Deweloperzy wprowadzają mało inwestycji, ale za to taniej

Sprzedaż nowych mieszkań na 7 największych rynkach w Polsce w maju 2023 r. wyniosła  4,5 tys. tys. i była o 40% wyższa niż przed rokiem. Narastająco od stycznia do maja sprzedano 20,9 tys. lokali, o 9% więcej niż w tym samym czasie 2022 r. Wprowadzenia wprawdzie utrzymały się na poziomie sprzed miesiąca, ale przy przeważającej sprzedaży liczba mieszkań dostępnych do zakupu spadła już poniżej 43 tys. – wynika z najnowszych danych Otodom Analytics.

Zainteresowanie mieszkaniami nie słabnie. W 7 największych miastach po raz czwarty z rzędu sprzedaż mieszkań deweloperskich przekroczyła 4 tys. lokali. Utrzymuje się również na wciąż wysokim poziomie liczba rezerwacji, która w maju wyniosła 2,4 tys. Choć deweloperom od kilku miesięcy udaje się utrzymywać wprowadzenia na poziomie ok 3 tys./mc, to wciąż jest to wyraźnie mniej niż liczba transakcji. W pierwszych 5 miesiącach roku wprowadzili do sprzedaży 13,5 tys mieszkań, sprzedając w tym samym czasie 20,9 tys. To zaowocowało 13% spadkiem liczby mieszkań w ofercie, która na koniec maja wynosiła 42,8 tys.

Choć majowe wyniki sprzedaży deweloperów były o 7% niższe niż przed miesiącem, nie można mówić o hamowaniu rynku. Istotny wpływ na ten wynik mógł mieć w tym roku wyjątkowy układ dni wolnych na początku miesiąca. Dla wielu mieszkańców Polski długi weekend zamienił się w urlopowy tydzień. Dodatkowo jeśli spojrzymy na poszczególne miasta, to widać, że za ten gorszy wynik liczony łącznie dla wszystkich siedmiu rynków odpowiada przede wszystkim wyraźny bo 25% spadek sprzedaży na dwóch z nich: w Trójmieście i Poznaniu – komentuje Ewa Tęczak, ekspertka rynku nieruchomości Otodom.

Z danych Otodom Analytics wynika, że spadki odnotowano również w Krakowie (-7%) i Warszawie (-4%)Sprzedaż nowych mieszkań

Efekt kredytu 2% widać również po stronie podaży

Mimo tak wyraźnego spadku liczby transakcji ceny ofertowe w tych miastach utrzymały się na poziomie sprzed miesiąca a w Krakowie i Gdańsku nawet wzrosły o ok. 2%, w wyniku czego cena metra kwadratowego oscyluje tam w granicach 13 tys. zł.

Efekt kredytu 2% widać również po stronie podaży

Nie oznacza to jednak, że dla nabywców z mniej zasobnym portfelem nie ma nadziei. Wygląda na to, że efekt programu rządowego Bezpieczny kredyt 2% znalazł w końcu swoje odbicie również po stronie podaży.

Jeśli spojrzymy na średnie ceny mieszkań wprowadzanych przez deweloperów do sprzedaży, to różnice w ujęciu miesięcznym są spektakularne. Ponad 30% spadek w Łodzi i Wrocławiu i 27% w Krakowie dowodzi tego, że do sprzedaży zaczęły trafiać inwestycje, w których potencjalnymi nabywcami mogą być ci, którzy zamierzają skorzystać z rządowej dopłaty. – tłumaczy Katarzyna Kuniewicz, dyrektorka badań rynku Otodom Analytics.

Jak podkreśla ekspertka Otodom, fakt, że średnie ceny całkowite nowych wprowadzeń w tych miastach nie przekraczają 700 tys. zł również potwierdza tę strategię deweloperów. Najbardziej spektakularną różnicę pomiędzy średnią ceną mieszkań wprowadzonych, a tych które wciąż pozostają w ofercie widać w Warszawie i wynosi ona 2,3 tys zł/m2 (odpowiednio 12,2 tys zł/m2 i 14,4 tys zł/m2).

Mogliśmy się spodziewać, że deweloperzy zareagują na zainteresowanie nabywców z mniej zasobnym portfelem. W końcu znaczna ich część wróciła na rynek po złagodzeniu wymogów dotyczących wyliczania zdolności kredytowej. Zajęło im to oczywiście więcej czasu, bo i większa jest bezwładność działań po stronie produktu. – wyjaśnia Katarzyna Kuniewicz.

Ekspertka zauważa również, że wiązać z tym można wciąż niski poziom wprowadzeń. W końcówce ubiegłego roku po stronie popytowej dominowały przede wszystkim osoby zamożne. Te, które lokowały w nieruchomościach nadwyżki finansowe. Inwestycje, które trafiały na rynek, były przede wszystkim tymi z górnych segmentów jakościowych. Dziś deweloperzy przedstawili produkcję na tańsze mieszkania odpowiadając na potrzeby kupujących.Sprzedaż nowych mieszkań maj

Nie ma przy tym zagrożenia, że zgubią tych, którzy z kredytu z dopłatą nie zamierzają korzystać. Wysoka sprzedaż przy niskich wprowadzeniach, którą obserwujemy od 4 miesięcy dowodzi, że zapowiedź wprowadzenia ułatwień dla nabywców pierwszysch mieszkań zaktywizowała też tych, którzy za największe zagrożenie uznają potencjalny – wywołany programem rządowym – wzrost cen. Jeśli w czerwcu na rynku aktywne będą obie te grupy, spodziewać się możemy nie tylko utrzymania, ale i być może poprawy wyników sprzedażowych – ocenia Katarzyna Kuniewicz, kierująca badaniami rynku w  Otodom Analytics.

Wzrost zainteresowania kredytami mieszkaniowymi w maju 2023 r. wskazuje na ożywienie rynku

O 3,7% wzrosła wartość zapytań o kredyty mieszkaniowe w maju 2023 r. – informuje BIK Indeks Popytu na Kredyty Mieszkaniowe (BIK Indeks – PKM). Wartość Indeksu oznacza, że w maju 2023 r., w przeliczeniu na dzień roboczy, banki i SKOK-i przesłały do BIK zapytania o kredyty mieszkaniowe na kwotę wyższą o 3,7% w porównaniu do maja 2022 r.

W maju 2023 r. o kredyt mieszkaniowy wnioskowało łącznie 22,39 tys. potencjalnych kredytobiorców w porównaniu do 23,81 tys. rok wcześniej – jest to spadek o 6,0%. W porównaniu do kwietnia 2023 r. liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy wzrosła o 7,2%.

Średnia wartość wnioskowanego kredytu mieszkaniowego w maju br. wyniosła 379,48 tys. zł i była wyższa o 10,3% w relacji do wartości z maja 2022 r. W porównaniu do kwietnia 2023 r. była niższa o 1,0%.

– Majowy odczyt BIK Indeksu Popytu na Kredyty Mieszkaniowe jest wreszcie dodatni i pokazuje, że w maju br. złożono wnioski kredytowe na wartość o 3,7% wyższą niż przed rokiem. Interpretując tę informację trzeba jednak pamiętać, że okres od maja 2021 r. aż do sierpnia 2022 r., w którym odnotowywaliśmy najniższe odczyty wartości Indeksu (był on w silnym trendzie spadkowym), tworzy on obecnie oraz aż do sierpnia niską bazę dla porównań w 2023 r. Właśnie efekt statystyczny niskiej bazy z maja 2022 r. częściowo odpowiada za dodatni majowy odczyt BIK Indeksu – PKM. Należy jednak zauważyć, że poprawa wartości Indeksu została rozpoczęta już we wrześniu 2022 r. I tak, jak pisałem przed miesiącem, symptomem trwałej poprawy sentymentu do kredytów mieszkaniowych, jest dodatni odczyt indeksu, niewidziany od marca 2022 r. – mówi dr hab. Waldemar Rogowski, główny analityk Grupy BIK.

– Nadal warto obserwować zachowanie dwóch komponentów Indeksu, tj. liczbę osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy oraz średnią kwotę wnioskowanego kredytu. Obniżenie wymagań co do wartości bufora na stopę procentową, jak również wzrost wynagrodzeń, których realna wartość jest coraz mniej ujemna, spowodowały wzrost zdolności kredytowej. W efekcie w maju br. średnia kwota wnioskowanego kredytu wzrosła o 10,3% w porównaniu do maja 2022 r. W mojej opinii, w obecnej sytuacji rynkowej, wskaźnikiem najlepiej pokazującym bieżącą sytuację popytu na kredyty mieszkaniowe, jest liczba osób wnioskujących o kredyt mieszkaniowy. W tym aspekcie maj br. przyniósł liczbę wnioskodawców na poziomie nie widzianym od maja 2022 r. – dodaje.

– Oprócz wzrostu zdolności kredytowej jest jeszcze jeden powód wzrostu zainteresowania kredytami mieszkaniowymi. Jest nim rządowy program Pierwsze Mieszkanie. Z jednej strony oczekiwanie na jego rozpoczęcie w lipcu wstrzymuje decyzje o zaciągnięciu kredytu przez potencjalnych beneficjentów. Z drugiej strony, przyśpiesza decyzje tych, którzy z programu nie będą w stanie z przyczyn formalnych skorzystać. Obawiają się oni według mnie dwóch rzeczy: możliwego wydłużenia procesu oceny ich wniosków w momencie startu programu oraz wzrostu cen nieruchomości i to zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym – wyjaśnia główny analityk Grupy BIK i podsumowuje:

– Reasumując, można już z dużym prawdopodobieństwem mówić, że mocne wiosenne słońce nie tylko roztopiło lód, który zmroził popyt na kredyty mieszkaniowe, ale również na tyle ogrzewa, że popyt na kredyt mieszkaniowy zaczyna powoli rozkwitać. Jego rozkwitu w pełni możemy spodziewać się w drugiej połowie br. po podaniu „silnej odżywki” w postaci programu Pierwsze Mieszkanie.

Wzrost zainteresowania kredytami mieszkaniowymi w maju

Spadające ceny surowców światowych stymulują walkę z inflacją, ale banki centralne pozostają czujne

Ceny światowe najważniejszych surowców spadają, rosną szanse na pokonanie inflacji. Większość banków centralnych nadal pokazuje bardzo wysoką determinację w zwalczaniu inflacji, coraz bardziej przyglądając się inflacji bazowej.

W USA podstawowa stopa procentowa jest niemal identyczna z inflacją konsumencką. Kwietniowa inflacja w UE to 8,1% rok do roku, w marcu była wyższa i wynosiła 8,3%, jest więc o ponad 4 pkt. proc. wyższa od stóp procentowych EBC. Dane za maj o polskiej inflacji to 13% r/r przy podstawowej stopie NBP 6,75%, mamy więc bardzo wysoką ujemną stopę procentową.

Inflacja w USA w kwietniu 2023 r. wyniosła 4,9% r/r wobec prognozy wynoszącej 5%. Spadła wobec 5%. odnotowanych w marcu 2023 r. To w ostatnim czasie kluczowy wskaźnik dla rynków finansowych, bo od niego przede wszystkim zależy, jakie decyzje będzie podejmować amerykański Fed.

Największy wpływ na inflację konsumencką mają światowe ceny ropy naftowej. Ropa brent potaniał w ciągu trzech miesięcy o ok. 13% (po 52 tygodniach jest to spadek przekraczający 35%).

– Spadek najważniejszego surowca na świecie jest zauważalny i mocny, a ma wpływ na ceny wielu inny surowców przemysłowych i żywność – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Ropa naftowa jest więc kluczowa przy prognozowaniu inflacji. I patrząc na jej ceny sprzed roku, to inflacja powinna spadać na całym świecie.

W maju spadały ceny miedzi i rud żelaza, których znaczenie dla światowej inflacji jest mniejsze, ale ich ceny pokazują w jakim miejscu cyklu gospodarczego jesteśmy.

Dla europejskiego rynku bardzo istotne są ceny gazu, a te okazują się prawie 10-krotnie niższe niż przed rokiem.

– W sierpniu ze względu na ceny gazu w Niemczech czy Hiszpanii powinniśmy odnotować bardzo duży spadek inflacji producenckiej, co okaże się istotne dla inflacji konsumenckiej – komentuje ekspert XTB. – Spadek cen gazu dotyczy także Azji, gdzie także zgromadzono duże jego zapasy.

Niskie są już ceny zbóż, przede wszystkim pszenicy, która w USA jest znacznie tańsza niż w 2022 r. i są perspektywy na kontynuację spadków. W Europie można spodziewać się dużych zbiorów dobrej jakości.

Taniała też soja, ze względu na spadek popytu i również są perspektywy na dalsze obniżki cen.

Zmiany światowych cen sprzyjają obniżeniu inflacji, jednak zdecydowana większość banków centralnych zachowuje się bardzo ostrożnie, bo zbyt szybkie przejście do obniżania stóp procentowych może łatwo doprowadzić do odbicia inflacji,

Fed odnosząc się do inflacji 5% nie łagodnieje, jednoznacznie odwołuje się do faktu, że inflacja nadal jest na podwyższonym poziomie. Kolejny raz zaznaczył również, że cel Fedu to 2%. inflacja w USA.

Teraz bardzo istotna będzie w USA inflacja bazowa, która w marcu zaskakująco odbiła do 5,6%. W kwietniu odnotowano natomiast 5,5%, co jest odczytem zgodnym z prognozą.

Inflacja bazowa jest bardzo ważna, bo pokazuje jak istotny jest wpływa czynników wewnętrznych na inflację, której wysokie odczyty łatwo można próbować tłumaczyć przyczynami zewnętrznymi (cenami światowymi). Po spadku inflacji CPI w Polsce do 13% prawdopodobnie inflacja bazowa za maj będzie bardzo bliska inflacji ogółem.

7/10 przedsiębiorców uważa, że wysoka inflacja będzie wpływać na ich biznesy jeszcze przez minimum najbliższy rok

Dziś, w połowie 2023 r. nikt już nie dyskutuje z tezą, że wysoka inflacja wpłynęła negatywnie na portfele Polaków i sytuację finansową firm w naszym kraju. Jednak najnowszy raport Intrum, ”European Payment Report 2023” pokazuje, jak znaczący jest to wpływ. Z opracowania wynika, że inflacja uniemożliwia rozwój przeszło połowie polskich firm (56%), a 6 na 10 przedsiębiorców (62%) przyznaje, że przyjdzie im się zmierzyć z kolejną falą klientów niepłacących na czas i nigdy wcześniej tak bardzo nie obawiali się o zdolność swoich klientów do bycia terminowymi płatnikami (66%). Co więcej, 72% ankietowanych uważa, że wysoka inflacja będzie trwać jeszcze przez rok…, albo dłużej. Przedsiębiorcy jednak nie siedzą z założonymi rękoma i podejmują działania, które pozwolą ochronić płynność finansową ich firm przed skutkami inflacji. Teraz liczy się cięcie wydatków i „walka” z opóźnionymi płatnościami. O rozwoju swoich biznesów pomyślą potem.

Brak możliwości rozwoju, wyższe koszty prowadzenia firmy i opóźnianie zapłaty dostawcom, czyli skutki inflacji

Gospodarka to system naczyń połączonych. Problemy finansowe konsumentów wywołane wysoką inflacją oznaczają również wyzwania dla firm. 6 na 10 (61%) polskich przedsiębiorców pytanych przez Intrum uważa, że inflacja będzie mieć największy wpływ na to, czy ich klienci będą płacić na czas i w całości w ciągu następnych 12. miesięcy. Drugie miejsce na tej „czarnej liście” zajmują wysokie stopy procentowe (58%).

Klienci niepłacący na czas to jeden z poważniejszych problemów biznesów w naszym kraju (skarży się na niego 8 na 10 firm) i wiele wskazuje na to, że inflacja sprawi, że stanie się on jeszcze bardziej znaczący. Ale jest ona odpowiedzialna za inne „bolączki” przedsiębiorców.

Przeszło połowa z nich (56%) uważa, że nie sprostają żądaniom swoich pracowników dotyczących wyższych pensji – według deklaracji ankietowanych aż 82% pracodawców już spotkało się z prośbą o podwyżkę albo spodziewa się takich próśb w najbliższym czasie. 56% pytanych uważa, że inflacja uniemożliwia rozwój ich biznesów. 62% sądzi również, że z powodu inflacji ich firmy mają coraz większe problemy, by płacić swoim dostawcom na czas.

Wstrzymanie planów dotyczących rozwoju – czas na obniżenie kosztów!

Inflacja i spodziewana kolejna fala opóźnionych płatności, którą wywoła, zmuszają przedsiębiorców do działania. – W tej trudnej ekonomicznej rzeczywistości w szczególny sposób muszą zadbać o płynność finansową swoich biznesów. Nasze badanie pokazuje, że polscy przedsiębiorcy odkładają „na półkę” plany dotyczące dalszego rozwoju czy myślenie o rozszerzeniu swoich ofert, a skupiają się na oszczędnościach. Zadbanie o efektywność kosztową jest teraz dla nich najważniejsze – zauważa Przemysław Miłkowski, ekspert Intrum.

Jak wynika z danych Intrum, 54% przedsiębiorców deklaruje, że rozwój działalności w 2023 r. jest ważny dla ich firm, jednak są ważniejsze priorytety: poprawa płynności finansowej (78%), cięcie kosztów/poprawa efektywności finansowej (74%) oraz ograniczenie ryzyka kredytowego i poprawa zarządzania opóźnionymi płatnościami (rozwiązanie problemu klientów niepłacących na czas (73%).

Blisko 6 na 10 (58%) firm w Polsce przyznaje wprost, że ze względu na rekordowo wysoką inflację i stopy procentowe przesunęli swoje priorytety z dbania o dalszy wzrost, na zadbanie o większą efektywność kosztową. Z kolei 57% ankietowanych przedsiębiorstw uważa, że stopy procentowe będą dalej rosnąć, dlatego są ostrożne w zaciąganiu kolejnych zobowiązań finansowych i planowaniu przyszłych wydatków.

– Z biznesowego punktu widzenia wydaje się, że jest to dobry plan, bo chodzi o działania, które pozwolą firmom przetrwać trudny czas. W czasie kryzysu, w pierwszej kolejności trzeba zadbać o to, aby sytuacja finansowa firmy nie pogorszyła się dodatkowo. Ciecie kosztów jest rozwiązaniem, ale ważne jest także to, by firma nie cierpiała z powodu start kredytowych, których źródłem są klienci płacący po terminie. Dlatego oprócz oszczędności ważne jest wdrożenie rozwiązań, które pozwolą w efektywny sposób zarządzać opóźnionymi płatnościami – podpowiada Przemysław Miłkowski, ekspert Intrum.

