Ukraiński ekosystem startupowy

Polish-Ukrainian Startup Bridge opublikował raport dot. ukraińskiej branży startupowej, którego partnerami strategicznymi są Giełda Papierów Wartościowych (GPW) oraz Ukraiński Fundusz Startupów (USF). Jest to pierwsze tego typu opracowanie poddające szczegółowej analizie m.in. problemy i wyzwania, z którymi się mierzą założyciele zza wschodniej granicy. Zgodnie z raportem najczęstsze bariery stojące na drodze do sukcesu startupów to trudny dostęp do finansowania zewnętrznego oraz brak środków na rozbudowę zespołu. Wskazało tak odpowiednio 39,2 proc. oraz 48,1 proc. badanych.

Ukraiński ekosystem startupowy

Wśród badanych startupów trzy czwarte funkcjonuje na rynku nie dłużej niż 3 lata, zaś ponad 87 proc. – krócej niż 5 lat. Najwięcej, bo aż 53,2 proc. młodych biznesów mieści się w Kijowie. To czyni stolicę państwa nie tylko największym ośrodkiem przemysłowym i kulturalno-naukowym, ale też miejscem centralnym ukraińskiego ekosystemu startupowego. 19,6 proc. projektów powstało z inicjatywy jednego założyciela. 24,7 proc. to owoc współpracy trojga osób, jednak największa część – 37,3 proc. została zainicjowana przez dwoje founderów. Wśród badanych podmiotów ten o najliczniejszym gronie założycieli, miał ich aż ośmioro. 60 proc. startupów działa w modelu B2B (business-to-business), tworząc swoje produkty i usługi z myślą o innych firmach. Natomiast wyłącznie w B2C (business-to-customer) sprzedaje 29 proc. badanych firm.

Ukraińska scena startupowa jest stosunkowo młoda i wciąż bardzo dynamicznie się rozwija. Potwierdzeniem tego jest między innymi uruchomienie w 2019 roku Ukraińskiego Funduszu Startupów, rozwój inkubatorów biznesu w ramach dużych firm IT, jak na przykład Sigma Software Labs czy też rosnąca z roku na rok liczba startupów – mówi Łukasz Wawak, menadżer projektu Polish-Ukrainian Startup Bridge.

Sposoby finansowania

Dla 84,2 proc. badanych przedsiębiorstw środki własne są jednym ze źródeł finansowania, a dla 39,2 proc. – źródłem jedynym. Jedna na trzy jednostki (31 proc.) korzystała w momencie badania również ze wsparcia Ukraińskiego Funduszu Startupów. Kolejne 18,4 proc. z innych grantów publicznych.

Warto także zaznaczyć, że ponad połowa startupów nie generuje jeszcze żadnego dochodu. To sprawia, że są one dość mocno zależne od finansowania zewnętrznego i wyjątkowo podatne na bariery rozwojowe. Może to skutkować pozostaniem w tyle za konkurencją oraz koniecznością odejścia od spełniania celów strategicznych na rzecz pobocznych, ale przynoszących doraźny zysk – mówi Witold Wiliński, CEO GPW Tech S.A.

Wyzwania i oczekiwane formy wsparcia

Trudny dostęp do zewnętrznych źródeł finansowania (39,2 proc.), problem ze znalezieniem klientów (18,4 proc) i partnerów biznesowych (15,8 proc.) oraz nadmiar biurokracji i formalności (19 proc.) – oto główne problemy o charakterze zewnętrznym ukraińskich startupów, które postrzegane są przez nich jako bardzo istotne. Z kolei nieco ponad 48 proc. badanych jako swoją najczęstszą wewnętrzną barierę rozwoju wskazało brak środków na rozbudowę zespołu. Na drugim miejscu są z kolei trudności ze sfinansowaniem rozwoju już zatrudnionych pracowników (25, 9 proc.).

Jako najbardziej przydatne oceniane są te praktyczne formy rozwoju: studia przypadków (39,9 proc.), coaching (33,5 proc.) i symulacje biznesowe (30,4 proc.). Formy o bardziej akademickim charakterze – wykłady, studia, konferencje – oceniane są przez założycieli jako najmniej przydatne. Oczekiwaną formą wsparcia są również wszelkie działania ułatwiające przedsiębiorstwom realizację ich planów związanych z ekspansją na rynki zagraniczne.

Raport pt. “UKRAINIAN STARTUP ECOSYSTEM: Facing the challenges, seizing the opportunities” przedstawia kondycję ekosystemu startupowego na Ukrainie. Jego autorzy skoncentrowali się przede wszystkim na analizie tego, kim są ukraińscy startupowcy, w jakich branżach działają, z jakimi problemami się borykają i jakiego wsparcia oczekują. Badanie zostało przeprowadzone w okresie listopada i grudnia 2021 roku metodą ankiety CAWI. W trakcie realizacji pozyskano opinie 158 przedstawicieli ukraińskich startupów.

Drugi rok pandemii łaskawszy dla finansów seniorów

Drugi rok pandemii okazał się łaskawszy dla finansów seniorów. Ich zaległości przestały przyrastać. Na koniec listopada wyniosły 10,2 mld zł, a liczba niesolidnych płatników w grupie 65+ to ponad 383 tys. osób – wynika z danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. Powody kłopotów? Przede wszystkim za niskie wpływy i problemy zdrowotne generujące wysokie koszty leczenia, zobowiązania zaciągane z nadmiernym optymizmem, ale też chęć pomocy rodzinie. Rekord zadłużenia należy do seniora z Lubelszczyzny, który ma do spłaty prawie 75 mln zł.

Według danych GUS osób, które ukończyły 65 lat, żyje w Polsce 6 732 360, co stanowi 21,4 proc. ogółu populacji dorosłych Polaków. Tymczasem wśród 2 699 914 dłużników odnotowanych w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonior i bazie informacji kredytowych BIK na koniec listopada 2021 r. osób w tym wieku było 383,2 tys., czyli 14,2 proc. Reprezentacja seniorów wśród niesolidnych dłużników pozostaje więc niższa niż w całym społeczeństwie, choć czas pandemii dał im się mocno we znaki. Gdy młodszym pokoleniom pozbawionym pokus i okazji do wydatków ubywało nieopłaconych w terminie rachunków i rat kredytów, to sytuacja osób w wieku 65+ się pogarszała i przybyło im ok. 1 mld zł zaległości.
– Często już przed pandemią żyli bardzo skromnie i trudno było im „zyskać” na lockdownach czy ograniczeniach. W warunkach dużego obciążenia publicznej służby zdrowia doszły natomiast zwiększone wydatki na leczenie. A do tego chęć finansowego wsparcia rodziny w trudnym okresie. Poza tym, ze względu na ryzyko zakażeń wiele osób mogło przestać dorabiać lub stracić taką możliwość – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

zaleglości grupy wiekowe
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Po tym jak w listopadzie 2020 r. wartość zaległości seniorów podwyższyła się o ponad 1 mld zł i zbliżyła się do 10,4 mld zł, po roku, w listopadzie 2021 r., przeterminowane zobowiązania wynoszą 10,23 mld zł. Średnio na osobę wypada 26 694 zł i jest to o 123 zł mniej niż przed rokiem. Na kwoty te składają się przede wszystkim niespłacane zobowiązania wobec banków oraz firm pożyczkowych, a także nieuregulowane rachunki za telefon, media czy czynsz.

Przedział wiekowy Liczba dłużników Średnia zaległość (zł)
18-24 124 864 7 878
25-34 531 004 16 983
35-44 688 163 29 619
45-54 560 919 38 655
55-64 409 447 34 823
65+ 383 208 26 817

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Należy przy tym zaznaczyć, że od początku pandemii, tj. od marca 2020 roku, osoby w wieku 65+ okazały się jedyną grupą wiekową, której przeterminowane zobowiązania znacząco rosły.

Pociesza jednak fakt, że nadal udział niesolidnych dłużników wśród ogółu najstarszych Polaków należy do najniższych w porównaniu z innymi grupami wiekowymi. Kłopoty z terminowymi rozliczeniami ma obecnie 5,7 proc. osób 65+. Lepiej jest jedynie w najmłodszym pokoleniu 18-24 latków, gdzie udział osób, które mają problemy z opłacaniem rachunków i rat wynosi 4,4 proc. W pozostałych jest już zdecydowanie wyższy. Najgorzej wypadają osoby w wieku 45-54 lat, gdzie nie radzi sobie ze spłatą bieżących zobowiązań i kredytów 11,7 proc. – zaznacza Sławomir Grzelczak.

zaleglości grupy wiekowe 2021
Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Nawet seniorów zaskakują zdarzenia losowe

Co najbardziej przeszkadza osobom po 65. roku życia w unikaniu długów i finansowych problemów? W badaniu przygotowanym na zlecenie BIG InfoMonitor wśród przyczyn kłopotów finansowych seniorzy najczęściej wskazali niskie wpływy – 33 proc. odpowiedzi. Co piąta osoba skarży się na problemy zdrowotne generujące wysokie koszty leczenia czy rehabilitacji. 17 proc. osób podaje także nieprzewidziane wydatki, a kolejne 8 proc. zdarzenia losowe, które nie były brane pod uwagę podczas planowania budżetu. 6 proc. ankietowanych wspomina również, że przyczyną ich kłopotów jest niemożność spłaty zaciągniętych zobowiązań finansowych ze względu na zbyt optymistyczne podejście do możliwości ich regulowania. Kłopoty 4 proc. seniorów to efekt pomocy rodzinie.

przyczyny kłopotów finansowych
Źródło: Badanie Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor

Trudności się pojawiają, choć osoby starsze są dalekie od życia ponad stan. Na brak dyscypliny finansowej, rozrzutność czy zakupy pod wpływem emocji wskazuje jedynie 1 proc. osób w tej kategorii wiekowej, co spowodowało, że wśród seniorów udział osób z problemami jest jednak zdecydowanie niższy niż wśród innych grup wiekowych.

Seniorzy z Mazowsza i Śląska z najwyższymi zaległościami

Najwięcej osób starszych ma problemy z opłacaniem rachunków oraz regulowaniem rat pożyczek i kredytów w województwach: śląskim, mazowieckim, dolnośląskim i wielkopolskim. Na Mazowszu łączna zaległość osób w grupie 65+ sięga już prawie 2 mld zł. Seniorzy z tego regionu mają również najwyższą średnią zaległość, która wynosi prawie 36,6 tys. zł na osobę.

WOJEWÓDZTWO Liczba dłużników Kwota zaległości (zł) Średnia zaległość (zł)
ŚLĄSKIE 60 268 1 574 244 828 26 121
MAZOWIECKIE 50 541 1 849 250 152 36 589
DOLNOŚLĄSKIE 38 144 904 183 414 23 705
WIELKOPOLSKIE 33 388 850 381 252 25 469
ŁÓDZKIE 27 626 823 630 544 29 813
KUJAWSKO-POMORSKIE 26 066 591 834 409 22 706
POMORSKIE 24 763 639 780 425 25 836
MAŁOPOLSKIE 23 125 632 950 161 27 370
ZACHODNIOPOMORSKIE 21 370 573 906 407 26 856
LUBELSKIE 15 486 424 703 621 27 425
WARMIŃSKO-MAZURSKIE 14 194 280 164 560 19 738
LUBUSKIE 11 950 263 114 802 22 019
PODKARPACKIE 10 415 255 855 876 24 566
ŚWIĘTOKRZYSKIE 10 215 215 675 270 21 113
OPOLSKIE 8 802 195 413 424 22 200
PODLASKIE 6 854 154 432 578 22 531
Polska 383 208 10 229 521 723 26 694

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Przeliczając na liczbę mieszkańców regionu, najwięcej dłużników po 65. roku życia – 7 proc. i więcej mają woj. kujawsko-pomorskie, zachodniopomorskie, lubuskie, dolnośląskie i śląskie. Ponad dwukrotnie rzadziej spotykani są natomiast niesolidni płatnicy w wieku 65+ na Podlasiu i Podkarpaciu.

Więcej kobiet wśród dłużników

W grupie niesolidnych dłużników seniorów, w odróżnieniu od pozostałych grup wiekowych, przeważają kobiety – 51 proc. Ale i tak na liście 20 rekordzistów dominują mężczyźni. Na czele najbardziej zadłużonych znajduje się 65-latek z woj. lubelskiego, który ma do spłaty prawie 75 mln zł. Panie są na drugiej i trzeciej pozycji: 66-latka ze Śląska ma zaległości na ponad 37 mln zł, a nieuregulowane zobowiązania 68-latki z Mazowsza przekraczają 28 mln zł.

WOJEWÓDZTWO Rekordowa zaległość Płeć Wiek
LUBELSKIE 74 609 391 M 65
ŚLĄSKIE 37 034 844 K 66
MAZOWIECKIE 28 307 044 K 68
MAZOWIECKIE 28 304 576 M 71
MAZOWIECKIE 21 078 441 M 69
DOLNOŚLĄSKIE 19 950 593 M 65
ŁÓDZKIE 19 913 986 M 66
PODKARPACKIE 14 157 130 M 65
MAŁOPOLSKIE 12 134 061 M 66
ŁÓDZKIE 11 767 712 M 66
MAZOWIECKIE 11 716 624 M 70
MAŁOPOLSKIE 11 320 972 M 65
MAZOWIECKIE 10 913 530 K 70
POMORSKIE 10 465 830 M 70
WIELKOPOLSKIE 10 331 078 M 67
WIELKOPOLSKIE 10 172 995 M 75
MAZOWIECKIE 9 921 845 K 74
LUBUSKIE 9 401 233 K 70
ZACHODNIOPOMORSKIE 9 327 065 M 66
MAZOWIECKIE 8 541 449 M 69

Źródło: Rejestr Dłużników BIG InfoMonitor i baza informacji kredytowych BIK

Badanie Quality Watch zrealizowane w dniach 22-25 października 2021 na próbie 1078 osób, metodą CAWI (komputerowo wspomagany wywiad internetowy) wśród Polaków w wieku 18+. Reprezentatywność ze względu na: wiek, płeć, wielkość miejsca zamieszkania.

Błędnie rozumiana anonimowość Sygnalistów

Dlaczego nie wolno stosować określenia „anonimowy Sygnalista” w kontekście dyrektywy?

Dnia 17 grudnia 2021 r. minął dla Polski termin wdrożenia dyrektywy unijnej o Sygnalistach. Ustawa implementująca postanowienia dyrektywy nie została jeszcze uchwalona, ponieważ prace legislacyjne na szczeblu rządowym wciąż trwają. Co istotne, nie zwolniło to jednak polskich pracodawców od obowiązku wdrożenia systemu ochrony Sygnalistów od 17 grudnia 2021 r.

Co naprawdę oznacza „anonimowość” w kontekście dyrektywy?

O to, w jaki sposób dyrektywa może być stosowana mimo braku implementacji krajowej oraz jak rozumieć należy wymóg anonimowości, zapytaliśmy dr Jacka K. Sokołowskiego, wspólnika w kancelarii Zespół Adwokacko-Radcowski i pracownika naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego, z doświadczeniem pracy w instytucjach UE (gabinet komisarza ds. rynku wewnętrznego i usług):

“Po pierwsze, nie ulega wątpliwości, że Dyrektywa może być stosowana bezpośrednio. Oznacza to, że od 17 grudnia, w każdej firmie zatrudniającej powyżej 250 pracowników powinien istnieć system wczesnego ostrzegania o nieprawidłowościach, a brak takiego systemu może pociągnąć za sobą dotkliwe sankcje.

Co więcej system ten, co do zasady, powinien zapewniać ochronę tożsamości osobom zgłaszającym nieprawidłowości. Ochrona ta – w najdalej idącej interpretacji – może oznaczać całkowitą anonimowość.

O tym, czy w polskim systemie ochrony sygnalistów dopuszczalne będą zgłoszenia całkowicie anonimowe i jak wyglądać będzie ochrona osoby, która dokonała zgłoszenia anonimowego, po czym jej tożsamość zostanie ujawniona, zadecydują ostatecznie dopiero przepisy prawa polskiego – gdy zostaną już uchwalone.

Ja osobiście, nie uważam zgłoszeń anonimowych za racjonalne rozwiązanie i mam nadzieję, że ustawa polska z niego zrezygnuje.

Na razie jednak, dla własnego bezpieczeństwa podmioty zobowiązane (czyli pracodawcy) powinny przyjąć interpretację rozszerzającą, tj. zapewnić również możliwość dokonywania zgłoszeń całkowicie anonimowych. Jak również, wdrożyć systemy procedowania takich zgłoszeń”.

Z punktu widzenia dyrektywy, na ten moment “anonimowość” oznacza ochronę osób  dokonujących zgłoszeń bez konieczności podawania swoich danych osobowych oraz traktowana jest jako obowiązek zachowania poufności danych osobowych Sygnalistów, a także osób, których dane zgłoszenie dotyczy.

Czy dyrektywa o ochronie sygnalistów narzuca odgórnie państwom członkowskim kwestię anonimowości?

Dyrektywa o ochronie Sygnalistów nie wymaga od państw członkowskich zobowiązania podmiotów z sektora prywatnego i publicznego do umożliwienia anonimowego sygnalizowania naruszeń w ramach procedur. Ostatecznie, to każde z państw Unii Europejskiej może zadecydować, czy tego typu zapis będzie obowiązywał na danym terytorium.

Co istotne, dyrektywa reguluje kwestię ochrony poufności tożsamości Sygnalistów. Obowiązuje ona podczas dokonywania zgłoszenia oraz w toku postępowań wyjaśniających. W związku z tym, ujawnienie tożsamości Sygnalisty jest możliwe tylko w przypadku, gdy on sam się ujawni lub gdy jest to wymagane zgodnie z prawem Unii lub prawem krajowym. Złamanie zasady poufności tożsamości osoby zgłaszającej naruszenia powinno wiązać się z odpowiednią sankcją.

Dlaczego stwierdzenie „anonimowy Sygnalista” jest z punktu prawnego błędne?

Tak, jak wspomnieliśmy wyżej, „anonimowość”, o której wszyscy mówią w kontekście dyrektywy oznacza tak naprawdę ochronę poufności tożsamości osób zgłaszających nieprawidłowości. W tym przypadku sformułowanie „anonimowy”, które według słownika języka polskiego PWN oznacza osobę „nieujawniającą swojego nazwiska lub nieznaną z nazwiska” jest błędne. Pracodawca ma za zadanie chronić dane osobowe osoby zgłaszającej naruszenia, jednak sama forma ich zgłoszenia nie oznacza na ten moment anonimowości. Każde z państw członkowskich Unii Europejskiej ma prawo zadecydować o tej kwestii w ramach ustawy krajowej. Do czasu przyjęcia przepisów krajowych, nie powinno się mówić o anonimowości Sygnalistów, a jedynie o ochronie poufności tożsamości.

Banki zaczynają walkę z inflacją. Jak zareagują waluty?

Inflacja w USA to już 7%. Fed zaczyna walkę z inflacją. W strefie euro inflacja jest niższa, a ma spaść w okolice 2%. Dolar się wzmocni, a złoty osłabi i pozostaniemy z wysoką inflacją.

Bank centralny USA statutowo zajmuje się realizacją dwóch celów dotyczących rynku pracy i inflacji. Pierwszy z tych celów w ocenie Fed został osiągnięty ze względu na „pełne zatrudnienie”. Udział zarejestrowanych bezrobotnych należy do najniższych w historii USA pomimo kryzysu wywołanego przez pandemię. Stopa bezrobocia spadła poniżej 4%.

– Retoryka Fed dotycząca inflacji uległa ogromniej zmianie bo jeżeli rynek pracy jest silny, to gospodarka przetrzyma wyższe stopy procentowe – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB.

Rynkowy konsensus jest taki, że pierwszą podwyżkę stóp procentowych Fed ogłosi w marcu. Możliwe, że jednocześnie ogłoszony zostanie program zacieśniania polityki monetarnej.

Inwestorzy spodziewają się już nie 3 ale 4 podwyżek stóp procentowych w USA.

Fed nadal jeszcze skupuje aktywa. Jednak jeżeli zacznie się ich pozbywać może to okazać się dużym ciosem dla rynków finansowych.

– Podwyżka stóp procentowych w USA powinna doprowadzić do wzmocnienia dolara wobec euro, zwłaszcza że EBC nadal wyklucza takie podwyżki w strefie euro – wyjaśnia ekspert XTB.

Jednak nawet przy takiej polityce EBC inflacja w strefie euro ma już w tym roku spaść w okolice 2%. Gdyby w Polsce inflacja spadła w takie okolice (w grudniu wynosiła 8,6%) spełniłyby się marzenia największych marzycieli.

Na rynku walutowym jeżeli euro słabnie wobec dolara, to zwykle osłabia się też złoty. Prawdopodobny scenariusz to słabszy złoty za kilka miesięcy przy nadal bardzo wysokiej inflacji w porównaniu z innymi krajami UE.

Zalety alternatywnej spółki inwestycyjnej (ASI) i spółki holdingowej

Zaletą alternatywnej spółki inwestycyjnej jest korzystania ze zwolnienia z opodatkowania dochodów ze zbycia akcji lub udziałów. Dzięki spółce holdingowej zwolnione z podatku są dochody osiągnięte z odpłatnego zbycia udziałów lub akcji spółki zależnej.

Inwestorzy sprzedający udziały czy akcje oddają dzisiaj fiskusowi 23% swojego dochodu (w przypadku inwestorów prywatnych) i 19% (w przypadku inwestorów kapitałowych). Różnica wynika stąd, że inwestorzy prywatni oprócz 19% podatku PIT, muszą również płacić tzw. daninę solidarnościową, czyli kolejne 4%, de facto podatku, od dochodu powyżej miliona złotych.

Rozwiązaniem może być alternatywna spółka inwestycyjna (ASI) lub spółka holdingowa.

ASI jest w sensie prawnym alternatywnym funduszem inwestycyjnym. ASI może prowadzić działalność w formie: spółki z o.o., spółki akcyjnej oraz spółki komandytowej albo spółki komandytowo–akcyjnej. Wykonywanie działalności Zarządzającego ASI nie wymaga uzyskania zezwolenia KNF, jeżeli łączna wartość aktywów wchodzących w skład portfeli inwestycyjnych ASI, którymi zamierza zarządzać lub zarządza Zarządzający ASI, nie przekracza równowartości 100 mln EUR. Niezbędny jednak jest wpis do Rejestru Zarządzających ASI.

– Podstawową zaletą ASI jest możliwość korzystania ze zwolnienia z opodatkowania CIT dochodów ze zbycia akcji lub udziałów, w tym zbycia w formie wniesienia aportem do innego podmiotu – mówi w rozmowie z MarketNews24 Anna Turska-Tomczykowska, Partner Zarządzający, Kancelaria Ożóg Tomczykowski.

Warunkiem zastosowania zwolnienia jest posiadanie przez ASI nie mniej niż 5% akcji/udziałów w kapitale danej spółki przez nieprzerwany okres dwóch lat.

Powyższe zwolnienie podatkowe nie ma jednak zastosowania do dochodów uzyskiwanych z tytułu zbycia akcji / udziałów tzw. spółek nieruchomościowych (czyli podmiotów, których co najmniej 50% wartości aktywów, bezpośrednio lub pośrednio, stanowią nieruchomości położone na terytorium Polski lub prawa do takich nieruchomości).

Niezależnie od powyższego, z uwagi na zaliczanie ASI do tzw. przedsiębiorstw finansowych, nie znajdują wobec niej zastosowania przepisy wprowadzające limity w zakresie rozliczania podatkowego kosztów finansowania dłużnego (tzw. cienka kapitalizacja). Oznacza to, że ASI może zaliczać odsetki do kosztów uzyskania przychodów bez żadnych limitów.

Jeśli ASI ma formę spółki kapitałowej, to dywidendy wypłacane na rzecz wspólników będących osobami fizycznymi podlegają opodatkowaniu z zastosowaniem 19% stawki PIT. Dywidendy nie wchodzą do podstawy opodatkowania daniną solidarnościową. Dywidendy wypłacane na rzecz wspólników będących podatnikami CIT podlegają opodatkowaniu z zastosowaniem 19% stawki CIT lub zwolnieniu z opodatkowania (jeśli będą posiadali co najmniej 10% udziałów / akcji przez okres co najmniej 2 lat.

– Od 2022 r. mamy jeszcze jedno rozwiązanie, z którego można skorzystać, to spółka holdingowa – wyjaśnia A.Turska-Tomczykowska. – W dużym skrócie, zwolnione z podatku są dochody osiągnięte przez spółkę holdingową z tytułu odpłatnego zbycia udziałów lub akcji  spółki zależnej na rzecz podmiotu niepowiązanego.

Aby skorzystać z tego zwolnienia zarówno spółka holdingowa jak i spółka zależna muszą spełniać szereg warunków. Dodatkowo, spółka zbywająca udziały czy akcje musi złożyć do naczelnika urzędu skarbowego, na co najmniej 5 dni przez dniem zbycia, oświadczenia o zamiarze skorzystania ze zwolnienia. Niestety to zwolnienie również nie dotyczy tzw. spółek nieruchomościowych.

Główne warunki jakie musi spełnić spółka holdingowa to:

  • forma prawna –  musi to być spółka z o.o lub akcyjna,
  • posiadanie nieprzerwanie przez okres co najmniej 1 roku, bezpośrednio na podstawie tytułu własności, co najmniej 10% udziałów (akcji) w kapitale spółki zależnej,
  • spółka holdingowa nie jest spółką tworzącą podatkową grupę kapitałową,
  • spółka nie korzysta ze zwolnienia swoich dochodów na podstawie przepisów dotyczących wspierania nowych inwestycji lub specjalnej strefy inwestycyjnej
  • prowadzi ona rzeczywistą działalność gospodarczą,
  • udziałów (akcji) w tej spółce nie posiada, pośrednio lub bezpośrednio, udziałowiec (akcjonariusz) mający siedzibę lub zarząd z tzw. raju podatkowego
  • spółka nie korzysta również z tzw. zwolnienia dywidendowego.

Wyłączenie zwolnienia dywidendowego nie oznacza że dywidendy od spółki zależnej są opodatkowane w całości.  Są one zwolnione w 95% zaś opodatkowaniu podlega jedynie 5% wypłacanych dywidend, nawet jeśli mogłyby one korzystać ze zwolnienia.

Główne warunki jakie musi spełnić spółka zależna to:

  • forma prawna –  musi to być spółka z o.o lub akcyjna
  • co najmniej 10% udziałów (akcji) w kapitale tej spółki posiada bezpośrednio na podstawie tytułu własności spółka holdingowa, nieprzerwanie przez okres co najmniej 1 roku,
  • spółka zależna nie posiada więcej niż 5% udziałów (akcji) w kapitale innej spółki,
  • nie posiada też tytułów uczestnictwa w funduszu inwestycyjnym lub w instytucji wspólnego inwestowania, ogółu praw i obowiązków w spółce niebędącej osobą prawną oraz innych praw majątkowych związanych z prawem do otrzymania świadczenia jako założyciel (fundator) lub beneficjent fundacji, trustu lub innego podmiotu albo stosunku prawnego o charakterze powierniczym lub praw o podobnym charakterze,
  • nie jest spółką tworzącą podatkową grupę kapitałową,
  • nie korzysta ze zwolnienia swoich dochodów na podstawie przepisów dotyczących wspierania nowych inwestycji lub specjalnej strefy inwestycyjnej.

Wybór którejkolwiek z tych form jest elementem planowania podatkowego i każdorazowo powinien być poprzedzony dokładną analizą stanu faktycznego i możliwości spełnienia wymaganych warunków.

Ulga dla klasy średniej. Jak z niej skorzystać i kiedy się opłaca?

Nowy Polski Ład podatkowy wprowadził tzw. ulgę dla klasy średniej. Polega ona na możliwości obniżenia sobie podstawy opodatkowania w podatku dochodowym przez pracowników i przedsiębiorców nieprzekraczających w danym roku określonych progów przychodowych. Kto może z niej skorzystać, jakie są zasady jej przyznawania, jak działa rozliczenie wspólnie z małżonkiem, a w jakich przypadkach opłaca się złożyć wniosek o rezygnację z ulgi? Odpowiadamy.

Ulga dla klasy średniej – dla kogo?

Z ulgi dla klasy średniej skorzystają osoby zatrudnione na podstawie stosunku służbowego, stosunku pracy, pracy nakładczej lub spółdzielczego stosunku pracy (także osoby zatrudnione na etacie za granicą, samodzielnie obliczające i wpłacające zaliczki na podatek) oraz przedsiębiorcy osiągający przychody z pozarolniczej działalności gospodarczej, opodatkowani wg skali podatkowej.

Warunkiem jest zmieszczenie się w rocznych widełkach przychodowych od 68 412 zł do 133 692 zł (od 5700 zł brutto do 11 141 zł brutto miesięcznie). Przy czym u przedsiębiorców na potrzeby ustalenia praw do skorzystania z ulgi wartość rocznego przychodu pomniejsza się o koszty jego uzyskania, z wyłączeniem składek na ubezpieczenia społeczne.

Zasady obliczania ulgi dla klasy średniej

Polski Ład przewiduje dwa wzory obliczania ulgi dla klasy średniej, w zależności od wysokości przychodów w skali roku:

  • dla przychodów od 68 412 zł do 102 588 zł kwota ulgi = [(kwota przychodu x 6,68%) – 4 566] ÷ 0,17,
  • dla przychodów ponad 102 588 zł do 133 692 zł kwota ulgi = [(kwota przychodu x (-7,35%)) + 9 829 zł] ÷ 0,17.

Tak wyliczoną wartość ulgi można odliczyć od podstawy opodatkowania PIT. Przy obliczeniach do „kwoty przychodów” przedsiębiorcy zaliczają całe przychody z działalności gospodarczej (po odjęciu wspomnianych wcześniej kosztów), a zatrudnieni – wynagrodzenie brutto uzyskane na etacie, łącznie z premiami, nadgodzinami, jak również wartość otrzymanych świadczeń, np. ryczałtu użyczonego przez pracodawcę do celów prywatnych auta czy pakietu opieki medycznej. Zaliczeniu nie podlegają przychody z innych źródeł, np. z umowy zlecenia czy zasiłki socjalne.

Rozliczenie roczne czy miesięczne?

Ulgę dla klasy średniej można rozliczać dwojako. Po zakończeniu roku – ta opcja jest najprostsza i klarowna, bowiem podatnik czarno na białym widzi, jakie przychody w danym roku osiągnął i czy przysługuje mu ulga. Co miesiąc wraz z obliczaniem zaliczek na podatek dochodowy lub po zakończeniu roku – ulgę można rozliczać za każdy miesiąc, w którym podatnik uzyskał przychody w widełkach:

  • od 5 701 zł do 8549 zł – wówczas wartość ulgi wylicza się za dany miesiąc wg wzoru: [(kwota przychodu x 6,68%) – 380,50 zł] ÷ 0,17,
  • od 8549 zł do 11 141 zł – wówczas wartość ulgi wylicza się za dany miesiąc wg wzoru: [(kwota przychodu x (-7,35%)) + 819,08 zł] ÷ 0,17.

Jeśli w danym miesiącu podatnikowi nie przysługuje prawo do ulgi, bo osiągnął zbyt niskie lub za wysokie przychody, nie oznacza to, że utracił prawo do korzystania i rozliczania ulgi w następnych miesiącach. Czynnikiem decydującym jest w tym przypadku to, czy po zsumowaniu rocznym jego przychody będą mieściły się w widełkach od 68 412 zł do 133 692 zł.

Jeśli okaże się, że pracownikowi lub przedsiębiorcy prawo do ulgi nie przysługiwało, wówczas będzie on zobowiązany do zwrotu wartości odliczonej w ciągu roku w poszczególnych miesiącach ulgi, a więc do dopłaty podatku. Dopłaci go wraz z zeznaniem rocznym. Jednak w podsumowaniu rocznym może się również okazać, że comiesięczna ulga naliczana była za nisko. Wtedy w rozliczeniu rocznym podatnik będzie mógł uwzględnić wartość niewykorzystanej ulgi i uzyskać zwrot nieodliczonego podatku.

Rezygnacja z prawa do ulgi dla klasy średniej

Podatnik, mając pewność, że nie zmieści się w widełkach przychodowych uprawniających do ulgi, może zrezygnować z niej w trakcie roku. Pracownik musi złożyć wniosek u pracodawcy, gdyż ten ostatni niejako z automatu jest zobowiązany naliczać ją każdego miesiąca, jeśli przychody pracownika mieszczą się w uprawniających do ulgi widełkach. Pracodawca zaprzestanie naliczania ulgi najpóźniej od następnego miesiąca. Rezygnacja w trakcie roku nie zamyka drogi do skorzystania z ulgi po jego zakończeniu.

W jakich przypadkach opłaca się złożyć wniosek o rezygnację z ulgi?

Jeśli mamy wątpliwości, czy po zakończonym roku zmieścimy się w granicach przychodowych uprawniających do ulgi, warto złożyć wniosek o rezygnację z niej – w przypadku pracownika lub po prostu jej nie rozliczać co miesiąc wraz z zaliczkami na podatek – w przypadku przedsiębiorcy.

Szczególnie opłaca się to tym pracownikom, którzy są blisko górnego pułapu kwalifikującego do skorzystania z ulgi, a z końcem roku spodziewają się podwyżki lub wysokiej nagrody. Podobnie, gdy przychody podatnika mieszczą się w dolnej granicy widełek, a istnieje możliwość, że w trakcie roku będzie on pobierać świadczenia niekwalifikujące się do katalogu przychodów uwzględnianych przy wyliczaniu prawa do ulgi, jednocześnie rezygnując z przychodów należących do tego katalogu, czyli przykładowo, jeśli zdarzy się, że będzie przez dłuższy czas pobierał zasiłek chorobowy lub też przejdzie na zasiłek macierzyński.

Rozliczenie indywidualnie czy wspólnie z małżonkiem?

W przypadku podatnika, który rozlicza się z fiskusem sam, sprawa jest prosta. Po zakończeniu roku sumuje kwalifikujące się do ulgi dla klasy średniej przychody uzyskiwane od pracodawcy lub/i z własnej działalności gospodarczej i wie, czy prawo do ulgi mu przysługuje, a jeśli tak, to w jakiej wysokości. Przysługiwać mu będzie, jeśli zsumowane przychody mieszczą się w granicach od 68 412 zł do 133 692 zł.

Prawa do skorzystania z ulgi nie wyklucza jednak wspólne rozliczanie z małżonkiem, a to daje szansę skorzystania z niej tym podatnikom, którzy indywidualnie nie mieliby do tego prawa. Ulga przysługuje bowiem:

  • każdemu z małżonków indywidualnie, jak i tylko temu, którego kwalifikowane przychody po zsumowaniu rocznym mieszczą się w widełkach od 68 412 zł do 133 692 zł,
  • każdemu z małżonków, jeśli po zsumowaniu połowa ich wspólnych rocznych, kwalifikowanych przychodów mieści się w widełkach od 68 412 zł do 133 692 zł.

Poniżej zamieszczamy kilka przykładów. Jeden z małżonków zarobił w ramach stosunku pracy w ciągu roku 70 000 zł, a drugi 100 000 zł z działalności gospodarczej. W tym wypadku ulga przysługuje każdemu z nich. Jeden zarobił 70 000 zł, a drugi 135 000 zł. Ulga przysługuje wówczas tylko temu pierwszemu. Na tym przykładzie widać, że małżonkom opłaca się zsumować przychody, bo wówczas każdy z nich skorzysta z ulgi (dwie ulgi dla klasy średniej w jednym małżeństwie), połowa bowiem ich łącznych przychodów, czyli 1/2 z 205 000 zł mieści się w limicie ulgi. Każdy z małżonków będzie zatem mógł zastosować ulgę dla siebie, obliczając ją od kwoty 102,500 zł. Również w sytuacji gdy jeden z małżonków zarobił 60 000 zł, a drugi 140 000 zł, czyli żadnemu z nich z osobna nie przysługiwałaby ulga dla klasy średniej, jednak przy wspólnym rozliczeniu skorzystać z niej będzie mógł każdy z nich.

Podsumowanie

Ulga dla klasy średniej ma rekompensować straty, jakie wskutek zmian wprowadzonych Polskim Ładem mogą ponieść pracownicy i przedsiębiorcy zaliczający się do klasy średniej. W tym kontekście mniej istotne jest rozstrzyganie, czy zrezygnować z ulgi, czy nie, gdyż na koniec roku ulga i tak zostanie ona rozliczona, a my będziemy mieli nadpłatę lub niedopłatę podatku. Ważniejszym aspektem jest natomiast swoisty audyt indywidualnej sytuacji dochodowej i analiza opłacalności ulgi, np. pod kątem brania na siebie z końcem roku nadgodzin w pracy czy dodatkowych zleceń w prowadzonej działalności gospodarczej.

Należy bowiem rozważyć, a raczej dokładnie przeliczyć, czy bardziej opłaca się nam nie brać owych nadgodzin i dzięki temu nie utracić prawa do ulgi, czy jednak kwota ulgi jest niższa niż zostanie nam w kieszeni po otrzymaniu wynagrodzenia za zrealizowane dodatkowe usługi, czy prace.

Oczywiście pomoc księgowego może się przydać także przy podejmowaniu decyzji o wspólnym rozliczeniu z małżonkiem. W pewnych okolicznościach bowiem małżonkowie niekwalifikujący się do skorzystania z ulgi przy indywidualnych rozliczeniach będą mogli z niej skorzystać, jeśli rozliczą się wspólnie.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Jak utrzymać dobrą kondycję psychofizyczną w nurcie wellbeing?

Wellbeing to pojęcie w polskim tłumaczeniu oznaczające dobrostan, na który składa się nie tylko odpowiednia kondycja fizyczna, ale również odporność psychiczna. Nie od dziś wiadomo, że duch i ciało idą ze sobą w parze. A kłopoty w jednej sferze mogą automatycznie rzutować na tę drugą. Chcąc zadbać odpowiedni stan naszego organizmu, powinniśmy postawić na kompleksowe i sprawdzone metody, które w sposób niezawodny przyczyniają się do budowania naszej naturalnej odporności psychicznej oraz dbają o naszą dobrą kondycję. Poniżej przedstawiamy kilka niezawodnych sposobów, które pozytywnie wpłyną na poprawę naszej kondycji psychofizycznej.

Ćwiczenie jogi dobre na poprawę samopoczucia

Ćwiczenie jogi jest przede wszystkim niezawodnym sposobem na poprawę elastyczności naszego ciała oraz opanowanie sztuki odpowiedniego oddychania. Z początku niektóre pozy mogą wydać Ci się nierealne do osiągnięcia, jednak w jodze wcale nie chodzi o wykonywanie bardzo skomplikowanych pozycji. Uprawianie tego sportu to przede wszystkim stopniowy postęp, w takcie którego liczy się sama droga, jaką przechodzimy, wzmacniając swoje ścięgna, więzadła czy mięśnie. Systematyczne ćwiczenie jogi ma działanie odprężające, a dzięki ćwiczeniom możemy skutecznie wpływać na niwelowanie poziomu stresu, będącego nieodłącznym elementem naszego codziennego życia. Dzięki ćwiczeniu poszczególnych pozycji i skupieniu na ruchu kortyzol nagromadzony w naszym ciele może być skutecznie uwalniany. Poprawy oddech oraz jego kontrola są bardzo ważne, jeżeli zależy nam na odrobinie relaksu w ciągu dnia.

Zadbaj o swój mózg dzięki medytacji

Medytacja, czyli praktyka uważności polegająca na odpowiednim skupianiu uwagi i ćwiczeniu umysłu, niesie ze sobą wiele korzyści. Regularnie odbywane sesje przyczyniają się m.in.: do zwiększenia naszej odporności psychicznej, wyciszenia oraz rozwoju pewnych części naszego mózgu. Lecznicze działanie praktyk medytacyjnych zostało potwierdzone naukowo, a dzięki codziennie odbywanym ćwiczeniom, możemy z powodzeniem wpływać na poprawę naszej koncentracji, pamięci oraz siły woli. Medytacja stanowi dla naszego mózgu odpowiedni trening, porównywalny z tym, co dla naszego ciała mogą zdziałać treningi na siłowni.

Jak utrzymać dobrą kondycję psychofizyczną w nurcie wellbeing

Relaksacja – niezawodny sposób pozbycia się stresu

Relaksacja to niezawodna metoda sprawdzająca się w przypadku walki z nadmiernym stresem oraz w przypadku gdy zależy nam na osiągnięciu stanu względnej równowagi. Regularnie ćwiczenia wpływają pozytywnie na nasz dobrostan, ułatwiając kontrolowanie własnego oddechu i zapewniając nam odpowiedni spokój. Relaksacja jest sprawdzoną metodą, dzięki której za pomocą odpowiednio prowadzonego oddechu wpływamy na resztę naszego ciała. Regularnie powtarzane ćwiczenia relaksacyjne przyczyniają się do osadzenia w „tu i teraz”, unikając zbędnego wybiegania myślami w przyszłość. Postaw na sprawdzoną i efektywną metodę.

Suplementy wspierające nasz mózg

W szerokiej ofercie Wapteka.pl znajdziesz szeroki wybór substancji oraz suplementów, dzięki którym zadbasz o odpowiedni dobrostan psychofizyczny. Wspierające mózg substancje takie jak lecytyna, witaminy z grupy B, magnez, luteolina, tauryna czy różnego rodzaju nienasycone kwasy tłuszczowe pomogą w odpowiedni sposób zadbać o twój organizm. Pomocna w tym wypadku będzie także odpowiednia dieta, bogata w jajka, warzywa, owoce oraz kakao.

MEiN: Przedmiot Biznes i zarządzanie – od września 2023 roku w polskich szkołach

Dziś, 20 stycznia 2022 r. w Sali Notowań Giełdy Papierów Wartościowych odbyło się spotkanie Ministra Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka z przedstawicielami polskiego biznesu, organizacji przedsiębiorców oraz uczelni ekonomicznych. Wydarzenie miało formułę warsztatów, które były poświęcone nauczaniu zagadnień związanych z przedsiębiorczością w polskich szkołach oraz dostosowaniu ich do potrzeb polskiej gospodarki. Chcemy, aby od 1 września 2023 r. do szkół został wprowadzony przedmiot biznes i zarządzanie, który od 2027 r. będzie można wybrać jako przedmiot dodatkowy na poziomie rozszerzonym na egzaminie maturalnym.

– Dziękuję za gotowość do rozmów i konsultacji, od których zależeć będzie kształt i treść nowego przedmiotu biznes i zarządzanie, który planujemy wprowadzi do szkół od roku szkolnego 2023/2024 – powiedział Minister Edukacji i Nauki podczas dzisiejszego spotkania, zwracając się do przedstawicieli biznesu.

Szef MEiN zwrócił uwagę, że w nauczaniu przedsiębiorczości konieczne jest położenie większego nacisku na rozwijanie praktycznych umiejętności i kompetencji: – Podstawy przedsiębiorczości weszły do programu nauczania już jakiś czas temu i służą naszej młodzieży, pomagają, by w dorosłym życiu młodzi ludzie potrafili podejmować decyzje finansowe. Za mało jest jednak praktycznych aspektów przedsiębiorczości i zarządzania. Minister Edukacji i Nauki dodał, że młody człowiek już na początku swojego dorosłego życia powinien być wyposażony w kompetencje, które pozwolą mu sprawnie funkcjonować w świecie finansów i zarządzania oraz podejmować odpowiedzialne decyzje finansowe.

Biznes i zarządzanie – nowy przedmiot odpowiedzią na potrzeby przedsiębiorców

Otwierając dzisiejsze warsztaty, Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek zapowiedział wprowadzenie do podstawy programowej przedmiotu pod nazwą biznes i zarządzanie. Przedmiot ten będzie realizował założenia obecnego przedmiotu podstawy przedsiębiorczości i rozszerzał je. Planuje się, że dotychczasowy wymiar godzin obowiązkowych zajęć edukacyjnych dla uczniów szkół ponadpodstawowych zostanie utrzymany. Biznes i zarządzanie zastąpi obecne podstawy przedsiębiorczości. W podstawie programowej, oprócz wymagań dla poziomu podstawowego, określone zostaną również wymagania dla poziomu rozszerzonego, tak aby chętni uczniowie mogli przystąpić
do egzaminu maturalnego z biznesu i zarządzania jako przedmiotu dodatkowego
na poziomie rozszerzonym. Po raz pierwszy egzamin ten zostanie przeprowadzony w 2027 r.

Wprowadzenie nowego przedmiotu maturalnego jest odpowiedzią na potrzeby i postulaty zgłaszane przez środowiska biznesowe i akademickie, a także Radę Edukacji Finansowej oraz Radę do spraw Przedsiębiorczości przy Prezydencie RP. Warto dodać, że przedmioty dotyczące zarządzania i biznesu są obecne w międzynarodowym systemie edukacji (IB) oraz w systemach edukacji takich państw jak np. Wielka Brytania (A-Level), gdzie cieszą się dużą popularnością wśród uczniów.

Nowy przedmiot nauczany w nowy sposób

Wprowadzenie możliwości kształcenia w zakresie przedsiębiorczości i biznesu na poziomie rozszerzonym pozwoli na to, aby w ramach nowego przedmiotu, obok zagadnień takich jak finanse osobiste, rynek pracy czy system gospodarczy, które są już obecne w podstawie programowej przedmiotu podstawy przedsiębiorczości, pojawiły się także dodatkowe treści. Szczególny nacisk w ramach BiZ będzie położony na pracę w grupach, analizowanie praktycznych przykładów doświadczeń polskich i zagranicznych przedsiębiorców oraz rozwijanie kompetencji liderskich. To elementy obecne na każdych studiach biznesowych, w tym w ramach programów typu MBA, których zakres na potrzeby nowego przedmiotu zostanie dopasowany.

Katalog materiałów dydaktycznych zostanie wzbogacony o nowe technologie oraz narzędzia cyfrowe służące uczniom, nauczycielom i innym członkom społeczności szkolnej.

Zapraszamy przedsiębiorców do współpracy

– Dla rozwoju gospodarki kluczowa jest edukacja młodego pokolenia. Ta zaś powinna być oparta na doświadczeniach polskich przedsiębiorców. Chcemy wspólnie stworzyć innowacyjny, odpowiadający potrzebom rynku pracy przyszłości przedmiot, który sprawi, że będziemy mieć więcej młodych ludzi wyposażonych w kompetencje przedsiębiorcze
i menedżerskie. Wszystkich tych, którzy chcą się podzielić swoim doświadczeniem, zapraszamy do włączenia się w konsultacje – powiedziała Justyna Orłowska, Pełnomocnik Ministra Edukacji i Nauki ds. Transformacji Cyfrowej.

Konsultacje dotyczące podstawy programowej – zapraszamy do udziału!

Głównym założeniem nowego przedmiotu jest nadanie mu praktycznego wymiaru
i dostosowanie zagadnień do oczekiwań rynku pracy oraz potrzeb uczelni. Dlatego zachęcamy przedstawicieli biznesu, organizacji branżowych i ekspertów-praktyków

do udziału w pracach związanych z przygotowaniem podstawy programowej przedmiotu biznes i zarządzanie.

W konsultacjach można wziąć udział za pośrednictwem formularza zgłoszeniowego.
https://form.govtech.gov.pl/ankieta/699686/konsultacje-biz.html

Siłownia mogła działać podczas lockdownu. WSA w Poznaniu uchylił decyzję Sanepidu

WSA w Poznaniu uchylił decyzję Sanepidu: nie mogą być nakładane kary pieniężne na podstawie legislacji, która nie spełnia standardów konstytucyjnych.

W dniu 14 stycznia 2022 r. r. Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu sprawie, do której przystąpił Rzecznik MŚP w obronie przedsiębiorcy, uchylił w całości decyzję Wielkopolskiego Wojewódzkiego Państwowego Inspektora Sanitarnego w Poznaniu oraz umorzył postępowanie przeprowadzone w I i II instancji przez Inspekcję Sanitarną w Poznaniu.

Organy Inspekcji Sanitarnej nałożyły na przedsiębiorcę prowadzącego siłownię w kwietniu 2021 r. administracyjną karę pieniężną w wysokości 10.000 zł. Stało się tak, mimo stwierdzenia podczas kontroli z udziałem Policji jedynie kilku osób ćwiczących należących do Polskiego Związku Przeciągania Liny na powierzchni 600 m2 siłowni. Następnie organy spowodowały wyegzekwowanie tej kwoty odmawiając wstrzymania rygoru natychmiastowej wykonalności. Obecnie można spodziewać się zwrotu ukaranemu przedsiębiorcy 10.000 zł z odsetkami.
Po wydaniu wyroku w ustnym uzasadnieniu Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu stwierdził w kontekście Rozporządzenia Rady Ministrów z dnia 19 marca 2021 r. w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii (Dz. U. 2021 poz. 512 ze zm.), że na przedsiębiorców prowadzących siłownię przede wszystkim nie mogą być nakładane administracyjne kary pieniężne na podstawie legislacji, która nie spełnia standardów konstytucyjnych. Zdaniem Sądu w obliczu braku ogłoszenia stanu klęski żywiołowej nie jest możliwe zwłaszcza zakazywanie obywatelom korzystania z wolności działalności gospodarczej.

Rzecznik MŚP Adam Abramowicz przyczynia się do kształtowania korzystnej linii orzeczniczej dla przedsiębiorców prowadzących m.in. siłownie. Niejednokrotnie inspekcja sanitarna już na etapie postępowania administracyjnego umarzała postępowania w sprawie administracyjnych kar pieniężnych, bez konieczności angażowania sądów administracyjnych.

Należy także przypomnieć, że już w opinii z 18 kwietnia 2020 r., do rozporządzenia w sprawie ustanowienia określonych ograniczeń, nakazów i zakazów w związku z wystąpieniem stanu epidemii Rzecznik MŚP wskazywał również, że jako punkt odniesienia do cofnięcia nałożonych ograniczeń dla sektorów z branży fitness, prowadzących baseny, siłownie, łaźnie, sauny itp., są zasady prawidłowego żywienia związane z Piramidą Zdrowego Żywienia i Aktywności Fizycznej, opracowane w Instytucie Żywności i Żywienia, gdzie wskazano, że Aktywność fizyczna jest kluczem do zdrowia i dobrego samopoczucia zauważa dr n. pr. Marek Woch – Dyrektor Generalny Biura Rzecznika MŚP.

Ford i ADT stworzą system bezpieczeństwa dla samochodów

  • Ford i ADT wspólnie utworzą firmę Canopy, która opracuje system wykorzystujący połączone ze sobą kamery bezpieczeństwa, kontrolowane za pomocą sztucznej inteligencji oraz aplikację dla różnych marek i modeli samochodów, którą będzie można nim zarządzać.
  • Oferty zintegrują platformę „Safe by ADT”, która zapewnia profesjonalny monitoring i pomaga firmom chronić cenne narzędzia pozostawione w samochodach, a klientom indywidualnym pomoże wzmocnić bezpieczeństwo wewnątrz i na zewnątrz aut.
  • Canopy opracuje i sprzeda swój pierwszy produkt i subskrypcję na niego na początku przyszłego roku, dzięki czemu chronione będą ładunki przewożone dużymi ciężarówkami i autami dostawczymi w USA i w Wielkiej Brytanii.
  • Canopy zostało przejęte przez New Business Platform, która należy do Forda i już w przyszłym roku planuje rozpocząć integrację swojego rozwiązania z zakresu bezpieczeństwa, które wykorzystuje kamery pokładowe w samochodach Forda.
  • Canopy zamierza z czasem udostępnić swoje rozwiązanie innym producentom.

Ford i ADT Inc. zainwestują w nową spółkę joint venture o nazwie Canopy, która połączy profesjonalny monitoring oferowany przez ADT ze sztuczną inteligencją wykorzystywaną w samochodach Forda do nadzorowania pracy kamer wideo, aby wzmocnić zabezpieczenie w nowych i w już jeżdżących samochodach różnych marek.

– Połączenie naszych technologii i naszego ogromnego doświadczenia w zakresie zabezpieczeń tworzy nową kategorię ochrony nie tylko samochodów służbowych, ale również prywatnych – mówi Elliot Cohen, dyrektor ds. rozwoju biznesu w ADT. – Samochody są drugim najcenniejszym dobrem, które posiadamy. Nawet będąc daleko poza domem można je zabezpieczyć w sposób inteligentny i zrównoważony dzięki rozwiązaniom ADT.

Już na początku przyszłego roku Canopy planuje wprowadzić na rynek pierwsze w branży wieloczujnikowe systemy zabezpieczeń z dostępem do profesjonalnego monitoringu. Pierwsze produkty, które zostaną wyprodukowane i sprzedane, będą dostępne w USA i w Wielkiej Brytanii do najpopularniejszych pickupów i furgonetek – w tym Forda F-150, F-150 Lightning, Transita i E-Transita. Będzie je można łatwo zainstalować, aby chronić drogie narzędzia pracy oraz sprzęt sportowy.

– Podczas pandemii złodzieje byli jeszcze bardziej aktywni niż wcześniej i wiedzą, że właściciele firm przechowują w samochodach cenny sprzęt, którego wartość często przekracza nawet ponad 50.000 dolarów. Canopy powstało dla tych, którzy mają już dość kradzieży, które zagrażają ich funkcjonowaniu – mówi Franck Louis-Victor, wiceprezes New Business Platform. – Kluczem do transformacji oprogramowania Forda są nowe pomysły, takie jak Canopy i współpraca z innymi innowatorami, takimi jak ADT, które zapewniają zabezpieczenie samochodów ich właścicielom oraz służą ochronie rodzin, domów i firm.

FBI szacuje1), że w 2020 roku skradzione w USA narzędzia kosztowały ponad 7,4 miliarda dolarów, a kradzież cennych narzędzi jest uważana za niedoszacowaną w policyjnych raportach, które dotyczą skradzionych samochodów. Właściciele małych firm borykają się z jeszcze większymi alternatywnymi kosztami, które biorą się z odroczenia lub utraty pracy podczas wymiany skradzionych narzędzi.

W przyszłym roku Canopy planuje również rozpocząć integrację zabezpieczeń z wykorzystaniem kamer w samochodach Forda, aby zapewnić bezproblemową ochronę zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz samochodów. Z czasem firma Canopy będzie dążyć do wykorzystania swojego systemu zabezpieczeń również w autach innych producentów.

Rozpoczęcie rewolucji w zakresie zabezpieczenia samochodów

Pierwsza oferta zaawansowanych systemów zabezpieczenia samochodów Canopy będzie wykorzystywać czujniki akustyczne w furgonetkach, kamery pokładowe, radar, łączność LTE i dane GPS. Pierwszy system będzie wykorzystywać kamerę, którą można zamontować w przestrzeni ładunkowej furgonetki lub na bagażniku pick-upa. Platforma będzie wykorzystywać sztuczną inteligencję do identyfikowania i zgłaszania wiarygodnych zagrożeń przy jednoczesnej redukcji fałszywych sygnałów alarmowych.

  • Klienci będą mogli kontrolować system za pośrednictwem aplikacji Canopy, aby – na przykład – móc na żywo transmitować obraz z samochodu lub otrzymywać powiadomienia o podejrzanej aktywności, a także przeglądać przeszłe zdarzenia.
  • System uruchomi alert na smartfonie na skutek wszelkich objawów potencjalnej działalności przestępczej, takich jak wybicie szyby, cięcie metalu albo podejrzany ruch lub dźwięk w pobliżu samochodu.
  • Kierowcy będą mogą nastraszyć potencjalnych złodziei, informując ich o tym, że są monitorowani. Posłuży do tego możliwość rozmowy przez aplikację na smartfona, dzięki dwukierunkowej funkcji audio dostępnej od przyszłego roku.
  • Sztuczną inteligencję wykorzystywaną w tym systemie zaprojektowano tak, aby potrafiła odróżnić prawdziwe zagrożenia od łagodnych działań – takich jak wskoczenie kota na „pakę” pick-upa czy odgłosy budowy w pobliżu samochodu – zanim zaalarmowany zostanie właściciel lub agenci ADT, którzy mają za zadanie monitorować dany pojazd.
  • Jeśli system wykryje osobę, która porusza się w pobliżu samochodu lub go narusza, system zaalarmuje specjalistów ds. monitoringu ADT.2)

Agenci monitorujący ADT mogą następnie skontaktować się z właścicielami, menedżerami floty lub z policją, aby podjąć dodatkowe środki zapobiegające kradzieży. Wiarygodne zagrożenia przełożą się na dodatkowe reakcje, w tym alerty dźwiękowe i programowalne nagrania głosowe oraz – w przyszłych aktualizacjach systemu – dwukierunkowy dźwięk.

Pierwsze rozwiązania opracowane przez Canopy będą sprzedawane za pośrednictwem salonów samochodowych oraz online. Ważnym partnerem podczas wprowadzania tego systemu na rynek będzie Ford Pro, który dostarczy go klientom komercyjnym i rządowym, co pomoże rozwinąć biznes i przyspieszyć zyskowność w skali światowej.

– Na całym świecie klienci komercyjni skupiają się na ochronie inwestycji przed kosztownymi wymianami, które mogą wpłynąć na ich wyniki – mówi Ted Cannis, dyrektor generalny Ford Pro. – Canopy pomoże firmie Ford Pro świadczyć kolejne usługi dla flot, które przełożą się na obniżenie całkowitego kosztu posiadania samochodu poprzez zachowanie produktywności i unikanie przestojów, wynikających ze skradzionych narzędzi czy uszkodzonych pojazdów – w tym większości we flotach składających się z samochodów różnych marek, ponieważ technologia Canopy będzie dostępna dla każdej z nich.

Więcej innowacji w przyszłości

W Canopy już od dwóch lat opracowują i testują pierwsze technologie w ramach grupy inkubatorów innowacji należącej do New Business Platform. Teraz firma będzie mieć siedziby w Detroit oraz w Londynie i będzie kierowana przez tymczasowego dyrektora generalnego – Christiana Morana.

Canopy będzie również poszukiwać relacji z innymi firmami motoryzacyjnymi, ubezpieczeniowymi i technologicznymi w celu rozszerzenia oferty, zbadania korzyści finansowych, związanych z użytkowaniem nowej technologii zabezpieczeń samochodów. Firma będzie także współtworzyć kolejne innowacyjne rozwiązania.

Inwestycja Forda i ADT w Canopy podlega pewnym warunkom, w tym zatwierdzeniu przez organy regulacyjne, a początkowe finansowanie ma zostać zamknięte w drugim kwartale 2022 roku. Partnerzy spodziewają się zainwestować około 100 milionów dolarów w ciągu najbliższych trzech lat.

Więcej informacji znajduje się na stronie www.canopy.security.

1) – Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych, Federalne Biuro Śledcze, Uniform Crime Report.

2) – Wymaga subskrypcji profesjonalnego poziomu monitorowania ADT

Małe kawalerki i M2 są receptą na rosnące ceny?

Obecna sytuacja może skłaniać deweloperów do budowy mniejszych lokali. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, czy na rynku pojawiają się coraz mniejsze mieszkania jednopokojowe, dwupokojowe oraz trzypokojowe.

Deweloperzy na pewno będą musieli się przystosować do spadku zdolności kredytowej, który stanowi efekt kolejnych podwyżek stóp procentowych NBP. To niekorzystne dla nabywców mieszkań, kredytowe zjawisko uzupełnia negatywny wpływ, jaki na dostępność lokali mają ceny 1 mkw. rosnące szybciej od zarobków. Widzimy, że w odpowiedzi na nową sytuację inwestorzy chętniej rozpoczynają budowę mieszkań pod dużymi miastami (zwłaszcza Warszawą i Wrocławiem). Warto sprawdzić, czy spada także średnia powierzchnia nowych lokali wprowadzanych do oferty.

Dane z platformy analitycznej BIG DATA portalu RynekPierwotny.pl pozwalają określić, jaka pod koniec grudnia 2021 roku była średnia wielkość nowych lokali wprowadzanych do oferty. Taki przeciętny metraż po uwzględnieniu różnej liczby pokoi prezentował się następująco w największych miastach:Tabela - Średni metraż grudzień 2021

  • Warszawa – 30,1 mkw. (M1), 42,7 mkw. (M2), 63,4 mkw. (M3) oraz 90,2 mkw. (M4+)
  • Kraków – 29,9 mkw./42,8 mkw./58,6 mkw./84,4 mkw.
  • Łódź – 32,5 mkw./47,0 mkw./63,0 mkw./87,8 mkw.
  • Wrocław – 29,0 mkw. /40,5 mkw./58,1 mkw./70,9 mkw.
  • Poznań – 30,0 mkw./41,9 mkw./59,8 mkw./79,8 mkw.
  • Gdańsk – 30,2 mkw./42,5 mkw./62,0 mkw./87,5 mkw.

Powyższe informacje wskazują, że pod koniec 2021 r. średnia powierzchnia nowych mieszkań jednopokojowych, dwupokojowych i trzypokojowych wprowadzanych do oferty w poszczególnych miastach nie różniła się znacząco. Nieco inna sytuacja dotyczyła lokali czteropokojowych i większych (M4+).

Trzeba też odnotować, że w ostatnim czasie nie była widoczna skłonność inwestorów do wprowadzania na rynek coraz mniejszych lokali jednopokojowych, dwupokojowych i trzypokojowych. Takie zjawisko może się jednak ujawnić, gdy deweloperzy będą mieli nieco więcej czasu na reakcję dotyczącą malejącej zdolności kredytowej klientów.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynek najmu rośnie, jednak Polacy nadal chętniej kupują mieszkania

Polacy nie są przyzwyczajeni do wynajmowania mieszkań, a polski rynek najmu nadal jest jednym z najmniej rozwiniętych w Unii Europejskiej. Według danych z najnowszego Kwartalnika mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight, jedynie ok. 4 proc. osób mieszka w wynajętych lokalach. Jest to ponad pięciokrotnie mniej niż średnia unijna, która wynosi 21 proc. i ponad dziesięciokrotnie mniej niż w Niemczech (41 proc.), które pod tym względem są liderem w UE. Jednocześnie 44 proc. Polaków uważa, że płacenie za wynajem jest nieopłacalne i woli wziąć kredyt na zakup własnego mieszkania. Mimo to, raport unaocznia, że rynek najmu w Polsce rośnie i profesjonalizuje się.

Popularność najmu w Polsce w porównaniu z innymi państwami Unii Europejskiej jest bardzo niska. Udział gospodarstw domowych użytkujących mieszkania na wynajem w ogóle gospodarstw jest mniejszy jedynie w Bułgarii, Rumunii, Chorwacji i na Litwie. Niski stopień rozwinięcia rynku najmu w Polsce jest uwarunkowany dwoma czynnikami: historycznym i społecznym.

W okres transformacji systemowej Polska wchodziła z minimalnym zasobem mieszkań na wynajem. Jak wskazuje spis powszechny z 1991 r., w żadnym z dużych miast liczba gospodarstw domowych będących najemcami nie przekroczyła 32 tys. – najwięcej było ich w Krakowie (31,3 tys.) i Poznaniu (30,4 tys.), a w Warszawie jedynie 8,6 tys. (mniej niż w Katowicach czy Bydgoszczy). Dopiero na początku XXI w. rynek najmu w Polsce zaczął rosnąć – głównie dzięki inwestycjom osób prywatnych: w 2002 r. mieszkania na wynajem zajmowało 368 tys. gospodarstw domowych, podczas gdy w 2011 już 575 tys.

Polacy nadal mocno przywiązani do własności

Jak wynika z najnowszego Kwartalnika mieszkaniowego Otodom i Polityki Insight, jedynie 8 proc. Polaków nie chce i nie planuje mieć mieszkania na własność (w przeciwieństwie do na przykład 38 proc. Holendrów czy 36 proc. Francuzów). Jednocześnie 44 proc. uważa, że płacenie czynszu za wynajmowane mieszkanie nie jest opłacalne. Większość woli inwestować w zakup mieszkania na własność. Tymczasem jak wyliczyli autorzy raportu, zakup mieszkania zaczyna się opłacać dopiero w momencie, kiedy planuje się je użytkować przez co najmniej cztery lata. Jeśli natomiast zakup mieszkania jest finansowany z kredytu hipotecznego, wówczas ten czas się wydłuża. W przypadku finansowania zakupu kredytem w połowie, w danym lokalu najlepiej mieszkać co najmniej siedem lat. Jeżeli konieczne jest zaciągnięcie kredytu na 80 proc. wartości nieruchomości, to powinno się ją użytkować co najmniej 14 lat, aby było to bardziej opłacalne niż najem.

Rynek najmu coraz bardziej dynamiczny

Mimo tych uwarunkowań polski rynek najmu, choć w skali europejskiej stosunkowo niewielki, cały czas rozwija się i profesjonalizuje. Autorzy raportu szacują, że obecnie najmem zajmuje się łącznie około 800 tys. podmiotów – osób fizycznych i firm prywatnych. Liczba ta systematycznie rośnie od co najmniej dekady, na co wpływa przede wszystkim rozwój rynku najmu krótkoterminowego w metropoliach, miastach akademickich i miejscowościach wypoczynkowych. Wysoka inflacja oraz bardzo niskie stopy procentowe, z jakimi mieliśmy do czynienia w ubiegłym roku, również były powodem, dla którego coraz więcej osób lokowało swój kapitał w nieruchomości. Zwiększa się też liczba mieszkań wynajmowanych przez jeden podmiot, co można wywnioskować z szybszego wzrostu płaconego przez jedną osobę podatku od najmu niż wzrostu średnich stawek czynszu.

Obecnie w coraz większym stopniu w działalność na rynku zaangażowane są podmioty prawne. Jak podkreśla Jarosław Krawczyk, ekspert Otodom, już teraz w serwisach OLX i Otodom, 60 proc. wystawionych ofert najmu to ogłoszenia pochodzące od podmiotów biznesowych, które najmem zajmują się zawodowo. Wśród nich znajdują się fundusze inwestycyjne, nabywające całe budynki z mieszkaniami na wynajem, obecne na polskim rynku od 2016 r. Ich udział w rynku, mimo że obecnie ciągle niewielki (nie więcej niż 0,4 proc. zasobu mieszkaniowego polskich metropolii), systematycznie rośnie i w niektórych miastach prawdopodobnie jeszcze w tej dekadzie przekroczy 1 proc., prognozuje Adam Czerniak z Polityki Insight, współautor raportu. Katarzyna Kuniewicz, analityk obido i Otodom, zaznacza, że na razie oferta funduszy inwestycyjnych nie jest przeznaczona dla każdego. Na ten moment najchętniej korzystają z niej single i pary. Rodziny z dziećmi (zwłaszcza te z więcej niż jednym) poszukują raczej mieszkań własnościowych, a wynika to m. in. z niewielkiej dostępności lokali o większych powierzchniach.

Rosnąca liczba ofert

O trendzie rozwojowym na polskim rynku najmu świadczy także wzrastająca roczna liczba ofert mieszkań do wynajęcia. Dane z serwisów Otodom i OLX wskazują, że w ostatnich czterech latach kwartalnie publikowano średnio 143 tys. ofert najmu mieszkań, a liczba ta systematycznie rosła i przekroczyła średniorocznie 150 tys. ofert w II poł. 2020 r. W rezultacie – po uwzględnieniu szacunku liczby ofert niepublikowanych oraz publikowanych wyłącznie na stronach internetowych wynajmujących firm – łączna liczba ofert najmu mieszkań w całym 2021 r. to ponad 0,7 mln.

Karolina Klimaszewska, analityk z Otodom, zaznacza, że mieszkania na wynajem często są mniejsze i mają mniej pokoi. Często pojawiają się na nowych osiedlach i są traktowane jako lokata kapitału. Wynajmujący coraz częściej poszukują większych lokali, a udział w rynku mieszkań z jednym pokojem stopniowo spada. Dlatego traktując mieszkanie jako lokatę kapitału, warto zainwestować w mieszkania 3-4 pokojowe, radzi analityk Otodom.

Wzrost cen zarówno w dużych, jak i małych miastach

Po okresie stagnacji czynsze najmu w ostatnim kwartale 2021 r. wróciły do poziomu sprzed pandemii. Najszybsze wzrosty miały miejsce w dużych miastach (100-500 tys. mieszkańców) – tam czynsze zwiększyły się o 7,7 proc. kw/kw. Był to największy wzrost w całym pięcioletnim analizowanym w raporcie okresie. To rezultat powrotu studentów do miast, zwłaszcza mniejszych miast akademickich (takich jak Katowice, Lublin, Olsztyn, Toruń) w związku z rozpoczęciem zajęć na uczelniach w trybie stacjonarnym. Z kolei w małych miastach mieszkania na wynajem drożały z powodu wypychania osób z rynku własnościowego na rynek najmu przez rosnące ceny mieszkań do kupienia. Wielu Polaków w obecnej sytuacji rynkowej albo nie może znaleźć odpowiedniego dla siebie mieszkania własnościowego, albo nie jest w stanie pozwolić sobie na zakup wymarzonej nieruchomości i dlatego decyduje się na najem. To podbija stawki czynszów i zwiększa zależność rynku najmu od sytuacji na całym rynku nieruchomości.

GfK: dla centrów handlowych w Polsce nadchodzi czas wielkiej próby

W opinii ekspertów firmy badawczej GfK, centra handlowe działające na polskim rynku stoją przed dużym wyzwaniem. Aby utrzymać klientów, w obliczu rosnącej ofensywy e-commerce, obiekty te muszą przejść głęboką przemianę. Wiąże się o m.in. z koniecznością silniejszego niż dotychczas wyróżnienia i różnicowania oferty i koniecznością ciągłego zaskakiwania klientów.

Pandemia koronawirusa mocno uderzyła w polski sektor centrów handlowych i pokazała, jak bardzo wrażliwy jest on na nagłe zmiany. Jej wybuch przyspieszył kształtowanie się wielu trendów konsumenckich, i przyczynił się do przyśpieszonego rozwoju nowych formatów handlowych.  Jednocześnie dłuższy czas spędzany  przed ekranem komputera lub smartfona wpłynął na zwyczaje zakupowe polskich nabywców.

W ostatnich miesiącach rynek ewoluował błyskawicznie, jednak w opinii Przemysława Dwojaka, senior directora w GfK, za zmianami nie zawsze nadążają galerie handlowe. – Opóźniona reakcja na postęp technologiczny czy zmianę potrzeb zakupowych to dziś słaba strona wielu centrów handlowych wynikająca z konserwatywnego modelu biznesowego. W najbliższym czasie będą musiały one zmierzyć się z trzema wyzwaniami rynkowymi, czyli rozdrobnieniem handlu, kanibalizującą się ofertą centrów handlowych oraz postawami konsumentów wybierających kanał online. Wciąż nie jest jednak za późno na wyciągnięcie wniosków i dostosowanie do nowych realiów – twierdzi ekspert GfK.

Mali gracze dołączą do grona konkurencji

Na przestrzeni ostatnich dwóch lat liczba sklepów internetowych wzrosła o 50 proc., do liczby 49 tysięcy. Tak ogromna liczba podmiotów handlowych nie powinna dziwić – równolegle w Polsce funkcjonuje bowiem ok. 350 tys. sklepów stacjonarnych. I choć jedynie 10 proc. z nich lokalizowanych jest w centrach handlowych, transakcje w tych obiektach odpowiadają za około 30 proc. wszystkich obrotów handlowych w kraju. – Mogłoby się wydawać, że centra handlowe to zupełnie inny segment, celujący w inną grupę klientów, niż mały butik zlokalizowany przy rynku pięćdziesięciotysięcznego miasteczka. Jednak, gdy taki butik zakłada sklep internetowy, staje się aktywny w mediach społecznościowych, skutecznie buduje społeczność klientów i jest obecny na kilku tzw. marketplace’ach – zaczyna on konkurować z ofertą centrum handlowego. Z perspektywy właścicieli galerii problem staje się poważny, gdy podobnych sklepów powstaje kilka tysięcy i oferują one produkty i usługi u nich niedostępne. A tak się właśnie dzieje. Eksplozja e-commerce sprawiła, że rozdrobniony handel zaczął realnie odciągać uwagę konsumentów od centrów handlowych – tłumaczy Przemysław Dwojak.

Wyróżnij się, albo zgiń

Kolejny problem centrów to wspomniana kanibalizacja, wynikająca ze zbyt dużego wzajemnego podobieństwa pod względem wyglądu oraz portfolio najemców. Obiekty te bardzo często konkurują ze sobą o klienta mieszkającego w tej samej strefie oddziaływania, nie mając przy tym wyraźnych wyróżników. Dziś do bezpośredniej konkurencji dochodzą także rosnący na sile handel online oraz handel convenience np. w postaci parków handlowych. Które galerie powinny więc obawiać się zachodzących zmian? Aby odpowiedzieć na to pytanie GfK dokładnie przeanalizowała 572 duże centra handlowe w kraju. Na podstawie analizy liczby mieszkańców w strefie oddziaływania, udziału osób w wieku 25-49 lat w ogólnej liczbie mieszkańców oraz wydatków w handlu, na rozrywkę i e-zakupy, eksperci firmy wyodrębnili 4 typy obiektów, które w różnym zakresie mogą negatywnie odczuwać zmiany zachodzące w handlu. Pierwsza grupa to 127 centrów handlowych charakteryzujących  się bardzo wysokimi wydatkami mieszkańców swojej strefy zasięgu w kanale online – oznacza to, że centra te muszą  konkurować bezpośrednio z handlem online, gdyż ich klienci dzielą swoje wydatki zarówno na centra handlowe, jak i na zakupy internetowe. Kolejny  segment 180 centrów  charakteryzuje się ogólnie niskim potencjałem i niskimi wydatkami mieszkańców strefy oddziaływania. Oznacza to, że dla tego typu obiektów handel online nie jest tak dużym zagrożeniem, ale pojawienie się jakiegokolwiek konkurenta w postaci parku handlowego skupiającego marki ekonomiczne może szybko nadszarpnąć model biznesowy istniejącego od lat w niezmienionej formie obiektu. – Z powyższych powodów, wiele galerii handlowych nie może już dłużej przyjmować pasywnej postawy i oczekiwać, że klienci po prostu przy nich zostaną. Centra, które nie mają wyróżników w postaci oferty skrojonej do grup docelowych mieszkających w catchmencie, a tym samym nie zapewniają odpowiedniego doświadczenia zakupowego lub nie zbudowały wokół siebie silnych społeczności lokalnych opartych mogą w bliskiej perspektywie doświadczyć silnego spadku frekwencji i obrotów – podkreśla Przemysław Dwojak.

E-sklep czy wizyta w centrum – co wybiorą konsumenci?

Trzecie wyzwanie wiąże się bezpośrednio z profilami konsumentów najczęściej odwiedzających duże centra handlowe. Z analiz GfK wynika bowiem, że są one bardzo zbliżone do profili osób, które chętnie dokonują zakupów w internecie. – Jest to zatem kolejna forma kanibalizacji, jednak w tym przypadku powiązana z grupą docelową. Klient omnichannelowy lubi wygodę i sam decyduje, w jakim kanale dokonuje zakupów. Centra handlowe muszą zrobić więc wszystko co w ich mocy, aby zamiast zakupów przed komputerem, zdecydował się on na wizytę stacjonarną – mówi Przemysław Dwojak.

Według badań GfK 43 proc. respondentów jest zdania, że zakupy online są wygodniejsze od tradycyjnych. Wśród innych mocnych stron e-commerce badani wskazują na dostępność i możliwość obejrzenia produktów 24h na dobę przez 7 dni w tygodniu, łatwość w porównywaniu ofert, a także dokładne opisy sprzedawanych produktów. Z drugiej strony we wspomnianym badaniu GfK aż 44 proc. respondentów – czyli niemal identyczny odsetek jak powyżej – wskazało, że ceni sobie zakupy w sklepach stacjonarnych. Argumentami „za” są w tym przypadku możliwość namacalnego sprawdzenia produktu, natychmiastowy odbiór oraz aspekt społeczny, czyli okazja do spotkania innych ludzi. – Centra handlowe wciąż mają mocne narzędzia, by skutecznie walczyć o klienta. W dzisiejszym, bardzo trudnym wyścigu, przetrwają jednak tylko te obiekty, które otworzą się na eksperymenty, będą jeszcze bardziej elastyczne w swoich strategiach, dopasują się do szybko zmieniających trendów i postawią na doświadczenia klienta, m.in. poprzez jego zaskakiwanie. To recepta, by jeszcze przez długi czas utrzymać rentowność i żyć w symbiozie z kanałem online – podsumowuje Przemysław Dwojak.

Chiny obniżają stopy procentowe

Za Wielkim Murem trwa kolejne dopasowywanie parametrów makroekonomicznych. Kraj ten może sobie pozwolić na obniżki stóp procentowych, jednakże na razie robi to bardzo ostrożnie.

Dobre dane z USA

Wczoraj poznaliśmy odczyty z amerykańskiego rynku nieruchomości. Dużo lepiej od oczekiwań wypadły zarówno pozwolenia na budowy domów, jak i rozpoczęte budowy. Oba te odczyty są również na wyjątkowo wysokich poziomach. Są to drugie najwyższe wyniki od początku pandemii. Dlaczego dane te są takie ważne? Na rynkach wciąż żywe są wspomnienia kryzysu z 2008 roku wywołanego właśnie przez załamanie na rynku nieruchomości. Obecnie dobra sytuacja oddala te katastrofalne wizje.

Rosną zapasy paliw

Wczorajsze dane Amerykańskiego Instytutu Paliw pokazały wzrost zapasów. Oznacza to, że na rynku być może nie ma aż takiego deficytu, jak dotychczas sądzono. W rezultacie ceny ropy na chwilę przestały rosnąć. Nie zmienia to faktu, że baryłka londyńskiej ropy w dalszym ciągu niebezpiecznie zbliża się do ważnego poziomu 90 dolarów. Już teraz jest najdroższa od 2014 roku. Pamiętając jednak tamte poziomy, poprawa tego rezultatu będzie wymagała jeszcze bardzo dużych wzrostów. Nie zmienia to faktu, że kolejne wzrosty cen ropy powinny odbijać się na inflacji.

Chińczycy obniżają stopy procentowe

W Państwie Środka doszło do obniżki stóp procentowych. W obecnej sytuacji, gdzie na całym niemal świecie mówi się o podnoszeniu, jest to spory ewenement. Inflacja wynosi tam obecnie 1,5%, co zdaniem specjalistów jest wynikiem nieskorzystania z zachodnich rozwiązań gwałtownej obniżki stóp procentowych i zalania gospodarki pieniędzmi. W rezultacie kraj ten nie musi walczyć z tymi samymi problemami, co Zachód. Z drugiej strony Chiny mają problem kredytowy na rynku nieruchomości, gdzie bardzo głośno mówi się o bańce. Niższe stopy procentowe mogą oddalić bankructwo deweloperów, ale też nadmuchać problem.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
16:00 – USA – sprzedaż domów na rynku wtórnym.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Co to jest omnichannel marketing?

Nowoczesny marketing daje przedsiębiorcom bardzo szerokie pole do popisu, pozwalając na korzystanie z rozwiązań, które są dostosowane do indywidualnych potrzeb ich grupy docelowej, możliwości finansowych oraz charakteru proponowanych produktów lub usług. Ciekawym rozwiązaniem promocyjnym jest strategia omnichannel. Na czym polega to podejście do działalności marketingowej? Co warto wiedzieć o podstawowych zaletach marketingu omnichannel? Wyjaśniamy!

Definicja omnichannel marketingu

Marketing omnichannel w tłumaczeniu na język polski oznacza marketing wielokanałowy i już sama nazwa może Ci bardzo wiele powiedzieć o tym, jak realizowana jest ta strategia promocyjna. Najprościej wyjaśniając, omnichannel marketing oznacza integrację wielu kanałów sprzedażowych, w celu zapewnienia klientom możliwie jak najlepszego doświadczenia zakupowego. Komunikacja, obsługa klienta i sprzedaż mają zgodnie z podejściem omnichannel być ze sobą połączone. Zyskuje to szczególne znaczenie dzisiaj, kiedy konsumenci mają dostęp zarówno do sklepów działających online, jak również do punktów stacjonarnych. Marki, które proponują klientom możliwość skorzystania z tych dwóch rozwiązań coraz częściej dążą do tego, żeby ujednolicić sprzedaż internetową oraz stacjonarną, pozwalając, na przykład, na zwrot towarów kupionych w e-sklepie w sklepach działających stacjonarnie.

Omnichannel marketing: zalety

Współczesny konsument to zazwyczaj osoba bardzo wymagająca, która doskonale zdaje sobie sprawę z tego, jak dużym wyborem produktów i usług dysponuje. Właśnie dlatego zadaniem przedsiębiorcy jest zachęcenie potencjalnego klienta, żeby skorzystał właśnie z jego oferty. Omnichannel marketing to strategia, która zdecydowanie zasługuje na większe zainteresowanie, ponieważ skutecznie odpowiada na potrzeby dzisiejszych odbiorców. Jakie są jej podstawowe zalety?

Przede wszystkim – możliwość zagwarantowania jak najwyższego poziomu obsługi. To oczywiste, że nawet jeśli Twoje ceny będą bardzo konkurencyjne, ale nie zaproponujesz swoim klientom odpowiedniej obsługi, bardzo możliwe, że zdecydują się ostatecznie na skorzystanie z oferty konkurencji, również, jeżeli będą musieli w związku z tym przepłacić. Ujednolicenie doświadczeń i zintegrowanie wielu kanałów sprzedaży oraz komunikacji z Twoją grupą docelową pozwoli Ci odpowiadać na oczekiwania nawet bardzo wymagających konsumentów.

Po drugie: podejście typu omnichannel oznacza maksymalną wygodę dla klientów, którzy ostatecznie zdecydują się na skorzystanie z Twojej propozycji. Musisz mieć świadomość tego, że jeśli proces zakupowy będzie bardzo skomplikowany, ryzykujesz utratę uwagi konsumentów przyzwyczajonych do prostych, szybkich i intuicyjnych rozwiązań. Im łatwiej będzie zamówić i zwrócić produkty w Twoim sklepie, tym lepiej.

Mogłoby się wydawać, że niskie ceny i wysoka jakość to podstawa, żeby odnieść rynkowy sukces. Oczywiście, to bardzo ważne czynniki, ale nie jedyne, które mają wpływ na pozycję Twojej firmy. Sposób, w jaki obsługujesz klientów ma tak samo duże znaczenie, dlatego zintegrowanie sprzedaży oraz komunikacji prowadzonej online i offline ma kluczowe znaczenie dla nowoczesnych marek, bez względu na to, w jakiej branży działają.

Podsumowując: marketing omnichannel to podejście, które odpowiada na potrzeby współczesnych konsumentów, którzy coraz częściej „przeskakują” pomiędzy światem zakupów online i offline. Integracja wielu kanałów ma za zadanie zapewnić klientom możliwie jak najwyższy poziom obsługi, który może wpływać na ich chęć sfinalizowania transakcji.

Łódź z Pomysłem na Przyszłość

Eksperci z Urzędu Miasta Łodzi i międzynarodowej firmy doradczej Knight Frank udostępnili obszerną publikację- Łódź z Pomysłem na Przyszłość – stanowiącą przegląd programów oraz projektów, których realizacja ma celu poprawę jakości życia w mieście dla mieszkańców oraz stworzenie ekosystemu, który będzie sprzyjał rozwojowi biznesu. Łódź została uplasowana na 1. miejscu w rankingu Emerging Europe – Business Friendly Cities Perception 2020 w kategorii Business Climate – the most friendly city oraz została sklasyfikowana jako Najlepsza Specjalna Strefa Ekonomiczna w Europie i trzecia na świecie według FDI Free Zones of the Year 2020. Jest to efekt pozytywnych przemian jakie Łódź przeszła na przestrzeni ostatnich lat, zarówno w wymiarze ekonomicznym i gospodarczym, jak i społecznym.

Zrównoważony urbanizm

Działania podejmowane w Łodzi świadczą o tym, że miasto konsekwentnie wdraża w życie swój pomysł na siebie. Miejskie inicjatywy, a przede wszystkim nowa strategia rozwoju miasta, wpisują się w założenia zrównoważonego urbanizmu – czyli kierunku, zgodnie z którym kształtowane są współcześnie nowoczesne europejskie miasta. Jest to podejście do planowania urbanistycznego, które podnosi jakość życia w mieście tworząc lepszą przestrzeń miejską. Z tym, że w Łódź idzie dalej i podejmuje działania w innych obszarach „życia miasta” takich jak kultura, nauka, biznes, infrastruktura, rozwój społeczny czy ekologia. Tu przedsięwzięcia podejmowane są zarówno przez władze miasta, środowisko akademickie, lokalne organizacje, jak i deweloperów czy lokalne społeczności, ale cel jest wspólny. Zmiany, które obserwujemy w Łodzi to kolejne „kamienie milowe” na drodze do poprawy jakości życia w mieście i budowania miejsca przyjaznego dla mieszkańców.

Lista pomysłów na Łódź i planów do realizacji w kolejnych latach jest długa, a przede wszystkim dotyka wielu obszarów. Poniżej tylko kilka przykładów:

  • w obszarze jakość życia: miasto o ludzkiej skali, miasto wpisujące się w ideę zrównoważonego rozwoju i gospodarki cyrkularnej, bezpieczne miasto, rozwój miasta do wewnątrz, aby poprawić jakość przestrzeni publicznej,
  • w obszarze zieleń miejska: miasto-ogród, organizacja World Horticultural EXPO 2029, miasto zeroemisyjne,
  • w obszarze kultura: Łódź liderem sektora audiowizualnego,
  • w obszarze nauka i biznes: rozwój branż kreatywnych, podnoszenie atrakcyjności inwestycyjnej, ośrodek stawiający na biznes oparty na wiedzy,
  • w obszarze transport i logistyka: strategiczny hub logistyczny Europy Środkowej, miasto inteligentnej i zrównoważonej infrastruktury.

Strategia rozwoju miasta Łodzi 2030+

Do niedawna historia gospodarcza miasta skupiona była przede wszystkim na przemyśle włókienniczym. Po przemianach ustrojowych i gospodarczych widoczny był brak pomysłu na nowy kierunek jego rozwoju. Władze miasta w porę zauważyły konieczność zmian – od rewitalizacji przestrzeni poprzemysłowych, przez tworzenie miejsc kulturalnych, przyciągnięcie turystów po nałożeniem nacisku na rozwój terenów zielonych terenów miejskich – których wdrożenie miało przyciągnąć nowe inwestycje. Strategia Rozwoju Miasta Łodzi 2030+ to wielowymiarowy projekt, który stoi u podstaw dalszych zmian w mieście. W swoich założeniach skupia się przede wszystkim na proekologicznym rozwoju i budowaniu odporności Łodzi na różnego rodzaju kryzysy. Dużo uwagi w dokumencie poświęcono tworzeniu „zielonego miasta”, zrównoważonej gospodarce i infrastrukturze, w tym transportowej, a także budowie mechanizmów pogłębionej partycypacji oraz rozwojowi kapitału ludzkiego. Ważnym elementem nowej strategii rozwoju Łodzi jest włączenie mieszkańców w tworzenie przyjaznego i otwartego miasta, między innymi poprzez ich aktywny udział w procesie projektowania zmian. Fundament „Strategii rozwoju miasta Łodzi 2030+” ma stanowić ścisła współpraca społeczności, instytucji i administracji, a moderatorem tego procesu ma być właśnie Urząd Miasta Łodzi.

Adam Pustelnik, Pierwszy Wiceprezydent Miasta Łodzi powiedział: „O tym, że Łódź to miasto o niepowtarzalnym potencjale, my wiemy od dawna, oraz, co szczególnie nas cieszy, coraz częściej mówią to tym zewnętrzni eksperci, jak ABSL, Emerging Europe czy FDI. Nie chcemy jednak z tej korzystnej dla naszego miasta koniunktury wyłącznie bezczynnie korzystać, ale staramy się do budowania Łodzi jutra podchodzić w sposób proaktywny, metodyczny – i przede wszystkim – z pomysłem. Stąd szereg działań podejmowanych we współpracy z różnymi grupami interesariuszy, dla których ważna jest przyszłość miasta, czy to pod względem gospodarczym, społecznym środowiskowym czy urbanistycznym. To podejście „planistyczne”, „projektowe” do kształtowania przyszłości Łodzi rozpoczęło się od uchwalenia Strategii Zintegrowanego Rozwoju Łodzi 2020+, który określił kierunki rozwoju Łodzi jako nowoczesnego ośrodka, oraz Programu Rewitalizacji Łodzi, który zaadresował najbardziej naglącą potrzebę miasta – konieczność odnowienia i uporządkowania łódzkich przestrzeni miejskich. Kolejnym krokiem jest Strategia Rozwoju Miasta 2030+, która podsumowuje osiągnięcia wcześniejszego programu i określa nasze plany na przyszłość ze szczególnym uwzględnieniem odpowiedzi na wyzwania współczesnych czasów. Dlatego też koncentrujemy się na tym, by Łódź rozwijała się jako miasto zielone, nowoczesne, o zrównoważonej gospodarce i infrastrukturze, zarządzane – co warto tu podkreślić – w oparciu o współdziałanie lokalnych społeczności, instytucji i administracji. Wierzymy bowiem, że synergia zrodzona ze współpracy opartej na różnorodności punktów widzenia i doświadczeń – odpowiednio zaplanowana i zarządzona – będzie kołem zamachowym dla dalszego rozwoju miasta.

Rewitalizacje i charakter miastotwórczy projektów mixed-use

Ze swoim postindustrialnym charakterem w wymiarze architektonicznym i urbanistycznym Łódź stworzyła ogromną szansę dla przeprowadzenia znaczących rewitalizacji przestrzeni miejskich oraz przywrócenia do życia obiektów poprzemysłowych, które staną się przyjazną częścią tkanki miejskiej. Żeby usprawnić procesy rewitzalicji w Łodzi, został uchwalony „Program rewitalizacji Łodzi 2026+” – pierwszy tego typu dokument w Polsce, którego fundamentem jest szczegółowa diagnoza obszaru rewitalizacji, która ukazuje występujące na nim negatywne zjawiska społeczne, gospodarcze i przestrzenno-funkcjonalne. Program określa cele rewitalizacji oraz kierunki działań, za pośrednictwem których wskazany obszar ma zostać wyprowadzony ze stanu kryzysu, w którym się aktualnie znajduje. Zawiera również opis przedsięwzięć, które będą realizowane na obszarze rewitalizacji. W efekcie programu mieszkańcy mogą korzystać z licznych woonerfów, zrewitalizowanych placów, odmienionego Księżego Młyna, oraz sukcesywnie powiększanego Nowego Centrum Łodzi. Obok miejskich inwestycji na mapie miasta pojawiają się również liczne projekty deweloperów w typie  mixed-use, czyli takie, które łączą różne funkcje i tworzą przestrzeń, która „żyje”.

“Liczne rewitalizacje zaniedbanych terenów postindustrialnych najczęściej położonych w centrum miasta, z historyczną zabudową pofabryczną, to zdecydowanie cecha wyróżniająca Łódź na tle innych miast w Polsce. Za sprawą takich inwestycji na mapie miasta pojawiają się wyjątkowe miejsca o oryginalnej koncepcji architektonicznej. Są to projekty miastotwórcze, które dzięki połączeniu różnych funkcji najlepiej odpowiadają dziś na zmieniające się oczekiwania mieszkańców. Kluczem w projektach mixed-use nie jest umieszczenie budynków o różnych funkcjach obok siebie, ale stworzenie przestrzeni do spędzania wolnego czasu, która tętni życiem, tj. usług i ośrodków kultury z uwzględnieniem specyfiki miejsca i otoczenia. W Łodzi kolejni deweloperzy podejmują wyzwanie stworzenia nietuzinkowych inwestycji, które wyróżnia niepowtarzalny klimat miejsca i ciekawa architektura.” – dodała Elżbieta Czerpak, Head of Research, Knight Frank

Rynek pracy – sektor usług biznesowych

Według danych organizacji ABSL – Związku Liderów Sektora Usług Biznesowych – sektor usług biznesowych z roku na rok rośnie w siłę. Obecnie w Polsce działa już 1,6 tys. centrów zlokalizowanych w ponad 50 miastach, które łącznie zatrudniają 350 tys. pracowników. Pomimo pandemii, która wyhamowała inwestycje, w 2020 roku sektor zwiększył zatrudnienie o ponad 13 tys. miejsc pracy. W Łodzi działa 97 centrów SSC/BPO, w których zatrudnienie znalazło ponad 27 tys. specjalistów, głównie w obszarze IT i finansów. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny, w listopadzie 2021 r. bezrobocie rejestrowane w stolicy województwa łódzkiego kształtowało się na poziomie 5,9 proc. Wybuch pandemii zachwiał stabilnością zatrudnienia, natomiast dotkniete zostały głównie branże gastronomiczna i handlowa. W ostatnim kwartale 2021 r. swoje biura w Łodzi otworzyło 12 firm, które zatrudniają ponad 1300 osób.

„Łódź utrzymuje się w czołówce najszybciej rozwijających się polskich miast. Wzrost gospodarczy oraz niezwykła atrakcyjność inwestycyjna regionu korzystnie wpływa na dynamikę tutejszego rynku rekrutacyjnego. W związku z tym miasto przyciąga coraz więcej wykwalifikowanych kandydatów, nie tylko z województwa łódzkiego, ale także z całego kraju. Powszechna, przynajmniej w częściowym wymiarze, praca zdalna również otworzyła przed pracownikami nowe możliwości. Nie słabnie trend lokowania w Łodzi kwater głównych oraz biur satelitarnych największych firm. Dzięki temu organizacje mają dostęp do lokalnego rynku pracy, jednocześnie promując swoją markę w regionie. Łódzcy pracodawcy pokazali, że nie tylko dostosowali się do „nowej rzeczywistości”, ale także znaleźli sposób na polepszenie swoich wyników i rozwój biznesu. W 2022 roku obserwujemy dalszy wzrost aktywności rekrutacyjnej w wielu branżach, w szczególności IT oraz SSC/BPO.”- komentuje Piotr Dziedzic, Senior Director, Michael Page.

68% pracowników twierdzi, że posiłki zapewniane przez pracodawcę zwiększyłyby ich zadowolenie z pracy

Rynek pracy kształtują nowe trendy. Wśród oczekiwań potencjalnych pracowników, poza satysfakcjonującą pensją oraz dogodną lokalizacją biura, są benefity pozapłacowe. Dawniej popularnym bonusem były prywatna opieka medyczna, czy karta sportowa. Obecnie nadrzędne staje się realne wsparcie budżetu domowego. Jak wynika z badania przeprowadzonego przez Pyszne.pl dla biznesu we współpracy z niezależnym instytutem badawczym ARC Rynek i Opinia, co czwarty Polak i ponad 1/3 Warszawiaków, mający stałą lub dorywczą pracę, chcieliby, aby pracodawca zapewnił im świadczenia w zakresie posiłków w pracy.

Benefity pozapłacowe to skuteczny sposób do zachęcenia potencjalnego kandydata do złożenia aplikacji, a następnie zatrzymania go w firmie w perspektywie długofalowej. Jednak standardowe świadczenia pozapłacowe, straciły w wyniku pandemii COVID-19 na znaczeniu. Dotychczasowe potrzeby aktywnych zawodowo pracowników nie zniknęły, a zostały mocno przewartościowane. Dlatego ważne jest aby pracodawcy odpowiednio dostosowali swoje programy wsparcia dla pracowników do obecnych realiów. Potwierdza to raport „Jedzenie przyszłości dla biznesu. Pyszne.pl dla biznesu 2021/2022”, z którego wynika, że większość pracowników – 76% ogółem, 85% mieszkańców Warszawy – deklaruje, że zaoferowanie przez pracodawcę preferowanych benefitów mogłoby wpłynąć na ich satysfakcję z pracy.

Trendy kształtujące rynek benefitów

Na przewartościowanie i wyznaczenie nowych trendów wpływ miały, nie tylko sytuacja pandemiczna, ale i coraz popularniejszy tryb well-being oraz model hybrydowy pracy. Wśród preferowanych cech benefitów, na które pracownicy zwracają obecnie szczególną uwagę są: dostępność online, łatwość w użyciu, długa data ważności, elastyczność oraz użyteczność (wsparcie domowego budżetu).

Przejście na hybrydowy model pracy to dobra okazja na zmian dotychczasowej kultury organizacyjnej na jeszcze lepszą. Istotne jest jednak, by wszystkie biznesowe transformacje stawiały na pierwszym miejscu dobrostan naszych zespołów. Home office to również elastyczność, której dzisiaj wszyscy potrzebują. Trzeba jednak wziąć pod uwagę, że większość firm nie ma nieograniczonych zasobów, na szczęście inwestowanie w dobre samopoczucie pracowników lub przemodelowanie biur nie jest ani wyjątkowo trudne, ani nie wymaga ogromnych nakładów finansowych. Trzeba tylko podejść do tematu kreatywnie. Firmy mogą planować przyszłość benefitów poprzez łączenie ich z kulturą organizacyjną oraz skupienie się na indywidualnych potrzebach pracowników, wśród których jest wspieranie domowego budżetu. Kluczowym elementem jest też dopasowanie bonusów pod kątem integracji zespołów rozproszonych. Obecnie pracodawcy mają szeroki wachlarz pozapłacowych dodatków online – mówi Przemysław Biedrzycki, Menedżer Zarządzający Usługami dla Biznesu w Pyszne.pl

Rosnąca rola benefitów zapewniających realne wsparcie domowego budżetu – dofinansowanie do posiłków

Obecnie rynek pracy przechodzi transformację. Polacy poza tym, że kierują największe zainteresowanie na bonusy w postaci opieki zdrowotnej oraz dodatkowe wynagrodzenie, wymagają od pracodawcy również wsparcia domowego budżetu. Co czwarty Polak i ponad 1/3 warszawiaków, mający stałą lub dorywczą pracę, chciałoby mieć zapewnione przez pracodawcę świadczenia w zakresie posiłków w pracy. Posiłki w pracy to ograniczenie codziennych kosztów oraz źródło dobrego samopoczucia i efektywności. 68% Polaków (73% warszawiaków) jest również zdania, że jedzenie zapewniane przez pracodawcę zwiększyłyby ich zadowolenie z pracy. Najbardziej przydatnymi sposobami wsparcia kwestii posiłków przez pracodawców są: codzienne dopłaty do posiłków, firmowa kantyna/stołówka, odpowiednie wyposażenie kuchni w miejscu pracy oraz sprowadzenie do biura firmy dostarczającej lunch.

– W kontekście benefitów pracowniczych większość osób wskazuje na codzienną dopłatę do posiłków, na drugim miejscu plasuje się przestrzeń, w której te posiłki można spożywać, integrując się z zespołem. Widzimy więc, że kwestia odciążenia domowego budżetu jest obecnie najbardziej oczekiwana przez pracowników. Jedzenie jest nieodłączną częścią naszego życia, które można wykorzystać jako element, tworzący przyjazne środowisko pracy. Właśnie dlatego zapewnienie pracownikom np. lunchu stanowi realne wsparcie. W dodatku, wspólne posiłki pozytywnie wpływają na utrzymanie więzi oraz zacieśnianie relacji w środowisku pracy. Coraz więcej firm decyduje się na biurowe śniadania bądź lunche, aby w luźnej atmosferze pobudzać kreatywność, wymieniać się spostrzeżeniami i budować relacje. Idea wspólnego spożywania posiłków nie jest niczym nowym, kwestia tylko jak je zorganizować – dodaje Przemysław Biedrzycki, Menedżer Zarządzający Usługami dla Biznesu w Pyszne.pl

Zdania co do formy rozliczania wydatków związanych z jedzeniem w pracy są podzielone, jednak Polacy najczęściej wskazują kartę dedykowaną wyłącznie zamawianiu posiłków (31%), aniżeli zwykłą kartę płatniczą oraz specjalną dietę oferowaną pracownikom. Naprzeciw nowym standardom wychodzi Pyszne.pl dla biznesu, które oferuje cyfrową usługę, stanowiącą dodatek pozapłacowy. Rozwiązanie umożliwia łatwy i szybki dostęp do posiłków, które wpierają efektywność (45%) i zadowolenie pracowników. Dodatek lunchowy pomaga firmom dostarczać smaczne jedzenie zgodnie z preferencjami każdego pracownika: do biura, do domu podczas home office, czy w trakcie służbowych wyjazdów. Narzędzie łączy wirtualne korzystanie z usługi w serwisie Pyszne.pl z tradycyjną metodą płatności lub dedykowaną kartą płatniczą, która działa na całym świecie. Pyszne.pl dla biznesu to skalowalne i elastyczne rozwiązanie, które z łatwością można dostosować do zmieniających się potrzeb firmy.

Jedzenie przyszłości dla biznesu

Jedzenie przyszłości to przede wszystkim jedzenie jakościowe. Świadomość konsumentów dotycząca trendów takich, jak weganizm, zdrowe jedzenie czy liczenie kalorii jest coraz wyższa. To także swoboda wyboru dzięki nowoczesnej technologii. Futurystyczne wizje dotyczące dostaw jedzenia dronami czy autami autonomicznymi już dziś są z powodzeniem wdrażane.

– Obecnie to restauracje podążają za konsumentem z jego ulubionymi daniami. Jeśli Klienci chcą zjeść w pracy — dowiozą posiłki do biura, jeśli mieszkają i pracują na przedmieściach, dron zadba o szybkość dostawy. Coraz częstsze jest również rezerwowanie stolika w ulubionej restauracji przez aplikację, by nie czekać w kolejce. Technologia wkracza także do samej kuchni. Roboty przygotowujące proste dania takie jak kebab czy burgery mają w przyszłości zadomowić się w maszynach vendingowych i zamiast słodkiego batona dostarczać ciepłe dania – podsumowuje Przemysław Biedrzycki, Menedżer Zarządzający Usługami dla Biznesu w Pyszne.pl

Największe wrażenie robi jednak technologia wytwarzania sztucznego mięsa, które w smaku ma przypominać to oryginalne. Zdania smakoszy obecnie są mocno podzielone — nie wszyscy zgadzają się, że produkty te smakują jak mięso. Z pewnością jednak można powiedzieć, że nowe technologie bardzo szybko adaptują się na rynku szeroko rozumianego jedzenia.

*Dane pochodzą z raportu: „Jedzenie przyszłości dla biznesu. Pyszne.pl dla biznesu 2021/2022” stworzonego na podstawie badania przeprowadzonego przez ARC Rynek i Opinia sp. z o.o. na przełomie października i listopada 2021 roku na grupie 814 Polaków w wieku 18-65 lat . Badanie zostało wykonane metodą CAWI.

Zbliża się termin składania informacji o dochodach podatnika

Pracodawcy już wkrótce muszą złożyć informację PIT-11 za 2021 rok do urzędu skarbowego. Termin składania dokumentu upływa z końcem stycznia. Z kolei termin przekazania deklaracji pracownikom upływa z końcem lutego.

Czym jest PIT-11?

Formularze PIT-11 stanowią informacje o uzyskanych przez podatnika dochodach oraz pobranych zaliczkach na podatek dochodowy od osób fizycznych, a także wysokość potrąconych składek na ubezpieczenie społeczne i zdrowotne. W dokumencie PIT-11 ujęte są przychody, koszty, dochody oraz zaliczki z różnych źródeł, między innymi ze: stosunku pracy, świadczeń z wypłaconych z Funduszu Pracy i Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, działalności wykonywanej osobiście lub społecznie, praw autorskich, umów o dzieło, umów zlecenie, czy z należności wynikających z umowy aktywizacyjnej.

Kiedy należy złożyć formularz?

Pracodawcy powinni przekazać deklarację PIT-11 do urzędu skarbowego w formie elektronicznej do ostatniego dnia stycznia. Jeżeli te dni przypadają w weekend, termin złożenia PIT-11 przesuwa się na pierwszy dzień roboczy następujący po obowiązującym terminie. Warto jednak zaznaczyć, że w 2022 roku ostatni dzień stycznia (tj. 31.01) wypada w poniedziałek.

Do końca lutego zaś każdy pracodawca zatrudniający w poprzednim roku pracownika – czy to na umowę o pracę, czy też zlecenie lub dzieło – musi doręczyć mu PIT-11 – w formie elektronicznej lub papierowej (osobiście lub za pośrednictwem poczty). – Potwierdzony odbiór PIT-11 przez pracownika wraz z wygenerowanym dokumentem należy przechowywać w dokumentacji firmowej. Pracownicy, którzy otrzymali PIT-11 powinni na jego podstawie wypełnić zeznanie roczne PIT-37 lub PIT-36, którego termin składania do urzędu skarbowego upływa z dniem 30 kwietnia – tłumaczy Teresa Warska, specjalista ds. księgowości w Systim.pl.

Jaką wersję należy wysłać?

W dniu 10 stycznia br. Ministerstwo Finansów opublikowało na swojej stronie internetowej kolejną, 28. już wersję informacji PIT-11 (https://www.gov.pl/web/finanse/pit-formularze). Jak informuje MF informacja ta „ma zastosowanie do dochodów (przychodów) uzyskanych od 1 stycznia 2022 roku”. Oznacza to, że w rocznych rozliczeniach podatku PIT za 2021 rok zastosowanie będzie miał druk PIT-11 w wersji wcześniejszej, tj. 27. (opublikowanej w dniu 28 grudnia ub. r.).

