Rynek pracy w Polsce: sektory odporne na kryzys i te, które go odczuwają

Przez krajowy rynek pracy i polską gospodarkę przebiega wyraźna granica dzieląca branże na te, które – mimo dynamicznej sytuacji – nadal mają się całkiem dobrze oraz te znajdujące się w gorszej sytuacji. Co widać również w rekrutacji. Mimo osłabienia popytu na pracowników nadal wiele wolnych miejsc czeka w branży spożywczej, handlu detalicznym, produkcji czy logistyce, wynika z raportu Grupy Progres. W tych sektorach tylko w lipcu pojawiło się ponad 107 tys. ofert zatrudnienia, a zapotrzebowanie na kandydatów rekrutowanych na wrzesień i pozostałe miesiące wzrosło o 26 proc. Jednak nie wszędzie na pracowników czekają z otwartymi ramionami.

Jak podaje GUS, w lipcu br. produkcja spadła w 24 z 34 podstawowych działów przemysłu (porównując rdr.) m.in. produkcji chemikaliów i wyrobów chemicznych – o 19,6 proc., wyrobów z drewna, korka, słomy i wikliny – o 15,5 proc., mebli – o 11,1 proc. czy metali – o 10,4 proc. Wzrost wystąpił w 10 działach, tj. naprawa, konserwacja i instalowanie maszyn i urządzeń – o 20,7 proc., produkcja pojazdów samochodowych, przyczep i naczep – o 15,0 proc., pozostałego sprzętu transportowego – o 8,1 proc., maszyn i urządzeń – o 4,9 proc. Jednostki z większości prezentowanych obszarów gospodarki oceniały koniunkturę podobnie jak w czerwcu, tylko w przetwórstwie przemysłowym gorzej, a w budownictwie nieco lepiej. Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury we wszystkich obszarach, poza handlem detalicznym, znajdował się poniżej średniej długookresowej. Najbardziej pesymistycznie oceniały koniunkturę podmioty z sekcji przetwórstwo przemysłowe oraz budownictwo. Nie oznacza to jednak, że firmy przestają planować swoje działania, a przyszłość widzą jedynie w ciemnych barwach. Jak wynika z raportu Grupy Progres, wiele firm, mimo trudnych warunków, myśli o rozwoju i planuje rekrutacje kolejnych pracowników, chociaż i w tym obszarze nie brakuje przeszkód.

– Poprzednie lata i również ten rok nie należały do najłatwiejszych i z pewnością przyczyniły się do powstania pewnej granicy między branżami, które – w porównaniu z innymi – można zaliczyć do zielonych wysp. To sektory nadal poszukujące wielu pracowników i deklarujące największe zapotrzebowanie na kandydatów. Należą do nich m.in. logistyka i branża handlowa. Nie brakuje również ofert w produkcji, jednak tu również widoczny jest podział – wysokie zapotrzebowanie dotyczy np. firm spożywczych, niskie – przedsiębiorstw produkujących meble, RTV i AGD oraz chemię – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Czerwone punkty na rekrutacyjnej mapie świecą się również w budowlance i sektorze HoReCa. Biznes w tych branżach bardzo ostrożnie planuje rekrutacje, wręcz wstrzymuje się z zatrudnianiem na większą skalę, myśli raczej o zwolnieniach – dodaje Cezary Maciołek.

Gdzie jest dobrze? Zielone wyspy rekrutacyjne

Logistyka to jedna z branż, którą można zaliczyć do najbardziej odpornych na tąpnięcia. Pracuje w niej prawie 3 mln Polaków i poszukiwani są kolejni, bo wielu przedsiębiorców z tego sektora chce się rozwijać niezależnie od kryzysu i wysokiej inflacji. W sierpniu 11,3 proc. z nich deklarowało poprawę koniunktury, a 14,4 proc. spadek. 74,3 proc. organizacji uważało, że ich sytuacja nie ulega zmianie (GUS). Długi w tym sektorze ma 37 tys. przedsiębiorców (wg. BIG InfoMonitor) i chociaż sytuacja nie jest najłatwiejsza, to od stycznia do czerwca 2023 w KRS zarejestrowano 1 894 nowych firm z branży transportu i gospodarki magazynowej. Jak wynika z raportu Grupy Progres i danych systemu rekrutacyjnego Element, sektor logistyka, transport, spedycja w 2023 r. jest jednym z wiodących pracodawców wśród przeanalizowanych 26 branż. W tej dziedzinie gospodarki od stycznia do sierpnia poszukiwano i zatrudniono najwięcej pracowników tymczasowych (w porównaniu z innymi branżami poddanymi analizie). Sektor wysoko uplasował się także, jeśli chodzi o liczbę opublikowanych ogłoszeń w 50 największych portalach rekrutacyjnych w Polsce – pod tym względem zajął 3 miejsce. Średnio w każdym miesiącu ukazywało się 26 287 ofert (styczeń-lipiec 2023). Najwięcej w maju, czerwcu i lipcu.

Liderem rekrutacji jest również rynek handlu detalicznego, który charakteryzuje się wysokim zatrudnieniem i zapotrzebowaniem na kandydatów szczególnie widocznym na tle innych branż. W sektorze handlu w Polsce zatrudnionych jest nawet 2 mln osób, a te pracujące w handlu detalicznym tworzą jedną z najliczniejszych grup zawodowych w kraju. Branża odczuwa oczywiście skutki wojny, inflacji oraz spadki wartości koszyka zakupowego klientów. W sierpniu 10,9 proc. firm deklarowało poprawę koniunktury, 13,8 proc. spadek, a 75,3 proc. organizacji uważało, że ich sytuacja nie ulega zmianie (GUS). Długi w tym sektorze ma ponad 74 tys. przedsiębiorców (wg. BIG InfoMonitor), 36 firm upadło, 242 ogłosiło postępowanie restrukturyzacyjne, ale powstało też wiele nowych – 5 178 (dane KRS, styczeń-czerwiec). Pojawiają się też nowe ogłoszenia o pracę, bo handel nadal rekrutuje i jest jednym głównych zleceniodawców pracy tymczasowej, również na ostatnie 4 miesiące tego roku. Zajmuje też czołowe miejsca pod względem liczby opublikowanych ogłoszeń (dane Element dla Grupy Progres) – średnio miesięcznie ukazywało się ich 18 112 (styczeń-lipiec 2023). Najwięcej w marcu, maju i czerwcu.

Kolejna branża, która od stycznia do sierpnia br. zatrudniała najwięcej pracowników tymczasowych i poszukiwała kolejnych na następne miesiące roku to produkcja. Wyprzedziła ona 24 inne dziedziny gospodarki (dane Grupy Progres) i zajęła też wysokie – 4. miejsce, jeśli chodzi o liczbę opublikowanych ogłoszeń w 50 największych portalach rekrutacyjnych w Polsce. Średnio w każdym miesiącu ukazywało się ich 22 798 (styczeń-lipiec 2023). Najwięcej w marcu, maju i czerwcu. Jednak nie w każdym z jej obszarów czekał etat. Szczególnie wysokie zapotrzebowanie na pracowników dotyczyło dziedzin tj. automotive, food, elektronika i odzież. Co nie dziwi, szczególnie biorąc pod uwagę dane GUS. Na 34 działy przemysłu najlepsze wyniki zaobserwowano w produkcji odzieży (+27,3 proc.), naprawie i instalowaniu maszyn (+20,7 proc.) oraz motoryzacji (+15,0 proc.). Najsłabiej radzą sobie branże: chemiczna (-19,6 proc.), drewniana (-11,5 proc.) i meblarska (-11,1 proc.), a ich kondycję potwierdza też bardzo niskie zapotrzebowanie na pracowników i planowanych rekrutacji.

– Rozwarstwienie rekrutacyjne, które widać między branżami, ale też wewnątrz nich – tak jak np. w produkcji – najkrócej można wytłumaczyć jednym słowem – dywersyfikacja. Firmy, które stawiały na elastyczne rozwiązania i zdywersyfikowały portfel klientów oraz otworzyły się na nowe kierunki biznesowe i pracowników z krajów innych niż Ukraina, są dziś w zdecydowanie lepszej sytuacji od tych działających bardzo konserwatywnie – mówi Cezary Maciołek, prezes Grupy Progres. – Czasy, w których można było działać według utartych schematów i bazować tylko na jednym rozwiązaniu, minęły. Co odnosi się również do rekrutacji. Jeśli nawet co drugi pracodawca uważa, że przeszkodą w prowadzeniu biznesu jest dla niego brak pracowników, a na naszym rynku faktycznie jest nisza kandydatów, to – żeby ją pokonać – niezbędne jest zwiększenie horyzontu rekrutacyjnego. Do tego potrzebna jest nie tylko otwartość przedsiębiorców, której poziom obecnie jest bardzo wysoki, ale przede wszystkim dobrze zaplanowana polityka migracyjna – w tym obszarze mamy nadal dużo do zrobienia – dodaje Cezary Maciołek.

Branżowy alert rekrutacyjny

Słabnący popyt, rosnąca inflacja i wysokie ceny zniechęcające klientów, to jedne z czynników, które bezpośrednio wpływają na kondycję oraz wskaźniki rekrutacyjne. W największym stopniu w 2023 r. odczuwa je sektor budowlany, HoReCa oraz produkcyjny (chemiczny, meblarski oraz AGD i RTV).

Według raportu Grupy Progres, budownictwo to 9 z branż, która w tym roku zatrudnia pracowników tymczasowych, ale popyt na nich nie charakteryzuje się stabilnym poziomem. Firmy szukają chętnych na etat tymczasowy, jednak dyrektorzy przewidują ograniczenie kadrowe, zbliżone do prognozowanego w lipcu. W zestawieniu systemu rekrutacyjnego Element dla Grupy Progres branża budowlana zajmowała 5 i 6 miejsce (w zależności od miesiąca) pod względem liczby opublikowanych ogłoszeń w 50 największych portalach rekrutacyjnych w Polsce. Średnio w każdym miesiącu ukazywały się 20 943 oferty (styczeń-lipiec 2023). Najwięcej w marcu, maju i lipcu. Sytuacja rekrutacyjna w branży budowlanej jest tylko z pozoru może wydawać się stabilna i jest pokłosiem tego, z czym zmagają się przedsiębiorcy działający w tym sektorze. 50,4 tys. ma długi (wg. BIG InfoMonitor), 32 upadły, 127 ogłosiło postępowanie restrukturyzacyjne (styczeń-czerwiec 2023 r. dane: CEiDG). Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w sierpniu w budowlance wyniósł minus 8 (GUS). 10 proc. firm odnotowało poprawę koniunktury, 17,9 proc. spadek, a 72,1 proc. organizacji uważa, że ich sytuacja nie ulega zmianie. Jednak zdecydowanie uległa, biorąc pod uwagę liczbę rekrutacji i planowanych zatrudnień.

Podobnie jest w sektorze HoReCa, w którym dyrektorzy jednostek zapowiadają redukcje kadr, bardziej znaczące od oczekiwanych w lipcu. W branży zadłużonych jest 13 tys. przedsiębiorców (wg. BIG InfoMonitor). 9 firm upadło, a 49 ogłosiło postępowanie restrukturyzacyjne (styczeń-czerwiec 2023 r. dane: CEiDG). Wskaźnik ogólnego klimatu koniunktury w sierpniu wyniósł minus 4,1 (GUS). 12,2 proc. firm deklarowało poprawę koniunktury, 16,3 proc. spadek, a 71,5 proc. organizacji stwierdziło, że ich sytuacja nie ulega zmianie (GUS). Pod względem planowanych rekrutacji i liczby opublikowanych ofert pracy od stycznia do lipca br. HoReCa nie zajmuje wysokiej pozycji. Średnio w każdym miesiącu ukazywało się nieco ponad 10 tys. ofert (styczeń-lipiec 2023). Najwięcej w marcu, kwietniu i maju.

– Mimo że nie ma dzisiaj praktycznie żadnej branży, która nie podchodzi ostrożniej do procesów rekrutacji i planów kadrowych, to jednak wymienione sektory są w tym zakresie najbardziej wstrzemięźliwe. Taka postawa szybko może się nie zmienić, bo ponad 70 proc. firm z sektorów zaliczanych do czerwonych punktów na mapie rekrutacji myśli o cięciu wydatków, a jako główną przeszkodę w prowadzeniu biznesu wskazuje koszty zatrudnienia pracowników. Te w najbliższym czasie nie spadną, bo od stycznia płaca minimalna znowu pójdzie w górę, co w wielu przedsiębiorstwach będzie oznaczało nie rekrutacje, a cięcia kadrowe. S.O.S. już wysyła nie tylko sektor chemiczny czy meblarski, ale też m.in. budowlanka i HoReCa. Pytanie, czy za moment do tego grona nie dołączą kolejne branże, którym obecnie bliżej do czerwonych punktów niż zielonych wysp – podsumowuje Cezary Maciołek.

Co to jest transport lotniczy i jakie ma znaczenie?

Transport lotniczy jest dziś uznawany za jedną z ważniejszych gałęzi gospodarki. Nie powinno to dziwić – pozwala na szybki przewóz osób lub towarów na duże odległości. Poniżej przedstawimy definicję transportu lotniczego oraz pokrótce omówimy jego znaczenie dla dzisiejszej gospodarki.

Transport lotniczy – definicja i charakterystyka

Najprostsza definicja transportu lotniczego to przemieszczanie osób i towarów drogą powietrzną za pomocą samolotów lub śmigłowców. Inne jego nazwy to transport powietrzny, fracht lotniczy (używana wyłącznie w przypadku przewozu towarowego) lub po prostu lotnictwo transportowe. Linie lotnicze mogą transportować najróżniejsze towary, ale ze względu na specyfikę tego rodzaju spedycji najczęściej wybiera się tę opcję przy towarach o krótkim terminie przydatności (np. świeże owoce, przyprawy) i dobrach luksusowych (np. dzieła sztuki) oraz przy przewozach na bardzo duże odległości, które muszą być realizowane w ekspresowym czasie (dobrym przykładem są tutaj konie wyścigowe).

Jego niewątpliwą zaletą jest fakt, że obecnie jest najbardziej dynamicznie rozwijającą się, a zarazem najnowocześniejszą, gałęzią transportu. Do prawidłowego działania wymaga dużych nakładów kapitałowych, wyszkolonego personelu lotniczego oraz odpowiedniej infrastruktury w postaci lotnisk, nawigacji i obsługi naziemnej transportu lotniskowego. W zamian transport lotniczy oferuje najkrótszy czas podróży do miejsca docelowego i jest statystycznie najbezpieczniejszą formą przewozu pasażerów i ładunków. Ponadto cechuje się wyższą efektywnością ekonomiczną, która jest wynikiem niższych kosztów inwestycyjnych i stale malejących kosztów produkcji/eksploatacji sprzętu lotniczego.

Rodzaje transportu lotniczego

Wyróżniamy trzy typy transportu lotniczego:

  • Przewozy osobowe
  • Osobowo-towarowe
  • Towarowe

W przypadku frachtu lotniczego realizowane są przeloty w ramach przesyłek liniowych lub czarterowych.

Wykorzystywane środki transportu

W transporcie lotniczym najczęściej wykorzystuje się następujące środki transportu powietrznego:

  • Samoloty małe – mogą przewieźć nie więcej niż 30 osób lub 2 tony towarów. Latają raczej na stosunkowo krótkich dystansach.
  • Samoloty średnie – ich ładowność to 200 pasażerów lub 20 ton ładunku. Samoloty tej klasy cechują się zasięgiem do 6 tys. km.
  • Samoloty szerokokadłubowe – to zdecydowanie najbardziej ładowne samoloty, występujące w kilku rozmiarach. Środki transportu tego typu mogą pomieścić od 200 do 800 pasażerów lub od 20 do 250 t towarów przy zasięgu 15 tys. km.

Zalety transportu lotniczego

Transport lotniczy cechuje kilka istotnych zalet, obok których trudno przejść obojętnie. Rozwińmy więc nieco myśl z początku tego tekstu.

Przede wszystkim należy wymienić tutaj czas realizacji – samoloty to najszybsze dostępne obecnie środki transportu, które w zaledwie kilkanaście godzin mogą przewieźć towary/pasażerów z jednego końca świata na drugi.

Drugim ważnym czynnikiem przemawiającym za lotnictwem transportowym jest rozbudowana sieć połączeń lotniczych – rozwijanie transportu lotniczego trwa od wielu lat, dzięki czemu dzisiaj porty lotnicze można znaleźć niemal w każdym kraju, co przekłada się na dużą ilość stałych połączeń lotniczych i ogromne możliwości transportowe. Połączenia międzykontynentalne mogą być realizowane regularnie i bez zbędnych komplikacji.

Bezpieczeństwo jest kolejnym solidnym argumentem przemawiającym za korzystaniem z linii lotniczych. Nie ma tutaj mowy o wypadkach komunikacyjnych czy kolizjach – przeloty są ściśle monitorowane i jakiekolwiek ryzyko wypadku jest minimalne.

Warto też wspomnieć o kompatybilności z innymi środkami transportu – dzięki standaryzacji kontenerów dostarczone za pomocą przewozów powietrznych towary można sprawnie przeładować na pociągi czy ciężarówki i przewieźć je z lotniska do miejsca docelowego.

Wady transportu lotniczego

Jak powszechnie wiadomo, żadne rozwiązanie nie jest pozbawione wad. W przypadku transportu lotniczego będą to:

  • Wysoki koszt – przewóz lotniczy wciąż jest jednym z najdroższych rozwiązań. Sprawia to, że jest opłacalny praktycznie wyłącznie przy długich trasach (500 km i więcej) lub gdy charakter przewożonego towaru wymaga ekspresowej realizacji transportu. Stawka jest jeszcze wyższa w przypadku lotów nocnych.
  • Ograniczona ładowność – choć pojedynczy samolot może przewieźć znacznie więcej niż ciężarówka, zdecydowanie przegrywa pod tym względem z koleją czy transportem morskim. Jeśli zależy nam np. na przewiezieniu dużej ilości taniego sprzętu, lepiej zdecydować się na inny środek transportu.
  • Duża zależność od warunków pogodowych – w transporcie powietrznym warunki pogodowe mają ogromne znaczenie. Silne wiatry czy przechodzące burze mogą łatwo doprowadzić do uziemienia ruchu lotniskowego na wiele godzin, a czasem nawet dni.
towary przygotowane do załadunku na samolot
Fot. Materiały prasowe

Znaczenie przewozu lotniczego w transporcie międzynarodowym

Dzięki temu, że sieć połączeń uległa zagęszczeniu, stałe połączenia lotnicze stanowią doskonałe uzupełnienie pozostałych metod transportu towarów. To świetny wybór, gdy musimy przewieźć coś na duże odległości w bardzo krótkim czasie. Stworzenie połączeń lotniczych z niemal wszystkimi krajami sprawiło, że dziś możemy wysłać dowolny towar w praktycznie każdy zakątek świata.

Biorąc to pod uwagę, transport lotniczy jest bardzo ważnym uzupełnieniem innych dalekosiężnych rozwiązań transportowych, takich jak kolej i przewóz morski. Fakt, jest droższy od obu tych opcji, ale pozwala dotrzeć w miejsca niedostępne dla pociągów i statków, skracając przy tym wielokrotnie czas przesyłki towarów.

Co więcej, trwają prace nad automatyzacją transportu lotniczego – przy krótkich trasach wykorzystuje się obecnie bezzałogowe drony, co pozwala znacznie zmniejszyć koszty. I nie chodzi tutaj wyłącznie o małe latające drony, które dostarczają przesyłki lokalnie (działają tak np. magazyny Amazon), ale także o całe samoloty transportowe.

Podsumowując, transport lotniczy odgrywa kluczową rolę w obsłudze potrzeb przewozowych o zasięgu globalnym i wciąż pozostaje jedną z najważniejszych gałęzi gospodarki w zakresie przewozów towarowych.

Transport lotniczy i jego znaczenie – podsumowanie

Transport powietrzny to jedna z gałęzi spedycji, która pozwala w ekspresowym tempie przewozić towary między bardzo odległymi punktami – transport z jednego końca świata na drugi trwa zaledwie kilkanaście godzin. Sprawia to, że jest on solidną alternatywą dla kolei i transportu morskiego – samoloty mogą docierać w miejsca, gdzie nie dojedzie pociąg i nie dopłynie statek. Oczywiście transport lotniczy ma swoje wady, ale przy odpowiednim planowaniu łańcuchów dostaw i wykorzystaniu transportu multimodalnego można je skutecznie zniwelować. Jak to zrobić? Najlepiej skorzystać z usług doświadczonego partnera spedycyjnego, który dysponuje rozbudowaną siecią kontaktów i pomoże dostarczyć towary do dowolnego miejsca na świecie.

Aleksandra Gawlas-Wilińska nową dyrektor marketingu w dziale Consumer Brands firmy Henkel Polska

Z dniem 1 września 2023 r. Aleksandra Gawlas-Wilińska objęła stanowisko dyrektora marketingu w dziale Henkel Consumer Brands w polskim oddziale firmy. Jest to nowo utworzone stanowisko, które swoim zakresem odpowiedzialności obejmie całe portfolio marek kosmetycznych i detergentów w dziale Henkel Consumer Brands, który powstał z początkiem 2023 roku. Gawlas-Wilińska będzie odpowiedzialna za tworzenie i realizację strategii marketingowej i trade marketingowej oraz za dział digital marketingu. Do jej obowiązków będzie również należeć planowanie i realizacja budżetu marketingowego, a także poszukiwanie nowych kierunków rozwoju biznesu.

Aleksandra Gawlas-Wilińska związana jest z firmą Henkel od 2012 roku, w swoim doświadczeniu zawodowym łączy pracę w marketingu, digital marketingu, E-commerce oraz stacjonarnej sprzedaży.

Karierę w Henklu rozpoczynała od stanowiska Brand Managera w dziale Laundry & Home Care (środki do prania i czystości) w polskich strukturach firmy. Następnie w latach 2014-2016 pracowała w globalnej centrali firmy Henkel w Düsseldorfie, w dziale Marketingu Międzynarodowego. Jako International Marketing Manager odpowiadała za globalny rozwój kategorii płynów do płukania, zarządzała także planem innowacji produktowych na wybranych rynkach krajowych, między innymi w USA, Meksyku, Europie, Dubaju, Iranie i Korei. Po powrocie do Polski przez kolejne dwa lata zdobywała doświadczenie w dziale sprzedaży, współpracując z kluczowymi klientami. Od 2019 roku pełniła funkcję dyrektora marketingu Laundry & Home Care, a w 2021 roku stanęła na czele nowo utworzonego w polskim oddziale Henkla działu – Digital & E-commerce w sektorze biznesowym Laundry & Home Care. Pracując na tym stanowisku wspierała  budowanie obecności henklowskich marek w obszarze online poprzez precyzyjnie celowane inwestycje w zróżnicowane działania digitalowe.

Gawlas – Wilińska z początkiem września br. przejmie pełną odpowiedzialność za całe portfolio marek kosmetycznych i detergentów w dziale Henkel Consumer Brands, który powstał z początkiem 2023 roku. Nowy sektor biznesowy HCB utworzony został z połączenia działów Beauty Care oraz Laundry & Home Care. Operacja ta ma na celu poprawę efektywności oraz zwiększenie możliwości dostosowania działań organizacji w wysoce zmiennym otoczeniu biznesowym.

Nowa dyrektor marketingu jest absolwentką Szkoły Głównej Handlowej, ukończyła studia magisterskie na kierunkach Zarządzanie i Marketing oraz Finanse i Bankowość, a także studia podyplomowe z Digital Marketingu. Jest również absolwentką międzynarodowego programu magisterskiego CEMS Master’s in International Management. Od 2012 r wykłada w Szkole Głównej Handlowej na studiach podyplomowych. W 2021 r. została członkinią Rady Programowej XXII Kongresu Badaczy Rynku i Opinii, a w 2022 członkinią jury nagród Effie.  Współtworzy także powstającą właśnie na rynku Polską Organizację Reklamodawców. Prywatnie jest mężatką i mamą Oliwii i Olka. Pasjonatka joggingu, jogi i dalekich podróży.

Obowiązki maklera giełdowego

Pomnażanie pieniędzy przez inwestorów na giełdzie papierów wartościowych wymaga nawiązania współpracy z domem maklerskim i otwarcie rachunku inwestycyjnego. Gracze mają dowolność w wyborze domu maklerskiego, z jakim podpiszą umowę na prowadzenie rachunku maklerskiego. Tam też są obsługiwani przez maklerów giełdowych. Jakie mają oni obowiązki?

Kim jest makler giełdowy?

Makler giełdowy, nazywany maklerem papierów wartościowych lub brokerem, jest to podmiot pośredniczący pomiędzy inwestorem a rynkiem giełdowym, który dokonuje na zlecenie graczy odpowiednich, zleconym mu transakcji. Może obsługiwać zarówno inwestorów indywidualnych, jak i instytucjonalnych. Jego głównym zadaniem jest przygotowywanie i przekazywanie na rynek giełdowy zleceń kupna i sprzedaży papierów wartościowych. 

Zawód maklera giełdowego może wiązać się z wykonywaniem inwestycji i usług finansowych na własny rachunek i na własne ryzyko. Makler może więc być jednocześnie inwestorem. Jeśli ma odpowiednie kompetencje, może też doradzać klientom w kwestii wyboru odpowiednich papierów wartościowych do podjęcia inwestycji. 

Do głównych zadań, jakich na co dzień podejmuje się makler giełdowy, zalicza się przekazywanie na giełdę zleceń domów maklerskich oraz wszystkich klientów. Makler może być zatrudniony na giełdzie lub w biurze instytucji, która jest członkiem giełdy, tj. jest bankiem inwestycyjnym, biurem czy domem maklerskim. Praca maklerów pracujących na giełdzie wyraźnie różni się od pracy maklerów zatrudnionych w innych instytucjach. Ci pierwsi zajmują się kontrolowaniem pracy maklerów działających w biurach inwestycyjnych, którzy przekazują do nich zlecenia. 

Jakie zadania na co dzień wykonują maklerzy giełdowi i maklerzy zatrudnieni w biurze członka giełdy? Sprawdź to!

Kompetencje i obowiązki maklerów giełdowych

Jeśli makler zatrudniony jest na giełdzie, to określa się go mianem maklera back office i na co dzień nie ma on do czynienia z inwestorami giełdowymi. Nie obsługuje więc klientów, a zajmuje się analitycznymi zadaniami i kontrolą pracy maklerów typu front office, czyli tych, którzy zatrudnieni są przez członków giełdy, jak banki inwestycyjne, biura i domy maklerskie.

Makler typu front office zajmuje się sprawowaniem opieki nad rachunkami inwestycyjnymi swoich klientów. Otwiera je dla nich, prowadzi, zamyka, przyjmuje dyspozycje i zlecenia kupna i sprzedaży wybranych walorów giełdowy. Przy okazji kontroluje, czy owe zlecenia są odpowiednie pod względem merytorycznym, formalnym i ilościowym. Rozlicza zrealizowane transakcje po przekazaniu zleceń do maklerów pracujących na giełdzie i zrealizowaniu ich. Informuje klientów o tym, jakie ceny mają wybrane przez nich walory, a jeśli ma określone uprawnienia taki makler front office podczas obsługi klientów indywidualnych i instytucjonalnych może również wykonywać czynności z zakresu doradztwa inwestycyjnego. Obsługuje też oferty publiczne na giełdzie.

Czym zatem zajmują się maklerzy zatrudnieni na giełdzie, znani jako maklerzy back office? Nie mają oni do czynienia z klientami, ale za to przekazują ich zlecenia nadchodzące z biur maklerskich i realizują na giełdzie, czyli wprowadzają je do systemu giełdowego. Weryfikują, czy stworzone przez maklerów front office zlecenia są poprawne. Kontrolują prace maklerów zatrudnionych w biurach członków giełdy, przygotowują analizy giełdowe oraz rekomendacje. 

Jak zostać maklerem giełdowym?

Nie każda osoba zaznajomiona z funkcjonowaniem giełdy i mająca analityczne zdolności, może wykonywać zawód maklera. Zanim zacznie szukać zatrudnienia na giełdzie czy w biurze członka giełdy, musi zdać egzamin państwowy dla przyszłych maklerów, który organizowany jest najczęściej raz do roku przez Komisję Nadzoru Finansowego. Jeśli zda go poprawnie, to zostanie wpisana na listę maklerów. Osoba pretendująca do zawodu maklera nie może być skazana za przestępstwo skarbowe, przestępstwa przeciwko wiarygodności dokumentów, mieniu, obrotowi gospodarczemu, obrotowi pieniędzmi i papierami wartościowymi.

Zobacz też: https://www.xtb.com/pl/edukacja/najlepszy-broker-forex

Coraz większe problemy branży budowlanej

Recesja dotyka naszą gospodarkę w coraz dotkliwszy sposób, co przekłada się między innymi na liczbę zawieszanych działalności w pierwszym półroczu 2023 roku. W niektórych branżach to już 70% całego wyniku z roku poprzedniego, a największe problemy ma branża budowlana.

Najwyższy udział w całkowitej liczbie zawieszonych firm w Polsce ma sektor budowlany. Spośród 110,5 tys. zawieszonych działalności w tym roku aż 27 tys. to firmy budowlane. To aż 24% całości. Sektor ten dotyka obecnie kilka negatywnych zjawisk, takich jak wysoki poziom cen materiałów wywołany wzrostami w latach poprzednich, wzrosty wynagrodzeń, wysokie ceny paliw czy rosnące koszty leasingów i kredytów. Koszty działalności gospodarczej przedsiębiorstw budowlanych wzrosły do niebotycznych rozmiarów.

– Spowolnienie gospodarcze i spadek liczby nowych inwestycji skutkują pogorszeniem się przychodów przedsiębiorstw budowlanych. Firmy, by zdobywać nowe kontrakty, prowadzą obecnie intensywną konkurencję cenową. Wysokie koszty i malejące przychody znacząco pogarszają ich rentowność. Nic więc dziwnego, że wiele z nich się zawiesza lub zamyka – wskazuje Tomasz Kochajkiewicz, członek zarządu Roof Renovation S.A., firmy budowlanej specjalizującej się w wykonawstwie dachów płaskich i fasad wielkopowierzchniowych obiektów logistycznych i przemysłowych.

Wielu ekspertów uważa, że wchodzimy w okres recesji, na co wskazują słabe wskaźniki makroekonomiczne. Jest to szczególnie dotkliwy czas dla mniejszych przedsiębiorstw, gdyż negatywne uwarunkowania rynkowe wpływają na nie znacznie szybciej i mocniej.

– Sektor budownictwa mieszkaniowego nadal kuleje. Deweloperzy wciąż wstrzymują nowe inwestycje, wyczekując efektów wprowadzonych programów oraz działań i zwiększenia się popytu na mieszkania. Gwałtownie spadły nowe inwestycje w przemyśle i logistyce. Wiele projektów publicznych, głównie samorządowych, oczekuje w uśpieniu na odblokowanie środków z KPO. Sektor tak naprawdę ratują długoterminowe inwestycje infrastrukturalne rozpoczęte w poprzednich latach, ale wymagają one waloryzacji – dodaje Tomasz Kochajkiewicz, członek zarządu Roof Renovation S.A.

Nadchodzi trudny okres nie tylko dla branży budowlanej, lecz także całej polskiej gospodarki. PKB z drugiego kwartału spadło o 3,7%, co jest najgorszym wynikiem w całej Unii. Jako gospodarka wyraźnie spowolniliśmy. Niestety sytuacja w trzecim kwartale wcale nie zapowiada się lepiej, gdyż dane GUS za lipiec 2023 roku wykazały wiele negatywnych tendencji, tj. spadek produkcji przemysłowej, wzrost płac był wolniejszy od inflacji, a na rynku pracy pojawiło mniej nowych etatów niż w latach poprzednich.

O połowę mniej magazynów w budowie

Widoczne spadki po stronie popytu na powierzchnię magazynową bezpośrednio przekładają się na niższą aktywność deweloperów. W pierwszej połowie 2023 roku do użytku oddano łącznie 2,6 mln m² nowoczesnej powierzchni magazynowej, przy czym za tak okazały wolumen odpowiada głównie I kw. 2023 roku. W II kw. zrealizowano niespełna 700.000 m² powierzchni magazynowej, co jest poziomem niespotykanym od dwóch lat..

Pierwsza połowa 2023 roku, w szczególności II kwartał przyniosły znaczące zmiany zarówno w aktywności deweloperów, jak i najemców. Nowa podaż dostarczona na rynek w I poł. 2023 roku utrzymała się na wysokim poziomie. Do użytku oddano łącznie 2,6 mln m² nowoczesnej powierzchni magazynowej, przy czym za tak okazały wolumen odpowiada głównie I kw. 2023 roku. W II kw. zrealizowano niespełna 700.000 m² powierzchni magazynowej, co jest poziomem niespotykanym od dwóch lat. W II kw. 2023 roku w Polsce rozpoczęto budowy magazynów o łącznym wolumenie 670.000 m², to o blisko 200.000 m² mniej niż w poprzednim kwartale. Najwięcej podaży w budowie odnotowano w warszawskiej Strefie II (390.000 m²), a największymi projektami w fazie budowy były Hillwood Łódź II (97.000 m²), kolejna hala magazynowa w parku Panattoni Park Wrocław Logistics South HUB (90.000 m²), oraz CTPark Gdańsk Port (82.000 m²).

Na koniec pierwszej połowy 2023 roku podaż w budowie szacowana była na 2,1 mln m², co oznacza, że wolumen ten był o ponad połowę niższy niż przed rokiem, jednak na porównywalnym poziomie do wyników notowanych przed pandemią.  Obniżony popyt ze strony najemców bezpośrednio przekłada się na niższą aktywność deweloperów. W obecnych czasach budowanie spekulacyjne jest bardzo niepewne, ponieważ firmy cały czas mierzą się ze skutkami wysokiej inflacji i stóp procentowych. Pesymistyczne prognozy dotyczące sprzedaży detalicznej przyczyniają się do spadków po stronie produkcji przemysłowej. Spadek wskaźnika PMI, który ocenia koniunkturę w sektorze przemysłu również to potwierdza. Wskaźnik ten w Polsce w sierpniu wyniósł 43,1 punktu wobec 47,5 punktu w styczniu. Nakładają się na to również wysokie koszty budowy i finansowania nowych inwestycji” – ocenia Szymon Sobiecki, Konsultant w dziale Research w firmie Knight Frank.

Znacząca zmiana trendu była również wyraźnie widoczna po stronie popytu. W pierwszej połowie 2023 roku wynajęto 2,24 mln m² tj. ponad 40% powierzchni logistycznej mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Z kolei wolumen powierzchni wynajętej tylko w II kw. 2023 roku był najniższym kwartalnym wynikiem od 4 lat. Nowe umowy stanowiły połowę całkowitego wolumenu wynajętej powierzchni magazynowej, renegocjacje obejmowały 40% udziałów, natomiast ekspansje pozostałe 10%. Słabe wyniki popytu odnotowane w pierwszej połowie 2023 r. doprowadziły do wzrostu wskaźnika pustostanów, który na koniec czerwca 2023 r. wyniósł 6,5%, co oznacza wzrost o 2,4 pp. w ciągu minionych 6 miesięcy.  Znacząca część powierzchni realizowanej spekulacyjnie, która została oddana do użytku w II kw. 2023, nie została skomercjalizowana w momencie oddania do użytkowania, co również wpłynęło na wzrost wskaźnika.

„Najemcy podchodzą obecnie do nowych projektów z dużo większym dystansem. Rozwój przedsiębiorstw planowany jest w oparciu o stabilne wzrosty, z maksymalnym ograniczeniem ryzyka.  Dlatego, ze względu na wysokie stawki czynszów decyzje o ekspansji lub relokacjach na większe powierzchnie są niejednokrotnie wstrzymywane i ustępują miejsca renegocjacjom warunków najmu w obecnie zajmowanych lokalizacjach. Deweloperzy wykazują się dużą elastycznością podczas negocjacji, ponieważ cenniejsze jest dla nich utrzymanie najemcy w budynku niż utrata go i konieczność czekania na „lepsze czasy”.dodał Przemysław Jankowski, Dyrektor w dziale Wynajmu Powierzchni Magazynowych i Przemysłowych w Knight Frank.

Dolar w opałach. Euro rośnie. Rynek w oczekiwaniu na kluczowe dane

Wczoraj amerykańskie indeksy spadały. W głównej mierze ucierpiały spółki technologiczne. Indeks Nasdaq Composite zniżkował aż 1proc. Lepiej radził sobie przemysłowy Dow Jones, który zamknął dzień niżej jedynie o 0,1 proc. Szeroki SP500 znalazł się „pod kreską” o 0,6 proc. W godzinach wieczornych kurs EUR/USD ponownie urósł powyżej poziom 1,0750. Dziś rynki spoglądają na kluczowy raport o inflacji z USA. Rynek wciąż daje bardzo niewielkie szanse na to, że Fed podniesie stopy procentowe na przyszłotygodniowym posiedzeniu. Zanim jednak dowiemy się co zrobi Rezerwa Federalna, wcześniej, bo już jutro, o dalszym kształcie polityki monetarnej będzie decydować EBC.

Dzisiejszy raport na temat inflacji w Stanach Zjednoczonych będzie tak naprawdę ostatnią istotną publikacją przed przyszłotygodniowym posiedzeniem FOMC. Moim zdaniem wyniki dzisiejszych wskaźników nie wpłyną na decyzję amerykańskiego banku centralnego. Będą jednak oddziaływać na perspektywy, jakie Fed przedstawi na nadchodzące miesiące. Rynek zastanawia się czy zostanie zasygnalizowany koniec cyklu, czy brak podwyżki będzie jedynie kolejną pauzą i swego rodzaju dostosowaniem polityki monetarnej do obecnej sytuacji w gospodarce.

Prognozy wskazują, że ceny konsumpcyjne w Stanach Zjednoczonych ponownie wzrosły w sierpniu (z 3,2 proc. do 3,6 proc. r/r). Prawdopodobnie było to jednak spowodowane głównie przez wzrost paliw. Z drugiej strony ważniejszy i mniej zmienny wskaźnik bazowy powinien wzrosnąć jedynie umiarkowanie o 0,2 proc. w relacji miesiąc do miesiąca. W relacji rok do roku wskaźnik „core” ma być niższy niż miesiąc temu (4,7 proc.) i wynieść 4,3 proc.

Jeśli wyniki będą mieścić się w ramach oczekiwań lub będą niższe, prawdopodobnie ta część rynku, która zakłada koniec cyklu zacieśniania monetarnego, będzie usatysfakcjonowana. W takim scenariuszu dolar powinien osłabić się a na głównej parze walutowej prawdopodobnie zobaczymy wyższe poziomy. Moim zdaniem kurs znajdzie się wówczas powyżej 1,08. Wall Street powinna zareagować wzrostami. Wszystko będzie zależeć od skali zaskoczenia. W scenariuszu wyższej inflacji, reakcja powinna być przeciwna. Wtedy bowiem rynek zacznie spekulować, że co prawda Fed może we wrześniu nie podnieść stóp, ale istnieje większe ryzyko, że w listopadzie koszt pieniądza w USA ponownie wzrośnie.

Ankietowani przez agencję Reuters oraz Bloomberg ekonomiści w większości wskazują, że do zmian nie dojdzie. Rynek futures jedynie daje 7 proc. szans na podwyżkę we wrześniu. Brak zaskoczeń w decyzji spowoduje, że o dalszym przebiegu notowań na rynku fx, obligacji czy akcji będzie decydować to jak rynek zinterpretuje słowa Powella na konferencji prasowej.

Przechodząc do innych wątków, warto zwrócić uwagę na sytuację na ropie naftowej z technicznego punktu widzenia. Cena brent (92,8 USD) oraz WTI (89,6 USD) opuściła „górą” formację trójkąta zwyżkującego, co jest kolejnym dość silnym sygnałem wskazującym na wysokie prawdopodobieństwo kontynuacji wzrostów.

Wyprzedaż złotego trwa w najlepsze. Po ubiegłotygodniowej deprecjacji spowodowanej zaskakującą decyzją RPP, ten tydzień przynosi ponownie kilkugroszowe osłabienie PLN. Na EUR/PLN zbliżyliśmy się wczoraj do 4,70 a na USD/PLN przez moment wyświetlił się poziom 4,38. Względem funta szterlinga nasza waluta jest najsłabsza od grudnia ubiegłego roku. Z kolei frank szwajcarski stał się przez moment najdroższy od października 2022 r.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Lot trzmiela na złotym. Czy to koniec?

Po raz kolejny dzień zaczęliśmy od osłabienia krajowej waluty. Tym razem złoty szybko przeszedł do kontry. Nikt nie wie, jak długo potrwa ten niespokojny lot i do jakich poziomów nas doprowadzi. Za nami kolejna dawka informacji z Wysp. Inwestorzy wyczekują na dane z USA.

Quo vadis?

Skala hejtu wymierzonego w ostatnich kilku dniach w PLN (a co za tym idzie w RPP) może mierzyć się z tą skierowaną w kadrę Reprezentacji Polski w piłce nożnej. W mediach nie milkną komentarze mówiące o tym, że w 4 dni krajowa waluta oddała cały zysk, który wypracowała w ciągu ostatnich 4 miesięcy. Obok tego prostego, ale jakże obrazowego zestawienia nie można przejść obojętnie. Po wczorajszym tragicznym poranku i dojściu na EUR/PLN do 4,49 i USD/PLN do 4,38 nastąpiło kilkugroszowe odreagowanie. Co ciekawe, działo się to przy rosnącym eurodolarze. Oznacza to, że ostatnia deprecjacja złotego była tak silna, że ostatecznie mimo wszystko musiała wyhamować. Środowy poranek rozpoczęliśmy podobnie jak wtorkowy. Kursy xxxPLN ruszyły w kierunku południowym. Tym razem siła ruchu nie była tak duża jak wczoraj. Pytanie, czy PLN znajdzie argument do odwrócenia kierunku i umocnienia lub chociaż stabilizacji, czy może wczorajsze odreagowanie to tylko chwilowy przystanek i przed nami kolejna fala wzrostów?

Uzupełnienie danych z Wysp

W środę z samego rana zostaliśmy poczęstowani kolejną dawką odczytów z brytyjskiej gospodarki. Tak jak wczorajsze dane można było uznać za mieszane, tak dziś szala przeważyła w negatywną stronę. Produkcja przemysłowa w ujęciu rocznym była mniejsza od prognozowanej i wyniosła tylko 0,4%. W ujęciu miesięcznym było to poniżej kreski (-0,7%). PKB w zestawieniu kwartalnym nie uległ zmianom, pozostając przy marnych 0,2%, natomiast w odniesieniu rocznym obniżył się do 0% (poprzednio 0,9%). Brytyjska gospodarka przeżywa osłabienie, co rzutuje na funta szterlinga, który chwile po dzisiejszych odczytach stracił w stosunku do euro, dolara czy franka. Na popularnym „kablu” po raz trzeci w tym miesiącu testujemy wsparcie 1,245 USD, natomiast złoty próbuje wykorzystać słabe dane z Wysp, chcąc o 9:30 przełamać od góry poziom 5,40 PLN.

Inflacja w Stanach

Odczytem dnia jest bez wątpienia publikacja dynamiki cen zza oceanu. Rynkowy konsensus zakłada, że czerwcowe CPI w wysokości 3% było lokalnym dołkiem i od teraz nie łatwo będzie zejść niżej. Zwłaszcza że wygasa jeden z akceleratorów wcześniejszych spadków dynamiki cen, jakim jest efekt bazy, gdyż w 2022 roku to właśnie czerwcowy odczyt był tym najwyższym. Zatem każde kolejne wartości z tego roku będą odnoszone do coraz niższej bazy z 2022. W konsekwencji dziś rynki spodziewają się drugiego z rzędu wzrostu inflacji konsumenckiej w Stanach do 3,6%. Ponowne oddalanie się od celu inflacyjnego FED tylko utwierdza inwestorów w przekonaniu o pozostawienie kosztu pieniądza w USA na wysokim poziomie. Prognozuje się, że z 93% prawdopodobieństwem kolejna decyzja FOMC (która już 20 września) pozostawi stopy procentowe w USA na dotychczasowym poziomie. Za podwyżką o 25 pb. jest tylko 7%. Większe szanse na pojedynczy ruch są w listopadzie – 38,2%. Za kilka godzin przekonamy się, czy dzisiejszy odczyt CPI wpłynie na zmianę tych predykcji.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

11:00 – strefa euro – produkcja przemysłowa,
14:30 – USA – Inflacja konsumencka,
16:30 – USA – tygodniowa zmiana zapasów paliw.

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Mniej ofert pracy w marketingu i sprzedaży. Wyjątkiem sektor dóbr luksusowych

Choć w dobie kryzysu marki potrzebują skutecznych strategii w zakresie sprzedaży i marketingu, pracodawcy ostrożnie podchodzą do rekrutacji nowych pracowników z tego obszaru, co skutkuje zmniejszeniem liczby ofert. Nadal odnotowywany jest natomiast wzrost zapotrzebowania na kadry w obszarze sprzedaży eksportowej oraz dóbr luksusowych. Kto ma obecnie szansę na zatrudnienie na stanowiskach managerskich i jakie kompetencje są w cenie?

– Na rynku jest obecnie wielu świetnych specjalistów w obszarze marketingu. To skutek zarówno wyhamowania rekrutacji ze względów ekonomicznych, jak i efekt przechodzenia pracowników branży do innych sektorów. Wolne stanowiska, w tym wyższego szczebla, obejmują specjaliści już zatrudnieni w danym przedsiębiorstwie, którzy biorą jednocześnie na siebie więcej obowiązków. Coraz rzadziej zdarza się też sytuacja, w której w procesie rekrutacji to kandydat przesądza o stawce – komentuje Kacper Krasnodębski, manager odpowiedzialny za rekrutacje w obszarze Sales & Marketing w Wyser.

Choć mniej środków przeznacza się obecnie na nowe projekty e-commercowe, rynek handlu w sieci cały czas się rozwija. Pojemne stanowiska związane z marketingiem zostały zastąpione przez wąskie specjalizacje ukierunkowane m.in. na analizę statystyk i zachowań użytkowników, tworzenie i optymalizację precyzyjnych kampanii marketingowych, znajomość środowiska social mediów, czy współpracę z influencerami. Spowolnienie gospodarcze skutkuje jednak stagnacją w obszarze zatrudnień nowych pracowników. Zapotrzebowanie jest mniejsze, podczas gdy rekruterzy odnotowują setki aplikacji.

– Pandemia Covid-19 ukształtowała nowe nawyki konsumpcyjne i wpłynęła na dynamiczny wzrost rynku e-commerce. Zapotrzebowanie na rozwój usług online i konieczność ponownego ożywienia gospodarki wzmogły popyt na specjalistów sprzedaży i marketingu. Wraz z pogorszeniem się sytuacji ekonomicznej i rosnącymi kosztami, firmy zostały jednak zmuszone do korekty zatrudnienia – komentuje Kacper Krasnodębski.

Zakupy nie tylko online. Powrót Polaków do sklepów stacjonarnych

Jak informuje GUS, w pierwszej połowie br. sprzedaż detaliczna zmalała o 5,9% względem analogicznego okresu ubiegłego roku.  Mimo, że w maju – po raz pierwszy od ponad dwóch lat – odnotowano spadek sprzedaży tekstyliów, odzieży i obuwia, popularne sieci nawet trzykrotnie powiększają swoje sklepy. Według nich, większa ilość towaru ma zapobiec odkładaniu na później decyzji zakupowych. Powrót konsumentów do sprzedaży stacjonarnej generuje zapotrzebowanie na Sales Managerów i Key Account Managerów dla sieci i discountów. Widoczny jest również trend dywersyfikacji poprzez poszerzanie oferty o zupełnie nowe kategorie w obrębie jednej marki.

– W sektorze sprzedaży obserwujemy obecnie zapotrzebowanie na stanowiska takie jak Key Account Manager do sieci i discountów. Osoby obejmujące te posady mają duże pole do rozwoju. Złożone procesy, na które składa się analiza potencjału firmy, współtworzenie strategii i prowadzenia negocjacji wymagają nie tylko kompetencji analitycznych, ale także komunikacyjnych i przywódczych. Szeroki zakres obowiązków wiąże się z odpowiednią gratyfikacją finansową. Obecnie osoba na stanowisku Key Account Managera w branży FMCG może liczyć na wynagrodzenie w wysokości 12-16 tys. brutto i premie – komentuje Kacper Krasnodębski.

Ponadto, bez względu na sytuację ekonomiczną rośnie popyt na dobra luksusowe. Prężny rozwój sprzedaży przekłada się na wzrost ofert pracy, w tym na stanowiska Sales Managerów. Wzrost odnotowują jednak nie tylko marki luksusowe. W efekcie izolacji, której doświadczyliśmy podczas pandemii, można zaobserwować obecnie również zwiększenie sprzedaży w branży pet care. Duża liczba zwierząt, które pojawiły się w polskich domach, a także rosnąca świadomość w kwestii żywienia i dobrostanu czworonogów sprawia, że eksperci szacują podwojenie się zysków sektora w skali roku.

Poszukiwani eksperci ds. marketingu i sprzedaży eksportowej

Z powodu utrzymującej się inflacji, branża FMCG w coraz większej mierze otwiera się na eksport. Wzrost udziału sprzedaży na rynkach zagranicznych wynosi nawet 10-15% całego zysku w skali ostatniego roku. To nie tylko kwestia zamknięcia się części rynków na wschodzie i poszukiwania nowych. Minęły czasy, w których produkty znajomych marek kupowali w głównej mierze rodacy na emigracji. Producenci poszerzają również portfolio o zupełnie nowe produkty, dedykowane konkretnemu rynkowi. Od USA, przez Bliski Wschód po Chiny eksportuje się zarówno wyroby tradycyjne jak i zdrowe przekąski, słodycze o obniżonej zawartości cukru, napoje energetyczne czy izotoniczne. Jak ewoluujący rynek wpływa na rozwój stanowisk?

– W skali roku odnotowujemy 20-30% więcej ogłoszeń na stanowiska związane ze sprzedażą eksportową. To m.in. International Key Account Manager czy Export Manager. Na rynku nie ma wielu specjalistów w tej dziedzinie. Na stanowiska związane z eksportem rekrutuje się osoby, które znają dany rynek. Podstawowy warunek umożliwiający negocjacje to przede wszystkim stawka większa o 10-20%. Znaczenie ma jednak również podejście firmy do rozwoju, gotowość do poświęcenia czasu i środków na przygotowanie kompleksowej strategii na przyszłość – mówi Kacper Krasnodębski.

Na jakie zarobki mogą liczyć pracujący w marketingu firm eksportowych? Stawki na stanowisku specjalisty kształtują się od 13 do 17 tys. zł brutto i rosną wraz z odpowiedzialnością za ekspansję na kolejne rynki. Specjaliści odpowiadający za region mogą liczyć na 16-20 tys. zł brutto, a osoby na stanowiskach dyrektorskich, zarządzający zespołem 8-10 osób, na zarobki 23-30 tys. zł a nawet 50 tys. zł brutto.

Kompetencje interpersonalne w cenie

Pracę marketerów zmienia rosnąca rola nowych technologii i rozwój sztucznej inteligencji. Mając na uwadze ewolucję branży, warto skupić się obecnie nie tylko na znajomości konkretnych narzędzi i bacznym śledzeniu trendów, ale także rozwoju tzw. kompetencji przyszłości.

– Wysokie kompetencje interpersonalne, inteligencja emocjonalna i związana z nią empatia mają w rekrutacji znaczenie większe niż kiedykolwiek. Firmy poszukują obecnie przede wszystkim osób o odpowiednim nastawieniu, skupiając się na tych, które są skłonne do nieustannego podnoszenia kwalifikacji. W związku ze zwiększoną odpowiedzialnością, na znaczeniu zyskują zdolności adaptacyjne, umiejętność samodzielnego działania i określania priorytetów – komentuje Kacper Krasnodębski, manager odpowiedzialny za rekrutacje w obszarze Sales & Marketing w Wyser.

EBC: podwyżka czy pauza? Co dalej z kursem euro

Na początku miesiąca rynki były przekonane, że EBC nie podniesie we wrześniu stóp procentowych. Pogarszające się dane gospodarcze ze strefy euro i obawy związane ze stanem chińskiej gospodarki sugerowały inwestorom, że do ostatniej podwyżki dojdzie nieco później, jeśli w ogóle. Ostatnio jednak słychać jastrzębie głosy, co wzmaga napięcie. Podwyżka stóp procentowych powinna wzmocnić zmagające się z trudnościami euro, pauza zadziałałaby odwrotnie. My skłaniamy się ku podwyżce o 25 pb.

Czwartkowa decyzja Europejskiego Banku Centralnego jest bez wątpienia jedną z najmniej oczywistych w trwającym cyklu. Z jednej strony bowiem otrzymujemy ostatnio kiepskie dane gospodarcze, z drugiej obecna jest zaś wciąż uporczywa presja inflacyjna – argumenty nie przechylają mocno szali na żadną ze stron.

Jeśli chodzi o odczyty gospodarcze, zarówno twarde dane, jak i wyprzedzające dane ankietowe wskazują co najwyżej na stagnację. W ubiegłym tygodniu zrewidowano w dół wzrost PKB strefy euro w II kwartale – do tylko 0,1% w ujęciu kwartalnym względem początkowych 0,3%. To samo spotkało i tak już słabe wskaźniki PMI. Indeks zbiorczy w sierpniu jeszcze bardziej oddalił się od granicy 50 pkt, odnotowując najniższy od listopada 2020 r. poziom 46,7 pkt.

Wykres 1: Wskaźniki PMI w strefie euro (2020 – 2023)Wykres 1: Wskaźniki PMI w strefie euro (2020 – 2023)

Źródło: LSEG Datastream Data: 07.09.2023

Wyraźne problemy mają Niemcy. Płaski wzrost w II kwartale jest poprawą względem technicznej recesji na przełomie 2022 i 2023 r., najnowsze dane nie wzbudzają jednak zbytnich nadziei, że los największej gospodarki strefy euro ulegnie wkrótce istotnej poprawie. Katastrofalne dane dotyczące zamówień fabryk na początku III kwartału, które wykazały spadek o 11,7% w skali miesiąca, tylko zwiększyły obawy. Biorąc pod uwagę powyższe, wkrótce jakikolwiek wzrost gospodarki strefy euro może być uznany za sukces.

Inflacja wciąż nie spadła jednak do akceptowalnych poziomów. Główna miara zaskoczyła ostatnio w górę, osiągając w sierpniu po raz drugi z rzędu 5,3%. To o połowę mniej niż rekordowy poziom z października, wciąż jednak ponad dwukrotnie więcej aniżeli zakłada cel inflacyjny EBC. Miara bazowa okazuje się jeszcze bardziej uporczywa. Na poziomie 5,3% jest bliska rekordowym 5,7% i wciąż nie wykazuje przekonujących oznak trendu spadkowego.

Wykres 2: Inflacja w strefie euro (2013 – 2023)Wykres 2: Inflacja w strefie euro (2013 – 2023)

Źródło: LSEG Datastream Data: 07.09.2023

Ostatnie komentarze jastrzębi z EBC dodatkowo skomplikowały sytuację, dezorientując inwestorów przed tegotygodniowym posiedzeniem. W ubiegłą środę Klaas Knot zasugerował, że rynki mogą niedoszacowywać prawdopodobieństwa podwyżki stóp procentowych we wrześniu. Przemawiający tego samego dnia Peter Kazimir przedstawił swoją opinię, zgodnie z którą EBC powinien w tym miesiącu podnieść stopy. Jastrzębie naciski zwiększają prawdopodobieństwo, że decyzja będzie kompromisem, a część członków będzie miało odrębne zdanie.

Ze względu na powyższe jastrzębie głosy skłaniamy się obecnie ku podwyżce o 25 pb. – przypisujemy jej 60% prawdopodobieństwo. Rynek również podniósł w ostatnim czasie swoje zakłady za takim ruchem (właściwie podwoił je z 20% wcześniej w tym miesiącu). Rozkładają się one 60:40 za tym, że EBC we wrześniu zdecyduje się na pauzę, zanim w dalszej części roku dokona ruchu w górę. Ekonomiści także podzieleni są na 2 obozy – nieznaczna większość zakłada utrzymanie we wrześniu stóp na niezmienionym poziomie.

Jak euro może zareagować na wieści z EBC?

Podwyżka stóp procentowych powinna być wybawieniem dla zmagającego się z trudnościami euro. Pauza zadziałałaby odwrotnie – wywarła na walucie presję. Nie mniej istotna może być retoryka towarzysząca decyzji – podobnie jak w lipcu, kiedy wspólna waluta doświadczyła wyprzedaży po „gołębiej podwyżce”.

„Jastrzębia pauza” może ograniczyć straty euro, jeśli EBC zdoła przekonać inwestorów, że gotów jest podnieść stopy procentowe przed końcem roku. Mało prawdopodobnym scenariuszem, który mógłby sprowadzić kurs EUR/USD do nowych minimów, byłoby oficjalne zakończenie cyklu zacieśniania. Biorąc pod uwagę niepewność dotyczącą dalszego kształtowania się inflacji nie spodziewamy się jednak takiego ruchu.

Dodatkowym aspektem, mogącym wpłynąć na ton posiedzenia, będą zrewidowane projekcje makroekonomiczne. Te dotyczące wzrostu zostaną prawdopodobnie obniżone, uwaga powinna jednak skupić się przede wszystkim na długoterminowych prognozach inflacji. Wszelkie zmiany w tym zakresie mogą wpłynąć na euro. Poza tym wspólna waluta może reagować na wszelkie oznaki komunikacji wbrew rynkowym zakładom za obniżaniem stóp, niedługo stanie się to bowiem głównym przedmiotem zainteresowania inwestorów.

Decyzja w sprawie polityki EBC zostanie ogłoszona w czwartek (14.09) o godz. 14:15, a konferencja prasowa rozpocznie się 30 minut później.

Autor: Roman Ziruk – starszy analityk Ebury

Wyniki firm za II kwartał: koniunktura się chwieje

  • Co wpływało na wyniki firm w pierwszej kolejności? Spadek popytu
  • Wyższe stopy procentowe – i efekt wyższych kosztów widoczny będzie w nadchodzących kwartałach
  • III kwartał jest niejednoznaczny – ale na pewno najbardziej negatywny (wyniki firm) w Europie. Rośnie zapotrzebowanie na kapitał obrotowy (+3 dni r/r), najbardziej wzrost wskaźnika WCR odczuwa Wlk. Brytania (+8 dni r/r), wyprzedzając Hiszpanię (+7) i Niemcy (+4). W Europie wyróżnia się w tym względzie aż osiem sektorów: elektronika, chemia, budownictwo, sprzęt gospodarstwa domowego, metale, papier, usługi dla ludności i tekstylia.

Wyniki finansowe za II kwartał potwierdziły, że firmy odczuwają skutki słabnącego popytu i wciąż wysokich kosztów produkcji: Globalne przychody spadły średnio o -1,9% r/r, przy czym wszystkie regiony odnotowały spadki po raz pierwszy od 2020 roku.

Przychody w Stanach Zjednoczonych spadły o -0,3% r/r, chociaż warto zauważyć, że spółki z indeksu S&P 500 (czyli duże) uniknęły recesji, a ich sprzedaż wzrosła o +0,5% r/r, dzięki pozytywnemu wkładowi sektora finansowego (+11,3% r/r). Z drugiej strony, po wykazaniu odporności w sezonie wyników za I kwartał, europejskie spółki ostatecznie weszły na ujemne terytorium. Chociaż nie wszystkie spółki z indeksu Stoxx 600 opublikowały swoje wyniki, oczekuje się, że sprzedaż spółek w indeksie spadnie o -6,0% r/r, głównie pod wpływem sektora energetycznego. Wyłączając sektor energetyczny, oczekuje się, że przychody wzrosną o +0,6%. Tymczasem globalne zyski spadły średnio o -1,2% r/r, a spółki po obu stronach Atlantyku odnotowały spadki zysku na akcję (-2,9% r/r dla S&P 500 i -5,0% r/r dla Stoxx 600). Transport morski (-77% r/r), papier i leśnictwo (-52% r/r), chemikalia (-51% r/r) oraz metale i górnictwo (-45% r/r) odnotowały największe spadki, dotknięte słabnącym popytem, spadającymi cenami i wciąż wysokimi kosztami produkcji.

Kwartalny wzrost przychodów (r/r) firm w Europie i Stanach ZjednoczonychKwartalny wzrost przychodów (r/r) firm w Europie i Stanach Zjednoczonych

Źródła: Refinitiv IBES, Allianz Research

Pełny efekt wyższych stóp procentowych będzie nadal widoczny w nadchodzących kwartałach.

Będzie to miało szczególny wpływ na spółki o wysokiej rentowności, które zwiększyły dźwignię finansową od IV kwartału 2022 r. (wykres poniżej) i może spowodować potencjalne obniżenie ratingów. To jeszcze bardziej zwiększy presję, ponieważ niższe ratingi prowadzą do jeszcze wyższych kosztów finansowania i refinansowania. Firmy nadal mają zdolność do pokrywania odsetek powyżej poziomów sprzed pandemii (2017-2019), ale wskaźnik ten wyraźnie spada zarówno w przypadku segmentów wysokodochodowych, jak i inwestycyjnych. Biorąc pod uwagę ponure perspektywy gospodarcze, które zagrażają generowaniu zysków w drugiej połowie 2023 r., Allianz Trade nie spodziewa się odwrócenia tego trendu spadkowego w perspektywie krótkoterminowej.

Średnie wskaźniki zadłużenia do EBITDA (pierwszy) i pokrycia odsetek (drugi)Średnie wskaźniki zadłużenia do EBITDA (pierwszy) i pokrycia odsetek (drugi)Średnie wskaźniki zadłużenia do EBITDA (pierwszy) i pokrycia odsetek (drugi)

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Patrząc w przyszłość, oczekiwać można, że III kwartał będzie niejednoznaczny, ale niestety – w szczególności negatywny dla Europy. W ciągu ostatnich 30 dni oczekiwania dotyczące zysków za III kwartał zmieniły się o -1,0% na całym świecie, przy czym strefa euro odnotowała największą korektę w dół (-8,0%), a następnie cała Europa[1] (-6,0%) i rynki wschodzące (-2,6%). Z kolei w Stanach Zjednoczonych odnotowano niewielką korektę w górę (+3,5%), co sugeruje, że najgorsze dla amerykańskich korporacji być może już minęło. Około 52% europejskich spółek przedstawiło neutralne prognozy na drugą połowę 2023 r., ale stanowi to krok w dół w porównaniu z optymizmem z poprzednich kwartałów. Sektory o najwyższych wskaźnikach obniżania i podwyższania prognoz to materiały (2,6), technologia (1,5) i dobra konsumenckie (1,4), co nie jest zaskoczeniem w kontekście niepewności gospodarczej.

Europa – prognozy spółek ( na 2023 r.) w podziale na sektory, na podstawie udostępnionych wyników za II kwartałEuropa - prognozy spółek ( na 2023 r.) w podziale na sektory, na podstawie udostępnionych wyników za II kwartał

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Jednocześnie podwyższone zapasy i wysokie zapotrzebowanie na kapitał obrotowy (WCR) mogą zmusić firmy do obniżenia priorytetów w zakresie redukcji zadłużenia, inwestycji, rozwoju nowej działalności lub badań i rozwoju.

Według bilansów opublikowanych za II kwartał 2023 r.*, spadek zapasów tradycyjnie obserwowany w drugim kwartale roku albo nie zrekompensował trendów z poprzednich kwartałów (USA), albo nie wystąpił (Europa), co jest oznaką nadmiernych zapasów, które przynajmniej częściowo odzwierciedlają sprzedaż, która była mniej dynamiczna niż przewidywano. Ogólnie rzecz biorąc, zapasy pozostają powyżej poziomów z poprzedniego roku w USA (+2 dni r/r od II kwartału) i Europie (+3 dni r/r). W Stanach Zjednoczonych, pomimo spadku w drugim kwartale (-2 dni kw/kw, w porównaniu do -2 dni dla średniej z lat 2008-2022), większość sektorów (16 z 21) odnotowała wyższe zapasy niż w ubiegłym roku, w szczególności komputery/telekomunikacja, chemikalia i sprzęt transportowy. W Europie płaskie zapasy w ujęciu kwartalnym i globalnym (+0,4 dnia kw/kw wobec spadku o 1 dzień kw/kw dla średniej z lat 2008-2022) zamaskowały większość sektorów (15 z 21) odnotowujących wyższe zapasy w porównaniu rocznym, przy czym największe wzrosty odnotowano w elektronice, chemikaliach i papierze. Jednocześnie średnie opóźnienia w płatnościach skróciły się w USA i Europie dla większości sektorów w ujęciu rocznym i sekwencyjnym. Przyspieszenie płatności było jednak bardziej widoczne po stronie dostawców niż po stronie klientów, tak więc efekt netto pozostał dodatni (+1,8 dnia r/r i +0,3 w USA i Europie Zachodniej, odpowiednio). W rezultacie przyczyniło się to do wzrostu wskaźnika WCR (Zapotrzebowanie na kapitał obrotowy (Working Capital Requirement) = aktywa obrotowe – zobowiązania krótkoterminowe), zwłaszcza w przypadku sprzętu gospodarstw domowych w USA i Europie, a także usług B2B i sprzętu transportowego (USA) oraz usług dla konsumentów i motoryzacji (Europa Zachodnia).

Zmiana DSO, DPO, zapasów i WCR według sektorów, 2. kwartał 2023 r.

DSO – Days Sales Outstanding to wskaźnik księgowy, który mierzy średnią liczbę dni potrzebnych firmie na otrzymanie płatności za towary i usługi zakupione przez jej klientów na kredytZmiana DSO, DPO, zapasów i WCR według sektorów, 2. kwartał 2023 r.

DPO – Days Payable Outstanding to średnia liczba dni, jakiej firma potrzebuje na opłacenie faktur za towary i usługi otrzymane na kredyt

WCR – Working Capital Requirement, Zapotrzebowanie na kapitał obrotowy = aktywa obrotowe – zobowiązania krótkoterminowe

(*) na podstawie danych finansowych za II kw. 2023 r. firm, które opublikowały rozszerzoną i szczegółową wersję (tj. wyniki operacyjne/finansowe + bilanse) na dzień 1 września (1 560 firm w USA i 990 w Europie Zachodniej, z 12 700 firm na całym świecie) i przy użyciu prób cyklicznych dla każdego porównywanego okresu.
Źródła: Eikon/Refinitv, Allianz Research

Ogólnie rzecz biorąc, na początku III kwartału prawie trzy czwarte sektorów nadal odnotowywało wyższy wskaźnik WCR (zapotrzebowania na kapitał obrotowy) w porównaniu do ubiegłego roku.

Stany Zjednoczone (+3 dni r/r na poziomie krajowym) przewodzą globalnemu odbiciu wskaźnika WCR dla komputerów/telekomunikacji, energii, usług B2B i sprzętu transportowego, podczas gdy usługi konsumenckie, oprogramowanie/usługi IT i sprzęt gospodarstwa domowego odnotowują mniejsze wskaźniki WCR. W Europie (+3 dni r/r), gdzie Wielka Brytania (+8) najbardziej w regionie odczuwa wzrost wskaźnika WCR (zapotrzebowania na kapitał obrotowy), wyprzedzając Hiszpanię (+7) i Niemcy (+4), wyróżnia się w tym względzie aż osiem sektorów: elektronika, chemia, budownictwo, sprzęt gospodarstwa domowego, metale, papier, usługi dla ludności i tekstylia.

W perspektywie krótkoterminowej Allianz Trade nie spodziewa się znacznego spadku wskaźnika WCR, ponieważ niektóre z wyższych poziomów zapasów można wyjaśnić czynnikami strukturalnymi wynikającymi z niedawnych wydarzeń geopolitycznych i wstrząsów w łańcuchu dostaw, które skłoniły firmy do przejścia ze strategii zarządzania zapasami „just-in-time” na bardziej kosztowną strategię „just-in-case” (near/friend shoring).

[1] Strefa euro-15 + reszta Europy

PHN: solidny wzrost przychodów i zysków w pierwszym półroczu

Grupa Kapitałowa PHN, dzięki konsekwentnie realizowanej polityce dywersyfikacji działalności wypracowała w pierwszym półroczu br. 280,3 mln PLN skonsolidowanych przychodów ze sprzedaży. Dzięki ścisłej kontroli kosztów skorygowana EBIDTA wyniosła 44,2 mln PLN.

Grupa PHN miała udane pierwsze półrocze 2023 r. pod względem operacyjnym. Skonsolidowane przychody z najmu, kluczowego segmentu działalności wzrosły licząc r/r o 20%, do 118,3 mln PLN, przy wyniku na poziomie 68,9 mln zł. Przychody z działalności budowlanej wyniosły 125,8 mln PLN, o 2% więcej r/r. W sumie przychody ze sprzedaży uzyskane w segmencie najmu, usług budowlanych, deweloperskim i pozostałej działalności wyniosły 280,3 mln PLN, na koniec czerwca br. Wynik netto ze sprzedaży wyniósł 43,2 mln PLN, po wzroście o 28% r/r.

W branży nieruchomości w Polsce, po okresie szoków rynkowych widać pierwsze pozytywne oznaki. Choć w pierwszym półroczu, ze względu na wysokie stopy procentowe, a tym samym mniejszą dostępność kredytów hipotecznych, jeden z naszych silników wzrostu, czyli segment mieszkaniowy nie dostarczył optymalnych wyników, to jednak dywersyfikacja działalności umożliwiła nam uzyskanie stabilnych wyników finansowych. Chciałbym szczególnie podkreślić dynamiczny rozwój segmentu najmu, oraz wzrosty w segmencie budowlanym, a także utrzymanie silnej dyscypliny kosztowej Grupy PHN – powiedział Adam Lesiński, członek zarządu ds. finansowych Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Zmiana wartości godziwej nieruchomości inwestycyjnych, których wartość wynosiła 3,7 mld PLN, spowodowała konieczność dokonania księgowego odpisu o 92,8 mln PLN. Wpływ na to miały przede wszystkim wysokość stóp procentowych w strefie euro, które wzrosły do poziomu najwyższego od ponad 20 lat (np. depozytowa do 3,75%) oraz umocnienie złotego wobec euro. Odpis nie miał oczywiście wpływu na core business, którego rozwój postępuje istotnie szybciej niż inflacja.

Najważniejszy jest core business, a ten ma zdrowe podstawy do dalszego rozwoju. Zmiana stóp kapitalizacji, choć dokuczliwa, ma wyłącznie księgowy charakter i zakładamy, że ma przejściowy charakter. Ostatnia redukcja stóp procentowych w Polsce o 0,75 pkt bazowych do 6% dla stopy referencyjnej, zdecydowanie mocniejsza niż zakładał konsensus rynkowy, spowodowała osłabienie złotego, co korzystnie wpłynie na przyszłą wycenę naszych nieruchomości. Co ważne rynek widzi szansę na kolejne obniżki stóp w ciągu kilku najbliższych kwartałów, co również wpłynie pozytywnie na wycenę naszego portfela. Tegoroczna prognoza wzrostu gospodarczego Polski została obniżona, ale w przyszłym roku wzrost ma przyśpieszyć i być wyższy niż średnia w UE. Dodatkowo obniżki stóp procentowych pobudzą rynek mieszkaniowy i pozwolą na istotne zmniejszenie kosztów obsługi zadłużenia – wyjaśnił Adam Lesiński, członek zarządu ds. finansowych Polskiego Holdingu Nieruchomości.

Portfel inwestycyjny Grupy PHN obejmuje ponad 150 wydzielonych biznesowo nieruchomości o wartości rynkowej około 3,7 mld  PLN, co plasuje ją w ścisłej czołówce największych firm nieruchomościowych w Polsce. Wzrost przychodów i poprawę wyniku z najmu odnotowano we wszystkich perspektywicznych podsegmentach, czyli:

  • powierzchni biurowych – dzięki podpisaniu nowych umów z najemcami w warszawskim wieżowcu INTRACO, czy Alchemia II w Gdańsku. Dodatkowo przekazano PKO Bankowi Polskiemu powierzchnię w kompleksie SKYSAWA. Ponadto, udało się pozyskać kolejnego najemcę do INTRACO Prime, co w przypadku obu tych prestiżowych nieruchomości biurowych daje perspektywę na dalszą poprawę wyników z najmu jeszcze w tym roku, a w pełni znajdzie odzwierciedlenie w 2024 r.
  • powierzchni magazynowych – dzięki rozbudowie zlokalizowanego w podwarszawskim Brwinowie parku PHN Pruszków na potrzeby DPD Polska powierzchnia zajmowana przez tą firmę zwiększyła się blisko o 30%., tj. do 18 tys. mkw. W sierpniu na terenie Centrum Budownictwa i Wyposażenia Wnętrz w Warszawie, należącym do PHN, otwarty został sklep Castoramy w Polsce. PHN podpisał z siecią sklepów długoterminową umowę najmu.

Równocześnie kontynuowane są przygotowania przed rozpoczęciem budowy kompleksu logistycznego w Zgorzelcu z potencjałem ok. 220 tys. mkw. który ma zbudować joint venture PHN i Hillwood – amerykańskiego dewelopera specjalizującego się w budowie i zarządzaniu nieruchomościami komercyjnymi.

Grupa PHN pozostawała także aktywna w segmencie mieszkaniowym. Chcąc zapewnić sobie przychody w przyszłych okresach kontynuowano budowy dwóch kompleksów mieszkalnych: we Wrocławiu – Osiedla ŁAN oraz KOLEJ NA 19 w Warszawie. W sierpniu Grupa PHN podpisała umowę ze spółką Unibep na realizację drugiego etapu Osiedla Olimpijczyk w Łodzi, w dzielnicy Polesie przy ul. Janusza Kusocińskiego 119 i 121. W ramach inwestycji powstaną 132 mieszkania. Grupa PHN planuje także uruchomienie kolejnych projektów m.in. w Warszawie i Bydgoszczy.

Mex Polska z rekordowymi wynikami finansowymi w I półroczu 2023 r.

Mex Polska, notowana na GPW spółka zarządzająca siecią pięciu renomowanych brandów gastronomicznych w tym: ‘Pijalnią Wódki i Piwa’ i ‘The Mexican’, zaraportowała szacunkowe skonsolidowane wyniki za I półrocze 2023 r. Na koniec tego okresu Grupa spodziewa się, że zysk operacyjny EBIT przekroczy 2,4 mln zł i jeśli porównać go z analogicznymi danymi roku 2022 (eliminując wpływ jednorazowego zdarzenia w kwocie 1,1 mln zł) to wzrost jest niemal 4-krotny. Szacowany zysk netto w I półroczu 2023 r. to ponad 1,6 mln zł, kiedy to w I półroczu 2022 roku (przy tym samym założeniu oczyszczenia danych ww. jednorazowego zdarzenia w kwocie 1,1 mln zł) odnotowana była strata netto na poziomie blisko 0,5 mln zł. Szacunkowe przychody netto ze sprzedaży od stycznia do czerwca br. również mają wzrosnąć, do poziomu 44,59 mln zł (+ 27% rdr). Wpływ na osiągane wyniki finansowe ma skutecznie obrana strategia rozwoju oraz właściwy dobór lokalizacji. Spółki Grupy operują w dwóch segmentach gastronomicznych: restauracyjnym i bistro.

Widzimy wyraźny wzrost popytu szczególnie w segmencie restauracyjnym, co daje nam pewność, że I półrocze 2023 roku będzie okresem bardzo dobrych wyników finansowych. Przewidujemy za ten okres  ponad 2,4 mln zł skonsolidowanego zysku EBIT  oraz szacujemy 1,6 mln zł skonsolidowanego zysku netto. W analogicznym okresie roku poprzedniego, po oczyszczeniu z jednorazowego zdarzenia w wysokości 1,1 mln zł związanego z rozwiązaniem rezerwy na Program Motywacyjny, odnotowaliśmy 0,6 mln zł zysku EBIT i 0,5 mln zł straty netto. Niewątpliwie powracający sentyment konsumentów do nawyków sprzed pandemii ma wplyw na tak dużą poprawę wyników, ale nie tylko. Monitorowanie bardzo dynamicznie rosnących kosztów i systematyczna waloryzacja cen w naszej ofercie, a także zdywersykiwany model biznesowy i kolejne otwarcia nowych lokali własnych pozwalają nam osiągać coraz lepsze  wyniki i z optymizmem patrzeć w przyszłość. – mówi Dariusz Kowalik, Członek Zarządu i Dyrektor Finansowy w Mex Polska SA.

Zarząd spółki na bieżąco koncentruje się na monitorowaniu kosztów prowadzenia działalności, zwiększaniu wartości sprzedaży oraz marży, a także na kontynuowaniu działań nakierowanych na monitorowanie  kosztów pracy. Nadrzędnym celem Mex Polska pozostaje dalsze skalowanie biznesu, poprzez równoległy rozwój kilku niezależnych i rentownych konceptów gastronomicznych zlokalizowanych na terenie całego kraju.

– Podchodzimy do planów Grupy długoterminowo i w takiej perspektywie oceniamy aktualne pozycje naszych brandów. Różnorodność naszych marek  powoduje, że jesteśmy w stanie zaakceptować każdą, bez względu na jej wielkość, atrakcyjną lokalizację pod warunkiem akceptowalnych stawek czynszu.  – mówi Paweł Kowalewski, Prezes Zarządu w Mex Polska SA.

Jednym z bardziej dochodowych segmentów Grupy jest segment bistro, w którym działa m.in. jeden z najstarszych konceptów Grupy – ‘Pijalni Wódki i Piwa’. Marka od lat cieszy się ogromnym powodzeniem, zarówno w mniejszych, jak i większych aglomeracjach. Obecnie z 44 lokali Grupy, 32 należą  do tego konceptu. Zarząd szacuje, że docelowo lokali PWiP może powstać w Polsce około 100. Najnowszy punkt niedawno został otwarty w Nowym Targu, kolejnego można spodziewać się w Zamościu.

Pozostałymi konceptami Grupy są: największa sieć restauracji meksykańskich w Polsce ‘The Mexican’, sieć restauracji ‘Pankejk’, nowoczesny koncept ‘Prosty Temat’ oraz najmłodszy projekt Grupy shot-bar ‘Chicas & Gorillas’ Czwarty lokal tej marki zostanie otwarty jeszcze w tym roku w samym sercu stolicy.

Atende z rekordowymi wynikami finansowymi w I półroczu 2023 r.

Grupa Atende osiągnęła w I półroczu 2023 r. najlepsze wyniki finansowe w historii, na poziomach zarówno  zysku operacyjnego, jak i EBITDA, przed opodatkowaniem i netto.

W Strategii Atende Next określiliśmy, że najważniejszymi sektorami dla naszej działalności i jednocześnie sektorami na które położymy największy nacisk na rozwój w kolejnych latach są sektory telekomunikacji i energetyki. Dzisiejsze, bardzo dobre wyniki, zawdzięczamy w dużej mierze koncentracji Grupy na tych priorytetach, a jednocześnie sprzyjającej koniunkturze w obu sektorach – powiedział Marcin Petrykowski, prezes zarządu Atende.

W I półroczu 2023 r. Grupa Atende osiągnęła przychody ze sprzedaży na poziomie 145,8 mln zł, czyli wyższe o 42% w stosunku do analogicznego okresu roku poprzedniego, zaś zysk brutto na sprzedaży wyniósł 34,5 mln zł, co oznacza wzrost o 37% r/r. Na poziomie wyniku na działalności operacyjnej Grupa wypracowała 8,4 mln zł zysku wobec 0,9 mln zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 849%. Analogicznie znacznej poprawie uległy EBITDA, zysk przed opodatkowaniem i netto. W I półroczu 2023 r. Grupa Atende osiągnęła 13,9 mln zł zysku EBITDA, wobec 5,7 mln zł rok wcześniej (wzrost o 143%), oraz 5,4 mln zł zysku netto przypisanego akcjonariuszom podmiotu dominującego, podczas gdy w analogicznym okresie roku poprzedniego zysk wyniósł 0,1 mln zł.

Na rynku operatorów telekomunikacyjnych i mediów Grupa Atende uzyskała przychody ze sprzedaży w wysokości 70,3 mln zł, co oznacza wzrost o 102% r/r. Wzrost ten jest w dużej mierze wynikiem popytu na unikalne na rynku, wyspecjalizowane usługi Atende w zakresie: rozbudowy infrastruktury do transmisji danych, w tym w zakresie technologii LTE, oraz autorskiego oprogramowania Atende SMaCS do rozliczeń i billingu usług IP.

Z kolei przychody od klientów sektora energetyki w I półroczu 2023 r. były wyższe niż rok wcześniej aż o 234% i wyniosły 36,5 mln zł. Największe projekty realizowane w tym sektorze dotyczyły budowy sieci LAN/WAN dla łączności radiowej operatora energetycznego przez Atende, oraz wdrożenia centralnych systemów CRM i Billing w spółkach Grupy PGE przez spółkę A2 Customer Care (przychody w wysokości 19,5 mln zł w porównaniu z 2,0 mln zł w I półroczu 2022 r.).

Warto także podkreślić ostatnie działania Atende w pozostałych, strategicznych obszarach, czyli cyberbezpieczeństwa oraz rozwiązań chmurowych. Projekty, które realizujemy w tych dziedzinach systematycznie zmieniają rynkowe postrzeganie Atende – z tradycyjnego integratora sieciowego, w jedną z niewielu spółek o tak szerokim profilu technologicznym. Klienci doceniają to, że w coraz większym stopniu łączymy na wysokim poziomie kompetencje stanowiące filary cyfrowej transformacji– dodał Marcin Petrykowski.

W ostatnich miesiącach Atende z sukcesem rozwinęło nowatorską usługę Atende Security Suite, obejmującą wykrywanie cyber-zagrożeń, zapobieganie im oraz odpowiadanie na nie. Łącznie w ostatnim półroczu spółka pozyskała 10 nowych klientów nowej usługi. Ponadto, wraz z najświeższą spółką w portfolio spółek Grupy Atende – Crytomage, Atende realizowało dofinansowany przez NCBR projekt pn. „Innowacyjna usługa SaaS wykorzystująca koncepcję triady widoczności Gartnera”. Opracowany system SaaS będzie integrował dane z rozproszonych systemów bezpieczeństwa, automatyzował inwestygację incydentów oraz zapewniał wsparcie informatyczne dzięki algorytmom inteligentnej oceny zagrożeń.

Z kolei w obszarze rozwiązań chmurowych, Atende dynamicznie rozwija współpracę z najważniejszymi  światowymi dostawcami (ang. hyperscalers). Wśród prowadzonych projektów warto wyróżnić rozpoczęcie prac nad nowatorskim projektem systemu wspierającego pracę lekarzy i pielęgniarek podczas szpitalnych obchodów pacjentów, opartego o rozpoznawanie mowy (speech-to-text) w języku polskim. System będzie wyodrębniał z mowy dane medyczne, klasyfikował je i zasilał nimi szpitalny system informatyczny (HIS). Ponadto zespół Atende Cloud prowadził prace rozwojowe mające na celu stworzenie pakietowego produktu, implementującego rozwiązania zgodne z regulacjami NIS2, dla mniejszych podmiotów publicznych.

Emerytury stażowe to zły pomysł – komentarz ekspercki R. Majkowskiego, Prezesa FH DOM

Rząd chce wprowadzić emerytury stażowe. Graniczny wiek dla kobiet miałby wynosić 38 lat pracy, a dla mężczyzn 42 lata.[1] W tej chwili w Polsce kobiety mogą przejść na emeryturę w wieku 60 lat a mężczyźni w wieku 65 lat. Emerytury stażowe pozwoliłyby przejść na emeryturę bez konieczności osiągnięcia wieku emerytalnego, w oparciu o staż pracy. Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM przekonuje, że wprowadzenie takiego rozwiązania nie jest dobrym pomysłem. Jego zdaniem każda propozycja obniżania wieku emerytalnego nie jest korzystna, zwłaszcza że Polska, podobnie jak cała Europa, stoi przed wieloma wyzwaniami demograficznymi.

Zgodnie z przewidywaniami emerytury stażowe miałyby dotyczyć osób urodzonych po
31 grudnia 1948 roku.[2] Takie emerytury miałyby być dobrowolne, co znaczyłoby, że Polacy, po osiągnięciu odpowiedniego stażu pracy, mogliby nabyć prawo do emerytury, ale gdyby nie chcieli na nią przejść, to mogliby kontynuować pracę i powiększać swój kapitał w ZUS.

Z wyliczeń FOR przygotowanych na zlecenie serwisu money.pl (w ramach projektu Licznik Obietnic Wyborczych) wynika, że emerytury stażowe miałyby „kosztować Państwo” ok. 40 mld zł w ciągu najbliższych 10 lat. Tylko w pierwszym roku wdrożenia tego pomysłu rządowa kasa skurczyłaby się o 3,2 mld zł.[3] A warto przypomnieć, że niedawno Rząd ogłosił projekt budżetu na 2024 rok i okazało się, że deficyt ma w przyszłym roku wzrosnąć do 164 mld zł (w tym roku wynosił nieco ponad 90 mld zł).[4]

Według prof. Gertrudy Uścińskiej, która stoi na czele ZUS, wdrożenie emerytur stażowych mogłoby nie tylko pogorszyć sytuację finansową budżetu państwa i FUS, ale również obniżyć wysokość emerytur osób, które z nich skorzystają. Kolejna kwestia to skrócenie aktywność zawodowej rodaków, ale również zmniejszenie liczby osób, które są w wieku przedemerytalnym i wciąż pracują, czyli są czynne zawodowo.[5] Na podobne czynniki zwraca uwagę Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM, który uważa, że wprowadzenie emerytur stażowych nie jest dobrym pomysłem.

Robert Majkowski, Prezes Funduszu Hipotecznego DOM

Komentarz ekspercki

W mojej opinii każda propozycja obniżania wieku emerytalnego, skracania okresu aktywności zawodowej dla wszystkich, bez względu na charakter wykonywanej pracy, jest złym pomysłem. Moim zdaniem takie propozycje rozpowszechniają i utrwalają myślenie, że praca jest karą. Osobiście nie zgadzam się z takim podejściem. Pamiętajmy, że rolą państwa powinno być zachęcanie i promowanie pracy, a nie zniechęcanie do podejmowania wysiłku. Oczywiście jest szereg zawodów, dla których wiek emerytalny powinien być niższy, ale nie można tego rozciągać na całe społeczeństwo.

Po drugie stoimy przed ogromnym wyzwaniem demograficznym i rosnącą liczbą osób w wieku poprodukcyjnym przy jednoczesnym spadku liczby osób w wieku produkcyjnym. Nie możemy dodatkowo przyspieszać tego trendu działaniami politycznymi, a za takie można uznać emerytury stażowe. Wszystkie badania i zalecenia ekspertów powtarzają, że w Polsce musimy wydłużać okres pracy i zachęcać do wydłużenia naszej aktywności. Przede wszystkim jednak martwi brak kompleksowego i długofalowego spojrzenia na system emerytalny. Podkreślam, 13-tki, 14-ki, czy też emerytury stażowe – to są działania doraźne, które odkładają problem na później. Warto spojrzeć na system emerytalny kompleksowo, w długim horyzoncie.

[1] https://www.money.pl/emerytury/pis-chce-znow-mieszac-w-emeryturach-polacy-musza-to-wiedziec-6939731194841696a.html

[2] https://serwisy.gazetaprawna.pl/emerytury-i-renty/artykuly/8969260,emerytury-stazowe-dla-kobiet-i-mezczyzn-ile-lat-trzeba-ukonczyc-i-jak.html

[3] https://www.money.pl/emerytury/pis-chce-znow-mieszac-w-emeryturach-polacy-musza-to-wiedziec-6939731194841696a.html

[4] https://www.rp.pl/budzet-i-podatki/art38999731-projekt-budzetu-2024-deficyt

[5] Tamże.

Pożyczanie na wieczne nieoddanie – etyka płatnicza Polaków

Blisko 40 proc. Polaków uważa, że istnieją okoliczności, które usprawiedliwiają nieoddanie pieniędzy innej osobie, a 35 proc. – firmie lub instytucji. Takim uzasadnieniem są problemy osobiste, jak poważna choroba lub śmierć kogoś bliskiego – to aż 3/4 wskazań. Kolejnym powodem, ich zdaniem, może być utrata pracy. Z drugiej strony aż 83 proc. rodaków twierdzi, że należy upomnieć się o zwrot pożyczonych pieniędzy po upływie ustalonego terminu – wynika z najnowszego badania „Etyka płatnicza w ocenie konsumentów” Kaczmarski Inkasso.

Warunki ekonomiczne nie sprzyjają dziś stabilności finansowej rodaków. Nie mają oni pewności, czy ich stanowisko pracy nie jest zagrożone redukcją, czy każdego miesiąca będą mieli taki sam dochód i czy uda się pokryć wszystkie wydatki, bo inflacja powoduje duży wzrost cen. Więcej uwagi poświęcają podejmowaniu decyzji zakupowych. W badaniu „Oszczędzanie Polaków podczas inflacji”, przeprowadzonym w grudniu 2022 r. na zlecenie Krajowego Rejestru Długów, blisko 70 proc. konsumentów przyznało, że jest im coraz trudnej odkładać pieniądze. Podobnie liczna grupa uważała, że chcąc oszczędzać, muszą zrezygnować z jakichś wydatków. Prawie 2/3 konsumentów zgromadziło mniej gotówki niż wcześniej.

Aktualne dane KRD wskazują, że w tym roku sytuacja finansowa Polaków może się pogorszyć. Ich zadłużenie sięga 45 mld zł. Nieuregulowane zobowiązania – raty kredytów, pożyczek, czynszów mieszkaniowych, opłat za prąd, gaz, abonamentów za telefon, Internet i telewizję – ma 2,3 mln osób. Przez cały miniony rok przybywało zarówno długów, jak i dłużników, choć jeszcze w 2021 r. widoczny był trend zniżkowy.

Biorąc pod uwagę te uwarunkowania, w portfelach Polaków liczy się teraz każda złotówka. Dlatego ważne jest ich sumienne podejście do regulowania zobowiązań w terminie i rozliczania się z pożyczonych kwot. To obieg zamknięty: jeśli ktoś nie odda pożyczonej sumy, ktoś inny nie będzie w stanie pokryć swoich wydatków – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

50 zł można nie oddać

Tymczasem badanie „Etyka płatnicza w ocenie konsumentów”, zrealizowane w lipcu 2023 r. na zlecenie Kaczmarski Inkasso, pokazuje, że choć większość, bo 3/4 rodaków uważa, że nie istnieje kwota, do wysokości której nie trzeba oddawać pieniędzy, to prawie 7 proc. jest przeciwnego zdania. W tej drugiej grupie co 4. sądzi, że można nie zwrócić pożyczonej sumy, jeśli jest to 50 zł lub mniej, a dla 18 proc. takim przedziałem jest 51-100 zł.

Niestety deklaracje o konieczności zwracania pożyczonych pieniędzy nie zawsze mają pokrycie w rzeczywistości. Nasze wieloletnie doświadczenie w odzyskiwaniu należności pokazuje, że choć konsumenci uważają zadłużanie się za niewłaściwe, to brną w zaciąganie kolejnych zobowiązań finansowych, wiedząc, że nie będą w stanie ich spłacić. Dotyczy to szczególnie zakupów ratalnych, które są dostępne niemal od ręki. Refleksja, z czego klient będzie opłacał raty za sprzęt elektroniczny, przychodzi zazwyczaj dopiero wtedy, kiedy nasi negocjatorzy dzwonią, aby w imieniu wierzyciela upomnieć się o zwrot długu. Oczywiście zdarza się też, że ktoś przeoczy termin zapłaty jednej czy kilku rat bądź faktur za abonament telefoniczny i jego zaległości trafiają do windykacji. Ale takie osoby zwykle sprawnie regulują należność, aby uwolnić się od długu. Pamiętajmy, że obecnie są dostępne aplikacje do monitorowania wydatków i alertów o terminach spłat, które pomagają zapanować nad osobistymi finansami. Korzystajmy z nich, bo bardzo upraszczają życie stwierdza Jakub Kostecki.

Okoliczność łagodząca

Badanie Kaczmarski Inkasso ujawnia, że 38 proc. rodaków akceptuje nieoddawanie w terminie pożyczonych pieniędzy innej osobie, a 35 proc. uważa, że można nie rozliczyć się na czas z firmą lub instytucją. W ich opinii „okolicznością łagodzącą” są problemy osobiste, jak poważna choroba, rozstanie z partnerem bądź śmierć kogoś bliskiego (odpowiednio 75 proc. – odpowiedzi dotyczących nieoddawania pieniędzy osobom i 72 proc. firmom). Drugim powodem wstrzymania zwrotu jest brak pieniędzy spowodowany utratą pracy (71 proc. – wobec osób i 69 proc. – wobec firm). Badani twierdzą też, że można uniknąć oddania kwoty, jeśli pojawi się inny, pilny wydatek, np. leczenie czy naprawa auta bądź sprzętu – to prawie 47 proc. wskazań w przypadku pożyczki od osób i 44 proc. – od firm. Podobnie, gdy trzeba opłacić inne zobowiązania, jak rachunki za czynsz, prąd, gaz lub raty. Z oddaniem pożyczonych wcześniej od rodziny czy znajomych pieniędzy wstrzyma się wtedy 36 proc. rodaków, a w przypadku konieczności rozliczenia się z firmą – niemal 1/3. Wśród pozostałych usprawiedliwień są także wyjazd na wakacje i okazyjny zakup np. sprzętu RTV (wskazania pomiędzy 8 proc. a 5 proc.).

Udajemy, że nie widzimy pomyłki kasjera

Etyka płatnicza to nie tylko terminowe rozliczanie się z pożyczonych kwot, zakupów ratalnych czy kredytów. To także nasza uczciwość w codziennym życiu. Niemal co 3. konsument uważa, że można nie zwrócić uwagi kasjerowi, gdy pomyli się on na swoją niekorzyść przy wydawaniu reszty, z czego 5 proc. twierdzi, że jest to akceptowalne zawsze. Takie same wskazania widać, kiedy respondenci zostali zapytani o to, czy można przymknąć oko na wykonywanie pracy „na czarno”, aby uniknąć ściągnięcia długu z pensji. Z kolei 35 proc. konsumentów nie widzi nic złego w zawyżeniu wartości szkody podczas ubiegania się o odszkodowanie, np. po kolizji samochodowej czy zalaniu mieszkania. Natomiast 1/4 badanych Polaków nie odesłałaby do sklepu towaru lepszego niż zamówiony. Jednak największe przyzwolenie wśród badanych zyskało zatajenie informacji przed bankiem, które uniemożliwiłyby zaciągnięcie kredytu. Taką postawę aprobuje aż 47 proc. osób.Etyka płatnicza

Najpierw prąd i gaz, potem raty w banku

W rankingu opłacenia rachunków dla 25 proc. respondentów najważniejsze jest regulowanie opłat za prąd lub gaz. Ponad połowa badanych pokrywa je w drugiej lub trzeciej kolejności. Dalej znalazł się czynsz mieszkaniowy – 26 proc. rodaków płaci go w pierwszej kolejności, a 45 proc w następnej. Dopiero na trzeciej pozycji znalazły się zobowiązania wobec banku lub firmy pożyczkowej (2/3 wskazało ją jako pierwszą, a 38 proc. jako dalszą w rankingu).Etyka płatnicza 2

Zarówno banki, firmy pożyczkowe, jak i dostawcy energii, gazu czy operatorzy komórkowi dochodzą zapłaty, jeśli pieniądze od klientów nie wpływają w terminie na ich konta. Pierwszym krokiem, zanim dojdzie do windykacji, jest wpisanie niesolidnego płatnika do Krajowego Rejestru Długów. Jeśli dłużnicy zostaliby dopisani do KRD, to – według badania Kaczmarski Inkasso – aż 83 proc. z nich natychmiast opłaciłoby swoje zobowiązania, aby zniknąć z rejestru. Nieco częściej taką postawę prezentują osoby młodsze – do 24 lat oraz starsze – po 55 roku życia.

Badanie „Etyka płatnicza w ocenie konsumentów” zostało przeprowadzone przez IMAS International na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w lipcu 2023 r. metodą CAWI na reprezentatywnej grupie 1014 Polaków w wieku 18-74 lata.

Lokum Deweloper prezentuje wyniki finansowe za I półrocze 2023 r.

Lokum Deweloper, oferujący mieszkania o podwyższonym standardzie we Wrocław i w Krakowie, w I półroczu br. wypracował 135,8 mln zł przychodu, o 140% więcej niż rok wcześniej. Grupa przekazała klientom 231 mieszkań.

W pierwszych dwóch kwartałach 2023 r. Grupa Lokum Deweloper odnotowała 135,8 mln zł przychodów ze sprzedaży, co wobec 56,5 mln zł wypracowanych w ciągu pierwszego półrocza 2022 r. stanowi znaczący wzrost. Skonsolidowany zysk brutto ze sprzedaży wyniósł 50,6 mln zł. Zysk netto przypadający akcjonariuszom podmiotu dominującego w raportowanym okresie to 24,2 mln zł (wobec 14,8 mln zł straty netto rok wcześniej), co oznacza marżę zysku netto w wysokości 17,8%. Wynik I półrocza 2023 r. został rozpoznany z 231 lokali. Jest to o 154% więcej od zeszłorocznego rezultatu, kiedy deweloper wydał klucze do 91 mieszkań.

Od stycznia do czerwca Grupa zawarła 362 umowy deweloperskie i przedwstępne (+105% r/r): 187 we Wrocławiu oraz 175 w Krakowie. Wg stanu na koniec I półrocza deweloper miał też zawartych 57 umów rezerwacyjnych. W ofercie Grupy były wówczas 522 mieszkania, w tym 168 gotowych do odbioru. Realizacja pozostałych zostanie zakończona jeszcze w tym roku. W pierwszej połowie 2023 r. deweloper prowadził na obu rynkach budowy obejmujące 696 lokali.

Wynik finansowy pierwszego półrocza jest efektem kontraktacji mieszkań, których budowy kończyliśmy w zeszłym roku i które mogliśmy przekazać klientom w krótkim czasie od finalizacji transakcji zakupu. Obecnie nasza oferta jest bardzo atrakcyjna również z uwagi na fakt, że składają się na nią głównie mieszkania gotowe lub z terminem realizacji jeszcze w tym roku. Jednak przy tak pobudzonym popycie, jaki obserwujemy od kilku miesięcy, zasób oferowanych mieszkań szybko się kurczy. Dla rynku mieszkaniowego ważne jest więc wprowadzanie regulacji prawnych oraz korzystanie z już istniejących rozwiązań, które wesprą pobudzenie podaży. Istotnym impulsem dla poprawy dostępności mieszkań dla ich nabywców będzie otwartość samorządów na korzystanie ze specustawy mieszkaniowej. Cieszy nas, że coraz częściej włodarze, dbając o rozwój miasta i potrzebę zapewnienia dostępnych cenowo mieszkań na rynku, chcą korzystać z tego narzędzia – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper.

W lipcu deweloper wypłacił dywidendę w wysokości 1,69 zł na akcję. Łączna wartość dywidendy wyniosła 30,4 mln zł.

Na rynku giełdowym w obrocie znajdują się obligacje serii H oraz I Grupy Lokum Deweloper o łącznej wartości nominalnej 150 mln zł oraz terminie zapadalności kolejno w 2024 i 2025 r.

We wrześniu deweloper poszerzył wrocławską ofertę o nowe osiedle, realizowane przy ul. L. Herbsta na Sołtysowicach. W I etapie inwestycji powstanie 138 mieszkań. Grupa dysponuje bogatym bankiem ziemi, który, poza inwestycjami będącymi obecnie w budowie, wynosi około 74 ha, co pozwala na realizację kolejnych blisko 12 tys. lokali.

Czemu giełdy zwykle tracą we wrześniu?

Wrzesień to zwykle najsłabszy miesiąc na giełdach. Dotyczy to zarówno giełdy amerykańskiej, jak i Polskiej. Giełdy we wrześniu przeciętnie tracą 1,1 proc. W tym roku po gorszym sierpniu jest jednak szansa na przełamanie „efekt września”.  Rosnące zyski spółek oraz bezpieczne wyceny powinny wspierać rynki.

Giełdowi inwestorzy dobrze znają „efekt września”, czyli najsłabsze wyniki parkietów w tym właśnie miesiącu. Według danych historycznych z ostatnich 50 lat, z 15 największych parkietów, wrzesień to najgorszy miesiąc w roku, w którym inwestorzy przeciętnie tracili 1,1 proc., podczas gdy w najlepszym miesiącu – grudniu, zyskiwali przeciętnie 1,8 proc. W największym stopniu, wrześniowa słabość dotykała mniejszych i bardziej zmiennych aktywów, na czele z włoskim FTSE MIB, niemieckim DAX i brytyjskim FTSE 250. Dane wskazują również, że ten efekt występuje także na parkiecie w Warszawie.

Z czego wynika „efekt września”? To przede wszystkim odzwierciedlenie nastrojów inwestorów, którzy po wakacjach wracają do rzeczywistości. Warto nadmienić, że aż 85 proc. światowych aktywów jest zarządzana na półkuli północnej, dlatego nie obserwujemy np. efektu marca (czyli końca lata na półkuli południowej). We wrześniu, wiele funduszy inwestycyjnych w USA kończy rok podatkowy i aby zapłacić mniejszy podatek, w tym miesiącu częściej zamykają pozycje, na których ponosili straty. Poza tym, część rodziców musi zmniejszyć swoje oszczędności by sfinansować wydatki na powrót dzieci do szkoły (to drugi po Bożym Narodzeniu okres największych wydatków konsumenckich w USA w roku).

Wreszcie, wrzesień to najgorszy miesiąc z półrocza maj-październik – wtedy giełdy zwykle radzą sobie gorzej niż w okresie listopad-kwiecień. To do tego efektu nawiązuje znane powiedzenie „Sell in May and go away”.

Czasem „efekt września” pojawia się już w sierpniu i z taką sytuacja mieliśmy do czynienia w tym roku. Co prawda, na koniec miesiąca giełdy ograniczyły straty do około 2 proc., jednak wcześniej były większe. Gorsze wyniki w sierpniu były spowodowane trzema głównymi przyczynami: po pierwsze, wzrostem rentowności amerykańskich obligacji po obniżeniu przez agencję Fitch ratingu dla USA oraz planem emisji obligacji skarbowych o wartości 1 bln dolarów. Po drugie, wzrostem ceny ropy naftowej, po obniżeniu przez Arabię Saudyjską produkcji, a po trzecie – obawami o zadłużenie i wzrost w Chinach w związku z narastającą deflacją i obniżką stóp procentowych.

Po gorszym sierpniu jest zatem szansa, że w tym roku uda się przełamać „efekt września”.  Jako wsparcie rynków, powinny zadziałać rosnące zyski spółek oraz bezpieczne wyceny. Jednocześnie, globalna inflacja słabnie, co przekłada się na pauzę w podwyżkach stóp nie tylko FED, ale także EBC. Nie można jednak zapominać o ryzykach, którymi mogą być zdarzenia pogodowe, związane ze zjawiskiem El Niño. Zbliża się szczyt sezonu huraganów w USA, co może stanowić dodatkową presję dla rynku surowców.

Ważnym wydarzeniem będzie dzisiejsza premiera iPhone’a 15 oraz IPO: ARM oraz Birkenstock. Sezon publikacji wyników spółek za 3 kwartał rozpocznie się natomiast 13 października. Na polskim rynku, cały czas zmagamy się z efektami zeszłotygodniowej dużej obniżki stóp, która wywołała mocne osłabienie złotego oraz przecenę części akcji.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Rentowności obligacji w górę, złoty w dół

Po kolejnym wzroście głównych indeksów amerykańskiego rynku akcji w poniedziałek (S&P 500 +0,67 proc., DJIA +0,25 proc., Nasdaq 100 +1,19 proc.) dziś na giełdach Azji i Oceanii brak było dominującej tendencji (japoński Nikkei 225 +0,95 proc., australijski All Ordinaries +0,2 proc.).Notowania na rynkach akcji w Europie rozpoczęły się od niewielkich spadków (DAX -0,33 proc., CAC 40 -0,11 proc.).

Na GPW ok. godz. 10:15 WIG-20 zwyżkował o 0,31 proc. Wśród składników sWIG-u 80 o ponad 12 proc. drożały dziś rano akcje spółki Zespół Elektrociepłowni Wrocławskich Kogeneracja, która podała swe wyniki za I półrocze br. (zysk netto 227,46 mln zł). Swój historyczny rekord zaliczył dziś kurs akcji Echo Investment, zaś najniżej od ponad roku były notowania akcji spółki Captor Therapeutocs.

Reagując na ostatnie wypowiedzi przedstawiciela banku centralnego Japonii rentowność 10-letnich obligacji rządu tego kraju wzrosła do najwyższego poziomu od stycznia 2014 roku (0,698 proc.). W pobliżu swoich ponad 2-tygodniowych maksimów utrzymywała się rentowność 10-latek rządu USA (4,286 proc.). Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych polskiego rządu spadła wczoraj do najniższego poziomu od ponad 3 tygodni, a dziś rano korygowała ten ruch (5,552 proc.).

Spadał dziś rano kurs EUR/USD (-0,33 proc. ok. godz. 9:50) zbliżają się do swego ubiegłotygodniowego ponad 3-miesiecznego minimum. Amerykański dolar lekko umacniał się również w stosunku do japońskiego jena (USD/JPY +0,18 proc.).

Nadal słabł po ubiegłotygodniowej zaskakująco silnej obniżce stóp RPP (z 6,75 proc. na 6 proc.) polski złoty. Kurs EUR/PLN (+0,98 proc. ok. godz. 9:55) był najwyżej od maja br., kurs USD/PLN (+1,32 proc. najwyżej od kwietnia br.

Kurs Bitcoina w stosunku do amerykańskiego dolara, który wczoraj spadł do najniższego poziomu od 3 miesięcy (ale utrzymał się powyżej kluczowego poziomu wsparcia wyznaczanego w okolicach poziomu 25000 USD przez jego lokalnego maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. oraz dołek z czerwca br.), odbijał dziś ok. godz. 10:00 w górę o 2,69 proc.

Ceny kontraktów na ropę naftową utrzymywały się dziś rano w pobliżu swoich osiągniętych w trakcie minionego tygodnia najwyższych od listopada ub.r. poziomów (WTI +0,21 proc., Brent +0,09 proc. ok. godz. 9:40). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie nadal próbuje oderwać się od swoich minimów z okresu minionych 3 miesięcy (+0,84 proc. ok. godz. 9:40). Lekko taniały dziś rano metale (złoto -0,27 proc., srebro -0,38 proc., platyna -0,01 proc., pallad -0,24 proc., miedź -0,53 proc.). Cena kontraktów na pszenicę na CBOT atakowała dziś rano swe 2,5-letnie minimum osiągnięte pod koniec maja br. Spadły dziś rano także kontrakty na soję i cukier. Lekko rosły dziś rano ceny kontraktów na bawełnę.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Ubezpieczenia zdrowotne: Polacy coraz częściej sięgają po prywatną opiekę

Według opublikowanych przez Polską Izbę Ubezpieczeń danych, liczba osób korzystających z dodatkowych ubezpieczeń zdrowotnych na koniec drugiego kwartału 2023 r. wynosiła 4,56 mln. To o 15,4% więcej niż rok wcześniej.

Dynamika przyrostu liczby ubezpieczonych utrzymuje się na dwucyfrowym poziomie już od lat. Składają się na to moim zdaniem dwa główne czynniki. Po pierwsze, Polacy w ostatnich latach zaczęli uważniej przyglądać się swojemu zdrowiu i dbać o profilaktykę. Po drugie, długie kolejki do lekarzy specjalistów i badań diagnostycznych w ramach publicznej służby zdrowia skłaniają nas do szukania pomocy prywatnie. A wykupienie ubezpieczenia, zwłaszcza w formie grupowego ubezpieczenia zdrowotnego, niejednokrotnie jest korzystniejsze finansowo niż płacenie za każdą wizytę i świadczenie osobno.

Choć nieustający wzrost liczby ubezpieczonych jest korzystny dla rynku, to chciałabym zwrócić uwagę na jedną „pułapkę” tego zjawiska. W efekcie korzystamy z ubezpieczeń zdrowotnych inaczej niż z innych produktów ubezpieczeniowych. Traktujemy polisy zdrowotne jak abonament medyczny i w ramach ubezpieczenia realizujemy wszystkie świadczenia medyczne, nawet te, które w ramach NFZ nie wiążą się z długimi kolejkami. Przykładowo, czas oczekiwania na wizyty internistyczne, czy realizację podstawowych badań laboratoryjnych, jest podobny w placówkach publicznych i prywatnych. Trzeba też zaznaczyć, że coraz częściej jakość usług jest na zbliżonym poziomie. Warto o tym rozmawiać z ubezpieczonymi – to nasza rola, towarzystw ubezpieczeniowych. W końcu im częściej ubezpieczony korzysta z polisy, tym większe ryzyko, że będzie musiał się liczyć ze wzrostem składki w kolejnym roku. To naturalny mechanizm w każdym rodzaju ubezpieczeń.

W sytuacji idealnej polisa powinna być zabezpieczeniem w razie nieprzewidzianych dodatkowych, poważnych komplikacji. Moim zdaniem, jako rynek, powinniśmy dążyć do modelu, w którym NFZ i ubezpieczenia zdrowotne są w stanie symbiozy. Gdzie z ubezpieczeń korzystamy w momencie, kiedy pomoc publiczna nie jest w stanie zapewnić nam szybkiej konsultacji specjalistycznej lub wykonania pilnych badań.

Beata Tylke, Dyrektor Sprzedaży Ubezpieczeń Zdrowotnych i Pracowniczych w Saltus Ubezpieczenia

Polska traci ukraińskich uchodźców na rzecz Niemiec. Decydują czynniki społeczne i ekonomiczne

Posiadanie przyjaciół i znajomych w Niemczech, wyższe zarobki i świadczenia socjalne to główne powody, dla których ukraińscy uchodźcy wyjeżdżają z naszego kraju do Niemiec, jednak Polska może o nich jeszcze zawalczyć – wynika z badania „Z Polski do Niemiec. Nowe trendy ukraińskiej migracji uchodźczej” przeprowadzonego na zlecenie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego.

Według danych Eurostatu na koniec czerwca 2023 roku w Niemczech zarejestrowanych było ok. 1,1 mln obywateli Ukrainy, podczas gdy w Polsce było to prawie 975 tys. Oznacza to, że od sierpnia 2022 roku liczba zarejestrowanych uchodźców w Polsce zmalała o ponad 350 tys. osób, a w Niemczech – wzrosła o ponad 410 tys. w tym samym czasie.

Uchodźcy jadą przede wszystkim do przyjaciół i znajomych

Z badań wynika, że największy wpływ na decyzję uchodźców o przeprowadzeniu się z Polski do Niemiec miał czynnik społeczny – posiadanie w Niemczech przyjaciół i znajomych (43%). Według autorów badania zbiega się to z poprzednim trendem migracji ekonomicznych ukraińskich obywateli, gdzie właśnie polecenia znajomych były głównym motywatorem wyboru kraju pobytu w celu zarobkowym.

Istotną rolę odegrały też kwestie materialne tj. bardziej atrakcyjne świadczenia socjalne w Niemczech (42%), możliwość zgromadzenia większych oszczędności (38%) oraz oferty pracy z wyższym wynagrodzeniem (27%).Wykres 1

Pobyt uchodźców w Polsce trwał średnio 4 miesiące

Ponad połowa uchodźców z Ukrainy (52%) zrealizowała decyzję o przeprowadzeniu się z Polski do Niemiec w ciągu trzech pierwszych miesięcy pobytu w naszym kraju. Blisko co trzeci respondent (32%) spędził w Polsce od 4 do 6 miesięcy. Z kolei średnia długość pobytu ankietowanych uchodźców w Polsce wynosi 4 miesiące.

Badanie pokazało, że największa migracja ukraińskich uchodźców z Polski do Niemiec odbyła się w III kwartale 2022 roku – dotyczyła ona aż 41% respondentów.

Po 24 lutego 2022 roku Niemcy odpowiedziały na napływ uchodźców z Ukrainy poprzez wprowadzenie najbardziej liberalnych przepisów dot. dostępu cudzoziemców do rynku pracy, szybkich, a często obowiązkowych, kursów językowych oraz zawodowych, korzystając jednocześnie z wysokiego poziomu kwalifikacji zawodowych ukraińskich obywateli. Działania te, w połączeniu z dotkliwym brakiem rąk do pracy na niemieckim rynku, wskazują na prawdopodobieństwo dalszego wzmocnienia tego trendu migracyjnego” – komentuje wyniki badań Andrzej Korkus, prezes EWL.

Polska może jeszcze zawalczyć o uchodźców

Zaledwie 13% ankietowanych rozważa powrót z Niemiec do Polski, zaś trzykrotnie więcej (38%) owego powrotu nie planuje. Natomiast interesującym z punktu widzenia przyszłości polskiego rynku pracy jest fakt, że niemal połowa (49%) uchodźców, którzy wyjechali z Polski do Niemiec, wciąż sygnalizuje niezdecydowanie w kontekście ewentualnego powrotu do naszego kraju.

Oznacza to, że uchodźcy z Ukrainy, którzy zdecydowali się opuścić Polskę i wyjechać do Niemiec, nie skreślają całkowicie naszego kraju. Z badań wynika, że mogą rozważyć powrót do Polski pod warunkiem znalezienia satysfakcjonującego zatrudnienia (50%) oraz zwiększenia poziomu wynagrodzenia nad Wisłą (49%). Niepowodzenie zawodowe w Niemczech (27%) także może skłonić ukraińskich uchodźców do powrotu do Polski.

„Pragnę zachęcić Państwa do spokojnej debaty dotyczącej problemów migracyjnych. Zbyt silne emocje, towarzyszące tej kwestii, mogą w pewnym stopniu zniechęcić uchodźców do pozostania w Polsce, zwłaszcza teraz, gdy cała Unia przyjmuje ukraińskich migrantów. Zapotrzebowanie na odpowiedzialną i starannie przemyślaną politykę migracyjną nigdy nie było tak duże, jak dzisiaj” – podkreśla Jan Malicki, dyrektor Studium Europy Wschodniej UW.

Raport powstał po przeanalizowaniu wyników badania sondażowego „Z Polski do Niemiec. Nowe trendy ukraińskiej migracji uchodźczej”, które zostało przeprowadzone w sierpniu 2023 roku w Niemczech przez Platformę Migracyjną EWL oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego na zlecenie Kancelarii Prezesa Rady Ministrów RP. Przebadanych zostało łącznie 400 obywateli Ukrainy, którzy po wybuchu wojny przyjechali do Polski, a następnie wyjechali do Niemiec. Partnerami badania są Związek Przedsiębiorców i Pracodawców oraz Instytut Zachodni.Wykres_4 Wykres_3 Wykres_2

Słaby złoty: presja nie słabnie

Przed nami kolejny odcinek telenoweli o słabnącym polskim złotym. Kurs euro osiąga 4,69 PLN, a krajowa waluta nie może znaleźć argumentów do zahamowania swojej deprecjacji. We wtorek otrzymaliśmy dane z brytyjskiej gospodarki. W Hiszpanii inflacja zmienia kierunek.

Presja

Początek tygodnia nie przynosi zmiany kierunku na wykresach naszego orła do głównych walut. Lot swobodny trwa, a siła nośna wznosi kursy coraz wyżej. Notowanie EUR/PLN od środy ubiegłego tygodnia przypomina schody, przy czym wchodzenie na każdy kolejny stopień wymagało znikomego wysiłku. Presja na złotym występuje także na wykresach do walut rynków wschodzących (HUF, RON) czy skandynawskich koron. Osłabienie miało miejsce nawet na notowaniach NOK/PLN, mimo że wczoraj w Norwegii odnotowano spadek inflacji konsumenckiej, a to nie jest odczyt, który zwykł umacniać lokalną walutę. W zahamowaniu deprecjacji złotego nie pomogły nawet wczorajsze wzrosty na eurodolarze. Powyższe pokazuje skalę wpływu ostatniej decyzji Rady Polityki Pieniężnej na PLN. Mimo że kalendarz makroekonomiczny we wtorek ponownie nie zawiera istotnych odczytów, to już o godzinie 9:00 po raz kolejny odnotowujemy wzrost kursów xxxPLN, co potwierdza problemy polskiej waluty.

Dane z Wysp

Dziś poznaliśmy mieszane dane z Wielkiej Brytanii. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to wzrost stopy bezrobocia o 0,1 punktu procentowego do 4,3%. Jest to trzeci z rzędu ruch w kierunku północnym. Jeszcze w kwietniu bezrobocie wynosiło 3,8%. Mimo statystycznie wyższej liczby osób bez pracy spadła liczba złożonych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych do ok. 900 sztuk. Zgodnie z danymi zwiększyło się średnie tygodniowe wynagrodzenie w ujęciu rocznym o 8,5%. W momencie, gdy inflacja konsumencka to 6,8% oznacza to realny wzrost płac. Dzisiejsze publikacje nie miały istotnego wpływu na kursy funta szterlinga, z wyjątkiem umocnienia się do PLN, jednak to jest związane z osłabieniem krajowej waluty. Jutro dane z Wysp zostaną uzupełnione o PKB, wyniki produkcji przemysłowej oraz bilans handlu zagranicznego.

Wzrost cen

Zgodnie z oczekiwaniami rośnie inflacja konsumencka w Hiszpanii. W ujęciu rocznym jest to 2,6% (poprzednio 2,3%). W zestawieniu miesięcznym 0,5%. Znajdujemy się zatem w punkcie, gdzie ceny z miesiąca na miesiąc rosną i dodatkowo wygasa efekt bazy, gdyż w Hiszpanii inflacja miała swój szczyt w lipcu 2022 roku. Oznaczać to może dalszy jej wzrost w następnych miesiącach, a to przy niskim PKB (odczyt lipcowy – 0,4% k/k) i znaczącym bezrobociu (11,6%) może pogorszyć sytuację tamtejszej gospodarki. Już jutro o godzinie 14:30 poznamy kolejny odczyt inflacji konsumenckiej, tym razem zza oceanu, któremu inwestorzy nadają dużą wagę. W przypadku USA prognozy również wskazują na wzrost cen. Środowy odczyt może wprowadzić zmienność na rynkach.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
11:00 – Niemcy – Indeks instytutu ZEW.

Dawid Górny – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne: 15,4% wzrost w II kwartale 2023 r.

Liczba osób posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne wyniosła w II kwartale br. 4,56 mln – to wzrost o 15,4 proc. w porównaniu z rokiem poprzednim. Przez 6 pierwszych miesięcy 2023 r. Polacy wydali na ochronę ubezpieczeniową ponad 786 mln zł. Coraz więcej osób decyduje się na zakup prywatnych polis i korzystanie z pomocy ubezpieczycieli w dotarciu m.in. do specjalistów i diagnostyki, z uwagi na rosnące problemy w publicznym systemie opieki zdrowotnej.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne po II kwartale 2023 roku:

  • 4,56 mln – liczba osób korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce
  • 786,1 mln zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych

Naprawa systemu ochrony zdrowia priorytetem

Wysokość finansowania ochrony zdrowia w 2024 roku ma wynieść blisko 191 mld zł. W porównaniu z 2023 rokiem, gdy kwota ta wyniesie w przybliżeniu 170 mld zł, wzrost r/r będzie na poziomie 12 proc. Jak komentuje Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń:

Zdrowie powinno być traktowane jako priorytet, zwłaszcza że sytuacja zdrowotna Polaków jest dziś bardzo trudna. To, że na ten obszar zarezerwowano więcej pieniędzy w przyszłorocznym budżecie, może jednak nie rozwiązać problemów i nie przezwyciężyć inflacji ogólnej. Utrzymuje się ona na poziomie dwucyfrowym, a inflacja w sektorze ochrony zdrowia jest zdecydowanie wyższa, spowodowana zarówno wzrostem cen usług medycznych, jak i trudną sytuacją kadrową w ochronie zdrowia.

Wieczne kolejki obawą pacjentów

– Rosnące zainteresowanie prywatnymi ubezpieczeniami zdrowotnymi to wyraz racjonalnego wyboru pacjentów, którzy chcą dzięki temu sprawniej zarządzać kwestiami zdrowotnymi i uniknąć długiego oczekiwania – bywa, że aż ponad rocznego na wizyty specjalistyczne bądź badania. Izba od dawna postuluje wsparcie przez państwo rynku prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych, które pomogłoby rozwiązać ten problem, z korzyścią dla pacjentów, budżetu i systemu opieki zdrowotnej – mówi Dorota M. Fal.

Kolejki są jednym z najważniejszych czynników, przez który coraz więcej osób decyduje się na prywatną wizytę lekarską oraz wykup ubezpieczenia, przenoszącego ryzyko zdrowotne na ubezpieczyciela. Alternatywą jest często zbyt późna diagnoza i leczenie, co ma wpływ na ogólny poziom zdrowia Polaków. Z danych NFZ wynika, że w ostatnim kwartale 2022 roku do neurologa czekało prawie 300 tysięcy pacjentów, z czego prawie 40 tysięcy to przypadki pilne. 30-tysięczną kolejkę naglących przypadków odnotowano do kardiologa i ponad 20-tysięczną do okulisty. Jak wynika z sondażu Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Lekarzy, który sprawdzał, z jakimi największymi problemami zmagają się pacjenci, aż 70 proc. respondentów wskazało długi czas oczekiwana na wizyty u lekarza, zabiegi planowe oraz badania diagnostyczne (50 proc. wskazań).

Polacy akceptują prywatną opiekę zdrowotną. Dlatego powinno się ją włączyć w formie ubezpieczenia do istniejącego modelu jako dodatkowe rozwiązanie i ułatwić korzystanie z dobrowolnych ubezpieczeń zdrowotnych poprzez wsparcie fiskalne. To sposób na poprawę stanu zdrowia Polaków i zmniejszenie długu zdrowotnego oraz zwiększenie zasobów ludzkich zdolnych do wykonywania pracy w polskim społeczeństwie – dodaje Dorota M. Fal.

Czy wrześniowa obniżka stóp procentowych będzie ostatnią w tym roku?

Obniżka stóp procentowych o 75pb przy ponad 10% inflacji jest faktem. Decyzja jest ogromnym zaskoczeniem. Stopa referencyjna będzie wynosić teraz 6%. Przed decyzją dyskutowaliśmy o dwóch scenariuszach, obniżce o 25pb lub braku obniżki. Obie drogi były prawdopodobne i nie zmieniłyby tak wiele w ogólnym spojrzeniu na kierunek polityki monetarnej. Obok zmiany o 75pb nie można jednak przejść obojętnie – pisze ekspert Michael / Ström Domu Maklerskiego. Decyzja już wpłynęła w znaczącym stopniu na wyceny aktywów, rentowności obligacji i kurs walutowy. Przed decyzją uczestnicy rynku już wyceniali szybki cykl obniżek stóp procentowych, ale w stopniowych ruchach po 25pb. Kolejne posiedzenia pokażą dokładny kierunek polityki monetarnej.

Wydaje się jednak, że tak dużej jednorazowej obniżki już nie zobaczymy. Naszą uwagę będziemy kierować już na posiedzenia powyborcze. Wtedy powinniśmy dowiedzieć się czy jest to rzeczywisty początek cyklu obniżek, chociaż ponowna pauza jest teraz bardziej prawdopodobna po tak dużym jednorazowym ruchu, który objął swoim zasięgiem oczekiwane obniżki do końca roku.

Trudno jednoznacznie uzasadnić tak duży jednorazowy ruchu na stopach procentowych już teraz. Wstępny sierpniowy odczyt inflacji wyniósł 10,1% r/r, jeszcze dwucyfrowo, jednak to nie było przeszkodą, żeby obniżka nastąpiła. Jak wskazał prezes NBP na konferencji następnego dnia po decyzji, obecnie inflacja jest już poniżej 10%, ponieważ odczyt dotyczył sierpnia, a minął już tydzień września, więc w warunkach dezinflacji, z pewnością inflacja jest już jednocyfrowa. Sam odczyt inflacji w okolicy 10% z pewnością nie jest argumentem za obniżką stóp, ale ta okrągła liczba stała się swoistym punktem odniesienia dla cięcia stóp procentowych. Uzasadnieniem obniżki stóp procentowych może być głównie słabszy popyt w gospodarce czy też szorujący po dnie indeks koniunktury w polskim przemyśle. Te zjawiska mają jednak również swoje podstawy w wysokiej inflacji, która według mnie nie została jeszcze opanowana. W listopadzie poznamy kolejny raport o inflacji, być może wtedy dowiemy się więcej, jakie konkretnie dane stały za tak mocną decyzją RPP.

W dalszym ciągu pozostają argumenty przemawiające za dłuższym utrzymaniem wysokich stóp. Jest to dotychczasowa projekcja NBP, według której inflacja nie wraca do celu (2,5%) w horyzoncie prognozy, czyli końca 2025 r. To wszystko przy założeniu utrzymania stóp procentowych na poziomie 6,75%. Dodatkowo należy wskazać na projekt budżetu państwa na 2024 r., który zakłada nominalnie rekordowy deficyt, co nie będzie sprzyjać obniżaniu inflacji.

Nierównowaga pomiędzy popytem a podażą na rynku mieszkaniowym

W lipcu 2023 r. deweloperzy i inwestorzy indywidualni oddali do użytku nieco ponad 14 tys. lokali mieszkalnych – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego. To najniższy wynik od blisko pięciu lat i niższy nawet niż w pierwszych miesiącach pandemii COVID-19.

Aktualnie na rynku mieszkaniowym obserwujemy nierównowagę pomiędzy popytem a podażą. Popyt wzrósł głównie za sprawą kredytu 2%, z kolei podaż nie nadąża za tym wzrostem. W szczególności dotyczy to nieruchomości z segmentu popularnego, czyli mieszkań często finansowanych kredytem i mieszczących się w kryteriach programu rządowego. Deweloperzy w okresie spowolnienia sprzedaży ograniczyli rozpoczynanie nowych budów, w dużej mierze właśnie w tym segmencie. Teraz gdy popyt wzrósł ponownie powraca problem z dostępnością gruntów i długością procedur administracyjnych dla nowych inwestycji. Ze względu na powyższe ceny na rynku pierwotnym szybko rosną.

W pierwszym półroczu tego roku do użytku w Warszawie oddano zaledwie 18,7 tys. mkw. powierzchni biurowej. Jest to najgorszy wynik od lat. Ograniczona podaż przekłada się na wzrost stawek czynszów i wydłużenie czasu trwania umów. Obserwujemy lukę podażową, która wynika m.in. ze spowolnienia gospodarczego, rosnących kosztów utrzymania nieruchomości i pandemii w tym zmianach w sposobie wykonywania pracy (praca hybrydowa).

Rosnący dług publiczny

Luka w finansach państwa i przyrost długu publicznego będą w przyszłym roku znacznie większe od wcześniejszych prognoz rządowych. To m.in. efekt dużych obietnic wyborczych. Co ciekawe, rynek finansowy przyjął tę informację spokojnie. Deficyt całego sektora instytucji publicznych wyniesie 4,5% PKB wobec 5% w 2023 r. Jednocześnie wskaźnik długu sektora ma zwiększyć się z 49 do 54% PKB

Kredyty mieszkaniowe

Wartość udzielonych kredytów mieszkaniowych w lipcu 2023 roku wzrosła w Polsce o 47,4 proc. rdr do 4,164 mld zł – podało Biuro Informacji Kredytowej (BIK). Z kolei liczba zapytań o kredyty mieszkaniowe w sierpniu 2023 r. wzrosła o 299,9% r/r. W porównaniu do lipca 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy spadła jednak o 10,5%. Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w sierpniu br. wyniosła 410,4 tys. zł i była wyższa o 21,9% w relacji do wartości z sierpnia 2022 r. W danych widać ogromne zainteresowanie programem Bezpieczny Kredyt. Średnia wartość kredytu rośnie natomiast wraz ze wzrostem cen nieruchomości. Tak duże dynamiki wynikają również w dużej mierze z efektu niskiej bazy z roku poprzedniego.

EURPLN

Jedna decyzja, a następnie konferencja prasowa spowodowały mocne osłabienie złotówki. Kurs EURPLN wzrósł w ciągu 24 godzin o ponad 12 groszy. W tym czasie złotówka oddała praktycznie całe dwumiesięczne umocnienie, które obserwowaliśmy od połowy kwietnia do połowy czerwca. Perspektywy dla umocnienia złotego pozostają słabe patrząc na wypowiedzi prezesów FED czy EBC, którzy jeszcze tak mocno nie sygnalizują nadchodzących obniżek stóp procentowych.

Bartosz Wałecki, Analityk, Michael / Ström Dom Maklerski

Mocna amerykańska gospodarka równa się mocny dolar

Kiepskie dane z niemieckich fabryk za lipiec i kolejne sygnały dotyczące spowolnienia w Chinach uderzyły w rynki akcji na całym świecie, mimo to amerykańskie rentowności wzrosły. Co nie zaskakuje, dolar zyskał na tych obawach – szczególnie że gospodarka USA póki co nie poddaje się słabości, a dane o wysokiej częstotliwości przeważnie zaskakują w górę. Niemal wszystkie główne waluty osłabiły się w zeszłym tygodniu względem dolara.

Ten tydzień zapowiada się jako istotny dla rynków finansowych. W środę (13.09) poznamy prawdopodobnie najistotniejszy odczyt gospodarczy na świecie, czyli raport o inflacji CPI w USA w sierpniu. Ostatnie wzrosty cen energii w skali globalnej oznaczają, że prawdopodobnie zaobserwujemy wzrost amerykańskiej inflacji konsumenckiej, jak zawsze jednak ważniejsza jest miara bazowa.

W czwartek (14.09) odbędzie się posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego. W dyskusji o kolejnej decyzji EBC po jednej stronie są kiepskie dane gospodarcze, po drugiej zaś uporczywa presja inflacyjna, a argumenty nie przechylają mocno szali zwycięstwa na żadną ze stron.

PLN

Ubiegły tydzień był najgorszy dla złotego od marca 2022 r. (krótko po rozpoczęciu rosyjskiej pełnoskalowej inwazji na Ukrainę). Czynniki zewnętrzne miały pewne znaczenie, najistotniejszym była jednak decyzja Narodowego Banku Polskiego, który zaskoczył wszystkich w środę (06.09), obniżając stopy procentowe o 75 pb., znacznie mocniej od oczekiwań. Ruch ten wzbudził wiele kontrowersji, szczególnie przez wzgląd na odbywające się w przyszłym miesiącu wybory parlamentarne.

Uzasadniając decyzję, Rada wskazała na słabość aktywności gospodarczej, pogarszające się warunki zewnętrzne i malejącą inflację. Prezes Glapiński w trakcie swojej konferencji prasowej dzień po decyzji dał jasno do zrozumienia, że bank będzie traktował priorytetowo raczej wzrost gospodarczy niż inflację (którą Glapiński nie wydawał się szczególnie niepokoić). Wydaje się, że NBP nie chce widzieć dodatnich realnych stóp procentowych, co może być pewną wskazówką w kontekście jego przyszłych działań. Rynki przygotowują się na kolejne cięcia skoncentrowane przede wszystkim w krótkim terminie. Kontrakty FRA wyceniają ok. 125 pb. w ciągu najbliższych trzech miesięcy. To dla złotego zły sygnał.

Wielokrotnie wspominaliśmy, że polityka NBP jest jednym z głównych czynników ryzyka dla złotego i obecnie to ryzyko się materializuje. Powyższe może nas zmusić do rewizji naszego dotychczas bardzo optymistycznego poglądu na perspektywy polskiej waluty.

EUR

Zeszły tydzień przyniósł kolejne niekorzystne dane ze strefy euro. Sierpniowe wskaźniki PMI zostały zrewidowane w dół, a i tak już wskazywały na kurczenie się aktywności gospodarczej. Dane dotyczące PKB spotkało to samo, co dodatkowo potwierdza faktyczną stagnację gospodarki strefy euro. Szczególnie ponure były dane z niemieckich fabryk w lipcu.

Położenie EBC przed najbliższym posiedzeniem wydaje się szczególnie trudne. Z jednej strony przybywa oznak zastoju gospodarczego, z drugiej zaś wciąż nie widać wyraźnych oznak trendu spadkowego inflacji, przynajmniej nie w kontekście jej miary bazowej. Mimo wszystko zaczęliśmy się skłaniać ku podwyżce stóp procentowych, która powinna pomóc euro podnieść się z niskich poziomów.

USD

Szereg danych z ubiegłego tygodnia sugeruje, że Stany Zjednoczone opierają się grawitacji. Publikowane równolegle do danych S&P dane PMI od ISM, okazały się lepsze od oczekiwań, podobnie jak liczba cotygodniowych deklaracji bezrobotnych. Rentowności 10-letnich obligacji skarbowych są bliskie najwyższych poziomów od roku, a dolar rzecz jasna zyskuje na różnicy w wynikach gospodarczych po obu stronach Atlantyku.

Środowe dane o inflacji będą niezwykle istotne. Miara główna może się nieco odbić, rynki oczekują jednak, że miesięczna miara bazowa będzie zgodna z poziomem poniżej 3% w ujęciu zanualizowanym, co powinno dać Rezerwie Federalnej szansę na wstrzymanie cyklu podwyżek na wrześniowym posiedzeniu.

GBP

Indeksy PMI dla aktywności biznesowej doświadczyły w zeszłym tygodniu niezwykle dużej rewizji w górę. Nie pomogło to zbytnio funtowi, który zakończył tydzień w dolnej części zestawienia walut G10, ponieważ rynki wciąż obniżają swoje oczekiwania dotyczące ostatecznego poziomu stóp procentowych Banku Anglii.

Najważniejsze dla decyzji Komitetu Polityki Monetarnej w dalszej części miesiąca będą tegotygodniowe dane z rynku pracy. Jeśli raport nie będzie bardzo słaby, a nie spodziewamy się tego, Bank Anglii powinien ponownie podnieść stopy procentowe, by walczyć z uporczywą inflacją płacową, co z kolei powinno wesprzeć funta.

CNY

Ubiegły tydzień był dla juana historyczny – spadł on do najniższego od 2007 r. poziomu względem ogólnie silniejszego dolara. Nie można jednak powiedzieć, że chińska waluta sama w sobie była słaba – wręcz przeciwnie. W ujęciu ważonym handlem juan umocnił się o 0,6% do najmocniejszego poziomu od czerwca. Tydzień zaczynamy od dalszego umocnienia – waluta zyskuje po werbalnej interwencji Ludowego Banku Chin (PBoC) towarzyszącej kolejnym silniejszym od oczekiwań fixingom i lepszym od oczekiwań danym o finansowaniu.

Dane gospodarcze z Chin nie są najlepsze, ale nie zawodzą już na wszystkich frontach. Odczyt Caixin PMI dla usług był wprawdzie słabszy od oczekiwań i najsłabszy w tym roku, ogólnie jednak zbiorczy PMI jest od lipca na niemal niezmienionym poziomie – niekorzystne dane z sektora usługowego zostały zrównoważone odbiciem danych dotyczących produkcji. Zgodnie z oczekiwaniami Chiny wyszły w sierpniu z krótkiego okresu deflacji konsumenckiej – inflacja CPI wzrosła do 0,1%. Co jednak najważniejsze, dane dotyczące handlu zaskoczyły w górę, pokazując w sierpniu niższe spadki eksportu i szczególnie importu. Warto również zaznaczyć, że Country Garden spłacił odsetki od swoich dolarowych obligacji przed upływem 30-dniowego okresu karencji, unikając tym samym bankructwa.

W tym tygodniu poznamy wiele odczytów z Chin. Rozpoczęliśmy od lepszych od oczekiwań danych dotyczących finansowania. Wzrost liczby zaciąganych kredytów wzmacnia wrażenie, że w końcu może następować pewna stabilizacja. Inwestorzy skupią się na szeregu odczytów w piątek (15.09) i decyzji PBoC dotyczącej stopy 1-rocznych kredytów MLF (Medium-term Lending Facility) tego samego dnia. Zmiana stopy nie jest oczekiwana, tym samym uwaga powinna skupić się na rolowaniu.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia – analitycy Ebury

Wojna w Ukrainie: walka o wartości i kształt światowego porządku

Inwazja rosyjska na Ukrainę spowodowała wiele procesów w wielu obszarach – i nie tylko w Ukrainie. Ta wojna toczy się w Europie i na świecie. Jest to de facto konflikt wartości. Trzeba sobie odpowiedzieć, jakim wartościom hołdujemy, czy pozwolimy rządom autorytarnym, dyktatorom na używanie siły i wprowadzanie swojego porządku siłą, czy nie? Odpowiedź jest oczywista – ale żeby do tego doprowadzić, musimy jako społeczeństwa wspierać walczących, tak jak Ukrainę. Bez tego następnym ruchem będzie wejście rządów dyktatorskich na nasze podwórko. Dziś Ukraina walczy za wolność swoją i naszą, światową. Rosja oddziałuje też na społeczeństwa. Ma na celu rozbicie jedności pomocy dla Ukrainy – bo ta jedność i pomoc powoduje, że Ukraina skutecznie przeciwstawia się agresorowi.

– Wiemy dziś, że bez dostaw sprzętu, broni, amunicji Ukraina prawdopodobnie nie poradziłaby sobie – albo straciła jeszcze więcej terytoriów. Byłaby to co najmniej połowa – czyli część wschodnia, albo może i całość terytorium – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Maciej Matysiak, ekspert Fundacji Stratpoints, wykładowca ANS Gniezno. – A więc narracja kremlowska, działania wywiadowcze, polityczne są ukierunkowane na rozbicie solidarności. Widzimy wiele trendów tzw. prorosyjskich – działanie partii politycznych w krajach Europy Środkowej, Europy Zachodniej, na własnym podwórku, w Hiszpanii, Francji. Cel jest jeden. Skłonić społeczeństwa krajów Europy Zachodniej do tego, aby nie chciało nam się już wspierać Ukrainy. Byśmy naszymi głosami wybrali takich ludzi, takich polityków, którzy spowodują ustanie pomocy. To jest kazus z chociażby prezydenta Trumpa – który jasno w swojej narracji mówi, że zakończyłby konflikt w trzy dni albo w jeden dzień. Zadaję sobie pytanie, w jaki sposób? Czy to znaczy, że pozwoliłby Rosjanom na utrzymanie terytoriów zagrabionych Ukrainie? Bo nie ma innego sposobu na zatrzymanie Rosji tu i teraz. Dziś światowy podział przebiega nie pomiędzy Rosją a Stanami Zjednoczonymi, a pomiędzy Chinami, a Stanami Zjednoczonymi. Rosja schodzi z podium pierwszoligowego gracza i staje się już graczem drugoligowym – wyjaśnia Matysiak.

W I półroczu udaremniono przeszło 4 tys. prób wyłudzeń kredytów na blisko 104 mln zł

W pierwszym półroczu 2023 roku udaremniono ponad 4,4 tys. prób wyłudzeń kredytów, czyli o 18,4% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku. Jednocześnie zmniejszyła się ich łączna kwota. Ostatnio wynosiła ona 103,7 mln zł. To oznacza spadek o 2,4% rdr. Widać też, że najwięcej prób wyłudzeń kredytów powstrzymano w woj. mazowieckim, śląskim, dolnośląskim oraz wielkopolskim. Tak wynika z danych udostępnionych przez Związek Banków Polskich.

Według danych Związku Banków Polskich, w pierwszym półroczu 2023 roku udaremniono 4 404 próby wyłudzeń kredytów. To o 18,4% więcej niż w analogicznym okresie 2022 roku, kiedy takich sytuacji odnotowano 3 721. Zdaniem ekonomisty Marka Zubera, za ten wzrost odpowiadają dwa czynniki. Jednym z nich jest pogarszanie się sytuacji gospodarczej i ubożenie społeczeństwa. Konsekwencją tego, że ludziom żyje się trudniej, są próby pozyskania finansowania w nieuczciwy sposób. Dotyczy to także przedsiębiorców. Rozmówca zwraca też uwagę na spadający wskaźnik PMI, który obrazuje koniunkturę w danej branży.

– Takie warunki zawsze sprzyjają próbom wyłudzenia pieniędzy po to, by poprawić swoją sytuację. Drugim powodem ww. wzrostu są nowe możliwości i narzędzia, które służą nieuczciwym osobom. Myślę, że są też organizacje przestępcze, które próbują finansować się w ten sposób – uważa Zuber.

Jednocześnie w omawianym okresie łączna kwota udaremnionych prób wyłudzeń kredytów wyniosła 103,7 mln zł. To o 2,4% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było to 106,2 mln zł. Jak zaznacza Grzegorz Kondek z Centrum Procesów Bankowych i Informacji, koordynator Kampanii Informacyjnej Systemu „DOKUMENTY ZASTRZEŻONE”, na tego typu statystyki w danym okresie największy wpływ ma to, ile jest prób podejmowanych na bardzo wysokie kwoty. A rekordowy przypadek to 25 mln zł.

– Jeżeli w kwartale są próby na kwoty przekraczające kilka czy kilkanaście milionów, to siłą rzeczy łączna kwota znacząco wzrasta. W okresie objętym badaniem, a więc od 2008 roku, zablokowano ponad 112 tys. prób na łączną kwotę 5,6 miliarda zł. To poważne sumy – istotne zarówno z punktu widzenia sektora bankowego, ale i naszych klientów. Zastrzeżenie utraconego dokumentu, niezależnie czy z powodu zgubienia czy kradzieży, ułatwia blokowanie prób wyłudzeń na bardzo wczesnym  etapie – zanim dojdzie do przekazania pieniędzy przestępcom. To oznacza, że oszczędza się sporo czasu i kłopotów związanych z procesem dowodowym dotyczącym tego, kto faktycznie kredyt wziął – przestępca korzystający z cudzej tożsamości czy klient – wyjaśnia Grzegorz Kondek.

Z kolei Piotr Kuczyński, główny analityk z DI Xelion, nie uważa, by wskazane kwoty udaremnionych wyłudzeń w ww. półroczach, nawet gdyby doszły do skutku, uderzały w sytuację banków. – W stosunku do zysku tych instytucji finansowych, który liczy się w wielu miliardach złotych, ponad 100 mln zł to jest naprawdę znikoma suma. One spokojnie sobie z tym poradzą – mówi Kuczyński.

Grzegorz Kondek również uważa, że wskazany wzrost nie jest na tyle wysoki, by budził niepokój. Przypomina, że równoważy je wysoka liczba zastrzeganych dokumentów. To wpływa na zwiększenie szczelności i skuteczności Systemu „DOKUMENTY ZASTRZEŻONE” i może być jednym z głównych powodów wzrostu wykrywanych działań oszustów. Ekspert dodaje też, że nie można określić, ile prób wyłudzeń kredytu miało miejsce w pierwszym półroczu tego roku, gdyż brakuje danych zbiorczych z całego sektora. Ponadto ze względów bezpieczeństwa banki nie podają tego typu informacji do publicznej wiadomości.

Biorąc natomiast pod uwagę podział na województwa, w I połowie br. najwięcej prób wyłudzeń kredytów udaremniono w woj. mazowieckim – 703 (I poł. 2022 roku – 576), śląskim – 556 (527), dolnośląskim – 419 (401), wielkopolskim – 383 (334) oraz małopolskim – 323 (288). Natomiast na drugim końcu listy są świętokrzyskie – 88 (63), opolskie – 101 (74) i podlaskie – 104 (91).

– W zasadzie to efekt skali. Woj. mazowieckie oraz śląskie oczywiście są najgęściej zaludnione. Zarejestrowanych jest tam również najwięcej przedsiębiorstw. I stąd wynika cała sytuacja – podsumowuje analityk Piotr Kuczyński.

Mabion z solidnymi wynikami w II kwartale 2023 roku

Mabion opublikował wyniki finansowe za 2Q 2023 roku, w którym wypracował solidne przychody i dwucyfrowe zyski na wszystkich poziomach rachunku wyników, dzięki sprawnej realizacji usług CDMO (ang. Contract Development and Manufacturing Organization), utrzymując jednocześnie wysoką marżę EBITDA ponad 50% (nie uwzględniając materiałów)

W 2Q 2023 roku Mabion wypracował:

  • 35,4 mln PLN przychodów (bez przychodów z zakupu materiałów), +87% r/r
  • 19,2 mln PLN EBITDA, +242% r/r
  • 17,5 mln PLN EBIT, +465% r/r
  • 15,2 mln PLN zysku netto, +198% r/r

W 1H 2023 roku Mabion wypracował:

  • 74,7 mln PLN przychodów (bez przychodów z zakupu materiałów), +73% r/r
  • 39,0 mln PLN EBITDA, +156% r/r
  • 35,5 mln PLN EBIT, +248% r/r
  • 31,7 mln PLN zysku netto, +152% r/r
  • Stabilne i przewidywalne przychody z rozliczenia kontraktu z Novavax, dyscyplina kosztowa oraz perspektywa działań zaplanowanych na 2H 2023 pozwoliły podnieść oczekiwania co do wyników na 2023 rok. Zarząd podtrzymuje możliwość zrealizowania poziomu spodziewanych przychodów, podnosząc jednocześnie oczekiwaną marżę EBITDA na cały 2023 rok na poziom przekraczający 30% (w porównaniu do poprzednio oczekiwanej marży na poziomie ok. 25%)
  • Posiadane środki pieniężne (38,5 mln PLN na koniec 2Q 2023), przewidywane przepływy operacyjne w kolejnych kwartałach oraz dostępny kredyt z EBOR na 15 mln USD (którego uruchomienie spodziewane jest w najbliższym czasie) zabezpieczają transformację w CDMO oraz modernizację zakładu w Konstantynowie Łódzkim
  • Współpraca z Novavax rozwija się pomyślnie i stabilnie, generując dla Mabion znaczne przepływy finansowe. W 1H 2023 Spółka otrzymała płatności z tytułu realizacji umowy w wysokości 10,3 mln USD. Od początku współpracy w marcu 2021 roku do dnia publikacji sprawozdania (12.09.2023) płatności z Novavax przekroczyły 67 mln USD
  • Mabion ukończył z sukcesem walidację i wytwarzanie GMP kolejnego (drugiego) produktu w ramach kontraktu z Novavax – antygenu przeciwko wariantowi Omicron oraz zakończył produkcję serii technicznej w procesie transferu technologii dla wariantu Kraken (podwariant Omicron)
  • Zgodnie z założeniami Strategii na lata 2023-2027, Mabion realizuje zaplanowany na okres czerwiec-listopad 2023 roku proces modernizacji istniejącego zakładu w Konstantynowie Łódzkim, polegający m.in. na instalacji zestawu bioreaktorów w technologii z konwencjonalnym mieszaniem oraz wymiany 2 bioreaktorów w technologii orbital shaking na 2 nowe w tej samej technologii
  • Celem modernizacji zakładu jest dywersyfikacja technologiczna i zwiększenie elastyczności oferty usług CDMO poprzez rozszerzenie panelu dostępnych technologii bioreaktorowych, co będzie skutkować większą elastycznością Spółki w rozmowach z przyszłymi klientami i powinno doprowadzić do dywersyfikacji biznesowej
  • Wzmożone inicjatywy nakierowane na pozyskanie nowych klientów, między innymi zaawansowana rekrutacja eksperta na stanowisko Business Development Director, który będzie wspierać działania sprzedażowe Mabion na terenie USA
Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.
Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

„Jesteśmy bardzo zadowoleni z solidnych wyników za drugi kwartał tego roku oraz wypracowanej marży na wszystkich poziomach, osiągniętej dzięki wysokiej efektywności procesowej oraz zachowanej dyscyplinie kosztowej. To trzeci kwartał z rzędu, kiedy Mabion wygenerował ponad 15 mln PLN zysku netto. Wypracowana nadwyżka finansowa wraz z posiadanymi środkami pieniężnymi i dostępnym kredytem EBOR na kwotę 15 mln USD, pozwolą nam zrealizować przedstawione w Strategii ambitne plany rozwoju, w tym pierwszy etap inwestycji w modernizację zakładu Mabion I. Dzięki osiągnięciu do końca roku dywersyfikacji technologicznej obecnego zakładu oraz dynamicznej transformacji w kierunku rozwoju usług CDMO, oceniamy potencjał wypracowania w całym 2023 roku przychodów (razem z materiałami) na poziomie ok. 150 mln PLN. Jednocześnie podnosimy oczekiwania co do marży EBITDA w 2023 roku, która powinna kształtować się na poziomie powyżej 30% (w porównaniu do poprzednio oczekiwanego poziomu marży EBITDA ok. 25%). Zgodnie z założeniami Strategii, rozpoczęliśmy w czerwcu modernizację Zakładu, co wpłynie na nasze wyniki w drugiej połowie roku”komentuje Krzysztof Kaczmarczyk, Prezes Zarządu Mabion S.A.

Wyniki finansowe 2Q 2023

W 2Q 2023 roku Spółka wygenerowała solidne przychody z działalności operacyjnej, które wyniosły 36,0 mln PLN, z czego 35,4 mln PLN z tytułu realizacji usług CDMO razem z komponentem leasingowym. Pozostałą, nieznaczącą część przychodów stanowi wartość zakupionych materiałów do realizacji usług wytwarzania kontraktowego (komponent bezmarżowy). Mabion uzyskał bardzo dobrą rentowność na wszystkich poziomach wyników, osiągając 77,5% marży brutto ze sprzedaży (bez materiałów), 54,2% marży EBITDA (bez materiałów) oraz 49,4% marży EBIT (bez materiałów). Na poziomie EBITDA Spółka zanotowała wynik w wysokości 19,2 mln PLN (+242% r/r), a zysk operacyjny EBIT wyniósł 17,5 mln PLN (+465% r/r). Zysk netto wzrósł blisko trzykrotnie do 15,2 mln PLN, wobec 5,1 mln PLN zysku netto w 2Q 2022 roku i trzeci kwartał z rzędu utrzymał się na poziomie powyżej 15 mln PLN.

“Ponownie uzyskaliśmy bardzo dobrą marżę na wszystkich poziomach wyników i jesteśmy zadowoleni z rezultatów osiągniętych przez Mabion w 2Q 2023 roku. To już kolejny kwartał, w którym udowadniamy skuteczność i efektywność naszych procesów, a także potwierdzamy właściwy kierunek przyjętej w kwietniu br. Strategii na lata 2023-2027. Podtrzymujemy jednocześnie, zgodnie z prezentowaną strategią, potencjał rocznych przychodów w latach 2023-2027 na poziomie 150-200 mln PLN, a od 2024 roku marżę EBITDA na poziomie 20-30%” mówi Grzegorz Grabowicz, Członek Zarządu ds. Finansowych Mabion S.A.

Realizacja strategii i rozpoczęcie modernizacji zakładu Mabion I

W kwietniu br. Mabion przyjął długoterminową Strategię na lata 2023-2027, która ma na celu transformację Spółki w kierunku w pełni zintegrowanej firmy CDMO o profilu biologicznym oraz zbudowanie pozycji rozpoznawalnego podmiotu na globalnym rynku kontraktowego rozwoju i wytwarzania leków na zlecenie.

Kluczowym elementem Strategii Mabion jest rozwój mocy i osiągnięcie dywersyfikacji technologicznej w istniejącym zakładzie w Konstantynowie Łódzkim (Mabion I) w ramach rozpoczętej pod koniec 2Q 2023 roku modernizacji, której zakończenie przewidywane jest do końca bieżącego roku. W toku prac wymienione zostaną dwa istniejące bioreaktory w technologii orbital shaking na dwa nowe bioreaktory w tej technologii oraz nastąpi doposażenie zakładu o system bioreaktorów w technologii z konwencjonalnym mieszaniem. Efektem dywersyfikacji technologicznej będzie wzrost atrakcyjności oferty usług CDMO Mabion, poprzez zapewnienie większej elastyczności i pełniejszego dopasowania do potrzeb potencjalnych klientów, którzy będą mogli korzystać zarówno z bioreaktorów Spółki w technologii orbital shaking, jak i nowych bioreaktorów w technologii z konwencjonalnym mieszaniem.

„Rozpoczęta modernizacja zakładu Mabion I jest odpowiedzią na obserwowane trendy i oczekiwania potencjalnych odbiorców usług CDMO i stanowi kolejny krok w kierunku dywersyfikacji biznesowej oraz pozyskania nowych kontraktów. Efektem naszych działań są zawarte w ostatnich miesiącach aneksy i umowy związane z dostawami bioreaktorów do zakładu w Konstantynowie Łódzkim – w trzecim kwartale oczekujemy dostaw nowych bioreaktorów, a następnie w czwartym kwartale nastąpi ich instalacja, testy kwalifikacyjne oraz finalny odbiór urządzeń. Ponadto we wrześniu podpisaliśmy umowę na dostarczenie linii do kontroli szczelności i inspekcji optycznej opakowań bezpośrednich, która pozwoli na przyspieszenie procesów kontroli jakości produktów gotowych i umożliwi realizację usług kontroli jakości w znacznie większym wolumenie niż dotychczas”dodaje Krzysztof Kaczmarczyk.

22 maja 2023 roku Spółka zawarła aneks do umowy z 2021 roku na dostawę bioreaktorów do istniejącego zakładu Mabion I ze spółką Adolf Kühner AG ze Szwajcarii. Pierwotnie umowa dotyczyła zakupu czterech bioreaktorów w technologii orbital shaking o pojemności 2.500 litrów każdy wraz z usługami dodatkowymi. W wyniku zawarcia aneksu, szwajcarski partner dostarczy w trzecim kwartale 2023 roku do Mabion dwa nowoczesne bioreaktory w technologii orbital shaking o pojemności 2.500 litrów każdy, wartość netto umowy wyniosła 1,8 mln EUR. Aneks związany jest z realizacją Strategii i zaplanowaną dywersyfikacją technologiczną.

11 lipca 2023 roku Mabion zawarł umowę ze spółką z grupy Cytiva (Global Life Sciences Solutions Polands Sp. z o.o.) na zakup zestawu bioreaktorów Xcellerex XDR w technologii z konwencjonalnym mieszaniem, wartość netto umowy wyniosła 3,2 mln EUR. Dostawca wyprodukuje i zainstaluje w Mabion I na przestrzeni trzeciego i czwartego kwartału br. zestaw bioreaktorów, obejmujący 7 urządzeń o łącznej pojemności 4.510 litrów, z czego dwa największe bioreaktory mają pojemność po 2.000 litrów każdy.

W wyniku zawartych aneksów i umów, do końca roku Mabion będzie dysponować czterema nowoczesnymi bioreaktorami w skali komercyjnej: dwoma bioreaktorami orbital shaking oraz dwoma bioreaktorami w technologii z konwencjonalnym mieszaniem, dotychczas niewykorzystywanych przez Mabion, jak również szeregiem bioreaktorów do procesów w skalach technicznych i klinicznych. Łączna objętość bioreaktorów w Spółce przeznaczonych do realizacji procesów w standardzie GMP w różnych skalach przekroczy 10.000 litrów.

„Finansowanie modernizacji zakładu jest zapewnione dzięki posiadanym i możliwym do uzyskania z realizacji kontraktu z Novavax środkom pieniężnym oraz zawartemu z EBOR kredytowi na kwotę 15 mln USD, który niebawem powinien być uruchomiony. Harmonogram modernizacji i związany z nią przejściowy przestój w możliwości świadczenia usługi produkcji jest uzgodniony z Novavax i nie wyklucza rozpoznawania przychodów z rozliczenia kontraktu. Modernizacja wpłynie jednak na zróżnicowany poziom generowanych przepływów operacyjnych w drugiej połowie tego roku. Spodziewamy się, że tegoroczne nakłady na CAPEX wyniosą około 60 mln PLN, zgodnie z opublikowanymi przez nas założeniami przy ogłaszaniu Strategii na lata 2023-2027komentuje Grzegorz Grabowicz.

Ponadto w 2Q 2023 roku Mabion zakończył transfer technologii i z sukcesem ukończył wytwarzanie serii walidacyjnych na drugi produkt wytwarzany kontraktowo – antygen szczepionki na COVID-19 w wariancie Omicron. Obecnie Spółka uczestniczy w pracach Novavax w zakresie wariantu Kraken (podwariant Omicron), dla którego zrealizowano już udaną produkcję serii technicznej.

„Sprawnie realizujemy kolejne procesy transferu technologii, skutecznie wykorzystując wypracowane i stale rozwijane przez ostatnie lata kompetencje. Dywersyfikacja technologiczna naszego zakładu pozwoli nam z kolei wykorzystywać zalety dwóch zupełnie różnych technologii, dzięki czemu będziemy mogli jeszcze lepiej odpowiadać na oczekiwania naszych potencjalnych klientów i świadczyć najwyższej jakości usługi w zakresie kontraktowego rozwoju i wytwarzania leków biologicznych mówi dr Sławomir Jaros, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Operacyjnych i Naukowych.

6 września 2023 roku Mabion zawarł umowę z Bonfiglioli Engineering srl z siedzibą we Włoszech, której przedmiotem jest wyprodukowanie i dostawa linii do kontroli szczelności i inspekcji optycznej opakowań bezpośrednich, wraz z powiązaną dokumentacją i usługami. W ramach umowy w siedzibie Spółki dostarczone i zainstalowane będzie urządzenie do automatycznej kontroli szczelności pierwszorzędowych opakowań farmaceutycznych, fiolek zawierających gotowy, sterylny produkt leczniczy oraz kontroli optycznej napełnionych opakowań i produktu wewnątrz opakowania. Urządzenie cechuje się najnowocześniejszym systemem pomiarowym i kontrolnym, a jego konstrukcja jest zgodna z wymogami GMP. Dostawa urządzenia zaplanowana jest na trzeci kwartał 2024 roku, po czym nastąpi jego montaż, instalacja i rozruch. Linia będzie wykorzystywana na etapie fill&finish, umożliwiając znaczące zwiększenie wolumenu badanych produktów, jednocześnie istotnie skracając procesy kontroli jakości i umożliwiając obsługę większej ilości projektów. Wartość netto umowy wyniosła około 3,7 mln PLN. Inwestycja pozwoli na przyspieszenie procesów kontroli jakości produktów gotowych i umożliwi realizację usług kontroli jakości produktów gotowych w znacznie większym wolumenie niż dotychczas, co jest zgodne z realizacją Strategii Mabion na lata 2023-2027.

Postępujący wzrost aktywności business development

Mabion kontynuuje działania nakierowane na wsparcie procesów sprzedażowych poprzez m.in. rozwój struktur business development – w 1H 2023 liczebność zespołu rozwoju biznesu uległa podwojeniu i wynosi obecnie 6 osób. Ponadto Mabion jest na finalnym etapie procesu rekrutacji na stanowisko Business Development Director w USA, który będzie wspierać działania sprzedażowe Spółki na rynku Ameryki Północnej. Wyłonienie i zatrudnienie kandydata jest przewidywane do końca 2023 roku. Osoba z wysokimi kwalifikacjami i międzynarodową siecią kontaktów, a także potwierdzonym track-record pozyskanych klientów, stanowić będzie istotny element budowania pozycji Mabion na arenie międzynarodowej jako rozpoznawalnego podmiotu na rynku CDMO.

Spółka intensyfikuje również swoją obecność na najważniejszych targach i konferencjach branżowych na świecie, biorąc udział w takich wydarzeniach jak m.in. BIO International Convention w Bostonie w czerwcu br. Obecnie Mabion przygotowuje się do udziału w targach CPHI w Barcelonie 24-26 października, gdzie będzie prezentował szeroką ofertę CDMO na własnym stoisku.

„Podjęliśmy decyzję o rozpoczęciu budowy struktur business development na kluczowym rynku Ameryki Północnej. Nie będziemy otwierać tam dedykowanego biura, natomiast jesteśmy na finalnym etapie wyłaniania wysokiej klasy eksperta, który jako Business Development Director istotnie wesprze nasze działania nakierowane na dywersyfikację biznesową i pozyskanie kolejnych klientów. Równolegle do tych działań kontynuujemy rozmowy z potencjalnymi odbiorcami naszych usług, z którymi nawiązaliśmy relacje m.in. dzięki obecności na konferencji DCAT w Nowym Jorku w marcu br. czy konferencji BIO International Convention w Bostonie w czerwcu, gdzie odbyliśmy około 100 spotkań biznesowych. Widzimy realne korzyści ze zwiększonej aktywności na tych najważniejszych globalnie wydarzeniach w naszej branży, a referencja w postaci współpracy z takim partnerem jak Novavax istotnie ułatwia prowadzone rozmowy. Pozostajemy silnie zmotywowani do przekucia naszych działań w nowe kontrakty i docelowo dywersyfikacji strumienia naszych przychodów” komentuje Adam Pietruszkiewicz, Członek Zarządu Mabion S.A. ds. Sprzedaży.

Tabela 1. Wyniki finansowe Mabion S.A. w ujęciu kwartalnym

Dane w mln PLN 1Q 21 2Q 21 3Q 21 4Q 21 1Q 22 2Q 22 3Q 22 4Q 22 1Q 23 2Q 23   
Przychody razem (w tym) 1,6 55,3 38,6 43,9 38,5 42,9 39,5 36,0  
     Przychody ze sprzedaży 18,2 22,3 17,5 14,1 36,7 38,2 34,3  
     Przychody z tytułu leasingu 1,3 1,8 1,4 1,3 1,1 1,2 1,1  
     Przychody z zakupu materiałów 14,9 14,5 25,0 23,1 5,1 0,2 0,6  
     Przychody z tytułu bezzwrotnych zaliczek* 20,8  
    Przychody z tytułu usług R&D 1,6  
Koszt własny sprzedaży i zakupionych materiałów -21,0 -21,8 -33,3 -29,9 -13,0 -9,1 -8,6  
Zysk brutto na sprzedaży 1,6 34,3 16,8 10,7 8,6 29,9 30,5 27,4  
Marża brutto ze sprzedaży bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a 69,1% 69,7% 56,2% 55,7% 79,2% 77,5% 77,5%  
Marża brutto na sprzedaży n/a 100% n/a 39,1% 43,5% 24,3% 22,3% 69,7% 77,0% 76,1%  
Koszty R&D i ogólnego zarządu -13,8 -6,6 -16,4 -6,9 -9,7 -8,0 -14,3 -11,8 -12,5 -10,2  
EBITDA (11,9) (2,3) (14,2) 27,4 9,6 5,6 (4,4) 26,4 19,8 19,2  
Marża EBITDA bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a 33,8% 39,9% 29,6% n/a 69,7% 50,4% 54,2%  
Marża EBITDA n/a n/a n/a 19,2% 24,9% 12,8% n/a 61,4% 50,1% 53,3%  
Amortyzacja 2,2 2,1 2,1 2,4 2,5 2,5 2,0 1,9 1,8 1,7  
EBIT (14,1) (4,4) (16,3) 25,0 7,1 3,1 (6,4) 24,5 18,0 17,5  
Marża EBIT bez przychodów materiałowych n/a n/a n/a 21,5% 29,4% 16,3% n/a 64,7% 45,9% 49,4%  
Marża EBIT n/a n/a n/a 12,2% 18,4% 7,0% n/a 56,9% 45,6% 48,5%  
Zysk/strata brutto (17,1) (2,5) (15,6) 24,9 7,4 5,1 (5,1) 14,5 16,5 15,2  
Podatek dochodowy (12,2) (1,2)  
Zysk/strata netto (17,1) (2,5) (15,6) 37,1 7,4 5,1 (5,1) 15,7 16,5 15,2  

*W 4Q’21 zdarzenie jednorazowe w postaci rozpoznania przychodów z tytułu bezzwrotnej zaliczki dotyczącej MabionCD20

Tabela 2. Wyniki finansowe Mabion S.A. w ujęciu półrocznym

Dane w mln PLN 1H 2021 1H 2022 1H 2023   
Przychody razem (w tym) 1,6 82,6 75,6  
     Przychody ze sprzedaży 39,8 72,5  
     Przychody z tytułu leasingu 3,3 2,3  
     Przychody z zakupu materiałów 39,5 0,9  
    Przychody z tytułu usług R&D 1,6  
Koszt własny sprzedaży i zakupionych materiałów -55,1 -17,7  
Zysk brutto na sprzedaży 1,6 27,5 57,9  
Marża brutto ze sprzedaży bez przychodów materiałowych 63,8% 77,5%  
Marża brutto na sprzedaży 100% 33,3% 76,6%  
Koszty R&D i ogólnego zarządu -20,4 -17,8 -22,7  
EBITDA (14,2) 15,3 39,0  
Marża EBITDA bez przychodów materiałowych 35,4% 52,2%  
Marża EBITDA n/a 18,5% 51,6%  
Amortyzacja 4,3 5,1 3,5  
EBIT (18,5) 10,2 35,5  
Marża EBIT bez przychodów materiałowych 23,7% 47,5%  
Marża EBIT n/a 12,4% 47,0%  
Zysk/strata brutto (19,6) 12,6 31,7  
Zysk/strata netto (19,6) 12,6 31,7  

Pracodawcy w Polsce planują ponad 17% wzrost zatrudnienia w IV kwartale 2023 r.

Jak wskazują dane z najnowszego Barometru ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia, w IV kwartale 2023 roku 33% pracodawców w Polsce chce powiększać swoje zespoły, podczas gdy redukcję stanowisk deklaruje 16% organizacji. Niemal połowa firm (47%) nie planuje zmian w zatrudnieniu. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski na najbliższy kwartał wynosi +17% – to wynik wyższy o 5 punktów procentowych od prognozy deklarowanej na lipiec-wrzesień, a także wzrost o 17 punktów procentowych w stosunku do wskaźnika deklarowanego przez organizacje przed rokiem. Na chęć rekrutacji nowych talentów wskazują pracodawcy we wszystkich ośmiu analizowanych sektorach. Największe zapotrzebowanie na kandydatów zgłaszają pracodawcy z branży finansów i nieruchomości, a także energetyki i usług komunalnych. Analizując dane dla regionów można zauważyć, że na najwięcej ofert w tym kwartale mogą liczyć mieszkańcy Polski centralnej.

ManpowerGroup opublikował dziś najnowszy raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany rekrutacyjne na czas od października do końca grudnia. Prognoza netto zatrudnienia dla Polski, która jest barometrem rynku pracy i pokazuje chęci firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr na najbliższy kwartał, wynosi +17%, co oznacza więcej ofert pracy niż w ostatnich miesiącach. To wynik wyższy o 5 punktów procentowych od prognozy deklarowanej na lipiec-wrzesień, a także wzrost o 17 punktów procentowych w stosunku do wskaźnika deklarowanego przez organizacje na IV kwartał 2022 roku. Pozyskanie nowych rąk do pracy planuje 33% badanych przedsiębiorstw, na konieczność redukcji etatów wskazuje 16% ankietowanych firm. Niemal połowa, bo 47% organizacji nad Wisłą mówi o chęci pozostawienia struktury zatrudnienia na dotychczasowym poziomie, a na brak decyzji wskazuje 4% z nich.

– Czwarty kwartał tego roku pokazuje, że pracodawcy w całej Polsce patrzą w przyszłość z dobrą myślą, a ostatnie miesiące 2023 roku przyniosą wiele możliwości na rynku pracy – mówi Tomasz Walenczak, dyrektor generalny ManpowerGroup w Polsce. – Wzrost prognozy netto zatrudnienia o 5 punktów procentowych w ujęciu kwartalnym, a także o 17 punktów procentowych rok do roku to bardzo doby sygnał. W analogicznym czasie 2022 roku mieliśmy bowiem do czynienia ze swego rodzaju stagnacją rynku pracy, niepewnością, a firmy pełne obaw dość sceptycznie patrzyły w przyszłość, nie planując tym samym zbyt wielu rekrutacji. Aktualnie kontynuujemy również trend powrotu do dwucyfrowych prognoz zatrudnienia notowanych przed pandemią, co tylko potwierdza coraz lepsze nastroje polskich przedsiębiorców – dodaje ekspert.

Centrum i Południe Polski z największym optymizmem rekrutacyjnym

Barometr ManpowerGroup Perspektyw ZatrudnieniaFirmy z całej Polski przewidują wzmożone działania rekrutacyjne. Najwięcej nowych pracowników chcą pozyskiwać organizacje z Centrum (+28%), Południa (+19%) oraz Południowego Zachodu (+17%) kraju. W nieco mniejszym stopniu swoje zespoły chcą powiększać firmy zlokalizowane we wschodniej (+11%) i północnej (+9%) części Polski. Najmniejsze, choć wciąż optymistyczne prognozy rekrutacyjne deklarują organizacje w regionie północno-zachodnim (+7%).

– Jak pokazują prognozy zatrudnienia dla regionów, pracodawcy w całej Polsce planują nowe rekrutacje. Najwięcej ofert pracy w nadchodzących miesiącach mogą spodziewać się kandydaci z Centrum, Południa, a także południowego zachodu naszego kraju. Ten optymizm w powiększaniu kadr wynika między innymi z otwarcia nowych inwestycji, ale także sezonowości związanej z czasem wzmożonych działań w segmencie produkcji, handlu, e-commerce czy logistyce – mówi Tomasz Walenczak.

Finanse i nieruchomości oraz energetyka i usługi komunalne branżami z dużym apetytem na nowe talenty

Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia sektoryRaport ManpowerGroup prezentuje prognozy zatrudnienia dla 8 sektorów rynku. Jak pokazują deklaracje ankietowanych, pracodawcy z każdej branży chcą w nadchodzących miesiącach zatrudniać nowych pracowników. Na najwięcej ofert pracy mogą liczyć kandydaci z obszaru finansów i nieruchomości (+26%), energetyki i usług komunalnych (+22%), a także transportu, logistyki i motoryzacji (+18%). To również branże, które zanotowały najwyższe wzrosty porównując wyniki z tymi deklarowanymi przez pracodawców na III kwartał tego roku – odpowiednio o 22 oraz 21 punktów procentowych. W nieco mniejszym stopniu powiększanie zespołów planują przedsiębiorstwa sektora dóbr i usług konsumenckich (+17%) oraz IT (+16%), które odnotowały największy spadek deklaracji pracodawców w ujęciu kwartalnym odpowiednio o 12 i 10 punktów procentowych. Prognozę netto zatrudnienia na najbliższe miesiące na poziomie +14% zadeklarowały firmy sektora przemysłu i surowców, a także usług komunikacyjnych. Wśród analizowanych obszarów, w najmniejszym stopniu swoje zespoły planują powiększać organizacje branży opieki zdrowotnej i nauk przyrodniczych (+12%).

– Pracodawcy w Polsce, pomimo nieustannych wyzwań związanych otoczeniem ekonomicznym, inflacją, kosztami prowadzenia działalności, chcą rozwijać swoje firmy, wzmacniać zespoły niezależnie od branży. Można śmiało stwierdzić, że utrzymaliśmy pozytywną perspektywę, widoczną w badaniu na poprzedni kwartał tego roku i patrzymy na zbliżający się koniec roku z większą dozą pewności. To cieszy, ponieważ inwestowanie organizacji w zespół to jeden z najlepszych sposobów na rozwój i zachowanie przewagi rynkowej – podsumowuje Tomasz Walenczak.

Duże organizacje z największym optymizmem rekrutacyjnym

Barometr ManpowerGroup pokazuje, że w IV kwartale 2023 roku najbardziej otwarte na powiększanie swoich zespołów są duże firmy (+20%), zatrudniające powyżej 250 pracowników, a także średnie organizacje (+19%) (50-249 pracowników). Nieco mniej nowych ofert pracy (+12%) przewidują w nadchodzących miesiącach małe przedsiębiorstwa (10-49 pracowników). Najmniejsze potrzeby rekrutacyjne deklarują natomiast mikroprzedsiębiorstwa, zatrudniające do 10 osób, z prognozą netto zatrudnienia +10%.

Polska na tle regionu EMEA

Jak wskazują dane dla regionu Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, wszystkie badane kraje odnotowują dodatnią prognozę netto zatrudnienia. Oznacza to większą niż w ostatnich miesiącach chęć pozyskania nowych pracowników. Wśród państw regionu EMEA z najmniejszymi potrzebami rekrutacyjnymi znalazły się Czechy (+11%), Węgry (+13%) oraz Słowacja (+15%). W największym stopniu swoje zespoły chcą powiększać pracodawcy ze Szwajcarii (+38%), Południowej Afryki (+35%), Portugalii (+35%), a także Holandii (+35%).

Krytyczna opinia BCC na temat budżetu państwa na rok 2024

Głównym tematem wrześniowego posiedzenia plenarnego Rady Dialogu Społecznego była ustawa o budżecie państwa na rok 2024. Strona społeczna bardzo krytycznie oceniła zaakceptowany przez rząd projekt. Posiedzeniu przewodniczył Łukasz Bernatowicz – prezes Związku Pracodawców Business Centre Club.  

Zaakceptowany przez Rząd budżet na 2024 r. składa się z trzech głównych filarów tj. – obronności (158 mld zł) polityki społecznej (137 mld zł) i ochrony zdrowia (190 mld zł). Jak te założenia mają się do realiów, a także do Krajowego Planu Odbudowy pozostaje pytaniem otwartym.

Przedstawiciel Ministerstwa Finansów – Sebastian Skuza przedstawił budzące kontrowersje założenia projektu budżetu, przewidującego między innymi: (nieracjonalny zdaniem m.in. BCC) wzrost dochodów kasy państwa, wzrost i wypłatę dodatkowych świadczenia dla rodzin (800+), a także 13. i 14 emerytury, wzrost płac oraz inflację średnioroczną na poziomie 6,6 proc.

Projekt ustawy o budżecie państwa został oceniony krytycznie, jako budzący wątpliwości i mało realny, przez większość przedstawicieli strony społecznej.

Strona pracodawców poruszyła między innymi zagadnienia związane z deficytem budżetowym, wskaźnikiem wzrostu wynagrodzeń i wysokością płacy minimalnej oraz prognozowanymi wpływami z podatku CIT i VAT.

Obecny na posiedzeniu wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji              i lobbingu, Witold Michałek przypomniał rekomendacje unijne dotyczące lepszego ukierunkowanie polskiej polityki społecznej i zwrócił uwagę, że polski Rząd nie dostosował się do tych rekomendacji. Ekspert skupił się głównie na stronie wydatkowej budżetu państwa na 2024 rok i ocenił ją negatywnie.

Witold Michałek, wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji i lobbingu
Witold Michałek, wiceprezes BCC, ekspert ds. gospodarki, legislacji i lobbingu

BCC podtrzymuje krytyczną ocenę programu Rodzina 500+ (obecnie 800+) uznając, że wsparcie dla rodzin z dziećmi zdecydowanie powinno zawierać kryterium dochodowe. Bardzo dobrze i dobrze sytuowane rodziny nie korzystałyby wtedy z publicznego wsparcia, finansowanego m.in. przez podatki płacone przez osoby ubogie lub te o niskich dochodach. Natomiast zwiększenie wysokości takiego wsparcia dla rodzin o niskich dochodach powinno nastąpić już wcześniej, w okresie kiedy zostały one najbardziej dotknięte skutkami wysokiej inflacji. Z kolei istotne zmniejszenie ogólnej sumy wydatków budżetowych wskutek zmiany sposobu i racjonalizacji finansowania wsparcia jedynie dla rzeczywiście potrzebujących tego rodzin z dziećmi, przyczyniłoby się także do zmniejszenia presji inflacyjnej wpływającej na ogólny poziom inflacji. – podkreślił Witold Michałek.

Podczas posiedzenia przedstawiciel BCC odniósł się także do obecnego kształtu świadczenia „Doby start”, przysługującego na każde uczące się dziecko w rodzinie, bez kryterium limitu dochodu.

Wsparcie w wysokości 300 zł, jest dla rodzin o przeciętnych nawet dochodach sumą bez większego znaczenia. Natomiast dla rodzin wielodzietnych, o niskich dochodach – może być już znacząca, choć zdecydowanie niewystarczająca, szczególnie w okresie nadal wysokiej inflacji. Zatem te rodziny powinny otrzymać wsparcie w wysokości istotnie wyższej, także realnie, ale kosztem znacznej redukcji lub wycofania wsparcia dla rodzin o wyższych dochodach. – podkreślał ekspert.

BCC podtrzymało wcześniejsze, krytyczne stanowisko dotyczące wypłaty dodatkowego rocznego świadczenia dla emerytów i rencistów (tzw. 13 emerytury) Polskiego państwa nie stać na system świadczeń socjalnych, wypłacanych niezależnie od wysokość emerytury lub renty.

Ubodzy i niezamożni podatnicy (w tym np. samozatrudnieni) nie powinni dofinansowywać osób otrzymujących wysokie emerytury i renty. Zaoszczędzone fundusze można wykorzystać znacznie efektywniej np. na istotne podwyższenie świadczeń dla opiekunów osób niepełnosprawnych – niezależnie od tego, czy ta niepełnosprawność wynika z choroby przewlekłej czy po prostu z niedołężności wieku starczego. mówił Witold Michałek.

Zdaniem BCC wypłata dodatkowego rocznego świadczenia dla emerytów i rencistów (tzw. 14 emerytura), z uwagi na jej zależność od wysokości emerytury – wprawdzie mieści się w logice świadczenia socjalnego, ale jej racjonalność ekonomiczna jest wątpliwa, ponieważ istnieją inne ważne cele społeczne wymagające istotnego i szybkiego dofinansowania.

Zdaniem wiceprezesa BCC, w przypadku projektu budżetu na 2024 rok – preferencja sfinansowania tzw. 14 emerytury wydaje się mieć przede wszystkim podłoże polityczne.

BCC ponownie odniosło się także do projektu podwyżek w sferze budżetowej. W związku z niedostatecznymi podwyżkami w latach ubiegłych, organizacja wspierała aż 20 proc. podwyżkę, ale w zamian za istotnie niższe tempo wzrostu płacy minimalnej.

W sytuacji, w której rząd zignorował sygnały płynące od organizacji pracodawców, BCC popiera wzrost funduszu wynagrodzeń o wskaźnik przewidywanej inflacji.

W projekcie budżetu rząd sumuje dwa rodzaje podwyżek dla państwowej sfery budżetowej w 2024 roku – o 6,6 proc. jako wzrost tzw. kwoty bazowej oraz 5,7 proc. podwyżki jako wzrost funduszu wynagrodzeń. Choć nie jest jasne, jak te fundusze zostaną w praktyce rozdysponowane, to większość z nich zostanie niestety przeznaczona na zniwelowanie silnego spłaszczenia wynagrodzeń, spowodowanego bardzo wysoką, 20-procentową podwyżką płacy minimalnej w 2024 roku. Absurdem jest, że na takie podwyżki w państwowej sferze budżetowej rząd znajduje dodatkowe, pochodzące z podatków środki, a cały sektor prywatnych firm i podmiotów musi je na taki sam cel sam wygospodarować, bez jakiegokolwiek wsparcia ze strony państwa.

Wzrost cen energii w czwartym kwartale 2023 r.

  • Zapasy i zmiana kierunku dostaw – uniezależnienie od paliw z Rosji jest faktem
  • Niepewność pozostaje – pogoda tej zimy (i kwestia dostatecznych zapasów gazu) jest niewiadomą; pewny jest natomiast długofalowy wzrost chińskiego popytu, windujący ceny
  • Silna pozycja OPEC+ – organizacja skutecznie ogranicza podaż, co podnosi ceny

Ponieważ cel zapełnienia magazynów w 90% został już osiągnięty – znacznie przed terminem wyznaczonym na 1 listopada – Europa prawdopodobnie wejdzie w sezon zimowy 2023-2024 z pełnym zapasem gazu.

UE zdołała znacznie zmniejszyć swoją zależność od rosyjskiego gazu, który stanowi obecnie mniej niż 20% całkowitego importu (w porównaniu do 41% przed wojną). Import skroplonego gazu ziemnego (LNG) od alternatywnych dostawców (zwłaszcza USA) odnotował wyraźny wzrost, a Europa importowała w 2023 o ponad 20% więcej LNG niż w poprzednim roku. Oprócz tych zmian w podaży, na korzyść Europy działała kombinacja czynników. Łagodniejsze temperatury zimowe w latach 2022-2023, które były znacznie niższe niż średnia z dekady, odegrały znaczącą rolę w zmniejszeniu zużycia energii na kontynencie. W połączeniu z szeroko zakrojonymi inicjatywami na rzecz oszczędzania energii oznaczało to, że Europa zużyła znacznie mniej niż przewidywano: zapotrzebowanie na gaz było o 13% niższe od średniej w pierwszym kwartale 2023 roku.

Poziom zapełnienia magazynów gazu w UE (%)

Poziom zapełnienia magazynów gazu w UE

Źródła: AGSI, Allianz Research

Jednak , europejski krajobraz energetyczny pozostaje pełen niepewności. Podczas gdy oszczędności osiągnięte przez przedsiębiorstwa powinny być trwałe, większość oszczędności gospodarstw domowych wynikała z efektów pogodowych, co może stanowić ryzyko w przyszłości. Ostrzejsza zima może nadal nadwyrężyć rezerwy energetyczne kontynentu. Jeśli ostrej zimie towarzyszyć będzie słaba wydajność odnawialnych źródeł energii (słonecznej i wiatrowej), popyt może przewyższyć podaż, co doprowadzi do wyczerpania zapasów energii na wiosnę przyszłego roku i potencjalnych napięć w cenach energii dla europejskich gospodarstw domowych i przedsiębiorstw. Rzeczywiście, ceny gazu ziemnego, które cieszyły się względną stabilnością przez większość 2023 r., są podatne na zmienność. Allianz Trade prognozuje, że ceny gazu ziemnego wyniosą średnio 45 EUR/MWh w IV kwartale 2023 r. (w porównaniu do blisko 35 EUR/MWh obecnie).

Kolejnym źródłem niepewności dla europejskiego gazu jest potencjalny wpływ chińskiego ożywienia gospodarczego. W 2022 r., gdy w kraju obowiązywała ścisła polityka zerowego COVID-19, popyt na energię i LNG z Chin pozostawał stłumiony. W tym kontekście łagodniejsze niż oczekiwano odbicie chińskiego wzrostu jest ulgą dla cen gazu. Jednak w dłuższej perspektywie Europa stanie w obliczu zaostrzonej konkurencji z Chinami. Wraz z dążeniem tego kraju do przejścia z węgla na czystsze źródła energii, LNG staje się preferowaną alternatywą. W rezultacie Europa będzie konkurować z Chinami nie tylko pod względem cen, ale także dostępności dostaw. Ta wzmożona konkurencja może potencjalnie nadwyrężyć bezpieczeństwo energetyczne Europy, zwłaszcza w okresach napięć podażowych, podkreślając pilną potrzebę dywersyfikacji źródeł energii i ostatecznego zmniejszenia zależności od importu LNG.

Silna pozycja OPEC+ oznacza, że ropa pozostanie droga. Ostatnie wydarzenia na globalnym rynku ropy naftowej sygnalizowały zacieśnienie podaży, a dwaj główni gracze, Arabia Saudyjska i Rosja, przedłużyli dobrowolne cięcia wydobycia. Arabia Saudyjska ogłosiła w ostatni wtorek, że przedłużyła swoje cięcie o
1 mln baryłek dziennie (bpd) do końca 2023 r., co podkreśla determinację tego kraju do wzrostu cen. Rosja również zdecydowała się przedłużyć cięcia eksportu ropy o 300 000 baryłek dziennie do końca roku. Decyzje te, podjęte w kontekście niestabilnych rynków, pchnęły ceny Brent powyżej progu 90 USD/bbl po raz pierwszy od listopada 2022 roku. Allianz Trade oczekuje, że ceny Brent wyniosą średnio 84 USD za baryłkę w IV kwartale 2023 r. ze względu na łagodne tło makroekonomiczne i prognozujemy średnią cenę 85 USD za baryłkę w 2024 r., ponieważ podaż powinna pozostać ograniczona w przyszłym roku.

Prognozy cen ropy naftowej

Prognozy cen ropy naftowej
Źródła: Refinitiv, Allianz Research

Złoty łapie oddech i czeka na kolejne wyzwania

W nowy tydzień wchodzimy spokojnym krokiem. Brak istotnych odczytów pozwala na odreagowanie poprzedniego oraz przygotowanie się do wydarzeń kolejnego tygodnia. Na uspokojeniu emocji korzysta złoty, który wreszcie może złapać oddech.

Z pustego i dolar nie naleje

To już powoli tradycja, że poniedziałkowe kartki z kalendarza makro świecą pustkami. Kilka pozycji oczywiście się na niej znajdzie, jednak brak tych najważniejszych, czy choćby istotnych. Dlatego szukający wrażeń muszą ratować się odczytami z peryferii poważnych rynków. Dziś można zwrócić uwagę na odczyt inflacji z Norwegii oraz Czech. Ten pierwszy bardzo pozytywnie zaskoczył, dynamika cen zarówno głównego indeksu CPI, jak i bazowej wariacji hamuje. Podobny scenariusz jest realizowany u naszych południowych sąsiadów, którzy nie muszą wchodzić na szczyty kreatywności, aby pochwalić się jednocyfrowym wynikiem. Zgodnie z oczekiwaniami inflacja w Czechach wyniosła 8,2%. Niepokojąco wygląda produkcja przemysłowa na Słowacji, gdzie skurczyła się o ponad 5% rdr. Jest to kolejne potwierdzenie, że nasze otoczenie może nas ciągnąć w dół. Podczas sesji poznamy jeszcze predykcje gospodarcze Komisji Europejskiej i to będzie zamykać temat dzisiejszej kartki z kalendarza.

Dużo się działo

Ta chwila oddechu pozwala z trochę większym dystansem zerknąć na wydarzenia z poprzedniego tygodnia. Wrzesień statystycznie jest ciężkim miesiącem dla bardziej ryzykownych aktywów, zwłaszcza dla indeksów giełdowych i widać, że w tym roku może być podobnie. Początek ostatniego miesiąca trzeciego kwartału został zdominowany przez pesymistyczne wyniki chińskiej gospodarki. Wzmogło to obawy o wzrost gospodarczy największej gospodarki świata, a tym samym rośnie ryzyko globalnej recesji. W zeszłym tygodniu eurodolar naruszył poziom 1,07$, choć zarysowana formacja na wykresie może dawać nadzieję na choć chwilę odpoczynku od dalszych spadków.

Uspokojenie nastrojów na pewno przyda się naszemu złotemu. Tylko w zeszłym tygodniu dolar podrożał o 20 groszy, pozostałe główne waluty również zaliczyły znaczący ruch w górę. Dzisiaj złoty również traci na szerokim rynku, jednak zmiany nie są już tak znaczące i widać pewne wyciszenie. Euro kosztuje 4,62 zł, co oznacza, że cofnęliśmy się już do poziomów z kwietnia. Funt dobija do 5,40 zł, frank oscyluje przy 4,83 zł. I jedynie dolar dziś nieznacznie tanieje, kosztując 4,30 zł.

Nadchodzący tydzień

Handel w tym tygodniu powinien rozkręcać się powoli. Jutrzejsza sesja również zapowiada się spokojnie. Z Niemiec napłynie indeks ZEW, który w ostatnim czasie nie rozpieszcza. Warto również zerknąć na zmianę zapasów ropy w USA, skoro jej kurs jest w przełomowym momencie. Najważniejsze rzeczy będą działy się jednak w środę, która zrekompensuje stagnację z początku tygodnia. Przede wszystkim poznamy inflację w Stanach Zjednoczonych, do tego produkcję przemysłową w strefie euro, a i funt otrzyma pokaźną paczkę danych. Czwartek z kolei to decyzja EBC w temacie stóp procentowych, która będzie kluczowa dla dalszych losów wspólnej waluty, a i dla złotego nie będzie bez znaczenia. Piątek będzie za to już studził emocje, choć impulsów do gry zabraknąć nie powinno.
powoli będzie się skupiać na zbliżających się posiedzeniach banków centralnych, gdzie pewnie nie zobaczymy tak szokujących ruchów jak wczoraj by RPP, ale będą się decydować dalsze losy zacieśniania monetarnego, więc dla walut USD i EUR będzie to kluczowa sprawa.

Krzysztof Adamczak – dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Pracownicy i zarządzający o nowych technologiach – badanie EY

Badanie EY wskazuje, że zdecydowana większość pracowników (89%) uważa, że wdrażanie nowych technologii jest korzystne dla ich firmy. Jednocześnie według ponad połowy (59%) zarząd i kadra wyższego szczebla decydują się na ich adopcję zbyt wolno. W efekcie dla 52% ankietowanych rozwiązania, które mogłyby ułatwić im pracę, stają się przestarzałe, kiedy w końcu trafiają do organizacji. Obecnie najpowszechniej wykorzystywanym rozwiązaniem w firmach jest chmura (75%), a najrzadziej narzędzia oparte o wirtualną rzeczywistość (24%). Jednocześnie największy odsetek respondentów (60%) chciałby w przyszłości oddelegowywać AI swoje powtarzalne zadania.

EY zapytał ponad tysiąc amerykańskich pracowniczek i pracowników, którzy zadeklarowali znajomość choć jednej nowoczesnej technologii (m.in. sztuczna inteligencja / uczenie maszynowe, VR/AR, metaverse, blockchain, internet rzeczy, cyfrowy bliźniak), o to, jak oceniają wprowadzanie tego typu rozwiązań do swoich organizacji. Co zaskakujące, większość z nich patrzy entuzjastycznie na zmiany, jakie przynosi rewolucja cyfrowa, widząc w niej szansę na zwiększenie efektywności codziennej pracy i rozwój biznesu. Ponad połowa respondentów (53%) wolałaby pracować w firmie, która jest otwarta na nowoczesne technologie.

Choć gospodarka amerykańska jest dużo bardziej zaawansowana od polskiej, to nie wszystkie tamtejsze organizacje decydują się na technologiczną transformację. Zdaniem 74% ankietowanych z USA ich firma zaczęła wdrażać lub w pełni wdrożyła co najmniej jedną nową technologię w ciągu ostatnich trzech lat. To oznacza, że co czwarty przedsiębiorca na razie z nich nie korzysta, co nie jest pozytywnie odbierane przez pracowników. Niemal połowa z nich (48%) jest zdania, że kadra wyższego szczebla nie widzi wartości we wdrażaniu nowoczesnych technologii.

– Aby zapewnić sprawną i pomyślną adopcję nowych rozwiązań, należy najpierw spełnić szereg wymagań, począwszy od kwestii finansowych, procesowych, wyszkolenia pracowników, a na zasadach bezpieczeństwa kończąc. Mniejsza chęć transformacji cyfrowej wśród kadry wyższego szczebla może wynikać z patrzenia na nią przez pryzmat długofalowych wyzwań, a nie korzyści końcowych. Efektywne wdrożenie nowej technologii wiąże się z przekwalifikowaniem lub podnoszeniem kompetencji pracowników, by w pełni uwolnić ich potencjał. To dla nich konkretna wartość, która przekłada się na entuzjazm wobec nowych rozwiązań. Zazwyczaj pracownicy są niechętni zmianom, jednak przykład USA pokazuje, że obawiamy się tego, czego nie znamy. Pracownicy zaznajomieni z najnowocześniejszymi technologiami widzą w nich korzyści zarówno dla samych siebie, jak i dla firmy – komentuje Radosław Frańczak, Partner, lider obszaru Technology Consulting w EY Polska.

AI daleka od powszechności

Ankietowani z USA wskazują, które technologie są już dobrze zaadoptowane lub przynajmniej powoli rozwijane w ich miejscu pracy. Wśród najczęściej wprowadzonych w ciągu ostatnich 3 lat wymieniono chmurę (75%), przetwarzanie brzegowe (70%) oraz Internet rzeczy (62%). Na drugim biegunie znalazły się VR/AR (24%), metaverse (28%) oraz AI/ML (35%), które podbijały nagłówki gazet, ale medialna popularność nie poszła w parze z faktycznym biznesowym wykorzystaniem. Co ciekawe, zdaniem połowy respondentów sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe zaczną być szeroko stosowane w ciągu najbliższych 3 lat.

Wykres: Technologie wprowadzane do firm w przeciągu ostatnich 3 lat
Technologie wprowadzane do firm w przeciągu ostatnich 3 lat

Choć od wielu miesięcy słyszymy o coraz większych możliwościach AI, biznes zachowuje powściągliwość także pod kątem zastępowania pracowników przez sztuczną inteligencję. Z badania „Wpływ AI na rynek pracy”, przeprowadzonego na zlecenie EY Polska, wynika, że rodzime firmy zamierzające wprowadzić to rozwiązanie napotykają głównie na bariery organizacyjne (26%) i techniczne (25%). Na dalszych miejscach znalazły się aspekty związane z brakiem odpowiednich kompetencji (16%) lub niskim poczuciem bezpieczeństwa (15%). Mimo że dużo się mówi o tym, że AI mogłaby pomóc w realizacji powtarzalnych zadań, tylko 6% przedstawicieli firm w Polsce widzi możliwość wykorzystania tego potencjału. Natomiast pracownicy mają zupełnie odmienne oczekiwania – aż 60% amerykańskich ankietowanych liczy na to, że już wkrótce będzie mogła oddelegowywać AI swoje powtarzalne zadania.

Główne ryzyko – cyberbezpieczeństwo

Respondenci entuzjastycznie nastawieni do nowych technologii mają jednak świadomość ryzyk, które wiążą się z szerszą adopcją tych rozwiązań w ich organizacji. Jako największe wyzwanie wskazują zapewnienie odpowiedniego poziomu cyberbezpieczeństwa – głównie pod kątem przeszkolenia pracowników. Osoby, które były dobrze zaznajomione z AI/ML, wśród innych obaw wymieniły kwestie etyczne i moralne (38%) oraz niedobór wykwalifikowanej kadry (37%). Z kolei brak szkoleń i możliwości podnoszenia kwalifikacji był barierą podnoszoną przez respondentów zaznajomionych z cyfrowym bliźniakiem (33%).

Część przedsiębiorstw zdecydowało się na pracę w systemie hybrydowym, co powoduje, że zmieniają się oczekiwania co do współczesnego lidera. Zawsze była to między innymi umiejętność budowania otwartej komunikacja z pracownikami czy zbudowanie celu i zaufania co do obranego kierunku. Obecnie dochodzi większa rola empatii, często realizowanej w formie cyfrowej. W tym procesie konieczne jest znajomość nowoczesnych technologii, które coraz częściej wspierają realizację celów biznesowych. Otwartość do tego co nowe powinni przedstawiać przede wszystkim pracownicy wyższego szczebla. To właśnie od nich idzie przykład dla całej firmy, tak ważny w sytuacji gdy wiele osób obawia się negatywnego wpływu nowoczesnych technologii na ich stanowisko pracy. Umiejętność przezwyciężania tych barier, mówienie również językiem długofalowych korzyści, odegra kluczową rolę w procesie zmiany w kulturze organizacyjnej, która stoi przed każdą firmą. Umiejętne przeprowadzenie tego procesu i zaangażowania całych zespół będzie budowało przewagę konkurencyjną. Również na rynku pracy, gdyż pracownicy chcą być zatrudnieni w nowoczesnych organizacjach, które chcą i potrafią wprowadzać najnowocześniejsze rozwiązania – dodaje Artur Miernik, Partner EY Polska i Lider Praktyki Workforce Advisory w ramach People Advisory Services.

O badaniu
Badanie „Emerging Tech at Work” zostało przeprowadzone online w pierwszym kwartale 2023 r. wśród 1001 pracowników w USA. Byli oni zaznajomieni z co najmniej jedną nowoczesną technologią: sztuczną inteligencją/ uczeniem maszynowym, wirtualną rzeczywistością /rozszerzoną rzeczywistością, metaversum, blockchainem, Web3, Internetem rzeczy, cyfrowym bliźniakiem, quantum computing, chmurą obliczeniową, biometrią, przetwarzaniem brzegowym lub generatywną sztuczną inteligencją.

Jen japoński się umacnia. Dolar pod presją danych inflacyjnych i decyzji EBC

Na rynku walutowym aktualnie oprócz słabości złotego, mówi się o chwilowej aprecjacji jena japońskiego, który zyskał po wypowiedzi prezesa Banku Japonii. Para USD/JPY „otworzyła” tydzień luką spadkową i przez cały dzisiejszy poranek sukcesywnie schodzi na niższe poziomu w okolice 146,00.

Chwilę po tym jak notowania USD/JPY przetestowały tegoroczne maksima na poziomie 147,80, na rynek napłynęła informacja o wywiadzie gubernatora Banku Japonii, w którym powiedział on, że instytucja prawdopodobnie będzie miała wystarczającą ilość informacji do końca roku, żeby móc ocenić, czy płace będą nadal rosły, tworząc w ten sposób warunki do dostosowania wsparcia monetarnego. Te uwagi wystarczyły do tego, żeby jen uległ aprecjacji, choć spoglądając na wykres wspomnianej pary walutowej, nie doszło do przełomowego ruchu. Ueda podkreślił w wywiadzie prasowym, że pożądane jest, aby jen poruszał się zgodnie z warunkami gospodarczymi. Oznacza to, żę BoJ chciałby silniejszej waluty.

W średnim terminie sytuacja JPY powinna ulec mimo wszystko poprawie, ponieważ globalnie zbliżamy się do końca cyklu podwyżek stóp procentowych (USA, strefa euro), a to będzie wspierać wycenę japońskiej waluty.

Oczywiście nie można wykluczyć takiego scenariusza, że pod koniec roku Ueda stosunkowo łatwo znajdzie nowe powody, dla których mniej ekspansywne nastawienie polityki monetarnej nie będzie jeszcze wystarczająco uzasadnione.

Para USD/JPY wciąż porusza się w średnioterminowym kanale wzrostowym. Nowy impuls rozpoczął się na początku tego roku. W marcu oraz w lipcu widoczna była znaczna korekta kursu, ale ostatni ruch w górę, który trwa od połowy lipca wywindował notowania blisko poziomu 148 i tym samym dystans do szczytu z ubiegłego roku (okolice 152,00) zdecydowanie się skurczył.

W tym tygodniu rynek będzie skupiny na danych inflacyjnych z USA oraz decyzji EBC. Ostatnia aprecjacja USD była napędzana solidnymi danymi gospodarczymi z USA, które skłoniły uczestników rynku do odłożenia oczekiwanych obniżek stóp procentowych przez Fed na dalszy termin. Pierwsze cięcia są wyceniana na mniej więcej połowę przyszłego roku. Optymizm co do danych może być jednak przesadzony a wysoki koszt pieniądza może jesienią coraz mocniej przekładać się na koniunkturę, wówczas ostatnia siła dolara może szybko wyparować.

Wg prognoz inflacja bazowa z USA ma w relacji rok do roku spaść, choć wskaźnik zasadniczy może zostać podbity ze względu na wyższe ceny benzyny. Z kolei sprzedaż detaliczna ma nadal być solidna (czwartek).

Jesteśmy aktualnie w okresie „black out”, co oznacza, że rynek nie otrzyma żadnych wypowiedzi przedstawicieli Fed-u dotyczących przyszłości polityki pieniężnej. Ocenę Rezerwy Federalnej otrzymamy zatem w postaci nowych projekcji w trakcie decyzji o stopach, która zaplanowana jest na przyszły tydzień.

W czwartek decyzja EBC. Dane makro dają przestrzeń zarówno do przerwy jak i do dalszego zacieśniania monetarnego. Być może bank będzie chciał „kupić” trochę czasu aby jeszcze lepiej ocenić dotychczasowy wpływ podwyżek o łącznie 425 punktów bazowych. Z drugiej strony protokół z ostatniego posiedzenia jak również ostatnie wypowiedzi płynące z instytucji sugerują, że EBC wciąż jednak ma większą tolerancję na negatywne niespodzianki dotyczące wzrostu gospodarczego niż na nieoczekiwane zmiany inflacji. Konsensus rynkowy wskazuje na pauzę a wycena rynkowa daje niespełna 35 proc. szans na ruch w górę.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Pokój za 1200 złotych, kawalerka za 2000 złotych. Na rynku wynajmów ceny podobne jak przed rokiem

– Nie widzimy spadku cen na rynku wynajmów – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości. Czy to oznacza, że jesienią na rynku nieruchomości nic się nie zmieni? Nie do końca. Eksperci nie mają wątpliwości, że w ostatnich miesiącach zwolniła się duża ilość mieszkań na wynajem. Nie będzie więc takiej rywalizacji o wolne pokoje i o wolne mieszkania jak w ubiegłym sezonie. – Rodziny starają się o kredyty w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2%, a wiele osób z Ukrainy decyduje się albo na zakup własnego lokum albo wraca do swojego kraju. Spodziewamy się, że studenci znów będą jedną z głownych grup wynajmujących mieszkania, a w ubiegłych sezonach te proporcje się zmieniły – mówi Mirosław Król.

Na rynek wróciło dużo mieszkań. Znikają wynajmujące rodziny i uchodźcy wojenni

Na rynku jest na pewno więcej nieruchomości na wynajem niż w roku 2022. Eksperci nie zauważają jednak korekty w dół jeżeli chodzi o ceny.

– Popyt jest trochę mniejszy niż w latach ubiegłych, ale pamiętajmy, że od zawsze na rynku nieruchomości w Szczecinie mieliśmy niedobór wolnych mieszkań, szczególnie kawalerek. Ta podaż więc nie spadła dramatycznie, nawet jeżeli z rynku znikają głównie wynajmujące rodziny oraz uchodźcy wojenni – mówi Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Kto więc obecnie poszukuje mieszkań na wynajem?

– Wrzesień to czas, gdy studenci szukają dla siebie lokum. To oni będą znów grupą docelową na rynku nieruchomości. Poza tym widzimy, że wciąż silną grupą są młode osoby, których nie stać jeszcze na własne mieszkanie oraz pracownicy tymczasowi – mówi Mirosław Król.

Przy decyzji o wynajmie mieszkania najważniejsze czynniki to cena, lokalizacja, skomunikowanie z uczelniami oraz miejscem pracy wynajmującego.

– Na rynek wróciło sporo mieszkań, ale nie widzimy, by pojawiały się nowe lokalizacje. Deweloperzy, którzy jeszcze rok temu chętnie wynajmowali mieszkania, które z powodu kryzysu się nie sprzedawały, teraz zwykle decydują się na ich wycofanie z rynku wynajmu i sprzedaż – mówi Król.

Pokoje i kawalerki nadal trzymają ceny. „O kawalerki jest największy bój na rynku nieruchomości”

W przypadku cen, eksperci mówią, że zmian niemal nie ma w porównaniu z rokiem ubiegłym. Wynajem pokoju kosztuje tyle samo. Delikatnie mogły wzrosnąć ceny kawalerek, bo to ich poszukują studenci. Ceny dużych mieszkań nie zmieniły się lub nawet minimalnie spadły.

– Za pokój w dużym studenckim mieszkaniu trzeba zapłacić od 900 do 1200 złotych. Kawalerka to koszt od 1600 do 2200 złotych w zależności od lokalizacji i standardu. Mniej zapłacimy za mieszkanie dwupokojowe. Ceny zaczynają się od 2200 złotych, ale mamy też oferty za 3000 złotych, więc tutaj rozpiętość jest największa. Spadły ceny dużych mieszkań i czasem za trzy pokojowe mieszkanie na wynajem zapłacimy mniej niż za dwupokojowe – mówi Mirosław Król.

– Może zdarzyć się, że przedsiębiorcy będą skłonniejsi do negocjacji z wynajmującymi jeżeli chodzi o ceny. Nie należy spodziewać się jednak przesadnych obniżek. Myślę, że decydujące mogą być najbliższe dwa tygodnie. Wówczas okaże się ilu studentów wróci do dużych miast i jaka będzie zasobność ich portfeli – dodaje ekspert.

Niecałe 16% energii ze źródeł odnawialnych w Polsce – jak wypadamy na tle innych krajów?

Według najnowszych danych Eurostatu udział energii ze źródeł odnawialnych (OZE) w końcowym zużyciu energii brutto wynosi w Polsce 15,6%. Czy jest to powód do dumy, czy raczej smutku? Jak wypadamy na tle innych krajów? Odpowiadając na te pytania, warto pamiętać, że w marcu 2023 r. Parlament wynegocjował z Radą wstępne porozumienie w sprawie zwiększenia wiążącego celu UE w zakresie energii ze źródeł odnawialnych na 2030 r. do co najmniej 42,5% z myślą o osiągnięciu 45%, co prawie podwaja obecny udział energii ze źródeł odnawialnych w UE. Jak widać mamy więc jeszcze wiele do nadrobienia.

OZE – kto da więcej?

Unijne prawodawstwo dotyczące promowania odnawialnych źródeł energii uległo znacznym zmianom na przestrzeni ostatnich piętnastu lat. W 2018 r. przywódcy UE wyznaczyli cel dotyczący udziału energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii w UE na poziomie 32% do 2030 r. Zgodnie z dążeniem UE do osiągnięcia neutralności klimatycznej do 2050 r. współprawodawcy uzgodnili w marcu br., że należy zwiększyć cel dotyczący energii z OZE na 2030 r. do 42,5%, z myślą o osiągnięciu 45%. Trwają też rozmowy na temat aktualizacji ram polityki dotyczącej energii ze źródeł odnawialnych do 2030 r. i na okres po 2030 r.

Analizując udostępnione w sierpniu 2023 roku dane Eurostatu nt. udział energii ze źródeł odnawialnych w końcowym zużyciu energii brutto Polska plasuje się raczej na dole listy europejskich krajów. Zdecydowanie liderami są m.in. takie kraje jak: Islandia (85,8%), Norwegia (74,1%), Szwecja (62,6%), Finlandia (43,1%). Gorzej od nas wypadają jedynie Węgry (14,1%), Belgia (13%), Niderlandy (13%), Irlandia (12,5%), Malta (12,2%) oraz Luksemburg (11,7%).

Analizując udział odnawialnych źródeł energii, warto patrzeć na to zagadnienie szerzej, a nie tylko jako obowiązek narzucony przez Unię Europejską. Sezon grzewczy zbliża się wielkimi krokami, możemy się więc spodziewać coraz częstszych komunikatów o smogu. Jedną z najważniejszych jego przyczyn jest emisja szkodliwych pyłów i gazów na niskiej wysokości, wywołana głównie spalaniem paliw stałych, szczególnie niskiej jakości węgla. Mogłoby się więc wydawać, że lepszym rozwiązaniem jest gaz ziemny, który obecnie jest jednym z głównych źródeł emisji CO2 do atmosfery, a także bezpośrednich emisji metanu występujących w całym łańcuchu dostaw gazu, od jego wydobycia do ostatecznego wykorzystania. Jeśli uwzględnić emisje metanu, gaz ziemny ma podobny wpływ na zmiany klimatu co węgiel – według raportu CEE Bankwatch Network oraz Polskiej Zielonej Sieci. Udział OZE zdecydowanie pomógłby w walce z tym „palącym” problemem.

Zielona przyszłość

Z niedawno przeprowadzonego badania przez firmę Opinia24 na zlecenie Euros Energy wynika, że znacząca większość Polaków jest za inwestowaniem w odnawialne źródła energii (OZE). Aż 91% respondentów odpowiedziało „zdecydowanie tak” lub „raczej tak” na pytanie, czy Polska powinna inwestować w rozwój OZE. Zaledwie 7% respondentów jest przeciwna takim inwestycjom.

Stawiając na energię odnawialną, Polska nie tylko odpowiada na globalne wyzwania, ale również otwiera drzwi do przyszłości pełnej innowacji, zrównoważonego rozwoju i większego dobrobytu dla wszystkich. Energia odnawialna pozwala na ograniczenie emisji gazów cieplarnianych i innych zanieczyszczeń. Co więcej, zapewnia nam większą niezależność od importu surowców energetycznych i krok ku większej suwerenności i stabilności ekonomicznej – wskazuje Tomasz Walczak, CTO Euros Energy. Nie zapominajmy również o tym, że sektor energii odnawialnej może stać się źródłem nowych, specjalistycznych miejsc pracy, co sprzyjać będzie rozwojowi gospodarki i wzrostowi jakości życia obywateli – dodaje.

Euro w Polsce? Połowa badanych opowiada się za, połowa przeciw

Kurs na euro to nie gwałtowna zmiana, a dobre dla gospodarki reformy. Badamy stosunek Polaków do przyjęcia europejskiego pieniądza w perspektywie lat.

To na kogo zagłosujemy w najbliższych wyborach przybliży nas bądź oddali od Unii Europejskiej i wpłynie na termin dołączenia do strefy euro. Miejsce w strukturze społecznej nie ma większego znaczenia dla poparcia przyjęcia euro w Polsce – wynika z badań przeprowadzonych na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej, która prowadzi kampanię „Kurs Na Euro”. Jego wyniki wskazują, że o przyjęciu euro powinno mówić się jako o kilkuletnim procesie, kursie, który należy obrać, a nie gwałtownej zmianie.

W maju 2023 roku firma SW Research, na zlecenie Fundacji Wolności Gospodarczej (FWG), przeprowadziła sondaż CAWI na reprezentatywnej próbie dorosłych mieszkańców Polski. Autorami koncepcji badania byli dr Robert Sobiech (Collegium Civitas) i prof. Marek Góra (Szkoła Główna Handlowa), a jego celem było poznanie społecznych postaw wobec wprowadzenia euro w Polsce. Badanie ujawniło niektóre obawy związane z pomysłami wprowadzenia wspólnej waluty.

Najważniejsze wnioski:

  • Wyborcy obecnej opozycji deklarują silne poparcie dla przyjęcia euro w Polsce, zupełnie przeciwne zdanie mają za to zwolennicy rządu. Przyjęcie euro odrzuca 76,4% wyborców Zjednoczonej Prawicy. Sprzeciw wobec euro deklaruje ponad połowa (55,9%) wyborców Konfederacji.
  • Blisko połowa badanych (43,7%) opowiada się za rozpoczęciem przygotowań do wejścia Polski do strefy euro.
  • Miejsce w strukturze społecznej nie ma większego znaczenia dla poparcia przyjęcia euro w Polsce.

Długi proces wprowadzenia euro

Marek Tatała, CEO Fundacji Wolności Gospodarczej, zwraca uwagę na brak wiedzy obywateli o euro i jego zdaniem, zbyt małe zaangażowanie instytucji publicznych, których obowiązkiem jest informowanie o euro. Przypomina, że Polska już 20 lat temu zobowiązała się euro przyjąć, podpisując traktat akcesyjny do Unii Europejskiej. – Brakuje działań edukacyjno-informacyjnych rządu i banku centralnego na temat euro, a dodatkowo niektóre instytucje publiczne zajmują się obecnie demonizowaniem euro i propagandą przeciwko unijnej walucie – komentuje ekonomista.  – Dlatego jako organizacja pozarządowa wyręczamy w tym rząd, prowadząc kampanię KursNaEuro.pl – dodaje.

Poprzednie badania w ramach kampanii wykazały, że wprowadzenie euro jest w dużym stopniu postrzegane w kategoriach szybkiej zmiany, niosącej wiele zagrożeń zarówno dla codziennego życia, jak i funkcjonowania nieprzygotowanych do takiej zmiany instytucji państwa.  Istniejące, nieliczne sondaże przeprowadzone przez polskie ośrodki badają na ogół opinie na ten temat tak, jak gdyby chodziło o wprowadzenie w Polsce euro praktycznie natychmiast. Nic więc dziwnego, że w warunkach wysokiej inflacji, wojny za wschodnią granicą i antyunijnej propagandy górę biorą obawy i ponad połowa badanych deklaruje, że jest przeciwna euro – zwracają uwagę autorzy koncepcji badania dr Robert Sobiech i prof. Marek Góra.

Dlatego założeniem badania było odtworzenie społecznych postaw wobec euro w sytuacji, kiedy jego wprowadzenie nie będzie traktowane jako szybka zmiana, ale jako dłuższy proces przyłączania się Polski do kolejnej grupy wysoko rozwiniętych państw.  M. in. dlatego pytano o przyjęcie wspólnej waluty za kilka lat albo używano konsekwentnie sformułowania „przyjęcie przez Polskę wspólnej waluty”, zamiast sformułowania „wprowadzenia euro”, stosowanego w wielu wcześniejszych badaniach.

Jakie dało to wnioski? Co drugi badany obawia się wprowadzenia euro, nawet kiedy ma to nastąpić za kilka lat. Za przyjęciem euro opowiada się blisko co trzeci badany. Połowa badanych (50,6%) jest przeciwna wprowadzeniu wspólnej waluty. 14% badanych nie ma zdania w tej kwestii.

Według Tatały to wynik celowego demonizowania euro przez polityków. – Rządzący powinni na temat euro rzetelnie informować i edukować, zamiast straszyć nim obywateli. Szczególnie, że wbrew wielu mitom, doświadczenia innych krajów strefy euro nie potwierdzają, że doszło w nich do skokowego wzrostu cen czy nagłego pojawienia się „drożyzny” po przyjęciu euro – komentuje.

Polacy o wspólnej walucie euro

źródło: “Polacy o wspólnej walucie euro”, sondaż CAWI,
reprezentatywna próba dorosłych mieszkańców Polski (N=1020). Wykonawca: SW Research. Realizacja: maj 2023

Postawy wobec euro zależą przede wszystkim od zainteresowania polityką i podziałów politycznych

Na postawy wobec wspólnej waluty największy wpływ ma zainteresowanie polityką (mierzone deklaracjami udziału w wyborach) oraz preferencje partyjne. Za przyjęciem euro opowiada się 43,5% badanych zdecydowanych wziąć udział w wyborach parlamentarnych i 13,6% badanych, którzy nie zamierzają brać udziału w wyborach, a także 15,4% badanych, którzy nie podjęli jeszcze decyzji o udziale w wyborach.

Jak wynika z badania, wyborcy obecnej opozycji deklarują silne poparcie za przyjęciem euro w Polsce, zupełnie przeciwne zdanie mają za to zwolennicy rządu. Wyborcy Konfederacji i niezdecydowani wyborcy są podzieleni w tym temacie – dostrzega Marek Tatała.

Większość wyborców KO (67,9%), Lewicy (62,1%) i w nieco mniejszym stopniu Trzeciej Drogi (44,9%) jest za przyjęciem euro w nadchodzących latach. Zdecydowany sprzeciw ma miejsce wśród wyborców Zjednoczonej Prawicy. Przyjęcie w przyszłości euro odrzuca 76,4% wyborców tego ugrupowania. Za jest jedynie 16,3%. Sprzeciw wobec euro deklaruje ponad połowa (55,9%) wyborców Konfederacji, ale za to co trzeci wyborca tej partii opowiada się za jego wprowadzeniem w dłuższej perspektywie. Podobnie sytuacja ma miejsce wśród wyborców niezdecydowanych na oddanie głosu na którąś z partii. 49,3%  badanych w tej grupie jest przeciw, 29,6% jest za.

Postawy wobec euro w kontekście miejsca w strukturze społecznej

Postawy wobec euro w niewielkim stopniu wynikają z różnic społeczno-demograficznych badanych. Tak np. przeciwnikami przyjęcia euro jest 50% najmłodszych badanych (w wieku do 28 lat) i 52,5% najstarszych badanych (w wieku powyżej 60 lat). Na poglądy badanych nie wpływa też wielkość miejscowości, w której mieszkają. Przeciwnicy euro stanowią 48,3% mieszkańców największych miast (pow. 0,5 mln. mieszkańców), 50,3% mieszkańców najmniejszych miast (poniżej 100 tys. mieszkańców) i 52% mieszkańców wsi.

Poparcie dla wprowadzania euro nie różnicuje także wykształcenie badanych. Niewielkie różnice pojawiały się w przypadku płci, gdzie kobiety częściej niż mężczyźni udzielały odpowiedzi „trudno powiedzieć”.

Choć droga do wprowadzenia euro jest długa, blisko połowa badanych opowiada się za rozpoczęciem przygotowań

Przyjęcie wspólnej waluty euro poprzedza długi okres przygotowań, polegający na spełnieniu warunków wejścia do strefy euro. Do jej przyjęcia konieczne m.in. jest obniżenie stopy inflacji, obniżenie stóp procentowych oraz stabilny kurs złotego wobec euro. Zdaniem Prof. Artura Nowak-Fara, doradcy programowego ds. euro w Fundacji Wolności Gospodarczej, obecny rząd próbuje narzucić narrację, jakoby nieprzyjmowanie euro to jego wybór – Rząd zwyczajnie nie jest w stanie spełnić większości wymaganych kryteriów przystąpienia, a tę swoją niemożliwość zapewnienia dobrej, zdyscyplinowanej polityki gospodarczej chce „sprzedać” jako świadome działanie przeciwko przyjęciu euro – komentuje ekspert.

Jednak wbrew głosom płynącym z obozu rządzącego, blisko połowa badanych (43,7%) opowiada się za rozpoczęciem przygotowań do wejścia Polski do strefy euro. Wśród nich 18,5% badanych opowiada się, za jak najszybszym rozpoczęciem tego procesu. Opcję, że Polska powinna rozpocząć takie przygotowania, ale w obecnej sytuacji nie powinniśmy się spieszyć, wybiera 25,2% badanych. Jedynie 26,9% badanych uważa, że Polska w ogóle nie powinna przyjmować euro.

Te postawy również zbadano na tle preferencji politycznych.70% wyborców KO i Lewicy uważa, że Polska powinna rozpocząć przygotowania do przyjęcia euro, w tym 40% uważa, że powinny się one zacząć jak najszybciej. Za rozpoczęciem przygotowań jest 55% z wyborców Trzeciej Drogi. Podobnego zdania jest 45% wyborców Konfederacji. Jedynie wyborcy PiS są przeciwni. Na tym tle widoczna jest znacząca izolacja wyborców Zjednoczonej Prawicy. Tylko co piąty wyborca popiera rozpoczęcie przygotowań, a blisko połowa zdecydowanie wyklucza przyjęcie euro przez Polskę.

Polacy o wspólnej walucie euro

źródło: “Polacy o wspólnej walucie euro”, sondaż CAWI,
reprezentatywna próba dorosłych mieszkańców Polski (N=1020). Wykonawca: SW Research. Realizacja: maj 2023

Żeby mieć euro w Polsce musimy obniżyć inflację, mieć zrównoważone finanse publiczne, pilnować limitu publicznego, musimy przywrócić praworządność. Choćby dla tych aspektów warto przygotować Polskę do tego kroku – tłumaczy Marek Tatała.

Co Polacy wiedzą o euro?

Okazuje się, że poparcie dla wprowadzenia euro nie jest silnie związane z deklaracjami o posiadaniu wiedzy o wspólnej walucie.

Blisko połowa badanych (46,8%) uważa się za bardzo dobrze lub dobrze poinformowanych o wspólnej walucie euro. Jedynie 10% badanych twierdzi, że nie posiada żadnej wiedzy w tym temacie.

70% badanych, zdecydowanie popierających wprowadzenie euro to osoby, które uważają się za bardzo dobrze lub poinformowane o wspólnej walucie. Najmniejszą wiedzę o euro posiadają osoby, które nie mają sprecyzowanych poglądów dotyczących przyjęcia wspólnej waluty. Zwraca uwagę wysoki odsetek osób uważających się za dobrze poinformowanych osób (51%), wśród zdecydowanych przeciwników euro.

Posiadanie wiedzy o wspólnej walucie nie jest związane ani z wiekiem, ani z miejscem zamieszkania, ani z uzyskiwanymi dochodami. Nie odnotowano także związku pomiędzy posiadanym wykształceniem a wiedzą o euro. Jedyną znaczącą zmienną okazała się płeć badanych. Za bardzo dobrze lub poinformowanych uważa się 56% mężczyzn i 36% kobiet. Posiadanie wiedzy o euro związane jest silnie z deklaracjami udziału w wyborach. Wśród osób zdecydowanie deklarujących udział w wyborach 56% badanych uznało się za osoby bardzo dobrze lub poinformowane. Wśród osób zdecydowanie odmawiających udziału w wyborach – 24%.

Wiedza o euro w podobnym stopniu charakteryzuje wyborców większości partii. Posiadanie takiej wiedzy deklaruje 63% wyborców Zjednoczonej Prawicy, 49% wyborców KO, 48% wyborców Trzeciej Drogi, 47% wyborców Lewicy i 53% wyborców Konfederacji. Najgorzej poinformowani okazują się niezdecydowani wyborcy – tylko 34% z nich twierdzi, że posiada wiedzę o wspólnej walucie.

Szef Fundacji Wolności Gospodarczej widzi w tych wynikach dużą rolę dla organizacji pozarządowych i takich kampanii jak KursNaEuro.pl. – Polska kiedyś będzie miała euro, dlatego tym bardziej należy prowadzić debatę na temat przystąpienia Polski do strefy i rzetelnie informować o korzyściach płynących z przyjęcia wspólnej waluty. Szczególnie, że wiąże się to z dobrymi dla gospodarki reformami – przekonuje.

Polacy potrzebują wiarygodnych źródeł informacji

W badaniu także zapytano uczestników o źródła ich wiedzy na temat europejskiej waluty, uważane za wiarygodne. Najczęściej wymieniano ekspertów i naukowców, Narodowy Bank Polski, Unię Europejską, jak i władze państwowe, 

Dla zwolenników wprowadzenia euro (połączone kategorie odpowiedzi „zdecydowanie za” i „raczej za”) najbardziej wiarygodnymi źródłami informacji są: naukowcy i eksperci (40% wskazań w tej grupie badanych) oraz Instytucje Unii Europejskiej (44%). Znacznie rzadziej wskazywano na Narodowy Bank Polski (24%) i organizacje pozarządowe. Z kolei przeciwnicy przyjęcia wspólnej waluty (połączone kategorie odpowiedzi „zdecydowanie przeciw” i „raczej przeciw”) wskazywali najczęściej na Narodowy Bank Polski (35% wskazań w tej grupie), ekspertów i naukowców (30%) oraz władze państwowe (29%). Podobna kolejność miała miejsce wśród niezdecydowanych (badani udzielający odpowiedzi „trudno powiedzieć”).

Zwraca uwagę niska ocena wiarygodności dziennikarzy oraz opozycyjnych partii politycznych. Zdecydowanie odrzucane są informacji pochodzące od instytucji wyznaniowych i związków zawodowych.

– Temat euro będzie pewnie obecny w kampanii wyborczej niezależnie od tego, czy zwolennicy euro odważą się sami go podnieść. Będzie on użyty do budzenia i pogłębiania obaw społecznych związanych z euro i będzie jeszcze jednym narzędziem do atakowania opozycji. Jednocześnie uciekanie od tematu przez przedstawicieli opozycji pozbawi jej zwolenników, spośród których rekrutuje się gros zwolenników wejścia na drogę do euro, ważnego i wiarygodnego głosu dotyczącego przyszłości – zwracają uwagę dr Robert Sobiech i prof. Marek Góra. 

Prof. Artur Nowak-Far przyznaje, że w ostatnich latach kwestia euro nie była pierwszorzędnym tematem debaty politycznej w naszym kraju, a ten brak jest poniekąd rezultatem powściągliwego zachowania ugrupowań politycznych. Jednocześnie podkreśla, że wejście do strefy euro leży w interesie Polski i jej obywateli. – Należy pilnie zadbać o interesy Polski, silną pozycję w UE, dobre funkcjonowanie naszej gospodarki i przyjąć euro – stwierdza jednoznacznie ekspert.

Upadłości i restrukturyzacje firm w II kw. 2023 r.

Według danych Centralnego Ośrodka Informacji Gospodarczej w pierwszej połowie 2023 roku 208 firm ogłosiło upadłość, a wobec 2160 wszczęto postępowanie restrukturyzacyjne. Analizując dane z perspektywy kwartałów, widać, że drugi kwartał bieżącego roku przyniósł mniejszą liczbę upadłości niż pierwszy (103 wobec 105), ale większą liczbę restrukturyzacji (1108 wobec 1052). Zmniejszyła się nieco natomiast łączna wartość zadłużenia, jakie po sobie zostawili niewypłacalni przedsiębiorcy (64 mln zł wobec blisko 70 mln zł w I kwartale) – wynika z analiz Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Upadłości i restrukturyzacje firm w II kw. 2023 r

W II kwartale br. 60 proc. bankrutujących firm była wpisana do KRD w dniu ogłoszenia upadłości. Wśród nich 14 proc. stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze, a 86 proc. spółki prawa handlowego. Co zaskakujące, JDG-i mają do oddania aż 7 mln zł a spółki 5,5 mln zł.

Z kolei z firm, które ogłosiły restrukturyzację w II kwartale 2023 r., 38 proc. było wpisanych do KRD w dniu ogłoszenia restrukturyzacji. W tym wypadku aż 65 proc. stanowiły jednoosobowe działalności gospodarcze, a 35 proc. spółki prawa handlowego. Łącznie nie opłaciły one zobowiązań finansowych na kwotę ponad 51,2 mln zł. Z tego większość, bo 28,6 mln zł również należała do JDG-ów.

Wśród niewypłacalnych firm można więc zaobserwować pewien trend, który utrzymuje się już od wielu kwartałów: jednoosobowe działalności gospodarcze chętniej wybierają restrukturyzację, z kolei upadłość ogłaszana jest częściej wobec spółek prawa handlowego.

Śląskie zagłębiem bankrutów

Najwięcej przedsiębiorstw, które ogłosiły upadłość, znajduje się w województwie śląskim. To łącznie 14 podmiotów, które mają do oddania ponad 7 mln zł. Drugie miejsce województwo pomorskie dzieli z mazowieckim. W każdym z nich sześć firm ma do zwrotu kolejno 600 tys. zł oraz 500 tys. zł. Trzecie miejsce należy ex aequo do województwa warmińsko-mazurskiego oraz małopolskiego, gdzie pięć firm ma do oddania 500 tys. zł i niecałe 800 tys. zł.

Największe należności mają do odzyskania wierzyciele z branży finansowo-ubezpieczeniowej, ich dłużnicy muszą zwrócić prawie 6 mln zł. Na blisko 2 mln zł czeka handel. Nieco mniej, bo 1,4 mln zł mają zamrożone firmy wytwarzające i zaopatrujące w energię elektryczną.

Co prawda liczba wierzycieli bankrutujących firm zmalała w ujęciu kwartał do kwartału, ale zwiększyła się liczba wierzycieli, których dłużnicy rozpoczęli proces restrukturyzacji. Mówimy o setkach firm w Polsce, które mogłyby uniknąć współpracy z dłużnikiem i trudnych do odzyskania należności, gdyby sprawdzały i monitorowały jego kondycję finansową. Co czwarta nierzetelna firma widniała w bazie danych KRD już na dwa lata przed ogłoszeniem upadłości. Na 3 miesiące przed upadłością była już tam wpisana ponad połowa firm. Prawdopodobieństwo, że jako przedsiębiorcy trafimy na niewypłacalnego kontrahenta jest więc ogromne – wyjaśnia Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Analizując dane KRD z perspektywy branż dłużników, największa nieuregulowana suma zobowiązań widnieje na koncie branży wydawniczej – 4,6 mln zł, zaraz za nią plasuje się przemysł – 3,6 mln zł. Sektorową trójkę zamyka rolnictwo, na którym ciąży milion zł długu.

Ponad 1100 firm na drodze restrukturyzacyjnej

Firmy, które zdecydowały się na restrukturyzację w II kwartale 2023 r., i w dniu jej ogłoszenia były notowane w KRD, pozostawiły po sobie 3,5 tys. nieuregulowanych zobowiązań finansowych na łączną kwotę 51 mln zł. Najwięcej takich dłużników działało w województwie mazowieckim, w którym 77 firm ma do zwrotu ponad 10 mln zł. Obok nich 28 firm z województwa małopolskiego z 6 mln zł długu. Niechlubne podium zamyka Wielkopolska, gdzie 52 firmy zadłużyły się na 5 mln zł. Najmniej do oddania mają przedsiębiorcy z województwa lubuskiego i świętokrzyskiego – 700 tys. zł.

Na niewypłacalność nie powinno się patrzeć przez pryzmat wielkości pozostawionych długów. One mogą być niewielkie, ale w przypadku małych firm to może być wystarczające, by stracić zdolność do regulowania zobowiązań. Trzeba jednak też pamiętać, że po drugiej stronie są wierzyciele. Im mniejsi, tym bardziej dotkliwy jest dla nich jest brak zapłaty kilkunastu, czy nawet kilku tysięcy złotych. To wcale nie są rzadkie przypadki, że tacy wierzyciele trafiają potem do KRD jako dłużnicy, bo przez to, że im nie zapłacono, sami przestali płacić. Dlatego tak bardzo apelujemy zawsze do przedsiębiorców, zwłaszcza tych najmniejszych, aby weryfikowali swoich kontrahentów. Także tych stałych, znanych od dawna. U nas ich kłopoty widać, zanim staną się widoczne dla innych – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Spośród przedsiębiorstw, które w II kwartale 2023 r. rozpoczęły restrukturyzację, w najgorszej sytuacji są firmy budowlane – na ich koncie widnieje prawie 10 mln zł nieopłaconych zobowiązań. W równie złej kondycji jest przemysł, którego zadłużenie w restrukturyzacji wynosi 9,2 mln zł, i handel – 8 mln zł.

Wśród wierzycieli największą kwotę do odzyskania mają firmy z branży finansowo-ubezpieczeniowej – aż 14,5 mln zł, zaraz po nich są firmy handlowe (ponad 10 mln zł). Na końcu wśród najbardziej poszkodowanych są przedsiębiorcy z sektora nauki i techniki – te firmy czekają na zwrot ponad 6 mln zł.

Według badania „Audyt windykacyjny”, jakie przeprowadziliśmy na przedsiębiorcach, niemal 60 procent z nich przyznaje, że doświadcza problemów z regulowaniem faktur na czas przez kontrahentów, a co 5. firma zmaga się z tym zdecydowanie często. Żadna natomiast nie wskazała, by takie sytuacje w ogóle nie miały miejsca. Problem efektywnego przepływu pieniędzy jest więc powszechny, różny jest tylko jego kaliber. Obecna trudna sytuacja gospodarcza powinna skłonić firmy do staranniejszego dobierania kontrahentów do współpracy i szczególnego dbania o zachowanie płynności finansowej. Jak pokazują dane KRD, ryzyko natknięcia się na dłużnika będącego u progu upadłości jest bardzo duże. Dobrze, aby przedsiębiorcy mieli opracowane scenariusze działania na wypadek, gdy kontrahenci ociągają się z zapłatą. Taki plan to przejaw odpowiedzialności za stabilność finansową swojej firmy. Czekanie aż klient sam zapłaci, utwierdza go w przekonaniu, że uregulowanie faktur można odwlekać w nieskończoność, aż do bankructwa. Wtedy jednak odzyskanie pieniędzy jest bardzo trudne i wymaga dużo determinacji – zauważa Jakub Kostecki, prezes Zarządu firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso.

77% firm uważa, że AI jest technologią o największym wpływie na dotychczasową działalność organizacji

Prezesi największych spółek na świecie uważają sztuczną inteligencję (AI) za przełomową technologię, która w dużym stopniu będzie oddziaływać na wszystkie gałęzie gospodarki. AI wpłynie w istotny sposób na plany inwestycyjne światowych liderów. 6 na 10 respondentów badania postrzega generatywną sztuczną inteligencję jako szansę na zwiększenie wydajności, udziału w rynku i przychodów oraz uzyskanie przewagi konkurencyjnej. W badaniu KPMG ankietowani CEO zwracają jednak uwagę na niepewność takich inwestycji w kontekście wciąż niejasnych regulacji dot. rozwoju AI – wynika z raportu KPMG pt. „Generative AI: From buzz to business value”.

Liderzy biznesu na całym świecie z dużym zainteresowaniem przyglądają się rozwojowi sztucznej inteligencji, uznając, że jest ona prawdziwym przełomem. Z badania KPMG wynika, że ponad trzy czwarte (77%) kadry kierowniczej największych firm, niezależnie od branży w jakiej funkcjonują, uważa, że sztuczna inteligencja to rozwijająca się technologia o zdecydowanie największym potencjalnym wpływie na ich dotychczasową działalność.

Możliwości wykorzystania sztucznej inteligencji do zmiany sposobu, w jaki przedsiębiorstwa tworzą treści, angażują użytkowników, rozwijają oprogramowanie i analizują dane wydają się nieograniczone. Aż 60% respondentów biorących udział w globalnym badaniu KPMG postrzega generatywną sztuczną inteligencję jako szansę na zwiększenie wydajności, udziału w rynku i przychodów oraz uzyskanie przewagi konkurencyjnej. Jednak podobnie, jak w przypadku wielu pojawiających się technologii, droga od początkowego entuzjazmu do stworzenia realnej wartości biznesowej nie jest prosta ani jednoznaczna. Zanim kadra kierownicza zainwestuje w implementację rozwiązań opartych na AI, w firmach niezbędna będzie weryfikacja takich kwestii jak zapewnienie bezpieczeństwa, niezawodność technologii, wpływ na miejsca pracy czy potencjalna wartość tej technologii dla organizacji.

Po raz pierwszy w historii dysponujemy technologią, która może bezpośrednio wspomagać ludzi w tworzeniu wiedzy i wpływać na wszystkie obszary prowadzenia biznesu. Liderzy każdej gałęzi gospodarki są z jednej strony zaintrygowani potencjalnymi możliwościami rozwoju ich firm w oparciu o AI, z drugiej jednak zastanawiają się czy są przygotowani do natychmiastowej adopcji zmian związanych z tą technologią. W tej grze kluczowe będzie przemyślane, choć czasem wymagające podjęcia ryzyka, działanie – mówi Łukasz Dylewski, Dyrektor, Data Science & AI Leader w KPMG w Polsce.

Co stoi na przeszkodzie wdrożeń AI w organizacjach?

Zdaniem ankietowanych prezesów głównymi barierami wdrożenia rozwiązań AI są przede wszystkim: brak kompetencji wśród pracowników w tym zakresie, kwestie kosztów oraz niejasne sposoby wykorzystania tych rozwiązań. Pomijając bariery organizacyjne, respondenci badania wskazują, że są nieprzygotowani do natychmiastowego wdrożenia AI, zwłaszcza biorąc pod uwagę scenariusz nieplanowanego i niekontrolowanego rozwoju sztucznej inteligencji w wyniku którego może ucierpieć jeden z najważniejszych aktywów biznesowych – zaufanie.

72% przedstawicieli kadry kierowniczej biorącej udział w badaniu KPMG uważa, że generatywna sztuczna inteligencja może odegrać kluczową rolę w budowaniu i utrzymywaniu zaufania interesariuszy. Jednak prawie połowa (45% wskazań) twierdzi, że ta technologia może negatywnie wpłynąć na działalność prowadzonych przez nich firm, jeśli nie zostaną wdrożone odpowiednie narzędzia zarządzania ryzykiem. Zdecydowana większość respondentów (92%) obawia się ryzyka związanego z implementacją rozwiązań opartych na AI. Poważną obawą światowych CEO jest również kwestia niejasnych regulacji w zakresie AI – 77% liderów twierdzi, że niepewny i zmieniający się krajobraz regulacyjny wpływa na ich decyzje inwestycyjne w zakresie generatywnej sztucznej inteligencji, ale równocześnie zaznaczają, że czują się pewnie w zakresie radzenia sobie z wymogami regulacyjnymi.

Tłumaczenia dokumentacji medycznej: 5 zasad, które powinieneś znać

Kiedy po raz pierwszy decydujesz się na zlecenie tłumaczenia dokumentacji medycznej, możesz czuć się przytłoczony ilością różnorodnych ofert. Jak dokonać właściwego wyboru? Czy powinieneś kierować się ceną? Dlaczego tłumaczenie w trybie ekspresowym może być problematyczne? W trakcie tego procesu warto zwrócić uwagę na kilka kluczowych zasad, które pomogą Ci podjąć najlepszą decyzję, wybierając profesjonalnego tłumacza.

  1. Tłumaczenia medyczne to nie każda specjalizacja

Na początek ważne jest, abyś zrozumiał, że nie każdy tłumacz lub biuro tłumaczeń jest w stanie podjąć się przekładu dokumentacji medycznej. W tym przypadku potrzebne są nie tylko doskonałe umiejętności językowe, ale także głęboka wiedza i doświadczenie w dziedzinie medycyny. Tłumacz musi znać specjalistyczne terminy, skróty, oraz rozumieć złożoność treści. Dokumenty medyczne często są wykorzystywane w trakcie konsultacji lekarskich, dlatego precyzja i dokładność są kluczowe. Nie ma tu miejsca na interpretacje.

  1. Nie zawsze wymagane tłumaczenie uwierzytelnione

Niektórzy mogą mylnie uważać, że dobrej jakości tłumaczenie musi być uwierzytelnione przez tłumacza przysięgłego. To nieprawda. Przysięgły tłumacz niekoniecznie zna się na medycynie, jego główną dziedziną jest prawo. Poświadczenie przekładu nie wpływa na jakość tłumaczenia, jest to potrzebne jedynie wtedy, gdy instytucja lub firma wyraźnie tego wymagają. Oczywiście, istnieje możliwość uwierzytelnienia każdego dokumentu, ale nie jest to konieczne w każdym przypadku.

  1. Korekta native speakera nie zawsze jest konieczna

Nie jest prawdą, że każde tłumaczenie medyczne musi być skorygowane przez native speakera. Nawet osoba mówiąca w danym języku od urodzenia niekoniecznie zna specjalistyczne słownictwo medyczne. Brak tej wiedzy może spowodować, że błędy zostaną wprowadzone tam, gdzie ich nie było. Przed zleceniem korekty przez native speakera, warto dowiedzieć się, czy osoba ta ma doświadczenie w tłumaczeniach medycznych i czy rozumie specjalistyczną terminologię.

  1. Tłumaczenie specjalistyczne jest drogie, ale warte swojej ceny

Tłumaczenie dokumentacji medycznej jest trudniejsze i bardziej czasochłonne niż tłumaczenie standardowych dokumentów. Tłumacz musi nieustannie doskonalić swoją wiedzę, badać wszelkie niejednoznaczności, co sprawia, że jest to kosztowna usługa. Nie warto więc kierować się jedynie ceną, ponieważ oszczędności mogą być nieporównywalne z potencjalnymi konsekwencjami błędów.

  1. Tłumaczenia dokumentacji medycznej – szybko nie znaczy dobrze

Tłumaczenia medyczne wymagają szczególnej uwagi i precyzji. Dlatego zlecenie tłumaczenia w trybie ekspresowym może być ryzykowne. Nawet najmniejszy błąd może skomplikować proces leczenia. Jeśli to możliwe, warto unikać pilnych realizacji i pozwolić tłumaczowi na odpowiedni czas do wykonania zadania.

Podsumowując, wybór profesjonalnego tłumacza dla dokumentacji medycznej wymaga zrozumienia specyfiki tej dziedziny. Postępując zgodnie z powyższymi zasadami, możesz być pewien, że Twoje tłumaczenie będzie dokładne i wiarygodne. Nie warto oszczędzać na czymś tak ważnym jak przekład medyczny.