Wśród nich pierwsze miejsce zajmuje niedopuszczanie do sytuacji, kiedy to opóźniona płatność od klienta zmieni się w należność, której nie można odzyskać – czyli skupienie się na tzw. wczesnych zaległościach (74%) i współpraca z firmami windykacyjnymi (30%).

O raporcie:

Raport ”European Payment Report 2023” bazuje na badaniu, które zostało przeprowadzone jednocześnie w 29 krajach Europy w okresie od listopada 2022 r. do marca 2023 r. W badaniu wzięło udział łącznie 10 556 firm reprezentujących 15 branż. W Polsce w badaniu uczestniczyło 500 przedsiębiorstw.

Miliony złotych przepadły w rzeszowskiej piramidzie finansowej. W czerwcu mogą zapaść pierwsze wyroki

Jeszcze w tym miesiącu Sąd Okręgowy w Rzeszowie ma zająć się sprawą piramidy finansowej spółek z grupy Madmag. Rozpoznany zostanie wniosek o skazanie bez rozprawy dwóch oskarżonych. Według prawników, to właściwy moment na podjęcie czynności przez osoby pokrzywdzone, których jest ponad 400. Wartość szkody opiewa na kwotę przeszło 20 mln zł. Jak podkreślają eksperci, zawsze jednak istnieje ryzyko, że nie uda się odzyskać środków. W tym przypadku poszkodowani z całej Polski zawarli umowy inwestycyjne crowdfundingu. Wpłacali nawet do kilkuset tysięcy złotych. Otrzymywali odsetki, ale jak ustalili śledczy, pochodziły one z wpłat dokonywanych przez kolejne osoby.

Wkrótce mogą zapaść pierwsze wyroki skazujące w sprawie piramidy finansowej spółek z grupy Madmag. W marcu br. Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie zakończyła śledztwo i wniosła akt oskarżenia przeciwko 10 osobom. Wraz z nim został złożony wniosek o skazanie bez rozprawy dwóch oskarżonych i orzeczenie ustalonej z nimi kary. Pod koniec czerwca Sąd Okręgowy w Rzeszowie ma go rozpoznać. W przypadku pozostałych oskarżonych będzie toczyło się postępowanie sądowe.

– Pokrzywdzeni, którzy są właściwie z całej Polski, powinni teraz podejmować określone czynności, celem ochrony swoich interesów w tych postępowaniach, w szczególności wstępować do postępowań w charakterze oskarżycieli posiłkowych i składać wnioski o naprawienie szkody. Według naszej wiedzy, postępowania cywilne, które były prowadzone przeciwko spółkom z grupy Madmag, zakończyły się brakiem możliwości wyegzekwowania należności z uwagi na brak majątku spółek – komentuje adwokat Milena Mocarska z kancelarii MBM Legal.

Wniosek w trybie art. 335 k.p.k. złożony do sądu dotyczy dwóch oskarżonych, co podkreśla mec. Mocarska. Według niej, istnieje duża szansa na uwzględnienie przez sąd wniosków oskarżonych, gdyż przyznali się do popełniania zarzucanych im czynów. Jednakże pokrzywdzeni mają prawo wyrażenia sprzeciwu wobec skazania bez rozprawy. Wyrok skazujący, wydany bez przeprowadzenia rozprawy, może obejmować również obowiązek naprawienia szkody, dlatego jest to właściwy moment na podjęcie czynności przez osoby pokrzywdzone.

– Poddanie się karze przez kilku sprawców nie zamyka drogi do odzyskania środków od tych oraz innych oskarżonych. Osoby, które nie przyznają się do winy i zdecydowały się na postępowanie sądowe, zyskają kilka lat. Postępowanie w tej sprawie z pewnością będzie trwało długo – dodaje adwokat.

W tym przypadku pokrzywdzonych jest ponad 400 osób. Wartość szkody opiewa na kwotę ponad 20 mln zł. Jak przekonują prawnicy, zawsze istnieje ryzyko, że nie uda się odzyskać środków. Nie wiadomo, jaka jest wartość zabezpieczonego przez prokuratora majątku spółek, a także jakimi majątkami dysponują oskarżeni. Jest to jednak ostatni sposób i ostatnia szansa na to, żeby podjąć próbę odzyskania pieniędzy.

– Inwestorzy zawierali ze spółkami z grupy umowy inwestycyjne crowdfundingu, na podstawie których wpłacali określoną kwotę, od kilkudziesięciu do nawet kilkuset tysięcy złotych. Ona miała im zostać zwrócona po 12-24 miesiącach, a ponadto spółka deklarowała wypłacać co 3 miesiące odsetki od inwestycji. Jednak pieniądze kontrahentów były wyprowadzane, nie inwestowano ich w żadne aktywa. Spółki z grupy Madmag nie prowadziły też żadnej działalności – dodaje mec. Mocarska.

Jak ustalono w toku postępowania prokuratorskiego, odsetki były wypłacane ze środków inwestowanych przez kolejne osoby. To sprawiało, że dany podmiot wydawał się wiarygodny. Wiele osób zadowolonych z faktu, że uzyskuje odsetki, zawierało kolejne umowy i lokowało dalsze środki w tę inwestycję.

– Piramida finansowa jest oszustwem, w którym inwestorowi proponuje się prowadzenie dystrybucji jakiegoś produktu na rynek. Ale rzeczywisty zysk jest uzyskiwany nie ze sprzedaży tego produktu, a ze sprzedaży nowych dystrybutorów. Zakładanie, prowadzenie lub propagowanie tego typu systemów wśród konsumentów jest wymienione wprost na czarnej liście nieuczciwych praktyk rynkowych, znajdujących się w art. 7 ustawy z dnia 23 sierpnia 2007 r. o przeciwdziałaniu nieuczciwym praktykom rynkowym. Potencjalnych inwestorów zachęca zazwyczaj obietnica ponadprzeciętnie wysokich i szybkich zysków – podkreśla adwokat Jacek Mikołajonek z kancelarii MBM Legal.

Przy okazji tego tematu, eksperci zwracają uwagę na specyfikę działania piramid finansowych. One, by móc funkcjonować, potrzebują stałego wzrostu liczby uczestników oraz dopływu nowych środków finansowych. Jak stwierdza mec. Mikołajonek, nieświadomym klientom przedstawia się wizję ponadprzeciętnych zysków, osiąganych często w krótkim okresie i przy minimalnym ryzyku. To pierwszy sygnał ostrzegawczy. Według eksperta, ponadprzeciętny zysk musi wiązać się z naprawdę dużym ryzykiem, co może oznaczać możliwość utraty nawet całości zainwestowanego kapitału.

– Okoliczności, które powinny wzbudzić naszą szczególną uwagę, to m.in. niewielki kapitał własny podmiotu przyjmującego środki finansowe. Do tego dochodzi brak złożonych sprawozdań finansowych w KRS, ewentualnie złożenie ich z dużym opóźnieniem. Znaczenie mają też osoby zaangażowane w przedsięwzięcie inwestycyjne, a więc reprezentujące podmiot przyjmujący środki finansów. Należy zachować ostrożność, zwłaszcza jeśli miały wcześniej problemy z prawem lub ich nazwiska pojawiają się w kontekście niejasnych czy nieudanych innych przedsięwzięć inwestycyjnych – podsumowuje adwokat Milena Mocarska.

Polska płaci 1,7 mld zł podatku od plastiku rocznie

Zgodnie z danymi Ellen MacArthur Foundation, tylko 2% tworzyw sztucznych jest przetwarzanych w zamkniętym obiegu – co oznacza, że cała reszta tworzyw sztucznych nie jest poddawana recyklingowi i trafia na wysypiska lub do spalarni. Dlatego potrzeba dobrych rozwiązań dla poradzenia sobie z tym problemem. W Europie to przekłada się na podatek od plastiku. l Polska płaci 1,7 miliarda złotych rocznie podatku od plastiku – dlatego trzeba jak najszybciej wdrażać systemy, które pomogą zmniejszyć tę kwotę i lepiej zagospodarować tworzywa sztuczne.

– Możemy mówić o systemie kaucyjnym, którego wprowadzenie pozwoliłoby zebrać 90% butelek PET. To dałoby oszczędności rzędu 400 milionów złotych rocznie w wyniku mniejszego podatku od plastiku – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl podczas Kongresu Retail Trends 2023 Anna Sapota, Vice President Public Affairs Eastern Europe North, TOMRA. – To wymierne korzyści, które z jednej strony pozwolą lepiej gospodarować tworzywami sztucznymi, a z drugiej strony przełożą się na oszczędności z tytułu podatku płaconego przez Polskę. Co roku marnujemy w Polsce 3,6 miliarda sztuk butelek PET. Trafiają one do środowiska, na składowiska i wysypiska. Właśnie te 3,6 miliarda możemy przełożyć na możliwość zagospodarowania, stworzenie nowych miejsc pracy i budowę nowego strumienia recyklingu. Problem z tworzywami sztucznymi dotyka nas wszystkich i wymaga działań zarówno ze strony rządu, jak i społeczeństwa. Należy szukać rozwiązań, aby przetwarzać tworzywa sztuczne w sposób efektywny i zapobiegać ich składowaniu na wysypiskach – dodaje Sapota.

Podatku od zrzutek nie będzie

Po kilku miesiącach walki o niewprowadzanie nowego podatku od zbiórek w internecie, społeczność crowdfundingowa, w tym setki tysięcy potrzebujących w Polsce, może w końcu odetchnąć i powiedzieć – udało nam się. Bowiem Prezydent RP podpisał ustawę SLIM VAT 3, usuwającą wprowadzony podatek od zrzutek, który miał zacząć obowiązywać już od 1 lipca 2023 r. 

Feralna ustawa deregulacyjna od początku jej procedowania powodowała wiele kontrowersji i zarzutów, że rząd zaplanował dodatkowo opodatkować najbardziej potrzebujących, cierpiących i będących w nieszczęściu. A zbiórki to często ostatnia deska ratunku dla tysięcy potrzebujących np. na drogie leczenie, pogorzelców, ludzi, których dotknęło życiowe nieszczęście czy po prostu pasjonatów sportu, kultury lub przedsiębiorczości, którzy mają marzenia, ale nie mogą ich zrealizować ze względu na brak środków finansowych. A o tym, że jest to spory rynek, świadczą liczby. W latach 2008-2021, Polacy zrzucili się w ramach crowdfundingu na łączną kwotę 3,5 miliarda złotych. A tylko w 2022 roku wartość tego rynku przekroczyła 1,1 miliarda złotych, wynika z danych zrzutka.pl. Jednak w bieżącym roku, wysoka inflacja i ubożenie społeczeństwa spowodowało, że finansowanie społecznościowe w Polsce odnotowuje regres. Dlatego też, wprowadzenie nowych obciążeń fiskalnych od zrzutek, spowodowałoby załamanie się tego rynku w jeszcze większym stopniu, a dla wielu potrzebujących oznaczałoby ograniczenie lub brak środków np. na leczenie.

Długa i kręta droga zmian w przepisach

Przypomnijmy, że przyjęta 26 stycznia br. przez Sejm tzw. ustawa deregulacyjna zakłada, że zostają wprowadzone nowe limity dla darowizn, w tym dla zrzutek internetowych. Nowy limit dla wpłat od wielu osób trzecich został ustanowiony na poziomie 54 180 zł. W przypadku przekroczenia powyższego progu, obdarowani muszą zapłacić podatek od spadku i darowizn w wysokości 12% do kwoty 11 128 zł, 16% od wartości nadwyżki w przypadku darowizny o wartości w przedziale 11 128 zł do 22 256 zł, oraz 20% od nadwyżki ponad 22 256 zł otrzymanych donacji. Z danych zrzutka.pl, wynika że około 70% wpłat crowdfundingowych zostałoby zatem objęte nowym podatkiem.

Następnie w lutym br. ustawa ta została w całości odrzucona przez Senat. Z kolei, w kwietniu ’23 Sejm odrzucił weto wyższej izby parlamentu, czym spowodował, że ustawa z niewłaściwymi zapisami na temat podatku od zbiórek została podpisana przez Prezydenta RP, przez co weszła w życie. Jednak w związku z wprowadzonym vacatio legis, jej faktyczne skutki miały zacząć obowiązywać od 1 lipca 2023 r.

Równolegle, w związku z falą krytyki rządu wyrażoną przez opinie publiczną oraz burzą medialną, która przetoczyła się właściwie przez wszystkie media w lutym br., Sejmowa Komisja Finansów Publicznych zajęła się pracami nad złagodzeniem skutków nowego podatku od zrzutek, w ramach prac nad uproszczeniami dla przedsiębiorców w ustawie o VAT, tzw. SLIM VAT 3. Zaproponowała ona zmianę, dzięki której miały zostać zachowane dotychczasowe przepisy w zakresie podatku od zrzutek. Nowela tej ustawy o VAT nie zawierała zbiorczych limitów w podatku od spadków i darowizn, które wprowadza aktualizacja ustawy deregulacyjnej z 26 stycznia 2023. Prezydent Andrzej Duda właśnie podpisał ustawę z dnia 26 maja 2023 r. o SLIM VAT 3. W efekcie, w życie weszły przepisy, dzięki którym nie będzie podatku od zrzutek.

– Cieszymy się, że byliśmy inicjatorami tego protestu. Od początku wskazaliśmy, że wprowadzenie dodatkowych obciążeń fiskalnych od zbiórek internetowych było bardzo złym rozwiązaniem. Nowy podatek zabiłby ostatnią nadzieję wśród tysięcy potrzebujących i w krótkim czasie wpłynąłby bardzo niekorzystnie na cały rynek finansowania społecznościowego. Dlatego też, wprowadzenie nowego podatku od zrzutek, nigdy nie powinno było mieć miejsca. – mówi Tomasz Chołast, członek zarządu zrzutka.pl. – Kilkumiesięczna walka o niewprowadzanie nowego podatku od zrzutek, zakończyła się sukcesem, wraz z podpisem Prezydenta RP pod ustawą Slim VAT 3. –  dodał Chołast z zrzutka.pl.

W kogo daniną od zrzutek?

Zmiany podatkowe, które miałyby zacząć obowiązywać od początku lipca br., dotknęłyby osoby fizyczne prowadzące zbiórki na własną rękę – zarówno kanałami prywatnymi, jak i za pośrednictwem platform crowdfundingowych. Bez znaczenia był także charakter zbiórek, tzn. czy byłyby one na cele takie jak leczenie czy na usunięcie skutków nieszczęścia (wypadek, pożar). To co warto podkreślić to fakt, że dla beneficjentów takich zbiórek, nowy podatek oznaczałby duże obciążenie finansowe (do 20% od zebranych kwot) oraz, dodatkowo, formalne (polegające na rozliczeniu wpłat z właściwym urzędem).

Brak dodatkowych podatków od zbiórek internetowych, był nie tylko zgodny z obietnicą premiera Morawieckiego wyartykułowaną w lutym br., ale jest po prostu wymogiem chwili. Na sektor, który pomaga niwelować skutki nieszczęść, nie mogą być nakładane dodatkowe obciążenia fiskalne. Dlatego, tak ważnym było i jest,  zachowanie obowiązującego dotychczasowego porządku prawnego w podatkach od zrzutek. I udało się tego dokonać.

Praca stanie się luksusem?

Postępujące zmiany technologiczne sprawiają, że za chwilę wiele zawodów może przestać istnieć. Czy coś dobrego może z tego wyniknąć? Jak przygotować się na rozpoczynającą się rewolucję na rynku pracy – tłumaczy Alicja Kotłowska, ekspertka ds. zarządzania z Uniwersytetu SWPS.

Zmiany technologiczne postępują tak szybko, że według przewidywań do 2025 roku ludzie i maszyny będą wykonywać pracę w podobnym wymiarze czasu (SFE, 2020, s.5). Tylko 40 procent zadań związanych z informacją i przetwarzaniem danych będzie wykonywanych przez ludzi. Nawet 30 procent komunikacji oraz procesów decyzyjnych, które wydają się ściśle związane z ludzkimi umiejętnościami, będą realizowały maszyny.

Walczymy o likwidację, czy o obronę ludzkiej pracy?

Obecnie widzimy dwoiste podejście do kolejnej rewolucji technologicznej. Z jednej strony, pozytywnie ocenia się perspektywę likwidacji pracy – tej ciężkiej (w magazynie), żmudnej (przy), nudnej (przy taśmie produkcyjnej), niebezpiecznej (w kopalniach), męczącej (za kierownicą na trasie). Z drugiej strony, kiedy sztuczna inteligencja zagroziła pracy artystów, grafików, ilustratorów, tłumaczy, księgowych, edytorów i innych zawodów często wykonywanych z pasji i powołania, coraz więcej osób wzywa o obronę pracy, wykonywanej przez ludzi. List otwarty wzywający do wstrzymania prac nad sztuczną inteligencją podpisało wielu prominentnych naukowców i przedsiębiorców.

Likwidujemy ciężką pracę, ale wprowadzamy BDP

W marcu 2020 r. badania przeprowadzone w 27 krajach Unii Europejskiej pokazały, że aż  71 procent Europejczyków popiera wprowadzenie bezwarunkowego dochodu podstawowego (UO, 2020). Pozwoliłoby to na zapewnienie środków do życia osobom, których zastąpiłyby maszyny.

Obecnie testowane są programy pilotażowe BDP w Polsce, Niemczech, Hiszpanii, Walii. Świat bez pracy staje się coraz bardziej realny i jest powodem do radości dla ludzi, którzy myślą o pracy jak o kuli u nogi, niewolnictwie, przymusie, bezsensownym obowiązku.

Jednak dla wielu pracowników praca spełnia funkcję nie tylko ekonomiczną i zarobkową, ale jest także platformą do kontaktów społecznych i daje możliwość samorealizacji. Jeśli inteligentne maszyny będą wykonywać coraz więcej prac, czy ludzkości grożą „nuda, występek i ubóstwo” (Wolter, Kandyd)? Czy nasze obawy są uzasadnione?

Świat bez pracy w świecie sztucznej inteligencji

Strach przed światem bez pracy nie jest niczym nowym. Historia poprzednich rewolucji technologicznych uczy nas, że w momencie transformacji systemowej na rynku pracy pewne zawody zanikają, ale pojawiają się nowe. Jeszcze w XVIII w. większość ludzi trudniło się rolnictwem. W wyniku rewolucji przemysłowej ludzie masowo tracili pracę na roli, ale znajdowali ją w fabrykach i w miastach. Podobnie, kiedy znaczenie przemysłu zaczęło maleć w związku z postępem technologicznym, tracili zatrudnienie w kopalniach, fabrykach, ale nowe miejsca pracy tworzyły się w sektorze usług. Wielu naukowców przewiduje, że w przypadku obecnej rewolucji 4.0 i 5.0 możemy spodziewać się utraty znacznej części zawodów i prac. Jednak spodziewany jest także przyrost prac w innych dziedzinach, których jeszcze nie możemy nawet sobie wyobrazić. Światowe Forum Ekonomiczne szacuje, że do 2025 r. 85 milionów miejsc pracy może zniknąć w wyniku automatyzacji, digitalizacji i rozwoju sztucznej inteligencji. Jednocześnie prognozuje się powstanie zapotrzebowania na 97 milionów nowych miejsc pracy, które wymagają zupełnie innych kwalifikacji i kompetencji.

Technologiczne bezrobocie

Już John Keynes pisał o zjawisku „bezrobocia technologicznego”, czyli utracie prac w wyniku zastosowania nowych technologii. Jednak uważał, że innowacje technologiczne zastępujące pracę nie prowadzą do długoterminowych zmian w stopie zatrudnienia i bezrobocia w krajach uprzemysłowionych.

Wpływ dzisiejszych technologii cyfrowych na rynek zatrudnienia rodzi trzy pytania. Czy będzie wystarczająco dużo miejsc pracy dla ludzi? Gdzie będą tworzyły się nowe miejsca pracy? I czy rekompensata za utratę posady będzie wystarczająco wysoka, aby uniknąć wzrostu ubóstwa i nierówności?

Wyzwania, jakie stwarzają nowe technologie, nie polegają tylko na likwidacji miejsc pracy, ale także na tym, że zbyt mało pracowników ma umiejętności potrzebne do obsadzenia nowych stanowisk. Na przykład upowszechnienie się samochodu sprawiło, że dorożkarze tracili zajęcie i, aby utrzymać dochody, musieli się przekwalifikować. Czy jednak wielu dorożkarzy to urodzeni mechanicy samochodowi? Niestety, zmiana zawodu, kwalifikacji i dostosowania się do nowych technologii nie jest łatwa. Podobnie dziś kierowcy samochodów obawiają się upowszechnienia automatycznych aut, które pozbawią pracy miliony ludzi. Czy wielu kierowców ciężarówek odnajdzie się w świecie, w którym potrzebne są kompetencje cyfrowe i umiejętność programowania? Wiemy, że nie, dlatego też w 2020 r. ruszył globalny program pod egidą Światowego Forum Ekonomicznego „Rewolucja Przekwalifikowania” (Reskilling Revolution), mający na celu zapewnienie miliardowi ludzi lepszego wykształcenia, nowych umiejętności, cyfrowych kompetencji w nowym świecie, w którym będziemy pracować z robotami (SFE, 2023). W długoterminowej perspektywie pracy nie powinno zabraknąć, jednak okres transformacji może być bolesny dla wielu pracowników.

Brońmy pracy ludzkiej przed dominacją sztucznej inteligencji

Jeszcze do niedawna automatyzacji ulegały najprostsze prace fizyczne i nieskomplikowane rutynowe zadania, uwalniając nas od nudnej i ciężkiej pracy. Jednak ostatnie wynalazki takie, jak ChatGPT, humanoidalny robot Sofia oraz Aida, sprawiły, że inteligentne maszyny mogą wykonywać także skomplikowane zadania wymagające funkcji kognitywnych, kreatywnych, decyzyjnych. Nagle okazało się, że nie mówimy już tylko o prostych fizycznych pracach w fabryce, ale o pracy księgowego, radiologa, grafika, tłumacza, a nawet prawnika i terapeuty. Rozwój sztucznej inteligencji może zagrozić tzw. endowment of human capital, czyli przyrodzonej zdolności człowieka do pracy i zarabiania pieniędzy, aby poprawiać swoje życie i realizować potrzeby. Jeśli udział człowieka w kreowaniu produktów i usług będzie malał na rzecz maszyn, przyrodzona zdolność człowieka do pracy straci na wartości w oczach właścicieli kapitału. Nieregulowany  rozwój sztucznej inteligencji może oznaczać wzmocnienie pozycji i władzy w nielicznych rękach właścicieli kapitału technologicznego. Ekonomiści tacy, jak Paul Krugman i Tyler Cowen nazywają to capital-biased technological change. W tym scenariuszu świata pracy pracownik może utracić podstawowe narzędzie nacisku na pracodawcę – czyli strajk. To właśnie przez zaprzestanie pracy pracownicy od stu lat pokazują swoją wartość i negocjują lepsze warunki. Strajk to mocny argument.

Podsumowanie

Przed nami dwa zasadnicze wyzwania. Po pierwsze walka o ochronę ludzkiej pracy i godne miejsce dla człowieka pracującego u boku inteligentnych maszyn. Od wielu lat wizja, zgodnie z którą roboty i maszyny zastąpią ludzi w pracy, jest głęboko zakorzeniona w naszej kulturze i pojawia się w licznych książkach i filmach. Jednak Według Thomasa Malone’a z MIT, pioniera badań nad zbiorową inteligencją, nadzieją nie jest zastępowanie człowieka maszyną, ale współpracę  ludzi i maszyn, by stworzyć tzw. Superminds, czyli cyberludzkie systemy, w których ludzie i maszyny pracują razem. Jednocześnie, każdy z nas powinien zastanowić się, czym jest dla nas praca, bo niedługo być może nie będzie postrzegana jako konieczność, a nawet przymus, ale przywilej.

Małoletni na etacie. O czym powinni wiedzieć rodzice?

57 proc. pracodawców deklaruje, że dałoby szansę osobie nieletniej i zatrudniło ją np. na wakacje i z chęcią zrobi to, gdy będzie szukało kogoś na etat, wynika z badania Grupy Progres. W krajach zachodnich pracujący nastolatek nikogo nie dziwi. W Polsce ten widok nie jest jeszcze powszechny – z danych CBOS wynika, że co piąty uczeń szkoły ponadpodstawowej podejmował w wakacje etat. Większość nadal nie robi tego, mimo że prawo im na to pozwala. Przepisów dot. zatrudniania nieletnich nie znają również rodzice. Warto jednak wiedzieć, na jaką ochronę prawną mogą liczyć ich pociechy.

Otwartość na aktywność zawodową młodych ludzi w Polsce jest duża – pracę nastolatków powyżej 16 roku życia popiera 87 proc. ankietowanych przez CBOS, a 33 proc. przychylnie wyraża się o zatrudnianiu osób w wieku 13-15 lat. Na niepełnoletnich pracowników pozytywnie patrzą też przedsiębiorcy – co drugi jest gotowy na ich zatrudnienie (wg. badania Grupy Progres). Zajęć na rynku nie brakuje, a według statystyk Grupy Progres młodzież najczęściej szuka możliwości zarobku sezonowego w sektorze HoReCa, handlu, rolnictwie i ogrodnictwie oraz przy roznoszeniu ulotek czy opiece nad zwierzętami. Zainteresowanie zarobkiem przed wakacjami widać również w sieci. Grupa „Praca dla młodych, nieletnich i studentów (CAŁA POLSKA)” aktywna na Facebooku od kwietnia 2021 liczy ponad 70 tys. członków i tylko w ostatnim tygodniu maja br. dołączyło do niej ponad 1 tys. osób. W maju pojawiło się na niej 1390 postów dot. zarobkowych zajęć dla młodych ludzi. Ci muszą być jednak zatrudniani na określonych zasadach oraz przy pracach, które nie są dla nich zabronione ustawowo.

– Według obowiązujących przepisów dawanie pracy młodocianym między 15 a 18 r. ż. jest możliwe, jeśli ukończyli oni co najmniej ośmioletnią szkołę podstawową, przedstawią świadectwo lekarskie stwierdzające, że praca danego rodzaju nie zagraża ich zdrowiu – mówi Martyna Curyło, Radca Prawny, Kierownik Działu Prawnego Grupy Progres. – Osoba, która nie ukończyła ośmioletniej szkoły podstawowej i która nie ma 15 lat, może być zatrudniona na zasadach określonych dla młodocianych wyłącznie w celu przygotowania zawodowego w formie przyuczenia do wykonywania określonej pracy – dodaje Martyna Curyło.

Osoba, która ukończyła ośmioletnią szkołę podstawową, ale nie ma jeszcze 15 lat może być zatrudniona na zasadach określonych dla młodocianych w roku kalendarzowym, w którym kończy 15 lat. Bez żadnej zgody ani opinii może więc być zatrudniona na podstawie umów o naukę zawodu, przyuczenie do wykonywania określonej pracy i o wykonywanie prac lekkich.

Natomiast osoba, która ukończyła ośmioletnią szkołę podstawową, w okresie poprzedzającym rok, w którym osiągnęła 15 lat, może być zatrudniona tylko na podstawie umowy o naukę zawodu i to pod warunkiem wyrażenia zgody przez jej przedstawiciela ustawowego lub opiekuna prawnego oraz uzyskania pozytywnej opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej.

Niezależnie od zasad zatrudnienia pracowników młodocianych przepisy umożliwiają w pewnych sytuacjach i po spełnieniu określonych warunków zlecenie wykonania pracy lub innych zajęć zarobkowych dziecku przed ukończeniem przez nie 16. roku życia. Dotyczy to działalności kulturalnej, artystycznej, sportowej lub reklamowej.

– Chęć zatrudnienia nastolatków i sam fakt podjęcia takiego działania to dopiero początek drogi. Trzeba pamiętać, że prawo wymaga stosowania się do zasad regulujących pracę małoletnich – mówi Martyna Curyło z Grupy Progres. – Trzeba zapewnić im opiekę i pomoc niezbędną do przystosowania się do właściwego wykonywania pracy, prowadzić ewidencję młodocianych pracowników, a w przypadku tych zatrudnionych na podstawie umowy o pracę – pamiętać, że podlegają oni ubezpieczeniom społecznym na takich zasadach jak inni pracownicy – podkreśla.

Inne z ważnych zasad, których muszą przestrzegać przełożeni to m.in. czas pracy. Młodociany nie może pracować więcej niż 8 godzin na dobę, a jeśli nie skończył on jeszcze 16. roku życia – 6 godzin. Wymagane są również przerwy. Jeżeli dobowy wymiar czasu pracy młodocianego jest dłuższy niż 4,5 godziny na dobę, to ma on prawo do odpoczynku trwającego nieprzerwanie 30 minut i wliczanego do czasu pracy. Młodzież nie może brać nadgodzin i pracować w porze nocnej (pomiędzy godzinami 22:00 a 6:00, a w szczególnych przypadkach – zwłaszcza młodocianego, który nie ukończył 15 lat – pomiędzy godzinami 20:00 a 6:00).

Jeśli młody pracownik poprosi o nieprzerwany odpoczynek, to ma do niego prawo w wysokości co najmniej 48 godz. tygodniowo, wolny czas powinien obejmować niedzielę. Co więcej, przysługuje mu też dłuższy urlop – po upływie 6 miesięcy od rozpoczęcia pierwszej pracy w wymiarze 12 dni roboczych, a po roku pracy – w wymiarze 26 dni roboczych.

– Dawanie szansy ludziom młodym i pozwalanie im na zdobywanie pierwszych doświadczeń zawodowych to dobry kierunek, w którym powinni zmierzać polscy pracodawcy. Wszystko musi być jednak zgodnie z obowiązującymi przepisami, a z moich obserwacji wynika, że niestety nie zawsze tak się dzieje – podsumowuje Martyna Curyło.

Zatory płatnicze i zamrożone pieniądze podcinają skrzydła JDG-om

Połowa mikrofirm dobrze ocenia swoją stabilność finansową. Wśród branż wybija się pod tym względem produkcja. Przedsiębiorcy, którzy źle postrzegają swoją kondycję biznesową, przyznają, że w ciągu minionego roku musieli ciąć koszty z powodu zatorów płatniczych. Najczęściej rezygnowali z działań reklamowych. Dodatkowym utrudnieniem dla mikrofirm są pieniądze zamrożone w fakturach. Jedynie co 4. nie musi czekać na płatności, bo rozlicza się z klientami za gotówkę. To wnioski, jakie płyną z badania NFG „Barometr wydatków firmowych”.

Mikrofirmy stanowią 97 proc. wszystkich przedsiębiorstw niefinansowych w Polsce – jest ich około 2,2 mln. Wytwarzają 30 proc. produktu krajowego brutto, dając zatrudnienie 4,2 mln osób. Ich kondycja finansowa jest papierkiem lakmusowym całej gospodarki. Jeśli tak na to spojrzeć, to polska gospodarka ma się całkiem nieźle. Ponad połowa mikrofirm (53,9 proc.) biorących udział w badaniu NFG „Barometr wydatków firmowych” ocenia swoją stabilność finansową jako „zdecydowanie dobrą” lub „raczej dobrą”. Przeciwnego zdania jest 14,6 proc. jednoosobowych działalności gospodarczych, które wskazały odpowiedź „raczej źle” lub „zdecydowanie źle”. Nieco inaczej wygląda sytuacja, kiedy spojrzymy na te oceny z perspektywy kluczowych sektorów gospodarki.

Minorowe nastroje w handlu, umiarkowany optymizm w transporcie

Najwięcej negatywnych wskazań płynie ze strony mikrofirm handlowych – co 5. źle ocenia swoją kondycję biznesową, a tylko co 2. może wypowiedzieć się o niej pozytywnie. Za negatywnymi ocenami jednoosobowych działalności handlowych stoi co najmniej kilka czynników: malejąca konsumpcja i wysokie koszty działalności, bardzo długie terminy płatności na fakturach, zatory płatnicze i wzajemne zadłużenie w tym sektorze.

– Branża handlowa jest najbardziej zadłużoną gałęzią polskiej gospodarki. Suma przeterminowanych zobowiązań finansowych w tym sektorze wynosi blisko 2,2 miliarda złotych, a ponad połowę tej kwoty stanowi zadłużenie jednoosobowych działalności gospodarczych. Już niemal co trzecie przedsiębiorstwo wpisane do KRD to JDG – zauważa Adam Łącki, prezes Zarządu Krajowego Rejestru Długów Biura Informacji Gospodarczej, i dodaje: – Częstym zjawiskiem w branży handlowej jest wstrzymywanie zapłaty w oczekiwaniu na pieniądze od kontrahenta. W efekcie mamy tu jeden z najwyższych wskaźników wzajemnych długów branży, które obecnie wynoszą ponad 300 milionów złotych, a długi samych hurtowni, którym nie płacą detaliści czy przedsiębiorcy z innych sektorów, to już ponad miliard złotych.

Tuż za handlem w gronie pesymistów znalazły się jeszcze mikrofirmy z branży usługowej (15 proc. negatywnych odpowiedzi) i budowlanej (14 proc. negatywnych odpowiedzi). Przy czym branża usługowa ma jednak dużo, bo prawie 2/3, pozytywnych wskazań.

Na drugim biegunie pod względem oceny własnej sytuacji finansowej, są sektory, o których można powiedzieć, że panuje w nich umiarkowany optymizm: to transport i produkcja. Dodatkowo w transporcie, oprócz względnie wyważonych pozytywnych i neutralnych odpowiedzi, nie pojawiły żadne skrajnie negatywne oceny, świadczące o „zdecydowanie złej” kondycji finansowej.

JDG-i czekają na pieniądze z faktur

Klasyczną formą rozliczenia pomiędzy przedsiębiorstwami jest kredyt kupiecki. Jednak takie rozwiązanie nierzadko sprawia, że przedsiębiorcy muszą czekać wiele tygodni, a nawet miesięcy na pieniądze od kontrahentów, mimo że sami już dawno wywiązali się z umowy. Mikrofirmy mają pod tym względem jeszcze trudniej, ponieważ z uwagi na niewielką skalę swojej działalności, nie mogą rekompensować takich opóźnień wpływami z innych kontraktów, których realizują mniej niż małe, średnie czy duże firmy.

– Nasze badanie pokazuje, że zdecydowana większość, bo aż trzy czwarte jednoosobowych działalności gospodarczych, nie może natychmiast dysponować pieniędzmi pochodzącymi ze zrealizowanych zleceń, ponieważ rozlicza się z klientami za pomocą faktur z odroczonym terminem zapłaty. Jedynie 26 procent mikroprzedsiębiorców pobiera gotówkę, więc nie ma aktualnie nieopłaconych faktur. Co trzecia mikrofirma oczekuje na zapłatę do 5 tysięcy złotych, kolejne 29 procent ma już „w poczekalni” faktury sięgające 30 tysięcy złotych. Natomiast co dziewiąta firma posiada w „zamrożeniu” jeszcze większe sumy pieniędzy. To bardzo dużo jak na jednoosobową działalność gospodarczą, której właściciel musi przecież opłacać bieżące rachunki, zamawiać towar i ponosić koszty prowadzenia biznesu. A jeśli do tego dojdą jeszcze opóźnienia w płatnościach, to utrzymanie płynności finansowej staje się ogromnym problemem przedsiębiorstwa – zwraca uwagę Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Pozorne oszczędności

Zjawisko opóźnień w płatnościach – głównej przyczyny zatorów płatniczych – nie jest w segmencie MŚP rzadkością. Świadczy o tym chociażby wysoki odsetek mikrofirm (41 proc.), które z tego powodu zmuszone były zrezygnować z zakupów firmowych w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Najczęściej rezygnowano z wydatków na reklamę i marketing (40 proc. wskazań), następnie na sprzęt elektroniczny (39 proc.) oraz na kursy i szkolenia (33 proc.). Najrzadziej obcinano nakłady na surowce i półprodukty potrzebne do działalności produkcyjnej (8 proc.).

– Taka rezygnacja z kluczowych wydatków to jedynie pozorne oszczędności dla firmy. Powszechnie wiadomo przecież, że reklama i marketing są narzędziami wspierającymi sprzedaż. Paradoksalnie więc, rezygnacja z nich, przypomina piłowanie gałęzi, na której siedzimy. Podobnie kursy i szkolenia podnoszące kwalifikacje załogi, dzięki którym zwiększamy jakość naszych usług i konkurencyjność na rynku. A zatem zamiast rozpatrywać pewne koszty w kategorii zbędnych wydatków, warto myśleć o nich jak o inwestycji. Tego typu wydatki warto sfinansować w prosty sposób, na przykład za pomocą rat dla biznesu. Taką usługą jest na przykład Fakturatka. Mogą z niej korzystać nawet najmniejsze firmy na rynku, jak wspomniane jednoosobowe działalności gospodarcze – mówi Emanuel Nowak.

O Badaniu:
Ogólnopolskie badanie „Barometr wydatków firmowych” zostało zrealizowane na zlecenie firmy faktoringowej NFG przez IMAS International, na przełomie marca i kwietnia 2023 r., na grupie 508 właścicieli jednoosobowych działalności gospodarczych, metodą CAWI.

HiProMine: Nie będziemy produkować żywności z owadów. Nasz cel to komponenty pasz dla zwierząt

Budowa nowoczesnego zakładu hodowli owadów w Polsce budzi ogromne emocje, jak również zainteresowanie inwestorów. Dochodzi przy tym do błędnego postrzegania idei biznesu, jaka przyświeca HiProMine. „Nie będziemy produkować żywności z owadów dla ludzi, nie mamy tego w planach ani teraz, ani w przyszłości” – tłumaczy dr Krzysztof Dudek.

O produkcji białka owadziego wiele się mówi, ale wciąż niewiele osób wie, jakie ma to znaczenie dla gospodarki. Niewiele osób też wie, że jedną z czołowych firm na świecie jest polska spółka HiProMine, z siedzibą w podpoznańskim Robakowie. Od kilku miesięcy prowadzi proces inwestycyjny i lada moment rozpocznie się budowa nowoczesnego zakładu hodowli Hermetia illucens (czarnej muchy) w Karkoszowie (województwo lubuskie). Wiele osób błędnie postrzega tę budowę jako przyczółek do produkcji owadów, które miałyby trafić na nasze stoły.

– Nie będziemy produkować żywności z owadów dla ludzi, nie mamy tego w planach ani teraz, ani w przyszłości. Nasz cel to komponenty pasz dla zwierząt – zapewnia dr Krzysztof Dudek, Koordynator Projektów Badawczo-Rozwojowych w HiProMine.

Spółka swoją działalność prowadzi od wielu lat, jest ona mocno ukierunkowana na produkcję owadziego białka oraz tłuszczu, w zakładzie producenta powstaje również ekologiczny nawóz z dodatkiem chityny, mającej znakomite właściwości stymulujące wobec roślin uprawianych w trudnych warunkach.

– Odbiorcami naszych produktów są producenci pasz dla zwierząt, głównie karm dla psów i kotów – wyjaśnia Krzysztof Dudek. – HiProMine sprzedaje różne produkty wytworzone z owadów już od kilku lat i w tym czasie ani jeden z nich nie był przeznaczony do spożycia przez ludzi. Nasze wieloletnie badania prowadzone są wyłącznie w obszarze paszowym i to się nie zmieni. Inwestujemy w budowę nowego zakładu po to, by zwiększyć swoje moce produkcyjne. Będą one znacząco wyższe niż obecnie – dodaje.

Przyznaje, że w przestrzeni publicznej mylnie postrzega się firmę jako producenta żywności z owadów. Nie mylą się natomiast inwestorzy giełdowi, którzy widzą w HiProMine przyszłego potentata w branży pet food i kupują akcje spółki, zapewniając tym samym finansowanie niezbędne do szybkiego rozwoju „owadziego biznesu”. Warto tu nadmienić, że producenci karm dla zwierząt już dawno temu dostrzeli ogromny potencjał w białku owadzim i mają obecnie bogatą ofertę produktową na bazie tego składnika. Zmielone insekty znajdziemy nie tylko w karmie suchej lub mokrej, ale również treatsach, czyli gryzakach i smakołykach wykorzystywanych jako nagrody w szkoleniu psów.

– Pamiętajmy, że standardowe mięso kręgowców wykorzystywane do produkcji karm to najczęściej odpady poubojowe, które nie są idealnym rozwiązaniem jeśli chodzi o zdrowie zwierząt. Dlatego komponenty owadzie są coraz bardziej pożądane. Białko owadzie ma właściwości hipoalergiczne i zawiera peptydy antydrobnoustrojowe. Ogromne znaczenie dla czworonogów ma wysoka zawartość kwasu laurynowego, unikatowego w tłuszczu zwierzęcym, a bardzo pożądanego w fazie rozwoju szczeniąt i kociąt – tłumaczy Krzysztof Dudek.

Warto tu również podkreślić, że hodowla owadów nie wiąże się z marnowaniem wody pitnej, a emisja gazów cieplarnianych stanowi ułamek tej występującej przy hodowli innych zwierząt, mamy więc możliwość wyprodukowania niskoemisyjnego komponentu do karm. Zważywszy, że świat potrzebuje białka, a mięso jest rekordowo drogie, to inwestycja HiProMine jest niezwykle pożądana. Potrzebna zwłaszcza gdy chodzi o pożywienie nie dla ludzi, lecz dla zwierząt. Ponadto komponenty owadzie w paszach dla zwierząt mogą zastąpić soję, a to ważny kierunek dla środowiska, ponieważ soja nie jest tania, a jej główny producent, Brazylia, wycina ogromne obszary lasów tropikalnych pod jej plantacje.

Jak zapewniają przedstawiciele HiProMine, rynek żywności dla ludzi ich nie interesuje. Żaden z produktów nie trafi na nasze stoły. To produkcja ukierunkowana wyłącznie pod branżę pet food, czyli karm dla zwierząt.

Answear.com z sukcesem realizuje pierwsze etapy integracji przejętych marek

Answear.com z początkiem czerwca oficjalnie sfinalizował przejęcie brandów Sneakerstudio i PRM oraz z sukcesem zakończył pierwsze działania mające na celu ich integrację w ramach struktur Answear.com. Dzięki akwizycji Spółka rozszerzy swoją działalność o nowy segment oraz klientów zainteresowanych produktami premium oraz luksusowymi.

Pierwsze działania podjęte przez Answear.com związane są z jak najszybszym uwolnieniem synergii operacyjnych, które bezpośrednio wpłyną na poprawę rentowności oraz wzrost przychodów. W pierwszych dniach czerwca Spółka zakończyła przenoszenie zapasów Sneakerstudio oraz PRM z magazynu w Skawinie do wspólnego magazynu centralnego Answear.com w Kokotowie. Relokacja zapasów obniży koszty logistyczne, a także uprości proces wysyłki zamówienia. Spółka dokonała również udanej integracji danych celem uruchomienia sklepów PRM na własnym silniku e-commerce’owym Answear oraz przejęła pracowników z przejętych brandów.

– Dostrzegamy bardzo duży potencjał w segmencie sneakers & streetwear i liczymy na wzajemne wykorzystanie mocnych stron, łącząc unikalną ofertę Sneakerstudio i PRM, z własną sprawnością operacyjną i zapleczem technologiczno-logistycznym. Zakończyliśmy już z sukcesem pierwsze działania integracyjne, które będą miały długofalowo pozytywny wpływ na funkcjonowanie spółki, gdyż nie tylko pozwolą na zredukowanie kosztów operacyjnych, ale także dadzą szanse na wzrost przychodów. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami, w przejętych brandach, planujemy osiągnięcie break-even jeszcze w tym roku – komentuje Krzysztof Bajołek, prezes zarządu Answear.com.

Answear.com zdecydował się również na zmianę Sneakerstudio w PRM.com. Koncepcja nowego PRM.com to odpowiedź na potrzeby wielkomiejskiej społeczności poprzez oferowanie wyselekcjonowanych marek high-end sneakers & clothing i aktywności promujących szeroko rozumianą kulturę i design.

– Zdecydowaliśmy się na połączenie Sneakerstudio w jeden brand PRM, aby móc oferować pełniejszą gamę produktów fashion i streetwear. Nie chcieliśmy ograniczać się jedynie do obuwia, w naszym biznesowym DNA jest kompleksowa oferta zawierająca obuwie, ubrania oraz akcesoria. Oczywiście, kluczowym elementem nadal pozostają sneakersy, chcemy konsekwentnie pozyskiwać nowe marki, oferować wyjątkowe kolaboracje i kolekcje specjalne. W planach mamy również dalszy rozwój nad paltformą zakupową – mówi Kamil Bajołek, dyrektor marki PRM.
Na początku czerwca Answear.com uruchomił pierwsze sklepy internetowe PRM dedykowane na rynek polski, ukraiński, rumuński oraz witrynę prm.com/eu na której można składać zamówienia z wysyłką na terenie całej Unii Europejskiej.

– Doświadczenie Answear.com zebrane z 11 rynków, na których jesteśmy obecni, powinno znacznie ułatwić i przyśpieszyć nam proces umiędznardaowienia marki PRM. Do końca roku planujemy uruchomienie sprzedaży na pozostałych zagranicznych rynkach oraz na marketplace’ach modowych – dodaje Jacek Dziaduś, wiceprezes zarządu ds. finansowych Answear.com.

Czy Fed wykona „jastrzębią” pauzę?

Już jutro rozpocznie się okres „blackout-u” dla przedstawicieli FOMC. Oznacza to, że nie otrzymamy do przyszłotygodniowego posiedzenia Fed-u żadnego komentarza na temat przyszłości polityki monetarnej. Ważne dane na temat rynku pracy zostały już przedstawione. Wczoraj negatywnie zaskoczył ISM dla usług. Przed nami jeszcze publikacja inflacji w następny wtorek, która może jeszcze rozjaśnić aktualną sytuacje.

Wczoraj większa zmienność na rynku pojawiła się o 16. Wówczas miała miejsce publikacja raportu ISM dla usług Stanów Zjednoczonych. Wypadł on poniżej oczekiwań i znalazł się najniżej od pięciu miesięcy. Główny wskaźnik wyniósł 50,3 pkt. (konsensus 52,3 pkt.). Indeks zatrudnienia spadł do 49,2 pkt (poniżej granicznego poziomu 50 pkt.) a subindeks cen płaconych obniżył się z 59,6 w kwietniu do 56,2 w maju. Gorsze dane powodują to, że rynek zakłada większą szansę na „pauzę” w podwyżkach stóp proc. w USA na przyszłotygodniowym posiedzeniu. Rynek daje w tym momencie ok 25 proc. szans na ruch w górę na stopach w czerwcu oraz ponad 50 proc. na podwyżkę w lipcu. Przed nami pozostało niewiele danych makro. Rynek teraz wyłącznie będzie skupiony na wyniku dynamiki inflacji w maju, a ta zostanie podana dokładnie za tydzień.

Prognozy pokazują wyraźny spadek inflacji zasadniczej w relacji rok do roku z 4,9 proc. w kwietniu do 4,1 proc. w maju oraz zniżkę dynamiki miary bazowej z 5,5 proc. do 5,2 proc. r/r. Szacowany tak wyraźny spadek pozwala przypuszczać, że Fed nie zmieni poziomu stóp procentowych. Jedynie wynik zaskakujący (mocno odbiegający od konsensusu) może wywołać spekulacje rynkowe na temat innej decyzji (np. gdyby CPI zaskoczyło wyższym wynikiem niż w kwietniu).

Jednym ze scenariuszy przyszłotygodniowego posiedzenia jest tzw. „jastrzębia pauza”, która polegałaby na pozostawieniu kosztu pieniądza bez zmian ale z jednoczesną deklaracją o rozważaniu lipcowej podwyżki. Dużo będzie zależeć od nowych projekcji, które Rezerwa Federalna przedstawi w czerwcu.

Jednocześnie nie ma pewności co do tego, jakie stanowisko zajmie Rada EBC. W ostatnim czasie otrzymaliśmy „jastrzębie” komentarze od Lagarde i innych przedstawicieli Rady. Pojawiły się jednak również „gołębie” stwierdzenia. Podobnie jak w przypadku Fed, członkowie Rady EBC także nie mogą wypowiadać się na tydzień przed kolejnym posiedzeniem. Oznacza to, że euro prawdopodobnie nie otrzyma już większego impulsu aż do 15 czerwca.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Jak wysoka inflacja wpływa na dług publiczny

Od początku 2020 r. do końca trzeciego kwartału 2022 r. dług publiczny Polski, liczony według metodologii unijnej, urósł o ponad 11 tys. zł na osobę.

Dług publiczny w relacji do PKB spada, gdyż wysoka inflacja napędza nominalny wzrost gospodarczy. W 2022 roku realny wzrost gospodarczy jednak gwałtownie spowolnił, a różnica między nominalną i realną zmianą PKB przekroczyła 13 punktów procentowych.

Jeśli chodzi o „gigantyczne wydatki w czasach pandemii” i „ogromne wydatki na tarczę antyinflacyjną”, którymi chwali się rząd, to środki na nie pochodziły z długu. W efekcie polski dług publiczny liczony według metodologii unijnej od początku 2020 r. do końca trzeciego kwartału 2022 r. urósł aż o 433,3 mld zł (41%), czyli o ponad 11 tys. zł na osobę.

W samym 2020 roku wzrósł również, i to skokowo, dług publiczny w stosunku do PKB – z 45,7% do 57,2%. Spadać zaczął dopiero w kolejnych latach. Jak do tego doszło?

– Relację długu publicznego do PKB oblicza się na podstawie nominalnej kwoty długu publicznego i, co niezwykle istotne, nominalnego PKB – mówi w rozmowie z MarketNews24 Marcin Zieliński, członek zarządu i główny ekonomista FOR. – Dług publiczny w relacji do PKB obniżył się ponieważ w efekcie bardzo wysokiej inflacji nominalny rósł PKB szybko.

W warunkach szybko rosnących cen gospodarka może nominalnie rosnąć nawet wtedy, gdy w ujęciu realnym – czyli po oczyszczeniu PKB z wpływu inflacji – kurczy się.

W efekcie, mimo że w ubiegłym roku realny wzrost gwałtownie spowolnił, wzrost nominalny przyspieszył – różnica między nominalną a realną zmianą PKB przekroczyła 13 pkt. proc.

Również w tym roku będziemy mieli do czynienia według prognoz z ogromną rozbieżnością między wzrostem realnym i nominalnym. Komisja Europejska przewiduje, że w ujęciu realnym wzrost spowolni do 0,7%, podczas gdy nominalnie będzie dwucyfrowy – 11%.

Według prognozy Komisji Europejskiej w 2023 i 2024 roku Polska będzie płaciła najwyższe odsetki od długu publicznego spośród wszystkich państw członkowskich UE – odpowiednio 5,9% i 5,8%.

– Do niedawna rząd mógł zadłużać się dość tanio, gdy były niskie stopy procentowe – komentuje ekspert FOR. – Gdy stopy wzrosły, to odsetki, które trzeba zaoferować inwestorom są dużo wyższe i w tym roku wyniosą niemal 70 mld zł, a w przyszłym roku prawie 80 mld zł.

Kiedy odbicie w polskiej gospodarce?

Polska gospodarka skurczyła się w pierwszym kwartale według danych GUS o 0,2% w ujęciu rocznym – ale trzeba podkreślić, że to są dane sporo lepsze od prognoz analityków. Prognozy dotyczące kurczenia się PKB w pierwszym kwartale oscylowały w okolicach jednego procenta. A więc spadek jest naprawdę nieznaczny. Przede wszystkim jest to wynik kurczenia się konsumpcji. Gospodarstwa domowe mniej wydają w obliczu wysokiej inflacji, wysokich kosztów życia oraz spadku realnych wynagrodzeń. Chociaż płace w przedsiębiorstwach rosną w dwucyfrowym tempie – to inflacja jest wyższa niż ten wzrost, w związku z czym realnie tracimy. I to powoduje, że gospodarstwa domowe ograniczają zakupy – a to wpływa bezpośrednio na dynamikę produktu krajowego brutto.

– Ale są też pozytywne informacje. Mamy całkiem przyzwoity wzrost inwestycji. Dane dotyczące produkcji budowlano-montażowej sugerują, że te inwestycje nadal rosną w drugim kwartale – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. – No i jeszcze jeden element utrzymuje wzrost gospodarczy na dobrym poziomie. To jest eksport – który odbił się po okresie pandemii i zawirowań wokół wojny w Ukrainie. Oczywiście oczekiwalibyśmy, żeby eksport rósł w szybszym tempie. Ale trudno to osiągnąć w związku ze spowolnieniem gospodarczym u naszych głównych partnerów handlowych – czyli w szczególności w gospodarce niemieckiej. Spodziewamy się, że już w drugim kwartale polska gospodarka może zanotować niewielkie, ale jednak dodatnie tempo wzrostu gospodarczego. A druga połowa roku powinna być już wyraźnie lepsza. Szybszy wzrost gospodarczy czeka nas w latach kolejnych, czyli od 2024 roku. Oczywiście ważne będzie odbicie gospodarcze na świecie, na które czekamy – ocenia Kurtek.

Stanowisko BCC w sprawie minimalnego wynagrodzenia

W Radzie Dialogu Społecznego trwają negocjacje dotyczące m.in. wysokości minimalnego wynagrodzenia oraz waloryzacji rent i emerytur w 2024 roku. Swoje oficjalne stanowisko przedstawiło Business Centre Club.

Zgodnie z art. 16 ust. 4 ustawy z dnia 24 lipca 2015 r. o Radzie Dialogu Społecznego i innych instytucjach dialogu społecznego (Dz. U. z 2018 r. poz. 2232 z późn. zm.) Business Centre Club wskazuje, że wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę powinna nie przekraczać ustawowego algorytmu zawartego w art. 5 Ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę i wynosić 4254,40 zł.

Do wyliczenia algorytmu przyjmujemy średnioroczną wysokość minimalnego wynagrodzenia za pracę w bieżącym roku = 3545 zł. Oznacza to, że w sytuacji wysokiej przeciętnej płacy w I kw. 2023 wyliczonej przez GUS, udział minimalnego wynagrodzenia za pracę spada poniżej połowy wysokości przeciętnego wynagrodzenia (49,8 proc.), co wymusza uwzględnienie w podwyżce 2/3 prognozowanego realnego przyrostu produktu krajowego brutto.

Ze względu na trudną sytuację gospodarczą, w szczególności małych i średnich przedsiębiorstw w regionach słabiej rozwiniętych gospodarczo, spowodowaną m.in. wysokim tempem wzrostu minimalnego wynagrodzenia w poprzednich okresach oraz ze względu na prognozowany przez rząd spadający poziom inflacji w roku 2024, BCC sugeruje zainicjowanie przez Stronę Rządową trójstronnych negocjacji, mających na celu obniżenie tempa wzrostu oraz wysokości minimalnego wynagrodzenia poniżej ustawowego algorytmu.

