XTPL z rekordem przychodów ze sprzedaży produktów i usług w IV kwartale i całym 2023 r.

XTPL według wstępnych szacunkowych danych wygenerował w IV kwartale 2023 roku najwyższe historycznie przychody ze sprzedaży produktów i usług. Wyniosły one 4,4 mln zł, co oznacza wzrost o 29% w ujęciu r/r oraz 20% w ujęciu kw/kw. Globalny dostawca przełomowych rozwiązań nanodruku dla rynku nowoczesnej elektroniki w całym 2023 roku osiągnął 13,6 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług rosnąc o 35% r/r i utrzymując wysokie tempo komercjalizacji swoich rozwiązań. Na rekordowy wynik IV kwartału 2023 roku istotny wpływ miało dostarczenie łącznie 5 urządzeń prototypujących Delta Printing System (DPS) oraz zakończenie czwartego etapu prac rozwojowych w ramach fazy technologicznej z Nano Dimension Ltd. w obszarze zaawansowanych płytek PCB. Szacunkowy stan środków pieniężnych Spółki na koniec 31 grudnia 2023 roku wyniósł 27,1 mln zł, co w pełni zabezpiecza realizację w 2024 roku elementów Strategii na lata 2023-2026, ogłoszonej przez XTPL w listopadzie ubiegłego roku. Backlog Spółki na dzień 19 stycznia w postaci złożonych zamówień na dostarczenie urządzeń DPS w 2024 roku wynosi 5 szt.

Komercjalizacja urządzeń prototypujących Delta Printing System została rozpoczęta przez XTPL na przełomie 2020 i 2021 roku. Spółka do 19 stycznia 2024 roku potwierdziła łącznie 25 zamówień urządzeń DPS, z czego 13 zamówień w 2023 roku, o 6 więcej niż w 2022 roku. Spółka dostarczyła i rozliczyła w 2023 roku łącznie 13 urządzeń DPS, o 10 więcej niż w całym 2022 roku. Cena jednostkowa urządzenia DPS wynosi ok. 170-200 tys. euro.

– Rekordowy IV kwartał to dla nas bardzo dobre dopełnienie i podsumowanie 2023 roku, jednego z najbardziej intensywnych i kluczowych okresów dla długoterminowego rozwoju XTPL. Utrzymaliśmy wysokie tempo wzrostu przychodów z komercjalizacji naszych trzech linii biznesowych, a wszystkie projekty nakierowane na przemysłowe wdrożenia cały czas postępują. W aż dwóch z nich przeszliśmy w ubiegłym roku do zaawansowanego etapu budowania prototypu przemysłowego urządzenia z technologią XTPL w jego sercu. Dodatkowo z sukcesem przeprowadziliśmy ofertę publiczną, zabezpieczając środki na ogłoszoną na lata 2023-2026 Strategię rozwoju, która w szeroki sposób adresuje nasze plany biznesowe, operacyjne, organizacyjne i przede wszystkim stawia jasny, mierzalny cel w postaci osiągnięcia 100 mln zł ze sprzedaży produktów i usług do końca 2026 roku. Rok 2024 rozpoczynamy zatem ze świadomością jasno wytyczonej ścieżki do realizacji tego celu i poczuciem komfortu w postaci już istniejącego backlogu zamówień na nasze urządzenia prototypujące DPS oraz satysfakcji z coraz silniejszej marki jaką na arenie międzynarodowej staje się XTPL – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

XTPL komercjalizuje trzy posiadane linie biznesowe oraz generuje dodatkowe przychody z tytułu dotacji, które stanowią ważną część współfinansowania prowadzonych projektów o charakterze B+R. Wartość pozyskanych dotacji w IV kwartale 2023 roku wyniosła 0,7 mln zł w porównaniu do 2,9 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. W całym 2023 roku wartość pozyskanych dotacji przełożyła się na 3,4 mln zł względem 5,9 mln zł w 2022 roku. Zgodnie z zasadą rozliczania grantów, tylko część środków zostanie uwzględniona w rachunku wyników za IV kwartał 2023 roku, pozostała część będzie ujęta w bilansie w przychodach przyszłych okresów. Stan środków pieniężnych Spółki na dzień 31 grudnia 2023 roku wyniósł 27,1 mln zł.

– Ostatni kwartał 2023 roku to wyraźny wzrost przychodów w wyniku efektywnie prowadzonych działań poszczególnych działów naszej firmy, od sprzedaży i marketingu, poprzez działy badawcze, produkcję i logistykę. Każdy z tych obszarów sukcesywnie wzmacniamy, pamiętając o strategicznym celu 100 mln zł przychodów ze sprzedaży w roku 2026. Dział sprzedaży rozbudowujemy również  poprzez umowy jakie zawieramy z nowymi dystrybutorami rozwiązań oferowanych przez XTPL. W IV kwartale do grona pokrywanych przez nas rynków dołączyły: Tajwan, Stany Zjednoczone, Singapur i Korea Południowa. To rynki o wysokim potencjale na którym produkty XTPL będą od teraz jeszcze bardziej widoczne i dostępne dla potencjalnych klientów. Z myślą o generowaniu kolejnych szans sprzedażowych w 2024 roku zamierzamy także zwiększyć naszą obecność na targach branżowych. Według naszych szacunków ponad 60% wygenerowanych kwalifikowanych leadów, które przełożyły się na zamówienie i dostawę urządzeń DPS, to wynik naszej widoczności na międzynarodowych targach w 2023 roku. Pokazujemy się tam w charakterze uczestnika, a także wystawcy czy speakera. W 2024 roku w tego rodzaju charakterze zamierzamy być obecni w ponad 13 krajach na różnego rodzaju konferencjach i wydarzeniach. Widzimy namacalne efekty tej aktywności i wierzymy, że przyniesie to szereg korzyści również w 2024 roku w każdej rozwijanej przez nas linii biznesowej – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące Delta Printing System (DPS) oraz High Performance Materials (HPM, nanotusze). Spółka posiada łącznie 9 projektów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, z czego na zaawansowanych etapach rozwoju znajdują się 4 projekty obejmujące 3 strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki, wyświetlacze oraz zaawansowane płytki PCB. Łączny potencjał z wszystkich 9 rozwijanych obecnie projektów przemysłowych, przy założeniu ich pozytywnej walidacji, Spółka szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

Strategia XTPL na lata 2023-2026 zakłada koncentrację na dwóch głównych obszarach działalności. Pierwszym jest rozwój biznesu i sprzedaży w celu realizacji przychodów komercyjnych na poziomie 100 mln zł do końca 2026 roku i osiągnięcie pierwszych wdrożeń technologii XTPL na przemysłową skalę. Ponadto planowane jest poszerzenie rozwijanych projektów o nowe branże w postaci telekomunikacji i biosensorów, a także dalsza rozbudowa międzynarodowej sieci dystrybutorów i utworzenie stacjonarnych centr sprzedażowych w kluczowych technologicznie destynacjach: USA, Tajwan, Korea Płd. Drugi obszar to rozwój operacyjny i całej organizacji celem istotnego zwiększenia zdolności produkcyjnych we wszystkich trzech liniach biznesowych oraz kontynuacja prac B+R nad istniejącym portfolio oraz przyszłymi produktami Spółki. Działaniom tym towarzyszyć będzie dostosowywanie struktury organizacji poprzez udoskonalanie procesów wewnętrznych i w konsekwencji zbudowanie silnej marki z dopasowaną ofertą i celowanymi rynkami. Przyciągnięcie do Spółki nowych talentów pozwoli rozwinąć posiadane kompetencje, a także je poszerzyć.

Rejestracje nowych samochodów w Polsce w 2023 r.

W Polsce z roku na rok rejestruje się coraz więcej nowych samochodów, Polacy niezaprzeczalnie wracają do rzeczywistości sprzed pandemii, jednak już z zupełnie nowymi upodobaniami. Najnowszy raport Związku Dealerów Samochodów przedstawia nie tylko to jak w ostatnich 12 miesiącach zmieniała się dynamika pierwszych rejestracji nowych samochodów osobowych, dostawczych i ciężarowych, ale także pokazuje jakie typy napędów były najchętniej wybierane przez Polaków.

Raport pokazujący ile nowych samochodów zarejestrowano w Polsce w 2023 roku został przygotowany przez Związek Dealerów Samochodów w oparciu o informacje dostarczone przez Polski Związek Przemysłu Motoryzacyjnego, a same dane przedstawione przez organizacje rynku motoryzacyjnego pochodziły z bazy CEP.

2023 rok był pierwszym w ostatnich latach, kiedy w ciągu żadnego miesiąca nie zostały odnotowane spadki w rejestracjach samochodów osobowych w skali „rok do roku”. Oznacza to, że każdy z ostatnich 12 miesięcy był lepszy pod względem ilości zarejestrowanych nowych samochodów od swojego odpowiednika w 2022 roku. W 2023 roku zarejestrowano w Polsce 475 032 nowych samochodów osobowych, co daje średnio niecałe 40 tysięcy rejestracji miesięcznie. Jest to wynik o ponad 13% lepszy niż przed rokiem.

W Polsce niezmiennie przeważają tzw. rejestracje na firmę, które stanowią ponad 70% wszystkich pierwszych rejestracji osobówek w kraju. To oznacza, że mniej niż 30% nowych samochodów jest zarejestrowanych na osoby prywatne. Warto mieć na uwadze, że w 2023 roku zarejestrowano 64 522 samochodów dostawczych do 3.5 tony, co jest wynikiem o 3,7% lepszym niż przed rokiem. Łącznie z pojazdami osobowymi daje to jednak pokaźny wynik 539 554 rejestracji wszystkich nowych samochodów do 3.5 tony.

W pozostałych kategoriach wyniki w skali „rok do roku” pozostają w większości również pozytywne. Pojazdów ciężarowych 3.5-16 ton pojawiło się aż 36,3% więcej niż w 2022 roku, co dało wynik 3694 sztuk. Jedynie pojazdów ciężarowych powyżej 16 ton zarejestrowano nieco mniej w 2022 roku, ale wynik 31 778 ciężarówek jest zaledwie o 1,2% słabszy od zeszłorocznego.

Rok 2023 okazał się być przełomowym pod względem preferowanego w Polsce typu napędu. Dotychczasowa dominacja samochodów benzynowych została skutecznie przełamana już w sierpniu. Od tamtego czasu, nieustanie najchętniej wybierane są pojazdy niskoemisyjne, a dokładnie hybrydy typu HEV oraz MHEV, których w samym grudniu zarejestrowano 17 453 sztuki. To ponad 1,5 tysiąca więcej samochodów niż w przypadku napędów czysto benzynowych w skali jednego miesiąca. Pozostałe typy napędów, czyli pojazdy zasilane olejem napędowym, LPG, pojazdy bateryjne i hybrydy PLUG-IN przez cały rok utrzymywały swoją popularność na relatywnie stabilnym poziomie.

„Przebicie magicznej granicy pół miliona rejestracji samochodów do 3.5 tony jest dla nas wszystkich bardzo ważnym osiągnięciem. Oznacza to, że wracamy do wyników sprzed 2020 roku, gdy rynek był jeszcze zdrowy. Bardzo interesujący jest nie tylko dla dealerów, ale całej branży automotive tegoroczny wzrost popularności tzw. miękkich hybryd. Ostatnie miesiące pokazują, że był to najpopularniejszy typ wybieranego napędu. Jeżeli zsumujemy wyniki hybryd miękkich, PLUG-IN i samochodów elektrycznych może się okazać, że niedługo pojazdy zero- i niskoemisyjne będą stanowić ponad 50% całego rynku.” – komentuje Paweł Tuzinek, prezes Związku Dealerów Samochodów.

Budżet państwa na rok 2024: założenia, bezpieczniki i ryzyka. Komentarz głównego ekonomisty BCC

Rząd zakłada znaczny wzrost PKB o 3 proc. To znaczne przyśpieszenie w stosunku do roku 2023 i do poziomu zbliżonego do trendu w okresie transformacji od roku 1992.

Natomiast średnioroczna inflacja ma zgodnie, z tym razem realistyczną prognozą NBP, zmaleć z 12 proc. w roku 2023 – do 6,6 proc. Ponieważ inflacja ma przewyższać znacznie stopy procentowe od depozytów bankowych oraz wysokiego (około 10 proc.) tempa wzrostu nominalnego PKB będzie to oznaczać utrzymanie się nadal dość wysokiego poziomu podatku inflacyjnego.

Podatek inflacyjny pomaga utrzymać pod kontrolą deficyt budżetowy. Tym niemniej  deficyt ten ma być wysoki, 184 mld zł i 4,8 proc. PKB, ale nadal znacznie mniejszy niż oczekiwany przez ekonomistów przy zapowiadanej dotąd realizacji wzrostu wydatków na zdrowie, obronę narodową, szkolnictwo oraz podwojenia kwoty wolnej od podatku.

Bezpieczniki

W 2024 roku wydatki publiczne na zdrowie mają wynieść 192 mld zł, czyli 5 proc. PKB, a nie jak prognozowano dotąd około 7 proc. PKB. Rząd może argumentować, że wydatki prywatne na zdrowie wynoszą około 2 proc. PKB, Więc prognoza 7 proc. może faktycznie odnosić się to całkowitych wydatków. Druga korekta dotyczy wydatków na obronę narodową, które mają wynieść 104,6 mld zł, czyli 2,8 proc. PKB. Dotychczasowe  prognozy zakładały, że te wydatki kształtować się będą na poziomie 4 proc. PKB. To istotna korekta.

Budżet na ten rok zakłada też utrzymanie kosztu obsługi długu publicznego na poziomie 66,7 mld zł, zamiast oczekiwanych prze wielu około 80-100 mld zł. Z pomocą ministrowi finansów, przyszło bez wątpienia zakończenie wojny prawnej z UE, którego rezultatami są: umocnienie kursu złotego oraz obniżenie oprocentowania nowego długu publicznego.

Ryzyka

Rząd utrzymuje w budżecie podwojenie kwoty wolnej od podatku dochodowego (PIT), z poziomu 30 tys. zł rocznie do 60 tys. zł.  Ta obietnica jest politycznie bardzo ważna. Należy jednak zwrócić uwagę, że to koszt  bliski 40 mld zł.  Według szacunków ministerstwa finansów może być on jeszcze o około 10 mld wyższy. Oznaczałoby to istotny ubytek dochodów jednostek samorządu terytorialnego, co z kolei zmusiłoby rząd do znacznego zwiększenia subwencji dla gmin i powiatów. Ta subwencja ma według przyjętego budżetu wzrosnąć o 18,4 proc. i wynieść 117.9 mld zł. To wzrost subwencji o blisko 20 mld zł. Nie ma też pewności dotyczącej wielkości zysku NBP, który według wstępnej oceny miał wynieść 20 mld zł.

Przyjęty przez Sejm rządowy projekt budżetu państwa na rok 2024 jest trochę ryzykowny, ale mniej niż zakładało wielu analityków. – podsumowuje Stanisława Gomułka, główny ekonomista BCC.

Atak Pakistanu na Iran. Czy to początek wojny?

Ostatnimi czasy na świecie przybywa konfliktów zbrojnych. Niemal każde wydarzenie analitycy interpretują jako potencjalny początek nowego konfliktu. Nie inaczej jest obecnie między Iranem a Pakistanem, których nie najlepsze relacje się jeszcze ochłodziły.

Interwencja Pakistanu w Iranie

Zgodnie z doniesieniami agencji AFP w nocy pakistańska armia zaatakowała cele określane jako grupy terrorystów. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie był to atak bombowy na terenie Iranu. Pomiędzy obydwoma krajami w ostatnim czasie “iskrzy”. Iranowi też zdarzyło się wykonać działania w Pakistanie. Ministerstwo Spraw Zagranicznych oczywiście poinformowało o respektowaniu suwerenności terytorialnej Iranu, aczkolwiek w obliczu bombardowania celów w tamtym regionie nie do końca wiadomo, co to oznacza. W ramach wymian uprzejmości doszło do odwołania ambasadora Pakistanu w Iranie. Zakazano również wjazdu do Pakistanu jego irańskiemu odpowiednikowi. Na razie wygląda to na poważny impas polityczny, gdzie w tle jak to niestety często bywa, gra miejsce religia. Pakistan i Iran reprezentują odmienne odłamy Islamu.

Przerwa w spadkach tempa wzrostu cen

W ostatnich tygodniach w wielu krajach byliśmy świadkami sytuacji, gdzie po dużych spadkach poziomu wzrostu cen mamy efekt jojo. Skalę odbicia widać doskonale w podsumowaniu, jakim jest wskaźnik inflacji konsumenckiej w strefie euro. Wynosi ona 2,9%, a miesiąc temu wynosiła 2,4%. Jest to wynik dokładnie zgodny z oczekiwaniami. Oddala on w czasie obniżki stóp procentowych. To z kolei jest czynnikiem, który powinien wpływać korzystnie na euro. Nie widać go na wykresie po danych, gdyż inflacja ze strefy euro w momencie publikacji jest znana z dokładnością do zaokrągleń bo znamy wyniki z danych cząstkowych.

Ceny na Wyspach nie spowalniają

Wczorajsze dane na temat tempa wzrostu cen z pewnością nie zachwyciły Brytyjczyków. Inflacja wg prognoz miała spaść pierwszy raz od stycznia 2022 poniżej 5%. Jak się łatwo domyślić z tytułu tego paragrafu, nie spadła. Pozostała na poziomie 5,1%. Z drugiej strony mamy też inflację producencką, która z kolei spowalnia. Analitycy spodziewali się wzrostu i 0,4% względem zeszłego roku, faktyczny wzrost wyniósł jednak symboliczne 0,1%. Jesteśmy zatem blisko powrotu do sytuacji sprzed miesiąca, gdzie ceny producentów naprawdę spadały, a nie tylko rosły wolniej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

13:30 – strefa euro – protokół z posiedzenia EBC,
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych,
14:30 – USA – budowy domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

Branża meblarska w Polsce – od boomu do kryzysu

Polska branża meblarska, z bogatą historią i tradycją, dziś stoi na rozstaju dróg i zmaga się z dynamicznymi zmianami gospodarczymi, technologicznymi i geopolitycznymi. Kiedyś niekwestionowany lider w produkcji i eksporcie mebli w Europie, teraz musi adaptować się do nowych realiów rynkowych, które ukształtowało spowolnienie gospodarcze. Od półtora roku firmy meblarskie borykają się z kryzysem, zmagają z wysokimi kosztami produkcji, nową konkurencją oraz rosnącym zadłużeniem.

Szczególnie trudnym dla przemysłu meblarskiego był rok 2023. Produkcja mebli spadała, co było bezpośrednio związane z ograniczeniem popytu, zapaścią w budownictwie mieszkaniowym, a także rosnącymi cenami energii, surowców oraz wynagrodzeń. Firmy meblarskie zaczęły zwalniać pracowników, a kryzys w branży jeszcze bardziej się pogłębił. Słabnącą aktywność potwierdzają dane GUS – w pierwszych dziewięciu miesiącach 2023 roku produkcja mebli spadła o 12 proc. w porównaniu do analogicznego okresu 2022 r.

Kryzys branży meblowej – wzrost kosztów i spadek konkurencyjności

Problemy rynku meblarskiego zaczęły się tuż po pandemii COVID-19, gdy gospodarstwa domowe, które kupowały bardzo dużo trwałych dóbr w latach pandemii, po jej zakończeniu ograniczyły wydatki na ten cel. Popyt zaczął wkrótce dodatkowo schładzać wybuch wojny w Ukrainie, wzrost niepewności, nasilenie procesów inflacyjnych, podwyżki stóp procentowych i kryzys na rynku mieszkaniowym. W górę poszybowały ceny energii (branża meblarska jest bardzo energochłonna) oraz surowców.

Według danych Polskiej Izby Gospodarczej Przemysłu Drzewnego średnia cena sprzedaży drewna sosnowego tartacznego w Lasach Państwowych wzrosła z 260 zł/m3 w 2019 r. do 425 zł/m3 w pierwszej połowie 2023 r. Wysokie ceny drewna dodatkowo podkręca rynek chiński, który na potęgę importuje drewno z Europy. Sytuację pogarsza też decyzja Lasów Państwowych o wygaszaniu certyfikacji FSC, co pośrednio wpływa na konkurencyjność polskich firm meblarskich w Europie, gdzie taka certyfikacja jest ważna dla klientów.

Kurczą się rynki zbytu za granicą

Od wielu lat Polska była jednym z największych eksporterów mebli w Unii Europejskiej i na świecie. Swoją pozycję zawdzięczaliśmy przystępnej cenie oraz wysokiej jakości, które charakteryzują polskie wyroby meblarskie. W 2019 r. branża meblarska odpowiadała za prawie 6 proc. eksportu, obecnie – według Polskiego Funduszu Rozwoju – to zaledwie 4,5 proc.

Ten rekordowy spadek udziału, to efekt dekoniunktury na rynkach europejskich i pesymistycznych nastrojów tamtejszych konsumentów. GUS podaje, że roczna dynamika eksportu mebli po wrześniu 2023 r. wyrażona w euro stała się ujemna i wynosi -1 proc. Jednocześnie ujemna jest wartość w kilogramach: – 10,3 proc. po czerwcu 2023 r. Świadczy to o wzroście cen przy jednoczesnym ograniczeniu popytu.

Szczególnie dotkliwe okazało się spowolnienie gospodarcze w Niemczech, naszym głównym rynku eksportowym, bo trafia tam w większości kategorii ponad jedna trzecia naszego eksportu. Już w 2020 r. Chiny przejęły od nas pałeczkę największego dostawcy mebli na rynek niemiecki. W trzecim kwartale 2023 roku eksport mebli do Niemiec spadł o 6,2 proc., co dla branży było sporym ciosem. Import mebli do Niemiec od stycznia do września 2023 roku był o jedną piątą niższy niż w tym samym okresie ubiegłego roku.

Branża meblarska tonie w długach

Mimo rosnących kosztów, producenci mebli nie są jednak w stanie podnosić odpowiednio cen, bo popyt jest już i tak bardzo niski. W efekcie branża zaczyna borykać się z poważnymi problemami finansowymi. Z danych Krajowego Rejestru Długów wynika, że zadłużenie firm z tego sektora wynosiło na koniec trzeciego kwartału 2023 r. około 111 mln zł, co stanowi wzrost o 21 mln zł w porównaniu do roku ubiegłego. Od października 2022 r. liczba dłużników wzrosła o 6,6 proc. W okresie od lipca 2022 do lipca 2023 roku w bazach BIG InfoMonitor i BIK przybyło 249 przedsiębiorstw z przeterminowanymi zobowiązaniami, co doprowadziło do wzrostu liczby aktywnych, zawieszonych i zamkniętych firm z zaległościami do niemal 2,8 tys. zł, czyli 5,5 proc. w całej branży. Problemy finansowe dotykają nie tylko firm, które miały je już wcześniej, ale również tych, które dotąd były uważane za solidnych płatników. Długi branży zarejestrowane w Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor wzrosły w lipcu 2023 r. do 266,2 mln zł.

Skalę sytuacji w branży pokazują dane zebrane przez Dun & Bradstreet. W pierwszych sześciu miesiącach 2023 roku liczba ogłoszonych w sądach gospodarczych upadłości firm meblarskich wyniosła 39, w porównaniu do 12 w analogicznym okresie roku ubiegłego – stanowi to wzrost aż o 225 proc. Liczba upadłości w całym 2022 roku wyniosła 39, w porównaniu do 23 w 2021 i 14 w 2020 roku. Wzrost liczby upadłości w ostatnich pięciu latach przed pandemią oscylował wokół 10, co pokazuje jak gwałtownie wzrosła liczba firm znikających z rynku.

Słabe perspektywy branży na 2024 rok

Według opublikowanych przez GUS danych, wartość produkcji sprzedanej mebli w pierwszych trzech kwartałach 2023 roku była o 6 proc. niższa niż w analogicznym okresie roku poprzedniego. Szacunki wskazują, że cały rok 2023 przyniósł spadek wartości produkcji sprzedanej o 3-5 proc. i aż 20-procentowy spadek wolumenu wyprodukowanych mebli. Niestety, perspektywy dla polskiej branży meblarskiej nie są aż tak optymistyczne. Wzrost kosztów produkcji, w tym wynikający z wysokich podwyżek pensji minimalnej oraz umocnienie złotego obniża konkurencyjność polskich producentów w stosunku do innych rynków Europy Środkowo-Wschodniej – zwłaszcza Bułgarii i Rumunii – oraz Azji (Wietnam, Indie).

W nieco dłuższej perspektywie nadzieję na poprawę stanowi prognozowane ożywienie koniunktury gospodarczej i odbicie na rynku nieruchomości, przy czym za granicą to ożywienie nastąpi z pewnym opóźnieniem w stosunku do cyklu koniunkturalnego w Polsce. Pozytywny sygnał dla rynku meblarskiego stanowi też zmiana podejścia nowego rządu do wykorzystania drewna. Planowane ograniczenie wywozu drewna i zakaz jego spalania w sektorze energetycznym powinny przynieść ulgę dla polskich producentów, którzy borykają się z wysokimi kosztami surowców.

Branża będzie jednak musiała się dostosować do nowych realiów. Aby sprostać nowym wyzwaniom, firmy meblarskie w Polsce muszą skupić się na innowacjach i adaptacji. Rozwój kanałów e-commerce, inwestycje w technologie zrównoważonej produkcji i automatyzacja procesów produkcyjnych to kroki, które mogą zwiększyć konkurencyjność polskich firm meblarskich na globalnym rynku.

To wymaga oczywiście nakładów finansowych. W obliczu rosnących problemów oraz drogich i trudno dostępnych kredytów, branża meblarska musi szukać nowych sposobów na poprawę swojej sytuacji. Takim rozwiązaniem może być leasing zwrotny lub faktoring, czyli usługa finansowa, która umożliwia firmom sprzedaż nieprzeterminowanych faktur za gotówkę. Ta opcja staje się coraz bardziej popularna wśród małych i średnich przedsiębiorstw, w tym w branży meblarskiej. Jest dobrym sposobem na uwolnienie środków zamrożonych w fakturach i ich przeznaczenie na spłatę długów czy uregulowanie zobowiązań pracowniczych. Dzięki temu przedsiębiorstwo może kontynuować działalność, unikając jednocześnie konieczności zaciągania nowych kredytów.

– Warto podkreślić, że dodatkową zaletą faktoringu może być nie tylko poprawia płynności finansowej, ale również przejęcie przez faktora ryzyka niewypłacalności klientów oraz weryfikacja kontrahentów, co zwiększa bezpieczeństwo transakcji, zwłaszcza w handlu zagranicznym – podkreśla Tomasz Rodak, dyrektor sprzedaży w Bibby Financial Services.

Kumulacja problemów – od słabego popytu po niekorzystne warunki dla pozyskiwania surowców – stawia polską branżę meblarską w niezwykle trudnej sytuacji. Zmagając się z tymi trudnościami, musi wykazać się innowacyjnością i elastycznością, aby odzyskać silną pozycję na rynku międzynarodowym i krajowym. Zderzenie tradycyjnych atutów, takich jak jakość produkcji i konkurencyjność cenowa, z nowoczesnymi wyzwaniami gospodarczymi, ukierunkowaniem na ekologię oraz rosnącą konkurencją międzynarodową, wymagają szybkiej adaptacji, poszukiwania nowych rozwiązań (e-commerce, automatyzacja produkcji) oraz możliwości rozwoju (nowe rynki). Pomocny może być w tym faktoring i inne narzędzia finansowe.

Mocna końcówka roku dla funduszy obligacji korporacyjnych

Grudzień był drugim najmocniejszym miesiącem pod kątem wpłat netto inwestorów do funduszy obligacji korporacyjnych w 2023 r., które wyniosły 376 mln zł. Lepszym miesiącem był jedynie wrzesień, podczas którego do tej klasy aktywów wpłacono netto 411 mln zł. Tym samym grudzień był siódmym miesiącem z rzędu z przewagą napływów netto, a w sumie w tym czasie wyniosły one ponad 2 mld zł.

Dane te nie dziwią w obliczu dwóch faktów. Po pierwsze, ogólnie mocne napływy do funduszy dłużnych w tym okresie, średnio miesięcznie wynosiły one właśnie ponad 2 mld zł. A czynnikiem równie istotnym (o ile nie istotniejszym) są mocne wyniki funduszy obligacji korporacyjnych. Tylko w ostatnim miesiącu zarobiły one średnio 1,40 proc., a ich średnia stopa zwrotu za ostatnie 12 miesięcy to 11,50 proc. Po drugie, wysokie napływy netto połączone z dodatnimi stopami zwrotu sprawiły, że aktywa funduszy obligacji korporacyjnych wzrosły do 10,77 mld zł. Oznacza to wzrost o 5,1 proc. m/m.

Atrakcyjne stopy zwrotu, brak materializacji ryzyka kredytowego, zadowalająca płynność, spora liczba emisji publicznych zwiększająca świadomość i obecność „rynkową” to podstawowe czynniki przemawiające za tą klasą aktywów. Rok 2024 również zapowiada się optymistycznie.

Szymon Gil, Makler Michael / Ström Dom Maklerski

Ceny materiałów budowlanych w dół. Szczególnie mocno tanieje drewno

Spadają zamówienia na polskie drewno na rynkach zagranicznych, co powoduje, że surowiec jest tańszy dla polskich konsumentów. Jeżeli ktoś planuje budowę domu lub remont – to prawdopodobnie jest to najlepszy czas od pandemii COVID-19 na podjęcie takiej decyzji, przekonują eksperci rynku nieruchomości.

Mniej zamówień na drewno z zagranicy. Mocny spadek cen na rynkach

Statystyki przedstawione przez Polskie Składy Budowlane potwierdzają eksperci rynku nieruchomości. Spadek cen jest widoczny szczególnie w przypadku drewna, chemii budowlanej i produktów pochodnych od tych surowców. Ustabilizowały się ceny np. izolacji termicznych czy dachówek, a jeszcze w 2021 roku składy budowlane i hurtownie wręcz tworzyły kolejki chętnych na te produkty.

– Czynników wpływających na taką sytuację jest kilka. Prowadzonych jest obecnie mniej inwestycji deweloperskich, a i mieszkańcy indywidualni bardzo często podejmowali decyzje, by nie budować się w 2022 roku i czekać na lepszy moment. Brak popytu na materiały budowlane, szczególnie drewnopochodne, spowodował, że spadek cen był trudny do uniknięcia – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. – Trudno powiedzieć jak długo taka tendencja może się utrzymać. Na pewno widzimy, że programy typu „Bezpieczny kredyt 2%” napędziły koniunkturę na zakup gotowych mieszkań, a to również mogło mieć wpływ na mniejszą ilość decyzji o budowie domu – dodaje ekspert.

Spadek cen materiałów budowlanych jest szczególnie widoczny, gdy ceny obecnie porównamy do lat 2020-2021, gdy ceny galopowały, a osoby budujące i remontujące wręcz ustawiali się w kolejkach po szyby, dachówkę, cegły czy cement.

– Możemy powiedzieć, że w przypadku cen materiałów budowlanych pękła pewna bańka. Niektóre składy budowlane do dzisiaj wyprzedają towar, który magazynowali w czasach pandemii – mówi Król.

Czas na remont? Lakiery, farby i kleje nadal drogie. „Wykończeniówka” jeszcze bez korekty

Jak kształtują się więc ceny materiałów budowlanych? Największe spadki cen widoczne są w przypadku drewna. Więcej niż w ubiegłym roku możemy zapłacić za kleje, farby, lakiery, niektóre produkty chemiczne. Więcej płacimy także za tapety, co jest efektem wzrostu cen na rynku celulozy.

– Można powiedzieć, że nawet jeżeli ceny materiałów budowlanych w niektórych segmentach rosną, to są to zwykle produkty wykończeniowe, a nie stosowane przy podstawie budowy domu. Poza tym te wzrosty to zaledwie kilka procent, nawet mniej niż wynosi obecna inflacja. Rynek budowlany więc, zarówno pod kątem deweloperskim jak i materiałowym, przeżywa nadal spowolnienie. Mniej się buduje, a więc ceny materiałów muszą przechodzić bieżącą korektę. To dobry moment na rozpoczęcie budowy domu lub na remonty nieruchomości – mówi Mirosław Król.

Rośnie także dostępność ekspertów budowlanych. Jak mówi Mirosław Król pierwszy raz od wielu miesięcy polskie firmy deweloperskie otrzymują propozycje od polskich pracowników, którzy realizowali zlecenia dla np. niemieckich czy duńskich inwestorów.

– Pracy w tych krajach jest mniej. Niektórzy myślą o powrocie do Polski – przyznaje ekspert.

Mocna sprzedaż detaliczna w USA ogranicza prawdopodobieństwo obniżek stóp

Mocny raport o sprzedaży detalicznej z USA spowodował, że indeksy z Wall Street straciły, rentowności amerykańskich obligacji urosły a dolar lekko zyskał w pierwszej części dnia ale ostatecznie zamknął dzień na podobnym poziomie. Rynek wczoraj ponownie dostosowywał swoją zbyt optymistyczną wycenę obniżek stóp procentowych przez główne banki centralne. Funt zyskał po raporcie inflacyjnym. Złoto spadło w okolice 2005 USD i było najtańsze od ponad miesiąca.

Obecnie kontrakty Fed Fund Futures wyceniają 55 proc. szans na cięcie stóp o 25 punktów bazowych w marcu. To zdecydowanie mniej niż na przykład w miniony piątek, kiedy prawdopodobieństwo to wynosiło blisko 80 proc. Do końca 2024 roku obecnie rynek zakłada redukcję o blisko 140 pb, kilka dni temu było to prawie 170 pb. Ta zmiana wynika m.in. z wypowiedzi przedstawicieli Fed. Słowa „jastrzębie” dominują. Co prawda rynek nie otrzymał żadnej nowej wiadomości, jednak coraz dobitniej decydenci komunikują, że rynek jest w błędzie ze swoją oceną co do dalszych działań banków centralnych.

Mocny raport o sprzedaży detalicznej wskazał na utrzymującą się solidną dynamikę amerykańskiej gospodarki pod koniec 2023 roku. Grudniowy wynik wskazał wzrost o 0,6 proc. m/m. Konsensus Bloomberga wynosił 0,4 proc. Poprzednia wartość wynosiła 0,3 proc. Wyżej od oczekiwań wypadł również wynik bez samochodów (0,4 proc.) a sprzedaż bez auto oraz paliw wyniosła 0,6 proc.

Wczoraj na dane mocno reagowały rentowności amerykańskiego długu. 2-letnie wzrosły o 14 pb do 4,36 proc. a 10-letnie o 4 pb do 4,1 proc. Na rynku walutowy widoczna była aprecjacja USD, ale była mniejsza niż we wtorek. Kurs EUR/USD wyznaczył nowe lokalne minima minimalnie poniżej 1,0850. Dziś rano notowania ponownie znalazły się przez chwilę powyżej 1,09 ale na moment pisania tego komentarza kurs plasuje się tuż poniżej wspomnianego poziomu.

Układ na wykresach indeksów giełdowych z Wall Street sugeruje nieco większa korektę. Dow Jones wyrysował formację przypominającą „głowę z ramionami. W tym przypadku została już przełamana potencjalna linia szyi. Spadki przynajmniej do poziomu poprzedniego historycznego rekordu (wyznaczonego w styczniu 2022 roku) wydają się być wysoce prawdopodobne. Być może przyszedł czas na korektę tego listopadowo-grudniowego rajdu obozu „byków”. Z kolei podwójny szczyt widoczny na wykresie indeksu DAX skłania zakładać, że korekta również nie powiedziała ostatniego słowa i może zostać pogłębiona. Horyzontalne wsparcie zostało już naruszone i tym samym z technicznego punktu widzenia otwarta jest droga w kierunku 16 140 pkt. W tych okolicach przebiega zniesienie wewnętrzne Fibo 38,2 proc. a także szczyt z września 2023 roku.

Przechodząc ponownie do rynku walutowego, warto odnotować wczorajsze umocnienie funta szterlinga, które wynikało z wyższych odczytów inflacyjnych. Wzrost powyżej oczekiwań wskaźnika CPI zaskoczył rynki i spowodował, że para GBP/USD zbliżyła się wczoraj do poziomu 1,27 osiągając go w końcu dziś rano. Publikacja mogła przypomnieć rynkowi, że nadal istnieje ryzyko dla inflacji i że walka z nią nie została zakończona.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Polacy o sztucznej inteligencji: szansa czy zagrożenie?

Z najnowszego badania Pracuj.pl wynika, że sztucznej inteligencji w kontekście pracy najbardziej obawiają się ci, którzy dotychczas nie korzystali z niej w pracy. Przedstawiciele takich branż, jak marketing i PR czy HR, gdzie rozwiązania wykorzystujące mechanizmy AI często są już w tej chwili w codziennym użyciu, upatrują w nich raczej szansy rozwojowej niż zagrożenia. Z drugiej jednak strony – mimo obaw – Polacy zdają sobie sprawę, że sztuczna inteligencja może być dla nich pomocna i oceniają ją pozytywnie, na przykład przy poszukiwaniu zatrudnienia. Pod warunkiem, że nie zastąpi człowieka, lecz będzie dla niego wsparciem.

Najważniejsze informacje:

  • 22% Polaków obawia się wzrostu znaczenia AI i automatyzacji na swoim stanowisku pracy.
  • 36% boi się, że przez AI w przyszłości może zmaleć liczba dostępnych miejsc pracy.
  • Tylko 13% badanych korzystało dotychczas w pracy z narzędzi opartych o AI.
  • 1 na 4 respondentów wierzy, że sztuczna inteligencja uwolni czas na bardziej ambitne zadania.
  • 51% pozytywnie zareagowałoby na rekomendacje AI przedstawiające najbardziej dopasowane oferty pracy.
  • 27% deklaruje negatywny stosunek do wstępnej selekcji wysyłanych przez kandydatów CV przez AI (bez ingerencji człowieka).

Strach ma wielkie oczy?

W miarę dynamicznego rozwoju sztucznej inteligencji rynek pracy ulega przemianom. Ujawniają się nowe wyzwania, ale i możliwości – zarówno dla pracowników, jak i pracodawców. Automatyzacja powtarzalnych, rutynowych zadań może wkrótce stać się nieodłączną częścią współczesnego środowiska pracy.

Dlatego edukacja i szkolenia z zakresu sztucznej inteligencji są kluczowe dla dostosowania się do zmieniających się wymagań rynku pracy. I nie tylko zresztą z tego powodu. Pozwalają one oswoić się z nową technologią tym, w których budzi ona pewne obawy. A, jak pokazało najnowsze badanie Pracuj.pl, jest to całkiem spora grupa. Okazuje się bowiem, że aż 22% Polaków obawia się wzrostu znaczenia sztucznej inteligencji oraz automatyzacji procesów na swoim stanowisku pracy. Jeszcze więcej, bo aż 36% respondentów boi się, że przez sztuczną inteligencję w najbliższej przyszłości może zmaleć liczba dostępnych miejsc pracy na rynku.

Ciekawych wniosków dostarcza analiza obaw wobec sztucznej inteligencji z uwzględnieniem branż, w których pracują respondenci. Z danych wynika bowiem, że faktycznie, wzrostu znaczenia AI i automatyzacji zadań w pracy spodziewają się przede wszystkim przedstawiciele zawodów związanych z marketingiem i PR (38% z nich wyraża o to obawę), dalej z obsługą klienta (31%) oraz logistyką, zakupami i BHP (29%). Są to te branże, w których sztuczna inteligencja już dziś znajduje dość powszechne zastosowanie.

Zaskakuje jednak, że branżą, w której najczęściej pojawia się obawa o liczbę miejsc pracy w związku z rozpowszechnieniem sztucznej inteligencji, jest uroda i sport (53% przedstawicieli tej branży wyraża taką obawę). Jest to o tyle zaskakujące, że – jak pokazały badania Pracuj.pl – dotychczas tylko 7% przedstawicieli tej branży korzystało z narzędzi opartych w jakikolwiek sposób o mechanizmy sztucznej inteligencji. Warto zaznaczyć, że średnia dla wszystkich branż wynosi 13%.

Wśród sektorów, w których AI znajduje obecnie najczęściej praktyczne zastosowanie, znajdują się marketing i PR – gdzie z AI miało okazję korzystać 29% badanych, project management (24%) oraz sprzedaż i handel (16%). Obawa o utratę miejsc pracy w związku z rozwojem AI jest w tych sektorach zdecydowanie bardziej zbliżona do średniej dla wszystkich branż.

Obawy często biorą się z niewiedzy i braku zrozumienia tego, co nowe. Nie powinno to dziwić. W tym jednak kontekście tym bardziej cieszy, że – jak wynika z naszego badania – mniej więcej aż 4 na 10 respondentów deklaruje gotowość zdobywania wiedzy w zakresie sztucznej inteligencji. Przyznają oni, że chcieliby wziąć udział w szkoleniu z wykorzystania systemów opartych o AI, jeśli zorganizowałby je pracodawca. Pracownicy biurowi są na to bardziej otwarci (50%) niż fizyczni (35%). Wynika to prawdopodobnie z faktu, że ci drudzy nie spodziewają się, by sztuczna inteligencja w najbliższym czasie odciążyła ich w wykonywanych zadaniach. Jest to oczywiście związane z charakterem ich pracy i kosztami, jakie niesie za sobą robotyzacja – komentuje Małgorzata Skonieczna, ekspertka ds. badań kandydatów w Pracuj.pl.

Z danych Pracuj.pl wynika, że 1 na 4 Polaków (26%) wierzy, że sztuczna inteligencja nie będzie wpływać negatywnie na liczbę miejsc pracy na rynku, lecz pozwoli uwolnić czas pracy na bardziej ambitne zadania. Nieco częściej (29%) wierzą w to przedstawiciele zawodów biurowych niż pracownicy fizyczni (25%). Wśród branż, których przedstawiciele najbardziej liczą na zyskanie więcej czasu dzięki AI, znajdują się m.in. prawnicy, kadra zarządcza, pracownicy sektora IT, a także inżynierowie i technicy.

AI ma wspierać, a nie zastępować

Badani zdołali także dostrzec potencjał sztucznej inteligencji w procesie rekrutacyjnym. Jak się okazuje, rekomendacje AI przedstawiające najbardziej dopasowane oferty pracy wpłynęłyby pozytywnie lub zdecydowanie pozytywnie na stosunek do ogłoszenia rekrutacyjnego u połowy (51%) respondentów, a negatywnie jedynie u 16%. Najbardziej otwarte są na nie przedstawiciele zawodów związanych z komunikacją i marketingiem – tam odsetek ten wynosi aż 92% oraz HR – 69%.

Rekomendacje sztucznej inteligencji sugerujące uzupełnienia w CV lub w profilu na portalu rekrutacyjnym, zwiększające szanse na dostrzeżenie przez pracodawcę, wpłynęłyby pozytywnie lub zdecydowanie pozytywnie na stosunek do ogłoszenia rekrutacyjnego u 53% badanych (i negatywnie u 15%).

Jak pokazało badanie, część respondentów już miało okazję skorzystać z tego rodzaju funkcjonalności. I tak z podpowiedziami AI przedstawiającymi najbardziej dopasowane oferty pracy spotkało się 16% badanych, a z sugestiami AI uzupełnienia CV – 12%.

W serwisie Pracuj.pl już od dawna wprowadzamy funkcjonalności oparte na sztucznej inteligencji, które ułatwiają kandydatom poszukiwanie pracy. Otrzymujemy pozytywne sygnały o skuteczności wdrożonych przez nas rozwiązań. Oferty korzystające z mechanizmów AI odpowiadają obecnie za ponad połowę aplikacji o pracę w serwisie, a mechanizmy wspierające tzw. funkcję easy apply, wykorzystujące wcześniej przygotowane CV użytkowników, bez konieczności wypełniania dodatkowych formularzy, dostępne są już przy blisko 7 na 10 ogłoszeń. Znaczny wzrost liczby CV oraz odpowiedzi na zapytania firm, który notujemy, pokazuje, że uproszczenie procesu rekrutacyjnego przynosi korzyści wszystkim zaangażowanym stronom – komentuje Paweł Moszyński, dyrektor ds. strategii i rozwoju produktu w Grupie Pracuj.

Nieco mniej optymistycznie badani podchodzą do zastąpienia człowieka przez AI w procesach rekrutacyjnych. Ponad ¼ (27%) deklaruje negatywny stosunek do automatycznej wstępnej selekcji CV wysyłanych przez kandydatów i odsianie tych, które nie spełniają kluczowych kryteriów określonych przez pracodawcę – bez ingerencji człowieka.

Rekomendacje od sztucznej inteligencji dla firmy dotyczące tego, których kandydatów warto zakwalifikować do finalnego etapu rekrutacji, ocenia negatywnie jedynie 23% respondentów, o ile ostateczna decyzja dotycząca zatrudnienia należy do człowieka. Jeśli jednak brakuje ludzkiej ingerencji, wówczas odsetek ten rośnie do 41%.

Kandydaci dostrzegają szanse płynące z zastosowania sztucznej inteligencji tam, gdzie może ona w procesie rekrutacyjnym wspierać człowieka, a nie zastępować go zupełnie. AI w istocie to cenne narzędzie w procesie weryfikacji kandydatów do pracy, które może skracać czas trwania wielu procesów, bowiem usprawnia analizę danych. Niemniej jednak jej brak zdolności do subiektywnej oceny miękkich kompetencji oraz brak zrozumienia kontekstu społecznego sprawiają, że człowiek w tym procesie jest niezastąpiony. Zagadnienia związane z ryzykiem uprzedzeń algorytmów związanych ze sposobem ich trenowania czy po prostu z kwestiami etycznymi podkreślają potrzebę poszukiwania równowagi między automatyzacją a ludzkim podejściem w celu zapewnienia uczciwości i szacunku dla kandydatów – komentuje Konstancja Zyzik, ekspertka ds. rekrutacji i rozwoju talentów w Pracuj.pl.

Wśród ekspertów brakuje pełnej zgody co do tego, czy sztuczna inteligencja stanie się nieodłączną częścią naszej rzeczywistości – także tej zawodowej – czy może jej rola będzie marginalna. Istnieje szereg czynników, choćby regulacyjnych, oderwanych od możliwości samej technologii, które mają na to wpływ. Tym bardziej cieszy, że kandydaci i pracownicy – jak pokazało badanie Pracuj.pl – z jednej strony przyglądają się AI krytycznie, pozostając jednak otwartymi na to, jaką rolę może odegrać w ich zawodowym rozwoju.

O BADANIU

Badanie „Nowe prawa rekrutacji” zostało przeprowadzone we wrześniu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2120 Polaków w wieku 18-65, w tym 424 osoby w wieku 55-65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Tax compliance i technologia kluczowymi wyzwaniami CFO w Polsce

Wyniki badania EY – Tax compliance a priorytety CFO w Polsce – wskazują, że na liście obaw polskich CFO i głównych księgowych dominują obawy o teraźniejszość, a nie przyszłość. Listę ryzyk otwierają aspekty podatkowe (60%) i regulacyjne (40%), a zamykają technologiczne (10%). Krótkoterminowo (do 12 miesięcy) największe wyzwanie będą stanowić tax compliance (40%) i wprowadzenie Krajowego Systemu e-Faktur (33%). Długofalowo (do 3 lat) najważniejsze pozostanie zapewnienie compliance’u podatkowego (46%), jednak dostosowanie technologii zyskuje na znaczeniu (30%). Równocześnie CFO i główni księgowi wyraźnie różnią się w podejściu do AI. W najbliższych 12 miesiącach narzędzie oparte o sztuczną inteligencję, zastępujące powtarzalne czynności zamierza wprowadzić w swoich firmach 38% przedstawicieli pierwszej grupy i 22% drugiej. Różnica to aż 16 pkt. proc. – najwięcej wśród analizowanych rozwiązań.

Wyniki badania EY – Tax compliance a priorytety CFO w Polsce – pokazują, że w świecie CFO oraz głównych księgowych poza podatkami nieuchronne są również związane z nimi ryzyka. A te w ciągu roku, zdaniem 89% ankietowanych, uległy zwiększeniu. Aspekty podatkowe zajęły czołowe miejsce (60%) pod względem ryzyk, które w szczególności wzrosły. Na dalszych miejscach uplasowały się obszary regulacyjne (40%) i finansowe (39%). Listę zamyka technologia (10%), rozumiana jako brak odpowiednich nakładów na rozwój systemów, niezbędnych do dostosowania się do zmieniającej się sytuacji prawno-biznesowej.

Dyrektorzy finansowi oraz główni księgowi w Polsce są przytłoczeni zmianami legislacyjnymi. W efekcie skupiają się przede wszystkim na bieżących działaniach i zabezpieczeniu organizacji w obszarze compliance. Rzadko wybiegają w przyszłość dłużej niż o rok. Długofalowo może przynieść to szereg negatywnych konsekwencji, w szczególności w aspekcie związanym z rozwojem technologicznym w obszarze podatkowym. Nie chodzi jedynie o adaptację najnowszych innowacji w ramach organizacji, ale o przystosowanie przedsiębiorstw do zmian wprowadzanych przez regulatorów, sprawnie przechodzących do świata cyfrowego. Doskonałym przykładem jest Krajowy System e-Faktur, na który, pomimo coraz mocniej zbliżającego się terminu, wiele firm jest wciąż nieprzygotowanych – mówi Zbigniew Deptuła, Lider Zespołu Sprawozdawczości Podatkowej, EY Polska.

Tax Compliance kluczowy niezależnie od perspektywy czasowej

Polscy CFO i główni księgowi są zgodni – obszar compliance był, jest i będzie ich kluczowym wyzwaniem. W pespektywie nadchodzących 12 miesięcy aspekt zapewnienia zgodności rozliczeń podatkowych wskazało 40% ankietowanych. Na kolejnych miejscach znalazło się wprowadzenie KSeF (33%) oraz dostosowywanie się do gwałtownych zmian legislacyjnych (31%). Co ciekawe, raportowanie ESG (15%) zajęło jedną z końcowych lokat. Stanowi to potwierdzenie, że ponadroczny horyzont mocno obniża znaczenie danego tematu wśród osób odpowiedzialnych za nadzór nad aspektami finansowymi w firmach.

Co warte podkreślenia, wydłużony czas nie wpływa na podejście ankietowanych do obszaru compliance. W perspektywie 3 lat ciągle zajmuje on pierwsze miejsce (46%) na liście priorytetów CFO i głównych księgowych. Wyniki badania EY wskazują, że w kolejnych latach na znaczeniu zyskują aspekty technologiczne – na tę opcję wskazało 30% ankietowanych.

Ostatnie miejsce na podium w perspektywie wyzwań na kolejne 36 miesięcy stanowi dostarczanie analiz i ekspertyz. Stanowi to potwierdzenie zmiany funkcji CFO w organizacji, która będzie ewoluowała w kierunku strategicznego doradztwa dla zarządów organizacji. Stanie się to możliwe dzięki rozwojowi technologicznemu uwalniającemu moce czasowe osób odpowiedzialnych za kwestie finansowe.

Wykres 1. Co według Państwa będzie stanowić priorytety dla realizacji funkcji podatkowo-księgowej w najbliższych 3 latach?

Tax compliance i technologia kluczowymi wyzwaniami CFO w Polsce 1

Implementacja AI? Tak, ale opinie mogą się różnić

Polscy CFO i główni księgowi z pewną rezerwą podchodzą do kwestii zmian technologicznych. Chociaż 64% ankietowanych zgadza się ze stwierdzeniem, że rozwiązania bazujące na sztucznej inteligencji bezpośrednio wpłyną na pracę zespołu księgowo-finansowego, to aż 24% nie ma na ten temat zdania.

Nie może więc dziwić, że wprowadzenie narzędzi opartych o AI, zastępujących powtarzalne czynności znalazło się na 3 miejscu (29%) wśród rozwiązań zwiększających efektywność, które badani planują zaimplementować w swoich firmach w perspektywie najbliższych 12 miesięcy. Więcej wskazań uzyskał system elektronicznego obiegu dokumentów (35%) oraz narzędzie do wystawiania faktur, zintegrowane z systemem finansowo-księgowym (30%).

Co szczególnie ciekawe, to właśnie w obszarze AI występuje największy rozdźwięk pomiędzy CFO a głównymi księgowymi. Gdyby decydowała ta pierwsza grupa, to implementacja technologii opartej o sztuczną inteligencję znalazłaby się na 2 pozycji (38%), ze stratą zaledwie 1 pkt. proc. do systemu elektronicznego obiegu dokumentów. Gdyby ostateczny głos w dyskusji należał do głównych księgowych, to AI zająłby dopiero 8 miejsce (22%). Różnica to aż 16 pkt. proc. – zdecydowanie najwięcej ze wszystkich analizowanych rozwiązań.

Wykres 2. Jakie rozwiązanie z zakresu technologii wspierających efektywność procesów księgowo-podatkowych planują Państwo wdrożyć w firmie w najbliższych 12 miesiącach? Jakie rozwiązanie z zakresu technologii wspierających efektywność procesów księgowo-podatkowych

– Sztuczna inteligencja w zespołach księgowo-podatkowych dopiero raczkuje, jednak należy się spodziewać że w przyszłości ten proces ulegnie znaczącemu przyspieszeniu. Będzie to wynikało z coraz większej liczby zaawansowanych danych niezbędnych do raportowania, z którymi ze względu na zmiany na rynku pracy będą mierzyć się coraz mniejsze zespoły. W efekcie, wykorzystanie AI, przynajmniej na poziomie podstawowych i powtarzalnych czynności, stanie się niezbędne w zachowaniu odpowiedniej efektywności. Uwolnione w ten sposób zasoby czasowe będą przeznaczane na inne działania, w szczególności te o charakterze strategicznym – komentuje Grzegorz Ziółkowski, Partner w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

Działy księgowo-podatkowe w nowej roli

Wyniki badania EY Polska – Tax compliance a priorytety CFO w Polsce – jasno wskazują, że nadchodzi czas zmian w roli CFO w organizacjach. Efektywność działów księgowo-podatkowych jest blokowane przede wszystkim przez nadmiar priorytetów realizowanych w jednym czasie (55%) i brak stabilnego planu w zakresie wdrażania rozwiązań technologicznych (39%). W efekcie firmy coraz chętniej spoglądają w kierunku wsparcia od zewnętrznych dostawców – dysponujących nie tylko odpowiednimi zasobami ludzkimi, ale również technologicznymi. Aż 70% ankietowanych CFO i głównych księgowych pozytywnie postrzega możliwość podjęcia ścisłej współpracy z zewnętrznym partnerem, która polegałaby na przejęciu przez niego części funkcji wewnętrznych. Przeciwnego zdania jest jedynie 16% ankietowanych.

Równoczesne połączenie dynamicznych procesów legislacyjnych, częściowo będących skutkiem rozwoju technologicznego wpływającego na działania podejmowane przez regulatorów rynku, a także zmiany demograficzne odciskają swoje znaczące piętno na pracy działów księgowo-podatkowych. Odpowiedzialni za ten obszar liderzy coraz częściej znajdują się w sytuacji, w której nie dysponują wystarczającymi środkami aby w ramach swoich zespołów zebrać ludzi posiadających niezbędne kompetencje oraz odpowiednie narzędzia technologiczne. W efekcie coraz chętniej zerkają w stronę zewnętrznego wsparcia, które im to zapewni. Przykładem jest coraz popularniejszy w USA i krajach Europy Zachodniej co-sourcing, w ramach którego zewnętrzni eksperci wspierają przedsiębiorstwa jako przedłużenie funkcji wewnętrznych – podsumowuje Kacper Kosowicz, Executive Director w Dziale Doradztwa Podatkowego, EY Polska.

O badaniu
Badanie – Tax compliance a priorytety CFO w Polsce – zostało przeprowadzone w drugiej połowie 2023 roku na zlecenie EY Polska przez CubeResearch na grupie 281 osób zajmujących stanowisko CFO, głównego księgowego oraz właściciela / członka zarządu w firmach o obrotach powyżej 50 milionów złotych.

Sprzedaż detaliczna w USA wzrosła

Sprzedaż detaliczna (nieskorygowana o inflację) w USA wzrosła w grudniu o 0,6 proc. m/m. W poprzednim miesiącu wzrost wyniósł 0,3 proc. Odczyt okazał się lepszy niż prognozy (0,4 proc.).

Grudniowy odczyt pokazał, że wydatki konsumenckie w dalszym ciągu rosną. Tempo wzrostu sprzedaży zwiększyło się po dwóch nieco słabszych miesiącach. Dane wskazują na odporność gospodarki. Rynek pracy pozostaje względnie silny, do tego dochodzą oczekiwania, co do szybkich obniżek stóp procentowych, a to przekłada się na większe wydatki gospodarstw domowych.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Kredyt bez wkładu własnego wciąż dostępny. Gorzej z mieszkaniami w ofercie firm deweloperskich

Z oferty banków zniknął „Bezpieczny Kredyt 2%” z dopłatą od państwa. Jednak wciąż dostępny jest kredyt mieszkaniowy, udzielany na warunkach rynkowych, ale z gwarantowanym wkładem własnym. Eksperci portalu GetHome.pl prześwietlili ofertę firm deweloperskich działających w największych miastach pod kątem dostępności mieszkań do kupienia za taki kredyt.

Program „Mieszkanie bez wkładu własnego” obowiązuje od niespełna dwóch lat. Ma on pomóc w zakupie mieszkania tym, którzy mają odpowiednią zdolność kredytową, ale nie mają oszczędności na wymagany przez banki wkład własny –  przypomina ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo. I dodaje, że w drugiej połowie ubiegłego roku z tej możliwości mogli skorzystać również beneficjenci programu „Bezpieczny Kredyt 2%”. Zyskał on tak dużą popularność, że zaledwie po sześciu miesiącach funkcjonowania został zawieszony z powodu wyczerpania środków w tegorocznym budżecie na dopłaty. Rząd zapowiedział nowy program wsparcia kredytobiorców – „Kredyt mieszkaniowy na start”. Prawdopodobnie będzie on dla nich mniej korzystny (szczególnie dla singli), a w ofercie banków pojawi się nie wcześniej niż w drugiej połowie tego roku.

Ci, którzy nie chcą czekać tak długo, np. w obawie przed kolejną falą podwyżek cen mieszkań, wciąż mają opcję zaciągnięcia tzw. kredytu rodzinnego na warunkach rynkowych, ale z gwarantowanym przez państwo wkładem własnym i ewentualną dopłatą od państwa. W przypadku przyjścia na świat drugiego dziecka w okresie spłaty kredytu dopłata wynosi 20 tys. Narodziny każdego kolejnego są premiowane dotacją w wysokości 60 tys. zł. Marek Wielgo przyznaje, że mimo tych korzyści, stosunkowo niewiele gospodarstw domowych sięgało do tej pory po rodzinny kredyt bez wkładu własnego. Portal GetHome.pl dowiedział się w Banku Gospodarstwa Krajowego (BGK), że od sierpnia 2022 r. do końca listopada 2023 r. udzielił on zaledwie 1605 gwarancji wkładu własnego, choć – według szacunków poprzedniego rządu – miało ich być nawet 60 tys. rocznie. Oczywiście mogło ich być tyle, ale łącznie z gwarancjami obejmującymi „Bezpieczny Kredyt 2%. Podane przez nas statystki dotyczą zaś wyłącznie kredytów rodzinnych udzielanych na warunkach rynkowych, które są wciąż w ofercie ośmiu banków uczestniczących w programie „Mieszkanie bez wkładu własnego”. Dla przypomnienia są to: PKO Bank Polski, Bank Pekao SA, Alior Bank, Santander Bank Polska, Bank Ochrony Środowiska, Bank Spółdzielczy Rzemiosła w Krakowie, Bank Spółdzielczy w Brodnicy oraz Bank Polskiej Spółdzielczości (BPS).

Chętnych na kredyt rynkowy bez wkładu własnego najpewniej byłoby więcej, gdyby rząd zmodyfikował warunki programu, np. podnosząc kwotę gwarancji, która obecnie nie może przekraczać 100 tys. zł dla 20% wkładu wymaganego przez banki – uważa Marek Wielgo. Wyjaśnia, że ci, którzy nie mają oszczędności na wkład, muszą bowiem znaleźć mieszkanie z ceną poniżej 500 tys. zł. Problem w tym, że musi być spełniony także drugi warunek, który znacznie zawęża pole poszukiwań. Otóż cena metra kwadratowego mieszkania nie może przekraczać określonego limitu, który ogłaszają wojewodowie osobno dla miasta wojewódzkiego, dla gmin z nim sąsiadujących i reszty województwa. We wszystkich największych metropoliach, w których popyt na mieszkania jest największy, ten limit jest dużo niższy niż rynkowa średnia cena metra kwadratowego wszystkich lokali w ofercie firm deweloperskich. Dodajmy, że nie dotyczył on mieszkań kupowanych za „Bezpieczny Kredyt 2%” z gwarancją wkładu własnego. Najprawdopodobniej analogicznie będzie w przypadku „Kredytu mieszkaniowego na start”.    Kredyt bez wkładu własnego wciąż dostępny limit vs średnia

–  Trudno zrozumieć, dlaczego w Krakowie limit ceny metra kwadratowego jest dużo niższy niż w Poznaniu i tylko nieznacznie wyższy niż Katowicach, mimo że ceny mieszkań w stolicy Małopolski są wyraźnie wyższe w przeliczeniu na metr kwadratowy – komentuje ekspert GetHome.pl Ponadto w przypadku małych metraży, średnie rynkowe są jeszcze wyższe. Co to oznacza w praktyce? Np. w Warszawie limit ceny metra kwadratowego na rynku pierwotnym wynosi ok. 12,3 tys. zł za m kw. Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że pod koniec grudnia ten warunek cenowy spełniało ok. 1,5 tys. mieszkań i domów. Problem w tym, że są to głównie duże mieszkania (trzypokojowe i większe) oraz domy, których cena jednostkowa znacznie przekracza 500 tys. zł. Spełniających oba warunki nieruchomości jest w ofercie warszawskich firm deweloperskich zaledwie 337. Przy czym są to głównie mieszkania dwupokojowe.Kredyt bez wkładu własnego wciąż dostępny. oferta mieszkań

Marek Wielgo zwraca również uwagę, że nie przypadkiem najwięcej mieszkań w ofercie deweloperów do kupienia za kredyt bez jakiegokolwiek wkładu kupującego jest w Poznaniu. Ustalany przez wojewodę limit ceny metra kwadratowego jest tam bowiem najbardziej zbliżony do realiów rynkowych. Na przeciwnym biegunie jest Kraków, gdzie rozjazd cenowy jest największy.

Warto wiedzieć, że można skorzystać z programu mając oszczędności umożliwiające pokrycie części wkładu własnego. Np. jeśli ktoś ma odłożone np. 15% ceny mieszkania, to gwarancja obejmie 5% brakującej ceny. Łączna wysokość wkładu wraz z gwarancją części kredytu nie mogą przekraczać 200 tys. zł oraz 20-30% ceny zakupu lokalu w zależności od tego, czy kredyt ma zmienne, czy stałe (lub okresowo stałe) oprocentowanie.

Autor: Marek Wielgo, ekspert portalu GetHome.pl

Rynek mieszkaniowy w Polsce w 2023 roku: dwucyfrowe wzrosty sprzedaży i cen

2023 rok kończymy z 54,3 tys. sprzedanych mieszkań deweloperskich na siedmiu najważniejszych rynkach. Tym samym sprzedaż była o 45% wyższa niż rok wcześniej. Mimo zwiększonego zainteresowania deweloperzy nie zwiększyli istotnie podaży, która z wynikiem 43,7 tys. mieszkań wprowadzonych do sprzedaży nie dorównała nawet tej ubiegłorocznej (-4% r/r).  Końcówka roku upłynęła pod znakiem wygaszania programu Bezpieczny kredyt 2%, a grudzień, zgodnie z danymi Otodom Analytics przyniósł zarówno spadek liczby transakcji jak i wprowadzeń.

Czy grudzień stał się papierkiem lakmusowym wpływu Bezpiecznego Kredytu 2% na rynek mieszkaniowy, a może to po prostu efekt świąt i urlopów? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że miesięczna sprzedaż deweloperska na największych rynkach w kraju spadła po raz drugi z rzędu – tym razem do poziomu 4,4 tys. lokali. Dużo niższe były też wprowadzenia. Co prawda przewyższyły one miesięczną średnią z całego roku, ale po listopadowym, najwyższym w całym roku wysypie nowych ofert, 3,8 tys. mieszkań wprowadzonych w grudniu oznaczało spadek o ponad 41% m/m.  


sprzedanych mieszkań deweloperskich

W całym roku w siedmiu miastach o największej skali rynku mieszkaniowego (Warszawa, Kraków, Wrocław, Gdańsk, Poznań, Łódź, Katowice) do sprzedaży trafiło 43,7 tys. mieszkań deweloperskich, o 4% mniej niż w 2022 r. W tym samym czasie sprzedano o 10,6 tys. lokali więcej, co sprawiło, że oferta spadła do poziomu 39 tys. łącznie na analizowanych przez Otodom rynkach, a to znaczy, że na koniec grudnia 2023 r. była o 19% niższa niż przed rokiem.

A wszystko przez Bezpieczny kredyt?

Rynek mieszkaniowy po uruchomieniu bezpiecznego kredytu 2% dostał gorączki. Nabywcy, którzy w okresie rekordowo wysokich stóp procentowych i w efekcie zamrożenia akcji kredytowej w 2022 roku, praktycznie zarzucili myśl o zakupie własnego M, po ogłoszeniu programu rządowych dopłat zaczęli aktywnie poszukiwać ofert sprzedaży mieszkania lub domu. W serwisie Otodom już w styczniu 2023 r. wzrost liczby wyszukiwań mieszkań na sprzedaż wyniósł ponad 40% m/m. W lipcu, miesiącu, w którym rozpoczęto nabór wniosków o kredyt z rządowym dofinansowaniem, liczba wyszukiwań w tej kategorii sięgnęła prawie 5 mln (+44% r/r).

Nie skończyło się wyłącznie na zamiarach. Na zakupy ruszyli wszyscy. Ci klienci, którzy się do programu kwalifikowali i ci, którzy nie zamierzali z niego korzystać. W gronie tych pierwszych znaleźli się tacy, którzy dzięki preferencyjnym warunkom w końcu uzyskali zdolność kredytową, ale też ci, którzy wcześniej nie planowali zakupu, lecz wobec nadarzającej się okazji do korzystnej transakcji też postanowili ubiegać się o kredyt z dopłatą. Popłoch zapanował wśród potencjalnych nabywców, którzy na skorzystanie z BK2% nie mieli szans. Obawiając się szybkiego wzrostu cen i spadku oferty, też postanowili sobie zabezpieczyć możliwość dokonania transakcji – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka rynku mieszkaniowego Otodom.

Dwucyfrowe wzrosty sprzedaży …

W efekcie w 2023 roku nastąpiło zauważalne odbicie w sprzedaży. Druga połowa 2023 r. była lepsza od analogicznego okresu rok wcześniej o dwie trzecie. Z monitoringu Otodom Analytics wynika, że w najlepszym sprzedażowo miesiącu ubiegłego roku (październik) sprzedaż była o 91% wyższa niż w najsłabszym (styczeń).

Nominalnie deweloperzy najwięcej mieszkań sprzedali w ubiegłym roku w Warszawie – 17,8 tys., co stanowiło jedną trzecią sprzedaży na siedmiu analizowanych rynkach. Na drugim miejscu, mimo największych kłopotów poziomem oferty, znalazł się Kraków (9,4 tys.). Na kolejnych miejscach Trójmiasto (8,2 tys.), Wrocław (7,8 tys.), Poznań (4,8 tys.) i Łódź (4,1 tys.). Na końcu stawki plasują się Katowice, gdzie sprzedano 2,4 tys. mieszkań, czyli o 46% więcej niż przed rokiem. Katowice zresztą znalazły się na drugim miejscu za Warszawą i Gdańskiem (po 57% r/r) jeśli chodzi o roczny wzrost w ujęciu procentowym.

na siedmiu najważniejszych rynkach. Tym samym sprzedaż była o 45% wyższa niż rok wcześniej. Mimo zwiększonego zainteresowania deweloperzy nie zwiększyli istotnie podaży, która z wynikiem 43,7 tys. mieszkań wprowadzonych do sprzedaży nie dorównała nawet tej ubiegłorocznej (-4% r/r).  Końcówka roku upłynęła pod znakiem wygaszania programu Bezpieczny kredyt 2%, a grudzień, zgodnie z danymi Otodom Analytics przyniósł zarówno spadek liczby transakcji jak i wprowadzeń.

Czy grudzień stał się papierkiem lakmusowym wpływu Bezpiecznego Kredytu 2% na rynek mieszkaniowy, a może to po prostu efekt świąt i urlopów? Trudno powiedzieć. Faktem jest, że miesięczna sprzedaż deweloperska na największych rynkach w kraju spadła po raz drugi z rzędu – tym razem do poziomu 4,4 tys. lokali. Dużo niższe były też wprowadzenia. Co prawda przewyższyły one miesięczną średnią z całego roku, ale po listopadowym, najwyższym w całym roku wysypie nowych ofert, 3,8 tys. mieszkań wprowadzonych w grudniu oznaczało spadek o ponad 41% m/m. sprzedanych mieszkań deweloperskich 2

Poza najważniejszymi rynkami uwagę zwraca Lublin, gdzie w 2023 r. sprzedano ponad 2 tys. mieszkań deweloperskich. Zostawił on w tyle Białystok, Bydgoszcz i Rzeszów (sprzedaż na poziomie 1,5-2 tys. mieszkań), a poziomem cen średnich zbliżając się do 11 tys. zł/m2 przebił Łódź i zbliża się do Katowic.

… i dwucyfrowe wzrosty cen

Na takie przyspieszenie po stronie popytu odpowiedzi deweloperów doczekaliśmy się dopiero w końcówce roku. Przez wiele miesięcy oferta kurczyła się praktycznie na wszystkich rynkach. A to nie mogło przynieść niczego innego jak przyspieszenia tempa wzrostu cen, które było w minionym roku wyższe niż w okresie popandemicznego boomu.

Zgodnie z danymi Otodom Analytics w ciągu roku ceny na najważniejszych rynkach w kraju wzrosły od 8% w Katowicach, 13% w Łodzi, przez 18-19% w Warszawie i Wrocławiu, po 22-23% w Poznaniu i Krakowie. W Gdańsku w porównaniu do grudnia 2022 r. ceny wzrosły o 27%, co nominalnie dało dodatkowe 3,2 tys. zł na metrze kwadratowym. Dziś trzeba tam średnio zapłacić 15,1 tys. zł/mkw. Biorąc pod uwagę, że jeszcze trzy lata temu płacono średnio 9,2 tys. zł, to gigantyczna podwyżka, bo dzisiejsza stawka jest o 64% wyższa.

– Jeśli weźmiemy pod uwagę najtańszy obecnie z tych siedmiu rynków – Łódź, gdzie średnie ceny ofertowe wynoszą obecnie już ponad 9,6 tys zł, to dla zainteresowanych zakupem  mieszkania o metrażu 50 mkw. w porównaniu do ubiegłego roku oznacza wzrost o 56 tys. w cenie całkowitej. We Wrocławiu trzeba mieć na takie mieszkanie obecnie o 103 tys zł więcej, a w Gdańsku aż 161 tys. więcej. Czy zdolność kredytowa nabywców, mimo statystycznego wzrostu płacy średniej, obniżki stóp procentowych i złagodzenia wyliczania zdolności kredytowej przez banki wzrosła w tym roku aż tak bardzo? Wciąż też nie można zapominać o inflacji, która co prawda już tak nie szokuje jak jeszcze kilka miesięcy temu, ale przecież nadal z nami jestkomentuje Ewa Tęczak, ekspertka rynku nieruchomości, Otodom.sprzedanych mieszkań deweloperskich 3

Łódź rekordzistką nowej podaży

Przewaga sprzedaży nad ofertami wprowadzonymi była charakterystycznym zjawiskiem na rynku deweloperskim niemal wszystkich miast. Wyjątkiem jest tu jednak Łódź. W minionym roku aż dziewięć razy miesięczna nowa podaż przewyższała w tym mieście liczbę transakcji. Pod względem poziomu sprzedaży Łódź zajmuje zwykle szóstą pozycję w Polsce i tak też było w 2023 r. Deweloperzy działający na tym rynku znaleźli nabywców na 4,1 tys. mieszkań. Szokujące może być natomiast to, że pod względem podaży, z liczbą 6,3 tys. mieszkań wprowadzonych w ciągu 12 miesięcy minionego roku Łódź wyprzedziła wszystkie rynki poza Warszawą. W porównaniu do 2022 r. był to wzrost o 76%. Na koniec grudnia nabywcy szukający mieszkania w Łodzi mogli wybierać spośród 7,1 tys. ofert deweloperskich. Dla porównania w Warszawie było to 9,5 tys. lokali.

Spośród 7 rynków dla których analitycy Otodom przygotowali zestawienie tylko w Łodzi poziom oferty wzrósł w ciągu roku (+38%).

Jak wchodzimy w 2024?

Z wciąż niskim poziomem oferty na głównych rynkach, wysokimi cenami i nowym projektem programu, który ma zastąpić BK2%, a który może stać się ponownie dopalaczem nie po tej stronie rynku, która tego potrzebuje.

– Zakup mieszkania w Polsce jest w dużej mierze uzależniony od możliwości zaciągnięcia kredytu hipotecznego. Ale czy zakup musi być jedyną formą zaspokajania potrzeb? I czy metodą na zwiększenie dostępności mieszkań musi być to, żebyśmy się wszyscy na te zakupy zrzucali płacąc podatki? – komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Zdaniem ekspertki Otodom Analytics ceny wprawdzie nie mogą rosnąć w nieskończoność, ale wciąż rosnące wynagrodzenia oddalają moment w którym popyt powie dość. Dlatego dalsze wzrosty wydają się – po ogłoszeniu kolejnego systemu dopłat – nieuniknionym scenariuszem, który ponownie wychyli rynek na popytową stronę. Wprawdzie podaż w końcówce roku wzrosła, ale zdaniem analityczki nie dlatego, że deweloperzy uwierzyli w stabilność popytu i rynku, a dlatego, że po skokowym wzroście cen opłacalność realizacji wybranych projektów wyraźnie wzrosła.  Tylko czy nabywców będzie stać by je kupić?

Mimo szeroko komentowanego wzrostu wynagrodzeń w największych miastach relacja ceny zakupu 1 metra kwadratowego mieszkania (w cenie średniej) do średniego wynagrodzenia w III kw. 2023 r. wahała się od 0,57 w Warszawie do 0,76 w Łodzi (danych za IV kw. jeszcze nie ma). Oznacza to, że za przeciętną pensję w największych miastach można było kupić 0,6 – 0,8 metra mieszkania.

Kiedy przelicznik spada poniżej 0,5, czyli: za średnie wynagrodzenie nie możemy kupić nawet pół metra mieszkania, sytuacja staje się niepokojąca. Ludzi przestaje być stać na luksus posiadania. W konsekwencji idą na rynek najmu. Młodzi zostają w domach rodziców. Przy tak niskim przeliczniku na rynku pozostaną najbogatsi, czyli jakieś 10-15 proc. zainteresowanych zakupem. I o ile nie zostanie wzmocniona strona podażowa, może z tą myślą powinniśmy zacząć się oswajać – komentuje Katarzyna kuniewicz, ekspertka Otodom Analytics.

Pytanie, co się stanie z tymi, którzy potrzebują zwykłego mieszkania? Albo je wynajmą, albo kupią tańsze na obrzeżach albo pod miastem. Albo pod miastem kupią działkę i zbudują dom, a to doprowadzi do wzmocnienia problemu jakim jest rozlewania się miast. Czy tak ma wyglądać nowoczesna polityka mieszkaniowa?

Z całą pewnością potrzebujemy kompleksowego programu mieszkaniowego, a nie kredytowego, którym w gruncie rzeczy był BK2% i którym ma być jego następca „Mieszkanie na start”. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że na rynek mieszkaniowy w Polsce trzeba przestać patrzeć globalnie. Nie ma jednej recepty dla wszystkich miast razem wziętych, bo nie ma jednolitego rynku. Problemy mieszkaniowe trzeba rozwiązywać w ścisłej współpracy z poszczególnymi samorządami największych miast. Na pewno trzeba przyspieszyć procedurę uzyskiwania pozwoleń na budowę, trzeba sprawdzić, jakie tereny w miastach można uwolnić np. poprzez dopuszczenie rozbiórek i wyburzeń. W wielu przypadkach trzeba wyprostować stan prawny nieruchomości. Trzeba działać na wielu polach by równoważyć, a nie wychylać rynek to w jedną to w drugą stronę – podsumowuje Katarzyna Kuniewicz.

Jak wybory w USA i Tajwanie mogą wpłynąć na nasze inwestycje?

Donald Trump wygrał prawybory w stanie Iowa, a na Tajwanie, nowym prezydentem po raz kolejny został zwolennik niezależności wyspy. Ale to nie koniec, bo w tym roku czekają nas wybory w krajach reprezentujących 80 proc. kapitalizacji światowych giełd. Przy tej okazji, warto więc zastanowić się: jak wybory mogą wpłynąć na nasze inwestycje?

Wybory to słowo, które w tym roku będzie używane szczególnie często. A to dlatego, że głosowania będą się odbywać w ponad 40 krajach, które reprezentują ponad 40 proc. światowej gospodarki. Giełdy z tych krajów odpowiadają aż za 80 proc. światowej kapitalizacji (60 proc. kapitalizacji światowych giełd to USA). O tym, że wybory mogą przynieść niespodzianki i poważne polityczne skutki przekonujemy się sami, obserwując trudny proces zmian po październikowych wyborach w Polsce. Wybory mogą także wpływać na rynki akcji, notowania poszczególnych spółek i indeksów, a także zmiany kursów walut. Na przykład, od wyborów 16 października, indeks WIG zyskał 12 proc.

To jednak nie koniec głosowań w Polsce, ponieważ w kwietniu czekają nas wybory samorządowe (w dwóch turach 7 i 21 kwietnia), a czerwcu – wybory do Parlamentu Europejskiego. Odbędą się w całej Unii Europejskiej, w sytuacji, gdy w niektórych krajach, w siłę rosną populiści. Będą mieć w nowym parlamencie znacznie większą reprezentację niż dotychczas, co będzie tworzyć dodatkową presję na instytucje europejskie, szczególnie w kontekście ważnych wyzwań jakimi są: kryzys migracyjny, wychodzenie z recesji, poprawa konkurencyjności europejskiej gospodarki czy dyskusja o zmianach mechanizmu podejmowania decyzji w UE.

Z ważnych tegorocznych wyborów na świecie, za sobą mamy już te na Tajwanie. Dnia 13 stycznia, miliony obywateli państwa będącego największym producentem półprzewodników wybrało swojego prezydenta na kolejne 4 lata. Został nim Lai Ching-te, dotychczasowy wiceprezydent, wywodzący się z Demokratycznej Partii Postępowej (DPP). Opowiada się on za kontynuacją obecnej polityki niezależności wyspy wobec Chin, co powoduje wzrost napięcia z Pekinem. I wpływa także na zaognienie relacji między Chinami i USA. Jednocześnie żadna z partii nie zdobyła samodzielnej większości w parlamencie, co oznacza konieczność budowania koalicji i wywołuje dodatkową niepewność.

W tym roku, bardzo istotne będą wybory w USA. W poniedziałek Donald Trump z ogromną przewagą wygrał w prawyborach partii republikańskiej w stanie Iowa. Kampania przed wyborami będzie bardzo gorąca i długa, bo wybory odbędą się dopiero za 11 miesięcy – 5 listopada. Tego dnia, Amerykanie będą wybierać nie tylko prezydenta, ale także całą Izbę Reprezentantów oraz 1/3 składu Senatu.

Obecnie, gdy poziom ryzyka geopolitycznego na świecie jest rekordowo wysoki, a w wyborach coraz częściej dobre wyniki osiągają siły populistyczne, wpływ wyborów na giełdy i nasze inwestycje może być bardziej istotny niż zwykle. Powinniśmy pamiętać, że rynek zwykle wycenia najbardziej realistyczny scenariusz oraz bierze pod uwagę prawdopodobieństwo scenariuszy alternatywnych. Jednak w przypadku polityki, poparcia dla poszczególnych partii i kandydatów, dynamika ich zmian może być wyższa niż w przypadku danych ekonomicznych, których wpływy na giełdę zwykle obserwujemy. Wiele zależy od poszczególnych krajów i ich systemów politycznych. A w rozwiniętych demokracjach o ugruntowanych instytucjach (przynajmniej teoretycznie), wpływ wyników wyborów powinien być mniejszy niż w pozostałych krajach.

W takich analizach warto także posiłkować się danymi historycznymi. W USA od momentu powstania indeksu S&P500 w 1928 roku wybory prezydenckie odbyły się 24 razy. W tych latach, S&P500 przyniósł dodatnie stopy zwrotu w 20 z 24 przypadków (83 proc przypadków.) Gdy demokrata sprawował urząd i demokrata został wybrany, całkowita roczna stopa zwrotu wynosił przeciętnie 12 proc. Kiedy zaś wygrywał republikanin, gdy urzędującym prezydentem był demokrata, rynki rocznie zyskiwały średnio 13 proc.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Shanghai Composite Index najniżej od ponad 3 lat, Nikkei 225 najwyżej od 34 lat

Po wtorkowej sesji w USA, która zakończyła się spadkami głównych indeksów (S&P 500 -0,37 proc., DJIA –0,62 proc., Nasdaq Composite –0,19 proc.) dziś rano na rynkach akcji Azji i Oceanii również dominowały zniżki. Wśród głównych indeksów najsilniej spadł Hang Seng (-3,73 proc.) docierając do swojego najniższego poziomu od listopada 2022 roku. Shanghai Composite Index po spadku o 2,09 proc. znalazł się na swoim najniższym poziomie od 2020 rok. Na drugim biegunie był japoński Nikkei, który w trakcie środowej sesji zaliczył swoje 34-letnie maksimum.

W Europie środowe notowania na rynkach akcji rozpoczęły się od spadków głównych indeksów (DAX -1,1 proc., CAC 40 -1,32 proc. ok. godz. 9:10).

Na GPW początek środowej sesji przyniósł spadek cen akcji (ok. godz. 9:01 WIG-20 -1,34 proc., WIG -0,55 proc., mWIG-40 -0,15 proc., sWIG-80 0 proc.). WIG-20 znalazł się na swoim najniższym od listopada ub.r. poziomie. WIG spadł do najniższego poziomu od pierwszej sesji grudnia ub.r.

Wśród indeksów sektorowych GPW zwracało uwagę nowe roczne minimum WIG-Gry. Najsilniejsze – o ponad 1 proc. – spadki notowały dziś rano WIG-Górnictwo (-1,66 proc. ok. godz. 9:05) i WIG-Banki (-1,13 proc.). Spadkom opierały się ok. godz. 9:07 jedynie WIG-Nieruchomości (+0,66 proc.), WIG-Media (+0,53 proc.) i WIG-Leki (+0,45 proc.).

Wśród składników WIG-u 20 zwracał dziś uwagę najwyższy od 2015 roku poziom kursu Orange Polska (+0,23 proc. ok. godz. 9:07) oraz najniższy od 2012 roku poziom ceny akcji Cyfrowego Polsatu (-1,42 proc. ok. godz. 9:09).

Jeśli chodzi o składniki mWIG-u 40, to można zwrócić uwagę na przynajmniej roczne minima kursów akcji spółek CI Games i TEXT.

Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych USA lekko dziś rano rosła osiągając ok. godz. 8:55 poziom 4,077 proc.

Najwyższe od ponad miesiąca poziomu osiągnęły dziś rentowność rządowych obligacji 10-letnich Francji (2,795 proc.) i Niemiec (2,268 proc.).
Rentowność 10-latek polskiego rządu lekko w środowy poranek rosła (5,24 proc.) osiągając swój najwyższy od ponad tygodnia poziom.

Od końca grudnia ub.r. dosyć dynamicznie rośnie kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena. Dziś rano rosnący o 0,51 proc. ok. godz. 9:00 kurs USD/JPY osiągnął swój najwyższy od 1 grudnia ub.r. poziom (147,958 JPY). Kurs EUR/USD notował dziś rano niewielkie zmiany (0 proc. ok. godz. 9:02) próbując się stabilizować na swoim najniższym od ponad miesiąca poziomie.

Zmiany kursu złotego względem głównych walut były w środowy poranek minimalne (EUR/PLN -0,13 proc., USD/PLN -0,14 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara spadał dziś ok. godz. 9:08 o 1,48 proc.

Taniały w środowy poranek surowce energetyczne (ropa WTI na NYMEX-ie -1,28 proc., ropa Brent na ICE -1,16 proc., gaz ziemny na NYMEX-ie -3,34 proc.

Taniały również metale szlachetne (złoto -0,15 proc., srebro -0,99 proc., platyna -0,83 proc., pallad –0,65 proc.).
Warto zwrócić uwagę na zanotowane wczoraj na ICE historyczne rekordy ceny kontraktów na kakao na ICE (+2,45 proc.) i kawę (+6,13 proc.).

Wojciech Białek , OANDA TMS Brokers S.A.

Koniec dobrej passy złotego

Co prawda prawo Betteridge’a sugeruje, że na pytanie zadawane w tytułach przeważnie odpowiada się przecząco, możemy mieć jednak wyjątek. Polska waluta traci bowiem wyraźnie lepsze traktowanie z okresu powyborczego.

Koniec taryfy ulgowej złotego

Polska waluta bardzo wyraźnie zyskała na wartości po wyborach parlamentarnych. Kumulacja tego ruchu miała miejsce w okolicach połowy grudnia, mniej więcej podczas zaprzysiężenia nowego rządu. To wtedy kurs euro dotarł poniżej poziomu 4,30 zł. Kurs dolara w tamtym czasie spadł nawet poniżej 3,90 zł. Od tego czasu jednak entuzjazm względem polskiej waluty osłabł. Mamy wyraźną zmianę sentymentu. W jej wyniku dzisiaj kurs euro przekracza już 4,40 zł, a dolar przeskoczył 4,05 zł. Część analityków wskazuje, że rządzenie przy tej temperaturze sporu politycznego będzie utrudnione. Z drugiej strony po tak silnym ruchu przychodzi często moment na realizację zysków i może właśnie mamy z nim do czynienia. Warto pamiętać, że oddalające się obniżki stóp procentowych działają nadal na korzyść złotego. Gdyby do obecnej sytuacji doliczyć jeszcze nadchodzące obniżki, złoty byłby jeszcze słabszy.

Inflacja bazowa

Oprócz standardowego koszyka inflacyjnego publikuje się również inne miary. Jedną z nich jest inflacja bazowa. Powstaje ona poprzez odjęcie zmian cen żywności i energii. Jak ceny surowców energetycznych wyraźnie rosły, wskaźnik ten pokazywał niższe wyniki niż inflacja konsumencka. Sytuacja oczywiście diametralnie odwróciła się, w momencie, kiedy mieliśmy korektę cen ropy i gazu po wzrostach wywołanych m.in. rosyjską agresją na Ukrainę. Obecnie jednak wskaźnik ten wynosi 6,9% i jest raptem o 0,7% wyższy od inflacji konsumenckiej. Jest to pewien powodów, przez który analitycy zakładają w tym roku spadek tempa dezinflacji. Powodem jest fakt, że spadek cen surowców nie powinien trwać wiecznie.

Wzrost inflacji w Kanadzie

Wiele państw dobrze radzi sobie z inflacją. Często jednak podobnie jak teraz w Kanadzie po szybkich spadkach jesteśmy świadkami odbić w niekorzystną stronę. Tak właśnie wydarzyło się wczoraj, kiedy to w opublikowanych danych po dwóch miesiącach na poziomie 3,1% wskaźnik inflacji odbił do 3,4%. Analitycy spodziewali się wzrostu, ale niższego. Należy pamiętać, że jest to już drugi raz, kiedy inflacja odbija się od dołków. W czerwcu tego roku już byliśmy na poziomie 2,8%. Szybko jednak z niego zawrócono w górę.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – wyniki sprzedaży detalicznej,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa,
20:00 – USA – Beżowa Księga.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

PGNiG Upstream Norway zdobywa 12 koncesji na Norweskim Szelfie Kontynentalnym

PGNiG Upstream Norway uzyskało udziały w 12 koncesjach na Norweskim Szelfie Kontynentalnym. Na jednej z nich spółka z Grupy ORLEN będzie mieć status operatora. Udziały zostały przyznane w ramach corocznej rundy koncesyjnej organizowanej przez norweskie Ministerstwo Energii. W wyniku jej rozstrzygnięcia, liczba koncesji PGNiG Upstream Norway wzrośnie do 104.

– Wyniki ostatniej rundy koncesyjnej na Norweskim Szelfie Kontynentalnym potwierdzają silną pozycję Grupy ORLEN na tamtejszym rynku. To największa liczba koncesji, jaką w ramach tej procedury zdobyło PGNiG Upstream Norway. Rozwój portfolio naszych norweskich aktywów ma zasadnicze znaczenie dla realizacji celów biznesowych Koncernu, ale także z punktu widzenia zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego naszych odbiorców – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

W ostatniej rundzie koncesyjnej Awards in Predefined Areas (APA) 2023 PGNiG Usptream Norway (PUN) zdobyło łącznie 12 koncesji. O dziesięć z nich Spółka wnioskowała sama, a o dwie pozostałe wystąpił KUFPEC Norway, który następnie został przejęty przez PUN 5 stycznia 2024 roku.

W ramach APA 2023 rząd Norwegii rozdysponował udziały łącznie w 62 koncesjach, co oznacza, że PUN zdobyło udziały w aż 1/5 wszystkich przyznanych koncesji. Spółka – jeszcze przez przejęciem KUFPEC Norway – wystąpiła o 10 koncesji i wszystkie jej wnioski zostały rozpatrzone pozytywnie. Świadczy to o wysokiej jakości dokumentacji technicznej i geologicznej przygotowanej przez PUN.

Przyznane PUN koncesje znajdują się w pobliżu obszarów, na których spółka działa już teraz. Ułatwi to i obniży koszt ewentualnego zagospodarowania tych koncesji, w przypadku stwierdzenia występowania tam zasobów węglowodorów. Sześć spośród nowo uzyskanych koncesji znajduje się na Morzu Północnym, z czego trzy w sąsiedztwie obszaru Yggdrasil a dwie niedaleko złoża Fenris. PUN wraz z partnerami koncesyjnymi prowadzi obecnie zagospodarowanie Fenris i Yggdrasil, których łączne zasoby wydobywalne przypadające na Spółkę z Grupy ORLEN to ok. 75 mln baryłek ekwiwalentu ropy naftowej, w tym 5 mld m sześc. gazu. Początek wydobycia zaplanowano na 2027 r.

Na Morzu Północnym znajdują się również dwie koncesje pozyskane przez PUN w wyniku akwizycji KUFPEC Norway. Nowe aktywa znajdują się w pobliżu eksploatowanego już przez Grupę ORLEN obszaru Sleipner.

Pozostałe cztery koncesje położone są na Morzu Norweski. W jednej z nich, PL1220, PUN został przyznany status operatora, co oznacza, że Spółka będzie kierowała pracami związanymi z poszukiwaniem węglowodorów i ich ewentualną eksploatacją. Koncesja jest zlokalizowana w pobliżu produkującego już złoża Ormen Lange, w którym Spółka posiada udziały. Trzy kolejne koncesje zlokalizowane są w pobliżu obszaru Skarv, który stanowi centrum wydobywcze PUN na Norweskim Szelfie Kontynentalnym.

Kursy SEO, czyli jak nauczyć się pozycjonowania stron w Google

Profesjonalny kurs SEO pozwoli zgłębić Twojej osobie tajniki pozycjonowania stron internetowych. Decydując się na tzw. SEO szkolenie poszerzysz swoją wiedzę na temat tajników uzyskiwania wyższych pozycji w organicznych (naturalnych) wynikach wyszukiwania w Google (oraz innych wyszukiwarkach, np. Google, Bing czy też Yahoo!). Oferta szkoleniowa na polskim rynku jest bardzo szeroka, dlatego masz z czego wybierać.

Kurs SEO – jakie elementy zawiera standardowe szkolenie o pozycjonowaniu?

Kursy SEO nauczą Cię, w jaki sposób wykorzystać techniczne rozwiązania oraz content marketing i link building do zwiększenia pozycji swojej witryny w Google w ciągu kolejnych kilku lub kilkunastu miesięcy. Finalne efekty, jakie przyniesie kurs SEO zależą od konkurencyjności Twojej branży, rodzaju pozycjonowanych fraz kluczowych oraz budżetu.

Zatem, jakich 9 umiejętności nauczy Cię kurs pozycjonowania stron internetowych?

  • W jaki sposób budować profil linków swojej witryny?
  • Jak stworzyć kompleksową strategię SEO?
  • Jak dobierać frazy kluczowe zgodnie z potrzebami biznesowymi?
  • Jak utworzyć prawidłową strukturę witryny?
  • Jak linkować wewnętrznie?
  • W jaki sposób delegować zadania content marketingowe?
  • Skąd czerpać najnowszą wiedzę o aktualizacjach SEO?
  • Jak często aktualizować strategie SEO?

Darmowy kurs SEO może być w tym przypadku dobrym rozwiązaniem, jednak musisz pamiętać, że wiedza ogólnodostępna (za darmo, na blogach), obejmuje wyłącznie podstawowe informacje. Jeżeli chcesz nauczyć się SEO w 100%, powinieneś kupić kurs lub zdecydować się na podanie danych kontaktowych (np. w formie subskrypcji), aby otrzymać pełny egzemplarz danej formy edukacyjnej.

Kurs SEO z certyfikatem – gdzie taki znaleźć?

Darmowy kurs SEO z certyfikatem (darmowy, jednak wymagający podania danych kontaktowych) oferuje jedna z najbardziej znanych agencji marketingowych w Polsce – Octamedia.

Certyfikat ze szkolenia potwierdza Twoje umiejętności w zakresie pozycjonowania (inaczej SEO), dzięki czemu możesz nie tylko pozycjonować swoją witrynę, ale także oferować usługi dla klientów, których zdobędziesz. Co za tym idzie? Jeżeli chcesz „dorobić” do tzw. wypłaty, możesz oferować profesjonalne SEO jako freelancer. Oczywiście w pierwszej kolejności przetestuj wszelkie działania za pośrednictwem swojej strony. Gdy zobaczysz, że implementowane strategie przynoszą efekty – zacznij działać na szerszą skalę, obsługując osoby potrzebujące profesjonalisty.

Kurs pozycjonowania (SEO) – ile kosztują najwyższej jakości szkolenia?

Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na pytanie, ile kosztują szkolenia SEO najwyższej jakości. W gruncie rzeczy mogą one być nawet darmowe, jednak w nieco okrojonej wersji. Wybierając kompleksowy kurs (np. od zagranicznych twórców), będziesz musiał zapłacić nawet do kilku tysięcy złotych za 50-70 godzin materiałów. Wiele zależy natomiast od konkretnej struktury szkolenia oraz przede wszystkim, czy jest to kurs SEO od podstaw, czy przykładowo od etapu dla średnio-zaawansowanych.

Szukając typowego kursu SEO dla początkujących, powinieneś wybrać szkolenie od Octamedia, które jest na bieżąco aktualizowane i zgodne z najnowszymi trendami SEO.

SEO szkolenie – kto na nim skorzysta?

Kurs pozycjonowania (SEO) jest dedykowany każdej osobie, która chce zmaksymalizować swoje dochody z e-commerce lub serwisu usługowego. To także doskonała opcja początkującym adeptom SEO marzącym o zarabianiu na pozycjonowaniu oraz zdobyciu pierwszej pracy w branży (np. w agencji marketingowej).

Osoby oraz firmy, które skorzystają na szkoleniach SEO, to m.in.:

  • Właściciele sklepów internetowych – rozszerzą swoją wiedzę o strategie pozycjonowania, umożliwiające zwiększenie widoczności ich produktów w sieci;
  • Pracownicy agencji marketingowych – zdobędą specjalistyczne umiejętności, pozwalające na efektywniejsze prowadzenie kampanii dla klientów;
  • Blogerzy i twórcy treści – nauczą się, jak tworzyć materiały przyjazne wyszukiwarkom, (poskutkuje to większym ruchem na ich stronach);
  • Osoby szukające pracy w branży SEO – zdobędą praktyczną wiedzę i doświadczenie, stanowiące solidną podstawę do rozpoczęcia profesjonalnej kariery.

Każdy uczestnik tego szkolenia otrzymuje narzędzia i wiedzę, niezbędne do efektywnego i skutecznego pozycjonowania stron internetowych. To inwestycja, która przekłada się na realne korzyści, zarówno dla osób indywidualnych (np. freelancerów), jak i pod kątem rozwoju biznesów.

Podsumowanie

Pamiętaj, że unikając szkoleń oraz różnego rodzaju kursów tak naprawdę cofasz się w rozwoju.

Aby być na bieżąco z najnowszymi trendami oraz newsami branżowymi, powinieneś regularnie się rozwijać. Dzięki temu pozwolisz uzyskać swoim klientom satysfakcjonujące efekty i wyskalujesz ich firmy. Jeżeli natomiast jesteś właścicielem e-commerce lub jakiejkolwiek witryny usługowej – wyskalujesz ją i wypracujesz solidną przewagę konkurencyjną, która pozwoli Ci zarabiać więcej niż tzw. branżowi rywale.

Artykuł powstał we współpracy z Maciejem Cherubinem z Octamedia.

Ceny w sklepach: 7 kategorii z dwucyfrowymi podwyżkami

W grudniu ub.r. spośród 17 analizowanych kategorii produktów codziennego użytku aż 7 zdrożało dwucyfrowo rdr. Do tego 5 grup artykułów wykazało jednocyfrowe podwyżki rdr. I tyle samo było na minusie. Po raz kolejny na szczycie drożyzny znalazły się dodatki spożywcze ze zwyżką o 15,3% rdr. Za nimi widać chemię gospodarczą ze wzrostem rdr. o 14,1%, art. dla dzieci – 12,7%, środki higieny osobistej – 12,1%, a także słodycze i desery – 11,8%. Dwucyfrowo skoczyły też ceny napojów bezalkoholowych i pieczywa – odpowiednio o 11,4% i 10,7% rdr. Z kolei spadki rdr. zaliczyły art. tłuszczowe – o 25,9%, owoce – o 4,8%, jak również produkty sypkie – o 3,6% rdr. Do tego rdr. zmalały ceny nabiału i karm dla zwierząt – o 3,2% i 1,7% rdr.

Według raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, w grudniu ub.r. codziennie zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. Na 17 monitorowanych kategorii 7 zaliczyło dwucyfrowe podwyżki cen rdr. (miesiąc wcześniej – 6). Ponadto 5 grup wykazało jednocyfrowe wzrosty rdr. (w listopadzie – 10) i tyle samo zanotowało spadki w relacji rocznej (poprzednio tylko 1 kategoria była na minusie).

– Te wyniki świadczą wyłącznie o pewnej korekcie trendu malejącego, bez zmiany jego kierunku. Jest on ciągle spadkowy, niemniej trzeba pamiętać o tym, że ceny podstawowych produktów wciąż są na wysokim poziomie w stosunku do dochodów Polaków. Co oczywiście stanowi poważny problem dla wielu rodzin – podkreśla dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Na froncie drożyzny już kolejny miesiąc z rzędu, znalazły się dodatki spożywcze (tj. ketchupy, majonezy, musztardy, przyprawy) ze średnim wzrostem o 15,3% rdr. Dynamika wzrostu cen w tej grupie towarów wprawdzie nieco osłabła, bo wcześniejsze podwyżki były wyższe, ale ta kategoria wciąż jest liderem drożyzny w sklepach.

– Ceny surowców, z których produkowane są dodatki spożywcze, systematycznie drożeją od roku 2022. W przypadku pomidorów dodatkowo sytuację znacząco pogorszyły warunki pogodowe i związane z nimi problemy z dostępnością tego warzywa w pierwszym półroczu, ale również wysokie koszty energii, potrzebnej przy uprawach szklarniowych – tłumaczy dr Robert Orpych.

Na drugim miejscu w rankingu jest chemia gospodarcza – 14,1% rdr. Poprzednio była na trzeciej pozycji. – Na wzrosty cen zwłaszcza proszków i płynów do płukania wpływają utrzymujące się wysokie koszty produkcji. Sytuacja ta trwa od wielu miesięcy i trudno oczekiwać zmiany, z powodu niepewności co do przyszłych cen energii i surowców – zaznacza dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito.

Trzecią pozycję w zestawieniu zajmują art. dla dzieci – 12,7% rdr. Miesiąc wcześniej były czwarte w rankingu. – Poza czynnikami cenotwórczymi, dotykającymi całą gospodarkę, o wysokiej dynamice wzrostu cen może decydować fakt, że wydatki na art. dziecięce są traktowane priorytetowo w większości gospodarstw domowych. Nie są one zatem ograniczane, nawet pomimo znaczących podwyżek cen – przekonuje dr Robert Orpych.

Czwarte miejsce tym razem zajęły środki higieny osobistej – 12,1% rdr. Dla porównania w listopadzie zaliczyły jednocyfrowy wzrost rok do roku. – Dynamika podwyżek w tej kategorii utrzymuje się wolniej niż w innych grupach. Wynika to z niemalejących kosztów produkcji, znacznie powyżej przeciętnej – zwraca uwagę dr Tomasz Kopyściański.

TOP5 najbardziej drożejących kategorii zamykają słodycze i desery – 11,8% rdr. – Kluczowe zmiany są na rynku cukru. Wprawdzie jego ceny w ostatnich tygodniach nieco spadły z rekordowych poziomów, notowanych w drugim półroczu ub.r. Przez to cukier dla konsumenta wciąż jest drogi. W powiązaniu z utrzymującymi się wysokimi cenami innego ważnego surowca, czyli kakao, słodycze i desery pozostają jedną z najbardziej drożejących kategorii – objaśnia dr Tomasz Kopyściański.

Dwucyfrowo skoczyły jeszcze rdr. ceny napojów bezalkoholowych, tj. o 11,4%, a także pieczywa – o 10,7% rdr. – Znaczna dynamika wzrostu cen napojów bezalkoholowych związana jest z tym, że cukier jest drogi. A kiedy na to nałoży się wysokie ceny energii, paliw i kosztów pracy, to mamy efekt w postaci dwucyfrowego wzrostu rdr. Z kolei w branży piekarniczej koszty produkcji wręcz wystrzeliły w górę. Ceny gazu, węgla, energii, czyli surowców niezbędnych przy produkcji pieczywa, a także transportu są wyjątkowo wysokie i wciąż rosną, a presja inflacyjna wymogła podwyżki wynagrodzeń – wskazuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Nieznacznie wzrosły rdr. ceny mięsa – o 6,9%, warzyw – o 6,8%, używek – o 5,6%, wędlin – o 5,5%, a także ryb – o 4,4%. – Sytuacja na rynku mięsa ustabilizowała się z uwagi na niewielkie zmiany ceny skupu żywca. Natomiast łagodna klimatycznie jesień wpłynęła pozytywnie na zbiory i dostępność warzyw. To przełożyło się na niewielką podwyżkę. Inaczej jest w przypadku używek. Wyniki z końcówki 2023 roku oznaczały klasyczną ciszę przed burzą. Ceny w tej kategorii skokowo rosną na początku roku, co nie ominie konsumentów również w 2024 roku – opisuje dr Kopyściański.

Z kolei spadki rdr. zaliczyły art. tłuszczowe – o 25,9%, owoce – o 4,8%, a także produkty sypkie – o 3,6% rdr. Do tego rdr. zmalały ceny nabiału – o 3,2%, a także karm dla zwierząt – o 1,7% rdr. – W latach 2022-2023 tłuszcze długo znajdowały się na szczytach list podwyżek. Od kilku miesięcy obserwowany jest spadek przekraczający 20%. To świadczy o stabilizowaniu się sytuacji w tej kategorii. Pozostałe grupy produktów będące teraz na minusie trzeba obserwować pod kątem zmieniających się trendów – podsumowuje dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.


***
Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z grudnia 2023 r. i analogicznego z 2022 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 56 tys. cen detalicznych z prawie 30 tys. sklepów należących do 57 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

Okiem ekspertów. Podatkowe podsumowanie 2023 roku

Nowa skala podatkowa i wyższa kwota wolna od podatku wskazywane są jako pozytywne zmiany ostatniego roku. Tak mniej więcej widzą to znani ekonomiści, doradcy podatkowi i prawnicy. Eksperci zwracają uwagę też na efekty wynikające z utrzymania zerowej stawki VAT na produkty spożywcze, ale krytykują choćby obowiązek wystawiania tzw. e-faktur. Zauważają także zalety wprowadzenia na rynek tzw. fundacji rodzinnych. Natomiast krytykują nowe zasady płacenia podatków od wynajmu mieszkań.

Eksperci, oceniając zmiany podatkowe do jakich doszło w 2023 roku, zauważają, że mimo wielu zawirowań, miało miejsce też sporo pozytywnych rozwiązań. Z opinii zebranych wśród ekonomistów i przedstawicieli organizacji przedsiębiorców można wysnuć wniosek, że niekorzystnych zmian także nie brakowało i było ich wciąż niestety dużo. Nawet z tymi pozytywnymi jest kłopot, jak zauważa Przemysław Pruszyński, ekspert Konfederacji Lewiatan. W większości przypadków „nowość” polega bowiem na korekcie rozwiązań wprowadzonych Polskim Ładem w 2022 roku.

– Sam fakt, że ustawodawca skorygował wadliwe przepisy i usunął nieprzemyślane rozwiązania, należy przyjąć za zmiany na korzyść podatników. Zostały odroczone i zmodyfikowane przepisy o podatku minimalnym CIT, uchylono przepisy o tzw. ukrytej dywidendzie czy doprecyzowano regulacje dotyczące estońskiego CIT – wylicza Pruszyński. – Jednak były to zmiany trochę na otarcie łez, ponieważ wcześniej te rozwiązania nie powinny być w ogóle wprowadzone. Gdyby nie zlekceważono głosu przedsiębiorców na etapie konsultacji społecznych, wiele wadliwych przepisów nie zostałoby wprowadzonych w 2022 roku i nie wymagałyby korekty w 2023 roku – dodaje ekspert.

Wśród ekspertów przeważa opinia, że bez wątpienia korzystną zmianą od 2023 roku było wprowadzenie nowej skali podatkowej i wyższej kwoty wolnej od podatku. Oczywiście zmiana ta nastąpiła już w zasadzie 1 lipca 2022 roku, jednak zaraz po wprowadzeniu ustawy występowały w tym zakresie pewne wątpliwości po stronie części podatników. – Na te zmiany czekało wiele osób. Korzystnie także należy ocenić bardziej elastyczne zasady składania oświadczeń płatnikom podatku przez osoby fizyczne (przyp. red. PIT-2), skutkujące obniżeniem kwot miesięcznych zaliczek na podatek – mówi dr Anna Wojciechowska, partner w SOLVEO ADVISORY i była naczelnik Wydziału Kontroli Podatkowej Urzędu Kontroli Skarbowej w Gdańsku.

¬– Korzystnie należałoby również ocenić zmiany w 2023 roku w zakresie podatku od spadków i darowizn, które wpłynęły na finanse wielu osób planujących przekazać lub otrzymać majątek w formie darowizny. Zmiany te obejmują wzrost kwot wolnych od podatku oraz modyfikację skal podatkowych – mówi dr Jacek Matarewicz, partner w Kancelarii Ożóg Tomczykowski oraz ekspert BCC. Z kolei sporo negatywnych głosów w zakresie zmian wprowadzonych w 2023 roku słychać od podatników, którzy wynajmują lokale lub budynki mieszkalne w ramach działalności gospodarczej.

Innych głosów krytycznych odnośnie zmian podatkowych nie brakuje. Według prof. Witolda Modzelewskiego, doradcy podatkowego i byłego wiceministra finansów, w ub.r. postanowiono wyrzucić do kosza całego polskiego systemu rozliczeniowego, czyli dokumentowania rozliczeń gospodarczych. – Chodzi o uchwalenie 16 czerwca 2023 roku, z mocą od 1 lipca 2024 roku, powszechnego obowiązku wystawiania e-faktur, czyli tzw. faktur ustrukturyzowanych i stosowania KSeF – mówi prof. Modzelewski.

Niektórzy eksperci zauważają jako plus to, że pewnych zmian – mimo zapowiedzi – nie wprowadzono. Od 2024 roku miał zacząć obowiązywać nowy, niższy, limit płatności gotówkowych w transakcjach pomiędzy przedsiębiorcami. Miał zostać obniżony z 15 tys. zł do 8 tys. zł.

Przedsiębiorcy w 2023 roku narzekali też na zwiększoną uciążliwość kontroli prowadzonych przez organy podatkowe. – Straszono przedsiębiorców, którzy decydowali się na spory z organami podatkowymi. W efekcie równolegle wszczynano i prowadzono postępowania karnoskarbowe, w związku z rzekomymi oszustwami podatkowymi, którymi miały być stwierdzane nieprawidłowości. Nierzadko karano właścicieli firm tymczasowymi aresztowaniami. Skala stosowania tego rodzaju środków była niepokojąco wzrostowa, na co uwagę zwracała m.in. Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Ponadto przedsiębiorcy byli ofiarami niekorzystnych rozstrzygnięć organów podatkowych w sprawach dot. kontrowersyjnych interpretacji prawnych. Narażano ich więc na dodatkowe koszty obsługi prawnej – przypomina dr Jacek Matarewicz.

Natomiast zdaniem Jerzego Martiniego, partnera zarządzającego w Martini Tax, najważniejszą pozytywną zmianą w 2023 roku, mającą wpływ na podatki, było wprowadzenie fundacji rodzinnej. – Jest to rozwiązanie, dzięki któremu polscy przedsiębiorcy mogą w sposób optymalny podatkowo zrealizować sukcesję czy dokonać restrukturyzacji – mówi Martini. – Jest to też rozwiązanie, które co do zasady zwiększa bezpieczeństwo prowadzenia działalności gospodarczej – dodaje ekspert. Z kolei w kontekście niekorzystnych zmian wskazuje np. zakaz amortyzacji mieszkań. Dotykały one jednak stosunkowo wąskiej grupy podatników.

Według innych ekspertów, najbardziej niekorzystną i kontrowersyjną zmianą podatkową 2023 roku było pozbawienie podatników wynajmujących mieszkania w ramach tzw. najmu prywatnego (bez rejestracji działalności gospodarczej) opodatkowania uzyskiwanych przychodów na zasadach ogólnych, wg. skali podatkowej i zobowiązanie ich do rozliczenia przychodów z najmu ryczałtem od przychodów ewidencjonowanych. – W praktyce pozbawiono część podatników możliwości uwzględniania w rachunku podatkowym ponoszonych kosztów, przez co najem mieszkania bez działalności gospodarczej stał się mniej opłacalny – mówi Przemysław Pruszyński z Konfederacji Lewiatan.

Bolesną dla przedsiębiorców zmianą był też zakaz uwzględniania składki zdrowotnej w kosztach uzyskania przychodów. Usunięcie go byłoby na pewno ważnym osiągnięciem podatników. Z ich perspektywy dużo większym problemem niż same przepisy jest brak ich stabilności oraz często wysoki poziom agresji po stronie fiskusa w przypadku kontroli. O ile „bieżąca” obsługa podatników stoi generalnie na wysokim poziomie, to niestety kontrole i postępowania podatkowe prowadzone są często w sposób tendencyjny i służący jedynie maksymalizacji wpływów budżetowych.

Prof. Witold Modzelewski z kolei zwraca uwagę na utrzymanie zerowej stawki VAT na większość produktów spożywczych. – Oczywiście to nie zahamowało wzrostu cen, bo żadna stawka podatkowa obniżona nie zahamuje podwyżek. Przerzucono tylko na budżet część wzrostu kosztów produkcji i importu tych wyrobów. Koszty wzrosły i ceny także, ale w tych ostatnich już nie było udziału budżetu w postaci stawki 5% VAT – podsumowuje były wiceminister finansów.

RAFAKO odstępuje od umowy na budowę Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II i żąda zapłaty prawie 25,5 mln złotych z tytułu całości przysługującego spółce wynagrodzenia z Umowy

Zarząd Spółki RAFAKO wypowiedział Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II, które prowadzi Fundacja Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka umowę na budowę obiektu oraz ugodę na usunięcie usterek. Spółka żąda zapłaty prawie 25,5 mln złotych za dokończenie budowy i waloryzację. Jako główny powód Spółka podaje całkowity brak współdziałania a wręcz utrudnianie przez Inwestora wykonania umowy oraz ugody.  

Tuż przed wyborami parlamentarnymi poprzedni Zarząd RAFAKO zawarł ugodę z Muzeum „Pamięć i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II, którym zarządza Fundacja Lux Veritatis (Światło Prawdy) o. Tadeusza Rydzyka, co pozwoliło na wydanie zgody na użytkowanie budynku i otwarcie go zgodnie z intencją fundacji jeszcze przed wyborami. Równocześnie Inwestor przedstawił listę usterek, które miały być usunięte już po otwarciu muzeum. Usterek na tyle nieistotnych, że nie miały jakiegokolwiek wpływu na odbycie uroczystego otwarcia obiektu i późniejszych organizowanych w nim wydarzeń. Mimo wątpliwości jakie można mieć co do rzetelności listy tych usterek, Rafako zgodziło się na ich usunięcie oraz na przesunięcie płatności faktury za odbiór końcowy obiektu muzeum. RAFAKO w dobrej wierze opracowało również szczegółowy harmonogram dalszych prac. Jednak po ogłoszeniu wyniku wyborów do parlamentu Fundacja Lux Veritatis (Światło Prawdy) o. Tadeusza Rydzyka przestała całkowicie współpracować z Rafako, a wręcz zaczęła utrudniać realizację zobowiązań, które ta w interesie fundacji na siebie przyjęła.

Podpisana ugoda była wyjątkowo korzystna dla fundacji. Głównie dlatego, że pozwalała jej na pilne rozliczenie środków z pomocy publicznej ale także dlatego, że akceptowała wątpliwą listę usterek oraz znacznie przesuwała płatność mimo oddania obiektu do użytkowania oraz prace dodatkowe. Dzięki temu porozumieniu w blasku fleszy, z udziałem członków poprzedniego rządu, muzeum zostało otwarte. Mimo, że RAFAKO zrobiło w interesie fundacji znacznie więcej niż było zobowiązane a może i więcej niż powinno to po ogłoszeniu wyniku wyborów do parlamentu inwestor przestał z nami współpracować. Na teren budowy nie są wpuszczani nasi pracownicy w celu realizacji Planu Naprawczego polegającego na usuwaniu drobnych nieistotnych usterek, zdarza się, że zamawiający nie przyjmuje od nas korespondencji twierdząc, że została zniszczona, płaci uprzywilejowanym podwykonawcom bez naszej wiedzy i niezgodnie z zasadami zawartych umów, nie przyjmuje harmonogramu prac oraz co najważniejsze nie reguluje naszych faktur. Co ciekawe, z naszych informacji wynika, że w pierwszej kolejności są wypłacane niezgodnie z umową środki firmie budowlanej, co do której są wątpliwości związane z zawyżaniem przez nią cen rynkowych w celu nieuzasadnionego zwiększania swojego wynagrodzenia.

Budowa muzeum kosztowała ponad 170 mln złotych i była finansowana ze środków publicznych z dotacji Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Nie rozumiem postępowania Fundacji i tej obstrukcji przy dokończeniu prac, które jednakże nie przeszkadzają w funkcjonowaniu tego obiektu. Wygląda, że mimo otrzymania tak olbrzymiego wsparcia fundacja zamierza jeszcze „zaoszczędzić” na inwestycji kosztem RAFAKO. Dlatego odstąpiliśmy od umowy oraz niekorzystnej dla Spółki ugody i domagamy się zapłaty prawie 25,5 mln złotych tytułem należnego nam wynagrodzenia, ponieważ większa część tej kwoty obejmuje prace już wykonane, natomiast pozostała odnosi się do zakresu usterek, które RAFAKO zamierzała wykonać zgodnie z zawartą Ugodą, niestety Muzeum uniemożliwiło nam to” – komentuje Robert Kuraszkiewicz, Prezes RAFAKO.

Spółka RAFAKO nie uznaje jednocześnie wcześniejszego odstąpienia od umowy i ugody przez fundację Lux Veritatis o. Tadeusza Rydzyka, która zarządza muzeum „Pamięć
i Tożsamość” im. św. Jana Pawła II. Zarząd Spółki jest zdeterminowany, aby odzyskać należne Rafako środki i przedstawić opinii publicznej wszelkie okoliczności prowadzenia budowy obiektu finansowanego ze środków publicznych.

Rekrutacje w sektorze usług dla biznesu wyhamowały, natomiast jest szansa na ożywienie w roku 2024

Na powrót dynamicznego tempa rozwoju polskiego rynku nowoczesnych usług dla biznesu najprawdopodobniej trzeba będzie dłużej poczekać. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla sektora centrów usług dla biznesu (BSS), mimo że w 2024 rekrutować planuje 83 proc. firm z branży, to odsetek ten jest niższy od ubiegłorocznego o 8 pkt proc. Wciąż jednak większość z nich spodziewa się trudności. Wyzwaniem będzie bowiem pozyskiwanie i zatrzymywanie pracowników posiadających wiedzę ekspercką oraz wysokospecjalistyczne kompetencje. Te bowiem są najcenniejsze w obliczu postępującej profesjonalizacji polskiej branży BSS.

W minionym roku rekrutacji w sektorze nowoczesnych usług dla biznesu (Business Services Sector, BSS) było mniej niż w latach 2021-2022. Jednak jak zauważają eksperci Hays, wyhamowanie jest zrozumiałe w kontekście wręcz bezprecedensowego ożywienia rekrutacyjnego w okresie post-pandemicznym. Nie zmienia to jednak faktu, że Polski sektor BSS jest w dobrej kondycji i nic nie wskazuje na to, aby sytuacja miała ulec pogorszeniu. Mimo że wiele firm z branży w ostatnim czasie przyglądało się bliżej swojej strategii, aby znaleźć usprawnienia i wyeliminować straty, to rok 2024 może przynieść nowe otwarcie.

Rozwój sektora nowoczesnych usług dla biznesu rzadziej będzie przejawiał się tworzeniem nowych centrów, natomiast częściej rozbudową jednostek już działających na polskim rynku. Będą one poszerzać zakres realizowanych procesów lub przejmować kluczowe zadania od innych centrów. Polska przez inwestorów postrzegana jest bowiem jako zaufany partner do zadań specjalnych. Dzięki bogatemu portfolio projektów oraz dostępności wykształconych i uzdolnionych językowo pracowników, nasz rynek wciąż wzmacnia swoją renomę atrakcyjnej lokalizacji dla usług wysokospecjalistycznych – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz, CEE Executive Director – Enterprise Solutions w Hays.

Rekrutacji będzie mniej niż przed rokiem, lecz firmy wciąż oczekują wyzwań

Jak pokazują wyniki badania opisanego na łamach Raportu płacowego Hays 2024 dla rynku nowoczesnych usług dla biznesu, ten rok będzie czasem dalszego rozwoju. Należy jednak podkreślić, że tempo wzrostu nie będzie równie imponujące, co w okresie post-pandemicznym. Chociaż rekrutować planuje 83 proc. firm z branży, to jest to wynik o 8 pkt proc. niższy od ubiegłorocznego.

Wciąż większość pracodawców (56 proc.) oczekuje, że pozyskanie pracowników będzie przysparzało wyzwań. Przy czym rekordowo dużo, bo aż 32 proc. ankietowanych firm, nie potrafi jednoznacznie określić, czy rekrutacje w branży BSS będą wiązały się z trudnościami.

Rekrutacji będzie mniej niż przed rokiem, lecz firmy wciąż oczekują wyzwań

Źródło: Raport płacowy – Centra usług biznesowych 2024, Hays Poland

Pracodawcy z sektora usług dla biznesu mierzą się zatem z niepewnością. Z uwagą obserwują rozwój sytuacji gospodarczej i geopolitycznej, podejmując decyzje kadrowe w oparciu o najbardziej aktualne prognozy. Wiele podmiotów z branży oczekuje zatem, że w roku 2024 będzie prowadzić rekrutacje, natomiast ostateczna skala ich aktywności na rynku pracy lub wyzwań związanych z zabezpieczeniem w organizacjach niezbędnych kompetencji, jest dla nich trudna do oszacowania. Wiele z planowanych rekrutacji będzie również dotyczyła wypełnienia wakatów powstałych w wyniku rotacji pracowników. Nie zawsze będą one równoznaczne ze zwiększaniem zatrudnienia.

Polski rynek bss doświadcza postępującej specjalizacji

W nadchodzących miesiącach do Polski będą napływać głównie inwestycje dotyczące kompleksowych procesów biznesowych. Intensywny rozwój będzie dotyczył m.in. bezpieczeństwa IT. W sektorze stale rośnie liczba procesów z zakresu cybersecurity przy jednoczesnym trendzie wzmacniania bezpieczeństwa systemów oraz wrażliwych danych przetwarzanych przez centra usług. Specjalizacjami o największym potencjale do dalszego rozwoju są ponadto finanse, IT, HR oraz kadry i płace.

Potwierdzają to wyniki badania Hays. Pracodawcy, którzy w roku 2024 mają w planach rekrutacje, najczęściej deklarują, że będą one dotyczyły ról w obszarze IT (67 proc. wskazań). Na kolejnych miejscach uplasowały się finanse i księgowość (44 proc.), obsługa klienta (38 proc.), usługi finansowe (29 proc.) oraz HR (26 proc.).

Jednocześnie są to obszary, które doświadczają postępującej specjalizacji. Do polskiego sektora BSS trafia coraz więcej zaawansowanych ról, wymagających wysoko rozwiniętych kompetencji, zaawansowanej wiedzy i doświadczenia. Podobny trend dotyczy ról eksperckich i menedżerskich o międzynarodowym zakresie odpowiedzialności. W konsekwencji zatrudnienie w centrach usług zyskuje na atrakcyjności w oczach tych kandydatów, którzy do tej pory nie brali pod uwagę takiej ścieżki kariery.

Postępująca specjalizacja polskiego sektora usług niesie za sobą również zagrożenia. Może się bowiem zdarzyć, że Polska będzie traciła proste procesy na rzecz innych, mniej dojrzałych rynków. – Z uwagi na zaawansowane kompetencje pracowników, ale też wysoką w ostatnich latach inflację, Polska definitywnie przestała być postrzegana jako tani rynek. Wciąż jednak oferuje atrakcyjny stosunek jakości do ceny. Ten argument będzie natomiast w mniejszym stopniu przemawiał do inwestorów planujących otwarcie centrum z prostymi procesami, które poza znajomością języka angielskiego nie wymagają od pracowników specjalistycznych umiejętności – zauważa Aleksandra Tyszkiewicz z Hays Poland.

Planowany wzrost płac

Wysoka inflacja przełożyła się na podwyżki wynagrodzeń oferowanych pracownikom centrów usług dla biznesu. W minionym roku wzrost płac odnotowało aż 86 proc. pracodawców biorących udział w badaniu Hays, natomiast podwyżki najczęściej nie przekraczały poziomu 10 proc. Plany na rok 2024 rysują się nieco mniej ambitnie, ponieważ zwiększyć wynagrodzenia planuje 84 proc. firm.

Należy oczekiwać, że podwyżki będą rzadsze i bardziej umiarkowane. Jest to podyktowane faktem, że w wyniku zmian gospodarczych firmy uważniej przyglądają się kosztom, koncentrując się na zwiększaniu efektywności i produktywności pracy. Organizacje chcą się upewnić, że w pełni wykorzystują potencjał swoich zespołów i zasobów, oraz szczególnie doceniać tych najbardziej utalentowanych, którzy dają z siebie jak najwięcej – komentuje Aleksandra Tyszkiewicz.

O RAPORCIE

Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na 40 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2023 r.

Inflacja miała spadać bardziej. Eksperci: „Za wcześnie na pożegnania”

Ostatni odczyt Głównego Urzędu Statystycznego w kontekście inflacji pozwala na wysnucie wniosków optymistycznych i pesymistycznych. Za dobrą monetę należy obrać fakt nominalnego spadku inflacji do nieco ponad 6%. Kolejne odczyty są wielką niewiadomą. Przedsiębiorców i ekspertów martwi średnia roczna inflacja, a także fakt, że koszty wszystkich produktów i usług poza transportem rosły miesiąc do miesiąca.

  • Inflacja w Polsce w grudniu 2023 wyniosła 6,2%
  • Inflacja w całym roku 2023 wyniosła 11,4%
  • Rosną ceny nieruchomości
  • Więcej – porównując rok do roku płacimy za żywność i usługi
  • Spadła cena transportu

Inflacja spada, ale ceny rosną. Mniej płacimy tylko za transport, ale i tu jest pułapka

Najnowsze dane Głównego Urzędu Statystycznego pokazują w jakim stanie jest gospodarka w Polsce. Rok 2023 był prawdziwym rollercasterem. Po fatalne wskaźniki inflacyjne w styczniu oraz w lutym, po najlepsze nastroje konsumenckie w ostatnim kwartale tego roku. Po wzrost popytu na turystykę i usługi, przez kryzys przemysłu, jakiego nie widzieliśmy już dawno. Wszystko to odbywało się w czasie, gdy Polska pozbawiona była środków z KPO i odbudowywała się po pandemii COVID-19 oraz wojnie w Ukrainie.

–  Nie mam żadnych wątpliwości, że za wcześnie na pożegnanie z inflacją – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie. – Nawet jeżeli statystycznie wchodzimy w nowy rok w dużo lepszych nastrojach niż wchodziliśmy w rok 2023, to nie możemy zapominać, że wzrost cen produktów i usług jest widoczny niemal w każdej przestrzeni gospodarczej. Poprawne nastroje konsumenckie pozwalają na pewien optymizm, ale przedsiębiorcy do potencjalnej gospodarczej odwilży podchodzą z rezerwą. Najbardziej martwi nas sytuacja takich sektorów jak transport, budownictwo i przede wszystkim przemysł – mówi Hanna Mojsiuk.

– Spadek cen w transporcie w ostatnim kwartale 2023 roku to efekt politycznego sterowanie cenami paliw. Podobnie jest ze wzrostem cen mieszkań, który został wygenerowany przez program „Bezpieczny kredyt 2%”. Pozostaje wierzyć, że interwencjonizm Państwa w gospodarce już się skończył – mówi Hanna Mojsiuk.

Wzrost płacy minimalnej najbardziej proinflacyjny

Jakie są perspektywy inflacyjne na rok 2024? Jak mówi ekonomistka dr Katarzyna Kazojć scenariusz utrzymania inflacji na obecnym poziomie jest prawdopodobny, podobnie jak jej wzrost, gdyż w Polsce nie brakuje obecnie czynników proinflacyjnych.

– Takim czynnikiem na pewno jest wzrost płacy minimalnej, który obecnie jest czynnikiem wyraźnie napędzającym inflacje lub zatrzymującym jej dalszy spadek. Większe zarobki skłaniają nas do szerszych wydatków. To z jednej strony czynnik pobudzający handel i usługi, a z drugiej element, który nie zatrzymuje inflacji – mówi dr Katarzyna Kazojć.

– Nie spodziewam się więc imponujących spadków inflacji. Najbardziej kluczowy w roku 2024 będzie kwartał III, gdzie w życie wejdzie kolejna tura wzrostu płacy minimalnej. Nie bez znaczenia będą także środki unijne i to, jak będą one dysponowane w Polsce. Przedsiębiorcy w ostatnim czasie mocno wstrzymują się z planami inwestycyjnymi, co przy większej podaży pieniądza, mogłoby wygenerować zwolnienia pracowników, a to przy wciąż relatywnie wysokiej inflacji poważny problem społeczny – dodaje dr Kazojć.

Prognozy sieciowe na 2024 r. – 3 najważniejsze trendy wg Cisco

Cisco wskazuje trzy kierunki w rozwoju sieci, które zdominują najbliższe dwanaście miesięcy. Autorem prognozy jest Jonathan Davidson, wiceprezes wykonawczy i dyrektor generalny Cisco Networking.

Prognoza 1: Ewolucja Ethernetu. Będą pojawiać się kolejne innowacje wymyślające na nowo technologię Ethernet, by zapewnić jej większą wydajność i odporność, gdyż staje się ona w istocie budulcem dla sieci wspieranych sztuczną inteligencją.

Większość klientów chce rozbudowywać swoje sieci tak, by obsługiwały nowe rodzaje obciążeń i większą ich liczbę. Jednocześnie, oczekują oni pojedynczej architektury, która zmniejszy złożoność operacyjną i koszty – jednej struktury sieciowej do obsługi wszystkiego. Technologią preferowaną do trenowania sztucznej inteligencji i poprawy umiejętności wnioskowania SI okazał się Ethernet, stanowiąc ustandaryzowaną, elastyczną i opłacalną alternatywę dla technologii zastrzeżonych, takich jak InfiniBand.

Aby zrozumieć dlaczego, należy przypomnieć ewolucję Ethernetu i rolę, jaką technologia odegrała w utorowaniu innych ważnych zmian technologicznych. Tradycyjne obciążenia, takie jak dźwięk, wideo, składowanie danych, obliczenia wysokiej wydajności i wysokowydajne bazy danych sprawiły, że Ethernet musiał stać się „bezstratny” i znacząco poprawić niezawodność i wydajność oraz obniżyć opóźnienia. Dzięki Ethernetowi możliwe jest też oszczędne skalowanie do dużych klastrów centralnych i mniejszych klastrów brzegowych.

O znaczeniu wszechstronnych rozwiązań przełączeniowych będzie świadczyć ewolucja sieci korporacyjnych wspieranych sztuczną inteligencją w kierunku jednoczesnej obsługi obciążeń tradycyjnych, jak i tych związanych z Al i uczeniem maszynowym. W związku z nowymi pomysłami na rozwiązywanie problemów związanych z operacjami wejścia/wyjścia branżę czekają cykle rozwoju technologii zastrzeżonych i standardów, czego rezultatem będzie zmiana krajobrazu struktur wewnątrz serwerów i pomiędzy nimi. Przykładowo, szybsze i wydajniejsze przenoszenie danych między modelami i magazynami danych upodobni procesory graficzne do systemów podstawowej pamięci masowej, a w projektowaniu serwerów zatrze granice między strukturami wewnętrznymi i zewnętrznymi. Cisco wierzy, że w zakresie rozwiązań sieciowych opartych na sztucznej inteligencji pojawi się ostatecznie szeroki zakres zastosowań i potrzeb klientów. Chcąc uwolnić potencjał sztucznej inteligencji, branża musi znaleźć rozwiązania wspierające rozwój sieci Sl i ich konfigurację przy użyciu wielu architektur, w tym opartych na telemetrii oraz Ethernet.

Prognoza 2: Modernizacja infrastruktury sieci i centrów danych pozostanie priorytetem inwestycyjnym przedsiębiorstw, chcących nadążyć za wzrostem obciążeń, zwiększyć wydajność i efektywność operacyjną.

Technologia sieci 100G jest obecnie powszechna, ale nietrudno założyć, że branża wkrótce osiągnie punkt krytyczny, w którym architektury sieciowe będą wymagały większej wydajności aby obsłużyć nowe aplikacje, dane i przepływy pracy, w tym sztuczną inteligencję i uczenie maszynowe. Rośnie zapotrzebowanie na wyższą przepustowość sieci, towarzyszące innowacjom w procesorach graficznych i kartach sieciowych, których szybkość sięga już 400G i 800G.

Potrzeba ta oznacza fundamentalną zmianę w sposobie budowania i funkcjonowania centrów danych. Rozwój architektur 400G/800G typu „leaf-spine” z układami 100G SerDes odpowiada na wzrost zapotrzebowania na większą przepustowość po stronie serwera i klienta. Będziemy też obserwować rosnący nacisk na bezpieczeństwo i wielodostępność w celu segregacji danych pod kątem obciążeń SI. A w celu zapewnienia optymalnego zużycia energii przez infrastrukturę SI klienci – tam, gdzie będzie to możliwe – będą też stosować systemy chłodzenia cieczą.

Inicjatywy ESG (środowiskowe, społeczne i ładu korporacyjnego) są obecnie najważniejszymi priorytetami firm, co wytworzyło dodatkową presję na organizacjach IT, włączając w to zespoły odpowiedzialne za funkcjonowanie sieci, celem wsparcia inicjatyw zrównoważonego IT i centrów danych.  Modernizacja infrastruktury sieciowej i centrum danych może być kluczowym krokiem, gdyż wiele najnowszych produktów zostało zaprojektowanych do wydajniejszego działania na poziomie architektury.

Prognoza 3: Rok 2024 podkreśli znaczenie widoczności i pewności sieci. Dynamiczna natura i zmienna wydajność internetu będą wymagać stałego i kompleksowego podejścia w celu planowania i minimalizowania nieuniknionych zakłóceń.

Internet w dzisiejszej gospodarce cyfrowej jest tkanką łączną między klientami, aplikacjami i markami. W miarę jak w organizacjach upowszechniają się rozwiązania chmurowe, SaaS i SD-WAN, firmy borykają się ze złożonością wynikającą z uzależnienia od sieci zewnętrznych, nad którymi nie mają kontroli. Awarie i inne zakłócenia są kwestią tego „kiedy”, a nie „czy”. Łączność, bezpieczeństwo i pewność dostarczania cyfrowych doświadczeń niezależnie od infrastruktury są niezwykle ważne dla łagodzenia wszelkich zakłóceń w działalności biznesowej.

Badania przeprowadzone przez zespół Cisco ThousandEyes Internet Intelligence wskazują dwa nowe trendy, odróżniające się od tendencji z lat wcześniejszych, jeśli chodzi o ich wielkość i zakres. Otóż za wyjątkiem bardzo nielicznych wielogodzinnych awarii, kondycję internetu w 2023 r. można opisać jako większą liczbę przerw, ale o mniejszym zakresie.

Duży przestój, gdzie zakłócenie działania sieci lub chmury będzie miało kaskadowy wpływ na dziesiątki innych ważnych aplikacji lub usług, można wyjaśnić działaniem siły wyższej. Z drugiej strony mniejsze przerwy oznaczają, że obowiązek wskazania źródła pogorszenia jakości usługi lub zakłóceń mających wpływ na operacje spada na same organizacje.

W świecie mniejszych, ograniczonych przestojów pytanie: „Czy pierwotna przyczyna leży po mojej stronie, czy u kogoś innego?” nadal wymaga odpowiedzi, ale z dodatkiem aspektu praktycznego, ponieważ użytkownicy końcowi chcą to wiedzieć oraz zależy od tego ciągłość działania biznesu.

Raport cen domów po IV kwartale 2023 r.

Domy utrzymują wysokie ceny, ale nie było gwałtownych wzrostów w IV kwartale 2023.

Choć ceny domów z rynku wtórnego wciąż są wysokie, to temperatura w tym segmencie jest o wiele niższa niż w rozgrzanej mieszkaniówce. Jak wskazują dane Nieruchomosci-online.pl, w IV kwartale 2023 r. spośród wszystkich miast wojewódzkich tylko w Białymstoku i Toruniu zaobserwowano mocniejszy wzrost średnich cen ofertowych.

Średnie ceny domów w IVQ2023

Jest drogo, ale nie ma szokujących wzrostów

W IV kwartale 2023 r. sytuacja cenowa w segmencie domów z drugiej ręki była zbliżona do tej z III kwartału. Wówczas blisko połowa miast wojewódzkich nie zanotowała podwyżki średniej ceny ofertowej. Tym razem podwyżki ominęły 8 z 18 stolic regionów.

Jak wskazują dane Nieruchomosci-online.pl, w IV kwartale ub.r. największe wzrosty średnich cen ofertowych domów wolnostojących z rynku wtórnego zaobserwowano w Białymstoku (7,5 proc. k/k) i w Toruniu (8,1 proc. k/k). W pozostałych miastach wojewódzkich oczekiwania osób sprzedających nie zmieniły się już tak bardzo w porównaniu do III kwartału. W Olsztynie i Szczecinie przeciętna stawka ofertowa wzrosła w ciągu kwartału o 4 proc., a w Warszawie, Gdańsku, Krakowie, Katowicach, Opolu i Zielonej Górze zaledwie o 1-2 proc.

IV kwartał ub.r. przyniósł też spadek średnich cen ofertowych w Kielcach (prawie 4 proc. k/k), Bydgoszczy (1,5 proc.) i Rzeszowie (1 proc.). O stabilizacji można mówić natomiast w przypadku Wrocławia, Łodzi, Poznania, Lublina i Gorzowa Wlkp. (wahania mniejsze niż 1 proc.).

– Oczywiście oczekiwania osób sprzedających wciąż pozostają wysokie, ale w odróżnieniu od rynku mieszkaniowego, ceny domów rosną rzadziej i nie aż tak dynamicznie. Nasze portalowe dane wskazują, że tylko cztery miasta konsekwentnie utrzymują się na ścieżce wzrostu cen. Mowa o Krakowie, Warszawie, Toruniu i Opolu – tam średnia cena ofertowa rosła w II, III i IV kwartale ubiegłego roku. Warto również pamiętać o tym, że z rynku zniknęły już najatrakcyjniejsze cenowo oferty – mówi Rafał Bieńkowski z Nieruchomosci-online.pl.

– Rynek domów cechował się pewną stabilizacją w ciągu ostatniego roku. Chociaż oczywiście sytuacja nie jest czarno-biała i wiele zależało od specyfiki lokalnego rynku. Są regiony, w których domy sprzedawały się na niezłym, stabilnym poziomie. Szczególnie dotyczyło to budynków o mniejszej powierzchni i kwalifikujących się pod limity programu rządowego wsparcia – dodaje.

Podaż trzyma się stabilnie

W IV kwartale zainteresowanie ofertami domów na sprzedaż zwykle jest mniejsze niż w III kwartale i tak było również tym razem. Jak pokazuje analiza liczby kontaktów, jakie za pośrednictwem Nieruchomosci-online.pl nawiązywały osoby poszukujące ze sprzedającymi, poziom zainteresowania ogłoszeniami był mniejszy o 19 proc. k/k.

Ta znaczna różnica nie wzięła się jednak wyłącznie z sezonowości, czyli tego, że jesienią i zimą generalnie rzadziej oglądamy domy. Trzeba pamiętać, że zainteresowanie tą kategorią nieruchomości w III kwartale podbijał także Bezpieczny Kredyt 2%. Owszem, program dopłat do kredytów był impulsem głównie dla mieszkaniówki, ale i segment domów do pewnego stopnia na nim skorzystał. Część domów z drugiej ręki, głównie na mniejszych rynkach, wpisywała się cenowo w założenia rządowego programu.

Na marginesie warto też zauważyć, że IV kwartał okazał się pod względem poziomu zainteresowania ogłoszeniami nawet nieco słabszy niż I i II kwartał 2023 r.

– Z relacji wielu pośredników, którzy wzięli udział w naszym badaniu nastrojów w IV kwartale wynika, że ciężko sprzedają się domy wycenione znacznie powyżej 1 mln zł. Szczególnie te starsze, wykończone w estetyce lat 90. i 00., nie wspominając już o bardziej wiekowych budynkach. Osoby poszukujące celują dziś najczęściej w domy o mniejszym metrażu, często pod miastem, ale dobrze skomunikowane. Kupujący bardzo zwracają też uwagę na koszty utrzymania nieruchomości ze względu na obawy dotyczące zużycia energii. Stąd więc trudno znaleźć nabywców na domy słabo ocieplone, niedoinwestowane – dodaje Rafał Bieńkowski.

Natomiast podaż w kategorii domów wciąż trzyma się stabilnie. Taka sytuacja utrzymuje się praktycznie od wiosny. W IV kwartale liczba aktywnych ogłoszeń na Nieruchomosci-online.pl była mniejsza zaledwie o 1,9 proc. w porównaniu do III kwartału.

Opóźnienia w płatnościach w 2023 roku: poprawa, ale nie wszędzie

Ujemna dynamika PKB w pierwszej połowie 2023 roku oraz niekorzystna sytuacja makroekonomiczna negatywnie wpłynęły na polską gospodarkę minionych 12 miesięcy. Mimo tych trudności średni termin płatności polskich firm w 2023 roku wyniósł 48,7 dni, czyli o 3 dni mniej niż w roku 2022. Choć jest on najniższy od 2020 roku, kiedy to wynosił 48 dni, eksperci ostrzegają przedsiębiorców przed zbytnim optymizmem. Z 8. edycji badania płatności przeprowadzonego przez firmę Coface wynika, że pomimo ogólnej poprawy, nie wszystkie sektory odnotowały skrócenie czasu spływania należności.

Miniony rok przyniósł wzrost odsetka przedsiębiorstw, które oferowały krótsze terminy płatności. 44,9% firm proponowało swoim klientom zwrot należności w ciągu 30 dni (w 2022 roku współczynnik ten wyniósł 41,3%), a 31,1% w ciągu 60 dni (w 2022 roku 28,7%).

– W porównaniu z naszym poprzednim badaniem ze stycznia 2023 roku, udział terminów nieprzekraczających 90 dni nieznacznie się zwiększył i wyniósł 89,7%. Mniej niż 1% firm, które wzięły udział w badaniu, oferowało terminy płatności przekraczające 6 miesięcy – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface w Europie Środkowo-Wschodniej. – Warto zauważyć, że opóźnienia płatności stały się standardową praktyką w polskim biznesie. 49,3% przedsiębiorstw doświadczyło zaległości w spływie opłat od kontrahentów w ciągu ostatnich 6 miesięcy. Jest to jednak wyraźna zmiana w porównaniu z badaniem z 2022 roku, kiedy to 61,2% firm zadeklarowało takie opóźnienia – podkreśla ekspert.

Opóźnienia w płatnościach zależne od branży

Sektorem, w którym opóźnienia płatności w 2023 roku były najkrótsze, jest branża farmaceutyczna (33 dni). Tuż za nią uplasował się przemysł rolno-spożywczy (38,8 dni). Zanotował on jednocześnie największą redukcję opóźnień w płatnościach – z 60 dni w 2022 roku do 38,8 dni w 2023. Na trzecim miejscu wśród branż o najkrótszych płatnościach znalazł się handel (42,6 dni). Z kolei najwięcej przeterminowanych płatności odnotowała metalurgia i sektor papierniczo-drzewny (odpowiednio 69,0 i 70,7 dni).

Znaczne skrócenie czasu regulowania płatności jest zauważalne m.in. w branży chemicznej (z 68,6 dni w 2022 roku do 50,5 dni w 2023). Z poważnym wzrostem opóźnień zmagał się natomiast sektor energetyczny. Zaległości płatnicze które w 2022 roku wynosiły 36,4 dni, w ciągu minionych 12 miesięcy powiększyły się do 58,2 dni.

– Z licznymi problemami spotkała się także branża teleinformatyczna (wydłużenie czasu płatności o 7,9 dni w porównaniu z 2022 rokiem). Przemysł ten nadal mierzy się z obniżeniem dochodu rozporządzalnego gospodarstw domowych, które koncentrują się na zakupach produktów pierwszej potrzeby, a nie dóbr trwałego użytku, takich jak elektronika – mówi Grzegorz Sielewicz.

Opóźnienia w płatnościach sprawiły, że firmy wprowadzały działania mające na celu odzyskanie należności. Jako najbardziej skuteczną metodę w tej kwestii respondenci wskazywali mediacje i arbitraż (40% odpowiedzi). Pojawiły się również takie rozwiązania jak monitoring i windykacja wewnętrzna (36%) oraz zewnętrzna windykacja polubowna lub sądowa (24%).

Nastroje i prognozy na przyszłość

Większość przedsiębiorstw (72%), zarówno tych małych, średnich, jak i dużych, spodziewa się, że w ciągu najbliższych 6 miesięcy nie dojdzie do zmian w poziomie nieterminowych płatności. 21% firm, które wzięły udział w badaniu Coface, podejrzewa, że opóźnienia będą rosły. 7% ma nadzieję, że zmaleją. Respondenci przewidują również, że problemy z płatnościami dotkną przede wszystkich mniejszych kontrahentów.

Porównując badanie płatności z 2023 roku z edycją z 2022 roku, możemy zauważyć zmiany
w czynnikach najbardziej zagrażających działalności przedsiębiorstw. Rok temu respondenci najczęściej wskazywali na wyższe koszty energii, podatki i opłaty fiskalne oraz wysokie koszty pracy i surowców. W tegorocznym raporcie największymi przeszkodami w prowadzeniu biznesu okazały się: ograniczony popyt (44% odpowiedzi) i zbyt duża konkurencja (40% odpowiedzi). Problemem nadal pozostają także podatki (41% odpowiedzi).

–  Tym razem nie wymieniono wyższych stóp procentowych jako dużej przeszkody dla firm, co obrazuje stosunkową odporność przedsiębiorstw na zewnętrzne koszty finansowania i rozpoczęte we wrześniu 2023 luzowanie polityki pieniężnej w Polsce – mówi Grzegorz Sielewicz. – Przedsiębiorstwa w naszym kraju względnie przystosowały się do prowadzenia biznesu w cieniu wojny w Ukrainie. Niemniej jednak, konsekwencje gospodarcze i biznesowe nadal są dla nich odczuwalne – podsumowuje ekspert.

W oczekiwaniu na zmiany

Ekonomiści prognozują, że rok 2024 będzie czasem wzrostu gospodarczego, którego przedsmak stanowiły ostatnie miesiące roku 2023. Obecnie niemal jedna trzecia przedsiębiorców pozytywnie ocenia perspektywy swojej działalności biznesowej w przyszłości. Należy jednak pamiętać, że firmy nadal zgłaszają wiele istotnych trudności. Wysokie koszty redukujące marże, ograniczony popyt czy obciążenia fiskalne to tylko niektóre z nich. Myśląc o właśnie rozpoczętym roku 2024, trzeba też wziąć pod uwagę spowolnienie gospodarcze, które ma miejsce w Europie Zachodniej.

Hitachi Energy finalizuje przejęcie COET

Firma Hitachi Energy ogłosiła dziś finalizację przejęcia COET – firmy zajmującej się projektowaniem i produkcją urządzeń zasilających dla elektromobilności, kolei i przemysłu. Transakcja wzmacnia globalną pozycję i ofertę Hitachi Energy w zakresie infrastruktury ładowania pojazdów elektrycznych o dużej mocy, energoelektroniki i grid edge.

Hitachi Energy i posiadająca siedzibę główną w Mediolanie firma COET od dawna współpracują nad portfolio rozwiązań Hitachi Energy dla infrastruktury ładowania dużej mocy – Grid-eMotion®. COET jest również wiodącym projektantem, producentem i dostawcą produktów oraz komponentów trakcyjnych DC dla kolei, a także urządzeń AC i DC do zastosowań przemysłowych o dużej mocy.

Ponieważ energia elektryczna będzie w przyszłości podstawą całego systemu energetycznego i pomoże napędzać zieloną transformację energetyki, globalne zapotrzebowanie na energoelektronikę i rozwiązania o dużej mocy będzie stale rosło. Aby odnieść sukces w dążeniu do osiągnięcia neutralnego węglowo społeczeństwa, wzbogacona oferta Hitachi Energy będzie służyć obecnym i przyszłym klientom, wykraczając poza sieć elektroenergetyczną – otwierając szerokie możliwości w obszarach takich jak zrównoważona mobilność, smart life i centra danych.

– Cieszymy się, że możemy powitać naszego wieloletniego partnera w rodzinie Hitachi Energy – powiedział Niklas Persson, dyrektor zarządzający biznesem Stacji i Systemów Elektroenergetycznych w Hitachi Energy. – Przejęcie wzmocni naszą pozycję globalnego lidera w dziedzinie technologii sieci energetycznych i infrastruktury energetycznej dla elektromobilności, transportu i przemysłu, podczas gdy COET i jego klienci odniosą znaczne korzyści z naszego globalnego zasięgu i wiedzy w zakresie energetyki.

COET będzie działać jako samodzielna firma pod kierownictwem obecnego zarządu i zachowa obecną działalność biznesową. Obecnie zatrudnia około 80 wysoko wykwalifikowanych i wyspecjalizowanych pracowników.

Oferta Grid-eMotion firmy Hitachi Energy w zakresie infrastruktury ładowania o dużej mocy dla flot elektrycznych autobusów i ciężarówek szybko rozwija się w skali globalnej. Te wiodące w branży rozwiązania grid-to-plug i ultraszybkiego ładowania zostały już wdrożone m.in. w projektach zrównoważonego transportu dla flot autobusów i ciężarówek w Australii, Kanadzie, Dubaju, Francji, Niemczech, Włoszech, Szwecji, Szwajcarii czy Wielkiej Brytanii.

Dodanie COET do portfolio Hitachi Energy jest wyrazem przyspieszenia realizacji strategicznego planu rozwoju firmy do 2030 roku. Hitachi Energy stale wzmacnia swoją podstawową działalność w zakresie sieci elektroenergetycznych, jednocześnie rozwijając światowy system energetyczny, aby był bardziej zrównoważony, elastyczny i bezpieczny. Przejęcie to zwiększa nasze podstawowe możliwości w zakresie grid edge, w tym energoelektroniki, technologii cyfrowych i serwisu, wspierając większy cel, jakim jest rozwój zrównoważonej przyszłości energetycznej dla wszystkich.

Transakcja została sfinalizowana 28 grudnia 2023 r., po zatwierdzeniu przez organy regulacyjne umowy sprzedaży ogłoszonej w sierpniu 2023 r.

Columbus Energy przyspiesza ekspansję na czeskim rynku

Czeska spółka Columbus Energy a.s. wygrała przetarg na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych dla miasta Brna.

Columbus Energy a.s. zawarł umowę na dostawę i montaż instalacji fotowoltaicznych na dachach budynków należących do miasta Brna. Czeska Spółka znalazła się wśród trzech podmiotów, które zostały wyłonione przez władze miasta w ramach ogłoszonego przetargu. Łączna, maksymalna wartość inwestycji opiewa na kwotę w 2,2 mld czeskich koron, co w przeliczeniu daje niemal 390 mln zł.

– Cieszymy się, że wieloletnie doświadczenie Columbus, a także wypracowana pozycja Grupy na rynku czeskim pozwoliły nam nie tylko na wzięcie udziału w przetargu, ale też na zakwalifikowanie się jako jedyny dostawca systemów fotowoltaicznych, który formalnie nie wymagał utworzenia konsorcjum i mógł z sukcesem wystartować samodzielnie. Czujemy, że wygrany przetarg stanowi znakomitą szansę przyspieszenia ekspansji Columbus na czeskim rynku. To wielka satysfakcja, że spełniliśmy wszystkie wymogi proceduralne i możemy zaprezentować nasze możliwości realizacyjne w tak ciekawym i znaczącym projekcie. Nasze know-how i wieloletnie doświadczenie z polskiego rynku – jak już się przekonaliśmy przy innych inwestycjach – są w Czechach poważane, więc mamy ambicję zrealizować jak najwięcej zamówień. A potencjał tego projektu jest naprawdę duży, bo łącznie trzeba zaopatrzyć w fotowoltaikę ok. 675 budynków. Szacujemy, że Columbus wykona ok. ⅓ kontraktumówi Michał Gondek, wiceprezes zarządu Columbus Energy S.A., prezes zarządu Columbus Energy a.s.

– Rok 2023 to nowe otwarcie rynku energii odnawialnej w segmencie B2B i B2C w Czechach, co pokazują wyniki sprzedaży Columbus Energy a.s. jako lidera tego rynku. Cieszymy się, że początek bieżącego roku zaowocował podpisaniem tak ważnej umowy. Tym bardziej jest to dla nas prestiżowe, że dotyczy budynków użyteczności publicznej dla miasta Brna – komentuje Arleta Czekaj-Kwiecień, Dyrektor Zarządzająca Strategii Sprzedaży w Columbus Energy a.s.

– Jesteśmy bardzo wdzięczni, że będziemy jednym z dostawców fotowoltaiki dla budynków miejskich w Brnie. To dla nas wielka szansa i zobowiązanie. To także kolejny krok w realizacji naszej strategii, który pomoże nam w dalszym rozwoju działalności Columbus Energy w Czechach – wskazuje Simona Labudová, Dyrektor Zarządzająca Columbus Energy a.s.

Przypomnijmy, że ekspansja Columbus na prosumenckim rynku w Czechach rozpoczęła się pod koniec roku 2022. W maju 2023 r. Columbus Energy wykupił udziały w spółkach zależnych w Czechach i Słowacji, i zdecydował się zwiększyć działalność operacyjną w segmentach inwestycyjnym, B2B oraz B2G.

Inflacja w Polsce niższa, ale wciąż wysoka

Ceny rosły w 2023 roku jednak o 6,2%. To i tak olbrzymia poprawa względem 2022 roku, ale nadal wielu obserwatorów liczyło na szybszy spadek tempa wzrostu cen.

Strefa euro pisze historię

Wczorajsze dane na temat produkcji przemysłowej w strefie euro nie napawają optymizmem. W ciągu roku spadła ona aż o 6,8%. Czy to bardzo źle? Wygląda na to, że tak. Rynek spodziewał się spadku o 5,9%. By lepiej zobrazować, jak duży jest to spadek, należy wskazać, że w historii strefy euro były tylko dwa większe okresy spadków. Był to kryzys z 2008 roku oraz pandemia koronawirusa. W obydwóch przypadkach szczytowy spadek był jednak ponad 20%. Można się zatem pocieszać, że jesteśmy w jednej trzeciej drogi. Z drugiej strony, gdybyśmy mieli przed sobą dalszą część takiego ruchu, byłaby to bardzo zła wiadomość. Już teraz zresztą rynki dużo przychylniej patrzą na dolara niż do euro. Kurs dolara jest najsilniejszy względem europejskiej waluty od 5 stycznia.

Inflacja w Polsce

Grudniowy odczyt inflacji wyniósł 6,2%. Oczekiwania mówiły o 6,1%, więc różnica jest niewielka, aczkolwiek w niekorzystną dla naszych portfeli stronę. Z drugiej jednak strony trzeba pamiętać, że rok temu inflacja wynosiła 16,6%, była zatem 2,5 raza większa niż obecnie. Jest jednak również zła wiadomość. Projekcja inflacji pokazuje wyraźny spadek tempa wzrostów cen w tym roku. Z drugiej strony ta sama projekcja sugeruje przyspieszenie tempa wzrostu PKB, co już nie stawia nas w tak złym świetle. Jaką wiadomością dla złotego jest wyższy od oczekiwań wskaźnik inflacji? Wbrew pozorom – dobrą. Im wyższa inflacja, tym dłużej utrzymane zostaną wysokie stopy procentowe. Wysokie stopy procentowe z kolei wpływają korzystnie na wartość waluty. Wpływają niestety również bardzo niekorzystnie na raty kredytów o zmiennym oprocentowaniu.

Gaz szuka dna

Ceny gazu na giełdzie w Amsterdamie przebiły kolejny ważny poziom. Od wczoraj znajdujemy się poniżej pułapu 30 euro za megawatogodzinę. Jest to najniższy poziom od sierpnia. Powodem spadków jest niższe od oczekiwań zużycie gazu z powodu cieplejszego, niż przewidywano, początku sezonu grzewczego. Analitycy zwracają jednak uwagę, że o ile sytuacja pogodowa pomaga Europie, to wcale nie jest to prawdą względem USA. Tam ceny już zaczęły iść w górę z powodu rosnącego zapotrzebowania na ten surowiec. Można zatem oczekiwać, że wzrosty za oceanem przełożą się prędzej czy później na sytuację u nas.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Polska – wskaźnik inflacji bazowej,
14:30 – Kanada – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – indeks NY Empire State.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat.pl

EUR/USD spada do najniższego poziomu od 5 stycznia. Złoto traci

Wczoraj giełda z Wall Street była zamknięta. Amerykanie świętowali dzień Martina Luthera Kinga. Kurs EUR/USD dziś w nocy spadł w stronę 1,0910 i znalazł się najniżej od 5 stycznia. W Europie akcje spadały a rentowności obligacji wzrosły po tym, jak jeden z przedstawicieli EBC zanegował możliwość szybkich obniżek stóp procentowych, mimo, że niemiecka gospodarka odnotowała spadek o 0,3 proc. w całym 2023 roku. Ropa naftowa traciła wczoraj. Spadki zostały jednak odwrócone na skutek wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Złoto zyskało na poniedziałkowej sesji, aktualnie jednak dominują spadki. Uncja kosztuje obecnie ok 2045 USD.

Wczoraj głos zabrał jeden z przedstawicieli Rady Prezesów EBC – Robert Holzman. Powiedział on, że ryzyko wynikające z utrzymującej się inflacji uniemożliwi EBC obniżenie stóp procentowych w tym roku, nawet jeśli nie można już wykluczyć recesji. Z kolei Joachim Nagel z tej samej instytucji zasugerował, że lato może być odpowiednim momentem, aby zacząć rozważać obniżenie kosztów pożyczek. Dołączyli oni do innych przedstawicieli banku (Christine Lagarde, Constantinos Herodotou, Philipa Lane), ostrzegając, że jest zbyt wcześnie, aby mówić o obniżkach w najbliższych miesiącach.
W tym momencie rynek OIS wycenia niespełna 80 proc. szans na to, że do kwietnia koszt pieniądza w strefie euro zostanie obniżony o 25 punktów bazowych i zakłada łącznie ponad 140 pb redukcji do końca 2024 roku.

Rynek jest moim zdaniem zbyt optymistyczny co do terminu pierwszej decyzji luzowania polityki monetarnej. Wszystko będzie zależeć od danych więc uwaga teraz będzie skupiona na środowym odczycie inflacji finalnej ze strefy euro. Dziś otrzymaliśmy wyniki z Niemiec. Wskaźniki CPI i HICP rok do roku urosły zgodnie z oczekiwaniami do poziomów odpowiednio 3,7 proc. oraz 3,8 proc. W ujęciu miesięcznym otrzymaliśmy również zwyżkę do 0,1 proc. z -0,4 proc. (CPI) oraz do 0,2 proc. z -0,7 proc. (HICP).

Wczoraj natomiast inwestorzy dowiedzieli się jak radziła sobie niemiecka gospodarka. Ta skurczyła się w ubiegłym roku o 0,3 proc. co było powszechnie oczekiwane. Inne dane też wskazują na słabą kondycję naszego zachodniego sąsiada. Wskaźniki nastrojów, takie jak klimat biznesowy Ifo, pozostają w terytorium recesji. Niedawny spadek liczby nowych zamówień ma coraz większy wpływ na produkcję przemysłową. Badania sugerują, że firmy w dużej mierze zrealizowały zaległe zamówienia z okresu pandemii. Tymczasem produkcja przemysłowa również wykazuje tendencję spadkową. Wszystko to sugeruje, że niemiecka gospodarka prawdopodobnie skurczy się jeszcze bardziej w pierwszym kwartale.
Pomimo jastrzębich wypowiedzi z EBC kurs EUR/USD nie zyskał na wartości. Dzienne minima zostały wyznaczone tuż poniżej 1,0940 a dziś rano spadki są pogłębiane i wsparcie na poziomie 1,09 zostaje „przełamywane”.

W nocy oraz dziś rano zyskiwała ropa naftowa i kontynuowała odrabianie strat po wczorajszych spadkach. To pokłosie wydarzeń na Bliskim Wschodzie. Bojownicy Houthi uderzyli w należący do USA statek komercyjny za pomocą przeciw-okrętowej rakiety balistycznej. Baryłka brent kosztuj dziś rano ponad 78,5 USD a WTI 72,8 USD.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Czy kryzys na Morzu Czerwonym to czerwona flaga dla globalnej gospodarki?

  • Kryzys na Morzu Czerwonym: to jeszcze nie jest czerwona flaga dla globalnej Ataki Huti na Morzu Czerwonym zakłóciły kluczowy szlak handlowy, prowadząc do droższych i czasochłonnych zmian tras wokół Afryki.
  • Ceny transportu morskiego, w tym frachtu kontenerowego, wzrosły o +240% od listopada 2023 r., osiągając poziomy obserwowane w IV kwartale 2022 r., ale na razie znacznie poniżej szczytu z 2021 r.
  • Krótkotrwałość zakłóceń ograniczyłaby wpływ na globalną gospodarkę. Ponieważ popyt w Stanach Zjednoczonych i Europie jest o -10% niższy od przedkryzysowych poziomów, zapasy pozostają wysokie, a marże firm przemysłowych pozostawiają margines na wchłonięcie podwyżek cen nakładów produkcyjnych.
  • Jeśli jednak kryzys utrzyma się przez kilka miesięcy, podwojenie cen transportu spowodowałoby wzrost globalnej inflacji o +0,5 punktu procentowego, co skutkowałoby spadkiem wzrostu PKB o -0,4 punktu procentowego.
  • Ceny energii są najbardziej wrażliwym czynnikiem, ponieważ 12% ropy morskiej i 8% skroplonego gazu ziemnego przepływa przez Kanał Sueski, co powoduje, że ceny energii w Europie pozostają bardzo niestabilne.

Żegluga: spodziewaj się dłuższych tras i wyższych kosztów. Ataki Huti na statki handlowe na Morzu Czerwonym spowodowały znaczne zakłócenia w branży żeglugowej. Sytuacja pozostaje płynna i napięta, ponieważ koalicja pod przywództwem USA rozpoczęła naloty na Huti. Firmy żeglugowe zostały zmuszone do wyboru droższych i bardziej czasochłonnych tras wokół Afryki, aby uniknąć ryzyka w regionie Morza Czerwonego. Morze Czerwone jest ważnym szlakiem, odpowiadającym za jedną trzecią światowego ruchu kontenerowego i 40% handlu między Azją a Europą. Około 12% ropy naftowej i 8% skroplonego gazu ziemnego (LNG) przepływa przez Kanał Sueski.

Co więcej, ataki miały zauważalny wpływ na wielkość transportu morskiego. W ciągu dziesięciu dni poprzedzających 7 stycznia wolumen żeglugi w Kanale Sueskim spadł o -15% rok do roku, podczas gdy cieśnina Bab-el-Mandeb prowadząca do Morza Czerwonego odnotowała większy spadek o -53%. Liczba statków towarowych przepływających przez Kanał Sueski spadła o -30% dla ładunków i -19% dla tankowców. Z kolei wolumen żeglugi wokół Przylądka Dobrej Nadziei niemal podwoił się w tym samym okresie, przy czym liczba statków towarowych wzrosła o +66%, a tankowców o +65%. Podczas gdy ceny transportu morskiego, zwłaszcza frachtu kontenerowego, znacznie wzrosły od listopada 2023 r. (+240% na początku stycznia – patrz wykres 1), nadal stanowią one zaledwie jedną czwartą szczytowego poziomu z 2021 r.. Wynika to częściowo ze słabego popytu i wyższych zapasów w większości segmentów dóbr konsumpcyjnych (np. od III kwartału 2023 r. zapasy zachodnioeuropejskich korporacji wzrosły o 2 dni obrotu w sektorze motoryzacyjnym do +14 dni obrotu w przypadku firm produkujących sprzęt transportowy). Sektor żeglugowy również zwiększył swoje moce produkcyjne o nowe kontenerowce, więc ryzyko wzrostu (cen frachtu), choć znaczące, wydaje się dziś niższe niż w 2021 r. Jeśli jednak kryzys utrzyma się po pierwszym półroczu, wpływ na globalne łańcuchy dostaw może stać się poważniejszy.

Wykres 1: Wskaźniki cen kontenerówWskaźniki cen kontenerów

Źródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Długoterminowość absorbcji wzrostu cen transportu sprawia, że wpływ rosnących kosztów logistycznych na inflację, PKB i handel pozostanie możliwy do opanowania, jeśli tylko zakłócenia pozostaną krótkotrwałe. Nic dziwnego, że wpływ rosnących kosztów transportu na inflację jest najwyższy w Europie i Stanach Zjednoczonych, gdzie podwojenie kosztów transportu może spowodować wzrost inflacji o +0,7 punktu procentowego w porównaniu do +0,3 punktu procentowego w Chinach. Oznaczałoby to wzrost globalnej inflacji o +0,5 punktu procentowego do 5,1% w 2024 roku. W opinii Allianz Trade negatywny wpływ na wzrost PKB może wynieść -0,9 punktu procentowego w Europie i -0,6 punktu procentowego w Stanach Zjednoczonych, co potencjalnie przełoży się na spadek globalnego wzrostu PKB o -0,4 punktu procentowego, do 2%. Pozytywną wiadomością jest to, że czasy dostaw dostawców znormalizowały się i są niższe niż średnie sprzed pandemii (patrz wykres 2). Jeśli jednak kryzys ten przedłuży się na kilka miesięcy, może to mieć wpływ na wzrost wolumenu światowego handlu, potencjalnie zmniejszając go o -1,1 punktu procentowego do +1,9%. Zwiększa to ryzyko opóźnionego odbicia po recesji w 2023 roku. Z perspektywy przedsiębiorstw marże mogą spaść nawet o -1,8 punktu procentowego w Europie i -0,9 punktu procentowego w Stanach Zjednoczonych, jeśli firmy zaabsorbują 50% wzrostu cen czynników produkcji. Niemniej jednak takie spadki nadal oznaczałyby rentowność nieco niższą niż w 2019 roku.

Europejskie ceny energii pozostają bardzo niestabilne. Allianz Trade uważa, że ceny energii są najbardziej wrażliwym kanałem, przez który trwający kryzys może wpłynąć na światową gospodarkę, a zwłaszcza na Europę. Rzeczywiście, w okresie od 17 listopada do 22 listopada , po pierwszych doniesieniach o atakach rebeliantów Huti, cena Brent – europejski punkt odniesienia dla cen ropy naftowej – wzrosła o blisko 2%, podczas gdy amerykańska cena WTI pozostała zasadniczo niezmieniona. W ciągu pięciu dni wokół tej daty ceny gazu ziemnego w Europie również wzrosły o +3,6%. Widzieliśmy podobne wzorce okresowych napięć w handlu dziennym, gdy pod koniec grudnia odnotowano ataki. Ceny ropy naftowej nadal jednak spadają. Wynika to z kilku czynników (i) inwestorzy na rynku ropy pozostają skupieni na ostatnich wiadomościach wskazujących na wyższą niż oczekiwano podaż, (ii) obaw o globalny popyt oraz (iii) tankowce nadal pływają po Morzu Czerwonym. Jeśli chodzi o ceny gazu ziemnego w Europie, nie spodziewamy się, by napięcia podażowe miały znaczący wpływ na ceny w perspektywie krótkoterminowej, ponieważ rezerwy są wysokie, a sezon grzewczy dobiega już końca (pomimo trzaskającego niedawno mrozu).

Rysunek 2: Czasy dostaw od dostawców w sektorze produkcyjnym, poniżej 50 = dłuższe czasy dostawCzasy dostaw od dostawców w sektorze produkcyjnymŹródła: LSEG Datastream, Allianz Research

Cyfrowi liderzy zauważają znaczący wpływ makrotrendów na ich organizacje

Miniony rok upłynął pod znakiem napięć geopolitycznych znacząco wpływających na kondycję gospodarczą i poczucie stabilności przedsiębiorstw. Z przeprowadzonego przez CGI badania wynika, że liderzy wskazują inflację jako najbardziej dynamiczny wskaźnik w najbliższym czasie. Jako największe wyzwanie określają  zachowanie równowagi pomiędzy rosnącymi kosztami prowadzenia działalności a wydajnością operacyjną.

Cykliczne, globalne badania CGI oparte na wywiadach z kadrą kierowniczą wyższego szczebla, odpowiadającą w firmach za decyzje biznesowe i technologiczne wskazują najnowsze trendy i wyzwania związane z prowadzeniem działalności biznesowej w obecnym czasie. Aż 72 proc. badanych przyznało w ostatniej edycji, że digitalizacja będzie kluczowa dla zaspokojenia potrzeb konsumentów, a 53 proc. z nich przyznaje, że zmiany demograficzne mogą znacznie wpłynąć na prowadzenie efektywnej działalności biznesowej. Jeśli na to wszystko narzuci się rosnącą inflację i ryzyko globalnej recesji, rozwiązaniem będzie rekonfigurowanie dotychczasowego modelu biznesowego i dokładna analiza wydajności wszystkich procesów w organizacji.

Rok 2024 będzie dalej rokiem rosnących napięć geopolitycznych, które wpłyną zarówno na krajobraz biznesowy, jak i samych konsumentów. Stabilność i bezpieczeństwo będą wynikać bezpośrednio z umiejętności adaptacji do zmieniających się warunków otoczenia. Respondenci naszego globalnego badania, wskazując ważność transformacji cyfrowej procesów, czy zauważając wpływ makrotrendów na kondycję biznesu, pokazują, że mają tego świadomość – Bartłomiej Nieścierowicz, CGI Senior Vice President & Business Unit Leader w Polsce Litwie Łotwie i Estonii (PLLE).

To co było ważne, stanie się jeszcze ważniejsze

Badanie pokazuje, że w porównaniu do 2022 roku, w 2023 szczególny priorytet zyskało cyberbezpieczeństwo,  zgodność z regulacjami i zauważenie potencjału działań na rzecz zrównoważonego rozwoju. To znacząca zmiana punktu ciężkości. O ile na liście najważniejszych priorytetów w 2022 roku pozostawała głównie poprawa doświadczeń konsumentów, o tyle teraz biznes skupia się bezpośrednio na operacjach i jak największym zabezpieczeniu procesów wewnątrz organizacji.

Nic nie wskazuje na to, żeby w nadchodzącym roku miało się to zmienić. Globalne trendy, które obserwowaliśmy dotychczas, będą nabierały na sile. Silne organizacje w pierwszej kolejności będą skupiać się na własnej infrastrukturze i odporności na ryzyka – mówi Nieścierowicz.

Transformacja cyfrowa wpływała i wpływa na rozwój organizacji

Ponad 90 proc. respondentów przyznało, że ich organizacje mają strategie cyfrowe, a 31 proc. z nich rozszerza je obecnie na swój zewnętrzny ekosystem. I choć mamy tutaj znaczący postęp w porównaniu z odpowiedziami respondentów z poprzednich lat, zaledwie 30 proc. ankietowanych decydentów twierdzi, że ich organizacje osiągają oczekiwane wyniki dzięki strategiom cyfrowym – firmy te identyfikuje się jako cyfrowych liderów.

Tylko 1 na 5 dyrektorów, z którymi przeprowadzono wywiady, rozszerza swoją strategię dotyczącą danych na cały łańcuch wartości i partnerów. Dwa najczęstsze obszary inwestycji to poprawa jakości pozyskiwanych danych oraz inwestycje w ich zarządzanie i analitykę – wskazało je aż 83 proc. decydentów.

Badanie CGI wykazało również korelacje pomiędzy elastycznością modelu biznesowego, a wynikami, jakie przynosi wdrożenie strategii cyfrowej. Menedżerowie, którzy wskazują, że elastyczność modelu biznesowego ich organizacji jest na wysokim poziomie, mają trzy razy większe szanse na osiągnięcie oczekiwanych rezultatów.

Dostarczenie rozwiązań, pozwalających na przeprowadzenie transformacji cyfrowej skupiającej się na oczekiwanym zwrocie z inwestycji jest podstawą naszego podejścia do Klientów. Różnica pomiędzy organizacjami, które mają strategię cyfrową, a tymi, które osiągają pożądane wyniki, pokazuje, że jesteśmy na wczesnym etapie całościowej cyfryzacji firm. Trudne i nieprzewidywalne warunki gospodarcze wymagają dużej elastyczności i szukania rozwiązań, których implementacja będzie zgodna ze strategią danej organizacji, a przede wszystkim przyniesie oczekiwany zwrot. W 2024 roku jeszcze bardziej skupimy się na całościowym podejściu do organizacji – podsumowuje Bartłomiej Nieścierowicz.

INFORMACJA O BADANIU

Każdego roku CGI przeprowadza badanie wśród kadry kierowniczej, odpowiedzialnej za decyzje biznesowe i IT w swoich organizacjach. Insighty od decydentów pozwalają pozyskać pogłębiony i rzeczywisty obraz procesu transformacji cyfrowej organizacji. W 2023 roku przebadanych zostało 1764 menedżerów wysokiego szczebla z całego świata.

DM INC: Dywersyfikacja biznesu i rozwój

Dom Maklerski INC, należący do Grupy INC, z sukcesem wdrożył nowe usługi. W minionym roku uzyskał zezwolenie na trzy nowe zakresy działalności maklerskiej i m.in. rozpoczął pełnienie funkcji depozytariusza dla FIZ. Na koniec 2023 r. obsługiwał w tym obszarze 4 fundusze, a do końca obecnego kwartału ich liczba ma wzrosnąć ponad trzykrotnie. DM INC w ubiegłym roku przeprowadził 12 transakcji i przygotował prospekty dla 30% spółek debiutujących na głównym rynku GPW. W tym roku szykuje kolejne oferty publiczne.

Ubiegły rok był przełomowy dla Domu Maklerskiego INC w kontekście dywersyfikacji biznesu. W II kwartale 2023 r. broker rozpoczął świadczenie usług depozytariusza funduszy inwestycyjnych i obsługiwał na koniec roku 4 fundusze. – Cały czas przejmujemy do obsługi kolejne fundusze. Mamy rozpoczęte procesy przenoszenia FIZ i podpisane listy intencyjne, na mocy których szacujemy, że na koniec I kwartału powinnyśmy mieć minimum 15 funduszy w obsłudze. Do końca roku chcemy, aby było ich około 25. Pozwoli to nam na generowanie istotnych przychodów z tej działalności – zaznacza Paweł Śliwiński, Prezes DM INC.

Dom maklerski był również aktywny na rynku pierwotnym. W 2023 r. przygotował prospekty dla debiutujących na debiutujących na GPW: Drago Entertainment, Genomtec oraz Movie Games, czyli 30% ubiegłorocznych debiutantów na głównym rynku GPW. W ramach grupy kapitałowej INC, INC S.A. wspierał również 4 debiuty na rynku NewConnect oraz 9 wprowadzeń wtórnych. – Ten rok przy założeniu ożywienia na rynku powinien być dużo lepszy dla naszej grupy kapitałowej. Mamy już zaplanowane oferty na I półrocze, a na drugą połowę roku również transakcje IPO na głównym rynku. Ich realizacja jest oczywiście zależna od koniunktury na giełdzie, ale jesteśmy w tym zakresie umiarkowanymi optymistami – komentuje Paweł Śliwiński.

Równolegle ze wsparciem transakcji i debiutów oraz rozwojem biznesu depozytariusza broker coraz mocniej rozbudowuje też inne usługi. W drugiej połowie 2023 roku Dom Maklerski rozpoczął z powodzeniem działalność na rynku analiz spółek giełdowych. Pod koniec roku wydał dwa raporty analityczne – dla Plot Twist oraz Medinice. Firma w IV kwartale rozpoczęła świadczenie usługi pośrednika rejestracyjnego przy rejestracji akcji w KDPW, a także agenta emisji obligacji. Rośnie również liczba spółek w rejestrze akcjonariuszy prowadzonym przez DM INC.

– W związku z rozwojem nowych usług, a przede wszystkim z rozwojem usługi depozytariusza funduszy, wzmacniamy kapitały naszego domu maklerskiego. Dokonane w grudniu i zaplanowane w styczniu podwyższenia kapitału DM INC to łącznie 1,5 mln zł ze środków z Grupy INC, tak ażeby zapewnić odpowiednie bufory kapitałowe na rosnącą działalność – wyjaśnia prezes.

Największe firmy w Polsce spodziewają się zwrotu z inwestycji w generatywną sztuczną inteligencję po 5 latach

Wyzwania etyczne towarzyszące tematowi wdrażania rozwiązań opartych na generatywnej sztucznej inteligencji (AI), nie hamują inwestycji. 68% prezesów z Polski twierdzi, że sztuczna inteligencja jest ich głównym priorytetem inwestycyjnym. Największymi atutami płynącymi z wdrożenia AI w ich organizacjach są personalizacja usług uwzględniająca zaangażowanie klientów oraz nowe produkty i możliwości rozwoju rynku. Jednocześnie z badania „KPMG CEO Outlook” wynika, że blisko 9 na 10 respondentów z Polski uważa, że brak aktualnych przepisów i kierunków rozwoju dla generatywnej sztucznej inteligencji w branży, w której działają, będzie barierą dla sukcesu ich organizacji.

Generatywna sztuczna inteligencja (genAI) jest coraz częściej wykorzystywana w wielu różnych sektorach, a większość firm skupia się na możliwościach rozwoju jakie daje genAI. Potwierdzają to wyniki badania KPMG, w którym 68% prezesów z Polski oraz 69% CEO z największych światowych gospodarek stwierdziło, że pomimo trwającej niepewności gospodarczej sztuczna inteligencja jest w ich firmie głównym priorytetem inwestycyjnym. Liderzy potwierdzają, że każdy kolejny model generatywnej sztucznej inteligencji, który do tej pory powstał, jest lepszy od poprzedniego. Według respondentów z Polski największymi atutami płynącymi z wdrożenia AI w ich organizacjach są personalizacja usług uwzględniająca zaangażowanie klientów oraz nowe produkty i możliwości rozwoju rynku. Natomiast CEO z największych światowych gospodarek swoją uwagę skupiają bardziej na walorach finansowych wynikających z zastosowań AI – wskazując wzrost rentowności jako największą korzyść z wdrożenia generatywnej sztucznej inteligencji w ich organizacji.

Sztuczna inteligencja otwiera przed nami nieograniczone możliwości, które zmieniają sposób, prowadzenia biznesu. Dzisiaj, bardziej niż kiedykolwiek, korzystanie z inteligentnych algorytmów, uczenia maszynowego i automatyzacji procesów może zrewolucjonizować nasze przedsiębiorstwa. AI pozwala nam zrozumieć dane w sposób, który był nieosiągalny wcześniej, przewidzieć trendy rynkowe, personalizować doświadczenia klientów i optymalizować operacje. Jednakże kluczowe jest odpowiednie wykorzystanie tej technologii. Nie chodzi tylko o implementację genAI, ale o integrowanie jej z wartościami i strategią firmy. Bezpieczeństwo danych, przejrzystość procesów oraz odpowiedzialne podejście do etyki są kluczowymi aspektami, które muszą temu towarzyszyć – mówi Łukasz Dylewski, Dyrektor, Lider Data Science & AI w KPMG w Polsce.

Gwałtowny rozwój sztucznej inteligencji budzi obawy etyczne związane z jej wykorzystaniem, własnością, odpowiedzialnością i długoterminowymi konsekwencjami dla społeczeństwa. Z badania KPMG w Polsce wynika, że pomimo gotowości do inwestowania w tę rewolucyjną technologię, dyrektorzy generalni dostrzegają zagrożenia, które mogą się wiązać z jej gwałtownym rozwojem. Osoby zarządzające największymi firmami wśród najważniejszych problemów wiążących się z wdrażaniem sztucznej inteligencji w organizacjach podkreślali wyzwania etyczne – wskazało na nie 52% respondentów z Polski i 57% z największych gospodarek świata. To jednak nie wyzwania etyczne zajęły w Polsce miejsce w rankingu trudności związanych z wprowadzeniem rozwiązań genAI do firm. Według polskich prezesów największym wyzwaniem okazały się możliwości techniczne i umiejętności wdrożenia sztucznej inteligencji w ich organizacjach, co podkreśliło 80% respondentów. Innymi dylematami z jakimi mierzą się liderzy biznesu w tym obszarze są brak regulacji, koszt i czas wdrażania czy adaptacja wśród pracowników. Co więcej, aż 88% respondentów z Polski uważa, że brak aktualnych przepisów i kierunków rozwoju dla generatywnej sztucznej inteligencji w branży, w której działają, będzie barierą dla sukcesu ich organizacji. Wskazują jednocześnie, że stopień regulacji dotyczących genAI powinien odzwierciedlać ten dotyczący zobowiązań klimatycznych.

Prezesi z Polski sceptycznie podchodzą do przewidywanego czasu oczekiwania na uzyskanie znaczącej stopy zwrotu z inwestycji we wdrożenie generatywnej sztucznej inteligencji. Największy odsetek ankietowanych twierdzi, że na zysk płynący z zastosowania rozwiązań AI będzie trzeba czekać przynajmniej pięć lat. Przedstawiciele największych światowych gospodarek są bardziej optymistyczni pod tym względem i ponad połowa badanych oczekuje zwrotu z inwestycji w genAI w przedziale od trzech do pięciu lat.

W miarę jak sztuczna inteligencja staje się coraz bardziej wszechobecna, pojawia się szereg pytań odnośnie jej zastosowania zarówno w kontekście biznesowym, jak i etycznym. Firmy z jednej strony wierzą, że technologia ta przyniesie ogromne korzyści a z drugiej strony nieustająco poszukują obszarów zastosowań dla których stopa zwrotu będzie najwyższa. Bardzo ważny pozostaje też aspekt etycznego zastosowania AI, nad którym pracują zarówno dostawcy technologiczni, jak i regulatorzy – mówi Radosław Kowalski, Partner, Zespół Data Intelligence Solutions w Dziale Consultingu w KPMG w Polsce.

Kolejnym wyzwaniem wiążącym się z wdrażaniem sztucznej inteligencji w organizacjach jest kwestia związana z cyberbezpieczeństwem. Według 92% osób zarządzających największymi firmami w Polsce generatywna sztuczna inteligencja może z jednej strony pomóc w wykrywaniu potencjalnych incydentów, z drugiej natomiast wyposażyć hakerów w nowe strategie i zwiększyć możliwości do cyberataków. Z roku na rok rośnie jednak świadomość cyberzagrożeń wśród polskich CEO, jednocześnie zwiększa się poziom przygotowania firm na ewentualność cyberataku – 80% respondentów zdeklarowało, że ich organizacja jest dobrze przygotowana na przyszłe ataki cyfrowe.

2023 rok na rynku nieruchomości. Dobry dla deweloperów, gorszy dla ich klientów

W 2023 roku sprzedaż nowych mieszkań w siedmiu największych metropoliach była największa od co najmniej pięciu lat. Niestety, tego samego nie da się powiedzieć o podaży lokali. Duża nierównowaga między popytem i podażą była główną przyczyną dwucyfrowych podwyżek średniej ceny metra kwadratowego. Czy w 2024 r. historia może się powtórzyć?

Najpewniej nikt się nie spodziewał, że po załamaniu sprzedaży mieszkań w 2022 r., już w pierwszych miesiącach 2023 r. nastąpi aż tak potężne jej odbicie – przyznaje Marek Wielgo, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Z danych BIG DATA RynekPierwotny.pl wynika, że w ubiegłym roku najwięcej umów deweloperzy zawarli w trzecim kwartale. Okazuje się, że czwarty kwartał ub. roku nie był już dla nich aż tak dobry. Wciąż można jednak mówić o spektakularnym wzroście sprzedaży nowych mieszkań, bo w całym 2023 r. w siedmiu największych metropoliach (Warszawa, Kraków, Trójmiasto, Wrocław, Łódź, Poznań, Górnośląsko – Zagłębiowska Metropolia) deweloperzy znaleźli chętnych na ok. 65,7 tys. mieszkań. To wynik aż o dwie trzecie lepszy od ubiegłorocznego i najlepszy od pięciu lat.Wyk. 1 - Liczba mieszkań sprzedanych w 2023 roku

Zdecydowanie najwięcej mieszkań – blisko 20,8 tys. – sprzedali w ubiegłym roku warszawscy deweloperzy. Lepszy wynik udało im się osiągnąć po raz ostatni w 2019 r. Z kolei w Krakowie, Trójmieście, Łodzi i miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii można mówić o absolutnie rekordowych wynikach rocznych sprzedaży mieszkań.

Nie ma wątpliwości, że to rządowy program „Bezpieczny Kredyt 2%” był tym przysłowiowym kamieniem, który uruchomił lawinę popytu. Należy przy tym zaznaczyć, że był on kumulowany przez kilkanaście miesięcy, bo wiele osób wstrzymywało się za zakupem mieszkania. Jedni z powodu utraty zdolności kredytowej, którą „Bezpieczny Kredyt 2%” im przywrócił. Inni, aby skorzystać z rządowego dofinansowania. Decyzję zakupową przyspieszyło także wiele osób, które mogły sobie pozwolić na zwykły kredyt hipoteczny, ale nie kwalifikowały się do dofinansowania.  I nie byłoby problemu, gdyby firmy deweloperskie zareagowały odpowiednim zwiększeniem podaży. Niestety, tak się nie stało. W 2023 r. wprowadziły one do sprzedaży łącznie ok. 43,9 tys. lokali. W ostatnich pięciu latach nieznacznie gorszy był pod tym względem covidowy rok 2020. Najmocniej zaciągnęli hamulec deweloperzy w Trójmieście, Krakowie i Wrocławiu.

Jak tłumaczy ekspert portalu RynekPierwotny.pl efektem tego była potężna nierównowaga między popytem a podażą.  Szczególnie dramatyczną sytuację odnotowano w Krakowie, gdzie pod koniec ubiegłego roku w ofercie firm deweloperskich było aż o 45% mniej mieszkań niż 12 miesięcy wcześniej. We Wrocławiu oferta lokali skurczyła się w tym okresie o 41%, w Trójmieście – o 39% a w Warszawie – o 34%.  Na tle tych miast Łódź w wydaje się być oazą stabilności. Oferta mieszkań wzrosła tam o 27% , a co najważniejsze dla kupujących w tym mieście nowe mieszkania, ich ceny wzrosły w ubiegłym roku najmniej. Wyk. 2 - Mieszkania w ofercie deweloperów

Główną przyczyną lawinowo rosnącej średniej ceny metra kwadratowego lokali była kurcząca się podaż. Nie dość, że deweloperzy podnieśli ceny, to w sytuacji, gdy po kredyty sięgało coraz więcej osób, z oferty znikały w pierwszej kolejności najtańsze mieszkania. Średnią cenę m kw. podnosiły zaś te, które w niej zostały. Od pojawienia się w ofercie banków „Bezpiecznego Kredytu 2%”, w niemal wszystkich metropoliach nastąpiło wyraźne przyspieszenie cenowe.

Jeszcze w październiku Kraków był liderem podwyżek średniej ceny metra kwadratowego mieszkań dostępnych w ofercie firm deweloperskich. Po szalonym trzecim kwartale, w którym średnia cena metra kwadratowego w tym mieście wzrosła aż o 11%, końcówka ubiegłego roku przyniosła pierwsze symptomy stabilizacji cen. W grudniu średnia cena krakowskich lokali, w przeliczeniu na metr kwadratowy, utrzymała poziom z listopada, a w całym czwartym kwartale ub. roku wzrosła o 2%.  Za to w Trójmieście wzrosty cen przyspieszyły w drugiej połowie ubiegłego roku, a czwarty kwartał był wręcz rekordowy pod tym względem. Średnia cena metra kwadratowego wzrosła tu bowiem aż o 10%. Jej skok odnotowano także w Łodzi, co było spowodowane wprowadzeniem w grudniu do sprzedaży drogich – jak na ten rynek – mieszkań ze średnią ceną  11,6-14,1 tys. zł za m kw.Wyk. 3 - Ceny mieszkań - 2023-wzrost cen

Ubiegły rok zakończył się więc w Łodzi dwucyfrową podwyżką średniej ceny metra kwadratowego (o 11%). Jednak najbardziej, bo aż o 27% wzrosła ona w 2023 r. w Trójmieście. W Krakowie podwyżka wyniosła 24%, a w Warszawie – 23%.Wyk. 4 - Ceny mieszkań - 2023-cena m kw.R

Lekkim optymizmem mogą jednak napawać wyniki podażowe z  czwartego kwartału ub. roku. Widać wyraźnie, że deweloperzy włączyli wyższy bieg. Na siedmiu rynkach nowa podaż wzrosła aż o 78% w porównaniu z trzecim kwartałem. I co ważne, mieszkań wprowadzonych na rynek było wreszcie wyraźnie więcej niż sprzedanych.Wyk. 5 - Mieszkania sprzedane i wprowadzone w 2023 roku

Grudzień ubiegłego roku przyniósł też pierwsze symptomy stabilizacji cen. Ich średnia w przeliczeniu na metr kwadratowy utrzymała w Krakowie, Wrocławiu i Poznaniu poziom z listopada, a w miastach Górnośląsko-Zagłębiowskiej Metropolii minimalnie spadła.Wy. 6 - Ceny mieszkań - 2023-cena m kw.M

Autor: Marek Wielgo, ekspert portali RynekPierwotny.pl

STS z sześcioletnim zezwoleniem od Ministra Finansów

STS odebrał kolejne – sześcioletnie – zezwolenie Ministra Finansów na urządzanie oraz prowadzenie działalności w zakresie zakładów wzajemnych przez sieć internet. Obecnie zdecydowana większość obrotów bukmachera generowana jest przez kanał online, w tym za pośrednictwem aplikacji mobilnej.

Nowe technologie i kanały sprzedaży online to przyszłość branży zakładów wzajemnych. Obecnie już ponad  80% naszych obrotów generowanych jest właśnie przez internet. Cały czas rozwijamy się w tym aspekcie, by oferować klientom coraz więcej usług i funkcjonalności o najwyższej jakości. STS to lider w swojej branży, nie będziemy jednak osiadać na laurach. Naszym celem jest dalszy rozwój oraz inwestycje w technologię i innowacje. Będziemy dalej oferować naszym klientom najlepszy produkt na polskim rynku – mówi Mateusz Juroszek, przewodniczący Rady Nadzorczej STS.

Sklepy przed świętami wystraszyły się mniejszego ruchu

Monitoring blisko 56 tys. cen w sklepach wykazał, że w zeszłym miesiącu codzienne zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. To mniejszy wzrost, niż się spodziewano. Według szybkiego szacunku, w pierwszych dniach grudnia ceny skoczyły bowiem o 7,9% rdr. Ale w drugiej połowie miesiąca podwyżki zostały wyhamowane przez retailerów. Autorzy analizy uważają, że bez ww. spowolnienia finalny wynik byłby w granicach o 8-9% rdr. I dodają, że najprawdopodobniej wynikało to z obawy branży przed reakcjami konsumentów oraz spadkiem ruchu w sklepach. Ponadto autorzy analizy dodają, że od 1 do 24 grudnia ub.r. w gazetkach ubyło 19% promocji rdr. Z kolei rok wcześniej było ich o 16% więcej niż w analogicznym okresie 2021 roku.

Jak wynika z najnowszej odsłony cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito, w grudniu br. codziennie zakupy zdrożały średnio o 5,6% rdr. Dla porównania, w listopadzie wzrost rdr. wyniósł 6,7%, w październiku – 8,1%, a we wrześniu – 10,1%.

– Z miesiąca na miesiąc dynamika podwyżek dalej spada, a do tego jednocyfrowy wzrost stabilnie utrzymuje się już trzeci miesiąc z rzędu. Ten trend pozostanie z nami w 2024 roku, przynajmniej dopóki nie zniknie zerowa stawka podatku VAT i będą obowiązywały programy osłonowe chroniące przed podwyżkami cen energii elektrycznej, gazu ziemnego i ciepła – mówi dr Robert Orpych z Uniwersytetu WSB Merito.

Według szybkiego szacunku autorów raportu, w pierwszych dziesięciu dniach grudnia ub.r. ceny w sklepach wzrosły o 7,9% rdr. Jednak później ta dynamika wyhamowała. Jak wyjaśniają analitycy z UCE RESEARCH, sieci handlowe odpuściły podwyżki, prawdopodobnie nie chcąc drażnić przed świętami konsumentów. I jak dodają, gdyby nie ww. aktywność branży retailowej, to średni wzrost cen w sklepach w grudniu wyniósłby prawdopodobnie 8-9% rdr. Do tego widać, że sieci handlowe zrobiły też mniej akcji promocyjnych niż rok wcześniej. Od 1 do 24 grudnia ub.r. ubyło ich 19% rdr.

– Sieci handlowe, na bieżąco obserwując ruch w swoich placówkach, szybko podejmowały zmienne decyzje o obniżaniu cen. Musiały obawiać się spadku sprzedaży. Inaczej rozpęd z początku grudnia nie wyhamowałby. Co prawda, w skali całego miesiąca nie jest to duża różnica, ale dla portfeli konsumentów to naprawdę spore oszczędności, szczególnie przed świętami. Dla sklepów to oczywiście niższe zyski, ale – z ich perspektywy – pewniejsze – komentuje dr Krzysztof Łuczak, jeden z zewnętrznych konsultantów „INDEKSU CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”.

Z kolei dr Tomasz Kopyściański z Uniwersytetu WSB Merito zauważa, że zmniejszenie liczby promocji nie zmieniło tego, iż sprzedawcy intensywnie konkurowali cenami w okresie zwiększonych obrotów. To powstrzymywało wzrosty i było widoczne w ogólnym wyhamowaniu cen w sklepach detalicznych w grudniu ub.r.

– Można spotkać się z opinią, że retailerzy uratowali handel, wyhamowując podwyżki cen. Rzeczywiście sklepy detaliczne są najbliżej klienta. To one w pierwszej kolejności wyczuwają nastroje konsumenckie i odpowiadają na nie, kształtując odpowiednią politykę cenową. A trzeba pamiętać o tym, że możliwości zakupowe Polaków są coraz mniejsze na skutek utrzymującej się już od lat wysokiej inflacji. Jednocześnie żywność stanowi podstawową potrzebę, z której ludzie nie zrezygnują, a głosy z branży spożywczej wyraźnie akcentują zmiany w nawykach zakupowych. Dlatego też chcąc uniknąć pogorszenia nastrojów, sklepy nie zdecydowały się na istotne podwyżki cen na koniec roku – dodaje dr Robert Orpych.

Autorzy raportu wskazują też, że analitycy z UCE RESEARCH i Hiper-Com Poland wyliczyli, że od 1 do 24 grudnia 2022 roku przybyło w sklepach średnio 16% promocji rdr. Natomiast w zeszłym roku sieci handlowe wyjątkowo zwlekały z prezentowaniem nowych akcji rabatowych w gazetkach. Ostatecznie pod tym względem były na minusie. Jak stwierdza dr Krzysztof Łuczak, przed samymi świętami retailerzy mocno wyhamowali z podwyżkami, by ratować swój wizerunek. Gdyby tak się nie zachowali, wzrost cen na pewno byłby wyższy.

– Spadek liczby promocji w grudniu ub.r. wynikał z kilku powodów. Wzrosły koszty prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto konsumenci stali się bardziej wymagający, nie tylko względem cen, ale też wysokiej jakości obsługi. Sprostanie ich oczekiwaniom wymaga kolejnych nakładów finansowych. ¬Jednak, moim zdaniem, najważniejszym czynnikiem było wejście w życie w 2023 roku Dyrektywy Omnibus. Wielu sprzedawców, musząc podawać najwyższe ceny promowanych produktów z ostatnich 30 dni, zrezygnowało z pseudopromocji, jakich było mnóstwo w poprzednich latach. Do tego niektóre sklepy ominęły nowe przepisy, nie stosując klasycznych promocji, za to wykorzystując w szerszym zakresie politykę kodów rabatowych – wyjaśnia dr Kopyściański.

Eksperci z Uniwersytetu WSB Merito nie przewidują, by retailerzy dalej decydowali się na hamowanie podwyżek cen, nawet przed Wielkanocą. Jak podkreśla dr Robert Orpych, sklepy detaliczne muszą zarabiać, a skoro w całej gospodarce drożeją surowce, zasoby energetyczne i paliwa, to na ich półkach te wzrosty wcześniej czy później się znowu pojawią. Trudno oczekiwać od sieci handlowych, aby w dłuższej perspektywie nie podniosły cen.

– Cenowa walka konkurencyjna sprzedawców jest charakterystyczna dla grudnia i początku stycznia, czyli tradycyjnego okresu wyprzedaży. Ale to zjawisko nie trwa cały rok. Dlatego też w drugiej połowie stycznia i kolejnych miesiącach odnotujemy zapewne znaczne zmniejszenie aktywności branży retailowej w oddziaływaniu na ceny – przekonuje dr Tomasz Kopyściański.

Podsumowując, dr Krzysztof Łuczak zwraca uwagę na to, że od grudnia ub.r. nastroje konsumenckie raczej się lekko poprawiły. Jeszcze nie wiadomo, jak długo ten stan potrwa. Prognozuje się, że w drugiej połowie roku inflacja – po wyhamowaniu – ponownie przyspieszy. Wówczas retailerzy znowu będą musieli zmienić optykę w kwestii cen. Na pewno będą bacznie obserwować sytuację. Stąd trudno już teraz stawiać pewną i na 100% wiarygodną długoterminową prognozę. W szczególności dotyczy to przewidywań co do tego, jak branża handlowa będzie reagowała na sytuację w gospodarce, w tym również jak finalnie będzie to przekładała na ceny w sklepach. Natomiast jedno jest niemal pewne, że kolejny raz może się nie skusić na sztuczne hamowanie cen. Prędzej nadwyżki zostaną przerzucone na konsumentów.


***
Opis metody badawczej

Dane pochodzą z cyklicznego raportu pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” (powstającego co miesiąc od blisko 7 lat), autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito (dawniej Wyższych Szkół Bankowych). Analiza pokazuje średnią wartość cenową, notowaną miesiąc do miesiąca i rok do roku. W najnowszej odsłonie porównano wyniki z grudnia 2023 r. i analogicznego z 2022 r. Dotyczyło to 17 kategorii i ponad 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. Łącznie zestawiono ze sobą blisko 56 tys. cen detalicznych z prawie 30 tys. sklepów należących do 57 sieci handlowych. Badaniem objęto wszystkie na rynku dyskonty, hipermarkety, supermarkety, sieci convenience oraz cash&carry docierające ze swoją ofertą do większości konsumentów w Polsce.

W I kwartale br. ceny w sklepach nadal będą rosły, tylko wolnej niż rok temu. Później sytuacja się zmieni

W I kwartale br. ceny w sklepach nadal będą rosły, tylko wolniej niż rok temu. Natomiast Polacy wciąż będą odczuwać drożyznę. Jej poziom w dużej mierze będzie zależał od działań rządu i reakcji producentów na bieżącą sytuację, w tym wzrost płacy minimalnej. Istotne będą też podwyżki cen surowców, energii, ropy i gazu. Żywność i napoje rdr. mogą w tym czasie zdrożeć średnio o 6-8%, o ile inflacja nadal będzie spadać i żadne nowe czynniki nie zachwieją rynkiem. Drożyzna najbardziej będzie odczuwalna w takich kategoriach, jak dodatki spożywcze, pieczywo, mięso czy nabiał. Z kolei większy skok cen może nastąpić w kolejnych kwartałach, na przykład po wycofaniu zerowego VAT-u. I ten proces może się rozpocząć już z końcem marca. Do tego przed Wielkanocą, jak co roku, wzrosną ceny typowo świątecznych produktów.

Od stycznia do marca tego roku ceny w sklepach w dużej mierze mogą zależeć od zachowań producentów i działań nowego rządu. – Jeżeli takie czynniki, jak np. wzrost płacy minimalnej lub ceny surowców, nie wpłyną negatywnie na sytuację producentów i sprzedawców, to wówczas ten okres będzie w miarę stabilny. Ceny oczywiście dalej będą rosły, ale z pewnością wolniej niż rok temu – mówi Robert Biegaj z Grupy Offerista.

Ekspert rynku retailowego uważa też, że producenci będą mocno obserwować swoją sytuację i analizować ją długoterminowo, a decyzje o ewentualnych podwyżkach będą podejmować raczej z końcem bieżącego kwartału. – Producenci w zeszłym roku już podnosili swoje ceny i jeśli nie będą musieli, to na pewno tego nie zrobią, żeby jeszcze bardziej nie rozdrażnić konsumentów zmęczonych drożyzną. Choć sama inflacja będzie w trendzie spadkowym, to nie bardzo będzie się to przekładać na ceny w sklepach – przewiduje Biegaj.

Znawca rynku retailowego dodaje, że konsumenci nie mają podstaw, by oczekiwać spadku cen w sklepach. Po stronie producentów i samego handlu nie wystąpiły żadne czynniki, które mogłyby obniżyć ich bieżące koszty operacyjne. I póki co nie zapowiada się, że taki scenariusz będzie w ogóle możliwy w tym roku. Stan zerowego VAT-u został utrzymany do końca pierwszego kwartału br. na niektóre produkty żywnościowe.

– Gdy już przestanie obowiązywać zerowy VAT, ceny będą musiały pójść w górę co najmniej o wartość wynikającą z tego podatku. Handel wszelkie dodatkowe koszty i obciążenia przeniesie na konsumentów, bo nie ma innego wyjścia. Stąd o spadkach cen w sklepach nie ma mowy. Trzeba też pamiętać o tym, że producenci są narażeni na anomalia pogodowe, które również przekładają się na późniejsze ceny – przekonuje ekspert z Grupy Offerista.

Czynników rosnących kosztów zakupów w sklepach może być oczywiście zdecydowanie więcej. Wśród nich należy wymienić podwyżki cen surowców stricte przeznaczonych do produkcji, w tym komponentów i półproduktów, a także energii, ropy i gazu. Należy też wspomnieć o umocnieniu złotego, a także o wzrostach płacy minimalnej – pierwszym w styczniu br. i kolejnym, zaplanowanym na drugą połowę roku, do którego przedsiębiorcy już teraz muszą się przygotować.

– Jak bardzo wzrosną ceny, to również zależy od wielu czynników, ale w dużym skrócie można powiedzieć, że żywność i napoje średnio mogą w I kw. br. zdrożeć o 6-8% rdr. To oczywiście optymistyczny scenariusz zakładający, że inflacja nadal będzie spadać i nie wystąpią inne negatywne czynniki, które w krótkim okresie zachwieją rynkiem – podkreśla ekspert.

Wśród kategorii towarów, które najbardziej mogą pójść w górę w ww. okresie w relacji rocznej, mogą być przede wszystkim dodatki spożywcze (m.in. majonezy, ketchupy, musztardy). Do tego można wymienić pieczywo, mięso i nabiał. Podobnie może to wyglądać w przypadku chemii gospodarczej oraz warzyw i tłuszczy zwierzęcych. Warto przypomnieć, że w ostatnich okresach ub.r. dodatki spożywcze, chemia gospodarcza i pieczywo to były kategorie znajdujące w TOP5 najbardziej drożejących, według raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito.

– Podwyżki cen we wszystkich ww. kategoriach, zwłaszcza pod koniec marca, nie będą przypadkowe. Na przełomie tego miesiąca i kwietnia wypada bowiem Wielkanoc, która co roku podbija ceny żywności. Natomiast prognozuję, że od stycznia do marca na minusie nadal będą produkty tłuszczowe, chociaż już pewnie na sporo mniejszym niż w ub.r. Wśród nich mamy przecież margarynę czy masło, a to są niezbędne produkty do przygotowania świątecznych specjałów – podsumowuje ekspert z Grupy Offerista.

Lex deweloper: dobry pomysł, ale źle wykonany

Dla branży budowlanej i deweloperskiej rok 2023 był kolejnym, w trakcie którego następowały istotne zmiany, zarówno w sferze ekonomicznej, jak i w otoczeniu prawnym biznesu. Po bardzo słabym roku 2022, kiedy rosnąca inflacja i koszt pieniądza uderzyły zarówno w przedsiębiorców, jak i nabywców, a liczba nowych pozwoleń na budowę, jak również sprzedawanych lokali dramatycznie spadły, w ostatnich kwartałach minionego roku ww. czynniki ekonomiczne zaczęły się poprawiać.

W 2023 roku zwiększyła się też dostępność kredytów hipotecznych. Istotny wpływ na sprzedaż mieszkań miał wprowadzony w połowie roku rządowy program „Bezpieczny kredyt 2 proc.”, który miał pozwolić na zawarcie w latach 2023 i 2024 ok. 50 tysięcy umów kredytowych z państwowym dofinansowaniem. Cała pula środków została jednak wyczerpana przed końcem 2023 r. dając rynkowi solidny zastrzyk gotówki. Większość deweloperów kończyła rok nadspodziewanie dobrymi wynikami sprzedaży.

Jeśli chodzi o uwarunkowania prawne to miniony rok, podobnie jak poprzednie, cechował brak stabilności, częste i nagłe zmiany przepisów, niejednokrotnie dokonywane na zasadzie „wrzutek”. Pojęcie to przyjęło się dość powszechnie dla określenia zmian legislacyjnych przeprowadzanych w sposób nie spełniający elementarnych standardów: w błyskawicznym tempie, bez realnych konsultacji, poprzez dopisywanie w ostatniej chwili zmian przepisów nie związanych z zakresem wprowadzanej ustawy, a przez to bardzo nieprzejrzystych. Nadpodaż legislacji i jej słaba jakość są przedmiotem krytyki od lat. Odnoszę jednak wrażenie że szczególnie od czasu wprowadzania kolejnych tzw. tarcz anty-covidowych (które siłą rzeczy przyjmowano w bardzo dużym tempie) ustawodawca przyjął taki tryb prac prawodawczych jako standard. To bardzo zła praktyka.

Spośród wielu zeszłorocznych nowelizacji regulujących zagadnienia ważne dla branży budowlanej i deweloperskiej warto zwrócić uwagę na dwie ustawy, dotyczące problematyki planistycznej. Zła jakość norm regulujących planowanie przestrzenne ma znacznie poważniejszy, negatywny wpływ na prowadzenie działalności gospodarczej (ale także na inne obszary życia społecznego) niż, np. często następujące zmiany w prawie budowlanym (szczególnie, gdy chodzi o warunki techniczne).

W 2023 r. kilkukrotnie nowelizowano, m.in. ustawę o ułatwieniach w przygotowaniu i realizacji inwestycji mieszkaniowych oraz inwestycji towarzyszących, zwaną potocznie ”Lex deweloper”. Początkowo, wprowadzona w 2018 r. ustawa miała ułatwiać zagospodarowywanie pod budownictwo mieszkaniowe niektórych niewykorzystanych terenów w miastach. Niestety w praktyce działała słabo, głównie dlatego, że samorządy podchodziły do jej rozwiązań z rezerwą. Kiedy stopniowo zaczęto przekonywać się do nowych rozwiązań i coraz częściej pojawiały się projekty przygotowywane w tym trybie, nagle w maju 2023 r. wprowadzono do ustawy wymóg nakazujący realizację miejsc postojowych w liczbie nie mniejszej niż 1,5 miejsca postojowego na jedno mieszkanie. Wcześniej to samorządy samodzielnie mogły określać ten współczynnik. Ta z pozoru drobna zmiana (w dodatku wprowadzona z zachowaniem ultrakrótkiego vacatio legis) – można powiedzieć – „położyła” ideę Lex deweloper. Ustawodawca jnie wziął pod uwagę, że narzucanie wskaźnika miejsc postojowych i to o tak wysokiej wartości, spowoduje, że wiele projektów stanie się nierentownych. W ramach możliwej do wybudowania powierzchni inwestycji, udział miejsc postojowych rósł, zmniejszając możliwą do uzyskania powierzchnię mieszkań, dodatkowo zwiększając koszty budowy. To absurdalne rozwiązanie miało zostać zniesione ale nadal obowiązuje, skutecznie zniechęcając do realizacji inwestycji. Ustawa ma przestać obowiązywać 1 stycznia 2026 r. czyli za dwa lata.

Drugą kluczową zmianą prawną w 2023 r., jest nowelizacja ustawy o planowaniu    i zagospodarowaniu przestrzennym, która w zasadniczej części wchodzi w życie na początku 2026 r. i której przepisy skróciły obowiązywanie wspomnianego wyżej Lex deweloper do tej samej daty.

Jedną z ważnych przeszkód w działalności deweloperów jest niedobór działek budowlanych. Pokrycie planami miejscowymi jest niewystarczające, ich uchwalanie trwa w nieskończoność, a zastępujące je w praktyce WZ-ki mają wiele wad i są coraz trudniej dostępne. Gruntowna nowelizacja w tym obszarze była konieczna. Finalnie uchwalona ustawa jest, niestety, mocno zubożona w stosunku do jej pierwotnych założeń ale moim zdaniem idzie w dobrym kierunku. Niewielka część nowych rozwiązań obowiązuje od września minionego roku jednak clou reformy nastąpi w roku 2026. Daje to jeszcze pewien czas na – z jednej strony – przemyślane korekty, z drugiej zaś – na dostosowanie się rynku.

Marcin Nosiński ekspert BCC prawo budowlane, prawo zamówień publicznych i nieruchomości

Brak apetytu RPP na obniżki może być szansą dla złotego

Ton zawoalowanych komunikatów prezesa Glapińskiego uznajemy za nieco jastrzębi – nie widzimy szans na obniżki stóp procentowych wcześniej niż w II kwartale. Rynek zaczyna mieć coraz większe wątpliwości dotyczące tego, czy skala cięć w obecnym roku będzie znacząca. Wygranym w tej sytuacji może być złoty, jeśli brak obniżek wytworzy presję aprecjacyjną na walutę.

Uwagę na rynkach walutowych zwróciła niespotykanie niska zmienność. Niemal wszystkie główne waluty zakończyły tydzień ruchem nie większym niż 0,5% względem jego początku, co jest niezwykłym zjawiskiem. Wyższa od oczekiwań inflacja CPI (konsumencka) w USA początkowo wywołała zamieszanie i wsparła aprecjację dolara. Przed końcem tygodnia jego kurs uległ jednak pewnej normalizacji, rynki wróciły bowiem do wyceniania marcowej obniżki stóp procentowych Rezerwy Federalnej w 80% po niższym od oczekiwań piątkowym odczycie inflacji PPI (producenckiej). Doprowadziło to także do spadków rentowności obligacji skarbowych oraz wzrostu aktywów ryzykownych.

Ten tydzień będzie pod względem odczytów makroekonomicznych i oświadczeń banków centralnych dość spokojny, odbędą się jednak liczne wystąpienia oficjeli EBC i Fedu. Przemówienia przedstawicieli Rezerwy Federalnej będą szczególnie istotne – przekonamy się, czy bank w dalszym ciągu będzie odsuwać rynkowe oczekiwania dotyczące cięcia stóp w marcu oraz 165 pb. obniżek w 2024 r. Naszym zdaniem są one zdecydowanie zbyt agresywne. Co tyczy się danych z tego tygodnia, które jeszcze przed nami, najważniejsza będzie grudniowa inflacja w Wielkiej Brytanii (środa 17.01).

PLN

Złoty w ubiegłym tygodniu kontynuował stonowaną deprecjację. Kurs EUR/PLN uplasował się w piątek tuż powyżej poziomu 4,35, który staje się dla pary coraz bardziej ugruntowanym punktem odniesienia. Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła wysokości stóp procentowych NBP. Prezes Adam Glapiński zasugerował nie wprost, że nie powinno się oczekiwać cięć w I kwartale roku, i podkreślił niepewność w kontekście zmian inflacji w II połowie 2024 r. Inwestorzy mają coraz większe wątpliwości dotyczące skali rozluźnienia polityki, a część ekonomistów sądzi, że bank pozostawi stopy na niezmienionym poziomie aż do końca roku. Wciąż uważamy, że istnieją przesłanki ku pewnemu rozluźnieniu polityki w 2024 r., wysoka niepewność w kontekście inflacji znacznie jednak utrudnia precyzyjne prognozy. Sytuacja ta stanowi szansę dla złotego – brak obniżek stóp NBP może wywrzeć presję aprecjacyjną na walutę.

Spośród danych makro najistotniejsze w ubiegłym tygodniu były te dotyczące rachunku bieżącego. Nadwyżka wynosząca w listopadzie 1,3 mld EUR była nieco niższa, niż oczekiwano, podniosła jednak jego 12-miesięczną sumę. Kolejne nadwyżki są dobrą informacją dla złotego i wspierają przekonanie, że polska waluta pozostanie silna.

W tym tygodniu skupimy się na dynamice cen. Zaczęliśmy od nieznacznej rewizji w górę grudniowej inflacji CPI (z 6,1% do 6,2%). We wtorek (16.01) zostanie opublikowana jej miara bazowa, w piątek (19.01) zaś PPI. Losy złotego będą jednak zależały w większym stopniu raczej od wieści spoza kraju.

EUR

Dane gospodarcze ze strefy euro nie ulegają istotnej poprawie i w dalszym ciągu obrazują stagnację, nie przełożyło się to jednak jeszcze na zwolnienia i zatrudnienie utrzymuje się na dobrym poziomie. Ubiegłotygodniowy odczyt sprzedaży detalicznej był nieco lepszy, niż oczekiwano, znalazł się jednak na ujemnym poziomie w ujęciu rocznym (-1,1%), notując jednocześnie czwarty na przestrzeni ostatnich pięciu miesięcy spadek w ujęciu miesięcznym.

Jastrzębiość widoczna na grudniowym posiedzeniu EBC powoli zanika pośród gołębich głosów licznych członków Rady. Odczyt listopadowej produkcji przemysłowej z początku tego tygodnia rozczarował pokazując jej spadek rzędu 6,8% w ujęciu rocznym. Liczne przemówienia oficjeli banku zaplanowane w najbliższych dniach, w tym prezeski Christine Lagarde w środę (17.01), powinny zaś rozjaśnić obraz w kontekście planów EBC. Publikowane we wtorek (16.01) minutki z ostatniego posiedzenia banku również rzucą nieco światła na grudniowe komunikaty.

USD

Niewielkie zaskoczenie w górę odczytem grudniowej inflacji CPI nie przekonało rynków do zrewidowania oczekiwań dotyczących cięć stóp procentowych Rezerwy Federalnej już w marcu. Wydaje się, że momentum najważniejszej, bazowej miary wzrostu cen stabilizuje się tuż poniżej 4%, co jest wartością zdecydowanie zbyt wysoką – ostatnia prosta w walce z inflacją może okazać się trudniejsza do pokonania, niż oczekują inwestorzy. Pod koniec tygodnia rynki na chwilę jednak o tej kwestii zapomniały, skupiając się zamiast tego na niższym od konsensusu piątkowym odczycie inflacji PPI.

Dane z rynku pracy o wysokiej częstotliwości w dalszym ciągu wskazują na niewielkie poluzowanie lub jego brak, a najbardziej godne zaufania wskaźniki sugerują, że w obliczu silnego wzrostu gospodarczego i bardzo ciasnego rynku pracy płace rosną w tempie powyżej 5%. Wciąż liczymy, że oczekiwania dotyczące marcowej obniżki stóp Fedu się nie zmaterializują, a dolar będzie w związku z tym w krótkim terminie silnie wspierany względem walut europejskich.

GBP

Odczyt listopadowego PKB zaskoczył na plus, zmniejszając obawy dotyczące wystąpienia w IV kwartale technicznej recesji. Gospodarka wzrosła o 0,3% m/m po tym, jak w październiku skurczyła się o taką samą wartość. Jeśli wierzyć ostatnim odczytom wskaźników PMI, prawdopodobne wydaje się, że w grudniu aktywność gospodarcza ponownie wzrosła. Pomogłoby to brytyjskiej gospodarce uniknąć technicznej recesji. Na potwierdzenie tej tezy przyjdzie nam jednak poczekać do połowy lutego, kiedy opublikowany zostanie raport kwartalny. Reakcja funta na te dane była jednak ograniczona.

Publikowane w tym tygodniu dane wystawią na próbę niedawną jastrzębiość Banku Anglii. Poza odczytem grudniowej inflacji CPI (środa 17.01) poznamy listopadowe dane o płacach i grudniowe o zatrudnieniu (wtorek 16.01). Oczekuje się, że odczyty dynamiki cen i płac wykażą trend spadkowy, pozostając jednak na poziomach istotnie wyższych niż w strefie euro i USA. Inflacja bazowa utrzymuje się blisko poziomu 5%, płace rosną zaś w tempie niemal 7% – zanim Rada będzie mogła rozpocząć obniżanie stóp procentowych, obie wartości muszą odnotować znaczne spadki.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury