Czy można ubezpieczyć imprezę od koronawirusa?

  • Coraz więcej imprez jest odwoływanych przez koronawirusa.
  • W pewnych przypadkach organizatorzy posiadający specjalistyczne ubezpieczenie mogą liczyć na odzyskanie poniesionych kosztów.
  • Ubezpieczenie OC organizatora nie zapewnia środków na wypłatę odszkodowań za zarażenie w trakcie imprezy.

Rosnące obawy przed zarażeniem koronawirusem mają coraz większy wpływ na gospodarkę – giełdy notują spadki, linie lotnicze i biura podróży liczą straty w związku z rezygnacją z podróży. Kolejnym sektorem, który zaczyna dotkliwie odczuwać biznesowe skutki epidemii, są branża rozrywkowa, sportowa i kulturalna. Decyzje o odwołaniu imprez są podejmowane codziennie, a duże cykliczne wydarzenia są przekładane na jesień. Czy można odzyskać poniesione koszty i utracone zyski z tytułu ich anulowania?

Organizatorzy dużych imprez sportowych, koncertów bądź festiwali, a nawet konferencji branżowych lub naukowych wiedzą, jak wiele czynników wpływa na ich przebieg. Zdaje sobie z tego sprawę także rynek ubezpieczeń. Dlatego oferuje rozwiązania pozwalające zabezpieczyć się na wypadek szeregu zdarzeń, włącznie z odwołaniem z powodu wybuchu epidemii choroby zakaźnej. Są to specjalistyczne ubezpieczenia, przygotowywane często we współpracy z międzynarodowym partnerem jak Lloyd`s of London – zauważa Łukasz Zoń, prezes Stowarzyszenia Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych.

W jakiej sytuacji zadziała ubezpieczenie imprezy?

Oferowane np. przez Lloyd`s of London tzw. contingency insurance, zapewnia zabezpieczenie przed skutkami finansowymi wielu nieprzewidzianych zdarzeń. Przede wszystkim chroni przed stratami wynikającymi z odwołania wydarzenia. Lista przyczyn uwzględnianych przez ubezpieczyciela jest szeroka. Obejmuje zarówno wybuch epidemii choroby zakaźnej, jak i złe warunki atmosferyczne, katastrofy pogodowe, czy też zwiększenie zagrożenia terroryzmem, zamieszkami lub ogłoszenie żałoby narodowej. W ramach polisy ubezpieczony może liczyć m.in. na refundację kosztów, które musiał ponieść z tytułu organizacji wydarzenia, jak i wypłatę środków potrzebnych na zwrot pieniędzy za anulowane bilety.

Należy jednak zaznaczyć, że do odwołania musi dojść z przyczyn niezależnych od organizatora, czyli na przykład w wyniku decyzji odgórnej, zarządzenia wojewody. Oznacza to, że masowy zwrot biletów przez publiczność ze strachu przed zarażeniem czy samodzielna decyzja organizatora, mogą nie być uznane za podstawę do wypłaty odszkodowania. Takie sytuacje należą do standardowego ryzyka biznesowego, którego ubezpieczenia zazwyczaj nie pokrywają – wskazuje Łukasz Zoń.

Inaczej jednak towarzystwa ubezpieczeń podchodzą do przypadków rezygnacji wykonawców. Może dojść do tego, że główna gwiazda, sportowiec czy prelegent uznają, że wycofują się z udziału w wydarzeniu, ponieważ boją się zarażenia koronawirusem, mimo że impreza z przyczyn epidemiologicznych nie została odwołana, bo ryzyko rozprzestrzenienia choroby zostało ocenione jako małe. W takim wypadku organizator może liczyć na odszkodowanie z tytułu ubezpieczenia, ponieważ działanie to nie było zależne od niego.

Zarażenie w trakcie imprezy – czy ubezpieczyciel wypłaci odszkodowanie?

Ponieważ liczba zarażonych oraz osób będących pod obserwacją służb medycznych nie jest jeszcze duża, część wydarzeń odbywa się zgodnie z planem. Mimo zachowania wszelkich środków ostrożności i niskiego ryzyka rozprzestrzeniania choroby może jednak dojść do sytuacji, w której jeden z uczestników będzie nosicielem koronawirusa i zarazi pozostałych. W takiej sytuacji można się spodziewać, że pojawią się roszczenia wobec organizatora. Czy odszkodowanie będzie można pokryć z ubezpieczenia OC?

Roszczenia wynikające z przeniesienia choroby zakaźnej pomiędzy uczestnikami imprezy masowej są co do zasady wyłączone zarówno z ochrony zapewnianej przez obowiązkowe OC organizatora imprezy masowej, jak i standardowych warunków dobrowolnego ogólnego ubezpieczenia OC. Można wykupić odpowiednie rozszerzenie tej ochrony, ale nie obejmuje ono chorób zakaźnych, o których istnieniu w chwili zawierania umowy ubezpieczony wiedział. Zatem jeżeli ubezpieczenie nie było wykupione przed pojawieniem się koronawirusa, to nie można liczyć na wsparcie ubezpieczyciela – dodaje Łukasz Zoń.

Źródło: Stowarzyszenie Polskich Brokerów Ubezpieczeniowych i Reasekuracyjnych

Rzecznik MŚP wsparł przedsiębiorcę w postępowaniu. W efekcie ZUS przyznał przedsiębiorcy prawo do zasiłków

Pani Agnieszka prowadzi działalność fizjoterapeutyczną od 2007 r. Pod koniec 2018 r. Zakład Ubezpieczeń Społecznych wszczął wobec niej postępowanie wyjaśniające, czy od 1 grudnia 2013 r. podlegała dobrowolnemu ubezpieczeniu chorobowemu z tytułu działalności gospodarczej oraz w zakresie podstawy wymiaru składek na to ubezpieczenie.

Przedsiębiorca, stosownie do wezwań organu, udzielał wyjaśnień i dowodził, że faktycznie wykonuje pozarolniczą działalność gospodarczą, polegającą na świadczeniu usług fizjoterapeutycznych, oraz przedkładał organowi dokumenty potwierdzające ten stan, w tym m.in. faktury VAT. Finał tego był taki, że Zakład poinformował Panią Agnieszkę, że przeprowadzone postępowanie wyjaśniające potwierdziło fakt prowadzenia przez nią działalności gospodarczej oraz zasadność zgłoszenia do ubezpieczeń społecznych z tego tytułu.

Przy okazji postępowania organ pozyskał jednak szereg dokumentów związanych z prowadzoną przez przedsiębiorcę działalnością gospodarczą i wszczął wobec niego z urzędu kolejne postępowanie, tym razem w sprawie prawidłowości wykorzystania zwolnień lekarskich.

W tej sytuacji Pani Agnieszka zwróciła się do Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców z wnioskiem o podjęcie czynności interwencyjnych w jej sprawie. Rzecznik dostrzegł szereg nieprawidłowości w prowadzonym przez ZUS postępowaniu i zwrócił się do organu z kolejnymi wnioskami o udzielenie wyjaśnień. Nieprawidłowości polegały m.in. na podjęciu przez ZUS postępowania wyjaśniającego bez uprzedniego poinformowania o tym fakcie przedsiębiorcy.

W międzyczasie ZUS odmówił przedsiębiorcy prawa do zasiłków opiekuńczego i chorobowego za okresy wskazane w swej decyzji oraz zobowiązał Panią Agnieszkę do zwrotu nienależnie – zdaniem Zakładu – pobranych zasiłków. Dysponując dokumentacją zgromadzoną w postępowaniu dotyczącym podlegania przez nią ubezpieczeniom, dopatrzył się okoliczności świadczących o tym, że w okresach niezdolności do pracy z powodu choroby, a także sprawowanej opieki, wykonywała czynności związane z prowadzeniem działalności gospodarczej.

W ocenie Zakładu dowodem na wykonywanie przez przedsiębiorcę działalności w trakcie niezdolności do pracy było m.in. podpisywanie przez niego umów z pracownikami i zleceniobiorcami, a także dokonywanie zakupów np. odzieży roboczej i gorsetu rehabilitacyjnego.

Przedsiębiorca wniósł odwołanie od decyzji ZUS. Rzecznik wyraził swoje stanowisko, w którym wskazał, że przy ocenie, czy przedsiębiorca, będący jednocześnie pracodawcą, wykonywał pracę zarobkową podczas przebywania na zwolnieniach lekarskich, należy odróżnić sytuacje, w których przedsiębiorca faktycznie wykonywał czynności ukierunkowane na wykonywanie zadań i osiąganie zysków, od czynności formalno – prawnych związanych z zatrudnianiem pracowników.

– Formalno-prawne prowadzenie jednoosobowej działalności gospodarczej, jeśli osoba ją prowadząca jest równocześnie pracodawcą, nie jest wykonywaniem „pracy zarobkowej”, stanowiącym przesłankę utraty prawa do zasiłku chorobowego. O wykonywaniu przez przedsiębiorcę pracy w trakcie orzeczonej niezdolności do pracy nie może od razu przesądzać okoliczność, że podpisał on umowę o pracę z pracownikiem, jeżeli dotychczas to przedsiębiorca był odpowiedzialny za ten aspekt prowadzonej przez siebie działalności. Prowadziłoby to bowiem do sytuacji, w której każde zachorowanie przedsiębiorcy skutkowałoby paraliżem firmy. Ponadto samo podpisywanie umów z pracownikami należy zakwalifikować do czynności podejmowanych jedynie incydentalnie, co również nie powinno skutkować utratą prawa do zasiłku – wyjaśnia radca prawny Agnieszka Majewska, pełnomocnik terenowy Rzecznika MŚP w Gdańsku.

Co więcej, ZUS w decyzji odmawiającej prawa do zasiłków powiązał daty poszczególnych faktur kosztowych, wystawionych przedsiębiorcy za zakup m.in. odzieży roboczej i gorsetów rehabilitacyjnych z datami, w których przedsiębiorca korzystał z zasiłków chorobowych i opiekuńczych. I przyjąwszy, że daty wystawienia poszczególnych faktur są datami dokonania zakupów przez Panią Agnieszkę, uznał że dokonywała zakupów w trakcie orzeczonej niezdolności do pracy lub sprawowania opieki.

– Nie można uznać, że data wystawienia faktury zawsze będzie datą dokonania przez przedsiębiorcę zakupu. Zgodnie z przepisami ustawy o VAT, fakturę należy wystawić nie później niż do 15. dnia miesiąca następującego po wykonaniu usługi czy dostawie towaru. Możliwa jest zatem sytuacja, w której przedsiębiorca dokonał zakupu danego towaru wcześniej, aniżeli wystawiona została przez sprzedającego faktura. Moment dokonania przez przedsiębiorcę zakupu mógł zatem przypadać na okres, kiedy nie przebywał on na zwolnieniu lekarskim. Co więcej, w niniejszej sprawie zakupów mogli dokonać zatrudnieni przez przedsiębiorcę pracownicy, na co wskazywał sam przedsiębiorca, a czego absolutnie nie wziął pod uwagę ZUS – podkreśla Rzecznik MŚP Adam Abramowicz.

W związku z wniesionym odwołaniem oraz argumentami przedstawionymi przez Rzecznika, ZUS ostatecznie wydał decyzję przyznającą przedsiębiorcy prawo do zasiłków chorobowych i opiekuńczych.

Fundusze Europejskie na B+R na Mazowszu. Rusza konkurs NCBR Szybka Ścieżka dla Mazowsza

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju, agencja wykonawcza Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego, ogłasza konkurs Szybka Ścieżka dla Mazowsza. To już kolejna inicjatywa NCBR, która umożliwia finansowanie nowych produktów, usług i technologii powstających na terenie województwa mazowieckiego. Na innowatorów czeka 500 mln zł z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, czyli z Funduszy Europejskich.

W ubiegłorocznym konkursie dedykowanym projektom realizowanym na terenie województwa mazowieckiego, czyli Ścieżce dla Mazowsza, finansowanie otrzymało 56 projektów, a do innowatorów trafiło łącznie niemal 500 milionów złotych. Wśród sfinansowanych technologii znalazły się m.in. substytut czerwonych krwinek, innowacyjna usługa carsharingu 2.0, sensory dla przemysłu 4.0 i IoT czy platforma do e-marketingu. Chętnych do skorzystania ze wsparcia było jednak znacznie więcej, o dofinansowanie starało się aż 211 projektów.

Fundusze Europejskie wspierają innowacje. Liczymy na dobre propozycje w naborze dla Mazowsza w sprawdzonej i przyjaznej dla zgłaszających się Szybkiej Ścieżce. Doświadczenie zeszłorocznego konkursu pokazuje, że na Mazowszu firmy zgłaszają duże zainteresowanie uzyskaniem dofinansowania na działalność B+R. Dlatego też przeznaczamy na ten konkurs największą pulę środków dla jednego regionu. Oczekujemy, że przedsiębiorstwa, które zrealizują projekty B+R, będą mogły po fazie wdrożenia z powodzeniem konkurować na rynkach europejskich i światowych – mówi minister funduszy i polityki regionalnej Małgorzata Jarosińska-Jedynak.

Mazowsze jest najsilniejszym polskim ośrodkiem w zakresie rozwoju innowacyjności – przypomina natomiast wiceminister nauki i szkolnictwa wyższego Grzegorz Wrochna. – Warto zauważyć, że województwo to nie konkuruje z innymi polskimi regionami, a raczej działa z nimi w synergii, budując przewagę konkurencyjną krajowej gospodarki. Mazowsze staje w wyścigu z europejskimi liderami, a Warszawa rywalizuje dziś o tytuł międzynarodowej stolicy biznesu. W tym kontekście, z całą pewnością, naszą rolą jest wspieranie rozwoju tego regionu – dodaje.

Nowa inicjatywa Szybka Ścieżka dla Mazowsza oparta została na zasadach znanych przedsiębiorcom z flagowego konkursu NCBR, czyli Szybkiej Ścieżki. Konkurs dla Mazowsza jest więc instrumentem wsparcia kierowanym szeroko: do przedsiębiorców – niezależnie od wielkości firmy – oraz konsorcjów z udziałem przedsiębiorców lub przedsiębiorców i jednostek naukowych. Inicjatywa ma formułę horyzontalną, tzn. nie ma ściśle zawężonej tematyki badawczej. Pomysł, który ma szansę na dofinansowanie, powinien natomiast wpisywać się w minimum jedną Krajową Inteligencją Specjalizację. Co ważne – w przypadku projektu realizowanego samodzielnie, wnioskodawca musi realizować projekt na terenie Mazowsza. Jeżeli jednak chce realizować projekt w konsorcjum, przynajmniej jeden z konsorcjantów musi prowadzić prace B+R na Mazowszu. Na innowatorów czeka aż 500 mln zł z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój, z czego 250 mln zł pochodzi  z alokacji dla województwa mazowieckiego, a drugie 250 – z alokacji dla pozostałych województw.

– Projektując Szybką Ścieżkę dla Mazowsza, wykorzystaliśmy nasze najświeższe doświadczenia związane z tegorocznymi inicjatywami NCBR, zwłaszcza z naszym flagowym konkursem, czyli Szybką ścieżką. Postawiliśmy sobie jasne cele: wyjść naprzeciw oczekiwaniom wnioskodawców poprzez uproszczenie języka w dokumentacji konkursu, a także ograniczenie liczby kryteriów, które podlegają ocenie – mówi dyrektor NCBR dr inż. Wojciech Kamieniecki.

Na co można otrzymać dofinansowanie?

Na badania przemysłowe, eksperymentalne prace rozwojowe oraz prace przedwdrożeniowe, czyli te, które pozwolą na komercjalizację danego rozwiązania. Obligatoryjnym elementem prac są jedynie eksperymentalne prace rozwojowe. Minimalna wartość projektu w przypadku pojedynczego MŚP to 1 mln zł, a w przypadku dużych firm oraz konsorcjów 2 mln zł. Maksymalna wartość kosztów kwalifikowanych projektów, współfinansowanych przez NCBR, nie może przekroczyć 50 mln euro. Dofinansowanie może wynieść aż do 80% wartości badań przemysłowych prowadzonych w projekcie. Wysokość dofinansowania zależna jest przede wszystkim od rodzaju prac prowadzonych w projekcie oraz wielkości przedsiębiorstwa.

Nabór wniosków rozpocznie się 9 kwietnia i potrwa do 14 maja 2020 r., do godz. 16.00.

Cyberprzestępcy podszywają się pod Allegro. Jak nie dać się oszukać?

W ostatnim czasie na skrzynki mailowe Polaków docierają informacje o możliwym zablokowaniu konta w serwisie Allegro.pl z powodu rzekomego nieuregulowania płatności. To kolejna akcja cyberprzestępców, która na pierwszy rzut oka jest przygotowana z całkiem dużą skrupulatnością, ale zawiera pewne błędy, których zauważenie pozwala uniknąć kłopotów. Na co zwrócić uwagę, aby nie dać się oszukać?

Phishing wciąż modny

Phishingowe wiadomości, w których cyberprzestępcy podszywają się pod znane marki (sklepy online, firmy kurierskie, telekomunikacyjne, banki), to wciąż problem dla wielu użytkowników internetu. Często ulegają oni pierwszej emocjonalnej reakcji, jakiej doświadczają po przeczytaniu wiadomości z wezwaniem do pilnego uregulowania zadłużenia, sprawdzenia statusu przesyłki czy informacji o wygranej w internetowym konkursie.

Socjotechniki bazują na wywołaniu emocji u odbiorcy wiadomości. Maile z linkami do fałszywego polecenia zapłaty lub złośliwymi załącznikami często są napisane w alarmistycznym tonie, z użyciem sformułowań, które mają wzbudzić u odbiorcy natychmiastową reakcję – mówi Jolanta Malak, dyrektor Fortinet w Polsce.

Mniej obeznani z realiami cyfrowego świata użytkownicy mogą stać się więc ofiarami cyberprzestępców, a kliknięcie w złośliwy link lub otwarcie załącznika może mieć poważne konsekwencje: od pobrania oprogramowania ransomware, które szyfruje dane na urządzeniu, po ujawnienie loginu i hasła do konta bankowego, co może doprowadzić do utraty zgromadzonych na nim środków.

Na co zwrócić uwagę?

W przypadku otrzymania podejrzanej wiadomości kluczowe jest zachowanie spokoju. – Warto wziąć kilka głębszych oddechów i na spokojnie przeanalizować treść maila – radzi Jolanta Malak. – Często można wyłapać w niej błędy, które powinny wzbudzić naszą ostrożność i skłonić do kontaktu z potencjalnym nadawcą inną drogą, np. telefonicznie z Biurem Obsługi Klienta. O ile, oczywiście, w ogóle posiadamy konto w serwisie, który rzekomo się z nami kontaktuje. Jeśli nie, taka wiadomość od razu powinna trafić do kosza – dodaje ekspert Fortinet.

W przypadku wspomnianej kampanii oszustów podszywających się pod Allegro można dostrzec następujące podejrzane elementy w treści maila:

– niska kwota rzekomego zadłużenia, która może wywołać poczucie, że lepiej ją dla „świętego spokoju” opłacić i mieć problem z głowy;

– kwota „1.98” jest zapisana w formacie z kropką, bez oznaczenia „zł” lub „PLN” – taki zapis w języku polskim jest praktycznie niespotykany, zazwyczaj stosuje się przecinek oraz odpowiedni skrót oznaczający walutę;

– widoczne są błędy gramatyczne polegające na niepoprawnej odmianie („aby zapobiec blokady konta”) oraz literówki („Twój dług przejmie windykacyjna” – brakuje tutaj słowa „firma”). Na tym przykładzie widać też element zastraszający, mając wzbudzić emocje – nikt nie chciałby mieć kłopotów związanych z postępowaniem windykacyjnym.

Najechanie kursorem myszy na przycisk ZAPŁAĆ uwidacznia podejrzany adres URL. Warto jednak zauważyć, że cyberprzestępcy zachowali np. oryginalny adres do regulaminu serwisu Allegro.Cyberprzestępcy podszywają się pod Allegro. Jak nie dać się oszukać

Zabiegi socjotechniczne będą tak długo stosowane przez cyberprzestępców, jak długo będą skuteczne i dochodowe.  Eksperci Fortinet podkreślają, że zachowując rozsądek, nie reagując pochopnie na podejrzane wiadomości, można oszczędzić sobie wielu kłopotów. Warto również edukować w zakresie podstawowych środków cyberhigieny osoby starsze oraz mniej świadome internetowych realiów, które są dla cyberprzestępców najłatwiejszym celem.

Rynek podcastów szansą dla reklamodawców. Firmy muszą się nauczyć korzystać z nowego medium zyskującego popularność wśród odbiorców

Podcasty mają duży potencjał do wykorzystania w marketingu i w promocji marek. Ich mocną stroną w przeciwieństwie do standardowych mediów elektronicznych nie są zasięgi i liczba odbiorców, ale zaangażowanie i bliski kontakt podcastera z odbiorcą. – Rekomendacje, które daje podcaster swoim słuchaczom, są traktowane jak rekomendacje znajomych, kogoś, do kogo mamy zaufanie, kogo znamy, z kim mamy wspólne poglądy albo zainteresowania – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Małek, podcast manager LTTM. Jego zdaniem za pięć–sześć lat podcasty będą obowiązkowym elementem marketingowego miksu.

Podcasty to stale rosnące medium w Polsce, bardzo popularne za oceanem. 45 proc. polskich internautów w wieku 19-49 lat deklaruje, że zna pojęcie podcastu, dla porównania w USA w 2018 r. było to 63 proc. – wynika z badania Nielsena przeprowadzonego w 2019 r. „Czy Polacy słuchają podcastów”. Co piąty internauta w Polsce potwierdza, że słucha podcastów, a to oznacza kilka milionów odbiorców.

Wczesne wejście w to medium i wykorzystanie go w kreatywny sposób w momencie, kiedy ono jeszcze nie jest tak bardzo spenetrowane reklamowo jak np. YouTube czy chociażby reklama display, da poza marketingowymi wartościami również wartości czysto PR-owe. Ktoś, kto zrobi pierwszą głośną kampanię z podcasterami, nie tylko napędzi rynek, ale też dostanie darmowy ekwiwalent PR – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Małek, podcast manager LTTM.

Podcast to rozwijające się medium w Polsce, z dużym potencjałem. 12 proc. internautów potwierdza, że przesłuchało co najmniej jeden podcast w miesiącu, a 7 proc., że w ciągu tygodnia. Dla porównania za oceanem co czwarty Amerykanin w wieku 12+ deklaruje, że słucha podcastów – wynika z badania Nielsena. Na świecie nakłady firm na emisję reklam w czasie słuchania podcastów w 2019 roku szacowane były na ponad 1 mld dol., a do 2023 roku wartość reklamowa podcastów może wzrosnąć o 23 proc. i przekroczyć 1,4 mld dol. – ocenia PwC.

– Postrzegam drogę podcastów tak jak drogę blogów. Dziesięć lat temu wykorzystywanie reklamy na blogach było kwiatkiem do kożucha, czymś, co można było zrobić, ale było to ryzykowne i często się mówiło, że zapraszanie blogerów na konferencje czy pojawianie się na blogach było czymś niekoniecznym. Teraz praktycznie dotarcie do ludzi opiniotwórczych, niebędących zwykłymi, szeregowymi dziennikarzami, których pracą jest po prostu przerabianie informacji, jest dla marek najcenniejsze. Podejrzewam, że droga podcastów będzie podobna. Od pewnego braku zrozumienia do stałego i ważnego punktu w miksie mediowym. – mówi Newseria Biznes Maciej Małek, podcast manager LTTM.

Firmy w Polsce uczą się wykorzystywać potencjał drzemiący w podcastach. Chcą je wykorzystać przede wszystkim w komunikacji marketingowej z klientem. Eksperci są zgodni, że pierwsze kroki marek to czas eksperymentowania i poszukiwania nowych form dotarcia do klienta. Zdaniem eksperta LTTM najważniejsze to zrozumieć to medium. W tworzeniu kampanii marketingowych kluczowe są zaangażowanie i konwersja, która powinna być mierzona na każdym etapie kampanii.

– W kampaniach przeprowadzanych z podcasterami najlepiej będą działały metody, które można łatwo mierzyć i które przekładają się na bezpośrednie korzyści dla klienta, takie jak sprzedaż, subskrypcje czy leady. Dobrym sposobem jest na przykład przekazanie podcasterowi kodu promocyjnego, o którym opowie swoim słuchaczom. Dzięki temu klient bezpośrednio może sprawdzić, ile osób skorzystało z rekomendacji twórcy – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Małek.

Podcasty to pole do eksperymentów dla firm, na którym można sprawdzać różnych twórców, formaty i wreszcie mierzyć ich skuteczność. To medium, w którym mogą także pracować influencerzy marketingu, gdyż takimi zdaniem ekspertów w przyszłości mogą stać się podcasterzy, a same podcasty będą ważnym elementem miksu marketingowego za pięćsześć lat.

Legalne konopie stają się atrakcyjną inwestycją dla producentów alkoholu, papierosów i kosmetyków. To jeden z najdynamiczniej rosnących sektorów w gospodarce

Medyczna marihuana legalizowana jest w wielu krajach. Zaczynają się nią interesować również producenci alkoholi i artykułów tytoniowych. Altria Group, producent papierosów Marlboro, zainwestował 1,8 mld dol. w kanadyjskiego producenta legalnych konopi Cronos Group, a Constellation Brands, producent piwa Corona, 4 mld dol. w Canopy Growth Corp.

Według Euromonitor International rynek konopi zmieni nie tylko branżę medyczną, ale również tytoniową, medyczną i kosmetyczną. Potwierdza to inwestycja Curaleaf Holdings, amerykańskiego dystrybutora marihuany, który 2 marca 2020 r. zapowiedział przejęcie BlueKudu, jednego z najstarszych w Kolorado producentów najwyższej jakości jadalnych produktów z marihuany.

– Rynek legalnych konopi jest jednym z najdynamiczniej rosnących sektorów w gospodarce. W tej chwili jego wartość szacowana jest na 32 mld dol., a jego przewidywany średni wzrost wynosi około 24 proc. rocznie – mówi agencji Newseria Biznes Albert Rokicki, założyciel i główny redaktor portalu Longterm.pl.

Największy udział w rynku mają Stany Zjednoczone i Kanada. Według Arcview Market Research i BDS Analytics w 2019 r. wartość rynku legalnych konopi w USA wynosiła 14,4 mld dol., a w Kanadzie 2,7 mld dol. Wzrost rynku konopi indyjskich będzie jednak uzależniony od dalszej legalizacji używki nie tylko dla celów medycznych.

– W Kanadzie konopie są całkowicie legalne, zarówno medyczne, jak i rekreacyjne, a kolejne stany w USA legalizują je, nie tylko w celach medycznych – potwierdza ekspert.

Marihuana po raz pierwszy została zalegalizowana w 1996 r. w Kalifornii. Dzisiaj leczniczo można ją stosować w 33 stanach , a rekreacyjnie w 11 – przy czym w Kolorado i w stanie Waszyngton już od ośmiu lat. Medyczną marihuanę do legalnego obrotu wprowadziła też większość krajów europejskich.

Wzrost rynku konopi nie jest równoważny z notowaniami giełdowymi. S&P/MX International Cannabis, indeks producentów konopi, dołuje od początku 2018 r.  Na wartości tracą również najwięksi producenci marihuany, tacy jak Canopy Growth, Cronos Group czy Aurora Cannabis. Na plusie są tylko inwestorzy, którzy kupowali akcje producentów i dystrybutorów konopi indyjskich kilka lat temu, kiedy nic nie zapowiadało wielkiego boomu.

– Spółki, które debiutowały w 2014, 2015 i 2016 roku, dały gigantyczne stopy zwrotu wczesnym inwestorom, pomimo ostatnich sporych spadków, które dochodziły nawet do ponad 60–70 proc. – przyznaje założyciel portalu Longterm.pl.

Rynek jest więc ryzykowny, ale wciąż kusi inwestorów, mimo że większość producentów konopi indyjskich ma problem z rentownością.

– Rynek ten można porównać do dawnej gorączki złota. Śmieję się, że najwięcej zarobili na niej producenci łopat i sit, dobrze więc i teraz zapewnić sobie jakiś sprzęt do uprawy, ale lepiej zajmować się wykorzystywaniem marihuany w medycynie niż sprzedażą samego towaru. Doświadczenie i historia pokazują,  że mało będzie liderów, którzy przetrwają kilkanaście–kilkadziesiąt lat, żeby stać się dominującymi podmiotami – tłumaczy Albert Rokicki.

Za oceanem ryzyko upadłości najmniejszych producentów rośnie ze względu na coraz większe trudności z refinansowaniem zadłużenia. Analitycy liczą więc na konsolidację w branży i przejmowanie mniejszych podmiotów przez większe. Każda taka informacja będzie wpływać jednak na wahania kursów giełdowych. Na razie po notowaniach widać, że na spółkach takich jak Canopy Growth, która jest największym legalnym producentem marihuany na świecie, najwięcej zyskuje kapitał spekulacyjny. Wysoką zmienność wykazują również indeksy: S&P/MX International Cannabis i BITA Global Cannabis Giants, w którego portfelu znajduje się 20 największych spółek związanych z sektorem konopi.

– W Kanadzie i w Stanach Zjednoczonych inwestorzy zarobili bardzo dużo. Potem ci, którzy niefortunnie wchodzili w akcje na górce, pewnie stracili, więc zniechęcenie inwestycyjne do branży jest duże. Jednak w Polsce nie mieliśmy jeszcze żadnego podmiotu z tego sektora, więc możemy powtórzyć cały ten cykl – przewiduje Albert Rokicki. – Zacznie się od dynamicznego wzrostu, potem nastąpi – jak w przypadku wszystkich innych aktywów inwestycyjnych – pewne przewartościowanie, żeby nie powiedzieć bańka spekulacyjna, realizacja zysków, schłodzenie i korekta. Wszystko jest przed nami. Cała droga, którą przeszli już Kanadyjczycy i Amerykanie przez ostatnie cztery–pięć lat – podsumowuje założyciel portalu Longterm.pl.

Co drugi Polak ma stwierdzoną wadę wzroku lub chorobę oczu. 15 proc. nigdy nie odwiedziło specjalisty

Co drugi Polak ma stwierdzoną wadę wzroku lub chorobę oczu, a co trzeci przyznaje, że widzi niewyraźnie – wynika z badania IQS przeprowadzonego w lutym dla Vision Express. Z drugiej strony Polacy zdecydowanie za rzadko odwiedzają okulistów i optometrystów. Tylko 37 proc. skontrolowało swój wzrok w ciągu ostatniego roku. Regularne wizyty u specjalisty odbywa co trzeci badany. Pozostali – co dwa lata bądź jeszcze rzadziej, a 15 proc. z nich nigdy nie skontrolowało swojego wzroku. Do 31 marca można to zrobić w ramach corocznej akcji Wielkie Badanie Wzroku, w której uczestniczy ponad 220 salonów Vision Express w całej Polsce.

– Polacy nie badają regularnie swojego wzroku – podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr n. biol. Robert Grabowski, dyrektor medyczny Vision Express. – Tylko 1/3 z nas odwiedziła specjalistów w ciągu ostatniego roku. Pozostałe osoby czynią to co dwa lata bądź jeszcze  rzadziej, co niestety wpływa na jakość naszego widzenia. Co więcej, prawie 15 proc. przyznało, że nigdy nie  było na wizycie u okulisty lub optometrysty.

Średnio co trzeci Polak deklaruje, że widzi niewyraźnie. Co drugi (50 proc.) ma stwierdzoną wadę wzroku lub chorobę oczu. Podobny odsetek (47 proc.) nosi okulary lub soczewki kontaktowe. Wśród osób ze stwierdzoną wadą wzroku 55 proc. cierpi na krótkowzroczność, a 33 proc. na astygmatyzm. Blisko 2/3 Polaków deklaruje też, że ma zaleconą korekcję wzroku przez specjalistę – wynika z lutowego badania IQS przeprowadzonego dla Vision Express na grupie 1,6 tys. osób w ramach akcji Wielkie Badanie Wzroku.

– Świadomość Polaków dotycząca stanu zdrowia oczu wydaje się niewystarczająca. Dane statystyczne pokazują, że co drugi Polak ma wadę wzroku, chorobę oczu lub jakieś dysfunkcje związane ze wzrokiem. Niestety wczesne symptomy – np. nieostre widzenie – są często bagatelizowane. Tłumaczymy je zmęczeniem, długą pracą przy komputerze czy przemęczeniem oczu. Tymczasem są to już objawy, które należy konsultować ze specjalistą – mówi mgr inż. Ryszard Drożdż, optometrysta Vision Express.

– Jako nowoczesna cywilizacja zaakceptowaliśmy nasze wady wzroku, ale wraz z edukacją krótkowzroczność z epidemii stała się pandemią. Światowa Organizacja Zdrowia nieprzypadkowo ogłosiła 2020 Rokiem Wzroku. W tym momencie już ok. 50 proc. dzieci w Polsce jest krótkowzrocznych, a do 2050 roku ten problem będzie dotyczyć globalnie połowy populacji – mówi dr n. med. Anna M. Ambroziak, specjalistka okulistyki, Centrum Okulistyczne Świat Oka. – Krótkowzroczność polega na wydłużaniu się, czyli nadmiernym wzroście, gałki ocznej.

Wśród dorosłych do najpoważniejszych chorób oczu należą zaćma, jaskra i zwyrodnienie plamki związane z wiekiem. Najczęstsze zaś schorzenie to zespół suchego oka związany z czynnikami cywilizacyjnymi, takimi jak: smog, zanieczyszczenie środowiska, alergie czy cukrzyca.

– Poza krótkowzrocznością epidemią jest cukrzyca, która daje pierwsze objawy właśnie w narządzie wzroku. Nieleczona prowadzi do ślepoty w ciągu 10–20 lat i jest dużym wyzwaniem epidemiologicznym – podkreśla dr n. med. Anna M. Ambroziak.

Częstą przyczyną wad wzroku są codzienne nawyki. Z badania Vision Express wynika, że 85 proc. Polaków każdego dnia korzysta z laptopa, smartfona lub tabletu, a 55 proc. ogląda telewizję – z czego ponad połowa przez ponad 4 godziny. 45 proc. osób przebywających w pomieszczeniach ze sztucznym oświetleniem robi to powyżej 8 godzin, a blisko połowa (47 proc.) pracuje przy komputerze.

– Dzięki regularnym badaniom moglibyśmy zapobiec aż 80–90 proc. chorób oczu. Profilaktyka i jeszcze raz profilaktyka. Każdy dorosły po 40. roku życia powinien kontrolować się przynajmniej raz do roku podczas wizyty, która obejmuje pełne badanie optometryczne. Jeżeli ktoś ma jaskrę, cukrzycę – odpowiednio częściej. Dotyczy to również dzieci z krótkowzrocznością i tych, których rodzice są krótkowzroczni. Rozwój tego schorzenia wymaga, by kontrolować się nawet co pół roku, a minimum raz na rok – mówi specjalistka okulistyki z Centrum Okulistycznego Świat Oka.

– Profilaktyka i badania wzroku są bardzo istotne, z jednej strony pozwalają zachować wysoką jakość widzenia przez całe życie, z drugiej – wykryć pierwsze objawy chorób oczu czy symptomy chorobowe na bardzo wczesnym etapie. To z kolei umożliwia znacznie skuteczniejsze leczenie – dodaje dr n. biol. Robert Grabowski, dyrektor medyczny Vision Express.

Jak podkreślają eksperci, wzrok należy badać przynajmniej raz do roku, a o regularność powinny dbać zwłaszcza osoby starsze. Badanie wzroku trzeba też przejść każdorazowo, kiedy pojawią się niepokojące symptomy związane z widzeniem: zaburzenia ostrości wzroku, bóle głowy czy dyskomfort podczas dłuższej pracy przy komputerze lub oglądania telewizji.

– Są to sygnały, które wręcz powinny zmotywować pacjenta do tego, żeby zjawić się w gabinecie okulistycznym czy optometrycznym i przeprowadzić niezbędne badania – podkreśla dr n. biol. Robert Grabowski.

– Trzeba zbudować świadomość tego, jak ważny jest narząd wzroku. 80 proc. informacji, które otrzymujemy, dociera do nas właśnie dzięki niemu. Dbanie o wzrok polega nie tylko na noszeniu korekcji, lecz także na wykonywaniu sukcesywnych, corocznych badań kontrolnych. Podobnie jak wykonujemy badanie techniczne samochodu, tak raz do roku warto zbadać wzrok. Wizyta u okulisty czy optometrysty jest bezpieczna, bezinwazyjna, nie wymaga żadnego przygotowania, więc warto z niej korzystać – dodaje mgr inż. Ryszard Drożdż, optometrysta Vision Express.

W ramach corocznej akcji Wielkie Badanie Wzroku – która potrwa do 31 marca – prowadzone są badania wzroku w ponad 220 salonach Vision Express w całej Polsce.

– Podczas takiego badania można wykonać pomiar ostrości widzenia czy zmierzyć ciśnienie wewnątrzgałkowe. Poza określeniem wady wzroku w salonach czekają również specjaliści, którzy pomogą dobrać odpowiednią korekcję okularową i oprawki pozwalające na skorygowanie wady wzroku – mówi optometrysta mgr inż. Ryszard Drożdż.

Celem ogólnopolskiej kampanii Wielkie Badanie Wzroku jest zwiększenie świadomości Polaków odnośnie do konieczności regularnego badania wzroku.

Zanieczyszczenia powietrza mocno odbijają się na zdrowiu Polaków

Zanieczyszczenie powietrza w Polsce można porównać do dymu papierosowego. Wiadomo, że palenie jest bardzo szkodliwe, a dym powoduje wiele groźnych chorób. Bardzo podobnie jest ze skażonym powietrzem. W obu przypadkach występuje rakotwórczy związek – benzoalfapiren. Oprócz tego wdychamy także pyły zawieszone, które są przyczyną udarów, zawałów, chorób układu naczyniowo-krążeniowego oraz nowotworów płuc. Substancje te bardzo źle wpływają na małe dzieci i kobiety w ciąży. Według badań przeprowadzonych przez profesora Jędrychowskiego, dzieci z ciąż donoszonych w Krakowie – gdzie jakość powietrza jest bardzo zła – rodziły się dużo mniejsze, lżejsze i w gorszym stanie zdrowia niż podobne grupy noworodków.

– Po kilku latach życia zbadano także iloraz inteligencji tych dzieci. Okazało się, że był niższy niż w grupie porównawczej. Konsekwencje dużego zanieczyszczenia powietrza nie omijają także dorosłych – powiedział serwisowi eNewsroom Piotr Siergiej z Polskiego Alarmu Smogowego. – Oprócz udarów i zawałów obserwuje się choroby neurodegeneracyjne. Poważnym skutkiem jest zjawisko pogarszających się z wiekiem zdolności poznawczych. Zła jakość powietrza przyczynia się w Polsce średnio rocznie aż do 45-46 tysięcy przedwczesnych zgonów. To tyle, co liczba mieszkańców takich miast, jak Kołobrzeg czy Oświęcim. Taka liczba osób umiera więc każdego roku w związku z zanieczyszczeniami – a przeciętny obywatel żyje średnio o 9 miesięcy krócej. Są to jednak wartości uśrednione. Należy pamiętać, że mieszkańcy miast najbardziej zanieczyszczonych są narażeni na silniejsze skutki. Dzisiaj takie dane oraz ocena jakości powietrza stają się więc ważnym kryterium przy wyborze miejsca do życia – wyjaśnia Siergiej.

Kolej może już wkrótce być całkowicie ekologiczna. Będzie napędzana wodorem lub energią słoneczną

W miarę wycofywania starych pociągów z tradycyjnymi silnikami pojawiają się nowe – napędzane wodorem czy fotowoltaiką. W Wielkiej Brytanii linia biegnąca do Londynu z Hampshire jest obecnie jedyną na świecie, która działa wyłącznie dzięki energii słonecznej. Zmieniają się też same dworce – zasilane zieloną energią stają się hubami komunikacyjnymi. – Aby kolej stała się środkiem transportu pierwszego wyboru, konieczne są programy modernizacyjne – ocenia Paweł Skoczowski, ekspert klastra Luxtorpeda 2.0.

– Transport kolejowy zużywa najmniejsze wolumeny energii. Ze względu na stan taboru i aktualnie wykorzystywane środki transportowe potrzebne są inwestycje, które będą poprawiać efektywność, m.in. w nowy tabor, efektywniejsze energetycznie lokomotywy pracujące w systemie dwusystemowym, które mogą przemieszczać się, zarówno wykorzystując napęd spalinowy, jak i elektryczny – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Paweł Skoczowski.

Amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) szacuje, że w USA pojazdy drogowe generują 82 proc. emisji gazów cieplarnianych, samoloty – 9 proc., a kolej – zaledwie 2 proc. Według strony EcoPassenger, która oblicza emisję dwutlenku węgla na pasażera, dla osoby podróżującej z Londynu do Paryża samolotem emisja CO2 wyniosłaby 122 kg, w przypadku transportu drogowego – 48 kg, a gdyby jechała pociągiem – zaledwie 15 kg.

– Dobrze zorganizowany transport publiczny, opierający się na transporcie kolejowym, to alternatywa, która pozwala w dużym stopniu wyprowadzić pojazdy z miast. Wpisuje się to w trend niskoemisyjności gospodarki, natomiast wymaga przedsięwzięć, które zarówno poprawiają stan infrastruktury, jak też wpływają na preferencje podróżnych – przekonuje ekspert klastra Luxtorpeda 2.0.

Konieczna jest modernizacja kolei, ale też inwestycje w zielone i bardziej ekologiczne tabory. Powstają już pociągi napędzane wodorem, ze zbiornikiem na dachach, o zasięgu do 1 tys. km. Tankowanie zaś może odbywać się na trasie pociągu. To znacznie prostsze rozwiązanie niż np. elektryfikacja torów. Według oceny brytyjskiego Stowarzyszenia Przemysłu Kolejowego zelektryfikowanie 1 km toru może kosztować w Europie 11,3 mln dol. Pociągi napędzane wodorem są tańsze, nie wymagają masowych remontów torów i można je stworzyć poprzez modernizację istniejących pociągów z silnikiem Diesla.

– Transport XXI w., który przechodzi zieloną rewolucję, przede wszystkim bazuje na czystych, odnawialnych źródłach energii, odchodzimy od węgla. Gruntowna transformacja sektora w dużej mierze opiera się na energetyce. Potrzebujemy zarówno czystych źródeł wytwarzania, jak i efektywnych środków magazynowania energii oraz jej przesyłu – ocenia ekspert. – Rozwiązaniem, które jest wykorzystywane w zasadzie powszechnie, jest np. rekuperacja energii podczas hamowania.

W Wielkiej Brytanii linia łącząca Londyn z Hampshire jest obecnie jedyną na świecie, która działa wyłącznie zasilana energią słoneczną. Takich rozwiązań ma być jednak znacznie więcej, a fotowoltaika jest też coraz częściej stosowana także na dworcach, które stają się zielonymi hubami.

– Mówi się o gruntownej modernizacji dworców, o ich nowych funkcjach, że mają służyć rozwiązaniom ekomobilnym. To dworce-magazyny energii, z których zasila się pojazdy wykorzystywane przez pasażerów przesiadających się na kolej i z kolei na inne środki transportu, jak elektryczne hulajnogi, może bike i car sharing czy skutery elektryczne – wymienia Skoczowski.

Jak przekonuje ekspert klastra Luxtorpeda 2.0 w Polsce konieczne są skoordynowane inwestycje, zarówno na szczeblu krajowym, jak i samorządowym. Potrzeba więcej linii kolejowych i zagospodarowania białych plam w polskiej kolei, ale też inwestycji w coraz nowocześniejsze tabory, napędzane wodorem czy hybrydowe.

– Kluczową rolę w realizacji przedsięwzięć mających wpłynąć na spopularyzowanie kolei odgrywa zaangażowanie państwa, które wspiera inwestycje, szuka synergii pomiędzy programami realizowanymi z budżetu centralnego a przedsięwzięciami prowadzonymi przez samorządy. To także ambitne projekty poprawiające przepustowość linii, zwiększające prędkości pociągów, budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego – mówi Paweł Skoczowski.

Strach przed sztuczną inteligencją i robotyzacją – Capgemini obala 10 najpowszechniejszych mitów

Sztuczna Inteligencja (AI) oraz automatyzacja stają się coraz popularniejsze i coraz częściej jest o nich głośno także w mediach. Czy za sprawą robotów wszyscy stracimy pracę? Czas zmierzyć się ze wszystkimi mitami związanymi z Inteligentną Automatyzacją. Co jest prawdą? Jak AI zmienia nasz świat? Sprawdźmy to.

MIT #1 „Roboty sprawią, że będę bezrobotny”

Jak na razie automatyzacja stworzyła zapotrzebowanie na więcej miejsc pracy w przemyśle niż zostało przez nią zintegrowanych. Nie należy postrzegać inteligentnej automatyzacji i robotyzacji jako zagrożenia dla swojej pracy. Celem tych rozwiązań jest poprawa wydajności i efektywności. Wyręczenie ludzi w wykonywaniu nudnych i powtarzalnych zadań, które i tak mało kto lubi wykonywać. Dzięki temu ludzie mogą skupić się na poprawie jakości chociażby relacji z klientami. Można powiedzieć, że automatyzacja wymusza nabywanie nowych umiejętności i podnoszenia kompetencji przez pracowników. Natomiast w organizacji jest okazją do wprowadzania zmian organizacyjnych.

MIT #2 „Nie da się współpracować z robotami”

Celem automatyzacji i robotyzacji nie jest zastąpienie człowieka, a danie mu nowych narzędzi, które pozwolą efektywniej wykonywać swoje zadania. Wirtualni asystenci, aplikacje mobilne, automatyczna pogłębiona analiza danych to wszystko rozwiązania wykorzystujące AI, a pozwalające pracownikowi efektywniej korzystać ze swoich możliwości. Więcej danych, podanych w lepszy sposób sprawia, że można podejmować trafniejsze decyzje. Badania Capgemini dowodzą, że robotyzacja pozwala poprawić jakość obsługi klienta o 78%, skrócić czas procesów o 50% i poprawić zgodność z SLA o 39%. Postrzegajmy technologie nie jako rywala, a narzędzie.

MIT #3 „Zautomatyzujmy wszystko, później będziemy się martwić”

Wiele organizacji na siłę chcę automatyzować liczne procesy, a następnie jest zawiedziona efektami. Warto podchodzić do tego procesu w odpowiedzialny sposób. Dlatego Capgemini poleca swoją metodologie ESOAR. To przewodnik pokazujący krok po kroku jak przeprowadzić proces automatyzacji w przedsiębiorstwie. ESOAR to skrót od Eliminuj, Standaryzuj, Optymalizuj, Automatyzuj i Robotyzuj. Dzięki tej metodzie Twoja organizacja uzyska najlepsze efekty w procesie automatyzacji i robotyzacji.

MIT #4 „Roboty nie popełniają błędów”

Największą zaletą robotów, powinno być uniknięcie pomyłek, które popełniają ludzie. Jednak to nie prawda. Pomyłki robotów się zdarzają i mogą być bardzo kosztowne. Dlatego tak istotne jest odpowiednie przygotowanie ich do pracy. Od samego początku przygotowania robotyzacji w firmie ważne jest zrozumienie wymagań biznesowych, opracowanie scenariuszy i liczne poziomy testów. Tylko odpowiednio przygotowana automatyzacja zapewni korzyści.

MIT #5 „Robotyzacja to temat przyszłości”

To dzieje się już teraz! Coraz więcej firm korzysta z automatyzacji, aby uprościć procesy biznesowe. Tylko w samym Capgemini wdrożyliśmy już setki rozwiązań z zakresu AI i robotyzacji. Warto sprawdzić nasze repozytorium Digital Global Enterprise Model (D-GEM) i AI Gallery, aby przekonać się jak już teraz robotyzacja wpływa na funkcjonowanie przedsiębiorstw i przynosi konkretne wyniki.

MIT #6 „Automatyzacja działa jedynie przy dużej skali”

Większość organizacji dostrzega korzyści płynące z automatyzacji przy skomplikowanych, dużych procesach w ogromnej skali. Tymczasem automatyzacja ma sens przy każdym rozwiązaniu, które jest stosowane wielokrotnie. W dodatku to właśnie wykorzystanie automatyzacji pomaga organizacjom zwiększyć skale działalności, czy świadczyć niektóre rozwiązania w modelu 24/7. Warto myśleć nieszablonowo i korzystać z szerokiej gamy rozwiązań, tak aby przeprowadzić rzeczywistą cyfrową transformację, a nie jedynie zautomatyzować część procesów.

MIT #7 „Roboty = Sztuczna Inteligencja”

Nie jest to prawdą. Nie każdy proces robotyzacji/automatyzacji wiąże się z wykorzystaniem AI. Rozwiązania RDA (Robotic Desktop Automation) i RPA (Robotic Process Automation) są już stosowane szeroko, a nie korzystają z AI. Nie trzeba być naukowcem, by korzystać na co dzień z zalet robotów w funkcjonowaniu firmy. Jednocześnie coraz częściej rzeczywiście łączy się technologie AI z automatyzacją. Dochodzi do tego także analiza danych. Finalnie więc możemy powiedzieć, że inteligentna automatyzacja procesów to RPA+AI+Analityka.

MIT #8 „Robotyzacja to trudne wyzwanie”

Przejście na automatyzację w firmie jest wyzwaniem, ale jedyne co jest wymagane to chęć nauki nowych rozwiązań i otwarty umysł. Dostępna jest naprawdę szeroka gama rozwiązań technologicznych, a firmy takie jak Capgemini dysponują bogatym doświadczeniem, które pozwala pomóc w zmierzeniu się z transformacją biznesu. Każde takie wyzwanie to okazja do podnoszenia umiejętności Twoich pracowników i poprawy funkcjonowania firmy.

MIT #9 „AI to tylko modne hasło”

Gdzie nie spojrzymy otacza nas hasło Sztuczna Inteligencja. AI stała się hasłem używanym wszędzie. Faktycznie jednak AI stała się rzeczywistością i biznesową koniecznością. Na przykład zrozumienie naturalnego języka (NLP) przez komputery pozwala na tworzenie kompleksowej automatyzacji na dużą skalę przy pracy nad dokumentami. Możliwości AI stają się coraz większe, a to pozwala organizacjom automatyzować to, co jeszcze niedawno wiązało się z mozolną pracą ludzkich rąk lub było awykonalne.

MIT #10 „Automatyzacja może poczekać”

Technologia cały czas się zmienia. Firmy nie mogą sobie jednak pozwolić na stagnacje i brak rozwoju, czekając na kolejne nowe rozwiązania. Warto już teraz sięgnąć po automatyzację, robotyzację i wdrażać ją w swoim biznesie. Nie wdrażając nowoczesnych rozwiązań, można tylko więcej stracić.

Autor: Marek Sowa, Head of Offering, Senior Artificial Intelligence Manager w Capgemini Polska. Pomaga globalnym firmom w transformacji ich biznesu przy wykorzystaniu Sztucznej Inteligencji i automatyzacji procesów. Sprawia, że nowe rozwiązania zapewniają organizacjom realnych wzrostów wartości.

WHO przestrzega przed paniką związaną z koronawirusem i noszeniem maseczek chirurgicznych przez zdrowe osoby. Te mogą wręcz stać się źródłem infekcji

W związku z epidemią koronawirusa, którego liczba przypadków wzrosła już do ponad 110 tys. w 105 krajach, Światowa Organizacja Zdrowia przestrzega przed noszeniem maseczek chirurgicznych przez osoby zdrowe, które chcą w ten sposób zabezpieczyć się przed zakażeniem. Nieodpowiednio stosowane mogą wręcz stać się przyczyną infekcji, a przez masowe wykupywanie masek może zabraknąć ich dla pracowników szpitali i osób zajmujących się chorymi.

– Wzrosła sprzedaż masek chirurgicznych. Chciałabym jednak podkreślić, że powinny być one używane przez pracowników służby zdrowia i osoby, które opiekują się chorymi. To oni przede wszystkim wchodzą w bliski kontakt z osobami zarażonymi koronawirusem. Maski są im potrzebne, aby zapobiec zakażeniu i w takich sytuacjach są skutecznym rozwiązaniem. Wiemy, że zarażenie wymaga przebywania w bliskim kontakcie z chorym – w odległości nie większej niż 2 metry. W przypadku osób zdrowych, które nie zajmują się chorymi, nie są one konieczne. Mogą dawać poczucie bezpieczeństwa, ale nic poza tym – mówi dr Paloma Cuchí, przedstawicielka WHO w Polsce.

Zgodnie z najnowszymi statystykami WHO liczba zarażonych koronawirusem SARS-CoV-2 na całym świecie wzrosła już do ponad 110 tys. przypadków w 105 krajach, a liczba zgonów przekroczyła 3,8 tys. W Europie największym ogniskiem są Włochy, gdzie tylko w ciągu ostatniej doby zmarły kolejne 133 osoby, a liczba chorych wzrosła do 7,4 tys. przypadków. W Polsce wykryto ich jak na razie 16.

Wirus rozprzestrzenia się drogą kropelkową, stąd zalecenia lekarzy i WHO mówią, aby przede wszystkim często myć ręce, dbać o ogólną higienę i unikać bliskiego kontaktu z innymi osobami. Lawinowo rośnie jednak sprzedaż maseczek chirurgicznych, zakładanych na twarz przez osoby zdrowe, które liczą, że w ten sposób unikną zarażenia. Część sklepów podnosi też ich ceny – z kilkudziesięciu groszy do nawet ponad 100 zł.

– Trzeba pamiętać, że przez masowe wykupywanie masek chirurgicznych może zabraknąć ich dla osób, dla których są one niezbędne, czyli pracowników szpitali i innych osób zajmujących się chorymi – podkreśla dr Paloma Cuchí.

WHO i Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób (ECDC, European Centre for Disease Prevention and Control) podkreślają, że noszenie maseczek przez osoby zdrowe w celu zapobiegania infekcji wcale nie jest efektywne.

Maski powinni nosić wyłącznie lekarze i personel medyczny oraz osoby, które przebywają i opiekują się pacjentami zarażonymi bądź tymi, u których podejrzewa się zarażenie. WHO zaleca je także osobom, które kichają, kaszlą i mają objawy infekcji górnych dróg oddechowych.

– Zgodnie z wytycznymi WHO noszenie maski chirurgicznej przez osoby zdrowe nie jest najskuteczniejszym sposobem zapobiegania zachorowaniu. Osobom, które mimo to zdecydują się na ich użycie, zalecamy zapoznanie się z filmem instruktażowym na stronie WHO dotyczącym ich właściwego użytkowania – mówi przedstawicielka WHO w Polsce. – Aby maski były skuteczne, muszą być używane tak, aby nie było wolnych przestrzeni w określonych miejscach. Dotykając maskę brudnymi rękami, można ją zanieczyścić, a należy pamiętać, że znajduje się ona na naszej twarzy. Zanieczyszczoną maskę trzeba też odpowiednio zutylizować.

Nieumiejętne stosowanie maseczek może być wręcz szkodliwe, dlatego na swojej stronie internetowej WHO udostępnia filmik instruktażowy, który pokazuje, jak robić to prawidłowo. Przy zakładaniu należy dokładnie zakryć nią usta i nos, żeby nie pozostawić żadnych szpar pomiędzy maseczką a twarzą. Trzeba też unikać dotykania noszonej na twarzy maseczki i często myć ręce, aby nie przenosić na nią zanieczyszczeń. Po zdjęciu należy ją od razu wyrzucić do zamkniętego pojemnika na śmieci i umyć ręce.

Co istotne, zamiast chronić, maseczka może wręcz stać się źródłem infekcji, bo poprzez oddech szybko ulega zawilgoceniu, a takie środowisko jest idealną pożywką dla rozwoju drobnoustrojów. Dlatego też trzeba zmienić ją na nową, kiedy tylko stanie się wilgotna.

– Są oczywiście maski lepsze od innych, ale to nie one są najważniejsze, tylko sposób, w jaki są używane. Są maski, które zasłaniają większą powierzchnię albo lepiej filtrują powietrze, ale to poprawny sposób ich użycia jest w ostatecznym rozrachunku najważniejszy. Niektórzy używają ich podczas podróży lotniczych, mimo że nie jest to konieczne – zaznacza dr Paloma Cuchí.

Przedstawicielka WHO w Polsce podkreśla też, że w związku z epidemią koronawirusa SARS-CoV-2 krąży wiele błędnych i sprzecznych ze sobą informacji. Żeby więc uniknąć szerzenia się paniki – trzeba zasięgać ich z oficjalnych, rzetelnych źródeł.

– Rozpowszechnienie błędnych informacji jest dość powszechnym zjawiskiem. Informacje te mogą przeradzać się w mity i prowadzić do wybuchu paniki. Prowadzimy działania wspólnie z firmami odpowiedzialnymi za pracę największych przeglądarek internetowych oraz władzami państw, aby zapobiegać szerzeniu nieprawdziwych informacji – mówi dr Paloma Cuchí. – Chcę zaapelować do wszystkich obywateli, aby wszelkie pytania dotyczące koronawirusa kierowali do odpowiednich władz. W przypadku Polski będą to Ministerstwo Zdrowia, Główny Inspektorat Sanitarny czy Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego. Pytania w tej sprawie można kierować również do WHO, mając przy tym pewność, że uzyska się wiarygodne informacje. Posiadanie błędnych informacji może prowadzić do podjęcia działań, które nie tylko będą kosztowne, ale również w niczym nie pomogą i nie zabezpieczą nas samych ani naszych rodzin przed zachorowaniem.

Zerwanie rozmów OPEC+ przywróciło panikę na rynkach

Nowy tydzień rozpoczął się od trzęsienia ziemi na rynku ropy naftowej. Negocjacje kartelu OPEC i Rosji na temat ograniczenia wydobycia surowca załamały się. Ponadto, doszło do wewnętrznego konfliktu pomiędzy państwami OPEC+. W rezultacie Arabia Saudyjska zapowiedziała obniżkę cen ropy, a obowiązujące od kilkudziesięciu miesięcy limity wydobycia przestały obowiązywać. Kraje OPEC i Rosja mogą wydobywać obecnie nielimitowane ilości ropy naftowej, co skutkuje spadkiem jej cen podczas poniedziałkowej sesji o ponad 20%. Warto zaznaczyć, iż jest to drugi największy jednodniowy spadek cen ropy naftowej w historii.

W ubiegły wtorek (03.03.2020) Rezerwa Federalna na nadzwyczajnym posiedzeniu jednogłośnie obniżyła główną stopę procentową o 50 pkt. bazowych, do poziomu 1,00-1,25%. W krótkim komunikacie członkowie Fed wskazali, że fundamenty gospodarki są mocne, jednak koronawirus stanowi ryzyko dla globalnej aktywności gospodarczej.

Po drastycznych spadkach w ostatnim tygodniu lutego, GPW w Warszawie zanotowała lekki wzrost. Indeks szerokiego rynku WIG w ostatnim tygodniu zyskał na wartości 0,10%. Natomiast, notowania największych spółek (tworzących indeks WIG20) zaliczyły spadek o 0,23%. Indeksy małych i średnich spółek zakończyły tydzień zyskując na wartości: sWIG80 zwyżkował o 1,54%, natomiast mWIG40 – o 0,79%.

Nadchodzący tydzień nie będzie zbyt bogaty na dane makroekonomiczne. W środę (11.03.2020) poznamy dane o inflacji CPI w Stanach Zjednoczonych. W czwartek (12.03.2020) nadejdzie kolej dla inflacji PPI w USA. Natomiast w piątek (13.03.2020) oczekiwania inflacyjne w USA oraz dane o inflacji CPI dla Polski.

Niewątpliwie najważniejszym wydarzeniem tygodnia będzie posiedzenie Rady Europejskiego Banku Centralnego. W czwartek (12.03.2020), po posiedzeniu Rady poznamy stopy procentowe ECB, wartość programu QE oraz (prawdopodobnie) o możliwych działaniach ECB wobec paniki na rynkach wywołanej rozprzestrzenieniem się koronawirusa.

Departament Zarządzania i Analiz
SUPERFUND TFI S.A.

Polacy chcą badać skład chemiczny produktów za pomocą światła. Sztuczna inteligencja już na linii produkcyjnej oceni jakość produktu

Rozwój oraz miniaturyzacja spektrografów umożliwiają wykorzystanie nowych, wysoce wyspecjalizowanych narzędzi do analizy składu i jakości produktów. Spektrografia komputerowa cieszy się szczególnym powodzeniem w branży przetwórstwa żywności, gdzie przyczynia się do automatyzacji procesów kontrolnych i przyspiesza pracę linii produkcyjnych. Jednak może być wykorzystana także na szerszą skalę, np. do oceny zmian klimatycznych. – Jesteśmy w stanie zmierzyć nawet całą Ziemię –  mówi Jędrzej Kowalewski, prezes polskiego Scanway.

– Wszystko da się zmierzyć światłem, nawet skład chemiczny, ponieważ każdy obiekt ma swoją unikalną sygnaturę spektralną. To znaczy, że kolor chemiczny można zmierzyć, precyzyjnie analizując odcienie i barwy obiektu – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jędrzej Kowalewski, prezes zarządu Scanway. – HyperEye potrafi zobaczyć setki odcieni różnych barw, przetworzyć informacje na temat tego, z czego składa się dany obiekt, i poinformować, czy jakość naszego produktu jest odpowiednia. Możemy np. sprawdzić, czy na owocu znajdują się zarodniki pleśni, czy też jest to owoc czysty, pozbawiony wad.

Rozwój zaawansowanych systemów rozpoznawania i analizy obrazów pozwoli przyspieszyć i zautomatyzować szereg procedur, które przy wykorzystaniu tradycyjnych narzędzi analitycznych wymagały znacznie więcej czasu. Specjalistyczne kamery sprzężone z systemami sztucznej inteligencji umożliwiają wychwytywanie najdrobniejszych zmian i niedoskonałości produktów, których nie można wykryć gołym okiem.

Z narzędziami tego typu eksperymentuje m.in. firma ImpactVision, która rozwija metodę nieinwazyjnej kontroli jakości produktów spożywczych. System ten wykorzystuje kamery hiperspektralne do analizy widma światła w czasie rzeczywistym. Urządzenia optyczne analizują wygląd każdego obiektu w zasięgu widzenia obiektywu. Dane te są przesyłane do komputera wyposażonego w narzędzia sztucznej inteligencji, które wykrywają pierwsze oznaki zepsucia bądź zanieczyszczenia pożywienia i przesyłają te informacje na linię produkcyjną, aby odseparować je od pełnowartościowych produktów.

Polskie Scanway zaprojektowało z kolei kamery hiperspektralne HyperEye. Te jednak w przeciwieństwie do wielu konkurencyjnych rozwiązań nie zostały skonstruowane wyłącznie z myślą o wykorzystaniu na rynku spożywczym. Działają w pełni niezależnie i nie trzeba parować ich z zewnętrznymi komputerami wyszkolonymi w procesach rozpoznawania obrazu, dlatego można szybko i sprawnie przystosować je do funkcjonowania niemal w dowolnym środowisku, w tym m.in. w branży farmaceutycznej czy na liniach produkcyjnych fabryk samochodowych.

– HyperEye może zmierzyć obszar różnej wielkości, dzięki czemu znajdzie zastosowanie w fabryce, ale też w platformach lotniczych czy nawet satelitarnych. Jesteśmy w stanie zmierzyć nawet całą Ziemię –  podkreśla Jędrzej Kowalewski.

Potencjał spektrografów docenili także projektanci przemysłowych bezzałogowych pojazdów latających wykorzystywanych m.in. do monitoringu dużych przestrzeni z perspektywy lotu ptaka. Firma Parrot we współpracy z inżynierami Airinov opracowała hiperspektralny dron rolniczy. Jest on wykorzystywany do analizowania kondycji upraw w szerokim spektrum, dzięki czemu rolnicy mogą wykryć pierwsze symptomy zmian chorobowych upraw, które są niedostrzegalne na zdjęciach satelitarnych.

Potencjał spektrografów jest tak szeroki, że narzędzia te mogą sprawdzić się niemal w dowolnym środowisku produkcyjnym.

– Wciąż brakuje rozległej wiedzy na temat implementowania takich systemów. Możemy albo rozwijać sieć ekspertów, która będzie potrafiła takie rozwiązania wdrażać, albo podamy tę wiedzę ekspercką na tacy. HyperEye jest zamkniętym rozwiązaniem spektralnym, które jednocześnie ma w sobie wiedzę, automatycznie potrafi przetworzyć dane pochodzące ze światła i dać użytkownikowi informację na temat jakości produktu. Nie trzeba wiele wiedzieć, żeby móc takie rozwiązania wdrożyć w przemyśle – przekonuje ekspert.

Według analityków z firmy BCC Research wartość globalnego rynku spektroskopii w 2018 roku wyniosła 14,7 mld dol. Przewiduje się, że do 2023 roku wzrośnie do 17 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 3 proc.

Konieczne jest stworzenie międzynarodowej agencji regulującej rynek sztucznej inteligencji. Powinna chronić przed jej niemoralnym wykorzystaniem

Cyfryzacja społeczeństwa prowadzi do nieuniknionego rozwoju systemów opartych na rozwiązaniach z zakresu sztucznej inteligencji. Algorytmy zautomatyzują część powtarzalnych i rutynowych obowiązków, pozbawiając pracy najmniej wykwalifikowaną kadrę. W miejscu starych zawodów powstaną nowe. Ośrodki naukowe i rządowe oraz przedsiębiorstwa technologiczne przygotowują się do tych wyzwań, inwestując w rozwój umiejętności związanych z wykorzystaniem sztucznej inteligencji oraz badania nad jej wpływem na społeczeństwo. – Niezbędne jest powołanie międzynarodowej agencji regulującej rynek SI – mówi Jarosław Królewski, prezes zarządu Synerise.

– Najważniejsze wyzwania w zakresie sztucznej inteligencji to przede wszystkim warstwa etyczna, warstwa prywatności, która jest związana głównie z przetwarzaniem ogromnej ilości danych na temat ludzi i ich zachowania. Wcześniej czy później powstanie międzynarodowa organizacja, która będzie to regulować – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Jarosław Królewski, CEO Synerise. – Musi także powstać organizacja, która reguluje wykorzystanie sztucznej inteligencji w procesach biznesowych, bo jednak dzisiaj Chiny przodują w wielu aspektach i w tym zakresie może mieć to wpływ również na ekonomię światową.

Rozwój SI wymusza na rządzących uchwalenie norm prawnych, które uregulują sposób funkcjonowania sztucznej inteligencji w środowisku biznesowym. O konieczności wprowadzenia takich regulacji przekonuje m.in. amerykański Future of Life Institute specjalizujący się w badaniach nad systemami autonomicznymi. Działania instytutu wspiera m.in. Elon Musk, dyrektor generalny firm Tesla oraz SpaceX, który twierdzi, że ten sektor gospodarki powinien być objęty znacznie szerszą kontrolą niż dotychczas, aby wyeliminować nieetycznie działające firmy.

Już teraz na rynku funkcjonują rozwiązania z zakresu sztucznej inteligencji o wątpliwym charakterze moralnym. Firma OpenAI opracowała program do automatycznego generowania tekstu oparty na algorytmie GPT-2. System działał tak skutecznie, że w pierwszej fazie rozwoju narzędzia udostępniono jedynie jego okrojoną wersję, aby nie ułatwić generowania fałszywych informacji i manipulowania opinią publiczną. Po okresie wstępnych testów zdecydowano się jednak upublicznić pełną wersję narzędzia. Zdaniem Elona Muska był to krok nierozsądny i niebezpieczny, dlatego postanowił wycofać się ze wspierania tej organizacji.

– Sztuczna inteligencja jest już dzisiaj bardzo dużym uczestnikiem naszego życia codziennego. Każdy z nas na co dzień korzysta z mnóstwa różnych urządzeń, udogodnień, które są serwowane przez algorytmy SI. To już dzisiaj jest rzeczywistość w medycynie, w procesach sprzedażowych czy w drodze do pracy. Od tego już nie uciekniemy – mówi Jarosław Królewski. – Musimy mieć świadomość, że sztuczna inteligencja i poziom jej rozwoju będzie miała ogromny wpływ i kształtowała gospodarki krajowe i różnice pomiędzy nimi.

Z raportu „The Future of Work” autorstwa OECD wynika, że w ciągu kolejnej dekady narzędzia automatyzujące czynności odmienią przede wszystkim rynek pracy. Szacuje się, że w wyniku rozwojów systemów sztucznej inteligencji zniknąć może nawet 14 proc. współczesnych zawodów, a sposób funkcjonowania kolejnych 32 proc. może zmienić się w radykalny sposób. W związku z tym w najbliższych latach należy spodziewać się redukcji części stanowisk pracy, gdyż niektóre zajęcia zostaną w pełni zautomatyzowane.

– Zaletą sztucznej inteligencji jest to, że wyeliminuje ona te prace i czynności, które są rutynowe. Spełnione zostanie wielkie marzenie informatyki przez wiele lat, czyli uproszczenie życie człowieka i wyeliminowanie z jego życia powtarzalnych czynności, które nie zmierzają do jego rozwoju. Ale nie będzie to oznaczało końca zawodów, tylko początek nowych zawodów, które będą sprawiały, że życie ludzkie będzie ciekawsze – twierdzi prezes Synerise.

Według analityków z firmy MarketsandMarkets wartość globalnego rynku sztucznej inteligencji w 2017 roku przekroczyła 16 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie ona do przeszło 190 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 36,6 proc.

Spotkanie Liderów Bankowości i Ubezpieczeń 8-9 kwietnia 2020 r.

8-9 kwietnia 2020 r. w The Westin Warsaw Hotel odbędzie się wiosenna edycja Spotkania Liderów Bankowości i Ubezpieczeń. Zaproszeni eksperci przybliżą najbardziej aktualne zagadnienia branży finansowej podczas serii debat, prezentacji oraz use case’ów podzielonych na dwa dni kongresu. Zwieńczeniem pierwszego dnia wydarzenia będzie Wielka Gala Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń podczas której zostaną rozdane nagrody dla najbardziej wyróżniających się podmiotów sektora bankowo-ubezpieczeniowego.

Konferencja od lat cieszy się uznaniem środowiska branżowego. Poprzez aktywną kooperację autorytetów biznesowych i naukowych chcemy wywołać żywą debatę o kondycji polskiego sektora bankowo-ubezpieczeniowego. Wierzymy, że dyskusja panelowa ekspertów zainspiruje naszych gości do wdrażania przełomowych rozwiązań oraz stworzy platformę do innowacyjnych działań. W trakcie części wspólnej wydarzenia podsumujemy minioną dekadę oraz skupimy się na globalnej polityce proekologicznej i jej wpływie  na gospodarkę i instytucje finansowe. Wiosenna edycja Banking Forum będzie okazją do dyskusji na tematy takie jak: invisible payments, nowoczesne metody finansowania, beyond banking, oraz podejście customer first. Podsumujemy także strategię świata w zakresie technologii oraz rozwój rynku kapitałowego. Ścieżka Insurance Forum skupi się na wyzwaniach wynikających z digitalizacji gospodarki i społeczeństwa oraz wpływie transformacji cyfrowej na modele operacyjne ubezpieczycieli. Nie zabraknie tematów poświęconych klientowi związanych z budowaniem nowoczesnego podejścia do „Customer Journey” oraz strategii zaufania. Pojawi się także temat dystrybucji oraz prewencji w sektorze ubezpieczeń. Nowym elementem będzie wspólny panel na   zakończenie 2 dnia konferencji, podczas którego omówione zostaną perspektywy rozwoju rynku kapitałowego.

Zwieńczeniem pierwszego dnia konferencji będzie uroczysta gala wręczenia statuetek dla zwycięzców Konkursu Liderów Świata Bankowości i Ubezpieczeń. W jej trakcie grono autorytetów sektora skupione w Kapitule Konkursowej wyłoni laureatów, którzy w sposób szczególny wyróżnili się na tle branży w dziesięciu kategoriach konkursowych.

Kongres jest realizowany w ramach działalności MMC Polska organizującej prestiżowe kongresy, konferencje, warsztaty i szkolenia biznesowe dedykowane specjalistom, kadrze menadżerskiej oraz zarządom firm. Wszelkie informacje na temat Spotkania Liderów Bankowości można znaleźć za pośrednictwem oficjalnej strony kongresu: http://bankowosciubezpieczenia.pl/ oraz profili społecznościowych.

Pracodawcy czekają na wsparcie rządu w związku z epidemią koronawirusa

Pracodawcy proponują, m.in. zapewnienie firmom dostępu do preferencyjnych kredytów i pożyczek, obniżenie stawek podatkowych, wprowadzenie okresów karencji w egzekwowaniu należności, zmianę zasad wypłacania zasiłku chorobowego czy umożliwienie wprowadzenia przestojów i skróconego czasu pracy.

Gospodarcze skutki wirusa COVID-19

Oszacowanie gospodarczych skutków epidemii nowego wirusa jest trudne ze względu na zmienność sytuacji. Nie można przewidzieć, jak długo ona potrwa ani jaki obszar obejmie i jak szybko się rozprzestrzeni. Niemniej jej wpływ można już rozpatrywać w następujących obszarach, które są ze sobą powiązane:

  1. ograniczenie połączeń transportowych (lotniczych, morskich czy drogowych) ze względu na zakłócenie łańcuchów dostaw oraz wprowadzane stopniowo ograniczenia w przepływie osób (wyjazdy służbowe i prywatne);
  2. ograniczenie wyjazdów służbowych, wakacyjnych, rezygnacja z udziału w lub organizacji eventów (targów, konferencji itp.), anulowanie wyjazdów turystycznych;
  3. ograniczenie produkcji w związku z zakłóceniem łańcuchów dostaw; istnieje wyraźne prawdopodobieństwo, że niektórzy producenci, a w szczególności motoryzacja i tekstylia, zaczną odczuwać braki części, komponentów w ciągu 2-3 tygodni (czas dostarczenia z Chin to 6 tygodni, więc większość łańcuchów dostaw nie jest jeszcze zakłócona);
  4. ograniczenie działalności w wyniku braków w zasobach logistycznych (zgłaszane w Europie problemy np. z dostępnością kontenerów) czy trudności w zabezpieczeniu pracowników (np. dostęp do maseczek);
  5. rosnąca liczba sporów, roszczeń ubezpieczeniowych, szczególnie związanych z transportem, podróżą czy nie wywiązywaniem się z kontraktu;
  6. spodziewany niedobór i podwyżki cen towarów i usług.

Dostęp do tanich kredytów i pożyczek

– W tej sytuacji należy zapewnić przedsiębiorcom szybko i łatwo dostępne finansowanie w celu utrzymania działalności w okresie kryzysu, np. poprzez dostęp do preferencyjnych kredytów i pożyczek oraz czasowe rozwiązania dotyczące podatków oraz innych kosztów prowadzenia działalności – mówi Grzegorz Baczewski, dyrektor generalny Konfederacji Lewiatan.

Preferencje kredytowe powinny dotyczyć w szczególności dostępu do taniego kredytu lub pożyczki: uproszczonej, przyspieszonej procedury pożyczkowej/kredytowej oraz obniżenia restrykcji w zakresie zabezpieczenia, a także obniżonego oprocentowania i opóźnienia terminu spłaty (np. do 2 lat). Dedykowana instytucją dostarczającą takich „produktów” mógłby być Bank Gospodarstwa Krajowego. Preferencje podatkowe i składkowe mogłyby dotyczyć obniżenia stawek, wprowadzenia okresów karencji w egzekwowaniu należności oraz możliwości rozłożenia ich na raty.

W szczególności należy powstrzymać wszelkie inicjatywy legislacyjne, których efektem może być wzrost kosztów prowadzenia działalności do momentu całkowitego zażegnania ryzyka wystąpienia kryzysu gospodarczego wywołanego rozprzestrzenianiem COVID-19.

Zmiany w ustawie o ochronie miejsc pracy

Istnieje konieczność dostosowania przepisów ustawy z 11 października 2013 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy do potrzeb wynikających ze specyfiki kryzysu związanego z COVID-19. To wymaga wprowadzenia modyfikacji w przepisach.

Okres 6 miesięcy spadku obrotów jest zbyt długi w stosunku do konieczności pilnego podjęcia działań służących ochronie miejsc pracy. Należy wprowadzić możliwość składania wniosku na podstawie średniomiesięcznego spadku obrotów za okres 2 miesięcy w stosunku do średniej miesięcznej z ostatniego roku, przy czym warunek powinien dopuszczać także uwzględnianie okresów przyszłych, o ile przedsiębiorca udowodni spadek obrotów na podstawie udokumentowanych informacji o zmniejszonych zamówieniach, zerwanych kontraktach itp. Należy rozważyć także zweryfikowanie minimalnej skali spadku.

Dofinansowanie wynagrodzenia pracownika

Obecnie dofinansowanie wynagrodzenia pracownika może wynieść do 100% zasiłku dla bezrobotnych czyli 823,60 zł miesięcznie. Mając na uwadze wzrost wysokości płacy minimalnej w ostatnich latach, kwota dofinansowania powinna zostać podwyższona, co najmniej do połowy płacy minimalnej. Ustawa wymaga wprowadzenia rozwiązań w układzie zbiorowym lub porozumieniu ze związkami zawodowymi, co może znacząco wydłużyć okres reakcji na sytuację kryzysową. Należy ograniczyć obowiązek do konsultacji ze związkami zawodowymi i informowania właściwych organów.

Wypłata zasiłku chorobowego

Jednym z kluczowych elementów zapobiegania rozpowszechnianiu się nowego wirusa będzie odosobnienie pracowników zakażonych lub osób podejrzanych o zakażenie. Decyzję o odosobnieniu (kwarantannie) może podjąć lekarz lub organ inspekcji sanitarnej. Zapowiadana nowa forma wydawania zwolnień lekarskich, zdalny kontakt pacjenta i lekarza, świadczy również o przewidywanym wzroście absencji chorobowych spowodowanych nowym wirusem.

Konfederacja Lewiatan mając na uwadze wyjątkowość sytuacji związanej z pojawieniem się wirusa COVID-19 proponuje, aby w przypadku niezdolności do pracy wywołanej COVID-19 pracodawca nie był zobowiązany do wypłaty wynagrodzenia. W takim przypadku pracownikowi należeć się będzie zasiłek chorobowy od pierwszego dnia zwolnienia.

Pracodawcy proponują również inne rozwiązania, które osłonią przedsiębiorstwa przed uderzeniem koronawirusa:

– rozważenie okresowej modyfikacji przepisów o czasie pracy (chodzi o skrócenie czasu pracy) zwłaszcza w zakresie minimalnego tygodniowego i dobowego okresu odpoczynku,
– specustawa powinna jednoznacznie przesądzać, iż przedsiębiorca nie ponosi odpowiedzialności kontraktowej w związku z niewykonaniem umowy jeżeli było to spowodowane wywiązaniem się z polecenia administracyjnego. Ten element powinien zostać szczegółowo uregulowany w ustawie.

Kuehne + Nagel sprzedaje znaczną część portfolio logistyki kontraktowej w Wielkiej Brytanii

Kuehne + Nagel zawiera ostateczne porozumienie z firmą XPO Logistics. Dotyczy ono zbycia znacznej części portfolio logistyki kontraktowej w Wielkiej Brytanii. Zakres transakcji obejmuje logistykę napojów, usług gastronomicznych oraz rynku sprzedaży detalicznej i technologii. Operacje te w 2019 roku wygenerowały obrót w wysokości ok. 750 milionów CHF i są wspierane przez 7 500 pracowników.

Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG
Dr Detlef Trefzger, dyrektor generalny Kuehne + Nagel International AG

Dr Detlef Trefzger, Dyrektor Zarządzający Kuehne + Nagel International AG, komentuje: „Rok temu po raz pierwszy ogłosiliśmy strategiczny przegląd naszej logistyki kontraktowej. Celem jest poprawa rentowności i koncentracja na naszych głównych, skalowalnych rozwiązaniach. Porozumienie o sprzedaży znaczącej części aktywów w Wielkiej Brytanii jest kamieniem milowym w procesie restrukturyzacji. Z przyjemnością ogłaszamy, że dzięki XPO Logistics znaleźliśmy nowy dobry dom zarówno dla naszych Klientów, jak i pracowników. ”

Kuehne + Nagel pozostaje zaangażowane w dostarczanie Klientom wysokojakościowych rozwiązań i usług we wszystkich jednostkach biznesowych w Wielkiej Brytanii, w tym w dziale logistyki kontraktowej. W szczególności firma pozostawia w posiadaniu działalność logistyczną w ramach obsługi branży lotniczej, farmaceutycznej i projektów rządowych. Są to jedne ze skalowalnych sektorów Grupy.

Obie strony zgodziły się nie ujawniać szczegółów finansowych. Transakcja podlega zwyczajowo przyjętym warunkom finalizacji włącznie z zatwierdzeniem tej integracji przez właściwe organy ds. konkurencji. Transakcja ma zostać sfinalizowana w drugiej połowie roku.

 

Epidemia koronawirusa sieje spustoszenie na rynkach finansowych

Niespodziewana obniżka stóp procentowych Rezerwy Federalnej przyniosła inwestorom jedynie chwilową ulgę. Największą zmienność obserwowaliśmy na rynku stopy procentowej. Miało to związek ze wzrostem oczekiwań rynku w kontekście dalszych cięć stóp ze strony Rezerwy Federalnej, które ściągnęły rentowności amerykańskich papierów skarbowych do rekordowo niskich poziomów. Dolar amerykański doświadczył istotnej presji, w związku z tym, że różnica w oprocentowaniu waluty i innych walut G10 nagle gwałtownie się skurczyła. Waluty europejskie w minionym tygodniu radziły sobie wyjątkowo dobrze, szczególnie imponujące zwyżki obserwowaliśmy na parze EUR/USD. Mniej jednoznacznie kształtuje się sytuacja w przypadku walut rynków wschodzących. Ze względu na gwałtowny spadek cen ropy waluty państw uzależnionych od eksportu tego surowca radziły sobie bardzo słabo. Zwyżkowały z kolei waluty regionu Pacyfiku.

Decyzja włoskiego rządu o zamknięciu prowincji na północy kraju, w tym Mediolanu podjęta w weekend, stanowi przypomnienie, że kryzys związany z koronawirusem cały czas nie jest opanowany. Handel w trakcie sesji azjatyckiej po weekendzie wskazuje na kontynuację zamieszania na rynkach. Kontrakty futures na amerykańskie indeksy giełdowe zanurkowały, a waluty safe haven takie jak jen, a także euro doświadczyły gwałtownego umocnienia.

W tym tygodniu inwestorzy nadal będą reagować niemal wyłącznie na dalsze postępy w walce z epidemią koronawirusa. Istotne w tym zakresie będą codzienne raporty o nowych zakażeniach poza granicami Chin. Czwartkowe spotkanie Europejskiego Banku Centralnego będzie kluczowe w celu określenia reakcji banków centralnych na kryzysową sytuację w kontekście koronawirusa.

PLN

Polski złoty w minionym tygodniu odrobił część ostatnich strat. Środowe spotkanie RPP nie skończyło się zmianą stóp procentowych, a i prezes NBP nie sugerował, żeby taki scenariusz miał się zrealizować w kolejnych miesiącach.

W tym tygodniu opublikowane zostaną dane o inflacji w lutym, jednak raczej nie wpłyną one istotnie na rynek. Ten przejmuje się teraz bardziej kwestią koronawirusa, a nie inflacji i spodziewa się niższych, a nie wyższych stóp procentowych w Polsce. W tym miejscu warto dodać, że NBP wyższą inflacją też raczej się nie przejmuje – nowa projekcja NBP wskazuje, że inflacja, mimo, że w tym roku będzie znacznie wyższa niż szacowano wcześniej, w dłuższym okresie powinna spaść.

GBP

Kurs funta brytyjskiego w ostatnich dniach niemal krok w krok podążał za zachowaniem euro, reagując jednak z lekkim opóźnieniem. Informacje wewnętrzne obecnie mają ograniczone znaczenie, a dane ekonomiczne są ignorowane przez to, że odnoszą się do okresu sprzed ekspansji epidemii.

Szereg krajowych publikacji makro, które poznamy w tym tygodniu (dane o PKB oraz produkcji przemysłowej) również powinny zostać zignorowane przez rynek. Nieco zmienności może natomiast przynieść publikacja projektu brytyjskiego budżetu, po którym w świetle obecnego ułożenia czynników ryzyka, można się nieco odważniej spodziewać bardziej ekspansywnego podejścia brytyjskiego rządu do polityki fiskalnej.

EUR

Informacje o tym, że Włochy zamykają północne prowincje, w których przebywa ok. 16 mln osób sugerują, że kolejne działania mające na celu zwalczenie epidemii koronawirusa niemal na pewno doprowadzą do recesji w poszczególnych krajach Europy, a możliwe, że również w całej strefie euro. W świetle ostatnich wydarzeń pytanie, jak na tę sytuację zareaguje Europejski Bank Centralny. EBC ma ograniczone możliwości w kontekście obniżania stóp procentowych, stąd oczekujemy, że decydenci skupią się przede wszystkim na tym, jak banki mogą wspierać sektor przedsiębiorstw, a zwłaszcza jakiego wsparcia można udzielić najbardziej wrażliwym firmom z sektora małych i średnich przedsiębiorstw. Oczekujemy również, że Niemcy zdecydują się ostatecznie rozluźnić politykę fiskalną, aby przeciwdziałać rosnącemu ryzyku recesji w tym kraju. W kontekście perspektyw euro zwracamy uwagę, że ostatnia aprecjacja waluty następowała niezwykle szybko, szybciej niż zazwyczaj w przeszłości. Kurs euro (szczególnie w parze z USD) już teraz zbliża się do poziomów, które zgodnie z naszymi oczekiwaniami waluta powinna osiągnąć w średnim okresie. W związku z tym, nie będziemy zdziwieni, jeśli w najbliższym czasie rajd na euro przystopuje.

USD

W ostatnich dniach dolar amerykański doświadczał wyraźnej deprecjacji w relacji do głównych walut. Był to skutek decyzji Rezerwy Federalnej, która w ostatni wtorek niespodziewanie ścięła stopy procentowe o 50 pb. Od tego czasu rynkowe stopy procentowe drastycznie spadły, a dolar amerykański stracił istotną część wsparcia z tytułu utrzymywania dodatnich stóp procentowych w tym kraju. Piątkowy raport z amerykańskiego rynku pracy był wyraźnie lepszy od oczekiwań, jednak został zignorowany przez rynki, w związku z tym, że nie pokazuje wpływu koronawirusa na gospodarkę USA.

Obecnie rynek spodziewa się dalszych agresywnych cięć ze strony Rezerwy Federalnej poczynając od następnego spotkania w marcu – do końca roku stopy procentowe mają spaść do okolic bliskich zeru. Sądzimy, że podobnie, jak w przypadku raportu z amerykańskiego rynku pracy, tak i dane, które poznamy w tym tygodniu również zostaną zignorowane. Jedynym wyjątkiem może okazać się piątkowa publikacja nastrojów konsumentów w marcu, która pozwoli oszacować wstępną reakcję amerykańskich konsumentów na sytuację w kontekście koronawirusa.

Autor: Enrique Diaz-Alvarez, Ebury

Rentowności obligacji skarbowych znów najniżej w historii

Krótko mówiąc, jesteśmy świadkami historii i zarazem histerii na rynkach, które kierują masę pieniędzy na rynek obligacji skarbowych, a ich ceny biją historyczne maksima. Wszystko ze względu na szerzącą się epidemię koronawirusa oraz przez krach na rynku ropy.

Cena ropy spadła w poniedziałek o poranku o około 30 proc. po tym, jak Arabia Saudyjska i Rosja nie doszły do porozumienia w sprawie zwiększenia cięcia wydobycia, celem ograniczenia nadpodaży. Dodatkowo kraje zaczęły ostrą konkurencję cenową, za której sprawą ceny ropy runęły, co przełożyło się na wzrost obaw o potężne firmy wydobywcze z sektora naftowego. Ich sytuacja finansowa może być poddana próbie, a wiele projektów może zostać zawieszonych, gdyż przy 30 USD za baryłkę nie opłaca się wydobywać ropy z wielu źródeł.

Jakby tego było mało, we Włoszech ogłoszono odcięcie od świata północnej części kraju, czyli tej, która odpowiada za około jedną trzecią PKB kraju. Są to z jednej strony kroki konieczne do powstrzymania szerzenia się epidemii, a z drugiej strony są to kroki w kierunku recesji. Stąd inwestorzy kupują dług, gdyż rosną szanse na kolejne masowe działanie banków centralnych i globalne luzowanie polityki monetarnej, aby ryzyko globalnego spowolnienia wzrostu ograniczyć.

Rentowność amerykańskich obligacji 10-letnich spadła do poziomu 0,4 proc. Oznacza to spadek w miesiąc o prawie 120 p.b. 2-letnie obligacje mają z kolei rentowność 0,26 proc., czyli są coraz bliżej zera, gdyż rynek oczekuje poważnego ruchu ze strony Fed ponownie 18 marca. W Niemczech krzywa rentowności jest odwrócona do papierów 20-letnich, a rentowności wszystkich obligacji znajdują się poniżej zera. Obligacje 6-letnie mają rentowność -1 proc. po raz pierwszy w historii.

Polskie obligacje skarbowe są również szturmem kupowane przez inwestorów. W rezultacie ich rentowność spadła do najniższego poziomu w historii równego 1,33 proc. Spread względem obligacji Niemiec spadł w poniedziałek do 233 pkt, czyli najniższego poziomu od 2015 r. Tymczasem względem amerykańskich wzrósł do prawie 100 pkt, czyli najwyższego poziomu od listopada 2017 r. Krzywa pozostaje odwrócona w średnim horyzoncie, a rynek coraz bardziej liczy na cięcie stóp procentowych przez Radę Polityki Pieniężnej, gdyż ryzyko silnego spowolnienia gospodarczego w Polsce gwałtownie rośnie.

Inwestorzy na rynku obligacji obecnie czekają na kolejne decyzje banków centralnych, w tym Europejskiego Banku Centralnego, który wyrazi swoją opinię na temat stóp procentowych już w ten czwartek.

Departament Zarządzania Aktywami, Copernicus Capital TFI S.A.

Koronawirus uderzy w rynek nieruchomości komercyjnych

Jest jeszcze zbyt wcześnie na wyciąganie definitywnych wniosków w sprawie wpływu koronawirusa na rynek nieruchomości. Warto przede wszystkim podkreślić, że rynek nieruchomości komercyjnych reaguje wolniej niż giełda, a podstawowe warunki najmu nie ulegają gwałtownym zmianom z dnia na dzień. Z całą pewnością można jednak stwierdzić, że jeśli wirus będzie miał trwały i znaczący wpływ na gospodarkę ogółem, odbije się to również na rynku nieruchomości. Ale jest zbyt wcześnie na przewidywanie jego skutków.

Branża nieruchomości komercyjnych większość wskaźników raportuje w cyklu kwartalnym, a zatem do czasu opublikowania konkretnych danych za pierwszy kwartał 2020 r. nie jesteśmy w stanie wyciągnąć rzeczowych wniosków na temat wpływu wirusa COVID-19 na rynki nieruchomości. Co więcej, podstawowe warunki najmu nieruchomości komercyjnych zwykle reagują znacznie wolniej niż gospodarka. W wielu częściach świata wskaźniki rynku nieruchomości komercyjnych wykazują sezonowość, a pierwszy kwartał roku jest zwykle najsłabszy, dlatego też wyciąganie kategorycznych wniosków wymaga ostrożności.

Pojawiają się pierwsze objawy wpływu epidemii na łańcuchy dostaw – producenci sprzętu nie są w stanie realizować założeń produkcyjnych, a producenci samochodów nie mogą znaleźć alternatywnych dostawców podzespołów. Mimo to, ogólne prognozy dla sektora logistyki pozostają bez zmian – sektor e-commerce nieustannie rozwija się strukturalnie i reorganizuje łańcuchy dostaw, aby skracać czas realizacji zamówień oraz obniżać ich koszty.

Rozwój koronawirusa będzie miał ogromny wpływ na kształt i wydajność łańcucha dostaw. Musimy pamiętać, że w Chinach już teraz zamknięto wiele linii produkcyjnych, które stanowiły kluczowe, a często nawet jedyne źródło komponentów lub wyrobów gotowych wielu europejskich firm.

Przedłużający się brak dostaw przełoży się z pewnością na wzrost cen produktów i zmusi firmy do poszukiwania alternatywnych miejsc produkcji, jeśli jeszcze takowych nie zabezpieczyli. Produkcja i utrzymanie efektywnego łańcucha dostaw z tygodnia na tydzień będą więc coraz trudniejsze, przede wszystkim w takich branżach jak elektronika, automotive oraz fashion – mówi Damian Kołata, Associate w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, Cushman & Wakefield.

W zależności od scenariusza rozprzestrzeniania się koronawirusa w Polsce oraz działań prewencyjnych właściwych służb, w tym możliwej kwarantanny, możemy mieć do czynienia ze znacznym ograniczeniem odpowiedzialności centrów handlowych, włączając w to możliwość obligatoryjnego zamknięcia miejsc publicznych, a co za tym idzie z przejściowym znacznym spadkiem obrotów sklepów, reprezentujących w zasadzie wszystkie branże – komentuje Joanna Kłusek, Partner, Retail Asset Services w Cushman & Wakefield.

Spółdzielnie mieszkaniowe budują 3 razy mniej niż 10 lat temu

Przez ostatnie lata, spółdzielnie oddawały do użytku niewiele lokali. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy ta sytuacja utrzymała się również w 2019 roku.

Wyniki aktywności inwestycyjnej spółdzielni mieszkaniowych już od dawna nie są imponujące. W latach 2013 – 2018, liczba lokali oddanych do użytku przez te instytucje nie przekraczała 3500 rocznie. Warto sprawdzić, jak wyglądał analogiczny wynik spółdzielni z minionego roku. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl przyjrzeli się tej kwestii. Niestety ubiegłoroczna aktywność inwestycyjna spółdzielni nie zaskoczyła nas pozytywnie.

Główny Urząd Statystyczny już od dawna podaje roczną liczbę mieszkań, które polskie spółdzielnie wybudowały dla swoich członków. Trzeba przypomnieć, że do tej kategorii nie zaliczają się mieszkania sprzedawane przez spółdzielnie na wolnym rynku. Jeśli spółdzielnia buduje i oferuje lokale na zasadach wolnorynkowych, to GUS zalicza ją do kategorii deweloperów.

Warto podać liczbę ukończonych lokali spółdzielczych (dla członków spółdzielni), która według danych GUS przez ostatnie lata wyglądała następująco:

  • 2009 r. – 7 260
  • 2010 r. – 5 052
  • 2011 r. – 3 786
  • 2012 r. – 4 194
  • 2013 r. – 3 493
  • 2014 r. – 3 490
  • 2015 r. – 2 115
  • 2016 r. – 2 707
  • 2017 r. – 2 311
  • 2018 r. – 3 024
  • 2019 r. – 2 115

Wynik z 2019 r. jest najniższym w całym badanym okresie. Co ciekawe, taką samą liczbę ukończonych mieszkań spółdzielczych odnotowano również w 2015 r. Jeżeli natomiast chodzi o miasta i powiaty z największą liczbą spółdzielczych lokali ukończonych przez cały miniony rok, to klasyfikacja wygląda następująco:

  • Warszawa – 353
  • Bydgoszcz – 217
  • Gdańsk – 192
  • Radom – 172
  • Kalisz – 116
  • Gorzów Wielkopolski – 101
  • Koszalin – 78
  • Kraków – 76
  • kwidzyński – 60
  • Szczecin – 57

Nic nie wskazuje, że w najbliższym czasie może wzrosnąć liczba oddawanych do użytku mieszkań spółdzielczych. Przez ostatnie lata, krajowe spółdzielnie rozpoczynały bowiem coraz mniej nowych lokali (2017 r. – 2 746, 2018 r. – 2 312, 2019 r. – 2 058).

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Na rynku chaos i panika

Rynki w zeszłym tygodniu spadały, ale był to wciąż ruch kontrolowany. Teraz można już mówić o realnej panice. Otwarcie rynków dla wielu analityków wyglądało na błąd danych i potwierdzali wartości w niezależnych źródłach. Przecena jest bardzo silna i niewykluczone, że to nie koniec spadków.

Panika na rynku

Otwarcie rynków w poniedziałek było dla wielu osób olbrzymim szokiem. Ropa naftowa, która w piątkowy wieczór kosztowała 46 dolarów, dzisiaj kosztuje zaledwie 36, a przez chwilę była na poziomie 32 dolarów. Giełdy również otworzyły się ze sporym minusem. Dax, główny niemiecki indeks, otworzył się wynikiem -9%. Podobne spadki dotyczyły innych parkietów. Nie wszystko oczywiście spada. W górę idą obligacje. Niemieckie papiery dłużne z rozliczeniem 10-letnim mają stopę zwrotu poniżej -0,8%. Oznacza to, że trzymając je przez cały czas tracimy niemal 10% wartości. To i tak taniej niż trzymanie tych pieniędzy na obecnych warunkach w banku w tym czasie.

Załamanie danych z Chin

O tym, że handel w Chinach przeżywa gorsze czasy, wszyscy wiedzą. Nie wszyscy jednak zdawali sobie sprawę ze skali problemu. Eksport w ujęciu rocznym spadł o 17,2% a import o 4%. W rezultacie w bilansie handlowym niespodziewanie pojawił się deficyt. Pokazuje to skalę zatorów produkcyjnych w Państwie Środka. To właśnie te dane będą ciążyć światowej gospodarce przynajmniej przez kilka najbliższych kwartałów.

Kryptowaluty też w odwrocie

Jeżeli w dół idą surowce energetyczne i giełdy, to znaczy, że pieniądze gdzieś muszą płynąć. Jak już wcześniej pisaliśmy, zyskują obligacje. Potencjalnie wśród inwestycji alternatywnych znajdują się metale szlachetne i coraz popularniejsze kryptowaluty. Co ciekawe, dzisiaj pomimo dobrego otwarcia metale szlachetne tracą na wartości. Spadki są jednak zdecydowanie mniejsze niż w surowcach przemysłowych. Poważna redukcja miała jednak miejsce na kryptowalutach. Bitcoin stracił w weekend ponad 13% swojej wartości.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

COVID-19 kontra Giełdowy Indeks Produkcji

Analitycy z DSR podsumowali Giełdowy Indeks Produkcji (GIP) za miesiąc luty. W poniższym komunikacie dr Maciej Zaręba – analityk i współtwórca GIP, z DSR S.A. pisze:

Rozprzestrzeniający się na całym świecie wirus COVID-19 trafił do świadomości inwestorów powodując olbrzymią wyprzedaż na rynkach akcji. Ostatni tydzień lutego 2020 roku był jednym z najgorszych w całej historii na niejednym rynku akcji na świecie. W tych warunkach Giełdowy Indeks Produkcji (GIP60) spadł w lutym o 14,24 proc. do poziomu 668,61 czyli najniższej wartości w czteroletniej historii notowań. Od początku roku GIP60 stracił już 15,60 proc. swojej wartości notując najgorszy początek roku w historii. 

