Susza uderzy w portfele Polaków

Maj był kolejnym miesiącem, w którym ceny warzyw wzrosły rdr. średnio o ok. 40%. Marchew i cebula odnotowały aż trzycyfrowe wzrosty. Z kolei kapusta potaniała o ponad 46%. Eksperci, tłumacząc ten stan, mówią o spadku produkcji w UE, spowodowanym suszami i trudną sytuacją hydrologiczną, która obecnie dotyka też Polskę. Nie brakuje również opinii, że na naszym rynku może wkrótce brakować warzyw. Taki problem nie tak dawno wystąpił w Wielkiej Brytanii i nie jest wykluczone, że u nas będzie podobnie. Wcześniej wielu ekspertów rynkowych twierdziło, że szczyt cen mamy już za sobą i powinny one zacząć spadać. Jednak teraz coraz częściej słychać, że te prognozy mogą się nie sprawdzić i w najlepszym wypadku drożyzna utrzyma się na obecnym poziomie. Oczywiście część warzyw może potanieć, ale finalnie cała kategoria zdrożeje.

Jest drogo, a może być jeszcze drożej

Spośród siedemnastu kategorii, uwzględnionych w comiesięcznym raporcie „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, w maju br. najmocniej podrożały warzywa – o blisko 40% rdr. Analiza autorstwa UCE RESEARCH i Uczelni WSB Merito objęła blisko 100 najczęściej wybieranych przez konsumentów produktów codziennego użytku. W kwietniowym rankingu drożyzny warzywa zajęły drugie miejsce z podwyżką o blisko 36% rdr. W marcu też były wiceliderem zestawienia, odnotowując wzrost na poziomie prawie 40% rdr.

– Rynkowe ceny warzyw wynikają z wielkości popytu i podaży, jakości surowca, warunków pogodowych, możliwości i warunków zbytu. Dodatkowy wpływ mają także rosnące koszty produkcji, transportu czy pracy, związane ze wzrostem płacy minimalnej. Na ceny warzyw na polskim rynku wpływa też sytuacja w innych państwach UE. Ponadto przełom maja i czerwca to czas, kiedy w naszym kraju dopiero rozpoczyna się sezon na warzywa i owoce. Charakteryzują go zawsze wyższe ceny do momentu, aż rynek się nasyci – komentuje dr Justyna Rybacka z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia.

Jak zaznacza dr Krzysztof Łuczak, główny ekonomista Grupy BLIX, spadek produkcji warzyw w UE w ub.r. był na poziomie 10% rdr. Spowodowane to było suszami i sytuacją hydrologiczną w Europie, w tym w Polsce, zresztą utrzymującą się dalej. I co istotne, obecnie ten stan dalej się pogarsza. Według eksperta, jeżeli to potrwa dłużej, a wszystko na to wskazuje, to warzywa w sklepach jeszcze podrożeją. Może dojść do tego, że aktualne, średnie wzrosty cen na poziomie ok. 40% rdr. okażą się naprawdę niskimi wartościami. Podobną sytuację przeżywały już inne kraje europejskie.

– W lutym i marcu br. wystąpiły znaczące braki warzyw w Wielkiej Brytanii. Sprzedawano je tam w ograniczonych ilościach, a w niektórych sklepach były zupełnie niedostępne. To też w pewien sposób wpłynęło na globalne ceny tego surowca. Ale istotne są również koszty nawozów, energii oraz ceny paliw – dodaje dr Rybacka.

Z kolei dr Łuczak zauważa, że obecnie weszliśmy w tzw. krótką fazę zmniejszania się produkcji krajowych warzyw. Może to doprowadzić nie tylko do wyższych cen, ale nawet do powtórzenia brytyjskiego scenariusza. Z kolei długotrwały proces o takim charakterze może skutkować istotnymi zmianami w kwestii opłacalności produkowania poszczególnych warzyw. Według eksperta, to dość realny scenariusz, który wkrótce może nas spotkać. Oczywiście alternatywą mogłaby być produkcja w zamkniętych szklarniach. Jednak z uwagi na wciąż wysokie koszty, głównie energii, obecnie jest to mało opłacalna alternatywa dla tego typu upraw.

Statystyczne wzrosty i spadki

Wśród blisko 100 produktów wszystkich badanych kategorii widać, że najbardziej rdr. podrożała marchew, bo o blisko 134%. Na drugim miejscu tego zestawienia znajduje się cebula ze wzrostem o prawie 107%, a czwarty wynik należy do papryki – niecałe 51%. Jak stwierdza dr Mariusz Dziwulski, ekspert ds. analiz sektora rolno-spożywczego w PKO BP, obecnie zapasy takich warzyw, jak cebula czy marchew, są dużo mniejsze niż rok wcześniej. I taka sytuacja będzie utrzymywać się do momentu pojawienia się większych ilości tych warzyw z tegorocznych zbiorów. Dr Dziwulski zwraca też uwagę na dane Eurostatu. Wynika z nich, że unijna produkcja warzyw faktycznie zmalała w 2022 roku aż o 10% rdr. Jedne z większych spadków odnotowano właśnie w przypadku zbiorów cebuli i marchwi – odpowiednio o 12% rdr. i 15% rdr.

– Sytuacja w segmentach konkretnych warzyw jest mocno zróżnicowana. Wiele tutaj zależy od ubiegłorocznej krajowej produkcji, ale też od bieżącego importu czy od popytu eksportowego. Przykładem jest cebula, której krajowe zbiory w kończącym się sezonie były wyższe rdr. Jednak wysoki popyt eksportowy sprawił, że ceny mocno wzrosły. Z kolei w przypadku części warzyw szklarniowych napływ tańszych importowanych produktów ograniczał skalę wzrostów notowań – analizuje Grzegorz Rykaczewski z Banku Pekao.

Do tego dr Dziwulski zaznacza, że zbiory marchwi w Niemczech, czyli największego unijnego producenta, zmalały w relacji rocznej o 19%, a we Włoszech – o blisko 30% rdr. Jednocześnie produkcja w Polsce była niższa tylko o 3% rdr. Ubiegłoroczne zbiory cebuli w dwóch krajach odpowiadających za jej największą produkcję w UE, tj. w Holandii i Hiszpanii, z uwagi na deficyt wody, zmalały odpowiednio o 22% rdr. i 16% rdr. Zdaniem eksperta z PKO BP, spadki te są najważniejszą przyczyną wzrostów cen ww. warzywa. Niemniej, istotnym czynnikiem była również zmniejszona, z powodu wojny, produkcja w Ukrainie. Spowodowało to zwiększone zapotrzebowanie na cebulę na polskim rynku. Wzrosty cen tego warzywa obserwowano przy większej o 5% rdr. produkcji krajowej.

– Możemy się spodziewać, że ceny papryki w okresie wzrostu i zbioru tego warzywa w Polsce, tj. od końca lipca do początku stycznia, przy dobrych warunkach pogodowych nieco spadną. Natomiast warty uwagi jest fakt, że wyraźny postęp technologiczny i rosnąca specjalizacja w polskim rolnictwie zmniejszają wpływ niekorzystnych warunków pogodowych na produkcję – dodaje dr Rybacka.

Z raportu „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH” wynika też, że cena kapusty poszła w dół o lekko ponad 46%, a ziemniaków – o niecałe 2% rdr. Zdaniem ekspertki z Uniwersytetu WSB Merito Gdynia, takie spadki mogą być podyktowane tym, że obecnie na rynku pojawia się już sezon na te rodzaje warzyw. Od początku maja są w sprzedaży krajowe młode ziemniaki. Jest też tegoroczna kapusta. To może świadczyć o spadkach cen tych artykułów.

Prognozy nie są dobre. Idzie letnia (nie)pewność

– Na cenach krajowych warzyw w kolejnych miesiącach mogą odbijać się wyższe niż rok temu koszty zarówno uprawy, jak i zbioru. Dużym znakiem zapytania, jak co roku, jest również przebieg warunków pogodowych w miesiącach letnich i w efekcie – wolumen produkcji, co też będzie miało wpływ na ceny. Mamy więc sporo niewiadomych. I o ile wiele wskazuje na to, że szczyt cen jest już za nami, to jednak ich poziom może pozostać powyżej roku poprzedniego – mówi Grzegorz Rykaczewski.

W ocenie głównego ekonomisty Grupy BLIX, spadki cen w tej kategorii w sezonie letnim prawdopodobne w ogóle nie wystąpią. Część warzyw może potanieć, np. marchew, buraki i pomidory, a niektóre jeszcze podrożeją, m.in. ogórki, cebula i sałata. Jak prognozuje dr Łuczak, w efekcie cała kategoria warzyw będzie na plusie.

– Jeśli rynek się nasyci, to ceny zaczną przyjmować tendencję spadkową. Na pewno będzie miało to miejsce, kiedy osiągniemy szczyt sezonu krajowych warzyw w Polsce, o ile ekstremalna sytuacja pogodowa nie utrudni zbiorów. Natomiast na kształtowanie się ceny wpłynie także zainteresowanie naszymi towarami ze strony np. Ukrainy, Hiszpanii czy innych państw europejskich. Jeśli popyt będzie utrzymywał się na wysokim poziomie, to produkty również będą drogie. Ważnym czynnikiem będzie też dostępność pracowników sezonowych – podsumowuje dr Justyna Rybacka.

ORLEN i Grupa Azoty zawarły wieloletnie umowy na dostawy gazu

PKN ORLEN SA oraz Spółki Grupy Kapitałowej Grupa Azoty S.A. zawarły 20 czerwca 2023 roku nowe wieloletnie umowy na sprzedaż paliwa gazowego. Cena surowca będzie ustalana w oparciu o giełdowe notowania gazu. Podpisanie kontraktów zapewni sześciu spółkom z Grupy Azoty stabilne dostawy surowca przez co najmniej 3 lata.

Nowe kontrakty indywidualne zawarte pomiędzy ORLENEM a poszczególnymi spółkami z Grupy Azoty będą realizowane od 1 października 2023 roku. Strony uzgodniły współpracę w zakresie dostaw gazu ziemnego do końca września 2026 roku, z opcją wydłużenia do końca września 2027 roku.

Uzgodniona w nowych kontraktach formuła cenowa bazuje na rynkowych wartościach indeksów cen gazu. To najbardziej obiektywny sposób wyznaczania ceny, powszechnie stosowany między firmami w całej Europie.

Szacowana wartość nowych kontraktów, w przypadku 4 lat ich obowiązywania wynosi ok. 18 mld zł.

Podpisane kontrakty umożliwią kontynuację dotychczasowej współpracy pomiędzy ORLEN a Grupą Azoty w zakresie dostaw gazu ziemnego. Strony zawarły ponadto aneksy do obowiązujących kontraktów. Na ich podstawie od 1 lipca 2023 roku dostawy gazu będą realizowane w oparciu o nowe warunki, tak jak do tej pory oparte o rynkowe wartości indeksów cen surowca.

Dostawy paliwa gazowego będą realizowane do sześciu spółek z Grupy Azoty, tj.: Grupy Azoty SA z siedzibą w Tarnowie, Grupy Azoty Zakłady Azotowe „Puławy” SA, Grupy Azoty Zakłady Chemiczne „Police” SA, Grupy Azoty Zakłady Azotowe Kędzierzyn SA, Grupy Azoty Kopalnie i Zakłady Chemiczne Siarki „Siarkopol” SA oraz Grupy Azoty Zakłady Fosforowe Gdańsk Sp. z o.o.

Krakowscy ekonomiści stworzyli klaster logistyki i produkcji. To pierwsza taka inicjatywa w kraju

16.06.2023 w Krakowie odbyła się inauguracja Klastra Logistyki i Produkcji stowarzyszenia .kuek Alumni Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie. Na spotkaniu pojawili się absolwenci z całego kraju i zza granicy – właściciele firm, menedżerowie, specjaliści otwarci na nawiązywanie kontaktów oraz dzielenie się widzą i doświadczeniem.Klaster Logistyki networking

W piątek, 16.06.2023 w Krakowie odbyła się inauguracja Klastra Logistyki i Produkcji stowarzyszenia .kuek, organizacji zrzeszającej absolwentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie oraz Krakowskiej Szkoły Biznesu.

W ramach wydarzenia odbyła się prelekcja nt. aktualnych trendów technologicznych w logistyce Łukasza Musialskiego, eksperta w zakresie logistyki i łańcucha dostaw, partnera w firmie doradztwa logistycznego Chaingers, i gościnnego wykładowcy na Uniwersytecie Ekonomicznym. Uczestnicy mieli również okazje uczestniczyć w dyskusjach przy stolikach tematycznych dotyczących wyzwań w sektorze nieruchomości logistyczno-produkcyjnych, łańcuchach dostaw, planowania produkcji, automatyzacji oraz transportu.

1. spotkanie Klastra Logistyki i Produkcji było pierwszym w historii wydarzeniem tematycznym w ramach organizacji oraz jedynym tego typu w kraju.

Marta Nowik, współinicjatorka Klastra
Marta Nowik, współinicjatorka Klastra

– Wymiana doświadczeń rozwija i wzbogaca zawodowo. Aby tak się stało potrzeba zaufania i sprzyjającej społeczności. Ponieważ Kraków, w którym mieszkamy, jest nieco na uboczu dużej logistyki i produkcji, ale wg LinkedIn jest co najmniej 1300 osób po UEK czy KSB, która zawodowo się tym zajmuje – postanowiliśmy zbudować taką społeczność, aby dać nam wszystkim synergię rozwoju – mówi Marta Nowik, współinicjatorka Klastra i absolwentka UEK, zawodowo konsultantka w zakresie nieruchomości przemysłowych i logistycznych i dyrektor w firmie Axi Immo.

– W ubiegłym roku świętowaliśmy jubileusz 20-lecia organizacji. Za nami setki spotkań w Krakowie, Warszawie oraz innych miastach w kraju, ale także w Londynie, Nowym Jorku, Berlinie i Szanghaju. Cieszymy się na nowy rozdział w historii stowarzyszenia, który otwiera Klaster Logistyki i Produkcji. Wierzę, że dzięki zaangażowaniu naszych członków wkrótce powstaną kolejne klastry skupiające przedstawicieli innych profesjikomentuje Monika Martuszewska-Skoczyńska, prezeska KUEK.

– Moc zawodowca wynika nie tylko z indywidualnych kompetencji, ale przede wszystkim z jej/jego sieci relacji, i dostępu do wiedzy i informacji, jaką dzięki temu dysponuje. Oto idea KUEK, oto idea Klastra w ramach KUEK. – opowiada współinicjator Klastra, a także jeden z założycieli KUEK, Bartosz Jacyna.

.kuek Alumni UEK (dawniej Korporacja Absolwentów Uniwersytetu Ekonomicznego w Krakowie) to organizacja działająca od 2002 roku, która powstała z inspiracji stowarzyszeniami absolwenckimi znanych zachodnich szkół biznesowych. Jest najprężniej działającą w Polsce społecznością absolwencką, która na bazie zaufania dzieli się wiedzą i doświadczeniem. Obecnie gromadzi ponad 1900 członków pełnoprawnych i sympatyków z Polski i świata.

Partnerami wydarzenia były firmy Chaingers oraz AXI IMMO.

Rozwój światowej elektromobilności prześciga unijne założenia

Transformacja branży motoryzacyjnej w kierunku pojazdów elektrycznych przyspiesza i możliwe, że zakładane na 2035 r. plany Unii Europejskiej okażą się nietrafione. Analitycy EMIS (ISI Emerging Markets Group) w najnowszym raporcie „The Global EV Industry at a Glance” wzięli pod lupę aktualną produkcję e-aut oraz plany na najbliższe kilkanaście lat. Jak przekonują, istnieje szansa, że globalni producenci sami do 2035 r. wyciszą produkcję aut spalinowych i skupią się na elektrykach.

Analitycy EMIS podkreślają, że kryzys gospodarczy wywołany pandemią COVID-19 nie miał wpływu na sprzedaż aut elektrycznych. W 2022 roku, ze względu na duży popyt w Europie i Chinach, globalna sprzedaż samochodów elektrycznych wzrosła do 7,8 mln egzemplarzy. Dla porównania, w 2012 r. przez cały rok sprzedano ich zaledwie 120 tys. To tyle samo, ile obecnie opuszcza fabryki (120 tys.) – z tym, że tygodniowo. Pokazuje to, jak silna jest potrzeba odejścia od spalin i paliw.

Z raportu „The Global EV Industry at a Glance” EMIS wynika, że z globalnego punktu widzenia plany UE dotyczące zakazu rejestracji nowych samochodów spalinowych do 2035 r. mogą okazać się niedoszacowane. W tak błyskawicznym tempie transformacji, jakie obecnie obserwujemy, do 2035 r. i bez nich najpewniej nastąpi całkowita rezygnacja z produkcji samochodów spalinowych.

Wzrost i czynniki napędzające

Pod względem dynamiki rozwoju elektromobilności sukcesywnie prowadzą kraje zapewniające stabilne i przewidywalne wsparcie polityczne w tej kwestii. Z jednej strony rządy oferują zachęty po stronie podaży, takie jak dotacje na badania i rozwój oraz ulgi podatkowe dla producentów. Widać także wsparcie po stronie popytu, w tym ulgi podatkowe dla kupujących. Z drugiej strony wiele krajów zobowiązało się do wycofania silników spalinowych, ustalając terminy zakazu produkcji i sprzedaży nowych.

Przykładem w Polsce jest rządowy program „Mój elektryk” skierowany do osób prywatnych oraz przedsiębiorców. Jego cel to stymulacja rozwoju gospodarczego, promocja działań środowiskowych oraz zwiększenie wysiłków na rzecz redukcji emisji zanieczyszczeń. Wnioskodawcy mogą starać się o dopłaty do leasingu lub zakupu samochodów elektrycznych. W programie „Mój elektryk” uczestniczą największe firmy finansujące auta (np. Volkswagen Financial Services), a łączna pula środków na dopłaty do leasingu pojazdów zeroemisyjnych wynosi już 400 mln zł – o czym w maju informowały Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz Bank Ochrony Środowiska. Dofinansowaniem objęto dotychczas ponad 7 000 aut.

Największe rynki

Jak podkreślają analitycy EMIS, sami producenci samochodów widzą znaczną przewagę w elektryfikacji swoich produktów, nawet poza celami wyznaczonymi przez rządy. W 2021 roku na rynku dostępnych było 450 różnych modeli pojazdów z napędem elektrycznym (EV). Od 8 lat liderem pozostają Chiny. W 2022 r. sprzedano tam 6,2 mln aut (sprzedaż w ciągu 2 lat wzrosła z 1,3 mln sztuk). Dla porównania, amerykańskim dealerom w tym samym czasie udało się sprzedać tylko ok. 800 tys. samochodów elektrycznych. Z kolei w Indiach, według szacunków analityków CEIC (ISI Emerging Markets Group), już w 2024 r. sprzedaż pojazdów na prąd przekroczy sprzedaż tych z napędem diesla.

Unia Europejska jest pod względem wielkości drugim po Chinach rynkiem elektryków. W 2022 r. sprzedaż nowych pojazdów elektrycznych na baterie rosła, mimo że ogólny rynek samochodowy w UE doświadczał spadku. W rezultacie udział wszystkich jeżdżących po drogach pojazdów BEV (ang. battery electric vehicle – pojazdy całkowicie elektryczne) wzrósł o 3 p.p. (do 12,1 proc.) w porównaniu do 2021 roku.

W Europie szczególną uwagę zwracają kraje skandynawskie. W październiku 2018 r. Norwegia została pierwszym krajem, w którym pojazdy elektryczne stanowiły 1 na 10 wszystkich zarejestrowanych samochodów osobowych. Co więcej, samochody elektryczne to już ponad 80 proc. tamtejszej sprzedaży, czyli lada moment całkowicie zastąpią spalinowe. Na koniec III kwartału 2022 r. auta elektryczne stanowiły w Norwegii już 25 proc. wszystkich samochodów osobowych. Na Islandii było to 9,9 proc., a w Szwecji 6 proc. Dla porównania: na świecie jest to tylko 1,4 proc., jednak sytuacja szybko się zmienia. W krajach takich jak Chiny, Niemcy czy Wielka Brytania, jeszcze 4 lata temu samochody elektryczne stanowiły tylko parę procent sprzedaży, w tej chwili przekraczają już 20 proc. – zaznacza Andrzej Żurawski, ekonomista EMIS.

Sprawa ładowarek

Analitycy EMIS zaznaczają, że Chiny już wyprzedzają harmonogram, prawie podwajając liczbę nowych punktów ładowania (w przeciwieństwie do USA i UE, które mają opóźnienie w osiągnięciu własnych celów w zakresie elektromobilności). Według danych chińskiej Krajowej Administracji Energetycznej (NEA), w 2022 r. uruchomiono łącznie 2,6 mln nowych punktów ładowania, co przełożyło się na 100-proc. wzrost r/r. Dane pokazują też ciekawą tendencję – wynika z nich, że Państwo Środka ma 10 razy więcej ładowarek (5,2 mln) niż cała Unia Europejska ogółem (512 tys.).

Jeszcze do niedawna niemal połowa wszystkich punktów ładowania w UE była skoncentrowana w dwóch państwach członkowskich, czyli Holandii i Niemczech (oba kraje stanowią poniżej 10 proc. całego terytorium Wspólnoty). Jednak już w 2022 r. UE uruchamiała średnio ok. 1 800 punktów ładowania tygodniowo. W pierwszym półroczu br. zdecydowanie najszybciej infrastruktura ładowarek rozwijała się we Francji (która zdążyła już wyprzedzić Niemcy). W tym samym czasie Polska zwiększyła liczbę krajowych ładowarek o 20 proc. Niestety to wciąż małe liczby i w przeliczeniu na powierzchnię Polska ma niemal 4 razy mniej punktów ładowania niż choćby Czechy.

Jednak co istotne, Polska zajmuje wysokie drugie miejsce na świecie pod względem produkcji baterii do samochodów elektrycznych (ok. 6 proc. całej światowej podaży). Więcej wytwarzają jedynie Chiny, a podium zamykają Stany Zjednoczone. Analitycy EMIS zauważają, że rosnąca popularność EV to nie tylko trend, ale również potencjalne bardzo konkretne – ekonomiczne i strategiczne – korzyści dla Polski.

Niedaleka przyszłość

Analitycy EMIS przewidują, że w 2023 r. globalny rynek pojazdów elektrycznych przebije swoje rekordy. Sprzedaż pojazdów elektrycznych w br. wzrośnie o kolejne 35 proc. i przekroczy 14 mln sprzedanych na całym świecie e-aut. Liczby te generowane są przez Chiny, USA oraz Unię Europejską. Gdy jeszcze pozostałe rynki i regiony wdrożą technologię samochodów elektrycznych na dużą skalę, gdy zelektryfikowane zostaną ciężarówki i busy, wówczas wzrost sprzedaży będzie z pewnością jeszcze większy. Rozwój branży pojazdów elektrycznych spowoduje efekt domina dla łańcuchów dostaw produkcji baterii i infrastruktury do ładowania, przyczyniając się do powstania całych ekosystemów firm i organizacji (np. górnictwo, recykling, rozbudowa infrastruktury).

Źródło: EMIS Insights “A Breather After the Sprint – The Global EV Industry at a Glance”

Obniżki stóp jednak w 2024?

Na stawkach WIBOR widać, że ewentualne obniżki stóp procentowych w Polsce powinny mieć miejsce dopiero w przyszłym roku. Dzień wolny w USA spowodował sporo nudy na rynkach.

Zmiany na indeksie WIBOR

Ostatnie dni pokazują początek zmian wynikających z nadchodzących obniżek stóp procentowych. Widać je jednak tylko na rocznej stawce. Może to oznaczać, że rynki nie uwzględniają jeszcze w cenach przedwyborczej obniżki stóp procentowych. Skoro stawka roczna spada a 6-miesięczna jeszcze nie drgnęła, to należy się spodziewać obniżek najprawdopodobniej między 7 a 12 miesiącem. Taki scenariusz sugerowałby, że jeszcze w grudniu nie dojdzie do zmian stóp procentowych. Uzasadniałoby to ostatnie umocnienia złotego. W momencie, gdy odsuwa się perspektywa obniżek stóp procentowych, waluta powinna się bowiem umacniać.

Bez Amerykanów niewiele się działo

Dzień Wyzwolenia był w USA dniem wolnym. Brak notowań w USA powoduje, że taki dzień często na rynkach nie jest szczególnie pasjonujący. Tak właśnie było wczoraj. Z drugiej strony nie można takich dni lekceważyć. Gdyby doszło do jakichś ważnych wydarzeń lub niespodzianek przy mniejszej liczbie inwestorów może się dziać wtedy bardzo dużo. Wczoraj jednak nic takiego się nie wydarzyło. Może za wyjątkiem lekkiego obsunięcia cen ropy naftowej, ale nie było to nic nadzwyczajnego.

Stabilizacja liry tureckiej

Polityka monetarna w Turcji to bardzo szeroki temat. Znajduje się tam wiele niestandardowych rozwiązań. Kontrola kursu walutowego nie jest wcale najdziwniejszym, ale z perspektywy komentarzy walutowych na pewno jednym z najważniejszych. W ramach tej kontroli do wyborów szło to całkiem sprawnie, gdzie kurs liry osłabiał się względem dolara około 10% w skali roku. Problem w tym, że w wyniku wyborów w niecały miesiąc kurs osłabił się niemal 20%. Przez chwilę wyglądało to jakby rynek miał być świadkiem upadku państwa. Okazało się jednak, że po gwałtownej przecenie waluta złapała równowagę. Jest to o tyle zadziwiające, że pomimo tego, że był dzień z ponad 5% osłabieniem, po tak gwałtownym ruchu nie było żadnej korekty. Z drugiej strony interwencje rynkowe potrafią czasem tłumić nie takie rzeczy. Efekt jest taki, że od poniedziałku 12 czerwca trwa skuteczna obrona poziomu 23,75 liry za dolara, pomimo tego, że poziom ten jest testowany codziennie.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Akcjonariusze mniejszościowi Ciech sprzedadzą 11,78% akcji na rzecz KI Chemistry

Już drugiego dnia przyjmowania ofert sprzedaży akcji Ciech w odpowiedzi na zaproszenie ogłoszone przez KI Chemistry, liczba akcji zgłoszonych do sprzedaży przez akcjonariuszy mniejszościowych przekroczyła pulę, jaką zamierza nabyć większościowy inwestor chemicznej spółki. Od 21 czerwca br. dalsze oferty sprzedaży akcji w odpowiedzi na zaproszenie nie będą przyjmowane.

Zgodnie z zaproszeniem ogłoszonym 15 czerwca br., KI Chemistry zamierza nabyć nie więcej niż 6.208.033 akcje Ciech, stanowiące 11,78% kapitału zakładowego spółki, i tym samym zwiększyć swój udział w chemicznej spółce z dotychczasowych 58,22% do około 70%.

KI Chemistry zaproponowała odkupienie akcji po 54,25 zł za sztukę. 20 czerwca, czyli już drugiego dnia przyjmowania ofert sprzedaży akcji, mniejszościowi akcjonariusze Ciech zgłosili do sprzedaży liczbę akcji przekraczającą pulę wskazaną przez KI Chemistry w zaproszeniu. Od 21 czerwca dalsze oferty sprzedaży akcji nie będą zatem przyjmowane, gdyż – zgodnie zasadami redukcji określonymi w zaproszeniu – nie zostałyby one nabyte przez większościowego akcjonariusza.

Zgodnie ze złożoną deklaracją, 22 czerwca br. podczas ZWZ Ciech, KI Chemistry zamierza poprzeć wypłatę przez giełdową spółkę dywidendy z zysku za 2022 rok w łącznej wysokości 7,25 zł na akcję (z uwzględnieniem zaliczki na poczet dywidendy za 2022 rok wypłaconej w grudniu ub.r. w kwocie 1,50 zł na akcję), tj. wypłatę pozostałej kwoty dywidendy w wysokości 5,75 zł na akcję. Akcjonariusze Ciech, którzy zdecydowali się sprzedać akcje na rzecz KI Chemistry w odpowiedzi na zaproszenie, zachowają prawo do tej dywidendy, gdyż planowane rozliczenie transakcji nabycia akcji nastąpi 28 czerwca br., czyli dzień po proponowanym dniu ustalenia uprawnionych do dywidendy. Łączna korzyść ekonomiczna dla sprzedających wyniesie zatem 60 zł na akcję. Wszyscy pozostali akcjonariusze Spółki także skorzystają z wypłaty dodatkowej dywidendy.

Zaproszenie do składania ofert sprzedaży akcji – harmonogram:

Rozpoczęcie przyjmowania ofert sprzedaży akcji 19 czerwca 2023 r.
Zakończenie przyjmowania ofert sprzedaży akcji 20 czerwca 2023 r.
Uchwała ZWZ CIECH w sprawie podziału zysku za 2022 rok 22 czerwca 2023 r.
Proponowany dzień dywidendy 27 czerwca 2023 r.
Przewidywany dzień rozliczenia transakcji i nabycia akcji 28 czerwca 2023 r.
Proponowany dzień wypłaty dywidendy 17 lipca 2023 r.

 

KNF zrobił porządek ze zdolnością kredytową?

Zapowiadana już od jakiegoś czasu nowelizacja Rekomendacji S miała przede wszystkim umożliwić preferencyjne obliczanie zdolności kredytowej w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2%. Lektura wczorajszych zmian potwierdza jednak, że nadzór finansowy postanowił zrobić generalne porządki w zasadach kredytowania nieruchomości mieszkaniowych. Eksperci portalu RynekPierwotny.pl wyjaśniają, co zmieni decyzja KNF-u.

Nadzór finansowy zachęca do stałej stopy …

Po przeanalizowaniu wczorajszych zmian w Rekomendacji S widzimy trzy główne aspekty, które mogą być istotne dla nowych kredytobiorców. Pierwszym z nich jest zmiana zasad wyznaczania bufora na wypadek wzrostu stopy procentowej NBP w przypadku kredytów z okresowo stałym oprocentowaniem na ponad 5 lat. Taki bufor będzie mógł być mniejszy niż obecne 2,50 punktu procentowego (p.p.) jeśli klient banku wybierze stopę stałą na więcej niż 60 miesięcy. Bufor dodatkowo spadnie w razie krótszego okresu spłaty. Przypomnijmy, że mniejszy poziom bufora oznacza wzrost zdolności kredytowej przy niezmienionych pozostałych parametrach.

Bufor na zmienną stopę bardziej elastyczny

Jeżeli chodzi o kredyty mieszkaniowe ze zmiennym oprocentowaniem, to nadzór finansowy po lutowych zmianach rekomendował ustalanie bufora na poziomie wyższym niż 2,50 punktu procentowego. Ciekawy wzór ze znowelizowanej Rekomendacji S wskazuje, że banki będą teraz mogły ustalić ten parametr jako 2,50 p.p. Oczywiście, nie wszyscy kredytodawcy muszą przyjmować najmniejszy możliwy bufor. Ewentualny wzrost zdolności kredytowej przy „hipotekach” ze zmiennym oprocentowaniem będzie również zależał od tego, jak wysoki bufor bank przyjmował wcześniej. Nie zapominajmy również, że wedle nowych zasad, bufor dla zmiennego oprocentowania w razie niskich stóp procentowych NBP albo podwyżek kosztu pieniądza wzrośnie do 4,00 p.p. albo nawet 6,50 p.p.

Przy Bezpiecznym Kredycie 2% bufor będzie mały?

W przypadku kluczowych dla wielu osób „Bezpiecznych Kredytów 2%”, nadzór finansowy pozostawił bankom ostateczną decyzję co do zasad wyliczania zdolności kredytowej. Będzie ona mogła zatem uwzględniać niską ratę z odliczoną dopłatą. Co ciekawe, KNF wyjaśnił, że w ramach programu Bezpieczny Kredyt 2%, banki będą mogły stosować niewiele większe bufory niż przy kredytach ze stałym oprocentowaniem na 10 lat. Możliwy bufor na poziomie mniejszym nawet od 2,00 p.p. będzie oznaczał podwyższenie zdolności kredytowej. Ostateczna decyzja oczywiście należy jednak do banków.

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Rynek reklamy w Polsce – statystyki maj 2023 r.

We wszystkich analizowanych mediach – internecie, telewizji i radiu – najaktywniejsze reklamowo były marki z branży „Trade”, wynika z danych gemiusAdReal za maj 2023.

Prezentowane dane pochodzą z gemiusAdReal – cross-mediowego badania rynku reklamowego. Analizie poddano kreacje reklamowe emitowane w maju 2023 w internecie, telewizji oraz radiu.

RYNEK REKLAMY INTERNETOWEJ

W maju 2023 odnotowaliśmy 73,2 mld emisji kreacji reklamowych display i wideo, a średnia częstotliwość kontaktu z reklamą na użytkownika wyniosła 2 576 kontaktów. Działania reklamowe online dotarły łącznie do 86,53% populacji Polaków w wieku od 7 do 75 lat.

Średni czas trwania kontaktu z kreacją wyniósł 9,75 sekundy (10 sekundy dla kreacji typu display i 7,8 sekundy dla kreacji wideo).

Średnia widoczność kreacji digital w maju (wskaźnik Viewability Rate liczony zgodnie z definicją IAB) wyniosła 49,66%. Wyższy wskaźnik widoczności osiągnęły kreacje wideo, dla których 60,3% kontaktów reklamowych znalazło się w polu widzenia użytkownika. W przypadku kreacji display było to 48,39%.

Najbardziej aktywna pod względem liczby kontaktów reklamowych online była branża „Trade” (29,7 mld), dla której Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych online w maju wyniósł 40,6%. Średni czas kontaktu dla tej branży wyniósł 10,21 sekundy, a wskaźnik widoczności kreacji –  52,31%.

Na kolejnych miejscach podium znalazły się branże „Media, books, CD&DVD (5,6 mld kontaktów reklamowych i SoV na poziomie 8,1%) oraz Clothing and accessories (5 mld kontaktów reklamowych i SoV – 7,6%).

Top reklamodawcy online

Najbardziej aktywnym reklamodawcą digital w maju 2023 była marka Allegro.pl, która wygenerowała 2,8 mld kontaktów reklamowych online, docierając do 83,8% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Media Expert z 2 mld kontaktów i 78,9% zasięgu. Trzecie miejsce na podium należało do Ceneo.pl (1,9 mld kontaktów i zasięg na poziomie 76,2%).

Ranking TOP 10 marek zamyka Ford, który odnotował 0,66 mld kontaktów reklamowych.Top reklamodawcy online

Wydatki na reklamę online

Analiza wydatków reklamowych na kampanie display online potwierdza aktywność marki Allegro.pl, która znalazła się na pierwszym miejscu zestawienia – jej udział w wydatkach wśród wszystkich marek wyniósł 4,5%. Na drugim miejscu uplasowało się Media Expert z 3% udziału, natomiast podium zamyka Ceneo.pl (2,85% udziału).

Wydatki na reklamę online

Należy pamiętać, że dane na temat wydatków w internecie stanowią wartości estymowane na podstawie cenników wydawców, gdzie wszystkie aktywności liczone były po stawce CPM (Cost per mile). Wyliczane są dla aktywności display, na platformach PC i Mobile, z wykluczeniem wideo i mediów społecznościowych/wyszukiwarek.

RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

W maju w telewizji najbardziej aktywna reklamowo była branża „Trade”. Wygenerowała ona ponad 11,4  mld kontaktów reklamowych, docierając do 94,48% populacji w wieku od 7 do 75 lat. Share of Voice we wszystkich kontaktach reklamowych w maju wyniósł dla tej branży 17,98%, natomiast średni czas kontaktu z reklamą w tradycyjnym odbiorniku – 19,18 sekundy. Na drugim miejscu znalazła się branża „Pharmaceuticals” (11,3 mld kontaktów reklamowych, SoV na poziomie 17,78% oraz 94,42% zasięgu), podium zamyka natomiast branża Food (8,85 mld kontaktów reklamowych, SoV – 13,94% i zasięg – 94%).RYNEK REKLAMY TELEWIZYJNEJ

Top reklamodawcy TV

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w telewizji w maju – podobnie jak w marcu oraz kwietniu – była marka Lidl. Wygenerowała ona 1,21 mld kontaktów reklamowych, docierając do 86,4% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Orange (1,2 mld kontaktów reklamowych i 87,38% zasięgu), natomiast na trzecim – Rossmann (1,09 mln kontaktów i 85,95% zasięgu). Na 10. miejscu prezentowanego rankingu znalazł się Allegro.pl z 572,5 mln kontaktów reklamowych i 83,7% zasięgu w populacji 7-75.Top reklamodawcy TV

Wydatki na reklamę TV

Pod względem estymowanych wydatków reklamowych w telewizji na pierwszym miejscu znalazła się marka Orange – jej udział w wydatkach wyniósł 2,17% – a na drugim Rossmann, z udziałem na poziomie 2,01%. Trzecie miejsce należało do Kinder z udziałem 1,91%.

Wydatki na reklamę TV

RYNEK REKLAMY RADIOWEJ

W radiu branżą o największej liczbie kontaktów reklamowych w maju była branża „Trade” (6,7 mld kontaktów reklamowych). Na drugim i trzecim miejscu znalazły się branże „Pharmaceuticals” (2,6 mld kontaktów) oraz „Automotive” (1,25 mld kontaktów).RYNEK REKLAMY RADIOWEJ

Najbardziej aktywnym reklamodawcą w radiu w maju była marka Media Expert – wygenerowała ona 1,76 mld kontaktów reklamowych, docierając do 85,16% Polaków w wieku od 7 do 75 lat. Na drugim miejscu znalazł się Euro RTV AGD (617 mld kontaktów reklamowych, 75,45% zasięgu), na trzecim – Allegro.pl (333,18 mln kontaktów, 72,75% zasięgu). Zestawienie TOP 10 zamykają Carrefour (173,17 mln kontaktów i 65,05% zasięgu) oraz PKP Intercity (182,6 mln kontaktów, 60,87% zasięgu).Wydatki na reklamę radiową

Wydatki na reklamę radiową

Najwyższy udział w wydatkach reklamowych w radiu miała w maju marka Media Expert (12,42%). Kolejne miejsca należą do Euro RTV AGD (3,76%) oraz MediaMarkt (2,23%).

Wydatki na reklamę radiową

Notino z ponad 1 miliardem euro obrotu w ostatnim roku fiskalnym

Notino, największy europejski e-sprzedawca kosmetyków i produktów z kategorii „Zdrowie” w ostatnim roku podatkowym odnotował wzrost o 32%, realizując obrót w wysokości 1 miliarda euro! Polska przyczyniła się do tego rekordowego wyniku w prawie 15%. Notino, które prowadzi działalność w 27 krajach, posiada już łączną bazę ponad 20 milionów klientów.

Pomimo ogólnego trendu spadkowego w e-commerce, Notino odnotowało 32% wzrost
w porównaniu rok do roku – ta tendencja utrzymywała się we wszystkich kwartałach, na 27 rynkach, na których firma prowadzi działalność. Do klientów wysłanych zostało ponad 20 milionów przesyłek zawierających ponad 109 milionów produktów, oznacza to średnio 56 000 paczek dziennie. Rekordowym dniem był 19 grudnia, kiedy do klientów nadano ponad 205 000 przesyłek. Świetne wyniki odnotowano także na Black Friday, kiedy klienci złożyli aż 194 000 zamówień w ciągu jednego dnia.

Według prestiżowego, corocznego rankingu TOP 500 europejskich sklepów transgranicznych, Notino znalazło się w pierwszej dziesiątce sprzedawców internetowych. Autor zestawienia, czyli belgijska platforma Cross-Border Commerce Europe, uplasował giganta kosmetycznego na 9 pozycji.

Nasze sukcesy są dowodem na to, że e-commerce reprezentowany przez Notino jest na najwyższym poziomie. Wysokie standardy i poziom obsługi to aspekty, na które kładziemy szczególny nacisk, ponieważ chcemy jak najlepiej odpowiedzieć na oczekiwania naszych klientów.  Dokładamy wszelkich starań, by utrzymać najwyższą jakość w całej Europie, ponieważ jesteśmy przekonani, że możemy jeszcze wiele osiągnąć” – komentuje kolejny rok Zbyněk Kocián, CEO Notino.

Notino ma w swojej ofercie ponad 100 000 unikalnych produktów od 2500 globalnych
i lokalnych marek. Firma nieustannie pracuje nad powiększeniem swojego portfolio: oprócz tradycyjnego asortymentu produktów, Notino rozszerzyło również swoją ofertę o kategorię „zdrowie”. Dzięki temu klienci mogą kupić witaminy, minerały i inne suplementy diety, a także odżywki sportowe oraz produkty dla matki i dziecka.

Jako pierwsi w branży kosmetycznej skorzystaliśmy ze wspólnego rynku Unii Europejskiej
i stworzyliśmy unikalny, scentralizowany model współpracy z partnerami takimi jak LVMH, L’Oréal Group, Estée Lauder Companies, COTY i Shiseido. Pozwala nam to łączyć największe marki z całej branży kosmetycznej w naszej siedzibie w Brnie, aby współtworzyć nowe usługi
w całej Europie. Odnotowujemy bardzo wysoki wskaźnik lojalności klientów (NPS), który odzwierciedla zadowolenie z naszych produktów i usług – ponad 80% kupujących na Notino poleciłoby nasze usługi dalej, co znacznie przewyższa oceny innych europejskich sprzedawców internetowych
” – dodał.

Najszybsza obsługa ze strategicznie zlokalizowanych centrów dystrybucji

Celem Notino jest oferowanie klientom produktów renomowanych marek, koncentrując się na doskonałej i szybkiej obsłudze. Właśnie dlatego, w tym roku we Włoszech otwarte zostało nowe centrum dystrybucyjne. Z magazynu o powierzchni 13 000 m² Notino obsługiwać będzie klientów we Włoszech, Hiszpanii i Portugalii, a w okresie świątecznym również realizować zamówienia do krajów takich jak Chorwacja i Francja. Pierwszego dnia po otwarciu, centrum obsłużyło łącznie 1229 zamówień, a od startu działalności – 3 maja, w sumie ponad 107 861 dostaw. Od 2020 roku Notino dystrybuuje również zamówienia z Bukaresztu – tamtejsze centrum odpowiedzialne jest za obsługę Rumunii, Grecji i Bułgarii.

Wraz z otwarciem centrum dystrybucyjnego w Rumunii znacznie przyspieszyliśmy dostawy
w krajach Europy Południowo-Wschodniej. Mamy takie same ambicje, jeśli chodzi o naszą nową inwestycję we Włoszech. To jeden z naszych kluczowych rynków, a nowe centrum dystrybucyjne pozwoli nam być bliżej klientów nie tylko tam, ale także w Hiszpanii czy Portugalii
” – zaznacza Kocián.

Szybkość obsługi w centrach dystrybucyjnych to nie jedyny obszar, na którym chce się skupić Notino. W rzeczywistości, obiekt zlokalizowany we Włoszech będzie drugim z kolei, gdzie firma planuje wprowadzić zautomatyzowaną linię pakowania, umożliwiającą bardziej ekologiczne przygotowywanie zamówień. Taki system jest już w użyciu w centrum dystrybucyjnym
w Rumunii – w ten sposób pakowanych jest ponad 40% zamówień, przy których zmniejszono zużycie plastiku o ponad 90%.

Szybko postępująca ekspansja zagraniczna nie zmienia faktu, że „serce” Notino znajduje się
w Czechach, w Brnie. W przyszłym roku siedziba firmy zostanie przeniesiona do centrum biznesowego Brno Business Park, gdzie zajmie całą powierzchnię nowego budynku opatrzonego międzynarodowym certyfikatem środowiskowym LEED Gold. Wybór nowej siedziby Notino potwierdza zatem, że zrównoważony rozwój jest jedną z wartości, na których firma nadal będzie się koncentrować.

Notino to scentralizowana organizacja wspierana przez zespół 2500 osób, które rozumieją potrzeby naszych klientów i każdego dnia zastanawiają się, jak najlepiej ułatwić im dostęp do produktów kosmetycznych i zdrowotnych w całej Europie. Jestem dumny z osiągnięć całego zespołu Notino, któremu bardzo dziękuję za zaangażowanie. Wierzę, że dzięki wspólnej pracy będziemy mogli zaoferować naszym klientom jeszcze lepsze doświadczenia zakupowe online” – podsumowuje Zbyněk Kocián.

Nawet 80% firmowych informacji pochodzi z nieustrukturyzowanych danych. Dark data to nieodkryta żyła złota dla energetyki

Według szacunków nawet 70-80% informacji zgromadzonych przez firmy pochodzi z nieustrukturyzowanych danych[1]. Dark data, czyli zasoby wytwarzane w ramach standardowej działalności operacyjnej i przechowywane, jednak niewykorzystywane do żadnych konkretnych celów, stwarzają ogromną i niezagospodarowaną przestrzeń do optymalizacji biznesu. Szczególnie w takich gałęziach gospodarki jak branża energetyczna, dla której charakterystyczne jest generowanie dużego wolumenu danych specjalistycznych.

Komentarz ekspercki Marcina Drzewieckiego, Prezesa Zarządu w Iron Mountain Polska.

Transformacja branży energetycznej trwa – nie tylko z uwagi na priorytetyzację niekonwencjonalnych źródeł energii, ale także u samych podstaw funkcjonowania sektora. Wyzwania, przed którymi dziś staje, wywierają jednocześnie swego rodzaju presję digitalizacyjną. Przede wszystkim z uwagi na wsparcie nowoczesnych rozwiązań technologicznych w kontekście wielopoziomowej optymalizacji biznesu. Paradoksalnie, aby sięgnąć po korzyści gwarantowane przez cyfryzację, nie trzeba w pierwszej kolejności decydować się na pionierskie w globalnej skali innowacje. Największy potencjał do zagospodarowania jest ukryty znacznie bliżej, niż mogłoby się wydawać.

Współczesny sektor energetyczny gromadzi różnorodne dane przynajmniej od 30 lat, a w wielu przypadkach, choć w istotnie ograniczonym zakresie, wykorzystując je do dziś. Okazuje się jednak, że nawet 80% informacji firm z tej branży jest przechowywanych w postaci nieustrukturyzowanych, nieuporządkowanych danych[2]. W tym miejscu należy przytoczyć definicję dark data, czyli tzw. „ciemnych danych”. Są to zasoby wytworzone w ramach standardowej działalności operacyjnej, przechowywane, które nie są wykorzystywane do żadnych celów biznesowych. To oczywiste, że nie da się wyciągnąć żadnej wartości dodanej z danych, do których nie mamy dostępu, a tym bardziej tych, o których istnieniu właściwie nie mamy pojęcia. Przytoczone szacunki pokazują zatem zaskakującą prawdę, że w przypadku energetyki potencjał zgromadzonych danych jest uwolniony średnio zaledwie w 20%.

Choć biznes coraz częściej dąży do tego, aby wykorzystać je w jak największym stopniu, działania doraźne nie wprowadzą rewolucji w zakresie data management. Wyłącznie strategiczne podejście do tematu ładu informacyjnego umożliwi długofalowe zabezpieczenie danych i wypracowanie ich nieograniczonej dostępności dla obecnych i przyszłych potrzeb biznesu, co powinno być nadrzędnym celem. Z całą pewnością to wyzwanie nie zniknie samo z siebie – każdy sektor doświadcza aktualnie lawinowego przyrostu liczby wytwarzanych danych.

Dane z przeszłości, pozbawione szerszego kontekstu, nieodpowiednio uporządkowane czy opisane, a także niezidentyfikowane to obszar, który należy postrzegać jako przestrzeń do nadania większej dynamiki rozwojowi biznesu energetycznego. Uzyskując do nich wgląd, przede wszystkim pozyskujemy niezwykle cenne paliwo do analityki, raportowania czy mierzenia efektywności. W skrócie – jesteśmy w stanie podejmować szybsze, bardziej trafne i racjonalne decyzje biznesowe. Sam fakt wdrożenia tego rodzaju strategii zwiększa szansę na osiągnięcie przewagi konkurencyjnej. Dziś zaledwie 15% firm z sektorów energetycznego, wydobywczego i usług komunalnych wykorzystuje systemy analityki danych biznesowych[3]. Odpowiednie zarządzanie informacjami, w tym również dominującymi w ogólnej strukturze dark data, zapewnia również dodatkowe korzyści. Większa świadomość na temat posiadanych zasobów danych istotnie ogranicza ryzyko cyberataków, pozwala zachować pełną gotowość audytową i umożliwia przestrzeganie dynamicznie zmieniających się przepisów (compliance). Jest wobec tego odpowiedzią na najważniejsze wyzwania dotyczące data management – utrudnione zachowanie zgodności z wymaganiami legislacyjnymi, ryzyko ujawnienia poufnych informacji, zwiększone koszty operacyjne i przechowywania, a także nieefektywność pracy związanej z ograniczonym dostępem do danych.

Porządkując metadane i udostępniając je w sposób zintegrowany, umożliwiamy​ szybsze kreowanie wartości. Branżę energetyczną charakteryzuje duży wolumen generowanych danych, zarówno tych specjalistycznych, dotyczących informacji pogodowych, zasilania i ograniczeń przesyłowych, badań sejsmicznych i odwiertów, rejestrów serwisowania i konserwacji maszyn, opomiarowania procesów czy odczytów z liczników, jak i uniwersalnych – akt personalnych, danych sprzedażowych, materiałów marketingowych oraz ewidencji świadczeń pracowniczych i płatności. Nie mam wątpliwości, że podjęcie próby identyfikacji i uporządkowania dark data w sektorze energetycznym z rzetelnym partnerem to szansa na nadanie nowego tempa rozwojowi biznesu.

[1] https://www.ironmountain.com/blogs/2017/defining-grey-data-what-is-it-and-whats-the-potential-value

[2] Tamże

[3] Monitor Transformacji Cyfrowej Biznesu, KPMG, 2022

KSeF – jakie zmiany wprowadziło Ministerstwo Finansów?

Ministerstwo Finansów przeprowadziło szerokie konsultacje publiczne projektu ustawy wprowadzającej e-fakturę jako powszechny system rozliczania. Wprowadzając zmiany, uwzględniło postulaty organizacji przedsiębiorców, księgowych i biegłych rewidentów, sektora IT oraz resortu infrastruktury. Propozycja zmian przesunęła m.in. wejście w życie KSeF z 1 stycznia 2024 r. na 1 lipca 2024 r. oraz wyłączenie z KSeF faktur konsumenckich.

Jaki są główne zmiany w KSeF?

Zmiany w ustawie przewidują wydłużenie o dodatkowe pół roku terminu na wdrożenie KSeF przez podatników zwolnionych podmiotowo z VAT – KSeF będzie dla nich obowiązkowy od 1 stycznia 2025 r. Daje to przede wszystkim więcej czasu na edukację mniejszych podmiotów, tak aby mogły aktywnie korzystać z systemu w przyszłości.

Co ważne, faktury konsumenckie (B2C) nie będą objęte KSeF. Pierwotnie system miał obejmować wszystkie rodzaje faktur.

W toku konsultacji z uwagi na specyfikę rozwiązań, które obecnie funkcjonują w księgowości, przewidziano wyłączenia tylko dla biletów spełniających funkcję faktury (w tym paragony na autostradach płatnych, eurocontrol oraz inne bilety na przejazd, również kolejowe i lotnicze) oraz faktur z kas fiskalnych i paragonów do 450 zł za  faktury uproszczone, które będą mogły być wystawiane w dotychczasowej formie do 31 grudnia 2024 r. Od 1 stycznia 2025 będą dalej funkcjonowały, ale jedynie w KSeF.

W przypadku awarii po stronie podatnika przewidziano możliwość wystawiania faktur w trybie offline poza KSeF i dostarczenia faktury do KSeF następnego dnia roboczego po jej wystawieniu. Korekta w tym przypadku polega na doprecyzowaniu:

  • data wystawienia – data z pola P1 (art. 106e ust. 1 pkt 1),
  • data otrzymania – najwcześniejsza data otrzymania dokumentu, w tym w KSeF jeśli uzgodnione otrzymanie poza KSeF nastąpiło później.
  • Pojawia się także konieczność jednorazowego pobrania dedykowanego certyfikatu do wystawiania faktur offline lub w trakcie awarii – po uwierzytelnieniu się w KSeF.
  • Certyfikat ten posłuży do wygenerowania kodu weryfikacyjnego QR. Będzie on zawarty na wizualizacji faktury wystawionej w awarii lub offline.

Jeśli chodzi o kurs waluty, w której wystawiona jest faktura, zachowano margines bezpieczeństwa. Jeżeli faktura będzie z różnych względów przesłana dzień później, to oczywiście kurs zostanie zachowany. Doprecyzowany został również katalog ustawowych wyłączeń –  faktury OSS, IOSS (FV wystawiane dla konsumentów z innego kraju UE).

W przypadku faktury do paragonu – pozostawienie danych paragonu w dokumentacji oznacza obecnie brak konieczności przechowywania „oryginału” paragonu, np. poprzez przypięcie go do faktury, jak było to do tej pory.

Kolejną zmianą jest liberalizacja sankcji i ich stosowanie dopiero od 1 stycznia 2025 r.. W pierwotnym projekcie dolny próg kary finansowej wynosił 1000 zł / 500 zł, a po zmianie takiego progu już nie będzie. Po nowelizacji kara będzie miarkowana, w zależności od kwoty wystawionej na fakturze. Będzie również możliwość odstąpienia od nałożenia takiej kary.

Od 01.01.2025 roku nie będzie możliwości otrzymania jakiekolwiek faktury z kasy rejestrującej. Do tego będzie przeznaczony KSeF. Pozostają natomiast dotychczasowe rozwiązania, które dotyczą wystawiania faktur nawet do 60 dni przed dostawą towaru czy wykonania usługi.

Po konsultacjach społecznych stwierdzono, że nastąpi likwidacja not korygujących w KSeF i poza KSeF. Tak jak obecnie, przez sprzedającego będzie wystawiana faktura korygująca.

Ważną informacją jest również to, że nie zdecydowano się na wyłączenie z KSeF podatników, posiadających w Polsce stałe miejsce prowadzenia działalności gospodarczej (SMPD) lecz nieposiadających siedziby działalności – jest to zgodne z decyzją derogacyjną, którą otrzymała Polska. Dodatkowo zarówno we Włoszech, jak i Francji obowiązują podobne założenia.

Ministerstwo Finansów wsłuchało się w prośby kierowane przez otoczenie biznesowe i zareagowało istotnymi zmianami w projekcie nowelizacji ustawy o KSeF. Dba również o to, aby odpowiednio przygotować podmioty do wprowadzenia elektronicznych faktur. Jednym z rozwiązań jest pełny program szkoleniowo-edukacyjny pod nazwą „Bądź gotowy na KSeF”, skierowany do biur rachunkowych i przedsiębiorców prowadzących własną działalność. Jego pomysłodawczynią jest Anita Gołębiewska, a organizatorem jest Ogólnopolska Sieć Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR). W projekcie pod patronatem Ministerstwa Finansów przewidziano spotkania, warsztaty oraz szkolenia merytoryczne i techniczne, które ułatwią przejście przez nadchodzącą cyfrową rewolucję. Jego celem jest kompleksowe przygotowanie księgowych i polskich przedsiębiorców do wdrożenia KSeF w firmach.

