Rozwój, wdrażanie i wykorzystywanie sztucznej inteligencji – ramy etyczne, odpowiedzialność i ochrona

Parlament Europejski przygotował w ostatnim czasie projekty sprawozdań w zakresie sztucznej inteligencji odnoszące się do tematyki ram etycznych, odpowiedzialności cywilnej oraz własności intelektualnej. W każdym z tych dokumentów, po raz kolejny, wyraźnie podkreślono pozytywne aspekty wykorzystania sztucznej inteligencji. Co więcej, w dwóch z tych dokumentów – Civil liability regime for artificial intelligence oraz A framework of ethical aspects of artificial intelligence, robotics and related technologies zawarto także projekty przyszłych regulacji oraz definicje sztucznej inteligencji.

Ramy etyczne

Parlament Europejski stwierdził, że rozwój, wdrażanie i wykorzystywanie sztucznej inteligencji, robotyki i powiązanych technologii, dokonywane przez ludzi, choć nie tylko, powinny zawsze odbywać się z poszanowaniem nadzoru sprawowanego przez ludzi, a także stwarzać możliwość odzyskania kontroli nad technologią przez człowieka w dowolnym momencie. Ponadto, uznano, że stwierdzenie czy sztuczna inteligencja, robotyka i powiązane technologie mają być uznane za technologie wysokiego ryzyka pod względem zgodności z zasadami etycznymi, powinno zawsze wynikać z bezstronnej, zewnętrznej oceny. W odniesieniu do przyszłej regulacji wskazano, że powinna ona objąć oprogramowanie, algorytmy oraz dane wykorzystywane przez technologie opracowywane, wdrażane i stosowane w UE bez względu na to, czy dane oprogramowanie, algorytmy czy dane są zlokalizowane na obszarze UE. Wszystko to ma oczywiście odbywać się z poszanowaniem zasad etycznych obowiązujących w UE, a także zapewniać poszanowanie ludzkiej godności oraz równe traktowanie, pozbawione znamion dyskryminacji. Podkreślono również, że AI, robotyka i powiązane technologie muszą być opracowywane, wdrażane i wykorzystywane w sposób przejrzysty i możliwy do identyfikacji tak, aby krajowe organy nadzoru mogły oceniać zgodność tych technologii z wymogami zawartymi w projektowanym rozporządzeniu. Odniesiono się również do danych biometrycznych wskazując, iż w przypadku ich wykorzystania organy władzy publicznej państw członkowskich powinny zapewnić, że wykorzystanie to ma miejsce jedynie w przypadku określonych celów, z poszanowaniem ludzkiej godności i praw podstawowych.

Odpowiedzialność cywilna

Projekt sprawozdania w zakresie odpowiedzialności cywilnej zawiera założenie, że sztuczna inteligencja nie może zostać poddana zbyt rozbudowanym, nowym ramom regulacyjnym. Zamiast tego należy bazować na już istniejących rozwiązaniach prawnych, dokonując ich koniecznych modyfikacji. Dodatkowo, uznano przyjęcie odpowiedzialności na zasadzie ryzyka za kluczową w definiowaniu AI i postrzeganiu potencjału tej technologii. Parlament Europejski nie zapominając o obywatelach UE wskazał, że powinni oni być uprawnieni do takiego samego poziomu ochrony i wynikającej z niej praw, niezależnie od tego czy szkoda została wyrządzona w wymiarze fizycznym czy wirtualnym.

Własność intelektualna

Dotychczas zarówno w Białej Księdze dot. AI, jak i w Europejskiej Strategii Danych brak było szczegółowych odniesień do kwestii ochrony praw własności intelektualnej w kontekście rozwoju technologii sztucznej inteligencji. Widoczna jest jednak znaczna zmiana w tym temacie, gdyż w jednym z najnowszych dokumentów dotyczących AI podkreślono, że w przypadku wpływu sztucznej inteligencji na ochronę praw własności intelektualnej zasadnym jest przyjęcie sektorowego podejścia. Co więcej, uznano, że innowacyjne rozwiązania wykreowane przez sztuczną inteligencję mogą zostać opatentowane, jeśli spełniają kryteria dotyczące wynalazków. Choć wskazano, że niektóre utwory wygenerowane przez AI mogą zostać uznane za tożsame z tymi stworzonymi przez człowieka, to Parlament Europejski opowiada się przeciwko nadaniu technologiom AI statusu twórcy.

Elżbieta Dziuba, Ekspertka Konfederacji Lewiatan

Czeska Policja będzie jeździć Land Cruiserami

Toyota dostarczyła czeskiej Policji w Průhonicach 12 modeli terenowych Land Cruiserów. Będą one służyć w Služba cizinecké policie (czeski odpowiednik Polskiej Straży Granicznej) na obszarach przygranicznych w całej Republice Czeskiej. Policja będzie stopniowo odbierać kolejne 38 aut z zakontraktowanej w przetargu liczby 50 samochodów Toyoty.

Łącznie 28 policyjnych Land Cruiserów w ciemnozielonym kolorze pomoże w wymagającej służbie czeskiej Straży Granicznej. Toyota Land Cruiser to jeden z ostatnich prawdziwych terenowych samochodów na rynku, umożliwiający patrolom policyjnym bezpieczne dotarcie tam, gdzie muszą pełnić swoją służbę, w tym w odległych górzystych terenach.

„Jesteśmy zaszczyceni, że czeska Policja oceniła nasz model jako najlepszą ofertę pod względem ceny i właściwości użytkowych. Cieszymy się, że Policja jest teraz wyposażona w odpowiednią technologię, na którą zasługuje podczas wykonywania swojej wymagającej służby” – powiedział Martin Peleška, dyrektor generalny Toyoty i Lexusa w Czechach.

Land Cruiser to samochód terenowy na ramie z ponad 65-letnią tradycją, znany z trwałości i niezawodności oraz świetnych właściwości terenowych. Jest to także nowoczesne auto o zaawansowanych technologiach bezpieczeństwa i wspomagających jazdę w terenie. Napędza go spełniający normę Euro 6 silnik wysokoprężny o pojemności 2,8 litra i mocy 177 koni mechanicznych, w połączeniu z 6-biegową manualną lub automatyczną skrzynią biegów i stałym napędem 4×4.

Na długiej liście dostępnego wyposażenia, ułatwiającego jazdę w trudnym terenie znajdują się skrzynia rozdzielcza z reduktorem, centralny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu (LSD) Torsen z blokadą, tylny mechanizm różnicowy LSD Torsen, system wspomagający zjazd ze wzniesienia (DAC) i pokonywanie podjazdów (HAC), układ zmiennej sztywności stabilizatorów (KDSS), system utrzymujący stałą prędkość w terenie (Crawl Control), system zmiennej charakterystyki napędu w zależności od terenu (Multi-Terrain Select), monitor pokazujący kąt skrętu kół podczas dokonywania manewru (Tyre Angle Display), aktywne zawieszenie (AVS) z systemem regulacji wysokości tylnej osi (AHC) oraz Drive Mode Select. Samochód może się poruszać na 17- i 19-calowych kołach.

Samochody Toyoty, głównie z napędem hybrydowym, jeżdżą również w policji kilku czeskich miast. Hybrydy są wybierane do służby w miastach ze względu na niskie koszty eksploatacji i niewielką emisję spalin. Ich zakup został dofinansowany w programie dotacji Ministerstwa Środowiska.

Fortinet ogłosił wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2020 roku

Fortinet, światowy lider w dziedzinie zintegrowanych i zautomatyzowanych rozwiązań cyberochronnych, przedstawił wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2020 roku.

Wybrane pozycje prezentują się następująco:

  • Przychody: 576,9 mln USD, wzrost o 22% rok do roku
  • Przychody z produktów: 192,3 mln USD, wzrost o 18% rok do roku
  • Kwota zafakturowanych zamówień: 667,8 mln USD, wzrost o 21% rok do roku
  • Przychody przyszłych okresów: 2,23 mld USD, wzrost o 26% rok do roku
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad GAAP: 0,60 USD
  • Rozwodniony zysk netto na akcję liczony według zasad innych niż GAAP: 0,60 USD
  • Marża operacyjna GAAP: 20,1%, wzrost o 940 punktów bazowych rok do roku
  • Marża operacyjna inna niż GAAP: 22,3%, wzrost o 190 punktów bazowych rok do roku
  • Przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej: 319,4 mln USD
  • Przepływy wolnych środków pieniężnych: 241,8 mln USD, wzrost o 50,7 mln USD rok do roku
  • 889,9 mln USD zapłaconych za wykupienie własnych akcji

– Wyniki finansowe Fortinet za pierwszy kwartał są rezultatem strategicznych wewnętrznych inwestycji, poczynionych w celu dostarczania wiodących w branży produktów i usług, ekspansji na sąsiednie rynki oraz rozwijania kanału sprzedaży komentuje Ken Xie, założyciel, prezes i dyrektor generalny Fortinet.Jesteśmy ważnym partnerem strategicznym dla swoich klientów. Nasz autorski układ zarządzający działaniem procesów ochronnych FortiASIC może zapewniać 10-krotnie większą przepustowość wirtualnych sieci prywatnych VPN niż rozwiązania konkurencji i tym samym wspierać pracowników zdalnych. Mamy nadzieję, że dzięki tej znaczącej przewadze będziemy dalej zdobywać udziały w rynku w trudnych obecnie warunkach gospodarczych. Wierzymy, że nasza sprawdzona w działaniu oferta dla pracowników zdalnych oraz SD-WAN, wraz z firewallem FortiGate, platformą Security Fabric oraz rozwiązaniami hybrydowymi i wielochmurowymi, wpłyną na efektywność kosztową infrastruktury cyfrowej w przedsiębiorstwach.

Colliers wspólnie z Office App wprowadzi na polski rynek nową technologię dla biurowców

Colliers International, wiodąca firma doradcza na rynku nieruchomości komercyjnych, rozpoczęła strategiczną współpracę z holenderskim twórcą platformy Office App wprowadzającej inteligentne rozwiązania do budynków biurowych. Od teraz to kompleksowe narzędzie będzie dostępne również dla najemców i właścicieli budynków biurowych w Polsce.

– Cieszę się ogromnie na partnerstwo z Office App i na nasze wspólne działania na rynku nieruchomości. Dzięki połączeniu naszych kompetencji będziemy mogli wspólnie wprowadzać innowacje do polskich biurowców, a także rozwijać nowe funkcjonalności, usprawniając pracę biura i podnosząc jego elastyczność – mówi Renata Hartle, manager ds. strategii flex office i rozwiązań technologicznych w Colliers International.

Colliers przeprowadził wieloetapową analizę światowego rynku PropTech, w ramach której Office App został oceniony jako jedna z najbardziej zaawansowanych platform do kompleksowego zarządzania biurem. System Office App powstał w 2014 roku i od tego czasu nieprzerwanie zwiększa swoje możliwości, integrując się z wieloma nowymi technologiami. Rozwiązanie funkcjonuje już w wielu budynkach, m.in. w Holandii, Wielkiej Brytanii, Szwajcarii czy Niemczech. Teraz, dzięki partnerstwu z Colliers, Office App będzie dostępny również w Polsce.

office appAplikacja dla użytkowników budynku posiada blisko 70 funkcjonalności, m.in. mobilny dostęp do biura, nawigacja po powierzchni, rezerwacja miejsc parkingowych, rejestracja gości, komunikacja między użytkownikami, dostęp do usług wraz z płatnościami w ramach aplikacji, a także analizę obrazu przesyłanych zgłoszeń czy rezerwację biurek, przestrzeni do pracy i spotkań. Zakres działania systemu jest indywidualnie ustalany na podstawie potrzeb najemców i możliwości technologicznych nieruchomości, a także dostosowywany do strategii klienta.

– Takie narzędzia nabierają jeszcze większego znaczenia obecnie, kiedy zmagamy się z pandemią COVID-19. Firmy muszą spełniać restrykcyjne procedury, aby ich siedziby były bezpieczne dla pracowników i zapewniały ciągłość działalności biznesowej. Office App znacznie im to ułatwia – pozwala zarządzać biurem, na przykład blokując poszczególne stanowiska pracy lub wyłączając przestrzenie zwiększonego ryzyka, moderować dostęp osób z zewnątrz poprzez funkcję zdalnego check-inu, a także komunikować pracownikom nowe zasady i wskazówki dotyczące bezpiecznej pracy – mówi Renata Hartle.

Już niedługo Office App zadebiutuje w warszawskim biurze Colliers, które stanie się   również miejscem testowania nowych funkcjonalności platformy przed wprowadzeniem ich na rynek. Potencjalni klienci już teraz mogą sprawdzić, w jaki sposób działa system. Nowa oferta Colliers kierowana jest nie tylko do najemców, ale również do właścicieli nieruchomości i deweloperów, którzy chcą zwiększyć atrakcyjność swojego obiektu.

– Współpraca z Colliers jest dla nas naturalną synergią doświadczeń i daje możliwość dalszego rozwoju. Chcemy wspólnie kreować nowe trendy na rynku biurowym i dostarczać wysokiej jakości rozwiązania – mówi Iain Thompson, Chief Commercial Officer w Office App.

AgriTech Hub otwiera polskim startupom drogę do Indii

Fundusz venture capital AgriTech Hub podjął współpracę z indyjskim inkubatorem Indigram Labs Foundation. Podmioty będą nawzajem wspierać się w działalności biznesowej, akceleracji oraz promowaniu spółek portfelowych na lokalnych rynkach, głównie w obszarze nowych technologii dla rolnictwa i branży spożywczej.

Jak wynika z danych OECD, Indie należą do najszybciej rozwijających się gospodarek na świecie. Ostatnie prognozy, uwzględniające sytuację związaną z pandemią COVID-19, pokazują, że wzrost realnego PKB Indii ma wynieść 5,1 proc., poczynając od 1 kwietnia br. Natomiast w 2021 r. ma wzrosnąć do 5,6 proc.[1] Należy przy tym zaznaczyć, że szczególnie istotnym segmentem gospodarki dla tego kraju jest rolnictwo, bowiem stanowi ono podstawowe źródło utrzymania dla ok. 58 proc.  ludności (populacja liczy obecnie ok. 1,3 mld).

Rolnictwo organiczne, biologiczne, biopestycydy – to trendy, które w tym obszarze gospodarki Indii odgrywają coraz istotniejszą rolę i w którym wzrasta zapotrzebowanie na innowacje. Te potrzeby mogą spełnić m.in. rozwiązania polskich startupów z obszaru agritech i foodtech, dlatego głównym celem współpracy podjętej przez AgriTech Hub i Indigram Labs Foundation, jest komercjalizacja rozwiązań na jednym z największych rynków rolniczych na świecie. Polskie projekty będą miały zarówno możliwość zaprezentowania swoich innowacji przed potencjalnymi klientami, jaki i  zagranicznymi inwestorami. Podobne perspektywy rysują się przed indyjskimi startupami, którym AgriTech Hub otworzy drzwi do europejskiego rynku VC.

 

Jak wskazują prognozy, już w ciągu kilku najbliższych lat, Indie staną się najludniejszym krajem świata, wyprzedzając Chiny. Tak znaczący przyrost naturalny pociąga za sobą istotne wyzwania dla rolnictwa, jak choćby wyżywienie mieszkańców. To rodzi ogromną potrzebę wdrażania innowacji i nowych technologii. Naszym zdaniem może być to szansa dla polskich startupów i naszych spółek portfelowych, które tworzą nowoczesne rozwiązania dla rolnictwa oraz sektora żywności, do wykorzystania na masową skalę – komentuje Marcin Woźniak, CEO funduszu AgriTech Hub.

Rolnictwo w Indiach jest rozdrobnione i słabo zorganizowane. Widzimy potrzebę wykorzystania potencjału tego sektora do wzmocnienia wzrostu gospodarczego Indii przy jednoczesnym rozwoju zrównoważonych praktyk rolniczych. To czego potrzebuje rolnictwo w Indiach to innowacje technologiczne, które tu i teraz pozwolą na rozwiązanie codziennych problemów branży, a w dłuższej perspektywie istotnie przyczynią się do rozwoju gospodarki – wyjaśnia dr Mansiha Acharya, CEO Indigram Labs.

[1] https://economictimes.indiatimes.com/news/economy/indicators/oecd-lowers-indias-fy21-gdp-growth-to-5-1-pc-on-coronavirus-concerns/articleshow/74446482.cms

Odsetki od pożyczek w związku z COVID-19 a koszty podatkowe

Epidemia koronawirusa zmusza przedsiębiorców do korzystania z różnych form poprawy płynności finansowej. Część z nich decyduje się na wsparcie w postaci pożyczek i kredytów. Ustawa nazywana tarczą antykryzysową nie zdjęła jednak z podatników ograniczeń związanych z rozliczeniem odsetek od takiego wsparcia w kosztach CIT. W konsekwencji przepisy art. 15c ustawy o CIT obowiązują w dotychczasowym brzmieniu, a podatnicy decydujący się na wsparcie w postaci pożyczek lub kredytów powinni przeanalizować aspekty podatkowe tego instrumentu. W szczególności słabnące wyniki spółki oraz konieczność korzystania ze zwiększonej kwoty pożyczek może przynieść negatywne konsekwencje dla podatników.

Ograniczenie art. 15c ustawy o CIT

Zgodnie z art. 15c ust. 1 ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych podatnicy nie mogą zaliczyć do kosztów uzyskania przychodów nadwyżki wydatków na finansowanie dłużne (różnicy pomiędzy kosztami finansowania dłużnego zaliczanymi do kosztów uzyskania przychodu a przychodami o charakterze odsetkowym) w części przewyższającej 30% kwoty odpowiadającej nadwyżce sumy przychodów ze wszystkich źródeł bez uwzględniania przychodów dotyczących finansowania nad sumą kosztów podatkowych pomniejszonych o sumę odpisów amortyzacyjnych oraz koszty finansowania dłużnego nieuwzględnione w wartości początkowej środka trwałego. Ograniczenie dotyczy jedynie sytuacji, gdy ww. koszty finansowania przewyższyły 3 mln zł. Oznacza to, że limitów wynikających z tych przepisów nie stosuje się do kwot nieprzekraczających 3 mln zł. Przykładowo więc, jeżeli podatnik poniósł koszty finansowania w kwocie 4,5 mln zł, to przepisu art. 15c ust 1 ustawy o CIT nie stosuje się do nadwyżki kosztów finansowania nieprzekraczającej 3 mln zł, lecz jedynie do kwoty 1,5 mln zł. Potwierdzają to także wyroki sądowe – por. wyrok WSA w Poznaniu z dnia 12 grudnia 2018 r., sygn. I SA/Po 699/18.

Do kosztów finansowania zalicza się w szczególności odsetki, skapitalizowane odsetki, opłaty, prowizje i premie, a także część odsetkową raty leasingowej czy koszty zabezpieczenia zobowiązań.

Co ważne, powyższy zakaz rozliczenia kosztów finansowania w kosztach powyżej określonej wartości odnosi się do finansowania zarówno od podmiotów powiązanych, jak i niepowiązanych. Dotyczy to więc wszystkich kosztów finansowania, także zewnętrznego.

Ostateczna wysokość ograniczenia jest ściśle związana z sytuacją finansową podatnika, w szczególności wskaźnikiem EBITDA podatkowym, który liczy się nieco odmiennie niż tradycyjny wskaźnik EBITDA. W uproszczeniu w sytuacji, kiedy przychody podatkowe spółki maleją, zmniejsza się także wartość wskaźnika, przez co podatnicy ponoszący wyższe koszty związane z finansowaniem nie mogą ich zaliczyć do kosztów podatkowych.

Odliczenie w kolejnych okresach

Jedyna preferencja dla podatników to możliwość rozliczenia kosztów finansowania wyłączonych w danym roku podatkowym z kosztów uzyskania przychodu w ciągu kolejnych pięciu lat podatkowych. Należy jednak pamiętać o tym, żeby zmieścić się w limicie określonym w przepisach w danym roku podatkowym. Oznacza to, że jeżeli podatnik stale przekracza limit, to nie może rozliczyć wspomnianej nadwyżki. Możliwość rozliczenia nadwyżki w ciągu kolejnych pięciu lat nie wynika z tarczy antykryzysowej, lecz z dotychczas obowiązujących przepisów.

Pożyczki w związku z COVID-19

Pierwsza tarcza antykryzysowa, tj. ustawa z dnia 31 marca 2020 r. o zmianie ustawy o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych oraz niektórych innych ustaw oraz jej nowelizacja, czyli ustawa z dnia 16 kwietnia 2020 r. o szczególnych instrumentach wsparcia w związku z rozprzestrzenianiem się wirusa SARS-CoV-2, nie przewidują żadnego wsparcia podatników w zakresie wyżej omówionego ograniczenia zaliczenia do kosztów podatkowych kosztów finansowania. Nie ulega wątpliwości, że przepis art. 15c ustawy o CIT jest bardzo niekorzystnym przepisem w przypadku kryzysu, gdyż przychody spadają stosunkowo szybciej niż koszty, w konsekwencji czego zysk jest niewielki, a potrzeba finansowania rośnie. Prowadzi to do negatywnych efektów podatkowych dla przedsiębiorców i pogłębia kryzys.

Pomimo apeli pracodawców z różnego rodzaju organizacji działania rządu w zakresie instrumentów podatkowego wsparcia ich działalności są bardzo ograniczone. Przykładowo w jednym z apeli Rady Przedsiębiorczości, w skład której wchodzą organizacje zrzeszające pracodawców (apel z 3 kwietnia 2020 r.), poproszono o ograniczenie stosowania art. 15e oraz 15c ustawy o CIT, podpierając się brakiem możliwości wypracowania odpowiedniego EBITDA, umożliwiającego odliczenie kosztów podatkowych. Rząd nie uwzględnił jednak takich apeli, ograniczając do minimum wsparcie podatkowe. Łącząc to z nieoficjalnymi doniesieniami, o których pisała Rzeczpospolita w artykule „Korzystasz z pomocy, przygotuj się na kontrolę”, należy się spodziewać, że po okresie kwarantanny urzędy ruszą ze wzmożonymi kontrolami podatkowymi, także w zakresie art. 15c ustawy o CIT.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Rzecznik MŚP postuluje do wicepremier Jadwigi Emilewicz o objęcie bonem turystycznym wszystkich Polaków płacących podatki

Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców Adam Abramowicz skierował pismo do wicepremier Jadwigi Emilewicz, w którym postuluje, żeby bonem turystycznym objąć wszystkich Polaków płacących podatki. Zdaniem Rzecznika powszechność bonu, nawet przy zmniejszeniu wartości pojedynczego świadczenia lepiej przysłuży się branży turystycznej.

W piśmie Adam Abramowicz negatywnie ocenił pomysł, aby ze wsparcia wykluczeni byli przedsiębiorcy. Zdaniem Rzecznika bon ten powinien przysługiwać każdemu obywatelowi  który płaci w Polsce podatki. Niezależnie od tego, czy odprowadzane są one od umowy o pracę, umowy cywilnoprawnej, emerytury czy też przedsiębiorca opłaca je samodzielnie z tytułu swojej działalności. Świadczenie nie powinno  być także uzależnione od wysokości dochodu.