Kwestie dotyczące wprowadzenia oraz wysokości minimalnego wynagrodzenia w 2024 roku z ramienia Business Centre Club komentuje Witold Michałek – wiceprezes BCC, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu oraz minister ds. procesu stanowienia prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.

W tegorocznej, nadzwyczajnej sytuacji generalna intencja zawarta w ustawowej formule corocznego wzrostu płacy minimalnej, mająca na celu ochronę przed inflacją wynagrodzeń pracowników z minimalnym wynagrodzeniem nie spełnia swojej roli, staje się dysfunkcjonalna i zagraża rozwojowi i przetrwaniu wielu słabszych firm. BCC stoi na stanowisku, że ze względu na trudną sytuację gospodarczą, w szczególności małych i średnich przedsiębiorstw w regionach słabiej rozwiniętych gospodarczo, spowodowaną m.in. bardzo wysokim tempem wzrostu minimalnego wynagrodzenia w poprzednich okresach oraz ze względu na prognozowany przez rząd spadający poziom inflacji w roku 2024, Strona Rządowa w Radzie Dialogu Społecznego powinna jak najszybciej zainicjować trójstronne negocjacje dotyczące nie tradycyjnie tego, na ile płaca minimalna powinna być wyższa od ustawowego algorytmu, ale rozmowy zmierzające do obniżenia tempa wzrostu minimalnego wynagrodzenia poniżej wysokości wynikającej z zastosowania tego algorytmu, w celu ochrony ww. słabszych przedsiębiorstw. Jeśliby jednak takie rozmowy nie przyniosły oczekiwanego rezultatu lub co gorsza – w ogóle do nich nie doszło, to przyszłoroczna płaca minimalna nie powinna przekroczyć wysokości wynikającej z ustawowego algorytmu, tj. 4254,40 zł. – podkreśla Witold Michałek – wiceprezes BCC, ekspert BCC ds. gospodarki, legislacji i lobbingu, minister ds. procesu stanowienia prawa Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC.

Jednocześnie ekspert BCC zaznacza, że: globalny koszt dla firm w polskiej gospodarce będzie znacznie wyższy niż zwykłe pomnożenie rocznej podwyżki płacy minimalnej wynoszącej 709 zł przez liczbę ok. 3 mln. zatrudnionych na tej stawce (w sumie = 2,18 mld zł), ponieważ inni zmotywowani tymi podwyżkami pracownicy, wyżej usytuowani w drabinie wynagrodzeń, także będą oczekiwać lub po prostu wymuszać stosowne podwyżki. Zatem tę sumę należy szacować na ok. 5-10 mld zł. Wziąwszy pod uwagę, że średnioroczna podwyżka płacy minimalnej zgodna z ustawowym algorytmem wyniesie 20 proc. – w sytuacji, kiedy przewidywana przez rząd inflacja w 2024 roku to jedynie 6,5 proc, a przewidywany wzrost gospodarczy wyniesie 0,5-1 proc PKB – wiele firm takiego obciążenia może nie udźwignąć.

Ustawa budżetowa na rok 2023 przyznała pracownikom państwowej sfery budżetowej podwyżkę wynagrodzeń w wysokości 7,8 proc. przy prognozowanym przez rząd wskaźniku cen towarów i usług konsumpcyjnych na poziomie 12 proc. BCC proponuje, aby wzrost wynagrodzeń w państwowej sferze budżetowej wyniósł 6,5 proc. (tj. prognozowany poziom inflacji zawarty w dokumencie rządowym APK – Aktualizacja Programu Konwergencji na lata 2024-26).

Wskaźnik waloryzacji emerytur i rent powinien wynosić tyle, ile średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług konsumpcyjnych w 2023 roku, o którym mowa w art. 89 ustawy z dnia 17 grudnia 1998 roku o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (Dz. U. z 2022 r. poz. 504 z późn. zm.), zwiększony o 20 proc. realnego wzrostu przeciętnego wynagrodzenia za pracę w roku 2023.

Czy gotówka zniknie z krajów skandynawskich?

Od kilku tygodniu mamy do czynienia z dość nietypową sytuacją gotówkową w niektórych krajach skandynawskich. Dania, Szwecja i Norwegia wstrzymały import własnej waluty. Tych koron nie wymienimy również w polskich bankach. Czy jest to powód do niepokoju dla osób, które ulokowały swoje środki finansowe w obcych walutach? Czemu niektóre kraje chcą się pozbyć gotówki?

Gotówka zniknie z niektórych krajów

Wszystko zaczęło się od duńskiej korony. Z fizyczną wymianą tej waluty jest problem od dwóch tygodni. Po Danii, import własnej gotówki wstrzymała również Szwecja i Norwegia. Banki tych krajów – jak oficjalnie można się dowiedzieć – w związku z zapisami ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy zaprzestały przyjmować własną walutę narodową w gotówce od wszystkich zagranicznych banków, partnerów czy instytucji.

Sytuacja ta ma swoje konsekwencje. Osoby, które posiadają fizyczne środki finansowe w duńskiej, szwedzkiej i norweskiej koronie zaczynają mieć problemy z ich wymianą – wskazuje Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex. Z tego, co udało nam się dowiedzieć Narodowy Bank Polski i Związek Banków Polskich wspólnie z Narodowym Bankiem Danii próbują rozwiązać problem, niestety na chwilę obecną bezskutecznie. Jest to o tyle istotne, że w przypadku Danii i Szwecji ma to miejsce w Unii Europejskiej, a przecież integralną częścią międzynarodowego obrotu gotówkowego jest akceptacja narodowej waluty przez banki – dodaje.

Warto wiedzieć, że pewna pula dostępnej gotówki jest potrzebna do właściwego funkcjonowania gospodarki. Co ciekawe, według informacji Europejskiego Banku Centralnego – w strefie euro banknoty i monety są przeważającym środkiem płatniczym.

W normalnych warunkach banki, gdy zgromadzą nadwyżkę gotówki w obcej walucie (np. polskie banki zgromadzą nadwyżkę euro), mogą w każdej chwili je odsprzedać bankom ze strefy euro i otrzymać za nie przelew. Tego typu transakcje są powszechne na rynku międzybankowym na większości par walutowych, na których są duże obroty. Problemy z takimi wymianami ostatnio miały miejsce około dwa lata temu, ale była to sytuacja związana z pandemią i problemami logistycznymi.

Co istotne, we wszytkach trzech krajach nadal można dokonywać transakcji za pomocą fizycznego pieniądza. Jeśli mamy więc w planach wyjazd do wymienionych krajów, warto zaopatrzyć się w gotówkę w polskim kantorze. Przykładowo, duńska korona z uwagi na brak płynności jest nawet o 20% tańsza od kursu rynkowego stosowanego np. przy płatnościach kartą.

Czy w Polsce możemy mieć podobną sytuację?

Od lat trwa konflikt pomiędzy zwolennikami i przeciwnikami płatności gotówkowej. Jej przeciwnicy to m.in. firmy żyjące z obrotu bezgotówkowego, który w dużej mierze finansują przedsiębiorcy. Wielu z nas nie zdaje sobie sprawy, że płacąc za zakupy kartą (lub aplikacją płatniczą), ułamek wartości transakcji trafia właśnie do kieszeni banków i właścicieli kart oraz aplikacji płatniczych, tym samym wyprowadzając ostatecznie ogromne sumy z kieszeni osób prowadzących działalność oraz z państwa — mówi Aleksander Pawlak, prezes firmy Tavex.

Polska jest krajem, w którym mocno rozwinięte są płatności bezgotówkowe, jednak większość z nas nosi gotówkę w portfelu. Pokazuje to, że jest ona dla nas ważna. Według najnowszych badań przeprowadzonych przez firmę Tavex, 80% Polaków ma w portfelu fizyczny pieniądz i nie są to drobne kwoty. Na co dzień, najwięcej ankietowanych nosi ze sobą powyżej 100 zł (27%) lub sumę w przedziale 51-100 zł (24%). Ciekawym faktem jest to, że są to również osoby młode. Przykładowo 100 zł w banknotach ma aż 26% respondentów zarówno w wieku do 18-24 lata, jak i w przedziale 25-34 lat.

Polacy zapytani o to, czy likwidacja płatności gotówką jest dobrym pomysłem, zdecydowanie sprzeciwiają się takiemu pomysłowi, Za niekorzystny ruch dla gospodarki i bezpieczeństwa konsumentów uznaje taki pomysł aż 83% badanych (jest to wynik bez zmian w porównaniu r/r). O tym, jak istotna jest dla nas gotówka świadczy również fakt wniesionej niedawno do Sejmu ustawy mającej na celu uchylić ograniczenia płatności gotówką, które miałyby wejść w życie w 2024 roku.

Złoty w czołówce walut rynków wschodzących

W ubiegłym tygodniu uwagę skupiły na sobie waluty rynków wschodzących, w tym złoty, który okazał się niekwestionowanym liderem regionu CEE. W tym tygodniu istotne dla polskiej waluty będą posiedzenie RPP i potencjalne sygnały dotyczące obniżek stóp procentowych. Wydaje się jednak, że wciąż jest za wcześnie na poważne oświadczenia, szczególnie że już w przyszłym miesiącu poznamy nową projekcję inflacji NBP.

Pomimo publikacji kluczowych danych inflacyjnych ze strefy euro oraz raportu NFP z amerykańskiego rynku pracy zmienność głównych walut nie była zbyt wysoka. Waluty Ameryki Łacińskiej kontynuowały swoje tegoroczne umocnienie – wspierał je powrót apetytu na ryzyko. Weekendowe wieści, że Arabia Saudyjska zamierza zmniejszyć produkcję ropy, powinny wzmocnić pozytywny trend cen surowców i zapewnić dalszą aprecjację walut surowcowych. Najgorzej w zeszłym tygodniu radziły sobie frank szwajcarski – cierpiący m.in. z powodu mniejszego apetytu inwestorów na aktywa bezpieczne – i lira turecka. Waluta doświadcza znaczącej deprecjacji po zwycięstwie Erdoğana w wyborach prezydenckich, które osłabiło szanse na powrót do zdroworozsądkowej polityki monetarnej.

Ten tydzień zapowiada się na wyjątkowo spokojny, szczególnie w perspektywie globalnej. Niewiele wieści dotyczących gospodarki lub polityki banków ma szansę poruszyć główne rynki. Inwestorzy skupią się zapewne na wystąpieniach przedstawicieli banków centralnych – najważniejsze spośród nich będą przemówienie prezeski EBC Christine Lagarde i jednej z decydentek FOMC Loretty Mester (05.06).

PLN

Złoty zakończył tydzień na szczycie zestawienia głównych walut regionu CEE, umacniając się względem euro niemal o 1%. W wyniku tego kurs EUR/PLN powrócił do dolnej granicy przedziału, w którym utrzymuje się w ostatnich tygodniach.

W krajowym kalendarzu było wiele publikacji danych, uwagę uczestników rynków skupiła na sobie jednak inflacja. Jej miara główna spadła z 14,7% do 13,0% – co więcej, po raz pierwszy od ponad roku ceny nie wzrosły w skali miesiąca. Dane sugerują wyraźnie większy spadek miary bazowej niż w poprzednim miesiącu. Pozwala to sądzić, że w nadchodzących miesiącach inflacja spadnie do wartości jednocyfrowych, co według wielu jest koniecznym warunkiem do obniżania stóp procentowych. Nowe dane wsparły więc korektę oczekiwań dotyczących stóp procentowych. Co prawda nie wykluczamy całkowicie rozluźniania polityki monetarnej przed końcem roku, sugerowane w kontraktach FRA cięcia o ok. 60 pb. w ciągu kolejnych sześciu miesięcy są jednak naszym zdaniem przesadą.

Biorąc pod uwagę pozytywne zaskoczenie dynamiką cen, posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej w tym tygodniu (05–06.06) nabiera istotności. Inwestorzy będą wypatrywać wszelkich sygnałów, szczególnie w trakcie konferencji prezesa Glapińskiego (07.06), mogących sugerować, że zbliżają się obniżki stóp. Wydaje się jednak, że wciąż za wcześnie jest na poważne oświadczenia, szczególnie że już w przyszłym miesiącu poznamy nową projekcję inflacji NBP. Poza wspomnianym posiedzeniem będziemy zwracać uwagę na wieści spoza kraju i wszelkie dotyczące polityki – w niedzielę w największych miastach Polski odbyły się duże protesty antyrządowe.

EUR

Wstępne dane o majowej inflacji w strefie euro po raz pierwszy od wielu miesięcy napawają optymizmem. Zarówno miara główna, jak i bazowa spadły znacznie silniej niż oczekiwano. Szczególnie istotny wydaje się pierwszy znaczący spadek inflacji bazowej z okolic maksimum (z 5,6% do 5,3% w skali roku) i jej wzrost w skali miesiąca o jedynie 0,2%, znacznie poniżej oczekiwanych 0,8%.

Stopy procentowe są na poziomie 3,25%, wciąż znacznie poniżej bazowej miary dynamiki cen, przed EBC wciąż więc wiele pracy. Inflacja w strefie euro utrzymuje się na nieakceptowalnie wysokim poziomie, wydaje się jednak, że w końcu widać światełko w tunelu. Odczyt ten i następujący po nim spadek oczekiwań dotyczących stóp procentowych EBC nie wpłynęły mocno na euro, co może sugerować, że kurs wspólnej waluty zbliża się do swego rodzaju dolnej bariery.

USD

Majowy raport NFP (non-farm payrolls) z amerykańskiego rynku pracy był bardzo dobry. Wciąż przybywa miejsc pracy, a gospodarka jest w stanie pełnego zatrudnienia. W zeszłym miesiącu przybyło 339 tys. miejsc pracy netto w sektorze pozarolniczym – to 14. z rzędu miesiąc, kiedy wstępne odczyty przekraczają oczekiwania ekonomistów. Siła ta przyciąga pracowników, a wzrost płac wydaje się powoli normować.

Raport zmniejsza presję na Fed, by ten ponownie podniósł stopy procentowe na swoim czerwcowym posiedzeniu (rynek obecnie szacuje prawdopodobieństwo takiego ruchu na ok. 30%), niekorzystny odczyt inflacji w przyszłym tygodniu może jednak ponownie wszystko zmienić. Oczekiwania dotyczące cięć stóp procentowych wciąż odsuwają się w dalszą przyszłość. Mimo wszystko wygląda na to, że Fed jest bliżej osiągnięcia miękkiego lądowania, niż wydawało się jeszcze kilka tygodni temu.

CHF

W ubiegłym tygodniu frank szwajcarski znalazł się na dnie zestawienia G10, choć nie zmieniło to radykalnie jego pozycji – CHF pozostaje jedną z najlepiej radzących sobie w tym roku walut, a kurs EUR/CHF jest blisko ostatnich minimów. Co dość nietypowe, za słabość szwajcarskiej waluty można częściowo winić zeszłotygodniowe publikacje gospodarcze z kraju. Dane o PKB za I kwartał były zaskakująco dobre, wykazując wzrost o 0,3% w ujęciu kwartalnym, bardziej aktualne i wybiegające w przyszłość odczyty były jednak znacznie mniej imponujące.

Wskaźnik PMI dla usług nieznacznie wzrósł, ale indeks dla przemysłu spadł do najniższego poziomu od niemal trzech lat. Kluczowy indeks KOF, pełniący rolę prognostyka aktywności gospodarczej w ciągu najbliższych sześciu miesięcy, również pogłębił swój spadek. Dane dotyczące handlu i sprzedaży detalicznej dopełniły ponury obraz. Chociaż prezes SNB Thomas Jordan nadal utrzymuje jastrzębi ton, uważamy, że bank może zacząć łagodzić swój przekaz i podnieść stopy o jedynie 25 pb. na najbliższym, czerwcowym posiedzeniu, zwłaszcza że inflacja wciąż spada. Odczyt z 05.06 pokazał obiecujący gwałtowny spadek bazowej miary inflacji do 1,9%, sprowadzając ją z powrotem poniżej górnego ograniczenia celu SNB wynoszącego 2%. Główna miara inflacji jest tylko nieznacznie wyższa i wynosi 2,2%. Poza tą publikacją szwajcarski kalendarz ekonomiczny świeci w tym tygodniu pustkami, skupimy się więc przede wszystkim na wiadomościach z zewnątrz.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Bogusław Kisielewski zrezygnował z pełnionych stanowisk w Grupie Kino Polska

Bogusław Kisielewski, Dyrektor Generalny Grupy Kino Polska, przekazał Grupie decyzję o swojej rezygnacji ze stanowiska oraz z zasiadania w Zarządach Kino Polska TV S.A oraz Stopklatka S.A.

Grupa Kino Polska bardzo dziękuje Panu Bogusławowi Kisielewskiemu za jego nieoceniony wkład i zaangażowanie w rozwój firmy podczas prawie 20-letniej współpracy. W tym okresie Bogusław Kisielewski odegrał kluczową rolę w kształtowaniu Grupy, zapewniając wzrost różnych obszarów biznesu, umacniając tym samym pozycję Grupy Kino Polska na polskim rynku telewizyjnym.

Pan Bogusław Kisielewski uzasadnił swoją rezygnację względami osobistymi.

Bogusław Kisielewski będzie nadal współpracował z Grupą jako specjalny doradca ds. projektów korporacyjnych.

Zarząd Grupy Kino Polska jest przekonany, że aktualna struktura organizacyjna tworzona przez profesjonalny i utalentowany Zespół, umożliwi realizację dotychczasowych projektów i przyczyni się do dalszego sukcesu firmy w przyszłości, kontynuując rozwój produktów, usług i treści dla widzów.

Nabywcy mieszkań wybierają „tańsze” dzielnice?

Pomimo nieco złagodzonych zasad oceny zdolności kredytowej, dostępność mieszkań za kredyt jest wciąż dużo gorsza niż dwa lata temu. Mowa o czasach, kiedy średnie oprocentowanie nowych „hipotek” nie przekraczało 3,0%. Obecnie analogiczny wynik oscyluje na poziomie ponad 8,5%. Eksperci RynekPierwotny.pl, Metrohouse i Credipass sprawdzili czy w związku z tym nabywcy mieszkań zmienili swoje preferencje kredytowo – mieszkaniowe.

