Przedświąteczne zakupy w centrach handlowych. Co sprawia, że konsumenci czują się komfortowo?

Przed rozpoczynającym się właśnie szczytem sezonu firma Cushman & Wakefield zbadała, jakie emocje towarzyszą konsumentom podczas zakupów.

W dyskusjach o przyciąganiu klientów w handlu w ostatnich latach na wszelkie sposoby odmieniany jest termin „UX” (ang. user experience) – czyli metody badania i budowania doświadczeń klientów. Tymczasem nic nie wystawia emocji i dobrostanu konsumentów na próbę bardziej niż przedświąteczne szaleństwo i wizyty w centrach handlowych. Jak wynika z badania międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield “Handlowy sezon emocji”, komfort podczas odwiedzin obiektu handlowego w przypadku 42% przebadanych Polaków zależy od muzyki i dźwięków, dla 41% respondentów ważny jest wystrój, a 38% – oświetlenie. Jednocześnie ponad 40% ankietowanych przyznało, że podczas zakupów odczuwają rozdrażnienie, na co wpływ mają zatłoczenie i hałas. To ważne wskazówki dla właścicieli i zarządców, którzy dbają o tworzenie optymalnych warunków sprzyjających pozytywnym doświadczeniom zakupowym.

Najważniejsze wnioski z badania, które warto wziąć pod uwagę przy organizacji pracy centrum handlowego:

  • Czołówkę elementów wpływających na komfort klientów podczas przedświątecznych zakupów otwiera muzyka i dźwięki, na co wskazało 42% przebadanych Polaków.
  • Aż 46% badanych Polaków przyznaje, że regularnie lub często podczas wizyt w obiektach handlowych odczuwają rozdrażnienie, a przynajmniej czasami aż 81% respondentów.
    Kobiety częściej od mężczyzn chcą podczas zakupów przemieścić się w spokojniejsze miejsce – tak odpowiedziało 41% kobiet i 33% mężczyzn.
  • Elementy, które pomagają budować przyjazne doświadczenia klientów centrów handlowych to, poza muzyką, przede wszystkim: wystrój wnętrz, czytelne oznakowanie i informacje oraz oświetlenie.

Mimo wciąż stosunkowo wysokiej i wynoszącej w listopadzie 6,5% inflacji, na początku IV kwartału sprzedaż detaliczna w cenach stałych (realnie) zanotowała wzrost o 2,8% r/r.Większe apetyty kupujących to dobra wiadomość dla sieci handlowych, dla których przedświąteczny czas jest długo wyczekiwanym, jeśli nie najważniejszym momentem w zakupowym kalendarzu.

Początek grudnia to moment, w którym dużo uwagi poświęca się prognozowanym wydatkom na zakupy świąteczne czy wielkości koszyków zakupowych. Tymczasem niewiele mówi się o bardziej miękkim aspekcie tej bożonarodzeniowej, konsumenckiej gorączki, czyli emocjach, jakie towarzyszą naszym wizytom w sklepach i centrach handlowych. Większe tłumy, emocjonujące sytuacje, duże nagromadzenie bodźców – wszystko to wpływa na nastrój i komfort kupujących. Postanowiliśmy przyjrzeć się temu zagadnieniu w najnowszym badaniu Cushman & Wakefield. Wnioski z naszego sondażu dają ciekawy wgląd w to, jak centra handlowe mogą podnosić komfort klientów także podczas zakupów świątecznych, komentuje Ewa Derlatka-Chilewicz, Head of Research, Cushman & Wakefield.

Zadbać o przedświąteczny komfort

Na emocje klientów obiektów handlowych duży wpływ mają bodźce, których natężenie w okresie przedświątecznych zakupów wzrasta. Wiele z nich może wynikać z rywalizacji sklepów i marek o uwagę klienta, co wprawdzie daje klientom możliwość wyboru, ale może też przytłaczać bardziej wrażliwe osoby. Właściciele i zarządcy obiektów handlowych mogą zatroszczyć się o różnorodne potrzeby konsumentów dbając o optymalną organizację przestrzeni wspólnych.

Czołówkę elementów wpływających na komfort klientów podczas przedświątecznych zakupów otwiera muzyka i dźwięki, którą wskazało 42% przebadanych Polaków. Niewiele mniej, bo 41% respondentów zwróciło uwagę na wystrój wnętrz, a na oświetlenie – 38%. Istotną wskazówką dla zarządców jest to, że oprócz bodźców związanych ze zmysłami, dla blisko 1/3 badanych ważna jest też jakość oznakowania obiektu handlowego. Czytelne, intuicyjne rozplanowanie obiektu i łatwy dostęp do istotnych informacji mogą stanowić dla konsumentów nieocenioną pomoc w okresie większego natężenia ruchu, tłumaczy Michał Masztakowski, Head of Retail Agency, Cushman & Wakefield.

Jednocześnie wyniki badania Cushman & Wakefield wskazują, że emocje, jakie odczuwamy kupując prezenty czy przysmaki na świąteczny stół mogą być dla nas istotnym wyzwaniem i po prostu budzić dyskomfort.

Aż 46% badanych Polaków przyznaje, że regularnie lub często podczas wizyt w obiektach handlowych odczuwają rozdrażnienie, a przynajmniej czasami aż 81% respondentów. Powodem jest zbyt duże zatłoczenie. I nic w tym dziwnego – z danych Cushman & Wakefield wynika, że w grudniu ubiegłego roku odwiedzalność w centrach i parkach handlowych osiągnęła średni miesięczny poziom ponad pół miliona osób na obiekt. Taka liczba klientów może u wielu z nas powodować zawrót głowy. Dlatego warto przygotować spokojniejsze, bardziej wyciszone strefy, w których można na chwilę przysiąść, odpocząć, pomyśleć o tym co jeszcze mamy na liście zakupów, mówi Sylwia Wiszowata-Łazarz, Head of Marketing, Asset Services w Cushman & Wakefield.

Drugim najczęściej wskazywanym bodźcem, mającym zresztą wpływ na ewentualne rozdrażnienie, jest zbyt duży hałas, z którym często ma do czynienia 42% badanych, a przynajmniej czasem ponad 3/4 respondentów. Na trzecim miejscu uplasowało się narażenie na zbyt wiele silnych bodźców naraz, odczuwane często przez 37% badanych, a przynajmniej czasem – przez prawie 70%.

Godziny ciszy, miejsca relaksu, dostosowanie natężenia oświetlenia i temperatury – to przykłady działań, które pozwalają minimalizować negatywne bodźce dla odwiedzających centra handlowe, a które rekomendujemy właścicielom w naszej pracy zarządczej, dodaje Sylwia Wiszowata-Łazarz.

Kobiety bardziej narażone na przebodźcowanie

Na preferencje gości centrów ma wpływ także ich płeć. W badaniu Cushman & Wakefield czytamy, że kobiety częściej od mężczyzn wykazują skłonność do bycia narażonymi na przebodźcowanie – 41% z nich często lub zawsze odczuwa je podczas wizyt w centrach handlowych. Dla porównania, wśród mężczyzn jest to 31%. Innym przykładem większego narażenia na bodźce jest zmęczenie hałasem w centrach handlowych – odczuwa je często lub zawsze 47% respondentek i 34% panów.

Dobrym sposobem na oddech dla zmęczonych przedświątecznym harmidrem może być przemieszczenie się w spokojniejsze miejsce i tak deklaruje blisko 4 na 10 respondentów, z czego większej potrzeby w tym zakresie doświadcza 41% kobiet w stosunku do 33% mężczyzn.

Komfort pod specjalnym nadzorem

Co może stanowić istotne wsparcie dla konsumentów, którzy odwiedzają obiekty handlowe w szczycie sezonu zakupowego?

Na pierwszym miejscu znajduje się kwestia niskiego zatłoczenia, na którą wskazała niemal połowa badanych Polaków. Ci z nas, którzy starają się unikać tłumów jak ognia, powinni w miarę możliwości odwiedzać obiekty handlowe w godzinach porannych, kiedy natężenie ruchu jest najniższe, tłumaczy Sylwia Wiszowata-Łazarz.

Tuż za liczbą odwiedzających plasuje się dopasowana temperatura w obiekcie (47%), dobre skomunikowanie z miejscem zamieszkania oraz intuicyjne rozmieszczenie sklepów i usług (po 45%).

O ​badaniu

Badanie „Handlowy sezon emocji” zostało przeprowadzone przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie Cushman & Wakefield we wrześniu 2023 roku na grupie 513 Polaków, w tym 504 użytkowników przestrzeni handlowych. Badanie przeprowadzono metodą CAWI (profesjonalnego formularza internetowego). Badanie miało na celu poznanie sposobów praktycznego użytkowania przez Polaków przestrzeni handlowych, a także poznanie związanych z tym emocji i postaw. Za przygotowanie ankiet i analizy wyników badania odpowiadali wspólnie eksperci Cushman & Wakefield oraz dat:awesome by Linkleaders.

Coraz stabilniej na rynku mieszkaniowym, ale braki podażowe wciąż aktualne

W listopadzie 2023 deweloperzy działający na 7 głównych rynkach wprowadzili do sprzedaży 6,4 tys. mieszkań, o 20% więcej niż w październiku i ponad 200% więcej niż w lutym, kiedy zanotowano najniższą w tym roku nową podaż. To już trzeci miesiąc z rzędu, w którym liczba nowych ofert wzrosła. Równocześnie w listopadzie sprzedaż mieszkań deweloperskich nieznacznie wyhamowała i spadła poniżej 5 tys. Dane Otodom Analytics wskazują, że choć wciąż widoczne są braki podażowe, to rynek mieszkaniowy powoli łapie równowagę.

W listopadzie mieliśmy do czynienia z wyjątkowo wysoką aktywnością deweloperów. 6,4 tys. mieszkań wprowadzonych do sprzedaży w ciągu miesiąca to bowiem jeden z najwyższych wyników odnotowanych w ciągu ostatnich lat. Dotychczas takie wyraźne wzrosty podaży poprzedzały zwykle wejście w życie zmian prawnych wpływających na działalność firm deweloperskich i były podyktowane chęcią uruchomienia inwestycji na „starych zasadach”. Czy tym razem było podobnie, a wyczerpujące się środki na lata 2023-2024 z puli programu Bezpieczny Kredyt 2% stały się dodatkową motywacją?

–  Bezpieczny Kredyt był tylko impulsem, a nie siłą napędową, która odpowiada za obecne wyniki na rynku mieszkaniowym. Oczywiste jest, że część inwestycji – tych tańszych – została uruchomiona z myślą o nabywcach, którzy z rządowego dofinansowania mogli skorzystać. Jednak duży udział tych mieszkań, które właśnie zasiliły ofertę deweloperów nie kwalifikuje się do programu i nie trafiłaby na rynek gdyby nie wyraźny wzrost cen. Dlaczego? Bo wcześniej na etapie planowania i negocjacji kosztów realizacji trudno było deweloperom zapewnić odpowiednią rentowność projektów. komentuje Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku, Otodom Analytics.

Ekspertka podkreśla również, że listopadowy wzrost podaży to kontynuacja trendu, który obserwujemy od  kilku miesięcy i jest raczej efektem wielomiesięcznej wytężonej pracy przy kontraktowaniu projektów niż obawy przed likwidacją programu.

To nie jest pierwszy program wspierający sprzedaż z jakim branża deweloperska się zetknęła i trudno zakładać, że w dojrzałym biznesie ktokolwiek na nim jednym chciałby budować strategię działalności firmy. Dużo większy wpływ na decyzje deweloperów i inwestorów mogła mieć niepewność związana z wyborami i potencjalną zmianą – bądź nie – opcji politycznej,  a wraz z nią stabilności prawa i decyzji dotyczących rynku. – dodaje Katarzyna Kuniewicz.

Nierówna sytuacja w miastach

W listopadzie sprzedaż mieszkań deweloperskich w największych miastach spadła w porównaniu do poziomów notowanych w ostatnich miesiącach. Mimo, że wynik 4,9 tys. lokali, był o  9% słabszy  niż w październiku, to wciąż o 97% przewyższa ten z ubiegłego roku. To paradoksalnie dobra wiadomość dla kupujących. Przewaga liczby mieszkań wprowadzonych do sprzedaży nad sprzedanymi daje nadzieję na spowolnienie tempa obrotu, większy wybór i spowolnienie wzrostu cen.  Na koniec listopada oferta dostępna na 7 głównych rynkach wyniosła 39,4 tys., a więc wróciła do poziomu z początku sierpnia. I choć zagregowane dane wskazują na to, że  możemy spodziewać się okresu uspokojenia, to w poszczególnych miastach sytuacja nadal jest  bardzo zróżnicowana.

W listopadzie równowagę pomiędzy sprzedażą a wprowadzeniami na rynku deweloperskim odnotowano w Warszawie, Wrocławiu i Trójmieście. W Poznaniu mieliśmy do czynienia z nadwyżką sprzedaży na poziomie 40%. Z kolei w pozostałych miastach deweloperzy wprowadzili więcej nowych ofert niż sprzedali – w Krakowie o blisko 50%, w Łodzi o ponad 100%, a w Katowicach aż o 186%.

Spojrzenie na czas wyprzedaży oferty na poszczególnych rynkach pokazuje, że nie zaszła żadna poważna zmiana. Nadal w najtrudniejszej sytuacji znajdują się kupujący  w Krakowie. Gdyby zainteresowanie zakupem utrzymało się tam na poziomie z ostatnich 3 miesięcy, a do oferty nie trafiałyby nowe projekty, oferowane przez deweloperów lokale wyprzedałyby  się w ciągu 4,5 miesiąca. Niewiele lepiej jest w Warszawie i Wrocławiu (1,8 i 2 kwartały) oraz Trójmieście (2,3 kwartału).

Za rynek w równowadze uznaje się zwykle taki, na którym czas wyprzedaży oferty wynosi 5-6 kwartałów. W listopadzie za taki można było uznać jedynie Katowice i Łódź.  Zarówno rosnąca liczba wprowadzeń nowych mieszkań jak i dane GUS o wzroście deweloperskich pozwoleń na budowę i liczbie rozpoczynanych budów może wskazywać na to, że deweloperzy dążą do ustabilizowania oferty na wyraźnie wyższym niż w 2023 r. poziomie. W polskich warunkach przyspieszenie tych procesów nie jest jednak proste czego dowodem może być to, że na wyraźną poprawę po stronie podaży musieliśmy czekać ponad pół roku. –  podkreśla Katarzyna Kuniewicz z Otodom Analytics.

Krótko czy długoterminowa stabilizacja?

Pomimo nieznacznego spadku sprzedaży w listopadzie, liczba rezerwacji nowych mieszkań pozwala przypuszczać, że w nadchodzących miesiącach sprzedaż nadal będzie utrzymywała się na wysokim poziomie. Jak wskazują dane Otodom Analytics w listopadzie status mieszkania zarezerwowanego u deweloperów uzyskało 2,8 tys. mieszkań, czyli 72% więcej niż rok temu. Na koniec listopada na 7 rynkach głównych było ich łącznie 8,7 tys. – ostatni raz takie wartości odnotowano w połowie 2021 roku.

To z kolei sprawia, że trudno oczekiwać spadków cen. Zgodnie z najnowszymi danymi Otodom Analytics w listopadzie 2023 r. za metr kwadratowy mieszkania trzeba było zapłacić średnio od 16,2 tys. zł w Warszawie, 14,7 tys. zł w Krakowie i Trójmieście, 13,1 tys. zł we Wrocławiu, 12,3 tys. zł w Poznaniu, 11,6 tys zł w Katowicach aż do ponad 9 tys. zł w Łodzi.

U ujęciu rocznym liderem wzrostów pozostaje niezmiennie Kraków (+23%). Z kolei najmniej, bo o niecałe 10% urosły ceny średnie mieszkań sprzedawanych w Katowicach. Natomiast to Katowice były rynkiem, na którym mieszkania podrożały najbardziej, bo o 3% w porównaniu do października br.

DHL Express mianuje nowych Dyrektorów Generalnych w Europie i obu Amerykach

  • Mike Parra, obecny Dyrektor Generalny na Amerykę Północną i Południową, obejmie stanowisko Dyrektora Generalnego DHL Express w Europie.
  • Andrew Williams, który obecnie pełni rolę Dyrektora Generalnego DHL Express Kanada, został mianowany nowym regionalnym Dyrektorem Generalnym na obydwie Ameryki.
  • Parra i Williams będą podlegać Johnowi Pearsonowi, globalnemu Dyrektorowi Generalnemu DHL Express i dołączą do Globalnego Zarządu DHL Express.
  • Zmiany w strukturze DHL Express, wiodącej firmy obsługującej międzynarodowe ekspresowe przesyłki lotnicze, wejdą w życie z dniem 1 stycznia 2024 r.

Mianowania te stanowią wyraz uznania dla silnego przywództwa i zaangażowania w doskonalenie naszych usług oraz przyczynianie się do sukcesu firmy i klientów, zarówno ze strony Mike’a Parry, jak i Andrew Williamsa. Mike ma wiele ważnych osiągnięć na rynkach amerykańskich – utrzymał  wzrost przychodów i zysków, przyczynił się do ekspansji naszej wiodącej międzynarodowej sieci dostaw oraz dbał o zaangażowanie i dobre samopoczucie pracowników, dlatego cieszę się, że będzie kierował organizacją w Europie – powiedział John Pearson, globalny Dyrektor Generalny DHL Express i dodał: – Andrew Williams znakomicie sprawdził się jako lider naszej organizacji w Kanadzie. Podczas swojej kadencji zwiększył przychody niemal czterokrotnie i rozwijał nasz udział rynkowy w tym kraju. Wierzę, że dzięki swojej przedsiębiorczości i zaangażowaniu w innowacje, rozwój ludzi i zadowolenie klientów, będzie kontynuował wzrost DHL Express w Ameryce Północnej i Południowej.

Mike Parra. DHL Express
Mike Parra, DHL Express

Mike Parra swoją karierę w logistyce rozpoczął w DHL Express w 1997 r. Od 2016 r. pełni funkcję Dyrektora Generalnego na obydwie Ameryki. W tym czasie doprowadził do podwojenia wielkości oddziału DHL Express pod względem przychodów, tworząc ponad 12 tys. miejsc pracy i rozszerzając zasięg operacyjny w regionie, ostatnio dzięki nowym regionalnym hubom w USA, Meksyku i Kanadzie oraz lotom w ramach sieci do Argentyny, Chile i Brazylii. Jako nowo mianowany regionalny Dyrektor Generalny na Europę, Parra będzie zarządzał działalnością DHL Express w ponad 60 krajach i terytoriach. Pokieruje zespołem ponad 46 tys. pracowników zajmujących się obsługą powyżej 1,3 miliona klientów.

Andrew Williams, DHL Express
Andrew Williams, DHL Express

Kariera Andrew Williamsa w logistyce rozpoczęła się w 1996 r. Od ponad 20 lat Williams rozwija się w ramach struktur DHL Express na rynku kanadyjskim, gdzie w 2015 r. objął rolę prezesa. W czasie jego kadencji, zespół DHL Express Kanada zwiększył się dwukrotnie,  a kraj stał się jednym z pięciu na świecie o największym wolumenie dostaw przychodzących. Jako regionalny Dyrektor Generalny na Amerykę Północną i Południową, Williams będzie odpowiedzialny za zarządzanie działalnością DHL Express w ponad 55 krajach i terytoriach, kierując zespołem przeszło 27 tys. pracowników, którzy obsługują ponad 600 tys. klientów.

Ryzyko wystąpienia katastrof naturalnych rośnie. Polska musi przygotować się na skutki zmian klimatu

W latach 2016-2021 zakłady ubezpieczeń zaraportowały do Komisji Nadzoru Finansowego 3622 zdarzenia charakterze katastrof naturalnych, czyli m.in. powodzie, wichury, susze lub trąby powietrzne. W najbliższej przyszłości takie zjawiska będą występować coraz częściej. Przykładowo, w 2021 r. do ubezpieczycieli zgłoszono dwa razy więcej zdarzeń wywołanych nawalnymi deszczami i huraganami niż 5 lat wcześniej, a suma odszkodowań była trzykrotnie wyższa. Tylko w pierwszym kwartale 2022 r. zanotowano prawie 205 tys. szkód z ubezpieczeń żywiołów o wartości 691 mln zł. Zarządzanie ryzykiem klimatycznym staje się więc palącym wyzwaniem. O największych zagrożeniach i wynikających z nich szkodach finansowych traktuje druga edycja raportu „Klimat rosnących strat. Rola ubezpieczeń w ochronie klimatu i transformacji energetycznej” przygotowana przez EY i Polską Izbę Ubezpieczeń (PIU).

W ciągu ostatnich czterech dekad na świecie wzrosła nie tylko liczba zdarzeń ekstremalnych, ale także wielkość ponoszonych na ich skutek strat finansowych. Roczna średnia w latach 1981-1990 to niemal 41 mld USD przeznaczanych na pokrycie szkód. W ostatniej dekadzie (2012-2021) wyniosła ona niemal 5 razy więcej – ponad 193 mld USD. Co istotne, w ciągu minionych 40 lat udział ubezpieczonych strat w stratach całkowitych spowodowanych katastrofami naturalnymi wynosił średnio 39,3%. Oznacza to, że większość szkód jest nieubezpieczana, co skutkuje wolniejszym odbiciem gospodarczym regionów dotkniętych żywiołami, zwłaszcza krajów trzeciego świata.

Wyższy odsetek ubezpieczonych to nie tylko zabezpieczenie przed ewentualnymi niespodziewanymi zdarzeniami dla samych ubezpieczonych, ale także dla warto wskazać, że ubezpieczenia wpływają też na przyspieszenie odbudowy gospodarki czy ograniczenie okresu obniżonej produkcji. W pracy „Climate change, catastrophes and the macroeconomic benefits of insurance” przygotowanej przez naukowców z Europejskiego Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń i Pracowniczych Programów Emerytalnych (EIOPA) i Europejskiego Banku Centralnego (EBC) spróbowano zbadać wpływ katastrof naturalnych na PKB w zależności od wielkości szkód i udziału ubezpieczonych strat w szkodach. Z przeprowadzonej analizy wynika, że wyższy udział ubezpieczonych strat w szkodach pozwala na szybsze odbicie gospodarcze dla poszkodowanego regionu. Szczególnie wyraźne jest to w skrajnych przypadkach, gdy katastrofa mocno uderza w gospodarkę regionu.

Więcej katastrof naturalnych w Polsce

Ostatnie 20 lat było w naszym kraju najcieplejszym okresem od połowy XX wieku, a 2023 r. jest najgorętszym rokiem w historii pomiarów. Krótsze okresy chłodu, mniejsza ilość pokrywy śnieżnej oraz zmiany występowania termicznych pór roku wpływają na wcześniejsze rozpoczęcie sezonu wegetacyjnego. A ten bywa przerywany gwałtownymi ochłodzeniami oraz intensywnymi opadami wraz ze współwystępującym gradem i silnym wiatrem. Takie niestabilne warunki, stanowiące najbardziej wyrazisty przejaw zmian klimatu, sprawiły, że w latach 2018-2021 łączna kwota odszkodowań z tytułu ubezpieczenia upraw wyniosła 1,539 mld zł.

Długotrwałe susze przerywane gwałtownymi opadami i huraganami stają się powoli typowymi dla Polski zjawiskami pogodowymi. Z danych zakładów ubezpieczeń za ostatnie lata wynika, że nawalne deszcze i podtopienia mają największy udział wśród kategorii katastrof naturalnych występujących w danym roku. Przykładowo, rok 2021 przyniósł 62 zdarzenia wywołane niszczycielskimi deszczami, burzami i huraganami, zaś wartość szkód wyniosła 970 mln zł. Dla porównania, 5 lat wcześniej takich zdarzeń odnotowano 30, zaś poniesione szkody sięgnęły 289 mln zł. Widać więc wyraźną tendencję rosnącą zarówno w wymiarze liczby katastrof naturalnych, jak i ich niszczycielskiego potencjału.

Katastrofy naturalne będą występować coraz częściej, a ich skutki będą bardziej dotkliwe. Zagrożone są nie tylko budynki mieszkalne i obiekty wchodzące w skład gospodarstw rolnych, ale również szeroko rozumiana infrastruktura. Zerwany most lub przerwa w dostępie do internetu mogą uniemożliwić funkcjonowanie firm i wywiązywanie się z kontraktów przez kilka dni, a nawet tygodni, a to generuje poważne straty finansowe. W dalszej perspektywie może nawet dojść do konieczności redukcji etatów, jeśli przedsiębiorca odczuje pogorszenie swojej sytuacji finansowej. Tym samym krótkotrwałe, ale gwałtowne zjawisko pogodowe ma niestety znaczący i często długotrwały, negatywny wpływ na działalność gospodarczą – stwierdza Marcin Sadek, Partner EY, lider doradztwa dla sektora ubezpieczeniowego w EY Polska.

Intensywność opadów i powodzie rzeczne, błyskawiczne lub miejskie

Polska w ostatnim trzydziestoleciu została dotknięta dwiema dużymi powodziami rzecznymi: w 1997 r. starty wyniosły 4,5 mld zł, a w 2010 r. – 2,5 mld zł. Co ważne, w najbliższym czasie będzie się zmieniać charakter tych gwałtownych zjawisk pogodowych. Eksperci wskazują, że aktualnie dla Polski większym i bardziej realnym zagrożeniem jest przewidywany wzrost intensywności silnych opadów atmosferycznych, które skutkują powodziami błyskawicznymi lub miejskimi. W 2021 r. wystąpiły one w Niemczech, powodując straty szacowane na 33-54 mld USD. Do podobnych zjawisk dochodziło również w Polsce – w tym samym roku w Poznaniu spadły 64 litry wody/m2 w ciągu zaledwie 30 minut, co odpowiada miesięcznej normie opadów.

W przypadku tego typu zjawisk kluczowa jest prewencja i inwestowanie w infrastrukturę błękitno-zieloną. W latach 2017-2019 w ramach projektu „Wczujmy się w klimat” Ministerstwo Środowiska przygotowało plany adaptacji do zmian klimatu dla 44 największych ośrodków miejskich w Polsce. Przykłada się w nich dużą wagę do skuteczniejszej infiltracji wody przez grunt i większą retencję zbiorników wodnych.

Modelową inwestycją przeciwpowodziową jest budowa zbiornika Racibórz, który chroni przed powodzią 2,5 mln ludzi. Oddano go do użytku w czerwcu 2020 r., a cały projekt pochłonął niemal 2 mld złotych. Z raportu EY wynika, że wybudowanie zbiornika ograniczyłoby łączne straty ubezpieczone w powodziach z 1997 i 2010 r. o ponad miliard złotych. Dla „Powodzi Tysiąclecia” straty byłyby mniejsze o 19%, natomiast dla katastrofy sprzed ponad 10 lat – o 11%.

Coraz częstsze susze

Od kilku lat mamy w Polsce do czynienia z suszą hydrologiczną, która przejawia się długotrwałym obniżeniem zasobów wód powierzchniowych rzek i jezior. W konsekwencji może to prowadzić do zapadania się lub osuwania ziemi, co stanowi poważne zagrożenie dla konstrukcji budynków. Drugim niepokojącym zjawiskiem jest coraz dłużej trwająca susza meteorologiczna oznaczająca małą ilość opadów, zwłaszcza w okresie wegetacji roślin. Jest to szczególnie duże zagrożenie dla rolnictwa, powodując niższe zbiory, a w konsekwencji – wyższe ceny dla konsumentów końcowych. Przykładowo, susza utrzymująca się w Polsce w 2019 roku obniżyła plony o ok. 20%. Prawdziwie katastroficzny scenariusz może wystąpić, gdy dojdzie do nałożenia się warunków obecnie obserwowanej suszy hydrologicznej i ekstremalnie surowych susz meteorologicznych, takich jakie występowały w latach osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych

Aby zapobiegać suszy hydrologicznej, należy postawić na odbetonowanie miast, co umożliwi swobodny odpływ wód opadowych i roztopowych w głąb ziemi. Równie ważne jest zwiększenie wskaźnika retencji wód. W 2021 r. wyniósł on w Polsce zaledwie 7%, przy czym pożądany wskaźnik gromadzenia wody jest dwa razy wyższy (15%). Ważnym krokiem było wprowadzenie przez MRiRW programu dotyczącego nawadniania w gospodarstwie, w ramach którego realizuje się inwestycje polegające na modernizacji istniejącego systemu nawadniania lub wykonaniu nowego nawodnienia. Ponadto opracowano „Program rozwoju retencji na lata 2021–2027 z perspektywą do roku 2030” oraz plan przeciwdziałania skutkom suszy.

Oprócz wprowadzania zmian i programów doraźnych, warto się zabezpieczyć przed nieprzewidzianymi zjawiskami pogodowymi wykupując ubezpieczenie. To istotne wsparcie nie tylko dla samego ubezpieczonego, ale i dla ekonomii całego kraju. Jeżeli w przypadku wystąpienia dużej katastrofy naturalnej współczynnik ubezpieczeń jest wysoki, straty pokrywa ubezpieczyciel, co pozwala na szybsze odbicie gospodarcze. Ubezpieczenia są ważnym elementem przeciwdziałania skutkom zmian klimatycznych. Kluczowa jest także rola państwa, gdyż projekty nakierowane na zwalczanie suszy czy zapobieganie powodziom wymagają bardzo dużych nakładów. Istotne są każde działania prewencyjne związane z budową infrastruktury minimalizującej straty wywołane przez żywioły, których podejmują się jednostki samorządów terytorialnych – mówi Hanna Ulańska, Partnerka EY w dziale Risk Consulting.

Stopy bez zmian czy niespodzianka?

Rynek niby jest zgodny, że stopy procentowe w Polsce powinny pozostać na niezmienionym poziomie. Niby, a jednak analitycy zostawiają otwartą furtkę. Dolar nadal się umacnia, a ropa szuka dna.

Pretekst do umocnienia dolara

Na rynku wyraźnie trwa szukanie uzasadnienia dla obecnego umocnienia dolara amerykańskiego. Inwestorzy wyraźnie chcą kupować amerykańską walutę, a technicznie mamy wyrysowaną w ciągu ostatnich pięciu dni bardzo sympatyczną formację spadkową. W czym zatem problem? W tym, że dane makroekonomiczne nieszczególnie współpracują. Wczoraj mieliśmy zgodny z oczekiwaniami indeks PMI dla usług. Delikatnie lepszy raport ISM dla usług oraz dane za październik z rynku pracy, gdzie liczba wakatów okazała się wyraźnie mniejsza od oczekiwań. Z jednej strony są to najgorsze dane od lat. Z drugiej strony w październiku liczba nowych miejsc pracy nadal przewyższała liczbę zwolnień o 0,3 mln. Dopiero głębsza analiza tego raportu pozwala znaleźć w nim uzasadnienie obecnych umocnień dolara.

Ropa szuka dna

Na rynku ropy mamy obecnie spore problemy. Powodem jest brak zgody na dalsze cięcie wydobycia w kartelu OPEC. Coraz częściej się słyszy, że w obecnej sytuacji kolejne kraje chciałyby nie tylko nie brać udziału w redukcjach, ale nawet zwiększyć wydobycie. Takie głosy pojawiają się już nie tylko, w powiedzmy to sobie uczciwie drugorzędnych państwach pod kątem produkcji jak Ghana. Obecnie co prawda mamy porozumienie o redukcji wydobycia sprzed kilku dni, ale wielu analityków nie wierzy, że kraje, które zgodziły się na redukcję, faktycznie dotrzymają słowa. Do tego mamy rosnące zapasy surowca w samych USA oraz wątpliwości co do popytu z Chin. W rezultacie nie możemy się dziwić, że baryłka ropy odbiła się wczoraj w nocy ułamki dolara od najniższych poziomów od lipca. Biorąc pod uwagę ropę notowaną w Londynie. Amerykański surowiec był najtańszy od lipca. Umacniający się dolar też nie pomaga notowaniom ropy.

Czekają na decyzję RPP

Rynki pogodziły się, że dzisiejsza decyzja w sprawie stóp procentowych zapowiada się mało interesująco. Wygląda bowiem na to, że po przedwyborczych obniżkach weszliśmy w fazę czekania. Nie należy się zatem spodziewać zmian stóp procentowych. Przynajmniej jest to dominujący scenariusz obecnie wśród analityków. Biorąc pod uwagę, że nawet w prognozie NBP projekcja centralna, czyli poziom będący środkiem możliwych scenariuszy inflacji znajduje się na poziomie 4% lub wyższym jeszcze do końca następnego roku. Obniżanie stóp procentowych świadczyłoby teraz o tym, że decydenci wiedzą coś, czego nie wie rynek i nie wiedzieli autorzy prognozy. Czego oczywiście wykluczyć nie można, bo prognoza publikowana była 10 listopada i trochę się od tego czasu wydarzyło na rynkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

16:00 – Kanada – decyzja w sprawie stóp procentowych.

Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Sprzedaż detaliczna w strefie euro nie spadła w ujęciu miesięcznym

Sprzedaż detaliczna w strefie euro w relacji r/r spadła o 1,2 proc. W relacji miesiąc do miesiąca sprzedaż wzrosła jednak o 0,1 proc. Jest to pierwszy odczyt od czerwca, w którym sprzedaż nie spada w ujęciu miesięcznym. Widoczne lekkie odbicie w sprzedaży powiązane jest ze spadkiem inflacji w strefie euro. Kolejne miesiące mogą przynieść stopniowe ożywienie sprzedaży detalicznej, w szczególności ze względu na zbliżający się okres świąteczny.

Bartosz Wałecki, Analityk Michael / Ström Dom Maklerski

86% wzrost kosztów za korzystanie z niemieckich autostrad

Dla niektórych przewoźników płata za przejazd samochodów ciężarowych przez Niemcy wzrosła od grudnia nawet o 86%. To kolejny z kolei cios, który dotyka sektor TSL. Sytuacja wielu przewoźników staje się coraz trudniejsza.

– Mamy wrażenie, że transport, który dotychczas był jednym z prężniej działających sektorów gospodarki w Polsce, w ostatnim czasie dostaje wiele ciosów. Bardzo restrykcyjne regulacje unijne dotyczące np. pakietu mobilności, potem sytuacja polsko-ukraińska, a teraz jeszcze kolejny generator kosztów. Alarmujemy: dostajemy coraz więcej sygnałów, że to był najgorszy rok dla polskich przewoźników od wielu lat – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

„Niemcy są głównym, europejskim szlakiem tranzytowym”

Jak mówi Hanna Mojsiuk podniesienie stawek opłat dla samochodów ciężarowych przez niemieckie autostrady było zapowiedziane od dawna. Przedsiębiorcy jednak mają problem, by pogodzić się z takimi zmianami z kilku powodów.

– To gigantyczny wzrost sięgający nawet 86%. Po drugie dochodzi do niego pod koniec roku, przez co przedsiębiorcy nie uwzględniają go zwykle w wycenach przewozów na 2023, a już na 2024 rok. W przypadku tranzytu przez Niemcy to będzie dla klientów duży wzrost cen usług – mówi Hanna Mojsiuk. – Rozumiemy trudną sytuację gospodarczą Niemiec, ale w tym przypadku musimy głośno mówić, że te wzrosty cen odbijają się na naszym sektorze TSL, a szczególnie na spedycji lądowej – dodaje Hanna Mojsiuk.

Przedsiębiorcy przyznają, że nie ma mowy o tym, by sektor TSL nie odczuł tych podwyżek. Co ważne, są one dotkliwe najbardziej właśnie dla województwa zachodniopomorskiego.

– Niemcy są głównym, europejskim szlakiem tranzytowym, a wiele inwestycji zachodniopomorskich ulokowało się w naszym regionie, bo jesteśmy blisko sieci niemieckich autostrad. Jest to na pewno trudna sytuacja dla przedsiębiorców. W sytuacji gdy w roku 2023 ceny frachtów morskich mocno spadały, tak w przypadku transportu drogowego ten wzrost cen jest cały czas sukcesywny – dodaje Laura Hołowacz, prezes Grupy CSL.

Może nas czekać fala bankructw

Wielu przedsiębiorców sektora TSL, wiedząc o planowanych podwyżkach planowało jak najwięcej kursów – szczególnie dla sektora e-commerce – wykonać w październiku i w listopadzie. To jednak nie zawsze się powiodło, bo dla transportu ostatni kwartał roku zwykle jest najbardziej pracowity.

– Polski sektor TSL znajduje się obecnie w trudnej sytuacji. Towarów do przewiezienia jest mniej, a samochodów czekających na kursy dużo. Takie opłaty teoretycznie powinny być przeniesione na klientów, ale w czasie kryzysu jest to bardzo trudne, bo musimy ustalić ceny na poziomie możliwym do zaakceptowania przez zleceniodawców. Mamy obawy, że to może skończyć się falą bankructw. Gdy koniunktura się poprawi to ceny za transport wzrosną, ale nie każdy przedsiębiorca będzie w stanie przeczekać kryzys i wziąć na siebie jeszcze większe obciążenia – mówi Jerzy Gębski, wiceprezes Polskiej Izby Logistyki.

W podobnym tonie wypowiada się również Zachodniopomorskie Stowarzyszenie Przewoźników Drogowych z którym Północna Izba Gospodarcza współpracuje w tematach dotyczących sektora TSL.

– Wzrost kosztów w kontekście niemieckich autostrad dotyka mocno sektor TSL na Pomorzu Zachodnim, ale to jest również bardzo demokratyczne obciążenie, bo mamy sygnały od przedsiębiorców lubuskich czy dolnośląskich, że to jest dla nich również poważny cios – dodaje Dariusz Matulewicz, prezes stowarzyszenia.

Grupa Cichy-Zasada wzmacnia pozycję na rynku. Fuzja z Grupą Auto-Wimar i plany rozwoju na 2024 r.

Ogólnopolska Grupa Cichy-Zasada kontynuuje rozwój ogólnopolskiej sieci salonów. Po tym, jak w listopadzie br. rozpoczęła działalność w salonie Inter-Welm w Bielsku-Białej, teraz łączy siły z Grupą Auto-Wimar w Warszawie. W planach otwarcie nowego salonu marki premium (Porsche) w Szczecinie. To realizacja konsekwentnej strategii wzmacniania swojej pozycji w obszarze marek premium w Polsce.

– Wraz z przejęciem Grupy Auto-Wimar tworzymy jeszcze silniejszy zespół, gotowy na nowe wyzwania i sukces – podkreśla Karol Obiegły, prezes zarządu Grupy Cichy-Zasada.

Dzisiaj Grupa Cichy-Zasada działa w 9 miastach, prowadząc 29 salonów marek Volkswagen, Skoda, SEAT, Cupra i Audi. W połowie 2024 r. w podkrakowskiej Wieliczce otwarty zostanie najnowocześniejszy salon Audi w Małopolsce, a kolejne salony tej marki powstaną w Warszawie, Koszalinie i Nowym Sączu. Koncentracja na markach premium to bardzo ważny kierunek rozwoju, który doprowadził Grupę Cichy-Zasada do dwóch przełomowych inwestycji. W 2024 roku Grupa otworzy salon i serwis marki Porsche w Szczecinie oraz marki Cupra w Warszawie.

Łącząc siły z moim wspólnikiem od początku celowaliśmy wysoko – w pozycję lidera rynku. Od powstania naszej Grupy kapitałowej minęły trzy lata, które na pewno wystawiły nas na porządny test. Naszą branżą wstrząsnęły w tym czasie niespotykane dotąd turbulencje. Niemniej ten okres utwierdził nas w tym, że nie tylko podjęliśmy dobrą decyzję, ale że również nasza organizacja przygotowana jest do kolejnego etapu rozwoju – mówi Mirosław Cichy, współwłaściciel Grupy Cichy-Zasada.

Fuzja łączy dwie grupy o podobnej pasji i silnym zespole

Dlatego największa Grupa dealerska w Polsce (Ranking Top 50 dealerów) realizuje rozwój poprzez fuzję z kolejnym dealerem – Grupą Auto-Wimar w Warszawie. Przejmując 100% udziałów w spółkach należących do Grupy Auto-Wimar dysponuje obecnie 5 z 7 salonów marki Skoda w aglomeracji warszawskiej. Dotychczas do Grupy Cichy-Zasada należał salon Skoda Cichy-Zasada Warszawa Wawer. Po fuzji Grupa Cichy-Zasada wzmocni się o lokalizację przy ulicy Grochowskiej, Modlińskiej, Gruchacza i Alejach Jerozolimskich. Połączenie pozwoli Grupie Cichy-Zasada na umocnienie pozycji lidera sprzedaży marki Skoda w stolicy i największej firmy dealerskiej w branży motoryzacyjnej w Polsce.

– Grupa Auto-Wimar staje się częścią Grupy Cichy-Zasada. Jest to dobra okazja do tego, aby podkreślić, że ta fuzja to wyraz łączącej obie Grupy pasji do motoryzacji. To także wspólny cel utrzymywania najwyższych standardów obsługi Klientów oraz ciągłego rozwoju oferowanych przez nas produktów i usług. To jednocześnie wspaniały moment by podziękować wszystkim pracownikom za ich zaangażowanie i wkład w ten proces – dodaje Karol Obiegły, prezes zarządu Grupy Cichy-Zasada.

Rozbudowa geograficzna Grupy Cichy-Zasada jest jednym z kluczowych założeń Grupy, która w 2021 roku zapowiedziała chęć obecności od Bałtyku po Tatry. Zaledwie 3 lata temu Mirosław Cichy zaproponował Sobiesławowi Zasadzie połączenie sił i budowę największej grupy dealerskiej w Polsce. W tamtym czasie Mirosław Cichy jako pomysłodawca i współzałożyciel został nagrodzony tytułem Dealera Roku 2020 i Człowieka Roku magazynu „Dealer”. Od trzech lat Mirosław Cichy i Sobiesław Zasada wspólnie realizują swój plan, utrzymując i umacniając pozycję lidera rynku.

Marże deweloperów po III kwartale z niejednoznaczną wymową

Sezon publikacji wyników finansowych spółek notowanych na warszawskiej giełdzie ponownie odbija się szerokim echem w mediach. Tradycyjnie sporo emocji budzi nie tyle komunikowanie kwartalnych profitów osiąganych przez deweloperów mieszkaniowych, co wysokość wyliczanych z nich marż ze sprzedaży. Pytanie, czy są coraz wyższe, i czy Bezpieczny Kredyt 2% faktycznie miał wpływ na ich bieżące wartości.

BK2% bez statystycznego znaczenia

Marże brutto ze sprzedaży deweloperów mieszkaniowych notowanych na rynku kapitałowym od dość dawna utrzymują się na relatywnie wysokim poziomie, przekraczającym średnio 30 proc. W bardzo słabym sprzedażowo roku ubiegłym średnia marża brutto wyniosła blisko 31 proc., a w pierwszych sześciu miesiącach tego roku była nawet wyższa o prawie 2 p.p.

Wskaźniki rentowności deweloperów obliczane są – podobnie jak ich zyski ze sprzedaży – na podstawie mieszkań przekazanych, a więc dotyczą inwestycji wprowadzonych na rynek przed kilkoma kwartałami, średnio licząc 2 do 2,5 roku temu. Tym samym na bieżące parametry zyskowności deweloperów, jak i osiągane profity ze sprzedaży, program BK2% nie ma istotnego statystycznie przełożenia.

Jak tłumaczą eksperci portalu RynekPierwotny.pl marża brutto ze sprzedaży, choć jest najczęściej i najchętniej komunikowanym wskaźnikiem rentowności deweloperów mieszkaniowych, to jednak ma niewiele wspólnego z ich czystym zyskiem. To w największym uproszczeniu przychody ze sprzedaży pomniejszone o koszty inwestycji, a więc głównie zakupu działki, materiałów budowlanych czy wynagrodzenia wykonawcy.

Dopiero marża netto, czyli uwzględniająca cały wachlarz kosztów własnych działalności dewelopera, do których zaliczamy także obsługę zadłużenia, koresponduje z jego zyskiem netto, czyli profitem „na czysto”. Tyle tylko, że wynosi ona w przypadku rynkowych tuzów zazwyczaj w granicach od kilkunastu do dwudziestu kilku procent, a w przypadku mniejszych firm dość często jest wyrażona wartością jednocyfrową. Co więcej, na wypracowanie takiego odsetka deweloper musi pracować około pięciu lat, czyli tyle ile wynosi cykl inwestycyjny w pierwotnym segmencie mieszkaniówki.Wyk. 1 - Marże brutto deweloperów giełdowych

Marże brutto na rekordowych poziomach

W sumie więc rentowność biznesu deweloperskiego niezupełnie wynika z ponadprzeciętnie wywindowanych zysków z każdego wybudowanego lokum, choć marże brutto na poziomie ponad 40-procentowym nie są niczym nadzwyczajnym w przypadku inwestycji mieszkaniowych klasy premium. Z kolei w segmencie popularnym bardziej liczy się skala inwestycji, a setki milionów złotych zysków rynkowych liderów są wynikiem sprzedaży mieszkań liczonych w tysiącach jednostek rocznie. Co więcej, każda inwestycja musi być wiarygodnie udokumentowana ze staranie oszacowanym pewnym zyskiem, a więc odpowiednio wysoką marżą, aby deweloper mógł liczyć na bezproblemową współpracę banków kredytujących jego działalność.

Tymczasem po trzech kwartałach br. średnia marża brutto mieszkaniowych deweloperów giełdowych wyniosła 31,4 proc. licząc w okresie 12 miesięcy (10.2022-09.2023), co jest wynikiem rekordowym od czasów boomu z lat 2006-2008. Z kolei rezultat za sam III kw. br. wyniósł średnio 29,9 proc., czyli o 1,5 p.p. mniej.

Już nie po raz pierwszy branżowym liderem osiąganych marż jest Archicom, deweloper działający w ramach Grupy Echo Investment (stąd nie uwzględniony w prezentacji). Rentowność brutto ze sprzedaży wyniosła tu, bagatela, 41,8 i 46,4 proc., odpowiednio dla okresu czterech kwartałów oraz III kw., co było rezultatem przekazań lokali w inwestycjach z wyższej półki cenowej. Grubo ponad dwudziestoprocentowe rezultaty deweloper osiągnął także w ramach marż netto.

Niewiele gorsze wyniki wartości marży brutto zaprezentowały Inpro, Lokum Deweloper oraz Marvipol. Z kolei za półtoraprocentowy regres rentowności w III kw. w stosunku do średniego wyniku za 4 ostatnie kwartały odpowiadają spadki marż w Atalu, Dekpolu oraz Develii.Wyk. 2 - Marże netto spółek deweloperskich

Marże netto pod presją

Tymczasem sytuacja w przypadku rentowności netto deweloperów giełdowych, choć wciąż utrzymuje „byczy” poziom w okresie czterech minionych kwartałów, w samym III kw. uległa wyraźnemu tąpnięciu.

Istotny statystycznie regres w okresie lipiec-wrzesień br. stał się udziałem większości prezentowanych firm z Grupą Echo i jej ujemnym wynikiem na czele. Z kolei wyjątkami potwierdzającymi regułę tym razem okazały się rezultaty Lokum oraz Marvipolu, z odpowiednio 28 i prawie 26 proc. kwartalnej marży netto.

W sumie średnia rentowność netto zniżkowała z poziomu ponad 22 proc. w czterech minionych kwartałach do zaledwie 14,8 proc. w samym III kw. To efekt rosnących kosztów własnych deweloperów, wywierających coraz większą presję na ich zyskowność. To także sygnał ostrzegawczy przed ewentualnym pogorszeniem środowiska gospodarczego dla działalności deweloperskiej już w bezpośredniej perspektywie, które równie wyraźnie sygnalizuje w ostatnich tygodniach indeks WIG-Nieruchomości, dość mocno osłabiony w relacji do głównych wskaźników koniunktury GPW.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Przestępczość ubezpieczeniowa w 2023 roku

Rok 2023 przyniósł ze sobą wiele zmian i wyzwań dla sektora ubezpieczeniowego w Polsce. Przestępczość związana z wyłudzeniami ubezpieczeń wciąż stanowi istotny problem dla ubezpieczycieli, ale czy rok ten będzie lepszy od poprzedniego? Analizując dane i trendy, można zauważyć kilka kluczowych kwestii.

Pierwszym istotnym aspektem jest wzrost liczby wykrytych przypadków oszustw ubezpieczeniowych. Według danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU) w 2022 roku wykryto blisko 32 tysiące przypadków wyłudzeń odszkodowań, z czego ponad 8,6 tysiąca dotyczyło ubezpieczeń na życie, a ponad 23 tysiące ubezpieczeń majątkowych. Mimo udaremnienia nienależnych wypłat na kwotę 409 milionów złotych wartość przestępstw w ubezpieczeniach na życie znacząco wzrosła.

W 2023 roku kontynuowano walkę z wyłudzeniami w ubezpieczeniach na życie, gdzie próby oszustw opierały się głównie na fałszywej dokumentacji medycznej i zakupach usług medycznych w prywatnych placówkach zdrowia oraz oszustwach w ubezpieczeniach komunikacyjnych. Wykrywanie takich prób nadal opiera się na analizie danych i poszukiwaniu nieprawidłowości w dokumentacji.

W pierwszym półroczu 2023 roku Polacy otrzymali ogółem 21,9 miliarda złotych odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych. To oznacza wzrost o 7% w porównaniu z poprzednim rokiem. Z tych kwot najwięcej (8,5 miliarda złotych) dotyczyło ubezpieczeń na życie, co wskazuje na stałe zainteresowanie Polaków ochroną finansową dla siebie i swoich bliskich. Firmy ubezpieczeniowe oferujące polisy na życie skutecznie radzą sobie z próbami oszustw. Zebrane dane świadczą o niskiej skuteczności działań podejmowanych przez sprawców, gdzie aż w 95% przypadków próba wyłudzenia kończy się odmową wypłaty odszkodowania – mówi adwokat Arkadiusz Lewandowski z Kancelarii Adwokackiej KPK Legal.

Ubezpieczenia na życie wykazywały spadek wypłat, co jest związane ze zmniejszeniem się śmiertelności po pandemii. Wzrosła jednak skłonność do zakupu polis grupowych, co świadczy o istotnym znaczeniu wśród benefitów pracowniczych.

W obszarze ubezpieczeń majątkowych, szczególnie w polisach komunikacyjnych, w I półroczu 2023 roku odnotowano wzrost wypłat. Odszkodowania z autocasco wzrosły o prawie 12%, jednak równocześnie wzrosły koszty średnich szkód, co związane jest z inflacją i rosnącymi kosztami części i usług.

Wykrywalność oszustw w ubezpieczeniach komunikacyjnych jest relatywnie wysoka. Metody wyłudzeń w tym obszarze nie ulegają znaczącym zmianom na przestrzeni lat. Zarówno osoby działające indywidualnie, jak i zorganizowane grupy przestępcze nadal angażują się w celowe spowodowanie szkód lub inscenizację kolizji, jak również fałszywe zgłaszanie kradzieży pojazdów. Nadal popularne są również przypadki wyimaginowanych wypożyczeń pojazdów zastępczych oraz szkód w autach objętych leasingiem.

Ubezpieczyciele korzystają z dostępu do baz danych Ubezpieczeniowego Funduszu Gwarancyjnego oraz wykorzystują odczyty z elektronicznych sterowników pojazdów. Wykorzystanie narzędzi IT do skanowania w trójwymiarze oraz modelowania przebiegu zdarzeń to efektywne sposoby na dokładną rekonstrukcję prawdziwego przebiegu kolizji – dodaje adwokat Arkadiusz Lewandowski.

Rosnąca również jest świadomość społeczeństwa, któremu dzięki kampaniom edukacyjnym coraz łatwiej jest rozpoznawać próby wyłudzeń poprzez sztucznie spowodowane wypadki drogowe. Branża ubezpieczeniowa aktywnie wspiera także działania policyjne, dostarczając policjantom aktualną wiedzę o metodach oszustw poprzez organizowanie szkoleń we współpracy z PIU. Ubezpieczyciele szybko reagują na ewolucję metod stosowanych przez sprawców, co przekłada się na coraz skuteczniejsze eliminowanie prób oszustw w przypadku majątkowych ubezpieczeń, szczególnie dotyczących mienia objętego leasingiem.

Mimo wyzwań sektor ubezpieczeniowy osiągnął zysk netto w wysokości 5,7 miliarda złotych w pierwszym półroczu 2023 roku, co oznacza wzrost o 150% w porównaniu z poprzednim rokiem. Większe przychody z lokat i spadek śmiertelności po pandemii wpłynęły na mniejsze wypłaty z polis życiowych.

UE wprowadza nowe wyzwania dla pracodawców. Work-life balance musi stać się stałym elementem strategii firm – podkreślają eksperci.

Współcześnie, kiedy coraz więcej osób skupia się na karierze zawodowej i poświęca niemal cały swój czas na pracę, zachowanie work-life balance pozostaje wyzwaniem. Brak równowagi między pracą a życiem prywatnym może mieć jednak poważne konsekwencje. UE – w ramach walki z wypaleniem zawodowym i pracoholizmem – wprowadza nowe zasady stawiając wyzwania przez pracodawcami.

Zdaniem specjalistów HR równowaga między życiem zawodowym a prywatnym ma fundamentalne znaczenie nie tylko dla zdrowia i szczęścia, ale także dla sukcesu zawodowego i życiowego. W dzisiejszym bardzo dynamicznym i często cyfrowym świecie trudniej niż kiedykolwiek jest naprawdę przejść na tryb offline. „Osiągnięcie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym” zapewniają strategie ustalania priorytetów i świadomości, kiedy należy się „wyłączyć”.

– Pracownicy, którzy dbają o work-life balance potrafią łączyć swoje życie zawodowe z innymi sferami życia, takimi jak relacje społeczne, rozrywka, zainteresowania czy odpoczynekNajbardziej istotna jest świadomość work-life balance – podkreśla Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

Z badania przeprowadzonego przez polską platformę do wideokonferencji i spotkań online ClickMeeting wynika, że blisko 1/3 pracowników firm w Polsce chce, aby ich pracodawca, jeśli jeszcze tego nie zrobił, zapewnił im większą równowagę między pracą a życiem prywatnym. Według ankietowanych zmian w obszarze work-life balance w firmach dokonało 19 proc. pracodawców.

Wiele firm kładzie nacisk na efektywne wykorzystywanie czasu wolnego i urlopów a także edukację i programy promujące „wellbeing”. W tym zakresie zachęcają do zagospodarowania czasu na zaspakajanie potrzeb społecznych, budowanie zdrowych relacji czy aktywności fizycznej i rozwój własnych kompetencji.

Być może dlatego po okresie pandemii nowym zjawiskiem stał się workation. Z badania ClickMeeting wynika, że zaledwie 14 proc. ankietowanych zna pojęcie workation (praca połączona z podróżowaniem), a 19 proc. chciałoby skorzystać z takiej możliwości. Badania pokazują, że taka forma pracy cieszy się niewielkim zainteresowaniem, mimo że daje możliwość wykonywania obowiązków z dowolnego miejsca – nawet za granicą.

Eksperci HR są jednak zgodni, że choć tego typu model może wydawać się atrakcyjny, w wielu profesjach lub branżach nie jest możliwy… Praca w dziale sprzedaży, logistyki, marketingu czy zasobów ludzkich wymaga częstych kontaktów, podróży i spotkań osobistych – stąd duże ograniczenia dla pracowników poszukujących takiego rozwiązania. I wydaje się, że pracownicy mają tego świadomość – tylko 9 proc. uczestników badania ClickMeeting wyraziło chęć skorzystania z tej opcji w przyszłości, jeżeli będą mieć taką możliwość.

Jakie są inne korzyści work-life balance?

Osoby, które są w stanie zachować równowagę między pracą zawodową a życiem prywatnym, odczuwają większą satysfakcję z pracy, mają więcej energii do działania, mniej się stresują, chętniej chodzą do pracy i lepiej wykonują obowiązki zawodowe. Z racji tego, że mają czas na realizowanie się w innych sferach życia, odczuwają wyższą satysfakcję z życia.

Obecnie coraz częściej pracodawcy wprowadzają udogodnienia, które mają za zadanie zapewnić pracownikom lepsze warunki pracy. Mowa tu o możliwości elastycznych godzin pracy, pracy hybrydowej, organizacji szkoleń rozwijających kompetencje pracowników – dodaje Dorota Pałysiewicz z Brown-Forman Polska.

Co zmieni się po wprowadzeniu tzw. dyrektywy work-life balance?

Przede wszystkim zmiany dotyczą urlopu macierzyńskiego. Będzie on wydłużony z 32/34 tygodni do 41/43 tygodni. Ponadto 4 miesiące urlopu rodzicielskiego rozdzielone zostaną na 2 miesiące urlopu rodzicielskiego przysługującemu każdemu z rodziców osobno. Urlop ten nie będzie mógł zostać przeniesiony. Dyrektywa work-life balance zakłada również wprowadzenie urlopu opiekuńczego wynoszącego 5 dni, który można przeznaczyć na zapewnienie opieki lub wsparcia krewnym, jeżeli wymagają oni opieki ze względów medycznych. Wprowadzony ma zostać także nowy urlop od „siły wyższej” przysługujący w pilnych sprawach rodzinnych spowodowanych chorobą lub wypadkiem.

https://europeansting.com/2023/04/20/commission-takes-action-to-promote-work-life-balance-in-the-eu/#

Prorosyjscy hakerzy z NoName057(16) ponownie atakują Polskę. Ofiarami miały być m.in. Polskie Radio, NBP oraz port w Gdyni

Prorosyjscy cyberprzestępcy ponownie zaatakowali polskie strony internetowe. Tym razem na celowniku ugrupowania NoName057(16) były m.in. Polskie Radio, strona województwa Lubelskiego, port w Gdyni czy strona systemu ePUAP. Poniedziałkowy atak DDoS nie przyniósł jednak poważnych zakłóceń. Tego typu ataki staną się powszechne w 2024 roku – zapowiadają eksperci Check Point Software.

Wojsko Polskie przekazuje do Kijowa ze swoich rezerw haubice Krab. 18 zostało przeniesionych, a kolejnych 56 jest planowanych. Jednocześnie media donosiły, że te same haubice miały problemy z podwoziem, wieżami i lufami. Czyjaś wieża została zmieciona i lufa już nie stoi, ale nasze rakiety DDoS zwiększają zasięg lotu i obszar uszkodzeń! Dziś pojechaliśmy do Polski – to wiadomość, jaką przygotowało ugrupowanie NoName057(16), które przeprowadziło kolejne ataki na polskie strony internetowe. Niecałe dwie godziny później ugrupowanie poinformowało o następnych celach, zaznaczając, że kontynuują koszmar Polski.

Ataki jednak nie okazały się koszmarem. Dziś wszystkie witryny działają bez zarzutu, co oznacza, że specjaliści IT coraz lepiej radzą sobie z atakami DDoS, które polegają na zakłóceniu działalności stron www przez „zapychanie” ich ogromną liczbą żądań dostępu do treści.

Hakerzy powiązani z Rosją rzeczywiście stanowią zagrożenie dla polskich instytucji. Z naszych obserwacji wynika, że począwszy od IV kwartału 2022 r. liczba cyberataków na Ukrainę spadła, natomiast wzrosła w krajach sojuszniczych, takich jak Polska, Estonia czy Dania – wyjaśniał w marcu polskim mediom Sergey Shykevich, szef działu wywiadu zagrożeń w firmie Check Point Software Technologies.

Wojciech Głażewski, szef polskiego oddziału firmy Check Point wskazuje natomiast, że przygotowane przez rosyjskie grupy cyberprzestępcze ataki DDoS spowszedniały i nie zaskakują już administratorów najważniejszych witryn – Ataki, pokroju tych przeprowadzanych przez NoName, zdarzają się coraz częściej, a w przyszłym roku mogą stać się codziennością. Historia zatacza koło, jednak przechodząc od tragedii do farsy. Działania rosyjskich haktywistów nie robią już na nikim wrażenia, co nie oznacza, że działy IT nie powinny być gotowe na każdą okoliczność.

30 listopada Premier Mateusz Morawiecki podpisał nowe zarządzenia dotyczące przedłużenia obowiązywania trzeciego stopnia alarmowego CRP (CHARLIE–CRP) na całym obszarze RP. Stopnie będą obowiązywały do 29 lutego 2024 r. do godz. 23:59. Z danych Check Point Research wynika z kolei, że cyberprzestępcy najczęściej atakują w Polsce organizacje użyteczności publicznej – średnio 1282 razy w tygodniu.

Patrząc na statystyki dotyczące Polski za ostatnie 6 miesięcy, widzimy dość nietypowy obraz atakowanych obszarów: sektor użyteczności publicznej w Polsce jest najbardziej atakowaną branżą, podczas gdy na świecie zajmuje zwykle 7-8 miejsce – zauważa Sergey Shykevich, komentujący bieżące ataki skierowane przeciwko Polsce.cyberatakiNoName057(16) ponownie atakuje Polskę 2 NoName057(16) ponownie atakuje Polskę

84% firm prowadzi działania mające na celu walkę ze zmianami klimatu

Wyniki badania CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej pokazują, że ochrona środowiska oraz działania wobec pracowników, to kluczowe obszary aktywności firm w obszarze ESG. Według respondentów głównym motywatorem podejmowanych przez biznes działań jest chęć poprawy wizerunku, choć na znaczeniu zyskują również oczekiwania ze strony klientów, czy pracowników, a także nowe regulacje związane m.in. z raportowaniem. Obecnie co czwarta firma bierze pod uwagę kryteria środowiskowe w procesie wyboru dostawców, a za dwa lata będzie tak działać już co drugie przedsiębiorstwo.

Raport z badania CSR w praktyce – barometr Francusko-Polskiej Izby Gospodarczej został opublikowany po raz ósmy. Pokazuje on jak zarządzany jest temat ESG/CSR w firmach, kto za niego odpowiada, a także w jakich obszarach przedsiębiorstwa podejmują najwięcej działań. Tegoroczna ankieta została poszerzona o pytania dotyczące ochrony klimatu, a także roli dostawców w procesie transformacji ekologicznej i raportowania pozafinansowego. Integralną częścią raportu są również wyniki badania przeprowadzonego przez HAVAS MEDIA GROUP na próbie 1087 dorosłych Polaków dotyczącego świadomości konsumentów oraz ich oczekiwań w zakresie działań CSR.

ESG dla każdego, czyli wpływ nowych przepisów na cały łańcuch dostaw

Wejście w życie dyrektywy CSRD, dotyczącej obowiązku raportowania danych niefinansowych, będzie miało wpływ na praktycznie wszystkie przedsiębiorstwa niezależnie od wielkości. Duże podmioty, które będą musiały przygotowywać raporty ESG, zaczną bowiem wymagać od swoich dostawców i podwykonawców dostarczania określonych danych (np. w zakresie emisji gazów cieplarnianych), aby móc uwzględnić je w swoich raportach. Wprowadzenie takich działań w ciągu 2 lat zadeklarowała blisko połowa respondentów. Jednak na samym raportowaniu się nie skończy. Obecnie 27% firm w procesie wyboru dostawcy bierze pod uwagę kryteria dotyczące ochrony środowiska. W ciągu 2 lat takich firm będzie ponad dwukrotnie więcej (56% badanych firm). Małe i średnie przedsiębiorstwa, które współpracują z dużymi podmiotami, będą musiały wprowadzać proekologiczne rozwiązania w swoich organizacjach, by zachować konkurencyjną pozycję na rynku europejskim.

Unijna dyrektywa w sprawie sprawozdawczości w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSRD) przyczyni się do tego, że ESG znajdzie się w centrum strategii biznesowej firm, co na pewno będzie motorem szybkich zmian. Pamiętajmy, że w dyrektywie tej nałożono na zarządzających spółkami obowiązek analizowania kwestii związanych ze zmianami klimatu, czy utratą bioróżnorodności, prawami człowieka i, co kluczowe, powiązania ich z możliwością ryzyk finansowych dla tych firm. – mówi Izabela Rakuć-Kochaniak, Dyrektor ds. CSR, Prezes Zarządu Fundacji Veolia Polska.

Regulacje motorem rozwoju ESG w Polsce, a wizerunek głównym powodem zaangażowania

Po raz pierwszy od początku prowadzenia badania (czyli od 2016 roku) przepisy prawne stały się czynnikiem najbardziej wpływającym na rozwój CSR/ESG w Polsce, zastępując takie „miękkie” aspekty jak edukacja, dzielenie się dobrymi praktykami, czy oczekiwania ze strony interesariuszy. Z kolei do czynników, które w największy sposób hamują rozwój ESG respondenci zaliczają: brak wiedzy, niewystarczające środki finansowe, a także brak zaangażowania wśród pracowników, czy partnerów biznesowych. Z roku na rok rośnie natomiast zaangażowanie Zarządu. W 80% firm zarząd włączony jest w proces opracowywania strategii, a w 64% jest on ponadto odpowiedzialny za realizację działań w tym obszarze. Coraz więcej firm wpisuje bowiem do swoich planów biznesowych realizację celów związanych ze zrównoważonym rozwojem, za co często odpowiedzialni są członkowie Zarządów.

Według respondentów głównym motywatorem do podejmowania działań w obszarze ESG i CSR są kwestie wizerunkowe. Takie przekonanie utrzymuje się na pierwszej pozycji od początku prowadzenia tego badania. W pierwszej trójce znalazły się również polityka grupy na poziomie międzynarodowym oraz oczekiwania klientów, czy dostawców. Już ponad połowa respondentów wskazuje na naciski zewnętrzne jako główne powody angażowania się firm w obszar ESG i CSR. W roku 2019 było ich niewiele ponad 15%.

2/3 firm posiada strategię ESG, a 58% prowadzi raportowanie

Obszar CSR i ESG uległ znacznej profesjonalizacji w ciągu ostatnich lat. Już 40% firm ma osobny dział lub osobę zajmującą się tematem ESG (w 2020 roku było ich 17%), a 7 na 10 firm posiada strategię. Blisko 60% ankietowanych prowadzi raportowanie ESG / CSR, a większość z nich wykorzystuje do tego jeden z globalnych standardów, co ułatwia porównywanie danych. Firmy coraz chętniej komunikują również o prowadzonych działaniach, a najczęściej wykorzystują do tego media społecznościowe (77%) oraz stronę internetową. Z roku na rok spada natomiast liczba firm, które prowadzą komunikację poprzez media tradycyjne (39%).

9 na 10 badanych firm prowadzi działania skierowane do swoich pracowników i jest to po raz kolejny najpopularniejszy obszar zaangażowania firm. Na drugim miejscu są aktywności w obszarze ochrony środowiska oraz skierowane do społeczności lokalnych (84%), następnie klientów (78%), a na końcu dostawców i partnerów biznesowych. Jednak w tej ostatniej kategorii następują najbardziej dynamiczne zmiany. W 2019 tylko 43% firm prowadziło działania w tym obszarze, obecnie jest to już 65%, a zaangażować się w najbliższej przyszłości deklaruje aż 80% przedsiębiorstw.

Konsumenci oczekują zaangażowania środowiskowego od marek, choć sami nie są skłonni do poświęceń

Jak wynika z tegorocznych badań przeprowadzonych wśród konsumentów ponad 60% dorosłych Polaków uważa, że marki powinny angażować się w walkę ze zmianami klimatu i ochronę środowiska. Blisko 1/3 zdecydowanie oczekuje tego typu działań. Najważniejsze wyzwania z punktu widzenia konsumentów to poprawa efektywności energetycznej (54% wskazań), kupowanie energii z odnawialnych źródeł (52%) i wprowadzanie do oferty ekologicznych rozwiązań (50%). Marki zdecydowanie powinny też podejmować działania na rzecz ograniczenia własnego śladu węglowego (67% odpowiedzi).

Mimo że oczekujemy walki ze zmianami klimatu, jako konsumenci wciąż nie jesteśmy gotowi ponosić, przynajmniej częściowo, jej kosztów. Jedynie 1/5 dorosłych Polaków byłaby gotowa zapłacić więcej za produkty marek, które podejmują działania w zakresie ochrony środowiska i walki ze zmianami klimatu. Ponad 45% wskazuje, że kupiłaby takie produktu jedynie w sytuacji gdyby ich cena była taka sama. – mówi Anna Ostrowska, Insights Manager, Havas Media Network Poland.

Badanie CSR w praktyce – barometr CCIFP zostało przeprowadzone na próbie 128 firm w listopadzie 2023 roku. 59% stanowiły firmy duże, zatrudniające powyżej 250 pracowników, reszta to firmy MŚP. 48% respondentów to firmy z kapitałem francuskim, 52% to przedsiębiorstwa polskie lub z innym kapitałem zagranicznym. Badanie wśród konsumentów przeprowadziła firma Havas Media Group w listopadzie 2023 na próbie 1087 dorosłych Polaków.

Partnerami merytorycznymi i medialnymi badania są: Orange Polska, PwC Polska, Havas Media Group Polska, Havas PR Warsaw, Bureau Veritas, UNEP/GRID Warszawa, United Nations Global Compact Polska, Forum Odpowiedzialnego Biznesu, magazyn Forbes, BIZON – biznes odpowiedzialny i nowoczesny, AS Biznesu, PRoto, Teraz Środowisko, Magazyn CEO Polska oraz My Company Polska.

Rosnące koszty życia pogłębiają problemy finansowe Polaków. Coraz więcej osób ma problemy ze spłatą zobowiązań

Wyższe koszty życia sprawiły, że problemy z terminowymi płatnościami bieżących rachunków i rat kredytów dotknęły przede wszystkim regiony, w których statystycznie jest mniej niesolidnych dłużników. Najbardziej przyrosły m.in. zaległości mieszkańców Podlasia, Lubelszczyzny, Warmii i Mazur oraz woj. świętokrzyskiego i Opolszczyzny. W okresie od września ub.r. do września br. nieopłacone na czas zobowiązania konsumentów w całym kraju zwiększyły się o 6,5 mld zł (ponad 8 proc.) osiągając rekordowy poziom 83,6 mld zł – wynika z Raportu InfoDług przygotowanego na podstawie danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowej BIK. Kłopoty z regulowaniem płatności ma 2,7 mln osób.

Gwałtownie rosnące ceny, podobnie jak COVID-19 zmobilizowały społeczeństwo do pilnowania wydatków, stąd niewielka zmiana liczby niesolidnych dłużników, ale już kwota przeterminowanych zobowiązań na koniec września br. osiągnęła poziom rekordowy. Osoby, którym było trudno w pandemii i w pierwszym roku drastycznego wzrostu kosztów życia pogłębiły swoje problemy finansowe. Suma nieopłaconych zobowiązań Polaków wzrosła przez rok o 8,4 proc. i przekroczyła 83,6 mld zł, podczas gdy niesolidnych dłużników przybyło 20 tys. (0,8 proc.) i jest ich obecnie 2,7 mln. W rezultacie średnie przeterminowane zobowiązanie jednej osoby z tytułu nieuregulowanego czynszu, alimentów, rat pożyczek, kredytów, opłat sądowych, kar za jazdę bez biletu i bieżących rachunków m.in. za telefon, , zbliżyło się do 31 tys. zł.  Jeszcze kwartał temu było to 30,1 tys. zł, a przed rokiem o 2 tys. zł mniej – wynika z Raportu InfoDług przygotowanego przez BIG InfoMonitor.

– Gdy spojrzy się jak zapoczątkowany w 2021 r. gwałtowny wzrost inflacji przełożył się na problemy Polaków z płatnościami, to widać, że sytuacja okazała się szczególnie trudna dla osób z problemami finansowymi z regionów położonych we wschodniej części kraju:  Warmii i Mazur, Podlasia, Lubelszczyzny i Ziemi Świętokrzyskiej. Kolejne nieuregulowane zobowiązania spowodowały wzrosty przeciętnych zaległości i w rezultacie np. niesolidni płatnicy woj. lubelskiego mają już zaległość na poziomie średniej krajowej, choć jeszcze rok temu była to suma poniżej średniej. Pozytywny w tym wszystkim jest akurat fakt, że w wymienionych województwach, z wyjątkiem warmińsko-mazurskiego, problemy z terminowym wywiązywaniem się z płatności ma statystycznie znacznie mniej osób niż w wielu innych częściach Polski – zwraca uwagę Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor. – W mniejszym stopniu, ale istotnie, na przestrzeni niemal dwóch lat skok cen pogłębił też kłopoty finansowe mieszkańców województw: opolskiego, lubuskiego, łódzkiego i pomorskiego – dodaje.Rekordowy wzrost zadłużenia Polaków

Zmiany z ostatnich 12 miesięcy potwierdzają ten trend. Wartość przeterminowanych zobowiązań wzrosła, powyżej średniej notowanej w Polsce, w czterech z siedmiu bardziej solidnych płatniczo województw. Nie przybywało tam szczególnie nowych osób, które nie płacą, ale wcześniejsi dłużnicy zauważalnie powiększyli swoje nieuregulowane zobowiązania. O ok. 10 proc. podwyższyły się niespłacane długi mieszkańców Podlasia i Lubelszczyzny, a w Świętokrzyskiem i na Opolszczyźnie było to po ok. 11 proc. Trudno jednak o zacieranie się różnic pomiędzy lepiej regulującą zobowiązania Polską Wschodnią, a mniej rzetelną Polską Zachodnią, bo i w zachodniej części kraju sytuacja się pogorszyła.

Pozycję lidera w zestawieniu na rozpowszechnienie problemów finansowych wzmocniło woj. lubuskie. Liczba niesolidnych dłużników doszła tu do 113 osób na 1000 pełnoletnich mieszkańców, a kwota zaległości wzrosła o ponad 11 proc. Powyżej średniej podwyższyła się też suma nieopłacanych zobowiązań mieszkańców woj. zachodniopomorskiego, które ma 111 niesolidnych dłużników na 1000 mieszkańców) i pomorskiego (101). Ale sporo długów przybyło też na Warmii i Mazurach, choć region sąsiaduje z solidnym Podlasiem, liczba nierzetelnych dłużników na 1000 pełnoletnich mieszkańców sięga tu 106 i jest o 45 osób wyższa niż na Podlasiu. Warmińsko-mazurskie ma w tej kategorii, za lubuskim, zachodniopomorskim i dolnośląskim, czwartą pozycję ex equo wraz z kujawsko-pomorskim.

zaległe płatnościŚrednia dla kraju, to 87 osób, które nie radzą sobie z finansami na każde 1000 dorosłych Polaków. Oznacza to, że niemal 9 proc. populacji jest zgłoszone do prowadzonego przez BIG InfoMonitor rejestru dłużników lub też ma widoczny w BIK kredyt opóźniony o min. 30 dni, ewentualnie kilka rodzajów zaległości jednocześnie.

Indeks Zaległych Płatności Polaków (IZPP) pokazujący ile osób z problemami finansowymi przypada na 1000 dorosłych mieszkańców w kraju osiągnął na koniec września 2023 r. 86,5 pkt. Tym samym wrócił do poziomu sprzed dwóch lat. Z pogłębiającymi się zaległościami mierzą się wszyscy Polacy, w każdej grupie wiekowej, choć właśnie w zależności od miejsca zamieszkania z różnym nasileniem.

– Jeśli w dobrych warunkach gospodarczych, często ze względu na nadmierny optymizm i wiarę w swoje możliwości przy zaciąganiu zobowiązań, Polacy wpadają w problemy, to przeważnie obwiniają o to zbyt niskie zarobki i siebie. Mówią o słabych wynagrodzeniach i że nie wzięli pod uwagę nieoczekiwanych wydatków czy zdarzeń losowych lub że źle zarządzają budżetem, ale teraz jedna trzecia uważa, że jest to wina inflacji – zaznacza Sławomir Grzelczak.

Nadal najwięcej niesolidnych dłużników i najwyższa wartość zadłużenia przypada na Mazowsze i Śląsk, które skupiają ponad jedną czwartą mieszkańców kraju. W woj. mazowieckim i śląskim mieszka blisko jedna czwarta notowanych BIG InfoMoniotor i BIK niesolidnych dłużników. Mają oni niemal jedną trzecią wszystkich zaległości. Zarówno jednak w dłuższej perspektywie, jak i w ostatnich 12 miesiącach zaległości podwyższały się tu wolniej niż w całej Polsce.

zaległościZaległości pozakredytowe wyższe niż kredytowe m.in. z powodu alimentów

Większość z ogółu nieopłaconych przez Polaków zobowiązań wynoszących 83,6 mld zł stanowią długi zgłoszone przez wierzycieli do BIG InfoMonitor – 46,3 mld zł, m.in. z tytułu nieopłaconych alimentów, kar za jazdę bez biletu, grzywien sądowych, rachunków telekomunikacyjnych, czynszów, rat pożyczek czy zobowiązań wobec firm windykacyjnych. I tu warto zaznaczyć, że za rosnącymi zobowiązaniami pozakredytowymi Polaków stoi m.in. lawinowy wzrost zaległości alimentacyjnych, który obserwujemy od początku ubiegłego roku. Tylko w okresie od września 2022 do września 2023 długi alimentacyjne podwyższyły się o 2,7 mld zł do prawie 14,7 mld zł. W sytuacji, gdy całe zaległości pozakredytowe Polaków zyskały w tym czasie ponad 3,9 mld zł.

Z kolei nieopłacone w terminie zobowiązania kredytowe konsumentów notowane w BIK to obecnie kwota 37,3 mld zł. Kredyty opóźnione o min. 30 dni na kwotę co najmniej 200 zł, przez rok podwyższyły się o blisko 2,3 mld zł.

Ponad 0,5 mln osób, czyli 20 proc. spośród 2,7 mln niesolidnych dłużników, ma jednocześnie zaległości kredytowe jak i pozakredytowe. Odsetek ten od lat utrzymuje się na podobnym poziomie.

Wśród 10 niesolidnych dłużników jest 6 mężczyzn i 4 kobiety

62 proc. dłużników to mężczyźni. Ich zaległości zwykle są wyższe niż kobiet, stąd też ich 68 proc. udział w sumie długów. Stanowiące 38 proc. dłużników kobiety, mają 32 proc. ogólnej kwoty zaległości. I ten wymiar problemów finansowych społeczeństwa nie zmienia się od lat.

Pokolenie X, 45-54 latków z najwyższym średnim zadłużeniem na osobę i najwyższą kwotą długów. Najwięcej dłużników z pokolenia Y, 35-44 latków

Średnia zaległość przeciętnego niesolidnego dłużnika wzrosła w rok we wszystkich grupach wiekowych. Szczególnie, bo aż o 16 proc. (1082 zł), osobom między 18 a 24 rokiem życia i wynosi tu już 7 876 zł.

zaległości PolakówOceniając sytuację społeczeństwa po wzroście sumy zaległości, przypadających na poszczególne pokolenia, okres od września 2022 r. do września br., okazał się zdecydowanie najtrudniejszy dla młodych 18-24 latków oraz 45-54 latków. W największym stopniu przybyło im osób z finansowymi kłopotami i najbardziej wzrosły zaległości. Młodzi mają obecnie o 22 proc. więcej niż przed rokiem nieopłaconych zobowiązań (ponad 1 mld zł), a pokolenie 45-54 latków, na które i tak przypada najwięcej długów, teraz powiększyło ich wymiar o kolejne 2,5 mld zł (11 proc.) do 25,6 mld zł. Oni mają też obecnie najwyższy udział w łącznej kwocie niespłacanych zobowiązań Polaków, prawie 31 proc. Drugą grupą wiekową, jeśli chodzi o sumę nieopłaconych zobowiązań są 35-44 latkowie z kwotą 21,2 mld zł, o 1,2 mld zł wyższą niż rok temu. Na trzecim miejscu są 55-64 latkowie z 15,4 mld zł (doszło 1,1 mld zł).

zaległości grup wiekowychChoć we wszystkich grupach wiekowych przybyło zaległego zadłużenia, to w gronie 25-34 latków oraz 55-64 latków dłużników jest dziś nieco mniej niż przed rokiem.

Najbardziej liczną grupą niesolidnych płatników pozostaje nadal pokolenie Y, czyli 35-44 latków. Jest ich już niemal 686 tys.

niesolidni dłużnicy10 osób zadłużonych na ponad 0,5 mld zł

Wraz ze wzrostem łącznego zadłużenia Polaków, przybywa też problemów najbardziej zadłużonym osobom w kraju. Dług TOP 10 w rok powiększył się o ponad 35 mln zł osiągając kwotę przekraczającą już 0,5 mld zł. Nadal liderem niechlubnej listy jest mieszkaniec Lubelszczyzny z zaległością bliską 87 mln zł. Kolejny na liście jest 50-letni mężczyzna z Pomorza z kwotą niemal 76 mln zł zaległości oraz mieszkanka Mazowsza, 41-latka, która zgromadziła ponad 65 mln zł niespłacanych zobowiązań. Mazowszanka jest też najmłodszą rekordzistką w pierwszej 10. Niezmiennie połowa osób z TOP 10 pochodzi z Mazowsza, a po dwie są ze Śląska i Pomorza. Średnia wieku rekordzistów przekracza 58 lat. Najstarszy ma 73 lata.

niesolidni rekordziściDo TOP 10 daleko wielu wojewódzkim rekordzistom. Najskromniej prezentują się reprezentanci woj. świętokrzyskiego i opolskiego z kwotami 7,9 mln zł oraz 9,7 mln zł. W tym przypadku również reprezentacja panów jest zdecydowana. Rekordzistki płci żeńskiej mają jedynie dwa województwa: mazowieckie i lubuskie.

Warto dodać, że na przeciwległym biegunie są też osoby, które mają problem ze spłatą małych kwot. Blisko 440 tys. osób ma zaległe zobowiązania, których wartość nie przekracza 1000 zł. Suma ich opóźnionych rat kredytów i nieuregulowanych rachunków oraz alimentów wynosi ok. 250 mln zł, a to jest mniej niż ma do spłaty trzech największych dłużników w kraju.

niesolidni rekordziści województwa

Popyt na kredyty mieszkaniowe w Polsce wciąż rośnie

O 255,4% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w listopadzie 2023 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe. Wartość Indeksu oznacza, że w listopadzie 2023 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 255,4% w porównaniu do listopada 2022 r.

W listopadzie 2023 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało 39,83 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 13,6 tys. rok wcześniej, co przekłada się na wzrost o 193% r/r. W porównaniu do października 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy spadła o 3,7%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w listopadzie br. wyniosła 429,74 tys. zł (najwyższa w historii) i była wyższa o 27,4% niż w listopadzie 2022 r. W porównaniu do października 2023 r. wzrosła ona o 2,1%.

– Popyt na kredyty mieszkaniowe nadal jest bardzo wysoki. Potencjalni kredytobiorcy złożyli w listopadzie tego roku wnioski kredytowe na wartość aż dwuipółkrotnie wyższą niż przed rokiem. Poziom Indeksu Popytu ciągle utrzymuje się na historycznie najwyższych poziomach. Jest kilka powodów tak wysokiej wartości bieżącego odczytu Indeksu Popytu.

Pierwszym z nich jest większa liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy, która wzrosła z ok. 14 tysięcy w listopadzie zeszłego roku do prawie 40 tysięcy w listopadzie br.. Jest to w dużej mierze efektem zainteresowania programem „Kredyt 2%”. Wśród osób ubiegających się o kredyt mieszkaniowy w listopadzie br., ok. 55% osób to potencjalni beneficjenci tego programu.  

Rośnie też popyt na kredyty mieszkaniowe wśród potencjalnych kredytobiorców, którzy z przyczyn formalnych nie mogą być beneficjentami programu. Sprzyja im wzrost zdolności kredytowej w wyniku realnego wzrostu wynagrodzeń. Trzeba jednak zaznaczyć, że poziom zdolności kredytowej jest ograniczany wzrostem stawki WIBOR o około 0,2 p.p. oraz rosnącymi cenami nieruchomości. W konsekwencji rynkowa dostępność kredytu mieszkaniowego jest obecnie większa dla beneficjentów programu „Kredyt 2%”.

W interpretacji tak wysokiego obecnie odczytu Indeksu, trzeba również wciąć pod uwagę stosunkowo małe zainteresowanie kredytami mieszkaniowymi w listopadzie 2022 r., powodując niską bazę porównawczą dla listopada br. – wyjaśnia dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Istotnym czynnikiem determinującym poziom Indeksu jest także wzrost średniej kwoty wnioskowanego kredytu do rekordowej wartości prawie 430 tys. zł – to kwota aż o ponad 1/4 wyższa niż w listopadzie 2022 r. Tak wysoka wartość średniej wnioskowanej kwoty wynika zarówno ze wzrostu cen nieruchomości, jak i z faktu, że duża część osób chcących skorzystać z programu „Kredyt 2 proc.” składa wnioski na kwoty zbliżone do górnego poziomu ograniczenia w tym programie (500 tys. zł dla singli i 600 tys. zł dla małżeństw) – dodaje.O 255,4% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w listopadzie 2023 r

Cena akcji w ofercie publicznej Murapolu ustalona na 33 zł za jedną akcję

Murapol S.A., jeden z największych i najbardziej doświadczonych deweloperów mieszkaniowych w Polsce, informuje że:

  • Ostateczna cena akcji dla inwestorów indywidualnych oraz ostateczna cena akcji dla inwestorów instytucjonalnych w ofercie publicznej akcji została ustalona na 33 zł za jedną akcję.
  • Po zwiększeniu oferty ze względu na silny popyt na akcje Spółki, ostateczna liczba akcji oferowanych wynosi 240.000 (w tym 1.224.000 akcji stabilizujących), co stanowi 30% kapitału zakładowego Spółki.
  • Przewidywana łączna wartość oferty wyniesie tym samym około 404 mln zł.
  • Przewidywany dzień pierwszego notowania akcji na rynku regulowanym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie to 15 grudnia 2023 r.

– Podczas rozmów z wieloma krajowymi i międzynarodowymi inwestorami spotkaliśmy się z prawdziwym zainteresowaniem pionowo zintegrowanym modelem biznesowym Grupy Murapol, wypracowanym w ciągu ponad dwóch dekad obecności na polskim rynku mieszkaniowym. Nasze wyniki operacyjne i finansowe ostatnich okresów pokazują odporność na wahania koniunktury. Nasza mocna pozycja rynkowa to efekt pracy organicznej oraz konsekwencji w umacnianiu produktu w segmencie popularnym i popularnym premium. Posiadamy też umiejętność odnawiania banku ziemi w szybszym tempie niż tempo sprzedaży – zwiększyliśmy rozmiar i poprawiliśmy strukturę naszego banku ziemi. To on stanowi fundament dalszego wzrostu w najbliższych latach. Grupa Murapol ma szeroki zakres kompetencji i dobre perspektywy do dalszego rozwoju na rynku mieszkaniowym w Polsce, a niebawem już jako spółka notowana na GPW – powiedział Nikodem Iskra, prezes Grupy Murapol.

Podsumowanie oferty publicznej akcji Murapol S.A. („Oferta”):

  • Ze względu na bardzo silny popyt na akcje wśród polskich i międzynarodowych inwestorów instytucjonalnych podjęto decyzję o wykorzystaniu opcji zwiększenia Oferty. Ostateczna liczba akcji oferowanych w Ofercie wynosi 12.240.000 (w tym 1.224.000 akcji stabilizujących), co stanowi 30% kapitału zakładowego Murapol S.A. („Spółka”). Oferta obejmuje wyłącznie istniejące akcje, sprzedawane przez większościowego akcjonariusza Spółki, tj. AEREF V PL Investment S.à r.l. („Akcjonariusz Sprzedający”), podmiot należący do funduszy zarządzanych przez Real Estate Group w Ares Management („Ares”), wiodącego globalnego menadżera zarządzającego inwestycjami alternatywnymi.
  • Ostateczna cena akcji oferowanych dla inwestorów indywidualnych oraz ostateczna cena akcji oferowanych dla inwestorów instytucjonalnych została ustalona na poziomie 33 zł za jedną akcję.
  • Przewidywana łączna wartość Oferty wyniesie tym samym około 404 mln zł, a wynikająca z ustalonej ceny akcji kapitalizacja Spółki wyniesie około 1,35 mld zł.
  • Inwestorom indywidualnym zaoferowanych zostanie 855.000 akcji, tj. około 7% ostatecznej liczby akcji oferowanych.
  • Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w Ofercie uczestniczyć będzie również Zarząd Spółki oraz niektórzy członkowie Rady Nadzorczej.
  • Przydział akcji oferowanych planowany jest na 13 grudnia 2023 r. Jest to także przewidywany termin rejestracji akcji na rachunkach papierów wartościowych inwestorów indywidualnych i inwestorów instytucjonalnych.
  • Murapol zamierza ubiegać się o dopuszczenie i wprowadzenie wszystkich istniejących akcji Spółki do obrotu na rynku podstawowym Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie S.A. („GPW”). Dzień pierwszego notowania akcji Spółki na GPW przewidywany jest około 15 grudnia 2023 r.
  • W związku z Ofertą Akcjonariusz Sprzedający powołał Biuro Maklerskie Pekao do pełnienia roli menadżera stabilizującego w celu umożliwienia dokonywania działań stabilizujących cenę rynkową akcji Spółki poprzez nabywanie akcji Spółki na GPW. Jeśli zostaną spełnione warunki określone w Prospekcie, działania stabilizacyjne będą mogły objąć nie więcej niż 10% ostatecznej liczby akcji oferowanych (tj. nie więcej niż 1.224.000 akcji) i będą mogły być dokonywane jedynie w okresie 30 dni kalendarzowych od dnia pierwszego notowania akcji Spółki (włącznie).
  • Spółka, Akcjonariusz Sprzedający, jak również członkowie Zarządu oraz określeni członkowie Rady Nadzorczej w odniesieniu do akcji Spółki, które będą posiadać po przeprowadzeniu Oferty, zobowiązali się, że nie będą oferować ani sprzedawać akcji Spółki od daty zobowiązania do upływu okresu 360 dni (a w przypadku Hampont 540 dni) od dnia pierwszego notowania akcji Spółki, z pewnymi zwyczajowymi wyłączeniami (umowy lock-up).
  • Erste Group Bank AG, Erste Securities Polska S.A., Pekao Investment Banking S.A., Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie oraz Banco Santander S.A. pełnią rolę Globalnych Współkoordynatorów i Współprowadzących Księgę Popytu. Biuro Maklerskie Pekao pełni rolę Firmy Inwestycyjnej pośredniczącej w ofercie publicznej akcji oferowanych oraz Współprowadzącego Księgę Popytu i Menadżera Stabilizującego. Erste Securities Polska S.A. i Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełnią również rolę firm inwestycyjnych współpośredniczących w ofercie publicznej.
  • Niezależnym doradcą finansowym Spółki w związku z Ofertą jest Rothschild & Co Polska sp. z o.o.

FABRITY (GPW) proponuje skup akcji własnych

Do 110 tys. akcji po 70 zł za sztukę to propozycja Zarządu dotycząca skupu akcji własnych, do której przychyliła się Rada Nadzorcza. O finalnych parametrach możliwego skupu akcji zdecydują akcjonariusze podczas Nadzwyczajnego Walnego Zgromadzenia, jakie zostało właśnie zwołane na 3 stycznia 2024 roku.

W poprzednich latach wypłacaliśmy wysokie dywidendy, natomiast obecnie, zgodnie z tym, co  sygnalizowaliśmy, ze względów formalnych nie możemy dokonać zakładanej dystrybucji środków do akcjonariuszy tylko poprzez dywidendę. Dlatego proponujemy w części skup akcji o charakterze dywidendowym – z możliwie wysoką ceną jednostkową, równym traktowaniem wszystkich akcjonariuszy i umorzeniem skupionych akcjiwskazuje Artur Piątek, Wiceprezes Zarządu Fabrity Holding S.A.

Obecny kurs akcji Fabrity Holding to około 36 zł, co oznacza, że proponowana cena skupu jest prawie dwukrotnie wyższa. To oraz proporcjonalna redukcja zapisów, jakie będą mogli złożyć na równych zasadach wszyscy akcjonariusze i planowane umorzenie skupionych akcji podkreślają dywidendowy charakter proponowanego skupu akcji własnych. Po sprzedaży spółek marketingowych z końcem września br. Zarząd w pierwszych symulacjach wskazywał na możliwość łącznej dystrybucji około 15 mln zł w formie dywidendy i/lub skupu akcji własnych, zaznaczając jednocześnie potrzebę weryfikacji kwoty i sposobu dystrybucji środków przed formalnymi propozycjami uchwał na Walne Zgromadzenie. Uchwalenie dywidendy z zysku roku 2023 będzie możliwe po zamknięciu roku finansowego, co powinno dokonać się podczas stosownego Walnego Zgromadzenia.

Do akcjonariuszy za lata 2021-2022 trafiło tytułem dywidendy łącznie 12,4 zł na akcję. Jest to efektem skutecznego rozwoju i dochodowości biznesów grupy oraz sprzedaży spółki Oktawave w czerwcu 2022. Kolejna dystrybucja środków do akcjonariuszy jest związana z sukcesem sprzedaży biznesów marketingowych we wrześniu br. Poza dynamicznie rosnącym software house’m Fabrity (spółka zależna), w portfolio notowanej na GPW Fabrity Holding pozostaje też PerfectBot – czatbot nowej generacji, który obecnie komercjalizuje nową wersję produktu opartego na rozwiązaniach AI – model językowy OpenAI (ChatGPT).

Sukces transformacji wielobranżowej Grupy K2 w technologiczną Grupę Fabrity, skupioną wokół software house’u Fabrity, oznaczał wejście w nowy etap rozwoju. Jego podkreśleniem jest nie tylko zmiana nazwy z K2 Holding na Fabrity Holding, ale także powierzenie od listopada br. sterów Grupy Fabrity Tomaszowi Burczyńskiemu, prezesowi i twórcy sukcesu Fabrity.

Frankowicze nie odpuszczają. Sądy wciąż puchną od nowych spraw. Przyszły rok będzie podobny, ale wzrosty będą mniej spektakularne

Według najnowszych statystyk, od początku br. do końca trzeciego kwartału do sądów okręgowych w całym kraju wpłynęło o jedną trzecią więcej spraw frankowych niż rok wcześniej. Skala tak dużego wzrostu jest zrozumiała. Wielu kredytobiorców zachęciła do złożenia pozwu korzystna dla nich decyzja TSUE. Przekonujące były też zwycięskie batalie sądowe innych frankowiczów. Ponadto rosnąca świadomość prawna konsumentów i aktywne działania informacyjne różnych organizacji oraz kancelarii prawnych dały zapalniki do walki w sądach. Skutkiem tego niektóre z nich odnotowały nawet blisko 200-procentowe wzrosty liczby spraw frankowych. A to jeszcze nie koniec dodatnich wyników, choć kolejne skoki mogą być już nieco słabsze. Banki już powinny rozważać bardziej korzystne ugodowe rozwiązania konfliktów.

Coraz bardziej oblężone sądy

Obserwowany na co dzień paraliż sądownictwa sprawami frankowymi znajduje potwierdzenie w najnowszych statystykach. W trzech pierwszych kwartałach br. w sądach okręgowych w całej Polsce było łącznie aż o jedną trzecią więcej tego typu spraw niż rok wcześniej. Wskazując dokładniej, wzrost wyniósł prawie 59 tys. (w analogicznym okresie ub.r. – blisko 45 tys.) i przekroczył 30%. Natomiast jego skala była do przewidzenia. Można wymienić przynajmniej trzy przyczyny takiej sytuacji.

Pierwszym i zapewne najważniejszym bodźcem do wzrostu liczby spraw frankowych w sądach była decyzja Trybunału Sprawiedliwości UE (TSUE), który po raz kolejny stanął po stronie konsumentów. Druga istotna przyczyna zaistniałej sytuacji tkwi w tym, że wygrane wielu frankowiczów zachęciły do wejścia na drogę sądową kolejnych kredytobiorców. Trzeci powód to rosnąca świadomość prawna konsumentów.

Wyraźny wzrost liczby spraw frankowych ewidentnie świadczy o coraz większej determinacji konsumentów do kwestionowania niekorzystnych warunków umów kredytowych i ich wierze w możliwość uzyskania sprawiedliwego rozstrzygnięcia. Statystyki pokazują, że frankowicze zyskują na sile i pewności w starciu z bankami, które muszą teraz bardziej liczyć się z możliwością przegranej w sądzie i długotrwałego obciążenia finansowego, związanego z procesami sądowymi. Mogą one odczuwać presję, aby rozważyć bardziej korzystne ugodowe rozwiązania konfliktów. To właściwie jedyny sposób na poprawę sytuacji w sądach.

Dla sądownictwa ww. wzrost jest oczywiście znacznym obciążeniem, o którym często mówi się przed salą rozpraw. W związku z oblężeniem sądów przez frankowiczów wszystkie procesy toczą się wolniej. Pewną ulgą może być jedynie to, że sędziowie coraz szybciej rozpatrują sprawy frankowe.

Wzrosty sięgają prawie 200%

Należy zwrócić uwagę na to, że w wielu sądach okręgowych wzrosty liczby spraw frankowych rdr. są trzycyfrowe. Patrząc na dane procentowe, najwyższy z nich odnotowano w Sądzie Okręgowym w Zamościu – bo aż o blisko 193%. Drugi w tym zestawieniu jest SO w Krośnie – ponad 171% rdr. W czołówce widać też SO Warszawa-Praga w Warszawie – niespełna 171% rdr., a także SO w Opolu – blisko 160% rdr.

Mocne wzrosty liczby pozwów w wielu sądach okręgowych są efektem nowej regulacji dot. wyłącznej właściwości sądu miejsca zamieszkania konsumenta, zgodnie z art. 18 ustawy z dnia 9 marca 2023 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw. Tak duże przyrosty mogą istotnie wpłynąć na wydłużenie czasu oczekiwania na wyroki. Dodatkowa ilość spraw może doprowadzić do większego obciążenia sądów, w tym samych sędziów. A to może wydłużyć czas oczekiwania na rozstrzygnięcie.

Ostateczny wpływ nowej regulacji na funkcjonowanie sądów będzie można ocenić za ok. dwa lata, gdy zakończy się znaczna część procesów, które teraz je obciążają. Choć wydłużające się oczekiwanie na rozprawę może być pewnym czynnikiem odstraszającym frankowiczów, to zabezpieczenie powództwa jest kluczowym narzędziem, niwelującym negatywne skutki czekania. Oznacza ono zakaz pobierania przez bank rat kredytowych na czas trwania procesu i przynosi kredytobiorcom wymierne korzyści już w trakcie trwania sprawy.

Warszawa jedyna ze spadkiem

Wspomniana zmiana przepisów przełożyła się również na wynik Sądu Okręgowego w Warszawie. W ciągu trzech pierwszych kwartałów br. wpłynęło tam ponad 13 tys. spraw frankowych. Rok wcześniej odnotowano 20 tysięcy, co oznacza spadek o blisko 35% rdr. To jedyny sąd okręgowy w całym kraju, który jest na minusie, patrząc na dane procentowe. Jednak pod względem wpływu liczby spraw frankowych wciąż jest na pierwszym miejscu w Polsce. W ścisłej czołówce widać też SO w Poznaniu – przeszło 6 tys. (wzrost rdr. o ponad 128%), a także w Gdańsku – niespełna 5 tys. (skok o 35% rdr.).

Efekty wprowadzenia nowej regulacji będą widoczne w SO w Warszawie najwcześniej za półtora roku lub za dwa lata, gdy zakończą się trwające teraz procesy. Obecne obciążenie sądów sprawami frankowymi jest wynikiem wielu lat zaniedbań i braku odpowiednich przepisów. I dopiero długofalowe, równomierne rozłożenie pozwów może przyczynić się do zmniejszenia obciążeń. Jednak frankowicze nie powinni czekać na ewentualne zmiany w Warszawie, a rozważyć dochodzenie swoich praw na drodze sądowej już teraz. To oczywiście również wpłynie na statystyki sądu.

Natomiast każdy rozpoczęty spór sądowy działa na niekorzyść banków, które są zmuszone do ponoszenia dodatkowych kosztów prawnych i zakładania kolejnych rezerw. Banki rzadko składają atrakcyjne propozycje ugód przed rozpoczęciem procesu sądowego. Najkorzystniejsze oferty ugodowe pojawiają się zazwyczaj dopiero po zainicjowaniu działań prawnych i uzyskaniu pozytywnego wyroku w pierwszej instancji.

Prognozy i istotne zalecenia

Z perspektywy sądów, warto kontynuować monitorowanie wpływu zmiany przepisów na praktykę sądową i oceniać je na podstawie długoterminowych danych i obserwacji. Można przypuszczać, że pierwsze pozytywne efekty będą widoczne po okresie przejściowym, kiedy to sądy dostosują swoje procedury operacyjne do nowych realiów. Dopiero wtedy będzie można ocenić, czy i w jakim stopniu zmiany przyniosły oczekiwane ulepszenia w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości.

Można również zakładać, że liczba spraw w Sądzie Okręgowym w Warszawie w dalszym ciągu będzie spadać, a w pozostałych placówkach w kraju sytuacja się ustabilizuje w ciągu najbliższych kilku lat. Oczywiście w każdym sądzie może to nastąpić w innym czasie, bo wiele zależy od indywidualnej sytuacji, w tym sposobu zarządzania. Natomiast ogólnie należy oczekiwać dalszego wzrostu liczby pozwów przeciwko bankom w sprawach kredytów frankowych w nadchodzących miesiącach i w ciągu przyszłego roku. Z uwagi na to, że wiele osób już podjęło sądową walkę, kolejne skoki mogą być nieco mniej wyraźne, ale wiąż jeszcze istotne.

Tendencja wzrostowa jest nie do powstrzymania. Napędzana jest rosnącą świadomością kredytobiorców o swoich prawach, co skłania ich do aktywnego dochodzenia roszczeń na drodze sądowej. Dodatkowo obserwuje się coraz więcej korzystnych wyroków, które zachęcają kolejne osoby do podejmowania podobnych kroków. Banki musiałyby przygotować naprawdę dobre propozycje ugód, żeby wyhamować ten trend. Inaczej pozwów w sądach będzie dalej przybywać.

Autorem komentarza jest Adrian Goska, publicysta prawny i wieloletni ekspert ds. problemów frankowych w sądownictwie, radca prawny w Kancelarii SubiGo

Telefon na firmę jednoosobową? Sprawdź Orange Flex dla Firm

Prowadzisz własny biznes i szukasz atrakcyjnej oferty komórkowej na telefon na firmę? Skorzystaj z Orange Flex dla Firm. To oferta subskrypcyjna, która idealnie łączy w sobie zalety abonamentu z wygodą oferty na kartę. Sprawdź, dlaczego warto wybrać Orange Flex dla Firm.

Oferta dla firm – w modelu subskrypcyjnym

Szukasz korzystnej oferty komórkowej dla telefonu na firmę? Nie musisz już wybierać między abonamentem a telefonem na kartę – jest jeszcze subskrypcja, czyli coś na miarę naszych czasów. W subskrypcji płacisz z góry za usługi, z których chcesz korzystać. Określona kwota jest co miesiąc pobierana z Twojej karty – dokładnie tak jak w wypadku platform z serialami, serwisów z muzyką czy licencji i prenumerat cyfrowych. W zamian masz stały dostęp do usług telekomunikacyjnych.

Co ważne, z subskrypcji możesz w dowolnym momencie zrezygnować lub ją zawiesić. Tak elastyczne zasady dają Ci pełną swobodę używania telefonu na firmę. Chcesz wypróbować ten rodzaj oferty komórkowej? Skorzystaj z Orange Flex dla Firm. Z kodem BIZNESFLEX masz teraz 3 miesiące za 1 zł/mies.

Jakie są najważniejsze zalety subskrypcji w Orange Flex?

  • Wybierasz plan komórkowy i korzystasz z niego tak długo, jak chcesz – nie wiąże Cię wielomiesięczna umowa jak w abonamencie, więc np. w razie zawieszenia działalności możesz również zawiesić usługę.
  • Wszystko załatwisz przez aplikację – bez konieczności czekania w salonie lub na infolinii (a nawet bez czekania na kuriera z kartą, bo możesz wybrać wygodny eSIM!). Co znaczy „wszystko”? Za pomocą aplikacji Orange Flex m.in.: przeniesiesz numer lub wybierzesz nowy, zmienisz plan, aktywujesz kolejny numer, zamówisz dodatkową kartę SIM lub eSIM, wykupisz dodatkowy pakiet, np. roamingu… Flex jest w 100% samoobsługowy i cyfrowy.
  • Za plan możesz płacić BLIKIEM lub podpiętą w aplikacji kartą płatniczą. Nie trzeba pamiętać o opłacaniu faktur – za to dokumenty rozliczeniowe dla księgowej dostajesz wygodnie na maila lub pobierasz wprost z aplikacji.
  • Plan możesz w dowolnym momencie modyfikować (raz na okres rozliczeniowy) i dostosowywać go w ten sposób do swoich potrzeb – np. podwyższyć w wysokim sezonie lub zmniejszyć, gdy potrzebujesz mniej internetu.
  • Możesz prowadzić swoje firmowe konta w mediach społecznościowych bez zużywania GB z planu (w Orange Flex nie ma limitu transferu na korzystanie z sociali).

W Orange Flex dla Firm otrzymasz też dodatkową kartę SIM lub eSIM za 0 zł. Dzięki karcie będziesz mógł korzystać z tego samego numeru na kilku różnych urządzeniach, np. na smartfonie, smartwatchu i tablecie. Ile dodatkowych kart SIM możesz dostać? Wszystko zależy od planu, jaki wybierzesz:

  • 30 GB – 1 dodatkowa karta SIM
  • 45 GB – 1 dodatkowa karta SIM
  • 80 GB – 2 dodatkowe karty SIM
  • 150 GB – 3 dodatkowe karty SIM

Potrzebujesz dodatkowej karty SIM dla współpracownika? Żaden problem! W Orange Flex możesz dokupić do 5 kart SIM z nowym numerem i wygodnie zarządzać nimi z poziomu swojej aplikacji.

Telefon na firmę – ze Sklepu Flex

W Orange Flex można nie tylko skorzystać z oferty subskrypcyjnej, ale też kupić telefon do firmy. To dobra opcja dla wszystkich, którzy chcą kupić nowy lub odnowiony telefon firmowy w atrakcyjnej cenie. Za smartfona możesz zapłacić od razu lub rozłożyć płatność na wygodne raty 0%. Możesz przy tym liczyć na błyskawiczną dostawę telefonu kurierem lub do Paczkomatu. W Sklepie Flex dostępne są urządzenia obsługujące tradycyjne karty SIM i eSIM. Warto dodać, że znajdziesz tam nie tylko smartfony, ale też zegarki, tablety, laptopy czy słuchawki. Wszystko oczywiście w aplikacji.

Podwyżki opłat drogowych w Europie

Podwyżki opłat drogowych, które wyniosą nawet 80 proc. w Niemczech sprawią, że firmy transportowe będą musiały szukać oszczędności gdzie indziej. Jedynym skutecznym rozwiązaniem wydaje się podniesienie cen frachtu, chociaż wiadomo, że koszty tego rozwiązania poniosą nie zleceniodawcy, lecz konsumenci. A niezależnie od tego firmy transportowe i tak muszą dobrze przygotować się do funkcjonowania w nowej, droższej rzeczywistości. Sprawdzamy nastroje panujące w branży i szukamy rozwiązań, które mogą pomóc przewoźnikom oszczędzać nie tylko w tym trudnym okresie.

Tak wzrosną opłaty drogowe w krajach Europy

Skala podwyżek opłat drogowych będzie ogromna. Na przykład w Niemczech, gdzie nowe stawki zaczęły obowiązywać już 1 grudnia 2023 roku dla pojazdów spełniających normę Euro VI ceny wzrastają aż o 83 proc. do kwoty 35,4 eurocenta za kilometr.[1]W dodatku Bundestag zdecydował, że od lipca 2024 roku nowe myto obejmie także pojazdy o DMC od 3,5 tony, czyli w praktyce wszystkie samochody dostawcze. Na wprowadzenie nowych sposobów naliczania opłat drogowych kraje członkowskie mają czas do 25 marca 2024 roku. Dlatego w Czechach nowe ceny zaczną obowiązywać od 01.03. przyszłego roku. Kolejne państwa deklarują jednak wcześniejsze dopasowanie przepisów do wymogów UE – mówi Tomasz Czyż, główny ekspert ds. rozwiązań technologicznych, Inelo z Grupy Eurowag.

Od początku października br. nowe stawki obowiązują już na Węgrzech. Ceny opłat drogowych wzrosły tam średnio o 17,6 proc.[2]  Austria planuje zmiany cenników opłat drogowych z początkiem 2024 roku, które mają być zwiększane stopniowo w ciągu następnych trzech lat. Szacuje się, że w pierwszym roku ceny za przejazdy wzrosną tam średnio o około 7,6 proc.[3]

– Należy zaznaczyć, że nawet niewielkie procentowo wzrosty cen mogą generować duże koszty dla firm transportowych, ponieważ działa tutaj efekt skali. Z mechanizmu tego można jednak skorzystać również po to, aby oszczędzać. Dobrym potwierdzeniem tego jest wykorzystanie kart paliwowych. Na przykład karty paliwowe Eurowag pozwalają wykorzystać naszą silną pozycję na rynku paliw i opłat drogowych, zapewniając rabaty w wysokości nawet do 0,15 EUR na litrze oleju napędowego. Możemy szacować, że w przeliczeniu na jedną tylko ciężarówkę, która spala (przykładowo) przynajmniej 25 l paliwa na 100 km i w ciągu miesiąca przejeżdża 9000 km, można uzyskać roczne oszczędności w wysokości ponad 12.000 euro komentuje Tomasz Góralewicz, Sales Excellence Manager z polskiego oddziału Eurowag.

Dlaczego wzrastają opłaty drogowe?

Główną przyczyną wzrostu opłat drogowych jest wdrożenie dyrektywy UE 2022/362 tzw. dyrektywie o Eurowiniecie. Jej przepisy zmieniają sposoby ustalania wysokości opłat i znoszą czasowe zezwolenia. Dotychczasowe winiety miesięczne (i inne tego rodzaju) bez limitu przejechanych kilometrów mogą wręcz zachęcać przewoźników do wykonywania maksymalnej ilości kursów, co zwiększa emisję zanieczyszczeń. Postanowiono więc wprowadzić regulacje, które uzależniałyby wysokość opłaty drogowej głównie od liczby przejechanych kilometrów.

– Teraz nie wystarczy mieć ciężarówki EURO 6, ponieważ pomiędzy ciężarówkami będą różnice, które spowodują przypisanie ich do różnych kategorii opłat pomimo spełniania tych samych norm emisji spalin. Co ciekawe opłatami w Niemczech objęte będą od 1 stycznia 2024 również pojazdy zasilane paliwami alternatywnymi takimi jak CNG/LNG, a tylko do końca 2025 zwolnione z opłat są elektryczne ciężarówki i te zasilane wodorem, czyli pojazdy, które jeszcze nie weszły do powszechnego użytku ze względu na ich ograniczenia technologiczne związane z zasięgiem czy uzupełnianiem energiipodkreśla Tomasz Czyż, ekspert Inelo z Grupy Eurowag.

Jak zareagują przewoźnicy? Jedno jest pewne

Podwyżki opłat drogowych dotyczą wszystkich europejskich przewoźników. Niemniej jednak na razie najwyższe są w Niemczech, które dla polskich firm transportowych są jednym z najpopularniejszych krajów tranzytowych. Nic więc dziwnego, że w branży panuje niepewność dotycząca przede wszystkim tego, jaką część zwiększonych kosztów przenieść na producentów. To zrozumiałe, że każdy przewoźnik chciałby podniesioną stawkę frachtu pokryć wzrostem cen towarów, aby nie musieć finansować ekologicznych rozwiązań UE.

Możemy spodziewać się okresu przejściowego o maksymalnej długości jednego kwartału, podczas którego będą trwały negocjacje zleceniodawców z przewoźnikami o wysokość frachtu. Podobna sytuacja miała również miejsce przy gwałtownym skoku cen paliw, spowodowanym rozpoczęciem konfliktu w Ukrainie. Wtedy również reakcja zleceniodawców nie zawsze była natychmiastowa i wiele firm transportowych ponosiło przez pierwszy okres koszty związane ze wzrostem cen paliwa, w międzyczasie negocjując stawki. W przypadku wzrostu opłat drogowych mamy jednak lepszą sytuację, bo wiemy o tym fakcie z wyprzedzeniem – tłumaczy Tomasz Czyż, ekspert Inelo z Grupy Eurowag.

W obliczu podwyżek firmy transportowe stosują to rozwiązanie

Branża transportowa nieraz udowodniła, że jest odporna nawet na wyjątkowo trudne transformacje. Jednak niezależnie od tego, jaką część kosztów, wynikających z opłat drogowych firmy transportowe pokryją z wyższych stawek przejazdów i tak będą musiały wprowadzić dodatkowe rozwiązania, które zapewnią im długofalowe oszczędności.

–  Karty paliwowe nie wpływają na samą wysokość opłat drogowych, ale dzięki nim możemy otrzymać wiele zniżek na usługi związane z branżą TSL. Warto jednak zaznaczyć, że jedno rozwiązanie najlepiej połączyć z innymi dedykowanymi firmom transportowym, a co ważniejsze, żeby były wszystkie od jednego dostawcy. Kupując narzędzia technologiczne dla transportu od wielu, zapłacimy więcej. Dodatkowo ich wdrożenie i późniejsza obsługa jest zwykle trudniejsza. A przecież prawidłowo wykorzystane rozwiązania pomagają firmom transportowym kontrolować koszty. Można je nawet obniżać poprzez optymalizację czy wprowadzanie modyfikacji działań. Dlatego zakup wielu rozwiązań od jednego dostawcy, np. kart paliwowych, opłat drogowych, telematyki, systemów TMS czy programów do rozliczania kierowców może przynieść realne oszczędności, które są bardzo ważne przy niskiej rentowności transportu. Na koszty trzeba patrzeć w znacznie szerszej perspektywie, całościowo, a nie punktowo mówi Tomasz Góralewicz, Grupa Eurowag.

[1] Toll-Collect.de

[2]  Dhl-freight-connections.com

[3]  Tamże

Zmiany w rencie dożywotniej? Seniorzy potrzebują większych pieniędzy

Z najnowszego badania „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2023” przeprowadzonego na zlecenie Fundacji Warszawski Instytut Bankowości oraz Fundacji GPW wynika, że 98 proc. rodaków odczuwa skutki inflacji i wzrostu cen.[1] Aż 85 proc. badanych przyznaje, że musi ograniczać wydatki, a 82 proc. podkreśla, że nie ma w tej chwili możliwości ani oszczędzania ani inwestowania. Co czwarty Polak ma problem ze spłatą zobowiązań.[2] Wśród osób, które odczuwają skutki inflacji są też seniorzy, zwłaszcza że polskie emerytury należą do najniższych w Europie. W ostatnim badaniu opinii Funduszu Hipotecznego DOM seniorzy przyznali, że chcieliby dostać duże pieniądze z renty dożywotniej na start, rzędu 50-100 tys. zł. Czy to spowoduje zmiany w ofercie funduszy hipotecznych?

Polacy odczuwają skutki inflacji, co potwierdzają badania. Rodacy przyznają, że nie mają możliwości odkładania pieniędzy ani inwestowania, zwłaszcza teraz, gdy budżet wystarcza „z dnia na dzień”. Oszczędzanie na emeryturę też nie jest priorytetem. Jak wykazało badanie „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2023” aż 78 proc. ankietowanych nie rozważa w najbliższym czasie samodzielnego inwestowania lub oszczędzania na emeryturę. Odsetek osób, które odkładają na ten cel jest wciąż niski. Tylko 11 proc. korzysta z PPK, po 4 proc. z IKE i PPE mimo, że ich wiedza na temat możliwości oszczędzania i znajomości różnych narzędzi jest już duża. W kontekście wiedzy i znajomości narzędzi wyniki były znacznie lepsze. Spośród znanych sposobów długookresowego oszczędzania na emeryturę respondenci najczęściej wymieniali Pracownicze Plany Kapitałowe (tak odpowiedziało 88 proc.), Indywidualne Konta Emerytalne (73 proc), PPE (blisko 50 proc.). Niecała 1/3 wskazała na IKZE.

– Śledzimy różne analizy i badania opinii dotyczące oszczędzania na emeryturę. Trzeba przyznać, że wciąż mały odsetek Polaków myśli o długofalowym oszczędzaniuna emeryturę. Niewielu z nich zdaje sobie sprawę, że nieodprowadzanie składek do ZUS albo odprowadzanie ich w minimalnej wysokości może spowodować, że ich świadczenia emerytalne będą bardzo niskie. Z drugiej strony Polacy przyznają, że nie mają z czego oszczędzać, a obecne wyniki badań są pesymistyczne. Być może dlatego wielu obecnych emerytów zadłuża się i ma trudności ze spłatą zobowiązań. Bo brakuje im poduszki finansowej, której nie przygotowali wcześniej – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM. Jednocześnie przyznaje, że ponad 60 proc. seniorów, którzy przychodzą podpisać umowę renty dożywotniej dzięki niej chce  spłacić swoje zaległe zobowiązania finansowe.

Seniorzy chcieliby większych pieniędzy z renty dożywotniej

Z najnowszego badania opinii Funduszu Hipotecznego DOM wynika, że co trzeci senior chciałby dostać duże pieniądze (np. 50-100 tys. zł) już w momencie podpisania umowy renty dożywotniej. Chciałby zatem, by podpisanie umowy renty dożywotniej dawało w Polsce możliwość otrzymania dużych środków pieniężnych „na start”, a nie tylko comiesięcznych wypłat.[3] Co trzeci ankietowany przyznaje również, że taka kwota mogłaby podreperować jego domowy budżet. Co ciekawe – ponad 60 proc. ankietowanych twierdzi, że nie potrzebuje tak dużych pieniędzy, wystarczałaby im kwota do 10 tys. złotych. Większość z nich uważa, że ma wystarczające dochody i że radzi sobie – w obecnej sytuacji – jak może. Z kolei osoby, które uważają, że duża kwota „na start” podreperowałaby ich budżet przyznały, że wydałyby te pieniądze przede wszystkim „na lepsze życie” (tak odpowiedziało ponad 40 proc.), remont (20 proc.), spłatę długów (13 proc.), czy oszczędności (13 proc.).[4] Czy to oznacza, że oferta funduszy hipotecznych zmieni się?

– Na razie testujemy takie rozwiązanie na grupie klientów w wieku 75+ i zawarliśmy z seniorami już kilka umów renty, które zawierały zapisy o jednorazowej dużej wypłacie rzędu ok. 100 tys. zł oraz o normalnych wypłatach miesięcznych do końca życia. Mamy poczucie, że jest taka potrzeba na rynku i chcemy dać seniorom taką możliwość – podsumowuje Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

[1] Badanie „Poziom wiedzy finansowej Polaków 2023” przeprowadzone przez CBM Indicator na zlecenie i przy współpracy merytorycznej z Fundacją Warszawski Instytut Bankowości oraz Fundacją GPW w dniach 10-20 lutego 2023. Metodologia CATI, próba = 1000. Szczegóły: https://www.gpw.pl/pub/GPW/files/PDF/KEFiP_2023.pdf

[2] Tamże.

[3] Badanie opinii Funduszu Hipotecznego DOM, realizowane w październiku 2023 wśród osób w wieku 65+. Próba = 343.

[4] Tamże.

Obniżka stóp na Święta? Raczej Wielkanoc niż Boże Narodzenie

W środę RPP zbierze się, żeby podjąć decyzje odnośnie stóp procentowych. Oceniamy, że w grudniu nie dojdzie do obniżki stóp, a stopy pozostaną na poziomie 5,75 proc. Na kolejną obniżkę przyjdzie nam poczekać najprawdopodobniej do Wielkanocy.

Na decyzje RPP o stopach procentowych wpływa przede wszystkim inflacja, która w listopadzie wyniosła 6,5 proc., nieznacznie schodząc z poziomu 6,6 proc. r/r w październiku. Zgodnie z oczekiwaniami, spadek inflacji mocno spowolnił – w kolejnych miesiącach, powinna się ustabilizować na obecnym poziomie. Możemy mieć nawet do czynienia z jej wzrostem w pierwszych miesiącach przyszłego roku. W styczniu zwykle dochodzi do podwyżek i indeksacji cen, rośnie płaca minimalna (po raz kolejny dość mocno), może także dojść do poniesienia podatku VAT na żywność wcześniej obniżonego w celu walki z inflacją. W lutym 2024 natomiast dotknie nas efekt bazy, wynikający z faktu, że w lutym tego roku inflacja spadła właśnie przez wprowadzenie obniżek podatku VAT.

Inflacja obecnie znajduje się powyżej poziomu stóp procentowych – stopa referencyjna NBP to 5,75 proc. Szansa na obniżkę stóp pojawi się, gdy inflacja zbliży się do obecnego poziomu stóp lub też gdy będzie pole do jej dalszego spadku. Cały czas, natomiast, utrzymuje się niepewność co do poziomu inflacji w najbliższych miesiącach. Dopiero 2024 r., otworzy się okno do dalszych obniżek stóp. Nie ma jednak wątpliwości, że dalsza walka z inflacją może być trudna, a pierwszym testem będzie próba sprowadzenia inflacji poniżej poziomu 5 proc. Według najnowszej prognozy S&P Global Ratings, inflacja w Polsce wyniesie średnio 6 proc. w 2024 roku i 4,1 proc. w 2025 roku. Dopiero w roku 2026 inflacja ma wynieść średnio 3,4 proc. co oznacza, że może zbliżyć się do celu inflacyjnego NBP – 2,5 proc., z odchyleniem 1 pp. Są to poziomy wyższe niż przewidywane w centralnej ścieżce listopadowej projekcji NBP.

Według danych GUS, PKB Polski w trzecim kwartale (niewyrównany sezonowo w cenach stałych) wzrósł o 0,5 proc. To o 0,1 pkt. proc. więcej niż wynikało ze wstępnego szacunku. Wydaje się zatem, że Polska wraca na ścieżkę wzrostu. Według prognozy S&P, wzrost gospodarczy w 2024 roku ma wynieść 3,1 proc. Atrakcyjność eksportowa polskich towarów w dużym stopniu będzie zależna od kursu złotego, który jest ostatnio jedną z najbardziej umacniających się walut świata. Za euro płacimy obecnie 4,33 zł. Wynika to z faktu, że stopy procentowe w Polsce utrzymują się na poziomie 5,75 proc, czyli powyżej poziomu stóp w USA (5,25-5,50 proc.) i strefie euro (4 proc.).

W tym miesiącu, Rada może być także mniej skupiona na temacie stóp procentowych, ponieważ prezes Adam Glapiński może wykorzystać ją w swojej obronie przed potencjalnym postawieniem przed Trybunałem Stanu.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Crowdfunding w Polsce: nowe zasady, ograniczenia od 10 listopada 2023 r.

Crowdfunding jest to model alternatywnego finansowania przedsiębiorstw typu start-up oraz małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP), opierający się zazwyczaj na niewielkich inwestycjach. Istnieje kilka rodzaju crowdfundingu: crowdfunding donacyjny (np. siepomoga.pl), crowdfunding oparty na przedsprzedaży (np. kickstarter.com), crowdfunding oparty na nagrodach (np. polakpotrafi.pl), w niniejszym artykule skupimy się głównie na crowdfundingu udziałowym (inwestycyjnym) oraz crowdfundingu pożyczkowym. Crowdfunding udziałowy (inwestycyjny) polega na tym, że finansujący w zamian za dokonaną wpłatę finansową otrzymują w ramach świadczenia wzajemnego odpowiednią liczbę jednostek uczestnictwa w przedsiębiorstwie (spółce) np. udziałów w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością czy akcji w (prostej) spółce akcyjnej – w kapitale zakładowym spółki beneficjenta, zaś crowdfunding dłużny jest pożyczką społecznościową udzielaną zazwyczaj krótkoterminowo i w relatywnie niewielkich kwotach pieniężnych.

Crowdfunding uregulowany jest w Polsce przez Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/1503 z dnia 7 października 2020 r. w sprawie europejskich dostawców usług finansowania społecznościowego dla przedsięwzięć gospodarczych oraz zmieniającego rozporządzenie (UE) 2017/1129 i dyrektywę (UE) 2019/1937 oraz ustawę o finansowaniu społecznościowym dla przedsięwzięć gospodarczych i pomocy kredytobiorcom z dnia 7 lipca 2022 r. dalej „uFSPG” (t.j. Dz. U. z 2023 r. poz. 414, 1723).

Zmiany w systemie prawnym dotyczące crowdfundingu pierwotnie miały wejść w życie dnia 10 listopada 2021 roku, okres ten został dwukrotnie przedłużony na podstawie opublikowanego 21 października 2022 r. w Dzienniku Urzędowym UE rozporządzenia delegowanego Komisji (UE) 2022/1988 z 12 lipca 2022 r. finalnie do dnia 10 listopada 2023 r. W okresie przejściowym w dalszym ciągu można było prowadzić działalność w postaci świadczenia usług finansowania społecznościowego w dotychczasowym reżimie prawnym.

Co zmieniło się w crowdfundingu po 10 listopada 2023 roku?

Jednakże od dnia 10 listopada 2023 r., aby móc prowadzić działalność w zakresie świadczenia usług finansowania społecznościowego na cele gospodarcze należy:

1. uzyskać zezwolenie Komisji Nadzoru Finansowego „KNF” na prowadzenie działalności w zakresie świadczenia usług finansowania społecznościowego na cele gospodarcze (European Securities and Markets Authority „ESMA” prowadzi rejestr podmiotów, które uzyskały zezwolenie na świadczenie usług finansowania społecznościowego na cele gospodarcze zgodnie z Rozporządzeniem UE 2020/1503);

2. przestrzegać obowiązków informacyjnych wobec potencjalnych inwestorów oraz KNF np. przygotowywanie arkuszy kluczowych informacji inwestycyjnych, ujawniania informacji dotyczących współczynnika niewykonania zobowiązań, zaś przed udostępnieniem niedoświadczonym inwestorom pełnego dostępu do inwestowania w projekty oparte na finansowaniu społecznościowym na swoich platformach finansowania społecznościowego mają obowiązek przeprowadzić wstępny test wiedzy oraz symulacja zdolności ponoszenia strat.

Jednocześnie wobec wejścia w życie ustawy z dnia 15 września 2000 r. Kodeks spółek handlowych „KSH” (t.j. Dz. U. z 2022 r. poz. 1467, 1488, 2280, 2436, z 2023 r. poz. 739, 825, 1705) art. 2571 KSH z kręgu podmiotów korzystających z crowdfundingu udziałowego (inwestycyjnego) wyeliminowana została spółka z ograniczoną odpowiedzialnością, gdyż wprowadzony przepis wskazuje, iż oferta objęcia nowych udziałów w spółce nie może być składana nieoznaczonemu adresatowi, jak również objęcie nowych udziałów w spółce nie może być promowane przez kierowanie reklamy lub innej formy promocji do nieoznaczonego adresata. Naruszenie powyższych norm zagrożone jest karą grzywny, ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do 6 miesięcy.

Powyższe oznacza, iż z finansowania społecznościowego w ramach crowdfundingu udziałowego (inwestycyjnego) będą mogły korzystać wyłącznie spółki akcyjne lub proste spółki akcyjne.

Przepisy unijne nie nakazują kategorycznie wprowadzenia powyższego ograniczenia w zakresie sp. z o.o. – w unijnym rozporządzeniu wskazano szczególne warunki przechowywania przez kwalifikowanego depozytariusza, który uzyskał zezwolenie zgodnie z dyrektywą 2013/36/UE lub 2014/65/UE. Ponadto, w zależności od rodzaju aktywów, które mają podlegać przechowywaniu, aktywa powinny być przechowywane, jak w przypadku zbywalnych papierów wartościowych, które mogą być zapisane na rachunku instrumentów finansowych lub które mogą zostać fizycznie dostarczone, albo powinny podlegać obowiązkowi weryfikacji tytułu własności i prowadzenia dokumentacji. Przechowywanie zbywalnych papierów wartościowych lub instrumentów dopuszczonych na potrzeby finansowania społecznościowego, które to papiery lub instrumenty są – zgodnie z prawem krajowym – zapisane wyłącznie przez właściciela lub jego agenta, takich jak inwestycje w spółki nienotowane na rynku regulowanym, lub są przechowywane na indywidualnie wyodrębnionym rachunku, który klient może otworzyć bezpośrednio w centralnym depozycie papierów wartościowych, uznaje się za równoważne przechowywaniu aktywów przez kwalifikowanych depozytariuszy. Co prawda na dzień przygotowania niniejszego artykułu w przepisach krajowych nie posiadamy wystarczających mechanizmów w zakresie rejestracji obrotu udziałami w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością

Obowiązek uzyskania zezwolenia

Osoba prawna, która zamierza świadczyć usługi finansowania społecznościowego, składa do właściwego organu państwa członkowskiego – Komisji Nadzoru Finansowego, w którym ma swoją siedzibę, wniosek o udzielenie zezwolenia na prowadzenie działalności jako dostawca usług finansowania społecznościowego. Dostawcy usług finansowania społecznościowego świadczą swoje usługi pod nadzorem właściwych organów, które udzieliły zezwolenia.

Udzielenie zezwolenia oraz rozszerzenie zakresu tego zezwolenia podlega opłacie w wysokości nie większej niż równowartość w złotych 4500 euro. Następnie od dostawcy usług finansowania społecznościowego pobiera się roczną opłatę ustalaną na podstawie średniej wartości przychodów z tytułu świadczenia usług finansowania społecznościowego w okresie ostatnich trzech lat obrotowych poprzedzających rok, za który opłata jest należna, w wysokości nie większej niż 0,5% tej średniej, jednak nie mniejszej niż równowartość w złotych 750 euro. Wartość przychodów z tytułu świadczenia usług finansowania społecznościowego dostawca usługi finansowania społecznościowego wykazuje w informacji dodatkowej, o której mowa w art. 48 ust. 1 ustawy z dnia 29 września 1994 r. o rachunkowości.

Właściwe organy, które udzieliły zezwolenia, zapewniają, aby w takim zezwoleniu określone były usługi finansowania społecznościowego, do świadczenia których dostawca usług finansowania społecznościowego jest uprawniony. Należy jednak pamiętać, iż w określonych przypadkach organ, który udzielił zezwolenia może je cofnąć.

ESMA tworzy rejestr wszystkich dostawców usług finansowania społecznościowego. Rejestr ten jest publicznie dostępny na stronie internetowej ESMA i jest regularnie aktualizowany. Lista wskazuje rodzaj crowdfundingu (inwestycyjny, pożyczkowy, model hybrydowy) jaki dostawca usług finansowania społecznościowego będzie świadczył oraz usługi komplementarne. W rejestrze można również znaleźć listę krajów, w których platforma zamierza świadczyć usługi transgranicznie.

Zmiany, które weszły w życie dnia 10 listopada 2023 r. znacząco ograniczyły katalog podmiotów świadczących usługi finansowania społecznościowego, na dzień 04 grudnia 2023 r. na liście ESMA wpisane są zaledwie 3 podmioty mające swe siedziby na terytorium RP.

Autor: adw. Martyna Szczygielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

EUR/USD z szansą na większą korektę

EUR/USD wyznacza nowe lokalne dołki i spada w stronę 1,0810. Dziś rano wczorajsze minima są testowane. Notowania zniżkują jeszcze przed publikacją finalnych danych PMI dla usług dla Europy. Najbliższym wsparciem technicznych wydaje się być poziom 1,0750 – tam wypadają maksima z 6 listopada.

Dolar zyskuje od kilku dni. Do tego dochodzi jeszcze słabsze euro, które ucierpiało po ostatniej wypowiedzi prezesa banku centralnego Francji, który wprost powiedział o zakończeniu cyklu podwyżek stóp procentowych w strefie euro. Wspólna waluta może zostać dodatkowo przeceniona, jeśli finalne odczyty PMI rozczarują niższym wynikiem od oczekiwań. Wówczas rynek jeszcze mocniej zacznie wyceniać obniżki kosztu pieniądza przez EBC. W tym momencie rynek zakłada, że to właśnie europejska instytucja wykona jako pierwsza (przed Fed-em) ruch w dół. Prawdopodobieństwo takiego zdarzenia w marcu 2024 roku sięga w tym momencie ponad 70 proc.. Rynek także wycenia blisko 90 proc. szans na kolejną obniżkę w kwietniu. Spadki głównej pary walutowej są zatem zrozumiałe.

Dziś USD może być bardziej zmienny na skutek publikacji raportu ISM dla usług. To ważniejszy raport od tego dotyczącego przemysłu. Prognozy wskazują, że główny wskaźnik urośnie z 51,8 pkt. do 52 pkt. Inwestorzy będą oceniać również subindeksy dotyczące zatrudnienia, cen płaconych a także aktywności biznesowej. Lepsze dane mogą spowodować, że EUR/USD pokona okrągły poziom 1,08. Znaczenie dla kursu głównej pary walutowej będzie miała publikacja liczby wakatów wg JOLTS pokazująca jak kształtuje się popyt na pracę w USA. Dane nabierają szczególnego znaczenia teraz, kiedy to za kilka dni poznamy oficjalny raport z amerykańskiego rynku pracy (NFP). Konsensu rynkowy wskazuje spadek do 9,35 mln z 9,55 mln. Kolejną wskazówkę da jutro ADP, choć jak wiemy, potrafi on dawać odmienne sygnały i jest słabo skorelowany z rządowymi danymi.

Aktualne dołki na EUR/USD znajdują się tuż nad poziomem zniesienia wewnętrznego Fibo 38,2 proc. To popularne miejsce kończenia się korekt. Jeśli jednak dane będą dobre poziom techniczny nie będzie mieć tu żadnego znaczenia i dalsze spadki są jak najbardziej prawdopodobne, szczególnie, kiedy nie widać siły strony popytowej. Mocniejszą barierą, z którą kurs może mieć większe problemy jest pułap 1,0750 – horyzontalne wsparcie wytyczone przez szczyt ukształtowany 6 listopada br. Notowania już w piątek opuściły dołek przyspieszony kanał wzrostowy, który uformował się w pierwszych dniach listopada. Ten czynnik zwiększa szanse na mocniejsze zniżki.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

JRH wraca do notowań giełdowych

Dzięki spełnieniu przez JR Holding wszystkich wymagań postawionych przez GPW w Warszawie, Zarząd spółki prowadzącej rynek NewConnet podjął decyzję o wznowieniu obrotu akcjami JRH na rynku NewConnect z dniem 6 grudnia 2023 r.

Notowania JRH oraz wszystkich innych alternatywnych spółek inwestycyjnych  (ASI) notowanych na GPW oraz NewConnect zostały zawieszone z dniem 29 września 2023 roku, ze względu na wejście w życie nowelizacji ustawy o funduszach inwestycyjnych i zarządzaniu alternatywnymi funduszami inwestycyjnymi,  wprowadzonej ustawą z dnia 16 sierpnia 2023 r. o zmianie niektórych ustaw w związku z zapewnieniem rozwoju rynku finansowego oraz ochrony inwestorów na tym rynku. Wadliwie skonstruowany przepis tworzył ryzyko nieważności, z mocy prawa, wszelkich transakcji akcjami ASI na rynku kapitałowym.

Zarząd GPW niestety nie mógł się inaczej zachować, musiał na tamtą chwilę zawiesić obrót wszystkimi akcjami ASI. Wymagała tego, w świetle posiadanych przez nas opinii prawnych, pewność obrotu giełdowego. Zaproponowane przez nas wykorzystanie wyjątku dla spółek, których ponad 50% akcji posiada tzw. klient profesjonalny okazało się skutecznym rozwiązaniem. Doprowadziliśmy do sytuacji kiedy naszym większościowym akcjonariuszem jest inna spółka ASI, co umożliwiło odwieszenie notowań – powiedział January Ciszewski, inwestor i Prezes JRH.

W dniu 12 października b.r. January Ciszewski wniósł 53,39% akcji Spółki do Onvestor ASI, która zgodnie z nowymi przepisami została zakwalifikowana jako klient  profesjonalny, co otworzyło drogę do powrotu do notowań. 21 listopada 2023 r. JR Holding oraz Onvestor ASI podpisały z Giełdą Papierów Wartościowych w Warszawie porozumienie w sprawie wznowienia obrotu akcjami JRH.

Niezwłocznie po objęciu przez Onvestor ASI większości akcji JRH podjęliśmy dialog z Zarządem GPW, którego wynikiem było zawarte porozumienie. Dopełniliśmy wszystkich przewidzianych w nim  warunków formalnych i efektem tego będzie środowe odwieszenie notowań naszych akcji. Cieszymy się, że Zarząd GPW, kierując się dobrem inwestorów wyszedł naprzeciw naszym staraniom i dzięki wspólnemu wysiłkowi notowania JRH zostaną odwieszone w pierwszej kolejności – podsumował January Ciszewski.

Pierwsze obniżki stóp procentowych EBC już w marcu?

W obliczu dość ponurych danych gospodarczych, mogących wskazywać na techniczną recesję w III kwartale, istotnie niższy od oczekiwań odczyt listopadowej inflacji w strefie euro podsycił oczekiwania wobec luzowania polityki monetarnej EBC już na wiosnę. Pomogło to złotemu sięgnąć nowych lokalnych maksimów oraz umocnić się względem wspólnej waluty o ok. 1% w skali tygodnia.

Sentyment względem ryzyka ulega poprawie wraz z kolejnymi wieściami, które mogą wskazywać, że największe banki centralne wygrywają w niełatwej walce z inflacją. W listopadzie ceny akcji i obligacji na świecie rosły, a na koniec zeszłego tygodnia rentowność kluczowych 10-letnich obligacji skarbowych USA spadła poniżej 4,20% (przypomnijmy, że u szczytu sięgała ona ponad 5%). Zyski oddawał wówczas także dolar, choć w minionych dniach umocnił się względem euro, osłabionego wzrostem oczekiwań wobec wcześniejszego luzowania polityki monetarnej EBC. Na uwagę zasługuje siła funta. Radzi on sobie w ostatnim czasie nad wyraz dobrze, rynki coraz silniej oczekują bowiem, że stopy procentowe pozostaną w Wielkiej Brytanii na wysokich poziomach dłużej niż w innych krajach.

Obecnie pytanie brzmi: czy spadek rentowności amerykańskich obligacji oraz dolara nie był zbyt silny i zbyt dynamiczny? Publikowane w tym tygodniu kluczowe informacje z amerykańskiego rynku pracy powinny pomóc rynkom i Rezerwie Federalnej ocenić tę kwestię. Poza danymi JOLTs dotyczącym nowych miejsc pracy (środa 06.12) zwrócimy uwagę również na raport NFP (non-farm payrolls; piątek 08.12). Do pracy wracają strajkujący pracownicy branż motoryzacyjnej i rozrywkowej, oczekujemy więc silnego odczytu. Istotny będzie również wzrost płac. W strefie euro przyjrzymy się danym o sprzedaży detalicznej w październiku, która powinna dać wgląd w siłę wydatków konsumenckich w ostatnim kwartale 2023 r.

PLN

Złoty okazał się w minionych dniach najsilniejszą walutą regionu, sięgając nowych lokalnych maksimów względem zarówno euro, jak i dolara. Umocnił się w skali tygodnia względem obu tych walut, co w dużej mierze przypisywać można niższemu od oczekiwań odczytowi listopadowej inflacji w strefie euro. Analogiczne dane z Polski nie okazały się równie zaskakujące, a główna miara inflacji spadła w listopadzie jedynie nieznacznie – z 6,6% do 6,5%. To efekt równoważenia się dwóch czynników: wysokiej bazy z listopada ub.r. (17,5%) oraz rosnących po przedwyborczych spadkach cen paliw (+8,8% m/m). Może to zwiastować nieco większy od oczekiwań spadek miary bazowej, co z pewnością zostałoby ciepło przyjęte przez decydentów z RPP.

Nieznacznie w górę zrewidowane zostały dane dotyczące dynamiki PKB w III kwartale, do 0,5% r/r oraz 1,5% k/k), dalece ciekawsza z naszej perspektywy okazała się jednak publikacja wyprzedzającego wskaźnika PMI dla sektora przemysłowego w listopadzie. Jego pokaźny wzrost z 44,5 do 48,7 pkt jest kolejnym – po niezłych odczytach sprzedaży detalicznej oraz produkcji przemysłowej – elementem mogącym wskazywać na pewne ożywienie polskiej gospodarki.

Uwagę przykuwają także wydarzenia z polskiej sceny politycznej, w tym straceńcza próba uformowania rządu przez Mateusza Morawieckiego oraz potencjalne postawienie prezesa Narodowego Banku Polskiego Adama Glapińskiego przed Trybunałem Stanu. Drugi punkt stanowi naszym zdaniem obecnie jedno z największych ryzyk dla polskiej waluty.

Prezes Glapiński zapewne nie omieszka wypowiedzieć się na ten temat podczas czwartkowej konferencji wieńczącej dwudniowe posiedzenie RPP. Uwaga skupi się jednak prawdopodobnie głównie na nacechowaniu jego wypowiedzi odnośnie do dalszej polityki monetarnej banku oraz wszelkich wzmiankach jej dotyczących w publikowanym dzień wcześniej oświadczeniu. Inwestorzy skoncentrują się na komunikatach, ciężko bowiem spodziewać się na ostatnim w tym roku posiedzeniu Rady obniżki stóp, co sam prezes NBP podczas listopadowej konferencji niejednokrotnie podkreślał.

EUR

Strefa euro nie wyłamuje się z globalnego trendu dezinflacyjnego. Wstępny odczyt dynamiki cen w listopadzie pokazał silniejszy od oczekiwań spadek miar głównej i bazowej. Oba wskaźniki znalazły się o 0,3 pp. poniżej konsensusu. Druga z wymienionych spadła znacznie poniżej 4%, co wyraźnie wskazuje, że cykl zacieśniania Europejskiego Banku Centralnego dobiegł już końca, z czym rynki oswajały się już od pewnego czasu. Europejska gospodarka wciąż nie radzi sobie dobrze, a budzące obawy odczyty z Chin oznaczają, że globalny popyt pozostanie w najbliższym czasie osłabiony.

Biorąc pod uwagę raczej ponure perspektywy wzrostu i spore prawdopodobieństwo, że gospodarka wspólnego bloku doświadczy w IV kwartale technicznej recesji, uważamy, że obniżki stóp procentowych rozpoczną się w strefie euro wcześniej niż w USA – rynki oczekują pierwszej już w marcu 2024 r. Mogłoby to naszym zdaniem doprowadzić do oddania w nadchodzących tygodniach części ostatnich zysków euro, utwierdzając nas w poglądzie, że para EUR/USD zakończy I kwartał przyszłego roku na poziomie ok 1,07.

USD

Ubiegłotygodniowe dane makroekonomiczne umocniły nasz pogląd, że amerykańska gospodarka zmierza ku miękkiemu lądowaniu. Inflacja kroczy ku celowi Fedu nawet pomimo pełnego zatrudnienia oraz silnego popytu wewnętrznego, odpowiedzialnego w dużej mierze za niezłą kondycję gospodarki. Spadek rentowności średnioterminowych obligacji i osłabienie dolara zaczynają wydawać nam się nazbyt pochopne, ponieważ gospodarka rozwijająca się znacznie powyżej potencjału i silny rynek pracy raczej nie wskazują na cięcia stóp procentowych w najbliższym czasie.

Prezes FOMC Jerome Powell w piątek ponownie starał się odsunąć rynkowe oczekiwania dotyczące obniżek stóp procentowych, twierdząc, że jest zbyt wcześnie na rozmowy o luźniejszej polityce. Rynki kontraktów terminowych nie zwróciły na to dotąd większej uwagi i obecnie wyceniają ponad 50% prawdopodobieństwa pierwszej obniżki w marcu, co naszym zdaniem jest zdecydowanie zbyt agresywnym podejściem. Potwierdzić to powinien piątkowy (08.12) raport NFP – rynki oczekują ożywienia w kreacji wakatów i wzrostu płac po negatywnym zaskoczeniu w minionym miesiącu.

GBP

Wysokie stopy procentowe w Wielkiej Brytanii, jastrzębie komunikaty Banku Anglii i perspektywy stymulacji fiskalnej w obliczu zbliżających się wyborów sprawiły, że w ostatnich tygodniach funt był najlepiej radzącą sobie europejską walutą. Ważony handlem indeks GBP umocnił się od końcówki października o ok. 2%.

Prezes Banku Anglii Andrew Bailey w ubiegłym tygodniu ponownie zaznaczył, że w najbliższym czasie nie dojdzie do cięć stóp procentowych. Stwierdził, że w „przewidywalnej przyszłości” nie oczekuje się ich niższych poziomów. Z jednej strony wzrost gospodarczy w Wielkiej Brytanii zwalnia, a techniczna recesja na początku 2024 r. jest całkiem prawdopodobna. Z drugiej jednak oficjele z Rady wciąż zmagają się z uporczywie wysoką inflacją oraz podniesioną dynamiką wzrostu płac i póki nie zobaczą wyraźnego trendu spadkowego obu miar, raczej niechętnie sygnalizować będą, że zbliża się rozluźnienie polityki. W tym tygodniu nie dotrze do nas wiele nowych wieści z Wysp, funt powinien więc podążać na rynkach walutowych za euro.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Powell swoje, rynek swoje

Inwestorzy bardzo liczyli, że w piątek usłyszą komunikat zapowiadający obniżki. Nie usłyszeli, ale mimo to swoje reakcje dopasowali do tego, co założyli i co usłyszeć by chcieli. W tle bitcoin złamał 40 000 dolarów po części w oparciu o ten sam komunikat, który nie padł.

Co powiedział Jerome Powell?

Na rynku ważnym tematem jest ostatnie wystąpienie szefa FED. Problem w tym, że abstrahując od rangi mówcy, nie do końca wiadomo dlaczego. Z jednej strony mamy bowiem szefa najważniejszego banku centralnego świata, który opowiada o tym, że rozmowy o obniżeniu stóp procentowych są przedwczesne. Z drugiej strony mamy bowiem obecny przedział rynkowy na poziomie 5,25%-5,5%, inflację konsumencką na 3,2% i inflację bazową na 4%. Tam jest miejsce na obniżki stóp procentowych, nawet bez presji politycznej. Dobrym dowodem na to jest reakcja rynków. Obligacje skokowo tracą na rentowności. O czym to świadczy? W pewnym uproszczeniu albo rynek spodziewa się obniżenia rynkowej stopy procentowej, albo gwałtownie rośnie wiarygodność kredytowa USA. To drugie chyba można wykluczyć. Zmiany widać też na złocie, które idzie w górę. Pozostaje pytanie dlaczego inwestorzy z tymi ruchami czekali na wystąpienie prezesa FED, po czym go zignorowali.

Indeksy PMI nie aż takie złe

W piątek poznaliśmy dane z indeksów PMI dla przemysłu. Wyniki poniżej 50 pkt, które niestety dominują, pokazują przewagę odpowiedzi negatywnych nad pozytywnymi. Ankietowani spodziewają się bowiem pogorszenia koniunktury. Z drugiej strony we wstępnych danych bali się tego bardziej, bo indeks dla strefy euro podskoczył z 43,8 pkt na 44,2 pkt. Nie możemy jednak zapominać, że pomimo tego, iż jest to najlepszy wynik od maja tego roku, to nadal zapowiedź spowolnienia w gospodarce. W USA wynik 49,4 pkt jest znacznie bliżej magicznej granicy 50 pkt, aczkolwiek reakcja rynków w USA była bardziej skupiona na czekaniu na wystąpienie FED.

Bitcoin znów zyskuje

Najpopularniejsza kryptowaluta świata pierwszy raz od kwietnia 2022 roku zameldowała się powyżej poziomu 40 000 dolarów. Analitycy wskazują kilka różnych powodów tego ruchu. Z jednej strony mamy wypowiedzi szefa FED Jerome Powella. Mówił on o zakończeniu cyklu podwyżek. Dla osób zainteresowanych polityką monetarną w USA wypowiedź ta nie powinna budzić szczególnego entuzjazmu. Z drugiej strony niższy ostatnio na rynku wolumen wymian pozwala łatwiej przesuwać cenę. Do tego dochodzi powtarzany jak mantra fundusz ETF dla Bitcoina. Czy te argumenty powinny przesunąć ceny aż tyle? W ciągu miesiąca to 18,5%. To bardzo dużo, biorąc nawet pod uwagę zamykanie się krótkich pozycji na rynku. Wygląda to na powrót dużego kapitału na rynek. Pytanie, kiedy ktoś zrealizuje zyski?

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

 Maciej Przygórzewski główny analityk w InternetowyKantor.pl

Hamulec zadłużenia Niemiec osłabia gospodarkę

  • Orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego pozbawiło niemiecki rząd finansowania projektów w zakresie polityki klimatycznej i przemysłowej: co najmniej 60 mld EUR (co kosztuje -0,7 punktu procentowego PKB) oraz kolejnych 200 mld EUR zarezerwowanych na pomoc w ożywieniu gospodarczym z funduszu stabilizacji gospodarczej (tzw. WSF; łącznie -1,9 punktu procentowego PKB).
  • W perspektywie krótkoterminowej rządząca koalicja w opinii Allianz Trade powinna działać szybko, ponieważ sytuacja stwarza ogromną niepewność dla firm, gospodarstw domowych i inwestycji, a także zmniejsza konkurencyjność w i tak już niestabilnym otoczeniu gospodarczym. W dłuższej perspektywie, aby uniknąć zagrożenia dla zielonej transformacji, hamulec zadłużenia wymaga solidnej reformy.

Federalny Trybunał Konstytucyjny pozbawił niemiecki rząd swobody fiskalnej. Niemiecki rząd omijał hamulec zadłużenia, w szczególności w celu sfinansowania programu walki ze zmianami klimatu. Jednak 15 listopada Federalny Trybunał Konstytucyjny orzekł, że przekazanie 60 mld euro na fundusz klimatyczny i transformacyjny (KTF) za pośrednictwem autoryzacji kredytowej było niezgodne z konstytucją, biorąc pod uwagę rozbieżność między pochodzeniem środków (budżet uzupełniający na 2021 r., pierwotnie przeznaczony na złagodzenie skutków pandemii) a ich faktycznym wykorzystaniem, a także zasadę jednoroczności (autoryzacja kredytowa do wydania w tym samym roku) i brak retroaktywnych zmian w ustawie budżetowej. Konsekwencje fiskalne ominięcia hamulca zadłużenia są nadal oceniane, ale prawdopodobnie będą ogromne, a limit zadłużenia zostanie przekroczony o ponad 130 mld EUR w samym 2023 roku. W związku z tym Ministerstwo Finansów zamroziło wydatki na prawie cały budżet federalny. Istniejące zobowiązania będą nadal honorowane, ale żadne nowe nie mogą być zaciągane – zwłaszcza żadne wieloletnie projekty.

Stawka jest wyższa w obliczu rosnących wyzwań gospodarczych. Koalicja rządowa zmaga się z trudnościami, ponieważ racjonalność orzeczenia może również wpłynąć na kolejne 200 mld EUR zarezerwowane na pomoc w ożywieniu gospodarczym z funduszu stabilizacji gospodarczej (WSF). Ogólnie rzecz biorąc, w opinii Allianz Trade wpływ makroekonomiczny może być dramatyczny w już i tak osłabionym otoczeniu gospodarczym (z powodów cyklicznych i strukturalnych). Niemcy są jedyną dużą gospodarką, która w 2023 r. znajduje się w recesji, a utrata 60 mld EUR zmniejszy PKB o 0,7 punktu procentowego lub o 1,9 punktu procentowego z uwzględnieniem WSF. Ale sytuacja ta dobrze ilustruje również, w jaki sposób Niemcy zdołały kontrolować swój dług publiczny. Podczas gdy wydatki rządowe w stosunku do PKB wynosiły 45% w 2019 r., obecnie jest to 48% (po ponad 50% w 2020 i 2021 r., wykres poniżej). Oznacza to, że prawie połowa produkcji gospodarczej nadal przepływa przez kasę publiczną, co pozostawia wystarczające pole manewru. Niemniej jednak skutkiem wyroku jest ogromna niepewność dla niemieckich firm i gospodarstw domowych, a także dla kluczowych inwestycji prywatnych. W obliczu rosnących obaw o dezindustrializację, zamrożenie wydatków może być również kosztowne dla starań o utrzymanie konkurencyjności.

Niemieckie wydatki rządowe w stosunku do PKB, w %

Niemieckie wydatki rządowe w stosunku do PKB

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research

Zamrożenie budżetu zagraża finansowaniu licznych projektów polityki klimatycznej i przemysłowej. Jeśli rząd szybko nie zmieni sytuacji i nie zresetuje priorytetów, Niemcy mogą nie tylko pozostać w tyle pod względem ochrony klimatu, ale także stać się coraz mniej atrakcyjne jako potencjalna lokalizacja dla przyjaznych dla klimatu technologii przyszłości. Pula przeznaczona na dekarbonizację gospodarki obejmuje również rekompensatę cen energii elektrycznej, z budżetem w wysokości co najmniej 2,6 mld EUR na 2024 rok. W opinii Allianz Trade ma to kluczowe znaczenie dla ustanowienia gospodarki wodorowej oraz promowania produkcji półprzewodników i ogniw akumulatorowych. Inne projekty, które mogą być zagrożone, obejmują porozumienia w sprawie ochrony klimatu, ustawę EEG, premie za pojazdy elektryczne, infrastrukturę kolejową i energooszczędne remonty. Tylko do 2024 r. na infrastrukturę kolejową miało zostać przeznaczone 4 mld EUR, a do 2027 r. kolejne 12,5 mld EUR (wykres poniżej). Podczas gdy pełne konsekwencje nie zostały jeszcze określone, pewne jest, że orzeczenie stanowi ogromne wyzwanie zarówno dla obecnego, jak i przyszłych rządów w zakresie zarządzania zieloną transformacją.

Wydatki programowe Funduszu na rzecz Klimatu i Transformacji w mld EUR w latach 2023-2027Wydatki programowe Funduszu na rzecz Klimatu i Transformacji w mld EUR w latach 2023-2027

Źródła: Niemiecki rząd federalny, MCC, Allianz Research

Konieczne jest kompleksowe dostosowanie polityczne… Kontrowersyjnym pytaniem jest, jak rozwiązać ten dylemat w perspektywie krótkoterminowej. W dniu 28 listopada gabinet zatwierdził budżet uzupełniający na 2023 r., który zezwala na wyjątek od hamulca zadłużenia, biorąc pod uwagę konsekwencje kryzysu energetycznego i środowiska polikryzysowego. Daje to solidne podstawy dla wszystkich płatności z bieżącego roku i stanowi podstawę dla przyszłorocznego budżetu federalnego. Jednak inne zobowiązania, takie jak dopłaty do cen energii na nadchodzący rok lub dalsze wsparcie dla firm, nie są zabezpieczone. Wyzwaniem jest teraz budżet na nadchodzący rok (i lata). Najwłaściwszą reakcją na bardziej rygorystyczne ramy finansowe byłoby wykorzystanie budżetu podstawowego – który nadal ma dużą swobodę fiskalną – i ustalenie priorytetów. W tym sensie hamulec zadłużenia nie blokuje najważniejszych wydatków rządowych, ale raczej te najmniej ważne. Problem polega na tym, że partnerzy koalicyjni nadal nie są w stanie uzgodnić, co powinno być priorytetem, dlatego też hamulec zadłużenia został ominięty dwa lata temu.

…ale kompleksowa reforma hamulca zadłużenia jest najrozsądniejszym ekonomicznie rozwiązaniem, które pozwoli uniknąć zagrożenia dla zielonej transformacji. Oprócz lepszego ustalania priorytetów w zakresie kierowania funduszy publicznych, krystalizują się dwie możliwości: reforma konstytucyjnego hamulca zadłużenia lub utworzenie innego specjalnego funduszu. Ta druga opcja jest warta rozważenia, ponieważ mogłaby wypełnić lukę w finansowaniu, ale polityczna poprzeczka zawieszona jest bardzo wysoko – wymagana jest większość dwóch trzecich głosów. Jeśli chodzi o sam hamulec zadłużenia, debata jest często jednostronna, tak jakby możliwa była tylko niezmieniona kontynuacja lub zniesienie. Właściwe podejście wymaga jednak zróżnicowania: Hamulec zadłużenia miał sens w swojej formie z 2009 r.; dziś jest obciążeniem. Reforma jest już dawno spóźniona, mimo że obecnie do jej przeprowadzenia nie ma do większości dwóch trzecich głosów. Jednak nawet jeśli hamulec zadłużenia zostałby podniesiony z obecnego poziomu 0,35% do 1,5% jako dług strukturalny w stosunku do PKB, wskaźnik zadłużenia nadal spadałby znacząco z roku na rok. Pozwoliłoby to na dodatkowe zadłużenie w wysokości około 50 mld EUR w samym 2024 r. bez zagrożenia dla stabilności finansów publicznych. Reforma powinna obejmować klauzulę inwestycyjną, która przewiduje wyjątki dla niektórych wydatków. Warto również rozważyć uwzględnienie poziomu stóp procentowych przy zaciąganiu pożyczek netto, tj. poprzez wykorzystanie wskaźnika oprocentowania jako wskaźnika wyprzedzającego. Jeśli koszty odsetkowe rosną jako udział w dochodach podatkowych, nowe zadłużenie netto musi zostać zmniejszone. Gdy koszty odsetkowe są niskie, potencjał kredytowy wzrasta. Zasadniczo jednak minister finansów powinien powstrzymać zbyt wiele przedsięwzięć społeczno-politycznych

Organ przegrał ze spółką w sprawie zwrotu VAT, bo nie znał reguł postępowania

Gdy reprezentujący spółkę nie złożył pełnomocnictwa procesowego do akt konkretnej sprawy, to organ nie może zakładać, że spółka działa w niej przez pełnomocnika, bo czyniła tak już w innym postępowaniu. Jeśli tak zrobi, otworzy przedsiębiorcy furtkę do wygrania sporu.

Organy muszą przestrzegać reguł postępowania

Choć zasady prawa mówią, że postępowanie podatkowe powinno być prowadzone w sposób budzący zaufanie do organów podatkowych, a w przypadku wątpliwości co do wykładni przepisów prawa lub okoliczności stanu faktycznego, organ powinien je rozstrzygać na korzyść podatnika, w praktyce reguły te mają niewiele wspólnego z rzeczywistością. Ba, zgodnie z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka z 23 października 2014 r. w sprawie Melo Tadeu v. Portugal (27785/10), organy podatkowe powinny nawet przestrzegać zasady domniemania niewinności, gwarantowanej Konwencją o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności. Jednak gdy już dojdzie do spotkania podatnika z organem, wszystkie te zasady zdają się iść w zapomnienie. Przede wszystkim gdy pomiędzy nimi dochodzi do sporu, a zwłaszcza gdy stroną tego sporu jest przedsiębiorca, traktowany przez organy jako podmiot profesjonalnie uczestniczący w obrocie gospodarczym, a więc nie wymagający szczególnej ochrony. Wówczas każde uchybienie proceduralne, brak dokumentu, NiP-u na fakturze, niedochowanie choćby jednego dnia terminu, wystarcza fiskusowi do wydania rozstrzygnięcia na niekorzyść podatnika.

Urzędnicy muszą jednak pamiętać, że przepisy prawa to miecz obosieczny i ich błędne stosowanie lub nieznajomość obowiązujących reguł postępowania otwiera podatnikom furtkę do wygrania sporu nawet wówczas, gdy znajdują się na wydawać by się mogło przegranej pozycji.

Wstrzymanie zwrotu VAT

Firma została oskarżona o oszustwa podatkowe. Naczelnik urzędu celno-skarbowego po przeprowadzeniu kontroli celno-skarbowej zakwestionował rzetelność faktur spółki wystawionych za usługi przewozu osób na terytorium kraju i poza nim. Organ podnosił m.in., że spółka posiada minimalny kapitał zakładowy przewidziany dla spółki z ograniczoną odpowiedzialnością, który jest niewspółmiernie niski w porównaniu do deklarowanych przez nią obrotów. Mając to na uwadze, w grudniu 2022 r. naczelnik urzędu skarbowego przedłużył termin zwrotu VAT, o który wystąpił przedsiębiorca, a który dotyczył kontrolowanego przez naczelnika UCS okresu.

Przedsiębiorca wniósł zażalenie, ale dyrektor izby skarbowej, jako organ II instancji, potwierdził konieczność przeprowadzenia szczegółowej weryfikacji zasadności wnioskowanego przez spółkę zwrotu. Jego termin musi więc zostać przedłużony do czasu zakończenia czynności sprawdzających i kontroli celno-skarbowej.

Organ z automatu wysłał postanowienie do pełnomocnika, który działał już w imieniu spółki w trakcie kontroli

Spółka wniosła skargę podnosząc szereg zarzutów, pośród których znalazł się jeden o niewłaściwym doręczeniu przez naczelnika urzędu skarbowego postanowienia o przedłużeniu terminu zwrotu VAT. Po wszczęciu wobec spółki kontroli celno-skarbowej (przez naczelnika urzędu celno-skarbowego), spółka ustanowiła profesjonalnego pełnomocnika. Po upływie blisko 2 lat trwania kontroli, naczelnik urzędu skarbowego (a więc inny organ) wydał postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu VAT spółce. Mając dostęp do akt kontroli celno-skarbowej, swoje postanowienie o przedłużeniu terminu zwrotu doręczył do pełnomocnika spółki, którego ta ustanowiła w toku kontroli UCS. Kontrola UCS i wstrzymanie zwrotu VAT przez US dotyczyły co prawda tej samej sprawy i tego samego przedsiębiorcy, jednak są to dwa odrębne postępowania. Dlatego przedsiębiorca zarzucił naczelnikowi US, że jego doręczenie nie odniosło skutku. Bo on nie ustanawiał pełnomocnika w postępowaniu ws. zwrotu.

Jak bronił swojego podwładnego dyrektor izby skarbowej, postępowanie w sprawie przedłużenia terminu zwrotu VAT pełni rolę pomocniczą wobec postępowania głównego prowadzonego wobec spółki. Nie można więc mówić o braku formalnego umocowania pełnomocnika do działania w jej imieniu, także w tym pomocniczym postępowaniu.

Waga naruszeń organu przeważyła wygraną na stronę przedsiębiorcy

Wojewódzki Sąd Administracyjny w Poznaniu przypomniał, że złożenie do akt sprawy dokumentu pełnomocnictwa procesowego stanowi obowiązek pełnomocnika. Nie ma podstaw prawnych do wyłączania tego obowiązku przez organ podatkowy poprzez uzyskanie informacji o działaniu przez podatnika za pośrednictwem pełnomocnika w innym postępowaniu. Akceptacja takich praktyk prowadziłaby do tego, że to organy mogłyby decydować czy strona postępowania będzie w nim działać przez pełnomocnika czy nie. WSA stwierdził, iż analiza akt przedmiotowej sprawy nie pozostawia żadnych wątpliwości, że przedsiębiorca nie ustanowił żadnego pełnomocnika w toku postępowania sprawdzającego zasadność zwrotu VAT. Tym samym sąd uchylił zaskarżone przez spółkę postanowienie naczelnika urzędu skarbowego ws. przedłużenia terminu zwrotu nadwyżki podatku naliczonego nad należnym. Organ powinien był dokonać doręczenia zaskarżonego postanowienia do rąk własnych przedsiębiorcy, a nie pełnomocnikowi ustanowionemu w innym postępowaniu. Waga tego naruszenia sprawiła, że sąd za zbyteczną uznał potrzebę odnoszenia się do pozostałych zarzutów (wyrok WSA w Poznaniu w wyroku z 5 października 2023 r., sygn. akt I SA/Po 394/23).

Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec, specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Mastercard wprowadza na rynek Shopping Muse, narzędzie które ma zmienić zakupy online

Narzędzie, oparte na generatywnej sztucznej inteligencji, sprawi, że doświadczenia zakupowe będą jeszcze bardziej zgodne z potrzebami klienta, dzięki wykorzystaniu możliwości personalizacji Dynamic Yield.

Mastercard wprowadza na rynek Shopping Muse – zaawansowane narzędzie oparte na generatywnej sztucznej inteligencji, które zrewolucjonizuje sposób, w jaki konsumenci wyszukują i oglądają produkty w internecie.

Shopping Muse pozwala personalizować doświadczenia zakupowe konsumentów – narzędzie to potrafi przekuć wyszukiwania wpisane nawet prostym, potocznym językiem na bardzo trafne rekomendacje produktów, dostosowane do oczekiwań i potrzeb klientów. Co więcej, sugestie Shopping Muse są zgodne także z zainteresowaniami i preferencjami konsumenta, a wyniki idealnie pasują nawet do najbardziej ekscentrycznych zapytań. Rozwiązanie to jest oparte na zaawansowanych możliwościach personalizacji Dynamic Yield, która umożliwia firmom dostarczanie klientom dostosowanych doświadczeń w oparciu o analizę ich wcześniejszych zachowań podczas przeglądania produktów, historię zakupów i inne działania w Internecie.

“Rozwiązania takie jak Shopping Muse są naturalnym, kolejnym krokiem w rewolucji handlu detalicznego i mają kluczowe znaczenie dla rozwijania podejścia, w którym to konsument i jego potrzeby są w centrum uwagi. Mastercard wykorzystuje technologię i uczenie maszynowe, aby zapewnić jak najlepsze efekty, zarówno dla firm, jak i konsumentów i ich doświadczeń zakupowych” – mówi Raj Seshadri, President, Data & Services w Mastercard.

Usługa Shopping Muse nie tylko ułatwia zakupy, umożliwiając wyszukiwanie według fraz, ale może też podnieść satysfakcję konsumentów, pomagając im znaleźć idealnie dopasowany produkt, nawet jeśli nie wiedzą, jak odpowiednio opisać słowami to, czego potrzebują. Dzięki korzystaniu z zaawansowanych, zintegrowanych narzędzi rozpoznawania obrazu, sprzedawcy mogą polecać klientom odpowiednie oferty w oparciu o wizualne podobieństwa między produktami. Narzędzie bierze również pod uwagę preferencje kupującego – opierając się na historii przeglądania lub wcześniejszych zakupów – w rezultacie lepiej przewiduje zamiary i oczekiwania konsumentów.

“Konsumenci coraz częściej oczekują spersonalizowanych doświadczeń, które zaspokoją ich unikalne potrzeby i preferencje zakupowe. Aby sprostać tym wymaganiom, niezbędne są innowacje oparte na sztucznej inteligencji – to one są kluczem do tworzenia angażujących interakcji z klientami oraz zapewniania idealnie dostosowanych do oczekiwań użytkownika zakupów online. Dzięki wykorzystaniu mocy generatywnej sztucznej inteligencji w Shopping Muse, wychodzimy naprzeciw oczekiwaniom konsumentów i sprawiamy, że zakupy są łatwiejsze i bardziej intuicyjne” – komentuje Ori Bauer, CEO, Dynamic Yield by Mastercard

W erze szybko zmieniających się trendów i dynamicznie rozwijających się perspektyw wykorzystywania algorytmów głębokiego uczenia się, sprzedawcy detaliczni muszą dostosowywać się do coraz wyższych oczekiwań konsumentów, co zapewnia im konkurencyjność. Wykorzystanie technologii będzie tu miało kluczowe znaczenie – więcej niż jeden na czterech sprzedawców detalicznych stosuje rozwiązania oparte na technologii generatywnego AI, a kolejne 13% planuje ich wdrożenie w ciągu najbliższego roku .

W 2022 roku Mastercard przejął spółkę Dynamic Yield, będącą 6-krotnym liderem w raporcie Gartner® Magic Quadrant™ for Personalization Engines, aby wzmocnić swój pakiet usług w zakresie zaangażowania i lojalności konsumentów, pomagając markom dostarczać bardziej efektywne i godne zaufania usługi we wszystkich kanałach. Mastercard stosuje najlepsze w swojej klasie zabezpieczenia prywatności we wszystkich swoich produktach i usługach zgodnie z podejściem Privacy by Design oraz stosowaniem skutecznych i odpowiedzialnych zasad i standardów sztucznej inteligencji.

Handlowcy i marketingowcy stawiają na rozwój i jakościowe przywództwo

Nie tylko wynagrodzenie, ale także możliwości rozwoju i nowoczesne zarządzanie przez kompetentnych liderów – to kwestie ważne dla kandydatów z doświadczeniem w obszarze sprzedaży i marketingu.  Tak wynika z najnowszego opracowania globalnej firmy rekrutacyjnej Michael Page
– Przeglądu Wynagrodzeń i Trendów 2024. W mijającym roku wśród najbardziej poszukiwanych specjalistów byli managerowie ds. marketingu cyfrowego oraz e-commerce. Mogli liczyć na podwyżki rzędu 5-10%.

Dobry lider w cenie

Wysoka inflacja sprawiła, że w 2023 roku konsumenci dokładnie analizowali swoje wydatki, a ich decyzje zakupowe były bardziej przemyślane. Coraz rzadziej także przejawiali lojalność wobec marki, kierując się w większym stopniu ceną produktu. Na tak wymagającym rynku firmy potrzebowały wykwalifikowanej i zaangażowanej kadry. Organizacje wzmacniały działy analityczne, poszukując osób które będą partnerami dla działu sprzedaży i marketingu w obszarze trendów i danych rynkowych. Dużym zainteresowaniem pracodawców cieszyli się kandydaci dysponujący odpowiednimi kompetencjami liderskimi i umiejętnością myślenia strategicznego. Takie osoby są bowiem w stanie efektywnie prowadzić swoje zespoły.

– Dzisiaj ogromną rolę odgrywa szef, którego trudno przeliczyć na pieniądze czy popularne benefity typu opieka medyczna lub służbowe auto – w dalszym ciągu ważne dodatki do oferty. Kandydaci szukają przede wszystkim doświadczonych liderów od których będą mogli czerpać wiedzę, osób, które zadbają o ich rozwój, o zdrowie psychiczne, ten ostatnio popularny obszar mental health – mówi Monika Wojciechowska Executive Manager Michael Page. 

–  Także firmy coraz uważniej patrzą na leadership pod kątem tego, czy liderzy mają kompetencje, czy są proaktywni, czy potrafią pracować z zespołami, czy potrafią delegować zadania i wyznaczać kierunki rozwoju dla organizacji. To ma ogromne znaczenie w kontekście harmonijnego rozwoju organizacji.

Rynek pracownika

Wśród 5 najbardziej poszukiwanych stanowisk w branży znalazły się: Digital Marketing Manager, E-commerce Manager/Director, Commercial Director, Business Analyst i Performance Marketing Manager.

– Zasadniczo dzisiaj rynek w dalszym ciągu jest rynkiem pracownika. Jeżeli rozmawiamy o rolach sprzedażowych, marketingowych, digitalowych i e-commerce’owych, to wpływ postaw kandydatów bezpośrednio na nasze rekrutacje jest dość duży, natomiast liczą się przede wszystkim kompetencje. Procesy rekrutacyjne wygrywają najlepsi. Nadal są osoby które nie szukają aktywnie pracy, natomiast kuszone przez nas jako przez head hunterów, rozważają  zmianę, widząc a) wyzwanie, które stoi za daną rolą w danej organizacji i b) wzrost płac, gdyż przy zmianie pracodawcy można zyskać o 10, a czasami nawet 20% wyższe wynagrodzenie, jest to najlepszy moment na korektę pensji – dodaje Monika Wojciechowska.

Pożądana elastyczność i benefity

Najczęściej organizacje podwyższały swoim pracownikom wynagrodzenia na poziomie 5-10%. Mimo, że pensje w działach sprzedaży i marketingu rosły, zwykle firmy nie były w stanie zrekompensować pracownikom wzrostu inflacji, co przekładało się na odpływ talentów z organizacji. Aby zatrzymać je w swoich strukturach, a także pozyskać nowych uzdolnionych pracowników, nawet firmy dysponujące najlepszymi programami rozwojowymi pracowały nad ich dalszym doskonaleniem. Nie mogły mieć bowiem pewności, że te cenne zasoby pozostaną w organizacji na kolejne lata. Z drugiej strony, dla kandydatów kluczowa była kwestia równowagi między życiem zawodowym i prywatnym, a szczególne znaczenie miał tryb świadczenia pracy. W związku z trwającą rywalizacją o talenty, elastyczność pracodawcy w tym zakresie stanowiła jeden z podstawowych czynników determinujących sukces w rekrutacji. Wyłączna praca zdalna to ewenement w branży, natomiast upowszechnił się model hybrydowy.

– Od menedżerów prowadzących swoje zespoły oczekuje się bycia w biurze. Nie da się zdalnie prowadzić zespołu. Poza tym trzeba pamiętać, że marketing to obszar kontaktów międzyludzkich, są to zespoły bardzo mocno stawiające na relacje, stawiające na pracę zespołową, a w zespole siła! Dlatego ta bliskość człowieka obok, sam fakt, że można przyjść do biura, zderzyć pomysły i napić się z kimś kawy, odgrywa ogromną rolę – konkluduje Monika Wojciechowska Executive Manager Michael Page. – Inna sytuacja jest jednak w sprzedaży – są role, które wiążą się z pracą w terenie więc pracodawcy nie wymagają bycia w biurze w ciągu tygodnia, ale oczekują obecności podczas kluczowych spotkań w okresie miesiąca.

W minionym roku pracodawcy mogli kusić zarówno pracowników jak i kandydatów nie tylko elastycznym podejściem, ale też bardziej atrakcyjnym systemem premiowym. Pożądany był także rozszerzony pakiet opieki medycznej oraz bogaty system kafeteryjny i szkoleniowy. Zdaniem ekspertów, w nadchodzącym roku ta tendencja się utrzyma.

Cały raport jest dostępny pod linkiem: https://www.michaelpage.pl/dla-medi%C3%B3w/badania-i-publikacje/przegl%C4%85dy-wynagrodze%C5%84

Złoto coraz bliżej rekordu

Cena uncji złota w minionym tygodniu kontynuowała cykl wzrostowy, wykonując we wtorek spory skok z okolicy 2 015 USD do 2 040 USD, gdzie pozostawała do końca tygodnia. W polskim złotym cena kruszcu przekroczyła już poziom 8 100 PLN za uncję.

Cena złota znajduje się obecnie na najwyższych poziomach w tym roku, ale także jest bliska historycznych maksimów z 2020 roku i – zgodnie z przewidywaniami – ma szansę te historyczne maksima przebić jeszcze w tym roku.

Wśród głównych przyczyn takiego stanu rzeczy wymienia się słabnącego dolara amerykańskiego i niższą rentowność obligacji skarbowych USA, do czego przyczynia się amerykański bank centralny, który prawdopodobnie właśnie zakończył cykl podwyżek stóp procentowych.

Historycznie popyt na złoto, szczególnie w formie biżuterii – ta jednak stanowi ok. połowy całego popytu na złoto – w okresie świąt i końca roku, a potem także chińskiego nowego roku, znacząco wzrasta.

Kolejnym istotnym czynnikiem umacniającym złoto jest utrzymujący się, wysoki popyt na złoto ze strony banków centralnych. W trzecim kwartale banki centralne zakupiły 337,1 tony złota. To mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, jednak pierwsza połowa roku była pod tym względem mocniejsza niż pierwsza połowa 2022.

FED prawdopodobnie zakończył cykl podwyżek

Zarówno publikowany dwa tygodnie temu protokół z listopadowego posiedzenia FED, jak i wypowiedzi medialne poszczególnych urzędników dają mocny sygnał do tego, by przypuszczać, że cykl podwyżek stóp procentowych dobiegł końca. I choć wciąż mocna pozostaje narracja o konieczności pozostawienia stóp wyżej na dłużej, a także o trzymaniu ręki na pulsie i obserwowaniu rozwoju wydarzeń, jest pewne, że od początku roku rynek będzie już wyceniał prawdopodobieństwo nie podwyżki, a obniżki stóp procentowych.

Taką obniżkę możemy zobaczyć już w pierwszym kwartale. Dla złota będzie to dobra wiadomość, chociażby ze względu na spadek atrakcyjności aktywów opartych o  procentowanie.

Bliski Wschód

Rozpoczęte w piątek 24 listopada zawieszenie broni połączone z wymianą 50 izraelskich zakładników na 150 palestyńskich skazańców, jeszcze w czwartek wieczorem zdawało się mieć szansę na przedłużenie. Przedstawiciele Kataru, który obok Egiptu i USA uczestniczył jako pośrednik w rozmowach pokojowych, wyrażali duży optymizm w tym względzie.

W piątek rano z terytorium Strefy Gazy wystrzelona została rakieta w kierunku Izraela. Pocisk został przechwycony przez system obrony antyrakietowej. W związku z powyższym strona izraelska zdecydowała się nie przedłużać zwieszenia broni. Wznowione zostały ostrzały Strefy Gazy.

Inflacja w Polsce w dół, ale z mniejszą dynamiką

Wstępny, szybki szacunek GUS dotyczący inflacji w listopadzie pokazał, że mamy kolejny, dziewiąty miesiąc spadku, jednak dynamika dezinflacji znacząco spadła. W listopadzie ceny rosły w tempie 6,5 proc. w skali roku. W październiku było to 6,6 proc. Co więcej, względem poprzedniego miesiąca ceny wzrosły o 0,7 proc. Jest też wielce prawdopodobne, że dynamika dezinflacji nie będzie już tak duża jak dotychczas, a ceny będą rosły wolniej, ale dłużej.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Stomatologia wciąż mocno kuleje. Blisko 40 proc. Polaków leczy zęby wyłącznie w prywatnych gabinetach

Przeszło   38% Polaków przyznaje, że w pierwszych trzech kwartałach br. nie skorzystało z usług stomatologicznych oferowanych przez NFZ, lecz poddało się wyłącznie zabiegom w prywatnych gabinetach. Przeważnie tak deklarują osoby w wieku od 45 do 64 lat. Z kolei niecałe 23% rodaków twierdzi, że w ww. okresie łączyło leczenie publiczne z komercyjnym. I to rozwiązanie wskazują głównie badani mający od 25 do 34 lat. Natomiast nieco ponad 18% respondentów było u dentysty tylko na Fundusz. Najczęściej informują o tym ankietowani w wieku od 45 do 54 lat. Komentując wyniki najnowszego sondażu, eksperci przewidują, że model hybrydowy będzie coraz częściej wybierany, ponieważ pacjenci wyraźnie zaczęli oszczędzać na prywatnej opiece.

Najwięcej Polaków leczy się prywatnie

Z badania UCE RESEARCH wynika, że w trzech kwartałach br. 38,4% respondentów skorzystało z leczenia stomatologicznego wyłącznie w prywatnych punktach opieki medycznej. Dr Irena Przybylska z kliniki IMPLANT MEDICAL nie jest zaskoczona wysokimi wskazaniami leczenia w komercyjnych placówkach. Zwraca uwagę na to, że jednym z problemów w gabinetach finansowanych przez NFZ jest odległa dostępność terminów. Na wyznaczenie wizyty trzeba czasem długo poczekać, co uniemożliwia podjęcie szybkiego leczenia. Innym powodem mniejszej popularności zabiegów finansowanych przez publicznego ubezpieczyciela jest gorsze wyposażenie gabinetów, które opierają swoją działalność na kontraktach z NFZ. Zdaniem ekspertki, ten trend będzie się utrwalał.

– W mojej ocenie, ten stan dalej będzie się pogłębiał. Coroczne waloryzacje NFZ-u niestety nie rekompensują bieżących podwyżek, chociażby materiałów stomatologicznych, nie mówiąc już o innych kosztach, jakie wiążą się z leczeniem. Stąd też usługi cały czas są na niskim poziomie. Do sytemu trzeba dołożyć sporą sumę pieniędzy, żeby postawić państwowe leczenie stomatologiczne na nogi. Tylko na to raczej nic nie zapowiada – mówi dr Irena Przybylska.

Andrzej Kozłowski z Okręgowej Izby Lekarskiej (OIL) w Szczecinie zaznacza, że z roku na rok wyraźnie maleje dostępność, a co za tym idzie popularność zabiegów finansowanych wyłącznie w ramach ubezpieczenia zdrowotnego. Jest to wynikiem malejącej liczby gabinetów współpracujących z Narodowym Funduszem Zdrowia. Im dalej od dużych miast, tym takich placówek jest mniej, a zatem poważnym problem bywa niedostępność. Ponadto bardziej skomplikowane zabiegi, oparte na droższych materiałach, nie są refundowane. To zdecydowanie zniechęca pacjentów. Przykładem może być brak możliwości skorzystania z leczenia endodontycznego. W sytuacji, gdy ząb może być uratowany, w publicznej placówce grozi mu usunięcie.

– Do powyższego można jeszcze dodać, że pacjenci mają dużo mniejsze zaufanie do publicznej służby zdrowia niż do prywatnej, co też nie pozostaje bez znaczenia. Ten stan kumulował się od wielu lat. O tym świadczy chociażby fakt, że np. w I połowie 2023 roku było ponad 4-krotnie więcej skarg do Rzecznika Praw Pacjenta na publiczne leczenie stomatologiczne niż na prywatne – przekonuje dr Przybylska.

Gdzie wygrywa płatna stomatologia?

Dr Dariusz Paluszek z Okręgowej Izby Lekarskiej w Warszawie zauważa, że na całym świecie stomatologia jest częściowo płatna, a to, w jakim zakresie pacjenci mogą liczyć na refundację, zależne jest od wysokości składki i rodzaju ubezpieczenia. Ekspert przewiduje, że w przyszłości system ochrony zdrowia nie będzie w stanie zabezpieczyć leczenia stomatologicznego pacjentów, lecz będzie to wymagało finansowania wyłącznie przez samych zainteresowanych.

– Rosną oczekiwania pacjentów co do sposobu przeprowadzania leczenia i jego efektów. Nie ma możliwości, by NFZ był w stanie sfinansować leczenie z wykorzystaniem bardzo drogich technologii. Trzeba też pamiętać o tym, że koszyk świadczeń finansowanych przez ubezpieczyciela jest bardzo płytki. Nie zawiera wielu zabiegów, których oczekują pacjenci – mówi ekspert z OIL w Warszawie. Jednocześnie zastrzega, że wyniki badania mogą być przyczynkiem do dyskusji na temat tego, czy NFZ ma konstytucyjny obowiązek zapewnienia każdemu obywatelowi dostępu do opieki stomatologicznej.

Patrząc na szczegółowe wyniki badania, widać, że same odpłatne wizyty częściej były wskazywane przez kobiety niż przez mężczyzn. Głównie deklarowali je Polacy z miesięcznymi dochodami netto przekraczającymi 9 tys. zł, z wyższym wykształceniem, a także mieszkańcy miast liczących co najmniej 500 tys. ludności. Z prywatnych usług najczęściej korzystały osoby mające od 45 do 64 lat.

– Osoby o wyższych dochodach z większą łatwością mogą wybierać odpłatne wizyty. Dostępne środki finansowe są w końcu kluczowym czynnikiem. Mieszkańcy dużych miast nie tylko lepiej zarabiają, ale mogą też przebierać wśród wielu konkurencyjnych cenowo ofert. Zazwyczaj mają większą świadomość na temat zalet korzystania z prywatnego leczenia. Ta ostatnia kwestia również dotyczy osób z wyższym wykształceniem – analizuje ekspertka z IMPLANT MEDICAL.

Hybrydowy model będzie coraz popularniejszy

Ponadto z badania wynika, że w ww. okresie 22,9% uczestników sondażu łączyło zabiegi realizowane w ramach NFZ z komercyjną opieką. Z kolei 18,2% ankietowanych korzystało wyłącznie ze świadczeń dostępnych na Fundusz. Natomiast 15,6% badanych nie było w tym czasie u dentysty. 4,3% respondentów nie pamięta tego, a 0,6% leczyło się inaczej, niż wskazano wyżej. Łączenie usług bezpłatnych z odpłatnymi jest – w ocenie dr Ireny Przybylskiej – przede wszystkim dowodem na szukanie oszczędności.

– Przewiduję, że taki hybrydowy scenariusz będzie się z roku na rok pogłębiał, ponieważ pacjenci wyraźnie zaczęli oszczędzać na leczeniu prywatnym. Sytuacja może poprawić się tylko wtedy, kiedy rodacy będą w lepszej sytuacji finansowej lub NFZ dołoży więcej środków na ww. opiekę medyczną i pacjenci to wyraźnie odczują. Póki co w Polsce jest dość niski stan zaufania do publicznej służby zdrowia właśnie przez jej nie dofinasowanie – komentuje dr Przybylska.

Na łączenie leczenia finansowanego przez NFZ i prywatnego częściej decydują się mężczyźni niż kobiety. Ponadto dotyczy to przede wszystkim osób w wieku od 25 do 34 lat z miesięcznymi dochodami netto na poziomie 7000-8999 zł, a także z wykształceniem zasadniczym zawodowym i z miast liczących od 200 tys. do 499 tys. mieszkańców. – Osoby w ww. wieku często są dopiero na etapie zakładania rodziny albo planowania tego, zaczynają też spłacać kredyty lub inne zobowiązania. To wszystko mocno determinuje je do tego, żeby szukać oszczędności wszędzie, gdzie się da, nawet jeśli całkiem nieźle zarabiają – podkreśla dr Przybylska.

Tylko o leczeniu w ramach NFZ częściej mówią mężczyźni niż kobiety. Ponadto dotyczy to głównie osób w wieku od 45. do 54. roku życia, z miesięcznymi dochodami netto poniżej 1000 zł, a także z wykształceniem podstawowym lub gimnazjalnym oraz ze wsi i miejscowości liczących do 5 tys. mieszkańców. Ekspertka uważa, że większy udział mężczyzn korzystających z zabiegów finansowanych przez NFZ wynika z tego, iż mają oni mniejsze niż kobiety oczekiwania co do efektów leczenia.

– Natomiast fakt, że mówią o tym najczęściej pacjenci w wieku 45-54 lat z niskimi dochodami, może wskazywać na to, że są to osoby najmniej zamożne i są właściwie zmuszone do tego, żeby korzystać z publicznej służby zdrowia. I jak badanie pokazuje, z reguły pochodzą z małych miejscowości, co dokłada kolejną cegiełkę do tego, żeby właśnie tak postępować. Niższe wykształcenie może też skutkować mniejszą świadomością zdrowotną – podsumowuje dr Irena Przybylska.

Polacy coraz bardziej otwarci na technologie, ale zwracają uwagę na prywatność

Dostęp do platform streamingowych wideo deklaruje dwóch na trzech Polaków, a z płatnych serwisów muzycznych korzysta dwóch na pięciu konsumentów. Zaawansowanie technologiczne mieszkańców Polski przejawia się w różnych sferach życia – konsumpcji treści, pomiarze stanu zdrowia czy wykorzystaniu nowych możliwości smartfonów. Jak wynika z raportu „Digital Consumer Trends”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, dla czterech na pięciu Polaków poniżej 34 r.ż. media społecznościowe są preferowanym źródłem informacji o świecie, a co drugi płaci w sklepie smartfonem lub smartwatchem.

Rynek usług streamingu wideo i muzyki rósł stopniowo od kilku lat. Obecnie zaczyna być widoczne pewne nasycenie usługami subskrypcyjnymi – dostęp do streamingu wideo spadł w ciągu roku o 4 p.p. do 68 proc., a w przypadku muzyki utrzymuje się na tym samym poziomie (41 proc.). Z drugiej strony, w tym samym czasie ponownie zwiększyła się liczba subskrypcji filmowych w przeliczeniu na osobę. Dziś Polak posiada średnio 2,59 abonamentu, podczas gdy w 2021 r. było to 1,96. Jednocześnie rośnie odsetek osób, które decydują się na zakup nowej subskrypcji. Na przestrzeni 12 miesięcy zrobił tak co trzeci ankietowany, co oznacza 15 proc. wzrost rok do roku. Zwiększyła się także grupa badanych, która wykupuje abonament po jego wcześniejszym anulowaniu – obecnie jest to już 15 proc. respondentów. Takie działanie deklaruje co piąty ankietowany w wieku 18-25 lat, co wskazuje na poszukiwanie okazji korzystnych cenowo. Z roku na rok kurczy się za to grupa osób, które nie zmieniają abonamentów wideo (33 proc.), podczas gdy pozostali weryfikują posiadane subskrypcje, poszukując usług najlepiej odpowiadających ich potrzebom.

Penetracja rynku subskrypcji wideo jest w Polsce wysoka i znajduje się już niemal na takim poziomie jak w Wielkiej Brytanii. W streamingu wciąż obowiązuje zasada „content is king”, a żeby z niego korzystać trzeba mieć dostęp do abonamentu. Jednak obecnie co piąta osoba rezygnująca z subskrypcji wideo w Polsce robi to z przyczyn finansowych. Optymalizacja posiadanych produktów cyfrowych, która jest aktualnie zjawiskiem obecnym na całym świecie w wielu segmentach rynku, wymusza zmianę strategii cenowej po stronie dostawców. W konsekwencji widzimy coraz więcej pakietów rodzinnych w Polsce czy inne ceny na rynkach azjatyckich – mówi Ścibor Łąpieś, partner i lider obszaru Technology and Cyber M&A, Deloitte.

Konsumenci weryfikują więc posiadane abonamenty w miarę zmian oferty, swoich preferencji czy możliwości finansowych. Poszukują również możliwości współdzielenia kont, aby zapewnić sobie dostęp do wielu platform streamingowych, zachowując określony poziom wydatków. Wśród użytkowników filmowych serwisów wideo średnio co trzeci współdzieli dostęp z osobą z przynajmniej jednego innego gospodarstwa domowego. Z takiego rozwiązania najczęściej korzystają osoby najstarsze (43 proc. badanych w wieku 55-65 lat) i najmłodsze (39 proc. ankietowanych w wieku 18-24 lata). Jednocześnie jedna trzecia użytkowników nie ponosi opłat za korzystanie ze streamingu wideo lub pokrywa jedynie część kosztów dostępu. Tymczasem co czwarty badany korzystający z serwisów filmowych (27 proc.), którego abonament jest opłacany spoza gospodarstwa domowego, deklaruje, że jest skłonny założyć lub przejąć subskrypcję na siebie w przypadku braku możliwości współdzielenia konta.

Polacy otwarci na nowe funkcje smartfonów

Wiedząc, że przed ekranem spędzimy więcej czasu, oglądając film czy serial, sprzętem, który do tego wybieramy wciąż pozostaje przede wszystkim ekran telewizyjny lub laptop. Do przeglądania Internetu czy sprawdzania stanu konta bankowego coraz częściej wybieramy smartfon, który stopniowo zastępuje inne urządzenia. Wzrost powszechności stosowania smartfona widać także w segmencie zakupów w sieci (wzrost o 32 proc. w ciągu dwóch lat), aczkolwiek polscy konsumenci w tym celu nadal najczęściej korzystają z laptopa.

Rosnące możliwości techniczne smartfonów, ich funkcjonalność oraz powszechne rozwiązania chmurowe sprawiają, że wzrasta znaczenie i wykorzystanie urządzeń elektronicznych w naszym życiu. Co istotne, o ile rozwiązania technologiczne stają się coraz bardziej wyszukane, to doświadczenie użytkownika przebiega w sposób szybszy i łatwiejszy. Technologie coraz bardziej odrywają nas od konkretnych urządzeń i kierują w stronę cyfrowego otoczenia, które w przyszłości może zostać wyposażone w szereg sensorów pozwalających poszerzyć doświadczenia fizyczne – mówi Sławomir Lubak, partner i lider ds. sektora TMT, Deloitte.

Choć wskaźniki posiadania wielu urządzeń elektronicznych utrzymują się w Polsce na zbliżonym poziomie, to zmieniają się sposoby ich wykorzystania. Blisko co druga osoba wykorzystuje obecnie smartfon lub smartwatch do płatności realizowanych w miejscu sprzedaży (49 proc.). Polacy cechują się również większą otwartością na nowe możliwości wykorzystania urządzeń elektronicznych niż mieszkańcy innych krajów.

Więcej dezinformacji w mediach społecznościowych

Już połowa ankietowanych ma poczucie, że spędza za dużo czasu ze smartfonem w ręce. Jednocześnie to urządzenie coraz częściej stanowi dla nas narzędzie dostępu do informacji. Dla większości odbiorców poniżej 34 r.ż. preferowanym źródłem wiedzy o wydarzeniach w Polsce i na świecie okazują się media społecznościowe (odpowiednio 49 proc. i 30 proc. dla grup 18-24 i 25-34 lata). Stanowią one także główny kanał dostępu do informacji dla 25 proc. kobiet i 16 proc. mężczyzn. Mężczyźni najchętniej sięgają po informacje ze stron i aplikacji newsowych (26 proc. w porównaniu do 19 proc. kobiet).

Jednocześnie aż trzech na czterech ankietowanych spotkało się z dezinformacją w mediach społecznościowych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. 26 proc. respondentów deklaruje, że nie napotkało takich sytuacji lub nie ma w tej sprawie wiedzy, choć nieświadomie mogło pozostawać pod wpływem danego przekazu. Co trzeci badany ma wrażenie, że obecnie coraz częściej spotyka się z tego typu zjawiskami, natomiast blisko co dziesiąty deklaruje, że ma to miejsce rzadziej niż rok wcześniej.

Chociaż technologie umożliwiające tworzenie tzw. „deepfake” powstały ponad sześć lat temu, wciąż nie dysponujemy przepisami regulującymi ich rozpowszechnianie. W ramach prac nad unijnym rozporządzeniem o AI planowane jest zobowiązanie twórcy „deepfake” do oznaczenia, że dana treść została wygenerowana sztucznie, co ma szansę ustanowić pewien standard na rynku. Nadal jednak dla zaistnienia tego obowiązku kluczowa może być ocena, czy dany materiał jest odbierany jako autentyczny czy wygenerowany, co często pozostaje kwestią subiektywną. Obecnie jednak kluczowa w zapobieganiu tego typu zjawiskom pozostaje rola przedsiębiorstw i samych konsumentów – mówi dr Michał Mostowik, adwokat, ekspert ds. regulacji AI, fintech & data w Deloitte Legal.

Rosnąca popularność monitorowania aktywności

Urządzenia wearables są jedną z nielicznych kategorii, które wciąż notują wzrost (o 7 proc. rok do roku). Obecnie dostęp do nich posiada już 63 proc. badanych. W tym roku tendencja wzrostowa dotyczy jedynie monitorów aktywności (z 24 proc. do 29 proc.), podczas gdy w przypadku smartwatchy zauważalny jest lekki spadek penetracji (34 proc. w porównaniu do 35 proc. w roku ubiegłym).

Niezależnie od preferowanego urządzenia, aktualnie już 73 proc. użytkowników monitoruje różne aspekty związane z dobrostanem fizycznym i psychicznym. Ponad połowa osób sprawdza liczbę kroków, jedna czwarta jakość snu, a 17 proc. ankietowanych mierzy poziom stresu. Można oczekiwać, że wraz z postępującymi zmianami demograficznymi liczba korzystających z urządzeń monitorujących aktywność będzie rosnąć. Co ważne, aż 77 proc. Polaków zgodziłoby się na udostępnienie lekarzowi wyników pomiarów dokonanych na urządzeniach elektronicznych, a gotowość ta jest najwyższa w dwóch najstarszych badanych grupach wiekowych.

Potrzebę zachowania prywatności widać także w odniesieniu do innych danych osobowych i w pozostałych aspektach życia. Ankietowani zapytani o gotowość do udostępnienia danych osobowych na potrzeby ścigania nadużyć pozostają ostrożni. Aż 42 proc. z nich odmówiłoby podania lokalizacji telefonu, 51 proc. historii wyszukiwania, a 47 proc. cyfrowego zapisu twarzy.

O badaniu:

Raport powstał na podstawie badania online przeprowadzonego przez agencję badawczą w dniach 4-16 sierpnia 2023 r. na reprezentatywnej próbie 2000 respondentów w wieku 18-65 lat. W wybranych aspektach badanie uwzględniało opinie ogółu respondentów; osób, które zadeklarowały świadomość dostępności określonych rozwiązań opartych na generatywnej sztucznej inteligencji oraz ankietowanych, którzy korzystali z określonych narzędzi.

Listopad 2023 r. w TIM SA: sprzedaż zbliżona do poprzedniego roku

Ze wstępnych szacunków wynika, że w listopadzie 2023 r. miesięczne przychody TIM SA ze sprzedaży netto towarów i usług związanych bezpośrednio ze sprzedażą towarów wyniosły niemal 119,9 mln zł (-2,4% rdr.).

Szacowana sprzedaż online realizowana samodzielnie przez klientów osiągnęła w przedostatnim miesiącu 2023 r. ponad 81,6 mln zł (również -2,4% rdr.).

Całkowite skumulowane szacowane przychody ze sprzedaży TIM SA zbliżyły się po 11 miesiącach 2023 r. do 1,3 mld zł (1,29 mld zł, -3,7% rdr.), zaś pochodzące ze sprzedaży online realizowanej samodzielnie przez klientów – do 876,5 mln zł (-6,0% rdr.).

– Sytuacja na rynku budownictwa czy dystrybucji elektrotechniki jest trudna, dlatego tak niewielki spadek w porównaniu z analogicznym okresem 2022 roku jest dowodem na zdolność dostosowywania się TIM-u także do słabszej rynkowej koniunktury. A to stanowi dla mnie powód do zadowolenia – uważa Krzysztof Folta, prezes Zarządu TIM SA. – Jeszcze bardziej cieszą mnie dane dotyczące produktów wysokomarżowych. W tej kategorii odnotowaliśmy bowiem w listopadzie 2023 roku wzrost sprzedaży o ponad 2 procent – dodaje.

Północna Izba Gospodarcza o proteście na granicy polsko-ukraińskiej

Zachodniopomorscy przewoźnicy dużo tracą przez protest na granicy polsko-ukraińskiej. „Polityczny impas powoduje, że tym tematem nie ma się kto zająć”.

– Mówienie, że problem protestu na granicy polsko-ukraińskiej to temat regionalny niestety nie jest prawdą. Do Północnej Izby Gospodarczej w ostatnim czasie zgłasza się ogromna ilość przedsiębiorców z sektora TSL, w tym przewoźników czy logistyków, mówiąc o tym, że ich trudna sytuacja jest pogłębiana przez ten protest. Solidarność polsko-ukraińska jest faktem, musimy o nią dbać i ją pielęgnować. Nie może jednak odbywać się to kosztem naszych przedsiębiorców, a obecna sytuacja niestety pozwala ukraińskim przewoźnikom na więcej niż przewoźnikom z Polski, Węgier, Czech, Litwy, Słowacji czy Łotwy – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Wszyscy przewoźnicy czują niesprawiedliwą konkurencję ze strony ukraińskich przewoźników

Według protestujących przewoźników powodem ich trudnej sytuacji jest tania konkurencja transportowa z Ukrainy. Problemy zaczęły narastać po tym, jak Unia Europejska czasowo zniosła ograniczenia dla ukraińskich ciężarówek z racji wojny. Teoretycznie przewoźnicy z Ukrainy mają prawo eksportować tylko produkty z kraju ogarniętego wojną i z powrotem. Polscy przewoźnicy przekonują, że to tylko teoria, a ukraińskie firmy robią polskim przedsiębiorcom poważną konkurencję.

– To jest problem całej branży transportowej w Polsce – mówi Dariusz Matulewicz, prezes zarządu Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych. – Nie możemy pozwalać na to, by polscy, ale nie tylko polscy przewoźnicy byli wypychani z rynku europejskiego. Komisja Europejskiego zezwoliła na świadczenie usług przewoźnikom ukraińskim, ale tylko w transporcie bilateralnym. Zezwolono na brak zezwoleń, które my musimy posiadać jako członkowie Unii Europejskiej. Po wybuchu wojny zniesiono zezwolenia i rozumieliśmy potrzebę, bo ukraińskie łańcuchy dostaw zostały mocno zniszczone. Całe to przedsięwzięcie rozwinęło się do tego stopnia, że przewoźnicy z Polski, Słowacji, Węgier i inne kraje blisko Ukrainy odczuwają potężną i niesprawiedliwą konkurencję ze strony ukraińskich podmiotów. Nie możemy z nimi konkurować, bo koszty działania miedzy polskimi, a Ukraińskimi firmami są zupełnie inne. Mowa choćby o stawkach dla kierowców, opłatach transportowych i innych regulacjach na poziomie krajowym i europejskim – mówi Matulewicz.

Jaka jest sytuacja zachodniopomorskich przewoźników?

– Nie jestem w stanie powiedzieć czy 30, 40 czy 50% przewoźników odczuwa straty. To jest demokratyczne zjawisko. Nie ma firmy, która nie odczuwa negatywnych konsekwencji obecnej sytuacji – ddodaje Matulewicz.

„Trwa polityczny spektakl, a przedsiębiorcy ponoszą straty tutaj i teraz”

Jak mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie, sektor TSL boryka się w ostatnim czasie z szeregiem poważnych problemów.

– Interweniowaliśmy w temacie kontroli na granicy polsko-niemieckiej. Teraz przygotowujemy stanowisko w sprawie drastycznego wzrostu cen za poruszanie się po niemieckich autostradach, a teraz kolejny, bardzo poważny cios w przewoźników. Protest na granicy polsko-ukraińskiej jest efektem bardzo poważnego uderzenia w europejski sektor TSL, który nie ma szans na równą konkurencję z przewoźnikami z Ukrainy. Oni nie są objęci naszymi normami, a jednocześnie pozwalają sobie na nieuczciwą konkurencję z naszymi firmami.  Warto wspomnieć choćby o europejskim pakiecie mobilności, który dotyczy tylko europejskich przewoźników – mówi Hanna Mojsiuk.

Północna Izba Gospodarcza popiera stanowisko Zachodniopomorskiego Stowarzyszenia Przewoźników Drogowych.

– Problem jest taki, że nie wiadomo do kogo apelować. Do rządu, który ustąpił, do rządu dwutygodniowego czy może już do rządu, który będzie powołany po 11 grudnia? To sytuacja kuriozalna że poważne sprawy są odkładane w czasie przez politykę, a przedsiębiorcy cierpią, płacą i ponoszą straty tutaj i teraz – mówi bez ogródek prezes Hanna Mojsiuk.

– Firmy przewozowe upadają co ma ogromne przełożenie na wiele innych branż sektora automotive np. na serwisy samochodowe, producentów części, firmy logistyczne i też może powodować bezrobocie w zawodach kierowców – dodaje Hanna Mojsiuk.

Supreme Energy osiągnęło ponad 25 mln zł przychodów po trzech kwartałach 2023 r.

Firma Supreme Energy po trzech kwartałach 2023 roku zanotowała ponad 25 mln zł przychodów netto ze sprzedaży, z czego w samym Q3 wartość ta wyniosła 9,7 mln zł. EBITDA od stycznia do września przekroczyła 1,3 mln zł. Zysk operacyjny EBIT wyniósł ponad 1,2 mln zł, a zysk netto prawie 1 mln zł. Osiągnięte wyniki są zasługą odpowiednio obranej strategii rozwoju, opartej na optymalizacji i automatyzacji procesów sprzedażowych. Sprawne skalowanie biznesu umożliwiło spółce rozpoczęcie ekspansji zagranicznej, oddział operacyjny w Berlinie jest już aktywny. Kamieniem milowym Supreme Energy na rok 2024 pozostaje debiut na warszawskiej Giełdzie z możliwością wcześniejszego przeprowadzenia IPO. Spółka prowadzi pierwsze rozmowy z potencjalnymi inwestorami branżowymi.

Zakończone satysfakcjonującymi wynikami pierwsze trzy kwartały 2023 roku stanowią podsumowanie udanej działalności spółki Supreme Energy, obecnej na polskim rynku od 2021 roku. Firma jest powiązana kapitałowo ze spółką Supreme Global, założoną w marcu 2023 roku. Pomimo stosunkowo krótkiego okresu działalności, oba podmioty tworzą silną strukturę i osiągają imponujące wyniki finansowe. Na koniec września 2023 łączne przychody obu firm wyniosły prawie 27 mln zł, a zysk netto przekroczył 1,5 mln zł.

– Obserwowanie tak sprawnego wzrostu Supreme Energy, jest dla mnie jako założyciela firmy, niezwykle satysfakcjonujące – zwłaszcza przy tak dynamicznie zmieniającym się rynku odnawialnych źródeł energii. Po niespełna trzech latach działalności, nie tylko jesteśmy rentowni, ale i osiągamy oczekiwane przychody, z widokiem na dalszy wzrost w przyszłości. Nie zamierzamy zwalniać tempa. Dalej będziemy konsekwentnie kontynuować działania oparte na przemyślanej strategii rozwoju i umacnianiu solidnej struktury sprzedażowej – mówi Mateusz Wróbel, prezes zarządu w Supreme Energy.

Supreme Energy wchodzi w skład ww. grupy kapitałowej Supreme Global. Najnowszym podmiotem holdingu jest Supreme Energy Deutschland z biurem operacyjnym w Berlinie.

Sprzedaż usług ruszyła w listopadzie, a nasz zespół działa niezwykle sprawnie by zapewnić skuteczny start naszego niemieckiego oddziału. Jest to dla nas istotny krok w kierunku międzynarodowej ekspansji, zgodnie z przyjętą strategią rozwoju. Nasza obecność w Niemczech umożliwia nam nie tylko korzystanie z potencjału tego rynku, ale i czerpanie z lokalnych zasobów i know-how. – mówi Jan Zając, członek zarządu Supreme Energy.

Ambicją Supreme Energy jest zajęcie znaczącego miejsca w ścisłej czołówce firm w Unii Europejskiej.

W celu dalszego skalowania biznesu, Supreme Energy planuje rozpoczęcie procesu upublicznienia. Wejście na warszawską Giełdę planowane jest na 2024 rok. Nie wykluczany jest wcześniejszy udział w IPO. – Szczegóły dotyczące IPO chcemy podjąć z początkiem nadchodzącego roku. Natomiast już teraz widzimy zainteresowanie ze strony potencjalnych inwestorów branżowych. Rozmowy przebiegają bardzo pozytywnie. – mówi Mateusz Wróbel. – Cieszy nas fakt, że rynek chce zostać częścią dynamicznie rosnącej grupy Supreme. Napawa nas to wielkim optymizmem – dodaje.

W dobie transformacji energetycznej polski sektor OZE dynamicznie się rozwija. Szacuje się, że w okresie letnim 2023 roku, co najmniej 25% energii elektrycznej wytwarzanej w Polsce pochodziło z odnawialnych źródeł.

Ministerstwo Finansów rozpoczyna konsultacje dot. Krajowego Systemu e-Faktur

Ministerstwo Finansów rozpoczyna konsultacje dwóch aktów wykonawczych dotyczących powszechnego stosowania Krajowego Systemu e-Faktur. Nowe przepisy obejmują zarówno tzw. rozporządzenie techniczne w sprawie korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur, jak i nowelizację rozporządzenia dotyczącego wystawiania faktur. Oba rozporządzenia mają obowiązywać od 1 lipca 2024 r.

Od 1 lipca 2024 r. Krajowy System e-Faktur („KSeF”) będzie obowiązkowy dla wszystkich przedsiębiorców. Obecnie Ministerstwo Finansów rozpoczęło konsultacje dwóch aktów wykonawczych, które regulują powszechne stosowanie tego systemu.

Rozporządzenie techniczne dotyczy m.in. zasad korzystania z KSeF, obejmujących rodzaje uprawnień, metody uwierzytelniania, a także zakres danych umożliwiających dostęp do faktur o strukturze ustandaryzowanej, w tym w trakcie awarii i niedostępności systemu. Nowelizacja rozporządzenia w sprawie wystawiania faktur z kolei skupia się na zagadnieniach związanych z wystawianiem faktur, zwłaszcza w kontekście dokumentowania sprzedaży towarów i usług objętych zwolnieniem z podatku VAT. Te rozwiązania mają być wdrożone już w pierwszym etapie funkcjonowania obowiązkowego KSeF.

Rozporządzenie techniczne KSeF

Nowe rozporządzenie koncentruje się na zasadach korzystania z obowiązkowego KSeF i będzie dotyczyło wszystkich czynnych podatników VAT. Dotychczasowe regulacje techniczne (rozporządzenie z dn. 27 grudnia 2021 r. w sprawie korzystania z Krajowego Systemu e-Faktur) utracą moc z dniem 30 czerwca 2024 r., a nowe przepisy mają wejść w życie 1 lipca 2024 r.

Poza wcześniej obowiązującymi, nowe rozporządzenie ma zawierać dodatkowe regulacje, które określają zakres danych pozwalający na dostęp w KSeF do faktur wystawionych w awarii i niedostępności oraz dla faktur VAT RR i VAT RR KOREKTA, sposoby oznaczania kodami QR faktur wystawionych w KSeF i wprowadzonych do KSeF (w przypadku wystąpienia awarii lub niedostępności), udostępnianych nabywcy w inny sposób niż w KSeF lub używanych poza KSeF. Oprócz tego opisuje nowe rodzaje uprawnień i metod uwierzytelnień, także w odniesieniu do faktur VAT RR i VAT RR KOREKTA.

Wkrótce Ministerstwo Finansów planuje przedstawić do uzgodnień specyfikację oprogramowania interfejsowego. Dokument ten będzie zawierał opis wymagań technicznych dotyczących kodów weryfikujących, tzw. kodów QR.

Wydruk faktury poza KSeF nie ma mocy prawnej, jednak nowe przepisy wymagają umieszczenia QR kodu na fakturach zarówno online, jak i tych generowanych w przypadku awarii KSeF. To oznacza, że tradycyjna sekwencja drukowania faktury i późniejszego wysłania jej do KSeF nie będzie już możliwa, ponieważ będzie brakować QR kodu uniemożliwiającego uznania dokumentu za fakturę VAT mówi Michał Sosnowski, Business Development Director, Exorigo-Upos.

Nowelizacja rozporządzenia w sprawie wystawiania faktur

Projekt ma na celu dostosowanie dotychczasowych przepisów rozporządzenia dotyczącego wystawiania faktur do nowych rozwiązań wprowadzonych przez Krajowy System e-Faktur. Kluczowe zmiany wprowadzone w projekcie w związku z obowiązkowym KSeF obejmują dodanie do katalogu danych, takich jak NIP nabywcy i sprzedawcy na fakturze, wystawianej przez podatników zwolnionych. Zmiana ma wejść w życie od 1 stycznia 2025 roku.

Poza tym, w przypadku faktur za usługi ciągłe, takie jak dostawa mediów, projekt zawiera regulacje mające na celu uproszczenie i ułatwienie dokumentowania tych transakcji. W tym obszarze proponowane zmiany odpowiadają na postulaty zgłaszane podczas konsultacji publicznych, zwłaszcza przez branżę energetyczną. Te zmiany będą miały zastosowanie po wprowadzeniu obowiązkowego KSeF od 1 lipca 2024 roku.

Jak się przygotować?

Warto zauważyć, że niektórzy dostawcy oprogramowania oferują rozwiązania, które od samego początku dają nabywcy możliwość weryfikacji wystawienia faktury w KSeF w podobny sposób jak określono w nowej regulacji, tj. poprzez QR kod na wizualizacji faktury. Przedsiębiorcy są bardziej skłonni korzystać z gotowych narzędzi, które ułatwią im dostosowanie się do zmian a poprzez ‘wyoutsourcowanie’ obsługi KSeF do wyspecjalizowanej firmy  sprawią, że proces korzystania z KSeF będzie płynny i efektywny – dodaje Michał Sosnowski.

Ministerstwo Finansów zachęca przedsiębiorców do dokładnej analizy proponowanych rozporządzeń oraz do zgłaszania ewentualnych uwag. Aby skorzystać z Krajowego Systemu e-Faktur od lipca 2024 roku, konieczne będzie przeprowadzenie procesu uwierzytelnienia oraz uzyskanie odpowiednich uprawnień. Dodatkowo, istotnym elementem tego procesu stanie się wprowadzenie kodów QR podczas wystawiania faktur. Ministerstwo podkreśla, że ten krok będzie kluczowy dla prawidłowego funkcjonowania systemu.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – listopad 2023 r.

  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 2,6% rdr do 24,7 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na NewConnect o 33,5% rdr do 157,1 mln zł
  • Spadek wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 16,1% rdr do poziomu 701,6 tys. szt.
  • Spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 5,2% rdr do 205,1 mln zł
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 81,1% rdr do 14,1 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 9,0% rdr do 16,9 TWh

W listopadzie 2023 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 24,9 mld zł, czyli o 1,4% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wzrosła o 2,6% rdr do poziomu 24,7 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1,18 mld zł, o 2,3% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec listopada wyniosła 74 264,07 pkt. i była o 32,5% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w listopadzie odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 32,4% rdr do poziomu 195,5 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 33,5% rdr i wyniosła 188,8 mln zł.

Na rynku GlobalConnect wartość obrotów akcjami w listopadzie wyniosła 525,5 tys. zł i była o 6,6% niższa niż przed rokiem.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w listopadzie wyniósł 1,1 mln szt., czyli o 13,8% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 16,1% rdr do poziomu 701,6 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 8,1% rdr do 274,5 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 31,2% rdr do 112,4 tys. szt.

W listopadzie odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 5,2% rdr do poziomu 205,1 mln zł oraz spadek łącznej wartości obrotów ETF oraz ETC o 22,4% rdr do 97,6 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec listopada 107,3 mld zł, wobec 93,5 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń wzrosła o 30,7% rdr do poziomu 529,5 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 32,9 mld zł wobec 17,9 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 83,2% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w listopadzie br. 14,1 TWh, co oznacza wzrost o 81,1% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 128,4% rdr do poziomu 6,2 TWh. Na rynku forward wolumen wzrósł o 55,6% rdr do poziomu 7,9 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 9,0% rdr do 16,9 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 24,6% do poziomu 2,7 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 19,1% rdr do poziomu 14,2 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 1,0 TWh, co oznacza spadek o 42,6% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 2,9% rdr do poziomu 7,6 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE spadł o 40,4% rdr, do wolumenu 1,7 TWh.

Kapitalizacja 370 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w listopadzie 2023 r. wyniosła
724,8 mld zł (166,6 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 412 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 402,3 mld zł (322,4 mld EUR).

Na rynku NewConnect zadebiutowały akcje spółek: SPACE FOX GAMES S.A. oraz RED SQUARE GAMES S.A. (wartość oferty: 2,7 mln zł).

W listopadzie br. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych w porównaniu do 20 sesji rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Tylko 37% firm przyznało, że zleciło przeprowadzenie audytu swoich informacji niefinansowych w ramach Taksonomii UE

Unijna taksonomia w ostatnim czasie stała się kluczowym elementem napędzającym inwestycje w kierunku zrównoważonych działań sektora finansowego w Europie. Z drugiej edycji globalnego badania KPMG wynika, że w 2022 roku 60% firm zgłosiło obroty na poziomie kwalifikującym się do składania sprawozdań niefinansowych zgodnie z obowiązującymi przepisami taksonomii. Ponad trzy czwarte badanych firm (76%) poinformowało o prowadzonych działaniach związanych z łagodzeniem zmian klimatycznych, jednak tylko 6% potwierdziło, że podejmuje kroki mające na celu wdrożenie tych zmian do swojej strategii funkcjonalnej.

W ubiegłym roku KPMG przeprowadziło pierwsze badanie wśród firm dotyczące Taksonomii UE. Druga edycja globalnego badania, w której uczestniczyło 281 europejskich jednostek zainteresowania publicznego (w tym z Polski), przybliża zagadnienia związane z unijnymi dyrektywami w drugim roku raportowania danych niefinansowych.

Działalność gospodarcza a Taksonomia UE 2022

60% firm zgłosiło obroty kwalifikujące się do objęcia taksonomią większe niż zero, przy średnim zgłoszonym obrocie kwalifikującym wynoszącym 37%. Średni zgłoszony obrót zgodny z taksonomią był z kolei mniejszy niż połowa tej wartości, co podkreśla wyzwanie, przed jakim stoją firmy przy spełnianiu kryteriów zgodności. Nie jest zaskoczeniem, że zdecydowana większość firm uczestniczących w badaniu KPMG zgłosiła działania związane z łagodzeniem zmian klimatycznych (76%), podczas gdy działania związane z adaptacją do ich skutków zostały uwzględnione przez 6% analizowanych podmiotów. Jedynie 15% ankietowanych nie ujawniło, czy poddało ocenie prowadzone działania związane z łagodzeniem zmian klimatu czy też adaptacją do ich skutków.

Integracja sprawozdawczości niefinansowej z unijną taksonomią, zgodnie z dyrektywą CSRD, nie tylko umożliwia firmom precyzyjne dostosowanie celów zrównoważonego rozwoju do norm i wytycznych Unii Europejskiej, ale także wpływa na kształtowanie strategii biznesowej. Przez jasne określenie działań zgodnych z unijnymi standardami, przedsiębiorstwa mogą lepiej zintegrować zrównoważone praktyki ze swoimi strategicznymi celami, co nie tylko ułatwia inwestorom dokładną ocenę, ale również przyczynia się do budowania trwałej wartości i zwiększenia konkurencyjności na rynku – mówi Iwona Galbierz-Sztrauch, Partner, Szef Działu Usług Finansowych w KPMG w Polsce.

Informacje jakościowe

Z uwagi na ograniczone wytyczne i brak najlepszych praktyk, ujawnienia związane z rokiem 2022 w niektórych przypadkach ograniczały się do zwięzłego akapitu umieszczonego na końcu sprawozdania rocznego, w innych zaś przybierały formę obszernych sekcji. W miarę pojawiania się większej liczby wytycznych, przykładów, lepszej organizacji harmonogramów raportowania oraz wdrażania lub ulepszania struktur zarządzania i konkretnych procesów, ujawnienia staną się bardziej porównywalne.

Zmieniające się wymagania

Analiza KPMG wykazała, że niektóre sektory objęte badaniem prezentują bardzo niskie wskaźniki spełnienia kryteriów taksonomii. Wynika to głównie z faktu, że w raportowaniu za rok finansowy 2022 wymagane były jedynie dwa pierwsze cele środowiskowe, czyli łagodzenie zmian klimatu i adaptacja do nich. W rezultacie sektory o ogólnie niewielkim wpływie na zmiany klimatyczne, takie jak np. opieka zdrowotna, nie mogą zaklasyfikować żadnych działań jako zgodnych z taksonomią dotyczącą zrównoważonego rozwoju środowiskowego. Ta sytuacja z pewnością ulegnie zmianie w kolejnych okresach raportowania, kiedy obowiązywać będzie rozszerzona lista działań.audyt informacji niefinansowych w ramach Taksonomii UE

Najwyższe obroty kwalifikujące się do objęcia Taksonomią UE odnotowano w sektorze nieruchomości oraz motoryzacji i części samochodowych, podczas gdy najwyższy obrót zgodny z taksonomią został zgłoszony przez sektory usług publicznych i nieruchomości. Z kolei sektory opieki zdrowotnej oraz spożywczy nie zgłosiły prawie żadnej działalności gospodarczej kwalifikującej się do taksonomii lub generującej przychody dostosowane do tej klasyfikacji.

Ogółem 37% respondentów ujawniło, że zleciło przeprowadzenie audytu w zakresie kwalifikowalności swojej działalności gospodarczej do Taksonomii UE. Ograniczone zapewnienie stanie się obowiązkowe wraz z wejściem w życie Dyrektywy w sprawie sprawozdawczości w zakresie zrównoważonego rozwoju (CSRD).

O RAPORCIE:

Druga edycja globalnego badania KPMG, w której uczestniczyło 281 europejskich jednostek zainteresowania publicznego, przybliża zagadnienia związane z unijnymi dyrektywami w drugim roku raportowania danych niefinansowych. W ramach badania przedsiębiorstwa podzieliły się spostrzeżeniami dotyczącymi doskonalenia sprawozdawczości niefinansowej, a także praktyk i strategii związanych z ESG, które podlegają regulacjom unijnej taksonomii.