Abramowicz w piśmie do wicepremier podkreślił, że nie postuluje zwiększenia nakładów na program, zdaje sobie bowiem sprawę, z trudnej sytuacji budżetowej spowodowanej kryzysem epidemicznym. Rzecznik MŚP zaproponował proporcjonalne zmniejszenie wartości pojedynczego bonu, uzasadniając iż zwiększenie grupy beneficjentów spowoduje większe zainteresowanie ofertą turystyczną, za którą turyści zapłacą częściowo bonem a częściowo z własnej kieszeni.

– Bon turystyczny ma w założeniu pomóc branży wyjść głębokiego dołka, w który wpadła w obliczu pandemii. Jednak powinno to być tak zorganizowane, że bon powinien otrzymać każdy kto płaci podatki, a nie tylko ograniczona grupa osób. Będzie to lepsze rozwiązanie, nawet jeśli ta kwota zostanie zmniejszona. W interesie firm turystycznych jest, aby jak najwięcej osób skorzystało z bonu, ponieważ każdy z korzystających dodatkowo zostawi w branży własne środki – uzasadnia Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców.

W perspektywie globalnej pandemia COVID przyspiesza. Analiza najnowszych danych

W perspektywie globalnej pandemia COVID przyspiesza. Na świecie notuje się coraz więcej zachorowań – liczba nowych potwierdzanych infekcji to około 100 tys. dziennie. Wzrost dynamiki pochodzi głównie z Ameryki Południowej oraz Azji. Ameryka Północna od dłuższego czasu bez większych zmian – niezmiennie duże przyrosty. W Europie, szczególnie w ujęciu bez Rosji, koronawirus w wyraźnej defensywie, natomiast siedmiodniowa średnia ruchoma dla Polski wyraźnie wskazuje na wzrost nowych zakażeń.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-0-kontynenty

Kierunek zmian trendu w Polsce jest przeciwny do tych w innych krajach europejskich. Zdecydowana większość Europy charakteryzuje się mniejszymi przyrostami dziennymi niż te obserwowane w naszym kraju (na wykresie kraje niemal „leżą” na osi poziomej), gdy jeszcze niedawno sytuacja była odwrotna. Trajektoria Polski jest dosyć podobna do przebiegów dla Ukrainy i Szwecji oraz – jeszcze do niedawna – była niemal identyczna do tej dla Rumunii (Rumunia notuje spadki). Choć, wyróżniając województwo śląskie, nadal mamy do czynienia z „Polską dwóch prędkości”, to w ostatnich dniach notuje się wzrosty nowych zakażeń również w innych regionach (np.: w dolnośląskim, łódzkim, wielkopolskim).covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-1-60k

Obserwacja trajektorii w skali do 100 tys. łącznych potwierdzonych zakażeń ujawnia nowe „rosnące” kraje: Pakistan, Chile, Meksyk i Arabię Saudyjską.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-2-100k

Skala do 200 tys. „wzbogaca” listę „rosnących” o Indie, Peru oraz Iran.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-3-200k

Perspektywa do 400 tys. infekcji pokazuje dramat Rosji i Brazyli.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-4-400k

Nadal jednak żaden kraj nie zbliża się nawet do poziomów obserwowanych w Stanach Zjednoczonych.covid-19-mariusz-gromada-cykl-13-trajektorie-skala-5-1800k

Źródło: Mariusz Gromada, matematyk, statystyk, dyrektor Departamentu Customer Intelligence w Banku Millennium, opracowanie własne z dnia 27.05.2020 na podstawie danych udostępnianych przez The Johns Hopkins University https://github.com/CSSEGISandData/COVID-19

Optymistycznie na rynkach

Optymistyczny ton rynków jest podtrzymywany pomimo zakłóceń związanych z relacjami USA i Chin. Ambitny plan pomocowy Unii Europejskiej obniża premię za ryzyko podziałów w bloku i zagrożenia niewypłacalności członków, ale z perspektywy EUR wszystko dobre już jest w cenie. Rajd złotego przystopował, a dzisiejsza decyzja RPP powinna być neutralna.

Optymizm związany z nadziejami na odbicie gospodarcze i triumf nad koronawirusem ciągnie aktywa ryzykowne w górę. Rynek preferuje beztrosko podchodzić do ryzyk związanych z pogorszeniem relacji między USA i Chinami, mimo że te się mnożą. Na razie niemal nieodczuwalny był wpływ informacji, że USA nie traktują już Hongkongu jako niezależnego od Chin. Według doniesień administracja prezydenta USA Trumpa rozważa zawieszenie preferencyjnej stawki celnej dla eksportu z Hongkongu do USA. Możliwe jest też zaostrzenie sankcji na Chiny i chińskie podmioty. Cokolwiek udało się wygrać umową handlową pod koniec ubiegłego roku, teraz może być szybko przekreślone. Ale jako to zwykle bywa na rynkach, informacja jest istotna, jeśli nie przykrywa jej ważniejsza sprawa. A na razie zamartwianie się nie jest najistotniejsze.

Poczucie zadowolenia jest podtrzymywane w Europie dzięki ambitnemu planowi funduszu naprawczego, który został wczoraj przedstawiony przez Komisję Europejską. Projekt przewiduje 500 mld EUR w grantach oraz 250 mld EUR w postaci pożyczek. Środki mają pochodzić z emisji wspólnego długu. EUR/USD zdołał wyjść ponad 1,10, ale nieznacznie i bez siły na kontynuację umocnienia. Założenia funduszu mniej więcej były zgodne z oczekiwaniami, a zatem już wcześniej ujęte w wycenie euro. Plan jest po rozsądnej stronie, ale trzeba też pamiętać, że wciąż jest propozycją, która teraz będzie dyskutowana przez rządy państw członkowskich. A to oznacza, że na pewnym etapie będzie osłabiony w swojej sile, biorąc pod uwagę wcześniej zgłaszany opór tzw. „frugal four”: Australii, Danii, Holandii i Szwecji. Konsensus wymaga spotkania się po środku, a to oznacza, że i z perspektywy euro finalnie niższe poziomy są bardziej uzasadnione. Sprzedaż faktów zagraża powrotem EUR/USD pod 1,10.

Po ostatniej imponującej fali umocnienia złotego przyszło uspokojenie. W środę ostatni zryw sprzedaży EUR/PLN pod 4,41 dość szybko został odwrócony i dziś rano kurs dryfuje blisko 4,4250. Czyżby EUR/PLN sięgnął poziomu, przy którym wzmocniła się chęć do taktycznej sprzedaży złotego? Moim zdaniem to teraz największe ryzyko dla złotego – wygaszanie krótkich pozycji w złotym kiedyś musi się zakończyć, a jeśli za rajdem stałą tylko generalna poprawa nastawienia wobec rynków wschodzących, to prędzej czy później inwestorzy spekulacyjni będą chcieli grać pod odbicie. Na razie jednak, póki nastroje na rynkach zewnętrznych są optymistyczne, złoty powinien być stabilny. Dzisiejsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej także nie powinna przynieść fajerwerków. Nie oczekujemy zmiany poziomu stóp procentowych. O ile sytuacja ekonomiczna nie ulegnie wyraźnemu pogorszeniu względem aktualnych oczekiwań, polityka stóp procentowych sięgnęła dolnego limitu i RPP powinna teraz skupić wysiłki na zarządzaniu programem skupu aktywów i wsparciu programów pożyczkowych rządu. Biorąc pod uwagę, że Rada zrezygnowała dziś z konferencji prasowej (otrzymamy tylko komunikat), umniejsza to szanse na zakomunikowanie zmian w polityce.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Połowa informacji w sieci jest fałszywa, pytanie która?

Określenie “fake news” to buzzword ostatnich miesięcy. Pandemia COVID-19 po raz kolejny przypomniała nam o mrocznej stronie ludzkiej natury. Czy na pewno ludzkiej? Za pomysł odpowiedzialny jest co prawda człowiek, ale za tworzenie i dystrybucję… Sztuczna inteligencja. Jak twierdzą naukowcy z Carnegie Mellon University, prawie połowa wszystkich kont rozpowszechniających wiadomości o koronawirusie za pośrednictwem serwisu Twitter to tzw. boty. Czy i ty dałeś się nabrać?

Proces dezinformacji społeczeństwa postępuje z każdym dniem. Opracowane przez internetowych trolli metody stają się coraz bardziej wysublimowane i wiarygodne, co sprawia, że ciężko jest dziś odróżnić prawdę od fikcji. Niemała w tym zasługa technologii sztucznej inteligencji. Specjalnie opracowane oprogramowanie skutecznie wykorzystuje algorytmy uczenia maszynowego, które cały czas doskonalą swoje działanie dzięki dostępowi do niemal nieograniczonej ilości danych z sieci. – Jeszcze niedawno newsy opracowane przez SI, wywoływały raczej salwę śmiechu, natomiast od pewnego czasu ich precyzja i wiarygodność są niepokojące. Sztuczna inteligencja potrafi stworzyć angażujący kontekst, który dla laika, może być przekonujący. To niebezpieczny proceder, któremu powinniśmy jak najszybciej przeciwdziałać. – zauważa Krzysztof Kozłowski z inPlus Media, agencji Public Relations, specjalizującej się w komunikacji marek sektora IT i przemysłu. Ekspert agencji ostrzega przed konsekwencjami tych zaniedbań: – To skuteczna metoda na tworzenie szumu informacyjnego, sterowanie opinią publiczną i manipulowanie historią. Na świecie istnieje zapewne wiele instytucji, które chętnie wykorzystają możliwości tego narzędzia, dla własnych, wątpliwych moralnie celów.

Dyktatura botów

By dojść do takiego wniosku, badacze Carnegie Mellon przyjrzeli się 200 milionom tweetów opublikowanych od stycznia 2020, które dotyczyły tematyki związanej z niebezpiecznym wirusem chińskiego rodowodu. Na podstawie przeprowadzonej analizy doszli oni do wniosku, że spośród tych tweetów, aż 45% z nich pochodzi z kont, które zachowywały się bardziej jak bot niż człowiek.

Takie zachowanie obejmowało między innymi tweetowanie więcej niż jest to fizycznie możliwe dla człowieka i publikowanie serii tweetów z wielu krajów, które oddalone są od siebie na tyle, że ciężko uwierzyć, by w ciągu zaledwie kilku godzin, jakikolwiek człowiek mógł przemieszczać się tak szybko.

We wszystkich kontach, które naukowcy zidentyfikowali jako boty, udało się wyróżnić ponad 100 fałszywych narracji związanych z COVID-19. Te fałszywe narracje obejmowały przede wszystkim konspiracyjne teorie spiskowe, dotyczące powiązania sieci gsm nowej generacji (popularne 5G) z COVID-19 oraz używania manekinów w szpitalach, po to, by oszukiwać ludzi, dzięki czemu mieli oni odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z kryzysem służby zdrowia publicznego. Tworzenie podziałów było jednym z głównych celów kont botów zidentyfikowanych przez badaczy.

Kathleen Carley, profesor informatyki na Carnegie Mellon University, która przeprowadziła badanie, powiedziała NPR, że ludzie powinni zachować czujność podczas czytania tweetów na temat pandemii online. „Nawet jeśli ktoś wydaje się pochodzić z Twojej społeczności, jeśli nie znasz go osobiście, przyjrzyj się mu bliżej i zawsze szukaj informacji w autorytatywnych lub zaufanych źródłach”.

Profesor Jeff Hancock, ekspert komunikacji z Uniwersytetu Stanforda przekonuje, że to właśnie zbyt dużo niewiadomych związanych z koronawirusem, stoi zwykle za zaufaniem, jakim internauci darzą fake newsy. W czasach globalnego lockdownu media społecznościowe stały się skuteczną tubą propagandową. Grupa odbiorców była olbrzymia. Zgodnie z analizą “Europa w izolacji”, którą przygotowała warszawska spółka Big Data, specjalizująca się w digital marketingu – Cloud Technologies, w czasie największego zagrożenia epidemicznego, mobilność Europejczyków zmniejszyła się co najmniej o połowę.

Zmanipulowane treści z social mediów są one zwykle bardziej szokujące, sensacyjne i silniej oddziałujące na wyobraźnię niż oficjalne komunikaty, co działa niczym nawóz, który wspomaga ich rozwój i zwykle pozwala im skutecznie się rozprzestrzeniać. – Nie należy jednak pozwalać na łatwą „infekcję” dezinformacją i zawsze zachować dystans do informacji kolportowanych tą drogą. Zawsze, starając się weryfikować ją w co najmniej dwóch źródłach. Sprzymierzeńcem nie jest tutaj także strach, przez który internauci wierzą fake newsom, by szybko znaleźć, a właściwie wykreować winnych całej tej sytuacji. – ostrzega Krzysztof Kozłowski, konsultant inPlus Media.

NCBiR dofinansuje projekt ODLEWNI RAFAMET Sp. z o.o.

Informacja o wyborze projektu ODLEWNI RAFAMET Sp. z o.o. do dofinansowania przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Zarząd Fabryki Obrabiarek RAFAMET S.A. w Kuźni Raciborskiej informuje, że w dniu dzisiejszym powziął informację o wyborze przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju do dofinansowania projektu badawczo – rozwojowego spółki zależnej ODLEWNIA RAFAMET Sp. z o.o. pod nazwą: „Opracowanie innowacyjnej technologii wytwarzania wielkogabarytowych odlewów z żeliwa sferoidalnego o specjalnych własnościach w technologii Full Mould, dedykowanych do produkcji narzędzi tłoczących w sektorze automotive”, złożonego w ramach konkursu nr 1/1.1.1/2020 Szybka Ścieżka.

Suma kosztów kwalifikowanych projektu wynosi 17.898.387,50 zł, a kwota dofinansowania to 7.481.798,13 zł. Emitent udzielił podmiotowi zależnemu promesy pożyczki w wysokości 10.500.000,00 zł przeznaczonej na finansowanie powyższego projektu badawczo – rozwojowego. RAFAMET S.A. i ODLEWNIA RAFAMET Sp. z o.o. podejmą działania zmierzające do poszukiwania zewnętrznego źródła dofinansowania tego przedsięwzięcia.

Z wakacji kredytowych można się wycofać

  • Wnioski o wakacje kredytowe złożyło w bankach ponad 800 tys.* kredytobiorców. Niektórzy zrobili to pochopnie i bez dokładnej analizy za i przeciw. 
  • Oświadczenia związane z aneksami pozwalającymi na odroczenie spłaty rat można wycofać z banku w ciągu 14 dni.
  • Część kredytobiorców w związku z wakacjami kredytowymi składa do banków skargi. Jest ich już prawie 8 tysięcy.

Pandemia pozbawiła wielu kredytobiorców pracy i dochodów. Dla wielu z nich spłata rat zaciągniętych zobowiązań hipotecznych okazała się nierealna. Banki zareagowały szybko, oferując swoim klientom tzw. wakacje kredytowe. Od marca do końca kwietnia na taką możliwość zdecydowało się aż 800 tys. Polaków. Wielu z nich zrobiło to jednak pod wpływem emocji związanych z niepewnym statusem swojego zatrudnienia, a nawet paniki wywołanej przez koronawirusa i zamrożenie gospodarki. Kiedy aneksy do umów kredytowych zatwierdzające wakacje kredytowe zaczął analizować Rzecznik Finansowy i kancelarie prawne, okazało się, że oferta odroczenia spłat może mieć negatywne konsekwencje.

– Wakacje kredytowe to jedynie chwilowe rozwiązanie problemu i w dodatku kosztowne. Po pierwsze odroczenie spłat rat hipotecznych nie oznacza anulowania długu. Wiąże się z dodatkowymi kosztami jakie będzie musiał ponieść kredytobiorca. Wprawdzie banki nie pobierają opłat za samą zmianę harmonogramu, ale dodatkowy koszt wynika ze zwiększenia okresu kredytowania, bo dłużej będziemy „dysponować” kapitałem pożyczonym przez bank – mówi adw. Karolina Krupińska Dyrektor Departamentu Prawnego e-Kancelaria Grupa Prawno-Finansowa Sp. z o.o. – Po drugie niektóre oświadczenia i zapisy aneksów przedkładane do podpisu klientom zawierały sformułowania, jakoby bank posiadał bezsporną wierzytelność względem klienta. Złożenie podpisu pod takim oświadczeniem może w przyszłości utrudnić drogę do procesu kredytobiorcy zadłużonemu we franku szwajcarskim.

Aneks do umowy z bankiem trzeba przemyśleć i poddać analizie prawnej

O ryzyku związanym z wakacjami kredytowymi Rzecznik Finansowy poinformował 21 kwietnia. W pierwszych dniach maja podtrzymał swoje zastrzeżenia, kierując do Sądu Okręgowego w Warszawie „wniosek o udzielenie zabezpieczenia roszczenia o zaniechanie nieuczciwej praktyki rynkowej przeciwko jednemu z banków oferujących wakacje kredytowe”. Wprawdzie bank wycofał się z kontrowersyjnego zapisu, ale po niepokojących sygnałach ze strony Rzecznika Finansowego i analizach prawnych część kredytobiorców zdecydowała się wycofać z odroczenia spłat.

– Kredytobiorca ma prawo do odstąpienia od aneksu w terminie 14 dni i kontynuowania umowy na dotychczasowych warunkach. Odstąpienie od wniosku o wakacje kredytowe nie wymaga podawania przyczyn. Powodem może być np. sytuacja, w której konsument uzna, że skorzystanie z wakacji kredytowych mu się nie opłaca lub też jego sytuacja finansowa nie pogorszyła się tak bardzo, jak pierwotnie przypuszczał. Ważne jest również to, że banki nie mogą w sprawie rezygnacji z aneksu wymagać osobistej wizyty klienta w placówce, jeżeli nie była ona wymagana przy jego zawarciu. Czas 14 dni najczęściej liczy się od dnia otrzymania przez konsumenta nowego harmonogramu spłat – wyjaśnia adw. Karolina Krupińska z e-Kancelaria.

Skargi na wakacje kredytowe

Jeśli od podpisania aneksu dotyczącego wakacji kredytowych minęło więcej niż 14 dni, a klient banku z jakiegoś powodu nie jest zadowolony z zaoferowanych mu warunków lub przebiegu rozmów z bankiem, może złożyć skargę. Do końca kwietnia takich skarg wpłynęło do banków 7,8 tys. Najczęściej dotyczyły opóźnień w procedowaniu wniosków, niezrozumienia oferty danego banku, braku szybkiej i właściwej komunikacji z klientem, ale także sytuacji, gdy umowa została już wypowiedziana lub kredyt był w postępowaniu egzekucyjnym lub w windykacji.

– Skarg jest stosunkowo mało, bo dopiero pierwsze decyzje są wydawane, a wnioski o wakacje wdrażane. Niektórzy klienci pytali nas o opinię odnośnie tych wniosków. Szczególnie w przypadku kredytów zaciąganych we frankach szwajcarskich warto poddać prawnej analizie dokumenty z banku. Takie działania zalecamy w związku z możliwym w przyszłości procesem o unieważnienie umowy kredytowej zawartej w CHF. W jednej z ostatnich decyzji Sąd Najwyższy uznał, że wadliwy mechanizm waloryzacji kredytu prowadzi do unieważnienia całej umowy. 

Ze względu na dość krótki czas jaki upłynął od wprowadzenia wakacji kredytowych można się spodziewać, że w najbliższych miesiącach skarg do Rzecznika Finansowego będzie więcej. Warto je dobrze udokumentować, żeby liczyć na pozytywne rozpatrzenie. Z pewnością warto skonsultować z kancelarią prawną kroki podejmowane wobec banku w związku z kredytem CHF – mówi adw. Karolina Krupińska z e-Kancelaria.

*Dane Związek Banków Polskich (dane na koniec kwietnia).

Google dodaje nowe opcje na Mapach i w wyszukiwarce by pomóc przedsiębiorcom w czasach COVID-19

Google wprowadził właśnie nowe funkcje na Mapach Google oraz w wyszukiwarce, dzięki którym przedsiębiorcy mogą łatwo i szybko informować swoich klientów o nowych opcjach swojej działalności oraz możliwościach wsparcia ich biznesów. Już teraz klienci mogą m.in. nabyć kartę upominkową czy dokonać rejestracji online bezpośrednio na profilu Google Moja Firma. Wśród partnerów globalnego wdrożenia nowych funkcji znalazła się również polska firma Booksy.

Aby dostosować się do trudnych warunków prowadzenia biznesu w czasach pandemii, przedsiębiorcy coraz częściej sięgają po narzędzia cyfrowe. Według opublikowanego niedawno raportu Connected Commerce Council 1 na 3 właścicieli małych firm twierdzi, że bez pomocy narzędzi cyfrowych zmuszony byłby zamknąć firmę lub ograniczyć jej działalność.

Płynne przejście do usług online

Pomimo kolejnych etapów odmrażania gospodarki wciąż wiele biznesów mierzy się z poważnymi trudnościami i musi sprawnie dopasowywać ofertę do bieżących okoliczności, licząc się z tym, że część klientów nie od razu wróci do korzystania z usług offline.

Dzięki nowym funkcjom Google ułatwia klientom nie tylko odkrywanie usług online, ale również proces rezerwacji spotkań. Zarezerwuj z Google to bezpośrednia rezerwacja usług online z profilu firmy w Google. Dzięki tej opcji firmy mogą oferować jeszcze łatwiejszy sposób rezerwowania terminów, a klienci w jednym miejscu mogą szybko znaleźć dostępne godziny, zarezerwować datę i od razu dodać ją do swojego Kalendarza Google. Dotychczas miliony użytkowników dokonywało rezerwacji terminów i miejsc w salonach kosmetycznych czy restauracjach dzięki integracji usługi z ponad setką partnerów. Teraz Google rozszerza ofertę o kolejnych, w tym Regis, WellnessLiving czy Zooty. Do tego grona dołączyła również polska firma Booksy.

Dzięki temu rozwiązaniu firmy, które korzystają z Booksy mogą oferować możliwość jeszcze prostszej rezerwacji online bezpośrednio w swoich profilach Google Moja Firma – mówi Stefan Batory z Booksy. – Dotyczy to lokalnych biznesów z branży beauty, ale również dużych instytucji finansowych jak Alior Bank.

Kolejna wprowadzona dziś funkcja  daje przedsiębiorcom posiadającym konto w Google Moja Firma możliwość szybkiego poinformowania klientów o nowościach w  swojej ofercie. Już niebawem firmy będą mogły dodawać do swoich wizytówek takie propozycje jak “zajęcia online” i “spotkanie online” .

Aktualizacja najważniejszych informacji o firmie

W obecnych okolicznościach informacja “otwarte” lub „zamknięte” już nie wystarcza. Od początku trwania pandemii Google sukcesywnie udostępnia nowe narzędzia, które pomagają biznesom informować klientów o tym, jak i kiedy działają. Niezależnie od branży wszystkie podmioty mają możliwość oznaczania się jako tymczasowo zamknięte jak również aktualizowania informacji  o ponownym otwarciu, nowych godzinach działania oraz dodatkowych komunikatów dotyczących COVID-19.

Od początku marca już ponad milion firm udostępniło komunikaty COVID-19, a klienci w poszukiwaniu informacji każdego tygodnia klikali średnio aż 2 miliony razy w profile firm w Google. Mimo kolejnych etapów odmrażania gospodarki i otwarcia restauracji wciąż wiele osób decyduje się na zamawianie jedzenia do domu lub odbioru na wynos. W odpowiedzi na te potrzeby Google dodał jeszcze więcej zewnętrznych dostawców, by głodni klienci mogli zamawiać ulubione dania z dodatkowych 25 000 restauracji bezpośrednio z Google. Wkrótce zostanie wprowadzona też możliwość wskazywania preferowanych partnerów dostaw w profilu Google Moja Firma.

Łatwość i bezpieczeństwo odbioru jedzenia okazało się być dodatkowym elementem wpływającym na decyzję o wyborze restauracji. Dlatego Google dodał opcje takie jak „dostawa pod drzwi”, „brak konieczności kontaktu z dostawcą” i „możliwość konsumpcji w lokalu”, aby restauracje mogły w łatwy sposób udostępnić wszystkie ważne dla klientów  informacje na swoich profilach biznesowych, zarówno w wyszukiwarce jak i Mapach. Od marca ponad 3 miliony restauracji dodało lub zaktualizowało swoje opcje oferty.

Prosty sposób informowania klientów o możliwości wsparcia

Teraz bardziej niż kiedykolwiek ludzie na całym świecie szukają sposobów by wesprzeć lokalne biznesy znajdujące się w trudnej sytuacji. Wpisywane w wyszukiwarkę zapytanie „jak pomóc małym firmom” osiągnęło rekordową liczbę w w marcu br., jego liczba wzrosła aż o 700% w porównaniu do poprzedniego miesiąca. Aby łatwo wspierać wybrane biznesy już niebawem użytkownicy będą mogli korzystać z wyszukiwarki oraz Map Google by znaleźć te, które akurat proszą o pomoc.

Na bazie  haseł wpisywanych w wyszukiwarkę oraz Mapy Google firma przeanalizowała jaki wpływ ma COVID-19 na działanie małych biznesów, ale także w jaki sposób klienci chcieliby nadal korzystać z usług lokalnych firm. Konsumenci na całym świecie szukają sposobów, by mimo pandemii wciąż móc wspierać księgarnię za rogiem, lokalną restaurację czy ulubione studia jogi – bo te miejsca tworzą  właśnie unikalny charakter ich okolicy.

Aby pomóc lokalnym biznesom oraz społecznościom, które chcą je wspierać, Google wprowadził nowe rozwiązania, udostępniając firmom w 24 krajach dodawanie linków do darowizn oraz kart podarunkowych do ich profili biznesowych na Mapach. W przypadku darowizn firma współpracuje z PayPal i GoFundMe, zaś jeśli chodzi o karty podarunkowe czy vouchery, właściciele firm mogą przekierowywać klientów bezpośrednio do odpowiedniej zakładki na swojej stronie lub łączyć do  ofert jednego z  certyfikowanych partnerów (np. Square, Toast, Clover czy Vagaro).Google_3

Gremi Personal organizuje 6 czerwca drugi lot czarterowy dla obywateli Ukrainy pracujących w Polsce

Gremi Personal, polska agencja zatrudnienia międzynarodowego, przygotowuje drugi lot czarterowy z Kijowa (Lotnisko Boryspol) dla swoich pracowników, a także dla obywateli Ukrainy, którzy posiadają wizy i umowy o pracę w Polsce. Lot zaplanowano na 6 czerwca i będzie on ponownie realizowany we współpracy z Międzynarodowymi Liniami Lotniczymi Ukrainy.

W przypadku pracowników Gremi Personal lot odbędzie się na tych samych zasadach: będzie bezpłatny. Ponadto firma zorganizuje 14-dniową kwarantannę dla pracowników ukraińskich, której odbycie nadal jest obowiązującym wymogiem w Polsce.

Decyzja o zorganizowaniu drugiego lotu czarterowego została podjęta w związku ze stale rosnącym zapotrzebowaniem polskich pracodawców na pracowników z Ukrainy, a także rosnącym zainteresowaniem obywateli Ukrainy zatrudnieniem w Polsce.

„Byliśmy bardzo zadowoleni ze współpracy z Międzynarodowymi Liniamii Lotniczymi Ukrainy przy pierwszym locie czarterowym. Dlatego też postanowiliśmy zorganizować wspólnie kolejny lot. Tak jak za pierwszym razem, samolot wystartuje z lotniska Boryspol i dotrze na lotnisko Chopina (Warszawa). Loty czarterowe są dla ukraińskich pracowników obecnie najbezpieczniejszym i najszybszym sposobem dotarcia do Polski. Dla naszej firmy z kolei jest to okazja, aby zaspokoić zapotrzebowanie polskich pracodawców na pracowników z Ukrainy ”- powiedział właściciel agencji zatrudnienia międzynarodowego Gremi Personal, Evgenij Kirichenko.

Firma zauważa również, że zgodnie z wymogami władz ukraińskich z wszystkimi pracownikami zostały zawarte długoterminowe umowy o pracę w Polsce, a także zostali oni objęci ubezpieczeniem zdrowotnym, w tym na wypadek zachorowania na COVID-19.

Przypomnijmy, że pierwszy lot czarterowy ze 178 pracownikami ukraińskimi na pokładzie, zorganizowany przez Gremi Personal, dotarł do Warszawy 24 maja. Pracownicy przechodzą obecnie obowiązkową 14-dniową kwarantannę pod oficjalnym nadzorem polskich władz i koordynatorów Gremi Personal w uruchomionych przez firmę ośrodkach kwarantanny. Dotychczas nie odnotowano żadnych problemów zdrowotnych wśród przybyłych pracowników.

Spółka portfelowa Carpathia Capital jako pierwsza w historii zmieni rynek notowań na rumuńskiej giełdzie

Bittnet, spółka portfelowa Carpathia Capital, zapisze się w historii rumuńskiego rynku kapitałowego. Jako pierwsza przejdzie z alternatywnego rynku AeRO, na główny rynek giełdy w Bukareszcie BVB. INC było odpowiedzialne za wprowadzenia akcji Bittnet na rynek AeRO w 2015 r. Od tego czasu spółka 20-krotnie zwiększyła kapitalizację z 7,9 mln RON (leje) do ok. 158 mln RON oraz znacznie poprawiła swoje wyniki finansowe.

Bittnet to rumuńska spółka, która początkowo koncentrowała się na dostarczaniu rozwiązań e‑learningowych i szkoleń z zakresu IT. Obecnie stanowi już rozbudowaną grupę kapitałową. W efekcie Bittnet zyskał pozycję lidera w segmencie e-learningu, przy jednoczesnej dywersyfikacji działalności, która obok usług edukacyjnych pozwala dostarczyć na rynek kompleksową ofertę usług zarządzania data center, chmurą i infrastrukturą IT (tzw. rozwiązania ICT). Od momentu rozpoczęcia współpracy z Grupą INC spółka zaczęła się dynamicznie rozwijać. W przeciągu ostatnich 5 lat zwiększyła przychody z 8,2 mln RON (ok. 7,5 mln PLN) do 99,8 mln RON (ok. 91,3 mln PLN), a zysk operacyjny z 582 tys. RON (ok. 533 tys. PLN) do 4,6 mln RON (ok. 4,2 mln PLN).

Bittnet to także udana inwestycja Grupy INC. IPO spółki na rynku AeRO w 2015 r. zostało w całości objęte przez fundusz z Grupy INC Carpathia Capital. Dodatkowo INC w ramach wynagrodzenia objęło kilkuprocentowy pakiet akcji po cenie nominalnej. Łączne inwestycje Grupy INC w Bittnet wyniosły ok. 1 mln zł, przynosząc na dzień dzisiejszy ok. 480 proc. zysku.

– Współtworzyliśmy rumuński rynek giełdowy AeRO, który podobnie jak polski NewConnect, dedykowany jest małym i średnim spółkom z branży nowej ekonomii. Pierwszym debiutantem na rynku AeRO był fundusz z naszej grupy Carpathia Capital. Niedługo potem, jeszcze w 2015 r., wprowadziliśmy do obrotu na tym rynku Bittnet, a Carpathia Capital objęła całą emisję akcji w IPO. Jesteśmy bardzo zadowoleni z inwestycji. Przede wszystkim osiągnęliśmy bardzo dużą stopę zwrotu, a dodatkowo zyskaliśmy rozpoznawalność i bardzo dobrą reputację na rynku rumuńskim. – komentuje Paweł Śliwiński, prezes INC.

Carpathia Capital zainwestowała dotychczas w trzy podmioty w Rumunii. Inwestycja w Bittnet dała najbardziej spektakularne wyniki, a fundusz – mimo sprzedaży akcji łącznie za 4,2 mln złotych –  wciąż dysponuje pakietem akcji w tej spółce wycenianym wczoraj na około 1 mln zł.

Grupa INC pod koniec marca podpisała list intencyjny z Movie Games, którego celem jest współpraca na rynku rumuńskim. Plan zakłada wsparcie rumuńskich producentów gier, poprzez stworzenie grupy gamingowej, która skonsoliduje lokalny rynek. Będzie oferowała wsparcie finansowe i merytoryczne niezależnym studiom, w celu promocji rumuńskiego rynku i wyselekcjonowania jego liderów.

Polacy interesują się modą i turystyką w czasie pandemii

W 2019 roku Polacy najczęściej kupowali przez Internet odzież ㅡ 69% i obuwie ㅡ 55%. A najpopularniejszą kategorią planowanych zakupów online były podróże/rezerwacja ㅡ 31%[1]. Jednak pandemia zmieniła sytuację w e-commerce, a kategorie: moda i podróże oceniane są jako te, które najbardziej ucierpiały. Mimo to Polacy bardziej niż przed pandemią interesują się e-mailami o tej tematyce. Mowa o 4% wzroście w modzie i 45,6% wzroście w podróżach w kwietniu ㅡ według danych ExpertSender.

Wartość polskiego e-commerce w 2019 roku wyniosła 50 mld zł, a szacowany wzrost w 2020 roku miał wynieść ok. 20%[2]. Koronawirus odwrócił tendencje w takich kategoriach jak moda i turystyka/rezerwacje. Jednak jak wynika z danych ExpertSender polskiego narzędzia wspierającego sprzedaż online mimo to Polacy interesują się modą i planują wakacje.

Koronawirus a e-commerce w turystyce

Wiosna to czas planowania wakacji. W tym roku jednak ogłoszenie pandemii w połowie marca spowodowało, że firmy wstrzymały działania mailingowe o -34% w marcu i -79% w kwietniu. Tu najlepiej widać, że pandemia najsilniej oddziałuje na tę branżę.

Jednak Polacy chętnie czytali tego typu maile o czym świadczy wzrost liczby otwarć – o 8% w marcu i aż o 45,6% w kwietniu. A także fakt, że chcieli poznać więcej informacji na ten temat. W lutym 2020 było to 4 na 10 osób, w marcu 5 na 10 osób, a w kwietniu, aż 8 na 10 osób. To najlepiej pokazuje, że podczas społecznego dystansowania Polacy chętnie czytają wiadomości, które trafiają do ich skrzynek. Klienci już teraz myślą o wakacjach i  chcą w tym roku wybrać się na urlop, kiedy tylko to będzie możliwe.

E-moda w czasie koronawirusa

Wiosna w branży odzieżowej to intensywny czas sprzedażowy. Tym bardziej, że Polacy w 2019 roku na e-zakupy odzieży, akcesoriów i dodatków wydawali 253 zł miesięcznie[3]. W  marcu i kwietniu tego roku jednak wstrzymano większość kampanii.

Mimo to Polacy interesowali się zakupami odzieży i butów. W marcu o 0,7% i w kwietniu o 4% częściej otwierali maile z ofertami. To oznacza, że co piąta osoba, która dostała e-maila zainteresowała się nim. Wynika to z faktu, że podczas społecznego dystansowania Polacy mają więcej czasu na czytanie wiadomości marketingowych, a część z nich traktuje je wręcz jako miłą odmianę od docierających zewsząd doniesień nt. pandemii.

6 na 10 internautów robi zakupy online, jednak w wyniku pandemii wiele trendów się zmieniło. Obserwujemy zwiększony ruch w Internecie, czego najlepszym przykładem jest liczba otworzonych e-maili przez klientów. Największy wzrost widzimy w turystyce, czyli branży, która najbardziej ucierpiała przez pandemię i to zapewne przełoży się w najbliższym czasie na sprzedaż. A warto zwrócić uwagę, że przed pandemią razem z nocowanie.pl uzyskaliśmy konwersję z działań marketingowych na sprzedaż na poziomie 60%, dlatego ta obecnie może być znacznie wyższa. – mówi Krzysztof Jarecki, CEO w ExpertSender.

[1]  na podstawie raportu e-commerce w Polsce 2019, Gemius dla e-commerce Polska.

[2] na podstawie raportu e-commerce w Polsce 2019, Gemius dla e-commerce Polska.

[3] na podstawie raportu e-commerce w Polsce 2019, Gemius dla e-commerce Polska.

Co ze studiami za granicą dla Polaków? Chętnych nie brakuje

Pandemia koronawirusa zmieniła plany wielu uczniów, także tych chcących studiować za granicą. W części krajów zmieniono zasady przyjmowania na studia. Eksperci Elab Education Laboratory, firmy doradztwa edukacyjnego, tłumaczą, z jakimi zmianami muszą liczyć się maturzyści.

W tym roku egzamin dojrzałości wyjątkowo odbędzie się czerwcu, w przeciągu trzech tygodni. Polscy licealiści dowiedzieli się, że tym razem sama matura będzie przebiegać w inny sposób – między innymi z zachowaniem odpowiedniego odstępu między uczniami.

Polacy, chcący studiować za granicą, jako jedyni będą podchodzić do egzaminu ustnego. By to uczynić – do 7 lutego musieli złożyć deklarację przystąpienia do matury, a do 22 maja przekazać dyrektorowi szkoły lub dyrektorowi okręgowej komisji egzaminacyjnej wiadomość o chęci zdawania egzaminu ustnego z powodu konieczności dostarczenia jego wyników w trakcie aplikacji na zagraniczną uczelnię.

Wszędzie zmiany?

Wielka Brytania

Wielka Brytania to jeden z ulubionych kierunków polskich studentów. W związku z pandemią wprowadzono tam zmiany w sposobie aplikacji. Na większości uczelni dopuszczono możliwość przedstawiania alternatywnych certyfikatów językowych niż wymagany do tej pory IELTS – np. TOEFL Home Edition, Duolingo czy Persons. Przedłużono również terminy składania dokumentów. Nie wiadomo, czy pierwszy semestr odbędzie się stacjonarnie, czy jak to ma miejsce na przestrzeni ostatnich miesięcy – online. Uczelnie są jednak na to przygotowane i biorą pod uwagę obie ewentualności. Jeśli chodzi natomiast o osoby chcące rozpocząć studia w roku 2021/22, nie podjęto jeszcze decyzji w sprawie istotnych zmian. Uczelnie prawdopodobnie zakładają, że do tej pory wszystko wróci do normy, czyli aplikacja będzie odbywać się od września 2020 do stycznia 2021.

– Brytyjskie uczelnie wciąż cieszą się dużym zainteresowaniem polskich maturzystów, choć na pewno jest coraz więcej osób, które szukają nowych kierunków. Licealiści dowiadują się o oferty studiów w Holandii, Danii, Francji, we Włoszech, ostatnio mamy też bardzo dużo pytań o Skandynawię. Jest to związane ze zmianami, które brytyjski rząd wprowadza w związku z brexitem. Wiemy, że studia w UK są nadal bardzo popularne dlatego wychodzimy na przeciw potrzebom naszych aplikantów i pracujemy nad alternatywnymi metodami pożyczek studenckich – wyjaśnia Dorota Znatowicz, Operations Manager w Elab Education Laboratory, firmie doradztwa edukacyjnego.

Na brytyjskich uczelniach zauważalny jest wzrost kursów online, ale nie zawsze jest to tak atrakcyjne rozwiązanie, jak się wydaje. Aplikanci studiów online, w przeciwieństwie do kursów stacjonarnych, nie mogą się ubiegać o pożyczkę studencką na pokrycie kosztów studiów, jeśli nie mieszkają w Wielkiej Brytanii.

Włochy

Istotne zmiany zaszły również we Włoszech. Egzaminy wstępne (Bocconi Test, TOLC-C), które dotychczas miały miejsce na Półwyspie Apenińskim, odbędą się 30 maja online. Absolwenci liceów będą mogli go rozwiązać w domu, do tej pory musieli się na nim stawić osobiście. – Część uczelni akceptuje certyfikaty z języka angielskiego online. Niektóre szkoły wyższe, np. mediolański Uniwersytet Bocconiego czy rzymska Tor Vergata, przedłużyły również terminy rekrutacji. Zainteresowanie Polaków studiami we Włoszech nie słabnie – podkreśla Przemysław Jeziorowski, Sales and Business Development Manager w Elab Education Laboratory.

USA

Modyfikacji uległ również sposób przyjmowania na amerykańskie uczelnie. W Stanach Zjednoczonych system aplikacji nie jest w pełni zunifikowany. Z tego powodu dokładne wymagania i zmiany dotyczące składanych dokumentów należy sprawdzać na stronach uczelni. Niektóre z nich przesunęły termin, w którym kandydat musi podjąć ostateczną decyzję, gdzie będzie studiować (tzw. Decision Day).

W tym roku odwołano testy SAT w marcu, maju i czerwcu. A trzeba zaznaczyć, że Standardized aptitude test jest podstawowym elementem oceny kandydatów z rodzimych i zagranicznych szkół średnich. Organizator zapewnił jednak dodatkowy termin we wrześniu. Kandydaci spoza USA będą mogli podejść do egzaminów również w innych terminach – sierpniu, październiku i grudniu. Zaznaczono, że niezależnie od sytuacji testy się odbędą – w razie konieczności będzie istniała możliwość rozwiązania ich w formie online.

Holandia, Austria i Dania

Terminy dosyłania brakujących dokumentów przesunięto w Holandii – na 31 sierpnia. To z pewnością ucieszy polskich studentów, którzy wyniki z polskiej matury w tym roku otrzymają do 11 sierpnia. Uczelnie dostosowują się do nowych warunków. Przykładem może być University of Amsterdam, gdzie planowano, by rozmowy z kandydatami odbyły się w trakcie dni otwartych. W związku z wybuchem epidemii kandydaci nie musieli się jednak stawić w stolicy Holandii, wszystko odbyło się online. Na rękę uczniom poszły również niektóre uczelnie z Austrii, zmieniając formę tzw. interview, czyli rozmowę z kandydatem, ze stacjonarnej na uczelni na spotkanie online.
W nieco gorszej sytuacji są osoby chcące w tym roku zacząć studia w Danii. – Niektóre uczelnie, np. Copenhagen Business School, przyjmują wyniki do 10 lipca. Polscy maturzyści otrzymają je miesiąc później. W tej sytuacji część kandydatów decyduje się na zmianę miejsca studiowania na Anglię lub Holandię – wymienia Przemysław Jeziorowski z Elab.

Idzie nowe?

W tym momencie ciężko wyrokować czy koronawirus na stałe wpłynie na kształt rynku edukacyjnego, czy sposób aplikowania na uczelnie. – Większość zmian dotyczy najbliższego roku. Sytuacja jest dynamiczna, możliwe, że wiele modyfikacji wejdzie na stałe do procesów aplikacji. Przykładowo, część amerykańskich szkół wyższych ogłosiła, że w ich przypadku testy SAT będą nieobowiązkowe dla osób aplikujących na studia w przyszłym roku. Na amerykańskie uczelnie dokumenty przesyła się w ostatniej klasie liceum pod koniec pierwszego semestru – komentuje Przemysław Jeziorowski z Elab.
– Epidemia może wpłynąć również na sposób studiowania i realizowania programu. Być może uczelnie, które pierwsze zauważą, jakich zmian potrzebują studenci i kadra akademicka, staną się bardziej atrakcyjne dla kandydatów i skoczą w rankingach edukacyjnych – dodaje Jeziorowski.

5 spółek zaprezentowało się podczas pierwszego Pitch Day PGNiG Ventures

Podczas Pitch Day, który odbył się 27 maja br., przed ekspertami grupy PGNiG Ventures zaprezentowało się 5 spółek perspektywicznych dla branży poszukiwawczo-wydobywczej i energetycznej. Wśród nich są ICsec, Lerta, VersaBox i Plantalux. Ponadto w Pitch Day wzięła udział spółka, będąca pionierem w projektowaniu i produkcji paneli fotowoltaicznych.

– W Grupie PGNiG stawiamy na nowoczesność i innowacje. Powołanie PGNiG Ventures było tego wyrazem, a zakończony Pitch Day jest kolejnym istotnym krokiem. Zależy nam, by znaleźć innowacje i rozwiązania, które wpisują się w strategię Grupy, szczególnie z takich obszarów jak czysta energia, efektywność energetyczna, magazynowanie energii. Mamy nadzieję, że część z nich będzie mogła być wykorzystana na szeroką skalę w ramach Grupy Kapitałowej – powiedział Arkadiusz Sekściński, Wiceprezes Zarządu PGNiG SA ds. Rozwoju.

Pitch Day był elementem naboru projektów inwestycyjnych. W perspektywie kilku lat wartość kapitału PGNiG Ventures ma sięgnąć 100 mln zł. Fundusz będzie obejmować udziały mniejszościowe w spółkach, co pozwoli dotychczasowym właścicielom decydować o kluczowych kierunkach rozwoju. Maksymalne zaangażowanie w jeden podmiot, w dwóch rundach finansowania, wynosi 15 mln zł, a przewidywany okres inwestycji to 3-7 lat.

– Trwający nabór inwestycyjny cieszy się dużym zainteresowaniem. Otrzymaliśmy prawie 50 zgłoszeń, preselekcję przeszło 17 spółek. Kolejnym istotnym etapem z perspektywy całego procesu inwestycyjnego był Pitch Day, podczas którego zaprezentowało się 5 perspektywicznych w naszej ocenie firm. Była to przede wszystkim okazja, do bezpośredniej dyskusji ekspertów z Grupy Kapitałowej PGNiG oraz ekspertów zewnętrznych z przedstawicielami poszczególnych spółek. Wciąż jesteśmy otwarci na kolejne zgłoszenia od innych podmiotów – mówi Małgorzata Piasecka, prezes PGNiG Ventures.

Pitch Day odbył się w formie spotkania online. Poza przedstawicielami PGNiG Ventures, uczestniczyło w nim 6 ekspertów zewnętrznych ze środowiska naukowego i biznesowego m.in. z Politechniki Warszawskiej, Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie czy Urzędu Dozoru Technicznego. oraz 2 ekspertów z Grupy Kapitałowej PGNiG. Uczestników spotkania przywitał Arkadiusz Sekściński, Wiceprezes Zarządu PGNiG SA ds. Rozwoju.

Szczegóły techniczne swoich rozwiązań zaprezentowała firma ICsec, producent systemów cyberbezpieczeństwa dla przemysłu IDS (intrusion detection system). Kolejna spółka, która odpowiedziała na szczegółowe pytania ekspertów to Lerta dostarczająca rozwiązania typu energy efficiency, czyli opomiarowanie, analitykę danych i automatyczne sterowanie dla klientów biznesowych, przemysłowych i samorządów. Trzecią spółką była VersaBox, dostarczająca rozwiązania dla intralogistyki oparte na autonomicznych robotach mobilnych stosowanych w celu optymalizacji procesów logistycznych w produkcji. O swoim biznesie opowiedzieli też przedstawiciele Plantalux – producenta inteligentnych lamp LED, specjalizującego się w zaawansowanych technologiach wspomagania wzrostu roślin w uprawach szklarniowych.

Spółki, które wzięły udział w Pitch Day przejdą następnie przez usystematyzowany proces decyzji inwestycyjnych podejmowanych przez poszczególne komitety inwestycyjne.

E-maile najczęstszym źródłem infekcji ransomware w firmach

Poczta elektroniczna to najczęstsza „furtka”, którą oprogramowanie ransomware[1] dostaje się do firmowych systemów – wynika z badania firmy Sophos.[2] Źródłem aż 39% ataków tego typu w Polscezłośliwe linki lub załączniki przesyłane e-mailem. Zdecydowana większość przedsiębiorstw odzyskuje dostęp do zaszyfrowanych przez przestępców informacji. Tylko co czwarte decyduje się na zapłacenie okupu, 56% polega natomiast na kopiach zapasowych.

Ransomware infekuje polskie przedsiębiorstwa przede wszystkim poprzez złośliwe linki (18%) i załączniki w e-mailach (21%), ale także w efekcie zdalnego ataku na serwery (18%), niewłaściwej konfiguracji usług w chmurze (18%) czy pobierania z internetu niesprawdzonych plików (7%). Dużo zależy więc od wiedzy i ostrożności pracowników oraz odpowiednich zabezpieczeń umożliwiających zablokowanie ataku.Źródła_ransomware

Zdecydowana większość firm (94%) dotkniętych atakiem ransomware odzyskuje zaszyfrowane przez cyberprzestępców dane. Spośród nich średnio dwa razy więcej wraca do normalnej działalności dzięki skorzystaniu z kopii zapasowych (56%) niż zapłaceniu okupu (26%).

Pozytywnym zjawiskiem jest coraz większa świadomość firm i poziom ich przygotowania. Nawet po zapłaceniu okupu i odszyfrowaniu danych część plików może zostać bezpowrotnie uszkodzona, dlatego kopie zapasowe są dużo skuteczniejszym sposobem ich odzyskiwania. Wciąż jednak tylko jeden atak na cztery jest blokowany, zanim dojdzie do zaszyfrowania danych. Dlatego poza backupem potrzebne są także zaawansowane rozwiązania ochronne – wskazuje Mariusz Rzepka, Senior Manager na Europę Środkowo-Wschodnią w firmie Sophos.Odzyskiwanie_danych

W chmurze nie zawsze bezpiecznie

W prawie połowie przypadków (41%) zaszyfrowane zostają dane znajdujące się na serwerach lub w chmurze prywatnej, w 35% są to pliki w chmurze publicznej. 24% firm utraciło dostęp do informacji przechowywanych we wszystkich tych miejscach. Prawie 6 na 10 udanych ataków obejmuje więc dane w chmurze publicznej.

Przestępcy wykorzystują różne techniki w poszukiwaniu słabych punktów firmowej infrastruktury IT. Dlatego, aby skutecznie chronić się przed atakiem ransomware, potrzebne są kompleksowe, wielowarstwowe zabezpieczenia bazujące na sztucznej inteligencji, które pozwolą odpowiednio wcześnie wykryć zagrożenie. Powinny to być narzędzia chroniące serwery – zarówno fizyczne jak i w chmurze, firewalle i programy ochronne dla poczty e-mail, które zablokują pobieranie złośliwych plików czy linków, ale też rozwiązania umożliwiające zidentyfikowanie ewentualnych luk w zabezpieczeniach. Aby takie systemy były skuteczne, powinny na bieżąco synchronizować między sobą informacje. Nie należy też zapominać, że często to człowiek okazuje się najsłabszym ogniwem w łańcuchu zabezpieczeń. Dlatego każdy pracownik powinien wiedzieć na co uważać i znać podstawowe zasady cyberhigieny – radzi Mariusz Rzepka.

Badanie State of Ransomware 2020 zostało przeprowadzone w styczniu i lutym 2020 r. przez Vanson Bourne, niezależną firmę specjalizującą się w badaniach rynkowych. W ankiecie wzięło udział 5000 decydentów z branży IT w 26 krajach: Stanach Zjednoczonych, Kanadzie, Brazylii, Kolumbii, Meksyku, Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii, Włoszech, Holandii, Belgii, Hiszpanii, Szwecji, Polsce, Czechach, Turcji, Indiach, Nigerii, Republice Południowej Afryki, Australii, Chinach, Japonii, Singapurze, Malezji, Zjednoczonych Emiratach Arabskich oraz na Filipinach. Respondenci pochodzili z firm o wielkości od 100 do 5 tys. pracowników.

[1] Typ złośliwego oprogramowania, które blokuje dostęp do systemu i uniemożliwia odczytanie zapisanych w nim danych, żądając okupu za ich odszyfrowanie.

[2] Badanie The State of Ransomware 2020 przeprowadzono w styczniu i lutym 2020 roku. Wzięło w nim udział ponad 5 tys. decydentów z branży IT z firm w 26 krajach, zatrudniających od 100 do 5 tys. pracowników.

Cushman & Wakefield: prognozy dotyczące nowej normalności w biurach

Z największego badania dotyczącego pracy z domu w czasie pandemii wynika, że system pracy oparty wyłącznie na funkcjonowaniu w biurze przekształci się w ekosystem łączący pracę w biurze, w domu i innych lokalizacjach.

Międzynarodowa firma doradcza Cushman & Wakefield (NYSE: CWK) dokonała niedawno analizy odpowiedzi uzyskanych od ponad 40 tys. osób, które wzięły udział w największym badaniu dotyczącym doświadczeń związanych z pracą w domu w czasie pandemii COVID-19. Badanie dostarczyło informacji o tym, jak pracownicy sobie radzą w tym systemie pracy oraz jak będzie wyglądać nowa normalność po ponownym otwarciu biur.

Wyniki przeprowadzonego badania pokazują, że efektywność pracy w czasie pandemii utrzymuje się na wysokim poziomie, a współpraca pomiędzy zespołami weszła na wyższy poziom dzięki efektywniejszemu wykorzystywaniu zdalnych technologii. Trzy czwarte respondentów wskazuje na efektywność współpracy z kolegami i koleżankami w obecnych warunkach – wzrost o 10 proc. w porównaniu z okresem przed wybuchem pandemii COVID-19 – oraz 73 proc. z nich uważa, że firmy powinny wprowadzić elastyczny model pracy.

– Trzeba zdać sobie sprawę z tego, że miejsce pracy nie będzie już tylko pojedynczą lokalizacją, lecz ekosystemem różnych lokalizacji i doświadczeń, zapewniającym wygodę i funkcjonalność oraz umożliwiającym zadbanie o zdrowie pracowników – powiedział Brett White, Prezes Wykonawczy i Dyrektor Generalny firmy Cushman & Wakefield. – Niemniej jednak przewidujemy, że firmy nie będą redukowały powierzchni obecnie zajmowanych biur. Wskutek wprowadzenia elastycznego modelu pracy, w biurze będzie przebywało jednocześnie mniej osób, ale zaoszczędzona powierzchnia będzie musiała być wykorzystana na potrzeby zachowania dystansu społecznego – dodaje Brett White.

Praca zdalna prawdopodobnie pozostanie z nami na dłużej, ale wyniki badania pokazują również, że cierpią na tym kontakty międzyludzkie i więzi społeczne, co wpływa negatywnie na kulturę korporacyjną i procesy uczenia się. Nieco ponad połowa respondentów nie odczuwa odłączenia od współpracowników pracując z domu.

– Biuro będzie miało nowy cel w przyszłości – być inspirującym miejscem, które będzie wzmacniać kulturę pracy, ułatwiać proces uczenia się, zachęcać do budowania więzi pomiędzy współpracownikami i klientami oraz sprzyjać kreatywności i innowacyjności – powiedziała Despina Katsikakis, dyrektor Workplace Business Performance w Cushman & Wakefield.

Firma Cushman & Wakefield przyjęła naukowe i oparte na danych podejście do poznania kluczowych czynników wpływających na komfort środowiska pracy w oparciu o bazę danych Experience per Square Foot™ (XSF) – autorskie narzędzie umożliwiające monitorowanie wskaźników dotyczących nieruchomości i środowiska pracy. Firma przeanalizowała ponad 2,5 mln punktów danych dotyczących środowiska pracy przed wybuchem pandemii COVID-19 oraz kolejnych 1,7 mln punktów danych związanych z aktualnym środowiskiem pracy z domu.

Wracamy do gry! Futbol ucieka z objęć koronawirusa

Dopiero co Europę codziennie obiegały przerażające informacje o zgonach w największych państwach liczonych w setkach i tysiącach osób. Kibice kręcili z niedowierzaniem głowami, czytając o dziesiątkach zawodników zakażonych koronawirusem. Choroba nie oszczędziła Mikela Artety, Paulo Dybali, Bartosza Bereszyńskiego, problemy z oddychaniem miał Pepe Reina, a były bramkarz Barcelony, Recber Rustu, cudem uszedł z życiem. Teraz, po ponad dwóch miesiącach odkąd świat piłki nożnej niemal zatrzymał się w czasie, poważny futbol powoli wraca do gry.

Przykład dali Niemcy, a ich śladem w połowie czerwca pragną podążyć Hiszpanie, Włosi i Anglicy. Wśród słabszych piłkarsko krajów gotowi do gry są Czesi, lada moment powinna też ruszyć polska Ekstraklasa. Fani budzą się z letargu i z niecierpliwością wyczekują powrotu swoich ulubionych drużyn. Ci, którzy mają sympatie skierowane ku zespołom z Bundesligi, już mogli świętować. Inni trzymają rękę na pulsie, bo szansa na nową normalność rośnie z każdym dniem.

Z problemami, ale ruszyli

Nie będzie przesadą twierdzenie, że wszyscy trzymali za nich kciuki. Gdy Niemcy ogłosili odważny plan powrotu rozgrywek piłkarskich do życia, dominowały głosy: “jak im się uda, to nam też”, “jak nie oni, to nikt”. I cóż, udało się. Przynajmniej na tę chwilę wydaje się, że nie ma przeszkód, by dokończyć sezon za naszą zachodnią granicą. Choć zanim maszyna ruszyła, pojawiło się kilka kłód pod zwykle doskonale zorganizowanymi niemieckimi nogami.

Władze krajowe i ligowe nie mogły osiągnąć porozumienia, co do daty powrotu. W mediach pojawiały się sprzeczne komunikaty, ale w końcu wyznaczono termin wznowienia sezonu na 16 maja. Piłkarze i pracownicy wszystkich klubów byli regularnie poddawani testom na koronawirusa, musieli przestrzegać surowych restrykcji, maksymalnie dbać o zdrowie i odliczać dni do upragnionego pierwszego meczu po przerwie. Nie poradzili sobie z tym zawodnicy Herthy Berlin, a konkretnie Salomon Kalou, który na żywo relacjonował, jak piłkarze, na czele z nim samym, nie przestrzegają sztywno ustalonych reguł. Wybuchł skandal, winowajcę zawieszono, a Hertha znalazła się na cenzurowanym.

Afera ucichła, ale pojawił się kolejny kłopot, bo wykryto wirusa u dwóch przedstawicieli drugoligowego Dynama Drezno. Cały zespół odesłano na kwarantannę, a szefostwo wydało komunikat o braku możliwości przystąpienia do dwóch najbliższych spotkań ligowych. Co ciekawe, Dynamo to ostatnia drużyna w tabeli. Ot taki zbieg okoliczności.

Na ostatniej prostej w historii postanowił z kolei zapisać się Heiko Herrlich. Szkoleniowiec ekstraklasowego Augsburga złamał surowe zasady izolacji, by… wyjść do sklepu po szczoteczkę i pastę do zębów.

W sobotę, 16 maja o 13:00 ruszyły pierwsze cztery spotkania 2. Bundesligi. Kilka godzin później do siatki w Dortmundzie trafił Erling Haaland, a następnego dnia rzut karny wykorzystał Robert Lewandowski. Wszystko wróciło do… a niech będzie, normy. Może i bez kibiców, może z niekiedy absurdalnymi wytycznymi, może na razie tylko w Niemczech, ale wystartowali. Ruszyli. I dali przykład innym, jak zwyciężać mają.

Kto następny?

Próby powrotu nie podjęli m.in. Francuzi, Holendrzy, Belgowie i Szkoci. Rozgrywki zakończone, nie brakowało spornych decyzji, niektóre kluby już zapowiedziały wejście na drogę sądową, bo czują się pokrzywdzone. Ale inne nacje z radością i nadzieją obserwują rozwój sytuacji w Niemczech. Piłkarze angielskiej Premier League, hiszpańskiej La Liga i włoskiej Serie A wznowili lub zaraz wznowią grupowe treningi. Powoli, powoli radzą sobie tam z pandemią koronawirusa. Chcą pójść śladem Niemców, ale potrzebują czasu. Realny termin powrotu pozostałych czołowych lig europejskich to połowa czerwca. Wszystkie wyniki zarówno Bundesligi, jak i najsilniejszych rozgrywek z zespołami naszpikowanymi gwiazdami, można legalnie śledzić na stronach bukmacherów działających na polskim rynku zgodnie z prawem. Bukmacherzy przygotowali się na powrót futbolu do życia szeroką ofertą zakładów.

Typować też będzie można polską Ekstraklasę. W ostatni weekend maja wraca rywalizacja o mistrzostwo Polski, a na start w terminarzu widnieje szlagier, ligowy klasyk, czyli starcie Lecha Poznań z Legią Warszawa oraz zwykle bardzo pasjonujące Derby Trójmiasta pomiędzy Lechią Gdańsk i Arką Gdynia. Do rozegrania pozostało jedenaście kolejek ligowych. Wzięliśmy przykład z naszych zachodnich sąsiadów – drużyny są w izolacji, zawodnicy odcięci od świata zewnętrznego szykują się do wznowienia sezonu. Emocji na pewno nie zabraknie. Obyśmy tylko w tym wszystkim nie zapomnieli, że najważniejsze jest ludzkie życie i zdrowie. Na szczęście wiele wskazuje na to, że najgorsze mamy już za sobą. I tego się trzymajmy.

Polacy coraz chętniej wybierają diety pudełkowe. Po okresie pandemii firmy cateringu dietetycznego mogą liczyć na wzrost sprzedaży

Pandemia i przymusowa izolacja sprzyjają tyciu. Przeciętny Polak przybierał na wadze średnio 0,5 kilograma tygodniowo. To paradoksalnie dobra wiadomość dla dietetycznych firm cateringowych, które odrabiają straty z marca i kwietnia. O ile do Wielkanocy ich spadki w zamówieniach sięgały nawet 50 proc., o tyle obecnie popyt znacznie się zwiększył. – Te firmy zostały o wiele mniej dotknięte skutkami koronawirusa niż pozostała część branży HoReCa – ocenia Marek Lekki, prezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców Branży Cateringu Dietetycznego. Perspektywy dla rynku są optymistyczne.

– Problemy związane z COVID-19 w znacznie mniejszym stopniu dotknęły rynek cateringu dietetycznego niż tę tradycyjną branżę HoReCa. Dostawy dietetycznych posiłków pod drzwi znakomicie wpisują się w zasadę „zostań w domu”, więc klienci, którzy zamawiali dietę pudełkową, nie musieli wychodzić na zakupy. Ponadto osoby, które były przyzwyczajone, że w weekend wychodzą do restauracji, mogły zamówić posiłki także w soboty i niedziele – ocenia w rozmowie z agencją Newseria Biznes Marek Lekki, prezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców Branży Cateringu Dietetycznego.

Z danych Dietly wynika, że w Polsce działa ok. 500 firm zajmujących się cateringiem dietetycznym, z tego około 300 znajduje się na terenie Warszawy i okolic. Wartość branży diet pudełkowych szacuje się na 1 mld zł. W 2019 roku firmy cateringowe zrealizowały ok. 20 mln dostaw przy 13–15 mln rok wcześniej. Koronawirus początkowo spowodował ich straty, ale przymusowa kwarantanna, w połączeniu z reżimem sanitarnym, w jakim działały, sprawiła, że u większości z nich nie były one zbyt duże.

 Wyzwaniem było, w jaki sposób wyjść naprzeciw sytuacji, w której osoba dotąd korzystająca z diety pudełkowej w pracy teraz zamawia te posiłki do domu, gdzie są jeszcze domownicy, w tym dzieci. Powstało pytanie, czy zamawiać dietę tylko dla siebie, czy dla wszystkich. Firmy cateringowe wyszły naprzeciw temu wyzwaniu i powstały zestawy złożone z mniejszej liczby posiłków, żeby nie nadwyrężać budżetu domowego – wskazuje ekspert.

Miesięczny koszt diety pudełkowej wynosi ok. 2 tys. zł, a cena zależy od rodzaju diety czy kaloryczności posiłków. W obliczu pandemii, kiedy firmy redukowały pensje i zwalniały, firmy cateringowe, żeby zatrzymać klientów, decydowały się na pakiety promocyjne.

– W budżecie naszych klientów nagle mogło być 10, 20, 30 proc. mniej środków, np. dlatego że ich pracodawca zdecydował się na obniżenie pensji. Pojawiły się więc rozwiązania, w ramach których klienci mogli zamawiać diety złożone z trzech posiłków albo tylko zestawy lunchowe – mówi prezes Stowarzyszenia Przedsiębiorców Branży Cateringu Dietetycznego..

Jego zdaniem przed branżą dobre perspektywy. Zwłaszcza że przymusowa kwarantanna i brak ruchu sprzyjają tyciu. Według obliczeń dr. Dariusza Włodarka z Instytutu Nauk o Żywieniu Człowieka SGGW przeciętny Polak zyskiwał ok. 0,5 kg tygodniowo. W połączeniu z większą świadomością żywieniową oznacza to, że diety pudełkowe będą cieszyć się jeszcze większym zainteresowaniem.

– Ponadto także ze względu na problemy związane z COVID-19 firmy cateringu dietetycznego będą mogły przygotować ofertę dla seniorów, aby osoby, które są w większym stopniu narażone na zakażenie, mogły otrzymać posiłki pod swoje drzwi. Zakładamy także, że sytuacja związana z chwilowym skurczeniem się budżetów Polaków niebawem ustąpi – przekonuje Marek Lekki.

Firmy, które mocniej odczuły skutki pandemii koronawirusa, mogą liczyć na pomoc Stowarzyszenia Przedsiębiorców Branży Cateringu Dietetycznego.

– Potrzebna jest edukacja, szkolenia dotyczące wymiaru technologii produkcji, kontroli jakości, logistyki, ale także kwestii organizacyjnych i finansowych. W ramach stowarzyszenia chcemy reprezentować zbiorowe interesy przedsiębiorców. Szczególnie w tym roku powinny one zostać zaprezentowane organom, które mają wpływ na podejmowanie decyzji mogących dotknąć naszą branżę – zapowiada ekspert.

Stres związany z pandemią koronawirusa może powodować łysienie. W ostatnim czasie do trychologów zgłasza się coraz więcej osób z tym problemem

Jedną z częstych przyczyn wypadania włosów jest permanentny stres. Lęk i życie w napięciu negatywnie wpływają na kondycję całego organizmu, a co za tym idzie – osłabiają włosy i powodują liczne problemy skóry głowy. Włosy są bowiem barometrem odzwierciedlającym ogólny stan zdrowia psychicznego i fizycznego. Czynnikiem, który napędza stres, jest pandemia koronawirusa, która spowodowała, że wielu osobom od kilku tygodni stale towarzyszą stres i niepewność. W ostatnich dniach do gabinetów trychologów zgłasza się coraz więcej osób z problemem utraty włosów.

Pandemia spowodowała kryzys ekonomiczny i gospodarczy. Okazuje się jednak, że jej skutki możemy odczuwać także bezpośrednio, obserwując swój organizm. Długi okres izolacji negatywnie wpłynął na zdrowie znacznej części społeczeństwa.

 Sytuacje kryzysowe u większości z nas powodują dyskomfort psychiczny. Wybuch pandemii był dla nas dosyć intensywnym czynnikiem stresogennym. W związku z tym obserwujemy wzrost liczby osób borykających się z łysieniem telogenowym. Ten rodzaj łysienia powoduje skrócenie cyklu życia włosa. Objawia się dopiero po dwóch–trzech miesiącach od sytuacji, która nas dotknęła, więc teraz zaczynamy dostrzegać skutki rozpoczęcia izolacji w Polsce – mówi agencji Newseria Lifestyle Anna Mackojć, trycholog i biotechnolog z Instytutu Trychologii.

Długotrwały stres może przyczyniać się do pogorszenia kondycji skóry głowy. Ekspertka radzi, by wcieranie kosmetyków połączyć z masażem głowy poprawiającym krążenie krwi w komórkach skóry. To spowoduje, że składniki odżywcze zawarte w preparatach lepiej się wchłoną, a więc efekty ich stosowania będą szybciej widoczne.

 Osoby, które mają tendencję do łuszczycy, atopii, świądu czy łupieżu, obecnie powinny zainwestować w dobrej jakości szampony i odżywki. Warto bowiem pamiętać, że podziały komórkowe odbywają się w macierzy włosa, która ulokowana jest w skórze, dlatego jej dobra kondycja to podstawa – zaznacza Anna Mackojć.

Produkty do pielęgnacji powinny być odpowiednio dobrane do kondycji skóry i rodzaju włosów. W konsekwencji, jeżeli skóra głowy jest wysuszona, szampon powinien zawierać składniki odbudowujące płaszcz hydrolipidowy. Pozwolą one dłużej utrzymać wodę w komórkach naskórka. Innym rozwiązaniem są produkty specjalistyczne, polecane przy konkretnych problemach skóry głowy.

– Jeśli zaobserwujemy niepokojące sygnały, takie jak zwiększoną liczbę wypadających włosów, warto zgłosić się do gabinetu trychologicznego. Im szybciej to zrobimy, tym większa jest szansa na całkowite pozbycie się problemu. Zachęcam również do wizyt profilaktycznych, ponieważ wówczas możemy nie dopuścić do wypadania i skupić się na wzmacnianiu jakości i kondycji włosów – mówi biotechnolog z Instytutu Trychologii.

