolejny znalazły się dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy) – tym razem ze wzrostem o 15,4% rdr. W lutym zdrożały o 12,1% rdr. – Dodatki spożywcze ponownie zanotowały dwucyfrowy wzrost cen z powodu sezonowych czynników, w tym zwiększonego zapotrzebowania na tego typu produkty przed świętami – uważa dr Joanna Wieprow.

Drugie miejsce w zestawieniu zajęła chemia gospodarcza, która zdrożała średnio o 9,7% rdr. W lutym zanotowała 9,4% rdr. na plusie. – Dynamika wzrostu cen w tej kategorii utrzymuje się na stabilnym poziomie. Tego typu produkty drożeją szybciej, niż wynikałoby to z ogólnego poziomu inflacji. W dużej mierze jest to spowodowane rosnącymi kosztami surowców i energii – wyjaśnia dr Gawlik.

W TOP3 są też słodycze i desery ze wzrostem o 9,6% rdr. Poprzednio ich ceny poszły w górę o 10,5% rdr. – Rekordowo drożejące kakao sprawia, że ta kategoria jest czołówce drożyzny. Cena tony ww. surowca poszybowała w marcu do ponad 8 tys. GPB. Przyczyną tego były obawy o produkcję w krajach Afryki Zachodniej, będących głównymi światowymi dostawcami kakao – tłumaczy dr Gawlik.

Czwarte w rankingu są napoje bezalkoholowe ze średnią podwyżką o 9,1% rdr. Miesiąc wcześniej zdrożały o 8,7% rdr. – Wzrost cen tych artykułów był wynikiem podwyższenia kosztów produkcji, składników i opakowań. Znaczenie mogły mieć też zmiany w polityce cenowej producentów, a także sezonowe czynniki, takie jak zwiększony popyt przed świętami – wylicza dr Joanna Wieprow.

Zestawienie TOP5 zamykają ponownie środki higieny osobistej ze wzrostem o 4,8% rdr. Poprzednio podrożały o 8,4% rdr. Dalej w rankingu widać art. dla dzieci ze średnią podwyżką rdr. w wysokości 4,2%, pieczywo – 3,9%, a także używki (herbata, kawa, piwo, wódka) – 3,4%.

– W okresie świątecznym konsumenci częściej sięgają po kawę, herbatę i alkohol, co mogło prowadzić do wzrostu cen tych produktów przed Wielkanocą. Jeżeli chodzi o kawę, to trzeba pamiętać, że obecnie jej cena na rynkach światowych jest najwyższa od dekady. Odpowiedzialne są za to niesprzyjające warunki pogodowe i niskie zbiory – informuje dr Gawlik.

Reszta obserwowanych kategorii jest na minusie. Największy spadek po raz kolejny dot. art. tłuszczowych, tj. o 22,1% rdr. – Po pierwsze, światowe ceny rzepaku wykazują tendencję spadkową. To istotne, bo olej rzepakowy stanowi znaczną część produktów oleistych w Polsce. Po drugie, to była najbardziej drożejąca kategoria produktów w ub.r. Po trzecie, tłuszcze, a zwłaszcza masło i olej, są chętnie wykorzystywane w akcjach promocyjnych, bo mocno przyciągają uwagę konsumentów. Obniżki ich cen są więc elementem walki konkurencyjnej – stwierdza dr Agnieszka Gawlik.

Z kolei produkty sypkie staniały o 6,6% rdr. – Jest to rezultatem tendencji na światowych giełdach. Kluczowe było obniżenie cen zbóż. Przyszłe kierunki cen będą zależne od ewentualnych zmian w polityce dotyczącej importu zbóż na rynek Unii Europejskiej z Ukrainy – przewiduje dr Wieprow.

Niewielki ujemny wynik zanotowały też warzywa – 3,1% rdr. Nabiał potaniał o 2,4% rdr. Na lekkim minusie rdr. znalazły się również takie kategorie, jak owoce – 2,1%, karmy dla zwierząt – 1,5%, wędliny – 0,8%, mięso – 0,7%, a także ryby – 0,2%. – Zmiany cen warzyw i owoców są wynikiem dostępności surowców, warunków pogodowych, polityki handlowej i sezonowości. Wkrótce pojawią się na rynku krajowe art. z tych kategorii. Na początku, jak co roku, będą drogie, ale w kolejnych tygodniach zaczną systematycznie tanieć – podsumowuje dr Agnieszka Gawlik.

Metodologia

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uniwersytetu WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z marca 2024 r. i analogicznego okresu z 2023 r. Dotyczyło to 17 kategorii i blisko 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 75 tys. cen detalicznych z ponad 34,7 tys. sklepów należących do 55 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

HoReCa – gastronomia z problemami, a hotele w lepszej kondycji

Blisko 13,6 tys. obiektów noclegowych, restauracji i firm cateringowych w Polsce ma przeterminowane zaległości finansowe na ponad 352 mln zł. Co 8. restauracja jest wpisana do Krajowego Rejestru Długów. To krajobraz branży HoReCa po pandemii – oceniają eksperci i KRD zalecają kontrahentom przedsiębiorców z tej branży ostrożność w wystawianiu faktur z odroczonym terminem płatności.

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej, od 2020 do końca 2023 roku, z powodu pandemii COVID-19, a także w jej następstwie, upadłość ogłosiło 159, a restrukturyzację 391 przedsiębiorstw z tego sektora. Te, które funkcjonują do dziś, też borykają się z problemem utrzymania rentowności na skutek rosnących kosztów działalności, wynagrodzeń, opłat za media i czynsze.

– Przykład branży HoReCa pokazuje, że nie można jeszcze ostatecznie zamknąć rozdziału zwanego pandemią. Tuż przed jej wybuchem rynek ten rósł dynamicznie 7 procent rok do roku. Po 2021 roku wartość rynku spadła o 30 proc., a z branży odeszło 200 tysięcy osób. O ile jednak w pandemii głównym problemem firm były lockdowny i obostrzenia, które ograniczały ich funkcjonowanie, o tyle dziś są to przede wszystkim: wysoka inflacja, drogie kredyty i rosnące koszty prowadzenia działalności. To główne przyczyny tego, że firmy wciąż nie wychodzą z zadłużenia – komentuje Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Zadłużenie branży HoReCa, według danych KRD, wynosi ponad 352 mln zł. Większość tej sumy, bo 84 proc., przypada na gastronomię (restauracje, kawiarnie, puby, firmy cateringowe etc.). Resztę, czyli 16 proc., stanowią długi obiektów noclegowych (hoteli, hosteli, pensjonatów). Średnie zadłużenie jednej firmy wynosi 26 tys. zł.

Sektor jednak liczy na rychłą poprawę swojej sytuacji finansowej. Oczekuje wprowadzenia jednolitej 5-procentowej stawki VAT na usługi gastronomiczne i proponuje, by zaczęła ona obowiązywać już od 1 lipca br. Kolejnym zastrzykiem finansowym, który tym razem ma postawić na nogi firmy najbardziej dotknięte przez pandemię, jest wsparcie MŚP ze środków KPO m.in. dla branży HoReCa. Będą się mogły o nie ubiegać aktualnie działające przedsiębiorstwa, które doświadczyły spadku obrotów w latach 2020 lub 2021, w wysokości co najmniej 20 proc. liczonych rok do roku.

Co 8. restauracja wpisana do KRD, hotele bardziej rzetelne

Większa część długów branży HoReCa – 295 mln zł – przypada na firmy prowadzące działalność związaną z wyżywieniem. Według danych wywiadowni Dun & Bradstreet Poland na polskim rynku może działać 93,4 tys. punktów gastronomicznych. Z 13,6 tys. dłużników HoReCa 11,9 tys. stanowią właśnie takie placówki. Oznacza to, że co 8. restauracja jest wpisana do KRD.

Nieco lepiej wygląda sytuacja w firmach prowadzących działalność związaną z zakwaterowaniem. Zadłużonych hoteli i miejsc noclegowych jest w rejestrze 1733. Ich łączny dług wynosi 57,3 mln zł.

– Z naszej Analizy wiarygodności płatniczej, której poddaliśmy wszystkie firmy działające w tej branży, wynika że tylko ok. 80 procent można traktować jako wiarygodne. Do reszty należy podchodzić z rezerwą, a 10 procent to firmy o tak niskim poziomie wiarygodności, że wystawianie im faktur z odroczonym terminem płatności jest obarczone bardzo dużym ryzykiem. Niepokojące jest to, że w ciągu ostatnich 12 miesięcy zmniejszył się odsetek tych firm, które zasługiwały na najwyższą wiarygodność, a powiększył tych, które należy traktować z dużą ostrożnością. Przy czym w gastronomi te wskaźniki są gorsze niż w zakwaterowaniu – informuje Adam Łącki.

Na podstawie Analizy wiarygodności płatniczej Krajowy Rejestr Długów szacuje wysokość limitu kupieckiego, czyli rekomendowanej wartości sprzedaży z odroczonym terminem płatności dla przedsiębiorstw z danej branży. Gorszą kondycję gastronomii widać także w tym wskaźniku. O ile dla jednoosobowych działalności gospodarczych rekomendowany limit kupiecki w przypadku gastronomii wynosi niespełna 17 tys. zł, to w przypadku zakwaterowania już 18,2 tys. zł. Znacznie większą różnicę widać w przypadku spółek prawa handlowego – odpowiednio 89,6 tys. zł i 165,4 tys. zł.

HoReCa współpracuje na co dzień z wieloma dostawcami. Nieterminowe regulowanie faktur przez hotele czy restauracje może być zagrożeniem dla ich płynności finansowej. Dlatego zawsze warto sprawdzać takie firmy przed realizacją zamówienia oraz interesować się ich kondycją finansową także w trakcie długotrwałej współpracy – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Większość przeterminowanych zobowiązań finansowych HoReCa to długi wobec sektora finansowego. Bankom, firmom leasingowym, towarzystwom ubezpieczeniowym i funduszom sekurytyzacyjnym jest on winien 192 mln zł. Handel czeka na zwrot 37 mln zł, a dostawcy energii na 16 mln zł.

Księga rekordów zadłużenia

Wśród dłużników notowanych w KRD 63 proc. stanowią jednoosobowe działalności gospodarcze. Ich łączny dług to 200 mln zł. Spółki prawa handlowego, których w rejestrze jest 37 proc., są zadłużone na 148 mln zł.

Najwięcej dłużników działa w woj. mazowieckim (2,9 tys.), z czego 2 tys. w samej Warszawie. 1,5 tys. znajduje się w woj. śląskim, a 1,3 tys. w woj. dolnośląskim. Te regiony odznaczają się też najwyższym łącznym zadłużeniem (mazowieckie: 87,7 mln zł, śląskie: 43,5 mln zł, dolnośląskie: 36,2 mln zł).

Rekordzistką w zadłużeniu jest jednak restauracja z Wrocławia, winna ponad 4,2 mln zł wobec energetyki, branży spożywczej i firmy leasingowej. Najwyższe pojedyncze zobowiązanie – 2,5 mln zł – należy do firmy z województwa łódzkiego. Z kolei pewne przedsiębiorstwo z województwa lubelskiego ma na koncie rekordową liczbę 641 przeterminowanych zobowiązań finansowych na łączną kwotę ponad 341 tys. zł. Grono rekordzistów zamyka multidłużnik województwa świętokrzyskiego z największą w branży liczbą wierzycieli – 19 – którym winien jest łącznie 357 tys. zł.

Gen Z. Jakie jest pokolenie Zet w Polsce?

Roszczeniowi małolaci, którym nie chce się pracować, przyklejeni do smartfona i liczący się jedynie z opinią influencerów? O generacji Zet krąży wiele mitów. Co jest jednak najważniejsze dla osób urodzonych w latach 1997-2012? Jacy powinni być ich zdaniem pracodawcy? Na co najczęściej wydają pieniądze? Czy gromadzą oszczędności i dbają o swoje zdrowie? Studenci Uniwersytetu SWPS na kierunku School of Ideas wspólnie z agencją digital marketingową They.pl, jako pierwsi w Polsce przygotowali raport o pokoleniu Z stworzony przez pokolenie Z.

O pokoleniu Zet krąży wiele stereotypów. Studenci Uniwersytetu SWPS wraz z agencją They.pl zaprojektowali i przeprowadzili projekt, którego wyniki obalają mity na temat tej generacji.

“Raport Gen Z o sobie i otaczającym ich świecie. Jakie są polskie Zetki?” jest podsumowaniem projektu o charakterze badawczym, zrealizowanego przez studentów II roku kierunku School of Ideas na Uniwersytecie SWPS. Projekt został przeprowadzony w ramach przedmiotu Antropologia w biznesie w partnerstwie  z agencją digital marketingową  They.pl. Efektem tej współpracy jest zbiór interesujących insightów o pokoleniu Z, które przygotowali sami jego przedstawiciele – co stanowi o unikatowości tego raportu. Komentarze ekspertów rzucają dodatkowe, ciekawe światło na wizerunek Gen Z ustalony w trakcie projektu – mówi dr Alina Landowska, opiekunka merytoryczna projektu z Uniwersytetu SWPS.

W badaniu studenci przyjrzeli się 8 kluczowym obszarom życia. Zetki pytały inne Zetki o sprawy związane ze zdrowiem, zakupami, przyszłością, podejściem do finansów, pracą, spędzaniem czasu wolnego, duchowością i ekologią.

– Zebraliśmy odpowiedzi od ponad 2 500 Zetek z całej Polski, pytaliśmy o 8 kluczowych obszarów, które wspólnie wybraliśmy. Interesowały nas sprawy związane ze zdrowiem, zakupami, przyszłością, podejściem do finansów, pracą, spędzaniem czasu wolnego, duchowością i ekologią. Wyniki były  zaskakujące, stały się powodem ożywionych dyskusji, a przede wszystkim – podważyły popularne mity na temat tego pokolenia. Stąd pojawiło się hasło autorstwa studentów – “insighty o generacji bez generalizacji”, które przyświecało nam podczas trwania projektu. Mamy nadzieję, że raport będzie pomocny dla osób, które chcą skutecznie prowadzić komunikację do Zetek, zarządzają zespołami złożonymi z przedstawicieli różnych pokoleń oraz zastanawiają się, jak wchodzące na rynek pracy pokolenie Zet może wpłynąć na środowisko biznesowe – mówi Adrianna Kubik, business director & board member, agencja digital marketingowa They.pl

Portfele Zetek

Skąd Zetki mają pieniądze “na życie”? Choć dla 58% badanych główne przychody to te pochodzące z pracy zarobkowej, to aż 72% wciąż otrzymuje środki finansowe od rodziny. Możliwość korzystania ze wsparcia rodziców niweluje stres związany z osobistą sytuacją finansową.

Dopóki studiuję, to wydaje mi się, że mogę liczyć na zaplecze finansowe od moich rodziców, ale potem postaram się być niezależna i polegać tylko na sobie – wskazała jedna z respondentek.

Młodzi ludzie chcą korzystać z życia, dlatego też często wydają pieniądze na rozrywkę, czyli na kulturę, spotkania towarzyskie czy subskrypcje. Aż 77% badanych wskazało, że najczęściej wydaje środki na ten cel. Choć młodzi troszczą się o swoje samopoczucie i odpoczynek, to jednocześnie dbają o swoje bezpieczeństwo finansowe. 57% badanych wskazało, że odkłada pieniądze budując poduszkę bezpieczeństwa lub na inne cele.

Idealna praca według Zetek

Tylko dla 18% badanych praca jest ważną sferą ich życia. Dla Zetek zdecydowanie ważniejszy jest samorozwój.

Przedstawiciele generacji Zet mają wobec pracodawców wysokie wymagania. Aż 93% badanych uważa, że w ogłoszeniach o pracę powinno być podane wynagrodzenie. Badani przed rozważeniem jakiejkolwiek oferty zatrudnienia chcą mieć pewność, że wybierają firmę oferującą zadowalającą ich płacę. Dla Zetek bardzo ważne jest również, aby pracodawcy dbali o zdrowie psychiczne swoich pracowników. Jest to kluczowe wymaganie dla 94% respondentów.

Dla młodych ludzi praca w korporacji nie jest marzeniem. Tylko dla 7% badanych etat w dużej, międzynarodowej firmie jest najbardziej pożądaną formą zatrudnienia. Zdecydowanie więcej osób chce założyć własną firmę lub prowadzić jednoosobową działalność gospodarczą (43%).

Zakupy tylko online?

Zetki robią zakupy tylko w sieci? Nic bardziej mylnego. Tylko 17% badanych wskazało, że kupuje online. W odpowiedziach dominuje mieszany sposób robienia zakupów, czyli stacjonarnie i w sieci (38%). Młodzi chętnie zaglądają do second-handów (56%) i sieciówek (75%).

Gen Z, dokonując zakupów, sugerują się opiniami w internecie. Tylko 3% z nich deklaruje, że influencerzy mają wpływ na ich decyzje zakupowe. Najważniejsze są dla nich rekomendacje przyjaciół, znajomych i rodziny wyjaśnia studentka Uniwersytetu SWPS, Mirella Murawska.

Zetki są wrażliwe na greenwashing. Świadome wybory, odpowiedzialna moda i hasła takie jak „fair trade” czy „conscious shopping” nie są im obce. Ankietowani zapytani o czynniki, które mają na nich największy wpływ podczas wybierania kupowanych produktów udowodnili, że liczą się dla nich nie tylko polecenia znajomych czy posiadanie tego, co znane, lecz także kwestie związane z odpowiedzialnością społeczną, ekologią czy lokalnością (72% odpowiedzi). Na wybory zakupowe 22% Zetek ma wpływ fakt, czy marka jest odpowiedzialna społecznie, dla 27% z nich – to, czy marka produkuje w Polsce, a dla 23% – to, czy marka jest ekologiczna lub działa zgodnie z zasadą fair trade.

Czy Zetki dbają o zdrowie?

Dla 68% Zetek wartością nadrzędną jest troska o własne zdrowie. Jednocześnie aż 52% ankietowanych przyznaje, iż nie korzysta systematycznie z usług lekarzy ani nie poddaje się regularnym badaniom. Koresponduje to z danymi dotyczącymi ogółu polskiego społeczeństwa, które wciąż pozostaje na niskim poziomie świadomości w kwestii profilaktyki zdrowotnej.

Projekt badawczy “Gen Z o sobie i otaczającym ich świecie: Insighty o generacji bez generalizacji” został zrealizowany wśród 2554 osób z pokolenia Zet w Polsce. Badanie ilościowe zostało uzupełnione wywiadami jakościowymi. Dane zostały zebrane w okresie od marca do czerwca 2023 roku. W projekcie zastosowaliśmy metodę kuli śnieżnej. Zainteresowanie wśród Gen Z przerosło nasze oczekiwania.

Pełny raport dostępny jest: https://www.they.pl/polskiezetki/

Zmiany w Zarządzie ORLEN S.A. – Ireneusz Fąfara nowym Prezesem

Rada Nadzorcza ORLEN S.A. powołała w dniu 10 kwietnia 2024 roku Pana Ireneusza Fąfarę na funkcję Prezesa Zarządu ORLEN S.A. z dniem 11 kwietnia 2024 roku.

Jednocześnie Rada Nadzorcza ORLEN S.A. powierzyła obowiązki Pierwszego Wiceprezesa Zarządu ds. Korporacyjnych Panu Witoldowi Literackiemu z dniem 11 kwietnia 2024 roku, a także odwołała Członka Rady Nadzorczej Pana Ireneusza Sitarskiego z czasowego delegowania do wykonywania czynności Członka Zarządu ORLEN S.A.

Rada Nadzorcza ORLEN S.A. będzie kontynuować posiedzenie w dniu 16 kwietnia 2024 roku.

W imieniu Rady Nadzorczej:

Wojciech Popiołek
Przewodniczący Rady Nadzorczej ORLEN S.A.

Michał Gajdus
Wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej i Przewodniczący Komitetu ds. Nominacji i Wynagrodzeń Rady Nadzorczej ORLEN S.A.

Ireneusz Fąfara

Ekspert doskonale znający sektor paliwowy i wyzwania związane z transformacją energetyki. Praktyk zarządzania dużymi organizacjami i wielomiliardowymi projektami.

W latach 2010 – 2017 związany z Grupą ORLEN. Jako Prezes Zarządu ORLEN Lietuva zreformował i doprowadził do zyskowności rafinerię w Możejkach. Wypracował porozumienia i zakończył wieloletnie spory związane z logistyką. Znacząco zwiększył sprzedaż ORLEN Lietuva na rynkach eksportowych. Posiada wiedzę o specyfice Grupy ORLEN i zachodzących w niej procesach.

Od końca lat dziewięćdziesiątych sprawował najwyższe funkcje menedżerskie w dużych spółkach publicznych i prywatnych.

Członek rad nadzorczych Rockbridge TFI (2018 – 2024, złożył rezygnację w dniu powołania na Prezesa Zarządu ORLEN S.A.), PKO BP (2009 – 2010), LOTOS (2009 – 2010), Korporacja Ubezpieczeń Kredytów Eksportowych (2007 – 2009), Kompania Węglowa (2003 – 2005), Narodowy Fundusz Zdrowia (2005 -2008), Agencji Rynku Energii (1997 – 1998).
Prezes Zarządu Banku Gospodarstwa Krajowego (2007 – 2009) oraz Wiceprezes Zarządu Zakładu Ubezpieczeń Społecznych (1998 – 2007). Absolwent Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie.

Witold Literacki

Pan Witold Literacki jest absolwentem Uniwersytetu Śląskiego, Wydział Nauk Społecznych, który ukończył w 1994 roku oraz MBA w Lubelskiej Szkole Biznesu przy współpracy z University of Central Lancashire w Wielkiej Brytanii w 2006 roku. Ekspert w dziedzinie finansów i podatków. Od wielu lat związany zawodowo z branżą paliwowo-energetyczną. Doświadczenie menadżerskie zdobywał zarówno w firmach zagranicznych, jak i polskich, w tym w PKN ORLEN.

W latach 2022 – 2023 pełnił funkcję dyrektora finansowego w PERN SA. Wcześniej w latach 2020-2022 był zatrudniony jako dyrektor finansowy w Warszawskich Zakładach Mechanicznych PZL- WZM w Warszawie SA. W latach 2008- 2020 był dyrektorem biura podatków w PKN ORLEN SA. W latach 2007 – 2008 – manager ds. podatkowych w RWS Stoen SA. W latach 1999-2007- senior manager ds. kontroli podatkowej w Carrefour Polska Sp. z o.o. W latach 1997 – 1999 zatrudniony był jako konsultant w firmie Arthur Andersen Sp. z o.o. Od 1991 do 1997 był inspektorem w dziale kontroli podatkowych Urzędu Skarbowego w Zabrzu.

Cięcia stóp w strefie euro nadchodzą wielkimi krokami

Prezeska Christine Lagarde w marcu starała się zasygnalizować, że do obniżki stóp procentowych dojdzie prawdopodobnie w czerwcu, nie będąc przy tym zbytnio bezpośrednią. Podczas kwietniowego posiedzenia Rady Prezesów komunikat ten może zostać wzmocniony. Czas się przygotować – cięcia nadchodzą wielkimi krokami.

Marcowe posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego nie wywołało zbytniego zamieszania. Bank zrewidował w dół swoje projekcje inflacji na lata 2024 i 2025 oraz wprowadził niewielkie korekty prognoz wzrostu. Ton prezeski Lagarde był dość niejednoznaczny – potwierdziła postępy w walce z inflacją, powtórzyła jednak przy tym, że bank „nie jest jeszcze we właściwym miejscu”. Podkreśliła również wagę rynku pracy dla oceny sytuacji przez EBC.

Z rynkowego punktu widzenia najistotniejszą częścią jej komentarza była niewątpliwie sugestia, że kwiecień przyniesie niewiele nowych odczytów i istnieje „szeroka zgoda”, że bank będzie wiedział „znacznie więcej” w czerwcu. Zarówno dla nas, jak i dla rynków była to wyraźna wskazówka, że czerwcowe posiedzenie rozważane jest jako termin pierwszej obniżki stóp procentowych. Ostatnie komentarze decydentów i minutki z marcowego posiedzenia potwierdzają ten pogląd.

W swoim przemówieniu dwa tygodnie później Lagarde powtórzyła te uwagi, podkreślając, że w czerwcu bank będzie miał więcej danych i nowe prognozy. Główny ekonomista EBC Philip Lane zasygnalizował pod koniec marca, że decydenci są przekonani, że spowolnienie tempa wzrostu płac jest na dobrej drodze.

Kilka dni później Piero Cipollone, inny członek Rady, również brzmiał nieco gołębio. Oświadczył, że decydenci powinni być gotowi do szybkiego odwrócenia swojej restrykcyjnej polityki monetarnej, jeśli odczyty będą potwierdzały scenariusz nakreślony w marcowych projekcjach.

W ubiegłym tygodniu głos zabrał Pablo Hernandez de Cos, kolejny z decydentów, który stwierdził, że pierwsze cięcie w czerwcu to w jego opinii „scenariusz centralny”. Opublikowane w czwartek minutki z marcowego posiedzenia EBC potwierdziły, że pogląd ten jest bliski Radzie Prezesów. Zauważają oni, że „argumenty za rozważeniem cięć stóp procentowych nabrały siły”, a przed czerwcowym posiedzeniem dostępne będzie więcej informacji, szczególnie dotyczących płac.

Dane z bloku wydają się sugerować, że nadchodzi czas, by EBC zmienił poziom stóp procentowych. Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej uległy w ostatnim czasie poprawie, chociaż wciąż wskazują na niewiele ponad stagnację. Jednocześnie na dobrej drodze jest walka z inflacją – w marcu obie jej miary spadły silniej, niż oczekiwano. Główna miara spadła do 2,4%, bazowa zaś do najniższego od ponad dwóch lat poziomu 2,9%. Wszystko zaczyna się układać.Inflacja w strefie euro

EBC zdecydowanie kładzie podwaliny pod pierwszą obniżkę stóp procentowych w czerwcu. Kwietniowe posiedzenie będzie naszym zdaniem jedynie punktem do odhaczenia – formalną koniecznością i ćwiczeniem z retoryki dla prezeski Lagarde. Rynki podzielają ów pogląd, wyceniając prawdopodobieństwo cięcia w tym miesiącu na poniżej 10%. Uważamy, że Lagarde powinna zasygnalizować, że na posiedzeniu w tym miesiącu rozpoczęły się pierwsze dyskusje o obniżkach stóp, jednak podczas gdy rośnie przekonanie o powrocie inflacji do celu, EBC potrzebuje większej pewności, którą może dać publikacja wspomnianych podczas ostatniego posiedzenia danych.

Jako że rynki swap niemal w pełni wyceniają cięcie o 25 pb. w czerwcu, stopień jednoznaczności w komunikatach banku dotyczących tego posiedzenia może zostać zinterpretowany jako mający znaczenie dla zebrań w drugiej połowie roku. Podejrzewamy, że Lagarde nie zająknie się o tempie obniżek stóp procentowych, a zamiast tego prawdopodobnie ponownie podkreśli zależność od danych.

Uważamy, że celem czwartkowego posiedzenia będzie przede wszystkim przykucie uwagi rynku do prawdopodobieństwa cięcia w czerwcu bez dzielenia się klarownym forward guidance dotyczącym możliwego tempa dalszego rozluźniania polityki. Jeśli jednak retoryka będzie odbiegać od przewidywań i widoczne w niej będzie coś więcej niż oczekiwany przez rynki umiarkowanie gołębi ton, może to wywołać zmienność na parze EUR/USD. Do szczególnie silnego ruchu głównej pary może dojść, jeśli EBC przekaże jakiekolwiek wskazówki dotyczące tempa dalszych cięć stóp procentowych.

Obecnie rynki wyceniają ok. 90 pb. obniżek stóp procentowych w 2024 r., co odpowiada trzem-czterem ruchom w dół. Jest to naszym zdaniem realistyczne. Podtrzymujemy nasz pogląd, że argumenty za normalizacją polityki monetarnej w strefie euro są silniejsze niż w przypadku USA i Wielkiej Brytanii. Jeśli dezinflacja będzie dalej trwała, możemy spodziewać się w tym roku pewnej normalizacji polityki w strefie euro.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (11.03) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autorzy: Roman Ziruk, Matthew Ryan, CFA – analitycy Ebury

Kryzys w branży TSL. Firmy planują zwolnienia

Jak wynika z badania ManpowerGroup co trzecia firma z sektora logistyczno-transportowego planuje zwolnienia pracowników w drugim kwartale tego roku. – Sytuacja jest poważna i potrzeba zdecydowanych oraz konkretnych rozwiązań – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

  • Polska branża TSL traci zdolność do konkurowania z dużymi podmiotami z innych państw europejskich – wynika z raportu „Branża TSL w obliczu automatyzacji i wojny” opublikowanego przez Polski Instytut Ekonomiczny;
  • Nasz kraj zaczyna przegrywać wyścig z sąsiadami o bycie strategicznym hubem przeładunkowym;
  • Branża TSL powinna szukać nie tylko oszczędności, ale też stawiać na nowoczesne rozwiązania biznesowe.

Jak wynika z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektywy Zatrudnienia” od kwietnia do czerwca tego roku aż 34 proc. firm z branży TSL zapowiada konieczność redukcji zatrudnienia. Jak ocenili autorzy raportu „plany rekrutacyjne firm z branży transportu, logistyki & motoryzacji są zdecydowanie mniej optymistyczne niż dotychczas”.

Przed jakimi wyzwaniami stoi polska branża TSL?

  • niestabilna sytuacja geopolityczna;
  • trwająca już kilkanaście miesięcy stagnacja i nadal słabe perspektywy gospodarcze w dużej części krajów UE, szczególnie w największej w Europie gospodarce niemieckiej;
  • blokady granic i strajki doprowadziły do wyższych stawek w transporcie drogowym;
  • obawy o utratę płynności finansowej;
  • wzrost liczby windykacji firm z branży TSL;
  • zmiany przepisów wewnątrzunijnych oraz z państwami trzecimi, do których trzeba się dostosować;
  • zmiany w podejściu importerów europejskich, którzy zaczynają unikać Polski jako hubu przeładunkowego, zyskują porty w Koprze i Trieście.

– W sytuacji ciągłego kryzysu i możliwości utraty przez polską branżę TSL konkurencyjności na rynku europejskim państwo powinno pomyśleć nad systemowymi rozwiązaniami. Branża TSL to wciąż ważna gałąź polskiej gospodarki – mówi Joanna Porath, właścicielka agencji celnej AC Porath.

Branża TSL działa w warunkach kryzysu od czterech lat: począwszy od pandemii, poprzez wojnę na Ukrainie, po zakłócenia na Morzu Czerwonym.

– Niespokojna rzeczywistość stała się normą dla branży TSL, dlatego firmy powinny wykorzystywać te narzędzia biznesowe, które dają im elastyczność i oszczędności. Outsourcing procesów biznesowych pozwala w przypadku firm średnich i dużych na oszczędności kosztowe sięgające milionów złotych rocznie a poprawa cash-flow i uwolnienie środków finansowych na dalszy rozwój jest liczona w dziesiątkach milionów – mówi Dariusz Brzeziński, dyrektor zarządzający centrum BPO w Meritoros, który w ramach BPO Champions pomógł w skutecznej transformacji biznesowej jednemu z największych podmiotów w Polsce w sektorze TSL – Omida Group.

Inwestorzy indywidualni zwracają się ku Europie

  • Europejskie Novo-Nordisk, Repsol i Rheinmetall znalazły się pośród firm zyskujących popularność wśród inwestorów
  • Popularność tematu sztucznej inteligencji nadal przyciąga inwestorów do liderów rynku – Nvidii, Super Micro Computer i ARM
  • Mattel odnotował największy spadek liczby inwestorów w ujęciu kwartalnym (-21 proc.) – widać, że efekt filmu „Barbie” zaczyna słabnąć

Inwestorzy indywidualni coraz częściej szukają okazji na europejskich giełdach, jednocześnie trzymając się mocno liderów w dziedzinie sztucznej inteligencji i leków odchudzających, wynika z najnowszych kwartalnych danych giełdowych platformy inwestycyjno-handlowej eToro.

eToro przeanalizowało, które spółki odnotowały największą proporcjonalną zmianę popularności swoich akcji kwartał do kwartału (tabela 1), a także 10 najczęściej przetrzymywanych akcji na platformie (tabela 2).

Podczas gdy szczyt listy najczęściej posiadanych akcji pozostał niezmieniony, z Teslą, Amazonem i Apple na czele, w dalszej części rankingu sporo się zmieniło za sprawą NVIDIA. Lider rynku sztucznej inteligencji wspiął się z 7. na 4. miejsce w pierwszym kwartale, ponieważ cena akcji firmy kontynuowała niespotykane wzrosty, obecnie o ponad 230 proc. w ciągu ostatniego roku.

Dane pokazują również, że globalni użytkownicy eToro widzą w 2024 roku większy potencjał w akcjach europejskich, w przededniu szeroko oczekiwanej rotacji rynku z USA i spółek technologicznych w kierunku Europy i rynków wschodzących. Europejskie firmy na liście obejmują producenta leków odchudzających Novo-Nordisk, hiszpańską firmę energetyczną Repsol i niemieckiego giganta przemysłu obronnego Rheinmetall, przy czym ta ostatnia odnotowała w 2024 roku bardzo wysoki 80-procentowy wzrost cen akcji, a to w związku ze wzrostem wydatków wojskowych w wyniku ponieważ wydatki wojskowe rosną z powodu trwającego konfliktu Ukraina-Rosja.

Użytkownicy eToro nie wykazują jednak oznak rezygnacji z manii dotyczącej AI. Akcje Super Micro Computer, ARM Holdings i Palo Alto związane ze sztuczną inteligencją znalazły się na liście największych wzrostów w pierwszym kwartale, a liczba inwestorów posiadających te akcje wzrosła odpowiednio o 290 proc., 52 proc. i 144 proc. Na liście znalazła się również MicroStrategy Incorporated.

Komentując dane, analityk eToro Paweł Majtkowski powiedział: Pewne tematy nadal dominują na rynkach i jest to dobrze odzwierciedlone w aktywności użytkowników eToro w ostatnim kwartale. Akcje spółek opartych na sztucznej inteligencji wciąż przyciągają bardzo wielu nowych inwestorów, którzy są nagradzani zyskami z powodu szybkiego wdrażania jej praktycznych zastosowań. AI to nie tylko hype, ale także duże realne zyski. Co widzimy, wielkimi fanami AI pozostają także polscy inwestorzy. Producenci leków odchudzających Eli Lily i Novo-Nordisk także utrzymują wysoką popularność za sprawą eksplozji popytu na ich produkty.

Podczas gdy polscy inwestorzy na platformie eToro w większości skupiają się na rynku amerykańskim, globalnie widzimy wzrost popytu na akcje europejskie i spodziewamy się, utrzymania się tego trendu w 2024 r. Uwaga globalnych inwestorów przenosi się na tańsze i bardziej wrażliwe na koniunkturę i stopy procentowe akcje europejskie. Inwestorzy indywidualni wyraźnie nie chcą przegapić nadchodzącej rotacji i dodają te spółki do swoich portfeli.

Na drugim końcu inwestycyjnego spektrum, użytkownicy eToro zdawali się tracić cierpliwość do chińskich akcji, z Prosus (-18 proc.), głównym udziałowcem chińskiej firmy technologicznej Tencent, i Gaotu Techedu (-17 proc.), które znalazły się na liście największych spadków. Kolejną spółką, która odnotowała znaczny spadek w ujęciu kwartalnym, był Mattel (-21 proc.), co wskazuje, że słabnie efekt wywołany wielkim sukcesem filmu “Barbie”. Cena akcji spółki spadła o 10 proc. w ciągu ostatnich sześciu miesięcy. W niektórych przypadkach, użytkownicy eToro postanowili realizować wypracowane zyski – Corbus Pharmaceuticals stracił 17 proc. posiadaczy po wzroście o 513 proc. od początku roku.

Paweł Majtkowski dodaje: Pomimo długo wyczekiwanego rajdu na rynkach wschodzących w 2024 r., chińskie akcje nadal wykazują słabość, dlatego niektórzy inwestorzy ograniczają swoje straty i dokonują relokacji aktywów. “Barbiemania”, która napędzała akcje Mattel, również zaczęła zanikać. Firma cieszyła się znacznym wzrostem cen akcji dzięki ogromnemu sukcesowi komercyjnemu filmu w zeszłym roku, ale ta dynamika nie utrzymała się, co wywołało reakcję inwestorów.

Tabela 1: Akcje odnotowały największy proporcjonalny wzrost i spadek liczby posiadaczy na platformie eToro kwartał do kwartału

Największe wzrosty liczby posiadaczy na eToro wśród inwestorów globalnie Największe spadki liczby posiadaczy na eToro wśród inwestorów globalnie
Ranking Firma Procentowy wzrost liczby posiadaczy QoQ Firma Procentowy spadek liczby posiadaczy QoQ
1 Super Micro Computer 290% Mattel Inc -21%
2 Palo Alto Networks 144% Liberty Media Corp -18%
3 MicroStrategy Incorporated 78% Net Lease Office Properties -18%
4 Repsol 68% Atlanta Braves Holdings -18%
5 Rheinmetall AG 61% Prosus -18%
6 Broadcom Inc 55% Corbus Pharmaceuticals Holding -17%
7 Fisker Inc 54% Phinia Inc -17%
8 ARM Holdings 52% Gaotu Techedu Inc. -17%
9 Novo Nordisk 50% Lithium Americas Argentina -16%
10 Eli Lilly & Co 48% Sandoz Group -15%

Źródło: eToro

Tabela 2: Akcje najczęściej posiadane przez globalnych użytkowników eToro i ich pozycja w ostatnich dwóch kwartałach

Firma Ranking na koniec Q1 2024 Ranking na koniec Q4 2023
Tesla Motors 1 1
Amazon.com 2 2
Apple 3 3
NVIDIA Corporation 4 7
Nio 5 4
Microsoft 6 5
Meta 7 6
Alibaba 8 8
Alphabet 9 9
PayPal Holdings 10 10

Źródło: eToro

Załamanie na akcjach PGE i Enei

Zarówno Enea jak i PGE notowane są ze znaczącym, wysokim dyskontem w stosunku do wartości księgowej. Częściowo z uwagi na wskaźniki zadłużenia, które mają przed sobą perspektywę dalszego wzrostu. Perspektywa alternatywy dla NABE, kierująca w stronę transformacji energetycznej może wywrzeć większą długotrwałą presję na biznes obu spółek w długim terminie, z naciskiem na PGE. Wydaje się, że w dużej mierze ruch ten możemy uzasadniać sporą niepewnością rynku odnośnie zmiany w kierunku OZE, co uderza w dotychczasowe filary biznesu.

Przy rosnących stratach i rekordowo wysokich stopach procentowych, trudno wyobrazić sobie źródło ‘taniego’ finansowania wielomiliardowych nakładów inwestycyjnych potrzebnych, by zastąpić węgiel, źródłami w pełni odnawialnymi. Jak dotąd wciąż mgliste prognozy ministerstwa dot. przypisania kopalń do elektrowni zwiększają niepewność rynku i sprawiają, że trudno oszacować przyszłą trajektorię rozwoju biznesu spółek energetycznych. Z reakcji rynku wynika, że ew. połączenie dostaw węgla z kopalń do elektrowni nie musi okazać się rozwiązaniem fundamentalnie poprawiającym kondycję finansową spółek.

Giełda z opóźnieniem zdaje się dyskontować potężną stratę PGE w IV kw. 2023 roku, która w wyniku odpisów wartości aktywów wyniosła 8 mld PLN (i ponad 5 mld PLN za cały rok 2023, wobec rekordowych ponad 3 mld PLN zysków w 2022 roku).

Być może w kuluarach pojawiły się pewne informacje, lub decyzje, o których dopiero się dowiemy. Reakcja rynku sugeruje jednak, że prawdopodobnie nie będą to wiadomości optymistyczne dla akcjonariuszy PGE.

Dzisiejsze spadki na Enei wyglądają dość niepokojąco przed wynikami, które poznamy 17 kwietnia, a przed którymi dokonano dość sensacyjnego pomniejszenia zysku netto o 2,34 mld PLN za 2023 rok. Dziś zachowanie cen akcji sugeruje, że nie musi to być koniec problemów; jeśli uznamy koncepcję ‘rynku prognostycznego’ za w tym przypadku adekwatną.

Nowe maszyny rolnicze w marcu z lekkim odbiciem, ale cały pierwszy kwartał 2024 dużo słabszy niż rok temu

813 zarejestrowanych nowych ciągników w marcu wobec 528 w lutym – takie odbicie „in plus” notuje Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR), przypominając jednocześnie, że drugi miesiąc tego roku okazał się pod tym względem najgorszy od 5 lat. Liczba rejestracji nowych przyczep prezentuje się zaś na stałym poziomie od września 2023 roku, natomiast dalszy wzrost w rejestracji tych dwóch podstawowych kategorii maszyn rolniczych miejsce ma na rynku wtórnym. Cały pierwszy kwartał tego roku dla nowych ciągników i przyczep wpisywał się w trend spadkowy, zaś, co stanowi już stałą tendencję, użytkownicy maszyn w coraz większym stopniu przerzucali się na ciągniki i przyczepy używane.

Q1 2024 to najgorszy wynik od Q12019 kiedy zarejestrowano 1678 nowych ciągników rolniczych.
Q1 2024 to najgorszy wynik od Q12019 kiedy zarejestrowano 1678 nowych ciągników rolniczych.

Sam trzeci miesiąc tego roku przyniósł pewną niespodziankę w rejestracji (a więc de facto sprzedaży) nowych ciągników. Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych (PIGMiUR) odnotowała aż 813 takich rejestracji, podczas gdy miesiąc wcześniej – 528, co stanowiło najgorszy pod tym względem wynik w ciągu ostatnich 5 lat. – To spore odbicie w stosunku do poprzedniego miesiąca, ale i tak jest to o 198 szt. mniej niż w marcu 2023 roku, kiedy to zanotowano 1011 rejestracji nowych ciągników – dowiedzieć się można ze sporządzonego przez PIGMiUR zestawienia, jakie co miesiąc powstaje na podstawie danych z CEPiK.

Nowe ciągniki rolnicze. Mimo marcowego odbicia „in plus”, trwa tendencja spadkowa

W ciągu całego pierwszego kwartału tego roku zarejestrowano takich maszyn 2037. To o 468 szt. mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Spadek rejestracji wynosi tu więc 18,7 proc.

– Do marcowego wyniku podchodzimy z nadzieją, ale ostrożną, bowiem tendencja w rejestracji nowych ciągników jest cały czas spadkowa. Szkoda, bo na ich zakup, polscy producenci rolni mają do dyspozycji m.in. dofinansowanie z Unii Europejskiej – deklaruje Wojciech Bury, prezes PIGMiUR. Przypomina jednocześnie, że aby otrzymać takie środki, potencjalny nabywca nowych maszyn musi jednak mieć wkład własny, a z tym jest coraz gorzej. – Na początku roku weszła w życie ustawa o pożyczkach lombardowych, która w znacznym stopniu ogranicza, a wręcz nawet uniemożliwia, pozyskanie go np. w formie bardzo popularnej tzw. pożyczki leasingowej – wskazuje Wojciech Bury.

Najpopularniejsze marki nowych ciągników i stała tendencja w rejestracji nowych przyczep

Najpopularniejszymi nowymi ciągnikami w minionym pierwszym kwartale są New Holland, który utrzymuje pozycję lidera i notuje w tym czasie 310 rejestracji (o 96 szt. mniej niż rok wcześniej), Kubota (283 szt., tylko o 2 mniej niż przed rokiem) i John Deere z 276 rejestracjami. Dalej są Deutz Fahr i Claas. Liderem w zakupie nowych ciągników jest Mazowieckie, a za nim Wielkopolskie i Łódzkie. – O ile w nowych ciągnikach obserwujemy odbicie, to przy drugiej podstawowej kategorii nowych maszyn czyli przyczep do czynienia mamy z postępującą już od września 2023 roku tendencją – zauważa prezes PIGMiUR. Według zebranych przez Izbę danych, w marcu zarejestrowano ich 384, wobec 392 miesiąc wcześniej. – Od ponad pół roku liczba ich rejestracji kształtuje się na poziomie 350-410. Marcowy wynik wpisuje się w ten trend – komentuje Wojciech Bury. Sięga do danych z analogicznego okresu 2023, kiedy to zarejestrowano 578. – Teraz zaś, w ciągu trzech pierwszych miesięcy br., zarejestrowano w sumie 1190 szt. nowych przyczep rolniczych, i jest to o 344 mniej niż przed rokiem. Spadek wynosi już więc 22,4 proc. – dodaje.

Spadek rejestracji nowych maszyn – wynikiem pogłębiających się pesymistycznych nastrojów na wsi

Z zestawienia PIGMiUR wynika, że najpopularniejszymi markami zarejestrowanych nowych przyczep okazały się po trzech miesiącach tego roku: Pronar z 292 sztukami, czyli

o 251 mniej niż rok wcześniej, co daje spadek o 46,2 proc. Udziały rynkowe tej marki

ponownie spadły i wynoszą już 24,5 proc. Rok temu udziały marki Pronar sytuowały się na poziomie 35,4 proc. Druga w zestawieniu jest marka Metal-Fach z 177 rejestracjami i udziałami 14,9 proc. Trzecia zaś – Metaltech, notuje 9,1 proc. udziałów rynkowych i 108 zarejestrowanych przyczep. Dalej plasują się m.in. Joskin i Meprozet.

– Spadek, który tu zauważamy, bez wątpienia związany jest z pogłębiającymi się pesymistycznymi nastrojami na wsi. Zdaniem bowiem wielu producentów rolnych, którzy stanowią podstawową grupę nabywców maszyn rolniczych, kryzys w branży, do jakiego doprowadziły w ubiegłym roku władze, cały czas pozostaje bez ostatecznego rozwiązania. Do tego dochodzą inne, obiektywne, przeszkody – np. wojna za naszą wschodnią granicą i spowodowane nią wahania cen płodów rolnych. To wszystko wstrzymuje potencjalnych nabywców nowych maszyn od podjęcia decyzji o inwestycjach w potrzebny im sprzęt. Dalsze utrzymywanie takiej sytuacji bez jej załatwienia spowoduje dalszy spadek rejestracji nowych przyczep czy ciągników – przewiduje Wojciech Bury.

Stały wzrost rejestracji maszyn „z drugiej ręki”. W ruch idą oszczędności.

Według niego, o ile na zakup nowych maszyn potrzebne są spore środki finansowe, a dziś zgromadzenie ich stanowić może ogromne wyzwanie – głównie przez ograniczone możliwości pożyczkowe czy konieczność zgromadzenia wielu dokumentów – to inwestycja w sprawny sprzęt, ale nieco już wysłużony, okazuje się dla wielu nabywców znacznie łatwiejsza. Do tego znajduje się w zasięgu ich bieżących możliwości finansowych.

– Tu w ruch idą oszczędności producentów rolnych, którzy dysponują jakąś gotówką i gotowi są ją zainwestować, zamiast czekać aż straci ona na wartości. Do tego sprzęt taki potrzebny jest im natychmiast, bo zwiększając swoją efektywność, ugruntowuje także ich konkurencyjność – twierdzi Wojciech Bury. Jak zaznacza, użytkownicy maszyn rolniczych chcą się rozwijać, ale zaopatrując się w nie na rynku wtórnym, inwestują ostrożnie i mają świadomość, że kilku lub nawet kilkunastoletnie ciągniki czy przyczepy wymagają częstszego serwisowania czy wymiany części. – Dlatego właśnie nasze dane pokazują każdego miesiąca tendencję, że rejestracja maszyn z „drugiej ręki” systematycznie rośnie – zwraca uwagę prezes PIGMiUR.

Izba, po trzech miesiącach br. notuje 7286 rejestracji używanych ciągników, a więc o 539 więcej niż w po trzech miesiącach 2023 roku. Wzrost wynosi tu zatem 8 proc.

Pierwsze miejsce należy w tym obszarze do marki John Deere z 17 proc. udziałami, której pojazdów „z drugiej ręki”  zarejestrowano w tym czasie 1235. Jest ona liderem w trzech kategoriach wiekowych: 3-5, 6-10 i 11-20 lat. W najstarszej kategorii, powyżej 20 lat liderem jest zaś Ursus. Nieco większy wzrost widoczny jest w rejestracji przyczep z rynku wtórnego. W porównaniu z analogicznym okresem rok temu, wynosi on ponad 10 procent.

W okresie styczeń-marzec br. roku zarejestrowano bowiem 1910 przyczep używanych. To o 175 szt. więcej niż przed rokiem.

Ruszają rekrutacje na redaktorów naczelnych w Polska Press Grupie

Polska Press Grupa poinformowała o rozpoczęciu otwartych rekrutacji na stanowiska redaktorów naczelnych portali i gazet należących do spółki.

W pierwszym etapie poszukiwani są redaktorzy naczelni portali internetowych i tytułów prasowych „Gazeta Wrocławska”, „Gazeta Lubuska”, „Dziennik Bałtycki”, „Głos Dziennik Pomorza”, „Głos Szczeciński”, „Głos Koszaliński”, „Gazeta Pomorska”, „Express Bydgoski”, „Nowości Dziennik Toruński”, „Głos Wielkopolski” oraz „Nowiny”.

W związku z dążeniem do utrzymania najwyższej jakości treści oraz dynamicznego rozwoju portali oraz tytułów prasowych należących do spółki Zarząd Polska Press Grupy podjął decyzję o rozpoczęciu procesów rekrutacyjnych na stanowiska redaktorów naczelnych. Kandydaci zainteresowani wzięciem udziału w rekrutacjach powinni mieć bogate doświadczenie zawodowe w branży dziennikarskiej, a także wykazać się umiejętnościami przywódczymi oraz kreatywnością w kierowaniu redakcjami. Miejscem pracy wybranych redaktorów naczelnych będą redakcje w Makroregionach Pomorze, Zachód, Wielkopolska, Kujawsko-Pomorskie oraz w Rzeszowie.

Rozpoczynamy proces poszukiwania redaktorów naczelnych w Polska Press, którzy nie tylko będą kształtować nasze media, ale również będą odzwierciedlać wartości, na których opiera się nasza firma, czyli rzetelność, różnorodność i zaangażowanie społeczne. Chcemy, by nasze media były znowu ważnymi graczami na regionalnych i lokalnych rynkachmówi Zenon Nowak, prezes Zarządu Polska Press Grupy.

W pierwszej kolejności poszukiwani są redaktorzy naczelni, którzy pokierują redakcjami „Gazety Wrocławskiej”, „Gazety Lubuskiej”, „Dziennika Bałtyckiego”, „Głosu Dziennika Pomorza”, „Głosu Szczecińskiego”, „Głosu Koszalińskiego”, „Gazety Pomorskiej”, „Expressu Bydgoskiego”, „Nowościami Dziennika Toruńskiego”, „Głosu Wielkopolskiego” oraz „Nowin”.

Osoby zainteresowane wzięciem udziału w rekrutacjach mogą przesyłać odpowiednie dokumenty za pośrednictwem strony https://polskapress.pl/kariera/oferty-pracy. Wymagane jest doświadczenie w pracy dziennikarskiej oraz zarządzaniu redakcjami.

Fotobudki 360 – od imprez korporacyjnych, integracji po kampanie marketingowe

Wprowadzenie fotobudki 360 do sfer biznesowych otwiera nowe możliwości w zakresie kreowania niezapomnianych doświadczeń zarówno dla klientów, jak i pracowników. W dzisiejszym świecie, gdzie wrażenia wizualne odgrywają kluczową rolę, tradycyjne fotografie ustępują miejsca dynamicznym i interaktywnym formom prezentacji. Fotobudka 360 przynosi nowy wymiar zabawy na imprezach korporacyjnych, umożliwiając tworzenie filmików, które nie tylko zachwycają estetyką, ale także angażują społeczność.

Rewolucja w fotografii biznesowej – Fotobudka 360 wkracza na salony

Fotobudka 360 wnosi rewolucję do tradycyjnej fotografii biznesowej, oferując zupełnie nowy sposób utrwalania wspomnień z różnego rodzaju wydarzeń. Zamiast ograniczać się do statycznych ujęć, fotobudka 360 pozwala na tworzenie dynamicznych nagrań wideo, które przenoszą uczestników wydarzenia w pełni wirtualne doświadczenie.

W przeciwieństwie do konwencjonalnych fotobudek, gdzie goście po prostu pozują do zdjęcia, fotobudka 360 zapewnia interaktywną platformę, na której uczestnicy mogą spontanicznie bawić się i eksperymentować z różnymi efektami wizualnymi. Dzięki obrotowemu ramieniu z zamontowaną kamerą, nagrania z fotobudki 360 prezentują wydarzenie z pełnej perspektywy 360 stopni, uchwytne z każdego kąta i zachowujące autentyczną atmosferę imprezy.

Dodatkowo możliwość korzystania z różnorodnych gadżetów, takich jak urządzenia do puszczania baniek mydlanych czy funkcje efektów specjalnych sprawiają, że każde nagranie z fotobudki 360 staje się unikalne i niepowtarzalne. Nie brakuje także możliwości eksperymentowania z efektami slow motion, które dodatkowo podkreślają radość i energię uczestników.

Fotobudka 360 nie tylko dokumentuje wydarzenia, ale także stwarza interaktywną przestrzeń, w której uczestnicy mogą wspólnie tworzyć niezapomniane chwile. To innowacyjne podejście do fotografii biznesowej, które podnosi jakość dokumentacji wydarzeń i angażuje uczestników w sposób dotąd niespotykany.

Zachwyć klientów i pracowników – Fotobudka 360 jako narzędzie brandingu

W dzisiejszych czasach, gdzie media społecznościowe stanowią nieodłączny element naszego życia, warto wykorzystać potencjał fotografii i filmu jako narzędzia do budowania marki. Fotobudka 360 wkracza tu na scenę jako innowacyjne rozwiązanie, które nie tylko zapewnia niezapomniane doznania podczas imprez, ale także doskonale sprawdza się jako skuteczne narzędzie marketingowe.

  1. Interaktywność i personalizacja – dzięki możliwości wyboru formatu oraz sposobu udostępnienia nagrań, fotobudka 360 umożliwia klientom i pracownikom pełną kontrolę nad sposobem, w jaki chcą udostępnić swoje nagrania. To personalizowane podejście zwiększa zaangażowanie i lojalność klientów wobec marki.
  2. Natychmiastowa dostępność w mediach społecznościowych – po wykonaniu nagrania, użytkownik może natychmiast udostępnić je na swoich profilach w mediach społecznościowych, dzięki czemu informacja o wydarzeniu lub marce jest rozpowszechniana w sposób szybki i efektywny.
  3. Kreowanie atrakcyjnej treści – nagrania z fotobudki 360 są nie tylko zabawne, ale także przyciągają uwagę i generują zainteresowanie. Dzięki dynamicznym ujęciom z różnych perspektyw stanowią one doskonałą reklamę dla firmy, przyciągając uwagę potencjalnych klientów i zwiększając świadomość marki.

Fotobudka 360 staje się zatem nie tylko atrakcją na eventach, ale także skutecznym narzędziem do budowania wizerunku marki w świecie internetowych mediów społecznościowych. Dzięki swojej innowacyjności i atrakcyjności zapewnia nie tylko niezapomniane wrażenia, ale także realne korzyści biznesowe dla firm stawiających na nowoczesne podejście do marketingu.

Powoli wraca równowaga na rynku mieszkaniowym

W Warszawie, Krakowie i Trójmieście sytuacja jest wciąż niekorzystna dla kupujących nowe mieszkania, ale w Poznaniu, Łodzi, Wrocławiu i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii deweloperzy muszą już zacząć o nich zabiegać. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wskazują na pierwsze symptomy hamowania podwyżek średniej ceny metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów.

Swego rodzaju indeksem „rozgrzania rynku” jest wskaźnik popytu na mieszkania BIG DATA RynekPierwotny.pl, który pokazuje, jaki jest udział sprzedanych mieszkań w ofercie firm deweloperskich. Im wyższy jest ten wskaźnik, a więc tempo wyprzedaży oferty, tym wyższe jest ryzyko wzrostu cen. Natomiast spadek indeksu popytu może wskazywać na malejącą presję cenową – mówi Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Przez większą część ubiegłego roku wysokiemu tempu sprzedaży nowych lokali nie towarzyszył odpowiedni dopływ nowych, które uzupełniłyby ofertę deweloperską. Miało to dla kupujących przykre konsekwencje w postaci lawinowo rosnących cen mieszkań. Wygląda jednak na to, że w tym roku rynki mieszkaniowe największych miast wrócą do stanu równowagi pomiędzy popytem a podażą. Sygnalizuje to wskaźnik popytu na mieszkania poniżej 8%. Dostępna oferta lokali wystarcza wówczas przynajmniej na 12 miesięcy sprzedaży.

Warto przypomnieć, że w ubiegłym roku w Warszawie i Krakowie wskaźnik ten sięgał w szczytowym momencie 19%. Innymi słowy, oferowane w tym czasie przez deweloperów mieszkania wyprzedałyby się w nieco ponad pięć miesięcy, gdyby budowy stanęły. Jednak obecne zapasy lokali w stolicy wystarczyłyby na nieco ponad 8 miesięcy sprzedaży, a w Krakowie – na 10 miesięcy. Podobnie w Trójmieście.

Mimo wyraźniej poprawy, taki stan rzeczy jest wciąż niekorzystny dla kupujących nowe mieszkania – przyznaje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Za to w pozostałych metropoliach to deweloperzy muszą już zacząć zabiegać o klientów. W Poznaniu wskaźnik popytu spadł już do poziomu 6%, co oznacza, że dostępna w tym czasie oferta mieszkań wystarczyłaby na 17 miesięcy sprzedaży na poziomie marcowym. Z kolei w Łodzi wskaźnik popytu wynosił w marcu 7%.  Zwiększył się on w tym roku z 5% na skutek wyhamowania nowej podaży przy równoczesnym wzroście popytu na mieszkania. Mimo to, kupujący nie mogą narzekać na mały wybór w ofercie firm deweloperskich działających w tym mieście.

Powodem do optymizmu jest fakt, że początek 2024 roku przyniósł potężny wzrost aktywności inwestycyjnej firm deweloperskich. W siedmiu największych miastach wzrosła nie tylko liczba mieszkań rozpoczętych, ale – co jest ważniejsze z punktu widzenia kupujących – również wprowadzonych na rynek. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że deweloperzy w pierwszym kwartale br. wprowadzili do sprzedaży łącznie niemal 19,7 tys. mieszkań. W porównaniu z pierwszym kwartałem ubiegłego roku nowa podaż wzrosła aż o 156%!Ceny mieszkań - marzec 2024 - mieszkania wprowadzone do sprzedaży-zagregowane

Wyraźny regres podażowy odnotowano jedynie we wspomnianej wcześniej Łodzi.  W lutym tamtejsi deweloperzy mocno wstrzymali się z wprowadzaniem nowych projektów na rynek. Można się było tego spodziewać, bo w ubiegłym roku rozpoczynali oni inwestycje z olbrzymim rozmachem. W efekcie Łódź była jedyną metropolią, w której wzrosła wówczas oferta mieszkań. Obecnie większa jest jedynie w Warszawie.

Co ciekawe, mimo wygaśnięcia programu „Bezpieczny Kredyt 2%” w większości metropolii popyt na mieszkania nie zelżał. W pierwszym kwartale deweloperzy sprzedali łącznie ponad 15,5 tys. mieszkań, czyli o 2% więcej niż w czwartym kwartale ubiegłego roku, i tylko o 7% mniej w porównaniu z analogicznym okresem rok temu. Z drugiej strony część umów deweloperskich zawarli beneficjenci  programu „Bezpieczny Kredyt 2%”, którzy doczekali się pozytywnej decyzji kredytowej.

Mimo to wyniki sprzedażowe firm deweloperskich w pierwszym kwartale można uznać za nadspodziewanie dobre na tle ubiegłorocznych, które były najlepsze od co najmniej pięciu lat -komentuje Marek Wielgo.Ceny mieszkań - marzec 2024 - mieszkania sprzedane -zagregowane

Inne odczucia mogą mieć jedynie deweloperzy działający w Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście. W tych metropoliach widać bowiem wyraźne tąpnięcie w sprzedaży nowych lokali. Trudno jednak jest zachować wysokie tempo sprzedaży mieszkań w sytuacji, gdy – tak jak to miało miejsce w tych metropoliach – oferta dramatycznie się skurczyła.

Na brak chętnych na mieszkania nie mogli natomiast narzekać warszawscy, łódzcy, poznańscy i śląscy deweloperzy. Tam początek tego roku przyniósł wyraźny wzrost liczby zawieranych umów deweloperskich. Tradycyjnie najwięcej mieszkań – ponad 5,2 tys. – sprzedali deweloperzy w Warszawie, choć i tu niepokój wśród nich mógł wywołać spadek zawieranych umów w marcu.

Z punktu widzenia ich potencjalnych klientów najważniejsze jest to, że wprowadzonych na rynek mieszkań było więcej niż sprzedanych. W efekcie zwiększyła się ich oferta.  Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że pod koniec marca kupujący mogli przebierać w blisko 50 tys. ofert. Łącznie było ich o 2% więcej niż rok wcześniej, choć w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu i Trójmieście deweloperzy wciąż nie uzupełnili oferty do poziomu sprzed roku. Natomiast w porównaniu z końcówką ubiegłego roku szczególnie imponujący wzrost oferty miał miejsce w Poznaniu – aż o 35%. W Warszawie i Trójmieście oferta wzrosła o ponad 20%. Jedynie w Łodzi utrzymała poziom z grudnia ubiegłego roku.Ceny mieszkań - marzec 2024 - oferta

Niestety, w większości metropolii początek tego roku nie przyniósł oczekiwanej stabilizacji cenowej, choć w marcu pojawiły się jej pierwsze symptomy. W Krakowie, Wrocławiu i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii średnia cena metra kwadratowego mieszkań w ofercie deweloperów utrzymała poziom z lutego.Ceny mieszkań - marzec 2024 - ceny m kw-M

Oczywiście to jeszcze nie przesądza, że taka sytuacja utrzyma się w kolejnych miesiącach. Sytuacja na rynkach mieszkaniowych jest bowiem dynamiczna. W skali miesiąca średnia cena metra kwadratowego może wzrosnąć lub spaść w zależności od tego, czy na rynek trafi pula drogich czy stosunkowo tanich – jak na dany rynek – mieszkań.

Ciekawym przypadkiem jest Łódź, która przez większą część ubiegłego roku była oazą takiej stabilności. Tymczasem w lutym to miasto zostało dość niespodziewanie liderem podwyżek średniej ceny metra kwadratowego. Tylko w styczniu średnia wzrosła o 4%! A to dlatego, że łódzcy deweloperzy wprowadzili do sprzedaży dużą pulę stosunkowo drogich mieszkań (ze średnią ceną ok. 13,6 tys. zł za metr kwadratowy). Równocześnie wyprzedawały się głównie te najtańsze. Na szczęście lutowa podwyżka wynosiła już tylko  1%. W marcu średnia cena metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie deweloperów spadła zaś o 2%. Głównie dlatego, że wypadły z niej bardzo drogie mieszkania, których budowę wstrzymała jedna z firm.

W efekcie na czele w wyścigu cenowym znalazły się obok Łodzi także Warszawa i Poznań. Przy czym w Poznaniu ceny nowych mieszkań pną się w tym roku systematycznie w górę. Natomiast w Warszawie sytuacja przypomina rollercoaster. Średnia cena metra kwadratowego wzrosła tu w styczniu o 2%, w lutym nie zmieniła się, a w marcu wzrosła znów o 2%.

Huśtawkę nastroju fundują swoim klientom również deweloperzy w Trójmieście. W końcówce ubiegłego roku średnia cena metra kwadratowego nowych mieszkań w tej metropolii wystrzeliła w górę. Styczeń przyniósł 2% spadek średniej, ale w lutym i w marcu znów poszła ona w górę. Ostatecznie Trójmiasto jest metropolią, w której średnia cena metra kwadratowego wzrosła w tym roku tylko o 1%.Ceny mieszkań - marzec 2024 - ceny m kw-K

Tak więc we wszystkich największych miastach kupujący nowe mieszkania płacili za nie więcej niż w końcówce ubiegłego roku. W Warszawie czy Krakowie coraz większym wyzwaniem jest znalezienie mieszkania z ceną poniżej 10 tys. zł za metr kwadratowy. Także w innych metropoliach odsetek takich lokali szybko się zmniejsza, np. we Wrocławiu – z 14% do 7% w ciągu zaledwie trzech miesięcy.Ceny mieszkań - marzec 2024 - struktura cenowa

W Łodzi i w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii można jeszcze znaleźć bez problemu mieszkania, których cena metra kwadratowego nie przekracza 9 tys. zł. Ale czy będą one dostępne za rok, skoro od grudnia w Łodzi oferta skurczyła się z 32% do 24%. Za to odsetek mieszkań z ceną powyżej 12 tys. zł za metr zwiększył się z 15% do 27%.

Jest bardzo prawdopodobne, że w największych miastach poprzeczka cenowa będzie szła w górę. Drożeją bowiem atrakcyjne działki i idą w górę koszty budowy. Jednak, żeby utrzymać wysokie tempo sprzedaży konieczne wydaje się zwiększenie podaży mieszkań w segmencie podstawowym i popularnym, a więc budowanych z myślą o klientach posiłkujących się kredytem. Są to głównie ludzie młodzi, dla których jest to pierwsze lokum oraz ci, którzy chcą poprawić swój standard zamieszkania. Jaką cenę są skłonni zapłacić? Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl za pierwszy kwartał wynika, że w Warszawie aż 6 na 10 kupujących w pierwszym kwartale zdecydowało się na zakup mieszkania z ceną powyżej 15 tys. zł za metr kwadratowy.  Przy czym mediana, czyli wartość środkowa cen sprzedanych w stolicy nowych mieszkań spadła od początku roku z ok. 16,3 do niespełna 15,5 tys. zł za metr.

Najbliższe miesiące pokażą, czy dla warszawskich deweloperów może to być sygnałem, że ceny oferowanych przez nich mieszkań doszły do granicy, której coraz większa grupa potencjalnych nabywców nie jest już w stanie zaakceptować. Pamiętajmy, że kupujący nowe mieszkania nie są już pod tak dużą presją, jak w ubiegłym roku. Trudno im było wówczas zachować rozsądek w sytuacji, gdy w biurach sprzedaży deweloperów ustawiały się kolejki, a ich oferta dosłownie topniała w oczach – komentuje Marek Wielgo.Ceny mieszkań - marzec 2024 - struktura mieszkań sprzedanych

Warto zwrócić ponadto uwagę, że „Bezpieczny Kredyt 2%” praktycznie „wyczyścił” ofertę deweloperów z najtańszych mieszkań, czyli w cenie jednostkowej do 500 tys. zł. Na taki zaś mniej więcej wydatek może sobie obecnie pozwolić przeciętny kredytobiorca dysponujący 20% wkładem własnym. Jak podaje Biuro Informacji Kredytowej, średnia wartość udzielonych w tym roku kredytów mieszkaniowych wynosiła niespełna 420 tys. zł.

Tymczasem z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że na koniec pierwszego kwartału do kupienia za kwotę do 500 tys. zł było w siedmiu metropoliach łącznie blisko 8,9 tys. mieszkań z ujawnioną ceną. To o ponad jedną czwartą mniej niż w czerwcu ubiegłego roku, czyli przed pojawieniem się w ofercie banków „Bezpiecznego Kredytu 2%”.  Najwięcej takich lokali jest w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii (blisko 2,9 tys.) i Łodzi (niespełna 2,8 tys.). Ponadto są to metropolie, w których oferta lokali deweloperskich w cenie do 500 tys. zł praktycznie się nie zmieniła od połowy ubiegłego roku.Ceny mieszkań - marzec 2024 - mieszkania do 500 tys. zł

Tego samego nie można powiedzieć o innych największych miastach. W Warszawie w połowie ubiegłego roku kupujący mogli przebierać w blisko 1,4 tys. ofertach mieszkań z ujawnioną ceną do 500 tys. zł. Pod koniec pierwszego kwartału tego roku było ich już tylko niespełna 400, czyli aż o 72% mniej. Podobnie było w Krakowie i Wrocławiu.

Niestety, w większości metropolii pierwszy kwartał tego roku przyniósł spadek liczby lokali w tej cenie. Wyjątkami była Aglomeracja Katowicka i Trójmiasto, gdzie ich liczba wyraźnie wzrosła. Nie zmieniła się zaś w Poznaniu i Wrocławiu, choć pozostawała na bardzo niskim poziomie.

Autor: RynekPierwotny.pl

Umiarkowany optymizm w branży finansów i nieruchomości: prognoza zatrudnienia na II kwartał 2024 roku

Od kwietnia do końca czerwca 3 na 10 firm z sektora finansów & nieruchomości chce zatrudniać nowych pracowników, a zmniejszenie liczby etatów przewiduje 2 na 10 organizacji. Niemal połowa pracodawców (46%) nie chce w nadchodzących miesiącach zmian kadrowych, jedynie 3% respondentów nie zna planów najbliższy czas. Takie dane płynął z raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na II kwartał tego roku.

Zaprezentowana przez ManpowerGroup analiza wskazuje, że w drugim kwartale 2024 plany rekrutacyjne pracodawców działających w branży finansów & nieruchomości są optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr, wynosi tutaj bowiem +16%. Wskaźnik ten spadł co prawda w ujęciu kwartalnym o 2 p.p. ale jest wyższy o 5 p.p. względem II kwartału 2023 roku.

– Pracodawcy w branżach finansów i nieruchomości wykazują w II kwartale umiarkowane ożywienie. Pomimo niedużego spadku prognozy zatrudnienia w porównaniu z pierwszymi miesiącami tego roku, tempo wzrostu w skali rocznej jest optymistyczne – mówi Marta Szymańska, ekspertka rynku pracy, liderka specjalizacji w Manpower. – Z naszych obserwacji wynika, że firmy tego sektora przygotowują się do inwestycji planowanych na drugą połowę roku, związanych między innymi z odblokowaniem środków z KPO. Dodatkowo chęć planowanych rekrutacji oraz utrzymanie zespołów na niezmienionym poziomie wskazują na umiarkowane, lecz stabilne tempo rozwoju branży. Niemniej jednak, fakt, że 2 na 10 pracodawców liczy się z redukcją etatów sugeruje niepewność, a także potencjalne wyzwania, z którymi zmaga się część firm. Mogą one być wynikiem zmieniających się warunków rynkowych, koniecznością dostosowania się do nowych trendów czy technologii – dodaje ekspertka.

Patrząc na dane Job Market Insight można zauważyć, że w I kwartale tego roku w branży finansów na najwięcej ofert pracy mogli liczyć kandydaci na stanowiska księgowego, samodzielnego księgowego, doradcy klienta, głównego księgowego, samodzielnego księgowy oraz młodszego księgowego. Największy apetyt na rekrutacje miały organizacje z Warszawy, Krakowa oraz Wrocławia. To samo źródło podaje też, że w obszarze nieruchomości i budownictwa najczęściej poszukiwano sprzątaczki, pracownika budowlanego, kierownika budowy, project managera oraz ślusarza czy operatora koparki. Najwięcej ofert kierowano do mieszkańców Warszawy, Krakowa i Gdańska.

Zdaniem ekspertki rynku pracy z Manpower, istnieją określone umiejętności, których pracodawcy będą poszukiwać w najbliższym czasie. Są nimi między innymi analiza danych, automatyzacja, szeroko pojęta optymalizacja procesów czy tzw. „zielone umiejętności”. – W przypadku branży finansowej spodziewamy się zapotrzebowania na stanowiska kontrolerów finansowych, analityków danych czy księgowych posiadających wiedzę merytoryczną w danym obszarze, umiejętności techniczne pozwalające na optymalizację pracy oraz rozwinięte kompetencje komunikacji i współpracy. Warto również podkreślić, że coraz częściej poszukiwani są kandydaci na stanowiska związane z raportowaniem niefinansowym, co jest natomiast odpowiedzią na dyrektywę o sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju. Podobnie w przypadku stanowisk z sektora nieruchomości widzimy zwiększone zapotrzebowanie na kierowników budów oraz specjalistów ds. projektów budowlanych. To oznaka nie tylko odmrożenia inwestycji, ale również planowania zupełnie nowych projektów. Oprócz umiejętności technicznych, pracodawcy z sektora nieruchomości zwracają uwagę przede wszystkim na umiejętności interpersonalne oraz elastyczność talentów. Dodatkowo niezwykle istotna jest oczywiście wiedza, praktyczne wykorzystanie technologii do promowania zrównoważonego rozwoju w sektorze nieruchomości. Mówimy tutaj o działaniach proklimatycznych, zielonych nieruchomościach, dekarbonizacji budownictwa czy cyfryzacji w celu tworzenia sieci inteligentnych budynków – mówi Marta Szymańska.

Raport ManpowerGroup prezentuje także dane odnoszące się do planów rekrutacyjnych organizacji w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA). Dane pokazują, że pracodawcy branży finansów & nieruchomości patrzą na II kwartał tego roku z jeszcze większym optymizmem, niż polskie przedsiębiorstwa. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA od kwietnia do końca czerwca wyniosła bowiem +23%. Wzmożone działanie rekrutacyjne planuje 41% organizacji, 18% liczy się z koniecznością redukcji etatów, a 3% organizacji nie zna planów rekrutacyjnych na nadchodzące miesiące. 38% pracodawców branży finansów & nieruchomości w regionie EMEA chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie.

– Analiza rynku pracy w branży finansów i nieruchomości w Polsce wskazuje na pewne ożywienie, choć utrzymuje się umiarkowane tempo wzrostu. Kluczowe będzie dostosowanie się do zmieniających się warunków rynkowych i inwestowanie w rozwój zarówno twardych, jak i miękkich umiejętności. Wszystko po to, aby sprostać wymaganiom nowoczesnego rynku pracy – podsumowuje ekspertka.

62% Polaków obawia się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych bardziej niż przed wprowadzeniem RODO

Ochrona prywatności danych jest kluczowa w cyfrowym świecie. Po ponad pięciu latach od wprowadzenia ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO), Unia Europejska pozostaje liderem regulacji w tym obszarze. 58% mieszkańców Polski biorących udział w badaniu KPMG zgadza się ze stwierdzeniem, że po wprowadzeniu RODO ma większą kontrolę nad swoimi danymi osobowymi. Z kolei 62% badanych Polaków obawia się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych bardziej niż pięć lat temu. Rozwój sztucznej inteligencji na nowo definiuje obszar prywatności danych osobowych i nasila pesymistyczne nastroje społeczne dotyczące ich bezpieczeństwa. Z raportu KPMG pt. „European Privacy Market Research 2023” wynika, że niepokój wywołują algorytmy uczące się preferencji osób przeglądających treści w serwisach społecznościowych czy treści typu deepfake.

W Polsce wzrasta świadomość odpowiedzialności za ochronę danych osobowych. Blisko 6 na 10 Polaków biorących udział w badaniu KPMG uważa, że po wprowadzeniu RODO mają większą kontrolę nad swoimi danymi osobowymi. Równocześnie jednak Polacy wyrażają niepokój związany z innowacyjnymi rozwiązaniami technologicznymi, w tym genAI, które w ich opinii mogą zagrażać bezpieczeństwu danych osobowych w sieci – wskazuje na to 59% respondentów. Dodatkowo ponad połowa badanych Polaków pesymistycznie ocenia przyszłość prywatności danych osobowych. 62% polskich respondentów badania przyznaje, że obecnie obawia się o bezpieczeństwo swoich danych osobowych bardziej niż pięć lat temu. Obawy te są nieco większe niż w pozostałych europejskich krajach (59%). Znacząco większą różnicę widać w przypadku opinii na temat poziomu dbałości o prywatność i kontroli nad danymi osobowymi. 60% respondentów z Polski uważa, że ochrona prywatności ich danych w kraju nie jest nadmierna, podczas gdy przeciętnie w Europie takie zdanie wyraża 48% społeczeństwa.

Niepokój wywołują między innymi algorytmy uczące się preferencji osób przeglądających treści w serwisach społecznościowych. Takie mechanizmy budzą obawy u 59% ankietowanych z Polski i 66% wszystkich badanych z Europy. Dodatkowo, treści typu deepfake zostały uznane za niepokojące przez 76% badanych Polaków oraz przez 80% pozostałych Europejczyków. Ponadto, 71% respondentów badania KPMG czuje dyskomfort związany z podsłuchiwaniem przez asystentów głosowych.

Zaufanie do administratorów danych osobowych

Transformacja cyfrowa dynamicznie przekształca sposoby interakcji między ludźmi i organizacjami. Powoduje to konieczność ciągłego zaangażowania w budowanie zaufania społecznego do instytucji, które zarządzają danymi osobowymi. W opinii respondentów z UE właściwe przetwarzanie danych osobowych powinno być głównie zadaniem banków (23%), instytucji państwowych (19%) oraz policji i sądów (19%). Tymczasem instytucje państwowe nie zajmują czołowych miejsc wśród sektorów cieszących się obecnie najwyższym poziomem zaufania społecznego pod względem bezpieczeństwa danych osobowych. Jedynie 13% respondentów wykazuje, że obdarza je największym zaufaniem w tym zakresie. Europejczycy wykazują największe zaufanie do banków oraz policji i sądownictwa (po 24% wskazań). Dostawcy usług opieki zdrowotnej zostali wymienieni przez 15% respondentów jako godni zaufania, podczas gdy sprzedawcy detaliczni (2%) i media społecznościowe (3%) zajmują najniższe pozycje w rankingu.

Wzrost ilości danych, ich różnorodność oraz szybki rozwój technologiczny sprawiają, że ochrona danych staje się coraz istotniejsza, a ryzyko naruszenia prywatności i bezpieczeństwa rośnie. Jednocześnie zauważalny jest wzrost świadomości obywateli Europy, w tym Polski, co do znaczenia ochrony prywatności. Ten trend potwierdza konieczność egzekwowania regulacji prawnych, które nie tylko istnieją na papierze, ale również zapewnią odpowiednie standardy wykorzystania danych. Rosnące znaczenie danych osobowych w nowoczesnym społeczeństwie wymaga podejmowania odpowiednich działań na poziomie regulacyjnym, społecznym oraz biznesowym. Przedstawione w raporcie trendy będą dotyczyć nie tylko konsumentów, lecz także przedsiębiorców, którzy, dbając o wysoki poziom bezpieczeństwa danych, budują zaufanie swoich klientów – mówi Magdalena Bęza, Associate Director, radca prawny w KPMG Law.

Rozwój AI zagrożeniem dla bezpieczeństwa danych osobowych

Rozwój sztucznej inteligencji na nowo definiuje obszar prywatności danych osobowych i nasila pesymistyczne nastroje społeczne dotyczące ich bezpieczeństwa. Niewiele ponad połowa uczestników badania KPMG twierdzi, że zachowuje ostrożność przy wprowadzaniu danych do chatbotów, takich jak ChatGPT, z obawy, że ich dane mogą być przechowywane i wykorzystywane do nieznanych celów. Na redefinicję prywatności przez sztuczną inteligencję wskazuje również fakt, że aż 80% respondentów obawia się dyskryminacji i nadużywania danych osobowych przez AI. Te wyniki wskazują na nowe wyzwanie związane z ochroną prywatności w erze genAI oraz potrzebę dalszej refleksji nad metodami minimalizowania ryzyka nadużyć.

Unia Europejska już od kilku lat pełni rolę globalnego lidera w ochronie prywatności obywateli. Regulacje unijne stanowią wzorzec i punkt odniesienia dla rozwiązań przyjmowanych w innych częściach świata. Obejmują one nie tylko bezpieczeństwo samych danych osobowych, ale wraz z cyfrową transformacją ewoluują w kierunku zagadnień przetwarzania danych w komunikacji elektronicznej oraz udostępniania i ponownego wykorzystywania niektórych danych. Błyskawiczny rozwój sztucznej inteligencji stanowi ogromne wyzwanie dla prywatności i przetwarzania danych. Wśród tych dynamicznych zmian może jednak zniknąć z oczu sama istota zagadnienia, czyli człowiek, który ma prawo do ochrony swojej prywatności. Raport pozwala zmienić perspektywę stawiając w centrum uwagi opinię ludzi. Obywatele kilkunastu europejskich krajów wypowiedzieli się jak w ostatnich latach zmieniła się ich świadomość ochrony danych oraz jakie widzą wyzwania i zagrożenia związane z rozwojem technologii. Warto mieć te opinie na uwadze, na przykład projektując nowe usługi – mówi Piotr Burzyk, Starszy Menedżer w Zespole ds. Cyberbezpieczenstwa w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

O RAPORCIE:

W publikacji KPMG „European Privacy Market Research 2023” zebrano opinie mieszkańców osiemnastu krajów UE, w tym Polski, na temat zaufania do podmiotów zarządzających danymi osobowymi oraz wpływu sztucznej inteligencji, mediów społecznościowych i innych innowacyjnych rozwiązań na jakość ochrony tych danych. Dodatkowo, eksperci KPMG w raporcie podsumowali indywidualne przekonania i praktyki dotyczące bezpieczeństwa danych w sieci.

Leszek Podstawski wiceprezesem klubu BCC

Business Centre Club z przyjemnością informuje, że Leszek Podstawski objął stanowisko prezesa zarządu w Business Centre Sp. z o.o. – spółce zarządzającej Business Centre Club. Zastąpił na tym stanowisku Macieja Owczarka, który przez ostatnich pięć lat stał na czele spółki. Równocześnie Leszek Podstawski został powołany na stanowisko wiceprezesa klubu Business Centre Club.

Dołączenie Leszka Podstawskiego do naszej organizacji jest konsekwencją jej dynamicznego rozwoju oraz podyktowane chęcią poszerzenia oferty Klubu, by jeszcze lepiej odpowiadać na potrzeby jego członków. Doświadczenie Leszka Podstawskiego daje gwarancję realizacji naszej strategii rozwoju, świadczenia wysokiej jakości usług i bycia bliżej naszych członków. – mówi dr Jacek Goliszewski, prezes Business Centre Club.

Ta nominacja to dla mnie wyróżnienie, ale jednocześnie wyzwanie i duża też odpowiedzialność. Bardzo się cieszę, że będę miał możliwość współtworzenia tak znaczącej  organizacji, jaką od wielu lat jest Business Centre Club. – podkreśla Leszek Podstawski, nowy prezes Business Centre Sp. z o.o. i wiceprezes Business Centre Club.

Leszek Podstawski wnosi do BCC 33-letnie doświadczenie w pracy na stanowiskach kierowniczych, związanych głównie z relacjami i sprzedażą, m.in. w  HBO, w Kraft Jacobs Suchard, w czołowej europejskiej firmie szkoleniowej – Cegos, a ostatnio w OKIN Facility. Postawski był także współwłaścicielem i prezesem Zarządu agencji „Estimage – Public Relations”, zastępcą redaktora naczelnego miesięcznika „Gentleman” oraz dyrektorem zarządzającym polskiego oddziału francuskiej firmy cukrowniczej Saint Louis Sucre.  Równocześnie od 25 lat jest trenerem biznesu, coachem i doradcą ds. rozwoju. Współpracował m.in. z: BMW, Bosch-Siemens Zelmer, Nestle Waters, Netią, a także z Harvard Business Review oraz Canadian International Management Institute (ICAN Institute), gdzie był dyrektorem ds. szkoleń i wykładowcą. W Business Foundation, jako dyrektor ds. sprzedaży i eventów, pracował m.in. z Markiem Goliszewskim, założycielem i pierwszym prezesem Business Centre Club przy projekcie „Teraz Polska”.

Business Centre Club istnieje od 1991 roku. Jest prestiżowym Klubem przedsiębiorców, największą w kraju organizacją indywidualnych pracodawców.

Jako Związek Pracodawców Business Centre Club jest reprezentatywną ustawowo organizacją i członkiem Rady Dialogu Społecznego, której do października ub. r                  . przewodniczył przez rok. Na czele Business Centre Club stoi prezes dr Jacek Goliszewski, a prezesem  Związku Pracodawców Business Centre Club jest wiceprezes BCC dr Łukasz Bernatowicz.

Program „Na start” zmieni rynek nieruchomości? Eksperci mówią, że jest bardziej skomplikowany, ale ma zalety

Program „Na start” limitowany i bardziej skomplikowany, ale mniej rozzuchwali deweloperów i sprzedawców?

– Każdy program, który wspiera osoby nie mające zdolności kredytowej w możliwości zakupie własnych mieszkań jest dobrą inicjatywą. Musimy jednak pamiętać, by nie wylać dziecka z kąpielą. Ceny nieruchomości rosną wtedy, gdy jest popyt, a program „Bezpieczny kredyt 2%” tak rozzuchwalił deweloperów i sprzedawców, że ceny nieruchomości wzrosły najwięcej w historii. Nowy program pod tym kątem wydaje się być bardziej racjonalny – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości z kancelarii Król i Partnerzy.

Limitowany i bardziej skomplikowany – taki jest nowy program „Na start”

Założenia programu „Na start” poznaliśmy na początku tygodnia. Zakłada on wspieranie w zakupie nieruchomości osób o obniżonej możliwości starania się o kredyt komercyjny w bankach. Eksperci zwracają uwagę na kilka czynników. Jest to program bardziej „rodzinny” niż „Bezpieczny Kredyt 2%”, bo preferuje wspieranie rodzin z dwójką lub trójką dzieci. Dodatkowo kwartalnie o wsparcie będzie mogło ubiegać się 15 tysięcy osób – tyle wniosków przewidziano do realizacji kwartalnie na terenie całego kraju.

– Program ma swoje wady i zalety. Na pewno jest jeszcze bardziej skomplikowany niż „Bezpieczny kredyt 2%”. Przejście przez drogę administracyjną bez prawnika czy doradcy ds. nieruchomości może się okazać karkołomnym wyzwaniem. Jest więcej wyłączeń, więcej limitów i generalnie ustawodawca chce mocniej skupić się na wspieraniu tych, którzy tej pomocy potrzebują, a nie na udzielaniu kredytów kolejno wszystkim, którzy chcą – mówi Mirosław Król.

– Limit 15 tysięcy udzielonych kredytów kwartalnie to limit, który na pewno nie sprawi, że wszyscy, którzy chcą dostać kredyt go dostaną, ale reglamentacja w tym przypadku ma również swoje pozytywy. Po pierwsze rynek nie zostanie zalany wnioskami kredytowymi, które trzeba będzie zrealizować natychmiast. Po drugie będzie można bardziej kontrolować, jaki wpływ ma program np. na ceny nieruchomości, kto z niego korzysta i czy preferencje są wystarczające – przyznaje Mirosław Król.

Kwoty dopłat wahają się od 200 do 600 tysięcy złotych, a dochód gospodarstwa domowego jest regulowany od 13 do 23 tysięcy złotych w zależności od gospodarstwa domowego.

Ceny mieszkań mogą wzrosnąć. Szczególnie na rynku wtórnym

Jaki może być wpływ tego programu na rynek nieruchomości? Eksperci nie mają wątpliwości, że takie projekty to prawdziwe generatory popytu, ale i generatory wzrostu cen, szczególnie na rynku wtórnym.

– Spodziewamy się, że ceny wzrosną. To naturalne, że gdy pojawia się wizja 15 tysięcy preferencyjnie sprzedawanych mieszkań z dopłatą na kwartał, to sprzedający będą chcieli z tego skorzystać. Już teraz widzimy, że wiele ofert jest wycofanych z rynku i będą pewnie ponownie zaoferowane jesienią lub gdy program wystartuje. Zapewne też cena będzie już wyższa niż jest obecnie – mówi Mirosław Król.

Wzrosty mogą wynieść według eksperta ok. 10-15% na rynku wtórnym. Na rynku deweloperskim w tym roku już znaczących podwyżek raczej nie będzie.

– Niekorzystną sytuacją jest uzależnianie konsumentów od dopłat rządowych. Kupię mieszkanie, jak dostanę dopłatę. Taki system powoduje, że bez kroplówki od Państwa niedługo na samodzielny kredyt pozwolą sobie tylko nieliczni. Mam nadzieję, że rządzący wyciągnęli wnioski z „Bezpiecznego kredytu 2%” i ten błąd nie będzie powtórzony – mówi Mirosław Król.

Program „Na start” będzie teraz konsultowany. Może wystartować jesienią tego roku.

Ebury: czerwcowe cięcie stóp w USA pod znakiem zapytania

Reakcja dolara amerykańskiego na marcowy raport z rynku pracy była zaskakująco słaba. Ostatnie publikowane za oceanem dane sprawiają jednak, że inwestorzy w coraz mniejszym stopniu wyceniają scenariusz, w którym Fed decyduje się na rozpoczęcie obniżek stóp procentowych już w czerwcu.

W ubiegłym tygodniu uwagę przykuły wydarzenia na Bliskim Wschodzie, które wpłynęły na dalszy wzrost cen ropy naftowej, a co za tym idzie, umocnienie walut surowcowych, takich jak korona norweska, dolar australijski oraz większości walut Ameryki Łacińskiej.

Mimo niepokoju związanego z rozwojem sytuacji na linii Izrael–Iran, nastroje inwestorów ulegają poprawie wraz z napływem coraz bardziej obiecujących danych z Chin i strefy euro. Odsuwanie oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych w największych gospodarkach ogranicza jednak dalsze zyski aktywów ryzykownych – z wyjątkiem surowców i walut krajów je eksportujących.

W tym tygodniu uwaga inwestorów powinna skupić się na dwóch wydarzeniach:

  • w środę (10.04) opublikowane zostaną prawdopodobnie najbardziej istotne obecnie dla rynku dane, czyli amerykańska inflacja CPI (za marzec). Dynamika cen w ujęciu miesięcznym, szczególnie bazowa, będzie kluczowa – jeśli rozminie się z oczekiwaniami o choćby 0,1 pp., zmienność może wzrosnąć.
  • w czwartek (11.04) poznamy wynik posiedzenia Europejskiego Banku Centralnego. Oczekuje się, że utrzyma on stopy procentowe na niezmienionym poziomie, sygnalizując jednocześnie, że jego kolejnym ruchem będzie czerwcowa obniżka – nie widzimy powodu, by się z tym nie zgodzić.

PLN

To był dobry tydzień dla złotego a obecny rozpoczął się zejściem kursu EUR/PLN do poziomu 4,27 – oznacza to, że złoty jest najmocniejszy od czterech lat. Za odporność polskiej waluty odpowiada w sporej mierze dość sprzyjający globalny sentyment, wspiera ją jednak także niechęć Rady Polityki Pieniężnej do cięć stóp. Zgodnie z oczekiwaniami RPP utrzymała w ubiegłym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie. Podczas swojej piątkowej konferencji prasowej prezes Adam Glapiński uderzył w stosunkowo jastrzębi ton, oświadczając, że decydenci nie dyskutują o cięciach stóp. Podkreślił także ryzyka dla inflacji, w tym dynamiczny realny wzrost płac, który nazwał niepokojącym.

Ubiegły tydzień przyniósł również odczyt PMI dla przemysłu, który wzrósł nieznacznie do 48,0. Pozostaje on wciąż poniżej granicznego poziomu 50 pkt, wydaje się jednak powoli do niego zmierzać. Na świecie pojawiają się wstępne oznaki świadczące o tym, że sytuacja sektora zaczyna się poprawiać.

W tym tygodniu uwaga skupi się przede wszystkim na wieściach spoza kraju. Po przebiciu przez kurs EUR/PLN ostatnich minimów interesujące jest czy para EUR/PLN zejdzie do okolic 4,25. Biorąc pod uwagę dotychczasowe zachowanie waluty, utrzymanie aprecjacji złotego w krótkim terminie nie byłoby szczególnie zaskakujące – ostatnie słowo w tym kontekście mogą mieć jednak informacje z zewnątrz, w tym szczególnie środowe (10.04) dane o inflacji w USA. Z frontu krajowego nie poznamy wielu odczytów makroekonomicznych. Skupimy się na piątkowych (12.04) danych o rachunku bieżącym w lutym, nie powinny one jednak mieć istotnego wpływu na walutę.

EUR

Inflacja w strefie euro w dalszym ciągu zbliża się do celu EBC, a trend dezinflacyjny nie wykazuje jak na razie oznak zastoju, co obserwujemy w USA. Główna miara inflacji jest blisko najniższego poziomu od trzech lat, a bazowa – po ostatnim spadku – na najniższym od nieco ponad dwóch. Warto pamiętać, że obecny cykl inflacyjny w strefie euro jest opóźniony względem amerykańskiego o mniej więcej pół roku, ostatnie odczyty ze Starego Kontynentu mogą jednak zdecydowanie cieszyć EBC.

Rewizja wskaźników PMI potwierdziła, że gospodarka prawdopodobnie znów doświadcza niewielkiego wzrostu. Spodziewamy się, że EBC zareaguje na te pozytywne wieści, utrzymując w tym tygodniu stopy procentowe na niezmienionym poziomie i sugerując wyraźnie, że na kolejnym posiedzeniu w czerwcu obniży je o 25 pb. Prezeska EBC Christine Lagarde prawdopodobnie przekaże, że podjęto dyskusję o cięciach stóp, co powinno utwierdzić rynki w przekonaniu, że do pierwszego z nich dojdzie w czerwcu.

USD

Kolejny świetny raport z amerykańskiego rynku pracy uciął spekulacje na temat jego słabości. Zmiana zatrudnienia w sektorach pozarolniczych netto była znacznie wyższa niż oczekiwano, zaś stopa bezrobocia spadła. Wzrost płac, przynajmniej w ujęciu rocznym, był mimo tego ograniczony, co pozwoliło Rezerwie Federalnej nieco odetchnąć.

Niemniej, mimo gołębiości płynącej z ostatniego posiedzenia Fedu, rynki coraz bardziej skłaniają się ku późniejszemu rozpoczęciu cyklu obniżek w USA, wyceniając prawdopodobieństwo czerwcowego cięcia w zaledwie 50%. Dolar jednak nie zyskał na tym istotnie i zakończył tydzień deprecjacją względem większości pozostałych głównych walut.

Aprecjacja dolara po bardzo dobrym piątkowym raporcie NFP z amerykańskiego rynku pracy była bardzo krótkotrwała – inwestorzy zwracają swoją uwagę ku niezwykle istotnym odczytom z tego tygodnia, szczególnie tym publikowanym w środę (10.04): najnowszemu raportowi dotyczącemu inflacji CPI i minutkom z posiedzenia FOMC.

GBP

Ubiegłotygodniowe dane z Wielkiej Brytanii w dalszym ciągu rysowały obraz odradzającej się aktywności gospodarczej, wiedzionej przez sektor usług, ukazując także bardzo stopniową dezinflację oraz dynamikę cen istotnie przekraczającą cel Banku Anglii. Zarówno wskaźniki PMI, jak i styczniowy PKB sugerują, że na początku roku gospodarka powróciła do wzrostu. Co prawda odczyt za I kwartał poznamy dopiero na początku maja, publikowane w ten piątek (12.04) dane za luty mogą jednak wesprzeć tę hipotezę.

Jeśli wspomniane dane nie zaskoczą, handel funtem będzie zależał zapewne od wydarzeń w strefie euro (posiedzenie EBC) i USA (marcowy raport inflacyjny). W tym tygodniu przemawiać będzie również Megan Greene, członkini Banku Anglii. Komunikaty z marcowego posiedzenia Komitetu były raczej gołębie, uważamy jednak, że jego członkowie nie będą się spieszyli z sygnalizowaniem rozluźnienia polityki, jako że ostatnie dane sugerują, że cięcia stóp procentowych na Wyspach nastąpią najwcześniej w czerwcu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Niepewna przyszłość programistów, specjalizacja Backend ze spadkiem liczby ogłoszeń i wynagrodzeń

Największe spadki wynagrodzeń dotknęły na początku tego roku specjalistów i specjalistki szukających zatrudnienia w kategoriach Backend oraz Data – nawet o ponad 1 tys. zł, jak wynika z danych No Fluff Jobs. Spada również zapotrzebowanie firm na osoby specjalizujące się w Backendzie, Frontendzie oraz Testingu. Rośnie natomiast liczba ofert pracy w dziedzinach tworzenia gier, analizy danych oraz sztucznej inteligencji. Najbardziej wzrosły wynagrodzenia w specjalizacji Fullstack – na umowie o pracę nawet o 2,5 tys. zł w dolnych widełkach.

W drugiej połowie ubiegłego roku sytuacja na rynku pracy IT, mimo utrzymującego się trendu rosnących wynagrodzeń, była trudna – średnia liczba osób wysyłających CV na jedno ogłoszenie znacząco wzrosła, a nawet bardziej doświadczone osoby miały problemy ze znalezieniem zatrudnienia i coraz częściej decydowały się na pracę na poziomie poniżej swoich kompetencji. No Fluff Jobs, polski portal z ogłoszeniami o pracy, który od 10 lat wyznacza standardy rekrutacji, sprawdził, jak wygląda sytuacja branży po pierwszym kwartale 2024 r.

Backend z największym spadkiem liczby ogłoszeń i oferowanych wynagrodzeń

Przyszłość specjalizacji związanych z programowaniem, które jeszcze kilka lat temu przodowały zarówno pod względem wysokości oferowanych wynagrodzeń, jak i rosnącej liczby ogłoszeń o pracy, teraz wydaje się być mniej pewna. Największe spadki liczby ofert zatrudnienia w porównaniu do ostatniego kwartału 2023 r. odnotowano w kategoriach Backend (o 4,5 punktów procentowych), Frontend (2,1 punktów procentowych) i Testing (1,4 punktów procentowych). Mimo to Backend to nadal największa kategoria w IT – praktycznie jedno na pięć ogłoszeń dotyczy pracy w tym obszarze. Co dziesiąta oferta z kolei przeznaczona jest dla specjalistów Fullstack.

Również w kategorii Backend można zauważyć największy spadek oferowanych wynagrodzeń na kontrakcie B2B – pod koniec 2023 r. mediany dolnych i górnych widełek wynagrodzeń dla specjalistów i specjalistek na poziomie średniozaawansowanym (mid) wynosiły  16,5 tys. i 21,8 tys. zł netto (+VAT), podczas gdy już w pierwszym kwartale bieżącego roku spadły odpowiednio do 15,1 tys. i 21,3 tys. zł netto (+VAT). Oznacza to spadek dolnych widełek o 8,48 proc., a górnych o 2,29 proc. W przypadku umowy o pracę odnotowano minimalny wzrost dolnych widełek wynagrodzeń z 12 tys. zł do 12,3 tys. zł brutto. Górne widełki pozostały bez zmian na poziomie 18 tys. zł brutto. U seniorów jednak oferowane wynagrodzenia minimalnie wzrosły w przypadku umów B2B (2,73 proc. w medianie dolnych i 1,05 proc. w medianie górnych widełek) lub, w przypadku umów o pracę, pozostały bez zmian.

Drugą specjalizacją najbardziej dotkniętą spadkiem wynagrodzeń jest Data. Dolne widełki wynagrodzeń na kontrakcie B2B dla specjalistów i specjalistek na poziomie średniozaawansowanym spadły w minionym kwartale o 5 proc., a górne o 4 proc., osiągając poziom 19-24 tys. zł netto (+VAT). Na umowie o pracę dolne widełki spadły aż o 10 proc., natomiast górne wzrosły o 5,26 proc. Obecnie mieszczą się w przedziale 12,6-20 tys. zł brutto.

Branża IT od kilku lat nie przestaje zaskakiwać. Byliśmy już świadkami niespodziewanego okresu rozkwitu chwilę po pandemii, rosnących wynagrodzeń oraz zapotrzebowania na doświadczonych specjalistów i specjalistki, ale od ponad roku doświadczamy sporych turbulencji: zwolnień, zamykanych projektów i końca rynku pracownika. Z powodu rozwijających się rozwiązań opartych na sztucznej inteligencji niepewny stał się również los osób zajmujących się programowaniem – widzimy wahania w zarobkach oraz zapotrzebowaniu na Backend czy Frontend Developerów. W tej sytuacji trudno prognozować przyszłość. Możemy jedynie obserwować rynek i na bieżąco wyciągać wnioski – komentuje Tomasz Bujok, CEO No Fluff Jobs.

Specjalizacja Fullstack z największym wzrostem wynagrodzeń

Rośnie natomiast zapotrzebowanie na specjalizacje związane z tworzeniem gier, analizą danych oraz sztuczną inteligencją. W ostatnim kwartale najwięcej ofert pracy przybyło w kategorii Game Dev – o 3,7 punktów procentowych. O 3,6 punktów procentowych wzrosła też liczba ogłoszeń w kategorii Data, mimo wspomnianego spadku widełek wynagrodzeń. Trzecie miejsce pod tym względem zajmuje kategoria Artificial Intelligence (o 3,22 punktów procentowych więcej ogłoszeń).

Pod względem wzrostów widełek proponowanych wynagrodzeń najlepszy początek roku eksperci z No Fluff Jobs zauważyli w kategorii Fullstack. W ofertach pracy na stanowiskach seniorskich wzrost proponowanych zarobków sięgnął 7,79 proc. Obecnie widełki wynoszą 23-28,6 tys. zł netto (+ VAT) na kontrakcie B2B oraz 19-24,9 tys. zł brutto na umowie o pracę. W przypadku umów o pracę imponujący wzrost o 23 proc. odnotowały dolne widełki proponowane specjalistom i specjalistkom o średnim poziomie doświadczenia. Przy tej formie zatrudnienia mogą liczyć na zarobki wysokości 13-18,6 tys. zł brutto. Wcześniej było to 10,5-18 tys. zł brutto. W przypadku kontraktu B2B zarobki w tej specjalizacji wynoszą obecnie 16-21,8 tys. zł netto (+ VAT).

Spada popularność pracy zdalnej, pracodawcy wolą hybrydę

Praca zdalna w IT nadal cieszy się dużą popularnością, jednak odsetek ogłoszeń oferujących taką możliwość niezmiennie spada, podczas gdy ofert pracy hybrydowej przybywa. W pierwszym kwartale ubiegłego roku opcję łączenia pracy z domu i biura można było znaleźć w 13,8 proc. ogłoszeń, obecnie jest to już 22,8 proc. W tym samym czasie liczba ofert pracy całkowicie zdalnej spadła z 61,7 proc. do 50,7 proc. W przypadku pracy z biura odsetek ogłoszeń utrzymuje się na prawie stałym poziomie, wahając się w ciągu roku między 24 proc. a 26 proc.

Marazm na Wall Street oraz silny złoty

Poniedziałkowa sesja na Wall Street charakteryzowała się konsolidacją. Wszystkie trzy główne indeksy zamknęły dzień w okolicy poziomu otwarcia. Była to bardzo spokojna sesja po tym ja w piątek akcje odbiły po mocnym raporcie NFP. Rentowności obligacji USA nieznacznie wzrosły. Rynek czeka na odczyty inflacyjne (CPI oraz PPI) z USA, które zostaną podane w środę oraz w czwartek. Złoty umocnił się wczoraj względem euro oraz USD a kurs głównej pary walutowej urósł w okolice 1,0860.

Rentowności 2- i 10-letnich obligacji skarbowych USA powróciły do najwyższego poziomu od listopada 2023 r., biorąc pod uwagę szereg dobrych danych z USA w ostatnim czasie. Kontrakty terminowe na fundusze Fed wyceniają 52 proc. szans na cięcie o 25 pb do czerwca i 89 proc. do lipca.

Jeśli chodzi o dane z USA, marcowe roczne oczekiwania inflacyjne New York Fed utrzymały się na stałym poziomie 3 proc., bez zmian w porównaniu z lutym. Dziś poznamy indeks optymizmu małych firm NFIB za marzec oraz zmianę zapasów paliw wg API.

Z Europy poznaliśmy wyniki niemieckiej produkcji przemysłowej, która urosła w lutym o 2,1 proc. co jest drugą z rzędu zwyżką. Odbicie widoczne jest w przemyśle motoryzacyjnym oraz w budownictwie. Wzrosła produkcja w energochłonnych sektorach (np. chemicznym). Widać, że negatywny wpływ silnego wzrostu cen energii stopniowo ustępuje. Wzrost produkcji w lutym zwiększył szanse na to, że niemiecka gospodarka nie skurczy się ponownie w pierwszym kwartale. Jednak utrzymujący się trend spadkowy w napływających zamówieniach będzie ograniczać szybkie ożywienie i prawdopodobnie kolejne miesiące przyniosą stagnację w tym sektorze.

Większej zmienności na rynku możemy oczekiwać jutro oraz w czwartek. W środę pojawią się ekscytujące dane inflacyjne z USA a w czwartek oprócz cen producenckich z USA otrzymamy decyzję EBC w sprawie stóp procentowych. Dla EBC pierwsza obniżka stóp procentowych w czerwcu powinna być niemal przesądzona, a w Stanach Zjednoczonych inflacja prawdopodobnie pozostanie zbyt wysoka, aby obniżyć stopy w najbliższym czasie, ale nie na tyle wysoka, aby budzić duże obawy.

Łukasz Zembik, Oanda TMS Brokers

Murapol: Rekordowy portfel projektów i silna oferta na rynku mieszkaniowym. Podsumowanie wyników 1Q2024

  • Łączna sprzedaż netto do klientów detalicznych na poziomie 912 lokali w 1Q2024 r. wobec 862 w 1Q2023 r. (wzrost o 5,8% r/r).
  • Szeroka i atrakcyjna oferta postawiona do dyspozycji klientów detalicznych – pokaźny poziom 4,7 tys. lokali w ofercie na dzień 31.03.2024 r.
  • Rekordowy portfel projektów w realizacji obejmujący na dzień 31.03.2024 r. ponad 7 tys. lokali w 13 miastach.
  • 752 lokale w 12 miastach przekazane klientom detalicznym w 1Q2024 r. wobec
    1 081 w 1Q2023 r.
  • Duży, zdywersyfikowany i regularnie odnawiany bank ziemi pod budowę blisko 20,4 tys. lokali na dzień 31.03.2024 r.

SPRZEDAŻ

Łączna sprzedaż netto do klientów detalicznych GK Murapol, zrealizowana w 1Q2024 r. wyniosła 912 lokali (umowy deweloperskie, przedwstępne oraz opłacone umowy rezerwacyjne, po wyeliminowaniu rezygnacji), wobec 862 w 1Q2023 r.

Spółka zawarła z klientami 769 umów deweloperskich i przedwstępnych wobec 729 w 1Q2023 r. Pozostałe 143 lokale ujęte w sprzedaży to opłacone umowy rezerwacyjne (po wyeliminowaniu rezygnacji) na dzień 31.03.2024 r. (na koniec 1Q2023 r. było ich 133).

PRZEKAZANIA

Klientom detalicznym przekazane zostały klucze do 752 lokali wobec 1 081 wydanych w analogicznym okresie ub.r., co było zgodne z oczekiwaniami Spółki.

WPROWADZENIA DO OFERTY

W okresie od stycznia do marca 2024 r. GK Murapol wprowadziła do oferty 1 893 lokale w 6 miastach, tj. we Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu, Aglomeracji Śląskiej, a także w nowej lokalizacji na mapie działalności – w Lublinie (wobec 355 lokali w 1Q2023 r.). Nowa oferta obejmuje lokale zaprojektowane zarówno w nowych przedsięwzięciach deweloperskich, jak i kolejnych etapach realizowanych już inwestycji. Na dzień 31 marca 2024 r. oferta GK Murapol obejmowała 4,7 tys. lokali w 15 miastach. 

LICZBA LOKALI W BUDOWIE

Na dzień 31 marca 2024 r. portfel projektów w budowie Grupy Murapol obejmował rekordowe 7 005 lokali powstających w ramach 25 projektów na terenie 13 miast Polski.

BANK ZIEMI

GK Murapol systematycznie odnawia i rozbudowuje aktywny bank ziemi. Na koniec pierwszego kwartału 2024 r. GK Murapol dysponowała aktywnym bankiem ziemi pod budowę blisko 20,4 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej netto blisko 885 tys. mkw. w 16 miastach.

– Za nami pierwszy kwartał działalności jako spółka publiczna, który oceniamy bardzo pozytywnie. Konsekwentnie realizowaliśmy nasze założenia biznesowe docierając z ofertą do szerokiego grona potencjalnych klientów, o czym świadczą rekordowe parametry liczby lokali w ofercie oraz w budowie. Do dyspozycji mieszkańców 15 polskich miast stawiamy ok. 4,7 tys. lokali o funkcjonalnych i kompaktowych układach, z eco udogodnieniami, w atrakcyjnych lokalizacjach. Oferta mieszkaniowa jest główną przewagą konkurencyjną Grupy Murapol. Prowadzenie równolegle procesów budowlanych w tak dużej i zdywersyfikowanej skali nie byłoby możliwe, gdyby nie uprzednio wypracowany i przez lata rozwijany model biznesowy. U jego podstaw leży wertykalna integracja, która pozwala nam pozyskiwać, projektować, a następnie realizować kolejne przedsięwzięcia deweloperskie, które w 2023 roku pozwoliły nam osiągnąć marżę zysku netto w segmencie R4S na poziomie 21,7%. – mówi Nikodem Iskra, prezes zarządu Murapol S.A.

W ciągu ponad 23 lat działalności (do 31 marca 2024 r.) GK Murapol zrealizowała 84 wieloetapowe inwestycje, w ramach których powstało 429 budynków obejmujących łącznie ponad 28,7 tys. lokali o łącznej powierzchni użytkowej ponad 1,27 mln mkw.

36% firm ma problem z rotacją, a 44,9% pracowników myśli o zmianie pracy

Co trzecia firma (36%) miała problem z odejściem pracowników w ostatnich miesiącach. Jednocześnie 38% przedsiębiorców nie ma sprecyzowanych planów mających przeciwdziałać rotacji, wynika z Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding. Tymczasem wysokie koszty utrzymania skłaniają pracujących do poszukiwania nowego miejsca zatrudnienia. Motywatorem jest również postęp technologiczny, który wymaga nowych kompetencji – 46% pracowników twierdzi, że oferta rozwoju zawodowego jest dla nich ważniejsza niż niewielkie podwyżki wynagrodzenia. Co jeszcze motywuje pracowników i czy ich oczekiwania są zbieżne z ofertą firm?

Z badania przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group Holding wynika, że 52,4% firm nie miało w ostatnim czasie problemu z odejściem pracowników, z tego rodzaju wyzwaniami zetknęło się 36,2% z nich.Gi Group odejścia pracowników

Wyniki badania wskazują jednocześnie, że podobnie jak w ubiegłym roku, 78% pracodawców zamierza utrzymać poziom zatrudnienia w najbliższym kwartale. Oznacza to, że choć osoby, które nie planują zmiany pracy, nie powinny obawiać się o swoje zatrudnienie, przed firmami stoją kolejne wyzwania związane zarówno z wysiłkami na rzecz ograniczenia rotacji, jak i pozyskiwania pracowników mających oczekiwane kompetencje.

Tym bardziej, że pomimo deklarowanego zadowolenia z pracy prawie połowa (44,9%) zatrudnionych myśli o jej zmianie, co jest najwyższym wynikiem od 2018 roku. Z badania wynika, że nastąpiło wręcz odwrócenie trendu – po raz pierwszy odsetek planujących zmienić pracę jest wyższy od odsetka osób, które nie są tym zainteresowane. Na uwagę zwracają także powody otwartości na zmianę pracodawcy – 47% ankietowanych chce odejść z powodu zbyt niskiego wynagrodzenia, 32% nie widzi perspektyw na awans zawodowy, a 29% oczekuje większych możliwości rozwoju.

Gi Group zmiana pracyJak firmy chcą utrzymać pracowników?

Jak wynika z „Barometru Rynku Pracy” Gi Group Holding, utrzymanie dotychczasowej liczby pracowników prognozuje łącznie 78% pracodawców – 58% zamierza to osiągnąć bez rekrutacji nowych pracowników, a 20% bierze pod uwagę zatrudnienie nowych osób. Zastanawia przy tym, że ponad jedna trzecia wszystkich firm (38,2%) nie ma sprecyzowanej strategii przeciwdziałania rotacji.

– Choć dane rynkowe już wskazują na pewne ożywienie, firmy nadal są niepewne przyszłości. Obawiają się dalszego wzrostu kosztów, niepokoi je sytuacja geopolityczna. W konsekwencji utrzymują dyscyplinę budżetową, są ostrożne w podejmowaniu decyzji biznesowych, zwiększaniu zatrudnienia czy wynagrodzeń wykraczających poza wzrost płacy minimalnej. Tegoroczne wyniki pokazują jednak, że pracodawcy sięgają po coraz bardziej zróżnicowane rozwiązania, by zapobiec odejściom pracowników. Zauważalny spadek popularności motywatorów finansowych może wynikać z ograniczeń budżetowych. Może jednak oznaczać również poszukiwanie bardziej kompleksowych i długoterminowych rozwiązań, ukierunkowanych na budowanie zaangażowania i lojalności pracowników – komentuje Marcos Segador Arrebola, Dyrektor Zarządzający Gi Group Holding w Polsce.

W walce z rotacją przedsiębiorstwa najczęściej sięgają po podwyżki wynagrodzeń (22,5%). Uwagę zwraca mniejsza popularność tego rozwiązania – w ubiegłym roku na ten krok decydowało się 24,5%, jeszcze dwa lata temu 30,6%. Podobna sytuacja dotyczy systemów premiowych. Obecnie w celu zmniejszenia rotacji stosuje je 12,2% firm, rok wcześniej – 14,5%. Zauważalny jest jednocześnie wzrost zainteresowania systemami benefitów pracowniczych (13,9% vs. 7% rok temu). Firmy decydują się także na inwestycje w rozwój pracowników zapewniając im szkolenia. W tym przypadku również odnotowano jednak spadek deklaracji w porównaniu z zeszłym rokiem (z 16,8% do 13,1%).Gi Group działania na rzecz zmniejszenia rotacji

Nie tylko oczekiwania finansowe – przyczyny trudności rekrutacyjnych

Trudności ze znalezieniem odpowiednich pracowników deklaruje obecnie 36% przedsiębiorstw, przede wszystkim dużych, podczas gdy 53% z nich nie ma takich problemów. Wśród najczęściej zgłaszanych przyczyn są zbyt wygórowane oczekiwania finansowe potencjalnych pracowników (48,4% vs. 25,3% rok do roku). Brak kandydatów na rynku, który rok temu był problemem dla ponad 74% firm, teraz został wskazany tylko przez 30% przedsiębiorstw. W większym stopniu niż wcześniej skarżą się jednak one na niedopasowanie kompetencji (38,6% vs. 32,9% rok do roku). Problemem jest również rezygnacja kandydatów w trakcie procesu rekrutacyjnego.Gi Group trudności rekrutacyjne

Sposoby radzenia sobie z trudnościami rekrutacyjnymi

W obliczu trudności z pozyskaniem odpowiednich pracowników firmy stoją przed wyzwaniem utrzymania produktywności dotychczasowych zespołów. W porównaniu z ubiegłym rokiem widoczna jest jednak wyraźna zmiana strategii w tym zakresie. Oferowanie kandydatom wyższych wynagrodzeń, które dotychczas było najpopularniejszym rozwiązaniem, znalazło się dopiero na szóstej pozycji (14,1%). Decydują się na to przede wszystkim największe organizacje (18,5%). Najczęściej wymienianym sposobem radzenia sobie z problemami rekrutacyjnymi jest oferowanie już zatrudnionym pracownikom dodatkowych godzin pracy (25,5%), rekrutacja cudzoziemców, w tym głównie pracowników z Ukrainy (17,9%) oraz wspracie w zdobyciu nowych kwalifikacji lub przebranżowieniu się (również 17,9%, rok temu było to zaledwie 6,3%). Znacznie, aż do 17%, wzrosło znaczenie współpracy z agencjami zatrudnienia. Gi Group rozwiązania trudności rekrutacyjnych

Czego oczekują pracownicy?

Badanie przeprowadzone wśród osób planujących zmianę pracy pokazuje, że czynniki finansowe nie tylko nadal odgrywają kluczową rolę dla chęci pozostania w obecnej pracy, ale ich znaczenie jeszcze wzrosło w porównaniu do zeszłego roku. Podwyżka wynagrodzenia i dodatkowe premie to wciąż główne motywatory (odpowiednio 90% i 85%) do pozostania w obecnej firmie. Choć z „Barometru Rynku Pracy” wynika, że więcej pracowników niż wcześniej przewiduje, że ich wynagrodzenia utrzymają się na tym samym poziomie (30,7%), blisko 60% zatrudnionych oczekuje podwyżek. Większość z nich liczy na wzrost wynagrodzenia na poziomie 11-20% (41,8%), blisko co piąty oczekuje podwyżki nie wyższej niż 10%, a co czwarty nawet o 21-30%.

Oprócz kwestii finansowych w decyzji o pozostaniu w dotychczasowym miejscu pracy znaczenie miałyby również większe możliwości rozwoju zawodowego i poprawa atmosfery w miejscu pracy (po 75% wskazań), a także działania zapewniające równowagę między życiem prywatnym a zawodowym (72%).

– Wyniki badania pokazują, że chociaż wynagrodzenie nadal odgrywaja najważniejszą rolę w motywacji pracowników, nie są one jedynym istotnym czynnikiem wpływającym na chęć pozostania w firmie. Coraz większego znaczenia nabierają kwestie takie, jak możliwość rozwoju, atmosfera w pracy czy niższy poziom stresu zawodowego. Staje się to szczególnie ważne w przypadku najmłodszych pracowników. Dla pokoleń Y i Z niezależność i work-life balance są priorytetowe. Nie wahają się oni poszukiwać pracodawcy, który spełni większość z ich oczekiwań komentuje Ewa Michalska, Dyrektor Operacyjna Grafton Recruitment.Gi Group kontynuacja zatrudnienia

 

Inwestycja w przyszłość – możliwości rozwoju zawodowego

Aź 46% pracowników twierdzi, że możliwość rozwoju zawodowego jest dla nich ważniejsza niż niewielkie podwyżki wynagrodzenia. Nie zgodziło się z tym stwierdzeniem 22% respondentów. Znaczenie rozwoju rośnie wraz z wiekiem i stanowiskiem. Starsi specjaliści i managerowie częściej oceniają pod tym kątem obecnych i przyszłych pracodawców, a także silniej wpływa to na ich satysfakcję z pracy.

Jakie rozwiązania w tym zakresie proponują pracodawcy? Blisko połowa (49,2%) organizuje szkolenia wewnętrzne, a co trzecia (32,4%) zewnętrzne. Niemal 17% decyduje się na dofinansowanie edukacji pracowników. Pozostałe formy wsparcia, takie jak opracowanie ścieżek kariery, programy awansu, angażowanie w ambitne projekty, mentoring czy możliwość pracy na różnych stanowiskach realizuje co dziesiąta firma. Co czwarta nie podejmuje jednak żadnych inicjatyw mających na celu wsparcie rozwoju zawodowego swoich zespołów.

Oczekiwania pracowników różnią się od najczęściej oferowanych opcji. Najbardziej pożądane przez zatrudnionych jest dofinansowanie edukacji (38,9%) i szkolenia zewnętrzne (37,2%). Nie bez znaczenia w tym kontekście jest inwestycja finansowa ze strony pracodawcy, która może być interpretowana jako forma docenienia pracownika.

Fakt, że pracownicy oczekują wsparcia w rozwoju zawodowym to dobry znak. Biorąc pod uwagę dynamiczne zmiany na rynku pracy, w tym postępującą automatyzację i rozwój sztucznej inteligencji, oferowanie rozwiązań wspierających zmianę i podwyższanie kwalifikacji staje się coraz istotniejsze dla obu stron. Niezależnie od budżetu czy wielkości organizacji managerowie powinni wygospodarować czas i środki na inwestycje w edukację pracowników. Ścieżka rozwoju musi jednak korelować z celami firmy i stanowiskiem, dlatego tak ważne jest transparentne podejście do tej kwestii już na etapie rekrutacji puentuje Paweł Prociak, Dyrektor Zarządzający Wyser, Executive Search.Gi Group możliwości rozwoju zawodowego

Rola benefitów

Na wprowadzenie lub uatrakcyjnienie oferty benefitów jako czynnik bardzo istotny wskazało 34% respondentów. Warto zwrócić uwagę, że choć w przekazach medialnych benefity są coraz częściej traktowane jako standardowy element oferty skierowanej do pracowników, rzeczywistość w wielu firmach odbiega od tych trendów. Niemal co czwarty pracodawca nie oferuje swoim pracownikom żadnych świadczeń pozapłacowych. W przypadku małych firm ten odsetek jest jeszcze wyższy i wynosi 29%.