Przez długi czas reakcja rynków na problemy związane z rozprzestrzenianiem się koronawirusa była marginalna. Prawdą jest, że na warszawskiej GPW obserwowano spadki, ale były one stosunkowo płytkie. Dopiero ostatni tydzień lutego przyniósł to, czego obawiano się najbardziej czyli paniki na rynkach akcji. W jeden tydzień z globalnego rynku akcji wyparowało kilka bilionów dolarów amerykańskich. Porównywalne spadki miały miejsce jedynie w czasach największych kryzysów giełdowych takich jak ten sprzed dekady, z połowy lat osiemdziesiątych czy z lat trzydziestych ubiegłego wieku.

Kiedy na świecie rośnie niepewność, najwięcej tracą rynki rozwijające się uważane za bardziej ryzykowne. W piątek aż 101 spółek z GPW ustanowiło co najmniej roczne minimum, a kapitalizacja całego rynku stopniała od początku roku o ponad 100 mld zł. W lutym spadały wszystkie indeksy i subindeksy WIG, najwięcej traciły WIG-ENERGIA (-24,5 proc. m/m), WIG-GÓRNICTWO (-23,6 proc. m/m) i WIG-PALIWA (-20,4 proc. m/m). Ale spadki przekraczające 10% dotknęły aż 21 indeksów na 32 notowane przez GPW.

Z perspektywy wielkości spółki najwięcej traciły największe spółki z WIG20 (-14,4 proc. m/m), ale sporo traciły również indeksy małych i średnich spółek: MWIG40 spadł o 10,6 proc. m/m, a SWIG80 zredukował swoja wartość w lutym o 7,8 proc. Indeks szerokiego rynku WIG, który ze względu na ujęcie wszystkich spółek daje najpełniejszy obraz sytuacji, spadł o 13,1 proc. m/m i na ostatniej sesji lutego 2020 roku znajdował się na tym samym poziomie co w listopadzie 2006 roku.

Czerwony kolor zdominował parkiet, ale są wyjątki

Jak w takich warunkach radziły sobie akcje polskich producentów? Jedynie pięć na sześćdziesiąt największych wchodzących w skład portfela indeksu GIP60 uzyskało w lutym dodatnią stopę zwrotu. 34 spółki traciły co najmniej 10 proc. m/m, a co piąta spółka z portfela GIP60 traciła więcej niż 20 proc.

Spółki z GIP60 działają łącznie w 11 sektorach produkcji i w lutym każdy z tych sektorów uzyskał ujemną średnią miesięczną stopę zwrotu. Najwięcej traciły spółki motoryzacyjne (-21,07 proc.), projektanci (-20,08 proc.) i producenci farmaceutyków (-18,87 proc. – głównie za sprawą spółki MABION, która straciła w lutym 38,24 proc. swojej wartości rynkowej).

Jak już wspomniano, akcje niektórych spółek okazały się odporne na trzęsienie globalnych rynków akcji. Było ich niewiele, więc tym bardziej warto przyjrzeć im się bliżej. Największy wzrost wartości w lutym (21 proc.) i drugie z rzędu zwycięstwo rankingu GIP60 dla spółki MERCATOR MEDICAL. Jako producent maseczek i rękawiczek gumowych, czyli towarów na które popyt wzrósł najgwałtowniej w wyniki rozprzestrzeniania się koronawirusa. Wartość akcji spółki MERCATOR rośnie w oczach podczas gdy cały rynek tonie w kolorze czerwonym. Dodatkowo spółka sprawnie wykorzystuje sytuację do poprawy swojego wizerunku, np. poprzez bezzwrotne przekazanie maseczek polskim służbom medycznym.

Drugie miejsce na podium klasyfikacji GIP60 w lutym 2020 roku przypadło spółce FERRUM za miesięczny wzrost wartości rynkowej o 8,94 proc. Katowicka spółka, której historia sięga XIX w. specjalizuje się w produkcji stalowych rur i jest obecnie jedyną polską firmą z przemysłu hutniczego notowaną na GPW. Kurs akcji spółki wystrzelił w górę na początku lutego, po tym jak zarząd spółki po przeglądzie opcji strategicznych zaanonsował rozpoczęcie procesu sprzedaży akcji Zakładu Konstrukcji Spawanych FERRUM. W drugiej połowie miesiąca akcje spółki nieznacznie ucierpiały wskutek wspomnianego wcześniej tąpnięcia na rynkach akcji, ale finalnie zachowały dodatnią miesięczną stopę zwrotu.

Najniższy stopień podium GIP60 dla BIOMED-LUBLIN za wzrost wartości rynkowej o 6,80 proc. m/m. Przez większą część miesiąca akcje spółki systematycznie traciły na wartości, jednak dwie ostatnie sesje miesiąca przyniosły akcjom spółki imponujące odbicie, które pozwoliło producentowi szczepionek i surowic wypracować ostatecznie przyzwoity wzrost wartości rynkowej w lutym. Przyczyny imponującego wzrostu podczas sesji, na których inne akcje dużo straciły, nie są do końca jasne, ale przeważa opinia, że popyt na produkty spółki może wzrosnąć w wyniku pandemii koronawirusa. Warto odnotować również sprzedaż znacznego pakietu akcji w połowie miesiąca, który z pewnością nie przeszedł bez echa wśród inwestorów.

Nieznaczna poprawa nastrojów w europejskim przemyśle i tąpnięcie w Azji

Nieznaczne wzrosty wskaźnika PMI® w Europie spowodowały, że w kilku krajach odczyty przekroczyły neutralną barierę 50 pkt. Tak stało się w Hiszpanii (50,4 pkt. w lutym) i Austrii (50,2), gdzie przerwano serię negatywnych odczytów trwające odpowiednio 8 i 6 miesięcy. Dołączyły one do grupy krajów europejskich, które obecnie mogą pochwalić się bieżącymi odczytami PMI® powyżej 50 pkt. w której znajdują się jeszcze Grecja (56,2), Turcja (52,4) i Irlandia (51,2). Poprawił się także wskaźnik liczony dla całej Eurostrefy, który wyniósł 49,2 pkt. wobec 47,9 pkt. w styczniu. Największą poprawę wartości wskaźnika zaobserwowano w Niemczech, gdzie PMI® wzrósł z 45,3 do 48,0 pkt., ustanawiając najlepszy wynik od 13 miesięcy. Poprawa nastrojów pracowników przemysłu europejskiego ominęła jedynie Francję, która przez ostatnie pół roku najsilniej broniła się przed spadkiem PMI® poniżej 50 pkt., ale w lutym granica ta została wreszcie przełamana odczytem na poziomie 49,8 pkt.

Analogiczne badania przeprowadzone wśród kierownictwa polskich firm produkcyjnych wykazały niewielki wzrost wskaźnika z 47,4 pkt. do 48,2 pkt. w lutym ustanawiając półroczne maksimum, jednak był to już 16 miesiąc z rzędu poniżej neutralnego poziomu 50 pkt.

Z oczywistych względów najciekawsza sytuacja ma obecnie miejsce w przemyśle azjatyckim. Największy spadek PMI® zanotowano w Chinach (40,3) i w Korei Południowej (44,4), a więc w krajach które do tej pory stanowią główne obszary rozwoju koronawirusa. Ale również inne kraje zanotowały spadek nastrojów i obecnie większość odczytów z tego regiony znajduje się poniżej neutralnego poziomu sygnalizując duży spadek aktywności azjatyckich producentów.

Na kontynencie amerykańskim wszystkie kraje w lutym odnotowały neutralną (jak Meksyk) lub pozytywną wartość wskaźnika PMI®, choć warto w tym miejscu nadmienić o spadku w USA, gdzie PMI® spadł z 51,9 do 50,7 pkt.

Przyszłość pod znakiem COVID-19

COVID-19 zdążył już wywołać panikę na niemalże wszystkich rynkach akcji oraz sparaliżować wielką chińską gospodarkę. Skalę spowolnienia w Państwie Środka poznamy dopiero po publikacji oficjalnych danych makroekonomicznych, ale już dzisiaj można szacować jej wielkość na podstawie innych informacji. Ministerstwo Przemysłu i Technologii Informacyjnych Chin zakomunikowało niedawno, że tylko jedna trzecia firm pracuje obecnie w swoim normalnym tempie. Według wielu źródeł popyt na nowe mieszkania stopniał niemalże trzykrotnie, a sprzedaż nowych samochodów stopniała niemalże do zera, co poważnie wpłynęło na sytuację w branży automotive, dla której Chiny są nie tylko źródłem dostaw komponentów, ale także olbrzymim rynkiem zbytu, a dla takich marek jak VW, BMW czy Daimler nawet największym. Nic więc dziwnego, że niemieccy producenci muszą obecnie mierzyć się z coraz większymi problemami w swoich fabrykach, a instytucje finansowe licytują się w obniżaniu prognoz wzrostu gospodarczego na ten rok.

Mimo, że oficjalne dane potwierdzają spadek liczby zachorowań w Chinach to wg opinii wielu ekspertów najgorszy etap walki z koronawirusem jest dopiero przed nami, a dotychczasowe tempo rozprzestrzeniania się wirusa w kolejnych krajach potwierdza te pesymistyczne prognozy, co bez wątpienia będzie miało negatywny skutek dla globalnej aktywności gospodarczej. W Europie COVID-19 największe żniwa zbiera jak dotąd we Włoszech, ale przypadki zarażonych w kolejnych krajach nie pozostawiają wątpliwości, że to dopiero początek poważniejszego problemu również dla starego kontynentu. Z drugiej strony sytuacja w prowincji Hubei, gdzie znajduje się główne ognisko choroby, wydaje się być opanowana o czym ma świadczyć zamknięcie jednego z tymczasowych szpitali w stolicy prowincji Wuhan.

Pierwsze sesje marca przyniosły odbicia na wielu rynkach, ale czy to oznacza, że potencjał spadków się wyczerpał? Prawdopodobnie wirus jeszcze parę razy da o sobie znać inwestorom, ale jeśli choroba nie przerodzi się w globalną pandemię to okresy paniki na rynkach akcji powinny dostarczyć wielu okazji inwestycyjnych. Obniżka stóp procentowych w USA i kilku innych krajach potwierdziła, że również tym razem największe gospodarki będą próbowały zasypać problemy tanim pieniądzem, co raczej dobrze wróży cenom akcji w najbliższym roku.

Kompetencje cyfrowe na wagę złota

Każda chcąca się dziś rozwijać firma musi zatrudniać pracowników z kompetencjami cyfrowymi. A to oznacza, że szkolnictwo zawodowe powinno jak najszybciej dostosować swoją ofertę i zapewnić przedsiębiorcom niezbędne do rozwoju kadry – powiedział Grzegorz Baczewski, Dyrektor Generalny Konfederacji Lewiatan otwierając konferencję. Podkreślił, że branża ICT, generując już 6% polskiego PKB, stała się bardzo istotnym elementem polskiej gospodarki – W 2022 r. w tym sektorze będzie pracować już pół miliona osób, a to oznacza, że zmiany w systemie nauczania stają się palącą potrzebą – dodał.

Anna Wicha, Dyrektor Generalna Adecco Poland zauważyła, że w dziesiątce państw najwyżej ocenianych pod względem jakości kształcenia znajdują się aż 4 kraje skandynawskie. – Nie musimy wyważać drzwi, ale warto przyjrzeć się jak to robią inni. W Skandynawii obowiązuje model ciągłego kształcenia, obejmujący również nauczycieli. Sukces polega na tym, że aby skutecznie uczyć, trzeba nieustannie podnosić kwalifikacje kadry – stwierdziła. Zaznaczyła również, że aby system szkolenia był efektywniejszy, niezbędna jest poprawa komunikacji, rozumianej jako efektywne przekazywanie wiedzy, niezależnie czy osobiście, czy poprzez telekonferencje. – Jako reprezentantka Konfederacji Lewiatan, chcę również podkreślić, że środowisko polskiego biznesu zdecydowanie opowiada się za wzmocnieniem szkolnictwa branżowego wszystkimi możliwymi środkami – podkreśliła.

Sławomir Smugowski, Prezes Oddziału Górnośląskiego Polskiego Towarzystwa Informatycznego i członek Sektorowej Rady ds. Kompetencji Informatyka, zwrócił uwagę, że kształcenie zawodowe musi odejść od schematów i stać się bardziej elastyczne. Wąskie specjalizacje nie przystają już do oczekiwań pracodawców, a pożądani specjaliści to tacy, którzy posiadają kompetencje w kilku obszarach i na ich styku.

Krzysztof Dzięgielewski, Dyrektor marketingu LoVo S.A. zaznaczył, że oprócz samych kwalifikacji zawodowych, o wartości absolwenta decydują również umiejętności miękkie – takie jak wyobraźnia, kreatywność, umiejętność wyszukiwania i analizy informacji, rozwijania swoich pasji. – Potrzebujemy pracowników, których nie trzeba prowadzić za rękę, którzy będą w stanie sami coś stworzyć, a nie jedynie odtwórczo realizować swoje obowiązki – powiedział.

Z kolei dr Piotr Stankiewicz, Dyrektor Instytutu Badań Edukacyjnych podkreślił znaczenie otwartości firm na uczniów, w których upatrują swoich przyszłych pracowników. – To nie jest trudne, ale potrzebne jest zaangażowanie. Formy takie jak mentoring, regularne spotkania w firmie, dni otwarte pozwalają inspirować młodych ludzi, zachęcać ich do rozwoju i pracy. W Polsce są już firmy, które to robią i widać pierwsze pozytywne efekty takich inicjatyw.

Konferencja została zorganizowana w ramach projektu: „Przygotowanie modelowych programów praktycznej nauki zawodu dla branży teleinformatycznej” i współfinansowana ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego. Głównym efektem projektu są modelowe programy praktycznej nauki oraz zasady zapewniania jakości kształcenia w zawodach: technik informatyk, technik szerokopasmowej komunikacji elektronicznej, technik teleinformatyk, technik tyfloinformatyk, monter sieci i urządzeń telekomunikacyjnych, technik telekomunikacji, technik programista oraz rekomendacje dotyczące zmian w przepisach prawa oświatowego dla tego sektora.

Czy UE będzie globalnym graczem czy boiskiem do gry dla innych?

Jak zbudować synergię między polityką gospodarczą, społeczną i środowiskową UE? Jak kształtować przyszłą europejską strategię przemysłową i politykę MŚP? Jak dalej integrować wspólny rynek? Jak skutecznie wspierać inwestycje w innowacje i cyfryzację? Jak zorganizować ekonomicznie i społecznie zrównoważone przejście do gospodarki niskoemisyjnej i wyposażyć ludzi w niezbędne umiejętności? Jak poprawić zarządzanie gospodarcze i przeprowadzić niezbędne reformy w UE? Jakie jest miejsce Europy w nowym globalnym porządku? O tym wszystkim dyskutowano 5 marca w Brukseli podczas BusinessEurope Day z udziałem przedstawicieli Konfederacji Lewiatan.

Hasło tegorocznej konferencji BusinessEurope, to „dobrobyt, ludzie, planeta”. W konferencji wzięli udział: Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, wiceprzewodniczący Komisji: Valdis Dombrovskis, Maros Sefcovic oraz komisarze: Paolo Gentiloni, Nicolas Schmitt i Kadri Simson, jak również liczni przedstawiciele instytucji unijnych, biznesu oraz mediów. Konferencję uroczyście otworzył Prezydent BusinessEurope Pierre Gattaz, a w panelu nt. Zielonego Ładu w UE wziął udział Prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki.

Pierre Gattaz zaczął swoje przemówienie słowami: „Europejskim firmom zależy nie tylko na dobrobycie, ale także na ludziach i planecie. Dlatego właśnie Europa jest jednym z najlepszych miejsc do życia. Jeśli jednak chcemy osiągnąć nasze społeczne i środowiskowe ambicje, by pokazać całemu światu, że nasz model jest najlepszy, to musimy udowodnić, że działa on gospodarczo.” Z tego właśnie powodu Prezydent BusinessEurope wyraźnie podkreślił, że firmy popierają przejście do niskoemisyjnej, a docelowo zeroemisyjnej gospodarki do 2050 r., ale zmiana musi się dokonać w sposób, który zapewni konkurencyjność unijnej gospodarki względem reszty świata. Gattaz przypomniał o różnej sytuacji państw członkowskich, z uwagi na poziom uzależnienia od węgla oraz możliwości dostępu do nowoczesnych technologii, co Komisja powinna wziąć pod uwagę przygotowując ocenę wpływu (impact assessment) w ramach procesu legislacyjnego. Dlatego propozycja Komisji o Nowym Zielonym Ładzie powinna współgrać z nową strategią przemysłową, którą Komisja planuje ogłosić 10 marca, a także należy zaproponować mechanizm zapobiegający tzw. ucieczce emisji z UE (z ang. carbon leakage). Ponadto, należy zreformować politykę konkurencji w UE i podnieść nakłady na badania i innowacje. Dalsze wzmocnienie i zacieśnianie integracji w ramach europejskiego jednolitego rynku powinno stać się ponownie jednym z priorytetów Komisji. Zielona transformacja ma szansę odnieść sukces w warunkach wzmocnienia europejskich firm. Dopiero wówczas, UE będzie wzorem dla innych państw na świecie, eksportującym nowoczesne technologie.

Swoje przemówienie wygłosiła także Przewodnicząca Komisji, która przypomniała, że program prac KE opiera się na dwóch głównych filarach: zielonej transformacji oraz gospodarce cyfrowej. Nowy Zielony Ład to propozycja nowego modelu wzrostu. Jako jeden z przykładów podała przygotowywany przez Komisję Plan Działań ws. Gospodarki o Obiegu Zamkniętym. Ma on zaproponować zachęty dla biznesu, które sprawią, że np. zamiast sprzedawać pralki, firma będzie je wypożyczać. Oznaczałoby to rzeczywiście zmianę modelu biznesowego – firmy zarabiałyby nie na sprzedaży produktu, a na świadczeniu usług. Mówiła także o powiązaniu nowej strategii przemysłowej z Zielonym Ładem, strategii MŚP i o tym, że UE potrzebuje tzw. technologicznej suwerenności. Dlatego Komisja wspiera tzw. „europejski sojusz baterii” (European Battery Alliance), w ramach którego produkowane są baterie do samochodów elektrycznych w Europie. Prace nad wzmocnieniem drugiego filaru, ogniskują się wokół szybkiego rozwoju sztucznej inteligencji oraz znacznej poprawy wykorzystania danych, jak również wzrostu nakładów na badania i innowacje. Von der Leyen pokazała swoją otwartość na konsultacje propozycji Komisji z biznesem: „nasza przyszłość będzie współprojektowana przez firmy”. Powiedziała także: „UE potrzebuje innowacyjności i odpowiedzialności, konkurencyjności i zrównoważonego rozwoju.”, a przemówienie skończyła słowami, które bardzo dobrze oddają myśl przewodnią całej konferencji: „Czy UE będzie globalnym graczem czy boiskiem do gry dla innych? Niech żyje UE!”.

Podczas jednego z paneli poświęconych digitalizacji i strategii przemysłowej UE, padło pytanie o spójność zapowiedzianych przez KE planów o wzmacnianiu jednolitego rynku, budowania prawdziwie konkurencyjnej, zielonej gospodarki z propozycjami rozwiązań zaproponowanymi jeszcze przez poprzednią KE w ramach Pakietu Mobilności 1, które wprowadzają wiele protekcjonistycznych instrumentów, takich jak np. obowiązek powrotu ciężarówek co 8 tygodni do państwa siedziby firmy. Zdaniem ekspertów doprowadzi to do wzrostu „przewozów na pusto” i tym samym zwiększenia emisji CO2. Heiko Willems, dyrektor biura niemieckiej federacji pracodawców (BDI) w Brukseli wyraził sprzeciw swojej organizacji wobec niektórych zapisów Pakietu Mobilności, w tym obowiązku powrotu ciężarówek. Zgodził się, że jest to protekcjonistyczny środek, który idzie wbrew postanowieniom Komisji o zielonym ładzie i zacieśnianiu jednolitego rynku.

W panelu o roli biznesu we wdrażaniu Nowego Zielonego Ładu uczestniczył Prezydent Konfederacji Lewiatan Maciej Witucki razem z komisarz ds. Energii Kadri Simson: „UE musi być leaderem przejścia na czystą energię, która zapewni nowe miejsca pracy i powinna stać się naszą szansą eksportową” – powiedziała. Witucki wyraźnie zaznaczył, że: „Biznes musi mieć konkretny i merytoryczny głos w sprawie jego wdrożenia. Przesłanie polityków i działaczy społecznych jest mocne i klarowne. Firm nie stać na to, żeby stać z boku podczas tej dyskusji.”. Mówił także, że ważne jest osiągniecie neutralności klimatycznej, ale musimy mieć konkretne dane dotyczące kosztu transformacji energetycznej. W przeciwnym wypadku ryzykujemy utracenie konkurencyjności naszego przemysłu.

W ramach panelu o umiejętnościach potrzebnych na rynku pracy, komisarz ds. Społecznych Nicolas Schmitt zwrócił uwagę na to, że odpowiednie kwalifikacje pracowników są równie ważne dla państw, firm, jak i pracowników, którzy pragną poprawić swoją sytuację zawodową. Komisarz ds. Gospodarki Paolo Gentiloni, podczas swojego przemówienia powiedział: „Jeśli chcemy zachować społeczną gospodarkę rynkową w UE, musimy przeprowadzić reformy poprawiające produktywność. Mamy wszystkie atuty, aby UE była leaderem transformacji cyfrowej. Należy także dokończyć projekt tzw. Unii Bankowej.” Wiceprzewodniczący Komisji Valdis Dombrovskis podczas wymiany zdań z Dyrektorem Generalnym BusinessEurope Markusem Beyrerem słusznie zauważył, że najbardziej wrażliwe na perturbacje ekonomiczne są firmy z sektora MŚP. Dlatego właśnie tak ważna jest poprawa w dostępie do finasowania w UE, którą może zapewnić postęp prac nad tzw. Unią Rynków Kapitałowych.

Wśród uczestników konferencji Konfederację Lewiatan reprezentowali: Dyrektor Generalny Grzegorz Baczewski, Dyrektor biura Lewiatana w Brukseli Kinga Grafa, Przewodniczący Rady Związku Pracodawców Prywatnych Energetyki Wojciech Graczyk oraz Adam Dorywalski, ekspert ds. UE w Brukseli.

Usługi hostingu nie podlegają podatkowi u źródła

Postępujący rozwój techniczny przedsiębiorstw wymusza zwiększone nakłady na zakup różnego rodzaju usług informatycznych. W przypadku nabywania tego rodzaju usług z zagranicy lub od zakładów zagranicznych przedsiębiorców każdorazowo należy pochylić się nad tematyką dotyczącą podatku u źródła. Problematyka dotyczy w szczególności podmiotów funkcjonujących w ramach międzynarodowych grup kapitałowych, a także współpracujących z zagranicą.

Pierwszym krokiem powinno być przeanalizowanie zakresu usług, gdyż nie wszystkie świadczenia usług IT przez zagraniczne podmioty podlegają podatkowi u źródła. Przekonał się o tym podatnik nabywający z zagranicy usługi hostingu. W sporze z fiskusem wyrok w dniu 6 listopada 2019 r. wydał Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie (sygn. akt III SA/Wa 958/19).

Usługi hostingu

W przedmiotowej sprawie podatnik nabywał od podmiotów zagranicznych usługi związane z tworzeniem, rozwojem i utrzymaniem aplikacji, a także licencje i prawa do aplikacji oraz usługi hostingu. Usługi hostingu są generalnie określane jako usługi polegające na udostępnianiu przez dostawcę określonych zasobów serwerowych (objętość zasobów dyskowych). Innymi słowy, hosting to umożliwienie przez dostawcę magazynowania danych na serwerach dostawcy. W szczególności hosting może pełnić następujące funkcje: dostęp do usług (np. www), bezpieczeństwo danych, powierzchnia dyskowa, transfer danych, funkcja tzw. backup.

Stanowisko organu podatkowego

W przypadku pierwszej kategorii nabywanych usług, tj. tworzenia, rozwoju i utrzymania aplikacji, organ podatkowy zgodził się z podatnikiem, że usługi te znajdują się poza zakresem podatku u źródła, z uwagi na to, że istotą tych świadczeń jest zapewnienie określonych funkcjonalności programu i jako takie nie mieszczą się w kręgu uregulowań przepisu art. 21 ust. 1 pkt 1 i pkt 2a ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych.

Również w zakresie licencji i praw do aplikacji organ podatkowy potwierdził stanowisko podatnika, zgodnie z którym takie usługi są bezpośrednio wymienione w art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT i jako takie podlegają regulacjom dotyczącym podatku u źródła.

Osią sporu pomiędzy podatnikiem a fiskusem okazały się usługi hostingu. Organ podatkowy co prawda zgodził się z podatnikiem, że usługi te nie zostały bezpośrednio wymienione w art. 21 ust. 1 pkt 2a ustawy o CIT jako tzw. usługi niematerialne. Jednak w jego ocenie tego rodzaju usługi stanowią należności z tytułu użytkowania urządzenia przemysłowego, jakim są serwerownie i dlatego zgodnie z art. 21 ust. 1 pkt 1 ustawy o CIT powinny one być opodatkowane. Podatnik nie zgodził się z takim podejściem organu i złożył skargę.

Wyrok WSA

W dniu 6 listopada 2019 r., Wojewódzki Sąd Administracyjny w Warszawie wydał wyrok w sprawie o sygnaturze III SA/Wa 958/19, w którym odniósł się do kwalifikacji usług hostingu jako prawa do użytkowania urządzenia przemysłowego. WSA wskazał, że zgodnie z międzynarodową konwencją oraz praktyką orzeczniczą polskich sądów administracyjnych pojęcie „urządzenie przemysłowe” należy rozumieć jako: „składnik majątku pełniącego pomocniczą funkcję w ramach procesu przemysłowego rozumianego jako ciąg działań mechanicznych lub chemicznych służących do masowej produkcji towarów”. Tym samym w ocenie WSA organ podatkowy dokonał błędnej wykładni tego pojęcia, co doprowadziło do wydania nieprawidłowej interpretacji. Na marginesie warto zaznaczyć, że WSA uznał, iż transakcje magazynowania danych są traktowane jako usługa, między innymi dlatego, że klient nie posiada i nie kontroluje serwerów ani nimi nie rozporządza.

Ochrona majątku firmy

Naczelny Sąd Administracyjny w wyroku z 9 kwietnia 2019 r. (sygn. II FSK 1120) orzekł, że dokonywana opłata za wynajem centrum danych nie podlega regulacjom dotyczącym podatku u źródła. Wskazał w szczególności, że urządzenia udostępniające przestrzeń dyskową centrum danych nie spełniają zadań przemysłowych ani nie są z takimi urządzeniami połączone. Zatem funkcjonalnie zespół serwerów nie jest urządzeniem przemysłowym.

Organy podatkowe okazały się jednak głuche na ten głos orzecznictwa, konsekwentnie stojąc na stanowisku, że zapłata za hosting jest wynagrodzeniem za korzystanie z urządzenia przemysłowego. Przykładowo Dyrektor Krajowej Informacji Skarbowej w interpretacji z 28 sierpnia 2019 r. (sygn. 0111-KDIB1-2.4010.221.2019.2.AW) zwrócił uwagę, że zapewnienie dostępu do przestrzeni dyskowej to zapewnienie odpowiedniej struktury, serwerów, a z wykładni funkcjonalnej wynika, że nie kryją się tam inne usługi. Z kolei w interpretacji z 7 sierpnia 2018 r. (sygn. 0111-KDIB1-2.4010.256.2018.1.MS) wskazał, że pojęcie „urządzenia przemysłowego” należy interpretować maksymalnie szeroko, przez co serwer może być także uznany za urządzenie przemysłowe.

W obliczu takiej ignorancji organów dochodzi do otwartej wojny o pieniądze. Pieniądze przedsiębiorców. Zakwalifikowanie nabywanych przez nich usług do usług udostępniania urządzeń przemysłowych czy innych wymienionych w art. 21 ust. 1 pkt 1-2a ustawy o CIT oznacza zakwalifikowanie ich do objęcia 20% stawką podatku dochodowego. Tu powstaje pytanie, jak ochronić majątek firmy, po który bezprawnie sięga fiskus? Bezprawnie, bo jak pokazuje przykład niniejszej sprawy, czyni to wbrew sądom i utrwalanej przez nie linii orzeczniczej. Z pomocą kancelarii prawnych specjalizujących się w sporach z organami podatkowymi przedsiębiorcy bardzo często te wojny wygrywają. Ci, którzy wojen tych toczyć nie chcą, przenoszą swój biznes za granicę, lub też przekształcają swoje spółki w „bezpieczniejsze” dla ich majątków formy działalności, także z wykorzystaniem zagranicznych struktur. Bo każda wojna ma swoje ofiary, ale nikt nie chce być jedną z nich.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Koronawirus COVID-19 to 320 mld USD strat handlowych co kwartał

  • Według najnowszych obliczeń Euler Hermes istniejące środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii Covid-19 już stanowią odpowiednik +0,7 p.p. dodatkowych taryf celnych na towary
  • straty w handlu towarami i usługami mogą osiągnąć wielkość 320 mld USD na kwartał

Po tym jak w zeszłym roku spór handlowy pomiędzy USA i Chinami zredukował drastycznie światowy wzrost handlowy do najwolniejszego tempa od 2009 r. (+1.2% w ujęciu ilościowym), spodziewamy się, że w 2020 r. to epidemia Covid-19 będzie główną barierą w światowej wymianie handlowej. Według obliczeń Euler Hermes istniejące środki ograniczające rozprzestrzenianie epidemii Covid-19 już stanowią odpowiednik +0,7 p.p. dodatkowych taryf celnych na towary — podnosząc światową średnią stawkę taryfową do hipotetycznego poziomu 6,5% na koniec I kw. 2020 r. Innymi słowy, w jednym kwartale, handel światowy już poniósł straty będące ekwiwalentem całorocznej wojny handlowej pomiędzy USA i Chinami w 2019 r.

Euler Hermes szacuje, że straty w handlu towarami i usługami mogą osiągnąć wielkość 320 mld USD na kwartał w czasie trwania obecnych zakłóceń działalności gospodarczej (Rysunek 1). Każdy kwartał strat w handlu w 2020 r. powiązanych z Covid-19 jest więc porównywalny z całorocznym wpływem sporu handlowego pomiędzy USA i Chinami na światowe taryfy celne w 2019 r. Nasze główne założenia w odniesieniu do towarów uwzględniają zamknięcia zakładów w Chinach i we Włoszech oraz ograniczenia w innych krajach. Ekonomiści spodziewają się, że działalność gospodarcza będzie wznawiana stopniowo w marcu i kwietniu, a pełną operacyjność osiągnie do końca maja. Straty eksportowe powinny wynieść ogółem 161 mld USD, ponieważ popyt z Chin i Europy pozostanie wyraźnie zablokowany do końca kwietnia. Nasze założenie w odniesieniu do usług sprowadza się do znacznej redukcji turystów z i do Chin, Włoch i, bardziej ogólnie, w Europie, do czego dodamy znaczące spowolnienie w usługach transportowych. Prognozujemy, że powrót do normalnych poziomów działalności będzie stopniowy, pociągając za sobą straty eksportowe w wysokości 125 mld USD w przypadku turystyki i 33 mld USD w przypadku usług transportowych.

Ten wstrząs handlowy jest już widoczny na wczesnych wskaźnikach handlowych, które sygnalizują zastój w handlu w ujęciu ilościowym zarówno w I kw. (-2.5% kw./kw. w stosunku rocznym), jak i w II kw. (-1%) 2020 r. Po lekkim odbiciu o 1.6% w IV kw. 2019 r. spodziewamy się, że handel światowy skurczy się o -2.5% w I kw. (kw./kw. w stosunku rocznym), i z pewnością osiągnie wielkość ujemną w II kw. Autorski wskaźnik ekonomistów Euler Hermes – Trade Momentum pokazuje, że handel w ujęciu ilościowym spadł ponownie w styczniu 2020 r. i zmniejszył się w lutym, w następstwie fatalnych raportów z działalności w Chinach, ale także redukcji nowych zamówień eksportowych w innych miejscach, w szczególności w Europie i Azji (Rysunek 2). Dane dotyczące żeglugi wskazują ten sam kierunek. Międzynarodowa Izba Żeglugi ocenia, że epidemia Covid-19 zmniejszyła handel światowy o ponad 350,000 kontenerów. Według Komisji Europejskiej w ostatnich czterech tygodniach było 49% mniej rejsów kontenerowców z Chin. Przewidywany 20-25% spadek w globalnej przepustowości w sektorze żeglugi przełoży się na sektor terminali portowych. Dzisiaj, scenariusz odrobienia strat w kształcie litery V wskazuje na poprawę koniunktury w II poł. 2020 r., i tym samym prognozę wzrostu handlu o +0.4% przez cały bieżący, 2020 rok.

Mocny dolar, niższe ceny surowców i spadek popytu będzie utrzymywał nominalną wymianę handlową w recesji przez cały 2020 rok. Spadek indeksu cen surowców S&P GSCI o -10% od początku epidemii Covid-19 sygnalizuje kontynuację presji deflacyjnej z 2019 r. To będzie wywierać presję na obniżenie cen. W ujęciu wartościowym, handel również skurczy się w pierwszej połowie roku, utrzymując cały rok wartość w ujemnych obszarach, po -1.5% w 2019 r.

Rysunek 1. Straty eksportowe 2020 r. ze względu na epidemię Covid-19

  Towary Podróże Usługi transportowe Ogółem
Chiny 108 72 10 190
Włochy 9 6 6 21
Reszta Europy 44 47 17 108
Straty ogółem 161 125 33 320

 

Źródła: International Trade Center, Euler Hermes, Allianz Research

Liczby mogą się nie sumować ze względu na zaokrąglenia

Rysunek 2 – Wzrost handlu towarów % r./r. i wskaźnik Trade Momentum Euler Hermes

Trade Momentum Euler Hermes
Źródła: IHS Markit, CPB, Euler Hermes, Allianz Research

LUDOVIC SUBRAN – Główny Ekonomista w Allianz i Euler Hermes

ANA BOATA – Szef Badań Makroekonomicznych Euler Hermes

GEORGES DIB – Ekonomista Euler Hermes

Podróże luksusowe – nowości i światowe trendy

Ostatnie kilka lat obserwujemy dynamiczny rozwój i wzrost ilości hoteli w segmencie luksusowym. Znamienite sieci hotelowe światowej sławy jak i te mniejsze, podnoszą poprzeczkę z roku na rok. Pokoje są coraz większe, na wyposażeniu coraz częściej w standardzie znajdziemy maszynki do kawy nespresso, pościel z egipskiej bawełny, designerskie szlafroki, wyrafinowaną galanterię hotelową Hermes i Bulgari. Nikogo już nie dziwi butelka szampana chłodząca się przy śniadaniowym bufecie ani kucharze odznaczeni gwiazdkami Michelin. Hotele wręcz przescigają się w pomysłach jak pozyskać klienta z najgrubszym portfelem.

Palazzo Versace Dubaj1
Palazzo Versace, Dubaj
Palazzo Versace Dubaj
Palazzo Versace, Dubaj

Do ciekawostek należą np.: własne ogródki warzywne w sieci Six Senses (a nawet własny kurnik na wyspie Yao Noi w Tajlandii), przyhotelowy recycling szkła w formie galerii sztuki tzw. 'glass blowing experiences’ ( Soneva Malediwy), komnata wyłożona solą himalajską (Kudadoo Malediwy), odtwarzanie rafy koralowej (Soneva Kiri, wyspa Ko Kut, Tajlandia), własny browar i palarnia kawy (sieć hoteli LUX na Mauritius i Malediwach) czy  zatrudnianie na etacie profesorów biologii /specjalistów przyrodników.

LUX Resorts Malediwy
LUX Resorts, Malediwy
Kudadoo Malediwy
Kudadoo, Malediwy

W tropikalnym klimacie znajdziemy takie romantyczne niespodzianki, jak  kino pod gwiazdami na hotelowej plaży (Six Senses Oman, Velassaru Malediwy, Rosewood Mayakoba), własną lodziarnie i specjalnego lokaja od opalenizny  (Ritz Carlton South Beach, Miami, USA). Rzadziej spotkamy udogodnia jak obecność konsjerża mydlanego (Viceroy Riviera Maya, Meksyk), sommeliera herbacianego  (St Regis Lanesboorough, Londyn) czy nawet konsjerża od kaca (Ritz Carlton Nowy Orlean, USA) i perfumowego lokaja (Rosewood Nowy Jork, Rosewood Vancouver).Perfume butler-rosewood-hotels

Dla podróżujących z małymi dziećmi o najlepszy serwis dbają specjalnie dedykowani ku temu baby concierge (Anassa na Cyprze, One & Only, Four Seasons). Niektóre sieci angażują się w obronę przyrody a także zagrożonych gatunków zwierząt, np. słoni (Anantara Golden Triangle i Four Seasons Tented Camp, Chiang Rai w Tajlandii) czy żółwi (Four Seasons Nevis).

Four Seasons Serengeti, tanzania
Four Seasons Serengeti, Tanzania
Anantara Zloty Trojkat, Tajlandia
Anantara Zloty Trójkąt, Tajlandia

W trosce o swoją reputację priorytetowe staje się dla luksusowych hoteli życie zgodnie z naturą i lokalną społecznością. Pokaźne kwoty z zysków przekazywane są na zachowanie różnorodności biologicznej i wspieranie lokalnych inicjatyw; hotel Belmond Iguazu Falls w Brazylii sponsoruje szkołę ekologii, specjalizującą się w ochronie pum i jaguarów.

Świadomi klienci wydają się bardziej skorzy do wydawania dużych sum na hotele, wiedząc, że część kwoty będzie przeznaczona na ochronę przyrody, fundacje dla najuboższych, rozwój szkolnictwa i inne szczytne cele.

W świecie podróży biznesowych hotele w miastach nie wydają się być gorsze. Pokoje są bardziej przestronne, minibarki często oferują produkty bio takie jak świeże soki i organiczne przekąski, goście mają do wyboru ‚menu poduszkowe’ włącznie z antyalergicznymi opcjami. Dla aktywnych przygotowano doskonale wyposażone sale fitness w maszyny high-tech, pasy TRX, często oferujące alternatywne formy aktywności jak: aeroyoga, lekcje oddychania, autentyczne zabiegi w łaźni hammam (Kempinski Ciragan Palace Istanbul, Turcja) czy ćwiczenia w pobliskim parku z personalnym trenerem (Park Hyatt Chicago, USA).

Six Senses Kaplankaya, Turcja
Six Senses Kaplankaya, Turcja

Podróżni ponadto mogą zamówić przed przybyciem do pokoju swoją ulubioną muzykę oraz wybór referowanych filmów.

Hotelowe projekty kreatorów mody światowej sławy to kolejny trend warty wyróżnienia.

W ciągu ostatniej dekady  obserwowaliśmy też otwarcia hoteli należących do znamienitych domów mody – Armani w Mediolanie i Dubaju, Ferragamo we Florencji – Hotel Lungarno,

Versace w Australii i Dubaju, czy też Bulgari. Bulgari może poszczycić się aż 6 lokalizacjami: Bali, Londyn, Mediolan, Dubaj, Pekin i Shanghaj.

Światowej klasy sieci zabiegają o najbardziej prestiżowe lokalizacje na mapie- Malediwy, Riviera Maya, Miami, Dubaj, Singapur, Bali czy modne wśród azjatyckich miłośników hazardu Macao.

Poza oczywistymi kierunkami, modnymi i popularnymi od wielu lat, znane sieci hotelowe stawiają odważnie kroki w zupełnie nowych miejscach, bardziej unikalnych  i mniej zatłoczonych lokalizacjach jak np.: Rosewood w Luang Prabang, Banyan Tree Tamouda Bay na północnym wybrzeżu Maroka , Four Seasons na równinach Serengeti czy butikowa ultra luksusowa sieć Singita w dżungli Rwandy.

Wszystkie powyższe hotele należą do oferty biura CARTER

Autor tekstu: Diana Carter, CEO/Founder www.carter.eu

Biuro Carter jest bezpośrednim przedstawicielem wiodących luksusowych sieci na Polskę sieci jak m in: Four Seasons, Six Senses, AMAN, Mandarin Oriental, Rosewood, One & Only.

Rynek pogrąża się w chaosie. OPEC zrywa sojusz z Rosją

Niepewność związana z rozprzestrzenianiem się Covid-19 w Europie i USA jest multiplikowana przez krach na rynku ropy spowodowany zerwaniem sojuszu pomiędzy OPEC a Rosją. Kurs ropy runął nawet 30 proc. a rynek pogrąża się w chaosie, który obrazuje m.in. 3 – proc. umocnienie jena, 5 – proc. spadki kontraktu na S&P500 i gigantyczna presja na waluty surowcowe. Rubel traci ponad 8 proc., korona norweska jest na historycznych minimach. EUR/USD dotarł w okolice 1,15.

Rynek ropy w 2020 rok wchodził w stanie zagrożenia nadpodażą pomimo limitu wydobycia ustalonego na 41 mln baryłek na dzień (24,7 to cel produkcji dla OPEC). Kartel i sojusznicy nie byli w stanie skutecznie kontrolować wydobycia i dostosowywać produkcji by walczyć z negatywnym wpływem wojen handlowych. Punkt startowy był już bardzo niekorzystny a rozszerzająca się epidemia koronawirusa przekłada się na spadek popytu na ropę. Na obecnym etapie trudno go rzetelnie oszacować, ale sama kwarantanna w Chinach miała obniżać zapotrzebowanie w skali roku na kilkaset tysięcy baryłek na dzień. W newralgicznej sytuacji państwa OPEC nie mogły znaleźć porozumienia z Rosją dotyczącego skali dalszej redukcji wydobycia. Zresztą napięcia pomiędzy państwami OPEC + narastały od dłuższego czasu. Państwa kartelu z Arabią Saudyjską na czele wypełniały na początku tego roku swoje zobowiązania z nawiązką a Rosja niechętnie patrzyła na cięcie wydobycia.

Covid-19 nie zmienił tego stanu rzeczy. Rosja nie była zainteresowana żadnym ograniczaniem wydobycia i chciała poprzestać na wydłużeniu obowiązywania porozumienia, które wygasa z końcem kwartału. Z kolei Arabia Saudyjska dążyła do obniżenia produkcji o ponad milion baryłek na dzień. OPEC ustalił, że rekomenduje cięcie wydobycia o 1,5 mln baryłek na dzień. Obie strony dzieliło tak wiele, że rozmowy zostały całkowicie zerwane: porozumienie z końcem miesiąca przestanie obowiązywać.

Zaczyna się etap wojny cenowej. Arabia Saudyjska obniżyła ceny dla azjatyckich odbiorców o 6 dolarów za baryłkę. Pojawiają się głosy, że europejscy odbiorcy mogą liczyć na jeszcze większe dyskonto względem benchmarków. Na celowniku znajduje się też oczywiście amerykański sektor wydobywczy. Produkcja ropy w USA rosła w ostatnich latach w dwucyfrowym tempie i przekracza już 13 milionów baryłek na dzień. Dla porównania: wydobycie Rosji to nieco ponad 10 milionów baryłek a Arabii Saudyjskiej na koniec stycznia wyniosło 9,7 mln baryłek na dzień. Arabia Saudyjska dysponująca nowoczesną infrastrukturą i charakteryzowana przez niskie koszty wydobycia ewidentnie chce odzyskać wiodącą rolę na rynku surowca. Poprzednie próby uderzenia w wydobycie ropy z łupków zakończyły się fiaskiem, amerykańska produkcja szybko odbiła a kryzys miał na sektor wpływ wręcz uzdrawiający. Tym razem, w obliczu gigantycznej niepewności związanej z perspektywami globalnej gospodarki może być jednak inaczej.

Na rynkach nasila się ucieczka od ryzykownych aktywów w stronę złota i obligacji w obliczu rozprzestrzeniającego się po świecie wirusa. Krach na rynku ropy i początek wojny cenowej potęguje niepewność i zmienność. Póki nie zobaczymy skoordynowanych działa na polu fiskalnym i monetarnym trudno będzie o odbicie. W tym tygodniu decyzja o luzowaniu polityki EBC wydaje się przesądzona. Rynek będzie też uważnie śledził indeksy nastrojów konsumentów i biznesu.

W USA odczyty inflacji CPI (śr) i PPI (czw) będą przyćmione przez indeksy nastrojów: małego biznesu (wt) i Uniwersytetu Michigan (pt). Szczególnie istotny będzie wpływ niestabilności rynku kapitałowego na zaufanie konsumentów i popyt na kredyt. Przy podtrzymaniu rynkowej paniki na Wall Street niewykluczone, że Fed nie będzie czekał z kolejnym cięciem stóp procentowych do posiedzenia FOMC 18 marca. USD pozostaje pod presją oczekiwań na głębokiego luzowanie polityki monetarnej, ale dalej uważamy, że w dłuższym horyzoncie popyt na bezpieczne aktywa będzie przeważał, a kondycja gospodarki USA wciąż pozostanie relatywnie lepsza na tle reszty świata.

W strefie euro indeks nastrojów Sentix (pon) będzie pierwszym wskaźnikiem ukazującym bieżące nastroje panujące wśród inwestorów. Należy spodziewać się ostrego spadku pod wpływem wirusa, otwartym pytaniem jest: jak dużego? W drugiej części tygodnia uwaga będzie na EBC (czw), gdzie nie można wykluczyć luzowania polityki monetarnej, choć z uwagi na ograniczone pole manewru banku zamiast obniżki stóp procentowych możemy otrzymać rozszerzenie niestandardowych działań wsparcia płynności (pożyczki dla banków i/lub przedsiębiorstw). Takie narzędzia mogą przynieść większy bezpośredni wpływ na strefę realną, choć dla EUR może to mieć negatywny skutek.

Sporządził:
Bartosz Sawicki
DM TMS Brokers S.A.

Szklany sufit i luka płacowa, czyli przeszkody na ścieżce zawodowej kobiet

Różnica między uczestnictwem kobiet i mężczyzn w życiu zawodowym jest nadal widoczna. Mimo iż Polska w rankingu analizującym sytuację kobiet na rynku pracy „Women in Work Index” z 2019 r. zajęła 8. miejsce, nadal w naszym kraju poza rynkiem pracy pozostaje 34 proc. kobiet w wieku 2064 lat. W krajach UE jest to wynik niższy o 5 punktów procentowych. 

Dane wynikające z raportu „Ukryty potencjał polskiego rynku pracy. Kobiety nieaktywne zawodowo” pokazują, że 4 mln Polek jest nieaktywnych zawodowo i nie szuka pracy. A gdyby te kobiety weszły na rynek pracy? Jak przełożyłoby się to na sytuację gospodarczą naszego kraju? Niestety kobiety, które chciałyby wejść lub wrócić na rynek pracy, często na swojej ścieżce napotykają przeszkody, które zniechęcą je lub uniemożliwiają aktywność zawodową.

Kobiety na kierowniczych stanowiskach

W Polsce kobiety wśród członków zarządów w największych spółkach publicznych stanowią 21 proc. – wynika z badania z marca ubiegłego roku „Rynek pracy, edukacja, kompetencje. Aktualne trendy i wyniki badań”. Jest to ciągle wynik poniżej unijnej średniej (26,7 proc.).  Jeśli chodzi o udział kobiet wśród kadry kierowniczej wyższego szczebla, to w Polsce wynosi on 13 proc. i jest jednym z najniższych w porównaniu z innymi krajami członkowskimi Unii Europejskiej (UE-28). Z kolei Polska jest krajem, gdzie odnotowano jeden z największych udziałów kobiet na stanowiskach menedżerskich (46,8 proc.).

Firmy często wspierają swoich pracowników na ścieżce zawodowej wewnętrznymi szkoleniami i dofinansowaniem zewnętrznych kursów. Planując awanse, powinni rzetelnie oceniać kompetencje i umiejętności podwładnych, bo nierzadko to kobiety okazują się osobami o lepszych predyspozycjach do zajmowania kierowniczych stanowisk.

Przeszkody wynikające z płci

Kobiety nadal muszą walczyć ze stereotypami i brakiem zaufania do swoich kompetencji. Ponad połowa uczestniczek badania „Kobiety na rynku pracy. Kompetencje i różnorodność” przeprowadzonego przez Hays w 2019 r. (8320 przebadanych osób, z czego 78 proc. stanowiły kobiety, a 22 proc. mężczyźni) na pytanie dotyczące tego, czy napotkały w swojej karierze jakiekolwiek przeszkody wynikające z płci, odpowiadała twierdząco. Z kolei tylko 22 proc. mężczyzn było tego samego zdania, co było i tak ponad dwukrotnie wyższym wynikiem w porównaniu z 2018 r. Wówczas tylko 10 proc. panów uznało, że napotkało na takie przeszkody w swojej karierze.

Najczęściej wymienianymi wśród kobiet przeszkodami wynikającymi z płci było faworyzowanie mężczyzn (54 proc.). Ponad połowa uczestniczek badania zwróciła również uwagę na dyskryminację kobiet (52 proc.) oraz zakładanie ich mniejszej dyspozycyjności (51 proc.). Blisko połowa (47 proc.) stwierdziła, że barierą jest także kierowanie się stereotypami. Kobiety zwracały uwagę na brak zaufania do kwalifikacji czy brak wsparcia przy budowaniu autorytetu w pracy. Około 1/3 badanych jako przeszkodę w rozwijaniu kariery wskazywała obawy firmy przed zatrudnianiem kobiet. Dla wielu zatrudnionych pań zauważalnym problemami są również trudności w przebiciu się w branży (31 proc.) oraz tzw. szklany sufit (30 proc.).

Utrudnienia dla pracujących mam

Rynek pracy w Polsce nie sprzyja również kobietom, gdy mają małe dzieci. Mimo licznych postulatów i rekomendacji dotyczących wprowadzania rozwiązań wpływających na uelastycznienie rynku pracy, tylko 12 proc. kobiet może decydować o czasie rozpoczęcia i zakończenia pracy. Dla porównania w UE-28 wskaźnik ten jest ponad trzykrotnie wyższy.

Tymczasem zmiany dotyczące elastycznego czasu pracy to duży benefit, jaki pracodawca może zaoferować pracującym rodzicom. Wielu ułatwia on łączenie aktywności zawodowej z obowiązkami opiekuńczymi. Warto o tym informować swoich potencjalnych pracowników już na etapie rekrutacji – podkreśla Paulina Rezmer, Senior PR Specialist w OLX.

W większych miastach placówki opiekuńcze zwykle są otwarte do godz. 16.30–17.00, co dla wielu mam jest wyzwaniem, gdy trzeba przedostać się przez zakorkowane miasto. Z kolei w mniejszych miastach przedszkola są z reguły szybciej zamykane, w godz. 15.30–16.00. Elastyczny czas pracy czy możliwość pracy zdalnej stanowią dla kobiet duże wsparcie.

Najwięcej trudności w łączeniu życia zawodowego z opieką nad dziećmi sprawia Polkom długi czas pracy. Nadal niewiele kobiet – 8 proc. w wieku 25–49 lat – pracuje w niepełnym wymiarze godzin. Umożliwienie zatrudnienia na niepełny etat dałoby szansę kobietom wychowującym małe dzieci na podjęcie lub kontynuację aktywności zawodowej. Tylko 6 proc. kobiet zmniejszyło wymiar etatu z uwagi na obowiązki rodzinne – w UE-28 w 2018 r. ten współczynnik był trzykrotnie wyższy. Przyczyną takiego zróżnicowania może być niewystarczający dochód przy ograniczeniu wymiaru czasu pracy jednego z członków rodziny.

Różnice w średnim wynagrodzeniu

Dane z GUS z 2018 r. pokazują, że różnice w wynagrodzeniu ze względu na płeć w Polsce nadal są znaczące. Wskaźnik między przeciętną godzinową stawką wynagrodzenia brutto mężczyzn i kobiet wynosi 18,5%. Średnio o tyle mniej zarabiają kobiety w naszym kraju.

Według EIGE (Europejski Instytut ds. Równości Kobiet i Mężczyzn) poprawa równouprawnienia płci w Unii Europejskiej wygenerowałaby w ciągu 30 lat nawet do 10,5 mln dodatkowych miejsc pracy, wskaźnik zatrudnienia sięgnąłby 80 proc., a szacowane PKB UE na mieszkańca do 2050 r. wzrosłoby o 10 proc. Pomogłoby to zniwelować kryzys emerytalny. Równość płac i ograniczenie dyskryminacji kobiet na rynku pracy jest więc ważnym czynnikiem wpływającym na sytuację gospodarczą naszego kraju.

System naliczania płac w firmach przede wszystkim powinien być sprawiedliwy i zrozumiały dla wszystkich pracowników.

W Grupie OLX wynagrodzenie dla kobiet i mężczyzn na tych samych stanowiskach jest równe. Pracodawca nie różnicuje wynagrodzeń pod względem płci, a jedynie doświadczenia, indywidualnych osiągnięć, realizacji powierzonych i jasno określonych zadań. Proces ewaluacji jest jawny, przejrzysty, a jego zasady znane są pracownikowi – wyjaśnia Paulina Rezmer, Senior PR Specialist OLX.

Dane potwierdzają, że kobiety przyspieszają wzrost gospodarczy w Polsce. Nie tylko jako te, które w większości gospodarstw decydują o zakupach, ale też te, które wytwarzają konkretną wartość. O ile w 2014 r. kobiety wytwarzały 44 proc. PKB, to rok później było to już 45,5 proc. (wartość szacunkowa, wyliczona na podstawie badań GUS z października 2016 r., średniego wzrostu płac w gospodarce i malejącej proporcji między płacą mężczyzn i kobiet).

Na poprawę sytuacji w naszym kraju może w znacznym stopniu wpłynąć postawa pracodawców, którzy potrafią dostrzec w kobietach ich potencjał, wesprzeć je w rozwoju i dopasować się do potrzeb pracujących mam. Oczywiście każda organizacja powinna wypracować sobie swój własny zestaw korzystnych dla obu stron rozwiązań. Z pewnością wsparcie okazane kobietom przełoży się korzystnie na funkcjonowanie firmy i postrzeganie jej jako miejsca sprzyjającego pracownikom.

Polska na pierwszym miejscu państw UE, w których imigranci są najmniej narażeni na ubóstwo

Z danych Eurostatu wynika, że to właśnie w Polsce wskaźnik zagrożenia ubóstwem i marginalizacją społeczną cudzoziemców spoza Unii Europejskiej jest najniższy – wynosi 18%, podczas gdy w Unii Europejskiej średnia to aż 45%. Eksperci Personnel Service wskazują, że ubóstwo imigrantów to duży problem w Europie, z którym Polska radzi sobie całkiem nieźle. Niski wskaźnik marginalizacji daje wyraźny sygnał imigrantom zarobkowym, że mogą w Polsce liczyć na równe traktowanie na rynku pracy. To przewaga, którą nasz kraj powinien wykorzystać jako element budowania wizerunku wśród Ukraińców, zwłaszcza tych, którzy mogą rozważać wyjazd do Niemiec.

Ubóstwo i wykluczenie społeczne wynikają z nierówności m.in. w wysokości dochodów, dostępu do pracy czy świadczeń społecznych, co negatywnie wpływa na jakość życia i ogranicza aktywność społeczną. Najnowsze dane Eurostatu, podsumowujące 2018 rok dotyczyły ryzyka ubóstwa i wykluczenia społecznego wśród społeczności w wieku 20-64 lat w Unii Europejskiej z podziałem na trzy kategorie: obywateli danego kraju, osoby innej narodowości z UE mieszkające w danym kraju i osoby spoza UE.

Polska wyjątkiem na mapie UE

Okazuje się, że z danych Eurostatu wynika wprost, że to właśnie w Polsce odnotowano najniższy wskaźnik zagrożenia ubóstwem wśród cudzoziemców spoza UE – 18%. To mniej niż m.in. w Czechach (19,4%), Niemczech (25,2%) czy Francji (51%). Najwyższe wskaźniki zanotowały takie kraje jak Grecja (58%), Szwecja i Hiszpania (oba 56%). Polska jest także jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym ubóstwo i wykluczenie społeczne bardziej zagraża rodzimym mieszkańcom niż cudzoziemcom, choć – należy dodać – różnica jest nieznaczna (19,5% vs. 18%).

Wyższe ryzyko ubóstwa w bardziej rozwiniętych od Polski krajach jest podyktowane częściowo tym, że tam w danych uwzględniani są m.in. uchodźcy. U nas analiza dotyczy głównie imigrantów zarobkowych, którzy jak widać są równo traktowani na rynku pracy. To może stanowić impuls dla kolejnych pracowników spoza Unii Europejskiej, żeby wybierać nasz kraj jako docelowy. Co prawda, nie możemy konkurować pensjami z takimi krajami, jak Niemcy i Czechy, ale dla wielu osób np. z Ukrainy ważne jest również to, czy zarobione pieniądze pozwolą na godne życie – mówi Krzysztof Inglot, Prezes Zarządu Personnel Service i ekspert ds. rynku pracy.

Europa bez zaskoczeń

Zbiorcze wyniki dla państw Unii Europejskiej nie są zaskoczeniem – zdecydowanie największe ryzyko wykluczenia i ubóstwa odnotowali obywatele spoza UE (45%) w porównaniu z napływowymi obywatelami z krajów UE (29%) oraz obywatelami rodzimymi (21%). Warto jednak odnotować, że w 2018 roku, w porównaniu do lat ubiegłych (2013-2017) widoczny był ogólny spadek ryzyka wykluczenia i ubóstwa w przypadku obywateli spoza UE.

Niewykorzystana przewaga wizerunkowa

Z „Barometru Imigracji Zarobkowej – II półrocze 2019” wynika, że aż 3 na 4 przebadanych Ukraińców twierdzi, że Polska powinna poprawić swój wizerunek jako atrakcyjnego kierunku emigracji zarobkowej. Niestety brakuje odpowiedniej, długofalowej strategii wizerunkowej Polski na Ukrainie.

Ukraińcy chcą pracować w Polsce, bo mogą u nas lepiej zarobić i łatwo się porozumieć. To kluczowe atuty, istotne dla większości imigrantów zarobkowych, ale jako kraj mamy tych atutów dużo więcej. Dane Eurostatu to potwierdzają. Fakt, że imigrant nie musi obawiać się marginalizacji na rynku pracy jest kluczowy i powinniśmy go wykorzystać. Zwłaszcza, dobrze prowadzona komunikacja wizerunkowa mogłaby przyciągnąć do nas wartościowych pracowników – podsumowuje Krzysztof Inglot, Prezes Personnel Service.

Trojan Emotet atakuje polskie firmy. Uważaj na fałszywe e-maile

Według IBM X-Force, malware o nazwie Emotet panoszy się ostatnio w Niemczech i Japonii coraz agresywniej atakując firmy. Co dziesiąta spółka w Polsce zaatakowana.

Emotet to trojan bankowy, który rozprzestrzenia się poprzez załączniki do wiadomości email zawierające linki do szkodliwych stron. Pełni on rolę mechanizmu pobierającego inne złośliwe oprogramowanie – trojana TrickBot i ransowmware Ryuk. Dzięki swojej polimorficznej naturze, potrafi on ominąć tradycyjne metody wykrywania zagrożeń oparte na sygnaturach, co powoduje że jest trudny do zwalczenia. Kiedy dostanie się do systemu, zakaża działające procesy i łączy się ze zdalnym serwerem C&C, skąd odbiera polecenia, np. pobierania lub wysyłania skradzionych danych (us-cert.gov).

Zazwyczaj Emotet wykorzystuje fałszywe firmowe wiadomości e-mail wzywające do zapłaty faktur, często podszywając się pod znane marki zaufanych instytucji. Ta strategia pozwoliła mu dotrzeć do ofiar w USA (52% ataków), Japonii (22%) i krajach Unii Europejskiej (japan.zdnet.com). Incydent odnotowany w grudniu 2019 spowodował, że miasto Frankfurt, gdzie znajduje się siedziba Europejskiego Banku Centralnego, musiało wyłączyć swoją sieć (zdnet.com). Według najnowszego raportu Check Point Research, co dziesiąta polska spółka w ostatnim półroczu padła ofiarą Emoteta (cyberdefence24.pl za Check Point).

Infekcje Emotet według kraju

Trojan Emotet
(Źródło: japan.ZDNet.com za IBM X-Force Exchange)

 

W Japonii malware działa z dużo większą agresją w porównaniu do poprzednich lat. Zwiększona aktywność została odnotowana pod koniec 2019 roku, a ostatnio, w związku z wybuchem epidemii koronawirusa w Chinach, Emotet zmienił swoją taktykę i teraz rozprzestrzenia się w Japonii w formie fałszywych ostrzeżeń zdrowotnych z niepokojącymi doniesieniami o przypadkach koronawirusa w prefekturach Gifu, Osaki i Tottori (IBM X-Force Exchange).

Emotet zmienił swoją taktykę i teraz rozprzestrzenia się w Japonii w formie fałszywych ostrzeżeń zdrowotnych
(Źródło: IBM X-Force Exchange)

Ten przykład dobrze pokazuje dlaczego ten rodzaj malware jest tak niebezpieczny – nie tylko jest odporny na wykrycie metodami opartymi na sygnaturach, ale również manipuluje ludzkimi emocjami aby się rozpowszechniać.

Ochrona przed Emotet wymaga zatem bardziej złożonych środków. Oprócz profilaktyki, skutecznym sposobem radzenia sobie z nim jest wykrywanie wskaźników włamania (IoC) oparte na analizie behawioralnej. Może stosować ono wzorce zachowań, w tym taki, który opisuje symptomy obecności Emotet w sieci.

Taki wzorzec o nazwie InformationStealers jest standardowym elementem wykorzystywanym do wykrywania zagrożeń przez Flowmon ADS   – mówi Artur Kane, Dyrektor Marketingu Produktowego we Flowmon Networks. BPatterns można określić jako opis, w jaki sposób różne zagrożenia dają znać o swojej obecności w sieci. Pozwalają one systemowi odróżnić zagrożenia od innych działań, kiedy monitoruje i ocenia ruch. W przeciwieństwie do tradycyjnie wykorzystywanych sygnatur, BPatterns nie szukają konkretnego fragmentu kodu, dlatego mają zdolność do identyfikacji zagrożeń nawet jeśli one zmieniają się i rozwijają w swoim cyklu życiowym.

Zgodnie z analizą opublikowaną przez Fortinet, Emotet wykorzystuje 5 adresów URL do pobierania danych i 61 zakodowanych na stałe serwerów C&C (fortinet.com/blog). Informacja ta jest zawarta w BPattern i może być użyta przez system do rozpoznania infekcji i powstrzymania jej przed rozprzestrzenianiem się. Jako dodatkowa warstwa ochrony jest również stworzony BPattern dla TrickBota (TOR_Malware). Obydwa wzorce są okresowo aktualizowane w zależności od rozwoju trojanów i są dostarczane do użytkowników wraz z regularnymi aktualizacjami systemu. Najnowsza aktualizacja powstała dzięki japońskiemu partnerowi Flowmon Networks – Orizon Systems – który powiadomił dostawcę systemu o zwiększonej aktywności Emotet – dodaje Kane.

Oczywiście żadne środki bezpieczeństwa nie są niezawodne i zaleca się utrzymywać kilka warstw ochrony oraz dbać o ich aktualność – w tym antywirus, wykrywanie wskaźników IoC na firewallach, systemy wykrywania włamań (IDS) oraz analizę behawioralną w sieci. Ponieważ Emotet rozprzestrzenia sią przez sfałszowane wiadomości email, użytkownicy powinni zachować ostrożność otwierając załączniki, zwłaszcza te, które zawierają faktury lub inne dokumenty od podmiotów zewnętrznych i zgłaszać każdy podejrzany przypadek do działu bezpieczeństwa.

Krach na rynku ropy. Rozpoczyna się wojna cenowa

Porozumienie między kartelem OPEC a jego sojusznikami z Rosją na czele odchodzi do przeszłości. Rozpoczyna się wojna cenowa. Efekt to potężne załamanie na rynku ropy, sięgające nawet 30 proc. Kurs WTI jest poniżej 30 USD za baryłkę, a minima leżą przy 28 USD za baryłkę.

Rynek ropy w 2020 rok wchodził w stanie zagrożenia nadpodażą pomimo limitu wydobycia ustalonego na 41 mln baryłek na dzień (24,7 to cel produkcji dla OPEC). Kartel i sojusznicy nie byli w stanie skutecznie kontrolować wydobycia i dostosowywać produkcji by walczyć z negatywnym wpływem wojen handlowych. Punkt startowy był już bardzo niekorzystny, a rozprzestrzeniająca się epidemia koronawirusa przekłada się na spadek popytu na ropę. Na obecnym etapie trudno go rzetelnie oszacować, ale sama kwarantanna w Chinach miała obniżać zapotrzebowanie w skali roku na kilkaset tysięcy baryłek na dzień. W newralgicznej sytuacji państwa OPEC nie mogły znaleźć porozumienia z Rosją dotyczącego skali dalszej redukcji wydobycia. Zresztą napięcia pomiędzy państwami OPEC+ narastały od dłuższego czasu. Państwa kartelu – z Arabią Saudyjską na czele – wypełniały na początku tego roku swoje zobowiązania z nawiązką, a Rosja niechętnie patrzyła na cięcie wydobycia.

Covid-19 nie zmienił tego stanu rzeczy. Rosja nie była zainteresowana żadnym ograniczaniem wydobycia i chciała poprzestać na wydłużeniu obowiązywania porozumienia, które wygasa z końcem kwartału. Z kolei Arabia Saudyjska dążyła do obniżenia produkcji o ponad milion baryłek na dzień. OPEC ustalił, że rekomenduje cięcie wydobycia o 1,5 mln baryłek na dzień. Obie strony dzieliło tak wiele, że rozmowy zostały całkowicie zerwane: porozumienie z końcem miesiąca przestanie obowiązywać.

Zaczyna się etap wojny cenowej. Arabia Saudyjska obniżyła ceny dla azjatyckich odbiorców o 6 dolarów za baryłkę. Pojawiają się głosy, że europejscy odbiorcy mogą liczyć na jeszcze większe dyskonto względem benchmarków. Na celowniku znajduje się też oczywiście amerykański sektor wydobywczy. Produkcja ropy w USA rosła w ostatnich latach w dwucyfrowym tempie i przekracza już 13 milionów baryłek na dzień. Dla porównania: wydobycie Rosji to nieco ponad 10 milionów baryłek, a Arabii Saudyjskiej na koniec stycznia wyniosło 9,7 mln baryłek na dzień. Arabia Saudyjska dysponująca nowoczesną infrastrukturą i charakteryzowana przez niskie koszty wydobycia ewidentnie chce odzyskać wiodącą rolę na rynku surowca. Poprzednie próby uderzenia w wydobycie ropy z łupków zakończyły się fiaskiem, amerykańska produkcja szybko odbiła, a kryzys miał na sektor wpływ wręcz uzdrawiający. Tym razem, w obliczu gigantycznej niepewności związanej z perspektywami globalnej gospodarki może być jednak inaczej.

DM TMS Brokers

Przyszłość motoryzacji to napęd elektryczny. Wodór czy akumulator?

Topowi producenci samochodów zgadzają się co do tego, że w przyszłości transport korzystał będzie z napędów elektrycznych. Nie wiadomo jeszcze jednak, jaka technologia elektryczna upowszechni się najbardziej. Obecnie producenci oferują trzy typy napędów samochodowych: spalinowy – czyli klasyczne benzyniaki i diesle, gazowy – z mniejszą emisyjnością spalin oraz elektryczny. Ten ostatni jako jedyny zapewnia miejscową zerową emisyjność. Jednak to, czy ślad węglowy elektrycznych samochodów rzeczywiście będzie zerowy, zależy od źródła prądu. Samochody elektryczne jeżdżące po Polskich drogach czerpią prąd z sieci zewnętrznej – czyli są ładowane z gniazdka. Takie rozwiązanie nie zapewnia im więc zerowej emisyjności, gdyż prąd w polskim miksie energetycznym pochodzi w większości ze spalania węgla. Producenci samochodów proponują więc inne rozwiązania, które pozwolą elektrycznym samochodom na samowystarczalność i zapewnią całkowitą bezemisyjność silników.

– Jedną z przyszłych technologii, która może się upowszechnić, jest wodór. Samochody wodorowe tankowane są wzbogaconym wodorem, który przez wywoływanie odpowiednich reakcji chemicznych tworzy prąd już na pokładzie samochodu. Napęd samochodu jest więc elektryczny, ale nie potrzebuje zasilania prądem z zewnętrznej sieci – powiedział serwisowi eNewsroom Aleksander Rzepecki, menedżer do spraw pojazdów elektrycznych w Mercedes-Benz Polska. – Wierzymy w to, że przyszłością transportu drogowego są samochody z silnikiem elektrycznym. To jedyne pojazdy, które rzeczywiście są lokalnie bezemisyjne. Tylko od źródła powstawania tego prądu zależy więc, czy będą one w pełni bezemisyjne. Technologia wodorowa to jeden ze sposobów, by ten cel osiągnąć. Firma Daimler i Mercedes-Benz już dzisiaj oferuje, na razie w limitowanej serii, takie pojazdy jak GLC F-Cell. To właśnie model napędzany silnikiem wodorowym. Do 2039 roku mamy zamiar produkować wyłącznie bezemisyjną flotę. Natomiast wcale nie jest powiedziane, że muszą to być wyłącznie samochody elektryczne produkowane w tradycyjnej formule. Mogą to być samochody wodorowe lub kolejne, technologicznie lepsze rozwiązania – zapowiada Rzepecki.

Odszkodowania w UK – jak się o nie starać?

Przebywając w kraju, jak i za granicą warto znać swoje prawa i ubiegać się o nie w przypadku doznania uszczerbku na zdrowiu. Odszkodowanie w UK należy nam się tak samo jak w Polsce niezależnie od tego, czy jesteśmy tam w pracy, czy na wakacjach. Czy jednak wiemy, kiedy możemy się o nie starać i kto nam pomoże z zagranicznymi przepisami prawa ubezpieczeniowego?

  1. Dlaczego warto się starać o odszkodowania w UK?
  2. Kto może się ubiegać się o odszkodowanie?

Dlaczego warto się starać o odszkodowania w UK?

Bardzo często zdarza się, że przebywając za granicą, możemy czuć się zagubieni. Inna kultura, odmienne przepisy w prawie, a także obcy język sprawiają, że starania się o odszkodowania w UK mogą być utrudnione. Pamiętajmy jednakże, że prawo stoi po naszej stronie. Dlatego, jeśli uważamy, że przysługuje nam odszkodowanie, powinniśmy o nie wystąpić.

Wypadki niestety zdarzają się na co dzień i niezależnie od szerokości geograficznej. Kontuzje, wypadki samochodowe, śliskie chodniki, brak przestrzegania przez innych zasad BHP – nie jesteśmy w stanie uchronić się przed wszystkim. Pamiętajmy także, że fizyczny uraz wpływa nie tylko na naszą kondycję, ale również na psychikę, jak i na ograniczenia w funkcjonowaniu na co dzień. Dlatego warto w takich przypadkach walczyć o odszkodowania w UK.

Kto może się ubiegać o odszkodowanie?

Oczywiście odszkodowanie w UK nie będzie nam się należało w każdym przypadku. Warto mieć zatem świadomość podstawowych przepisów prawnych oraz tego, jak funkcjonuje tamtejszy system odszkodowań. Jeśli nie chcemy występować o swoje prawa samodzielnie, zawsze możemy skorzystać z pomocy dedykowanych firm. Najlepiej zaś, żeby były one polskimi pośrednikami, działającymi na miejscu i oferującymi takie usługi jak odszkodowania Anglia.

Kiedy zatem możemy się starać o rekompensatę za poniesiony uszczerbek na zdrowiu? Przede wszystkim najważniejsze jest to, abyśmy nie byli stroną sprawczą. Jeśli jesteśmy ofiarami i nie mieliśmy wpływu na przebieg zdarzenia, czyli mieliśmy np.: założony kask na budowie, to możemy występować o odszkodowania powypadkowe UK.

Ważne jest także to, kiedy zdarzenie miało miejsce. Całe szczęście brytyjskie przepisy prawa dają nam sporo czasu na przygotowanie się i zebranie wszystkich dowodów. Mamy zatem aż 3 lata do przedawnienia się sprawy. Pamiętajmy przy tym, że jeżeli proces sądowy jest już w trakcie, przedawnienie nie ma zastosowania. Jeszcze inaczej wygląda to w przypadku dzieci. Jeśli dziecko uległo wypadkowi, kiedy było niepełnoletnie, to przedawnienie ma miejsce dopiero 3 lata po osiągnięciu dorosłości. Dlatego wbrew pozorom ubieganie się o odszkodowanie w UK nie jest wcale takie trudne i warto z niego skorzystać, kiedy zdarzy się wypadek.

Powstał dekalog dobrych praktyk dla turystów. Najczęstsze grzechy Polaków to nieważne dokumenty i brak orientacji w zagrożeniach

Analiza umowy z touroperatorem, ważność dokumentów umożliwiających podróż oraz bezpieczeństwo zdrowotne podczas wakacji to najważniejsze kwestie, na które należy zwrócić uwagę podczas wizyty w biurze podróży i planowania urlopu. Ogólnopolskie Stowarzyszenie Agentów Turystycznych (OSAT) przestrzega turystów przed zbyt pobieżnym przygotowaniem się do wyjazdów zagranicznych. – Zarówno w przypadku pandemii koronawirusa, jak i innych zagrożeń związanych z podróżowaniem należy zapoznać się z potencjalnymi niebezpieczeństwami i korzystać z wiarygodnych źródeł informacji – podkreśla Marcin Wujec, prezes zarządu OSAT.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie Agentów Turystycznych przygotowało nowy dokument zawierający listę dobrych praktyk dla turystów – „OSAT radzi i przypomina”. Poprzednia wersja została zaktualizowana z uwagi na zmiany na rynku turystycznym – coraz większą popularność wyjazdów zagranicznych i wzrost zainteresowania egzotycznymi krajami. Dokument podpisał wiceminister rozwoju Andrzej Gut-Mostowy, pełnomocnik Prezesa Rady Ministrów ds. promocji polskiej marki. Poradnik omawia 10 obszarów, na które należy zwrócić uwagę podczas planowania wakacji i zakupu usługi turystycznej w biurze podróży.

– Jednym z najważniejszych elementów są kwestie formalne związane z wyborem touroperatora i podpisaniem umowy. Bezwzględnie należy przeczytać warunki uczestnictwa w imprezie oraz wszelkie informacje od organizatora – wymienia Marcin Wujec. – Kolejna kwestia związana z formalnościami to sprawdzenie ważności swoich dokumentów – dowodu osobistego i paszportu. Coraz częściej zdarza się, że turyści tego nie kontrolują.

Poza formalnościami należy zadbać o bezpieczeństwo zdrowotne, a szczególnie kwestię ubezpieczeń. Warto sprawdzić, jaki jest zakres ubezpieczenia zawartego w umowie, i zastanowić się, czy jest konieczne rozszerzenie zakresu ochrony. Podróż, szczególnie poza granice Unii Europejskiej, może powodować wzrost kosztów, np. związanych z transportem medycznym.

– Zwracamy również uwagę na odpowiednie przygotowanie zdrowotne do podróży. Nie każdy ma kondycję, która pozwoli wejść na Kilimandżaro. Do ekstremalnych wycieczek należy się przygotować – podkreśla prezes zarządu OSAT. – Warto również zapytać swojego lekarza o zalecenia dotyczące szczepień ochronnych. Aktualne komunikaty dotyczące szczepień znajdują się na stronie internetowej Głównego Inspektora Sanitarnego, którą podajemy w poradniku. Udostępniamy również link do strony Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie znajdują się najbardziej aktualne i wiarygodne informacje na temat bezpieczeństwa podróżowania do poszczególnych krajów.

Jak zauważa Marcin Wujec, wiele osób o tym nie pamięta. Czujność turystów dotyczącą zagrożeń wzmogła pandemia koronawirusa. Jednak przestrzega, aby korzystać wyłącznie z wiarygodnych źródeł informacji, a nie z informacji w internecie, które mogą opierać się na nierzetelnych źródłach.

– Warto śledzić komunikaty Ministerstwa Spraw Zagranicznych, które są aktualizowane na bieżąco. Zachęcam, żeby traktować je jako główne źródło wiedzy na temat bezpieczeństwa podróży do jakiegoś kraju – dodaje.

Ustawa o usługach hotelarskich oraz usługach pilotów wycieczek i przewodników turystycznych, która obowiązuje od 1 lipca 2018 roku, nałożyła na firmy nowe obowiązki informacyjne. OSAT jest pośrednikiem pomiędzy touroperatorami a klientami i bazuje na własnej wiedzy, ale także na sprawdzonych informacjach. W zakresie obowiązków informacyjnych mieszczą się przede wszystkim kwestie związane z podpisaniem umowy i opisem oferty zwiedzania na każdy dzień.

– Jeżeli następują jakiekolwiek zmiany w programie, jesteśmy zobowiązani po otrzymaniu komunikatu od touroperatora informować o tym klientów. Podobnie w przypadku stacjonarnych imprez pobytowych jest dużo elementów, które mogą wpływać na zadowolenie klienta. Dotyczy to nawet remontu w sąsiedztwie hotelu, który może wpływać na komfort wypoczynku gości. Zgodnie z prawem tego typu kwestie także stanowią obowiązek informacyjny – wyjaśnia prezes zarządu OSAT.

Rynek e-handlu nie spodziewa się trzęsienia ziemi po wejściu Amazona do Polski. Jego sukces będzie zależeć od stawek i szybkości dostaw

Pięć lat temu Amazon zapowiadał testy dronów do dostarczania przesyłek. W Polsce dronów nie będzie. Wszystko wskazuje na to, że zastąpi je Poczta Polska. Polski rynek e-handlu zapewnia, że konkurencji amerykańskiego giganta się nie boi – przynajmniej na razie.

Amazon jest w Polsce znany nie tylko z teorii. Polacy mogą robić zakupy, korzystając m.in. z niemieckiej, choć polskojęzycznej platformy, na której można płacić nawet Blikiem. Jednak zakupy nie zawsze są łatwe, szybkie i przyjemne, ponieważ bezproblemowe wybranie i opłacenie towaru to nie wszystko. Dobrze by było, aby przesyłka szybko dotarła do adresata, a okazuje się, że z tym może być problem.

Od 2016 roku Polacy mogą robić zakupy na niemieckim Amazonie, ale nie każdy merchant dostarcza z niego przesyłki do Polski – przyznaje w rozmowie z agencją Newseria Biznes Damian Gwiazdowski, account manager w Shoper Premium.

Sprzedaż poprzez niemieckiego Amazona przez polskie sklepy też nie jest prosta, ponieważ wymaga dostosowania się do niemieckiego prawa, co wymaga załatwienia wielu formalności i zdecydowanie nie ułatwia handlowcom pracy.

Polscy merchanci, żeby móc sprzedawać na Amazonie, muszą zarejestrować swoją działalność w Niemczech, więc to także jest pewne utrudnienie.  Po wejściu Amazona do Polski wiele przeszkód więc zniknie – zarówno dla polskich kupujących, jak i sprzedających – podkreśla ekspert.

Polski e-handel niespecjalnie się obawia amerykańskiego giganta, ponieważ konkurencja na rynku trwa od lat. Sukces Amazona będzie też w dużym stopniu zależał od Poczty Polskiej, bo jednym z ważniejszych elementów budowania przewagi konkurencyjnej na rynku e-commerce jest czas dostarczenia przesyłki.

Nie będzie wielkiego trzęsienia ziemi, szczególnie na początku. W Polsce przyzwyczajenia klienta w sieci są już ugruntowane. Widać to było kilka lat temu, po wejściu eBaya do Polski, które skończyło się totalnym fiaskiem. Według mnie Amazon będzie tylko dodatkowym kanałem sprzedażowym dla klienta czy merchanta – podkreśla Damian Gwiazdowski. – Nie spodziewam się, że polskie firmy, takie jak Allegro, które także jest bardzo ugruntowanym i chyba najpopularniejszym medium sprzedażowym w Polsce, będą miały większe lub mniejsze problemy. Wejście Amazona będzie tylko ożywczym powiewem – dodaje.

Teoretycznie można natomiast liczyć na konkurencyjne ceny przesyłek wobec tych żądanych przez zagraniczne e-sklepy Amazona, choćby najczęściej wykorzystywany przez Polaków sklep niemiecki, ale pewności nie ma.

Trudno powiedzieć, jakie będą warunki, ponieważ jeszcze nie znamy zakresu współpracy pomiędzy Pocztą Polską a Amazonem. Na Allegro funkcjonuje Smart, czyli odpowiednik Prime’a w amerykańskim sklepie. Nie wiemy, czy Amazon wejdzie do Polski właśnie z Prime’em i będzie stuprocentowo dostępny dla polskiego kupującego, bo może się okazać, że nie. A sam Prime jest główną siłą na wielu rynkach, co sprawia, że kupujemy na Amazonie – tłumaczy Damian Gwiazdowski.

Zdaniem przedstawiciela Shopera, firmy dostarczającej gotowe rozwiązywania dla sklepów internetowych, jeżeli warunki oferowane przez Amazona będą podobne do tych w Niemczech, to Allegro nadal będzie o wiele bardziej konkurencyjną platformą.

Zwłaszcza że 10 marca portal ten wprowadził nowy regulamin i obniżył opłaty od sprzedaży przez ogłoszenia z „kup teraz” lub licytację na Allegro Lokalnie. To reakcja na badania Gemiusa, z których wynika, że w grudniu 2019 roku aplikacja chińskiego AliExpresu, należącego do grupy Alibaba, przegoniła aplikację Allegro pod względem popularności.

– Amazon musiałby od razu zaproponować stawki dostosowane do polskich warunków, a czy tak zrobi, nie wiemy. Nie wiemy też, jaką będzie miał propozycję dla polskich sprzedawców i kupujących. Nie wiadomo też, ile firm skusi się, żeby wejść do Amazona, bo tak naprawdę jest on głównie marketplace’em. To nadal jest największy sklep internetowy na świecie, ale jego siła tkwi w bardzo dużej liczbie sprzedawców, którzy oferują swoje towary i którzy poprzez jego infrastrukturę wysyłają je do klientów – podsumowuje Damian Gwiazdowski.

Ciech stawia w tym roku na digitalizację, zielone projekty i ograniczanie kosztów. Koncern chemiczny dokłada do krajowej gospodarki prawie 2 mld zł

0

Wysokie ceny energii i koszty pozyskiwania surowców, digitalizacja i obszar innowacji oraz ograniczanie emisji CO2 – to największe wyzwania na ten i przyszły rok dla Grupy Ciech. Sztandarowy projekt chemicznego giganta na ten rok to zakończenie budowy nowej warzelni soli w zakładzie w Niemczech, firma stawia też na poprawę procesów produkcyjnych i umacnianie swojej rynkowej pozycji. To istotne o tyle, że – jak wynika z raportu firmy doradczej EY – jej wpływ na krajową gospodarkę jest liczony w miliardach złotych i tysiącach miejsc pracy.

– Poza tym, że jesteśmy istotnym europejskim graczem, Grupa Ciech jest również fundamentalnym ogniwem dla polskiej gospodarki. Generuje ok. 1,7 mld zł wartości dodanej, tworzy ponad 11 tys. miejsc pracy – z czego 3 tys. to zatrudnienie bezpośrednie – i zasila sektor finansów publicznych kwotą przekraczającą 420 mln zł rocznie – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Dawid Jakubowicz, prezes zarządu Ciech SA.

Jak wynika z raportu opracowanego przez firmę doradczą EY, gigant polskiego rynku chemicznego w 2018 roku wygenerował 1,7 mld zł wkładu do krajowego PKB (ok. 739 mln zł bezpośrednio i ok. 1 mld zł w ramach efektów pośrednich i indukowanych) oraz 420 mln zł dochodów dla sektora finansów publicznych – głównie w postaci składek na ubezpieczenia społeczne oraz podatku PIT, CIT i akcyzy. To też jeden z największych polskich eksporterów oraz inwestorów zagranicznych. Bezpośrednio zatrudnia ponad 3 tys. pracowników, ale działalność grupy wspiera dodatkowo ponad 8 tys. miejsc pracy w innych firmach – przede wszystkim z sektora górniczego, wydobywczego, transportowego czy handlowego.

EY wskazuje, że wśród największych wyzwań, jakie czekają chemicznego giganta po 2020 roku, są rozwijanie innowacji i digitalizacja. Działania B+R pozwolą grupie utrzymać przewagę konkurencyjną, tworzyć nowe produkty i linie biznesowe. Ciech działa już w tym obszarze w formule Open Innovation, współpracując z ośrodkami akademickimi, platformą crowdsourcingową i inwestując w technologiczne start-upy.

– Sztandarowym projektem na dziś jest budowa warzelni soli w zakładzie w Niemczech. Chcemy ten projekt zakończyć w tym roku, żeby produkcja była dostarczana do klientów od stycznia 2021 roku. Na tym się skupiamy, to jest nasz główny cel i driver naszych wskaźników finansowych, które pokazujemy w naszej strategii na lata 2019–2021 – podkreśla członek zarządu spółki, Mirosław Skowron. – Poza tym realizujemy też wiele projektów związanych z digitalizacją. Chcemy poprawiać wskaźniki produkcyjne i żeby nasi pracownicy mogli lepiej wykorzystać swoje kompetencje.

Digitalizacja spółki ma poprawić efektywność procesów biznesowych i produkcyjnych. Innowacyjne rozwiązania z zakresu Przemysłu 4.0 są już wdrażane m.in. w polskich zakładach sodowych grupy. Realizują one obecnie projekt wykorzystujący nowoczesne technologie do rozwoju predictive maintenance, czyli wcześniejszego przewidywania zagrożeń dla płynności produkcji sody. Pracują również nad optymalizacją jej produkcji poprzez wykorzystanie modelu opartego na sieciach neuronowych. Z kolei prowadzone we współpracy z firmami technologicznymi projekty w fabrykach w Inowrocławiu i niemieckim Stassfurcie pozwolą m.in. na digitalizację sterowania produkcją sody.

– Wyzwania są dynamiczne, krótkoterminowo przyglądamy się sytuacji związanej z koronawirusem, głównie od strony łańcucha dostaw i zabezpieczenia nas w surowce. Na razie nie widzimy istotnego wpływu, ale bacznie monitorujemy całą sytuację – mówi prezes spółki Dawid Jakubowicz. – Naszym długoterminowym wyzwaniem jest energetyka, która jest istotnym kosztem wytwarzania naszych głównych produktów. Tutaj będziemy skupiać się na dywersyfikacji źródeł wytwarzania pary w naszych zakładach na Kujawach poprzez budowę kotłów gazowych. Weszliśmy też we współpracę z firmami, które mogą nam zaproponować dywersyfikację technologii dzięki parze ze spalania śmieci. Ta technologia jest sprawdzona, obecna już w naszym zakładzie w Niemczech, i na Kujawach też powinna odnieść sukces.

Ciech ma duży wpływ nie tylko na całą krajową gospodarkę, lecz przede wszystkim na kondycję poszczególnych województw i powiatów, w których działają fabryki i spółki należące do grupy. To prawie 1 mld zł wpływu na PKB oraz ponad 5 tys. miejsc pracy w lokalnych społecznościach.

– Ciech posiada sześć fabryk zlokalizowanych w różnych regionach Polski i trzeba podkreślić, że wartość dodana generowana przez grupę w tych powiatach jest znacząca – mówi Bogdan Dobrzeniecki z Działu Doradztwa Biznesowego w EY.

Wyliczenia EY pokazują też, że Grupa Ciech jest katalizatorem dla innych gałęzi polskiego przemysłu. Górnictwo i wydobycie, transport, handel i produkcja energii – to sektory, które w największym stopniu korzystają na jej działalności.

Jednak fundamentalne znaczenie Ciech ma przede wszystkim dla sektora produkcji szkła, gdyż produkowana przez niego soda kalcynowana jest w tym procesie niezbędnym surowcem. W tej części Europy powstał w ostatnich latach duży klaster produkcji i przetwórstwa szkła, a tylko w Polsce w 2018 roku ta gałąź przemysłu wygenerowała 11,2 mld zł wartości dodanej dla gospodarki i zatrudniała ponad 86 tys. pracowników.

– Jesteśmy największym graczem dostarczającym sodę kalcynowaną dla całego przemysłu szklarskiego, który rozwinął się w Polsce. W tej chwili mamy około 30 krajowych hut, które zatrudniają ok. 30 tys. osób, i jest to znaczący sektor gospodarki – mówi Mirosław Skowron, członek zarządu Ciech SA.

– Polska jest jednym z czterech największych producentów szkła w Europie, eksport tego sektora wynosi ponad 7 mld zł. Jego funkcjonowanie jest w dużej mierze uzależnione od stałych i stabilnych dostaw od lokalnych producentów. Jedną z takich głównych dostaw jest właśnie soda kalcynowana produkowana przez Ciecha. Inne branże, dla których dostarczamy surowce, to m.in. przemysł produkcji środków czyszczących, przemysł meblarski, oponiarski czy branża rolnicza – dodaje Bogdan Dobrzeniecki z EY.

Cyfryzacja szpitala może pochłonąć nawet 10 proc. jego budżetu. To jedyny sposób na sprostanie niedoborom kadrowym

Jednym z priorytetów resortu zdrowia jest cyfryzacja placówek medycznych. Ten proces wymaga jednak od szpitali zaangażowania większych nakładów, personelu, zadbania o obszar cyberbezpieczeństwa i przede wszystkim – wypracowania planu działań, bo cyfryzacja nie może być przeprowadzana ad hoc – podkreśla dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku, Jakub Kraszewski. Jak ocenia, od nowych technologii nie ma jednak odwrotu, a cyfryzacja w długiej perspektywie jest jedyną drogą, aby sprostać pogłębiającym się niedoborom lekarzy i pielęgniarek.

– Przy cyfryzacji szpitala na początku mamy więcej pracy, bo musimy uporządkować i zastanowić się nad tym, co zapisujemy i jak zapisujemy. Czasami zanim scyfryzujemy pewien proces, najpierw produkujemy więcej papieru i niestety bardziej angażujemy w to też personel, co może powodować pewne napięcia. Dodatkowo oczywiście musimy także zmierzyć się z aspektami finansowymi, czyli mieć pieniądze na zakup sprawdzonych chociażby w innych branżach rozwiązań IT. To jest kosztowne przedsięwzięcie – mówi agencji Newseria Biznes Jakub Kraszewski, dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Jak podkreśla, cyfryzacja szpitali wiąże się w pierwszym etapie z większymi nakładami – i finansowymi, i kadrowymi – ale w długiej perspektywie to jedyny sposób na odciążenie lekarzy i personelu medycznego, których polskim szpitalom bardzo brakuje. Jak wynika z ubiegłorocznego raportu ManpowerGroup „Niedobór talentów w służbie zdrowia” – 72 proc. polskich szpitali potrzebuje pielęgniarek wszystkich specjalizacji, 68 proc. szuka lekarzy, a 13 proc. – położnych.

– Cyfryzacja zawsze wiąże się z nakładami i niestety często mocno angażuje personel, przynajmniej na starcie, gdy zaczyna się ten projekt.Jednak dzisiaj ta potrzeba jest oczywista, zwłaszcza w kontekście bardzo dużych niedoborów kadr medycznych. Musimy robić wszystko, żeby ten proces leczenia i opieki nad pacjentem był jak najbardziej scyfryzowany. Wtedy będziemy mogli odzyskiwać czas naszych lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów czy ratowników do bezpośredniej pracy z pacjentem. I to jest cel cyfryzacji – mówi Jakub Kraszewski.

Kolejny aspekt, o który szpitale muszą zadbać w kontekście cyfryzacji, to cyberbezpieczeństwo. Wiele placówek medycznych powszechnie przechowuje już dane i dokumentację medyczną pacjentów w formie cyfrowej, a w ostatnich dwóch latach w służbie zdrowia został wdrożony szereg e-usług. Przejście z papierowych kartotek do danych zapisanych w szpitalnych serwerowniach lub w chmurze wiąże się jednak z ryzykiem ataku i zainfekowania złośliwym oprogramowaniem.

Jednak cyfryzacja dokumentacji i procesów medycznych przekłada się też na większe bezpieczeństwo samych pacjentów, a także lekarzy i personelu, którzy w razie wątpliwości zawsze mogą skorzystać z elektronicznej bazy i np. prześledzić dotychczasową ścieżkę leczenia pacjenta.

– Jest to pewien atut, ponieważ jeżeli po jakimś czasie przyjdzie do nas pacjent i powie: „A tu pani pielęgniarka coś zrobiła albo czegoś nie zrobiła” – to mamy wszystkie wpisy w systemie, jesteśmy w stanie odzwierciedlić cały proces medyczny i z łatwością później pokazać: „No tak, ale przykładowo 5 sierpnia podaliśmy lek o godzinie 13.00, a o 15.00 pacjentka wyszła”. To daje niesamowite możliwości dowodowe i ochronne wszystkim użytkownikom procesu leczenia – zarówno pacjentowi, jak i lekarzom – mówi Jakub Kraszewski.

Kolejnym problemem jest fakt, że cyfryzacja szpitali wiąże się z nakładami finansowymi. W Stanach Zjednoczonych te koszty są szacowane na 3 do 5 proc. budżetu placówki, a w Polsce nawet do 10 proc.

– Trzeba też podkreślić, że cyfryzacja nie jest zadaniem dla niecierpliwych. Musimy mieć koncepcję i plan, do którego realizacji będziemy dążyć, a to wymaga czasu. Szybka cyfryzacja i zmiany powodują masę błędów i problemów. Ten proces nie może przebiegać na zasadzie pospolitego ruszenia. Wymaga dużo cierpliwości, zaangażowania i konsekwencji, żeby można było mówić o sukcesie – podkreśla dyrektor Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku.

Cyfryzacja szpitali i placówek medycznych jest jednym z priorytetów resortu zdrowia. Jak podaje Centrum Systemów Informacyjnych Ochrony Zdrowia, plany dotyczące rozwoju e-zdrowia na nadchodzący rok obejmują m.in. wdrożenie e-skierowania w całym kraju, wymianę elektronicznej dokumentacji medycznej między podmiotami wykonującymi działalność leczniczą oraz rozwój Internetowego Konta Pacjenta o kolejne funkcjonalności.

Ministerstwo Finansów chce wprowadzić regulacje związane z najmem krótkoterminowym. Ułatwi to ewidencję podatkową i poprawi bezpieczeństwo turystów

W miejscowościach turystycznych prywatne pokoje na wynajem są znane od czasów PRL-u. Rynek się jednak zmienia. Dzisiaj to już wielki biznes, zarówno w kurortach, jak i dużych miastach. Coraz więcej osób kupuje mieszkania lub domy z myślą o wynajmie, ale nie zakłada działalności gospodarczej. Rośnie więc czarny rynek najmu, który staje się konkurencją dla małych hoteli i obiektów agroturystycznych.

– Ministerstwo Finansów prowadzi prace koncepcyjne nad pewnym uporządkowaniem najmu krótkoterminowego. Chodzi oczywiście o uczciwą konkurencję w stosunku do obiektów noclegowych, do hoteli, które wynajmują pokoje konsumentom – mówi Andrzej Gut-Mostowy, wiceminister rozwoju ds. turystyki.

Większość zamożnych inwestorów, skupujących nieruchomości z myślą o wynajmie na dni lub tygodnie, nie rejestruje działalności gospodarczej, a tym samym nie rozlicza się z fiskusem. To jednak niejedyny problem. Miejsca noclegowe najczęściej rezerwuje się na platformach internetowych. Nie ma więc pewności, że reklamowany standard będzie w rzeczywistości zachowany.

– Samorządy sygnalizują nam, że najem krótkoterminowy jest powodem wielu napięć społecznych występujących w miejscowościach turystycznych. Tam, gdzie dominuje funkcja mieszkalna, tam pojawia się funkcja noclegowa, z tymi samymi konsekwencjami, które są normalne w turystyce – zaznacza Andrzej Gut-Mostowy.

Resort nie chce jednak ograniczać najmu krótkoterminowego, tylko uporządkować go od strony prawnej. Zwłaszcza że wokół turystyki i krótkoterminowego najmu narasta coraz więcej sprzeciwów nie tylko ze strony samorządów, ale nawet ze strony administratorów budynków i sąsiadów.

– Nie chcemy spowodować regresu tej funkcji noclegowej, tylko ją uporządkować, tak jak to się dzieje przy zagospodarowaniu przestrzennym. W miastach jest strefa przemysłowa i strefa rekreacji – wyjaśnia wiceminister rozwoju ds. turystyki.

Jego zdaniem uporządkowanie funkcji mieszkalnych jest słuszne również z punktu widzenia rozwoju miast. Dzięki temu zanikną złe emocje, które nagromadziły się wokół turystów i źle wpływają na obraz całej turystyki.

– Ministerstwo Finansów prowadzi prace koncepcyjne i konsultacyjne związane z najmem krótkoterminowym. Po jego deklaracjach jesteśmy skłonni stwierdzić, że projekty ustaw z tym związanych będą gotowe jeszcze w tym roku – zapewnia Andrzej Gut-Mostowy.

Nad uregulowaniem najmu Ministerstwo Sportu i Turystyki głowiło się od dawna. Pierwszy projekt „Białej księgi regulacji systemu turystycznego w Polsce” pojawił się w 2015 roku. Pod koniec października 2019 roku światło dzienne ujrzał kolejny, opracowany już z uwzględnieniem postulatów przedstawicieli branży.

Materiał zgromadzony w „Białej księdze” ma służyć dyskusji o przyszłości systemu promocji turystycznej. Będzie też wykorzystany w procesie notyfikacji w Komisji Europejskiej finalnych propozycji regulacji prawnych, które zostaną przygotowane na podstawie rozpoczętych już pilotażowych prekonsultacji z branżą. Resort zapewnia, że każdy zainteresowany będzie mógł włączyć się w prace nad ostatecznym brzmieniem dokumentu, nad którym pieczę przejęło Ministerstwo Rozwoju.

W „Białej księdze” podkreślono niedostosowanie  ustawy  do  realiów  rynku  usług hotelarskich – brak  objęcia  regulacjami  podmiotów niebędących przedsiębiorcami lub rolnikami. Dokument ten ma być więc podstawą do podjęcia działań legislacyjnych, w tym opracowania testu regulacyjnego, następnie założeń nowej ustawy o usługach turystycznych, a finalnie projektu nowej ustawy. To jednak niejedyna inicjatywa zmierzająca do uregulowania rynku turystycznego.

– Ministerstwo Rozwoju jest beneficjentem projektu „Otwarte dane plus”. W jego ramach będzie tworzona elektroniczna baza wszystkich obiektów noclegowych w Polsce. Dzięki niej każdy obiekt noclegowy będzie łatwy do zidentyfikowania i do sprawdzenia. To zapewni nie tylko bezpieczeństwo wyjazdów turystycznych, ale także umożliwi prowadzenie ewidencji związanej ze sprawami podatkowymi – podkreśla Andrzej Gut-Mostowy

Na projekt „Otwarte dane plus”, realizowany z Programu Operacyjnego Polska Cyfrowa, przeznaczono 32,4 mln zł. Jego uruchomienie ma nastąpić najpóźniej w I kwartale 2021 roku. Bazę będą pomagali uzupełniać wójtowie, burmistrzowie i prezydenci, ponieważ trzeba będzie im zgłaszać wszystkie nieruchomości, które są lub będą wynajmowane.