Autorką artykułu jest Anita Gołębiewska, Dyrektor Zarządzająca Ogólnopolskiej Sieci Certyfikowanych Biur Rachunkowych (OSCBR).

Zwolniony napęd branży motoryzacyjnej? Przyspieszenie rejestracji aut i konkurencja z Chin

  • Rejestracje nowych samochodów w Europie przyspieszają, jednak nadal pozostają na niskim poziomie w miarę konsolidacji rynku – wynika z analiz Allianz Trade. Rejestracje nowych samochodów w maju wzrosły o +17% r/r do 780 tys. sztuk. Jednakże rejestracje od początku roku są nadal o -26% niższe niż w 2019 roku. Udział w rynku aut osobowych trzech największych producentów samochodów wzrósł w tym roku do 53% (z 45% w 2015 r.) przy większej koncentracji (przy wzroście indeksu Herfindahla-Hirschmana o 20%). Przewidujemy, że liczba rejestracji na pięciu największych rynkach w Europie wzrośnie o +8% w 2023 roku.
  • Pojazdy wyprodukowane w Chinach robią dalsze postępy. Trzy wyprodukowane w Chinach pojazdy elektryczne były jednymi z najlepiej sprzedających się modeli w tej kategorii od początku roku, podnosząc udział chińskiego importu do około 3-4% wszystkich rejestracji (w porównaniu do praktycznie zera w 2019 r.). Nadwyżka handlu motoryzacyjnego Europy z Chinami skurczyła się o dwie trzecie w ciągu zaledwie kilku lat.
  • Fuzje i przejęcia raczej nie pomogą europejskim producentom samochodów w obronie udziału w rynku przed chińską konkurencją. Większe posunięcia podlegałyby ścisłej kontroli antymonopolowej, a mniejsze nie wpłynęłyby na obecną konkurencję z zagranicy. Allianz Trade oczekuje, że producenci samochodów (i ich dostawcy) będą łączyć zasoby w działania pochłaniające gotówkę, zwłaszcza produkcję akumulatorów elektrycznych, aby zwiększyć skalę w krytycznych działaniach przy niższym prawdopodobieństwie kontroli antymonopolowej. Ponieważ pojazdy z napędem akumulatorowym są szybsze w montażu i wymagają mniej pracy, producenci samochodów mogliby skonsolidować produkcję przy użyciu mniejszej liczby platform i fabryk. Wraz z zakończeniem technologii silników spalinowych, taka adaptacja do ekonomiki produkcji pojazdów elektrycznych z akumulatorami może zmienić kształt produkcji motoryzacyjnej w Europie.

Rejestracje nowych samochodów w Europie przyspieszają, jednak nadal pozostają na niskim poziomie. Rejestracje nowych samochodów w maju wyglądały solidnie na czołowych rynkach europejskich, rosnąc łącznie o +17% r/r do 780 000 sztuk i odnotowując dziesiąty miesiąc wzrostu sprzedaży z rzędu. Analizując wyniki według krajów, okazuje się, że Włochy przewodziły grupie (+23%), wyprzedzając Niemcy (+19%), Wielką Brytanię (+17%), Francję (+15%) i Hiszpanię (+8%). Rosnąca liczba rejestracji samochodów odzwierciedla przede wszystkim ożywienie produkcji samochodów po ponad dwóch latach naznaczonych ogromnymi zakłóceniami spowodowanymi niedoborami półprzewodników. Jednak normalizacja sytuacji jest nieznaczna: liczba rejestracji od początku roku 2023 jest nadal o -26% niższa niż w 2019 r. (Rys. 1). Długotrwałe spowolnienie produkcji motoryzacyjnej jest odczuwane zupełnie inaczej w całym łańcuchu dostaw: podczas gdy producentom samochodów i czołowym dostawcom z branży motoryzacyjnej udało się zachować rentowność dzięki bardziej opłacalnemu asortymentowi produktów i wyższym cenom, sytuacja ta nie miała miejsca w przypadku mniejszych dostawców zależnych od wolumenów.

Rys. 1: Rejestracje samochodów na czołowych rynkach europejskich (%)

Rejestracje samochodów na czołowych rynkach europejskich
Źródła: KBA, PFA, SMMT, ANFIA, ANFAC, Allianz Research

Chociaż Allianz Trade spodziewa się, że rejestracje będą nadal rosnąć do końca roku, uważamy, że nigdzie nie widać poziomów z 2019 r., a rynek europejski czeka na trwałe niższy poziom aktywności:

  • Jeśli chodzi o popyt, kryzys związany z kosztami życia w połączeniu z wyższymi stopami procentowymi i ogólnym wzrostem cen nowych samochodów wyparł znaczną część potencjalnych klientów z rynku. Zakup samochodów osobowych jest największą pojedynczą pozycją z agregatu dóbr trwałego użytku w Europie (50%) i ma znaczący udział w szerszej agregacji konsumpcji gospodarstw domowych (4%).
  • Natomiast w zakresie podaży producenci samochodów odnieśli szczególne sukcesy w radzeniu sobie z niższym popytem, koncentrując produkcję na swoich najbardziej dochodowych modelach i przerzucając znaczne podwyżki cen na klientów. Przy portfelach zamówień odpowiadających wartości produkcji przekraczającej siedem miesięcy, ale nowych zamówień powracających do długoterminowej średniej, producenci samochodów starają się utrzymać produkcję na optymalnym poziomie pojazdów o wysokiej marży i niskim poziomie zapasów (Rys. 2).

Biorąc pod uwagę ciągłe, ale ostrożne ożywienie produkcji i trudniejsze podstawy porównawcze w drugiej połowie roku, przewidujemy, że rejestracje samochodów na pięciu największych rynkach europejskich odbiją się o +8% w 2023 roku.

Rys. 2: Czas produkcji zapewniony przez aktualny stan portfela zamówień (w miesiącach)

Czas produkcji zapewniony przez aktualny stan portfela zamówień
Źródła: Eurostat, Allianz Research

Intensywna konkurencja dla pojazdów elektrycznych. Tymczasem udział pojazdów akumulatorowych o napędzie elektrycznym (BEV) będzie nadal rósł i może osiągnąć 15% całej sprzedaży samochodów osobowych, ponieważ dominujący producenci samochodów ścigają się, by wprowadzić nowe modele, a specjaliści w dziedzinie BEV reagują agresywnie obniżając ceny. Jak podkreślaliśmy w naszym ostatnim raporcie[1], przejście na pojazdy elektryczne w Europie jest bezprecedensową szansą eksportową dla chińskiego przemysłu motoryzacyjnego, który szczyci się największym i najbardziej zintegrowanym ekosystemem pojazdów elektrycznych na świecie. Od początku roku rejestracje w Europie wskazują na konsolidację trendu, z trzema pojazdami typu BEV wyprodukowanymi w Chinach wśród najlepiej sprzedających się modeli w tej kategorii, a udział chińskiego importu wzrasta do szacunkowych 3-4% wszystkich rejestracji samochodów, w porównaniu do praktycznie zera kilka lat temu. Rosnąca konkurencyjność chińskich producentów aut jest najlepiej odzwierciedlona w dwustronnym bilansie handlu samochodami Europy z Chinami, gdzie nadwyżka znacznie się zmniejszyła z powodu dynamicznie rozwijającego się importu (Rys. 3).

Rys. 3: Bilans handlowy UE w sektorze motoryzacyjnym z Chinami (mln EUR)Bilans handlowy UE w sektorze motoryzacyjnym z Chinami

Źródła: Eurostat, Allianz Research

Chińska konkurencja wstrząśnie rynkiem, który w ostatnich latach przeszedł znaczną konsolidację. Komercyjny rozwój BYD, nazywanego „chińską Teslą”, bez wątpienia jeszcze bardziej wstrząśnie europejskim przemysłem samochodowym. Korzystając z danych rejestracyjnych dla rynku europejskiego, obliczyliśmy udziały w rynku w czasie, aby śledzić zmiany trzech najczęściej używanych wskaźników zastępczych dla koncentracji w branży: CR3, CR5 i wskaźnika Herfindahla-Hirschmana[2]. Allianz Trade obserwuje, że udział trzech największych producentów aut (CR3) wzrósł z 45% do 53% wszystkich rejestracji samochodów osobowych w latach 2015-2023, a pięciu największych producentów samochodów (CR5) z 59% do 69%, podczas gdy wskaźnik Herfindahla-Hirschmana wzrósł z 1090 do 1306 (wzrost o +20%).

W ciągu ostatniej dekady konsolidacja przemysłu samochodowego nabrała tempa, między innymi poprzez większą fuzję francuskich i włoskich producentów samochodów. Konsolidacja była również wynikiem konkurencji, gdzie udział mniejszych marek dalej spadał, a czołowe marki zwiększały swoją przewagę. Większa koncentracja odegrała kluczową rolę w poprawie rentowności tej branży, umożliwiając producentom samochodów rozłożenie kosztów stałych na większą liczbę modeli zbudowanych przy użyciu mniejszej liczby platform w fabrykach, których wskaźniki wykorzystania mocy produkcyjnych poprawiły się dzięki wyeliminowaniu zakładów osiągających słabe wyniki. Poprawiło to również dyscyplinę w branży i najprawdopodobniej ułatwiło obserwowany od drugiej połowy 2021 r. ogólny wzrost cen.

Czy fuzje i przejęcia mogą pomóc europejskim producentom samochodów odeprzeć konkurencję z Chin? Osiągnięcie znacznych wolumenów pojazdów z napędem akumulatorowym będzie miało kluczowe znaczenie dla rentowności europejskich producentów samochodów. Ponieważ Chiny mogą pochwalić się zarówno szerszym rynkiem krajowym, jak i większą penetracją pojazdów typu BEV, kraj ten sprzedaje trzy razy więcej pojazdów typu BEV niż Europa, co daje krajowym producentom znaczną przewagę skali nad ich zagranicznymi konkurentami. Podczas gdy przyspieszona konsolidacja producentów samochodów obecnych w Europie pomogłaby im w szybszym rozwoju, w naszej ocenie nowa fala fuzji i przejęć na rynku europejskim jest mało prawdopodobna:

  • Po pierwsze, udziały w rynku dominujących europejskich producentów samochodów są tak wysokie, że jakakolwiek transakcja z udziałem dwóch europejskich firm wywołałaby ścisłą kontrolę antymonopolową. Zamiast brać pod uwagę cały rynek europejski, władze europejskie najprawdopodobniej zawęziłyby swoją analizę do tak zwanych „rynków właściwych”, które obejmują wymiar geograficzny. Ponieważ większość samochodów jest kupowana w kraju zamieszkania kupującego, udziały w rynku byłyby obliczane na poziomie krajowym, gdzie są znacznie wyższe niż średnia europejska. Na przykład we Francji CR3 wynosi 68%, CR5 80%, a HHI 1906.
  • Po drugie, konkurencyjne zagraniczne grupy motoryzacyjne działające w Europie mają znaczną skalę globalną i jest bardzo mało prawdopodobne, aby wycofały się z Europy. Jednocześnie mniejsi gracze mają niewiele do zaoferowania, ponieważ w większości działają w Europie w oparciu o strategię biznesową „asset-light” i polegają na eksporcie z innych regionów.

Producenci samochodów będą musieli szukać sposobów na zwiększenie rentowności gdzie indziej. W obliczu bardzo dojrzałego rynku i rosnącej chińskiej konkurencji producenci samochodów będą musieli skorzystać z różnych opcji, aby utrzymać swoją rentowność:

  • Wypieranie mniejszych graczy z rynku europejskiego. Allianz Trade uważa, że dodatkowa presja konkurencyjna ze strony chińskich graczy może być ostatnią kroplą dla zagranicznych marek o ograniczonych wolumenach, które również mają opóźnienia w wyścigu BEV. Wyłączając chińskich graczy, grupy o udziale w rynku poniżej 2% mają łączny udział w rynku na poziomie około 6%.
  • Rozwijanie nowych partnerstw poziomych i pionowych w celu łączenia zasobów w działania pochłaniające gotówkę, zwłaszcza w produkcji akumulatorów elektrycznych. Połączenie sił pomogłoby producentom samochodów zwiększyć skalę krytycznych działań przy mniejszym prawdopodobieństwie kontroli antymonopolowej.
  • Dalsza konsolidacja produkcji wokół ograniczonej liczby platform i fabryk. Ponieważ pojazdy z napędem elektrycznym wykorzystują znacznie prostsze układy napędowe, są szybsze w montażu i wymagają mniej pracy – według dyrektora generalnego Forda, Jima Farleya, różnica wynosi 40% w porównaniu z pojazdami z silnikiem spalinowym (ICE). Producenci samochodów mogliby w rezultacie osiągnąć podobne wielkości produkcji, obsługując mniejszą liczbę linii produkcyjnych i zatrudniając mniej pracowników. W połączeniu z planowanym upadkiem technologii ICE, taka adaptacja do ekonomiki produkcji pojazdów elektrycznych z akumulatorami może zmienić geografię europejskiej produkcji motoryzacyjnej na poziomie lokalnym, krajowym i regionalnym.

[1] Zob. The Chinese Challenge to the European Automotive Industry, maj 2023

[2] CR3 (współczynnik koncentracji) sumuje udziały w rynku trzech największych konkurentów i CR5 pięciu największych konkurentów. Indeks Herfindahla-Hirschmana to suma kwadratów udziałów rynkowych konkurentów. Współczynnik na poziomie między 1000 a 2000 sugeruje umiarkowanie skoncentrowany rynek, dla którego ewentualne fuzje i przejęcia zazwyczaj wymagają kontroli antymonopolowej, jeśli przyczyniają się do wzrostu HHI o 250 punktów.

Kraków: Dynamiczny wzrost sektora IT i ożywienie na rynku biurowym

Kraków – najmocniejsza marka turystyczna w Polsce, środkowoeuropejski hub dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu oraz lider rynku biurowego wśród polskich miast regionalnych. Nie da się jednak ukryć, że nawet tak świetnie prosperująca lokalizacja biznesowa odczuła w minionych trzech latach skutki globalnych zawirowań. Według najnowszego raportu „Krakowski rynek IT 2023”, opublikowanego przez MOTIFE we współpracy z Cushman & Wakefield, na krakowskim rynku biurowym od około roku można już jednak obserwować ożywienie po stronie aktywności najemców. Dalszej odbudowie sytuacji w sektorze mogą sprzyjać wzrosty zatrudnienia generowane przez firmy IT oraz trend nearshoringu. Jak wynika z raportu, w 2022 roku w Krakowie zarejestrowano 40 spółek ukraińskich, które przeniosły swoją działalność operacyjną do stolicy Małopolski.

Firmy doceniają krakowską różnorodność

W 2022 roku Kraków utrzymał pozycję największego rynku biurowego w miastach regionalnych. W ciągu ubiegłego roku oddano tam do użytku 9 budynków o łącznej powierzchni ponad 100 000 mkw. Z kolei pierwszy kwartał 2023 roku zamknął się rezultatem blisko 43 000 mkw. nowej powierzchni, która trafiła na rynek.

Aktualne zasoby biurowe w Krakowie to już prawie 1,8 mln mkw. powierzchni. Należy tu podkreślić, że krakowski rynek jest oferuje wyjątkowo różnorodne opcje biurowe. Niektóre z nich to duże kompleksy budynków, które mogą pomieścić ponad 5000 osób, czego przykładem jest Fabryczna Office Park, High5ive czy Quattro Business Park. Ponadto, najemcy mogą też wybierać spośród mniejszych projektów o bardziej prywatnym charakterze, zabytkowych kamienic na Starym Mieście lub industrialnych budynków w poprzemysłowych obszarach miasta. Tak szeroką ofertę doceniają nowe grupy najemców, które wchodzą na krakowski rynek, np. firmy technologiczne i start-upy poszukujące lokalizacji o wyjątkowym charakterze, wspierających ich działania rekrutacyjne – komentuje Dariusz Madej, Associate, Cushman & Wakefield.

Według raportu „Krakowski rynek IT 2023”, aktualnie w Krakowie pracuje ok. 55 000 specjalistów IT, co stanowi znaczącą część z 360 000 zatrudnionych w tym sektorze w Polsce.

Zatrudnienie w sektorze technologicznym w Krakowie rośnie średnio o około 10% rocznie. Trend ten jest napędzany zarówno przez dalsze rozszerzanie działalności obecnych w Krakowie firm, jak i wejście na tutejszy rynek nowych graczy IT. Warto również zauważyć, że w ubiegłym roku w mieście zarejestrowano 40 ukraińskich firm informatycznych, wśród których są te, które przeniosły część swoich operacji do stolicy Małopolski. Kontynuowany wzrost sektora IT oraz przyspieszenie trendu „powrotu do biura” to bodziec dla deweloperów i inwestorów nieruchomościowych do rozpoczęcia nowych projektów na terenie Krakowa – tłumaczy Michał Piątkowski, CEO, MOTIFE.

Rosnąca liczba start-upów i zaawansowanych technologicznie firm w Krakowie przyspieszyła rozwój przestrzeni coworkingowych, biur serwisowanych oraz przestrzeni hybrydowych. Jak wynika z danych międzynarodowej firmy doradczej Cushman & Wakefield, aktualna podaż tego typu przestrzeni to 56 000 mkw.

Po okresie zmniejszonej aktywności w segmencie elastycznych przestrzeni biurowych w 2020 roku, w 2021 roku mogliśmy już zaobserwować powrót zainteresowania firm tą formą wynajmu. W ciągu ostatnich 12 miesięcy trend ten zyskał na sile w związku z potrzebą optymalizacji kosztów utrzymania biura oraz rosnącą liczbą podmiotów z Ukrainy przenoszących swoich pracowników do Polski – dodaje Jan Szulborski, Ekspert rynku biurowego, Cushman & Wakefield.

Najemcy wracają

Dane zebrane przez Cushman & Wakefield pokazują, że podczas pandemii aktywność najemców na krakowskim rynku biurowym utrzymywała się na średnim poziomie 155 000 mkw. wynajętej powierzchni biurowej, czyli o blisko 40% mniej niż w rekordowym 2019 roku.

Po dwóch latach ograniczonej aktywności najemców, w ciągu ubiegłego roku na rynku widać było pewne ożywienie po stronie popytowej, głównie za sprawą powrotu tych firm, które zawiesiły swoje decyzje transakcyjne pomiędzy 2020 a 2021 rokiem. W 2022 roku w Krakowie wynajęto prawie 200 000 mkw., co oznacza wzrost o 25% r/r. Wynik ten był też zbliżony do poziomu aktywności sprzed pandemii. Warto również zauważyć, że ponad 70% wynajętej powierzchni stanowiły nowe umowy i ekspansje. Z kolei w I kwartale br. najemcy podpisali umowy na ponad 38 000 mkw. Spodziewamy się, że w tym roku popyt na powierzchnię biurową w Krakowie utrzyma trend wzrostowy – komentuje Michał Galimski, Partner, Head of Regional Markets, Cushman & Wakefield.

Jednocześnie dalszy rozwój rynku będzie w dużej mierze napędzany przez sektor nowoczesnych usług dla biznesu, w tym również firmy technologiczne. Według danych ABSL, zatrudnienie w tym segmencie gospodarki wzrośnie w 2023 roku o blisko 8% i przekroczy 100 000 mkw., co może pozytywnie przełożyć się na poziom popytu na rynku biurowym.

Czynsze bez niespodzianek – najdrożej jest w centrum

Na koniec I kwartału tego roku stawki bazowe za najlepsze powierzchnie biurowe w Krakowie wahały się od 15,20 do 16,50 EUR/mkw. w zależności od lokalizacji. W tym czasie najemcy odczuli wzrost czynszów w związku z indeksacją umów najmu denominowanych w EUR o około 9% i 14,4% dla umów denominowanych w PLN.

Dalszej presji na wzrost stawek czynszowych mogą spodziewać się zwłaszcza te firmy, które są zainteresowane powierzchniami biurowymi w budynkach zlokalizowanych w centrum. Skala podwyżek będzie natomiast zależała od szeregu czynników – planów inwestycyjnych deweloperów, dostępności gruntów, a także sytuacji makroekonomicznej. Pamiętajmy, że Kraków to mocna marka biznesowa, a to powinno pozytywnie wpływać na stabilizację sytuacji na rynku biurowym – dodaje Dariusz Madej.

Wysoki wakat? Tylko tymczasowo!

Ograniczona aktywność najemców spowodowana pandemią COVID-19 oraz stosunkowo wysoki poziom podaży nowej powierzchni biurowej doprowadziły do znacznego wzrostu dostępności powierzchni biurowej w ciągu ostatnich 36 miesięcy. Wskaźnik pustostanów na koniec I kwartału tego roku wyniósł 17,4%.

Wysoka dostępność powierzchni biurowej w Krakowie jest jednak zjawiskiem krótkoterminowym, na które wpłynie zmniejszenie liczby nowych projektów planowanych do ukończenia w latach 2024-2025 i stopniowe ożywienie aktywności transakcyjnej. Spodziewamy się, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy wskaźnik pustostanów powróci na ścieżkę kompresji, a tempo absorpcji powierzchni biurowej zmobilizuje deweloperów do uruchomienia nowych projektów planowanych do ukończenia w latach 2025-2026 – podsumowuje Jan Szulborski.

Wystarczy 0,77 sekundy, aby przejąć kontrolę nad asystentem głosowym

Asystenci głosowi tacy jak Siri, Google Assistant, Cortana czy Amazon Alexa od dawna ułatwiają nam życie codzienne. Dzięki nim sprawniej wykonujemy połączenia głosowe, wysyłamy wiadomości, znajdujemy trasy podroży czy wyszukujemy informacje. Szacuje się, że w samych Stanach Zjednoczonych korzysta z nich 120 milionów osób[1]. Okazuje się jednak, że za pomocą polecenia głosowego można nie tylko skorzystać z usługi, ale również dokonać włamania i kradzieży. Proces zajmuje mniej niż sekundę, a właściciel urządzenia, może się nawet nie zorientować, że padł ofiarą przestępstwa.

Naukowcy z University of Texas w San Antonio (UTSA) i University of Colorado Colorado Springs (UCCS), odkryli, że mikrofony cyfrowych asystentów mogą reagować na fale podobne do ultradźwiękowych odtwarzanych z głośnika. Te fale, niesłyszalne dla ludzi, mogą być wykorzystane do wydawania poleceń np. wyłączenia alarmu lub otwarcia drzwi wejściowych zabezpieczonych inteligentnym zamkiem.

Taki atak, nazwany NUIT czyli Near-Ultrasound Inaudible Trojan może przybrać dwie formy:

  1. Urządzenie jest zarówno źródłem, jak i celem ataku: wystarczy, że użytkownik odtworzy przygotowany przez cyberprzestępców plik na swoim telefonie, może to być przesłane nagranie albo filmik z social mediów. Ukryta w nim komenda spowoduje, że urządzenie wykona określoną czynność np. wyśle wiadomość tekstową lub swoja lokalizację.
  2. Atak ten jest przeprowadzany przez inne urządzenie z głośnikiem. Nasze urządzenie wyposażone w mikrofon np. telefon czy inteligentny głośnik odbiera polecenie np. z komputera cyberprzestępcy.

Jak może przebiegać atak NUIT?

Wyobraźmy sobie, że ktoś np. ogląda webinarium na Teams lub Zoom. Inny użytkownik może w pewnym momencie wyłączyć wyciszenie swojego mikrofonu i odtworzyć dźwięk, który zostanie następnie odebrany przez telefon pierwszej osoby. W rezultacie urządzenie może wykonać polecenie, np. odwiedzić niebezpieczną, infekująca złośliwym oprogramowaniem stronę internetową.

W drugim scenariuszu ktoś może np.  oglądać filmy z YouTube na telefonie i to wystarczy, aby urządzenie wykonało zaprogramowaną przez przestępcę, niebezpieczną czynność. Ten atak nie wymaga żadnej konkretnej akcji ze strony użytkownika, a to czyni go wyjątkowo groźnym.

Co jest potrzebne do przeprowadzanie ataku?

Niestety bardzo niewiele. Aby NUIT zadziałał wystarczy, że głośnik, z którego jest uruchamiany, będzie ustawiony powyżej pewnego poziomu głośności, a komenda będzie trwać nie dłużej niż 0,77 sekundy

Aby atak się powiódł ofiara musi mieć włączoną usługę asystenta głosowego. Biorąc pod uwagę fakt, że aż 64% użytkowników deklaruje, że zdarzyło im się uruchomić tę funkcję przypadkowo przynajmniej raz w ciągu ostatniego miesiąca[2], jest się czego bać.

– Ataki na asystentów głosowych to zupełnie nowy rodzaj zagrożenia, na który użytkownicy nie są przygotowani. O ile wiele osób wie już, że nie należy klikać w linki czy pobierać aplikacji nieznanego pochodzenia, nikt z nas nie martwi się, że słuchając muzyki czy oglądając film z potwierdzonego źródła zostaniemy zaatakowani… dźwiękiem. I to takim, którego nie jesteśmy w stanie usłyszeć. Ataki typu NUIT poszerzają również potencjalne pole działania przestępców. Włamując się do asystenta głosowanego można nie tylko dokonywać przestępstw w internecie, ale również w realnym świecie np. uzyskiwać dostęp do mieszkania czy garażu – komentuje Beniamin Szczepankiewicz, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET i dodaje – nietypowe ataki wymagają od nas nietypowej obrony. Ciekawostką jest, że jedną z metod obrony przed takim atakiem, mogą być słuchawki. Kiedy odtwarzamy nagranie z ich wykorzystaniem, dźwięk nie dociera do mikrofonu naszego urządzenia.

Dobrą wiadomością jest fakt, że NUIT został odkryty przez naukowców i jak na razie nie ma doniesień o tym, by ktokolwiek wykorzystywał go w celach przestępczych lub w formie szeroko rozpowszechnionych żartów. Należy się jednak spodziewać, że prędzej czy później cyberprzestępcy zainteresują się nim. Dlatego już teraz warto wiedzieć jak się chronić.

Każdy użytkownik powinien skonfigurować swojego asystenta tak, aby działał tylko w reakcji na głos właściciela. Część producentów smart głośników pozwala wykonywać akcje związane z bezpieczeństwem domu, dopiero po autoryzacji np. twarzą lub odciskiem palca na telefonie. Można również rozważyć wyłączanie asystenta głosowego, gdy nie jest potrzebny. Należy pamiętać, że zaatakowane mogą być różne urządzenia z dostępem do internetu – nie tylko telefony.

Warto również, od czasu do czasu sprawdzać telefon pod kątem przypadkowych aktywacji mikrofonu. Zarówno urządzenia z Androidem, jak i iOS wyświetlają aktywację mikrofonu, zwykle sygnalizując ją zieloną kropką na Androidzie i brązową kropką na iOS w górnej części ekranu. Można również rozważyć sprawdzenie uprawnień aplikacji pod kątem dostępu do mikrofonu, nie każda z nich musi przecież słyszeć otoczenie.

Dla własnego bezpieczeństwa należy również upewnić się, że mamy zainstalowane wszystkie potrzebne aktualizacje oprogramowania, włączone uwierzytelnianie dwuskładnikowe na wszystkich kontach online i korzystamy z renomowanego oprogramowania zabezpieczającego na każdym urządzeniu z dostępem do internetu.

[1] https://bloggingwizard.com/voice-search-statistics/

[2] https://bloggingwizard.com/voice-search-statistics/

Piąty etap ewolucji bankowości

– Po ponad 20 latach rozwoju bankowość internetowa i mobilna ustępuje miejsca bankowości ambientowej i zintegrowanej, która sprawia, że korzystanie z banku staje się dla nas niemal niezauważalne – mówi Jacek Chmiel, dyrektor Avenga Labs.

Bank online to za mało

Banki przekształcają swoje IT z architektury monolitycznej na środowisko oparte na setkach, a nawet tysiącach prostych, wyspecjalizowanych funkcjonalności nazywanych mikrousługami. Dzięki temu fala szybko i szeroko wdrażanych innowacji już przynosi klientom jeszcze więcej wygody i personalizacji. Wkrótce wszyscy klienci banków będą mogli korzystać z realnej obsługi 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu, z dowolnego miejsca, a nawet przez cokolwiek podłączonego do Internetu. Na dodatek bez konieczności wchodzenia na strony banków. Nasze pieniądze mają pozostać przy tym bezpieczne i pod pełną kontrolą, mimo że świat i otoczenie prawne banków będą coraz bardziej skomplikowane.

Tradycyjne banki, w których tylko prowadzi się depozyty, dokonuje płatności, zaciąga kredyty lub kupuje ubezpieczenia znikają na naszych oczach. – Bankowość cyfrowa jest dziś dla banków kluczowym sposobem na wyróżnienie się oraz utrzymanie i przyciągnięcie nowych klientów, dlatego zaawansowanych technologii jest i będzie w nich coraz więcej – dodaje Jacek Chmiel.

Zauważalne już od jakiegoś czasu trendy otwartej bankowości i finansów wbudowanych, w ramach których banki ułatwiają zewnętrznym dostawcom dostęp do danych swoich klientów, rozwiną się jeszcze bardziej. Według prognoz za 7 lat globalny rynek otwartej bankowości ma być 5 razy większy niż obecnie.

Chyba najbardziej znaną teraz w Polsce usługą oferowaną w ramach otwartej bankowości jest polski system płatności mobilnych Blik, który zamienia smartfony w cyfrowe portfele. Dzięki temu klienci banków mogą szybciej i wygodniej dokonywać płatności, przelewać i wypłacać pieniądze oraz sprawdzać stan swoich kont. Podobnych, zewnętrznych rozwiązań będzie znacznie więcej.

Bankowość jeszcze bardziej osobista

Innym przykładem otwartej bankowości jest możliwości zdalnego dokonywania przelewów w godzinach wieczornych lub w dni wolne od pracy, kiedy nie pracują systemy rozliczeń transakcji międzybankowych, takie jak Elixir. Jedną z coraz częściej wykorzystywanych form takich płatności są przelewy natychmiastowe, których realizacja trwa dosłownie kilka sekund. Można je robić 24 godziny na dobę, 7 dni w tygodniu. Kilka banków w Polsce już oferuje taką usługę bezpłatnie.

Świadczenie usług bankowych przez firmy, które nie są bankami, jest możliwe dzięki otwartym interfejsom API. To one umożliwiają transferowanie na zewnątrz danych klientów banków. Wszystko oczywiście dzieje się w sposób bezpieczny i za ich zgodą. Klienci zyskują dostęp do usług finansowych bez konieczności odwiedzania banku lub korzystania z oddzielnej aplikacji.

Uzyskiwane w ten sposób pożyczki, ubezpieczenia lub produkty inwestycyjne są bardziej spersonalizowane i dostosowane do bieżących potrzeb. Bez wypełniania formularzy, składania wniosków i czekania na weryfikację zdolności kredytowej.

Zamiast tradycyjnych zakupów ratalnych niektórzy już korzystają z rozwiązania Buy Now Pay Later (BNPL). Jego najnowsza wersja BNPL 2.0 przypomina wirtualne lub fizyczne karty kredytowe z tą różnicą, że BNPL 2.0 zazwyczaj nie pobiera opłat rocznych ani opłat karnych, a koszty i opłaty związane z każdym zakupem są z góry jasno określone. Klient sam planuje okresy spłaty. Takie płatności są nieoprocentowane lub niskooprocentowane. Dotychczas BNPL był najczęściej wykorzystywany w przypadku przedmiotów o wysokiej wartości. Obecnie rozwiązanie to rozprzestrzenia się na inne kategorie towarów i usług.

Innowacyjne rozwiązania w bankach powstają dziś nie tylko dzięki API, chmurze obliczeniowej i mikroserwisom. Podobnie jak cały technologiczny świat, banki mocno wierzą w sztuczną inteligencję i rozwiązania zbliżone do słynnego już ChatGPT. Aby zachować poufność danych inwestują jednak we własne duże modele językowe (Large Language Models, LLM), doskonalą chat boty i analitykę.

Nową i zyskującą na popularności usługą rozwijaną w ramach otwartej bankowości jest zautomatyzowane doradztwo inwestycyjne (Robo-Advisory). Wykorzystuje się w niej algorytmy i uczenie maszynowe do świadczenia klientom spersonalizowanych porad inwestycyjnych i usług zarządzania portfelem. Robo-doradcy potrafią analizować sytuację finansową i cele inwestycyjne klienta oraz tworzyć portfele inwestycyjne dostosowane do indywidualnych potrzeb i tolerancji ryzyka. Są dużo tańsi i bardziej dostępni niż tradycyjni doradcy inwestycyjni.

Podręczne bankowanie

Coraz intensywniej konsumenci korzystają z superaplikacji finansowych, które różne funkcjonalności łączą w jeden ekosystem. Ich celem jest zapewnienie lepszego doświadczenia klienta poprzez hiperpersonalizację. W jednej superapce można pogadać ze znajomymi, zrobić zakupy, umówić się na spotkanie, zamówić pizzę, wysłać pieniądze lub wziąć kredyt. W chińskich miastach popularność superaplikacji płatniczych przewyższa już popularność kredytów, debetów i gotówki razem wziętych. Z superaplikacji korzysta tam 92% mieszkańców! WeChat Pay i Alipay są jednymi z najpopularniejszych. Każda z nich ma ponad miliard użytkowników.

Na tym tle cyfrowe aplikacje bankowe najpopularniejsze w Europie dopiero raczkują: Revolut ma ponad 15 mln użytkowników, a N26 – ponad 7 milionów. – To tylko kwestia czasu, kiedy będziemy zarządzać naszymi finansami, inwestycjami i ubezpieczeniami automatycznie bez konieczności jakiegokolwiek kontaktu z oddziałem lub pracownikami banku – uważa Jacek Chmiel. Jego zdaniem, po fazie mobilnej wprowadza nas to w piąty etap ewolucji bankowości.

Banki wykorzystują zaawansowaną technologię do tworzenia spersonalizowanych, opartych na danych doświadczeń klientów. Dzięki IT coraz lepiej rozumieją ich indywidualne potrzeby i preferencje. Sztuczna inteligencja, uczenie maszynowe i blockchain pomagają bankom w poprawianiu wydajności, obniżaniu kosztów oraz dostarczaniu nowych, innowacyjnych produktów i usług. Sprawiają, że banki stają się bezpieczniejsze i znacznie szybciej reagują na zmieniające się warunki rynkowe.

– Branża usług finansowych ma do dyspozycji technologiczne narzędzia, potrzebne do sprostania wielu obecnym i przyszłym wyzwaniom. Wystarczy tylko krok w kierunku innowacji – podsumowuje Roman Bevz, szef działu doradztwa biznesowego i konsultingu Avenga.

Deweloperzy magazynowi interesują się Rzeszowem

Znaczenie Podkarpacia cały czas rośnie, region ten ma szansę stać się jednym z głównych hubów przeładunkowych wschód-zachód, wykorzystywanych m.in. w odbudowie Ukrainy. Potencjał regionu dostrzegają również deweloperzy magazynowi, którzy budują magazyny i zabezpieczają grunty pod kolejne hale w okolicy – mówią Michał Kozar, Senior Associate, oraz Janusz Dudek, Senior Advisor, w Dziale Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych Newmark Polska.

Podkarpacie jeszcze do niedawna było jednym z najmniejszych rynków magazynowych w kraju. Na koniec 2021 roku całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni produkcyjnej i magazynowej w regionie wynosiły niewiele ponad 300 tys. mkw. Jednak zawarte w tym samym roku transakcje przednajmu na magazyny w formule BTS, już w roku 2022 przełożyły się na wysoką nową podaż ponad 142 tys. mkw. Kolejne 49 tys. mkw. powierzchni przemysłowej i magazynowej trafiło na podkarpacki rynek w pierwszych trzech miesiącach tego roku.

Podkarpackie miasta zachęcają inwestorów

– Ważnym czynnikiem w rozwoju Podkarpacia jest jego coraz lepsze skomunikowanie z Europą, jak i resztą kraju. Region zyskuje na znaczeniu dzięki rozbudowie międzynarodowej europejskiej trasy Via Carpatia, która docelowo połączy Litwę, Polskę, Słowację, Węgry, Rumunię, Bułgarię oraz Grecję. Podkarpacie jest doskonale skomunikowane również dzięki autostradzie A4, prowadzącej przez ważne ośrodki gospodarcze w Polsce, od granicy z Niemiec, aż do granicy z Ukrainą – mówi Janusz Dudek. Dodatkową zachętą dla inwestorów są działające w regionie dwie strefy ekonomiczne, oferujące inwestorom najwyższe w Polsce ulgi podatkowe. Chodzi tutaj o Specjalną Strefę Ekonomiczną Euro-Park Mielec oraz Tarnobrzeską Specjalną Strefę Ekonomiczną Euro-Park Wisłosan.

Dużo pracowników fizycznych i techników, mniej menadżerów

Inwestorów zachęca również rozwijający się na Podkarpaciu rynek pracy. – Region oferuje dostęp do pracowników z kompetencjami technicznymi oraz wysoki poziom edukacji. Warto podkreślić, że realizowane tutaj projekty inwestycyjne coraz częściej są zrównoważone, opierają się na wysokim bezpieczeństwie pracy i innowacyjnych rozwiązaniach oraz uwzględniają działania badawczo-rozwojowe – informuje Natalia Nowakowska, Senior Consultant w Hays Poland.

Według Karoliny Szyndler, Senior Director w Hays Poland, pozyskanie pracowników fizycznych do pracy w sektorze produkcyjno-magazynowym w województwie podkarpackim nie przysparza większych wyzwań, jak to się dzieje w innych regionach, a dostępność kandydatów na stanowiska produkcyjne jest stosunkowo wysoka. – Podobnie wygląda kwestia obsadzania ról technicznych, tzw. grey-collar, wymagających fachowej wiedzy. Większy dostęp do wyspecjalizowanych kandydatów obserwujemy w kilku ośrodkach miejskich, w których już teraz funkcjonuje wiele przedsiębiorstw z branży produkcyjno-magazynowej. Jako przykłady można wymienić Rzeszów, Mielec i Stalową Wolę – wyjaśnia Karolina Szyndler. Ekspertka dodaje, że podkarpacki sektor produkcyjno-magazynowy jest jednak dość młody, w związku z czym nie wykształcił jeszcze wystarczającej rzeszy ekspertów oraz kadry menedżerskiej. Brakuje również menedżerów posiadających doświadczenie w realizacji projektów typu greenfield. W praktyce oznacza to, że lokalni pracodawcy coraz mocniej koncentrują się na rozwoju strategii pozyskiwania i rozwijania niezbędnych kompetencji, m.in. inwestując w programy szkoleniowe dla pracowników.

Dolina Krzemowa lotnictwa

Rozwój rynku magazynowego na Podkarpaciu napędzają przede wszystkim najemcy z sektorów produkcyjnego, farmaceutycznego i lotniczego. Charakterystyczne dla tego rynku są też inwestycje budowane na zamówienie i odpowiadające na potrzeby klientów (BTS i BTO).

– Można powiedzieć, że Podkarpacie to polska Dolina Krzemowa lotnictwa. Taka jest też historia tego miejsca, żeby wspomnieć tylko największe w kraju zakłady lotnicze w Mielcu, które działają już od 1938 roku. Przez lata w regionie rosły kolejne firmy produkujące podzespoły lotnicze, które też przyciągały nowych inwestorów. Dzisiaj Podkarpacie, oprócz historii, zapewnia producentom lotniczym wykształconą kadrę i specjalistów – mówi Michał Kozar. Jako przykład, ekspert Newmark Polska wskazuje na firmę Boeing, która już posiada zakłady w Dolinie Lotniczej w Rzeszowie i nadal chce rosnąć w tej lokalizacji. Niedawno ogłosiła otwarcie ogromnego biura – 6,6 tys. mkw. w budynku SkyRes, w którym pracować będzie kilkaset osób, wspierających m.in. prowadzone przez światowego giganta programy lotnicze i kosmiczne.

Międzynarodowe przedsiębiorstwa obecne w regionie rosną i potrzebują kolejnych metrów powierzchni przemysłowej i magazynowej. Tak było m.in. z firmą BorgWarner, amerykańskim producentem podzespołów stosowanych w układach napędowych oraz wydechowych pojazdów, między innymi dla takich marek, jak: Mercedes Benz, AMG czy Aston Martin. – Swoją działalność w Polsce BorgWarner rozpoczął już w 2009 roku, jednak wraz z rozwojem potrzebował dodatkowej powierzchni produkcyjnej. W 2022 r. przeniósł się do dedykowanego obiektu o powierzchni prawie 11 300 mkw. wybudowanego dla producenta przez dewelopera Panattoni, w ramach parku Panattoni Park Airport II – wyjaśnia Janusz Dudek.

Na Podkarpaciu zgodnie z planem

Najemców na Podkarpaciu nie zatrzymała wojna w Ukrainie. Mimo zawirowań geopolitycznych, firma odzieżowa LPP doprowadziła do końca swój nowy projekt logistyczny, otwierając w styczniu tego roku największy magazyn w Polsce, o powierzchni 69 tys. mkw. Dedykowany jest obsłudze zamówień e-commerce dla klientów w Polsce, Czechach, Słowacji, Słowenii, Węgrzech i Ukrainie. Nowe centrum Fulfillment powstało w ramach Panattoni Park Rzeszów North.

Największe kontrakty najmu na Podkarpaciu w ubiegłym roku podpisali: największy operator logistyczny w regionie – Omega Pilzno (Reino Park Rzeszów, 24 500 mkw.) oraz SaarGummi (DL Invest Park Sędziszów Małopolski, 12 500 mkw.). Producent systemów uszczelniania i rozwiązań na bazie gumy dla branż automotive oraz budownictwa – firma SaarGummi, właśnie w ubiegłym miesiącu (maj 2023 r.) zainaugurowała swoją działalność w nowej fabryce.

– Mimo rozwoju podkarpackich zakładów produkcyjnych i magazynów, podobnie jak cały kraj, a nawet Europa, w ostatnich miesiącach Podkarpacie również odczuwa spowolnienie dynamiki wzrostu. Jak pokazują dane Newmark Polska, aktywność najemców w pierwszym kwartale tego roku znacznie się zmniejszyła – od stycznia do marca podpisano umowy tylko na 10,5 tys. mkw. nowoczesnej powierzchni, co jest liczbą o prawie 66 proc. niższą, niż wolumen osiągnięty w analogicznym okresie rok wcześniej (1 kw. 2022 r.: 30,7 tys. mkw.) – mówi Michał Kozar. – Mniejsza aktywność najemców nie daje jednak większego wyboru aktywnym i poszukującym najemcom, ponieważ również liczba realizowanych inwestycji spadła, a w pierwszym kwartale tego roku cała powierzchnia w powstających inwestycjach była już wynajęta. W tym samym okresie poziom pustostanów wyniósł 3,6 proc. powierzchni, a z gotowych magazynów, wolnymi metrami dysponowały tylko dwa parki – LCube Logistic Park Rzeszów i Panattoni Park Rzeszów Airport III – informuje ekspert.

Przyszłość jest w Rzeszowie

Sektor magazynowy dostosowuje się do nowej sytuacji, a inwestorzy planują przyszłość. W tych planach jest miejsce również dla Rzeszowa i całego województwa, które po wybuchu konfliktu zbrojnego w Ukrainie, stało się jednym z głównych hubów przeładunkowych z Zachodu na Wschód. – Przez wiele miesięcy obserwowaliśmy tutaj ogromny ruch związany z pomocą humanitarną. Lokalni operatorzy logistyczni do dzisiaj otrzymują masę zapytań na temat krótkoterminowego składowania. Gdy skończy się wojna, to właśnie na Podkarpaciu powstaną najważniejsze centra przeładunkowe, biorące udział w odbudowie Ukrainy. Jesteśmy przekonani, że większość firm, które wezmą udział w odbudowie czy ekspansji na rynek ukraiński, w pierwszej fazie nie zdecyduje się na budowę zakładów w samej Ukrainie, gdzie wiele dróg i budynków zostało zniszczonych. Oni również będą chcieli skorzystać z pobliskiej infrastruktury na terenie Polski i Podkarpacia – mówi Michał Kozar.

Deweloperzy i inwestorzy na rynku magazynowym od dłuższego czasu widzą potencjał tej lokalizacji. Największe firmy budują hale i zabezpieczają działki pod kolejne inwestycje w okolicach Rzeszowa. – Najwięcej magazynów w regionie powstaje w Rzeszowie, Korczowej, Jasionce, Dębicy i Chmielowie. W pierwszym kwartale tego roku na podkarpacki rynek magazynowy trafiły trzy kolejne inwestycje – Panattoni Park Rzeszów North (21 500 mkw.), LCube Logistic Park Rzeszów (19 600 mkw.) oraz kolejna hala w ramach DL Invest Dębica (8000 mkw.). Oprócz wymienionych, właścicielami budynków produkcyjnych i magazynowych oraz działek inwestycyjnych są również: 7R, CTP, Reino i Waimea Holding – podsumowuje Janusz Dudek.

Światowy Dzień Wody 2023

22 marca to dzień, w którym ONZ ustanowiło Światowy Dzień Wody. Jego celem jest poruszenie tematu i zwiększenie świadomości ludzi na problem dostępu do czystej wody dla ludzi na świecie. Wodociągi Warszawskie (MPWiK) świętowały go wspólnie z mieszkańcami stolicy.

Promowanie zrównoważonego zarządzania wodą

Światowy Dzień Wody obchodzony jest corocznie 22 marca i ma na celu zwrócenie uwagi społeczeństwa na znaczenie wody oraz promowanie zrównoważonego zarządzania zasobami wodnymi. W tym dniu są organizowane liczne wydarzenia i inicjatywy mające na celu podkreślenie konieczności ochrony wód śródlądowych i mórz oraz dostępu do czystej wody pitnej dla wszystkich.

Z powodu jej deficytu cierpią miliardy ludzi. W tym roku podkreślano konieczność dokonania zmian w szybkim tempie. Powinny one zmienić także nasze podejście i sposób myślenia o wodzie. 

„Przyspieszamy zmiany”

Jednym z podmiotów, które w zakresie dostarczania wody i odprowadzania ścieków odgrywają istotną rolę, są Wodociągi Warszawskie ((MPWiK). Wodociągi Warszawskie to przedsiębiorstwa komunalne odpowiedzialne za dostarczanie wody pitnej do mieszkańców miast oraz odprowadzanie i oczyszczanie ścieków. Firma organizuje kampanie społeczne, które mają na celu edukację społeczeństwa na temat znaczenia oszczędzania wody oraz sposobów ochrony zasobów wodnych. 

MPWiK i Światowy Dzień Wody 2023

W ramach obchodów Światowego Dnia Wody, Wodociągi Warszawskie (MPWiK) podejmuje różne działania mające na celu podniesienie świadomości społecznej na temat ochrony wód i oszczędzania wody. Zorganizowano m.in. grę miejską „Wyzwanie wodnego eksperta”, która miała na celu zwiększyć naszą ogólną świadomość na temat tego problemu. 

Wodociągi Warszawskie (MPWiK) angażują się w działalność edukacyjną. Firma przekonuje, że rozsądne korzystanie z zasobów wody przynosi wiele korzyści. Uczestnicy mieli okazję poprzez zabawę dowiedzieć się, czy można pić kranówkę, co to jest ślad wodny różnych produktów, jakie nawyki warto w sobie wyrobić, jak ograniczać zużycie i obniżyć rachunki. 

Wodociągi Warszawskie (MPWiK) dba też na bieżąco o rozwój – obiekty przedsiębiorstwa  mają coraz więcej zieleni. Łąki pełne kwiatów powstały zarówno na terenie Stacji Uzdatniania Wody Filtry, jak także w Wieliszewie w Zakładzie Północnym. Wodociągi stawiają też na innowacje – inwestują m.in. w Odnawialne Źródła Energii i Gospodarkę Obiegu Zamkniętego. W planach jest rozbudowa i unowocześnianie sieci.

Więcej na temat tego dnia oraz działalności MPWiK przeczytasz tutaj: https://mpwik.com.pl/view/swiatowy-dzien-wody-2023-wplynmy-na-zmiane

Kurs CHF/PLN najniżej od roku

ynki akcji w USA były wczoraj zamknięte z powodu obchodów Dnia wyzwolenia od niewolnictwa (Juneteenth). Dziś rano na giełdach Azji i Oceanii dominowały spadki, chociaż temu trendowi oparł się japoński Nikkei 225 (+0,06 proc.). W Chinach doszło do kolejnej obniżki stóp procentowych: jednoroczna stopa procentowa spadła z poziomu 3,65 proc. i wynosi teraz 3,55 proc. Spotkaniem z chińskim prezydentem Xi Jinping zakończyła się dwudniowa wizyta amerykańskiego sekretarza stanu Antony’ego Blinkena w Chinach. Obie strony zgodziły się co do potrzeby „stabilizacji” wzajemnych relacji.

Dziś ok. godz. 9:50 zmiana ceny kontraktów terminowych na S&P 500 była minimalna (-0,07 proc.).

Notowania na rynkach akcji w Europie rozpoczęły się od niewielkich zmian (DAX -0,27 proc., CAC 40 +0,04 proc. ok. godz. 9:50).

WIG-20 ok. godz. 9:50 lekko odreagowywał wczorajszy spadek (+0,19 proc.). Wśród składników sWIG-u 80 swój najwyższy poziom od ponad 2 lat osiągnęła cena akcji Kogeneracji (wczoraj pojawiła się informacja o rezygnacji prezesa zarządu tej spółki).
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych spadła dziś rano poniżej poziomu 3,8 proc. Równocześnie rentowność 10-latek polskiego rządu spadła poniżej poziomu 6 proc.

Kurs EUR/USD po silnym wzroście z minionego tygodnia, kiedy to Europejski Bank Centralny podniósł wysokość swych stóp procentowych po raz 8-my z rzędu do najwyższego od 2008 roku poziomu 4 proc., utrzymywał się powyżej poziomu 1,09 proc. Trwały dyskusję na temat tego, czy ECB podniesie stopy we wrześniu br. (lipcowa podwyżka uznawana jest za pewnik). Kurs euro osiągnął swój nowy najwyższy od 2008 roku poziom względem japońskiego jena (podstawowa stopa procentowa banku centralnego Japonii pozostaje od lat na poziomie -0,1 proc.). O krok od osiągnięcia poziomu swego historyczne rekordu z marca 2009 (11,78) był dziś rano kurs euro względem szwedzkiej korony (11,7301 ok. godz. 9:35). Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena był na początku wtorkowych notowań najwyżej od 7 miesięcy, ale ok. godz. 9:35 spadał o 0,18 proc.

Do najniższego poziomu od czerwca ub.r. spadł dziś rano kurs szwajcarskiego franka względem polskiego złotego (4,5195 PLN ok. godz. 9:45). Polska waluta lekko umacniała się również względem euro (-0,1 proc.) i amerykańskiego dolara -0,28 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który w minionym tygodniu zdołał obronić znajdujący się w okolicach poziomu 25000 USD kluczowy poziom wsparcia wyznaczany przez jego lokalne maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. minimalnie zwyżkował dziś rano (+0,22 proc. ok. godz. 0:45). Wspomniany poziom 25000 USD można interpretować jako poziom „linii szyi” opuszczonej górą w marcu br. 9-miesięcznej formacji „odwróconej głowy z ramionami”, której rozmiary – pomiędzy ok. 15000 USD i ok. 25000 USD – sugerują istnienie na tym rynku sporego średnioterminowego potencjału wzrostowego.

Poranne zmiany cen kontraktów na ropę naftową były niewielkie (WTI +0,11 proc., Brent +0,43 proc. ok. godz. 9:25). Nie zmieniała się cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie, która w minionym tygodniu dotarła w pobliże swego majowego lokalnego maksimum. Również minimalne była dziś rano zmiana kontraktów na złoto na COMEX-ie (+0,12 proc. ok. 9:25). Lekko taniały pozostałe metale szlachetne (srebro -0,04 proc., platyna -0,45 proc., pallad -0,78 proc.). Również niewielka była zmiana cen kontraktów na miedź na COMEX-ie (+0,1 proc.).

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Co 10 pracownik wziął L4 z powodu złego samopoczucia psychicznego

Co dziesiąty Polak przyznaje, że wziął L4 z powodu gorszego samopoczucia – wynika z najnowszego raportu MultiSport Index 2023. W miarę pogarszania się kondycji psychicznej mieszkańców Polski, coraz więcej zatrudnionych oczekuje od swoich pracodawców wsparcia w tym zakresie. Jednocześnie 3 na 5 pracowników przyznaje, że ich pracodawca nie wdraża w firmie żadnych działań antystresowych.

Kondycja psychiczna aktywnych zawodowo Polaków nie napawa optymizmem. Według raportu MultiSport Index 2023 stres w pracy odczuwa już 90 proc. zatrudnionych, z czego 28 proc. przyznaje, że stres towarzyszy im w pracy „codziennie lub prawie codziennie”, a co piąty (18 proc.) zmaga się z nim nawet kilka razy w tygodniu. Co alarmujące, aż połowa stresujących się ankietowanych (49 proc.) deklaruje, że przenosi stres z pracy do domu, a co dziesiąty pracownik przyznaje także, że zdarzyło mu się wziąć zwolnienie lekarskie z powodu gorszego samopoczucia lub problemów związanych z psychiką.

Dlaczego praca stresuje Polaków?

Najczęściej pracownicy czują się przeładowani obowiązkami – dotyka to aż połowy z nich (47 proc.). Co trzeci (35 proc.) przyznaje, że w pracy towarzyszy mu uczucie niepokoju/rozdrażnienia, problemy z koncentracją i pamięcią (29 proc.), czy motywacją i zaangażowaniem w pracę (27 proc.). Co piąty (20 proc.) zauważa problemy związane ze swoją efektywnością, w tym wykonywaniem zadań na czas. Podobny procent wykazuje w miejscu pracy postawę bierną, zamiast proaktywnej (19%).

– Pomimo rosnących oczekiwań pracowników związanych z wdrażaniem przez firmy programów antystresowych, tylko 39 proc. zatrudnionych przyznaje, że ma do nich dostęp. Oznacza to, że 3 na 5 pracowników w Polsce nie otrzymuje żadnego wsparcia w tym zakresie, co z pewnością nie pomaga w walce z coraz gorszą kondycją psychiczną Polaków. Obecnie co dziesiąty ​pracownik przyznaje, że zdarzyło mu się wziąć wolne z powodu gorszego samopoczucia lub problemów związanych z pracą​. W tym kontekście nie zaskakują także nowe oczekiwania zatrudnionych, takie jak np. dodatkowe wolne z powodu nadmiernego stresu w formie benefitu – taką potrzebę zgłasza obecnie 71 proc. z nich – mówi dr Adam Waszkowski, Dyrektor ds. Analiz w Benefit Systems, ekspert MultiSport Index.

Dr Dorota Molek-Winiarska, psycholog i doktor nauk ekonomicznych w zakresie nauk o zarządzaniu, zwraca uwagę, że w stresującej sytuacji organizm ludzki jest przygotowany do dużego obciążenia fizycznego – serce bije szybciej, mięśnie są napięte, wydziela się kortyzol, a fale mózgowe zmieniają się. Jest to reakcja „fight or flight”, czyli „walcz lub uciekaj”.

– W sytuacji stresu organizm ludzki jest przygotowany do pracy fizycznej, która często nie następuje, ponieważ siedzimy w biurze lub na zebraniu, a potem wracamy do domu spędzając czas na kanapie. Tymczasem chodzi właśnie o to, by tę reakcję stresową niejako „dokończyć” i zużyć tę gotowość organizmu do intensywnej akcji fizycznej. Dlatego pracodawcy powinni dbać o przestrzeń i czas na aktywność fizyczną swoich pracowników – zwraca uwagę ekspertka.

Walcz, uciekaj lub… ćwicz

Jak wynika z badania MultiSport Index 2023 – obecnie dwóch na trzech (67 proc.) pracowników uważa, że aktywniejszy styl życia ma wpływ na redukcję liczby zwolnień lekarskich (L4). Jednocześnie tylko co piąty pracownik (18 proc.) może pochwalić się dofinansowaniem przez pracodawcę aktywności fizycznej po pracy (np. w postaci karty MultiSport). Tymczasem jak wynika z raportu już 72 proc. pracowników twierdzi, że po pandemii karty sportowe oferowane przez pracodawców nabrały większego znaczenia w kontekście zdrowia psychofizycznego pracowników.

– Obecnie trzech na pięciu (58 proc.) Polaków uważa, że są osobami aktywniejszymi fizycznie niż ludzie z ich otoczenia. W przypadku użytkowników kart MultiSport jest to aż 81 proc. (wzrost o 23 p.p.). Dodatkowo 85 proc. posiadaczy tych kart podejmuje aktywność w obiekcie sportowym co najmniej raz w tygodniu, podczas gdy ogólna średnia wynosi jedynie 48 proc. Analizując wyniki badania widzimy, że benefit w postaci karty sportowej gwarantuje, że więcej osób może wypełniać rekomendacje WHO odnośnie optymalnego poziomu aktywności fizycznej w codziennym życiu, co w konsekwencji przekłada się na lepszą kondycję psychofizyczną tych osób – mówi dr Iwona Piątkowska, doktor nauk o kulturze fizycznej w zakresie nauk biomedycznych.

Inwestycja w programy antystresowe, w tym promocja aktywności fizycznej w miejscu pracy, jest zdaniem dr Molek-Winiarskiej kluczowa w utrzymaniu dobrej kondycji psychicznej pracowników. Według ekspertki przynosi też firmom realne korzyści finansowe.

– W badaniach T. Coxa 1 USD wydany na realizację programu antystresowego na poziomie jednostki przynosi do 5,5 USD zysku dla organizacji w następstwie wzrostu wydajności pracy i mniejszego nasilenia objawów stresu. W badaniach holenderskich wskazano, że spadek absencji o 3% w następstwie programów redukujących stres przyniósł 40 mln EUR oszczędności, a w brytyjskich – 1,13 mln GBP w okresie dwóch lat od wdrożenia – podsumowuje dr Molek-Winiarska.

Jak donosi WHO, pół miliarda osób zachoruje do 2030 roku na choroby serca, otyłość, cukrzycę lub inne choroby niezakaźne związane z brakiem aktywności fizycznej, jeśli zaniechane zostaną działania zachęcające do większej aktywności. Szacunkowe koszty tego zaniechania wynoszą 27 miliardów dolarów rocznie.

Informacje o badaniu

MultiSport Index to kompleksowe badanie aktywności fizycznej (wysiłek podejmowany minimum raz w miesiącu) oraz sportowej (regularny wysiłek fizyczny podejmowany minimum raz w tygodniu) Polaków. Badanie prowadzone jest na zlecenie Benefit Systems przez agencję badawczą Minds&Roses. Badanie MultiSport Index 2023 zrealizowane zostało na reprezentatywnej losowej próbie 1 400 Polaków w wieku 18+ z wykorzystaniem techniki wywiadu telefonicznego wspomaganego komputerowo (CATI) w dniach od 30 stycznia do 3 lutego 2023 roku.

Podwyższając płacę minimalną Polska atrakcyjniejszym krajem emigracji zarobkowej

Rząd zaproponował, aby od 1 stycznia 2024 roku minimalne wynagrodzenie wynosiło 4242 zł, a od 1 lipca 4300 zł brutto.

Jako agencja zatrudnienia współpracujemy z dwojakiego rodzaju klientami – z jednej strony są to przedsiębiorcy, a z drugiej nie mniej ważni są to pracownicy, którzy przyjeżdżają do pracy do Polski. Gdy ustawodawca podnosi płacę minimalną, podnosi się średnia płaca. Doganiając zarobkowo Zachód, stajemy się atrakcyjnym krajem, który może zatrzymać pracowników na dłużej. Jako przedsiębiorca, który zajmuje się sprowadzaniem pracowników z zagranicy do Polski uważam, że to dobry prezent na Dzień Przedsiębiorcy (21 czerwca). Patrząc przez pryzmat pracownika to jest dobra informacja. – komentuje Tomasz Bogdevic, dyrektor generalny Gremi Personal, międzynarodowej agencji zatrudnienia.

Według szacunków obcokrajowcy wytwarzają ok. 4 % PKB. Według Deloitte samo wykorzystanie zawodowych talentu Ukraińców przebywających w Polsce może podnieść PKB od 0,2 do 3.5 %. Pod koniec pierwszego kwartału 2023 roku liczba cudzoziemców w ubezpieczeniu emerytalnym wyniosła 1,07 mln osób, z czego 740 720 to obywatele Ukrainy (dane ZUS).

Projekt podwyższonej płacy minimalnej jest na pewno potrzebny w czasach galopującej inflacji, choć rozumiem, że budzi emocje, bo może być trudny do zrealizowania w obecnych warunkach. Ale każde przedsiębiorstwo musi samo sobie odpowiedzieć na pytanie czy chce być konkurencyjne czy chodzi tylko o zysk. Kiedy funkcjonowanie staje się nieopłacalne dla przedsiębiorcy, zawsze może przenieść je tam, gdzie jest taniej. – komentuje Bogdevic.

Rząd zaproponował, aby od 1 stycznia 2024 roku minimalne wynagrodzenie wynosiło 4242 zł, a od 1 lipca 4300 zł brutto. Płaca minimalna z powodu wysokiej inflacji mocno wzrośnie. W 2023 roku najniższe wynagrodzenie ma sięgnąć od 1 lipca 3600 zł, w ciągu roku ma wzrosnąć o 600 zł, do 4300 zł brutto od lipca 2024. Minimalna stawka godzinowa od 1 stycznia 2024 roku wyniesie 27,70 zł, a od 1 lipca 28,10 zł. Podwyższone minimalne wynagrodzenie za pracę ma otrzymać łącznie 3,6 mln osób.

Projekt trafił do Rady Dialogu Społecznego – efekt końcowy zwykle jest wynikiem trudnego kompromisu, więc ostateczną decyzję w tej sprawie podejmuje rząd.

Eksperci Business Center Club przewidują, że globalny koszt dla firm w polskiej gospodarce będzie znacznie wyższy niż zwykłe pomnożenie rocznej podwyżki płacy minimalnej wynoszącej 709 zł przez liczbę ok. 3 mln zatrudnionych na tej stawce (w sumie 2,18 mld zł), ponieważ inni zmotywowani tymi podwyżkami pracownicy, wyżej usytuowani w drabinie wynagrodzeń, także będą oczekiwać lub po prostu wymuszać stosowne podwyżki.

Kraków – wzrost rynku nieruchomości i atrakcyjność dla biznesu

Rynek biurowy w Krakowie jest drugim pod względem podaży w kraju, a jego zasoby intensywnie się rozwijają, co przyciąga coraz więcej najemców — wynika z danych firmy REDD, największej i najnowocześniejszej bazy danych o rynku nieruchomości w tej części Europy. Zasoby w istniejących budynkach wynoszą obecnie w Krakowie 1,7 mln mkw. Z kolei dostępna powierzchnia to 282 tys. mkw. Powstaje w tym momencie kolejne 38 tys. mkw.

Dynamiczny rozwój infrastruktury i transportu publicznego

— W Krakowie rozwijają się nie tylko nieruchomości komercyjne, lecz także infrastruktura drogowa i transport publiczny. Powstają nowe obszary gotowe na inwestycje, takie jak planowane „Nowe miasto” na terenie Rybitw o powierzchni 680 ha. Aktywność najemców biurowych w poprzednich latach świadczy o pozytywnym obrazie miasta, jego konkurencyjności oraz wysokiej dostępności zasobów ludzkich  — mówi Krzysztof Foks, Head Of Research w REDD Group. 

Wyzwania wynajmu powierzchni biurowej po pandemii

Kraków zanotował wysokie zainteresowanie ze strony najemców, co przekłada się na wolumen transakcji najmu, który w tym roku wyniósł już 58 tys. mkw. Dla porównania w 2022 roku był zbliżony do poziomu sprzed pandemii. Wolumen transakcji (popyt) w bazie REDD wyniósł w całym zeszłym roku 198 598 mkw.

— Jak pokazuje REDD INDEX, biura w Krakowie są wynajmowane około 433 dni. W Warszawie czas ten wynosi średnio 485 dni, a we Wrocławiu 494 dni. Wraz z rosnącymi cenami wynajmu biur, zarówno najemcy, jak i wynajmujący odczuwają presję związaną ze wzrostem czynszów i opłat eksploatacyjnych. Niepewna sytuacja makroekonomiczna oraz wydarzenia w Ukrainie wprowadzają niepewność i utrudniają podejmowanie decyzji i planów zarówno w Krakowie, jak i innych rejonach kraju — dodaje Krzysztof Foks, Head Of Research w REDD Group. 

Najbardziej atrakcyjne lokalizacje

Największą liczbę transakcji odnotowaliśmy na terenie Podgórza i Grzegórzek. Są to rejony z dużą liczbą nowych projektów biurowych w ostatnim czasie, co pozwoliło zainteresować nimi najemców. Sporym zainteresowaniem cieszą się również rejony centralne, w okolicy dworca kolejowego oraz projekty biurowe z bardzo dogodną lokalizacją. W sumie w Krakowie mamy obecnie 7 budynków w budowie, a kolejnych 9 jest w planach.

Wyzwania związane z pustostanami

Krakowski rynek biurowy znajduje się trudnej sytuacji. Podobnie jak większość rynków regionalnych w kraju, dotyczy to również poziomu wolnych powierzchni biurowych w mieście. Niewielka liczba rozpoczętych realizacji nowych obiektów biurowych w trakcie pandemii spowodowała mniejszą liczbę dostępnych powierzchni biurowych do wynajęcia.

W 2022 roku odnotowano dużą aktywność najemców, jednak w pierwszych trzech miesiącach 2023 roku zaobserwowano lekkie osłabienie tego trendu. Zmiany w sposobie realizacji pracy mogą wpłynąć na zainteresowanie wynajmem powierzchni biurowych w najbliższych miesiącach.

W połowie czerwca uśredniony wskaźnik pustostanów w istniejących budynkach biurowych wyniósł 15,93%. Mimo że współczynnik pustostanów może utrzymywać się na poziomie zbliżonym do końca 2022 roku, sytuacja na rynku najmu jest bardzo dynamiczna i nie do końca przewidywalna.

Nowoczesne inwestycje biurowe

Podaż powierzchni biurowych w Krakowie nieustannie się rozwija. Obecnie w realizacji znajdują się takie projekty jak Brain Park — kompleks biurowy realizowany przez Echo Investment, Ocean Office Park — wieloetapowy projekt powstający na Podgórzu przez Cavatinę, Fabryczna Office Park — biurowce wchodzące w kompleks mixed-use Fabryczna City, Kreo — obiekt położony przy Bonarce City Center, budowany przez Ghelamco, Mogilska 35 czy The Park — wieloetapowa inwestycja położona w Podgórzu, której deweloperem jest White Star.

W Krakowie wciąż można znaleźć miejsce na kolejne inwestycje. Większa dostępność nowej, najwyższej jakości powierzchni biurowych pozwala na regularne podnoszenie standardu wynajmowanej powierzchni przez najemców oraz wpływa pozytywnie na atrakcyjność inwestycyjną miasta.

Boom na powierzchnie coworkingowe

W ostatnich latach coraz większą popularnością cieszą się przestrzenie coworkingowe. Kraków nie jest tu wyjątkiem, a wręcz przeciwnie — dynamicznie rozwija się na tym rynku. Coraz więcej firm decyduje się na wynajem elastycznych biur, które oferują różnorodne udogodnienia, takie jak dostęp do nowoczesnej infrastruktury, miejsca spotkań, strefy relaksu czy usługi dodatkowe.

Jak wynika z raportu „COWORKING IN POLAND” przygotowanego przez REDD i finne, Kraków jest na drugim miejscu po względem wielkości rynku coworkingowego, oferując ponad 37 tys. mkw. powierzchni i 4,7 tys. stanowisk pracy.

Miejsca coworkingowe stają się atrakcyjną alternatywą zarówno dla startupów, jak i dla większych firm, które szukają elastycznych rozwiązań. Kraków oferuje różnorodne przestrzenie coworkingowe, zarówno w centrum miasta, jak i na obrzeżach, co przyciąga różne grupy przedsiębiorców i freelancerów.

Koszty operatorów telekomunikacyjnych rosną szybciej niż przychody, a wysoka inflacja zagraża inwestycjom w usługi i infrastrukturę

Skokowy wzrost inflacji dotknął cały sektor telekomunikacyjny i spowodował bezprecedensowy w ostatnich dwóch dekadach wzrost kosztów. Większość ankietowanych przedsiębiorców wskazuje, że utrzymywanie się wysokiej inflacji w średnim okresie, połączone z ograniczeniami regulacyjnymi w zarządzaniu ofertą, wpłyną na obniżenie jakości i konkurencyjności sektora. Taki scenariusz przełożyłby się negatywnie na funkcjonowanie państwa i jakość życia obywateli ze względu na strategiczne znaczenie infrastruktury telekomunikacyjnej dla gospodarki – wynika z raportu „Wpływ sytuacji makroekonomicznej na funkcjonowanie operatorów telekomunikacyjnych w Polsce”, opracowanego przez Arthur D. Little na zlecenie Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej (PIKE).

Rynek apeluje o likwidację barier rozwojowych

Aż 80% ankietowanych przedsiębiorców wskazało na pogorszenie sytuacji finansowej, 70% operatorów wskazuje na konieczność rewizji planów inwestycyjnych lub już dokonało korekt w perspektywie 1-3 lat i tyle samo wskazań implikuje ryzyko obniżenia jakości i konkurencyjności usług.

„Stworzyliśmy w Polsce najbardziej konkurencyjny i różnorodny rynek mediów i telekomunikacji, z najlepszym stosunkiem ceny do jakości. Jako branża widzimy potrzebę podjęcia pilnego dialogu z regulatorami, żeby wypracować narzędzia działania w środowisku wysokiej inflacji, które pozwolą rozwijać oferty i chronić konsumentów w zrównoważony sposób. Rynek zbudował sztuczną tamę, biorąc na siebie cały wpływ wzrostu kosztów, a brak przewidywalności regulacyjnej jest w obecnych warunkach ekonomicznych szczególnie bolesny dla przedsiębiorców.” – mówi Jerzy Straszewski, Prezes PIKE.

Rosnące obciążenia dla przedsiębiorców, niepewność regulacyjna oraz ekonomiczna stanowią ryzyko dla inwestycji w utrzymanie i rozwój usług

W latach 2018-22 inflacja wzrosła o 26%, ceny energii o 160%, koszty płac o 40%, a koszty finansowania o ponad 400%. WIBOR wzrósł z poziomu 1,7% w I kwartale 2018 r. do 7,1% w IV kwartale 2022 r., a kurs dolara i euro, będących walutami rozliczeń za sprzęt, treści i szereg kluczowych dla działalności usług, poszybował w górę między I kwartałem 2018 r. a IV kwartałem 2022 r. o 30% (USD) i 12% (EUR). Jednocześnie w tym okresie ceny usług telekomunikacyjnych pozostały na niezmienionym poziomie, a rosnących kosztów nie zrekompensowały przychody na użytkownika – ARPU z usług telewizyjnych spadło o około 10%, a z Internetu stacjonarnego wzrosło zaledwie o 8%, znacząco poniżej wzrostu inflacji.

„Wzrost ARPU z usług telekomunikacyjnych od 2018 r. był średnio trzykrotnie niższy od wzrostu cen innych mediów i o 18 punktów procentowych niższy od inflacji. W badanym okresie, tj. w latach 2018-2022, przychody branży telekomunikacyjnej uległy nieadekwatnej zmianie względem poziomu inflacji oraz w otoczeniu rosnących cen innych mediów i kosztów działalności. W raporcie porównaliśmy sytuację operatorów w Polsce z operatorami w wybranych krajach Europy Zachodniej, w których waloryzacja cen usług obejmowała zarówno nowych, jak i dotychczasowych klientów, co było bardziej zrównoważone.” – mówi Piotr Baranowski, Partner Zarządzający w Arthur D. Little.

Aż 85% operatorów spodziewa się dalszego wzrostu kosztów. Wśród największych ryzyk, związanych z brakiem proaktywnego działania rynku i decydentów wskazywane są ograniczenia nakładów na rozbudowę i utrzymanie sieci, zmniejszenie konkurencyjności oferty, skokowy wzrost cen usług w przyszłości, pogorszenie jakości usług i ograniczenie wyboru dla konsumentów, a także obniżenie poziomu bezpieczeństwa sieci oraz spadająca konkurencja na rynku.

„Niekorzystna sytuacja makroekonomiczna osłabia konkurencyjność rynku, a branża telekomunikacyjna jest kluczowa dla rozwoju gospodarki. To było widać zwłaszcza w pandemii, gdy wiele usług i biznesów można było z dnia na dzień przenieść do sieci, dzięki stałym inwestycjom operatorów w jakość infrastruktury m.in. wysokie przepływności sieci. Dziś wysoka inflacja zagraża przyszłym inwestycjom i wymaga proaktywnego działania rynku i decydentów, aby zapobiec pogorszeniu jakości i dostępności usług w przyszłości.” – dodaje Andrzej Dulka, Prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji.

Potrzeby inwestycyjne sektora są wyższe niż w innych branżach i stale rosną

Branża potwierdza, że utrzymywanie się niestabilnej sytuacji makroekonomicznej negatywnie przełoży się na dostępność i jakość usług telekomunikacyjnych w Polsce, ponieważ potrzeby inwestycyjne sektora stale rosną.

„Infrastruktura telekomunikacyjna ma kluczowe znaczenie dla funkcjonowania państwa, gospodarki i obywateli. Tylko w latach 2018-22 wolumen transmisji danych wzrósł o około 125%, co nie byłoby możliwe bez stałych inwestycji operatorów w infrastrukturę sieciową, którzy w tym czasie finansowali jej rozbudowę i utrzymanie. Przed nami ogromne wyzwania inwestycyjne, w tym m.in. Krajowy Plan Odbudowy, Fundusze Europejskie na Rozwój Cyfrowy,, aukcja na częstotliwości 5G. Przy rosnącym koszcie finansowania będzie coraz trudniej utrzymać plany inwestycyjne. Sytuacja makroekonomiczna dojrzała do szerokiego dialogu dla telekomunikacji, w ramach którego będziemy współpracować ze wszystkimi decydentami, w tym przede wszystkim z UKE, UOKiK i Ministerstwem Cyfryzacji.” – mówi Stefan Kamiński, Prezes Krajowej Izby Gospodarczej Elektroniki i Telekomunikacji.

Badanie przeprowadzono w maju 2023 r. wśród spółek zrzeszonych w izbach: PIKE, KIGEIT, PIIT, KIKE. Próbka spółek zawiera szeroki przekrój operatorów, pokrywając biznesy docierające do mniej niż 20 tys. gospodarstw domowych oraz takie, w których zasięgu infrastruktury stacjonarnej znajduje się ponad 200 tys. gospodarstw.

Rośnie częstotliwość, z jaką Polacy chodzą do sklepów. Spędzają w nich też więcej czasu

Polacy robią zakupy średnio o ponad 10% częściej niż przed rokiem, w związku z czym ruch w sklepach urósł o przeszło 9% rdr. dla całego rynku. Zauważalny jest też wzrost przeciętnej częstotliwości wizyt przypadających na jednego shoppera. Ponadto widać, że rdr. zwiększył się średni łączny czas poświęcony na zakupy. Tak wynika z badania wykonanego na grupie ponad 1,1 mln konsumentów. Analiza potwierdziła także, że sklepami pierwszego wyboru dla większości kupujących wciąż pozostają dyskonty. Jak mówią eksperci, o wysokiej pozycji rynkowej tego formatu w Polsce decyduje jego dostępność, w tym m.in. gęsta sieć sklepów zlokalizowanych blisko miejsc zamieszkania oraz konkurencyjna cenowo oferta. I to na rynku szybko się nie zmieni.

Częściej chodzimy do sklepów

Konsumenci coraz częściej odwiedzają sklepy (dyskonty spożywcze, supermarkety, hipermarkety i sieci typu convenience), co potwierdzają badania częstotliwości, z jaką robią zakupy. Najnowsza taka analiza, na podstawie zachowań ponad 1,1 mln Polaków, została przeprowadzona przez firmę technologiczną Proxi.cloud i platformę analityczno-badawczą UCE RESEARCH. Obserwowano ruch w sumie 33 tys. punktów handlowych w dniach od 1 stycznia do 15 maja br. z odniesieniem do analogicznego okresu w poprzednim roku (z wykluczeniem świąt oraz niedziel niehandlowych).

W czasie, który objęło badanie, Polacy dokonywali zakupów częściej niż w analogicznym okresie poprzedniego roku. Zdaniem Mateusza Chołuja, współautora analizy z Proxi.cloud, wzrost częstotliwości zakupów spożywczych o 10,2% to wynik tego, że są one bardziej planowane. – Podstawową przyczyną tego zjawiska jest dbałość o domowy budżet i kontrolowanie wydatków wobec rosnących cen niemal wszystkich produktów. Kolejnym przyczyniającym się do tego aspektem mogą być pojawiające się promocje, które są tymczasowe. Wobec tego klienci chodzą do sklepów z większą częstotliwością, aby uzupełnić zapasy tańszymi produktami. Ten trend najprawdopodobniej nie ulegnie zmianie, ponieważ konsumenci coraz uważniej śledzą cotygodniowe obniżki i właśnie pod nie dostosowują częstotliwość wizyt w sklepach – uważa Chołuj.

Z kolei dr Maria Andrzej Faliński, były dyrektor generalny POHiD-u, zwraca uwagę na tzw. „słabszy portfel” konsumenta, który powoduje, że unika on kupowania na zapas i nie sięga po poszerzoną gamę towarów. – Niewiele rodzin jeszcze robi szczegółowe plany zakupów, choć zjawisko to narasta. Natomiast póki co jest zastępowane mniejszymi zakupami. Przy cenach skorygowanych o inflację, mniej wkładamy do koszyków. Oszczędzamy, by osiągnąć efekt zakupowy, ale nie wydać za dużo – dodaje dr Faliński.

Zdecydowanie wybieramy dyskonty

Z badania wynika ponadto, że w analizowanym okresie niezmienne pozostały udziały w rynku poszczególnych formatów handlowych. Dr Urszula Kłosiewicz-Górecka z Zespołu Foresightu Gospodarczego w Polskim Instytucie Ekonomicznym jest zdania, że struktura formatów handlu odwiedzanych przez klientów przy zakupie FMCG jest wynikiem istniejącej w Polsce struktury punktów sprzedaży oraz wyboru przez klientów sklepów dyskontowych jako kluczowych miejsc zakupu codziennych produktów. Analiza pokazuje, że ok. 88% wszystkich klientów odwiedziło dyskonty przynajmniej raz w badanym okresie.

– O wysokiej i utrwalającej się pozycji rynkowej sklepów dyskontowych w Polsce zadecydowała ich dostępność dla klientów, tj. gęsta sieć placówek zlokalizowanych blisko miejsc zamieszkania oraz konkurencyjna cenowo oferta i atrakcyjność promocji. Przy wysokiej inflacji, klienci preferują zakupy w sklepach zapewniające niskie ceny produktów. Z tego wynika dominująca pozycja dyskontów w strukturze sieci detalicznej oraz niezmienność w relacji rocznej udziału tych sklepów wśród wszystkich formatów handlu. Struktura punktów sprzedaży w krótkim okresie, np. w ciągu roku, wykazuje bowiem tylko niewielkie zmiany – zauważa dr Kłosiewicz-Górecka.

Do tego dr Faliński dodaje, że inne formaty starały się dogonić popularnością dyskonty, ale nie wytrzymały rywalizacji cenowej lub jakościowej, albo też nie zaoferowały możliwości zrobienia zakupów w tak krótkim czasie, jak jest to możliwe w dyskontach. Ekspert zwraca też uwagę na specyfikę sklepów typu convenience, w których towary są wprawdzie relatywnie droższe, ale takie sklepy oferują zakupy drobne i szybkie, a także uzupełniające, robione np. raz na tydzień czy miesiąc. Są też odwiedzane w sytuacjach wyjątkowych, np. gdy klienci późno wracają z pracy, zostają niespodziewanie odwiedzeni przez gości i nie mają czasu na duże zakupy. – Ten trend utrzyma się, bo jest elastyczny w stosunku do bieżących potrzeb klienta, działając zarówno w czasach obfitości, jak i teraz oraz jeszcze za jakiś czas – uważa były dyrektor generalny POHiD-u.

Nierówne starcie formatów

Mateusz Chołuj, ekspert z Proxi.cloud, podkreśla, że dla zdecydowanej większości osób odległość od miejsca zamieszkania ma ogromne znaczenie podczas wyboru sklepu z art. spożywczymi. Rozumieją to sieci handlowe, które na każdym dużym osiedlu lokują nawet po kilka dyskontów. Ekspert zwraca też uwagę na to, że supermarkety i hipermarkety nie poddały się całkowicie w starciu z dyskontami i od czasu do czasu próbują mocniej zawalczyć o klientów, ale oni podchodzą do tych zabiegów z dystansem.

– Konkurencja pomiędzy formatami jak najbardziej służy konsumentom, którzy zyskują szeroki wybór pomiędzy różnego typu ofertami i okazjami. Supermarkety i hipermarkety muszą się mocno starać, żeby utrzymywać wysoką konkurencyjność. Oczywiście dyskonty też powinny stale trzymać rękę na pulsie, żeby nie tracić swojej pozycji na rynku – mówi Chołuj.

Natomiast dr Kłosiewicz-Górecka nie przewiduje, by w najbliższym czasie pozycja dyskontów miała ulec istotnej zmianie, chociaż wraz z malejącą inflacją coraz bardziej popularne stawać się będą zakupy w convenience stores oraz w sklepach autonomicznych.

Czynsze za powierzchnie magazynowe i logistyczne w Europie nadal będą wzrastać pomimo wzrostu wskaźnika pustostanów

Według najnowszego raportu pt. „European Logistics Outlook”, opublikowanego przez międzynarodową firmę doradczą Savills, czynsze za najlepsze powierzchnie magazynowe i logistyczne w Europie wzrosły w minionych czterech kwartałach o 10,4%. W najbliższym czasie trend wzrostowy stawek czynszowych utrzyma się pomimo spowolnienia aktywności najemców i związanego z tym wzrostu stopy pustostanów w pierwszym kwartale 2023 r. do 3,5%.

Różnice pomiędzy czynszami bazowymi i efektywnymi w Polsce zmniejszyły się na przestrzeni ostatnich kwartałów, ponieważ deweloperzy oferują najemcom ograniczone pakiety zachęt, jak na przykład krótsze okresy bezczynszowe czy mniejsze kontrybucje finansowe. Czynsze efektywne wahają się od 2,90 do 5,75 euro/m kw./miesiąc za moduły wielkopowierzchniowe i przekraczają 5,75 euro/m kw./miesiąc w przypadku obiektów typu SBU. Wzrost czynszów bazowych od początku 2022 r. wyniósł średnio ok. 15-25%, natomiast czynsze efektywne wzrosły w tym czasie o ok. 20-30%.

Trend wzrostowy podaży w UE może się utrzymać w drugim kwartale i kolejnych miesiącach, aż do czasu, gdy spadek liczby nowo rozpoczynanych inwestycji zacznie przekładać się na mniejszą ilość powierzchni oddawanej do użytku pod koniec bieżącego roku. Wskaźniki pustostanów wzrosły na większości rynków, przy czym najbardziej w Budapeszcie (+210 pb), Polsce (+200 pb) i Wielkiej Brytanii (+100 pb). Jednak, jak podaje Savills, odsetek niewynajętych powierzchni ponownie zmniejszył się w pierwszym kwartale w Holandii i Dublinie – odpowiednio o 60 pb i 30 pb.

W pierwszych trzech miesiącach 2022 r. stopa pustostanów w Polsce wzrosła do 6,2% – głównie z powodu oddania do użytku dużej ilości nowej powierzchni od początku 2023 r. Wolumen istniejącej powierzchni w Polsce powiększył się w pierwszym kwartale o ok. 7%, natomiast od wybuchu pandemii zasoby powierzchni magazynowej i logistycznej wzrosły o ponad połowę.

„Wskaźniki pustostanów wzrastają na większości rynków, ale ograniczona ilość powierzchni w budowie w minionej dekadzie oraz duży popyt ze strony najemców w ostatnich latach stwarzają przestrzeń do kolejnych podwyżek czynszów” – komentuje Andrew Blennerhassett, dyrektor w dziale badań europejskich rynków nieruchomości logistycznych w Savills.

Do końca bieżącego roku prognozy makroekonomiczne powinny się wykrystalizować czy nawet poprawić, ale ogólny spadek sprzedaży detalicznej i słabe nastroje gospodarcze zaczynają wpływać na sytuację na rynkach najmu. Savills szacuje, że w pierwszych trzech miesiącach 2023 r. popyt ze strony najemców w Europie wyniósł ponad 650 tys. m kw., co oznacza spadek o 16% w porównaniu ze średnią pięcioletnią za pierwszy kwartał.

„Kontekst ma kluczowe znaczenie w naszej analizie rynku, na którym najpierw odnotowywano dynamiczną ekspansję, a następnie okres umiarkowanego wzrostu. Porównując dane roczne z pierwszym kwartałem 2022 roku, należy podkreślić, że są one zbliżone do wyników z trzech lat poprzedzających pandemię oraz że porównanie dotyczy najlepszego pierwszego kwartału w historii. Ponadto popyt w porównaniu z pierwszym kwartałem 2019 roku, w którym rynek jeszcze znajdował się w dobrej kondycji w stosunku do czasów przedcovidowych, wzrósł o 1%, co świadczy o powrocie do średniej sprzed pandemii. Co więcej, poprawa sytuacji gospodarczej i wzrost aktywności firm działających w sektorze handlu internetowego, chociażby koncernu Amazon, mogą przyczynić się do silnego ożywienia w perspektywie średnioterminowej” – dodaje Andrew Blennerhassett.

Jak podaje Savills, wolumen transakcji inwestycyjnych zmniejszył się o 49% w ujęciu kwartalnym i aż o 73% w porównaniu z pierwszym kwartałem 2022 r., który był rekordowy. Wartość obrotów za pierwszy kwartał na poziomie 5,1 mld euro to najniższy wynik od czasu globalnego kryzysu finansowego i o 57% niższy od średniej pięcioletniej. Największe spadki odnotowano na Węgrzech, w Norwegii, Belgii i we Francji, a w mniejszym stopniu także w Czechach, Irlandii i Portugalii. Aktywność transakcyjna wzrosła jedynie w Polsce i Rumunii.

„Spowolnienie aktywności inwestycyjnej zostało spowodowane głównie przez zacieśnianie polityki pieniężnej przez banki centralne, które podnosiły stopy procentowe, co przekładało się na wzrost kosztów finansowania, negatywnie wpływając na nastroje inwestorów. Przewidujemy, że stabilizacja rynku i spadek niepewności przyczynią się do wzrostu liczby transakcji zawieranych w kolejnych miesiącach bieżącego roku” – mówi Marcus de Minckwitz, dyrektor działu nieruchomości przemysłowych i logistycznych w regionie EMEA, Savills.

„Inwestorzy poszukujący możliwości finansowania inwestycji magazynowych i logistycznych w Polsce w modelu forward funding mają większą pewność co do kosztów budowy w 2023 r., które znacząco spadły z rekordowych poziomów notowanych w 2022 r. Ponadto obserwujemy wzrost zainteresowania realizacją nowych projektów wśród firm wykonawczych o ugruntowanej pozycji na rynku. Stawki czynszów w Polsce są obecnie najwyższe w historii. Czynniki te przekładają się na bardziej atrakcyjną stopę zwrotu niż w przypadku wielu projektów realizowanych jeszcze w ubiegłym roku. Inwestorzy zwracają coraz większą uwagę na standard i parametry techniczne oraz zdają sobie sprawę ze znaczenia wszystkich aspektów związanych z ESG dla realizowanych inwestycji. Obawy inwestorów dotyczą głównie niepewności co do ceny sprzedaży skomercjalizowanych obiektów, ale niepewność ta szybko zniknie wraz z ustabilizowaniem się sytuacji na globalnych rynkach” – mówi John Palmer, dyrektor działu doradztwa inwestycyjnego dla sektora nieruchomości magazynowych w Savills w Polsce.

Czy lotnisko w Radomiu jest potrzebne?

Badania ruchu lotniczego oraz prognozy zrealizowane na rzecz CPK mówią o rosnących potrzebach na polskich lotniskach – stąd inwestycje w CPK oraz Radom. Jednak ruch lotniczy nie jest tak duży, jak zakładano – miał osiągnąć 250 tys. osób w tym roku i 450 tys. w przyszłym. Tymczasem jest niższy o około 40% – czyli o ponad 100 tysięcy osób. Nie wiadomo także, jak ruch będzie kształtował się po sezonie – jesienią i zimą. Stąd budowanie kolejnych lotnisk może być deficytowe – a to oznacza dopłacanie do ich utrzymania z budżetu – czyli z kieszeni podatnika. To stawia pod znakiem zapytania – czy takie inwestycje, jak lotnisko w Radomiu, mają sens?

– Problem z lotniskami pojawił się już kilka lat temu, kiedy rozmawiano o tym, jakie i ile docelowo lotnisk powinno obsługiwać Warszawę czy aglomerację warszawską. Forsując lotnisko w Radomiu jakby nie zauważano lotniska w Modlinie. Nawet sąd musiał interweniować i zmuszać PPL, który jest współwłaścicielem do tego, żeby nie blokował wydatkowania pieniędzy na rozbudowę Modlina – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Adrian Furgalski, prezes ZDG TOR. – Brak prac inwestycyjnych na lotnisku, jak chociażby remont drogi kołowania – doprowadziłby pewnie do tego, że lotnisko musiałoby być zamknięte z przyczyn bezpieczeństwa. Gdzie przeniesiono by ponad 3 mln pasażerów? Lotnisko w Modlinie dawno przekroczyło poziomy sprzed pandemii. Jednak z powodu braku możliwości rozbudowy wybrano inwestycję w Radom. Tymczasem to absolutnie nie jest lotnisko dla warszawiaków. Po co my mamy jechać z Warszawy godzinę drogą czy godzinę pociągiem, skoro mamy znakomitą ofertę tutaj na Okęciu? To jest lotnisko dla Radomia, dla części dawnego województwa radomskiego, części świętokrzyskiego, może trochę części lubelskiego – ale to jest za mało, żeby to lotnisko mogła żyć pełnią życia. Pomimo obietnic tego lotniska nadal nie ma – jest opóźnione o dwa i pół roku. Miało kosztować 400 milionów złotych, a obecnie to ponad 800 milionów zł. Planowano wielki dworzec kolejowy czy szybką kolej z Warszawy do Łodzi już nawet w 2027 roku. Tymczasem tej infrastruktury nadal nie widać. Ale zainwestowano już ogromne środki w lotnisko w Radomiu. Więc ja – mimo że byłem przeciwnikiem tego lotniska – uważam teraz, że trzeba zrobić wszystko, żeby ono jak najkrócej przynosiło straty – analizuje Furgalski.

Kaskadowy wzrost ilości milionerów w zachodniopomorskim. Jest ich już prawie 3 tysiące

Rok 2022 w gospodarce nie był czasem najłatwiejszym – wojna w Ukrainie, galopująca inflacja, duża niepewności gospodarcza. Czy to jest dobry czas na budowanie finansowego imperium? Jak się okazuje – owszem. Z danych Krajowej Administracji Skarbowej wynika, że liczba osób, które przekroczyły dochód / przychód na poziomie miliona złotych jest w roku 2022 znacząco wyższa niż w roku 2021. – To brutalna prawda biznesowa, stara jak świat: gdy jedni tracą, inni się bogacą. Swoje majątki mnożyli przedsiębiorcy z sektorów, które przeżywały duże turbulencje – mówi Katarzyna Rogoźnicka, doradca gospodarczy.

Milionerów w województwie zachodniopomorskim jest prawie 3 tysiące

Podsumowanie akcji PIT przynosi dla naszego regionu dobre wiadomości. Przedsiębiorcy poradzili sobie z negatywnymi zjawiskami gospodarczymi i wielu z nich wręcz pomnożyło swój majątek.

W rozliczeniach za 2022 r. w 2914 zeznaniach wskazano dochody/przychody wyższe niż 1 mln zł. Zdecydowana większość z nich prowadzi działalność gospodarczą – 2823 zeznania. Pozostali milionerzy pracowali na etatach, posiadali zyski kapitałowe lub sprzedali nieruchomości.

Rok wcześniej w Zachodniopomorskiem było 2098 „milionerów”, z czego 1991 prowadziło działalność gospodarczą.

– To wzrost kaskadowy. Wynika on z tego, że gospodarka spowolniła. W trudniejszych czasach jest więcej przestrzeni na nowe pomysły i kreatywne rozwiązania. To tendencja ogólnoświatowa, że trudny czas gospodarczy to czas dla ludzi przedsiębiorczych. Nie da się też ukryć, że to czas na przejęcia, na zdobywanie rynku konkurencji, czy na łączenie kilku podmiotów w jeden biznes – przyznaje Katarzyna Rogoźnicka.

– Oczywiście milion złotych w czasach wysokiej inflacji oznacza coś innego, niż milion w czasach standardowych. Nie zmienia to faktu, że osiągnięcie takiego przychodu czy dochodu nadal nie jest czymś prostym i świadczy o daleko idącej przedsiębiorczości – mówi Rogoźnicka.

Kto na czele listy? Budownictwo i IT w kryzysie, ale zarabia najwięcej

Jakie sektory gospodarki mogą generować obecnie największe przychody? Katarzyna Rogoźnicka przyznaje, że nie ma na to reguły, bo najbardziej dochodowe biznesy z lat 2020-2021, w roku 2022 przechodziły przez poważny kryzys.

– Budownictwo nadal generuje doskonałe zyski, ale pewnie nie tak wielkie jak w latach poprzednich. Sektor IT i e-commerce także nie jest już na takiej fali, jak w czasie pandemii. Biznesy medyczne myślę, że podobnie. Pozostaje nam więc gdybać, że w rankingu milionerów pewnie każdy sektor gospodarki ma swoich najsilniejszych przedstawicieli – mówi Katarzyna Rogoźnicka, doradca gospodarczy.

Czy kolejny wzrost liczny milionerów jest możliwy? – Takiego skoku trudno się spodziewać rok do roku. To ponad 40% w 2022 w porównaniu z 2021. Jesteśmy jednak już w połowie roku 2023 i choć gospodarka delikatnie spowolniła to wieszczenie wielkiego kryzysu i fali bankructw w tym momencie byłoby nieodpowiedzialne. Przedsiębiorcy świetnie sobie radzą – mówi Katarzyna Rogoźnicka.

Inflacja PPI w Niemczech

Inflacja producencka (PPI) w Niemczech wyniosła 1,00% r/r oraz -1,4% m/m. W obu przypadkach znacznie poniżej prognoz wynoszących odpowiednio 1,70% i -0,70%. Warto w tym miejscu przypomnieć, że szczyt PPI jeszcze we wrześniu wynosił ponad 40%!

Obecnie zanosi się na to, że wzrost cen nie tylko wyhamuje. Wygląda na to, że ceny mogą zacząć spadać, a to oznaczałoby deflację. Oczywiście nie ma co być hurra optymistą, ale PPI w USA i Strefie Euro spadła do odpowiednio 1,10% i 1,00% r/r.

PPI jest wskaźnikiem wyprzedzającym wobec CPI, a to oznacza, że czeka nas nieuchronny i dynamiczny spadek inflacji konsumenckiej.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Polskich przewoźników czekają nowe zmiany w prawie na granicach Wielkiej Brytanii

Polscy przewoźnicy i branża spożywcza, eksportująca do Wielkiej Brytanii, muszą przygotować się na zmianę zasad wwozu towarów na Wyspy. Pierwsze przepisy, wprowadzane w ramach projektu Border Target Operating Model, zaczną być wdrażane już od 31 października tego roku. Obecnie wypracowywana jest ostateczna treść nowego prawa, jednak terminy startu obowiązywania się nie zmienią. Bez odpowiedniego przygotowania eksporterzy nie będą mogli wwieźć określonych produktów na teren Wielkiej Brytanii – zaznaczają eksperci agencji celnej Bunasta.

Projekt Border Target Operating Model to nowe podejście do kontroli bezpieczeństwa oraz kontroli sanitarnych i fitosanitarnych (mających zastosowanie do przywozu żywych zwierząt, produktów zwierzęcych, roślin i produktów roślinnych). Określa on, w jaki sposób kontrole zostaną uproszczone, zdigitalizowane i sprowadzone do funkcji jednego okienka dla importu, eksportu i tranzytu, tzw. Single Trade Window.

Nadchodzące zmiany dotkną przewoźników transportujących produkty spożywcze i eksporterów żywności. Sprzedający z UE do Wielkiej Brytanii produkty spożywcze, żywe zwierzęta, produkty pochodzenia zwierzęcego, rośliny lub produkty roślinne powinni już teraz sprawdzić poziom ryzyka swojego towaru według zasad Border Target Operating Model. Pozwoli to przygotować się na nadchodzące zmiany w procedurach granicznych – tłumaczy Jurgis Adomavičius, założyciel i prezes międzynarodowej agencji celnej Bunasta.

Eksport żywności, zwierząt i produktów pochodzenia roślinnego odpowiada za ponad 20% polskiego eksportu do UK. Sama wartość sprzedaży polskich towarów do Wielkiej Brytanii to 60,7 mld PLN.

Nowe zasady będę wchodzić w życie etapami. Pierwsze już za prawie 4 miesiące. 31 października 2023  r. wprowadzone zostaną certyfikaty zdrowotne przy imporcie z Unii  Europejskiej produktów pochodzenia zwierzęcego, roślin, produktów roślinnych oraz żywności (i paszy) wysokiego ryzyka niepochodzącej od zwierząt średniego ryzyka.

31 stycznia 2024 r. wejdzie w życie kontrola tożsamości i kontrola dokumentacji w oparciu o ryzyko w odniesieniu do produktów pochodzenia zwierzęcego, roślin, produktów roślinnych oraz żywności (i paszy) wysokiego ryzyka niepochodzącej od zwierząt z UE. Z kolei 31 października 2024 r. wejdzie obowiązek deklaracji bezpieczeństwa i ochrony dla towarów importowanych z Unii Europejski.

Obecnie w Wielkiej Brytanii trwają jeszcze konsultacje nad ostateczną treścią nowych zasad. Ten etap powinien zakończyć się w najbliższych tygodniach.

– Polscy przewoźnicy na początku tego roku musieli dostosować się do szeregu nowych regulacji w transporcie. Na horyzoncie są kolejne, które nigdy nie są mile widziane przez biznes, który ceni sobie stabilność. Jednak dzięki odpowiedniemu harmonogramowi wdrożenia można na nie się przygotować. Dodatkowo, specjalistyczne firmy oferują wsparcie w wyrabianiu potrzebnych certyfikatów zdrowotnych. Docelowo, nowe zasady powinny usprawnić i przyspieszyć pracę na granicy UE z Wielką Brytanią – zaznacza Jurgis Adomavičius.

Przypomnijmy, że od 1 stycznia 2021 r. wywóz towarów do Wielkiej Brytanii nie stanowi już transakcji wewnątrzunijnej a eksport towarów, w konsekwencji wiąże się z obowiązkiem dopełnienia przez eksporterów szeregu formalności celnych.

Bunasta oferuje również gwarancje ubezpieczeniowe niezbędne w tranzytowym ruchu pojazdów. Wartość jej funduszu gwarancyjnego, który należy do największych w Polsce, przekracza 50 mln EUR. Firma powstała w 2012 roku na Litwie, od 2016 roku istnieje Bunasta Polska, podobne firmy funkcjonują na Łotwie i w Wielkiej Brytanii.

Zawodowi dłużnicy – firmy z niskim kapitałem i siecią powiązań

Spółka prawa handlowego z niskim kapitałem, w sieci spółek powiązanych kapitałowo i osobowo, mająca długi – to główne cechy, po których można rozpoznać tzw. zawodowego dłużnika, wskazują eksperci Rzetelnej Firmy i Krajowego Rejestru Długów. W tę pułapkę wpada wiele firm, bo zawodowi dłużnicy świetnie wiedzą, jak udawać solidnego i obiecującego partnera, licząc na to, że przedsiębiorca nie sprawdzi ich kondycji finansowej. Współpraca z nieuczciwym kontrahentem kończy się jednak zwykle trudnymi do odzyskania wierzytelnościami, które powiększają i tak już sporą kwotę zadłużenia w przedsiębiorstwach, przekraczającą 9,3 mld zł.

Zatory płatnicze to prawdziwa bolączka polskich firm. Utrudnia im prowadzenie biznesu, hamuje inwestycje, uniemożliwia regulowanie w terminie własnych zobowiązań. Według styczniowego badania Kaczmarski Inkasso „Przeterminowanie faktur w polskich przedsiębiorstwach”, 60 proc. wartości nieuregulowanych faktur w sektorze MŚP to faktury przeterminowane do 3 miesięcy, ale 11 proc. jest przeterminowana od 6 do 12 miesięcy, a 12 proc. ponad rok. W przypadku co czwartego badanego przedsiębiorstwa niezapłacone faktury stanowią ponad 30 proc. wartości sprzedanych towarów bądź usług. Za wieloma tymi nieopłaconymi fakturami stoją zawodowi dłużnicy. To zagrożenie dla biznesu, którego wciąż wiele firm nie jest świadomych.

Mówiły jaskółki, że niedobre są…

Według ekspertów Krajowego Rejestru Długów i Rzetelnej Firmy, zawodowym dłużnikiem najczęściej będzie firma, która już ma niezapłacone zobowiązania. Zwykle to spółka prawa handlowego, bo jej właściciele nie odpowiadają za długi całym swoim majątkiem, tak jak w przypadku jednoosobowych działalności gospodarczych. Często nie składa też sprawozdań finansowych, mimo że ma taki obowiązek, ukrywając w ten sposób swoją kondycję finansową. Zazwyczaj stoi za nią również sieć firm powiązanych kapitałowo i osobowo, z których część także może znajdować się już w KRD. Warto zwrócić uwagę również na kapitał zakładowy, który może być nieproporcjonalnie niski do skali jej działalności.

Tak zwani zawodowi dłużnicy zazwyczaj od początku współpracy nie mają zamiaru w pełni rzetelnie płacić swoich zobowiązań. Stwarzają jednak pozory dobrego i perspektywicznego kontrahenta, a pierwsze transakcje regulują wzorowo. Często zdarza się, że na początku płacą nawet przed terminem i jest z nimi świetny kontakt. Roztaczają też przed swoimi ofiarami duże nadzieje, kuszą wizją pokaźnych zysków. To metoda, która ma uśpić czujność, wywołać u partnera przekonanie, że trafiła mu się okazja. Po pewnym czasie, gdy przyjdzie już do zapłaty, kontakt z takim zawodowym dłużnikiem się urywa, a przedsiębiorca może tylko pomarzyć o odzyskaniu swoich pieniędzy. Tego wszystkiego mógłby uniknąć, gdyby dokładnie sprawdził swojego przyszłego kontrahenta  – mówi Katarzyna Starostka, ekspertka Rzetelnej Firmy.

Zawodowych dłużników najczęściej można znaleźć wśród wspomnianych spółek prawa handlowego. Nie widać tego jednak na pierwszy rzut oka, patrząc na dane o zadłużeniu. Na koniec maja br. w Krajowym Rejestrze Długów było notowanych ponad 263 tys. firm. Największą, 61,5 proc. grupę tworzą jednoosobowe działalności gospodarcze (162 tys.). Zadłużonych spółek prawa handlowego było 101 tys. Jeśli jednak nałożymy te dane na liczbę firm w Polsce, to spółki handlowe wypadają pod względem moralności płatniczej znacznie gorzej niż JDG-i. O ile w przypadku JDG-ów odsetek zadłużonych wynosi ok. 6 proc., o tyle w przypadku spółek prawa handlowego jest to już 16 proc., czyli ponad 2,5-krotnie więcej.

Branże największego ryzyka

Jak pokazują dane Krajowego Rejestru Długów, w niektórych branżach ryzyko trafienia na nierzetelnego partnera biznesowego jest większe. Najmocniej pod tym względem wyróżnia się handel. Firmy z tego sektora mają nieuregulowane zobowiązania na 2,27 mld zł. Takich firm dłużników w bazie danych KRD jest ponad 64 tys. Uwagę zwracają też długi budownictwa. Ponad 46 tys. przedsiębiorstw ma tu ma do spłaty 1,41 mld zł. Trzecie miejsce pod kątem wysokości zaległości przypada sektorowi TSL, w którym blisko 29 tys. firm nie radzi sobie ze spłatą faktur i jest innym winna 1,25 mld zł. Tuż za podium, ale niewiele mniej niż czołówka, do spłaty ma też przemysł. Długi 24 tys. przedsiębiorstw z tego sektora sięgają 1,06 mld zł.

Zawodowi dłużnicy bazują na braku przezorności innych przedsiębiorstw. Liczą na to, że tamci nie będą ich sprawdzać przed nawiązaniem współpracy. Szczególnie że samodzielne zbieranie informacji jest bardzo czaso- i pracochłonne. Nie ma też pewności, że wszystkie dane na temat firmy będą aktualne czy dostępne publicznie.

Oczywiście nie możemy przyjąć założenia, że jak spółka, to dłużnik, a jak mikroprzedsiębiorca, to uczciwy. Te dane statystyczne wskazują co prawda, gdzie zagrożenia są większe, a gdzie mniejsze, ale to nie zwalnia od przezorności, bo nierzetelność płatnicza nie jest przypisana tylko do jednej formy prawnej czy branży. Krajowy Rejestr Długów niedługo skończy 20 lat i od początku działalności uczulamy każdego, kto sprzedaje towar lub usługę z odroczonym terminem płatności, żeby weryfikował kupującego, jeśli chce mieć pewność, że dostanie zapłatę. Ta świadomość się mocno upowszechniła. W pierwszym roku działalności udostępniliśmy 7,5 tys. raportów, w zeszłym roku 46 mln. Dzisiejszy raport też jest zupełnie inny niż ten sprzed 20 lat. Jego istotną częścią jest analiza wiarygodności płatniczej przypisująca badaną firmę do jednej z ośmiu kategorii zaufania – mówi Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Paradoks. Deweloperzy sprzedają teraz większe „M”

Eksperci portalu RynekPierwotny.pl sprawdzili, jak przez rok zmienił się rozkład sprzedanych „M” pod względem metrażu. Wbrew pozorom, deweloperzy nie sprzedają więcej kawalerek. 

Bardzo duży spadek dostępności kredytów mieszkaniowych sprawił, że rynek pierwotny lokali i domów wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze w II kw. – III kw. 2021 r. Chodzi nie tylko o mniejszą sprzedaż. Widzimy również, że mieszkania od deweloperów częściej kupują osoby w wieku 40 lat – 50 lat posiadające już spory kapitał w ramach wkładu własnego (często pochodzący ze sprzedaży poprzedniego lokum). Eksperci portalu RynekPierwotny.pl postanowili sprawdzić, czy mocno zmieniła się też powierzchnia lokali sprzedawanych przez deweloperów.

Analitycy wzięli pod uwagę dane z systemu BIG DATA RynekPierwotny.pl, które prezentują rozkład sprzedanych nieruchomości deweloperskich (lokali i domów) z kwietnia 2023 r. oraz maja 2022 r. Po porównaniu wyników dla tych miesięcy okazało się, że rozkład sprzedanych lokali i domów w sześciu największych miastach uległ następującej zmianie:

  • Lokale do 30 mkw. – spadek udziału rynkowego o 4,90 punktu procentowego (do 5,67%)
  • Od 30 mkw. do 50 mkw. – spadek o 0,07 p. p.(do 42,88%)
  • Od 50 mkw. do 70 mkw. – wzrost o 3,90 p. p. (do 35,54%)
  • Od 70 mkw. do 100 mkw. – wzrost o 1,98 p. p.(do 12,98%)
  • Od 100 mkw. do 120 mkw. – wzrost o 0,42 p. p. (do 2,02%)
  • Od 120 mkw. – spadek o 1,34 p. p. (do 0,91%)

Mniejsze niż przed rokiem znaczenie rynkowe małych lokali do 30 mkw. (spadek udziału w sprzedaży o 4,90 p.p.) wynikało z faktu, że wiele takich „M” kupowali niezbyt zamożni klienci firm deweloperskich. Spadek zdolności kredytowej zupełnie wykluczył ich z rynku. Wzrosło natomiast znaczenie klientów kupujących nowe mieszkania o ponadprzeciętnej powierzchni. Są to często osoby, dla których ograniczona zdolność kredytowa miała mniejsze znaczenie. W ramach uzupełnienia warto dodać, że kwietniowa sprzedaż deweloperów z sześciu największych miast była o 15% większa od wyniku z maja 2022 r.Wyk. 1 - Rozkład sprzedanych lokali i domów

Autor: Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl

Jastrzębi EBC i wzrost apetytu na ryzyko pogrążają dolara

Zarówno Europejski Bank Centralny, jak i Rezerwa Federalna przybrały w zeszłym tygodniu jastrzębi ton. Pierwszy z nich podniósł swoje stopy procentowe, drugi zaś dokonał pierwszej od marca 2022 r. pauzy. Inwestorzy, co obserwowaliśmy w minionych dniach na rynku walutowym, bardziej ufają działaniom, aniżeli słowom, więc euro zakończyło ubiegły tydzień znacznie wyżej.

Dolar doświadczył gwałtownej wyprzedaży względem wszystkich innych głównych walut z wyjątkiem jena japońskiego, któremu ciąży podejście Banku Japonii, zachowującego się tak, jakby wciąż trwał 2020 r. Jednym ze zwycięzców zeszłego tygodnia był funt brytyjski, który umocnił się względem dolara o mniej więcej 2% i znalazł się na górze tabeli wyników. Gwiazdami roku pozostają waluty Ameryki Łacińskiej – peso kolumbijskie i meksykańskie oraz real brazylijski doświadczyły w ostatnich miesiącach dwucyfrowej aprecjacji względem dolara.

W tym tygodniu w centrum uwagi znajdzie się Wielka Brytania. Podobnie jak w zeszłym tygodniu w USA, tak w tym posiedzenie Banku Anglii w czwartek (22.06) poprzedzi publikacja raportu inflacyjnego za maj. Powszechnie oczekuje się podwyżki stóp procentowych o 25 pb. W piątek (23.06) poznamy wstępne czerwcowe odczyty wskaźników PMI dla aktywności biznesowej z różnych krajów. W USA zaś ten tydzień będzie wyjątkowo spokojny.

PLN

Po kilku tygodniach siły w końcu nadeszła odwilż i złoty – podobnie jak inne waluty regionu – zakończył ubiegły tydzień spadkiem względem euro. Zanim się to stało, kurs EUR/PLN odnotował w poniedziałek (12.06) kolejne lokalne minimum na poziomie 4,43.

Uwaga skupiała się głównie na wieściach z zewnątrz, warto jednak odnotować, że dane o rachunku obrotów bieżących rozczarowały, pokazując mikroskopijną nadwyżkę 359 mln euro w kwietniu. Przemawia to na korzyść tezy, że złoty raczej nie będzie istotnie silniejszy w krótkim terminie. Nawet mimo nieznacznego spadku oczekiwań dotyczących obniżek stóp w Polsce (zgodnie z globalnym trendem) i wzrostu pary EUR/USD.

W tym tygodniu poznamy wyjątkowo dużo wieści z kraju. Uwaga skupi się na danych o produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej w maju, które zostaną opublikowane odpowiednio w środę (21.06) i czwartek (22.06).

EUR

Ubiegłotygodniowe oświadczenie EBC było niewątpliwie jastrzębie – Rada Prezesów podniosła stopy procentowe i wstępnie zobowiązała się do kolejnej podwyżki w lipcu. Bank w znacznej mierze pominął niedawne zaskoczenia w dół inflacją i bez wątpienia pozostaje skupiony na wyraźnej różnicy między inflacją bazową a wysokością stóp. Zaznaczył także, że pojawiają się pewne oznaki złagodzenia presji cenowej w strefie euro, podniósł jednak nieznacznie swoje prognozy inflacji do końca 2025 r.

Kolejna podwyżka stóp w lipcu wydaje się pewna. Spodziewamy się jej również we wrześniu, jeśli do tego czasu nie odnotujemy znacznego spadku bazowej presji cenowej. Rynki zaczynają podzielać nasze oczekiwania, w wyniku czego wspólna waluta umacnia się do górnego pułapu ostatniego przedziału wahań względem dolara.

USD

Rezerwa Federalna zdecydowała się w zeszłym tygodniu na „jastrzębią pauzę” – po raz pierwszy w obecnym cyklu podwyżek stóp procentowych pozostawiła stopy na niezmienionym poziomie. Próbowała jednak poprzez agresywny dot plot zakomunikować rynkom, że kolejny ruch będzie najprawdopodobniej w górę. Mediana oczekiwań decydentów wskazuje na jeszcze dwie podwyżki przed zakończeniem cyklu.

Opublikowane dzień przed posiedzeniem dane o inflacji nie dały Fedowi zbytniej ulgi. Kluczowa miara bazowa po raz szósty z rzędu wyniosła co najmniej 0,4% w skali miesiąca, co jest zgodne z niepożądaną stabilizacją inflacji na poziomie ok. 5%. Rynki wciąż nie wierzą w jeszcze dwie podwyżki stóp Fedu, warto jednak odnotować, że odsunęły oczekiwania dotyczące cięć na 2024 r., co wpisuje się w nasze założenia.

GBP

Połączenie uporczywej inflacji, oznak spirali płacowo-cenowej i odporności gospodarki wzmacnia oczekiwania dotyczące zarówno wysokości ostatecznej stopy procentowej Banku Anglii, jak i siły funta. W naszych prognozach na 2023 r. na brytyjską walutę zapatrywaliśmy się wyjątkowo pozytywnie i z satysfakcją widzimy ją w czołówce zestawień walut G10. Co więcej, uważamy, że wciąż ma przestrzeń do aprecjacji.

W tym tygodniu spodziewamy się kolejnego rekordowo wysokiego odczytu inflacji bazowej, podwyżki stóp procentowych Banku Anglii i przyjęcia przez niego jastrzębiego tonu. Na ostatnich posiedzeniach głosy decydentów były podzielone 7 : 2 na korzyść jastrzębi, istnieje jednak prawdopodobieństwo, że jeden lub oba gołębie mogą dołączyć do reszty członków i zagłosować za natychmiastową podwyżką. Uważamy, że stopy na Wyspach przekroczą prawdopodobnie 6% (wobec 4,5% obecnie) i pozostajemy pozytywnie nastawieni względem funta.

CHF

To nie był dobry tydzień dla bezpiecznych przystani – wyjątkiem nie był frank szwajcarski, który wylądował na samym dole zestawienia walut G10. Uwaga skupiała się głównie na wiadomościach z zewnątrz, warto jednak zauważyć, że szwajcarskie ceny producentów i importowe spadły w maju o 0,3%, odnotowując pierwszą deflację od ponad dwóch lat i wzmacniając argumentację o dezinflacji.

Bardzo mało prawdopodobne, aby powstrzymało to Szwajcarski Bank Narodowy (SNB) przed kolejną podwyżką stóp procentowych w najbliższy czwartek 22.06. Niemniej uważamy, że nie ma argumentów wystarczająco silnych, aby utrzymać agresywne tempo zacieśniania polityki monetarnej, szczególnie biorąc pod uwagę coraz wyraźniejsze oznaki malejącej presji cenowej i słabości gospodarki.

Podobnie jak zdecydowana większość analityków, spodziewamy się, że SNB zwolni i zdecyduje się w tym tygodniu na podwyżkę stóp o standardowe 25 pb. W związku z tym kluczowa będzie komunikacja banku, w tym nowe projekcje inflacji. Uważamy, że koniec zacieśniania jest bliski, ale nie zdziwilibyśmy się, gdyby bank pozostawił miejsce na kolejną podwyżkę we wrześniu. Biorąc pod uwagę serię jastrzębich niespodzianek w krajach G10 w ostatnich tygodniach, nie można wykluczyć kolejnej, choć przypuszczamy, że zmaterializuje się ona raczej w komunikatach banku aniżeli w wysokości podwyżki.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Jaki zakres usług powinna oferować dobra hurtownia stali? Oto kluczowe cechy!

Hurtownia stali to często wielka hala sprzedażowa, która oferuje swoim klientom bogaty asortyment. Nowoczesne magazyny powinny posiadać zróżnicowane rodzaje produktów o pożądanym gatunku i wymiarach. Stal konstrukcyjna, nierdzewna, kwasoodporna czy może narzędziowa? Sprawdź, jaki zakres usług powinna oferować dobra hurtownia stali!

Czy stal to materiał o szerokim spektrum zastosowań?

Jest to ceniony na rynku stop żelaza z węglem o zawartości do 2,11% C. Ten przerobiony plastycznie materiał posiada znacznie lepsze właściwości praktyczne, aniżeli żeliwo o dwukrotnie wyższej zawartości węgla i tym samym większej kruchości. 

Sprawdza się bardzo dobrze w budownictwie, przemyśle elektrycznym, petrochemicznym, maszynowym, jak również precyzyjnych wyrobach elektronicznych, medycznych czy kosmicznych.

Dostawcy stali posiadają w swojej ofercie zróżnicowany asortyment, którego celem jest zaspokojenie potrzeb wielu klientów. Najbardziej popularnymi i najczęściej nabywanymi wyrobami stalowymi są:

  • płaskie i ryflowane blachy walcowane na zimno lub gorąco,
  • dowolnej długości pręty o przekroju okrągłym, płaskim, kwadratowym lub sześciokątnym,
  • kształtowniki o przekroju „L”, „C” oraz „T”,
  • rury o dowolnej średnicy i długości,
  • płaskowniki.

Współczesne zastosowanie stali

Stal ma szerokie zastosowanie w wielu gałęziach gospodarki, jednak dominuje oczywiście w szeroko rozumianym budownictwie. Nowoczesne gatunki są odporne na działanie kwaśnych środowisk i wysokie temperatury. Mają bardzo dobrą spawalność, wytrzymałość i wysoką odporność na korozję. Są stosunkowo lekkie i mogą być poddawane recyclingowi. 

Dostawcy stali oferują swoje produkty do takich zastosowań, jak:

  • pokrycia dachów i elewacji,
  • wyroby stalowe do zastosowań budowlanych i architektonicznych,
  • infrastruktura trakcyjna, sieciowa i kolejowa,
  • karoserie samochodów,
  • kadłuby statków,
  • instalacje elektryczne.

Deweloperzy oraz klienci indywidualni wiedzą doskonale, gdzie kupić stal na budowę o najwyższej jakości. Specjalne gatunki szyn stalowych przeznaczone do przemysłu transportowego, tramwajowego, dźwigowego czy kolejowego lekkiego oferują liczne firmy, jak np. hurtownia stali Moris

Hurtownie stali prześcigają się w pozyskiwaniu klientów oferując zróżnicowany asortyment w wielu wariantach gatunkowych, profilowych i cenowych. Jaki zatem zakres usług powinna oferować taka firma?

Zakres usług współczesnych hurtowni stali

Dostawcy stali rywalizują o klienta oferując zróżnicowany zakres usług. Do najważniejszych z nich można zaliczyć:

  • urozmaiconą ofertę produktową,
  • nieprzerwane dostawy,
  • wysokiej jakości materiały dostępne w wielu gatunkach,
  • fachową obsługę,
  • elastyczne formy zakupu i dostaw,
  • atrakcyjne ceny.

Podstawową kwestią jest zapewnienie stałego dostępu do zróżnicowanego asortymentu stali. Dotyczy to zarówno profili, możliwości przycięcia na dowolny wymiar jak i dostępności różnych gatunków materiałów. Kompetentna hurtownia stali powinna utrzymywać ciągłość dostaw z każdym klientem, gdyż to później owocuje wieloletnią współpracą. 

Bezdyskusyjnym atutem współpracy hurtowni z klientem jest oferowanie wysokiej jakości materiałów w wielu gatunkach, takich jak stal nierdzewna, kwasoodporna, żaroodporna czy konstrukcyjna. 

Fachowa obsługa na pewno będzie przydatna przy zamówieniach indywidualnych, kiedy to potencjalny klient nie ma sprecyzowanego planu zakupowego. Wielu dostawców stali oferuje obecnie elastyczne formy zakupu i dostaw z wykorzystaniem nowoczesnych platform eCommerce oraz indywidualnego taboru samochodowego. 

Najtańsza hurtownia stali z pewnością zachęci potencjalnych klientów do zakupów. Warto jednak sprawdzić wszystkie warunki zakupowe. Niekiedy korzystna cena materiałów stalowych może być windowana przez dość wysokie koszty składowania, dostawy lub brakiem możliwości zwrotu zakupionego towaru. Warto o tym pamiętać!

Kolejne generacje tachografów – po co są wprowadzane?

Automatyzacja i cyfryzacja dotyczy niemal wszystkich branż, nic więc dziwnego, że nie ominęła również transportu drogowego. Jeszcze do niedawna kierowcy ciężarówek do rejestrowania czasu pracy używali tachografów pierwszej generacji – najpierw analogowych, a później cyfrowych. Aktualne przepisy UE, wprowadzone przez Pakiet Mobilności, wymagają jednak od przewoźników przejście na inteligentne urządzenia drugiej generacji.

Od urządzeń analogowych do inteligentnych

Zanim nastała era cyfrowa, kierowcy korzystali z analogowych tachografów. Zapisywały one informacje na papierowych wydrukach. Każdy trzeba było uzupełniać ręcznie, co było nie tylko uciążliwe, ale również pozwalało na różne formy manipulacji urządzeniem, a co za tym idzie – czasem pracy. Gdy pojawiły się rozwiązania cyfrowe, tachografy analogowe zostały wyparte przez ich cyfrowe odpowiedniki, nadal pierwszej generacji. Są one wygodniejsze w obsłudze, pozwalają na cyfrowy zapis danych, a nawet ich odczytywanie na odległość – ale nie wszystkich i niekoniecznie tych, które mogą interesować kontrolerów. Owszem, można na odległość odczytać informacje związane z prędkością czy próbami złamania zabezpieczeń. Nie ma natomiast możliwości uzyskania w taki sposób danych dotyczących pracy kierowcy. I tu pojawia się miejsce dla drugiej generacji tachografów, inteligentnych, pełnych innowacyjnych rozwiązań i możliwości.

W czym są lepsze tachografy inteligentne od cyfrowych?

Jedną z głównych zalet jest zdalna obsługa tachografu, oczywiście pod warunkiem, że osoba kontrolująca posiada specjalny czytnik. Tachograf drugiej generacji automatycznie zapisuje przekroczenie granicy, rejestruje załadunek i rozładunek, ma zdecydowanie większą pojemność do przechowywania danych. Można go również zintegrować z zewnętrznymi systemami transportowymi. Nowe tachografy dają więc nieporównywalnie więcej możliwości, usprawniają zarządzanie flotą pojazdów, a także gwarantują działanie zgodne z przepisami. W poszukiwaniu niezawodnych rozwiązań i tachografów spełniających wszystkie wymagania, warto skorzystać z konsultacji ze specjalistami Webfleet, którzy pomogą w doborze nie tylko samego urządzenia, ale również wspomagających je systemów.

Generacja inteligentnych tachografów – dlaczego jest wprowadzana?

Zadaniem tachografów drugiej generacji jest ułatwienie pracy zarówno inspektorom czy urzędnikom, jak i samym kierowcom. Konieczność ich stosowania jest związana z wprowadzonym przez Unię Europejską Pakietem Mobilności. Inteligentny tachograf usprawni pracę kontrolerów. Zdalna obsługa tachografu pozwoli na odczytywanie danych na odległość, a co za tym idzie – od razu umożliwi zidentyfikowanie tych pojazdów, które należy zatrzymać w celu bardziej szczegółowej kontroli. Dużą zaletą inteligentnych tachografów drugiej generacji jest również wydłużenie okresu magazynowania danych, co również ułatwi kontrolę i ograniczy manipulacje w transporcie drogowym.

A jak druga generacja tachografów pomoże kierowcom? Automatyczne rozpoznawanie strefy czasowej, kraju czy pozycji pojazdu przekłada się na płynniejszą jazdę. Co więcej, kierowcy, którzy nie mają nic na sumieniu i przestrzegają przepisów, nie będą zatrzymywani do wyrywkowych kontroli. Bez opóźnień dojadą więc do celu, a przy tym nie będą stresować się w czasie kontroli. Zdalna obsługa tachografu nie jest więc, wbrew pozorom, korzystna wyłącznie dla urzędników, ale również dla każdego przewoźnika, który w transporcie drogowym porusza się zgodnie z przepisami. 

Obowiązek montowania tachografów nowej generacji wejdzie w życie 21 sierpnia 2023 roku i będzie dotyczył wszystkich samochodów ciężarowych powyżej 3,5 tony, które będą rejestrowane od tego dnia. Dzięki narzędziom takim jak Webfleet Tachograph Manager zarządzanie czasem pracy kierowców będzie jeszcze łatwiejsze. 

Ceny wciąż galopują a złoty znów pokazuje siłę

Piątkowy odczyt inflacji bazowej pokazuje, że nadal mamy duży problem ze wzrostem cen. Co więcej, skoro mówimy o inflacji bazowej, nie można tego zrzucić ani na ceny surowców energetycznych, ani na słabsze zbiory.

Inflacja bazowa zgodnie z oczekiwaniami

W piątek poznaliśmy dane na temat wzrostu cen w oparciu o inflację bazową. Jest to wskaźnik bez cen żywności i energii. Powodem usunięcia tych dwóch elementów jest fakt, że są one najbardziej zmienne i w zależności od koniunktury/zbiorów potrafią naprawdę zakrzywić obraz reszty. Wzrost o 11,5% jest zgodny z oczekiwaniami, ale pokazuje, że mamy wciąż realny problem. Należy pamiętać, że w przeciwieństwie do inflacji konsumenckiej nadal jesteśmy niecały punkt procentowy od szczytów. W rezultacie ogłaszanie sukcesu w walce ze wzrostem cen może być przedwczesne. Z drugiej strony wciąż dużo się mówi o nadchodzącej na wybory obniżce stóp procentowych. Taki ruch spowodowałby tylko wydłużenie czasu docierania do normalności z tempem wzrostu cen.

Lepsza koniunktura za oceanem?

Z jednej strony jesteśmy świadkami dobrych wyników indeksów koniunktury. Kolejnym z nich był raport Uniwersytetu Michigan. Pokazał on 63,9 punktów wobec oczekiwanych 60,2 punktów. Jest to sygnał, że optymizm wśród osób wypełniających badanie jest wciąż wysoki, mimo że niektóre wyniki gospodarki mogą budzić niepokój. Z drugiej strony nadal spada liczba odwiertów ropy. Jest to typowy objaw oczekiwań spowolnienia gospodarczego. Obecny poziom jest najniższy od maja 2022 roku. Widać zatem wyraźnie przygotowania na gorszą koniunkturę. Z drugiej strony należy pamiętać, że obecna wartość w dalszym ciągu przekracza niemal trzykrotnie najniższą liczbę odwiertów z czasów pandemii koronawirusa.

Złoty znów pokazuje siłę

Od kilku dni polski złoty testuje poziom 4,45 zł. Co prawda 9 i 12 czerwca byliśmy już odrobinę niżej, ale obecne poziomy to próba testów najniższych poziomów od ponad 2,5 roku. Polski złoty był w tym czasie dużo słabszy z przynajmniej dwóch ważnych powodów. Pierwszym była pandemia, a drugim rosyjska inwazja na Ukrainę. Obecnie dochodzimy do sytuacji, gdzie bodźce te słabną. Pandemia się realnie zakończyła. Rosyjska inwazja stoi w miejscu, a biorąc pod uwagę ostatnią kontrofensywę, wręcz się cofa. Z kolei wysokie stopy procentowe nie przeszkadzają złotemu odzyskiwać trochę wartości. Powoduje to, że nasza waluta pomimo różnych zawirowań i nadchodzących wyborów zyskuje.

Dzisiaj w USA Dzień Wyzwolenia, będący dniem wolnym od pracy, co powoduje, że w kalendarzu danych makroekonomicznych brakuje ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

 

Britcoin o krok bliżej

CBDC, czyli pieniądze cyfrowe banków centralnych, są od pewnego czasu szeroko dyskutowane w sferze kryptowalut, ale jak dotąd niewiele dużych wersji zostało zrealizowanych. Jednak wersja funta brytyjskiego, tak zwany „Britcoin”, wydaje się być o krok bliżej do realizacji.

Bank Anglii zakończył eksperyment z Bankiem Rozrachunków Międzynarodowych (BIS) o nazwie Project Rosalind, badając rentowność brytyjskiego funta cyfrowego. Badanie wykazało, że taki CBDC mógłby pomóc uczynić płatności dla osób fizycznych tańszymi i bardziej wydajnymi, podczas gdy firmy byłyby w stanie oferować nowe rodzaje produktów finansowych i zmniejszyć liczbę przypadków oszustw.

Łatwo jest pomylić CBDC z szerszym rynkiem kryptowalut, ale w istocie nie są one zbyt podobne, zwłaszcza jeśli chodzi o procesy takie jak decentralizacja czy wartość. CBDC są przede wszystkim scentralizowaną odpowiedzią na rozwijający się rynek kryptoaktywów. I choć mogą okazać się przydatne, nie są zasadniczo takie same jak kryptowaluty pokroju bitcoina czy ethereum.

Simon Peters, analityk kryptowalut eToro

Zmieniający się krajobraz FMCG: Inflacja, ograniczona siła nabywcza i poszukiwanie oszczędności

W ostatnich miesiącach widać bardzo duże zmiany na rynku FMCG. Są one związane z dwoma siłami, które na tym rynku działają. Pierwsza to olbrzymia siła inflacyjna, która powoduje zmianę kosztu wytworzenia produktów, a następnie przekłada się dla konsumentów na zmianę cen detalicznych. Druga to zmniejszająca się siła nabywcza – a więc mniejszy zasób naszych portfeli. Do tego doszedł wybuch wojny w Ukrainie. To powoduje, że kupujący są w trybie mocno ekonomicznym i oszczędnościowym. Bardzo patrzą na to, gdzie i na co wydają pieniądze. Jednak można założyć, że w roku 2024 inflacja będzie spadać. Jednak spadek zmiany cen to nie jest spadek cen absolutnych – a więc ceny pozostaną na takim samym poziomie. Żeby wyrównać dochód rozporządzalny do okresu sprzed inflacji, musi nastąpić wzrost wynagrodzeń – a to zajmie bardzo dużo czasu.

– Konsument obecnie na pewno będzie przesuwał się w kierunku bardziej ekonomicznych brandów. Spada lojalność do marek, klienci chętniej wybierają też marki własne, które co do zasady są trochę tańsze niż produkty markowe – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl podczas Kongresu Retail Trends 2023 Anna Krawczyk, Nielsen IQ. – Z drugiej strony widać również poszukiwanie okazji zakupowych i sprawdzanie, co i w jakich kanałach można kupić w bardziej atrakcyjnych cenach. Takie są najbliższe perspektywy i prognozy rynku. Pozytywnym czynnikiem w handlu jest to, że obecnie dostępnych jest bardzo dużo narzędzi, w tym związanych ze sztuczną inteligencją. One pomagają budować odpowiednie strategie cenowe i asortyment. To elementy, którymi detaliści i producenci mogą się wspierać, aby wygrywać na tym rynku – rekomenduje Krawczyk.

Kłopot z miejscami postojowymi w halach garażowych. W tle świadectwo charakterystyki energetycznej

Od niedawna można otrzymać grzywnę za brak posiadania świadectwa charakterystyki energetycznej. Notariusze wymagają okazania go np. przy transakcji sprzedaży miejsca parkingowego w wielostanowiskowej hali garażowej. Jednak kłopot w tym, że podmioty uprawnione do wystawiania dokumentów odmawiają ich przygotowania. Wprawdzie ustawa wskazuje wyłączenia od obowiązku sporządzenia świadectwa, ale nie mówi wprost o ww. lokalach. Eksperci podkreślają, że przepisy nie są doprecyzowane. Jednocześnie brak przekazania świadectwa przez sprzedającego nie wyklucza możliwości sprzedaży. Z kolei MRiT informuje, że obecnie nie są prowadzone żadne oficjalne prace w zakresie ustawy.

Widmo kary i kłopotliwe zapisy

Pod koniec kwietnia weszła w życie nowelizacja ustawy o charakterystyce energetycznej budynków. Jak zaznacza Marek Niczyporuk, radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI, wprowadzono przepis, który pozwala karać za brak posiadania świadectwa charakterystyki energetycznej na zasadzie odpowiedzialności za wykroczenie. Wcześniej istniał obowiązek sporządzania tego dokumentu, ale prawo nie przewidywało sankcji za jego nieprzestrzeganie. Natomiast w przestrzeni publicznej coraz częściej pojawiają się informacje o problemach. Notariusze przy np. sprzedaży miejsca parkingowego w wielostanowiskowej hali garażowej wymagają od sprzedającego okazania ww. dokumentu. W przypadku braku żądają podpisania oświadczenia i pouczają o grożącej grzywnie. Z kolei podmioty uprawione do wystawiania ww. świadectwa odmawiają jego sporządzenia. Rodzi się więc pytanie, czy żądanie notariuszy jest uprawione.

– Notariusze jak najbardziej postępują zgodnie z prawem i wykonują nałożone na nich ustawowe obowiązki. Zgodnie z art. 11 ust. 1 ustawy z 29 sierpnia 2014 roku o charakterystyce energetycznej budynków, właściciel budynku lub części budynku lub osoba, której przysługuje spółdzielcze własnościowe prawo do lokalu, ma obowiązek przekazać kupującemu świadectwo charakterystyki energetycznej. Ono jest obowiązkowe przy sprzedaży budynków lub ich części, przy czym częścią jest w szczególności lokal mieszkalny lub użytkowy – komentuje Szymon Kołodziej z Krajowej Rady Notarialnej (KRN).

Do sprawy odniosło się też Ministerstwo Rozwoju i Technologii (MRiT), które stwierdza, że ocena przywołanej sytuacji nie jest jednoznaczna i powinna być każdorazowo rozpatrywana indywidualnie. Należy rozróżnić sytuację indywidualnych garaży i zabudowanych boksów oraz indywidualnych miejsc parkingowych, których jedynym wydzieleniem z przestrzeni hali garażowej jest linia namalowana farbą na posadzce obiektu. Jak zaznacza resort, w kontekście obecnych przepisów ustawy o charakterystyce energetycznej budynków ww. świadectwo sporządza się dla budynku lub jego części. Miejsce parkingowe nie spełnia definicji części budynku określonej w art. 2 pkt. 2 ustawy (zespół pomieszczeń). W takim przypadku sprzedaż miejsca parkingowego nie powinna pociągać za sobą obligatoryjności sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej części budynku.

– Absolutnie nie zgadzam się z opinią resortu. Sprzedaż miejsca garażowego w hali jest pojęciem kolokwialnym. Natomiast w rozumieniu ścisłym i prawnym, w ramach takiej umowy, dochodzi do sprzedaży udziału w budynku jedynie wraz z prawem do korzystania z konkretnego miejsca garażowego. Kupujący nie staje się właścicielem miejsca, a udziału w budynku. Prawo do zajmowania konkretnej przestrzeni  wynika jedynie z osobnej umowy współwłaścicieli o sposobie korzystania z rzeczy, jaką jest cały budynek – podkreśla Łukasz Kułaga, radca prawny z Kancelarii M. Krotoski Adwokaci i Radcy Prawni.

Konieczność i wyłączenia

MRiT zaznacza, że w świetle przepisów ustawy o charakterystyce energetycznej budynków, nie ma znaczenia czy hala garażowa jest wpisana do Księgi Wieczystej jako całość z budynkiem lub jako odrębna niemieszkalna nieruchomość. Mecenas Kułaga zgadza się z tym poglądem. Ekspert też dodaje, że w jednym przypadku hala garażowa jest osobnym budynkiem, a w drugim – częścią budynku. W każdej z tych sytuacji umowa sprzedaży będzie dotyczyć zatem udziału w budynku. Wiąże się to, co do zasady, z koniecznością zapewnienia świadectwa charakterystyki energetycznej.

– Wystawienie świadectwa dotyczy nieruchomości, które do swojego funkcjonowania zużywają energię – czy to elektryczną, czy też cieplną. Obowiązek ten dotyczy każdej wyodrębnionej części budynku. Nie ma konieczności wystawiania świadectwa dla stanowisk postojowych w garażach wielostanowiskowych nieogrzewanych. Koszty utrzymania zawarte powinny być w świadectwie dla całego budynku – informuje inż. Jacek Latała z firmy Atlas Budownictwo – Pracownia Inżynierska.

Z kolei Szymon Kołodziej zwraca uwagę na wyłączenia od obowiązku zapewnienia przez właściciela sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej. One zawarte są w art. 3 ust. 4 ustawy, gdzie wprost nie wymieniono wyłączenia lokali stanowiących garaż wielostanowiskowy. Wskazano jedynie, że wyłączeniu podlegają budynki przemysłowe oraz gospodarcze niewyposażone w instalacje zużywające energię, bez instalacji oświetlenia wbudowanego.

– Przepis o wyłączeniach odnosi się tylko do budynków, a nie ich części. Nie jest uprawnione jednoznaczne stwierdzenie, że lokal garażowy niewyposażony w instalacje zużywające energię, z wyłączeniem instalacji oświetlenia wbudowanego, podlega wyłączeniu z obowiązku sporządzania świadectwa charakterystyki energetycznej – dodaje radca prawny Niczyporuk.

Natomiast według ekspertów z firmy Audytomat.com, ustawa jest na tyle nieprecyzyjna, że miejsce postojowe w hali garażowej ciężko podciągnąć pod budynek zwolniony z tego obowiązku. Dodatkowo miejsce postojowe najczęściej nie ma ścian wydzielających, więc wyznaczanie zapotrzebowania energetycznego jest niemożliwe do wykonania według obowiązującej metodologii. Ponadto wskazują, że ministerstwo opublikowało wyjaśnienia tych kwestii w formie odpowiedzi na najczęściej zadawane pytania. Jednak dalej część notariuszy informuje, że dla miejsca postojowego konieczne jest przekazanie świadectwa charakterystyki. Tłumaczą oni, że zbiór pytań i odpowiedzi na stronie ministerstwa nie stanowi prawa, a ponadto jest sprzeczny z ustawą.

– Przepisy regulujące obowiązki związane ze sporządzaniem i przekazywaniem świadectw charakterystyki energetycznej funkcjonują w polskim porządku prawnym już od niemal piętnastu lat. Od 2015 roku w ustawie z 29 sierpnia 2014 roku o charakterystyce energetycznej budynków. Wcześniej, bo od 2009 roku, obowiązek ten funkcjonował w ustawie z dnia 7 lipca 1994 r. Prawo budowlane. Wydaje się zatem, że to wystarczający czas, na ukształtowanie „linii orzeczniczej” w tej kwestii – podkreśla Ministerstwo Rozwoju i Technologii.

Potrzeba doprecyzowania przepisów

Jak zaznacza inż. Łukasz Wojtalewicz z firmy Certyfikat Energetyczny 24, jeśli miejsca parkingowe staną się częścią budynku w rozumieniu centralnego rejestru charakterystyki energetycznej budynków i przepisów, to wówczas zacznie wystawiać stosowne świadectwa. Obecnie działa na postawie regulacji, które nie są doprecyzowane i wymagają uzupełnienia. A gdy ewentualnie zmieni się prawo, to prawdopodobnie zwiększy się koszt wykonania dokumentu. Dla miejsca parkingowego, zazwyczaj podziemnego, są inne dane techniczne niż dla całego budynku.

– Nie ma sytuacji, w której nie wystawiamy świadectwa z wyboru. Nie wykonujemy usługi, jeśli ona nie jest konieczna. Często notariusze wymagają od naszych klientów świadectw w przypadkach, które nie dają możliwości ich wystawienia. Pouczamy wówczas z zakresu obowiązującego prawa i określamy dlaczego świadectwo nie jest możliwe do wykonania – opisuje inż. Latała.

Jak zaznacza Szymon Kołodziej, notariusz sporządzający umowę sprzedaży nie ocenia, czy świadectwo jest wymagane, czy też nie. Ma jedynie obowiązek odnotować w akcie notarialnym przekazanie nabywcy świadectwa charakterystyki energetycznej. A w przypadku nieprzekazania – pouczyć podmiot obowiązany do jego przekazania o karze grzywny za niewykonanie tego obowiązku. Według rzecznika KRN, pouczenie notariusza nie przesądza jednak, czy świadectwo jest potrzebne, czy nie. W tym zakresie strony podejmują decyzję na podstawie obowiązujących przepisów w oparciu ewentualnie o opinię osób uprawnionych do sporządzenia takich świadectw.

– Moim zdaniem, notariusze nie są przygotowani ani uprawnieni do oceny, czy takie świadectwo w konkretnym przypadku jest konieczne. Zdaje się, że tak też rozumuje ustawodawca, który na notariuszy nałożył obowiązek pouczenia, a nie weryfikacji obowiązku – stwierdza radca prawny z Kancelarii Ars AEQUI.

Z kolei Łukasz Kułaga zaznacza, że brak przekazania świadectwa przez sprzedającego nie wiąże się z brakiem możliwości sprzedaży. Jednakże może skutkować obciążeniem sprzedającego grzywną przez właściwy organ państwowy. Analogicznej sankcji nie ma niestety w przypadku braku zapewnienia lub przekazania dokumentu przez zarządcę współwłaścicielowi. Zdaniem eksperta, teoretycznie można byłoby domagać się wydania takiego świadectwa na drodze cywilnoprawnej. Jednak koszt i czas trwania takiego postępowania jest nieadekwatny do kosztu sporządzenia świadectwa samemu lub zapłaty ewentualnej grzywny.

Winne przepisy czy system informatyczny?

W przestrzeni publicznej pojawiają się też informacje o problemach technicznych. Jak zaznacza Jacek Latała, system MRiT na ogół działa normalnie, ale miewa zadyszki. Z kolei od 28 kwietnia, przez ok. tydzień, zupełnie się zatrzymał z uwagi na ogromne natężenie ruchu. Eksperci firmy Audytomat.com podkreślają, że przez kilka pierwszych dni maja audytorzy nie byli w stanie wgrywać swoich świadectw w centralny rejestr charakterystyki energetycznej budynków. To obowiązkowa czynność, bez niej świadectwo nie jest ważne. Sytuacja poprawiła się. Jednak czasami występują jeszcze przejściowe awarie i prace serwisowe, które uniemożliwiają wgrywanie świadectw do centralnego rejestru.

– Problem ze świadectwami charakterystyki energetycznej dla hal garażowych jest powszechnie znany. Nie dotyczy on jednak, jak mi się wydaje, przepisów, a programu informatycznego. Tak wynika z informacji przekazanych przez przedstawicieli deweloperów, którzy zetknęli się z odmową sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej dla hal garażowych ze względu na brak odpowiedniej funkcjonalności systemu informatycznego – zaznacza Maciej Celichowski, rzecznik prasowy Izby Notarialnej w Poznaniu.

Według Szymona Kołodzieja z Krajowej Rady Notarialnej, osoby posiadające uprawnienia do sporządzenia świadectwa charakterystyki energetycznej powinny ocenić na tle obowiązujących przepisów, czy określony obiekt w ogóle wymaga sporządzenia świadectwa. Funkcjonalność systemu elektronicznego Ministerstwa Rozwoju i Technologii nie ma tutaj nic do rzeczy. To nie on decyduje, czy świadectwo jest potrzebne, ale obowiązujące przepisy prawa.

– Przed 2023 rokiem do MRiT nie wpływały jakiekolwiek wątpliwości interpretacyjne w przedmiotowym zakresie ustawy. Wejście w życie nowelizacji nastąpiło niedawno – 28 kwietnia br. Ministerstwo bierze pod uwagę pojawiające się pytania dotyczące aktualnego stanu prawnego. W razie faktycznie zidentyfikowanej potrzeby – podczas kolejnej nowelizacji – podejmie działania zmierzające do doprecyzowania wątpliwych kwestii. W tym momencie nie trwają żadne oficjalne prace w zakresie ustawy – podsumowuje resort.

Rośnie liczba kontroli skarbowych

Po 2 latach pandemii koronawirusa fiskus wraca do wzmożonych kontroli. W 2022 roku urzędnicy przeprowadzili ich nieco ponad 18 tys. czyli o niemal 15% więcej niż w 2021 r. i o ponad 18% więcej niż w 2020 r. Wzrost liczby kontroli jest również proporcjonalny do wzrostu liczby podatników, których grono pomiędzy 2020 a 2022 rokiem powiększyło się o 14%.

Uszczuplenia na ponad 9 mld zł

Dane Ministerstwa Finansów zebrał Dziennik Gazeta Prawna. Najwięcej kontroli w 2022 roku przeprowadziły urzędy podległe izbom skarbowym w Warszawie – 3 113, we Wrocławiu – 2085, i Krakowie – 1906. Pierwszą piątkę zamykają Katowice – 1 747 i Poznań 1 439. Nie dziwi więc, że największą wartość uszczupleń należności Skarbu Państwa wykryła izba warszawska – na kwotę 3 mld 354 mln zł, Katowice na kwotę 880,4 mln zł, a Wrocław – 709,2 mln zł. W sumie, w 2022 roku urzędy skarbowe w Polsce podczas kontroli podatkowych i czynności sprawdzających wykryły powodujące uszczuplenia budżetu państwa nieprawidłowości na kwotę 9 mld 141,5 mln zł.

Urzędy zwiększają skuteczność

W ubiegłym roku średnia skuteczności urzędów, mierzona zwieńczeniem kontroli ustaleniem dodatkowych należności na rzecz Skarbu Państwa, wyniosła 97,1%. W 2021 r. skuteczność ta wyniosła 96,6%, a rok wcześniej 85,8%. Rekordzistą pod tym względem jest izba szczecińska, legitymująca się w 2022 roku 99,9% skutecznością.

Lepsza egzekucja

Rośnie skuteczność i tempo działań egzekucyjnych. W 2020 roku urzędy skarbowe potrzebowały 95 dni na podjęcie działań windykacyjnych od dnia wystawienia upomnienia lub tytułu wykonawczego, a skuteczność egzekucji tytułów wykonawczych w stosunku do liczby tytułów do załatwienia wyniosła 38,5%. W 2021 r. urzędy potrzebowały 51 dni, notując skuteczność 35,8%, a w minionym roku już tylko 36 dni, zwiększając skuteczność egzekucji tytułów wykonawczych do 39,2%. Kwota wyegzekwowanych należności w 2020 r. wyniosła 4,387 mln zł, w 2021 r. 5,577 mln zł, a w 2022 r. – 7,940 mln zł.

Przedsiębiorcy powinni pamiętać, że organy nie mają nieograniczonej swobody w prowadzeniu kontroli

Zgodnie z art. 282b Ordynacji podatkowej, organy zobowiązane są zawiadomić kontrolowanego o zamiarze wszczęcia kontroli najpóźniej na 7 dni przed jej wszczęciem. Wcześniej mogą to zrobić tylko za zgodą lub na wniosek kontrolowanego. Nie mogą również zwlekać z podjęciem kontroli. Muszą ją wszcząć przed upływem 30 dni od dnia doręczenia zawiadomienia. W przeciwnym razie wszczęcie kontroli będzie wymagać ponownego zawiadomienia. W zawiadomieniu organ musi podać: oznaczenie swoje i kontrolowanego, zakres kontroli, pouczenie o prawie złożenia korekty deklaracji oraz podpis osoby upoważnionej do zawiadomienia.

Ordynacja podatkowa przewiduje jednak wyjątki. Kontrolę bez zawiadomienia organ może podjąć: a) w zakresie weryfikacji zasadności zwrotu VAT, b) na żądanie organu prowadzącego postępowanie przygotowawcze o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe, c) w zakresie dochodów z nieujawnionych źródeł, d) w przedmiocie niezgłoszonej działalności gospodarczej, e) w przypadku oparcia kontroli o przepisy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu, f) w zakresie ewidencjonowania sprzedaży za pomocą kasy fiskalnej, oraz w innych przypadkach przewidzianych w tej ustawie. Warto jednak pamiętać, że nawet pomimo uprawnienia do takiej niezapowiedzianej kontroli, kontroler zobowiązany jest poinformować kontrolowanego o przyczynie braku zawiadomienia. Przepis art. 284a O.p. upoważnia do wszczęcia kontroli jedynie po okazaniu legitymacji służbowej w sytuacji, gdy czynności kontrolne są niezbędne dla przeciwdziałania popełnieniu przestępstwa skarbowego lub wykroczenia skarbowego lub zabezpieczenia dowodów jego popełnienia.

Kontrolujący musi posiadać legitymację służbową oraz imienne upoważnienie do przeprowadzenia kontroli podatkowej wydane przez właściwy organ (m.in. naczelnika urzędu skarbowego, szefa KAS, wójta, burmistrza), wskazujące m.in. podstawę prawną, zakres kontroli, datę rozpoczęcia i przewidywany termin jej zakończenia. Upoważnienie, które nie spełnia tych wymogów nie uprawniania kontrolującego do przeprowadzenia kontroli.

Uprawnienia kontrolującego

Dokonując kontroli podatkowej, kontrolerzy mają prawo m.in.: a) wstępu na nieruchomość kontrolowanego, b) żądania okazania majątku podlegającego kontroli, c) żądania udostępnienia akt, ksiąg i wszelkiego rodzaju dokumentów związanych z przedmiotem kontroli oraz do sporządzania z nich odpisów, kopii, wyciągów, notatek, wydruków i udokumentowanego pobierania danych w postaci elektronicznej, d) przesłuchania świadków, e) zabezpieczania zebranych dowodów.

Uprawnienia przedsiębiorcy w trakcie kontroli

Przedsiębiorca poddany kontroli powinien wiedzieć, kiedy zostanie zakończona. Organ zobowiązany jest wskazać ten termin w ww. upoważnieniu. Kontrolowanemu przysługuje prawo czynnego udziału, obecności podczas czynności kontrolnych. Czynności te mogą być prowadzone w godzinach prowadzenia działalności kontrolowanego. Za jego zgodą mogą być przeprowadzane również w siedzibie organu podatkowego. Przebieg kontroli musi zostać udokumentowany protokołem. Kontrolowany może w terminie 14 dni od dnia jego doręczenia zgłosić do niego zastrzeżenia i wyjaśnienia.

Podsumowanie

By nadążać z kontrolami skarbówka zwiększyła swoje kadry o 1%. Czynnikiem odpowiedzialnym za nasilenie i zwiększenie skuteczności jej działań nie jest jednak ten stosunkowo niewielki przyrost etatów. Organy skarbowe z każdym rokiem otrzymują coraz szersze uprawnienia i możliwości sprawdzania rozliczeń podatników. Jednolity plik kontrolny (JPK), System Teleinformatyczny Izby Rozliczeniowej (STIR), Centralne Repozytorium Kas i Centralny Rejestr Faktur, a także nabycie sprawdzające – to najważniejsze z narzędzi, które poszerzyły spektrum metod, jakich urzędnicy mogą używać do weryfikacji rozliczeń podatnika. Przeprowadzane kontrole podlegają jednak odpowiednim ograniczeniom, z uwzględnieniem ochrony praw kontrolowanych, o których przedsiębiorcy i inni podatnicy powinni pamiętać, by uniknąć konsekwencji wykorzystania niewiedzy przez kontrolujących.

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

60+ rezygnuje z emerytury

Wiek emerytalny w Polsce – zgodnie z rekomendacjami OECD i prognozami Komisji Europejskiej – powinien być podniesiony do nawet 70 lat. Obecnie na naszym kontynencie na emeryturę najpóźniej przechodzą Duńczycy, Grecy i Włosi – zarówno kobiety, jak i mężczyźni prawo do tego świadczenia nabywają, gdy przekraczają 67 r. ż. W naszym kraju, w tym wieku nie trzeba już pracować, jednak część seniorów chce to robić. Co więcej, ich zapał podzielają pracodawcy – jak wynika z badania Grupy Progres – co piąta firma planująca rekrutacje chce zwiększyć kadrę właśnie o emerytów. 

  • Temat podniesienia wieku emerytalnego wzbudza niemałe emocje nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach.
  • Na opóźnienie momentu zakończenia pracy i wypłacania świadczeń swoim obywatelom zdecydowała się m.in. Francja, Dania, Wielka Brytania, Niemcy czy Hiszpania.
  • Obecnie plany polskiego rządu nie przewidują podniesienia wieku emerytalnego.
  • Mimo że świadczenia z ZUS rosną, to – według badania SeniorApp – wielu seniorów (33 proc.) przyznaje, że w ciągu ostatniego roku ich sytuacja finansowa pogorszyła się, 14 proc. twierdzi, że uległa ona poprawie, a w 53 proc. przypadków pozostała bez zmian.
  • Co więcej, wielu naszych rodaków nie decyduje się na zakończenie aktywności zawodowej po przekroczeniu 60-tki. W ciągu ostatnich ośmiu lat liczba pracujących emerytów wzrosła o ponad 40 proc. (ZUS).
  • Jak wynika z badania Grupy Progres, coraz więcej firm otwiera się na zatrudnianie osób starszych – co piąty pracodawca (22 proc.) zwiększy kadrę o seniorów, a tylko 6 proc. przełożonych przyznaje, że wiek emerytalny był i może być powodem zwolnienia pracownika z firmy.

Dane demograficzne nie pozostawiają złudzeń, w naszym kraju grupa osób starszych rośnie w szybkim tempie, a z roku na rok wskaźnik urodzeń jest coraz niższy. Wraz z tymi zjawiskami pojawiają się kolejne wyzwania. Wiele z nich dotyczy rynku pracy oraz czasu, który nasi rodacy muszą na nią poświęcić, żeby przejść na emeryturę.  Obecnie na świadczenia jednego emeryta pracują 2 osoby, a jeszcze 5 lat temu były to 4 osoby. Ta sytuacja sprawia, że coraz częściej pojawiają się głosy o konieczności podwyższenia wieku emerytalnego. Temat wzbudza emocje nie tylko w Polsce, ale też w innych krajach. Francuzi protestowali, gdy decyzją rządzących wiek emerytalny został podniesiony z 62 do 64 lat. Inne państwa również wprowadzają szeroko dyskutowane zmiany. Dania zwiększa wiek emerytalny stopniowo – do 2030 r. ma wynieść on 68 lat (obecnie jest to 66 lat). Plany opóźnienia przejścia na emeryturę mają też Niemcy, gdzie można to zrobić po ukończeniu 66 r. ż. Do 2031 r. osoby urodzone po 1 stycznia 1964 r. będą musiały pracować rok dłużej, tj. do 67 r.ż. Podobny wiek emerytalny z 66 na 67 lat planuje wprowadzić Wielka Brytania. Docelowo jednak ma on wynieść 68 lat (do 2044 r.). Zmiany czekają również Hiszpanów – od 2027 r. wiek emerytalny będzie wynosił 67 lat albo 38,5 lat płacenia składek (obecnie to 65 lat lub 37 lat płacenia składek).

Obecnie plany polskiego rządu nie przewidują podniesienia wieku emerytalnego, co więcej część osób może skorzystać z emerytur pomostowych, które po zmianie przepisów będą wypłacane większej grupie świadczeniobiorców (obecnie pomostówkę pobiera niemal 40 tys. Polaków), a od 2024 roku stażowych. Mimo oferowanych przez państwo świadczeń wielu naszych rodaków nie decyduje się na zakończenie aktywności zawodowej po przekroczeniu 60-tki. W XII 2022 r. 826,0 tys. osób z ustalonym prawem do emerytury podlegało ubezpieczeniu zdrowotnemu z tytułu innego niż bycie emerytem. Spośród tych osób 536,3 tys. podlegało także ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym. W ciągu ostatnich ośmiu lat liczba pracujących emerytów wzrosła o ponad 40 proc. Nie zmieniła się natomiast istotnie proporcja liczby emerytów podlegających ubezpieczeniu zdrowotnemu do podlegających także ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym – liczba pracujących emerytów podlegających ubezpieczeniu zdrowotnemu jest około 1,5 krotnie większa od liczby emerytów podlegających ubezpieczeniom emerytalnemu i rentowym.

Wśród pracujących emerytów przeważały kobiety – stanowiły 57,5 proc. tej populacji. Ponad 95 proc.  pracujących emerytów to osoby w wieku 60-65 lat i więcej. Średni wiek pracujących emerytów wyniósł 67,1 roku, dla mężczyzn było to 68,6 roku, dla kobiet – 65,9 roku (ZUS).

Jak wynika z badania Grupy Progres, coraz więcej firm otwiera się na zatrudnianie osób starszych – co piąty pracodawca (22 proc.) zwiększy kadrę o seniorów.

Według Magdy Dąbrowskiej wiceprezes Grupy Progres, błędnie zakładamy, że wydajność ludzi spada wraz z wiekiem. Uważamy, że osoby starsze nie są elastyczne, nie nadążają za zmianami, są oporne na nowe technologie, nie chcą się ich uczyć, a jeśli nawet chcą, to pewnie i tak ich nie zrozumieją. Zbyt pewnie przyjmujemy też, że osoby starsze często chorują, a przez to ich dyspozycyjność względem przełożonego znacznie spada i wpływa na pracę całego zespołu. Jest wręcz przeciwnie. Seniorzy to cenni pracownicy, nie tylko ze względu na posiadane doświadczenie – zarówno życiowe, jak i zawodowe. To także osoby bardzo aktywne, otwarte na zmiany, chętnie uczące się nowych rzeczy – również tych dotyczących nowinek technicznych. Ponadto często wykazują oni dużo wyższą motywację do pracy niż ich młodsi koledzy. Najczęściej nie mają już tylu obowiązków domowych – odchowali dzieci, często również i wnuki i posiadają wiele czasu wolnego. Co więcej, dużo rzadziej zmieniają pracę niż młodsi ludzie.

Te argumenty wydaje się rozumieć większość pracodawców – jak wynika z badania Grupy Progres – tylko 6 proc. przełożonych przyznaje, że wiek emerytalny był i może być powodem zwolnienia pracownika z firmy. Również spora grupa zaczyna dbać o prawa osób starszych – 54 proc. firm wprowadziło lub zmodyfikowało ostatnio kodeksy etyki i programy dedykowane m.in. seniorom – oczekującym, że ich prawa nie będą łamane ze względu na wiek. Tego typu działania są niezwykle ważne, bo pracujących seniorów nie brakuje. Dla wielu motywacją do aktywności zawodowej są nie tylko chęci. Sporo ludzi robi to, bo świadczenia z ZUS nie wystarczają im na codzienne wydatki.

Przeciętna emerytura wypłacona w marcu tego roku wyniosła 3482,63 zł (w marcu 2022 r. – 2903,85 zł). Z danych Zakładu Ubezpieczeń Społecznych wynika również, że największy odsetek emerytur – 13,8 proc. – to emerytury w przedziale od 2200,01 zł do 2,6 tys. zł. Część osób może liczyć na większe kwoty od urzędu – 258,8 tys. Polaków otrzymuje emeryturę wyższą niż 7 tys. zł. Na przelewy w wysokości ponad 10 tys. zł może liczyć 36,9 tys. osób (marzec 2023).

Mimo że świadczenia z ZUS rosną, to – według badania SeniorApp – wielu seniorów (33 proc.) przyznaje, że w ciągu ostatniego roku ich sytuacja finansowa pogorszyła się, 14 proc. twierdzi, że uległa ona poprawie, a w 53 proc. przypadków pozostała bez zmian. Seniorzy pytani o to, jak oceniają swoją sytuację finansową, wypowiadają się o niej dość sceptycznie. 64 proc. ocenia, że jest ona przeciętna, a 16 proc. uznaje ją za złą lub bardzo złą. Jednie, co piąty senior (20 proc.) przyznaje, że jego kondycja materialna jest dobra lub bardzo dobra.

Banki centralne w natarciu

Banki centralne wyraźnie nie złożyły broni w walce z inflacją. Potwierdzeniem tego są ostatnie decyzje. W Australii i Kanadzie po przerwie ponownie podniesiono koszt pieniądza. Fed i EBC wpisują się w tę „jastrzębią zmianę”. Fed pomimo pauzy zasygnalizował wyraźnie jeszcze dwie zmiany w górę w tym roku a Europejski bank centralny zakończył wszelkie spekulacje na temat rychłego zakończenia cyklu podwyżek stóp słowami: „mamy jeszcze wiele do zrobienia”.

W pierwszym pełnym tygodniu czerwca otrzymaliśmy dwie niespodzianki. Najpierw Australia zaskoczyła decyzją o podwyżce. Oczekiwano, że tu zmian już nie będzie. Ruch o 25 pb spowodował, że główna stopa plasuje się na poziomie 4,1 proc. Do tego doszedł jasny przekaz, że realne są dalsze ruchy w górę, wszystko po to, aby sprowadzić inflację do celu „w rozsądnych ramach czasowych”. Widać postawę wysokiej determinacji instytucji do walkim z „wysokimi cenami”. W kwietniu inflacja w Australii wyniosła 6,8 proc. w relacji rok do roku co oznacza, że wciąż jest daleka od celu banku centralnego. Za maj dane dostępne będą dopiero pod koniec czerwca. W tym momencie AUD będzie bardziej wrażliwy na napływające liczby, bo to od nich będą zależeć kolejne decyzje RBA.

Kolejną niespodzianką była podwyżka ze strony Banku Kanady, który podniósł koszt pieniądza po raz pierwszy od stycznia z poziomu 4,5 proc. do 4,75 proc. Na skutek czego CAD zyskał na wartości.

W minioną środę Fed pozostawił stopy procentowe bez zmian w przedziale 5,00-5,25 proc. Było to jednak postrzegane jako „jastrzębia pauza”, ponieważ Dot Plot pokazał, że przedstawiciele amerykańskiej instytucji zrewidowali w górę swoje prognozy dotyczące mediany poziomu stopy funduszy Fed w tym roku. Decydenci przewidują, że koniec cyklu zakończy się na poziomie 5,6 proc. podczas gdy w marcu oczekiwali poziomu 5,1 proc. Jednocześnie przewidują obniżkę stóp procentowych o 100 pb do końca 2024 r. do 4,6 i kolejne redukcje o 125 pb do końca 2025 r.

W czwartek EBC podniósł stopę depozytową o 25 pb do 3,50 proc. co nie można było uznać za niespodziankę. Prezes EBC Christine Lagarde wyraźnie jednak zasugerowała, że na następnym posiedzeniu w lipcu prawdopodobnie podniesie stopy o kolejne 25 pb. Rynek OIS w pełni wycenia kolejną podwyżkę o 25 pb w lipcu i 59 proc. szans na następny ruch w tą samą stronę o 25 pb we wrześniu.

Decydująca różnica miedzy Fed a EBC polega na tym, że bank centralny USA bardzo wyraźnie potwierdził poprzez swoją pauzę w stopach procentowych (oraz w swoich prognozach), że spodziewa się być blisko swojej stopy końcowej. Kwestia ta będzie również prawdopodobnie przedmiotem zeznań bankierów centralnych Fed w tym tygodniu. W szczególności interesująco zapowiadają się półroczne zeznania przewodniczącego Powella przed Kongresem. EBC przeciwnie, odmawia komentarzy na temat poziomu końca całego cyklu zacieśniania. Wydaje się zatem, że europejski podmiot przyjmuje bardziej otwarty pogląd na przyszłość niż Fed – co rynek walutowy nagradza (silne euro) w świetle wciąż niepewnych perspektyw inflacji.

Inną postawę przyjmują azjatyckie instytucje państwowe. Podczas gdy Fed wykonuje „jastrzębią pauzę” a EBC podnosi kluczowe stopy procentowe kolejny raz, Bank Japonii nie wykonuje żadnego ruchu. Co prawda taki też był konsensus rynkowy, choć w pewnym momencie pojawiły się spekulacje, że BoJ może nieznacznie dostosować kontrolę krzywej dochodowości. Tak się jednak nie stało. Jen stracił na wartości a kurs USDJPY poszybował w górę i znalazł się najwyżej od jesieni 2022 roku.

W Chinach nie podnosi się stóp, nie utrzymuje się ich również na tym samym poziomie a wręcz przeciwnie: polityka monetarna jest łagodzona poprzez obniżki. W miniony wtorek bank centralny zmniejszył 7-dniową stopę reverse repoo o 10 pb do 1,9 proc. Następnie została zredukowana 1-roczna stopa średnioterminowych pożyczek (MLF) również o10 pb do 2,65 proc. W konsekwencji oczekuje się teraz, że banki komercyjne obniżą w tym tygodniu stopy oprocentowania kredytów 1 i 5-letnich również o 10 pb, odpowiednio do 3,55 proc. i 4,60 proc. To działania, które mają pobudzić gospodarkę Chin, która „utknęła” w martwym punkcie po zniesieniu restrykcji „covidowych” pod koniec ubiegłego roku.

W tym tygodniu poznamy decyzje Banku Anglii oraz SNB. Obydwie w czwartek.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers