Rolnicy z coraz większym zadłużeniem. Według ekspertów, prawdziwe uderzenie dopiero nastąpi

Liczba rolników wpisanych na koniec ub.r. do Krajowego Rejestru Długów spadła o prawie 3,7% rdr. i o 0,2% w ciągu 2 lat. Z kolei w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i w bazie informacji kredytowych BIK przybyło dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając w to działalność usługową. Z końcem listopada 2021 r. było ich więcej o 0,9% rdr. i o blisko 3% w porównaniu do analogicznego okresu w 2019 roku. W zależności od rejestru, analizowani dłużnicy mają do oddania od blisko 315,3 mln zł do 499,3 mln zł, a średni dług wynosi od ponad 72,2 tys. zł do 329,8 tys. zł. Ponadto KRD podaje, że największe średnie zadłużenie zarejestrowano w woj. opolskim, a najmniejsze – w podkarpackim.

Liczba dłużników

Na koniec ub.r. do Krajowego Rejestru Długów wpisanych było 4366 dłużników z branży rolniczej. To o 3,68% mniej niż rok wcześniej (4533). Z kolei w stosunku do wyniku sprzed dwóch lat nastąpił spadek o 0,2% (4375).

– Rolników jest coraz mniej i dlatego liczba dłużników może maleć. Jednak udział zadłużonych osób w całej grupie zawodowej rośnie procentowo. Dla przykładu, w ub.r. prawie 40 tys. gospodarstw w Polsce zrezygnowało z hodowli świń. Część z nich wkrótce zaprzestanie jakiejkolwiek produkcji rolnej, co zaszkodzi producentom pasz i właścicielom małych przetwórni mięsa. Wielu z nich będzie spłacało swoje długi już nie jako rolnicy, a to też zmieni obraz danych – wyjaśnia Michał Kołodziejczak z ogólnopolskiego ruchu rolników AGROunia.

Według danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, na koniec listopada 2021 roku liczba dłużników z kategorii uprawy rolne, chów i hodowla zwierząt, łowiectwo, włączając w to działalność usługową, wyniosła 1514. To więcej niż w analogicznym okresie 2020 roku (1500) i w listopadzie 2019 roku (1470) – odpowiednio o 0,9% i o blisko 3%.

– Te zmiany są niewielkie. Ale już w najbliższych miesiącach liczba dłużników w tej branży będzie rosła lawinowo. Wzrost cen skupu płodów rolnych nie pokryje olbrzymiej podwyżki kosztów produkcji, której wynik jest zawsze niepewny. Nie bez znaczenia będzie też zahamowanie konsumpcji na rynku wewnętrznym wobec postępującego zubożenia społeczeństwa. Do tego zmiany podatkowe niekorzystnie odbiją się na sytuacji rolników – komentuje Adrian Parol, radca prawny i doradca restrukturyzacyjny.

Rzeczywiste zadłużenie

Z danych KRD wynika, że zadłużenie rolników rośnie rok do roku. Na koniec ub.r. wyniosło prawie 315,3 mln zł. To o 6,86% więcej niż rok wcześniej (295 mln zł) i o 15,72% wyższy wynik niż na koniec 2019 roku (ok. 272,5 mln zł). Z kolei w przypadku Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK, dłużnicy z ww. kategorii mieli na koniec listopada ub.r. do oddania blisko 499,32 mln zł. To o 0,97% mniej niż rok wcześniej (ok. 504,26 mln zł) i o 29,85% więcej niż w listopadzie 2019 roku (384,51 mln zł).

– Zadłużenie rolników ewidentnie rośnie ze względu na inflację. To jasno wynika z danych KRD dotyczących zadłużenia rolników. Statystyki Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor obejmują nie tylko gospodarstwa rolne, ale też łowiectwo i sektor usług. Dlatego są trudne do zinterpretowania – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Według danych KRD, średnie zadłużenie jednego dłużnika z branży rolniczej na koniec 2021 roku wyniosło 72 215,50 zł. To o 10,95% więcej niż rok wcześniej (65 087,58 zł). Względem końca 2019 roku nastąpił wzrost o 15,96% (62 274,95 zł). Z kolei z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK wynika, że w listopadzie średni dług wyniósł 329 780 zł. To o 1,9% mniej niż rok wcześniej (336 171 zł) i o 26,07% więcej niż w listopadzie 2019 roku (261 575 zł).

– Ze wszystkich danych, które do nas docierają, wynika, że zadłużenie pojedynczego gospodarstwa jest coraz większe. Rolnicy to jedyna grupa zawodowa, która została całkowicie bez tarczy antykryzysowej, poza wąskim gronem hodowców zwierząt. I dlatego napotykali oni na brak chęci współpracy ze strony banków i firm. Nie chciały one dawać kredytów czy podpisywać umów – stwierdza Michał Kołodziejczak.

Różnice terytorialne

Ponadto dane KRD wskazują, że na koniec 2021 r. największe średnie zadłużenie było w woj. opolskim – 97 980,55 zł, wielkopolskim – 95 119,29 zł, a także w dolnośląskim – 77 932,03 zł. Z kolei najmniejsze wystąpiło w woj. podkarpackim – 35 649,83 zł, świętokrzyskim – 51 830,99 zł, jak również w łódzkim – 54 534,05 zł. W przypadku dłużników bez adresów widać kwotę 8422,93 zł.

– Z danych KRD wynika, że najwyższe średnie zadłużenie w 2021 r. było w województwach opolskim, wielkopolskim i dolnośląskim. Są to województwa, gdzie dominują większe gospodarstwa. Mają one duże obroty i dlatego wykazują największe długi. Natomiast w podkarpackim, łódzkim i świętokrzyskim z reguły dominują małe gospodarstwa. Średnie zadłużenie każdego z nich jest niższe – tłumaczy Wiktor Szmulewicz.

Z kolei Adrian Parol dodaje, że w woj. opolskim, wielkopolskim i dolnośląskim jest duża liczba gospodarstw, które potrzebują większej ilości środków na uruchomienie produkcji ze względu na jej skalę. Tym samym muszą bardziej się zadłużać, korzystając z kredytu kupieckiego czy bankowego. Ekspert zaznacza też, że spłata zobowiązań przeważającej większości rolników nie jest realna w świetle obecnej sytuacji gospodarczej.

Dopiero będzie źle

– Jesteśmy tuż przed wysypem nie tylko zadłużenia popandemicznego, ale też wynikającego ze zmian rynkowych. Moim zdaniem, nastąpi to już w II kwartale br. Dotychczas wszyscy zaciskali pasa i przeznaczali oszczędności na spłatę zobowiązań. Jednak sytuacja wielu rolników nie poprawia się, a koszty uruchomienia produkcji w nowym sezonie będą bardzo wysokie – ostrzega ekspert z AGROunii.

Jak podkreśla Adrian Parol, w 2021 roku rolnicy opierali się na nakładach poniesionych wcześniej, które były niższe niż obecnie. Tym samym wobec wzrostu cen skupu produktów rolnych zaoszczędzili nieco środków pieniężnych, co pozwoliło im spłacić część zadłużenia. Z uwagi na cykl produkcji rolnej, podwyżki realnie dotkną rolników dopiero w tym roku. W ocenie eksperta, branża dopiero zderzy się z poważnymi problemami, biorąc pod uwagę utrudnione kredytowanie i słabą pomoc rządu.

– W tym roku wysokość zadłużenia rolników będą kształtować głównie ceny nawozów i środków ochrony roślin, które drożeją błyskawicznie. Liczymy na to, że przynajmniej paliwa będą tańsze ze względu na zapowiadane przez rząd zmniejszenie podatku VAT z 23% do 8%. Ważnym elementem w zatrzymaniu zadłużenia rolników pod koniec br. będzie terminowa wypłata zaliczek na płatności obszarowe – podsumowuje prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych.

Podniesienie stóp procentowych oznacza wzrost odsetek od niespłacanych zobowiązań

  • Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o podniesieniu stopy referencyjnej do poziomu 2,75 proc. – to najwięcej od 2013 r.
  • Stawka referencyjna wpływa m.in. na oprocentowanie kredytów, ale też na wysokość odsetek ustawowych za opóźnienie.
  • Zgodnie z prawem, od teraz wierzyciele mogą więc doliczać do zadłużenia w sumie 8,25 proc. karnych odsetek ustawowych od należności w skali roku.
  • Przy obowiązujących stawkach, 10 tys. zł długu wzrośnie po roku o 825 zł.

Wyższe raty kredytów, większe rachunki na energię, rosnące ceny w sklepach – nagromadzenie podwyżek w ostatnich miesiącach może powodować, że osoby zadłużone odłożą decyzję o spłacie długów. Nigdy nie jest to jednak dobry krok – tego typu zaległości utrudniają m.in. wzięcie kredytu, sprzętu na raty czy telefonu w abonamencie, a ze względu na karne odsetki, zadłużenie z każdym dniem wzrasta. Obecnie unikanie spłaty długów wiąże się także z coraz bardziej dotkliwymi konsekwencjami finansowymi.

Stopy referencyjne w górę, a wraz z nimi odsetki ustawowe za opóźnienie

Zgodnie z Ustawą o Narodowym Banku Polskim z dnia 29 sierpnia 1997 r., wysokość stóp referencyjnych w Polsce ustala Rada Polityki Pieniężnej. Jest to organ decyzyjny NBP, który podejmuje decyzje dotyczące stóp w oparciu o analizę różnych wskaźników makroekonomicznych, ale także czynników gospodarczych, jak rynek pracy, sytuacja w przemyśle, koniunktura, sytuacja finansów publicznych, kurs walut, a także poziom inflacji.

Od jesieni ubiegłego roku, wraz ze wzrostem poziomu inflacji, Rada Polityki Pieniężnej konsekwentnie podnosi wysokość stopy referencyjnej. W maju 2020 r., ze względu na pandemię i spowodowane nią problemy finansowe wielu Polaków, została obniżona do zaledwie 0,1 proc. Od 9 lutego br. wynosi już natomiast 2,75 proc. – to najwięcej od 2013 r.

Stopa referencyjna to bardzo ważny wskaźnik, z którym – często nawet o tym nie wiedząc – mamy styczność w codziennym życiu. Świadomość jej wpływu na budżety domowe mają przede wszystkim kredytobiorcy. To od stopy referencyjnej uzależniona jest bowiem wysokość oprocentowania kredytu, a co za tym idzie – miesięcznej raty. Jednak to nie koniec. Na jej podstawie obliczane są również odsetki ustawowe za opóźnienie, czyli wysokość zadośćuczynienia dla wierzyciela za niedotrzymanie terminu płatności. Wraz ze styczniową decyzją Rady Polityki Pieniężnej zwiększy się więc całkowita kwota zadłużenia wielu Polaków – mówi dr Artur Trzebiński,  Doradca ds. ekonomicznych Związku Przedsiębiorstw Finansowych w Polsce.

Czym są odsetki ustawowe i jak je obliczyć?

Odsetki ustawowe stanowią formę rekompensaty, np. dla firmy, która nie otrzymała w terminie zapłaty za produkt czy usługę. Mają zastosowanie, jeśli w umowie pomiędzy stronami nie jest jasno określone, jaka kwota zostanie naliczona w razie opóźnienia w płatnościach. Służą jednak także zabezpieczeniu interesów drugiej strony. Wysokość odsetek w umowie nie może bowiem przekroczyć dwukrotności obowiązujących odsetek ustawowych.

Polskie prawo przewiduje 3 rodzaje odsetek ustawowych:

  • Odsetki ustawowe za opóźnienie – obowiązują, gdy strony nie określiły w umowie wysokości odsetek w razie opóźnień w płatnościach. Są naliczane już od pierwszego dnia przekroczenia terminu. Ich wysokość to suma stopy referencyjnej i 5,5 pkt. procentowych, czyli obecnie 8,25 proc. w skali roku.
  • Odsetki za opóźnienie w transakcjach handlowych dotyczą wyłącznie umów zawartych między przedsiębiorcami. Wynoszą obecnie 9,75 proc. (dla państwowych podmiotów leczniczych) lub 11,75 proc. w skali roku (dla wszystkich pozostałych przedsiębiorców).
  • Odsetki wynikające z czynności prawnych (kapitałowe) – stanowią formę wynagrodzenia za sam fakt umożliwienia korzystania z czyjegoś kapitału. Dotyczą przede wszystkim kredytów i pożyczek. Równają się sumie stopy referencyjnej NBP i 3,5 punktów procentowych, aktualnie jest to 6,25 proc. w skali roku.

Kwota odsetek zależy także od wysokości zadłużenia oraz liczby dni, które upłynęły od terminu zapłaty. Można ją obliczyć mnożąc obowiązującą stawkę odsetek ustawowych przez liczbę dni opóźnienia oraz wysokość należności do spłaty. Wynik ten należy podzielić przez 365. W ten sposób dowiemy się, o jaką kwotę wzrosło już nasze zadłużenie. Jeżeli matematyka nie jest naszą mocną stroną, w sieci dostępne są kalkulatory odsetek, które wykonają za nas obliczenia.

Jak wynika z powyższego wzoru, czas nigdy nie jest sprzymierzeńcem osób zadłużonych. Dla przykładu, jeśli mamy zadłużenie w wysokości 10 tys. zł powstałe 9 lutego 2022 r. i spłacimy je dopiero po roku, to całkowita suma do uregulowania wzrośnie aż o 825 zł. Zdaniem analityków, to nie koniec podwyżek stopy referencyjnej, dlatego nie należy zwlekać ze spłatą długów. Już teraz skontaktujmy się z wierzycielem lub firmą windykacyjną, by ustalić warunki zwrotu należnych środków – dodaje Artur Trzebiński.

Wzrost odsetek ustawowych za opóźnienie w spłacie zobowiązania to zła wiadomość dla osób zadłużonych. Jednak ich naliczanie można zatrzymać. Wystarczy skontaktować się z wierzycielem lub firmą windykacyjną i zawrzeć porozumienie. Dzięki regularnej spłacie dług nie będzie już powiększał się o karne odsetki.

Która grupa podatników nie musi składać dokumentów rozliczeniowych do ZUS?

Nowy rok przyniósł wiele zmian podatkowych. W ramach Polskiego Ładu jedną z nich jest obowiązek składania co miesiąc dokumentów rozliczeniowych do Zakładu Ubezpieczeń Społecznych. Są jednak pewne grupy podatników, których powyższy obowiązek nie obejmuje.

Na mocy nowych przepisów większość płatników jest aktualnie zobowiązana do złożenia deklaracji do ZUS. Wynika to ze zmian dotyczących rozliczania składki zdrowotnej, której wysokość jest obecnie uzależniona od poziomu uzyskanego dochodu. Choć nieliczni, są jednak płatnicy, którzy nie muszą składać dokumentów rozliczeniowych do ZUS.

Jedną z takich grup płatników są osoby duchowne, opłacające składki wyłącznie za siebie, które zadeklarowały w ostatniej deklaracji rozliczeniowej minimalną podstawę wymiaru składek. Co ważne, zwolnienie z obowiązku składania dokumentów rozliczeniowych dotyczy również tych miesięcy, w których zmienia się wysokość minimalnej podstawy wymiaru składek.

Kolejną grupą, która nie musi składać dokumentów rozliczeniowych do ZUS są osoby zatrudniające, na podstawie umowy uaktywniającej, wyłącznie nianię.

– Jest tutaj jednak pewien warunek. W ostatnich złożonych za pełny miesiąc dokumentach rozliczeniowych, które były oznaczone identyfikatorem z zakresu 40–49, płatnik musi wykazać podstawę wymiaru składek nieprzekraczającą 50 proc. minimalnego wynagrodzenia przy umowie zawartej po 1 stycznia 2018 roku lub nie wyższą niż minimalne wynagrodzenie przy umowie zawartej przed 1 stycznia 2018 roku – mówi Teresa Warska, specjalista ds. księgowości w Systim.pl.

Osoby, które dobrowolnie zgłosiły się do ubezpieczeń emerytalnych oraz rentowych i opłacają składkę wyłącznie za siebie, są również zwolnione z obowiązku miesięcznego składania deklaracji rozliczeniowych do ZUS.

Warto jednak podkreślić, że również i w tej grupie jest jeden warunek, który należy spełnić, by móc skorzystać z wyżej wspomnianego prawa – płatnik w swojej ostatniej deklaracji rozliczeniowej musi zadeklarować do podstawy wymiaru składek na te ubezpieczenia kwotę nie niższą niż minimalne wynagrodzenie za pracę – dodaje ekspertka z Systim.pl.

Co istotne, jeśli płatnik przystąpił do dobrowolnych ubezpieczeń emerytalnych i rentowych, może nie składać dokumentów rozliczeniowych za kolejny miesiąc kalendarzowy również w sytuacji, gdy zmiana w stosunku do poprzedniego miesiąca wynika wyłącznie ze zmiany minimalnego wynagrodzenia za pracę.

Dodać należy także, że płatnik nie musi informować Zakładu Ubezpieczeń Społecznych o tym, że chciałby skorzystać ze zwolnienia z obowiązku składania dokumentów rozliczeniowych. Zwolnienie bowiem przysługuje z mocy prawa, jeśli dokumenty rozliczeniowe, które przekazał za poprzedni pełny miesiąc były poprawnie wypełnione.

Pozostali płatnicy, po wejściu w życie przepisów w ramach Polskiego Ładu, mają obowiązek złożyć deklarację w lutym 2022 roku. Warto w tym miejscu przypomnieć, iż zmienił się również sam wzór deklaracji ZUS DRA. Wymienione zmiany mają umożliwiać przedsiębiorcy wskazanie osiągniętego w danym miesiącu przychodu oraz formy opodatkowania, co sprawi, że ZUS będzie w stanie zweryfikować prawidłową wysokość składki zdrowotnej przez niego zapłaconej. Zmiany te obejmą również i tych podatników, którzy już wcześniej wysyłali dokumenty rozliczeniowe do ZUS co miesiąc – z uwagi na zmienną wysokość przychodów nie mogą oni już bowiem automatycznie sięgać po deklaracje z poprzedniego miesiąca, stąd też są oni zobowiązani do wypełniania deklaracji co miesiąc.3

Czy umocnienie złotego zaszkodzi rynkowi akcji?

Główne indeksy w USA powróciły wczoraj w okolice swych szczytów sprzed tygodnia. Najmocniej zachowywała się średnia przemysłowa Dow Jonesa, która wyszła na najwyższy poziom od stycznia. Indeks tamtejszego szerokiego rynku akcji czyli Russell 2000 zbliżał się od dołu do poziomu potężnego oporu ustanowionego nieco powyżej poziomu 2100 pkt. przez ubiegłoroczne minima.

Dziś podane zostaną w USA dane na temat tempa inflacji w styczniu. Po +7 proc. r/r w grudniu obecnie ekonomiści oczekują średnio dalszego wzrostu do najwyższego od 1982 roku poziomu +7,2 proc.

Wczorajsza konferencja prezesa NBP, na której padły słowa wsparcia dla siły złotego (zapewne jako jednej z metod walki z najwyższą od 20 lat w naszym kraju inflacją) i sugestie kontynuowania podwyżek stóp RPP wpłynęło na umocnienie polskiej waluty. USD/PLN był dziś rano najniżej od października ub.r., zaś EUR/PLN najniżej od czerwca ub.r.

Mocny złoty niekoniecznie sprzyja krajowemu rynkowi akcji i być może z tego powodu pomimo lekkich plusów na giełdach europejskich (DAX +0,48 proc. CAC 40 +0,25 proc.). WIG-20 tracił pół godziny po otwarciu 0,57 proc. Swój rekord wartości ustanowił dziś zdominowany przez akcje Inter Cars WIG-MOTO.

EUR/USD po odbiciu się w poprzedni piątek od styczniowego szczytu (1,148) nadal konsolidował się w wąskim przedziale powyżej 1,14.

Dziś rano w trakcie sesji w Azji i Oceanii swe historyczne maksimum ustanowił główny indeks giełdy w Indonezji, a singapurski Straits Times Index był najwyżej od 2018 roku.
Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych w Malezji wyszły na najwyższy poziom od 2018 roku, zaś w Japonii były dziś najwyższe od początku 2016 roku. Rentowność amerykańskich 10-latek lekko spadała.

Na rynkach towarowych swe nowe przynajmniej roczne ustanowiły wczoraj ceny kawy, kakao oraz żywca wołowego i śruty sojowej („soybean meal”). Widać, że ostatnia fala inflacji przetacza się obecnie po rynkach towarów rolnych. Z rekordowych poziomów spadły wczoraj 6,33 proc. ceny kontraktów na emisję dwutlenku węgla w UE.
Kurs BTC/USD odpoczywał dziś rano (-1,1 proc.) po wzroście z 33000 do 45000 rozpoczętym 24 stycznia.

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Przegląd „własnego podwórka” czyli analiza rynku mieszkaniowego w 2021 i 2022 roku w Polsce

Ubiegły, 2021 rok uznawany jest przez wielu za jeden z najciekawszych okresów w ciągu ostatniej dekady na polskim rynku nieruchomości. Ogromny popyt przy niskiej podaży, wysoki wzrost cen i rekordowe wyniki sprzedaży deweloperów, a także wzrost zainteresowania inwestycjami PRS to tylko kilka z wielu aspektów, które mogliśmy zaobserwować na przestrzeni minionego roku. Jakie wnioski powinniśmy wyciągnąć z analizy? Co sądzą o nich sami zainteresowani? Sprawdźmy podsumowania i prognozy na 2022 rok.

Wstępne wyniki Narodowego Spisu Powszechnego – mniej ludzi więcej mieszkań

Wraz z końcem stycznia br. Główny Urząd Statystyczny opublikował wstępne wyniki Narodowego Spisu Powszechnego Ludności i Mieszkań w 2021 roku. Według przedstawionych danych liczba ludności Polski przekroczyła 38 mln osób, co stanowi niewielki spadek wynoszący 0,9% w stosunku do danych pozyskanych w 2011 roku. Proporcja płci jest z kolei zbliżona do danych opublikowanych we wcześniejszym spisie – 51,5% ludności stanowią kobiety, z kolei 48,5% populacji Polski to mężczyźni. W dalszym ciągu w kraju dominuję również grupa osób w wieku produkcyjnym w przedziale wiekowym 18-59/64 lata, stanowiąca aż 60% całej populacji kraju. Wstępne wyniki Spisu wskazują także na trend wzrostowy i potrzebę budowania nowych lokali mieszkalnych. Z opublikowanych danych wynika, iż liczba budynków w Polsce w 2021 roku wyniosła 6,8 mln, co stanowi wzrost o 800 tys. inwestycji w porównaniu z NPS z 2011 roku. Podobną sytuację wzrostową można zauważyć, jeśli chodzi o liczbę mieszkań w Polsce. W minionym roku przekroczyła ona 15 mln lokali – co w porównaniu z rokiem 2011 wskazuje wzrost na poziomie 12,6%, czyli 1,7 mln mieszkań. Łączna powierzchnia wszystkich lokali w budynkach mieszkalnych wyniosła z kolei 1121,3 mln m2, czyli o niemal 175 m2 więcej (18,5%), w porównaniu do roku wcześniejszego badania[1].

Polski Związek Firm Deweloperskich zabrał głos

Według raportu opublikowanego przez Polski Związek Firm Deweloperskich, rok 2021 można zaliczyć do rekordowych, jeśli chodzi o sprzedaż mieszkań. W tym czasie w tzw. „6M”, czyli sześciu największych miastach Polski: Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Poznaniu, Łodzi i Trójmieście udało się sprzedać ponad 69 tys. lokali mieszkalnych. Co ciekawe, podobny wynik należący do największych rekordów sprzedaży udało się zanotować jedynie raz w 2017 roku – wtedy też owa sprzedaż wyniosła 72 tys. mieszkań. Zdaniem ekspertów, ustanowienie nowego, lepszego wyniku było w tym roku realnie możliwie, jednak na finalnym efekcie zaważyła podaż.  Deweloperzy z „6M” nie byli bowiem w stanie wprowadzić do sprzedaży wystarczającej ilości mieszkań, a na koniec roku Klienci mogli wybierać z niewielkiej puli składającej się z zaledwie 37,4 tys. lokali. W ten sposób łączna oferta deweloperów spadła w tych miastach o ponad 20% w stosunku do roku poprzedniego, czyli do najniższego poziomu od niemal dekady. Między innymi z tego względu ceny mieszkań w Polsce uległy znacznemu podwyższeniu – w sześciu największych miastach wzrost cen wyniósł średnio 17%. Najbardziej trafnym przykładem wspomnianej sytuacji może okazać się Warszawa, w której oferta zmniejszyła się do bardzo niskiej wartości, wynoszącej zaledwie 10 tys. jednostek. W związku z tym średnia cena mieszkań wprowadzonych do oferty w IV kw. 2021 roku w stolicy zwiększyła się aż o 33% w stosunku do cen z ostatniego kwartału 2020 roku[2].

