9 lat pracy bez wydawania żadnych pieniędzy, żeby zarobić na kawalerkę w Warszawie

Przeciętny Polak otrzymujący miesięczne wynagrodzenie równe średniej krajowej pensji netto, aby kupić 40-metrowe mieszkanie w cenie ogólnokrajowej średniej za metr, będzie potrzebował ponad 6 lat pracy, wynika z danych Otodom za grudzień 2021 r. i GUS za 4. kwartał 2021 r. i to przeznaczając całą pensję do „skarbonki”. Jak wygląda sytuacja w poszczególnych polskich miastach i jak kształtują się ceny za granicą?

Według danych Otodom z grudnia 2021 r. za mieszkanie od dewelopera w Warszawie trzeba zapłacić 12,6 tysięcy złotych. Średnia pensja netto, zgodnie z danymi GUS, wyniosła w grudniu zeszłego roku 4,7 tys. złotych. Zakładając, że całą pensję będziemy odkładać na zakup nieruchomości, oznacza to, że aby zebrać fundusze potrzebne na kupno 40-metrowego mieszkania w stolicy, należałoby pracować przez 106 miesięcy, czyli prawie 9 lat! Niewiele lepiej jest w Krakowie, gdzie na kupno mieszkania o takim metrażu statystyczny Polak musi pracować 8 lat. Za to w Poznaniu na zakup czterdziestometrowego mieszkania trzeba by odkładać całą wypłatę przez 6 lat.

– To oczywiście wyliczenia, które możemy traktować jako ciekawostkę, bo nie uwzględniają tego, że bardzo duża część pensji jest wydawana na żywność, wynajem mieszkania czy wakacje. Jednak, jeśli takie same kryteria zestawić np. z Berlinem okazuje się, że Niemcy muszą pracować na własne „M” rok krócej niż Polacy. Na tle Europy Zachodniej nie wypadamy jednak tak źle – komentuje Jarosław Krawczyk, PR Lead Otodom.

Za granicą wyższe ceny i pensje

Za granicą ceny mieszkań odbiegają od cen nieruchomości w Polsce, ale średnia pensja netto również jest wyższa. W Berlinie za metr kwadratowy mieszkania w centrum miasta trzeba zapłacić ok. 7 tys. euro, co przy średniej pensji netto na poziomie 3 tysięcy euro miesięcznie pozwala na zakup 40-metrowego mieszkania po prawie 8 latach pracy, czyli około roku szybciej niż w Warszawie (dane numbeo.com). Na lokal poza centrum Berlina wystarczy pracować 5 lat, a więc o rok mniej niż wynosi średni czas pracy Polaka na 40-metrową nieruchomość w ojczyźnie. Najwyższe ceny mieszkań można zaobserwować w Paryżu – tu na 40 metrów własnego „M” w centrum, paryżanin musi pracować 15 lat! Warto pamiętać, że ceny mieszkań w centrum Paryża należą do jednych z najwyższych w Europie. Na obrzeżach stolicy Francji na takie mieszkanie trzeba pracować ponad 10 lat. Bardziej zbliżone stawki do Warszawy występują w Madrycie. W stolicy Hiszpanii na 40-metrowe mieszkanie w centrum miasta trzeba zarabiać średnio przez 9 lat. Nieruchomość na przedmieściach to koszt około 3 tysięcy euro za metr kwadratowy, dlatego na 40-metrowe „M” poza centrum mieszkaniec Madrytu musiałby pracować średnio przez 5,5 roku.

Ciasne, ale własne

Analizując zarobki i ceny mieszkań w Polsce i innych krajach europejskich warto również przyjrzeć się warunkom mieszkaniowym. Według danych Eurostatu za 2020 rok Polska jest na szóstym miejscu wśród krajów Unii Europejskiej z najwyższym odsetkiem gospodarstw domowych, które mieszkają we własnym mieszkaniu lub domu. Na czele zestawienia jest również Rumunia, Słowacja i Węgry. Najniższy odsetek odnotowano natomiast w Niemczech, gdzie panuje silny trend wynajmowania mieszkań. Trend odwraca się jednak w przypadku liczby pokoi na jednego mieszkańca – Polska z wynikiem 1,2 pomieszczenia na osobę zajmuje 4. od końca miejsce. Gorsze wyniki odnotowano jedynie w Rumunii, Chorwacji i na Łotwie. Najwięcej, bo aż 2,3 pokoju na jednego mieszkańca, przypada na Malcie, w Irlandii oraz Belgii i Niderlandach.

– Pomimo faktu, że ceny mieszkań w Polsce są wysokie, a średnie wynagrodzenie nie pozwala, aby krótkim czasie uzbierać sumę potrzebną na zakup nowego „M”, należy pamiętać, że nadal wiele osób stać na kupno lokalu bez konieczności zaciągania kredytu. Według NBP w 3 kwartale ubiegłego roku połowa wszystkich zakupionych mieszkań stanowiły transakcje finansowane ze środków własnych – dodaje Jarosław Krawczyk.

Stopy procentowe wzrosły, co to oznacza w praktyce?

Temat Polskiego Ładu zastępują w mediach ostatnio informacje o podniesieniu przez Radę Polityki Pieniężnej stóp procentowych. Wiemy, że stopy procentowy wzrosły o kolejne 0,5%, co to jednak oznacza dla portfeli kredytobiorców?

Stopy procentowe to parametry ustalane przez odpowiednie gremium, najczęściej w banku centralnym. W Polskim przypadku decyzje te podejmuje Rada Polityki Pieniężnej. Wysokość stóp procentowych definiuje na jakich warunkach banki mogą przekazywać środki na depozyt do NBP oraz na jakich warunkach mogą je pożyczać. W wyniku tych dwóch wartości kształtują się faktyczne rynkowe stopy, na podstawie których regulowane są instrumenty finansowe. Jeżeli chcemy otwierać lokatę lub brać kredyt najczęściej zobaczymy odwołanie do WIBOR 3M lub innej wartości z tyłu. Czym jest ten skrót? To Warsaw Interbank Offer Rate czyli właśnie stawka, po której banki pożyczają sobie w danym momencie na określony czas pieniądze. W momencie, kiedy rosną stopy procentowe, proporcjonalnie rosną stawki WIBOR. Kredyty stają się droższe, ale też lokaty są lepiej oprocentowane.

Po co zmieniane są stopy procentowe?

Zmiany stóp procentowych to najprostsze narzędzie, którym banki centralne regulują ilość pieniędzy w gospodarce. Jest to podstawowe narzędzie walki z inflacją. Nadmiar kapitału na rynku powoduje wzrost cen. Jeżeli podnosi się stopy procentowe zmniejsza się ilość pieniędzy, gdyż ludzie mniej chętnie biorą kredyty a chętniej oszczędzają. Pamiętajmy oczywiście, że proces ten nie jest natychmiastowy. Z drugiej strony należy pamiętać, że przy drogim kredycie firmy mniej chętnie inwestują, co nie pozostaje bez wpływu na rozwój gospodarczy. Zadaniem banków centralnych teoretycznie jest walka z inflacją, ale w praktyce coraz częściej patrzą one przede wszystkim właśnie na wsparcie wzrostu gospodarczego. Jest to jeden z powodów dlaczego Rada Polityki Pieniężnej tak długo zwlekała z podnoszeniem stóp procentowych pomimo tego, że ceny wyraźnie rosły.

Jak to wpływa na nasze kredyty?

Aby obliczyć ratę kredytu hipotecznego trzeba pamiętać, że składa się on z dwóch ważnych elementów. Części kapitałowej, czyli tego ile realnie oddajemy bankowi oraz części odsetkowej czyli kosztu kapitału w czasie w tym marży banku. W celu obliczenia o ile więcej zapłacimy raty kredytu należy rozróżnić dwa podstawowe rodzaje kredytów hipotecznych. Jeden – z ratami równymi, drugi z ratami malejącymi. W przypadku rat równych, zgodnie z nazwą co miesiąc do końca kredytu płacimy taką samą wartość. W przypadku rat malejących kwota najpierw jest większa, a potem spada. Przeważnie w ratach równych część kapitałowa jest stała, a ponieważ spada pozostały kapitał, to część odsetkowa co miesiąc jest coraz mniejsza. Dla przykładu weźmiemy sobie kredyty na 400 000, 500 000 i 750 000 na 30 lat. Kwoty przyjęliśmy, by trafić w mieszkania zarówno w stolicy jak i mniejszych miastach. W momencie pisania tego tekstu WIBOR 3m był już 3% wyższy niż przed podwyżkami stóp procentowych.

Szacunkowe zwiększenie raty kredytu przy wzroście stóp procentowych w sumie o 3%

Kwota kredytu na 30 lat zmiana miesięczna przy racie równej zmiana miesięczna przy racie malejącej
400 000 +669 zł +1000 zł
500 000 +836 zł +1250 zł
750 000 +1170 zł +1750 zł

Oprac. Currency One, 14.02.2022

Z czego wynikają te różnice?

Raty malejące na początku są wyższe, stąd nie ma się co dziwić, że kwotowo ta rata rośnie bardziej niż przy równej racie. W przypadku raty równej jednak trzeba pamiętać, że ta rata nie rośnie tak dużo, ale też spada część kapitałowa. W rezultacie mniej spłacamy kredytu, co może nam się odbić czkawką szczególnie gdybyśmy chcieli spłacać kredyt wcześniej. Okaże się wówczas bowiem, że kapitał kredytu zmniejszył się mniej niż myśleliśmy. Jak ta zmiana wygląda procentowo? W przypadku kredytu o racie równej jest to zmiana o 45%, aczkolwiek wszystkich rat. W przypadku raty malejącej, na początku jest to aż 56% na więcej, jednak z każdą ratą ta wartość spada.

Jeżeli prawdą jest, że możliwe jest dotarcie stóp procentowych do poziomu ponad 4% należy się zatem przygotować na podwyżkę raty jeszcze o połowę dotychczasowego wzrostu. Pamiętajmy też, że banki aktualizują raty okresowo. Może się zatem okazać, że nie całe podwyżki mamy już w cenach. Nie jest to niestety wesoła perspektywa, ale jak widać przychodzi nam właśnie zapłacić za eksperymenty rządu z zalaniem gospodarki pieniędzmi w dobie szybko rosnących kosztów surowców.

Maciej Przygórzewski, główny ekspert walutowy Currency One, operatora serwisów Walutomat i InternetowyKantor.pl

Obroty w centrach handlowych w grudniu 2021 roku osiągnęły poziom sprzed pandemii

  • Obroty w centrach handlowych w okresie od maja do grudnia 2021 roku były jedynie o 0,75 proc. niższe niż w 2019 roku i stanowiły 130 proc. obrotów z tego samego okresu w 2020 roku
  • W grudniu ubiegłego roku obroty osiągnęły poziom sprzed pandemii
  • Od maja do grudnia 2021 roku średnia odwiedzalność centrów handlowych wyniosła odpowiednio 92 proc. i 127 proc. w porównaniu do 2019 i 2020 roku
  • W grudniu 2021 roku ruch w centrach był o 12 proc. niższy niż w 2019 roku, a w styczniu 2022 r. był niższy jedynie o 2 proc. niż w analogicznym miesiącu 2019 r.

Polska Rada Centrów Handlowych prezentuje najnowsze dane nt. obrotów i odwiedzalności centrów handlowych. Centra handlowe notują obroty na poziomie sprzed pandemii oraz stabilnie odbudowują odwiedzalność zbliżając się do wyników z 2019 roku. Nieco niższa odwiedzalność połączona z obrotami na poziomach z 2019 roku to pozytywne zjawisko w okresach zwiększonej zachorowalności dziennej na COVID-19, które pozwala na generowanie wysokich obrotów. Konsumenci zmienili zachowania zakupowe podczas pandemii stawiając na bezpieczeństwo i planowanie. Udają się na zakupy najczęściej w pojedynkę, w konkretnym celu zakupowym, robiąc zakupy dla całych rodzin na dłuższy czas, jednocześnie budując średni wyższy koszyk, w porównaniu do okresu sprzed pandemii.

Rzetelnie gromadzone, wiarygodne i audytowane dane

Dane nt. odwiedzalności centrów handlowych, prezentowane przez PRCH, są gromadzone i kontrolowane przez wyspecjalizowane firmy przy wykorzystaniu nowoczesnych technologii pozwalających na rzeczywiste, codzienne śledzenie ruchu w centrach handlowych. Klienci odwiedzający centra handlowe są liczeni za pomocą kamer 3D zlokalizowanych przy każdym wejściu do obiektu. Aby zminimalizować możliwość błędów, kamery zamontowane są również w dodatkowych wybranych miejscach na terenie obiektów, w celu weryfikacji natężenia ruchu i dodatkowej kontroli ilości przechodzących/przebywających na terenie obiektów klientów.

Systemy do monitorowania ruchu w centach handlowych bazujące na kamerach 3D charakteryzują się dokładnością pomiaru wynoszącą ponad 95 proc., podczas, gdy szacowana dokładność danych pochodzących ze śledzenia np. telefonów komórkowych klientów, na które powołują się najemcy centrów handlowych, określana jest jedynie na poziomie około 30 proc.  Szczegółowe dane są przekazywane do profesjonalnego audytora PwC, który je weryfikuje i poddaje analizie, a następnie w formie zagregowanych raportów przekazuje do PRCH. To wszystko pozwala nam prezentować wiarygodne i rzetelne dane nt. wyników odwiedzalności obiektów  handlowych – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH.

Obroty notowane w centrach handlowych pochodzą z raportów dostarczanych przez najemców właścicielom i zarządcom galerii handlowych. Ze względu na poufność i wrażliwość tych danych, dane obrotowe są również gromadzone i weryfikowane przez międzynarodowego audytora – PwC.

Prezentowane przez  PRCH dane na temat odwiedzalności i obrotów w centrach handlowych pochodzą z ponad 100 obiektów  handlowych, których powierzchnia stanowi ponad 33 proc. całego rynku w Polsce. Są one nieprzerwalnie zbierane i analizowane od 2008 roku.

Nieznacznie niższa niż przed pandemią odwiedzalność centrów handlowych jest normalnym zjawiskiem wynikającym z trwającej wciąż epidemii – w ostatnich tygodniach ponad milion Polaków znalazło się na kwarantannie lub w izolacji – oraz ciągle obowiązujących limitów i ograniczeń m.in. w dostępie do obiektów handlowych. Warto skupić się na obrotach, które są właściwym wskaźnikiem oceny kondycji branży, a obroty osiągają wyniki sprzed pandemii – mówi Krzysztof Poznański.

Obroty na poziomie sprzed pandemii

Według PRCH Turnover Index  obroty w centrach handlowych w okresie od maja, czyli końca ostatniego lockdownu, do końca grudnia 2021 roku były zaledwie o 0,75 proc. niższe niż w 2019 roku, zachowywały stałą tendencję wzrostową przez osiem wskazanych miesięcy. Porównując je do tego samego okresu w 2020 roku – obroty w 2021 stanowiły 130,1 proc. W grudniu 2021 roku obroty w centrach osiągnęły ten sam poziom, co w ostatnim miesiącu 2019 roku i jednocześnie były o 24 proc. wyższe niż w grudniu 2020 roku.

Odwiedzalność rośnie

Dane PRCH dot. odwiedzalności centrów handlowych w okresie od maja do końca grudnia 2021 roku pokazują także stały trend wzrostu. Footfall w tych miesiącach wyniósł średnio 92,4 proc. w stosunku do  roku 2019 i 126,8 proc. W odniesieniu do  roku 2020. W grudniu 2021 roku ruch w centrach był niższy o 12 proc. niż w analogicznym miesiącu 2019 roku i o 22,6 proc. wyższy niż w roku 2020.  Warto nadmienić, że od 1 grudnia 2021 obowiązują limity klientów w placówkach handlowych (1 osoba na 15m2) oraz w kinach, restauracjach i kawiarniach. Pomimo tych ograniczeń, konsumenci korzystali i korzystają z możliwości stacjonarnych zakupów w centrach handlowych, jak i z oferty gastronomicznej czy rozrywkowej, przy zachowaniu najwyższych standardów sanitarnych przestrzeganych przez zarządców i właścicieli centrów handlowych.

Nowy rok rozpoczął się narastającą V, największą dotychczas w rozumieniu liczb,  falą pandemii oraz wciąż obowiązującymi limitami. Mimo tego ruch w centrach handlowych w styczniu 2022 był niższy tylko o 2 proc. niż w tym samym miesiącu w  2019 roku.

Priorytetem dla właścicieli i zarządców centrów handlowych było i jest bezpieczeństwo klientów oraz pracowników, dlatego w obiektach handlowych rygorystycznie przestrzegane są zasady sanitarne, limity klientów oraz promowane zasady bezpiecznych zakupów, w tym ograniczanie czasu przebywania w centrum, zakupy w pojedynkę i unikanie gromadzenia się klientów.

– Centra handlowe w odpowiedzialny sposób podchodziły i podchodzą do swojej roli podczas pandemii – czyli zapewnienia Polakom bezpiecznego dostępu do potrzebnych produktów. Dlatego wdrażają i promują zasady bezpieczeństwa oraz dostosowują się do bieżącej sytuacji epidemiologicznej. Cały czas obowiązują w nich jedne z najbardziej rygorystycznych w Europie standardów sanitarnych. Do momentu uspokojenia się sytuacji epidemicznej apelujemy do klientów o odpowiedzialne i bezpieczne robienie zakupów, zachowywanie dystansu, noszenie maseczek oraz przychodzenie w pojedynkę w celu załatwienia potrzebnych spraw i koniecznych zakupów. Liczymy, że szybko powrócimy do spotkań i grupowych wizyt w centrach, jednak obecnie najważniejsze jest bezpieczeństwo i zdrowie każdego z nas – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający PRCH

Mówić to jedno, a działać drugie

Ostrzeżenie ze strony USA o możliwym szybkim ataku Rosji na Ukrainę przecenia mocno złotego. Pozytywne aspekty dla naszej waluty jak polityka monetarna, na razie schowane za “kotarą”. Czy możliwa jest interwencja NBP, by wzmocnić naszą walutę?

Niepokojące informacje

W piątkowe popołudnie doszło do niespodziewanego zwrotu na notowaniach polskiej waluty. Kurs PLN w relacji do głównych walut wystrzelił o kilka groszy w górę. Była to konsekwencja informacji z USA, z ust doradcy prezydenta do spraw bezpieczeństwa padły słowa o możliwym szybkim ataku Rosji na Ukrainę. Jak dodał, nawet jeszcze w trakcie trwania zimowych igrzysk olimpijskich, a element ten miałby być wykorzystany jako uśpienie czujności. Trzeba przyznać, że wracamy do tego zagrożenia, które nieco przycichło w ostatnich dniach, bo doszło do szeregu spotkań z Putinem i wydawało się, że ryzyko inwazji spadło. W sobotę rozmowę telefoniczną odbył również Joe Biden, ale zupełnie to nie uspokoiło sytuacji, i wydaje się, że prezydent Rosji nadal nie porzucił imperialistycznych zapędów.

Efekt polityki monetarnej schowany do “szafy”

Panika, która zapanowała tuż przed weekendem, na szczęście wraz z początkiem tygodnia nie eskaluje, co nie znaczy, że ryzyko minęło. Informacje z piątku zasiały olbrzymią niepewność, która przyniosła umocnienie walut uznawane za bezpieczne jak frank szwajcarski, czy jen japoński, i spadki na giełdach. Również co warte uwagi spowodowała wzrost cen ropy naftowej, które są blisko poziomu 100 USD za baryłkę. Czy zbawienna okaże się jutrzejsza wizyta kanclerza Niemiec na Kremlu, która pomoże rozładować napięcie? Okaże się, ale można sądzić, że do tego czasu nerwowość nie zniknie z rynków. Bądź co bądź na całej sytuacji straciła też nasza waluta, jako ta uznawana za ryzykowną. Kurs EUR/PLN wystrzelił ponad 4,55 i przynajmniej na ten czas efekt ostatniego posiedzenia RPP, gdzie po raz kolejny podniesiono stopy procentowe w Polsce, wyparował. Nie znaczy to, że trend spadkowy na parach powiązanych z PLN należy ostatecznie “zakopać”, bo ciągle mocnym argumentem będzie właśnie podnoszenie stóp procentowych w naszym kraju, zapewne na kolejnym posiedzeniu w marcu znów taki ruch zobaczymy. Niemniej, jednak jeśli napięcie na granicy Rosja-Ukraina nie minie, to trudno będzie o powrót do umocnienia złotego. Oczywiście, jeśli do inwazji dojdzie to EUR/PLN szybko wyskoczy ponad poziom 4,60.

Próba wiarygodności

W kontekście osłabienia złotego w ostatnich dniach warto przytoczyć słowa szefa RPP, który dość jasno dawał do zrozumienia, że zależy decydentom polityki monetarnej w Polsce na silnej walucie, i jeśli takowe nie nastąpi, nie zawahają się interweniować. Czy więc można się spodziewać takich działań w najbliższych godzinach? Nie można tego wykluczyć, szczególnie jeśli osłabienie złotego będzie potęgować, i dodatkowo nastąpi eskalacja napięcia w kontekście tematu ataku Rosji na Ukrainę. RPP takim ruchem podbudowałaby nieco swoją wiarygodność, która nie da się ukryć, mocno osłabła w ostatnich miesiącach.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy w InternetowyKantor.pl

Inflacja i wojna straszą rynki akcji

Styczniowy kolejny 40-letni rekord rocznej dynamiki CPI w USA ponownie podwyższył oczekiwania co do tempa w jakim FED będzie w tym roku podnosił stopy procentowe. Mierzony za pomocą tego indeksu poziom cen towarów konsumpcyjnych był w styczniu wyższy niż rok temu o 7,5 proc. Wskaźnik inflacji bazowej („core CPI”), nie uwzględniający zmiennych cen energii i żywności, który w grudniu był jeszcze poniżej poziomu swego szczytu z początku 1991 roku (+5,6 proc., pierwsza wojna w Zatoce Perskiej), również wyszedł w styczniu na najwyższy poziom od 1982 roku (+6 proc.).

Przełożyło się to na kontynuację rozpoczętego w czwartek trendu spadkowego cen akcji w USA (S&P 500 -1,9 proc. w piątek). Dziś rano kontrakty na amerykańskie indeksy lekko odrabiały piątkowe straty. Na rynkach Azji i Oceanii dziś rano też oczywiście przeważały spadki (najsilniej – -2,23 proc. – tracił japoński Nikkei), ale główne indeksy giełd na Filipinach, w Australii i Malezji broniły się przed spadkami.

WIG-20 osiągnął dziś rano najniższy poziom od końca listopada ub.r. tracąc na początku poniedziałkowej sesji 2,89 proc. W podobniej skali spadały dziś rano główne indeksy w strefie euro (DAX -2,61 proc., CAC 40 -2,55 proc.). Niemiecki DAX po raz kolejny znalazł się w okolicach poziomu wsparcia wyznaczanego przez minima z okresu ostatnich 10 miesięcy.

Amerykańskie 10-letnie obligacje skarbowe bardziej przejęły się spadkiem cen akcji niż kolejnym wzrostem inflacji i w piątek korygowały wcześniejszy wzrost rentowności do najwyższego poziomu od 2,5 roku (po raz pierwszy od lata 2019 powyżej 2 proc.).
Na kolejne najwyższe od 2014 roku poziomy wyszły ceny ropy naftowej (WTI 93,47 USD za baryłkę dziś rano), na co być może miało jakoś wpływ utrzymywanie przez Rosję napięcia na granicach z Ukrainą.

Po znacznym umocnieniu w piątek amerykański dolar przebywał dziś rano generalnie w pobliżu poziomów zamknięcia z poprzedniej sesji.

Po piątkowym spadku kurs BTC/USD dziś rano niewiele się zmieniał (+0,16 proc.).
Wojciech Białek
DM TMS Brokers

2021: to był trudny rok dla targów. Jaki będzie 2022?

Z nadzieją na utrzymanie coraz większej frekwencji branża targowa wchodzi w nowy rok. 2021 był kolejnym okresem zmagania się ze skutkami pandemii, które dla targów okazały się ogromnym wyzwaniem: blisko 3 mld zł strat czy odejście 60 tys. osób z pracy w tym sektorze – w wyniku zwolnień, upadków firm, jak również – spowodowanego niepewnością – przebranżowienia. Choć coraz więcej wystawców i zwiedzających deklaruje chęć powrotu na targi, to przed branżą nadal trudny czas. Jak przyznają jej przedstawiciele, w ciągu ostatnich dwóch lat nauczyła się ona funkcjonować w trudnych warunkach i – jak deklarują – w pełni przygotowana jest do organizacji bezpiecznych imprez targowych. Na przeszkodzie stoi obecnie jednak m.in. obawa potencjalnych wystawców i klientów  ponownym zamrożeniem branży i odwołanymi imprezami targowymi czy trudna, wymagająca udzielenia pomocy, sytuacja, w jakiej znalazły się tysiące współpracujących z targami firm.

Pandemia Covid 19 brutalnie przerwała znakomitą passę branży targowej. Jej reprezentanci do dziś zmagają się z dotkliwymi skutkami trwającego od marca 2020 roku kryzysu. Odwoływane i przesuwane na inny termin imprezy czy wielomiesięczne lockdowny stały się przyczyną trudnej sytuacji, w jakich znalazły się targi.

– Średnia liczba wystawców i zajęta powierzchnia wystawiennicza to ok. 60 proc. stanu sprzed pandemii – mówi Tomasz Kobierski, prezes Rady Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT), a jednocześnie zarządu Grupy MTP i zaznacza, że bywają od tego wyjątki: – Targi poświęcone zielonej energii były dwa razy większe niż przed pandemią, zwiedzających było trzykrotnie więcej.

Wskazuje też, co poza tym zmieniło się na targach: – Wystawcy to przede wszystkim podmioty krajowe, obecność firm zagranicznych jest ograniczona – opisuje Tomasz Kobierski, uzasadniając to tym, że największym po Niemczech rynkiem, jeśli chodzi o obecność na polskich targach, jest rynek chiński. – Tamtejsi wystawcy wciąż borykają się z licznymi ograniczeniami związanymi z sytuacją covidową – zauważa prezes rady PIPT i zarządu Grupy MTP.

Bez przychodów

Beata Kozyra, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT) zwraca uwagę, że faktyczny zastój, w jakim w wyniku obostrzeń epidemicznych na aż 18 miesięcy znalazła się branża targowa, całkowicie pozbawił ją przychodów. – Pomimo odmrożenia branży w czerwcu 2021 r., targi mogły ruszyć dopiero od września 2021 r. Te kilka ostatnich miesięcy działania branży nie pozwoliły jej na odzyskanie stabilnej kondycji finansowej – relacjonuje Beata Kozyra. Jak wskazuje, polska branża targowa przetrwała, choć wkracza w rok 2022 z ponad 2,5 – 3 mld PLN strat spowodowanych dwuletnią pandemią. – To był niezwykle trudny czas. 90% firm branży targowej odnotowało ponad 70%-wy spadek przychodów w porównaniu z 2019 r., a niektóre – nawet 90%. Na szczęście jedynie niewielka część firm – 2-3 % – zbankrutowała lub zmieniła branżę – twierdzi prezes zarządu PIPT. Tłumaczy, że utrata płynności finansowej zmusiła część firm branży targowej do redukcji zatrudnienia. – W przypadku pracowników etatowych i na kontraktach przeciętna liczba pracowników spadła o ok. 30%, a w przypadku umów cywilno-prawnych o ponad 80% – podaje Beata Kozyra.

– Dotychczasowe, spowodowane pandemią straty w całej branży targowej szacowane są na ok. 3 mld zł. Ponad 70 proc. przedsiębiorstw tej branży straciło ponad 90 proc. przychodów, pracę utraciło w sumie ponad 60 tys. osób – precyzuje Tomasz Kobierski.

Jednak powrót na targi

Zrzeszający głównie przedsiębiorców współpracujących z targami (np. przy projektowaniu i budowie powierzchni wystawienniczych) Komitet Obrony Branży Targowej (KOBT) zwraca z kolei uwagę na powrót wystawców na tereny targowe, jaki mimo sporych obaw dokonał się w 2021 roku. – Te imprezy, które wbrew problemom udało się zorganizować,  miały bardzo dobrą frekwencję wystawców, jak również cieszyły się sporym zainteresowaniem zwiedzających – mówi Paweł Montewka z Komitetu, dodając, że odnotowano wzrost zwiedzających, zainteresowanych konkretnymi informacjami oraz nawiązaniem realnych kontaktów gospodarczych, a to przekładało się na rzeczywistą efektywność udziału w targach.

Huśtawka tendencji

Oprócz odczuwalnego odpływu wykwalifikowanej kadry wykonawczej, z jaką borykała się targowa branża, doskwierała jej także ciągła huśtawka tendencji. – Najpierw informacje, że w zaplanowanym terminie będą targi, potem, że trzeba je odwołać, a jeszcze później, że są przesunięte. Miało to zdecydowanie negatywny wpływ na stabilność zatrudnienia w naszym sektorze, tym bardziej, że jeszcze przed pandemią dał się zauważyć problem starzenia się kadry monterów targowych – tłumaczy kłopoty targowych przedsiębiorców Paweł Montewka.

Jednak, jak podkreślają przedstawiciele KOBT, głównym dziś zagrożeniem stał się brak środków obrotowych na odbudowę firm. – Obiecane przez rząd środki na działania mające na celu restrukturyzację firm nie pojawiły się – zaznacza Krzysztof Szofer z Komitetu. Wskazuje, że szumnie nagłaśniany plan KPO nie wniósł do polskiej gospodarki ani jednej złotówki i, jak na razie, nie ma horyzontów na pojawienie się pieniędzy z tego programu. – Wiele firm zaciągało zobowiązania w nadziei na pełen restart branży w styczniu 2022 roku, a tutaj już widać na horyzoncie przenoszone imprezy targowe zarówno w Niemczech jak i we Francji, Holandii czy Belgii – wyraża rozczarowanie Krzysztof Szofer. Współpracujące z targami firmy muszą dziś spłacać zobowiązania bez faktycznej możliwości zarobkowania, a np. w krajach zachodniej Europy, praktycznie natychmiast uzyskują państwową pomoc. W odróżnieniu od naszych przedsiębiorców – wiedzą tam, jakie podatki, i na jakich zasadach, mają do zapłacenia.

– Największym wyzwaniem 2021 roku było niewątpliwie dopasowanie planów do niestabilnej sytuacji na rynku – tłumaczy Paweł Orłowski, wiceprezes zarządu Międzynarodowych Targów Gdańskich (MTG) i wskazuje, że ze względu na brak pewności w pandemicznej sytuacji, konieczna stała się organizacja wydarzeń online, umiejętnie angażująca odbiorców, co, jak podkreśla, stanowi sporą trudność. – Dzisiaj jest już pewne, że hybrydowa komunikacja zostanie z nami na dłużej, i to nie tylko w świetle nadchodzącego w długiej perspektywie metaversum i rozwijającej się technologii VR – pandemia tylko przyspieszyła ten proces – mówi Paweł Orłowski, podkreślając, że dziś z tego względu potrzebne będą w branży nowe kompetencje. – Niezależnie jednak od zmian zachodzących w marketingu, istotą w relacjach B2B i ich pogłębianiu jest spotkanie na żywo angażujące wszystkie nasze zmysły i emocje i koncentrujące się na człowieku – uważa wiceprezes MTG.

Targi potrzebne w powrocie do normalności

Według niego, wiele będzie zależało teraz od sytuacji pandemicznej i ogólnej kondycji gospodarki, ale zarówno firmy, jak i sami pracownicy, w dużym stopniu spragnieni będą spotkań oraz wspólnych wydarzeń, które wcześniej były niemożliwe do realizacji. – Bardzo wyraźnie było to widać w krótkim, jesiennym „okienku” 2021 roku, gdzie np. na organizowanych w gdańskim AmberExpo międzynarodowych Targach TRAKO (prezentujących nowości z branży kolejowej) zanotowaliśmy najwyższą od lat frekwencję – relacjonuje Paweł Orłowski i przewiduje, że do powrotu do normalności, w tym tej biznesowej, targowi przedsiębiorcy potrzebowali będą silnej branży targowej, kongresowej i konferencyjnej, czego świadomość powinni mieć także decydenci.

– Daleko nam jeszcze do optymizmu, ale wierzymy, że najgorsze już za nami – wierzy Beata Kozyra, prezes zarządu Polskiej Izby Przemysłu Targowego (PIPT). Jej zdaniem, patrząc realnie, odbudowa popytu na targi z lat sprzed pandemii będzie długim procesem. – Nadal trwa pandemia, ale branża targowa nauczyła się funkcjonować w tych trudnych warunkach i jest w pełni przygotowana do organizacji bezpiecznych imprez targowych. Coraz więcej wystawców i zwiedzających deklaruje chęć powrotu na targi – zauważa Beata Kozyra, zwracając uwagę, że kalendarze organizatorów targów pękają dziś w szwach. – Powróciły znane i bardzo ważne imprezy jak: Targi ITM Industry Europe – Przemysł Ery Cyfrowej, Targi Drema, BUDMA, Poznań Motor Show, CAVALIDA – MTP; International Railway Fair TRAKO, Amberif – Amber Expo, Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego MSPO  czy Plastpol Fair  – Targi Kilece,  AGRO SHOW – Polska Izba Gospodarcza Maszyn i Urządzeń Rolniczych, Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie, Targi Packaging Innovations, COMPOZYT EXPO – Targi w Krakowie, Energetab – ZIAD Bielsko-Biała,  PIWOWARY, VETMEDICA, BOATSHOW – INTERSERVIS Łódź – relacjonuje prezes zarządu PIPT i dodaje: – Pojawiały się również nowe propozycje targów: H2POLAND – Grupa MTP, Antycovid Expo/Reha INNOVATIONS Fizjoterapia – Targi w Krakowie czy Międzynarodowe Targi Budownictwa Infrastrukturalnego – Nowa Infrastruktura  organizowane przez Targi Kielce.  

Ambitne plany i nowe technologie

Na samych Międzynarodowych Targach Poznańskich (Grupa MTP) udało się uniknąć ograniczania zatrudnienia. – Stało się tak dzięki pieniądzom z pierwszej Tarczy finansowej dla dużych firm, która wyniosła blisko 36 mln zł. Udało nam się pozyskać także środki z drugiej Tarczy finansowej wysokości 16 mln zł – opisuje obecne wysiłki Tomasz Kobierski, prezes zarządu Grupy MTP, kreśląc jednocześnie ambitne plany na najbliższy czas. – Chociaż strata na działalności operacyjnej w przypadku Grupy MTP była znacząca, dwa lata pandemii zamykamy z zyskiem netto. Szykujemy duży program inwestycyjny, który będzie możliwy dzięki sprzedażom nieruchomości – tłumaczy prezes zarządu Grupy MTP, a jednocześnie prezes rady PIPT.

– Wielu organizatorów targów zmienia formułę imprez targowych, wprowadza nowe technologie i innowacyjne rozwiązania, które będą stanowiły nie tylko dodatkowe zabezpieczenia czy ułatwienia, ale przede wszystkim uatrakcyjnią same targi – podsumowuje Beata Kozyra. Paweł Orłowski, wiceprezes MTG, prognozuje zaś, że w 2022 roku i kolejnych latach, w branży targowej mocno wybijać się będą kwestie ochrony środowiska, społecznej odpowiedzialności i generalnie zrównoważonego rozwoju. – Klienci będzie będą oczekiwali, aby nasze usługi i produkty były ekologiczne, poddające się recyclingowi i często zero emisyjne. Z pewnością podejmiemy te wyzwania – zapowiada Paweł Orłowski.

Czy władza pomoże targom przetrwać?

Z kolei Komitet Obrony Branży Targowej ma nadzieję, że władze dostrzegą zarówno potencjał, jak i konieczność wsparcia dla targowych firm. – Sytuacja branży jest trudna, jak zawsze, kiedy inicjatywa nie leży po stronie przedsiębiorców, tylko rządzących – tłumaczy Krzysztof Szofer i przypomina, że Komitet wielokrotnie prosił już o zorganizowanie w sprawie targów, konferencji, eventów – branży spotkań – prawdziwego okrągłego stołu, który wypracuje zestaw działań pilnie potrzebnych do uratowania firm targowych. – Niestety rządzący nie chcą z naszej wiedzy i doświadczenia skorzystać. Na naszych oczach zjada się kurę, która znosiła złote jajka – konstatuje Krzysztof Szofer.

Spółka Linker Cloud pozyskała 16 mln zł na rozwój sieci fullfilmentowej dla e-commerce w całej Europie

Linker Cloud to polska firma oferująca autorskie rozwiązania do zarządzania procesami logistycznymi. Spółka pozyskała 16 mln zł na rozwój sieci fulfillmentowej dla e-commerce w całej Europie. Dzięki zebranym funduszom Linker Cloud stworzy wirtualny most łączący świat marek e-commerce z branżą logistyczną.

Platforma dostarczana przez Linker Cloud pozwala na automatyzację procesów związanych zarówno z wysyłką, jak i z kompleksowym procesem obsługi zamówień. Dzięki dołączeniu do inteligentnej sieci fulfillmentowej, partnerzy firmy stają się częścią paneuropejskiej platformy biznesowej niosącej korzyści operatorom logistycznym i markom e-commerce.

Fulfillment dla sprzedaży zagranicznej

Z pomocą Linker Cloud, firmy e-commerce świadczące usługi na kilku rynkach międzynarodowych mogą przekazać wszystkie kwestie związane z logistyką w ręce profesjonalistów, a same skupić się na dalszym rozwoju biznesu.

Jak podkreśla Daniel Kierdal, CEO Linker Cloud:

Rynek e-commerce rośnie w zawrotnym tempie, a cross-border dla wielu marek staje się najlepszą strategią na wzrost biznesu. Dlatego też zdecydowaliśmy się uruchomić sieć fulfillmentową, dzięki której sklepy i marki D2C będą mogły szybciej uruchomić sprzedaż w nowym kraju, nie martwiąc się o kwestie logistyczno-operacyjne, bo właśnie od tego jesteśmy my i nasza platforma.

Rozwiązanie dostarczane przez Linker Cloud to inteligentny, wirtualny ekosystem logistyczny oparty na autorskich rozwiązaniach technologicznych. Pozwala na bezpieczną i szybką ekspansję na nowe rynki przy zachowaniu elastyczności operacyjnej oraz najwyższych standardów logistycznych.

Dostęp do wysyłek w całej Europie w 24 godziny

Sklepy współpracujące z Linker Cloud mogą wysłać pierwsze przesyłki już w tydzień po rozpoczęciu współpracy. Obszar geograficzny sieci pokrywa praktycznie całą Europę, co znaczy, że w większości przypadków paczki do konsumenta końcowego dotrą w 24 godziny od momentu złożenia zamówienia.

Wizja biznesowa Linker Cloud przekonała do zainwestowania w rozwój firmy nowych inwestorów: ffVC Poland (polsko-amerykański fundusz inwestycyjny) i Street Smart Capital z Finlandii. Z kolei fundusze Market One Capital i Kogito Venture, z którymi firma współpracowała już wcześniej, podjęły decyzję o zwiększeniu dotychczasowej inwestycji.

Jacek Łubiński z Market One Capital podkreśla:

Zdecydowaliśmy się na zwiększenie inwestycji w Linker Cloud, widząc dynamiczny rozwój zespołu i produktu. Potencjał rynkowy dla usług fulfillmentowych w cross-border e-commerce jest ogromny, a demokratyzacja tego typu produktów i udostępnienie ich dla szerszego grona klientów będzie jednym z trendów wspierających dalsze wzrosty. Darzymy zespół zarządzający dużym zaufaniem i z chęcią będziemy wspierać ich dalszą ekspansję międzynarodową i ambitny rozwój produktu.

Maciej Skarul, Partner ffVC w Polsce, dodaje:

Jesteśmy przekonani o silnych fundamentach do dalszego rozwoju rynku e-commerce. Co więcej, sprzedaż transgraniczna (cross-border) i model sprzedaży bezpośrednio do konsumentów (D2C) to odpowiedź na zmiany zachowań konsumenckich, a model biznesowy przyjęty przez Linker Cloud wpisuje się wzorowo w tą transformację. Linker Cloud wnosi bardzo dużą wartość do sektora i wspiera polskie jak i międzynarodowe firmy w ich rozwoju w oparciu o bardzo nowoczesne narzędzie.

7Levels podsumowuje najlepszy kwartał w historii spółki

Dzięki dobrze zaplanowanej polityce cenowej, 7Levels odnotowało aż 0,97 mln złotych przychodów ze sprzedaży w Q4 2021. Wyniki te były aż o 56% lepsze niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Jednocześnie, w tle coraz lepszych wyników finansowych, spółka rozbudowuje swój zespół produkcyjny i przygotowuje dwie nowe gry. 

Q4 2021 był świetnym okresem w działalności spółki. Przez wiele lat pracowaliśmy nad rozbudową portfolio i w końcu zbieramy owoce naszej ciężkiej pracy. Odnotowanie tak dobrego wyniku pozwala nam w dalszym ciągu inwestować w rozwój, co w głównej mierze dotyczy powiększenia zespołu produkcyjnego. Liczymy, że w kolejnych kwartałach uda się utrzymać podobny poziom, biorąc pod uwagę zwiększenie liczby oferowanych gier na różnych platformach – komentuje wiceprezes 7Levels, Krzysztof Król

W Q4 2021 r. przychody ze sprzedaży związane były z grami własnymi 7Levels: Castle of Heart, Jet Kave Adventure (zarówno na Nintendo Switch, jak również na Xbox i PC), Destrobots oraz tytułami z portfolio wydawniczego – Golf Peaks, Football Cup 2021, Warplanes: WWII Dogfight, Warplanes: WW1 Sky Aces, Space Commander: War and Trade oraz inbento, Crowdy Farm Rush, Crowdy Farm Puzzle i Solitaire TriPeaks Flowers. Ponadto odnotowane zostało rozliczenie części sprzedaży limitowanej, pudełkowej wersji gry Castle of Heart, której promocją i sprzedażą zajmuje się wydawca First Press Games.

Duży wpływ na wyniki w ostatnim kwartale miała zaplanowana wcześniej promocja na kilka gier z naszego portfolio, na czele z naszym największym do tej pory tytułem – Jet Kave Adventure. Tego rodzaju akcje są dla nas bardzo ważne i planujemy kontynuować je w kolejnych kwartałach – przekładają się one na rozpoznawalność marki 7Levels, co ma kluczowy wpływ na optymalizację przychodów nie tylko z obecnych, ale również przyszłych tytułów wydawanych przez spółkę – kończy wiceprezes Krzysztof Król.

Spółka pracuje obecnie nad dwoma produkcjami własnymi – pierwsza, największa w historii spółki gra, powstaje w oparciu o licencję amerykańskiej firmy z branży filmowej. Tytuł łączy ze sobą gatunki gier akcji, przygodowych oraz platformowych i przedstawiony będzie za pomocą realistycznej oprawy audio-wizualnej. Druga z produkcji to nieogłoszony jeszcze projekt w stylistyce trójwymiarowych filmów animowanych. Łączy on elementy sportowej rywalizacji, przygody oraz wykonywania różnego rodzaju zadań zręcznościowych. Główny wątek fabularny przygotowywany jest z myślą o rozgrywce jednoosobowej, ale niewykluczony jest również tryb multiplayer. Co ciekawe, będzie to pierwsza gra spółki w pełni wykorzystująca możliwości poruszania się w świecie 3D.

Handel powoli odżywa

W minionych dwunastu miesiącach nieruchomości handlowe starały się nadrabiać straty z pierwszego roku pandemii. Podsumowując 2021 rok na rynku nowoczesnych powierzchni handlowych, eksperci BNP Paribas Real Estate Poland wskazali na kilka kluczowych dla sektora zjawisk, w tym m.in.: szybki powrót odwiedzających do obiektów handlowych, umacnianie się pozycji parków handlowych, e-handel będący na ścieżce stabilnego wzrostu, a także coraz istotniejszą rolę zrównoważonego rozwoju i polityki ESG.

Na koniec roku w Polsce było ponad 15,4 mln m kw. powierzchni handlowej. Najwięcej w Warszawie (ponad 2,1 mln m kw.), w konurbacji katowickiej (1,5 mln m kw.) i w Trójmieście (965 tys. m kw.). Mimo obserwowanej już dojrzałości sektora handlowego oraz coraz większego nasycenia, w ostatnim kwartale roku rynkowi udało się urosnąć o 165 tys. m kw. powierzchni. Na liście największych nowo otwartych obiektów znalazły się: Galeria Andrychów (23 tys. m kw.), S1 Center Lipnik (15 tys. m kw.) i gigamarket należący do sieci Leroy Merlin, który otworzył się w Łodzi, w miejscu po byłym Tesco.

Autorzy raportu zaznaczają, że pandemia nie zastopowała całkowicie planów deweloperów, którzy aktualnie pracują przy budowie około 290 tys. m kw. powierzchni, i zapowiadają terminy oddania do użytku kolejnych obiektów do końca bieżącego roku. Największymi budowami są dziś: Karuzela Kołobrzeg (30 tys. m kw.), której otwarcie zaplanowano na IV kwartał roku, ale wcześniej klienci będą mogli zrobić zakupy w sklepie DIY Leroy Merlin, który jest częścią centrum handlowego, a także w markecie budowlanym Leroy Merlin (30 tys. m kw.) przy ul. Połczyńskiej w Warszawie. Sklep DIY, który powstanie w miejscu gdzie dotychczas działało Tesco, będzie 9 lokalizacją sieci w aglomeracji warszawskiej. Trzeci co do wielkości obiekt – Galeria Bawełnianka (23 tys. m kw.) – powstaje w Bełchatowie, a jego deweloperem jest firma GBB Invest.

Dziś widać, że mniejsze, bardziej kompaktowe formaty handlowe bardzo dobrze radzą sobie z pandemią i co więcej, przed nimi obiecująca przyszłość. Co ważne, klienci przestali na nie patrzeć jak na ubogich krewnych centrów handlowych, a zobaczyli w nich dostępne i wygodne miejsca na szybkie zakupy. Nowe obiekty, szczególnie w mniejszych miastach, są centralnymi punktami, wokół których koncentruje się życie, wprowadzając też nowe marki na lokalne rynki, często znane z większych galerii handlowych – zaznacza Klaudia Okoń, Konsultantka w dziale Business Intelligence Hub&Consultancy, BNP Paribas Real Estate Poland

Na koniec roku parki handlowe i wolnostojące obiekty miały w sumie 30 proc. udziału w rynku powierzchni handlowej, z czego 11 proc. przypadało na parki, a 19 na obiekty wolnostojące. Najwięcej, bo 68 proc., stanowiły tradycyjne centra handlowe.
Raport pokazuje, że pomimo konieczności dostosowania się do nowych realiów i mierzenia się z różnymi wyzwaniami, w tym stale rosnącym sektorem e-commerce, inwestorzy nie stracili z pola widzenia projektów handlowych. Rośnie zainteresowanie szczególnie obiektami takimi jak: centra „convenience”, supermarkety i obiekty wolnostojące. W sumie, w 2021 roku inwestorzy wydali na wszystkie obiekty handlowe nad Wisłą blisko 900 mln Euro, co oznacza wzrost wolumenu o 37 proc. r/r.

Re-modeling / Repozycjonowanie

Kolejnym aspektem, który przemawia za atrakcyjnością mniejszych formatów, takich jak centra typu „convenience”, jest zainteresowanie inwestorów starszymi formatami i chęć przekształcenia nieruchomości, które czasy świetności mają dawno za sobą, są natomiast doskonale zlokalizowane i wciąż przyciągają rzesze wiernych klientów. Jednym z przykładów takich działań jest nowo otwarte centrum „convenience” Mozaika (22 500 m kw.) w Krakowie. Inwestor 4 Friends Investment Group, wspierany przez ekspertów z BNP Paribas Real Estate Poland, stworzył nową markę wielofunkcyjnych centrów handlowych, które są kompleksowo zintegrowane z otoczeniem i przyciągają klientów odświeżonym wnętrzem oraz ofertą handlową.

Mozaika odziedziczyła tę lokalizację po sieci handlowej Tesco, a wcześniej pierwszy hipermarket HIT dał podwaliny pod ten wspaniały przykład ilustrujący jak lokalizacja handlowa głęboko zakorzenia się w świadomości lokalnych społeczności, co wzmacnia jej potencjał – mówi Anna Pływacz, Zastępca Dyrektora Działu Najmu Powierzchni Handlowych w BNP Paribas Real Estate

Kolejna Mozaika (również po dawnym Tesco) pojawi się wkrótce w Lublinie.

Rok dyskontów i e-commerce

W raporcie można przeczytać, że 2021 był kolejnym rokiem umacniania pozycji sieci dyskontowych, które były priorytetem na liście najemców w nowo powstających parkach handlowych i centrach „convenience”. O takie sklepy coraz chętniej zabiegają też właściciele większych obiektów i galerii handlowych, którzy jeszcze niedawno niechętnie patrzyli na ich obecność w swoich lokalizacjach. Eksperci BNP Paribas Real Estate Poland zwracają uwagę, że na szybkie tempo, w jakim rośnie rynek sklepów sieci budżetowych zakupów, wpływ będą miały: wzrosty cen i galopująca inflacja, duża dostępność sklepów oraz intensywne akcje promocyjne, które będą przyciągać nowych klientów. Ważnym czynnikiem będzie też poszerzanie oferty produktowej.

Drugim istotnym trendem w 2021 roku był rozwój usług i rozwiązań budujących rynek e-commerce. Wzrosty e-zakupów pociągnęły za sobą rozwój usług takich jak click&collect czy wysyp automatów paczkowych należących już nie tylko do InPostu, ale też do Orlenu, Allegro czy AliExpress. Wartym odnotowania zjawiskiem jest pojawienie się e-zakupów spożywczych z dowozem do domu w 15, a nawet w 10 minut, będących jedną z form ofensywy q-commerce.

Ekologia i ESG to nie moda

Zrównoważony rozwój, ekotrendy i raportowanie ESG będą tematami, którymi w 2022 roku będą żyły wszystkie sektory nieruchomości komercyjnych, w tym także sektor handlowy. Inwestorzy, deweloperzy, najemcy, ale także odwiedzający coraz częściej zwracają uwagę na różne działania wpisujące się w ekologizm i zrównoważony rozwój. Dotyczy to nie tylko wykorzystania materiałów budowlanych przyjaznych środowisku, implementację systemów oraz rozwiązań ograniczających zużycie energii i odzysk energii, ale także projektowania zielonych stref w budynkach i wokół obiektów, a często także pilotażowe inicjatywy związane z recyklingiem czy upcyklingiem rzeczy.

Przykładami ekologicznie odpowiedzialnych inicjatyw i projektów biznesowych są m.in.: pojawiające się w centrach handlowych sklepy second-hand nowego typu, wypożyczalnie mebli oraz akcje promujące dawanie drugiego życia obuwiu i innym częścią garderoby. Co istotne, stoją za nimi największe marki handlowe jak IKEA, CCC czy Decathlon.

Jak rosnące stopy procentowe wpłyną na Polską gospodarkę?

Popyt, który jest najmocniejszym silnikiem polskiej gospodarki będzie słabł, bo przed nami kolejne podwyżki stóp procentowych. Dla przedsiębiorstw podejmowanie decyzji o dużych inwestycjach stało się arcytrudnym zadaniem.

Według wstępnego szacunku GUS produkt krajowy brutto (PKB) w 2021 r. był realnie wyższy o 5,7% w porównaniu z 2020 r., wobec spadku o 2,5% w 2020 r. (w cenach stałych roku poprzedniego).

Największy wpływ na wzrost PKB ma bardzo wysoka dynamika konsumpcji (spożycie prywatne), szacowana przez analityków nawet na 8%.

Najsłabiej wypadają inwestycje przedsiębiorstw, których wzrost rok do roku teraz szacowany jest na 12%, choć niektórzy analitycy oceniali, że może wzrosnąć o 18%, co i tak nie byłoby optymistycznym wynikiem dla przyszłości polskiej gospodarki.

– Cieszy tak wysoki wzrost gospodarczy, ale na dane za miniony rok trzeba patrzeć z uwzględnieniem wielu wyjątkowych czynników – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Wysoki wzrost PKB po części wynika z przesadnie hojnej polityce pieniężnej, której efektem jest wysoka inflacja.

Wiosenne spowolnienie w 2020 r. okazało się przejściowe, nie był to typowy szok gospodarczy, a związane było z ograniczeniami administracyjnymi wywołanymi pandemią. Rok 2021 r. był rokiem odbicia w porównaniu do słabszego roku poprzedniego, a widać to zwłaszcza w postaci odłożonej w czasie konsumpcji.

– Problemem jest to, że polityka gospodarcza nadmiernie zareagowała na ten kryzys, czego nie należy krytykować na początkowym etapie – dodaje ekspert XTB. – Jednak w kolejnych miesiącach nie ograniczono stymulacji i stąd przewaga popytu nad podażą. Przegapiliśmy dogodny moment, żeby zrobić to wcześniej, a teraz będzie to bardziej kosztowne.

Teraz popyt mają schłodzić kolejne podwyżki stóp procentowych, które mają zniechęcić do konsumpcji i jednocześnie zachęcić do oszczędzania i inwestycji. NBP zmienia politykę pieniężna, jednak wpływ tych zmian poznamy dopiero za kilka miesięcy, prawdopodobnie dopiero pod koniec tego roku.

Reakcja przedsiębiorstw w postaci dużych inwestycji tym bardziej będzie rozłożona w czasie. Menedżerom potrzebny jest dłuższy okres stabilizacji polityki gospodarczej do podejmowania ryzyka inwestycyjnego. Szczególnie brakuje im poczucia stabilności podatkowej, a wpływ wprowadzania Polskiego Ładu nie będzie pozytywny w tym kontekście.

– Dzisiaj firmy stoją przed arcytrudnymi decyzjami, widzą duży popyt, który teraz dla nich nie jest barierą w rozwoju, ale mogą obawiać się jaki popyt w kraju będzie za rok w efekcie podwyżek stóp procentowych – dodaje P.Kwiecień. – Naszą gospodarkę można porównać do rozpędzonego pociągu, który jednak będzie zwalniać.

Materiały budowlane drożeją na potęgę

Spektakularne wybicie średniej dynamiki rdr cen materiałów budowlanych we wrześniu ub. roku do blisko 22 proc., nie okazało się ani przypadkowe, ani wyczerpujące dla potencjału wzrostowego grupy towarowej, monitorowanej przez PSB. Ostatecznie tezę tę potwierdziła następna znacząca zwyżka ze stycznia br., windująca średnią wzrostów o kolejne 4 pp. licząc miesiąc do miesiąca.

Dokładnie rok temu, w styczniu 2021 roku Grupa PSB Handel S.A. zakomunikowała po raz ostatni umiarkowaną średnią zwyżkę cen rdr materiałów budowlanych na poziomie 1,8 proc., definitywnie kończącą wielomiesięczną stabilizację omawianych stawek. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl w kolejnym miesiącu nastąpiło ostre przyspieszenie dynamiki wzrostów, w efekcie którego w styczniu br. przedmiotowy wskaźnik osiągnął nieprawdopodobny pułap 28 proc.

Oznacza to kolejny spektakularny rekord oraz sygnał utrzymania zdecydowanej tendencji wzrostowej w kolejnych miesiącach 2022 roku. Pytanie, czy tym samym należy ostatecznie porzucić jakiekolwiek nadzieje na wyhamowanie szalejącej drożyzny przedmiotowej grupy towarów.Wyk 1. Ceny materiałów budowlanych - styczeń 2022

Choć cenowa galopada materiałów budowlanych wynika z solidarnego marszu w górę stawek praktycznie wszystkich składowych prezentowanej grupy towarowej, to tylko trzy z nich – płyty OSB, sucha zabudowa oraz izolacje termiczne wyróżniają się, na tle pozostałych, horrendalną wręcz skalą zwyżki.

Tymczasem w przypadku dwóch liderów materiałowej hossy – płyt OSB i suchej zabudowy, od września ub. roku dynamika wzrostów ostro zniżkuje, odpowiednio o połowę ze 125 do 63 proc. i o prawie jedną trzecią z 60 do 42 proc. Niestety jak się okazuje, tymczasem trudno jest uznać ten fakt za zwiastun szeroko pojętej korekty. Co także warte podkreślenia, w żadnym punkcie stawki monitorowanej przez PSB grupy towarowej, ponownie nie zanotowano cenowego regresu rdr.Tab 1. Dynamika cen materiałów budowlanych w styczniu 2022 r.

Wciąż aktualny pozostaje wykaz głównych przyczyn postępującej drożyzny materiałów budowlanych. Wg ekspertów portalu RynekPierwotny.pl to po pierwsze niesłabnąca hossa na globalnym rynku surowcowym z gazem i ropą naftową na czele, który pozostaje pod ogromną presją popytu ze strony największych gospodarek świata. Swoje robi też windowanie w nieskończoność kosztów energii oraz rosnąca niepewność związana z ryzykiem wojny na Ukrainie.

Tym samym zdaniem ekspertów portalu RynekPierwotny.pl nadzieje na rychłe wyhamowanie tendencji wzrostowej materiałów budowlanych, wciąż wydają się praktycznie niemożliwe do spełnienia w przewidywalnej przyszłości.

Warto jednak zwrócić uwagę na dość skromny wymiar rocznej zwyżki cementu i wapnia, czyli materiałów najpowszechniej stosowanych na budowach, które podrożały o zaledwie 7 proc. rok do roku, czyli najmniej z całej stawki i jako jedyne poniżej inflacji.

Tymczasem pesymistyczne prognozy rodzimych branżowych ekspertów na 2022 rok zapowiadają cenowe rajdy kruszyw, drewna i właśnie cementu oraz wapnia. Polskie cementownie, zakłady wapiennicze, gipsowe czy ceramiczne borykają się z coraz większymi trudnościami wynikającymi z rosnących kosztów pozyskiwania zezwoleń na emisję CO2. Już obecnie powoduje to ograniczanie produkcji przez część rodzimych firm oraz rosnący import z krajów nie należących do Unii Europejskiej, w których ograniczenia emisji CO2 nie obowiązują. Pomimo tego na rynku odczuwalny był przez cały ubiegły rok deficyt cementu.

Mało optymistyczne prognozy przewidują drastyczne ograniczenie produkcji cementu i wapnia w Polsce, co już ma miejsce w kilku unijnych krajach, o ile cena pozwoleń na emisję dwutlenku węgla trwale przekroczy poziom 100 euro za tonę CO2. Niestety ceny emisji CO2 w ramach europejskiego systemu handlu emisjami osiągnęły w ostatnich dniach rekordowy poziom 95 euro za tonę.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Dolar w centrum uwagi

Amerykańska waluta pomimo realnie bardzo dobrych danych przeżywała wczoraj bardzo duże zawirowania. Obecnie pomimo tych perturbacji dolar wyraźnie zyskuje.

Zamieszanie na dolarze

Wczoraj byliśmy świadkami sporej huśtawki na dolarze amerykańskim po danych o godzinie 14:30. Sama publikacja powinna raczej wspierać dolara. Liczba wniosków o zasiłek dla bezrobotnych była o 5 tysięcy niższa od oczekiwań, co potwierdza piątkowe dane o zwiększającej się liczbie miejsc pracy. Do tego kolejne rekordowe wyniki wskaźnika inflacji. To z kolei powoduje, że rosną szanse na szybsze od dotychczasowego konsensusu podwyżki stóp procentowych. Początkowo, co zresztą zrozumiałe, inwestorzy rozpoczęli kupowanie dolara i zyskiwał on względem euro. Kilka kwadransów później rozpoczęło się jednak dość niespodziewanie kupowanie euro za dolara. Ruch był na tyle silny, że dotarł pół centa powyżej poziomów sprzed publikacji danych. Do końca dnia jednak rynek zaczął wyrównywać tę anomalię. Dzisiaj dolar kontynuuje znów dobrą passę zarówno względem euro, jak i złotego.

Inflacja na Węgrzech wciąż przyspiesza

Dzisiejsze dane od naszych południowych sojuszników pokazują, że problem wysokich cen wcale się nie kończy. Inflacja w Budapeszcie wynosi obecnie 7,9% i jest wyższa o 0,5% od oczekiwań analityków. Tym samym znów mamy sytuację, że inflacja o dokładnie 5% przekracza stopy procentowe. W efekcie realna stopa procentowa pozostała na niezmienionym poziomie. Na rynku walutowym jest na razie spokojnie. Z jednej strony jest to trochę efekt piątku, gdzie inwestorzy nadal boją się ryzyk na Wschodzie. Z drugiej wyższa inflacja to szansa na dalsze i szybsze wzrosty stóp procentowych. Czynniki te mają przeciwny wpływ, co ogranicza zmienność na walucie Węgier.

Szwajcaria spokojnie

Poznaliśmy dzisiaj wzrost cen dla Szwajcarii. Wynosi on mało imponującą wartość 1,6%. Kraj ten jest w o tyle dobrej sytuacji, że w trakcie pandemii nie podjął na taką skalę walki jak inne kraje europejskie i sam nie spowodował u siebie problemu. Rekordowo ujemne stopy procentowe obowiązują tam zresztą od bardzo dawna. Tamtejsza gospodarka jest przystosowana do działania w takich warunkach. Frank jest zresztą od jakiegoś czasu w lekkim odwrocie po względnym uspokojeniu sytuacji na Wschodzie.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
16:00 – USA – Raport Uniwersytetu Michigan.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Polskie samorządy i organizacje pozarządowe ze wspólną propozycją wzoru nalepek dla Stref Czystego Transportu

Unia Metropolii Polskich, Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia, PSPA oraz Polski Alarm Smogowy zgłosiły uwagi projektu rozporządzenia Ministra Klimatu i Środowiska  w sprawie wzoru nalepki dla pojazdów uprawnionych do wjazdu do strefy czystego transportu. Postulaty obejmują m.in. zmianę wzoru graficznego nalepek oraz wzrost uniwersalności takich oznaczeń.Propozycja wzoru nalepek dla Stref Czystego Transportu

24 grudnia 2021 r. weszła w życie nowelizacja Ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych, która m.in. wprowadziła zmiany przepisów obejmujących wdrażanie i funkcjonowanie stref czystego transportu (SCT). W ślad za nowelizacją opublikowano projekt rozporządzenia określający wzór nalepki do identyfikacji pojazdów uprawnionych do wjazdu w obręb obszarów niskoemisyjnych. W piśmie skierowanym do Minister Klimatu i Środowiska Anny Moskwy, Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA), Unia Metropolii Polskich (UMP), Górnośląsko-Zagłębiowska Metropolia (GZM) oraz Polski Alarm Smogowy (PAS) przedstawiły uwagi do projektu rozporządzenia.

W październiku 2021 r. utworzony został Komitet Samorządowy PSPA. To ramach prac tego gremium omawiane i opracowywane są kluczowe kwestie związane z wdrażaniem ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych. Jednym z tematów jest oznakowanie pojazdów dopuszczonych do wjazdu na teren SCT. Przygotowaliśmy bardzo przejrzystą i nawiązującą bezpośrednio do rozwiązań innych państw Unii Europejskiej grafikę, która ma charakter ponadlokalny. Obecna propozycja Ministerstwa Klimatu i Środowiska odbiega od rozwiązań z innych państw UE, do czego powinniśmy dążyć jako państwo członkowskie. Liczymy, że Ministerstwo wsłucha się w oddolny głos samorządu terytorialnego oraz organizacji branżowych i pozarządowych w tym zakresie – mówi Adam Wieczorek, Wiceprezydent Miasta Łódź, reprezentujący Unię Metropolii Polskich w pracach nad Strefami Czystego Transportu.

PSPA, UMP, GZM oraz PAS proponują wdrożenie w Polsce uniwersalnego wzoru nalepek, dzięki którym użytkownicy pojazdów będą mieli możliwość wykorzystać jedną nalepkę do poruszania się po różnych strefach w  całej Polsce. Obecna propozycja zakłada umieszczanie na nalepce nazwy konkretnej Strefy oraz numeru rejestracyjnego. Takie oznakowanie umożliwiłoby w praktyce wjazd tylko do jednego, konkretnego obszaru niskoemisyjnego. Każda dodatkowa strefa oznaczałaby kolejną nalepkę na szybie pojazdu.

Propozycje skierowane do Ministerstwa obejmują także pozostawienie na nalepce numeru rejestracyjnego, który w sposób łatwy i jednoznaczny pozwoli zidentyfikować pojazd. Ponadto, oznaczenie powinno być uzupełnione o cyfrę (w skali od 1 do 6) odpowiadającą klasie spełnianej przez dany pojazd normie emisji spalin EURO. Każda nalepka miałaby zawierać także unikalny numer. Autorzy listu przedstawili również propozycje zmiany oprawy graficznej wdrażanego oznaczenia.

W oparciu o oznakowania przyjęte w Unii Europejskiej proponujemy zastosowanie dla silników benzynowych i innych napędów niewykorzystujących oleju napędowego nalepki okrągłej, a dla silników Diesla – nalepki kwadratowej. Naszym zdaniem celowe jest również  zastosowanie dodatkowej nalepki sześciokątnej w kolorze ciemnej zieleni pozwalającej identyfikować pojazdy dopuszczone decyzją Rady Miasta (np. dla mieszkańców z obszaru strefy). Nalepka ta powinna zawierać poza innymi wymaganymi elementami również datę ważności związaną z zakończeniem możliwości wjazdu do strefy – tłumaczy Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Autorzy pisma sugerują również m.in. skorelowanie koloru nalepek z normami EURO (w przypadku Euro 1 miałby być to kolor szary, Euro 2 – fioletowy, Euro 3 – czerwony, Euro 4 – pomarańczowy, Euro 5 – żółty, zaś Euro 6 – zielony).  Propozycja zakłada ponadto umieszczenie na każdej z nalepek znaku D-54 (oznaczającego strefę czystego transportu), który zastąpiłby napis „Strefa Czystego Transportu”.

Obecnie w Polsce nie funkcjonuje ani jedna strefa czystego transportu. Jedyną próbę ustanowienia SCT podjął Kraków  w 2019 r. Dla kontrastu, w Europie funkcjonuje już ok. 300 obszarów niskoemisyjnych (również w regionie CEE), a ich liczba systematycznie wzrasta.

– W ubiegłym roku zawiązaliśmy „Koalicję Miast na rzecz rozwoju Stref Czystego Transportu”. Wszystkie samorządy Unii Metropolii Polskich (12 samorządów) we współpracy z PSPA przygotowały propozycje zmian w regulacjach dotyczących stref. Wtedy Ministerstwo Klimatu i Środowiska wsłuchało się w nasz głos. Jesteśmy za to wdzięczni i uważamy, że tak powinna właśnie wyglądać współpraca na płaszczyźnie rząd-samorząd. Podobnie jak wtedy, tak teraz, także proponujemy konkretne rozwiązania i liczymy na ich przyjęcie – dodaje Adam Wieczorek, Wiceprezydent Miasta Łódź.

– Ubiegłoroczna nowelizacja ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych wprowadziła zmiany, które znacznie ułatwiają samorządom tworzenie stref czystego transportu. To daje nadzieję, że już wkrótce Polska przestanie być pod względem obszarów niskoemisyjnych białą plamą w Unii Europejskiej. Sposób oznakowania pojazdów uprawnionych do wjazdu w obręb stref czystego transportu będzie odgrywał istotną rolę w funkcjonowaniu takich obszarów, w szczególności z uwagi na setki tysięcy pojazdów, które takim nalepek zostaną oznaczone. Dlatego niezwykle istotne jest dogłębne przeanalizowanie i optymalizacja projektu rozporządzenia. Uwagi, które przesłaliśmy do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, stanowią wspólny głos środowisk samorządowych, organizacji proekologicznych oraz branży e-mobility – podsumowuje Maciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.

Obowiązek instalacji punktów ładowania pojazdów elektrycznych

24 grudnia 2021 r. weszła w życie nowelizacja ustawy o elektromobilności i paliwach alternatywnych oraz niektórych innych ustaw, która wprowadziła obowiązek projektowania oraz budowy budynków mieszkalnych i niemieszkalnych w sposób umożliwiający zainstalowanie punktów ładowania pojazdów elektrycznych. Obowiązek może wystąpić w przypadku nowoprojektowanych oraz istniejących budynków niemieszkalnych m.in. sklepów, centrów handlowych, hoteli, magazynów czy budynków biurowych. Do 31 marca 2022 r., lecz nie dłużej niż do wyczerpania środków przewidzianych na ten cel, można składać wnioski o dotację pokrywającą do 45 proc. kosztów inwestycji.

Na czym polegają i kogo dotyczą nowe obowiązki?

Nowelizacja implementuje do polskiego porządku prawnego przepisy dyrektywy Parlamentu Europejskiego i Rady z 30 maja 2018 r., zmieniającej dyrektywę 2010/31/UE w sprawie charakterystyki energetycznej budynków oraz dyrektywę 2012/27/UE w sprawie efektywności energetycznej, która przewiduje obowiązek wyposażania stanowisk postojowych przynależnych do nowych budynków mieszkalnych i niemieszkalnych we wstępną infrastrukturę kanałową (przewody i kable elektryczne), a w odniesieniu do budynków niemieszkalnych — również w punkty ładowania.

Zgodnie z przepisami nowelizacji właściciele lub zarządcy budynków niemieszkalnych, z którymi związane jest co najmniej 20 miejsc postojowych zostali zobowiązani zainstalować do 1 stycznia 2025 r. co najmniej jeden punkt ładowania oraz infrastrukturę kanałową, aby umożliwić w dalszej perspektywie zainstalowanie kolejnych punktów ładowania – co najmniej jeden na pięć stanowisk postojowych.

W wyniku nowelizacji budynki niemieszkalne, z którymi związanych jest więcej niż 10 stanowisk postojowych muszą być projektowane i budowane z uwzględnieniem co najmniej jednego punktu ładowania oraz infrastruktury kanałowej umożliwiającej docelowo zainstalowanie co najmniej jednego punktu ładowania na pięć stanowisk postojowych.

W określonych przypadkach wymagania te mają zastosowanie również dla budynków poddawanych przebudowie albo remontowi.

Co ważne, powyższe obowiązki wynikające z nowelizacji nie znajdują zastosowania wobec budynków niemieszkalnych będących własnością małych i średnich przedsiębiorców.

Wsparcie na budowę infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych – nawet do 45 proc. wartości inwestycji

W dniu 7 stycznia 2022 r. Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej rozpoczął nabór wniosków w programie „Wsparcie infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych i infrastruktury do tankowania wodoru”. Dotacje udzielane są na inwestycje realizowane do 2028 r. Wysokość dotacji w ramach programu dotyczącego wsparcia infrastruktury do ładowania pojazdów elektrycznych wynosi, w zależności od rodzaju infrastruktury:

w przypadku stacji ładowania ogólnodostępnych o mocy nie mniejszej niż 50 kW i nie większej niż 150 kW —30 proc. (lub 45 proc. w gminach poniżej 100 tys. mieszkańców lub gdy na terenie gminy zostało zarejestrowanych mniej niż 60 tys. pojazdów samochodowych lub gdy przypada mniej niż 400 pojazdów samochodowych na 1 tys. mieszkańców), a w przypadku stacji ładowania ogólnodostępnych o mocy od 150 kW — 50 proc.;
w przypadku stacji ładowania innych niż ogólnodostępne — 25 proc.

Wnioski o dofinasowanie można składać do 31 marca 2022 r., jednak nie dłużej niż do wyczerpania alokacji środków. Zaledwie w ciągu dwóch tygodni od rozpoczęcia naboru wyczerpaniu uległa alokacja środków na stacje ładowania o mocy równej lub większej niż 150 kW.

W wyniku nowelizacji przepisów przedsiębiorcy będący właścicielami budynków niemieszkalnych, z którymi związane jest więcej niż 10 miejsc postojowych mogą być zobowiązani do instalacji punktów ładowania oraz przygotowania niezbędnej infrastruktury, która umożliwia instalację punktów ładowania. W praktyce obowiązek ten może zatem dotyczyć między innymi właścicieli sklepów, centrów handlowych, hoteli, magazynów czy budynków biurowych. W przypadku nowych lub remontowanych budynków niemieszkalnych obowiązek może wystąpić począwszy od 2022 r. Dla istniejących budynków niemieszkalnych z więcej niż 20 miejscami postojowymi, ich właściciele zobowiązani są do instalacji punktów ładowania nie później niż do 1 stycznia 2025 r. Zwolnienie z obowiązków dotyczy małych i średnich przedsiębiorstw. Przedsiębiorcy już teraz powinni dokonać analizy w zakresie powstania po ich stronie ww. obowiązku i następnie podjąć kroki w celu uzyskania dotacji na ten cel. Należy pamiętać, że wnioski o dofinansowanie są przyjmowane przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej jedynie do 31 marca 2022 r. lub do wyczerpania alokacji środków. Trwający obecnie nabór wniosków o dotacje pozwala zatem w znacznym stopniu (nawet o 45 proc.) obniżyć koszty realizacji inwestycji, do której zobowiązani zostali przedsiębiorcy. – Przemysław Szywacz, Partner, Doradztwo Podatkowe, Zespół ds. Podatku Dochodowego od Osób Prawnych KPMG w Polsce

NBP kontynuuje zaostrzanie polityki monetarnej

Najważniejszym wydarzeniem w tym tygodniu dla polskiego złotego było posiedzenie NBP, na którym ogłoszono (zgodnie z oczekiwaniami) podniesienie głównej stopy procentowej o kolejnych 50 punktów bazowych, do 2,75%. Jest to piąta podwyżka, mająca na celu złagodzenie rosnącej inflacji, która osiągnęła w grudniu bardzo wysoki poziom 8,6%. Polski złoty po posiedzeniu osłabił się do poziomu 4,545 PLN/EUR, lecz później dominował trend wzrostowy i waluta odrobiła część strat.

Biorąc pod uwagę dane europejskie, zaskoczyły wyniki produkcji przemysłowej za grudzień w Niemczech i Republice Czeskiej. W Niemczech produkcja przemysłowa spadła w rocznym porównaniu o 4,1%, a w Czechach o 2,1%. W obu przypadkach był to gorszy wynik niż oczekiwano. Spadek ten był jednak spowodowany przede wszystkim spowolnieniem przemysłu samochodowego w wyniku opóźnień dostaw niezbędnych komponentów do produkcji. Gdyby nie ten fakt, produkcja przemysłowa, zarówno w Czechach, jak i w Niemczech, powinna rosnąć w tym roku, co jest pozytywną informacją dla polskiego przemysłu.

Złoty w tym tygodniu ponownie się umocnił i w piątek rano polska waluta w stosunku do euro była na poziomie 4,52 PLN/EUR. Eurodolar lekko się umocnił i na końcu tygodnia kurs wynosił 1,139 USD/EUR.

Malwina Krakus, analityczka instytucji płatniczej AKCENTA

Walentynki w tym roku mogą nie być tak drogie, jak nam się wydaje

Inflacja w ostatnim czasie podbija większość cen na rynku. Jednak Walentynki w tym roku mogą nie być tak drogie, jak nam się wydaje. Przygotowany przez eToro Indeks Walentynkowy, będący odbiciem głównych walentynkowych wydatków, wzrósł w ciągu ostatniego roku tylko o 1 proc.

Główne wydatki walentynkowe zarówno w Polsce, jak i na świecie to słodycze, biżuteria oraz jedzenie poza domem. Aby porównać, jak zmieniły się ceny stojących za tymi wydatkami surowców, stworzyliśmy Indeks Walentynkowy eToro. Składają się na niego światowe ceny kakao, cukru, srebra, złota oraz wołowiny i drobiu. Podczas gdy Bloomberg Commodity Index (DJP), zawierający 23 towary i surowce, wzrósł w ciągu ostatniego roku o 30 proc., nasz Indeks Walentynkowy poszedł w górę tylko o 1 proc. To powoduje, że ceny walentynkowych wydatków mogą być niższe niż ogólny wzrost cen w gospodarce. Warto wspomnieć, że surowce i towary od początku roku podrożały już o 10 proc, a silny popyt i ograniczona podaż oraz obawy związane z inflacją pchają ich ceny do góry.

Wydatki walentynkowe wynoszą zero dla tych, którzy tego dnia nie obchodzą. W Polsce deklaruje to około 30 proc. osób, w USA 48 proc. Ci którzy zamierzają świętować, wydadzą w tym dniu więcej niż w poprzednich latach. W USA według prognoz będą to 24 mld dolarów, czyli około 175 dolarów na osobę. Najważniejsze wydatki to słodycze (56 proc.), kwiaty (37 proc.) oraz biżuteria (24 proc.). A także te związane z coraz mocniej otwierającą się po koronawirusie gospodarką – wieczorne wyjścia np. do restauracji (24 proc.) a także koncerty lub wydarzenia sportowe (41 proc.). W Polsce wydatki walentynkowe mają podobną strukturę, choć są odpowiednio niższe. Także oferta koncertów i wydarzeń jest nad Wisłą uboższa z uwagi na inną fazę epidemii.

Warto zauważyć, że zwyczaje walentynkowe dostosowują się do czasów w jakich funkcjonujemy. Przeprowadzone w USA badanie eToro pokazuję, że 8 proc. Amerykanów chciałoby otrzymać na Walentynki kryptowaluty lub tokeny NFT. 33 proc. byłoby bardziej chętne iść na randkę z kimś, kto wspomina kryptowaluty w swoim profilu randkowym (dla 20 proc. byłoby to zniechęcające). A 55 proc. respondentów twierdzi, że częściej odwiedza swoje aplikacje bankowe i tradingowe, niż te randkowe.

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Dlaczego warto wybrać kwartalne rozliczanie się z fiskusem? Opinia doradcy podatkowego

Wielkimi krokami zbliża się 21 lutego, a więc termin pierwszej płatności podatku dochodowego w roku kalendarzowym 2022. Kończy się wtedy także czas na zmianę formy opodatkowania. Tymczasem wielu podatników wciąż czeka na informacje od Głównego Urzędu Statystycznego o zaklasyfikowanie ich działalności do właściwego kodu PKWiU. Ze względu na dużą liczbę zapytań, czas na odpowiedź ze strony GUS jest wydłużony. Problem dotyczy zwłaszcza przedsiębiorców, którzy przeszli na ryczałt, ale też tych, którzy zastanawiają się, jaką stawkę podatku zastosować do pierwszej faktury wystawionej w styczniu dla swojego kontrahenta.

Korzystnym rozwiązaniem dla podatników oczekujących na odpowiedź od GUS może być zmiana trybu rozliczeń z fiskusem na kwartalne. Co ważne, decyzji o wyborze częstotliwości rozliczeń nie trzeba zgłaszać przed nowym rokiem podatkowym. Przedsiębiorca wskazuje to dopiero składając zeznanie podatkowe. Może więc zdecydować, że będzie w danym roku rozliczać się kwartalnie np. ze względu na wydłużony okres oczekiwania na odpowiedź z GUS. Wystarczy, że w zeznaniu rocznym zaznaczy odpowiednie pole. Dzięki temu termin na zapłacenie podatku wydłuży się do 20 kwietnia i nie zostaną naliczone odsetki z tytułu opóźnienia.

Warto pamiętać, że przejście na rozliczenia kwartalne nie oznacza, że płatność za pierwszy kwartał musi zostać dokonana w całości w jednym terminie, czyli do 20-tego kwietnia. Przedsiębiorca może również opłacać podatek „zaliczkowo”, tak aby wartość się zgadzała na koniec kwartału. Nic więc nie stoi na przeszkodzie, aby wpłacać zaliczki na podatek np. co miesiąc. Takie rozwiązanie będzie szczególnie pomocne w pierwszym kwartale, kiedy wielu przedsiębiorców będzie czekało na określenie PKWiU i właściwej stawki ryczałtu. Może być też przydatne dla tych, którzy wolą uniknąć konieczności zapłacenia znacznej sumy naraz – część należności mogą zapłacić w lutym, a część w marcu.

Przedsiębiorcy powinni też mieć na uwadze, że według interpretacji GUS stawka ryczałtu może być większa niż ta, według której przedsiębiorca do tej pory się rozliczał. Wówczas wystąpi konieczność dopłaty podatku.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Cechy dobrego programu kadrowo – płacowego

Intuicyjny w obsłudze i zautomatyzowany? A może wyposażony we wzory wszystkich dostępnych deklaracji ? Jakie cechy powinien posiadać dobry program kadrowo – płacowy? Sprawdź co warto wziąć pod uwagę!

Naliczanie wypłat i rozliczenia z ZUS-em to główne obowiązki działu kadr. Rozkładając to na kilka bardziej szczegółowych zadań uzyskujemy zbiór, który obsłużymy sprawnie dzięki intuicyjnym programom kadrowym .

Intuicyjny w obsłudze

Dobry program kadrowo – płacowy powinien posiadać zestaw praktycznych funkcji pomagających we wszystkich działaniach, ale bez natłoku opcji i sieci nieczytelnych przycisków, które dezorientują. Przystępne prowadzenie dokumentacji kadrowej zapewni system, w którym wprowadzisz i zaktualizujesz kompletną historię zatrudnienia danego pracownika z dobrą organizacją wypłat, uwzględniający wyliczanie stawek urlopowych, ekwiwalentów czy zasiłków chorobowych.

Sprawny kontakt z ZUS- em

Kolejną cechą dobrego programu kadrowo – płacowego jest wsparcie dla wszystkich kwestii związanych z ZUS i ubezpieczeniami. Zwłaszcza obsługa wymaganych formularzy m.in. ZUS RCA, ZUS RSA, ZUS RZA, ZUS ZUA czy ZUZ ZZA.

Obsługa deklaracji podatkowych

Czym byłby program płacowy bez funkcji sporządzania deklaracji podatkowych? No właśnie! Dobry system umożliwi intuicyjne sporządzanie i elektroniczną wysyłkę deklaracji: PIT-11, PIT-4R, PIT-R, PIT-8AR.

Zawsze zgodny z aktualnymi przepisami

A czym byłby dokument sporządzony w oparciu nieaktualne przepisy? Hm… O konsekwencjach dużo można pisać. Ten problem także niweluje inwestycja w program wyposażony w funkcje automatycznych aktualizacji, dzięki którym wszystkie operacje przeprowadzimy zawsze zgodnie z prawem.

Aga – kadry i płace – czyli program kadrowy spełniający kryteria

Jednym z polecanych programów do zarządzaniami kadrami i płacami jest program Aga z linii produktów Streamsoft PCBiznes, który posiada wszystkie wymienione wyżej cechy. Z jego pomocą rozliczysz składki za Ubezpieczenie Zdrowotne, Fundusz Pracy i Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych oraz Fundusz Emerytur Pomostowych. Przy czym dane do przelewu są generowane automatycznie. Ponadto wszystkie formularze ZUS możemy przenieść do systemu Płatnik w oparciu o utworzony wcześniej plik XML z danymi rozliczeniowymi. Podobnie jest z deklaracjami PIT, które system generuje i wysyła do serwisu e – Deklaracje. Program Aga – Kadry i Płace możesz przetestować za darmo przez 60 dni.

Ford ogłasza solidne wyniki finansowe za 2021 rok

  • Dochód netto w 2021 roku wyniósł 17,9 mld USD, oczekuje się, że zysk operacyjny przed opodatkowaniem w 2022 roku będzie wyższy od 15% do 25% w porównaniu z wynikiem uzyskanym w 2021 roku.
  • Ford uplasował się w poprzednim roku na drugim miejscu w USA pod względem sprzedaży samochodów elektrycznych.
  • W ubiegłym roku, po raz siódmy z rzędu, Ford był marką numer 1 w Europie pod względem sprzedaży samochodów dostawczych.
  • Ford Polska zakończył ubiegły rok ze sprzedażą o 7,7% wyższą niż w 2020 roku.
  • Do połowy 2026 r. cała gama samochodów osobowych Forda ma być dostępna w wariantach w pełni elektrycznych lub hybrydowych plug-in. Cztery lata później Ford chce być marką w pełni elektryczną.
  • Ford dąży również do elektryfikacji pojazdów użytkowych. Zgodnie z planem, do 2024 r. staną się one zeroemisyjne: w pełni elektryczne, bądź hybrydowe typu plug-in. Firma spodziewa się, że do 2030 r. dwie trzecie sprzedaży pojazdów użytkowych stanowić będą samochody całkowicie elektryczne lub hybrydowe typu plug-in.
  • W ciągu najbliższych 24 miesięcy Ford podwoi na świecie moce produkcyjne aut elektrycznych do co najmniej 600 000 egzemplarzy. Do 2030 roku auta elektryczne będą stanowiły co najmniej 40% sprzedaży.

Ford poinformował o solidnym zysku operacyjnym uzyskanym w czwartym kwartale ubiegłego roku i w całym 2021 roku, pomimo ciągłych zakłóceń łańcucha dostaw. Poprzedni rok miał największe znaczenie w realizacji ambitnej strategii Ford+, która skupiona jest na wzroście sprzedaży i objęciu pozycji lidera w segmencie samochodów elektrycznych.

Wyniki za czwarty kwartał obejmują przychód w wysokości 37,7 mld USD, zysk netto w wysokości 12,3 mld USD oraz skorygowany zysk operacyjny w wysokości 2,0 mld USD. Dochód netto w całym 2021 roku wyniósł 17,9 mld USD.

– Wyniki finansowe są najważniejsze dla dalszego wzrostu – powiedział Jim Farley, prezes i dyrektor generalny. – Jesteśmy dumni, że klienci doceniają to, jak Ford wprowadza elektryczne modele w najważniejszych segmentach rynku i już zamówili lub zarezerwowali ponad 275 000 elektrycznych SUV-ów Mustang Mach-E, pickupów F-150 Lightning oraz dostawczego E-Transita.

Realizowana przez Forda strategia polega na skoncentrowaniu się na opracowywaniu innowacyjnych i skomunikowanych samochodów elektrycznych, SUV-ów i pojazdów dostawczych wraz z rozbudowaną paletą dodatkowych usług, w ramach programu Ford PRO. Znakomite przyjęcie przez klientów pierwszego w pełni elektrycznego Forda – Mustanga Mach-E, bardzo wysoka liczba rezerwacji na elektryczną wersję najpopularniejszej półciężarówki Ameryki – F-150 Lighning oraz E-Transita, które obecnie są konwertowane na zamówienia, potwierdzają skuteczność przyjętego sposobu działania.

Plan Forda obejmuje także liczne inwestycje związane ze zmianą struktury produkcji i koncentrują się obecnie na elektromobilności.

Sprzedaż samochodów elektrycznych

W 2021 roku Ford odnotował najwyższą w historii sprzedaż samochodów elektrycznych – do klientów trafiło 27 140 nowych Mustangów Mach-E, co czyni ten model drugim najlepiej sprzedającym się elektrycznym SUV-em w USA. W Europie sprzedaż pierwszego całkowicie elektrycznego Forda wyniosła 23 424 sztuki, w tym 275 egzemplarzy w Polsce.

W 2022 rok Ford wkracza z gamą aut elektrycznych, która szybko będzie się powiększać – już wiosną pierwsi klienci odbiorą pick-upa F-150 Lightning, a nieco później ofertę wzbogaci E-Transit. Obydwa modele przyczynią się do dalszego wzrostu udziału samochodów elektrycznych w całkowitej sprzedaży Forda.

Oferowanie całkowicie elektrycznych wersji najpopularniejszych modeli stanowi ważny element strategii rozwoju elektromobilności Forda. Dzięki temu klienci mają realny wybór, zaś masowa produkcja pozwala obniżyć koszty i sprawia, że pojazdy elektryczne stają się dostępne dla większej liczby użytkowników.

Ford poinformował, że w ciągu najbliższych 24 miesięcy podwoi na świecie moce produkcyjne aut elektrycznych do co najmniej 600 000 egzemplarzy. Do 2030 roku modele elektryczne będą stanowić co najmniej 40% sprzedaży, dzięki czemu Ford ma szansę objąć pozycję lidera segmentu samochodów elektrycznych.

Sprzedaż samochodów zelektryfikowanych

W 2021 roku sprzedaż modeli zelektryfikowanych marki Ford rosła w USA o 36% szybciej niż całego segmentu, co zaowocowało nowymi rekordami sprzedaży. W ostatnim miesiącu 2021 roku Ford sprzedał łącznie 12 284 zelektryfikowane samochody, co stanowi wzrost o 121% w stosunku do sprzedaży w grudniu 2020 roku i ponad czterokrotnie większy przyrost niż całego segmentu w grudniu 2021 roku.

W Europie rekordową sprzedażą może pochwalić się Ford Kuga Plug-In Hybrid. Hybrydowy SUV marki Ford był w ubiegłym roku w Europie najlepiej sprzedającym się samochodem typu PHEV wszystkich marek. Pod względem sprzedaży Kuga Plug-In Hybrid wyprzedziła najbliższego rywala z segmentu o ponad 17%, zaś ponad połowa sprzedanych egzemplarzy tego modelu to wersje hybrydowe i hybrydowe typu plug-in.

Do połowy 2026 r. cała gama samochodów osobowych Forda ma być dostępna w wariantach w pełni elektrycznych lub hybrydowych plug-in. Cztery lata później Ford chce być w pełni elektryczny.

Sprzedaż samochodów dostawczych

W 2021 roku Ford w USA sprzedał 162 979 samochodów dostawczych, dzięki czemu marka świętuje 43. rok z rzędu w roli lidera tego segmentu w Ameryce. Najchętniej kupowanym vanem w USA – od czasu wprowadzenia go na rynek w 2015 roku – jest Ford Transit, którego sprzedaż wyniosła 99 745 egzemplarzy.

Pick-upy serii F okazały się najchętniej kupowanymi samochodami użytkowymi 45-ty rok z rzędu i najczęściej wybieranymi autami w Ameryce w ogóle, na przestrzeni ostatnich 40 lat. Modele serii F, ze sprzedażą wynoszącą 726 004 egzemplarze, wyprzedziły najbliższego konkurenta o 156 616 sztuk.

W Europie Ford od siedmiu lat pozostaje najchętniej wybieraną marką pojazdów użytkowych i w ubiegłym roku był liderem na dziewięciu europejskich rynkach – w Wielkiej Brytanii, Irlandii, Dani, Finlandii, Grecji, Turcji, Rumunii, Czechach oraz na Węgrzech. W Polsce marka pozostaje wiceliderem rynku pojazdów dostawczych z ponad 25% wzrostem sprzedaży w porównaniu do 2020 roku.

Hitem marki w tym okresie był Transit Custom, który w czwartym kwartale ubiegłego roku był w Europie najlepiej sprzedającym się Fordem w ogóle, zaś Ranger był zdecydowanie najlepiej sprzedającym się pick-upem w Europie w 2021 r. z udziałem w rynku na poziomie 38,1%.

W Polsce Ford zakończył ubiegły rok na drugim miejscu w zestawieniu liczby rejestracji nowych samochodów dostawczych. Wzrost o 25,86% w porównaniu z liczbą rejestracji w 2020 roku przełożył się na wzrost udziału Forda w rynku samochodów dostawczych do 13,46%. Liderem segmentu pick-upów pozostaje Ranger, z udziałem ponad 42% i wzrostem sprzedaży rok do roku o ponad 54%.

Strategia Forda obejmuje również elektryfikację pojazdów użytkowych. Zgodnie z planem, do 2024 r. staną się one zeroemisyjne: w pełni elektryczne, bądź hybrydowe typu plug-in. Firma spodziewa się, że do 2030 r. dwie trzecie sprzedaży pojazdów użytkowych stanowić będą samochody całkowicie elektryczne lub hybrydowe typu plug-in.

Inwestycje Forda w elektromobilność

W minionym roku Ford poinformował o wielu kluczowych inwestycjach związanych z elektromobilnością. Wśród nich są zakłady Forda Blue Oval City, w których będą produkowane samochody elektryczne serii F. Dodatkowo znajdzie się tam fabryka akumulatorów BlueOvalSK oraz kluczowi dostawcy marki. Co ważne ta nowa inwestycja Forda i firmy SK Innovation została zaprojektowana tak, aby była neutralna pod względem emisji dwutlenku węgla, z zerowym składowaniem odpadów po pełnym uruchomieniu produkcji.

Kolejną niezbędną inwestycją był amerykański Ford Ion Park, kompleks badawczo-rozwojowy akumulatorów. To właśnie tam zespół 150 wysokiej klasy specjalistów będzie się zajmować całością procesu wytwarzania – od kopalń, w których wydobywane są niezbędne do powstania minerały, poprzez produkcję, aż po recycling akumulatorów. Wszystko to ma na celu przyspieszenie opracowywania i wdrażania nowych baterii, łatwość w dostosowywaniu poziomu produkcji do aktualnych zapotrzebowań, a także zmniejszenie kosztów.

W Europie trwa modernizacja fabryki pojazdów w Kolonii w Niemczech, jednego z największych ośrodków produkcyjnych w Europie i siedziby Ford of Europe. Inwestycja ta przekształci istniejące zakłady montażu pojazdów w Centrum Elektryfikacji Ford Cologne Electrification Center, ukierunkowane na produkcję pojazdów elektrycznych. Będzie to pierwszy taki zakład Forda w Europie.

Ponadto Ford Otosan poinformował w grudniu 2020 roku, że zainwestuje ponad 2 miliardy euro w zwiększenie produkcji pojazdów i pakietów akumulatorów w Kocaeli. Zakłady w Kocaeli zostaną przekształcone w pierwsze i jedyne w Turcji zintegrowane centrum produkcyjne montażu pojazdów elektrycznych i akumulatorów.

Ford podjął także decyzję o zainwestowaniu 300 milionów dolarów w produkcję nowego lekkiego samochodu dostawczego w swojej rumuńskiej fabryce w Craiovej, która ma rozpocząć się w 2023 r. Całkowicie elektryczna wersja tego modelu pojazdu użytkowego zadebiutuje w 2024 r. Dzięki tej inwestycji Craiova będzie trzecią lokalizacją Forda w Europie, gdzie samochody w pełni elektryczne będą zjeżdżały z linii produkcyjnej – obok Kolonii w Niemczech i Kocaeli w Turcji.

Dodatkowo Ford potwierdził przekazanie 5,2 mln euro na zwiększenie zdolności produkcyjnych przy montażu pakietów akumulatorów w Walencji, w ślad za początkową inwestycją o wartości 24 mln euro, o której firma informowała w styczniu 2020 roku. Dodatkowe moce są niezbędne do zaspokojenia zwiększonego popytu na pojazdy zelektryfikowane i przyszłej produkcji.

Ford nie tylko inwestuje w badania i rozwój akumulatorów oraz produkcję elektrycznych aut. Bardzo ważnym elementem strategii elektromobilności jest także odzyskiwanie i recykling baterii wykorzystywanych w samochodach elektrycznych. Ford nawiązał współpracę z liderem i innowatorem w tym obszarze – firmą Redwood Materials, dzięki czemu te cenne „odpady” nie trafią na wysypisko śmieci, a wręcz przeciwnie – zostaną włączone do łańcucha dostaw, obniżając koszty produkcji nowych baterii oraz zmniejszając ślad węglowy przyszłych pojazdów elektrycznych.

– Za nami bardzo udany rok, zarówno pod kątem wyników finansowych, jak i sprzedaży – pomimo ograniczonej dostępności półprzewodników – powiedział Piotr Pawlak, prezes i dyrektor zarządzający Ford Polska. – Ford wkraczając do segmentu całkowicie elektrycznych aut zaczął od swoich najpopularniejszych i najbardziej lubianych modeli – Mustanga, Transita i F-150. I to było strzałem w dziesiątkę. Dzięki temu nasze auta stanowią realną alternatywę dla klientów chcących ograniczyć ślad węglowy. Nie muszą rezygnować z innowacyjnego, świetnie wyglądającego i przestronnego auta, bo mamy dla nich Mustanga Mach-E. Już niedługo przedsiębiorcy potrzebujący wszechstronnego i niezawodnego partnera w codziennych działaniach będą mogli wybrać E-Transita. Jestem przekonany, że szeroka gama skomunikowanych modeli napędzanych nowoczesnymi i oszczędnymi jednostkami zelektryfikowanymi oraz pakiet najnowocześniejszych technologii umocnią pozycję Forda na rynku, zarówno w Polsce, jak i w Europie oraz USA – dodał Piotr Pawlak.

5 najlepszych praktyk w zakresie cyberbezpieczeństwa, które każda mała firma musi teraz zastosować

Mogłoby się wydawać, że małe firmy nie muszą się przejmować atakami hakerów i wykradaniem danych. Właściciele bardzo często uważają, że ich przedsiębiorstwa są na tyle małe, że to niemożliwe, by padły ofiarą cyberprzestępstwa i właśnie z tego powodu nie dbają wystarczająco o cyberbezpieczenśtwo i właśnie to jest główną motywacją wielu hakerów. Wykorzystują oni słabe zabezpieczenia niedużych firm, które przez nie stają się bardzo łatwym celem. Jak podaje raport Hiscox „Cyber Readiness Report 2019” na temat ochrony przed cyberatakami, liczba małych i średnich firm zgłaszających co najmniej jeden atak systematycznie wzrasta z roku na rok, osiągając 47% w przypadku firm zatrudniających mniej niż 50 pracowników i 63% w przypadku przedsiębiorstw zatrudniających od 50 do 250 pracowników. Nie warto więc bagatelizować kwestii cyberbezpieczeństwa. By zwiększyć bezpieczeństwo swoich danych zaleca się stosowanie poniższych praktyk

Tworzenie kopii zapasowych

Tworzenie kopii zapasowych to absolutna podstawa cyberbezpieczeństwa. Jej główną zaletą jest odporność na ataki hakerskie przeprowadzane za pomocą oprogramowania typu Ransomware. Polegają one na przechwyceniu danych oraz usunięciu ich z systemu firmowego przez przestępców, którzy następnie żądają niemałego okupu za przywrócenie poufnych informacji. Kopie zapasowe zabezpieczają także przedsiębiorstwa przed utratą danych spowodowaną błędem ludzkim (przypadkowe usunięcie ważnego dokumentu) oraz uszkodzenie sprzętu (na przykład awaria komputera w którym znajduje się dysk z plikami firmowymi). Przechowywanie kopii zapasowych dokumentów w chmurze jest bardzo przystępnym cenowo zabiegiem, który chroni wiele firm przed poniesieniem znacznie większych kosztów.

Używanie odpowiednich haseł

Prawdopodobnie każda osoba korzystająca regularnie z internetu chociaż raz w życiu natknęła się na slogan dotyczący tego jak ważne jest odpowiednio „silne” hasło. Dotyczy to zarówno osobistych kont w serwisach internetowych, jak i kont czy plików firmowych. Dobre hasło powinno być przede wszystkim długie (zalecane minimum to 8 znaków, jednak niektórzy specjaliści mówią nawet o 15 znakach). Najlepiej żeby było ono także kombinacją różnych liter, cyfr i znaków. Lepiej nie wykorzystywać jako hasła istniejących słów czy dat. Kolejną ważną kwestią jest regularne zmienianie hasła. W tym celu można wykorzystać menedżera haseł.

Korzystanie z dobrego antywirusa

Dobry antywirus uchroni twoje dane przed wirusami i złośliwymi oprogramowaniami, ale także zablokuje podejrzane połączenia z których mogą skorzystać hakerzy.

Jakie funkcje powinien mieć każdy antywirus dla firm

  • Skanowanie poczty – dzięki tej opcji, zablokowane zostaną wszystkie niebezpieczne wiadomości wysyłane na skrzynkę firmową.
  • Częste aktualizacje – mając zaktualizowany antywirus zwiększasz swoje bezpieczeństwo
  • Ochrona przeglądarki – zabezpiecza przed niezweryfikowanymi stronami internetowymi, które po wejściu instalują na urządzeniu śledzące oprogramowania
  • Firewall – zapora ogniowa nie pozwala połączyć się z urządzeniem zdalnie, z innego komputera

 

Zasada 1:10:60

Czas między rozpoczęciem ataku hakerów a udanym wtargnięciem do systemu wynosi zazwyczaj kilka godzin.

Zasada ta oznacza:

  • Wykrycie intruza w ciągu jednej minuty
  • Rozpoznanie niebezpiecznej sytuacji oraz dobranie odpowiednich metod poradzenia sobie w ciągu dziesięciu minut
  • Odpowiedź na zagrożenie, pozbycie się intruza i zabezpieczenie danych by zmniejszyć ewentualne szkody w ciągu godziny.

Według artykułu na tej stronie nie powinniśmy zastanawiać się czy możemy zapobiec atakowi, zamiast tego powinniśmy zadać sobie pytanie „jak dużo czasu zajmie zdobycie wrażliwych danych przez atakujących”. Kluczowe jest więc, by mieć świadomość tego, że atak hakerski jest bardzo prawdopodobny i trzeba być na niego gotowym.

Edukacja pracowników

Chcąc maksymalnie zwiększyć cyberbezpieczeństwo należy przyłożyć dużą wagę nie tylko do oprogramowania, ale też wiedzy i umiejętności pracowników. Warto przeprowadzić szkolenia lub kursy dotyczące tematyki zabezpieczania danych i unikania wirusów. Dobrze przeszkolony personel będzie mniej skłonny do popełniania błędów i narażania firmowych danych na wyciek.

Zbigniew Jagiełło dołącza do MCI Capital

Nowym szefem rady nadzorczej MCI Capital zostanie Zbigniew Jagiełło. Były prezes PKO Banku Polskiego obejmie w funduszu także funkcję senior advisor. 

– Dołączenie Zbigniewa Jagiełły do Grupy MCI Capital to dla nas wielkie wsparcie. Należy on do najbardziej rozpoznawalnych postaci świata finansów w Polsce i naszej części Europy oraz ma ogromne doświadczenie w zakresie transformacji cyfrowej. Pod jego kierownictwem PKO Bank Polski przekształcił się tak naprawdę w nowoczesny fintech z licencją bankową. Jesteśmy przekonani, że dzięki tej nominacji MCI Capital umocni swoją pozycję jako czołowy fundusz w Europie Środkowo-Wschodniej, zaś plany ekspansji w obszarze digital privateequity zyskają nową dynamikę – mówi Tomasz Czechowicz, prezes zarządu MCI Capital ASI SA i dominujący akcjonariusz spółki.

– Objęcie nowych funkcji w MCI Capital to dla mnie prawdziwa przyjemność. Od wielu lat z podziwem obserwuję rozwój funduszu i prowadzone przez tę firmę inwestycje w cyfrową gospodarkę. Wierzę, że moje doświadczenia w bankowości oraz z rynków kapitałowych pomogą w dalszym rozwoju MCI jako lidera private equity w regionie – mówi Zbigniew Jagiełło.

Zbigniew Jagiełło pełnił funkcję prezesa zarządu PKO Banku Polskiego w latach 2009 – 2021. Za jego kadencji PKO stał się liderem polskiej bankowości oraz awansował na pierwsze miejsce na liście najwyżej wycenianych polskich spółek notowanych na Giełdzie Papierów Wartościowych w Warszawie. Jagiełło był także inicjatorem powstania Polskiego Standardu Płatności BLIK opartego na aplikacji mobilnej IKO, która dwukrotnie, w 2018 i 2019 roku, zwyciężyła w rankingu Retail Banker International obejmującym aplikacje mobilne banków z całego świata. Był także twórcą transformacji technologicznej PKO Banku Polskiego, która pozwoliła zarządzanej przez niego spółce osiągnąć pozycję lidera bankowości mobilnej w kraju z 25 proc. udziałem w rynku. Pomysłodawca powołania Operatora Chmury Krajowej.

Od 1995 roku jest pracownikiem instytucji rynku kapitałowego. Karierę rozpoczynał w Pioneer Pierwszym Polskim Towarzystwie Funduszy Inwestycyjnych S.A., od 1998 roku jako wiceprezes zarządu współtworzył PKO/Credit Suisse TFI S.A. W 2000 roku objął funkcję prezesa Pekao/Alliance TFI S.A. W 2001 roku, po połączeniu Pekao/Alliance TFI S.A. z Pioneer Pierwszym Polskim Towarzystwem Funduszy Inwestycyjnych S.A. powołany na prezesa zarządu Pioneer Pekao TFI S.A. i Pioneer Pekao Investment Management S.A.

Jest absolwentem Wydziału Informatyki i Zarządzania Politechniki Wrocławskiej oraz Executive MBA w Gdańskiej Fundacji Kształcenia Menedżerów oraz Rotterdam School of Management Erasmus University.

Nowy partner inwestycyjny w MCI Capital

Jednocześnie MCI Capital z przyjemnością informuje, że Greg Debicki dołączył jako partner inwestycyjny i szefem zespołu syndykacji transakcji.

W tej roli Grzegorz Debicki będzie odpowiedzialny za rozszerzanie obecności MCI Capital w Europie Zachodniej oraz budowanie portfela inwestycji średniej wielkości w regionie, skoncentrowanych przede wszystkim na biznesach w zakresie oprogramowania, marketplace, fintech i infrastruktury cyfrowej. Ponadto będzie odpowiedzialny za rozwój platformy syndykacyjnej, która pomoże w pozyskiwaniu kapitału zewnętrznego do realizacji dużych transakcji w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

– Bardzo się cieszę, że MCI Capital przyciąga międzynarodowe talenty. Nie mogę się doczekać, kiedy Greg wesprze naszą międzynarodową ekspansję i inwestycje oraz wniesie doświadczenie i relacje na globalnym rynku private equity. To pierwszy taki międzynarodowy transfer w naszej historii – mówi Tomasz Czechowicz.

– MCI Capital jest bardzo dobrze spozycjonowany, aby pomagać firmom technologicznym w całej Europie uwolnić ich potencjał wzrostu i osiągnąć skalę globalną. Cieszę się, że mogę dołączyć do Tomasza i zespołu MCI Capital w tym kluczowym momencie, aby rozbudować platformę i nadal generować wartość dla inwestorów – mówi Greg Debicki.

Przed podjęciem pracy w MCI Greg spędził prawie dziesięć lat, realizując wielomiliardowe programy inwestycyjne private equity w wielu kanadyjskich funduszach emerytalnych i bankach, w tym w Investment Management Corporation of Ontario (IMCO), Ontario Pension Board (OPB) i Scotiabank. Posiada również bogate doświadczenie jako dyrektor w zarządach spółek prywatnych.

Greg ma tytuł International Bachelor of Business Administration (z wyróżnieniem) w Schulich School of Business na York University i ukończył program Chartered Financial Analyst (CFA).

Pesymistyczne nastroje w handlu detalicznym

Jak wynika z cyklicznego badania M/platform, styczniowy wskaźnik nastroju handlu tradycyjnego (NHT) wyniósł jedynie 15,2 pkt. Jest to najniższy poziom od początku badań. Był również niższy o 7,8 pkt. od prognozy na styczeń (NHT+).

Prognoza wskaźnika na luty wyniosła natomiast 30 pkt. i jest wyższa od styczniowej o 7 pkt. Na takie postrzeganie obecnej sytuacji w handlu tradycyjnym składa się kilka kluczowych czynników – wysoka inflacja, gwałtowny wzrost cen paliw i energii oraz narastająca, kolejna fala pandemii.

Lutowa prognoza na poziomie 30 pkt. (w skali 0-100) świadczy o tym, że prowadzący małe, lokalne sklepy z dystansem podchodzą do zmian ustawowych w postaci tarczy osłonowej, tym bardziej że regulacje mają mieć tymczasowy charakter.

Przyglądając się danym M/platform za styczeń 2022, z łatwością możemy dostrzec kontynuację trendów, jakie widzieliśmy już w ostatnich miesiącach roku 2021.  Z związku ze wzrostem cen produktów spożywczych, wartość przeciętnego koszyka zakupowego w sklepie tradycyjnych w stosunku do stycznia 2021 roku wzrosła o 8,1%, a zatem o blisko 2 zł. Tym samym – przy stabilnej liczbie wizyt w sklepach spożywczych w analizowanych miesiącach oraz podobnej liczbie produktów na koszyk – całkowite obroty w handlu tradycyjnym wzrosły o 7,6%. Największe pod względem wartości sprzedaży kategorie odnotowały ponownie spadki sprzedaży – wyroby tytoniowe (-4,4%), piwo (-6,2%), wódka (-5,6%). Wzrostem natomiast charakteryzowały się takie kategorie, jak nabiał (+8,0%), napoje bezalkoholowe (+1,2%) oraz alkohole mocne, jak whisky, rum, likiery, gin (+7,0%) – skomentowała badanie Ewa Rybołowicz, dyrektor ds. analiz rynkowych M/platform.

Analitycy M/platform, cyfrowej platformy usług, wspierającej tradycyjne punkty handlowe, na początku każdego miesiąca analizują nastroje wśród właścicieli i kierowników tradycyjnych sklepów. Wyniki badania pozwalają określić ogólne nastroje w handlu detalicznym, a także prognozy na kolejne miesiące.

Metodologia NHT: Wskaźniki mogą przyjmować wartość od 0 do 100. Wynik powyżej 50 świadczy o nastrojach optymistycznych, a poniżej o przewadze opinii negatywnych. Oba wskaźniki będą publikowane na początku każdego miesiąca.

Uczucia i finanse – połowa Polaków woli je rozdzielać

Polacy będący w związkach dzielą się na dwie równe grupy – zwolenników pokrywania wszystkich wydatków ze wspólnego budżetu oraz tych, którzy uważają, że osobiste wydatki każdy partner powinien ponosić z własnej kieszeni. Sądzi tak odpowiednio po 50 proc. kobiet i mężczyzn. W kwestii finansów w parach widać coraz większą równość, a tradycyjne role się zacierają, choć nie odeszły one jeszcze do lamusa – pokazuje najnowsze badanie „Finanse w parach”, przeprowadzone na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Finanse to element każdego związku. Decyzje dotyczące pieniędzy wpływają na codzienne życie i odgrywają dużą rolę w budowaniu wspólnej przyszłości. Polskie pary różnie podchodzą jednak do podziału wydatków i nie zawsze chcą się z partnerem wszystkim dzielić.

Połowa osób będących w związkach wychodzi z założenia, że „co moje to twoje” i nie widzi przeszkód, aby wydatki były pokrywane ze wspólnych pieniędzy. Z kolei druga połowa ma odmienne zdanie i uważa, że każdy z partnerów powinien sam płacić za swoje potrzeby. To jedna z nielicznych sfer, gdzie kobiety i mężczyźni w jednakowym stopniu dzielą się na zwolenników i przeciwników takiego układu. Różnice w poglądach na wspólne finanse stają się jednak wyraźniejsze, gdy partnerzy są pytani o związane z nimi role i obowiązki. Tu wciąż okazujemy się być społeczeństwem tradycyjnym, gdzie kobiety i mężczyźni odmiennie postrzegają swój udział w związku – zaznacza Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Kredyt po męsku

Mężczyźni wciąż czują się bardziej odpowiedzialni za branie na siebie zobowiązań finansowych. Spłatą kredytu czy pożyczki na wspólne duże wydatki w 63 proc. pary dzielą się w równym stopniu. Jednak panowie znacznie częściej deklarują, że to oni powinni zaciągać tego typu zobowiązania. Uważa tak nieco ponad połowa z nich (52 proc.) Tymczasem kobiety oczekują tego od partnerów znacznie rzadziej niż oni sami (31,5 proc.).

Finanse w parach Ogółem Kobiety Mężczyźni
Czy mężczyzna powinien brać na siebie kredyty i inne większe zobowiązania w imieniu rodziny? Zdecydowanie tak 8,1% 5,4% 11%
Raczej tak 33,4% 26,1% 41,2%
Raczej nie 42,3% 50,5% 33,4%
Zdecydowanie nie 16,3% 18% 14,4%

Także większe wydatki, jak sfinansowanie wyjazdu na wakacje czy zakupu nowego telewizora, częściej pozostają domeną mężczyzn niż kobiet. Nieco ponad połowa par dzieli się nimi po równo, jednak w pozostałych przypadkach to panowie (35 proc.) częściej niż panie (10 proc.) wykładają na nie pieniądze z własnego portfela.

Łącznie 41,5 proc. Polaków będących w związkach wciąż uważa, że to mężczyzna powinien brać na siebie największe obciążenia finansowe. Czasem taka decyzja nie jest podyktowana zdrowym rozsądkiem, co powoduje, że panowie zaciągają zobowiązania, które ciężko im potem udźwignąć. Widać to też w danych Krajowego Rejestru Długów, gdzie mężczyźni stanowią ponad dwie trzecie dłużników. Panowie mają obecnie do uregulowania ponad 32,5 mld zł przeterminowanych należności, czyli ponad 2,5-krotnie więcej niż kobiety, których niespłacone zobowiązania przekraczają 12,2 mld zł – dodaje Adam Łącki.

Mężczyźni będący w związkach częściej postrzegają kredyt czy pożyczkę jako możliwość szybkiego zrealizowania swoich potrzeb. 41,5 proc. woli je zaciągnąć i cieszyć się zakupem niż czekać długie miesiące, aż uda się uzbierać wystarczającą kwotę. Wśród pań takie preferencje podziela 36 proc.

Finanse w parach Ogółem Kobiety Mężczyźni
Lepiej wziąć kredyt i mieć coś od razu, niż oszczędzać na zakup przez kilka miesięcy? Zdecydowanie tak 6,7% 7% 6%
Raczej tak 32% 29% 35,2%
Raczej nie 42,3% 42,7% 41,8%
Zdecydowanie nie 19,1% 21% 16,7%

 

Zaciągnięte zobowiązania nie zawsze udaje się jednak spłacić. Z doświadczeń firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso, która pomaga w przywracaniu konsumentom płynności finansowej wynika, że granica w podejściu kobiet i mężczyzn do odzyskiwania należności coraz bardziej się zaciera. Młodsze pokolenie często nie uznaje podziału na role typowo kobiece i męskie. Przykładem mogą być sytuacje, kiedy partnerki intensywnie pracują i utrzymują dom, a panowie zajmują się gospodarstwem domowym i wychowaniem dziecka.

Nasza praktyka w odzyskiwaniu należności pokazuje, że kobiety-dłużniczki w rozmowach z negocjatorami dzielą się problemami i oczekują zrozumienia dla swojego położenia. Wyjaśniają, dlaczego nie udało im się spłacić zaciągniętych zobowiązań i są bardziej otwarte na proponowane rozwiązania, na przykład spłatę długu w ratach. Mężczyźni są bardzo powściągliwi i trudniej ich przekonać do dialogu – zauważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Kobiety trzymają rękę na pulsie

Badanie „Finanse w parach” pokazało, że kobiety nie są bierne, jeśli chodzi o kontrolę wydatków w rodzinie i chętnie postrzegają się jako strażniczki domowego budżetu. Wspólnie pieczę nad finansami sprawuje prawie 43 proc. osób żyjących w związku, ale niemal 38 proc. przyznaje, że tę rolę w ich domu przejęła na siebie kobieta. Wśród pań, takie przekonanie ma już nawet większość z nich (56,5 proc.). Panowie częściej sądzą, że w kwestii kontroli codziennych wydatków dzielą się w równym stopniu ze swoją drugą połową (50 proc.).

Finanse w parach Ogółem Kobiety Mężczyźni
Kto kontroluje codzienne wydatki w związku? Głównie kobieta 37,6% 56,5% 17,3%
Głównie mężczyzna 19,6% 7,3% 32,9%
W takim samym stopniu kobieta i mężczyzna 42,8% 36,3% 49,9%

Podobnie kształtują się odpowiedzi par w kwestii tego, kto zachowuje większą ostrożność w gospodarowaniu wspólnymi pieniędzmi oraz kto pilnuje terminów spłat zaciągniętych zobowiązań. W obu przypadkach w więcej niż co 3. związku (36 proc.) tą osobą jest kobieta. Bardzo podobny odsetek (38 proc.) uważa, że żadna płeć w tej sferze nie dominuje. Znów to kobiety mają zdecydowanie większe poczucie bycia tą bardziej ostrożną – tak przynajmniej wskazywała połowa pań biorących udział w badaniu.

Ogólnopolskie badanie „Finanse w parach” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej w styczniu 2022 r. metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 719 Polaków, będących w związkach małżeńskich lub partnerskich.

KUKE: Niewypłacalności wzrosną w 2022 r. o 10-15 proc.

Obserwując rozwój sytuacji gospodarczej w ostatnim czasie, oceniamy, że w całym 2022 r. nastąpi wzrost o 10-15 proc. liczby upadłości oraz restrukturyzacji polskich przedsiębiorstw, po tym jak w poprzednich 12 miesiącach (bazując na danych z Monitora Sądowego i Gospodarczego) doszło do 2171 przypadków niewypłacalności (wobec 1342 w 2020 r.), z czego 17 proc. to upadłości likwidacyjne, a 1,8 tys. firm weszło na drogę restrukturyzacji. Dla tej ostatniej kategorii oznacza to ponad dwukrotny wzrost w porównaniu z 2020 r., natomiast bankructw było o niemal 1/3 mniej. W samym grudniu upadłość ogłoszono wobec 26 działalności (o 3 mniej niż w listopadzie i 16 mniej niż w grudniu 2020 r.).

Tomasz Ślagórski, wiceprezes KUKE:

Kolejny rok bardzo trudno prognozować skalę niewypłacalności w krajowej gospodarce z uwagi choćby na kolejne zmiany w prawie dotyczące restrukturyzacji, ale też z powodu zmienności na rynkach, napięć geopolitycznych i niepewności związanej z okresem trwania programów pomocowych dla biznesu u naszych najważniejszych partnerów handlowych.

Niestety nie ma wątpliwości co do tego, że trzeci rok pandemii przyniesie kontynuację utrudnień w działalności gospodarczej, które z nieoczekiwaną mocą pojawiły się w 2021 r. W efekcie należy liczyć się ze wzrostem niewypłacalności w zakresie co najmniej 10-15 proc. Przedsiębiorcy muszą nastawić się na rosnący koszt finansowania w związku z podwyżkami stóp procentowych, wysokie ceny energii i paliw, rosnące koszty pracy i braki wykwalifikowanej siły roboczej, jak również utrudnienia w pozyskiwaniu komponentów, przede wszystkim elektroniki, oraz surowców, m.in. drewna. Wygaszane są kolejne elementy rządowych programów pomocowych, choć zapewne nadal będą dostępne fundusze wsparcia dla szczególnie zagrożonych branż.

Ponowny wzrost upadłości w 2022 r. będzie wynikać z tego, że część rozpoczętych w ostatnim czasie restrukturyzacji nie przyniesie pozytywnego efektu. Trudno przesądzać, w jakim stopniu przedsiębiorcy będą korzystać ze znowelizowanego postępowania o zatwierdzenie układu, które od grudnia zastąpiło uproszczoną restrukturyzację. Ta ostatnia procedura, obowiązująca przez półtora roku pandemii, szybko stała się najpopularniejszym instrumentem , bo pozwalała łatwo zyskać czas na uzdrowienie biznesu. Niestety była również nadużywana przez zauważalny odsetek podmiotów. Nowe rozwiązanie ma wyeliminować nieprawidłowości, a jednocześnie zostało stworzone z myślą o wspieraniu procesów sanacji przedsiębiorstw po ustąpieniu w gospodarce stanu pandemicznej nadzwyczajności. Zapewne częściowo z tych powodów, jak i krótkiego okresu obowiązywania ogłoszono w grudniu tylko 39 restrukturyzacji ogółem, czyli o 85,4 proc. mniej niż w listopadzie i o 73,1 proc. w ujęciu rocznym.

W europejskiej gospodarce trwa odbicie, jednak eksperci szacują, że w tym roku liczba niewypłacalności zacznie się „normalizować”, co oznacza większe ryzyko dla polskich eksporterów. Dlatego tym istotniejsze będzie korzystanie z różnych rozwiązań zwiększających bezpieczeństwo obrotu, w tym m.in. ubezpieczeń należności handlowych.

Na razie sygnały z zagranicy z końca ubiegłego roku są niejednoznaczne. Na brytyjskim rynku (dane dla Anglii i Walii) w IV kwartale ogłoszono ponad 4,6 tys. niewypłacalności, co oznacza wzrost o 18 proc. w porównaniu z III kw. i o 51 proc. w skali roku oraz osiągnięcie po raz pierwszy większej liczby przypadków niż przed pandemią. Największy w tym udział miały: budownictwo (19 proc.), handel detaliczny i hurtowy z warsztatami samochodowymi oraz gastronomia i hotelarstwo (po 12 proc.). To efekt wycofania od września nadzwyczajnego wsparcia dla firm.

W Niemczech w końcu 2021 r. także przybywało z miesiąca na miesiąc wniosków od firm niezdolnych do obsługi zobowiązań finansowych (w IV kwartale nastąpił tam spadek PKB w ujęciu kwartalnym), choć w poprzednich trzech kwartałach było mniej niewypłacalności w porównaniu z 2020 r. Barometr koniunktury wśród małych i średnich firm, mierzony przez firmę doradczą EY, pokazuje, że 52 procent przedsiębiorstw z tego segmentu spodziewa się w 2022 r. poprawy sytuacji biznesowej, a co trzecie chce tworzyć kolejne miejsca pracy. Najlepiej swoje perspektywy widzą przedstawiciele branży chemicznej, farmaceutycznej, maszynowej i budowlanej. Z drugiej strony są handel i przemysł motoryzacyjny.

Nie widać za to jeszcze narastania fali kłopotów dla sektora przedsiębiorstw we Francji – ocenia tamtejszy bank centralny, podając, że w 2021 r. zanotowano tam 27,3 tys. upadłości, czyli o 12,7 proc. mniej niż rok wcześniej i aż o 47 proc. mniej niż w 2019 r. Spadki zanotowano zarówno w przemyśle (-13 proc. r/r), jak i hotelarstwie i gastronomii (o 38 proc. r/r).

PRZEGLĄD SYTUACJI W SEKTORACH

Sporządzany przez KUKE i PFR indeks upadłości w przemyśle na koniec roku wzrósł do 0,52 proc. z 0,49 proc. miesiąc wcześniej (0,73 proc. przed rokiem). Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji spadł do 1,13 proc. z 1,18 proc. w listopadzie (0,68 proc. przed rokiem).

Indeks upadłości w budownictwie w ostatnim miesiącu roku kontynuował spadki do poziomu 0,67 proc. z 0,73 proc. notowanego miesiąc wcześniej (rok temu wynosił 1,05 proc.). Dla rozpoczętych restrukturyzacji wskaźnik także się obniżył – do 1,75 proc. z 1,77 proc. w listopadzie (1,17 proc. w grudniu 2020 r.).

W branży handlowej indeks upadłości zniżkował do 0,54 proc. z 0,60 proc. w listopadzie. Rok temu znajdował się na poziomie 0,67 proc. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji spadł do 0,70 proc. z 0,75 proc. przed miesiącem (0,53 proc. rok wcześniej).

W transporcie i logistyce indeks upadłości nadal spadał – do 0,47 proc. z 0,54 proc. w listopadzie i 0,88 proc. w grudniu 2020 r. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji zniżkował do 0,84 proc. (z 1,05 proc. w listopadzie i 0,98 proc. przed rokiem).

Indeks upadłości w branży usługowej obniżył się z 0,91 proc. do 0,87 proc. Rok temu wynosił 0,92 proc. Wskaźnik rozpoczętych restrukturyzacji zakończył rok spadkiem do 1,89 proc. z 1,99 proc. po listopadzie. W grudniu 2020 r. sięgał 0,97 proc.

Inflacja się nie zatrzymuje

Wysoki odczyt inflacji w Stanach Zjednoczonych wystraszył inwestorów na rynku akcji, jednocześnie umacniając dolara. Rosną oczekiwania na coraz bardzie jastrzębie zachowania ze strony Rezerwy Federalnej. Złoty radził sobie umiarkowanie dobrze, wspierany przez zmianę retoryki NBP.

Inflacja konsumencka w USA, mierzona wskaźnikiem CPI, wyniosła w styczniu 7,5 proc. r/r. Wynik jest wyższy niż zakładano w prognozach (+7,3 proc. r/r). Prognozy pobił również wskaźnik bazowy (6 proc. r/r vs 5,9 proc. r/r prognoza). Kolejny raz odczyt inflacji przebił wyraźnie oczekiwania rynku i wydaje się (patrząc na rozkład w poszczególnych kategoriach), że to jeszcze nie koniec. Wzrost cen w Stanach Zjednoczonych widoczny jest w niemal wszystkich kategoriach: żywność, czynsze i usługi medyczne, a także dobra konsumenckiej. W styczniowym badaniu wskazano na spadek usług hotelarskich, co przypuszczalnie związane jest z niepewnością wywołaną wariantem Omikron koronawirusa. Dynamika wzrostu cen w USA jest najwyższa od 1982 roku i daje silne wsparcie dolarowi, jednocześnie przeceniając obligacje skarbowe i akcje. Indeksy akcji w USA zostały mocno przecenione. Dow Jones tracił na koniec dnia 1,47 proc., a S&P500 zniżkował o 1,81 proc. Technologiczny Nasdaq100 cofnął się o 2,10 proc. Rentowności Amerykańskich 10-latek przebiły poziom 2 proc. i obecnie oscylują wokół 2,02 proc. Eurodolar na poziomie 1,1380.

Rynek obawia się, że coraz wyższa inflacja popchnie Rezerwę Federalną do bardziej agresywnych działań, co przełoży się w średnim terminie na pogorszenie koniunktury i przecenę ryzykownych aktywów. W czwartek James Bullard, szef oddziału Banku Rezerw Federalnych z St. Louis wezwał do dużej podwyżki stóp, przyznając, że w ostatnim czasie stał się zdecydowanie bardziej jastrzębi. W jego opinii do lipca (planowane 3 spotkania) stopy powinny wzrosnąć o 100pb. Tym samym coraz bardziej prawdopodobny staje się ruch w górę na marcowym posiedzeniu o całe 50 punktów bazowych. Ostrzejsze od pierwotnych oczekiwań zacieśnianie polityki pieniężnej w USA może spotkać się z dostosowaniem wycen większej części aktywów, w związku z czym zmienność na rynkach finansowych będzie podwyższona, a na szczególną uwagę zasługiwać będą wypowiedzi bankierów z Fed, po których rynek będzie się starał oszacować jak kształtować się będą główne parametry polityki pieniężnej w kolejnych miesiącach.

W Polsce złoty radził sobie wyjątkowo dobrze na tle rywali. Z pewnością pomocna dla PLN okazała się zmiana retoryki RPP ugruntowana na konferencji prezesa Glapińskiego. Prezes Glapiński stwierdził na środowej konferencji, że NBP nie ma interesu w słabym złotym i przypomniał, że kurs złotego jest płynny, choć NBP może okazjonalnie interweniować na rynku po to, aby spowalniać gwałtowne zmiany wyceny PLN. Deklaracja Glapińskiego o silniejszym złotym była na tyle wyraźna, że kurs EUR/PLN w trakcie konferencji spadł najniżej od września ubiegłego roku. Prezes przypomniał, że cykl zacieśniania polityki pieniężnej ma na celu zapobiegnięciu rozkręceniu się spirali płacowo-cenowej w średnim terminie. Prezes Glapiński stwierdził, że obecnie prezentuje jastrzębie podejście. W granicach rozsądku RPP zrobi wszystko aby sprowadzić inflację do celu, a złoty był silniejszy. Jednocześnie prezes wskazał, że napływ środków z KPO mógłby sprzyjać złotemu, gdyż nie można wykluczyć wymienianiu ich na rynku a nie przez NBP (zwracam na to uwagę od dawna). Jednocześnie prezes Glapiński, choć niewyraźnie, wskazywał, że cykl podwyżek może zatrzymać się w okolicy 4 proc. stopy referencyjnej (raczej z odchyleniem w górę). W piątek o poranku złoty kwotowany jest na: 3,9545 za dolara, 4,5020 za euro oraz 5,3524 za funta.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Czy cudzoziemcy załatają wszystkie luki na polskim rynku pracy?

Zapotrzebowanie na pracowników w 2022 będzie na rekordowym poziomie – taki  wniosek wynika z danych VII Barometru Zawodów – badania wykonanego na zlecenie Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej.

Po raz pierwszy od 7 lat w Barometrze nie znalazły się zawody z nadwyżką podaży – ani w skali całej Polski, ani w poszczególnych regionach.

Cześć zapotrzebowania na siłę roboczą pokrywają w tej chwili cudzoziemcy. Najczęściej pracują w logistyce i produkcji na stanowiskach nie wymagających szczególnych kwalifikacji.

– Wśród deficytowych profesji możemy zobaczyć zawód magazyniera. Największe braki notują wielkie hale magazynowe obsługujące znane marki branży odzieżowej, ale również inne firmy, które swój towar sprzedają przez Internet. Zapotrzebowanie na pracowników w magazynach jest sezonowe – zależy od kalendarza marketingowego: wprowadzania nowych kolekcji, wyprzedaży poprzednich, akcji typu Black Friday, zbliżających się świąt. W lukach pomiędzy szczytami sezonów obserwujemy nadal stosunkowo wysokie zapotrzebowanie na pracowników – mówi Damian Guzman, zastępca dyrektora generalnego międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal posiadającej oddziały w całej Polsce.

Ogromny potencjał agencje pracy widzą też w branży stolarsko-meblarskiej, szczególnie u wielkich producentów mebli.

– Zapotrzebowanie jest duże, tym bardziej, że do większych zakładów meblarskich nie potrzeba ludzi z dużym doświadczeniem, w większości przypadków wymagane są tylko umiejętności manualne. Jeśli chodzi o wykwalifikowanych stolarzy – bardzo ciężko ich zrekrutować, bo jest ich niewielu, więc na brak pracy nie narzekają – dodaje Damian Guzman.

Jeszcze jedna branża, która zmaga się z deficytem kadrowym i na potęgę zatrudnia cudzoziemców, jest przetwórstwo spożywcze. Największe braki pracowników w tej branży autorzy Barometru notują w województwach pomorskim i zachodniopomorskim – ze względu na zlokalizowane tam liczne zakłady przetwórstwa rybnego – oraz kujawsko-pomorskim i wielkopolskim, w których istotną pozycję zajmuje branża mięsna.

– Współpraca z firmami przetwórstwa spożywczego na przestrzeni lat bardzo mocno się zmieniła. Znacząco poprawiły się warunki pracy dzięki modernizacji zakładów. W tej branży również możemy zauważyć sezonowość z podziałem na różne gałęzie. W branży rybnej szczyt produkcyjny przypada na 2–3 ostatnie miesiące w roku, chociaż w innych miesiącach produkcja jest również na dość wysokim poziomie. Firmy przetwórstwa mięsnego swoją produkcję zazwyczaj zwiększają wraz z początkiem „sezonu grillowego”, czyli na wiosnę. Więc dla chętnych pracy nie zabraknie o każdej porze roku – mówi Damian Guzman.

Niestety, nie wszystkie braki kadrowe łatwo da się wypełnić pracownikami z zagranicy.

– Wysoko wykwalifikowanych pracowników ciężko jest znaleźć w każdej branży. Jeśli chodzi o specjalistyczne zawody – zarówno spawaczy lub stolarzy, jak i nauczycieli, lekarzy, kucharzy, księgowych – mamy ogólny problem związany z brakiem wykwalifikowanych osób na rynku w stosunku do zapotrzebowania – uważa Damian Guzman.

Aby sprostać potrzebom rynku agencja Gremi Personal w lutym 2022 roku otwiera dodatkowe biura na Ukrainie – w Odessie i Charkowie. Mają wesprzeć obsługę rekrutacyjną wschodnich i południowych regionów Ukrainy.

– Wcześniej odsetek pracowników z tych regionów był relatywnie niewielki, ale to się szybko zmienia. Są to regiony tradycyjnie przemysłowe, posiadające renomowane uczelnie wyższe, dlatego liczymy na pozyskanie tam większej ilości osób z pożądanymi w Polsce kwalifikacjami – mówi Damian Guzman.

Duże wyzwania w 2022 roku czekają również branżę budowlaną.

– W tej branży stawki na przestrzeni ostatnich lat znacząco wzrosły i są atrakcyjne dla pracownika, ale nadal problemem są ciężkie warunki pracy, zaległości w płatnościach, czy chociażby to, że bardziej chętną grupą do wykonywania tego zawodu są mężczyźni, co zawęża nam pulę dostępnych pracowników – według naszych statystyk kobiety stanowią ponad połowę przyjeżdżających do pracy w Polsce cudzoziemców – mówi Damian Guzman.

Respect Energy SA pozyskał 60 mln zł z emisji zielonych obligacji na inwestycję w Wicku

Polska spółka z branży energetyki zeroemisyjnej – Respect Energy SA – rozwija kolejny projekt na Pomorzu. Dzięki emisji zielonych obligacji firma pozyskała 60 mln zł na przejęcie farmy wiatrowej w miejscowości Wicko. Wyłącznym organizatorem emisji obligacji był Dom Maklerski BOŚ SA, a jedynym obligatariuszem został Bank Ochrony Środowiska SA.
Projekt spełnia kryteria określone w Green Bond Principles, co potwierdził niezależny audytor CICERO Shades of Green, przyznając inwestycjom najwyższą notę – dark green.

Obecnie w miejscowości Wicko działa 5 turbin wiatrowych ENERCON E82 E2 o łącznej mocy 10 MW, które generują 25 GWh zeroemisyjnej energii w skali roku. Ponadto, jak zapowiadają przedstawiciele Respect Energy SA, obecnie trwają analizy nad rozbudową mocy tej elektrowni w oparciu o technologie fotowoltaiczne w ramach cable pooling, czego efektem będzie powstanie, oczekiwane przez operatora sieci, bardziej zrównoważonego źródła wytwarzania energii elektrycznej. Korelacja źródeł wiatrowych i słonecznych dzięki wykorzystaniu cable pooling może okazać się jednym z bardziej efektywnych rozwiązań na rynku odnawialnych źródeł energii.

Jestem przekonany, że właśnie tak wygląda przyszłość energii odnawialnej i jestem dumny, że mój Zespół wyznacza kierunek dla całej branży. W Europie tego typu inwestycje stają się standardem zarówno wśród małych, średnich, jak i dużych przedsiębiorstw, takich jak Respect Energy SA. Symbioza energii słonecznej i wiatrowej to po prostu przyszłość, która nie może nas ominąć – podkreśla Sebastian Jabłoński, prezes Zarządu Respect Energy SA.

Potrzeby finansowe zielonej transformacji w Polsce są olbrzymie. Pomimo planowanej znaczącej podaży środków publicznych, istotna luka kapitałowa będzie sukcesywnie wypełniana przez sektor finansowy. Dom Maklerski BOŚ SA posiada odpowiednie kompetencje i doświadczenie w obszarze pozyskiwania finansowania na zielone inwestycje, stąd nasze zaangażowanie w tak perspektywiczny projekt jak Wicko, było dla nas czymś naturalnym – powiedział Radosław Olszewski, prezes DM BOŚ SA.

Jak zaznacza Tomasz Zadroga, CEO Respect Energy SA, Wicko jest inwestycją spółki obejmującą 30-hektarową działkę z ogromnym potencjałem energotwórczym zarówno dla paneli słonecznych, jak i turbin wiatrowych. Według przedstawicieli firmy, Wicko wkrótce może stać się przykładem nowego podejścia do pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych z wykorzystaniem cable poolingu. Pozwala to na optymalne wykorzystanie energii ze słońca i wiatru oraz już istniejących zasobów sieciowych w przeliczeniu na punkt przyłączenia źródła OZE, co zapewnia bardziej stabilne dostawy zielonej energii elektrycznej do konsumentów.

Jesteśmy przekonani, że inwestycje w różne rodzaje OZE pozwolą w pełni wykorzystać potencjał, który kryje się na tych 30 ha terenu nad Bałtykiem. Plany Respect Energy SA na najbliższe miesiące to projekty przełomowe, z perspektywy biznesowej i społecznej, co zawsze staramy się łączyć. To jeden z fundamentów naszej filozofii działania – zaznacza Tomasz Zadroga, CEO Respect Energy SA.

– Jednym z celów strategicznych Banku Ochrony Środowiska SA jest wspieranie i napędzanie zielonej transformacji w Polsce. Projekt w Wicku oceniamy jako bardzo perspektywiczny. Wierzymy, że może stanowić on wzór dla innych podobnych inwestycji. Z tego też względu podjęliśmy decyzję nie tylko o organizacji emisji obligacji za pośrednictwem DM BOŚ SA, ale również o nabyciu ich w całości, stając się tym samym jedynym obligatariuszem – powiedział Wojciech Hann, prezes zarządu Banku Ochrony Środowiska SA.

Inwestycja w Wicku jest drugim projektem rozwijanym na Pomorzu przez Respect Energy SA. Obecnie trwają kolejne prace nad rozwojem przedsięwzięć z zakresu energetyki odnawialnej.

Funkcję Doradcy Prawnego Transakcji pełnił Deloitte Legal, Ostrowski, Gizicki i Wspólnicy sp.k.

Polska na 5. miejscu pod względem prób łamania haseł do zdalnych komputerów

Zwiększona aktywność grup hakerskich wykorzystujących podatności w zabezpieczeniach narzędzia Log4j, nowe ustalenia dotyczące trojanów bankowych atakujących urządzenia z systemem Android oraz wyniki analiz ataków typu brute force w ramach RDP. W 2021 roku zanotowano ich ponad 280 miliardów, a Polska znalazła się na 5. miejscu, wśród krajów o największej liczbie prób takich ataków.

Najnowsza edycja ESET Threat Report T3 2021 (za okres od września do grudnia) wskazuje także najczęstsze zewnętrzne wektory ataków, wyjaśnia przyczyny wzrostu zagrożeń e-mail oraz zmian w rozpowszechnieniu niektórych rodzajów zagrożeń.

Pracownicy zdalni i ich hasła dostępowe wciąż w kręgu zainteresowań przestępców
Jak wskazuje raport ESET minione dwa lata stały pod znakiem intensywnego wzrostu w sferze ataków na usługę RDP, obejmujących techniki łamania haseł metodą „brute-force” na koncie ofiary. W 2021 r. liczba ataków tego typu wzrosła do poziomu 288 miliardów, co stanowi prawie 900% wzrost względem 2020.

– Za tendencję wzrostową w 2020 roku odpowiadała m.in. sytuacja związana z pandemią i konieczność wprowadzenia pracy w trybie zdalnym. Ubiegłoroczny trend tego rodzaju ataków jest jeszcze bardziej alarmujący – komentuje Beniamin Szczepankiewicz, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET.

Według ESET, kraje, które doświadczyły największej liczby ataków brute-force w ramach RDP w ubiegłym roku to m.in. Hiszpania (51 mld), Włochy (25 mld), Francja (21 mld), Niemcy (19 mld) i Polska (18 mld). Choć liczba celów tych ataków stopniowo maleje, to według ekspertów bezpieczeństwa ESET, nie należy spodziewać się rezygnacji cyberprzestępców z zainteresowania atakami na tę usługę.

Luki w Microsoft Exchange okazją dla grup cyberprzestępczych

Wśród innych poważniejszych incydentów występujących w minionym roku raport ESET wymienia ataki na serwery Microsoft Exchange. Luka w zabezpieczeniach systemu została wykorzystana przez co najmniej dziesięć różnych grup APT. Łancuch podatności leżący u podstaw tego ataku został nazwany – ProxyLogon, i okazał się drugim najczęstszym wektorem ataków zewnętrznych. Pomimo załatania błedów przez firmę Microsoft, w kwietniu 2021 roku, serwery Exchange ponownie znalazły się pod ostrzałem atakujących już sierpniu. Następca ProxyLogon o nazwie ProxyShell został wykorzystany przez kilka grup cyberprzestępczych na całym świecie.

Podatność Log4j – niebezpieczna końcówka roku

W grudniu 2021 roku firma ESET wykryła setki tysięcy prób ataków Log4j, których celem byli głównie klienci w Stanach Zjednoczonych (37%), Wielkiej Brytanii (12%) i Holandii (8%). Pomimo tego, że ataki miały miejsce w ostatnich tygodniach roku, to wektor ten był piątą najczęściej używaną metodą ataków sieciowych w całym 2021. Przypadek log4j uzyskał maksymalny wynik 10 punktów w skali CVSS, według klasyfikacji powszechnego systemu punktacji podatności luk w zabezpieczeniach.

– Krytyczna sytuacja zmobilizowała zespoły IT na całym świecie do zlokalizowania i naprawienia usterek w swoich systemach, aby chronić serwery przed całkowitym przejęciem przez atakujących. Kryzys wywołany podatnością narzędzia Log4j to doskonały przykład, który pokazuje jak szybko cyberprzestępcy są w stanie wykorzystać nowo pojawiające się luki w zabezpieczeniach – mówi Beniamin Szczepankiewicz.

Ransomware wciąż na topie

Jak pokazują dane ESET aktywność przestępców wykorzystujących ransomware przekroczyła najśmielsze oczekiwania. W 2021 roku miały miejsce ataki na infrastrukturę krytyczną, z którymi związane były żądania wysokich okupów. Mimo że działania organów ścigania w niektórych przypadkach skutecznie wpłynęły na działalność cyberprzestępców, zmuszając kilka grup do rezygnacji z ataków, to równocześnie badacze dostrzegli, że niektóre grupy przestępcze stały się bardziej odważne w formułowaniu swoich żądań. Najlepszym tego przykładem jest rodzina oprogramowania ransomware o nazwie Hive, który zaatakował m.in, MediaMarkt, wobec którego wystosowano rekordowe żądanie 240 milionów dolarów okupu.

Rekordowy wzrost liczby ataków wycelowanych w Androida

Raport o cyberzagrożeniach firmy ESET odnosi się również do niepokojącego wzrostu liczby wykrywanych złośliwych programów bankowych dla Androida. Ich liczba w porównaniu do 2020 roku wzrosła o 428%. Największą liczbę zagrożeń w ostatnich miesiącach systemy telemetrii ESET zarejestrowały w Meksyku, Ukrainie, Rosji, Brazylii i Turcji.
Pozytywną informacją jest fakt, że w ostatnich czterech miesiącach 2021 r. liczba wykrywanych zagrożeń dla urządzeń mobilnych z systemem Android uległa zmniejszeniu: w przypadku Clickerów (-48,4%), trojanów SMS (-29,6%), kryptominerów (-25,4%) czy oprogramowania reklamowego (-9,9%) i co zaskakujące także dla szkodliwego oprogramowania bankowego (-20,6%).

Wiadomości phishingowe wciąż groźne

Uwagę badaczy ESET zwróciły ataki wycelowane w internetowe skrzynki pocztowe, których wykrywalność zwiększyła się w ciągu roku ponad dwukrotnie. Tendencja ta była podyktowana w głównej mierze wzrostem liczby wiadomości phishingowych. Zmienia się jednak profil marek, pod które najchętniej podszywają się przestępcy.
– W porównaniu do wyników poprzedniej edycji raportu odnotowaliśmy 48% spadek liczby maili podszywających się pod Microsoft. Niestety odwrotna sytuacja wystąpiła w przypadku wiadomości phishingowych wykorzystujących wizerunek DHL i WeTransfer, które bardzo znacząco wzrosły, odpowiednio o 145% i 156% – komentuje Beniamin Szczepankiewicz.

E-maile podszywające się pod firmę DHL były szczególnie rozpowszechniane w październiku, przy czym większość wykrytych zdarzeń miała miejsce w Japonii, Turcji i Hongkongu.

Świat cyberprzestępczości nie znosi próżni

W ostatnich miesiącach 2021 roku firmy ESET odkryła wiele nowych zagrożeń w cyberprzestrzeni. Należą do nich m.in. FontOnLake, nowa rodzina złośliwego oprogramowania atakującego urządzenia z systemem Linuks, wcześniej nieudokumentowany bootkit UEFI o nazwie ESPecter oraz FamousSparrow – cyberszpiegowska grupa atakująca sieci hotelowe, rządy i prywatne firmy na całym świecie. ESET Threat Report T3 2021 podsumowuje również obszerną serię analiz dotyczących trojanów bankowych z Ameryki Łacińskiej, a także zawiera niepublikowane wcześniej informacje o operacjach grup APT. W raporcie badacze oferują aktualne informacje na temat działalności grupy cyberszpiegowskiej OilRig, najnowsze informacje na temat wykorzystania ProxyShell w rzeczywistych atakach oraz nowe szczegóły odnośnie do kampanii spearphishingowych prowadzonych przez niesławną grupę cyberszpiegowską The Dukes.

Racjonalne usprawnienia dla osób niepełnosprawnych – wyrok TSUE

Niepełnosprawnemu pracownikowi, w tym pracownikowi zatrudnionemu na okres próbny, uznanemu za niezdolnego do wykonywania najważniejszych czynności na zajmowanym przez siebie stanowisku, przysługuje możliwość przeniesienia na inne stanowisko, w odniesieniu do którego wykazuje on wymagane kompetencje, zdolności i dyspozycyjność.

Środek taki nie może jednak nakładać na pracodawcę nieproporcjonalnie wysokich obciążeń.

Spółka HR Rail jest wyłącznym pracodawcą personelu kolei belgijskich. W listopadzie 2016 r. zatrudniła ona konserwatora dróg kolejowych, który rozpoczął okres próbny w Infrabel, podmiocie zajmującym się zarządzaniem infrastrukturą dla kolei belgijskich. W grudniu 2017 r. u tego pracownika zatrudnionego na okres próbny zdiagnozowano chorobę serca wymagającą wszczepienia rozrusznika serca, urządzenia wrażliwego na pola elektromagnetyczne występujące w szczególności na drogach kolejowych. Z tego względu Service public fédéral „Sécurité sociale” (federalna służba publiczna ds. zabezpieczenia społecznego, Belgia) uznała go za osobę niepełnosprawną.

W czerwcu 2018 r. centre régional de la médecine de l’administration (regionalne centrum ds. medycyny administracji, Belgia), mające za zadanie dokonywanie oceny zdolności do pracy pracowników etatowych kolei belgijskich pod względem medycznym, uznało wspomnianego pracownika za niezdolnego do podejmowania czynności, do których wykonywania został zatrudniony. Został on wówczas przeniesiony na stanowisko magazyniera w tym samym przedsiębiorstwie.

W dniu 26 września 2018 r. główny doradca HR Rail poinformował tego pracownika o rozwiązaniu z nim stosunku pracy z dniem 30 września 2018 r. oraz o zakazie zatrudniania go przez 5 lat w grupie zaszeregowania, w której został zatrudniony. Miesiąc później dyrektor generalny HR Rail powiadomił pracownika o zakończeniu jego okresu próbnego z powodu całkowitej i trwałej niemożności kontynuowania zadań, do wykonywania których został zatrudniony. Na podstawie regulaminu pracowniczego i regulacji mających zastosowanie do personelu kolei belgijskich – w przeciwieństwie do pracowników etatowych – pracownikom zatrudnionym na okres próbny, którzy zostali uznani za niepełnosprawnych i w związku z tym nie są już w stanie wykonywać swoich obowiązków, nie przysługuje możliwość przeniesienia na inne stanowisko w ramach przedsiębiorstwa.

Pracownik ten domaga się przed Conseil d’État (radą stanu, Belgia) stwierdzenia nieważności decyzji o zwolnieniu. Sąd ten zwrócił się do Trybunału Sprawiedliwości o przedstawienie wyjaśnień dotyczących wykładni dyrektywy 2000/78 w sprawie równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy1, a w szczególności pojęcia „racjonalnych usprawnień dla osób niepełnosprawnych”.

W ogłoszonym dzisiaj wyroku Trybunał stwierdził, że pojęcie to wymaga, by pracownikowi – w tym pracownikowi zatrudnionemu na okres próbny – który ze względu na swą niepełnosprawność został uznany za niezdolnego do wykonywania najważniejszych czynności na zajmowanym przez siebie stanowisku, przydzielono inne stanowisko, w odniesieniu do którego wykazuje on wymagane kompetencje, zdolności i dyspozycyjność, pod warunkiem że środek taki nie nakłada na pracodawcę nieproporcjonalnie wysokich obciążeń.

Na wstępie Trybunał przypomniał, że dyrektywa 2000/78 zmierza do ustanowienia ogólnych warunków ramowych w celu zapewnienia każdej osobie równego traktowania „w zakresie zatrudnienia i pracy”, przyznając jej skuteczną ochronę przed dyskryminacją, w tym dyskryminacją ze względu na niepełnosprawność.

Trybunał uściślił, że dyrektywa ma zastosowanie do warunków dostępu do zatrudnienia lub pracy na własny rachunek, jak również dostępu do wszystkich rodzajów i szczebli poradnictwa zawodowego, kształcenia zawodowego, doskonalenia i przekwalifikowania zawodowego. Zdaaniem Trybunału zakres użytych sformułowań jest wystarczająco szeroki, aby objąć nim sytuację pracownika, który odbywa okres szkolenia w następstwie zatrudnienia go przez pracodawcę. W konsekwencji okoliczność, iż pracownik zatrudniony przez HR Rail nie był w dniu rozwiązania stosunku pracy pracownikiem zatrudnionym na stałe, nie stoi na przeszkodzie objęciu jego sytuacji zawodowej zakresem stosowania dyrektywy 2000/78.

Następnie Trybunał przypomniał, że zgodnie z dyrektywą w celu zagwarantowania przestrzegania zasady równego traktowania osób niepełnosprawnych należy przewidzieć wprowadzenie „racjonalnych usprawnień”. Pracodawca powinien zatem podjąć właściwe środki, z uwzględnieniem potrzeb konkretnej sytuacji, aby umożliwić osobie niepełnosprawnej dostęp do pracy, wykonywanie jej lub rozwój zawodowy bądź kształcenie, o ile środki te nie nakładają na pracodawcę nieproporcjonalnie wysokich obciążeń.

Wśród właściwych środków dyrektywa wymienia „skuteczne i praktyczne środki w celu przystosowania miejsca pracy z uwzględnieniem niepełnosprawności, na przykład [poprzez przystosowanie] pomieszcze[ń] lub wyposażeni[a], czas[u] pracy, podział[u] zadań lub ofert[y] kształceniow[ej] lub integracyjn[ej]”. Trybunał uściślił, że chodzi o przykładowy katalog właściwych środków, które mogą mieć charakter fizyczny, organizacyjny lub edukacyjny. Dyrektywa wskazuje na szeroką wykładnię pojęcia „racjonalnego usprawnienia”.

Trybunał orzekł w tym względzie, że w sytuacji gdy ze względu na zaistniałą niepełnosprawność pracownik staje się trwale niezdolny do zajmowania swojego stanowiska, przeniesienie go na inne stanowisko pracy może stanowić właściwy środek w ramach „racjonalnych usprawnień”. Wykładnia taka jest zgodna z tym pojęciem, które musi być rozumiane jako odnoszące się do usunięcia wszelkich barier mogących utrudniać osobom niepełnosprawnym pełne i skuteczne uczestnictwo w życiu zawodowym na równych zasadach z innymi pracownikami.

Niemniej jednak Trybunał zauważył, że dyrektywa 2000/78 nie może zobowiązywać pracodawcy do podjęcia środków, które nakładałyby na niego „nieproporcjonalnie wysokie obciążenia”. W tym względzie, w celu ustalenia, czy przyjęcie danych środków wiąże się z koniecznością nieproporcjonalnie wysokiego obciążenia, należy uwzględnić w szczególności związane z tym koszty finansowe, rozmiar organizacji lub środki finansowe, którymi dysponują przedsiębiorstwa, oraz możliwość pozyskania środków publicznych lub jakiejkolwiek innej pomocy.

Ponadto Trybunał uściślił, że w każdym razie możliwość przydzielenia osobie niepełnosprawnej innego stanowiska pracy pojawia się tylko wtedy, gdy istnieje co najmniej jedno wolne stanowisko, które zainteresowany pracownik może objąć.

1 Art. 5 dyrektywy Rady 2000/78/WE z dnia 27 listopada 2000 r. ustanawiającej ogólne warunki ramowe równego traktowania w zakresie zatrudnienia i pracy (Dz.U. 2000, L 303, s. 16).

Jak pandemia wpłynęła na rynki giełdowe?

Ostatnie dwa lata nie były typowe dla rynków finansowych. Na początku pandemii obserwowaliśmy tzw. “zwałę” – czyli potężne spadki wartości akcji we wszystkich indeksach na świecie – po czym nastąpił okres odbudowywania i oczekiwania. W tym czasie okazało się, że pandemia znacząco wpłynęła na poziom oszczędności w gospodarstwach domowych na całym świecie. W Polsce gospodarstwa domowe oszczędziły w 2021 roku około 14% więcej niż w poprzednich latach. W wyniku dużej ilości czasu spędzonego w domu w czasie lockdownów i niewielkich możliwości wydawania pieniędzy, ludzie gromadzili różnego rodzaju aktywa i rozpoczynali swoją przygodę z inwestowaniem. W związku z tym pojawiło się mnóstwo nowego kapitału na giełdach oraz różne alternatywne metody zarabiania pieniędzy – jak kryptowaluty, czy NFT.

– Lata 2020/2021 nie były reprezentatywne dla giełd, ale unaoczniły zasadę “kupuj spadki”. Czasami oczywiście za wcześnie się to robi, ale zazwyczaj się zyskuje. To wbudowane zostało bardzo mocno w psychikę inwestorów – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Kuczyński, analityk rynku finansowego. – Po drugie banki centralne wpłynęły na wody, na których nie mają map – to znaczy zaczęły “drukować” pieniądze. Wpuszczają mnóstwo świeżego pieniądza na rynek – ale nie wiedzą, co potem z nim zrobić. Zobaczymy w tym roku, co zrobi z tym robił Fed – który chce zmniejszać swój bilans i to może się odbić czkawką na rynkach finansowych. Niestety, banki centralne do tego się przyzwyczaiły – drukowanie pieniędzy to jest ratunek dla gospodarek. Przyzwyczailiśmy się jako konsumenci i jako gracze giełdowi, że taki instrument jest wykorzystywany i będzie bardzo ciężko z tego wyjść – ocenia Kuczyński.

Cavatina Holding zaoferuje 3,5 letnie obligacje o wartości do 50 mln zł

Zarząd Cavatina Holding S.A., jednego z największych polskich deweloperów biurowych, podjął uchwałę o rozpoczęciu emisji obligacji o wartości do 50 mln zł. Oprocentowanie obligacji zostało ustalone w oparciu o WIBOR 6M powiększony o marżę 6 proc. Zapisy rozpoczną się 14 lutego, funkcję oferującego pełni Michael/Ström Dom Maklerski, a zapisy na obligacje przyjmują również Dom Maklerski Banku BPS, Dom Maklerski BDM i Noble Securities.

W ramach emisji obligacji zamierzamy pozyskać od inwestorów do 50 mln zł, będzie to pierwsza oferta z prospektowego programu o wartości do 200 mln zł. Planowana emisja to kolejny etap procesu dywersyfikacji źródeł finansowania. Pozyskany kapitał pomoże nam w realizacji celu strategicznego, czyli osiągnięciu 1 mln mkw. portfela w 2025 r.mówi Daniel Draga, Wiceprezes Zarządu Cavatina Holding S.A.

Cavatina Holding S.A. w ramach serii P2022A oferuje oprocentowanie bazujące na WIBOR 6M powiększonym o marżę 6 proc. Emisja do 50 000 obligacji o wartości nominalnej 1 000 zł stanowi pierwszy etap realizacji ustanowionego we wrześniu 2021 r. programu obligacji pozwalającego na emitowanie zabezpieczonych obligacji o łącznej wartości do 200 mln zł. Emisja jest prowadzona na podstawie prospektu zatwierdzonego przez KNF 10 stycznia 2022 r.

Funkcję oferującego będzie pełnić Michael/Ström Dom Maklerski. Zapisy w dniach 14-25 lutego 2022r. można składać również w domach maklerskich wchodzących w skład konsorcjum dystrybucyjnego: DM BPS, DM BDM i Noble Securities. Przydział obligacji planowany jest 8 marca 2022 r., a debiut na rynku Catalyst 11 marca 2022 r. Oprocentowanie w pierwszym okresie odsetkowym będzie oparte o WIBOR 6M z 2 marca 2022 r.

Szczegółowe informacje na temat prowadzonej emisji zawarte są w Ostatecznych Warunkach Emisji Obligacji zamieszczonych na stronie www spółki.

Cavatina Holding S.A. kontynuuje proces dywersyfikacji źródeł finansowania, mający na celu wsparcie realizacji strategicznego celu Grupy, czyli osiągnięcia 1 mln mkw. portfela inwestycji w 2025 r. W lipcu 2021 r. Cavatina Holding S.A. przeprowadziła pierwszą emisję publiczną akcji, z której pozyskała 187,5 mln zł brutto i zadebiutowała na głównym rynku GPW w Warszawie. Spółka dotychczas wprowadziła do obrotu na rynku Catalyst obligacje serii E, które są notowane od 8 stycznia 2021 r. oraz obligacje serii E1, które są notowane od 29 czerwca 2021 r. Oprócz ustanowionego we wrześniu programu obligacji do 200 mln zł, w ramach którego przeprowadzana jest obecna emisji, w grudniu 2021 r. spółka ustanowiła nowy, bezprospektowy program emisji obligacji do kwoty 200 mln zł, które będą oferowane wybranym inwestorom kwalifikowanym.

We Wrocławiu wysoki popyt na biura

W zestawieniu największych polskich miast, poza Warszawą, najemcy na wrocławskim rynku biurowym w 2021 roku pozostawali relatywnie aktywni. W IV kw. 2021 roku podpisano umowy najmu na ponad 61 tys. m kw., co było najlepszym wynikiem wśród miast regionalnych. Natomiast biorąc pod uwagę roczny wolumen transakcji, najemcy we Wrocławiu wynajęli ponad 135 tys. m kw. powierzchni, czyli w 2021 roku popyt na powierzchnię biurową utrzymał się na zbliżonym poziomie jak w roku poprzednim.

Niska aktywność deweloperów

Zasoby rynku biurowego w Polsce z roku na rok sukcesywnie się zwiększają, a Wrocław pod tym względem od dawna ma swoje miejsce na podium, zaraz za Warszawą i Krakowem.  Na koniec 2021 roku zasoby biurowe Wrocławia wynosiły ponad 1,25 mln m kw. W Warszawie i Krakowie jest to odpowiednio 6,15 mln m kw. i 1,6 mln m kw.

“Aktywność deweloperów we Wrocławiu jest zdecydowanie mniejsza niż w poprzednich latach. Na rynek trafiło zaledwie 21.800 m kw. nowej powierzchni, w dwóch projektach –

Krakowska 35 o powierzchni 11.800 m w. oraz Wrocławski Park Biznesu – Nowa Strzegomska o powierzchni 10 tys. m kw. Żeby pokazać skalę zjawiska można przytoczyć historycznie najwyższe i najniższe wskaźniki podaży jakie miały miejsce we Wrocławiu. Najwyższy do tej pory został odnotowany w 2019 roku kiedy  na rynek trafiło 147 tys. m kw., a najniższy w 2011 roku – nowa podaż wyniosła wtedy 1.150 m kw. W kolejnych latach możemy się jednak spodziewać sporego ożywienia po stronie deweloperów – w budowie pozostaje ponad 178 tys. m kw. powierzchni biurowej. Największymi inwestycjami pozostającymi w budowie są MidPoint71, Centrum Południe III, Infinity oraz Quorum.” – skomentowała Anna Patrzyk-Sperzyńska, Associate Director, Knight Frank

Wrocław na podium pod względem ilości umów najmu

Porównując z innymi miastami regionalnymi (Kraków, Trójmiasto, Katowice, Poznań, Łódź), najemcy na wrocławskim rynku biurowym w 2021 roku pozostawali relatywnie aktywni. W IV kw. 2021 roku podpisano umowy najmu na ponad 61 tys. m kw., co było najlepszym wynikiem wśród miast regionalnych. Natomiast biorąc pod uwagę roczny wolumen transakcji, najemcy we Wrocławiu wynajęli ponad 135 tys. m kw. powierzchni, czyli w 2021 roku popyt na powierzchnię biurową utrzymał się na zbliżonym poziomie jak w roku poprzednim.

„W strukturze podpisywanych umów najmu przeważały nowe umowy, które stanowiły 48% całkowitego popytu w 2021 roku, z czego umowy pre-let to 24%, zaś renegocjacje 41%. Ekspansje wyniosły zaledwie nieco ponad 15 tys. m kw., czyli11% wszystkich transakcji. Powrót umów pre-let do struktury najmu wskazuje na ponowna stabilizację rynku i świadome podejmowanie długofalowych decyzji przez najemców, którzy odnaleźli się w nowej rzeczywistości związanej z pracą hybrydową” – skomentował Maciej Moralewicz, Regional Director, Knight Frank.

Pustostany w górę, czynsze stabilne

Pomimo wielokrotnie niższej nowej podaży w 2021 roku porównując z ubiegłymi latami, współczynnik pustostanów wzrósł o niemal 2 pp. r/r i wyniósł 16,7%. Jest to najwyższy poziom pustostanów odnotowany na rynkach regionalnych. Czynsze wywoławcze we Wrocławiu utrzymywały się w minionych kwartałach na stabilnym poziomie wahając się od 10,00 EUR do 16,00 EUR za m2 miesięcznie, jednak w niektórych budynkach biurowych zaczynają pojawiać się oferty droższe, powyżej 16,00 EUR za m2 miesięcznie.

“Czynszów na poziomie 10,00 EUR możemy oczekiwać w budynkach klasy B, które nie mogąc konkurować z budynkami klasy A standardem technicznym, elastycznością i lokalizacją starają się zainteresować najemcę ofertą z niższą stawką czynszową. Projekty, w których czynsz przekracza 16,00 EUR jest bardzo mało. Typowa oferta w budynku klasy A, w dobrej lokalizacji oscyluje w graniach 14,50-15,00 EUR.” – dodaje Maciej Moralewicz.

Euro poniżej 4,50 zł

Prezes Narodowego Banku Polskiego postanowił na konferencji prasowej nie udawać, że problemu nie ma. Co interesujące, pojawiła się nawet jakaś wizja dalszych działań na przyszłość zamiast zaklinania rzeczywistości przejściowością inflacji. Rynki przyjęły to bardzo dobrze.

Dobra passa złotego

Polska waluta zaliczyła wczoraj kolejny bardzo udany dzień. Powodem jest dobry klimat na rynku wywołany z jednej strony uspokojeniem sytuacji na Wschodzie. Z drugiej strony decyzja Rady Polityki Pieniężnej o podwyżce stóp procentowych poparta wystąpieniem prezesa NBP wspiera naszą walutę. Jest to o tyle istotne, że jeszcze niedawno prezes starał się na konferencji studzić nastroje i udawać, że owszem podnoszą stopy, ale to tylko przejściowy problem. Tym razem nie udawał, że inflacja zniknie. Dalej mamy oczywiście narrację, że problem wzrostu cen jest globalny i nie wynika wcale z techniki wsparcia gospodarki poprzez zalanie jej pieniędzmi. Nie zmienia to faktu, że inwestorzy patrzą na złotego bardzo przychylnym okiem.

Konferencja prasowa prezesa NBP

Wczoraj odbyła się konferencja prasowa prezesa NBP Adama Glapińskiego. Jak to zawsze w przypadku tego mówcy nie zabrakło wielu barwnych elementów, które będą krążyć po internecie w formie żartów. Co jednak pojawiło się merytorycznego? Przede wszystkim jasne stwierdzenie, że 3,5-4% w przypadku stóp procentowych to coś, przy czym gospodarka nie ucierpi. Potwierdza to scenariusz, że nie jesteśmy blisko końca cyklu podwyżek stóp procentowych. Drugim ważnym stwierdzeniem jest prognoza przekraczania celu inflacyjnego przez kolejne 2 lata. Kończy to narracje przejściowego charakteru inflacji. W ocenie sytuacji gospodarczej słusznie zwrócono uwagę na dobrą kondycję rynku pracy oraz, co nie powinno dziwić w dobie wysokiej inflacji, wysoki wzrost PKB. Pojawiły się też odniesienia do czynników zewnętrznych, w postaci wzrostu cen surowców oraz problemów w innych krajach.

Rumunii zaskoczyli rynek

Wczorajsze posiedzenie Narodowego Banku Rumunii przyniosło wyższy od oczekiwań wzrost stóp procentowych. Z jakiegoś powodu kraj ten pomimo bardzo dużych problemów ze wzrostem cen dotychczas podnosił stopy procentowe o zaledwie 0,25%. Obecnie odważono się na 0,5%. W rezultacie osiągnięto poziom 2,5%, czyli o 0,25% niższy od Polski. Tym samym pomimo szybszego niż u nas rozpoczęcia akcji podnoszenia stóp procentowych kraj ten ma nadal niższe oprocentowanie kredytów i lokat. Pamiętajmy jednak, że dzieje się to przy przeszło 8% inflacji, zatem trzymanie stopy procentowej na tych poziomach nie wygląda na rozwiązanie problemu. Z drugiej strony należy pamiętać, że Rumunia usztywnia swój kurs walutowy względem euro, zatem zbyt mocna podwyżka stóp mogłaby negatywnie wpłynąć na ten proces.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Zmiany w zarządzie Nest Banku

1 lutego 2022 roku Rada Nadzorcza Nest Banku powołała Marka Szcześniaka do zarządu Nest Banku. Dotychczasowi członkowie zarządu – Karolina Mitraszewska i Janusz Mieloszyk – decyzją Rady Nadzorczej objęli nowe funkcje w zarządzie, odpowiednio wiceprezesa i pierwszego wiceprezesa zarządu.

Markowi Szcześniakowi został powierzony nadzór nad Pionem Dystrybucji i Rozwoju Biznesu oraz funkcja wiceprezesa Zarządu. Marek Szcześniak posiada ponad 20-letnie doświadczenie w zarządzaniu ryzykiem, optymalizacji procesów kredytowych oraz zastosowaniach zaawansowanej analityki w procesach akwizycji i CRM. Jest absolwentem Finansów i Bankowości Uniwersytetu Łódzkiego oraz studiów doktoranckich w Katedrze Zarządzania Finansami Przedsiębiorstwa. Ukończył program menedżerski „Personal Leadership Academy” w ICAN Institute.

Od 2002 roku zajmował stanowiska kierownicze w BRE Banku, Banku BPH, DnB Nord Polska, Allianz Bank Polska. W latach 2012-2018 związany był z grupą PKO BP, gdzie jako wiceprezes Kredobanku uczestniczył w jego pomyślnej restrukturyzacji, a następnie, również w roli członka zarządu, tworzył od podstaw PKO Bank Hipoteczny. Od 2018 do 2020 roku pełnił funkcję wiceprezesa Zarządu Alior Banku odpowiedzialnego za zarządzanie ryzykiem oraz koordynację projektów związanych z wdrożeniem nowoczesnych procesów kredytowych i zaawansowanej analityki.
Marek Szcześniak związany jest z Nest Bankiem od maja 2021 roku. Początkowo objął stanowisko Dyrektora ds. Inicjatyw Strategicznych, a następnie został Dyrektorem Zarządzającym Obszarem Zdalnej Sprzedaży i Obsługi Klienta.

Nest Bank w ostatnich latach przeszedł dużą transformację, szczególnie w zakresie sprzedaży. Nasz obecny model dystrybucyjny koncentruje się na sprzedaży zdalnej i rozwijaniu zaawansowanych procesów umożliwiających np. całkowicie zdalne pozyskiwanie kredytów firmowych przez klientów, którzy do tej pory nie mieli relacji z naszym bankiem. Już wkrótce planujemy rozszerzyć naszą ofertę o kredyty firmowe dla spółek i również dla nich udostępnimy proces zdalnego wnioskowania o kredyt. W tym obszarze doświadczenie i wiedza Marka w zakresie zaawansowanej analityki i wdrażania cyfrowych rozwiązań procesowych są nieocenione. Jestem przekonany, że wspólnie podołamy ambitnym celom i wyzwaniom, które stawiamy sobie na ten rok – mówi Piotr Kowynia, prezes zarządu Nest Banku

Od lutego br. nowe funkcje w zarządzie Nest Banku objęli także Janusz Mieloszyk i Karolina Mitraszewska. Janusz Mieloszyk objął funkcję pierwszego wiceprezesa zarządu, zaś Karolina Mitraszewska wiceprezesa zarządu.

Janusz Mieloszyk związany jest z Nest Bankiem od 2019 roku, a od maja 2020 roku, jako członek zarządu, nadzoruje Pion Finansowy (CFO). Z kolei Karolina Mitraszewska będąc członkiem zarządu Nest Banku nadzoruje Pion Operacji, Logistyki, Transformacji i IT, a związana jest z Nest Bankiem od 2018 roku.

Federico Rosales nowym prezesem Whirlpool Company Polska

Federico Rosales został nowym prezesem Whirlpool Company Polska oraz starszym dyrektorem obszaru przemysłowego North Area. W tej roli będzie kierował 9 zakładami Whirlpool w Polsce, Wielkiej Brytanii i na Słowacji.

Federico Rosales ma 38 lat. Urodzony w Argentynie i mający wykształcenie inżynierskie, Federico przeniósł się do Europy w 2006 roku i od tego czasu mieszka w różnych krajach. Dołączył do Whirlpool w 2008 roku i obejmował różne stanowiska w firmie. Przez dwa lata (2011-2013) był dyrektorem jednego z zakładów we Wrocławiu, więc bardzo dobrze zna polskie realia gospodarcze. Jako Prezes Whirlpool Company Polska Federico Rosales będzie pracował we Wrocławiu.

Polska jest strategicznym krajem dla Whirlpool Corporation i ważnym obszarem dla produkcji oraz badań i rozwoju. Firma chce zapewnić ciągłość pełnej sukcesów historii w tym kraju – powiedział Federico Rosales – Takie cele można osiągnąć tylko wtedy, gdy pracuje się z najlepszym zespołem ludzi. Nasze polskie kadry są utalentowane, doświadczone i pełne pasji, dlatego jestem przekonany, że wspólnie uda nam się kontynuować ścieżkę rozwoju i wzrostu firmy w Polsce – dodał.

Firma Whirlpool jest obecna w naszym kraju od 1993 roku i posiada 3 duże strefy przemysłowe: we Wrocławiu, Łodzi i Radomsku, zatrudniając około 6 tys. pracowników i produkując rocznie około 7 mln sztuk dużego sprzętu AGD – lodówek, piekarników, kuchenek, zmywarek, pralek i suszarek bębnowych. Większość produkcji przeznaczona jest na eksport do krajów europejskich.

Podczas pandemii sprzęt AGD odegrał kluczową rolę w chronieniu zdrowia, bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia ludzi, a zapewnienie stałego dostępu do najważniejszych urządzeń gospodarstwa domowego w tak wyjątkowych okolicznościach był i jest koniecznością – stwierdził Federico Rosales – To wciąż czas ciężkiej pracy i wielkiego wysiłku. Dlatego strategiczne działania w zakresie rozwoju, zarządzania kosztami oraz dostarczania oczekiwanych rezultatów są niezbędne, aby kontynuować nasz postęp na ścieżce rentownego wzrostu – dodał.

Poza rentownym wzrostem, Whirlpool zobowiązuje się pozostać czołowym pracodawcą  (co już piąty rok z rzędu potwierdził Certyfikat Top Employer Europe 2022, przyznany również dla Polski) i przyspieszać prace w zakresie zrównoważonego rozwoju. Niedawno firma ogłosiła zobowiązanie do globalnych, zerowych emisji netto w swoich fabrykach i operacjach do 2030 roku. Zobowiązanie obejmuje 35 zakładów i dużych centrów dystrybucyjnych na całym świecie (również polskich) i dotyczy wszystkich emisji bezpośrednich oraz tych związanych z dostawami energii. Ponadto Whirlpool pracuje nad osiągnięciem wskaźnika tzw. „Zero Waste To Landfill” w  swoich fabrykach do końca 2022 roku. Standardy te są już obecnie spełniane we wszystkich polskich zakładach. Ponadto, ponieważ ograniczenie marnowania żywności może zmniejszyć emisję gazów cieplarnianych o 6-8 procent, Whirlpool wykorzystuje swoją pozycję, aby pomóc w zapobieganiu temu zjawisku. Częścią tych działań jest kampania edukacyjna „Nie marnujmy chwil”, mająca na celu podniesienie świadomości na ten temat wśród rodzin w Europie. W najbliższych tygodniach rozpocznie się już szósta edycja projektu w Polsce. Zgłosiło się do niej prawie 500 szkół.

Bain&Co.: Wyceny spółek technologicznych i ochrony zdrowia na rekordowym poziomie

Wyceny większości przejmowanych firm na świecie mocno wzrosły w ubiegłym roku pomimo dekoniunktury gospodarczej spowodowanej pandemią, wynika z najnowszego raportu firmy doradczej Bain & Company. Inwestorzy najwięcej płacili za firmy technologiczne i z sektora ochrony zdrowia.

Z wyliczeń analityków Bain & Company wynika, że średnia cena zakupu spółki technologicznej osiągnęła rekordową wartość odpowiadającą 25-krotności jej zysku EBITDA. Rok wcześniej inwestorzy płacili średnio 20-krotność zysku. W sektorze ochrony zdrowia wyceny spółek również ustanowiły najwyższe w historii poziomy i wyniosły średnio 20 razy zysk EBITDA wobec 16 razy rok wcześniej.

Inwestorzy gotowi są płacić coraz więcej za spółki z tych sektorów, ponieważ spodziewają się, że będą one największymi beneficjentami zmian zachodzących w gospodarce. Powodem wzrostu wycen jest również wysoka podaż kapitału, w tym wysokie środki zgromadzone przez fundusze private equity.

Od wielu lat obserwujemy wzrost zainteresowania spółkami technologicznymi, za które inwestorzy są gotowi sporo płacić. Pandemia dodatkowo rozbudziła oczekiwania związane z potencjałem wzrostu tego sektora i stąd nienotowane wcześniej ceny. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku firm z sektora ochrony zdrowia – powiedział Paweł Szreder, Młodszy Partner Bain & Company Poland/CEE.

Ubiegły rok okazał się najlepszym w historii rynku fuzji i przejęć. Łączna wartość transakcji na świecie wzrosła o niemal 60% do rekordowego poziomu 5,9 biliona dolarów. To wartość o ponad bilion dolarów wyższa od dotychczas rekordowych lat 2007 i 2015. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Bain & Company wśród uczestników rynku, zdecydowana większość spodziewa się, że w tym roku aktywność inwestorów utrzyma się na podobnym poziomie lub nawet się zwiększy.

Na rynku dominuje spory optymizm i coraz więcej inwestorów branżowych upatruje w przejęciach sposobu na utrzymanie wzrostu. Pojawia się jednak pytanie, jaki wpływ na wyceny będzie mieć obecna sytuacja makroekonomiczna. W obliczu wysokiej inflacji i zacieśniania polityki monetarnej, a co za tym idzie bardziej kosztownego dostępu do finansowania, można by się spodziewać zatrzymania wzrostu cen. Z drugiej strony, należy pamiętać o ogromnej podaży kapitału, zwłaszcza zgromadzonego przez fundusze private equity, co może powodować, że wyceny albo zatrzymają się na obecnych poziomach albo będą jeszcze rosnąć – powiedział Paweł Szreder.

W Polsce, motorem wzrostu rynku fuzji i przejęć w 2022 roku pozostanie branża technologiczna, twierdzą eksperci Bain & Company. Uwaga inwestorów będzie się koncentrować nie tylko na spółkach, które specjalizują się w segmencie IT, ale także na firmach, które wykorzystują technologię do usprawniania działalności i rewolucjonizują swoje branże. Dotyczy to na przykład sektora handlu, medycznego czy finansowego.

Podobnie jak w latach ubiegłych celem przejęć w Polsce będą także producenci dóbr konsumpcyjnych i spółki przemysłowe, m.in. ze względu na możliwości rozwijania sprzedaży eksportowej, czemu sprzyjać mogą zawirowania w globalnych łańcuchach dostaw. W centrum zainteresowania inwestorów pozostaje sektor odnawialnych źródeł energii. Zdaniem ekspertów Bain & Company, branża ta wciąż jest mocno rozdrobniona i jednocześnie wymaga znacznych nakładów finansowych za sprawą przyspieszającej dekarbonizacji.

Uczestnicy rynku biorący udział w badaniu Bain & Company wskazywali, że dwa najważniejsze dla nich wyzwania, które będą przesądzać o sukcesie lub porażce danej transakcji przejęcia, to umiejętność utrzymania utalentowanych pracowników oraz zdolność do wdrażania zasad ESG (Environmental, Social, and Governance), czyli realizowania strategii zrównoważonego rozwoju.

W 2022 r. globalny rynek data center czeka wzrost. Wyzwaniem będą koszty i regulacje

Nadchodzi kolejny dobry rok dla operatorów data center? Według analityków Turner & Townsend aż 95% operatorów data center spodziewa się większego popytu na usługi centrów danych. Jednak dużym wyzwaniem mogą okazać się rosnące koszty budowy nowych obiektów i polityka klimatyczna.

Branża ma powody do optymizmu. 95% badanych dostawców usług data center stwierdziło, że 2022 rok będzie dla nich lepszy od 2021 roku. 70% wierzy, że rynek data center jest praktycznie odporny na recesję.

Głosy są jednak podzielone w kwestii tego, jak centra danych poradzą sobie z zieloną transformacją — wynika z ostatniego Data Center Cost Index opracowanego przez analityków Turner & Townsend. Wzrost branży ma napędzać m.in. powszechna cyfryzacja i rosnąca popularność Internetu Rzeczy.

Obawy przed transformacją

Zdaniem analityków, jednym z największych wyzwań branżowych będzie przystosowanie obecnej infrastruktury IT i istniejących już obiektów data center do nowych regulacji klimatycznych. Pomimo wysokiej świadomości dotyczącej ekologii, zaledwie 40% przedstawicieli sektora wierzy, że w ciągu najbliższych 5 lat ich centra danych staną się zeroemisyjne (net-zero).

Dodatkowo opinie są podzielone 50/50 w kwestii tego, czy w ogóle operatorzy wiedzą, jak efektywnie ograniczyć emisję CO2. Z powodu kryzysu klimatycznego rośnie presja na ograniczenie konsumpji energii przez centra danych. W odpowiedzi część operatorów próbuje oddolnie przygotować się na zieloną transformację sektora.

Analitycy jako przykład podają inicjatywę Climate Neutral Data Center Pact. Jej uczestnikami są m.in. Microsoft, Google oraz Beyond.pl jako jedyny polski przedstawiciel sektora

— Transformacja cyfrowa istotnie zwiększa zapotrzebowanie na przestrzeń dyskową i moc obliczeniową. Operatorzy za priorytet postawili sobie, by jak najszybciej odpowiedzieć na potrzeby klientów. Kwestie efektywności energetycznej czy ekologii spadły na dalszy plan. Takie podejście na dłuższą metę jest samobójcze, czy to w związku z kryzysem klimatycznym, czy ze spodziewanymi regulacjami europejskimi i rosnącymi kosztami energii. Z punktu widzenia odbiorców usług data center, szczególnie tych dużych, którzy kwestie obniżenia emisji dwutlenku węgla mają wpisane w swoje strategie, potrzebna jest większa transparentność. Tak, by klient mógł ocenić, którzy operatorzy są naprawdę efektywni energetycznie — tłumaczy Wojciech Stramski, CEO Beyond.pl, operatora data centers w 100% zasilanych zieloną energią.

Popularne rynki coraz trudniej dostępne

Sama budowa nowych obiektów będzie również wyzwaniem. W najbardziej rozchwytywanych lokalizacjach takich jak Tokio, Zurych czy rynek FLAP-D (Frankfurt, Londyn, Amsterdam, Paryż, Dublin) popyt na nieruchomości przewyższa podaż. Dodatkowo na wielu z nich po prostu zaczyna brakować energii.

Dobrym przykładem jest Dublin. Już w 2019 r. raport Irish Academy of Engineering wskazywał, że wzrost zapotrzebowania na usługi centrodanowe wymaga rozbudowy tamtejszej infrastruktury energetycznej. Jej koszt szacowano wówczas na poziomie 9 mld dolarów w ciągu 8 lat.

Pod względem kosztów inwestycji, najdroższa jest w tej chwili stolica Japonii. Statystycznie centra danych muszą wydać tam 12,5 dolara (US) na każdy zużywany przez nie 1 wat mocy. Drugą najdroższą lokalizacją data center jest ubiegłoroczny lider — Zurych. Średnie koszty w tym szwajcarskim mieście wynoszą $12.0/wat.

Za nim, ze średnim kosztem na poziomie $10,3/wat, znajduje się Dolina Krzemowa. Autorzy raportu zwracają uwagę, że rosnące koszty wpływają na zainteresowanie inwestycjami na tańszych, rozwijających się, rynkach.

Polski rynek data center jest bardzo atrakcyjny dla wielu zagranicznych inwestorów. Rozmawiając z nimi otrzymujemy jasny przekaz, że mamy dobrą lokalizację w centrum Europy, wysokiej jakości infrastrukturę IT oraz względnie niskie koszty nieruchomości i energii w porównaniu do rynków FLAP-D i Zurychu — komentuje Wojciech Stramski.

Rozgrzany rynek budowlany

Dodatkowym wyzwaniem dla operatorów centrów danych może być też sytuacja na rynku budowlanym. 87 procent respondentów badanych przez Turner & Townsend twierdzi, że niedobory materiałów powodują opóźnienia w budowie centrów danych. Co więcej, bardzo drożeją materiały budowlane. W Europie w ciągu ostatnich 12 miesięcy ceny stali miały wzrosnąć ponad dwukrotnie.

Z tego powodu analitycy wskazują, że coraz popularniejsza będzie modernizacja istniejących już obiektów i budynków, zamiast inwestycji w zupełnie nowe centra danych. Eksperci jednak zwracają uwagę na wady takiego rozwiązania.

— Wiele działających dziś obiektów budowano kilkanaście lat temu.  Spora część serwerowni mieści się w budynkach, które nie były projektowane z myślą o utrzymywaniu krytycznej infrastruktury IT i zapewnieniu efektywności energetycznej. Brak odpowiednio zaprojektowanej przestrzeni serwerowej, zabezpieczeń czy rozwiązań obniżających zużycie energii oznacza dla klientów wyższe ryzyko i koszty. Co więcej, nie wszystkie obiekty można łatwo zmodernizować i dostosować do współczesnych wymagań. Optymalną sytuacją jest posiadanie własnych gruntów i możliwości inwestycyjnych. To pozwala zaprojektować i zbudować obiekt, który odpowiada na oczekiwania klientów i który za kilkanaście lat będzie te oczekiwania również spełniał — zwraca uwagę Wojciech Stramski z Beyond.pl.

Szansa dla Polski?

Według Turner & Townsend rozwijające się rynki data center mogą zyskać na rosnących cenach w topowych lokalizacjach. Czy Polska jest takim rynkiem? Do tej pory rodzima branża skutecznie konkurowała niższymi kosztami prowadzenia działalności oraz korzystnym położeniem w centrum Europy.

Analitycy PMR Market Expert już w 2020 roku oceniali moc wszystkich polskich centrów danych na ponad 88 MW (megawatów). Praktycznie wszyscy branżowi eksperci zakładają dalsze wzrosty. Zdaniem PMR w 2026 roku branża przekroczy poziom 181 MW, co zdają się potwierdzać kolejne inwestycje, w tym jeden z największych polskich projektów, jakim jest budowa 42 MW kampusu Beyond.pl w Poznaniu.

Warunki mieszkaniowe Polaków – jak wypadamy na tle Europejczyków?

Czy Polska nadrabia dystans do wielu zachodnich krajów pod względem warunków mieszkaniowych, na które składają się m.in. wielkość i rodzaj mieszkania oraz koszty jego utrzymania? Portal GetHome.pl przeanalizował pod tym kątem najnowsze dane Urzędu Statystycznego Unii Europejskiej (Eurostat).

Mankamentem tego źródła informacji jest to, że niektóre statystyki są w nim publikowane z pewnym opóźnieniem. Z drugiej strony interesujące nas zmiany nie zachodzą na tyle szybko, aby to miało istotne znaczenie. Istotne jest to, czy od 2015 r. warunki mieszkaniowe w naszym kraju poprawiły się czy pogorszyły oraz jak wypadamy na tle 27 krajów UE – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo, który do porównań wykorzystał siedem opublikowanych właśnie przez Eurostat wskaźników za 2020 r.

Własność czy najem?

Lepiej jest mieszkać we własnym niż w najętym mieszkaniu lub domu – takiego zdania jest blisko 70% gospodarstw domowych zamieszkujących UE. Pozostałe są najemcami. Z danych Eurostatu wynika, że w 2020 r. najwyższy udział własności był w Rumunii, na Słowacji, w Chorwacji i na Węgrzech. W tych krajach ponad 90% mieszkańców posiada swój dom lub mieszkanie. Na drugim biegunie są Niemcy, gdzie przeszło połowa populacji to najemcy. Wysoki odsetek gospodarstw domowych najmujących mieszkania i domy jest także w Austrii i Danii.

Polska jest w czołówce krajów z wysokim udziałem własności. Co ciekawe, w ciągu ostatnich pięciu lat wzrósł on z 84% do 86%, do czego najpewniej przyczyniło się rekordowo niskie oprocentowanie kredytów na zakup mieszkań i poprawa sytuacji na rynku pracy – komentuje Marek Wielgo.

I dodaje, że najwyższy skok udziału własności na rynku mieszkaniowym Eurostat odnotował na Węgrzech.

–  Jak widać jest to kolejna rzecz, która łączy nasze kraje – zauważa Marek Wielgo.

Ale czy to dobrze, że Polacy dużo częściej decydują się na zakup mieszkania niż na najem? Ekspert GetHome.pl zwraca uwagę, że w najbardziej rozwiniętych gospodarczo krajach UE, takich jak Niemcy, Austria, Dania, Szwecja czy Belgia, udział właścicieli mieszkań i domów wyraźnie się skurczył.  Przy czym nie są tam one droższe niż w Polsce w relacji do zarobków. Firma doradcza Deloitte policzyła, że na zakup nowego 70-metrowego lokalu przeciętny Polak przeznaczał w 2020 roku aż 7-8 rocznych pensji brutto. Dla porównania, Niemiec i Duńczyk przeznaczał na ten cel 5-6, a Belg – 4-5 rocznych pensji.

Wygląda na to, że w najzamożniejszych krajach europejskich wyżej ceniona jest elastyczność na rynku pracy, którą daje najem. Oczywiście są też takie kraje jak Hiszpania czy Grecja, w których wzrost udziału najemców świadczy raczej o spadku dostępności mieszkań kupowanych za kredyt – mówi Marek Wielgo.Warunki mieszkaniowe Polaków

Przeludnienie mieszkań

Jednym z mierników stosowanych przez Eurostat jest wskaźnik pokazujący liczbę pokoi przypadających na jednego obywatela danego kraju. W Polsce na każdego mieszkańca przypadadało w 2020 r. 1,2 pokoju, co jest jednym z najgorszych wyników w całej UE, gdzie średnia to 1,6 pokoju. Gorzej lub podobnie jak u nas jest jeszcze w Rumunii, Chorwacji, Słowacji i na Łotwie. Na drugim biegunie są takie kraje jak Malta, Belgia i Irlandia, gdzie na osobę przypadają przeszło dwa pokoje.

Od 2015 r. warunki mieszkaniowe w naszym kraju nieco się poprawiły, bo wtedy na osobę przypadało 1,1 pokoju. Problem w tym, że wciąż dzieli nas ogromny dystans do unijnej czołówki. W naszym regionie najszybciej doganiały ją Węgry, gdzie Eurostat odnotował wzrost liczby pokoi na osobę z 1,2 do 1,5 – komentuje Marek Wielgo.Przeludnienie mieszkań

I dodaje, że innym miernikiem warunków mieszkaniowych w danym kraju jest wskaźnik pokazujący odsetek populacji żyjącej w przeludnionych mieszkaniach. W myśl stosowanej przez Eurostat metodologii zarówno singiel, jak i bezdzietne małżeństwo powinni mieć do dyspozycji mieszkanie, w którym wydzielono minimum jeden pokój dzienny i sypialnię. Gdy pojawi się dziecko, w mieszkaniu powinny być co najmniej dwa pokoje. Dwójka dzieci w wieku do 12 lat może zajmować jeden pokój dziecięcy, ale gdy przekroczą ten wiek i są różnej płaci, każde powinno mieć własny. Podobnie w przypadku osób pełnoletnich.

Eurostat podaje, że w 2020 r. blisko 18% ludności UE mieszkało w przeludnionych mieszkaniach. Niestety w naszym kraju ten wskaźnik wciąż jest jednym z najwyższych w Europie i wynosi 36,9%. Pocieszeniem może być jednak to, że przez ostatnie 5 lat skurczył się o 6,5 pkt proc. Najgorzej pod tym względem jest w Rumunii, gdzie według Eurostatu problem przeludnienia dotyka przeszło 45%  mieszkańców.

Co ciekawe, w wielu zachodnioeuropejskich krajach, m.in. w Belgii, Niderlandach, Niemczech, Francji a nawet w Szwecji i Danii, wyraźnie wzrósł odsetek mieszkańców żyjących w przeludnionych mieszkaniach. Natomiast także pod tym względem wzorem do naśladowania mogą być Węgry, gdzie – według Eurostatu – przeludnienie zmniejszyło się o połowę – zauważa Marek Wielgo.warunki mieszkaniowe polaków

Koszty utrzymania mieszkania

W każdym kraju UE koszty utrzymania mieszkania lub domu stanowią duże obciążenie budżetu gospodarstw domowych. Według Eurostatu, mieszkańcy UE przeznaczają na ten cel przeciętnie jedną piątą dochodu do dyspozycji. Dla porównania w naszym kraju – 18,1%.Koszty utrzymania mieszkania

Gorzej, gdy tego typu wydatki przekraczają 40% dochodu, który gospodarstwa domowe mają do dyspozycji. Eurostat mówi wtedy o przeciążeniu kosztami mieszkania. W większości krajów UE nadmierne koszty mieszkaniowe w większym stopniu dotyczą mieszkańców miast. W 2020 r. najwyższe wskaźniki przeciążenia kosztami mieszkań w miastach Eurostat odnotował w Grecji (36,9%), Niemczech (22,2%) i Danii (20,3%). W naszym kraju przeciążonych kosztami mieszkania jest 5,4% mieszkańców miast. Tak niski wskaźnik, w dodatku malejący, to zasługa m.in. programów dopłat do mieszkań (dodatki mieszkaniowe, dopłaty do czynszu).– jak wypadamy na tle Europejczyków?

Jest to jeden z tych wskaźników, których nie musimy się wstydzić. W dodatku Polska może być dla Węgier wzorem. Tam odsetek mieszkańców miast przeciążonych kosztami mieszkaniowymi wyraźnie wzrósł. U nas zmniejszył się zaś niemal o połowę – komentuje ekspert GetHome.pl.

Ponadto w latach 2005-2020 spadł w naszym kraju odsetek gospodarstw domowych z zaległościami w spłacie kredytu hipotecznego, czynszu lub rachunków za media.

W 2020 r. największy udział dłużników Eurostat odnotował w Grecji, Bułgarii, Irlandii, Rumunii i na Cyprze, a najmniejszy w Czechach, Niderlandach, Luksemburgu i Szwecji.

Polska na tle innych krajów UE wypada całkiem dobrze. Pamiętajmy jednak, że to jest tylko statystyka. Ważne, że w 2020 r. udział gospodarstw domowych mających problem z terminowym regulowaniem należności mieszkaniowych był dużo niższy niż w 2015 r. – uważa Marek Wielgo.– jak wypadamy na tle Europejczyków?

Liczba budowanych mieszkań

Są też jednak statystyki, które stawiają nasz kraj w europejskiej czołówce. Szczególnie dumni możemy być z wyników budownictwa mieszkaniowego. Przy czym słabo pokazują to dane Eurostatu dotyczące pozwoleń na budowę. Np. w Polsce liczba objętych nimi mieszkań i domów była w 2020 r. o 49% wyższa niż pięć lat wcześniej. O wiele większe wrażenie robi ten wskaźnik dla Irlandii.Liczba budowanych mieszkań

Żeby pokazać, jak przekłada się to na konkretne liczby sięgnęliśmy po dane fiirmy doradczej Deloitte, które publikuje ona w corocznym raporcie „Property Index. Overview of European Residential Markets”.  Okazuje się, że pod względem liczby mieszkań oddawanych do użytkowania w 2020 r. Polskę wyprzedziły jedynie Francja i Niemcy, a są to kraje znacznie od nas liczniejsze. Co ciekawe, w 2020 r. w samej tylko w Warszawie powstało przeszło 23,5 tys. mieszkań, czyli więcej niż w niejednym kraju UE. Przykładowo, na Węgrzech powstało 28,2 tys. mieszkań.

Co ważne, Polska jest na czele rankingu liczby nowych mieszkań w przeliczeniu na 1000 mieszkańców. Na trzecim miejscu na podium jesteśmy pod względem zaczynanych inwestycji mieszkaniowych. W 2020 r. inwestorzy w Polsce zaczęli budowę 223,8 tys. mieszkań. Wyprzedziła nas tylko Francja i Niemcy. Z kolei w przeliczeniu na 1000 mieszkańców lepsze były Austria i Rumunia.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Blisko połowa kandydatów zmieniła branżę od czasu rozpoczęcia kariery. Jak wyglądają strategie rozwoju zawodowego na współczesnym rynku pracy?

Wyniki badania Michael Page przeprowadzonego jesienią 2021 roku pokazują, że Polacy coraz częściej korzystają z różnych opcji rozwoju zawodowego. Niemal połowa (47%) przebadanych kandydatów przebranżowiła się od czasu rozpoczęcia swojej kariery, podczas gdy jedynie 10% respondentów nigdy nie myślało o zmianie pracy. Nadal popularny jest rozwój zawodowy w obrębie jednej organizacji – 45% ankietowanych przyznało, że otrzymało awans, pracując cały czas w tej samej firmie. O tym, jakie są najlepsze sposoby na zmianę stanowiska bądź rozpoczęcie całkowicie nowej ścieżki kariery mówi Jacek Łuć z firmy rekrutacyjnej Michael Page. 

Polacy są chętni do zmiany

Strategie rozwoju kariery dynamicznie się zmieniają. Niezależnie od tego, czy pracownik jest związany z jedną organizacją, zmienia miejsce zatrudnienia lub branżę – czasy, kiedy sukces zawodowy był definiowany przez stabilność zatrudnienia w obrębie jednego działu lub przedsiębiorstwa, minęły. Firma rekrutacyjna Michael Page zapytała kandydatów, jak długo byliby skłonni pozostać na tym samym stanowisku przed dokonaniem zmiany. Ponad jedna trzecia (35%) wybrała okres od trzech do pięciu lat, a najczęstszym wskazaniem były trzy lata. 40% ankietowanych przyznało jednak, że decyzja o zmianie zależy od dynamiki firmy, co sugeruje, że elastyczne podejście pracodawcy jest niezbędne do planowania skutecznych ścieżek awansu.

Rozwój zawodowy to inwestycja wymagająca czasu i energii, w związku z tym nie wszyscy kandydaci są zmotywowani do starania się o awans bądź przekwalifikowanie się. Około 15% respondentów jest przekonanych, że znalazło już odpowiednie stanowisko. Jednak coraz więcej Polaków jest chętnych do zmiany. Ankietowani myślą, że będą pracowali na dwóch (18%), trzech (18%) lub czterech (7%) różnych stanowiskach w trakcie trwania swojej kariery. 11% twierdzi, że będzie ich pięć lub więcej – mówi Jacek Łuć, dyrektor w firmie rekrutacyjnej Michael Page.

Jakie są motywacje do zmiany?

Ankietowani, którzy wzięli udział w badaniu Michael Page, zostali również zapytani o to, czego spodziewają się, zmieniając swoje stanowisko lub zawód. Okazuje się, że potrzeba rozwoju zawodowego nie jest jednym czynnikiem motywującym osoby poszukujące pracy. Wielu kandydatów pragnie poczucia spełnienia w życiu zawodowym. Niemal 39% ankietowanych chce pracować dla firmy silnie nastawionej na realizację swoich celów, podczas gdy 32% poszukuje ścieżki kariery, która byłaby bardziej zgodna z ich wartościami. Inne obowiązki i zainteresowania pracowników są również istotne – dla 41% kandydatów kwestią priorytetową jest utrzymanie work-life balance.

Motywacja do rozwoju zawodowego pozostaje stałym czynnikiem planowania ścieżki kariery. Ankietowani jednak coraz częściej wskazują na nowe elementy, decydujące o zmianie pracodawcy lub charakteru wykonywanej pracy. Ponad połowa kandydatów chciałaby rozwinąć swoje profesjonalne kompetencje, nabywając wiedzę i nowe umiejętności. Ponad 40% liczy szansę pozyskania lepszych możliwości zawodowych oraz szuka pracy zgodnej z zainteresowaniami. Jednak nawet na dzisiejszym, dynamicznym rynku pracy zmiana kariery jest rzadko nagłą decyzją. 41% kandydatów twierdzi, że podjęcie decyzji zajęło im wiele miesięcy lub lat, a około 1/3 została zmuszona do zmiany przez konkretne wydarzenie, takie jak utrata pracy, kryzys związany z pandemią lub wpływ kultury czy struktury firmy – mówi Jacek Łuć.

Rozwój kompetencji

To, że kandydat chce zmienić swoją ścieżkę kariery, nie oznacza, że posiada odpowiednie do tego kwalifikacje. Około 37% ankietowanych stwierdziło, że w ramach przekwalifikowania wzięło udział w dodatkowym szkoleniu, przy czym 19% z nich musiało w tym celu zrezygnować z pracy. Z kolei 36% nie widziało potrzeby skorzystania z kursów doszkalających. Około 29% wszystkich respondentów poddało się również ocenie umiejętności lub otrzymało wskazówki od profesjonalistów.

Większość ankietowanych nie traci czasu. 6 na 10 dokonało już zmiany swojej ścieżki zawodowej lub jest w trakcie przekwalifikowania. Tylko 10% respondentów twierdzi, że nigdy nie myślało o zmianie swojej kariery. W związku z zauważalnym deficytem specjalistów na rynku i wzrostem ich wymagań finansowych, konkurowanie wysokością wynagrodzenia może nie wystarczyć, aby zatrzymać i przyciągnąć najlepsze talenty. Nasze badania pokazują, że kandydaci są skłonni pracować dla firm, które dbają o rozwój zawodowy pracowników i tworzą przyjazną kulturę organizacyjną. Dlatego inwestycja w kompetencje pracowników oraz określenie jasnej ścieżki kariery może być skuteczną, długoterminową strategią rekrutacyjną, która powstrzyma rotację kadr – podsumowuje Jacek Łuć z Michael Page.

Deloitte: Ponad 60 proc. CFO planuje zmiany w modelu funkcjonowania firm

– W niestabilnej rzeczywistości dyrektorzy finansowi oraz liderzy pionu finansów mierzą się z wyzwaniem skutecznego planowania, budżetowania i prognozowania. Jak wynika z raportu firmy doradczej Deloitte „Global planning, budgeting and forecating survey” 61 proc. ankietowanych zamierza zmienić model funkcjonowania firm, przede wszystkim inwestując w narzędzia i technologie oraz zmieniając częstotliwość swoich analiz. Niemal dwie trzecie dyrektorów finansowych ma świadomość, że w procesie podejmowania decyzji biznesowych należy wziąć pod uwagę zasady zrównoważonego finansowania. Najpopularniejszym narzędziem wśród CFO pozostaje arkusz kalkulacyjny Excel, chociaż widać w tym względzie tendencję spadkową.

Globalna pandemia wymusza na organizacjach elastyczność i przewidywanie różnorodnych scenariuszy, przez co procesy planowania, budżetowania oraz prognozowania stają się kluczowe. Pozwalają bowiem skutecznie przygotować i przystosować firmę do stale zmieniających się warunków biznesowych oraz zidentyfikować procesy, modele i technologie, których produktywność budziła wątpliwości jeszcze przed 2020 rokiem. Dwa lata po wybuchu pandemii 61 proc. respondentów zmienia lub zamierza wprowadzić zmiany w modelu funkcjonowania swoich firm. 29 proc. planuje inwestować w narzędzia i technologie, niewiele mniej, bo 27 proc. chce częstszego przygotowywania analiz i prognoz, 26 proc. modyfikuje podejście do samego planowania biznesowego a 21 proc. skróci lub wydłuży horyzont czasowy swoich prognoz. Badani rzadziej wymieniają chęć inwestycji w narzędzia planowania predykcyjnego (12 proc.) czy zmiany w obrębie dostawcy analiz i planów pod kątem budżetowania (10 proc.). W opozycji pozostaje 39 proc. ankietowanych, którzy nie planują jakichkolwiek zmian w zakresie dotychczasowego sposobu wykonywania pracy.

Większość dyrektorów finansowych i dyrektorów ds. planowania finansowego i analiz (FP&A) koncentruje się w pierwszej kolejności na opracowaniu scenariuszy, a następnie na analizie skutków jakie przyniesie ich wdrożenie w firmie. Dla tej grupy podstawową wartością jest jakość danych źródłowych, które porównuje z danymi dostępnymi w firmie, by móc sformułować jak najbardziej praktyczne wnioski w oparciu o szerokie spektrum dostępnych informacji. Zmiany planują wprowadzić głównie w procesie biznesowym oraz inwestując w narzędzia i technologie – Robert Nowak, partner w dziale Doradztwa Podatkowego, lider zespołu Business Tax, lider Programu CFO, Deloitte

Zrównoważone działania istotne dla departamentów finansowych

Zmiany klimatyczne wymagają natychmiastowych działań. Zdają sobie z tego sprawę respondenci – 34 proc. z nich ma świadomość, że kluczowe jest uwzględnienie czynników ESG w planowaniu działań biznesowych. Planowanie, budżetowanie i prognozowanie odgrywa również istotną rolę w procesie przydzielania środków na inicjatywy wspierające innowacje i inwestycje. Zrównoważony rozwój powinien zaś stanowić ich ważną część. Wiodące organizacje zaczęły już podejmować kroki zmierzające do uwzględnienia zrównoważonych wskaźników w swoich procesach planowania.

Zrównoważone finansowanie ma kluczowe znaczenie dla transformacji naszej gospodarki wymagają tego klienci, oczekują pracownicy i inwestorzy oraz narzucają regulatorzy. Wszystkie branże mają tego dużą świadomość. Liderem wśród nich jest branża energetyczna, gdzie na taką konieczność wskazuje aż 81 proc. badanych. Nie powinno to zaskakiwać, biorąc pod uwagę ogrom wyzwań klimatycznych, stojących akurat przed tym sektorem – mówi Irena Pichola, partnerka, liderka zespołu ds. zrównoważonego rozwoju w Polsce i Europie Środkowej, Deloitte.

Arkusz kalkulacyjny Excel niezmiennie na podium

Podczas planowania, budżetowania i prognozowania arkusz kalkulacyjny Excel nadal stanowi główne narzędzie pracy dla 73 proc. ankietowanych Zapewnia on elastyczność specjalistom ds. finansów, jednak sprawne tworzenie scenariuszy na podstawie algorytmów predykcyjnych oraz zapewnienie spójności planowania w ramach organizacji jest trudne do osiągnięcia na podstawie danych z różnych arkuszy.

Zwykle opracowywanie informacji zarządczej oraz wyciąganie wniosków było utożsamiane z uciążliwym, czasochłonnym procesem przeprowadzanym ręcznie. Jednak wraz z coraz większą ilością danych zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych organizacje zaczęły poszukiwać narzędzi wspierających szybszą ścieżkę podejmowania decyzji. Dlatego też obserwujemy tendencję spadkową korzystania z arkuszy Excel – wyjaśnia Wojciech Zawada, partner w dziale Audit & Assurance, Deloitte.

 

Obecnie przedsiębiorstwa coraz częściej korzystają z więcej niż jednego narzędzia, dzięki ich dostępności w chmurze. Wprowadzają rozwiązania samoobsługowe oraz inteligentne tzw. smart agents, które w proaktywny sposób wyszukują potrzebne informacje.  Wykorzystywane są coraz bardziej skuteczne narzędzia i technologie, by móc planować scenariuszowo i raportować w czasie rzeczywistym.

Jak wynika z badania, ​​wykorzystanie narzędzi i technologii rośnie wraz z wielkością firmy. Większość organizacji o przychodach poniżej 1 miliarda dol. korzysta wyłącznie z arkuszy kalkulacyjnych. Dla kontrastu w zaledwie dziewięciu procentach firm o przychodach przekraczających 10 mld dol. korzysta się wyłącznie z arkuszy kalkulacyjnych. Wyniki ankiety są spójne dla wszystkich branż i regionów geograficznych.

Warto zwrócić uwagę, że działy niefinansowe, takie jak sprzedaż, łańcuchy dostaw czy HR coraz częściej starają się nawiązać relacje z departamentem finansów, aby obrać wspólny kierunek działań w ramach przedsiębiorstwa i pozyskać istotne informacje. To z kolei przekłada się na inwestowanie przez CFO i liderów ds. finansów w nowoczesne narzędzia i technologie – podsumowuje Wojciech Zawada.