Do wysyłki deklaracji PIT-11 służy uruchomiony przez Ministerstwo Finansów system e-Deklaracje. Jak przekonuje Teresa Warska z Systim.pl, jeżeli wysyłamy deklaracje w imieniu płatnika (pracodawcy), warunkiem koniecznym jest jednorazowe złożenie formularza UPL-1. – Jest to pełnomocnictwo do podpisywania deklaracji składanej za pomocą środków komunikacji elektronicznej przy użyciu podpisu elektronicznego weryfikowanego za pomocą ważnego kwalifikowanego certyfikatu. Pamiętajmy również, że obowiązkowym elementem deklaracji PIT-11 jest podpis osoby upoważnionej do obliczania i pobierania podatku, czyli właściciela firmy lub wskazanej przez pracodawcę księgowej-kadrowej – informuje ekspertka. Brak podpisu powoduje, że deklaracja jest nieprawidłowa i uznaje się ją za niezłożoną.

Kiedy nie trzeba składać deklaracji PIT-11?

Nie każdy podmiot wypłacający wynagrodzenie musi wystawiać dokument PIT-11. Wyjątki dotyczą sytuacji, gdy umowa (np. o dzieło lub zlecenie) z osobą niebędąca pracownikiem opiewa na kwotę niższą niż 200 zł brutto. Wtedy zleceniodawca pobiera od wartości umowy 17-procentowy zryczałtowany podatek i odprowadza go do urzędu (w imieniu zleceniobiorcy), wykazując to w rocznej deklaracji PIT-8AR. – Zleceniobiorca nie otrzymuje wówczas informacji PIT-11 i  tym samym nie wykazuje tego dochodu  w picie rocznym. Limit 200 złotych dotyczy zawsze jednej umowy – dodaje Warska.

Russell 2000 wygląda trupio blado

Wczorajsze próby zamarkowania odbicia w górę na początku sesji na amerykańskim rynku akcji zakończyły się dosyć szybko i dzień zakończył się na Wall Street generalnie spadkami głównych indeksów o mniej więcej 1 proc. W rezultacie na wykresie Nasdaq Composite powstała bardzo interesująca sytuacja: ten wyglądający ostatnio raczej słabo indeks znalazł się o krok od wyglądającego bardzo poważnie poziomu wsparcia wyznaczanego przez szczyty z lutego ub.r. (14095 pkt.) i kwietnia ub.r. (14138 pkt.) oraz dołki z lipca ub.r. (14275 pkt.) i początku października ub.r. (14255 pkt.).

Wydawałoby się, że tak solidny poziom wsparcia powinien zadziałać i jego osiągnięcie przez indeks powinno poprzedzić kilkutygodniowe poważniejsze (do strefy 15000-15400 pkt.) odbicie tworzące „prawe ramię” być może rysowanej pieczołowicie od czerwca ub.r. przez wykres tego indeksu formacji „głowy z ramionami”. Taki scenariusz byłby bardzo „elegancki” z technicznego punktu widzenia, ale z drugiej strony tak szybkie złapanie przez Nasdaq choćby chwilowej równowagi aż tak szybko po ewidentnym wczoraj potwierdzeniu jego słabości wydaje się mało prawdopodobne. No ale przecież cuda na rynku zdarzają się dosyć często, więc może po jakiejś próbie postraszenia przełamaniem tego kluczowego poziomu wsparcia zostanie jednak jeszcze tym razem obronione.

O ile wykresy DJIA czy S&P 500 nie wyglądają jeszcze jakoś szczególnie słabo, a na Nasdaqu „byki” mogą jeszcze modlić się o obronę wspomnianego powyżej ważnego poziomu wsparcia, o tyle indeks szerokiego rynku akcji w Stanach Zjednoczonych czyli Russell 2000 wygląda obecnie po prostu trupio blado. Wsparcie w okolicach poziomu 2130 pkt. wielokrotnie bohatersko bronione w okresie minionych 11 miesięcy po prostu padło otwierając drogę do dalszych spadków.

Oczywiście zanim one nadejdą czekać nas może zapewne jakiś klasyczny „ruch powrotny” do okolic przełamanego w dół poziomu wsparcia. Być może zgrałby się on w czasie z próbą obrony opisanego powyżej poziomu wsparcia na Nasdaq Composite.

Wojciech Białek
DM TMS Brokers

Samochodowy bilans 2021 roku – jakie pojazdy były najpopularniejsze?

Polacy stawiają na samochody – łącznie w Polsce jest 24,3 mln pojazdów, co daje nam 5. miejsce w całej Unii Europejskiej – wynika z danych Europejskiego Stowarzyszenia Producentów Samochodów (ACEA). Jednak branża motoryzacyjna w 2021 roku borykała się z wieloma wyzwaniami. Wpływ na to miała m.in. ograniczona dostępność aut z powodu przerwanego globalnego łańcucha dostaw. Czy mimo wyzwań perspektywy na 2022 rok są pozytywne? To zagadnienie wyjaśnia ekspert firmy Autobaza.

Zamieszanie w branży samochodowej

Zazwyczaj koniec roku kalendarzowego upływał pod znakiem wyprzedaży samochodów z danego rocznika. Tym razem ciężko było znaleźć takie promocje. Jest to wynik braku półprzewodników, z którym branża motoryzacyjna musiała się mierzyć w drugiej połowie 2021 roku. Sytuacja ta mocno wyhamowała europejski przemysł motoryzacyjny.

Przestoje w dostawach nowych samochodów wpłynęły również na branżę samochodów używanych. Popyt nadal jest duży, konsumenci, którzy nie chcą czekać dodatkowych kilku miesięcy na auta z salonu, zaczynają rozglądać się za modelami używanymi. Coraz częściej można zaobserwować mniejszą liczbę dostępnych ofert – wskazuje Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl. Według naszych danych w 2021 roku było o prawie 337 tys. mniej ofert z rynku wtórnego niż np. w 2019 roku – dodaje.

Warto wiedzieć, że w najbliższym czasie możemy się również spodziewać spadku ofert samochodów poleasingowych. Wpływ na to mają nowe przepisy, które powodują, że ich wykup będzie mniej opłacalny. Zmiany te będą jednak widoczne dopiero za jakiś czas, w związku z tym branża ma czas na dostosowanie się do nowej rzeczywistości. W niedługiej perspektywie oczekiwać można także wzrostu zainteresowania ofertami wynajmu długoterminowego.

Co się zmieniło?

W 2021 roku zauważalny był wzrost cen samochodów używanych w porównaniu do 2020 roku. Według danych autobaza.pl o ponad jedną trzecią (34%) wzrosła liczba samochodów, za które musieliśmy zapłacić powyżej 100 tys. zł. Natomiast o 22% zwiększyła się liczba ofert aut w przedziale 50 -100 tys. zł.

Co ciekawe, w związku z brakiem dostępności wielu ofert oraz wzrostem cen w ubiegłym roku ponownym zainteresowaniem cieszyły się samochody z napędem diesla. W 2021 roku można było zaobserwować wyhamowanie spadku sprzedaży tych pojazdów, wyniósł on jedynie 1% w porównaniu do 2020 roku. Warto podkreślić, że analizując rok 2019 i 2020 był on dużo większy – osiągnął wtedy poziom 21%. „Benzyna” również zaliczyła spadek, lecz nieco mniejszy – o 13%. Odbiła się jednak w 2021 roku zwiększając udział w rynku o 5%.

Dane te obrazują jaka zmiana miała miejsce w ubiegłym roku. Po tym, jak samochody z silnikiem wysokoprężnym – przez podwyższone normy emisji spalin – powoli odchodziły na boczny tor na rzecz bardziej ekologicznych hybryd, przez niedobór innych rozwiązań ponownie zaczęły cieszyć się zainteresowaniem.

Obecnie podaż nie nadąża za popytem. Mniejsza dostępność samochodów spowoduje wzrost cen pojazdów zarówno nowych, jak i tych z rynku wtórnego. Ponadto, powstałe dziury w asortymencie używanych samochodów będziemy łatać importem pojazdów z Zachodu – wskazuje Marek Trofimiuk, ekspert autobaza.pl. Warto więc wiedzieć, że przed zakupem samochodu używanego należy go dokładnie przebadać. Oprócz standardowych oględzin należy przyjrzeć się jego historii m.in. serwisowania i napraw – dodaje.

Volkswagen liderem sprzedaży

Wzrost zainteresowania samochodami używanymi w 2021 roku to fakt, dlatego eksperci autobaza.pl przyjrzeli się także temu zagadnieniu pod kątem popularności dostępnych marek na polskim rynku.

Wśród ofert używanych samochodów najczęściej można było natrafić na markę VOLKSWAGEN. Według danych autobaza.pl dostępnych było 159 414 egzemplarzy. Niemiecki producent był liderem również w 2020 i 2019 roku. Na drugim miejscu uplasował się OPEL z wynikiem 157 463. Ostatnie miejsce na podium zajął FORD (138 585).

Eksperci chwalą rząd za wprowadzenie alarmu cyberbezpieczeństwa w Polsce

Premier Mateusz Morawiecki wprowadził pierwszy stopień alarmu o zagrożeniu terrorystycznym w cyberprzestrzeni (ALFA-CRP). To reakcja na informacje o ataku na ukraińskie sieci rządowe – poinformowało Ministerstwo Cyfryzacji. To bardzo dobry krok podjęty przez polskie władze, choć można było go podjąć już wcześniej – podkreślają eksperci firmy Check Point Software.  

– Od wtorku obowiązuje pierwszy stopień alarmu dotyczącego zagrożeń terrorystycznych w cyberprzestrzeni, czyli ALFA-CRP. Alarm ma charakter prewencyjny i wynika z cyberataków, które przeprowadzone zostały w ostatnich dniach przeciwko kilku ukraińskim agencjom rządowym i współpracującym z nimi organizacjom. Zastosowane w atakach oprogramowanie zostało zaprojektowane tak, by uniemożliwić działanie zainfekowanych urządzeń, a co za tym idzie doprowadzić do paraliżu ukraińskiej administracji. Działa najprawdopodobniej w sposób podobny do ransomware, z wyjątkiem braku mechanizmu pozwalającego na wpłatę okupu. Uwzględniając te informacje można założyć, że skierowana przeciw Ukrainie kampania ma charakter polityczny. Polski Rzecznik Ministra Koordynatora Służ Specjalnych wskazał, że przebieg i zastosowane metody wpisują się w schemat działań Federacji Rosyjskiej. Uwzględniając ostatnie wydarzenia oraz fakt, że w Polsce sektor rządowy i wojskowy jest drugim najczęściej atakowanym, ogłoszenie alarmu ALFA-CRP wydaje się słusznym krokiem. Można się jedynie zastanowić, czy nie nastąpiło to zbyt późno – mówi Wojciech Głażewski, Country Manager firmy Check Point Software w Polsce.

Dlaczego?

Z najnowszych danych firmy Check Point Research wynika, że w 2021 odnotowano 50 proc. wzrost liczby cotygodniowych ataków hakerskich. Ich szczyt przypadł na grudzień. Najwyższy wzrost złośliwych kampanii zauważono w Europie (68 proc. w stosunku do 2020 r.). Polskie sieci doświadczały w 2020 roku średnio 602 ataków tygodniowo (o 46 proc. więcej niż rok wcześniej). W Polsce na celowniku hakerów znalazły się przede wszystkim takie sektory jak finanse i bankowość czy rządowo-wojskowy, gdzie odnotowano w 2021 roku aż 73 proc. wzrost liczby ataków. A liczby te będą rosnąc w 2022 roku – podkreśla Omer Dembinsky, menedżer działu analiz Check Point Research.

Wprowadzony pierwszy stopień alarmu będzie obowiązywał na obszarze całego kraju do końca tygodnia (niedziela 23 stycznia godz. 23.59) – zaznaczyło Ministerstwo w komunikacie o podpisaniu przez premiera Mateusza Morawieckiego zarządzenia w tej sprawie.

Nastroje przedsiębiorców w obliczu Polskiego Ładu

Blisko dwa lata zmagań z obostrzeniami związanymi z sytuacją pandemiczną, rosnące koszty prowadzenia działalności, wysoka inflacja i rewolucja w przepisach, jaką przyniosło wprowadzenie Polskiego Ładu sprawiają, że lista wyzwań z jakimi muszą mierzyć się polscy przedsiębiorcy nie ma końca. Niestety liczba osób, które negatywnie oceniają perspektywy prowadzenia swojej działalności stale się zwiększa. Z badań przeprowadzonych w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy wynika, że na początku 2021 roku pesymistów było 40%, podczas gdy na koniec roku ta liczba wzrosła do 50%[1]. Okazuje się, że prowadzenie własnego biznesu, który miał dawać poczucie bezpieczeństwa i być źródłem stabilizacji, dla wielu staje się codzienną walką o przetrwanie.

Coraz więcej wyzwań dla samozatrudnionych

Pandemia oraz skutki gospodarcze nią wywołane zdążyły wywrzeć negatywny wpływ na sytuację wielu firm znajdujących się na polskim rynku. Problemy z utrzymaniem płynności finansowej, wzrost cen, duża konkurencja, czy zmniejszenie sprzedaży to tylko kilka z problemów, z którymi borykają się przedsiębiorcy w ostatnim czasie.

W lutym 2021 roku w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy zbadano nastroje przedsiębiorców w kontekście warunków do prowadzenia firmy w kraju. Szanse na rozwój swojego biznesu po pandemii oceniło pozytywnie zaledwie 31% badanych. Niestety w obliczu obecnej sytuacji gospodarczej, z badania przeprowadzonego w listopadzie 2021 roku, liczba osób patrzących z optymizmem w przyszłość zmalała do 20%. Sytuację pogarszają dodatkowo drastyczne podwyżki cen gazu i energii elektrycznej. Według badania przeprowadzonego przez BCC, 89,45% przedsiębiorców twierdzi, że w 2022 roku koszty ich działalności względem wartości sprzedaży wzrosną, a tylko 10,5% uważa, że koszty pozostaną zbliżone do tych z roku poprzedniego. Niestety wiarę w poprawę warunków do prowadzenia działalności gospodarczej w nadchodzącym roku ma niewielu optymistów. Na pytanie, czy sytuacja w Polsce będzie sprzyjać prowadzeniu biznesu, aż 91,2% przedsiębiorców podało odpowiedź przeczącą[2].

Przedsiębiorczość Polaków i firmy, które prowadzą to główna siła napędowa krajowej gospodarki. Blisko trzy czwarte PKB w Polsce generuje sektor przedsiębiorstw, a niestety osoby je prowadzące znalazły się obecnie w bardzo niepewnej sytuacji. Dodatkowo, wprowadzona w 2022 roku kompleksowa reforma systemu podatkowego wdrożona została w pośpiechu, z krótkim vacatio legis, nie dając przedsiębiorcom czasu na odpowiednie przygotowanie i adaptację do nowych warunków. Takie ustanawianie prawa, a także nanoszone poprawki w przepisach już tydzień później, skutkuje brakiem poczucia stabilności wśród przedsiębiorców, utrudnia prowadzenie działalności, a także wpływa negatywnie na i tak już niekorzystne nastroje obecnych oraz przyszłych przedsiębiorców. – komentuje Robert Rękas, prezes Zarządu Lewiatan Holding, inicjatora Urodzonych Przedsiębiorców.

Do czego może doprowadzić obecna sytuacja?

Od kilku miesięcy przedsiębiorcy próbują ustalić z jakich rozwiązań mogą skorzystać i jakie decyzje podjąć, aby zmiany wprowadzone wraz z Polskim Ładem były jak najmniej dotkliwe dla ich działalności. Chaos interpretacyjny, spowodowany sposobem wdrożenia przepisów i brakiem kampanii informacyjnej, wymaga pomocy radców prawnych, doradców finansowych lub podatkowych, a w konsekwencji naraża również na ewentualne kary i sankcje. Niestety środowisko do prowadzenia własnego biznesu w Polsce pogarsza się z roku na rok, co spowodowane jest drastycznym wzrostem kosztów działalności, brakiem pracowników, czy też brakiem stabilności przepisów prawa. Wiele przedsiębiorstw stanęło lub będzie musiało stanąć przed decyzją restrukturyzacji, zawieszenia lub likwidacji firmy. Według danych z COIG, liczba postępowań restrukturyzacyjnych rośnie stopniowo z roku na rok, jednak w 2021 r. była ona aż dwukrotnie wyższa niż w roku poprzednim. Zaobserwowano również spadek liczby rejestracji przedsiębiorstw w III kwartale 2021 r. w stosunku do analogicznego okresu w ubiegłym roku (o 2,5% mniej)[3].

Rosnące koszty prowadzenia działalności, inflacja, powracająca pandemia spędza sen z powiek tysiącom przedsiębiorców, którzy stale szukają możliwości wzrostu rentowności prowadzonego biznesu. Takie zmiany sprawiają, że ciężko jest planować rozwój i przyszłość. W Polsce jest dużo przedsiębiorczych osób, jednak warunki w kraju są coraz mniej sprzyjające, w szczególności dla tych przedsiębiorców z branży handlowej, którzy nie mają zapewnionego bieżącego wsparcia od sieci, w ramach której prowadzą działalność. Pomimo wielu przeciwności i wyzwań, przed którymi stoją przedsiębiorcy, wierzymy że sytuacja ulegnie zmianie i bieżący rok przyniesie poprawę nastrojów – mówi Robert Rękas, prezes Zarządu Lewiatan Holding, inicjatora Urodzeni Przedsiębiorcy.

[1] Badania przeprowadzone w ramach inicjatywy Urodzeni Przedsiębiorcy z lutego 2021 r. oraz listopada 2021 r.

[2] RAPORT Z FIRM: Zdaniem przedsiębiorców: Co przyniesie nowy rok? Perspektywy dla biznesu w 2022 roku i podsumowanie 2021 r. – grudzień 2021 r.

[3] Dane GUS

Art. tłuszczowe na szczycie drożyzny w 2021 r. Wzrosty cen były nawet 4-krotnie większe niż mięsa i nabiału

Według najnowszego raportu, artykuły tłuszczowe, tzw. inne produkty, mięso, nabiał i używki to kategorie, które najbardziej zdrożały w ub.r. względem 2020 roku – odpowiednio o prawie 24%, 12%, blisko 6%, niecałe 5% i 4,5%. Najmniej wzrosły ceny dodatków spożywczych, napojów, pieczywa, warzyw i chemii gospodarczej. W sumie aż 10 z 12 obserwowanych grup poszło w górę. Natomiast potaniały i to symbolicznie tylko 2 kategorie, tj. owoce – o 3,7% i produkty sypkie – o 0,7%. Do tego widać, że średnio rok do roku w sklepach było drożej o 5,1%. Tak wynika z analizy niespełna 378 tys. cen detalicznych.

Oznaki drożyzny

„INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” pokazuje, jak na przestrzeni lat 2020-2021 kształtowały się koszty zakupów we wszystkich w Polsce dyskontach, hipermarketach, supermarketach, sieciach convenience i cash&carry. Analiza UCE RESEARCH, Grupy AdRetail i Hiper-Com Poland obejmuje łącznie zestawienie blisko 378 tys. cen, 3,4 tys. marek, 45 produktów i 12 grup towarowych. Z raportu wynika, że w całym ubiegłym roku w stosunku do 2020 roku aż 10 kategorii zdrożało, a tylko 2 potniały.

– Raport dobitnie pokazuje, że drożyzna uderza z półek. Patrząc na wyniki, trzeba też przyznać, że niektóre podwyżki są bardzo wyraźne, bo aż dwucyfrowe. Natomiast spadki są prawie niewidoczne – mówi Karol Kamiński, współautor badania z Centrum Analiz Grupy AdRetail.

Ze wszystkich kategorii produktowych największą podwyżkę odnotowały produkty tłuszczowe. Wzrost wyniósł 23,9%. W tej grupie najbardziej zdrożał olej, bo o 32,3%. Margaryna do pieczenia poszła w górę o 14,6%, a ceny masła podskoczyły o 8,9%.

– Zarówno tłuszcze importowane, jak i rodzime miały powody, by drożeć. W Kanadzie, USA, Ameryce Południowej i Azji, gdzie działają główni producenci, pogoda była niesprzyjająca. Natomiast popyt na olej rzepakowy otworzył rynki dla polskiego produktu. Nasze plony były niezłe, choć nie pobiły rekordów. W efekcie wzrosły ceny w kraju – wyjaśnia dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHiD-u, wieloletni obserwator rynku retailowego.

Kolejny dwucyfrowy wzrost odnotowały tzw. inne artykuły. Wyniósł 12%. Tu najbardziej zdrożały karmy dla kotów i psów – odpowiednio o 17,7% i 6,8%. Jak podkreśla Karol Kamiński, ceny tych produktów przez dłuższy czas były stabilne. Jednak w końcu musiały wzrosnąć, bo zdrożały ich składniki, tj. tłuszcze ziarna, warzywa i mięso.

– Zachwianie cen tych komponentów sprawiło, że zdrożały karmy. Produkcja jest energochłonna, a energia drożeje. Wzrosły też koszty logistyczne. Do tego w czasie pandemii więcej osób nabyło zwierzęta domowe, więc naturalnie zwiększył się popyt na pokarm dla nich – dodaje dr Faliński.

Dużo małych wzrostów

Z kolei największą jednocyfrową podwyżkę zaliczyło mięso – na poziomie 5,9%. W tej kategorii najbardziej zdrożała wołowina – o 11,4%. Podobnie wzrosły ceny cielęciny i drobiu – o 7,6% i 7,5%. Natomiast wieprzowina potaniała o 8,8%.

– Dynamika wzrostów cen mięsa przyspieszała w kolejnych miesiącach ub.r. O ile drób taniał w I kwartale, o tyle na koniec roku podwyżki przekroczyły 20% w relacji rocznej. Napędzały je takie czynniki, jak presja kosztów, mniejsze obostrzenia w branży HoReCa, mijający efekt Brexitu i grypa ptaków. Wieprzowina potaniała z uwagi na zmniejszony popyt w Chinach – tłumaczy Mariusz Dziwulski z PKO Banku Polskiego.

Następne miejsce na liście drożejących kategorii ma nabiał. Tutaj wzrost był na poziomie 4,9%. Jogurt podrożał o 10%, a ser żółty o 6,4%. Mleko poszło do góry o 5,5%.

– W 2021 roku produkcja niezbyt nadążała za popytem na nabiał. Brakowało go w Chinach, które są głównym odbiorcą produktów mlecznych na świecie. To negatywnie kształtowało ceny nie tylko w tym regionie, ale przede wszystkim globalnie – informuje ekspert z Centrum Analiz Grupy AdRetail.

Używki zdrożały średnio o 4,5%. W tej kategorii najbardziej wzrosły ceny herbaty czarnej i kawy mielonej – odpowiednio o 12,9% i 4,9%. Piwo kosztowało o 2,6% więcej, a kawa rozpuszczalna potaniała o 2,2%.

– Pogoda zaszkodziła plantacjom herbaty i kawy w Ameryce Południowej i Środkowej, na czym skorzystała Afryka i Azja. To podniosło ceny, ale niekatastrofalnie na polskim rynku. Nie jesteśmy odbiorcami najdroższych gatunków i to spowolniło wzrost cen. Kawy rozpuszczalne potaniały z powodu rosnącej popularności urządzeń do parzenia. Z kolei piwo podrożało w związku z wysoką sprzedażą, bliską nasycenia rynku – objaśnia dr Maria Andrzej Faliński.

Najmniej zdrożały takie kategorie, jak dodatki spożywcze – o 0,6% (ketchup – o 3,8%), napoje – 0,7% (woda niegazowana – o 5%), a także pieczywo – 0,9% (bułka – o 3,9%). Nieco większą podwyżkę odnotowały warzywa – o 2% (kapusta, ogórki, pomidory i marchew – o 11%, 7,5%, 5% i 2,9%). Podobny wynik miała chemia gospodarcza, tj. 2,8%. Tu podrożały wszystkie obserwowane art. (papier toaletowy – o 4,4%, płyn do mycia naczyń – o 3,5%, pasta do zębów – o 2,4%, proszek do prania – o 1,4%).

– Dodatki spożywcze to nie są niezbędne produkty. Zauważalna podwyżka w II roku pandemii mogłaby wyhamować ich sprzedaż. Bardziej musiały zdrożeć warzywa, na które zdecydowanie wzrósł popyt, podobnie jak na chemię gospodarczą – uważają analitycy z UCE RESEARCH.

Niewielka ulga

Z analizowanych grup towarowych najbardziej potaniały owoce, bo średnio o 3,7%. Ceny jabłek spadły o 22,6%, cytryn – o 7,7%, a winogron – o 3,2%. Natomiast podrożały mandarynki – o 7,1%, a także banany – o 2,2%. Drugą z dwóch kategorii, która zaliczyła spadek, były produkty sypkie. Tego typu produkty potaniały o 0,7%. Wśród nich spadły tylko ceny soli – o 14,5%. Z kolei wzrósł koszt zakupu mąki – o 11%, cukru – o 2,7%, a także makaronu – o 3%.

– Po szaleństwie cenowym I roku pandemii owoce schodziły z bardzo wysokiego poziomu cen. Sytuacja na rynkach światowych, gdzie banany doświadczyły wzrostu po opanowaniu infekcji tej rośliny, sprawiła, że musiały nieco podrożeć – zauważa dr Faliński.

Raport wykazał też, że w ub.r. ogólnie w sklepach było drożej o 5,1% niż w 2020 roku. Katarzyna Grochowska z Hiper-Com Poland, komentując te dane, zaznacza, że średnia z całego roku nie do końca odzwierciedla drożyznę. Ceny najbardziej rozpędziły się w ostatnich miesiącach 2021 roku. Początek roku był zdecydowanie łagodniejszy cenowo. Natomiast, gdyby cały ubiegły rok był tak dynamiczny jak jego druga połowa, wówczas średnia byłaby w okolicach nawet 10-12%.

– W niektórych miesiącach ub.r. ceny względem stycznia malały. Najbardziej było to widać w czerwcu – 5,9%. Niewielkie spadki wynikały głównie z sezonowości obserwowanych produktów. Natomiast ogólnie nie należy bagatelizować sytuacji, gdy podwyżki naprawdę w sklepach szaleją. Patrząc na obecne prognozy dot. inflacji, nie powinniśmy mieć złudzeń, że w I kwartale br. wydarzy się coś pozytywnego – ostrzega Karol Kamiński.

Jak podsumowuje Julita Pryzmont z Hiper-Com Poland, w nadchodzących miesiącach należy spodziewać się kontynuacji trendu wzrostowego cen w sklepach. Sytuację tę może jednak złagodzić wprowadzenie obniżonych stawek VAT, tj. ceny na chwilę mogą się zatrzymać, niektóre sieci nawet już teraz zapowiedziały obniżki o ww. podatek. Jednak, pomijając już nawet wysoką inflację, niezaprzeczalnie wzrosną koszty produkcji i logistyki. Znaczne podwyżki energii elektrycznej, gazu i płacy minimalnej będą mieć duży wpływ na rachunek zysków i strat, co finalnie negatywnie odbije się na portfelach Polaków.

Program Czyste Powietrze omija najuboższych

Program Czyste Powietrze, który jest finansowany przez Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, trwa już trzy lata. W założeniu na jego przeprowadzenie mają być wydane 103 mld zł w ciągu 10 lat. Niedługo minie 1/3 planowanego czasu trwania programu. W związku z tym powinno zostać wydanych ponad 30 mld zł oraz powinna nastąpić wymiana miliona „kopciuchów” – program zakłada wymianę 3 mln sztuk kotłów, które najbardziej zanieczyszczają powietrze. Tymczasem obecnie liczba złożonych wniosków o wymianę pieca zbliża się do 300 tys. – co oznacza, że samych wymienionych kotłów jest jeszcze mniej. Po trzech latach trwania programu wniosków jest tyle, ile powinno zostać złożonych w pierwszym roku. Natomiast tempo składania wniosków tydzień po tygodniu znacząco wzrastało. Początkowo wynosiło kilkaset wniosków tygodniowo, a w tej chwili sięga 4,5 tys. sztuk. Jest to dosyć dobra wartość, ponieważ po przemnożeniu tych 4,5-5 tys. sztuk przez 50 tygodni, wychodzi liczba bliska zakładanym 300 tysiącom sztuk rocznie. Nie zmienia to jednak faktu, że wzrost ten jest opóźniony o 2 lata. Liczba składanych wniosków musi być większa, aby udało się podgonić do liczby 3 mln.

– Przy tego typu programach warto pamiętać, że na początku, kiedy program jest mocno promowany, po środki sięgają ludzie zaradni, często z własnymi funduszami pozwalającymi na inwestycje – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. – Jesteśmy na etapie dużego napływu wniosków. Za kilka lat pojawi się problem utrzymania takiego poziomu dynamiki składania wniosków. Jeżeli nie zostaną stworzone narzędzia finansowania dla osób mniej zaradnych, mniej zamożnych czy mniej przedsiębiorczych – to program utknie. Głównym problemem ludzi ubogich jest brak środków. Aby przeprowadzić inwestycję, potrzebne są fundusze sięgające 20-30 tys. zł. W programie za inwestycję trzeba najpierw zapłacić z własnej kieszeni, aby potem uzyskać zwrot kosztów. Z tego powodu dla osób nie posiadających zaoszczędzonych dużych kwot program jest niedostępny. Jeżeli nie zostanie stworzona jakaś forma prefinansowania najuboższej części społeczeństwa, to ten program ją ominie – podkreśla Siergiej.

Bez czego nie obędzie się twoje biuro? Niszczarki najwyższej klasy do użytku codziennego

Sprawne funkcjonowanie każdego biura polega w ogromnej mierze na stertach dokumentów. Każdego dnia setki stron jest zadrukowywanych, podpisywanych, przekazywanych i wysyłanych. Niektóre z nich noszą na sobie informacje wagi państwowej, a inne błahostki.

Niezależnie od powagi sytuacji, konieczne może być pozbycie się dokumentów. Palenie ich nie wchodzi w grę, a nie wszystko można wyrzucić po prostu do kosza. W końcu na wielu stronach znajdują się ważne informacje dotyczące działalności firmy, czy chociażby dane osobowe. Niszczarka do papieru jest w takich okolicznościach podstawą, która mocno ułatwia pracę z dokumentami.

Produkty z różnych półek cenowych

Na rynku znaleźć można wiele różnych rodzajów niszczarek, które sprawdzą się w przypadku zadań specjalnych. Oczywiście różne biura będą miały różny „przemiał” jeśli chodzi o niszczenie dokumentów. Im większe biuro, tym zazwyczaj więcej papierów, których należy się odpowiednio pozbyć.

Do takich zadań konieczne może być wyposażenie się w sprzęt najcięższego kalibru, a ten z kolei nie bywa tani. Kupujący może znaleźć produkty z różnych półek cenowych, które będą różniły się mocą, siłami przerobowymi, pojemnością i generalnie jakością. Jeśli jednak twój biznes z niszczarki będzie korzystał w stopniu niewielkim, albo wręcz znikomym, wówczas nie ma sensu czynienie ogromnej inwestycji. Ważne jest, by dokumenty były porządnie zniszczone.

Jakie dokumenty można zniszczyć?

Generalnie rzecz biorąc, zniszczyć można to, co tylko się chce, o ile przepisy nie mówią inaczej. Nikt w końcu nie jest w stanie zabronić używania niszczarki poza „oficjalnymi” ramami, jako że jest to zwykłe narzędzie.

Istnieje jednak część dokumentacji, która może zostać zniszczona wyłącznie po upłynięciu obligatoryjnego (określonego przez przepisy) czasu przechowywania. Wyjątkiem od tej reguły są wszelkie dokumenty dotyczące podatków i rozliczeń. Po upłynięciu ich obligatoryjnego okresu przechowywania konieczne jest, by zostały one przesłane konkretnemu podatnikowi (którego rzeczone dokumenty dotyczą). Jeśli (z różnych przyczyn) taka opcja nie jest możliwa do zrealizowania, wówczas konieczne będzie zniszczenie dokumentów. Proces ten można zrealizować we własnym zakresie, ale także poprzez zlecenie tego konkretnej firmie zajmującej się takimi usługami.

Nie każdy pracownik biura będzie operował jednak dokumentami, które koniecznie trzeba przechowywać. W trosce o bezpieczeństwo danych w nich zawartych (na przykład szczegóły korespondencji, notatki, tabele nieksięgowe etc.), najlepiej jest takowe arkusze zniszczyć. Mało prawdopodobne jest, by ktokolwiek celowo szukał informacji w firmowych śmieciach, ale zawsze lepiej się dodatkowo ubezpieczyć.

Mało jest lepszych sposobów na sukces, niż przepuszczenie całości przez sprawną niszczarkę, która zrobi z arkuszy nieczytelne śmieci. Obiecujemy, że sprzęt dobrej jakości podoła zadaniu z najlepszym efektem, a opcja sklejenia skrawków w całość pozostanie tylko w sferze marzeń scenopisarzy filmów akcji.

Co czeka złoto w 2022 roku?

Przez rok ceny złota spadły nieco ponad 1%. Dotyczy to kontraktów terminowych i cen w dolarach za uncję. Polscy inwestorzy powinni jednak patrzeć na złoto uwzględniając konsekwencje bardzo wysokiej inflacji i podwyżek stóp procentowych przez RPP.

– Wielu inwestorów może być rozczarowanych, bo w 2020 r. był fenomenalny dla rynku złota i innych metali szlachetnych- mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Najważniejszą przyczyną tego, że złoto nie błyszczało w 2021 r. jest zmiana polityki monetarnej banków centralnych, a zwłaszcza Fed.

Gdy stopy procentowe rosną, to obligacje rządowe są wyżej oprocentowane, przynosząc gwarantowany zysk, choć ten nie musi przewyższać inflacji.

Oczekiwania inwestorów są takie, że Fed podwyższy w tym roku stopy czterokrotnie. Do niedawna oceniano, że trzykrotnie.

Fed będzie redukować wielkie wsparcie finansowe, które napompowało rynki finansowe w ostatnich dwóch latach. To powinno wpłynąć na zmniejszenie zainteresowania złotem ale też akcjami.

Z tych powodów w najbliższych miesiącach rynek nie powinien być dobry dla złota. Jednak przy głębszej analizie zachowań rynków przekonujemy się, że dla takich instrumentów finansowych jak np. złoto najgorszy jest okres oczekiwania.

– Jeżeli rynek oczekuje na podwyżki stóp procentowych, to inwestorzy sprzedają złoto, ale już realizacja takiego czynnika ryzyka może zmienić nastroje inwestorów i tak było w przeszłości – wyjaśnia ekspert XTB. – W przeszłości, gdy następowała pierwsza podwyżka stóp procentowych to zwykle mieliśmy odbicie cen złota.

Dla przykładu, pierwsza podwyżka stóp procentowych w USA w 2015 r. spowodowała, że po 100-150 sesjach giełdowych złoto zyskało nawet 15%. Po „przyduszeniu” ożywienie było więc bardzo duże. Jednak obecna sytuacja bardzo różni się od tej z 2015 r., ze względu na wysoką inflację w USA. I podwyżki stóp procentowych obecnie mogą być znacznie bardziej agresywne, a reakcje inwestorów mogą odbiegać bardziej od tego, co wynika ze statystyk.

– Do pierwszej podwyżki złoto powinno być pod presja, a jego cena utrzymywać się poniżej poziomów 1 800 USD/uncja – dodaje M.Stajniak.

Patrząc na złoto z perspektywy polskich inwestorów istotny jest kurs złotego do dolara. Miniony rok nie był dobry dla polskiej waluty, cena dolara wzrosła do poziomów 4,20 zł. To podwyższało stopę zwrotu ze złota na kontraktach terminowych dla polskich inwestorów.

Ze względu na bardzo wysoką inflację w Polsce (8,6% r/r w grudniu 2021 r.) może się okazać, że efekt podwyżek stóp procentowych przez RPP przewyższy podwyżki w wykonaniu Fed. I złoty będzie się umacniał wobec dolara. Korzyści dla polskich inwestorów z zainteresowania złotem z tego powodu mogą się okazać mniejsze niż w 2021 r.

KAS zapewnia Adama Abramowicza: nie będzie kar za nieświadome błędy

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców zwrócił się do Krajowej Administracji Skarbowej, aby w okresie dwóch pierwszych kwartałów 2022 r. działania urzędników KAS nakierowane były na objaśnianie i pomoc przedsiębiorców w praktycznym wdrożeniu przepisów Polskiego Ładu.

W odpowiedzi na apel Adama Abramowicza, Rzecznika MŚP, Mariusz Gojny, Podsekretarz Stanu Zastępca Szefa KAS zapewnia, że Krajowa Administracja Skarbowa realizując zadania stara się wspierać podatników we właściwym wypełnianiu ich obowiązków. Wsparcie to nabiera szczególnego znaczenia w momencie wprowadzenia kompleksowych zmian, jak te zawarte w przepisach Polskiego Ładu.

Jak podkreśla, wspieranie podatników w prawidłowym wykonywaniu obowiązków wynikających z przepisów wprowadzających Polski Ład – będzie również nadrzędną zasadą, jaką kierować się będą pracownicy jednostek Krajowej Administracji Skarbowej w toku podejmowanych czynności sprawdzających lub kontroli. Zaznacza także, że wprowadzenie tak istotnych zmian może powodować pewne trudności i zapewnia, że żadne nieświadome błędy związane z nowymi regulacjami nie spotkają się z sankcją.

W przesłanym piśmie Mariusz Gojny zapewnia, że KAS jest świadome wyzwań stojących przed przedsiębiorcami związanych z wprowadzeniem nowych zasad opodatkowania i wymienia działania mające upowszechnić wiedzę o rozwiązaniach i zmianach podatkowych, do których należą:

  • uruchomienie dedykowanej infolinii w zakresie zmian podatkowych związanych z Polskim Ładem (pod nr tel. 22 765 64 64);
  • uruchomienie dodatkowej linii w Krajowej Informacji Skarbowej (pod nr tel. 22 330 03 30 dla połączeń z tel. komórkowych lub 801 055 055 dla połączeń z tel. stacjonarnych);
  • przeszkolenie grupy ekspertów, którzy odpowiadają na pytania telefoniczne z obszaru Polski Ład;
  • priorytetowe traktowanie połączeń dotyczących Polskiego Ładu na infolinii KIS;
  • wdrożenie zmian organizacyjnych w urzędach skarbowych tak, żeby osoby zainteresowane mogły umawiać się na wizyty związane z pakietem Polski Ład do godz. 19.

Ponadto opracowywane są materiały informacyjne i różnego rodzaju wytyczne dostępne między innymi na stronie: https://www.podatki.gov.pl/polski-lad/, które KAS stale aktualizuje dostosowując ich treści do bieżących potrzeb informacyjnych.

Komentarz ZPP w sprawie kursu polskiej waluty

Głównym zadaniem polityki pieniężnej NBP jest osiągnięcie celu fiskalnego polegającego zgodnie z art. 3 ust. 1 ustawy o Narodowym Banku Polskim na „utrzymaniu stabilnego poziomu cen przy jednoczesnym wspieraniu polityki gospodarczej rządu o ile nie ogranicza to realizacji tego celu”. NBP stosuje tak zwaną strategię bezpośredniego celu inflacyjnego, zgodnie z którą inflacja powinna w poszczególnych miesiącach wynosić 2,5% z możliwością odchylenia w górę bądź w dół o 1 punkt procentowy. Taką też informację znajdziemy nawet w dniu dzisiejszym na stronie internetowej NBP[1]. Tymczasem nie jest tajemnicą, że od wielu miesięcy Polska zmaga się z rekordową inflacją, która w grudniu 2021 r. zgodnie z danymi GUS przekroczyła rekordowy od lat poziom 8,6% w porównaniu z analogicznym miesiącem roku ubiegłego[2].

Jednym z podstawowych elementów polityki monetarnej mającej służyć osiągnięciu celu inflacyjnego (poza regulowaniem stóp procentowych) jest dbanie o kurs waluty. Banki centralne posiadają bardzo duże rezerwy finansowe w różnych walutach i poprzez skupowanie rodzimego pieniądza na rynku mogą go umocnić, zaś poprzez sprzedawanie – osłabić. Na kurs waluty może wpływać nawet sama zapowiedź banku centralnego dotycząca woli osłabienia bądź umocnienia waluty. Warto podkreślić, że w zależności od sytuacji na rynku bankom może zależeć na umocnieniu bądź osłabieniu waluty. Dla przykładu (i w dużym uproszczeniu) silna, czyli droga złotówka powoduje, że import towarów jest tańszy, a firmy polskie działające na rynku międzynarodowym mogą liczyć na większe zyski. Słaba złotówka sprzyja natomiast eksportowi towarów.

W sytuacji rosnącej inflacji, jak również wystąpienia samego ryzyka jej wzrostu, właściwym kierunkiem wydaje się umacnianie rodzimej waluty. Tymczasem NBP na przełomie 2020 i 2021 r. oraz w pierwszej połowie 2021 r. prowadził działania zmierzające do osłabienia złotego uzasadniając te działania obawą o wystąpienie deflacji. W praktyce w Polsce okresowa i niewielka deflacja w ujęciu miesięcznym wystąpiła przez krótki okres w 2020 r., jednak w 2021 r. ceny stale rosły, szczególnie w drugiej połowie roku.

Obecnie polska złotówka od wielu miesięcy jest bardzo słaba w stosunku do głównych walut rozliczeniowych na świecie – dolara i euro. Od kilku miesięcy dolar utrzymuje się w okolicach 4 złotych, a okresowo przekracza tą kwotę. Euro natomiast od wielu miesięcy pozostaje niezmiennie drogie, a jego cena przekracza 4,5 zł, okresowo przekraczając nawet 4,6 zł. Wpływ na to ma przede wszystkim sytuacja na rynkach światowych i pozycja polskiej gospodarki. Nie bez znaczenia pozostaje jednak polityka monetarna NBP, o której wspominaliśmy powyżej.

Słabość złotówki prowadzi do groźnych rezultatów. Za surowce energetyczne, takie jak gaz, prawa do emisji CO2, czy ropę naftową, płacimy w zagranicznych walutach. Im złotówka słabsza, tym są one droższe. To z kolei przekłada się nie tylko na coraz bardziej dotkliwe dla konsumentów i przedsiębiorców wzrosty cen samej energii, lecz również na wyższe ceny produktów i usług w ogóle. Tym samym, za rosnącą inflację w Polsce przynajmniej częściowo odpowiada słaba złotówka. Mając to na uwadze, należy powtórzyć rekomendację przedstawianą już przez ZPP w przeszłości – w ramach walki z inflacją musimy wykorzystywać rozmaite instrumenty. „Tarcze” oparte na czasowym obniżeniu opodatkowania niektórych produktów są krokiem w dobrym kierunku, jednak potrzeba dalszych działań z zakresu zarówno polityki podatkowej, jak i budżetowej, czy monetarnej.

[1] https://www.nbp.pl/home.aspx?f=/polityka_pienie… (dostęp na dzień 17.01.2021 r.).
[2] GUS, Wskaźniki cen towarów i usług konsumpcyjnych w grudniu 2021 r., 14.01.2022 r.

W grudniu o 2,8% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe

Wartość BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM) informuje o rocznej dynamice wartości wnioskowanych kredytów mieszkaniowych. Pomimo tego, że grudniowy odczyt Indeksu jest nadal dodatni i wynosi 2,8%, to jest on najniższy w całym 2021 r. Wartość Indeksu oznacza, że w grudniu 2021 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 2,8% w porównaniu do grudnia 2020 r.

W grudniu 2021 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 32,57 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 33,58 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 3,0%. W porównaniu do listopada br. osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy było mniej o 9,7%. Średnia wartość wnioskowanego kredytu w grudniu br. wyniosła ponad 340 tys. zł i była wyższa o 10,8% w relacji do wartości z grudnia 2020 r.

– Na wartość Indeksu pozytywnie wpłynął wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu mieszkaniowego, która po raz kolejny odnotowała historyczny rekord. W grudniu 2021 r. średnia kwota wnioskowanego kredytu wyniosła 340 704 zł i była o 33,25 tys. zł wyższa niż rok temu. Tak wysoka średnia wartość jest bezpośrednio wynikiem coraz wyższych cen nieruchomości.

Na wartość Indeksu negatywnie wpłynął spadek liczby wnioskodawców. W porównaniu do grudnia 2020 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało o 1 013 mniej osób. Trzeba jednak pamiętać, że rok temu w grudniu był o jeden dzień pracujący więcej. W grudniu 2021 r. w porównaniu z grudniem 2019 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy była wyższa o 6,3%, pomimo że w grudniu 2019 r. był jeden dzień pracujący mniej niż w grudniu 2021 r. – mówi prof. Waldemar Rogowski, główny analityk Biura Informacji Kredytowej.

– Analizując obecną wartość Indeksu należy zaznaczyć, że w kolejnych miesiącach możemy odnotować ujemny odczyt Indeksu, co wiąże się z dwoma czynnikami. Po pierwsze, z wysoką bazą w 2021 r., szczególnie kwot wnioskowanego kredytu. Po drugie, z systematycznym spadkiem liczby osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, które to zjawisko może zostać jeszcze bardziej pogłębione w 2022 r. w wyniku podwyżek stóp procentowych, wzrostu kosztów utrzymania i ewentualnego braku mitygacji tych negatywnych aspektów wzrostem dochodów – dodaje główny analityk BIK.

– Od szczytu w marcu 2021 r. obserwowaliśmy comiesięczny spadek liczby wnioskodawców w ujęciu m/m. Popyt w ujęciu liczby osób wnioskujących o kredyt traci więc zdecydowanie na impecie. Tym, co nadal utrzymuje dodatni odczyt Indeksu, jest przede wszystkim średnia kwota wnioskowanego kredytu, która w ujęciu m/m rośnie już praktycznie nieprzerwanie (z wyjątkiem stycznia 2021) od 18 miesięcy, czyli od czerwca 2020 r. W przypadku stabilizacji lub spadku cen nieruchomości, średnia wartość wnioskowanego kredytu przestanie rosnąć, co przy spadku liczby wnioskodawców spowodowałoby spadek wartości Indeksu w 2022 r. nawet do wartości ujemnych – wyjaśnia prof. Rogowski.
popyt na kredyty mieszkaniowe
Metodyka indeksu:

Wskaźnik BIK Indeks – PKM obliczany jest w przeliczeniu na dzień roboczy po wyłączeniu zapytań o kredyty mieszkaniowe
na kwoty przekraczające 1 mln zł oraz zapytań o tego samego klienta w kolejnych 90 dniach. Metodyka indeksu została opracowana przez Biuro Informacji Kredytowej we współpracy z Instytutem Rozwoju Gospodarczego SGH. Indeks publikowany jest co miesiąc.

82% badanych spodziewa się dalszego wzrostu cen. Jak podchodzą do oszczędzania?

Rosnąca inflacja i niepewność wywołana wciąż trwającą pandemią powinny skłaniać konsumentów do bardziej ostrożnego planowania domowych finansów i regularnego gromadzenia oszczędności. Jednak czy tak jest w istocie? Najnowszy PAYBACK Opinion Poll sprawdza, jakie mamy podejście do oszczędzania, ile zwykle odkładamy oraz jak oceniamy naszą sytuację finansową.

Domowe finanse? Nie jest źle, ale mogłoby być lepiej

Swoją sytuację finansową na ogół oceniamy jako średnią – tak wskazała połowa badanych, którzy wzięli w ankiecie PAYBACK Opinion Poll. Na dobry stan domowych finansów wskazuje niemal co trzeci ankietowany, a jednoznacznie jako zły ocenia go tylko co dziesiąty respondent.

Ponadto, zdaniem blisko 50% uczestników badania PAYBACK, ich sytuacja finansowa przez ostatnie pół roku pozostała bez zmian, a w przypadku 13% ankietowanych poprawiła się. Zgoła inna opinię ma jednak 38% respondentów, którzy oceniają ją jako gorszą. W przypadku 60% ankietowanych z tej grupy powodem jest rosnąca inflacja, 12% wskazuje na negatywny wpływ trwającej pandemii, a co dziesiąty – na niekorzystne zmiany w zawodowym życiu, np. utratę pracy.

Inflacja to jedno z najpoważniejszych zmartwień Polaków. Blisko połowa respondentów zamierza z tego powodu ograniczyć swoje wydatki, a 12% zamierza nawet zmienić pracę na lepiej płatną, aby poradzić sobie z coraz wyższymi kosztami życia. Tym bardziej że zdecydowana większość ankietowanych, bo 82%, spodziewa się dalszego wzrostu cen – komentuje Katarzyna Grzywaczewska, Dyrektor Marketingu w PAYBACK Polska.

Niepewnością mogą również napawać zmiany związane z wprowadzeniem Polskiego Ładu. Co trzeci respondent nie wie jeszcze, jak nowe regulacje przełożą się na jego wynagrodzenie, co czwarty badany obawia się, że jego zarobki zmaleją, a tylko co dziesiąty spodziewa się ich wzrostu. Jednocześnie, zdaniem prawie 30% ankietowanych Polski Ład nie wpłynie na wysokość ich pensji.

Zwykle odkładamy po kilkaset złotych

Jeśli chodzi o stosunek do oszczędzania – szala nieznacznie, ale jednak przesuwa się w stronę tej grupy Polaków (55%), która deklaruje, że oszczędności posiada. Z kolei 45% przyznaje, że nie ma żadnej poduszki finansowej. Powodem są najczęściej zbyt niskie zarobki w stosunku do wysokości wydatków, na co wskazuje aż 73% ankietowanych w tej grupie. Tym bardziej że większość respondentów PAYBACK Opinion Poll posiada różnego rodzaju zobowiązania finansowe. Najczęściej są to kredyty konsumpcyjne lub hipoteczne, które wskazało odpowiednio 40% i 23% ankietowanych.

Ci z nas, którzy oszczędzają, zazwyczaj robią to, gdy pojawią się finansowe nadwyżki – tak wskazało 57% respondentów. Z kolei 43% ankietowanych stara się odkładać co miesiąc stałą kwotę.czy oszczędzamy regularnie

Średnio, miesięcznie udaje się im odłożyć między 201 a 500 PLN (30% respondentów), między 101 a 200 PLN (20%) lub 501 – 1000 PLN (19%).srednia wysokosc odkladanych srodkow

Powody, dla których oszczędzamy są rozmaite. Najczęściej robimy to, aby zabezpieczyć się na wypadek niespodziewanych wydatków (17%), zbierając na wakacyjny wyjazd (14%), zakup nieruchomości (13%) lub remont (10%).cele oszczednosciowe

Oszczędzanie weszło nam w krew?

Nasz stosunek do oszczędzania jest najczęściej neutralny – dla blisko połowy jest to po prostu nawyk. Z kolei 27% ankietowanych traktuje to jako przykry obowiązek, a co czwarty respondent… oszczędzać lubi.

Ostrożnym optymizmem napawa fakt, że prawie 60% respondentów ocenia wysokość swoich oszczędności jako bardzo lub relatywnie satysfakcjonującą, w przeciwieństwie do 41% badanych, którzy nie są zadowoleni z ilości środków, jakie do tej pory zebrali.

A jak w tym roku zamierzamy gromadzić pieniądze? Podobny odsetek ankietowanych albo będzie odkładać gotówkę (36%), albo skorzysta z tradycyjnego konta oszczędnościowego (31%). Najmniej popularną formą oszczędzania będą lokaty terminowe, fundusze emerytalne, akcje, fundusze inwestycyjne i obligacje skarbowe, które zaznaczyło po kilka procent badanych. Jednocześnie 21% respondentów nie zamierza w tym roku w ogóle oszczędzać.

Początek roku to ambitne postanowienia

Najnowszy PAYBACK Opinion Poll pytał respondentów nie tylko oszczędzanie, ale i ich stosunek do noworocznych postanowień. Okazuje się, że w tej kwestii Polacy są bardzo sceptyczni. Aż 60% z nas nie ma w tym roku żadnych postanowień. Ci nieco bardziej optymistyczni i mający wiarę w swoją konsekwencję, planują skupić się w nadchodzących miesiącach na swoim zdrowiu (17%), uprawianiu sportu (13%), wyglądzie i dbaniu o siebie oraz oczywiście – gromadzeniu oszczędności (po 11%). Co ważne, aż 63% osób z tej grupy ankietowanych deklaruje, że zazwyczaj udaje im się osiągnąć swoje noworoczne cele.

PAYBACK Opinion Poll

To badanie zostało przeprowadzone na uczestnikach Programu PAYBACK w dniach 4-5 stycznia 2022 r. metodą ankiety online na grupie 845 osób. Grupa badawcza w wieku 18-65 lat dobrana została tak, aby odpowiadać strukturze demograficznej kraju..

Dalsze wzrosty stóp w Polsce?

Patrząc na rynkowe stawki oprocentowania widać, że rynek przygotowuje się na kolejne podwyżki stóp procentowych. Jest to z pewnością niewesoła wiadomość dla posiadaczy kredytów hipotecznych.

Inflacja w Europie

Dzisiaj poznaliśmy odczyty inflacji z Niemiec oraz z Wielkiej Brytanii. Za Odrą ceny rosną zgodnie z oczekiwaniami o 5,3%. Na Wyspach z kolei wzrost cen wynosi 5,4%, jest to jednak wynik o 0,2% powyżej oczekiwań. Analizując sytuację w tych krajach, trzeba pamiętać o problemie stóp procentowych. Obywatele mają tam jeszcze mniejsze szanse ucieczki przed inflacją niż w Polsce. Dane te powodują, że po wczorajszym gwałtownym umocnieniu funta dzisiaj od rana trwa stabilizacja.

Co mówi nam WIBOR?

WIBOR, czyli Warsaw InterBank Offer Rate, to rynkowa stawka, po której banki pożyczają sobie pieniądze. Stawki WIBOR występują jednak nie tylko dla pojedynczych dni, ale również dla dłuższych okresów. Jeżeli ten parametr rośnie, a z taką sytuacją mamy obecnie do czynienia w Polsce, to znaczy, że rynki spodziewają się, że pieniądz będzie drożeć. Oznacza to zatem, że stopy procentowe powinny iść w górę. Dokładniej oznacza to, że na rynku są podmioty akceptujące wyższe stawki, wierząc, że ze względu na przyszły wzrost stóp procentowych stawka ta jest akceptowalna. Jest to jeden z elementów umacniających złotego obecnie. Polska waluta zyskuje ze względu na oczekiwania wzrostu stóp procentowych.

Słabszy indeks koniunktury w USA

Wczoraj poznaliśmy wyraźnie słabszy od oczekiwań indeks New York Empire State. Są to badania ankietowe wśród szefów 200 największych przedsiębiorstw sektora produkcyjnego z tego rejonu. Ankieta jak zawsze jest tylko opinią, ale wyraźnie pokazuje gwałtowny spadek optymizmu w tym regionie. Wynik spodziewany był spadkiem z 31,9 pkt na 27,9 pkt. Finalnie mieliśmy jednak rezultat minimalnie ujemny, co pokazuje, że przeważają negatywne wizje na przyszłość. Z drugiej strony trzeba brać pod uwagę, że sektor produkcyjny może obawiać się potencjalnego dalszego wzrostu wartości dolara i problemów z konkurowaniem z importem z zagranicy, tym bardziej w dobie wysokiej inflacji. Pomimo tych danych wczorajszy dzień był bardzo korzystny dla amerykańskiej waluty, która odzyskała większość strat względem euro z zeszłego tygodnia.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – pozwolenia na budowę domów,
22:40 – USA – zmiana zapasów paliw.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl

Fundusz Czysta3.vc podsumowuje rekordowy rok i przedstawia plany na 2022

Czysta3.vc, jeden z najaktywniejszych funduszy inwestycyjnych nie tylko w Polsce, ale również w Europie Środkowo-Wschodniej, podsumowuje 2021 rok, w którym zainwestował swoje środki w 12 startupów. W rezultacie od początku swojego istnienia zrealizował już 65 proc. inwestycji w 27 spółek z łącznie planowanych 42.

Czysta3.vc to fundusz o kapitalizacji 50 mln złotych, który lokuje średnio milion złotych w spółki znajdujące się we wczesnym etapie rozwoju (tzw. seed capital), które mieszczą się w definicji internet ventures. Oznacza to, że opierają one swój model biznesowy i rozwój, wykorzystując internet oraz software.

Rok 2021 zamykamy rekordowo, ponieważ podjęliśmy 12 decyzji inwestycyjnych, co przełożyło się średnio na angażowanie w 1 startup miesięcznie. To był bardzo dynamiczny czas, w którym przyjrzeliśmy się około 1350 młodym firmom. Pokazuje to, że jedynie około 0,9 proc. z nich ma szansę na współpracę z Czysta3.vc. W 2022 roku planujemy utrzymać dynamikę rozwoju na zbliżonym poziomie, również inwestując w 12 startupów – komentuje Szymon Janiak, współtwórca i Partner Zarządzający Czysta3.vc.

Dane na koniec Q3 2021 pokazują, że w tym czasie nasze spółki odnotowały 26 milionów złotych przychodu, w porównaniu do 16 mln zł w analogicznym okresie w roku ubiegłym, co cieszy, biorąc pod uwagę fakt, że inwestujemy na etapie zalążkowym. W 2021 roku zrobiliśmy też 2 exity – 1 całkowity, kiedy sprzedaliśmy pełny pakiet udziałów spółki Semoni inwestorowi branżowemu, oraz 1 częściowy w formie – management buyout (MBO). Najważniejszym sukcesem jest jednak to, że kilka spółek już osiągnęło próg rentowności – dodaje Szymon Janiak.

Filozofia funduszu i plany Czysta3.vc na 2022

Czysta3.vc jest funduszem, który wybiera spółki na relatywnie wczesnym etapie. Pod tym względem jesteśmy agnostyczni i inwestujemy w przedsięwzięcia internetowe, zwracając uwagę na unikalną IP – własność intelektualną (od ang. intellectual property). Nasz portfel jest spójny sektorowo, a jednocześnie zdywersyfikowany pod względem modeli biznesowych. Wybierając inwestycję, szukamy osób, które mają za sobą kilkuletnie doświadczenie biznesowe. Średni wiek foundera w portfelu Czysta3.vc wynosi około 40 lat. Są to dojrzałe osoby, które mają określoną wizję. Wiedzą, co i w jaki sposób chcą zbudować. My jesteśmy wparciem, jeśli chodzi o cały proces – dodaje Szymon Janiak.

Przedmiotem zainteresowania Czysta3.vc są projekty z obszarów Martech, Fintech, Proptech, AdTech, Cleantech, HRtech, Cloud czy e-commerce oraz marketplace’y.

W 2022 będziemy skupiać się na pozyskiwaniu kolejnych rund dla spółek z naszego portfela. Obecnie proces ten dzieje się w Sunmetric i Rating Captain. Będziemy również planować kolejne exity. Jest to dość dynamiczny proces, dlatego o każdym z nich będziemy informować na bieżąco – zapowiada Szymon Janiak.

Przegląd portfela spółek Czysta3.vc i ich sukcesy

Portfel inwestycyjny Czysta3.vc szybko się powiększa i obecnie liczy już 27 spółek. Wśród nich znajdują się m.in. Applover, Auroria Diamonds, Crisis Propheto, Cux, Da Vinci Studio, IdeaTrend, Trusted Software Services, Q2Q Research, Rating Captain, STAFFLY, INKSearch.co, Sunmetric, Kupuje.Live, Dockendo, metriq.cloud, Media Maker czy CloudOval.

Wśród sukcesów w 2021 r. warto wymienić choćby fakt, że Applover został wyróżniony po raz kolejny przez Deloitte Technology Fast 50 CEE, CUX.io został laureatem European Tech and Start-up Days podczas Europejskiego Kongresu Gospodarczego, natomiast Da Vinci Studio otrzymało dotację, w ramach której zrealizuje projekt o wartości 4,2 mln złotych z sektora medtech.

Polscy inwestorzy indywidualni bardziej pesymistycznie patrzą na perspektywy gospodarki

  • Inflacja jest coraz większym problemem dla 66% polskich inwestorów indywidualnych w porównaniu do 55% w czerwcu i 60% we wrześniu
  • 55% polskich inwestorów indywidualnych nie jest pewna co do perspektyw gospodarki w ujęciu globalnym
  • 32% postrzega obecnie konflikty międzynarodowe jako główne zagrożenie dla rynków, w porównaniu do 19% we wrześniu

19 stycznia 2022: Polscy inwestorzy indywidualni są bardziej pesymistycznie nastawieni do inflacji i stanu polskiej gospodarki, według najnowszych danych opublikowanych przez eToro.

Z najnowszego Pulsu Inwestora Indywidualnego, opublikowanego przez globalną platformę inwestycyjną eToro, wynika że 66% inwestorów postrzega inflację jako największe ryzyko zewnętrzne, w porównaniu z zaledwie 55% w lipcu, podczas gdy 32% uważa, że konflikty międzynarodowe są głównym zagrożeniem zewnętrznym dla ich inwestycji. Stanowi to znaczący wzrost w stosunku do 19% we wrześniu. Za tymi obawami plasują się wątpliwości dotyczące polskiej gospodarki (40%) oraz wzrostu podatków (31%).

Obniża się zaufanie inwestorów do przyszłości polskiej gospodarki: obecnie tylko 31% polskich respondentów jest przekonanych o jej perspektywach w porównaniu do 40% na koniec września. Co zaskakujące, 86% jest pewnych swojego zatrudnienia, 77% własnych inwestycji, a 71% swoich dochodów i standardów życia (spadek z 80% w II i III kwartale). Ponad połowa (53%) jest pewna perspektyw polskiego rynku nieruchomości. Jednocześnie aż 38% (wobec 28% w III kwartale) spodziewa się, że polska gospodarka w ciągu najbliższych 12 miesięcy znacznie się pogorszy, a kolejne 37% spodziewa się, że będzie “nieco gorzej”. Co ciekawe, w perspektywie najbliższego roku w globalną gospodarkę wierzy 23% respondentów.

Podobnie jak we wrześniu, 51% polskich inwestorów indywidualnych repozycjonuje swoje portfele, co sugeruje, że dostosowują oni własne strategię do zmieniających się oczekiwań i otoczenia.

Paweł Majtkowski, analityk eToro komentuje: Nie dziwi fakt, że Polska jest krajem, gdzie inwestorzy szczególnie obawiają się inflacji. Wynika to przede wszystkim z jej rekordowego poziomu, który w grudniu wyniósł 8,6%, a w kolejnych miesiącach będzie prawdopodobnie jeszcze wyższy. Skutkiem inflacji są też, przewidywane przez inwestorów, podwyżki stóp

procentowych. Co ciekawe, RPP rozpoczęła podwyżki stóp dopiero w październiku 2021 roku, czyli z opóźnieniem w stosunku do innych banków centralnych w Europie Środkowej. Gdy już doszło do pierwszej podwyżki stóp okazało się, że była ona nie tylko przewidywana przez rynek, ale wręcz oczekiwana. Gdy porównaliśmy reakcję rynków kapitałowych na pierwszą podwyżkę stóp w danym kraju – zbadaliśmy sytuację w 20 krajach, gdzie doszło do pierwszej podwyżki – okazało się, że podwyżka w Polsce przyniosła najbardziej pozytywną reakcję rynku, a polskie akcje dwa tygodnie przed podwyżką i dwa tygodnie po niej, wzrosły o ponad 5%. Od października RPP podnosi stopy regularnie na każdym posiedzeniu, ostatnio o 50 p.b., 4 stycznia br. Inwestorzy giełdowi zachowują spokój, a podwyżki nie przeszkadzają w bardzo dobrych wynikach polskich indeksów.

Warto też zwrócić uwagę, że 31% polskich inwestorów wyraziło obawy o wzrost obciążeń podatkowych w Polsce. To ewidentnie efekt wprowadzenia „Polskiego Ładu”. Jednak, kiedy badanie było przeprowadzane, był to jeszcze projekt. Pierwsze poważne problemy w wprowadzeniem tych zmian pojawiły się po 1 stycznia. Spodziewam się zatem, że w kolejnym badaniu osób zaniepokojonych stanem systemu podatkowego w Polsce będzie jeszcze więcej.

W badaniu znacząco wzrósł także odsetek inwestorów obawiających się międzynarodowych konfliktów. W czasie badania cały czas trwało napięcie związane z sytuacją na granicy polsko-białoruskiej, czego efektem było wprowadzenie stanu wyjątkowego. Zaczynało się także napięcie na linii Rosja-Ukraina, które od tego czasu jeszcze się wzmogło. Wielu inwestorów ignoruje w swoich bieżących decyzjach ryzyko geopolityczne, jednak wydaje się, że każdy inwestor powiem brać je pod uwagę.

Polscy inwestorzy cały czas pozostają pesymistyczni do co przyszłości gospodarek. I dotyczy to zarówno perspektyw polskiej gospodarki – 38% ocenia, że jej stan pogorszy się w najbliższych 12 miesiącach, jak i gospodarki światowej, choć w nieco mniejszym stopniu

– 23% ankietowanych ocenia negatywnie jej perspektywy na najbliższy rok. Widać wyraźny rozdźwięk między przewidywaniami dotyczącymi całej gospodarki, a indywidualną percepcją własnej sytuacji. Aż 86% polskich inwestorów nie obawia się utraty pracy, 82% jest zadowolona z własnych inwestycji, a 71% nie martwi się o spadek dochodów i standardu życia. Wygląda zatem na to, że obecny czas jest bardzo dobry dla inwestorów. I choć obawiają się, że perspektywy gospodarcze się pogorszą, to niekoniecznie musi to się szybko przełożyć na ich własne portfele.

Połowa polskich inwestorów indywidualnych trafnie przewidziała, że Narodowy Bank Polski zacznie podnosić stopy procentowe w ciągu najbliższych 3 miesięcy (wobec tylko 18% w III kwartale, a kolejne 22% w ciągu najbliższych 3-6 miesięcy). Jednak 30% nie zrobiło nic w ciągu ostatnich trzech miesięcy, aby przygotować się na rosnące stopy procentowe, podczas gdy 25% zdecydowało się zaoszczędzić więcej, a 18% zainwestowało w kryptowaluty.

Polski Ład: działalność bez składek ZUS i daniny solidarnościowej – czy to możliwe?

Obowiązujący od 1 stycznia 2022 r. Polski Ład zakłada nowe zasady obliczania składki zdrowotnej. Przedsiębiorcy opodatkowani według skali podatkowej lub podatkiem liniowym zapłacą składkę proporcjonalną do uzyskanego z działalności gospodarczej dochodu, a ryczałtowcy – od osiągniętych przychodów. Dodatkowo od nowego roku 9% składki zdrowotnej zapłacą zwolnieni z niej dotąd prezesi i członkowie zarządów spółek, pełniący swoje funkcje z powołania. Oznacza to dla nich realną utratę 9% zarobków, bądź też wzrost kosztów po stronie spółki, przejmującej na siebie ciężar zrekompensowania tej straty. Polski Ład pozostawia jednak możliwość prowadzenia działalności w zgodzie z prawem, bez konieczności opłacania składek ZUS – w postaci jednoosobowej spółki komandytowo-akcyjnej. Ta struktura organizacyjna pozwala również nie zapłacić tzw. daniny solidarnościowej.

Jednoosobowa spółka komandytowo-akcyjna

Nic nie stoi na przeszkodzie, by w spółce komandytowo-akcyjnej (dalej również jako „SKA”) funkcję zarówno komplementariusza, jak i akcjonariusza pełniła jednocześnie ta sama osoba fizyczna. Choć w tej kwestii istnieją rozbieżności interpretacyjne w doktrynie, to należy podzielić stanowisko Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach, który w wyroku z 3 czerwca 2013 r., odnosząc się do sytuacji gdy ten sam podmiot był jednocześnie jedynym komplementariuszem i stuprocentowym akcjonariuszem spółki komandytowo-akcyjnej, orzekł: „…żaden przepis prawny zawarty w systemie prawa obowiązującego nie uniemożliwia powstania spółki ska w kształcie wyżej opisanym; żaden przepis prawny nie powoduje ex lege wyeliminowania z obrotu prawnego takiej spółki …” (sygn. akt I SA/Gl 1328/12).

Zgodnie bowiem z art. 125 Kodeksu spółek handlowych SKA to spółka osobowa, mająca na celu prowadzenie przedsiębiorstwa pod własną firmą, w której wobec wierzycieli za zobowiązania spółki odpowiada bez ograniczenia co najmniej jeden wspólnik (komplementariusz), a co najmniej jeden wspólnik jest akcjonariuszem. Spółka powstaje z chwilą wpisania do rejestru, w oparciu o sporządzony w formie aktu notarialnego statut, podpisany przez wszystkich komplementariuszy, występujących wówczas w roli założycieli spółki.

Wspólnik jednoosobowej spółki komandytowo-akcyjnej

W art. 6 Ustawy z dnia 13 października 1998 r. o systemie ubezpieczeń społecznych definiującym podmioty podlegające obowiązkowemu ubezpieczeniu emerytalnemu i rentowemu nie ma mowy o wspólniku spółki komandytowo-akcyjnej. Jak wynika z ust. 1 pkt 5 tego artykułu, ubezpieczeniu podlegają osoby fizyczne, które na terytorium RP są osobami prowadzącymi pozarolniczą działalność oraz osobami z nimi współpracującymi, a w myśl art. 8 ust. 6 pkt 4 i 4a za osobę prowadzącą pozarolniczą działalność uważa się:

  • wspólnika jednoosobowej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością oraz wspólników spółki jawnej, komandytowej lub partnerskiej;
  • akcjonariusza prostej spółki akcyjnej wnoszącego do spółki wkład, którego przedmiotem jest świadczenie pracy lub usług.

Również art. 66 ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych nie wymienia wspólnika SKA jako płatnika składki zdrowotnej. Wskazuje on jedynie, że obowiązkowi tego ubezpieczenia podlegają członkowie rad nadzorczych, a od 1 stycznia 2022 r. również osoby powołane do pełnienia funkcji na mocy aktu powołania, które z tego tytułu pobierają wynagrodzenie.

Jednoosobowa spółka komandytowo-akcyjna bez składek ZUS, w tym składki zdrowotnej

Z kolei przepisy KSH jedynie w określonych przypadkach nakazują powołanie rady nadzorczej w spółce komandytowo-akcyjnej. Przepis art. 142 § 1 ustanawia taki obowiązek tylko dla S.K.A., w których liczba akcjonariuszy przekracza dwadzieścia pięć osób. Wniosek: prowadzący działalność w formie jednoosobowej spółki komandytowo-akcyjnej nie podlega obowiązkowemu ubezpieczaniu społecznemu ani zdrowotnemu. Oczywiście może do tych ubezpieczeń przystąpić dobrowolnie.

Polski Ład, spółka komandytowo-akcyjna a danina solidarnościowa

Przedsiębiorcy działający w oparciu o strukturę S.K.A. nie zapłacą też daniny solidarnościowej. Spółki komandytowo-akcyjne opodatkowane są na podstawie art. 30a ustawy o PIT, a przepis ten nie został wymieniony w art. 30h tej ustawy jako podstawa ustalania daniny solidarnościowej, którą stanowi 4% nadwyżka ponad 1 mln zł sumy dochodów podlegających opodatkowaniu na zasadach określonych w art. 27 ust. 1, 9 i 9a, art. 30b, art. 30c oraz art. 30f po ich odpowiednim pomniejszeniu.

Opodatkowanie spółki i komplementariusza

Pozbawiona osobowości prawnej spółka komandytowo-akcyjna posiada zdolność prawną, czyli zdolność do nabywania praw i zaciągania zobowiązań, i jest podatnikiem podatku dochodowego od osób prawnych (CIT). Stąd też przy wypłacie zysków z działalności spółki na rzecz wspólników zobowiązana jest do opodatkowania ich:

  • 9% CIT w przypadku tzw. małych podatników (a więc nieprzekraczających 2 mln euro rocznego progu przychodowego) lub
  • 19% CIT w przypadku pozostałych podatników.

Działalność w formie S.K.A. opodatkowana jest dla jej wspólników podwójnie, bowiem wypłacona im dywidenda powoduje po ich stronie konieczność odprowadzenia 19% podatku PIT (jeśli wspólnik jest osobą fizyczną) lub CIT (jeśli jest osobą prawną). Jednak zgodnie z art. 30a ust. 6a ustawy o PIT zryczałtowany podatek od przychodów uzyskiwanych przez komplementariusza z tytułu udziału w zyskach spółki pomniejsza się o kwotę odpowiadającą iloczynowi procentowego udziału komplementariusza w zysku tej spółki i podatku należnego od dochodu tej spółki. Oznacza to, że w okresie 5 kolejnych lat podatkowych (art. 30a ust. 6c) komplementariusz S.K.A. będzie mógł pomniejszyć swój podatek o wyliczoną według ww. zasad kwotę podatku zapłaconego przez spółkę. W konsekwencji może się okazać, że w ogóle nie zapłaci podatku dochodowego od uzyskanej dywidendy.

Opodatkowanie akcjonariusza

Na poziomie opodatkowania akcjonariusza jedynie wspólnik będący płatnikiem CIT mógłby – przy spełnieniu określonych przesłanek – korzystać ze zwolnienia z opodatkowania wypłacanych mu zysków. Mówiąc o jednoosobowej S.K.A., w której komplementariuszem i akcjonariuszem jest ta sama osoba fizyczna, wspomniane zwolnienie nie wystąpi. Przesądza o tym przepis art. 5b ust. 2 ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych, zaliczający uzyskiwane przez akcjonariusza w S.K.A. przychody do źródła z pozarolniczej działalności gospodarczej, podlegające opodatkowaniu na zasadach ogólnych lub podatkiem liniowym.

Niemniej, zgodnie z art. 147 § 1 KSH, komplementariusz oraz akcjonariusz uczestniczą w zysku spółki proporcjonalnie do wniesionych do niej wkładów, chyba że statut stanowi inaczej. Przepis ten nie narzuca więc, w jakich wysokościach wspólnik ma uczestniczyć w podziale zysku w roli komplementariusza, a w jakich w roli akcjonariusza.

Podsumowanie

Prowadzenie działalności w formie jednoosobowej spółki komandytowo-akcyjnej to w nowych warunkach Polskiego Ładu ciekawe rozwiązanie. Brak oskładkowania ZUS, w tym składką zdrowotną, jak i nieobarczenie daniną solidarnościową to korzyści przemawiające za funkcjonowaniem firmy w tej strukturze. Każdy przypadek powinien być jednak analizowany indywidualnie i odnoszony do konkretnych okoliczności otwierania S.K.A. Pozwoli to z jednaj strony na zminimalizowanie potencjalnego ryzyka, które może wiązać się z przeformułowaniem jednoosobowej działalności gospodarczej w jednoosobową spółkę komandytowo-akcyjną, a z drugiej na wybranie najkorzystniejszej dla siebie formy prowadzenia działalności w nowym porządku podatkowo-prawnym.

Autor: Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Centra usług biznesowych – raport płacowy 2022

Sektor nowoczesnych usług dla biznesu rozwija się i zatrudnia na szeroką skalę. W 2022 rekrutować planuje aż 98 proc. organizacji.

Oprócz rozwoju już istniejących centrów, w kraju lokowane są kolejne inwestycje z sektora nowoczesnych usług dla biznesu (BSS). W związku z tym, na rozbudowę struktur istniejących firm, nakłada się tworzenie zupełnie nowych stanowisk w sektorze. Dla pracodawców oznacza to trudności rekrutacyjne. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla sektora usług biznesowych, wyzwań oczekuje aż 65 proc. pracodawców.

Miniony rok to duży wzrost liczby rekrutacji prowadzonych przez firmy z branży. Jak wynika z prognoz ABSL, w pierwszej połowie 2022 roku liczba osób zatrudnionych w sektorze osiągnie poziom 377 tys., co będzie stanowić wzrost rzędu 6,1 proc. rok do roku. Wzrost zatrudnienia ma związek ze stałym napływem nowych inwestorów oraz planowanym rozwojem kadr w już istniejących organizacjach.

Potrzeby kompetencyjne skutkują wzrostem wynagrodzeń

Od kilku lat polski sektor usług konsekwentnie zmienia swój profil. Z rynku obsługującego bardzo proste i powtarzalne procesy, stał się lokalizacją skupiającą dojrzałe centra, realizujące procesy złożone, wymagające zaawansowanych kompetencji, m.in. cyfrowych. Polska przestaje być postrzegana jako rynek niskich kosztów zatrudnienia, a coraz częściej – przez pryzmat wysokiego poziomu innowacyjności. Rzeczone innowacje przyczyniają się do lokowania w tutejszych centrach kolejnych stanowisk decyzyjnych, ale także do dalszego wzmacniania pozycji Polski na mapie nowoczesnych usług dla biznesu.

Za nami niezwykle dynamiczny rok, który obfitował w szanse dla branży. Można powiedzieć, że efekt pandemii w sektorze BSS dawno minął. Firmy chętniej podejmują więc decyzje o dalszym rozwoju zespołów i funkcji, a na polskim rynku pojawiają się nowe inwestycje. Adresując potrzeby związanie z zatrudnieniem, pracodawcy podwyższają wynagrodzenia. W 2021 zaobserwowaliśmy wzrost rzędu 6 proc. rok do roku, natomiast doświadczeni eksperci mogli liczyć nawet na podwyżki na poziomie 15-20 proc. – komentuje Mateusz Zalewski, Client Director w Hays Poland.

Wyniki badania przeprowadzonego przez Hays Poland jednoznacznie wskazują, że wzrost wynagrodzeń będzie trendem obowiązującym również w 2022. Podwyżki płac przewiduje aż 77 proc. firm z branży nowoczesnych usług dla biznesu. Pracodawcy zapytani o specjalizacje, których będą dotyczyć rekrutacje zaplanowane na 2022, najczęściej wskazują finanse i księgowość, HR, IT, obsługę klienta oraz administrację. W cenie będą również doświadczeni liderzy zespołów i menedżerowie, łączący unikatowe w skali rynku kompetencje ze znajomością określonych języków obcych.

Wyzwania rekrutacyjne

Eksperci Hays zauważają, iż w sektorze BSS ponownie nastał rynek kandydata. Ciekawymi możliwościami zawodowymi cieszą się obecnie wszyscy pracownicy branży, niezależnie od poziomu doświadczenia. Należy oczekiwać, że ten trend utrzyma się w nadchodzących miesiącach. Wskazują na to wyniki badania opisanego na łamach Raportu płacowego Hays, poświęconego sektorowi usług dla biznesu. Aż 98 proc. pracodawców zaplanowało rekrutacje na rok 2022, a 65 proc. z nich spodziewa się trudności w tym zakresie.

Raport płacowy 2022 – Centra usług biznesowych
Źródło: Raport płacowy 2022 – Centra usług biznesowych, Hays Poland.

W najbliższym czasie wysokie zapotrzebowanie rekrutacyjne będzie dotyczyło głównie większych organizacji oraz nowych, dopiero powstających centrów. Stąd też w najbliższych miesiącach dużym wyzwaniem – oprócz skutecznej rekrutacji – będzie zatrzymanie pracowników w organizacjach. W wielu obszarach popyt na określone połączenie specjalizacji i języka obcego zdecydowanie przewyższa podaż. W konsekwencji, pracodawcy z sektora nowoczesnych usług dla biznesu w rosnącym stopniu muszą odpowiadać na realne potrzeby swoich pracowników.

Mimo że wynagrodzenie niezmiennie pozostaje kluczowym aspektem w decyzjach o zmianie pracy, to istotną rolę odgrywają pozafinansowe elementy oferty. Pracodawcy z branży jako czynniki pomagające firmie pozyskać niezbędnych pracowników najczęściej określają stabilność zatrudnienia (54 proc.), ciekawe projekty i wyzwania (48 proc.) oraz dostęp do rozwiązań pracy elastycznej (44 proc.).

Zdalna praca i rekrutacja

Niemal od początku pandemii jednym z kluczowych oczekiwań pracowników sektora usług dla biznesu jest dostępność pracy zdalnej. Wielu z nich to właśnie od tego faktu uzależnia swoje zainteresowanie ofertą pracy i gotowość do udziału w rekrutacji.

Specjaliści, którzy biorą udział w procesach rekrutacyjnych, traktują pracę hybrydową jako minimum, niezależnie od poziomu zajmowanego stanowiska. W przypadku kandydatów, którzy dopiero wchodzą na rynek pracy, częściej pojawia się oczekiwanie pracy całkowicie zdalnej. Będzie to wyzwanie, z którym pracodawcy będą musieli się zmierzyć w nadchodzących miesiącach – dodaje Mateusz Zalewski, Client Director w Hays Poland.

Pracownicy oraz kadra zarządzająca przyzwyczaili się bowiem do zdalnego modelu pracy, a w firmach zostały wdrożone stosowne polityki oraz procesy. Obecne warunki zdecydowanie bardziej sprzyjają szerokiemu zastosowaniu niestacjonarnych form pracy, z czego nadal korzysta większość organizacji z sektora. Nie zawsze jednak jest to równoznaczne z możliwością pracy w pełni zdalnej na każdym stanowisku. Jak wynika z badania Hays, z rozwiązań pracy elastycznej (w tym z home office) w różnym zakresie korzysta obecnie 93 proc. zatrudnionych w sektorze BSS.

Raport płacowy 2022 – Centra usług biznesowych 2
Źródło: Raport płacowy 2022 – Centra usług biznesowych, Hays Poland.

W minionym roku decyzje o powrocie do biur były raczej ostrożne, a zdecydowana większość firm w sektorze usług dla biznesu nadal pracowała zdalnie lub hybrydowo. Obecnie najpopularniejszym modelem jest ten zakładający 1-2 dni pracy z biura w tygodniu. Jak zaznaczają eksperci, pracownicy centrów usług mogą jednak liczyć na większą niezależność w dostosowaniu sposobu wykonywania obowiązków do własnych preferencji.

–  Obecnie wiele organizacji z sektora nowoczesnych usług dla biznesu daje pracownikom możliwość wyboru pomiędzy pracą wykonywaną wyłącznie z domu, modelem hybrydowym oraz pracą z biura. W praktyce obserwujemy, że część firm w dużej mierze pracuje jednak zdalnie, a konieczność pojawienia się w biurze zdarza się rzadko. Często konieczność przyjazdu do siedziby firmy nie jest regularna, lecz skorelowana z konkretną potrzebą lub obecnością pozostałych członków zespołu – zauważa Karolina Lis, Director w Hays Poland.

Warto natomiast podkreślić, że w nawet w modelu zdalnym, wdrożenie nowego pracownika najczęściej przebiega w formie stacjonarnej. Popularyzacja pracy niestacjonarnej wpływa również na procesy rekrutacyjne, które stają bardziej elastyczne. Rekrutacje coraz częściej są prowadzone całkowicie zdalnie, a liczba etapów rekrutacji jest konsekwentnie zmniejszana. Wieloetapowe procesy coraz częściej zastępuje jedna, dłuższa rozmowa z kandydatem. Co istotne, w branży nowoczesnych usług dla biznesu kompetencje kandydata stawiane są pierwszym miejscu, natomiast lokalizacja nie gra już tak istotniej roli, a firmy chętniej poszerzają obszar poszukiwań pracowników, co zwiększa pulę dostępnych kandydatów i wpływa na ujednolicenie stawek w skali całego kraju.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na 40 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2021 r. Raport jest dostępny tutaj.

Kiepski moment dla „Polskiego Ładu” – komentarz prof. Witolda Orłowskiego

Na początku roku rząd wprowadził szeroko reklamowany „Polski Ład”, czyli program reform podatkowych, które mają wyraźnie zwiększyć progresywność opodatkowania.  Osoby o niższych dochodach mają zapłacić mniej niż dotąd, osoby o wyższych dochodach więcej.  Dla wszystkich znajdujących się pośrodku efekt zmian ma być neutralny, dzięki wprowadzonym ulgom – pisze prof. Witold M. Orłowski, ekonomista i wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Kilka rzeczy nie ulega wątpliwości

Po pierwsze, wprowadzenie zmian w redystrybucji dochodów jest oczywiście prawem rządzących.  Z punktu widzenia polityki społecznej można zresztą łatwo znaleźć uzasadnienie dla takich zmian.

Po drugie, program stanowi znacznie mniejszą zmianę, niż stara się to przedstawić rząd.  Szeroko głoszonym hasłom o „korzyściach dla ponad 90% podatników” z tytułu zmian w PIT, towarzyszy znacznie mniej nagłośniony silny wzrost obciążenia składką zdrowotną.  Jak się wydaje, na zmianach zyska i straci raczej po połowie podatników, a nie mityczne „ponad 90%”.

Po trzecie, program preferuje przede wszystkim osoby bierne ekonomicznie lub mało aktywne ekonomicznie, kosztem aktywnych.  Z pewnością nie będzie więc stanowić bodźca do szybszego rozwoju gospodarczego.

Po czwarte, program został przygotowany wyjątkowo niestarannie, co zaowocowało wyższymi zaliczkami na podatek dochodowy w styczniu nawet u części spośród tych osób, które powinny ostatecznie na zmianach skorzystać.

Najgorszy możliwy moment

No i wreszcie po piąte: program jest wprowadzany prawdopodobnie w najgorszym momencie, jaki można sobie było wybrać.

Przede wszystkim mamy do czynienia z bardzo niestabilną i niepewną sytuacją gospodarczą.  Już wyraźnie widać, że nie możemy spodziewać się końca pandemii, a chaotyczna polityka zdrowotna każe obawiać się możliwych kolejnych lockdownów.  Gorzej niż mogło się wydawać wyglądają też perspektywy wzrostu gospodarczego.  We wszystkich sektorach gospodarki nastąpiło w ostatnich miesiącach znaczące pogorszenie oczekiwań dotyczących przyszłej koniunktury, jak się wydaje głównie z powodu obaw inflacyjnych, drastycznego wzrostu cen energii i niepewnych perspektyw napływu środków z funduszy Unii Europejskiej.

Kwestia inflacji największą wątpliwością

Największa niepewność dotyczy niewątpliwie sfery inflacji.  Systematycznie podwyższane prognozy rządu i NBP mówią już o inflacji, która może być dwucyfrowa.  W reakcji na to bank centralny podniósł już znacząco stopy procentowe, i sugeruje ich znaczny, dalszy wzrost w przyszłości (być może aż do poziomu bliskiego inflacji, a więc o kilka punktów procentowych).  Z kolei rząd wprowadził dwie kolejne „tarcze antyinflacyjne”, dzięki którym inflacja ma ulec czasowemu ograniczeniu.  Czasowemu, bowiem głównym narzędziem są obniżki, na kilka miesięcy, cenotwórczych podatków.  Na ile skuteczne okażą się te tarcze, dopiero zobaczymy.  Problem leży w tym, że wprowadzone rozwiązania, a także wdrażany w tym samym czasie „Polski Ład”, będą prowadzić do wzrostu ilości pieniędzy na rynku i wzrostu deficytu finansów publicznych.  Istnieje więc zagrożenie, że w momencie gdy tarcze przestaną działać, inflacja może powrócić z większą siłą.  A wszelkie korzyści, jakie część podatników może odczuć z powodu „Polskiego Ładu” znikną w wyniku wzrostu cen.

prof. Witold M. Orłowski, ekonomista i wykładowca w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej

W czasie noworocznych wyprzedaży w sklepach online tylko niespełna 30 proc. produktów można było kupić taniej

Czy na początku tego roku klienci mogą znaleźć atrakcyjne oferty na noworocznych wyprzedażach? Jak pokazuje kolejna edycja „Świątecznego Barometru Cenowego”, ruch cenowy w największych sklepach online w pierwszej dekadzie stycznia 2022 roku w porównaniu z cenami z połowy listopada 2021 roku, wyniósł 4,3 proc. Oznacza to, że znacznie więcej produktów podrożało niż potaniało. Przeprowadzona przez Deloitte we współpracy z firmą Dealavo analiza ofert blisko 800 sklepów z branży e-commerce pokazała, że najbardziej staniały gry. Z kolei sprzedawcy internetowi sukcesywnie podnosili ceny zabawek.

Eksperci Deloitte i Dealavo między 19 listopada 2021 (tydzień przed Black Friday) a 5 stycznia 2022 roku analizowali ceny kategorii produktów, które w międzynarodowym badaniu Deloitte „Zakupy Świąteczne 2021” Polacy wskazywali jako najczęściej wybierane na prezenty dla najbliższych. Po świętach Bożego Narodzenia analiza skupiła się na ogłaszanych przez sprzedawców e-commerce noworocznych obniżkach.

W ubiegłym roku poświąteczne wyprzedaże dotyczyły tylko e-commerce, bo sklepy stacjonarne, na skutek obostrzeń pandemicznych, były zamknięte. W tym roku mamy z kolei do czynienia z bardzo wysoką inflacją, która z jednej strony ma duży wpływ na ruchy cenowe sieci handlowych, a z drugiej na decyzje zakupowe konsumentów – mówi Anita Bielańska, dyrektor w dziale Konsultingu, liderka Consumer Industry w Deloitte.

Dzięki badaniu Deloitte „Świąteczne Zakupy 2021” znane są kategorie produktów, które Polacy najchętniej wybierają jako prezenty dla najbliższych. Dlatego do analizy wybrano najpopularniejsze produkty z 26 kategorii: drobne AGD, akcesoria elektroniczne, czekolady, DIY, drony, gry, konsole, kosmetyki, książki, laptopy, muzyka, perfumy, planszówki, smart speakers, smartfony i akcesoria do nich, artykuły sportowe, tablety, telewizory, wearables, zabawki (kilka podkategorii) oraz zegarki. Za pomocą oprogramowania Dealavo Smart Prices konkretne oferty zostały wyszukane oraz podłączone do codziennego monitoringu. Łącznie przebadano 383 produkty, które znajdują się w ofercie 787 sklepów online.

Duże obniżki tylko w reklamach

Jak wynika z analizy sklepów internetowych, które reklamowały się naprawdę dużymi obniżkami, prowadzone kampanie marketingowe nie pokrywały się z rzeczywistymi obniżkami cen. Wręcz odwrotnie.

Ceny niemal dwóch trzecich produktów w analizowanym okresie wzrosły. Średni wzrost wyniósł 9 proc., ale istotne jest to, że w przypadku 32 proc. z nich wzrost ten wyniósł powyżej 5 proc. Tylko 29 proc. analizowanych produktów miało obniżone ceny, co pokazuje, że nie możemy mówić o jakichś rzeczywiście atrakcyjnych cenowo ofertach dla klientów – wyjaśnia Anita Bielańska.

Średni spadek ceny wyniósł 4,5 proc., a 10 proc. produktów miało obniżki głębsze niż 5 proc. Kategorie, w których średnie ceny wzrosły to drobne AGD, konsole, zabawki i produkty z kategorii muzyka.

Biorąc pod uwagę spadki i wzrosty, średni ruch cenowy, uwzględniający wzrosty i spadki pomiędzy 19 listopada a 5 stycznia wyniósł 4,3 proc., podczas gdy rok temu było 3,7 proc.

W porównaniu z zeszłym rokiem, w tym mamy podobną liczbę produktów, czyli około 66 proc., których cena wzrosła. Średni wzrost cen jest również na zbliżonym poziomie, jednak w obecnym roku jest on około 1 pp. wyższy i wynosi niecałe 9 proc. – mówi Jakub Kot, Prezes Dealavo.

W ostatnim czasie detaliści selektywnie podwyższali ceny. Widać to zarówno w okresie między Black Friday a świętami, między świętami a Nowym Rokiem, jak i na początku stycznia. Najniższe średnie ceny można było zaobserwować dla około 40 proc. badanych produktów 19 listopada, czyli na tydzień przed Black Friday.

W tym okresie konsumenci mieli do dyspozycji większą liczbę produktów objętych obniżkami (41 proc. produktów vs. 29 proc. w styczniu), jak również mniejszą liczbę tych, których cena wzrosła (43 proc. vs 65 proc. w styczniu). Co prawda, przy średnim ruchu cenowym oscylującym wokół 0 proc., nie można mówić o jakichś atrakcyjnych okazjach, ale w styczniu przy ruchu na poziomie 4,3 proc. było to jeszcze mniej prawdopodobne.

Eksperci Deloitte przeanalizowali również około 4,6 tys. cen i porównywali ich ruch w okresie przed Black Friday i w czasie noworocznych wyprzedaży. Okazało się, że wzrost dotyczył 38 proc. z nich, a spadek 22 proc. Z kolei 40 proc. cen pozostało bez zmian.

Tylko nieco tańsze gry, konsole, TV i akcesoria do smartfonów

W styczniu najbardziej staniały gry. Spadek wyniósł jednak jedynie około 4 proc. Gry były tą kategorią, która w największym stopniu została objęta promocjami. O raczej symbolicznych obniżkach (oscylujących wokół 1 proc.) można było mówić w przypadku konsol, telewizorów oraz akcesoriów do smartfonów.

Z kolei największe wzrosty cen obserwowaliśmy w przypadku zabawek, w tym popularnych klocków Lego. Ceny niektórych zestawów w analizowanym okresie wzrastały nawet o 90 proc. W większości przypadków były to wzrosty o kilkanaście procent – mówi Adrian Koniecko, starszy konsultant w zespole strategii, Deloitte.

Pozostałe kategorie zabawek, tabletów, zegarków, wearables oraz kosmetyków rosły średnio o powyżej 5 proc., jednak ruchy cenowe poszczególnych produktów w danej kategorii miały charakter bardziej zróżnicowany i pojawiały się zarówno znaczne obniżki, jak i zwyżki cen. W przypadku poziomu średnich wzrostów największe wzrosty widoczne były w kategoriach muzyki (średnio 25-30 proc.) oraz sport (nawet 23 proc.). W kategoriach gry, zabawki (akcji, techniczne) oraz drobne AGD podwyżki były wyraźniejsze w okresie świątecznym, a następnie uległy drobnej korekcie na początku stycznia.

Eksperci Deloitte przeanalizowali również, w którym okresie klienci mieli szansę na najwięcej cen minimalnych w danej kategorii. I okazuje się, że najwięcej z nich (niemal 39 proc.) było na tydzień przed Black Friday. Potem było już tylko gorzej. W okolicach 20 grudnia 18,5 proc. analizowanych produktów osiągnęło ceny minimalne, po czym 5 stycznia było to 14,6 proc. artykułów. Największe średnie różnice w cenie maksymalnej i minimalnej (w dniu 05.01) odnotowano w kategoriach: akcesoria elektroniczne (124 proc.), perfumy (105 proc.), planszówki (104 proc.) oraz zegarki (102 proc.).

Oznacza to, że poszukując atrakcyjnych ofert w tych kategoriach w czasie noworocznych wyprzedaży, klienci muszą bardzo uważać. Może się bowiem okazać, że za ten sam produkt w jednym sklepie można zapłacić przykładowo 100 zł, a w drugim już ponad 200 zł – wyjaśnia Adrian Koniecko.

Adam Majchrzak dołączył do Savills

Adam Majchrzak, doświadczony ekspert branży logistycznej, dołączył do firmy doradczej Savills, w której objął stanowisko dyrektora w dziale powierzchni magazynowych i przemysłowych.

Nowy ekspert w szeregach Savills będzie odpowiadał za rozwój linii biznesowej Industrial Services Hub, platformy kompleksowych usług dla najemców, inwestorów i deweloperów, kierowanej przez Katarzynę Pyś-Fabiańczyk i Johna Palmera. Do zadań Adama należeć będzie m.in. pozyskiwanie nowych klientów oraz doradztwo w zakresie wynajmu powierzchni magazynowych i przemysłowych oraz doboru właściwej nieruchomości do optymalizacji łańcucha dostaw. W tym celu Adam wykorzysta swoje ponad 25-letnie doświadczenie operacyjne i sprzedażowe zdobyte w czołowych firmach z branży logistycznej.

Przed dołączeniem do Savills, Adam odpowiadał za rozwój biznesu w firmie DHL Supply Chain, będącej światowym liderem wśród dostawców logistyki kontraktowej. Wcześniej przez blisko osiem lat był związany z wiodącym graczem na polskim rynku logistycznym firmą Raben Logistics Polska, będąc odpowiedzialnym za pozyskiwanie strategicznych  projektów logistycznych i transportowych. W trakcie swojej kariery pracował również w Wincanton Polska, Rhenus oraz spółce PEKAES, a także z ramienia firmy Raben Management Services pomagał budować rynek profesjonalnych usług logistycznych na Ukrainie oraz w krajach nadbałtyckich. Jest absolwentem Wydziału Transportu Politechniki Warszawskiej.

Katarzyna Pyś-Fabiańczyk Savills
Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, Savills

„Niezmiernie miło mi powitać Adama w Savills. Cieszę się, że nasze kompetencje w obszarze logistyki wzmacnia tak doświadczony ekspert, który zna tę branżę od podszewki, przechodząc drogę od spedytora do dyrektora i którego cechują nieskończone pokłady pozytywnej energii. Zgodnie z obraną strategią, kontynuujemy rozwój usług dla sektora nieruchomości magazynowych, a do naszego działu już wkrótce dołączą nowe osoby” – mówi Katarzyna Pyś-Fabiańczyk, dyrektorka Industrial Services Hub w Savills.

Bieżące informacje na temat rynku nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Polsce oraz bezpłatną wyszukiwarkę dostępnych powierzchni znaleźć można na stronie warehousemarket.pl, opracowanej przez doradców z firmy Savills.

Kary za naruszenie RODO w Europie wzrosły siedmiokrotnie w 2021

  • Łączna wielkość kar z tytułu naruszeń RODO w Europie wzrosła do niemal 1,1 mld EUR w 2021 roku wobec 158,5 mln EUR rok wcześniej
  • Najwyższe pojedyncze kary nałożyły organy regulacyjne w Luksemburgu (746 mln EUR), Irlandii (225 mln EUR) i Francji (50 mln EUR)
  • Polska zajmuje 13. miejsce pod względem łącznej wysokości kar nałożonych od chwili wejścia w życie RODO w 2018 roku. Łączna wartość kar wyniosła prawie 2,2 mln EUR

Europejskie organy regulacyjne nałożyły w 2021 roku niemal 1,1 mld EUR kar z tytułu naruszeń Rozporządzenia o Ochronie Danych (RODO), co oznacza siedmiokrotny wzrost w porównaniu z rokiem wcześniej, wynika z najnowszego raportu międzynarodowej kancelarii prawnej DLA Piper.

Rekordowa kara w kwocie 746 mln EUR została nałożona w ubiegłym roku w Luksemburgu, jak również przez organ regulacyjny w Irlandii w kwocie 225 mln EUR. W obu przypadkach toczą się obecnie postępowania odwoławcze. Trzecia najwyższa w historii kara za naruszenie przepisów RODO została nałożona we Francji i wyniosła 50 mln EUR.

Polska zajmuje 13. miejsce pod względem łącznej wysokości kar nałożonych od chwili wejścia w życie przepisów RODO w 2018 roku. Wartość kar nałożonych w tym czasie przez Urząd Ochrony Danych Osobowych wyniosła prawie 2,2 mln EUR. W regionie Europy Środkowo-Wschodniej wyższe łączne kary nałożył jedynie regulator w Bułgarii i wyniosły 3,2 mln EUR.

W porównaniu z Luksemburgiem zajmującym pierwsze miejsce w zestawieniu, wartości kar w Polsce wydają się skromne. Należy jednak pamiętać, że polski regulator nadzoruje znacznie mniejsze podmioty niż regulatorzy w Luksemburgu czy Irlandii kontrolujący światowych gigantów, a wysokość kar jest m.in. uzależniona od obrotu – mówi Ewa Kurowska-Tober, partner DLA Piper w Warszawie i współkierująca Globalnym Zespołem Ochrony Danych Osobowych, Prywatności i Cyberbezpieczeństwa w międzynarodowych strukturach kancelarii.

Kara za złamanie przepisów o ochronie danych może wynieść nawet 4 proc. całkowitego rocznego obrotu firmy za poprzedni rok.

Eksperci kancelarii zwracają uwagę, że chociaż wzrost grzywien jest znaczący, to jeszcze większym wyzwaniem dla spółek, w szczególności z branży e-commerce oraz działających online, jest transfer danych osobowych do państw spoza terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego, np. USA. Konkretnie chodzi o wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej (TSUE) w sprawie Data Protection Commissioner przeciwko Facebook Ireland Limited, Maximillian Schrems z lipca 2020 roku, znany jako „Schrems II”.

Wyrok nakłada na organizacje eksportujące dane osobowe obowiązek kompleksowego mapowania transferów oraz szczegółowej oceny prawnego i praktycznego ryzyka przechwycenia ich przez organy publiczne w krajach, w których znajdują się importerzy danych. Schrems II nie tylko zwiększa ryzyko kar i roszczeń odszkodowawczych, ale również w przypadku konieczności zawieszanie transferu danych może wiązać się z zakłóceniem w świadczeniu usług i tym samym mieć konsekwencje dla ciągłości prowadzenia działalności gospodarczej, uważają eksperci DLA Piper.

Wyrok w sprawie Schrems II skutecznie przeniósł problem i ciężar fundamentalnego konfliktu prawa – z polityków i ustawodawców na indywidualnych eksporterów i importerów danych. Spełnienie wymogów Schrems II jest wyzwaniem nawet dla najbardziej wyrafinowanych i dobrze wyposażonych organizacji i będzie poza zasięgiem możliwości wielu małych i średnich przedsiębiorstw. Tym, czego naprawdę potrzeba, jest rozwiązanie zasadniczego konfliktu przepisów prawa, a nie nakładanie na przedsiębiorstwa nierealistycznego obciążenia dotyczącego zgodności z przepisami i kolejnego utrudnienia dla handlu międzynarodowego w czasie wychodzenia z ogólnoświatowej pandemii – komentuje Ewa Kurowska-Tober.

Badanie DLA Piper objęło 27 państw członkowskich Unii Europejskiej oraz Wielką Brytanię, Norwegię, Islandię i Liechtenstein.

Rusza nowy fundusz Ipopema TFI na rynku złota i metali szlachetnych

Fundusze metali szlachetnych od miesięcy cieszą się dużym zainteresowaniem inwestorów. W zeszłym roku aktywa w nich zgromadzone przekroczyły 1,8 mld zł.  Zainteresowanie rośnie w dobie trwającej niepewności w globalnych gospodarkach oraz rosnącej inflacji. Złoto i metale szlachetne – zdaniem analityków – pozwalają inwestorom na lepsze zdywersyfikowanie portfela oszczędności przed realną utratą wartości w związku z dynamicznym wzrostem cen. Obserwując właśnie takie środowisko dla inwestycji IPOPEMA TFI zdecydowało się przekształcić jeden ze swoich funduszy otwartych w IPOPEMA SFIO Subfundusz Złota i Metali Szlachetnych.

Nowy Subfundusz jest ciekawym połączeniem kilku strategii, które do tej pory występowały na rynku, ale w różnych, oddzielnych rozwiązaniach. Wykorzystuje ekspozycję na rynek złota, innych metali szlachetnych oraz dodatkowo daje możliwość aktywnego wykorzystania potencjału jaki daje rynek akcji poprzez aktywną selekcję spółek z branży wydobywczej działających w tym sektorze.

W okresie dużej zmienności i niepewności na rynkach finansowych złoto zazwyczaj zyskuje na wartości, dzięki temu, że jest postrzegane jako tzw. „bezpieczna przystań” przez inwestorów. Dodatkowo poprzez relatywnie niskie znaczenie popytu i wykorzystanie metali szlachetnych w sektorze przemysłowym, wahania ich cen są̨ znacznie mniej powiązane z rynkiem akcji i obligacji. Co więcej, w okresach ujemnych realnych stóp zwrotu z depozytów i obligacji skarbowych, inwestycje w metale szlachetne okazują się jedną z klas aktywów zyskujących na cenie – komentuje Piotr Humiński – Zarządzający Portfelami w IPOPEMA TFI.

Światowa struktura popytu na kruszec głównie generowana jest poprzez popyt inwestycyjny, który stanowił w przybliżeniu ok. 47% światowego zapotrzebowania w roku 2020. Na drugim miejscu znajduje się popyt związany z branżą jubilerską, który odpowiada za ok. 38% światowego zapotrzebowania. Pozostałymi czynnikami są technologia (8%) oraz banki centralne (7%). Jednak tylko jeden z wymienionych czynników jest pozytywnie skorelowany z ceną złota i de facto ma największy wpływ na zmiany ceny kruszcu złota – jest nim sektor inwestycyjny.IPOPEMA SFIO Subfundusz Złota i Metali Szlachetnych

 

IPOPEMA TFI łączy trzy składniki portfela. Korzystnych wyników zarządzający nowym funduszem będą poszukiwać w funduszach złota ETF (50-70% portfela), pozostałych metali szlachetnych (do 20% portfela) oraz w potencjalne jaki dają akcje i ETF-y spółek działających na rynku złota i innych metali szlachetnych (0-30% portfela). W celu osiągnięcia niższych kosztów oraz lepszego odwzorowania ceny kruszcu, zwiększony został limit inwestycyjny dla funduszu otwartego z 20% do 50%. W tym zakresie, Fundusz będzie bazował na dwóch produktach renomowanych globalnych podmiotów zarządzających – Invesco Physical Markets PLC oraz iShares Physical Metals PLC.

IPOPEMA SFIO Subfundusz Złota i Metali Szlachetnych przeznaczony jest dla inwestorów poszukujących wyższych stóp zwrotu w oparciu o inwestycje realizowane za pośrednictwem funduszu w międzynarodowe rynki złota i metali szlachetnych. Oferta dostępna jest dla inwestorów, którzy dysponują wolną kwotą oszczędności już na poziomie 500 PLN.