Pierwszym sygnałem łysienia, na który powinniśmy zwrócić uwagę, jest większa utrata włosów podczas wykonywania codziennej pielęgnacji, czesania i mycia. Jeśli widzimy niepokojące symptomy, wówczas jak najszybciej należy skierować się do gabinetu trychologicznego po natychmiastową pomoc. Warto także zwrócić uwagę na odpowiednią suplementację witamin oraz codzienny jadłospis, pamiętając, że podstawowym budulcem włosów są białka i składniki mineralne. W konsekwencji, aby cieszyć się zadbaną fryzurą, należy spożywać między innymi nabiał, mięso i ryby. Produkty te dostarczają organizmowi białko zbudowane z aminokwasów. Warto też zadbać o komfort psychiczny.

Z kolei aby zapobiec czynnikom stresogennym, warto pamiętać o suplementacji witaminy B12. Jest ona intensywnie skorelowana z układem nerwowym, dlatego jej prawidłowy poziom zapewnia ukojenie nerwów i zwiększa odporność na stres. Równie ważna jest witamina D3, która odpowiada za wzmocnienie włosów. Znaczenie ma także styl życia: powinniśmy uzupełnić dietę w elektrolity oraz dobrze się wysypiać – zaleca Anna Mackojć.

Siłownie i kluby fitness szykują się na przyjęcie klientów od 6 czerwca. Z ich usług tuż po otwarciu chce skorzystać 9,5 mln Polaków

0

W trakcie lockdownu 43 proc. Polaków ograniczyło swoją aktywność fizyczną, głównie ze względu na zamknięcie obiektów sportowych. Prawie 40 proc. nie podjęło żadnej aktywności w ciągu ostatnich 30 dni – wynika z badania MultiSport Index Pandemia. Optymistyczne jest jednak to, że 85 proc. Polaków, czyli ok. 27 mln osób, zamierza ćwiczyć częściej po zakończeniu pandemii, a aż 9,5 mln planuje skorzystać z obiektów sportowo-rekreacyjnych tuż po ich ponownym otwarciu. Siłownie, baseny i kluby fitness przygotowują się już do przyjęcia klientów w nowym reżimie sanitarnym, co nastąpi od 6 czerwca.

 – Mam nadzieję, że powrót siłowni do normalności będzie w miarę szybki. Wszystkie kluby fitness, cała branża przygotowuje się do tego. Bardzo mocno wyczekują też tego klienci, którzy są spragnieni ćwiczeń  – mówi agencji Newseria Biznes Wojciech Szwarc z Federacji Pracodawców Fitness.

Aż 85 proc. Polaków deklaruje, że chce zwiększyć swoją aktywność fizyczną po zakończeniu lockdownu, a 9,5 mln zamierza skorzystać z obiektów sportowych zaraz po ich otwarciu. Prawie połowa odczuwa już skutki braku ruchu wynikające z ich zamknięcia. Bardzo często spotykam się z pytaniami moich podopiecznych czy uczestników zajęć fitness, którzy dopytują, kiedy kluby zostaną otwarte – mówi trener sportowy Piotr Czyżewski.

Jak wynika z badania MultiSport Index Pandemia, zrealizowanego pod koniec kwietnia przez Kantar na zlecenie Benefit Systems, w trakcie lockdownu 43 proc. Polaków ograniczyło swoją aktywność fizyczną, głównie ze względu na zamknięcie obiektów sportowych (35 proc.), a także obostrzenia związane z uprawianiem sportu na świeżym powietrzu (20 proc.) i izolację (14 proc.). Większość z nich już odczuwa negatywny wpływ braku aktywności na swoje samopoczucie (74 proc.), zdrowie (65 proc.) i sylwetkę (61 proc.).

Polacy, którzy pozostali aktywni fizycznie w trakcie pandemii, najchętniej jeżdżą na rowerze (36 proc.). Dużym wzrostem popularności cieszą się też treningi ogólnorozwojowe, które można wykonywać w domu, takie jak gimnastyka czy aerobik. Obecnie korzysta z nich 28 proc. osób, czyli o 17 proc. więcej niż jeszcze w styczniu. Dalej na liście preferowanych przez Polaków aktywności są też jogging (27 proc.) i spacery (26 proc.).

Dużą popularnością cieszą się też treningi online – co trzeci aktywny Polak korzysta z takiej możliwości – mówi Piotr Czyżewski.

Aż 85 proc. Polaków, czyli ok. 27 mln osób, zamierza częściej ćwiczyć po zakończeniu pandemii. Branża liczy na wzrost liczby klientów po zniesieniu lockdownu.

Wchodzimy w okres letni, który dla branży sportowej jest okresem mniej intensywnym, ponieważ ludzie raczej nie ćwiczą w budynkach, tylko wychodzą na zewnątrz. W tym roku jednak sytuacja może być inna. O wiele mniej Polaków wyjedzie za granicę i dlatego liczymy, że więcej osób będzie odwiedzać obiekty sportowe – nie tylko kluby fitness, ale i ścianki wspinaczkowe, baseny, studia jogi czy szkoły tańca – mówi Wojciech Szwarc.

Siłownie, kluby fitness i baseny pozostawały zamknięte od 14 marca, kiedy rząd wprowadził w kraju stan zagrożenia epidemicznego. Według szacunków Federacji Pracodawców Fitness utrzymanie lockdownu do 1 czerwca będzie kosztować siłownie i kluby fitness utratę 43 proc. ich rocznych przychodów, czyli 1,8 mld zł. Jeżeli natomiast jesienią nastąpi kolejna fala pandemii, a wraz z nią obiekty sportowe zostaną ponownie zamknięte, branża straci w sumie ok. 2,2 mld zł.

W tej chwili firmy przygotowują się już do ponownego otwarcia obiektów sportowych, co nastąpi 6 czerwca, w czwartym etapie odmrażania gospodarki. Obiekty będą jednak przyjmować klientów w nowym reżimie sanitarnym, co wiąże się z pewnymi utrudnieniami. Branża podkreśla, że jest na nie gotowa.

– Już na wejściu cała strefa obsługi klienta jest odcięta pleksiglasem. Po każdym kontakcie z klientem recepcja i bar będą dezynfekowane. Przygotowujemy się do tego, że będą musiały być zachowane odległości między ćwiczącymi. Będą działały szafki, ale nie będą czynne prysznice. Zachowane będą też wszelkie procedury związane z mierzeniem temperatury naszych pracowników i osób, które do nas przychodzą. Wszystko jest gotowe – mówi Wojciech Szwarc.

Dla osób, które zamierzają skorzystać z obiektów sportowo-rekreacyjnych po ich ponownym otwarciu, ważna jest informacja, że na siłowni czy w trakcie zajęć fitness nie będzie wymagane noszenie maseczek ochronnych.

Druk 3D niezastąpiony w czasie pandemii. Mimo to wiele mniejszych firm może nie przetrwać kryzysu

Trudności z logistyką i dostawami do klientów, ograniczenie dostępności komponentów produkowanych w Azji – to problemy, które branża technologiczna odczuła w związku z rozwojem pandemii. – Niektóre firmy mogą tego nie przetrwać – mówi Mariusza Babula z firmy Zortrax. W długim terminie kryzys związany z koronawirusem może mieć jednak dobroczynny wpływ na rynek. Drukarki 3D w czasie pandemii okazały się niezastąpione w produkcji środków ochrony osobistej dla personelu medycznego z uwagi na krótki czas realizacji zamówień. Wzrosła więc świadomość roli druku 3D w produkcji.

Druk 3D pokazał swoją wartość, bo właściwie już od pierwszych godzin po pojawieniu się zachorowań mógł być wykorzystany do produkcji środków ochrony osobistej, np. przyłbic, których najbardziej brakowało – mówi agencji Newseria Biznes Mariusz Babula, wiceprezes zarządu fimry Zortrax. – W dalszej kolejności okazało się, że potrzebne są dużo bardziej profesjonalne elementy wyposażenia, np. respiratory czy maski do respiratorów.

Druk 3D umożliwia dostarczenie niezbędnego wyposażenia zdecydowanie szybciej niż tradycyjne metody wytwórcze, które wymagają np. przygotowania elementów do formowania wtryskowego. Znaczenie druku 3D maleje w momencie, kiedy tradycyjne fabryki są już w stanie uruchomić nową produkcję. Jednak w tych początkowych etapach kryzysu drukarki 3D, działające w sposób rozproszony, mogą pomagać tam, gdzie to jest najbardziej potrzebne i tam, gdzie braki są największe.

– Zapotrzebowanie na sprzęt medyczny i akcesoria ochronne jest cały czas bardzo duże, ale tradycyjne fabryki przestawiły już swoją produkcję na nowe wyroby – podkreśla ekspert. – Druk 3D wciąż odgrywa ważną rolę w zakresie przygotowania nowych respiratorów, sprawdza się szczególnie w wytwarzaniu poszczególnych elementów do prototypów. Co więcej, drukarki 3D pomagają nie tylko przygotowywać prototypy nowych urządzeń, aby zapełniać luki w wyposażeniu, ale także dostosowywać rozwiązania, które już funkcjonują, do bieżących potrzeb, np. maski do nurkowania po wydrukowaniu odpowiednich adapterów mogą być wykorzystane do wspomaganego oddychania.

Praktycznie od początku trwania pandemii firmy i osoby indywidualne zajmujące się drukiem 3D (drukarze, projektanci, konstruktorzy, inżynierowie) powołali do życia inicjatywę HASHDrukarzeDlaSzpitali. W jej ramach powstało kilka projektów, które mogły być wykorzystywane przez służby medyczne i mundurowe, czyli m.in. gogle, przyłbice, trójniki do respiratorów, w stanie wyższej konieczności.

Jak podkreśla Mariusz Babula, obecny czas jest bardzo trudny dla firm działających w branży druku 3D z uwagi na problemy z logistyką: transportem do klientów końcowych, szczególnie na trasach międzynarodowych, oraz dostępnością niektórych części, szczególnie elektroniki, często produkowanej w Azji.

Obawiam się, że wiele mniejszych firm może nie przetrwać tego kryzysu. Jednak długoterminowo spodziewam się, że druk 3D skorzysta na tej sytuacji, bo wzrosła świadomość, że jest to technologia znacząca i pomocna w trudnych, kryzysowych sytuacjach. Menadżerowie odpowiedzialni za produkcję dostrzegli, że druk 3D może pełnić w każdej fabryce rolę koła zapasowego dla machiny produkcyjnej w momencie, kiedy są przerwane standardowe łańcuchy dostaw, niedostępne są niektóre części zamienne i zagrożona jest ciągłość produkcji – zauważa wiceprezes zarządu firmy Zortrax.

Druk 3D ma bardzo szerokie zastosowanie, szczególnie w medycynie. Staje się niezastąpiony w stomatologii, gdzie jest wykorzystywany do druku implantów i aparatów ortodontycznych. Drukarki 3D wypierają standardowe metody leczenia z wykorzystaniem wycisków gipsowych. Stosowane są także w implantologii kostnej oraz protetyce – dzięki temu pacjenci otrzymują protezy dostosowane do ich potrzeb. W tych dziedzinach druk 3D pokazuje swoją przewagę, bo nie da się zrobić indywidualnie dopasowanej protezy w produkcji masowej.

Pandemia spowolni sprzedaż aut elektrycznych i autonomicznych. Technologie będą jednak nadal rozwijane ze względu na stosowanie ich do dezynfekcji i zaopatrzenia szpitali

Eksperci przewidują, że zarówno rynek aut elektrycznych, jak i autonomicznych zanotuje w tym roku spadek. Po krótkotrwałym załamaniu oba jednak wrócą na tor stałego rozwoju. W efekcie, według najnowszych prognoz, do 2040 roku 31 proc. samochodów jeżdżących po drogach stanowić będą auta elektryczne. Tymczasem już dziś w Chinach pojazdy autonomiczne stają się ważnym środkiem transportu w dobie ograniczeń wynikających z panującej pandemii SARS-CoV-2.

– Ponosimy bardzo duże straty. Te pieniądze miały być przeznaczone m.in. na rozwój. W związku z tym straty poniesione w czasie pandemii koronawirusa powodują, że mamy po prostu mniej pieniędzy. Nie da się jednak zatrzymać rozwoju ani inwestycji, tylko pewnie będziemy musieli dłużej na to pracować – mówi w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jakub Faryś, prezes zarządu Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego.

Najnowszy raport BloombergNEF wskazuje, że w wyniku kryzysu spowodowanego przez pandemię koronawirusa sprzedaż samochodów elektrycznych spadnie w tym roku o 18 proc., co oznacza, że klienci kupią o 1,7 mln aut mniej. Będzie to pierwszy spadek zanotowany przez ten rynek od dekady. Jednak rynek aut o tradycyjnym napędzie czeka jeszcze głębsza recesja. W tym przypadku spadek sprzedaży sięgnąć ma nawet 23 proc.

– Z całą pewnością będziemy rozwijali nowe napędy, choćby dlatego, że musimy spełnić bardzo wyśrubowane normy ekologiczne, a bez samochodów z napędami innymi niż benzynowy czy silnik Diesla nie da się tego osiągnąć. W związku z tym pieniądze na pewno będą w to inwestowane – zapewnia Jakub Faryś.

Analitycy BNEF przewidują, że w ujęciu długoterminowym pojazdy elektryczne będą coraz mocniej zyskiwały na popularności. Do 2040 roku tego typu auta mają stanowić 58 proc. sprzedaży nowych samochodów osobowych. W 2040 roku 31 proc. uczestniczących w ruchu aut będzie elektrycznych.

Pandemia koronawirusa w dłuższej perspektywie nie odciśnie piętna również na segmencie samochodów autonomicznych.

– Pojazdy autonomiczne na pewno będą rozwijane, natomiast ze względu na problemy związane z koronawirusem ich pojawienie się na ulicach nieco wydłuży się w czasie. Auta tego typu gotowe do kupienia miały pojawić się na rynku za kilka lat. Trudno teraz powiedzieć, czy zajmie to pięć, sześć czy osiem lat, jednak z całą pewnością pojazdy te będą, bo rozwoju nie da się zatrzymać – przewiduje prezes PZPM.

W Chinach ograniczenia w przemieszczaniu się w związku z pandemią wykorzystano jako czynnik napędzający rozwój technologii pojazdów autonomicznych. Baidu, jeden z liderów tej technologii, skierował do pracy w 17 chińskich miastach 104 autonomiczne auta. Są one wykorzystywane do czyszczenia, dezynfekcji czy transportu środków ochrony osobistej lub żywności dla pracowników służby zdrowia.

Według najnowszych danych Research and Markets, uwzględniających przewidywane skutki pandemii, w 2020 roku światowy rynek samochodów autonomicznych zanotuje spadek w porównaniu z rokiem poprzednim. Wycena ma wynieść 23,33 mld dol., podczas gdy w 2019 roku było to 24,10 mld dol. Spadek ten wynika jednak głównie ze spowolnienia gospodarczego w poszczególnych krajach z powodu wybuchu pandemii. W dalszej perspektywie rynek unormuje się i osiągnie wartość 37,22 mld dol. w 2023 roku.

Kto skorzysta na Baltic Pipe? Dla Polski to strategiczna inwestycja

Gazociąg Baltic Pipe to strategiczna inwestycja, która ma na celu otworzenia nowego korytarza dostaw gazu na europejski rynek. Umożliwi sprowadzanie do 10 miliardów m³ paliwa z Norwegii. W 25-30 proc. będzie on wydobywany na koncesjach znajdujących się w posiadaniu Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa. Dla Polski oznacza to bardzo dużą opłacalność wydobycia, ponieważ gaz będzie wydobywany przez rodzimą spółkę. To także zapewnienie bezpieczeństwa.

– Baltic Pipe daje nam możliwość pozyskiwania surowca niezależnie od sytuacji politycznej i relacji z którymś z państw producentów – powiedział serwisowi eNewsroom Mariusz Marszałkowski, redaktor BiznesAlert.pl. – Realizacja tej inwestycji ma jednak jeszcze inną zaletę dla naszego kraju. Otworzy drogę do wypracowania pozycji tzw. hubu gazowego. Oznacza to możliwość rozdysponowania przez Polskę nadwyżki sprowadzanego gazu do innych krajów. Mówi się, że potencjalnym odbiorcą ma być między innymi Ukraina. Nasi sąsiedzi od 2015 roku nie korzystają z oferty Gazpromu i nie sprowadzają gazu bezpośrednio z Federacji Rosyjskiej. Nowa możliwość połączenia Polski i Ukrainy w tym zakresie może być ciekawą alternatywą. Chodzi tutaj zarówno o korzyści polityczne, jak i ekonomiczne – zaznaczył Marszałkowski.

Wysokość zaproponowanych dzisiaj przez Komisję Europejską nowych Wieloletnich Ram Finansowych (WRF) na lata 2021-2027 to 1,1 bln euro

W dniu 27 maja 2020 r. Komisja Europejska wydała wniosek w sprawie funduszu naprawczego i długoterminowego budżetu UE, Wieloletnich Ram Finansowych (WRF) na lata 2021–2027. Przewodniczący Rady Europejskiej wydał oświadczenie wskazujące, że skonsultuje się z państwami członkowskimi przed kolejną Radą Europejską zaplanowaną na 19 czerwca. Równolegle Rada przeanalizuje i oceni wniosek. Komisja zaproponowała także reformę zasobów własnych, m. in. podatek cyfrowy oraz graniczny podatek węglowy, co jest wyjściem naprzeciw oczekiwaniom Parlamentu Europejskiego. Dyskusje na temat zasobów własnych pomiędzy państwami członkowskimi są jednak zawsze bardzo trudne i na ostateczną listę zatwierdzonych nowych zasobów własnych przyjdzie nam jeszcze poczekać.

Ponadto, aby jak najszybciej udostępnić fundusze w celu zaspokojenia najpilniejszych potrzeb, Komisja proponuje zmianę obecnych wieloletnich ram finansowych na lata 2014-2020, aby udostępnić dodatkowe 11,5 mld EUR na finansowanie już w 2020 r. Komisja zaproponowała także reformę zasobów własnych i wprowadzenie podatków, m. in. cyfrowego oraz granicznego podatku węglowego, co jest wyjściem naprzeciw oczekiwaniom Parlamentu Europejskiego. Dyskusje na temat zasobów własnych pomiędzy państwami członkowskimi są jednak zawsze bardzo trudne a priorytetem zarówno dla KE, jak i państw jest teraz jak najszybsze osiągnięcie porozumienia w zakresie wysokości nowego wieloletniego budżetu i planu naprawczego. Komisja liczy, że uda się to jeszcze przed wakacjami.

Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej
Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej

Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej powiedział: „To ważny krok w procesie decyzyjnym. Pomoże ukierunkować wsparcie na sektory i regiony najbardziej dotknięte pandemią COVID19”.

„Poruszymy tę kwestię na zwykłym posiedzeniu Rady Europejskiej w dniu 19 czerwca 2020 r. Należy zrobić wszystko, aby osiągnąć porozumienie przed przerwą letnią. Pandemia dotknęła naszych obywateli i przedsiębiorców w dużym stopniu. Potrzebują oni ukierunkowanej pomocy bez opóźnienia. Wzywam wszystkie państwa członkowskie do szybkiego przeanalizowania wniosku Komisji i konstruktywnej pracy na rzecz kompromisu w najlepszym interesie Unii”.

Wysokość zaproponowanego planu naprawczego KE nazwanego „Next Generation EU” to 750 mld euro, dzięki pożyczkom na rynkach finansowych, przy niskich stopach procentowych, zabezpieczonych gwarancjami państw członkowskich. Warto przypomnieć, że razem z pakietem środków zatwierdzonym 23 kwietnia przez Radę UE, który wyniósł 540 mld euro, łączna pomoc UE dla unijnej gospodarki wyniesie 1,29 bln euro.

„Next Generation EU” opiera się na trzech filarach:

Filar 1: Wsparcie państw inwestycjami i reformami

Stworzony nowy fundusz warty 560 mld euro w celu sfinansowania kluczowych inwestycji publicznych i reform związanych z realizacją europejskich priorytetów, czyli europejskiego Zielonego Ładu oraz Agendy Cyfrowej. Ponadto, Komisja proponuje dodać do Funduszu Sprawiedliwej Transformacji 40 mld euro. Znajduje się tutaj także warte 55 mld euro „uzupełnienie polityki spójności” na lata 2020-2022, a wysokość wsparcia będzie zależała od skutków gospodarczych i społecznych obecnego kryzysu odczuwanych przez dane państwo. Otrzymanie pomocy z tego filaru będzie powiązane z wypełnianiem przez państwa zaleceń w ramach Semestru Europejskiego wymagających podjęcia reform o charakterze gospodarczym.

Filar 2: Pobudzenie gospodarki i pomoc w ponownym uruchomieniu inwestycji prywatnych

Działania w drugim filarze to zaproponowany nowy Instrument Wsparcia Wypłacalności, który może działać od 2020 r. i będzie dysponował budżetem o wysokości 31 mld EUR. Ma on na celu odblokowanie 300 mld EUR na wsparcie wypłacalności dla przedsiębiorstw ze wszystkich sektorów gospodarki i przygotowanie ich na „czystszą” i „cyfrową” przyszłość. Ponadto, dzięki instrumentowi „Strategic Investment Facility” (kontynuacja programu Junckera, wbudowana w InvestEU), 15 mld euro z tego programu powinno wygenerować inwestycje warte 150 mld euro w łańcuchy wartości o kluczowym znaczeniu dla bezpieczeństwa i strategicznej autonomii UE, jak np. sektor farmaceutyczny. Dotychczasowo działający InvestEU też zostanie zasilony dodatkowym 15,3 mld euro.

Filar 3: Wyciąganie bezpośrednich wniosków z kryzysu

Poprzez wzmocnienie programów, które dowiodły swojej wartości w czasie kryzysu, takich jak RescEU lub Horyzont Europa, ale także utworzenie nowego programu związanego ze zdrowiem publicznym, wzmocnienie europejskiej polityki sąsiedztwa, współpracy międzynarodowej i pomocy przedakcesyjnej.

Przedstawiona dziś propozycja rozporządzenia Komisji Europejskiej w sprawie Wieloletnich Ram Finansowych na lata 2021-2027 oraz towarzyszącego mu funduszu naprawczego, stanie się teraz przedmiotem negocjacji państw członkowskich. Dla przypomnienia, porozumienie w zakresie WRF wymaga jednomyślności w Radzie UE, a do zakończenia procesu potrzebna jest zgoda Parlamentu Europejskiego. Komisja ma nadzieję, że państwa zatwierdzą nowe WRF do lipca br.

– Dzisiejsza propozycja Komisji wprowadza nową jakość w zakresie funkcjonowania Unii Europejskiej. KE podtrzymuje propozycję powiązania funduszy z praworządnością, a w filarze 1 instrumentu „Next Generation EU” uzależnia wsparcie od wypełnienia przez państwa członkowskie zaleceń w ramach Semestru Europejskiego. Dla nas niezwykle ważny jest filar 2 – liczymy, że sektor MŚP z państw takich jak Polska, będzie korzystał z tej pomocy w jak największym stopniu. Liczymy także, że ważne dla naszego bezpieczeństwa branże będą się rozwijały i uniezależniały od dostawców spoza UE – zauważa Kinga Grafa, dyrektorka biura Konfederacji Lewiatan w Brukseli.

– To co powinno cieszyć nasze firmy to uniknięcie cięć w programie Horyzont Europa wspierającym badania i innowacje, a także dodatkowe wsparcie w Funduszu Naprawczym dla sprawiedliwej transformacji oraz polityki spójności. To dobrze, że Komisja stawia na innowacyjność gospodarki i rewolucję cyfrową, pamiętając jednocześnie o tym, by obecny kryzys nie zaburzył osiągnieć polityki spójności, dbając o równomierne rozłożenie kosztów obecnego kryzysu pomiędzy państwami członkowskimi” – podkreśla ekspert ds. UE w biurze Konfederacji Lewiatan w Brukseli, Adam Dorywalski.

Michał Kurtyka, minister klimatu
Michał Kurtyka, minister klimatu

„Polska z zadowoleniem przyjmuje fakt, że transformacja energetyczna została wskazana jako jeden z głównych filarów strategii ożywienia gospodarki UE po COVID-19” – podkreślił minister klimatu Michał Kurtyka.

Przyjmujemy z zadowoleniem komunikat Komisji Europejskiej w sprawie zaktualizowanych wieloletnich ram finansowych na lata 2021-2027 oraz planu na rzecz odbudowy.

„Dzisiaj zyskaliśmy dobrą podstawę do dalszych negocjacji, które powinny teraz przyspieszyć tak, aby zaplanowane środki były dostępne jak najszybciej. Realizacja projektów transformacyjnych o prowzrostowym charakterze nie jest możliwa bez zapewnienia ambitnych ram finansowych” – zaznaczył.

„Działania inwestycyjne na rzecz transformacji klimatycznej mają duży potencjał do pobudzenia gospodarki” – dodał.

Jak poinformował szef resortu klimatu transformacja energetyczna pozostaje głównym priorytetem Polski przy utrzymaniu zobowiązań klimatycznych – już na początku pandemii minister klimatu zainicjował prace analityczne związane z zapewnieniem dalszej transformacji energetycznej w połączeniu z naprawą gospodarczą UE.

Zidentyfikowane przez KE obszary w ramach planu odbudowy wpisują się w plany Polski dot.:

  • zwiększenia efektywności energetycznej w sektorze budownictwa, obejmującą m.in. termomodernizację budynków i wymianę źródeł ciepła. Polska z sukcesem realizuje już programy „ Mój Prąd” i „Czyste Powietrze”, których celem jest poprawa warunków życia obywateli;
  • zwiększenia znaczenia sektora odnawialnych źródeł energii w transformacji energetycznej, szczególnie energii wiatrowej i słonecznej oraz wsparcie inwestycji w infrastrukturę sieciową zwiększenie udziału OZE. W 1990 roku odnawialne źródła odpowiadały za 2,5% generacji w elektroenergetyce – w 2018 roku było to już 13,91%. Na 2030 r. postawiono w Polsce cel osiągnięcia 21-23% udziału OZE w finalnym zapotrzebowaniu brutto;
  • rozwoju technologii – aktywnie działamy m.in. w obszarze elektromobilności, rozwijając sieci niezbędnych stacji ładowania elektrycznych pojazdów zeroemisyjnych oraz napędzanych wodorem, a także wzmacniając współpracę w zakresie rozwoju badań i innowacji w kontekście technologii niskoemisyjnych i zeroemisyjnych m.in. wodoru. Polskie firmy mają duże ambicje w tym obszarze, a Ministerstwo Klimatu wspiera ich realizacje;
  • wsparcia dla infrastruktury gazowej i wytwarzania gazu, jako paliwa przejściowego, które przyczyni się do czystej i sprawiedliwej transformacji. Polska widzi też ważną rolę dla inteligentnych sieci i liczników.

W opinii Michała Kurtyki, ministra klimatu, propozycja KE wychodzi również naprzeciw oczekiwaniom Polski, zwiększając czterokrotnie rozmiar funduszu sprawiedliwej transformacji.

„Z zadowoleniem odnotowujemy, że Komisja Europejska planuje dalsze wzmocnienie finansowe wszystkich filarów Mechanizmu Sprawiedliwej Transformacji. To oznacza dodatkowe 6 mld euro dla polskich regionów węglowych, które będą się transformować, żeby tworzyć nowe miejsca pracy” – powiedział.

Minister Kurtyka zwrócił uwagę, że realizacja powyższych planów wymaga odpowiednich środków finansowych, które będą rzeczywiście dostępne dla poszczególnych państw członkowskich na równych zasadach i przy utrzymaniu zasady neutralności technologicznej.

„Nie możemy mówić o wkluczeniach i warunkowości a pełnej solidarności” – zaznaczył minister.

„Kwoty przedstawione przez KE niewątpliwie będą wsparciem w kontynuacji transformacji energetycznej Polski” – dodał.

PKN ORLEN utrzymuje rating od Moody’s na poziomie Baa2

PKN ORLEN posiada stabilną pozycję finansową i umacnia wiarygodność wśród inwestorów. Agencja Moody’s Investors dokonała cyklicznego przeglądu i utrzymała rating Koncernu na poziomie Baa2. Przegląd uwzględnia zrealizowane już projekty, m.in. przejęcie Grupy ENERGA.

– Dzięki realizowanym inwestycjom rozwojowym i procesom akwizycyjnym umacniamy naszą pozycję nie tylko w biznesie, ale też wśród inwestorów. Utrzymujemy przy tym wszystkie wskaźniki finansowe na bezpiecznym poziomie. Dowodem na mocną pozycję finansową PKN ORLEN są ratingi nadawane Koncernowi przez agencje Moody’s i Fitch Ratings. Fakt, że ratingi te znajdują się na poziomie inwestycyjnym zwiększa naszą wiarygodność na rynku i może korzystnie wpłynąć na potencjalne rozmowy o finansowaniu naszych kluczowych projektów – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

W podsumowaniu cyklicznego przeglądu, analitycy Agencji zwrócili uwagę na silną pozycję segmentu Downstream Koncernu w Europie Środkowo-Wschodniej, opartego o nowoczesne aktywa rafineryjne. Doceniono też głęboką integrację segmentu rafineryjnego, petrochemicznego oraz detalicznego. Podkreślono również „zdrową” pozycję finansową PKN ORLEN w zakresie poziomu długu i pokrycia kosztów odsetek, pomimo negatywnego wpływu pandemii COVID-19. Jednocześnie analitycy agencji zwrócili uwagę na wysoką zmienność marż rafineryjnych, które wpływają na ratingi praktycznie wszystkich firm z sektora Oil&Gas.

Perspektywy regulacyjne dla usług finansowych

Pandemia COVID-19 negatywnie wpłynęła na gospodarkę utrudniając prace instytucji finansowych. Organy regulacyjne w wielu krajach były zmuszone do podjęcia szybkich decyzji, których celem była możliwie jak najszersza ochrona instytucji finansowych, gospodarek oraz klientów w związku z bezprecedensową sytuacją z jaką mamy do czynienia w czasie pandemii. Nowe ulgi, ograniczenia i opóźnienia we wdrażaniu nowych zasad lub zmiany terminów konsultacji wielu rozwiązań są tylko niektórymi przykładami działań podejmowanych przez europejskich regulatorów, które zostały zaprezentowane w najnowszej publikacji KPMG EMA Financial Services Risk & Regulatory Insight Centre pt. „Horizons”.

Reakcje regulatorów podejmowane w związku z pojawieniem się zagrożenia związanego z koronawirusem można przede wszystkim podzielić na trzy zasadnicze kategorie: związane z wprowadzeniem ulg w obowiązujących terminach i wymaganiach, opóźnieniem we wdrażaniu nowych wymagań i terminów odpowiedzi na konsultacje oraz pojawieniem się nowych wymagań, wprowadzonych wyłącznie w odpowiedzi na pandemię koronawirusa w celu ochrony zarówno rynków, jak i konsumentów. Przykładem wdrożenia nowych wymagań jest uruchomienie przez Komisję Nadzoru Finansowego „Pakietu Impulsów na rzecz Bezpieczeństwa i Rozwoju”, które mają wzmocnić odporność sektora bankowego na zaburzenia związane z COVID-19.

Pandemia COVID-19 stanowi obecnie bezprecedensowe wyzwanie dla wszystkich sektorów gospodarki oraz wystawia na próbę odporność finansową i operacyjną szeregu branż. W odpowiedzi na nadzwyczajne trudności, przed którymi stoją rynki, przedsiębiorstwa oraz konsumenci, organy regulacyjne zmuszone są dokonywać niezwłocznych i zdecydowanych zmian w priorytetach ich działań, w szczególności poprzez opóźnienie niektórych wcześniej planowanych inicjatyw legislacyjnych oraz nadzorczych. W nadchodzących miesiącach organy regulacyjne staną w obliczu wielu wyzwań, w szczególności będą musiały podejmować decyzje dotyczące zakresu oraz okresu obowiązywania stosowanych rozwiązań łagodzących wpływ pandemii na sektor finansowy, a także opracować plany ich stopniowego wycofywania, w sposób który nie spowoduje dodatkowych zakłóceń i obciążeń dla uczestników rynku – mówi Stacy Ligas, senior partner, CEO w KPMG w Polsce.

Pandemia COVID-19 jest zjawiskiem globalnym, które testuje odporność finansową, operacyjną i handlową wszystkich firm. W tym kontekście sektor usług finansowych musi w szybki sposób i na dużą skalę dostosować się do niespotykanych ograniczeń i warunków rynkowych.

W obecnych czasach zasady oraz modele wykorzystywane w ramach normalnej działalności przed wybuchem pandemii koronawirusa mogą funkcjonować nieprawidłowo. Obecnie nikt nie jest pewien, jak długo obowiązywać będą aktualne ograniczenia oraz jak trwałe będą ich gospodarcze skutki. Organy regulacyjne muszą przygotowywać nowe wytyczne, które będą odpowiadać na bieżące wyzwania. W tym kontekście, sektor finansowy będzie zobowiązany przeprowadzić szybkie dostosowanie się do niespotykanych dotąd ograniczeń i nowych warunków rynkowych. Przedstawiciele branży będą zmuszeni do proaktywnej oceny pojawiających się zagrożeń i zmiany swoich priorytetów – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, partner w dziale doradztwa dla instytucji finansowych w KPMG w Polsce.

Praca w UE – podatki i składki. Wpływ COVID-19 na podatki pracownicze

Odpowiedzią państw Unii Europejskiej na sytuację wywołaną przez pandemię koronawirusa było wdrożenie działań m.in. w zakresie podatków pracowniczych. Najczęściej dotyczyły one odroczenia składania zeznań i zaliczek na PIT, zawieszenia płatności składek oraz wypłaty dodatkowych świadczeń czy przyznawania ulg – wynika z raportu firmy doradczej PwC „Praca w UE – podatki i składki. Wpływ COVID-19 na podatki pracownicze”. Zdaniem ekspertów PwC, w dłuższej perspektywie COVID może spowodować zwiększenie skali pracy zdalnej oraz poszukiwanie rozwiązań obniżających koszty pracodawcy, a co za tym idzie – rosnącą rolę outsourcingu usług kadrowo-płacowych.

Dzisiaj kompleksowe porównanie kosztów pracy w poszczególnych krajach wykracza poza analizę standardowych obciążeń PIT i ZUS. Ważnym aspektem stają się możliwości uzyskania ulg i innych form wsparcia związanych z zatrudnieniem. Dlatego w tegorocznej edycji naszego raportu zwracamy szczególną uwagę na te ograniczone czasowo, ale jakże ważne dla kieszeni pracodawców i pracowników elementy pakietów antykryzysowych. – Mariusz Ignatowicz, partner w PwC

Jednym z istotnych obszarów, w których poszczególne kraje UE wprowadziły zmiany, by ograniczyć negatywne skutki COVID-19 dla firm, są podatki pracownicze. Większość państw, aby odciążyć przedsiębiorców i pracowników, odroczyła terminy składania zeznań podatkowych oraz pobierania zaliczek PIT. Część krajów (17), w tym Polska, dały możliwość wstrzymania składek na ubezpieczenie społeczne na określony czas. Na dodatkowe świadczenia z ZUS (i jego odpowiedników w UE) mogą liczyć firmy w 12 państwach – znalazły się tu takie rozwiązania jak dofinansowania do pensji pracowników, świadczenia pieniężne na rzecz samozatrudnionych czy wydłużanie urlopów i okresów zasiłkowych.

Niektóre kraje UE oprócz standardowych działań w zakresie podatków pracowniczych wprowadziły dalej idące rozwiązania. Przykładem może być Belgia, gdzie wprowadzono dodatek za pracę z domu w wysokości ok. 126 euro. Na Cyprze wprowadzono specjalny zasiłek chorobowy dla osób pracujących i zainfekowanych koronawirusem (w maksymalnej wysokości 1,214 euro miesięcznie), a w Wielkiej Brytanii do jednego dnia zmniejszono czas nabywania prawa do świadczenia chorobowego.

Liczba rozwiązań zaproponowanych w polskiej tarczy antykryzysowej jest relatywnie wysoka – w zależności od rozmiaru spółki przedsiębiorcom wskazano do wyboru nawet 58 opcji, choć część z nich istniała jeszcze przed pandemią. Pomoc w głównej mierze jest skoncentrowana na wsparciu przedsiębiorstw. Ważnym, planowanym działaniem, a stosowanym już w innych krajach, jest wprowadzenie dodatkowego 3-miesięcznego zasiłku dla osób tracących pracę w wysokości 1300 zł. – Joanna Narkiewicz-Tarłowska, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC

Praca zdalna i outsourcing kadrowo-płacowy

Ostatnie tygodnie udowodniły wielu firmom, że praca zdalna na większą niż dotychczas skalę jest możliwa. Eksperci PwC podkreślają, że w kolejnych latach będziemy obserwować rosnący udział pracy zdalnej, także tej wykonywanej za granicą.

W przypadku firm zatrudniających pracowników wykonujących zadania w innym kraju, polski pracodawca będzie miał za granicą obowiązki płatnika w zakresie PIT, ZUS, CIT, a także w zakresie lokalnego (tam gdzie znajduje się pracownik) prawa pracy.

Skomplikowane regulacje państw UE, a także poszukiwanie przez pracodawców możliwości obniżania kosztów pracy, prowadzić będzie do zwiększonego zapotrzebowania na outsourcing kadrowo-płacowy.

Praca zdalna podczas izolacji zmieniła charakter i pracę zespołów kadrowo-płacowych na zawsze. Od teraz automatyczne rozwiązania i digitalizacja to nie tylko sposób na optymalizację czy poprawę efektywności, ale też nowy sposób na realizowanie standardowych zadań. – Katarzyna Kwiatkowska, dyrektor w dziale prawno-podatkowym PwC

Polskie wynagrodzenia netto na tle krajów UE

W tym roku, z powodu trwającej pandemii, do końca maja odroczono termin składanie rocznych zeznań podatkowych za 2019 r.

Analiza przygotowana przez ekspertów PwC pokazuje, że przeciętnie zarabiający singiel w Polsce w 2019 r. otrzymywał 71% swojego pełnego wynagrodzenia (po odjęciu podatku PIT i obowiązkowych składek na ZUS i NFZ), przy średniej dla krajów Unii Europejskiej na poziomie 72%. W porównaniu z poprzednim rokiem w ogólnym zestawieniu UE awansowaliśmy o 1 pozycję na miejsce 16. Największa część wynagrodzenia zostaje w portfelach mieszkańców Cypru (89%) i Estonii (83%).

W przypadku przeciętnie zarabiającej rodziny (z dwójką dzieci i jednym pracującym rodzicem) zebrane dane wskazują, że z wynikiem 76% spadliśmy o jedno miejsce na 19. pozycję w zestawieniu krajów UE, dla których średnia wynosi 79%. W tym wariancie na największe wynagrodzenie mogą liczyć obywatele Czech, Irlandii i Cypru(89%).

W 2019 r. Polska znalazła się na 15. miejscu w zakresie kosztów pracodawcy na tle państw UE w rankingu dla osób zarabiających przeciętne wynagrodzenie (bez rodziny lub z rodziną). Jest to spadek o 2 miejsca w porównaniu do 2018 r. Wynika to z reform ZUS przeprowadzonych w innych krajach (wyprzedziły nas Litwa i Węgry).

Obciążenia fiskalne i zatrudnienie w sektorze aptecznym w 2019 roku

Tylko w 2019 r. sieci apteczne zapłaciły łącznie ponad 1,27 mld zł podatków, tj. dwa razy więcej niż apteki indywidualne.

Według danych polskiej firmy analitycznej PEX PharmaSequence, w 2019 roku sieci apteczne wpłaciły do budżetu państwa w formie danin publicznych ponad 1,27 mld złotych, czyli dwa razy więcej niż apteki indywidualne.

Do grupy danin publicznych płaconych przez apteki zaliczono:

  • Składki ZUS od wynagrodzeń (po stronie pracownika oraz pracodawcy)
  • Podatek dochodowy PIT od wynagrodzeń pracowników
  • Podatek dochodowy właściciela apteki (PIT lub CIT)
aptekarze
Źródło: PEX PharmaSequence

Największe daniny publiczne sieci apteczne ponoszą z tytułu wynagrodzeń pracowników – w ubiegłym roku stanowiły one ponad 1 mld zł. Wynika to z faktu, że sieci apteczne bardzo mocno inwestują w personel i poziom usług, którego gwarantem są dobrze opłacani fachowcy. Apteki sieciowe płacą średnio kierownikom aptek o prawie 24 proc. więcej niż apteki indywidualne, magistrom farmacji odpowiednio ponad 18 proc. więcej, a technicy farmacji w sieciach zarabiają średnio o ponad 7 proc. więcej, niż w aptekach indywidualnych. Standardem jest zatrudnianie personelu w aptekach sieciowych na umowę o pracę, pozostałe formy zatrudnienia mają z reguły jedynie charakter uzupełniający i dotyczą sytuacji nadzwyczajnych, np. zastępstw.

Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w aptekach w 2019 r. PLN

Średnie miesięczne wynagrodzenie brutto w aptekach w 2019 r. PLN
Źródło: PEX PharmaSequence

Apteki sieciowe zatrudniają 61 proc. wszystkich magistrów farmacji, i 65 proc. techników farmaceutycznych, pracujących w aptekach w Polsce. Także w przeliczeniu na statystyczna aptekę, apteki sieciowe zatrudniają więcej personelu. W statystycznej aptece sieciowej zatrudnionych jest o 0,87 magistra farmacji więcej i o 1,47 technika farmaceutycznego więcej, niż w aptece indywidualnej. W aptece sieciowej zatrudnionych jest średnio 2,31 magistra farmacji, wobec 1,44 w aptece indywidualnej (uwzględniamy tu już farmaceutę-właściciela) i ponad 3 techników (wobec 1,57).

Średnie zatrudnienie w statystycznej aptece  Liczba osób/aptekę

Średnie zatrudnienie w statystycznej aptece
*uwzględniamy właściciela apteki, który jest magistrem farmacji
Źródło: PEX PharmaSequence

Także w przypadku podatków dochodowych, apteki sieciowe zasilają kasę państwa kwotami wyższymi, niż apteki indywidualne. W 2019 roku apteki sieciowe zapłaciły ponad 213 mln zł podatków dochodowych, wobec 161,5 mln zł podatków dochodowych zapłaconych przez apteki indywidualne.

licyba aptek
Źródło: PEX PharmaSequence

sieci aptecyne

sieci aptecyne 2
Źródło: PEX PharmaSequence, dane Ministerstwa Finansów

Do sieci aptecznych należy 43 proc. ogólnej liczby aptek w Polsce, 57 proc. to apteki indywidualne. Sieci apteczne (za sieć uważa się przedsiębiorstwo posiadające od pięciu aptek w górę) to głównie małe i średnie polskie firmy rodzinne. Według danych liczbowych najwięcej, bo aż 214 z nich, to sieci posiadające od 5 do 9 aptek, kolejne 93 podmioty posiadają od 10 do 19 aptek. 32 sieci apteczne posiadają od 20 do 49 aptek, 11 od 50 do 99. Zaledwie 9 sieci posiada powyżej 100 aptek na terenie Polski.

Sieci apteczne to także ogromna przewaga kapitału krajowego – zaledwie 5 sieci aptecznych posiada kapitał zagraniczny. Do sieci tych należy 6,7 proc. ogólnej liczby aptek w Polsce.

Ukraińcy chcą zostać w Polsce, gdzie czują się potrzebni

Na skutek epidemii część Ukraińców straciła pracę i wróciła do domu. Z Polski wyjechać mogło już nawet 12% pracowników. Jednak nie wszyscy chcą wracać. Obecna sytuacja pokazuje, że na rynku pracy umocniła się grupa obcokrajowców związanych z Polską, która jest tu bardzo potrzebna, o czym świadczy chociażby poprawa przepisów prawnych.

Czas epidemii przypomniał, że obcokrajowcy są bardzo istotną grupą na polskim rynku pracy. Jej większość stanowią Ukraińcy, którzy w znacznej mierze wpływają na utrzymanie wysokiej wydajności części zakładów pracy, jednocześnie mając wpływ na kondycję polskiej gospodarki. Znaczenie Ukraińców nie pozostaje niezauważone, o czym świadczą zapisy w niedawno wprowadzonych specjalnych ustawach antykryzysowych. Na mocy nowych przepisów kończące się pozwolenia na pobyt lub pracę w Polsce przedłużane są automatycznie na okres trwania epidemii plus dodatkowych 30 dni.

Niestety dla polskich pracodawców, od czasu wybuchu epidemii z kraju wyjechało ok. 12% pracowników z Ukrainy. – Część z nich zdążyła wyjechać zanim wprowadzono ustawy. Poza tym przepisy dopuszczają możliwość przedłużenia pozwolenia na pracę na tych samych warunkach jak dotychczas – mówi Natalia Myskova, dyrektor rynków zagranicznych w Sanpro Synergy – spółce grupy Impel, która zajmuje się rekrutacją obcokrajowców. – To oznacza, że po ograniczeniu lub zatrzymaniu pracy w dużych zakładach produkcyjnych, hotelach czy restauracjach pracownicy nie mogli przenieść się do firm z branży logistycznej, spożywczej czy rolniczej, choć tam pojawiło się zapotrzebowanie – wyjaśnia.

W związku z odpływem obywateli z Ukrainy, spółka Sanpro Synergy wprowadziła nową usługę zastępowania ich osobami z Polski.

Pierwszy raz od kilku lat Polacy chcą wykonywać wymagające fizycznie prace, których w ostatnim czasie podejmowali się głównie obcokrajowcy migrujący do Polski w celach typowo zarobkowych. Jest to spowodowane tym, że obecnie wyjazd do Niemiec czy Anglii jest utrudniony – tłumaczy Natalia Myskova.

Kto zostanie, kto wyjedzie?

Teraz kluczowe dla polskich przedsiębiorców pozostaje pytanie, czy osoby, które wyjechały na Ukrainę po utracie zatrudnienia, przyjadą do Polski z powrotem. Natalia Myskova twierdzi, że część z nich na pewno tak. Po pierwsze, za Bugiem nie jest teraz łatwo znaleźć zajęcie, zwłaszcza tak dobrze płatne jak nad Wisłą. Po drugie, Ukraińcy czują się w naszym kraju doceniani. – Dziś nie tylko wypełniają braki na polskim rynku pracy, ale również wnoszą wartość dodaną w postaci poszukiwanych umiejętności i kompetencji – twierdzi Natalia Myskova. Po trzecie, można spodziewać się, że po tym jak sytuacja w całej Europie wróci do normy, Polacy znów wyjadą za granicę w celach zarobkowych, czym zwiększą zapotrzebowanie polskiego przemysłu spożywczego, logistyki czy budownictwa na pracowników z zagranicy.

Sytuacja związana z epidemią ugruntowała podział cudzoziemców pracujących w Polsce na dwie grupy. Wprawdzie czasy, kiedy wszyscy byli traktowani jako tania siła robocza już minęły, to wciąż istnieją osoby, które traktują pracę jako stricte tymczasową i zarobkową. Tacy pracownicy nie są związani z Polską i w razie problemów podejmują decyzje o powrocie do ojczyzny. Druga grupa, coraz liczniejsza, wiąże przyszłość z krajem, w którym pracuje. Jej przedstawiciele są na stanowiskach wysokiego szczebla, wielu z nich znajduje zatrudnienie np. jako eksperci w dochodowej branży IT. – Uczą się, znają język i mają ambicje. Z perspektywy pracodawców nie różnią się od Polaków – zauważa Natalia Myskova. – Tacy pracownicy chcą sprowadzać do Polski całe rodziny, znajdować im zatrudnienie, posyłać dzieci do przedszkoli i szkół. Wraz ze wzrostem ich ambicji, rosną oczekiwania i wymagania wobec pracodawców, którzy są coraz bardziej skłonni, aby je spełniać, co daje wymierne korzyści obydwu stronom – dodaje. Natalia Myskova zauważa kolejną korzyść z takiego obrotu sprawy: – Według najnowszych szacunków, Ukraińcy wydali w Polsce 8 miliardów złotych w roku 2019, czyli dwa razy więcej niż w roku 2018. To oznacza, że coraz mniej wysyłają do ojczyzny.

Z raportu „Doświadczenia i plany zawodowe obywateli Ukrainy pracujących w Polsce” przygotowanego przez Sanpro Synergy przy współpracy Fundacji Ukraina wynika, że z pracy i życia w Polsce zadowolonych jest prawie 80% Ukraińców. Czy ich sytuacja zmieni się po epidemii? Ilu z nich wróci, a ilu jeszcze wyjedzie? Natalia Myskova przewiduje, że w znacznym stopniu będzie to zależeć od dostępności Polaków. Jeśli zrealizują potrzeby gospodarki, to nie będzie potrzeby ściągania kandydatów z zagranicy. Wtedy zostaną ci, którzy mocno zintegrowali się w dużej mierze z Polską i są tu traktowani jaki bardzo wartościowi i lojalni pracownicy. Aby jeszcze lepiej poznać ich plany, spółka Sanpro Synergy pracuje nad kolejną odsłoną badania, którego wyniki zostaną pokazane niedługo.

5 trendów IT po 2 miesiącach od wprowadzenia restrykcji i lockdownu w Polsce

Od wprowadzenia pierwszych obostrzeń i zamknięcia polskiej gospodarki mijają właśnie dwa miesiące. Po ponad 60 dniach zaawansowanej izolacji społecznej oraz szeregu transformacji gospodarczych mających na celu ograniczenie kontaktów międzyludzkich, można zaobserwować istotne zmiany w sektorze IT. Będą one na tyle znaczące dla całej gospodarki, że można pokusić się o stwierdzenie, że są pierwszymi krokami w całkowicie nowej rzeczywistości gospodarczej.

Po pierwsze chmura, wdrożenia i inwestycje w IT

Ostatnie tygodnie to wzmożona i można powiedzieć, niekiedy błyskawiczna, implementacja rozwiązań chmurowych w polskich przedsiębiorstwach. Pomimo, że w większości wdrożenia obejmują obsługę pracy zdalnej, zarządzanie i raportowanie, transmisje spotkań online czy współdzielenie plików w pracy biurowej, to przyspieszyły także decyzje o uruchomieniu procedur i rozpoczęciu większych inwestycji. Widzimy więcej zapytań czy rozstrzygnięć przetargów w obszarze bardziej złożonych implementacji IT opartych o technologie czołowych dostawców, jak i te robione na zamówienie. Bezsprzecznie chmura będzie hitem najbliższych miesięcy, także po ustaniu pandemii.

Po drugie sprzęt mobilny

Praktycznie każdy dostawca oferujący rozwiązania mobilne takie jak laptopy, notebooki, tablety lub inne urządzenia peryferyjne odczuł duży wzrost sprzedaży w ostatnich miesiącach. Te często dwucyfrowe dynamiki, sięgające nawet 40-60% w wolumenie, były spowodowane niemal natychmiastową koniecznością wysłania praktycznie większości pracowników do pracy zdalnej – domowej. Wobec powyższego zaistniała potrzeba wyposażenia ludzi w odpowiedni sprzęt umożliwiający pracę zdalną. Ruch w tym sektorze generował nie tylko sektor publiczny, ale także prywatny. Firmy w Polsce, niezależnie od skali działania, po prostu rzuciły się do zakupów.

Po trzecie – zmiany linii rządowego podejścia do chmury

Na przełomie kwietnia i maja Rząd RP podjął decyzję o znacznym skróceniu procedur związanych z postępowaniami przetargowymi w obszarze chmury publicznej. Decyzja ta została podjęta na bazie obserwacji panującej sytuacji i prostego wniosku – bez chmury lockdown i praca zdalna byłaby niemożliwa. Postępowania przetargowe ruszyły z tzw. „kopyta” i już dzisiaj widzimy, że wielu dostawców rozwiązań ma spory impuls do rozwoju. Decyzja rządzących jest jednym z pierwszych „zielonych świateł” dla chmury, które może przełożyć się pozytywnie na postęp jej wdrożenia w następnych obszarach. To sygnał nie tylko dla sektora publicznego – jeśli Państwo się nie boi chmury, biznes też nie powinien. Można więc sądzić, że za tymi decyzjami pójdą kolejne, tym razem w sektorze prywatnym.

Po czwarte – Microsoft z mega inwestycją

Ponad 4 mld PLN – tyle zainwestuje w Polsce Microsoft. Cała inwestycja ma być podzielona na trzy części. Główny kręgosłup przedsięwzięcia stanowi wybudowanie infrastruktury do centrum danych. Microsoft przeznaczy także pieniądze na dwa inne rodzaje działań: podnoszenie kompetencji cyfrowych w branży IT oraz adopcję chmury. W tym pierwszym przypadku będą to m.in. serie szkoleń dla programistów, inżynierów, architektów oraz programy certyfikacji. Z edukacji ma skorzystać ponad 150 tys. pracowników i studentów
w całej Polsce. W dziedzinie chmury program będzie wspierał podmioty, które w niedługim czasie muszą lub po prostu chcą same przenieść swoją działalność do clouda. To największa tego rodzaju inwestycja technologiczna w Polsce. Taki impuls był nam niezwykle potrzebny
i niewątpliwie przełoży się na dynamiczny wzrost krajowego rynku IT. Wszyscy liczymy na to, że ceny usług w chmurze w najbliższej przyszłości będą znacząco spadać. Staną się tym samym bardziej przystępne i pomogą przebudować biznes w nowej rzeczywistości w Polsce.

Po piąte – kupujemy w internecie przez e-commerce

Trudno się dziwić wzrostowi zakupów robionych w internecie przez Polaków. Skoro nie mogliśmy kupować w tradycyjnych sklepach trzeba było się skupić na transakcjach online.
W przypadku rozwiązań dedykowanych konsumentom ten trend zaczął się już sporo lat temu. Teraz nabrał po prostu jeszcze dodatkowego tempa. Oprócz rozwiązań dla standardowego konsumenta w świecie online pojawiła się jeszcze jedna tendencja. W czasie panującej pandemii sporo firm przeniosło swoją sprzedaż B2B również do modelu online. Wielu spośród, jeszcze do niedawna sceptycznych, Klientów biznesowych postawiło na sprzedaż, zarzadzanie tym procesem oraz prowadzenie relacji posprzedażowych w modelu e-commerce. Dużo rozwiązań dedykowanych tym procesom istniało już przed pandemią, ale prawdziwe zainteresowanie wielu branż wdrożeniami i uruchomieniem platform sprzedaży online odczuliśmy w ostatnich dwóch miesiącach. Krótko mówiąc, każdy przedsiębiorca chce zabezpieczyć się na wypadek podobnych sytuacji w przyszłości. To co teraz obserwujemy to długo wyczekiwana zmiana mentalności i mocne nastawienie proaktywne do wdrożeń IT
w Polsce.

Komentarz Piotra Kaweckiego, Prezesa ITBoom Sp. z o.o.

Tarcza Antykryzysowa 3.0 – obniżenie wymiaru czasu pracy również dla cudzoziemców

Rozwiązania wprowadzone przez poprzednią Tarczę Antykryzysową przewidywały przedłużenie terminów pozwoleń pobytowych i umożliwiały cudzoziemcom świadczenie pracy w oparciu o wydane wcześniej zezwolenia. Tarcza 3.0 uchwalona 14 maja 2020 r. wprowadza możliwość zmiany warunków pracy cudzoziemców bez konieczności uzyskania nowego lub zmiany dotychczasowego zezwolenia.

Należy pamiętać, że nielegalne jest powierzenie cudzoziemcowi wykonywania pracy na innych warunkach niż wskazane w zezwoleniu na pracę czy oświadczeniu o powierzeniu wykonywania pracy. Natomiast w aktualnie obowiązujących przepisach, w celu otrzymania dofinansowania do wynagrodzeń pracowników w ramach wsparcia z FGŚP, pracodawca musi np. obniżyć pracownikom wymiar czasu pracy. Przepisy Tarczy Antykryzysowej nie wyłączają pracowników z zagranicy  z możliwości objęcia ich obniżonym wymiarem czasu pracy, zatem co do zasady nie powinno być co do tego żadnych przeszkód. Dotychczas jednak, w związku z brakiem szczegółowej regulacji niemożliwe było obniżenie cudzoziemcowi wymiaru czasu pracy i skorzystanie z dofinansowania do jego wynagrodzenia bez ryzyka narażenia się na zarzut powierzenia cudzoziemcowi wykonywania pracy na warunkach niezgodnych z zezwoleniem na pracę lub oświadczeniem o powierzeniu wykonywania pracy czy zezwoleniem na pracę i pobyt.

Na podstawie Tarczy 3.0. umożliwiono:

  • polecenie cudzoziemcowi wykonywanie pracy zdalnej (zgodnie z art. 3 Ustawy z dnia 2 marca 2020 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych z późn. zm),
  • obniżenie cudzoziemcowi wymiaru czasu pracy o max 20% nie więcej niż do 0,5 etatu, z zastrzeżeniem, że wynagrodzenie nie może być niższe niż minimalne wynagrodzenie za pracę ustalane na podstawie przepisów o minimalnym wynagrodzeniu za pracę, z uwzględnieniem wymiaru czasu pracy (zgodnie z art. 15g ust. 8 ww. ustawy),
  • w niektórych przedsiębiorstwach, np. zatrudniających pracowników zapewniających funkcjonowanie stacji paliw płynnych, na obszarze lub terenie obiektu ważnego dla obronności, świadczących czynności bankowe, przedsiębiorcy rolno-spożywczego, którego działalność wiąże się z wytwarzaniem lub dostarczaniem żywności, możliwe jest m.in. objęcie cudzoziemca zmianą systemu lub rozkładu czasu pracy oraz świadczenie pracy w godzinach nadliczbowych, w zakresie i wymiarze niezbędnym dla zapewnienia ciągłości funkcjonowania przedsiębiorstwa (zgodnie z art. 15x ust. 1 w/w ustawy),
  • objęcie cudzoziemców elastycznymi zasadami ustalania pracownikom czasu pracy i porozumieniem o wprowadzeniu systemu równoważnego czasu pracy lub o stosowaniu mniej korzystnych warunków zatrudnienia (zgodnie z art. 15zf ust. 1 ww. ustawy).

Jeśli pracodawca zgodnie z przepisami obejmie pracownika z zagranicy którymś z wymienionych działań, w związku z czym zmianie uległyby warunki wykonywania pracy określone w:

  1. zezwoleniu na pobyt czasowy i pracę,
  2. zezwoleniu na pobyt czasowy w celu wykonywania pracy w zawodzie wymagającym wysokich kwalifikacji,
  3. zezwoleniu na pracę,
  4. zezwoleniu na pracę sezonową,
  5. oświadczeniu o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi wpisanym do ewidencji oświadczeń na podstawie art. 88z ust. 2 ustawy z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy

– cudzoziemiec może wykonywać pracę na tych zmienionych warunkach bez konieczności zmiany zezwolenia, uzyskania nowego zezwolenia lub wpisania nowego oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi do ewidencji oświadczeń.
Tarcza 3.0. wprowadza również możliwość świadczenia pracy przez cudzoziemców
, w okresie stanu zagrożenia epidemicznego lub stanu epidemii i w okresie 30 dni po odwołaniu ostatniego z tych stanów, u pracodawcy prowadzącego działalność wymienioną w rozporządzeniu wydanym na podstawie art. 90 ust. 9 ustawy z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach, np. w rolnictwie, hotelach i pensjonatach, czy też gastronomii – bez zezwolenia na pracę lub pracę sezonową, o ile cudzoziemiec posiadał:

  • zezwolenie na pracę lub pracę sezonową ważne po dniu 13 marca 2020 r. lub
  • oświadczenie o powierzeniu wykonywania pracy cudzoziemcowi wpisane do ewidencji oświadczeń, w którym przynajmniej jeden dzień okresu pracy określonego w tym oświadczeniu następuje po dniu 13 marca 2020 r.

Niektóre wątpliwości pozostają

Powstaje jednak pytanie, czy możliwość wykonywania pracy bez zezwolenia pozwala na zmianę pracodawcy? Wydawałoby się, że tak – ustawa wskazuje bowiem wprost, że w czasie pandemii np. w rolnictwie, hotelach i lokalach gastronomicznych możliwa będzie praca bez zezwolenia.

Otwarte pozostaje jednak pytanie, czy wymagane przez ustawodawcę uprzednie posiadanie przez cudzoziemca zezwolenia lub oświadczenia ważnego po dniu 13 marca 2020 r. będzie spełnione przy posiadaniu przez cudzoziemca zezwolenia na jakąkolwiek pracę, np. w charakterze robotnika budowlanego, czy jednak to zezwolenie lub oświadczenie musi odnosić się do działalności wymienionych w rozporządzeniu wydanym na podstawie art. 90 ust. 9 ustawy z dnia 20 kwietnia 2004 r. o promocji zatrudnienia i instytucjach rynku pracy? Druga opcja ograniczałaby znacznie możliwość zatrudnienia cudzoziemców przy pracach sezonowych wyłączając wszystkich tych, którzy wcześniej nie wykonywali pracy w sektorach wymienionych w rozporządzeniu, a obecnie zatrudnienia szukają.
Utrudnione może być również zatrudnianie  do prac sezonowych w rolnictwie zupełnie nowych pracowników zza granicy, którzy wcześniej w Polsce nie pracowali.  Wymogiem dla wykonywania pracy bez zezwolenia jest bowiem uprzednie posiadanie zezwolenia na pracę lub pracę sezonową ważnych po 13 marca 2020 r. lub oświadczenia o powierzeniu wykonywania pracy, w którym chociaż jeden dzień przypada po 13 marca 2020 r. Dodatkowo, osoba pochodząca z kraju spoza UE i Europejskiego Obszaru Gospodarczego  (np. z Ukrainy) przekraczająca granicę nawet w celach zawodowych nadal objęta jest 14- dniową kwarantanną, którą pracownicy sezonowi mają spędzić w gospodarstwach, co prawda będą mogli w trakcie kwarantanny świadczyć pracę, ale pod warunkiem zakazu opuszczania gospodarstwa i minimalnego kontaktu z osobami zamieszkującymi gospodarstwo. MRiRW i GIS opublikował bardzo restrykcyjne wytyczne dla rolników zatrudniających cudzoziemców przy pracach sezonowych (https://gis.gov.pl/aktualnosci/wytyczne-mrirw-i-gis-dla-producentow-rolnych-zatrudniajacych-cudzoziemcow-przy-pracach-sezonowych-w-zwiazku-z-rozprzestrzenianiem-sie-wirusa-sars-cov-2-warszawa-08-05-2020-r/). Niektóre z nich to np. opłacenie testów na koronawirusa zaraz po przyjeździe pracowników, opłacenie dodatkowych testów jeśli gospodarz chce skrócić okres kwarantanny, zapewnienie wydzielonych pomieszczeń do pobytu (w przypadku dużej ilości osób te pomieszczenia ma zajmować nie więcej niż 10 osób), oddzielnie od siebie grup pracowników tak, żeby się ze sobą nie stykały zarówno w miejscu pracy (np. na polu czy podwórku) jak i w miejscu zakwaterowania i strefach socjalnych i wiele innych pokazuje, że zatrudnianie pracowników sezonowych będzie dla wielu producentów rolnych ogromnym wyzwaniem i może się wiązać z dużymi wydatkami.

Małgorzata Cieśla, aplikant adwokacki w Kancelarii Brzezińska Narolski Adwokaci (http://bnadwokaci.pl/). Specjalizuje się w obsłudze korporacyjnej, rozwiązywaniu sporów w procesie budowlanym oraz w windykacji należności i postępowaniu egzekucyjnym.

Złoto – lekkie cofnięcie cen, czy początek większej korekty?

Fraza „jak kupić złoto” była według danych Google na koniec kwietnia blisko trzykrotnie częściej wyszukiwana niż na początku tego roku. Zainteresowanie rynkiem złota w pierwszym kwartale i na początku drugiego kwartału zdecydowanie wzrosło, zwłaszcza wśród inwestorów indywidualnych – pisze Daniel Kostecki, główny analityk Conotoxia Ltd. (usługa Forex Cinkciarz.pl).

Wraz z rozprzestrzenianiem się pandemii i jej potencjalnych skutków gospodarczych inwestorzy poszukiwali bezpiecznych aktywów. W rezultacie fundusze ETF oparte o złoto (ang. gold-backed ETFs) przyciągały ogromne napływy kapitału, co poskutkowało zakupami 298 ton złota. To z kolei sprawiło, że światowe udziały w tych produktach osiągnęły nowy rekordowy poziom 3 185 ton – wynika z danych WGC.

Półtora roku w górę

W porównaniu do pierwszego kwartału 2019 r. wzrost zakupów złota przez fundusze ETF wyniósł oszałamiające 595 proc. W tym czasie spadł popyt jubilerski, a z kolei popyt na monety czy sztabki był podobny do tego z początku 2019 r. Warto zaznaczyć, że ze względu na zamknięcie gospodarek nastąpiły utrudnienia w dostawach kruszcu w jakiejkolwiek formie. Produkcja złota spadła do najniższego poziomu od pięciu lat, równego 795,8 tony. Stąd też inwestorzy mogli zainteresować się instrumentami finansowymi dającymi ekspozycję na złoto. Również banki centralne nadal kupowały złoto w znacznych ilościach, choć w słabszym tempie niż w pierwszym kwartale 2019 r. Zakupy netto wyniosły 145 ton – wynika z danych World Gold Council.

W tym miejscu warto przypomnieć sobie, że wzrost cen złota trwał z małymi tylko przerwami od drugiej połowy 2018 r. Mamy zatem do czynienia z półtoraroczną hossą, która wywindowała cenę uncji z poziomu 1200 do 1700 USD. W tym czasie na rynku dominowali inwestorzy finansowi oraz banki centralne.

Co wiedzą wielcy gracze?

Spoglądając na pozycjonowanie dużych instytucji na rynku kontraktów terminowych na złoto, widzimy, że od połowy lutego zaczęły one zmniejszać swój udział w kontraktach pozwalających potencjalnie zyskać na wzroście ceny. Innymi słowy, zdaje się, że mamy do czynienia z typową realizacją zysków po ponad roku hossy i w momencie, gdy pojawia się popyt ze strony inwestorów detalicznych. Skala zjawiska jest znacząca, ponieważ zredukowano ok. 20 proc. wszystkich pozycji.

Co więcej, zdaje się, że duzi spekulanci na rynku i kontraktach terminowych rozpoczęli inwestowanie na spadek cen. Pozycje krótkie, które mogą zyskać, gdy cena złota spadnie, wzrosły do najwyższego poziomu od początku marca – wynika z danych opublikowanych przez amerykańską komisję CFTC. Stąd zasadne wydaje się pytanie, czy na rynku złota mamy do czynienia jedynie z lekkim cofnięciem, czy też już z większą korektą?

SAVILLS: Załamanie na europejskim rynku nieruchomości nie potrwa długo

Według firmy doradczej Savills wartość transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości najpierw spadnie o 50%, po czym nastąpi szybkie odbicie w perspektywie kolejnych 12 miesięcy. Tempo i skala spadku nie będą tak dotkliwe, jak w czasie globalnego kryzysu finansowego, gdy w latach 2007-2009 wolumeny transakcji na całym kontynencie zmniejszyły się aż o 72%.

„Naszym zdaniem przejściowe trudności mogą wpływać negatywnie na strumienie transakcji na przestrzeni kolejnych trzech do sześciu miesięcy. Jednak tym razem do szybszej poprawy nastrojów wśród inwestorów powinna przyczynić się wysoka płynność, niskie stopy procentowe, ograniczona liczba projektów deweloperskich oraz lepsze dokapitalizowanie sektora bankowego” – komentuje Eri Mitsostergiou, dyrektor w dziale badań europejskich, Savills.

Z danych firmy Savills wynika, że w pierwszym kwartale bieżącego roku wartość transakcji inwestycyjnych na europejskim rynku nieruchomości wyniosła ponad 70,6 mld euro i była o 25% wyższa od średniej pięcioletniej, przy czym kapitał zagraniczny odpowiadał za 61% aktywności inwestycyjnej. Pomimo rozprzestrzeniania się pandemii na całym kontynencie, z większości rynków w Europie napływają sygnały, że inwestorzy nadal działają aktywnie zwłaszcza w segmencie najbardziej atrakcyjnych nieruchomości, o czym świadczy kilka transakcji w przygotowaniu oraz minimalne obniżki cen.

„Przewidujemy, że ceny nieruchomości nieznacznie spadną, ponieważ stawki czynszowe i wartości kapitałowe są niższe niż przed wybuchem pandemii Covid-19. Niemniej jednak skala korekty stóp kapitalizacji dla najlepszych aktywów nie będzie tak duża, jak w okresie po globalnym kryzysie finansowym, gdyż oczekiwany zwrot z inwestycji powyżej stopy wolnej od ryzyka jest nadal zadowalający” – dodaje Eri Mitsostergiou.

Według Savills zainteresowaniem inwestorów nadal będą cieszyły się rynki o dużej płynności, takie jak Londyn, Paryż, Berlin i inne największe miasta Niemiec, a także rynki, które mogą liczyć na wzrost stawek czynszowych w długiej perspektywie, między innymi Sztokholm, Amsterdam i Madryt. Jednak wolumeny transakcji inwestycyjnych będą ograniczone z powodu braku podaży najbardziej atrakcyjnych aktywów oraz niewielkiej liczby sprzedających.

„Spodziewamy się, że aktywność inwestycyjna na rynku nieruchomości w Polsce obniży się w stopniu podobnym do naszych prognoz europejskich, z sektorem handlowym i hotelowym doświadczającymi największego spadku wolumenu obrotów. Natomiast inwestycje w nieruchomości logistyczne, obecnie najbardziej poszukiwany sektor, powinny pozostać odporne na zawirowania rynkowe. Relatywnie wysoka zależność od kapitału zewnętrznego, który w pierwszych miesiącach po okresie izolacji, może się koncentrować na głównych rynkach zachodnioeuropejskich, może przynajmniej częściowo zostać zrównoważona wysokim popytem na nieruchomości w sektorze przemysłowym, z jego dynamicznie rosnącymi zasobami i udziałem w rynku, który w 1 kw. 2020 odpowiadał za wyjątkowo wysokie 58% wolumenu wobec 11% w Europie. Całkowity wolumen transakcji w sektorze biurowym będzie zależał od kilku dużych transakcji, pierwotnie planowanych w tym roku, których ewentualna finalizacja pokaże realny wpływ kryzysu wywołanego przez Covid-19 na płynność rynku” – mówi Marek Paczuski, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego, Savills.

Europejski sektor logistyczny jest do pewnego stopnia odporny na niektóre zawirowania na rynku, ponieważ wzrost obrotów w handlu internetowym wskutek izolacji zwiększa popyt na powierzchnię magazynową generowany przez sektor e-commerce. Zainteresowanie bezpiecznymi źródłami przychodów w długiej perspektywie wpływa także na poprawę nastrojów inwestorów, a znaczny wolumen wolnego kapitału może przyczynić się do wzrostu aktywności na rynku i stabilizacji cen nieruchomości.

Zdaniem Savills nieruchomości wielorodzinne mogą wyjść z obecnego kryzysu jako jedna z silniejszych klas aktywów. Popyt na nieruchomości mieszkaniowe, które zaliczane są do sektorów defensywnych, generują czynniki niecykliczne takie jak urbanizacja, malejąca wielkość gospodarstw domowych i rosnące ceny mieszkań. W kwietniu bieżącego roku aktywność inwestycyjna w sektorze nieruchomości mieszkaniowych utrzymała się na stabilnym poziomie na ponad połowie europejskich rynków (57%).

Najbardziej atrakcyjne budynki biurowe również uważane są za dość odporne na kryzys, ale sukces eksperymentu z pracą z domu może w znacznym stopniu wpłynąć na przyszłe strategie firm dotyczące nieruchomości. Pełny wpływ spowolnienia gospodarczego na popyt ze strony najemców i stawki czynszowe poznamy jednak dopiero w drugim półroczu i w roku 2021.

Według Savills należy spodziewać się większej ostrożności inwestorów w stosunku do sektorów handlowego i hotelowego, które najbardziej odczuły skutki izolacji, a także sektorów funkcjonujących w oparciu o najem krótkoterminowy lub elastyczny, na przykład elastyczne powierzchnie biurowe i akademiki. W najbliższych miesiącach bardzo prawdopodobny jest wzrost liczby zawieranych transakcji typu sale and leaseback, które mogą stanowić strategię obronną dla podmiotów znajdujących się w trudniej sytuacji i umożliwić im zwiększenie przepływów pieniężnych. Z tego względu można oczekiwać pojawienia się na rynku okazji inwestycyjnych w sektorze obiektów handlowych, hotelowych i innych nieruchomości operacyjnych. W krótkiej perspektywie do wzrostu strumieni transakcji przyczynią się także transakcje pozarynkowe i przedsięwzięcia typu joint venture mające na celu finansowanie inwestycji deweloperskich.

Savills prognozuje, że ożywienie aktywności transakcyjnej mogą zapoczątkować inwestorzy krajowi i fundusze międzynarodowe dysponujące rozbudowaną siecią biur w Europie. Z powodu obowiązujących restrykcji w podróżowaniu inwestorzy z Azji mogą być przez pewien czas nieobecni na rynku lub w miarę możliwości działać za pośrednictwem europejskich firm zarządzających funduszami. Natomiast ze względu na coraz większą ostrożność instytucji udzielających finansowania dłużnego przewagę konkurencyjną będą mieli inwestorzy prywatni i podmioty z rynku kapitałowego.

„Nieruchomości nadal uważane są za bezpieczną przystań w burzliwych czasach, a ze względu na rekordowo niskie stopy procentowe inwestorzy będą w dalszym ciągu zainteresowani najbardziej atrakcyjnymi nieruchomościami wynajętymi wiarygodnym najemcom i generującymi stabilne przychody w długiej perspektywie. W najbliższych miesiącach większość inwestorów nadal będzie poszukiwać okazji inwestycyjnych, a wznowienie aktywności transakcyjnej może nastąpić wraz ze znoszeniem obostrzeń związanych z lockdownem, ożywieniem aktywności gospodarczej i przywracaniem połączeń lotniczych. Wiele transakcji zostało odłożonych w czasie i jesteśmy przekonani, że jesienią tego roku będziemy świadkami dynamicznego wzrostu aktywności transakcyjnej” – komentuje Oli Fraser-Looen, współdyrektor działu doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA, Savills.

Czynności sprawdzające a kontrola podatkowa

Liczba kontroli podatkowych prowadzonych przez urzędy skarbowe i celno-skarbowe spada z roku na rok. Jak podaje Krajowa Administracja Skarbowa, w 2017 r. było prawie 4 tys. kontroli celno-skarbowych, w 2018 r. – 3066, a w 2019 r. liczba ta spadła do 2621. Podobnie sytuacja wygląda w przypadku kontroli podatkowych, gdzie w kolejnych latach liczba kontroli spadała odpowiednio z 27 tys. w 2017 przez 23 tys. w 2018 do 20 tys. w 2019 r. Bazując jedynie na powyższej statystyce, można odnieść wrażenie, że fiskus odpuścił podatnikom i kontroluje ich rzadziej. Niestety nie jest to prawda. Skarbówka dzięki wykorzystaniu analizy danych płynących z plików JPK może łatwiej typować podmioty do weryfikacji, zastępując tradycyjne kontrole podatkowe czynnościami sprawdzającymi. Istnieje jednak różnica pomiędzy czynnościami sprawdzającymi a kontrolą podatkową.

W jakich sytuacjach można przeprowadzić czynności sprawdzające?

Czynności sprawdzające można przeprowadzić jedynie w określonym zakresie zdefiniowanym w art. 272 Ordynacji podatkowej. Pierwsza grupa funkcji czynności sprawdzających określona w punktach 1 i 2 to czynności związane z samowymiarem zobowiązań podatkowych. W ramach tej części przepisu organy podatkowe mogą weryfikować terminowość składania deklaracji oraz zapłaty podatku, a także sprawdzać pod kątem formalnym ww. dokumenty. W tym zakresie czynności sprawdzające spełniają swoją rolę, ponieważ nie ograniczają w żaden sposób prawa podatnika do złożenia korekty deklaracji w sytuacji popełnienia pomyłki. Innymi słowy, w tym przypadku czynności sprawdzające stanowią platformę do komunikacji między urzędem skarbowym a podatnikiem w zakresie składanych deklaracji, bez negatywnych konsekwencji w postaci braku możliwości korygowania się w czasie podjętych czynności.

Druga część przepisu, tj. pkt 3, to czynności związane z postępowaniem dowodowym, co wg wielu ekspertów wykracza poza zakres czynności sprawdzających, prowadząc do wypaczania przez organy podatkowe tej instytucji. W istocie przepis ten pozwala organom podatkowym na prowadzenie niejawnych kontroli podatkowych, gromadzenie materiału dowodowego bez formalnego wszczynania kontroli. Praktyka pokazuje, że organy podatkowe często korzystają z tego przepisu w celu uzyskania dodatkowych danych i informacji uzupełniających. Nierzadko żądania organów sprowadzają się do przedstawienia faktur, umów, uzgodnień, wyjaśnień, czyli dokumentów, których organy najczęściej żądają w przypadku kontroli podatkowych.

Kolejny zakres działań organów w ramach czynności sprawdzających to weryfikacja wydatków i przychodów w zakresie niezbędnym do ustalenia podstawy opodatkowania z tytułu tzw. przychodów bez pokrycia (pkt 4 tegoż przepisu) – ze źródeł nieujawnionych. Kolejne dwa punkty to możliwość wszczęcia czynności sprawdzających w przypadku rejestracji podatkowej oraz zgłoszenia rejestracyjnego uproszczonego w akcyzie.

W art. 272a Ordynacji podatkowej została przewidziana możliwość dokonania czynności sprawdzających w przypadku dokumentów składanych do Szefa KAS lub organu podatkowego upoważnionego w zakresie wymiany z państwami członkowskimi UE informacji o podatku VAT. Ponadto w ramach czynności sprawdzających organ podatkowy może sam dokonać korekty deklaracji, zwrócić się do podatnika o dokonanie korekty, żądać złożenia wyjaśnień w sprawie przyczyn niezłożenia deklaracji w terminie lub wezwać do ich złożenia. Często wykorzystywanym przepisem jest także art. 274b § 1 Ordynacji podatkowej, dzięki któremu organ podatkowy może przedłużyć termin zwrotu podatku do zakończenia czynności sprawdzających.

Należy także zaznaczyć, że czynności sprawdzające nie zawsze muszą dotyczyć sytuacji podatnika, lecz mogą odnosić się do jego kontrahentów (dostawców/odbiorców). W tym zakresie organy podatkowe często korzystają z art. 155 § 1 Ordynacji podatkowej. Tym samym mają prawo do kontroli całego łańcucha dostaw bez konieczności wszczynania kontroli podatkowej.

Uprawnienia podatnika w ramach kontroli podatkowej

Kontrola podatkowa jest dużo bardziej sformalizowana niż czynności sprawdzające. Głównym jej celem jest sprawdzenie, czy kontrolowany podmiot wywiązuje się z obowiązków wynikających z przepisów prawa. Sam cel czynności sprawdzających i kontroli podatkowej jest inny. Pierwsza instytucja powinna sprowadzać się do formalnej weryfikacji prawidłowości składanych dokumentów czy dokonywanych płatności, z kolei druga instytucja to kontrola merytoryczna podatnika.

Co do zasady o zamiarze przeprowadzenia kontroli podatnik powinien zostać wcześniej poinformowany poprzez doręczenie formalnego zawiadomienia w określonym terminie. W szczególnych przypadkach możliwa jest kontrola podatkowa bez uprzedniego doręczenia zawiadomienia. Kontrolę podatkową przeprowadza się na podstawie upoważnienia wydanego przez właściwy organ. Zatem nie każdy urzędnik może przeprowadzić kontrolę, lecz jedynie ten, który ma do tego upoważnienie. W przypadku czynności sprawdzających nie ma ani obowiązku wcześniejszego zawiadomienia, ani także szczególnych regulacji w zakresie upoważnienia do przeprowadzenia czynności.

Kolejną bardzo istotną różnicą pomiędzy kontrolą podatkową a czynnościami sprawdzającymi jest czas trwania wszystkich kontroli u podatnika w jednym roku kalendarzowym. O ile dla kontroli podatkowych został on wyznaczony, o tyle w przypadku czynności sprawdzających organy podatkowe mają nieograniczone możliwości. Nie ma przepisu zabraniającego rozpoczęcie czynności sprawdzających od razu po zakończeniu poprzednich lub nawet w tym samym czasie.

W toku kontroli podatkowej czy czynności sprawdzających organy podatkowe zobowiązane są przestrzegać zasad praworządności, pogłębiania zaufania do administracji publicznej, prawdy obiektywnej, czynnego udziału stron w postępowaniu, pisemności, dwuinstancyjności, szybkości i prostoty czy też przekonywania (wyjaśniania stronom swojej racji). Należy jednak zaznaczyć, że kontrola podatkowa zawiera prawa organu i obowiązki podatnika, przez co wyznacza ramy postępowania. W przypadku czynności sprawdzających są one nieco zatarte, dlatego też postępowanie jest mniej sformalizowane.

Kontrola podatkowa kończy się formalnym dokumentem, protokołem kontroli, co nie występuje w toku czynności sprawdzających. Oznacza to, że organy podatkowe zbierają dokumenty i dowody na potrzeby postępowania podatkowego, po czym mogą nawet nie poinformować o jego wyniku. W konsekwencji podatnik często nie wie, jak przekazane do urzędu dane wpłyną na jego sytuację, czy nie będą podstawą do wszczęcia kontroli.

Podsumowanie

Z uwagi na bardzo ogólną konstrukcję przepisów w zakresie czynności sprawdzających organy podatkowe mogą sięgać po nie dużo chętniej niż po sformalizowane przepisy o kontroli podatkowej. Pomimo iż czynności sprawdzające powinny mieć charakter techniczny zmierzający do prawidłowego od strony formalnej rozliczenia podatku, są one często wykorzystywane jako nieformalny początek kontroli podatkowej. W efekcie w przypadku rozpoczęcia czynności sprawdzających wykraczających poza weryfikację terminowości i prawidłowości składanych deklaracji i płatności podatnicy powinni skontaktować się z doradcą podatkowym.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Polski kampus Uniwersytetu Coventry gotowy we wrześniu

We wrześniu nowa filia Uniwersytetu Coventry we Wrocławiu w Polsce będzie gotowa na przyjęcie pierwszych studentów, z zastrzeżeniem zniesienia przez polski rząd restrykcji związanych z COVID-19.

Wykonawcy realizujący prace na rzecz uniwersytetu, w tym firma Skanska, dokładają starań, aby wyposażyć budynek kampusu, a personel zatrudniony na miejscu przestrzega wszystkich wymaganych środków bezpieczeństwa. Testy odbioru oraz oddanie budynku zaplanowano na lato.

Wrocławski kampus zajmuje dwa piętra w kompleksie Centrum Południe realizowanym przez Skanska. W okolicy znajduje się wiele przystanków autobusowych i tramwajowych, jak również mnóstwo kawiarni, restauracji, banków, aptek oraz innych usług.

Uniwersytet Coventry we Wrocławiu rozpoczął proces rekrutacji na studia licencjackie na wydziałach: Technologii cyfrowej, Zarządzania & Przywództwa w biznesie, Zarządzania w lotnictwie, a także Cyberbezpieczeństwa.

Filia  oferuje kilka naborów w ciągu roku akademickiego, aby w ten sposób uczynić proces edukacji jak najbardziej dostępnym. Rok akademicki podzielony jest na kursy oferowane w blokach przeznaczonych zarówno dla studentów studiów dziennych jak i zaocznych. Można je rozpocząć w różnych terminach, tj. we wrześniu, listopadzie, styczniu, lutym, kwietniu i w czerwcu.

John Dishman, Prorektor Uniwersytetu Coventry oraz Dyrektor Generalny Grupy Uniwersytetu Coventry
John Dishman, Prorektor Uniwersytetu Coventry oraz Dyrektor Generalny Grupy Uniwersytetu Coventry

John Dishman, Prorektor Uniwersytetu Coventry oraz Dyrektor Generalny Grupy Uniwersytetu Coventry, powiedział: „Otwarcie wrocławskiej filii Uniwersytet Coventry przebiega zgodnie z planem i odbędzie we wrześniu tego roku. Cieszę się, że nasi wykonawcy kontynuują prace zachowując przy tym zasady bezpieczeństwa, aby przygotować kampus na przyjęcie pierwszych studentów.

Oferujemy szereg ciekawych kierunków studiów, na których nauczanie jest prowadzone w elastyczny i przyjazny sposób z uwzględnieniem potrzeb studentów. Naszym celem jest oferowanie studentom nauczania z myślą o ich przyszłej karierze zawodowej, tj. przekazywanie tradycyjnie akademickiej wiedzy przy jednoczesnym wspieraniu rozwoju kariery zawodowej.”

Anna Życińska-Wójcik, dyrektor projektu w firmie Skanska, odpowiedzialna za projekt kompleksu biurowego Centrum Południe powiedziała: „Kontynuujemy prace aranżacyjne na potrzeby Uniwersytetu Coventry, aby zgodnie z harmonogramem otworzyć wspaniałą przestrzeń dla studentów we Wrocławiu. Jest to nasz pierwszy projekt polegający na adaptacji powierzchni biurowej do celów akademickich, który prowadzimy również w wyjątkowych okolicznościach wywołanych pandemią COVID-19. Jesteśmy przekonani, że w wyniku tego projektu powstanie wyjątkowe połączenie przyjaznych i nowoczesnych przestrzeni dostosowanych do nowych sposobów pracy i nauki po COVID-19.”

W pierwszym roku działalności kampus we Wrocławiu przyjmie około 160 studentów, a ambitne plany uczelni na przyszłość mówią o zwiększeniu liczby studentów oraz rozszerzeniu oferty kierunków. Informacje na temat rekrutacji i oferowanych kierunków studiów dostępne są na stronie internetowej uniwersytetu.

5G infrastruktura krytyczna a bezpieczeństwo

Sieć 5G jest pierwszą w historii komunikacji mobilnej, która została zaprojektowana z myślą o maszynach. Zgodnie z zapowiedziami technologia 5G ma stać się kręgosłupem współczesnej gospodarki, ale również infrastruktury krytycznej, od której zależy bezpieczeństwo kraju. Według badania firmy Ericsson niemal jedna piąta (18%) polskich przedsiębiorców deklaruje, iż strategia ich firmy uwzględnia wykorzystanie technologii 5G, a ponad połowa z nich (53%) planuje wprowadzić to rozwiązanie w ciągu 2-3 lat. Znaczenie 5G w światowym rozwoju ekonomicznym rodzi również pytania dotyczące bezpieczeństwa we wdrażaniu tej technologii.  

Ponad dwie trzecie (68%) spośród przedsiębiorców deklarujących, że strategia ich firmy zakłada wykorzystanie technologii 5G, za najbardziej zachęcający czynnik wdrożenia uznaje wzrost konkurencyjności. Ponad połowa (53%) wskazuje konieczność dostosowania się do postępującej cyfryzacji na rynku lokalnym i globalnym, a 47% stworzenie nowych produktów i usług. Jednocześnie 51,3% średniej wielkości przedsiębiorstw jako główne bariery wdrożenia 5G wskazuje obawy związane z bezpieczeństwem i kontrolą danych.

Przez ostatnią dekadę mieliśmy do czynienia z dynamicznym rozwojem usług informatycznych i digitalizacją społeczeństwa. Jednak do tej pory opierało się to na idei web 2.0, czyli  popularyzacji produktów, które powstawały już w środowisku cyfrowym, jak portale społecznościowe, usługi streamingowe czy rozrywkowe. Obecnie jesteśmy na etapie rozwoju Przemysłu 4.0, gdzie w sferę cyfrową musi przejść wiele przedsiębiorstw, które do tej pory funkcjonowały głównie w środowisku analogowym. „Polski i europejski przemysł wchodzi w erę cyberfizyczną. To nie kolejna transformacja, ale rewolucja, która wymaga nie tylko przystosowania się do innowacyjnych rozwiązań z zakresu digitalizacji czy robotyzacji operacji biznesowych. Potrzebne są również zmiany społeczne” – mówi Marcin Sugak, ekspert firmy Ericsson.

Przepustowość sieci krytycznym elementem gospodarki

Jak wielkie znaczenie odgrywa odpowiedzialne i szybkie wdrożenie technologii 5G w Polsce pokazuje nam kryzys COVID-19. W czasie pandemii ruch w sieciach telekomunikacyjnych, w tym transfer danych, rośnie znacznie szybciej niż zwykle. Ruch mobilny wzrósł o 70%, a w sieciach kablowych o 50%. Wysokie wykorzystanie sieci stacjonarnych i komórkowych prowadzi niekiedy do znaczącego przeciążenia sieci. „Kryzys Covid-19 bardzo dobitnie pokazał, jak szybko potrzebujemy większej przepustowości sieci. W długoterminowej perspektywie zarówno sieci stacjonarne, jak i mobilne będą jeszcze bardziej traktowane jako część infrastruktury krytycznej. COVID-19 bardzo konkretnie pokazał ludziom, firmom i politykom, że gdy świat dotyka pandemia, infrastruktura cyfrowa odgrywa kluczowe znaczenie dla funkcjonowania i bezpieczeństwa każdego kraju. Przedsiębiorcy i politycy będą w kolejnych latach uważać sieci komunikacyjne za ważniejsze, niż wcześniej przypuszczano” – tłumaczy Marcin Sugak.

Cyberbezpieczeństwo sieci 5G

Z punktu widzenia technologicznego, budowa sieci 5G wymaga absolutnie holistycznego podejścia do spraw bezpieczeństwa, a nie skupiania się na pojedynczych elementach technicznych. Sposób w jaki wszystkie technologie związane z 5G są budowane, zintegrowane, czy kontrolowane jest podstawą zarządzania zaufaniem.

Filozofia cyberbezpieczeństwa sieci 5G opiera się na czterech podstawowych aspektach, które specjaliści Ericssona określają mianem stosu zaufania (trust stack). Uwzględniają one wszystkie elementy powstawania sieci, od momentu procesu standaryzacji, przez produkcję elementów oraz oprogramowania, budowę sieci i jej eksploatację. W procesie standaryzacji operatorzy i dostawcy sprzętu uzgadniają w jaki sposób sieci na całym świecie będą ze sobą współpracować czy też w jaki sposób będą chronić użytkowników przed złośliwym atakiem. Z kolei dostawcy sprzętu przekładają uzgodnione standardy na fizyczne elementy i oprogramowanie. Następnie mamy proces planowania i konfiguracji sieci – jej budowa również musi uwzględniać konieczność zapewnienia docelowego poziomu bezpieczeństwa. Wykorzystywane w procesie eksploatacji sieci procesy operacyjne także muszą być projektowane z takim założeniem. Skuteczność bezpieczeństwa sieci 5G jest zależna od wszystkich powyższych elementów.

Polska u progu technologii 5G

Ericsson jako pierwszy wdrożył komercyjne sieci 5G na czterech kontynentach. Obecnie ma ponad 91 podpisanych umów na 5G z czego 39 sieci już funkcjonuje. W Polsce technologia 5G jest już dostępna, jednak pełne funkcjonalności 5G będą możliwe dopiero po przydzieleniu operatorom odpowiednich pasm i częstotliwości. Od 2015 r. Ericsson zainstalował niemal 5 mln stacji bazowych gotowych obsłużyć 5G, które czekają na zdalne uruchomienie. Spora część z tych stacji znajduje się w Polsce. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. W maju 2020 roku Ericsson ogłosił uruchomienie komercyjnej sieci 5G z operatorem Polkomtel oraz badawczej sieci 5G na Politechnice Łódzkiej. Ericsson prowadzi również testy 5G z innymi operatorami i podmiotami w Polsce.