Zaskakujące dane rejestracji ciężarówek na LNG. Wzrost o ponad 100 proc.

  • Druga połowa 2021 r. przyniosła znaczny wzrost na rynku ciężarówek zasilanych LNG;
  • W 2021 r. zarejestrowano o 115 proc. więcej takich pojazdów niż rok wcześniej;
  • Jest to ważny krok do zrównoważonego transportu zeroemisyjnego.

Quo Vadis, branżo moto?Zaskakujące dane rejestracji ciężarówek na LNG. Wzrost o ponad 100 proc 1

Kierunek, w którym w najbliższych dziesięcioleciach zmierzać będzie europejska motoryzacja wyznaczony został przez Komisję Europejską, która zakłada neutralność klimatyczną (w tym transportu) do 2050 r. Czołowi producenci już zapowiedzieli koniec ery produkcji silników benzynowych: Opel w 2028, Volkswagen (2035), Honda (2040).

– Tocząca się dyskusja nad przyszłością branży motoryzacyjnej dotyczy nie tylko samochodów osobowych, ale też wszelkich pojazdów wykorzystywanych do transportu towarów i transportu publicznego. Zmiany są nieuniknione wobec coraz bardziej restrykcyjnych norm spalin, ale całkowite przejście na flotę elektryczną wydaje się nadal melodią przyszłości, gdyż obok znacznych kosztów jest też wyzwaniem logistycznym. Dziś zasięg samochodów elektrycznych nie gwarantuje komfortowej pracy nawet dla aut dostawczych w przypadku mniejszych dostaw czy kurierów, a co dopiero dla ciężarowych – komentuje Rafał Świerczyński, dyrektor logistyki w Duon sp. z o.o.

Wielkie nadzieje wiąże się również z wodorem, który w postaci specjalnego ogniwa napędza silniki elektryczne. Dziś pojazdy napędzane wodorem są jednak ciekawostką, głównie z uwagi na koszty pozyskania energii z tego źródła, a co za tym idzie małą dostępnością stacji tankowania.

LNG – statystyki w góręZaskakujące dane rejestracji ciężarówek na LNG. Wzrost o ponad 100 proc.

W branży transportowej widoczny jest trend poszukiwania alternatyw wobec tradycyjnych diesli. Rośnie pozycja samochodów napędzanych LNG. W roku 2021 zarejestrowano aż 1 346 nowych pojazdów powyżej 3,5 t zasilanych tym paliwem oraz 61 używanych wobec odpowiednio 626 i 24 w roku 2020.

– Jeszcze w 2019 roku ta liczba była dosłownie znikoma – w ciągu całego roku zarejestrowano zaledwie 15 nowych ciężarówek na LNG! Dodajmy też, że w sumie w latach 2019-21 zarejestrowano 1 987 nowych pojazdów ciężarowych na LNG, z czego 67 proc. w roku ubiegłym! Co więcej, zwróciłbym uwagę, że rok do roku wzrósł udział pojazdów zasilanych LNG wśród ogółu nowych samochodów ciężarowych z 3 do 4 proc. Te dane potwierdzają, że skroplony gaz ziemny stał się ważną alternatywą dla tradycyjnego diesla, ale też istotnym paliwem pomostowym w drodze do zeroemisyjności transportu. Podejście właścicieli firm zmienia się, nawet pomimo faktu, że odejście od diesla wiąże się z kosztami wymiany taboru. Nie musi oznaczać to ekstra wydatków, może być wpisane w cykl odmładzania używanego taboru – dodaje Rafał Świerczyński.

Jak się okazuje wzrost zainteresowania pojazdami zasilanymi LNG nie został zahamowany nawet przez wyższe ceny gazu. Dlaczego? Wzrost cen LNG uderzył w przewoźników, oceniają oni jednak, że jest to sytuacja przejściowa. W branży jest również wiara w reakcję polskich władz na wzrost cen tego paliwa. Dodatkowo firmy transportowe mogą z dostawcami gazu uzgodnić stałą, korzystną dla siebie stawkę. Przy przejściu na LNG nie ucierpi również logistyka i nie zwiększy się czas obsługi, gdyż podobnie jak w przypadku diesla możliwa jest instalacja stacji tankowania na terenie firmy wraz z infrastrukturą i wsparciem technicznym. Dynamicznie rozwija się krajowa i zagraniczna siatka stacji tankowania LNG.

– Istotne oszczędności, jakie można uzyskać wynikają również ze zwolnienia z opłat MAUT w Niemczech i niższych opłat drogowych we Włoszech. Wprowadzenie podobnych ulg rozważają inne kraje Unii Europejskiej, w tym Polska – podsumowuje ekspert.

Kiedy trudno się dogadać, ale trzeba współpracować – o spedycji i transporcie

Problemy w komunikacji między kierowcą i spedytorem to nie jest nowy temat. Niestety w obecnej sytuacji dogadać jest się jeszcze ciężej – koszty nieustannie rosną przez Pakiet Mobilności, pogłębiające się długi czy kryzys pandemiczny. Co więcej, w wyniku braków kadrowych wymagania kierowców rosną, a nerwy spedytorów są tak samo napięte, jak budżety ich firm – zauważa Katarzyna Syta, Prezes KAES Logistics. Jak zatem wyjść z impasu i wypracować kompromis pomiędzy spedytorem a kierowcą?

Obecnie o kierowcę trzeba zabiegać. Jest to podyktowane dużymi brakami kadrowymi w tym zawodzie, co więcej – rosnące stawki nie poprawiają jakoś szczególnie tej sytuacji. Naturalnie ma to wpływ na cały rynek przewozów drogowych. Ponadto zerwane w wyniku pandemii łańcuchy dostaw dają konsekwencje w postaci braku surowców i komponentów potrzebnych chociażby do ukończenia nowych pojazdów transportowych. Zatem nie dość, że w transporcie są znaczące braki kadrowe, to sytuacja z samochodami również nie przedstawia się kolorowo. W tej sytuacji kierowca i spedytor muszą dojść do porozumienia i współpracować, aby poprawić stan branży. Niestety, jak się okazuje, nie jest to takie proste.

Konsekwencje dawnych grzechów

Obecnie braki kadrowe są znaczące w wielu branżach. Jednak tym brakiem, któremu szczególnie poświęca się uwagę, jest ten w branży kierowców zawodowych. Problem często był poruszany w różnych mediach, nie tylko branżowych, czego konsekwencje pojawiły się bardzo szybko. Wśród nich prym wiodą  coraz  większe oczekiwania kierowców. Część z nich zaczyna czuć się niezastąpiona i przez to stawia wręcz nierealne warunki, nie bojąc się utraty pracy – w końcu zgodnie z przyjętą narracją czeka ona za każdym rogiem. W konsekwencji firmy transportowe słyszą liczne  żądania od swoich pracowników. Często żądania te są niemożliwe do wykonania lub w ogóle nie są określone – kierowcy czekają na jakieś propozycje ze strony pracodawcy. Każdy marzy o jak najkorzystniejszych warunkach pracy, ale towarzyszący problemowi szum przyczynił się do powstania naprawdę patowej sytuacji. Zresztą to nie jest jedyny czynnik, ważną rolę odgrywają tutaj grzechy przeszłości firm transportowych. Niestety, często ci pracownicy, którzy obecnie stawiają żądania to dokładnie ci sami, którzy w latach 90. I w pierwszej połowie lat 2000 doświadczyli dużego wyzysku ze strony swoich firm. Teraz próbują odwrócić role i zacząć stawiać warunki. Negatywny stosunek kierowców do pracodawców nie jest zatem bezpodstawny, a obecny problem leży w tym, że dotarliśmy do swojego rodzaju impasu. Oczywiście nie tylko roszczeniowi kierowcy są problemem – zleceniodawca też nie jest bez winy.

Największa wartość w transporcie

Jakie problemy natomiast powodują spedytorzy? Zanim odpowiemy na to pytanie, postawmy przed sobą inne – co stanowi największą wartość w transporcie? Odpowiedzią oczywiście jest czas, to właśnie o niego rozbija się najwięcej problemów między przewoźnikiem a spedytorem. Czas jest nierozerwalnie powiązany z kosztami – im dłuższe przestoje, tym drożej. I tak oto mamy świetne pole do powstawania konfliktów. Rozważmy następującą sytuację: transport utknął w 48-godzinnym przestoju, według zapisów w zleceniach, zleceniodawca jest zwolniony z ponoszenia kosztów z tego tytułu. Kto zatem za to zapłaci? Prawdopodobnie przewoźnik, bo podobne zapisy, często chronią zleceniodawcę przez ewentualnymi roszczeniami z tytułu odszkodowania za nieterminowy załadunek bądź rozładunek. Oczywiście jest to bardzo nieprofesjonalne podejście do współpracy, szczególnie dlatego, że wiele przestojów pojawia się z winy spedytora. Przenoszenie całej odpowiedzialności na przewoźnika jest, delikatnie rzecz ujmując, niepartnerskie. Przestoje to nie jedyny problem. Dalej możemy wymienić jeszcze brak świadomości kosztów transportu – tego, co dokładnie wchodzi w koszty pojazdu. W ocenie przewoźników jest to wiedza kluczowa, pozwalająca tworzyć kompromisy dla obydwu stron. Dalej są odwieczne problemy z terminami płatności. W tradycyjnym modelu, kiedy termin płatności jest liczony od momentu otrzymania faktur i oryginalnych dokumentów, do terminu płatności często trzeba dodać 2 – 4 tygodnie. Czas ten potrafi nawet się wydłużyć, aby zapobiegać takim przypadkom, warto przyjąć elektroniczny obieg dokumentów i w ten sposób umożliwić wystawianie  faktur od razu po rozładunku. Punktów zapalnych można mnożyć więcej, jak chociażby brak uwzględniania nieustająco zmiennej ceny paliwa. Wszystko wynika z braku obierania perspektywy drugiej strony.

Każdy ma ciężko

Pracodawca musi sobie odpowiedzieć na pytanie, czy opłaca mu się zwolnić roszczeniowego kierowcę, czy to jeszcze bardziej nie pogorszy jego obecnej sytuacji. Odpowiedź oczywiście jest zależna od konkretnego przypadku – nie ma jednej uniwersalnej, która będzie idealna w każdej sytuacji. Wielu przewoźników zaczęło dochodzić do momentu, w którym ich biznes przestaje być rentowny. Można stwierdzić, że obecnie zachodzi znacząca transformacja rynku – z jednej strony liczba przewoźników i pojazdów zaczyna się znacząco zmniejszać, natomiast z drugiej inne firmy zwiększają swój udział w rynku. Często to zagraniczne firmy rosną w siłę i powiększają się w znaczącym stopniu, mniejsze firmy w dużej ilości znikają z rynku lub zostają wchłonięte przez inne. A jak wygląda sytuacja spedytorów? Brakuje kierowców, pojazdów, a na wyższe stawki nie poprawiają stanu rzeczy. Spedytorzy podczas wybierania przetargów muszą skupiać się na tym, który kontrakt wybrać, a nie co zrobić, aby zdobyć jak największą ilość zleceń. Przy ograniczonych zasobach, należy kalkulować ryzyko i prawdopodobieństwo realizacji konkretnych zleceń w perspektywie określonego czasu.  Te realia wiążą wszystkim ręce, obie strony mierzą się z problemami, jednak w takim wypadku trzeba jakoś współpracować. Na koniec zostaje nam zatem podstawowe pytanie – jak w ogóle się dogadać?

Jak się dogadać?

Podstawa jakichkolwiek rozważań jest jedna – pamiętajmy, że po drugiej stronie jest człowiek. W branży również zmaga się z licznymi problemami, głównie natury finansowej. Choć takie słowa mogą brzmieć banalnie, nie trudno odnieść wrażenie, że w sprawach biznesowych, czasem się o tym zapomna, a emocje biorą górę. Jednak kultura osobista to podstawowe narzędzie współpracy. Spedytorzy muszą także pamiętać, że wysokość stawki to nie wszystko, dużo zależy od odpowiedniej organizacji i warunków zleceń. Firmy transportowe z kolei powinny kalkulować wszelkie koszty, przewidywać cenę zlecenia jak najdokładniej się da, aby pomóc drugiej stronie zrozumieć swoją działalność.  Mając na uwadze te elementy, możemy zbudować współpracę opartą na faktach z wzajemną znajomością naszych potrzeb. Pamiętajmy, aby w tym kryzysie nie zgubić swojego człowieczeństwa i nie patrzeć na drugą osobę, jak na obraz cyfr – zysków i strat. Firmy spedycyjne i transportowe są poniekąd na siebie skazane, zatem postarajmy się przynosić sobie nawzajem korzyści  i wspólnie przetrwać obecny kryzys.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

Inflacja w Polsce zaskakuje, tym razem pozytywnie

Inflacja konsumencka w Polsce, mierzona wskaźnikiem CPI, wyniosła w styczniu 9,2 proc. r/r (prog. 9,4 proc. r/r). Odczyt tym razem zaskakuje pozytywnie, niemniej należy pamiętać, że jest on o 0,6 pkt. proc. wyższy od grudniowego odczytu. Pomimo, iż dynamika wciąż jest wysoka, to rynek odetchnął z pewną ulgą. Od czerwca minionego roku CPI systematycznie zaskakiwał w górę.

Styczniowy odczyt zbliżył nas do dwucyfrowego poziomu (bardzo daleko od celu NBP wynoszącego 2,5 proc. Rynek zdawał się być jednak pozytywnie zaskoczony faktem, że psychologiczna bariera nie została złamana. Zdecydowanie sprzyjała temu tarcza antyinflacyjna, która obniżyła podatki na wiele produktów, czyniąc wzrost ich ceny relatywnie słabszym. Presja inflacyjna pojawia się jednak w całym koszyku i nie dotyczy tylko i wyłącznie cen nośników energii, czy żywności. Owszem, pierwotnie za znaczą część dynamiki CPI odpowiadały tzw. czynniki podażowe, a więc właśnie ceny nośników energii, etc. To co je łączyło to fakt, że nie zareagują na wzrost stóp procentowych. Niemniej ówczesna retoryka NBP mówiąca o niskich stopach procentowych w dającej się przewidzieć przyszłości rozzuchwaliła konsumentów i obecnie w dużej mierze za wzrost cen odpowiadają czynniki popytowe, które dodatkowo wspierają silne impulsy fiskalne z rządu.

Tarcze antyinflacyjnie reagują na obecną inflacje i istotnie obniżają jej dynamikę. Należy jednak pamiętać, że jak każdy impuls fiskalny tarcze powodują, że efektywnie więcej pieniędzy zostaje w kieszeni gospodarstw domowych, co będzie się przekładać na wzrost cen w innych kategoriach. Dodatkowo firmy, którym rosną koszty (wyższe ceny energii, półproduktów, ale też koszty pracowników) będą podnosić ceny, a konsumenci wykazują relatywnie dużą zdolność do absorbcji tych wzrostów cen. W całości przekłada się to na wyższą dynamikę w dłuższym okresie, choć z nieco niższym szczytem w krótkim terminie.

Z perspektywy złotego odczyt CPI jest dość spójny z oczekiwaniami. Jeśli nie dojdzie do nadzwyczajnych wydarzeń (wojna etc), a tarcze antyinflacyjne będą utrzymywane w mocy (zdaje się takie są oczekiwania większości konsumentów), marcowe posiedzenie może być ostatnim z 50-punktowym ruchem stóp w górę. Dla RPP komfortowe byłoby umocnienie złotego. Dotychczas taki scenariusz się materializuje, o czym świadczą m.in. skromne spadki kontraktów FRA. W środę rano złoty kwotowany jest na poziomie 4,4920 za euro. Zdecydowanie sprzyja deeskalacja napięcia na linii Rosja-Ukraina.

Maciej Madej, analityk DM TMS Brokers

Elastyczność kluczem do warszawskich biur

Eksperci z firmy doradczej BNP Paribas Real Estate Poland podsumowali ostatni kwartał 2021 roku w stołecznych biurach. Na rynku, który zamknął rok z blisko 325 tys. m kw. nowej powierzchni, na którym rosną pustostany, a w strukturze popytu umacniają się odnowienia umów, najważniejszym słowem dla wszystkich uczestników rynku okazała się „elastyczność”. Autorzy podkreślają, że w 2022 roku będzie podobnie.

Na koniec 2021 roku Warszawa dysponowała ponad 6,15 mln m kw. powierzchni biurowej, z czego ponad połowa ulokowana była w budynkach które skończyły już 10 lat. W ciągu 12 analizowanych miesięcy stołeczne zasoby biurowe powiększyły się o blisko 325 tys. m kw., co oznacza 3 proc. wzrost r/r. Tylko w ostatnim kwartale rynek urósł o 31,5 tys. m kw. nowoczesnych biur i w znakomitej większości stało się to za sprawą dwóch projektów: biurowca Central Point wybudowanego przez belgijskiego dewelopera Immobel tuż przy skrzyżowaniu ulic Marszałkowskiej i Świętokrzyskiej (17 975 m kw. powierzchni) i uruchomienia pierwszej fazy kompleksu Fabryka PZO (12 122 m kw.), której jedynym najemcą został ZTM. Otwarcia oznaczają, że 57 proc. nowej podaży dostarczonej na rynek pomiędzy październikiem a grudniem przypadło na strefę COB, a 38 proc. na strefę Wschód. Ogółem, na koniec minionego roku, największą biurową dzielnicą w Warszawie okazało się ponownie Centrum (44 proc. wszystkich zasobów), dalej Mokotów (24 proc.) i korytarz przy Alejach Jerozolimskich (12 proc.).

Spodziewana luka na budowach

Na koniec roku na warszawskich placach budów trwały prace przy inwestycjach, które w sumie wzbogacą rynek o ponad 347 tys. m kw. nowoczesnej powierzchni. Najwięcej budowało się w strefie COB (30 proc. powierzchni w budowie), a także w strefach Centrum-Zachód (24 proc.) i Centrum-Wschód (19 proc.). Deweloperem dwóch największych nowopowstających obiektów jest firma HB Reavis, która na IV kwartał tego roku zapowiada otwarcie kolejnej części kompleksu Varso – Varso Tower (66 300 m kw. powierzchni), a jeszcze wcześniej, bo w II kwartale biurowca Forest (51 700 m kw.). Buduje się także przy placu Europejskim, gdzie powstaje biurowa wieża The Bridge, której deweloperem jest firma Ghelamco.

Autorzy raportu zwracają uwagę, że zamrażanie projektów biurowych i odsuwanie ich w czasie, a ponadto rewizje planów deweloperów i przekształcanie części inwestycji w obiekty o zróżnicowanym przeznaczeniu, , spowodują w najbliższych latach znaczące zmniejszenie się podaży nowej powierzchni biurowej. Przewidywanym efektem będzie zmiana w relacji popyt-podaż, a w dalszej kolejności zmiana biznesowej relacji na linii wynajmujący-najemca.

Przewidywany na lata 2023 – 2025 podażowy dołek nie tylko odciśnie piętno na poziomie i strukturze popytu, ale także przyłoży się do wzrostu stawek czynszowych. Jednak pomimo tego, że rynek nie jest dziś łatwy, to część firm deweloperskich nie tylko nie wstrzymuje projektów, ale planuje swoje inwestycje tak, żeby jak najlepiej wypełniły lukę w podaży i w jakiś sposób odpowiadały na odkładane przez firmy decyzje o najmie. W perspektywie nadrabiania zaległości, w najbliższych kwartałach możemy się spodziewać nakładania na siebie procesów i negocjacji, które się przeciągają albo zostały odmrożone, z tymi rozpoczynającymi się – komentuje Mikołaj Laskowski, Head of Office Agency, BNP Paribas Real Estate Poland.

Na wzrost stawek czynszowych bazowych i kosztów eksploatacyjnych już w 2022 roku będą miały wpływ także m.in.: galopująca inflacja obejmująca wszystkie kategorie kosztowe, wzrost kosztów mediów, wyższe obciążenia podatkowe, a także wzrost kosztów materiałów budowlanych.

Pustostany znów w górę

Zgodnie z przewidywaniami – po chwilowej przerwie na III kwartał – w końcówce roku wskaźnik pustostanów ponownie wzrósł, osiągając poziom 12,7 proc. Oznacza to, że prawie 780 tys. m kw. powierzchni biurowej czeka na swoich najemców. Zdecydowana większość znajduje się w największej strefie, czyli Centrum, choć tu znaczącym czynnikiem było oddanie do użytku dużego biurowca Central Point, którego poziom wynajęcia w chwili dostarczenia sięgał blisko 20%.

Na poziom pustostanów duży wpływ miały decyzje podejmowane przez najemców, którzy częściej wybierali opcję przedłużenia dotychczasowej umowy przy jednoczesnej optymalizacji powierzchni, niż opcję zmiany biurowego adresu na nowy. Przewidujemy, że w 2022 roku papierkiem lakmusowym biurowego rynku będzie to, jak rynek zareaguje na powroty do biurek i dalsze decyzje o pracy w modelach zdalnym czy hybrydowym, które podyktowane będą rozwojem pandemii – mówi Małgorzata Fibakiewicz, Head of Business Intelligence Hub, BNP Paribas Real Estate Poland.

Pracowita końcówka roku

W ostatnim kwartale podpisano umowy najmu na blisko ćwierć miliona metrów kwadratowych, a w całym 2021 roku na 646 500 m kw., co oznacza wzrost na poziomie 7 proc. w porównaniu z rokiem ubiegłym. Najbardziej popularne okazały się biurowce w centralnych strefach Warszawy. Aż 60 proc. zawartych kontraktów dotyczyła bowiem tej strefy miasta, co po raz kolejny jest potwierdzeniem atrakcyjności i intensywnego rozwoju tej lokalizacji.

Z raportu wynika, że średni udział odnowień umów najmu w całkowitej puli kontraktów wzrósł z 36 proc. w 2020 roku do poziomu prawie 45 proc. w minionych 12 miesiącach. Wśród trzech najbardziej znaczących transakcji z 2021 roku, dwie dotyczyły przedłużenia umowy, jedna była przednajmem.

Zmiany w taryfikatorze mandatów już widoczne w statystykach

Według Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji, w styczniu br. o ponad 55 proc. obniżyła się liczba przekroczeń prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku. Co więcej, wykroczeń kierowców wobec pieszych również odnotowano mniej o prawie jedną trzecią (29,5 proc). Czy możemy więc mówić o skuteczności nowych kar dla piratów drogowych?

Liczba ofiar śmiertelnych w wypadkach w Polsce na milion mieszkańców pozostaje od lat jedną z najwyższych w Unii Europejskiej. Przed pandemią było to 77 osób na milion mieszkańców i dało to Polsce 3. miejsce w UE (za Rumunią i Bułgarią) – informuje Europejskie Stowarzyszenie Producentów Samochodów (ACEA). W Niemczech było to tylko 37 osób. Wstępne dane Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji pokazują, iż w styczniu 2022 r. odnotowano taką samą liczbę wypadków, jak w styczniu 2021 roku (1230). Warto jednak podkreślić, że dwa lata temu wypadków było o 678 więcej, czyli 1908.

„Społeczeństwo zaczyna dostrzegać istotę zmiany przepisów na bardziej rygorystyczne – np. w kwestii mandatów czy pierwszeństwa pieszych. Takie regulacje przynoszą pierwsze efekty. Ministerstwo Infrastruktury informowało, że po wprowadzeniu przepisów chroniących pieszych na pasach, liczba wypadków z ich udziałem spadła. W okresie od 1 czerwca do końca sierpnia 2021 roku było to o 3 procent mniej niż w 2020 r. i o 24 procent mniej niż w 2019 r.” – mówi Piotr Korab, ekspert autobaza.pl.

Co istotne, zmiana w taryfikatorze mandatów już jest widoczna na drogach. W styczniu br. o ponad 55 proc. obniżyła się liczba przekroczeń prędkości o ponad 50 km/h w terenie zabudowanym w porównaniu do analogicznego okresu w 2020 roku. Wykroczeń kierowców wobec pieszych również odnotowano mniej o prawie jedną trzecią (29,5 proc). Widoczny spadek (15 proc.) zauważono także w przypadku nieustępowania pierwszeństwa innemu pojazdowi. Zmiana nastąpiła również w przypadku ilości wykroczeń popełnianych przez pieszych, jest ich mniej o 12,2 proc. Redukcji o 9.2 % uległa również liczba kolizji – informuje Biuro Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji.

Warto zaznaczyć, że okres obowiązywania nowych przepisów wydaje się być jeszcze zbyt krótkim czasem do tego, aby dokonywać długoterminowych analiz.

Co ciekawe, w Europie testuje się alternatywne kary za przekroczenie prędkości. W 2019 r. Estończycy informowali o innym sposobie na niesubordynowanych kierowców. „Piraci drogowi” zamiast mandatów byli zobligowani do odbycia przymusowego postoju na parkingu przez odpowiedni czas.

„W Polsce również słyszy się o coraz to nowszych pomysłach na zaostrzenie kar. Rząd na początku lutego br. przegłosował nowe przepisy związane z karaniem pijanych kierowców, które były dyskutowane już wcześniej. W myśl nowej regulacji kierowca samochodu mający nie mniej niż 1,5 promila alkoholu we krwi straci swój pojazd. Nie będzie miało znaczenie, że nie spowodował kolizji w ruchu drogowym. Co więcej, auta będą konfiskowane także sprawcom wypadków, którzy mieli „tylko” powyżej 0,5 promila alkoholu we krwi, a także popełniającym takie przestępstwo po raz kolejny” – podsumowuje Piotr Korab, ekspert autobaza.pl.

Gramatyka się potyka, czyli jak naciągacze próbują nas oszukać

Jak rozpoznać w sieci działania oszustów, którzy za pomocą phishingu chcą wzbogacić się kosztem innych? Większość fałszywych komunikatów zawiera błędy, podejrzane zwroty. Oszuści próbują jednak też innych sztuczek – wykorzystują nasze zaufanie, narzucają presję czasu i usypiają naszą czujność. Cel jest jeden – przekierowanie nas na zewnętrzną stronę i wyłudzenie danych.

Internetowi naciągacze stosują różne metody, podszywają się pod firmy kurierskie, banki, urzędy, operatorów płatności czy strony serwisów ogłoszeniowych. Jak zachowują się oszuści, od czego zwykle zaczynają i jakie są ich najpopularniejsze sztuczki?

„Potwierdź dostawa, bezpieczeństwo płatność”

Błędne konstrukcje językowe to dobra wskazówka do rozpoznania wiadomości od oszusta. W fałszywych komunikatach bardzo często zastosowana jest też forma bezosobowa. Naciągacze podszywający się przykładowo pod serwis ogłoszeniowy tworzą przyciski, formułując komunikat w bezokoliczniku. Dla polskiego użytkownika może to brzmieć dziwnie, np. zamiast komunikatu „OK” lub „AKCEPTUJĘ” pojawiają się polecenia „ZROBIĆ”, „POTWIERDZAĆ” lub „GOTOWOŚĆ”.

Cechy podejrzanych komunikatów:

  • W treści brakuje dużych liter na początku zdań.
  • Podpunkty rozpoczynają się raz małą, a raz dużą literą.
  • Niepoprawne powitanie – np. „Witaj, drogi sprzedawcy!”.
  • Linki przesłane w SMS-ie czy e-mailu nie wskazują na polską domenę.

Niezgrabnie sformułowane komunikaty to domena phishingowców. Niepoprawnie użyte zwroty, błędny szyk, mieszanka różnych języków – na takie cechy fałszywych komunikatów warto uważać, aby nie paść ofiarą oszustów.

Sposób działania oszustów

Złodzieje wyspecjalizowani w phishingu podszywają się zarówno pod sprzedających, jak i kupujących, i zawsze sprawiają wrażenie przeciętnego użytkownika. Ich głównym celem jest przekierowanie nas linkiem na zewnętrzną, fałszywą stronę, gdzie znajduje się zwykle formularz do uzupełnienia. Celem oszustów jest wyłudzenie danych, np. loginu i hasła do konta bankowego, numeru karty płatniczej, numeru CVV karty, dowodu osobistego, numeru PESEL. Samo kliknięcie w link nie jest większym problemem – ten pojawia się dopiero wtedy, gdy przekażemy własne dane – np. numer karty płatniczej, co w konsekwencji umożliwia sprawcom przejęcie naszego konta bankowego.

Oszuści są sprytni i stosują różne metody. Na serwisie OLX podszywają się zarówno pod kupujących, jak i sprzedających. Za wszelką cenę chcą nam udowodnić, że wpłacili już wskazaną kwotę na konto i proszą o pilną wysyłkę. Przekonują nas, że bardzo im się spieszy, a przelew już wykonali. Albo próbują wyłudzić nasze dane, podsyłając fałszywe linki, w które nigdy nie należy klikać. Wszelkie próby oszustw należy do nas zgłaszać – im szybciej, tym lepiej – wyjaśnia Paulina Rezmer, Senior PR Specialist w OLX.

Cztery najpopularniejsze kłamstwa nieuczciwych kupujących:

  • Wysłanie zrzutu ekranu ze strony banku, ale bez widocznej daty zrealizowania przelewu – nie jest to potwierdzenie, to tylko dyspozycja, którą oszust anulował zaraz po zrobieniu zdjęcia.
  • Podstawianie kuriera – kupujący zamawia kuriera, który jest tak naprawdę słupem, czyli nieświadomą przekrętu osobą.
  • Wątpliwe potwierdzenie przelewu – dane wyglądające na wklejone, widać błędy ortograficzne, językowe.
  • Podrabianie etykiety wysyłkowej – kupujący prosi, aby sprzedawca przesłał produkt wysyłką pobraniową przez paczkomat. Generuje własną etykietę, ale… zwykłą, którą przed wysłaniem przerabia tak, aby wyglądała na pobraniową. Sprzedawca wysyła przedmiot, wierząc, że otrzyma na konto pieniądze, ale w konsekwencji nie ma ani przedmiotu, ani pieniędzy.

Jak zauważyć, że sprzedający na OLX próbuje nas oszukać? Oto kilka cennych porad:

  • Brak bezpiecznych form realizacji transakcji – sprzedający nie umożliwia skorzystania z odbioru osobistego, przesyłki za pobraniem lub z Przesyłki OLX.
  • Wymówki związane z odbiorem osobistym – zwodzenie, brak czasu, praca do późnych godzin nocnych, opisywanie nagłych wypadków, problemów życiowych. Wszystko po to, aby uniemożliwić odbiór i bezpośrednie spotkanie.
  • Fałszywe instrukcje – wysyłanie nieprawdziwych komunikatów.
  • Zła lokalizacja – produkt wystawiony w jednej miejscowości, a odbiór możliwy na drugim końcu Polski. W konsekwencji proponowanie wpłaty zaliczki za rezerwację lub dodatkową, szybką wysyłkę produktu poza schematem.
  • Wywieranie presji – ckliwe teksty o „świetnej ofercie”, „ostatniej szansie!”, „kto pierwszy, ten lepszy!”, mają nas doprowadzić do tego, że zdecydujmy się na mało bezpieczne kroki – np. zapłacenie z góry przelewem typu BLIK.

Czy znacie kogoś, kto bez zastanowienia przesyła nieznajomej osobie skany wszystkich najważniejszych dokumentów: dowodu osobistego, prawa jazdy, paszportu? No właśnie. Więc jeśli ktoś przesyła takie skany, chcąc udowodnić, że nie ma nic do ukrycia, powinno to wzbudzić naszą czujność. Najprawdopodobniej te dokumenty są sfałszowane. Nie dajcie się nabrać!

Inflacja nadal rośnie. Przedsiębiorcy: nie jesteśmy optymistami

Inflacja znowu szybuje do góry. Prezes Mojsiuk: „9,2% oficjalnie, to odczuwalnie nawet dwa razy więcej. Przedsiębiorcy mocno odczuwają wzrost cen wszystkiego”.

Ostatni oficjalny odczyt inflacji to 9.2% i jest to pierwszy od wielu miesięcy odczyt, który wyszedł niższy niż spodziewane prognozy, które zwiastowały, że w rok 2022 wejdziemy z inflacją na poziomie 10%. Nie zmienia to faktu, że ceny idą w górę i jest to odczuwalne zarówno przez przedsiębiorców jak i konsumentów. – Obecny poziom inflacji pokazuje, że nasz kraj znalazł się na drodze galopującego wzrostu cen i ciężko będzie go zatrzymać doraźnymi tarczami, obniżkami czy promocjami. To wygląda jak próba naprawiania przeciekającego kranu taśmą klejącą. Wody leci mniej, ale kran nadal przecieka. Inflacja rośnie, ale mniej niż się spodziewaliśmy. Czy to naprawdę powód do radości? Sygnały od przedsiębiorców są jednoznaczne. Wszystko drożeje – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Mały” wzrost inflacji? Prezes Mojsiuk: „To fałszywa retoryka, bo ceny i koszty nadal rosną”

Jak mówi Prezes Północnej Izby Gospodarczej kolejne wzrosty poziomu inflacji są odczuwalne dla przedsiębiorców i wiążą się z koniecznością kolejnych rewizji budżetów w wielu firmach. – Przedsiębiorcy w najbliższym czasie nie będą podnosić cen. To kwestia troski o konsumentów oraz tego, że w ostatnim czasie wprowadzono szereg rozmaitych tarcz i programów skierowanych w stronę społeczeństwa. Wszelkie ruchy podnoszące ceny produktów i usług byłyby więc bardzo negatywnie i wizerunkowo odbierane przez społeczeństwo. Przedsiębiorcy więc muszą wliczyć kolejne wzrosty cen we własne koszty i jest to dla nich mocno odczuwalne. Styczeń to kolejny miesiąc, gdzie otrzymujemy informacje o skokowych wzrostach cen prądu i gazu. Poważnie obawiamy się o sytuację wielu branż – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Prezes Mojsiuk nie zgadza się z optymizmem analityków odnośnie „małego” wzrostu inflacji. – Jest to trochę fałszywa retoryka. Przedsiębiorcom trudno zgodzić się z tezą, że jest dobrze, bo inflacja rośnie, ale miało być 10%, a jest 9,2%. Wzrost to wzrost i nie ma się z czego cieszyć – mówi Prezes Izby.  Wysoka inflacja utrzymuje się w całej Europie. Rekordowe wskaźniki w styczniu odnotowały również Niemcy, Czechy i Słowacja.

– Galopada cen jest absolutnie niepokojąca. To zjawisko, które dotyka zarówno przedsiębiorców jak i pracowników. Trudno ocenić czy styczniowy odczyt należy już analizować z uwzględnieniem działania tarcz antyinflacyjnych. Jeżeli tak, to znaczy, że wzrostu cen nie udało się zatrzymać. Jeżeli jednak damy projektowi szansę to odczyt lutowy powinien być bardziej optymistyczny. Póki co jednak trudno o dobre nastroje, bo poza inflacją wpływ na bieżącą sytuację firm ma także pandemia, wzrost cen mediów i presja płacowa. Przy tylu negatywnych czynnikach utrzymywanie tych samych cen produktów i usług co obecnie, a nawet obniżanie cen, jest po prostu niemożliwe – komentuje dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie dr Piotr Wolny.

Najbliższe zapowiedzi: pozytywne. Perspektywy? Niepewne

Poproszona o komentarz dla Północnej Izby Gospodarczej prof. Aneta Zelek przyznaje, że sytuacja w wielu sektorach gospodarki jest bardzo trudna, a obecny odczyt nie napawa optymizmem w kontekście kolejnych miesięcy.

– Wydaje się, że udało się nie przekroczyć poziomu 10 proc. dzięki pierwszej tarczy antyinflacyjnej, tj. obniżce VAT i akcyzy na paliwa, na stacjach benzynowych w styczniu zapłaciliśmy o 4,4 proc. mniej niż w grudniu, podczas gdy w całej Europie ceny paliw wzrosły.  Można mieć nadzieję, że styczniowy odczyt to szczytowy wymiar inflacji i od lutego możemy obserwować zjawisko tzw. dezinflacji (spadek tempa inflacji). Spowolnienie wzrostu cen ma wynikać z oddziaływania drugiej tarczy antyinflacyjnej – przypomnijmy, od 1 lutego obowiązują niższe stawki podatków pośrednich, w tym zerowy VAT na żywność i gaz, a także wprowadzenie 8 proc. stawki od paliw (w miejsce 23-procentowej). Premier już dzisiaj awizuje przedłużenie działania obu tarcz antyinflacyjnych, a szef Rady polityki Pieniężnej odważnie zapowiada dalszy wzrost stóp procentowych. To wyraźne działania antyinflacyjne, więc być może do końca 2022 roku uda się nieznacznie zredukować inflację. Problem w tym, że po zakończeniu oddziaływania tarcz i powrocie do normatywnego opodatkowania paliw i żywności, sytuacja może się powtórzyć. Czy nasz rząd ma na to jakiś pomysł? – komentuje prof. Aneta Zelek.

– Jakie są więc długoterminowe perspektywy? Są podstawy do obaw i niepokoju. W gospodarce ujawnia się wiele czynników silnie proinflacyjnych. Wysokie tempo wzrostu gospodarczego, niestabilny kurs złotego, potencjalne skutki wzrostu stóp procentowych, wreszcie efekty Polskiego Ładu (z jednej strony wzmacniające popyt, z drugiej skutkujące wzrostem kosztów) to bardzo niebezpieczne zjawiska. Na tym tle, nie ma żadnych powodów do optymizmu. Oczekiwanie, że inflacja zniknie w krótkim okresie jest naiwnością. Nadal musimy być przygotowani na wzrosty cen w dłuższej perspektywie – dodaje ekspertka.

Grupa iCEA z nowym CSO, Bartoszem Wicijowskim

Grupa iCEA powiększyła zespół o nowego CSO – Bartosza Wicijowskiego, który wesprze Dział Handlowy, we wdrażaniu strategii sprzedaży oraz Dział Relacji Partnerskich w tworzeniu nowych perspektyw biznesowych, które pozwolą na dalszą ekspansję rynków zagranicznych.

Bartosz Wicijowski objął stanowisko Chief Sales Officera w Grupa iCEA. Zadba o opracowywanie i wdrożenie strategii mającej na celu realizację planów handlowych. Będzie także odpowiedzialny za zarządzanie działem generowania leadów oraz wesprze Dział Relacji Partnerskich w budowaniu silnych relacji B2B.

„Rozwój firmy na rynku Polskim, ale przede wszystkim na rynkach zagranicznych, wymaga opracowywania i wdrażania strategii mającej na celu optymalizacje procesów handlowych wewnątrz naszych oddziałów w Ameryce Północnej, Azji oraz Europie. Cel nadrzędny skupia się na klientach. Chcemy dostarczyć im rozwiązań, których potrzebują. Znajomość rynku to klucz do ich dotarcia i skutecznego pozyskania. Bartosz doskonale odnajduje się w tych zadaniach, a jego wieloletnie doświadczenie owocuje budowaniem długofalowych relacji z klientami w Polsce i na rynkach zagranicznych” – komentuje Wojciech Harmeza – CEO Grupa iCEA

Bartosz Wicijowski z obszarem handlu związany jest od ponad 10 lat. Swoje kompetencje budował jako Dyrektor Działu Sprzedaży i Marketingu w Evio Polska oraz ASTA-NET S.A., gdzie odpowiadał za rozwój sektora sprzedaży i marketingu, a także budowę relacji z kluczowymi klientami i partnerami. Przez ostatni rok pełnił funkcję Dyrektora Sprzedaży w Primesoft Polska Sp. z o.o., w którym zarządzał działaniami skierowanymi na zwiększenie sprzedaży, a także odpowiadał za relację z klientami B2B oraz budowanie pozycji marki na rynku.

Grupa Fortis podsumowuje 2021 rok i planuje kolejne inwestycje

Miniony rok był dla Grupy Fortis intensywnym czasem rozwoju oraz planowania kolejnych projektów, w tym między innymi budowy parków handlowych w Strzelcach Opolskich i w Lubrzy o łącznej powierzchni wynajmowalnej około 13 000 mkw. Grupa przygotowuje także kolejne projekty deweloperskie w sektorach handlowym i mieszkaniowym w Ciechocinku, Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, Łodzi, Zgierzu, Łęczycy i Zabrzu. W ciągu minionych dwunastu miesięcy spółka rozwinęła także nowy dział w swoich strukturach: land development, który świadczy usługi zewnętrznym inwestorom poszukującym działek pod realizację projektów deweloperskich.

„Rok 2021 rozpoczęliśmy intensywnie od zakończenia budowy i otwarcia II etapu Premium Park w Strzelcach Opolskich. Park handlowy o powierzchni najmu ponad 5 000 mkw. został w całości wynajęty markom takim jak Hebe, Deichmann, KiK, Martes Sport, Neonet, Tedi, Żabka czy 4F, Diverse, KS Sport i Top Secret. W II kwartale 2021 roku park został sprzedany LCP Properties” – mówi Sebastian Wiśniewski, Założyciel i Zarządzający Fortis Group. „W minionym roku rozpoczęliśmy również i zakończyliśmy budowę parku handlowego Premium Park w Lubrzy k/Prudnika. Także i ten obiekt o powierzchni najmu 9 000 mkw. został w całości wynajęty i w grudniu sprzedany również na rzecz LCP Properties” – podkreśla Sebastian Wiśniewski.

Projekt w Lubrzy został wykreowany jako wielofunkcyjna lokalizacja handlowo-usługowa, która ma za zadanie dostarczyć rozbudowaną ofertę nie tylko mieszkańcom najbliższych miejscowości, ale także całego regionu. W ramach projektu uruchomionych zostanie szereg dodatkowych funkcji w tym między innymi stacja paliw Shell, market BricoMarche oraz restauracja McDonald’s, pod budowę których grunty przygotowała i sprzedała na rzecz inwestorów Grupa Fortis. W samym Premium Parku powierzchnie handlowe wynajęte zostały między innymi: 4F, Biedronka, CCC, Deichmann, Diverse, Kaes, KIK, Martes, Monnari, Neonet, Pepco, Sinsay, Smyk, Tedi oraz Young Reporter. W kompleksie handlowym funkcjonować będą także kantor, sklep zoologiczny, restauracja Olimp oraz drogeria Rossmann.

Grupa Fortis prowadziła procedury administracyjno-prawne zmierzające do realizacji przyszłych inwestycji w Ciechocinku, Warszawie, Poznaniu, Gdańsku, Łodzi, Zgierzu, Łęczycy i Zabrzu. To właśnie one w tym roku będą przedmiotem działalności firmy. W skład portfela nieruchomości handlowych zrealizowanych do tej pory przez Fortis Investments wchodzi ponad 40 projektów. Mowa zarówno o parkach, jak i wolnostojących pawilonach handlowych. Łączna powierzchnia wynajmowalna w istniejących obiektach komercyjnych to około 50 000 mkw. Jednocześnie Grupa Fortis wybudowała lub przygotowała kilkaset lokali mieszkaniowych.

„W związku z rozwojem rynku obserwujemy wzmożone zainteresowanie inwestorów gruntami pod realizację projektów handlowych, magazynowych i mieszkaniowych. Posiadając wewnątrz Grupy Fortis odpowiednie kompetencje, w tym wiedzę na temat licznych działek i możliwości ich wykorzystania, postanowiliśmy uruchomić dział Land Development, który bazując na naszym doświadczeniu, świadczy usługi na rzecz zewnętrznych inwestorów.” – dodaje Sebastian Wiśniewski.

ZPP: trudno zrozumieć decyzję o wypłacie 14. emerytury, szczególnie w obliczu sytuacji gospodarczej i rosnącej inflacji

Deklaracja o kontynuowaniu programu wypłacania kolejnych dodatkowych świadczeń emerytalnych również w 2022 roku wydaje się kompletnie niezrozumiała. Niestabilne otoczenie gospodarcze i rosnąca inflacja sprawiają, że rząd powinien raczej rewidować polityki socjalne i społeczne, niż utrwalać siatkę dotychczas wprowadzonych świadczeń.

Polski system emerytalny jest jednym z najdroższych w Europie. Od lat wydajemy na niego ponad 10% PKB – znacznie więcej, niż średnia dla OECD. Mniejsze, w stosunku do wielkości gospodarki, kwoty przeznaczają na ten cel państwa takie jak Niemcy, Czechy, czy Szwecja. Ostatnie lata, zamiast poważnej debaty o gruntownej reformie systemu emerytalnego, uwzględniającej czynniki demograficzne, przyniosły raczej szereg działań pogłębiających problem. Obniżono wiek emerytalny, zainicjowano prace nad kosztownymi (wg prognoz średniorocznie pochłaniałyby ok. 12 mld zł) emeryturami stażowymi, na stałe wprowadzono dodatkowe, 13. emerytury, a w międzyczasie rokrocznie chwalono się wysokim waloryzacjami. Jakby tego było mało, w 2021 roku zdecydowano się wypłacić jednorazowo 14. emerytury. Już w lutym 2022 roku okazało się jednak, że świadczenie jednorazowe było tylko teoretycznie – w praktyce jego wypłata jest w trybie uznaniowym kontynuowana. Mimo inflacji sięgającej niemal 10%, coraz mniej stabilnej sytuacji międzynarodowej i rosnącego ryzyka globalnego tąpnięcia gospodarczego, rząd zobowiązał się do wypłaty 14. emerytur również w tym roku. Jest to działanie kompletnie niezrozumiałe – społecznie niezasadne, budżetowo ryzykowne, a systemowo szkodliwe.

Trudno jest wskazać, jaki konkretnie cel realizować mają 14. emerytury. Na sytuację finansową emerytów zdecydowano się już bowiem wpłynąć szeregiem innych, wymienionych wyżej działań. Kolejny transfer gotówkowy kierowany do tej grupy wydaje się służyć wyłącznie zadowoleniu określonej części elektoratu, a więc realizować funkcje czysto polityczne, a nie gospodarcze czy społeczne.

Na horyzoncie pojawiają się tymczasem poważne zagrożenia. Odczyt inflacji za styczeń jest rekordowy i wyniósł 9,2%. Przeciętny koszyk zakupowy staje się coraz droższy i choć część analityków twierdzi, że właśnie w styczniu odnotowaliśmy szczytowy punkt w odczytach inflacyjnych, konsumenci obawiają się dalszego wzrostu cen. Reakcja na rosnącą drożyznę w zakresie polityki pieniężnej ma charakter oczywisty (lecz niewątpliwie spóźniony) i sprowadza się do konsekwentnej podwyżki stóp procentowych, co już odczuwają w portfelach kredytobiorcy. Część z nich – z uwagi na prowadzoną działalność gospodarczą lub zarobki przekraczające przeciętne wynagrodzenie w Polsce – wyraźnie straci dodatkowo na Polskim Ładzie. Rachunki za prąd czy gaz stają się więcej niż niepokojące, a konsekwencje finansowe polityki klimatycznej UE w kontekście opartej na węglu energetyki mogą być dla konsumentów szczególnie dotkliwe. Z uwagi na polityczny spór rządu z Komisją Europejską w dalszym ciągu wstrzymana jest przy tym wypłata środków z KPO.

Wszystkie powyższe czynniki bezpośrednio wpływają na dobrobyt i siłę nabywczą pracujących Polaków. Znajdując się w obecnej sytuacji i dostrzegając wszystkie wskazane zagrożenia, należałoby raczej zrewidować politykę społeczną i budżetową, ograniczając wydatki do tych rzeczywiście celowych (jest to prawdopodobnie kwestia dyskusyjna, w ocenie ZPP zasadne byłoby utrzymanie – z nowych programów społecznych – wyłącznie 500+ w pierwotnej wersji). Wprowadzanie kolejnych impulsów konsumpcyjnych – a do tego, z punktu widzenia gospodarki, przyczyniają się 14. emerytury – nie rozwiązuje żadnego z przedstawionych wyżej problemów, jedynie pogłębiając niektóre z nich. W naszym przekonaniu dodatkowe świadczenia emerytalne to niepotrzebny i kosztowny prezent dla arbitralnie określonej grupy, będącej już odbiorcą szeregu innych transferów o charakterze redystrybucyjnym. W obecnej sytuacji ekonomicznej powinniśmy dyskutować o tym, jak przywrócić zaufanie firm do prawodawcy (o tym, że jest rekordowo niskie świadczy równie rekordowo niska skłonność przedsiębiorców do inwestowania), stymulować rozwój klasy średniej, czy poprawić system podatkowy, który po wprowadzeniu Polskiego Ładu stał się jeszcze bardziej skomplikowany. Nie jest wykluczone, że nadchodzą trudniejsze gospodarczo czasy, w których stymulowanie wzrostu konsumpcją może stać się niewystarczające. Warto wziąć to pod uwagę i przyjąć konserwatywny zwrot w polityce społecznej i budżetowej.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców

Stanowisko Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej w sprawie raportu Fundacji Instrat o marżach elektrowni węglowych na hurtowych cenach energii elektrycznej

Fundacja Instrat w swoim raporcie o marżach elektrowni węglowych na hurtowych cenach energii elektrycznej nie przedstawia pełnego obrazu sytuacji, co może wprowadzać w błąd i nie pozwala wyciągnąć właściwych wniosków. Cenę hurtową na rynku energii elektrycznej ustala najdroższa jednostka wchodząca do systemu energetycznego. Na tym polega mechanizm rynkowy kształtowania cen na rynku energii. Marże wytwórców energii kształtowane są przez mechanizm rynkowy, a nie przez wytwórców energii.

Europejski jednolity rynek energii elektrycznej i mechanizm kształtowania cen jest oparty o koszty krańcowe i swobodny przepływ energii pomiędzy strefami cenowymi (w ramach ograniczeń technicznych linii przesyłowych). Oznacza to, że marże jednostek wytwórczych zależą od ich miejsca w ponadnarodowym stosie jednostek wytwórczych. Im niższe koszty zmienne wytwarzania (np. dla OZE zmienne koszty wytwarzania wynoszą blisko zera), tym jednostki wytwórcze osiągają wyższe marże, na tym polega mechanizm rynkowy. Im wyższe koszty zmienne (np. jednostki węglowe w koszcie zmiennym muszą uwzględniać aktualnie wysoki koszt CO2, a jednostki gazowe rekordowe ceny zakupu paliwa podstawowego), tym jednostki wytwórcze osiągają niższe marże. Należy również zwrócić uwagę na fakt, że ceny energii w Polsce zależą również od cen w innych strefach cenowych w Europie.

Ponadto koncentrując się na danych tylko z jednego miesiąca (jak zrobiła to Fundacja Instrat) otrzymujemy niepełny obraz. Okres ten nie uwzględnia bowiem, że poza wysokimi cenami CO2, miesiąc ten charakteryzował się również dużą ilością odstawień elektrowni z powodu deficytu zaopatrzenia w węgiel kamienny, ogólnoeuropejskim kryzysem energetycznym spowodowanym wysokimi cenami gazu, stosunkowo niskimi jak na grudzień temperaturami powietrza i niską wietrznością. Nie wzięcie pod uwagę tych czynników przez Fundację Instrat powoduje wyciągnięcie błędnych wniosków.

Źródło: Polski Komitet Energii Elektrycznej

Ważne zmiany w Polskim Ładzie. Podstawy wyliczenia składki zdrowotnej i podatku PIT będą zbieżne

Sejm przyjął ważne zmiany dotyczące składki zdrowotnej. Pakiet poprawek co do zasady zrówna podstawę jej wyliczenia oraz wyliczenia podatku PIT. Wszelkie koszty, odliczenia i ulgi, które są stosowane w podatku dochodowym, będą więc wpływały również na obniżenie wysokości podstawy składki zdrowotnej.

Wśród najważniejszych zmian Ministerstwo Finansów wymienia:

  • Uwzględnienie do wyliczania podstawy składki różnic remanentowych w trakcie roku podatkowego;
  • do podstawy składki zdrowotnej nie będzie wliczany dochód ze sprzedaży środków trwałych amortyzowanych wcześniej w ramach działalności;
  • na wysokość składki zdrowotnej nie będzie wpływać większość przychodów zwolnionych z podatku PIT.

Na stronie Ministerstwa Finansów czytamy m.in., że zmiana pozwala obliczyć dochód na potrzeby składki zdrowotnej podobnie jak dla podatku PIT, z uwzględnieniem tzw. różnic remanentowych

Komentarz Piotra Juszczyka, Głównego Doradcy Podatkowego w firmie inFakt:

Zgodnie z zapowiedziami podstawa do wyliczania składki zdrowotnej ma być taka sama, z kilkoma wyjątkami, jak podstawa do podatku dochodowego. To słuszne i oczekiwane rozwiązanie, gdyż do tej pory podstawa składki nie uwzględniała wielu zmiennych, m.in. remanentu, co było absurdem podatkowym i prawnym.

Przedsiębiorcy, którzy w 2021 roku dokonali zakupów, od podstawy składki nie mogli odliczyć spisu z natury wykonanego na koniec zeszłego roku. Natomiast było to możliwe przy obliczaniu podatku PIT. Efekt był kuriozalny: mogło dojść do sytuacji, w której przedsiębiorca nie miał do zapłaty podatku PIT, a jednocześnie musiał opłacić bardzo wysoką składkę zdrowotną.

Ponadto przedsiębiorcy, którzy w styczniu sprzedali samochód amortyzowany jeszcze w poprzednim roku, również musieli odprowadzić od tego dochodu składkę zdrowotną.

Zmiany mają spowodować, że sprzedaż przedmiotów zamortyzowanych (choćby w części w poprzednim roku) nie będzie podnosić podstawy składki zdrowotnej. I to też jest słuszne rozwiązanie – elementy, które w 2021 roku nie wpływały jeszcze na podstawę składki zdrowotnej, również w 2022 r. nie będą w niej uwzględniane.

Nowelizacja ujednolici podstawę wyliczania składki zdrowotnej i podatku dochodowego PIT, na pewno ułatwi więc przedsiębiorcom wyliczanie składki. To ruch w bardzo dobrą stronę, który ułatwi również pracę księgowym, zmęczonym niepewnością jak interpretować przepisy.

Omikron ustępuje – jakie spółki zyskują?

Choć giełda w USA przeżywa ostatnio okres spadków – S&P500 obniżył się od początku roku o 8,2 proc. oraz zwiększonej zmienności – indeks zmienności VIX wzrósł o 60 proc. w tym samym okresie, to spółki związane z otwieraniem się gospodarki po pandemii przyniosły w tym czasie zyski.

Od początku pandemii na giełdzie wyróżnia się dwie grupy firm, których bieżące wyniki są z nią powiązane (w mniejszym lub większym stopniu). Pierwsza to firmy „work-from-home”, czyli te które zyskiwały na tym, że większość pracowników pozostawała w domach. Są to firmy z różnych branż, takich jak gry komputerowe, e-commerce, wykończenie i dekoracja domu czy praca zdalna. Jej przeciwieństwo stanowią „re-openers” czyli spółki związane z otwieraniem się gospodarki po pandemii. Są wśród nich m.in. spółki związane z branżą turystyczną: linie lotnicze, żegluga, wypożyczalnie samochodów, hotele czy kasyna.

Aby porównać te dwie grupy stworzyliśmy indeksy (patrz wykres), w których skład weszło po 15 spółek z każdej grupy. Od początku roku, choć S&P500 spadł, „re-openers” uzyskały pozytywną stopę zwrotu. Spółki te okazały się odporne na skutki rozprzestrzeniania się wariantu Omikron koronawirusa, a także na zmienność na rynku. A przed nimi czas zwiększonych zysków związanych z otwieraniem się gospodarek po pandemii, która wyraźnie ustępuje. W wielu krajach, np. w Wielkiej Brytanii czy Danii, zniesiono już większość pandemicznych restrykcji. Także w Polsce Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało możliwe rozluźnienie obostrzeń na początku marca. Ceny akcji „Re-openers” od początku pandemii pozostają o 40 proc. poniżej poziomu indeksu S&P500, zyski tych spółek wynoszą połowę poziomu sprzed pandemii, a ich wyceny, gdy zyski powrócą do dawnego poziomu, będą mocno poniżej średniego poziomu na rynku. To oznacza, że mają znaczne pole do wzrostu w czasie odradzania się gospodarek. Szczególnie dotyczy to branży turystycznej, która cały czas działa na świecie na spowolnionych obrotach. Gdy znikną obostrzenia pandemiczne w większości krajów, prawdopodobnie odrodzenie branży będzie szybkie, choć trzeba też pamiętać o wciąż rosnących cenach ropy naftowej.

Jeśli chodzi o firmy związane z pozostawaniem w domu, to nasz indeks tych spółek zanotował od początku roku spadek o 12 proc., czyli wyższy niż w wypadku S&P500. Ceny akcji tych spółek są obecnie na poziomie około 50 proc. wyższym niż na koniec 2019 roku (przed rozpoczęciem pandemii). Wyceny spółek przekraczają poziomy sprzed epidemii, jednak są one usprawiedliwione o 50 proc. wyższymi prognozami zysków niż przed jej wybuchem. Nie dotyczy to wszystkich spółek, niektóre z nich takie jak Netflix czy Peloton, osiągnęły wyniki poniżej oczekiwań rynku, co skończyło się dla nich poważną przeceną.wykres

Źródło: Refinitive, obliczenia eToro. *Koszyk składający się z 15 wybranych spółek (o identycznej wadze w portfelu) – 100 to wartość w dniu 31/12/2019

Paweł Majtkowski, analityk eToro na polskim rynku

Nowe regulacje Polskiego Ładu mają wyeliminować szarą strefę

Obowiązująca od 1 stycznia 2022 r. ustawa o Polskim Ładzie ma za zadanie wyeliminować krajową szarą strefę, a dokładniej praktyki przedsiębiorców zatrudniających pracowników „na czarno” czy płacących wynagrodzenia „pod stołem” oraz dokonujących transakcji z pominięciem kas rejestrujących czy terminali płatniczych. Polski Ład wprowadza w tym celu nowe obostrzenia i kary, które mają zdyscyplinować przedsiębiorców i zmobilizować ich do zaprzestania działalności w szarej strefie.

Szara strefa w zatrudnieniu

Jak argumentują autorzy Polskiego Ładu, w przypadku ujawnienia nieprawidłowości przy zatrudnieniu w postaci niezarejestrowania pracownika czy też wypłacania mu części wynagrodzenia gotówką, bez wymaganego prawem ewidencjonowania i rozdzielania na kwoty netto i brutto, pociągnięty do odpowiedzialności pracodawca ma prawo domagać się od tak „zatrudnionego” zwrotu równowartości pokrytych składek na ubezpieczenia zdrowotne i społeczne, które zgodnie z przepisami powinien sfinansować pracownik. Taka konstrukcja przepisów sprzyja zatajaniu przez pracowników informacji o nieprawidłowościach w warunkach ich zatrudnienia. Polski Ład ma to zmienić.

Pracodawcy dopuszczającemu się nielegalnego zatrudnienia pracowników będzie przypisywany przychód z działalności gospodarczej. Zostanie on wyliczony jako wartość pracy nielegalnie zatrudnionej osoby, ustalana za każdy miesiąc, w którym zostało stwierdzone nielegalne zatrudnienie, w wysokości równowartości minimalnego wynagrodzenia za pracę, obowiązującego w danym miesiącu. Ten podlegający opodatkowaniu przychód będzie przypisywany przedsiębiorcy bez względu na to, czy wynagrodzenie wypłacane było „pod stołem”, czy też nie oraz niezależnie od jego wysokości.

Jako przychód przedsiębiorcy przypisane zostaną również przychody pracownika z tytułu nielegalnego zatrudnienia oraz przychody pracownika w części, w jakiej pracodawca nie ujawnił ich właściwym organom państwowym.

Nieuczciwy przedsiębiorca nie będzie też mógł zaliczyć wydatków na wypłacone „pod stołem” czy też zatrudnionemu na czarno wynagrodzenie do kosztów uzyskania przychodu. Z możliwości odliczenia wyłączona zostanie również sfinansowana przez pracodawcę składka na ubezpieczenia emerytalne od takiego wynagrodzenia.

Kolejna sankcja to obarczenie pracodawcy obowiązkiem pokrycia w całości należnych ZUS składek (społeczna i zdrowotna) od wynagrodzeń nielegalnie zatrudnionego pracownika oraz wynagrodzeń wypłacanych „pod stołem”.

Wszystko to sprawia, że w przypadku ujawnienia nieprawidłowości w zatrudnieniu czy wypłacaniu wynagrodzenia pełnię obciążeń w podatku dochodowym będzie ponosić pracodawca.

Szara strefa w obrocie gospodarczym

Walce z szarą strefą w codziennym obrocie mają służyć nie tylko kary, ale przede wszystkim system zachęt. Twórcy Polskiego Ładu dostrzegają żyzny grunt dla nieprawidłowości w sytuacjach, gdy przedsiębiorcy dokonują rozliczeń gotówkowych. Tym więc, którzy staną się podatnikami w pełni „bezgotówkowymi”, Polski Ład oferuje nowe preferencje w postaci:

  • możliwości uzyskania szybszego zwrotu VAT w terminie 15 dni;
  • możliwości odliczenia od podstawy opodatkowania wydatków na nabycie terminala płatniczego i wydatków związanych z obsługą transakcji płatniczych przy jego użyciu (np. za najem terminala) w roku podatkowym, w którym przedsiębiorca rozpoczął przyjmowanie płatności przy użyciu terminala płatniczego oraz w roku następującym po tym roku do wysokości:

– 2 500 zł w roku podatkowym – w przypadku podatników zwolnionych z obowiązku prowadzenia ewidencji sprzedaży na rzecz osób fizycznych nieprowadzących działalności gospodarczej oraz rolników ryczałtowych przy zastosowaniu kas rejestrujących (przedsiębiorca będący małym podatnikiem, któremu w roku podatkowym przysługuje prawo do otrzymania zwrotu VAT, będzie mógł odliczyć kwotę odpowiadającą 200% poniesionych wydatków, nie więcej jednak niż 2 000 zł w roku podatkowym),

– 1 000 zł w roku podatkowym – w przypadku innych podatników.

Wysokość odliczenia nie będzie mogła przekroczyć w roku podatkowym kwoty dochodu uzyskanego z prowadzonej działalności.

Obrót bezgotówkowy – obowiązki i sankcje

Polski Ład walczy też z szarą strefą, ustalając sumę 20 000 zł jako kwotę graniczną, po przekroczeniu której wszyscy konsumenci zawierający transakcję z przedsiębiorcą, będą zobowiązani do skorzystania z bezgotówkowych form płatności. Przedsiębiorcy, którzy prowadzą sprzedaż przy zastosowaniu kas rejestrujących, zostali zobligowani do zapewnienia konsumentowi możliwości dokonywania płatności za pomocą bezgotówkowych instrumentów płatniczych. Za niezapewnienie współpracy terminala płatniczego z kasą rejestrującą skarbówka będzie mogła ukarać sprzedawcę karą w wysokości 5 000 zł.

Nie są to jednak jedyne sankcje za brak gotowości do przyjmowania płatności bezgotówkowych grożące przedsiębiorcom prowadzącym sprzedaż przy użyciu kas rejestrujących, bowiem grozi im również:

  • czasowe pozbawienie możliwości dokonywania rozliczeń kwartalnych prowadzonej działalności;
  • czasowe pozbawienie prawa do uzyskania zwrotu VAT w krótszym, 25-dniowym terminie.

Podobnie jak w przypadku szarej strefy w zatrudnieniu, również w przypadku ustalenia przez skarbówkę, że przedsiębiorca przyjął od klienta gotówkę, a powinien przyjąć płatność za pośrednictwem rachunku płatniczego, kwota tej płatności zostanie mu przypisana jako przychód z prowadzonej działalności gospodarczej.

Podsumowanie

Nowe preferencje, obostrzenia i sankcje obowiązują już od 1 stycznia 2022 r., a te dotyczące zwalczania szarej strefy w zatrudnieniu i obrocie gotówkowym to tylko niewielka część wprowadzanych w życie regulacji. Rozsądnym krokiem jest przeprowadzenie audytu prawnego prowadzonej działalności, nie tylko po to, by przez błędne rozumienie zmienionych przepisów nie paść ofiarą wspomnianych sankcji, ale przede wszystkim, aby skorzystać z oferowanych przez Polski Ład nowych preferencji i ulg.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Złoty kontratakuje, a inflacja powyżej 9%

Po trudnej dla PLN końcówce zeszłego tygodnia krajowa waluta przystępuje do kontrataku. Wtorkowy poranek na większości rynków przebiega pod dyktando zmiany sentymentu na pozytywny. Wszystko dzięki (chwilowo) zmniejszającemu się napięciu w konflikcie rosyjsko-ukraińskim. Jednak wszystko może się zmienić w mgnieniu oka, czasem w sposób wręcz absurdalny, co udowodnił wczoraj prezydent Ukrainy.

Rosja zmniejsza napięcie

Uwaga inwestorów cały czas koncentruje się głównie na doniesieniach z frontu rosyjsko-ukraińskiego, który na całe szczęście wciąż jest frontem dyplomatycznym i medialnym, a nie militarnym. Jeszcze wczoraj wieczorem i w nocy (co widoczne było na azjatyckich, spadkowych indeksach giełdowych) nastroje były negatywne, ale wtorkowy poranek przynosi zmianę nastawienia. Wszystko dzięki kolejnym spotkaniom na różnych szczeblach politycznych. Polski minister spraw zagranicznych Zbigniew Rau (który dodatkowo obecnie dzierży przewodnictwo w OBWE) jest dziś przyjmowany przez swojego rosyjskiego odpowiednika. Co istotne, Sergiej Ławrow oficjalnie rekomenduje prezydentowi Władimirowi Putinowi kontynuację rozmów z zachodnimi przywódcami. Wszystko to bezpośrednio przed spotkaniem gospodarza Kremla z niemieckim kanclerzem Olafem Scholzem. W tej sytuacji można postawić tezę, że przynajmniej wygląda to na próbę deeskalacji ze strony rosyjskich władz. Czy to tylko gra, czy realne podejście przekonamy się zapewne w kolejnych dniach, ale na razie rynki biorą tę lekką zmianę za dobrą monetę. Oby tylko prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski nie zechciał częściej wracać do dawnych nałogów (wcześniej był komikiem), gdyż jego wczorajszy „żart” w mediach społecznościowych o rosyjskim ataku planowanym na środę, był co najmniej nie na miejscu.

Zmiana nastrojów wspiera PLN

Poprawa sentymentu dostrzegalna jest praktycznie w każdym miejscu. Odbijają giełdy, najważniejsze europejskie indeksy rosną przynajmniej o 1%, a w Warszawie WIG20 zyskuje nawet 2,5%. Podobnie jest na rynku walutowym, gdzie obserwujemy odpływ kapitału z walut safe haven (czyli głównie USD, CHF, JPY). Kurs EUR/USD wrócił powyżej 1,13 $ i jest już prawie 0,5 centa wyżej. W tym otoczeniu wiatr w żagle łapie również polski złoty, dla którego przynajmniej do południa wtorek wygląda świetnie. Przed godz. 12 kurs euro jest w okolicach 4,51 zł, a kurs dolara zszedł już poniżej 3,98 zł. Warto jednak pamiętać, że przy tak napiętej sytuacji geopolitycznej do gwałtownych zmian może dojść w każdej chwili.

Inflacja powyżej 9% już nie dziwi

Oczywiście w żadnym wypadku nie zapomniałem o lokalnie kluczowej publikacji, czyli najnowszych danych inflacyjnych znad Wisły. Styczniowy CPI w ujęciu rocznym wyniósł 9,2%, co jest najwyższym wynikiem od końca 2000 roku i kolejnym przyspieszeniem, gdyż w grudniu było to 8,6%. Warto zauważyć, że po raz pierwszy od wielu miesięcy rezultat znalazł się poniżej prognoz. Jednak w tym miejscu warto zaznaczyć, że widełki oczekiwań analityków były niezwykle szerokie, bo wynosiły prawie 2 p. proc. Znamienne, że obecnie cieszymy się z faktu, że inflacja w naszym kraju nie jest dwucyfrowa. Czy to efekt tarcz antyinflacyjnych zaserwowanych przez rządzących? Jest to jak najbardziej możliwe, chociaż ceną, jaką przyjdzie nam za to zapłacić, może być wydłużenie w czasie inflacyjnego szczytu. Mimo wszystko takie informacje nie powinny zdejmować gazu z nogi RPP, gdyż w tej chwili po prostu nie mamy lepszego wyjścia, niż kontynuacja podwyżek stóp procentowych. Tym bardziej że opublikowane także dziś tempo polskiego PKB za 4 kwartał 2021 roku na poziomie 7,3% (powyżej prognoz) jasno wskazuje, że do jakiegokolwiek spowolnienia w gospodarce jest nam niezmiernie daleko. Ostatecznie wszystkie te dane powinny wspomagać pozycję polskiego złotego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – Wskaźnik PPI.

Adam Fuchs, analityk walutowy w InternetowyKantor.pl

W Polsce początkujący w IT stanowią ponad 22 proc. Zarobki od 2 do 6 tys. zł netto

Jak wynika z raportu Kompetencje w IT. Perspektywy kandydatów, specjalistów i rekruterów”, przygotowanego przez No Fluff Jobs i Uniwersytet  SWPS, juniorzy i stażyści, czyli początkujący w IT, stanowią łącznie 22 proc. wszystkich pracowników branży w Polsce, a ich zarobki kształtują się w granicach 2-6 tys. zł netto. Co więcej, ponad połowa z nich ma od 2 do nawet 5 lat doświadczenia w branży, przy czym jedynie 27,8 proc. początkujących otrzymało w ubiegłym roku awans. Organizacje w swoim badaniu postanowiły bliżej przyjrzeć się także ich sytuacji i przedstawić ją zarówno z perspektywy kandydatów, pracowników IT na wszystkich poziomach doświadczenia, jak i rekruterów.Kompetencje_w_IT_-_pytanie_o_awans Kompetencje_w_IT_-_Formy_ksztalcenia Kompetencje_w_IT_-_deklarowane_zarobki_juniorow Kompetencje_w_IT_-_czynniki_sklaniajace_do_podjecia_pracy

Ważne nie tylko pieniądze. Elastyczne podejście do pracownika równie mocno przyciąga do IT

Jak wynika z badania No Fluff Jobs i Uniwersytetu SWPS, ponad 40 proc. początkujących w IT zarabia od 4,1 do 6 tys. zł netto, a nieco ponad 38 proc. – od 2,1 do 4 tys. zł netto. Nieliczni zadeklarowali wynagrodzenia na poziomie poniżej 2 tys. zł netto (3,9 proc.), bezpłatny staż (3,5 proc.) lub dochody w granicach 8,1-10 tys. zł netto (3,1 proc.).

I choć, według kandydatów do pracy w IT, perspektywa dobrych zarobków w przyszłości jest ważna, to poproszeni o ocenienie najważniejszych dla nich kwestii skłaniających ich do wejścia w branżę w skali od 1 do 5, najwięcej punktów uzyskało elastyczne podejście do pracownika w IT (4,55). Zarobki znalazły się na miejscu drugim (4,54), a na trzecim innowacyjność branży (4,32).

W raporcie zbadano również poziom doświadczenia pracowników branży IT. Okazało się, iż juniorzy i stażyści stanowią 22,5 proc. wszystkich pracowników tego sektora w Polsce. Dla porównania, seniorzy i eksperci – 21,2 proc., a najliczniejsza grupa, czyli specjaliści IT z doświadczeniem na poziomie średniozaawansowanym – 30,7 proc. 15 proc. stanowią z kolei liderzy i managerowie, a pracownicy wysokiego szczebla (dyrektorzy, CEO) – 2,6 proc. Co ciekawe, nieco ponad 6,3 proc. specjalistów IT przyznało, iż w firmie, w której pracują, w nazwie stanowiska nie jest określany staż pracy. Blisko 2 proc. wskazało, iż piastuje inne stanowisko niż wszystkie określone w badaniu.

– Juniorzy i stażyści to duża grupa pracowników w IT. Według raportu jest ich niemal tyle samo, co seniorów. Oznacza to, że firmy nie powinny ignorować tak dużej grupy, jaką są osoby rozpoczynające pracę w branży i warto inwestować w nowe talenty mówi Paulina Król, Head of People & Operations w No Fluff Jobs.Zwłaszcza gdy mierzymy się z tak dużym zapotrzebowaniem na usługi IT, a jednocześnie niedoborem specjalistów na rynku. Według szacunków w Europie już teraz brakuje ich aż 600 tys., a zapotrzebowanie w kolejnych latach będzie jeszcze większe. Chcieliśmy, aby raport „Kompetencje w IT” pozwolił zrozumieć potrzeby i oczekiwania zarówno kandydatów, pracowników IT, jak i pracodawców reprezentowanych przez rekruterów. Wierzymy, że wyniki naszego raportu okażą się pomocne i przyniosą wymierne korzyści każdej z tych grup.

Awanse bolączką juniorów

Organizacje postanowiły przyjrzeć się w swoim badaniu również kwestiom awansów w grupach najmłodszych stażem. A ich droga do zdobycia wyższego stanowiska bywa długa. Ponad połowa początkujących w IT przyznała, iż ma już w branży od 2 do 5 lat doświadczenia, przy czym w ubiegłym roku awansowało jedynie 27,8 proc. juniorów.

W branży IT przeskok z juniora na mida często wymaga więcej czasu i umiejętności niż awans z mida na seniora. Jak możemy pomóc początkującym specjalistom rozwinąć skrzydła? Warto np. wprowadzać w organizacjach programy mentoringowe i dbać o to, aby każdy junior czy juniorka mieli swojego tzw. „buddy’ego”, czyli osobę wyższą stażem i doświadczeniem, która pomoże im sprawniej wdrożyć się w projekt i posłuży konsultacją merytoryczną w przypadku wątpliwości mówi Paulina Król, Head of People w No Fluff Jobs. – Inwestowanie w juniorów przyniesie korzyści w przyszłości, firmy zyskają bowiem oddanych i zaangażowanym midów, a potem – seniorów, których tak brakuje na rynku pracy IT. Z kolei sami specjaliści IT na początku swojej drogi zawodowej powinni wykazać się proaktywnością i z zaangażowaniem chłonąć wiedzę od bardziej doświadczonych. Na tym etapie kariery szczególnie ważne są kompetencje miękkie: zdolność pracy w grupie, przyjmowanie feedbacku czy komunikatywność.

Kandydaci IT. Stawiają na samodzielną naukę, jednak wybór specjalizacji i technologii nie zawsze pokrywa się z potrzebami rynku

Badanie pokazało, iż kandydaci IT są zdeterminowani do rozpoczęcia kariery w branży. Za najbardziej przydatne w podjęciu pracy, w skali 1-5, w tym sektorze określili bowiem samodzielną naukę (4,67). Na miejscu drugim znalazły się specjalistyczne kursy (4,0), na trzecim zaś – szkoła programowania (3,44). Poza podium z kolei formalne wykształcenie (3,07).

A jakie technologie uważają za potrzebne do rozpoczęcia kariery w IT? Prawie 30 proc. nie potrafiło określić, od której powinni zacząć swoją przygodę w IT. Niemal połowa kandydatów wskazała na Pythona, 44 proc. Javę, a 36 proc. SQL. Poza podium znalazły się JavaScript (31 proc.) i C++ (28 proc.). Ich starsi stażem, pracujący w zawodzie koledzy, dokonaliby jednak innego wyboru. W pierwszej kolejności wskazali SQL (46 proc.), a następnie JavaScript (37 proc.) i Pythona (31 proc.). Java znalazła się dopiero na miejscu czwartym (27 proc.), a na piątym – C# (21 proc.). Na tak często wskazywany przez kandydatów C++ wskazało tylko 9 proc. specjalistów.

Kompetencje miękkie w IT według kandydatów a oczekiwania rekruterów

Kandydaci zapytani o to, jakie są według nich najpotrzebniejsze kompetencje miękkie w IT, jako pierwsze wskazali rozwiązywanie problemów (79,9 proc.), jako drugie i trzecie kolejno kreatywność/innowacyjne myślenie (79,2 proc.) i elastyczność, umiejętność pracy w dynamicznie zmieniającym się środowisku (77,7 proc.). Niewiele mniej punktów procentowych uzyskały komunikatywność i praca zespołowa (kolejno 75,5 i 71,7 proc.). Na miejscu ostatnim wskazano radzenie sobie z krytyką (66,5 proc.).

W badaniu jednocześnie zapytano rekruterów, jakie umiejętności miękkie uważają za niezbędne u pracowników w tej branży. I tu odpowiedzi były zgoła inne niż w przypadku kandydatów. Okazało się bowiem, że w pierwszej kolejności pożądana jest umiejętność pracy w zespole (90,5 proc.) i komunikatywność (85,4 proc.). Pierwszą „trójkę” zamknęło radzenie sobie z krytyką (67,7 proc.). Inne, tak wysoko punktowane przez kandydatów cechy okazały się być dla rekruterów mniej znaczące. Umiejętność pracy w dynamicznie zmieniającym się środowisku uzyskała 58,8 proc. wskazań, rozwiązywanie problemów i kreatywność kolejno 49,5 i 40 proc.

Uniwersytet jest łącznikiem pomiędzy studentem a rynkiem pracy. Na Uniwersytecie SWPS stawiamy na to, by nasze programy studiów były jak najlepiej dopasowane do wymagań rynku pracy, a nasi absolwenci przygotowani do rozpoczęcia kariery zawodowej – mówi Łukasz Skorupski, Dyrektor Kreatywny Uniwersytetu SWPS.Aby było to możliwie, wiemy, że musimy ten rynek doskonale znać, reagować na wszystkie zmiany, a czasem je nawet wyprzedzać. Przygotowany raport dał nam możliwość zdiagnozowania potrzeb pracodawców i pracowników branży IT na poszczególnych poziomach. Pozwolił także przyjrzeć się dynamice rynku pracy w obszarze IT oraz określić jakie kompetencje miękkie i techniczne mają znaczenie w rozwijaniu kariery.

Enefit Green wybuduje elektrownię fotowoltaiczną w Polsce

Enefit Green, spółka zależna Grupy Eesti Energia wytwarzająca energię z odnawialnych źródeł energii, wybuduje farmę fotowoltaiczną w miejscowości Dębnik w Polsce. Dębnik Solar Park będzie miał moc 6 MW, a wartość inwestycji przekroczy 4 mln EUR.

Enefit Green ogłosił w ostatnim czasie dwie decyzje inwestycyjne w odnawialne źródła energii. Oprócz elektrowni fotowoltaicznej w Dębniku spółka wybuduje również farmę wiatrową w Estonii w Purtse, Ida-Virumaa. Wartość obu inwestycji to łącznie ponad 32 mln EUR. Projekty te są częścią długofalowej strategii rozwoju firmy, która zakłada podwojenie produkcji energii z odnawialnych źródeł do 2025 roku.

Moc wytwórcza Dębnik Solar Park wyniesie 6 MW, a przewidywana roczna produkcja energii parku będzie oscylować na poziomie 6,3 GWh. Enefit Green posiada obecnie w Polsce 19 elektrowni słonecznych o łącznej mocy nieco ponad 18 MW i generujących rocznie ok. 19 GWh energii elektrycznej. Aktualnie, w budowie znajduje się kolejna inwestycja – elektrownia fotowoltaiczna o mocy 8,8 MW, a spółka planuje także realizację kolejnego projektu o mocy 40 MW, który znacząco zwiększy moce wytwórcze energii z odnawialnych źródeł w Polsce.

Enefit Green nieustannie obserwuje oraz optymalizuje plany inwestycji w OZE na wszystkich rynkach, na których funkcjonuje. W Polsce spółka stawia głównie na rozwój w kontekście energetyki słonecznej. Zdaniem Aavo Kärmasa, prezesa zarządu Enefit Green, rozwojowi energetyki fotowoltaicznej w Polsce sprzyja szersza możliwość zawierania długoterminowych umów na zakup energii i udziału w aukcjach. – Jako wszechstronny producent energii odnawialnej dostrzegamy w Polsce ogromny potencjał. Popyt na tanią i zieloną energię elektryczną jest tutaj niezwykle wysoki. W kraju znajduje się znacząca liczba dużych odbiorców, którym długoterminowe umowy na zakup energii dają silniejszą pozycję na konkurencyjnym rynku – wyjaśnia.

W 2021 roku Enefit Green podjął także decyzję inwestycyjną o budowie parku fotowoltaicznego w Zambrowie. Jego moc wynosić będzie 8,8 MW, a wartość tej inwestycji to 5,8 mln EUR.

Parki fotowoltaiczne w Zambrowie i Dębniku mają zostać zrealizowane w 2022 roku. Enefit Green w najbliższym czasie planuje rozszerzenie portfolio inwestycji w OZE w Polsce. Z tego względu prowadzimy obecnie intensywną rekrutację do naszych zespołów na stanowiska kierowników projektów do obsługi kwestii zezwoleń i budowy kolejnych parków fotowoltaicznych. – mówi Agnieszka Godycka-Ćwirko, Renewable Energy Project Manager w Enefit Green. – Poszukujemy również kandydatów na stanowiska wspierające zaplecze organizacji, które są bardzo istotne przy nowych projektach – dodaje.

Bardzo dobry rok branży leasingowej

  • W 2021r. firmy leasingowe udzieliły łącznego finansowania na poziomie 88 mld zł. Po 12 miesiąca dynamika sektora wyniosła +30,7% r/r.
  • Po raz pierwszy portfel aktywnych umów leasingowych w zakresie finansowana ruchomości, był wyższy od salda kredytów udzielonych firmom przez banki. Mimo to ZPL zakłada ostrożny scenariusz rozwoju branży leasingowej w 2022r.
  • Leasingodawcy aktywnie włączają się w finansowanie zrównoważonej gospodarki.

 

Warszawa, 15.02.2022: Związek Polskiego Leasingu, reprezentujący polski sektor leasingowy podał, że w 2021r. firmy leasingowe udzieliły łącznego finansowania na poziomie 88 mld zł. Jest to wynik wyższy o 30,7% niż przed rokiem i znacznie przekraczając oczekiwania leasingodawców. Firmy zrzeszone w ZPL koncentrują się na obsłudze transakcji leasingowych, których wartość wyniosła 77,2 mld zł. Rzadziej zawierane są umowy pożyczki (10,8 mld zł w 2021r.).

Jak zauważa Paweł Pach, Przewodniczący Rady Związku Polskiego Leasingu: „Wyniki sektora leasingowego w 2021r. są bardzo dobre. Przy 88 mld zł nowego finansowania, możemy mówić o kolejnym rekordzie, mimo poważnych turbulencji, jakich doświadcza sektor motoryzacyjny. W drugiej połowie 2021r. mierzyliśmy się z ograniczoną dostępnością nowych samochodów, a eksperci wskazują, że taka sytuacja może utrzymać się w kolejnych miesiącach tego roku. Dlatego zakładamy i przyjmujemy ostrożny scenariusz rozwoju sektora leasingowego w 2022r. Przed branżą leasingową trudny rok, w którym wyniki firm leasingowych będą zależały od dostępności finansowanych aktywów”.    

W 2021 roku, przy pomocy leasingu i pożyczki inwestycyjnej, przedsiębiorcy najczęściej finansowali pojazdy lekkie (mające 44,6 %, w strukturze rynku leasingu) oraz maszyny i inne urządzenia (odpowiadające za 28,1%). Jak pokazuje najnowszy raport ZPL, w ciągu ostatniego roku zmieniła się struktura rynku. Zyskało finansowanie pojazdów ciężarowych +3,5 t., ciągników siodłowych, naczep, przyczep i autobusów (22% udział) kosztem pojazdów lekkich (pojazdy lekkie w 2020 miały 47,5% udział). Inne aktywa takie jak: sprzęt IT, samoloty, statki, tabor kolejowy i pozostałe pojazdy mają 4,4 proc. udział w rynku, podczas gdy nieruchomości – poniżej 1%.ZPL_Wyniki branży leasingowej_2021

Całkowita wartość aktywnego portfela branży leasingowej na koniec 2021r. wyniosła 165,8 mld zł, co oznacza blisko 5 proc. wzrost r/r. Po raz pierwszy portfel aktywnych umów leasingowych w zakresie finansowana ruchomości był wyższy od salda kredytów udzielonych firmom przez banki (160,6 mld zł to portfel branży leasingowej w obszarze finansowania ruchomości, a 159 mld zł wyniosła wartość aktywnych kredytów).

ZPL_Struktura klientów firm leasingowych_2021

Struktura portfela klientów firm leasingowych od dłuższego czasu pozostaje stabilna:

  • Odbiorcami usług leasingowych są głównie mikro i małe firmy, czyli klienci o obrotach do 20 ml zł, którzy stanowią 73,7% w strukturze klientów.
  • Największą (54,1%) grupą klientów są mikro firmy (klienci o obrotach do 5 mln zł).
  • Klienci o obrotach od 5 do 20 mln zł stanowią 19,6%.
  • 25,4 proc. udział w strukturze mają firmy o obrotach powyżej 20 mln zł, natomiast transakcje zawierane z klientami indywidualnymi mają 0,7 proc. udział w rynku.

Trendy w grupach

Pojazdy lekkie (samochody osobowe i dostawcze do 3,5 tony)

Rok 2021 upłynął pod znakiem ograniczonej podaży na rynku nowych samochodów, która miała swoje źródło w problemach z dostawami półprzewodników. Puste place i wielomiesięczne okresy oczekiwania spowodowały, że w drugiej połowie roku miesięczna sprzedaż nowych aut zaczęła spadać. Podczas pandemii producenci półprzewodników przestawili się na dostawy dla branż o rosnącym popycie, po tym jak gwałtownie zmalało zapotrzebowanie na półprzewodniki w sektorze motoryzacyjnym, co w efekcie wpłynęło na ograniczenie produkcji samochodów w fabrykach w USA i Europie. Finalnie rynek motoryzacyjny odnotował zaledwie 6,7% wzrostu rejestracji nowych samochodów w porównaniu z pandemicznym rokiem 2020.

Mimo tych niesprzyjających czynników branża leasingowa sfinansowała pojazdy lekkie (tj. pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 t.) o łącznej wartości 39,2 mld zł, co oznacza wynik o 22,9 % wyższy niż przed rokiem. Oba typy pojazdów tj. pojazdy osobowe i dostawcze do 3,5 t., odnotowały wysokie dynamiki (odpowiednio 23% r/r i 22,6% r/r).

Wpływ na wyniki branży w obszarze finansowania samochodów miało otoczenie gospodarcze, które w ubiegłym roku było czynnikiem mocno wspierającym rozwój finansowania pojazdów osobowych oraz pojazdów dostawczych i ciężarowych do 3,5 tony. Gospodarka Polski urosła w 2021 roku o 5,7%, a głównym czynnikiem rozwoju były wydatki konsumpcyjne z dynamiką na poziomie 6,2%. Solidnemu odbiciu konsumpcji sprzyjała stabilna sytuacja na rynku pracy.

Zielone aktywa

Leasingodawcy podążają za trendami, oferując finansowanie „zielonych aktywów”. Jak pokazują analizy Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego, w 2021r. firmy leasingowe CFM i RAC sfinansowały łącznie 8 194 pojazdów elektrycznych (BEV + PHEV), co oznacza wzrost o 130% r/r. Jak widać był to segment, który mimo problemów podażowych wykazał się dużą dynamiką. W ciągu ostatniego roku do 59,3% wzrósł udział leasingodawców w rejestracjach elektryków wśród nabywców instytucjonalnych. Czynnikiem, który będzie miał znaczący wpływ na popyt na samochody z napędem elektrycznym będzie realizacja programu „Mój elektryk”, czyli programu dopłat do samochodów elektrycznych.  Już dziś 12 firm leasingowych i CFM wspiera realizację tego programu.

Maszyny i inne urządzenia

W 2021 roku na  koniunkturę w sektorze przedsiębiorstw w głównej mierze wpływała wysoka płynność firm oraz wykorzystanie mocy produkcyjnych. Istotnym czynnikiem zaburzającym funkcjonowanie firm z większości branż były zakłócenia w łańcuchach dostaw. Największe obawy przedsiębiorstw budziły wzrosty cen i kosztów, najbardziej dotkliwe od czasów transformacji. W największym stopniu odczuwały je firmy działające w przemyśle, budownictwie i w transporcie, a w najmniejszym – w usługach.

W/w czynniki miały duży wpływ na finansowanie maszyn i urządzeń w 2021 w spółkach leasingowych. Segment ten charakteryzował się dynamicznym rozwojem i pozwolił na sfinansowanie maszyn i urządzeń o łącznej wartości 24,7 mld zł przy 26% dynamice r/r.

Najwyższe dynamiki branża leasingowa osiągnęła w finansowaniu maszyn do produkcji tworzyw sztucznych i obróbki metali (+35,5%), maszyn budowlanych (+32%), a także maszyn dla sektora spożywczego (27,7%) i rolnictwa (+18,3%).

„Analizując sytuacje w sektorze agro nie można pominąć rekordowej sprzedaży i wysokiego poziomu rejestracji nowych ciągników rolniczych (43% wzrost w rejestracjach r/r, a ich liczba przekroczyła 14 tys. sztuk). Polscy producenci, importerzy i dystrybutorzy poprzez odpowiednie zarządzanie zamówieniami poradzili sobie z tymi wyzwaniami lepiej niż firmy w Europie Zachodniej, gdzie rynki nie odnotowały aż tak wysokich wzrostów. Tak dobre wyniki sprzedaży maszyn przełożyły się na wyniki firm leasingowych, które sfinansowały maszyny rolnicze o wartości 6,4 mld zł, czyli 18,3% więcej r/r.” – powiedział Tomasz Sudaj, Prezes Związku Polskiego Leasingu.

Zielone aktywa

W zasięgu działania leasingodawców znalazła się także branża OZE (fotowoltaika). Instytut Energetyki Odnawialnej ocenia, że na koniec roku moc zainstalowana w PV w Polsce może  przekroczyć 7 GW – na koniec września 6,3 GW – wzrost o 100% r/r. Firmy leasingowe w 2021r. sfinansowały 6279 instalacji fotowoltaicznych o łącznej wartości 662,5 mln zł. Jest to informacja ZPL na temat części rynku.

Pojazdy ciężarowe

Rynek pojazdów ciężarowych w Polsce ma jedną z największych dynamik w Europie. Pod kątem wielkości sprzedaży jest już trzecim rynkiem, a wyniki spółek leasingowych są mocno powiązane z wynikami rejestracji pojazdów.

2021r. był rekordowy dla finansowania pojazdów ciężarowych przez leasingodawców. W tym segmencie rynku, gdzie ZPL uwzględnił takie aktywa jak: pojazdy ciężarowe powyżej 3,5t., ciągniki siodłowe, naczepy i przyczepy oraz autobusy, dodatnie dynamiki były widoczne we wszystkich grupach produktów, za wyjątkiem autobusów. Skumulowane dane ZPL na koniec 2021r. pokazują, że branża leasingowa podpisała nowe kontrakty o łącznej wartości 19,4 mld zł, przy dynamice segmentu pojazdów ciężarowych na poziomie +63,3% r/r.

Zielone aktywa

Pojazdy nisko i zero emisyjne znajdują coraz większe zainteresowanie zarówno wśród użytkowników, ale również wśród firm zlecających przewozy transportowe, zalecając przejście na ekologiczne rozwiązania. Firmy leasingowe dostosowują się do potrzeb rynku i oferują możliwość finansowania tego typu pojazdów. Badanie przeprowadzone przez ZPL pokazuje, że firmy leasingowe w 2021r. sfinansowały 833 pojazdy ciężkie (m.in. ciągniki siodłowe, autobusy) zasilane gazem (LNG/ CNG) oraz energią elektryczną, o łącznej wartości 672,1 mln zł (dane ZPL na temat części rynku leasingu).

Mówiąc o bieżącej sytuacji na rynku transportowym Tomasz Sudaj, Prezes ZPL, zauważył, że branża nie spodziewa się utrzymania wzrostów z 2021 roku. Na rynek transportowy będą miały wpływ turbulencje w zakresie dostaw czy istotny wzrost cen pojazdów. Szacujemy, że w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy tabor samochodowy w cenach fabrycznych (EUR) podrożał o ok 15-20%, bez uwzględnienia wpływu na ostateczne koszty zakupu istotnie wyższego kursu EUR niż w ostatnich latach. Do tego dochodzą ograniczone możliwości w zakresie podaży nowych pojazdów, a także wejście w życie (w lutym 2022r.) zmian wynikających z pakietu mobilności, co przełoży się na wzrost kosztów wynagrodzeń kierowców i ograniczenie kabotażu. Kolejnym czynnikiem, który może mieć znacznie jest zwiększenie obciążeń fiskalnych firm transportowych wynikających z przepisów Nowego Ładu. Wielu mniejszych  przewoźników i kierowców świadczy usługi na rzecz większych firm przewozowych na zasadach B2B w ramach jednoosobowych działalności gospodarczych”.

Co firmy leasingowe mówią o kolejnych miesiącach roku?

Według kwartalnego odczytu badania koniunktury branży leasingowej, realizowanego wśród osób odpowiedzialnych za sprzedaż w firmach leasingowych zrzeszonych w ZPL, ankietowane firmy oczekują wzrostu zatrudnienia w I kwartale 2022 roku, nawet wyższego niż miało to miejsce w poprzednim kwartale. Prognozują również dalsze pogorszenie  jakości portfela, jednak w mniejszej skali niż w IV kwartale 2021.

Z drugiej strony firmy zapowiadają znaczne ograniczenie aktywności sprzedażowej z początkiem 2022 roku. Zarówno oceny dla prognozowanej liczby wpływających wniosków, jak i wartości zawartych umów są formułowane na wyraźnie niższym poziomie niż miało to miejsce dla IV kwartału 2021.

Badane firmy w zróżnicowany sposób oceniają możliwości wzrostu poziomu finansowania dla poszczególnych grup środków trwałych. Wyraźne wzrosty finansowania oczekiwane są dla pojazdów lekkich oraz dla finansowania maszyn i IT. Natomiast zdecydowanie mniej pozytywne perspektywy dla dalszego rozwoju rysują się dla finansowania transportu ciężkiego oraz sektora nieruchomości.

Jak wygląda prognoza ZPL na koniec 2022r.?

W 2022 branży leasingowej na poziomie 10,3% będzie zgodna z prognozowanym wzrostem inwestycji prywatnych i scenariuszem rozwoju gospodarczego w Polsce. W bieżącym roku branża leasingowa możne udzielić łącznego finansowania o wartości 97 mld zł.

Wyzwania rynku pracy w 2022

W trakcie pandemii wiele firm wdrożyło oficjalne reguły pracy zdalnej, ale proces legislacyjny związany z kolejnymi zmianami wciąż trwa. Jakie wyzwania stoją przed pracodawcami i firmami w 2022 roku? Odpowiadają eksperci ADP Polska.

Work-life balance – problem Polaków

Zmieniająca się rzeczywistość na rynku pracy, która dotknęła wszystkich przedsiębiorców,
w znaczny sposób wpłynęła również na pracowników. Brak regulacji prawnych dot. poszczególnych kwestii związanych z wykonywaniem pracy w trybie hybrydowym lub zdalnym to tylko jedno z wielu wyzwań, z jakim w 2021 roku borykali się przedsiębiorcy i zatrudnieni. Z raportu „People at Work 2021: A Global Workforce View” firmy ADP  – światowego lidera usług kadrowo-płacowych – wynika, że blisko 4 na 10 pracujących rodziców zostało zmuszonych do kompromisu między rodziną a pracą. W bieżącym roku tę kwestię ma doprecyzować dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady dot. work-life balance.

Zgodnie z Dyrektywą pracownicy lub opiekunowie posiadający dzieci do co najmniej ósmego roku życia będą mieli prawo wnioskować o elastyczną organizację pracy w celu sprawowania nad nimi opieki – mówi Tomasz Czerkies, radca prawny w ADP Polska – Taka organizacja pracy obejmuje nie tylko wykorzystanie pracy zdalnej, elastycznego rozłożenia czasu pracy, ale również jego zmniejszenie – dodaje ekspert.

Regulacje, regulacje, regulacje

Jak wynika z ubiegłorocznych analiz ADP pandemia COVID-19 doprowadziła do czterokrotnego wzrostu liczby nowych przepisów w obszarze prawa pracy. Polscy legislatorzy wciąż pracują jednak nad zmianami w Kodeksie Pracy, które miałyby objąć m.in. ochronę sygnalistów, badanie trzeźwości u pracowników czy – w końcu – uregulowanie prawne kwestii pracy zdalnej. Nowelizacja tej ustawy ma zobowiązać pracodawców do regulacji zasad wykonywania pracy zdalnej w porozumieniu zawieranym ze związkami zawodowymi, a w przypadku ich braku, w regulaminie skonsultowanym z przedstawicielami pracowników.[1] Z raportu „People at Work 2021: A Global Workforce View” wynika jednak, że polscy pracownicy są zdecydowanymi zwolennikami modelu pracy sprzed pandemii. Aż 50,5 proc.
z nich deklaruje chęć pracy w taki sposób, w jaki pracowali przed COVID-19.

Prace nad zmianami w Kodeksie Pracy trwają od początku pandemii i w momencie wejścia w życie będą stanowić duże wyzwanie dla pracodawców. W mojej ocenie jednak należy uregulować jedynie niezbędne minimum, zaś całą pozostałą sferę pozostawić do uzgodnień pomiędzy pracodawcami a organizacjami związkowymi bądź przedstawicielami pracowników – dodaje Czerkies.

Przy – już i tak – dużej liczbie obowiązków w działach HR, dodatkowe zadania, związane
z analizą zmian legislacyjnych i dostosowaniem płac do nowego prawa, są ogromnym wyzwaniem. Jednym z rozwiązań jest outsourcing usług kadrowo-płacowych, który może przynieść zaskakujące rezultaty. Jest to korzystne przede wszystkim ze względu na stosunkowo niewielki koszt dostępu do nowoczesnych i zaawansowanych technologii, które redukują ryzyko popełnienia błędu praktycznie do zera
– uzupełnia Anna Barbachowska, HR Manager w ADP Polska.

[1] https://www.ey.com/pl_pl/law/jakie-zmiany-czekaja-nas-w-prawie-pracy-w-2022-roku

Podwyżki stóp procentowych a budżety domowe Polaków – gdzie jest granica wytrzymałości?

Kolejna podwyżka stóp procentowych NBP poskutkuje oprocentowaniem kredytów mieszkaniowych wraz z marżą na poziomie bliskim 6 proc. Jeszcze niedawno spłacający zobowiązanie kredytowe płacili tylko za marżę, samo oprocentowanie było bliskie zeru. Obecna seria podwyżek stóp jest więc “terapią szokową”, która mocno bije w domowe finanse Polaków. Jak wysokie podwyżki stóp procentowych będzie w stanie “znieść” przeciętnie zarabiająca rodzina z małym dzieckiem?

O relacji domowych budżetów do stałych wydatków mówi wskaźnik Debt to Income, stosowany przez bankowców przy określaniu zdolności kredytowej klientów. Wskazuje on na relację długu (rozumianego nie  jako rata kredytowa, a całość stałych zobowiązań kredytobiorcy) do jego dochodów. Oczywiście im mniejszy wskaźnik, tym kredyt bezpieczniejszy.

Komisja Nadzoru Finansowego w znowelizowanej Rekomendacji S co prawda daje bankom wolą rękę w zakresie podejścia do wysokości wskaźnika DTI, jednak sugeruje, że “szczególną uwagę” bankowców powinna zwrócić sytuacja, gdy wysokość zobowiązań do dochodów wynosi powyżej 40 proc. dla kredytobiorców zarabiających mniej niż średnie wynagrodzenie, oraz gdy DTI wynosi więcej niż 50 proc. w przypadku osób zarabiających więcej niż przeciętna pensja.

Modelowa rodzina

Od marca 2020 do października 2022, a więc w okresie rekordowo niskich stóp procentowych, podpisano kilkaset tysięcy nowych umów kredytowych. Kredytobiorcy mogli cieszyć się tanim pieniądzem, ich finanse cechował niski wskaźnik DTI, tym samym mieli wysoką zdolność kredytową. Jak kształtowałaby się wysokość DTI , gdyby próbowali zadłużyć się na te same pieniądze, przy obecnych stopach procentowych?

Zakładamy, że w gospodarstwie domowym jest dwoje dorosłych plus dziecko w wieku przedszkolnym. Dorośli zarabiają na poziomie średniej krajowej. W 2021 roku w sektorze przedsiębiorstw wyniosła ona niecałe 5900 zł, czyli 4300 zł na rękę. Dochód naszej modelowej rodziny wynosi więc 8600 zł netto. Rodzina mieszka w dużym mieście, gdzie w III kw. 2021, a więc jeszcze przed serią podwyżek stóp procentowych zakupiła 60 – metrowe mieszkanie, wpłacając 10 proc. wkładu własnego.

Wg danych NBP w III kw. 2021 średnia cena nowego mieszkania w Warszawie i innych największych miastach Polski (Wrocławia, Krakowa, Gdańska, Gdyni, Poznania, Łodzi) wynosiła 9600 zł/mkw.

Przyjmując, że w takiej właśnie cenie nasza rodzina kupiła mieszkanie, za 60 mkw. zapłaciła 576 tysięcy złotych. Dysponowała 10 – procentowym wkładem własnym, tak więc zadłużyła się  na 30 lat  na 520 tysięcy zł.

Czarna seria

Jeszcze do października 2021 miesięczna równa rata takiego zobowiązania (przy średnim oprocentowaniu na poziomie niecałych 2,5 proc. wg. Amron Sarfin) wynosiła około 2000 zł. Przy takim poziomie raty, zobowiązanie wobec banku pochłaniało 23 proc. z miesięcznego dochodu rodziny.

Do tego należy oczywiście doliczyć inne stałe koszty – opłaty za media, czynsz za mieszkanie, w przypadku rodziny z dzieckiem w wieku przedszkolnym stałym i często wysokim wydatkiem jest przedszkole.

Aktualnie – w lutym 2022 rata modelowego kredytu kształtuje się już zupełnie inaczej. Po ostatniej decyzji RPP podstawowa stopa procentowa wynosi już 2,75 proc. Aktualnie (dane na 8 lutego 2022) WIBOR 3M kształtuje się na poziomie 3,17 proc. Jeśli dodać do tego marżę rzędu 2,5 proc. uzyskujemy oprocentowanie bliskie 6 proc. Tym samym rata modelowego kredytu, w ciągu zaledwie czterech miesięcy wzrosła o 1/3, do poziomu około 3000 zł miesięcznie.

W takim układzie obciążenie domowego budżetu samym tylko kredytem wyniesie już 34 procent. Do tego należy dodać opłaty i stałe koszty. Jak już wspomnieliśmy, dużym kosztem małżeństwa z małym dzieckiem jest przedszkole. Zakładamy, że nasz maluch chodzi do prywatnego przedszkola. Opłata za taką placówkę może wynieść od około 800 do nawet 2000 zł. Przyjmujemy, że w przypadku naszej rodziny koszt opłacenia przedszkola wraz z wyżywieniem jest przeciętny –  wynosi 1200 zł. Kolejne 600 zł miesięcznie stanowi koszt opłacenia mieszkania i mediów.

Tym samym do raty kredytowej po ostatniej podwyżce stóp procentowych trzeba będzie doliczyć 1800 zł. Poziom stałych zobowiązań modelowej rodziny tym samym wyniesie już 4800 zł, a więc 55 proc. dochodów. Już w tym momencie relacja obciążeń finansowych do dochodów jest potencjalnie ryzykowna i – zgodnie z rekomendacją KNF – powinna zwrócić uwagę bankowców.  Gdyby nasze gospodarstwo domowe aktualnie starało się o kredytu w tej samej wysokości co w III kw. 2021,  przy aktualnym poziomie DTI mogłoby go nie otrzymać, a to nie koniec.

Wszystko wskazuje na to, że kolejne podwyżki stóp procentowych to kwestia czasu. Zakładając, że stopa referencyjna wróciłaby do najwyższego poziomu notowanego na przestrzeni ostatnich 10 lat (w 2012 roku wyniosła 4,75 proc.), to przy 2,5 procentowej marży uzyskujemy oprocentowanie rzędu ponad 7 proc. W takim scenariuszu rata kredytu wynosiłaby około 3600 zł, a całość stałych zobowiązań modelowej rodziny z małym dzieckiem chodzącym do prywatnego przedszkola – 5400 zł. Stałe, comiesięczne koszty pochłaniałyby  62 proc. jej dochodów.

Minimum socjalne

Jakie obciążenia jest w stanie znieść gospodarstwo domowe, by prowadzić życie na poziomie pozwalającym na normalne funkcjonowanie? Miarą określającą koszt owego względnego/podstawowego standardu jest tzw. minimum socjalne. Jak informuje Instytut Pracy i Spraw SocjalnychMin­i­mum soc­jalne to wskaźnik społeczny mierzący koszty utrzy­ma­nia gospo­darstw domowych. Zakres i poziom zaspoka­janych potrzeb według tego mod­elu winny zapew­niać takie warunki życiowe, by na każdym z etapów roz­woju człowieka umożli­wić repro­dukcję jego sił życiowych, posi­adanie i wychowanie potomstwa oraz utrzy­manie więzi społecznych”.

Instytut publikuje sukcesywnie informacje na temat wysokości minimum socjalnego za poszczególne kwartały. W ostatnim raporcie z grudnia 2021  na podstawie danych GUS określono wartość minimum socjalnego za III kw. ubiegłego roku. Dla trzyosobowej rodziny z małym dzieckiem wyniosło ono 3340 zł, czyli 1113 zł na osobę.

Tab. 1 Minimum socjalne: dane za III kwartał 2021 r., w zł (źródło: Instytut Pracy i Spraw Socjalnych)Minimum socjalne: dane za III kwartał 2021 r., w zł

W koszyku wydatków pozwalających na “zaspokojenie potrzeb, posiadanie i wychowanie potomstwa” itp. uwzględniono co prawda opłaty za mieszkanie i media (które oszacowano na 833 zł), ale w zestawieniu nie znalazły się oczywiście koszty rat kredytowych.

Jak to się ma do budżetu naszej modelowej rodziny? Odejmując opłaty mieszkaniowe i za media, które już są wliczone do minimum socjalnego, ze stałych zobowiązań pozostają jej comiesięczne raty kredytu  i czesne za przedszkole prywatne dla dziecka. W sumie daje to 4200 zł stałych opłat. Na “życie” i mieszkanie rodzinie zostaje w portfelu 4400 zł, czyli po 1466 zł na osobę –  o 300 zł na osobę więcej od minimum socjalnego.

Jeśli stopy procentowe wrócą do najwyżej notowanego w ostatnich 10 latach poziomu 4,75 proc., to raty kredytowe wzrosną do 3600 zł,  a stałe wydatki  do  4800 zł. Na “życie” – czyli żywność, opłaty za mieszkanie i media, edukację, kulturę, odzież, zdrowie itp. pozostanie rodzinie 3800 zł, czyli po 1266 zł na osobę – tylko nieznacznie więcej niż wynosi minimum socjalne.

Czarny scenariusz, w którym modelowe gospodarstwo domowe z dzieckiem w wieku przedszkolnym, dysponowałoby środkami na utrzymanie mniejszymi od minimum socjalnego w naszym wyliczeniu zrealizowałby się przy podstawowej stopie procentowej NBP większej niż 5 proc.

Na chwilę obecną więc droga do tego jest jeszcze daleka. Eksperci spodziewają się w tym roku raczej przekroczenia poziomu 4 proc., choć czarnego scenariusza wykluczyć nie można, zwłaszcza patrząc na na dynamikę inflacji i dynamikę obecnych podwyżek stóp procentowych. Należy też pamiętać, że rodzinie z dzieckiem przysługują transfery socjalne, które nieco poprawiają jej sytuację finansową, poza tym gospodarstwa domowe z małym dzieckiem są obciążone dodatkowym kosztem w postaci przedszkola. Sytuacja innych grup kredytobiorców może wyglądać lepiej.

Z drugiej jednak strony z całą pewnością koszt życia na poziomie minimum socjalnego w I kw. 2022 r. będzie  znacznie wyższy niż wskazuje to ostatnie wyliczenie Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych za III kw. 2021.

Komik z Ukrainy

Głównym tematem jest wciąż konflikt ukraińsko – rosyjski. Wczorajszy wpis prezydenta Ukrainy o rozpoczęciu inwazji Rosji 16 lutego, podsycił nerwowość co spowodowało wzrosty cen złota oraz spadki indeksów giełdowych. Podane informacje zostały sprostowane, ale to nie wywołało euforii. Nastroje pozostały słabe. W tym momencie decyzje banków centralnych są na drugim planie. Wczoraj poznaliśmy opinię Jamesa Bullarda na temat polityki monetarnej prowadzonej przez Fed.

Prezydent Zełeński chyba nie do końca był świadomy z konsekwencji swoich działań na facebook-u. Być może wcielił się w rolę komika (ponownie) i uznał, że taka informacja będzie dobrym żartem. Inwestorzy jednak wzięli tego „newsa” na poważnie, co w konsekwencji wywołało podwyższoną zmienność na rynku. Złoto teraz jest już wyceniane w okolicach 1875 USD/oz a przez chwile było najdroższe od czerwca 2021 roku. Kontrakt na SP500 zdołał zbliżyć się do poziomu 4360 pkt. Obecnie jest nieco wyżej. Nerwowość pozostanie podwyższona. Spekuluje się o dacie 16 lutego, więc, jeśli do żadnych działań jutro nie dojdzie, rynki na chwilę będą mogły odetchnąć z ulgą.

Poza konfliktem geopolitycznym rynki nie zapominają o podwyżce stóp przez Fed, która ma nastąpić już w marcu. Po tym jak inflacja w styczniu wzrosła mocniej niż oczekiwano, rynek coraz bardziej oczekuje podwyżki stóp o 50 pb. James Bullard z Fed z St. Louis po raz kolejny wygłosił wczoraj komentarze wskazujące na ten kierunek. Jego zdaniem konieczne było wcześniejsze zwiększenie planowanego wycofywania się z akomodacji. Z drugiej strony, w ostatnim czasie z wnętrza Fed pojawiały się również głosy opowiadające się za stopniowym podejściem do zacieśniania. Zastanawiające jest to , czy tak pozostanie, czy też coraz większa liczba członków Fed będzie opowiadać się po stronie Bullarda. Rynek w tym tygodniu głównie skupi się na jutrzejszej publikacji protokołu z posiedzenia FOMC.
Wracając do geopolityki, dziś kanclerz Niemiec Olaf Scholz ma spotkać się z Putinem. Wczoraj odbył rozmowę z ukraińskim przywódcą. Z pewnością doniesienia z rozmów dyplomatycznych będą powodować wysoką zmienność na rynku, na co powinniśmy się przygotować.

Łukasz Zembik
DM TMS Brokers

Kuczyński: żadnej wojny nie będzie

W tej chwili niezwykle dużo się mówi o sytuacji na linii Rosja-Ukraina. Napięcie między tymi dwoma krajami rośnie. Pojawia się coraz więcej informacji świadczących o tym, że działania militarne mogą rozpocząć się lada dzień. Rosja od wielu tygodni gromadzi wojska – więc ewentualny atak nie byłby żadnym zaskoczeniem. Jednocześnie Ukraina rozpoczęła działania dyplomatyczne w celu pozyskania zarówno sprzętu, jak i sojuszników. Pojawiają się również kwestie, które sprawiają, że w nadchodzącą wojnę należałoby wątpić. Eksperci twierdzą, że gdyby Putin chciał zająć Kijów, starałby się zaatakować niespodziewanie. Swoją rolę w tej sytuacji starają się odegrać kraje zachodnie – Francja, Niemcy, Wielka Brytania, czy Stany Zjednoczone.

– Uważam, że ze strony Rosji to jest tylko i wyłącznie demonstracja, która ma przyciągnąć do dyskusji i przestraszyć – i to się udało. A druga strona z kolei – panowie Joe Biden i Boris Johnson – mają tak potężne problemy u siebie w domu, że w to im graj, że zaostrza się sytuacja geopolityczna. Bo jak w końcu osiągną porozumienie, to będą mogli powiedzieć “Kochani rodacy, widzicie jakich macie przywódców? Udało nam się uniknąć wojny!” Więc zakładam, że żadnej wojny nie będzie – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Kuczyński, analityk rynku finansowego. – Dlatego też dopóki będzie trwała ta sytuacja, to polska giełda i giełdy, które mogą ucierpieć na skutek tego konfliktu, będą w niełasce. Widzę coraz częściej zdanie, które przeważa w opiniach poważnych inwestorów – że wojny nie będzie. Jeśli chodzi o polskich generałów – to co prawda generał Skrzypczak mówi, że jest bardzo duże prawdopodobieństwo, ale generał Pasek mówi dokładnie to samo co ja – to jest teatrzyk wojenny Putina, który chce uzyskać owoce wojny bez wojny – ocenia Kuczyński.

Firmy wybierają restrukturyzację zamiast upadłości

Rok 2021 był rekordowy pod względem liczby firm mierzących się z niewypłacalnością. W całym 2021 roku upadło 412 firm, a 1888 podjęło decyzję o restrukturyzacji, wynika z danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej. Łącznie daje to 2300 przypadków – najwięcej w ciągu ostatnich sześciu lat. Znaczna część z nich miała problemy finansowe już na rok wstecz, co było widać w danych Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej. Niemal połowa upadłych i 37 proc. restrukturyzowanych firm w II półroczu 2021 r. miało długi już na 12 miesięcy wcześniej.

W 2021 r. problem niewypłacalności dotknął znacznie większą liczbę przedsiębiorstw niż przed pandemią. Jednak zdecydowanie rzadziej niż w poprzednich latach decydowały się one na ostateczną opcję, jaką jest ogłoszenie upadłości. W sumie taki scenariusz wybrało w ciągu całego zeszłego roku 412 podmiotów. O 30 proc. mniej niż rok wcześniej i w stosunku do 2019 r. W obliczu kłopotów finansowych przedsiębiorcy decydowali się częściej na próbę ratowania swojej działalności poprzez jej restrukturyzację. W ubiegłym roku rozpoczęło się 1888 takich postępowań. To skok o 136 proc. w stosunku do 2020 r. i 4 razy wyższy wynik niż w roku 2019, pokazują dane COIG.

Problemy firmy można przewidzieć

Spośród firm, które zdecydowały się na restrukturyzację w drugiej połowie 2021 roku, ponad 37 proc. już rok wcześniej było wpisanych do Krajowego Rejestru Długów z zaległościami na 42 mln zł. Na trzy miesiące przed znajdowała się w nim niemal połowa podmiotów, a w dniu ogłoszenia restrukturyzacji ich odsetek przekraczał już 52 proc. Finalne zadłużenie restrukturyzowanych firm wyniosło prawie 61 mln zł.

Jeszcze wyraźniejszy sygnał ostrzegawczy dla wierzycieli dają przyszli bankruci. Spośród podmiotów, które ogłosiły upadłość w drugiej połowie 2021 roku, 47 proc. było notowanych w KRD na rok przed zniknięciem z rynku. Już wtedy miały one 14,5 mln zł zadłużenia. Na trzy miesiące wcześniej było to niemal 60 proc., a w dniu upadłości prawie 66 proc. firm. Łącznie bankrutujące przedsiębiorstwa zostawiły po sobie ponad 18 mln zł długu.

Utrzymujące się przez długi czas zadłużenie firmy to sygnał, że dany podmiot na rynku jest ryzykownym partnerem biznesowym. Nie reguluje swoich zobowiązań, bo jego sytuacja finansowa jest zła, albo po prostu nie płaci, bo nie ma takiego zwyczaju. Przedłużające się opóźnienia w płatnościach bądź zupełne uchylanie się od zapłaty są problemem dla całej gospodarki. Tak powstają zatory płatnicze: jedna firma nie płaci swojemu partnerowi, więc on zalega swoim dostawcom. I tak jeden biznes zaraża kolejne. Dlatego ważna jest prewencja i minimalizowanie ryzyka podjęcia współpracy z nierzetelnymi kontrahentami – podkreśla Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Firmy spłacają długi

W sumie liczba upadłych i restrukturyzowanych w 2021 roku firm wyniosła 2300, co jest najwyższym wynikiem od 6 lat. Ten rekordowy wzrost niewypłacalności zaskakuje, bo zadłużenie firm, po chwilowym wzroście z początków pandemii, obecnie jest już w trendzie spadkowym. Tuż przed pojawieniem się w Polsce Covid-19, w lutym 2020 roku, wynosiło 10,19 mld zł. Po wybuchu pandemii urosło do 11,44 mld zł, aby spaść do poziomu 9,4 mld zł na koniec stycznia 2022 r.

Początkowy wzrost zadłużenia w pandemii notowanego w KRD miał dwie przyczyny. Część firm, zwłaszcza małych, których płynność finansowa była dość płytka, po zamrożeniu gospodarki straciła dopływ gotówki i przestała regulować swoje zobowiązania. Część celowo wstrzymywała płatności, mimo że miała pieniądze, gromadząc środki na czarną godzinę. Zmieniło się też nastawienie wierzycieli. W obawie przed utratą pieniędzy zaczęli bardziej stanowczo domagać się spłaty, stosując wpis do KRD jako jeden z czynników motywujących dłużników. Odmrożenie gospodarki w maju 2020 roku i przeznaczenie 200 mld zł przez rząd na pomoc w ramach kolejnych tarcz antykryzysowych sprawiły, że sytuacja wielu firm poprawiła się na tyle, że były one w stanie spłacić zaległe zobowiązania. Zmniejszyła się też obawa przed konsekwencjami pandemii – wyjaśnia Adam Łącki.

Długi firm maleją, a gospodarka rośnie, jednak przedsiębiorstw borykających się z niewypłacalnością wciąż przybywa. Jak wyjaśnia Krajowy Rejestr Długów, duży wpływ na to zjawisko miała zmiana przepisów z 2019 r., upraszczająca proces restrukturyzacji. Dzięki niej firmom łatwiej jest rozpocząć takie postępowanie i chętnie z tego korzystają. Jednocześnie rzadziej decydują się na ogłoszenie upadłości i bezpowrotne zamknięcie działalności. To zmiana na plus, ponieważ restrukturyzacja zakłada, że firmę można uratować. Dzięki temu przedsiębiorstwa, które są gotowe podjąć taki wysiłek, nie muszą ogłaszać upadłości i otrzymują szansę powrotu na rynek. Jak widać, polskie firmy nie chcą łatwo się poddawać i o przetrwanie swojego biznesu walczy już 4 na 5 przedsiębiorstw zagrożonych niewypłacalnością.

Duzi upadają, mali się restrukturyzują

Blisko trzy czwarte firm (73 proc.), które przed ogłoszeniem upadłości w II połowie 2021 roku były notowane w KRD, stanowiły spółki prawa handlowego. Zostawiły po sobie niemal 13,5 mln zł zaległości. Na drugim miejscu uplasowały się jednoosobowe działalności gospodarcze (23 proc.). Nie zapłaciły one swoim wierzycielom 4,5 mln zł.

Najwięcej firm-bankrutów notowanych w KRD funkcjonowało w woj. mazowieckim (30 proc.). Ich dług to 2,4 mln zł. Najwyższe łączne zadłużenie miały natomiast podmioty ze Śląska (5,8 mln zł).

Wśród restrukturyzowanych podmiotów, notowanych w KRD, w II połowie 2021 roku większość, bo 52 proc. stanowiły JDG-i. Nie uregulowały one w sumie 32,4 mln zł. Na drugim miejscu uplasowały się spółki prawa handlowego, które stanowiły 45 proc. Ich zaległości opiewały łącznie na 27 mln zł.

Jeśli chodzi o województwa z najwyższym zadłużeniem firm w restrukturyzacji, prym ponownie wiedzie Śląsk, z kwotą 11,5 mln zł. Pod względem liczby zadłużonych podmiotów na pierwszym miejscu znajduje się województwo wielkopolskie (14 proc.), gdzie firmy muszą oddać ponad 4,4 mln zł.

Upadające lub wnioskujące o restrukturyzację firmy to zazwyczaj multidłużnicy, posiadający co najmniej trzech wierzycieli. Liczba upadłości i restrukturyzacji mogłaby być niższa, gdyby ci wierzyciele wcześniej reagowali na kłopoty swoich kontrahentów, szybciej upominali się o swoje pieniądze, a przede wszystkim na bieżąco monitorowali ich sytuację finansową w trakcie współpracy – wskazuje Jakub Kostecki, prezes firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

Niepewna przyszłość

Duża liczba niewypłacalności wśród polskich firm stanowi niepokojący sygnał i rodzi pytania o to, jak biznes będzie radził sobie w kolejnych miesiącach. Szczególnie, że w ostatnim czasie przedsiębiorcom przybyło zmartwień. Rośnie inflacja, a wraz z nią stopy procentowe. O ile wzrost cen gazu nie uderzył z jednakową siłą we wszystkie firmy, o tyle wyższe rachunki za prąd już tak.

Polska gospodarka obecnie wciąż ma się nieźle. Rok 2021 zamknęliśmy ze wzrostem PKB na poziomie 5,5 proc., perspektywy tego roku to 4,5 proc. na plusie. Jednak rosnące koszty prowadzenia działalności i inflacja niedługo mogą zacząć odbijać się na części firm, a co za tym idzie spowodować wzrost zadłużenia w biznesie. Spodziewamy się na przykład, że wróci zjawisko kredytowania bieżącej działalności kosztem kontrahentów, bo będzie to tańsze niż kredyty obrotowe – mówi Adam Łącki.

Grupa PTWP w czwartym kwartale 2021 r. notuje 113 proc. wzrost zysku netto r/r

Ponad 1,4 mln zł skonsolidowanego zysku netto, wypracowała w czwartym kwartale 2021 roku Grupa PTWP. Narastająco, od stycznia do grudnia ub. roku, zysk brutto Grupy wyniósł 9,3 mln zł, a łączne przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 55,1 mln zł. Wydawca internetowych serwisów branżowych konsekwentnie rozwija strukturę wydawniczą Grupy, systematycznie zwiększa wyniki swoich portali oraz tworzy nowe. W listopadzie ub. roku zarząd podjął decyzję o rozpoczęciu przygotowań do przeniesienia notowań akcji PTWP SA z NewConnect na rynek regulowany.

Wyniki w drugiej połowie roku 2021 r. pokazują, że obrana przez nas strategia oparta o kierunek digital, przyniosi wymierne efekty. Serwisy, które rozwijamy i umacniamy ich pozycję, notują wzrosty jeśli chodzi o zasięgi i potrafimy to monetyzować. Wróciliśmy też silniejsi w działalności eventowej, a organizacja wydarzeń w trybie hybrydowym oraz wprowadzenie rozwiązań streamingowych, zwiększyły dostępność i atrakcyjność naszych imprez, co z kolei doceniają nasi partnerzy – mówi Wojciech Kuśpik, prezes zarządu Grupy PTWP. – Wciąż widzimy duże możliwości dalszego skalowania naszego biznesu, dlatego stale poszukujemy nowych obszarów, które pozwolą na umocnienie pozycji Grupy PTWP – dodaje.

W czwartym kwartale ub. roku Grupa PTWP wypracowała 1,8 mln zł skonsolidowanego zysku brutto, a przychody netto ze sprzedaży przekroczyły 17,7 mln zł. W raportowanym okresie EBIDTA osiągnęła poziom 2,4 mln zł. Narastająco, na koniec 2021 r. zysk brutto przekroczył 9,3 mln zł. Osiągnięte wyniki Grupy są wielokrotnie wyższe niż w analogicznym okresie 2020 r. Stan środków pieniężnych na koncie PTWP na koniec grudnia 2021 wzrósł do 27 mln zł.

W listopadzie 2021 r. władze PTWP podjęły decyzję o rozpoczęciu działań zmierzających do przeniesienia notowań firmy w 2022 roku z NewConnect na główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie. Na ten moment Spółka nie planuje przy tej okazji emisji akcji.

Grupa PTWP po zatwierdzeniu raportu rocznego za 2021 r. przeprowadzi program motywacyjny dla kluczowych pracowników. Maksymalna wielkość programu to ok. 5% kapitału zakładowego.

Legimi ze wzrostem przychodów o prawie 50 proc. rdr. w 2021 r.

Legimi, pionier na polskim rynku e-książek działający w oparciu o model subskrypcyjny, podsumowuje miniony rok. Wartość przychodów osiągniętych przez Spółkę w 2021 roku wyniosła 49 mln zł co oznaczało dynamikę wzrostu na poziomie prawie 50 proc. rdr. W skali roku EBITDA wyniosła 5 mln zł, rosnąc o 52 rdr. a zysk netto wzrósł dynamicznie do 1 mln zł rosnąc ponad 19- krotnie w porównaniu z ubiegłym rokiem. Na koniec kwartału łączna liczba klientów korzystających z platformy Legimi wyniosła blisko 170 tys., oznaczając wzrost o 41 proc. rdr.

– Miniony rok był bardzo dobry dla naszej Spółki. Z powodu pandemii koronawirusa i wielu restrykcji nakładanych na obywateli rosła popularność serwisów audiobookowych i ebookowych. Zanotowaliśmy bardzo duże dynamiki jeśli chodzi o naszą rentowność. Zysk netto wyniósł ponad 1 mln zł, co jest świetnym wynikiem. Dodatkowo widoczny jest zdecydowany wzrost liczby klientów naszej platformy. W samym IV kwartale liczba abonentów indywidualnych wzrosła o 35 proc. rdr. osiągając wartość 116 tys., zaś sumując tę liczbę z klientami instytucjonalnymi otrzymaliśmy wartość bliską 170 tys., co oznacza dynamikę wzrostu na poziomie 41 proc. rdr. – komentuje Mikołaj Małaczyński, Prezes Zarządu Legimi.

W 2021 roku Legimi wypracowało bardzo dobre wyniki finansowe. EBITDA osiągnęła wartość prawie 5 mln zł, rosnąc 52 proc. rdr. Bardzo duży wzrost możemy zauważyć przy zysku netto, który osiągając wartość ponad 1 mln zł urósł ponad 19-krotnie. rdr. Z kolei w perspektywie IV kwartału przychody Spółki wyniosły 13,5 mln zł osiągając dynamikę wzrostu na poziomie 34 proc., zaś w skali roku wyniosły 48,6 mln zł, rosnąc o prawie 50 proc. rdr. Wskaźnik EBITDA w minionym kwartale osiągnął wartość ponad 540 tys. zł, malejąc o nieco ponad 3 proc. rdr. Spółka odnotowała stratę netto w wysokości ponad 470 tys. zł, malejąc o ponad 40 proc. rdr.

– W IV kwartale widzieliśmy znaczący wzrost zainteresowania naszą usługą, co potwierdzają zwiększone przychody w tym okresie. Mocno zintensyfikowany poziom czytelnictwa wśród naszych klientów wpływa na koszty generowane przez Spółkę, co odbiło się na ujemnej marżowości w ostatnim kwartale minionego roku. Skorzystali na tym wydawcy i autorzy odnotowując ponadprzeciętne przychody w ramach naszej platformy, co w tym niełatwym czasie pandemii postrzegamy jako nasze skromne wsparcie branży i rynku książki – dodaje Mikołaj Małaczyński.

Legimi stale myśli o dalszym rozwoju i skalowaniu biznesu. W IV kwartale Spółka rozpoczęła realizację projektu B+R w ramach dofinansowania Narodowego Centrum Badań i Rozwoju z programu Szybka Ścieżka. Projekt ten ma wzmocnić technologicznie platformę Legimi w zakresie mechanizmów sztucznej inteligencji zastosowanych do rekomendacji książek klientom z uwzględnieniem poprawy parametrów zaangażowania i rentowności. W minionym kwartale także nieprzerwanie trwały prace nad aplikacją Legimi 4.0, a w ramach zakończonych etapów działań zostały oddane pierwsze nowe funkcjonalności tej platformy, takie jak mechanizmy recenzji czy rozbudowa obsługi trybu samochodowego dla audiobooków.

Cloud Technologies z najlepszym wynikiem rocznym od 4 lat. Rekordowy kwartał kluczowego segmentu Data enrichment

Cloud Technologies, spółka koncentrująca się na monetyzacji cyfrowych danych, opublikowała wyniki IV kwartału i podsumowała ubiegły rok. EBITDA w 2021 roku wyniosła 17,5 mln zł, blisko trzykrotnie więcej niż w roku 2020. Zysk netto wzrósł do 8,7 mln zł, czyli o 8,1 mln zł r/r. Przychody osiągnęły poziom 55 mln zł, gdzie za 45% wyniku, o 19 p.p. więcej niż przed rokiem, odpowiadał segment o strategicznym znaczeniu dla grupy – Data enrichment, cechujący się najwyższą marżowością i mający największy wpływ na dynamiczny rozwój spółki. W samym IV kwartale Data enrichment wzrósł o 43% r/r i 27% kw/kw, a sprzedaż na poziomie 8,2 mln zł była rekordowa w całej historii grupy.

2021 rok to najlepszy wynikowo okres dla Cloud Technologies od 4 lat, odznaczający się skokowym wzrostem we wszystkich kluczowych pozycjach finansowych. Za tak dynamiczny rozwój grupy odpowiada przede wszystkim segment Data enrichment, obejmujący monetyzację danych oraz technologii do ich przetwarzania. Segment ten jest zdywersyfikowany, globalny i skalowalny, a rekordowy IV kwartał 2021 roku potwierdza jego dalszy, wysoki potencjał wzrostu.

– W kwietniu ubiegłego roku ogłosiliśmy plany rozwoju obejmujące 2021 rok, gdzie za główny cel postawiliśmy sobie istotny wzrost przychodów w kluczowym segmencie Data enrichment. Obecnie notujemy w nim rekordowy kwartał, przychody wzrosły o 2,5 mln zł (+43% r/r oraz +27% kw/kw) i w ujęciu całego roku segment ten odpowiadał już za blisko połowę wygenerowanej sprzedaży. Osiągnięcie założonych celów to efekt pracy całego zespołu Cloud Technologies i jednocześnie potwierdzenie, że zaktualizowany model biznesowy spółki, który wdrożyliśmy w 2019 roku, jest globalny i skalowalny, a przy tym odznacza się dużo większym bezpieczeństwem i stabilnością. Z optymizmem patrzymy na kolejne kwartały i koncentrujemy się na realizacji kompleksowej strategii na lata 2021-2023, ogłoszonej pod koniec ubiegłego roku. Jesteśmy gotowi aby w ciągu najbliższych lat stać się wiodącym dostawcą na globalnym rynku danych i w tym celu zainwestujemy do 50 mln zł w dalszy, dynamiczny rozwój Cloud Technologies – komentuje Piotr Prajsnar, prezes zarządu Cloud Technologies.

Segment Data enrichment cechuje się najwyższą dynamiką wzrostu i najwyższym poziomem marży EBITDA, która wyniosła w całym 2021 roku 67%. Koszty segmentu mają głównie charakter stały, co przy rosnących wynikach sprzedażowych pozwala wykorzystać efekt dźwigni operacyjnej i dynamicznie przekłada się na zysk segmentu oraz grupy Cloud Technologies. W całym roku przychody segmentu wzrosły o 13,3 mln zł (+87% r/r), a EBITDA o 9,3 mln zł (+123% r/r), czego wynikiem jest uzyskanie 25 mln zł przychodów ze sprzedaży i 16,9 mln zł EBITDA z segmentu Data enrichment.

Segment Data consulting obejmuje działalność agencji reklamowych i cechuje się stabilnym poziomem przychodów i EBITDA w perspektywie rocznej, z okresową fluktuacją kwartalną uzależnioną od liczby zleceń i kosztów zakupu powierzchni reklamowej, które istotnie wzrastają pod koniec roku. W IV kwartale segment zanotował negatywny poziom EBITDA w wysokości -1,0 mln zł i spadek przychodów o 1,6 mln zł. Okres porównawczy, czyli IV kwartał 2020 r., stanowił kumulację wykorzystania budżetów reklamowych wstrzymywanych przez pierwsze trzy kwartały 2020 r. ze względu na rynkową niepewność związaną z pandemię COVID-19. Analizując wyniki za cały rok 2021 EBITDA segmentu Data Consulting wyniosła 0,2 mln zł, zachowując płaską dynamikę r/r, a przychody wzrosły o 1,5 mln zł (+10% r/r).

Segment Data acquisition regularnie notuje coraz niższe przychody, jako konsekwencja sukcesywnie wdrażanej optymalizacji procesu pozyskiwania danych. Grupa ogranicza wydatki na realizację kampanii, skupiając się na bezpośrednim zakupie zbiorów danych o wyższym potencjale do monetyzacji, co wykorzystywane jest w segmencie Data enrichment.

W listopadzie 2021 roku, Cloud Technologies ogłosiło strategię na lata 2021-2023, której celem jest osiągnięcie wiodącej pozycji dostawcy na globalnym rynku danych w ciągu najbliższych lat. Grupa planuje szereg inwestycji w kwocie do 50 mln zł, które obejmą międzynarodowe akwizycje (około 10 mln zł), zakup technologii (około 15 mln zł), działalność B+R (około 10 mln zł) i skup akcji własnych (około 15 mln zł) w celu realizacji programu motywacyjnego dla kluczowych pracowników. Cena nabycia akcji w ramach programu została ustalona na poziomie 25,00 zł z opcją premii i dyskonta, uzależnioną od stopnia realizacji warunku KPI, którym jest skumulowana EBITDA na poziomie 55 mln zł w latach 2021-2023. Finansowanie inwestycji pochodzić będzie ze środków własnych spółki, bez korzystania z długu lub emisji akcji.

– Podczas gdy rok 2020 był dla nas okresem weryfikacji zaktualizowanego modelu biznesowego, to rok 2021 koncentrował się na jego dynamicznym skalowaniu i poprawie wyników grupy. Kończymy rok z wysokim poziomem gotówki w wysokości 28,5 mln zł, gdzie w samym IV kwartale przepływy z działalności operacyjnej wyniosły 5,7 mln zł, a w ujęciu rocznym 16,5 mln zł. Co dla nas niezwykle istotne, segment Data enrichment osiągnął poziom rozwoju, gdzie jego wzrosty pozwalają zrównoważyć okresowe fluktuacje wyników w pozostałych segmentach, dzięki czemu nasz biznes posiada nie tylko wysoki potencjał wzrostu, ale także stabilność. Rok 2022 będzie dalszym okresem skalowania naszego biznesu i jednocześnie czasem w którym zamierzamy mocno zainwestować w jego długotrwały rozwój w ramach ogłoszonej strategii na lata 2021-2023. Jednym z istotnych jej elementów jest zatwierdzony na styczniowym posiedzeniu NWZ skup do 250 tys. akcji własnych w formie ciągłej za pośrednictwem rynku, celem wdrożenia programu motywacyjnego. Po roku 2021 poziom realizacji KPI warunkującego realizację programu, w postaci 55 mln zł skumulowanej EBITDA w latach 2021-2023, wynosi 32%. Cel jest ambitny, ale realny do osiągnięcia, a skorzysta na nim zarówno spółka, jak i akcjonariusze – komentuje Piotr Soleniec, dyrektor finansowy Cloud Technologies.

Cloud Technologies działa na rosnącym i perspektywicznym rynku marketingu internetowego. Wydatki na reklamę w poszczególnych częściach świata znajdują się już powyżej poziomu sprzed pandemii, a trwająca cyfrowa transformacja będzie wspierać wzrosty również w kolejnych latach. Według przewidywań agencji Zenith, wzrost wartości globalnych wydatków na reklamę cyfrową w 2022 r. wyniesie 14% w ujęciu rok do roku. Największy wkład we wzrost wydatków na reklamę będzie miał rynek w USA, gdzie prognozowany wzrost ma wynieść 80 mld dolarów w latach 2021-2024, co stanowić będzie 48% całej dynamiki globalnych wydatków reklamowych w tym okresie. Rynek USA posiada największy udział w przychodach generowanych przez Cloud Technologies, wynoszący około 80%.

Cloud Technologies obchodził w 2021 roku 10-lecie swojej działalności. Z firmy o początkowo lokalnym zasięgu, zmienił się w globalny podmiot tworzący grupę kapitałową złożoną z czterech spółek: OnAudience.com, OnProspects.com, Audience Network i Online Advertising Network. W chwili obecnej Cloud Technologies pozyskuje dane z ponad 200 rynków na całym świecie.

Vivid Games zaprezentował wstępne wyniki za styczeń

Vivid Games wygenerował w styczniu 2.8 mln zł przychodu ze sprzedaży i 0.25 mln zł zysku netto. Na koniec stycznia na rachunkach spółki było 3.43 mln zł.

Poza rekordowymi przychodami Real Boxing 2, na wynik wpłynęła też, niższa niż w 2021 roku, amortyzacja. Spółka dokonała odpisu wartości gier i technologii, które nie będą już rozwijane, na łączną kwotę 12,29 mln zł. Odpisy obciążyły wynik za 2021 rok. Nie wpłyną na stan posiadanych środków pieniężnych i jednocześnie, pozytywnie przełożą się na wynik netto w 2022 i w kolejnych latach.

Real Boxing 2 zbliża się do połowy celu określonego w strategii. “W styczniu 2022 gra wygenerowała przychód na poziomie aż 443 tys. USD, o 160% wyższy niż rok wcześniej. Zwiększenie sprzedaży o ~10% w stosunku do grudnia, było możliwe m.in. dzięki zakończonym już wyróżnieniom w kanałach sprzedaży (tzw. featuring’om). Wzrosty widzimy też na poziomie kluczowych metryk jak ARPU, oraz na poziomie retencji. Potwierdza to skuteczność naszych działań. Dla utrzymania wysokiego poziomu zaangażowania graczy jeszcze w tym tygodniu uruchomimy kolejny live ops. Dzięki danym zebranym podczas wcześniejszych kampanii, nie tylko coraz lepiej trafiamy w oczekiwania użytkowników, ale możemy pochwalić się też rosnącą skutecznością user acquisition.” – podkreśla Bartosz Biniecki, product owner marki Real Boxing.

Odpisy istotnie obciążyły wynik Vivid Games za 2021 rok. Zarząd spółki zwraca uwagę na powody ich dokonania i korzyści jakie ze sobą niosą. „Podczas corocznych testów na utratę wartości gier i technologii, ocenialiśmy ich potencjał komercyjny przede wszystkim przez pryzmat celów realizowanej strategii. Wiemy, które z gier pozwolą nam je zrealizować, a które straciły już swoją szansę na sukces. Odpisy były konieczne. Nie chcemy, by amortyzacja za projekty, które nie prezentują już potencjału komercyjnego „ciągnęła” wyniki spółki w dół w tym roku i następnych latach. Projektem, który obciążał nas najbardziej był Mayhem Combat. Wartość odpisu z tytuły to aż 4,5 mln zł. Jeszcze przed rokiem mieliśmy nadzieję, że przygotowanie portu na Nintendo Switch jest szansą na nowe życie dla gry. Niestety, rzeczywistość okazała się inna. Wynik netto za styczeń uwzględnia już, obniżoną w stosunku do 2021, amortyzację i odzwierciedla naszą aktualną sytuację zdecydowanie lepiej.” – podsumowuje Jarosław Wojczakowski, CEO Vivid Games.

Za sprawą dokonanych odpisów roczna wartość amortyzacji zmniejszy się o ok. 2 mln zł, co w konsekwencji przełoży się na wynik Spółki za 2022 rok.

„Bardzo świadomie realizujemy przedstawioną w listopadzie strategię i inwestujemy w dokładnie te aktywności, które zwiększają prawdopodobieństwo sukcesu. Poza rozwojem Real Boxing 2, kończymy wstępne prace koncepcyjne i jeszcze w tym kwartale przedstawimy pomysł na tytuł bazujący na sprawdzonej meta-grze RB2. Równolegle rozwijamy tytuły, które są w stanie generować przychody na poziomie co najmniej 0,3 mln USD miesięcznie. Dział wydawniczy prowadzi też kilka rozmów, które mogą mieć istotne znaczenie dla sytuacji spółki w kolejnych okresach. Niebawem będziemy mogli zdradzić więcej szczegółów.” – dodaje Piotr Gamracy, członek zarządu Vivid Games.

Handel w niedzielę powinien być dozwolony. „Ustawodawca zmusza przedsiębiorców do udziału w wyścigach na absurdalne pomysły”

„Na czytelnię”, „Na wypożyczalnie sprzętu”, a niedługo także na usługi pogrzebowe czy na kawiarenkę? Zakaz handlu w niedzielę uszczelniony z początkiem lutego znowu sprawił, że kreatywność sieci handlowych zapłonęła. Dyskonty nie chcą ograniczać handlu w niedzielę, bo to dla nich ważna część zysku, ale i okazja do nadrabiania strat wynikających z pandemii COVID-19 czy rosnącego udziału w rynku sektora e-commerce. – Zakazu handlu w niedzielę nie chce nikt poza politykami. Północna Izba Gospodarcza powtarza to od wielu miesięcy. Nie jestem wielbicielką forteli prawnych, bo pokazują one, że przepisy można traktować bardzo lekko. To psucie prawa – mówi Hanna Mojsiuk. – Handel w niedzielę powinien być dozwolony na takich zasadach, by przedsiębiorcy nie prześcigali się w absurdalnych pomysłach – dodaje Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Według Hanny Mojsiuk do tematu zakazu handlu w niedzielę należy podejść jak do eksperymentu gospodarczego, który się nie udał. – Polacy mieli okazję powiedzieć „nie” handlowi w niedzielę przez ostatnie kilka miesięcy, gdy dyskonty i hipermarkety wykorzystywały fortel na placówkę pocztową. Okazało się zupełnie odwrotnie. Parkingi wypełnione po brzeg, sklepy z rekordowym zainteresowaniem, można powiedzieć więc, że opinia mieszkańców jest jednoznaczna. Musimy się też odwołać do przyzwyczajeń konsumenckich , giełda w niedzielę  w wielu miejscowościach jest częścią tradycji  połączenia niedzielnego spaceru i zakupów. Co więcej, również targowiska i małe sklepy do zakazu handlu podchodzą coraz bardziej sceptycznie, bo widzą, że marketingowa machina dyskontów sprawia, że ludzie robią zakupy na zapas i nie potrzebują już mniejszych sklepów do codziennego funkcjonowania – mówi Hanna Mojsiuk.

– Wyobrażam sobie sytuację, że za moment jakieś sieci dyskontowe wpadną na pomysł, że są kawiarenkami. Przy stanowiskach piekarniczych ustawią automat, dwa stoliki i będzie można tam spokojnie zjeść ciastko. Podobnie jak wyobrażam sobie, że za chwilę wszystkie sklepy będą prowadzić działalność bibliotekarską. Po co zmuszać przedsiębiorców do takiej ekwilibrystyki gospodarczej? – mówi Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy sceptyczni są także do inicjatywy referendum w sprawie handlu w niedzielę. Według dyrektora Izby Piotra Wolnego najlepszą oceną handlu w niedzielę jest to, że ludzie chcą wtedy robić zakupy, a sklepy prowadzić działalność. – Wolność gospodarcza powinna być wartością nadrzędną nad regulacjami mającymi charakter przede wszystkim polityczny. Jest przestrzeń do dyskusji w sprawie handlu w niedzielę. Jestem przekonany, że dyskonty są w stanie zgodzić się na warunki, by dodatkowo opłacać pracowników będących w pracy w niedzielę. Obecna sytuacja tak naprawdę nie jest korzystna dla nikogo – mówi Piotr Wolny.

Zakaz handlu w niedzielę został uszczelniony 1 lutego 2022. Przez kilka miesięcy większość sklepów handlowała w niedzielę jako „placówki pocztowe”. Media donoszą o kolejnych pomysłach na omijanie prawa.

Coraz więcej cudzoziemców z zezwoleniami na pobyt czasowy. Najwięcej przybyło Ukraińców i Białorusinów

Rośnie liczba cudzoziemców otrzymujących zezwolenie na pobyt czasowy w Polsce. Według danych Urzędu do Spraw Cudzoziemców, w 2021 roku było ich o ok. 38% więcej niż w 2020 roku. Z kolei zestawiając dane ubiegłoroczne z tymi z 2019 roku, widać wzrost o 42%. Zdecydowana większość ww. decyzji dotyczyła obywateli Ukrainy. Za nimi w zestawieniu znajdują się Białorusini oraz Gruzini. Najwięcej zezwoleń wydano w woj. mazowieckim, małopolskim i wielkopolskim, a najmniej – w świętokrzyskim.

Tendencja wzrostowa

Według danych UdSC, w ubiegłym roku 198 tys. cudzoziemców otrzymało zezwolenie na pobyt czasowy w Polsce. W 2020 roku grupa ta liczyła 144 tys. osób, a w 2019 roku – 139 tys. Jak zaznacza Janina Owczarek z IOM Polska (Międzynarodowa Organizacja ds. Migracji), o rosnącej liczbie obcokrajowców decyduje między innymi sytuacja na naszym rynku pracy. Gospodarka się rozwija, a pracodawcy mają problemy, żeby wśród Polaków znaleźć pracowników o odpowiednich kwalifikacjach. Coraz częściej są więc zainteresowani zatrudnieniem obywateli innych państw.

– Gdyby nie pandemia, to wzrost liczby wydanych w Polsce zezwoleń na pobyt czasowy byłby jeszcze większy. W 2020 roku mieliśmy do czynienia z istotnym ograniczeniem możliwości wjazdu wielu cudzoziemców. Dlatego gdy pod koniec 2020 roku i w 2021 roku restrykcje były mniejsze, wnioskodawców przybyło. Ponadto Tarcza Antykryzysowa wprowadziła zasadę, że legalność pobytu, która kończyłaby się w czasie epidemii lub zagrożenia epidemicznego, z mocy prawa się wydłuża. I wówczas nie ma konieczności składania wniosku o zezwolenie na pobyt czasowy – komentuje Michał Wysłocki, ekspert BCC ds. legalizacji pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce.

Z kolei dr Agnieszka Bielewska z Uniwersytetu SWPS podkreśla, że migrantom łatwiej jest jechać tam, gdzie już ktoś z ich grona dotarł. Pierwszy członek rodziny lub grupy znajomych sprowadza kolejnych rodaków i dostarcza im informacji. Im więcej obcokrajowców mieszka w Polsce, tym więcej powstaje przeznaczonych dla nich usług, które ułatwiają tym osobom legalizację pobytu, szukanie pracy itp.

– Obywatele państw trzecich mogą przyjechać do nas na podstawie wizy lub ruchu bezwizowego. Jeżeli chcą przedłużyć swój legalny pobyt w Polsce, przed zakończeniem okresu jego ważności muszą złożyć do urzędu wojewódzkiego wniosek o zezwolenie na pobyt czasowy. Zdecydowana większość cudzoziemców przybyła do Polski w celu wykonywania pracy – mówi Janina Owczarek.

Ukraińcy i pozostali

W 2021 roku najwięcej zezwoleń na pobyt czasowy w Polsce uzyskali obywatele Ukrainy – 143,8 tys. (2020 rok – 103,3 tysięcy, 2019 rok – 99,9 tys.). Za nimi w tym zestawieniu znajdują się Białorusini – 9,8 tys. (2020 rok – 4,5 tysięcy, 2019 rok – 4 tys.). Według Michała Wysłockiego, wzrost zainteresowania Białorusinów legalizacją pobytu w Polsce ma związek z trudną sytuacją polityczną w ich ojczyźnie. Kiedyś to samo było przyczynkiem do nagłego wzrostu migrujących do nas Ukraińców, którzy uciekali przed wojną, bezrobociem i złą sytuacją ekonomiczną w kraju.

– Były głosy, że większość Ukraińców zdecyduje się wyjechać z Polski do Niemiec, gdy tam zostanie dla nich otworzony rynek pracy. I rzeczywiście jest to jeden z najważniejszych kierunków wyjazdów dla obywateli Ukrainy, ale wielu zdecydowało się pozostać w naszym kraju. Przemawiała za tym bliskość językowa i znajomość lokalnego rynku. Duża część z nich obecnie inwestuje w zakup mieszkań, co pokazuje, że są skłonni związać się z Polską na dłużej – podkreśla ekspert z Uniwersytetu SWPS.

Kolejne miejsca w zestawieniu za 2021 rok zajmują obywatele Gruzji – 5,9 tysięcy, Indii – 5,2 tysięcy, Rosji –3,7 tys. oraz Wietnamu – 2,9 tys. Za nimi są przyjezdni mający obywatelstwo Mołdawii – 2,8 tysięcy, Chin – 2 tysięcy, Turcji – 1,8 tys. oraz Korei Południowej – 1,4 tys.

– Trendy dotyczące napływu obywateli poszczególnych państw utrzymują się z roku na rok. Ludzie bardzo często jadą tam, gdzie już są tzw. przetarte ścieżki. Przykładowo, migracja z Wietnamu zaczęła się w latach 70. ubiegłego wieku. Nasze kraje blisko współpracowały i Wietnamczycy przyjeżdżali tu na studia. Ważnym czynnikiem są też uproszczone przepisy dla obywateli Ukrainy, Białorusi, Gruzji, Rosji, Mołdawii i Azerbejdżanu. Polegają one na możliwości złożenia przez pracodawcę oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy i uzyskania na tej podstawie wizy oraz podjęcia zatrudnienia przez cudzoziemca – podkreśla ekspert z IOM Polska.

Sytuacja w województwach

W 2021 roku najwięcej zezwoleń na pobyt wydał wojewoda mazowiecki – 43,2 tys. Dalej są jego odpowiednicy z małopolskiego – 25,9 tysięcy, wielkopolskiego – 22,7 tysięcy, dolnośląskiego – 21,9 tys. oraz łódzkiego – 13,8 tys. Na drugim końcu listy znajdują się wojewodowie świętokrzyski – 2,1 tysięcy, podlaski – 3,4 tysięcy, jak również opolski – 3,6 tys. Dr Bielewska zaznacza, że migranci osiedlają się przede wszystkim w dużych miastach, oczywiście poza osobami, które przybywają do pracy w rolnictwie. Jak podkreśla Janina Owczarek, województwo mazowieckie od dawna przoduje w tej kwestii. Z kolei Kraków jest jednym z większych na świecie centrów outsourcingowych, co przyciąga cudzoziemców do pracy w tym regionie. Ponadto Poznań i Wielkopolska rozwinęły sektor usług biznesowych.

– Nie bez znaczenia jest też tzw. turystyka wnioskowa. Cudzoziemcy wybierają miejsca zamieszkania na terenie tego województwa, w którym aktualnie mają oni największe szanse na szybkie rozpoznanie wniosku i uzyskanie zezwolenia na pobyt czasowy w Polsce – dodaje ekspert z BCC.

W 2021 roku w piętnastu województwach wydano więcej zezwoleń niż w 2019 roku. Widoczny jest zwłaszcza wzrost w dolnośląskim – o 128% (2019 rok – 9,6 tysięcy, 2021 rok – 21,9 tysięcy). Dr Bielewska zwraca uwagę na kontrolę NIK, która pokazała, że w 2018 roku Dolnośląski Urząd Wojewódzki był najwolniejszym w Polsce. Rozpatrywanie wniosków trwało tam wtedy średnio 328 dni. Zdaniem eksperta, można zakładać, że, gdyby pracowano w tym miejscu szybciej, liczba zezwoleń byłaby sporo większa.

– Sytuacja w 2022 roku może się bardzo istotnie zmienić. 29 stycznia weszła w życie duża nowelizacja przepisów dotyczących legalizacji pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce. Zgodnie z nią, cudzoziemiec ubiegający się o zezwolenie na pobyt czasowy i pracę nie musi wykazywać, że posiada zapewnione miejsce zamieszkania, jak to było dotychczas. Wystarczy, że zadeklaruje we wniosku adres zamieszkania w danym województwie, by jego sprawę rozpoznał odpowiedni wojewoda. To jednak rodzi niebezpieczeństwo wskazywania fikcyjnych adresów – podsumowuje ekspert z BCC ds. legalizacji pobytu i pracy cudzoziemców w Polsce.

Deloitte: Zmiany klimatu wpłynęły na działalność operacyjną połowy firm na świecie

Członkowie zarządów firm na całym świecie mają świadomość skutków zmian klimatu i konieczności podjęcia natychmiastowych działań.  Jak pokazuje raport firmy doradczej Deloitte  „2022 CxO Sustainability Report”, 98 proc. badanych zgadza się z poglądem, że mamy do czynienia z kryzysem klimatycznym, a 63 proc. twierdzi, że ich firmy bardzo się go boją. Mimo powszechnych obaw, niewiele firm uwzględnia wszystkie aspekty środowiskowe w swoich strategiach rozwoju i kulturze korporacyjnej.  

Eksperci Deloitte zapytali ponad 2 tys. członków zarządów z 21 krajów o ich obawy i podjęte kroki w kierunku minimalizowania skutków zmian klimatu. Wyniki tych badań demonstrują wyraźną rozbieżność między składanymi deklaracjami a podejmowanymi działaniami.

Obawy i optymizm motywują do działania

Blisko dwie trzecie prezesów przyznało, że ich firmy są bardzo zaniepokojone zmianami klimatu. 79 proc. badanych uważa, że świat znalazł się w krytycznym momencie i trzeba działać natychmiast. Podczas podobnego badania Deloitte z początku 2021 r. deklarowało tak 59 proc, co oznacza gwałtowny wzrost obaw i mobilizacji o 20 punktów procentowych. Równocześnie, 88 proc. respondentów – prezesów i dyrektorów, nadal optymistycznie patrzy w przyszłość. Ich zdaniem szybkie podjęcie inicjatyw proklimatycznych może ograniczyć skutki zmian. W 2021 r. przekonanie takie wyraziło 63 proc. ankietowanych. Obserwujemy więc znaczący wzrost niepokojów o sytuację klimatyczną wśród kadry kierowniczej, przy jednoczesnym przekonaniu o skuteczności proekologicznych działań.

Badanie Deloitte dowodzi, że członkowie zarządów odczuwają presję i dostrzegają zagrożenie na kilku poziomach. Niemal wszyscy respondenci (97 proc.) wskazali, że ich firmy już odczuły negatywne skutki zmian klimatu, połowa zaś przyznała, że to wpłynęło na działalność operacyjną (np. zakłócenia działalności firmy i sieci dostaw na całym świecie). 81 proc. członków zarządów osobiście odczuło skutki zmian klimatu (np. ogromne upały, silne wiatry, pożary) w okresie ostatnich 12 miesięcy. Ponadto grupy interesariuszy, w tym regulatorzy, akcjonariusze, konsumenci i pracownicy wywierają presję, by firmy rozpoczęły działania.

Widzimy, że temat klimatu jest coraz częściej postrzegany jako strategiczny, a członkowie struktur zarządczych poszukują informacji, rozwiązań oraz doświadczeń w zakresie transformacji klimatycznej. To bardzo pozytywny sygnał, ale też duże wyzwanie, więc sądzę, że jako biznes musimy przyspieszyć, działać tu i teraz. Dlatego zarząd Deloitte w Polsce podjął decyzję o rozpoczęciu realizacji ambitnego planu transformacji, której celem jest osiągnięcie przez firmę net-zero w 2030 roku. Myślę, że podjęcie działań mających na celu zminimalizowanie negatywnego wpływu na otoczenie jest nie tylko sprawą szeroko pojętej odpowiedzialności społecznej biznesu. To kwestia wiarygodności firmy wobec partnerów i klientów, którym doradzamy, także w tej materii właśnie, ale również względem naszych pracowników, którzy chcą pracować w firmie, która kieruje się tymi samymi wartościami. Oni właśnie oczekują od nas zmiany – mówi Tomasz Konik, partner zarządzający Deloitte Polska.   

Deklaracje nie przekładają się na działania

Dwie trzecie respondentów twierdzi, że ich firmy korzystają z materiałów przyjaznych dla środowiska i oszczędzają energię. Ponad połowa korzysta z urządzeń i technologii energooszczędnych. Większość świadomie i celowo ogranicza liczbę podróży służbowych oraz prowadzi szkolenia proklimatyczne dla pracowników.

Choć wszystkie aktywności związane ze zrównoważonym rozwojem mają znaczenie, badanie wskazuje pięć inicjatyw, które (zwłaszcza podejmowane łącznie) powodują znaczące zmiany i dowodzą głębokiego zrozumienia korzyści, jakie niesie firmie zrównoważony rozwój. Są to:

  • opracowywanie nowych produktów i usług przyjaznych środowisku;
  • wymaganie od dostawców i partnerów biznesowych spełnienia określonych kryteriów środowiskowych;
  • modernizacja zakładów, by zwiększyć ich odporność na skutki zmian klimatu;
  • uwzględnienie kwestii proklimatycznych w działalności lobbingowej i politycznej;
  • uzależnienie wynagrodzenia kierownictwa od realizacji inicjatyw w zakresie zrównoważonego rozwoju.

Przedsiębiorstwa bardzo rzadko decydują się na te inicjatywy, zaś ponad jedna trzecia ankietowanych wdrożyła wyłącznie jedną z nich. Mimo niezmiennie wysokiego poziomu troski o środowisko i optymizmu dotyczącego zmiany, narasta potrzeba podejmowania bardziej istotnych działań ograniczających najgorsze skutki zmian klimatu.

Członkowie zarządów firm wskazują wzrost uznania, poprawę reputacji i satysfakcję klientów, a także dobrostan i morale pracowników jako trzy z pięciu największych korzyści, które przynoszą inicjatywy z zakresu zrównoważonego rozwoju. Dowodzi to, że wielu z nich uznaje tego rodzaju działania za korzystne w budowaniu dobrych relacji z kluczowymi interesariuszami.  Pozytywne efekty „zielonej” transformacji firm w postaci wzrostu przychodów, podnoszenia się wartości aktywów czy marży operacyjnej są dużo rzadziej zauważane, co pokazuje, że  zrównoważony rozwój firm to działanie rozłożone na lata.

Nie wszystkie firmy znajdują się na tym samym etapie procesu transformacji w kierunku zrównoważonego rozwoju, ale już niedługo każda będzie musiała rozpocząć wdrażanie strategii i konkretnych rozwiązań, które pozwolą jej obrać ten kurs. Wyzwanie to dotyczy to nie tylko sektorów wysokoemisyjnych czy przemysłu ciężkiego – ten kierunek jest niezależny od branży, w której operuje firma i w równym stopniu odnosi się do przedsiębiorstw produkcyjnych, jak i podmiotów z obszaru IT, consumer czy bankowości. Zarządy firm już dziś powinny rozpocząć poszukiwanie optymalnego modelu, który pozwoli dostosować organizacje do rosnących oczekiwań regulatorów, klientów i interesariuszy, związanych z wdrożeniem rozwiązań w zakresie ESG i zmian klimatu – podsumowuje Irena Pichola, lider zespołu ds. zrównoważonego rozwoju Deloitte w Polsce i Europie Środkowej.

Obcokrajowiec szybciej pójdzie do pracy: kwarantanna krótsza o 7 dni

Polska skraca termin kwarantanny dla osób przybywających spoza UE. Od 11 lutego 2022, niezależnie od kierunku przyjazdu do Polski, kwarantanna wjazdowa co do zasady trwa 7 dni, zamiast wcześniejszych 14. Zmiana wynika z nowelizacji rozporządzenia Ministra Zdrowia opublikowanego w Dzienniku Ustaw.

Zdaniem Tomasa Bogdevica, dyrektora generalnego międzynarodowej agencji zatrudnienia Gremi Personal, powyższe rozporządzenie to bardzo dobra wiadomość zarówno dla przyjeżdżających do pracy w Polsce cudzoziemców, jak i ich pracodawców.

– Pozytywne skutki tej decyzji polski rynek pracy odczuje niemal natychmiast. Skrócenie kwarantanny oznacza, że polski pracodawca szybciej dostanie tak potrzebnych mu dziś pracowników, a pracownik szybciej zacznie zarabiać – uważa Tomas Bogdevic.

Polska gospodarka odradza się po pandemii i pilnie potrzebuje rąk do pracy. Zapotrzebowanie na pracowników w 2022 roku będzie na rekordowym poziomie: taki wniosek wynika z danych Barometru Zawodów – badania wykonanego na zlecenie Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej. Po raz pierwszy od 7 lat w Barometrze nie znalazły się zawody z nadwyżką podaży – ani w skali całej Polski, ani w poszczególnych regionach.

– W agencji Gremi Personal tak gorącego stycznia nie było od początku pandemii. Liczba otwartych wakatów u naszych klientów jest obecnie pięciokrotnie wyższa, w porównaniu z początkiem ubiegłego roku. Rekrutacja również wzrosła – o 40%. Im mniej obostrzeń i ograniczeń – tym więcej chętnych do pracy obcokrajowców – podsumowuje Tomas Bogdevic.

Komentarz prawnika – dziwna konferencja „Polskich Elektrowni” o akcji billboardowej

  • Duże kontrowersje wśród dziennikarzy wzbudziło zachowanie organizatorów konferencji prasowej nt. Akcji billboardowej o przyczynach podwyżek cen energii
  • Towarzystwo Gospodarcze Polskie Elektrownie – organizator konferencji i całej akcji próbował ograniczyć dostęp do konferencji niektórym dziennikarzom. A operatorom kamer TV i dziennikarzom radiowym zabroniono rejestrowania obrazu i dźwięku
  • Takie zachowanie spotkało się z oburzeniem i stanowczą reakcją przedstawicieli mediów.

Adwokat Mateusz Janion, partner w kancelarii Loewen Legal Hub:

Art. 44 ust. 1 Prawa prasowego zakazuje, pod groźbą kary grzywny lub ograniczenia wolności utrudniania lub tłumienia krytyki prasowej. Przepis ten, jak na przepis karny, nie jest sformułowany zbyt fortunnie, bo określenia w nim zawarte są dość nieprecyzyjne i mogą nie dawać jasnej odpowiedzi na pytanie o to, czego prawo – pod groźbą sankcji karnej – zakazuje, a czego nie. Pewną wskazówką interpretacyjną może być jednak art. 6 ust. 4 Prawa prasowego, zgodnie z którym „Nie wolno utrudniać prasie zbierania materiałów krytycznych ani w inny sposób tłumić krytyki”. Wynika stąd, że utrudnianie prasie zbierania materiałów krytycznych jest jednym ze sposobów tłumienia krytyki. O ile można by pewnie prowadzić dyskusje nad tym, jak szeroko należy rozumieć pojęcie „zbierania materiałów krytycznych”, o tyle wydaje się, że jednym z zasadniczych sposobów wykonywania przez przedstawicieli prasy tej czynności jest udział w konferencjach prasowych. Z tego względu obiektywnie nieuzasadniona odmowa udziału w konferencji prasowej, w której wszakże uczestniczą przedstawiciele prasy, może zostać uznana za zakazane utrudnianie krytyki prasowej.

Spółka komandytowa wypłacająca komplementariuszowi zaliczki na poczet zysku nie ma obowiązku pobierania zaliczek na podatek dochodowy

Z początkiem roku 2021 spółki komandytowe uzyskały status podatnika podatku dochodowego od osób prawnych. W związku z tym przestały być spółkami transparentnymi podatkowo. W konsekwencji ich działalność nie może być traktowana jak prowadzona przez wspólnika. Wspólnicy tych spółek (w tym komplementariusze), będący osobami fizycznymi, uzyskują z tytułu uczestnictwa w spółkach przychody z kapitałów pieniężnych, m.in. dywidendy. Jedna z takich spółek stała na stanowisku, że pomimo wprowadzenia w życie nowych przepisów w przypadku wypłaty komplementariuszowi w trakcie roku zaliczki na poczet zysku nie wystąpi po jej stronie obowiązek obliczenia, poboru oraz wpłaty do urzędu skarbowego 19% podatku dochodowego od osób fizycznych. Fiskus nie zgodził się z tym stanowiskiem. Kto miał rację?

Dwóch wspólników spółki komandytowej

Spółka komandytowa ma dwóch wspólników: komplementariusza będącego osobą fizyczną, z wniesionym do spółki udziałem w wysokości 3,85% wszystkich wkładów i uczestniczącego w zyskach spółki w udziale wynoszącym 50%, oraz spółkę akcyjną, z 96,15% wniesionych udziałów i również uczestnictwem w zyskach w wysokości 50%.

Zryczałtowany podatek dochodowy

Wspólnicy mogą podejmować uchwały w odrębny sposób kształtujące udział w zyskach, z tym zastrzeżeniem, że udział komplementariusza nie może przekraczać 90% całkowitego zysku spółki. Mogą oni również wypłacać w trakcie roku zaliczki na poczet udziału w zysku. Jak stanowi art. 30a ust. 1 pkt 4 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, od uzyskanych dochodów z dywidend i innych przychodów z tytułu udziału w zyskach osób prawnych pobierany jest 19% zryczałtowany podatek dochodowy.

Zmiana przepisów, spółka komandytowa podatnikiem CIT

Od 1 stycznia 2021 r. spółki komandytowe stały się w Polsce podatnikami podatku dochodowego od osób prawnych. Od tej pory są więc zobligowane obliczać i wpłacać do skarbówki CIT uzyskany przez spółkę. Natomiast obowiązek podatkowy samych wspólników rodzi się dopiero w momencie uzyskania przychodu po podziale zysku spółki.

Jak wskazano w tej sprawie, spółka nie przekroczyła kwoty 2 mln euro przychodu ani w 2020 r., ani w roku następnym. Firma stała na stanowisku, że pomimo wprowadzenia nowych przepisów w przypadku wypłaty komplementariuszowi w trakcie roku zaliczki na poczet zysku nie wystąpi po jej stronie obowiązek obliczenia, poboru oraz wpłaty podatku dochodowego od osób fizycznych. W przypadku gdyby na koniec roku okazało się, że suma wypłaconych wspólnikom zaliczek przekroczy roczny zysk spółki, będą oni zobowiązani do całkowitego lub częściowego zwrotu tych zaliczek.

Wypłata zaliczek na poczet udziału w zysku

Spółka komandytowa przywołała treść przepisu art. 30a ust. 6a ustawy o PIT, zgodnie z którym zryczałtowany podatek obliczony od przychodów uzyskiwanych przez komplementariusza z tytułu udziału w zyskach pomniejsza się o kwotę odpowiadającą iloczynowi procentowego udziału komplementariusza w zysku tej spółki i podatku należnego od dochodu tej spółki za rok podatkowy, z którego przychód z tytułu udziału w zysku został uzyskany. W związku z tym pomniejszenie zryczałtowanego podatku będzie możliwe dopiero po zakończeniu danego roku podatkowego, kiedy to spółka komandytowa będzie mogła obliczyć kwotę należnego za dany rok podatkowy podatku dochodowego od osób prawnych. Spółka nie ma bowiem obowiązku poboru zryczałtowanego podatku dochodowego z tytułu wypłacanych w ciągu roku komplementariuszowi zaliczek.

Organ chciał poboru zaliczek bez prawa do ich pomniejszeń

Jednak organ podatkowy miał odmienne zdanie. Powołał się na regulację art. 41 ust. 4 tej samej ustawy, zgodnie z którym płatnicy są obowiązani pobierać zryczałtowany podatek dochodowy od dokonywanych wypłat (świadczeń) lub stawianych do dyspozycji podatnika pieniędzy, lub też wartości pieniężnych z tytułów wskazanych w tym przepisie, m.in. również z dywidend i innych przychodów z tytułu udziału w zyskach osób prawnych. A ponieważ kwota podatku należnego od dochodu spółki komandytowej nie będzie znana, spółka jako płatnik powinna pobierać 19% podatek dochodowy bez pomniejszeń wartości tego zryczałtowanego podatku o kwotę pomniejszenia, czyli o kwotę odpowiadającą iloczynowi procentowego udziału komplementariusza w zysku tej spółki i podatku należnego od dochodu spółki.

Orzeczenie sądu

Spółka wniosła skargę na takie rozstrzygnięcie organu podatkowego. Gdański sąd orzekł, że co prawda momentem rozpoznania obowiązku podatkowego z tytułu wypłaty zaliczki jest faktyczny moment jej wypłaty, jednak nie jest to równoznaczne z obowiązkiem zapłaty podatku. Jednym z warunków przekształcenia obowiązku podatkowego w zobowiązanie podatkowe, które dopiero zrodzi konieczność zapłaty podatku, jest stan, w którym podatnik może określić wysokość należnego do zapłaty podatku. Płatnik będzie miał więc obowiązek pobrania podatku tylko wówczas, gdy będzie posiadał dane niezbędne do jego wyliczenia, czyli w momencie, gdy będzie znał jego wysokość.

Najpierw spółka musi wyliczyć swój podatek za cały rok

Jak dalej wskazał sąd, z regulacji art. 41 ust. 4e ustawy o PIT wynika, że spółki są obowiązane pobierać zryczałtowany podatek dochodowy z uwzględnieniem zasad określonych w art. 30a ust. 6a–6e. W związku z tym, aby pobrać podatek od wypłaty zaliczek z tytułu udziału w zysku komplementariuszowi, spółka powinna najpierw prawidłowo go obliczyć. Sąd, nie zgadzając się z opinią organu podatkowego, stwierdził, że wykładnia językowa przepisu art. 30a ust. 6a ustawy o PIT w wystarczający sposób wyjaśnia jednoznacznie, że opodatkowanie musi odnosić się do przychodu komplementariusza w udziale w zysku spółki, mającego odzwierciedlenie w zeznaniu rocznym spółki. Obliczenie wysokości podatku, jaki musi zapłacić komplementariusz, będzie więc możliwe dopiero w momencie obliczenia dochodu spółki.

Jak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gdańsku w wyroku z 10 listopada 2021 r.: „Ustawodawca w zakresie tego podatku nie wprowadził obowiązku pobierania zaliczek przez płatnika, zaś obliczenie wysokości podatku powinno odbywać się według zasad określonych w art. 30a ust. 6a u.p.d.o.f. Jest to natomiast możliwe dopiero po obliczeniu podatku należnego spółki komandytowej za rok podatkowy, z którego przychód z tytułu udziału w zysku został uzyskany” (sygn. akt I SA/Gd 1126/21).

W uzasadnieniu swojego wyroku gdański sąd dwukrotnie zaznaczył więc, że ustawodawca nie ustanawiał obowiązku pobierania przez spółkę zaliczek na podatek dochodowy od wypłaty zaliczek z tytułu udziału w zysku, w związku z czym organy podatkowe nie mają prawa egzekwować takiego żądania.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rynek handlowy kwitnie pomimo pandemii

  • Niemal 0,5 miliona mkw. powierzchni handlowej zostało oddane do użytkowania. Liczba ta obejmuje 45 nowych obiektów i notuje wzrost o 12 obiektów w stosunku do roku 2020;
  • Małe parki handlowe odpowiadały za 43% udziału w nowej podaży;
  • Na koniec 2021 roku ponad 370 000 mkw. powierzchni handlowej było w trakcie budowy;
  • Ogólna sprzedaż detaliczna wzrosła w 2021 roku o 8,1% w porównaniu do roku 2020;
  • Rozwój pandemii i wprowadzane obostrzenia doprowadziły do rozwoju rynku e-commerce,
    w obszarze którego zauważono wzrost do nawet 11,4%;
  • Odwiedzalność w centrach handlowych w listopadzie 2021 roku była wyższa o 9% niż przed pandemią.

Rynek handlowy kwitnie pomimo pandemiiPrawie pół miliona mkw. powierzchni handlowej zostało oddane do użytkowania w ramach wszystkich formatów handlowych w 2021 roku, w co wliczyć należy 45 nowych i 12 rozbudowanych obiektów. Podaż netto zwiększyła się o 370 tys. mkw., co spowodowane jest wycofaniem z rynku prawie 130 tys. mkw. powierzchni handlowej. W czwartym kwartale odbyło się najwięcej otwarć, co widoczne jest w niemal 50% wzroście nowej podaży, rozłożonym na okres październik-grudzień.

Rok 2021 to dominacja małych parków handlowych i nowych magazynów handlowych. Ich udział w nowej podaży to odpowiednio 43% i 34%. Godny odnotowania jest rosnący udział najmłodszego z formatów handlowych, czyli powierzchni handlowych zlokalizowanych w dużych, multifunkcyjnych inwestycjach, który w 2021 roku wyniósł 7%. Format ten obejmuje takie projekty jak fabryka Norblina czy Browary Warszawskie – komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Associate Director, Cushman & Wakefield.

Ponad 60% budowanej obecnie powierzchni handlowej zostanie dostarczone na rynki mniejszych miast o populacji poniżej 100 tys. mieszkańców

Na koniec 2021 roku w trakcie budowy było ponad 370 tys. mkw. powierzchni handlowej z terminem otwarcia na lata 2022-2023. Największe projekty zlokalizowane są w Warszawie, Krakowie, Bełchatowie oraz Andrychowie, natomiast większość wszystkich inwestycji zlokalizowana jest w mniejszych miastach. Ponad 60% obiektów będących w budowie to parki handlowe.

Dodatkowo małe i średnie obiekty handlowe pokazały wyższą odporność na skutki pandemii w porównaniu do obiektów o dużej i bardzo dużej skali. Spadki odwiedzalności i obrotów były w nich znacznie niższe, a możliwość odrabiania strat następowała szybciej niż w przypadku większych obiektów.

Wzrost sprzedaży detalicznej o 8,1% w porównaniu do roku 2020

W czwartym kwartale 2021 roku zauważono wzrost w sprzedaży detalicznej w porównaniu do 2020 roku – w listopadzie wzrost ten wyniósł 12,1%, w grudniu natomiast 8%. Ogółem, w ubiegłym roku sprzedaż wzrosła o 8,1% w porównaniu do roku 2020.

W ubiegłym roku największy wzrost sprzedaży detalicznej, w porównaniu z rokiem 2020, zauważono w obrębie podmiotów handlujących tekstyliami, odzieżą i obuwiem (32%), pojazdami (10,7%), produktami farmaceutycznymi, kosmetycznymi i sprzętem ortopedycznym (8,6%) oraz sklepy sprzedające prasę, książki, sklepy specjalistyczne (7,3%).

Zakupy przez Internet coraz powszechniejsze

Obostrzenia wprowadzane w obszarze usług handlowych doprowadziły do przyspieszenia rozwoju rynku e-commerce w Polsce. Przed pandemią sprzedaż przez Internet kształtowała się na poziomie 5-6%, a w okresach zakazu handlu stacjonarnego współczynnik ten sięgał 11%. Wraz z poluzowaniem obostrzeń, udział e-commerce spadał do 8%. W listopadzie 2021 roku odnotowano wzrost dokonywanych zakupów przez Internet przez konsumentów do 11,4%; skok ten jest odzwierciedleniem trendu obserwowanego na bardziej dojrzałych rynkach, na których listopad to miesiąc z najwyższą aktywnością w obszarze zakupów online.

Kategorie handlowe, w obszarze których zauważono najwyższy udział sprzedaży przez Internet to sektor mody, multimediów – prasa, książki, sprzedaż w sklepach wyspecjalizowanych, meble oraz RTV i AGD.

Odwiedzalność w centrach handlowych w listopadzie 2021 roku wzrosła o 9% w porównaniu do okresu przed pandemią

Po raz pierwszy od początku pandemii zanotowano wzrost w średniej odwiedzalności w centrach i parkach handlowych – w listopadzie 2021 roku zarejestrowano średnio 411,2 tys. odwiedzających na jedno centrum handlowe. Stanowi to 9% wzrost w porównaniu do 2019 roku. Grudzień – pomimo najwyższej wartości w skali całego roku, tj. 443,6 tys. odwiedzających – to czas ponownego spadku i kształtowania się poziomu odwiedzających na poziomie wartości przedpandemicznych, tj. 8%.

Zebrane dane w obszarze odwiedzalności obiektów handlowych przez konsumentów wykazują 17-procentowy spadek w porównaniu do 2019 roku i 15-procentowy wzrost w porównaniu do roku 2020. Rok temu spadek odwiedzialności był głębszy i wyniósł średnio 28%. W drugim półroczu – gdy centra handlowe funkcjonowały w reżimie sanitarnym wymagającym ograniczenia zbiorowisk konsumentów do 1 os. na 15 mkw. – spadek odwiedzialności, w porównaniu do 2019 roku, wyniósł ok. 5%. Pozwala to sądzić, że okres największych spadków odwiedzania centrów handlowych jest już za nami – mówi Beata Kokeli, Partner, Head of Retail Agency Poland, Cushman & Wakefield.

Skumulowana wartość obrotów w 2021 roku była wyższa niż w roku 2020

Jak przedstawiają skumulowane statystyki, poziom sprzedaży w grudniu 2021 roku  był wyższy o 9% niż w roku poprzednim, a jednocześnie niższy o 13% niż w analogicznym miesiącu 2019 roku. Średni wzrost w całym 2021 roku wyniósł 5% w porównaniu do 2020 roku. Wciąż jednak poziom ten jest niższy o ok. 25% od obrotów osiąganych w 2019 roku.

Ryzyko rosyjskiego ataku na Ukrainę uderza w złotego

Zmienność złotego w ostatnim tygodniu była wyjątkowo duża. Początkowo, po zebraniu Rady Polityki Pieniężnej i konferencji prasowej prezesa Glapińskiego, doświadczył aprecjacji i kurs EUR/PLN spadł do 4,48, później jednak wzrósł o ok. 10 gr w związku ze wzrostem obaw wokół napięcia między Rosją i Ukrainą. Jeśli obawy się ziszczą, złoty najpewniej znajdzie się pod większą presją.

Na rynek wróciła silna zmienność. Początek 2022 r. przynosi serię makroekonomicznych i geopolitycznych szoków. Styczniowy raport inflacyjny w USA wywołał kolejny wstrząs u inwestorów, pokazując wartość 7,5% – to najwyższy poziom od 40 lat i zauważalnie wyższy od i tak wysokich oczekiwań. Na wieść o tym rynki instrumentów dłużnych na całym świecie zareagowały wyprzedażą. Wpływ na rynek walutowy był mniej wyraźny, a waluty emerging markets radziły sobie dobrze.

Wydaje się, że szok inflacyjny był także punktem kulminacyjnym dla Rezerwy Federalnej. James Bullard, jeden z głosujących członków FOMC, zaczął rozważać możliwość podniesienia stóp procentowych nawet poza terminarzem zebrań, czego Fed nie robił od dekad.

Wieści o potencjalnej eskalacji napięcia wokół Ukrainy, które pojawiły się późno w piątek, tylko częściowo pogorszyły nastroje na rynkach. Spośród walut G10 najlepiej radziły sobie waluty surowcowe, takie jak dolary australijski, nowozelandzki i kanadyjski – rynki obawiają się, że konflikt między Rosją i Ukrainą może jeszcze bardziej podnieść ceny surowców na świecie.

Poza tym tematem w przewidywalnej przyszłości rynki skupią się niemal wyłącznie na dwóch czynnikach: odczytach inflacji i polityce banków centralnych. Jeśli chodzi o pierwszy, w tym tygodniu poznamy odczyt inflacji PPI w USA (wtorek) i CPI w Wielkiej Brytanii (środa), zaś jeśli o drugi – czeka nas kilka przemówień oficjeli Rezerwy Federalnej i EBC. Dodatkowo w środę zostaną opublikowane minutki z posiedzenia Fedu (ale należy zaznaczyć, że wychodzą z trzytygodniowym opóźnieniem).

PLN

Ostatnie dni to dla złotego rollercoaster. Początkowo waluta umocniła się dzięki wsparciu przez działania i sygnały Rady Polityki Pieniężnej i prezesa Glapińskiego. Kurs EUR/PLN spadł do najniższego od czerwca 2021 r. poziomu 4,48, żeby w kolejnych dniach podbić ok. 10 gr wyżej w związku ze wzrostem obaw o możliwą rosyjską napaść na Ukrainę.

Obecnie rynek skupia się głównie na tym ostatnim. Mieszane sygnały sprawiają, że kurs EUR/PLN, podobnie jak inne wrażliwe na sytuację aktywa, pozostaje w ryzach. Ostatecznie jednak oznacza to też, że rynek nie w pełni wycenia ryzyko eskalacji konfliktu: gdyby faktycznie doszło do bezpośredniego ataku na Ukrainę, złoty najpewniej znalazłby się pod większą presją.

W międzyczasie będziemy też obserwować wieści z polskiej gospodarki, w tym szczególnie styczniowy odczyt inflacji, który zostanie opublikowany we wtorek. Po ostatnich zaskoczeniach inflacyjnych w innych krajach (w tym w Czechach i Rumunii) wydaje się, że uniknięcie dwucyfrowej dynamiki cen może być trudne.

EUR

Nieustanne starania prezeski Europejskiego Banku Centralnego Christine Lagarde, by odeprzeć rynkowe oczekiwania podwyżek stóp procentowych, były w większości nieskuteczne – obniżył je dopiero wzrost obaw wokół Ukrainy w piątek wieczorem. Obecnie rynki oczekują podwyżek łącznie o 50 pb. w 2022 r., ale jednocześnie stopy docelowej wynoszącej tylko 0,7%. Naszym zdaniem jest to znacznie za niska wartość, biorąc pod uwagę presję inflacyjną.

W tym tygodniu nie poznamy ze strefy euro wielu wieści wpływających na rynek. Uwaga będzie skupiona na liderach gołębiej frakcji EBC, czyli na prezesce Christine Lagarde i głównym ekonomiście Philipie Lanie, którzy będą przemawiać publicznie. Wszelkie oznaki, że któreś z nich zaczyna zmieniać swoje podejście w obliczu wysokiej inflacji, byłyby korzystne dla euro.

USD

Styczniowy raport inflacyjny był kolejnym szokiem. Inflacja wzrosła do 7,5%, kolejnego rekordu od 40 lat. Bardziej niepokojące od samej skali dynamiki cen jest to, że wzrosty cen stają się powszechne. Szczególnie martwić może rozprzestrzenianie się presji na ceny związane z mieszkaniami – to komponent, gdzie wzrost cen rzadko szybko łagodnieje.

Rentowności obligacji w USA w kolejnych dniach znacznie wzrosły, lecz w części nastąpiło odwrócenie tego ruchu po napływie informacji o tym, że zdaniem USA rosyjska inwazja na Ukrainę może niedługo nastąpić. Spodziewamy się, że dane za styczeń pokażą ograniczony spadek inflacji producenckiej. Co ważniejsze, nadchodzi wiele przemówień oficjeli Rezerwy Federalnej. Spodziewamy się, że potwierdzą one rosnące zaniepokojenie inflacją i zasugerują rynkom, że stopy mogą wzrastać na każdym posiedzeniu – i to o więcej niż 25 pb. – chyba że inflacja zacznie wkrótce spadać.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Pierwsze w Polsce małe reaktory nuklearne już do 2029 roku. KGHM podpisał porozumienie z NuScale

Polski gigant miedziowy podpisał umowę w sprawie rozpoczęcia prac nad wdrożeniem zaawansowanych małych reaktorów modułowych (SMR) w Polsce. Historyczne porozumienie podpisano w Waszyngtonie 14 lutego 2022 roku w obecności wicepremiera Jacka Sasina i przedstawiciela amerykańskiej administracji.

W ramach zawartej umowy, KGHM z firmą NuScale wdroży technologię SMR w Polsce. Pierwsza elektrownia zostanie uruchomiona do 2029 roku. To pozwoli uniknąć Polsce nawet 8 mln ton emisji CO₂ rocznie. Czysta energia zasili oddziały produkcyjne miedziowej spółki. Projekt jest modułowy, a to oznacza bezproblemowe zwiększanie skali przedsięwzięcia.

Budowa małych reaktorów jądrowych do 2029 roku jest bezpośrednio związana z Polityką Klimatyczną KGHM Polska Miedź oraz nowym kierunkiem strategicznym Spółki – energią.

KGHM z dumą inicjuje projekt produkcji energii w 100% wolnej od emisji dwutlenku węgla, wywiązując się ze swojego zobowiązania do prowadzenia działań na rzecz dekarbonizacji. Technologia SMR zwiększy efektywność kosztową firmy i przekształci polski sektor energetyczny – powiedział prezes KGHM Polska Miedź Marcin Chludziński.

Podpisana umowa handlowa stanowi ważny kamień milowy w kierunku komercjalizacji i rozwoju czystej, niezawodnej i przystępnej cenowo energii.

„W globalnym wyścigu o szybkie zmniejszenie emisji na całym świecie technologia NuScale stanowi idealne rozwiązanie, aby osiągnąć ten cel klimatyczny, jednocześnie zapewniając dobrobyt gospodarczy. – powiedział John Hopkins, prezes i dyrektor generalny NuScale Power. – NuScale z dumą współpracuje z KGHM, doświadczonym liderem innowacji, i cieszymy się, że możemy wspólnie pracować nad kolejną erą zaawansowanego wdrażania czystej energii i stawić czoła kryzysowi klimatycznemu – dodał.

Opracowana przez NuScale Power technologia modułowej elektrowni jądrowej z reaktorem lekkowodnym, dostarcza energię do wytwarzania energii elektrycznej, ciepłownictwa, odsalania, produkcji wodoru i innych zastosowań związanych z ciepłem procesowym. To przełomowe rozwiązanie, które jako jedyne spośród technologii małych reaktorów modułowych uzyskało zatwierdzenie Komisji Regulacji Jądrowej USA. KGHM, lider w produkcji miedzi i srebra jako pierwszy wdroży SMR w Polsce.

*NuScale Power

Firma NuScale Power opracowała nową, modułową elektrownię jądrową z reaktorem lekkowodnym, która dostarcza energię do wytwarzania energii elektrycznej, ciepłownictwa, odsalania, produkcji wodoru i innych zastosowań związanych z ciepłem procesowym. Ten przełomowy projekt małego reaktora modułowego (SMR) zawiera w pełni fabrykowany moduł NuScale Power Module™ zdolny do generowania 77 MW energii elektrycznej przy użyciu bezpieczniejszej, mniejszej i skalowalnej wersji technologii reaktora ciśnieniowego. Skalowalna konstrukcja NuScale — elektrownie, które mogą pomieścić do czterech, sześciu lub 12 pojedynczych modułów zasilania — oferuje korzyści płynące z energii bezemisyjnej i zmniejsza zobowiązania finansowe związane z obiektami jądrowymi o wielkości gigawatów. Większościowym inwestorem w NuScale jest Fluor Corporation, globalna firma zajmująca się inżynierią, zaopatrzeniem i budową, która od ponad 70 lat wspiera projekty jądrowe.

Wartość umów w Columbus w styczniu wyniosła prawie 100 mln zł

Columbus Energy S.A., wiodący dostawca usług na rynku nowoczesnej energetyki, podsumował działalność w styczniu br. Podpisane przez Spółkę umowy osiągnęły w minionym miesiącu wartość prawie 100 mln zł.

W styczniu przychody Spółki z podstawowej działalności wyniosły 40 mln zł, co przełożyło się na zainstalowaną moc 8,2 MW. W komentarzu do raportu miesięcznego Zarząd Columbus Energy podkreśla, że początek roku był zgodny z przewidywaniami. Spółka obsługiwała klientów, którzy próbują zdążyć z podpisaniem umów na instalację fotowoltaiczną przed zmianą ustawy prosumenckiej, czyli przed 1 kwietnia br. Utrudnieniem w realizacji były jednak gwałtowne zjawiska pogodowe (silne wichury i mróz) oraz wzrost zachorowań wśród pracowników, co spowolniło ilość zrealizowanych montaży.

– Rośnie ilość nowo podpisanych umów, zarówno konsumenckich jak i biznesowych, i ten trend będzie się utrzymywał przez najbliższe tygodnie. Zwiększa to popyt na nasze usługi, co wkrótce przełoży się też na przychody firmy, gdy pogoda będzie z nami współpracować – komentuje Dawid Zieliński, prezes Zarządu Columbus Energy S.A. – Styczeń przyniósł dobre wieści w biznesie farm fotowoltaicznych. Uruchomiliśmy finansowanie “project finance” na ponad 105 mln zł, które pozwoliło nam odblokować wcześniej zainwestowane środki i spłaciliśmy z tej transzy 10 mln euro zadłużenia.

Zarząd Columbus podkreśla, że Spółka aktywnie poszukuje też obszarów do współpracy, w których może uplasować swoje kompetencje jako partner technologiczny. Przykładem jest rozpoczęta niedawno kooperacja z firmą Arval, liderem rynku CFM w Polsce, w projekcie “Samowystarczalny samochód elektryczny”.

Obawy inflacyjne i geopolityczne wywołują ponowną wyprzedaż kryptowalut

Rynki kryptowalut wahały się pod koniec zeszłego tygodnia, ponieważ obawy o inflację i obawy geopolityczne wywołały ponowną wyprzedaż.

Bitcoin rozpoczął tydzień powyżej 41 500 dolarów i wzrósł do najwyższego poziomu 45 467 dolarów w czwartek. Jednak nowe obawy na rynkach o napięcie geopolityczne pomiędzy Ukrainą a Rosją spowodowały, że cena spadła pod koniec tygodnia, a obecnie BTC kosztuje obecnie około 42 000 dolarów.

W międzyczasie Ethereum rozpoczął tydzień na poziomie poniżej 3000 dolarów, zanim w czwartek osiągnął najwyższy poziom 3237 dolarów na platformie eToro. Cena od tego czasu spadła i obecnie wynosi około 2850 dolarów.

W związku z danymi o inflacji, inwestorzy będą obserwować rozwój sytuacji w Europie Wschodniej. Fed informuje również o swojej ostatniej decyzji w zakresie polityki pieniężnej, a wielu oczekuje bardziej zdecydowanych działań.

Chociaż wiele przyszłych planów Fed jest już uwzględnionych na rynkach kryptowalut, wszelkie oznaki, że może poruszać się szybciej i mocniej, będą mieć potencjalny negatywny wpływ na ceny.

Simon Peters, analityk kryptowalut na platformie eToro

Chiny nowym biegunem gospodarczym i politycznym

Kilkadziesiąt lat temu żaden futurolog nie był w stanie przewidzieć, że Chiny w ciągu kilku dekad staną się mocarstwem rywalizującym ze Stanami Zjednoczonymi. To samo jednak dotyczyło Stanów Zjednoczonych na początku XIX w. – nikt nie uznawał ich wtedy za państwo mogące kiedyś odgrywać kluczową rolę w polityce międzynarodowej. Dynamika zmian w ostatnich stuleciach i dekadach jest nieprawdopodobna. Trudno dzisiaj snuć scenariusze odnośnie zmian biegunów politycznych. Pomocna może się okazać książka Zbigniewa Wrzesińskiego. Na niedługo przed upadkiem Związku Radzieckiego Wrzesiński prorokował, że jesteśmy skazani na świat bipolarny – w którym Stany Zjednoczony i Związek Radziecki będą dzielić swoje strefy wpływów. Okazało się, że Związek Radziecki był w stanie upaść jednego dnia.

– Miało miejsce zastosowanie diagnozy prof. Parkinsona, który stwierdził, że reżimy upadają nie dlatego, że są okrutne, tylko dlatego, że bankrutują – powiedział serwisowi eNewsroom Andrzej Sadowski, prezydent Centrum im. Adama Smitha. – Obecnie tzw. Zachód ma coraz gorsze osiągnięcia ekonomiczne spowodowane prowadzoną do tej pory błędną polityką. Chiny to państwo, które po wprowadzeniu tylko części elementów wolnego rynku, bez wolności politycznej, osiągnęło poziom pozwalający rywalizować nie tylko o wpływy gospodarcze – ale również i polityczne ze Stanami Zjednoczonymi. W tym układzie upadłe imperium Związku Radzieckiego, czyli dzisiejsza Rosja, jest elementem, który będzie wpływał na przechylanie szal ewentualnego zwycięstwa. Te zmiany są dzisiaj tak dynamiczne, że nawet futurolodzy nie będą w stanie prawidłowo określić trendów i tendencji – podkreśla Sadowski.

5 kompetencji, które powinien posiadać specjalista od marketingu w 2022 roku

W świecie nadmiaru bodźców, łatwego dostępu do informacji i cyfryzacji niemal każdego obszaru naszego życia marki nie mogą pozostać bierne. Digital marketing to już absolutne must-have w zarządzaniu wizerunkiem. Dlaczego warto inwestować w rozwój tych kompetencji?

Coraz więcej managerów jest zdania, że powinno się łączyć marketing digitalowy z tradycyjnym, kładąc jednak większy nacisk na ten pierwszy. Możliwości technologiczne zmieniają się błyskawicznie, dlatego jest to obszar, który nie tylko trzeba dobrze znać, ale przede wszystkim stale obserwować, by być krok przed konkurencją. Dlaczego to dobry moment, by uczyć się digital marketingu?

Analiza danych

Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Delve i SlapFive, poszukiwanie kompetencji w zakresie digital marketingu jest według dyrektorów marketingu jednym z największych wyzwań. Jak wskazywali ankietowani, aż 80% ma trudności w znalezieniu ekspertów w zakresie analityki danych. Zauważali też, że edukacja w szkołach, a nierzadko i uczelniach wyższych nie jest w stanie dobrze przygotować do takiego zawodu. Należy zatem szukać wiedzy w różnych źródłach – najlepiej poprzez zdobywanie jej od praktyków. Jednak to, jak bardzo pożądane są te kompetencje sprawia, że to jeden z najbardziej przyszłościowych kierunków.

Wnikliwa analiza danych pozwala osiągać dobre efekty kampanii, na bieżąco monitorować i reagować na zmieniające się otoczenie. To ważne zwłaszcza w tak dynamicznej rzeczywistości. Trudniejsze jest dziś chociażby przewidywanie tematów, które zdominują media, dlatego umiejętność szybkiego dostosowania się jest w cenie.

Analiza danych może mieć również niebagatelny wpływ na wyniki sprzedażowe. Warto nauczyć się korzystać z badań ilościowych i jakościowych, które pozwolą zyskać większą wiedzę o grupach docelowych.

Optymalizacja budżetu na promocję

Działania w sieci są często  tańsze niż tradycyjne – choćby przez mniejszy koszt produkcji. W związku z tym ryzyko związane z inwestycją nie jest duże. Można zatem testować różne komunikaty bez obawy o to, że wydana kwota istotnie wpłynie na finanse marki. Co więcej, dzięki monitorowaniu efektów i analizie danych można unikać tzw. przepalania budżetu, czyli wydawania go na działania, które nie przynoszą efektu. Informacja to dziś potęga. Dobrze jest inwestować w media własne, ale należy planować działania na tym polu strategicznie. Dla jednych firm skutecznym rozwiązaniem będzie aplikacja mobilna, dla innych – e-mail marketing i automatyzacja.

Umiejętność odpowiedniego zarządzania kampanią digitalową jest na wagę złota. Działania powinny bazować na konkretnej strategii i być spójne z celem biznesowym firmy. W kursach, które realizujemy, zawsze stawiamy nacisk na naukę od praktyków. 7 kwietnia startujemy z nowym szkoleniem właśnie z digital marketingu, prowadzonym przez Jacka Majora, Dyrektora Departamentu Digital i E-commerce w UNIQA Polska. Najlepiej jest uczyć się na konkretnych case’ach – mówi Anna Bałdyga, ekspert międzynarodowej szkoły biznesu Laba.

Mapowanie nowych grup odbiorców

Jak wskazują dane Google, aż 49% użytkowników uważa, że korzysta z tej wyszukiwarki, aby znaleźć nowy produkt. Co więcej – ponad połowa, bo 59% sprawdza już upatrzoną rzecz w sieci, weryfikując opinie na jej temat. Nie ma zatem wątpliwości, że marka musi być aktywna w Internecie – i to przez różne działania. Warto poznać metody mierzenie efektywności kampanii zasięgowych, aby wiedzieć, jak dużo powinniśmy wydawać na poszczególne kanały.

W kontekście osób wyszukujących informacje o przedmiotach przyda się chociażby remarketing, który skutecznie pozwala dotrzeć do tych, którzy odwiedzili już twoją stronę i np. dodali produkt do koszyka, ale nie sfinalizowali transakcji. Marketing tradycyjny ani nie daje wiedzy o tym, na którym etapie zakupu ktoś rezygnuje ani nie pozwala precyzyjnie dotrzeć do tych, którzy podjęli już próbę. Co istotne, dzięki działaniom w sieci możesz trafić do nowych odbiorców, nieznających jeszcze twojej marki czy konkretnych produktów.

Optymalizacja czasu realizacji projektu

Jedną z istotniejszych różnic między marketingiem tradycyjnym a cyfrowym jest krótszy czas wykonania. Nie musisz uwzględniać np. druku czy dystrybucji. Dzięki temu nie tylko możesz wprowadzać na bieżąco zmiany, ale także liczyć na szybszy kontakt potencjalnych klientów. Pozostajesz w stałym kontakcie z odbiorcami i zdecydowanie szybciej otrzymujesz feedback. Dobrym sposobem na zbieranie feedbacku, a tym samym optymalizowanie czasu trwania kampanii, jest wykorzystanie testów A/B/X. Porównując reakcje, możemy szybciej reagować na informację zwrotną od grup docelowych.

Monitoring konkurencji i planowanie strategiczne

Inwestując w rozwój działań z zakresu digital marketingu, zyskujesz przewagę konkurencyjną. Lepiej zarządzasz budżetem, dokładniej docierasz do swojej grupy docelowej, możesz monitorować działania konkurencji i wyciągać wnioski ze wszystkich danych. W tak dynamicznie zmieniającym się świecie elastyczność i szybkie reagowanie są niezbędne – dopowiada Anna Bałdyga, ekspert międzynarodowej szkoły biznesu Laba.

Aby stale wyprzedzać konkurencję, niezbędny jest omnichannel marketing. Obecność na wielu punktach styku z marką jest niezwykle ważna, by wyróżnić się na tle podobnych produktów czy usług.

Praca z danymi wymaga nieustannego podnoszenia kompetencji. Firmy będą inwestowały coraz więcej właśnie w rozwój analityki danych. To dobry moment, aby zgłębić tajniki tej profesji.