Odpowiedzialność za produkty wadliwe – zmiany w dyrektywie unijnej

Nowa wersja przepisów dyrektywy w sprawie odpowiedzialności za produkty wadliwe (w polskim prawie – za produkty niebezpieczne) ma przede wszystkim zwiększyć odpowiedzialność biznesu i dbałość o to, by produkt pojawiający się na rynku spełniał wszystkie wymagania. Ma to się przełożyć na lepszą ochronę konsumentów, którzy będą mogli liczyć na adekwatne odszkodowanie, jeśli dany produkt spowoduje u nich powstanie szkody – zarówno o charakterze fizycznym, jak i szkody niematerialnej.

Komisje legislacyjne działające przy Parlamencie Europejskim zatwierdziły wstępną wersję nowych przepisów, które wprowadzają jednolite dla całej wspólnoty zasady przyznawania odszkodowań za szkody spowodowane przez wadliwe produkty.

Odpowiedzialnością za wytwarzane przez siebie towary mają zostać objęci także producenci, którzy nie mają siedziby na terenie UE. Nowe przepisy będą wymagały od nich posiadania swojego przedstawicielstwa w jednym z krajów członkowskich. W ten sposób łatwiej będzie znaleźć i pozwać podmiot odpowiedzialny za wadliwy produkt. Nowa dyrektywa stanowi, że importer wadliwego produktu, autoryzowany przedstawiciel producenta lub, w ostateczności, dostawca usług realizacji zamówień (firma, która zazwyczaj zajmuje się magazynowaniem, pakowaniem i wysyłką produktu) również mogą zostać pociągnięte do odpowiedzialności za szkody. W przypadku, gdy z jakichś względów ustalenie producenta okaże się niemożliwe, odszkodowania będzie wypłacało państwo.

Europosłowie zaproponowali także zniesienie minimalnej kwoty doznanej krzywdy, od której można ubiegać się o odszkodowanie. Dotychczas ten próg był ustalony na poziomie 500 euro. W nowej wersji przepisów nie przewidziano jakichkolwiek limitów. Dodatkowo ciężar przeprowadzenia dowodu będzie przerzucony z konsumenta na producenta. W praktyce oznacza to, że sąd będzie mógł zażądać od wytwórcy wadliwego towaru dostarczenia dokumentacji, z której mogą wynikać wnioski niekorzystne dla niego samego.

Podkreślenia wymaga fakt, iż konsumenci będą mogli dochodzić nie tylko odszkodowania za szkody o charakterze fizycznym, ale również rekompensat za potwierdzone medycznie szkody psychiczne oraz zniszczenia lub nieodwracalnego uszkodzenia danych (np. usunięcia plików z dysku twardego), gdy strata ekonomiczna przekroczy 1000 euro. W tym kontekście szczególne znaczenie ma to, że za produkt niebezpieczny będzie mógł zostać uznany nie tylko przedmiot, ale też produkt elektroniczny. Wiąże się to z szybkim rozwojem narzędzi opartych na sztucznej inteligencji. Posłowie do Parlamentu Europejskiego dodatkowo przedłużyli okres odpowiedzialności z zaproponowanych przez Komisję 20 lat do 30 lat w wyjątkowych przypadkach, gdy objawy pojawiają się powoli.

– Podobnie jak w przypadku obowiązującej wersji dyrektywy, nowe przepisy maja zapewnić równowagę między zapewnieniem efektywnych narzędzi dla poszkodowanych wadliwymi produktami a zapewnieniem pewności, na jaką zasługują podmioty gospodarcze na szybko zmieniającym się rynku charakteryzującym się cyfryzacją, gospodarką o obiegu zamkniętym i globalnymi łańcuchami wartości – stwierdził po głosowaniu komisji współsprawozdawca Komisji Prawnej Pascal Arimont.

Kontekst
Unijny system odpowiedzialności za produkt ustanowiono, by zrekompensować poszkodowanym szkody fizyczne lub majątkowe, które osoby te poniosły w związku z wadliwym produktem (np. przegrzewającą się suszarką do włosów lub przeciekającą pralką). Będzie to możliwe po prostu przez udowodnienie, że produkt był wadliwy i że wada spowodowała uszkodzenie ciała lub inną szkodę.
Obecne przepisy unijne pochodzą z 1985 r., kiedy to niewiele produktów posiadało jakiekolwiek cechy cyfrowe, a obieg zamknięty był dopiero kształtującą się koncepcją.

Autor: r. pr. Aleksandra Diskau, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Sprzedaż detaliczna w Polsce niższa niż przed rokiem

Sprzedaż detaliczna w cenach stałych we wrześniu była niższa niż przed rokiem o 0,3%. Ujemna dynamika sprzedaży detalicznej wciąż się utrzymuje, jednak jak się wydaje jesteśmy już blisko wyjścia na dodatnie dynamiki, co będzie oznaczało realny wzrost konsumpcji. Dezinflacja postępuje wraz z nią realnie zaczynają rosnąć również wynagrodzenia. Spodziewam się kontynuacji tych trendów, co powinno przełożyć się na wzrost konsumpcji w kolejnych okresach. Teraz, o ile sprzedaż detaliczna w cenach bieżących rośnie, to jest to zasługą jedynie inflacji. Konsumpcja nie wzrosła w relacji rocznej.

Dzisiejsze dane okazały się lepsze niż prognozy ekonomistów. Nie oznacza to jednak, że konsumpcja szybko i mocno odbije, raczej będzie to stopniowy ruch korespondujący z oczekiwanym dalszym spadkiem inflacji. Wydaje się, że przyszłe ożywienie koniunktury może opierać się w pierwszej kolejności właśnie na odbiciu w konsumpcji. Stąd tak ważne jest „pokonanie inflacji”, co wymiernie przełoży się na zachowania konsumentów.

Bartosz Wałecki, Analityk z Michael / Ström Dom Maklerski

Sony zmniejszył Playstation 5 żeby powiększyć zyski

Jesień to najgorętszy okres dla producentów gier i konsoli. Sony wkrótce rozpocznie sprzedaż mniejszej wersji Playstation 5. Ma to pomóc firmie sprzedać w tym roku aż 25 mln sztuk. Microsoft prawdopodobnie zaprezentuje nowego Xbox’a dopiero za rok, a tymczasem, zakończył przejęcie Activision Blizzard.

Jeszcze w listopadzie Sony rozpocznie w USA sprzedaż nowej wersji konsoli Playstation 5. Będzie ona o 30 proc. mniejsza od poprzedniego modelu (i o 1/4 lżejsza). Ma umożliwiać modułowe dołączanie napędu optycznego i będzie wyposażona w dysk SSD o pojemności 1TB. Nowy model powinien trafić do globalnej (a także polskiej) dystrybucji jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia.

Nowy model PlayStation 5 zastąpi całkowicie dostępną obecnie na rynku wersję. Stanie się to po opróżnieniu magazynów z poprzedniego modelu. Premiera nowej konsoli w okresie przedświątecznej gorączki to ruch mający zwiększyć przychody firmy. Konsola jest mniejsza i lżejsza co zmniejszy koszty związane z transportem i logistyką, możliwe, że konsola będzie także tańsza w produkcji.

Nowa konsola będzie w USA kosztować 449 dolarów, czyli 50 dolarów więcej niż wycofywana wersja PS5 Digital. Modułowa budowa powoduje, że napęd optyczny (kosztujący dodatkowych 80 dolarów) można dokupić i podłączyć do konsoli w dowolnym momencie. Tym samym, wersja z dyskiem drożeje o 30 dolarów (z 499 na 529 dolarów). W Polsce oficjalne ceny nowej konsoli będą wynosił około 2100 zł za model podstawowy i około 2500 zł wraz z napędem optycznym. Można się jednak spodziewać, że przed świętami ceny będą wyższe z uwagi na wysoki popyt i ograniczoną podaż na naszym rynku.

Nowy model ma pomóc Sony osiągnąć ambitny plan sprzedaży aż 25 mln sztuk konsoli w roku budżetowym kończącym się w marcu 2024. Rok wcześniej, sprzedaż wyniosła 19,1 mln sztuk. W okresie od kwietnia do czerwca 2023, sprzedaż konsol wyniosła 3,3 mln sztuk, co oznacza, że aby osiągnąć ten zamierzony sukces, sprzedaż powinna ulec podwojeniu w kolejnych kwartałach. Wyniki za kwartał zakończony we wrześniu Sony opublikuje 9 listopada.

Dochody firmy zwiększy także ostatnią podwyżka ceny Playstation 5 Plus. W Polsce wzrost ceny rocznej wyniósł od 55 do 150 zł, zależnie od wariantu. Warto jednak zauważyć, że w przypadku Sony, udział posiadaczy cyfrowych subskrypcji wśród graczy jest mniejszy niż w przypadku Microsoftu. Udział sprzedaży konsoli Xbox bez napędu optycznego to ponad 50 proc., podczas w przypadku Sony, było to dotychczas poniżej 20 proc. A to posiadacze konsoli bez napędów chętniej korzystają z gier w modelu subskrypcyjnym. Wydaje się zatem, że przychody Sony Game & Network Services powinny w najbliższych kwartałach rosnąć. Rynek spodziewa się, że w całym roku budżetowym, kończącym się w marcu 2024 Sony osiągnie wzrost przychodów o 5,3 proc., a marża brutto wzrośnie do 36,14 proc., przebijając 27,22 proc. rok wcześniej.

Główny konkurent Sony na rynku konsoli – Microsoft, w tym roku nie zaprezentuje nowych wersji Xbox’a. Według rozmaitych doniesień, firma planuje premierę nowych modeli dopiero za rok. Obecnie, Microsoft skupił się na ostatecznym zakończeniu procesu zakupu producenta gier firmy Activision Blizzard. Wartość tej transakcji wyniosła 69 mld dolarów.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

ORLEN VC inwestuje w polski start-up CTHINGS.CO

ORLEN VC zainwestował w CTHINGS.CO, polski start-up specjalizujący się w tworzeniu innowacyjnych rozwiązań z obszaru 5G, przemysłowego Internetu rzeczy i aplikacji chmurowych. Ich wdrożenie umożliwia m.in. zdalny nadzór nad infrastrukturą, prognozowanie potencjalnych awarii, a także kompleksową kontrolę nad procesami produkcyjnymi. CTHINGS.CO jest już dziewiątą spółką w portfelu największego w Polsce korporacyjnego funduszu venture capital. W ciągu niespełna dwóch latach działalności ORLEN VC zainwestował łącznie ponad 200 mln zł w spółki technologiczne z całej Europy oraz w dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne. Koncern realizuje już z polskim start-upem projekty w Zakładzie Produkcyjnym w Płocku.

– Zależy nam na tym, żeby praca naszych zakładów była maksymalnie wydajna, niezawodna i dopasowana do zmieniającego się otoczenia. Dlatego odpowiadamy na światowe trendy i nieustannie wdrażamy innowacyjne technologie. Ważną rolę odgrywa w tym spółka ORLEN VC, która konsekwentnie nawiązuje współpracę z firmami technologicznymi i poszukuje nowatorskich projektów. Rozwiązania bazujące na zastosowaniu sieci 5G, którą testowaliśmy już w Zakładzie Produkcyjnym w Płocku, pozwolą nam jeszcze lepiej wykorzystać potencjał cyfryzacji procesów produkcyjnych. To ważny krok w realizacji naszej strategii do 2030 roku, w ramach której prowadzimy program digitalizacji koncernu – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

Spółka CTHINGS.CO specjalizuje się w budowaniu m.in. na potrzeby nowoczesnego przemysłu rozwiązań z zakresu 5G, Internetu rzeczy i edge computing (umożliwia przechowywanie i przetwarzanie danych lokalnie, bliżej punktu, w którym są generowane). Start-up współpracuje z globalnymi operatorami komórkowymi oraz dostawcami infrastruktury chmurowej. Do tej pory spółka aktywnie pozyskiwała klientów i realizowała kontrakty w krajach skandynawskich, Niemczech, Austrii, Hiszpanii i Polsce.

Kapitał, który CTHINGS.CO pozyskał od ORLEN VC, a także PKO VC, Freya Capital oraz Level2 Ventures, wynosi łącznie 20 mln zł i zostanie przeznaczy na dalszy międzynarodowy rozwój, w tym przyspieszenie ekspansji na nowe rynki.

– Nasza inwestycja w spółkę CTHINGS.CO to przykład generowania wartości w całym ekosystemie innowacji Grupy ORLEN. Wspólnie realizujemy już pilotażowy projekt związany z systemem do monitorowania ścieków w rafinerii w Płocku, a także projekt proof of concept w zakresie testowania ekosystemu technologii sieci i usług 5G, uruchomionych za pośrednictwem naszego akceleratora innowacji ORLEN Skylight. Zaangażowanie kapitałowe w CTHINGS.CO to nie tylko efekt dotychczasowej, dobrej współpracy. Wspieramy ten start-up, ponieważ w Polsce i Europie obserwujemy wzrost zainteresowania inteligentnymi rozwiązaniami dla przemysłu, a polska spółka skutecznie odpowiada na te potrzeby i ma dobre perspektywy do dalszego wzrostu – mówi Marek Garniewski, Prezes Zarządu ORLEN VC.

Szacuje się, że w latach 2023-2030 globalny rynek zastosowania urządzeń typu IoT będzie rósł w tempie blisko 60 proc. rocznie, a w samym 2026 r. ma osiągnąć wartość ok. 250 mld dolarów. Integracja możliwości łączności w coraz większej liczbie urządzeń jest jednym z głównych czynników napędzających szybkie przyjęcie rozwiązań Internetu rzeczy w globalnej gospodarce, a CTHINGS.CO może na tym rynku pełnić wiodącą rolę.

– Inwestycja następuje w kluczowym dla nas momencie. Obserwujemy wzrost zainteresowania europejskiego i amerykańskiego rynku naszymi produktami i usługami. Przemysłowe sieci 5G stają się rzeczywistością, a nasze rozwiązania idealnie wpasowują się w istniejące potrzeby. Konsorcjum inwestycyjne to grono największych inwestorów z rejonu Europy Środkowej. Będziemy rozwijać współpracę na kilku płaszczyznach – technologicznej, biznesowej i finansowej. W planach mamy dalszy rozwój technologiczny, ekspansję biznesową i zawiązywanie międzynarodowych partnerstw. Naszym priorytetem jest zajęcie kluczowego miejsca w ekosystemie technologii 5G branży przemysłowej – mówi Arnold Wierzejski, CEO CTHINGS.CO.

Dla ORLEN VC spółka CTHINGS.CO jest siódmym start-upem, w który zainwestował fundusz. W swoim portfelu posiada też dwa zagraniczne fundusze inwestycyjne. Natomiast w wyniku połączenia z PGNiG VC do portfolio ORLEN VC zostały włączone kolejne dwie nowe spółki. Tym samym w ciągu niespełna dwóch lat swojej działalności ORLEN VC dołączył do zestawienia największych i najbardziej aktywnych funduszy inwestycyjnych w regionie Europy Środkowo-Wschodniej. ORLEN VC planuje dokonywać rocznie średnio 5-6 inwestycji bezpośrednich, skupiając się na najbardziej perspektywicznych spółkach posiadających innowacyjne i gotowe do komercjalizacji technologie, zgodne ze strategią ORLEN2030.

Zapisy w wezwaniu na akcje TIM S.A. przedłużone do 6 grudnia 2023 r. Ponad 50% akcji już objętych zapisami

Künzelsau. Grupa Würth przedłużyła termin zapisów w drugim wezwaniu na sprzedaż wszystkich akcje TIM S.A. („Wezwanie”) do 6 grudnia 2023 r. Około dwa tygodnie od rozpoczęcia zapisów w Wezwaniu, zapisami zostały objęte akcje uprawniające do wykonywania co najmniej 50% ogólnej liczby głosów na walnym zgromadzeniu TIM S.A. O spełnieniu się tego warunku Wezwania poinformował Grupę Würth podmiot pośredniczący w Wezwaniu, tj. Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie. Zainteresowani inwestorzy mogą złożyć zapis na sprzedaż akcji, w cenie 50,69 zł za jedną akcję, w swoim biurze maklerskim.

Zebranie zapisów na akcje TIM S.A. („Spółka”) reprezentujących co najmniej 50% ogólnej liczby głosów to m.in. konsekwencja złożonych wcześniej zapisów w ramach wezwania przez największych akcjonariuszy i kluczowych menadżerów TIM S.A. Zgodnie z zawartymi 24 marca 2023 r. umowami, Krzysztof Folta (prezes Zarządu i założyciel Spółki), Krzysztof Wieczorkowski (przewodniczący Rady nadzorczej Spółki), Piotr Tokarczuk (CFO Spółki), Piotr Nosal (CCO Spółki), Maciej Posadzy (prezes Zarządu 3LP S.A.), Ewa Folta oraz Jan Walulik zobowiązani byli do złożenia zapisów na sprzedaż akcji w ramach Wezwania po uzgodnionej cenie 50,69 zł za akcję.

– Cieszymy się, że akcjonariusze okazują duże zainteresowanie podobne jak w pierwszym wezwaniu. Pozostajemy w stałym dialogu z UOKiK i utrzymujemy pełną współpracę. Pozostajemy przekonani o uzyskaniu pozytywnej decyzji organów antymonopolowych.  – komentuje Ulrich Liedtke, wiceprezes odpowiedzialny za międzynarodową sprzedaż hurtową produktów elektrotechnicznych w Grupie Würth.

Cena akcji w Wezwaniu wynosi 50,69 zł za jedną akcję i jest równa cenie z pierwszego wezwania. Cena akcji w Wezwaniu zawiera premię w wysokości 93,8% w stosunku do ostatniego kursu zamknięcia przed ogłoszeniem przez Spółkę przeglądu opcji strategicznych w dniu 22 sierpnia 2022 r. i 34,1% premii względem ostatniej ceny akcji poprzedzającej dzień ogłoszenia intencji przeprowadzenia pierwszego wezwania.

Zapisy do sprzedaży akcji w ramach Wezwania rozpoczęły się 28 września i będą przyjmowane do 6 grudnia 2023 r. Dyspozycje sprzedaży akcji w Wezwaniu należy złożyć w swoim biurze maklerskim. Szczegóły dotyczące Wezwania znajdują się pod adresem https://wezwanie-tim.pl.

Wezwanie na akcje TIM S.A. ogłosiła FEGA & Schmitt Elektrogroßhandel GmbH, należącą do Grupy Würth („Wzywający”). Celem Wzywającego jest osiągnięcie 100% głosów na Walnym Zgromadzeniu Spółki oraz wycofanie Spółki z giełdy. Jeżeli w wyniku Wezwania zostanie osiągnięty próg co najmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, Wzywający zamierza ogłosić przymusowy wykup akcji posiadanych przez akcjonariuszy mniejszościowych TIM S.A. Następnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa, Wzywający zamierza wycofać Spółkę z Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie.

Coraz więcej Polaków podejmuje pracę dodatkową

41 proc. Polaków pracujących zawodowo podejmuje się zleceń poza swoim głównym etatem, a jeszcze więcej, gdyż blisko połowa z nich planuje kontynuować lub podjąć dodatkową pracę w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Nie powinno to dziwić, gdyż 7 na 10 pracowników odczuwa skutki pogorszenia sytuacji gospodarczej, wynika z badania „Jak dorabiają Polacy” przeprowadzonego przez SW Research na zlecenie Gi Group.

Istotnym czynnikiem mobilizującym do pracy poza etatem jest odczuwanie pogorszenia sytuacji gospodarczej, co potwierdziło aż 71,9 proc. badanych. Pomimo wzrostu przeciętnego wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw o ponad 10 proc. rok do roku coraz częściej zarobki nie zaspokajają rosnących potrzeb gospodarstw domowych.

Wysokie zainteresowanie dodatkową pracą odzwierciedla pogarszającą się sytuację finansową dużej części społeczeństwa, która wynika ze spadającej siły nabywczej wynagrodzeń w kontekście szybkiego wzrostu kosztów usług i produktów. Oznacza również, iż odnotowywane w sektorze przedsiębiorstw podwyżki wynagrodzeń nie są w stanie zrekompensować rosnących kosztów życia. Ma to istotne znaczenie w perspektywie przyszłego roku – trudno spodziewać się w 2024 roku utrzymania tempa wzrostu wynagrodzeń. Pracodawcy podchodzą do rozmów o podwyżkach z dużą ostrożnością – komentuje Robert Lisicki, dyrektor departamentu prawnego Konfederacji Lewiatan.Czy odczuwa Pan Pani skutki pogorszenia sytuacji gospodarczej

Połowa ankietowanych planuje kontynuować lub podjąć dodatkową pracę w ciągu najbliższych sześciu miesięcy. Warto zauważyć, że znaczna ich część (28 proc.) nie potrafiła jednoznacznie określić swoich zamiarów, co wskazuje na brak pewności co do przyszłej sytuacji gospodarczej kraju, tym samym ich własnej sytuacji finansowej i zawodowej.

Zainteresowanie pracą dodatkową nie dziwi, jeżeli weźmiemy pod uwagę obecną koniunkturę, wahania inflacji, spadającą siłę nabywczą oraz niepewność przyszłości. Jednocześnie dowodzi tego, że Polacy przejęli inicjatywę – szukają dodatkowych możliwości zarobkowania, by poprawić swoją sytuację finansową. Coraz częściej też – co wynika z różnych naszych badań – rozglądają się za zwiększeniem możliwości rozwoju zawodowego i są w coraz większym stopniu otwarci na podwyższanie oraz zmianę kwalifikacji – wyjaśnia Anna Wesołowska, dyrektor zarządzająca Gi Group Poland.

Praca dodatkowa domeną młodszego pokolenia

Praca dodatkowa jest częściej podejmowana przez osoby młodsze – podczas gdy decyduje się na nią 32 proc. osób w wieku 50 lat i starszych, wśród respondentów w wieku poniżej 34 lat odsetek ten wynosi blisko 49 proc.

W pierwszych etapach kariery zawodowej młodzi ludzie intensywnie rozwijają swoje umiejętności i zdobywają doświadczenie zawodowe. Praca dodatkowa staje się istotnym elementem tego procesu, pozwalając na zgromadzenie cennego doświadczenia, wzbogacenie własnego portfolio zawodowego oraz wzmocnienie CV. Niewątpliwie ważnym czynnikiem motywującym jest tu aspekt finansowy. Praca dodatkowa przyczynia się do poprawy ich domowego budżetu, umożliwiając radzenie sobie z bieżącymi wydatkami oraz oszczędzanie na przyszłość – mówi Agnieszka Zielińska, dyrektor Polskiego Forum HR.

Częściej niż ogół badanych dodatkowych zajęć podejmują się osoby z wykształceniem wyższym (45%). Na dorabianie zdecydowanie częściej decydują się również osoby, które swoją główną pracę wykonują na podstawie umów cywilno-prawnych, a także pracownicy tymczasowi (54% z nich). Dzieje się tak przypuszczalnie dlatego, że takie formy zatrudnienia są postrzegane jako mniej stabilne, a dywersyfikacja źródeł utrzymania staje się sposobem zabezpieczenia na wypadek utraty głównego źródła dochodu. Istotny jest też fakt, że takie umowy dają większą elastyczność w zakresie godzin pracy, co ułatwia podjęcie dodatkowego zajęcia.

Ile, jak i gdzie dorabiamy po godzinach?

Co druga osoba podejmująca pracę dodatkową poświęca jej od 1 do 9 godzin tygodniowo, od 10 do 19 godzin poświęca jej 3 na 10 badanych. Co dziesiąta osoba zdecydowana jest na pracę dodatkową trwającą od 20 do 29 godzin, podczas gdy 4% poświęca jej aż 30 do 40 godzin w tygodniu. Co dziesiąta osoba podejmuje pracę dodatkową w sposób nieregularny.Ile czasu w tygodniu poświęca Pan Pani na pracę dodatkową 2

Praca dodatkowa cieszy się największym zainteresowaniem pracujących na pół etatu – umożliwia uzupełnienie budżetu co drugiej osobie pracującej w tym wymiarze godzin. W przypadku zatrudnienia na cały etat na dodatkowe zlecenia decyduje się 4 na 10 pracujących.

Wymiar czasu poświęcanego na dodatkowe formy zarobkowania zależy przede wszystkim od liczby godzin pracy w głównym miejscu zatrudnienia. Zdecydowana większość (ponad 80 proc.) pracujących od 21 do 39 godzin tygodniowo poświęca na zadania dodatkowe ponad 9 godzin w tygodniu. W przypadku osób pracujących w pełnym wymiarze godzin ten odsetek spada do 39 proc.W jakiej formie wykonuje Pan Pani pracę dodatkową

Niezależnie od podstawowej formy zatrudnienia praca dorywcza jest najpopularniejszym sposobem dodatkowego zarobkowania. Decyduje się na nią ponad połowa podejmujących dodatkową pracę, ponad 28 proc. ma stałe dodatkowe zatrudnienie u innego pracodawcy, a 24 proc. wykonuje dodatkowe zlecenia lub bierze godziny nadliczbowe w swoim głównym miejscu zatrudnienia.

Wybór formy pracy dodatkowej różni się też od poziomu wykształcenia. Osoby z wykształceniem podstawowym i zawodowym częściej wypracowują nadgodziny u swojego głównego pracodawcy. Osoby z niższym wykształceniem częściej niż absolwenci szkół wyższych decydują się również na stałe dodatkowe zatrudnienie w innej firmie.

Praca dorywcza a wydajność

Większość pracujących dodatkowo (57 proc.) jest przekonana, że nie wpływa to niekorzystnie na ich wydajność i zaangażowanie w główną pracę. Co trzecia osoba przyznaje jednak, że jest inaczej, przy czym częściej wskazują na to mężczyźni niż kobiety. W dłuższym okresie czasu taka sytuacja może być obciążająca dla pracownika, wpływając negatywnie na jego życie prywatne oraz efektywność wykonywanej pracy, zarówno głównej, jak i dodatkowej.Czy praca dodatkowa ma negatywny wpływ na Pana Pani wydajność i zaangażowanie w pracy głównej

Ewolucja rynku pracy – wieloetatowość

Praca poza głównym etatem staje się coraz bardziej popularna w Polsce, co może świadczyć o rosnącej akceptacji tej praktyki.

Praca dodatkowa zasługuje na szczególną uwagę, gdyż umożliwia pracownikom zwiększoną aktywność, rozwój zawodowy i osobisty oraz uzyskiwanie wyższych dochodów. Cechuje ją duża elastyczność – pracownicy mogą podejmować dodatkowe zajęcia zgodnie ze swoimi kwalifikacjami zarówno u obecnego, jak i innego pracodawcy, o ile nie dochodzi do kolizji interesów. Co więcej, mogą sami ustalać sposób wykonywania pracy, zwłaszcza gdy ma ona charakter projektowy, twórczy. Niejednokrotnie zwiększa zadowolenie pracowników, bez względu na rodzaj zajęć, jakie są wykonywane. Pozwala ona zyskać dodatkowe doświadczenie i umiejętności, które mogą okazać się przydatne w głównej pracy. Co więcej, sprzyja aktywności zawodowej osób marginalizowanych na rynku pracy, np. kobiet i ludzi młodych – komentuje prof. Grażyna Spytek-Bandurska, ekspert prawa pracy Federacji Przedsiębiorców Polskich.

Dla przedsiębiorców – przede wszystkim z sektorów logistyki, produkcji i handlu – wysoki odsetek Polaków zainteresowanych pracą dodatkową jest dobrą wiadomością. Daje możliwość wsparcia się dodatkową kadrą w sytuacjach sezonowego lub punktowego wzrostu aktywności związanego z popytem na produkty czy usługi lub koniecznością czasowego zastąpienia pracowników stałych w okresach urlopowych.

To istotne rozwiązanie szczególnie w sytuacji obserwowanych obecnie trudności z pozyskaniem pracowników – zarówno tych o odpowiednich, oczekiwanych przez firmy kwalifikacjach, jak i osoby wykonujące proste prace fizyczne. Warto tu zaznaczyć, że znacząca liczba pracujących realizuje dodatkowe zlecenia i pracuje w godzinach nadliczbowych w swoim stałym miejscu zatrudnienia – wyjaśnia Anna Wesołowska, dyrektor zarządzająca Gi Group Poland.

Link do raportu: https://www.gigroupholding.com/polska/insights/jak-dorabiaja-polacy-raport-o-pracy-dodatkowej/

O badaniu:

Badanie zostało przeprowadzone przez SW Research na zlecenie Gi Group w okresie 22-24.08.2023 r. W ramach badania przeprowadzono 1206 ankiet. Ankietowani byli Polacy i Polki powyżej 18 roku życia, zgodnie z rozkładem płci, wieku i klasy wielkości miejscowości i. Głównym celem badania było sprawdzenie sytuacji Polek i Polaków w związku z pracą dodatkową.

Czy rynek hipoteki odwróconej się nasycił? Nowe dane Ministerstwa Sprawiedliwości

Z najnowszych danych Ministerstwa Sprawiedliwości, mimo iż są to dane wstępne i jeszcze podlegające weryfikacji, wynika że w 2022 roku podpisano łącznie 16 451 nowych umów o dożywocie.[1] To niewielki wzrost względem roku 2021, w którym podobnych umów zawarto 16 426. Warto przypomnieć, że statystyki prowadzone przez resort sprawiedliwości dotyczą głównie kontraktów zawieranych przez osoby indywidualne np. seniora i jego sąsiada. Niewielki wzrost liczby umów dożywocia w 2022 roku może być spowodowany nasyceniem takimi umowami względem liczby emerytów, a także poprawą sytuacji finansowej gospodarstw emeryckich.

Ministerstwo Sprawiedliwości gromadzi dane dotyczące liczby podpisywanych umów o dożywocie (mowa zarówno o nieruchomościach rolnych, jak i nierolniczych) od ponad 30 lat. Gdy porównamy umowy podpisane w roku 2020 oraz 2021 możemy zauważyć dynamikę wzrostu na poziomie 21,8 proc. W 2020 roku zawarto bowiem łącznie ponad 13 tys. nowych umów o dożywocie (w wyniku których przeniesiono prawo własności nieruchomości w zamian za świadczenia pieniężne lub opiekę), a w 2021 roku było ich już ponad 16 tys. Trend rosnący, można było obserwować – z różnymi perturbacjami – od ponad dekady. Dlaczego teraz liczba podpisywanych umów wyhamowała?

– Moim zdaniem to wypłaszczenie krzywej, którą widzieliśmy na wcześniejszych wykresach, może wynikać ze specyficznego nasycenia rynku, ale równie dobrze może być też wynikiem poprawy sytuacji finansowej gospodarstw emeryckich. Z danych GUS wynika, że 53,8 proc. przedstawicieli gospodarstw emeryckich z miast, w roku 2018 oceniało swoją sytuację finansową dobrze lub bardzo dobrze. W roku 2021, po wprowadzeniu czternastej emerytury, ten wskaźnik urósł do 62,7 proc. Warto podkreślić,że gospodarstwa emeryckie to grupa, w której sytuacja finansowa poprawiła się najbardziej w stosunku do innych grup społecznych – mówi Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM.

Umowy o dożywocie. Bez dużych wzrostów

Z danych Ministerstwa Sprawiedliwości wynika, że w latach 2000-2010 zawarto łącznie 43 tys. umów dożywocia, ale w następnym dziesięcioleciu nastąpiło ożywienie i podobnych kontraktów było już 98 tys. W kolejnych latach też można było obserwować tendencję wzrostową, o coraz większej dynamice. Ta dynamika przyrostu w 2021 roku sięgnęła 21,8 proc. (względem roku poprzedniego). Warto też przyjrzeć się danym dotyczącym nieruchomości rolnych oraz nierolniczych. Okazuje się, że znacznie większa liczba zawieranych kontraktów dotyczyła nieruchomości nierolniczych. W 2021 było ich ponad 14 tys., podczas gdy umów dotyczących nieruchomości rolnych było (w analogicznym okresie) nieco ponad 2 tys.

Oferta ewoluuje, ale tylko w profesjonalnych instytucjach

Profesjonalna branża zrzeszona w Związku Przedsiębiorstw Finansowych nieraz postulowała, by seniorzy analizowali każdą umowę renty dożywotniej zawieraną z osobą indywidualną. Mimo ostrzeżeń, że takie kontrakty mogą być ciężko egzekwowane (m.in. w sytuacji, w której świadczeniodawca przestanie wypłacać seniorowi rentę dożywotnią) liczba umów indywidualnych stanowiła ok. 99 proc. wszystkich umów, a liczba kontraktów zawieranych z funduszami hipotecznymi jedynie 1 proc.

– Profesjonalna branża hipoteki odwróconej ewoluuje, podobnie jak oferta. Kiedyś na rentę dożywotnią decydowały się głównie osoby po 70 roku życia, dziś zapytania przychodzą od osób przed sześćdziesiątką, a nawet pięćdziesięciolatków. Seniorzy są coraz bardziej świadomi swoich praw i mają większą wiedzę na temat renty dożywotniej, co jest dużym plusem. Sama oferta zmienia się i jest dopasowana do potrzeb seniorów. Niedawno wprowadziliśmy jednorazowe duże wypłaty na start rzędu kilkudziesięciu a nawet kilkuset tysięcy złotych. Dostrzegamy, że emeryci potrzebują tych większych pieniędzy, by spłacić zadłużenie, pomóc dzieciom albo dać wnuczkowi na wkład własny pod kredyt hipoteczny – podsumowuje Robert Majkowski.

[1] Dane Ministerstwa Sprawiedliwości, odpowiedź na wniosek Funduszu Hipotecznego DOM o udzielenie informacji publicznej z dnia 12 września 2023 r.

Stabilizacja złotego

Zobaczyliśmy lepsze od oczekiwań dane z Polski. Produkcja przemysłowa spada, ale wolniej. Pensje rosną wyraźnie szybciej od inflacji. Z drugiej strony polski złoty miał moment stabilizacji po ostatnim zamieszaniu powyborczym. W tle dobre dane z USA.

Dane z Polski

Wczoraj poznaliśmy dane na temat produkcji przemysłowej oraz rynku pracy. Produkcja przemysłowa wypadła lepiej od oczekiwań. Problem w tym, że oznacza to, że spadła mniej, niż oczekiwali tego analitycy. Skurczyła się jednak o 3,1%, co jest smutnym podsumowaniem przestawiania naszej gospodarki z inwestycji na konsumpcję. Słabiej wypadły też zarobki. Średnia płaca wzrosła do 7379,88 zł brutto. Mowa oczywiście o średniej płacy w przedsiębiorstwach powyżej 9 pracowników, bo takie dane są publikowane. To wzrost o 10,3% w skali roku. Z jednej strony to aż 2,1% powyżej inflacji, z drugiej rynki oczekiwały poziomu 10,8%. Warto też pamiętać, że ostatni raz wolniej niż teraz wynagrodzenia rosły w styczniu 2022 roku. Nie zmienił się też poziom zatrudnienia, co przy niskich poziomach bezrobocia wcale nie jest złym rezultatem.

Stabilizacja złotego

Po bardzo dużej zmienności ostatnich dwóch tygodni (ze szczególnym uwzględnieniem dni zaraz po wyborach) przyszedł moment oddechu. Wczoraj przez większość dnia kurs euro oscylował w przedziale 4,45 – 4,46 zł. Najwyraźniej emocje powoli cichną. Warto zwrócić uwagę, że to i tak bardzo korzystna sytuacja względem giełdy. W przypadku WIG20, który najczęściej jest celem zagranicznych inwestorów, mieliśmy wczoraj około 2% spadku. Co gorsza, dzisiaj ten ruch jest kontynuowany. Najwyraźniej po początkowym entuzjazmie okazało się, że z jednej strony ten rząd nie powstanie w ciągu najbliższych dni, a raczej na przełomie tego i następnego roku. Z drugiej strony w mediach słychać trochę zgrzytów. Część inwestorów boi się powtórki z 2005 roku kiedy w kampanii wyborczej lewicę od władzy odsuwała koalicja PO i PiS a potem się okazało, że chemia między nimi jest, ale nie taka jak oczekiwano.

Dane z USA

W czwartek jak co tydzień poznaliśmy liczbę wniosków o zasiłek dla bezrobotnych w USA. 198 tysięcy to spora niespodzianka. Jest to najniższy wynik od wielu tygodni. Wpisuje się on jednak w trend spadkowy liczby wniosków widziany w ostatnich dwóch miesiącach na rynku. Tak niski poziom był jednak pewną niespodzianką na rynku. Lepiej wypadły też dane na temat sprzedaży domów na rynku wtórnym. Dane te zderzyły się jednak w czasie ze spadkiem szans na podwyżki stóp procentowych. W rezultacie wczoraj byliśmy świadkami osłabienia dolara względem euro.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych danych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rekordowe wzrosty cen i historycznie niska oferta deweloperów w III kwartale 2023 r.

III kwartał na rynku nieruchomości upłynął pod silnym wpływem programu Bezpieczny Kredyt 2%. Jego skutki widoczne były szczególnie w metropoliach, gdzie średnie ceny ofertowe wzrosły aż o 5,5% kw/kw -najwięcej od czasu ostatniego boomu na rynku. Pomimo wyraźnego wzrostu aktywności kupujących, ostrożność deweloperów przy wprowadzaniu nowych inwestycji zaowocowała spadkiem udziału nowych mieszkań w ofercie do rekordowo niskiego poziomuwynika z najnowszego „Kwartalnika Mieszkaniowego” Otodom i Polityki Insight.

Deweloperzy są nadal powściągliwi

W ciągu pierwszych 3 miesięcy obowiązywania programu Bezpieczny Kredyt 2% największy wzrost cen zauważalny był w metropoliach. W miastach liczących powyżej 500 tys. mieszkańców średnia cena ofertowa wzrosła aż o 5,5% kw./kw. i przekroczyła 13 tys. zł/mkw. Takie tempo podwyżek nie dotknęło największych aglomeracji nawet w szczycie boomu, czyli w latach 2020-2011. Z kolei lokale w mniejszych miejscowościach drożały wolniej – średnio o ok. 2% kw/kw.Podsumowanie III kwartału 2023 r. na rynku mieszkaniowym

Najwięcej, bo o ponad 10% r/r, zdrożały mieszkania z rynku pierwotnego. Przyczyniła się do tego niska aktywność deweloperów. Pomimo dużego wzrostu zainteresowania kupujących, niechętnie uruchamiali oni nową sprzedaż. W konsekwencji, w III kwartale br. udział mieszkań z rynku pierwotnego w całej ofercie spadł do historycznie niskiego poziomu – 55,5 %.Podsumowanie III kwartału 2023 r. na rynku mieszkaniowym

Deweloperzy zachowali zimną krew w obliczu nagłego wzrostu popytu napędzanego rządowym programem dopłat Bezpieczny Kredyt 2%. Po okresie spowolnienia w 2022 roku część z nich ograniczyła plany inwestycyjne i nie zdecydowała się na ich wznowienie w tym roku. W dużych miastach często brakuje gruntów, na które można byłoby szybko uzyskać pozwolenia na budowę, co wstrzymało z kolei rozpoczęcie nowych projektów mieszkaniowych. Jednak największym hamulcem prawdopodobnie była obawa o załamanie popytu po zakończeniu programu rządowych dopłat. W minionym kwartale deweloperzy wyprzedawali więc posiadaną już ofertę oraz dostosowywali ją do limitów cenowych obowiązujących w ramach BK2% – podkreśla dr hab. Adam Czerniak, główny ekonomista Polityki Insight i współautor Kwartalnika Mieszkaniowego.

Ceny gruntów ponownie ruszyły

Od trzech kwartałów ceny gruntów budowlanych utrzymywały się na stabilnym poziomie. Natomiast w okresie od lipca do października br. wzrosły do 241 zł/mkw., czyli o blisko 6% w porównaniu do II kwartału. Tak wysokie podwyżki ostatni raz były notowane w połowie 2021 roku.

Niedobór atrakcyjnych gruntów w obrębie największych miast może kierować uwagę deweloperów na tańsze tereny na obrzeżach aglomeracji. W ten sposób będą mogli odpowiedzieć na wysoki popyt, o ile ten się utrzyma. Wzrost cen działek może być zatem efektem takich oczekiwań – zaznacza Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.

Wzrostu zainteresowania można było spodziewać się również w kategorii najmniejszych działek, nabywanych przez inwestorów indywidualnych zainteresowanych budową domu. Program rządowych dopłat umożliwiał sfinansowanie budowy Bezpiecznym Kredytem 2% o wartości do 1 mln zł.

Wydaje się jednak, że to wciąż zbyt mało, bo dane o liczbie zamkniętych w serwisie Otodom ogłoszeń sprzedaży takich działek wskazują na stosunkowo niewielkie ożywienie w tej kategorii. Podobnie zresztą wyglądała sytuacja w przypadku domów wolnostojących. Wprawdzie popyt wzrósł, ale tempo obrotu domami wolnostojącymi utrzymuje się na poziomie z połowy 2022 r. – komentuje Karolina Klimaszewska, starsza analityczka, Otodom.

Rynek po wyborach

Jaki scenariusz rysuje się dla rynku nieruchomości w najbliższym czasie? W segmencie najmu sytuacja wydaje się być stosunkowo stabilna.

Oferta na rynku najmu w ostatnich 3 miesiącach osiągnęła najwyższy poziom od czasów pandemii. Duża podaż mieszkań na wynajem ograniczy więc możliwość podnoszenia czynszów w najbliższym czasie. Dodatkowo możemy założyć, że część obecnych najemców stanie się beneficjentami programu BK 2% i wkrótce przeprowadzi się do własnych M. Tym samym pula dostępnych lokali na wynajem będzie się zwiększała – komentuje Karolina Klimaszewska, starsza analityczka, Otodom.

Z kolei na rynku mieszkań na sprzedaż wiele będzie zależało od nadchodzących zmian w polityce mieszkaniowej państwa, w tym tych związanych z ograniczaniem deficytu budżetowego.

Kluczowym czynnikiem kształtującym krajobraz rynku mieszkaniowego nadal będzie inflacja. Jej utrzymujący się wysoki poziom ograniczy możliwości zakupowe gospodarstw, a co za tym idzie – przełoży się na spowolnienie obrotu mieszkaniami – podsumowuje Adam Czerniak, ekspert Polityki Insight.

Wyciek milionów profili DNA

Cyberprzestępcy wykradli i opublikowali na forum hakerskim 4,1 miliona profili genetycznych klientów firmy 23andMe. Ofiarami są użytkownicy z Wielkiej Brytanii i Niemiec. Wcześniej, w tym miesiącu ujawniono również skradzione dane 1 miliona Żydów aszkenazyjskich, którzy korzystali z usług firmy w celu znalezienia informacji o swoim pochodzeniu i predyspozycjach genetycznych.

23andMe przekazało serwisowi BleepingComputer, że dane zostały uzyskane w wyniku ataków na konta użytkowników chronione słabymi hasłami lub danymi uwierzytelniającymi, ujawnionymi w wyniku wcześniejszych wycieków. Firma twierdzi, że nie znajduje śladów wskazujących na incydent bezpieczeństwa w swoich systemach informatycznych. Deklaruje również, że tylko ograniczona liczba kont została naruszona, jednak, jako że celem ataku była również funkcja „Krewni DNA”, przestępcy mogli wykraść dane milionów spokrewnionych osób.

Komentuje Beniamin Szczepankiewicz, analityk laboratorium antywirusowego ESET:

Z serwisu została wykradziona naprawdę duża ilość danych: identyfikatory kont użytkowników, imiona i nazwiska, płeć, data urodzenia, profile DNA i szczegółowa lokalizacja. Dokładnie takich informacji szukają cyberprzestępcy. Użytkownicy mogą spodziewać się, że dane te zostaną niebawem sprzedane w darknecie.

Niestety, swojego DNA nie można zastąpić tak łatwo, jak konta w mediach społecznościowych lub zmienić, jak hasła. Klienci niewiele mogą zrobić, aby ochronić bardzo wrażliwe dane, które zostały skradzione.

W przypadku takich danych istotny jest również aspekt osobisty: cyberprzestępcy weszli w posiadanie informacji, które są bardzo prywatne i istnieje spora szansa, że ich właściciele nie chcieli się nimi dzielić. Niestety, czasu nie da się cofnąć i obecnie nie mają już wpływu, na to kto dowie się z kim są spokrewnieni i skąd pochodzili ich przodkowie. Wiele osób korzysta z serwisów śledzących połączenia rodzinne i genetyczne z czystej ciekawości. Kluczowe jest, abyśmy dokładnie przemyśleli, komu przekazujemy nasze dane i czy naprawdę jest to konieczne, zwłaszcza jeżeli chodzi o sprawy tak bardzo osobiste, jak profile DNA.

Po raz kolejny dowiadujemy się, że hasła, które kiedyś dobrze radziły sobie z odpieraniem podstawowych ataków, obecnie już nie wystarczają. Uwierzytelnianie wieloskładnikowe, uwierzytelnianie oparte na jednorazowych hasłach lub kluczach sprzętowych to środki, które powinniśmy wybierać.

Dlatego też firmy przetwarzające wrażliwe dane medyczne powinny wdrożyć odpowiednie środki bezpieczeństwa, które pomogłyby uniemożliwić atakującym dostęp do dużych zbiorów danych. Ich odpowiedzialnością powinno również być stałe  monitorowanie swoich sieci pod kątem nieprawidłowości, aby zatrzymać atak na jak najwcześniejszym etapie. Dobrą praktyką byłoby potwierdzanie innym kanałem komunikacji dostępu do danych wrażliwych (dane medyczne) np. poprzez powiadomienie SMS lub powiadomienie w aplikacji.

Euforia na akcjach Netflixa

  • Netflix ogłosił wyniki za III kwartał 2023 r. wczoraj po zamknięciu rynku
  • Akcje wzrosły o 13% w handlu po sesji w USA
  • Firma odnotowała rekordowy wzrost liczby subskrybentów od II kwartału 2020 r.
  • Walka z dzieleniem haseł udana – podwyżki cen w USA, Wielkiej Brytanii i Francji
  • Wytyczne silnego wzrostu liczby abonentów również w IV kwartale 2023
  • Akcje prawdopodobnie otworzą się powyżej 200-sesyjnej średniej kroczącej

Finansowy raport Netflixa okazał się znakomity, zwłaszcza jeśli chodzi o liczbę nowych subskrybentów. Jesienno-zimowa sezonowość ponownie sprzyja firmie? Rzućmy okiem na raport i wytyczne, którymi podzieliła się firma.

Sprzedaż zgodna z oczekiwaniami, ogromny wzrost liczby subskrybentów

Netflix odnotował wzrost przychodów w trzecim kwartale o 7,8% rok do roku, do 8,54 mld USD, co było mniej więcej zgodne z oczekiwaniami rynku. EPS na poziomie 3,73 USD był wyższy niż oczekiwane 3,49 USD i wyższy niż 3,10 USD sprzed roku. Jednak uwaga skupiała się głównie na liczbie subskrybentów  ponieważ inwestorzy chcieli zobaczyć, czy rozprawienie się z udostępnianiem haseł doprowadziło do wzrostu liczby nowych płatnych subskrypcji. Oczekiwania były wysokie i wskazywały na 6,7 miliona nowych subskrybentów w okresie od lipca do września 2023 roku. Raport zdołał pobić te oczekiwania i pokazał wzrost o 8,76 miliona subskrybentów w tym okresie, napędzany wzrostami w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, a także na rynkach EMEA! Jest to nie tylko ogromny wzrost, ale także największy przyrost liczby subskrybentów od II kwartału 2020 r., kiedy to firma dodała 10,09 mln subskrybentów dzięki pandemicznemu trendowi pozostawania w domu.Euforia na akcjach Netflixa

Netflix odnotował największy przyrost liczby subskrybentów od II kwartału 2020 r., kiedy to firma cieszyła się pandemicznym boomem. Źródło: Bloomberg Finance LP, XTB

Nadchodzą podwyżki cen!

Ważną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę w przypadku Netflixa, jest to, że w przeciwieństwie do konkurentów firma jest rentowna. Netflix ma silną pozycję w branży, a silny wzrost liczby subskrybentów  podkreśla, że nie bez powodu spółka utrzymuje status streamingowego hegemona. Nie powinno być zaskoczeniem, że firma zdecydowała się podnieść ceny swoich planów podstawowych i premium w Stanach Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii i Francji o 10-20%. Taki ruch miał nastąpić, gdyby rozprawa z udostępnianiem haseł przez firmę zakończyła się sukcesem. Rywale Netflixa, tacy jak Disney+, Hulu czy Peacock, podnieśli już ceny swoich usług streamingowych w ostatnich miesiącach. Netflix zdecydował się jednak pozostawić je bez zmian. Takie posunięcie może zachęcić klientów do wyboru tańszych planów z reklamami i jest zgodne z celem Netflixa, jakim jest zwiększenie przychodów z reklam. Plany z reklamami odnotowały wzrost o 70% kwartał do kwartału w 3. kwartale 2023 r.

Netflix optymistycznie patrzy w przyszłość

Oprócz opublikowania solidnego raportu o wynikach za III kwartał, Netflix opublikował również optymistyczne prognozy na bieżący kwartał. Podczas gdy prognoza przychodów na IV kwartał na poziomie 8,69 mld USD i prognoza EPS na poziomie 2,15 USD były nieco słabsze niż oczekiwano na Wall Street, Netflix powiedział, że spodziewa się, że przyrost liczby abonentów w IV kwartale 2023 r. Będzie podobny do tego z III kwartału 2023 r. To stawia firmę na dobrej drodze do dodania 20 milionów nowych subskrybentów w całym 2023 roku, co byłoby największym rocznym wzrostem liczby subskrybentów od 2020 roku, kiedy to firma dodała 36,5 miliona członków dzięki boomowi pandemicznemu. Netflix poinformował również, że w trzecim kwartale 2023 r. odkupił własne akcje o wartości 2,5 mld USD i zezwolił na zwiększenie wykupu o 10 mld USD.

Podsumowanie wyników i prognoz Netflixa

  • Przychody: 8,54 mld USD wobec oczekiwanych 8,53 mld USD (+7,8% r/r)
  • Zysk na akcję (EPS): 3,73 USD vs 3,49 USD oczekiwane (3,10 USD rok temu)
  • Płatne członkostwo w streamingu: 247,15 mln vs 244,41 mln (+11% r/r)
  • Zmiana netto płatnych członkostw w streamingu: +8,76 mln vs +6,20 mln oczekiwanych
  • Stany Zjednoczone i Kanada: +1,75 mln vs +1,22 mln oczekiwane
  • EMEA: +3,95 mln vs +2,22 mln oczekiwane
  • LATAM: +1,18 mln vs +1,15 mln oczekiwane
  • APAC: +1,88 mln vs +1,41 mln oczekiwane
  • Dochód operacyjny: 1,92 mld USD vs 1,9 mld USD oczekiwane (+25% r/r)
  • Marża operacyjna: 22,4% vs 22,1% oczekiwano (19,3% rok temu)
  • Wolne przepływy pieniężne: 1,89 mld USD wobec oczekiwanych 1,27 mld USD

Prognozy na IV kwartał 2023 r.

  • Przychody: 8,69 mld USD vs 8,76 mld USD oczekiwano
  • EPS: 2,15 USD vs 2,17 USD oczekiwane
  • Marża operacyjna: 13,3% vs 14,0%

Prognoza całoroczna

  • Wolne przepływy pieniężne: 6,5 mld USD vs 5,27 mld USD oczekiwano
  • Marża operacyjna: 20% wobec oczekiwanych 19,8%

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB

Polscy producenci żywności roślinnej powołują organizację branżową

O interesy i dalszy rozwój branży produktów roślinnych zatroszczy się Polski Związek Producentów Żywności Roślinnej. Nowa organizacja branżowa będzie reprezentować wspólny głos przedsiębiorców skupionych wokół segmentu żywności roślinnej i inicjować rozwiązania na poziomie politycznym, prawnym i instytucjonalnym, które przyczynią się do zwiększenia udziału produkcji roślinnej w polskim i europejskim systemie żywnościowym.

Według GfK Polonia, polski rynek produktów roślinnych jest wart 1,5 mld zł, produkty bazujące na roślinach docierają już do 5,9 mln polskich gospodarstw domowych. Mimo skali i potencjału rozwoju  firmy zajmujące się produkcją roślinnych alternatyw nie miały branżowej reprezentacji, a w debacie publicznej brakowało organizacji działającej w imieniu tego rozwijającego się segmentu branży spożywczej.

Wraz z dynamicznym rozwojem kategorii roślinnych produktów, potrzeba założenia organizacji skupiającej niezwykły potencjał tej branży, wybrzmiewała coraz głośniej pośród producentów tego typu wyrobów. Założenie PZPŻR to moment, w którym biznes łączy siły we wspólnym interesie, aby przyspieszyć zieloną transformację żywieniową w profesjonalnym stylu – zaznacza Rafał Czech, założyciel firmy Bezmięsny oraz członek zarządu Polskiego Związku Producentów Żywności Roślinnej.

Nowo powołana organizacja będzie inkluzywna. Dołączyć do niej mogą wszystkie firmy zajmujące się produkcją roślinnych alternatyw dla mięsa i nabiału. Już na etapie prac nad jej uruchomieniem przy wspólnym stole zasiedli przedstawiciele lokalnych marek, takich jak Dobra Kaloria, Roślinna Magda, Apollo Roślinny Qurczak czy Bezmięsny, jak i reprezentanci międzynarodowych firm jak Danone czy Upfield. W grono członków założycieli Związku wchodzą także podmioty z ekosystemu branży roślinnej: akcelerator start-upów Foodtech.ac i kampania RoślinnieJemy.

Ponieważ  roślinny kierunek zmian w branży spożywczej jest kluczowy w dążeniu do  zrównoważonego systemu żywnościowego, liderzy rynku produktów roślinnych powołali Polski Związek Producentów Żywności Roślinnej, by lepiej reprezentować interesy całej branży wobec organów państwowych i samorządowych, wspierać tworzenie norm żywieniowych oraz wytycznych w żywieniu publicznym. Do zadań nowej organizacji będzie nalezało również wspieranie zmian legislacyjnych w procesie komercjalizacji nowych technologii produkcji żywności pochodzenia roślinnego.

Biorąc pod uwagę dane pozyskane przez Biostat na zlecenie RoślinnieJemy, 52% Polaków poparłoby działania rządowe ku zwiększeniu inwestycji dla produkcji zamienników mięsa oraz nabiału opartych na roślinnych źródłach białka. To dodatkowo legitymizuje potrzebę powstania organizacji takiej jak Polski Związek Producentów Żywności Roślinnej i reprezentacji głosu roślinnych producentów w rozmowach z przedstawicielami władz – komentuje Maciej Otrębski, strategic partnership manager w RoślinnieJemy i członek zarządu PZPŻR.

Założyciele organizacji planują dokładne zbadanie wielkości polskiej branży roślinnej pod kątem wielkości obrotów, jak i poziomu zatrudnienia. W związku z tym, że w ostatnich latach w Polsce przybywa przedsiębiorstw skupionych w znacznym stopniu na produkcji roślinnej, jednym z tematów, którymi Związek jako organizacja branżowa zajmie się w pierwszej kolejności są działania na rzecz stworzenia nowego kodu PKD dla takich firm tj. producentów alternaty dla mięsa, nabiału, jajek itd. Uzyskanie dedykowanej klasyfikacji w PKD da możliwość bardziej regularnego, ale też jednoznacznego i dokładnego wskazania wielkości i potencjału branży roślinnej.

Powstanie Związku to milowy krok dla rozwoju branży i upowszechnienia produktów roślinnych. Mają one zdecydowanie niższy ślad środowiskowy w porównaniu z produktami odzwierzęcymi. Mamy nadzieję, że dzięki powstaniu Związku jako silna grupa marek przyczynimy  się do zmiany nawyków żywieniowych Polaków i Polek  w kierunku diet bardziej roślinnych.  – podkreśla Paulina Kaczmarek, Head of Sustainability w Danone&Alpro i członkini zarządu Polskiego Związku Producentów Żywności Roślinnej.

Z jak zwalniam się. Na czym naprawdę zależy pracownikom z Pokolenia Z

Wypłata jest najmniej istotna dla pracowników z Pokolenia Z (57,88 proc.). Liczy się dla nich o wiele mniej niż dla badanych z innych grup wiekowych – wynika z raportu ADP „People at Work 2023: A Global Workforce View”. Co ciekawe, to również Zetki mają w sobie najwięcej optymizmu. Aż 74,10 proc. pozytywnie postrzega swoje aktualne miejsce pracy w perspektywie kolejnych pięciu lat.  Jakie więc jest Pokolenie Z oraz ile prawdy jest w stereotypach o najmłodszych osobach na rynku pracy?

Opinie o Pokoleniu Z, od kiedy jego przedstawiciele weszli na rynek pracy, od początku nie są pochlebne. Stereotypy na ich temat głoszą, że to pracownicy roszczeniowi, niezaangażowani i mało ambitni, przy jednoczesnym oczekiwaniu wynagrodzenia niewspółmiernie wysokiego do ich doświadczenia i umiejętności. Wyniki badania ADP rysują jednak inny obraz najmłodszych osób, które wkroczyły na rynek pracy.

Pieniądze to nie wszystko

Pomimo faktu, że młodym pracownikom nadano miano „skoczków” (ponieważ rzekomo tak często zmieniają miejsce zatrudnienia) to aż 90,03 proc. z nich jest zadowolonych ze swojej obecnej pracy.

Co jednak najbardziej przeszkadza tym, którzy nie odnaleźli się w aktualnych organizacjach? Z raportu ADP „People at Work 2023: A Global Workforce View” wynika, że na szczycie tej listy znajdują się: zwiększenie zakresu obowiązków bez współmiernego wzrostu wynagrodzenia (41,94 proc.), brak szkoleń i rozwoju (32,26 proc.) oraz brak wsparcia ze strony menedżerów (16,13 proc.). Innym stereotypem związanym z pokoleniem Z jest ten mówiący o braku chęci brania na siebie odpowiedzialności za wykonywane zadania i dążenie za wszelką cenę do osiągnięcia work-life balance.

Z badań wynika, że to właśnie tej grupie pracowników – bardziej niż pozostałym grupom wiekowym – najbardziej zależy na awansie (15,43 proc.), poszerzaniu swoich kompetencji (32,80 proc.) oraz szkoleniach i rozwoju (26,05 proc.). Priorytetem jest zaś zadowolenie z dnia pracy (43,73 proc.), rozwój kariery (34,73 proc.) oraz elastyczne godziny pracy (32,80 proc.).

Rynek pracy zadrżał w posadach, gdy wstąpiło na niego najmłodsze pokolenie. A to wszystko dlatego, że młodzi odważyli się zmieniać zastany porządek. Zamiast nieograniczonych nadgodzin – często nieuzasadnionych – wybrali work-life balance i stanowcze rozgraniczenie życia prywatnego od zawodowego. Rynek jednak dość szybko zauważył, że przypięta etykieta ma niewiele wspólnego z rzeczywistością i dzięki umiejętnemu zarządzaniu oczekiwaniami i potencjałem pracowników, możliwe jest tworzenie efektywnych zespół skoncentrowanych na osiąganiu celów zawodowych i rozwoju swoich kompetencji – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska.

Zaangażowani i zestresowani

Aż 63,34 proc. młodych pracowników twierdzi, że ich pensja jest sprawiedliwa w stosunku do oferowanych firmie umiejętności, a 60,13 proc. ma taką samą opinię na temat pełnionej przez siebie roli i zakresu obowiązków. A co z zarzutem braku zaangażowania w wykonywaną pracę? Co jedenasty młody pracownik (13,83 proc.) codziennie odczuwa stres związany ze swoją pracą. Stres i zmęczenie nie są jednak dla nich powodem do porzucenia miejsca zatrudnienia czy emigracji. Co prawda już co drugi (48,87 proc.) młody pracownik rozważa przeprowadzkę np. zagranicę, co jednak wcale nie oznacza odejścia z firmy, a jednak zmianę modelu współpracy z obecnym pracodawcą.

Pracodawcy stanęli przed nie lada wyzwaniem pogodzenia interesów kilku generacji aktywnych na rynku pracy, przy jednoczesnym poszanowaniu różnic międzypokoleniowych. Kwestię nadgodzin, która dla starszych pracowników jest dość naturalna, dla najmłodszych jest kompletnie niedopuszczalna – mówi Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska. – Pracodawcy powinni więc skupić się na wypracowywaniu jasnych regulaminów i zasad pracy, które będą akceptowalne dla wszystkich zatrudnionych – dodaje ekspertka.

E-commerce w Polsce: kryzys na horyzoncie? Zaległości firm handlujących online rosną

Wszelkie raporty i badania dotyczące rynku e-commerce pokazują, że od lat rośnie zarówno liczba kupujących, jak i sprzedających przez internet. Choć mogłoby się wydawać, że od czasu pandemii, nastał złoty okres dla handlu online, to jak pokazują dane GUS za dwie trzecie roku, średni miesięczny udział e-handlu w ogólnej sprzedaży detalicznej jest sporo niższy, niż w analogicznym okresie dwóch poprzednich lat. W Rejestrze Dłużników BIG InfoMonitor i bazie BIK, sytuacja wielu firm jest daleka od ideału. Przeterminowane zadłużenie podmiotów handlujących przez internet przez rok wzrosło niemal dwa razy bardziej niż w całym handlu detalicznym i na koniec sierpnia przekroczyło 400 mln zł.

Najnowszy raport Gemiusa[1] podaje, że na ok. 30 mln internautów w Polsce, aż 79 proc. robi zakupy w sieci, a ich popularność ciągle się zwiększa. Na przestrzeni ostatnich 10 lat stale rosła także wartość polskiego rynku e-commerce, która wystrzeliła jeszcze mocniej po roku 2020. Według danych raportu e-Izby „Dekada polskiego e-commerce”[2], rynek handlu online B2C i B2B był warty pod koniec 2020 r. niemal 550 mld zł. Szacunki dotyczące końca roku 2022 mówiły już o wartości przekraczającej 850 mld zł. Jednocześnie stale przybywa sklepów internetowych. Jak podaje e-Izba, w ciągu ostatnich pandemicznych lat liczba e-sklepów rosła każdego roku o 14 proc., co stawia nasz kraj w gronie najbardziej dynamicznych rynków e-commerce w Europie. Sprzedaż produktów i usług przez internet prowadzi dziś ok. 150 tys. przedsiębiorców.

Skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle?

Choć w okresie pandemii rynek e-commerce zanotował bardzo wysoki wzrost obrotów, to obecnie, podobnie jak wiele innych sektorów, mocno odczuwa skutki wysokiej inflacji i załamania gospodarczego. Jak podaje Gemius zakupy ograniczyło 30 proc. kupujących online, a spadek popytu w tym kanale po prostu wpisuje się w trend widoczny w całej branży handlowej.

– Jak donosi GUS, w relacji do zeszłorocznych wydatków, Polacy kupują mniej już siódmy miesiąc z kolei. Choć niższe ceny to istotny atut sklepów internetowych, to trudno go wykorzystać, jeśli część konsumentów oszczędza i kupuje mniej i rzadziej lub nie kupuje wcale. A ponieważ Polacy w internecie robią głównie zakupy chemii i kosmetyków, odzieży, produktów związanych z hobby, rozrywką czy sprzętu RTV i AGD, czyli artykułów, które nie zawsze należą do kategorii pierwszej potrzeby, to sklepy internetowe musiały to odczuć – tłumaczy Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

– Z tego m.in. względu handel w sieci nie jest w stanie nadrobić spadku koniunktury i konsumpcji wzrostem udziału w sprzedaży detalicznej. W pandemii wydawało się, że osiągnięcie na stałe przynajmniej 10 proc. udziału kanałów online w sprzedaży detalicznej jest w zasięgu ręki. W minionym roku, liczbą 9,5 proc., udało się zbliżyć do tego wyniku. Jednak bieżący rok zaczyna branżę cofać w czasie. Analizując udział e-handlu w ogólnej sprzedaży detalicznej w pierwszych 8 miesiącach tego roku 2023 r. jest to 8,3 proc. W ub.r. w tym samym okresie było to 9,1 proc., a dwa lata temu 8,9 proc. – dodaje Sławomir Grzelczak.

Fakt, że zaciskanie pasa przez konsumentów odbija się na e-commerce bardziej niż na sklepach tradycyjnych widać w danych Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor i bazy informacji kredytowych BIK. Zaległości wobec banków i dostawców firm zajmujących się sprzedażą wysyłkową lub przez internet (PKD 4791Z) wzrosły między sierpniem 2022 r. a sierpniem 2023, o ponad 22 proc. W przypadku całego handlu detalicznego zmiana ta wynosiła blisko 12 proc. Wrażenie robi też wysokość zaległości podmiotów zajmujących się sprzedażą wysyłkową lub handlem online. Na koniec sierpnia br. wynosiły one niemal 401 mln zł, a przez rok zwiększyły się o ponad 73 mln zł.

Wprawdzie liczba niesolidnych dłużników nieznacznie spadła (o 256 firm) i jest ich obecnie blisko 4,9 tys., licząc podmioty prowadzące działalność jak i te zawieszone i zamknięte, to jednak sytuacja wielu jest trudna. Średnia zaległość z tytułu zobowiązań pozakredytowych wynosi niemal 22 tys. zł. W przypadku zaległości kredytowych jest to ponad 176 tys. zł, mowa tu o opóźnieniach o co najmniej 30 dni i na min. 500 zł. Przez rok średnie zaległości pozakredytowe wzrosły o ok. 600 zł, natomiast kredytowe o 27 tys. zł.

Raport e-Izby podaje, że od początku roku 2021 działalność zawiesiło ponad 4,4 tys. zarejestrowanych w Polsce sklepów internetowych posiadających własne witryny. Cytowane w raporcie dane międzynarodowej wywiadowni gospodarczej Dun & Bradstreet mówią z kolei, że obecnie 67 proc. e-sklepów znajduje się w słabej kondycji finansowej, a 8,3 proc. w bardzo złej. W dobrej sytuacji finansowej jest 23 proc. sprzedawców online, a w bardzo dobrej jedynie 1,5 proc.

Nadzieja w rosnącym popycie i w zmianach technologicznych

Mimo, że sytuacja w polskim e-commerce jest dynamiczna, a wiele e-sklepów ma problemy z utrzymaniem się na rynku, to eksperci przewidują, że segment ten będzie się nadal szybko rozwijał. Przede wszystkim za sprawą nowych technologii, rozwoju omnichannel oraz rosnącego popytu, zwłaszcza w określonych kategoriach produktowych. Z analiz wynika, że 18 proc. badanych twierdzi, że kupuje online więcej niż wcześniej. Wydatki najbardziej wzrosły w kategorii żywność – ze średnio 213 do 405 zł miesięcznie. W niektórych kategoriach e-commerce generuje już co 5-tą złotówkę ze sprzedaży, w szczególności, gdy chodzi o: odzież, meble, RTV, AGD, prasa i książki.

– Obroty e-sklepów ratuje nieco oferta odroczonych płatności „kup teraz zapłać później” dla transakcji wykonywanych w sieci. Ich popularność sukcesywnie rośnie, na co wskazują badania firmy Quality Watch wykonane na zlecenie BIK. Wynika z nich, że z tej formy płatności korzysta już 21 proc. ankietowanych, podczas gdy jeszcze pod koniec zeszłego roku odsetek ten wynosił 15 proc. Zapewne bez tego rozwiązania e-handel miałby się jeszcze gorzej – Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

Mimo wysokiej inflacji, ogromnej konkurencji oraz rotacji, e-commerce wciąż pozostaje najprężniej rozwijającą się gałęzią polskiej gospodarki. Gdy dziś udział sprzedaży internetowej w całościowej sprzedaży detalicznej to ok. 9 proc., w 2013 roku było to około 3,5 proc. Trend już został wyznaczony, ale działające online biznesy powinny skupić się jednak nie tylko na rozwoju technologicznym, ale też zadbać o uporządkowanie swoich finansów i zachowanie ostrożności w relacjach B2B.

– Ważne jest by nie narażać się na dodatkowe kłopoty i sprawdzać solidność płatniczą nawet dobrze znanych kontrahentów. Bez problemów ze ściąganiem należności łatwiej będzie przetrwać dekoniunkturę. W kolejnych kwartałach stopniowy spadek inflacji, wzrost realnych wynagrodzeń oraz historycznie niskie bezrobocie powinny już przyczynić się do wyhamowania spadków w sprzedaży detalicznej, a nawet wywołać wzrost konsumpcji prywatnej, która prawdopodobnie będzie w 2024 r. jednym z głównych czynników wzrostu PKB – podsumowuje Sławomir Grzelczak, prezes BIG InfoMonitor.

[1] Gemius, „E-commerce w Polsce 2023” https://www.gemius.pl/wszystkie-artykuly-aktualnosci/id-79-internautow-kupuje-online-raport-e-commerce-w-polsce-2023-juz-dostepny.html

[2] Izba Gospodarki Elektronicznej, „Dekada polskiego e-commerce 2013-2023” https://eizba.pl/premiera-raportu-e-izby-dekada-polskiego-e-commerce/

Do CBOP wpływa coraz mniej ofert [Dane MRiPS]

W okresie pierwszych siedmiu miesięcy br. ponad 132 tys. pracodawców zgłosiło oferty pracy do Centralnej Bazy Ofert Pracy. Tym samym nastąpił spadek o 17,9% rdr. Najwięcej z nich było w woj. mazowieckim i śląskim, a najmniej – w opolskim i podlaskim. Do tego liczba zgłaszanych miejsc pracy wyniosła ponad 707 tysięcy, czyli o 18,4% mniej niż rok wcześniej. Przełożyło się to na przeszło 263 tys. ofert. To ubytek na poziomie 19% rdr. Z przekazanych danych wynika również, że w tym okresie pracę najczęściej można było znaleźć w takich branżach, jak kierowanie podstawowymi rodzajami działalności publicznej, fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne, a także działalność wspomagająca edukację. Natomiast zawody najczęściej wskazywane to sprzedawca, pracownik biurowy i robotnik gospodarczy.

Maleje liczba zgłaszanych ofert

Jak wynika z danych Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej (MRiPS), liczba pracodawców, którzy zgłosili oferty zatrudnienia do Centralnej Bazy Ofert Pracy (CBOP) w okresie od 1 stycznia do 31 lipca tego roku, wyniosła nieco ponad 132 tys. To o 17,9% mniej niż w pierwszych siedmiu miesiącach 2022 roku, kiedy było ich 161 tys. Pojawia się zatem pytanie, czy o spadku zadecydowały czynniki związane z sytuacją na rynku pracy, czy też pracodawcy zaczynają odchodzić od naborów za pośrednictwem powiatowych urzędów pracy. Katarzyna Siemienkiewicz, ekspertka ds. Prawa Pracy z organizacji Pracodawcy RP, uważa, że spadek liczby ofert odzwierciedla sytuację na rynku pracy.

– Podobny spadek odnotowały również portale komercyjne, dlatego można stwierdzić, że główna przyczyna leży w obecnych realiach gospodarczych. Pracodawcy w bieżącym roku mają mniej wakatów niż w ubiegłym. Ponadto zauważalna jest tendencja dużego ubytku ofert pracy dla specjalistów HR. W firmach są likwidowane ich działy. To świadczy o tym, że przedsiębiorcy nie zamierzają zwiększać zatrudnienia, skoro rezygnują z instrumentów wspomagających ten proces – uważa ekspertka.

Grzegorz Kuliś, ekspert rynku pracy z Business Centre Club, zauważa, że na razie żadne wskaźniki nie mówią o rosnącym bezrobociu. Pracownicy są potrzebni przede wszystkim w obszarach profesji deficytowych. Niemniej widać pewne spowolnienie, czego przykładem może być branża automotive. Ekspert dodaje przy tym, iż opieranie się na danych z urzędów pracy jest niemiarodajne o tyle, że rynek sukcesywnie, z roku na rok, odchodzi od publikowania tam ogłoszeń. Oczywiście w pewnych sytuacjach jest to nadal konieczne.

– Myślę, że z czasem urzędy pracy będą zajmowały się głównie legalizacją pobytu pracowników zagranicznych. Będą pomagały pracownikom przekwalifikować się, by umieli oni zaadaptować się do dynamicznie zmieniającego się rynku pracy. Uważam też, że w przyszłości rola tych instytucji będzie w mniejszym stopniu dotyczyła pośrednictwa pracy – wyjaśnia Kuliś.

Spadki nie dotyczą tylko „pośredniaków”

W pierwszych siedmiu miesiącach br. liczba miejsc pracy zgłoszonych do CBOP wyniosła nieco ponad 707 tys. To o 18,4% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich lekko ponad 867 tys. Przełożyło się to na przeszło 263 tys. ofert. To o 19% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich ponad 325 tys. Dr Sylwia Wiśniewska z Katedry Zarządzania Zasobami Pracy Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie uważa, że można to wyjaśnić pogorszeniem koniunktury, związanym także z wysoką inflacją. W jej ocenie, biorąc pod uwagę aktualną sytuację gospodarczą, zwłaszcza spowolnienie w branżach, takich jak budownictwo, a nawet IT, ponad 263 tys. ofert pracy zgłoszonych do CBOP stanowi dobry wynik.

– Obserwowane w pierwszej połowie br. spowolnienie gospodarcze, skutkujące trudnościami dla firm chociażby z branży budowlanej, mogło przełożyć się na liczbę ofert pracy zgłaszanych do CBOP. Wydaje się, że spadek liczby ofert wynika także ze specyfiki publikowanych ogłoszeń, które często dotyczą stanowisk pracy związanych z pracą fizyczną. Jednocześnie warto zauważyć, że ubytek nie dotyczył jedynie CBOP, ale także największych portali rekrutacyjnych. Ma to więc związek z koniunkturą gospodarczą i sytuacją na rynku pracy – uważa dr Wiśniewska.

Najwięcej ofert w mazowieckim i śląskim

Biorąc pod uwagę województwa, w pierwszych siedmiu miesiącach br. najwięcej pracodawców, którzy złożyli oferty pracy do CBOP, było w mazowieckim – 17,2 tys. Dalej w zestawieniu widać śląskie – 11,9 tysięcy, małopolskie – 11,6 tysięcy, wielkopolskie – 9,7 tys. i podkarpackie – 9,5 tys. Na końcu rankingu mamy lubuskie – 3,3 tysięcy, opolskie – 3,7 tys. i podlaskie – 3,9 tys. – Wyniki są uzależnione od tego, ile miejsc pracy jest w danym województwie. Najwięcej firm oferujących zatrudnienie jest na obszarach, które znajdują się w czołówce i to pozostaje niezmienne od wielu lat – dodaje ekspertka z Pracodawców RP.

Oferty pracy zgłoszone do CBOP w okresie siedmiu miesięcy br. przeważnie dotyczyły takich branży, jak kierowanie podstawowymi rodzajami działalności publicznej, fryzjerstwo i pozostałe zabiegi kosmetyczne, a także działalność wspomagająca edukację. Natomiast zawody najczęściej wskazywane w ofertach pracy to sprzedawca, pracownik biurowy oraz robotnik gospodarczy.

– Umieszczeniem ofert pracy w CBOP najczęściej są zainteresowane małe i średnie przedsiębiorstwa. Fryzjerstwo czy branża beauty to obszary, gdzie przedsiębiorcy prowadzą jednoosobową działalność gospodarczą i szukają pracowników poprzez wskazany portal. Często jest tak, że mniejsze firmy wolą korzystać z darmowych rozwiązań, takich jak CBOP niż publikować oferty na komercyjnych portalach, często za wysoką opłatą. Wymienione profesje nadal są zawodami deficytowymi na rynku pracy, chodzi tu przede wszystkim o tzw. prace proste, czyli robotnik gospodarczy czy ekspedient. Branże te już od dłuższego czasu informują o braku rąk do pracy i – jak widać – tendencja ta nie ulega zmianie – wyjaśnia Katarzyna Siemienkiewicz.

Sytuacja na rynku pracy będzie trudna

Dr Sylwia Wiśniewska z Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie uważa, że trendy zachodzące w gospodarce pozwalają przewidywać, iż w najbliższym czasie wzrośnie liczba ofert pracy zgłaszanych do CBOP. Ekspertka wskazuje m.in. na wskaźnik koniunktury w budownictwie, który w lipcu 2023 r. był najlepszy od stycznia ubiegłego roku.

– Analizując plany pracodawców na najbliższy okres, można się spodziewać, że nowe oferty będą dotyczyły zarówno branży IT, jak i zawodów deficytowych, czyli kierowcy, pielęgniarki, psychologa czy psychoterapeuty. Specyfika profilu kandydatów do pracy, którzy korzystają z CBOP, może wskazywać na to, że do bazy będą zgłaszane także oferty pracy fizycznej. A biorąc pod uwagę deklarowane przez przedsiębiorców problemy z pozyskaniem wykwalifikowanych pracowników, należy też domniemywać, że pracodawcy mogli dostrzec potrzebę zatrzymania dotychczasowych pracowników, także w wieku senioralnym – wyjaśnia dr Wiśniewska.

Z kolei Grzegorz Kuliś z BCC jest zdania, że niezależnie od trudności gospodarczych, w dalszym ciągu będziemy rynkiem pracowników, gdyż firmy nadal będą zmagały się z niedoborami wykwalifikowanej siły roboczej. Ponadto na rynek wchodzi pokolenie, które ma wysokie oczekiwania wobec pracodawców. Do tego afera wizowa poskutkuje tym, że mniej pracowników zagranicznych przyjedzie do Polski. Międzynarodowych czynników, które spowodują, że przedsiębiorcom trudniej będzie zrekrutować zatrudnionych, jest oczywiście więcej.

– Prezydent Białorusi zapowiedział niedawno dekret, który przewiduje konfiskatę majątków osób, które wyjadą i nie wrócą do kraju. Ukraina nie zezwala na wyjazd mężczyzn w wieku poborowym. Ukraińcy, do tej pory u nas pracujący, wyjeżdżają do Europy Zachodniej i Kanady, która czeka na nich z otwartymi rękami. Nie wróży to dobrze naszemu rynkowi pracy. Zatem nie skupiałbym się na danych, że o kilkanaście procent zmniejszyła się liczba ofert, bo aktualnie wszyscy szukają pracowników – podsumowuje Grzegorz Kuliś.

Silver tsunami. O sytuacji starszych pokoleń na polskim rynku pracy

Aż 4 na 10 polskich pracowników z grupy wiekowej 55-65 lat planuje kontynuować karierę zawodową po przekroczeniu wieku emerytalnego. 39% z kolei planuje wówczas pracować zarobkowo, ale nie na pełny etat. Jak wynika z badania Pracuj.pl, 22% przedstawicieli pokolenia silver uważa, że sytuacja osób w wieku 55+ na rynku pracy poprawiła się w ciągu ostatnich 10 lat. Firmy wiedzą już, że muszą przemyśleć swoje podejście do budowy różnorodnych wiekowo zespołów, z uwagi na czynniki demograficzne i fakt, że żyjemy w starzejącym się społeczeństwie. Uwzględnienie różnorodności pod tym względem nie tylko będzie sprzyjać bardziej włączającemu środowisku pracy, odblokuje niewykorzystany potencjał i utoruje drogę dla innowacji.

Najważniejsze informacje:

  • 62% silversów chętniej zaaplikuje do firmy otwartej na zatrudnianie osób 55+.
  • 59% respondentów twierdzi, że osoby w wieku przedemerytalnym są mniej chętnie zatrudniane.
  • 22% starszych uważa, że sytuacja osób 55+ na rynku pracy poprawiła się w ostatnich 10 latach.
  • 41% badanych planuje kontynuować karierę zawodową po przekroczeniu wieku emerytalnego.
  • Starsi pracownicy za swój największy atut uważają wieloletnie doświadczenie zawodowe (72%).
  • To pokolenie jak żadne inne cechuje także lojalność wobec pracodawcy, co jako atut wskazało aż 53% badanych w wieku 55-65 lat.

Choć społeczeństwo się starzeje, to dziś wciąż jest relatywnie młode

Jak wynika z danych Eurostatu, średnia wieku w Unii Europejskiej na przestrzeni lat 2012-2022 wzrosła o 2,5 roku. Ten wynik wskazuje, że społeczeństwo UE należy do szybko starzejących się. W Polsce ten wzrost jest jeszcze wyższy i w analogicznym okresie wyniósł 3,5 roku. Najszybciej we wskazanym dziesięcioleciu starzała się Portugalia (+4,7 roku), a w najmniejszym stopniu problem ten dotyczył Szwecji, gdzie współczynnik starzenia nie wystąpił, wręcz przeciwnie – społeczeństwo nieco odmłodniało (-0,1). Choć dziś bliżej nam do najmłodszych społeczeństw w Europie niż do tych najstarszych, to z perspektywy rynku pracy coraz istotniejsza staje się rola pracowników ze starszych grup wiekowych. Te osoby coraz częściej będą współpracować ramię w ramię z dużo młodszymi przedstawicielami generacji Y czy Z.

Widząc, jak rynek pracy ewoluuje, serwis Pracuj.pl sprawdził, jak wygląda on dziś z perspektywy silver generation. W części badania „Nowe prawa rekrutacji” poświęconej seniorom na rynku pracy serwis sprawdza, jak podchodzą oni do rekrutacji, czy spotykają się (lub chcieliby) z wyjątkowym traktowaniem i czy zauważają dyskryminację. W tej części badania Pracuj.pl przepytano 424 pracujących przedstawicieli grupy wiekowej 55-65 lat.

Srebrne pokolenie na wagę złota dla pracodawcy

Społeczeństwa, w których średni wiek wzrasta, muszą mierzyć się z wieloma trudnościami, od tzw. obciążenia demograficznego, po wzrastającą inflację. Z perspektywy organizacji, w których w takiej sytuacji może brakować zasobów osobowych, ta najstarsza grupa pracowników aktywnych zawodowo może okazać się metodą rozwiązania problemu. Jest to możliwe zwłaszcza z uwagi na to, że w Polsce aż 4 na 10 badanych z grupy wiekowej 55-65 lat planuje kontynuować karierę zawodową po przekroczeniu wieku emerytalnego. 39% z kolei planuje wówczas pracować zarobkowo, ale nie na pełny etat.

Niestety na ten moment sytuacja nie wygląda w pełni pozytywnie. Aż 59% przedstawicieli pokolenia silver zbadanych przez Pracuj.pl twierdzi, że osoby w wieku przedemerytalnym są mniej chętnie zatrudniane przez pracodawców niż inne. Częściej taką niechęć dostrzegają kobiety (63%) niż mężczyźni (55%).

Niestety wciąż jeszcze zdarza się, że pracodawcy wahają się przed zatrudnianiem osób w wieku 50+. Jedną z powszechnych obaw jest założenie, że starsi kandydaci mogą nie być tak zdolni do przystosowania się do nowych technologii lub mogą nie wykazywać takiego samego poziomu energii i entuzjazmu, co ich młodsi koledzy. Jednak pominięcie specjalistów z tej grupy wiekowej może oznaczać utratę wiedzy, umiejętności i doświadczenia, które mogą przynieść firmie ogromne korzyści. Starsi pracownicy, poza wieloletnim doświadczeniem, często wnoszą do miejsca pracy silną etykę pracy oraz stabilność. Mogą też zaoferować cenną opiekę mentorską młodszym kolegom i zapewnić inną perspektywę, która może prowadzić do innowacyjnych rozwiązań. Co więcej, różnorodność wiekowa przyczynia się do tworzenia włączającego i dynamicznego środowiska pracy – komentuje Łukasz Marciniak, Dyrektor Sprzedaży w eRecruiter.

A jak czerpać z tej wartościowej puli doświadczonych ekspertów, jak ich przyciągać? Najlepiej poprzez jasne informowanie. 62% badanych przedstawicieli pokolenia silver deklaruje, że pracodawca, który komunikuje swoją otwartość na zatrudnianie osób 55+, w większym stopniu ma szansę przyciągnąć ich uwagę niż pozostałe organizacje.

Co więcej, pracodawcy do swoich pracowników z grupy 55-65 lat mogą (a nawet powinni) podchodzić dokładnie tak, jak do innych członków zespołu czy uczestników rekrutacji. 1/3 badanych z pokolenia silver deklaruje, że w rekrutacji nie chcą oni być traktowani na wyjątkowych warunkach. Co ciekawe, taką deklarację składa istotnie więcej mężczyzn (37%) niż kobiet (27%). Jednocześnie 18% respondentów jest zdania, że pracodawcy nie powinni oczekiwać od kandydatów by podawali swój wiek lub datę urodzenia w CV.

Wiek nigdy nie powinien być czynnikiem decydującym przy ocenie przydatności kandydata na dane stanowisko. Eliminując wymóg podawania daty urodzenia w CV, możemy w pewnym zakresie wyrównać szanse wszystkich kandydatów. Rekrutacja neutralna pod względem wieku promuje równość szans i umożliwia ocenę kandydatów wyłącznie na podstawie ich kwalifikacji. Dzięki temu starsi, doświadczeni specjaliści nie będą niesprawiedliwie pomijani na korzyść młodszych kandydatów i odwrotnie. Usunięcie daty urodzenia z CV to tylko jedna z metod pomagających w walce z dyskryminacją ze względu na wiek, która niestety nadal ma miejsce w wielu branżach. To, co jest dziś konieczne, to zmiana standardów i zaangażowanie na rzecz bardziej włączającego środowiska pracy, w którym jednostki są cenione za swój wkład, a nie stereotypowo na podstawie wieku
– dodaje Agata Roszkiewicz, Ekspertka ds. wynagrodzeń i benefitów w Pracuj.pl.

Niestety są miejsca, w których wciąż dochodzi jeszcze do nieprawidłowości. 18% badanych z grupy najstarszych pracowników wskazuje, że osobiście doświadczyli oni dyskryminacji ze względu na wiek w miejscu pracy, takich jak problemy z awansem, niechęć zatrudnienia czy gorsze warunki pracy. 17% respondentów doświadczyło osobiście lub w swoim otoczeniu zwolnienia przez firmę osoby, która zbliżała się do przedemerytalnego okresu ochronnego. Istotnie częściej takie doświadczenia dotyczą kobiet (22%) niż mężczyzn (13%).

Na rynku można zaobserwować jednak również pozytywny trend, zmianę na lepsze – 22% starszych pracowników uważa, że sytuacja osób w wieku 55+ na rynku pracy w ostatnich 10 latach poprawiła się w stosunku do przeszłości. Można zatem wnioskować, że w ramach upływu czasu i zwiększającej się otwartości pracodawców, sytuacja ta będzie się polepszać, a zrozumienie jak dużą wartość ma różnorodna pula talentów w organizacji będzie coraz większe. Zwłaszcza biorąc pod uwagę szereg niezaprzeczalnych zalet, jakie wnoszą do zespołów pracownicy o wieloletnim doświadczeniu.

Starszy pracownik zna już swoje najmocniejsze strony

Lata doświadczenia sprawiają, że przedstawiciele pokolenia silver doskonale znają swoje mocne strony. Zapytani o swoje atuty, badani w wieku 55-65 lat najczęściej wskazują właśnie wieloletnie doświadczenie zawodowe (72%). Ponad połowa (53%) badanych wskazuje, że ich bogate doświadczenie przekłada się na możliwości w pracy. Nie sposób nie przyznać tu racji badanym – doświadczenie zawodowe często wpływa na poszerzenie perspektywy, a mnogość problemów rozwiązanych w dotychczasowej karierze może szybciej doprowadzić do osiągnięcia zamierzonych efektów dziś.

Starsi pracownicy są nie tylko doświadczeni, ale często cechuje ich także pozytywne podejście. Aż 58% silversów wśród swoich mocnych stron wskazało przyjazne nastawienie do współpracowników. Co więcej, to pokolenie jak żadne inne cechuje także lojalność wobec pracodawcy, co jako atut własnej generacji wskazało aż 53% badanych z grupy wiekowej 55-65 lat.

Wiele cech charakteryzujących silver generation wynika właśnie z bogatego doświadczenia. 45% osób jako swoją zaletę na polu zawodowym wskazuje doskonałą znajomość branży, w której pracują bądź pracowali. Z kolei niemal połowa pracowników (49%) jako swoją przewagę konkurencyjną wskazuje opanowanie i spokój w stresujących sytuacjach.

Wbrew opinii, która może funkcjonować w opinii publicznej, przypisując szybkość uczenia się pokoleniu Z, badani z generacji silver w dużej mierze widzą tę kompetencję także u siebie – 45% z nich jako swój atut wskazało szybkie przyswajanie nowych umiejętności. Nie tylko potrafią się uczyć, ale także potrafią uczyć innych. Dla 30% niewątpliwą pokoleniową zaletą jest unikalna wiedza i umiejętności na tle współpracowników. W tym zakresie bardziej doceniają się mężczyźni, którzy wskazywali te cechy istotnie częściej niż kobiety (36% w stosunku do 22%). 44% przedstawicieli silver generation uważa, że ich atutem na polu zawodowym jest zdolność skutecznego przekazywania wiedzy mniej doświadczonym osobom.

Pośród badanych z grupy najstarszych aktywnych zawodowo kobiet, 4 na 10 badanych wskazuje, że ich atutem jest wysoka inteligencja emocjonalna. Ten aspekt u siebie widzi i docenia nieco mniej, bo 3 na 10 mężczyzn. 38% kobiet i 31% mężczyzn z kolei wskazało jako mocną stronę pokolenia silver wysokie umiejętności interpersonalne.

Nie brakuje im także kreatywności, często kojarzonej z przedstawicielami młodszych pokoleń – 42% respondentów uważa się za kreatywnych w codziennych obowiązkach, co postrzegają jako niewątpliwą zaletę. Równo ¼ badanych podkreśla z kolei wagę rozległych znajomości i kontaktów zdobytych w trakcie kariery.

Nie spoczywają na laurach i stale chcą się dokształcać – 60% badanych z pokolenia silver uważa, że osoby z najstarszego pokolenia pracowników mogą się wiele nauczyć od młodych osób, wchodzących na rynek ze świeżym spojrzeniem. Z drugiej strony aż 83% najstarszych badanych deklaruje, że osoby dopiero rozpoczynające karierę mogą sporo zyskać, jeśli trafią na dobrych, doświadczonych mentorów i mentorki.

Nie ma już wątpliwości co do tego, że wartość pokolenia silver osiągnęła dla pracodawców bezprecedensowy poziom. Ta zmiana paradygmatu wymaga ponownej oceny strategii rekrutacyjnych i nowego podejścia do budowania zespołu. Uwzględnienie różnorodności pod względem wieku nie tylko będzie sprzyjać bardziej włączającemu środowisku pracy, ale także odblokuje niewykorzystany potencjał i utoruje drogę dla innowacji. Można powiedzieć, że dla firm to srebrne pokolenie jest dziś… na wagę złota.

O BADANIU

Badanie „Nowe prawa rekrutacji” zostało przeprowadzone we wrześniu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 2120 Polaków w wieku 18-65, w tym 424 osoby w wieku 55-65. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Rentowności obligacji USA na najwyższym poziomie od 23 lat. Akcje i złoto w odwrocie

Utrzymuje się presja na amerykański rynek obligacji skarbowych. Rentowność 2-letnich obligacji skarbowych rządu Stanów Zjednoczonych (5,244 proc.) jest o krok od pokonania swego szczytu z 2006 roku, co oznaczałoby wyjście na najwyższy poziom od 23 lat. Zbliżała się do poziomu 5 proc. rentowność 10-letnich obligacji rządu USA (4,955 proc.), a już go przekroczyła rentowność amerykańskich 30-latek. Swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś również rentowności 10-letnich obligacji skarbowych rządów Australii, Japonii, Nowej Zelandii i Włoch.

Amerykański rynek akcji być może odczuwa presję płynącą z obligacyjnej części rynku kapitałowego. Wczoraj S&P 500 spadł o 1,34 proc., a Nasdaq 100 stracił 1,41 proc. i oba indeksy znalazły się na najniższym poziomie od 7 sesji. Średnia przemysłowa Dow Jonesa straciła w środę 0,98 proc. Dziś ok. godz. 9:35 kontrakty na główne indeksy giełdowe notowały niewielkie spadki (S&P 500 -0,18 proc.).

Po wybuchu w szpital w Gazie ponownie wzrosły obawy przed eskalacją trwającego od poprzedniego tygodnia kolejnego epizodu izraelsko-palestyńskiego konfliktu.

Kilku przedstawicieli Fed wyraziło wczoraj swe opinie na temat polityki pieniężnej USA. Przewodniczący oddziału Fed z Nowego Jorku John Williams stwierdził, że stopy procentowe w USA powinny pozostać na restrykcyjnych poziomach przez jakiś czas, by tempo inflacji spadło do poziomu 2 proc. Gubernator Fed Chris Waller zasugerował, że Fed może zaczekać na nowe dane, by ocenić, czy gospodarka USA wymaga dodatkowego zaostrzenia polityki pieniężnej. Gubernator Fed Michelle Bowman stwierdziła, że FED pozostaje bardzo skoncentrowany na osiągnięciu swego celu inflacyjnego.

Dziś ok. godz. 9:35 główne indeksy europejskiego rynku akcji były na minusach (DAX -0,37 proc., CAC 40 -0,99 proc.).

Na GPW WIG-20 korygował tegotygodniowy powyborczy skok w górę (-1,17 proc. ok. godz. 9:50).

Trzeci dzień z rzędu rosła dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu (5,792 proc.).

Kurs amerykańskiego dolara względem tureckiej liry był dziś na najwyższym w swej historii poziomie. Ruchy kursów dolara względem głównych walut były dziś rano minimalne (EUR/USD +0,09 proc., USD/JPY -0,03 proc. ok. godz. 9:20).

Podobnie stabilny był po wczorajszym osłabieniu polski złoty (EUR/PLN +0,03 proc., USD/PLN -0,05 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w poniedziałek próbował szturmować najwyższy od ponad 2 miesięcy poziom 30000 USD dziś rano nie wykazywał większych zmian.

Cena kontraktów na cukier notowanych na ICE zaliczyła wczoraj swój najwyższy poziom od 2011 roku. Lekko spadały dziś ok. godz. 9:10 ceny kontraktów na ropę naftową (WTI -0,42 proc., Brent -0,66 proc.), natomiast niewielki wzrost notowała cena notowanych na NYMEX-ie kontraktów na gaz ziemny (+0,43 proc.). Cena kontraktów na złoto notowanych na COMEX-ie osiągnęła wczoraj swój najwyższy od początku września br. poziom, a dziś o ok. godz. 9:15 spadała o 0,29 proc. Gdyby cena kontraktów na pallad notowanych na NYMEX-ie zamknęła się dziś na poziomie obserwowanym ok. godz. 9:15, byłoby to najniższe zamknięcie od końca 2018 roku.

Autor: Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Dwa kolejne gazowce we flocie ORLEN

„Święta Barbara” i „Ignacy Łukasiewicz” to dwa kolejne statki do przewozu skroplonego gazu ziemnego (LNG), które wkrótce dołączą do floty Grupy ORLEN. W stoczni Hyundai Samho Heavy Industries w koreańskim Mokpo odbyła się uroczystość nadania imion tym jednostkom. Statki rozpoczną służbę morską jeszcze w tym roku, zwiększając możliwości koncernu w zakresie pozyskania gazu ziemnego, a tym samym przyczyniając się do wzmocnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju.

– Nowe gazowce Grupy ORLEN to kolejny krok w budowaniu niezależności energetycznej Polski i rozwoju działalności koncernu na globalnym rynku skroplonego gazu ziemnego. Realizowana od kilku lat strategia dywersyfikacji importu błękitnego paliwa w oparciu o dostawy LNG okazała się skuteczna i umożliwiła całkowitą rezygnację z rosyjskiego surowca w niezwykle trudnym okresie europejskiego kryzysu energetycznego. W tym czasie zbudowaliśmy kompetencje, które wykorzystamy do dalszej dywersyfikacji źródeł pozyskania gazu, aby zaspokoić zapotrzebowanie naszych odbiorców w Polsce i innych krajach regionu. Gaz ziemny pozostaje surowcem strategicznym, który jest niezbędny nie tylko w gospodarstwach domowych i przemyśle chemicznym, ale umożliwia też efektywną i bezpieczną transformację energetyczną. Własne statki do przewozu LNG poszerzają możliwości logistyczne Grupy ORLEN, a tym samym wzmacniają pewność dostaw, przy jednoczesnym obniżeniu kosztów transportu -– mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu ORLEN.

Nowe gazowce otrzymały imiona: „Święta Barbara” („Saint Barbara”), na cześć patronki górników, naftowców i gazowników, oraz „Ignacy Łukasiewicz” – w hołdzie pionierowi światowego przemysłu naftowego, wybitnemu wynalazcy, przemysłowcowi i działaczowi niepodległościowemu. Statki zostały wybudowane przez południowokoreańską firmę Hyundai Samho Heavy Industries, a użytkowane będą na podstawie długoterminowej umowy czarteru z armatorem Knutsen OAS Shipping.

Gazowce będą wykorzystywane zarówno do realizacji umów długoterminowych, jak i kontraktów spotowych w formule free-on-board (FOB), zgodnie z którą za odbiór i transport ładunku odpowiada kupujący, czyli Grupa ORLEN.

Flota budowana na zamówienie koncernu skutecznie wesprze obsługę ładunków LNG dostarczanych do Polski. Wybuch wojny w Ukrainie oraz zaprzestanie dostaw do Europy gazu z kierunku wschodniego sprawiły, że popyt na LNG w tej części świata istotnie wzrósł. W pierwszym półroczu 2022 roku import skroplonego gazu ziemnego do krajów Unii Europejskiej wyniósł 54,6 mld m sześc., podczas gdy w analogicznym okresie 2021 r. było to 34,3 mld m sześc. Trend wzrostowy utrzymuje się również w tym roku. Dostawy skroplonego gazu do UE w pierwszym półroczu 2023 r. wyniosły 61,3 mld m sześc. (o ok. 79 proc. więcej niż w analogicznym okresie 2021 r.). Wysokie zapotrzebowanie na LNG przełożyło się na mniejszą dostępność gazowców na rynku oraz wzrost kosztów frachtu. Dlatego przewagę zyskały podmioty, które – jak Grupa ORLEN – dysponują własnym zapleczem transportowym.

Docelowo flota Grupy ORLEN liczyć będzie 8 jednostek. Pojemność każdego ze statków to około 70 tys. ton LNG, co odpowiada ok. 100 mln m sześc. gazu ziemnego w stanie lotnym. Rozmiar gazowców został tak dobrany, aby jednostki mogły wpłynąć do niemal każdego terminala LNG na świecie. Wszystkie statki wyposażono w rozwiązania zwiększające ich efektywność energetyczną i ograniczające wpływ na środowisko naturalne. To, między innymi, zintegrowane zarządzanie poborem energii elektrycznej oraz system ponownego skraplania (reliquefaction system), pozwalający na odzyskanie gazu, który w czasie transportu ulega naturalnemu odparowaniu.

Działalność operacyjną, od tego roku, realizują już dwa gazowce z floty ORLEN – „Lech Kaczyński” i „Grażyna Gęsicka”, które pierwsze ładunki LNG dostarczyły do Polski odpowiednio w marcu i czerwcu. Kolejny transport – gazowcem „Grażyna Gęsicka” – spodziewany jest już na przełomie października i listopada br.

LNG dla Grupy ORLEN to jeden z filarów strategii dywersyfikacji kierunków i źródeł pozyskiwania błękitnego paliwa dla Polski. Udział surowca dostarczanego drogą morską, w imporcie koncernu, systematycznie rośnie. W 2021 r. wynosił on zaledwie 24 proc., przy wolumenie sięgającym 3,94 mld m. sześc. Rok później LNG stanowiło już 43 proc. całego importu, a jego wolumen wyniósł 6,04 mld m sześc. To wzrost o ponad 50 proc., potwierdzający że skroplony gaz ziemny stał się głównym źródłem pozyskania surowca z zagranicy przez Grupę ORLEN.

LNG koncern odbiera przede wszystkim w Terminalu im. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Świnoujściu. Dotychczas były to 254. dostawy o wolumenie wynoszącym ok. 20 mln ton LNG. Najwięcej ładunków przypłynęło z Kataru (127) oraz USA (106). Dostawy do Polski docierały także z Norwegii (13), Nigerii (3), Trynidadu i Tobago (3), Egiptu (1) oraz Gwinei Równikowej (1).

Od maja 2022 roku koncern korzysta także z terminalu w Kłajpedzie na Litwie. Dla Grupy ORLEN dostarczono tu dotychczas 10 ładunków o łącznym wolumenie blisko 655 tys. ton skroplonego gazu ziemnego. Po regazyfikacji surowiec trafia do Polski gazociągiem Polska-Litwa. Część paliwa jest kierowana również na rynki krajów bałtyckich.

Oprócz budowy własnej floty ORLEN poszerza także możliwości odbioru skroplonego gazu w krajowych terminalach. W sierpniu tego roku koncern zawarł z GAZ-SYSTEM umowę na rezerwację zdolności regazyfikacyjnych w pływającym terminalu FSRU (ang. Floating Storage Regasification Unit), który powstaje w Zatoce Gdańskiej. Rozwój infrastruktury pozwoli zwiększyć liczbę dostaw skroplonego gazu ziemnego odbieranych przez Grupę nawet o 58 w skali roku.

Zmiany w opłatach drogowych w UE: wyższe koszty dla przewoźników

Zmienia się system opłat dla pojazdów ciężarowych za korzystanie z dróg i autostrad w Unii Europejskiej. O ich wysokości decydować mają już nie tylko koszty utrzymania infrastruktury i sytuacja gospodarcza kraju, ale też kwestie środowiskowe, dążenie do dekarbonizacji, wykorzystywania proekologicznych technologii i alternatywnych paliw. Niemcy wprowadzają nowe opłaty drogowe już 1 grudnia, a podwyżki, które proponują, mogą zwiększyć koszty przewoźników nawet o 80%. Jak to wpłynie na działalność firm transportowych i całą branżę – wyjaśnia Girteka, bazujący na cyfryzacji usług największy  europejski przewoźnik drogowy.

Droga do ekologicznego transportu

Przypomnijmy, opłaty drogowe w UE wprowadziła dyrektywa o eurowinietach z 1999 r (1999/62/WE). System ich poboru opierał się na dwóch zasadach. Winiety, czyli stała kwota, która pozwalała na korzystanie z dróg w określonym czasie oraz opłaty za przejazd odcinkowy, uzależniony od przebytej odległości. W 2011 r. przyjęto poprawki do Dyrektywy 1999/62/WE, zgodnie z którymi opłaty za korzystanie z dróg i autostrad mają odzwierciedlać wpływ transportu drogowego na środowisko. Stawki opłat zostały dostosowane do poziomu emisji zanieczyszczeń, aby zachęcić firmy do stosowania ekologicznych alternatyw i przenoszenia potoku ładunków na kolej i drogi wodne.

W tym roku uchwalono kolejne zmiany. Dyrektywą 2022/362, która weszła w życie 24 marca 2023 r. wprowadzono stopniową zmianę modelu opłat drogowych, opierając go na odległości oraz emisji CO2. Do 2024 r. stawki opłat drogowych muszą być zróżnicowane w zależności od klasy emisji CO2 pojazdów w państwach UE. Ponadto wszystkie pojazdy ciężarowe o masie dmc powyżej 3,5 tony również będą podlegać opłatom drogowym (obecnie Niemcy, Dania, Szwecja i Luksemburg zwalniają z opłat niektóre lub wszystkie pojazdy ciężarowe z naczepami o dmc od 3,5 do 12 ton). Finalnie, z dniem 25 marca 2030 r. wycofane mają być winiety w całej transeuropejskiej sieci transportowej (TEN-T), z wyjątkiem uzasadnionych sytuacji.

– Zmiany w systemie opłat drogowych nie pozostaną bez wpływu na koszty prowadzenia działalności transportowej. Zachęcanie do korzystania z bardziej ekologicznych aut ciężarowych przy jednoczesnym zniechęcaniu do korzystania z mniej wydajnych pojazdów będzie miało wpływ na całkowity koszt posiadania pojazdu, a także na decyzje związane z zakupem floty – wyjaśnia Mindaugas Pasilauskas, CEO Girteka Europe West.

Rekordowe podwyżki w Niemczech już od 1 grudnia

Jako pierwsi, podwyżki opłat drogowych według nowych zasad wprowadzają Niemcy. Proponowane przez nich stawki mogą zwiększyć koszty działalności transportowej nawet o 80%.  1 stycznia 2023 r. niemiecki rząd przedstawił projekt nowelizacji ustawy o opłatach za korzystanie z dróg federalnych, różnicując stawki opłat w zależności od masy pojazdu i liczby osi. Większy nacisk położono na koszty związane z zanieczyszczeniem powietrza i hałasem. Wzrost opłat za korzystanie z dróg będzie więc szczególnie dotkliwy już dla pojazdów Euro 5 i jeszcze starszych.  Dodatkowa stawka częściowa za emisję CO2 wejdzie w życie 1 grudnia 2023 r.

Wraz z 1 grudnia 2023 roku Niemcy zamierzają też dodać dopłatę za emisję CO2 w wysokości 200 euro za tonę emisji CO2 do opłat drogowych dla pojazdów ciężarowych, w tym także rozszerzyć ją na pojazdy o dopuszczalnej masie całkowitej powyżej 3,5 tony od 1 lipca 2024 roku. Obecnie pojazdy ciężarowe, które emitują dużo CO2, podlegają wyższym opłatom drogowym, jeśli ważą ponad 7,5 tony. Wysokość nowych opłat drogowych w Niemczech będzie zależeć od jednej z pięciu klas pojazdów (klasyfikowanych przez sześć lat od daty pierwszej rejestracji):

  • Klasa 1: najwyższa emisja CO2 i odpowiednio najwyższa możliwa dopłata. Na początku wszystkie pojazdy są automatycznie klasyfikowane w tej klasie, którą można zmienić na wniosek właściciela pojazdu (dla pojazdów z datą rejestracji 1 lipca 2019 r. lub później).
  • Klasy 2 i 3: przydzielane po wprowadzeniu danych odpowiedniego pojazdu do portalu Toll Collect (jeśli używane jest urządzenie pokładowe Toll Collect – OBU), zgodnie z określonymi poziomami emisji CO2 pojazdu.
  • Klasa 4: dotyczy niskoemisyjnych pojazdów ciężarowych, takich jak pojazdy napędzane gazem ziemnym (NGV).
  • Klasa 5: dotyczy wyłącznie bezemisyjnych pojazdów ciężarowych, w szczególności pojazdów elektrycznych zasilanych bateriami lub wodorem. Są one całkowicie zwolnione z opłat drogowych do 31 grudnia 2025 r., po czym zostaną one objętę 25% stawki opłaty drogowej na rzecz kosztów infrastruktury.

Jak wygląda to w praktyce? Obecnie stawka za opłaty drogowe w Niemczech wynosi 0,19 euro/kilometr. Zgodnie z nowym systemem opłata wzrośnie prawie dwukrotnie do 0,34 euro. To oznacza wzrost o 0,15 euro za kilometr dla pojazdów o dmc powyżej 18 ton, 5-osiowych i większych. Niemieckie Ministerstwo Transportu szacuje, że zmiany w opłatach drogowych przyniosą dodatkowe przychody na poziomie 7,62 mld euro rocznie.

– W najbliższej przyszłości trzeba liczyć się z większą presją na wzrost opłat drogowych. Presja na dekarbonizację transportu jest ogromna i nie uciekniemy od tego. Osiągnięcie celów redukcji emisji CO2 staje się priorytetem, niezależnie od wielkości firmy. Każde przedsiębiorstwo będzie musiało uwzględnić w swojej działalności koszty związane z ochroną środowiska. Dla firm transportowych oznacza to zmianę podejścia. Gdyż wykorzystanie digitalizacji, odpowiednia strategia dotycząca rozwoju taboru, będą odgrywać kluczową rolę w konkurencyjności na tym już bardzo wymagającym rynku – podkreśla Mindaugas Pasilauskas, Girteka Europe West.

Pieniądze szczęścia nie dają? Nastolatkowie są innego zdania

Z badania przeprowadzonego na zlecenie Santander Bank Polska dla projektu Finansiaki wynika, że ponad 60 proc. nastolatków wiąże swoje szczęście z posiadanymi pieniędzmi. Równocześnie ponad połowa nastolatków w wieku 12-18 lat obawia się problemów finansowych w swojej rodzinie.

Wyniki badania przeprowadzonego wśród nastolatków i rodziców na zlecenie Santander Bank Polska pokazują, że sześciu na dziesięciu nastolatków niezależnie od wieku uważa, że czułoby się szczęśliwszymi, gdyby miało więcej pieniędzy, aby móc kupować więcej rzeczy. Tego samego zdania jest co drugi badany rodzic. Niemal połowa młodszych dzieci w wieku 12-15 lat deklaruje, że lubi ludzi, którzy mają „fajne” rzeczy i ubrania, natomiast z wiekiem traci to na znaczeniu. Tylko dla 23 proc. nastolatków w wieku 16-18 lat jest to nadal istotne.

Pieniądze mają duże znaczenie dla badanych nastolatków również w kontekście planowania przyszłej kariery zawodowej. Aż 66 proc. dzieci w wieku 12-15 lat chce mieć tylko taką pracę, która zapewni im duże zarobki. Takie samo pragnienie ma niemal 60 proc. nastolatków w wieku 16-18 lat.Grafika – posiadanie i kupowanie rzeczy– Poczucie, że pieniądze i dobra materialne są czymś, co może dawać nam szczęście i szacunek innych, czyli postawa materialistyczna, wiąże się często z wysokim poziomem lęku finansowego. Dla materialistów ważne jest posiadanie kosztownych przedmiotów i prowadzenie luksusowego stylu życia, a utrzymanie tego wymaga znacznych środków finansowych. W sytuacji pogorszenia sytuacji finansowej albo kryzysu gospodarczego takie osoby będą odczuwały wyższy poziom niepokoju. Zaczną obawiać się, że nie będą w stanie spełnić swoich konsumenckich oczekiwań. A te w ich przekonaniu decydują o ich szczęściu i szacunku otrzymywanym od innych osób – wyjaśnia dr Agata Trzcińska z Wydziału Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego.

Potwierdzają to wyniki badania Santander Bank Polska – pieniądze dla większości badanych są również źródłem lęku. Ponad połowa rodziców obawia się bezrobocia, a aż 86 proc. wysokich kosztów życia. Lęki rodziców wpływają na dzieci, które obawiają się problemów finansowych w swojej rodzinie. Dane z badania Santander Bank Polska wskazują, że aż 57 proc. dzieci w wieku 12-15 lat oraz niemal co drugi nastolatek w wieku 16-18 lat boi się utraty pracy przez swoich rodziców. To oznacza, że ponad połowa młodych ludzi doświadcza lęku związanego z niepewną sytuacją zawodową swoich bliskich.

Rozmowy z nastolatkami o pieniądzach

Połowa badanych nastolatków w wieku 12-15 lat deklaruje, że rozmawia na temat finansów z rodzicami, którzy są dla nich głównym źródłem wiedzy. Zmienia się to jednak z wiekiem. Zaledwie 38 proc. nastolatków powyżej 16 roku życia porusza ten temat w rozmowie z rodzicami.

Jeśli chodzi o poruszanie kwestii sytuacji gospodarczej – aż 3 na 4 rodziców dzieci w wieku 16-18 lat rozmawia z nimi na ten temat rzadko lub nie robi tego wcale. W przypadku młodszych dzieci takie rozmowy podejmuje rzadko lub wcale niemal 60 proc rodziców. 38 proc. przyznaje jednak, że aktualna sytuacja gospodarcza skłoniła ich do częstszych rozmów z dziećmi na tematy finansowe.Grafika – rozmowy na temat sytuacji gospodarczej

Nowe pokolenia stają się coraz bardziej materialistyczne, nastolatkowie coraz częściej skupiają się na wyglądzie, popularności i pieniądzach. Materializm może prowadzić w przyszłości do zadłużeń i braku umiejętności oszczędzania oraz właściwego zarządzania pieniędzmi. Dlatego ważne, aby starać się ograniczać tendencje materialistyczne młodych ludzi. W tym kontekście warto zauważyć, że edukacja finansowa to nie tylko znajomość pojęć i definicji, ale również kształtowanie u dzieci wartości innych niż materialistyczne, np. bycie blisko z rodziną i przyjaciółmi, wzmacnianie samooceny, zachęcanie do rozwijania pasji i budowania wartościowych relacji – dodaje dr Agata Trzcińska.

Materiały i wskazówki, pomocne rodzicom w rozpoczęciu rozmów z dziećmi o pieniądzach, a także scenariusze lekcji dla nauczycieli można znaleźć na stronie www.finansiaki.pl.

Badanie przeprowadzone przez agencję badawczą IQS na zlecenie Santander Bank Polska dla programu Finansiaki. Badanie przeprowadzone metodą CAWI na próbie 1500 osób, w tym 500 rodziców, 500 nastolatków w wieku 12-15 lat i 500 nastolatków w wieku 16-18 lat.

Powyborcza euforia na polskich aktywach minęła, ale perspektywy są dobre

Powyborcza euforia na polskich aktywach minęła. W krótkim terminie ryzyko odreagowania, czy to na złotym, czy giełdzie jest dość duże, w dłuższym horyzoncie czasowym perspektywy są obiecujące. Brak kontynuacji ruchu w górę na głównej parze walutowej świata, w tle znów wzrost rentowności amerykańskiego długu.

Wiara w to, że nowa władza przyniesie lepsze

Efekt wyniku wyborów w Polsce, mimo że przyniósł spektakularny efekt w postaci niespotykanego apetytu na nasze aktywa, musiał w końcu wygasnąć. Kapitał zagraniczny, który napływał niemal z każdej strony, przyniósł ponad 1,5% umocnienie złotego w relacji do euro i jeszcze wyższe do dolara amerykańskiego. Giełda warszawska w dwa dni skoczyła w górę o prawie 7%. Czar jednak prysł i czego można było się spodziewać, doszło do korekty i powiązania sytuacji naszych aktywów z rynkiem zewnętrznym ponownie. Tym bardziej że teraz czeka nas kilka tygodni dość mało spektakularnych w polityce w naszym kraju, gdyż oba obozy władzy będą pracować nad możliwymi rozwiązaniami. Partia rządząca nad mimo wszystko utrzymaniem w jakiś sposób władzy, z kolei opozycja już nad nowym rozdaniem w rządach RP. Bądź co bądź perspektywy złotego, czy to krajowej giełdy mocno się poprawił i w perspektywie dłuższej powinny znów się odezwać. Mowa o przede wszystkim odblokowaniu środków z programów pomocowych UE.

Otoczenie risk off

Trzeba pamiętać, że euforia na złotym odbyła się w momencie, gdy na świecie trwają konflikty zbrojne. O Ukrainie wiemy od ponad 1,5 roku, a nowy punkt zapalny pojawił się w Strefie Gazy, gdzie wojska izraelskie próbują raz na zawsze zakończyć istnienie Hamasu, czyli palestyńskiej organizacji terrorystycznej. W powietrzu ciągle tli się ryzyko eskalacji konfliktu, pojawia się temat czynnego udziału Iranu, co przy obecności wojsk amerykańskich dość blisko mogłoby wywołać niespotykany zbieg niekorzystnych scenariuszy. Nie trzeba nikogo przekonywać, że poza tragedią ludzi, którzy zamieszkują te terytoria, doszłoby do sporych perturbacji choćby na notowaniach ropy naftowej, gdyż Iran jest ważnym graczem na tym rynku. Jak nerwowo zachowują się rynki na wszelkie informacje z tej części świata, świadczy rzekomy atak Izraela na szpital w Strefie Gazy i podana przez media liczba zgonów w granicach 500. Inwestorzy szybko przetrawili to jako możliwość eskalacji konfliktu i zyskiwały aktywa bezpieczne, a na rynkach pojawił się twardy risk off. Teraz więc krajowa waluta może już wrócić do zerkania na to, co się dzieje właśnie na szerokim rynku i tutaj mogą pojawić się problemy z kontynuacją umocnienia. Warto jeszcze wspomnieć o innym czynniku korzystnym dla PLN, a mianowicie polityce monetarnej. Jak pokazują kontrakty na stopę procentową, znacznie bardziej restrykcyjnie podchodzi się po wyniku wyborów do ewentualnych dalszych obniżek stóp w Polsce. Tydzień temu kontrakty FRA zakładały spadek o 150 pkt bazowych do wiosny 2024, teraz już tylko 90 pkt, co będzie działać na plus dla złotego.

5% w zasięgu wzroku

Wspominaliśmy o szerokim rynku, a tutaj wczoraj doszło do powrotu do umocnienia USD. W relacji do EUR, gdy wydawało się, że możliwy jest większy ruch w górę, doszło do cofnięcia i powrotu w bliskie rejony 1,0530. Poza oczywiście risk off na rynkach, który sprzyja większej sile dolara, nie można nie zwrócić uwagi na to, co się dzieje na rynku długu w USA. Rentowność 10-latek jest już na poziomie 4,96, co oznacza nie mniej ni więcej, że test granicy 5% jest kwestią godzin. Ten czynnik będzie sprzyjał mocniejszemu dolarowi na szerokim rynku. Dzisiaj w kalendarzu przede wszystkim wystąpienie szefa Fed, czy jest on w stanie słownie wywrzeć presję na rynek długu, tu już można mieć wątpliwości. Od początku tygodnia starali się to robić pozostali członkowie FOMC, sugerując, że czas podwyżek stóp się skończył, niemniej jednak rynek rozgrywa to po swojemu. Nie bez znaczenia jest też fakt, jakie potrzeby pożyczkowe ma teraz amerykański rząd, który całkiem niedawno zwiększył zadłużenie i tym samym emituje obligacje na grube mld, co przynosi spadek ich ceny, ale zwiększa rentowność.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl

Ubezpieczenie auta w leasingu – najważniejsze informacje

Korzystasz z floty samochodowej w leasingu? Zabezpiecz swoje pojazdy, kierowców oraz finanse dzięki dobrze dopasowanej polisie ubezpieczeniowej. Sprawdź, jak wybrać najlepszą ofertę dostosowaną do specyfiki działalności firmy oraz jaki zakres ubezpieczenia warto rozważyć w takiej sytuacji. Podpowiadamy, co wpływa na wzrost i obniżenie kosztów.

W artykule poruszymy następujące kwestie:

  • Rodzaje ubezpieczeń aut dla floty w leasingu

Ubezpieczenie OC (odpowiedzialności cywilnej)

Ubezpieczenie AC (autocasco)

Ubezpieczenie NNW (następstw nieszczęśliwych wypadków)

  • Wymagania leasingodawcy co do ubezpieczenia i uregulowania prawne

  • Proces wyboru ubezpieczyciela i dostosowanie polis do floty

  • Wysokość ubezpieczenia auta w leasingu

  • Ubezpieczenie aut w leasingu i zarządzanie ryzykiem we flotach samochodowych

  • Ubezpieczenie a długoterminowy wynajem auta – różnice i podobieństwa

Rodzaje ubezpieczeń aut dla floty w leasingu

Planując korzystanie z floty samochodowej, należy wziąć pod uwagę konieczność wykupienia polisy dla aut. Niektóre rodzaje ubezpieczeń będą obligatoryjne, obecność innych może zależeć od szczegółów umowy leasingowej oraz potrzeb konkretnej firmy. Głównymi rodzajami ubezpieczeń dla floty samochodowej w leasingu są: OC, AC i NNW.

Ubezpieczenie OC (odpowiedzialności cywilnej)

Ubezpieczenie odpowiedzialności cywilnej, czyli OC komunikacyjne jest w Polsce obowiązkowe oraz niezwykle przydatne, zwłaszcza w przypadku zarządzania flotą samochodową. Jego zasady reguluje ustawa. Zabezpiecza przed finansowymi skutkami wypadków spowodowanych przez pojazd objęty tym ubezpieczeniem. Jeśli dojdzie do takiego zdarzenia, poszkodowany otrzyma odszkodowanie z ubezpieczenia.

Ubezpieczenie AC (autocasco)

Autocasco to rodzaj dobrowolnego ubezpieczenia majątkowego. Chroni od zdarzeń losowych, np. utraty auta, jego zniszczenia, uszkodzenia lub kradzieży. Podczas wyboru firmy ubezpieczeniowej warto w tym wypadku zwrócić uwagę na zakres AC (w kontekście udzielanej ochrony, wyłączenia odpowiedzialności ubezpieczyciela oraz obowiązków, jakie ponosi ubezpieczający), ponieważ oferta – ze względu na swoją nieobligatoryjność – może się różnić. Leasingodawca może też wymagać konkretnych zapisów w umowie ubezpieczenia autocasco.

Ubezpieczenie NNW (następstw nieszczęśliwych wypadków)

Ubezpieczając flotę samochodową można zdecydować się także na ubezpieczenie osobowe NNW. W jego wypadku ochroną objęte jest zdrowie i życie człowieka. Można w ten sposób uniknąć kosztów leczenia, rehabilitacji i opieki medycznej oraz odszkodowania w wyniku trwałego kalectwa i niezdolności do pracy. Ubezpieczenie NNW jest dobrowolne, a jego zakres zależy od umowy zawartej z leasingodawcą oraz oferty firmy ubezpieczeniowej.

Oprócz głównych rodzajów ubezpieczeń specyfika prowadzonego biznesu lub leasingodawca może wymagać jeszcze wykupienia innych pakietów, np. zawierających Assistance (przydatne w sytuacjach awaryjnych, np. potrzeby holowania lub zapewnienia pojazdu zastępczego) lub GAP (Guaranted Asset Protection – w przypadku, gdy pojazd zostanie skradziony lub całkowicie zniszczony, a wartość ubezpieczenia AC nie pokrywa całkowitej kwoty leasingu, ubezpieczenie GAP może pokryć różnicę).

Chcesz dowiedzieć się więcej o zarządzaniu flotą? Sprawdź ofertę NFM >>>

Ubezpieczenia auta w leasingu – wymagania leasingodawcy

W przypadku umowy leasingowej leasingodawca może mieć duży wpływ na wybór firmy ubezpieczeniowej oraz zakresu ochrony. Zazwyczaj jest on też zapisany jako współubezpieczający (zostaje uwzględniony w polisie jako beneficjent). Najczęściej oprócz ustawowo obowiązkowego OC wymagane jest również wykupienie autocasco oraz ustalenie sumy ubezpieczenia pokrytego przez AC. Zależeć ona będzie od wartości pojazdu oraz rodzaju umowy leasingowej. Leasingodawca może oczekiwać, że suma ubezpieczenia pokryje wartość rynkową samochodu.

Często zalecane jest również dołączenie ubezpieczenia GAP. Umożliwia ono pokrycie ewentualnej różnicy między wartością ubezpieczenia AC a kwotą pozostałą do spłaty w umowie leasingowej w przypadku całkowitego zniszczenia pojazdu.

Wybór ubezpieczyciela auta w leasingu

Leasingodawca może zaproponować ubezpieczenie w racie leasingu. Jest to korzystne dla leasingobiorcy pod względem oszczędności czasu i zmniejszenia ilości procedur, jednak może (ale nie musi ze względu na lepsze warunki umów między firmami leasingowymi a ubezpieczycielami) okazać się droższe. Jeśli nie chcemy mieć ograniczonego wyboru i wolimy zdecydować się na samodzielne szukanie odpowiedniej polisy, powinniśmy przede wszystkim porównać ceny oraz zakres ochrony.

Dla działalności floty ważne może okazać się również zagwarantowanie samochodu zastępczego.

Polisa powinna być też dopasowana do specyfiki floty oraz potrzeb firmy.

Warto sprawdzić dodatkowe zapisy, które mogą być korzystne dla działalności, np.:

  • ubezpieczenie wyposażenia i wartościowych przedmiotów w pojeździe – przydatne, jeśli flota wykorzystuje specjalistyczny sprzęt;

  • ochrona kryzysowa – dodatkowe ubezpieczenie może pokryć koszty związane z utratą działalności czy pracowników w razie, np. pandemii;

  • ubezpieczenie na życie i trwałe kalectwo pracowników;

  • ubezpieczenie od aktów wandalizmu;

  • assistance 24/7 zapewniające pełną pomoc w drodze;

  • rozszerzenie ubezpieczenia na inne kraje;

  • ubezpieczenie przed skutkami żywiołów, np. gradu, huraganu, powodzi, pożaru.

Wysokość ubezpieczenia auta w leasingu

Flota samochodowa w leasingu może wpływać na wysokość składki ubezpieczeniowej.

Obniżać ją mogą takie czynniki jak:

  • wielkość floty – im więcej samochodów do niej należy, tym składki będą niższe, ponieważ można wtedy skorzystać z polisy grupowej;

  • pozytywna historia braku szkód;

  • wyposażenie aut w systemy bezpieczeństwa i zabezpieczenia przed kradzieżą;

  • doświadczeni kierowcy z dobrą historią jazdy.

Na wzrost kosztów ubezpieczenia będą mieć wpływ:

  • wartość floty – im droższe auta, tym wyższe składki;

  • częste wypadki i szkody;

  • typ działalności związany z większym ryzykiem (kurierzy, flota taksówek);

  • lokalizacja (np. miejscowość o wyższym wskaźniku kradzieży lub wypadków drogowych);

  • szerszy zakres ochrony.

Więcej o leasingu znajdziesz na blogu NFM >>>

Ubezpieczenie aut w leasingu – jak minimalizować ryzyko?

Ubezpieczenie floty w leasingu to podstawowa kwestia w zakresie zarządzania ryzykiem w firmie. Dzięki dobrze dopasowanej polisie można lepiej chronić swoje aktywa i zapewnić stabilność finansową w przypadku sytuacji kryzysowych, wypadków czy ucierpienia pracowników. Rozszerzony pakiet takiego zabezpieczenia, który będzie dobrze dopasowany do specyfiki działalności firmy, lokalizacji i ewentualnych niebezpieczeństw (np. wysokiego ryzyka kradzieży), pomoże lepiej zarządzać flotą.

Jak minimalizować ryzyko i maksymalizować korzyści ubezpieczenia?

  • Porównuj oferty i dostosuj je do własnych potrzeb. Zmieniaj zakres ochrony, kiedy zmieni się też twoja działalność (np. rozszerzasz ją na inne kraje lub przenosisz do innego miasta);

  • współpracuj ze specjalistami, np. z NFM w zakresie zarządzania flotą. Mogą oni podpowiedzieć, jaka polisa będzie najlepsza dla twojego biznesu;

  • dokładnie sprawdzaj zakres ochrony polisy ubezpieczeniowej i upewnij się, że rozumiesz wszystkie jej warunki;

  • zainwestuj w szkolenia pracowników w zakresie bezpieczeństwa;

  • monitoruj ryzyko, np. statystyki wypadków, kradzieży i szkód w okolicy;

  • wypracuj działania w razie sytuacji awaryjnych, kryzysowych czy wypadku.

Ubezpieczenie a długoterminowy wynajem auta – porównanienfm grafika

Strategia LEAN jako metodologia sprawnego przedsiębiorstwa

Strategia Lean, znana ze swojego podejścia do eliminacji marnotrawstwa i optymalizacji procesów, stała się kluczowym elementem w wielu przedsiębiorstwach na całym świecie. O tym jak dokładnie wpływa na zarządzanie procesami i jakie korzyści może przynieść, opowiada ekspert Lean, dyrektor operacyjny w firmie MS Industry – Joanna Chmielarz.

Jest pani ekspertem od strategii LEAN, czy można powiedzieć, że ta strategia wyszła od CSR’u? Czy te dwie metodologie mają ze sobą cos wspólnego?

Strategia Lean i CSR to dwie różne koncepcje, ale mogą mieć ze sobą pewne punkty styczne. Lean koncentruje się głównie na eliminacji marnotrawstwa w procesach produkcyjnych, podczas gdy CSR skupia się na społecznej odpowiedzialności przedsiębiorstwa. Działania Lean mogą prowadzić do bardziej efektywnego wykorzystania zasobów, co może przyczynić się do ograniczenia wpływu przedsiębiorstwa na środowisko, więc po części jest to spójne z założeniami strategii CSR. Obie te strategie mogą dążyć do sytuacji win-win. Strategia Lean odgrywa też kluczową rolę w zarządzaniu procesami w firmie. Jakość usług i efektywność operacyjna są często istotnymi czynnikami sukcesu przedsiębiorstwa, a Lean pomaga osiągnąć te cele. Pomaga ona w identyfikacji, projektowaniu, organizacji i monitorowaniu procesów, a także w eliminacji marnotrawstwa. Niezależnie od rozmiaru firmy, dobre zarządzanie procesami przy użyciu Lean może przyczynić się do poprawy jakości i efektywności działań. Lean jest obecny w przemyśle od dekad. Głównie rozpoznawany w przemyśle motoryzacyjnym, rozszerzał się przez lata na wszystkie aspekty operacji przedsiębiorstw małych i dużych, ponieważ skutecznie pomaga nam w jakości świadczonych przez nas usług. Dla MS INDUSTRY jest ona fundamentalna w zarządzaniu. Jakość naszych usług jest głównym czynnikiem naszego sukcesu. Nie da się osiągnać jakości bez standardów i tu potrzebny jest LEAN. Dużo małych i średnich firm uważa, że zarządzanie procesami to temat dla wielkich przedsiębiorstw, ale my nauczyliśmy się, że nawet w najmniejszej skali dobry proces może zdziałać cuda. Wielkość zespołu nie jest aż tak ważna, jak wiedza o procesach zachodzących w firmie. Wszyscy borykamy się z kompletowaniem odpowiedniej kadry do naszych zespołów, a nie zdajemy sobie sprawy, że jako liderzy organizacji jesteśmy odpowiedzialni również za to jak się u nas pracuje. Czy wiemy kto ma jakie role, jakie zadania ma wykonać i kiedy, a na koniec jaki rezultat świadczy o dobrej jakości? To nie są sprawy tylko dla produkcji, ale również dla sektora usług.

Jakie są pani doświadczenia w zarządzaniu procesami MS Industry?

Od samego początku ważna dla mnie była sprawna organizacja. Nasz zespół jest mały i dynamiczny, wszyscy muszą mieć wiedzę szerszą niż zakres obowiazków. Takie matrycowe podejście nie jest nowe, ale często trudne do wdrożenia. Więc zaczęłam od procesów. Wszyscy musimy wiedzieć jaki jest nasz zestaw procesów i jakie są standardy. Dużo się też szkoliłam, aby poznać wszelkie niuanse tej metodologii. Zaczęłam od podstawowej identyfikacji procesów i ich regualcji. Priorytetem było objęcie obszarów krytycznych dla naszego sukcesu.

Co jest nadrzędnym warunkiem sprawnego zarzadzania procesami?

Jest kilka warunków do spełnienia. Dobre rozpoznanie naszych potrzeb – co z procesu powinno wynikać. Dobrze zaprojektowany i przetestowany , wdrożony i monitorowany proces oraz dobrze wyszkolony zespół.Chciałabym również zwrócić uwagę na element osobiście ważny dla mnie. Jest nim komunikacja z zespołem. Ilość czasu poświęcona na komunikowanie procesu w zespole, zbieranie informacji i ich ulepszanie plus wyjaśnianie szczegółów przekłada się bezpośrednio na jakość po wdrożeniu standardu.  Wszyscy wiemy, że skuteczna metoda uczenia się to 10% edukacji, 20% mentoringu i 70% eksperymentów. Dajmy naszym zespołom czas i szanse na odpowiednie zapoznanie się i eksperymentowanie z procesem. Daje to dużo większą szansę na dobre wdrożenie.

Dlaczego zainteresowała się pani metodologią LEAN?  Czy są to wymogi konkurencyjnego rynku, by dyrektorzy operacyjni byli dziś ekspertami LEAN, czy to tylko wartość dodatkowa dyrektora?

Rynek zawsze wymaga żebyśmy mieli najnowszą i najszerszą wiedzę. Warto mieć wokół siebie ludzi z różnych dziedzin i z różnymi kompetencjami. Dobrze jest rozmawiać o aspektach prowadzenia firmy, o zarządzaniu i o technologii. To wszysto poszerza horyzonty i pozwala nam zwiększać swoją wartość. Każde nowe doświadczenie i nowa wiedza to wartość dodana. Osobiście od zawsze interesuję się różnymi aspektami zarządzania firmą, od podstaw prawnych i administracyjnych, po zarzadzanie zasobami i projektami. Zbieram wiedzę z różnych źródeł i gdy jest to temat, który mnie bardzo interesuje, zgłębiam go. I tak własnie zdecydowałam się na Strategię LEAN.

Czy trzeba być trochę psychologiem, by być dobrym LEAN managerem czy wystarczy wiedza merytoryczna i zmysł obserwacji?

Najważniejszym aspektem psychologii w zarządzaniu jest dla mnie praca nad świadomością o sobie samej. Dopiero gdy sama wiem, co jest dla mnie ważne w życiu, czy w pracy, zgłebiam różne tematy . Dzięki temu mogę dobrze zrozumieć innych ludzi. Empatia i cierpliwość, ale też stanowczość i jasność sytuacji, to ważne cechy dla liderów. Nie musimy być psychologiem, ważne, aby pamiętać, że jesteśmy dla ludzi.

Jak MS Industry realizuje tę strategię? Czy wyłącznie stosując narzędzia (Lean 1.0), całą kulturę (Lean 2.0) czy już jest to Lean 3.0.

Jest takie stare powiedzenie, ze kultura je strategię na śniadanie. I tego się trzymamy. Dynamiczna kultura, zwinność, dopasowanie do potrzeb klientów, świetni specjaliści w zespołach, to dla nas bardzo ważne. Nie chcemy żeby jedna czy druga wielka strategia nam to zmieniła. Szukamy metod i rozwiązań, które dadzą nam jak najlepsze wyniki w jak najkrótszym czasie. Wybieramy co dla nas najlepsze. Oczywiście dla całego zespołu.

Według pani ta metodologia jest popularna dziś w konkurencyjnych firmach ? Jakie widzi pani perspektywy dla tak zarządzanych przedsiębiorstw?

LEAN jest dziś jedną z najpopularniejszych strategii w przemyśle. Uważam jednak, że wiele firm, zwłaszcza w Polsce, nadal do niej nie dotarło. Jesteśmy młodą firmą ze świeżym/nowoczesnym poglądem na prowadzenie biznesu. Chcemy aby ludzie przychodzili do pracy, bo kochają to co robią, a nie dlatego że muszą. Firmy z wieloletnim stażem niestety straciły pasję i chęci rozwoju przez co stały się nieatrakcyjne i nierozwojowe. MS Industry powstała w najtrudniejszym okresie w jakim można sobie wyobrazić –pandemii – i dzięki temu że mamy takie podejście udało nam się nie tylko przetrwać kryzys ale i odnieść sukces. Ostatnio natknęłam się na artykuł z Harvard Business Review, że najlepszym momentem na otwarcie firmy jest kryzys. Dla mnie to było tylko potwierdzenie, że był to dobry ruch. Jest to ogromny sukces całego naszego zespołu. Przede wszystkim wiedza jaką posiadamy ale i niesamowite zaangażowanie każdego z nas na pewno były kluczowe w tamtym momencie. Cały czas pracujemy nad naszymi wynikami. Mamy parę wskaźników, ciągle ze wzrostem, ale jeszcze długa droga przed nami w myśl zasady „Jak się nie rozwijasz, to się cofasz”. Natomiast z mojej perspektywy, jako managera w MS Industry, najważniejsza będzie praca z naszymi wykwalifikowanymi specjalistami od projektów. To są osoby z wielką wiedzą i doświadczeniem. Dużo czasu spędzają w terenie, niejednokrotnie poza granicami kraju. Ich wiedza jest bezcenna, musimy to jak najlepiej wykorzystać i mieć dla nich scieżki rozwoju. Drugim ważnym elementem działalności w nadchodzącym roku będzie usprawnienie i zautomatyzowanie niektórych naszych procesów administracyjnych. Nasz zespół w biurze ma nowe ważne priorytety, i musimy zoptymalizować nasz czas, by zgłębić nowe tematy.

W 2024 roku opłaty i podatki lokalne wzrosną o 15%

Zgodnie z przepisami Minister Finansów w formie obwieszczenia ogłosił maksymalne stawki podatków i opłat lokalnych na rok 2024. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, stawki te corocznie są korygowane o wskaźnik inflacji za pierwsze półrocze roku. W tym roku wskaźnik ten wynosi 15%, co oznacza znaczący wzrost tych opłat.

Podniesienie stawek opłat lokalnych będzie miało wpływ na obciążenia finansowe zarówno gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorców. Już dziś można odczuć rosnące koszty eksploatacji nieruchomości, takie jak ogrzewanie i energia elektryczna. Teraz przedsiębiorcy zostaną jeszcze obciążeni wzrostem podatków.

W roku 2024 stawki podatku od posiadania nieruchomości mieszkalnych zostaną zwiększone o 0,15 zł na każdy metr kwadratowy, natomiast dla nieruchomości wykorzystywanych do celów gospodarczych wzrosną one o 4,32 zł na każdy metr kwadratowy. Po tej korekcie, nowe stawki podatku wyniosą kolejno 1,15 zł i 33,10 zł za każdy metr kwadratowy – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Ostateczna decyzja należy do samorządów

Warto podkreślić, że obwieszczenie określa najwyższe możliwe stawki, a ostatecznie to samorządy lokalne decydują o ich konkretnej wysokości. W miastach o dużych obciążeniach finansowych, takich jak Warszawa, Wrocław czy Gdańsk, stawki te były już na maksymalnym poziomie w 2023 roku. – Polski Ład ograniczył wpływy samorządów z podatku dochodowego, więc nie ma co liczyć na zmianę tej sytuacji. Warto jednak dodać, że istnieją miasta, w których w roku 2023 nie zastosowano maksymalnych stawek. Przykładem jest Kraków – wskazuje ekspert inFakt.

Wzrosnąć ma również podatek od posiadania psów – o prawie 23 zł, z 150,91 zł do 173,55 zł. Również opłaty uzdrowiskowe w kurortach zostaną podniesione, a ich maksymalna wysokość wyniesie 6,20 zł za dobę, w porównaniu do obecnych 5,40 zł.

Lista podatków lokalnych na rok 2023Maksymalne podatki od nieruchomości

Podatek od gruntów:

  • Związane z prowadzeniem działalności gospodarczej, niezależnie od kategorii ewidencji gruntów i budynków: 1,34 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni.
  • Dla gruntów położonych nad powierzchniowymi wodami stojącymi lub płynącymi jeziorami i zbiornikami sztucznymi: 6,66 zł za każdy hektar powierzchni.
  • Pozostałe, w tym przeznaczone na prowadzenie odpłatnej statutowej działalności pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego: 0,72 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni.
  • Niezabudowane gruntów objętych obszarem rewitalizacji, zgodnie z przepisami: 4,39 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni.

Podatek od budynków lub ich części:

  • Mieszkalnych: 1,15 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.
  • Związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej oraz od budynków mieszkalnych lub ich części wykorzystywanych do celów gospodarczych: 33,10 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.
  • Wykorzystywanych do prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie obrotu kwalifikowanym materiałem siewnym: 15,50 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.
  • Związanych z udzielaniem świadczeń zdrowotnych, zgodnie z przepisami o działalności leczniczej, zajmowanych przez podmioty udzielające tych świadczeń: 6,78 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.
  • Pozostałych, w tym zajmowanych na prowadzenie odpłatnej statutowej działalności pożytku publicznego przez organizacje pożytku publicznego: 11,71 zł za każdy metr kwadratowy powierzchni użytkowej.

Podatek od środków transportowych

Od samochodów ciężarowych o dopuszczalnej masie całkowitej:

  • od 3,5 tony do 5,5 tony: 173,19 zł,
  • powyżej 5,5 tony do 9 ton: 1957,12 zł,
  • powyżej 9 ton: 2348,52 zł.

Od ciągników siodłowych lub balastowych przystosowanych do używania łącznie z naczepą lub przyczepą o dopuszczalnej masie całkowitej od 3,5 tony do poniżej 12 ton: 2739,90 zł.

Od ciągników siodłowych lub balastowych przystosowanych do używania łącznie z naczepą lub przyczepą o dopuszczalnej masie całkowitej równej lub wyższej niż 12 ton:

  • do 36 ton: 3463,95 zł,
  • powyżej 36 ton: 4481,57 zł.

System zarządzania energią w firmie – klucz do zrównoważonej przyszłości

Wyzwania europejskie związane z ESG oraz redukcją emisji CO2 obejmują nowe regulacje oraz znaczące inwestycje w zrównoważony rozwój. Ambitna strategia europejska zakłada zmniejszenie emisji CO2 o 55% do 2030 roku, dążąc jednocześnie do osiągnięcia stanu net-zero do 2050 roku. W tym kontekście, implementacja zaawansowanych technologii, takich jak Przemysłowy Internet Rzeczy, uczenie maszynowe oraz chmura publiczna, staje się niezbędna.

W obszarze zarządzania energią, Systemy EMS (Energy Management Systems) odgrywają kluczową rolę w monitorowaniu, analizie i optymalizacji zużycia energii w kontekście produkcyjnym. Wykorzystując zaawansowane technologie takie jak np. Przemysłowy Internet Rzeczy umożliwiają precyzyjne śledzenie zużycia energii, co przekłada się na realne oszczędności i zgodność z rosnącymi normami dotyczącymi emisji CO2. Dzięki integracjom z różnymi systemami, zapewniają także wszechstronną analizę danych, umożliwiając bardziej efektywne podejmowanie decyzji. W obliczu rosnących wyzwań związanych z zrównoważonym rozwojem, zastosowanie systemów zarządzania energią staje się kluczowym czynnikiem zapewniającym konkurencyjną przewagę dla firm przemysłowych.

System zarządzania energią dla firm Energy Advisor oferowany przez Transition Technologies PSC umożliwia wizualizację danych z systemów wsparcia produkcji, co umożliwia bardziej elastyczne reagowanie na zmieniające się warunki rynkowe oraz regulacje.

Przykładowy widok systemu zarządzania energią: monitorowanie zużycia energii w czasie rzeczywistym, analiza danych i optymalizacja kosztów energetycznych

Przykładowy dashboard systemu zarządzania energią Energy Advisor

System zarządzania energią w firmie oferuje szereg korzyści biznesowych, takich jak identyfikacja obszarów generujących największe koszty energetyczne, optymalizacja procesów produkcyjnych oraz analiza różnych scenariuszy kosztowych i energetycznych, co przyczynia się do zwiększenia elastyczności firmy.

Jeśli szukasz partnera biznesowego, który pomoże w cyfrowej transformacji przemysłu Transition Technologies PSC jest gotowe sprostać temu wyzwaniu, oferując innowacyjne rozwiązania i szeroką ekspertyzę.

Warszawski rynek biurowy: stabilizacja popytu i spadający wskaźnik pustostanów

Według raportu firmy doradczej Newmark Polska „Office Occupier – Rynek biurowy w Warszawie” najemcy na warszawskim rynku biurowym nadal dokładnie analizują swoje potrzeby, w tym lokalizacje przyszłych biur, a wynajmujący aktywnie dostosowują standard powierzchni biurowej do zgłaszanego popytu. Nowe umowy, w tym przednajmu, stanowiły w trzecim kwartale ponad połowę zawartych transakcji, renegocjacje jednak wciąż mają duży udział w strukturze popytu. Jednocześnie obserwujemy niezmiennie wysokie zainteresowanie rozwiązaniami z zakresu ESG oraz działaniami mającymi na celu ich wdrażanie.

Całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni biurowej w Warszawie wynoszą obecnie 6,21 mln mkw., a nowa podaż utrzymuje się na niskim poziomie. W okresie od stycznia do września 2023 r. deweloperzy oddali do użytkowania niecałe 20 300 mkw., z czego ponad 90% w drugim kwartale, a pozostałe 10% (S-Bridge Office Park II, 1900 mkw.) w trzecim. Według prognoz analityków z firmy Newmark Polska, całkowita podaż w 2023 r. nie przekroczy 60 000 mkw. i będzie to najniższy wynik w historii warszawskiego rynku biurowego.

– Deweloperzy nadal dokładnie monitorują i analizują obecną sytuację na rynku, szczególnie popyt zgłaszany przez najemców, jak i ich potrzeby związane m.in. z popularyzacją pracy hybrydowej – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska. – Ponadto utrzymujące się na dość wysokim poziomie koszty budowy spowodowały znaczące spowolnienie aktywności deweloperskiej w ostatnich kilkunastu miesiącach. Na koniec września 2023 r. w budowie pozostawało niewiele ponad 250 000 mkw. To o przeszło 7% mniej niż w drugim kwartale, ale niemal 27% więcej niż w analogicznym okresie w ubiegłym roku – dodaje ekspertka Newmark Polska.

Od początku roku aktywność najemców utrzymuje się na stabilnym poziomie ok. 165 000 mkw. kwartalnie (średnia).W okresie od stycznia do września najemcy wynajęli prawie 496 600 mkw. Trzeci kwartał był najlepszym kwartałem tego roku w stolicy pod względem popytu, który wzrósł w porównaniu z poprzednim kwartałem o 5,4% i sięgnął 174 000 mkw. (to jednocześnie 35% całkowitego wolumenu transakcji od początku roku). Największym zainteresowaniem najemców niezmiennie cieszą się centralne lokalizacje biurowe, w szczególności podstrefa Zachodnie Centrum.

Zarówno utrzymujące się wysokie koszty wykończenia powierzchni biurowej, jak i ograniczona dostępność biur w budynkach ukończonych po 2013 r. (zaledwie 5,6% z ponad 2,5 mln mkw.) sprawiają, że renegocjacje nadal mają duży udział w strukturze popytu. W trzecim kwartale 2023 roku stanowiły one 42,8% całkowitego wolumenu w porównaniu ze średnią dla pierwszych trzech kwartałów na poziomie 38,0%. Na pozostałe 57,2% złożyły się nowe umowy (41,4%), umowy przednajmu (11,4%), ekspansje i transakcje na potrzeby własne (po 2,2%). Najbardziej aktywnymi najemcami na warszawskim rynku biurowym w okresie od stycznia do końca września 2023 r. były firmy z sektora usług dla biznesu (19,4%), produkcji (11,5%) oraz IT (11,2%).

– Niezmiennie obserwujemy rosnące zainteresowanie firm wynajmem biur oferujących rozwiązania technologiczne i środowiskowe, które umożliwiają osiągnięcie efektywności energetycznej i optymalizację kosztów oraz wspierają realizację celów ESG. Z kolei wynajmujący coraz częściej decydują się na modernizację biurowców, aby sprostać rosnącym oczekiwaniom najemców – mówi Anna Szymańska, Dyrektor Działu Powierzchni Biurowych w Newmark Polska.

Na koniec września 2023 r. wskaźnik pustostanów w Warszawie wyniósł 10,6%, co stanowi spadek o 0,8 p.p. w porównaniu z poprzednim kwartałem oraz o 1,5 p.p. w ujęciu rok do roku. W ostatnich trzech kwartałach wolumen powierzchni dostępnej w centralnych lokalizacjach zmniejszył się o prawie 42 500 mkw., a w lokalizacjach poza centrum o ponad 26 000 mkw.

Miesięczne stawki czynszu w najlepszych biurowcach utrzymują się na niezmienionym poziomie w porównaniu z poprzednim kwartałem i wynoszą 22-26 euro za mkw. w centrum oraz 16-18 euro za mkw. w lokalizacjach poza centrum. Jednak rosnące wymagania wynikające ze stosowania w budynkach rozwiązań z zakresu ESG, szczególnie związanych z kwestiami środowiskowymi, mogą wpłynąć na wzrost czynszów w przyszłości.

Dolar bez podwyżek stóp?

Wypowiedzi członków FED okazały się ważniejsze niż bardzo dobre dane z USA. W Kanadzie spada inflacja. Hurtowe ceny paliw po wyborach zaczynają rosnąć.

Lepsze dane zza oceanu

Wtorek to dzień lepszych odczytów z USA. Zarówno sprzedaż detaliczna, jak i produkcja przemysłowa pozytywnie zaskoczyły analityków. Sprzedaż detaliczna rośnie o 0,7% w skali miesiąca, to aż 0,4% powyżej oczekiwań. Z kolei produkcja przemysłowa rosła o 0,3%, kiedy nie spodziewano się wzrostu wcale. Przy tak dobrych danych powinniśmy być świadkami umocnienia dolara i faktycznie widać było ruchy przy okazji publikacji. Problem w tym, że dane te były raczej korektami w ruchu osłabiającym amerykańską walutę. Ważniejsze od danych były bowiem wystąpienia członków FED. Wynika z nich, że nie należy oczekiwać kolejnych podwyżek stóp procentowych. To właśnie malejące perspektywy kolejnych podwyżek powodują, że kurs dolara znów jest pod presją.

Spadek inflacji w Kanadzie

Kanadyjczycy odetchnęli wczoraj wyraźnie z ulgą. Po dwóch z rzędu miesiącach wzrostu tempa, w jakim podnoszone są ceny, wreszcie pojawił się spadek. Nie był to oczywiście spadek cen, ale tylko ich tempa wzrostu do 3,8%. Wskazuje to jednak, że znów kraj ten jest w korzystnym trendzie. Przy głównej stopie procentowej wynoszącej 5% mamy tam realne stopy dodatnie, gdyż są wyższe od inflacji. Spadek tempa wzrostu cen obniża szanse na dalsze podwyżki stóp procentowych. W rezultacie nie można się dziwić, że kurs dolara kanadyjskiego po tych danych ucierpiał.

Nieśmiałe wzrosty cen paliw w hurcie

Od 19 września do 13 października byliśmy świadkami niespotykanej nigdzie w rynkowych warunkach stabilizacji cen paliw. Zakres wahań cen np. dla benzyny 95 wynosił w tym czasie 13 zł na metrze sześciennym. Oznacza to raptem 1,3 grosza zmienności przez prawie miesiąc. Wczoraj jednak, co nie dziwi za bardzo analityków, rozpoczął się powrót do warunków rynkowych. Cena w hurcie podskoczyła o 24 zł na 1000 litrów, czyli o 2,4 grosza na litrze. Musimy pamiętać, że jest to cena przed podatkiem VAT, czyli realnie podskoczyła o około 3 grosze. Nie można mówić o szokowym dostosowaniu cen, bo mieliśmy tylko w tym roku aż 67 dni z większą zmiennością ceny w hurcie. Kolejne dni pokażą nam, czy utrzyma się stopniowy wzrost cen paliw. Biorąc pod uwagę kolejki, które się mogą przy takich wzrostach pojawić aż strach pomyśleć, co się jeszcze wydarzy.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – inflacja konsumencka,
14:30 – USA – rozpoczęte budowy domów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rentowności obligacji USA na najwyższym poziomie od 2006 roku

Rentowności amerykańskich obligacji dwuletnich osiągnęły wczoraj najwyższy poziom od 2006 roku. Indeksy giełdowe zakończyły dzień mieszanie. Dolar jedynie na chwilę się umocnił, kurs EURUSD zbliżył się do 1,06 i testuje obecnie górną bandę kanału spadkowego. Taki obraz rynku wyłonił się po publikacji sprzedaży detalicznej w USA, która okazała się mocniejsza od oczekiwań. Spotkanie Bidena z przedstawicielami Egiptu oraz Autonomii Palestyńskiej zostało odwołane. W Strefie Gazy doszło do ataku na szpital, w którym zginęło co najmniej 500 osób.

Sprzedaż detaliczna oraz produkcja przemysłowa w USA dostarczyły kolejnych informacji na temat kondycji amerykańskiej gospodarki. Wyższe liczby od oczekiwań nasilają spekulacje, że Fed pozostanie dłużej restrykcyjny. Stąd też wynikał wzrost rentowności papierów skarbowych USA. 2-latki znalazły się najwyżej od 2006 roku. Wycena rynkowa wskazała na zwiększenie szans na to, aby Fed podniósł stopy raz jeszcze w tym roku. Indeks dolarowy nie zdołał jednak wyznaczyć nowego maksimum. Sesja giełdowa w USA była mieszana, przemysłowy Dow Jones znalazł się na kosmetycznym plusie 0,04 proc., z kolei SP500 oraz Nasdaq Composite straciły odpowiednio 0,01 proc. oraz 0,25 proc.

Euro z kolei przed południem zdołało zyskać po tym, jak indeks instytutu ZEW okazał się zdecydowanie lepszy od prognoz. Wynik -1,1 pkt. spowodował, że kurs EUR/USD zaczął „wspinać się” na wyższe poziomy i pomimo późniejszych argumentów za silniejszym dolarem, notowania EURUSD zamknęły dzień wyżej zbliżając się do poziomu 1,06.

Widać, że dolar ma problemy z umocnieniem, choć jeśli dojdzie do jeszcze większej eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie, wówczas USD ponownie może odegrać rolę waluty pierwszego wyboru. Wiemy już dziś, że Biden odwołał swoje spotkanie z przywódcami Egiptu oraz Autonomii Palestyńskiej. Spotka się jednak z przedstawicielami izraelskiego rządu. Wczoraj doszło do ataku rakietowego na szpital w Strefie Gazy, na skutek którego zginęło kilkaset osób. Sprawa jest dynamiczna i nagły wzrost awersji do ryzyka może nastąpić w każdym momencie.

Wracając do kursu EUR/USD widać, że notowania ponownie testują górną bandę kanału spadkowego, który trwa mniej więcej od 18 lipca. Wcześniejsza próba (12 października) „wyłamania się” kursu górą, skończyła się fiaskiem. Wówczas dynamiczne spadki były pokłosiem danych o inflacji USA. Na wykresie widoczna jest również potencjalna formacja oRGR, która przynajmniej w krótkim terminie może przynieść nieco większe odreagowanie eurodolara.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Na rynku materiałów budowlanych korekta w pełnej krasie

Średnia dynamika cen materiałów budowlanych we wrześniu zniżkowała w relacji rok do roku do ujemnej wartości -0,6 proc., z kolei w odniesieniu do poprzedzającego sierpnia spadek cen wyniósł już 0,9 proc. Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl tym samym na krajowym rynku materiałów budowlanych zagościła korekta. Pytanie, czy to tylko krótki epizod korekcyjny, czy też początek dłuższej tendencji spadkowej.

Licząc od szczytu materiałowej drożyzny z ubiegłorocznej kwietniowo-majowej górki średniej dynamiki cen na poziomie 34 proc., od kilkunastu miesięcy obserwujemy bardzo dynamiczny zjazd parametru wzrostu stawek, aż do osiągniętej w minionym miesiącu wartości ujemnej. Jeszcze niedawno taki scenariusz wydawał się praktycznie niemożliwy w środowisku rekordowej od lat inflacji. Tymczasem dołujący od miesięcy popyt na materiały budowlane zrobił swoje. Wyk. 1 - Materiały budowlane we wrześniu 2023

Najnowszy odczyt dynamiki cen materiałów budowlanych autorstwa Grupy PSB Handel wyróżnił się we wrześniu już nie tyle przyśpieszeniem hamowania zwyżek, co w rosnącej liczbie przypadków wzrostem tempa spadków. W dalszym ciągu na szczycie tabeli samotnie przoduje cement-wapno jako pozycja najmocniej zwyżkująca rok do roku o 21 proc. Kolejne dodatnie wskaźniki mają już wartości jednocyfrowe, w większości jednak tylko nieznacznie przekraczające poziom zerowy.

Jak zauważają eksperci portalu RynekPierwotny.pl za to przybywa pozycji z ujemnym wskaźnikiem zmiany cen, czyli rok do roku taniejących. We wrześniu, na dwudziestu monitorowanych przez Grupę PSB Handel grup towarowych większość, bo aż dwanaście notowanych było z minusem, co przełożyło się na spadek poniżej zera średniej dynamiki, zarówno w relacji rok do roku, jak i miesiąc do miesiąca. Wśród nich, tak jak przed miesiącem, wyróżniają się płyty OSB z drewnem oraz izolacje termiczne, tym razem z cenowym regresem rzędu odpowiednio 24 i 11 proc.Wyk. 2 - Materiały budowlane we wrześniu 2023

Wygląda na to, że zasadnicza przyczyna sytuacji na krajowym rynku materiałów budowlanych, jakim jest postępujący spadek popytu w stosunku do lat ubiegłych, niestety wciąż nie sygnalizuje perspektywy przesilenia. Tymczasem wydaje się ono nieuchronne już w przewidywalnej przyszłości.

Od początku lata statystyki budownictwa mieszkaniowego, mające zasadniczy wpływ na koniunkturę rynku materiałów budowlanych, powoli pną się w górę. Na razie widać to głównie w danych nowych inwestycji deweloperskich, do których być może wkrótce dołączą inwestorzy indywidualni.

Uzasadnieniem tego typu kalkulacji niech będą liczby obrazujące popularność programu kredytów preferencyjnych BK2%, które już dziś biją na głowę najbardziej optymistyczne prognozy. Do końca roku liczba wniosków o kredyty z rządową dopłatą prawdopodobnie przekroczy poziom 100 tys., co może w istotnym stopniu wpłynąć na poziom inwestycji mieszkaniowych już w najbliższych miesiącach. Do tego zapoczątkowany cykl obniżek stóp procentowych już uruchomił proces stymulacji rynku mieszkaniowych kredytów komercyjnych.

Z kolei wyniki wyborów parlamentarnych zdają się przybliżać długo oczekiwany moment uzyskania przez Polskę środków z KPO, co uruchomi na ogólnokrajową skalę inwestycje samorządowe, dziś zamrożone lub odłożone w czasie z racji braku funduszy.

Tymczasem inwestorzy giełdowi coraz lepiej postrzegają perspektywy rodzimej budowlanki. Indeks WIG-Budownictwo tylko w okresie ostatnich dwóch tygodni zyskał 20 proc., a wynik wyborów parlamentarnych tylko wzmocnił tendencję wzrostową spółek budowlanych notowanych na GPW. Jakie przełożenie powinien mieć przewidywany rosnący popyt na usługi budowlane na rynek materiałów budowlanych, nikomu raczej tłumaczyć nie trzeba.

W tej sytuacji dość trudno jest oczekiwać długoterminowej tendencji spadkowej cenników materiałów budowlanych. W tych okolicznościach rynkowych, planujący budowę domu powinni trzymać rękę na pulsie, żeby nie przegapić najbardziej dogodnego momentu na ich zakup, który wydaje się być raczej bliżej niż dalej.

Autor: Jarosław Jędrzyński, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Polscy konsumenci stają się coraz bardziej wymagający

Wymagania zakupowe konsumentów ulegają ciągłym zmianom. Obecnie Polacy chcą być traktowani indywidualnie i coraz częściej zwracają uwagę na dobry stosunek jakości do ceny. A jeśli produkt lub usługa nie spełniają ich oczekiwań, następnym razem wybierają ofertę innej marki. Tak kształtują się najważniejsze trendy konsumenckie w 2023 roku według raportu TrendKey opracowanego przez GfK – an NIQ Company.

Od kilku lat polscy konsumenci stają się coraz bardziej wymagający i coraz mocniej doceniają spersonalizowane, indywidualne podejście ze strony sprzedawców. Według danych z raportu TrendKey, opracowanego na podstawie globalnego badania Consumer Life, od 2020 roku siła tego trendu wzrosła z poziomu 13 do 22 proc. – Robienie zakupów stało się swego rodzaju przyjemnością. Obecnie już ponad połowa konsumentów lubi kupować produkty, które mogą być dopasowane do ich potrzeb. Przejawia się to zarówno w produktach luksusowych, jak i artykułach codziennego użytku. Konsumenci szczególnie doceniają takie udogodnienia jak możliwość dostosowania wyglądu produktu do ich upodobań, kooperacje love brandów, wprowadzanie rozwiązań smart czy sprzęty domowe o jakości tych profesjonalnych – mówi Dominika Grusznic-Drobińska, director marketing & consumer intelligence w GfK – an NIQ Company.

Rośnie znaczenie jakości

Dane z raportu TrendKey jednoznacznie wskazują na rosnące znaczenie jakości. Już blisko połowa Polaków woli posiadać mniej produktów, ale wyższej klasy. Ponadto 52 proc. konsumentów (vs. 44 proc. w 2021 r.) deklaruje, że najważniejszy w marce jest dla nich dobry stosunek jakości do ceny. Nie oznacza to jednak, że Polacy wybierają wyłącznie znane marki. – Oczywiście konsumenci mają swoje ulubione, zaufane marki i to ich produkty czy usługi wybierają najchętniej. Jeśli jednak się zawiodą, to nie zawahają się poszukać innej oferty – podkreśla Dominika Grusznic-Drobińska.

Jak kupują Polacy?

Rosnące wymagania konsumentów oraz trendy zakupowe ściśle wiążą się bieżącą sytuacją ekonomiczną. – Obecnie Polacy uważnie oglądają każdą złotówkę. Już prawie 3 na 4 badanych deklaruje, że ostrożniej podejmuje decyzje zakupowe dotyczące artykułów codziennego użytku np. żywności czy ubrań. Z kolei ponad połowa przyznaje, że odłożyła w czasie zakup produktu, aby poczekać na korzystniejszą cenęwymienia Dominika Grusznic-Drobińska.

Według raportu TrendKey wśród innych częstych zachowań konsumenckich jest korzystanie z kuponów rabatowych, robienie zakupów w dyskontach oraz zaopatrywanie się od razu w większą ilość produktów, aby uzyskać zniżkę.

Rozwijanie umiejętności przywódczych – jakie szkolenia są najbardziej skuteczne dla menedżerów?

W dzisiejszym dynamicznym i konkurencyjnym świecie biznesu, umiejętności przywódcze są kluczowe dla sukcesu zarówno managerów, jak i całych organizacji. Doskonały manager to nie tylko osoba, która potrafi skutecznie zarządzać zadaniami, ale również taka, która potrafi inspirować i motywować swoją drużynę do osiągania celów. Jak więc managerowie mogą rozwijać swoje umiejętności przywódcze? Odpowiedzią są specjalistyczne szkolenia przygotowane z myślą o kształtowaniu liderów. W tym artykule przeanalizujemy, jakie rodzaje szkoleń są najbardziej skuteczne i dlaczego warto na nie inwestować.zarządzanie zespołem

Szkolenia w zakresie komunikacji interpersonalnej

Skuteczna komunikacja to klucz do budowania relacji zespołowych i rozwiązywania konfliktów. Szkolenia w zakresie komunikacji pomagają managerom doskonalić swoje umiejętności słuchania, wyrażania myśli oraz zrozumienia potrzeb zespołu. Dzięki nim managerowie stają się bardziej efektywnymi liderami, umożliwiając lepszą współpracę w zespole.

Szkolenia z zarządzania czasem i priorytetami

Efektywni liderzy potrafią skutecznie zarządzać swoim czasem i priorytetami. Szkolenia w tym zakresie pomagają im planować, organizować i delegować zadania, co skutkuje byciem bardziej produktywnymi i skoncentrowanymi na strategicznych celach.

Rozwijanie umiejętności w zakresie przywództwa transformacyjnego

Przywództwo transformacyjne opiera się na zdolności do inspiracji zespołu, kreowania wizji i wprowadzania zmian. Szkolenia z tego obszaru koncentrują się na rozwoju umiejętności motywowania, budowania zaangażowania i inspiracji pracowników do osiągania wyższych celów.

Szkolenia z rozwiązywania konfliktów i zarządzania stresem

W pracy managera często pojawiają się sytuacje konfliktowe i stresujące. Szkolenia z tych obszarów uczą liderów, jak skutecznie rozwiązywać konflikty w zespole oraz jak radzić sobie ze stresem – przekłada się to na lepsze zarządzanie i relacje z pracownikami.

Szkolenia z rozwoju umiejętności decyzyjnych

Managerowie nieustannie muszą podejmować strategiczne decyzje, które wpływają na organizację. Szkolenia w zakresie rozwoju umiejętności decyzyjnych pomagają im w analizie sytuacji, podejmowaniu trafnych decyzji i zarządzaniu ryzykiem.

Szkolenia z budowania zespołów i rozwoju pracowników

Dobry, zintegrowany zespół to fundament sukcesu organizacji. Szkolenia z budowania zespołów uczą managerów, jak skutecznie tworzyć zgrane i produktywne grupy pracownicze oraz jak rozwijać umiejętności i potencjał każdego członka zespołu.

Rozwijanie umiejętności przywódczych to proces nieustannego uczenia się i doskonalenia. Dla managerów, którzy aspirują do bycia efektywnymi liderami, inwestowanie w odpowiednie szkolenia to kluczowy krok. Szkolenia te pomagają im w budowaniu lepszych relacji z zespołem, efektywniejszym zarządzaniu czasem, rozwiązywaniu konfliktów, a także w rozwijaniu umiejętności przywództwa transformacyjnego i podejmowania trafnych decyzji. Dlatego warto inwestować czas i środki w rozwijanie tych kompetencji, co przyczyni się zarówno do sukcesu menedżera, jak i całej organizacji.

Strefa Managera to miejsce, gdzie zdobywanie umiejętności przywódczych staje się pasją, a rozwijanie talentów oraz kształtowanie efektywnych zespołów to cel. Dla każdego ambitnego managera, niezależnie od doświadczenia, jest to miejsce, gdzie można odkrywać tajniki przywództwa i doskonalić umiejętności zarządzania. Aby wprowadzić swoją karierę na wyższy poziom, warto skorzystać z naszej bogatej oferty szkoleń, która przygotowana jest przez ekspertów z różnych dziedzin biznesu.

Nie zwlekaj – kliknij tutaj, aby poznać naszą pełną ofertę szkoleń i zacznij swoją drogę do doskonałości jako manager już dziś.

Apel do polityków: KPO to priorytet. Samorządy i przedsiębiorcy potrzebują tych środków

– Pieniądze z KPO to jest tlen dla polskiej gospodarki. Jako przedsiębiorcy od miesięcy apelowaliśmy, by wreszcie potraktować to zadanie priorytetowo. Dzisiaj zmiana okoliczności politycznych powoduje, że nasz głos może zostać wysłuchany. W kontekście gospodarczym uwolnienie KPO i sprawienie, że pieniądze te będą trafiać do samorządów i przedsiębiorców powinno być absolutnym priorytetem – apeluje Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Nie ma już czasu na zwłokę i ignorancję polityczną

Jak mówi prezes Hanna Mojsiuk ważnych spraw gospodarczych do omówienia i analizy jest całe mnóstwo. Przedsiębiorcy uważają, że szybko należy zająć się tematem wzmocnienia inwestycji samorządowych, handlem w niedzielę, poprawą relacji handlowych Polski z Niemcami czy kwestią regulacji przyjmowania migrantów zarobkowych z innych krajów. Priorytetem jest jednak KPO.

– To już nie jest tak, że czas na goni. W tym przypadku dosłownie deadline na nas krzyczy. Albo zmienimy strategię dotyczącą praworządności i pieniądze trafią do polski na inwestycje albo zostaną zmarnowane. Apeluję do polityków, którzy będą tworzyć przyszły Rząd, by potraktować pozyskanie pieniędzy z Krajowego Planu Odbudowy, jako priorytet. Kolejnym priorytetem powinno być naprawianie naszych relacji międzynarodowych, w tym relacji Polska-Unia Europejska. Samorządy i przedsiębiorcy potrzebują bodźca, który będzie stymulować ich do działania. Da im finansową szansę na oddech i planowanie rozwoju – mówi Hanna Mojsiuk, prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Dlaczego KPO jest takie ważne?

– Mówimy o miliardach złotych, które trafią do samorządów na inwestycje publiczne oraz do przedsiębiorców, które trafią na dotację oraz na niskooprocentowane instrumenty zwrotne. Trudno wyobrazić sobie lepszy rodzaj koła zamachowego dla gospodarki niż takie działanie. Uważamy, że pieniądze z KPO Polsce się po prostu należą i trzeba szybko po nie sięgnąć. Czas na realizację zadań z KPO nie jest długi, nie mamy więc już zbyt wiele czasu – mówi Hanna Mojsiuk.

Jakie pomysły inwestycyjne mogłyby być realizowane dzięki środkom z KPO?

Wszystko, co służy rozwojowi będzie traktowane przez przedsiębiorców pozytywnie. Północna Izba Gospodarcza w Szczecinie pozytywnie ocenia fakt, że środki z KPO mogą trafiać np. do samorządów na inwestycje drogowe czy kubaturowe, bo to będzie napędzać popyt między innymi na usługi budowlane.

– Polscy przedsiębiorcy mierzą się z wieloma wyzwaniami. Jednym z nich jest transformacja energetyczna i jestem przekonana, że spora część inwestycji z KPO dotyczyć będzie właśnie energetyki – mówi Hanna Mojsiuk.

Apel Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie ma charakter otwarty i jest adresowany do wszystkich stron sceny politycznej.

Mex Polska zawarło dwie umowy, dzięki którym w I kw. 2024 rozwinie sieć bistro na Śląsku

Mex Polska, notowana na GPW spółka holdingowa, podpisała umowy na dwie nowe lokalizacje, które będą miały swoje otwarcie już w I kwartale 2024 roku. Kolejna Pijalnia Wódki i Piwa oraz Chicas&Gorillas, bo o nich mowa, tym razem powstaną w samym centrum Katowic, przy ulicy Mariackiej. Oba koncepty działają w jednym z bardziej dochodowych obszarów Grupy, czyli segmencie bistro. Ze względu na wysoką atrakcyjność i potencjał tego regionu, Zarząd Mex Polska liczy na powodzenie otwarć, co ma przełożyć się na dalszy wzrost wyników sprzedażowych. Obecnie skład grupy kapitałowej liczy 46 lokali działających w ramach pięciu rozpoznawalnych brandów. Jeszcze w tym roku liczba ta powinna wzrosnąć, ponieważ wkrótce planowane jest otwarcie kolejnej Pijalni Wódki i Piwa, tym razem z Zamościu.  

Jesteśmy podekscytowani możliwościami, jakie niesie za sobą podpisanie dwóch nowych umów dla naszych nowych lokali w centrum Katowic. To dla nas strategiczny krok, po pierwsze, jak deklarowalismy po bardzo krótkiej przerwie wracamy na ulicę Mariacką z niezwykle lubianą i tłumnie odwiedzaną przez mieszkańców Katowic „Pijalnią Wódki i Piwa”. Ponadto, w sąsiednim lokalu zadebiutuje na Śląsku nasz najmłodszy koncept „Chicas & Gorillas”. Poraz kolejny chcemy wykorzystać efekt synergii tych dwoch brandów działających w bezpośrednim sąsiedztwie – do tej pory ten zabieg okazywał się bardzo efektywny.  mówi Paweł Kowalewski, prezes zarządu Mex Polska S.A.

Chicas&Gorillas to przykład klasycznego shot & coctail baru. Wystój lokali nawiązuje do kultury Pop-Art, a wnętrza są nasycone kontrastującymi barwami i komiksowymi motywami. Brand heroes konceptu to  pin-up girl Chica oraz ,,wyluzowany’’ Gorilla. Najnowszy koncept Grupy dostepny jest już w czterech lokalizacjach: Wrocławiu, Łodzi, Poznaniu i Warszawie – otwarcia dwóch ostatnich odbyły się w II półroczu 2023 roku. Warto tutaj wspomnieć, że w warszawskim lokalu, największym spośród wszystkich reprezentujących ten koncept, znajduje się scena, na której występują DJ-e oraz zespoły muzyczne.

Pijalnia Wódki i Piwa to jeden z najstarszych konceptów grupy, który poprzez charakterystyczną ofertę kulinarną i wyjątkowy wystrój, ma umożliwić klientom cofnięcie się do lat 60-tych XX w., czyli do Polski z okresu PRL. Ideą tego pomysłu jest by w niecodziennej scenerii, oferować klientom, typowe dla tamtych czasów przekąski. Aktualnie sieć Pijalni Wódki i Piwa liczy 32 lokale. Najnowszy powstał w sierpniu 2023 r. w Nowym Targu, kolejny zostanie uruchomiony jeszcze w tym roku – w Zamościu. Zarząd docelowo szacuje, że może powstac  100 Pijalni w całej Polsce.

Mex Polska na bieżąco rozbudowuje swoje koncepty i poszukuje coraz to atrakcyjniejszych lokali do zagospodarowania. W ten sposób spółka liczy na dalszy konsekwentny wzrost przychodów Grupy. Tylko w I półroczu 2023 roku skonsolidowany zysk netto liczył ponad 1,6 mln zł, kiedy to w analogicznym okresie 2022 roku (eliminując wpływ jednorazowego zdarzenia w kwocie 1,1 mln zł) Grupa odnotowała stratę netto na poziomie 0,5 mln zł.

Kompetencje miękkie czy power skills?

Wciąż jeszcze pokutuje mit, że “miękkie” umiejętności to te mniej ważne, niepoliczalne, niejasne. Bezdyskusyjne od zawsze były tylko te, które są konkretne, dają dokument, zawód, uprawnienia, nauczą czegoś na tu i teraz. Ostatnie lata to zupełny przełom w uczeniu się i korzystaniu z własnych zasobów, także tych “miękkich” kompetencji. To właśnie power skills (zwane też “real skills”) powodują, że pracownicy chcą lub nie z nami pracować, angażować się w zadania i dodatkowe inicjatywy – zwraca uwagę Agnieszka Bierawska, opiekun merytoryczny programu Power Skills for IT Leaders w Szkole Biznesu Politechniki Warszawskiej.

Rozwijanie miękkich kompetencji jest w stanie pozytywnie wpłynąć na atmosferę w pracy, co zwiększa morale w teamie, pozytywnie wpływając na wydajność pracowników.

Power skills pomaga w tworzeniu zespołów, w których ludzie chcą pozostać

To dzięki wiedzy o sobie, wpływie na innych, trafnej diagnozie swoich mocnych stron, potrafimy jako menedżerowie sprawić, że potrafimy przekonać ludzi wokół nas do zmiany, dostrzegać w nich potencjał oraz motywować swój zespół do rozwoju. Dzięki “power skills” awansujemy i tworzymy zespoły, w których ludzie chcą pozostać. Dlatego też, coraz więcej przedsiębiorstw oraz korporacji decyduje się na przeprowadzanie testów osobowości na etapie zatrudnienia, tak aby dogłębnie poznać możliwości nowych pracowników. Ma to ogromny wpływ na funkcjonowanie firmy; dzięki takim testom pracodawca jest w stanie określić do jakiego teamu i na jakie stanowisko przydzielić pracownika oraz wie w jakim trybie pracy będzie osiągał najlepsze wyniki. Testy osobowości również uświadamiają pracownikom, jakie są ich mocne strony, a nad jakimi kompetencjami miękkimi powinni popracować, aby dalej się rozwijać.

Miks power skills z profesjonalizmem i doświadczeniem

Doskonale widać to w środowisku IT – ci z menedżerów, którzy dbają i rozwijają swoje kompetencje przywódcze, mają doskonały  ”interfejs” z biznesem i potrafią zainspirować do zmiany niezależnie od złożoności i komplikacji tematu i jego ceny. “Power skills” to nie przewaga “miękkich” umiejętności, tylko idealne połączenie z profesjonalizmem i doświadczeniem. Osiągnięcie sukcesu finansowego w branży IT koreluje ze świadomym łączeniem kompetencji technicznych z miękkimi. Co zadziwiające, nie wszyscy liderzy uważają, że rozwijanie power skills jest istotne w prowadzeniu biznesu; statystycznie tylko 3 na 10, co w skali światowej tworzy zatrważającą ilość liderów niezaangażowanych ta w swój w rozwój osobisty, jak i swoich współpracowników.

IT to też najbardziej wymagające środowiska pracy ze względu na trudności związane z zarządzaniem hybrydowymi zespołami – wymaga większej uważności i bardziej skomplikowanych rozwiązań na co dzień. Niezwykle istotnymi umiejętnościami w takim środowisku są również elastyczność, umiejętność pracy pod presją, adaptacji oraz rozwiązywania problemów. 72 % przedsiębiorstw, które przywiązują uwagę do takich aspektów odnosi sukces.

Reskilling czeka każdego z nas

Zatem krótko podsumowując: power skills nie są tylko nową nazwą na zestaw kompetencji “miękkich”, ale przede wszystkim wskazują na ogromny wzrost ich znaczenia i kluczowość zarówno w rozwoju własnym jak i współpracowników. Z mojego doświadczenia wynika również, że ich wartość wzrasta również w kontekście reskillingu i szeroko rozumianego przebranżowienia. Wielu z nas jeszcze nie raz będzie musiało się czegoś nowego nauczyć, oduczyć, robić inaczej niż przez całe zawodowe życie. Stałe, niezmienne i ogromnie pomocne będą wszystkie kompetencje, które nas w tym wesprą: umiejętność współpracy, jasnej komunikacji, zarządzanie konfliktem, rozwiązywanie problemów, empatia, umiejętność adaptacji do zmian, samomotywacja… Rozwój tych umiejętności to nie tylko szkolenie dające certyfikat, to ciągłe przeglądanie się w lustrze, proaktywne sięganie po feedback i śledzenie tego, co dzieje się na rynku.

Deloitte: 90 proc. konsumentów ufających marce staje się jej stałymi klientami

Tylko co piąte światowe przedsiębiorstwo utworzyło osobne stanowisko lidera odpowiedzialnego za budowanie zaufania, wynika z badania Introducing the chief trust oficer, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte. Jednocześnie ponad 90 proc. szefów firm uważa, że tworzenie zaufania wokół organizacji może pozytywnie wpłynąć na jej sukces. W opinii ekspertów korzystnym rozwiązaniem jest zatrudnienie CTrO (ang. Chief Trust Officer) czyli osoby w pełni odpowiedzialnej za budowanie zaufania zarówno wewnątrz danej instytucji, jak i w oczach jej klientów i partnerów.

Przeprowadzone przez firmę Deloitte badanie miało na celu określenie, jaki wpływ na sukcesy biznesowe danej firmy wywiera budowanie wokół niej zaufania. W czasach postępującej transformacji cyfrowej i rosnących oczekiwań interesariuszy względem przedsiębiorstw, aspekt wiarygodności nabiera szczególnego znaczenia. Zdaniem autorów raportu zatrudnienie CTrO może przynieść wymierne korzyści firmie na różnych płaszczyznach, przede wszystkim finansowej. Według przytoczonych w raporcie danych, przedsiębiorstwa cechujące się najwyższym poziomem zaufania osiągają nawet czterokrotnie większe wzrosty wartości rynkowej w porównaniu do firm o najniższych wskaźnikach w tym obszarze.

Wyniki badania potwierdzają, że organizacje, które wprowadziły stanowisko Chief Trust Officer, osiągają większe sukcesy. Przykładowo, 88 proc. konsumentów darzących daną markę zaufaniem, staje się jej stałymi klientami. Ponadto ośmiu na dziesięciu pracowników ufających swoim pracodawcom, odczuwa większą motywację do wykonywania swoich obowiązków. Oczywiście, nie chodzi o samo wprowadzenie przez firmę stanowiska CTrO. Kluczową kwestią jest działanie organizacji w sposób budzący zaufanie i wiarygodność, uwzględniający takie wartości jak poczucie prawości, praworządności, profesjonalizmu, etyki i odpowiedzialności – mówi Iva Georgijew, partnerka, przewodnicząca rady nadzorczej Deloitte Central Europe.

Główne kompetencje CTrO

W zależności od specyfiki danej branży Chief Trust Officer może pełnić różnorodne obowiązki. Najczęściej odpowiada za ocenę możliwości firmy oraz poziomu zaufania wśród jej pracowników, partnerów oraz klientów. Osoba na tym stanowisku opracowuje strategię rozwoju mającą na celu wzmocnienie wiarygodności danej organizacji. Ponadto dyrektor ds. zaufania pomaga zwiększyć świadomość na temat wpływu wiarygodności danej marki na zachowania konsumentów. Specjalista obejmujący tę funkcję powinien wykazywać się zdolnościami przywódczymi, wiedzą technologiczną, umiejętnościami interpersonalnymi i komunikacyjnymi, a także doskonałą znajomością marki i jej produktów.

Według ekspertów poziomy zaufania wobec przedsiębiorstwa można oceniać na wielu płaszczyznach. Istotne znaczenie mają obszary takie jak: cyberbezpieczeństwo, zrównoważony rozwój, uczciwość finansowa oraz jakość oferowanych produktów. Każdy z tych segmentów wymaga odpowiedniej strategii i zaangażowania, które mogą przyczynić się do rozwoju firmy, nawet w obliczu kryzysu ekonomicznego. Wprowadzenie stanowiska CTrO może więc dowodzić, że instytucja traktuje wspomniane kwestie priorytetowo.

Z badania Deloitte wynika również, że choć osiem na dziesięć firm wyznacza prezesa zarządu jako osobę odpowiedzialną za strategię budowania zaufania, tylko 39 proc. z nich uważa swoją organizację za wiarygodną. Według ekspertów, zatrudnienie osoby odpowiedzialnej wyłącznie za ten segment działalności, mogłoby korzystnie wpłynąć na wizerunek danej marki.

O badaniu

Introducing the chief trust oficer to raport przeznaczony dla kadry kierowniczej. Na potrzeby tej publikacji, przeprowadzono jakościowe i ilościowe ankiety dotyczące wyzwań technologicznych oraz biznesowych na całym świecie.

Badanie Deloitte ocenia poziomy zaufania w odniesieniu do aktualnych branżowych wzorców i wyznacza działania, które firmy mogą podjąć, aby skuteczniej rozwijać swoją działalność, lepiej zarządzać ryzykiem, wzmacniać relacje biznesowe i zdobywać lojalność pracowników, klientów oraz partnerów.

XTPL ze wzrostem przychodów ze sprzedaży produktów i usług o 39% po trzech kwartałach 2023 r.

XTPL zgodnie z wstępnymi szacunkowymi danymi wygenerował 9,2 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług po trzech kwartałach 2023 roku, co oznacza wzrost o +39% w ujęciu rok do roku. W samym III kwartale Spółka wygenerowała 3,7 mln zł przychodów ze sprzedaży produktów i usług, na co miało wpływ przede wszystkim dostarczenie i rozliczenie trzech urządzeń prototypujących Delta Printing System (DPS) oraz dwóch modułów do wdrożeń przemysłowych w ramach rozwijanych przez XTPL projektów z globalnymi producentami elektroniki nowej generacji. Szacunkowy stan środków pieniężnych Spółki na 30 września 2023 r. wyniósł 31,6 mln zł i uwzględniał wpływy z zakończonej z sukcesem w lipcu br. oferty publicznej. XTPL pozyskał ponad 36,5 mln zł brutto na przyspieszenie swojego wzrostu i wdrożenie planu inwestycyjnego na lata 2023-2026, dzięki któremu Spółka zrealizuje cel w postaci 10-krotnego wzrostu przychodów ze sprzedaży produktów i usług do 100 mln zł do końca 2026 roku.

Do dnia publikacji wstępnych szacunkowych danych, XTPL otrzymał w 2023 roku łącznie 9 zamówień na urządzenia DPS, o 2 więcej niż w całym roku 2022. Spółka dostarczyła i rozliczyła do dnia publikacji wstępnych szacunkowych danych łącznie 8 urządzeń DPS, o 5 więcej niż w całym 2022 roku.

– Trzeci kwartał to kolejny okres, w którym z powodzeniem komercjalizowaliśmy wszystkie trzy nasze linie biznesowe. Skutkiem tych działań jest wzrost naszych przychodów ze sprzedaży produktów i usług o +39% po trzech kwartałach 2023 roku, a przede wszystkim istotne postępy w realizowanych przez nas projektach zorientowanych na przemysłowe wdrożenie technologii XTPL na linie globalnych producentów elektroniki nowej generacji. W III kwartale dostarczyliśmy do naszych zagranicznych partnerów dwa moduły do wdrożeń przemysłowych, dzięki którym przeszliśmy do etapu budowy urządzeń prototypowych z naszym modułem drukującym w sercu tych maszyn, celem przeprowadzenia finalnych testów na liniach końcowych klientów. Należy do nich amerykański producent maszyn przemysłowych notowany na Nasdaq 100, a także jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy Flat Panel Display. W ostatnich tygodniach miałem okazję odwiedzić naszego partnera w Korei Płd. i zobaczyć jak powstaje prototyp tego dużego, przemysłowego urządzenia. Jesteśmy w ścisłym kontakcie i czekamy na kolejne fazy budowy maszyny oraz jej późniejszych testów. Cel biznesowy XTPL do końca 2026 roku to zwiększyć 10-krotnie przychody ze sprzedaży produktów i usług osiągając 100 mln zł, postępy we wdrożeniach przemysłowych będą stanowiły istotny element realizacji tego planu – komentuje Filip Granek, Prezes Zarządu XTPL S.A.

XTPL poza komercjalizacją swoich trzech linii biznesowych, generuje ponadto przychody z tytułu dotacji, które stanowią ważną część współfinansowania prowadzonych projektów o charakterze B+R. Wartość pozyskanych dotacji po trzech kwartałach 2023 roku wyniosła 2,7 mln zł w porównaniu do 3,0 mln zł w analogicznym okresie poprzedniego roku. W samym III kwartale wartość pozyskanych dotacji przełożyła się na 1,3 mln zł względem 0,8 mln zł w tym samym okresie ubiegłym roku. Zgodnie z zasadą rozliczania grantów, tylko część środków zostanie uwzględniona w rachunku wyników za III kwartał 2023 roku, pozostała część będzie ujęta w bilansie w przychodach przyszłych okresów. XTPL realizuje obecnie projekty o charakterze B+R m.in. ze środków pozyskanych od Narodowego Centrum Badań i Rozwoju (NCBR) oraz w obrębie międzynarodowego konsorcjum w ramach programu Horyzont Europa. Stan środków pieniężnych Spółki na dzień 30 września 2023 roku wyniósł 31,6 mln zł.

– W lipcu br. zakończyliśmy ofertę publiczną w której pozyskaliśmy ponad 36,5 mln zł brutto na realizację planu inwestycyjnego w latach 2023-2026. Środki te mamy już zaksięgowane na koncie, co zabezpiecza naszą sytuację finansową na najbliższe lata i pozwoli wdrożyć niezbędne inwestycje, które przyspieszą dalszy wzrost XTPL. Intensyfikujemy ponadto działania sprzedażowe, we wrześniu byliśmy obecni na targach SEMICON Taiwan, które są najważniejszym globalnie wydarzeniem dla branży półprzewodników. Zrealizowaliśmy tam wszystkie zaplanowane cele, otwierając wiele nowych drzwi i szans sprzedażowych. W ostatnich tygodniach podpisaliśmy także nowe umowy z dystrybutorami, na rynek tajwański, a także z podmiotami z USA, dzięki czemu oferta XTPL dotrze do jeszcze większego grona potencjalnych odbiorców. Z pozostałych zdarzeń chciałbym jeszcze podkreślić awans XTPL do indeksu sWIG80, co odzwierciedla dynamiczny rozwój naszej firmy, a także ukazanie się publicznego raportu analitycznego Spółki w ramach programu PWPA 4.0 realizowanego przez GPW w Warszawie. Pozostajemy transparentni i otwarci na inwestorów, a już 27 października weźmiemy udział w kolejnej edycji konferencji #GPWInnovationDay – mówi Jacek Olszański, Członek Zarządu ds. finansowych XTPL.

W maju br. XTPL ogłosił plan 10-krotnego zwiększenia przychodów, do 100 mln zł do końca 2026 roku. Aby go zrealizować, zamierza przeprowadzić inwestycje w kwocie ok. 60 mln zł w latach 2023-2026 w trzech kluczowych obszarach: sprzedaży, produkcji oraz B+R, mających zintensyfikować i przyspieszyć rozwój Spółki w celu pokrycia zapotrzebowania klientów na technologię oferowaną przez XTPL. Źródłem finansowania dla zaplanowanych inwestycji będą przede wszystkim środki pozyskane z emisji akcji, a pozostała część ma pochodzić głównie z środków własnych w ramach działalności operacyjnej, a także grantów i potencjalnie finansowania dłużnego.

Model biznesowy XTPL opiera się na trzech komplementarnych liniach biznesowych. Stanowią je moduły do wdrożeń przemysłowych na linie produkcyjne globalnych producentów elektroniki, urządzenia prototypujące DPS (Delta Printing System) oraz nanotusze przewodzące prąd elektryczny. Spółka posiada łącznie 9 projektów nakierowanych na przemysłowe wdrożenia swojej technologii, z czego na zaawansowanych etapach rozwoju znajdują się 4 projekty obejmujące wszystkie 3 strategiczne dla Spółki obszary: półprzewodniki, wyświetlacze oraz zaawansowane płytki PCB. Łączny potencjał z wszystkich 9 rozwijanych obecnie projektów przemysłowych, przy założeniu ich pozytywnej walidacji, Spółka szacuje na ok. 400 mln zł średniorocznych przychodów. Klientami końcowymi są globalne podmioty odpowiadające za produkcję elektroniki nowej generacji m.in. wiodący producent półprzewodników z Tajwanu, jeden z największych na świecie producentów wyświetlaczy FPD (ang. Flat Panel Display) z Korei Płd. oraz notowany na Nasdaq 100 czołowy producent maszyn przemysłowych z USA.

Frankowicze wyczuli okazję wyborczą i szybko jej nie odpuszczą

Sytuacja frankowiczów była jednym z tematów poruszanych w trakcie kampanii wyborczej. Zjednoczona Prawica np. zapowiadała uruchomienie szybkiej ścieżki sądowej i uproszczenie postępowań. Koalicja Obywatelska proponowała znaczące ułatwienie uzyskania zabezpieczenia powództwa, skrócenie oczekiwania na pierwsze posiedzenie sądu czy obligatoryjne zawieszenie spłat rat kredytu. Z kolei według formacji Polska 2050, działania państwa powinny iść w kierunku grupowego zawierania ugód. Natomiast Lewica złożyła wniosek o kontrolę do NIK-u. Eksperci, komentujący to, przekonują, że nie każdy z pomysłów jest możliwy do realizacji. I podkreślają, że nowy rząd powinien przede wszystkim zająć się uregulowaniem wyroków sędziów, a także wzmocnieniem wymiaru sprawiedliwości. Z kolei środowisko frankowe oczekuje powołania nowego przewodniczącego KNF-u. Zamierza też zabiegać o spotkania z nowymi władzami, żeby przedstawić aktualną sytuację kredytobiorców.

PiS z szybką ścieżką dla frankowiczów

W kampanii wyborczej pojawiły się obietnice dotyczące frankowiczów. W programie wyborczym PiS-u  znalazła się np. zapowiedź, że uruchomi szybką ścieżkę sądową dla frankowiczów. Uprości postępowanie sądowe w sprawach frankowych. Przerzuci przy tym ciężar dowodu z obywateli na banki. I to bank będzie musiał wykazać, że nie oszukał swoich klientów, oferując im kredyt w obcej walucie. W tej kwestii można zatem teraz tylko już teoretyzować, bo ww. formacja raczej nie stworzy rządu, ale może ten pomysł podchwycą inni.

– Już 10 lat temu powstały pierwsze projekty ustaw tak zwanych ugodowych. One przez pewien czas uzyskiwały poparcie sił politycznych, ale później poszły do kosza pod wpływem interesu grup finansowych. Jeżeli PiS wróciło do tego, żeby przyspieszyć procedurę, to bardzo dobrze. Niech taka ścieżka powstanie, ale jestem sceptykiem co do możliwości przeprowadzenia tego rodzaju procedur. Natomiast niezależnie od tego, czy będzie ustawa restrukturyzacyjna, czy będą zawierane ugody z własnej inicjatywy, to problem należy rozwiązywać wielotorowo – komentuje prof. Witold Modzelewski, były wiceminister finansów.

Jak stwierdza radca prawny Adrian Goska z Kancelarii SubiGo, żaden nowy rząd nie jest w stanie uruchomić szybkiej ścieżki sądowej, nawet jeśli uzna pomysł PiS-u za dobry. Do realizacji takiego celu konieczne jest potężne wsparcie kadrowe sądów. I to faktycznie powinno być priorytetem. Jednak nie ma możliwości wykształcenia w rok czy w dwa lata sędziów sądów okręgowych. Co do uproszczenia postępowań sądowych, to w ciągu aż 8 lat rządów PiS-owi nie udało się odciążyć sądów ani skrócić czasu trwania spraw frankowych. Dla nowej władzy byłoby to nie lada wyzwaniem w o połowę krótszym czasie.

Ekspert z Kancelarii SubiGo zwraca też uwagę na kwestię przerzucenia ciężaru dowodu na banki. Obecna procedura już zawiera ten postulat. To pozwany bank ma udowodnić np. indywidualne negocjacje umowy, co byłoby kluczowe dla rozstrzygnięcia sprawy po jego myśli. W ocenie mec. Goski, możliwym do spełnienia jest natomiast postulat wprowadzenia do kpc uproszczenia postępowań apelacyjnych w sprawach frankowych. Powinny być one rozpoznawane na posiedzeniach niejawnych, a tylko wyjątkowo – na jawnych, gdyby sąd apelacyjny dopuścił konieczne do przeprowadzenia dowody. To skróciłoby czas oczekiwań na wyroki. I zyskaliby na tym wszyscy obywatele. Zdaniem prawnika, nowy rząd – bez względu na skład – jest w stanie wprowadzić taką zmianę.

– 90% sędziów obecnie nie ma problemu z kwestią dowodową w tego rodzaju sprawach. Kłopot mamy z nielicznym gronem orzekających, którzy potrafią wydawać wyrok po 5-6 latach, a innym z tego samego wydziału zajmuje to rok. Są też przypadki sędziów, którzy wydają ciągle błędne wyroki. Jednak najważniejszym wyzwaniem dla nowego rządu powinno być uregulowanie wyroków sędziów, aby wszyscy Polacy wiedzieli, że są one wiążące. Nawet Komisja Europejska mówi o tym, że obywatel, który otrzymuje wyrok, musi być pewny, że jest on ważny i skuteczny. Koalicja Obywatelska i Trzecia Droga mają projekty ustaw w tym zakresie. Będziemy temu się przyglądać – mówi Arkadiusz Szcześniak, prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

PiS zapowiadał też w swoim programie wyborczym, że uporządkuje pracę biegłych sądowych. To od biegłych zależy w dużej mierze, jaki wyrok zapadnie na sali sądowej. Opinia biegłego dla wielu sędziów jest jak wyrocznia, a w Polsce może nim obecnie zostać niemal każdy. I dlatego ww. partia chciała wprowadzić konkretne, precyzyjne kryteria, pozwalające określić, kto może zostać biegłym, ujednolicić listę biegłych, a także wprowadzić obowiązek doszkalania.

– Problemy z biegłymi są znane od lat, nie tylko na kanwie spraw frankowych. W postępowaniach dotyczących kredytobiorców ich opinie mają coraz mniejsze znaczenie. Uporządkowanie tej kwestii jest oczywiście konieczne. Natomiast zdecydowanie ważniejsze dla nowego rządu powinno być wsparcie wymiaru sprawiedliwości w zakresie składów osobowych i liczby sędziów, a także w kwestiach technicznych. W obecnych czasach sędziowie powinni mieć dostęp do akt online, a nie tylko na papierze. To znacznie przyspieszyłoby prace. Zyskaliby na tym wszyscy obywatele, w tym oczywiście również frankowicze – dodaje prezes Szcześniak.

KO z ułatwieniami dla frankowiczów

Koalicja Obywatelska, również w trakcie kampanii, przedstawiła projekt w tym zakresie. Zakładał on m.in. znaczące ułatwienie uzyskania zabezpieczenia powództwa, skrócenie oczekiwania na pierwsze posiedzenie sądu, rezygnację z posiedzenia przygotowawczego, ograniczenie dowodu z zeznań świadków czy przesłuchanie stron na pierwszym terminie rozprawy.

– Możliwość rozwiązania problemu dzięki tego rodzaju posunięciom jest ograniczona. Jednak zaznaczam, że czym większa jest paleta propozycji, które da się obywatelom, tym jest lepiej. Niech nie będzie tak, że największymi poszkodowanymi w historii III RP są ci, którzy naiwnie uwierzyli, że w Polsce można bezpiecznie zaciągnąć kredyt, żeby ułożyć swoje życie. Trzeba im pomóc, zanim staną się emerytami. Władza i banki mają dług wobec tych obywateli. Częściowe rozwiązania nie pomogą, należy podejść do tego całościowo. Potrzebne jest szybkie rozstrzyganie sporów, zarówno na drodze sądowej, jak i pozasądowej – stwierdza prof. Witold Modzelewski.

Jak przekonuje Arkadiusz Szcześniak, na szybsze uzyskanie zabezpieczenia powództwa wskazuje wyrok TSUE z 15 czerwca. Tam też można znaleźć wskazówki, że sąd powinien dążyć do zakończenia sprawy w ramach jednego postępowania. Kwestię braku zabezpieczeń szczególnie boleśnie odczuli klienci Getin Banku. Im, pomimo fatalnej sytuacji finansowej, wielu sędziów odmawiało zabezpieczenia. Niestety, taka praktyka odbywała się ze szkodą dla kredytobiorców. Oni, przekraczając swoimi spłatami kwotę udostępnionego kapitału kredytu, utracili – w opinii naszego Stowarzyszenia – możliwość odzyskania środków od syndyka. Widać tutaj potencjalne pole do następnych nadużyć, ponieważ kolejne banki mogą pójść tą drogą. Stowarzyszenie SBB liczy na to, że sędziowie, którzy do tej pory rozwlekali postępowanie, zostaną zobligowani do prowadzenia spraw możliwie efektywnie.

– Postulaty KO można realizować przy obecnej procedurze. Wszystko zależy od sprawności pełnomocników oraz odwagi sądu w stosowaniu narzędzi, które oferuje kodeks postepowania cywilnego. Dowody można pominąć jako nieistotne dla ustalenia faktów na posiedzeniu niejawnym, posiedzenie przygotowawcze jest martwą instytucją. Zabezpieczenie sąd obecnie powinien wydać w 2 tygodnie. Przesłuchać strony można na pierwszym i ostatnim zarazem posiedzeniu – dodaje Adrian Goska.

KO proponowała też, żeby po 5 miesiącach, jeżeli nie ma wyroku w pierwszej instancji, albo po 12, jeśli nie ma wyroku w drugiej instancji, wprowadzić obligatoryjne zawieszenie spłat rat kredytu. Ponadto projekt zakładał, aby pierwsza rozprawa odbyła się w terminie czterech miesięcy od wpływu pozwu lub uzupełnionego o braki pozwu do sądu. Zdaniem Arkadiusza Szcześniaka, jest to dobre rozwiązanie. Banki robią wszystko, aby przeciągać postępowanie, bo klient dalej spłaca raty. Według prezesa Stowarzyszenia SBB, takie zmiany powinny zmobilizować także kredytodawcę do efektywnego prowadzenia postępowania.

– Obecna instytucja zabezpieczenia jest odpowiednim narzędziem, aby zawiesić spłatę rat na czas procesu. Ona wystarcza do zabezpieczenia interesów frankowiczów. Nie jest dobrym pomysłem, aby z góry bez merytorycznej oceny stosować zabezpieczenia on block – podkreśla radca prawny z Kancelarii SubiGo.

Postulaty Polski 2050, Lewicy i Konfederacji

Jak zaznacza Katarzyna Karpa-Świderek, rzeczniczka prasowa partii Polska 2050, w kwestii kredytów frankowych, na obecnym etapie działania państwa powinny iść w kierunku grupowego zawierania ugód w duchu rozstrzygnięcia TSUE. Jest to w interesie zarówno banków, bo nad niektórymi z nich sprawa ta wisi jak miecz Demoklesa, jak i kredytobiorców, którzy nie musieliby czekać latami na przeprowadzenie postępowań sądowych. Udrożni to też system sprawiedliwości, który inaczej byłby zapchany tysiącami spraw frankowiczów. Ostatecznie to także w interesie państwa, bo potrzebujemy i sprawnego systemu bankowego i systemu sprawiedliwości. Skutkiem powinno być szybsze zamknięcie tematu, który po rozstrzygnięciu TSUE, i tak nie może inaczej się zakończyć.

– Banki nie chcą przeliczać umów zgodnie z linią orzeczniczą TSUE wobec osób, które nie uzyskały prawomocnego wyroku. Nie robią tego w indywidualnych sprawach, więc tym bardziej w przypadku ugód grupowych. Dla nich istotą jest przeciągnie sprawy na kolejne lata, bo tyle trwają procesy w Polsce. Nie widzimy szansy na ustawę, która mogłaby ich zmusić do przestrzegania prawa, skoro teraz tego nie robią. Jedyną drogą mogłyby być sankcje karne wobec zarządu banku za wykonywanie umów z naruszeniem prawa. Gdyby tak było, to zarządzający mieliby motywację do przestrzegania prawa – analizuje Arkadiusz Szcześniak.

Dr Dariusz Standerski, który był kandydatem Lewicy, zaznacza, że po wyroku TSUE w sprawie kredytów frankowych Lewica złożyła wniosek o kontrolę Najwyższej Izby Kontroli w KNF. Dotyczy on sprawdzenia procedur i ewentualnej bezczynności KNF w sprawach kredytów frankowych, która doprowadziła do trudnej sytuacji konsumentów i całego sektora bankowego. Złożono także wniosek do UOKiK o kontrolę wzorców umów kredytowych. Według Lewicy, konieczne jest wypracowanie standardów, żeby podobne sytuacje nie powtarzały się. Jeżeli w ich wypracowaniu będzie potrzebna interwencja legislacyjna, zostanie ona podjęta. Instytucje publiczne, takie jak KNF i UOKiK, powinny w przyszłości przeciwdziałać podobnym zjawiskom i szybciej reagować na nadużycia rynku.

– Kontrola NIK już potwierdziła zaniechania KNF-u przy udzielaniu kredytów frankowych, o czym informowano w 2018 roku. Obecnie oczekujemy gruntownej reformy organów nadzoru nad rynkiem usług finansowych. One nie działają w obronie klientów, ale podmiotów, w tym także tych wprowadzających produkty niezgodne z prawem. Nadzór nie potrafił zapobiec w ostatnich latach licznym aferom, takim jak np. GetBack, upadek Idea Banku, upadek Getin Banku. Tylko te sprawy kosztowały polskich klientów dziesiątki miliardów złotych. Przyszły rząd powinien powołać nowego przewodniczącego KNF i zmienić model funkcjonowania tej instytucji, która twierdziła, że umowy frankowe są zgodne z prawem i – jak widać – poważnie się myliła – stwierdza prezes Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu.

Jak informował w trakcie kampanii Michał Wawer z Konfederacji, to ugrupowanie proponowało wprowadzenie dobrowolnego ustawowego mechanizmu, który może zostać uruchomiony na wniosek kredytobiorcy. Zgodnie z nim, po 1/3 koszt rozliczenia kredytu hipotetycznego poniesie bank, Skarb Państwa, bo to państwo tolerowało taką działalność banków, a także kredytobiorca. Mechanizm mógłby zostać wprowadzony w życie po przeprowadzeniu szczegółowych analiz i po prawidłowo przeprowadzonym procesie legislacyjnym, łącznie z konsultacjami społecznymi. W optymistycznym scenariuszu nastąpiłoby to w ciągu kilku miesięcy. Według pomysłodawców, kompromis ten przyniesie skutek w postaci rozwiązania poważnego problemu społecznego w sposób uwzględniający interesy wszystkich zaangażowanych stron.

– Nie jest to dobry kierunek. Umowy zawierają wady prawne, które skutkują stwierdzeniem ich nieważności od chwili ich zawarcia. Banki w sposób istotny naruszyły przepisy prawa i skutkiem tego nie mogą być obciążeni kredytobiorcy czy też Skarb Państwa, czyli podatnicy. Banki w latach 2005-2019 zarobiły miliardy złotych na tych kredytach. Nie podzieliły tego zysku z kredytobiorcami czy budżetem. Nie ma więc żadnego prawnego ani moralnego uzasadnienia, aby obecnie skutki działania banków ponosił ktokolwiek inny niż one same. To banki zaprotestowały przeciwko zrównaniu tych kredytów z kredytami złotowymi i zwalczały projekt złożony w 2016 roku przez grupę posłów Kukiz’15 – dodaje Arkadiusz Szczęśniak.

Podobną opinię wyraża mec. Adrian Goska. Natomiast prezes SSBB zapowiada, że Stowarzyszenie będzie zabiegało o spotkania z nowymi władzami, żeby przedstawić aktualną sytuację frankowiczów. – Wiemy, że środowisko bankowe też będzie się o to starało. Chcemy, żeby parlament znał zdanie obu stron. Problem kredytobiorców, nie tylko frankowych, ale również złotowych, powinien być ważny i pilny dla rządzących, chociażby z uwagi na rekordową liczbę upadłości konsumenckich. Nie poprawiły tej sytuacji wakacje kredytowe i nowy rząd stanowczo powinien tym się zająć. Inaczej problem będzie dalej narastał – podsumowuje Szcześniak.

Rynki z nadzieją przyjęły wyniki wyborów w Polsce

Oficjalne wyniki wyborów w Polsce wskazują na przejęcie władzy przez opozycję. Rynki finansowe przyjęły te wyniki z dużą nadzieją, licząc na odblokowanie środków z KPO oraz większą przewidywalność rządów w Polsce. Przegrana populistów w Polsce delikatnie poprawia światowy sentyment na giełdach.

Najwięcej głosów w wyborach w Polsce otrzymało Prawo i Sprawiedliwość, jednak jest już pewne, że nowy rząd utworzą trzy partie opozycyjne, które w sumie uzyskały lepszy wynik. Przy wyjątkowo wysokiej frekwencji wynoszącej 74,38 proc. – Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga i Lewica otrzymały 11,58 mln głosów, podczas gdy PIS – tylko 7,64 mln. To oznacza zmianę władzy w Polsce, a nowy rząd, na którego czele może stanąć Donald Tusk, powstanie w połowie grudnia. Mogłoby to zdarzyć się wcześniej, gdyby prezydent Andrzej Duda od razu zdecydował się na powierzanie misji tworzenia rządu opozycji. Można jednak uznać, że najpierw próbę stworzenia rządu otrzyma PIS, które uzyskało najwięcej głosów spośród partii, a próba ta potrwa około miesiąca.

Reakcja rynków finansowych na pierwsze, jeszcze nieoficjalne wyniki była bardzo pozytywna, jeśli nie euforyczna. Kurs złotego wobec euro spadł z poziomu 4,52 do 4,43, co oznacza umocnienie o około 2 proc. W poniedziałek na warszawskiej giełdzie panował duży optymizm – WIG20 wzrastał o ponad 8 proc., a niektóre spółki ze znacznym udziałem państwa drożały nawet ponad 10 proc. Spadło także oprocentowanie polskich obligacji dziesięcioletnich (co oznacza wzrost ceny obligacji) o 18 pkt baz. do poziomu 5,66 proc.

Rynki pozytywnie odebrały wygraną opozycji z kilku powodów. Najważniejszym wydaje się zwiększenie przewidywalności nowego rządu, który w mniejszym stopniu niż rząd PIS będzie zaskakiwał rynki swoimi decyzjami. To szczególnie ważne, kiedy poziom niepewności na świecie pozostaje tak wysoki. Drugim elementem jest nadzieja na poprawę stanu instytucjonalnej praworządności w Polsce, co przełoży się na poprawę zaufania ze strony własnych obywateli, ale także międzynarodowych instytucji i inwestorów. Trzecia nadzieja ma już charakter bardzo konkretny i dotyczy odblokowania środków europejskich z Krajowego Planu Odbudowy. Dotychczas, środki te były dla Polski zablokowane, co gorsza, były również obawy, że Polska może nie otrzymać środków z funduszy spójności UE. Napływ środków z UE po ich odblokowaniu będzie, podobnie jak w latach poprzednich, stymulował wzrost Polskiego PKB, a także wspierał wzrost wartości złotego.

Rynki dają nowej koalicji rządowej w Polsce kredyt zaufania, którego słuszność zweryfikują najbliższe miesiące. Będzie to związane z tym jak nowy rząd poradzi sobie z najważniejszymi problemami pozostawionymi im przez odchodzący gabinet. Pierwszym będzie kwestia poradzenia sobie z populistycznym dziedzictwem ustępującego rządu – zwiększonym poziomem wydatków budżetowych, ale także ze stosowaną przez poprzedników metodą ukrywania problemów poprzez transfery finansowe, bez rzeczywistej długoterminowej strategii ich rozwiązywania. Kolejnym ważnym polem pozostają decyzje dotyczące projektów infrastrukturalnych, które wydają się przeskalowane jak na polskie potrzeby – jak Centralny Port Komunikacyjny.

Dodatkowym ryzykiem pozostaje fakt, że nowy gabinet będzie miał charakter koalicyjny. A między uczestniczącymi w nim partiami może dochodzić do różnić i tarć. Szczególnie, że w koalicji znajdą się zarówno politycy o bardzo liberalnych poglądach jak Ryszard Petru, a także przedstawicie lewicowego spojrzenia na gospodarkę jak Adrian Zandberg. Jednak, mimo tego, wpływ wyników polskich wyborów pozostaje pozytywny i w dalszej perspektywie, powinien zadziałać na korzyść złotego oraz poprawę sentymentu na rynku akcji.

Autor: Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Odpowiedzialność za naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa

Zgodnie z art. 11 ust. 2 ustawy z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (Dz.U.1993.47.211; Dz.U.2022.1233 t.j. z 9 czerwca 2022 r.; dalej „Ustawa”) przez tajemnicę przedsiębiorstwa rozumie się informacje techniczne, technologiczne, organizacyjne przedsiębiorstwa lub inne informacje posiadające wartość gospodarczą, które jako całość lub w szczególnym zestawieniu i zbiorze ich elementów nie są powszechnie znane osobom zwykle zajmującym się tym rodzajem informacji albo nie są łatwo dostępne dla takich osób, o ile uprawniony do korzystania z informacji lub rozporządzania nimi podjął, przy zachowaniu należytej staranności, działania w celu utrzymania ich w poufności.

Takimi informacjami mogą być dane klientów oraz kontrahentów, informacje o realizowanych trasach, czy stosowanych stawkach. Tajemnicę przedsiębiorstwa mogą także stanowić informacje o stosowanych lub posiadanych rabatach handlowych, planach rozwojowych, czy istotne elementy know-how przedsiębiorstwa. Siłą rzeczy nie są to informacje dostępne powszechnie, a dla przedsiębiorcy ich wartość gospodarcza jest kluczowa.

O sile gospodarczej przedsiębiorstwa niekiedy decydują będące w jego dyspozycji informacje, które „od zawsze” stanowiły cenny element działalności rynkowej (E. Nowińska [w:] K. Szczepanowska-Kozłowska, E. Nowińska, Ustawa o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Komentarz, wyd. II, Warszawa 2022, art. 11). Z drugiej jednak strony, bieżąca działalność operacyjna wymaga udzielenia dostępu do takich danych niektórym pracownikom. Stąd też, powstaje ryzyko, że taki pracownik (czy też zleceniobiorca) skopiuje część posiadanych informacji i wykorzysta je, czy to we własnej działalności, czy to przekazując je nowemu pracodawcy.

W zależności od charakteru relacji stron, odpowiedzialność za naruszenie tajemnicy przedsiębiorstwa może mieć inną postać. Należy jednak na wstępie zauważyć, że aby w ogóle mówić o tajemnicy przedsiębiorstwa konieczne jest, aby to pracodawca był w stanie wykazać, że dochował należytej staranności i podejmował stosowne działania w celi utrzymania takich informacji w poufności. Takim działaniem może być informowanie pracowników o poufnym charakterze otrzymywanych informacji, zawieranie dodatkowych umów o zachowaniu poufności (NDA), czy też wprowadzanie regulacji w tym zakresie do regulaminu pracy (por. wyrok Sądu Najwyższego z 6 czerwca 2003 r., IV CKN 211/01, wyrok Sądu Najwyższego z 3 października 2000 r., I CKN 304/00).

Odpowiedzialność porządkowa (dyscyplinarna)

Zgodnie z art. 100 § 2 Kodeksu Pracy, do podstawowych obowiązków pracownika należą, m.in. przestrzeganie regulaminu pracy i ustalonego porządku pracy, dbanie o dobro zakładu pracy, a także zachowanie w tajemnicy informacji, których ujawnienie mogłoby narazić pracodawcę na szkodę. Odpowiedzialność porządkową pracowników reguluje m.in. art. 108 zgodnie, z którym za nieprzestrzeganie przez pracownika ustalonej organizacji i porządku w procesie pracy możliwe jest ukarania pracownika karą upomnienia lub nagany. W przypadku, gdy ochrona tajemnicy przedsiębiorstwa jest odpowiednio uregulowana w ramach regulacji wewnętrznych pracodawcy, możliwe będzie pociągnięcie do odpowiedzialności porządkowej pracownika naruszającego obowiązki związane z ochroną tajemnicy przedsiębiorstwa pracodawcy.

Warto jednak wskazać, że zgodnie z art. 52 § 1 pkt 1 Kodeksu Pracy ciężkie naruszenie przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych może stanowić podstawę rozwiązania umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika (tzw. dyscyplinarka). Dodatkowo, wypowiedzenie takie może nastąpić w trakcie trwania okresu wypowiedzenia umowy pracę, w przypadku np. dowiedzenia się przez pracodawcę o naruszeniu w trakcie trwania tego okresu (por. wyrok Sądu Najwyższego z 22 kwietnia 2015 r., II PK 158/14; wyrok Sądu Najwyższego z 11 września 2014 r., II PK 49/14).

Inaczej niż pracownik odpowiadał będzie zleceniobiorca, czy samozatrudniony podwykonawca. W przypadku takich osób, zasadniczą podstawą odpowiedzialności będzie zawarta umowa, która za naruszenie obowiązków związanych z poufnością, czy tajemnicą przedsiębiorstwa może przewidywać kary umowne (art. 483 k.c.). W odmiennym przypadku, odpowiedzialności zleceniobiorcy dochodzić można na zasadach ogólnych, co jednak wiązać się będzie z koniecznością sprostania odpowiednim wymogom dowodowym, np. co do zawinienia zobowiązanego, wysokości szkody, czy związku szkody i działania lub zaniechania podwykonawcy.

Odpowiedzialność cywilna

Wracając na grunt Ustawy, należy wskazać, że zgodnie z art. 11 ust. 1 Ustawy, ujawnienie lub pozyskanie cudzych informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa stanowi czyn nieuczciwej konkurencji.

Ustawa precyzuje, że wykorzystanie lub ujawnienie informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa stanowi czyn nieuczciwej konkurencji, w szczególności gdy następuje bez zgody uprawnionego do korzystania z informacji lub rozporządzania nimi i narusza obowiązek ograniczenia ich wykorzystywania lub ujawniania wynikający np. z czynności prawnej – umowy, albo gdy zostało dokonane przez osobę, która pozyskała te informacje, dokonując czynu nieuczciwej konkurencji.

Odpowiedzialność na tym gruncie można przypisać także podmiotowi, który wiedział lub przy zachowaniu należytej staranności mógł wiedzieć, że uzyskane informacje zostały pozyskane w takich okolicznościach (np. nowy pracodawca otrzymujący od spedytora przejętą listę klientów z informacjami o stawkach).

W razie dokonania czynu nieuczciwej konkurencji, przedsiębiorca, którego interes został zagrożony lub naruszony, może żądać:

1) zaniechania niedozwolonych działań;
2) usunięcia skutków niedozwolonych działań;
3) złożenia jednokrotnego lub wielokrotnego oświadczenia odpowiedniej treści
i w odpowiedniej formie;
4) naprawienia wyrządzonej szkody, na zasadach ogólnych;
5) wydania bezpodstawnie uzyskanych korzyści, na zasadach ogólnych;
6) zasądzenia odpowiedniej sumy pieniężnej na określony cel społeczny związany ze wspieraniem kultury polskiej lub ochroną dziedzictwa narodowego – jeżeli czyn nieuczciwej konkurencji był zawiniony.

Ponadto, sąd może zobowiązać pozwanego do podania do publicznej wiadomości informacji o wyroku albo treści wyroku, w oznaczony sposób i w oznaczonym zakresie, jeżeli jest to uzasadnione ze względu na okoliczności dokonania czynu nieuczciwej konkurencji, w szczególności sposób dokonania czynu, wartość informacji, których dotyczył czyn, skutek czynu oraz prawdopodobieństwo dokonania czynu nieuczciwej konkurencji w przyszłości, a w przypadku, jeżeli pozwanym jest osoba fizyczna – jeżeli dodatkowo nie sprzeciwia się temu uzasadniony interes pozwanego, w szczególności wzgląd na ochronę jego dóbr osobistych. Uprawniony może także żądać, zamiast odszkodowania, naprawienia szkody przez zapłatę sumy pieniężnej w wysokości odpowiadającej wynagrodzeniu, które w chwili jego dochodzenia byłoby należne tytułem udzielenia przez uprawnionego zgody na korzystanie z informacji stanowiących tajemnicę przedsiębiorstwa.

Odpowiedzialność karna

Dodatkowo, zgodnie z art. 23 Ustawy kto, wbrew ciążącemu na nim obowiązkowi w stosunku do przedsiębiorcy, ujawnia innej osobie lub wykorzystuje we własnej działalności gospodarczej informację stanowiącą tajemnicę przedsiębiorstwa, jeżeli wyrządza to poważną szkodę przedsiębiorcy, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2. Tej samej karze podlega, kto, uzyskawszy bezprawnie informację stanowiącą tajemnicę przedsiębiorstwa, ujawnia ją innej osobie lub wykorzystuje we własnej działalności gospodarczej.

Dla aktualizacji powyższej odpowiedzialności konieczne jest jednak istnienie obowiązku ochrony tajemnicy przedsiębiorstwa (np. umowa, oświadczenie), a także powstanie poważnej szkody po stronie przedsiębiorcy (por. wyrok Sądu Najwyższego z 3 marca 2021 r., II KK 111/20; wyrok Sądu Najwyższego z 3 kwietnia 2002 r., V KKN 223/00).

Podsumowanie

Zarówno w odniesieniu do pracowników, jak i zleceniobiorców (podwykonawców) kluczowe znaczenie dla skuteczności dochodzenia praw związanych z ochroną tajemnicy przedsiębiorstwa może mieć dochowanie należytej staranności przez samego przedsiębiorcę. Istnienie odpowiednich regulacji i procedur, wprowadzanie stosownych postanowień (zobowiązań) do zawieranych umów oraz oznaczanie niektórych informacji, jako tajemnicę przedsiębiorstwa może z jednej strony zabezpieczeń przedsiębiorcę przed naruszeniem, a w razie jego wystąpienia ułatwić mu ewentualne dochodzenie swych praw.

Jedną z cennych metod zapobiegania naruszeniom tajemnicy przedsiębiorstwa jest audyt prawny obejmujący badanie zarówno regulacji dotyczących pracowników, jak stosowane regulaminy, jak i umów zawieranych ze zleceniobiorcami i podwykonawcami. Dodatkowo, warto inwestować w cykliczne szkolenie pracowników różnych szczebli odnośnie zasad obchodzenia się z tajemnicą przedsiębiorstwa i ich potencjalną odpowiedzialnością na tym gruncie.

Autor: r. pr. Wojciech Országh, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Karuzela na złotym

Spadająca inflacja bazowa nie przeszkodziła wczoraj w umocnieniu się złotego. Kurs EURPLN podążał wyraźnie za spływającymi wynikami cząstkowymi. W tle z kolei kolejny dziwny wyskok na bitcoinie, którym na normalnym rynku zająłby się nadzór.

Spadek inflacji bazowej

Inflacja bazowa spadła we wrześniu z 10% na 8,4%. Analitycy oczekiwali 8,6%, ale biorąc pod uwagę przedwyborcze cuda, dane za wrzesień i październik trzeba niestety traktować z pewnym dystansem. Nie zmienia to faktu, że pomimo działań Rady Polityki Pieniężnej sytuacja się poprawia. Tutaj trzeba pamiętać, że wpływ zmian stóp procentowych jest często mocno opóźniony względem samej decyzji. Warto jednak mieć na względzie, że szybko spadające tempo wzrostu cen zawsze zwiększa szanse dalszych obniżek stóp procentowych. Takie działanie jest z kolei niekorzystne dla polskiej waluty. Obecnie jest ona jednak pod silnym wpływem wyborów i ten bodziec był trudny do wskazania.

Złoty reaguje na wyniki

Obserwacja cząstkowych wyników mogła wprowadzić dozę niepewności. To między innymi z tego powodu nie wiedząc, co się wydarzy, byliśmy świadkami ucieczki od złotego. Z porannego poziomu 4,46 zł kurs euro dotarł do 4,50 zł. Po południu polska waluta wyraźnie odrobiła straty finalnie, meldując się na poziomie 4,45 zł. Warto zwrócić uwagę, że optymizm panował w całym regionie. Zyskiwały wczoraj zarówno węgierski forint, jak i korona czeska. Obie te waluty zyskiwały jednak proporcjonalnie mniej niż polski złoty. Część analityków wskazuje to jako korzystny efekt polskich wyborów i zainteresowania regionem ogólnie. Część z kolei wskazuje na korzystne połączenie w czasie wyborów i dobrego sentymentu względem walut Europy Środkowowschodniej.

Wyskok kryptowalut

Wczoraj na popularnej platformie X (dawniej Twitter) pojawiła się informacja o zaakceptowaniu przez amerykański nadzór pierwszego bitcoinowego funduszu inwestycyjnego. W wyniku tej informacji kurs wystrzelił z 28 000 do 30 000 dolarów. Był tam bardzo krótko, gdyż okazało się, że wiadomość ta nie jest prawdą. Nadal mamy wzrosty, ale finalnie dzień zakończył się w okolicy 28 500 dolarów. Główna kryptowaluta świata od wielu miesięcy pozostaje we względnym marazmie, oscylując w okolicach 25 000 – 31 000 dolarów. Dla innych aktywów byłaby to często bardzo wysoka zmienność, ale jak na 6 miesięcy na rynku kryptowalu, można to wręcz nazwać stabilizacją.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl