Nowy budżet to wyższe wydatki

Polski rząd pokazuje swoje zaangażowanie i w długi weekend odbywa posiedzenie, aby przyjąć nowelizację budżetu. Przed wyborami prawie dla każdego znajdzie się coś miłego. Chińczycy także muszą zmagać się z inflacją, ale w przeciwieństwie do nas z jej zbyt niskim poziomem. Coraz więcej danych makro wskazuje, że strefa euro już wkroczyła w fazę gospodarczego spowolnienia.

Nowelizacja budżetu

Polski rząd (jak to pięknie ujął premier) dokonał rewizji ustawy budżetowej. Innymi słowy, planuje zwiększenie wydatków państwa o prawie 21 mld zł w tym roku (deficyt pójdzie w górę o 24 mld zł). Większe wydatki mają być związane z trzema obszarami: realizacją porozumienia z NSZZ Solidarność, rolnictwem i obronnością. Jednak największe środki, bo aż 14 mld zł, zostaną skierowane na subwencję ogólną dla samorządów terytorialnych. Trudno nie wiązać tej decyzji z wcześniejszymi zmianami podatkowymi, które uszczupliły wpływy do samorządowych kas. Przedwyborczą nagrodę dostaną też nauczyciele, którzy z okazji 250. rocznicy KEN otrzymają jednorazowy dodatek w wysokości 1125 zł. Chyba oficjalnie kampanię parlamentarną możemy uznać za otwartą, skoro rząd zabezpiecza już środki na składane wcześniej obietnice, a nawet znajduje miejsce na niespodzianki. W zaskakujący sposób nie znalazł on wcześniej miejsca na podwyższenie już w tej chwili sztandarowego świadczenia na dzieci.

Chińska dezinflacja

Coraz więcej danych z Państwa Środka wskazuje, że tamtejszy rynek może mieć trudności, aby po raz kolejny zostać kołem zamachowym globalnej gospodarki. Tym razem wskaźniki inflacyjne, będące przeciwieństwem sytuacji w państwach tzw. Zachodu, mogą przedstawiać niepokojące nastawienie konsumentów. Inflacja konsumencka wzrosła w ujęciu rocznym jedynie o 0,2%, a w ujęciu miesięcznym spadła o identyczną wartość. Oba odczyty były gorsze od prognoz. Jeszcze słabiej wypada inflacja producencka, a raczej deflacja, ponieważ rezultat rok do roku to -4,6% (analitycy spodziewali się lepszego wyniku), co stanowi najgorsze wskazanie od ponad 7 lat. W przyszłym tygodniu poznamy najnowsze dane o chińskiej produkcji przemysłowej i sprzedaży detalicznej, które mogą zostać kolejnymi argumentami za monetarnym i fiskalnym wsparciem dla chińskich obywateli. Tym samym, gdy większość najważniejszych globalnie systemów pieniężnych zbliża się do końca cyklu zacieśniania, to druga gospodarka świata może niedługo rozpoczynać cykl rozluźniania. Dalsza część roku ma wszelkie szanse być wciąż emocjonująca. Dzisiejsze odczyty nie miały znaczącego wpływu na pozycję juana, który już od 4 miesięcy znajduje się w trendzie osłabienia. Kurs CNY/PLN pozostaje blisko 0,58 zł.

Europejski przemysł w tarapatach

Chińczycy mogą myśleć o stymulacji swojego rynku, ale w Europie nie ma o czymś takim mowy. Stymulacje pandemiczna i wojenna wyśrubowały wskaźniki inflacji, a niestety najskuteczniejszą metodą wyjścia z wysokiej dynamiki cen jest schłodzenie gospodarki. Kolejne dane ze strefy euro można uznać za dowody na realizację tego scenariusza (chociaż są one już mocno historyczne, bo kwietniowe). Na Słowacji produkcja przemysłowa od lutego 2022 roku tylko dwukrotnie wykazała wzrost (mowa o ujęciu rocznym), a tym razem spadek zatrzymał się na 2%. Coraz poważniej robi się we Włoszech, gdzie ten sam wskaźnik wykazał -7.2% To najsłabszy rezultat od lipca 2020 roku. Rozminął się on znacznie z oczekiwaniami (-4,1%), co zdarzyło się również z produkcją w ujęciu miesięcznym, która wykazała -1,9% przy prognozie +0,1%. Czy EBC weźmie pod uwagę recesyjne tendencje już na spotkaniu w przyszłym tygodniu i nie dokona podwyżki stóp procentowych?

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

Schłodzenie rynku pracy uderza w dolara

Tygodniowe dane z amerykańskiego ryku pracy co prawda są istotne, ale rzadko kiedy przyczyniają się do wzrostu zmienności na rynku. Tym razem było inaczej. Po publikacji dolar stracił na wartości a kurs EUR/USD zdecydowanie obrał kierunek północny, osiągając poziom 1,0780. Rynek w tym momencie poddaje pod interpretację wszystkie dane, które mogą pośrednio wpływać na decyzję Rezerwy Federalnej, która już w następny tygodniu ustali ponownie poziom stóp procentowych.

Wzrost liczby bezrobotnych w USA „uderzył” w dolara. Tygodniowa liczba zasiłków wzrosła do 261 tys. – najwyższego poziomu od października 2021 roku. Zwolnienia rosły konsekwentnie w ciągu ostatnich kilku miesięcy, a teraz możemy zacząć obserwować, jak w końcu przenikają one do wstępnych danych o liczbie nowych bezrobotnych. Należy pamiętać, że między ogłoszeniem zwolnienia a faktyczną redukcją zatrudnienia zawsze upływa pewien okres czasu i często nie można złożyć wniosku o zasiłek, dopóki wszystkie odprawy nie zostaną sfinalizowane.

Krzywa kontraktów terminowych na fundusze Fed pokazuje, że rynki tylko nieznacznie zmniejszyły oczekiwania dotyczące stóp procentowych. W tym momencie rynek daje ok 25 proc. szans na ruch w górę na wtorkowo – środowym posiedzeniu FOMC.

Brak danych z USA może przynieść dziś większą stabilizacje notowań. Rynek ma przed sobą jeszcze wtorkowe dane o inflacji z USA, które mogą ponownie wpłynąć na oczekiwania dotyczące dalszego przebiegu cyklu zacieśniania monetarnego Fed. Oczekuje się spadku wskaźnika zasadniczego do 4,1 proc. z 4,9 proc. (r/r) oraz bazowego z 5,5 proc. do 5,3 proc. Jeśli otrzymamy niższe cyfry od konsensusu, wówczas dolar może ponownie stracić na wartości.

Wyjście kursu blisko 1,08 wynikało ze słabości USD. Wczorajsza informacja, że strefa euro weszła w techniczną recesję po rewizji PBK za I kwartał została przeoczona przez rynek. W tym momencie inwestorzy są mocno przekonani, że EBC podniesie koszt pieniądza o 25 punktów bazowych. Ważniejszy będzie jednak przekaz Christine Lagarde podczas czwartkowej konferencji.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Rośnie wolumen wolnej powierzchni na polskim rynku magazynowym

Kondycja rynku magazynowego w Polsce pozostaje na stabilnym poziomie. W okresie od stycznia do marca 2023 r. najemcy wynajęli 1,2 mln mkw. (-22% r/r), a w tym samym czasie deweloperzy dostarczyli 1,9 mln mkw. (+55% r/r) nowej podaży. W budowie pozostaje 2,1 mln mkw. (-55% r/r), z których ponad połowa to powierzchnia budowana spekulacyjnie. Na rynku widać pierwsze oznaki stabilizacji w średnich stawkach czynszów. Firma AXI IMMO prezentuje dane podsumowujące I kw. 2023 r. na rynku przemysłowo-logistycznym w raporcie „Polski rynek magazynowy w I kw. 2023 r.”.

Na zakończenie marca 2023 r. całkowity wolumen transakcji na rynku inwestycyjnym wyniósł ok. 650 mln EUR. Sektor magazynowy z wynikiem 401 mln EUR i 62% udziałem ponownie wysunął się na pozycję lidera zestawienia. Niezmiennie najważniejszymi czynnikami mającymi wpływ na nastroje wśród inwestorów pozostają inflacja, wysokie koszty finansowania inwestycji oraz rozbieżności pomiędzy oczekiwaniami sprzedających i kupujących. Największą transakcją kwartału była sprzedaż projektu Panattoni Wrocław Campus (ok. 185 tys. mkw.) do P3. Podium uzupełniły kolejno zakupy przez DWS Group parku należącego do 7R (7R Park Poznań East II, 51,5 tys. mkw.) oraz przejęcie Panattoni City Logistics Wrocław II (38 tys. mkw.) przez Trigea Nemovitostni.

Grzegorz Chmielak, Dyrektor Działu Wycen i Rynków Kapitałowych, AXI IMMO, wskazuje: „W odróżnieniu od poprzednich kwartałów, w pierwszych trzech miesiącach 2023 roku dominowały transakcje związane ze sprzedażą pojedynczych projektów, a nie portfeli magazynowo-logistycznych. Z kolei wśród najaktywniejszych graczy pozostają ci z regionu Europy Środkowo-Wschodniej i Stanów Zjednoczonych”.

W I kw. 2023 r. popyt brutto na polskim rynku magazynowym osiągnął poziom 1,2 mln mkw. (-22% r/r), z czego w ramach nowych umów najmu podpisano ok. 661 tys. mkw. (-42% r/r). Na znaczeniu zyskują renegocjacje, które stanowiły ponad 45% całości wolumenu transakcji. W analizowanym okresie od stycznia do marca 2023 r. najwięcej powierzchni wynajęto w województwach: mazowieckim (202 tys. mkw.), łódzkim (195 tys. mkw.) i śląskim (191 tys. mkw.). Warte podkreślenia wyniki osiągnięto także w woj. pomorskim i małopolskim, gdzie wolumeny transakcji wyniosły odpowiednio 108 tys. mkw. i 105 tys. mkw. Wśród największych wybranych transakcji najmu znalazły się m.in.:

  • przedłużenie umowy przez producenta komponentów elektronicznych Tyco Electronics Polska w Panattoni Park Szczecin I (56 000 mkw.);
  • nowa umowa w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub zawarta przez globalnego detalistę internetowego Shein (55 000 mkw.);
  • rekordowa transakcja z Małopolski, gdzie firma z sektora logistycznego MCG EastBridge (Maszoński Logistics Group) wynajęła 36 700 mkw. w GLP Kraków Logistics Centre III.

Anna Głowacz, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Logistycznych, AXI IMMO, przekonuje: „W perspektywie kolejnych miesięcy możemy spodziewać się spowolnienia w popycie. Część transakcji z pierwszego kwartału 2023 roku to efekt przedłużających się negocjacji z ubiegłego roku. Wysoka inflacja, koszty mediów oraz wyższe koszty uzyskania finansowania powodują, że firmy decydują się raczej na oszczędności aniżeli na nowe inwestycje”.

Po drugiej stronie znajdują się firmy, które swojej szansy upatrują w rozwoju trendów związanych z przenoszeniem linii produkcyjnych bliżej rynków zbytu. Obecnie nie jesteśmy świadkami dużej liczby transakcji w ramach tzw. nearshoringu, przy czym można wskazać wiele procesów będących w trakcie realizacji lub na etapie przygotowania,” dodaje Anna Głowacz.

W pierwszych trzech miesiącach 2023 r. deweloperzy dostarczyli blisko 1,9 mln mkw. (+55% r/r), co przyczyniło się do powiększenia całkowitych zasobów powierzchni przemysłowo-logistycznych w Polsce do 29,9 mln mkw. (+21% r/r). Najwięcej nowej podaży przybyło w woj. mazowieckim (367 tys. mkw.), w woj. śląskim (256 tys. mkw.) i woj. dolnośląskim (242 tys. mkw.). Warto również zwrócić uwagę na woj. lubuskie, gdzie zasoby magazynowe wzrosły o 230 tys. mkw. W budowie na koniec marca 2023 r. pozostawało 2,1 mln mkw. (-55% r/r) nowoczesnej powierzchni magazynowej, z czego blisko 55% to projekty spekulacyjne. Na rynku spodziewane jest delikatne spowolnienie wynikające z wysokich kosztów finansowania i wymogu wysokiego udziału transakcji typu pre-let przed startem inwestycji. Niemniej w pierwszych miesiącach 2023 r. analitycy AXI IMMO zaobserwowali wzrost wskaźnika pustostanów do poziomu 6,4% (+3,1 p. proc. r/r), wynikający z oddania dużej liczby projektów rozpoczętych jeszcze w 2022 r. Najwięcej niewynajętej powierzchni pozostaje w woj. mazowieckim (399 tys. mkw.), woj. śląskim (333 tys. mkw.) oraz woj. dolnośląskim (304 tys. mkw.). W ujęciu procentowym najwyższym współczynnikiem pustostanów charakteryzują się woj. świętokrzyskie (12,9%) i woj. zachodniopomorskie (10,6%).

Nowa podaż, jak i wzrost współczynnika pustostanów nieznacznie wpłynęły na wysokość oczekiwanych stawek czynszów. Niemniej w tym samym czasie na polskim rynku magazynowym odnotowano pierwsze oznaki stabilizacji w tym zakresie. Obecne oczekiwania właścicieli za powierzchnię w projektach typu bigbox kształtują się na poziomie 4,0 – 4,5 EUR/mkw./miesiąc. Tradycyjnie najdroższa pozostaje Warszawa Miasto ze stawkami w nowych inwestycjach sięgającymi poziomu powyżej 6,5 – 7,0 EUR/mkw./miesiąc, przy czym w starszych projektach czynsze utrzymują się na poziomie ponad 5,0 EUR/mkw./miesiąc.

Renata Osiecka, Partner Zarządzająca, AXI IMMO, podsumowuje: „W najbliższych miesiącach w sektorze magazynowym spodziewamy się delikatnego spowolnienia wynikającego ze słabszej koniunktury gospodarczej i momentu w cyklu całego rynku. Jednak fundamenty sektora, a więc popyt i podaż pozostają silne. Wszyscy oczekujemy rozwoju trendów związanych z nearshoringiem i friendshoringiem, w których upatrujemy dużych możliwości związanych z aktywnością najemców. Z kolei po stronie podaży kwestie związane z finansowaniem inwestycji mogą czasowo ograniczyć rozwój projektów budowanych spekulacyjnie, z wyłączeniem podmiotów, które mają własne środki”.

Sprzedaż restauracji Sfinksa dalej rośnie

Restauracje sieci Sfinks Polska odnotowały w maju 2023 r. wzrost przychodów gastronomicznych o 6% w porównaniu do analogicznego okresu roku poprzedniego, tj. do 15,21 mln zł. Takie obroty to zasługa pracy 72 restauracji pod szyldami SPHINX, Chłopskie Jadło, Lepione Pieczone by Chłopskie Jadło oraz The Burgers. W ujęciu narastającym wzrost obrotów wyniósł 17,2% r/r i w efekcie sprzedaż lokali w okresie od stycznia do końca maja uplasowała się na poziomie 74,11 mln zł.

Przychody porównywalnej sieci lokali (L2L) w maju wzrosły o 11,6% r/r do 15,02 mln zł. Narastająco wzrost wyniósł 22,6% r/r, dzięki czemu obroty porównywalnej sieci w okresie od stycznia do końca maja 2023 uplasowały się na poziomie 73,32 mln zł.

Warto mieć na uwadze, że w maju tego roku na sprzedaż pracowało 12 restauracji mniej niż rok wcześniej, co oznacza mniejszą o 14% sieć. W stosunku do kwietnia też była to jedna restauracja mniej. W zeszłym roku w drugim kwartale był wyraźny wzrost  sprzedaży w stosunku do I kwartału, co sprawia, że od kwietnia nasze wyniki porównujemy z wyższą bazą niż na początku tego roku. Mimo to, przy mniejszej liczbie lokali byliśmy w stanie wypracować obroty wyższe niż rok wcześniej. Na sieci porównywalnej te wzrosty są jeszcze większe. Generalnie  jesteśmy zadowoleni z wyników sprzedaży restauracji, które rosną kolejny miesiąc z rzędu. Zbliżamy się także do przełomowego momentu związanego z restrukturyzacją sieci i w drugim półroczu będziemy widzieli przyrost liczby restauracji, a docelowo powrót do wielkości sieci sprzed pandemii. Spodziewam się, że w drugim półroczu uruchomimy w granicach 10 nowych restauracji, w tym w powracając do mocnych lokalizacji, jak SPHINX na wrocławskim rynku. Do tego jesteśmy na ukończeniu nowych projektów związanych z naszą ofertą, które powinny pozwolić na lepsze wykorzystanie potencjału istniejących restauracji. Jestem przekonany, że nasze restauracje są w większości już dobrze przygotowane do skorzystania z posiadanego potencjału. Wykonana do tej pory praca pozwala na zakończenie w przewidywalnym czasie prac nad nową strategią, którą planujemy ogłosić w III kwartale – komentuje Sylwester Cacek, prezes Sfinks Polska.

Raportowana przez Sfinks Polska sprzedaż gastronomiczna obejmuje przychody ze sprzedaży netto osiągane przez lokale własne i franczyzowe, działające w ramach sieci zarządzanych przez spółkę, które są objęte bieżącym monitoringiem sprzedaży w ramach systemów informatycznych Sfinksa. Nie obejmuje ona sprzedaży realizowanej przez sieć Piwiarnia. Jednocześnie spółka zwraca uwagę, że sprzedaż gastronomiczna nie jest tożsama z przychodami ze sprzedaży osiąganymi przez Sfinks Polska. Na te składają się przychody ze sprzedaży gastronomicznej wypracowywanej przez restauracje własne oraz przychody z opłat franczyzowych naliczane od sprzedaży gastronomicznej realizowanej przez restauracje franczyzowe. W tym drugim przypadku przychody ze sprzedaży gastronomicznej stanowią przychód franczyzobiorców.

Wyrównanie szans kobiet w „męskich” sektorach przyspiesza

Podczas gdy większość liderów biznesowych i przedstawicieli rządów wzywała na Forum Ekonomicznym w Davos, do wyrównywania szans kobiet w typowo męskich zawodach np.  cyberbezpieczeństwie i technologii, proces ten przebiega powoli… Jak powiedziała Marian Wright Edelman z Funduszu Obrony Dzieci, „trudno jest być tym, czego nie widać”, ale postęp dokonuje się znacznie szybciej w świadomości kobiet. Z najnowszego badania Pracuj.pl (2023) wynika, że 68 proc. pań uważa, że kobiety w Polsce ogólnie są dziś w lepszej sytuacji zawodowej, niż 10 lat temu. Aż 62 proc. deklaruje, że w ich firmach przedstawiciele obu płci mają równe szanse na awanse i podwyżki.

Polska pod względem wyrównania szans kobiet i mężczyzn na współczesnym rynku pracy powoli poprawia pozycję wśród państw UE.  Zmiany są widoczne w wielu branżach. Z wypowiedzi ekspertów wynika, że kobiety stanowią 46 proc. siły roboczej w Unii Europejskiej, a organizacjach łańcucha dostaw to już blisko 40 proc. W Polsce, udział kobiet pracujących w stereotypowo męskich branżach rośnie. – Rosnąca reprezentacja kobiet jest widoczna w handlu, usługach, opiece oraz sprzedaży na poziomie stanowisk specjalistycznych. – W ostatnim czasie coraz więcej kobiet awansuje w zespołach sprzedażowych, prezentując szeroki zakres kompetencji i osiągając bardzo mocne i wymierne wyniki na wyższych stanowiskach kierowniczych – podkreśla Dorota Pałysiewicz, dyrektor HR w firmie Brown-Forman Polska.

Choć kobiety stanowią zaledwie 25 proc. kadry pracowniczej w branży cyberbezpieczeństwa, to są wyjątki, które zmieniają ten obraz. W firmie Check Point Software Technologies kobiety torują drogę przyszłości – Prezes (Rupal Hollenbeck), dyrektor ds. technologii (dr Dorit Dor), dyrektor ds. produktu (Nataly Kremer), kierownik ds. badań, główny radca prawny i dyrektor ds. operacji biznesowych to kobiety. Kierują 80 proc. załogi firmy.

Według danych firmy Gremi Personal, w naszym kraju 55 proc. pracowników branży magazynowo logistycznej stanowią dziś kobiety.  Są branże, w którym przeważała liczba mężczyzn, gdzie następują duże zmiany. Dziś udział kobiet w działach sprzedaży branży alkoholi i piwa to średnio ponad 30 proc. Dane rynkowe wskazują, że mediana dla udziału kobiet wśród pracowników branży piwnej to ok. 20 proc., przy czym w niektórych działach panie stanowią ponad połowę zatrudnionych – w marketingu, finansach (>60%), a w dziale personalnym (>60%). Zdaniem Anny Ender, dyrektor ds. rozwoju biznesu LeasingTeam Group, proces wyrównania reprezentacji kobiet jest szczególnie widoczny na stanowiskach wyższych oraz inżynieryjnych (wyższej specjalizacji) – tu kobiety sięgają coraz wyżej i nie boją się głośno mówić o swoich oczekiwaniach.

W obliczu takiej sytuacji firmy wprowadzają zmiany, aby stanowiska dotychczas zajmowane przez mężczyzn, zapełniały kobiety. Przykładem jest dostosowywanie systemów zmian w firmach produkcyjnych, logistycznych, handlowych do możliwości kobiet, reorganizacja stanowisk pracy. Możemy mówić o zmianach ułatwiających aktywność zawodową kobiet na naszym rynku pracy – dodaje Mateusz Żydek z firmy Randstad.

Dane firmy Randstad potwierdzają trend rosnącej aktywności kobiet i sięgania po stanowiska w zawodach do tej pory zdominowane przez mężczyzn. Kobiety coraz odważniej wkraczają także do sektorów związanych z techniką, lotnictwa, branży ochroniarskiej oraz budownictwa, gdzie kobieta jest już co piątym, zatrudnionym pracownikiem.

Ważnym bodźcem do zmiany sytuacji kobiet na rynku pracy wydaje się być przechodzenie od modelu tradycyjnego do partnerskiego, w którym mężczyźni na równi z kobietami zajmują się opieką nad dziećmi oraz angażują się w obowiązki domowe. Pomogą w tym zmiany legislacyjne, w tym wprowadzenie europejskiej dyrektywy dotyczącej równości i przejrzystości wynagrodzeń. Duże znaczenie ma też dyrektywa o udziale kobiet we władzach spółek giełdowych. Do końca czerwca 2026 r. ma on wzrosnąć do co najmniej 40 proc. w radach nadzorczych lub przynajmniej 33 proc. we władzach spółek, czyli łącznie w zarządach i radach nadzorczych.

Pozytywnym zjawiskiem jest coraz większa liczba fundacji i inicjatyw, które wspierają kobiety w aktywizacji zawodowej. – Nie tylko umożliwiają kobietom przekwalifikowanie się, ale także budują świadomość znaczenia kobiet na rynku pracy – podkreśla Karolina Szkaradnik, menedżer ds. relacji z klientem w międzynarodowej firmie rekrutacyjnej Grafton Recruitment. CheckPoint Women

Rosyjscy cyberprzestępcy atakują Wielką Brytanię. Ofiarami m.in. BBC i British Airways

Jak donosi BBC cyberprzestępcom z rosyjskiej grupy Clop udało się wykorzystać podatność w oprogramowaniu „MOVEit” znanego producenta, co umożliwiło dostęp do danych wielu, największych i najważniejszych firm działających w kraju. Ofiarami ataku padły m.in. BBC, British Airways, Boots i Aer Lingus. Lista zaatakowanych firm wciąż rośnie w miarę spływania nowych informacji. W e-mailu do pracowników BBC poinformowało, że skradzione dane obejmowały numery identyfikacyjne pracowników, daty urodzenia, adresy domowe i numery ubezpieczenia społecznego. Ponad 100 000 pracowników BBC, British Airways i Boots zostało poinformowanych, że mogły zostać pobrane dane dotyczące płac. Grupa Clop opublikowała ostrzeżenie w darknecie, informując osoby dotknięte atakiem, aby skontaktowały się z grupą do 14 czerwca, w przeciwnym razie skradzione dane zostaną opublikowane.

– Cyberprzestępcy bardzo szybko wykorzystali lukę w zabezpieczeniach oprogramowania MOVEit, bo zaledwie kilka dni po jej opublikowaniu. Pomimo, że poprawka bezpieczeństwa została już wydana, wiele firm nie miało wystarczająco dużo czasu, aby ją przetestować i wdrożyć. W efekcie duża liczba niezabezpieczonych urządzeń była wystawiona na niebezpieczeństwo. Ten sam schemat zaobserwowaliśmy w przypadku exploita EternalBlue w 2017 r., który został wykorzystany w prawdopodobnie najczęstszych globalnych atakach ransomware — NotPetya i WannaCry. Niestety sam fakt przygotowania poprawki bezpieczeństwa nie sprawia, że firmy są chronione. W tym momencie kluczowe jest jak najszybsze zainstalowanie tej poprawki. Wyciągnijmy z tej sytuacji wnioski i zachowajmy zwiększoną czujność wobec podobnych ataków, a przede wszystkim pamiętajmy o stałej aktualizacji systemów.

Wiemy już, że po udanym ataku napastnicy rozpoczęli negocjacje, zgłaszając się do ofiar i próbując uzyskać jak najwyższy okup, nie ustalając z góry kwoty. Decyzja ta prawdopodobnie wynika z dużej skali ataku, który wciąż wpływa na wiele firm na całym świecie i potencjalnie przekracza możliwości grupy Clop.

Clop utrzymuje, że usunął informacje dotyczące organizacji sektora publicznego, ale wiemy już z doświadczenia, że ​​nie można ufać słowom cyberprzestępców. Dlatego właśnie każdy, kto podejrzewa, że ​​jego dane zostały skradzione, musi zachować czujność.

Chociaż nigdy nie zaleca się płacenia cyberprzestępcom okupu, istnieje ryzyko, że niektóre z atakowanych firm ulegną presji. Opłacony okup to wiatr w żagle grup przestępczych, które widząc skuteczność swoich działań będę je kontynuować. Dla zaatakowanych firm w tym momencie najważniejsza jest  otwartość i uczciwość wobec swoich pracowników i klientów. Organizacje powinny zaoferować wsparcie w zakresie ochrony tożsamości i wykrywania dalszych ataków typu phishing i smishing – komentuje Beniamin Szczepankiewicz, starszy specjalista ds. cyberbezpieczeństwa ESET.

51% ataków ransomware celuje w firmy z USA

Od 2020 r. grupy prowadzące ataki ransomware otrzymały co najmniej 2 mld dolarów z tytułu okupów. Coraz większy zasięg i zyski przyczyniają się do szerokiej profesjonalizacji cyberprzestępców oraz rozwoju dostępnego na czarnym rynku złośliwego oprogramowania – wynika z analizy ekspertów WithSecure. Aż 3 na 4 ataki celują w przedsiębiorstwa z USA, Kanady, Europy Zachodniej i Australii. Najbardziej dotknięte są branże: budowlana, IT oraz edukacyjna.Najczęściej_atakowane_branże Najczęściej_atakowane_państwa

Ataki kierowane w stronę zachodnich firm

Według raportu WithSecure najczęstszymi ofiarami ransomware w 2022 roku były firmy ze Stanów Zjednoczonych. Celowało w nie nawet 51% ataków. Kolejna była Kanada (7%), Wielka Brytania (6%), Niemcy, Francja i Australia. Łącznie przedsiębiorstwa z tych krajów były celem aż 3 na 4 ataków uwzględnionych w analizie. Najbardziej dotknięta była branża budowlana, w którą uderzyło 19% ataków. Na celowniku przestępców była też branża IT (15%), edukacyjna (15%), medyczna (12%) oraz administracja publiczna (11%). Deklaracje grup przestępczych, że kierują się „kodeksem moralnym”, zgodnie z którym unikają atakowania wrażliwych podmiotów, w wielu przypadkach nie są więc prawdziwe.

Płacąc okup finansujemy kolejny atak

Przedsiębiorstwa decydując się na zapłacenie okupu umacniają pozycję przestępców i dostarczają im środki na kolejne, jeszcze lepiej zorganizowane ataki. Wiele firm decyduje się na wykupienie polisy ubezpieczeniowej na pokrycie kosztów okupu – chociaż zapewnia to ochronę płynności finansowej, ostatecznie również przekłada się na wspieranie cyberprzestępczości. Dzięki środkom z okupów organizacje przestępcze mogły w ostatnich latach rozwinąć skalę swoich działań, zyskały dostęp do lepszej infrastruktury i mogły zwerbować wykwalifikowanych „pracowników”. Niektóre władze wprowadziły sankcje, które sprawiły, że zapłacenie okupu stało się nielegalne. Można się spodziewać, że działania w tym kierunku będą kontynuowane.

– Często mówimy o szkodach, jakie ataki ransomware wyrządzają ofiarom. Mniej uwagi poświęca się mechanizmowi płacenia okupu, który zapewnia przestępcom dodatkowe zasoby i sprzyja trendowi profesjonalizacji – wskazuje Tim West, szef działu Threat Intelligence w firmie WithSecure.

Ransomware się profesjonalizuje

Wiele ataków ransomware bazuje jednocześnie na kilku taktykach zastraszania ofiary, aby zwiększać presję na zapłacenie okupu. Przestępcy nie tylko szyfrują dane, aby uniemożliwić dostęp do nich, ale też kradną informacje i grożą ich upublicznieniem. Znaczna część dużych grup ransomware dostarcza przy tym złośliwe oprogramowanie jako usługę (Ransomware-as-a-Service, RaaS), czyli gotowe do użycia przez „klientów” narzędzia. Mogą z nich skorzystać mniej doświadczeni przestępcy w zamian za część zysków z ataku. Prowadzi to do coraz większej profesjonalizacji branży cyberprzestępczej związanej z ransomware. Wiedza i zasoby potrzebne do przeprowadzenia ataku stają się szeroko dostępne dla mniej wykwalifikowanych podmiotów.

– Aby zwiększać swoje przychody, grupy ransomware kupują produkty i usługi od wyspecjalizowanych dostawców rozwiązań e-przestępczości. Działa to w podobny sposób, w jaki legalne firmy zlecają część zadań za zewnątrz, aby pomnażać zyski – wyjaśnia Stephen Robinson, starszy analityk Threat Intelligence w WithSecure. – Dostępna baza rozwiązań i informacji jest wykorzystywana przez coraz większą liczbę cyberprzestępców, zaczynając od działających w pojedynkę, nisko wykwalifikowanych operatorów, aż po związane z państwami grupy APT. Ransomware dostarczył paliwo branży cyberprzestępczej do szybkiego rozwoju.

O raporcie:
Raport The Professionalization of Cyber Crime został przygotowany na podstawie analizy ekspertów firmy WithSecure, która objęła ponad 3 tys. incydentów i wycieków danych dokonanych przez grupy zajmujące się wielopunktowymi wymuszeniami z zastosowaniem ataków ransomware. Pełny raport jest dostępny na stronie https://www.withsecure.com/en/expertise/research-and-innovation/research/the-professionalization-of-cyber-crime.

Co to jest baza danych firm?

Baza danych firm to narzędzie, które pozwala na nawiązywanie bezpośredniego kontaktu z przedstawicielami innych przedsiębiorstw związanych z branżą. Zawiera ona dane kontaktowe takie jak adresy e-mail, numery telefonów czy adresy siedzib. Wykorzystanie bazy kontaktów do firm może ułatwić proces pozyskiwania nowych klientów oraz partnerów biznesowych, szczególnie w przypadku działań marketingowych i sprzedażowych. Przeczytaj artykuł i dowiedz się, czym jest baza danych firm!

Czym jest baza danych firm?

Narzędzie, jakim jest baza danych firm to zbiór informacji o przedsiębiorstwach funkcjonujących w Polsce. Takie zbiorcze dane są niezwykle wartościowe dla tych, którzy poszukują informacji o konkurencji, potencjalnych partnerach biznesowych czy klientach.

Bazy danych firm wykorzystywane są w celach:

  • marketingowych,
  • sprzedażowych

Baza kontaktów do firm to zbiór informacji o przedsiębiorstwach gromadzony i utrzymywany w celach biznesowych, takich jak pozyskiwanie nowych klientów czy analiza konkurencji. Zawarte w niej dane mogą obejmować takie informacje, jak:

  • nazwa firmy,
  • adres siedziby,
  • numer NIP,
  • branża,
  • wielkość zatrudnienia

Wykorzystanie bazy danych firm może przyczynić się do znacznego wzrostu efektywności działania przedsiębiorstwa, przez co jest to narzędzie niezwykle cenne na rynku B2B.

Skąd wziąć bazę danych firm?

Istnieje kilka sposobów na pozyskanie bazy danych firm. Można je zakupić od specjalistycznych przedsiębiorstw zajmujących się ich sprzedażą. W Polsce działa wiele takich firm, które na podstawie potrzeb klienta dostarczają spersonalizowane bazy danych zawierające najbardziej istotne dla niego informacje. Wówczas możesz pozyskać wiedzę o przedsiębiorcach, takich jak firmy z Warszawy lub innych dużych miast w Polsce.

Innym rozwiązaniem jest skorzystanie z publicznie dostępnych źródeł, takich jak Krajowy Rejestr Sądowy (KRS) czy Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej (CEIDG). Warto jednak pamiętać, że dane zawarte w tych rejestrach mogą być niepełne lub nieaktualne.

Jak wybrać dostawcę bazy danych firm?

Decydując się na korzystanie z bazy danych firm, warto zwrócić uwagę na kilka kluczowych aspektów. Po pierwsze, należy upewnić się, że dany dostawca przestrzega przepisów RODO oraz posiada niezbędne zgody na przetwarzanie danych. Po drugie, warto sprawdzić wiarygodność źródła – czy dane są aktualne i czy baza jest regularnie aktualizowana. Po trzecie, warto ocenić jakość danych – czy są one kompletne i czy zawierają wszelkie istotne informacje.

Cena bazy firm również może być zróżnicowana, dlatego warto zapoznać się z wieloma możliwościami.

Zalety korzystania z bazy danych firm

Korzystanie z bazy danych dla firm może przynieść przedsiębiorcy wiele korzyści. Przede wszystkim umożliwia ona szybkie dotarcie do potencjalnych klientów oraz dostarcza informacji potrzebnych do analiz biznesowych. Dzięki temu, przedsiębiorcy mogą lepiej zrozumieć rynek, na którym działają, identyfikować konkurencję oraz dostosowywać swoje strategie marketingowe. Baza danych firm B2B może być również wykorzystywana do weryfikacji danych kontrahentów, co pozwala uniknąć współpracy z nieuczciwymi partnerami.

Jak wykorzystać bazę danych firm?

Bazy danych firm stanowią nieocenione narzędzie wspierające rozwój przedsiębiorstw oraz działania marketingowe. Umożliwiają identyfikację potencjalnych klientów, analizę konkurencji oraz pozyskiwanie informacji o rynku. Dzięki nim można także lepiej zrozumieć potrzeby swoich odbiorców i dostosować do nich swoją ofertę.

Aby znaleźć właściwą bazę danych, warto dokładnie określić cel wykorzystania oraz charakter działalności przedsiębiorstwa. Należy również sprawdzić, czy dana baza jest aktualna i dobrze zorganizowana. Aby baza była wiarygodna i przydatna w działaniach marketingowych czy sprzedażowych, wymaga regularnej weryfikacji i aktualizacji.

Używanie baz danych firm a przepisy RODO

Korzystając z baz danych firm, należy pamiętać o obowiązujących przepisach RODO (Rozporządzenie o Ochronie Danych Osobowych). Wszelkie działania podejmowane na podstawie tych danych muszą być zgodne z przepisami, a przedsiębiorstwo musi chronić prywatność osób, których dane posiada. Nielegalne pozyskiwanie baz danych firm grozi odpowiedzialnością karną i cywilną.

Narzędzia i aplikacje do zarządzania danymi

Dostęp do bazy danych firm można uzyskać również poprzez korzystanie z różnych narzędzi i aplikacji, takich jak CRM (Customer Relationship Management) – systemy zarządzania relacjami z klientami. Pozwalają one na organizowanie i analizowanie zgromadzonych informacji, co ułatwia podejmowanie decyzji biznesowych. Baza firm z Mazowieckiego i innych województw może przynieść wiele korzyści.

Podsumowując, bazy danych firm są istotnym narzędziem wspierającym działalność gospodarczą oraz budowanie relacji biznesowych. Pozyskanie takiej bazy może odbyć się poprzez zakup u specjalistycznych firm lub korzystanie z publicznie dostępnych źródeł. Ważne jest jednak, aby korzystać z baz danych zgodnie z obowiązującymi przepisami oraz dbać o ich stałą aktualizację. To pozwoli przedsiębiorstwom efektywnie wykorzystać posiadane dane w celach marketingowych, sprzedażowych czy badawczych.

Mangata Holding wypłaci 9 zł dywidendy na akcję za 2022 r.

Akcjonariusze Mangata Holding, polskiej grupy przemysłowej działającej w segmentach produkcji podzespołów i komponentów dla motoryzacji, armatury i automatyki przemysłowej oraz elementów złącznych, zdecydowali na Walnym Zgromadzeniu o wypłacie 9,00 zł na jedną akcję, co daję stopę dywidendy na poziomie 8,33%. Spółka przeznaczy na dywidendę całość zysku netto wypracowanego w 2022 r. tj. 41,7 mln zł, oraz dodatkowo 18,3 mln zł z zysków zatrzymanych z lat ubiegłych. Łącznie na wypłatę dla akcjonariuszy przeznaczono kwotę w wysokości 60,09 mln zł.

Wcześniej Zarząd Spółki rekomendował przeznaczenie całości zysku za 2022 rok w wysokości 41,7 mln zł na dywidendę, czyli 7,50 zł na akcję. Następnie większościowy akcjonariusz Mangata Holding, Capital MBO zaproponował wypłatę w wysokości 9,00 zł dywidendy na akcję za 2022 r.

Zgodnie z podjętą uchwałą Walnego Zgromadzenia, wypłatą dywidendy objęte są wszystkie akcje Spółki, tj. 6.676.854 akcji. Dzień dywidendy został ustalony na 20 czerwca br., natomiast termin wypłaty dywidendy na 27 czerwca 2023 r.

Mangata Holding pozostaje spółką dywidendową. W latach 2016–2022 Spółka wypłaciła akcjonariuszom łącznie prawie 187 mln zł dywidendy. W ubiegłym roku dywidenda wyniosła 4,80 zł na akcję (łącznie 32 mln zł), co dawało 6,15% stopy dywidendy.

Banki centralne na pauzie

Wczoraj poznaliśmy decyzję Rady Polityki Pieniężnej. Stopy procentowe zgodnie z oczekiwaniami rynku pozostały na niezmienionych poziomach. Po południu czeka nas konferencja prasowa prezesa Glapińskiego. W ciszę medialną za to wchodzą członkowie FOMC, potrwa ona aż do przyszłotygodniowego posiedzenia.

Bez zaskoczeń

Rynek nie miał większych oczekiwań co do wczoraj zakończonego posiedzenia RPP. Co prawda w skrajnej części inwestorów pojawiały się spekulacje na temat obniżenia kosztu pieniądza, jednak rynkowy konsensus zakładał, że jest na to zdecydowanie za wcześnie. Zarówno jeśli chodzi o merytoryczne, jak i polityczne czynniki. Komunikat po posiedzeniu wybrzmiał jednak wystarczająco gołębio, by nakierować sentyment, że rozpoczęcie cyklu luźniejszej polityki pieniężnej to kwestia najbliższych miesięcy. Główny nacisk został położony na dobre wieści z rynków surowcowych, gdzie spadki cen mają pomagać obniżać ogólną inflację. Faktycznie na wielu wykresach jesteśmy na wielomiesięcznych minimach, pytanie tylko, czy ten trend się utrzyma w kolejnych tygodniach? W wielu przypadkach wróciliśmy już do poziomów sprzed wojennej, czy nawet covidowej zawieruchy, więc potencjał dalszych przecen staje się coraz bardziej ograniczony. Dobrze to widać, choćby na ropie naftowej, gdzie OPEC wyraźnie sygnalizuje, że nie życzy sobie, by cena baryłki dalej spadała.

Konferencja prezesa

Komunikat to jedno, w ostatnim czasie znacznie więcej uwagi skupiają na sobie konferencje prasowe przewodniczącego Glapińskiego. Ta ma się rozpocząć dziś o 15:00. Inwestorzy raczej przygotowują się na festiwal gołębich wypowiedzi, który jeszcze mocniej przygotuje rynek do nadchodzących obniżek stóp procentowych. Ostatnio dużo uwagi skupia na sobie indeks PPI oraz inflacja bazowa, zwłaszcza że maj przyniósł znaczące spadki obu tych wskaźników. Można spodziewać się także poruszenia tematu polskiego złotego. Od pewnego czasu w komunikacie pojawia się sentencja na temat dezinflacyjnego wpływu mocnego złotego. NBP zachowuje sobie również prawo do interwencji walutowych w przypadku niekorzystnych zmian w wycenie naszej waluty. Warto by było również poruszyć temat problemów BGK w lokowaniu obligacji Skarbu Państwa (już druga odwołana aukcja). W idealnym świecie te tematy powinny być całkowicie rozdzielone, ale dobrze wiemy, że nie żyjemy w idealnym świecie. NBP wciąż pozostaje jednym z największych posiadaczy rządowych papierów dłużnych.

Tak głośna cisza

Globalnie warto zwrócić uwagę na rozpoczynający się właśnie blackout członków FOMC. Przez najbliższy tydzień decydenci Rezerwy Federalnej nie będą mogli publicznie prezentować swoich opinii czy refleksji na temat prowadzonej polityki pieniężnej. Kiedyś okres ciszy medialnej wpływał na uspokojenie nastrojów wśród inwestorów, od pewnego czasu jednak ta tendencja uległa odwróceniu. Większość rynku w sposób wybiórczy słucha słów płynących z FED-u, tworząc własną narrację rzeczywistości. Zdjęcie z równoważni wypowiedzi administracji doprowadza do nakręcania spirali oczekiwań, które potem ciężko dowieźć podczas posiedzenia. Obecnie rynek wycenia prawdopodobieństwo podniesienia stóp na czerwcowym spotkaniu na 25%. Na główny scenariusz wyrasta jednak ten, w którym w czerwcu następuje pauza, a FED zmienia koszt pieniądza dopiero w lipcu. Konsekwentnie rośnie w siłę skrzydło zwolenników teorii, że cykl podwyżek został już zakończony i to właśnie oni mogą zyskiwać na popularności w trakcie ciszy medialnej.

Złoty w środę pozostaje mocny. Kurs EURPLN wciąż oscyluje wokół ostatnio zarysowanego minimum lokalnego i wynosi 4,468 zł. Dolar, który w tym tygodniu konsekwentnie odbija się od poziomu 4,20 zł, znajduje się obecnie 2 grosze poniżej. Frank wciąż respektuje wsparcie przy 4,60 zł, a funt krąży wokół wczorajszego (i przedwczorajszego) zamknięcia, kosztując 5,19 zł.

Krzysztof Adamczak dealer walutowy InternetowyKantor.pl

Wrażliwość sektorów na rosnące koszty finansowania

  • Ze wskaźnikiem zadłużenia do EBITDA wynoszącym średnio 3,8x, firmy amerykańskie są bardziej uzależnione od dźwigni finansowej niż europejskie (3,3x). Ale Europa ma wyższy odsetek całkowitego zadłużenia z terminem zapadalności w ciągu jednego roku (20% w porównaniu z 14% w USA). Patrząc na współczynnik przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej, dźwignię netto i pokrycie odsetek, stwierdzamy, że przedsiębiorstwa we Włoszech, Hiszpanii, Belgii, Francji i Holandii wydają się najbardziej narażone na ograniczenie płynności.
  • Brak wytchnienia dla lewarowanych, zwłaszcza tych, którzy mają wysokie umorzenia długów w krótkim okresie. W opinii Allianz Trade firmy z gospodarek rozwiniętych wydają się być bezpieczniejsze niż te z rynków wschodzących, jeśli chodzi o poziom zadłużenia (dźwignia netto poniżej 2,3% dla połowy firm z gospodarek rozwiniętych w porównaniu z 4,9% na rynkach wschodzących) i zdolność do wywiązywania się z zobowiązań finansowych.
  • Pięć sektorów wyróżnia się jako najbardziej narażone na trudności finansowe: transport, budownictwo, hotelarstwo, surowce i branża motoryzacyjna. Budownictwo i handel detaliczny znajdują się na szczycie listy obserwacyjnej zarówno w Ameryce Północnej, jak i w Europie Zachodniej. Branża motoryzacyjna, mimo że jest najbardziej narażona na zadłużenie z terminem zapadalności w ciągu jednego roku, ma średni wskaźnik bieżącej płynności na poziomie 1,2x. W regionie Azji i Pacyfiku oraz Europy Środkowo-Wschodniej metale, energia oraz, w mniejszym stopniu, hotelarstwo i handel detaliczny budzą większe obawy.
  • Sytuacja może się pogorszyć, ponieważ spadek zysków powinien stać się bardziej widoczny jesienią, kiedy Allianz Trade spodziewa się pełnej transmisji stóp procentowych. Łącznie wyliczamy, że równowartość pełnego wzrostu kosztów finansowania od 2022 r. wynosi powyżej -7 pp wartości dodanej brutto w Hiszpanii, ponad -6 pp we Włoszech i Francji, -4,5 pp w Niemczech i blisko -4 pp w USA (przy innych czynnikach niezmienionych). Handel detaliczny jest najbardziej dotkniętym sektorem pod względem rentowności, ponieważ ma najniższe marże operacyjne (7,5% w przypadku towarów uznaniowych (dóbr luksusowych) i 4,2% w przypadku artykułów pierwszej potrzeby w porównaniu ze średnią dla wszystkich branż wynoszącą 15,9%). Uporczywa inflacja i nasilenie wojny cenowej między sprzedawcami detalicznymi powinny jeszcze bardziej pogłębić pogorszenie obserwowane już w 2022 r.

Bez wytchnienia dla uzależnionych od dźwigni finansowej, zwłaszcza tych, którzy w krótkim okresie wykupują długi, w szczególności dla sektorów nieruchomości, sprzętu gospodarstwa domowego i motoryzacji. W kontekście rosnących stóp procentowych i spowolnienia aktywności gospodarczej popyt na kredyt spadł do najniższego poziomu od 2008 roku. Nowe kredyty spadły o ponad -30% 3M/3M w USA, o -9% w Hiszpanii i -6% we Francji. Przy słabszych dochodach oba zjawiska (tj. zaostrzone warunki finansowania i zmniejszająca się dostępność kredytów) zwiększają podatność na zagrożenia najbardziej narażonych firm, tj. tych, które już mają trudności z obsługą swojego zadłużenia lub posiadają większe zadłużenie. Sytuacja jest szczególnie trudna dla tych, którzy mają wyższy udział zadłużenia o zmiennym oprocentowaniu lub długu o bardzo krótkim terminie zapadalności.

Sektor motoryzacyjny jest sektorem najbardziej narażonym na krótkoterminowe terminy zapadalności zadłużenia (Wykres 1), przy czym w Stanach Zjednoczonych i w Europie odpowiednio 29% i 44% całkowitego zadłużenia przypada do spłaty w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Jednak większość zadłużenia tego sektora pochodzi z działów usług finansowych. W rzeczywistości skonsolidowane bilanse producentów oryginalnego wyposażenia są wystarczająco płynne, ponieważ wskaźniki bieżącej płynności wynoszą średnio około 1,2x w obu regionach. Również w porównaniu z innymi sektorami, motoryzacja jest dobrze pozycjonowana pod względem pokrycia odsetek, ze wskaźnikiem EBITDA/odsetki na poziomie 4,9x w USA i 8,6x w Europie (w porównaniu ze średnią światową wynoszącą 6,9x dla tego sektora).

Wykres 1: Odsetek całkowitego zadłużenia z terminem zapadalności w ciągu jednego roku, Stany Zjednoczone (oś x) i Europa (oś y)Wrażliwość sektorów na rosnące koszty finansowania

Źródła: Bloomberg, Allianz Research

Firmy z Włoch, Hiszpanii, Belgii, Francji i Holandii wydają się najbardziej narażone na ograniczenie płynności. Przyglądamy się podstawowym danym panelu 21 tys. firm z gospodarek rozwiniętych (AE) i rynków wschodzących (EM) [1], rozwiązując kwestię zadłużenia, badając zadłużenie netto (NG) [2], kwestię kosztów finansowania, analizując wskaźnik pokrycia odsetek (IC)[3] oraz zdolność do wywiązywania się z zobowiązań dłużnych poprzez sprawdzenie operacyjnego współczynnika przepływów pieniężnych (OCF)[4]. Na poziomie zagregowanym, w oparciu o dane finansowe firm niefinansowych za 2022 r., gospodarki rozwinięte wydają się być bezpieczniejsze niż rynki wschodzące, jeśli chodzi o ich odpowiedni średni poziom zadłużenia (dźwignia netto poniżej 2,3% dla połowy firm w AE w porównaniu z 4,9% w EM). Dotyczy to również mediany zdolności do wywiązywania się ze zobowiązań finansowych (współczynnik operacyjnych przepływów pieniężnych odpowiednio dla połowy firm wynosi 0,6 roku i 1,2 roku), ale różnica jest mniejsza, jeśli chodzi o pokrycie kosztów odsetek.

Gospodarki rozwinięte wyróżniają się większym zróżnicowaniem pod względem zadłużenia netto, podczas gdy jest ono bardziej zrównoważone między pokryciem odsetek a przepływami pieniężnymi z działalności operacyjnej. Wynika to z dużej liczby firm o znacznej akumulacji gotówki. De facto we wszystkich krajach z wyjątkiem Włoch, Hiszpanii i Portugalii co najmniej 25% firm ma akumulację środków pieniężnych przekraczającą zadłużenie finansowe, co powoduje, że dźwignia netto (wskaźnik) jest ujemna. Na poziomie globalnym dotyczy to 45% naszej próby (tj. 9400 firm), przy czym przodują Chiny (47%), Stany Zjednoczone (48%) i Japonia (54%). Znacznie wyprzedzają kraje europejskie, gdzie odsetek ten wynosi poniżej 40% (Wielka Brytania 38%, Niemcy 37% i Francja 34%), a czasem nawet mniej (poniżej 25% w przypadku Hiszpanii, Włoch i Belgii). Jednak z drugiej strony spektrum warto zauważyć, że 25% firm odnotowuje wskaźnik zadłużenia netto powyżej 58% na poziomie globalnym, ze znacznie wyższym progiem zadłużenia netto w Stanach Zjednoczonych (73%), Niemczech ( 70%), Francji (77%), Włoch (92%) i Hiszpanii (119%).

Wykres 2: Pokrycie odsetek, dźwignia netto i współczynnik operacyjnych przepływów pieniężnych, rozproszenie firm niefinansowych według kwartyla, dane finansowe za 2022 r.Pokrycie odsetek, dźwignia netto i współczynnik

Źródła: Refinitiv Eikon (wg stanu na dzień 28 maja 2023 r.), Allianz Research

W przypadku kwestii związanych z pokryciem odsetek i operacyjnym współczynnikiem przepływów pieniężnych dyspersja wydaje się (znacznie) bardziej ograniczona niż w przypadku zadłużenia netto i wykazuje ograniczoną rozpiętość między gospodarkami rozwiniętymi a rynkami wschodzącymi. Łącznie gospodarki rozwinięte wydają się nieco bardziej narażone pod względem wskaźnika pokrycia odsetek, z niższym wskaźnikiem zarówno dla firm osiągających najgorsze, jak i najlepsze wyniki (0,1 roku i 34,7 roku odpowiednio dla pierwszego i czwartego kwartyla), głównie ze względu na słabszy profil rozkładu dla USA, Kanady, Australii, Szwecji, Norwegii, Hiszpanii, Belgii i Holandii. Jednocześnie gospodarki zaawansowane łącznie wydają się nieco mniej narażone pod względem współczynnika operacyjnych przepływów pieniężnych, z niższym współczynnikiem zarówno dla firm osiągających najlepsze, jak i najgorsze wyniki (-0,1 i 4,1 roku odpowiednio dla pierwszego i czwartego kwartyla), z prawie taką samą listą krajów, które tym razem przyczyniły się do silniejszego profilu (USA, Kanada, Australia, kraje nordyckie) – ale z Hiszpanią, Włochami, Belgią oraz w mniejszym stopniu Francją i Holandią, które miały wpływ na wyniki.

Wykres 3: Pokrycie odsetek (bańka), dźwignia netto (NG, oś x) i współczynnik przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej (OFC, oś y), według regionu/kraju, mediana, dane finansowe za 2022 r.Pokrycie odsetek (bańka), dźwignia netto

Źródła: Refinitiv Eikon (wg na dzień 28 maja 2023 r.), Allianz Research

Na poziomie zagregowanym i na podstawie danych finansowych za 2022 r. pięć sektorów wyróżnia się jako najbardziej narażone na stres finansowy, biorąc pod uwagę ich medianę zadłużenia i medianę zdolności do wywiązywania się z zobowiązań finansowych: transport, budownictwo, hotelarstwo (hotele, restauracje, turystyka), towary i branża motoryzacyjna. W sektorze transportowym połowa firm odnotowuje wskaźnik zadłużenia netto przekraczający 43% i operacyjny współczynnik przepływów pieniężnych powyżej trzech lat. W przypadku budownictwa jest to odpowiednio 39% i trzy lata. Te pięć sektorów odnotowuje również najwyższe poziomy wskaźników zadłużenia netto i operacyjnych współczynników przepływów pieniężnych dla firm osiągających najgorsze wyniki. Jednak różnica we wskaźniku pokrycia odsetek zmniejsza ryzyko ze szkodą dla budownictwa, hotelarstwa i surowców, a względnie na korzyść transportu i motoryzacji – te dwie ostatnie odnotowują silniejszą dystrybucję firm o większym współczynnik pokrycia odsetek. I odwrotnie, najbezpieczniejszymi sektorami są branża farmaceutyczna, oprogramowania/usług IT i, co ważniejsze, usług B2B, biorąc pod uwagę zadłużenie netto i współczynnik przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej. Warto jednak podkreślić, że ten ostatni również odnotowuje słabszy rozkład firm pod względem pokrycia odsetek.

Wykres 4: Globalne sektory, zadłużenie netto (oś X), współczynnik OCF (oś Y) i zdolność pokrycia odsetek (bańka)Globalne sektory, zadłużenie netto

Źródła: Refinitiv Eikon (wg na dzień 28 maja 2023 r.), Allianz Research

Budownictwo i handel detaliczny znajdują się na szczycie listy obserwacyjnej zarówno w Ameryce Północnej, jak i w Europie Zachodniej. Przyglądając się zarówno najnowszemu poziomowi, jak i trendowi trzech wybranych wskaźników[5] w sektorach według krajów, stwierdzamy, że budownictwo prowadzi na liście, przy czym największa liczba sektorów jest z naszej pierwszej 50 najbardziej wrażliwych sektorów (w Kanadzie, Francji, Stanach Zjednoczonych, Szwecji, Hiszpanii (wszystkie w pierwszej 25), następnie w Norwegii, Włoszech, Niemczech, Szwajcarii, Belgii, Danii, Holandii, Wielkiej Brytanii i Finlandii). Na drugim miejscu znajduje się handel detaliczny, z Francją, Kanadą i Niemcami w pierwszej 25, ale w pierwszej 50 nadal znajduje się siedem dodatkowych krajów (Szwecja, Włochy, Wielka Brytania, Finlandia, Stany Zjednoczone i Szwajcaria). Gracze z branży motoryzacyjnej pozostają bardziej narażeni w Europie, zwłaszcza w Szwecji, Francji oraz, w mniejszym stopniu, w Niemczech i Stanach Zjednoczonych, niż w Azji. Istnieje jednak pewna swoboda dla europejskich firm, ponieważ Allinz Trade przewiduje, że zamówienia oczekujące na produkcję w Europie wyniosą od siedmiu do ośmiu miesięcy; liczba rejestracji samochodów w Europie pozostaje o -30% niższa niż przed pandemią. Jeśli chodzi o sektor rolno-spożywczy, najbardziej kruche są przedsiębiorstwa w Norwegii, Francji, Danii, Holandii i Kanadzie. I odwrotnie, sektory związane z IT (zwłaszcza elektronika), farmaceutyczny i sprzętu gospodarstwa domowego należą do najmniej wrażliwych w kilku krajach. Odnotowujemy jednak kilka kluczowych wyjątków dla tych pierwszych, w szczególności komputery/telekomunikacja w Hiszpanii, oprogramowanie/usługi IT w Szwajcarii, elektronika w Niemczech – wszystkie trzy w naszym rankingu 25 najbardziej wrażliwych. Mniej sprzyjający kontekst globalny, o czym świadczy słabsza sprzedaż półprzewodników, krótkotrwałe odrodzenie komputerów i stagnacja na rynku smartfonów, zaostrza konkurencję.

Metale, energia oraz, w mniejszym stopniu, hotelarstwo i handel detaliczny są większym problemem w regionie Azji i Pacyfiku oraz w Europie Środkowo-Wschodniej. W przypadku metali problem jest szeroko rozpowszechniony wśród kluczowych krajów Azji, z Japonią, Koreą, Chinami, Tajwanem i Singapurem, które znalazły się w pierwszej 50 najbardziej wrażliwych sektorów próby regionalnej. Jeśli chodzi o energię, niestabilne firmy są zlokalizowane głównie w Indiach i Hongkongu, wyprzedzając Chiny i Koreę Południową. Hotele/restauracje/firmy turystyczne bardziej niepokoją w Hongkongu i Singapurze, ale Korea Południowa i Japonia są dalekie od odporności i pojawiają się w naszej pierwszej 25 najbardziej wrażliwych. Oprócz handlu detalicznego (zwłaszcza w Hongkongu, Indiach i na Tajwanie), ścisłego monitorowania wymagać będą tekstylia w Polsce oraz budownictwo w Chinach i Hongkongu. Na drugim końcu spektrum – branże farmaceutyczna i oprogramowania/usług IT należą do najmniej wrażliwych sektorów w kilku krajach.

Wykres 4: Ameryka Północna i Europa Zachodnia: Top 25 najbardziej (po lewej) i najmniej (po prawej) wrażliwychAmeryka Północna i Europa Zachodnia Top 25 najbardziej (po lewej) i najmniej (po prawej) wrażliwych

Źródła: Refinitiv Eikon (wg na dzień 28 maja 2023 r.), Allianz Research

Wykres 5: Region Azji i Pacyfiku oraz Europa Środkowo-Wschodnia: 25 najbardziej (po lewej) i najmniej (po prawej) wrażliwychRegion Azji i Pacyfiku oraz Europa Środkowo-Wschodnia 25 najbardziej (po lewej) i najmniej (po prawej) wrażliwych

Źródła: Refinitiv Eikon (wg na dzień 28 maja 2023 r.), Allianz Research

Spadek zysków powinien stać się bardziej widoczny jesienią, kiedy Allianz Trade spodziewa się pełnej transmisji rosnących stóp procentowych. W trakcie jednego z najbardziej gwałtownych cykli zacieśniania polityki pieniężnej w historii, coraz bardziej widoczne są napięcia związane z płynnością, ponieważ warunki kredytowania gwałtownie się pogarszają zarówno w Stanach Zjednoczonych, jak i w Europie. Stopy procentowe kredytów bankowych wzrosły szybciej w USA (z niskiego poziomu 3,25% do 8% w kwietniu 2023 r.) w porównaniu ze strefą euro: +200 pb we Francji do 3,5%, +230 pb do 4,2% w Niemczech, +250 pb do 4,2% % we Włoszech i +260 pb do 4,6% w Hiszpanii, stan na marzec 2023 r. Wzrost stóp procentowych zwiększa presję na rentowność. Obliczamy, że równowartość pełnego wzrostu kosztów finansowania od 2022 roku wynosi powyżej -7 pp wartości dodanej brutto w Hiszpanii, ponad -6 pp we Włoszech i Francji, -4,5 pp w Niemczech i blisko -4 pp w USA (przy innych czynnikach niezmienionych).

Wykres 6: Wpływ rosnących stóp procentowych na marże, pp nadwyżki operacyjnej brutto 

Wpływ rosnących stóp procentowych na marże
Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Handel detaliczny był historycznie najmniej rentownym sektorem i warunki rynkowe utrzymają ten stan. Sektor detaliczny był najmniej rentowny ze wszystkich sektorów, z 10-letnią historyczną średnią marżą operacyjną na poziomie 4,2% dla handlu detalicznego towarami pierwszej potrzeby i 7,5% dla handlu detalicznego dobrami luksusowymi (w porównaniu ze średnią globalną dla wszystkich branż wynoszącą 15,9%). I nie ma oznak poprawy: z jednej strony zmieniły się wzorce konsumpcji, a konsumenci wolą wydawać na doświadczenia zamiast na rzeczy. Z drugiej strony, niedawny spadek siły nabywczej konsumentów wywołał silną konkurencję cenową między sprzedawcami detalicznymi, co z kolei doprowadziło do dalszego pogorszenia marż tego sektora. Wykres 7 pokazuje, że poza nieruchomościami handel detaliczny artykułami podstawowymi i dobrami luksusowymi to sektory, które najbardziej odnotowały spadek rentowności w ostatnich latach. W szczególności Europa odnotuje największe pogorszenie marży na handlu detalicznym dobrami luksusowymi, ponieważ oczekuje się, że jego średnia marża operacyjna spadnie do 5,2% w 2023 r. w porównaniu z historyczną stopą marży na poziomie 6,0%.

Wykres 7: Poprawa[6] (lub pogorszenie) pod względem marż operacyjnych według sektorów, USA (oś x) a Europa (oś y)Poprawa (lub pogorszenie) pod względem marż operacyjnych według sektorów

Źródła: Bloomberg (wg stanu na dzień 31 maja 2023 r.), Allianz Research

[1] Panel 21 tys. firm zlokalizowanych w gospodarkach rozwiniętych (55%), w szczególności w Europie Zachodniej (14%), USA (13%) i Japonii (12%) oraz na rynkach wschodzących (45%), w szczególności w Chinach (22%) i prowadzących działalność we wszystkich sektorach poza finansami/ubezpieczeniami: budownictwo (12%), komputery i telekomunikacja (10%), oprogramowanie i usługi IT (9%), usługi B2B (8%), maszyny i urządzenia (7%) , chemia (7%), farmaceutyka (6%), metale (6%), energia (5%), branża rolno-spożywcza (5%), elektronika (4%), motoryzacja (4%), handel detaliczny (3%), sprzęt gospodarstwa domowego (3%), transport (3%), tekstylia (2%), usługi B2C (2%), hotele/restauracje/turystyka (2%), papier (1%) i sprzęt transportowy (1%).

[2] Dźwignia netto = (długoterminowe zadłużenie finansowe + krótkoterminowe zadłużenie finansowe – środki pieniężne i ich ekwiwalenty) / kapitał własny ogółem; w %; im niższa, tym lepsze ogólne pokrycie zobowiązań z tytułu zadłużenia netto.

[3] Pokrycie kosztów odsetek = EBITDA / koszt odsetek w latach, gdzie EBITDA oznacza zysk przed odsetkami, podatkami, amortyzacją; im wyższe, tym lepsza zdolność do pokrycia kosztów odsetek.

[4] Współczynnik przepływów pieniężnych z działalności operacyjnej = (długoterminowe zadłużenie finansowe + krótkoterminowe zadłużenie finansowe) / przepływy pieniężne z działalności operacyjnej, w latach; im bliżej 0, tym lepsza zdolność do pokrycia zobowiązań dłużnych.

[5] Sektory są uszeregowane według malejącej wrażliwości na podstawie ich średniego rankingu dla sześciu wskaźników: zadłużenie netto (poziom 2022 + zmiana 2022/2021), operacyjny współczynnik przepływów pieniężnych (poziom 2022 + zmiana 2022/2021), pokrycie kosztów odsetek (poziom 2022) + zmiana 2022/2021). Średnie wartości dla sektorów z ponad 5 firmami giełdowymi. Z wyłączeniem sektorów z brakującym wskaźnikiem 1+.

[6] Poprawa to dodatnia różnica między oczekiwaną stopą marży operacyjnej każdego sektora (w perspektywie następnych 12 miesięcy) a historyczną stopą marży operacyjnej (średnia z poprzednich 10 lat)

Pozytywne prognozy dla rynku energii elektrycznej na drugi kwartał 2023 r.

  • W kwietniu, podobnie jak w marcu, na ceny na rynku energii elektrycznej w decydujący sposób wpłynęły odnawialne źródła energii.
  • Na rynku gazu odnotowaliśmy spadek cen, który trwa już czwarty miesiąc z rzędu.
  • W najbliższym czasie istotnie zmieni się prawo energetyczne.

Zmiany prawne – co nas czeka

W kwietniu Rada UE przyjęła przepisy reformujące system handlu emisjami (EU ETS). Pięć aktów prawnych, które składają się na pakiet „Fit for 55” ma pomóc Unii Europejskiej w ograniczeniu emisji gazów cieplarnianych w dodatkowych sektorach gospodarki. Nowe podejście oznacza przede wszystkim bardziej ambitne cele środowiskowe. Wytyczne zakładają zmniejszenie emisji gazów do 2030 roku o 62 proc. w stosunku do roku 2005. Powstanie specjalny fundusz (Społeczny Fundusz Klimatyczny), z którego wsparcie otrzymają odbiorcy wrażliwi. Dodatkowo nowe przepisy zakładają wprowadzenie podatku granicznego. Ma on zmniejszyć poziom utraty konkurencyjności europejskiego przemysłu, która wynika z dodatkowych kosztów związanych z emisją CO2 i dotyczy importu produktów w branżach wysokoemisyjnych.

W Polsce Rada Ministrów przyjęła projekt nowelizacji ustawy o OZE. Ma on zapewnić wsparcie rozwoju źródeł odnawialnych. Najważniejsze propozycje dotyczą przede wszystkim zachęty dla inwestorów, którzy zdecydują się na budowę instalacji do wytwarzania biometanu oraz rozbudowę istniejących sieci gazowych umożliwiających zatłaczanie biometanu. Projekt przewiduje też wsparcie rozwoju OZE w budynkach wielolokalowych i wprowadzenie tzw. prosumenta lokatorskiego[1]. Nowe przepisy zakładają usprawnienia dla klastrów energii.

Okiem eksperta

W kwietniu na krajowym rynku energii elektrycznej obserwowaliśmy zmienne notowania. Na początku miesiąca ceny energii elektrycznej wzrosły z powodu droższych uprawnień do emisji, gazu i wpływu czynników pogodowych. Najwyższe ceny notowano 11 kwietnia, a później zaczęły one spadać. Było to spowodowane słabszym popytem na energię i większą produkcją z odnawialnych źródeł. Spadek cen na rynku uprawnień do emisji rozpoczął się niemal na dwadzieścia dni przed ostatecznym terminem rozliczenia uprawnień za zeszły rok. Słabnący popyt sprawił, że odwrócił się trend, a wizja ponownego przekroczenia poziomu 100 EUR/t zniknęła.

Pozytywnie, z punktu widzenia bezpieczeństwa dostaw, wygląda sytuacja na rynku gazu. Ceny tego surowca utrzymują się na niskim poziomie, co pozwala na uzupełnienie źródeł odnawialnych przez bardziej elastyczną i znacznie mniej emisyjną produkcję energii elektrycznej z gazu. Coraz niższe zapotrzebowanie na ten surowiec pogłębiło spadki cen w europejskich hubach. Sytuację poprawiają też większe dostawy skroplonego paliwa do Europy. Z kolei spadek eksportu gazu z Norwegii rynek przyjął ze spokojem. Brak presji ze strony Azji dodatkowo wspiera rynki.

[1] prosumentów energii odnawialnej wytwarzających energię na potrzeby części wspólnej budynku wielolokalowego

RPP bez zmian. Australia zaskakuje, Kanada zdecyduje dziś

Dziś o 15:00 czasu lokalnego odbędzie się konferencja prasowa prezesa Narodowego Banku Polskiego. Zgodnie z oczekiwaniami stopy procentowe pozostały wczoraj bez zmian, a komunikat również nie pokazał nic nowego. Dzisiejsze wystąpienie będzie głównym punktem zainteresowania rynku i możemy spodziewać się raczej gołębiego tonu, wspieranego przez niższą niż oczekiwano inflację za maj. Jeśli otrzymamy jakieś przesłanki możliwego cięcia stóp jeszcze w tym roku, złoty może stracić na wartości.

Za nami już dziewiąte posiedzenie, kiedy RPP nie zmienia parametrów swojej polityki monetarnej. Wysoki poziom stóp procentowych w Polsce (6,75 proc. referencyjna) jest utrzymywany dłużej niż w poprzednich cyklach. Komunikat nie zmienił się. Oczywiście podkreślono majowy spadek inflacji. Wskazano również, że silny złoty będzie dodatkowym czynnikiem dezinflacyjnym. Rada zaznaczyła, że uzależnia swoje kolejne decyzje od danych makro. Złoty po decyzji umocnił się. EUR/PLN spadł z 4,4940 i zbliżył się do 4,47. Dziś rano kurs ponownie zniżkuje i wyznacza nowe wielomiesięczne minima, co jest po części pokłosiem wzrostów głównej pary walutowej.

Do przyszłotygodniowych decyzji Fed i EBC jeszcze pozostało trochę czasu. W tym tygodniu natomiast o polityce monetarnej decydują inne podmioty. Wczoraj zaskoczył Bank Rezerw Australii, który podniósł koszt pieniądza o 25 pb do poziomu 4,1 proc. Sama decyzja była mocno „jastrzębia”. Dodatkowo doszedł dość jasny przekaz, że realne są dalsze ruchy w górę, wszystko po to, aby sprowadzić inflację do celu „w rozsądnych ramach czasowych”. Widać postawę wysokiej determinacji instytucji do walki z wysokimi cenami.

W kwietniu inflacja w Australii wyniosła 6,8 proc. w relacji rok do roku co oznacza, że wciąż jest daleka od celu banku centralnego. W tym momencie AUD będzie bardziej wrażliwy na napływające dane, bo to od nich będą zależeć kolejne decyzje RBA. Kurs AUDUSD (0,6670) od kilku sesji wykonuje ruch w górę i ponownie znajduje się nad poziomem horyzontalnym wyznaczonym przez minima z kwietnia, marca 2023 roku oraz listopada 2022. Kurs zbliża się jednocześnie do oporu jakim jest linia trendu spadkowego poprowadzona przez szczyty z lutego oraz maja tego roku.

Przy braku istotnych danych z Europy oraz USA uwaga inwestorów rynku walutowego powinna być skupiona na tym, co zrobi dziś Bank Kanady, który znacznie wcześniej niż inne instytucje wstrzymał cykl podwyżek. Od stycznia utrzymywany jest stały pułap 4,5 proc. Inflacja jednak nie daje za wygraną, rynek pracy jest wciąż mocno napięty a gospodarka spowalnia, choć w umiarkowany sposób. Te czynniki sugerują, że stopy procentowe mogą wzrosnąć. Rynek daje w tym momencie ok. 45 proc. szans na kolejny ruch o 25 pb. Moim zdaniem bardziej jednak realne jest utrzymanie stóp na tym samym poziomie oraz zastosowanie jastrzębiego komunikatu przez instytucję, aby pokazać, że BoC wciąż walczy z „drożyzną” ale w tym momencie nadal czeka na efekty dokonanego już zacieśniania monetarnego.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Kryzys energetyczny nadal trwa. Polska radzi sobie, ale ceny rosną, a przed nami kolejny sezon grzewczy

Kryzys energetyczny trwa, choć nie skończył się zapaścią – co było możliwe tylko ze względu na ciepłą zimę. Polska poradziła sobie z dywersyfikacją dostaw różnych paliw z innych rynków. Pewne przejściowe problemy wystąpiły z dystrybucją węgla, były też wyzwania związane ze sprowadzeniem gazu spoza Rosji. Ale mimo to Unia Europejska jako całość zdała egzamin. Zdołała także obniżyć zużycie energii oraz gazu o kilkanaście procent. I było to możliwe m.in. dlatego, że zanotowano wyjątkowo wysokie temperatury – np. na Sylwestra 20 stopni na Podlasiu. Luty był jednym z najcieplejszych miesięcy sezonu grzewczego. Był cieplejszy niż kwiecień.

– I to wszystko razem spowodowało, że daliśmy sobie radę w tym sezonie grzewczym. Ale każdy może spojrzeć na swój rachunek za energię elektryczną i gaz, by przypomnieć sobie o kryzysie energetycznym – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Ceny nieco spadły, już nie są tak rekordowe jak tuż po inwazji Rosji na Ukrainę. Natomiast nadal są w przypadku gazu dwa razy wyższe. W przypadku energii elektrycznej na giełdzie też kilka razy wyższe niż przed kryzysem energetycznym. I tylko różne subsydia, które są finansowane z budżetu – czyli z naszych pieniędzy – pozwalają mrozić ceny energii i gazu po to, żebyśmy tak mocno nie czuli kryzysu. Ale on z nami jest. A przed nami następny sezon grzewczy – przestrzega Jakóbik.

Jak zapowiada się 2023 w mieszkaniówce? Deweloperzy odpowiadają

Jaki, w ocenie deweloperów, będzie ten rok na rynku mieszkaniowym? Jaki jest poziom popytu na nieruchomości? Czy do sprzedaży będą wchodzić nowe projekty? Czy deweloperzy będą odmrażać inwestycje? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

Wzrosty wyników sprzedaży deweloperów w pierwszych miesiącach tego roku świadczą o poprawie nastrojów po stronie kupujących. Nasz zaplanowany na początku tego roku cel sprzedaży to 1450-1650 mieszkań, czyli poziom porównywalny do sprzedaży ubiegłorocznej. Na ten moment rynek jest silniejszy od naszych założeń. Powinno to pozwolić nam na dalsze zwiększanie udziału firmy w rynku mieszkaniowym. Dodatkowo, zakładamy podpisanie umów dotyczących realizacji projektów PRS i sprzedaż funduszom nawet kilkuset lokali.

W tym roku zamierzamy wprowadzić do oferty i rozpocząć budowę 1850-2050 mieszkań. Będą to, zarówno kolejne etapy realizowanych inwestycji, jak np. Aleje Praskie w Warszawie, Grzegórzecka 77 w Krakowie czy Ceglana Park w Katowicach, jak również premierowe projekty w nowych lokalizacjach. Na gruntach znajdujących się w naszym portfolio możemy zbudować około 8000 mieszkań. Uważnie obserwujemy rynek i dostosowujemy podaż do zainteresowania oraz możliwości zakupowych klientów.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal

Nasz scenariusz bazowy na ten rok zakłada podobną do ubiegłorocznej liczbę kontraktacji. Dla bezpieczeństwa nie uwzględniamy w tej prognozie efektu programów rządowych, które jednak mogą pozytywnie wpłynąć na wyniki branży. W jakim to będzie stopniu przekonamy się w drugiej połowie roku.

Nowe inwestycje wprowadzamy zgodnie z przyjętym planem. W tym roku uruchomiliśmy już sprzedaż kilku inwestycji: Naramowice Odnova w Poznaniu (ok. 500 mieszkań), Ogrody Andersa w Gliwicach (I etap, ok. 115 mieszkań), a w Łodzi IV etap inwestycji Nowe Miasto Polesie. W przygotowaniu mamy trzyetapowe osiedle przy ulicy Piotrkowskiej w Łodzi oraz II etap inwestycji SKY+ w Katowicach.

Cezary Grabowski, dyrektor sprzedaży i marketingu Bouygues Immobilier Polska

Z optymizmem patrzymy na ten rok. Pierwsze miesiące to dla nas kilkudziesięcioprocentowe wzrosty sprzedaży, z których jesteśmy dumni. Nasze nowe osiedla w Warszawie – Lumea 2, M Bemowo czy Nova Talarowa cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Budowa naszych osiedli prowadzona jest w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu i Gdyni. Żadna inwestycja nie była przez nas wstrzymywana, a generalni wykonawcy intensywnie pracują przy naszych projektach.

W drugiej połowie roku planujemy wprowadzać do sprzedaży kolejne projekty. To blisko 400 mieszkań w czterech osiedlach – trzech na warszawskim Bemowie i jednym na Pradze. Zgodnie z zakładanym przez nas harmonogramem ich budowa rozpocznie się w 2024 roku.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Ten rok zaczyna zapowiadać się interesująco. Rozważamy uruchomienie aż 3 projektów, które pierwotnie mieliśmy rozpocząć w ubiegłym roku.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Wkrótce uruchomimy trzy inwestycje na warszawskiej Białołęce. W dwóch z nich zastosujemy ekorozwiązania, zapewniające niższe opłaty za energię, ogrzewanie oraz ciepłą wodę, dzięki pompom ciepła i instalacji systemu fotowoltaicznego. Inwestycja, którą uruchomimy w najbliższym czasie to kameralne osiedle przy ulicy Berensona. Trzykondygnacyjne budynki zbudowane będą w technologii modułowej, przyjaznej dla środowiska i dla mieszkańców. Do budowy zastosowane będą naturalne, podlegające recyklingowi materiały.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Patrzymy z dużym optymizmem na cały 2023 roku. Pierwsze miesiące pokazują dynamiczny wzrost sprzedaży mieszkań. Udało nam się wprowadzić do sprzedaży kilka nowych inwestycji, które cieszą ogromnym zainteresowaniem ze strony klientów. W planach mamy wprowadzenie kilka kolejnych projektów w Warszawie.

Eyal Keltsh, prezes zarządu Grupy Robyg

Rok 2023 będzie z pewnością wymagający dla całej gospodarki, także w sektorze budownictwa mieszkaniowego. Dlatego stawiamy na budowę synergii w ramach dużej, silnej Grupy TAG Immobilien. Dzięki temu mamy mocną pozycję, duży bank ziemi, komplementarne działalności i możemy ze spokojem przygotować się na trudniejszy czas w gospodarce. Niezależnie od tego mamy nadzieję, że zarówno rządzący, jak i sektor finansowy skupią się na budowaniu dostępności finansowania, bo popyt na mieszkania w Polsce jest bardzo duży, a główną przeszkodą jest brak możliwości zaciągnięcia kredytu. Wprowadzamy do sprzedaży nowe etapy i projekty zgodnie z planem, jedyną barierą są tu nadal zbyt wolne procedury administracyjne. To jest obszar do poprawy, bo dzięki temu zwiększy się podaż na rynku.

Boaz Haim, prezes Ronson Development

Nasze prognozy dotyczące 2023 roku jak na razie się sprawdzają. Spodziewaliśmy się znacznej poprawy nastrojów konsumenckich i rzeczywiście tak się stało. Pokazują to nasze wyniki sprzedażowe za pierwszy kwartał tego roku i wzrosty o ponad 50 proc. względem czwartego kwartału 2022 roku.

Cały ubiegły rok potraktowaliśmy jako czas przygotowań na odbicie rynkowe. Kupiliśmy 12 nowych działek, a nasz bank ziemi jest zabezpieczony na 5 479 lokali (w tym 578 jednostek jest dedykowanych segmentowi PRS oraz 1 910 jednostek w trakcie budowy). Stworzyliśmy portfolio projektów z gotowymi pozwoleniami na budowę, które będziemy uruchamiać w tym roku. Będą to kolejne etapy projektów Viva Jagodno, Miasto Moje, Ursus Centralny oraz Nowe Warzymice w Szczecinie. Dodatkowo złożyliśmy wnioski o pozwolenia na budowę w zupełnie nowych lokalizacjach – na warszawskim Dolnym Mokotowie, gdzie chcemy ruszyć z inwestycją Zielono Mi oraz na poznańskim Grunwaldzie, gdzie powstanie nowe osiedle domów.

Justyna Hamrol-Wasielewska, dyrektor sprzedaży Eiffage Immobilier Polska

Nasze inwestycje odzwierciedlają potencjał miejsca, w którym się znajdują i są wyborem, zarówno dla klientów docelowych, jak i inwestorów, dlatego nasza strategia opiera się o projektowanie inwestycji w prestiżowych lokalizacjach w największych miastach Polski. Widzimy, że nasze apartamenty cieszą się dużą popularnością, dlatego rozwijamy naszą działalność, zarówno w stolicy jak i na rynkach lokalnych. W planach w tym roku mamy wprowadzenie drugiej inwestycji w Poznaniu, zlokalizowanej blisko centrum. Ogłosimy także nowy projekt w stolicy Dolnego Śląska, a na przełomie czerwca i lipca uruchomimy regularną sprzedaż naszej inwestycji na Pradze w Warszawie.

Piotr Ludwiński, dyrektor ds. Sprzedaży i Obsługi Klientów w Archicom

W odpowiedzi na okoliczności rynkowe zaistniałe w 2022 roku wdrożyliśmy nowy status inwestycji, polegający na pełnej gotowości do wprowadzenia mieszkań do sprzedaży. Dzięki temu w okresie zmniejszonego popytu mogliśmy bez zmian kontynuować założoną strategię, unikając podejmowania raptownych decyzji biznesowych czy też zamrażania projektów. W związku z tym jesteśmy dziś gotowi na to, aby sprawnie uruchamiać kolejne etapy inwestycji, jednak uzależniamy to od sytuacji na rynku. Bacznie ją obserwujemy i cierpliwie czekamy na sygnał ze strony potencjalnych nabywców. To na podstawie realnego zapotrzebowania deklarowanego przez klientów oceniamy, czy rynek jest gotowy na wprowadzenie kolejnych inwestycji. Z całą pewnością, gdy nastąpi odpowiedni moment dostarczymy na rynek mieszkania odpowiadające oczekiwaniom i potrzebom nabywców.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

W 2023 roku zauważamy zwiększony ruch na rynku mieszkaniowym, jednak prognozujemy, że ten rok przyniesie raczej stabilizację sytuacji w branży – aż do 2024 roku, kiedy nastąpi odbicie. Lokale będą kupować głównie klienci gotówkowi, którzy chcą wykorzystać mieszkania w celach inwestycyjnych, aby uchronić pieniądze przed inflacją i zabezpieczyć swoją przyszłość.

Popyt na rynku z pewnością pobudzi program „Pierwsze Mieszkanie”, który wspiera młode osoby do zakupu własnego lokum. W związku z rządowymi dopłatami prognozujemy zwiększoną sprzedaż kompaktowych mieszkań dwupokojowych o niedużym metrażu. Prognozujemy, że będzie wzrastać zapotrzebowanie na budowę eko osiedli i typu inwestycji mixed-use.

Nie planujemy przestojów w rozwoju. Nadal inwestujemy w osiedle Miasteczko Jutrzenki, oddajemy do użytku mieszkańcom kolejne lokale i w najbliższym czasie ruszamy z budową kolejnego etapu — Dzielnicy Lawendy. Na warszawskiej Białołęce planujemy rozpocząć budowę inwestycji My Forest, osiedla z niską zabudową i prywatnym lasem dostępnym tylko dla mieszkańców oraz projektu My River, która usytuowana jest nad rzeką.

Dariusz Nagórski, dyrektor ds. inwestycji Aria Development

W przygotowaniu mamy duży projekt w Legionowie oraz pracujemy nad rozwojem naszej oferty w Wieliszewie. Ze względów proceduralnych nie jest możliwe wprowadzenie nowych inwestycji od zaraz. Uzyskanie pozwolenia budowalnego, kontraktowanie podwykonawców oraz zaplanowanie marketingu i sprzedaży to proces, który zajmuje wiele miesięcy. Ten rok oceniamy pozytywnie i wydaje się, że w związku z rządowymi programami, sprzedaż powinna się utrzymać na stabilnym poziomie.

Damian Tomasik, założyciel Alter Investment

Z perspektywy początku roku widać, że bardzo szybko wrócił optymizm na rynku, a notowana sprzedaż pozwala patrzeć optymistycznie na kolejne miesiące. Obecnie widać, że klientom brakuje wyboru mieszkań na rynku i jedyną możliwością sprostania rosnącemu popytowi będzie wprowadzanie do oferty nowych inwestycji.

Z naszych projektów w najbliższych miesiącach do sprzedaży trafi inwestycja przy ulicy Jabłoniowej w Gdańsku, którą sprzedamy deweloperowi w celu realizacji przez niego kompleksu budynków mieszkalnych. Drugim projektem, który w najbliższym czasie zamierzamy wprowadzić na rynek jest atrakcyjnie zlokalizowana inwestycja w Olszewniku k. Jezioran. Na koniec roku spodziewamy się też gotowego do wprowadzenia na rynek projektu przy Madalińskiego w Gdańsku, dla którego wkrótce uzyskamy pozwolenie na budowę.

Marcin Michalec, CEO Okam

Rok 2023 rozpoczął się dla nas pozytywnie. W pierwszym kwartale odnotowaliśmy duże zainteresowanie naszymi inwestycjami mieszkaniowymi. Satysfakcjonująca dynamika sprzedaży na lokalnych rynkach, na których jesteśmy obecni, pozwala rozwijać, a także uruchamiać kolejne etapy projektów w Łodzi, Katowicach i Warszawie. W trakcie planowania jest kolejny etap inwestycji Strefa PROGRESS w Łodzi. W stolicy województwa łódzkiego przed nami również drugi projekt mieszkaniowy przy ulicy Dowborczyków.

Niedawno na stołecznym rynku ruszyliśmy również z budową CITYFLOW. W pierwszym etapie inwestycji przewidzianych jest ponad 300 mieszkań, a dalej przed nami wieloletni, kompleksowy projekt na Żeraniu. Z kolei w Katowicach realizujemy kolejne etapy inwestycji INSPIRE w Dolinie Trzech Stawów.

Wielka rekrutacja pracowników sezonowych. Najbardziej brakuje ludzi do pracy w gastronomii, do sprzątania oraz… animatorek zabaw dla dzieci

– Mniej chętnych do pracy i mniejsze stawki niż w roku 2023. Tak krótko można podsumować gorączkę rekrutacyjną nad polskim morzem w tym sezonie – mówi Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy z firmy IDEA HR Group. Nad polskim morzem sezon tak naprawdę dopiero się rozkręca. Najpilniej pracowników poszukują obecnie lokale gastronomiczne, hotele i pensjonaty oraz obiekty prowadzące handel pamiątkami. – W tym roku widzimy dużo więcej niż w roku ubiegłym ofert pracy dla osób sprzątających oraz, co ciekawe, dla animatorek zabaw dla dzieci – dodaje Anna Sudolska.

„Pracownicy sezonowi szukają wysokich stawek i dobrego komfortu pracy”

Rekrutacyjne szaleństwo nad polskim morzem nie jest niczym zaskakującym. W maju i czerwcu pracowników szuka niemal każdy hotel, lokal gastronomiczny czy obiekt handlowy prowadzący działalność handlową nad morzem. Niektóre firmy rekrutowały już wczesną wiosną. Inni postanowili rozpędzać działalność dopiero w długi czerwcowy weekend, gdzie można liczyć na tłumy w kurortach nadmorskich.

– Ofert pracy jest jeszcze więcej niż w latach ubiegłych. Martwi brak chętnych pracowników. Zauważamy, że w tym roku jest jeszcze większy odwrót od pracy sezonowej niż w latach ubiegłych. W poprzednie wakacje mieliśmy dużo pracownic z Ukrainy chętnych do podjęcia pracy, było więcej studentów i studentek. Ogólnie można odnieść wrażenie, że rok temu inflacja i wojna mobilizowały do dorabiania w sezonie letnim. Póki co, widzimy odwrót od tej tendencji. Inna sprawa, że tok temu oferty z restauracji dla kucharzy powyżej 15 tysięcy złotych brutto były codziennością. Obecnie tak wysokich stawek prawnie nie ma – mówi Anna Sudolska.

Brak pracowników sezonowych odczuwalny jest szczególnie mniejszych miejscowościach nadmorskich jak np. Sarbinowo, Grzybowo, Międzywodzie czy Pustkowo.

– Z małych miejscowości pracownicy sezonowi uciekają do Świnoujścia czy Międzyzdrojów, a z tych większych do kurortów po niemieckiej stronie. W przypadku pracy sezonowej o tym, czy pracownik zdecyduje się podjąć pracę decyduje kilka czynników: ilość godzin do przepracowania, stawka i zakwaterowanie. Uświadamiamy przedsiębiorców, szczególnie restauratorów, że nie ma obecnie już takiej możliwości, by kucharz chciał pracować całe wakacje po 16 godzin na dobę – dodaje Anna Sudolska.

W tym sezonie na sprzątaniu zarobisz więcej niż na gotowaniu

Kto nad morzem zarobi najwięcej? Oczywiście wspomniani wcześniej kucharze. Tutaj oferty mogą sięgać kilkunastu tysięcy złotych, w zależności od doświadczenia. Mniej zarobią kelnerki i pomoce kuchenne. Jeszcze mniejsze stawki występują w handlu nadmorskim, gdzie oferty miesięczne wahają się od 4 do 6 tysięcy złotych.

– Oferty są niższe niż w latach ubiegłych, ale wynika to z sytuacji przedsiębiorców, którzy również zostali mocno dotknięci inflacją i sytuacją gospodarczą. Trzeba się więc liczyć z tym, że to nie będzie tak, jak w latach ubiegłych, gdzie każda stawka zasugerowana przez pracownika była spełniana. Widzimy, że tutaj zarówno hotele jak i gastronomia i handel są w tym temacie dużo ostrożniejsze – mówi Anna Sudolska, ekspertka rynku pracy.

– Najbardziej brakuje osób do sprzątania. O ile w gastronomii stawki spadły, tak tutaj zdarzają się oferty z hoteli, gdzie stawka godzinowa sięga nawet 70 złotych brutto za godzinę – mówi Sudolska.

– Bardzo brakuje także ratowników wodnych, pracowników do dyskontów spożywczych czy animatorek zabaw dla dzieci. Tutaj stawki również są wyższe niż przed rokiem – dodaje ekspertka.

Bain&Co.: Do 2030 r. połowa zysków sieci detalicznych pochodzić będzie spoza działalności handlowej

Do 2030 roku połowa zysków i ponad jedna trzecia przychodów sieci detalicznych pochodzić będzie spoza działalności handlowej, przewidują eksperci firmy doradczej Bain & Company. W obliczu ograniczonej możliwości wzrostu, sieci handlowe coraz częściej szukają nowych źródeł przychodów w takich obszarach jak reklama, sprzedaż danych czy usługi finansowe. 

Obecnie zaledwie 10 proc. przychodów i zysków sieci detalicznych jest generowana przez działalność inną niż podstawowa aktywność handlowa. Do końca dekady te proporcje mają jednak ulec radykalnym zmianom. W oparciu o analizę modeli biznesowych detalistów z 18 krajów, eksperci Bain & Company szacują, że działalność pozahandlowa będzie odpowiadać za 50 proc. zysków i 35 proc. przychodów. Prognoza dotyczy zarówno firm działających w kanale offline jak i online.

– Rozwój pozahandlowych gałęzi biznesu w najbliższych latach może być dla detalistów remedium na wzrost kosztów czy bardzo dynamiczną sytuację konkurencyjną – mówi Patryk Rudnicki, partner w Bain & Company. – Umiejętność rozwinięcia nowych źródeł przychodów w oparciu o posiadane już aktywa będzie kluczowa w odniesieniu sukcesu i zdobyciu pozycji na rynku oraz pozwoli na znaczący wzrost zysków ze względu na wysoką rentowność działalności pozahandlowej.

W porównaniu do innych branż, handel detaliczny charakteryzuje się stosunkowo niską, często jednocyfrową, rentownością i w opinii ekspertów Bain & Company, nie ma obecnie przesłanek, by znacząco wzrosła ona w najbliższych latach. Tworzenie dodatkowych źródeł przychodów staje się istotnym elementem stabilizowania wyników finansowych.

Wartość rynku handlu detalicznego będzie rosła, ale marże pozostają niskie. Wyzwanie to dotyczy szerokiej grupy detalistów oraz każdego kanału sprzedaży – dodaje Patryk Rudnicki. – Tymczasem rentowność usług dodatkowych, jakie mogą oferować sieci handlowe w oparciu o swoje zasoby, może sięgać nawet 30 proc.

Sieci handlowe zaczynają już wykorzystywać swoje unikalne zasoby do oferowania nowych usług. Przykładem może być udostępnianie producentom przestrzeni reklamowej we własnych kanałach kontaktu z klientami (tzw. retail media). Jak wynika z badania Bain & Company, aż 59 proc. dostawców uważa, że reklama na stronach internetowych lub w aplikacjach sklepów pozwala na skrócenie dystansu między przekazem reklamowym a miejscem zakupu, jak również daje możliwość precyzyjnego targetowania i personalizacji oferty.

Na rynku amerykańskim sieć Walmart, której sklepy i stronę internetową odwiedza tygodniowo 230 mln klientów, aktywnie rozwija działalność reklamową. Jej roczne przychody wynoszą obecnie już 2,7 mld dolarów. Również francuski Carrefour pracuje nad zwiększeniem przychodów ze sprzedaży reklamy, oferując dostęp do 80 mln klientów i danych dotyczących 8 mld transakcji.

Detaliści działający w tradycyjnych kanałach podążają za przykładem platform internetowych, które są liderami monetyzacji danych o klientach i rozwoju biznesu reklamowego. Szacowany zysk platformy e-commerce Alibaba z działalności retail media wyniósł w ubiegłym roku 18 mld dolarów i stanowił niemal trzy czwarte całego zysku firmy. Na rynku amerykańskim liderem pod względem skali i poziomu zaawansowania usług reklamowych jest Amazon, którego globalne zyski z tej działalności szacuje się na niemal 13 mld dolarów.

Klienci korzystający z usług reklamowych platform internetowych cenią sobie jakość danych o zachowaniach zakupowych klientów – od danych demograficznych, historii wyszukiwania, po zawartość koszyka, informacje o lokalizacji czy używanym sprzęcie. Unikalną korzyścią, jaką mogą zaoferować kanały mediowe detalistów, jest szczegółowa ocena zwrotu z inwestycji – nie tylko w postaci liczby wejść na stronę i dotarcia do wybranych grup zakupowych, ale również dokonanych zakupów.

Rozwiązania i usługi spoza głównego obszaru działalności sieci handlowych kierowane są zarówno do klientów indywidualnych jak i biznesowych. Oprócz reklamy i usług finansowych, obejmują również usługi medyczne, telekomunikacyjne czy turystykę.

Korzystając z silnej marki, sieci handlowe mogą z powodzeniem wchodzić w nowe obszary działalności, jak na przykład usługi finansowe, w których zaufanie jest kluczowe dla klienta – mówi Patryk Rudnicki.

Raport Bain & Company nt. sektora detalicznego dostępny jest na stronie:

https://www.bain.com/insights/how-engine-2-expansion-can-power-the-future-of-retail/

Polacy najczęściej robią zakupy w piątki. Soboty coraz mniej oblężone

Jak wynika z najnowszego badania, sklepy convenience cieszą się największym ruchem w ciągu całego dnia. Do tego wygrywają z innymi formatami o porankach. Jednak, podobnie jak supermarkety, są najbardziej oblegane o godz. 16.00. Z kolei 17.00 należy do dyskontów, a 18.00 – do hipermarketów, które są wybierane głównie wieczorami. Za to najpopularniejszym dniem robienia zakupów nie jest już sobota, ale piątek. Eksperci komentujący wyniki zwracają uwagę na to, że od czasu wprowadzenia niedzielnego zakazu handlu, a następnie wskutek pandemii sobotnie zakupy wyraźnie tracą na znaczeniu. I przewidują, że ten trend utrzyma się w tym roku. Wyjątkiem może być jedynie okres wakacyjny.

Popołudniowy pik

Sklepy convenience mają największy udział w ruchu w ciągu dnia. Od początku stycznia do połowy maja br. wyniósł on 44,2%, a rok wcześniej – 45,7%. Dyskonty zanotowały odpowiednio 28,9% i 27,8%, supermarkety – 19,6% i 18,8%, a hipermarkety – 7,3% i 7,6%. Tak pokazuje najnowsze badanie firmy technologicznej Proxi.cloud i platformy analityczno-badawczej UCE RESEARCH, które zostało oparte na obserwacji zachowań przeszło 1,1 mln konsumentów robiących zakupy w 33 tys. placówek handlowych w całym kraju.

– Sklepy convenience, zgodnie ze swoją misją, oferują klientom artykuły pierwszej potrzeby, a niektóre z nich – również małą gastronomię. Część konsumentów w tego typu placówkach zaspokaja impulsowe potrzeby zakupowe, które pojawiają się równomiernie w czasie całego dnia – wyjaśnia Andrzej Wojciechowicz, wieloletni praktyk rynkowy, a także ekspert Komisji Europejskiej.

Z badania również wynika, że przewaga convenience nad innymi formatami jest szczególnie widoczna od godz. 6.00 do 9.30. Tak zaobserwowano w obu ww. okresach badawczych. – To naturalna sytuacja, wynikająca z trybu życia konsumentów. Poranne zakupy są realizowane w bliskich i wygodnych sklepach. Konsumenci często kupują w nich wówczas produkty na śniadanie lub artykuły potrzebne w ciągu dnia. Czas na większe zakupy przychodzi najczęściej po pracy – stwierdza Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu (PIH).

Od godz. 16.30 do 21.30 największy ruch widać w hipermarketach. Zadaniem Mateusza Chołuja z Proxi.cloud, wynika to z tego, że są to sklepy wielkopowierzchniowe, w których zakupy zajmują znacznie więcej czasu niż w małych placówkach. – Wybór produktów spośród szerokiego asortymentu wymaga wcześniejszego zaplanowania. I na miejscu takie zakupy trwają dłużej – zauważa ekspert.

Ogólnie największy ruch w sklepach spożywczych widać od 16.00 do 18.00. W supermarketach i w placówkach convenience szczyt przypada o 16.00, w dyskontach – o 17.00, a w hipermarketach – o 18.00. – Sklepy convenience mogą być odwiedzane od razu po pracy, w celu uzupełnienia artykułów nagłej potrzeby, analogicznie jak o poranku. Popularność odwiedzin dyskontów o godzinie 17:00 wskazuje na to, że konsumenci wybierają się do nich specjalnie, np. już po powrocie do domu z pracy. Z kolei hipermarkety są odwiedzane najpóźniej. Tego typu sklepy znajdują się w dalszym położeniu. Konsumenci potrzebują więcej czasu, by do nich dotrzeć – mówi Iwona Kołodziejek z Proxi.cloud.

Piątek zastąpił sobotę

Według badania, Polacy najczęściej chodzą do sklepów w piątki. Tego dnia przeważnie odwiedzają dyskonty, supermarkety i sieci convenience. Na drugim miejscu są soboty, które głównie należą do hipermarketów. Takie tendencje zostały zaobserwowane w dwóch badanych okresach. – Dane wskazują na to, iż konsumenci w piątki wybierają mniejsze formaty, w tym bliskie i wygodne sklepy, ponieważ zakupy są realizowane po pracy, na ogół po południu. Wizyty w dużych placówkach, które wymagają więcej czasu, przekładane są na soboty – tłumaczy Maciej Ptaszyński.

Zdaniem eksperta z Proxi.cloud, na wybór piątku jako najbardziej popularnego dnia na zakupy wpływa niedziela niehandlowa. Konsumenci wychodzą z założenia, że w sobotę sklepy są najbardziej oblegane, bo większość Polaków wtedy nie pracuje i może jednocześnie spełnić swoje potrzeby zakupowe. I dlatego konsumenci wybierają się na zakupy w piątki po pracy, tworząc tego dnia większy tłok.

– Przesunięcie terminu zakupów w kontekście niehandlowych niedziel jest naturalne i przebiega symetrycznie. Robimy zakupy w piątki, bo nie chcemy na nie tracić czasu w weekend, który spędzamy coraz częściej aktywnie i w sposób zaplanowany. Sobota to z kolei dzień dla tych, którzy nie mogli w piątek zrobić zakupów lub planują je w większym wymiarze, również w galeriach lub parkach handlowych, gdzie znajdują się m.in. hipermarkety – dodaje Andrzej Wojciechowicz.

Z wcześniejszych badań wiadomo, że zaraz po wprowadzeniu niehandlowych niedziel największy ruch zaczął być widoczny w soboty. Potem, w czasie pandemii, rodacy szukali dni, w których byłoby w sklepach najmniej osób. I wówczas najczęściej robili zakupy we wtorki bądź czwartki. Gdy przestali czuć zagrożenie, postawili głównie na piątki i tak to już zostało.

– W nadchodzącym czasie wakacyjnym może to nieco inaczej wyglądać. Wielu osobom zmieni się rytm dzienny i tygodniowy. Jednak, jak co roku, sytuacja wróci do normy już w drugiej połowie sierpnia. I do końca roku pewnie nic w tej kwestii się nie zmieni – podsumowuje Mateusz Chołuj.

Honey Payment zapowiada debiut na NewConnect

Honey Payment wchodzi na kolejny poziom dojrzałości, przybliżając się do zapowiadanego giełdowego debiutu. To polski FinTech, który rozwija multiaplikację do prowadzenia finansów osobistych. Wspólnie z Maximus S.A. realizują umowę inwestycyjną, której celem jest debiut Honey Payment na NewConnect. Maximus S.A. zwołał na 30 czerwca 2023 r. Zwyczajne Walne Zgromadzenie, które zdecyduje o emisji akcji dla dotychczasowych wspólników Honey Payment, w zamian za 100% udziałów w tej spółce.

Dzięki transakcji Honey Payment będzie spółką notowaną na rynku NewConnect, a jego dotychczasowi wspólnicy zostaną głównymi akcjonariuszami notowanego podmiotu. Po ostatniej rundzie finansowania, w której firma pozyskała 11 mln zł, oraz tej transakcji połączenia, Honey Payment został wyceniony na 400 mln zł.

– Zwołane na koniec czerwca Walne Zgromadzenie to kolejny krok w drodze realizacji umowy inwestycyjnej. Wierzymy, że debiut na warszawskiej giełdzie pozwoli nam zwiększyć rozpoznawalność i transparentność, a w konsekwencji ułatwi konkurowanie na globalnym rynku o miano najlepszej multiplikacji finansowej – komentuje Grzegorz Szulik, prezes i założyciel Honey Payment.

Honey Payment to jest autorem aplikacji i narzędzi do prowadzenia finansów osobistych. Tworzy multiaplikację finansową, która pozwala użytkownikowi załatwiać wszelkie finansowe sprawy w jednym miejscu, oszczędzając jego czas i zwiększając wygodę. Spółka tym samym idzie w awangardzie rynkowych trendów w branży finansowej. Najważniejsza technologia Honey Payment to aplikacja DotBee, która ma ponad 500 tys. aktywnych użytkowników. Firma prowadzi również platformę MamBon oraz system ratalny LoanBy.link.

– Naszym celem jest dalsze skalowanie działalności i pozyskiwanie nowych klientów – zarówno w kraju, jak i ekspansja zagraniczna – zapowiada Grzegorz Szulik.

Zgodnie z projektami uchwał na Zwyczajne Walne Zgromadzenie, akcjonariusze Maximus S.A. 30 czerwca br. zdecydują o emisji 15,17 mln akcji serii D po cenie emisyjnej wynoszącej 21,68 zł za jedną akcję.

Tabliczki adresowe – dlaczego ich oświetlenie jest takie ważne?

Tabliczka adresowa to niezwykle istotny element każdej nieruchomości – pozwala ona na łatwą identyfikację budynku przez służby porządkowe, ratunkowe, pracowników poczty i urzędów oraz gości. Jednak równie ważne, co samo posiadanie tabliczki, jest jej odpowiednie oświetlenie. W tym artykule dowiesz się, dlaczego warto zainwestować w dobre oświetlenie tabliczki adresowej oraz jakie rozwiązania warto zastosować.

Tabliczka adresowa – jej posiadanie jest Twoim obowiązkiem

Posiadanie tabliczki adresowej na budynku to nie tylko kwestia estetyczna, ale również prawna. W Polsce obowiązują przepisy, które regulują zasady numeracji zabudowań oraz umieszczenia tabliczek z numerem. Spełnienie tych wymogów jest istotne zarówno dla właścicieli domów jednorodzinnych, jak i zarządców budynków wielorodzinnych czy biurowców.

W praktyce oznacza to, że tabliczka adresowa powinna być dobrze widoczna i czytelna z odpowiedniej odległości. Zaniedbanie tego obowiązku może nie tylko utrudniać orientację osobom odwiedzającym nieruchomość, ale także prowadzić do problemów z urzędami czy usługami pocztowymi.

Dlaczego oświetlenie tablicy adresowej jest tak ważne

Oświetlenie tabliczki adresowej pełni kilka kluczowych funkcji, które przekładają się na komfort i bezpieczeństwo mieszkańców oraz gości. Przede wszystkim pozwala na łatwe zlokalizowanie nieruchomości po zmroku. Bez odpowiedniego oświetlenia adresu, dostawcy, służby ratunkowe czy znajomi mogą mieć poważne problemy z szybkim dotarciem do celu.

Warto również pamiętać, że dobrze oświetlona tabliczka adresowa, tak samo jak zewnętrzne oświetlenie budynku, może działać odstraszająco na potencjalnych włamywaczy. Przestępcy wolą działać w miejscach słabo oświetlonych, gdzie mają większą szansę na uniknięcie wykrycia.

Jak oświetlić tabliczkę adresową

Jeśli chodzi o oświetlenie tabliczki z adresem, można zastosować kilka praktycznych rozwiązań:

  1. Tabliczki adresowe LEDgotowe i praktyczne rozwiązanie, które sprawdzi się zarówno na budynku, jak i na ogrodzeniu. Tabliczki takie można zamówić w wielu rozmiarach, stylach i kolorach, tak aby najlepiej dopasować do budynku i otoczenia. Co istotne, nie musimy pamiętać o codziennym wieczornym włączaniu, ponieważ istnieje opcja zakupu tabliczki z czujnikiem zmierzchu.
  2. Oświetlenie zewnętrzne budynku – oprawy zamontowane na elewacji można skierować na tabliczkę adresową.
  3. Lampa na słupie lub filarze przed budynkiem – jeśli tabliczka znajduje się na budynku, może być oświetlona przez lampę ogrodową odpowiednio nakierowaną na tabliczkę.
  4. Lampy solarno-akumulatorowe – to ekologiczne rozwiązanie nie wymaga podłączenia do sieci energetycznej, dzięki czemu montaż jest prostszy i tańszy.

Postaw na podświetlaną tabliczkę adresową LED marki CUCUDO

Nowoczesną i wyjątkowo funkcjonalną alternatywą dla standardowych tabliczek adresowych są podświetlane tabliczki LED, np. marki CUCUDO. Dzięki zastosowaniu diod LED otrzymujemy równomierne, jasne oświetlenie, które jednocześnie jest energooszczędne i trwałe.

Podświetlane tabliczki adresowe LED zapewniają czytelność adresu niezależnie od warunków atmosferycznych i pory dnia. Wiele modeli posiada również funkcję automatycznego włączania światła po zmroku (dzięki zamontowanym czujnikom zmierzchu), co zwiększa komfort użytkowania.

Inwestując w podświetlane tabliczki adresowe LED, wybierasz nowoczesne, praktyczne i estetyczne rozwiązanie, które wpłynie na bezpieczeństwo i funkcjonalność Twojej nieruchomości. Pamiętaj, że prawidłowe oznaczenie i oświetlenie adresu to nie tylko spełnienie formalnych wymogów, ale także dbałość o wygodę i komfort dla Ciebie, Twoich domowników oraz gości.

Koszulka polo dla każdego mężczyzny. W jaki sposób ją nosić?

Koszulka polo stanowi jeden z najpopularniejszych elementów męskiej garderoby na co dzień. Doskonale łączy w sobie wygodę na najwyższym poziomie z nutką nienachalnej elegancji. W jaki sposób nosić koszulkę polo, by wyglądać męsko i modnie?koszulki polo w Answear

Koszulka polo i jej krótka historia

Historia koszulki polo rozpoczyna się na francuskich kortach tenisowych. Po raz pierwszy włożył ją na siebie francuski tenisista Rene Lacoste, który zerwał z tradycją noszenia zabudowanego stroju zakrywającego całe ciało. W roku 1926 włożył na kort charakterystyczną koszulkę z kołnierzykiem i zapinanym na guziki dekoltem. Jego pojawienie się w tym stroju wywołało niemałe kontrowersje. Po kilku latach, kiedy zakończył już sportową karierę, zajął się produkcją tego typu koszulek na większą skalę.

W kolejnych latach coraz większa liczba mężczyzn przekonywała się o tym, że koszulka polo to element garderoby, który oferuje ponadprzeciętną wygodę, a jednocześnie – stylowy i elegancki wygląd. W dzisiejszych czasach zdecydowana większość mężczyzn nie wyobraża sobie bez niej swojej szafy.

Wysokojakościowe koszulki polo znaleźć można na stronie internetowej https://answear.com/m/tommy-hilfiger/on/odziez/t-shirty-i-polo/polo.

Na jakie okazje można nosić koszulkę polo?

Koszulka polo obecnie traktowana jest jako wyjątkowo uniwersalna część męskiej garderoby. Panowie wkładają ją na różne okazje. Koszulkę polo można nosić zarówno na wierzchu, jak i w spodniach. Uznaje się, że mało formalnych stylizacjach zakłada się ją na zewnątrz, podczas gdy w przypadku eleganckich zestawów – chowa do środka spodni.

W stylizacji casualowej polo może stworzyć zgrany duet z jeansami, szortami bądź też spodniami chinosami. Równie dobrze będzie wyglądać w eleganckich outfitach, w towarzystwie sportowej marynarki i spodni w kant.

Uwaga – koszulka polo jest nie najlepszym wyborem, jeśli chodzi o uroczyste przyjęcia i biznesowe spotkania. W takich sytuacjach lepiej zamienić ją na formalną koszulę.

Warto pamiętać o tym, że aby stylizacja z koszulką polo w roli głównej była kompletna, konieczne jest dopasowanie do niej odpowiednich dodatków. Są to różnego rodzaju paski, szale, okulary, a także męskie portfele (https://answear.com/m/tommy-hilfiger/ona/akcesoria/portfele).

Czym wyróżnia się wysokojakościowa koszulka polo?

Koszulki polo tradycyjnie szyje się z tkaniny zwanej piką. Wyróżnia ją charakterystyczny, dość szorstki splot. Obecnie jednak w sklepach znaleźć można także modele wykonane z bawełny, a także z niewielką domieszką syntetycznych włókien.

Wysokojakościowa koszulka polo powinna posiadać sztywny, odpowiednio wyprofilowany kołnierzyk, który ładnie układa się wokół szyi.

Nie bez znaczenia jest również jakość materiału – powinien być on trwały i wytrzymały, tak aby koszulka z powodzeniem służyła przez wiele sezonów. Dlatego zdecydowanie najlepszym wyborem są koszulki polo pochodzące od uznanych producentów odzieży, gwarantujących najwyższą jakość swoich wyrobów.

Komentarz Głównego Ekonomisty BCC do decyzji RPP ws. stóp procentowych

Rada Polityki Pieniężnej zakończyła dwudniowe posiedzenie, na którym zdecydowała o pozostawieniu stóp procentowych na niezmienionym poziomie. Większość ekonomistów jest zgodnych, że to jeszcze nie czas na obniżenie stóp. Decyzję RPP komentuje główny ekonomista Business Centre Club, minister finansów Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC – prof. Stanisław Gomułka.

Tak jak prognozowało większość analityków, Rada Polityki Pieniężnej po raz kolejny zdecydowała się utrzymać stopy procentowe NBP na niezmienionym poziomie. Podobnie jak w miesiącu ubiegłym referencyjna stopa procentowa wynosić będzie nadal 6,75% proc.

Zgodnie z danymi Głównego Urzędu Statystycznego majowy poziom inflacji wynosi 13 proc. Jest to najniższy wskaźnik od roku, wciąż jednak dalece odbiegający od celu inflacyjnego Narodowego Banku Polskiego.

Rada Polityki Pieniężnej jest podzielona co do terminu obniżki i wielkości stóp procentowych. Mniejszość RPP proponuje nawet podniesienie stóp procentowych         z uwagi na nadal wyższy od stóp poziom inflacji. W najbliższych miesiącach nic się najprawdopodobniej nie zmieni i inflacja pozostanie na poziomie wyższym niż obecne stopy procentowe – podkreśla prof. Stanisław Gomułka – główny ekonomista Business Centre Club.

Według prof. Stanisława Gomułki, ministra finansów Gospodarczego Gabinetu Cieni Business Centre Club spadków stóp procentowych można oczekiwać dopiero w pierwszej połowie 2024 roku.

Są podstawy, by sądzić, że inflacja na początku przyszłego roku zbliży się do poziomu aktualnych stóp procentowych. W związku z tym przypuszczam, że RPP o ile oczywiście będzie miała na uwadze osiągnięcie celu inflacyjnego, podejmie decyzję o pierwszej obniżce stóp procentowych najwcześniej za kilka miesięcy – w pierwszej połowie kolejnego roku. – mówi ekspert BCC.

RPP utrzymuje stopy i czeka na kolejne projekcje

RPP zgodnie z oczekiwaniami utrzymuje stopy procentowe bez zmian. Oczywiście obserwujemy dosyć wyraźny spadek inflacji do poziomu 13% za maj, a czynnik wysokiej bazy z zeszłego roku sugeruje, że jeszcze w III kwartale jest szansa do zejścia do poziomu jednocyfrowego. Czy to zostanie wykorzystane do sugestii na temat potencjalnej obniżki stóp procentowych w tym roku?

Inflacja jest wciąż bardzo wysoka, choć jednocześnie widać też szanse na to, że inflacja bazowa również dokona wyraźnego zwrotu w dół. W poprzednich tygodniach mogliśmy słyszeć wielokrotnie ze strony członków RPP, że może pojawić się podstawa do obniżek stóp procentowych na końcu tego roku. Z drugiej strony przy ostatnim spadku inflacji, dosyć gołębi członkowie nie byli już tak pewni podstaw do obniżki w tym roku. Do rozpoczęcia ewentualnych spekulacji musimy poczekać do lipcowej projekcji inflacyjnej. Istnieje szansa na to, że nowa projekcja pokaże szybsze i bardziej prawdopodobne dojście do celu inflacyjnego. Na ten moment oczekuje się dojścia do celu dopiero na koniec 2025 roku, a do tego jedynie z 50% prawdopodobieństwem. Nowa projekcja z pewnością pokaże wyraźnie spadkowy wpływ surowców energetycznych oraz niższych cen żywności. Z drugiej strony warto pamiętać, że obecne ceny benzyny są nieco wyższe niż na koniec poprzedniego roku, dlatego jest też spora szansa na to, że inflacja zaliczy odbicie w ostatnim kwartale tego roku.

Nie można również wykluczyć możliwości sugestii obniżek stóp procentowych ze względu na zbliżające się wybory w Polsce. Oczywiście najprawdopodobniej skończyłoby się jedynie na obietnicach, aczkolwiek ostatni bardzo mocny spadek inflacji może być wykorzystany przez profesora Glapińskiego podczas konferencji na wskazanie, że scenariusz obniżki staje się coraz bardziej prawdopodobny. Trzeba jednocześnie pamiętać, że solidne podstawy do obniżek miałyby miejsce wtedy, kiedy inflacja spadłaby w okolice poziomów obecnych stóp procentowych, czyli do zakresu 6-7%. W najbardziej optymistycznym scenariuszu zakładającym dalszy spadek cen benzyny, taki poziom jest możliwy na koniec tego roku, co otworzyłoby drogę do obniżki w pierwszym kwartale roku przyszłego.

Złoty jest dzisiaj nieco słabszy, aczkolwiek jest to najprawdopodobniej realizacja zysków po ostatnim umocnieniu. Po decyzji obserwujemy minimalne próby odrabiania strat przez złotego. Za euro płacimy 4,4879 zł, za dolara 4,2028 zł, za funta 5,2129 zł, za franka 4,6263 zł.

Autor: Michał Stajniak CFA, starszy analityk XTB

Organy kolejny raz zarzucają przedsiębiorcy oszustwo podatkowe, opierając się na dowodach zgromadzonych wobec kontrahenta

Na podstawie oskarżenia o świadome przyjęcie tzw. pustej faktury organy podatkowe pozbawiają przedsiębiorców możliwości odliczenia VAT z takiego dokumentu i dodatkowo nakładają karne zobowiązanie w wysokości 100% kwoty podatku. Zarzuty opierają często na ustaleniach poczynionych wobec kontrahenta, który wystawił fakturę. Jak orzekł Wojewódzki Sąd Administracyjny jeśli organ nie udowodnił, że w dniu zawierania transakcji przedsiębiorca wiedział, że jego kontrahent może uczestniczyć w oszustwach podatkowych, to nie można czynić go odpowiedzialnym za działania tego kontrahenta (sygn. akt I SA/Gd 1349/22).

Należyta staranność oceniana nie według przepisów, a według uznania organów

Przedsiębiorcy, traktowani jako podmioty profesjonalne w obrocie gospodarczym, mają obowiązek dochowania należytej staranności przy przeprowadzaniu transakcji, w tym przy doborze kontrahenta. Od tego w dużej mierze zależy możliwość wykazania przez nich swojej dobrej wiary i uniknięcia dotkliwych konsekwencji. Choć brak jest przepisów precyzyjnie określających jak dochować należytej staranności, organy podatkowe dokonują subiektywnej oceny działań podejmowanych przez przedsiębiorców w tym zakresie, często uznając je za niewystarczające, a tym samym niechroniące przed odpowiedzialnością podatkową, czy karnoskarbową.

Legitymowanie i inwigilacja kontrahenta nie należy do obowiązków przedsiębiorcy

WSA w Gdańsku, stając po stronie spółki oskarżonej przez skarbówkę o świadome uczestnictwo w oszustwie podatkowym karuzeli VAT orzekł, że organy nie mają prawa wymagać od podatnika nieograniczonego poszukiwania dowodów na rzetelność kontrahenta, zwłaszcza że brak jest takiego formalnego obowiązku wynikającego z konkretnego przepisu prawa. Nie wynika on też z orzecznictwa Trybunału Sprawiedliwości UE, które nie znajduje podstaw do wymagania od podatnika podejmowania czynności sprawdzających, które nie są jego zadaniem. Ani więc spisywanie indywidualnych umów z incydentalnymi kontrahentami, ani jeżdżenie do ich siedzib, sprawdzanie ich zaplecza magazynowego, legitymowanie i ustalanie tożsamości osób, reputacji kontrahenta, czy też jego aktywności w Internecie, nie należą do obowiązków przedsiębiorcy prowadzącego działalność gospodarczą.

Podwójna sankcja za rozliczenie pustej faktury

Spółka złożyła deklarację VAT, w której wykazała 52 tys. zł zobowiązania z tytułu podatku od towarów i usług do wpłaty do urzędu skarbowego. Trzy miesiące później, naczelnik urzędu wszczął kontrolę podatkową co do prawidłowości dokonywanych przez nią rozliczeń VAT. Stwierdził nieprawidłowości dotyczące jednej z faktur rozliczonej we wrześniu 2018 r. Naczelnikowi nie spodobało się, że opiewający na kwotę ponad 224 tys. zł dokument wystawił przedsiębiorca, z którym nigdy wcześniej spółka nie współpracowała. Taka incydentalna transakcja była wyjątkiem od praktyki spółki, która zawsze w kwestii dostaw towaru z Chin kontaktowała się z litewskim przedstawicielem handlowym producenta. Dodatkowo, tegoż incydentalnego kontrahenta polecił sam litewski partner, co kłóci się z elementarnymi zasadami konkurencji rynkowej. I tylko na podstawie tego polecenia spółka zdecydowała się dokonać transakcji z nieznanym sobie kontrahentem. Spółka, prócz posiadania faktury z adnotacją potwierdzającą, że towar odebrano, a także potwierdzenia dokonania płatności przelewem, nie wiedziała kto i jakim środkiem transportu towar ten jej dostarczył.

W ocenie naczelnika urzędu skarbowego sporna faktura jest tzw. pustą fakturą, niedokumentującą rzeczywistego zdarzenia gospodarczego. Według organów spółka przyjmując ją miała tego świadomość, stąd nie może być mowy o istnieniu po jej stronie jakiejkolwiek dobrej wiary, co do prawidłowości transakcji, ani też dochowaniu przez nią wymogów należytej staranności w transakcjach handlowych. Organ zdecydował więc, na podstawie art. 88 ust. 3a pkt 4 lit. a) ustawy o VAT, pozbawić spółkę możliwości odliczenia VAT z tej faktury i jednocześnie, na mocy art. 112c nałożyć na nią karne zobowiązanie podatkowe w wysokości 100% zaniżonego podatku, w wysokości 42 tys. zł.

Spółka o nierzetelności kontrahenta dowiedziała się dopiero w toku kontroli

Spółka wyjaśniała, że przy jednym z zapytań skierowanych do przedstawiciela producenta, wskazał on tegoż kontrahenta, który był dostawcą z Polski, co miało obniżyć koszty i uprościć dostawę. Nie wnikała w pobudki, jakie kierują litewskim przedstawicielem handlowym chińskiego producenta w poleceniu nowego dostawcy. Jednak sama przeprowadziła jego weryfikację czy jest legalnie zarejestrowany – otrzymała potwierdzenie. To, jak i fakt polecenia dostawcy przez zaufanego partnera, w połączeniu z okolicznością, że towar został fizycznie dostarczony w terminie, upewniał spółkę co do jego rzetelności. Spółka posiada potwierdzenie przelewu opłaty za towar, na fakturze widnieje notka pracownika spółki, dokumentująca odbiór towaru, zeznania czterech pracowników uczestniczących w rozładunku, a przede wszystkim dowód sprzedaży tego towaru do 41 kontrahentów, którzy zgodnie z protokołem kontroli wszyscy zgodnie potwierdzili jego odbiór. O jakichkolwiek nieprawidłowościach w działalności tego kontrahenta spółka dowiedziała się dopiero w toku przedmiotowego postępowania.

Inne organy ustaliły, że kontrahent jest wystawcą pustych faktur

Wyjaśnienia spółki okazały się zbyt mało wiarygodne dla organu odwoławczego. Dyrektor izby administracji skarbowej wskazał, że bezskutecznie zwracał się do kontrahenta spółki o udzielenie wyjaśnień. Uzyskał za to informacje od Naczelnika Urzędu Skarbowego w Słubicach, że dostawca nie złożył deklaracji i zeznań w podatku CIT, VAT i PIT z wyjątkiem deklaracji VAT-7 za grudzień 2017 r. Dodatkowo, inny z organów, Naczelnik Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego w Warszawie ustalił, iż przedsiębiorca ten nie złożył plików JPK_VAT, ani deklaracji VAT, ani informacji podsumowujących o dokonanych transakcjach wewnątrzwspólnotowych, za okres od stycznia do sierpnia 2018 r. Organ nie zgromadził żadnych dowodów, które potwierdziłyby dokonanie przez niego nabycia towarów w badanym okresie. NMUCS stwierdził więc, że przedsiębiorca ten był uczestnikiem karuzeli VAT, zawiązanym jedynie w celu uczestnictwa w łańcuchu dostaw, wystawiającym i wprowadzającym do obrotu puste faktury.

Na podstawie ustaleń innych organów, dokonanych wobec kontrahenta spółki, dyrektor izby administracji skarbowej stwierdził, że ona sama nie mogła nabyć towaru, skoro kontrahent ich nie nabywał. Potwierdził więc ustalenia organu I instancji, że spółka była świadomym uczestnikiem oszustwa podatkowego karuzeli VAT, przyjmując i rozliczając fakturę niedokumentującą rzeczywistej transakcji.

Przedsiębiorca jest przedsiębiorcą, a nie organem skarbowym

WSA w Gdańsku orzekając na korzyść spółki, która zaskarżyła decyzje organów, zwrócił uwagę, że ich ocena skupiła się na ustaleniach poczynionych przez inne organy wobec jej kontrahenta. Naczelnik US i dyrektor IAS całkowicie pominęli więc wskazywane przez nią dowody odbioru dostaw i dalszej odsprzedaży towaru, udokumentowanych płatności, zeznań pracowników. Poza tym, spółka dokonała również weryfikacji kontrahenta w KRS – uzyskała wydruk danych z rejestru kontrahenta ze strony Ministerstwa Sprawiedliwości. Sąd podkreślił, że żadne przepisy prawa nie wskazują katalogu czynności, jakie należy podjąć dla pełnego potwierdzenia rzetelności kontrahenta. Organy nie mogą zapominać, że przedsiębiorcy nie są organami skarbowymi, których to rolą jest wnikliwe sprawdzanie podatników.

Organy domagały się rzetelnego sprawdzenia kontrahenta, choć same potrzebowały na to lat

Uchylając zaskarżone decyzje organów gdański sąd uznał, że nie udowodniły one aby spółka działała w złej wierze, czyli że wiedziała, że jest uczestniczką oszustwa karuzeli VAT. Brak również dowodów na poparcie stanowiska, że spółka nie dopełniała wszelkich wymagań w zakresie dochowania należytej staranności. „Organy twierdzeniom Strony zaprzeczyły, nie wyjaśniając przy tym, jakiego rodzaju aktywności i jakich konkretnie działań oczekiwały od Skarżącej” – orzekł sąd. Zwrócił również uwagę, że sprawdzenia kontrahenta spółka dokonywała na dzień przeprowadzania transakcji. Organy podatkowe natomiast potrzebowały aż blisko 2 lat na zebranie dowodów na nierzetelność kontrahenta, mając do tego prawnie dostępne źródła, i do tego dopiero w kilka lat po dokonaniu spornej transakcji. Nie można zatem zarzucać spółce, że w dniu zawierania transakcji z kontrahentem miała ona świadomość, że jest on uczestnikiem oszustw podatkowych.

Organy potrafią z góry założyć, że przedsiębiorca jest oszustem

Sprawa zakończyła się szczęśliwie dla przedsiębiorcy. Jak na razie, bowiem organy mogą się jeszcze odwołać od wyroku gdańskiego sądu. Niemniej sprawa ta potwierdza niebezpieczną praktykę stosowaną przez organy podatkowe. Cechą rozwijającego się w błyskawicznym tempie obrotu rynkowego jest to, że w transakcjach gospodarczych niejednokrotnie uczestniczy wiele podmiotów, wykonawców, podwykonawców, dostawców, producentów, pośredników. Organy w przypadku ustalenia nieprawidłowości u tylko jednego z nich, z góry przyjmują, że pozostali uczestnicy łańcucha transakcji również musieli się ich dopuścić, i to najpewniej świadomie.

W uzasadnieniu swojego wyroku, nawiązując do oparcia swojego stanowiska o informacje zgromadzone przez inne organy na temat kontrahenta spółki, WSA w Gdańsku stwierdził: „Na podstawie poczynionych ustaleń Naczelnik US, a w ślad za nim Dyrektor IAS wywiedli, że Skarżąca świadomie przyjęła do rozliczenia „pustą fakturę” niedokumentującą rzeczywistej transakcji, wystawioną przez Kontrahenta, niejako z góry zakładając, że dostawa opon nie miała miejsca, a transakcja miała charakter fikcyjny” (sygn. akt I SA/Gd 1349/22).

Autor: radca prawny Robert Nogacki, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Stopy procentowe bez zmian

RPP zdecydowała o utrzymaniu stóp procentowych na niezmienionych poziomach. Dosyć podobnie powiedzieć można o komunikacie Rady po posiedzeniu, który jest bliźniaczo podobny do tego majowego. Tym razem jednak został poparty wyraźnym spadkiem ostatniego odczytu inflacyjnego.

Gorsza koniunktura, spadek PKB oraz konsumpcji, obniżenie dynamiki kredytu to wewnętrze czynniki dezinflacyjne. Jest również gorzej w gospodarce, czyli inflacja spada. Kiedy dołożymy do tego globalny spadek cen surowców oraz silne umacnianie złotówki (zdaniem NBP spójne z fundamentami naszej gospodarki) – zyskujemy pełen obrazek „raju dezinflacji”.

NBP też kolejny raz dokonał rozróżnienia na EBC i FED oraz banki centralne Europy Środkowo-Wschodniej. Ale! Pomimo tego próżno doszukiwać się wskazówek, co do dalszych decyzji monetarnych. Na zachodzie podwyższają, na wschodzie bez zmian.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Michael / Ström Dom Maklerski

Czy zwrot nadpłaty składki zdrowotnej jest przychodem?

Wielu przedsiębiorców czeka obecnie na zwrot nadpłaconej składki zdrowotnej. Powstaje jednak pytanie, czy środki, które oddaje ZUS, powinny zostać uznane za przychód przedsiębiorstwa. Ekspert z inFaktu wyjaśnia, że wszystko zależy od wybranej metody rozliczania podatku. 

Najprostsza sytuacja zaistnieje u podatników rozliczających składkę za rok 2022 na zasadach skali podatkowej. – Tacy podatnicy nie muszą niczego robić. Zwrot nie spowoduje powstania żadnego przychodu ani nie będzie wymagał korekty kosztów, ponieważ składka zdrowotna nie była odliczana od dochodu ani zaliczana do kosztów uzyskania przychodu na skali podatkowej. Zwrot dla podatników, którzy byli na skali podatkowej w 2022 roku, będzie neutralny – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Komplikacje na liniówce

W przypadku osób rozliczających się metodą podatku liniowego sytuacja nie jest tak jednoznaczna. Będą oni mogli zaliczyć składkę zdrowotną do kosztów uzyskania przychodu lub odliczyć ją od dochodu, czyli od podstawy opodatkowania. – Maksymalnie można było odliczyć kwotę 8700 zł, jeśli w koszty uzyskania przychodu zaliczono kwotę przekraczającą wartość 8700 zł. Zwrot, który otrzymają podatnicy na liniówce, nie będzie wtedy wymagał żadnej korekty – tłumaczy Piotr Juszczyk. –  Jednak jeśli podatnik zapłacił na przykład 5000 zł składki zdrowotnej w ciągu roku i otrzymał zwrot w wysokości 1000 zł, w takim przypadku 5000 zł było już zaliczone do kosztów uzyskania lub odliczone od podstawy opodatkowania. Zatem podatnik będzie musiał wykazać 1000 zł do opodatkowania, w zależności od tego, czy zaliczał te wydatki do kosztów uzyskania przychodu, czy odliczał od dochodu. Jeśli podatnik zaliczał te wydatki jako koszty uzyskania, będzie musiał pomniejszyć swoje koszty w dacie zwrotu. Jeśli koszty nie dają możliwości pomniejszenia, będzie musiał zwiększyć przychody. Dodatkowo zwrot składek wcześniej zaliczonych do kosztów, spowoduje, że zwiększy się również podstawa składki zdrowotnej. W konsekwencji zwrot składki zdrowotnej spowoduje, że zapłacimy od niej… składkę zdrowotną – dodaje ekspert inFaktu.

Jeśli natomiast podatnik odliczał składkę zdrowotną od podstawy opodatkowania, to również będzie musiał ją wykazać w podstawie opodatkowania, ale dopiero w składanym zeznaniu rocznym, a nie na bieżąco .

Co z ryczałtowcami?

Przedsiębiorcy korzystający z ryczałtu ewidencjonowanego w ubiegłym roku mogli odliczyć 50% zapłaconej składki zdrowotnej od podstawy opodatkowania. Analogicznie, jeśli przedsiębiorca otrzyma teraz zwrot składki zdrowotnej za rok 2022 w składanym rozliczeniu rocznym w kwietniu 2023, będzie musiał wykazać ten zwrot w podstawie opodatkowania, ale zrobi to dopiero przy sporządzaniu zeznania rocznego, czyli w kwietniu przyszłego roku.

Podsumowując: podatnicy, którzy mogli odliczyć składkę zdrowotną od podstawy opodatkowania lub zaliczyć ją do kosztów uzyskania przychodu, muszą uwzględnić możliwość ujęcia jej jako przychód w przypadku zwrotu nadpłaty.

Jakie urządzenia domowe może zasilać agregat prądotwórczy?

Agregat prądotwórczy może wyprodukować energię elektryczną podczas przerwy w dostawie prądu, umożliwiając zasilanie niezbędnych urządzeń gospodarstwa domowego. Konkretne urządzenia, które możesz zasilać, będą zależeć od mocy generatora. W jaki sposób można go wykorzystać?

Oświetlenie domu

Wykorzystując agregaty prądotwórcze można zasilać różne typy świateł, w tym żarówki LED, świetlówki i standardowe żarówki, aby zadbać o odpowiednie oświetlenie w domu w trakcie braku zasilania.

Gdy zatem dojdzie do awarii zasilania, na przykład problemów z dostawą energii ze względu na uszkodzenie linii energetycznej, w takim przypadku agregaty prądotwórcze mogą zapewnić odpowiednie zasilanie oświetlenia w domu.

Lodówka i zamrażarka

Stałe zasilanie lodówki i zamrażarki jest bardzo ważne, aby zapobiec psuciu się żywności podczas przerwy w dostawie prądu. Dzięki temu można zapobiec dużym stratom wynikającym z problemów z zasilaniem.

Warto pamiętać o tym, że duże znaczenie mają w tym przypadku agregaty prądotwórcze o wyższej mocy. Trzeba zatem sprawdzić, czy agregat ma wystarczającą moc, aby poradzić sobie z wymogami dotyczącymi zasilania tych urządzeń.

Urządzenia grzewcze

W zależności od mocy generatora można zasilać niezbędne urządzenia grzewcze w domu, takie jak kotły gazowe oraz kotły węglowe, pompy ciepła, elektryczne grzejniki albo przenośne ogrzewacze.

Warto jednak pamiętać o tym, że systemy ogrzewania zwykle wymagają dużej mocy, więc trzeba upewnić się, że generator może obsłużyć obciążenie. Właśnie dlatego w takim przypadku rekomendowane są agregaty prądotwórcze o wyższej mocy.

Pompa wody

Jeśli w domu wykorzystuje się elektryczną pompę wodną do zaopatrzenia w wodę, w takim przypadku również można zasilić ją za pomocą generatora.

Pompy wodne zwykle wymagają wyższej mocy początkowej, dlatego podobnie jak w przypadku urządzeń grzewczych rekomendowane są agregaty prądotwórcze o wysokiej mocy.

Urządzenia do komunikacji

Dla odpowiedniego bezpieczeństwa ważne jest, aby niezbędne w domu urządzenia komunikacyjne działały podczas przerwy w dostawie prądu.

Za pomocą agregatów można między innymi zasilać ładowarki do telefonów komórkowych lub routery internetowe, aby pozostać w kontakcie z innymi osobami w razie braku zasilania.

Urządzenia medyczne

Jeśli w domu wykorzystuje się sprzęt medyczny, taki jak koncentratory tlenu, aparaty CPAP lub lodówki medyczne, agregaty prądotwórcze mogą zapewnić ich sprawne działanie również w razie pojawienia się problemów z zasilaniem, co może mieć kluczowe znaczenie dla zdrowia i życia osób korzystających z takich sprzętów.

Zamieszanie wokół ograniczenia płatności gotówkowych – komentarz eksperta BCC

25 maja w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie projektu ustawy uchylającej przepisy „Polskiego Ładu” dotyczące obniżenia limitów transakcji gotówkowych między przedsiębiorcami, które miały obowiązywać od 1 stycznia 2024 r. Czy rząd wycofa się z proponowanych wcześniej zmian?

Projekt ustawy stanowi kolejny przykład problemu z pewnością prawa w Polsce. Przedsiębiorcy, na niecałe pół roku przed wejściem w życie nowych przepisów, w dalszym ciągu nie wiedzą czy, i w jakim zakresie te przepisy będą obowiązywać oraz nie mają możliwości odpowiedniego dostosowania prowadzonej przez siebie działalności do nowych wymagań.

Przepisy ustawy prawo przedsiębiorców nakazują przyjmowanie i dokonywanie płatności związanych z prowadzoną działalnością gospodarczą za pośrednictwem rachunku płatniczego przedsiębiorcy, w przypadku gdy stroną transakcji, z której wynika płatność, jest inny przedsiębiorca oraz jednorazowa wartość transakcji, bez względu na liczbę wynikających z niej płatności, przekracza wartość 15 000 zł. Zgodnie z przepisami „Polskiego Ładu” począwszy od 1 stycznia 2024 r. limit ten ma zostać drastycznie obniżony do kwoty 8 000 zł. Nowością jest też dodanie zapisu, zgodnie z którym także konsumenci będą zobowiązani do dokonywania płatności za pośrednictwem rachunku płatniczego, jeżeli jednorazowa wartość transakcji z przedsiębiorcą przekroczy 20 000 zł.

Wprowadzenie powyższych limitów wiąże się z istotnymi konsekwencjami podatkowymi. Co do zasady na podstawie przepisów ustawy o podatku dochodowym od osób fizycznych (art. 22p) i ustawy o podatku dochodowym od osób prawnych (art. 15d), w przypadku gdy płatność pomiędzy przedsiębiorcami przekroczy limit 15 000 zł (a od 1 stycznia 2024 r. 8 000 zł) i nie zostanie dokonana za pośrednictwem rachunku płatniczego przedsiębiorcy, podatnik nie będzie uprawniony do zaliczenia takiego wydatku do kosztów uzyskania przychodów (w pełnej kwocie,  a nie tylko w wysokości, która przekracza wskazany limit). Od 1 stycznia 2024 r., w przypadku otrzymania przez podatnika płatności od konsumenta, która przekroczy kwotę 20 000 zł i jednocześnie nie będzie dokonana za pośrednictwem rachunku płatniczego, otrzymana kwota będzie stanowiła dla tego podatnika dodatkowy przychód, co w praktyce może przełożyć się na konieczność jej podwójnego opodatkowania. – podkreśla ekspert BCC Jakub Świetlicki vel Węgorek.

Wycofanie proponowanych nowelizacji

W dniu 11 kwietnia 2023 r. grupa posłów Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski – złożyła projekt ustawy, przewidujący uchylenie przepisów tzw. „Polskiego Ładu” dotyczących obniżenia limitów transakcji gotówkowych, które miały wejść w życie
z dniem 1 stycznia 2024 r. Pod koniec maja w Sejmie odbyło się pierwsze czytanie tego projektu. W konsekwencji limit transakcji gotówkowych między przedsiębiorcami w dalszym ciągu wynosiłby 15.000 zł, a limit transakcji gotówkowych dla konsumentów nie zostałby wprowadzony.

Moim zdaniem projekt proponowanych zmian należy ocenić pozytywnie. Niewątpliwie wprowadzenie nowych i obniżenie dotychczasowych limitów w dokonywaniu transakcji gotówkowych stanowiłoby istotne ograniczenie swobody gospodarczej oraz mogłoby negatywnie wpłynąć szczególnie na sytuację mikro i małych przedsiębiorców. Rozumiejąc potrzeby fiskalne państwa i politykę mającą na celu zwalczanie tzw. „szarej strefy” nie można zapominać o tym, że wprowadzenie limitów transakcji gotówkowych mogłoby również skutkować wykluczeniem ekonomicznym istotnej części społeczeństwa. – podkreśla Jakub Świetlicki vel Węgorek, ekspert BCC, radca prawny, Kancelaria Filipiak Babicz.

Różnorodność sposobów płatności jest wygodna dla konsumentów

Z przeprowadzonego w lutym tego roku sondażu Instytutu Badań Rynkowych i Społecznych IBRiS wynika, że ponad 80% Polaków nie chce wycofania gotówki, a badanie przeprowadzone przez tę samą instytucję w lipcu 2022 r. na zlecenie Fiserv Polska wskazuje, że 70% Polaków regularnie wykonuje transakcje bezgotówkowe.

Opisane powyżej zmiany regulacyjne „Polskiego Ładu” mogłyby doprowadzić do sytuacji, w której przedsiębiorcy nie będzie opłacać się sprzedawać towarów/usług osobom nieposiadającym rachunku płatniczego. W czasie trwającego kryzysu gospodarczego i w sytuacji związanej z wojną w Ukrainie, każda inicjatywa pozwalająca na zmniejszenie obciążeń i ograniczeń w prowadzeniu działalności przez mikro i małych przedsiębiorców zasługuje na aprobatę. – zauważa ekspert BCC.

Jak ubezpieczyć dom przez internet?

Ubezpieczenie domu online to bardzo wygodna opcja. Oszczędzasz czas, bo nie musisz dzwonić na infolinię ani jechać do placówki banku sprzedającego polisy lub samego ubezpieczyciela, a w znalezieniu najlepszej dla Ciebie oferty pomoże Ci internetowa porównywarka ubezpieczeń. A jak wygląda cały proces? Jakie dokumenty będą potrzebne do ubezpieczenia domu przez internet? Podpowiadamy!

Ubezpieczenie domu online – jak przebiega?

Aby kupić ubezpieczenie domu przez internet, potrzebujesz tylko urządzenia z dostępem do sieci – komputera, smartfonu czy tabletu. Wystarczy, że wypełnisz krótki wniosek na stronie internetowej wybranego przez siebie ubezpieczyciela lub banku oferującego jego polisy lub innego pośrednika, po czym opłacisz składkę przy pomocy bankowości elektronicznej.

Dla przykładu za pośrednictwem PKO BP można wykupić polisy marki PKO Ubezpieczenia online w serwisie iPKO, aplikacji IKO lub, jeśli nie jesteś klientem banku, na ich stronie ubezpieczenia domu. Na samym początku należy wybrać przedmiot ubezpieczenia, a potem zdecydować się na konkretny pakiet ubezpieczeniowy: Standardowy, Super lub Pro. Później wystarczy już tylko przejść do wypełniania wniosku. Składa się z kilku kroków:

  • wybierasz, co chcesz ubezpieczyć: dom, dom w budowie, mieszkanie, same ruchomości albo elementy wykończenia,
  • podajesz adres nieruchomości,
  • wprowadzasz podstawowe dane do oferty, takie jak jej wartość nieruchomości czy datę, od której ma obowiązywać ubezpieczenie domu,
  • zaznaczasz interesujący Cię pakiet ubezpieczenia i podajesz kilka informacji dodatkowych,
  • określasz czy chcesz rozłożyć składkę na raty, czy opłacić ją jednorazowo i wybierasz konto do płatności,
  • wpisujesz swoje dane, zapoznajesz się z dokumentami umowy ubezpieczenia i zaznaczasz oświadczenia,
  • potwierdzasz zakup ubezpieczenia domu – i już! Możesz cieszyć się nową, dopasowaną do Twoich potrzeb ochroną ubezpieczeniową.

Jakie dokumenty do ubezpieczenia domu przez internet będą potrzebne?

Ubezpieczenie domu online nie wymaga zwykle gromadzenia wielu dokumentów. W przypadku zawarcia umowy przy pośrednictwie PKO BP nie musisz załączać żadnych skanów – to minimum formalności. Wystarczy, że wprowadzisz we wniosku podstawowe informacje o nieruchomości. Posłużą one do kalkulacji składki oraz zawarcia umowy ubezpieczenia domu. Podajesz zatem:

  • rodzaj nieruchomości, którą chcesz ubezpieczyć,
  • lokalizację nieruchomości,
  • rok budowy budynku,
  • wartość przedmiotu ubezpieczenia – przybliżoną budynku, ruchomości,
  • rodzaj zabezpieczeń, którymi ewentualnie jest objęta nieruchomość,
  • dane właścicieli budynku.

Kto może wykupić ubezpieczenie domu online?

Osobą kupującą ubezpieczenie, czyli tak zwanym ubezpieczającym, może być każdy, kto ukończył 18. rok życia. Ubezpieczający nie musi zatem być jednocześnie właścicielem nieruchomości, może być osobą trzecią – ma prawo do wykupienia ubezpieczenia domu lub mieszkania dla innych osób, np. swoich bliskich. Nie musi też ani być zameldowany w ubezpieczanej nieruchomości, ani nawet w niej mieszkać. Istotne jest to, by ubezpieczający posiadał informacje potrzebne do zawarcia umowy ubezpieczenia, a więc dane dotyczące majątku obejmowanego ochroną oraz właścicieli nieruchomości.

Niemal 30 mln mkw. nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce

Według najnowszego raportu pt. „Occupier Insight – Rynek magazynowo-przemysłowy w I kw. 2023 r.”, opublikowanego przez firmę doradczą Newmark Polska, pierwszy kwartał 2023 r. na rynku magazynowo-przemysłowym w Polsce został zdominowany przez liczbę 2. Deweloperzy oddali do użytku blisko 2 mln mkw. powierzchni magazynowej, a na najemców czeka prawie 2 mln mkw. magazynów dostępnych od ręki. W budowie pozostaje niewiele ponad 2 mln mkw., natomiast wskaźnik pustostanów wzrósł do poziomu niespotykanego w Polsce od ponad 2 lat.

Na koniec I kw. 2023 r. całkowite zasoby nowoczesnej powierzchni magazynowo-przemysłowej w Polsce zbliżyły się do granicy 30 mln mkw., przekraczając 29,9 mln mkw., co oznacza wzrost o 19,3% w porównaniu z analogicznym okresem w 2022 r.

Nowa podaż w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku wyniosła ponad 1,9 mln mkw. i był to najwyższy kwartalny wynik w historii polskiego rynku magazynowego, wyprzedzając tym samym poprzedni rekord z I kw. 2022 r., w którym deweloperzy dostarczyli 1,25 mln mkw. Na koniec marca 2023 r. wolumen powierzchni magazynowo-przemysłowej w budowie wyniósł 2,1 mln mkw., tj. o 38% mniej niż w IV kw. 2022 r. i ponad 55% mniej niż w I kw. 2022 r.

– Po okresie wzmożonej aktywności deweloperskiej, która w ostatnich kwartałach przekładała się na rekordową podaż powierzchni magazynowej, deweloperzy obecnie koncentrują się na zabezpieczaniu gruntów oraz planowaniu nowych inwestycji. Istotnymi barierami dla kolejnych inwestycji są jednak utrzymujące się trudności z pozyskaniem finansowania na realizację nowych projektów, szczególnie o charakterze spekulacyjnym, oraz niestabilna sytuacja geopolityczna – mówi Jakub Kurek, Dyrektor Działu Powierzchni Przemysłowych i Magazynowych w firmie doradczej Newmark Polska.

Całkowity wolumen powierzchni wynajętej w I kw. 2023 r. przekroczył 1,2 mln mkw., co oznacza spadek o prawie 22% rok do roku i o 20,6% kwartał do kwartału. Jest to jednocześnie najniższy poziom aktywności najemców odnotowany w Polsce od I kw. 2020 r. Z kolei popyt netto na powierzchnię magazynową i przemysłową wyniósł 661 800 mkw. i stanowił prawie 55% całkowitego wolumenu transakcji.

– Utrzymująca się wysoka inflacja, wpływająca na obniżenie się siły nabywczej konsumentów, powoduje zmiany polityki odnośnie do gromadzenia zapasów i organizacji łańcuchów dostaw, co sprawia, że najemcy obecnie ostrożniej podejmują decyzje o wynajmie powierzchni magazynowej – mówi Agnieszka Giermakowska, Dyrektor Działu Badań Rynkowych i Doradztwa, Lider ds. ESG, Newmark Polska.

W strukturze transakcji zawartych w I kw. 2023 r. dominowały nowe umowy najmu (48,9%). Renegocjacje kolejny kwartał z rzędu zwiększyły swój udział w całkowitym popycie – do 45,5%, co oznacza wzrost o 3,5 p.p. w porównaniu z IV kw. 2022 r. i o 19,9 p.p. w stosunku do I kw. 2022 r. Pozostałe 5,6% przypadło na ekspansje. Warto również podkreślić, że w tym czasie najemcy wynajęli łącznie 61 000 mkw. na podstawie umów zawieranych na krótszy okres (do jednego roku).

Wśród największych transakcji sfinalizowanych w okresie od stycznia do końca marca 2023 r. znalazły się między innymi: odnowienie przez Tyco Electronics Polska kontraktu na 56 000 mkw. w Panattoni Park Szczecin I, wynajęcie 55 000 mkw. w Panattoni Park Wrocław Logistics South Hub przez firmę Shein oraz nowa umowa zawarta przez MCG EastBridge na 36 700 mkw. w GLP Kraków Logistics Centre III. Najemcy coraz częściej zwracają uwagę na zrównoważony charakter i efektywność energetyczną magazynów oraz rozwiązania umożliwiające zaspokojenie potrzeb społecznych przyszłych użytkowników.

Na koniec marca bieżącego roku udział powierzchni niewynajętej w całkowitych zasobach wyniósł 6,4%, co oznacza wzrost o 2,3 p.p. kwartał do kwartału i o 3,1 p.p. w ujęciu rocznym. W istniejących budynkach do wynajęcia pozostawało 1,92 mln mkw. w porównaniu z 1,16 mkw. w inwestycjach będących w trakcie realizacji. Po raz pierwszy od początku pandemii najemcy mają większy wybór wolnej powierzchni w już wybudowanych parkach magazynowych niż tych będących w budowie.

Nadal obserwujemy presję wzrostową na czynsze, niemniej dotyczy ona przede wszystkim obiektów w najbardziej poszukiwanych lokalizacjach oraz posiadających nowoczesne rozwiązania technologiczne i z zakresu ESG. Na koniec pierwszego kwartału 2023 r. najwyższe czynsze za wynajem powierzchni magazynowych nadal utrzymywały się w Warszawie (strefa I).

Czas decyzji, czas zaskoczeń?

Już dziś poznamy decyzję Rady Polityki Pieniężnej. W Polsce nikt nie oczekuje zaskoczenia w ruchu na stopach, ale Australijczycy pokazali, że działania bankierów centralnych nie muszą być przewidywalne. Czy inwestorzy zaczną zwracać uwagę na coraz bardziej niepokojące dane makro, czy może już dyskontują przyszłe odbicie?

EUR/PLN na 2-letnich minimach

Z powodu długiego weekendu już dziś poznamy decyzję RPP odnośnie do stóp procentowych. Oczekiwania są jasne, Rada utrzyma koszt pieniądza na niezmienionym poziomie. Warto będzie jednak wczytać się w komunikat po posiedzeniu, a już szczególnie (jak zawsze) wsłuchać się w słowa prezesa NBP na jutrzejszej konferencji. Jeżeli sugestie o zbliżającym się początku cyklu obniżek będą coraz mocniejsze, to scenariusz ruchu na stopach przed końcem roku (a raczej już przed wyborami parlamentarnymi) stanie się realny. W teorii powinno to działać obciążająco na złotego, ale skoro rynek nie wyklucza jesienią ruchu w dół na stopach w USA, to PLN może w takim układzie nie odpuszczać. Co zresztą robi już od kilku miesięcy i to często wbrew przeciwnościom. Mimo wciąż względnej siły dolara na szerokim rynku (kurs EUR/USD utrzymuje się w pobliżu 1,07$), rodzima waluta osiąga świetne rezultaty. Kurs euro musnął 4,47 zł, ustanawiając tym samym dwuletnie minima. Co dalej z naszym orłem? Można założyć, że kluczowy będzie rynkowy sentyment, który w ostatnich dniach pchał kapitał w kierunku walut EM (Emerging Markets – rynki wschodzące) i parkietów giełdowych. Kluczowe dla nastrojów będą oczywiście przyszłotygodniowe posiedzenia FOMC i EBC. Natomiast warto z tyłu głowy mieć fakt, że złoty jeszcze nie napotkał korekty z prawdziwego zdarzenia dla swojej kilkumiesięcznej aprecjacji. Kiedy takowa rzeczywiście nadejdzie, to może być bolesna.

Australijczycy zaskakują

U nas władza monetarna nie zaskakuje decyzjami (chociaż potrafi zaskakiwać w każdy inny sposób) już od jakiegoś czasu, ale to nie znaczy, że wszyscy bankierzy centralni są tak przewidywalni. RBA (Reserve Bank of Australia) po raz drugi z rzędu podwyższył stopy procentowe o 25 pb przy rynkowych oczekiwaniach wobec braku ruchu. Tym samym główna stopa znalazła się na poziomie 4,1%, czyli najwyżej od 11 lat. Pokazuje to determinację tamtejszych decydentów we wprowadzeniu inflacji (sięgającej obecnie prawie 7% przy celu na 2-3%) na trwałą ścieżkę spadkową. Taka gra bankierów centralnych z rynkami ma swoje plusy, pozycja australijczyka w trakcie wtorkowej sesji gwałtownie się poprawiła, a kurs AUD/PLN zbliża się do 2,80 zł, czyli lokalnych maksimów sprzed 2 tygodni. Niestety zbyt dużo niespodzianek podkopuje zaufanie do władzy monetarnej i kapitał ostatecznie może zacząć się ewakuować z aktywa, którego perspektywy są coraz mniej klarowne.

Najgorsze już za nami, czy jeszcze przed?

Chociaż niektóre wskaźniki (np. usługowe PMI) starają się utrzymywać nas w nadziei na płytkie spowolnienie gospodarcze, to coraz więcej istotnych danych może wprowadzać pewien niepokój i powstrzymywać byki przed dalszym rajdem. Wczorajsze odczyty o niemieckiej wymianie handlowej wpisują się w mniej optymistyczny scenariusz. Co prawda wartość kwietniowego eksportu w ujęciu miesięcznym poszła w górę o 1,2% (oczekiwania -2,5%), ale za to wartość importu spadła o 1,7%, czyli zdecydowanie mocniej od konsensusu (-1%). Może to wskazywać, że największa unijna gospodarka ma jeszcze zapasy produktów, które może wysłać za granicę, ale zmniejsza produkcyjne zapotrzebowanie na najbliższe kwartały. Zgadzałoby się to ze słabymi przemysłowymi PMI, które sugerują negatywne perspektywy w nadchodzących miesiącach. Oczywiście bardzo rzadko na rynkach i w świecie mamy sytuacje zero-jedynkowe, dlatego dzisiejsze odczyty mogą wlać trochę więcej dobrej energii. Zamówienia w fabrykach za Odrą obniżyły się zaledwie o 0,4% (oczekiwania -2,2%, poprzednio -10,9%) miesiąc do miesiąca, a sprzedaż detaliczna w strefie euro spadła o 2,6%, gdy analitycy spodziewali się -3,1% (poprzednio było to -3,8% w ujęciu rocznym). Znamienne, że mówimy o spadkach w pozytywnym kontekście. To najlepiej pokazuje, w jakim miejscu znajduje się obecnie europejska i globalna gospodarka.

Adam Fuchs, analityk walutowy InternetowyKantor.pl

75% przedsiębiorstw posiadających infrastrukturę OT doświadczyło co najmniej jednego włamania w ciągu ostatniego roku

95% przedsiębiorstw spodziewa się, że w ciągu najbliższych 12 miesięcy odpowiedzialność za cyberbezpieczeństwo infrastruktury technologii operacyjnych przeniesie się z dyrektorów i kierowników na osoby na stanowisku CISO.

Fortinet zaprezentował wyniki globalnego raportu na temat stanu zabezpieczeń rozwiązań technologii operacyjnych (OT) w 2023 roku: 2023 State of Operational Technology and Cybersecurity Report, w którym wzięli udział także respondenci z Polski. Jego wyniki wskazują na możliwość ciągłej poprawy zabezpieczeń przedsiębiorstw w związku ze stale rozwijającym się krajobrazem zagrożeń na styku infrastruktury IT/OT. Oprócz prezentacji najnowszych trendów i spostrzeżeń dotyczących przedsiębiorstw korzystających z rozwiązań OT, raport zawiera również mapę drogową, która pomoże zespołom odpowiedzialnym za IT i bezpieczeństwo lepiej chronić swoje środowiska.

Kluczowe wnioski z globalnego badania:

  • Środowiska OT w dużym stopniu nadal są celem cyberprzestępców – Chociaż liczba podmiotów posiadających infrastrukturę OT, które nie doświadczyły cyberataku, znacznie wzrosła rok do roku (z 6% w 2022 r. do 25% w 2023 r.), wciąż istnieje znaczna przestrzeń do poprawy. Nadal trzy czwarte przedsiębiorstw korzystających z rozwiązań OT zgłosiło co najmniej jeden incydent w ciągu ostatniego roku. Po raz kolejny najczęściej miały miejsce włamania z wykorzystaniem złośliwego oprogramowania (56%) i phishingu (49%), a prawie jedna trzecia respondentów zgłosiła, że padła ofiarą ataku ransomware w ciągu ostatniego roku (32%, bez zmian w stosunku do 2022 r.).
  • Osoby zajmujące się cyberbezpieczeństwem przeceniły poziom dojrzałości ochrony swojej infrastruktury OT – W 2023 r. liczba respondentów, którzy uważają stan bezpieczeństwa środowisk OT w swoim przedsiębiorstwie za wysoce dojrzały, spadła do 13% z 21% wobec poprzedniego roku. Wskazuje to na rosnącą świadomość wśród specjalistów OT i posiadanie bardziej skutecznych narzędzi do samodzielnego przeprowadzania oceny zdolności ochronnych. Prawie jedna trzecia (32%) respondentów wskazała, że cyberataki miały wpływ zarówno na systemy IT, jak i OT, co stanowi wzrost z zaledwie 21% w ubiegłym roku.
  • Gwałtowny wzrost liczby urządzeń podłączonych do sieci wpływa na złożoność wyzwań dla przedsiębiorstw korzystających z infrastruktury OT – Prawie 80% respondentów stwierdziło, że w ich środowisku technologii operacyjnych znajduje się ponad 100 urządzeń OT z obsługą protokołu IP, co wskazuje jak dużym wyzwaniem dla zespołów ds. bezpieczeństwa jest ochrona przed stale modyfikowanymi rodzajami zagrożeń. Badanie wykazało, że rozwiązania ochronne nadal pomagają w osiągnięciu założonych celów przez większość (76%) specjalistów OT, w szczególności poprzez poprawę wydajności (67%) i elastyczności (68%). Jednak dane z raportu wskazują również, że rozproszenie rozwiązań utrudnia konsekwentne wdrażanie reguł bezpieczeństwa oraz ich egzekwowanie w coraz bardziej konwergentnym środowisku IT/OT. Problem narasta wraz ze starzeniem się systemów, a większość (74%) przedsiębiorstw twierdzi, że średni wiek przemysłowych systemów sterowania (ICS) w ich przedsiębiorstwach wynosi od 6 do 10 lat.
  • Powierzanie kwestii dotyczących bezpieczeństwa OT osobom na stanowisku CISO dobrze wróży branży – Pomimo rosnącej luki kompetencyjnej wśród specjalistów ds. cyberbezpieczeństwa, wyniki raportu sugerują, że przedsiębiorstwa posiadające infrastrukturę OT traktują jej ochronę priorytetowo. Kluczowym wskaźnikiem jest to, że prawie każde (95%) przedsiębiorstwo planuje w ciągu najbliższych 12 miesięcy powierzyć odpowiedzialność za cyberbezpieczeństwo OT dyrektorowi ds. ochrony informacji (CISO), a nie kierownictwu lub zespołowi operacyjnemu. Wyniki badań pokazują również, że specjaliści ds. ochrony środowisk OT wywodzą się obecnie raczej z obszaru dotyczącego bezpieczeństwa IT niż z szeroko pojętego obszaru OT, a wpływ na decyzje dotyczące cyberbezpieczeństwa przenosi się z działu operacyjnego na innych liderów, zwłaszcza na stanowiska CISO/CSO.

Najlepsze praktyki

Dokument „Fortinet 2023 State of Operational Technology and Cybersecurity Report” wskazuje sposoby, w jakie przedsiębiorstwa mogą wzmocnić swój ogólny stan bezpieczeństwa. Mogą one sprostać wyzwaniom związanym z bezpieczeństwem OT, przyjmując następujące najlepsze praktyki:

  • Opracowanie strategii dotyczącej wyboru dostawców i tworzenia platformy cyberbezpieczeństwa środowiska OT – Konsolidacja rozwiązań wpływa na zmniejszenie złożoności infrastruktury oraz przyspiesza osiąganie zamierzonych rezultatów. Dlatego pierwszym krokiem powinno być rozpoczęcie budowy platformy poprzez nawiązanie współpracy z dostawcami, którzy projektują swoje produkty z myślą o ich integracji i automatyzacji, aby w przedsiębiorstwie możliwe było konsekwentne wdrażanie i egzekwowanie zasad w coraz bardziej konwergentnym środowisku IT/OT. Należy poszukiwać dostawców szerokiego portfolio rozwiązań, wśród których są podstawowe systemy do inwentaryzacji i segmentacji zasobów oraz bardziej zaawansowane, takie jak centrum operacji bezpieczeństwa OT (SOC), lub możliwość obsługi wspólnego SOC IT/OT.
  • Wdrożenie mechanizmów kontroli dostępu do sieci (NAC) – Radzenie sobie z wyzwaniami związanymi z ochroną środowisk ICS, SCADA, IoT, BYOD oraz różnego typu urządzeń końcowych wymaga zaawansowanej kontroli dostępu do sieci jako części kompleksowej architektury bezpieczeństwa. Skuteczne rozwiązanie NAC pomaga również utrzymać pełną kontrolę nad siecią przedsiębiorstwa poprzez zarządzanie nowymi urządzeniami, które będą do niej podłączane lub będą komunikowały się z innymi segmentami infrastruktury przedsiębiorstwa.
  • Implementacja podejścia „zero trust” – Wdrożenie podstawowych mechanizmów inwentaryzacji i segmentacji zasobów oraz zapewnienie ciągłej weryfikacji wszystkich użytkowników, aplikacji i urządzeń ubiegających się o dostęp do krytycznych zasobów.
  • Prowadzenie działań edukacyjnych i szkoleń w zakresie cyberbezpieczeństwa – Szkolenia dotyczące ochrony cyfrowych zasobów pozostają kluczowe, ponieważ walka o cyberbezpieczeństwo wymaga zbiorowego wysiłku wszystkich pracowników, a więc muszą mieć oni wiedzę na odpowiednim poziomie. Przedsiębiorstwa powinny rozważyć włączenie nietechnicznych szkoleń skierowanych do wszystkich osób korzystających z komputerów lub urządzeń mobilnych, włączając w to także telepracowników i ich rodziny.

Osoby na stanowisku CISO oraz zespoły ds. bezpieczeństwa mogą uzyskać efekt zmniejszenia złożoności środowisk OT, zwiększenia skuteczności w zapobieganiu i wykrywaniu ataków ransomware oraz przyspieszenia kategoryzacji incydentów, badania ich, oraz reagowania na nie. Pomocne jest w tym platformowe podejście producentów rozwiązań ochronnych w celu zabezpieczenia infrastruktury OT. Zaangażowanie osoby na stanowisku CISO do współpracy między zespołami IT, OT, i produkcyjnymi w celu oceny ryzyka dla systemów cyfrowych i produkcyjnych, w szczególności incydentów związanych z oprogramowaniem ransomware, może pomóc w budowaniu świadomości pracowników, ustaleniu priorytetów, budżetu, oraz poprawnej alokacji personelu.

John Maddison, EVP Products and CMO, Fortinet

„Opublikowany przez Fortinet dokument 2023 State of Operational Technology and Cybersecurity Report pokazuje, że chociaż przedsiębiorstwa posiadające infrastrukturę technologii operacyjnych zwiększyły jej ogólny poziom cyberbezpieczeństwa, nadal istnieją możliwości poprawy. Zespoły sieciowe i IT znajdują się pod niezwykłą presją, aby dostosować się i stać się bardziej świadomymi niuansów dotyczących środowisk OT. Przedsiębiorstwa zaś szukają i wdrażają rozwiązania ochronne na styku infrastruktury IT i OT, aby zmniejszyć ogólne ryzyko związane z bezpieczeństwem.”

Informacje o raporcie

  • Raport „Fortinet 2023 State of Operational Technology and Cybersecurity” bazuje na danych ze szczegółowej ogólnoświatowej ankiety przeprowadzonej wśród 570 specjalistów OT przez zewnętrzną firmę badawczą.
  • Respondenci pochodzili z różnych krajów z całego świata, między innymi z: Polski, Australii, Nowej Zelandii, Brazylii, Kanady, Egiptu, Francji, Niemiec, Indii, Japonii, Meksyku, RPA, Wielkiej Brytanii i Stanów Zjednoczonych.
  • Respondenci reprezentowali szereg branż, które intensywnie korzystają z rozwiązań technologii operacyjnych, takich jak: produkcja, transport/logistyka, ochrona zdrowia/farmacja, wydobycie ropy naftowej i gazu, rafinerie, dostawa energii i inne usługi komunalne, chemia/petrochemia oraz dostarczanie wody i odbiór ścieków.
  • Większość ankietowanych, bez względu na zajmowane stanowisko, jest głęboko zaangażowanych w podejmowanie decyzji dotyczących cyberbezpieczeństwa. Osoby te mają coraz więcej do powiedzenia w kwestii decyzji zakupowych związanych z OT. Tegoroczne badanie wykazało, że 91% respondentów jest regularnie zaangażowanych w podejmowanie decyzji o wdrażaniu rozwiązań ochronnych w swoim przedsiębiorstwie.

ORLEN analizuje potencjalną akwizycję Zakładów Azotowych w Puławach

Grupa ORLEN analizuje potencjalną możliwość akwizycji Zakładów Azotowych w Puławach należących do  Grupy Azoty S.A. Spółki podpisały umowę o współpracy i zachowaniu poufności, która umożliwi rozpoczęcie procesu due diligence, czyli badania kondycji puławskich zakładów. Połączenie firm umożliwiłoby zwiększenie zaangażowania Grupy ORLEN  w sektor nawozowy, a poprzez wykorzystanie licznych synergii zwiększyło jego efektywność i konkurencyjność na europejskim rynku. Z kolei dla klientów spółek, w tym rolników, połączenie to lepsza i szersza oferta nawozów, a także łatwiejszy dostęp do produktów potrzebnych na rynku w danym momencie dzięki wyższej elastyczności produkcji.

– Zapewniamy nie tylko bezpieczeństwo energetyczne, ale także żywnościowe Polski. Jesteśmy znaczącym producentem nawozów dla rolnictwa i konsekwentnie umacniamy naszą pozycję na tym rynku. Analizujemy możliwość akwizycji Zakładów Azotowych „Puławy”, ponieważ dostrzegamy w tym duży potencjał i korzyści dla obu firm, ale też gospodarki. Mamy bogate doświadczenie w realizacji procesów połączeń, które zawsze prowadziły do dalszego rozwoju spółek. W branży nawozowej dobrym przykładem jest ANWIL. Inwestujemy w tę spółkę, rozbudowując zdolności produkcyjne, tworząc nowe miejsca pracy i zwiększając jej wartość. Integracja dwóch dużych producentów nawozów azotowych oznaczałaby wzrost efektywności produkcji i pozwoliła jeszcze skuteczniej odpowiadać na potrzeby rynku – mówi Daniel Obajtek, Prezes Zarządu PKN ORLEN.

Grupa ORLEN w lipcu rozpocznie proces due diligence Zakładów Azotowych „Puławy”, w ramach którego analizowana będzie m.in. kondycja finansowa i handlowa spółki. Wyniki przeprowadzonych badań będą podstawą do podjęcia dalszych decyzji związanych z akwizycją.

– Zainteresowanie akwizycją Zakładów Azotowych Puławy S.A., wyrażone przez PKN ORLEN, to potwierdzenie potencjału naszej puławskiej spółki, która jest ważną częścią Grupy Azoty S.A. Jesteśmy na początku złożonego procesu, przed nami badanie due diligence oraz proces negocjacji. PKN ORLEN to silny partner, z którym od wielu lat z powodzeniem współpracujemy w wielu obszarach. Trwająca agresja Rosji na Ukrainę, zawirowania na globalnych rynkach surowców i półproduktów, stale rosnące wymagania regulacyjne obowiązujące w Unii Europejskiej – pokazują jak istotna jest potrzeba przyśpieszenia procesu transformacji energetycznej i dekarbonizacji spółek naszej Grupy Kapitałowej w kierunku „Zielonych Azotów” – zielonej energii i zielonych produktów. To kosztowne i niezmiernie istotne procesy, które chcemy zrealizować, by móc nadal produkować innowacyjne, konkurencyjne produkty w naszych fabrykach w Polsce – mówi Tomasz Hinc, Prezes Zarządu Grupa Azoty S.A.

Przejęcie przez Grupę ORLEN zakładów w Puławach może przynieść wiele korzyści biznesowych. Już na wstępnym etapie zidentyfikowano szereg synergii wynikających z planowanej integracji, zarówno operacyjnych, jak i obniżających koszty w obszarze logistyki, sprzedaży, innowacji czy zakupów:

  • atrakcyjna oferta produktowa i zwiększenie konkurencyjności względem podmiotów europejskich i spoza Unii Europejskiej,
  • bilansowanie surowców wewnątrz grupy, efektywniejsze gospodarowanie amoniakiem – kompensowanie braków i nadwyżek, zapewnienie produktów na rynku w trakcie postojów remontowych,
  • obniżenie kosztów i skrócenie czasu transportu do odbiorców krajowych,
  • wymiana doświadczeń w zakresie produkcji i bezpieczeństwa procesowego w oparciu o nowe technologie i realizowane inwestycje,
  • efektywniejsze wykorzystanie zdolności magazynowych (saletra, amoniak), niższe koszty i poprawa bezpieczeństwa magazynowania,
  • wsparcie inwestycyjne ze strony Grupy ORLEN w zakresie inwestycji w nisko i zeroemisyjne źródła energii,
  • wykorzystanie wiedzy i wspólnych zasobów dla rozwoju innowacyjnych projektów np. wokół tematu nawozów inteligentnych (raz aplikowane działają w okresie całej wegetacji), co przełoży się na wzrost konkurencyjności na rynkach europejskich i poszerzenie gamy produktów,
  • wspólna polityka w zakresie dekarbonizacji, zazielenienie amoniaku (zwiększenie udziału surowców nieemitujących CO2) jako odpowiedź na wyzwania środowiskowe i klimatyczne wynikające z europejskich dyrektyw, a co za tym idzie silniejsza pozycja na rynku,
  • zwiększona siła zakupowa, optymalizacja nakładów związanych z procesami inwestycyjnymi oraz kosztami funkcjonowania obszarów wsparcia (zakupy sprzętu, licencje, usługi).

Grupa ORLEN posiada duże doświadczenie w procesach konsolidacji. Koncern od ponad 20 lat działa na rynku nawozowym, realizując nowe inwestycje i zwiększając skalę swojej działalności. We Włocławku budowana jest trzecia linia nawozowa, która umożliwi zwiększenie mocy produkcyjnych o około 50 proc., do 1461 tys. ton rocznie i wzbogaci portfolio produktowe spółki o cztery rodzaje nawozów.

Z kolei „Puławy” zainwestowały w ostatnich latach w wytwórnię nawozów granulowanych na bazie saletry amonowej. Zdolności produkcyjne dwóch nowych linii wynoszą łącznie do 820 tys. ton rocznie.

Branża nawozowa w Europie jest w dużym stopniu skonsolidowana, a takie procesy postępowały przez ostatnie trzy dekady. W związku z tym konsolidacja aktywów nawozowych na polskim rynku wpisuje się w ten trend.

Sprzedaż detaliczna w strefie euro

Sprzedaż detaliczna w strefie euro pozostała niezmieniona w kwietniu. Rewizji uległ natomiast marcowy miesięczny odczyt, który ostatecznie wyniósł -0,4% względem pierwotnego -1,2%. W poszczególnych krajach wielkość sprzedaży była zróżnicowana. W ujęciu miesięcznym urosła w Niemczech i Hiszpanii odpowiednio o 0,8% i 1,4%, podczas gdy we Francji spadła o 1,3%.W ujęciu rocznym sprzedaż detaliczna spadła o -2,6% wobec prognoz na poziomie -3%.

Z pewnością na wysokość sprzedaży detalicznej ma wpływ wysoka inflacja i wzrost stóp procentowych. W ostatnim czasie obserwujemy jednak globalne tendencje dezinflacyjne. Spadek cen konsumpcyjnych może sygnalizować spowolnienie cyklu zacieśniania polityki pieniężnej w Europejskim Banku Centralnym, chociaż decydenci sygnalizują, że podwyżki jeszcze się nie skończyły. Spadek inflacji, utrzymujący się wzrost płac i niskie bezrobocie – to wszystko może wskazywać na możliwe częściowe odbicie sprzedaży detalicznej w nadchodzących miesiącach.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Apple po raz kolejny wskazało kierunek rozwoju technologii

Podczas konferencji WWDC 2023, Apple przedstawiło Vision Pro – zupełnie nowy komputer łączący funkcje rzeczywistości wirtualnej i rzeczywistości rozszerzonej. Model biznesowy Apple zakłada, że co 7-8 lat przedstawia światu nowy innowacyjny produkt. W Polsce Apple jest trzecią najpopularniejszą akcja na platformie eToro.

Pierwsza wersja Vison Pro trafi do sprzedaży w USA na początku przyszłego roku w cenie 3499 dolarów. Po zapłaceniu podatku, będzie to około 3800 dolarów, czyli około 16 tys. złotych. Jest to duża kwota, jednak biorąc pod uwagę, że urządzenie zastępuje jednocześnie bardzo wydajny komputer, zaawansowany monitor i wiele innych dodatkowych narzędzi – cena przestaje aż tak szokować. Nie ma też na rynku konkurencyjnych produktów o podobnej funkcjonalności, które mogłyby stanowić cenowy punkt odniesienia dla tej propozycji. Istniejące zestawy VR – takie jak przedstawiony przez Meta Quest 3 i Quest Pro w cenie 499/999 dolarów (w USA) – są znacznie prostsze pod względem funkcjonalności i bardziej skupiają się na dostarczaniu rozrywki niż na tworzeniu ekosystemu bogatego w funkcje, jak planuje to zrobić Apple.

Sukces Vision Pro zależy w tym momencie od deweloperów tworzących swoje aplikacje na nowy system. Im bardziej będzie on obudowany w atrakcyjny software, tym większa szansa na sukces. A rozwój technologiczny pójdzie kolejny raz w kierunku wskazanym przez Apple. Warto przypomnieć sobie pierwszą edycję iPhona (2007), czy pierwsze edycje Apple Watch (2015) i porównać je z tym, gdzie dziś znajdują się te produkty. Widać, że Apple stara się kontynuować politykę kreacji nowych zastosowań technologii w stałych odstępach czasu – premiera Apple Watch nastąpiła 7 lat po premierze iPhone’a, teraz Vision Pro zostało zaprezentowane po kolejnych 8 latach.

Notowania Apple osiągnęły najwyższy pułap w godzinach poprzedzających konferencję. Po premierze Vision Pro, nieznacznie spadły. Widać, że inwestorzy zdali sobie sprawę, że na początku, urządzanie będzie gadżetem dla technologicznych geeków, zbyt drogim by trafić na masowy rynek. Jednak przecena była niewielka, bo szanse na sukces są także wysokie. Tym bardziej, że urządzanie rzeczywiście może wykreować zupełnie nowy rynek i nowe źródła przychodów.

Apple jest ulubioną spółką inwestorów – w Polsce jest trzecią najpopularniejszą akcją na platformie eToro (po Tesli i Amazonie). Od stycznia akcje firmy osiągnęły nowe szczyty, po imponującym wzroście o 50 proc. Obecnie, łączna kapitalizacja rynkowa spółki wynosi około 2,8 biliona dolarów. Pomimo spadków sprzedaży MacBooków i iPhone’ów, innowacyjne usługi i produkty Apple nadal przyczyniają się do jej sukcesu. Dużym polem do dalszego rozwoju firmy pozostają pola internetowej reklamy i płatności (usługa Apple Pay), nawet niewielkie zwiększenie udziału w tych rynkach może przenieść Apple duże zyski. I może stać się to znacznie szybciej, niż pojawią się pierwsze istotne dochody z Vision Pro.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

Chcesz zarezerwować mieszkanie w ramach programu „Bezpieczny kredyt 2%”? Lepiej się pośpiesz!

W tym roku, początku wakacji i lipca zdają się oczekiwać nie tylko dzieci i młodzież, ale również cały rynek mieszkaniowy. Wszystko za sprawą programu Bezpieczny kredyt 2%, który lada dzień wejdzie w życie.  Z racji dużego zainteresowania nową propozycją rządu, portal RynekPierwotny.pl postanowił sprawdzić, jak obecnie wygląda kwestia rezerwacji mieszkania. Ile umów jest zawieranych, na jak długo i ile to kosztuje? Tego dowiesz się z poniższej sondy. 

Andrzej Gutowski, Wiceprezes, Dyrektor Sprzedaży RONSON Development

Projekt „Bezpieczny kredyt 2%” pobudził wszystkie grupy klientów na rynku nieruchomości. Zarówno osoby, które kwalifikują się do nowego rządowego programu, jak również nabywców, którzy z różnych przyczyn dotychczas wstrzymywali decyzję o zakupie mieszkania oraz cały czas aktywnych klientów inwestycyjnych. Tym samym popyt na rynku jest obecnie bardzo duży, co w kontekście ograniczonej podaży jest wyzwaniem, a z całą pewnością w perspektywie kilku najbliższych miesięcy wpłynie na ceny mieszkań. Dlatego warto już teraz zarezerwować mieszkanie. O ile oczywiście dany deweloper dopuszcza możliwość poczekania na klienta jeszcze 4 miesiące.

RONSON Development przygotował konkretną pulę mieszkań, która kwalifikuje się do programu i rezerwujemy mieszkania dla naszych klientów.

Jakub Tamborowski, Regionalny Kierownik Sprzedaży w Echo Investment 

Wcześniejsza rezerwacja daje możliwość większego wyboru, ponieważ z każdym tygodniem pula dostępnych lokali ulega uszczupleniu. Nie warto więc odkładać w czasie decyzji o rezerwacji. Nasi klienci często decydują się na formalności związane z tradycyjną ofertą kredytową, ale mamy też spore zainteresowanie zakupami z rządowym wsparciem. W Echo Investment od razu podpisujemy z klientami umowy deweloperskie. W razie braku wejścia w życie programu Bezpieczny Kredyt 2% lub w sytuacji, gdy potencjalny nabywca nie otrzyma kredytu umowy te będą bezkosztowo rozwiązywane. Oczywiście w takiej sytuacji zwrócimy całość wpłaconych środków, czyli kwotę o równowartości 10 lub 20% wartości mieszkania. Klient ma czas na formalności kredytowe do września lub października i przez cały ten czas może liczyć na wsparcie naszych ekspertów kredytowych. Do tej pory takich umów w krakowskiej inwestycji Bonarka Living zawarliśmy około 15, w Poznaniu w ramach Wieży Jeżyce dwie umowy i w Łodzi jedną.

Tomasz Kaleta, Dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A.

Na pewno nie warto zwlekać. Na skutek poluzowania rekomendacji S przez Komisję Nadzoru Finansowego zdolność kredytowa Polaków uległa poprawie i obserwujemy większy popyt. Dla przykładu, liczba kontaktów z klientami, jakie odnotowaliśmy w marcu czy kwietniu br. jest niemal dwukrotnie wyższa niż średnia miesięczna z 2022. Wielu potencjalnych nabywców powróciło do swoich planów zakupowych po ogłoszeniu rządowego programu „Pierwsze Mieszkanie”, którego częścią jest preferencyjny „Bezpieczny Kredyt 2%”. Osoby, które chcą skorzystać z tej formy finansowania, mogą już teraz zarezerwować mieszkanie z naszej oferty i wpłacić 20% ceny lokalu. Po wejściu programu w życie, czyli 1 lipca, będą mogły złożyć w wybranym banku wniosek o kredyt, a po uzyskaniu pozytywnej decyzji – podpisać umowę deweloperską, nie później niż do 30 września br. Do dyspozycji klientów pozostają nasi eksperci ds. kredytów, którzy pomogą szybko i sprawnie przejść przez proces aplikowania o „Bezpieczny Kredyt 2%”.

Katarzyna Unold, Dyrektorka Zarządzająca ACCIONA w Polsce

Z pewnością mogę stwierdzić, że warto się pospieszyć z rezerwacją mieszkania w ramach programu „Bezpieczny kredyt 2%” – zwłaszcza ze względu na to, że oferta powoli się kurczy. Sytuacja na rynku jest jednak nieustannie dynamiczna. Ceny lokali mieszkaniowych nie spadają, a wręcz notujemy wzrosty. W biurach sprzedaży ACCIONA zawieramy od 2 do 4 umów rezerwacyjnych tygodniowo. Umowa obowiązuje przez miesiąc, a jej nawiązanie wiąże się także z wpłaceniem kaucji o wysokości 5000 złotych przez przyszłych właścicieli mieszkania. W przypadku decyzji o zakupie, kaucja zostaje odjęta od ceny zarezerwowanego lokalu. Co ważne, jeśli klienci zrezygnują z zakupu mieszkania kaucję zwracamy w całości

Michał Witkowski, Dyrektor ds. Sprzedaży Lokum Deweloper S.A.

Z miesiąca na miesiąc obserwujemy coraz większy ruch w naszych salonach sprzedaży i duże zainteresowanie naszą ofertą. Złagodzenie rekomendacji KNF dotyczącej badania zdolności kredytowej i stabilizacja stóp procentowych przyczyniły się do odbudowania popytu. Klienci powracają, chcąc zrealizować odroczone zakupy mieszkaniowe. Wpływa to na systematyczny spadek dostępnej liczby mieszkań. Oferta coraz bardziej się kurczy, ponieważ po trudnym 2022 roku deweloperzy nie są w stanie dynamicznie odbudować podaży. Ogromną zaletą naszej oferty jest to, że znaczna jej część obejmuje gotowe lokale w atrakcyjnych cenach, dzięki czemu kupujący nie będą musieli długo czekać na odbiór kluczy. Ten zasób jednak systematycznie maleje.

Mając na względzie powyższe kwestie, warto już teraz wybrać i nabyć idealne lokum dla siebie. Wychodząc naprzeciw potrzebom naszych klientów, opracowaliśmy odpowiednie systemy płatności, które umożliwią im finansowanie zakupu nieruchomości z pomocą rządowego wsparcia w postaci Bezpiecznego kredytu 2%.

Doświadczamy wyraźnego odbudowania popytu i powrotu wielu klientów, którzy oczekiwali na rozwój wypadków. Obserwowany w tym roku wzrost cen nieruchomości i ograniczona oferta na rynku mobilizują klientów do zakupów. Co najmniej kilkadziesiąt mieszkań miesięcznie znajduje swoich nabywców. Nie wszystkie są jednak kupowane w oparciu o umowę rezerwacyjną. W przypadku gotowych mieszkań, które stanowią istotną część naszej oferty, zawierana jest umowa przedwstępna sprzedaży. Umowa rezerwacyjna wiąże się z wpłatą kaucji rezerwacyjnej, zaś umowa przedwstępna zawiera harmonogram wpłat.

Angelika Kliś, Członek zarządu ATAL

Zgodnie z przewidywaniami, od marca notujemy zwiększone zainteresowanie naszą ofertą ze strony potencjalnych nabywców. W kwietniu było to prawie o połowę więcej umów rezerwacyjnych niż w lutym czy marcu i trzy razy więcej niż w styczniu.

Lepszym nastrojom zakupowym sprzyja perspektywa rządowego programu, a także łagodniejsza polityka banków w kontekście oceny zdolności.

Popytowi i rezerwacjom mieszkań z oferty ATAL sprzyja także nasz autorski  program „Czas na mieszkanie”. Umożliwia on klientom wybór mieszkania po obowiązującej cenie i podpisanie umowy deweloperskiej z gwarancją ceny oraz transakcji. Jeżeli z różnych przyczyn klient do 28 września nie otrzyma kredytu, może od umowy odstąpić bez żadnych konsekwencji. Myślę, że bardziej przejrzystej oferty na rynku obecnie nie ma. Standardowa umowa rezerwacyjna nie zabezpiecza klienta w takim stopniu.

Wspomniany program m.in. daje gwarancję niezmienności ceny, a to właśnie obawa o dalszy wzrost cen mieszkań obecnie najbardziej motywuje nabywców. Kupujący racjonalnie zakładają, że będzie tylko drożej. Na przykład ze względu na ograniczoną podaż mieszkań, co jest efektem wstrzymania budów przez deweloperów na przestrzeni roku. Będzie to miało swój skutek także w kolejnych miesiącach, nawet do 2,5 roku, kiedy odczuwalna będzie tzw. dziura produkcyjna.

Dlatego uważam, że ze względu na wspomniane uwarunkowania warto pospieszyć się z decyzją o zakupie mieszkania.

Cezary Grabowski, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Bouygues Immobilier Polska 

Obecnie na rynku liczba sprzedawanych lokali mieszkaniowych przewyższa liczbę tych wprowadzanych. Oznacza to, że oferta dla wszystkich klientów zmniejsza się praktycznie z tygodnia na tydzień, dlatego też osoby myślące o zakupie mieszkania finansowanego kredytem powinni decydować się na nie już teraz. Najlepszym przykładem wzmożonego zainteresowania klientów jest tempo sprzedaży naszych osiedli – od początku roku zawarliśmy 400 umów rezerwacyjnych – zarówno z klientami gotówkowymi, jak i osobami wspierającymi się kredytem. Część z nich to także osoby zainteresowane wsparciem w ramach nowego programu mieszkaniowego. Obecnie w ofercie mamy dwa osiedla, które w znacznym stopniu spełniają cenowe kryteria „Bezpieczny kredyt 2%”. Jest to Nova Talarowa na Tarchominie w Warszawie, gdzie pozostało wolnych 85 mieszkań, a także osiedle Lune de Malta w pobliżu Jeziora Maltańskiego, w Poznaniu. Tam w ofercie mamy jeszcze dostępnych 120 lokali.

Justyna Hamrol-Wasielewska, Dyrektor Sprzedaży i Marketingu Eiffage Immobilier Polska

Zainteresowanie programem „Bezpieczny kredyt 2%” wzrasta z dnia na dzień. Klienci już teraz wykazują wzmożoną chęć zakupu i rezerwują mieszkania w naszych inwestycjach, by finalizować umowy w lipcu i w sierpniu. Na ten moment mamy już kilkanaście umów rezerwacyjnych, a nowych chętnych wciąż przybywa, dlatego warto już teraz podjąć decyzję. Obecnie klienci mają do wyboru mieszania w trzech naszych inwestycjach – w Poznaniu, we Wrocławiu i w Warszawie. W stolicy Wielkopolski zostało nam dosłownie kilka lokali 3-pokojowych, które odpowiadają kryteriom programu „Bezpieczny kredyt 2%”. Znajdują się one w naszej premierowej inwestycji w Poznaniu – Marcelińska 18, która cieszy się ogromną popularnością. We Wrocławiu mamy dostępnych jeszcze kilka mieszkań w Atmo na Kępie Mieszczańskiej w samym centrum miasta. Najwięcej lokali mieszczących się w kryteriach cenowych „Bezpieczny kredyt 2%” klienci znajdą w Warszawie w topowej inwestycji Kierbedzia 4 – to lokale premium zlokalizowane w prestiżowej lokalizacji na Mokotowie.

Ewa Przeździecka, Wiceprezes Zarządu Unidevelopment SA.

Z naszych obserwacji wynika, że zapowiedzi programu „Bezpieczny kredyt 2%” przyciągają do biur sprzedaży dwie grupy klientów. Pierwszą z nich są osoby posiadające zdolność kredytową, które dostrzegają w programie możliwość uzyskania realnych oszczędności dzięki ograniczeniu wysokości rat przez najbliższe 10 lat. Drugą grupę stanowią klienci, których do tej pory, przy dostępnych na rynku ofertach banków, nie było stać na zaciągnięcie kredytu hipotecznego.

Szczególne zainteresowanie programem zaobserwowaliśmy w marcu i w kwietniu tego roku, przede wszystkim w naszych biurach sprzedaży w Poznaniu. Widząc to zainteresowanie, przygotowaliśmy  program, w ramach którego podpisujemy z klientami umowy deweloperskie z odroczonym do 3Q terminem płatności drugiej transzy. Co istotne, oferta jest ograniczona do pilotażowej puli mieszkań, ale z możliwością zwiększenia jej w chwili, gdy poznamy dalsze detale rządowego projektu. Patrząc całościowo na rynki, na których działa Unidevelopment SA, szacujemy, że osoby chcące skorzystać programu „Bezpieczny kredyt 2%” stanowią obecnie kilka procent naszych klientów.

Dawid Wrona, Członek Zarządu w Archicom

Jako Archicom wyraźnie dostrzegamy wzmożone ożywienie rynku kredytowego już od momentu wstępnych zapowiedzi programu rządowego „Pierwsze Mieszkanie”, które miały miejsce w lutym bieżącego roku. Projekt ustawy w jego sprawie został oficjalnie przyjęty przez rząd 14 marca, co istotnie wpłynęło na dalsze pobudzenie popytu na rynku nieruchomości. W wielu przypadkach możliwość pozyskania tego rodzaju finansowania – kredytu hipotecznego na preferencyjnych warunkach – była głównym czynnikiem wpływającym na ostateczną decyzję zakupową. Przełożyło się to na podwyższoną sprzedaż deweloperów w analizowanym okresie. Archicom sprzedał w pierwszym kwartale 258 lokali, tym samym odnotowując wzrost w porównaniu do obu kwartałów drugiego półrocza 2022 r. Zainteresowanie zakupem nieruchomości w ramach wspomnianego programu pozostaje do dziś na niezmiennie wysokim poziomie. Przyjmując, że dynamika sprzedaży się utrzyma, należy zakładać, że oferta dostępnych mieszkań będzie wkrótce istotnie ograniczona, a wybór wymarzonego M stanie się utrudniony. Ze względu na termin uruchomienia programu wyznaczony na lipiec umowy rezerwacyjne zawieramy na okres maksymalnie 2-3 miesięcy.

Autor: RynekPierwotny.pl

Samorządy otrzymają stacje ładowania aut elektrycznych

6 czerwca br. startuje pierwszy w branży leasingowej ogólnopolski program grantowy dla samorządów. Projekt „Razem dla eko-zmiany” przewiduje przekazanie i utrzymanie sieci stacji ładowania pojazdów elektrycznych.
Za realizację programu odpowiadają Fundacja Santander Bank Polska wraz Santander Leasing, a do współpracy zaproszeni zostali GreenWay Polska oraz Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych (PSPA).

Przedmiotem konkursu jest pełne finansowanie budowy minimum 16 stacji ładowania pojazdów elektrycznych oraz utrzymanie ich przez 2 lata. Na ten cel  została przeznaczona kwota 1 mln złotych. W programie mogą wystartować wszystkie jednostki samorządu terytorialnego, których liczba mieszkańców na dzień ogłoszenia konkursu nie przekracza 100 tys.

– Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że obecnie jedną z głównych obaw kierowców przed użytkowaniem samochodów elektrycznych jest dostępność stacji ładowania. Zwłaszcza poza autostradami i dużymi aglomeracjami. Dlatego jako przedstawiciel branży leasingowej chcemy mieć wpływ na „łatanie” białych plam polskiej sieci elektromobilności, aby te obawy zmniejszać – podkreśla Krzysztof Kowalewski, Wiceprezes Zarządu Santander Leasing. – Wierzymy, że pomoże to wpłynąć na zwiększenie liczby samochodów elektrycznych, czyli mniej spalin i mniej hałasu, tak w dużych jak i małych miastach. W miejscowościach, w których na co dzień mieszkamy, uprawiamy sport czy chodzimy na spacery – dodaje.

– Z samorządami współpracujemy od wielu lat, na różnych płaszczyznach, m.in. przez nasze programy grantowe. Tym razem mamy projekt wyłącznie dla samorządów – mówi Marzena Atkielska, prezes zarządu Fundacji Santander. Rozwój infrastruktury stacji ładowania dla samochodów elektrycznych bardzo dobrze wpisuje się w strategię ESG Grupy Santander Bank Polska, która zakłada m.in. wspieranie klientów w zielonej transformacji i aktywne promowanie działań proekologicznych. Po programie grantowym „Tu mieszkam, tu zmieniam EKO”, realizowanym przez fundację od 2020 r., to kolejna ekologiczna inicjatywa.

Prognozowane dynamiczne przyrosty polskiej elektromobilności

– Nasze doświadczenia ze współpracy z samorządami, jak budowa ładowarek miejskich w Katowicach, są bardzo pozytywne. Włączając się w proces transformacji energetycznej, samorządy mogą odegrać bardzo istotną rolę lokalnych liderów zmiany – komentuje Rafał Czyżewski, Prezes GreenWay Polska. – To właśnie w strukturach samorządowych skumulowana jest wiedza dotycząca miejscowych uwarunkowań, pozwalająca na „uszycie na miarę” lokalnej infrastruktury tak, żeby odpowiadała potrzebom mieszkańców.

Do 2030 r. łączna liczba zarejestrowanych w Polsce samochodów całkowicie elektrycznych (osobowych i dostawczych) zwiększy się do prawie miliona szt. – wynika z najnowszej edycji raportu „Polish EV Outlook”, opracowanego przez Polskie Stowarzyszenie Paliw Alternatywnych. Z opracowania wynika również, że powiększy się sieć ogólnodostępnej infrastruktury ładowania w Polsce – z ok. 5 tys. obecnie do prawie 100 tys. punktów w 2030 r.

– W latach 2019-2022 liczba ogólnodostępnych stacji ładowania w Polsce wzrosła
ok. 2,5-krotnie. Główna koncentracja infrastruktury – 56% – przypada jednak na duże ośrodki miejskie liczące powyżej 100 tys. mieszkańców. W tym kontekście kluczowe jest większe zdywersyfikowanie lokalizacji ładowarek, tak aby przyspieszyć proces rozwoju floty samochodów elektrycznych w różnych częściach kraju. Dlatego liczymy,
że do uruchomionego projektu zgłoszą się samorządy z mniejszych miejscowości
– mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

Jak wskazują analizy PSPA, to głównie firmy rejestrują auta elektryczne. W 2022 r. przedsiębiorcy (nie wliczając jednoosobowych działalności gospodarczych) odpowiadali aż za 78 proc. rejestracji nowych, osobowych samochodów całkowicie elektrycznych – to więcej o 8% niż w roku 2021.

Stale rosnącą rolę leasingodawców w finansowaniu inwestycji w ten segment pojazdów potwierdzają ostatnie dane Santander Leasing. Jak wskazują wyniki,
do połowy maja br. dynamika udzielonego przez Spółkę finansowania pojazdów
elektrycznych wyniosła aż 144 proc. r/r. W podobnym tempie rosła liczba stacji
do ładowania w 2022 – wzrost aż o 140 proc.

Regiony o najwyższym wskaźniku elektromobilności

Elektromobilność nadal koncentruje się przede wszystkim w największych ośrodkach miejskich. Z pierwszego wydania „Polish EV Outlook 2023” wynika,
że najwięcej samochodów elektrycznych – prawie 22 proc. całej polskiej floty – zarejestrowano w Warszawie. W 2022 r. stolica odpowiadała również za ponad 21 proc. nowych rejestracji BEV. Ok. 26 proc. parku samochodów całkowicie elektrycznych zarejestrowano w miastach liczących od 300 tys. do 1 mln mieszkańców – Krakowie, Łodzi, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku, Szczecinie, Bydgoszczy i Lublinie.

Wg. analizy finansowania od Santander Leasing wynika, że lista TOP 5 województw, w których przedsiębiorcy finansują najwięcej pojazdów elektrycznych to mazowieckie, wielkopolskie, dolnośląskie, małopolskie
i pomorskie.

Polskie firmy niechętnie korzystają z IoT

Internet Rzeczy efektywnie wspiera funkcjonowanie przedsiębiorstw. W Polsce korzysta z niego jedynie 3% firm produkcyjnych, choć jednocześnie wiele to planuje.

Zmniejszenie kosztów, usprawnienie transportu, ograniczenie zużycia energii, zwiększenie efektywności produkcji i skrupulatny monitoring każdego jej etapu przekładające się na optymalizację wykorzystania zasobów, poprawa bezpieczeństwa oraz jakości świadczonych usług. To korzyści, jakie przedsiębiorstwa mogą wynieść z wykorzystania Internetu Rzeczy (IoT). Mimo tego z zastosowaniem IoT w europejskich przedsiębiorstwach nie jest najlepiej, co pokazują dane Eurostatu.

Inteligentna automatyzacja filarem przemysłu 4.0, ale nie w Polsce

Digitalizacja jest jednym z wiodących trendów w gospodarce. Jednakże w niewielkim stopniu obejmuje on wykorzystanie Internetu Rzeczy w funkcjonowaniu przedsiębiorstw. Choć jak przewidują prognozy GlobalData, globalny rynek technologii IoT do 2024 roku osiągnie wartość 1,1 biliona dolarów przychodu (niemal dwukrotny wzrost w porównaniu do 2022), to jednocześnie, jak wynika z danych Eurostatu, z Internetu Rzeczy korzysta jedynie co trzecia firma w UE. Generalnie jest to domena dużych przedsiębiorstw, w którym to segmencie ok. 48% podmiotów wdrożyło tego typu rozwiązania. Wśród przedsiębiorstw produkcyjnych, jak podaje Eurostat, ten odsetek oscyluje wokół poziomu 5 proc. Jak na tym tle wypadają polscy przedsiębiorcy? Poniżej średniej. Nad Wisłą z rozwiązań IoT korzysta jedynie 19 proc. firm ogółem, a w segmencie przedsiębiorstw produkcyjnych ledwie 3 proc.

Można spodziewać się poprawy tego stanu rzeczy. Przedsiębiorstwa dostrzegają potencjał Internetu Rzeczy w obszarze poprawy efektywności biznesowej czy optymalizacji kosztów działalności. To przekłada się na dynamikę wzrostu tego rynku także w Polsce. Jego wartość, wg prognoz PMR, przekroczy w 2023 roku 10 mld zł (ok. +20% r/r).

– Polskie firmy nie boją się technologii. Nie dziwi to w kontekście faktu, że transformacja cyfrowa jest fundamentem trwającej rewolucji przemysłowej. Jednocześnie trzeba pamiętać, że inteligentna automatyzacja jest jej drugim filarem. Dlatego dane o wykorzystywaniu rozwiązań Internetu Rzeczy przez polskich przedsiębiorców, w tym firmy produkcyjne, nie napawają optymizmem. Na szczęście najnowsze badania pokazują, że co trzecie przedsiębiorstwo zamierza w perspektywie 12 miesięcy inwestować w nowe rozwiązania IoT – mówi Przemysław Saniak, konsultant w zakresie transformacji cyfrowej z Grupy Inetum, jeden z prowadzących cykl „How to avoid IoT pitfalls”.

Wdrażają oddolnie zamiast strategicznie

Na przeszkodzie we wdrażaniu inteligentnych rozwiązań staje wiele różnych kwestii, a każdy przedsiębiorca, niezależnie od sektora, w jakim funkcjonuje, musi mierzyć się z określonymi problemami związanymi z wdrożeniem Internetu Rzeczy.

– Przeszkody te najczęściej związane są z brakiem odpowiednich regulacji w firmach oraz kosztami takiej operacji. Jednocześnie brak wiedzy skutkuje tym, że rozwiązania IoT wdrażane są oddolnie, a nie jako element przemyślanej strategii rozwojowej firmy. Chcemy wyjść naprzeciw potrzebom przedsiębiorców, stąd pomysł na webinary przybliżające wiedzę co do skutecznego i strategicznego podejścia do tego zagadnienia. Przekazywana wiedza będzie bazować na wieloletnich doświadczeniach i praktycznych przykładach – komentuje Przemysław Saniak.

Jak wskazują eksperci, samo „założenie sensorów i zbieranie danych” nie wystarczy. Kluczem do sukcesu jest odpowiednie wykorzystanie danych, a do osiągnięcia tego celu niezbędna jest prawidłowo przygotowana strategia, uwzględniająca specyfikę funkcjonowania przedsiębiorstwa. Uczestnictwo w cyklu bezpłatnych webinarów, skierowanym do sektora Industrial IoT, pozwoli zdobyć praktyczną wiedzę, opartą na doświadczeniu międzynarodowych specjalistów. Inetum jest partnerem platformy IoT Cumulocity, a jej eksperci od dekady doradzają i wdrażają rozwiązania w tym obszarze. Ich doświadczenie obejmuje współpracę z firmami produkcyjnymi oraz branże m.in. automotive, retail i logistyki. Efektywność proponowanych rozwiązań doceniają partnerzy, wśród nich holenderska firma KPN, której współpraca z Inetum zaowocowała „przełożeniem potrzeb biznesowych na dobrze funkcjonujące oprogramowanie”.

Wyrok TSUE w sprawie o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału coraz bliżej!

Czy sprawa o wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z kapitału znajdzie w końcu swoje rozwiązanie? Czy będzie ono pozytywne dla osób spłacających kredyt we frankach szwajcarskich? Już 15 czerwca br. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej wyda wyrok, na który od miesięcy czekają zarówno Frankowicze, jak i, znajdujące się po drugiej stronie barykady, banki. 

Sprawa o korzystanie z kapitału trafiła do TSUE już w zeszłym roku, ale podczas posiedzenia, które odbyło się 12 października 2022 r. Trybunał odroczył wyrok. Kwestia powraca teraz, kiedy zbliża się termin wydania orzeczenia. Będzie ono miało znaczny wpływ na dalszy przebieg sporów sądowych między Frankowiczami a bankami na gruncie kredytów denominowanych i indeksowanych do CHF.

W sprawie Frankowiczów wypowiedział się już Rzecznik Generalny TSUE – Anthony Michael Collins. 16 lutego 2023 r. przedstawił on swoją opinię, w której podkreślił, że banki nie mogą domagać się od kredytobiorców dodatkowych świadczeń, co oznacza, że nie mają one prawa żądać wynagrodzenia za korzystanie z kapitału. Prawnie przysługuje bankom jedynie zwrot od Frankowiczów kwoty udzielonego kredytu na podstawie unieważnionej umowy kredytowej. W uzasadnieniu Rzecznik wyjaśnił, że uznanie umowy kredytu hipotecznego za nieważną stanowi konsekwencję zawarcia w niej nieuczciwych warunków przez bank.

– Warto zauważyć, że Rzecznik Generalny TSUE powołał się na Dyrektywę 93/13. Potwierdził jednoznacznie, że bankom nie należy się od konsumentów wynagrodzenie za korzystanie z kapitału w związku z unieważnieniem umowy kredytu. Wskazywał ponadto, że Dyrektywa nie stoi na przeszkodzie, by Frankowicze domagali się dodatkowych świadczeń po unieważnieniu umowy. Celem tego dokumentu jest bowiem zapewnienie konsumentom bezpieczeństwa – mówi Marcin Szołajski, radca prawny i założyciel Szołajski Legal Group. – Jednak to sąd krajowy ma ustalić, czy konsumenci mogą dochodzić tego typu roszczeń w świetle polskich przepisów – dodaje.

Pozytywna opinia Rzecznika z optymizmem każe czekać na dzień 15 czerwca. Jeśli TSUE podzieli jego zdanie, Frankowicze nie będą musieli obawiać się konsekwencji unieważnienia umowy kredytu i jej rozliczenia, zaś nowe pozwy banków o wynagrodzenie za korzystanie z kapitału przestaną pojawiać się w sądach.

– Jeśli TSUE orzeknie na korzyść Frankowiczów, będą oni mieli pewność, że banki nie mają podstaw do dochodzenia roszczeń za korzystanie z kapitału. Ponadto umożliwi to konsumentom dochodzenie od banku roszczeń innych niż zapłacone miesięczne raty kredytu i odsetki za opóźnienie – podkreśla Marcin Szołajski. – Niewątpliwie zachęci ich to do korzystania z praw przysługujących im jako konsumentom, ale też odstraszy banki od zawierania umów na nieuczciwych warunkach – dodaje.

W lutym 2023 r. w XXVIII Wydziale Sądu Okręgowego w Warszawie, zwanym wydziałem frankowym, zarejestrowanych było około 40 600 spraw. Ekspert prognozuje jednak, że po korzystnym dla Frankowiczów wyroku TSUE, ich liczba w całej Polsce wzrośnie. Warto dodać, że od 16 kwietnia 2023 r. pozew przeciwko bankowi można złożyć tylko w sądzie właściwym ze względu na miejsce zamieszkania Frankowiczów.

Obie zainteresowane strony czekają na wyrok TSUE. Od niego zależą bowiem dalsze losy i działania Frankowiczów.

Krach akcji Viaplay. Streaming to nie El Dorado?

Szwedzka platforma streamingowa Viaplay zaskoczyła inwestorów obniżeniem długoterminowych prognoz i zatrważającą wizją spadku zysków. Wszystko to ma miejsce w czasie, gdy firma nie generuje zysków netto i operuje przy olbrzymim zadłużeniu w relacji do swoich aktywów i pozycji gotówkowej. Firma obniżyła prognozy wzrostu sprzedaży w 2023 r. do wzrostu o 16%-17,5% r/r z poprzednio szacowanych 24%-26%. Niewiele? Wydaje się, że może to być zaledwie wierzchołek góry lodowej.

Puszka pandory otwarta

Spowolnienie biznesu Viaplay ma ścisły związek z cyklicznym rynkiem reklamy. Ten znany jest z tego, że słabnie w otoczeniu niepewności gospodarczej. Nakładając presję na silnie uzależnione od koniunktury gospodarczej, zadłużone spółki. Viaplay wskazało na spowolnienie wśród swoich partnerów biznesowych i słabsze otoczenie na skandynawskim rynku. Nie bez znaczenia mogła być jednak ostatnia podwyżka cen abonamentu – konsumenci mają obecnie bardzo szeroki wachlarz wyboru platform streamingowych. Cena mogła osiągnąć pułap ‘próg bólu’. Inflacja wywiera sporą presję na dotknięte wyższymi ratami kredytów i kosztami życia budżety gospodarstw domowych. Streaming nie wydaje się wydatkiem ‘koniecznym’. Znajduje się zatem w potencjalnie pierwszej kolejności do ‘ucięcia’.

Cięcia kosztów w Viaplay trwają dłużej niż oczekiwano, przez co firma oczekuje straty rzędu 23,0 mln USD – 27,6 mln USD w bieżącym kwartale. Widać więc, że coraz ciężej jest jej ‘oszczędzać’ a w brutalnym środowisku streamingowym może to odbić się na treściach i wiązać się, z dominacją przez silniejszą konkurencję. Netflix, Disney czy Paramount. Jeśli gospodarka osłabnie jeszcze bardziej, gigant może znaleźć się w poważniejszych tarapatach. Warto mieć też na uwadzę, że w środowisku rosnących stóp procentowych koszt ciążącego w bilansie długu także rośnie. Do rentowności Viaplay daleka droga, a przy dezinflacyjnym trendzie – nie wygląda na usłaną różami.

Inwestorzy zostali zaskoczeni nagłym komunikatem, co obrazuje reakcja rynku akcji. Jeszcze w kwietniu spółka informowała, że rozpoczęła mocny rok, a popyt na streaming wygląda zdrowo mimo słabszej gospodarki. Warto podkreślić, że od samego wzrostu subskrybentów, do zamieniania abonentów na dodatnie przepływy pieniężne – daleka droga. Firma zmaga się z rosnącymi kosztami, a tworzenie wysokiej jakości treści kosztuje. Skrajna sytuacja pchnęła firmę do skrajnych rozwiązań – CEO Anders Jensen został zastąpiony przez Jorgena Madsena Lindemanna.

Mieszanka wybuchowa

Viaplay spodziewa się w II kw. przychodów na poziomie 4,5 do 4,6 mld SEK. Perspektywy biznesowe dla streamingu wciąż jednak słabną. Wysoka inflacja i ostrożność konsumentów mogą sprawić, że ożywienie w branży będzie gasnąć. Konsumenci mogą stać się coraz bardziej ‘wybredni’ i przemieszczać się między platformami, oferującymi najatrakcyjniejszy stosunek ceny do jakości usług. Rynek może zostać więc zdominowany przez kilka najbardziej odpornych firm, posiadających więcej miejsca do cięć kosztów. Na tą chwilę najlepiej ‘zarabiającą’ na streamingu spółką pozostaje Netflix.

Viaplay na koniec II kw. Spodziewa się 7,7 mln subskrypcji wobec 7,6 mln w I kw. Skromny wzrost o 100 000 nowych kont nie musi jednak przełożyć się na poprawę biznesu i wydaje się zaledwie kroplą w morzu potrzeb. Rynek z zapartym tchem czeka na publikację wyników 20 lipca, wówczas firma zobowiązała się zaktualizować średnioterminowe perspektywy dla dalszego biznesu. Kluczem do sukcesu Viaplay może okazać się operowanie i wyspecjalizowanie się w niszach – bez rzucania rękawic największym gigantom. Najpierw jednak firma musi przetrwać okres zawirowań – dziś rynek dostrzega sporą szansę na katastrofę bieżącego modelu biznesowego. Dług i spowolnienie gospodarcze to mieszanka wybuchowa, kolejne giełdowe fajerwerki nie są zatem wykluczone.

Autor: Eryk Szmyd, analityk XTB