Drużyna Energii: Aktywność sportowa dzieci i młodzieży wciąż za mała. Chcemy to zmienić przy użyciu telefonów i tabletów

Drużyna Energii: Aktywność sportowa dzieci i młodzieży wciąż za mała. Chcemy to zmienić przy użyciu telefonów i tabletów 1

Tylko w pierwszym miesiącu sportowej rywalizacji 200 szkół uczestniczących w II edycji Drużyny Energii przesłało blisko 7 tys. filmów. – Chcemy, żeby wszyscy uczniowie z klas VI–VIII zaangażowali się w ruch, którego według nas im brakuje, chcemy odciągnąć ich od nieustannego korzystania z telefonów komórkowych i tabletów – podkreśla Bartosz Ignacik, reprezentant Drużyny Energii. Polskie dzieci należą do najmniej aktywnych w Europie.

Wierzę, że w dzisiejszych czasach można połączyć sport i wszechobecne zainteresowanie dzieci wszystkimi aplikacjami internetowymi, że można to wszystko wypośrodkować, wrócić do domu ze szkoły, rzucić plecak, na początku pójść pobiegać, pokopać piłkę, a dopiero potem umieszczać wszystkie rzeczy w internecie. Wiemy, że te proporcje w dzisiejszych czasach czasami idą nie w tym kierunku, co trzeba. Ale dzieci łakną sportu, pragną rywalizacji –podkreśla w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes Bartosz Ignacik, ambasador II edycji Drużyny Energii.

Wyniki badania Global Matrix 3.0, prowadzonego w ramach organizacji Active Healthy Kids Global Alliance, wskazują, że w pięciostopniowej skali ocen od A do F ogólna sprawność fizyczna dzieci w Polsce została oceniona na D-. Polska zajmuje w rankingu przedostatnie miejsce, za nami jest tylko Szkocja. Jedynie 20 proc. dzieci w naszym kraju spełnia kryteria WHO dotyczące przynajmniej godzinnej aktywności fizycznej w ciągu dnia.

– Chcemy, żeby wszyscy uczniowie z klas VIVIII jak najbardziej zaangażowali się w ruch, którego według nas im brakuje. Chcemy im pokazać, że można to połączyć z ich zainteresowaniem nowymi technologiami – tłumaczy Bartosz Ignacik.

Aktywność fizyczną dzieci i młodzieży wspiera Grupa Energa, która uruchomiła kilka miesięcy temu II edycję Drużyny Energii. Program przeznaczony jest dla uczniów klas VIVIII szkoły podstawowej. Do zgłoszenia szkoły wystarczy nagrać trwające od 15 do 300 sekund wideo, na którym uczniowie udowadniają, że sport to ich pasja.

Program polega na tym, abyśmy poprzez pokazywanie różnych zadań zachęcali młodzież do tego, aby aktywnie odwzorowywała te ćwiczenia i nagrywała filmiki – tłumaczy Robert Leszczyński, dyrektor marketingu sportowego New Balance Polska, będącego partnerem technicznym programu Drużyna Energii.

Tylko w pierwszym miesiącu trwania rywalizacji 200 szkół uczestniczących w II edycji Drużyny Energii przesłało rekordową liczbę niemal 7 tys. filmów, na których uczniowie wykonują ćwiczenia od ambasadorów. W  programie bierze udział kilkadziesiąt tysięcy uczniów.

– Aby dostać się do Drużyny Energii, trzeba nagrać filmik, w którym w sposób ciekawy, intrygujący, wesoły dana szkoła i jej uczniowie zachęcą jury do tego, aby została wybrana. Tu nie ma kryteriów stricte ilościowych, jakościowych, tu liczy się bardziej forma pokazania sportowego charakteru szkoły. To decyduje o tym, czy placówka znajdzie się w gronie szkół wybranych do kolejnej edycji – wskazuje Robert Leszczyński.

Wizyta ambasadorów akcji, uznanych sportowców i znanych youtuberów, to dla dzieci wielkie wydarzenie. To oni w ramach Drużyny Energii przeprowadzają treningi i namawiają do aktywności.

– Wszystkie ćwiczenia, które ambasadorowie nagrywają, polegają raczej na prostszych trikach. To np. ćwiczenia z koszykówki, jak w przypadku Rafała „Lipka” Lipińskiego, czy też piłki nożnej, jak w przypadku Marki Citki, czy też siatkówki, jak w przypadku Krzysztofa Ignaciaka i Izy Bełcik – wymienia Bartosz Ignacik.

Bilans I edycji Drużyny Energii to 35 tys. spalonych kalorii i zarażenie kilkunastu tysięcy dzieci sportową pasją. W II edycji wynik może być jeszcze lepszy, bo rywalizacja została rozszerzona o kolejną dyscyplinę – koszykówkę.

Korzyści dzielą się na wiele wątków, od tych, których wymiar jest stricte prozdrowotny, czyli zachęcenie dzieci do aktywności fizycznej, poprzez możliwość odbycia u nich w szkole wydarzenia sportowego z udziałem ambasadorów, naszych gwiazd sportu, a kończąc na nagrodach, które może zdobyć szkoła – mówi Robert Leszczyński.

Poduszka powietrzna w kurtce napełni się w ułamku sekundy i uratuje życie motocykliście. Coraz bardziej zaawansowane są także kaski

Poduszka powietrzna w kurtce napełni się w ułamku sekundy i uratuje życie motocykliście. Coraz bardziej zaawansowane są także kaski 2

Zamontowana w kurtce poduszka powietrzna napełni się w 25 milisekund i zapewni motocykliście ochronę podczas zderzenia lub upadku. Z kolei inteligentne kaski, mimo że kryją w sobie zaawansowane technologie stają się coraz lżejsze i dużo bardziej wytrzymałe. Producenci sprzętu dla motocyklistów proponują coraz nowsze rozwiązania, mające chronić motocyklistów. Tymczasem z danych Komendy Głównej Policji wynika, że rocznie na polskich drogach wciąż ginie ponad dwustu użytkowników jednośladów.

– Wprowadzane są teraz kurtki motocyklowe z tzw. poduszką powietrzną, gdzie w sytuacji krytycznej, ślizgu czy innego zdarzenia drogowego, kurtka wypełnia się w odpowiednich przestrzeniach powietrzem i zabezpiecza przed urazami mechanicznymi ciało. Zupełną nowością jest kurtyna powietrzna, która wybucha w sytuacji poślizgu albo zderzenia. Wokół motocyklisty tworzy się kołnierz bezpieczeństwa, chroniący całe ciało motocyklisty – mówi agencji informacyjnej Newseria Innowacje Sylwester Piwowar z Vozz Helmets.

Według statystyk policji w samym 2018 roku na polskich drogach zginęło 238 motocyklistów, a prawie 2,5 tys. zostało rannych. To o 428 osób więcej niż w 2017 r. Dlatego producenci motocykli, ale również akcesoriów starają się w jak najlepszy sposób zabezpieczyć kierujących jednośladami. Najnowszym rozwiązaniem dbającym o bezpieczeństwo motocyklistów są poduszki powietrzne.

Jednym z najpopularniejszych modeli poduszki powietrznej zintegrowanej ze strojem motocyklisty jest Alpinestars Tech-Air, stworzona i udoskonalana we współpracy z zawodnikami MotoGP. Mechanizm wykorzystujący działanie czujników reaguje na nagłe przyspieszenia i pompuje komory na plecach i piersi w ciągu 25 milisekund. Kurtki z tą technologią są przeznaczone zarówno do poruszania się w warunkach szosowych, jak i off-roadowych. Na zastosowanie poduszek powietrznych w konstrukcji motocykla zdecydowała się natomiast Honda w modelu Gold Wing, jednak rozwiązanie zapewnia ochronę tylko w przypadku zderzenia czołowego.

Ciągle podstawowym elementem bezpieczeństwa motocyklistów są kaski, które także są coraz bardziej inteligentne. Dzięki zastosowaniu w najbardziej zaawansowanych modelach rozwiązań z zakresu rozszerzonej rzeczywistości, takich jak m.in. wyświetlacze HUD, stają się one również centrum informacji o parametrach jazdy. Inteligentne kaski motocyklowe, takie jak zaprezentowany przez IPC na JEC World 2019 w Paryżu, wyposażone są ponadto w szereg czujników i funkcję komunikacji NFC. Dzięki zastosowaniu drukowanej elektroniki organicznej możliwe jest zdalne regulowanie temperatury wewnątrz kasku.

Jednak podstawowa funkcja kasków, związana z zabezpieczaniem głowy przed urazami, również jest dopracowywana, głównie w zakresie stosowanych materiałów.

– Jeżeli chodzi o kaski z wyświetlaczami i nowe technologie, mówimy o nowych materiałach stosowanych chociażby na skorupy kasków, które są zdecydowanie wytrzymalsze niż te kaski, które są powszechnie stosowane. Odpowiednie zastosowanie mieszanek materiałów typu Kevlar, ewentualnie aramid, powoduje, że te materiały są trwałe, nie przecierają się, nie przecinają się w tak prosty sposób – twierdzi Sylwester Piwowar.

Kaski motocyklowe wykonywane są obecnie najczęściej z materiałów kompozytowych. Harley Davidson stawia w swoich modelach na połączenie włókna szklanego z karbonowym, dzięki czemu osłona na głowę jest zarazem lekka i wytrzymała. Producenci eksperymentują także z innymi sposobami nakładania kasków w celu poprawy bezpieczeństwa motocyklistów.

– Ciekawą innowacją i rozwiązaniem, jakie zostało zastosowane w kaskach obecnie przez firmę Vozz, jest sposób zakładania kasku. Kask zakładamy od tyłu, a ruchoma część potyliczna powoduje, że kask ma lepsze parametry aerodynamiczne. W większym stopniu chroni też głowę z tego względu, że nie mamy potrzeby budowania dużego otworu, który w przypadku klasycznych kasków pozwala wsunąć głowę od dołu do samego kasku. W tym rozwiązaniu otwór szyjny jest mały, obudowany i chroni zarówno część podbródkową jak i całą głowę – informuje przedstawiciel Vozz Helmets.

Według analityków z Technavio rynek akcesoriów ochronnych dla motocyklistów będzie w 2021 roku wyceniany na ponad 11,5 mld dol.

Producenci telefonów otwierają się na blockchain. Coraz więcej modeli smartfonów oferuje sprzętowe zabezpieczenia uniemożliwiające kradzież kryptowalut

Producenci telefonów otwierają się na blockchain. Coraz więcej modeli smartfonów oferuje sprzętowe zabezpieczenia uniemożliwiające kradzież kryptowalut 3

Bezpieczne płatności i zarządzanie portfelem kryptowalut  z poziomu telefonu stają się możliwe dzięki specjalnym schronom, na których zapisywane są klucze i tokeny elektroniczne. Coraz więcej producentów telefonów włącza się w wyścig o klienta zorientowanego na korzystanie z technologii blockchain. Ta w najbliższym czasie będzie notować dalszy wzrost, a oczekiwania użytkowników związane z obrotem kryptowalutami przenoszą się na oczekiwanie akceptacji płatności elektroniczną walutą również za podstawowe dobra.

– HTC Exodus 1 jest pierwszym blockchainowym telefonem dla ludzi korzystających z tej technologii. Został on już przedstawiony, ale teraz trafia do użytkowników. Nowością jest to, że najważniejszą przeglądarką w tym telefonie będzie Opera. Transakcje wykonane w naszej przeglądarce będzie można podpisać swoim odciskiem palca. Wszystko będzie bezpieczne, bo będzie się to działo przy korzystaniu z tzw. schronu Zion, czyli miejsca, gdzie ten telefon przechowuje najcenniejsze sekretne dane – tłumaczy Agencji informacyjnej Newseria Innowacje Julia Szyndzielorz z Opery.

Zion to platforma przechowywania kluczy prywatnych, internetowych tokenów i cyfrowych danych, znajdująca się w bezpiecznej enklawie wewnątrz telefonu, ale poza systemem operacyjnym. Odpowiada za nią specjalnie skonstruowany do obsługi kryptowalut układ scalony, poddawany kwarantannie, czyli odseparowany od reszty urządzenia. W rezultacie Zion jest chroniony nawet przed systemem Android zainstalowanym na telefonie, co właściwie uniemożliwia zhakowanie go.

– Jeżeli korzystamy z przeglądarki Opera na Androida i podpisujemy transakcje, to klucze do naszego portfela i do tych transakcji są składowane w keystorze Androida. Jest to bardzo bezpieczne miejsce, ale HTC poszło o krok dalej i zbudowało schron umiejscowiony w samym sprzęcie, ale poza systemem operacyjnym i poza przeglądarką. Dane są więc trzymane offline, co oznacza, że są zabezpieczone przed atakami hakerskimi – przekonuje Julia Szyndzielorz.

Umiejscowienie portfela kryptowalut wyłącznie na urządzeniu byłoby jednak ryzykowne z uwagi na ryzyko utraty dostępu do środków wraz ze zgubieniem lub kradzieżą telefonu. Rozwiązaniem tego jest wyposażenie telefonu w Social Key Recovery, czyli system dzielący elementy kluczy kryptograficznych pomiędzy zaufanych użytkowników znajdujących się wśród kontaktów właściciela telefonu. Dzięki temu w przypadku utraty urządzenia, można złożyć kompletny klucz z kilku elementów.

– To jest telefon dla absolutnych geeków blockchainu i ludzi, którzy z tych technologii korzystają i chcą, żeby to się działo bardzo bezpiecznie. Zwykły użytkownik, jeżeli będzie chciał skorzystać z technologii blockchainu, to raczej zrobi to ze swojego urządzenia na Androida. Można zainstalować przeglądarkę Opera, wejść w ustawienia, kliknąć w kryptoportfel, który stworzy się automatycznie, i można surfować. Można sprawdzić, co to jest internet 3.0 – mówi ekspertka.

Początkowo HTC Exodus 1 można było kupić wyłącznie płacąc za niego kryptowalutą. Producent zmienił jednak niedawno strategię i umożliwił zapłatę za niego tradycyjnymi pieniędzmi.

Tymczasem coraz więcej producentów telefonów deklaruje wsparcie dla technologii blockchain. Galaxy S10, podobnie jak smartfon HTC, ma magazyn kluczy zorganizowany na poziomie sprzętowym. Podobne rozwiązanie znajdziemy również w modelu Sirin Labs Finney Blockchain Smartphone. System operacyjny integruje w nim funkcje blockchain i rynek DApp. Portfel chroniony jest systemem IPS zapobiegającym cyberatakom.

Z badania przeprowadzonego w ubiegłym roku przez ING wynika, że 10 proc. Polaków przyznaje się do posiadania waluty elektronicznej. Niemal jedna trzecia badanych przewiduje, że wejdzie w posiadanie kryptowalut w najbliższym czasie. Niemal jedna czwarta Europejczyków chciałaby płacić walutą kryptograficzną za podstawowe dobra i usługi.

Na B2B pracuje już 30 proc. przedstawicieli branży IT, a odsetek ten stale rośnie

Ponad połowa aktywnych zawodowo programistów uważa, że samozatrudnienie daje najlepsze możliwości na zarobek i rozwój zawodowy. Na B2B pracuje już 30 proc. przedstawicieli branży IT, a odsetek ten stale rośnie.

Mimo że umowa o pracę wciąż jest postrzegana na rynku jako najbezpieczniejsza, w niektórych branżach coraz częściej stawia się na samozatrudnienie. Jak wynika z najnowszych danych, jednoosobową działalność gospodarczą coraz chętniej zakładają programiści, którzy z jednej strony chcą podnieść własne zarobki, a z drugiej – rozwijać się przez prowadzenie własnego biznesu.

Na własną rękę, ale pod parasolem

Zgodnie z danymi Hays, w 2015 roku na umowie o pracę zatrudnionych było 70 proc. programistów. 23 proc. prowadziło działalność gospodarczą, jednak trend ten dotyczył głównie osób na zadaniowych stanowiskach eksperckich, takich jak: architekt IT czy konsultant. Co ciekawe, już w momencie publikowania tych danych Hays prognozował systematyczny wzrost popularności B2B. – Analitycy nie pomylili się, bo obecnie taka forma zatrudnienia jest możliwa nawet w przypadku specjalistów IT bez większego doświadczenia i stażu, w tym tzw. juniorów – komentuje Ewelina Podhorodecka, lider wsparcia absolwentów w szkole programowania online Kodilla.com.

Z najnowszych danych opublikowanych przez Bulldogjob wynika, że obecnie na umowie o pracę zatrudnionych jest już tylko 56 proc. programistów. W modelu B2B pracuje 28 proc. specjalistów tej branży, 14 proc. – na umowie zlecenie, a 8 proc. – na umowie o dzieło. Dane te pokrywają się z doniesieniami portalu NoFluffJobs, zgodnie z którymi własną działalność gospodarczą prowadzi ok. 30 proc. programistów.

B2B to obecnie najlepiej postrzegana forma zatrudnienia w IT. W badaniu NoFluffJobs uznała tak ponad połowa respondentów. Agnieszka Chroma, która od ponad 10 lat rekrutuje programistów na Dolnym Śląsku, zwraca uwagę, że determinantem są zmieniające się potrzeby. – Umowa o pracę to płatne urlopy, zwolnienia chorobowe, okresy wypowiedzenia, czyli stabilność i gwarancje. To także najlepszy dokument potwierdzający zdolność kredytową, dlatego najczęściej oczekują jej ludzie młodzi, na dorobku. Ale kiedy te potrzeby są zaspokojone, a kompetencje i doświadczenie urosły, na wartości zyskuje właśnie B2B. Taka forma jest bardziej elastyczna i nie narzuca reguł, tak jak UoP. Samozatrudniony ustala, gdzie będzie realizować zlecone zadania – w domu, kawiarni czy na ławce w parku. Może nawiązywać współpracę z wieloma firmami, pracować projektowo, dywersyfikować swoje doświadczenie zawodowe. Często może też liczyć na atrakcyjniejsze warunki finansowe – mówi Agnieszka Chroma.

Poza tym, jak przyznaje Kuba Jadczak, właściciel warszawskiej agencji interaktywnej Esumo: – Na pewno jednym z największych plusów jest odczuwalny wzrost wynagrodzenia. Jeżeli jesteśmy w stanie w mądry sposób generować faktury kosztowe różnica przeważająca na stronę własnej działalności rośnie jeszcze bardziej.

Mistrzowie kodu i… negocjacji

W procesie rekrutacyjnym wiele zależy od przebiegu rozmowy i posiadanych argumentów. Jeśli chodzi o branżę IT, można ugrać naprawdę dużo. Firma zdejmuje z siebie koszty związane z zatrudnieniem na UoP, ale zarazem trochę dodaje od siebie do pensji. W rezultacie wynagrodzenie na B2B może być wyższe niż na UoP. Zgodnie z raportem Bulldogjob ten sam programista może zarobić 5-6 tys. zł na rękę pracując na umowie o pracę i 9-10 tys. zł na rękę zakontraktowując się w modelu B2B.

Do tego samozatrudniony zyskuje szereg korzyści – przez pierwsze pół roku może nie płacić składek ZUS, a później przez 2 lata płaci tzw. mniejszy ZUS. Jednocześnie może inwestować w droższy sprzęt elektroniczny, oprogramowanie i inne przydatne w pracy akcesoria, bo obniża cenę o podatek VAT i odlicza koszty uzyskania przychodu (czyli w rezultacie kupuje za mniej niż gdyby nie prowadził działalności gospodarczej).

Możliwość wystawiania faktur pozwala nawiązywać nowe współprace. Firmom wygodniej znaleźć podwykonawcę wystawiającego faktury niż każdorazowo podpisywać na każdy mniejszy projekt umowę o dzieło lub zlecenie. W Esumo z podwykonawcami rozliczamy się tylko na zasadach B2B. Sam długo pracowałem na etacie, ale w pewnym momencie projekty, które robiłem po godzinach okazały się bardziej opłacalne niż moja stała praca. Wtedy zdecydowałem się założyć działalność gospodarczą – dodaje Kuba Jadczak, który poza prowadzeniem firmy szkoli także początkujących programistów jako mentor w szkole programowania online Kodilla.com. Dzięki takiemu połączeniu może uczyć, będąc jednocześnie praktykiem, który jest na bieżąco z realiami rynku i nowymi technologiami. Jak podkreśla: – Podobnie jak ucząc się kodowania warto korzystać ze wsparcia osoby doświadczonej, tak i w biznesie, dobrze mieć obok kogoś, komu można zadać nawet najprostsze pytania związane z tak podstawowymi rzeczami jak VAT, podatki, wystawianie faktur czy odliczanie kosztów.

W parze z większymi pieniędzmi – większe umiejętności

Praca na B2B to znacznie większa samodzielność i odpowiedzialność, której wielu programistów uczy się równie chętnie, co nowych zagadnień z dziedziny IT. Dla 88 proc. z nich realizowanie własnych projektów to nie tylko możliwość lepszego zarobku, ale także sposób na zdobywanie nowych umiejętności i kwalifikacji. Doceniają fachowe wsparcie i sami stale szukają sposobów na samorozwój. Jak czytamy w raporcie Bulldogjob, aż 73 proc. badanych doszkala się w swoim zawodzie korzystając z kursów online (tylko 6 proc. wybiera studia podyplomowe). – To obecnie coraz popularniejsza forma nauki, bo można ją połączyć m.in. z życiem zawodowym. Uczymy nie tylko osoby bez doświadczenia technicznego, ale doszkalamy również zawodowców. Zgłaszali się do nas już m.in. administratorzy baz danych czy administratorzy serwerów i nauczyciel informatyki z 13-letnim stażem – mówi Ewelina Podhorodecka.

Trend na kursy online potwierdza najnowszy raport Pracuj.pl. Spośród przepytanych studentów i absolwentów różnych kierunków studiów 33 proc. stwierdziło, że studia nie są potrzebne, by znaleźć dobrą pracę. 83 proc. przyznało, że podczas poszukiwania pracy kluczowe są posiadane kompetencje i doświadczenie, a nie dyplom.

Agnieszka Chroma, która obserwuje branżę IT od wielu lat, również zauważa, że zgłaszający się do pracy, nowi specjaliści IT, jeszcze bez doświadczenia, swoją wiedzę często oparli o naukę na bootcampie programistycznym. Jakie mają szanse? – Wszystko zależy od nich samych, bo branża stawia przede wszystkim na umiejętności i kompetencje. Jeśli udowodnią, że na takim kursie nauczyli się wystarczająco dużo i są w stanie pracować w zespole, mają szansę na start w IT – podsumowuje ekspertka.

Źródło: Kodilla.com

W razie twardego brexitu warto rozważyć przeprowadzkę firmy z Wielkiej Brytanii

Wiemy, że nie będzie kolejnego referendum o brexicie. Co oznacza dla polskich firm, że brytyjska Izba Gmin przyjęła uchwałę wzywającą do podjęcia próby opóźnienia brexitu co najmniej do 30 czerwca.

Przyjęcie uchwały nie powstrzymuje Wielkiej Brytanii od wyjścia ze Wspólnoty przed końcem ewentualnego przedłużenia, w tym potencjalnie nawet w oryginalnym terminie 29 marca, jeśli byłoby to możliwe. Premier Theresa May prawdopodobnie zdecyduje się na doprowadzenie do trzeciego głosowania nad rządowym projektem porozumienia ws. warunków wyjścia z UE przed 20 marca, najprawdopodobniej we wtorek, 19 marca.

– W dalszym ciągu pozostajemy w stanie niepewności co do tego, jakie będą zasady prowadzenia działalności gospodarczej w stosunkach wzajemnych między państwami członkowskimi i Wielką Brytanią, jest to sytuacja, która niewątpliwie wpływa niekorzystnie na te warunki – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Marek Jeżewski, Partner i Szef Praktyki Arbitrażu w Kochański i Partnerzy.

W tej sytuacji niepewności kluczowe jest zabezpieczenie interesów przedsiębiorców przed najczarniejszym scenariuszem, jakim nadal byłby twardy brexit, którego negatywne efekty nie zostały jak dotąd policzone.

– Na miejscu przedsiębiorcy podejmowałbym działania prewencyjne, myślałbym o nawet przy utrzymaniu działalności gospodarczej na terenie GB o przeniesieniu na przykład siedziby spółki do innego państwa członkowskiego, czy też zarejestrowania spółki w tym kraju – wyjaśnia dr Marek Jeżewski.

Najważniejsze głosowanie ws. Brexitu odbędzie się dziś wieczorem

29 marca Wielka Brytania ma opuścić Unię Europejską. W związku z brakiem akceptacji porozumienia wynegocjowanego przez premier May, brytyjscy posłowie chcą wydłużenia całego procesu.

Wczoraj Izba Gmin stosunkiem głosów 321-278 zagłosowała za sprzeciwem wobec Brexitu bez porozumienia z Unią Europejską. Dodatkowa poprawka, przegłosowana liczbą zaledwie 4 głosów zakłada, że Brexit bez umowy nie będzie potencjalnie rozważaną opcją zarówno 29 marca (jak chciała premier May), ale również w jakimkolwiek przyszłym terminie.

Dziś brytyjscy posłowie będą głosować w kwestii odsunięcia Brexitu w czasie. Obecnie dość kluczową kwestią (obok tego czy uda się „odłożyć” Brexit) jest to, na jak długo uda się wydłużyć cały proces. Pojawiają się informacje, sugerujące, że strona europejska mogłaby zgodzić się na nawet 2-letnie opóźnienie Brexitu. Premier May zdaje się jednak nadal preferować krótsze wydłużenie procesu. Dłuższe mogłoby grozić objęciem władzy przez Partię Pracy i przeprowadzeniem kolejnego referendum ws. Brexitu.

W kwestii wydłużenia procesu dziś przed południem wypowiedział się również szef Rady Europejskiej, Donald Tusk. Zapowiedział, że zaapeluje do 27 pozostałych krajów członkowskich UE o „otwartość na długie wydłużenie [procesu], jeśli Wielka Brytania uzna za niezbędne przemyślenie strategii związanej z Brexitem i zbudowanie wokół niej konsensusu”.

SPOJRZENIE NA GŁÓWNE WALUTY

EUR

Kurs EUR/PLN w środę zakończył dzień na niemal niezmienionym poziomie, wahając się w okolicy poziomu 4,30. W kontekście wczorajszego dnia warto wspomnieć o produkcji przemysłowej w strefie euro. Dane w styczniu zaskoczyły na plus, dynamika produkcji wyniosła 1,4% w ujęciu miesięcznym wobec oczekiwanego wzrostu rzędu 1% i była najwyższa od maja 2018 r. Jest to pozytywny sygnał na początek roku, zwłaszcza uwzględniając to, iż nadszedł po dwóch miesiącach spadków.

GBP

Kurs GBP/PLN w środę wzrósł o 1,2%, wahając się w widełkach 4,97-5,07. W związku z wagą głosowań, które de facto zdeterminują przyszłość Brexitu i sytuację Wielkiej Brytanii, zmienność na funcie brytyjskim jest wyjątkowo duża. Na przestrzeni ostatnich kilku dni dzienne wahania brytyjskiej waluty w relacji tak do złotego, jak i głównych walut dochodziły aż do 2%.

USD

Kurs USD/PLN w środę spadł o 0,4%, wahając się w widełkach 3,79-3,81. Amerykańska waluta wczoraj radziła sobie dość słabo, tracąc w relacji do głównych walut. Wczorajsze dane o zamówieniach środków trwałych były jednak względnie dobre, w ujęciu ogólnym lepsze od oczekiwań. Inflacja PPI w lutym z kolei nieco spadła z poziomu 2,6% do 2,5% w ujęciu rocznym. Dane miały jednak bardzo ograniczone znaczenie dla inwestorów. Dzisiejsze publikacje również raczej nie powinny mieć istotnego wpływu na rynek walutowy.

KLUCZOWE PUBLIKACJE

  • 13:30 – cotygodniowe dane o liczbie wstępnych bezrobotnych w USA
  • 15:00 – dane o sprzedaży nowych nieruchomości w USA w styczniu
  • 18:00 – brytyjski parlament głosuje w sprawie wydłużenia Brexitu

Autor: Roman Ziruk, Ebury Polska

Skanska podsumowuje dwa pierwsze miesiące 2019 roku

Od początku roku 30 proc. z tegorocznej puli naszych mieszkań trafiło już w ręce właścicieli. W budowie mamy obecnie cztery inwestycje w najbardziej lubianych dzielnicach Warszawy.

Skanska dostarcza na rynek wieloetapowe osiedla o podwyższonym standardzie zlokalizowane w najpopularniejszych dzielnicach Warszawy. Zapoczątkowała w Polsce trend zielonej certyfikacji mieszkań w systemie BREEAM. Pod koniec 2018 roku wprowadziła pionierską inwestycję mieszkalną z certyfikatem „Obiekt bez Barier” potwierdzającym standard dostępności osiedla Holm House dla wszystkich mieszkańców, niezależnie od aktualnych potrzeb, wieku czy stanu zdrowia.

W budowie jest kolejny etap Holm House z trzema budynkami i łącznie 226 mieszkaniami. Obecnie trwają prace żelbetowe. Inwestycja osiąga właśnie stan „0”. Projekt realizowany jest na Mokotowie – najpopularniejszej z warszawskich dzielnic. Według ostatnich raportów blisko 14 proc. osób poszukujących ofert sprzedaży mieszkań w Warszawie wybiera właśnie ten rejon stolicy.

W prestiżowej części lewobrzeżnej Warszawy deweloper realizuje także osiedle Jaśminowy Mokotów. W ramach drugiego etapu powstanie sześć dwupiętrowych budynków. W części z nich trwają już roboty związane z montażem instalacji elektrycznej i sanitarnej oraz prace elewacyjne. W najbliższych dniach Skanska planuje zakończenie stanu surowego zamkniętego. Jaśminowy Mokotów realizowany jest na terenie Warszawskiego Obszaru Chronionego Krajobrazu, a budowa zasilana jest energią pozyskiwaną z ferm wiatrowych. W drugiej fazie projektu spółka dostarczy na rynek łącznie 96 lokali w wysokim standardzie. Skanska zagospodarowała także 8,5 tys. mkw. na ogólnodostępny park z jeziorkiem, który docelowo zostanie przekazany miastu.

Zainteresowaniem nabywców, ze względu na atrakcyjne cenowo mieszkania, cieszy się także Praga Południe. To tu, w bezpośrednim sąsiedztwie Centrum Handlowego Promenada, powstaje osiedle Park Skandynawia, wyróżniające się funkcjonalną architekturą charakterystyczną dla krajów nordyckich. Projekt uwzględnia duże okna, a w częściach wspólnych kwiatowe wzory. Przestrzeń na osiedlu zostanie zaaranżowana zgodnie z porządkiem skandynawskim – prosto i intuicyjnie. Park Skandynawia daje szansę obcowania z niebanalną estetyką, ale również proekologicznymi rozwiązaniami. Przy jego realizacji deweloper wykorzystuje bezpieczne dla ludzi i środowiska materiały wykończeniowe. Koncept zieleni sprzyjać ma z kolei odtwarzaniu naturalnego ekosystemu okolicy. Inwestycja osiągnęła już najwyższy punkt konstrukcyjny, na którym zawisła wiecha. Obecnie na budowie trwają m.in. prace murowe, tynkarskie i z zakresu stolarki okiennej, a poziom ich zaawansowania wynosi ponad 90 proc.

Na pograniczu Żoliborza i Bielan Skanska realizuje kolejne etapy Osiedla Mickiewicza – swojej bestsellerowej inwestycji. W drugiej fazie realizacji deweloper prowadzi prace elewacyjne i wykończeniowe. W najbliższym czasie rozpoczną się roboty związane z zagospodarowaniem terenu. W budowie jest również trzeci etap tej inwestycji, który osiągnął poziom „0”. Na Osiedlu Mickiewicza powstanie plac zabaw przystosowany także dla dzieci z niepełnosprawnościami. W jednym z budynków deweloper zaprojektował przestrzeń międzypokoleniowej integracji – w ręce mieszkańców odda w pełni wykończoną część wspólną. Mocnym wyróżnikiem Osiedla Mickiewicza jest również bliskość natury – około 60 proc. całej inwestycji stanowi zieleń. Część tego obszaru Skanska przeznaczyła na teren rekreacyjny dla właścicieli mieszkań. Z kolei w garażach trzeciego etapu spółka zamontuje wieszaki rowerowe, mające zachęcać mieszkańców do wyboru transportu alternatywnego do samochodów.

Aleksandra Goller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu spółki mieszkaniowej Skanska

Rynek budowlany już nigdy nie będzie wyglądać tak samo. BIM nowym standardem w branży.

Technologia BIM (Building Information Modelling), pomimo tego, że coraz śmielej poczyna sobie w branży budowlanej na całym świecie, w dalszym ciągu nie osiągnęła w Polsce takiej popularności jak w USA i Europie Zachodniej. Jak wynika z raportu „BIM – polska perspektywa”, zaledwie 46% respondentów z branży budowlanej zetknęło się z BIM w ramach pracy zawodowej. Koncepcja, która rewolucjonizuje cały proces inwestycyjny, od projektu aż po oddanie gotowego budynku, już wkrótce stanie się jednak standardem we wszystkich gałęziach branży budowlanej w Polsce. Nie chcąc zostać w tyle za konkurencją, projektanci, architekci i kosztorysanci powinni jak najszybciej wdrożyć to rozwiązanie w swoich firmach.

Rozwój specjalistycznych programów oraz postęp w dziedzinie modelowania 3D i symulacji komputerowych pozwolił na opracowanie koncepcji, która rewolucjonizuje podejście do projektowania oraz kosztorysowania inwestycji budowlanych. Stworzenie cyfrowego środowiska, które z dużą dokładnością oddaje sytuację na realnym placu budowy, umożliwia przeprowadzenie szeregu wiarygodnych symulacji przy wykorzystaniu precyzyjnego modelu powstającego budynku.

Bartosz Dąbrowski, Techbud Kosztorysy
Bartosz Dąbrowski, prezes Techbud Kosztorysy

BIM to coś znacznie więcej niż tylko model i wizualizacja powstającego projektu – tłumaczy Bartosz Dąbrowski, prezes Techbud Kosztorysy, firmy zajmującej się kosztorysowaniem i przedmiarowaniem inwestycji budowlanych przy wykorzystaniu technologii BIM. – W takim systemie każdy cyfrowy element modelu budynku jest pełnoprawnym prototypem zachowującym wszystkie cechy i parametry przyszłego, fizycznego odpowiednika. Daje to olbrzymie możliwości praktycznie na każdym etapie planowania i realizowania inwestycji budowlanej. Z powodzeniem korzystać mogą z tej technologii architekci, inżynierowie czy, jak w naszym przypadku, kosztorysanci.

Podczas gdy w wielu krajach stosowanie tej technologii jest standardem już od wielu lat, w Polsce BIM dopiero powoli staje się wymogiem. Przełomowym wydarzeniem z tym związanym może być 2018 r., w którym to Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad ogłosiła przetarg na zaprojektowanie i budowę obwodnicy miasta Zator w ciągu drogi krajowej nr 28. W wymaganiach określono wyraźnie, że inwestycja realizowana miała być z wykorzystaniem technologii BIM. To bardzo ważny, pierwszy krok dla obecności BIM w Polsce. Wydaje się, że organizatorzy publicznych przetargów dojrzeli w końcu do przetestowania BIM na swoich projektach. Trudno się temu dziwić, BIM od lat z powodzeniem wykorzystywane jest w sektorze prywatnym, a ponad 61% praktyków branży budowlanej wskazuje wyższą jakość tworzonych przy wykorzystaniu tej technologii projektów za największy atut BIM.

Jakie korzyści płyną z wykorzystania technologii BIM?

BIM, czyli modelowanie informacji o budynku, to stworzenie od podstaw i w bezpiecznym, wirtualnym środowisku obiektu, który generowany jest przy zachowaniu wszystkich zasad funkcjonujących w prawdziwym świecie. Model wyrenderowany w tej technologii ma więc wszystkie parametry rzeczywistego budynku, który ma powstać w przyszłości. Dzięki temu i zastosowaniu zaawansowanych komputerów o dużej mocy obliczeniowej można w czasie rzeczywistym weryfikować wykorzystanie konkretnych materiałów i elementów zamiennych, tak by znaleźć rozwiązanie optymalne zarówno pod względem wykorzystanych technologii, jak i kosztów.

Jak wynika z badania „BIM – polska perspektywa” z 2015 r., ponad 60% respondentów twierdzi, że BIM pozwala na obniżenie kosztów na przestrzeni całego cyklu powstawania budynku. Symulacje prowadzone w środowisku BIM dostarczają niezbędnej wiedzy dotyczącej powstającego obiektu, jego cech charakterystycznych i stosowanych materiałów. To ułatwia dokonywanie niezbędnych wyliczeń, co z kolei przekłada się na zdecydowane zoptymalizowanie całego procesu, od rozrysowania projektu aż po oddanie budynku do użytku.

Technologia BIM to bardzo duży krok naprzód dla całej branży budowlanej – kontynuuje Bartosz Dąbrowski. – Umożliwia przeprowadzanie analiz, które wcześniej nie były realizowane ze względu na ich zbyt wysoki koszt i czas potrzebny do ich wykonania. Wystarczy wyobrazić sobie sytuację, w której projekt zakłada wykorzystanie materiału X o konkretnych parametrach i stosunkowo wysokiej cenie. Model BIM pozwala sprawdzić, czy jest to rozwiązanie optymalne, a dzięki przeprowadzeniu symulacji zachowania tego samego budynku przy zastosowaniu odpowiednika Y o zbliżonych lub identycznych parametrach, można zoptymalizować koszty przy minimalnym, niezauważalnym wpływie na końcowy kształt projektu.

Stosowanie BIM jest więc szczególnie atrakcyjne w kontekście optymalizacji kosztów inwestycji. Niemal 71% respondentów z badania „BIM – polska perspektywa” stwierdziło, że to właśnie na etapie przedmiarowania i kosztorysowania ta technologia pozwala najbardziej znacząco redukować koszty inwestycji.

Korzyści z pracy metodą BIM potwierdzają także eksperci PwC United Kingdom. Pod koniec lutego br. Andrew Walker przedstawił w artykule „Why the benefits of BIM make it a no-brainer – not a burden” wyniki swoich badań, które umożliwiły oszacowanie oszczędności przy korzystaniu z instrumentów Building Information Modelling.

– Biorąc pod uwagę wszystkie korzyści, nasze analizy wskazały, że BIM generuje do 3% oszczędności na przestrzeni całego okresu życia projektu. (tłum. ang)twierdzi Walker z PwC UK. Ekspert przyznaje również jednak, że są to jego zdaniem wartości niedoszacowane ze względu na brak dostępu do istotnych danych, niezbędnych do dokładnego określenia wartości konkretnych benefitów wynikających z BIM, a faktyczny zysk z korzystania z tej metodologii jest wyraźnie wyższy. Zwraca także uwagę, że choć 3% na pierwszy rzut oka może wydawać się wartością małą, to przy dużych inwestycjach budowlanych może odpowiadać znaczącym, wielomilionowym oszczędnościom.

Kto powinien zainteresować się BIM?

Pomimo rosnącego udziału w rynku realizacji opartych na technologii BIM, specjalistów w tej dziedzinie wciąż można policzyć na palcach. W zrealizowanym w 2017 r. badaniu „Rozwój Building Information Modelling w Polsce” zaledwie 8% respondentów, wybranych spośród praktyków branży budowlanej, określiło się mianem specjalisty BIM. Równocześnie aż 24% z nich przyznało, że ich klienci wymagają prowadzenia prac w standardzie BIM. Potrzeby rynku są zatem jednoznaczne, a popyt na umiejętność zarządzania projektami przy wykorzystaniu potencjału drzemiącego w tej technologii rośnie. Wszystko wskazuje na to, że rosnąca świadomość klientów sprawi, że już wkrótce coraz więcej z nich będzie oczekiwało od podwykonawców prac w oparciu o tę technologię. Z tego też względu w 2017 r. aż 78% badanych stwierdziło zgodnie, że planuje wprowadzenie BIM w swoich organizacjach.

Nie sposób już ignorować wpływu, jaki rozwój tej technologii ma na kondycję branży – ostrzega Dąbrowski. – Co prawda do momentu, w którym BIM na stałe zadomowi się na polskim rynku jeszcze daleka droga, ale wszyscy praktycy branży powinni zainteresować się tematem jak najszybciej. Prędzej czy później znajdziemy się w sytuacji, w której firmy nie korzystające z rozwiązań BIM na każdym etapie realizacji inwestycji, przestaną być na rynku atrakcyjne – kończy prezes Techbud Kosztorysy.

Twardy Brexit odrzucony

Wczoraj brytyjska Izba Gmin w maratonie głosowań odrzuciła tzw. twardy Brexit. Teraz czas na negocjacje wydłużenia terminu, bo koniec marca się zbliża. Prezes NBP o stopach procentowych w Polsce.

Brexit bez porozumienia odrzucony

Po tym jak we wtorek odrzucono w głosowaniu Brexit z porozumieniem wynegocjowanym przez Theresę May, wczoraj odrzucono również taki bez żadnego porozumienia. Przewaga w głosowaniu wynosiła zaledwie 4 głosy. Co więcej uchwała odrzuca Brexit bez umowy w przyszłości również. Co nie zmienia faktu, że dalej może dojść do tego scenariusza jeżeli nie zostanie osiągnięte porozumienie z Unią Europejską w sprawie terminu Brexitu. Druga możliwość to dzisiejsze odrzuceniem wniosku o odłożenie Brexitu w czasie. Na to jednak są bardzo małe szanse. Funt po raz kolejny skoczył gwałtownie, tym razem w górę. W ciągu dnia zyskał 8 groszy do 5,06 złotego w szczytowym momencie. Wygląda na to, że po 4 dniach ponad 1% zmian przyjdzie kilka dni uspokojenia. Powodem tych przewidywań analityków jest koniec maratonu ważnych głosowań w brytyjskiej izbie gmin.

Stopy procentowe bez zmian do końca kadencji

Prezes NBP wypowiedział się na temat polityki monetarnej w Polsce. Mówił o polskim cudzie gospodarczym, który właśnie trwa. Wskazywał, że wzrost gospodarczy może spowolnić do 4%, ale to w dalszym ciągu dobry wynik. Zasugerował, że nawet do końca kadencji (2022 rok) stopy procentowe mogą pozostać niezmienione. Dotychczas mówiło się o podwyżkach stóp procentowych. Sytuacja na zachodzie Europy wskazuje jednak, że niewykluczone, że szybciej będziemy obniżać stopy procentowe niż je podnosić. Z tego powodu najprawdopodobniej nie należy się spodziewać żadnych ruchów ze strony RPP. Rada nie będzie chciała podnosić stóp, by zaraz potem je obniżać.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – USA – wnioski o zasiłki dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w Internetowykantor.pl i Walutomat.pl

Nastroje przedsiębiorców wciąż optymistyczne

Przedsiębiorcy w dalszym ciągu pozytywnie oceniają kondycję polskiej gospodarki. Wskazują na to najnowsze prognozy Związku Przedsiębiorców i Pracodawców zgromadzone w kolejnej fali badania Indeksu Busometr, którego odczyt wyniósł 55,2 pkt. To wynik zbliżony do badania z II poł. 2018 roku.

Należy podkreślić, iż od dwóch fal badanie realizowane jest na innej bazie przedsiębiorców (wcześniej baza ZPP, obecnie – Ogólnopolski Panel Badawczy Ariadna). Struktura próby pod względem wielkości badanych firm w tym pomiarze i poprzednich nie różni się, ale dużej zmianie uległa struktura demograficzna respondentów.

Zdecydowanie najlepiej prezentują się wyniki badania w zakresie „rynku pracy (płace i zatrudnienie)”. Jego wartość dla aktualnego odczytu wynosi 60,4 pkt. Widać tutaj niewielki spadek w porównaniu do II półrocza 2018 roku (wówczas wartość komponentu wyniosła 61,9 pkt.).

W przypadku „płac” barometr wyniósł 61,2 pkt. 35% przedsiębiorców deklaruje w najbliższym czasie wzrost wynagrodzenia. W zakresie ”zatrudnienia” 33% ankietowanych planuje jego zwiększenie.

Najmniejsze obawy związane z sytuacją na rynku pracy w najbliższym półroczu wykazują przedsiębiorcy z sektora handlowego (tutaj wskaźnik osiągnął wartość 63,7 pkt.). Kolejno uplasowały się produkcja i usługi (60,5 i 59,3 pkt.).

Na ogólną wartość Indeksu Busometr ZPP wpłynął również komponent „koniunktura gospodarcza”, który aktualnie uplasował się na poziomie 55,6 pkt. (wzrost o 0,2 pkt. w odniesieniu do poprzedniego badania). 36% badanych twierdzi, że w perspektywie najbliższego półrocza, sytuacja gospodarcza poprawi się, natomiast 24% spodziewa się jej pogorszenia.

Tak optymistyczne nie są jednak nastroje przedsiębiorców w obszarze „inwestycji” – ogólna wartość komponentu wyniosła 45 pkt. (spadek o 8,7 pkt. w relacji do poprzedniego półrocza). Ponad połowa badanych (55%) zadeklarowała plany inwestycyjne, 45% nie planuje działań w tym zakresie. Dużą skłonność do inwestowania wykazują przedsiębiorcy z sektora małych przedsiębiorstw (52,3 pkt), mniejszy optymizm panuje wśród mikro i dużych przedsiębiorców (kolejno 41,4 i 47,6 pkt.).

Wyniki badań podsumował prezes Związku Przedsiębiorców i Pracodawców, Cezary Kaźmierczak.

Cezary Kaźmierczak – Prezes ZPP
Cezary Kaźmierczak

– Ewidentnie widać, że nastroje dotyczące sytuacji na rynku pracy pozostają bardzo dobre. – twierdzi – Firmy płacą coraz więcej i coraz więcej zatrudniają, wygląda na to że ta tendencja się utrzyma. Przedsiębiorcy na ten moment spodziewają się kontynuacji dobrej koniunktury, co jest oczywiście świetną wiadomością, ale musi niepokoić odczyt dotyczący inwestycji i spadek o prawie 9 punktów. To jasny sygnał do rządu, że biznes potrzebuje stabilnego otoczenia regulacyjnego, żeby móc inwestować.

***
Busometr ZPP – Indeks Nastrojów Gospodarczych MSP, jest wskaźnikiem pokazującym stopień optymizmu małych i średnich przedsiębiorców i ich planowane działania w perspektywie najbliższego półrocza.

Na wartość Indeksu Busometr wpływ mają trzy komponenty: (1) koniunktury gospodarczej, (2) rynku pracy (płace i zatrudnianie) oraz (3) inwestycji.

Wartość każdego z komponentów mieści się w przedziale od 0 do 100.

Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz firma Maison&Partners prowadzą badania wśród przedsiębiorców w oparciu o próbę zróżnicowaną ze względu na liczbę zatrudnianych pracowników, próby małych i średnich firm w Polsce (do 250 zatrudnionych). Busometr ZPP jest publikowany co pół roku.

Małe i średnie firmy w Polsce stanowią 99,8% wszystkich firm w Polsce, tworzą ¾ miejsc pracy oraz 67% PKB.

Niewykorzystany potencjał Ulgi B+R

Tylko niecałe 15% nakładów, które zostały zainwestowane przez polskich przedsiębiorców w działania badawczo-rozwojowe w 2017 r. zostało zgłoszone do Ulgi na B+R – wynika z analizy ekspertów CRIDO „Ulga B+R. Czy polscy przedsiębiorcy wykorzystują jej potencjał?”. Z opracowania wynika również, że od 2016 r. organy podatkowe wydały ponad 500 indywidualnych interpretacji odpowiadając na prawie drugie tyle pytań zadanych we wnioskach. To pokazuje, że potencjał tego instrumentu podatkowego nie jest w pełni wykorzystywany, a jednym z powodów mogą być wątpliwości podatników dotyczące warunków skorzystania z ulgi.

Z Ulgi B+R podatnicy mogą korzystać od 2016 r. W pierwszym roku jej obowiązywania spośród  4871 podmiotów, które prowadziły działalność B+R, z Ulgi B+R skorzystało jedynie 528 przedsiębiorców. Zgłoszone koszty stanowiły ok. 10% wydatków tych przedsiębiorstw na działania B+R (1,2 mld zł z 11,8 mld zł), a kwota uzyskanej ulgi wyniosła 206 mln zł.

Zmiany ułatwiające korzystanie z Ulgi B+R wdrożone w 2017 r. skutkowały podwojeniem liczby podatników, którzy skorzystali z tego instrumentu podatkowego. Jednak różnica między podmiotami korzystającymi z ulgi a prowadzącymi działalność B+R nadal była znacząca – 1090 vs 5102. W 2017 r. w ramach ulgi zgłoszono 1,9 mld zł, co stanowiło niecałe 15% wydatków przedsiębiorstw na B+R. Ponad dwa razy wyższa była kwota uzyskanej ulgi, która w 2017 roku wyniosła 584 mln zł.

W 2018 r. wprowadzono kolejne zmiany, które ponownie zwiększyły atrakcyjność Ulgi B+R, podwyższono limit odliczeń do 100% kosztów kwalifikowanych (do 150% dla firm posiadających status CBR), poszerzono katalog kosztów kwalifikowanych, a wykorzystanie ulgi umożliwiono również firmom działającym w ramach Specjalnych Stref Ekonomicznych (choć nadal w pewnych przypadkach posiadanie zezwolenia strefowego może uniemożliwić skorzystanie z Ulgi B+R).

Grafika 1: Wykorzystanie ulgi B+R vs nakłady przedsiębiorstw na działania B+R w 2016 i 2017 r.

Niewykorzystany potencjał Ulgi B+R
Źródło: Opracowanie CRIDO „Ulga B+R. Czy polscy przedsiębiorcy wykorzystują jej potencjał?”

Różnica między nakładami przedsiębiorstw na działania B+R a kwotami zgłoszonymi do ulgi B+R w 2017 roku była znacząca. To pokazuje nie w pełni wykorzystany potencjał tego instrumentu. Jednak jak wynika z naszej analizy, zmiany, które są wprowadzane w zasadach korzystania z ulgi pozytywnie wpływają na jej popularność. Można więc założyć, że w deklaracjach podatkowych za 2018 r. różnica między wydatkami na działania B+R, a tymi zgłoszonymi do ulgi ponownie ulegnie zmniejszeniu ” – mówi Magdalena Kosewska-Kwaśny, partner w  CRIDO

Weryfikacja kosztów kwalifikowanych i działalności B+R wciąż problematyczna

Eksperci CRIDO przeanalizowali także wnioski o interpretacje złożone przez podatników od początku wprowadzenia Ulgi B+R. Najwięcej zapytań dotyczyło tego, czy prowadzona przez firmę działalność spełniała ustawową definicję działalności B+R (25% wszystkich interpretacji), kwestii pracowniczych (24% interpretacji) oraz identyfikacji kosztów kwalifikowanych (15% wszystkich interpretacji).  Jedynie 7% zapytań dotyczyło kosztów już zwróconych podatnikowi i łączenia ulgi z innymi rodzajami wsparcia. Pozostałe interpretacje wyjaśniały wątpliwości przedsiębiorców na temat możliwości odliczenia kosztów nabytych usług (10% wszystkich interpretacji), kosztów środków trwałych, wartości niematerialnych i prawnych i kosztów licencji (9% wszystkich interpretacji), czy dokumentacji prac B+R (2% wszystkich interpretacji).

Grafika 2: Interpretacje – o co najczęściej pytają przedsiębiorcy?

Niewykorzystany potencjał Ulgi B+R 2
Źródło: Opracowanie CRIDO „Ulga B+R. Czy polscy przedsiębiorcy wykorzystują jej potencjał?”

„Liczba zapytań ze strony podatników świadczy o licznych wątpliwościach dotyczących rozumienia przepisów regulujących Ulgę B+R. Ważne, aby organy podatkowe wyciągały z nich wnioski i wprowadzały zmiany ułatwiające wykorzystanie tego instrumentu – mówi Monika Gruszecka, menedżer w CRIDO

Czeka nas stabilizacja na rynku nieruchomości

W ciągu pięciu lat ceny mieszkań wzrosły o 16 proc. Rok 2019 przyniesie stabilizację cen. W kolejnych dwóch latach wzrost będzie niewielki, nie powinien przekroczyć 3 proc.

Ceny rosły najszybciej w ostatnich dwóch latach. Teraz ta dynamika wyhamowuje.

– Rynek mieszkań podlega cyklowi koniunkturalnemu, obecnie znajduje się w fazie rozgrzanej, ale nie przegrzanej – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marta Włoch, dyrektor Departamentu Nieruchomości, Expander. – W perspektywie dwóch lat przewidujemy 2-3 proc. korektę cen.

Szybki wzrost cen nie był tylko polską specyfiką, w ostatnich pięciu latach ceny w UE wzrosły o 20 proc., gdy w Polsce o 16 proc.

Dolar, mimo iż przewartościowany pozostaje drogi

Początek roku nie przyniósł zmian w kursie złotego wobec dolara. Waluty krajów wschodzących będą się wzmacniać wobec dolara, ale nie powinno to jednak dotyczyć złotego.

Kurs złotego wobec dolara jest stabilny, choć złoty jest lekko niedowartościowany, a dolar przewartościowany, pozostaje na poziomie 3,80 zł/USD.

– Dane z USA nie zachwycają, ale amerykańska gospodarka prezentuje się lepiej niż wiele innych regionów świata – mówi w rozmowie z MarketNews24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Zwłaszcza europejska to ostatnio pasmo rozczarowań.
EBC przyznał ostatnio, że jest gorzej niż oczekiwał. A siła złotego jest bardzo zależna od tego, jak notowane jest euro.

-Sytuacja na rynku walutowym będzie się powoli zmieniać, ale większy potencjał wzrostu mają inne waluty krajów wschodzących, dotyczy to tych państw, gdzie stopy procentowe są wyższe niż w Polsce – wyjaśnia ekspert.

Powinien wzmacniać się także japoński jen, który przez inwestorów traktowany jest jako bezpieczna przystań.

Volkswagen przyspiesza elektromobilną i cyfrową transformację

  • rok 2019 jest kluczowym: początek ofensywy w dziedzinie samochodów elektrycznych, planowane znaczne zwiększenie wydajności
  • trwała poprawa zyskowności o 5,9 miliarda euro rocznie od 2023 roku
  • budżet na inwestycje na lata 2019-2023 zwiększony do 19 miliardów euro
    4,6 miliarda euro na wdrożenie planu cyfryzacji dla administracji
  • prognozy na 2019 rok: wzrost do 5 procent przychodów ze sprzedaży; oczekiwana rentowność operacyjna ze sprzedaży między 4 a 5 procent

COO Ralf Brandstätter:

„Znacznie zwiększymy tempo transformacji, żeby przygotować Volkswagena do wyzwań jakie niesie epoka aut elektrycznych i cyfryzacji”.

Volkswagen zakończył 2018 rok dobrym wynikiem i teraz zamierza przyspieszyć proces transformacji marki. W tym roku zostaną podjęte ważne kroki mające na trwałe zwiększyć konkurencyjność Volkswagena. Należą do nich rozpoczęcie ofensywy w dziedzinie aut elektrycznych, podjęcie działań zmierzających do zwiększenia efektywności produkcji, a także dodatkowe środki poprawiające wydajność i zapewniające wzrost marży. Jednocześnie marka wdroży program poprawy wyników finansowych, który od 2023 roku ma przynieść 5,9 miliarda euro. Chodzi m.in. o optymalizację kosztów materiałowych i zmniejszenie różnorodności wersji produkowanych aut. Program będzie przynosił efekty już w latach 2019-2022. Ponadto za sprawą większej cyfryzacji procesów administracyjnych wzrośnie wydajność.

Ralf Brandstätter, Chief Operating Officer marki Volkswagen, stwierdził: „Dzięki Paktowi na Rzecz Przyszłości wiele już osiągnęliśmy, jednak musimy zrobić znacznie więcej, aby sprostać wyzwaniom jakie czekają nas także po 2020 roku. Znacznie zwiększymy tempo przemian zachodzących w marce Volkswagen, żeby przygotować ją do wyzwań jakie niesie epoka aut elektrycznych i cyfryzacji. Volkswagen musi być bardziej efektywny i elastyczny, a jako pracodawca bardziej atrakcyjny i nowoczesny. W sprawie planowanej „mapy drogowej” w zakresie cyfryzacji procesów administracyjnych odbyły się już pierwsze konstruktywne rozmowy z Radą Zakładową”.

Kluczowy rok 2019: główny nacisk na tematy związane z przyszłością

Bieżący rok będzie kluczowym dla procesu transformacji marki. Łączne nakłady na inwestycje w obszary ważne z punktu widzenia przyszłości wzrosną do 2023 roku do 19 miliardów euro. To o 8 miliardów euro więcej niż przewidziano wcześniej na lata 2019-2023.

Celem jest przeprowadzenie inwestycji przy pomocy własnych środków i samodzielne sprostanie dodatkowym wyzwaniom, czyli rosnącym kosztom wdrażania norm redukcji dwutlenku węgla i innych szkodliwych substancji. W tym celu jest konieczna trwała poprawa zyskowności o 5,9 miliarda euro rocznie od 2023 roku. Dlatego marka Volkswagen zmniejszy koszty materiałów i różnorodność wersji produkowanych aut. Poza tym produktywność fabryk ma wzrosnąć o 5 procent rocznie. Do tego dojdzie wzrost zyskowności oraz marży w systemie sprzedaży.

„Środki zawarte w programie poprawy zyskowności zapewnią naszej marce konkurencyjny poziom zwrotu wynoszący 6 procent w 2022 roku. Taka poprawa jest niezbędna, abyśmy mogli sfinansować inwestycje niezbędne dla naszej transformacji oraz osiągnąć strategiczne cele w epoce elektrycznych aut” – oświadczył Członek Zarządu ds. Finansów, dr Arno Analiz.

Ogólne koszty rzeczowe oraz personalne w administracji mają zmniejszyć się o 15 procent każde. Na znaczeniu będzie zyskiwać transformacja cyfrowa. Wdrożenie „cyfrowej mapy drogowej” ma przygotować załogę do nowych metod pracy. W tym celu Volkswagen zainwestuje 4,6 miliarda euro w systemy IT, które umożliwią cyfryzację procesów administracyjnych.

Volkswagen zakłada, że do 2023 roku dzięki automatyzacji prostych prac liczba miejsc pracy zmniejszy się o 5.000 do 7.000. Temu wyzwaniu można sprostać nie obsadzając ponownie stanowisk zwalnianych przez pracowników odchodzących na emeryturę. Trzy kolejne roczniki pracowników, którzy z powodu wieku mogą przejść na zatrudnienie w mniejszym wymiarze czasu obejmują 11.000 osób. Oznacza to, że redukcja zgodna z krzywą demograficzną jest możliwa. Jednocześnie w dziale Rozwoju Technicznego, zajmującym się oprogramowaniem i systemami elektronicznymi, powstanie około 2.000 nowych miejsc pracy. Obowiązuje zasada: co najmniej do 2025 roku miejsca pracy w Volkswagenie są gwarantowane.

Volkswagen poczynił też duże kroki w dziedzinie przemiany w przedsiębiorstwo mocniej nastawione na auta elektryczne. W ciągu kolejnych 10 lat marka zamierza wyprodukować ponad 10 milionów samochodów napędzanych energią elektryczną skonstruowanych w oparciu o platformę MEB. Pierwszy jest model ID.1), który ma zostać zaprezentowany podczas wystawy IAA we Frankfurcie. Od 8. maja klienci będą mogli składać zamówienia na ID. w specjalnej wersji przygotowanej z okazji rozpoczęcia sprzedaży. „Gdy obserwuję zainteresowanie naszych dealerów modelami z rodziny ID. uważam za możliwe, że wyprzedamy specjalną wersję wprowadzającą zanim we wrześniu pokażemy model ID.” – stwierdził Jürgen Stackmann, Członek Zarządu ds. Sprzedaży.

Perspektywy na 2019 rok: celem jest wzrost rentowności

W bieżącym roku obrachunkowym marka dąży do osiągnięcia rentowności operacyjnej ze sprzedaży na poziomie 4 do 5 procent. Mimo niezbyt pozytywnych perspektyw co do koniunktury na najważniejszych rynkach spodziewany jest dalszy wzrost przychodów ze sprzedaży do 5 procent. Sprzedaż aut marki Volkswagen powinna osiągnąć poziom zbliżony do ubiegłorocznego, rosnąc w miarę upływu kolejnych miesięcy.

1) – model studyjny zbliżony do seryjnego

Małe i średnie firmy pod technologiczną ścianą

Według badania Konica Minolta główne wyzwania, z którymi mierzą się małe i średnie firmy to cyberzagrożenia (33%), rosnąca konkurencja (27%), nowe regulacje takie jak RODO (23%), wymagający rynek pracy (23%) czy zbyt szybki postęp technologiczny (23%). Problemy z infrastrukturą IT wskazywało 18% przedsiębiorstw. Czy mały biznes jest gotowy na cyfrową transformację?Wyzwania_biznesowe

Firmy w obliczu wyzwania

Cyfryzacja zmienia warunki i charakter pracy. Między innymi dzięki rozwiązaniom chmurowym można ją wykonywać z każdego miejsca i na dowolnym urządzeniu. Kluczowe staje się szybkie wyszukiwanie i przetwarzanie informacji, a pracodawcy są oceniani już nie tylko z perspektywy oferowanych zarobków, ale też elastyczności i stosowanych rozwiązań technologicznych.Problemy_IT

Szansa czy bariera?

Według 41% małych i średnich przedsiębiorstw rozwiązywanie problemów IT to niepotrzebna strata czasu, mniejsza wydajność pracowników (37%), a dla 35% nieplanowane koszty oraz niższa jakość pracy[1]. Najczęstsze problemy technologiczne w sektorze MŚP to: awarie sprzętu (27%), problemy w zarządzaniu infrastrukturą przez administratora (24%), przestarzałe oprogramowanie (24%), zagrożenia związane z bezpieczeństwem (23%), słaby dostęp do sieci (20%) i awarie serwerów (20%)[2].Wplyw_problemow_IT_na_biznes

Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta
Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta

W sektorze MŚP sama działalność biznesowa rozwija się często znacznie szybciej, niż infrastruktura i poziom usług IT. Organizacje dochodzą więc do tzw. ściany technologicznej – okazuje się, że bez zadbania o kwestie IT rozwój biznesu znacznie spowalnia. Jednocześnie nie ma budżetu na inwestycje w serwery czy wykwalifikowanych specjalistów – wskazuje Mateusz Macierzyński, menedżer ds. systemów ITS w firmie Konica Minolta.

Drogie zaniedbania

W 2018 roku 67% małych i średnich firm doświadczyło cyberataku, a 58% naruszenia danych[3]. W wielu przypadkach przedsiębiorcy nie dysponują odpowiednim zapleczem technologicznym, aby zadbać o kontrolę dostępu czy nadzór nad sprzętami. Niedobór specjalistów IT na rynku pracy sprawia, że połowa MŚP nie wie jak chronić swoje zasoby przed cyberzagrożeniami i nie opracowała procedur reagowania na ewentualne incydenty[4]. Jeszcze mniej firm wykorzystuje mechanizmy przywracania działania usług biznesowych po zaistniałych awariach serwerów, dysków czy oprogramowania (ang. IT disaster recovery). Organizacje ponoszą przez to duże koszty oraz są narażone na utratę cennych danych. W efekcie może to prowadzić do otrzymania kar za nieprzestrzeganie regulacji prawnych takich jak RODO.Jak_MSP_wykorzystalyby_czas

Cyfryzacja w abonamencie

Czas poświęcany na kwestie związane z IT przedsiębiorcy woleliby przeznaczyć na sprawy biznesowe (57%), rozwój firmy (48%) czy szkolenia (46%)[5]. Odpowiedzią na te potrzeby mogą być platformy All-in-One, integrujące sprzęt, oprogramowanie i usługi IT. Takie rozwiązanie w małych kancelariach prawniczych, aptekach, agencjach reklamowych czy firmach budowlanych zaczęła wdrażać Konica Minolta, oferując urządzenie Workplace Hub. Zapewnia ono sektorowi MŚP zaplecze technologiczne dostępne dotąd jedynie na poziomie korporacyjnym.

W nadchodzących latach technologia wspomagana przez sztuczną inteligencję zautomatyzuje powtarzalne procesy. Pozwoli odciążyć pracowników od konieczności przetwarzania natłoku zbędnych informacji, zostawiając więcej przestrzeni na podejmowanie istotnych decyzji i kreatywne działania. Aby jednak skorzystać z procesu transformacji cyfrowej małe firmy będą musiały postawić na nowoczesną infrastrukturę IT, która wcale nie musi być droga w utrzymaniu. Światowy biznes wchodzi w tzw. model miękki i zamiast osobnych inwestycji w sprzęt, oprogramowanie i usługi można skorzystać z umów subskrypcyjnych i abonamentów oferowanych przez jednego dostawcę – podsumowuje Mateusz Macierzyński.

[1] Według badania SMB IT Pain-Point Survey 2018 Konica Minolta

[2] Według badania SMB IT Pain-Point Survey 2018 Konica Minolta

[3] Według 2018 State of SMB Cybersecurity Report

[4] Według 2018 State of SMB Cybersecurity Report

[5] Według badania SMB IT Pain-Point Survey 2018

Zwrot inwestorów w kierunku mixed use oraz sektorów alternatywnych

W szybkim tempie rośnie zainteresowanie obiektami typu mixed use oraz alternatywnymi sektorami nieruchomości. Rynkowi gracze reprezentujący inwestorów, deweloperów  czy instytucje finansowe deklarują nasycenie tradycyjnymi produktami inwestycyjnymi i zaczynają rozglądać się za nowymi możliwościami rozwoju swoich portfeli. Z badania, które CBRE  przeprowadziło w Polsce w tym roku wynika, że prawie 60% inwestorów chciałoby w nadchodzących latach swój biznes poprowadzić w kierunku mixed use, sektorów wynajmu prywatnego (PRS) oraz mieszkań  studenckich.

W ciągu ostatnich 13 lat w Warszawie powstało siedem nowoczesnych inwestycji typu mixed use, z czego aż trzy zostały oddane do użytku w zeszłym roku – w tym CEDET należący kiedyś do firmy Immobel Poland. Jeszcze w 2018 r., za 129,5 mln euro kompleks kupił od tego belgijskiego dewelopera fundusz zarządzany przez firmę GLL Real Estate Partners. Kolejne trzy projekty o  mieszanych funkcjach znajdują się obecnie w fazie budowy lub  zaraz z nią wystartują. Należy do nich m.in. kompleks Browary Warszawskie, projekt Echo Investment, który połączy funkcje mieszkalne, biurowe  (53 200 mkw.) z handlowymi (6 000 mkw.).

Co ciekawe, duże zainteresowanie nowymi produktami inwestycyjnymi, jak mixed use, PRS czy student housing, nie przekłada się jeszcze na liczbę transakcji. Dzieje się tak ponieważ w Polsce, w przeciwieństwie do krajów zachodnich, wciąż niewiele obiektów tego typu zostało zrealizowanych. Co jednak działa na korzyść rozwoju tego trendu w naszym kraju to fakt, że  podaż gruntów w atrakcyjnych lokalizacjach nadal jest na wyższym poziomie niż w innych miastach europejskich. Stąd nowo powstające projekty, np. o mieszanych funkcjach znajdują się w centralnych, wręcz prestiżowych miejscach. Potwierdzeniem tego, że inwestorzy doceniają potencjał obiektów mixed use i uważają je za produkty stabilne w długim okresie są transakcje przeprowadzone w 2018 r., m.in. sprzedaż kompleksu Wars Sawa Junior oraz projektu CEDET – podsumowuje Maciej Wójcikiewicz, Szef Działu Wycen CBRE.

Eksperci CBRE zauważają, że ze względu na rosnące oczekiwania najemców niemal każdy planowany obecnie obiekt posiada przestrzeń handlową, gastronomiczną, usługową, a także konferencyjną. Dla inwestorów oznacza to mieszany model pozyskiwania dochodów, co zawsze jest nieco bardziej ryzykowne, ale w konsekwencji również bardziej zyskowne.

– CBRE nieustannie analizuje plany inwestycyjne podmiotów działających na polskim rynku. Z ankiety przeprowadzonej wśród naszych partnerów biznesowych jasno wynika, że branża wciąż zdominowana jest przez sektor biurowy (50% respondentów), z mocnym naciskiem na stolicę (30%). Jednak aż 57% ankietowanych planuje w nadchodzącym czasie poszerzyć swoje aktywa oraz kompetencje o projekty o mieszanych funkcjach (handlowo-biurowych, biurowo-hotelowych itp.), obiekty typu PRS oraz prywatne akademiki. Jest to trend, który obserwujemy w całej Europie, a przede wszystkim w krajach wysoko rozwiniętych, jak np. Niemcy, Holandia, czy Wielka Brytania – komentuje Joanna Mroczek, Szefowa Działu Doradztwa i Badań Rynku CBRE.

Wedle raportu CBRE „Insights to Student Housing”, wolumen inwestycji w sektorze budownictwa mieszkaniowego dedykowanego studentom przekroczył już 13,5 mld euro. Jednak zainteresowanie tą klasą aktywów rozwija się w astronomicznym tempie – od 2010 r. wysokość inwestycji w domy studenckie w Europie Zachodniej wzrosła aż o 859%.

Opierając się na obecnym trendzie wzrostowym, w 2019 r. więcej dużych inwestorów zaangażuje się w alternatywne sektory w całej Europie. Inwestorzy coraz częściej decydują się, aby wyjść poza swoje tradycyjne „strefy komfortu”, kupując aktywa w nowych sektorach i na nowych terytoriach. Oferują one nowe pokłady możliwości m.in. partnerstwa z operatorami, deweloperami i innymi podmiotami, takimi jak uczelnie, które mają dostęp do lepszych możliwości.

Drożeje kolejna usługa państwa, czyli jak szybko zasilić budżet

Nie tylko ceny dostarczanego przez spółki Skarbu Państwa gazu i prądu, nie tylko mandaty za wykroczenia drogowe oraz kary finansowe za przestępstwa skarbowe – drożeje niemal wszystko. Wszystko, co może zasilić wciąż dziurawą kasę państwa. Jest czas pracownika, nie pracodawcy. To szczera prawda, skoro rosnące w zawrotnym tempie koszty życia przerzuca się na pracodawców, podwyższając urzędowo stawki pracowniczych wynagrodzeń. Z drugiej strony ci sami pracodawcy żyją w tych samych realiach. Im jednak wynagrodzeń nikt nie podnosi. Wręcz przeciwnie. Z dniem 1 stycznia 2019 r. miesięczna składka ZUS wzrosła o ponad 88 zł.

6 lutego 2019 r., podczas wizyty w jednym z krajowych zakładów produkcyjnych, Premier RP powiedział: „Musimy wspierać przede wszystkim Polski biznes, polskich przedsiębiorców, bo poprzez to podnosimy wynagrodzenia polskich pracowników, a to jest główny cel naszej polityki gospodarczej, żeby Polacy zarabiali z biegiem lat na poziomie europejskim”.

To prawda, pensje rosną, tylko czy to oznacza, że faktycznie zbliżają się do europejskiego poziomu? Co przyniesie pracownikowi nominalne podwyższenie pensji, skoro i tak z każdym rokiem wystarcza ona na coraz mniej? 7,1% o tyle rząd podniósł wysokość minimalnego wynagrodzenia. Zamiast 1530 zł na rękę, pracownik będzie otrzymywał minimum 1634 zł (2250 zł brutto). Czy takie wynagrodzenie zbliża Polskę do „poziomu europejskiego”? Tak, jeśli Premier miał na myśli takie kraje, jak: Estonia, Słowacja i Czechy. Tam również najniższa pensja oscyluje wokół kwoty 500 euro brutto. Za taką kwotę można kupić ok. 340 litrów najtańszej benzyny w Polsce. Brytyjczyk za swoją najniższą pensję brutto (1401 funtów) kupi aż 1177 litrów paliwa, Irlandczyk – 1204 litry (pensja 1614 euro).

Pracodawca będzie zmuszony zapłacić pracownikowi co najmniej o 150 zł więcej niż w grudniu 2018 r. Ten sam pracodawca, który za wartość najniższej pensji swego pracownika będzie mógł kupić o 3,5 razy mniej paliwa do swego przedsiębiorstwa, niż gdyby prowadził firmę w Irlandii czy spółkę w UK.

Przedsiębiorca – najbardziej ukochany obywatel państwa

Podwyżki pensji pracowników, podwyżki składek ZUS dla pracodawców, podwyżki cen prądu i gazu, nowe podatki i opłaty, utrzymywanie wysokich cen paliw i wyższych stawek VAT, przy jednoczesnej likwidacji lub wprowadzaniu ograniczeń w ujmowaniu określonych wydatków w kosztach uzyskania przychodu – to realia prowadzenia działalności gospodarczej, z jakimi mierzyć przychodzi się dziś przedsiębiorcom.

Utrzymanie wyższych stawek VAT czy wprowadzenie podatku od zysków, których nie ma, to najprostsze sposoby zabezpieczenia źródeł wpływów do kasy Skarbu Państwa. Taki sam skutek zapewni również podnoszenie kar finansowych za wykroczenia i przestępstwa karne oraz karne skarbowe. Ale można też podnosić przeróżne opłaty np. za prąd, gaz, albo…

Najwyższe opłaty w historii

Od 2014 r. na podstawie delegacji art. 42² ust. 9 ustawy z dnia 26 października 1982 r. o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi (Dz.U. 1982 nr 35, poz. 230, ze zm.) minister właściwy do spraw zdrowia ogłasza w terminie do dnia 15 lutego w drodze obwieszczenia w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej, „Monitor Polski”, maksymalną wysokość opłaty za pobyt w izbie wytrzeźwień, placówce lub jednostce Policji po waloryzacji. W obwieszczeniu z dnia 4 lutego 2019 r. Minister Zdrowia ogłosił, że wysokość opłaty za pobyt „na dołku” lub w tzw. „wytrzeźwiałce” w 2019 r. wynieść może 309,01 zł (M.P. 2019, poz. 141). To najwyższa stawka regulowana w całej historii państwowego wychowania w trzeźwości. Pierwsze dwa obwieszczenia z 2014 i 2015 r. ustalały bowiem jej maksymalną stawkę w identycznej wysokości 302,70 zł. W dwóch kolejnych latach stawka malała: w 2016 r. – 299,98 zł, w 2017 r. – 298,18 zł. W 2018 r. państwo podniosło ją do poziomu 304,14 zł.

Opłata za pozbawienie wolności osobistej

W kwietniu 2012 r. Trybunał Konstytucyjny orzekł o niekonstytucyjności przepisów ustawy o wychowaniu w trzeźwości w obowiązującym wówczas kształcie, w zakresie, w jakim upoważniały właściwego ministra do określania maksymalnej wysokości opłat związanych z pobytem w izbie wytrzeźwień. Wniosek o zbadanie konstytucyjności tego uprawnienia złożył Rzecznik Praw Obywatelskich, który dostrzegł, że przepisy dopuszczają swobodę w ustalaniu przez ministra maksymalnej stawki tych opłat. „Brak ustawowych kryteriów pozwala upoważnionemu organowi na ustalenie maksymalnej wysokości opłaty za pobyt w izbie wytrzeźwień w sposób dowolny i nieskrępowany, choć opłata, jak podkreślił Rzecznik, pobierana jest w związku z pozbawieniem jednostki wolności osobistej przez władzę publiczną” (wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 3 kwietnia 2012 r., sygn. akt K 12/11).

No, ale budżet jakoś łatać trzeba. A jak wynika z opublikowanego 6 lutego 2019 r. na stronach Ministerstwa Finansów raportu Rady Wykonawczej Międzynarodowego Funduszu Walutowego, po znaczącym przyspieszeniu wzrostu gospodarczego Polski – z 3,1% w 2016 r. do ponad 5% w 2018 r., w 2019 r. nastąpi jego nagłe spowolnienie do 3,6%, a w 2020 r. do 3%, a w średnim okresie do 2,8%. Wśród przyczyn tego spadku tempa wzrostu eksperci Międzynarodowego Funduszu Walutowego wskazują m.in.: spadek zasobów siły roboczej oraz umiarkowaną dynamikę produktywności i prywatnych inwestycji, ale i wzrost bazowej inflacji i deficytu na rachunku obrotów bieżących.

W preambule ustawy o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi zawarto: „Uznając życie obywateli w trzeźwości za niezbędny warunek moralnego i materialnego dobra Narodu, stanowi się, co następuje…”. Skrupułów w czerpaniu korzyści finansowych z tego „niemoralnego” zachowania narodu, jakim jest życie w nietrzeźwości obywateli, Skarb Państwa już nie ma, opodatkowując je akcyzą. Każda butelka wódki nosi pieczęć Skarbu Państwa. Zatem im więcej obywatele piją, tym więcej wpływa do jego kasy. Jak się okazuje, z wychowania w nietrzeźwości wycisnąć można jeszcze więcej…

Autor: radca prawny Robert Nogacki, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizuje się w ochronie majątku, doradztwie strategicznym dla przedsiębiorców oraz zarządzaniu sytuacjami kryzysowymi.

Elastyczne formy pracy — olbrzymia szansa dla partnerów handlowych

Współczesne przedsiębiorstwa coraz częściej odchodzą od systemu pracy od 9 do 17 i umożliwiają pracownikom optymalne dostosowanie godzin pracy do ich własnych potrzeb, jak i potrzeb klientów. Takie elastyczne formy pracy stają się coraz popularniejsze, ponieważ przynoszą wiele korzyści zarówno z perspektywy pracownika, jak i zatrudniającej go firmy.

Paul Dunne
Paul Dunne

Osoba, która pracuje w elastyczny sposób, ma pełną swobodę organizacji swojego dnia, co pozwala jej odpowiednio połączyć pracę z życiem osobistym. To wartość, którą współcześni pracownicy cenią szczególnie wysoko, nierzadko nawet bardziej niż wynagrodzenie. Choć większość pracowników docenia możliwość elastycznego planowania pracy i związane z tym korzyści, trend ten pojawił się dopiero, gdy na rynek pracy wkroczyło tzw. pokolenie Y (millenialsi). Od tego czasu kolejne generacje przyczyniają się do rozwoju tej tendencji.

Oczekiwania, style pracy i ambicje młodszych pracowników są wyraźnie inne niż w przypadku wcześniejszych pokoleń. Młodsze generacje śmiało korzystają z technologii i Internetu, dzięki czemu są przyzwyczajone do pracy zdalnej — przy użyciu laptopów, telefonów czy tabletów — i elastycznych harmonogramów. Te nowe modele pracy wymagają odpowiedniego wsparcia ze strony technologii, które zapewniają elastyczność reguł i umożliwiają korzystanie z urządzeń prywatnych do celów służbowych (BYOD). To dla partnerów handlowych olbrzymia szansa. W praktyce okazuje się jednak, że pracownicy, którzy dopiero rozpoczynają karierę zawodową, lubią przychodzić do pracy, gdzie mają okazję uczyć się od kolegów i budować z nimi relacje.

Komunikacja zintegrowana

Zalety elastycznych form pracy uwidaczniają się najlepiej na przykład wtedy, gdy przedsiębiorstwa mogą zapewnić swoim pracownikom elastyczność pozwalającą rodzicom wrócić do pracy po urlopie rodzicielskim. Bardzo ceniona jest już choćby możliwość pracy zdalnej, gdy trzeba naprawić pralkę lub gdy zawiedzie transport publiczny. Takie opcje oferowane przez pracodawcę mogą zostać nagrodzone większą lojalnością i wyższym wskaźnikiem zatrzymania personelu. Pracodawcy czerpią więc korzyści ze zwiększenia potencjalnej puli wykwalifikowanych pracowników, a najlepszych z nich udaje im się zwykle zatrzymać na dłużej.

Partnerzy handlowi są w idealnej sytuacji, aby rozszerzyć możliwości współczesnych przedsiębiorstw za pomocą pełnej gamy technologii komunikacji zintegrowanej — od rozwiązań wideo po narzędzia głosowe i zarządzanie treścią — które wyeliminują bariery fizyczne stojące na przeszkodzie zdalnej, elastycznej pracy. Szansa tkwi w zidentyfikowaniu właściwych rozwiązań, które zaspokoją rosnącą gamę potrzeb biznesowych przedsiębiorstw; nie można jednak zapominać, że w dalszym ciągu popularne są też bardziej tradycyjne technologie do komunikacji i współpracy.

Małe sale konferencyjne

Jednym z obszarów, który jest dla partnerów handlowych znakomitą szansą, są małe sale konferencyjne. Te niewielkie pomieszczenia muszą być wyposażone w odpowiednie narzędzia ułatwiające współpracę, co daje partnerom handlowym możliwość nawiązania relacji z klientem i dostarczania mu bardziej rozbudowanych rozwiązań w przyszłości.

W salach konferencyjnych normalnej wielkości odbywają się zwykle prezentacje lub większe spotkania na poziomie zarządu, dlatego najczęściej są w nich zainstalowane systemy ułatwiające realizację takich spotkań na co dzień. Spotkania odbywające się w małych gabinetach mają natomiast bardziej spontaniczny charakter, w samym pomieszczeniu nie są więc zainstalowane wszystkie niezbędne systemy. Wykorzystuje się tu się przenośne, łatwe w obsłudze rozwiązania, które mogą usprawnić ścisłą współpracę w niewielkich zespołach.

Małe gabinety wyposażone w system komunikacji umożliwiają elastyczną pracę, ponieważ pozwalają pracownikom organizować spontaniczne spotkania tak szybko, jak to konieczne, bez konieczności rezerwowania pełnowymiarowej sali konferencyjnej w ustalonym na sztywno terminie. To bardzo ważne, ponieważ elastyczna praca nie oznacza już tylko pracy z domu — może to być poruszanie się po całym biurze lub po współużytkowanej przestrzeni roboczej, bez ograniczeń typowych dla technologii stacjonarnej. Oczywiście istnienie takich gabinetów nie powinno zastępować wszystkich innych sal konferencyjnych. Są one naturalną odpowiedzią na potrzebę, która nie została jeszcze zaspokojona: potrzebę współpracy w naturalnej formie, wspierającej kreatywność niezależnie od wielkości przedsiębiorstwa.

Pracownicy chcą być w stanie spotykać się i współpracować w naturalny sposób w dowolnej chwili, w której pojawi się taka konieczność lub inspiracja. Kluczem do sukcesu jest zadbanie o to, aby środowiska pracy mniej przypominały biura, a bardziej miejsca do pracy. Wyposażenie potrzebne w niewielkich salach konferencyjnych jest mniejsze i bardziej elastyczne. Duże instalacje, takie jak kompleksowe systemy wideokonferencyjne, w dalszym ciągu są potrzebne, służą jednak do całkiem innych celów biznesowych. Większe przedsiębiorstwa często instalują oba typy rozwiązań, ponieważ duże instalacje i małe sale konferencyjne nie wykluczają się nawzajem. Otwiera to przed partnerami handlowymi nowe możliwości generowania przychodów zarówno w nowych, jak i w istniejących placówkach klientów.

BYOD znacznie ułatwia pracę elastyczną

Dla osób, które chcą być w stanie pracować w podróży, poza biurem lub domem, nieodzowne są rozwiązania mobilne, takie jak aplikacje i zestawy słuchawkowe. Tak docieramy do kolejnego kluczowego aspektu technologii ułatwiających współpracę: umożliwienia korzystania z urządzeń prywatnych do celów służbowych (ang. Bring Your Own Device, BYOD). Obecnie ludzie często dołączają do spotkania w drodze do pracy, zwykle przy użyciu własnego telefonu komórkowego i słuchawek. Sytuacja, w której musieliby się rozłączyć tylko dlatego, że dotarli do budynku swojej firmy, jest zdecydowanie niepożądana. Na szczęście najlepsze w swojej klasie technologie komunikacji zintegrowanej umożliwiają każdemu pracownikowi wejście do biura i bezproblemowe kontynuowanie spotkania przy użyciu dowolnego urządzenia, bez żadnych przerw — wystarczy przesunąć palcem po ekranie, aby przenieść współpracę lub treść prosto do systemu w dużej lub małej sali konferencyjnej.

Kluczowym aspektem, o którym nie wolno zapominać, jest fakt, że cała technologia ułatwiająca współpracę powinna obsługiwać szeroką gamę popularnego oprogramowania używanego obecnie w przedsiębiorstwach, od rozwiązania Skype dla firm po platformę Zoom, bez trudu integrując się z dotychczasową infrastrukturą. Popularność chmurowych rozwiązań wideokonferencyjnych rośnie, a szansa dla partnerów handlowych tkwi w udostępnianiu firmom wielu rozwiązań wraz z punktami końcowymi, które zapewnią klientom optymalne doświadczenia. W ten sposób partnerzy handlowi mogą ułatwić ludziom komunikację twarzą w twarz za pomocą aplikacji i urządzeń używanych przez nich każdego dnia.

Michał Grams: Główne trendy w Sztucznej Inteligencji

15 proc. światowych firm zwiększy wydatki na digital, a 25 proc. zmniejszy je i zostanie z tyłu stawki[1] – wynika z przewidywań Forrestera. Mimo to, wydatki na rynku IT mają wzrosnąć o ponad 3 proc. do poziomu 3,8 biliona dolarów[2]. Jak podkreślają eksperci TogetherData, coraz więcej firm odkrywa zalety Data Science i Sztucznej Inteligencji, która w 2019 roku stanie się bardziej zrozumiała.

Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData
Michał Grams, Współzałożyciel i Prezes Zarządu TogetherData

Postępująca cyfryzacja nie jest już czymś, co rozpala wyobraźnię managerów firm. Wyzwaniem przestała być digitalizacja, a stała się maksymalizacja pochodzących z niej zysków. Stąd coraz większe zainteresowanie tematyką Big Data i Sztucznej Inteligencji. Według raportów Gartnera, wiąże się to bezpośrednio z koniecznością zyskania zaufania opinii publicznej wobec sztucznej inteligencji. Nie zmienia to faktu, że już teraz Sztuczna Inteligencja jest bardzo istotną częścią gospodarki. Według Narrative Science już około 61% firm posiadających strategię innowacji wykorzystuje SI do identyfikacji możliwości wynikających z danych, które w przeciwnym razie zostałyby zaprzepaszczone.[3]

2018 rokiem chatbotów i asystentów

Chatboty na stałe weszły już do oferty firm oferujących przeróżne strategie marketingowe. Dzięki nim obsługa klienta stała się dużo prostsza. Jak wynika z raportu McKinsey & Company oszczędności wynikające z wykorzystania tej technologii tylko w tej dziedzinie wynoszą ponad 170 milionów dolarów każdego roku. – Chatboty nadal są w fazie rozwoju. Nie ma wątpliwości, że w dużej liczbie przypadków, nadal jesteśmy w stanie rozpoznać czy rozmawiamy z botem czy człowiekiem, a rozmowy nie zawsze są płynne – mówi Michał Grams z firmy TogetherData, specjalizującej się we wdrażaniu Sztucznej Inteligencji. – Ten proces będzie ewoluował i niewykuczone, że niebawem rozmowy z Siri, Asystentem Google czy Alexą będą wyglądać tak jak w filmach sci-fi. Rozwój tej gałęzi kontaktu jest nieunikniony – nawet na obecnym etapie chatboty są niezwykle skuteczne. Szacuje się, że open rate maili to około 20 proc., wynik chatbotów oscyluje natomiast wokół 80 proc.  – dodaje.

Zaufanie największym technologicznym trendem na rok 2019

Podczas gdy Data Science i Sztuczna Inteligencja rozpoczęły już marsz do dalszego rozwoju, korzystające z tych rozwiązań firmy muszą stawić czoła wyzwaniu, jakim jest źródło pozyskiwania danych – niezbędnych do prawidłowego funkcjonowania wspomnianych udogodnień. W dobie Cambridge Analytica, Edwarda Snowdena i innych nadużyć, na które odpowiedzią ma być RODO, sztuczna inteligencja bazująca na pozyskanych danych musi być bardziej zrozumiała, aby zdobyć zaufanie użytkowników, którzy mają się zgodzić na oddanie swoich danych. – W tym momencie robi się wszystko, aby algorytmy SI nie były czarnymi skrzynkami, które nie są w stanie wyjaśnić swoich procesów decyzyjnych – mówi Michał Grams.

Kolejnym trendem na najbliższe miesiące ma być dalszy rozwój analityki rozszerzonej. Według raportów Gartnera do 2020 roku aż 40 proc. zadań związanych z Data Science będzie wykonywanych przez sztuczną inteligencję.[4] – Już teraz wręcz toniemy w danych, a sztuczna inteligencja może być kołem ratunkowym, czy nawet sonarem, który wskaże nam, które z danych mogą być wartościowe. Szacunki pokazują, że w 2025 roku Internet będzie zawierał ponad 160 zettabajtów danych – dla porównania jeden zettabajt to około tryliarda bajtów. Pomoc w wyłapywaniu tych wartościowych informacji jest niezbędna – mówi Michał Grams.

Rok 2019 ma być również krokiem naprzód jeśli chodzi o rozwój technologii immersyjnych, czyli angażujących jak najwięcej zmysłów użytkownika. Według Gartnera do 2022 roku 70 proc. przedsiębiorstw ma mieć za sobą eksperymenty związane z takimi rozwiązaniami.[5] Te technologie już istnieją, bardzo dużo osób miało już okazję skorzystania z gogli VR czy używało z aplikacji czerpiących z rzeczywistości rozszerzonej. Ten rok będzie kolejnym etapem rozwoju tych rozwiązań, nie tylko w dziedzinie rozrywki, ale i przemysłu.

Niezależnie od tego, jak wiele z tych przewidywań się sprawdzi, gwałtowny rozwój technologii używanych nie tylko w biznesie, ale i życiu codziennym jest faktem i należy spodziewać się, że będzie tylko przyspieszał, o czym świadczą liczby. Światowe wydatki przeznaczone tylko na centra przechowywania danych rosną ze 181 miliardów dolarów w 2017 roku, do poziomu 195 miliardów w 2019.

[1]https://www.cfoinnovation.com/technology/forrester-predictions-2019-digital-transformation [dostęp: 12.03.2019]

[2] https://www.gartner.com/en/newsroom/press-releases/2018-10-17-gartner-says-global-it-spending-to-grow-3-2-percent-in-2019 [dostęp: 11.03.2019]

[3] https://towardsdatascience.com/15-artificial-intelligence-ai-stats-you-need-to-know-in-2018-b6c5eac958e5 [dostęp: 11.03.2019]

[4] https://medium.com/swlh/gartner-predicts-top-strategic-it-trends-for-2019-plus-19297ccab217 [dostęp:11.03.2019]

[5] https://medium.com/swlh/gartner-predicts-top-strategic-it-trends-for-2019-plus-19297ccab217 [dostęp: 11.03.2019]

W 2018 roku banki udzieliły ponad 212 tys. kredytów hipotecznych. Czy znów mamy boom?

Niedawno zainteresowanie wzbudziły informacje dotyczące wyników polskiego rynku kredytów mieszkaniowych w 2018 r. Okazało się bowiem, że od stycznia do grudnia minionego roku krajowe banki udzieliły dużo nowych kredytów na mieszkanie. Łączna wartość takich „hipotek” była największa od 2008 r. Rekordowe wyniki akcji kredytowej banków mogą sugerować, że mamy do czynienia z nowym boomem hipotecznym. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy taki wniosek jest uzasadniony. 

Wzrost średniej wartości „hipoteki” nie powinien dziwić

W 2018 r. był widoczny splot czynników, które zwiększały wartość nowych kredytów mieszkaniowych. Wystarczy wymienić dobrą koniunkturę gospodarczą, rekordowo małe bezrobocie i dalszą stabilizację stóp procentowych NBP na bardzo niskim poziomie. Nie można też zapominać o intensywnym finiszu programu Mieszkanie dla Młodych. Wszystkie te korzystne okoliczności sprawiły, że liczba nowych kredytów mieszkaniowych z 2018 r. (212 596) była najlepszym wynikiem od 2011 r. – tłumaczy Andrzej Prajsnar, eskpert portalu RynekPierwotny.pl.

W relacji do długoterminowej średniej (liczonej od 2008 r.), bardziej wyróżniają się jednak najnowsze informacje dotyczące wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych. Suma nowych „hipotek” na poziomie 53,85 mld zł rocznie prezentuje się bardzo dobrze chociażby w porównaniu z 2015 r. (39,32 mld zł) oraz 2016 r. (39,50 mld zł). Trzeba jednak pamiętać, że duży wzrost wartości akcji kredytowej pomiędzy 2016 rokiem i 2018 rokiem, mniej więcej w połowie był spowodowany rosnącymi cenami mieszkań. Ze względu na podwyżkę kosztów zakupu typowego lokum, średnia wartość udzielanego kredytu mieszkaniowego w dość krótkim czasie zwiększyła się o 15% (2016 r. – 220 306 zł, 2018 r. – 253 529 zł).

Raczej nie trzeba obawiać się tego, że wzrost wartości przeciętnej nowej „hipoteki” jest skutkiem znaczącej liberalizacji polityki kredytowej banków. Jeżeli porównamy średnią wartość nowego kredytu mieszkaniowego z lat 2014 – 2018 oraz przeciętne wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw (lata 2014 – 2018 ), to okaże się, że relacja między wspomnianymi wynikami była praktycznie stała.

W kontekście wyników rynku hipotecznego z 2018 roku, warto pamiętać o kwestii, która nieco zmniejsza znaczenie ubiegłorocznych rekordów. Mowa o długookresowej inflacji. Wydaje się ona szczególnie ważna jeśli porównujemy wartość nowych „hipotek” odnotowaną dla 2008 r. (57,13 mld zł) oraz 2018 r. (53,85 mld zł). Gdy skorygujemy wynik z 2018 r. przy pomocy skumulowanej inflacji (16,4%), to będzie on aż o jedną piątą gorszy od wartości notowanej 10 lat wcześniej. Takie porównanie podkreśla, że ubiegłoroczna sytuacja na rynku kredytów mieszkaniowych mocno różni się od realiów sprzed 10 lat – 12 lat.  Hipoteczny boom RP wyk.1

Mieszkaniowe zadłużenie Polaków nie rośnie szybciej …

Dokładniejsza analiza potwierdza, że w przypadku rynku kredytów mieszkaniowych nie mamy do czynienia z boomem na miarę tego sprzed 10 lat – 12 lat. Tym niemniej, dobre wyniki sprzedaży „hipotek” spowodowały kolejny wzrost zadłużenia mieszkaniowego Polaków. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak przez cały 2018 r. zmieniało się wspomniane zadłużenie gospodarstw domowych.

Poniższy wykres bazujący na danych NBP, bardzo dobrze pokazuje ostatnie zmiany wartości mieszkaniowego zadłużenia polskich rodzin oraz singli. Eksperci RynekPierwotny.pl nie bez przyczyny oddzielili na wykresie kredyty mieszkaniowe rozliczane w złotych oraz walutach obcych. Takie rozróżnienie wynika z faktu, że nowe umowy kredytowe finansujące mieszkania są zawierane niemal wyłącznie w złotych. Sprzedaż „hipotek” z waloryzacją do walut obcych obecnie jest znikoma. Właśnie dlatego wartość walutowych kredytów na mieszkanie zależy głównie od bieżących kursów franka i euro.

Jeżeli chodzi o sytuację w 2018 roku, to można zauważyć, że zadłużenie mieszkaniowe Polaków wynikające z umów „złotówkowych” rosło w praktycznie takim samym tempie jak poprzednio. Nasi rodacy pożyczali coraz większe kwoty na mieszkanie, ale ten wzrost zadłużenia w PLN był kompensowany przez wyższą wartość przedterminowych spłat kredytów. Trzeba również zwrócić uwagę na powolny spadek zadłużenia mieszkaniowego rozliczanego w walutach obcych (głównie franku szwajcarskim). Niestety wspomniany spadek w przyszłości może zostać łatwo zniwelowany przez negatywne zmiany kursowe (tzn. osłabienie złotego wobec franka).   Hipoteczny boom RP tab.1

Auxilia S.A. przyjęła politykę dywidendową

Auxilia S.A., Spółka notowana na rynku NewConnect od stycznia 2016 r., działająca na rynku odszkodowawczym, poinformowała o przyjęciu przez Zarząd polityki dywidendowej. Jej głównym założeniem w zakresie rekomendowania WZA wypłaty dywidendy jest realizowanie przez Spółkę wypłat stosownie do wielkości wypracowanego zysku i możliwości finansowych Spółki.

Zarząd Auxilia S.A. podjął uchwałę w przedmiocie przyjęcia Polityki Dywidendy, której ogólnym założeniem w zakresie rekomendowania Walnemu Zgromadzeniu Akcjonariuszy wypłaty dywidendy jest realizowanie przez Emitenta wypłat stosownie do wielkości wypracowanego zysku i jego możliwości finansowych z uwzględnieniem przepisów dotyczących możliwości wypłaty dywidendy w oparciu o KSH. Zgodnie z przyjętą polityką, jeśli Spółka osiągnie wystarczające wyniki finansowe, to Zarząd będzie corocznie przedkładał WZA propozycję podziału zysku z uwzględnieniem przeznaczenia części lub całości zysku na wypłatę dywidendy. Przy zgłoszeniu propozycji Zarząd Auxilia S.A. będzie brał pod uwagę takie czynniki, do których można zaliczyć m.in. wynik netto, ogólną sytuację finansową i płynność Grupy Kapitałowej Emitenta, istniejące i przyszłe zobowiązania, ocenę perspektyw Grupy w określonych uwarunkowaniach rynkowych i makroekonomicznych, ewentualną konieczność wydatkowania środków w związku z rozwojem Grupy, czynniki o charakterze jednorazowym, a także obowiązujące przepisy prawa. Ze względu na fakt, iż część generowanych zasobów kapitałowych Grupa Auxilia S.A. pozyskuje poprzez dywidendę od swojej spółki zależnej, powyższa polityka oraz rekomendacja Zarządu będzie także każdorazowo uwarunkowana sytuacją finansową spółki zależnej.

Przedłożenie rekomendacji wypłaty dywidendy przez Zarząd będzie poprzedzać również analiza uwzględniająca stopień konwersji należności długo- oraz krótkoterminowych z pozyskiwanych spraw odszkodowawczych na wpływy środków pieniężnych, bieżącą wysokość kontraktowanych roszczeń z pozyskanych spraw odszkodowawczych oraz realizację umowy ramowej z PHI Wierzytelności S.A. i ewentualnych innych przyszłych umów quasi-sekurytyzacyjnych.

Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.
Kamila Barszczewska – Wiceprezes Zarządu AUXILIA S.A.

„Przyjęta przez Spółkę polityka wypłaty dywidendy jest strategicznym elementem zarządzania jej rozwojem i przejawem chęci dzielenia się z Akcjonariuszami wypracowanym zyskiem. Oczywiście należy brać pod uwagę również konieczność zachowania równowagi pomiędzy wypłacaną kwotą dywidendy, a możliwościami efektywnego reinwestowania wypracowanych zysków.” – omawia przyjęcie polityki dywidendowej przez AUXILIA S.A. Kamila Barszczewska, V-ce Prezes Zarządu Spółki – W ocenie Zarządu przyjęta polityka dywidendowa powinna wpłynąć korzystnie na transparentność i wiarygodność Spółki, a co za tym idzie obdarzenie jej większym zaufaniem przez Inwestorów.” – dodaje Kamila Barszczewska.

Polityka dywidendowa Spółki będzie podlegała przeglądowi przez Zarząd, a decyzje w tej sprawie będą podejmowane z uwzględnieniem szeregu różnych czynników dotyczących Grupy, w tym perspektyw dalszej działalności, przyszłych zysków, zapotrzebowania na środki pieniężne, sytuacji finansowej, poziomu płynności, planów rozwoju oraz wymogów prawa w tym zakresie.

Auxilia S.A. wykonując postanowienia umowy ramowej zawartej z notowaną na rynku NewConnect spółką PHI Wierzytelności S.A., zrealizowała w ostatnim czasie już kolejną transakcję zbycia wierzytelności o całkowitej szacunkowej wartości wynoszącej ok. 1 mln zł. Aktywa stanowiące przedmiot powyższych umów są wierzytelnościami przyszłymi będącymi wynagrodzeniem Emitenta ze spraw odszkodowawczych pozyskanych w ramach prowadzonej działalności gospodarczej. W ten sposób Spółka podpisała już trzecią umowę z PHI Wierzytelności S.A., gdyż w grudniu 2018 r. Auxilia S.A. przeprowadziła transakcję zbycia wierzytelności o całkowitej wartości na poziomie ok. 1,03 mln zł, a w styczniu br. o wartości 1,04 mln zł. Zarząd Spółki na bieżąco monitoruje efekty podjętej współpracy i na tej podstawie zamierza podejmować decyzje biznesowe w celu jak najbardziej skutecznego wykorzystania jej potencjału do wzrostu dynamiki wypracowywanych wyników finansowych, przede wszystkim zwiększenia przychodów oraz rentowności działalności.

Spółka w grudniu 2018 r. podpisała z PHI Wierzytelności S.A. umowę ramową o współpracy, która określa ogólne zasady i warunki zawierania transakcji pomiędzy podmiotami w zakresie nabywania wierzytelności Spółki przez kontrahenta. Auxilia S.A. szacuje, że planowane przychody z tytułu realizacji postanowień tej umowy wyniosą ok. 9,24 mln zł w ujęciu rocznym, co powinno mieć pozytywny wpływ na jego przychody ze sprzedaży oraz wynik netto.

Emitent dokonał w ostatnim czasie aktualizacji strategii rozwoju i będzie koncentrować się na aktywności w segmentach rynku, w których zidentyfikowano istnienie wysokowartościowych należności wymagających: innowacyjnego rozwiązania prawnego lub ekonomicznego, specjalistycznej wiedzy lub zapotrzebowania na kapitał przy opracowaniu strategii, metodologii działań czy też przy wdrożeniu dochodzenia należności. Strategia Grupy Kapitałowej Auxilia S.A. przewiduje dalszy rozwój dotychczas prowadzonej działalności w kilku najważniejszych obszarach. Można do nich zaliczyć: obszar sprzedaży, obszar oferty produktowej, obszar finansów, obszar obsługi prawnej oraz obszar procesów wewnętrznych.

W całym 2018 r. Spółka wypracowała 1.380 tys. zł zysku netto na poziomie skonsolidowanym przy przychodach netto w wysokości 10.989 tys. zł wobec 8.711 tys. zł rok wcześniej. Emitent przeprowadził pod koniec 2018 r. emisję zabezpieczonych obligacji serii B, z której pozyskał 1,32 mln zł. Termin ich wykupu został wyznaczony na dzień 18.06.2020 r. Natomiast na początku stycznia 2019 r. Auxilia S.A. dokonała terminowego wykupu obligacji serii A o łącznej wartości nominalnej wynoszącej 2.773 tys. zł.

AgriTech Hub i Simpact inwestują w REbuild – druk 3D dla budownictwa

Rewolucyjne rozwiązania związane z drukiem 3D obejmują swym zasięgiem coraz to nowe branże. Spółka REbuild chce wprowadzić je również do sektora budowlanego, rozwijając technologię druku konstrukcyjnego 3D (3DCP) z użyciem betonu. Fundusze Simpact i AgriTech Hub właśnie zainwestowały w projekt 900 tys. zł.

Jak podaje raport Turner and Townsend, w ciągu ostatnich 20 lat roczny wzrost wydajności w budownictwie wynosił średnio zaledwie 1%, w porównaniu do 2,8% w gospodarce światowej i 3,6% w sektorze wytwórczym. Dostępne prognozy mówią także, że do 2023 r. światowy rynek budowlany osiągnie wartość 10,5 bln USD. Z kolei BusinessWire szacuje, że przychody z druku 3D na tym rynku wzrosną o 15,9%, a do 2021 r. osiągną poziom 234,47 mln USD.

Odpowiedzią na rosnące potrzeby branży w obszarze druku trójwymiarowego będzie rozwiązanie proponowane przez REbuild. Zespół pracuje nad ukończeniem drukarki 3D do aplikacji budowlanych, wykorzystującej beton – najpowszechniej stosowany materiał budowlany na świecie. To właśnie na rozwój tej maszyny oraz badania nad mieszankami i metodami wykończeniowymi z obszaru Additive Manufacturing of Concrete (AMoC) zostanie przeznaczony kapitał od inwestorów.

Rebuild zespół i inwestorzy
Rebuild – zespół i inwestorzy

– Branża budowlana jest jedną z ostatnich wielkich branż, która nie została zautomatyzowana. Obserwując trendy rynkowe i rozwój koncepcji typu Przemysł 4.0, podjęcie wyzwania polegającego na połączeniu budownictwa i druku 3D, wydawało nam się naturalnym krokiem. Jako grupa przyjaciół, inżynierów i badaczy, zdecydowaliśmy się połączyć nasze doświadczenia branżowe i zaangażować się w projekt budowy drukarki 3DCP. Ostatnim brakującym ogniwem w naszych dążeniach były ograniczone finanse, blokujące rozwój funkcjonalnego prototypu i prowadzenie badań. Teraz, po nawiązaniu współpracy z funduszami, jedynym ograniczeniem jest już tylko długość doby – powiedział dr inż. Rafał Perz, Wiceprezes Zarządu spółki REbuild.

–  Większe wykorzystanie druku konstrukcyjnego 3D w budownictwie, może być rozwiązaniem palących problemów tego sektora. Spektrum możliwości jakie otwierają się dzięki tym rozwiązaniom przed firmami architektonicznymi, producentami sprzętu budowlanego czy deweloperami jest imponujące – komentuje Marcin Woźniak, Prezes Zarządu funduszu AgriTech Hub. Ta perspektywa oraz doświadczenie i kompetencje zespołu inżynierów spółki, zachęciła nas do inwestycji w nowy dla naszego funduszu obszar jakim jest druk 3D – dodaje.

Budownictwo jest jedną z najbardziej inwazyjnych i nieekonomicznych dziedzin przemysłu. Zastosowanie innowacyjnej technologii druku przestrzennego pozwala na zmniejszenie ilości odpadów produkcyjnych, skrócenie czasu budowy, zwiększenie precyzji wykonania oraz na lepsze dostosowanie projektów do uwarunkowań miejscowych. Ponadto koszty wydruku budynku mieszkalnego są zdecydowanie niższe niż w przypadku technologii tradycyjnych, co znacząco wpływa na cenę mieszkań. Technologia nad którą pracuje zespół REbuild stanowi doskonałe uzupełnienie naszego portfolio, wpisuje się w najnowsze trendy branży budowlanej i ma duży potencjał by generować pozytywny wpływ dla społeczeństwa i środowiska – podsumowuje Krzysztof Grochowski, Partner Zarządzający funduszu Simpact.

REbuild to zespół z bogatym doświadczeniem w dziedzinie badań i rozwoju, składający się z trzech absolwentów Politechniki Warszawskiej i jednego Wojskowej Akademii Technicznej. Startup ma już na swoim koncie pierwszą wersję drukarki 3D, stworzoną na potrzeby testowania różnych wytłaczarek do betonu.

Koinwestycja obejmuje kwotę 900 tys. zł. Wkład każdego z funduszy wynosi 450 tys. zł. Inwestycja została przeprowadzona w ramach działania BRIdge Alfa, współfinansowanego przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju.

Rynek samochodowy w 2018 i 2019 roku – jakie samochody wybierają Polacy?

Rok 2018 zakończył się bardzo pozytywnym wynikiem dla polskiego rynku samochodowego. Chociaż nie uzyskano dwucyfrowego wzrostu, na który czekano, to wypracowane prawie 10 proc. było już wyjątkowym wynikiem. Zarejestrowano ponad 530 tysięcy samochodów osobowych i 70 tysięcy dostawczych – to pierwszy tak duży sukces. Doliczając do tego auta używane – odnotowano ponad 1,6 miliona pojazdów po raz pierwszy zarejestrowanych w Polsce. Rynek nowych samochodów jest zdominowany przez Skodę, Volkswagena, Toyotę, ale także Opla, Forda czy Renault. Poza jednym wyjątkiem, to marki europejskie – chociaż produkty Toyoty sprzedawane w Polsce pochodzą także z fabryk w Europie. W zakresie aut używanych przodują marki niemieckie. Zazwyczaj to pojazdy 10-letnie lub starsze. Średnia wieku sprowadzanych do naszego kraju samochodów to dokładnie 11 lat. W obszarze tym dominuje klasa premium. To właśnie nią Polacy są najbardziej zainteresowani. Decyduje więc stosunek do marki i modelu, cena – stąd starszy wiek, ale również postrzeganie przez klientów. Przyciągający okazuje się prestiż związany z posiadanym samochodem.

– Rok 2019 zapewne nie będzie już tak rewelacyjny na krajowym rynku  powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Drzewiecki, prezes IBMR Samar –  Powodem jest zmiana procedury weryfikacji poziomu zanieczyszczeń – emisji i zużycia paliwa, czyli tzw. WLTP. Nowe, bardziej zaostrzone normy powodują, że producenci muszą weryfikować swoją ofertę. Finalnie może to odbić się na cenach samochodów. Wyższe koszty oznaczają mniejsze zainteresowanie. Oprócz tego zmiana przepisów podatkowych dotyczących rozliczania pojazdów w firmach również może negatywnie wpłynąć na rynek aut osobowych. Niemniej jednak Polska jest w stanie utrzymać wzrost na poziomie 5-7 proc. Biorąc pod uwagę powyższe trudności i kolejne zmiany, które czekają kierowców w 2019 roku, nadal będzie to pozytywny wynik – wskazał Drzewiecki.

Dalej nie wiemy nic a funt skacze pod każdym pretekstem

Nie da się uciec od tematu brexitu. Brytyjski parlament odrzucił plan premier May oraz bezumowne wyjście z UE, ale fundamentalnie niewiele się zmieniło. Dzisiejsza zgoda na odroczenie brexitu będzie oznaczać tylko otwarcie nowego tematu negocjacji z UE z koniecznością przedstawienia przez Londyn przekonującego uzasadnienia. Funt skacze pod każdym pretekstem, nie mówiąc nic o rozwoju sytuacji.

Brytyjski parlament nie chce chaotycznego brexitu ani 29 marca, ani kiedykolwiek. To uspokajająca wiadomość, gdyż pokazuje stanowisko posłów, ale jak to wyraził rzecznik Komisji Europejskiej: „aby odrzucić opcję bezumownego brexitu, nie wystarczy tylko zagłosować przeciwko niej, trzeba zaakceptować umowę”. Wynik wczorajszego głosowania nie jest też wiążący prawnie, więc nie daje żadnej gwarancji, a zatem nie usuwa całkowicie premii za ryzyko chaotycznego rozwodu z Unią.

Dziś parlament będzie głosował nad wnioskiem, czy prosić UE o odroczenie daty końcowej procesu negocjacyjnego w ramach Artykułu 50. Sama zgoda Izby Gmin jeszcze nic nie załatwia, gdyż na wydłużenie musi się zgodzić UE. Premier May chciałaby krótkiego odroczenia do 30 czerwca (maksymalny termin, aby Wielka Brytania nie brała udziału w wyborach do parlamentu europejskiego, którego nowa kadencja zaczyna się 1 lipca), ale Bruksela będzie żądała zaakceptowania planu, który May wynegocjuje (znowu) do 20 marca. W przeciwnym wypadku UE będzie oczekiwać silnych argumentów, po co w ogóle potrzebne jest przedłużenie: zgoda na łagodniejszy brexit, nowe wybory, drugie referendum? Każda z tych opcji oznacza konieczność wielomiesięcznych przygotowań, co także oznacza partycypację Wielkiej Brytanii w wyborach do europarlamentu. Ale czy eurosceptycy z Partii Konserwatywnej są gotowi na takie poświęcenie z ryzykiem porzucenia całego pomysłu brexitu?

Rajd funta na takim tle wydaje mi się nieuzasadniony, gdyż sytuacja wcale nie wydaje mi się bardziej klarowna niż na początku tygodnia. Rynkowe miary ryzyka także nie wskazują, aby w kolejnych dniach miało być spokojniej. Implikowana zmienność at-the-money dla GBP/USD dla następnych dwóch tygodni pozostaje na dwumiesięcznych szczytach, co najprościej oznacza, że rynek zakłada, że w tym okresie „będzie się działo”. Z kolei risk reversal (różnica w zmienności między opcjami kupna i sprzedaży) dla GBP/USD jest blisko zera – rynek nie ma pojęcia, czy za dwa tygodnie kurs będzie niżej, czy wyżej. Dziś parlament brytyjski prawdopodobnie zdecyduje o odroczeniu brexitu, ale dopiero następne dni powiedzą więcej, co Wielka Brytania chce w tym czasie osiągnąć i jakie warunki postawi UE. Będzie się działo.

Konrad Białas
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.

Wyniki banku BGŻ BNP Paribas za 2018 r.

Zysk netto Grupy Kapitałowej Banku BGŻ BNP Paribas w 2018 r. wyniósł 360,4 mln zł i był wyższy o 28,8% r/r. Wynik zawiera efekt rozliczenia transakcji przejęcia działalności podstawowej Raiffeisen Bank Polska (RBPL) oraz koszty prowadzonej integracji. Po wyłączeniu efektów rozliczenia transakcji oraz kosztów integracji dynamika zysku netto wyniosłaby ok. 57,0% r/r. 

– W wyniku przejęcia działalności podstawowej Raiffeisen Bank Polska odnotowaliśmy skokowy wzrost skali biznesu, dzięki czemu awansowaliśmy do pierwszej ligi polskich banków. Przejęcie pozwoliło nam na wzmocnienie naszej pozycji jako banku o sumie aktywów powyżej 100 mld zł oraz poprawę struktury generowanych wyników poprzez zwiększenie przychodów pozaodsetkowych. Pozyskaliśmy również wielu świetnych ekspertów, dzięki którym będziemy budować inspirującą organizację i konkurować z największymi graczami sektora bankowego. Równolegle do prac nad integracją realizujemy program transformacji implementując nowe rozwiązania i udogodnienia dla naszych klientów. Wdrożyliśmy Apple Pay i konsekwentnie rozwijamy aplikację GOmobile, wzbogacając ją o nowe funkcjonalności. Kontynuujemy również rozwój sieci oddziałów w nowym, cyfrowym i bezgotówkowym formacie. Wdrożone zmiany przekładają się na pozytywne dynamiki biznesowe, z czego jesteśmy bardzo zadowoleni. Realizowany rozwój i wzrost skali biznesu został pozytywnie wzmocniony poprzez przejęcie działalności podstawowej RBPL – mówi Przemek Gdański, Prezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas. 

31 października 2018 r. nastąpiło przejęcie przez Bank BGŻ BNP Paribas działalności podstawowej Raiffeisen Bank Polska. Połączenie z RBPL wzmocniło pozycję Banku BGŻ BNP Paribas przede wszystkim w obszarach MŚP i bankowości korporacyjnej, jak również w obszarze bankowości prywatnej, w ramach której Bank świadczy usługi klientom pod nową marką BNP Paribas Wealth Management.

Wynik z działalności bankowej, wypracowany przez Grupę w 2018 r., wyniósł 3,29 mld zł i był o 22,0% wyższy rdr. Po wyłączeniu zysku z okazyjnego nabycia działalności podstawowej RBPL rozpoznanego w wyniku 2018 r., dynamika wyniku z działalności bankowej wyniosłaby 12,3%. Wynik odsetkowy Grupy w 2018 r. wzrósł o 9,3% rdr. do 2,1 mld zł, a wynik z tytułu opłat i prowizji wzrósł o 16,8% do 567,4 mln zł. Ogólne koszty administracyjne łącznie z amortyzacją, poniesione przez Grupę w 2018 r., wyniosły 2,05 mld zł i zawierały koszty prowadzonej integracji oraz restrukturyzacji Banku. Łączne koszty integracji  wyniosły 265,8 mln zł, z czego 236,2 mln zł zostało ujęte w ogólnych kosztach administracyjnych, a 29,6 mln zł w pozostałych kosztach operacyjnych. Po wyłączeniu kosztów integracji roczna dynamika kosztów wyniosłaby 10,3%, a wskaźnik kosztów do dochodów wyniósłby 59,9% i obniżył się w 2018 r. o 1,1 pb.

Wynik odpisów z tytułu utraty wartości aktywów finansowych oraz rezerw na zobowiązania warunkowe wyniósł 557,7 mln zł. Wynik ten zawiera jednorazowy odpis dla przejętego portfela należności zgodnie z wymogami MSSF9 w kwocie  239 mln zł, po wyłączeniu którego znormalizowane koszty ryzyka Grupy wyniosłyby 55 pb, co oznacza spadek o 6 pb r/r. 

Przemek Gdański, prezes BGŻ BNP Paribas
Przemek Gdański, prezes BGŻ BNP Paribas

– Za nami rok ważnych zmian, a Bank przechodzi szeroko zakrojoną transformację. Zbudowaliśmy Bank o znaczącej skali aktywów, a teraz koncentrujemy się na dostarczaniu nowoczesnych i zaawansowanych rozwiązań dla naszych klientów. We współpracy ze startupami zbudowaliśmy środowisko do testowania innowacyjnych rozwiązań informatycznych, uprościliśmy wiele procesów wewnętrznych i stworzyliśmy rozwiązania wspierające działalność naszych klientów. Aplikacja GOmobile, odnotowała podwojenie liczby aktywnych użytkowników do 164 tys. i trzykrotny wzrost liczby transakcji do 4,4 mln. Jednocześnie pracujemy nad poprawą efektywności procesów wewnętrznych, stawiając na robotyzację i automatyzację. W ostatnim czasie uruchomiliśmy blisko 30 robotów, które usprawniają 56 procesów w różnych obszarach działalności operacyjnej w Banku. Przed nami kolejny rok wyzwań, w niedługim czasie planujemy ujednolicenie oferty produktowej oraz rebranding, zaś w kolejnym etapie połączenie operacyjne z RBPL, przy równoległej pracy nad dalszą transformacją Banku. Wierzymy, że uda nam się z sukcesem zrealizować te cele  dodaje Przemek Gdański.

Suma bilansowa Grupy na koniec grudnia 2018 r. wyniosła 109,0 mld zł wobec 72,7 mld zł na koniec 2017 r., co oznacza wzrost o 50,1% r/r. Kredyty i pożyczki netto udzielone klientom wzrosły w 2018 r. o 38,6 % do 73,4 mld zł. W bankowości detalicznej odnotowaliśmy istotny wzrost sprzedaży, dynamika roczna sprzedaży kredytów gotówkowych wyniosła 19%, a hipotecznych 157%.

Jean-Charles Aranda, Wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, odpowiedzialny za Obszar Finansów
Jean-Charles Aranda, Wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, odpowiedzialny za Obszar Finansów

– W 2018 r. pracowaliśmy również nad wzmocnieniem bazy kapitałowej Banku, a przeprowadzone emisje oraz zatrzymanie wypracowanych zysków pozwoliły na zapewnienie poziomu funduszy własnych spełniających wymogi regulacyjne – mówi Jean-Charles Aranda, Wiceprezes Zarządu Banku BGŻ BNP Paribas, odpowiedzialny za Obszar Finansów. 

Depozyty klientów wzrosły o 54,8% do 87,2 mld zł, co wpłynęło na znaczną poprawę sytuacji płynnościowej Banku oraz stworzyło przestrzeń do dalszej optymalizacji marży depozytowej. Kapitał własny Grupy wyniósł na koniec 2018 r. 10,6 mld zł. Łączny współczynnik kapitałowy Grupy na koniec 2018 r. wyniósł 14,63%, a współczynnik kapitału Tier I Grupy 12,38%.

Na 31 grudnia 2018 r. Bank posiadał 674 oddziałów bankowości detalicznej i biznesowej oraz 105 Punktów Obsługi Klienta. Na koniec 2018 r. Bank BGŻ BNP Paribas obsługiwał 3,8 mln klientów. Na koniec 2018 r. zatrudnienie dla Banku wyniosło 10,9 tys. etatów, a dla Grupy było to 11,3 tys. etatów.

Wybrane skonsolidowane dane finansowe (w tys. zł)

Rachunek zysków i strat IV kwartał 2018 IV kwartał 2017 zmiana kw/kw 2018 r. 2017 r. zmiana rdr
Wynik z tytułu odsetek 653 772 474 671 37.7% 2 106 851 1 926 744 9.3%
Wynik z tytułu opłat i prowizji 182 718 114 415 59.7% 567 390 485 979 16.8%
Ogólne koszty administracyjne -724 971 -386 876 87.4% -1 859 672 -1 506 866 23.4%
Wynik na działalności operacyjnej 89 525 129 705 -31.0% 682 018 659 751 3.4%
Zysk netto 40 879 49 138 -16.8% 360 378 279 707 28.8%
 przypadający na jedną akcję w zł  0.31 0.59 -47.5 % 3.63 3.32 9.3%
Sprawozdanie z sytuacji finansowej 31.12.2018 31.12.2017 zmiana
Aktywa razem 109 022 519 72 655 491 50.1%
Zobowiązania wobec klientów 87 191 708 56 328 897 54.8%
Zobowiązania razem 98 462 706 66 096 028 49.0%
Kapitał własny razem 10 559 813 6 559 463 61.0%
Adekwatność kapitałowa 31.12.2018 31.12.2017 zmiana pb
Łączny współczynnik kapitałowy 14.63% 13.75% 88 pb
Współczynnik kapitału Tier1 12.38% 10.81% 157 pb

 

Oskładkowanie umów zleceń – ZUS potrzebowałby ok. 400 lat na skuteczne kontrole

Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) oraz Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE) wskazują, że kontrole płatników składek przez ZUS należy uznać za nieskuteczny instrument. Dokonane w 2018 r. kontrole przyczyniły się w praktyce do zasilenia FUS w ujęciu netto sumą ok. 193,3 mln zł, co odpowiada 0,08% jego rocznych wydatków. Jest to także kropla wobec szacowanej wartości 24,3 mld zł nieodprowadzonych składek do 2018 r. Kontrole nie rozwiążą problemu, ani nie sprzyjają stabilności działania przedsiębiorców. Konieczne jest pilne wdrożenie restytucji w systemie ubezpieczeń społecznych i zabezpieczenie okresów ubezpieczeniowych osobom, które dotychczas świadczyły pracę na podstawie nieoskładkowanych umów zleceń. Należy również zlikwidować szkodliwy art. 9 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

Liczba płatników składek emerytalno-rentowych wynosi blisko 2 mln. Każdego roku ZUS poddaje kontroli 3% podmiotów odprowadzających składki. W dotychczasowym tempie, na ściągnięcie obecnej spornej sumy składek przez kontrole w zakresie stosowania zbiegu tytułów do ubezpieczania społecznego, ZUS potrzebowałby ok. 400 lat. Kontrole nie przynoszą zatem znaczącego efektu finansowego, jednocześnie utrudniając i zwiększając niepewność działalności gospodarczej.

Tymczasem proponowane rozwiązania wchodzące w zakres restytucji ubezpieczeń społecznych zapewnią dodatkowe wpływy ze składek od wynagrodzeń tej grupy ubezpieczonych, co będzie stanowiło uzupełnienie bieżących przychodów Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – szacowane łącznie na kwotę 3.018 mln złotych w pierwszym roku obowiązywania nowego rozwiązania, co odpowiada ponad 1,6% całkowitych prognozowanych wpływów ze składek na ubezpieczenie społeczne do FUS. W tym samym okresie zwiększą się również wpływy do Funduszu Pracy o ok. 252 mln zł oraz do Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych o ok. 10 mln zł. Korzyści finansowe dla systemu ubezpieczeń społecznych będą zatem prawie 19-krotnie większe od kosztów m.in. w postaci utraty przychodów uzyskiwanych na skutek kontroli.

Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)
Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP)

„Warto zauważyć, że deklarowanym przez ZUS celem kontroli płatników składek jest nie tyle osiągnięcie maksymalnego wyniku finansowego, co tworzenie równych warunków uczciwej konkurencji dla przedsiębiorców. Taki cel można jednak osiągnąć wyłącznie przez działania legislacyjne, eliminujące niejasne i tworzące pole do rozbieżnych interpretacji przepisy – a nie intensyfikowanie działań kontrolnych przy niezmienionym dotychczasowym stanie prawnym. Ponadto sposób organizacji sytemu kontroli ze względu na liczbę przeprowadzanych kontroli może naruszać zasady sprawiedliwości społecznej oraz konkurencyjności poprzez stawianie w trudniejszej sytuacji podmiotów, które zostaną skontrolowane” – mówi Marek Kowalski, przewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich, prezes Centrum Analiz Legislacyjnych i Polityki Ekonomicznej (CALPE).

W 2017 r. jedynie ok. 22,5% zakwestionowanych przez ZUS w efekcie kontroli przypadków stanowiły umowy zlecenia oskładkowane wyłącznie składką zdrowotną. Zakładając, że średni wynik finansowy będący efektem kontroli był taki sam dla każdego typu nieprawidłowości, dodatkowy przypis składek do FUS związany z kontrolowaniem zbiegu tytułów w umowach zlecenia wynosił 60 mln zł.

Analizując efektywność kosztową inspektorów kontroli ZUS można stwierdzić, że obecnie w ZUS pracuje około 1,5 tys. inspektorów kontroli, ich zatrudnienie oraz obsługa administracyjna generuje roczne koszty na poziomie około 100 mln zł. Na jednego inspektora przypada średnio 40 kontroli rocznie. Oznacza to, że wskaźnik efektywności kosztowej (stosunek wyniku finansowego pomniejszonego o koszty kontroli, do przypisu składek i obciążeń) kontroli ZUS wynosi 62,5%.

W ciągu 3 lat ponad 40 proc. zadań związanych z obsługą klienta zostanie zautomatyzowanych

Zaangażowanie klienta, szybsza reakcja na pytania konsumentów i personalizacja obsługi – to największe wyzwania, z którymi będą musiały zmierzyć się działy obsługi klienta. Jak wynika z ankiety, przeprowadzonej przez The Heart wśród liderów korporacji, wielkim wsparciem stanie się dla nich robotyzacja i automatyzacja. Szacują, że w ciągu 3 lat 41 proc. obecnych zadań obsługi klienta zostanie zautomatyzowanych.Wykres_innowacje obsluga klienta

Klient w centrum uwagi

Jeszcze 10 lat temu najpopularniejszą formą kontaktu konsumenta z firmą było call center. Masowa obsługa, recytowane formuły oraz brak indywidualnego podejścia zniechęcały jednak klientów do korzystania z oferowanych produktów, a czasem wręcz skutecznie odstraszały. Dziś wyzwania związane z obsługą nie są prostsze. Klientom nie wystarczają już dobre jakościowo produkty, liczą się także wrażenia związane z całym procesem zakupu, dostawy i korzystania z produktu.

Kluczowe obszary zmian

Głównym celem w obsłudze klienta jest personalizacja. Staje się ona możliwa dzięki właściwemu wykorzystaniu danych o zachowaniu klienta. Popularny mechanizm stosowany przez Amazon w rekomendacji książek bazujący na dotychczasowych zainteresowaniach, pozwala dokładnie zaproponować kolejny produkt dopasowany do preferencji klienta. Wyniki ankiety przeprowadzonej przez The Heart, korporacyjne centrum innowacji, wskazują, że 66 proc. liderów korporacji deklaruje personalizację doświadczeń klienta jako kluczowy element w jego obsłudze. Staje się to zwłaszcza skuteczne, gdy zgromadzone dane wykorzystywane są wielokanałowo. 34 proc. respondentów uważa za istotne wykorzystanie danych równocześnie w kanale offline i online.

Technologie wspierające ścieżkę obsługi klienta są kluczowe, aby spersonalizować ofertę i dokładnie ją dopasować.

– Nikt nie zna klienta tak dobrze jak on sam. Gdy jest zdolny sam się obsłużyć, powinniśmy dać mu taką możliwość. Korporacje to wiedzą i już 31 proc. ich przedstawicieli wskazało jako priorytet dostarczanie klientom narzędzi samoobsługowych – mówi Tomasz Rudolf, CEO The Heart. –  Jedna z takich platform powstaje właśnie w ramach The Heart Ventures, czyli fabryki startupów tworzonej wspólnie z Mastercard. Już niedługo ogłosimy technologię dla rynku ubezpieczeń, która umożliwi klientom szybką weryfikację potrzeb i dobranie dopasowanego produktu przy wykorzystaniu sztucznej inteligencji – dodaje.

Technologie powinny zredukować koszty oraz czas oczekiwania, a co za tym idzie, wpłynąć na poziom zadowolenia klientów. Dziś rolę pracownika infolinii z powodzeniem może pełnić zaprogramowany do tego celu bot czy inne narzędzie wspomagające.

Silni staną się jeszcze silniejsi

Coraz więcej przedsiębiorstw decyduje się na połączenie automatycznej sprzedaży ze strategią firmy. Trend oparty na wykorzystaniu asystenta głosowego zdaje już egzamin w miejscach o ugruntowanej pozycji. Choć jego potencjał nie został dostatecznie wykorzystany, to idąc z duchem czasu najwięksi mają szansę stać się jeszcze lepsi, bardziej skuteczni i dochodowi. Handel konwersacyjny (bo tak określa się zjawisko zautomatyzowanej obsługi klienta) to jednak nie tylko wyspecjalizowane chatboty. Dowodem na to jest propozycja startupu Surfly. Holenderski system został opracowany w taki sposób, aby łączyć klientów z konsultantami i umożliwiać im współpracę w tym samym czasie. Dzięki temu pracownicy obsługi klienta mogą na bieżąco pomagać osobom siedzącym po drugiej stronie ekranu w wypełnianiu formularzy, zmianie ustawień konta lub w zakupie produktów. To właśnie Surfly został wybrany przez grono ekspertów współpracujących z The Heart jako najlepszy startup wspierający obsługę klienta.

Zarządzanie informacją zwrotną

Właściciele firm wiedzą, że aby utrzymać klientów muszą rozwiązywać ich problemy w czasie rzeczywistym. Dlatego tak ważne jest skuteczne zarządzanie informacją zwrotną. Obecnie korporacje dysponują już rozwiązaniami, które mogą ich wspomóc w tym zakresie. Przykładem na to może być produkt fińskiego startupu Lumoa dostarczający proste rozwiązanie analityczne, dzięki którym działy obsługi klienta mogą lepiej i szybciej poznawać nawyki i zachowania konsumentów. Produkt ten znajduje szczególne zastosowanie w firmach sektora opieki zdrowotnej, telekomunikacji i bankowości.

Badanie emocji klienta

20 proc. korporacyjnych liderów innowacji uważa, że jednym z kluczowych obszarów zmian w customer service jest wyróżnianie się jakością obsługi. Jednym z jej wymiarów może być spersonalizowane podejście do klienta. Na poziom zadowolenia konsumentów często mają wpływ emocje związane z samą obsługą. Badania amerykańskich naukowców pokazują, że uśmiech dostawcy usługi może w szczególny sposób wpłynąć na satysfakcję klienta oraz jego chęć ponownego skorzystania z oferty firmy. Jak więc zachęcić konsultantów i klientów do wzajemnej życzliwości? Tu z pomocą przychodzi rozwiązanie polskiego startupu Quantum.cx, który ma do zaoferowania produkt w postaci sensora pomiaru liczby uśmiechów. Uśmiechający się konsultant zbiera punkty, które może wymienić na voucher, podczas gdy każdy uśmiech klienta przekłada się na jeden grosz. Zebrana suma trafia na wybrany przez firmę cel charytatywny.

Szybko rośnie liczba ataków na smartfony. Cyberprzestępcy kradną hasła do kont, wyłudzają pieniądze i wysyłają złośliwe reklamy

Szybko rośnie liczba ataków na smartfony. Cyberprzestępcy kradną hasła do kont, wyłudzają pieniądze i wysyłają złośliwe reklamy 4

Już więcej niż co czwarty atak cyberprzestępców dotyczy urządzeń mobilnych, przede wszystkim smartfonów – wynika z najnowszego Raportu CERT Orange Polska. Aż 97 proc. z nich dotyczy systemu Android. Najczęściej ataki przybierają formę złośliwej reklamy – 43 proc. – oraz SMS-ów lub e-maili z linkami próbującymi wyłudzić pieniądze lub hasła do kont. Jak podkreślają eksperci zespołu CERT, wiele do życzenia pozostawiają zabezpieczenia telefonów i komputerów, ale też urządzeń internetu rzeczy wykorzystywanych np. w inteligentnych domach.

Z opublikowanej właśnie piątej edycji Raportu CERT Orange Polska za 2018 rok wynika, że zarówno dla cyberprzestępców, jak i internautów nie ma już znaczenia, czy ataki kierowane są na smartfony, czy na komputery stacjonarne.

– Zaczęliśmy inaczej postrzegać sieć mobilną i stacjonarną. Dziś bardzo łatwo, jednym kliknięciem, uruchamiamy własne hot spoty, udostępniamy internet mobilny dla konsoli, komputera czy innych gadżetów, dlatego zagrożenia do tej pory występujące jedynie w sieci stacjonarnej pojawiły się również w sieci mobilnej – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Robert Grabowski, kierownik CERT Orange Polska.

W ubiegłym roku internauci mieli do czynienia z kolejną falą ataków phishingowych, których celem było wyłudzenie haseł do kont bankowych. Złośliwe wiadomości coraz częściej są rozpowszechniane nie tylko za pomocą e-maili, lecz także SMS-ów.

– Ciągle bardzo popularne są takie zagrożenia jak phishing, malware i ataki DDoS – wymienia Robert Grabowski. – Jest bardzo wiele ataków wyłudzających nasze dane uwierzytelniające do banków, podszywających się pod firmy kurierskie i operatorów płatności. Wcześniej w atakach dominował e-mail, teraz wiele prób jest wykonywanych za pośrednictwem SMS-ów np. z hasłem „zaległość” czy „spłata rachunku”. Kliknięcie w link w takim SMS-ie może skutkować utratą danych i pieniędzy – ostrzega.

Jak podkreśla, ubiegły rok przyniósł znaczący spadek liczby ataków ransomware, czyli złośliwego oprogramowania szyfrującego dane na dysku, które wymaga potem zapłacenia okupu w zamian za ich odszyfrowanie.

– To dość zastanawiające. Pytanie, czy jest to cisza przed burzą, czy może jednak ciężar zagrożeń został przeniesiony gdzie indziej – mówi Robert Grabowski.

Z danych CERT Orange Polska wynika, że szybko rozwijającym się zjawiskiem są zagrożenia związane z internetem rzeczy. Błyskawicznie przybywa urządzeń podłączonych do sieci, a ich zabezpieczenia często pozostawiają wiele do życzenia, co czyni z nich kolejne źródło potencjalnego ataku. W ubiegłym roku na popularności zyskiwał też cryptojacking, czyli wykorzystywanie do kopania kryptowalut komputerów bez wiedzy ich właścicieli.

– W 2018 roku dużo było wycieków danych, które w kontekście RODO dają cyberprzestępcy argumenty służące później do szantażu danej instytucji czy przedsiębiorstwa – mówi Robert Grabowski.

Ubiegły rok przyniósł zarówno nową falę zagrożeń, jak i nowe metody ochrony, np. sztuczną inteligencję, która pomaga szybciej reagować na zagrożenia. Z kolei uwierzytelnianie biometryczne uwalnia internautów od konieczności pamiętania skomplikowanych haseł. Dużą rolę do odegrania ma dostawca internetu.

 Przede wszystkim może chronić użytkowników na poziomie sieci. W przypadku Orange Polska wykorzystujemy autorskie rozwiązanie – CyberTarczę, która chroni naszych klientów m.in. przed próbami phishingu, powstrzymuje złośliwe reklamy kierujące użytkowników do niebezpiecznych treści czy serwerów C2, które umożliwiają komunikację przestępców z przejętymi komputerami i telefonami. Aktywnie też blokujemy i informujemy użytkowników, że są ofiarą phishingu – mówi kierownik CERT Orange Polska.

W ubiegłym roku CyberTarcza w ponad 2,5 mln zdarzeń ochroniła klientów przed utratą danych, tożsamości czy pieniędzy. Ten rodzaj ochrony jest dostępny także dla użytkowników smartfonów.

Jak podkreśla Robert Grabowski, bezpieczne korzystanie z internetu wymaga uwagi i ostrożności przede wszystkim po stronie użytkowników. Większości zagrożeń można uniknąć, zachowując zdrowy rozsądek. Dlatego zawsze należy dwa razy się zastanowić przed kliknięciem w wiadomość od kuriera albo banku i pamiętać o zasadach dotyczących haseł bezpieczeństwa.

– Większość rad, które słyszymy, dotyczy tego, by hasła składały się z ośmiu znaków, liter małych i dużych, znaków specjalnych. Tak naprawdę długość ma największe znaczenie. W praktyce 16-znakowe hasło złożone z samych liter będzie dużo lepsze niż bardzo skomplikowane hasło złożone z ośmiu znaków. Będzie trudniej je złamać, a nam łatwiej zapamiętać, zwłaszcza że ludzie automatycznie ułatwiają sobie życie i zmuszeni do takiej złożoności budują hasła będące np. prostymi kombinacjami klawiszy typu 1qaz@WSX – mówi Robert Grabowski.

Ekspert radzi też, by unikać korzystania z usług bankowych w otwartych sieciach wi-fi, np. w hotelach czy galeriach handlowych.

– Do tego wybierajmy sieć komórkową i korzystajmy z własnych urządzeń – dodaje.

Brak pracowników i inwestycji prywatnych firm zagrażają rozwojowi polskiej gospodarki. Coraz więcej wskaźników zapowiada spowolnienie

Brak pracowników i inwestycji prywatnych firm zagrażają rozwojowi polskiej gospodarki. Coraz więcej wskaźników zapowiada spowolnienie 5

Ostatnie dane z gospodarki wskazują na odwrócenie trendów i wyhamowanie tempa wzrostu PKB Polski. Choć sam wskaźnik wciąż pozostaje na wysokim poziomie, ekonomistów niepokoją sygnały, które zwiastują spowolnienie w perspektywie następnych kilku lub kilkunastu miesięcy. Do tego dochodzą niewiadome w postaci konsekwencji brexitu i wojny handlowej, koszty programów społecznych czy pogłębiające się problemy firm ze znalezieniem pracowników.

Wiele wewnętrznych danych makroekonomicznych mówi o tym, że szczyt koniunktury jest za nami i wskaźniki dotyczące PKB pokazują, że niestety trochę zaczynamy spadać. To są ciągle wartości bardzo pozytywne, za ostatni kwartał 2018 roku mamy poziom 4,9 proc., ale w tym wszystkim dostrzegamy zmiany trendów – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes dr Bartłomiej Gabryś z Katedry Przedsiębiorczości Uniwersytetu Ekonomicznego w Katowicach. – Ta zmiana trendu zaczyna nas trochę niepokoić. Zadajemy sobie pytanie, czy to tylko spowolnienie, a więc krótkookresowe odbicie, czy być może początek głębszej recesji.

Niska inflacja, niewielkie bezrobocie, podwyżki płac i programy społeczne napędzające konsumpcję w efekcie przyniosły solidny wzrost gospodarki w 2018 roku o 5,1 proc. To najlepszy wynik od 2007 roku. Jednak wszystkie wymienione dane opisują przeszłość. Niepokój ekonomistów budzą tzw. wskaźniki wyprzedzające, które sygnalizują kierunek rozwoju sytuacji w przyszłości.

Wskaźnik PMI, obrazujący nastroje menadżerów firm przemysłowych zajmujących się zakupami surowców i półproduktów, a więc wiedzących, czy zanosi się na wzrost, czy na spadek produkcji, rozczarowuje już od czterech miesięcy. Poziom poniżej 50 punktów zapowiada pogorszenie wyników. Spada liczba zamówień, przede wszystkim z powodu osłabienia gospodarki niemieckiej. Co więcej, co miesiąc wskazania są słabsze, a ilość niesprzedanych zapasów rośnie najszybciej od 20 lat.

Nieznane są skutki wojny handlowej między USA a Chinami ani to, co czeka Europę i świat po brexicie. Jeśli Niemcy stracą część możliwości eksportu w branży motoryzacyjnej, natychmiast odbije się to na polskiej gospodarce, która dostarcza części i podzespołów. A to tylko część możliwych problemów przedsiębiorców.

– Wiele wskazuje na to, że powoli wyczerpuje się element przyciągania pracownika poprzez przyrost płacy. Wiele przedsiębiorstw mówi, że już nie mogą więcej zapłacić, więc jest pytanie o to, jak radzić sobie z tym brakiem – mówi dr Bartłomiej Gabryś.

W ciągu 2018 roku płace w przedsiębiorstwach zatrudniających powyżej 9 pracowników wzrosły średnio o 5,4 proc., a w sferze budżetowej o 14,4 proc. Bezrobocie na koniec roku spadło do 5,8 proc., przy czym w regionach, w których działa wiele firm, jak w Poznaniu czy Warszawie, jest znacznie niższe.

– Mamy też poważny problem dotyczący braku inwestycji ze strony przedsiębiorców. Oni trzymają pieniądze, uważają, że jest to bezpieczniejsze niż ewentualne profity wynikające z ich zainwestowania – podkreśla dr Gabryś.

Choć w drugiej połowie 2018 roku inwestycje wyraźnie przyspieszyły, to wciąż opierają się głównie na nakładach przedsiębiorstw publicznych, absorpcji środków unijnych oraz przedsięwzięciach dużych i średnich firm. W najnowszym Raporcie o inflacji Narodowy Bank Polski zauważa, że – ze względu na słabszy wzrost inwestycji firm zagranicznych – obniżyła się nieco dynamika inwestycji przedsiębiorstw prywatnych, a sygnały stopniowego osłabienia koniunktury mogą ograniczać skłonność przedsiębiorstw do znaczącego zwiększania nakładów brutto na środki trwałe.

– To jest poważny problem, z którym się musimy dziś zderzyć, bo dzisiaj nasze PKB jest oparte przede wszystkim na konsumpcji, przepływach finansowych państwo–obywatel, a to kosztuje, bo przecież państwo musi komuś zapłacić za to, żeby ktoś inny otrzymał te środki. Wbrew pozorom te programy są kosztowne – mówi ekonomista.

Same środki przeznaczane na program Rodzina 500+ to dwadzieścia kilka miliardów złotych rocznie. Według słów minister pracy Elżbiety Rafalskiej wraz z obiecanymi 500 zł na każde pierwsze dziecko, które mają być wypłacane od lipca br., kwota ta wzrośnie do 40 mld zł. Kolejne 10 mld zł to trzynasta emerytura. Tymczasem Polacy korzystają z dodatkowych środków, wydając je, co wprawdzie napędza PKB, ale tylko chwilowo. Stopa oszczędności gospodarstw domowych w Polsce to nawet nie 5 proc. Średnia dla UE jest dwukrotnie wyższa.

Nasze PKB jednoznacznie pokazuje, że pokochaliśmy konsumpcję. Dostaliśmy dodatkowe środki finansowe, więc konsumujemy. W bardzo niewielkim stopniu oszczędzamy, skrajna stopa oszczędzania niestety nam nie wzrosła – podsumowuje Bartłomiej Gabryś. – Nie chcę użyć za daleko idących określeń, ale to trochę przypomina orkiestrę na Titanicu. Świetnie się bawimy, zwłaszcza za nie nasze środki, bo to są pieniądze i środki naszych dzieci, a góra lodowa jest przed nami. Pytanie tylko, czy się z nią zderzymy, czy nie.

Polski rynek lotniczy cargo stanowi tylko 1 proc. europejskiego. Do dalszego rozwoju konieczne inwestycje w lotniska i infrastrukturę drogową

Polski rynek lotniczy cargo stanowi tylko 1 proc. europejskiego. Do dalszego rozwoju konieczne inwestycje w lotniska i infrastrukturę drogową 6

Polskie lotnicze cargo szybko rośnie, stanowi jednak zaledwie 1 proc. europejskiego rynku. Drogą lotniczą codziennie transportowanych jest 140 tys. ton ładunków, a wartość rynku szacuje się na 6 bln dol. Polska ma duży potencjał, by poprawić swoją pozycję, konieczne są jednak inwestycje w infrastrukturę. Obecnie brakuje lotniczego hubu, nie wykorzystujemy też infrastruktury drogowej – przekonuje Tomasz Pyka, dyrektor sprzedaży klastra Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker. W efekcie tylko 30 proc. polskich towarów wylatuje z polskich lotnisk, reszta trafia do największych europejskich portów lotniczych.

– Rynek lotniczego cargo w Polsce rozwija się stosunkowo szybko. Na przestrzeni ostatnich 2–3 lat mieliśmy do czynienia ze wzrostem dwucyfrowym. Natomiast nie należy się tutaj zbyt mocno tym sugerować, nasz rynek to ciągle około 1 proc. rynku europejskiego – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Tomasz Pyka, dyrektor sprzedaży klastra Europy Północno-Wschodniej w DB Schenker.

Z danych ULC wynika, że tylko przez pierwsze trzy kwartały 2018 roku w polskich portach lotniczych obsłużono blisko 84 tys. ton towarów. Najwięcej, bo ponad 67,7 tys. ton, na Lotnisku Chopina w Warszawie. Rynek lotniczego cargo wzrósł w 2018 roku o 8 proc. (wynik po trzech kwartałach). W 2017 roku polskie lotniska obsłużyły ponad 106 tys. ton, o blisko 12 proc. więcej niż w 2016 roku.

– Sam fakt, że inwestują na polskim terenie najwięksi gracze, chociażby z obszaru e-commerce, jak Amazon czy Zalando i wielu innych, którzy również deklarują dalsze inwestycje, pozwala twierdzić, że potencjał rynku jest bardzo duży. Ci gracze charakteryzują się tym, że ich przesyłki muszą docierać do klientów bardzo szybko, a szybkość to atut transportu lotniczego – tłumaczy Tomasz Pyka.

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych wskazuje, że kraje, które choć o 1 proc. poprawią obsługę ładunków powietrznych, mogą  liczyć na 6-proc. wzrost w wymianie towarowej z zagranicą. Choć transport towarów drogą lotniczą ma tylko 1-proc. udział w globalnym wolumenie transportu, to pod względem jego wartości już 35 proc. To szansa dla Polski.

 Potencjał polskiego rynku lotniczego cargo jest trudny do zbadania, ponieważ mierzy się on przede wszystkim ilością dóbr, które opuszczają terytorium Polski drogą lotniczą. Dziś zaledwie około 30 proc. polskich towarów wylatuje z polskich lotnisk, natomiast reszta trafia do czterech głównych lotnisk, które dzielą między siebie 80 proc. wolumenu europejskiego. Są to Frankfurt, Paryż, Londyn i Amsterdam – wskazuje ekspert DB Schenker.

W lotniczym cargo dominują przewozy pasażerskie, które mają średni udział na poziomie kilkudziesięciu procent, oraz loty transkontynentalne. To oznacza, że największe terminale cargo to jednocześnie największe pasażerskie lotniska, np. w Paryżu, Amsterdamie czy Londynie. Polsce brakuje lotniczego hubu, takim mógłby się stać Centralny Port Komunikacyjny. Konieczne są też inwestycje w infrastrukturę drogową.

– Największym wyzwaniem branży lotniczego cargo w Polsce jest infrastruktura naziemna. Mam tu na myśli lotniska przygotowane do obsługi dużych ilości cargo lotniczego. Również infrastruktura drogowa, ponieważ nieodłącznym elementem transportu lotniczego jest transport drogowy do portu lotniczego i z niego. To przede wszystkim największe wyzwanie, podobnie jak przekonanie wielkich graczy, że polskie lotniska również są gotowe obsługiwać tego typu wolumeny – ocenia Tomasz Pyka.

Codziennie czterech Polaków dowiaduje się, że są nosicielami wirusa HIV. Innowacyjne terapie ograniczają liczbę przyjmowanych leków i ich skutki uboczne

Codziennie czterech Polaków dowiaduje się, że są nosicielami wirusa HIV. Innowacyjne terapie ograniczają liczbę przyjmowanych leków i ich skutki uboczne 7

W Polsce z rozpoznanym wirusem HIV żyje prawie 12 tys. osób. Codziennie o zakażeniu dowiadują się 3–4 kolejne osoby. Postęp w terapii antyretrowirusowej sprawił, że HIV to obecnie schorzenie przewlekłe, które wymaga wielolekowej terapii przez całe życie. Długotrwałe przyjmowanie leków może mieć jednak liczne skutki uboczne. Są jednak dostępne terapie, które takie ryzyko ograniczają. Innowacyjne dwulekowe terapie ARV mogą się stać nowym standardem leczenia, bo ich skuteczność przeciwwirusowa sięga 91 proc. – przekonywali eksperci podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach.

– Na świecie istnieje tendencja zmierzająca do opanowania infekcji. Nadal jest 36 mln osób zakażonych wirusem HIV, ale w latach 90. było ich 40–42 mln. W Polsce, według Departamentu Analiz i Statystyki Ministerstwa Zdrowia, rejestruje się 11,8 tys. pacjentów zakażonych HIV, którzy są stale obracani w systemie NFZ, czyli przychodzą na regularne wizyty – wskazuje w rozmowie z agencją informacyjną Newseria Biznes dr n. med. Grażyna Cholewińska-Szymańska, mazowiecki konsultant wojewódzki w dziedzinie chorób zakaźnych.

Od początku rejestracji w Polsce, od 1985 roku, stwierdzono 24 tys. zakażeń wirusem HIV. Z rozpoznanym wirusem żyje blisko 12 tys. osób, jednak liczba chorych może sięgać 19–20 tys. Rośnie liczba nowych rozpoznań. O ile w połowie lat dwutysięcznych notowano w ciągu roku ok. 600 nowych rozpoznań, o tyle w 2017 roku było ich ponaddwukrotnie więcej (dane ekspertów podczas IV Kongresu Wyzwań Zdrowotnych w Katowicach). Problemem jest dostęp do diagnostyki, zwłaszcza w mniejszych miejscowościach.

– W małych miejscowościach i na wsiach ciężar diagnostyki spoczywa na lekarzach rodzinnych, ewentualnie pacjent musi dojechać do dużego miasta. Według wytycznych kobiety w ciąży powinny dwa razy być zbadane za darmo pod tym kątem. W dużych miastach ponad 95 proc. kobiet w ciąży jest badanych, natomiast w skali całego kraju jest to zaledwie 25 proc. To jest dramat. Bez włączenia lekarzy rodzinnych, internistów nie damy sobie rady – ocenia lek. med. Bartosz Szetela z Wrocławskiego Centrum Zdrowia i Kliniki Chorób Zakaźnych z Wrocławia.

W Polsce średni czas, który mija od zakażenia do rozpoznania, szacuje się na trzy lata. Tymczasem wczesne wykrycie infekcji i dobrze dobrane leczenie pozwala choremu prowadzić normalne życie do późnej starości.

– Forma leczenia pacjentów to tabletkowe terapie składające się z trzech produktów przeciwwirusowych. Trzeba zrobić kompozycję takich produktów przeciwwirusowych, które będą najbardziej skuteczne, będą miały najsilniejsze działanie przeciwwirusowe, ale jednocześnie jak najmniej działań ubocznych. Teraz wygląda na to, że nadchodzi nowa era terapii dwulekowej – mówi dr n. med. Grażyna Cholewińska-Szymańska.

Eksperci podkreślają, że długotrwałe przyjmowanie leków może podwyższać ryzyko innych schorzeń, m.in. osteoporozy, cukrzycy, chorób wątroby, nerek czy naczyniowo-sercowych. Ryzyko rośnie wraz z liczbą dawek. Przy terapii trójlekowej pacjent z wirusem HIV przyjmuje nawet 60 tys. dawek leków antywirusowych.

Badanie „Positive Perspecitive” przeprowadzone na zlecenie ViiV Healthcare wskazuje, że 72 proc. osób z wirusem HIV obawia się skutków ubocznych długotrwałego przyjmowania leków, a 43 proc. zmieniło w ciągu roku formę leczenia właśnie ze względu na negatywny wpływ leków na organizm. Dwulekowa terapia jest znacznie bezpieczniejsza, zmniejsza ryzyko skutków ubocznych, a przy tym jest bardzo skuteczna.

– Do dolutegraviru, który jest preferowany we wszystkich rekomendacjach i ma największą siłę przeciwwirusową, dołączamy inny lek: albo lamiwudynę, albo rylpiwirynę – tłumaczy dr Grażyna Cholewińska-Szymańska.

Badania GEMINI 1 i GEMINI 2 dotyczące połączenia dolutegraviru i lamiwudyny wykazują skuteczność przeciwwirusową na poziomie 91 proc. u pacjentów rozpoczynających leczenie. Dodatkowo wskazują, że terapia ta poprawia szybko immunologię, pozwala uniknąć licznych skutków niepożądanych, a przy jej stosowaniu nie notuje się mutacji.

– Jeżeli planujemy leczenie na wiele lat, to mamy gwarancję, że możemy tego pacjenta przez nawet 10 lat utrzymywać w tym samym schemacie terapeutycznym, ograniczając działania niepożądane, nie indukując mutacji, a uzyskując efekt terapeutyczny taki sam jak przy terapii trójlekowej – ocenia Cholewińska-Szymańska.

Ostatnio głośno było o drugim przypadku całkowitego wyleczenia HIV terapią komórkami macierzystymi, podanymi w formie przeszczepu szpiku kostnego. Dziesięć lat temu u Timothy’ego Browna, pacjenta z Berlina, udało się doprowadzić do całkowitej remisji wirusa HIV. Teraz udało się to także w przypadku pacjenta z Londynu. Chorym przeszczepiono szpik kostny pobrany od osoby dotkniętej mutacją genetyczną genu CCR5, która jest odporna na zakażenia wirusem HIV-1.

– Zmiana genomu ludzkiego może doprowadzić do tego, że wirus nie jest w stanie przykleić się do komórki docelowej, czyli do limfocytate, nie jest w stanie wejść do wnętrza tej komórki, a zatem nie dochodzi do zakażenia. Znaliśmy przypadki na samym początku epidemii. Na Islandii są ludzie homozygotyczni, którzy mają właśnie taki defekt genetyczny swojego genomu, że nie są w stanie produkować białek, które konstruują receptor powierzchniowy dla wirusa HIV – wskazuje dr n. med. Grażyna Cholewińska-Szymańska.

Przeszczep szpiku kostnego nie jest jednak bezpieczną terapią w walce przeciwko HIV, m.in. ze względu na trudność dopasowania biorcy z dawcą szpiku. Wciąż jeszcze nie jest to do końca potwierdzona metoda, dlatego wciąż to terapie lekowe są jedynymi dostępnymi terapiami. Nic też nie zastąpi profilaktyki.

– Mamy wszystkie narzędzia, żeby wygrać z epidemią HIV: diagnostyka co trzy miesiące, leczenie wszystkich zakażonych, edukacja, promowanie prezerwatyw i promowanie PrEP [stosowanie leków antyretrowirusowych przez osoby zdrowe, ale objęte dużym ryzykiem – red.]. Stosowanie tych pięciu narzędzi pozwoliłoby w ciągu kilkunastu lat zakończyć epidemię HIV, osiągnąć stan, kiedy nie będzie praktycznie żadnych nowych zakażeń – przekonuje lek. med. Bartosz Szetela.

Dla 65 proc. Polaków patriotyzm przejawia się w kupowaniu krajowych produktów. Wybory przy sklepowych półkach mają przełożenie na gospodarkę

0

Dla 65 proc. Polaków patriotyzm przejawia się w kupowaniu krajowych produktów. Wybory przy sklepowych półkach mają przełożenie na gospodarkę 8

Rodzime pochodzenie produktu staje się dla wielu konsumentów istotnym kryterium przy zakupie. To dlatego na promowanie polskości stawia coraz więcej producentów i sprzedawców. Przykładem może być działająca od roku platforma Polpol.pl. W tym czasie pomysłodawcom portalu gromadzącego produkty polskich wytwórców z różnych kategorii udało się przyciągnąć ponad sto takich podmiotów. – Naszym celem jest przede wszystkim podnoszenie świadomości konsumentów, w jaki sposób ich wybory wpływają na polską gospodarkę – podkreślają pomysłodawcy Polpol.pl.

Chcemy wzbudzić świadomość wśród polskich konsumentów, aby zwiększyć możliwości polskiej gospodarki, ponieważ pieniądze, które są wydawane na polskie produkty, najczęściej zostają w kraju. Przez podatki i inne wydatki finalnie trafiają na to, żeby chodniki wyglądały lepiej, żebyśmy mieli lepsze ławki w parku i żeby nasza edukacja lepiej kształciła przyszłe pokolenia – mówi agencji informacyjnej Newseria Biznes Przemysław Pawlak, przedstawiciel i pomysłodawca platformy Polpol.pl.

Z badań CBOS przeprowadzonych pod koniec 2017 roku wynika, że choć dla konsumentów wciąż najważniejszymi kryteriami wyboru produktu są cena (81 proc.) oraz jakość (76 proc.) i wartości te w ciągu półtora roku od poprzedniego badania nie uległy zmianie, to polskie pochodzenie produktu znalazło się na trzecim miejscu, z 46 proc. wskazań. Ta cecha odnotowała wzrost o 13 pkt proc. Polskim pochodzeniem produktu częściej kierują się starsi konsumenci, mieszkańcy dużych miast, respondenci mający wykształcenie zasadnicze zawodowe, ankietowani z gospodarstw domowych o wyższych dochodach per capita, identyfikujący się z prawicą i zaangażowani w praktyki religijne – komentuje CBOS.

Jednocześnie z badań tej samej firmy dokonanych już w 2018 roku wynikło, że na pytanie, czy patriotyzm polega na kupowaniu przede wszystkim polskich produktów, 41 proc. udzieliło odpowiedzi „raczej tak”, 24 proc. – „zdecydowanie tak”. Na nie było znacznie mniej osób – 24 proc. badanych odpowiedziało, że „raczej nie”, a 7 – „zdecydowanie nie”. 5 proc. wahało się z wyborem odpowiedzi. W 2016 roku w podobnej ankiecie głosów na tak było więcej: 67 proc., w tym 30 proc. – zdecydowanie.

– Wzięliśmy sobie za cel stworzenie takiego miejsca w internecie, gdzie każdy z łatwością mógłby nabyć polski produkt bez sprawdzania, skąd dokładnie pochodzi, ponieważ my gwarantujemy pochodzenie produktu na naszej platformie – mówi Przemysław Pawlak.

Obecnie na stronie zarejestrowanych jest 101 wytwórców, oferujących swoje wyroby w kategoriach „dom i biuro”, „zdrowie i uroda”, „dziecko”, „moda”, „zainteresowania” oraz „okazje”. Można tam znaleźć nie tylko produkty masowe, lecz także rzemieślnicze. Twórcy platformy sami wyszukują polskie firmy w sieci, proponując współpracę, ale przedsiębiorcy mogą się także zgłosić sami.

Zasady działania są bardzo proste, opierają się na sprzedaży bezpośredniej, czyli takiej, która budzi największe zaufanie klientów, szczególnie w internecie. Produkty wystawione u nas na platformie trafiają do klientów ostatecznych bezpośrednio od producenta – zapewnia Przemysław Pawlak.

Polpol.pl, który powstał w marcu 2018 roku w Poznaniu, nie tylko gromadzi w jednym miejscu polskich producentów, ale ma także ambicję promowania ich oferty. Przykładem takiej akcji była kampania „Ubieram się w polskie”, która ruszyła w październiku ubiegłego roku. Włączyły się w nią m.in. autorki blogów KupujePolskieProdukty.pl i StylowaMisja.blogspot.com, które stworzyły jesienne stylizacje złożone wyłącznie z ubrań polskich marek.

Produkty i producentów weryfikujemy na podstawie danych, które są dostępne publicznie w internecie, oraz na zasadzie oświadczeń ze strony producentów, ponieważ nie chcemy też tworzyć atmosfery jakiegoś przesadnego sprawdzania. Działamy na zasadzie wzajemnego zaufania – mówi pomysłodawca platformy Polpol.pl.

Agencja Badań Medycznych będzie szukać innowacji. Siłą polskich naukowców jest kardiologia, telemedycyna i biotechnologia

Agencja Badań Medycznych będzie szukać innowacji. Siłą polskich naukowców jest kardiologia, telemedycyna i biotechnologia 9

Kardiologia, telemedycyna oraz biotechnologia – to gałęzie medycyny, w których innowacyjność stała się domeną polskich naukowców. Start-upy z Polski opracowują rozwiązania diagnostyczne wykorzystujące algorytmy uczenia maszynowego. Polacy opracowali również leki testowane w terapii najcięższych nowotworów. Polski sektor badań medycznych wciąż jednak cierpi na niewystarczającą podaż kapitału. Aby stał się rentowny, musi przynajmniej podwoić swoją wartość.

Na początku marca prezydent Polski Andrzej Duda podpisał ustawę o powołaniu Agencji Badań Medycznych. Będzie miała ona za zadanie wspieranie badań w dziedzinie nauk medycznych i nauk o zdrowiu. Działalność agencji ma polegać na dofinansowywaniu badań i prac rozwojowych oraz badań klinicznych i obserwacyjnych czy epidemiologicznych. W ocenie resortu zdrowia polska myśl naukowa w dziedzinie medycyny cierpi na niewystarczające finansowanie, mimo że wykazuje duży potencjał w kluczowych dziedzinach.

– Obserwujemy duży rozwój, jeśli chodzi przede wszystkim o dziedzinę kardiologii. Tutaj mamy sporo bardzo młodych, bardzo ciekawych rozwiązań, które wydają się obiecujące również w skali międzynarodowej, w zakresie telemedycyny, rozwoju technologii obrazowania. To są te dziedziny, które ewidentnie rozwijają się w Polsce dobrze, mamy bardzo duży potencjał naukowy w tym zakresie – mówi agencji Newseria Innowacje Radosław Sierpiński, doradca ministra zdrowia, pełnomocnik ministra ds. utworzenia Agencji Badań Medycznych.

Przykładem innowacyjności w tej dziedzinie może być spółka StethoMe, która wprowadziła na rynek inteligentny stetoskop. Urządzenie w oparciu o analizę bogatej bazy nagrań badań osłuchowych jest w stanie wykryć nieprawidłowości w obrębie płuc, oskrzeli czy serca. Wpisuje się ono też w ideę telemedycyny. Nagranie badania wraz ze wstępną diagnozą postawioną przez algorytmy uczenia maszynowego można wysłać do lekarza, który wdroży odpowiednie leczenie. Spółka w rozwoju swojego innowacyjnego rozwiązania korzystała z funduszy własnych oraz wsparcia z Unii Europejskiej.

– Obserwujemy też rozwój start-upów w zakresie nauk podstawowych, czyli biotechnologii. Firmy, które rozwijają cząsteczki na bardzo wstępnym okresie tworzenia, czyli w pierwszej fazie badań klinicznych. Modelują leki i dalej próbują te projekty rozwijać. Ewidentnie jest w Polsce potencjał tego rynku i mamy nadzieję, że wsparcie systemowe poprawi te działania – mówi Radosław Sierpiński.

Jedną z polskich firm działających w obszarze biotechnologii i mających szansę wyrosnąć na międzynarodowego giganta branży medycznej jest Selvita. Przedsiębiorstwo specjalizuje się w opracowywaniu leków onkologicznych. W fazie badań klinicznych znajduje się już opracowany przez firmę projekt SEL24 – dualny inhibitor kinaz PIM i FLT3 testowany w leczeniu ostrej białaczki szpikowej. Badania prowadzi koncern Menarini. Z kolei irlandzka firma Icon Clinical Research ma prowadzić badania kliniczne projektu SEL120 – inhibitora kinazy CDK8 o potencjalnym zastosowaniu w leczeniu nowotworów hematologicznych, raka jelita grubego oraz raka piersi.

Choć start-upy, również te medyczne, są spółkami o wysokim wskaźniku ryzyka, to inwestorzy chętnie dofinansowują ich działanie. Dużą rolę w finansowaniu start-upów pełnią fundusze venture capital, ale nie bez znaczenia dla polskich innowatorów jest także wsparcie płynące z sektora publicznego.

– Start-upy to bardzo specyficzny rynek. Badania mówią, że 9 na 10 start-upów się nie udaje i to jest wliczone w ryzyko. Inwestuje w nie przede wszystkim biznes, fundusze venture capital, ale także agencja PARP, która w ciągu ostatnich lat zainwestowała ponad miliard złotych. Mamy tego efekty, niektóre start-upy znalazły się już w Stanach Zjednoczonych i komercjalizują wyniki swoich działań – mówi pełnomocnik ministra zdrowia ds. utworzenia Agencji Badań Medycznych.

Komercjalizacja rozwiązań z zakresu medycyny powinna być – zdaniem specjalistów – wkalkulowana w projekt już na początku jego istnienia. Naukowcy powinni się skupiać na opracowywaniu rozwiązań, które będzie się dało w możliwie krótkim czasie wdrożyć na rynek. To szczególnie ważne w przypadku innowacji na rynku medycznym, gdzie droga od koncepcji do gotowego produktu jest najdłuższa ze względu na konieczność wykonania po drodze wielu badań.

– Najbardziej obiecujące wydają się start-upy w zakresie nauk biomedycznych, biotechnologicznych. Ostatnie działania, również gigantów na rynku w ogóle światowym, czyli Google, Apple czy IBM, pokazują, że te firmy również inwestują w start-upy biomedyczne, w młode firmy biotechnologiczne, widząc w nich olbrzymi potencjał. I w gronie dziesięciu potencjalnych unicornów, czyli najbardziej obiecujących firm w USA, znalazły się 4 start-upy czy młode firmy, które działają właśnie w zakresie nauk biomedycznych. To pokazuje, że dużo się dzieje i że również inwestorzy prywatni widzą potencjał w tych rozwiązaniach – przekonuje ekspert.

Dane resortu zdrowia wskazują, że aby polski rynek badań medycznych stał się rentowny, powinien przynajmniej podwoić swoją wartość. Jego oczekiwana wycena to 3 mld zł.

Innowacyjne technologie pomogą uratować pszczoły. Będą monitorować ule i stan zdrowia owadów, zapobiegną też kradzieżom i usprawnią hodowle

Innowacyjne technologie pomogą uratować pszczoły. Będą monitorować ule i stan zdrowia owadów, zapobiegną też kradzieżom i usprawnią hodowle 10

Jeśli pszczoły znikną, wkrótce to samo może się stać z ludźmi. Bez pszczół prawie co trzecia roślina uprawna musiałaby być zapylana w inny sposób, aby produkcja żywności drastycznie nie spadła. Pszczoły miodne i światowe zasoby żywności pomaga chronić system śledzenia i zarządzania ruchem pszczół. Inteligentne czujniki gromadzą i przekazują do analizy informacje o ich temperaturze, wilgotności, ruchu i lokalizacji. Dzięki rozwiązaniom IoT można monitorować ule i zapobiegać ich kradzieży.

– Monitorowanie samochodów czy ciężarówek to nic nowego, takie rozwiązania są na rynku od dekad. Dziś dysponujemy większymi możliwościami i możemy monitorować nawet ule. Nasze urządzenie monitoruje stan ula z wykorzystaniem czujnika temperatury i wilgotności, tworząc model, w ramach którego możemy ustawiać wartości progowe i alarmy. Wyposażyliśmy je także w akcelerometr, więc dostaniemy ostrzeżenie, gdy na przykład ul zostanie przewrócony przez niedźwiedzia – wskazuje w rozmowie z agencją Newseria Innowacje David Houghton z NimbeLink Corp.

Nowe technologie już od lat są wykorzystywane w hodowli zwierząt czy rolnictwie. Rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji podpowiadają sposób uprawy roślin, wskazują, kiedy należy je dodatkowo nawodnić czy jakiego użyć nawozu. W hodowli specjalne urządzenia same monitorują ilość paszy dla zwierząt, a dokładne technologie śledzenia pozwalają sprawdzić miejsce, w którym przebywa zwierzę, określić, czy zjadło wystarczająco dużo i w jakiej jest formie. Nowe systemy monitorujące stan zdrowia informują hodowcę, które zwierzę jest prawdopodobnie chore, w ten sposób antybiotyk podawany jest konkretnemu zwierzęciu, a nie wraz z paszą dla wszystkich.

Nowe mobilne rozwiązanie IoT z NimbeLink pomaga zaś wykrywać choroby pszczół, walczyć z kradzieżą i chronić ule.

– Udostępniamy cały szereg usług lokalizacyjnych, więc jeśli urządzenie zacznie nagle się przemieszczać, będziemy wiedzieć, że ktoś właśnie odjeżdża z naszym ulem, np. ukrytym na przyczepie, i możemy monitorować jego lokalizację. Oferujemy po prostu dostęp do obrazu sytuacji na dużą skalę dla obiektów niezasilanych. Pszczelarstwo to tylko jeden z barwniejszych przykładów zastosowania naszej technologii – mówi David Houghton.

Rozwiązanie do śledzenia zasobów NimbeLink wykorzystuje komórkową łączność LTE-M do raportowania danych o lokalizacji ula, ruchu i temperatury z powrotem do platformy analitycznej. System można skonfigurować tak, aby mierzył temperaturę raz na godzinę i przekazywał zagregowane dane pszczelarzowi np. raz dziennie. To rozwiązanie dla hodowców, których ule często rozmieszczone są w zupełnie innych lokalizacjach, w ten sposób mogą łatwo kontrolować stan zdrowia pszczół, sprawdzić, czy królowa wciąż żyje, i usprawnić uprawy.

– Problemem części pszczelarzy jest to, że muszą się zajmować ulami znajdującymi się nierzadko w odległych lokalizacjach. Ich duża wartość sprawia, że ule, które umożliwiają produkcję miodu i świadczenie usług związanych z zapylaniem, czasami padają łupem złodziei. Pszczelarze często pozostawiają ule na polach, nie nadzorując ich przez dłuższy czas, i chcieliby wiedzieć, czy w tym czasie ule pozostają na swoim miejscu – twierdzi przedstawiciel NimbeLink.

Eksperci alarmują, że pszczół ubywa w zastraszającym tempie. Greenpeace podaje, że w niektórych krajach Unii Europejskiej liczba pszczół w ciągu ostatnich lat zmniejszyła się o połowę. To o tyle istotne, że bez pszczół prawie 1/3 roślin uprawnych musiałaby być zapylana w inny sposób, aby produkcja żywności drastycznie nie spadła. Albert Einstein przekonywał zaś, że wraz ze zniknięciem pszczół, wkrótce zniknęliby także ludzie.

– Pszczoły są jedyną naturalną metodą zapylania i zależy od nich około jedna trzecia światowych dostaw żywności, a obecnie są one zagrożone. Właśnie dlatego podjęcie inicjatywy w tym zakresie jest bardzo ważne – podkreśla David Houghton.

Simpact inwestuje 1 mln zł w kobiecy AdTech’owy startup E-Contenta

E-Contenta, platforma dystrybucji treści reklamowych wpierana przez technologię AI, ogłosiła dziś inwestycję w wysokości miliona złotych od polskiego funduszu inwestycyjnego Simpact.

Simpact_E-Contenta_TeamWspółpracując z markami takimi jak Whiskas czy PepsiCo a także z agencjami medialnymi MGroup i OMD, E-Contenta udostępnia platformę, która wspiera firmy w realizacji strategii content marketingowej poprzez inteligentną dystrybucję treści w formie reklam natywnych. Składające się z płatnych reklam pasujących do wyglądu, stylu i funkcji danego medium, natywne reklamy mają na celu skłonić czytelnika do konkretnego działania jakim jest na przykład wejście na stronę danej firmy lub przeczytanie wpisu na korporacyjnym blogu. W porównaniu do tradycyjnych reklam typu display czy baner, reklama natywna jest bardziej skuteczna ponieważ jest dopasowana do preferencji użytkownika i jest nieinwazyjna.

„Dlaczego mielibyśmy nie dbać o świat cyfrowy tak jak dbamy o powietrze, którym oddychamy?”, pyta Zoia Andreeva, CEO i założycielka E-Contenta. „Tak jak powietrze pełne zanieczyszczeń, również Internet jest dziś przepełniony nieistotnymi informacjami i denerwującymi reklamami. E-Contenta zachęca firmy by minimalizowały przekaz z rodzaju „kup jeden, otrzymasz drugi gratis”. Pomagamy swoim klientom w zrewolucjonizowaniu ich strategii marketingowych, zachęcamy by zmienili swoje podejście, zrezygnowali z natarczywych reklam i skupili się na budowaniu długoterminowej relacji ze swoją grupą docelową poprzez udostępnianie wartościowych, edukacyjnych materiałów. W ostatecznym rozrachunku, wszyscy skorzystamy z czystszego środowiska cyfrowego.”

Inwestycja Simpact dostarczy kapitał niezbędny na rozwój biznesu oraz światowej klasy zespół doradczy. Ogłoszono już plany otworzenia nowej siedziby E-Contenta w Warszawie oraz zatrudnienia nowych członków zespołu odpowiedzialnych za digital marketing oraz rozwój software. Znaczna część środków zostanie wykorzystana na  prace badawczo-rozwojowe, które mają na celu wdrożenie nowych algorytmów śledzących i targetujących do systemu.

Działanie platformy opiera się w głównej mierze na algorytmach sztucznej inteligencji, które zapewniają zautomatyzowane dopasowanie wysokiej jakości, merytorycznych treści marketingowych do preferencji indywidualnego użytkownika. Narzędzie zostało stworzone w taki sposób by wyświetlać reklamę tylko tym użytkownikom, których profil odpowiada przynajmniej w 75% grupie docelowej danej firmy. Dodatkowo E-Contenta planuje stworzyć super intuicyjny, automatyczny, bazujący na technologii UX system raportowania wyników podjętych działań. Zwiększy to przejrzystość i wydajność procesu zarządzania kampanią.

„Udział w kilku programach akceleracyjnych, w których rozwijaliśmy nasz pomysł i tworzyliśmy ofertę, budowa platformy oraz jej wdrożenie najpierw na Ukrainie, następnie w Rosji i USA zajęły nam trzy lata.” powiedziała Zoia Andreeva. „Poszukując nowych możliwości przyspieszenia naszego rozwoju w Europie oraz przeniesienia naszej działalności i technologii na wyższy poziom, Simpact okazał się być dla nas idealnym partnerem. Ich wiedza z zakresu nowych technologii oraz zaangażowanie w projekty z pozytywnym wpływem społecznym są tożsame z naszymi fundamentalnymi wartościami w E-Contenta. Bardzo cieszę się ze współpracy z Simpact i jestem pewna, że będzie ona owocna zarówno dla naszego zespołu jak i dla naszych klientów.”

„E-Contenta jest niezwykle obiecującą firmą w sektorze digital marketingu. W stosunkowo niedługim czasie udało im się zbudować prężnie działającą organizację, którą wyróżnia kompetentny zespół oraz przełomowa technologia, zapewniająca wymierną wartość dodaną dla klientów spółki.” -powiedział Krzysztof Grochowski, CEO w Simpact. „Podczas gdy rynek reklamowy dynamicznie się zmienia, ewoluując w kierunku kanałów cyfrowych, oczekuje się, że w ciągu najbliższych kilku lat reklama natywna osiągnie znaczący udział w rynku. Jesteśmy pewni, że wspierając E-Contenta, przyczyniamy się do zmiany branży digital marketingu na lepsze. Z niecierpliwością czekamy na rozwój projektu i rezultaty naszego zaangażowania.”

Opracowany na UW system ma wspierać sportowców w efektywnych treningach

Nowy system na podstawie bieżącej analizy parametrów biologicznych i biochemicznych pozwoli dostosowywać poziom aktywności fizycznej i treningu do aktualnych możliwości organizmu. Rozwiązanie ma automatycznie modyfikować planowane obciążenia treningowe, dzięki czemu zawodnik utrzyma się w granicach optymalnego dla niego poziomu intensywności treningu a jego praca przyniesie najlepsze możliwe efekty.

Ideą opracowanego na UW rozwiązania jest zapewnienie maksymalnego możliwego postępu do osiągnięcia bez przetrenowania. Rozwiązanie ma być docelowo oferowane nie tylko profesjonalnym sportowcom, ale także amatorom i każdemu, kto chciałby osiągnąć w bezpieczny sposób wymarzony sportowy cel – np. przebiec maraton.

„W młodości trenowałem zawodniczo pływanie. To było wiele lat temu, ale w kwestii treningu sportowego niewiele się zmieniło od tego czasu. Parametry treningu określa trener w oparciu o swoją wiedzę, doświadczenie i intuicję. Często nie korzysta jednak przy tym z nowoczesnych, narzędzi dających obiektywne dane, które pozwalają personalizować trening w odniesieniu do charakterystyki i aktualnego stanu zawodnika. Efektem bywa przetrenowanie i spadek formy, a przede wszystkim zawodnicy mogą osiągać maksimum swoich możliwości jedynie przez przypadek” – mówi wynalazca systemu Activiti profesor Robert Małecki z Instytutu Germanistyki na Wydziale Neofilologii UW, zarazem aktywny triathlonista, kilkukrotny uczestnik mistrzostw Europy na dystansie Ironman 70.3, dwukrotny uczestnik zawodów w Kona oraz kilkudziesięciu zawodów na dystansie Ironman i Ironman 70.3.

Opracowany algorytm, analizując dane dotyczące kluczowych wskaźników biologicznych i biochemicznych zawodnika, dokona – w zależności od aktualnej sytuacji i potrzeb – mniejszych lub większych korekt w planie treningowym. Do określania aktualnego stanu organizmu zawodnika system wykorzystuje podstawowe parametry biologiczne, takie jak tętno, stężenie cukru we krwi, temperaturę ciała a także parametry biochemiczne, m.in. poziom adrenaliny czy kwasu mlekowego. Pomiar wszystkich tych parametrów nie wymaga wizyty w laboratorium. Można je wykonywać w domu. Ostatecznym celem rozwiązania jest, żeby każdy zawodnik znajdował się w swego rodzaju korytarzu, widełkach – poniżej przetrenowania, ale powyżej niedotrenowania.

Projekt realizowany przez Roberta Małeckiego został wyróżniony przez Uniwersytecki Ośrodek Transferu Technologii (UOTT) UW poprzez przyznanie grantu w konkursie organizowanym w ramach programu Inkubator Innowacyjności+.

„Środki z grantu zostaną przeznaczone na potwierdzenie, że opracowany model analityczny jest poprawny. Współpraca ze sportowcami ma pokazać, że delikatne modyfikacje planu treningowego będą miały wpływ na organizmy zawodników i ich formę. Plan komercjalizacji technologii zakłada założenie spółki spin off. Kiedy uda się potwierdzić skuteczność działania algorytmów, prawdopodobnie zostaną one opatentowane oraz zaoferowane na rynku w formie licencji” – mówi Robert Dwiliński, dyrektor UOTT UW.

Skuteczność potwierdzą testy

„Na obecnym etapie algorytm jest doskonalony przez specjalistów. Wspólnie z matematykami sprawdzam, jaka jest optymalna gęstość punktów charakteryzujących obciążenia, tak aby upewnić się, w jakim zakresie zmiany planu treningowego są istotne. W styczniu 2019 roku rozpoczęły się testy zoptymalizowanego algorytmu, a w marcu będziemy mieli wyniki. Wówczas potwierdzimy, że algorytm działa zgodnie z założeniami” – mówi profesor Robert Małecki.

Przeprowadzone we współpracy z grupą sportowców testy pozwolą dowieść skuteczności algorytmu. Po zakończeniu 45-dniowego okresu testowego wszystkie dane sportowców zostaną przeanalizowane. Przykładowo, jeśli uda się potwierdzić, że zastosowanie algorytmu przez grupę sportowców spowoduje (w porównaniu do grupy, która nie korzystała z systemu) obniżenie tętna spoczynkowego, które jest skorelowane z poziomem przemęczenia organizmu, będzie to dowód, że algorytm pozwala kontrolować poprawną regenerację organizmu.

Na czym polega przewaga opracowanego rozwiązania

Na rynku dostępnych jest wiele systemów monitorowania aktywności fizycznej. Pokazują one podstawowe parametry wykonywanej aktywności: dystans, ilość spalonych kalorii, tętno. Mając takie dane można odnieść się do poradników, pobrać z sieci bezpłatne wskazówki treningowe, albo udać się do trenera, który opracuje plan pozwalający przygotować się do osiągnięcia konkretnego celu w wyznaczonym czasie. Systemy tego typu nie wykorzystują jednak informacji o celach treningowych. Nie biorą pod uwagę informacji o przygotowaniu fizycznym zawodnika, aktualnym stanie zdrowia czy kondycji. To oznacza, że trening przebiega w oparciu o uśrednione wartości. Nie jest spersonalizowany i nie zapewnia optymalnych rezultatów możliwych do osiągnięcia przez danego zawodnika. W takiej sytuacji nie wiadomo czy realizacja programu treningowego, niezależnie czy został on przygotowany przez trenera czy pobrany z sieci lub książki, przebiega optymalnie. Sportowiec cały czas zadaje sobie pytania: czy np. nie biega zbyt szybko, a może zbyt wolno, jak długo powinien się regenerować, jak powinien wyglądać kolejny trening itd.

Większość młodych sportowców trenujących w klubach czy szkołach mistrzostwa sportowego nie ma zindywidualizowanego programy treningowego dopasowanego do specyfiki własnego organizmu oraz zmieniających się z dnia na dzień parametrów. Trenerzy rozpisują trening i cała grupa realizuje ten sam program. Obciążenie danego dnia jest dla jednych zbyt słabe, dla innych zbyt mocne, a jedynie dla nielicznych może być optymalne, czyli takie które będzie trafiać w tzw. sweet spot – zapewniający maksymalny rozwój bez przemęczenia.

„Kiedy sportowiec odczuwa, że obciążenie jest zbyt słabe, może zwiększyć intensywność treningu. Jednak jeśli jest ono zbyt mocne, nie ma takiej możliwości. W takich sytuacjach trenerzy często nawet zwiększają obciążenia, bo wydaje im się, że zawodnik się leni. Również opinie samych sportowców o sobie – o formie i wytrenowaniu nie stanowią gwarancji, że są one trafne. Jedynie w oparciu o analizę obiektywnych parametrów można określić, jak optymalnie trenować” – dodaje profesor Robert Małecki.

Ktoś mógłby powiedzieć, że obecnie stosowany model rozwoju sportowców sprawdza się od lat. Jednak przyglądając się sytuacji uważniej, można dostrzec, że w skali kraju marnuje się zbyt wiele talentów. Na tysiące trenowanych zawodników zbyt rzadko udaje się wychować mistrza. Problem polega jednak również na tym, że nie udaje się wytrenować grupy zawodników na bardzo wysokim poziomie sportowym, jedynie nieco niższym od mistrzowskiego. W zamyśle twórcy systemu Activiti ma się on sprawdzać zarówno w kręgach sportowców zawodowych, jak i wśród ambitnych amatorów, którzy regularnie ciężko trenują, dbają o regenerację, a mimo to nie poprawiają swoich wyników.

Marketing internetowy – wszystko, co musisz wiedzieć, aby zacząć z niego korzystać

marketing-internetowyMarketing internetowy ma swoje źródło w marketingu tradycyjnym. Proces społeczny, pozwalający na swobodne oferowanie towarów lub usług posiadających jakąś wartość oraz ich wymiana – tak najogólniej możemy zdefiniować istotę marketingu.

U podstaw skutecznych działań marketingowych leży kompleksowa strategia marketingowa, zakładająca wykorzystanie różnych narzędzi, które umożliwiają dotarcie do jak największej grupy potencjalnych klientów/odbiorców. W tradycyjnym marketingu klient jest biernym odbiorcą komunikatów, które mogą, ale nie muszą przekonać go do skorzystania z oferty firmy. Tutaj właśnie możemy zaobserwować największą różnicę między marketingiem tradycyjnym a internetowym.

Marketing internetowy zorientowany jest przede wszystkim na interakcję z odbiorcą, który ma możliwość bezpośredniego komentowania komunikatów, może wyrażać swoje poglądy na forum i oceniać firmę czy produkty. Taka interakcja z odbiorcami komunikatów reklamowych jest niezwykle cenna, ponieważ buduje przywiązanie do marki, poczucie mocy sprawczej oraz lojalności. Warto więc dowiedzieć się co i jak robić, aby sprawnie i skutecznie wejść w świat internetowego marketingu.

Marketing internetowy – od czego zacząć?

Założeniem marketingu internetowego jest podjęcie różnego rodzaju działań promujących produkt, firmę lub markę przy wykorzystaniu Internetu. Internetowy marketing podobnie jak i ten tradycyjny oferuje wiele narzędzi, które możesz wykorzystać w swojej kampanii reklamowej.

Najpopularniejszym z nich jest oczywiście firmowa strona internetowa, zaprojektowana na podstawie potrzeb i wymagań odbiorców oraz branży, stale aktualizowana i oczywiście zoptymalizowana pod kątem pozycjonowania to wymóg konieczny do zaistnienia Twojej firmy w sieci. Jeżeli posiadasz już stronę www, która spełnia podstawowe wymagania SEO i uzyskuje wysokie pozycje w wyszukiwarkach, możesz zacząć myśleć o postawieniu kolejnego kroku w świecie marketingu internetowego.

Najważniejsze narzędzia marketingu internetowego

Do najważniejszych narzędzi internetowego marketingu oprócz firmowej strony www zaliczamy również:

  • płatne reklamy w Google Ads
  • płatne reklamy na popularnych, branżowych serwisach internetowych
  • płatne kampanie reklamowe w mediach społecznościowych
  • budowanie zaangażowanej społeczności w mediach społecznościowych
  • newsletter firmowy
  • katalogi firm branżowych
  • lokalne wyszukiwarki
  • mailing

To, jakie narzędzia wybierzesz i jakie działania podejmiesz, zależy przede wszystkim od strategii marketingowej Twojej firmy. Jeżeli prowadzisz dużą, rozbudowaną działalność, która posiada własny dział marketingu i pracowników posiadających wiedzę do prowadzenia działań promocyjnych w Internecie, wystarczy, że wspólnie opracujecie plan działania i krok po kroku będziecie wdrażać kampanie, nie zapominając o monitorowaniu efektów.

Marketing internetowy ma to do siebie, że możemy na bieżąco śledzić rezultaty podjętych działań. Istnieje mnóstwo narzędzi, dzięki którym możemy monitorować swoje kampanie e-marketingowe i mierzyć ich skuteczność. Dzięki nim dowiadujemy się czy kampania przynosi oczekiwane efekty czy też należy wdrożyć pewne zmiany. To wszystko wymaga jednak mnóstwo czasu, wiedzy o funkcjonowaniu poszczególnych kanałów i mediów, a także narzędzi do szybkiego wdrażania zaplanowanych działań.

Kiedy warto poprosić o pomoc

Nie każda firma ma możliwość zatrudnienia specjalistów od marketingu internetowego. Nie każdy właściciel małej działalności gospodarczej ma odpowiednią wiedzę oraz czas, aby prowadzić skuteczne działania reklamowe w sieci. Czy zatem muszą oni zrezygnować z korzyści, jakie można czerpać z nowoczesnych form reklamy? Nic podobnego.

Jeżeli prowadzisz firmę, która nie posiada własnego działu marketingu, lub po prostu zależy Ci, aby promocją Twojej firmy w Internecie zajął się ktoś z doświadczeniem, postaw na firmę zewnętrzną, która na co dzień zajmuje się właśnie tym. Profesjonalne działania marketingowe w Internecie to gwarancja szybkiego sukcesu oraz minimalizacji ewentualnych wpadek. Doświadczeni specjaliści od social media, pozycjonowania czy też optymalizacji stron internetowych po zapoznaniu się z Twoją branżą oraz grupą klientów przygotują takie działania i takie komunikaty, które doskonale wpiszą się w potrzeby oraz zainteresowania odbiorców.

Forum Zaufania – Warszawa – 28.03.2019

28.03.2019 w Warszawie będzie miała miejsce pierwsza edycja Forum Zaufania pod hasłem „Wiarygodność menedżerska”.

Forum Zaufania to miejsce, w którym spotyka się świat nauki i doświadczonego biznesu. To także platforma do wzajemnej inspiracji, dzielenia się wiedzą, praktyką, wynikami ciekawych badań i narzędziami użytecznymi w zarządzaniu zaufaniem.

Cel wydarzenia to również dzielenie się wiedzą i doświadczeniami z zakresu budowania i rozwijania zaufania organizacyjnego, wzmacniania wiarygodności liderów i inspirowanie do zmian.

W programie m.in.:
✅ Dlaczego opłaca się ufać i kiedy zaufanie nie jest wskazane (moduł 1).
✅ O badaniach dot. zaufania w biznesie, pewności emocjonalnej, najlepszych praktykach w zakresie budowania kultury organizacyjnej opartej o zaufanie (moduł 2).
✅ Dlaczego menedżerowie tracą zaufanie i jak unikać najczęściej popełnianych błędów (moduł 3).

Prowadzącym będzie Sebastian Kotow, praktyk, badacz , wykładowca akademicki, który obecnie pełni rolę CEO firmy szkoleniowo-doradczej – Institute of Behavioral Design, jest partnerem w firmie badawczej Neurohm i wykładowcą psychologii zarządzania na Akademii Leona Koźmińskiego na studiach MBA.forum zaufania

P.S. Dla naszych czytelników mamy rabat na bilety na Forum Zaufania. Z kodem: CEO bilety tańsze o 100 zł. Dowiedz się więcej i dokonaj zakupu na stronie www Forum! www.zaufaniewbiznesie.pl

Savills: zasoby regionalnych rynków biurowych w Polsce przekroczą wkrótce 5 mln m kw.

Do końca marca 2019 r. zasoby nieruchomości biurowych na rynkach regionalnych przekroczą w Polsce 5 mln m kw., podała firma doradcza Savills. W 2018 roku podaż nowej powierzchni biurowej w głównych ośrodkach biznesowych poza Warszawą po raz pierwszy w historii wyniosła łącznie ponad 500 000 m kw. W budowie pozostaje kolejne 920 000 m kw.

Rafał Oprocha, Wioleta Wojtczak, Piotr Skuza
Rafał Oprocha, Wioleta Wojtczak, Piotr Skuza

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej na głównych rynkach poza stolicą, tj. w Krakowie, Wrocławiu, Trójmieście, Katowicach, Poznaniu, Łodzi, Lublinie i Szczecinie na koniec grudnia 2018 r. wynosiły łącznie 4,9 mln m kw. Około 45% z niej wybudowane zostało w przeciągu ostatnich pięciu lat, notując przy tym rekordowy wynik w 2018 r., kiedy to do użytku oddano ponad 512 000 m kw. Próg 5 mln m kw. przekroczony zostanie do końca pierwszego kwartału 2019 r., m.in. za sprawą ukończenia takich projektów jak V. Offices (21 700 m kw., AFI Europe), Fabryczna Office Park I (12 600 m kw., Inter-Bud) oraz Mogilska Office (10 800 m kw., Warimpex) w Krakowie, City Forum: City One (9300 m kw., Archicom) we Wrocławiu oraz Heweliusza 18 (7900 m kw., Apollo-Rida) w Gdańsku.

“Deweloperzy biurowi już dawno dostrzegli potencjał rynków regionalnych. W 2018 r. w parze z rekordową nową podażą szedł również najwyższy w historii poziom absorbcji, co pokazuje, że na nieruchomości biurowe w tych lokalizacjach jest również popyt ze strony najemców. Daje to dobre prognozy do dalszego rozwoju regionów i wzmocnienia jednego z niezwykle ważnych atutów Polski w oczach zagranicznych inwestorów, jakim jest liczba silnych ośrodków miejskich poza stolicą” – mówi Wioleta Wojtczak, dyrektorka działu badań i analiz, Savills.

Zgodnie z najnowszym raportem Savills „Spotlight: Rynek biurowy w miastach regionalnych” niezmiennie największymi rynkami biurowymi w regionach jest Kraków (1,26 mln m kw.) i Wrocław (1,05 mln m kw.). W tych miastach w 2018 r. oddano również najwięcej nowej powierzchni, odpowiednio 155 200 m kw. i 146 600 m kw. To także tu znajduje się najwięcej powierzchni w budowie, 247 000 m kw. w Krakowie oraz 208 000 m kw. we Wrocławiu.

„W Krakowie i Wrocławiu znajduje się blisko połowa całkowitych zasobów biurowych rynków regionalnych w Polsce. Sektor nieruchomości biurowych w obu miastach w dalszym ciągu rozwija się bardzo dynamicznie, aktywność zarówno najemców jak i deweloperów jest wysoka. Z miast zlokalizowanych na południu Polski, które przyciągają sektor biznesowy warto wspomnieć również o Katowicach, gdzie zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej przekroczyły w 2018 r. pół miliona m kw.” – Rafał Oprocha, dyrektor regionu Polski południowej w dziale powierzchni biurowych Savills.

Zgodnie z danymi Savills w 2018 r. na rynkach regionalnych wynajęto blisko 645 000 m kw., co jest wynikiem zaledwie o 4% niższym od rekordu jaki miał miejsce rok wcześniej, ale aż o 67% wyższym od średniej dla ostatnich 10 lat. Najwyższy popyt odnotowano w Krakowie (blisko 210 000 m kw.) i Wrocławiu (ok. 160 000 m kw.). Na kolejnych miejscach znalazło się Trójmiasto (85 000 m kw.) oraz Poznań (70 000 m kw.).

„Rynek nieruchomości w Poznaniu oferuje blisko pół miliona m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Silną pozycję Poznania potwierdza wysoki popyt, który w 2018 r. drugi rok z rzędu przekroczył 70 000 m kw. i ustępował tylko wolumenowi wynajętej powierzchni w Krakowie, Wrocławiu oraz Trójmieście, które są jednak zdecydowanie większymi rynkami. Silny popyt w ostatnich latach spowodował w Poznaniu ponad dwukrotny spadek stopy pustostanów, z 15,3% odnotowanego w 2015 r. do 7,3% na koniec 2018 r.” – Piotr Skuza, menadżer regionalny, dział powierzchni biurowych, Savills.

Średnia stopa pustostanów dla nieruchomości biurowych w regionach na koniec grudnia 2018 r. wynosiła 8,4%, co jest najniższym wynikiem od 2008 roku. Przez długi czas czynsze za powierzchnie biurowe w miastach regionalnych pozostawały stabilne. Rosnące koszty budowy sprawiły jednak, że w tej chwili zaobserwować można trend wzrostowy, który w kolejnych miesiącach będzie szczególnie odczuwalny w przypadku najlepszych budynków w najbardziej atrakcyjnych lokalizacjach. Czynsze nominalne za nowoczesne powierzchnie biurowe wahają się, w zależności od miasta i wybranej nieruchomości, od 10 do 15 euro za m kw. miesięcznie.

Huśtawka na funcie

To ten moment. Brexit absolutnie ogniskuje na sobie uwagę nie tylko uwagę rynku funta, ale wszystkim głównych walut. Nic dziwnego, w końcu niespełna 400 godzin zostało do oficjalnej i nadal jedynej obowiązującej daty brexitu.

Huśtawka, na której znalazł się GBP (wystrzał do 1,33, cofnięcie do 1,30 i powrót w kierunku 1,3150) wyznacza rytm wahań kursów od euro po franka i jena. Fundamenty w tym tygodniu nie grają większej roli, inwestorzy zapomnieli też przejściowo o temacie wojen handlowych. Liczą się tylko polityczne nagłówki dotyczące przyszłości Wielkiej Brytanii. A te oczywiście są równie liczne, co nieprzewidywalne. Wczoraj wieczorem premier May przegrała głosowanie w Izbie Gmin nad wynegocjowaną umową dotyczącą zasad brexitu. Dziś stawką jest to, czy parlamentarzyści zdecydują o bezumownym, chaotycznym wyjściu z Unii. Jutro czeka nas ewentualne głosowanie nad odroczeniem brexitu, który faktem stać ma się już z końcem miesiąca. Nie można też uciec przed wrażeniem, że odsunięcie daty wyjścia z UE nie gwarantuje nic ze strony brytyjskiej polityki jak tylko maraton debat, kłótni i chaosu.

Pomimo pogorszenia rynkowego sentymentu w końcówce ubiegłego tygodnia, inwestorzy nie kwapią się do pochopnego przechodzenia do wyprzedaży ryzykownych aktywów. Jakkolwiek raport NFP miał zadatki na podsycenie obaw o globalne spowolnienie gospodarce, po aktywach rynków wschodzących nie było widać nasilenia negatywnej presji i ucieczki w kierunku bezpiecznych przystani. Przy braku spirali wyprzedaży na rynku akcji popyt na JPY powinien wygasać.

Dla jena w tym tygodniu centrum uwagi będzie posiedzenie Banku Japonii (czw-pt), wokół którego widzimy ryzyka budowania przez rynek gołębich oczekiwań. BoJ stoi przed tymi samymi wyzwaniami, co inne banki centralne na świecie – pogarszające się wskaźniki gospodarcze skłaniają do gołębiego zwrotu. Dane za styczeń z Japonii był słabe, co powinno wpłynąć na obniżenie perspektyw wzrostu dla 2019 r. (choć w marcu nie dochodzi do aktualizacji prognoz). Dodatkowo profil inflacji w Japonii nie wskazuje na jakiekolwiek oznaki powstawania presji cenowej.

Oczywiście arsenał BoJ do rozszerzenia luzowania jest mocno ograniczony. To samo jednak można powiedzieć o możliwościach EBC, a mimo to marcowe posiedzenie przyniosło chwilową acz mocną deprecjację wspólnej waluty. Sądzę, że konferencja prezesa BoJ Kurody może przynieść sygnały obaw banku o kondycję gospodarki z zasugerowaniem gotowości BoJ do działania. Wielka trójka banków centralnych w sposób spójny załagodzi zatem zapewne swoją retorykę. Po Rezerwie Federalnej i Europejskim Banku Centralnym przychodzi czas na Bank Japonii.

Z drugiej strony uważamy, że odbicie dolara nowozelandzkiego, który w ostatnich pięciu dniach jest wyraźnie najsilniejszą z głównych walut a przede wszystkim zawrócenie AUD/USD od 0,70 nie mają uzasadnienia innego jak tylko techniczna korekta. Zwłaszcza w tym drugim przypadku tło makroekonomiczne pozostaje wręcz fatalne, co powinno wywierać presję na walutę, także na tzw. crossach surowcowych, czyli AUD/CAD czy AUD/NZD. EUR/PLN pozostaje przyklejony do 4,30 i w tym zakresie nie spodziewamy się zmian. EUR/USD zbliżył się do 1,13, lecz dopiero powrót na 1,1320 dawałby podstawy po optymistyczniejszego spojrzenia na przyszłośc euro. Do wykrystalizowania się pozytywniejszej aury wokół wspólnej waluty może przyczynić się pozytywne rozstrzygnięcie sprawy brexitu, lecz by stało się to trwalszym trendem potrzeba pozytywnych informacji z gospodarki Eurolandu. A na to na razie się nie zanosi.

Bartosz Sawicki
Dom Maklerski TMS Brokers S.A.