Tanio, długo i mało wydajnie. Czy tak pracują Polacy?

„Polska gospodarka musi stać się bardziej produktywna, bo już teraz zaczyna słabnąć siła magnesu na inwestycje, którym niewątpliwie są dziś niskie koszty pracy nad Wisłą” – alarmuje w swoim nowym raporcie portal ALEO.com.Aleo_produktywnosc_ile_godzin

W publikacji „Produktywność pracy w Polsce – jak dogonić Europę?” ALEO.com bierze pod lupę statystyki OECD dot. wydajności europejskich gospodarek. Polska jest dziś jednym z najmniej produktywnych krajów w całej Unii Europejskiej. Przeciętny Polak w ciągu godziny wytwarza 1,5 raza mniej niż Niemiec i ponad dwukrotnie mniej niż w Norwegii, Irlandii czy Luksemburgu.Aleo_produktywnosc_w_europie

Jak tłumaczą autorzy raportu, te dysproporcje mogą wynikać ze specyfiki polskiej gospodarki. Nad Wisłą koszty pracy są blisko trzy razy niższe od unijnej średniej, a wartość wytwarzanych produktów i usług pozostaje relatywnie niewielka. W szerszej perspektywie taka sytuacja niekorzystnie wpływa na wyniki produktywności. Widać to zwłaszcza w takich sektorach, jak produkcja przemysłowa, rolnictwo czy energetyka – czyli obszarach, w których Polska jest nawet o 59% mniej wydajna niż kraje Europy Zachodniej.

ALEO.com podkreśla jednak, że tanie roboczogodziny powoli przestają być magnesem, który przyciąga do Polski zagranicznych inwestorów. Pomiędzy 2008 a 2018 rokiem płaca minimalna rosła nad Wisłą w tempie 6,5% rocznie, a mediana wynagrodzeń wzrosła łącznie o 55%. Co z produktywnością? Ta w podobnym okresie rosła niemal dwukrotnie wolniej niż zarobki – średnio o 3,4% rocznie.Aleo_produktywnosc_co_wplywa

Koszty pracy powoli będą się więc zbliżać do europejskich standardów. By wzmocnić konkurencyjność polskiej gospodarki, nad Wisłą może być konieczna rewolucja w zarządzaniu. „Produktywność w znacznej mierze zależy od decyzji właścicieli firm oraz kadry zarządzającej” – piszą autorzy raportu, według których pracodawcy mają dziś problem z efektywnym wykorzystaniem czasu swoich pracowników. Mimo niskiej wydajności, jesteśmy dziś bowiem drugim najdłużej pracującym narodem w UE: w 2018 r. statystyczny Polak przepracował aż o 429 godziny więcej niż Niemiec. Daje to prawie 54 dni po 8 godzin.

Zwiększeniu wydajności może sprzyjać skrócenie czasu pracy. Na taki ruch decyduje się coraz więcej firm – m.in. japoński oddział Microsoftu, który w ramach eksperymentu w sierpniu 2019 r. na miesiąc wprowadził 4-tygodniowy tydzień roboczy. Efekt? Wzrost produktywności aż o 40%!

Polacy niechętnie patrzą jednak na tego typu zmiany. Jak wynika z badań przytoczonych w raporcie ALEO.com, nad Wisłą tylko 38% pracowników poparłoby skrócenie tygodnia pracy, jeśli wiązałoby się to z obniżeniem ich pensji. Jednocześnie ponad połowa z nich opowiada się za skróceniem czasu pracy z 8 do 7 godzin.

Kosmetyczne trendy na Amazon w 2020 r.

Olejki w składzie, naturalność oraz nawilżanie jako główna funkcja to najważniejsze trendy w sprzedaży kosmetyków na Amazon – wynika z raportu firmy EUBRAND, która przeanalizowała 1000 bestsellerów w kategorii Beauty. Innym zauważalnym trendem jest przejrzystość i prostota w opakowaniach, na którą stawiają producenci sprzedażowych hitów z Amazon.

EUBRAND wzięła pod lupę najpopularniejsze na Amazon produkty przeznaczone do pielęgnacji cery, ciała i włosów. Analiza daje wiedzę m.in. o tym, czego szukają kupujący na Amazon. Właśnie o nich walczy coraz więcej polskich marek kosmetycznych.

– Aktualnie ogromną popularnością cieszą się kosmetyki z olejkami. Ten składnik znajduje się na etykietach artykułów reprezentujących osiem spośród dziesięciu przebadanych kategorii – od płynów pod prysznic i szamponów poprzez peelingi i maski, po serum, kremy na dzień, balsamy oraz kremy do rąk i stóp. Poszukiwanymi składnikami są też aloes, kwas hialuronowy, witaminy i masło shea – mówi Urszula Nowicka z EUBRAND, firmy doradczej, opiekującej się markami na Amazon. – Innymi zyskującymi na popularności cechami są naturalność i organiczny skład. Ta ostatnia cecha dotyczy zwłaszcza kosmetyków do pielęgnacji skóry twarzy – kremów, serum i masek. Dodatkowo w tych kategoriach coraz lepiej sprzedają się kosmetyki wegańskie – dodaje Urszula Nowicka.

Trendy w kategorii Beauty dotyczą także zadań, jakie mają spełniać produkty. Najpopularniejszą rolą niezmiennie pozostaje nawilżanie. Takie działanie ma aż 42% produktów, zarówno do pielęgnacji ciała, włosów, jak i cery. Drugą pod względem popularności funkcją jest ujędrnianie (16%), a trzecią walka z trądzikiem (14%). Klienci oczekują tego przede wszystkim od kremów do twarzy, serum, masek, a także balsamów.

– Ważnym trendem w sprzedaży kosmetyków i innych produktów na Amazon są także zmiany w wyglądzie opakowań. Liczy się przejrzystość i spójny przekaz na temat cech produktu, a jednocześnie producenci starają się wyróżnić. Stąd nowoczesny design etykiet czy nieszablonowa typografia. Ten trend jest napędzany przez chęć dostosowania się do oczekiwań kupujących na Amazon, ale też czasami zmiany opakowań są konieczne ze względów logistycznych. Niektórzy producenci projektują czy dostosowują dotychczasowe opakowania specjalnie na potrzeby tego kanału sprzedaży. Zdają sobie sprawę, że jest to warte zachodu, biorąc pod uwagę rosnące udziały tej platformy w europejskim rynku detalicznym, nie tylko online, ale i ogółem – stwierdza Jakub Milewski, partner w firmie EUBRAND.

Amazon jest obecnie największym marketplace’em i internetowym sprzedawcą w Europie z dostępem do 340 milionów klientów, obejmującym swoim zasięgiem 27 europejskich krajów. Ponad 30% całego europejskiego ecommerce, wartego w 2019 r. ponad €621 miliardów euro, przechodzi przez tę platformę.

PLM – narzędzie do rozwoju i zwiększenia konkurencyjności firmy

W warunkach dzisiejszej, wymagającej gospodarki, sukces danego produktu, a co za tym idzie całego przedsiębiorstwa, zależny jest od zdolności firmy do pokonania konkurencji, która także zaciekle walczy o swoją pozycję. Wygraną zapewni dobry produkt, który będzie odpowiadał na oczekiwania klientów w zakresie jego funkcjonalności, wydajności i niezawodności, a jednocześnie dostarczenie go w cenie, jaką rynek jest w stanie zapłacić. Kolejnym krokiem na drodze do zwycięstwa nad konkurentami jest ciągła optymalizacja produktu tak, aby dążyć do minimalizacji kosztów produkcji, zapewnienia łatwiejszej obsługi, poprawy jakości towarów, czy też wspierania proekologicznych inicjatyw. W tej sytuacji niezbędne jest kompleksowe zarządzanie cyklem życia produktu, tak aby móc łatwo zdefiniować obszary, które mogą ulec usprawnieniu. Z pomocą przychodzi tutaj system PLM, gdzie skrót ten oznacza z ang. ‘Product Lifecycle Managament’. Zacznijmy jednak od początku…

Co to jest PLM?

Zanim przejdziemy do omówienia systemu PLM, ustalmy najpierw czym jest cykl życia produktu. W dużym skrócie, jest to ciąg zdarzeń począwszy od pojawienia się koncepcji na produkt, poprzez proces jego wytworzenia, wprowadzenia na rynek, sprzedaży, aż do utylizacji. PLM to nic innego jak zarządzanie cyklem życia produktu, umożliwiające firmom  ekonomiczne i wydajne prowadzenie wszystkich procesów z nim związanych. To narzędzie, które integruje zasoby ludzkie, procesy i systemy oraz gromadzi i udostępnia dane na wszystkich etapach cyklu życia produktu. 

Jak system PLM może pomóc Twojej firmie?

Dzięki stosowaniu rozwiązań PLM, product managerowie, czy osoby zarządzające procesami mogą opracowywać efektywnie strategie usprawniające i w ten sposób poprawiać wyniki na wszystkich etapach cyklu. Dodatkowo każda osoba uczestnicząca w przy realizacji projektu, ma wgląd do kompleksowych informacji niezbędnych przy realizacji swoich zadań. System PLM to strategiczne podejście biznesowe, którego celem jest zwiększenie przychodu firmy, przy jednoczesnej minimalizacji zasobów niezbędnych do utrzymania i zarządzania produktem w cyklu życia. To rozwiązanie stosowane przez wiodące na rynku, świadome i szybko rozwijające się firmy, które osiągają najlepsze wyniki pod względem produktywności i jakości. 

Ale… jak to działa? 

grafikPLM system Autodesk® Fusion Lifecycle to rozwiązanie oparte na chmurze, w której przechowywane i procesowane są dane. Głównym filarem systemu jest lista materiałowa, czyli wykaz wszystkich elementów, składających się na cykl życia produktu. Znajdują się w niej m. in. komponenty niezbędne do wykonania towaru, zasoby ludzkie, technologie, szczegóły wykonawcze, cena. Lista materiałowa jest główną bazą wiedzy jeśli chodzi o zarządzanie cyklem życia produktu PLM.

Ponadto na system PLM Autodesk składają się funkcjonalne moduły:

 

  • Wprowadzanie Nowego Produktu (NPI) – zestaw danych i narzędzi, umożliwiających zarządzanie projektem, zadaniami, harmonogramem, podczas wprowadzania na rynek nowego produktu.
  • Zarządzanie jakością – zestaw danych i narzędzi, umożliwiających automatyzację procesów w zakresie eliminacji i zapobiegania usterek, a także utrzymywania produktu w niezmiennie dobrej jakości, podsumowując to zarządzanie jakością w cyklu życia produktu, na każdym jego etapie. 
  • Zarządzanie zmianą – zestaw danych i narzędzi, umożliwiających automatyzację procesów w zakresie obiegu informacji i dokumentów, związanych ze zmianami i rozwojem produktów.
  • Zarządzanie Danymi produktów – zbiór danych o produkcie, takich jak rysunki techniczne i dokumentacja, w jednym miejscu. 
  • Współpraca z poddostawcami – zestaw danych i narzędzi, umożliwiających automatyzację procesów niezbędnych do współpracy z dostawcami, jak np. zamawianie komponentów i materiałów, zgodnie z dobrymi praktykami producentów. 

 

Poza powyższymi system PLM Autodesk umożliwia pełną integrację oprogramowania z innymi systemami informatycznymi, z jakich korzysta przedsiębiorstwo. Dzięki takiemu rozwiązaniu upłynniony zostaje sposób prowadzenia procesów w firmie oraz zapobiega się błędów komunikacyjnych między różnymi komórkami firmy. 

Kolejną ważną zaletą systemu PLM jest możliwość korzystania z niego przez współpracujące z przedsiębiorstwem firmy zewnętrzne, po nadaniu im odpowiednich uprawnień. W ten sposób posiadają one także niezbędną wiedzę o produkcie i obecnym zapotrzebowaniu przedsiębiorstwa, mogą więc lepiej odpowiadać na jego potrzeby. 

projektJak wdrożyć Product Lifecycle Managment w swojej firmie? 

Jeśli należysz do grona świadomych przedsiębiorców, którzy wiedzą, że aby uzyskać przewagę konkurencyjną należy kompleksowo zarządzać całym cyklem życia produktu, stosując do tego rozwiązania cyfrowe – wejdź na autodesk.pl. Poznasz tam znacznie więcej wymiernych korzyści, jakie przyniesie Ci korzystanie z systemu PLM, a także dowiesz się o kolejnych, zaawansowanych możliwościach oprogramowania, które będziesz mógł natychmiast wdrożyć w swojej firmie. Nie ma na co czekać – zaufaj rozwiązaniu stosowanemu przez najlepszych.

Amazon otwiera ultranowoczesne centrum logistyczne w Gliwicach

Największe zrobotyzowane centrum logistyki e-commerce w Gliwicach to kolejny, ósmy już obiekt logistyczny Amazon w Polsce i trzeci na Śląsku. Od 2014 roku firma stworzyła w kraju łącznie ponad 16 000 stałych miejsc pracy. Teraz, dzięki inwestycji na Górnym Śląsku, liczba ta wzrośnie o kolejny tysiąc.

  • Pracownicy Amazon otrzymają bardzo atrakcyjne wynagrodzenie w wysokości
    od 20 zł/godzinę brutto, pakiet dodatkowych świadczeń i możliwości rozwoju kariery.
  • Trwa rekrutacja na stanowiska specjalistyczne i poziomu początkowego.
  • Centrum w Gliwicach, o powierzchni ponad 210 000 m2, jest największym budynkiem Amazon w Polsce, wykorzystującym technologie Amazon Robotics.
  • Imponująca liczba 3 900 robotów transportowych wesprze pracowników w realizacji zamówień.
  • Otwarcie centrum w Gliwicach jest odpowiedzią na rosnące zapotrzebowanie polskich oraz europejskich klientów na usługi Amazon.

Cieszymy się, że to właśnie w Gliwicach powstało kolejne nowoczesne Centrum Logistyki E-commerce Amazon. Wychodzimy z atrakcyjną ofertą pracy, jednocześnie dając szansę na rozwój w jednej z najbardziej dynamicznych firm technologicznych na świecie. Amazon w Gliwicach wesprze także lokalne społeczności i współpracujące z nami przedsiębiorstwa – mówi dyrektor regionalny Amazon w Polsce, Marian Sepesi. Na Śląsku działają już dwa budynki firmy w Sosnowcu – jeden o powierzchni 11 000 m2, specjalizujący się w nadrukach na koszulki i etui na telefony oraz drugi, o powierzchni 105 tys. m2, realizujący zamówienia na odzież i obuwie.

Centrum w Gliwicach będzie największym budynkiem firmy w kraju, wykorzystującym technologie Amazon Robotics. Pracownicy odpowiedzialni będą za realizację zamówień klientów na produkty o małej i średniej wielkości, takie jak książki, rzeczy codziennego użytku czy elektronika. 3 900 robotów transportowych, dzięki innowacyjnej technologii Amazon Robotics pomoże w składowaniu i kompletowaniu zamówień pracownikom. Pozwala to nie tylko na ograniczenie czasu wysyłki przesyłek do klientów, ale również na znaczące zwiększenie przestrzeni magazynowej.Centrum dystrybucji e-commerce Amazon w Gliwicach_Materiał 2

Rekrutacja do Amazon Gliwice

Pracę w nowym centrum Amazon znajdą specjaliści na stanowiskach kierowniczych, między innymi w finansach, HR, logistyce czy inżynierii oraz pracownicy stanowisk poziomu początkowego. Firma oferuje nie tylko konkurencyjne wynagrodzenie od 20 zł/godzinę brutto, ale również szereg dodatkowych świadczeń oraz inne atrakcyjne benefity.

Centrum dystrybucji e-commerce Amazon w Gliwicach_Materiał 3W Amazon staramy się tworzyć jak najlepsze warunki pracy dla naszych pracowników. Oferujemy prywatną opiekę medyczną, ubezpieczenie, ciepłe posiłki za złotówkę, bezpłatny transport do pracy i z powrotem na wybranych trasach czy bonus miesięczny do 15% – w tym 8% za frekwencję indywidualną i 7% za produktywność zespołu. Ponadto, wierzymy że dobre miejsce pracy to również zapewnianie odpowiednich warunków do rozwoju. Z tego względu, w ramach programu „Postaw na swój rozwój” pokrywamy nawet 95% kosztów kształcenia na kursach, dzięki którym pracownicy zdobywają nowe umiejętności i kompetencje szczególnie poszukiwane na rynku pracy – mówi Marta Dworowska, dyrektor HR w regionie Europy Środkowo-Wschodniej.

Do Polski napływają nowe marki hotelowe

Jakie hotele otworzyły się w ostatnim czasie w naszym kraju? Jakie rozpoczną działalność? Jakie nowe marki pojawią się na rynku?   

Najszybciej rozwijającym się rynkiem hotelowym w kraju jest Warszawa, która według danych Walter Herz, dysponuje dziś 15 tys. pokoi hotelowych. Otwarcia planowane w najbliższych trzech latach przyniosą natomiast miastu około 5 tys. kolejnych pokoi hotelowych. Poza stolicą, segment hotelowy najszybciej rośnie w Krakowie i Trójmieście. Krakowskie zaplecze hotelowe, liczące dziś 12 tys. pokoi, w dwuletniej perspektywie wzrośnie o ponad 2,5 tys. pokoi.

Po otwarciu w Gdańsku największego w Trójmieście, hotelu Radisson Hotel & Suites z 340 pokojami, wchodzącego w skład kompleksu Deo Plaza nad Motławą, tamtejszy rynek liczy prawie 7 tys.  pokoi. Nowe obiekty, które mają zostać otwarte do końca 2022 roku dostarczą zaś około 1,7 tys. miejsc noclegowych, podaje Walter Herz.

Warszawa

Od kilku miesięcy w Warszawie funkcjonuje Motel One Warszawa Chopin z 333 pokojami. To pierwszy obiekt tej marki w Polsce.  W minionym roku wszedł też na warszawski rynek biznesowo-lifestyle’owy holel Vienna House Mokotow Warsaw, który zlokalizowany jest w biurowej części Mokotowa. W ścisłym centrum miasta, przy ulicy Widok pojawił się zaś hotel sieci Puro ze 148 pokojami, restauracją, barem, salami konferencyjnymi i przestrzenią fitness.

Niebawem w Warszawie otworzy się Hotel Nobu, należący do sieci znanych lifestylowych hoteli i restauracji, która powstała dzięki współpracy Roberta De Niro, szefa kuchni Nobu Matsushisa i producenta Meir Tepera. Hotel zajmie nowo wybudowany gmach oraz budynek dawnego hotelu Rialto przy ulicy Wilczej.

Pod koniec drugiego kwartału br. ma zostać otwarty w Warszawie także butikowy hotel Sadie Best Western z 66 pokojami, zamiast istniejącego dotąd w tym miejscu hotelu Harenda. Na stołecznej mapie hotelowej pojawi się wkrótce również hotel Radisson RED.

Pod szyldem Hampton by Hilton będzie natomiast działał hotel, który powstaje przy ulicy Mszczonowskiej, obok centrum handlowego Reduta. Do dyspozycji gości będzie w nim około 150 pokoi.

Wśród nowych warszawskich obiektów hotelowych wymienić należy także zapowiadany przez Polski Holding Hotelowy hotel Moxy & Residence Inn oraz pierwszy w Polsce i w Europie hotel marki Vīb, należącej do sieci Best Western Hotels & Resorts, który ma mieścić się w budynku zajmowanym dotychczas przez Apartamenty Zgoda by DeSilva w ścisłym centrum Warszawy.

Na warszawskiej Pradze przy ulicy Targowej zadebiutuje natomiast Tulip Residences, pierwszy hotel tej marki w Polsce.

W przyszłym roku w Warszawie otworzy się również pierwszy obiekt grupy hotelowej Barceló. Czterogwiazdkowy hotel, działający pod marką Occidental położony będzie na Powiślu u zbiegu ulic Zajęczej i Wybrzeża Kościuszkowskiego, w bezpośrednim sąsiedztwie Elektrowni Powiśle. Zaoferuje 150 pokoi, przestrzeń konferencyjną oraz bar na dachu budynku.

Niemiecka grupa hotelowa Meininger wprowadzi natomiast pierwszy w Polsce i drugi w Europie Środkowo-Wschodniej hotel nowej marki z klasy ekonomicznej, adresowany do rodzin, osób podróżujących biznesowo i backpackerów. Budynek, w którym znajdzie się hotel Meininger Warszawa z ponad 150 pokojami istnieje, a firma planuje zakończyć jego modernizację do końca 2022 roku.

Hotel nowej marki z segmentu life style planuje również wprowadzić Orbis. Zlokalizowany w sercu Warszawy, przy ulicy Brackiej hotel TRIBE Warszawa Bracka zaoferuje 113 pokoi, bar i restaurację, zaplecze konferencyjne i strefę fitness. Hotel zlokalizowany w miejscu dawnej siedziby Orbisu ma zostać otwarty w 2022 roku.

Wniosek o pozwolenie na budowę hotelu złożyła także spółka NDI Smolna, powiązana z sopocką firmą deweloperską NDI. Inwestor zamierza postawić sześciopiętrowy budynek w pasie zieleni między ulicą Smolną i alejami Jerozolimskimi w Warszawie, nieopodal ronda de Gaulle’a.

Kraków

W Krakowie przy Alei Róż jesienią ubiegłego roku został otwarty hotel ibis Styles Kraków Santorini z 63 pokojami. Na ostatni kwartał przyszłego roku jest natomiast zaplanowane oddanie przy ulicy Mogilskiej kolejnego hotelu tej marki z 259 pokojami. W stolicy Małopolski pojawić ma się również hotel Radisson RED Kraków.

Spółka AMW Hotele, wchodząca w skład Grupy Polskiego Holdingu Hotelowego zapowiedziała z kolei wprowadzenie na krakowski rynek ekskluzywnej marki Le Méridien. Rebranding ma przejść istniejący hotel Royal, który po zmianie marki zaoferuje około 100 pokoi w doskonałej lokalizacji.

Inna, nowa, lifestylowa marka, która pojawić ma się w Krakowie w 2022 roku to TRIBE. Hotel TRIBE Kraków Stare Miasto, położony przy ulicy Worcella, obok istniejącego Mercure Kraków Stare Miasto, Galerii Krakowskiej i dworca kolejowego dostarczyć ma 170 stylowych pokoi, restaurację, kącik kawowy i bar, centrum fitness i saunę.

W pierwszym kwartale przyszłego roku gości przyjmie także Mercure Kraków Fabryczna City. 200 pokojowy hotel, w którym znajdzie się również 3,5 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni konferencyjnej, 2 tys. mkw. powierzchni fitness & spa z basenem oraz bar i restauracja powstanie w ramach realizowanej w Krakowie inwestycji Fabryczna City. W zabytkowych budynkach na terenie kompleksu mieścić się będzie też sześć innych restauracji, z których jedna dysponowała będzie własnym browarem z piwem warzonym na miejscu.

Wrocław

We Wrocławiu, w którym według danych Walter Herz, do dyspozycji podróżujący jest ponad 5 tys. pokoi hotelowych, planowane hotele przyniosą łącznie ponad 2 tys. pokoi.

Pod koniec ubiegłego roku wrocławskie portfolio sieci Best Western poszerzyło się o drugi w mieście hotel tej marki. Czterogwiazdkowy Best Western Premier Hotel City Center położony u zbiegu ulic Piłsudskiego i Gwarnej oferuje 64 pokoje. Przed końcem przyszłego roku we Wrocławiu ma zostać otwarty także hotel Holiday Inn Express Wrocław ze 142 pokojami.

Jeszcze w tym roku ma natomiast powitać gości, powstający w dawnym pałacu Leipzigerów we Wrocławiu  pięciogwiazdkowy hotel Altus Palace. W zmodernizowanym, zabytkowym budynku znajdzie się 81 pokoi. Operatorem hotelu będzie spółka Dobry Hotel.

Na projekt hotelowy we Wrocławiu podpisała także umowę sieć hoteli Vienna House. Nowy obiekt  pod marką Vienna House Easy ma zostać otwarty w 2022 roku.

Katowice

Andrzej Szymczyk – Hospitality Associate Director w Walter Herz
Andrzej Szymczyk, Associate Director Hospitality Department w Walter Herz

– W Katowicach, które dysponują ponad 2,2 tys. pokoi, po otwarciu hoteli będących w trakcie realizacji i w fazie planowania podaż zwiększy się o prawie 1,9 tys. pokoi – podaje Andrzej Szymczyk, Associate Director Hospitality Department w Walter Herz.

W tym roku w Katowicach gości przyjąć ma hotel Diament Plaza Katowice, który po rozbudowie zaoferuje 135 pokoi. Przy ulicy Młyńskiej otworzy się także Mercure Katowice City Center z 268 pokojami. Przy alei Korfantego trwa zaś budowa czterogwiazdkowego hotelu Puro, dzięki któremu katowicki rynek wzbogaci się o około 247 pokoi. Jego otwarcie planowane jest w pierwszym kwartale 2022 roku.

Wśród nowych katowickich obiektów hotelowych jest też hotel Qubus z 97 pokojami oraz dwumarkowy Kyriad i Première Classe, który zaoferuje łącznie około 200 pokoi. W miejscu wyburzonego, słynnego hotelu Silesia w ścisłym centrum miasta stanie natomiast Nova Silesia. Cała inwestycja obejmować będzie dwa czternastokondygnacyjne budynki biurowe, które przyniosą 30 tys. mkw. powierzchni i siedmiokondygnacyjny hotel ze 150 pokojami.

Sieć Vienna House u zbiegu ulic Sokolskiej i Piotra Skargi otworzy natomiast w Katowicach swój drugi hotel. Czterogwiazdkowy Vienna House R.evo z 203 pokojami łączył będzie funkcje hotelu z apartamentami na dłuższe pobyty.

Poznań

W Poznaniu przy ulicy Zielonej w pobliżu parku Chopina powstanie z kolei pierwszy w naszym kraju hotel sieci Occidental, należącej do hiszpańskiej Grupy Barcelo.

Pod koniec zeszłego roku Polski Holding Hotelowy otworzył zaś w mieście pierwszy w Polsce hotel marki Moxy, należący do sieci Marriott International, największej sieci hotelarskiej na świecie. Moxy Poznań Airport, położony w bezpośrednim sąsiedztwie Portu Lotniczego Poznań-Ławica, oferuje 120 pokoi.

Kupiec Poznański, będący jednym z najbardziej rozpoznawalnych budynków w mieście, wzbogaci się natomiast o nową funkcję  – hotel z sieci Marriott. Obiekt pod marką AC by Marriott zaoferuje około 150 pokoi, restaurację, bar oraz powierzchnie konferencyjne. Ma zostać otwarty w 2022 roku.

Nowe hotele w kurortach

Nowe hotele rosną też w polskich kurortach. Sieć Radisson podpisała umowy franczyzowe na hotele : Radisson Resort Szklarska Poręba, Radisson Resort Kołobrzeg, Radisson Blu Ostroda Mazury Lakes, Radisson Blu Sopot, które łącznie z Radisson RED Warsaw i Radisson RED Kraków dostarczą na nasz rynek ponad 1000 pokoi.

W Kołobrzegu między ulicą Kasprowicza, Kołłątaja i Kościuszki powstaje też czternastokondygnacyjny hotel Baltic Wave z 468 apartamentami, panoramicznym basenem typu infinity-edge, krytym kompleksem basenowym, strefą spa&wellness, barem i kawiarnią widokową, restauracjami i centrum konferencyjnym. Hotel, który będzie działał pod marką Crowne Plaza Resort w ramach sieci Intercontinental Hotel Group, ma być gotowy na koniec 2021 roku.

Krótko po otwarciu obiektu w Nowym Targu, sieć hoteli B&B Hotels otworzyła także na początku tego roku hotel B&B Rzeszów Centrum przy ulicy Grottgera w Rzeszowie z 64 pokojami i zapleczem konferencyjnym.  Od jesieni ubiegłego roku funkcjonuje w Rzeszowie również nowy hotel przy lotnisku. Holiday Inn Express Rzeszów Airport oferuje 120 pokoi w standardzie trzech gwiazdek.

W Szczyrku przy ulicy Górskiej zlokalizowany będzie zaś hotel Aries Residence & SPA Szczyrk. Dostarczy 118 pokoi i apartamentów, sale konferencyjne i restaurację oraz pierwszy w Szczyrku Aqua Aries ze strefą basenową i blisko 400 metrowym saunarium.

W Świeradowie-Zdroju przy ulicy Zakopiańskiej powstać ma z kolei kompleks w standardzie pięciogwiazdkowym z 79 pokojami i 52 apartamentami oraz częścią wypoczynkowo-rozrywkową.

270 pokoi zaoferuje natomiast czterogwiazdkowy hotel marki Hotels&Preference Luxury. Obiekt, który otworzy się w Szklarskiej Porębie w 2021 roku będzie pierwszym obiektem tej sieci w Polsce i największą realizacją hotelową w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej w technologii modułowej. Będzie to pierwszy obiekt sieci Hotels&Preference w Polsce.

W Szklarskiej Porębie pod koniec minionego roku otwarty został hotel Platinum Mountain Hotel & SPA. Pięciogwiazdkowy obiekt oferuje 147 pokoi, salon dr Irena Eris Beauty Partner, przestrzeń konferencyjną oraz jeden z większych w kurorcie, kryty basen i basen zewnętrzny w kształcie naturalnego stawu. W Wiśle grupa Górskie Resorty buduje zaś pięciogwiazdkowy hotel Crystal Mountain Hotel.

5 gwiazdek na hotelowym niebie

W naszym kraju rośnie też liczba obiektów o najwyższym standardzie. – W zeszłym roku otwartych zostało w Polsce osiem hoteli pięciogwiazdkowych, a ich liczba zwiększyła się do 76. Wkrótce będziemy mogli także obserwować kolejne otwarcia tej klasy obiektów – informuje Andrzej Szymczyk.

– Znacznie więcej powstanie jednak hoteli niższej kategorii, których usługi skierowane są do szerszego grona klientów niż hoteli z najwyższej półki. W najbliższych latach powinno się pojawić również więcej obiektów usytuowanych poza najbardziej oczywistymi lokalizacjami w centrach dużych miast. W ten naturalny sposób rynek hotelowy będzie sukcesywnie zagospodarowywał popyt na mikrorynkach lokalnych – dodaje.

Egzotyczne wakacje nie tracą na popularności mimo zagrożenia koronawirusem. Polacy tradycyjnie najczęściej wybierają Tajlandię, Dominikanę i Kubę

Wyjazdy zagraniczne poza sezonem letnim stanowią silną grupę produktową w ofercie biur podroży. Na liście najpopularniejszych kierunków wybieranych przez polskich turystów są: Tajlandia, Dominikana, Kuba, Malediwy, Seszele, Mauritius, a od kilku lat także Zjednoczone Emiraty Arabskie. Zagrożenie koronawirusem w Chinach nie wywołało większych obaw wśród turystów, którzy wcześniej wybrali Azję Południowo-Wschodnią, i wyjazdy odbywają się zgodnie z planem. Większe obawy budzi teraz sytuacja we Włoszech.

Poza sezonem letnim, czyli od jesieni do wiosny, ok. 20 proc. klientów biur podróży stawia na wyjazdy egzotyczne. Wybór konkretnego kraju zależy od wielu czynników: indywidualnych preferencji, cen w bieżącym sezonie itp. – mówi agencji Newseria Biznes Jarosław Kałucki z Travelplanet.pl. – Zauważamy, że bardzo często są to wyjazdy połączone ze zwiedzaniem, bo pobyt trwa zwykle dłużej niż tydzień, a sam przelot zajmuje więcej niż 2–3 godziny.

Dla przykładu, lot do Zjednoczonych Emiratów Arabskich trwa ok. sześciu godzin, a jest to jeden z bliżej położonych krajów egzotycznych. Dłuższy pobyt na miejscu zachęca do zwiedzania i poznawania kultury danego kraju, a nie tylko wypoczynku. W ofercie biur podróży są również tzw. wycieczki pobytowe, czyli klienci kupują przelot i zakwaterowanie, a atrakcje na miejscu organizują we własnym zakresie. Ta opcja cieszy się jednak mniejszym zainteresowaniem.

Choć zdecydowana większość klientów planuje urlopy w okresie od początku czerwca do końca września, to jesienne i zimowe miesiące wybiera coraz więcej osób. 2019 rok był kolejnym, w którym sezon letni rozciągnął się na październik. Wyjechało wówczas 6,09 proc. turystów (przy 4,5 proc. w październiku 2018 roku). Na wyjazd od listopada do marca decyduje się po ok. 3 proc. turystów.

Preferencje polskich podróżnych nie zmieniły się w wyniku zagrożenia koronawirusem.

Obserwujemy niewielkie obawy w przypadku wyjazdów do Tajlandii. W przypadku Chin koronawirus nie wpłynął na spadek zainteresowania tym kierunkiem podróży z prostego powodu – nie były one popularnym krajem dla tych, którzy poszukują egzotycznych wakacji – wyjaśnia Jarosław Kałucki.

W całym ubiegłym roku wyjazdy do Chin stanowiły zaledwie niecałe 0,2 proc. w całym zorganizowanym ruchu turystycznym, a kraj ten uplasował się na 33. miejscu listy rankingowej. Choć jeszcze kilka lat temu, kiedy w ofercie biur podróży pojawiły się tanie wyjazdy do Pekinu i okolic, Chiny znajdowały się w pierwszej piątce na  liście najpopularniejszych turystycznie krajów.

Większe obawy wywołuje teraz sytuacja we Włoszech. W czasie ferii wypoczywało tam ok. 13 proc. turystów, którzy w tym czasie wyjechali z biurami podróży. Polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych odradza wszystkie wyjazdy, które nie są konieczne, do 11 gmin w Lombardii i Wenecji Euganejskiej. To obszary poza dominującym w zimie ruchem turystycznym, przede wszystkim do ośrodków narciarskich w Alpach i Dolomitach. Warto zauważyć, że problem pandemii pojawił się już po zakończeniu ferii zimowych, czyli po zimowym szczycie wyjazdów.

Biura podróży analizują dynamicznie zmieniającą się sytuację, ale ich ewentualne decyzje to pochodna stanowiska MSZ. A resort ostrzeżenie trzeciego stopnia (w czterostopniowej skali), z zastrzeżeniem, że ostateczna decyzja należy do wyjeżdżających, wydał w odniesieniu do precyzyjnie określonych miejscowości, niebędących popularnymi kierunkami wyjazdów – komentuje Jarosław Kałucki.

Jak podkreśla, klient, który obawia się koronawirusa, może w każdej chwili zrezygnować z wycieczki, ale nie zawsze ma prawo do zwrotu kosztów wyjazdu w całości.

Pełny zwrot kosztów można otrzymać wtedy, gdy zgodzi się na to biuro podróży, bo np. zawiesza wyjazd, albo kiedy zgodnie z prawem występuje zagrożenie dla turystów w miejscu pobytu lub w bezpośrednim sąsiedztwie – uściśla Jarosław Kałucki. – Poziom zwrotu kosztów określa ustawa. Obecnie nie ma wycieczek do prowincji Hubei, gdzie występuje zagrożenie koronawirusem. Z kolei w przypadku wyjazdów do innych części Chin wszystko zależy od touroperatora.

Polskie biura podróży w styczniu odwołały zaplanowane na kolejne tygodnie wycieczki do Chin. Swoje loty zawiesiły także PLL LOT.

W obliczu groźnych epidemii, np. koronawirusa lub ebola, są zauważalne odpowiedzialne zachowania zarówno w działaniach touroperatorów, jak i turystów. Z kolei w przypadku zdarzeń, które w opinii turystów nie mają bezpośredniego wpływu na ich bezpieczeństwo i nie są skierowane bezpośrednio przeciwko nim, klienci nie chcą rezygnować z wyjazdów – tłumaczy Jarosław Kałucki. – Najlepszym przykładem jest Egipt, kiedy kilka lat temu, na skutek bardzo mocnego nacisku mediów, biura turystyczne odwoływały wyjazdy, a klienci żądali odszkodowań, bo uważali, że sytuacja w Kairze nie ma wpływu na ich bezpieczeństwo w Szarm el-Szejku czy w Hurghadzie.

Polacy coraz chętniej personalizują i zmieniają wygląd swoich aut. Hitem stało się zabezpieczanie lakieru folią ochronną

Prawie 9 na 10 kierowców przywiązuje wagę do wyglądu i estetyki swojego samochodu – wynika z sondażu SW Research „Czy pasja do motoryzacji ma płeć?” na zlecenie 3M. Mężczyźni bardziej dbają o stan lakieru, a kobiety poświęcają większą uwagę temu, aby samochód miał atrakcyjny kolor, i chętniej personalizują jego wnętrze. Coraz popularniejszą metodą, która pozwala zmienić wygląd auta, jest car wrapping, czyli oklejanie samochodu specjalną folią. Umożliwia to zabezpieczenie karoserii samochodu przed odpryskami i uszkodzeniami mechanicznymi. Takie rozwiązanie bierze pod uwagę już blisko 2/3 kierowców. 

– Wygląd samochodu jest dla Polaków bardzo ważny, a właściciele aut chcą się wyróżniać. Typowe auto można odmienić, używając folii z ciekawymi nadrukami i projektami graficznymi. Wymagania klientów są w tym zakresie bardzo różne: niektórzy chcą bardzo delikatne stylizacje samochodu, inni wręcz życzą sobie mieć na nich dzieła sztuki. Mężczyźni chcą, żeby grafika auta była indywidualna, ciekawa i zwracała uwagę z dużej odległości. Z kolei kobiety zwracają większą uwagę na kolory, na to, aby grafika była dobrze dopracowana i oddawała ich styl – mówi agencji Newseria Biznes Michał Małachowski, projektant, BuyTheWrap.com.

Na wygląd i estetykę swojego samochodu zwraca uwagę 87 proc. kierowców. Tylko nieznacznie częściej są to kobiety (89 proc.) niż mężczyźni (85 proc.) – wynika z grudniowego sondażu SW Research przeprowadzonego na zlecenie 3M. Kierowcy przywiązują największą wagę do tego, żeby ich samochód był czysty (69 proc.), a lakier w jak najlepszej kondycji (62 proc.). Na jego stan zdecydowanie częściej zwracają uwagę mężczyźni (66 proc. vs 57 proc. kobiet), którzy bardziej dbają też o to, żeby samochód wyróżniał się na drodze poprzez akcesoryjne felgi i opony. Z kolei kobiety poświęcają większą uwagę temu, aby samochód miał atrakcyjny kolor (32 proc. vs 26 proc. mężczyzn) i chętniej personalizują jego wnętrze.

Niezależnie od płci jedną z głównych motywacji w dbaniu o auto jest chęć wyrażenia swojego stylu i zainteresowań (dla 21 proc. kierowców). Nie bez znaczenia jest też chęć utrzymania samochodu w jak najlepszym stanie w celu ograniczenia utraty jego wartości (17 proc.).

– Kierowcy mocno personalizują projekty folii, chcą, aby były stworzone całkowicie pod nich. W przypadku mężczyzn z reguły projekt jest groźny, agresywny, natomiast dla kobiet – słodki, w ciepłych kolorach, często z motywem kwiatowym. Co istotne, wartość samochodu, który jest fajnie wystylizowany folią, wzrasta – przekonuje Michał Małachowski.

Popularną metodą, która pozwala odświeżyć albo spersonalizować wygląd samochodu, jest car wrapping. Polega ona na oklejeniu auta specjalną folią, aplikowaną bezpośrednio na lakier, dzięki czemu w trzy–pięć dni można całkowicie zmienić jego wygląd wedle własnego projektu. W ten sposób można zmienić kolor całego samochodu albo pojedynczych elementów, bo okleić można np. tylko lusterka, dach czy maskę.

– Jest to proces odwracalny i ogranicza nas tylko wyobraźnia. Można stworzyć własną grafikę, zmienić kolor czy zaakcentować stylistykę samochodu – mówi Rafał Żmuda, założyciel The Wrap Center, certyfikowany trener 3M.

Sondaż SW Research pokazuje, że ponad połowa kierowców (51 proc.) jest zainteresowana oklejeniem swojego samochodu kolorową folią. Wśród kobiet, które się na to decydują, preferowanym kolorem są odcienie czerwieni. Mężczyźni natomiast częściej wybierają czarny – zarówno połysk, jak i mat. Obie płcie chętnie wybierają też kolor chromowanego srebra oraz wyrazisty odcień żółtego.

– Niedawno wprowadziliśmy nową serię folii do zmiany koloru samochodu serii 2080. Wyróżnia się tym, że folie błyszczące mają dodatkowo zabezpieczającą warstwę ochronną. Po zakończonej aplikacji usuwamy warstwę ochronną z folii, wtedy mamy idealny połysk bez żadnego zarysowania. Dotychczas aplikatorzy mieli z tym duży problem, ponieważ folie błyszczące podczas aplikacji bardzo często rysowały się od rakli. Teraz tego problemu już nie ma. Dodatkowo folia ta jest dużo bardziej plastyczna niż poprzednie wersje, dużo łatwiej ją układać, ma też dłuższą gwarancję, do ośmiu lat – podkreśla Tomasz Turkiewicz, specjalista ds. rozwoju rynku w 3M.

Jak wynika z sondażu SW Research, dla kierowców, którzy rozważają oklejenie samochodu specjalną folią, liczą się przede wszystkim odporność na uszkodzenia mechaniczne (41 proc.) oraz czynniki atmosferyczne (37 proc.). Kobiety częściej wskazują na cechy związane z odpornością folii, jej łatwą aplikacją oraz na możliwość umieszczenia na niej dowolnej, nawet skomplikowanej grafiki. Oprócz zmiany koloru auta car wrapping pozwala też zabezpieczyć lakier bezbarwną folią ochronną PPF (Paint Protection Film). Takim rozwiązaniem zainteresowanych jest jeszcze więcej, bo 65 proc. kierowców.

– Najważniejszą funkcją folii ochronnej PPF jest funkcja samoregeneracji. Oznacza to, że pod wpływem temperatury znikają drobne rysy, które powstają od codziennego użytkowania – mówi Rafał Żmuda. – Jest to powłoka bezbarwna, więc pozostawia oryginalny kolor auta. Elementy zabezpieczone foliami ochronnymi PPF są praktycznie niewidoczne dla oka.

– Oklejanie samochodu za pomocą folii PPF jest w tej chwili najbardziej popularną formą zabezpieczania lakieru. To folia poliuretanowa, która daje nam 100 proc. gwarancji, że na lakierze nie powstaną żadnego rodzaju odpryski i zarysowania. Można nią okleić cały samochód albo elementy najbardziej narażone na uszkodzenia, czyli front samochodu, maskę, zderzak, błotniki, krawędzie drzwi, próg załadunkowy bagażnika czy wnęki klamek samochodowych – wymienia Tomasz Turkiewicz.

Jak podkreśla, folie do car wrappingu, które pojawiają się na rynku, są coraz bardziej zaawansowane i uwzględniają rozwiązania ułatwiające ich bezproblemową aplikację.

Do połowy maja potrwają konsultacje unijnej strategii rozwoju sztucznej inteligencji. Nowe przepisy mają pomóc Europie dogonić Chiny i USA

Komisja Europejska chce uregulować i ujednolicić przepisy dotyczące sztucznej inteligencji oraz wesprzeć rozwój tej technologii na europejskim rynku. W tym celu opublikowała tydzień temu tzw. białą księgę AI, która do maja będzie przedmiotem publicznej debaty. KE proponuje w niej m.in. zacieśnienie współpracy między państwami członkowskimi oraz zwiększenie inwestycji w rozwój i wdrażanie AI. Na te działania ma zostać przeznaczone ok. 17,5 mld euro. Celem jest maksymalizacja korzyści płynących z tej technologii – ale przy jednoczesnym poszanowaniu praw obywateli i dbałości o ich bezpieczeństwo.

– Dyskusja o sztucznej inteligencji toczy się nad tym, gdzie jako Europa chcemy być w przyszłości. Jeżeli wypracujemy warunki współpracy, jesteśmy w stanie konkurować z takimi krajami jak Chiny czy USA. Jednak jeżeli zaczniemy się rozdrabniać, przeregulowywać rynek, to będzie niebezpieczne, bo spowoduje spowolnienie innowacyjności – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Szubert, prezes funduszu NCBR Investment Fund, były pełnomocnik rządu ds. jednolitego rynku cyfrowego.

19 lutego Komisja Europejska przedstawiła strategię cyfrową, której filarami są dwa dokumenty: europejska strategia w zakresie danych i biała księga w sprawie sztucznej inteligencji. Ta będzie przedmiotem publicznych konsultacji z partnerami biznesowymi i rządami państw członkowskich do 19 maja br. Następnie KE ma do końca tego roku przedstawić pierwsze propozycje legislacyjne, m.in. w ramach Kodeksu usług cyfrowych.

Strategia dotycząca uregulowania sztucznej inteligencji w Unii Europejskiej to dokument, nad którym wszystkie państwa pracowały przez ostatnie dwa lata w różnych grupach, tzw. high level, zajmujących się przyszłością AI – mówi Krzysztof Szubert. – To jest ważna rzecz. Zaraz po publikacji szef ds. technologii Białego Domu określił tę strategię jako dokument ciekawy, ale w wielu miejscach niezbyt nowoczesny w podejściu i trochę blokujący rozwój tej technologii. Wiadomo, że w UE zupełnie inaczej patrzymy na kwestie bezpieczeństwa obywateli, dostępu do danych, bo Stany Zjednoczone są bardziej nastawione na biznes, dominację rynkową, rozwój firm. To jest dla nich głównym driverem, Europa ma trochę więcej obiekcji dotyczących AI.

Jak wskazała Komisja Europejska, sztuczna inteligencja rozwija się szybko, dlatego Europa musi zwiększyć poziom inwestycji w tę technologię. Jednocześnie niesie ona ze sobą szereg potencjalnych zagrożeń, więc potrzebne są ramy etyczne i prawne, które pozwolą im przeciwdziałać. Regulacje mają koncentrować się zwłaszcza na tzw. systemach sztucznej inteligencji wysokiego ryzyka. Zdaniem KE takie systemy muszą być certyfikowane, testowane i kontrolowane, podobnie jak samochody, kosmetyki i zabawki.

„Wszystkie systemy i algorytmy sztucznej inteligencji są mile widziane na rynku europejskim, o ile są zgodne z przepisami UE” podkreśliła Komisja w dokumencie.

Strategia AI wskaże, co dopuszczamy i uważamy za dobre, a z drugiej strony, co blokujemy i w ogóle nie ma obszaru do dyskusji – mówi Krzysztof Szubert. – Pierwszym spostrzeżeniem jest to, że ten dokument jest trochę zbyt czarno-biały. W sztucznej inteligencji, której jeszcze dobrze nie znamy, nie wiemy, jak daleko zajdzie i jak dużą swobodę damy tej technologii w przyszłości, musimy też zachować taki szary obszar do późniejszego dopracowania i doprecyzowania.

KE proponuje m.in. ulepszenie badań, zacieśnienie współpracy między państwami członkowskimi oraz zwiększenie inwestycji w rozwój i wdrażanie AI. Miałyby być one sfinansowane z programów Horyzont Europa i Cyfrowa Europa. W ramach pierwszego z nich KE chce przeznaczyć 15 mld euro na klaster Technologie cyfrowe, przemysł i przestrzeń kosmiczna, przy czym AI miałaby być kluczowym obszarem objętym wsparciem finansowym. W ramach drugiego z tych programów prawie 2,5 mld euro ma zostać zainwestowane we wdrażanie platform danych i zastosowań AI.

Unijna strategia ma też zainicjować dyskusję nad możliwością korzystania z systemów rozpoznawania twarzy, czyli zdalnej identyfikacji biometrycznej. Komisja Europejska stoi na stanowisku, że jest to praktyka zakazana przepisami o ochronie danych osobowych. Można z niej korzystać tylko w wyjątkowych przypadkach, kiedy wymaga tego interes publiczny, i z poszanowaniem prawa UE.  Biała księga jest zaproszeniem do debaty na temat przypadków, w których biometryczna identyfikacja byłaby dopuszczalna.

– Jest to o tyle ważne, że na poziomie Komisji Europejskiej pojawiają się głosy hamujące rozwój i innowacyjność w tym obszarze. Mieliśmy ostatnio dyskusję o tym, czy przypadkiem nie należałoby zahamować rozwoju AI w obszarze rozpoznawania twarzy, z czym mamy teraz do czynienia w Chinach. Systemy tam działające oceniają ludzi na ulicy na podstawie ich zdjęć, algorytmów rozpoznawania twarzy, udzielając pozwolenia na wejście do restauracji albo zakazując wstępu do konkretnych miejsc. Pytanie, jak daleko Europa powinna w tym pójść – mówi prezes funduszu NCBR Investment Fund.

Jak wskazuje KE, rozpoznawanie twarzy może przybierać różne formy. Można je wykorzystać do uwierzytelnienia użytkownika, czyli np. odblokowania smartfona, lub weryfikacji tożsamości danej osoby z dokumentem podróży na przejściach granicznych i lotniskach. Może być również wykorzystywane do zdalnej identyfikacji biometrycznej, gdzie obraz danej osoby jest sprawdzany w bazie danych (porównanie jeden do wielu). Jest to najbardziej inwazyjna forma rozpoznawania twarzy i co do zasady zakazana w UE.

Rząd zapowiada uproszczenie w programie Czyste Powietrze. Powodem jest zbyt małe wykorzystanie dostępnych funduszy

Program Czyste Powietrze ma przyczynić się do ograniczenia emisji do atmosfery szkodliwych substancji, które są efektem spalania niskiej jakości paliwa i wykorzystania przestarzałych instalacji w gospodarstwach domowych. Na dofinansowanie wymiany pieców i termomodernizacji budynków rząd przeznaczył 103 mld zł, które chce rozdysponować przez 10 lat. – Dotąd wartość zakontraktowanego wsparcia to zaledwie 1,6 mld zł. Musimy przyspieszyć ten proces i sprawić, aby program był powszechnie dostępny – zapowiada Ireneusz Zyska z Ministerstwa Klimatu.

Aby udało się osiągnąć cele programu Czyste Powietrze i wykorzystać środki finansowe przeznaczone na jego realizację, co roku beneficjenci powinni wykorzystać w sumie 10 mld zł – mówi agencji Newseria Biznes Ireneusz Zyska, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu oraz pełnomocnik rządu ds. odnawialnych źródeł energii. – Niezbędne są zmiany, które uproszczą i upowszechnią ten program. Ponadto beneficjenci zostaną podzieleni według kategorii dochodowych. Chodzi o to, by stworzyć bardziej dogodne warunki wspierania tych osób, które są dotknięte ubóstwem energetycznym i sami nie są w stanie poradzić sobie z zapewnieniem dobrych warunków termicznych w domach lub mieszkaniach.

O pomoc finansową rządu mogą się ubiegać właściciele i współwłaściciele domów jednorodzinnych lub wydzielonych lokali mieszkalnych. Oprócz zakupu nowoczesnych pieców spełniających normy emisji dofinansowanie obejmuje także termomodernizację budynków oraz instalację odnawialnych źródeł energii – kolektorów słonecznych i paneli fotowoltaicznych oraz montaż wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. Inwestycje dofinansowane z programu Czyste Powietrze mają zapewnić lepsze zarządzanie energią cieplną w domu o każdej porze roku. Dzięki odpowiedniemu ociepleniu budynku i wymianie źródła ciepła rachunki za ogrzewanie mogą być niższe o 40 proc.

Wysokość dofinansowania zależy od miesięcznego dochodu na osobę w gospodarstwie domowym, a zakres prac objęty wsparciem finansowym jest uzależniony od wieku budynku. Maksymalny koszt, który podlega dofinansowaniu, to 53 tys. zł, a minimalny koszt kwalifikowany przedsięwzięcia to 7 tys. zł. Dotacja może wynosić od 30 do 90 proc. kosztów kwalifikowanych. Program przewiduje też pożyczki na preferencyjnych warunkach.

Chcemy zaprosić do współpracy instytucje finansujące, które będą weryfikować możliwości spłaty tych zobowiązań. Pojawiła się także propozycja, aby zamiast sprawdzania wiarygodności finansowej beneficjentów weryfikacja odbywała się poprzez składane oświadczenia, w których wnioskodawcy zagwarantują poziom uzyskiwanych dochodów. Te oświadczenia będą weryfikowane w późniejszym etapie, żeby procedury nie blokowały składania wniosków, ich pozytywnej weryfikacji i uzyskiwania wsparcia finansowego – tłumaczy Ireneusz Zyska.

Jak podkreśla, zmiany w programie Czyste Powietrze zostaną oficjalnie ogłoszone przez ministra klimatu Michała Kurtykę oraz Piotra Woźnego, prezesa Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, najpewniej w marcu, jeszcze przed Światowym Dniem Wody, który obchodzony jest 22 marca.

Chcemy w tej kadencji Sejmu doprowadzić do zdecydowanej poprawy jakości powietrza w miastach, wszędzie tam, gdzie dzisiaj odczuwamy smog. Myślę, że ten program będzie temu dobrze służył – mówi sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu.

Rząd liczy, że program Czyste Powietrze będzie mieć także wymiar gospodarczy i przyczyni się do rozwoju branży budowlanej, instalacyjnej oraz technologicznej, oferującej innowacyjne rozwiązania z zakresu odnawialnych źródeł energii.

Tak duży zastrzyk finansowy, który ma przyczynić się do eliminacji smogu i poprawy efektywności energetycznej budynków, spowoduje rozwój produktów i usług oraz poprawi kondycję całej branży z tym związanej – zakłada Ireneusz Zyska. – Ten program z pewnością wyzwoli cały szereg impulsów gospodarczych, stworzy nowe branże i firmy, które będą dostosowywać swoją ofertę do potrzeb rynku.

Innowacyjne firmy z szansą na dofinansowanie i współpracę z rynkowymi gigantami. Zostało kilka dni na zgłoszenie

Unikatowy pomysł, dostęp do finansowania, know-how i ekspozycja na klientów – to główne czynniki, które przesądzają o sukcesie start-upu bądź młodej firmy wprowadzających na rynek innowacje. Te, które mają pomysł na nowe produkty i usługi w branży energetycznej, cleantech, mobility czy smart cities, mogą liczyć na wsparcie w ramach konkursu PowerUp! Challenge organizowanego przez EIT InnoEnergy. Jego cel to wyłonienie najlepszych projektów i umożliwienie im współpracy z największymi graczami na rynku. Start-upy i firmy mogą zgłaszać się do konkursu do 5 marca. Na zwycięzców czeka 50 tys. euro i możliwość międzynarodowego rozwoju. 

– Innowacja jest definiowana na tysiące różnych sposobów, ale jest to przede wszystkim nowy, odkrywczy i unikalny sposób na to, jak odpowiedzieć na potrzebę rynkową. To z kolei prosta droga, żeby szybko się skomercjalizować, zaistnieć na rynku i mieć klientów – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Sebastian Siuchta, dyrektor ds. innowacji w InnoEnergy Central Europe.

Dla sektora energetycznego innowacja to szansa na sprostanie głównym wyzwaniom, takim jak m.in. konieczność ograniczania emisji CO2, magazynowanie energii z odnawialnych źródeł, efektywność energetyczna, wymogi polityki klimatycznej czy rosnące zapotrzebowanie i ceny energii. Start-upy i młode firmy mają do tych problemów bardziej elastyczne i nowatorskie podejście niż duże koncerny energetyczne. Dlatego też współpraca jest dla obu stron korzystna: pierwsza zyskuje wsparcie i finansowanie, druga – innowacyjne rozwiązania, które odpowiadają na jej potrzeby i budują konkurencyjność.

 Start-upy potrzebują stabilnego finansowania, żeby osiągnąć sukces. Potrzebują także wiedzy dotyczącej tego, jak zwiększyć skalę działania  – mówi Sebastian Siuchta. – Sama innowacyjność nie jest jeszcze receptą na sukces. Musi być wsparta kompetencjami z obszaru zarządzania, finansów i sprzedaży. Każdy potrafi wymienić kilka świetnych technologicznych pomysłów, o których słyszał, ale które nie odniosły rynkowego sukcesu. Naszą rolą jest wsparcie takich innowacyjnych przedsięwzięć poprzez dostarczenie im tego, czego do sukcesu brakuje.

EIT InnoEnergy – w ramach międzynarodowego konkursu PowerUp! Challenge – poszukuje najlepszych start-upów i innowacyjnych firm z regionu Europy Środkowo-Wschodniej. Swoich sił mogą próbować przedsiębiorstwa na każdym etapie rozwoju. Te najlepsze zyskają  dostęp do finansowania, know-how i sieci renomowanych partnerów biznesowych.

 Do konkursu PowerUp! Challenge zapraszamy zarówno start-upy, scale-upy, jak i małe oraz średnie przedsiębiorstwa. Szukamy firm, które posiadają produkty, pomysły i rozwiązania z obszaru energetyki, cleantechu, mobilności czy smart cities, ale nie ograniczamy się jedynie do nich. Każdy, kto przyjdzie do nas z czymś unikatowym, ma szansę zostać wyróżnionym – podkreśla Sebastian Siuchta.

Laureaci poprzednich edycji konkursu dobrze radzą sobie na rynku, czego przykładem są m.in. spółka Bin-e, która produkuje inteligentne kosze na śmieci i podpisała umowę z dużym dystrybutorem na sprzedaż swoich urządzeń, czy start-up Indoorway, który stworzył narzędzie przydatne dla właścicieli i zarządców nieruchomości, umożliwiające szczegółową analizę ruchu wewnątrz budynków.

 Przykład naszej inwestycji z ubiegłego roku to firma Wheelme, agregator, który zbiera i udostępnia użytkownikom na jednej mapie wszystkie rozwiązania z zakresu last mile czy shared mobility w ramach danej aglomeracji. To pomaga rozstać się z samochodem, być bardziej ekologicznym i ograniczyć emisję CO2 mówi Sebastian Siuchta.

Start-upy i firmy, które mają swój pomysł na innowacyjny pomysł lub usługę, mogą zgłosić się do konkursu PowerUp! jeszcze do 5 marca. Po weryfikacji zgłoszeń wybrane zespoły wezmą udział w krajowych bootcampach, czyli warsztatach biznesowych z mentorami i coachami.

 Finaliści z poszczególnych krajów przejdą następnie do wielkiego finału, gdzie będą oceniani przez międzynarodowych ekspertów i będą mieli okazję zaprezentować się przed przedstawicielami funduszy venture capital – mówi Sebastian Siuchta.

Finał konkursu PowerUp! odbędzie się podczas impact’20 – największej, prestiżowej konferencji ekonomicznej w Europie Środkowo-Wschodniej. Zwycięskie projekty otrzymają nagrody pieniężne (pierwsze miejsce to 50 tys. euro). Z kolei wszyscy finaliści będą mogli zaprezentować swoje pomysły przedstawicielom największych firm przemysłowych i funduszy venture capital. Mogą też liczyć na indywidualne nagrody, ufundowane przez partnerów konkursu, wśród których jest m.in. firma Amazon Web Services. Dla wybranych uczestników globalna marka przekazała dostęp do usług AWS Activate w wysokości 100 tys. dol.

– Wartości dla uczestników to przede wszystkim dostęp do naszej sieci kontaktów i wiedzy zgromadzonej w naszej organizacji. Umożliwiamy wejście na rynki międzynarodowe i zwiększenie skali działania – zarówno geograficzne, jak i ekonomiczne. – podkreśla dyrektor ds. innowacji w EIT InnoEnergy Central Europe.

PowerUp! to jeden z największych konkursów dla innowacyjnych firm z Europy Środkowo-Wschodniej. W tym roku wystartowała jego szósta edycja. Bilans poprzednich to ponad 200 przedsięwzięć objętych wsparciem InnoEnergy, z których 121 już skomercjalizowało swoje rozwiązania, a 42 złożyło wnioski patentowe.

Zgłoszenia można wysyłać do 5 marca: powerup.innoenergy.com.

Technologia druku 3D usprawni produkcję spersonalizowanych przedmiotów. Znajdzie zastosowanie na rynku motoryzacyjnym i medycznym

Z drukiem 3D eksperymentuje coraz więcej firm. Technologia wdrażana jest do fabryk samochodów, branży budowlanej czy medycznej. Drukarki wykorzystywane są zarówno do wytwarzania spersonalizowanych produktów medycznych, jak i wielkopowierzchniowych budynków. Branża technologiczna prowadzi badania, które pozwolą unowocześnić tę technologię i uczynić ją jeszcze wszechstronniejszą.

– W Polsce druk 3D jest w fazie testowej, trudno mówić o wielkości rynku. Możemy mówić o firmach czy start-upach, które otwierają działy dotyczące druku 3D. Ten rynek dotyczy głównie części rozwoju badań w różnych obszarach, które są wspomagane przez druk 3D przez drukowanie tzw. prototypów. Obserwujemy u naszych partnerów ściślejszą współpracę z firmami z różnych części przemysłu nad lepszym i bardziej masowym wykorzystaniem druku 3D w przemyśle – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Marcin Olszewski, dyrektor zarządzający HP Polska.

Jednym ze sztandarowych projektów HP w dziedzinie druku 3D jest powołanie do życia Centrum Doskonałości Druku 3D i Produkcji Addytywnej w Barcelonie. Kompleks ten wykorzystywany jest jako centrum badań nad nowymi technologiami, które pozwolą wdrożyć rozwiązania z zakresu druku 3D na skalę przemysłową. Rolą instytucji będzie opracowywanie nowych rozwiązań z zakresu materiałoznawstwa, projektowania czy aplikacji wykorzystywanych w procesie druku 3D.

W Polsce nowe rozwiązania z tej branży promowane są m.in. przez Pomorski Park Naukowo-Technologiczny Gdynia oraz Gdański Park Naukowo-Technologiczny, które w tym roku organizują czwartą edycję Pomorskich Dni Druku 3D. W ramach wydarzenia prezentowane będą innowacyjne rozwiązania m.in. z zakresu Przemysłu 4.0, wykorzystujące druk 3D do usprawniania procesów technologicznych i przystosowania ich do funkcjonowania w wysoce zautomatyzowanym środowisku.

– Dziś nie mamy technologii, która pozwala drukować w tak różnych materiałach jak metal i plastik, dlatego skupiamy się na połączeniu różnego rodzaju drukarek 3D w jedną linię produkcyjną. To powinno ułatwić i wspomóc np. przemysł samochodowy, gdzie jest zainteresowanie produkcją małych komponentów na drukarkach 3D. Drugim wyzwaniem jest rozwój aplikacji. Tu jest ogromne pole do rozwoju, nawet bardzo małych firm, które zaczną się specjalizować w przygotowywaniu aplikacji sterujących drukarkami 3D – wskazuje Marcin Olszewski.

W innowacyjny sposób do druku 3D podeszli projektanci Forda, którzy we współpracy z firmą EOS opracowali technologię tworzenia spersonalizowanych nakrętek zabezpieczających koła modeli Mustang. Przy produkcji samochodu rejestruje się głos kierowcy, który następnie jest transkrybowany na trójwymiarowy wzorzec. Ten z kolei jest wykorzystywany do wydrukowania klucza ze stali nierdzewnej oraz drążenia nakrętek blokujących o spersonalizowanym kształcie. Taki zestaw zapobiegnie kradzieży kół, gdyż odkręcenie ich będzie możliwe wyłącznie przy użyciu klucza przypisanego do danego pojazdu.

Potencjał druku 3D doceniła także branża medyczna, która coraz częściej sięga po tę technologię w celu produkcji spersonalizowanych narzędzi i protez. Łódzki Bionanopark wyspecjalizował się w produkcji drukowanych implantów szczękowych dopasowanych do indywidualnych potrzeb pacjentów, z kolei naukowcy z Uniwersytetu w Tel Awiwie wykorzystali drukarkę 3D do stworzenia serca z w pełni funkcjonalnymi komórkami i naczyniami krwionośnymi.

Badacze z Rutgers University poszli o krok dalej i stworzyli materiał, który pozwala elementom wydrukowanym w 3D zmieniać się w czasie. Nowa technologia została wykorzystana do stworzenia podskórnych nanoigieł nowej generacji. Zastosowanie inteligentnego materiału do produkcji igieł pozwoli przeprowadzać iniekcje bezboleśnie i precyzyjniej dostarczać leki do tkanek.

– Produkowanie protez, elementów związanych ze stomatologią, które są wspierane poprzez druk 3D oraz zespolenie tego ze skanerami 3D daje bardzo szerokie możliwości do zindywidualizowanego przygotowania protezy, koronki czy implantu dla pacjenta. Sektor medyczny będzie wymagał rozwiązań bardzo zindywidualizowanych pod konkretnego pacjenta, dlatego tutaj widzimy bardzo duży obszar do rozwoju – przewiduje ekspert.

Wspomniane technologie wykorzystywane są głównie w przemyśle, gdyż obecna generacja drukarek 3D działa zbyt wolno i jest zbyt skomplikowana technologicznie, aby urządzenia te mogły być stosowane na szeroką skalę na rynku konsumenckim.

– Barierą przejścia druku 3D z zastosowań przemysłowych do domowych jest koszt nie tylko samej drukarki, ale także proszku, z którego drukujemy. Nie ma jeszcze technologii, która pozwala zdecydowanie obniżyć koszty wydruku. Widzimy drukarki 3D na rynku konsumenckim, ale jakość ich wydruku pozostawia bardzo wiele do życzenia. HP Ink skupia się na jakości druku, w związku z czym nie jest przeznaczona dla tej najtańszej półki, ponieważ nie widzimy tutaj możliwości osiągnięcia przy technologii, która jest na świecie, satysfakcjonującej dla nas jakości druku – tłumaczy Marcin Olszewski.

Według analityków z firmy Mordor Intelligence wartość globalnego rynku druku 3D w 2019 roku wyniosła 13,7 mld dol. Przewiduje się, że do 2025 roku wzrośnie do niemal 63,5 mld dol. przy średniorocznym tempie wzrostu na poziomie 29,5 proc.

Transport kolejowy czekają historyczne zmiany. Powstają innowacyjne dworce, a po torach będą jeździć autonomiczne pociągi

W Polsce do użytku oddawane są już pierwsze innowacyjne dworce kolejowe, które wykorzystują do zasilania odnawialne źródła energii. Coraz bardziej ekologiczne będą także pociągi, które już wkrótce mogą przestawić się na zasilanie z wodoru. Po torach niebawem zaczną jeździć także autonomiczne pociągi. To rozwiązania oczekiwane zwłaszcza w transporcie ładunkowym. Już dziś w Chinach prowadzone są pilotażowe programy, w ramach których pociągi poruszają się bez maszynisty.

– Kierunki, na których skupiają się wysiłki branży kolejowej w zakresie innowacji, przede wszystkim koncentrują się dzisiaj wokół ekoinnowacyjności, redukcji emisji CO2 – mówi w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Innowacje Paweł Skoczowski, ekspert klastra Luxtorpeda 2.0. – Rozwiązania proekologiczne na kolei bazują na odnawialnych źródłach energii. Przede wszystkim będą to nowe funkcje dworców, które pozwalają wytwarzać zieloną energię, m.in. dzięki fotowoltaice, i będą umożliwiały jej magazynowanie.

Pod koniec stycznia w Czeremsze (woj. podlaskie) został otwarty innowacyjny dworzec PKP. Jest on wyposażony w instalacje OZE, na które składają się kolektory słoneczne i pompa ciepła. W budynku odzyskiwana jest też woda deszczowa, a oświetlenie tworzą świetlówki LED. To jeden ze 189 Innowacyjnych Dworców Systemowych, które do 2023 roku planuje stworzyć w Polsce PKP. W ramach programu, który pochłonie 1,65 mld zł, mają zostać wybudowane nowe lub zostać zmodernizowane zabytkowe dworce kolejowe. Mają być wyposażane nie tylko w instalacje OZE, lecz także w systemy informacji głosowej.

– Dzisiaj bardzo mocno akcentujemy zarówno redukcję emisji CO2, jak i innego rodzaju zanieczyszczeń. Takim zanieczyszczeniem jest np. hałas. Regulacje europejskie nakładają zobowiązania, aby w perspektywie kilkuletniej przewoźnicy towarowi zredukowali intensywność emisji hałasu, który pochodzi z przewozów towarowych. Tworzy to duże wyzwanie i przede wszystkim potrzeby inwestycyjne w cichsze środki transportu, w cichsze wagony, platformy intermodalne. I to wszystko sprawi, że kolej będzie bardziej innowacyjna, przyjazna środowisku, a jakość usług wzrośnie – twierdzi ekspert.

Rewolucja czeka również tabor kolejowy. Pojawiają się autonomiczne rozwiązania, które mogą zrewolucjonizować zwłaszcza transport ładunkowy.

– Innowacje w kolei podążają jednak wielotorowo, należą do nich przede wszystkim gruntowna modernizacja sieci, wykorzystywanie nowoczesnych środków transportu, nowoczesnych wielosystemowych lokomotyw. To także perspektywa wykorzystania autonomicznych środków transportu, gdzie przemieszczanie przede wszystkim ładunków będzie odbywało się z wykorzystaniem autonomicznych lokomotyw bez operatora, bez udziałów maszynisty – wskazuje Paweł Skoczowski.

Pod koniec roku pierwszy autonomiczny, nieporuszający się po torach pociąg zaczął kursować w chińskiej prowincji Syczuan. Zamiast tradycyjnych torów wymuszających na pojeździe kierunek kursu automatyczna lokomotywa wykorzystuje zaawansowaną sieć czujników LIDAR i GPS. Budowa niespełna 18-kilometrowego odcinka wirtualnej linii kolejowej prowadzącej przez Yibin kosztowała 120 mln funtów. Nowoczesnym pociągiem może się poruszać dziennie od 10 do nawet 25 tys. pasażerów. Jednorazowo może on zabrać 300 pasażerów.

Inwestycje w innowacyjną kolej nie mogą obejmować jednak wyłącznie taboru i infrastruktury. To również potrzeba zmiany sposobu zarządzania siecią transportową i obsługi pasażerów.

– Służą temu innowacje wprowadzane przez przewoźników. To na przykład jeden bilet, czyli rozwiązanie, które pozwala za pomocą jednej transakcji nabyć bilet na różne środki transportu i kontynuować podróż zaczętą np. w kolei międzymiastowej, a później przesiąść się na połączenie regionalne bez konieczności nabywania nowych biletów. Innowacje to także inne doświadczenia podróżnych, które mogą opierać się na rozwiązaniach marketingowych – mówi Paweł Skoczowski.

Z danych Ministerstwa Transportu wynika, że w 2019 roku pociągami w Polsce podróżowało około 330 mln pasażerów. Oznacza to wzrost o 18 proc. w porównaniu z rokiem 2015. Według analityków MarketsandMarkets światowy rynek inteligentnych kolei osiągnie do 2024 roku wartość 39 mld dol., podczas gdy w 2019 roku było to 20,5 mld dol.

Kultura organizacyjna w Twojej firmie

To, czy dana firma osiągnie na lokalnym rynku spektakularny sukces czy też druzgocącą porażkę, uzależnione jest od przynajmniej kilku czynników. Podczas optymalizacji działań firmy przeważnie na celownik brane są takie aspekty jak modele zarządzania, proces rekrutacji czy dystrybucja zasobów finansowych. Zadziwiająco często zapomina się o tym, że kultura organizacyjna również ma niebagatelne znaczenie.

  1. Czym właściwie jest kultura organizacyjna w firmie?
  2. Jakie są zasady tworzenia kultury organizacyjnej?
  3. Kultura organizacyjna – co można dzięki niej zyskać?

Chcesz wiedzieć więcej na ten temat? Koniecznie przeczytaj poniższy tekst. Może zainspiruje Cię on do wprowadzenia wartościowych zmian w Twojej firmie, dzięki którym będzie ona mogła jeszcze bardziej rozwinąć biznesowe skrzydła?

Czym właściwie jest kultura organizacyjna w firmie?

Chcąc zoptymalizować działanie firmy, trzeba wziąć pod lupę także kulturę organizacyjną. Zanim jednak w tym obszarze zaczną być wprowadzane zmiany, to wypada się zapoznać z definicją tego terminu. Kultura organizacyjna jest swoistym zbiorem norm społecznych czy też systemów wartości, jakie obowiązują w ramach danej jednostki organizacyjnej, jaką jest firma. Dowiedz się więcej, czym jest kultura organizacyjna na blogu Harbingers, a konkretnie na https://harbingers.io/ Znajdziesz tam garść ciekawych porad oraz jeszcze więcej inspirujących artykułów, które mogą znacząco wpłynąć na rozwój Twojego biznesu.

Jakie są zasady tworzenia kultury organizacyjnej?

Tworząc kulturę organizacyjną w firmie, trzeba jasno określić, jakie wartości będą miały naczelne znaczenie przy prowadzeniu działań biznesowych. Nie bez znaczenia pozostaje także obranie odpowiedniego modelu zarządzania pracownikami. Dzisiejsza rzeczywistość biznesowa wymaga tego, aby pracownicy byli elastyczni i posiadali wiedzę z różnych dziedzin, którą potrafią kreatywnie wykorzystać przy realizacji określonych zadań. Managerom z kolei w dzisiejszych czasach o wiele bliżej do coachów, niż do przysłowiowego sierżanta stojącego z pałką nad wystraszonym pracownikiem.

Kultura organizacyjna – co można dzięki niej zyskać?

Warto pamiętać o tym, że kształtowanie kultury organizacyjnej to proces, który może trwać stosunkowo długo, jednak prawdziwe perełki potrzebują odpowiedniej ilości czasu, by dojrzeć. Chcąc, by teoretyczne założenia sprawdzały się w praktyce, trzeba pracownikom dać jasne instrukcje postępowania w trudnych sytuacjach, które będą zgodne z wartościami przyjętymi przez firmę. Sam przekonaj się o tym, ile może zyskać Twoja firma dzięki wartościowej kulturze organizacyjnej!

Domino’s Pizza z nową rekomendacją kupna. Google wyda miliardy na biura i centra danych

Sesja w Stanach Zjednoczonych w dniu 26 lutego może zakończyć słabą passę indeksów giełdowych, która trwała od czterech sesji. Na otwarciu rynku w środę indeks Dow Jones zyskał 354 pkt, co przełożyło się na wzrost o 1,3 proc. Indeks S&P 500 wzrósł na otwarciu o 1,3 proc., a Nasdaq Composite o 1,7 proc. Byki próbują wykorzystać przecenione akcje do zakupów po niższych cenach, licząc na to, że apogeum strachu związane z koronawirusem i jego możliwym wpływem na gospodarkę już minęło.

Spoglądając na wzrost wartości akcji z poszczególnych sektorów, najwięcej zyskują spółki technologiczne, ponad 1 proc. W dalszej kolejności plasuje się sektor opieki zdrowotnej, przemysłowy oraz finansowy, który rośnie o ponad 0,7 proc. Z informacji płynących z poszczególnych spółek, właściciel Google poinformował o tym, że w tym roku zainwestuje ponad 10 mld dolarów w biura i centra danych w całych Stanach Zjednoczonych. Nowe inwestycje będą koncentrować się na 11 stanach, w tym Massachusetts, Nowym Jorku i Ohio. Sundar Pichai, CEO Alphabet, na swoim blogu napisał, że dzięki tym inwestycjom powstaną tysiące miejsc pracy – w tym wzrośnie zatrudnienie w Google, w ramach prac budowlanych, w centrach danych i obiektach energii odnawialnej oraz pojawią się nowe możliwości dla przedsiębiorstw w okolicznych miastach i lokalnych społecznościach. W czwartym kwartale 2019 r. całkowite koszty i wydatki technologicznego giganta wzrosły aż o 19 proc. do ponad 36,8 mld USD.

Po wczorajszych lepszych od oczekiwań wynikach sieci marketów budowlanych Home Depot pojawiła się nowa rekomendacja odnośnie ceny docelowej dla akcji spółki. Zdaniem analityków Bernsteina cena docelowa została podniesiona ze 192 do 225 USD. Również UBS podniósł swój cel z 250 USD do 268 USD, co oznacza cenę wyższą od wczorajszej ceny zamknięcia o 13 proc. Średnia cena docelowa dla HD na Wall Street to 249,33 USD. Firma ma łącznie 20 rekomendacji kupna, 12 trzymaj i 2 sprzedaj – wynika z danych zebranych przez agencję Bloomberg.

20 lutego spółka Domino’s Pizza podała lepsze od oczekiwań wyniki finansowe, o których pisaliśmy w ówczesnym komentarzu. Dziś DPZ dostała kolejną rekomendację i wyższą cenę docelową od Argus Research Corp. Analitycy firmy podnieśli rekomendację, do kupuj, z trzymaj, a cenę docelową ustalili na poziomie 420 USD. Jest ona wyższa o 14 proc. od ostatniego zamknięcia. Po wynikach cena akcji sieci pizzeri ustanowiła najwyższy poziom w historii i mimo ostatniego zamieszania na rynkach akcji, nadal się przy tym poziomie utrzymuje. Na Wall Street DPZ ma 11 rekomendacji kupna, 13 trzymaj i 2 sprzedaj.

Departament Zarządzania Aktywami

Copernicus Capital TFI S.A.

Presja na waluty naszego regionu utrzymuje się

Złoty pozostaje pod presją negatywnych informacji związanych z koronawirusem.

Początek tygodnia przyniósł dalsze osłabienie polskiego złotego, który w parze z euro w poniedziałek powrócił do okolic 4,30. Wczoraj w trakcie dnia kurs EUR/PLN doświadczył umocnienia, schodząc do okolic 4,29, jednak niedługo po rozpoczęciu sesji amerykańskiej presja na krajową walutę powróciła i jest wyraźnie widoczna również dziś.

Kurs EUR/PLN (17/02/20 – 26/02/20)

kurs euro
Źródło: Bloomberg Data: 26/02/20

Słabość w ostatnich dniach nie odnosi się wyłącznie polskiej waluty. Presji poddane zostały ogólnie aktywa ryzykowne – w tym również inne waluty naszego regionu. Wśród nich szczególną słabością wyróżnia się korona czeska, co można uzasadnić tym, iż to właśnie ta waluta w ostatnich tygodniach radziła sobie najlepiej. Możliwe, że teraz mamy do czynienia z odreagowaniem po nadmiernej aprecjacji.

Za wzrost presji na aktywa ryzykowne w ostatnich dniach odpowiadają informacje dotyczące koronawirusa, który dotarł do Europy, z dnia na dzień rozprzestrzeniając się na coraz więcej krajów. Póki co przypadki te (wyłączając Włochy) nie są liczne, często jednostkowe, a informacje z ogniska epidemii – Chin – w ostatnich dniach wyraźnie się poprawiły. Niemniej, w związku z eskalacją zakażeń w innych krajach inwestorzy i tak próbują zabezpieczyć swój kapitał, decydując się na przeniesienie go w bezpieczniejsze miejsca.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN we wtorek zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w widełkach 4,29-4,31. Kurs EUR/USD w tym czasie kierował się na północ, kontynuując lekki wzrost. Można odebrać to jako odreagowanie po ostatniej serii spadków, w konsekwencji których kurs spadł z okolic 1,11 na początku miesiąca do 1,08.

Ostatnie dni nie przyniosły wielu istotnych informacji ze strefy euro. Poniedziałkowe odczyty indeksów Ifo dla Niemiec w lutym zaskoczyły nieco in plus, pokazując utrzymujący się wzrost kluczowego indeksu opisującego nastroje w biznesie. Wtorkowa rewizja szacunków PKB w Niemczech w ostatnim kwartale ubiegłego roku nie przyniosła zmian w relacji do wstępnego odczytu – wzrost w ujęciu kwartalnym był zerowy.

Dziś i jutro nie poznamy żadnych istotnych odczytów z gospodarek strefy euro. Niemniej, dziś warto zwrócić uwagę na popołudniowe przemówienie przewodniczącej Europejskiego Banku Centralnego, Christine Lagarde.

GBP

Kurs GBP/PLN we wtorek wzrósł o 0,3%, wahając się w widełkach 5,12-5,16. Początek tygodnia nie przyniósł żadnych danych z Wielkiej Brytanii, które byłyby warte uwagi. Inwestorzy obecnie koncentrują się raczej na kwestii Brexitu. Więcej informacji na tym froncie, które mogą wpłynąć na zachowanie brytyjskiej waluty powinien przynieść przyszły tydzień – wtedy bowiem mają zacząć się formalne negocjacje dot. przyszłości relacji między Zjednoczonym Królestwem, a Unią po zakończeniu okresu przejściowego.

USD

Kurs USD/PLN we wtorek spadł o 0,3%, wahając się w widełkach 3,95-3,97. Kalendarz ekonomiczny dla Stanów Zjednoczonych w pierwszej części tygodnia nie obfituje w istotne publikacje. Można jedynie wspomnieć o danych Conference Board o nastrojach amerykańskich konsumentów. Wczorajszy odczyt nieco rozczarował: indeks znalazł się na poziomie 130,7 pkt wobec poziomu 130,4 pkt w poprzednim miesiącu (zrewidowanego w dół z 131,6 pkt). Mimo lekkiego zaskoczenia w relacji do oczekiwań konsensusu, dane cały czas wskazują na to, że nastroje amerykańskich konsumentów są dobre, co sugeruje utrzymanie wysokiego tempa wzrostu gospodarczego w początkach roku.

Indeks nastrojów konsumentów Conference Board (2009 – 2020)

Indeks nastrojów konsumentów
Źródło: Bloomberg Data: 26/02/20

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Rotterdam na szczycie rankingu inwestycji w logistykę portową

Według najnowszych danych firmy doradczej Savills, Rotterdam jest najbardziej atrakcyjnym portem w Europie dla inwestycji logistycznych, wyprzedzając Barcelonę, Walencję, Antwerpię i Hamburg. Gdańsk, największy port morski w Polsce i jeden z kluczowych terminali kontenerowych na Morzu Bałtyckim, może stać się wkrótce również jednym z najnowocześniejszych w całej Europie, dzięki planowanej budowie Portu Centralnego.

Rotterdam, który zajął pierwsze miejsce w rankingu Savills EPLOI (European Port Logistics Opportunity Index), jest jedną z kluczowych bram, przez którą towary trafiają do Europy kontynentalnej, co rodzi duże zapotrzebowanie na nowoczesną powierzchnię magazynową. Niedobór terenów pod nowe projekty oraz zaostrzone ograniczenia dotyczące wydawania pozwoleń na budowę spowoduje presję na dalszy wzrost kosztów najmu oraz spadek poziomu pustostanów w obiektach logistycznych. Atutami Rotterdamu są również korzystne połączenia kolejowe i morskie z resztą Europy.

Wzrost handlu międzynarodowego zwiększył przepustowość portu w Barcelonie o 70% w ciągu ostatnich pięciu lat, co jest najszybszym wzrostem spośród pięciu największych rynków. W rezultacie stolica Katalonii zajmuje drugie miejsce w rankingu Savills EPLOI z wynikiem 94,33. Trzecia jest Walencja z wynikiem 89,93, gdzie czynsze za najlepsze nieruchomości logistyczne w wyniku wzrostu o 13% w ciągu ostatnich trzech lat wynoszą obecnie 54 euro za m kw., czyli nadal mniej niż w Barcelonie. Względnie niska płaca minimalna w Hiszpanii zapewnią operatorom logistycznym bardziej korzystne warunki do rozwoju, biorąc pod uwagę wysoką dostępność pracowników na lokalnym rynku pracy.

Marcus de Minckwitz, dyrektor w dziale doradztwa inwestycyjnego w regionie EMEA w Savills, komentuje: „Zgodnie ze wskaźnikiem Savills EPLOI, Rotterdam, Barcelona, Walencja, Antwerpia i Hamburg znajdują się w czołówce europejskich rankingów najbardziej atrakcyjnych portów dla inwestycji logistycznych. Połączenie malejącej dostępności powierzchni i rosnącego popytu skutkuje na tych rynkach wzrostami czynszów.”

„Aktywa logistyczne w korytarzach łączących te lokalizacje będą szczególnie atrakcyjne dla inwestorów. Zidentyfikowaliśmy cztery kluczowe korytarze obejmujące kraje skandynawskie, Półwysep Iberyjski, Europę Zachodnią oraz kraje bałtyckie i region Europy Środkowo-Wschodniej. Przykładem dynamicznego rozwoju portów jest Hamburg, gdzie w 2018 roku przeładowano 46,8 mln ton towarów, co jest rekordowym wynikiem dla kolejowego transportu towarowego, o 2,7% lepszym niż w roku poprzednim” – dodaje.

Mike Barnes, Associate, dział badań rynków europejskich w Savills, dodaje: „Analiza wzrostu ruchu kontenerowego w europejskich portach, rozwój infrastruktury oraz zmiany demograficzne pozwalają nam przewidzieć, gdzie pojawią się nowe korytarze handlowe i gdzie rósł będzie popyt na powierzchnię logistyczną w ciągu następnych dziesięciu lat.”

„Jedną z największych zmian w tym zakresie jest projekt Nowego Jedwabnego Szlaku (Belt and Road Initiative), którego celem jest poprawa połączeń handlowych z Europą. Chiny zdobyły już przyczółek w trzech największych portach Europy: Euromax w Rotterdamie, gdzie posiadają 35% udziałów; Antwerpii, 20% udziałów; i Hamburgu, gdzie zamierzają wybudować nowy terminal” – dodaje.

John Palmer, dyrektor zespołu doradztwa inwestycyjnego w sektorze nieruchomości magazynowych i przemysłowych w Savills Polska, dodaje: „Gdańsk i Gdynia służą jako węzeł portowy dla całej Europy Środkowo-Wschodniej. DCT Gdańsk to największy i najszybciej rozwijający się port kontenerowy w Polsce oraz jedyny terminal głębokowodny w regionie Morza Bałtyckiego, do którego bezpośrednio trafiają dostawy z Dalekiego Wschodu. Terminal w Gdańsku jest w stanie przyjąć nawet największe statki towarowe na świecie.”

„Wzrost handlu międzynarodowego i oczekiwany wzrost gospodarczy w Europie Środkowo-Wschodniej mogą przełożyć się na coraz większe zapotrzebowanie na logistykę morską z wykorzystaniem kontenerów. Aby zaspokoić przyszłe zapotrzebowanie, Zarząd Morskiego Portu Gdańsk planuje projekt budowy Portu Centralnego, który może stać się jednym z największych i najnowocześniejszych portów morskich w Europie. Port Centralny obejmie około 1400 ha wód oraz obszar sztucznego lądu o powierzchni około 410 ha. Będzie składał się z dziewięciu terminali, czterech obrotnic i trzech torów podejściowych. Pierwsze terminale w ramach tego projektu mogą być gotowe już w 2029 roku” – dodaje.

Konsekwencje prawne uczestnictwa w nielegalnych grach hazardowych przez internet

W dobie internetu i globalizacji powszechne jest oferowanie przez dostawców gier hazardowych z różnych państw swoich usług praktycznie na całym świecie, umożliwiając dostęp do prowadzonych platform gier użytkownikom internetu w większości krajów świata. W związku z tym istotne pozostają m.in. kwestie, jak polski system prawny reguluje rynek hazardu, w tym monopol państwa w tym zakresie, a także dopuszczalności i legalności uczestniczenia z terytorium Polski w grach hazardowych organizowanych na terytorium innych państw, ale oferowanych wszystkim użytkownikom, w tym obywatelom Polski, za pośrednictwem internetu.

Zakazane internetowe gry hazardowe

Zgodnie z ustawą o grach hazardowych (dalej „ugh”) urządzanie gier hazardowych przez internet, z wyjątkiem zakładów wzajemnych i loterii promocyjnych, jest objęte monopolem państwa.

Przez gry hazardowe rozumieć należy gry losowe, zakłady wzajemne, gry w karty oraz gry na automatach, przy czym poszczególne rodzaje gier również są zdefiniowane w ustawie.

Z powyższego jednoznacznie wynika, że na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej organizowanie gier hazardowych w internecie, z wyjątkiem zakładów wzajemnych i loterii promocyjnych, jest objęte monopolem Państwa i w związku z tym zajmować się tym mogą wyłącznie podmioty wykonujące monopol Państwa w tym zakresie.

A contrario organizowanie gier hazardowych w internecie, z ww. wyjątkami, przez inne podmioty niż wykonujące monopol Państwa, jest zakazane.

Administracyjny zakaz uczestniczenia w zakazanych grach hazardowych

W związku z ustanowieniem monopolu Państwa w zakresie internetowych gier hazardowych zgodnie z art. 29a ust. 2 ugh zakazane jest także uczestniczenie w grach hazardowych urządzanych przez internet przez podmioty niewykonujące monopolu Państwa w tym zakresie, które urządzają gry hazardowe przez internet bez wymaganego zezwolenia.

Uczestnictwo w nielegalnych grach hazardowych stanowi delikt administracyjny, którego sprawca, tj. uczestnik gry hazardowej urządzanej bez koncesji, bez zezwolenia lub bez zgłoszenia, zgodnie z art. 89 ust. 1 pkt 6 ugh w zw. z art. 89 ust. 4 pkt 5 ugh, podlega karze pieniężnej w wysokości 100% uzyskanej wygranej niepomniejszonej o kwoty wpłaconych stawek.

Uczestniczenie w nielegalnych grach hazardowych za pośrednictwem internetu w przypadku uzyskania wygranej może więc skutkować orzeczeniem kary pieniężnej w wysokości równej wygranej.

Uczestniczenie w nielegalnych grach hazardowych online jako czyn zabroniony

Mając na uwadze aktualne orzecznictwo sądów administracyjnych (zob. wyrok NSA z dnia 20 września 2019 r., II GSK 812/17; wyrok NSA z dnia 26 lutego 2019 r., II GSK 5584/16; wyrok NSA z dnia 19 czerwca 2018 r., II GSK 2067/16; wyrok NSA z dnia 26 lipca 2018 r., II GSK 5630/16; wyrok WSA w Olsztynie z dnia 8 listopada 2018 r., I SA/Ol 454/18; wyrok NSA z dnia 11 grudnia 2018 r., II GSK 4185/16; wyrok WSA w Krakowie z dnia 25 stycznia 2018 r., III SA/Kr 1361/17), a także orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego (zob. wyrok TK z dnia 21 października 2015 r., P 32/12), uznać należy, że podstawa odpowiedzialności karnej przewidziana w art. 107 Kodeksu karnego skarbowego (dalej: „kks”) i podstawa odpowiedzialności administracyjnej przewidziana w art. 89 ugh są niezależne względem siebie i dlatego dopuszczalne jest wymierzenie, niezależnie od siebie, sankcji karnej i sankcji administracyjnej, a więc można jednocześnie ponosić odpowiedzialność administracyjną oraz karną (karnoskarbową) za to samo naruszenie prawa.

Może przy tym dojść np. do sytuacji stwierdzenia naruszenia prawa i wymierzenia kary w oparciu o ustawę o grach hazardowych, a jednocześnie uniewinnienia oskarżonego od zarzucanego mu czynu na gruncie Kodeksu karnego skarbowego.

Jak wskazuje się w orzecznictwie, odpowiedzialność karnoskarbowa oparta jest na zasadzie winy, podczas gdy odpowiedzialność administracyjna oparta jest już na przesłance obiektywnego naruszenia prawa, bez ustalania winy.

Ponadto zwrócić należy uwagę, że sankcja w postaci kary pieniężnej wynikająca z art. 89 ugh nie stanowi sankcji karnej, lecz jest karą administracyjną, która realizuje cel restytucyjny (należności i podatków od korzyści uzyskanych z uczestnictwa w nielegalnych grach hazardowych) i prewencyjny, natomiast kara grzywny orzekana na podstawie art. 107 kks realizować ma cel represyjny.

Mając na uwadze powyższe, podkreślić należy, że uczestniczenie na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej w zagranicznej grze hazardowej stanowi, zgodnie z art. 107 § 2 kks, przestępstwo skarbowe zagrożone karą grzywny do 120 stawek dziennych.

Przez zagraniczną grę hazardową rozumieć należy grę organizowaną poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej, jednakże w celu ustalenia, czy mamy do czynienia z grą hazardową w rozumieniu art. 107 § 2 kks, niezbędne jest dokonanie oceny jej rzeczywistego charakteru zgodnie z prawem polskim, a więc przede wszystkim z regulacjami ustawy o grach hazardowych.

Jeśli chodzi o dolegliwość finansową kary grzywny, to stawka dzienna grzywny nie może być niższa od jednej trzydziestej części minimalnego wynagrodzenia ani też przekraczać jej czterystukrotności. W związku z powyższym w roku 2020 stawka dzienna waha się w granicach od 86,67 zł do 34 668 zł, natomiast kara grzywny w przypadku analizowanego przestępstwa może wahać się od 886,70 zł do 4 160 160 zł.

Czyn z art. 107 § 2 kks w razie przyjęcia wypadku mniejszej wagi może być jednakże zakwalifikowany jako wykroczenie skarbowe zagrożone karą grzywny w wysokości od jednej dziesiątej do dwudziestokrotnej wysokości minimalnego wynagrodzenia. W tym przypadku grzywna minimalna wynosi 260 zł, natomiast grzywna maksymalna 52 000 zł.

Jako konsekwencję prawnokarną związaną z dopuszczeniem się przestępstwa określonego w art. 107 § 2 kks i tylko w przypadku uzyskania wygranej z nielegalnych gier hazardowych, o których mowa w tym przepisie, wskazać należy także na obligatoryjny przepadek takich wygranych na rzecz Skarbu Państwa.

Na marginesie zwrócić należy także uwagę, że w związku z tym, iż dochód w postaci ewentualnej wygranej uzyskiwany jest z nielegalnego źródła, brak jest możliwości zalegalizowania takiego dochodu.

Złagodzenie lub wyłączenie odpowiedzialności karnoskarbowej

Możliwością złagodzenia grożącej odpowiedzialności karnoskarbowej może być przyjęcie przez sąd, z uwagi na okoliczności wskazane w art. 53 § 8 kks, wypadku mniejszej wagi i w konsekwencji zakwalifikowanie czynu jako wykroczenia skarbowego z art. 107 § 4 kks, co wiąże się z niższym zagrożeniem karą grzywny.

Ponadto zwrócić należy uwagę, że czyn z art. 107 § 2 kks i w konsekwencji także z art. 107 § 4 kks można popełnić jedynie umyślnie. To oznacza, iż sprawca musi mieć zamiar jego popełnienia, chociażby ewentualny. Zgodnie natomiast z treścią art. 10 § 4 kks nie popełnia przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego ten, kto dopuszcza się czynu zabronionego w usprawiedliwionej nieświadomości jego karalności.

W pewnych okolicznościach stanu faktycznego może więc dojść do uznania, że sprawca działał w usprawiedliwionej nieświadomości jego karalności, co skutkować będzie uniewinnieniem oskarżonego od zarzucanego mu czynu. Nie jest możliwe szczegółowe wskazanie takich okoliczności, a każdy przypadek wymaga odrębnej analizy i oceny pod kątem możliwości wystąpienia usprawiedliwionej nieświadomości karalności czynu.

Dla sprawcy analizowanego przestępstwa lub wykroczenia korzystne może być nawet uznanie, że błąd sprawcy opisany w art. 10 § 4 kks jest nieusprawiedliwiony, gdyż w takiej sytuacji sąd orzekający w sprawie może zastosować nadzwyczajne złagodzenie kary, a jeżeli czyn zabroniony jest wykroczeniem skarbowym, sąd może nawet odstąpić od wymierzenia kary lub środka karnego.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Odwrót na giełdach

Europejskie parkiety tracą już w ciągu tygodnia 10% i nie wygląda to, jakby spadek miał się zatrzymać. Analitycy wskazują jako winnego strach przed przypadkami koronawirusa w Europie.

Giełdy dalej w odwrocie

W ciągu tygodnia europejskie parkiety, w tym polski WIG, spadły o około 10%. Jest to siła strachu przed eskalacją sytuacji z koronawirusem. Patrząc na skalę spadków można mieć wątpliwości, gdzie to wszystko zmierza. Na razie mamy jednak bardzo silne emocje, a te sprzyjają gwałtownym spadkom. Z drugiej strony niskie stopy procentowe zachęcają do inwestycji ryzykownych, a po 10% przecenie akcje są jeszcze tańsze.

Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Pomimo istotnego wzrostu inflacji Węgrzy nie podnoszą stóp procentowych. Powodem, dla którego część analityków przewidywała podwyżkę, był gwałtowny wzrost inflacji w ostatnich miesiącach. Warto jednak przypomnieć, że wysoka inflacja na Węgrzech gościła już w zeszłym roku, kiedy to w kwietniu i maju sięgnęła 3,9%. Obecne 4,7% nie jest zatem aż takim zaskoczeniem jak polskie 4,4%. Nie zmienia to faktu, że obecnie banki centralne bardziej zajmują się próbami niewywoływania spowolnienia w gospodarce niż dbaniem o stabilną wartość pieniądza. Forint (w reakcji na brak podwyżki stóp) tracił na wartości względem euro i innych głównych walut.

Euro wraca do łask

W ciągu tygodnia dolar stracił 1% na wartości względem euro. Jest to największa korekta w ruchu spadkowym trwającym od początku stycznia, kiedy to dolar zyskał na wartości 4%. 1% korekta nie jest zatem czymś nadzwyczajnym. Jest to jednak duża ulga dla osób muszących kupić dolary. Przy w miarę stabilnej cenie euro oznacza to, że dolar potaniał około 4 grosze. Dolar nie stracił aż tak dużo, kosztuje obecnie około 3,95 zł. Ruch ten pokrywał się bowiem w czasie z osłabieniem się złotego względem głównych walut.

Dzisiaj dzień w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w Internetowykantor.pl

Komisja Europejska ostrzega – polskie finanse zagrożone

Komisja Europejska jest zaniepokojona omijaniem przez Polskę Stabilizującej Reguły Wydatkowej (SRW) – wynika z opublikowanego w środę raportu o stanie polskiej polityki gospodarczej i fiskalnej (Country Report Poland 2020). Komisja wskazuje w nim, że wydatki oraz deficyt strukturalny Polski urosły w 2019 roku ponad poziom rekomendowany przez KE – są to wnioski analogiczne do stanowiska Pracodawców RP w tej kwestii.

Wspomniany raport to coroczna ocena realizacji rekomendacji KE z poprzedniego roku oraz diagnoza obecnej sytuacji społeczno-gospodarczej. Takim raportem jest obejmowany każdy kraj członkowski Unii Europejskiej. – Według mojej opinii, konkluzja raportu w aspekcie fiskalnym jest jednoznaczna – sytuacja fiskalna Polski w 2019 roku uległa pogorszeniu – uważa główny ekonomista Pracodawców RP dr Sławomir Dudek – Deficyt strukturalny wzrósł na tyle, że grozi nam uruchomienie tzw. procedury nadmiernego odchylenia.

Dr Sławomir Dudek - główny ekonomista Pracodawców RP
Dr Sławomir Dudek – główny ekonomista Pracodawców RP

Taka procedura jest rozpoczynana, kiedy dany kraj członkowski nie stosuje się do rekomendacji Komisji Europejskiej w zakresie dostosowania deficytu strukturalnego i odpowiedniego do tego wzrostu wydatków. Zdaniem dr. Dudka, Komisja dostrzegła m.in. „wypychanie” wydatków budżetowych do Funduszu Solidarnościowego. Komisja oceniła, że Polska wykazuje ograniczony progres w zakresie rekomendacji dotyczącej ścieżki wzrostu wydatków. – Takie całościowe spojrzenie na wydatki i przychody to prawidłowy i obiektywny miernik stanu finansów publicznych. Jeśli będziemy musieli wdrożyć procedurę nadmiernego odchylenia, trafimy na „czarną listę” – obok Rumunii i Węgier – wyjaśnia główny ekonomista Pracodawców RP. – Istotne jest moim zdaniem, że KE dostrzega, iż Polska kreatywnie omija regułę wydatkową. Ta reguła na pewno będzie pod szczególnym nadzorem i obserwacją Komisji. Można więc powiedzieć, że sygnał z tego dokumentu jest następujący – jeżeli w Polsce zostaną podjęte próby rozluźnienia reguły wydatkowej, to Komisja uważnie będzie się temu przyglądać w kontekście implementacji dyrektywy – dodaje ekspert.

Komisja Europejska prognozuje też wysoki deficyt strukturalny Polski i przewiduje, że pozostanie on na wysokim poziomie także w 2020 roku. Jak czytamy w raporcie, pojawiają się też nowe trwałe wydatki, które strukturalnie pogorszą sytuację fiskalną polskich finansów publicznych, a na pewno jej nie poprawią. Komisja dostrzega też, że uszczelnianie VAT jest coraz trudniejsze.

W opinii dr. Sławomira Dudka, prace nad budżetem na rok 2021 będą się odbywać w niezwykle trudnych warunkach, na które wpływają:

  • spowolnienie gospodarcze,
  • duża inflacja,
  • brak dochodów jednorazowych,
  • wygasające efekty uszczelniania VAT,
  • ryzyko objęcia Polski procedurą nadmiernego odchylenia przez KE,
  • ryzyko zmniejszenia dochodów podatkowych,
  • wymóg spełnienia reguły wydatkowej (SRW).

Przy tych uwarunkowaniach na 2021 rok nie ma szans, aby utrzymać 14., i być może też 13. emeryturę, o nowych tego typu propozycjach nie wspominając. Nie da się też obejść i zawiesić SRW, bo Komisja Europejska już jest zaniepokojona sytuacją. Będziemy też musieli jesienią tego roku przedstawić KE plan działań obniżających deficyt strukturalny – wyjaśnia główny ekonomista Pracodawców RP – Budżet 2021 będzie prawdziwym wyzwaniem.

Pracodawca kontra koronawirus

Pojawienie się w Polsce przypadków zarażenia koronawirusem jest kwestią czasu – pracodawcy nie są jednak bezbronni wobec takiej sytuacji. Mogą, a nawet mają obowiązek działać w przypadku, gdy podejrzewają chorobę zakaźną u swojego pracownika. 

Pracodawca nie jest bezbronny wobec zagrożenia koronawirusem, czy inną choroba zakaźną. Prawo wręcz nakłada na niego obowiązek zadbania o zdrowie swoich pracowników – tłumaczy Katarzyna Siemienkiewicz, ekspert ds. prawa pracy Pracodawców RP. Wypełniając ten obowiązek, pracodawca ma do wykonania ciąg przewidzianych prawem działań. Zwłaszcza, jeśli ma uzasadnione podejrzenia, że pracownik jest chory. W ten sposób już na pierwszym etapie doprowadzi do zabezpieczenia zdrowia ogółu pracowników. Następnym efektem będzie wyjaśnienie stanu zdrowia tego pracownika, który może być chory.

Działając w ramach tych przepisów pracodawca może zachęcać pracownika, by ten nie pojawiał się w miejscu pracy oraz aby udał się do lekarza. W przypadku odmowy skorzystania z porady lekarskiej przez takiego pracownika, pracodawca może nie dopuścić go do pracy – zaznacza ekspertka Pracodawców RP.Pracodawca kontra koronawirus

Media społecznościowe są od 4 do 8 razy efektywniejsze niż call center

Relacje firm z klientami przenoszą się do mediów społecznościowych – wynika z badań przeprowadzonych przez firmę Salesforce. Social media stają się ulubionym kanałem do komunikowania się z klientami również w segmencie B2B. Dlaczego? Bo zapewniają wyższą skuteczność i efektywność niż obsługa przez telefon.

Spośród firm, które do interakcji z klientami wykorzystują media społecznościowe, aż 66% ceni je bardziej od call center. Social media umożliwiają dotarcie w czasie rzeczywistym i w atrakcyjny dla odbiorcy sposób do ogromnej liczby potencjalnych i obecnych klientów. W opinii specjalistów zajmujących się komunikacją z klientami, media społecznościowe pozwalają obsłużyć od 4 do 8 razy więcej interakcji w porównaniu do możliwości, jakie daje call center. Dlatego dobrze zdefiniowana strategia działania w mediach społecznościowych może przynieść firmom wymierne, finansowe rezultaty. Dla przykładu: aż 87% użytkowników serwisu Pinterest zakupiło produkt dzięki działaniom marek podejmowanym na tej platformie.

Social media nie tylko mają moc zaangażowania uczestników w czasie rzeczywistym, ale też stanowią ogromną bazę danych, które można wykorzystać do personalizowania komunikacji – w procesach marketingu, sprzedaży i obsługi po sprzedaży. Profile użytkowników zawierają takie dane jak nazwiska, wiek, lokalizację i preferencje. Z kolei analiza komentarzy, w odróżnieniu od badań rynku czy grup fokusowych, daje znacznie wyraźniejszy obraz trendów i upodobań konsumentów.

Obecnie najczęściej wykorzystywane przez marketing platformy społecznościowe to Facebook, Twitter, Instagram, LinkedIn, Snapchat i Pinterest. Coraz więcej użytkowników można też znaleźć na platformach o mniejszym zasięgu, takich jak: Kik, WhatsApp czy Periscope.

Co mówią badania przeprowadzone przez Salesforce?

  • 66% czasu spędzanego w Internecie wiąże się z aktywnością w serwisach społecznościowych.
  • 66% marek, które wykorzystują social media do obsługi klienta, wolą je od call center.
  • Pracownicy obsługi klienta poprzez media społecznościowe w tym samym czasie obsługują od 4 do 8 razy więcej spraw niż pracownicy zatrudnieni w obsłudze telefonicznej.
  • Facebook w ciągu miesiąca odwiedza ponad 2 mld użytkowników, z czego 1,66 mld wykorzystuje do tego smartfon.
  • Facebook jest najczęściej używanym serwisem społecznościowym wśród wszystkich grup wiekowych.
  • 54% użytkowników ankietowanych przez serwis Twitter potwierdziło, iż podjęło działania wobec marki, po tym jak została ona wymieniona w tweetach (np. odwiedzili stronę internetową marki, wyszukiwali produkty lub retweetowali treści).
  • 75% użytkowników Instagrama po obejrzeniu postu reklamowego podejmuje działania związane z marką (odwiedza strony www, zapisuje się na newsletter, rozważa lub robi zakupy).
  • 94% zespołów marketingu w firmach B2B korzysta z usług oferowanych przez serwis LinkedIn do rozpowszechniania własnych treści.
  • 87% użytkowników Pinterest choć raz dokonało zakupu dzięki informacjom pozyskanym w serwisie.

6 kroków do stworzenia strategii obsługi klienta w social mediach

Powyższe dane wskazują, że warto wdrażać strategie działania w mediach społecznościowych pod kątem budowania relacji firmy z klientami. Salesforce poświęcił temu dwa poradniki adresowane do firm, które dopiero rozpoczynają swoją przygodę z serwisami społecznościowymi: „6 Steps to Trasformative Customer Service” oraz „The Complete Guide to Social Media for B2B Marketers”. Na co powinni zwrócić uwagę ludzie od marketingu budując strategię obsługi klienta w social mediach?

Krok 1: Definiuj założenia do strategii

Najpierw zrób rozpoznanie, odpowiedz na następujące pytania:

  • Które platformy będą najlepiej wspierały cele firmy?
  • Jakie wiadomości mają otrzymywać docelowi odbiorcy?
  • Jakie treści możesz dostarczać, aby ich edukować, bawić, włączać do działania?
  • Czy chcesz wykorzystywać konkretne aplikacje lub technologie do zarządzania doświadczeniami klientów?
  • Jakie zastosujesz wskaźniki do pomiaru efektywności swoich działań?
  • Kto konkretnie ma odpowiadać za generowanie postów na profilach, kto za interakcje, kto będzie dedykowany do obsługi konkretnych typów spraw?

Krok 2: Posłuchaj, o czym mówią użytkownicy serwisów

Twitter publikuje dziennie średnio pół miliarda tweetów, a na Facebooku zamieszczanych jest ponad pół miliarda komentarzy, aktualizowanych jest 293 tys. statusów, a co każdą minutę wgrywanych jest 136 tys. zdjęć. Aby się przebić w tym nawale treści i usłyszeć, co mówi się o Twojej marce i o branży, musisz określić słowa kluczowe (hashtagi), które pozwolą Ci filtrować treści pojawiające się w serwisie. Pamiętaj, że słowa kluczowe to także pseudonimy, skróty lub wyrazy z błędną pisownią. Uważnie śledź działania konkurencji (nazwy marek i produktów, szum wokół konkurencyjnych kampanii i promocji), szczególnie tej, która ma już większe doświadczenia w działaniach w social mediach.

Krok 3: Zbuduj wewnętrzną sieć ekspertów merytorycznych

Zarządzanie komunikacją to proces, w którym podobnie jak w innych procesach ważne jest redukowanie czasu poświęcanego na jego przebieg. W tym celu postaraj się stworzyć wewnętrzną społeczność ekspertów, będących bazą wiedzy i kompetencji. Taka baza wiedzy uzupełniona o łatwo dostępne zasoby cyfrowe umożliwi pracownikom obsługi klienta szybsze dzielenie się informacjami, poradami i pomysłami. Dobrze, aby sieć wewnętrzna miała swojego koordynatora.

Krok 4: Opracuj podręcznik zaangażowania

Celem zarządzania relacjami w mediach społecznościowych jest budowanie zaangażowania, dlatego warto opracować przewodnik, w którym zawrzesz informacje o tym:

  • jak dołączać do rozmowy,
  • na które kategorie zapytań czy zagadnienia można odpowiadać prywatnie, a na które publicznie,
  • jakie powinno się składać rekomendacje w często występujących sytuacjach / pytaniach,
  • w jaki sposób powinno się nadawać priorytety poszczególnym zdarzeniom czy informacjom oraz jak należy kierować użytkowników do dalszych działań, np. do kanałów samoobsługi, przesłania wiadomości e-mail lub do zatelefonowania do klienta.

Krok 5: Przeszkol zespoły w zakresie przydzielonych ról i obowiązków

W Twoim interesie jest, by wszyscy zaangażowani pracownicy w komunikację ze światem zewnętrznym posiadali odpowiednie kompetencję i wiedzę o możliwości przebiegu interakcji w mediach społecznościowych. Każdy powinien znać swoją rolę i miejsce. Dzięki temu zminimalizujesz ryzyko wystąpienia zdarzeń narażających Twój wizerunek, wywołujących sytuację kryzysową lub po prostu skutkujących zaniechaniami, które jak wiadomo prowadzą do utraconych szans biznesowych.

Krok 6: Opracuj odpowiednie wskaźniki pomiaru skuteczności działań

Wskaźniki powinny odwoływać się do jakości w obszarze obsługi klienta. Na tym polu ważne więc będą:

  • czas reakcji pracowników na aktywność klientów w social mediach,
  • liczba wpływających nowych spraw oraz spraw w toku, co pomoże określić obciążenie zespołu i pozwoli na optymalizację pracy,
  • czas zamykania spraw wygenerowanych w mediach społecznościowych. Dzięki temu będzie można opracowywać rozwiązania usprawniające procesy obsługi,
  • satysfakcja klienta lub wskaźnik Net Promoter Score (narzędzie oceny lojalności klientów NPS). Badanie satysfakcji poprzez otwarcie się na twórczą krytykę klientów można wykorzystać na kilka sposobów. Taki dialog może pozytywnie wpływać na doświadczenia klientów. Dzięki niemu uzyskasz wiedzę o ich oczekiwaniach. Jednocześnie możesz zebrać ciekawe pomysły i inspiracje, które pozwolą rozkręcić Twój biznes.

Social media także dla firm z sektora B2B

Salesforce podkreśla, że media społecznościowe to dobra przestrzeń do budowania relacji z klientami biznesowymi. W przewodniku „The Complete Guide to Social Media for B2B Marketers” znajdują się wskazówki dotyczące tworzenia efektywnych strategii B2B, z uwzględnieniem specyfiki każdego z serwisów społecznościowych.

  • Facebook – algorytmy Facebooka służące do dystrybucji treści bazują na ponad 100 tys. czynnikach odpowiedzialnych za jej rozprowadzanie. Jedynym sposobem, aby z nimi „wygrać”, jest generowanie ciekawych i wartościowych dla odbiorców treści. W budowaniu zasięgu pomocne też będą narzędzia, takie jak Facebook Insights, Facebook Audience Insights czy Salesforce Social Studio, które pozwolą np. określić najlepszy czas do publikowania postów. Firmy B2B mogą generować interesujące treści multimedialne pokazujące produkty, rozwiązania, zespół czy też firmę od środka.
  • Twitter jest dobrą opcją do zaprezentowania się w roli branżowego eksperta. Serwis można wykorzystać do komentowania bieżących wydarzeń branżowych, umieszczania linków do blogów, wydarzeń z życia firmy lub wspieranych przez nią działań, publikowania infografik, które wyróżniają się na osi czasowej Twittera i innych informacji pokazujących firmę jako lidera w branży.
  • Instagram – buduje zaangażowanie klientów poprzez obraz – rzeczywistość kreuje tu obraz i krótkie filmiki opatrzone krótkim komentarzem. Na Instagramie można podzielić się np. zakulisowym spojrzeniem na firmę, promować się przez ciekawostki, humor, opowiadanie o historiach klientów. Pomysły można mnożyć. Istotne jest, by angażować i doceciać klientów i fanów zamieszczających zdjęcia lub filmy dotyczące marki i za ich pozwoleniem przerzucać je na własną stronę internetową, tworząc tzw. usergenerated content (UGC – treści tworzone przez klientów).
  • LinkedIn to serwis angażujący przedsiębiorstwa i profesjonalistów, jest to więc interesująca przestrzeń zarówno dla marketingu B2B, jak i sprzedaży czy specjalistów zajmujących się rekrutacją. W serwisie publikuje się niemal wyłącznie biznesowe treści. Posty powinny wnosić wartość dodaną (wskazówki, porady), mogą informować o nowych produktach czy nawiązywać do wydarzeń organizowanych przez firmę.
  • Pinterest odwiedza co miesiąc 150 milionów osób, użytkownicy szukają tu pomysłów i inspiracji. Można wykorzystać tę stronę, by dotrzeć do bardzo specyficznej grupy odbiorców tworząc tablice, które inspirują, stawiają wyzwania i motywują. Jeśli firma używa Pinteresta musi upewnić się, że strona www ma przyjazne Pinterestowi posty i zdjęcia i dodać przycisk „pin it” do odpowiednich treści.
  • Snapchat obecnie używany jest głównie przez młodych ludzi (poniżej 25 lat). Jeśli jest to Twoja grupa docelowa, musisz tu być. Ważna dla rozwoju Snapchata stała się funkcja „My Story”, która pozwala na dodawanie zdjęć lub krótkich filmów. Można ją wykorzystać do publikowania interesujących historii związanych z marką. Zespoły marketingu B2B, którym zależy na relacjach z klientami młodszego pokolenia, powinny publikować relacje z wydarzeń, które organizują lub w których biorą udział. Udostępniane przez Snapchat geofiltry pozwalają optymalizować komunikację.

 

Warto pamiętać, że przestrzeń mediów społecznościowych jest bardzo dynamiczna. Profesjonalne podejście do tego kanału wymaga ciągłego monitorowania trendów i nowości udostępnianych przez poszczególne serwisy. Warto też śledzić nawyki i preferencje użytkowników. Może w tym pomóc przeglądanie publikacji branżowych takich jak Social Media Examiner, Mashable, Social Media Today, TechCrunch, Digiday, a w Polsce np. raporty PBI czy IAB Polska.

KPI w B2B nieco inne niż w B2C

Zespoły zajmujące się marketingiem B2B, podobnie jak w B2C powinny uważnie słuchać co społeczność mówi o firmie i marce. W tym celu można korzystać z powszechnie dostępnych funkcji wyszukiwania w samych serwisach oraz w Google. Istnieją również specjalnie narzędzia do identyfikowania źródeł konwersacji, takie jak Sprout Social, Hootsuite i TweetDeck.

Zawsze warto pamiętać, że media społecznościowe wymagają szybkiej reakcji. 42% użytkowników social mediów oczekuje odpowiedzi w ciągu godziny. Szybkość reakcji nabiera szczególnego znaczenia w sytuacjach kryzysowych, gdy po stronie klientów emocje mogą wziąć górę nad rozsądkiem. Dlatego warto opracować schematy postępowania w przypadku wystąpienia sytuacji kryzysowych. Efekty działań ukierunkowanych na klienta biznesowego również powinno się odpowiednio mierzyć. W przypadku B2B kluczowe wskaźniki są nieco inne niż w B2C. Są to głównie:

  • zaangażowanie – ilość działań podejmowanych przez kogoś, kto odwiedza lub widzi firmowy profil. To mogą być znaczniki z kategorii „lubię,” udostępnienia lub komentarze. Wskaźnik ten może również obejmować działania związane z polubieniem profilu lub wejściem na stronę internetową,
  • dotarcie – wskaźnik pokazujący liczbę osób, która zobaczyła opublikowaną treść i rozpowszechniła ją przez serwisy społecznościowe. Na Facebooku i Instagramie tzw. zasięg organiczny (generowany bez wykupywania narzędzi reklamowych) uwarunkowany jest złożonymi algorytmami. Twoje wpisy będą widoczne dla potencjalnie zainteresowanych użytkowników, ale w większości będzie to społeczność już skupiona wokół profilu. Platformy social media chcą zarabiać, dlatego sukcesywnie limitują zasięg organiczny. Co to oznacza? Jeśli chcesz dotrzeć do naprawdę dużej grupy, powinieneś wykorzystywać narzędzia reklamowe dostępne w serwisach. Są one bardzo elastyczne i pozwalają tworzyć naprawdę skuteczne kampanie reklamowe.
  • liczba fanów profilu – z uwagi na limitowanie zasięgu organicznego, dla zarządzającego profilem kluczowe jest zbudowanie odpowiednio dużej społeczności. Ważne, by fanami byli ludzie realnie zainteresowani Twoją firmą i produktami, a nie przypadkowe osoby!
  • przekierowanie na stronę internetową – to zdecydowanie jeden z najbardziej użytecznych wskaźników konwersji, ponieważ pokazuje liczbę osób, które odwiedziły serwis internetowy dzięki działaniom podjętym w serwisie społecznościowym.

2020 będzie rokiem chmury

Miniony rok to 12 miesięcy wytężonej pracy dla RamBase i naszych klientów.
Z obserwacji jakie mamy wynika jasno, że dzisiaj biznes oczekuje rozwiązań IT
w pełni elastycznych, mobilnych, nowoczesnych i przewidywalnych kosztowo. Systemy ERP oparte o chmurę są i w dalszym ciągu będą przyszłością rynku IT w Polsce. Naszym zdaniem wielki potencjał drzemie w takich sektorach jak produkcja, dystrybucja i logistyka. W tych obszarach dotychczasowe rozwiązania On-premise będą musiały ustąpić miejsca nowocześniejszym, tańszym, szybszym i o wiele wygodniejszym rozwiązaniom Cloud ERP. Według naszych prognoz, tego rodzaju rozwiązania w 2020 roku będą stanowiły 35 a może nawet 50 % całego rynku ERP w Polsce dla niektórych branż.

Taka optymistyczna prognoza wynika z konkretnych czynników. Czołowi dostawcy systemów ERP coraz przychylniej patrzą w stronę rozwiązań chmurowych. Badania IDG „Chmura publiczna w Polsce 2019” pokazują, że blisko jedna trzecia (31 proc.) wszystkich małych, 23 proc. średnich i 17 proc. dużych firm jest już dostarczana w modelu chmury obliczeniowej. Kolejne 20% deklaruje chęć przejścia na rozwiązania oparte o Cloud. Te wszystkie okoliczności pokazują, że możemy z optymizmem patrzeć na rozwój technologii chmurowej w systemach ERP. Z naszej perspektywy Polska to naprawdę ciekawy i perspektywiczny rynek. Szacujemy potencjał wdrożeń naszego rozwiązania w pierwszych latach będzie rósł bardzo dynamicznie, analogicznie jak w krajach Europy północnej.

Analitycy zajmujący się rynkiem IT przewidują, że chmura będzie liderem wśród wszystkich wdrożeń.  IDC przewidywało udział rozwiązań opartych o cloud na poziomie od 21% do 38%. Myślę, że śmiało możemy przyjąć te założenia, zwłaszcza, że dotychczasowe bariery dotyczące głównie kwestii bezpieczeństwa zostały zniesione. Kolejnym argumentem, który może przekonać do implementacji tych wdrożeń są oszczędności. Analitycy IDC szacują, że wdrożenia oparte o chmurę pozwalają zredukować od 30 do 40 % kosztów działania całego przedsiębiorstwa. Dla RamBase jest to nawet 77% TCO. Według wielu analiz i firm badawczych chmura obliczeniowa będzie wiodła prym we wszystkich wdrożeniach IT. Polskie firmy, jeśli nadal chcą dynamicznie się rozwijać muszą inwestować w profesjonalne rozwiązania ERP. Oceniamy, cały rynek IT w perspektywie najbliższych 5 lat czeka rozwój na szeroką skalę, głównie w obszarze ERP.

Autorem komentarza jest Jakub Polkowski Channel Executive Poland, RamBase – Jakob Hatteland Computer AS.

Hakerzy atakują polskie firmy z branży finansowej, energetyki i transportu

Co miesiąc światowi hakerzy atakują polskie firmy prawie 380 razy. Co dziesiąta polska firma padła ofiarą wirusa trojan – Emotet. Najbardziej narażone są firmy z sektora finansowego, energetycznego i transportowego. Niedawno grupa przestępcza powiązana z rosyjską agencją wywiadu GRU zaatakowała trzy, duże firmy z branży energetycznej i transportowej z Polski i Ukrainy, wykradając poufne dane pracowników (loginy) oraz hasła dostępu do firmowej sieci – ostrzegają eksperci Check Point Research w swoim raporcie Threat Intelligence Report poświęconym stanowi bezpieczeństwa sieciowego w Polsce.

W ciągu ostatnich 6 miesięcy ilość ataków na polskie firmy pozostawała na niższym poziomie od średniej światowej. Tymczasem nowy rok przyniósł niespodziewany wzrost zainteresowania naszym krajem wśród cyberprzestępców. Średni poziom ataków na polskie organizacje wzrósł do światowej średniej – 500 razy miesięcznie. Ciekawostką jest duże zainteresowanie branżą finansową i skuteczność ataków na polskie firmy – 9 proc. padło ofiarą ataku – znacznie powyżej średniej światowej.Hakerzy atakują polskie firmy z branży finansowej, energetyki i transportu

Najczęściej wykorzystywanymi złośliwymi zagrożeniami dla organizacji są nadal złośliwe oprogramowania, takie jak Emotet, XMRig i Trickbot, które łącznie uderzyły w ponad 30 proc. organizacji na całym świecie – komentuje Maya Horowitz, dyrektor Threat Intelligence & Research w Check Point.

Co ciekawe, w analiza przeprowadzona przez Check Point Research pokazała, że ponad 59 proc. malware’u dostała się do polskich sieci korporacyjnych za pośrednictwem wiadomości email. Hakerzy często korzystają z ciekawości użytkowników komputerów firmowych. Tak było w ostatnich dniach, kiedy przeprowadzili kampanię spamową, w której wirus przesłany jest w formie pliku DOC, jako rzekomy podręcznik sanitarny pozwalający uniknąć zakażenia koronawirusem.  Najczęstszym rodzajem wykorzystywania luk w zabezpieczeniach w Polsce jest nieświadome ujawnianie informacji przez pracowników – błąd występujący w 71 proc. przypadków w Polsce.Hakerzy atakują polskie firmy z branży finansowej, energetyki i transportu 2

Firmy muszą zadbać o to, aby ich pracownicy byli poinformowani o tym, jak identyfikować wiadomości e-mail w kampaniach spamowych, które są zwykle używane do rozprzestrzeniania wspomnianych zagrożeń oraz jak wdrażać zabezpieczenia, które zapobiegną infekowaniu sieci firmowych – dodaje Maya Horowitz.

Ataki na wybrane kraje mają różnorodny charakter i są wielowektorowe. Check Point Research wskazuje, że w okresie ostatnich 6 miesięcy m.in. w Polsce w sprzedaży pojawiły się 42 modele tanich telefonów smartfon, w których preinstalowane były trojany Triada. Modele popularne na takich rynkach jak Rosja, Polska, Czechy, Serbia, Meksyk, Chiny, mogą nieść realne zagrożenie dla użytkowników, wykradając im wiele poufnych informacji i ich kontach bankowych, loginach, prywatnych hasłach dostępu.

Skąd najczęściej kierowane są ataki na polskie przedsiębiorstwa? Lwią część ataków realizują hakerzy z USA (42 proc.), z Polski (16 proc.) Wielkiej Brytanii (13 proc.) i Holandii (11 proc.). Nie oznacza to, że Amerykanie są najbardziej zainteresowani sekretami polskich firm…. Informacje o źródle ataku wskazują na adres IP cyberprzestępców, którzy – bardzo często – starają się ukryć prawdziwe pochodzenie lub tożsamość – podkreślają autorzy raportu.

Hakerzy wykorzystują różne rożne rodzaje załączników, imitujących ważne dokumenty do pobrania. W Polsce najczęściej wykorzystywanym były pliki Excel, zawierające rzekomo istotne informacje finansowe i zestawienia (33,8 proc.), pliki RTF (19,7 proc.), arkusze kalkulacyjne XLSX (16,8 proc.).

Hakerzy atakują polskie firmy z branży finansowej, energetyki i transportu 3Do istotnych zagrożeń dla użytkowników w Polsce należy malware typu Trojan (Infostealer) – uważa Check Point Research. Trojany służą do kradzieży informacji i danych uwierzytelniających (nazwa użytkownika i hasło) z zainfekowanego komputera. Gdy atak się powiedzie, złośliwe oprogramowanie może wykonać np. zrzuty ekranu, kradzież informacji o systemie i logach, dane przeglądarki…

Ataki na polskie urządzenia mobile – choć częste – nadal pozostają poniżej światowej średniej. O ile na świecie w ciągu ostatnich 6 miesięcy skuteczność tego rodzaju przestępstw wyniosła średnio 8 proc. w Polsce wskaźnik ten był na poziomie 4 proc. – konkludują autorzy raportu Check Point Research.

Cyberspecgrupa wesprze rozwój polskiego przemysłu

Z inicjatywy Instytutu Kościuszki powstała specjalna grupa robocza #CyberMadeInPoland działająca przy Związku Cyfrowa Polska. Jej celem jest wspieranie rozwoju sektora cyberbezpieczeństwa w Polsce, a w jej skład wchodzą zarówno firmy wytwarzające produkty i usługi dla bezpieczeństwa cyfrowego, jak i organizacje otoczenia biznesu zajmujące się tą tematyką.

Głównym zadaniem zespołu jest zainteresowanie tematyką bezpieczeństwa cyfrowego zarówno firmy działające w Polsce, jak i samorządy oraz podmioty administracji publicznej. – W polskiej branży cyberbezpieczeństwa drzemie ogromny potencjał, który niestety często nie jest wykorzystywany. Chcemy wspólnie wypracować takie rozwiązania, także propozycje legislacyjne, które pozwolą polskim firmom konkurować w tej dziedzinie z zagranicznym biznesem – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska.

– Inicjatywa wpisuje się w szerszy unijny kontekst dążenia do budowania „cyfrowej niezależności” Europy. Europy świadomej geopolitycznych zagrożeń, wśród których te związane z cyberzagrożeniami plasują się na samym szczycie. Oznacza to, że świadoma geopolitycznie i cyfrowo nowa Komisja Europejska będzie wspierała nie tylko w wymiarze unijnych polityk, ale także funduszy, rozwój europejskich rozwiązań technologicznych, w tym tych związanych z bezpieczeństwem sieci i systemów teleinformatycznych. Polscy decydenci muszą być świadomi tego kierunku zmian – dodaje Izabela Albrycht, prezes Instytutu Kościuszki.

Edukacja i budowanie świadomości zadaniem grupy

Jak zauważa prezes Cyfrowej Polski, samorządy często rezygnują z cyberbezpieczeństwa ze względu na koszty – narzędzia oferowane przez duże, zachodnie firmy są dla nich za drogie. – Brakuje wiedzy, że podobne rozwiązania można wprowadzić niższym kosztem korzystając z usług polskich, lokalnych firm. Niestety, przedstawiciele krajowych firm mają problem, by przebić ze swoją ofertą, często tańszą od konkurencji, ponieważ decydentom brakuje zaufania do mniejszych podmiotów. W związku z czym, czasem w ogóle nie decydują się na wdrożenie cyberbezpiecznych narzędzi, gdyż przewidziany na to budżet, jest niewystarczający – ocenia Michał Kanownik. Dlatego grupa #CyberMadeInPoland chce postawić m.in. na edukację i budowanie świadomości wśród organizacji i decydentów na temat nie tylko konsekwencji dla bezpieczeństwa państwa, ale także wiedzy w zakresie właściwego zabezpieczenia danych i urządzeń. Jej przedstawiciele podkreślają, że zwłaszcza samorządy powinny zrozumieć, że wydatki na cyberbezpieczeństwo to nie tylko koszt, ale przede wszystkim inwestycja.

Prace nad funduszem celowym dla polskiej branży cyberbezpieczeństwa

Grupa #CyberMadeInPoland będzie również pracować nad stworzeniem specjalnego funduszu celowego na ekspansję zagraniczną polskich firm z branży cyberbezpieczeństwa oraz nad przebudową oferty grantów badawczo-rozwojowych na takie, które będą realnie wspierać rozwój globalnie konkurencyjnych rozwiązań z zakresu cyberbezpieczeństwa nad Wisłą. – Cyberbezpieczeństwo to nie tylko wyzwanie. To także szansa dla tych firm i rynków, które dzięki wiedzy i odwadze innowatorów są̨ w stanie zmieniać́ reguły gry poprzez nowe spojrzenie na problemy IT security. Roczna wartość́ rynku cyberbezpieczeństwa na świecie szacowana była w roku 2019 na 115 do nawet 180 miliardów dolarów. Przykład startupów, MŚP czy dużych przedsiębiorstw z grupy #CyberMadeinPoland pokazuje, że firmy znad Wisły również̇ dysponują̨ potencjałem pozwalającym kształtować́ europejski, a nawet globalny rynek cyberbezpieczeństwa. Niezbędne jest jednak systemowe wsparcie – tłumaczy Robert Siudak, dyrektor ds. współpracy w Instytucie Kościuszki.

#CyberMadeInPoland ma zamiar również opracować i przedstawić polskiemu rządowi problemy i wyzwania, z jakimi zmaga się branża cyberbezpieczeństwa w Polsce. – Wśród priorytetów jest stworzenie rozwiązań, w tym finansowych, np. ulg podatkowych czy innych instrumentów okołopodatkowych, które będą stymulujące dla polskich firm. Chcemy rozmawiać m.in. z Ministerstwem Finansów i Ministerstwem Rozwoju o tym, co możemy wspólnie zrobić, by polska branża cyberbezpieczeństwa mogła szerzej zaistnieć – podkreśla Michał Kanownik.

Wypracowane propozycje #CyberMadeInPoland zostaną zaprezentowane m.in. podczas Europejskiego Forum Cyberbezpieczeństwa CYBERSEC CEE 2020, które odbędą się w listopadzie w Katowicach.

Hipoteka odwrócona. Wielka Brytania i Niemcy podsumowują rok 2019

Wielka Brytania to jeden z największych, obok Stanów Zjednoczonych, rynków hipoteki odwróconej na świecie. Z danych firmy doradczej Key Group[1] wynika, że w ubiegłym roku zawarto ponad 45 tys. umów, dzięki którym Brytyjczycy mogli sięgnąć do 3,4 miliardów funtów zamrożonych w swoich nieruchomościach. Dla porównania, w 2019 roku w Niemczech, podpisano łącznie 210 umów renty dożywotniej, co i tak oznacza wzrost na tym rynku o 100 proc. (rok do roku).[2]

Mimo, że w Wielkiej Brytanii panuje niepewność związana z Brexitem, brytyjscy seniorzy podpisali z profesjonalnymi instytucjami (tylko w 2019 roku) dokładnie 45 598 umów dotyczących różnych form hipoteki odwróconej. Na Wyspach nie brakuje ofert, bo tamtejsi emeryci mogą wybierać z ponad 300 profesjonalnych podmiotów oferujących tę usługę i zrzeszonych w ramach organizacji samorządowej (Equity Release Council). Hipoteka odwrócona jest tam dostępna dla osób 55+. W Wielkiej Brytanii żyje 24 miliony seniorów w tym wieku, więc baza potencjalnych klientów wciąż jest ogromna. W 2019 roku najwięcej umów podpisano w Walii, regionie Yorkshire & Humberside oraz West Midlands. Warto nadmienić, że od początku istnienia profesjonalnego rynku z usługi hipoteki odwróconej skorzystało już ponad pół miliona Brytyjczyków.

– Typowy Brytyjczyk, który zawiera umowę hipoteki odwróconej ma średnio 71 lat. Najwięcej osób podpisujących kontrakty znajduje się w przedziale wiekowym 70-74 lata (28 proc.) oraz 65-69 lat (23 proc.). Najczęściej umowy zawierają małżeństwa (60 proc.) lub samotne kobiety (26 proc.). Odsetek samotnych mężczyzn jest znacznie niższy i wynosi 14 proc. W Polsce hipoteka odwrócona istnieje od ponad 10 lat i na początku była oferowana osobom w wieku 65+. Rozwijający się rynek i coraz większe zainteresowanie ofertą spowodowało, że usługa jest również dostępna dla seniorów 55+. Co ciekawe, w Polsce wciąż mamy do czynienia z dwoma rodzajami hipoteki odwróconej: rentą dożywotnią oferowaną przez fundusze hipoteczne oraz odwróconym kredytem hipotecznym, który mogłyby zaoferować banki, gdyby chciały. Na razie żaden z nich nie zdecydował się na wprowadzenie tego rozwiązania, choć istnieje stosowna ustawa umożliwiająca bankom ten ruch – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

– Fakt, że na brytyjskim rynku istnieje ponad 300 profesjonalnych podmiotów jest wyrazem dojrzałości tej branży, która funkcjonuje w tej formie od blisko 30 lat. Przed Polską jeszcze długa droga, by osiągnąć podobny poziom, zarówno pod względem liczby podpisywanych umów jak i dostępnych rozwiązań – dodaje Robert Majkowski.

Brytyjski senior wydaje rentę dożywotnią na remont. A polski?

Z raportu firmy doradczej Key Group wynika, że brytyjscy seniorzy wydają środki pozyskane dzięki rencie dożywotniej przede wszystkim na remonty swoich nieruchomości – tak odpowiedziało 67 proc. respondentów. W większości przypadków, zdaniem Ekspertów, chodzi o dostosowanie domów do potrzeb mieszkalnych starzejących się właścicieli. Aż 34 proc. seniorów z Wielkiej Brytanii odpowiedziało, że wyda pieniądze na wakacje, a 29 proc. na spłatę długów, kart kredytowych, czy pożyczek. W następnej kolejności były osoby, które przeznaczą gotówkę na prezent dla rodziny lub przyjaciół (27 proc.), spłacą zadłużenie hipoteczne (19 proc.), będą wydawać na bieżące potrzeby i rachunki (11 proc.).

– Polscy seniorzy, z którymi rozmawiamy i którzy są respondentami w cyklicznych badaniach opinii podkreślają, że zazwyczaj decydują się na rentę dożywotnią, bo chcą spłacić długi. Tak odpowiada blisko 60 proc. respondentów biorących udział w naszych ankietach. Seniorzy, którzy już skorzystali z naszej oferty, pytani o to, na co wydają comiesięczne środki pozyskiwane z tytułu renty dożywotniej, twierdzą, że przede wszystkim na bieżące wydatki. Tak odpowiada 80 proc. osób starszych. Reszta, a więc co piąty senior przeznacza pieniądze na leki, pomoc bliskim lub odkłada na przyszłość, przy czym odsetek osób oszczędzających i odkładających to poniżej 5 proc. – tłumaczy Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

– To tylko pokazuje jak niskimi emeryturami dysponują polscy seniorzy. Oczywiście, że emerytury są waloryzowane. Oczywiście, że seniorzy kolejny rok z rzędu otrzymają trzynastą emeryturę. To są działania godne pochwały. Musimy jednak przyjrzeć się stopie zastąpienia, czyli współczynnikowi emerytury do ostatniej pensji seniora. Aktualnie w Polsce ten wskaźnik  nieznacznie przekracza 50 proc. i stale spada. Oznacza to, że w dniu przejścia na emeryturę z dnia na dzień dochód seniora spada o połowę. Prognozy ZUS przewidują, że w 2040 roku emeryt przechodzący na emeryturę otrzyma mniej niż 40 proc. swojego ostatniego wynagrodzenia, a w roku 2050 będzie to już niespełna 28 proc. ostatniej pensji. To zasmucające. Konieczne jest wdrożenie rozwiązań, które mogą poprawić poziom życia po zakończeniu aktywności zawodowej – dodaje Robert Majkowski.

Niemiecki rynek urósł o 100 proc.

Niemiecki rynek rośnie, ale w porównaniu z brytyjskim wciąż jest niewielki. Dane podsumowujące rok 2019 zostały opublikowane przez jedną z największych spółek, więc nie dotyczą całej branży. Jak podaje Deutsche Leibrenten Grundbesitz AG w ubiegłym roku podpisała z seniorami 210 umów renty dożywotniej i pozyskała nieruchomości o wartości 75 milionów Euro, co pozwoliło jej urosnąć o ponad 100 proc. rok do roku. Co ciekawe niemiecki rynek oferuje seniorom różne rodzaje renty dożywotniej – począwszy od tej wypłacanej w comiesięcznych transzach, poprzez usługę w formie jednorazowej dużej wypłaty aż po kombinację tych dwóch wariantów. Tam oferta jest kierowana do osób w wieku 70+. W Niemczech mieszka aktualnie ok. 5 mln osób, które mogą być adresatami tego rozwiązania. Kolejną ciekawostką jest fakt, że największe firmy oferujące hipotekę odwróconą m.in. Deutsche Leibrenten Grundbesitz AG wykorzystuje do pozyskiwania nowych klientów przede wszystkim agentów nieruchomości, agentów ubezpieczeniowych oraz banki. – W Polsce wciąż stawiamy na kontakt bezpośredni i pielęgnujemy relację z seniorem, także po podpisaniu umowy – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Wszystkie informacje dotyczące rynku brytyjskiego na podstawie:  https://www.wearekeygroup.co.uk/impact-and-insight/thought-leadership/market-monitor-2019-full-year

[2] Na podstawie danych Deutsche Leibrenten Grundbesitz AG, https://deutsche-leibrenten.de/pressemeldung/deutsche-leibrenten-wachstum/

Badanie Ericsson: Polscy przedsiębiorcy otwarci na 5G

71,5% przedsiębiorców uważa, że technologia 5G zwiększy konkurencyjność polskiej gospodarki wobec innych krajów Unii Europejskie, a tylko 3% zdecydowanie wyklucza taką możliwość. Polskie firmy oczekują szybkiego wdrożenia technologii 5G i wykorzystania jej potencjału do rozwoju własnego biznesu i krajowej gospodarki – wynika z badania Ericsson Polska zrealizowanego
we współpracy z Łódzką Specjalną Strefą Ekonomiczną oraz Skandynawsko-Polską Izbą Gospodarczą.

Największe nadzieje na polepszenie koniunktury dzięki technologii 5G widzą managerowie średnich przedsiębiorstw (50-249 pracowników). 75,6% respondentów z tej grupy uważa, że sieć 5G zdecydowanie zwiększy lub będzie miała pozytywny wpływ na konkurencyjność polskiej gospodarki.

Uczestnicy badania Ericsson bardzo optymistycznie podchodzą do prognoz wprowadzenia technologii 5G na terenach miejskich i głównych szlakach transportowych w Polsce do 2025 roku. 62,3% jest przekonanych o realności wprowadzenia technologii 5G w Polsce w tym terminie, w tym 13% uznaje taki scenariusz za wielce prawdopodobny.

„Przejście z 4G na 5G przyniesie korzyści zarówno konsumentom, jak i wielu branżom. 5G zapewnia większą wydajność sieci, wychodząc naprzeciw potrzebom w zakresie większej przepustowości. Technologia ta umożliwi również rozwój nowych usług, ekosystemów i nowych źródeł przychodów dla polskich firm. Jednak wykorzystanie tego potencjału wymaga inwestycji w technologie, a także rozwoju przedsiębiorstw, wypracowania nowych modeli wprowadzania produktów i usług na rynek oraz dostosowań o charakterze organizacyjnym w skali infrastruktury krajowej” – mówi Martin Mellor, szef firmy Ericsson w Polsce.

Potrzeba współpracy oraz edukacji

Większość badanych managerów interesuje się nowymi technologami i potrafi wskazać wyzwania stojące przed wdrożeniem technologii 5G w Polsce. Ponad połowa (51,3%) średniej wielkości przedsiębiorstw jako główne bariery wskazała obawy związane z bezpieczeństwem i kontrolą danych. 46% ogółu respondentów główną barierę, która mogłaby opóźnić wprowadzenie technologii 5G w Polsce widzi w budowie infrastruktury sieci. Za równie problematyczne respondenci uznali obawy związane z negatywnym wpływem technologii 5G na zdrowie (42%). Tymczasem według Światowej Organizacji Zdrowia nie ma wystarczających dowodów potwierdzających szkodliwe oddziaływanie pola elektromagnetycznego o natężeniu wykorzystywanym w telekomunikacji
na ludzkie zdrowie.Badanie_Ericsson_infograf

„Wyniki te pokazują, że tylko ścisła współpraca na polu edukacji pomiędzy wszelkimi zaangażowanymi podmiotami na rynku, począwszy od instytucji unijnych, przez administracje lokalne, operatorów, przedsiębiorstwa czy organizacje pozarządowe może przyczynić się do uwolnienia realnego potencjału 5G” – mówi Carsten Nilsen, prezes Skandynawsko-Polska Izba Gospodarcza, partner badania Ericsson Polska.

Wyróżnikiem łączności 5G jest kilkudziesięciokrotnie wyższa szybkość transmisji danych w porównaniu do LTE oraz praktycznie brak opóźnień (0,1 ms). Dzięki temu przedsiębiorstwa inwestując w nowoczesne narzędzia np. łączące sztuczną inteligencję, analizę danych i 5G, będą w stanie realizować równolegle wiele procesów w czasie rzeczywistym, co pozwoli na zdobycie realnej przewagi konkurencyjnej w swojej branży.

„Polscy przedsiębiorcy mogą już testować swoje pomysły w Łódzkiej Specjalnej Strefie Ekonomicznej. W tym roku zainaugurowaliśmy pierwszy w kraju przemysłowy Akcelerator Technologii 5G, czyli program wspierający rozwój innowacyjnych rozwiązań wykorzystujących w sposób znaczący technologię 5G lub 5G ready (architekturę Non-Standalone 5G) w przedsiębiorstwach. Program stwarza startupom możliwość pracy
na żywym organizmie: instalowanie urządzeń przy liniach produkcyjnych, na pojazdach czy w halach magazynowych wybranych partnerów, pracę z realnymi danymi, a nawet działania z klientem końcowym” – komentuje Agnieszka Sygitowicz, Wiceprezes Łódzkiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej S.A., partner badania Ericsson Polska.

Polska u progu technologii 5G

Technologia 5G jest już dostępna w Polsce, ale konieczne jest przydzielenie odpowiednich pasm i częstotliwości. Od 2015 r. Ericsson zainstalował niemal 5 mln stacji bazowych gotowych obsłużyć 5G, które czekają na zdalne uruchomienie. Spora część z tych stacji znajduje się w Polsce. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. kraje członkowskie będą posiadać szerokie pokrycie siecią 5G. Ericsson ogłosił uruchomienie komercyjnej sieci 5G z operatorem Polkomtel.  Wiosną planowane jest uruchomienie badawczej sieci 5G firmy Ericsson na Politechnice Łódzkiej. Ericsson prowadzi testy 5G z innymi operatorami i podmiotami w Polsce.

***

Badanie “Technologia 5G w polskich przedsiębiorstwach” zostało zrealizowane w terminie 11.2019-02.2020 na zlecenie Ericsson Polska przez agencję SW Research metodą wywiadów on-line (CAWI)na grupie 109 przedstawicieli wyższej kadry zarządzającej firm polskich lub posiadających przedstawicielstwo w Polsce.

Żadna przystań nie jest już bezpieczna

„Wtorek odwrotu” się nie powiódł i wczoraj kolejna silna wyprzedaż nawiedziła Wall Street po tym, jak Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorobom ostrzegło przed niemal pewnym rozprzestrzenianiem się wirusa w USA. Więcej przypadków zarażenia i zgonów w Korei Płd., Włoszech i Iranie podkreśla globalny zasięg choroby. Rynki weszły w pełny tryb paniki, gdzie żadna pozycja nie jest bezpieczna.

Załamanie rynku akcji jest oczywistym kierunkiem po tygodniach wzrostów przy bagatelizowaniu skutków wirusa. Ale już zachwianie wartości USD pokazuje, że rynek nie rozpatruje wszystkich aktywów pod kątem bezpieczne/niebezpieczne, ale zaczyna martwić się, czy każde silne ostatnio aktywa są narażone na presję związana z realizacją zysków. W dziwnym układzie za spadkami cen akcji podążyło złoto, choć jeszcze dobę wcześniej taki klimat inwestycyjny na rynku kapitałowym tylko zachęcał do wzrostów cen kruszcu. Czasami sztorm na środku morza wzbudza większe zaufanie niż towarzystwo innych marynarzy w bezpiecznej przystani.

Emocje przejęły kontrolę bez zważania na fundamentalne korelacje i najbliższe trzy dni (do zamknięcia miesiąca) mogą przynieść wszystko. Po wczoraj wiemy, że na rynku tli się nadziej na „dzień odwrotu” i stabilizację, ale równie silny jest strach przed kolejną falą wyprzedaży. Sądzę, że słabość USD jest zwodnicza i nie jest odzwierciedleniem załamania Wall Street czy wzrostu ryzyka epidemii w USA. Na koniec liczyć się będą ekonomiczne konsekwencje koronawirusa z największym uderzeniem w Chiny, a dalej w kraje najsilniej powiązane handlowo z Państwem Środka. Strefa euro, Australia i Nowa Zelandia są pierwsze w kolejności. USD są zdecydowanie bardziej zamknięte gospodarczo, więc efekt tutaj powinien być mniejszy. W efekcie USD urasta do roli dominującej na FX, niezależnie czy będzie panował risk-off czy wróci apetyt na ryzyko. Pozycja EUR staje się coraz trudniejsza, jeśli gasną wszelkie nadzieje na odbicie ożywienia. JPY przegra z USD na zwykłym porównaniu przewagi polityki Fed na BoJ. To są jednak temat na czas, kiedy wstępna panika wyparuje. Na razie górę bierze chęć domykania wszelkich pozycji, a na FX najwięcej jest tych długich w USD.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Sejm uregulował konkurencję na polskich torach – kolej będzie tańsza i lepsza?

Przyjęty przez rząd pakiet ustaw, dotyczących otwarcia polskich torów dla komercyjnych przewoźników, przybliża nas do realizacji Unijnego IV Pakietu Kolejowego. Upłynie jeszcze sporo czasu, nim całkowicie uwspólnimy nasze prawo z prawem unijnym – ale niedawno przyjęte ustawy mocno nas do tego przybliżają. Nowe regulacje prawne nie rewolucjonizują sytuacji na polskich torach – komercyjni i zewnętrzni przewoźnicy już na nich jeżdżą. Jako przykład podać można czeski, komercyjny Leo Express – który realizuje m.in. linie Praga-Kraków i Praga-Wrocław. Ustawy uregulują prawnie działalność przewoźników i ich relacje z zarządcami torów. Ta liberalizacja prawa kolejowego wzbudziła jednak głosy protestu. Obywatele obawiają się wzrostu cen, wykluczenia transportowego i tego, że polskie spółki wpadną w tarapaty. Eksperci uspokajają jednak, że doświadczenie innych krajów wskazuje na zupełnie przeciwne skutki otwarcia rynku kolejowego na komercyjne linie.

– Wszędzie tam, gdzie konkurencja kolejowa pojawiła się w Europie, nie zabiła przewoźników państwowych. Wręcz przeciwnie: poszerzyła rynek, wniosła nowe standardy jakościowe i obniżyła ceny średnio o 40% – powiedział serwisowi eNewsroom Adrian Furgalski, wiceprezes zespołu doradców gospodarczych TOR. – Główny problem polega na tym, że po większości polskich tras jeżdżą aktualnie pociągi z dopłatą publiczną. Do kursów dopłaca budżet państwa lub samorządy. Krytycy ustawy sugerują, że jeśli komercyjny przewoźnik wykasuje z rynku przewoźnika lokalnego – zmarnowane zostaną pieniądze publiczne. Tutaj jednak pojawia się pytanie, czy na wszystkich liniach te dopłaty powinny być lokowane. Jeśli nowy przewoźnik jest w stanie wypuścić na linię dobre pociągi i zaoferować korzystne ceny, może dopłaty państwowe nie są tam wcale potrzebne. Chociaż więc rzeczywistą transformację rynku kolejowego zobaczymy za 10 lat, gdyż tak długi okres przejściowy zaplanowała ustawa, możemy spodziewać się dobrych rezultatów – usprawnienia rynku, zmniejszenia wydatków państwowych na transport kolejowy i nową jakość komunikacyjną dla wszystkich Polaków – analizuje Furgalski.

Polska jest jednym z najszybciej rosnących rynków podcastowych. Nagrań audio słucha co czwarty internauta

Fenomen podcastów bazuje na pełnej dowolności w dostępie do nagrań audio – można ich słuchać w dogodnym czasie, nie odrywając się od innych czynności, a dodatkowo mamy do wyboru różnorodną tematykę. To główne powody, dla których forma ta z miesiąca na miesiąc zyskuje coraz więcej zwolenników. – Jest to atrakcyjne medium dla wymagających odbiorców, którzy szukają wartościowych konwersacji. Ambitny i dobrze zrealizowany podcast daje im poczucie, że spędzają czas z ludźmi, których cenią i których wybrali – przekonuje Maciej Małek z grupy LTTM.

– Wzrost popularności podcastów wiąże się z wynalezieniem i upowszechnieniem smartfonów, a w zasadzie iPhone’ów, które dały użytkownikom zupełnie nowe możliwości – mówi agencji Newseria Biznes Maciej Małek, podcast manager w grupie LTTM (LifeTube, TalentMedia, Mellon Media). – Było to jeszcze w czasach, kiedy szerokopasmowy internet nie był dostępny w każdym telefonie. Dziś się to zmieniło i podcastów mogą słuchać niemal wszyscy, w każdej chwili, z wykorzystaniem mobilnego dostępu do internetu. To spowodowało, że popularność tego medium eksplodowała.

Popularyzacji podcastów sprzyja mniejsze zainteresowanie formatem wideo, obserwowane ostatnio w sieci. Internauci szukają medium, które może im towarzyszyć w momentach, kiedy nie mogą oglądać wideo, czytać artykułów lub grać w gry mobilne.

Według badań, które prowadziły m.in. Tandem Media i Storytel, około 20 proc. internautów, głównie osób między 19. a 45. rokiem życia, miało w 2019 roku stały kontakt z podcastami. Przy czym w ubiegłym roku ta grupa zwiększyła się o 60 proc. Z kolei Voxnest, firma zajmująca się popularyzacją podcastów i ich badaniem, podała, że Polska znajduje się w pierwszej dziesiątce najszybciej wzrastających rynków podcastowych – dodaje ekspert Grupy LTTM.

Z badania Tandem Media i Publicis Groupe wynika, że 27 proc. internautów słucha podcastów. Większość słucha ich co najmniej raz w miesiącu. Nowi słuchacze korzystają z podcastów częściej i w większej liczbie. 59 proc. badanych subskrybuje od dwóch do czterech audycji, a 12 proc. – pięć lub więcej. Ankietowani wskazują, że zwykle sięgają po podcasty dla rozrywki i relaksu, ale też po to, by dowiedzieć się czegoś o świecie. Co ważne, wiarygodność podcastów jest oceniana wyżej niż tradycyjnych mediów. Często są określane mianem eksperckich.

 Kołem zamachowym rynku podcastów w Polsce i na świecie są media i wydawcy, ponieważ stale konkurują o odbiorcę. Internauci są już zmęczeni bardzo powierzchownym stylem informacji obecnym w portalach informacyjnych czy nawet w bardziej opiniotwórczych magazynach. Wiele osób nie ogląda już tak chętnie wideo – przekonuje Maciej Małek.

Jego zdaniem jest to nowa szansa dla twórców wideo, szczególnie tych, którzy dopasują się do oczekiwań wymagających internautów, szczególnie osób między 19. a 29. rokiem życia, bo to oni najchętniej słuchają podcastów. Dla twórców jest to możliwość rozszerzenia swojego zasięgu i dotarcia do odbiorców w sytuacjach, w których wcześniej nie było to możliwe. Blisko połowa badanych przez Tandem Media i Publicis Groupe słucha podcastów podczas dojazdów, w samochodzie lub środkach komunikacji. 38 proc. robi to, wykonując różne obowiązki domowe. Kobiety najczęściej wybierają audycje na temat zdrowia, stylu życia, psychologii czy rozrywki, a mężczyźni lubią słuchać o technologiach, muzyce, rozrywce i polityce. Oferta podcastów stale się powiększa.

Wydawcy mają zaplecze techniczne, redakcje i procedury redakcyjne, więc mogą zapewnić systematyczność, profesjonalizm swoich twórców i wysoką jakość końcowego produktu. Kolejne bardzo duże podmioty rynku mediowego wchodzą w podcasty. To sprawia, że odbiorcy, którzy często nie słyszeli o nich wcześniej, dowiadują się, że jest w ogóle takie medium. To przekłada się na ogólny wzrost zainteresowania Polaków całą twórczością podcastową  – podkreśla ekspert LTTM.

Obecnie najlepiej rozwinięty jest rynek amerykański, a w zasadzie anglojęzyczny, co widać także w aktywności polskich internautów. W Polsce aż 20 proc. słuchanych podcastów to nagrania w języku angielskim. Według Tandem Media Amerykanie, którzy kiedykolwiek mieli kontakt z podcastem, to 44 proc. ogółu słuchaczy (2018 rok). Co ciekawe, wzrost konsumpcji podcastów jest tak dynamiczny, że jeszcze trzy lata temu co trzeci mieszkaniec USA w wieku 12+ ich słuchał, a dziś niemal co drugi.

– Interesujący jest rynek chiński, który jest najbardziej rentowny dla twórców podcastów na świecie, ponieważ tam słuchacze płacą podcasterom stałe wynagrodzenie – tłumaczy Maciej Małek. – W Chinach system płacenia za wiedzę jest ugruntowany kulturowo. W przeciwieństwie do rynków anglosaskich, gdzie ludzie bardzo chętnie słuchają podcastów, ale muszą być one finansowane z reklam. W Chinach podcasterzy są niezależni od rynku reklamowego i dzięki temu mogą tam funkcjonować nawet bardzo niszowi nadawcy.

W Polsce czterech na pięciu badanych korzysta z darmowych aplikacji do słuchania podcastów, ale 28 proc. jest skłonnych zapłacić za taką możliwość. Jak wynika z szacunków Ovum „Podcast Market Forecast 2019–2024”, za cztery lata na całym świecie będzie nawet 2,2 mld słuchaczy.

Branżę kosmetyczną czeka rewolucja opakowaniowa. Producenci będą odchodzić od plastiku

Producenci kosmetyków stopniowo zmieniają swoje podejście do opakowań. Coraz częściej zamieniają stosowany plastik na w pełni przetwarzalny lub na tekturę, drewno lub szkło. Starają się „odchudzać” opakowania, żeby były mniej kłopotliwe w transporcie. Takie działania to przede wszystkim efekt troski o środowisko, ale wymuszają je także unijne zmiany prawne oraz proekologiczne oczekiwania konsumentów. Zdecydowana większość z nich, kupując kosmetyki, zwraca uwagę na to, czy opakowanie jest przyjazne dla środowiska – wynika z raportu „Strategia Plastikowa i Kosmetyki” przygotowanego przez Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego i Deloitte Advisory.

– Branża kosmetyczna chce być ekologiczna i stale szuka rozwiązań przyjaznych dla środowiska. Niektórzy z polskich przedsiębiorców odznaczają się już ekologicznym podejściem, są do tego przygotowani, mają potrzebne zespoły i finanse, jednak mamy również wielu mniejszych przedsiębiorców, którzy nie wiedzą, jak poradzić sobie z nowymi wymogami. Polski Związek Przemysłu Kosmetycznego chce im pomóc – mówi agencji Newseria Biznes Blanka Chmurzyńska-Brown, dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego.

Redukcja zużycia plastiku i zwiększenie recyklingu to jedne z podstawowych założeń Strategii Plastikowej ustanowionej przez Komisję Europejską. Dotknie ona w pewnym stopniu również sektor kosmetyczny, który wykorzystuje plastik do pakowania swoich produktów. Jak wynika z raportu Deloitte i Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego „Strategia Plastikowa i Kosmetyki”, branża wprowadza do obrotu jedynie 5 proc. całej masy opakowań w Polsce (278 tys. z 5,5 mln ton). Za znacznie większy odsetek odpowiadają branże spożywcza czy chemiczna. Opakowania z tworzyw sztucznych w sektorze kosmetycznym stanowią za to 26 proc. ogółu, czyli ok. 70 tys. ton, z czego do konsumentów trafia 50 tys. ton. Stanowi to ok. 7 proc. całkowitej masy opakowań plastikowych wykorzystywanych w gospodarstwach domowych. Znacznie częściej producenci kosmetyków sięgają po papier i tekturę (39 proc.), a podobny odsetek co tworzywa sztuczne stanowi także drewno (24 proc.).

– Producent może zastanowić się nad zamienieniem plastikowego opakowania na inne, nad tym, czy jego opakowanie nie jest zbyt duże i ciężkie i czy w transporcie nie generuje zanieczyszczeń. Warto, by przeanalizował, czy jego produkt w ogóle wymaga opakowania, bo np. mydło można zawiesić na sznurku konopnym. Może należałoby pomyśleć o zastosowaniu refilli, czyli pojemników wielokrotnego użytku, które konsument może ponownie napełniać produktem. Część przedsiębiorców stosuje już takie praktyki, inni nie wiedzą, jak je wprowadzić. Jednak za moment będzie to wyzwanie regulacyjne i musimy być na nie gotowi – tłumaczy Blanka Chmurzyńska-Brown.

Wśród planowanych na poziomie UE zmian są m.in. wprowadzenie restrykcji dotyczących wykorzystania mikroplastików (w kosmetyce stosowane są m.in. w peelingach), zakaz sprzedaży niektórych produktów jednorazowego użytku, np. słomek, wprowadzenie rozszerzonej odpowiedzialności producenta (za opakowanie) czy zwiększenie poziomów recyklingu odpadów opakowaniowych z tworzyw sztucznych. Wszystkie one wejdą w życie w ciągu najbliższej dekady.

– Musimy umieć zarządzać plastikiem w nowy, bardziej zrównoważony sposób – dodaje dyrektor generalna Polskiego Związku Przemysłu Kosmetycznego. – Większym wyzwaniem jest stworzenie ekologicznego opakowania niż produktu. Do tej pory producenci twierdzili, że ich zadanie kończy się w momencie, kiedy produkt trafia na półkę sklepową i zostaje zakupiony przez konsumenta. Teraz biznes musi zacząć zwracać uwagę także na to, co się dzieje w tzw. postconsumer use. To duża rewolucja w myśleniu.

Ta rewolucja wiąże się na pewno z wyższymi kosztami, które w pewien sposób dotkną również konsumentów. Ci jednak są coraz bardziej świadomi konieczności ograniczania obecności plastiku w naszym życiu. 69 proc. badanych przez Deloitte i PZPK konsumentów stwierdziło, że zawsze lub często zwraca uwagę na to, czy opakowanie jest przyjazne środowisku, kupując kosmetyki. Tylko 2 proc. stwierdziło, że nigdy tego nie robi.

Polski konsument jest gotowy na zmianę. Wie, że ochrona środowiska będzie kosztować. Jest wprawdzie bardzo wrażliwy na cenę, ale będzie się zastanawiał nad tym, że może warto dopłacić parę złotych, żeby ten produkt był inaczej zapakowany i pozwalał na łatwy recykling – mówi Blanka Chmurzyńska-Brown. – Jednocześnie, co trudne dla producentów kosmetyków, polski konsument nie chce kompromisu, czyli nie chce słabszego, inaczej podanego kosmetyku, do którego przywykł, on chce, żeby wszystkie elementy: bezpieczeństwo, skuteczność, cena i ekologiczne opakowanie szły w parze.

Coraz większa świadomość konsumentów dotyczy nie tylko opakowań. Zwracamy uwagę m.in. na to, czy produkty są testowane na zwierzętach, czy w składzie mają niezdrowe związki chemiczne.

 Branża dojrzewa wraz z konsumentem. Jeszcze 10 lat temu produkty ekologiczne były bardzo wąskim fragmentem rynku, teraz ich znaczenie sukcesywnie rośnie, z roku na rok o około 4 do 6 proc. Niebawem mogą stanowić nawet 10 proc. rynku – zwraca uwagę Blanka Chmurzyńska-Brown.

Jak podaje najnowszy raport PMR „Rynek żywności BIO i kosmetyków naturalnych w Polsce 2019. Analiza rynku i prognozy rozwoju na lata 2019–2024”, kosmetyki naturalne stanowią obecnie prawie 4 proc. wartości całego rynku kosmetycznego.

15 tys. hoteli na świecie i 600 w Polsce. Następca Neckermann Polska startuje z ofertą wyjazdową

Na polskim rynku rozpoczyna działalność Nekera, nowy touroperator, który jest niejako następcą Neckermanna, bo tworzony przez ten sam zespół. –  Upadek polskiego oddziału nie miał nic wspólnego z jego kondycją ekonomiczną, był to efekt bankructwa całej grupy Thomas Cook – mówi założyciel nowego biura Maciej Nykiel. Nekera startuje z ofertą wyjazdową do 15 tys. hoteli na całym świecie, zarówno w najpopularniejszych kurortach, jak i egzotycznych krajach. Będzie też mocno rozwijać wycieczki z dojazdem własnym oraz turystykę krajową. W ofercie ma ponad 600 hoteli w Polsce.

 W ostatnich latach polski rynek turystyczny rozwijał się bardzo dynamicznie. Wraz ze wzrostem konsumpcji i dobrymi danymi makroekonomicznymi z polskiej gospodarki zaczęliśmy chętniej, więcej, częściej i coraz dalej podróżować. Stąd też pomysł na Nekerę, nowego touroperatora, który na pewno znajdzie swoje miejsce na polskim rynku turystycznym – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Biznes Maciej Nykiel, prezes biura podróży Nekera.

W ewidencji Turystycznego Funduszu Gwarancyjnego widnieje 4754 przedsiębiorców turystycznych, a ich liczba stale rośnie. Jeszcze na początku 2019 roku na polskim rynku było ich nieco ponad 4,3 tys. Od początku 2020 roku działalność rozpoczęło prawie 60 nowych podmiotów, w tym Nekera, biuro podróży założone przez byłego szefa i pracowników Neckermann Polska.

– Wywodzimy się z Neckermanna, mówimy o tym otwarcie i jesteśmy dumni z prawie 25-letniego dziedzictwa tej firmy na polskim rynku. Podkreślamy, że jej upadek nie miał nic wspólnego z sytuacją ekonomiczną. Byliśmy zdrowym podmiotem, działaliśmy normalnie, padliśmy ofiarą szerszego bankructwa całej Grupy Thomas Cook – wyjaśnia Maciej Nykiel. – W ciągu dwóch tygodni w całej Europie zamknęło się prawie 140 firm należących do Thomasa Cooka, jedną z nich był polski Neckermann. Jednak żaden polski klient naszego biura podróży, a było ich 16 tys., nie został przez to poszkodowany.

Nekera ma w swojej ofercie wyjazdy do najpopularniejszych wśród Polaków wakacyjnych destynacji, m.in. Turcji, Grecji czy Hiszpanii. Nie brakuje też wycieczek w bardziej egzotyczne kierunki, np. na Karaiby, do Afryki czy Azji Południowej. Biuro oferuje też wycieczki do stosunkowo mało odkrytych jeszcze przez masową turystykę krajów – Jordanii czy Gruzji.

 Nekera to 15 tys. hoteli na całym świecie. Koncentrujemy się w szeroko rozumianym Basenie Morza Śródziemnego, gdzie polscy klienci wypoczywają i wyjeżdżają najchętniej. Najwięcej ofert mamy na południe Europy, do tradycyjnych letnich destynacji, takich jak Grecja, Hiszpania, Włochy, Chorwacja, Bułgaria, ale też azjatycka i północnoafrykańska część Basenu Morza Śródziemnego – wymienia prezes Nekery.

Klienci mogą rezerwować w biurze podróży same noclegi z dojazdem własnym albo łączyć je z biletami na samoloty.

 Zawsze byliśmy znani na rynku z oferty z dojazdem własnym. Latem zapraszamy do Chorwacji, Włoch, Bułgarii, ale też Grecji, na Węgry. Mamy też mało oczywiste propozycje, np. Szkocję czy Łotwę – wskazuje Maciej Nykiel.

W marcu będzie można też kupić wyjazdy na narty do znanych ośrodków narciarskich na przyszły sezon.

 Mamy fantastyczne możliwości podróżowania zimowego w Alpy Austriackie oraz w Dolomity, ale też do Czech, Słowacji, Słowenii, Francji czy Szwajcarii, czyli wszystkich najbardziej znanych europejskich kurortów narciarskich – mówi prezes biura Nekera.

To, co ma wyróżniać nowe biuro podróży, to bogata oferta hoteli w Polsce dostępna przez cały rok, w dodatku, jak zapowiadają jego założyciele, konkurencyjna cenowo. Zapewniają, że ani w samym hotelu, ani na popularnych serwisach rezerwacyjnych nie będzie taniej niż u nich.

 Nekera jako pierwszy podmiot na rynku wśród touroperatorów zaoferuje Polakom dostęp do 600 polskich hoteli od Bałtyku aż po Tatry, zarówno na weekendy, jak i na dłuższe wakacje – wymienia Maciej Nykiel.

Oferta Nekery będzie dystrybuowana poprzez sieć agencyjną, a nie własne biura sprzedaży. Jej strategicznym partnerem jest właściciel platformy sprzedaży miejsc hotelowych Triverna.pl, a całą grupę wspierają polskie fundusze inwestycyjne Xevin Investments oraz IQ Pomerania.

Nad firmami z branży utrzymania czystości zbierają się czarne chmury. Rosną koszty działalności i brakuje rąk do pracy

0

Brak pracowników oraz dobrze przygotowanych do pracy zespołów – to najpoważniejsze wyzwania, które stoją przed branżą utrzymania czystości. Dziś zatrudnia ona ok. 700 tys. osób, również takich, które do tej pory z różnych względów nie pracowały. Rozwiązanie tych bolączek umożliwiłoby przyjmowanie większej liczby zleceń i dalszy dynamiczny rozwój sektora. Jednym z pomysłów jest włączenie do Zintegrowanego Systemu Kwalifikacji certyfikatu dla osób sprzątających.

Polska Izba Gospodarcza Czystości stworzyła zintegrowany system kwalifikacji mający ocenić kompetencje pracowników liniowych i wyższego szczebla. Startujemy z tym projektem na przełomie lutego i marca. To powinno podnieść kwalifikacje na rynku – mówi agencji Newseria Biznes Marek Krzemieniewski, prezes Polskiej Izby Gospodarczej Czystości. – Ten biznes to już jest klasyczny „excel”, nie ma miejsca na błędy i pomyłki. Tylko firmy, które będą w stanie sprostać tego typu wymaganiom, będą rozwijały się dynamicznie.

Teraz będzie można przystąpić do egzaminu i otrzymać certyfikat potwierdzający kwalifikację „Planowanie i realizowanie procesu profesjonalnego utrzymania czystości”. Będzie on wydawany przez PIGC i potwierdzony przez instytucję publiczną. Jak podkreśla prezes Izby, chodzi o to, by usługi sprzątania były wykonywane w sposób ustandaryzowany na najwyższym poziomie. Uzyskanie certyfikatu zwiększy konkurencyjność poszczególnych pracowników, a to powinno pozytywnie przełożyć się na rynek.

Branża utrzymania czystości rozwija się nadal bardzo dynamicznie. Ten rynek wart jest około 17 mld i pracuje na nim około 700 tys. ludzi. Jeżeli odniesiemy się do Europy, te liczby podwoiły się: w 1996 roku pracowało w niej około 2 mln pracowników, dzisiaj zatrudnionych jest ponad 4 mln – mówi Marek Krzemieniewski.

Specyfika tej branży pozwala zaktywizować osoby, które do tej pory nie mogły lub nie chciały pracować. System certyfikacji może ich zachęcić do podnoszenia kwalifikacji, dzięki czemu staną się bardzo pożądanymi na rynku pracownikami.

– Ten sektor gospodarki rozwija się nadal bardzo dynamicznie. Największym problemem jest czynnik ludzki i jeżeli w najbliższym czasie sytuacja na rynku pracy się nie poprawi, to rynek będzie szedł w kierunku robotyzacji, automatyzacji i nowych technologii. Innej drogi nie mamy – mówi prezes PIGC.

Średnia efektywność pracownika z branży czystości na całym świecie wynosiła w 2016 roku 27,4 tys. euro, czyli w ciągu dwóch dekad wzrosła o 69 proc. Rosnące koszty pracy stają się jednak poważnym wyzwaniem dla firm z sektora.

Rozwój został nieco zahamowany przez ozusowanie umów-zleceń, podniesienie najniższego wynagrodzenia i mniejsze dotacje z budżetu państwa. Dzisiaj stoimy przed dużym dylematem, jak sprostać tej sytuacji na rynku – mówi Marek Krzemieniewski. – Czynnikiem, który może dalej hamować rozwój, jest zapowiedziane przez rząd na kolejne lata podniesienie płacy minimalnej, co będzie generować dość duże koszty dla właścicieli biznesu i powodować przeniesienie ich na klienta końcowego, który niekoniecznie może być zadowolony z podwyżek.

Przewozy w regionach wracają na właściwe tory. W tym roku spółka Polregio zamierza rozpocząć unowocześnianie pociągów i przewieźć 91 mln pasażerów

Komisja Europejska wciąż prowadzi formalne postępowanie dotyczące pomocy publicznej dla spółki Przewozy Regionalne, która od miesiąca funkcjonuje pod nazwą Polregio. To oznacza, że przewoźnik wciąż nie może korzystać z unijnych grantów, ale realizuje plany inwestycyjne we własnym zakresie. W tym roku rozpocznie obliczony na kilka lat program modernizacji swojego taboru. Czteroletnia restrukturyzacja spółki zaowocowała też systematycznym przyrostem liczby pasażerów – na koniec tego roku Polregio chce ich mieć już ponad 91 mln.

Polregio to nazwa, pod którą od 23 stycznia br. funkcjonuje spółka Przewozy Regionalne. Decyzja o zmianie została podjęta w celu ujednolicenia nazwy firmy z logo i marką handlową pociągów Polregio.

Chcemy unowocześnić swój tabor, ale ciągle jeszcze nie mamy decyzji Komisji Europejskiej, w związku z czym nie możemy sięgnąć po środki unijne, a to jest bardzo duży zasób w strukturze finansowania. Poza tym, sięgając po unijne środki, nie chcemy być już podmiotem zagrożonym. Jednak na tę chwilę, zgodnie z wytycznymi Komisji Europejskiej z 2014 roku, wciąż nim jesteśmy – mówi agencji Newseria Biznes Krzysztof Zgorzelski, prezes zarządu Polregio.

Przewoźnik, który powstał w 2001 roku, niemal od początku borykał się z problemami finansowymi i organizacyjnymi. W 2015 roku został przyjęty plan restrukturyzacji spółki, a Agencja Rozwoju Przemysłu dokapitalizowała ją kwotą 770 mln zł i objęła większościowy pakiet udziałów jako inwestor strategiczny. Ten krok zakwestionowała jednak Komisja Europejska, wszczynając formalne postępowanie sprawdzające, czy nie doszło do naruszenia zasad pomocy publicznej. Dopóki jest w toku, przewoźnik nie może starać się o unijne granty, ale nie rezygnuje z planów inwestycyjnych we własnym zakresie.

Porządkujemy strukturę kapitałową i w tym roku chcemy to zakończyć. Myślimy już też o przyszłej perspektywie. Chcemy unowocześnić tabor, kupując nowy albo modernizując posiadany. Jeszcze w tym roku uruchamiamy retrofit eksploatowanych przez nas pojazdów, co znacząco poprawią komfort podróżowania – zapowiada Krzysztof Zgorzelski.

W kolejnej perspektywie unijnej – oprócz modernizacji już posiadanych składów – spółka będzie kupować też nowe, kierując się przy tym ekologią, wymogami pasażerów i rynkowymi trendami.

– Będziemy współpracować z różnymi instytutami – trochę po to, aby robić predykcję przyszłości, wiedzieć, co się może zmienić i czy to, co teraz zaproponujemy pasażerom, za dwa–trzy lata nie będzie już oldschoolowe – mówi Krzysztof Zgorzelski. – Trudno przewidzieć, w którą stronę pójdzie technologia: czy to będzie LNG, wodór czy może baterie. Szukamy różnego rodzaju rozwiązań, które będą niskoemisyjne. Rozpoczęliśmy już współpracę z firmą Gaz-System, która ma kompetencje w zakresie technologii gazowej LNG. Trzymamy też kciuki za rozwiązania oparte stricte na wodorze, ale to jeszcze na razie pieśń odległej przyszłości.

W ubiegłym roku regionalny przewoźnik obsłużył blisko 88,9 mln pasażerów, co stanowiło wzrost o 9,4 proc.

Po ubiegłorocznym rekordzie w tym roku nie spodziewamy się już takiego piku. Będzie to raczej wzrost w granicach 3 mln, ale i tak chcemy przekroczyć na koniec tego roku liczbę 91 mln przewiezionych pasażerów – zapowiada Krzysztof Zgorzelski. – Chcemy się rozwijać, poprawiać naszą ofertę – zarówno w zakresie częstotliwości połączeń, jak i jakości taboru, współpracując w tym zakresie z 15 urzędami marszałkowskimi.

Prezes Polregio podkreśla też fakt, że spółka odgrywa ważną rolę w walce z wykluczeniem transportowym słabiej rozwiniętych regionów Polski.

Problem tzw. wykluczenia transportowego ciągle istnieje i wynika zarówno z ograniczonej dostępności kolei, bo wiele linii na przestrzeni ostatnich 30 lat zostało zamkniętych bądź zlikwidowanych, jak i rozwoju transportu kołowego. Dzięki rządowemu programowi Kolej+ linie mają być odtwarzane. Co istotne, zawsze głównym przewoźnikiem kolejowym jest ten, który jest w stanie obsłużyć największe potoki pasażerów przy najmniejszym marginalnym koszcie krańcowym. My – jako największy przewoźnik pasażerski – doskonale zdajemy sobie z tego sprawę i dlatego już od 2016 roku zaczęliśmy budować ofertę zintegrowaną razem z PKS-ami – podkreśla Krzysztof Zgorzelski.

Jak wynika z ubiegłorocznego raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, na przestrzeni ostatnich 10 lat w Polsce zlikwidowanych zostało 588 km szlaków kolejowych (najwięcej na Śląsku – 208 km oraz na Warmii i Mazurach – 125 km) oraz 40 proc. kursów komunikacji autobusowej poza miastami. Bez inwestycji w tym obszarze nie będzie możliwy dalszy wzrost i przeciwdziałanie wykluczeniu społecznemu („Transport inkluzywny. Rola polityki transportowej w kształtowaniu zrównoważonego rozwoju kraju”).

Rusza pierwsza trasa koncertowa z hologramowym artystą. Po VR sięgają także teatry i Hollywood

Nowe technologie pomogą stworzyć nowe doświadczenia. Wirtualna rzeczywistość sprawia, że treść wydarzenia staje się bardziej interesująca i lepiej zaspokaja potrzeby współczesnego stylu życia ludzi. Dlatego też po innowacyjne rozwiązania chętnie sięga świat sztuki. Okulary wirtualnej rzeczywistości sprawdzają się w teatrze, po wirtualną rzeczywistość chętnie sięga też Hollywood. Rusza również pierwsza trasa koncertowa, na której zamiast żywej piosenkarki wystąpi hologram. – Powstaje zupełnie nowe medium, ale VR pozwala też przybliżyć  tradycyjne formy sztuki – mówi Jacek Nagłowski, autor adaptacji spektaklu „Biesy” do wirtualnej rzeczywistości.

– Wirtualna rzeczywistość to przede wszystkim przyszłość naszego sposobu interakcji z rzeczywistością cyfrową – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Jacek Nagłowski, autor adaptacji spektaklu „Biesy” do wirtualnej rzeczywistości. – Powstaje nowe medium, dedykowane do bardzo różnych rzeczy, ale i kultura, sztuka i rozrywka będą miały w nim swoje miejsce. To nie konkurencja dla tradycyjnych mediów, ale zupełnie nowy obszar.

Rozrywka i sztuka coraz chętniej sięgają po nowe technologie. Kathryn Bigelow, zdobywczyni Oscara, stworzyła w technologii VR w 2017 roku dokument „The Protectors” sprzeciwiający się kłusownictwu. Alejandro G. Iñárritu zdobył Oscara za instalację VR „Carne y Arena”. Także Ridley Scott i Robert Rodriguez prowadzą własne projekty związane z VR w filmie. Z kolei Alon Benari, Tal Zubalsky, Alex Vlack w projekcie „Broken Night” opowiadają historię małżeństwa, które po powrocie do domu znajduje intruza, przy czym widz może oglądać sceny z różnych perspektyw i wybierać narrację w kilku punktach filmu.

Także teatr wykorzystuje VR w przedstawieniach. Steven Spielberg był jednym z wielu inwestorów, którzy poparli Dreamscape Immersive, czyli oparty na doświadczeniach teatr VR. W Polsce zaś można obejrzeć „Biesy” zaadaptowane do wirtualnej rzeczywistości, które dają widzom wybór co do konstrukcji fabuły i sceny.

–Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy VR pojawi się w kinach na dobre, czy pojawi się w teatrze. Język tego medium jest na tyle odrębny, że wykształca własną dziedzinę kultury i własną dziedzinę sztuki. Jesteśmy zupełnie na początku tego zjawiska, natomiast w miarę, jak sama wirtualna rzeczywistość będzie się popularyzować i rozwijać, to również i język, który jest związany z wypowiedziami artystycznymi, będzie się rozwijał i chcielibyśmy być tego częścią – ocenia Jacek Nagłowski.

Nowe technologie mogą uatrakcyjnić rozrywkę, ale też zadbać o komfort publiczności. Uczenie maszynowe wykorzystuje się do obserwowania zachowań odbiorców, aby scena mogła odpowiedzieć na ich potrzeby. Urządzenie może więc uchwycić zmęczenie publiczności np. podczas koncertów i podpowiedzieć wykonawcom, by przeszli do wolniejszej muzyki. Koncert może być mieszaną kombinacją artystów w świecie rzeczywistym i wirtualnym, a dzięki technologii AR można ożywić zmarłych artystów, organizując koncert hologramowy. 25 lutego ruszyła pierwsza tego typu trasa koncertowa, na której hologram Whitney Houston zaśpiewa w Europie i Ameryce Północnej.

– Wymaga to jeszcze czasu, zanim ten język, który jest zupełnie inny od innych mediów, okrzepnie, zanim zostaną wybudowane konwencje związane z nim i zanim będziemy mogli porównywać utwory wirtualnej rzeczywistości do utworów realizowanych w innych mediach. Pewne hybrydy pomiędzy starymi formami artystycznymi a wirtualną rzeczywistością są w stanie nam to przybliżyć – podkreśla reżyser.

Wirtualny Nauczyciel udzieli korepetycji z matematyki. Dzięki machine learning rozpozna słabe strony ucznia i sam dobierze odpowiednie zadania

Już co trzecie polskie dziecko korzysta z korepetycji. O ile jeszcze kilka lat temu były to dodatkowe zajęcia z języków obcych, to obecnie coraz częściej korepetycje mają uzupełniać braki w nauczaniu. Przeciętnie na dodatkowe zajęcia rodzice wydają ponad 400 zł miesięcznie. Rozwiązaniem może okazać się Wirtualny Nauczyciel, czyli asystent do nauki matematyki dla uczniów od 7. klasy szkoły podstawowej do poziomu rozszerzonej matury. Przy nauce wykorzystuje model Sokratesa, czyli system zadawania szczegółowych pytań tak, aby uczeń sam doszedł do odpowiedzi. Wykorzystuje przy tym uczenie maszynowe.

Najnowsze technologie coraz częściej są wykorzystywane w edukacji. O ile w Polsce sięga po takie rozwiązania niewielki odsetek szkół, to w USA czy Japonii są już stosowane powszechnie. Sztuczna inteligencja jest wykorzystywana w szkołach do automatyzacji kluczowych działań, takich jak ocenianie przedmiotów i przekazywanie informacji zwrotnych na temat obszarów wymagających poprawy. Służy również do zindywidualizowanego uczenia się wśród uczniów, zwłaszcza tych o specjalnych potrzebach.

– Wirtualny Nauczyciel jest pierwszą aplikacją na świecie, która sprawdza rozwiązanie ucznia krok po kroku. W sytuacji, kiedy uczeń nie będzie wiedział, co zrobić, system będzie zadawał mu pytania zgodnie z metodą Sokratesa. Polega ona na tym, żeby nie dawać pełnej odpowiedzi, tylko zadawać coraz bardziej szczegółowe pytania tak, żeby uczeń sam wymyślił, jak rozwiązać dany problem – podkreśla w rozmowie z agencją Newseria Innowacje Marek Wójcik, prezes Wirtualnego Nauczyciela.

Na rynku nie brakuje  narzędzi edukacyjnych, które wspierają nauczycieli i pomagają uczniom.  Kahoot umożliwia nauczycielom i uczniom tworzenie zabawnych gier w celu sprawdzenia wiedzy i zaangażowania całej klasy. Edmodo pozwala nauczycielom tworzyć grupy, quizy, przypisywać referaty, zarządzać postępami uczniów. ClassMarker pozwala nauczycielom na utworzenie testu online, który jest natychmiast oceniany. Google Classroom umożliwia z kolei organizowanie zajęć, interakcję z uczniami, ocenianie ich pracy i sprawdzanie postępów

Polska aplikacja idzie jednak o krok dalej i pozwala niemal zastąpić dodatkowe lekcje z matematyki. Wirtualny Nauczyciel wykorzystuje machine learning – aplikacja zauważa, z jakimi zagadnieniami dany uczeń ma problem i do tego dopasowuje zadania. Co więcej rozpoznaje też kształty pisane ręcznie, nie tylko teksty pisane na klawiaturze. Dzięki temu może być stosowany na zwykłym tablecie, niekoniecznie podłączonym do komputera.

– Prototyp, który w tej chwili można zobaczyć na stronie Virtualteacher.online jest rozwiązaniem na rynek międzynarodowy. Znajdują się tam sprawdzone zadania, np. równania czy wyrażenia algebraiczne. Docelowa wersja systemu będzie też zawierała pełny kurs, tzn. wideo instruktażowe przedstawiające, jak rozwiązać dane zadanie i bazę zadań, które będą tworzyły kurs krok po kroku w logicznej kolejności, w taki sposób, że z kolejnego zadania wynikają następne – mówi Marek Wójcik.

Obecnie w Polsce, jak wynika z badania opinii publicznej przeprowadzonego przez CBOS na zlecenie Fundacji im. Stefana Batorego, już 32 proc. uczniów korzysta z korepetycji. Rodzice na ten cel wydają średnio 420 zł miesięcznie. Wirtualny Nauczyciel pozwala zautomatyzować korepetycje, a przy tym sporo zaoszczędzić.

– Okazało się, że przy zastosowaniu Wirtualnego Nauczyciela możemy zmniejszyć ilość indywidualnej pracy z nauczycielem z 8 do 2 godzin w miesiącu, jeśli te 2 godziny w miesiącu są powiększone o pracę z automatem, z Wirtualnym Nauczycielem. Efekty są nawet wyższe, jeśli uczeń pracuje z Wirtualnym Nauczycielem jeszcze częściej – przekonuje Marek Wójcik.

Pełna wersja kursu powinna ukazać się pod koniec 2020 roku.

Kadrowo-płacowe oprogramowanie dla banków – czy podlega szczególnym regułom?

Pomimo unikalnego charakteru wykonywanej pracy, banki funkcjonują w sposób identyczny jak inne przedsiębiorstwa. W zależności od sytuacji, pracownicy banków są zatrudnieni w oparciu o umowę o pracę bądź umowę cywilnoprawną, dodatkowo obowiązują ich rozmaite klauzule poufności. W społeczeństwie banki pełnią szczególną rolę – powinny stanowić gwarant stabilności finansowej i dokładać wszelkich starań, aby pieniądze ich interesantów były bezpieczne. Czy specyfika ich pracy powoduje, że oprogramowanie dla banków powinno odznaczać się cechami szczególnymi?

Nie tylko oprogramowanie dla banków powinno być bezpieczne

O ile oprogramowanie dla banków powinno cechować się zgodnością z wszystkimi, nawet najbardziej zaostrzonymi, standardami bezpieczeństwa, warto pamiętać, że podobne warunki powinno spełniać też oprogramowanie w innych firmach. Każdy nabywca oprogramowania ma prawo oczekiwać najwyższych standardów bezpieczeństwa, szczególnie tam, gdzie obsługiwane są dane osobowe i finansowe.

Oprogramowanie dla banków w zakresie HR & Payroll

Systemy informatyczne dla firm, program do zarządzania Unit4

Systemy informatyczne dla firm, program do zarządzania Unit4.

Najważniejszym elementem, jakim powinno charakteryzować się kadrowo-płacowe oprogramowanie dla banków, jest bezpieczeństwo danych. Można zadbać o nie na dwa sposoby – decydując się na opracowanie autorskich narzędzi bądź kupując gotowy produkt od posiadających niezbędną wiedzę specjalistów. Oba rozwiązania mają zalety. Napisany od zera program można w pełni dopasować do specyfiki pracy danej instytucji, a umieszczenie oprogramowania w sieci wewnętrznej czyni ją niezależną od zewnętrznych wykonawców.

Jednakże, odpowiednio dobrane zewnętrzne oprogramowanie dla banków zbudowane jest w oparciu o wieloletnie doświadczenie – czerpie wiedzę z wykonanych wcześniej realizacji, oferując szereg funkcji niezbędnych w każdym dziale HR & Payroll: wyliczanie urlopów, wynagrodzeń oraz nadgodzin, komunikacji z urzędem skarbowym oraz ZUS czy zarządzanie zagadnieniami, związanymi z rekrutacją i przedłużaniem umów. Bezpieczeństwo idzie wówczas w parze z kompleksowym prowadzeniem niezbędnych procesów, stanowiąc fundament sprawnej, bezawaryjnej pracy.

Postaw na UNIT4 – oprogramowanie dla banków, które zadba o kapitał ludzki

System kadrowo-płacowy do UNIT4 spełnia wszystkie powyższe oczekiwania. Łączy on pieczołowitą troskę o bezpieczeństwo informacji z wygodą obsługi oraz wysoce rozbudowaną funkcjonalnością. To właśnie połączenie wygody użytkowania oraz ochrony danych czyni z systemu UNIT4 interesujący wybór w zakresie oprogramowania HR & Payroll, który sprawdzi się nie tylko w bankach. Już dziś odwiedź stronę internetową firmy UNIT4 i sprawdź, dlaczego coraz więcej firm decyduje się na proponowane przez nią rozwiązania.

Znajdziesz nas pod adresem: ul. Powstańców  Śląskich  7a, 53-332 Wrocław

lub na naszej stronie: www.Unit4.com

Źródło: Systemy informatyczne dla firm, program do zarządzania Unit4

Bezrobocie wzrosło. W tym roku nie będzie już tak łatwo znaleźć pracę

W ubiegłym roku, wobec braków pracowników, pracodawcy, byli skłonni zatrudniać osoby bez koniecznych kwalifikacji i doszkalać ich na własny koszt. W tym roku to zjawisko może zostać ograniczone.

Według danych GUS bezrobocie w styczniu 2020 roku wyniosło 5,5% i wzrosło w porównaniu z grudniem 2019 roku o 0,3 pkt proc. Poziom wzrostu bezrobocia na przełomie roku jest typowy dla tego okresu. W stosunku do stycznia 2019 roku jest to mniej o 0,6 pkt proc. Rok wcześniej stopa bezrobocia rejestrowanego wynosiła 6,1%.

Liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne wyniosła w końcu stycznia 2020 r. 922,2 tys., w stosunku do grudnia liczba bezrobotnych zarejestrowanych w powiatowych urzędach pracy wzrosła o 55,8 tys., co może mieć związek z zakończeniem programów aktywizacyjnych finansowanych ze środków Funduszu Pracy. W stosunku do roku ubiegłego liczba osób zarejestrowanych jako bezrobotne w styczniu tego roku jest mniejsza o 100,9 tys.

Stopa bezrobocia jest niższa niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, co oznacza że rok 2019 był korzystny dla osób, które poszukiwały pracy. Wobec istotnych braków pracowników odczuwanych przez pracodawców, byli oni skłonni zatrudniać osoby bez koniecznych kwalifikacji i doszkalać ich na własnych koszt. Obecnie tendencja ta może zostać częściowo ograniczona w wyniku znacznego podniesienia płacy minimalnej i przyspieszenia procesów automatyzacji w polskich przedsiębiorstwach. Te dwa procesy mogą wypychać z rynku pracy osoby o nieaktualnych kwalifikacjach lub bez kwalifikacji zawodowych.

Najbliższe miesiące będą wskaźnikiem tego na ile możemy się spodziewać odwrócenia trendów na rynku pracy. Z uwagi na sytuację demograficzną Polski raczej nie grozi nam scenariusz powrotu do dwucyfrowego bezrobocia, ale osiągnięcie zakładanej w projekcie budżetu stopy bezrobocia na koniec 2020 na poziomie 5,1% może wymagać dodatkowych działań aktywizacyjnych, bardziej kompleksowych od dotychczas stosowanych przez powiatowe urzędy pracy.

Komentarz Moniki Fedorczuk, ekspertki Konfederacji Lewiatan

W 2019 roku leasing pojazdów na minusie, dostawczaki zieloną wyspą

W 2019 roku finansowanie pojazdów przez firmy leasingowe zmniejszyło się o prawie 10 proc. r/r. Leasing osobówek odnotował 14,5 proc. spadek r/r, a ciężarówek o dopuszczalnej masie całkowitej (DMC) pow. 3,5 t – 5,5 proc. spadek r/r. Na tym tle pozytywnie wyróżniły się samochody dostawcze, które jako jedyne w segmencie pojazdów zanotowały wzrost – o 5,1 proc. r/r. Zdecydowanie lepiej poradził sobie EFL, który w ubiegłym roku sfinansował lekkie pojazdy użytkowe o łącznej wartości blisko 668 mln zł, co oznacza ponadrynkową dynamikę na poziomie 16,2 proc. r/r.

– Zmiany fiskalne w rozliczaniu umów leasingu na samochody osobowe obowiązujące od początku 2019 roku, wdrażane przez Unię Europejską niekorzystne dla polskich firm transportowych zmiany prawne, niski wzrost gospodarczy w strefie euro – to najważniejsze czynniki, które przełożyły się na istotny spadek finansowania pojazdów przez firmy leasingowe w ubiegłym roku. W szczególności ubiegły rok był słabszy dla samochodów osobowych i ciężkich, natomiast lepiej poradziły sobie auta dostawcze – mówi Radosław Woźniak, prezes EFL. – Liczymy, że 2020 powinien być rokiem odbicia dla całej branży leasingowej, w tym na rynku pojazdów. Dobre perspektywy rysują się przed osobówkami oraz dostawczakami, natomiast wciąż pod presją unijnych zmian prawnych pozostanie sektor finansowania pojazdów ciężarowych. Nowe regulacje będą ograniczać popyt na nowe pojazdy ciężarowe – dodaje prezes EFL.

Dostawczaki zieloną wyspą na mapie leasingu pojazdów

Z najnowszych danych Związku Polskiego Leasingu wynika, że łączna wartość leasingu pojazdów w 2019 roku wyniosła prawie 53 mld zł, co oznacza 10 proc. spadek w porównaniu do 2018 roku. W związku ze słabszym wynikiem, zmniejszył się udział pojazdów w całym rynku leasingu – z 71,6 proc. w 2018 roku do 68,4 proc. w 2019 roku. O 14,5 proc. zmniejszyło się finansowanie aut osobowych (z 34,3 mld zł w 2018 do 29,3 mld zł w 2019), a o 5,5 proc. finansowanie pojazdów ciężkich (z 18 mld zł w 2018 do 17 mld zł w 2019). Jedyną grupą pojazdów, która zakończyła ubiegły rok na plusie, były samochody dostawcze o DMC do 3,5 t. Łączna wartość ich leasingu wyniosła 5,9 mld zł, co oznacza 5,1 proc. wzrost r/r.

Co dziewiąte auto dostawcze jeździ w leasingu EFL

Swoją pozycję na rynku finansowania samochodów dostawczych do 3,5 t umacnia EFL. W 2019 roku wyleasingował aktywa z tej grupy o łącznej wartości 668 mln zł, czyli o ponad 16 proc. więcej niż rok wcześniej. Dzięki dobremu wynikowi, udział leasingodawcy w tym segmencie zwiększył się do 11,2 proc. (w 2018 roku było to 10,2 proc.).

Lepiej niż rynek EFL zakończył ubiegły rok również na rynku finansowania autobusów. Firma w 2019 roku wyleasingowała w tym segmencie aktywa o łącznej wartości 23,5 mln zł i tym samym wypracowała 8,7 proc. wzrost r/r. W tym samym czasie rynek odnotował prawie 22 proc. spadek r/r.

Własna siedziba czy wirtualne biuro? Co wybrać?

Dla wielu przedsiębiorców posiadanie stacjonarnej siedziby firmy jest zbędnym luksusem i niepotrzebnym wydatkiem. Na szczęście istnieje alternatywne rozwiązanie, czyli możliwość prowadzenia własnej działalności gospodarczej pod wirtualnym adresem. Korzystanie z usług wirtualnego biura jest legalne, co więcej staje się popularną praktyką wśród freelancerów, start-upów czy przedsiębiorców zajmujących się sprzedażą w sieci. Wyjaśniamy, jak profesjonalnie podejść do tematu.

Wirtualne biuro – co to jest?

Usługa, która polega na pełnym outsourcingu obsługi biurowej to wirtualne biuro. Jak to działa w praktyce? Oprócz uzyskania fizycznego adresu firmy przedsiębiorca zyskuje szereg udogodnień, takich jak: odbiór czy wysyłka skanów korespondencji, obsługa poczty elektronicznej, przekierowywanie telefonów i faksów, archiwizacja dokumentów oraz wynajem sal konferencyjnych na spotkania biznesowe oraz przestrzeni coworkingowej do pracy. W wielu przypadkach wirtualne biura oferują także usługi księgowe i prawne, a także pomoc w skompletowaniu całej dokumentacji. E-biuro to cały pakiet korzyści, które ułatwiają start i dalsze funkcjonowanie naszego biznesu. Nie należy też zapominać o kwestiach wizerunkowych, jakie płyną z posiadania prestiżowego adresu w samym centrum miasta. Wiele takich miejsc zlokalizowanych jest w nowoczesnych biurowcach w dobrze skomunikowanej okolicy.

Wirtualne biuro – kiedy będzie lepsze niż własna siedziba firmy?

Innowacyjna metoda najmu wirtualnego biura przywędrowała do nas ze Stanów Zjednoczonych i cieszy się dużym zainteresowaniem w Polsce, zwłaszcza wśród początkujących ludzi biznesu. Pozytywnego obrazu firmy nie można przecenić! Pewnie wiele osób zastanawia się nad tym, co daje wirtualne biuro? Po co i komu dedykowana jest oferta? Dość często to optymalne rozwiązanie dla właścicieli, których miejsce zamieszkania nie nadaje się na siedzibę firmy. Taka idea sprawdzi się zwłaszcza w przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych. Przedsiębiorcy pracujący zdalnie lub w terenie także mogą pomyśleć o wirtualnym biurze. Fizyczny adres do zarejestrowania firmy i korespondencji przyda się wszystkim osobom, które chcą zaoszczędzić na wynajmie stacjonarnej powierzchni biurowej czy profesjonalnej obsłudze pracowników sekretariatu.

Gdzie wybrać wirtualne biuro?

Odpowiedź na to pytanie jest banalnie prosta! Oczywiście w reprezentatywnym miejscu, warto zatem wziąć pod uwagę dogodną lokalizację oraz ekskluzywny wystrój biurowca. Pod takim adresem nie tylko zostanie zarejestrowana nasza firma, ale też możemy się nim posłużyć w materiałach reklamowych czy wizytówkach. Ważny aspekt stanowi także wyposażenie, jakim dysponuje wirtualne biuro, gdzie odbędzie się większość naszych rozmów z kontrahentami. Przestrzeń biurowa przyda się również podczas organizowanych szkoleń i konferencji oraz negocjacji biznesowych. Wirtualny adres w Warszawie to idealna propozycja dla przedsiębiorców, którzy chcą zwiększyć zasięg działalności oraz pozyskać nowych partnerów do współpracy.

Jak założyć wirtualne biuro?

W pierwszej kolejności warto poszukać sprawdzonego miejsca, czyli kompetentnego podmiotu świadczącego zakres usług znanych pod nazwą „wirtualne biuro”. Jak założyć firmę bez wynajmu stacjonarnej powierzchni? Prostym rozwiązaniem jest zdecydowanie się na ofertę, która najbardziej spełnia nasze oczekiwania. Wybór optymalnego biura ułatwi współpracę z organami podatkowymi. Z tego względu należy przybliżyć się do placówek, które znajdują się w centrum dużego miasta. Przedsiębiorcy powinni się upewnić, że będą mieć dostęp do wybranego Urzędu Skarbowego i sprawdzić godziny pracy biurowca. Poza tym muszą mieć się pewność, że jakość obsługi jest na najwyższym poziomie, w tym kompetencje czy kultura osobista recepcjonistek. W celu zapoznania się ze szczegółami oferty, warto umówić się na spotkanie w wirtualnym biurze!

Ile kosztuje wirtualne biuro? Przykładowa Oferta z Warszawy – Vimar Office

Ceny rozpoczynają się od kwoty kilkudziesięciu złotych. Vimar Office prezentuje dokładny cennik usług znanych jako wirtualne biuro. Ile kosztuje prestiżowy adres w Warszawie? Firma oferuje następujące pakiety korzyści:

  • „wirtualny adres” za 70 lub 79 złotych + VAT za miesiąc;
  • „wirtualny adres+” w cenie 80 bądź 89 złotych netto miesięcznie;
  • „wirtualne biuro” za 125 lub 135 zł + VAT;
  • „wirtualne biuro+” w cenie 240 zł/ 259 złotych netto.

Dokładną ofertę i cennik znajdziemy na stronie internetowej Biura Vimar Office

Podsumujmy najważniejsze informacje na temat usług wirtualnego biura w kilku zdaniach. Dla kogo dedykowana jest taka oferta? Przede wszystkim dla osób wykonujących wolny zawód, przedsiębiorców stawiających pierwsze kroki w biznesie, a także dla obcokrajowców. Ile kosztuje wynajem samego adresu do rejestracji i korespondencji? W Warszawie cena jest uwarunkowana od lokalizacji firmy oraz podpisania umowy o współpracy na dłuższy okres. Wirtualne biuro to zazwyczaj nie tylko prestiżowa lokalizacja, ale też doskonała alternatywa dla ludzi, którym znudziła się praca w domu.

Ponad 33 miliony z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju na projekt pierwszej polskiej konstelacji satelitów

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju przyznało środki w ramach konkursu „Szybka ścieżka – Technologie kosmiczne”. Największe dofinansowanie dla projektu, ponad 33 miliony złotych, przypadło konsorcjum spółki SatRevolution i Politechniki Wrocławskiej. Środki zostaną przeznaczone na opracowanie rewolucyjnej usługi obrazowania Ziemi przy użyciu satelitarnej konstelacji REC (Real-time Earth-observation Constellation). Rozwiązanie ma znaleźć zastosowanie m.in. w ocenie szkód wyrządzonych przez klęski żywiołowe, rolnictwie precyzyjnym, geodezji i kartografii czy monitorowaniu miast na potrzeby Smart City.

Zgodnie z planem, w 2023 operacyjna będzie już pierwsza partia konstelacji złożona z 8 satelitów ScopeSat. Na przestrzeni kolejnych kilku lat planujemy skalować projekt umieszczając na orbicie ponad pięćdziesiąt jednostek obserwacyjnych, a docelowo konstelacja REC na urosnąć do ponad tysiąca satelitów. Wybrane elementy naszego rozwiązania przeszły już pierwsze testy orbitalne – zapowiada Grzegorz Zwoliński, prezes zarządu SatRevolution.

SatRevolution zapowiada, że docelowa konstelacja nanosatelitów, tworzonych na bazie autorskiej platformy NanoBus, umożliwili obrazowanie Ziemi w czasie rzeczywistym (odświeżanie obrazu nawet co 30 minut) w jakości obrazowania odpowiadającej 10-krotnie cięższym satelitom przy jednoczesnej znacznej (nawet 10-krotnej) redukcji kosztów. Podstawową jednostką konstelacji będzie wspomniany satelita obserwacyjny ScopeSat, w którym funkcję instrumentu pełnić będzie modułowy teleskop optyczny DeploScope. To właśnie on ma umożliwić osiągnięcie rozdzielczości obrazowania poniżej 1 m. Zastosowany układ optyczny pozwoli również znacząco zmniejszyć rozmiar i masę satelity – do pełnych wymiarów satelita zostanie rozłożony dopiero po dotarciu na orbitę. Grzegorz Zwoliński zwraca również uwagę na to, że satelity SatRevolution zdeorbitują po 5 latach, nie zaśmiecając przestrzeni kosmicznej.

SatRevolution, spółka specjalizująca się w projektowaniu i produkcji nanosatelitów o globalnym zasięgu, działa na rynku od 2016 roku. Do jej sukcesów należą między innymi zbudowanie i wyniesienie Światowida – pierwszego polskiego satelity obserwacyjnego. Demonstracja technologii tego satelity zakończyła pierwszą fazę projektu REC. Niezależnie od rozwoju konstelacji REC, w tym roku SatRevolution planuje wyniesienie czterech kolejnych satelitów, w tym dwóch komercyjnych oraz dwóch badawczo – rozwojowych.

Środki w konkursie „Szybka ścieżka – Technologie kosmiczne” pochodzą z programu operacyjnego Inteligentny Rozwój. Program w całości jest realizowany w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego. W konkursie łączne dofinansowanie niemal 144 miliony złotych otrzymało 15 projektów, wybranych spośród 33 nadesłanych zgłoszeń. Inni beneficjenci konkursu mają takie plany jak stworzenie suborbitalnego systemu rakietowego wynoszenia czy innowacyjnego detektora promieniowania podczerwonego.