Dalsze obserwacje i prognozy na 2022 rok

Ostatni kwartał minionego roku należał do niezwykle dynamicznych i ciekawych, dlatego z pewnością może on mieć realne przełożenie na cały 2022 rok. Przy tym temacie warto wspomnieć o dwóch aspektach: inflacji w budownictwie, która napędza wzrost nie tylko cen mieszkań, ale i domów, a także o coraz prężniej rozwijającym się segmencie PRS, czyli zakupie i najmie instytucjonalnym.

Wzrost cen mieszkań w Polsce komunikowany jest na rynku już od dłuższego. Przyczyn takich sytuacji jest wiele, a należą do nich m.in. wspomniana podaż, wysoka inflacja, wzrost obciążeń podatkowych, utrudnienia w dostawach materiałów spowodowanych pandemią Covid-19, ale także wyższe wymogi efektywności energetycznej, dodatkowe wymogi związane z elektromobilnością, czy też ewentualne zmiany w zakresie warunków technicznych[4]. W IV kw. 2021 roku średnie ceny mieszkań wzrosły o 5,2% porównując je kwartał do kwartału, a średnie krajowe ceny kawalerek sięgnęły już poziomu 10 tys. zł za m2. Jak wygląda z kolei sytuacja w przypadku domów, o których nie wspomina się tak często? Jak wskazuje serwis Otodom, we wszystkich analizowanych przez nich kategoriach domów, roczne tempo wzrostu cen przekroczyło już 20% i z kwartału na kwartał będzie nadal przyspieszać. Najszybsze tempo wzrostu wykazują ceny domów wolnostojących, zarówno na dużych działkach, jak i tych mniejszych, zlokalizowanych na terenach podmiejskich. W obu wskazanych kategoriach ich ceny są już wyższe o 25% niż przed rokiem. W efekcie bardzo szybko zmniejsza się również różnica cenowa między domem szeregowym i wolnostojącym, która w III kw. minionego roku wynosiła 1,1 tys. zł, z kolei w IV kw. stanowiła już tylko 0,8 tys. zł[5]. Wspomniane dane wskazują więc na możliwy, nowy trend na rynku nieruchomości, w którym coraz większe znaczenie zaczną odgrywać cztery kąty we własnym domu.

Innym ciekawym i wartym obserwacji trendem jest rozwój rynku najmu instytucjonalnego w Polsce. Jak podaje międzynarodowa firma  doradcza Savills, segment mieszkań na wynajem instytucjonalny jest już drugim największym sektorem nieruchomości w Europie. W pierwszej połowie 2021 roku wartość transakcji inwestycyjnych w tym sektorze wyniosła 24,1 mld euro, co stanowi 23% całkowitego wolumenu inwestycyjnego[6]. Rozwój rynku najmu prowadzi jednak nie tylko do wynajmu mieszkań, ale także do powstawania całych obiektów, a nawet osiedli przeznaczonych na wynajem. Co prawda, inicjatywy w tym zakresie zaczęły rozwijać się w Polsce już kilka lat temu, jednak wówczas nie było odpowiednich warunków do szybkiego rozwoju wspomnianego sektora. Dzisiaj wiele funduszy interesuje się zakupem całych inwestycji realizowanych w największych miastach Polski. Według danych opublikowanych w raporcie firmy badawczo-rozwojowej ThinkCo, obecnie istnieje 3 873 inwestycji PRS (Private Rented Sector), z czego do 2023 roku w budowie lub planach jest kolejne 7362 lokali. Do 2025 roku natomiast przewiduje się, że inwestycji spółek najmu instytucjonalnego będzie już o kolejne 25 865 więcej. Jaki z tego wniosek? Szacowany zasób najmu instytucjonalnego nieustannie rośnie, a do wspomnianego 2025 roku może on przekroczyć liczbę 37 tys. inwestycji w całej Polsce[7].

Opracowanie: Profbud

[1] https://stat.gov.pl/infografiki-widzety/infografiki/infografika-wstepne-wyniki-narodowego-spisu-powszechnego-ludnosci-i-mieszkan-2021,115,2.html

[2] PZFD, Rynek mieszkaniowy w 2021 roku. Podsumowanie i prognozy Polskiego Związku Firm Deweloperskich

[4] PZFD, Rynek mieszkaniowy w 2021 roku. Podsumowanie i prognozy Polskiego Związku Firm Deweloperskich

[5] Otodom, Polityka Insight, Kwartalnik mieszkaniowy. Raport o sytuacji na rynku mieszkań w IV kwartale 2021 roku

[6] Savills, European Investment – September 2021, European Multifamily

[7] ThinkCo, Budowanie na wynajem. Perspektywy rozwoju rynku najmu w Polsce

Kontynuacja umiarkowanego tempa wzrostu stawek ubezpieczeniowych na świecie – wzrost cen o 13% w czwartym kwartale 2021 r.

Ceny ubezpieczeń na świecie wzrosły o 13% w czwartym kwartale 2021 r. – wynika z najnowszego raportu Marsh Global Insurance Market Index, kontynuując trend umiarkowanego wzrostu stawek, który obserwujemy od początku ubiegłego roku. Jest to 17-sty kwartał z rzędu, w którym nastąpił wzrost stawek, jednakże w przypadku wielu linii i regionów geograficznych tempo wzrostu cen ubezpieczeń pozostaje umiarkowane.

Wzrosty w większości regionów były umiarkowane ze względu na wolniejsze tempo wzrostu stawek linii majątkowych oraz OC członków władz spółki (D&O). Wielka Brytania, ze średnim wzrostem 22% (spadek z 27% w III kwartale), Stany Zjednoczone z 14% wzrostem (stały poziom w porównaniu z poprzednim kwartałem) oraz region Pacyfiku, gdzie wzrost stawek wyniósł 13% (spadek z 17% w Q3), w dalszym ciągu napędzają globalne ceny ubezpieczeń. Tempo wzrostu w Azji wyniosło 4% (spadek z 6%), a w Europie kontynentalnej – 9% (spadek z 10%). Wyjątek stanowił region Ameryki Łacińskiej i Karaibów, gdzie stawki wzrosły o 4% (w porównaniu z 2% w poprzednim kwartale).

Kluczowe wnioski:

  • W skali globalnej ceny ubezpieczeń linii majątkowych wzrosły średnio o 8% (spadek z 9% w porównaniu z III kwartałem); jednocześnie stawki ubezpieczeń OC wzrosły średnio o 5% (spadek z 6% w porównaniu do dwóch ostatnich kwartałów).
  • W przypadku linii finansowych i profesjonalnych, napędzanych wzrostem cen cyber polis, ponownie odnotowano najwyższy wskaźnik wzrostu stawek wśród głównych kategorii produktów, wynoszący 31% (w porównaniu do 32% w poprzednim kwartale).
  • Ceny ubezpieczeń cybernetycznych wciąż rosną, głównie z powodu ciągłego wzrostu częstotliwości i skali szkód związanych z oprogramowaniem ransomware, a także dążenia wielu ubezpieczycieli do zaostrzenia warunków ubezpieczenia. W Stanach Zjednoczonych ceny cyber polis wzrosły aż o 130% (wzrost w stosunku do 96% w III kwartale) oraz o 92% w Wielkiej Brytanii (73% w Q3).

„Działamy na wymagającym rynku zarządzania ryzykiem i ubezpieczeń, koncentrując się na opracowywaniu rozwiązań dla takich kategorii produktów, jak polisy cyber, które nadal będą stanowić pewnego rodzaju wyzwanie zarówno dla Klientów, jak i ubezpieczycieli. W szerszej perspektywie spodziewamy się kontynuacji umiarkowanego wzrostu stawek do końca 2022 roku, co będzie trendem mile widzianym przez naszych Klientów” – komentuje wyniki raportu Lucy Clarke, President, Marsh Specialty and Marsh Global Placement.

Blanka Kuzdro-Chodor – Dyrektor Działu Klienta Korporacyjnego podkreśla: „Polski rynek ubezpieczeń w Q4 2021 roku utrzymał tendencje wzrostu stawek, która kształtowała się średnio na poziomie 15-20%. Jest to poziom wzrostów, z którym już się „oswoiliśmy” i jak na razie nie widać tendencji wyhamowujących. Wyhamowaniu wzrostów stawek nie pomaga rosnąca inflacja, która ma bezpośredni wpływ na rosnące koszty likwidacji szkód. Dlatego, oceniając te elementy musimy liczyć się z utrzymaniem rosnących stawek ubezpieczeniowych.”

Małgorzata Splett – Dyrektor Działu FINPRO (ubezpieczenia finansowe i profesjonalne) i PEMA (fuzje i przejęcia) dodaje: „Wzrost stawek ubezpieczeń D&O powoli stabilizuje się – pod warunkiem braku szkód i nieistotnych zmian w rozwoju organizacji, zwyżki wynoszą zwykle kilkanaście procent w stosunku do ceny ostatniej polisy D&O. Trend ten nie dotyczy programów instytucji finansowych, które wciąż notują średnie zwyżki na poziomie kilkadziesiąt procent w stosunku do kosztu ochrony wygasającej.

Niezależnie od sektora, ubezpieczyciele uważniej przyglądają się spółkom z ekspozycją na ryzyko USA oraz spółkom, których papiery wartościowe emitowane są zagranicą i oparte na instrumentach lokalnych. Niezmiennie ubezpieczyciele dokładnie sprawdzają ryzyko potencjalnych roszczeń do menedżerów (w tym byłych menedżerów) spółek z udziałem skarbu państwa – częste zmiany w zarządach tą uważność tylko intensyfikują. Wskazane ryzyka mają oczywiście odzwierciedlenie w stawce polisy. 

Interesujące jest, czy lokalni ubezpieczyciele w najbliższej przyszłości będą bardziej szczegółowo patrzeć, oceniając ryzyko na obszar społecznej odpowiedzialności biznesu (ESG), czy cyberbezpieczeństwa w przedsiębiorstwie, które stanowią pole do potencjalnych roszczeń i być może będą również w większej mierze wpływać na ceny programów D&O.

Stawki polis cybernetycznych wciąż rosną – w niektórych regionach nawet podwójnie

Zdecydowanie większe wzrosty stawek są wciąż obserwowane w ubezpieczeniach cyber i tutaj jedynie średnie zwyżki wynoszą 65-92% w stosunku do programu wygasającego. Powodem jest oczywiście europejska i światowa szkodowość, ale również obniżanie dostępnej pojemności limitów, co skutkuje koniecznością poszukiwania pojemności u nowych ubezpieczycieli. Pomimo dobrej jakości ryzyka, jeżeli organizacja rośnie i rozwija się, ryzyko cyber oceniane jest przez ubezpieczycieli jako poważniejsze – w takich wypadkach kilka odnowień naszych największych programów cyber ostatnio zakończyło się zwyżką na poziomie 100% w stosunku do składki programu plasowanego w 2021 roku.”

Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych w Marsh Polska podsumowuje rynek ubezpieczeń należności handlowych: „W przeciwieństwie do ogólnego trendu wzrostu stawek zaprezentowanego w Raporcie Marsh Global Insurance Market Index, ubezpieczenie należności handlowych należy do nielicznej grupy produktów charakteryzujących się spadkiem stawek. Przełom 2020 i 2021 to wyhamowanie trendu podwyżek, ale już od II kwartału 2021 mamy regularne obniżki. Po gwałtownej i znaczącej podwyżce stawek z 2020 roku, wywołanej niepewnością co do reakcji gospodarek (w skali globalnej i lokalnej) na wprowadzane lockdowny oraz jej stanu w okresie postpandemicznym, nie ma już śladu. Obecnie mamy do czynienia z trendem spadających stawek, zarówno na rynku lokalnym jak i globalnym.

Rok 2020 i 2021 to czas niskiej szkodowości. Wzrost niewypłacalności, który wszyscy komentują, w niewielkim stopniu dotknął Ubezpieczycieli co obecnie pozwala oferować atrakcyjne warunki kosztowe. Rok 2022, jak każdy poprzedni, przynosi szereg nowych wyzwań dla biznesu, jednak na razie nie widać tego w otrzymywanych ofertach. Zakładamy, iż w bieżącym roku kłopoty poszczególnych krajów będą w większym stopniu wpływały na możliwości uzyskiwania limitów niż na same stawki”.

Cyberzagrożenia 2022

2022 może okazać się spektakularny pod względem incydentów, porażek i innowacji, które przewidujemy w obszarze cyberbezpieczeństwa. Poniżej przegląd kluczowych trendów od grupy architektów rozwiązań, analityków, inżynierów, specjalistów od oszustw, byłych funkcjonariuszy organów ścigania i wywiadu, a także CISO w F5.

Sponsorowane przez państwa struktury przyjmą zestawy narzędzi od cyberprzestępców

Dobrze znane zagrożenia oparte na bogatych zasobach (inaczej: zaawansowane trwałe zagrożenia; ang. APT) rozumiane jako najbardziej szkodliwe techniki i grupy atakujących, są wskazywane jako najuciążliwsze w walce o bezpieczną organizację. W tym roku spodziewamy się więcej APT. Szczególnie w sponsorowanych przez państwo strukturach, które będą modyfikować znane odmiany złośliwego oprogramowania i wykorzystywać techniki cyberprzestępcze, takie jak konfigurowanie funkcji dowodzenia i kontroli (C&C) w komunikatorze Telegram. Innymi słowy, miejscem poszukiwania najlepszego wsparcia przeciw APT będzie czołówka operacji przestępczych. Remi Cohen, Senior Threat Intelligence Engineer at F5

Fintechy w czołówce gromadzących dane uwierzytelniające

Korzystanie z usług fintechu jest możliwe, dopiero gdy umożliwi się połączenia między organizacją, która je świadczy, a rachunkami finansowymi usługobiorców. Oznacza to, że trzeba przekazać nazwy użytkownika i hasła do wszystkich odpowiednich kont. Tylko niektóre fintechy mają ugruntowaną pozycję i renomę. W 2022 roku spodziewamy się, że przynajmniej jeden taki usługodawca okaże się tylko przykrywką dla organizacji przestępczej utworzonej wyłącznie po to, by zbierać nazwy użytkowników i hasła. Dan Woods, Global Head of Intelligence at F5

Chmura zje tradycyjne IT

Zbliżamy się do punktu, w którym chmura stanie się częścią domyślnych umiejętności IT. Ponieważ multi-cloud staje się nową normą[1], wzrosną oczekiwania wobec specjalistów IT. Zmienią się paradygmaty zarządzania IT, w których praca on-premises będzie bardziej przypominać wzorce przyjęte dla chmury (np. w zakresie zarządzania lokalnym sprzętem). Większość narzędzi wielochmurowych i hybrydowych opiera się na takiej samej metodzie, więc używanie dwóch wzorców postępowania do zarządzania technologią staje się zbędne. Raymond Pompon, Director of F5 Labs

Oprogramowanie ransomware będzie atakować najzamożniejszych

Jest tylko kwestią czasu, zanim ktoś zacznie tą metodą atakować wyjątkowo zamożnych obywateli w ich osobistych sieciach. Takie „cele” mają środki na zapłacenie okupu, a ich systemy informatyczne są często tak złożone, jak systemy małych przedsiębiorstw. Z afer finansowych możemy się domyślać, że wiele osób o bardzo wysokich dochodach może mieć coś do ukrycia w swoich finansach. Mogą więc wahać się, czy w razie ataku wezwać organy ścigania. Sander Vinberg, Threat Research Evangelist at F5 Labs

Cyberprzestępczość i cyberwojna będą coraz trudniejsze do rozróżnienia

Ubezpieczyciele coraz bardziej interesują się coraz częściej występującymi cyberkonfliktami. W 2021 roku do kategorii „wojny” zakwalifikowano ponad sto incydentów.Technologia może być wykorzystywana w dobrych, jak i złych celach. Np. narzędzia do testów penetracyjnych wykorzystywane mogą być zarówno przez stronę ataku, jak i obrony. Wszystkie narzędzia do cyberataków, są wykorzystywane także w cyberwojnie, od DDoS przez ransomware po kryptokoparki.Widzieliśmy już wiele ataków sponsorowanych przez państwa, takich jak WannaCry, które mają znamiona oszustwa. Jeśli firma zostanie zaatakowana przez takie oprogramowanie ransomware, trudno jednoznacznie sklasyfikować, czy był to akt wojny, czy cyberprzestępstwo. Szczególnie niejasne są granice definicji w przypadku infrastruktury krytycznej będącej często w cywilnych, prywatnych rękach. Podobne rozróżnienie wojna/przestępstwo wydaje się mieć jeszcze znaczenie tylko dla ubezpieczycieli i polityków. Raymond Pompon, Director of F5 Labs 

Organizacje będą miały więcej „kluczowych” problemów

Niedawno, jedna z giełd kryptowalut doświadczyła kradzieży różnych tokenów o wartości 200 milionów dolarów po tym, jak prywatny klucz giełdy uległ naruszeniu.Tymczasem w 2021 roku udostępniono kilka nowych opcji bezpieczniejszego przechowywania kluczy, dzięki udostępnieniu sprzętowych modułów bezpieczeństwa (HSM) w chmurze. Narzędzia te mogą być drogie i wymagają sporej infrastruktury, aby działały poprawnie i zapewniły dostęp do kluczy przez całą dobę.Można oczywiście zabezpieczyć klucze prywatne szyfrując ich pliki i używając haseł, ale wraz ze wzrostem liczby zarządzanych kluczy może się to szybko wymknąć spod kontroli (scenariusz powielania hasła).Usługi HSM w chmurze są najrozsądniejszą drogą dla przedsiębiorstw i dużych organizacji, ale mają sens nawet w przypadku indywidualnych, zaawansowanych użytkowników. Klucze są hakowane stale i będą także w 2022 roku. Warto zabezpieczyć narzędzie do ich przechowywania i upewnić się, że nie jesteśmy w grupie tych, których klucze zostały naruszone.  Peter Scheffler, Senior Solution Architect at F5

Cyberprzestępcy jak korporacje

Mamy coraz więcej wiedzy na temat społeczności cyberkryminalistów – nasila się w niej trend specjalizacji, podziałów prac i zadań. Niepokoi fakt, że oferenci cyberprzestępstw coraz bardziej zaczynają przypominać korporacje zatrudniające pracowników o zróżnicowanych rolach oraz zlecające określone czynności na zewnątrz.Trend odchodzenia od specjalizacji zaznacza się tylko w podgrupach atakujących — na przykład wśród Rosjan lub FIN6 — w kierunku uogólnionego rynku specjalistów, którzy będą pracować w zasadzie dla każdego zleceniodawcy.Dziś nie tylko poszczególni hakerzy lub grupy podejmują decyzje jak biznes, ale cała społeczność przestępcza stanowi dojrzały, kapitalistyczny przemysł złożony z firm, które łączą się ze sobą w razie potrzeby. Sander Vinberg i Remi Cohen

Kłopoty z łańcuchami dostaw z nami zostaną

Źródłem problemów łańcucha dostaw w bezpieczeństwie aplikacji są przyjmowane założenia i brak cierpliwości, czasu. Sprawdzanie kodu jest pracochłonne, a zdecentralizowany sposób, w jaki budujemy aplikacje, sprawia, że ​​pracy jest więcej. Dlatego kolejna duża luka w zabezpieczeniach stron trzecich, taka jak Log4Shell lub Apache Struts sprzed kilku lat, znowu się pojawi. Skutecznym sposobem zabezpieczenia będzie nieustanne sprawdzanie poprawności kodu, stosu aplikacji i inwentaryzowanie bibliotek[2]. Peter Scheffler, Senior Solution Architect at F5

Ireneusz Wiśniewski, dyrektor zarządzający F5 Polska

[1] With multi-cloud becoming the new normal

[2] validating the code, inspecting your application stack, and inventorying your libraries

Stanowisko ZPP w sprawie SLIM VAT 3

Od 2020 r. Ministerstwo Finansów podejmuje działania mające na celu uproszczenie przepisów związanych z podatkiem VAT. Pierwsze zmiany proponowane w pakiecie SLIM VAT weszły w życie w 2021 r., również kolejne rozwiązania zawarte w SLIM VAT 2 zostały wprowadzone częściowo już w październiku ubiegłego roku, a częściowo od 1 stycznia 2022 r. Wprowadzane przepisy miały charakter niewielkich usprawnień w zakresie podatku od towarów i usług, w szczególności w zakresie procedur, wydłużenia terminów na dokonywanie poszczególnych czynności, fakturowania czy transakcji wewnątrzwspólnotowych. Nowelizacje te, choć nie były rewolucją, to z pewnością przyczyniły się do ułatwienia działalności firm będących płatnikami podatku VAT.

Obecnie trwają prekonsultacje nad kolejnym pakietem 20 zmian podatkowych zwanym SLIM VAT 3. Zgonie z zapowiedziami Ministerstwa Finansów przedstawione propozycje mają na celu:

  • poprawę płynności finansowej firm;
  • zmniejszenie formalności w podatku VAT w obrocie międzynarodowym;
  • poszerzenie zakresu zwolnień z VAT;
  • zmniejszenie ilości korekt i umożliwienie przyjaznego rozliczania VAT;
  • uproszczenie fakturowania firm i zmniejszenie obowiązków;
  • obniżenie sankcji VAT;
  • konsolidację i ujednolicenie wiążących informacji poprzez prostszy i przejrzysty dostęp do wiedzy podatkowej.

Spośród propozycji Ministerstwa Finansów bardzo duże znaczenie ma z pewnością zmiana wartości sprzedaży umożliwiająca uznanie przedsiębiorcy za „małego podatnika”. Jest to o tyle istotne, że status małego podatnika pozwala na stosowanie uproszczonego sposobu rozliczania podatku, czyli metody kasowej, zamiast memoriałowej. Metoda kasowa umożliwia księgowanie kosztów w dacie ich poniesienia, niezależnie, czy dotyczą bieżącego, czy przyszłego roku. Nie wymaga ona również określania, czy koszty mają charakter pośredni, czy bezpośredni oraz przypisywania kosztów do określonych przychodów. Jest to zatem rozwiązanie znacznie ułatwiające rozliczenie podatku VAT. Obecnie za małych podatników uznawane są podmioty, które osiągnęły wartość sprzedaży nieprzekraczającą 1,2 miliona euro w poprzednim roku podatkowym (bądź 45 tysięcy euro w przypadku niektórych kategorii przedsiębiorstw). Zagadnienie to jest również przedmiotem regulacji unijnych, a dokładnie Dyrektywy 2006/112/WE Rady z dnia 28 listopada 2006 r. w sprawie wspólnego systemu podatku od wartości dodanej, zgodnie z którą maksymalna kwota sprzedaży umożliwiająca uznanie przedsiębiorcy za małego podatnika to równowartość 2 milionów euro w walucie krajowej. Proponowana w SLIM VAT 3 zmiana dotyczy podniesienia tego progu z poziomu 1,2 miliona do 2 milionów euro. Propozycja ta z pewnością jest rozwiązaniem korzystnym, umożlwiającym wielu podmiotom łatwiejsze rozliczanie podatku od towarów i usług.

Kolejną istotną zmianą ma być rezygnacja z wymogu posiadania faktury przy odliczaniu podatku z tytułu wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów. W aktualnym stanie prawnym możliwość odliczenia VAT z tego tytułu powstaje, jeśli podatnik udokumentuje nabycie towarów w terminie trzech miesięcy od końca miesiąca, w którym powstał obowiązek podatkowy. W przeciwnym razie będzie on zmuszony do odpowiedniego pomniejszenia podatku naliczonego. Polska ma być dwunastym krajem w Unii Europejskiej, w którym obowiązek posiadania faktury w omawianym przypadku zostanie zniesiony, a podatek naliczony i należny mają być rozliczane w tej samej deklaracji, co w konsekwencji ma prowadzić do neutralności podatkowej nabycia wewnątrzwspólnotowego.

Wskazać również należy na propozycję umożliwiającą odstąpienie od obowiązku wystawienia faktury zaliczkowej, który przewidziany został w art. 106b ust. 1 pkt 4 ustawy o VAT. Jeżeli podatnik otrzyma całość lub część zapłaty z tytułu zaliczki, w tym samym okresie rozliczeniowym, w którym powstał obowiązek podatkowy, to będzie miał on możliwość udokumentowania tego faktu jedną fakturą rozliczeniową, w której poza datą dokonania dostawy lub wykonania usługi znajdzie się również informacja o dacie zapłaty zaliczki. Jest to z pewnością zmiana, która spowoduje zmniejszenie obowiązków dokumentacyjnych nałożonych na przedsiębiorców, a tym samym przyczyni się do ułatwienia prowadzenia działalności gospodarczej.

Zmianie ma również ulec katalog podatków i należności, jakie przedsiębiorca będzie mógł uregulować środkami znajdującymi się na odrębnym rachunku VAT. Propozycja zakłada poszerzenie tego katalogu o podatek od wydobycia kopalin, podatek od sprzedaży detalicznej, podatek od środków spożywczych, zryczałtowany podatek od wartości sprzedanej produkcji, podatek tonażowy i o tak zwany podatek od małpek. Takie rozwiązanie może przyczynić się do poprawienia płynności finansowej niektórych przedsiębiorców.

Propozycje zawarte w SLIM VAT 3 przewidują także zmianę art. 90 ust. 10 pkt 1) ustawy o VAT poprzez zwiększenie kwoty pozwalającej uznać, że proporcja określona przez podatnika wynosi 100%. Obecnie na podstawie art. 90 ust. 2 podatnik pomniejsza kwotę podatku należnego o taką część kwoty podatku naliczonego, którą można proporcjonalnie przypisać czynnościom, w stosunku do których podatnikowi przysługuje prawo do obniżenia podatku należnego. Jeśli jednak proporcja ta wynosi powyżej 98%, a kwota podatku naliczonego niepodlegająca odliczeniu, wynikająca z zastosowania tej proporcji, w skali roku była mniejsza niż 500 zł, to podatnik ma prawo uznać, że proporcja ta wynosi 100%. SLIM VAT 3 zakłada podwyższenie wspomnianej powyżej kwoty 500 zł, do 10 tysięcy złotych. Umożliwi to stosowanie tego uproszczenia w rozliczeniu podatku VAT w znacznie większej ilości przypadków.

W propozycjach SLIM VAT 3 znajdują się również inne rozwiązania mające uczynić rozliczanie podatku VAT bardziej przystępnym i zrozumiałym dla przedsiębiorców. Podsumowując całość zmian należy uznać, że jest to krok w dobrym kierunku, który z pewnością będzie miał pozytywny wpływ na codzienną praktykę wielu firm. Należy jednak wskazać, że system podatkowy w Polsce jest niezwykle skomplikowany i mało przyjazny dla obywateli i przedsiębiorców. Dlatego choć proponowane zmiany są pozytywnym sygnałem z Ministerstwa Finansów, to nie stanowią one rewolucji, a w sferze prawa podatkowego bez wątpienia wciąż pozostaje wiele miejsca na reformy.

Uczniowie TAIR wyjadą do Norwegii. Będą uczyć się robotyki od najlepszych

Zaprogramowanie robota, zaprojektowanie wirnika turbiny, zbudowanie drona czy samolotu bezzałogowego – to tylko niektóre z zadań, jakie czekają na uczniów Technikum Automatyki i Robotyki w Łodzi. Uczniowie technikum działającego przy Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej, wezmą udział w warsztatach z robotyki mobilnej, medycznej, programowania robotów i urządzeń oraz wyjadą na szkolenia do Norwegii. Będą mieli okazję pracować z najlepszymi specjalistami w dziedzinie automatyki i robotyki w Polsce i Norwegii. Wszystko dzięki współpracy z Politechniką Łódzką, fundacją First Scandinavia i projektowi o nazwie „Automatyka i Robotyka Zawodem Przyszłości” wartemu blisko milion złotych, jaki Technikum zamierza zrealizować w dwa lata.  

Technikum Automatyki i Robotyki w Łodzi stworzyło program zajęć dodatkowych doskonalących wiedzę i umiejętności praktyczne uczniów w robotyce i jej wykorzystaniu w różnych dziedzinach życia. Między innymi uczniowie dzięki szkoleniom zobaczą, jak robotyka znajduje zastosowanie w medycynie, przemyśle,  energetyce opartej na odnawialnych źródłach energii,  czy w rozwoju latających pojazdów autonomicznych.

– Technikum daje nam możliwość udziału w wielu dodatkowych projektach. Dzięki nim możemy zdobyć wiedzę, umiejętności techniczne, nowe znajomości, a przede wszystkim przybliżają nas do pracy w zawodzie, który nas interesuje – mówi Jakub Kadłubaj, uczeń Technikum Automatyki i Robotyki w Łodzi.

Projekt zakłada zajęcia pod okiem specjalistów z Politechniki Łódzkiej, np. w Laboratorium Nauki Programowania i Aplikacji Robotów PŁ, czy Laboratorium Robotyki i Automatyzacji PŁ Instytutu Obrabiarek i Technologii Budowy Maszyn Politechniki Łódzkiej oraz
w innych instytutach PŁ. Częścią projektu jest także wymiana doświadczeń z uczelniami wyższymi, szkołami branżowymi i firmami w Norwegii, co jest możliwe dzięki zaangażowaniu fundacji First Scandinavia – znanej na całym świecie organizacji non-profit, która zachęca dzieci i młodzież do większego interesowania się naukami ścisłymi.

– To dla nas wielkie wyróżnienie, że nasz projekt został wybrany spośród wielu i uzyskał blisko milion złotych dofinansowania z Funduszy Norweskich. Chcemy przygotować naszych uczniów jak najlepiej do poruszania się w świecie automatyzacji i robotyzacji, który to coraz bardziej przenika do naszego życia codziennego. W tej dziedzinie praktyka jest najważniejsza, dlatego oprócz zajęć obowiązkowych stwarzamy uczniom jeszcze dodatkowe możliwości rozwoju – mówi Wiesława Zewald, prezes Strefy Edukacji – podmiotu prowadzącego szkołę.

– W projekcie weźmie udział 24 uczniów, 5 nauczycieli naszego technikum i kadra pedagogiczna Politechniki Łódzkiej. Uczestników czeka np. budowa drona, czy wirników turbiny wiatrowej i ich testowanie w tunelu aerodynamicznym. Oczywiście także zajęcia z programowania robotów do różnych zadań. Zobaczymy także, jak wygląda świat robotów w Norwegii. To pozwoli uczniom nawiązać bezcenne kontakty, które być może w niedalekiej przyszłości zaprocentują – dodaje Bartosz Rzętkiewicz, dyrektor Technikum Automatyki i Robotyki w Łodzi.

Wymiana doświadczeń zadziała w dwie strony. Kadra naukowa z Norwegii odwiedzi także TAiR i Politechnikę Łódzką. Projekt potrwa dwa lata i zakończy się opracowaniem gotowego do wdrożenia programu szkoleń i warsztatów. Technikum Automatyki i Robotyki w Łodzi udostępni takie opracowanie wszystkim placówkom kształcenia zawodowego w Polsce.

– Na Politechnice Łódzkiej zajmujemy się automatyką i robotyką od wielu lat. Robotyzacja coraz śmielej zagląda w nasze życie. Nie tylko do przemysłu, ale także medycyny, awiacji czy energetyki. Jesteśmy uczelnią wyższą, która z powodzeniem bierze udział w rozwoju technologii i tworzeniu nowych rozwiązań w dziedzinach automatyki i robotyki. Dzięki takim projektom, jak ten zaproponowany przez Technikum Automatyki i Robotyki, możemy dzielić się doświadczeniami nie tylko z młodymi pasjonatami tematu, jakimi są uczniowie technikum, ale także z naukowcami z uczelni i szkół w Norwegii. To będzie dla nas bardzo ciekawa współpraca – mówi Dyrektor Instytutu Obrabiarek i Technologii Budowy Maszyn Politechniki Łódzkiej prof. dr hab. inż. Witold Pawłowski.

– W projekcie opracowanym przez Technikum Automatyki i Robotyki w Łodzi widzimy duży potencjał do łączenia pomysłów i wymiany doświadczeń naukowców z Polski i Norwegii. Jesteśmy pod ogromnym wrażeniem oferty edukacyjnej Technikum oraz Politechniki Łódzkiej. Niedawno wspólnie z Politechniką Łódzką otworzyliśmy w Łodzi NewtonRoom, który umożliwia naukę przez doświadczenia za pomocą różnorodnych i praktycznych zajęć. Jako organizacja non-profit zachęcająca dzieci i młodzież do nauki poprzez eksperymentowanie z technologiami, nie możemy się doczekać rozpoczęcia projektu i wizyty uczniów Technikum w Norwegii” – mówi Dyrektor Zarządzający FIRST Scandinavia, Stian Elstad.

Technikum Automatyki i Robotyki w Łodzi jest jedyną szkołą średnią w Polsce o takim profilu. Jako jedyna także pozwala na zdobycie tytułu technik automatyki i robotyki. Została założona przez Łódzką Specjalna Strefę Ekonomiczną i jej inwestorów: Delię Cosmetics, Ceramikę Tubądzin i Miele.

Siedem wniosków PGE o pozwolenia lokalizacyjne dla morskich farm wiatrowych na Bałtyku

PGE złożyła w środę, 9 lutego 2022 roku, kolejny wniosek do Ministerstwa Infrastruktury o nowe pozwolenie lokalizacyjne dla elektrowni morskiej na Morzu Bałtyckim. To już siódmy taki wniosek złożony przez PGE. Ujęty w nim obszar (14.E.2) zlokalizowany jest na Ławicy Odrzanej.

Nasze inwestycje w energetykę morską realizujemy w oparciu o przemyślaną strategię i rachunek ekonomiczny. Zainteresowani jesteśmy perspektywicznymi obszarami na Bałtyku, które w niedalekiej przyszłości pozwolą nam na rozwój w obszarze offshore. Zgodnie z planem konsekwentnie wnioskujemy o pozwolenia lokalizacyjne dla naszych farm wiatrowych na kolejnych obszarach – tym razem
na obszarze położonym na wysokości Szczecina. Wraz z ostatnim złożonym wnioskiem lokalizacyjnym mamy już ich siedem –
skomentował Wojciech Dąbrowski, prezes zarządu PGE Polskiej Grupy Energetycznej.

Obecnie, PGE realizuje inwestycje na Morzu Bałtyckim o łącznej mocy ok. 3,5 GW w oparciu o trzy uzyskane w 2012 roku pozwolenia lokalizacyjne (decyzja nr MFW/3/12, MFW/4/12, MFW/5/12). Prace prowadzone na tych obszarach realizowane są zgodnie z harmonogramem. W najbliższych miesiącach spodziewane jest uzyskanie ważnych decyzji administracyjnych dotyczących m.in. pozwoleń środowiskowych dla infrastruktury lądowej związanej z wyprowadzeniem mocy, a w dalszej kolejności pozwoleń na budowę. W trakcie realizacji są przetargi dotyczące poszczególnych etapów inwestycji.

Celem strategicznym Grupy PGE w obszarze energetyki morskiej jest zbudowanie co najmniej 6,5 GW mocy do 2040 roku. Według założeń rządowych, ujętych w PEP2040, morskie farmy wiatrowe w polskiej strefie Morza Bałtyckiego w 2040 roku będą posiadały moc ok. 8-11 GW.

Na Morzu Bałtyckim obecnie dostępnych jest 11 akwenów, w ramach których PGE i inne podmioty będą mogły starać się o pozwolenia na wznoszenie i wykorzystywanie sztucznych wysp (PSzW).

Cena żywności ekologicznej zbliża się do ceny żywności konwencjonalnej

Wysoka inflacja i idące za nią wzrosty cen produktów, w tym żywności zmusiły konsumentów do weryfikacji decyzji związanych z codziennymi zakupami. Coraz częściej o wyborze tego czy innego produktu decyduje nie jakość, a jego cena.  Analizy rynkowe pokazują jednak, że choć ceny zarówno żywności konwencjonalnej jak i ekologicznej rosną, to ta druga grupa drożeje nieco wolniej.

Ceny żywności ekologicznej rosną i nie da się temu zaprzeczyć, jednak widzimy, że ten wzrost jest wolniejszy niż w przypadku żywności konwencjonalnej. Wynika to z faktu, że cena bazowa żywności ekologicznej jest wyższa, więc wzrost wynikający np. z wyższych kosztów opakowania, transportu czy związany z innymi czynnikami jest niższy. Te dodatkowe koszty w przypadku żywności konwencjonalnej są wyższe, co według naszych badań sprawia, że w finalnym rozrachunku różnica pomiędzy żywością ekologiczną, a konwencjonalną nie jest aż tak duża w ujęciu procentowym, jak miało to miejsce do tej pory. Jeśli chodzi o wybory konsumentów, to osoby, które decydują się na zakup produktów ekologicznych z reguły mają większe możliwości finansowe i w przypadku tych osób cena nie ma aż takiego znaczenia przy wyborze produktów, ponieważ w dalszym ciągu zwracają oni uwagę na cenę w drugiej kolejności, na pierwszym miejscu stawiając jakość produktu.

Patrząc na kraje Europy Zachodniej, w tym np. Niemcy, różnica procentowa pomiędzy ceną żywności eko, a żywności konwencjonalnej jest sporo mniejsza niż w Polsce. Wynika to między innymi z niewielkiej skali działania producentów żywności ekologicznej i niewielkiej skali dystrybucji tego rodzaju produktów w naszym kraju. Na Zachodzie rynek żywności ekologicznej jest znacznie większy, stąd niższe ceny wielu produktów z sektora eko. Są jednak wyjątki. Jednym z nich są produkty mięsne, czyli świeże mięso i wędliny. W krajach Europy zachodniej różnica cenowa jest większa. Prognozujemy, że w Polsce w dłuższej perspektywie będziemy mieli podobną sytuację i różnica procentowa w cenach pomiędzy żywnością eko a żywnością konwencjonalną będzie mniejsza. Nie będzie to tak jak dotychczas dwa czy trzy razy wyższa cena, a 30 czy 40% więcej niż w przypadku konwencjonalnych odpowiedników żywności. Taka różnica będzie akceptowalna przez większą grupę konsumentów, więc rynek w naturalny sposób będzie się powiększał.

Jeśli chodzi o kanały dystrybucji, w przypadku Bio Planet przeważają sklepy wyspecjalizowane w sprzedaży żywności ekologicznej, stanowią one 80 % naszych odbiorców, w tym 17 % to sklepy internetowe. Około 10 % to sklepy ogólnospożywcze, czyli super i hipermarkety. Pozostałe 10 % to eksport, apteki i inne kanały. Zapewne wraz z powiększaniem się rynku większy odsetek naszej sprzedaży będzie skierowany do sklepów ogólnospożywczych. Dodatkowo, jeśli chodzi o Bio Planet, w tym momencie mamy duże koszty związane z paczkowaniem produktów. Wszystkie nasze produkty są paczkowane w sposób ręczny. W najbliższych planach mamy budowę zakładu maszynowego paczkowania żywności, który pozwoli nam obniżyć te koszty. Jesteśmy przekonani, ze po uruchomieniu linii do maszynowego paczkowania i przy utrzymaniu współpracy z najlepszymi dostawcami stworzymy dla konsumentów najbardziej atrakcyjną ofertę jeśli chodzi o ekologiczne produkty spożywcze.

Sylwester Strużyna, Prezes Zarządu Bio Planet

Nie ma posiedzeń RPP bez podwyżek stóp procentowych. Kredyty hipoteczne jeszcze droższe

Rada Polityki Pieniężnej, podnosząc stopy procentowe, walczy z inflacją i dba o nasze portfele. Podwyżki stóp nie obniżą inflacji niestety od razu, za to raty kredytów hipotecznych będą szły w górę już w kolejnych miesiącach.

Rada podnosi stopy o 0,5%

Zgodnie z oczekiwaniami większości analityków stopy procentowe wzrosły wczoraj o kolejne 0,5%. W rezultacie cykl podwyżek stóp procentowych nadal trwa, a główna stop procentowa wynosi już 2,75%. Co ciekawe, pomimo tego, że częściej analitycy spodziewali się wyższej od oczekiwań podwyżki. Pomimo tego inwestorzy przyjęli obecną decyzję za dobrą prognozę dla złotego i rozpoczęli kupowanie. W rezultacie już dzisiaj euro kosztowało niewiele ponad 4,51 zł. Przed samą decyzją inwestorom trochę puszczały jednak nerwy. Powodem było przekładanie decyzji w czasie. Wydłużające się oczekiwanie mogło sugerować, że być może analizowane są jakieś rewolucyjne koncepcje. Stąd część inwestorów wolała zamykać pozycje inwestycyjne.

Złoty najsilniejszy od początku roku

Dobra dyspozycja polskiej waluty wsparta przez decyzję Rady Polityki Pieniężnej spowodowała, że złoty jest najsilniejszy względem większości walut od początku roku. Spowodowane jest to nie tylko dobrą dyspozycją względem euro, ale również korzystnym układem na rynkach. Spadek ryzyk spowodował, że inwestorzy wycofują się z bezpiecznych przystani, co powoduje przecenę franka. Do tego dochodzi słabsza dyspozycja dolara amerykańskiego, po słabszych danych z rynku pracy oraz co ważniejsze zmiana retoryki EBC, która przeniosła zainteresowanie inwestorów na naszą stronę oceanu.

USA bez rekordowego deficytu handlowego

Analitycy spodziewali się, że grudzień okaże się miesiącem z najwyższym w historii USA deficytem handlowym. Finalne dane były niższe i pokazały jednak, że we wrześniu deficyt był o 0,2 mld USD wyższy. Na wysokość deficytu ma wpływ oczywiście umacnianie się amerykańskiej waluty. Nie należy jednak szczególnie demonizować tego parametru. Powodem jest ogólny wzrost międzynarodowej wymiany handlowej w USA. Grudzień był bowiem rekordowym miesiącem zarówno pod kątem wysokości importu, jak i eksportu. Podawany deficyt USA w wartościach bezwzględnych wprowadza nas zatem w błąd. Bardziej racjonalne byłoby interpretowanie procentowej relacji pomiędzy tymi wartościami. Prawdopodobnie dlatego rynki przyjęły drugi najgorszy wynik w historii bez większych emocji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Koszty utrzymania samochodu wzrosły nawet o ponad 50%. Spada jedynie cena OC

W listopadzie ubiegłego roku cena litra benzyny i oleju napędowego osiągnęła ponad 6 zł i była droższa o 1,40 zł niż na początku 2021 roku. W tym samym czasie gaz LPG podrożał o ponad 50%. W 2021 roku wzrósł także średni koszt wizyty w warsztacie nawet o kilkanaście procent. Jednak nie wszystkie koszty utrzymania samochodu rosną. Ceny OC spadły o 10%. 

Rekordowa inflacja przełożyła się na rosnące ceny niemal wszystkich produktów i usług. Dlatego eksperci rankomat.pl przeanalizowali, jak kształtowały się koszty utrzymania pojazdów z uwzględnieniem paliwa, wizyty w warsztacie oraz obowiązkowego ubezpieczenia komunikacyjnego.

W ciągu 2 lat średni koszt wizyty w warsztacie wzrósł o 22%

W 2019 roku za naprawę samochodu polscy kierowcy płacili średnio 505 złotych – wynika
z danych serwisu dobrymechanik.pl. Kolejnego roku ten koszt był już wyższy o 18,4%.
W ubiegłym roku podwyżka wyhamowała i wyniosła jedynie 3% względem roku 2020. Tym samym średni koszt wizyty w warsztacie wyniósł 616 zł.Koszty naprawy

W ubiegłym roku największe podwyżki dotyczyły prostych usług sezonowych (+ 9,9%),
np. serwisu klimatyzacji czy wymiany opon. Typowe naprawy wynikające z eksploatacji samochodu drożały znacznie wolniej (+1,3%), a na niestandardowe koszty napraw właściciele pojazdów wydawali o 4% więcej niż pod koniec 2020 r.

Najwięcej kosztuje naprawa Audi, a najmniej Toyoty

W 2021 roku statystyczny kierowca wydawał najwięcej na naprawę samochodu marki Audi – średnio 696 zł. Najmniej kosztowała go natomiast usterka Toyoty (500 zł). Różnica między najdroższą a najtańszą w naprawie marką wyniosła aż 39%. Koszt naprawy wg marek

W porównaniu do 2020 roku największe wzrosty średniej wartości naprawy samochodu
w ramach jednej wizyty umówionej przez dobrymechanik.pl dotyczyły marki Opel i wyniosły 16%. Dla pozostałych badanych marek podwyżki osiągnęły poziom od 0,3% (Peugeot) do 7,5% (Ford). Jednak wśród 11 najpopularniejszych na polskich drogach marek znalazło się 6, których koszt serwisowania zmalał. Spadki wyniosły od 0,4% (Renault) do 16,2% (Volkswagen).

W perspektywie dwóch lat średni koszt naprawy samochodu wzrósł dla wszystkich marek
i był znacznie wyższy. Dla Fiata i Opla wyniósł nawet ponad 30%.

Paliwo mocno obciążyło kieszenie kierowców

Ze wszystkich wydatków związanych z utrzymaniem samochodu najmocniej kierowcy odczuli te przeznaczone na paliwo. Najtańszy w 2021 roku jak zawsze był gaz LPG 2,65 zł/l. Najdroższa okazała się benzyna – 5,42 zł/l. Nieco taniej dało się zatankować litr oleju napędowego, a dokładnie za 5,35 zł. Wszystkie wartości są średnimi rocznymi cenami. Średnia cena paliwa

Choć ze względu na obniżkę o wartość podatku VAT aktualne ceny paliw są zbliżone do średnich z zeszłego roku, eksperci zapowiadają wzrost kosztów tankowania. Jest to rozwiązanie tymczasowe wynikające z rządowej walki z inflacją, a ta będzie się pogłębiać, co i tak odbije się na kieszeniach kierowców. Sama obniżka o VAT nie potrwa także wiecznie. O tym, że ceny paliw mogą zmieniać się dynamicznie, widać na wykresie z podsumowaniem zeszłego roku. Paliwo wykres

W 2021 roku średnie ceny benzyny i oleju napędowego regularnie rosły od stycznia do listopada. W tym czasie podrożały o 1,40 zł, aby w grudniu spaść o 13 gr. W tym samym okresie, gaz LPG miał swoje zwyżki oraz obniżki i choć od stycznia do listopada podrożał tylko o 1,17 zł, to był to wzrost o ponad 50%, podczas gdy benzyna i olej napędowy podrożały tylko o 30%.

OC „tanie jak barszcz”

Rok 2021 zakończył się największą od czterech lat obniżką średniej składki OC. Właściciele pojazdów płacili za obowiązkowe ubezpieczenie średnio o 10% mniej niż przed rokiem, przy czym najwięcej oszczędzały osoby, które zawierały umowę OC w ostatnim kwartale. Jeśli dynamika obniżek utrzyma się na podobnym poziomie, w 2022 roku może dojść do powrotu wojny cenowej. Zmiany średnich cen OC

W ciągu ostatnich dwóch lat średnie składki OC obniżyły się o ok. 18%. Przy historycznie wysokiej inflacji oraz stale rosnących kosztach likwidacji szkód, rodzi to obawy zarówno
o wpływ takiej polityki cenowej na jakość oferowanych produktów, jak i późniejszy szybki wzrost cen OC, który może się okazać koniecznością. Jednak, póki co, ubezpieczenie OC jest jedną z nielicznych rzeczy, które potaniały w ostatnim czasie. Najwięcej mogą na nim oszczędzić ci kierowcy, którzy porównują oferty
– komentuje Stefania Stuglik, ekspert
ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Spółka z Koluszek chce poprawić bezpieczeństwo na torach

Kosztem 7,9 mln złotych spółka ART IN ENERGY specjalizująca się w budowie i optymalizacji sieci trakcyjnych dla transportu szynowego, uruchomiła kosztem nowoczesne centrum badawczo – rozwojowe w Koluszkach.  Centrum B+R będzie współpracować z Instytutem Kolejnictwa w Warszawie.

– W moim przekonaniu centra badawczo- rozwojowe są jednym z najważniejszych sposobów na technologiczny rozwój polskich firm – powiedział Arkadiusz Błoch, Prezes Zarządu spółki Art In Energy.  – Opracowane w nich, a następnie po weryfikacji, wdrożone innowacyjne rozwiązania pomagają w budowaniu przewagi konkurencyjnej, w których liczy się, jakość, technologia i bezpieczeństwo, a nie jedynie cena. Oczywiście tylko nieliczne firmy mogą sobie pozwolić na samodzielne poniesienie wszystkich kosztów związanych z budową a następnie utrzymaniem jednostek badawczo – rozwojowych. Stąd tak ważne są fundusze. Zarówno krajowe, jak i unijne, które oferują w tym zakresie realne wsparcie przedsiębiorcom – podkreśla A. Błoch.

Zaplecze projektowe Spółki zostało wyposażono w specjalistyczny park maszynowy CNC, dostarczone m.in., przez: Defum, Bekamak, Otinus, Pax Phu oraz Eurometal. To umożliwia realizację precyzyjnych procesów z zakresu obróbki skrawaniem i automatyzacji. – Tutaj nie było mowy o rozwiązaniach kompromisowych. Wybierając urządzenia, postawiliśmy na najlepszą dostępna jakość za adekwatną do oczekiwań cenę – zapewnia Paweł Sych, dyrektor do spraw technicznych Spółki. – W efekcie możemy dziś zaoferować rozwiązania znacznie wykraczające poza rynkowe standardy – dodaje dyr. Sych.ART IN ENERGY

Zarówno kolek, jak i tramwaje

Art In Energy zrealizowała między innymi elektryfikację linii kolejowej nr 68 na relacji Lublin- Stalowa Wola Rozwadów, a także liczne modernizacje sieci trakcyjnej choćby na stacji Rzeszów, odcinku Warka – Radom, czy Koluszki – Słotwiny. Zmodernizowała również linie trakcyjną na warszawskim moście Gdańskim i brała udział w budowie linii tramwajowej w Łodzi przy ul. Rydza Śmigłego.

– Szeroko rozumiane usługi badawcze związana z optymalizacją procesów utrzymaniowych infrastruktury sieciowej przy wykorzystaniu nowoczesnych technik w tym technik obróbki  metali i tworzyw dielektrycznych w branżach energetyki kolejowej i tramwajowej  będą się dalej rozwijać. Transport szynowy może być najważniejszym beneficjentem zmian związanych z ograniczeniem emisji szkodliwych substancji i dekarbonizacją transportu. Żeby to się jednak stało konieczne jest nie tylko modernizowanie sieci, ale także jej rozbudowa – przekonuje prezes Błoch.

Przypomnijmy, że Krajowy Plan Kolejowy zakłada modernizację ok. 9 tys. km linii kolejowych, z których pod października 2021 roku do użytku oddano już 5600 km torów. Biorąc pod uwagę tylko przewozy towarowe, według obecnych założeń do roku 2040 zmodernizowane mają być wszystkie linie, po których odbywa się ruch. Prędkość pociągów towarowych ma zaś wzrosnąć do średnio 50-60 km/godz. Wykonawcy liczą również na inwestycje w piętnastu działających w Polsce sieciach tramwajowych.

ART In Energy Spółka z o.o. powstała w marcu 2017 r. Od chwili rozpoczęcia działalności zmodernizowało ponad 262 kilometrów i wybudowała (zelektryfikowała) 110 km linii kolejowych. Uruchomienie Centrum Badawczo – Rozwojowego było możliwe dzięki dofinansowaniu ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Łódzkiego na lata 2014-2020.

Deweloperski boom w Katowicach

W 2021 roku na katowicki rynek dostarczono niespełna 13.500 m kw., ale w budowie pozostaje prawie 210.000 m kw., przy czym największe projekty mają zostać ukończone w 2022 roku. W całym 2021 roku najemcy podpisali umowy na 53.000 m kw. powierzchni biurowe, co świadczy o ich ostrożnościowym podejściu zapoczątkowanym przez pandemię. Osłabiona aktywność najemców przyczyniła się jednocześnie do wzrostu współczynnika pustostanów o 0,4 pp względem III kw. 2021 roku, który teraz wynosi 10,5%. Warto jednak podkreślić, że jest to drugi najniższy wynik wśród największych polskich miast.

Wysoka aktywność deweloperów

Na koniec 2021 roku zasoby w Katowicach osiągnęły niemal 603.000 m2, przekraczając kolejną symboliczną granicę. W minionym roku aktywność deweloperska była niska i do użytku oddano cztery projekty, które powiększyły ofertę lokalnego rynku biurowego o niecałe 13.500 m2. Największą inwestycją oddaną do użytku w 2021 roku była Kolońska Park o powierzchni 7.900 m2.

Katowice należą do rynków biurowych o mniejszej skali niż wiodące ośrodki biznesowe jednak aktualnie jest jednym z najdynamiczniej rozwijających się ośrodków. W ostatnich latach potencjał Katowic dostrzegli deweloperzy skupiający się dotychczas na największych rynkach biurowych. Dzięki temu w Katowicach obecnie w budowie znajduje się prawie 210.000 m2, a zdecydowana większość tej powierzchni zasili rynek w 2022 roku, dając szeroki wybór powierzchni klasy A potencjalnym najemcom. Jest to zdecydowanie największy wolumen budynków pozostających w budowie jaki kiedykolwiek zarejestrowano w Katowicach.” – skomentowała Marta Bretner-Nogacka, Negocjator, Knight Frank

Przykłady największych realizowanych aktualnie inwestycji to Global Office Park A1 i A2 o powierzchni 56.000 m2 (Cavatina Holding) oraz .KTW II (42.000 m2, TDJ Estate).

„Warto zauważyć, że zdecydowana większość powstających obiektów w Katowicach będzie miała charakter monofunkcyjny, czyli obejmie przestrzeń biurową z parterem przeznaczonym na handel i usługi. Na tym tle wyróżnia się projekt Global Office Park, który oprócz typowych biur będzie również miał w ofercie cześć mieszkaniową. Na mapie Polski jest coraz więcej projektów o charakterze mixed-use i dobrze, że takie powstają również w stolicy Śląska. Ich przewagą nad typowymi budynkami biurowymi jest przede wszystkim miastotwórczy charakter. To nie są projekty, które zostają wyłączone o godzinie 17, ale stają się częścią tkanki miejskiej, a z ich korzyści mogą czerpać wszyscy użytkownicy miasta, nie tylko osoby pracujące w budynku. Bardzo dużo działań wdrażanych przez samorządy zmierza w kierunku podnoszenia jakości życia w miastach, a podejmowane inicjatywy dotyczą najważniejszych obszarów – transportu, infrastruktury oraz zieleni. Dążeniem jest tworzenie przestrzeni zrównoważonej, a projekty mixed-use wypełniając te założenia stają się przyszłością polskich miast.” – dodała Marta Bretner-Nogacka.

Obniżona aktywność najemców

Po stronie popytu skutki pandemii zdecydowanie są nadal widoczne. W 2021 roku przedmiotem najmu było zaledwie nieco ponad 53.000 m2, co stanowi spadek o 18% względem wolumenu transakcji z 2020 roku. Prawie połowa umów zawartych w 2021 roku to renegocjacje (23.150 m kw.), zaś nowe umowy stanowiły prawie 38% (z czego 14,6% umowy pre-let).

Bardzo pozytywnym sygnałem płynącym ze strony ożywiającego się rynku jest relatywnie duży udział ekspansji w strukturze transakcji, który osiągnął niemal 19% całkowitego popytu. Oznacza to, że firmy się rozwijają i chcą inwestować w biura. To zresztą jest w zgodzie z globalnymi badaniami Knight Frank, które zostały przeprowadzone jeszcze w 2021 roku na próbie 343 firm zatrudniających łącznie 10 milionów pracowników na świecie. Aż 90% ankietowanych wskazało w nim, że biuro jest strategicznym narzędziem firmy. Z analizy wynikało również, że nieco ponad jedna trzecia respondentów (35%) spodziewa się zmniejszenia wielkości swoich globalnych portfeli biur w ciągu najbliższych trzech lat, przy czym taka sama część oczekuje, że wielkość ich portfela powierzchni biurowej pozostanie na niezmienionym poziomie. Z kolei około 30% respondentów przewiduje powiększenie ilości wynajmowanej powierzchni w związku z rozwojem działalności i wejściem na nowe rynki.” – skomentowała Iwona Kalaga, Negocjator, Knight Frank

Pustostany i czynsze

Na koniec grudnia 2021 wskaźnik pustostanów wynosił 10,5% i był wyższy o 0,4 pp. względem ubiegłego kwartału oraz 1,6 pp. porównując z analogicznym okresem 2020 roku. Był to skutek utrzymującej się osłabionej aktywności najemców. Warto jednak podkreślić, że jest to drugi najniższy wynik wśród największych miast regionalnych w Polsce, zaraz za Szczecinem.

Czynsze wywoławcze w Katowicach na koniec 2021 roku wahały się od 8,00 EUR do 14,50 EUR za m kw. miesięcznie i od kilku lat pozostają na niezmienionym poziomie. Oczekiwany znaczący wzrost dostępności nowej powierzchni biurowej w kolejnych kwartałach w Katowicach i wciąż utrzymujący się ograniczony popyt mogą zachęcać najemców do podejmowania renegocjacji stawek czynszu i pakietów zachęt. Należy jednak zwrócić uwagę na wzrost kosztów realizowanych inwestycji z uwagi na rosnące koszty budowy co może znacząco ograniczyć możliwości negocjacyjne inwestorów. Najemcy mogą się jednak spodziewać wzrostu stawek eksploatacyjnych, z uwagi na ogólny wzrost cen usług oraz mediów.” – dodała Iwona Kalaga, Negocjator, Knight Frank.

W grudniu 2021 inflacja wyniosła 8,6% – największy wzrost od 20 lat. Czy kontrakty publiczne są zagrożone?

Federacja Przedsiębiorców Polskich wskazuje, że w obliczu coraz dotkliwszych skutków wysokiej inflacji konieczne są szczególne rozwiązania dla wykonawców zamówień publicznych. W ramach działań osłonowych potrzebna jest pilna ustawa epizodyczna, która rozwiąże kwestię waloryzacji wynagrodzenia wykonawców umów zawartych na dłuższe okresy niż 12 miesięcy. Kwestia ta jest niezwykle pilna, ponieważ ceny nadal rosną, a dodatkowa presja płacowa sprawia, że wykonawcy zaczną zrywać drastycznie nierentowne kontrakty. Ministerstwo Infrastruktury dostrzegło ten problem i podniosło limit waloryzacji nowych kontraktów drogowych z 5% do 10%.

Kontrakty infrastrukturalne opierają się na tzw. koszyku waloryzacyjnym (jak w umowach GDDKiA), które uwzględniają CPI jako element składowy koszyka. Tak jest na całym świecie i ta koncepcja działa także w Polsce. Jednak najbardziej problematyczne są umowy zawarte przed 2022 r. Kalkulacja oferty sprzed 2 lub 3 lat nie mogła uwzględniać obecnych kosztów wykonania zamówienia. Dlatego proponowane rozwiązania dotyczą tylko umów, które zawarto przed 1 stycznia 2022 r. na okres dłuższy niż 12 miesięcy.

W przypadku usług wynagrodzenie wykonawcy powinno podlegać waloryzacji o miesięczne wskaźniki cen towarów i usług ogłaszane przez Prezesa Głównego Urzędu Statystycznego. Ten wskaźnik najwierniej oddaje faktyczne koszty wykonania zamówienia w poszczególnych okresach obowiązywania długoterminowych umów. Jest to też wskaźnik obiektywny i sprawiedliwy.

„Realia rynku zamówień publicznych różnią się do realiów rynku prywatnego. Praktyka zamawiających określana jest bowiem prawem zamówień publicznych i przepisami dotyczącymi finansów publicznych. Daleko mniejsze są możliwości reagowania na zmieniające się warunki rynkowe, ze względu na ograniczenia prawne, jakim podlegają zamawiający. Brak elastyczności na rynku zamówień publicznych może wywołać ogromne szkody nie tylko w sektorze przedsiębiorstw, ale także na rynku pracy. To może negatywnie odbić się na jakości usług publicznych, np. w ochronie zdrowia. Szczególnie w sektorze usług kontrakty są narażone na zerwanie, gdy wynagrodzenie otrzymywane od zamawiających nie pokrywa kosztów wykonania zamówienia. Kontrakty na dłuższą metę nie mogą być deficytowe. Zawierając umowy nie można było przewidzieć takiego wzrostu inflacji i kosztów wykonania zamówień. Gdy chodzi o umowy zawarte lata temu, a nadal wykonywane, to sytuacja wymaga zdecydowanych działań ze strony państwa” – podkreśla Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich oraz przewodniczący Rady Zamówień Publicznych.

Dynamika inflacji mierzona wskaźnikiem CPI w grudniu 2021 sięgała 8,6% w ujęciu rocznym – co było największym wzrostem cen odnotowanym od 20 lat. Jeszcze szybciej rosną koszty ponoszone w toku prowadzonej działalności gospodarczej – o czym świadczy m.in. wskaźnik cen producentów (PPI), który w analogicznym okresie wzrósł aż o 14,2%. Wysokie tempo wzrostu cen jest efektem jednoczesnego oddziaływania szeregu czynników – gwałtownie rosnących kosztów nośników energii i wielu surowców, zakłóceń w łańcuchach dostaw oraz związanego z tym wzrostu kosztów transportu i magazynowania, jak również czynników wewnętrznych, związanych z silnym popytem przy niedostatecznej podaży, a także tzw. efektu drugiej rundy, czyli zwiększonych oczekiwań płacowych wywołanych przez rosnące ceny.

ZZKRL i ZZPSRL przeciwko polityce p.o. Prezesa PAŻP Janusza Janiszewskiego

Związek Zawodowy Pracowników Służb Ruchu Lotniczego (ZZPSRL) reprezentatywnej organizacji związkowej w Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej (PAŻP) w skierowanym dziś do Ministra Infrastruktury piśmie popiera członków Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego (ZZKRL). Związek Zawodowy Pracowników Służb Ruchu Lotniczego uznał, że działania zarządcze wobec przedsiębiorstwa i pracowników prowadzone przez p.o. Prezesa PAŻP- Janusza Janiszewskiego za niedopuszczalne.

Związek Zawodowy Pracowników Służb Ruchu Lotniczego Organizacja członkowska zrzeszona w strukturach OPZZ potępił m.in. szkalowanie, pomawianie i obrażanie pracowników PAŻP przez p.o. prezesa. Według Związku głównym powodem sporu wewnątrz firmy jest zła organizacja pracy i błędy zarządcze.

Wprowadzające w błąd jest informowanie opinii publicznej, że przedmiotem sporu są wynagrodzenia, a także sugerowanie, że ponad 80% Załogi przyjęło nowy regulamin wynagradzania z zadowoleniem. Jak podaje w swoim piśmie Związek Zawodowy Pracowników Służb Ruchu Lotniczego na przyjęcie nowych warunków pracownicy zgodzili się w obawie przed utraceniem pracy. Jednocześnie PAŻP w trakcie trwającego procesu zwolnień grupowych zatrudniła 141 nowych, przy jednoczesnym zwolnieniu 135 bardzo doświadczonych, wyszkolonych pracowników związanych z organizacją przez wiele lat.

Cieszymy się, że mamy wsparcie naszych Koleżanek i Kolegów z Związku Zawodowego Pracowników Służb Ruchu Lotniczego w tym trudnym momencie. Nie zgadzamy się ze szkodliwą polityką prowadzoną od wielu miesięcy przez p.o. Prezesa Janiszewskiego. W naszej ocenie prowadzi ona do naruszenia procedur bezpieczeństwa, zwiększenia liczby zdarzeń lotniczych w przeliczeniu na liczbę operacji i utratę zaufania kontrolerów do pracodawcy. Liczby mówią same za siebie, obecnie są setki złożonych pozwów, do których wkrótce dołączą kolejne. Co napawa wielkimi obawami to wdrażanie zmian zarówno w systemie funkcjonalnym jak i organizacji pracy, bez wymaganych przepisami wcześniejszych analiz bezpieczeństwa wskazujących zagrożenia jak i wpływ na bezpieczeństwo ruchu lotniczego. – powiedział  Maciej Sosnowski przewodniczący Związku Zawodowego Kontrolerów Ruchu Lotniczego.

PSG wstrzymuje przyłączenia do gazociągów. Co z zakładami produkcyjnymi?

  • Wstrzymanie zawierania umów przyłączeniowych przez PSG, które w ostatnim okresie szeroko było komentowane przez prasę, to olbrzymi problem nie tylko dla domostw;
  • Kłopot mają też przedsiębiorcy, którzy uruchamiając inwestycję lub zmieniając źródło zasilania założyli przejście na gaz;
  • Jakie jest wyjście z tak niekorzystnego położenia?

Wraz z początkiem stycznia do planujących przyłączenie gazowe w domostwach, ale i zakładach produkcyjnych dotarła informacja dotycząca wstrzymania przez Polską Spółkę Gazownictwa (PSG) zawierania umów na przyłącza gazowe z powodu pełnego zarezerwowania środków inwestycyjnych w postaci 2 mld zł na lata 2022-23. Co prawda, w ostatnich dniach powyższy komunikat zniknął ze strony PSG, co jednak nie zmniejszyło poczucia niepokoju.

Kolejna szansa w latach 2024-25?

Informacja PSG okazała się ciosem dla klientów indywidualnych, którzy chcieli przyłączyć się do sieci w latach 2022-23 a jeszcze nie wystąpili o przyznanie warunków. Wcześniej potwierdzone przyłącza będą realizowane. Analogicznie sytuacja wygląda w kwestii przyłączeń zakładów produkcyjnych.

– W przypadku klientów indywidualnych może to oznaczać potrzebę zmiany systemu zasilania domu. Problem jednak jest znacznie bardziej złożony w przypadku przedsiębiorców z zakładów produkcyjnych. Jeżeli otwierając nowy zakład lub zmieniając źródła zasilania obecnego nie wystąpiono wcześniej o wystawienie warunków i przyłączenie, to przy obecnej informacji o wyczerpaniu środków, kolejna szansa pojawi się dopiero w latach 2024-25. Pamiętajmy też, że realizacja przyłączenia również trwa od kilku do kilkunastu miesięcy – mówi Łukasz Byczkowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu w DUON Dystrybucja sp. z o.o.Z drugiej strony nie mamy pewności, że kolejne lata stworzą większe możliwości. Po pierwsze, sytuacja na rynku surowców jest trudna, a dodatkowo wzmożone zapotrzebowanie na paliwo wynikające z nowych wymogów prawnych, ale też zwiększonego popytu związanego z odmrażaniem gospodarki po kolejnej fali pandemii mogą sprawić, że sytuacja się nie poprawi – dodaje Łukasz Byczkowski.

Przejście na gaz – dlaczego tak ważne?

Wykorzystanie gazu w obszarze odbiorców indywidualnych, jak i przemysłowych ma uzasadnienie przynajmniej z kilku powodów, co również wzmaga popyt. Po pierwsze, jest to ważny krok w drodze do zeroemisyjności gospodarki, co jest celem Unii Europejskiej do 2050 r. Po drugie, dyrektywa MCP jako kluczowy akt prawny obliguje zarządców i użytkowników tzw. obiektów średniego spalania paliw, czyli kotłów od 1 MW do 50 MW do dostosowania zgodnie z nowymi, restrykcyjnymi wymogami emisji już istniejących zakładów oraz budowy nowych według założeń określonych w przepisach.

Po trzecie, świadomość społeczna konsumentów oraz odpowiedzialność biznesu sprawia, że przedsiębiorcy dążą do ograniczenia emisji przy produkcji dóbr. Po czwarte, ostatnie rozważania Brukseli w zakresie włączenia gazu i atomu do tzw. “zielonych paliw” również mogą odegrać istotną rolę we wzroście popytu.

Rezygnacja z gazu – czy jest konieczna?

Uruchomienie zakładu produkcyjnego opartego na zasilaniu gazem lub zmiana źródła zasilania już istniejącej inwestycji mogłoby być zagrożone po informacji opublikowanej przez PSG. Dla obu grup przedsiębiorców może to być krytyczny problem. Brak przyłączenia do gazu w przypadku otwarcia produkcji lub jej wznowienia może okazać się przeszkodą, którą trudno będzie ominąć. Decyzja PSG sprawia, że o ile ktoś o ustanowienie decyzji nie zadbał wcześniej, teraz jest w niezwykle trudnym położeniu. Wielu przedsiębiorców może porzucić aktualne plany i przesunąć je w czasie, co może być bardzo kosztowną i bolesną decyzją.

– Kluczem jest sprawne rozpoczęcie poszukiwania alternatyw w postaci innych dostawców, którzy korzystając z istniejącej infrastruktury mogą zaproponować współpracę na atrakcyjnych warunkach. Z kolei w przypadku braku możliwości przyłączenia doskonałym rozwiązaniem będzie gaz ziemny w postaci skroplonej, czyli LNG. Dlaczego? Jest to forma możliwa do zastosowania tu i teraz, również bez ograniczeń terytorialnych, czyli rozwiązująca najistotniejszy problem. Gaz LNG to również ważne rozwiązanie “tymczasowe” w oczekiwaniu na przyłączenie – zapewnia ciągłość / możliwość uruchomienia produkcji – dodaje Łukasz Byczkowski.

Dostawa LNG – krok po kroku

Zmiana źródła zasilania z sieci na wersję LNG dla wielu przedsiębiorców może być źródłem pytań, niepewności. Dlatego tak ważne jest wsparcie fachowców, którzy pomogą przeprowadzić przyszłego klienta przez proces.

Realizacja pod kątem technicznym i infrastrukturalnym w całości jest również po naszej stronie, dzięki czemu proces przebiega maksymalnie sprawnie i pozwala klientowi podążać założonymi harmonogramami budowy swojego zakładu, mając pewność co do ciągłości dostaw i ewentualnych napraw w przypadku potrzeby interwencji – kontynuuje Łukasz Byczkowski.

Endava wchodzi do Polski

Endava, brytyjski dostawca usług technologicznych następnej generacji, posiadający biura w Europie Środkowo-Wschodniej i Ameryce Południowej oraz zespoły zlokalizowane w pobliżu siedzib klientów w Europie Zachodniej, Wielkiej Brytanii, Stanach Zjednoczonych, Australii i Singapurze, ogłasza ekspansję w Polsce.

Brytyjska firma, z siedzibą w Londynie i notowana na nowojorskiej giełdzie papierów wartościowych, od ponad 20 lat z powodzeniem redefiniuje sposób, w jaki ludzie wchodzą w interakcje z technologią i otaczającym ich światem. Endava dostarcza zawansowane rozwiązania, buduje platformy technologiczne i przyspiesza zmiany dla klientów z branż takich jak: usługi finansowe i płatności elektroniczne, TMT (technologia, media i telekomunikacja) czy logistyka.

Endava zatrudnia ponad 10.000 specjalistów na całym świecie (w tym ponad 5.000 osób w Europie Środkowo-Wschodniej), którzy pracując w wielofunkcyjnych zespołach, składających się z pracowników o różnych specjalizacjach i różnym stażu pracy, dostarczają kompleksowe rozwiązania dla klientów firmy – od pomysłu i strategii po wdrożenie i wsparcie techniczne.

Doceniając wysokie kompetencje polskich specjalistów w zakresie wdrażania rozwiązań chmurowych opartych na Google Cloud Platform, Endava tworzy polskie centrum doskonałości Google do obsługi swoich europejskich klientów. Wspierać ono będzie firmy we wdrażaniu nowoczesnych rozwiązań cloud native, konfiguracji landing zone oraz migracji danych do chmury obliczeniowej.

Endava rozpoczyna rekrutację w Polsce, oferując możliwości m.in. dla programistów, testerów, inżynierów aplikacji, analityków, kierowników projektów, architektów oprogramowania oraz pracowników usług wsparcia.

Brytyjska firma, postrzegana jako jeden z pracodawców pierwszego wyboru w większości miast, w których działa, ogłosiła przyjęcie hybrydowego modelu pracy na stałe. Daje to pracownikom możliwość pracy zarówno w biurze, jak i w domu. Biuro jest postrzegane jako przestrzeń, w której można doświadczyć kultury organizacyjnej opartej na pracy zespołowej, uczestniczyć w ceremoniach Agile, szkoleniach i wydarzeniach firmowych, programach stażowych, warsztatach oraz innych aktywnościach, w których preferowana jest bezpośrednia współpraca.

„Zapotrzebowanie na cyfrowe technologie rośnie na całym świecie, co pozwala nam rozwijać nasze regionalne centra i przyciągać nowe talenty do naszych zespołów. Polska z pewnością stanie się jednym z naszych głównych rynków, ponieważ znaleźliśmy tu bardzo wielu utalentowanych inżynierów o ogromnym potencjale”, powiedział Claudiu Constantinescu, Regional Manager, Central Europe, Endava.

W Endavie stawiamy na zgrane zespoły wykonujące doskonałą pracę dla naszych klientów, którzy wracają do nas z kolejnymi projektami. To pozwala nam rozwijać się jako organizacji, a także otwiera nowe możliwości dla naszych pracowników, dając im szansę zawodowego rozwoju oraz realizacji nowych zadań i obowiązków wynikających z rozszerzania naszej działalności. Doceniając lokalny potencjał, wierzymy, że Polska stanie się częścią naszego sukcesu,” dodał John Cotterell, Chief Executive Officer, Endava.

Wraz z ekspansją na nowe rynki, Endava konsekwentnie buduje kulturę organizacyjną opartą na wartościach i nadrzędnych celach, które przyczyniają się do jej dynamicznego rozwoju. Firma oferuje wiele nowych i ekscytujących możliwości rozwoju dla profesjonalistów IT na wszystkich szczeblach kariery.

Nowe lokalizacje dla krematoriów – nowelizacja Prawa Pogrzebowego

Krematoria mają znajdować się w ściśle wyznaczonych przez miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego obszarach – przewiduje projekt nowelizacji Prawa Pogrzebowego. Chodzi o usytuowanie ich w bezpośrednim sąsiedztwie cmentarzy, możliwie jak najdalej od budynków mieszkalnych. Zmiany dotyczyć mają też samej kremacji.

Chowając swoich bliskich, coraz częściej wybieramy kremację. Nowe przepisy mają precyzyjnie uregulować sam sposób jej dokonywania (np. parametry techniczne pieca kremacyjnego, pojemników), uprawnień odpowiedzialnych za nią osób, jak i lokalizacji krematoriów.

– Chodzi o te, które dopiero powstaną. Ustawodawca proponuje, aby ten segment usług pogrzebowych znajdował się w wyznaczonych planem zagospodarowania przestrzennego obszarach, przede wszystkim w bezpośrednim sąsiedztwie cmentarza – tak, aby obiekty te usytuowane były jak najdalej od budynków mieszkalnych – mówi Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej. Dodaje, że celem wprowadzenia takiego rozwiązania jest uniknięcie w przyszłości sporów czy sprzeciwów, jakie pojawiałyby się wobec położonych zbyt blisko zamieszkałych okolic punktów krematoryjnych.

– Dzisiaj niestety funkcjonują one często w ścisłej zabudowie miejskiej, a nawet, jak to ma miejsce w jednym z miast na Mazowszu, w ścisłej zabudowie i sąsiedztwie szpitala, który powinien być raczej miejscem wolnym od tego rodzaju sąsiedztwa – opisuje obecny stan rzeczy Robert Czyżak.

Zwraca on też uwagę, że w myśl nowych przepisów ujednolicony zostanie druk certyfikatu kremacji (obowiązywać będzie jeden wzór w całej Polsce), jak również dodatkowy „niepalny identyfikator z danymi krematorium” z numerem porządkowym kremacji, umieszczany w trumnie ze zwłokami przed dokonaniem kremacji, tak, aby rodziny osób zmarłych były absolutnie pewne co do autentyczności przekazywanych im prochów.

– Wprowadzone procedury porządkują proces całej kremacji, która dziś przypomina często tzw. wolną Amerykankę. Dlatego też stosowne unormowania dotyczyć mają np. samego spopielenia – wskazuje Robert Czyżak. Zgodnie z tym, kremacja ma być dokonywana w specjalnej, wykonanej z materiału łatwopalnego, nie lakierowanego (najlepiej z surowego drewna, bez żadnych okuć) trumnie, zaś urna z prochami wykonana ma być z metalu, kamienia, szkła, ceramiki bądź materiałów biodegradowalnych, o pojemności min. 3,5 litra.

Bezpośredni nadzór (przede wszystkim, jeśli chodzi o utrzymanie należytych standardów) nad krematoriami obejmą Wojewódzkie Inspektoraty Ochrony Środowiska.

Prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej zaznacza też, że projekt nowelizacji ustawy Prawo Pogrzebowe powinien trafić z KPRM do sejmu. Tym samym, rozpocznie się ostatni etap związany z wejściem w życie nowego prawa pogrzebowego.

Nowy projekt zakłada min. stosowne regulacje pozwalające na lepsze i bardziej czytelne funkcjonowanie w Polsce krematoriów zajmujących się spopieleniem zmarłych.

Na rynku polskim funkcjonują dziś 73 krematoria. Liczba kremowanych ciał systematycznie rośnie. W 2021 roku wynosiła ona 175 tys., podczas gdy rok wcześniej – 164 tys. W Polsce działa obecnie około 4 tysięcy firm pogrzebowych. Mniej więcej tyle samo zajmuje się kamieniarstwem.

Bioceltix aktualizuje strategię rozwoju i zapowiada debiut na głównym parkiecie

Bioceltix to wrocławska spółka biotechnologiczna rozwijająca leki biologiczne dla zwierząt towarzyszących ze szczególnym uwzględnieniem psów i koni. Swoje produkty lecznicze opiera na autorskiej technologii wykorzystującej mezenchymalne komórki macierzyste. W listopadzie 2021 r. firma zadebiutowała na rynku New Connect. Teraz Bioceltix rozszerza strategię rozwoju o pięć nowych projektów i przygotowuje się do przejścia na dużą giełdę.

W poprzedniej rundzie finansowania spółka pozyskała 7 milionów złotych, finansowała się również ze źródeł dotacyjnych.

– Przy poprzedniej emisji deklarowaliśmy, że w 2021 r. zrealizujemy fazę bezpieczeństwa TAS dla dwóch kandydatów na leki dla psów. Oba badania nie tylko zostały zrealizowane zgodnie z planem, ale jeszcze zakończyły się sukcesem. Obiecaliśmy również, że z początkiem nowego roku rozpoczniemy terenowe badanie kliniczne dla kandydata do leczenia zmian zwyrodnieniowych stawów u psów. To również odbyło się zgodnie z planem. Po wykazaniu skuteczności na pacjentach klinicznych, będziemy mogli złożyć do Europejskiej Agencji Leków wniosek o pozwolenie na dopuszczenie do obrotu, rozpoczynając tym samym procedurę związaną z rejestracją produktu leczniczego. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, pierwszy lek uzyska pozwolenie na wprowadzenie do obrotu w 2024 roku – mówi Łukasz Bzdzion, prezes zarządu Bioceltix.

Teraz Bioceltix poszerza strategię rozwoju o pięć nowych projektów, a uwzględniając również inne cele rozwojowe potrzeby kapitałowe do końca 2024 roku określa na blisko 70 mln zł. Środki te pozwolą doprowadzić trzy obecnie rozwijane produkty do etapu złożenia wniosku o pozwolenia na dopuszczenie do obrotu, a także sfinansować uruchomienie wszystkich pięciu nowych projektów.

– W obszarze nowych projektów planujemy rozpocząć prace nad rozwojem czterech kolejnych leków biologicznych dla zwierząt towarzyszących. Będą to produkty dotyczące leczenia ochwatu u koni, nieswoistego zapalenia jelit u psów oraz przynajmniej jeden produkt w obszarze kocim, co jest szczególnie ważne, gdyż ten gatunek nie jest jeszcze reprezentowany w naszym portfolio. – wyjaśnia Łukasz Bzdzion.

Kolejny produkt wiąże się także z pewnymi nowościami technologicznymi.

– Czwartym kandydatem będzie produkt do leczenia atopowego zapalenia skóry u psów, ale w oparciu o tzw. sekretom, czyli zestaw substancji biologicznie aktywnych produkowanych i wydzielanych na zewnątrz przez komórki macierzyste. Sekretom jest u nas jak dotychczas tylko odpadem, a ponieważ jego potencjalna funkcja terapeutyczna jest znana, to ten projekt ma szczególne uzasadnienie. Dodatkowo zgłosiliśmy do ochrony patentowej stabilną formulację sekretomu, która daje szansę na nowe, inne niż dożylna drogi podania. Ten projekt jest dla nas bardzo ważny, gdyż może zapewnić nam w przyszłości produkt komplementarny do leku podstawowego, nad którym obecnie pracujemy. Będzie to silne wzmocnienie naszej atopowej własności intelektualnej. – dodaje Łukasz Bzdzion.

Ostatni, piąty produkt, może być pewnym zaskoczeniem, gdyż jest spojrzeniem spółki w kierunku biotechnologii ludzkiej, a to w Bioceltix nowość.

dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix
dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix

– Planujemy także eksperymentalną weryfikację możliwości wykorzystania sekretomu pochodzenia zwierzęcego do leczenia atopowego zapalenia skóry u ludzi. Takie międzygatunkowe wykorzystanie sekretomu zwierzęcego ma solidne podstawy naukowe. Zależy nam, aby możliwie szybko zweryfikować hipotezę w próbach z udziałem ludzi. Jeśli te próby się powiodą i uzyskamy zadowalające wyniki, wówczas produkt będzie rozwijany na poziomie dedykowanej spółki zależnej i z udziałem finansowania, które nie będzie rozwadniające dla akcjonariuszy Bioceltix – mówi dr inż. Paweł Wielgus, członek zarządu Bioceltix.

Spółka planuje także powiększyć zespół badawczy o kilkunastu specjalistów oraz zmodernizować wytwórnię w kierunku zwiększenia stopnia automatyzacji procesów związanych z wytwarzaniem produktów leczniczych na bazie komórek macierzystych. Istotnym punktem nowej strategii są także działania mające na celu rejestrację produktów Bioceltix nie tylko na rynku europejskim, ale także amerykańskim.

Czas dla biotechnologii weterynaryjnej jest bardzo dobry, co widać na rynku przejęć. Chcemy to maksymalnie wykorzystać, więc przyspieszamy z rozwojem. Na realizację zaktualizowanej strategii do końca 2024 roku potrzebujemy blisko 70 mln zł, z czego ok. 60 mln zł musimy pozyskać ze źródeł zewnętrznych. Oczywiście wciąż potencjalnie mamy do dyspozycji finansowanie grantowe, natomiast istotna część tych środków zostanie pozyskana z emisji nowych akcji, przy czym na dziś nie przesądzamy, o ilu emisjach i w jakiej wysokości mówimy. Będziemy o tym decydować w zależności od aktualnej sytuacji. – wyjaśnia Wielgus.

Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie, na którym akcjonariusze Bioceltix podejmą decyzję o emisji akcji, odbędzie się 7 marca 2022 roku. Przez kilka ostatnich sesji kurs mierzy się ze zwiększoną podażą, co może mieć związek z zawiadomieniem od jednego z funduszy o zejściu poniżej progu 5%.

Nie komentujemy decyzji naszych akcjonariuszy. Mogę jedynie zapewnić, że konsekwentnie realizujemy nasze cele strategiczne budując pozycję globalnego lidera w obszarze komórek macierzystych dla zwierząt towarzyszących. – podsumowuje Paweł Wielgus.

Tarcza nie wystarcza. Chwilowa obniżka przed dużą podwyżką

Inflacja sięgnęła już dosyć wysokich poziomów – aby ją obniżyć rząd zdecydował się na wprowadzenie tarczy antyinflacyjnej. Natomiast my, konsumenci, możemy spróbować dostosować swój koszyk zakupowy do wzrostu cen i usług – aby mniej dotkliwie odczuć wyższe ceny. Warto też rozważyć inwestycje w fotowoltaikę – zwłaszcza w najbliższych miesiącach, czyli do końca marca, do kiedy będą obowiązywać sprzyjające warunki rozliczania. To pozwoli gospodarstwom domowym obniżyć rachunki za prąd i rozważyć kolejne opcje – jak np. samochód elektryczny. Z kolei lepiej powstrzymać się z zakupami typu dobra elektroniczne, komputery czy tablety – powinny one bowiem zacząć tanieć w związku z wyższa dostępnością do półprzewodników i obniżeniem się cen niektórych komponentów wykorzystywanych w produkcji.

– Patrząc na codzienne wydatki spodziewamy się obniżki cen na energię, gaz czy paliwa w związku z tarczą antyinflacyjną – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Mniejsze wzrosty cen powinny być też widoczne w zakresie produktów żywnościowych. Wydaję się więc, że przy kształtowaniu naszego koszyka zakupowego, jeśli tarcza antyinflacyjna nie zostanie przedłużona, w czerwcu czy lipcu powinniśmy się bacznie przyjrzeć jakie dobra zdrożeją w kolejnych miesiącach. Warto więc zaopatrzyć się wcześniej w tańsze produkty, aby powrót do poprzednich stawek nie był aż tak bardzo dotkliwy – stwierdził Sielewicz

Czy zobaczymy tańszą ropę?

Za nami posiedzenia najważniejszych banków centralnych. Swoje decyzje podejmowały Fed, EBC oraz BoE. Wczoraj przyszedł czas na RPP, która nie rozczarowała i podniosła stopy procentowe o 50 bps, zgodnie z szerokim konsensusem, choć zdarzało się słyszeć głosy za ruchem o 75 bps. Rynki w tym momencie mocniej zaczynają żyć tym co dzieje się na rynku ropy naftowej. Oczywiście cena benzyny na stacjach w Polsce spadła w lutym do poziomu 5,25 – 5,30, ale to nie było pokłosie spadku cen ropy na globalnych rynkach, a jedynie tymczasowej obniżki podatku VAT.

Na rynku ropy naftowej rośnie prawdopodobieństwo wystąpienia większej zmienności. Osobiście uważam, że spadki cen w najbliższym czasie są dużo bardzie prawdopodobne, niż dalsze wzrosty. Wynika to z kilku czynników. Tematem numer jeden na ten moment są trwające negocjacje pomiędzy USA a Iranem. Gra toczy się o zniesienie sankcji i przywrócenie porozumienia nuklearnego z 2015 roku, kiedy u władzy był Barack Obama. Gdyby doszło do porozumienia, wówczas na rynek ponownie trafiłaby irańska ropa co naturalnie zwiększyłoby podaż. Oczywiście nie stałoby się to od razu. Zanim fizycznie doszłoby do tego zjawiska, musiałoby minąć kilka miesięcy. Iran mógłby dostarczyć na rynek 1,6 mln baryłek dziennie. Jakie są szanse na realizacje takiego scenariusza? Departament Stanu USA mówi, że rozmowy są na ostatnim etapie. Z kolei z wypowiedzi rosyjskiego głównego negocjatora ds. nuklearnych wynika, że rozmowy są na „finiszu”. O postępach mogą świadczyć częściowe zniesienia sankcji przez USA w miniony weekend. Dla Iranu to jednak za mało. Kraj ten domaga się gwarancji utrzymania porozumienia. Iran ma w ręku kilka dużych asów przetargowych. Już w grudniu wzbogacał uran do poziomu 90 proc., czyli takiego, który umożliwia użycie broni jądrowej. Wcześniej kraj ten wzbogacił surowiec do 60 proc. W ten sposób chciał prawdopodobnie wzmocnić swoją pozycję negocjacyjną podczas rozmów, które ponownie rozpoczęły się pod koniec minionego roku.

Jeśli stronom uda się uzgodnić nowy układ, wówczas czeka nas 1-2 miesięczny okres przygotowawczy do jego realizacji. Oznacza, to że potencjalnie sankcje naftowe wobec Iranu mogłyby zostać złagodzone do połowy roku. Reakcja rynku byłaby jednak natychmiastowa, co oznaczałoby korektę w notowaniach. Wysokie wyceny surowca (najwyżej od 2014 roku) zwiększają prawdopodobieństwo spadków. Do tego dochodzą inne czynniki fundamentalne. Międzynarodowa Agencja Energetyczna, podobnie zresztą jak komitet techniczny OPEC zakładają, że w tym roku na rynku będziemy mieli nadwyżkę podaży (OPEC cały czas zwiększa wydobycie). W całym 2021 roku rynek znajdował się w deficycie. Nie oznacza to, że zmaleje popyt. Po prostu prognozowany jest wzrost wydobycia, a sprawa Iranu dodatkowo może ją zwiększyć. Dużo też będzie zależeć od ropy z USA. Wydobycie z łupków nie wróciło tam jeszcze do poziomu sprzed pandemii. Szacunki zakładają, że Stany Zjednoczone zwiększą je o 1 mln baryłek dziennie do 17,7 mln. Operatorzy reagują na wyższe ceny i uruchamiaj więcej platform wiertniczych.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

W nowy rok z podwyżkami stóp procentowych. Sprawdzamy oprocentowanie i marże banków

Spełnił się czarny scenariusz kredytobiorców. Z początkiem roku Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała się na kolejną podwyżkę stóp procentowych. Obecnie podstawowa stopa referencyjna, odpowiedzialna za oprocentowanie naszych kredytów wynosi 2,25 proc. i w ciągu 3 miesięcy wzrosła o ponad 2 pkt. proc. Ile obecnie kosztują kredyty? Sprawdziliśmy oprocentowanie i marże banków.

Niestety – taniej już było. Najprawdopodobniej to nie koniec podwyżek stóp. Eksperci szacują, że w tym roku stopa referencyjna może osiągnąć wysokość nawet ponad 3 proc. To i tak ciągle mniej niż miała w 2012 roku, kiedy to wynosiła 4,75 proc. – najwięcej w ciągu ostatnich 10 lat.

Mimo wszystko NBP i RPP zaserwowały setkom tysięcy kredytobiorców terapię szokową, najpierw – wiosną 2020 tnąc stopy nieomal do zera, by jesienią 2021 wystrzelić z serią mocnych podwyżek.

Przypomnijmy jednak, że to nie stopy procentowe, a wskaźnik WIBOR plus marża bankowa, określają za ile bank pożyczy kredytobiorcy pieniądze i jak raty będą się zmieniać w czasie.

WIBOR (Warsaw Interbank Offered Rate) jest, codziennie aktualizowanym w oparciu o dane z banków komercyjnych, wskaźnikiem mówiącym o tym, za ile banki pożyczają sobie pieniądze. Każdego dnia o godzinie 11 publikuje się aktualny WIBOR. Istnieje kilka wskaźników WIBOR w zależności od czasu, na jaki banki udzielają sobie pożyczek. Np. WIBOR 3 M dotyczy pożyczek na 3 miesiące, WIBOR 6 m na pół roku i tak dalej. Banki komercyjne pożyczając pieniądze od siebie nawzajem, oddają  pożyczone kwoty plus WIBOR. To jest ich koszt pieniądza, uzależniony też oczywiście od stóp procentowych. WIBOR nie może być niższy niż stopa referencyjna, czyli taka, po której bank centralny pożycza bankom komercyjnym pieniądze.

Ostatecznie jednak banki koszt pieniądza przerzucają na klientów. Dlatego przeciętny Kowalski powinien zdawać sobie sprawę, czym jest WIBOR i że jego wartość się zmienia. Wówczas zmienia się również rata jego kredytu.

Drugim elementem, który składa się na oprocentowanie kredytów hipotecznych, jest oczywiście marża bankowa, a więc – mówiąc w uproszczeniu – zysk banku za udzielenie kredytu klientowi. Im niższa marża, tym oczywiście tańsze kredyty. Finalnie do kosztów pożyczonego pieniądza zalicza się również opłaty jednorazowe – przede wszystkim prowizję, ale także koszt sporządzenia operatu szacunkowego czy ubezpieczenia. Całość kosztów daje nam Rzeczywistą Roczną Stopę Oprocentowania.

Za ile kredyt?

Przez długi czas hossy na rynku nieruchomości i kredytowym, w okresie kiedy stopy procentowe były na rekordowo niskim poziomie, marże banków również pozostawały stabilne. Z danych ostatniego raportu Amron – Sarfin (za III kw. 2021) wynika, że przeciętne marże dla kredytów w analizowanym okresie wynosiły 2,22 proc. Pozostawały stabilne na tym poziomie przez dłuższy czas, co pokazuje poniższy wykres.

Wykres 1 – marże kredytów hipotecznych 2021 (źródło: raport Amron – Sarfin za III kw. 2021)marże kredytów hipotecznych

Oczywiście poziom marż dotyczy czasu jeszcze sprzed serii podwyżek. Jak kształtowały się marże bankowe w ostatnim kwartale ubiegłego roku? Na podsumowanie tego okresu trzeba jeszcze poczekać.

W każdym razie z ofert banków komercyjnych wynika, że marże pozostają na razie na zbliżonym poziomie. Niewykluczone, że – jeśli stopy procentowe w ciągu roku będą rosnąć – banki zaczną reagować poprzez obniżanie marż, by utrzymać konkurencyjną ofertę i  walczyć o klientów w czasach coraz droższego pieniądza.

Aktualnie kredyty na 300 tys. zł, na 25 lat oprocentowane są przeciętnie ma około 5 – 5,5 proc. Najtańsze oferty mają oprocentowanie na poziomie 4,75 proc. ,a  z drugiej strony ponad 7.

Wysokość oprocentowania zależy m.in. od WIBORU stosowanego przez banki. W “normalnym” okresie, gdy na rynku, w gospodarce i życiu społecznym panuje ład i stabilizacja, wskaźniki WIBOR 3 M i WIBOR 6M różnią się stosunkowo nieznacznie, choć zazwyczaj wyższy jest WIBOR 6M, co wynika z dłuższego okresu pożyczki międzybankowej, a więc potencjalnie wyższego ryzyka.

Dziś oba wskaźniki są wyraźnie rozchwiane. Na dzień 11.01.2021 WIBOR 3M wynosił 2,69 proc., a 6M aż ponad 3 proc. Różnica jest spora, co może przekładać się na wyższe oprocentowanie kredytów, gdzie stosuje się WIBOR 6 M (choć niekoniecznie – bowiem banki, by zachować konkurencyjność oferty mogą reagują odpowiednim obniżaniem marż).

Kredyty ze stałym oprocentowaniem

Obecnie tysiące ludzi, zwłaszcza ci, którzy brali kredyty, gdy stopy procentowe tylko spadały, boleśnie przekonuje się, na czym polega ryzyko stopy procentowej. Jest to mechanizm budzący wątpliwości, bowiem w praktyce polega to na przerzuceniu ryzyka banków z własnych transakcji na klientów. Rodzi to wątpliwości co do legalności takiego zabiegu, bowiem banki nie dzielą się ryzykiem stopy, tylko w całości obdarzają nim kredytobiorców. Ci muszą zaakceptować, że gra będzie się zmieniać w trakcie trwania. I tylko jedna strona za to zapłaci.

Co zrobić, by spać spokojnie? Rozwiązaniem mogły by być kredyty ze stałym oprocentowaniem, czyli takie, których koszt nie zmienia się trakcie trwania umowy, niezależnie od poziomu stóp procentowych. Ryzyka w tym przypadku nie ma. Klient wie, na czym stoi. Rata jest stała.

Problem w tym, że taka oferta, choć teoretycznie istnieje, na polskim rynku kredytowym jest niewielka. Banki dzielą się ryzykiem niechętnie i nie na cały czas trwania umowy. Kredyt ze stałą stopą procentową można wziąć na jakiś okres, najczęściej 5 lat – potem wraca się do rat uzależnionych od WIBORu, ewentualnie jest możliwość starania się o kolejną zmianę oprocentowania na stałe, wg aktualnej stosowanej przez bank tzw. stopy bazowej, która się nie zmieni w aneksowanym okresie i do której dolicza się marżę.

Klient, który zdecyduje się na stałą stopę procentową, na pewno zapłaci “ekstra” za brak ryzyka. Oprocentowanie jego kredytu będzie większe, niż w przypadku stopy zmiennej. Dla przykładu w banku ING stałe oprocentowanie kredytów w ofercie standardowej wynosi 6,82 proc. (RRSO 7,52). W banku PKO BP oprocentowanie takiego kredytu wynosi także ponad 6 proc., a więc wyraźnie wyżej od obecnego przeciętnego oprocentowania kredytów ze zmienną stopą. To premia banków za ryzyko, ale z drugiej strony kredytobiorca ma pewność, że rata jego kredytu nie wzrośnie. To daje poczucie finansowej stabilność.

W polskich warunkach rynek kredytów stało oprocentowanych jest niewielki, co siłą rzeczy przekłada się na słabszą konkurencję między bankami i mniejszy wybór ofert. Jeśli jednak chcemy mieć poczucie stabilizacji, warto takie rozwiązanie rozważyć.

Autor: Marcin Moneta, ekspert portalu GetHome.pl

Lotnictwo notuje wzrost zapotrzebowania na pilotów

Ludzie na całym świecie chcą i muszą podróżować, a pandemiczna sytuacja z która mamy do czynienia w ostatnich dwóch latach postawiła przed przewoźnikami ogromne wyzwania. Zarówno linie lotnicze, jak i same porty starają się wypracować rozwiązania, których celem jest przywrócenie intensywnego ruchu lotniczego. Wraz z jego odrodzeniem zwiększy się zapotrzebowanie na pilotów, bowiem część dotychczasowych przebranżowi się lub osiągnie wiek emerytalny. Co ważne, należy przy tym pamiętać, że sam czas szkolenia lotniczego jest procesem wieloetapowym. Jak więc wygląda nasz rynek lotniczy?

Według szacunków międzynarodowych organizacji lotniczych, w ciągu następnych 10 lat światowy rynek lotniczy będzie musiał zatrudnić ponad 250 tysięcy nowych kapitanów. W Polsce w tym czasie będzie potrzebnych ponad 2 tysiące nowych pilotów i specjalistów branży lotniczej. Ten rekordowy popyt stanowi duże wyzwanie dla ośrodków szkolących pilotów. Potrzebne są nowe, innowacyjne ścieżki kariery za sterami oraz nowoczesne systemy szkoleniowe.

Dostępne raporty i analizy wskazują na zmianę trendów w szkoleniu pilotów: coraz mniej z nich wywodzi się obecnie z wojska lub aeroklubów, natomiast coraz więcej z kursów organizowanych przez linie lotnicze oraz niezależne, certyfikowane organizacje. Z analiz UnitedSky wynika, że przyszli piloci coraz częściej wybierają prywatne szkoły gwarantujące wysoką jakość kursów, dostępność statków powietrznych, indywidualne i przyjazne podejście instruktorów oraz elastyczność czasową. – mówi Włodzimierz Soiński, Prezes Zarządu Certyfikowanego Ośrodka Szkolenia Lotniczego UnitedSky.

Równolegle do prognozowanego rozwoju lotnictwa liniowego, notujemy w kraju duży wzrost zainteresowania lotami samolotami prywatnymi, zarówno w celach biznesowych, jak i rekreacyjnych. Jeszcze kilka lat temu prywatne przeloty kojarzyły się nam głównie z milionerami lub gwiazdami kina czy muzyki. Dziś oferty lotów indywidualnych są coraz bardziej dostępne i znacznie chętniej z nich korzystamy.

Jeszcze 6-7 lat temu w Polsce było zarejestrowanych ok. 400 prywatnych samolotów, dziś jest ich już ponad 1400*. W tym samym czasie liczba prywatnych helikopterów zwiększyła się z 42 do blisko 200. Stąd też obserwujemy w UnitedSky coraz większe zapotrzebowanie na szkolenia PPL (Private Pilot Licence). Potencjał rozwoju jest ogromny, np. w Czechach, gdzie mieszka blisko cztery razy mniej ludzi niż w Polsce, prywatnych samolotów jest prawie o połowę więcej niż u nas. – dodaje Soiński.

Tym bardziej warto zwrócić uwagę na ścieżkę kariery, jaką jest zawód pilota. Co prawda samo szkolenie lotnicze to spory wydatek, natomiast jak potwierdzają doświadczeni piloci, to inwestycja która bardzo szybko się zwraca. Rynek w sektorze prywatnym jest obecnie bardzo chłonny, a piloci na wagę złota.

* źródło: szacunki UnitedSky na podstawie polskiego i czeskiego rejestrów statków powietrznych.

Priorytety płatności Polaków – rachunki za wodę i gaz mogą poczekać

Pandemia dała się we znaki portfelom Polaków. Na nowo ułożyła też priorytety comiesięcznych płatności. Najnowsze badanie Krajowego Rejestru Długów „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” pokazuje, że rodacy najpierw pokrywają opłaty za czynsz, a następnie dbają o uregulowanie rat kredytów oraz rachunków za prąd. Natomiast faktury za wodę i gaz, a więc media niezbędne w gospodarstwie domowym, przesuwają na dalsze pozycje w planie spłat.

Z ostatnich danych KRD na koniec 2021 r. wynika, że Polacy są zadłużeni na 44,1 mld zł. Zaległości ma 2,3 mln osób. Średnie zadłużenie to 18,4 tys. zł. Najwięcej mają do oddania rodacy w wieku 46-55 – to kwota 13,7 mld zł. O miliard mniej, czyli 12,7 mld zł, muszą spłacić Polacy pomiędzy 36. a 45. rokiem życia. Analizując dane pod kątem miejsca zamieszkania, widać, że największe problemy z uregulowaniem zobowiązań mają osoby z mniejszych miast – 20-50 tys. mieszkańców.

Trudniej w mniejszych gospodarstwach domowych

Według badania „Portfel statystycznego Polaka w pandemii”, przeprowadzonego w grudniu 2021 r. przez TGM Research na zlecenie KRD, prawie co 3. gospodarstwo domowe musi bardzo ograniczać wydatki. Gorzej w stosunku do czasu przed pandemią swoją bieżącą sytuację finansową oceniają osoby mniej wykształcone oraz starsze, a co za tym idzie – częściej niepracujące, a także te o niższych dochodach miesięcznych.

Źle własne położenie finansowe postrzegają osoby z najmniejszych gospodarstw domowych. Mocniej odczuwają one podwyżki energii elektrycznej, gazu oraz produktów spożywczych i usług.

Priorytety w portfelu

Po opłaceniu rachunków 48 proc. domostw dysponuje budżetem nie większym niż 1500 zł miesięcznie. Sumą powyżej 4000 zł obraca jedynie 13 proc. Jednak co 6. musi sobie radzić, mając do wydania jedynie kwotę do 500 zł. Nie dziwi więc, że zdecydowana większość badanych, bo aż 95 procent, ocenia koszty życia w pandemii jako wysokie, przy czym za bardzo wysokie uważa je co czwarta osoba. Jest to związane między innymi ze wzrostem inflacji. Dotyka ona większość Polaków.

Aż 91 procent naszych respondentów deklaruje, że koszty życia w pandemii zwiększyły się, a prawie połowa określa ten skok jako bardzo duży. W konsekwencji co trzeci zapytany przez nas Polak prognozuje, że jego sytuacja finansowa w najbliższym roku się pogorszy. Problem dotyczy zwłaszcza osób mieszkających w małych miejscowościach, gdzie są mniejsze możliwości na rynku pracy. W dużych miastach zdecydowanie łatwiej o zmianę zatrudnienia na lepiej płatne lub podjęcia dodatkowego zajęcia dla podratowania domowego budżetu – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Zasobność portfela przekłada się na gospodarowanie pieniędzmi i ustalanie priorytetów płatności w domach. Badanie KRD pokazuje, że w pierwszej kolejności Polacy opłacają czynsz (45 proc. wskazań) i raty kredytów (33 proc.). Dbają też o pokrycie kosztów energii (26 proc.) oraz zakupów ratalnych i pożyczek (14 proc.). Niższe miejsca na liście wydatków zajmują woda i gaz oraz podatek od nieruchomości (po 5 proc.). Na końcu priorytetów płatności jest ogrzewanie i paliwo do samochodu (po 4 proc.). Na równi z nimi znajduje się Internet, telewizja, telefon, wywóz śmieci i przejazdy komunikacją publiczną (we wszystkich przypadkach po 2 proc.).

Wydatki od kuchni

Patrząc przez pryzmat struktury wydatków, budżet polskich gospodarstw domowych najbardziej obciąża żywność i napoje bezalkoholowe (18 proc.) oraz użytkowanie mieszkania, w tym prąd, gaz i woda (17 proc.). Łącznie stanowią one ponad 1/3 wszystkich kosztów. Trzecie miejsce w koszyku zajmują leki i wizyty medyczne. To 8 proc. średniego budżetu domowego. Natomiast paliwo i bilety za przejazdy pochłaniają 7 proc. zasobów, tj. tyle samo co rachunki za telefon i Internet. Po 6 proc. stanowią wyposażenie mieszkania wraz z prowadzeniem gospodarstwa domowego oraz odzież i obuwie. Na dalszej pozycji są raty kredytów i pożyczek, które stanowią 5 proc. budżetu.

Co ciekawe, 4 proc. w strukturze finansowej stanowią oszczędności.

To świadczy o odpowiedzialnym podejściu do zarządzania finansami, choć, jak pokazuje praktyka, nie każdy jest skłonny odkładać pieniądze, nawet jeśli je ma. Z naszego doświadczenia w obsłudze długów konsumenckich wynika, że młode osoby nie dysponują oszczędnościami, co zwykle jest ich świadomym wyborem. Wolą wydawać gotówkę na bieżąco, często o wiele więcej niż mają w portfelu. Nie myślą o konsekwencjach. Kiedy wpadają w długi, są zdziwieni, że bank, który udzielił pożyczki ratalnej na zakup sprzętu RTV czy firma telekomunikacyjna, w której przestali opłacać abonament, kierują należności do windykacji. Gdy dzwoni do nich negocjator, nie chcą podjąć rozmowy. Natomiast osoby dojrzałe, jeśli nie mają oszczędności, z których mogłyby pokryć zadłużenie, są otwarte na mediacje, a nawet po otrzymaniu wezwania do zapłaty same kontaktują się z negocjatorem, aby ustalić plan spłat i wyjść na finansową prostą – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Struktura wydatków w gospodarstwach domowych (%)

Struktura wydatków w gospodarstwach domowych (%)

W strukturze wydatków Polaków, według badania KRD, niewiele miejsca zajmuje edukacja, rekreacja i kultura – po 4 proc. wskazań. Najmniejszy jest udział restauracji i hoteli – 3 proc.

Zaciskanie pasa i dodatkowa praca

W przypadku braku pieniędzy lub ograniczonego budżetu 65 proc. Polaków w pierwszej kolejności tnie wydatki, a prawie 1/3 sięga po oszczędności. Następnie szukają rozwiązań, które mogą doraźnie zasilić budżet domowy, jak sprzedaż używanych rzeczy czy praca dodatkowa. Takie działania deklaruje co 5. badany. Proszą też o pomoc rodzinę i znajomych, na co wskazuje 1/4 ankietowanych. Kredytem bądź pożyczką posiłkuje się 10 proc. osób.

Zaciąganie kolejnych zobowiązań, aby spłacić poprzednie, to prosta droga do pętli zadłużenia. Jeśli robi tak co dziesiąty badany, świadczy to o poważnym problemie społecznym. Zarządzanie wydatkami przy ograniczonym budżecie domowym nie jest łatwe, ale można sporządzić listę comiesięcznych koniecznych wydatków i takich, z których z pewnością da się zrezygnować. To pomoże zapanować nad finansami. Warto też utworzyć, choćby minimalny, fundusz na nieprzewidziane wydatki, jak naprawa sprzętu AGD czy prywatna wizyta lekarska. Wszystko po to, aby w awaryjnej sytuacji nie sięgać po kolejne zobowiązanie finansowe – podsumowuje Jakub Kostecki.

Niepłacenie rachunków to ostateczność, ale przyznaje się do tego 5 proc. Polaków.

Ogólnopolskie badanie „Portfel statystycznego Polaka w pandemii” zostało przeprowadzone w grudniu 2021 r. przez TGM Research na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej techniką wywiadów internetowych (CAWI) na reprezentatywnej próbie 1004 Polaków w wieku 18-74 lata.

Regiony w budowie, powstaje grubo ponad 700 tyś. m kw. nowoczesnych biur

Około 715 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej pozostawało w budowie na koniec minionego roku na ośmiu największych rynkach w kraju, wskazuje w swoim raporcie firma doradcza BNP Paribas Real Estate Poland. Eksperci zwracają uwagę na dalsze umacnianie się hybrydowego modelu pracy, rosnącą popularność różnych form biur elastycznych, a także na wzrost znaczenia rozwiązań wpisujących się w ESG. Istotnym czynnikiem kształtującym rynek w najbliższej przyszłośc będą rosnące koszty utrzymania, które przełożą się na wyższe stawki bazowe czynszów i wyższe opłaty eksploatacyjne.

Łącznie na ośmiu najbardziej znaczących rynkach biurowych w regionach podaż nowoczesnej powierzchni biurowej przekroczyła granicę 6 mln m kw. W ostatnim roku udało się na nich podpisać umowy na wynajem na łącznie blisko 600 tys. m kw. powierzchni. Najbardziej pracowity okazał się ostatni kwartał na który złożyły się kontrakty na łącznie 215 tys. m kw. biur. Autorzy raportu podkreślają, że w 2021 roku w strukturze popytu dominowały nowe umowy (47 proc.),potem odnowienia umów najmu (43 proc.) i ekspansje (10%). Nieco inaczej sytuacja przedstawiała się w samym IV kwartale, gdzie udział odnowień kontraktów – wynoszący 48 proc. – okazał się wyższy niż nowo podpisanych umów (41 proc.).
Regionalnym liderem ponownie okazał się Kraków, w którym znajduje się największa podaż nowoczesnej powierzchni (ponad 1,6 mln m kw.) i który wzbudził największe zainteresowanie najemców, odpowiadając za 26 proc. całkowitego popytu z 2021 roku. Drugim największym ośrodkiem biurowym jest Wrocław z istniejącą powierzchnią biurową przekraczającą 1,25 mln m kw. Na trzecim miejscu jest rynek trójmiejski, którego motorem napędowym w 2021 roku okazały się IT & usługi oraz obsługa biznesu, w sumie odpowiedzialne za blisko 60 proc. popytu brutto, który w całym 2021 roku wyniósł roku 108 tys. mkw.

Z raportu BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że na koniec 2021 roku na najemców czekało nieco ponad 850 tys. m kw. powierzchni, gotowej do przyjęcia nowych najemców od zaraz. Stopa pustostanów na koniec grudnia 2021 roku wyniosła 14,1 proc. i była wyższa o 1,4 p.p. niż rok wcześniej. W porównaniu do przedostatniego kwartału 2021 roku wskaźnik pustostanów również zanotował wzrost o 0,6 p.p. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland wskazują, że w minionym roku najłatwiej było znaleźć wolne biuro w stolicy Dolnego Śląska, gdzie współczynnik pustostanów wyniósł 16,7 proc. Na drugim końcu skali znalazł się Szczecin, gdzie w zasobach – najmniejszych spośród analizowanych miast regionalnych – znalazło się tylko 5,3 proc. wolnej powierzchni.

W 2021 roku biurowe rynki regionalne urosły o ponad 225 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni. Najbardziej, bo o ponad 73 tys. m kw., powiększyły się zasoby Trójmiasta. Drugi na podium był Kraków (60 tys. m kw.), a trzeci, ze znaczącą różnicą do czołówki, Poznań (37,5 tys. m kw.). Z raportu wynika, że ostatni kwartał był dość pracowity i skutkował oddaniem do użytku łącznie ponad 79 tys. m kw. nowy biur w siedmiu obiektach. Wśród nich zdecydowanie największym okazał się gdyński kompleks 3T Office Park.

2021 rok w znacznej mierze był rokiem prolongat. Z sześciu największych podpisanych umów, pięć było przedłużeniem dotychczasowych kontraktów, a jedna umową przednajmu. Widzimy, że pomimo deklaracji firm i pracowników odnośnie chęci powrotu do biurek, wielu najemców nadal bardzo ostrożnie podchodzi do tematu. Biuro tymczasem okazuje się tu kluczowym czynnikiem w kontekście rozwoju, tworzenia nowych miejsc pracy czy podejmowania strategicznych decyzji związanych z różnymi modelami pracy, uwzględniającymi pracę zdalną czy hybrydową – podkreśla Michał Karolkiewicz, Konsultant, z działu Wynajmu powierzchni Biurowych, BNP Paribas Real Estate.

Największą transakcję w 2021 roku zawarto w kompleksie Green Horizon w Łodzi. Było nią odnowienie umowy najemcy reprezentującego sektor IT & Usługi, który przedłużył umowę na ponad 24 tys. m kw. powierzchni. Następną w kolejce było przedłużenie umowy z ekspansją przez firmę Rockwell Automation (19,5 tys. m kw.) w biurowcu A4 Business Park III we Wrocławiu, a trzecią w kolejności odnowienie umowy przez poufnego najemcę z sektora finansowego (17,4 tys. m kw.) w kompleksie Business Garden Poznań.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że w 2021 roku najemcy, pracownicy, zarządcy, deweloperzy i przede wszystkim same biura dość sprawnie dostosowały się do hybrydowego modelu pracy. Efektem są na nowo przemyślane i zaaranżowane przestrzenie, które w każdym momencie efektywnie wspierają pracowników i zespoły w wykonywaniu różnych zadań.

Kryzys zdrowotny i niepewność dotycząca dalszego rozwoju pandemii, ale także zmiany w stylach pracy, większa mobilność, rozwój technologii i wzrost znaczenia ekonomii współdzielenia dały dobry grunt do rozwoju różnych form elastycznych rozwiązań biurowych. Ostatni rok pokazał, że przy biurkach w przestrzeniach flex pracuje się nie tylko w stolicy, ale coraz chętniej także w miastach regionalnych – podkreśla Małgorzata Fibakiewicz, Head Business Intelligence Hub, BNP Paribas Real Estate Poland.

Z analizy BNP Paribas Real Estate Poland wynika, że w najbliższych kwartałach istotnym kryterium wyboru biura, obok lokalizacji i parametrów komercyjnych, będą rozwiązania odpowiadające na potrzeby zrównoważonego rozwoju i ESG. Będzie to szczególnie istotne w przypadku starszych budynków w kolejnych już cyklach najmu. Chcąc wypełnić obowiązujące standardy będą wymagać one zmian i niezbędnych nakładów inwestycyjnych.

Ford Mustang Mach-E liderem polskiego rynku elektryków w styczniu 2022 roku

  • W pełni elektryczny Ford Mustang Mach-E był w styczniu bieżącego roku najlepiej sprzedającym się autem typu BEV w Polsce.
  • Sprzedaż elektrycznego modelu Forda osiągnęła rekordowy wynik. Do klientów trafiły 93 egzemplarze tego innowacyjnego SUVa, ponad dwukrotnie więcej niż kolejnego konkurenta w zestawieniu.
  • Styczniowy wynik stanowi ponad 30% całej ubiegłorocznej sprzedaży Mustanga Mach-E w Polsce.

W styczniu br. Ford Mustang Mach-E był najlepiej sprzedającym się samochodem elektrycznym w Polsce. Nowego elektrycznego SUVa odebrało 93 klientów. Przewaga tego modelu nad kolejnym pojazdem w zestawieniu sprzedaży była ponad dwukrotna. Styczniowy wynik odpowiada także 33% całej ubiegłorocznej sprzedaży Mustanga Mach-E w Polsce.

Klienci stawiają na moc i napęd na cztery koła

Ponad połowę sprzedanych w styczniu 2022 roku egzemplarzy stanowiły auta z napędem na cztery koła i z baterią o rozszerzonej pojemności 98 kWh. Drugą najchętniej wybieraną wersją była ta z napędem na tylną oś i o pojemności baterii wynoszącej 75 kWh.

Dominującym kolorem – ponad 35% – wśród Mustangów Mach-E, które w minionym miesiącu trafiły do klientów, był Absolute Black. Blisko 20% stanowiły auta w przyciągającym wzrok kolorze Lucid Red, a kolejnym w zestawieniu był Iconic Silver.

Analizując pod tym kątem ubiegłoroczną sprzedaż Mustanga Mach-E w Polsce, najpopularniejszą wersją była ta z napędem na cztery koła i z baterią o rozszerzonej pojemności 98 kWh (48% sprzedaży). Nieco ponad 18% stanowiły auta z napędem na tylną oś i z baterią o pojemności 75 kWh.

Wśród kolorów, w ubiegłym roku dominował zdecydowanie Lucid Red (ponad 30%), a kolejnymi na które decydowali się klienci były Absolute Black (14,7%) i Carbon Grey (14,34%).

Najwięcej Mustangów Mach-E trafiło w ubiegłym roku do klientów z aglomeracji warszawskiej (ponad 20%), na kolejnych miejscach uplasowały się Śląsk (ponad 16%) i Dolny Śląsk (blisko 11,5%).

Piotr Pawlak
Piotr Pawlak, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska

– Mustang Mach-E jest niezwykle dopracowanym i przemyślanym projektem – powiedział Piotr Pawlak, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska Sp. z o.o. – Jego sukces na rynkach od Ameryki, przez Europę, aż po rynki azjatyckie pokazuje determinację z jaką Ford podchodzi do idei elektromobilności. Naszym zdaniem klientom trzeba dać realny wybór, spośród swoich najlepszych produktów. A więc w przypadku Forda mówimy o Mustangu Mach-E, E-Transicie, o F-150 Lighning opartym na najpopularniejszej półciężarówce Ameryki, a w Europie już niedługo będziemy mieli nowy całkowicie elektryczny samochód opracowany dla europejskiego klienta i produkowany w fabryce w Kolonii – dodał Piotr Pawlak.

Styczeń przyniósł kolejny szok cenowy. Ceny poszły w górę średnio o blisko 18%, niektóre towary zdrożały nawet o 70%

Jak wynika z cyklicznego monitoringu prawie 27 tys. cen detalicznych, styczeń br. mocno zaskoczył Polaków w sklepach podwyżkami. Średnio wyniosły 17,6%, patrząc na dane z tego i zeszłego roku. Zdrożała dosłownie każda z 12 obserwowanych kategorii. Na szczycie tabeli znalazły się produkty tłuszczowe ze wzrostem o 58,7%. Wśród nich rekordzistą jest olej, który podrożał aż o 73,5%. Na wysokich pozycjach w zestawieniu widać też tzw. inne artykuły – 47,6%, mięso – 23,9%, a także nabiał – 23%. Dalej są warzywa i owoce – po 13,6%. Tylko nieco mniejsze podwyżki objęły pieczywo – o 11,4%, jak również dodatki spożywcze – o 10,5%. Z kolei produkty sypkie zdrożały – o 8,4%, a napoje – o 7,8%. Ceny chemii gospodarczej poszły w górę o 4,7%, a używek – o 4,1%.

Cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland, nie pozostawia złudzeń co do skali drożyzny w sklepach. Zebrane dane dotyczą wszystkich dyskontów, hipermarketów, supermarketów, sieci convenience i cash&carry. Analitycy sprawdzili łącznie ponad 1,3 tys. marek i blisko 27 tys. cen detalicznych. Zestawiono wyniki 12 kategorii oraz 45 poszczególnych produktów ze stycznia br. i ub.r. I na tej podstawie stwierdzono, że ceny codziennych zakupów wzrosły o 17,6% w porównaniu z analogicznym okresem zeszłego roku. Podrożały też wszystkie analizowane kategorie.

– Wysoki wzrost cen surowców rolnych, wzmacniany silnym popytem na całym świecie, ma odzwierciedlenie w kosztach zakupów art. spożywczych. Poza tym na ceny żywności na początku br. mogły mieć wpływ też opłaty za energię. Są one ważnym komponentem kosztowym m.in. w produkcji warzyw szklarniowych, skrobi, wyrobów piekarskich i ciastkarskich. W styczniu wiele przedsiębiorstw otrzymało na przykład nowe faktury za gaz. Wpływ tego jest jednak mocno zróżnicowany – mówi Grzegorz Rykaczewski, analityk sektora rolno-spożywczego w Santander Bank.

W styczniu wielu ekspertów zwracało uwagę na to, że sklepy podnosiły ceny, by pod koniec miesiąca lub na początku lutego zacząć je obniżać. W opinii Karola Kamińskiego, współautora raportu, w ten sposób branża prawdopodobnie zabezpieczyła swoje interesy tuż przed wprowadzeniem zerowego VAT-u na żywność. Gdyby nie to, wzrosty mogłyby być nieco mniej odczuwalne. Jednocześnie ekspert dodaje, że producenci i sprzedawcy realnie nie mieli z czego ciąć cen, bo sami doświadczali sporych podwyżek przez inflację, w tym rosnące koszty produkcji i transportu. W wielu kwestiach znaczenie miały też czynniki globalne. Tak było w przypadku produktów tłuszczowych. W styczniu zdrożały o 58,7% rdr. I tym samym znalazły się na pierwszym miejscu w rankingu kategorii, które najmocniej podrożały w relacji rocznej. W tej grupie największy skok odnotował olej – aż o 73,5%. Do tego ceny masła poszły w górę o 41,4%, a margaryny do pieczenia – o 30%.

– Wśród produktów sektora rolno-spożywczego oleje podrożały najmocniej. Przyczyną tego jest deficytowa podaż na rynku oleju rzepakowego oraz palmowego. Susze w Ameryce Południowej przekładają się na podwyżki cen soi i oleju sojowego. Te efekty wzmacnia drożejąca ropa. W przypadku masła mamy do czynienia ze spadkiem produkcji, który wynika ze zmniejszenia dostaw mleka u głównych eksporterów produktów mleczarskich na świecie – wyjaśnia dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP.

Według raportu, drugie miejsce w zestawieniu mają tzw. inne artykuły – 47,6%. W tej kategorii widoczne są przede wszystkim podwyżki cen karmy dla psów i kotów – odpowiednio o 58,1% i 41,3%. Jak podkreśla Karol Kamiński, w przypadku tych produktów istotne znaczenie miał wzrost cen wyrobów mięsnych, stanowiących podstawę żywności dla zwierząt. I dodaje, że w rankingu kategorii, które najmocniej zdrożały w styczniu br. w relacji rocznej, właśnie mięso zajmuje trzecie miejsce z wynikiem 23,9%. Wołowe poszło w górę aż o 34,7%, a drobiowe – o 28,6%. Nieznacznie wzrosła tylko cena wieprzowiny, bo o 0,4%.

– Rynek wieprzowiny znajduje się w kryzysie, który objawia się niskimi cenami trzody chlewnej. Jego przyczyną jest nadpodaż w Unii Europejskiej. Wpływa na nią spadek eksportu mięsa do Chin przy relatywnie niewielkim zmniejszeniu produkcji w UE. Odwrotna sytuacja ma miejsce na rynku wołowiny i drobiu. Ograniczona podaż mięsa drobiowego ma związek z niską opłacalnością produkcji oraz negatywnymi efektami grypy ptaków – tłumaczy dr Mariusz Dziwulski.

Na czwartym miejscu ww. rankingu znajduje się nabiał – ze wzrostem 23%. W tej kategorii szczególnie podrożał ser żółty – o 34,7%. Do tego cztery inne produkty odnotowały podwyżki od 13,2% do 18,4%. Natomiast jogurt potaniał o 10,8%.

– Stabilna produkcja surowego mleka w UE, przy wysokim popycie, wspiera ceny produktów mlecznych. W styczniu w zakładach mleczarskich masło konfekcjonowane kosztowało średnio o 52% więcej niż przed rokiem – zaznacza Grzegorz Rykaczewski.

Dalej w rankingu są warzywa i owoce, które zdrożały po 13,6%. Ceny kapusty skoczyły aż o 61,1%, cebuli – o 32,4%, a marchwi – o 25,1%. Z kolei ziemniaki potaniały o 7,5%. Podrożały mandarynki – o 44,3%, winogrona – o 19,7%, a także pomarańcze – o 12,4%. Natomiast jabłka staniały o 25,6%.

– Rolnicy sygnalizowali, że okres wegetacji roślin był opóźniony o ok. 2-3 tygodnie, co w znacznym stopniu przełożyło się na cykl produkcyjny. Jednak, moim zdaniem, na podwyżki finalnie przełożyło się większe zainteresowanie krajowymi produktami, szczególnie tymi świeżymi – komentuje Karol Kamiński.

Mniejsze wzrosty odnotowały takie kategorie, jak pieczywo – o 11,4%, dodatki spożywcze – o 10,5%, produkty sypkie – o 8,4%, napoje – o 7,8%, chemia gospodarcza – o 4,7%, a także używki – 4,1%. Ale autorzy raportu ostrzegają, że w kolejnych miesiącach ww. grupy towarów mogą odnotować kolejne podwyżki. I wówczas konsumenci jeszcze mocniej odczują różnice cenowe.

Piąta z rzędu podwyżka stóp procentowych NBP zgodna z przewidywaniami

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej zadecydowała o kolejnej, piątej już od października podwyżce stóp procentowych, tym razem o najczęściej prognozowane 50 pb. Tym samym stopa referencyjna NBP osiągnęła już poziom 2,75 proc., najwyższy od 2013 roku. W powiązaniu z niedawnymi deklaracjami prezesa NBP o znaczącym prawdopodobieństwie wyższej od rynkowych oczekiwań docelowej wysokości poprzeczki windowania kosztu pieniądza w Polsce, może to oznaczać ostateczne przejście nastawienia RPP na drugą, zdecydowanie jastrzębią stronę polityki monetarnej.

RPP podejmując najnowszą decyzję o kolejnej wyraźnej podwyżce ceny krajowego pieniądza, zaprezentowała swą determinację w przeciwdziałaniu rozpędzającej się inflacji, która w przypadku CPI przekroczy zapewne w lutym poziom 9 proc.

Jak podwyżka stóp procentowych wpłynie na rynek mieszkaniowy?

Dla rynku nieruchomości mieszkaniowych nie ma większego znaczenia skala pojedynczego ruchu stóp NBP, ale zmiana długoterminowego trendu na wzrostowy i docelowy poziom stopy referencyjnej. Może on doprowadzić ją do poziomu co najmniej czterech, a niewykluczone być może nawet w okolice pięciu procent do końca bieżącego roku.

Tym samym nabrzmiewającym problemem staje się 330 tys. hipotek o wartości ponad 100 mld zł udzielonych w okresie „zerowych” stóp w latach 2020-2021. Są to kredyty zdecydowanie podwyższonego ryzyka, które już w przewidywalnej przyszłości i określonych warunkach gospodarczych mogą stać się poważnym problemem dla branży bankowej. Rata modelowego 25-letniego kredytu mieszkaniowego w wysokości 300 tys. zł wzrosła od października ub. roku z poziomu około 1400 zł do blisko 2000 zł, czyli o ponad 40 proc. Pytanie, jaki odsetek przedmiotowych kredytobiorców wytrzyma tegoroczną podwyżkę raty, jeśli główna stopa podąży w kierunku 5 proc. a wzrost raty do 2300 zł osiągnie rdr poziom rzędu 65 proc.

Zarówno w przypadku pierwotnego jak i wtórnego segmentu mieszkaniówki nastąpi dalsze hamowanie popytu na mieszkania. W przypadku rynku deweloperskiego transakcje z wykorzystaniem kredytu odpowiadają za co najmniej dwie trzecie popytu. Już wyniki sprzedaży deweloperów w ostatnim kwartale ub. roku mocno ucierpiały w efekcie podniesienia stóp procentowych. Kontynuacji trendu spadkowego wolumenów kontraktacji należy oczekiwać także w kolejnych miesiącach i kwartałach br.

Tymczasem nie oznacza to jednak perspektywy kompletnego załamania kilkuletniego boomu sprzedażowego w pierwotnym segmencie krajowej mieszkaniówki, ale raczej wyraźne schłodzenie rozgrzanej do czerwoności koniunktury, skutkujące powrotem do normalności. Należy przez to rozumieć nie tylko cenę pieniądza na wyższym od zerowego poziomie, ale przede wszystkim przywrócenie poważnie zakłóconej w ostatnim czasie równowagi podażowo-popytowej. Niemal pewne wydaje się też wyhamowanie dwucyfrowych wzrostów cen nowych mieszkań do bardziej akceptowalnych przez rynek poziomów.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

RPP zaskoczyła, ale czym innym

Zgodnie z oczekiwaniami konsensusu Rada Polityki Pieniężnej podniosła stopy procentowe o 50 pb. (my zakładaliśmy, że wzrosną o 75 pb.). W konsekwencji stopa referencyjna wzrośnie do 2,75%, najwyższego poziomu od 2013 r. Pewnym zaskoczeniem w kontekście posiedzenia było podniesienie stopy rezerwy obowiązkowej z 2% do 3,5%, co powinno przełożyć się na podniesienie krótkoterminowych stawek na rynku i ograniczyć nadpłynność w sektorze bankowym. Może to tym samym oddziaływać w kierunku wyższego oprocentowania depozytów.

Natychmiastową reakcją złotego na informacje o stopach procentowych było lekkie osłabienie: kurs EUR/PLN podbił ok. 2 grosze wyżej (do ok. 4,54), co potwierdza nasz szacunek, że rynek wyceniał nieco więcej niż ruch w górę o 50 punktów. Kres wyprzedaży postawiła publikacja komunikatu po posiedzeniu.

Dla rynków finansowych oprócz informacji o wzroście stopy rezerwy obowiązkowej istotne w kontekście komunikatu jest wspomnienie o kursie złotego, którego aprecjacja „byłaby spójna z kierunkiem prowadzonej polityki pieniężnej”. Taka retoryka jest de facto powtórzeniem ostatnich komentarzy prezesa Glapińskiego w kontekście złotego i potwierdza nasze oczekiwania, zgodnie z którymi władzom powinno zależeć na umocnieniu waluty, co oddziaływałoby w kierunku ograniczenia inflacji.

Oprócz tego wydźwięk komunikatu jest dość negatywny. Wspomina on o pogorszeniu koniunktury w części krajów – do czynników niepewności w zakresie jej globalnego kształtowania się dodaje sytuację geopolityczną i kształtowanie się polityki gospodarczej w największych krajach, nie wprost odnosząc się w tym miejscu do kwestii potencjalnej agresji Rosji na Ukrainę oraz do polityki Fedu i EBC (o których bezpośrednio wspomina później, zwracając uwagę na zmianę kierunku działań).

Zakładamy, że Rada Polityki Pieniężnej będzie kontynuowała zacieśnienie polityki pieniężnej, a dzisiejsza decyzja i komunikat nas w tym utwierdzają. W środę (09.02) będziemy śledzić konferencję prasową prezesa Glapińskiego (początek o 15:00), która być może rzuci nieco więcej światła na ocenę sytuacji przez decydentów i perspektywy dalszych kroków banku centralnego. Wypowiedzi prezesa Glapińskiego mogą wpłynąć na kurs EUR/PLN.

Autor: Roman Ziruk – analityk Ebury

Jak usprawnić pracę firmy – narzędzia

FIRMA W 2022

Nie jest zaskoczeniem, że z roku na rok rośnie ilość nowych firm. Szczególnie tych prowadzonych przez internet. Statystyki nie kłamią i jasno pokazują, że świat przenosi się do rzeczywistości online. Nie powinno być również zaskoczeniem to, że prowadzenie własnej firmy, nie jest szczególnie na początku „łatwym kawałkiem chleba” Nie wystarczy pomysł, wkład własny i innego rodzaju zasoby, ale również jest sporo tematów i obowiązków, które musimy spełnić, żeby taka firma prosperowała zgodnie z procedurami i wymaganiami w kraju dotyczącymi działalności gospodarczej. Jest to niełatwe, ale nie niemożliwe… i jeżeli ta nasza obecna rzeczywistość nie tylko oferuję nam ogromną konkurencję, ale również coraz to nowe narzędzia, które ułatwią nam funkcjonowanie i prowadzenie firmy… to dlaczego z nich nie korzystać ?

TOP OF THE TOP — INNOWACYJNE NARZĘDZIA DO PROWADZENIA FIRMY

1. UMOWNIK

Jest to kompleksowe narzędzie do zawierania umów przez internet. Cały proces przebiega tutaj online, bez biurokracji i straty czasu w stacjonarnych kolejkach. UMOWNIK pomoże w drobnych sprawach, jak podpis elektroniczny, ale także oferta skierowana jest do małych i średnich firm, przemysłu lub z cele, chociażby wyeliminowania biurokracji i oszczędności papieru w pozostałych sektorach. Szczególnie pomocne narzędzie będzie to dla freelancerów, biur nieruchomości, szkolnictwa wyższego, motoryzacji, agencji reklamowych oraz HR i doradztwa zawodowego. W zaledwie 7 minut możemy przejść przez proces od założenia konta do wygenerowania umowy. W porównaniu do tradycyjnej ścieżki podpisania umowy jest to ogromna oszczędność naszych zasobów czasu, który możemy przeznaczyć na ważniejsze zadanie.

2. ASANA

Genialne narzędzie do zarządzania zespołem, projektami, marketingiem, sprzedażą i operacjami. Mamy wszystko i wszystkich w jednym miejscu. Z łatwością możemy kontrolować, delegować i projektować ze swoim zespołem zadania. ASANA spełni wymagania najbardziej skrupulatnych przedsiębiorców. Z tym narzędziem na pewno praca będzie łatwiejsza.

3. FIRMAO

Bardzo podobnym narzędziem do zarządzania, równie świetnym jest FIRMAO. Jeżeli skorzystamy z jego wszystkich funkcji, na pewno łatwiej będzie nam zarządzać zespołami, tworzyć projekty, fakturować czy zarządzać marketingiem. Można powiedzieć, że w jednym miejscu, jeden program online umożliwia nam zarządzanie całą firmą.

4. GOOGLE MEET

Spotkania video stały się popularne w 2020 roku, jednak to uświadomiło w wielu branżach, że ta metoda bardzo się sprawdza. Oszczędza czas i pieniądze. Możemy się spotkać w dowolnym momencie z różnych miejsc, nawet na świecie. Funkcjonalność taką mamy dzięki GOOGLE MEET

5. GOOGLE DOCS

Niezbędny w pracy online. Edytor dokumentów GOOGLE DOCS. Absolutny must have, każdej firmy, szczególnie tej online.

NARZĘDZIA I DODATKI

Przedstawiliśmy narzędzia z najwyższej półki. Top of the top w świecie prowadzenia działalności online. Spróbuj i przetestuj. Zachęcamy do ułatwienia sobie prowadzenia działalności i co za tym idzie rozwoju i pozyskania dla siebie więcej najcenniejszego zasobu, jaki mamym – czasu.

Największe gospodarstwa i rolnicy w Polsce

Ze względu na metodę obliczania wielkości gospodarstw w Polsce, ciężko jest wskazać jednoznacznie największego właściciela ziemskiego.

Wśród gospodarstw z polskim kapitałem przoduje Spółdzielcza Agrofirma Witkowo koło Stargardu Szczecińskiego. Powierzchnia pól wynosi ponad 13,2 tys. hektarów. Grunty rozłożone są w dziesięciu zakładach rolnych.

Największe gospodarstwo rolne

Największym gospodarstwem rolnym, które nie jest spółką, a należy do jednego właściciela jest gospodarstwo braci Romanowskich z Bartoszyc w województwie warmińsko-mazurskim. Początki gospodarstwa sięgają roku 1978, kiedy z pół hektarowego zagonu powierzchnia gruntów zwiększyła się do aż 12 tys. ha (ponad 8 tys. jest ich własnością). Pozostałe 4 tys. dzierżawione są od Agencji Nieruchomości Rolnych. Z każdego hektara bracia osiągają przychód na poziomie 3,5 tysiąca złotych, z czego czysty zysk wynosi 500 złotych. Gospodarstwo braci Romanowskich zajmuje się głównie produkcją zbóż, mięsa i mleka. Mają ponad 2000 krów mlecznych i drugie tyle z przeznaczeniem na mięso.

Zagraniczne koncerny w Polsce

Według danych z Onet.pl na polskich gruntach gospodaruje również wiele zagranicznych koncernów. Jednym z pionierów w branży jest spółka Poldanor, należąca w większości do Duńczyka Toma Axelgaarda, która posiada areał o powierzchni ponad 15 tys. ha w okolicach Człuchowa (woj. pomorskie).

Największy kombinat rolny

Jednym z głównych graczy na liście największych gospodarstw rolnych w Polsce jest również Kombinat Rolny Kietrz w województwie opolskim. KR Kietrz to ogromne przedsiębiorstwo rolne, którego działalność prowadzona jest w wielu obszarach. Powierzchnia upraw to prawie 8,5 tys. ha , niemal 9 tys. sztuk bydła, a zatrudnienie w kombinacie znajduje 300 osób. Na tak dużej powierzchni uprawowej w KK uprawia się pszenicę ozimą, rzepak ozimy, kukurydzę, buraki cukrowe, a także rośliny z przeznaczeniem na paszę. Średnia wielkość jednego pola to około 100 ha. Obecnie kombinat to jedna z 41 spółek strategicznych należących do Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa. Oprócz wielkiego areału uprawowego przystosowana jest również infrastruktura. Kombinat dysponuje wielkopowierzchniowymi magazynami. Centralny o pojemności 70 tys. ton pozwala przechowywać zebrane plony, a także odkupione od lokalnych rolników. Tak duża powierzchnia składowania bardzo dobrze wpływa na wydajność i sprawne funkcjonowanie kombinatu. Oprócz budynków kluczową rolę odgrywają również maszyny rolnicze. W KK pracuje w sumie 126 ciągników. Latem i jesienią praca odbywa się 24 godzinę na dobę przez 7 dni w tygodniu. Pracownicy pracują wówczas w systemie dwuzmianowym. Kombinat Kietrz to spółka otwarta również na nowe technologie, np. w zakresie rolnictwa precyzyjnego, a także pójście w całkowicie nowe kierunki upraw, jak np. soja. Takie podejście charakteryzujące się stałym poszerzaniem zakresu działalności pozwala dyrekcji kombinatu spoglądać w przyszłość z optymizmem.

Rozwój gospodarstwa rolnego

Rozwój gospodarstwa jest kluczowym aspektem pracy każdego rolnika. Niezależnie od aktualnie posiadanego rozmiaru upraw i stanu majątkowego niezbędna jest pomoc i odpowiednia optymalizacja zasiewów, a także samo zarządzanie gospodarstwem. Do tych celów idealnie sprawdzi się aplikacja Agrochest, która pomaga w każdym elemencie rolniczego życia – od stosowanych nawozów po zbierane plony.

Popyt na biura w Krakowie nie równoważy podaży

W 2021 roku na krakowski rynek dostarczono 60.600 m2 nowoczesnej powierzchni biurowej zrealizowanej w 8 projektach, co jest ponad dwukrotnie niższym wynikiem niż nowa podaż w 2020 roku, która wówczas przekroczyła 140.000 m2. Jednakże całkowite zasoby powierzchni biurowej w stolicy Małopolski przekroczyły 1,61 mln m2, co poskutkowało utrzymaniem przez Kraków pozycji lidera wśród rynków regionalnych.

Najbliższe 2 lata mają dostarczyć jednak kolejne projekty na krakowski rynek, zwiększając jego zasoby o 190.000 m2 powierzchni biurowej. Połowa z nich zostanie zrealizowana jeszcze w 2022 roku. Największymi projektami w budowie są Ocean Office Park B o powierzchni blisko 29.000 m2, realizowany przez polską spółkę deweloperską Cavatina Holding oraz Kreo o całkowitej powierzchni 24.000 m2 realizowany przez Ghelamco Poland.

„Skutki pandemii cały czas obserwujemy zarówno po stronie inwestorów, jak i najemców. Niższa niż we wcześniejszych latach podaż jest efektem ostrożnościowego podejścia deweloperów, którzy obserwują kierunki, w jakich pójdą firmy szukające dla swoich działalności modelu pracy, zapewniającego utrzymanie ciągłości prowadzenia biznesu przy jednoczesnym zapewnieniu bezpieczeństwa pracownikom. W wielu firmach wprowadzony model pracy hybrydowej zrodził potrzebę ponownego oszacowania potrzeb i wymagań dotyczących biura i o ile większość firm nie neguje konieczności posiadania biura, o tyle już teraz wiadomo, że zmieni się jego funkcja. Co za tym idzie, na znaczeniu zyskają przestrzenie do współpracy, z „hot-deskami”, a te w tradycyjnym wydaniu, przeznaczone do pracy stacjonarnej będą się musiały przemodelować. Analizy środowiska pracy może być, w zależności od wielkości firmy, długim procesem, dlatego również po stronie najemców cały czas widać powściągliwość w zakresie zmiany biur czy ekspansji,” – powiedziała Aleksandra Markiewicz, Associate Director w dziale Reprezentacji Najemcy w Knight Frank.

Wolumen transakcji najmu w Krakowie w 2021 roku wyniósł blisko 156.000 m2 i był to najwyższy wynik odnotowany w miastach regionalnych. Popyt w minionym roku utrzymał się na porównywalnym poziomie do wolumenu z 2020 roku. Warto zaznaczyć, że nadal jest to zdecydowanie niższy poziom niż przed pandemią COVID-19, kiedy w 2019 roku, wynajęto niemal 270.000 m2. Większość umów zawartych w 2021 roku stanowiły nowe umowy (ponad 92.000 m2, z czego umowy pre-let 26%). Renegocjacje wyniosły 34% całkowitego popytu zaś ekspansje 6%.

Wstrzymywane decyzje najemców przekładają się również na wzrost współczynnika pustostanów, który obecnie w Krakowie wynosi 16,1% (wzrost o 0,9 pp. kw/kw oraz 2,1 pp. r/r). Spośród największych miast w Polsce, Kraków pod tym kątem plasuje się na drugim miejscu, po Wrocławiu w którym współczynnik pustostanów wynosi 16,7%. Czynsze wywoławcze w Krakowie na koniec 2021 roku wahały się od 10,50 EUR do 17,00 EUR za m2 miesięcznie i mimo słabszej koniunktury w sektorze biurowym utrzymywały się na stabilnym poziomie.

„Wysoka dostępność powierzchni biurowej oraz popyt nierównoważący nowej podaży mogą zachęcać najemców do podejmowania renegocjacji stawek czynszu i pakietów zachęt. Właściciele biurowców chcąc przekonać najemców do swojego produktu i tym samym ich relokacji oferują potencjalnym klientom coraz bardziej konkurencyjne i elastyczne warunki najmu, które są połączone z równie atrakcyjnymi zachętami finansowymi. Tak zwane wakacje czynszowe przy 5- letniej umowie najmu w nowych budynkach zaczynamy negocjować już od 5 miesięcy, czyli 1 miesiąca na rok najmu. Jednocześnie należy zwrócić uwagę, że rosną również koszty po stronie deweloperów. Wzrost cen materiałów budowlanych i kosztów pracy, a także wzrost kosztów obsługi kredytów mogą ograniczyć możliwości negocjacyjne właścicieli, zwłaszcza w nowych budynkach,” – dodaje Aleksandra Markiewicz.

Polski Ład jak czeski film. Problemy z ryczałtem i kolejki zapytań do GUS. Przedsiębiorcy nie wiedzą, jakich stawek używać

Ryczałt miał być najprostszym podatkiem w Polskim Ładzie, jednak praktyka pokazuje coś innego. Z powodu braku precyzyjnych wskazań co do stosowania stawki podatku kłopot z jej wyborem  mają przede wszystkim przedsiębiorcy z branży IT. Zdaniem ekspertów z firmy inFakt ustawa o ryczałcie powinna zostać znowelizowana, a dobór stawki do prowadzonej działalności – ułatwiony.

Przepisy Polskiego Ładu spowodowały, że wielu przedsiębiorców decyduje się przejść na ryczałt, ponieważ przepisy dotyczące tego podatku wydają się prostsze niż w przypadku np. skali podatkowej. Ryczałtowcy mogą rozliczać się na podstawie stawek wymienionych w ustawie. Nie muszą przy tym informować naczelnika urzędu skarbowego o tym, którą wybierają. Dopiero sprzedaż konkretnych towarów bądź usług determinuje, ile będzie ona wynosić.  – Wydaje się to być prostym rozwiązaniem, ale w praktyce wielu przedsiębiorców ma problem z prawidłowym określeniem stawek. W ustawie wymienionych jest ich kilka, do każdej przyporządkowane są odpowiednie kody PKWiU. Jeżeli któregoś z kodów brakuje przy konkretnej stawce, można przyjąć, że domyślnie wynosi ona 8,5% – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Stawki ryczałtu a branża IT

Może to jednak stanowić problem np. dla pracowników IT. Od bieżącego roku dla tej branży istnieje nowa stawka ryczałtu: 12% obniżone z 15%. Ze względu na to wielu specjalistów IT decyduje się więc przejść na ten podatek. Jednak dla części z nich odpowiednia może być inna wysokość podatku: 8,5% lub 15%. Przykładowy informatyk może na jednej fakturze oznaczyć nawet trzy stawki ryczałtu.  – Jeżeli działalność programisty polega na programowaniu czy kodowaniu, użyje stawki 12%. Jeżeli natomiast w ramach swoich usług prowadzi również szkolenia, za co otrzymuje odrębne wynagrodzenie, to stawka wyniesie 8,5%. Dla czynności niezwiązanych z programowaniem czy kodowaniem, a więc np. utrzymania strony internetowej, stawka również wynosi 8,5%. Natomiast gdyby ten podatnik doradzał w jakiś sposób swojemu partnerowi biznesowemu, to w takim przypadku obowiązująca stawka to 15%. Dla podatnika sytuacja wygląda jeszcze gorzej, jeżeli prowadzi usługi kompleksowe i robi „wszystko w jednym”. Wtedy zastosowanie ma najwyższa stawka, a więc w tym przykładzie 15%. – wyjaśnia Piotr Juszczyk. A zatem pracownicy IT mogą mieć problem z odpowiednią klasyfikacją swoich usług w obrębie trzech stawek: 8,5%, 12% i 15%.

Potrzebne są prostsze przepisy

Ekspert inFakt zwraca też uwagę, czy nie lepiej byłoby, gdyby ustawodawca od razu znowelizował ustawę o ryczałcie i jasno określił grupy podatników, które mogą korzystać z różnych stawek, tak jak jest to na przykład przy matrycy stawek VAT?

Przykładowo: określenie stawek ryczałtu nie jest problemem w przypadku wolnych zawodów. Wyraźnie wskazano jakie zawody należą do tej grupy i przyporządkowano dla nich dwie stawki: 17% oraz 15% (jeżeli przedsiębiorca zatrudnia pracownika związanego z istotą danego zawodu). Czy podobnie nie można by zrobić dla innych stawek: jasno określić, które grupy podatników są do nich przypisane zamiast posługiwać się PKWiU?

Jak się upewnić co do stawek ryczałtu?

Na przykład zwracając się do Głównego Urzędu Statystycznego z pytaniem o wskazanie odpowiedniego PKWiU. Trzeba jednak pamiętać, że opinia GUS może zostać w przyszłości podważona przez organy skarbowe. Przedsiębiorca może też uzyskać indywidualną interpretację podatkową – wówczas naczelnik właściwego urzędu skarbowego lub dyrektor Krajowej Izby Skarbowej będzie prosił go o wskazanie PKWiU, według którego działalność jest sklasyfikowana.

Można więc stwierdzić, że dyrektor KIS przerzuca na podatnika przyporządkowanie do odpowiedniego PKWiU i wybranie właściwego kodu. W tej sytuacji warto przedstawić uzasadnienie, że to GUS zaklasyfikował podatnika do danego PKWiU i wskazać, aby na tej podstawie dyrektor KIS ustalił, czy świadczone usługi faktycznie mieszczą się w zakresie danego PKWiU. Nie jest jednak pewne czy dyrektor KIS zgodzi się z interpretacją GUS.

Liczba ataków na polskie firmy wzrosła o ponad 40 proc. od początku roku. Powraca Emotet i WannaCry

Liczba ataków hakerskich na polskie firmy wzrosła od początku stycznia do ponad 1000 tygodniowo. Najczęściej wykorzystywaną luką w systemach jest wciąż Log4j – ostrzegają eksperci bezpieczeństwa firmy Check Point Research. Emotet, Lokibot oraz WannaCry, trzy znane rodziny malware’u powracają i ponownie stają się głównymi zagrożeniami nękającymi sieci firmowe, administrację oraz użytkowników indywidualnych. Niemal co szóstą polską sieć zaatakował botnet Emotet, który powrócił jako najpopularniejszy na świecie malware.

2022 rok w opinii ekspertów miał nie odpuszczać w kwestii ataków cybernetycznych. Niestety ich przewidywania były zasadne – jak wynika z danych udostępnionych przez Check Point Research, pod koniec stycznia w Polsce odnotowano przeszło 1000 ataków na organizację w skali tygodnia, co jest wynikiem o ponad 40 proc. wyższym niż pod koniec 2021 roku. Podobny trend, choć nieco mniej wyraźny obserwuje się na całym świecie. Co istotne, do sieci powracają zagrożenia, które na przestrzeni ostatnich lat siały spustoszenie w sieciach firmowych i administracji państwowej, jak np. Emotet czy WannaCry. Tym razem wsparciem dla hakerów jest wciąż zbierająca żniwo luka Log4j.

Po zaledwie dwóch i pół miesiącach od powrotu, Emotet ponownie stał się głównym zagrożeniem wymierzonym w internautów i sieci firmowe. Znany botnet jest najczęściej rozprzestrzeniany za pośrednictwem wiadomości phishingowych, które zawierają złośliwe załączniki lub łącza. W styczniu 2022 roku odpowiadał za infekcje w około 6 proc. sieci firmowych na całym świecie i niemal 16 proc. w polskich sieciach.

– Nic dziwnego, że Emotet powraca. Jest to złośliwe oprogramowanie posiadające zdolności unikające, co utrudnia jego wykrycie, a fakt, że wykorzystuje wiele metod do infekowania sieci, dodatkowo przyczynia się do ciągłego wzrostu tego zagrożenia. Prawdopodobnie nie będzie to jedynie krótkotrwały problem — powiedziała Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w Check Point Software. – W styczniu zauważyliśmy również, jak Dridex zniknął z naszej listy TOP10, a w jego miejsce pojawił się Lokibot. Zagrożenia te, wraz z toczącą się walką z luką Log4j, podkreślają znaczenie posiadania najlepszych zabezpieczeń w sieciach, chmurze, urządzeniach mobilnych i punktach końcowych użytkowników.

W skali globalnej drugim najczęściej pojawiającym się złośliwym oprogramowaniem jest Trickbot, wpływający w styczniu na niemal 4 proc. sieci firmowych. Trzecie miejsce należało z kolei do Formbooka, zidentyfikowanego w 3,3 proc. sieci. W Polsce drugie miejsce, z ponad 5 proc. obecnością, zajął WannaCry, czyli ransomware, który dni wątpliwej chwały święcił w maju 2017 roku, kiedy to zainfekował ponad 300 tys. urządzeń w niemal 100 krajach. Podium – podobnie jak w ogólnoświatowym zestawieniu – zamknął Formbook, infostealer mający wpływ na trochę ponad 2 proc. wszystkich sieci firmowych w Polsce.

TOP 3 malware’u – STYCZEŃ 2022

Dane: Check Point Research

Świat Polska
  1. Emotet
5,77%
  1. Emotet
15,78%
  1. Trickbot
3,5%
  1. WannaCry
5,34%
  1. Formbook
3,27%
  1. Formbook
2,04%

Tabela 1 – najpopularniejsze szkodliwe oprogramowanie – Świat vs Polska.
% sieci korporacyjnych w których wykryto zagrożenie

Analitycy Check Pointa wskazali również najczęściej atakowane na świecie branże. Najpowszechniejszym celem ponownie okazała się edukacja/badania, a w dalszej kolejności sektor rządowo-wojskowy oraz ISP/MSP, czyli dostawcy usług zarządzanych oraz internetowych. W Polsce oszacowanie liczby ataków na sektor edukacji i badań okazało się trudne, dlatego ze względów statystycznych pominięto tę próbę. Niewykluczone, że posiadając większą liczbę danych, można byłoby potwierdzić trend światowy. Dane istotne statystycznie ukazują finanse i bankowość jako najczęściej atakowaną gałąź gospodarki.

Columbus sfinalizował umowę zakupu projektu farmy fotowoltaicznej o mocy 61 MW

Columbus, wiodący dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, sfinalizował umowę zakupu projektu farmy fotowoltaicznej o mocy 61 MW i ma szansę zwiększyć inwestycje do ponad 90 MW.

Grupa Columbus Energy nabyła 100% udziałów w spółce realizującej projekt farmy fotowoltaicznej, z wydanymi warunkami przyłączenia do sieci elektroenergetycznej, o łącznej mocy 61,3 MW.

W ramach współpracy Columbus będzie miał też możliwość zwiększenia zainstalowanej mocy do   91,3 MW. Realizacja postanowień wynikających z umowy ma nastąpić w ciągu 18 miesięcy od jej podpisania.

– Rozwój projektów farm fotowoltaicznych stanowi kluczowy obszar naszej działalności inwestycyjnej, który już teraz przynosi Grupie zyski. Zakupiony właśnie projekt jest jednym z największych w Polsce,   z wydanymi warunkami przyłączenia. Jego wartość po wybudowaniu wyniesie ok. 250 mln zł. Budowę farm w ramach tego projektu planujemy w 2023 r. w formule PPA tłumaczy Janusz Sterna, wiceprezes Columbus Energy S.A.Ponadto nieustannie pracujemy nad pozyskiwaniem projektów,    o mniejszej mocy, co finalnie zwiększa nasz wolumen w farmach fotowoltaicznych.

Portfolio farm fotowoltaicznych, jakie posiada Columbus, plasuje firmę w ścisłej czołówce krajowego rynku. Według raportu Instytutu Energetyki Odnawialnej, w 2020 r. Columbus zajął drugą pozycję w kraju w segmencie instalacji powyżej 50 kWp, posiadając udział blisko 17 proc. mocy zainstalowanej w farmach PV.

Na koniec listopada 2021 r. portfel farm PV Columbusa obejmował projekty na różnych etapach zaawansowania, zlokalizowane na terenie całej Polski, których łączna moc wynosiła 5270 MW.

Aktualny stan projektów farmowych Grupa opublikuje 21 marca br., w raporcie rocznym za 2021 r.

Złoty czeka na RPP

Ostatnie dni nie należą do złych dla rodzimej waluty. Jest to jednak uwzględnienie w cenach dzisiejszej podwyżki stóp procentowych. Przy podwyżce o 0,5% powinniśmy spodziewać się relatywnego spokoju, inne scenariusze powinny sporo namieszać.

Czekając na RPP

Dzisiaj poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej w sprawie stóp procentowych. Rynek spodziewa się podwyżek podstawowej stawki o 0,5%. Taka wysokość wynika mniej więcej ze zmian stawki WIBOR 3M od ostatniego posiedzenia. Nie brakuje jednak analityków przewidujących wyższe wzrosty. Bardzo wyraźny sygnał dają ostatnio Czesi, którzy doprowadzili już główną stopę procentową do poziomu 4,5%. Bazowym scenariuszem dla wyceny złotego jest właśnie wzrost stóp o 0,5%. Jeżeli wzrost byłby niższy lub nie byłoby go wcale, powinniśmy spodziewać się przeceny polskiej waluty. W przypadku wyższych podwyżek należy oczywiście oczekiwać umacniania się polskiej waluty. Konferencja prasowa odbędzie się dopiero w środę.

Franki najtańsze od października

Ostatni kwartał z pewnością nie był komfortowy dla kredytobiorców frankowych. Od początku lutego jednak sytuacja wyraźnie się poprawia. Dzięki 10-groszowej przecenie waluta Szwajcarii jest obecnie najtańsza (w złotych) od drugiej połowy października. Z jednej strony brzmi to dobrze, z drugiej w historii kredytów frankowych po 4,30 zł lub drożej kupowano franki tylko w pojedynczych miesiącach. Ciężko zatem w długim okresie rozpatrywać tę cenę jako dobrą. Co spowodowało przecenę CHF? Frank bardzo mocno zyskiwał na wartości z powodu strachu przed eskalacją ryzyk zarówno covidowych, jak i tych na wschodzie Ukrainy. Obecnie wygląda na to, że obydwa problemy znacznie mniej niepokoją inwestorów stąd nagły odwrót od szwajcarskiej waluty.

Irańczycy duszą ceny ropy

Po tym, jak ceny czarnego złota zaczęły sięgać kolejnych szczytów, chęć Irańczyków do powrotu do stołu negocjacyjnego ponownie wzrosła. Przebicie poziomu 90 dolarów za baryłkę w ostatnich dniach z pewnością nie studzi ich zapału. To właśnie szansa pojawienia się na rynku surowca z Iranu jest powodem obecnej przeceny. Dzisiaj ropa straciła na wartości już 2%, aczkolwiek dalej brytyjski surowiec przekracza granicę 90 dolarów za baryłkę. Jeżeli negocjacje z Iranem będą szły we właściwym kierunku prognozy cen na poziomie 100 dolarów za baryłkę, należy schować do kieszeni.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

QuarticOn z 4,7 mln PLN dofinansowania od NCBR na realizację AI Stylisty Modowego

  • QuarticOn rozwija projekt dla branży fashion – AI Stylistę Modowego, pozwalającego na zastąpienie personalnego stylisty sztuczną inteligencją.
  • Według planów, rozwiązanie pojawi się na rynku pod koniec 2023 r. Będzie dostępne zarówno dla sektora B2B, jak i B2C.
  • Całkowity budżet projektu wynosi 6,3 mln PLN, z czego 4,7 mln PLN pochodzi z dofinansowania Pozostałą kwotę QuarticOn planuje pozyskać m.in. w ramach emisji dedykowanej wybranym inwestorom – swoje zaangażowanie zadeklarował już wstępnie niemiecki ACATIS.
  • AI dla branży fashion to drugi z segmentów, na którym będzie oparty rozwój firmy do 2024 r. Pierwszym jest Customer Data & Experience Platform (CDXP), kompleksowa platforma do automatyzacji marketingu dla e-commerce, funkcjonująca w modelu subskrypcyjnym.

AI Stylista Modowy przyszłością branży fashion

QuarticOn to spółka technologiczna, twórca opartych na sztucznej inteligencji systemów wsparcia i personalizacji procesów sprzedaży oraz marketingu internetowego. W 2021 r. firma rozpoczęła pracę nad AI Stylistą Modowym, innowacyjnym rozwiązaniem, pozwalającym zastąpić tradycyjnego personalnego stylistę sztuczną inteligencją. Narzędzie będzie doradzało, jak połączyć ze sobą części garderoby, aby być ubranym zgodnie najnowszymi trendami i wymarzonym stylem (nawiązującym do idola, artysty, postaci itp.), a także odpowiednio do konkretnej okazji. Zestawienia będą tworzone z posiadanych przez daną osobę elementów garderoby oraz oferty e-sklepów, jeśli konsument nie będzie dysponował ubraniem lub dodatkiem niezbędnym do stworzenia pożądanego „looku”. Aby tego dokonać system na bieżąco będzie uczył się nowych wzorców na podstawie danych uzyskanych z fotografii milionów stylizacji dostępnych w internecie, następnie AI będzie identyfikowało wzorce i pozyskiwało nową wiedzę dotyczącą komponowania stylizacji oraz trendów.

Moda jest największym segmentem rynku e-commerce – w 2020 roku był on wart 753 mld USD i prognozuje się, że w 2025 roku osiągnie wartość 1 165 mld USD przy rocznym wzroście na poziomie ponad 9 proc. Widać więc, że ludzie chcą dobrze wyglądać. Jak się jednak okazuję większość z nich nie wie jak to zrobić. Chociażby dane z polskiego rynku pokazywały, że 75 proc. konsumentów ma problem z wyborem odpowiedniego ubrania na różne okazje[1]. Do tego 68 proc. kupujących szukało inspiracji w internecie[2], a jedynie 5 proc. kobiet i 4 proc. mężczyzn korzystało z usług profesjonalnych stylistów[3]. Tak mały odsetek osób zgłaszających się do specjalistów wynika głównie z wysokich cen usług. Postanowiliśmy zatem rozwiązać ten problem i stworzyć ogólnodostępne rozwiązanie, które wesprze konsumentów na całym świecie w komponowaniu modnych i zgodnych z ich gustem stylizacji – mówi Paweł Wyborski, prezes zarządu i założyciel QuarticOn.

Oferta skierowana do rynku B2B i B2C

AI Stylista Modowy będzie dostępny dla e-sklepów w wersji white-label. Właściciele w prosty sposób za pośrednictwem API będą mogli zintegrować rozwiązanie ze swoją platformą i dodać do niej katalog produktów oraz zdjęcia stylizacji marki. Sprzedawcy poprzez dodanie własnego brandingu będą również mogli przekształcić je w dedykowaną aplikację mobilną. W przyszłości rozwiązanie będzie można zintegrować z Alexą, Google Assistant albo Siri.

Właściciele e-sklepów będą mogli skorzystać z rozwiązania na jeden z dwóch sposobów. Pierwszy nie będzie wymagał ich ingerencji – system będzie samodzielnie pozyskiwał nowe przykłady zdjęć stylizacji, nieustannie się uczył i wykorzystując te dane tworzył stylizacje zgodne z aktualnymi trendami na bazie oferty sklepu. W drugiej opcji – AI Stylista Modowy na podstawie stylizacji dodanych przez sprzedawcę nauczy się gustu stylisty danego sklepu, zasad komponowania zestawów i dokona transferu stylu na pozostałe produktu w sklepie. W ten sposób z innych artykułów dostępnych na platformie stworzy nowe propozycje, stosując reguły użyte w przykładach. Dzięki temu każdy e-sklep będzie mógł zaoferować swoim klientom personalne doradztwo w zakresie tworzenia modnych stylizacji realizowane całkowicie przez AI – tłumaczy Paweł Wyborski.

Docelowo rozwiązanie pozwoli stworzyć międzynarodowy marketplace dla rynku modowego, gdzie klienci otrzymają gotowe rozwiązania i produkty, pozwalające im ubierać się zgodnie z najnowszymi trendami. System pomoże zaoszczędzić czas na poszukiwaniu odzieży w internecie i samodzielnie będzie proponował konsumentom, co i gdzie mogą kupić, aby stworzyć najlepszą dla nich stylizację. Rozwiązanie będzie dostępne dla wszystkich e-sklepów, które chciałby w ten sposób sprzedawać swoje produkty, nie tylko posiadających wersję white-label. Integracja z marketplace będzie się odbywała poprzez dodanie do niego katalogu swoich produktów, a finalizacja zakupu nastąpi na stronie danego e-sklepu. Rozliczenie ze sprzedającymi będzie odbywało się podobnie, jak w popularnych marketplace’ach – w modelu CPC lub w oparciu o prowizję od wygenerowanej sprzedaży.

Rozwiązanie, nad którym pracujemy wniesie nową jakość do robienia zakupów online w postaci zastąpienia stylisty modowego algorytmami AI. Doskonale wpisuje się w jeden z głównych trendów na shoppingowym rynku – wirtualnych asystentów, którzy już wkrótce będą za nas realizować zakupy online. Największym wyzwaniem będzie opracowanie algorytmów sztucznej inteligencji, które zostaną przygotowane tak, aby posiąść kompetencje profesjonalnego stylisty. Muszą one bowiem nie tylko definiować poszczególne elementy, ale też współzależności, określające połączenia charakteryzujące poszczególne style. W tym celu wykorzystamy najnowszą wiedzę z dziedziny głębokiego uczenia się, a także z obszaru wizji komputerowej – wyjaśnia Paweł Wyborski.

NCBR inwestuje 4,7 mln PLN w projekt

Całkowity budżet projektu wynosi 6,3 mln PLN. Jest on współfinansowany z funduszy unijnych – Narodowe Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) przeznaczyło na jego realizację 4,7 mln PLN. Podmioty podpisały umowę dotyczącą dofinansowania pod koniec grudnia 2021 r. Jej warunki przewidują, że projekt zostanie ukończony we wrześniu 2023 r., a jego trwałość wyniesie 3 lata od momentu zakończenia realizacji.

W najbliższym czasie, m.in. w związku z planowanymi inwestycjami w projekt fashion, QuarticOn przeprowadzi emisję akcji serii H, dedykowaną wybranym inwestorom, również zagranicznym. W jej ramach planuje pozyskać nawet do 2,5 mln PLN. Wstępną deklarację kupna części akcji złożył już jeden z dotychczasowych akcjonariuszy spółki – niemiecki fundusz ACATIS.

Drugi segment biznesowy zwiększy rentowność

QuarticOn prognozuje, że w ciągu 2 lat od momentu uruchomienia marketplace AI Stylisty Modowego stanie się on jednym z kluczowych źródeł zysku spółki, ponieważ dzięki swojej uniwersalności można go łatwo skalować na rynki zagraniczne.

Jak pokazuje raport Gemius najczęściej kupowanymi produktami w internecie w 2021 r. były odzież, akcesoria i dodatki (72 proc.) oraz obuwie (61 proc.). Według prognoz Statista rynek AI w branży modowej do 2027 roku będzie wart 4,4 mld USD, w porównaniu do 637 mln USD w 2021 roku.

Projekt AI Stylista Modowy jest drugim segmentem biznesowym, na którym w najbliższych latach planuje skupić się QuarticOn. Pierwszym jest uruchomiony na początku tego roku kompleksowa platforma do automatyzacji marketingu dla e-commerce, funkcjonująca w modelu subskrypcyjnym – Customer Data & Experience Platform (CDXP). Na jej wdrożenie spółka podpisała już umowy z ponad 30 sklepami o łącznej wartości blisko 700 tys. PLN w skali roku. Ma również deklaracje wykupienia abonamentów od kolejnych podmiotów.

Oparcie rozwoju spółki na dwóch bardzo silnych i przyszłościowych filarach pozwoli nam skoncentrować się na skalowaniu sprzedaży oraz wejściu na nowe rynki. Zaczynamy nowy etap w rozwoju QuarticOn i wspierają nas przy tym wieloletni inwestorzy – fundusze ACATIS oraz Ipopema TFI – podsumowuje Paweł Wyborski.

[1] Strojna Polska 2016, Trendy w zachowaniach Polaków.

[2] KPMG, Rynek Mody w Polsce. Wyzwania, Listopad 2019.

[3] Strojna Polska 2016, Trendy w zachowaniach Polaków.

Platige Image powołuje spółkę w Stanach Zjednoczonych

Grupa Kapitałowa Platige Image informuje o powołaniu nowej spółki, której zadaniem jest pozyskiwanie i realizacja zamówień a także budowanie i utrzymywanie relacji z klientami z amerykańskiego rynku reklamowego. Studio od wielu lat intensywnie działa z partnerami biznesowymi zza oceanu, nawiązując stałe współprace, między innymi oferując produkcję najwyższej jakości cinematików gamingowych. Otwarcie nowego przedstawicielstwa w Los Angeles przyczyni się do usprawnienia procesu ofertowania i pozyskania nowych klientów w zakresie produkcji i postprodukcji reklamowej. Spółka już pozyskała pierwsze projekty.

Prezesem spółki Platige USA LLC został Aurelien Simon, doświadczony producent wykonawczy, na stałe mieszkający w Los Angeles. Aurelien specjalizuje się w złożonych międzynarodowych produkcjach łączących innowacje, technologię i rozrywkę. Przez ostatnich kilka lat Aurelien Simon pracował dla lidera amerykańskiego rynku postprodukcji reklamowej The Mill jako Executive Producer a wcześniej m.in. dla Unit9 jako Head of VR gdzie prowadzone przez niego projekty otrzymały 2 nagrody Webby.

Uważam, że świetna jakość produkcji Platige daje nam bardzo duże szanse na zajęcie stałej pozycji na amerykańskim rynku reklamowym. Profesjonalny zespół produkcyjny w Warszawie prezentuje światowy poziom a pierwsze realizowane projekty uzyskują uznanie klientów – powiedział Aurelien Simon, CEO Platige US LLC.

Otwarcie kalifornijskiego przedstawicielstwa Platige Image jest kolejnym krokiem w rozwoju naszego studia. Realizując przyjętą w ubiegłym roku strategię intensyfikujemy nasz rozwój na rynkach międzynarodowych. Amerykański rynek reklamowy z racji na swój rozmiar i oferowane ceny jest dla nas szczególnie interesujący. Pozwala wykorzystać wieloletnie doświadczenie studia, nie tylko w obszarze gamingu. Intensywnie działamy również w sektorze reklamy, czego efekty będziemy mogli zaprezentować już w najbliższym czasie. Jeden z realizowanych projektów wyświetlany będzie podczas amerykańskiego święta reklamy – bloku reklamowego w finale Super Bowl – powiedział Karol Żbikowski Prezes Zarządu Platige Image.