Na podstawie danych BIG DATA RynekPierwotny.pl, w pierwszej kolejności sprawdzono, jak zmieniła się sprzedaż nowych mieszkań na terenie najpopularniejszych części (dzielnic) sześciu największych miast. Poniższy wykres prezentuje dzielnice, w których dwuletnia zmiana sprzedaży wyniosła co najmniej 50 nowych mieszkań. Porównanie danych za okres od stycznia do kwietnia 2021 r. i dla analogicznego okresu z 2023 r. ma na celu zestawienie preferencji klientów firm deweloperskich w czasach bardzo dobrej i kiepskiej zdolności kredytowej. Sprawdzono także udział rynkowy dzielnic w całej sprzedaży nowych lokali z danego miasta. Co ważne, poniższa tabela uwzględnia jedynie części metropolii ze udziałem rynkowym przekraczającym 5% od stycznia do kwietnia 2023 r.Tabela 1 - Zmiana liczby sprzedawanych mieszkań w wybranych dzielnicach

Wzrosła sprzedaż na krakowskim Białym Prądniku

Przez ostatnie dwa lata, mocno zmieniła się sprzedażowa popularność niektórych dzielnic. „W przypadku Krakowa, pierwsze miejsce zdecydowanie przypada Prądnikowi Białemu, który skupia obecnie ok. 1/4 rynku deweloperskiego. Powodem wzrostu sprzedażowej popularności Białego Prądnika jest przeciętna ofertowa cena 1 mkw. nowego „M” (12 157 zł), która w kwietniu 2023 r. była znacznie mniejsza od średniej z całego miasta (13 260 zł).” wyjaśnia Andrzej Prajsnar, ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Jeżeli chodzi o inne wyniki dwuletniego porównania sprzedaży deweloperów, to spore wzrosty są też widoczne na terenie:

  • Oruni Górnej – Gdańska Południe i Ujeściska – Łostowic (części Gdańska)
  • Podgórza (części Krakowa)
  • Śródmieścia i Widzewa (części Łodzi)
  • Pragi-Południe, Ursusa i Włoch (części Warszawy)

Przykład stolicy potwierdza, że ograniczona zdolność kredytowa mogła skutkować wzrostem sprzedażowej popularności dzielnic z niższej (Ursus, Włochy) i średniej półki cenowej (Praga-Południe)” – komentuje ekspert portalu RynekPierwotny.pl.

Tabela 2 - Najpopularniejsze dzielnice wśród kupujących nowe mieszkania

Ciekawie wygląda również lista części największych miast, w których sprzedaż nowych mieszkań spadła najbardziej w ciągu dwóch lat. W tym kontekście warto wskazać m.in. łódzkie Polesie, Stare Miasto z Poznania, kosztowną metrażowo warszawską Wolę oraz dwie części Wrocławia – Fabryczną oraz Krzyki. Przypadek Wrocławia jest charakterystyczny, bo stolica Dolnego Śląska mimo ogólnokrajowego ożywienia z początku 2023 r. odnotowała spory dwuletni spadek sprzedaży nowych mieszkań.

Jak zmieniła się popularność dzielnic na rynku wtórnym?

Na rynku wtórnym klienci często celują w dzielnice, które charakteryzują się różnorodnością ofert, są dobrze skomunikowane z innymi lokalizacjami, ale także dają szanse na zakup mieszkania poniżej średniej rynkowej dla danego miasta. Według danych sprzedażowych agentów Metrohouse, w Krakowie szczególnym zainteresowaniem cieszą się trzy dzielnice – są to Prądnik Biały, Krowodrza i Nowa Huta. Obecność tej ostatniej z dzielnic raczej nie powinna szczególnie dziwić, bo właśnie tu można znaleźć mieszkania w relatywnie przystępnych cenach (w budownictwie z lat 60. i 70. XX w.). Z kolei we Wrocławiu w ostatnich miesiącach szczególnym zainteresowaniem cieszą się Krzyki. W transakcjach pojawiają się zwłaszcza mieszkania w budownictwie po 2010 r., więc stosunkowo nowe lokale.

Jeżeli przyjrzymy się bliżej rozkładowi transakcji w Łodzi, to nie ma wyraźnej dominanty. – Dużo sprzedaży odnotowujemy na Bałutach, gdzie znakomita większość transakcji to mieszkania w budynkach z lat 70.-80. XX w. W przeciwieństwie do innych dużych miast, w Łodzi widzimy też silnie zainteresowanie zakupem mieszkań w Śródmieściu. Mowa zwykle o przedwojennych kamienicach, w bardzo różnym stanie technicznym. Potrzeba remontu jest często dobrą kartą przetargową w negocjacjach, stąd spore zainteresowanie takimi zakupami przejawia się ze strony inwestorów, komentuje Marcin Jańczuk, ekspert sieci biur Metrohouse.

W Warszawie zazwyczaj w czołówce znajdują się takie dzielnice jak Mokotów, Wola, czy Praga Południe. Do grona najchętniej wybieranych dzielnic dołączył ostatnio Targówek. – Jeżeli przypomnimy sobie, w jaki sposób budowa metra przyczyniła się do zwiększenia zainteresowania Pragą-Północ i Bielanami, nie zaskakuje historia Targówka, który dzięki podziemnej kolejce bardzo zyskał w oczach potencjalnych nabywców, mówi Marcin Jańczuk z Metrohouse.

Widać więc wyraźnie, że na decyzje zakupowe ma duży wpływ niska dostępność kredytów bankowych. Klienci mierzą się nie tylko z niską zdolnością kredytową, ale także ze znacznie wyższymi ratami kredytów niż jeszcze półtora roku temu. – Niepewność na rynku związana z inflacją i poziomem stóp procentowych powoduje znacznie ostrożniejsze podejście do zaciągania przez klientów dużych kredytów, a co za tym idzie kupowania droższych nieruchomości. Ograniczanie ryzyka jest szczególnie widoczne wśród osób młodych, nabywających swoje pierwsze mieszkanie, które mają dość duży udział w rynku. Klienci coraz rzadziej wybierają kredyty w górnej granicy ich zdolności kredytowej, bo wzrosła świadomość ryzyka zmian wysokości rat – mówi Andrzej Łukaszewski, ekspert finansowy Credipass.

Jak wskazują dane Barometru Metrohouse i Credipass, średnia kwota kredytu hipotecznego w 1 kwartale 2023 roku wynosiła w Warszawie 450 tys. zł, w 5 największych miastach – 396 tys. zł, a w pozostałych miastach – 351 tys. zł.

Inflacja w strefie euro: pierwsze małe kroki ku spowolnieniu inflacji bazowej

Z analiz Allianz Trade wynika, że w największych gospodarkach strefy euro Inflacja zaczyna spadać. Najnowsze dane pokazują, że presja inflacyjna w strefie euro słabnie, zwłaszcza w sektorze energii i żywności. W Niemczech inflacja zasadnicza w maju spadła po raz trzeci miesiąc z rzędu do 6,3% r/r (-1,3 pkt. proc. mniej niż w kwietniu), a ceny energii spadły o -4,2 pkt. proc. do 2,6% r/r. Chociaż inflacja cen żywności jest nadal bardzo wysoka i wynosi 14,9% r/r, od kwietnia spadła już o -2,3 pkt. proc. Tymczasem krajowy wskaźnik CPI we Francji okazał się znacznie niższy niż prognozowano i wyniósł +5,1% r/r. Chociaż spodziewano się, że inflacja energii spadnie (do +2% r/r), ceny bazowe zaskoczyły spadkiem, rosnąc o +0,3% m/m w ujęciu sekwencyjnym wyrównanym sezonowo, po średnim wzroście +0,8% miesięcznie w ciągu trzech poprzednich miesięcy. We Włoszech trend spadkowy powrócił w maju, a główny wskaźnik spadł do 7,6% (z 8,2% w kwietniu). Pocieszające jest to, że inflacja bazowa zanotowała drugi z rzędu marginalny spadek (do 6,1% r/r z 6,2%). Wreszcie również w Hiszpanii inflacja również powróciła do trendu spadkowego, gdzie ogólny wskaźnik inflacji spadł z 4,1% w kwietniu do 3,2% w maju, poniżej oczekiwań rynkowych (3,4%). Inflacja bazowa (która nie obejmuje bardziej zmiennych cen żywności i energii) spadła trzeci miesiąc z rzędu do 6,1% z 6,6% w kwietniu.

Wykres 1: Wskaźnik inflacji CPI w Niemczech a ceny importu (r/r, %)

Wskaźnik inflacji CPI w Niemczech a ceny importuLegenda (od góry do dołu): Recesja; Ceny importu; Cena importu: dobra konsumpcyjne; Cena importu: dobra pośrednie; CPI; Cena importu: energia (rhs)

Źródła: Refinitiv Datastream, Allianz Research.

Ale Włochy i Hiszpania mogą dłużej tkwić w ciągnącej się inflacji w sektorze usług. Pomimo spadku oszczędności gospodarstw domowych we Włoszech poniżej poziomu sprzed pandemii, konsumpcja prywatna pozostaje dość odporna (do +0,5% w I kwartale), co skomplikuje misję okiełznania inflacji Europejskiego Banku Centralnego. W rezultacie Allianz Trade oczekuje, że ceny usług będą spadać w wolniejszym tempie niż ceny towarów. Podobnie inflacja utrzymuje się na wysokim poziomie w sektorze usług w Hiszpanii (powyżej 4%), a możliwości obniżenia cen w perspektywie krótko- i średnioterminowej są niewielkie ze względu na silne ożywienie w turystyce oraz nadchodzące podwyżki płac (szacujemy, że wzrost płac w 2023 r. i 2024 r. wyniesie odpowiednio +4,6% i +4,1%).

Inflacja energii pozostanie ujemna do końca roku, nawet jeśli efekty bazowe będą niższe. Allianz Trade spodziewa się, że ceny ropy utrzymają się na poziomie -18% i -15% poniżej poziomów z 2022 r. w porównaniu z obecnymi odpowiednio -20%. To, w połączeniu ze spadającymi cenami importu, powinno sprzyjać spadkowi wskaźnika inflacji CPI w Niemczech do około 4% do końca 2023 r. (spadek z naszej poprzedniej prognozy nieco poniżej 5%). Podobnie we Francji, oczekiwania cenowe z najnowszych badań przedsiębiorstw i znacznie niższe ceny energii wskazują na spadek inflacji do około +4% do jesieni (w porównaniu z naszymi poprzednimi oczekiwaniami powyżej +5%). Oczekuje się, że w Hiszpanii inflacja spadnie średnio do około +3,5% w 2023 r. i około +3% do końca roku. We Włoszech spodziewamy się, że inflacja wyniesie średnio +5,9% w 2023 r., ale do końca roku spadnie poniżej +4%.

Wykres 2: Wskaźnik inflacji CPI we Francji a oczekiwania przedsiębiorstw dotyczące cen sprzedaży (średnia dla handlu detalicznego, usług, i przemysłu)Wskaźnik inflacji CPI we Francji

Legenda (od góry do dołu): Wskaźnik inflacji; Oczekiwania przedsiębiorstw dot. cen sprzedaży (z wyprzedzeniem 4 m) – rhs

Źródła: Refinitiv Datastream, ankieta ESI Komisji Europejskiej, Allianz Research.

RPP może zasygnalizować obniżki stóp w tym roku

Dane PMI z sektora usługowego dominują w kalendarium. EUR/USD poniżej 1,07 po publikacji z amerykańskiego rynku pracy, w tle wzrost rentowności obligacji. Posiedzenie RPP punktem kulminacyjnym tego tygodnia dla złotego.

Sektor usługowy

Patrząc na kalendarz makro do końca miesiąca, nie widzimy zbyt wielu prezentowanych danych, które mogą zainicjować większą zmienność. Powoli więc wkraczamy w okres wakacyjny, który cechuje się mniejszymi ruchami na rynkach. Niemniej jednak dzisiaj poznamy odczyty PMI dla sektora usługowego i to one będą wpływać na początek handlu w tym nowym tygodniu. Obraz, jaki przedstawiają oczekiwania analityków, mieni się jako zdecydowanie pozytywny. Wartości dla gospodarek europejskich, czy nieco później dla USA mają pokazać poziom powyżej 50 pkt, a więc sygnalizujący wzrost w tym sektorze. Jest to więc nieco inna sytuacja, niż w sektorze przemysłu, gdzie oscylujemy poniżej 50 pkt, czyli na poziomach recesyjnych. Jeśli dzisiejsze dane nie zaskoczą in minus, to możemy być świadkami powiewu optymizmu na rynkach.

Nadal dolar z przewagą nad euro

Na głównej parze walutowej świata zakotwiczenie w okolicach 1,07 trwa. W piątek przed danymi z rynku pracy w USA kurs nieco podskoczył w górę, by po nich osunąć się poniżej wspomnianego poziomu. Wracając do publikacji z ważnej części gospodarki, to bez wątpienia nie widać w niej sygnałów recesyjnych. Co prawda, analitycy ocenili dane jako mieszane, skoro wzrosła dość silnie ilość nowych miejsc pracy, ale też stopa bezrobocia, ale nie zmniejszyło to prawdopodobieństwa podwyżki stóp procentowych na zbliżającym się posiedzeniu Fed. Wzrosła też rentowność amerykańskich obligacji, szczególnie tych 2-letnich, co jest sygnałem, że wcale stopy nie muszą spadać w zbliżających się kwartałach w Stanach. I jest to czynnik, który ciągle trzyma mocno siłę dolara amerykańskiego.

Zmiana, ale retoryki możliwa

Wydarzeniem tygodnia dla złotego będzie posiedzenie RPP. Analitycy w zdecydowanej większości nie spodziewają się zmiany stopy procentowej w naszym kraju, choć coraz częściej mówi się o zmianie retoryki i sygnalizacji obniżek kosztu pieniądza w tym roku. Problem w tym, że nasi decydenci często idą na bakier z komunikacją z rynkami, a plany na kolejne miesiące są często bardzo mgliste. Niemniej jednak odnotowaliśmy spadek inflacji CPI, który z pewnością będzie argumentem dla Rady, by takie kroki podjąć. Decyzję poznamy tym razem we wtorek w okolicach godziny 16, konferencja prasowa prezesa RPP w środę, czyli tuż przed długim weekendem w Polsce. Dla PLN, głosy odnośnie możliwej obniżki stóp mogą stać się przyczyną presji podażowej. Końcówka poprzedniego tygodnia była dobra dla naszej waluty, a kurs EUR/PLN spadł do poziomu 4,50.

Krzysztof Pawlak, analityk walutowy Internetowykantor.pl i Walutomat

Dolar mocniejszy po NFP. Ropa droższa po decyzji OPEC+

Miesięczny raport z amerykańskiego rynku pracy okazał się mieszany. Zmiana zatrudnienia wyniosła zdecydowanie więcej niż prognozy, z kolei wzrosła stopa bezrobocia i to zdecydowanie mocniej niż oczekiwano. Indeksy z Wall Street ostatecznie zamknęły dzień na plusie. Najlepiej poradził sobie Dow Jones, który ruszył „na północ” w momencie publikacji danych a następnie kontynuował zwyżki. Dolar jest silniejszy. Rynek daje w tym momencie ok 30 proc. szans na kolejną podwyżkę stóp o 25 pb w czerwcu przez Fed.

Miesięczny raport pokazuje mieszany obraz rynku pracy. Podczas gdy zmiana zatrudniania poza rolnictwem zaskoczyła wzrostem o 339 tys., inne szczegóły wskazują na spowolnienie. Fed otrzymał kolejną porcję liczb do interpretacji. Prawdopodobieństwo wzrost stóp procentowych wg wyceny rynkowej lekko wzrosło, ale nadal większe są szanse, że Rezerwa Federalna dokona pauzy, chcą poczekać na dalsze efekty zacieśniania monetarnego rozpoczętego w marcu 2022 roku.

W maju zmiana zatrudnienia w sektorze pozarolniczym wyniósł 339 tys. i była znacznie wyższa od oczekiwań (195 tys.). Co więcej, przyrosty z poprzednich dwóch miesięcy zostały zrewidowane w górę łącznie o 93 tysiące. Stopa bezrobocia wzrosła jednak zaskakująco znacząco z 3,4 proc. do 3,7 proc.

Aktualnie rynek zakłada ok 30 proc. szans na podwyżkę w czerwcu. Chwile po odczycie było to blisko 37 proc. Jeszcze w czwartek kontrakty Fed Funds wskazywały lekko powyżej 20 proc. szans na taki ruch.

Dziś rano dobre nastroje się utrzymują. Wspierającym czynnikiem jest lepszy od oczekiwań odczyt PMI Caixin dla Chin. Wyniósł on 50,9 pkt. Ten wskaźnik koncentruje się bardziej na mniejszych i zorientowanych na eksport producentach. Pozytywna niespodzianka sugeruje, że firmy te skorzystały na poprawie w zakresie nowych zamówień krajowych i eksportowych. Niemniej jednak, mieszany obraz przedstawiony przez oficjalne i Caixin PMI sygnalizuje niepokojące perspektywy dla chińskiej gospodarki.

Z wydarzeń weekendowych warto zerknąć na sytuację na ropie naftowej, która to zyskała na otwarciu ponad 4 proc. Saudyjczycy zobowiązali się podczas niedzielnego spotkania OPEC+ do dużych cięć wydobycia w lipcu. Ministerstwo energii tego kraju poinformowało, że spadnie ono do 9 milionów baryłek dziennie w lipcu z około 10 milionów w maju, co stanowi największą redukcję od lat. Teraz rynek zastanawia się czy ruch na wykresie będzie trwały. Pamiętajmy, że w kwietniu podjęto już niespodziewaną decyzję o ograniczeniu podaży, ale ona na krótko wywindowała ceny brent o około 9 USD. Od tego czasu ceny zniżkowały pod presją obaw o słabość światowej gospodarki. Arabia Saudyjska jest producentem ropy, który posiada wystarczające wolne moce produkcyjne i magazyny aby móc łatwo zmniejszać i zwiększać wydobycie. Oprócz tego OPEC+ zdecydował, że poprzednie cięcia mają obowiązywać do końca 2024 roku, wcześniej ustalenia wskazywały koniec 2023 roku. Wydaje się, że ten fundamentalny czynnik powinien w długim terminie wspierać cenę surowca. Na wykresie odmiany brent został wyrysowany układ „potrójnego dołka”, który z technicznego punktu widzenia sugeruje większe prawdopodobieństwo odbicia kursu w najbliższym czasie.

Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

W ostatnich 3 latach doszło w Polsce do prawie 80 dużych transakcji M&A w branży IT

Sektor IT jest jedną z tych branż, które rozwijają się dynamicznie i w związku z tym cieszą się największym zainteresowaniem inwestorów. Jak wynika z raportu „Puls rynku IT w Polsce. Firmy, ludzie, transakcje” przygotowanego przez ekspertów firmy Baker Tilly TPA, w 2022 r. w Polsce doszło do 28 znaczących transakcji M&A z udziałem firm informatycznych. Łącznie w ostatnich 3 latach było to 78 fuzji i przejęć. Największym zainteresowaniem inwestorów cieszyli się producenci oprogramowania komputerowego. W 2022 r. transakcje z ich udziałem stanowiły 43 proc. wszystkich transakcji w tym sektorze.

W ostatnich latach Polska stała się ważnym centrum IT w Europie.

„Branża ta w Polsce rozwija się na tyle dynamicznie, że udało się zyskać pozycję lidera w regionie. Na ten sukces złożyło się wiele czynników. Polska ma rozwinięty system szkolnictwa, co przyczynia się do tworzenia wykwalifikowanej siły roboczej, która jest atrakcyjna dla inwestorów z branży IT. Nasz kraj przyciąga coraz więcej inwestycji zagranicznych, zwłaszcza z USA i krajów Europy Zachodniej, które mają swój wkład w rozwój branży IT. Wiele miast w Polsce, takich jak Warszawa, Kraków, Wrocław czy Gdańsk oferuje korzystne warunki do prowadzenia biznesu” – mówi Krzysztof Horodko, Partner zarządzający w Baker Tilly TPA.

Ze względu na duże rozdrobnienie branży IT w Polsce dochodzi coraz częściej do konsolidacji i wchłaniania mniejszych podmiotów przez większe software house’y. Z analizy przeprowadzonej przez ekspertów firmy Baker Tilly TPA wynika, że w ostatnich 3 latach przeprowadzono w tym sektorze 78 znaczących transakcji, dla których dostępne są dane finansowe. W ubiegłym roku było to 28 przejęć i fuzji, rok wcześniej – 31, a w 2019 r. – 19. Łączne przychody przejmowanych w tym okresie podmiotów wynosiły prawie 2,2 mld PLN (pod uwagę wzięto dane finansowe za 2021 r.). Z kolei łączne przychody firm, które zostały kupione w ubiegłym roku wynoszą nieco ponad 1,1 mld PLN, niemal 2 razy więcej niż przychody osiągnięte przez firmy przejmowane rok wcześniej, mimo że pod względem liczbowym transakcji w 2022 r. było mniej.

Jeżeli chodzi o specjalizację firm, to największym zainteresowaniem inwestorów cieszyli się producenci oprogramowania komputerowego. W 2022 r. transakcje z ich udziałem stanowiły 43 proc. wszystkich przejęć. Na 2 miejscu znaleźli się dostawcy usług i oprogramowania internetowego (21 proc.), a na 3 – deweloperzy aplikacji mobilnych oraz firmy świadczące usługi konsultingowe w IT (po 11 proc.).

Z przeprowadzonej analizy wynika, że najczęściej podmiotem przejmującym jest firma z Polski, co wskazuje na znaczący ruch konsolidacyjny.

„W ciągu 3 analizowanych lat przejmujący pochodził z Polski w ponad połowie transakcji. Na 2. miejscu pod tym względem znalazły się firmy z USA, a na 3. Wielka Brytania. Poza tym przedsiębiorstwa IT z Polski są przedmiotem zainteresowania innych państw europejskich, takich jak Francja, Niemcy, Holandia czy Szwajcaria, ale dochodzi również do fuzji i przejęć z udziałem firm pochodzących z państw naszego regionu. Pojedynczych transakcji dokonywali inwestorzy z Kanady czy Chin” – wyjaśnia Tomasz Manowiec, dyrektor w dziale corporate finance, Baker Tilly TPA.

Zdaniem ekspertów Baker Tilly TPA w czasach rynku pracownika trend konsolidacyjny będzie się pogłębiał. Dla dużych firm będzie on szansą na pozyskanie specjalistów z odpowiednim doświadczeniem w branży. Natomiast dla małych przedsiębiorstw, którym obecnie może być ciężej przyciągnąć pracownika, szansą na utrzymanie się w innej strukturze i zdobycie nowego know-how. Potencjalni inwestorzy oprócz sytuacji przejmowanego podmiotu są zainteresowani otoczeniem regulacyjnym i podatkowym kraju, w którym chcą rozpocząć swoją działalność.

„Najbliższe lata mogą oznaczać zwiększenie liczby fuzji i przejęć w naszym regionie. Konsolidacji podlegać będą wyspecjalizowane w określonych technologiach firmy oraz te, które w trudnych czasach utrzymały swoje tempo wzrostu. Te ostatnie zdecydowanie stanowić będą łakomy kąsek dla inwestorów strategicznych i funduszy PE, które nadal poszukują tego typu podmiotów” – mówi Tomasz Woźniak, CEO firmy Future Mind.

Deloitte: Połowa polskich millenialsów i przedstawicieli generacji Z martwi się o środowisko naturalne

Zmiany klimatu stały się jednym z głównych powodów stresu u dzisiejszych dwudziesto- i trzydziestolatków, wynika z raportu Global 2023 Gen Z & Millenial Survey przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte. Troska o środowisko, którą najmłodsze generacje manifestują poprzez codzienne wybory, przekłada się również na decyzje zawodowe. Co czwarta polska „zetka” i co trzeci millenials uważa jednak, że ich pracodawca przestał uznawać swoją strategię klimatyczną za priorytet z powodu czynników zewnętrznych (m.in. inflacji i pandemii COVID-19). Na świecie sytuacja wygląda jeszcze mniej optymistycznie – podobnego zdania jest połowa ankietowanych.

Sześciu na dziesięciu młodych ludzi martwi się o środowisko – wynika z najnowszej edycji badania Deloitte przeprowadzonego w 44 krajach na całym świecie, w tym w Polsce. Globalnie brało w nim udział 22 856 osób, z czego nieco ponad 60 proc. reprezentowało generację Z (urodzeni w latach 1995 – 2004), a pozostałe niemal 40 proc. pokolenie Y (urodzeni w latach 1983 – 1994).

Obawy związane z postępującymi zmianami klimatu przekładają się na konkretne działania. Co trzeci respondent zarówno w skali krajowej, jak i globalnej decyduje się na kupowanie odzieży używanej, co siódmy w Polsce i co piąty na świecie rezygnuje z konsumpcji mięsa, a około 20 proc. wszystkich badanych  odkłada w czasie założenie rodziny. Ponadto nieco ponad 40 proc. polskich „zetek” i millenialsów jest gotowych zapłacić więcej za produkty przyjazne środowisku. W taki sam sposób odpowiedziało 60 proc. globalnych przedstawicieli każdego z tych pokoleń.

Niepewność dotycząca przyszłości, która jest związana ze stanem środowiska wpływa na modyfikacje stylu życia młodych ludzi oraz na ich codzienne decyzje i wybory. Przedstawiciele pokolenia Z i Y są skłonni do wielu osobistych poświęceń, które wyznaczają nowe trendy konsumenckie. Warto podkreślić, że wzrasta również ich świadomość względem wyzwań społecznych i środowiskowych oraz są coraz bardziej czuli na brak spójności pomiędzy deklarowanymi przez biznes wartościami i faktycznymi działaniami – mówi Marta Karwacka, starsza menadżerka w zespole Sustainability & Economics Consulting CE, Deloitte.

Około 80 proc. wszystkich respondentów chciałoby, aby firmy w większym stopniu ułatwiały kupującym podejmowanie ekologicznych decyzji zakupowych. Część ankietowanych przyznała również, że jest wrażliwa na tzw. „greenwashing”, czyli marketing wywołujący na konsumentach mylne wrażenie, że dana marka lub produkt są przyjazne środowisku. Około 30 proc. osób urodzonych w latach 1983 – 2004 sprawdza certyfikaty dotyczące zrównoważonego rozwoju przed skorzystaniem z danej usługi lub dokonaniem zakupu.

Zielona strategia nowoczesnych organizacji

Proekologiczne podejście młodych osób dotyczy nie tylko sfery prywatnej, ale także kariery. Połowa respondentów w skali globalnej przyznała, że przed podjęciem zatrudnienia w danej firmie sprawdza, jaki wpływ wywiera ona na środowisko.

Choć część ankietowanych uważa, że ich pracodawca odsunął na dalszy plan walkę ze zmianami klimatu ze względu na inne problemy (tj. inflacja czy pandemia COVID-19), wielu z nich wciąż docenia starania idące w tym kierunku. 46 proc. polskich „zetek” i 34 proc. millenialsów przyznaje, że organizacja, w której pracują dobrze przygotowuje pracowników do przejścia na gospodarkę niskoemisyjną. Na świecie wyniki prezentują się jeszcze korzystniej – jest to odpowiednio 56 proc. i 50 proc.

Najmłodsze generacje uważają kryzys klimatyczny za jedno z największych współczesnych zagrożeń. Z tego powodu dbałość o środowisko wpływa nie tylko na ich decyzje konsumenckie, ale także zawodowe. Połowa millenialsów i 46 proc. osób z pokolenia Z przyznaje, że wywierało presję na swojej organizacji, by ta podjęła odpowiednie działania w walce ze zmianami klimatu. Dlatego nowoczesne firmy powinny pójść o krok dalej i samodzielnie wdrażać ekologiczne rozwiązania. Takie przedsiębiorstwa będą chętniej wybierane przez przedstawicieli młodych pokoleń jako potencjalne miejsca pracy – mówi Irena Pichola partner, liderka Sustainability & Economics Consulting CE, Deloitte.

Fiskus coraz chętniej stosuje STIR. Miliony złotych zablokowane na rachunkach bankowych

  • STIR: Dwucyfrowo rośnie liczba zablokowanych kont. Spada za to wartość szacowanych uszczupleń.
  • Fiskus w I kw. zablokował firmom środki o wartości ponad 22 mln zł. Wzrost rdr. wynosi ponad 41 proc.


Według danych Ministerstwa Finansów, w pierwszym kwartale br. liczba blokad rachunków bankowych z wykorzystaniem STIR wzrosła o ponad 54% rdr. W tym samym czasie o przeszło 17% rdr. zwiększyła się liczba zablokowanych rachunków. Ostatnio łączna wartość zatrzymanych środków urosła o przeszło 41% rdr. i była na poziomie ponad 22,4 mln zł. Natomiast łączna wartość szacowanych uszczupleń publiczno-prawnych spadła z ponad 66,3 mln zł do 59,8 mln zł, czyli o ok. 10%.

Fiskus coraz częściej blokuje

Jak wynika z danych Ministerstwa Finansów, w pierwszym kwartale br. liczba blokad rachunków bankowych z wykorzystaniem STIR wyniosła 91 (48 – Szef KAS, 43 ¬– NUCS). To o 54,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy takich przypadków było 59 (28 – Szef KAS, 31 – NUCS). Natomiast liczba podmiotów kwalifikowanych objętych blokadami wyniosła w pierwszym kwartale br. 91, a rok wcześniej – 58 (wobec jednego podmiotu dokonano dwóch blokad).

– W mojej ocenie, pomimo ww. wzrostu liczby blokad, narzędzie to w dalszym ciągu jest relatywnie rzadko stosowane. Z danych GUS-u z początku 2023 roku wynika, że w Polsce mamy prawie 5 mln firm, a zatem zbliżoną ilość rachunków bankowych możliwych do zablokowania. Z tej perspektywy, 91 blokad dokonanych w I kwartale br. z pewnością nie jest zatrważającym zjawiskiem, a raczej świadczy o marginalnym wykorzystywaniu tego narzędzia. Na etapie projektowania tego rozwiązania Ministerstwo Finansów szacowało, że rocznie będzie blokowanych około 4,6 tys. rachunków. A więc tylko widać procentowy wzrost – komentuje Ewa Flor, doradca podatkowy z Kancelarii ATL Accounting & Payroll.

Według Marka Niczyporuka, doradcy podatkowego z Kancelarii Ars AEQUI, należy rozważyć kilka przyczyn tego wzrostu. Po pierwsze, istnieje możliwość, że wynika on z rosnących nieprawidłowości po stronie podatników. Może to oznaczać, że więcej osób nie przestrzega obowiązujących przepisów podatkowych lub popełnia błędy w swoich rozliczeniach. Po drugie, nie jest wykluczone zaostrzenie kursu UCS i KAS wobec podatników. Organy skarbowe są bardziej czujne na potencjalne nieprawidłowości lub są bardziej zmobilizowane do ich wykrywania. Trzecią opcją jest coraz lepsze typowanie przedsiębiorców do weryfikacji. To oznaczałoby, że organy kontrolne są w stanie skuteczniej identyfikować podatników, którzy mogą być zagrożeniem dla systemu podatkowego.

– Blokada rachunku bankowego stanowi jedną z najdotkliwszych sankcji dla podatnika. Zgodnie z przepisami, jej stosowanie może być wydłużone nawet do trzech miesięcy. To niekiedy oznacza całkowite sparaliżowanie funkcjonowania takiego przedsiębiorcy, które ostatecznie może nawet doprowadzić do likwidacji działalności. Skutki takich działań mogą być zatem nieodwracalne, nawet przy późniejszym wygraniu sporu przez podatnika na etapie sądu administracyjnego – zaznacza Jakub Warnieło, szef Zespołu Sporów Podatkowych z firmy doradczej MDDP.

Z udostępnionych danych wynika również, że w pierwszym kwartale br. liczba zablokowanych rachunków bankowych wyniosła 313 (147 – Szef KAS, 166 – NUCS). To z kolei o 17,2% więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku, kiedy było ich 267 (129 – Szef KAS, 138 – NUCS).

– Ten wzrost można różnie interpretować. Po pierwsze, zwiększona skuteczność działań organów skarbowych w identyfikowaniu i rozwiązywaniu problemów dotyczących ścigania nieprawidłowości podatkowych. Po drugie, może to oznaczać, że organy nie korzystają z innych środków form interwencji, takich jak czynności sprawdzające czy kontrole podatkowe. Niezależnie od interpretacji, trzeba zaznaczyć, że potrzeby finansowe państwa wciąż rosną. Konieczność ich finansowania powoduje, że z pewnością istnieje presja na poszukiwanie nieprawidłowości i zapobieganie wypływom z budżetu – dodaje ekspert z Kancelarii Ars AEQUI.

Zablokowane milionowe środki

Ponadto resort informuje, że w I kwartale br. łączna wartość zablokowanych środków finansowych wyniosła 22,47 mln zł (12,29 mln zł – Szef KAS, 10,18 mln zł – NUCS). To o 41,2% więcej niż od stycznia do marca 2022 roku. Wówczas było to 15,91 mln zł (7,29 mln zł – Szef KAS, 8,62 mln zł – NUCS).

– Jeśli weźmiemy pod uwagę przykładowo dane z zakończonych w 2022 r. kontroli podatkowych, których ustalenia wyniosły 3,179 mld zł, to ponad 22 mln zł wydaje się relatywnie niewielką kwotą, tym bardziej że mówimy tutaj o sumie środków zablokowanych jedynie tymczasowo, która niekoniecznie odzwierciedla ostateczne ustalenia podatkowe z tego źródła. Zastosowanie blokady ma na celu zabezpieczenie potencjalnych należności podatkowych i uniemożliwienie ukrywania lub przenoszenia ich. Kwota zablokowanych środków może być jedynie fragmentem pełnych ustaleń podatkowych – analizuje Ewa Flor.

Z danych wynika też, że w pierwszym kwartale br. łączna wartość szacowanych uszczupleń publiczno-prawnych wyniosła 59,81 mln zł (24,1 mln zł – Szef KAS, 35,71 mln zł – NUCS). To o 9,8% mniej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wówczas mowa była o 66,34 mln zł (43,46 mln zł – Szef KAS, 22,88 mln zł – NUCS).

– Zmiany przepisów, które miały miejsce w ostatnich latach, zdecydowanie utrudniają nieuczciwym podatnikom możliwość osiągania nieuprawnionych korzyści podatkowych. Dlatego też ten nieznaczny spadek odczytywałbym jako wynik efektywności wielu wprowadzonych narzędzi prawnych, które mają przeciwdziałać wyłudzeniom. Oszuści podatkowi na pewno nie znikną. Ale skala oszustw nie powinna – a na pewno nie w sposób znaczący – rosnąć w najbliższych latach – stwierdza Jakub Warnieło.

Jak informuje Ministerstwo Finansów, w I kw. br. wzrost efektywności wykorzystywania narzędzia STIR związany jest ze zidentyfikowaniem w ramach czynności analitycznych większej liczby podmiotów, co do których istnieje ryzyko wykorzystywania sektora finansowego do wyłudzeń skarbowych. Tendencja spadkowa dostrzegalna jest jedynie w łącznej wartości szacowanych uszczupleń, które związane są z wielkością prób obejścia przepisów prawa podatkowego. Niemniej jednak, to czynnik, który nie jest wprost zależny od organów KAS, lecz od skali i rozmiaru naruszeń podejmowanych przez podmioty.

– W nadchodzących miesiącach można raczej oczekiwać kontynuacji wysiłków organów skarbowych w zakresie identyfikacji i ścigania podmiotów zaangażowanych w nieprawidłowości podatkowe. Jednak nie powinny zapominać o tym, że zdecydowana większość przedsiębiorców działa w sposób uczciwy, a część nieprawidłowości wynika z wadliwej legislacji. Często zdarza się, że organy skarbowe w sposób bardzo instrumentalny interpretują pojęcie obejścia przepisów prawa podatkowego, kwestionując także prawidłowe rozliczenia – podsumowuje Marek Niczyporuk.

Scanway rozpoczyna ofertę publiczną akcji, zamierza zadebiutować na NewConnect w II połowie 2023 roku

Scanway, wiodąca polska firma działająca w branży technologii obserwacyjnej z kosmosu i wizyjnej kontroli jakości w przemyśle, której teleskop oraz system do autodiagnostyki satelitów znajduje się już na orbicie w ramach misji STAR VIBE, rusza z ofertą publiczną akcji. Spółka umożliwia nabycie łącznie do 200 000 szt. emitowanych akcji zwykłych w trybie Memorandum, minimalny zapis na akcje wynosi 400 sztuk. Cena jednej akcji zostanie ustalona w drodze budowy księgi popytu, która potrwa do 20 czerwca 2023 roku, szacowana wielkość oferty netto wyniesie ok. 8,5 mln zł. W całym procesie Spółkę wspiera cc group – Doradca Finansowy i Autoryzowany Doradca NewConnect, a Głównym Menedżerem Oferty i Zarządzającym Księgą Popytu jest Dom Maklerski Navigator S.A.

Środki pozyskane z oferty publicznej akcji zostaną przeznaczone na rozwój działu zaawansowanej wizji maszynowej, a także linii produkcyjnej instrumentów satelitarnych i linii produkcyjnej systemów wizyjnych, wspierając działalność Scanway prowadzoną w dwóch segmentach: przemysłowym oraz kosmicznym.

Potwierdzamy plany giełdowe Scanway i ruszamy z ofertą publiczną akcji, rozpoczynając realizację jednego z najważniejszych rozdziałów w historii rozwoju naszej firmy. Działamy w dwóch szybko rosnących obszarach biznesowych, posiadając gotową i zweryfikowaną ofertę produktową dla sektora kosmicznego – instrumenty optyczne do obserwacji Ziemi i autodiagnostyki satelitów – oraz dla przemysłu – systemy wizyjne do kontroli jakości. Środki, które planujemy pozyskać w ramach oferty zostaną przeznaczone na dalszy rozwój technologiczny i wzmocnienie naszych kompetencji w obydwu segmentach. Realizacja założonego programu inwestycyjnego, zaplanowanego w horyzoncie 18 miesięcy, pozwoli nam zrealizować cele strategiczne na najbliższe trzy lata. Oznacza to wzrost przychodów z działalności kosmicznej do 14-18 mln zł przy wysokiej marży ok. 40-45% oraz wzrost przychodów z działalności w ramach systemów kontroli jakości dla przemysłu do 14-18 mln zł przy marży na poziomie ok. 30-35%. Scanway posiada już tzw. flight heritage, a nasz teleskop optyczny, który znajduje się na orbicie, dostarcza najlepszych uzyskanych dotąd przez polskie instrumenty badawcze zdjęć z kosmosu. Przecieramy szlaki i zaznaczamy swoją obecność na szerokim i głębokim rynku, jednocześnie należąc jako kluczowy konsorcjant do jednych z największych projektów kosmicznych realizowanych w Polsce, jakimi jest misja EagleEye, do której przygotowujemy nasz teleskop optyczny SOP 200 oraz misja PIAST, z naszym teleskopem SOP 120 – komentuje Jędrzej Kowalewski, Prezes Zarządu Scanway S.A.

Scanway jest polskim MŚP działającym w obszarze systemów wizyjnych i optoelektroniki. Tworzy rozwiązania na pograniczu optyki, elektroniki i oprogramowania. Działalność firmy jest podzielona na dwie gałęzie – przemysłową (Industry) i kosmiczną (Space). W ramach działalności w przemyśle firma specjalizuje się w tworzeniu autorskich systemów wizyjnych do kontroli jakości. Rozwiązania firmy przyczyniają się do wprowadzenia filozofii Przemysłu 4.0 poprzez automatyzację i optymalizację procesu kontroli jakości w takich branżach jak: automotive, poligraficznej i opakowaniowej, spożywczej, medycznej itp. Systemy wizyjne Scanway pozwalają na kontrolę jakości wyrobów gotowych, surowców oraz procesu produkcyjnego.

W gałęzi kosmicznej firma oferuje ładunki optyczne dla pojazdów kosmicznych. Są to produkty dedykowane do obserwacji, obrazowania i analizy obrazu. Oferowane przez firmę teleskopy do obserwacji Ziemi charakteryzują się skalowalnością, modułowością i możliwością dopasowania wyników obrazowania do celów użytkownika. Drugim typem ładunku są systemy wizyjne pracujące w warunkach kosmicznych i badające stan infrastruktury orbitalnej oraz monitorujące procesy in-space serwisu i produkcji. Scanway posiada status flight heritage uzyskany w ramach misji STAR VIBE, teleskop optyczny firmy oraz system do autodiagnostyki satelitów znajduje się już na orbicie i jest w pełni funkcjonalny. Spółka jest też kluczowym konsorcjantem w największych projektach kosmicznych realizowanych w Polsce m.in. misja EagleEye oraz misja PIAST. Razem z australijską firmą AICRAFT, ekspertem w dziedzinie sztucznej inteligencji, Scanway rozpoczął współpracę w zakresie stworzenia teleskopu do obserwacji Ziemi, wykorzystującego algorytmy sztucznej inteligencji.

Prognozowana wartość rynku satelitów w latach 2021-2031 ma wzrosnąć z 279 mld USD do 400 mld USD, oznacza to CAGR na poziomie 3,7% (źródło: SIA SSIR 2022, Bryce Smallsats 2023). Jeszcze szybciej, bo blisko 5-krotnie ma wzrosnąć liczba satelitów wystrzelonych w kosmos w dekadzie 2022-2031 do ponad 24 tys. sztuk, z czego konstelacje komercyjne mają odpowiadać za około 70% rynku (źródło: Euroconsult). Okołowa połowa z planowanych do wyniesienia satelit będzie wyposażona w ładunki optyczne, a więc jest potencjalnym odbiorcą produktów Scanway.

Przychody Spółki w 2022 roku wyniosły 3,6 mln zł, co przekłada się na wzrost w ujęciu rok do roku o 44%. Scanway wykazał w 2022 roku zysk netto w wysokości 0,3 mln zł, wzrost o 0,4 mln zł r/r. W 2022 roku za 47% przychodów odpowiadała działalność kosmiczna, a za 53% projekty dla przemysłu. Według stanu na maj 2023 roku, Spółka posiada portfel zamówień na łączną kwotę 5,15 mln zł. Celem Scanway jest dalsze intensywne skalowanie działalności i zwiększanie przychodów poprzez komercjalizację istniejących i opracowywanych produktów, na które Spółka identyfikuje wysokie zapotrzebowanie rynkowe w bieżącym roku, a także w kolejnych latach.

Trwająca oferta publiczna obejmuje do 200 tys. akcji zwykłych na okaziciela serii C emitowanych przez Spółkę. Szczegółowy harmonogram oferty:

Termin (2023 rok) Zdarzenie
4 czerwca Publikacja Memorandum
do 20 czerwca (do godz. 15:00) Budowa Księgi Popytu (book-building)*
21 czerwca (do godz. 12:00) Ustalenie Ceny Emisyjnej i alokacja Akcji Oferowanych
21 czerwca Rozpoczęcie przyjmowania Zapisów i wpłat na Akcje Oferowane
27 czerwca (do godz. 23:59)

– w przypadku Zapisów składanych elektronicznie;

 

27 czerwca (do godz. 18:00)

– w przypadku Zapisów składanych osobiście lub korespondencyjnie

Zakończenie przyjmowania Zapisów i wpłat na Akcje Oferowane
28 czerwca Ewentualne przyjmowanie Zapisów i wpłat od Inwestorów Zastępczych
29 czerwca Przydział Akcji Nowej Emisji oraz podanie do publicznej wiadomości wyników Oferty Publicznej

*Budowa Księgi Popytu (book-building) wśród inwestorów, do których Firma Inwestycyjna skierowała zaproszenia do wzięcia udziału w budowie Księgi Popytu oraz inwestorów, którzy nie otrzymali zaproszenia do udziału w budowie Księgi Popytu, a skontaktowali się z Firmą Inwestycyjną najpóźniej do końca dnia poprzedzającego zakończenie budowy Księgi Popytu i do których Firma Inwestycyjna wystosowała zaproszenie do wzięcia udziału w procesie budowy Księgi Popytu.

Sektor faktoringowy notuje wzrosty niewspółmierne do potencjału rynku

Realne zapotrzebowanie na instrumenty finansowe wspierające płynność przedsiębiorstwa, z uwagi na czynniki gospodarcze i rosnącą inflację, stale rośnie. Polskie biznesy odczuwają kłopoty z terminową obsługą zobowiązań, a w razie ich kumulacji, znaczna część – głównie podmiotów z segmentu MŚP, świadomie przesuwa część płatności na późniejszy termin. Historycznie wysoka inflacja powoduje natomiast zwiększenie zapotrzebowania na kapitał obrotowy, w związku z tym portfel faktoringowy rośnie, choćby przez sam fakt wzrostu wartości wystawianych faktur.

Z uwagi na spowolnienie gospodarcze, można zaobserwować także istotne ograniczenie zakupów, co przekłada się na wydłużone terminy płatności. W obliczu mocno niekorzystnej koniunktury gospodarczej, finansowanie bieżącej działalności i dostęp do kapitału obrotowego to istotny wkład, jaki niesie faktoring w rozwój biznesu. Jest to „dobre narzędzie na złe czasy”, jednak wysokie koszty pozyskania finansowania dla samej firmy faktoringowej nie pozwalają stawiać tezy, że jest to branża czerpiąca korzyści ze złej kondycji gospodarki. Podmioty oferujące usługi faktoringowe finansują swoją działalność nie w oparciu o depozyty, a kredyty, a obecne koszty pozyskania polskiej waluty są relatywnie wysokie z uwagi na wysokie stopy procentowe.

Na gorszą zdolność regulacji zobowiązań wpływają ostrożniejsze decyzje zakupowe i oszczędność konsumentów. Zapotrzebowanie na dodatkowy kapitał wrasta też proporcjonalnie w tych branżach, które notują wysoką konsumpcję coraz to droższej energii. Aby zrozumieć skalę wyhamowania koniunktury gospodarczej, warto zwrócić uwagę, że w pierwszym kwartale 2023 r. rynek faktoringu w Polsce urósł o 8,4%, podczas gdy cały 2022 rok zamknęliśmy wzrostem 26% – mówi Paweł Kacprzak, dyrektor biura rozwoju biznesu w BNP Paribas Faktoring.

Ze względu na dużą różnicę w wysokości stóp procentowych dla złotówki i euro, bardziej korzystna jest na ten moment obsługa transakcji w euro, ponieważ ich koszt finansowania jest około dwukrotnie niższy niż faktur wystawianych w złotówkach. Obniżki stóp procentowych mogłyby przyspieszyć wzrost sektora faktoringowego, jednak w 2023 roku luzowanie polityki monetarnej jest mało prawdopodobne. Wysokie koszty pozyskania kapitału ograniczają wszystkie rodzaje instrumentów finansowych krótkoterminowych, nie tylko faktoring. Ta konfiguracja czynników sprawia, że branża faktoringowa rośnie niewspółmiernie do realnych potrzeb przedsiębiorców. Wzrost rynku na poziomie 27% w 2022 roku koresponduje co prawda z trendami w całej Unii Europejskiej (20%), jednak w bieżącym roku należy spodziewać się wzrostów raczej w ujęciu wartościowym, kwotowym. Istotnie rośnie także zapotrzebowanie firm na bezpieczeństwo – usługi faktoringowe z ubezpieczeniem należności.

Rosnące obciążenia związane z prowadzeniem działalności, galopująca inflacja i wzrost kosztów dostępu do finansowania stanowią ogromne wyzwanie tak dla przedsiębiorców, jak i firm oferujących instrumenty finansowe. Niepokoić powinien także fakt, że psuje się jakość płatnicza – brak płynności finansowej firm staje się poważnym zagrożeniem dla całej gospodarki.

Wyniki rynku ubezpieczeniowego po I kwartale 2023 r.

W I kwartale 2023 r. Polacy otrzymali prawie 11,3 mld zł odszkodowań i świadczeń ubezpieczeniowych – wynika z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń (PIU). W stosunku do poprzedniego roku wzrosły wypłaty w ubezpieczeniach komunikacyjnych oraz w pozostałych ubezpieczeniach majątkowych. Polacy nie rezygnują z ubezpieczeń. Mimo wysokiej inflacji i rosnących kosztów życia ubezpieczenia są ważnym elementem domowych budżetów.

Kluczowe liczby:

  • 11,3 mld zł dla poszkodowanych, w tym:
    • 4,5 mld zł z ubezpieczeń na życie,
    • 4,4 mld zł z ubezpieczeń komunikacyjnych (OC+AC),
    • 2,4 mld zł z pozostałych ubezpieczeń.
  • Na ubezpieczenia przeznaczyliśmy 20,1 mld zł, o 10,9 proc. więcej niż rok wcześniej.
  • 88 mld zł aktywów ubezpieczyciele ulokowali w obligacjach i innych papierach wartościowych o stałej kwocie dochodu, wspierających gospodarkę i finanse publiczne.
  • 17,5 mld zł aktywów było ulokowanych w akcjach spółek z GPW i innych papierach o zmiennej kwocie dochodu.
  • 440 mln zł podatku dochodowego zapłacili ubezpieczyciele.

Ubezpieczenia na życie

Obserwujemy wzrost rynku ubezpieczeń ochronnych i wypadkowych, Polacy zobaczyli, że ochrona życia może być skuteczna, a ubezpieczenia pozwalają na zbudowanie skutecznej poduszki finansowej dla rodziny i dla siebie. Widzimy też, że sytuacja wywołana pandemią się unormowała  – mówi Jan Grzegorz Prądzyński, prezes zarządu PIU.

Wypłaty w ubezpieczeniach na życie odzwierciedlają aktualną sytuację demograficzną – poziom śmiertelności w stosunku do tego, co obserwowaliśmy w pandemii, wraca do wartości sprzed 2020 r.  W ubezpieczeniach na życie widoczny jest więc spadek wypłat. Jednocześnie wnioski, jakie Polacy wyciągnęli w pandemii, dotyczące zarządzania najważniejszymi dla nas wartościami, zdrowiem i życiem, nadal są dla wielu istotne – warto się ubezpieczać. Na ubezpieczenia na życie wydaliśmy w I kwartale 2023 r. 5,5 mld zł, nieznacznie (o 5,4%) więcej niż rok temu.

Ubezpieczenia komunikacyjne

W ubezpieczeniach majątkowych największą część odszkodowań stanowią ubezpieczenia komunikacyjne.

  • Odszkodowania z autocasco wyniosły 1,8 mld zł, o 13 proc. więcej niż przed rokiem.

Średnia składka OC komunikacyjnego wyniosła w I kwartale 2023 r. 507 zł, o 2,3 proc. więcej niż rok wcześniej. Jednocześnie wzrosła średnia szkoda. Jej koszt wyniósł ponad 8,8 tysiąca zł, o 15,4 proc. więcej niż przed rokiem.

Spadła liczba szkód, jednocześnie rośnie ich koszt. Rynek samochodowy nie jest obojętny na długo utrzymującą się inflację. Ubezpieczenia komunikacyjne to produkt bardzo wrażliwy na cenę – to główny element konkurencji na tym rynku. Obserwujemy jednak, że rośnie liczba kierowców, którzy ubezpieczając swoje auta nie kierują się wyłącznie ceną i chęcią ograniczenia kosztów. O 166 tysięcy wzrosła liczba ubezpieczeń autocasco. Polacy chcą więc chronić swój majątek, zdają sobie sprawę z tego, że wydatki związane z naprawą auta mogę być trudne do udźwignięcia bez wsparcia ubezpieczyciela  – mówi Jan Grzegorz Prądzyński.

Ubezpieczenia majątkowe

Niewielki wzrost odszkodowań i świadczeń w I kwartale 2023 r. wiązał się w dużej mierze z niższymi wypłatami w obszarze szkód majątkowych.

Zima w tym roku była łagodna, Polskę ominęły silne orkany, które w ubiegłym roku spowodowały wiele szkód. To wpłynęło na fakt, że poziom wypłat nie zwiększył się, tak jak było to rok wcześniej. Gwałtowna pogoda jednak już od kilku lat ma znaczący wpływ na wypłaty w ubezpieczeniach od żywiołów i pożarów, a także w ubezpieczeniach upraw. W latach 1981-1990 odnotowywano średnio 79 katastrof naturalnych rocznie, natomiast w ostatniej dekadzie było ich aż 186 na całym świecie. Mamy do czynienia nie tylko z większą liczbą tych szkód, ale przede wszystkim z coraz większą ich wartością – mówi Andrzej Maciążek, wiceprezes zarządu PIU.

W związku z ogniem i innymi żywiołami, ubezpieczyciele wypłacili w I kwartale 2023 r. ponad 0,9 mld  zł. To o 10 proc. mniej niż rok wcześniej. Jednak średnia szkoda wzrosła z 3,25 na 3,5 tys. zł.

Wynik netto

Polscy ubezpieczyciele wypracowali w I kwartale 2023 r. 2,2 mld zł zysku netto, czyli o 190 proc. więcej niż przed rokiem. Przede wszystkim wpływ na to mają zwiększone przychody z lokat ubezpieczycieli, związane m.in. ze wzrostem stóp procentowych spowodowanych inflacją. Znaczenie ma również spadek śmiertelności w stosunku do sytuacji w czasie pandemii, który wpłynął na mniejsze wypłaty z polis życiowych. Do budżetu państwa ubezpieczyciele odprowadzili 440 mln zł podatku dochodowego.

Przykłady szkód ubezpieczeniowych z I kwartału 2023 r.

Rodzaj polisy Składka Zdarzenie Pomoc dla poszkodowanych
Ubezpieczenie na wypadek zachorowania na raka 68 zł (miesięcznie) U ubezpieczonej zdiagnozowano raka piersi Z tytułu diagnozy wypłata 45 000 zł
Ubezpieczenie NNW 48 zł (miesięcznie) Ubezpieczony zmarł  w wyniku wypadku samochodowego Wypłata świadczenia z tytułu śmierci w wysokości 115 000 zł
Ubezpieczenie grupowe NNW 335 zł (rocznie) Wypadek ubezpieczonej na nartach we Włoszech Refundacja kosztów leczenia 21 000 zł, z tytułu częściowego inwalidztwa 15 300 zł
Ubezpieczenia komunikacyjne składka za OC i assistance 732 zł Pojazd osobowy wpadł w poślizg i uderzył w jadący z kierunku przeciwnego ciągnik siodłowy, co spowodowało wpadnięcie pojazdów do rowu i przewrócenie Wypłacone odszkodowanie: 214 500 zł za szkodę rzeczową i 204 000 zł za szkodę osobową (wypłata częściowa)
OC komunikacyjne 1084 zł Sprawca podczas zmiany pasa ruchu zderzył się z pojazdem poszkodowanego Wypłacone 110 000 zł
OC komunikacyjne 987 zł Sprawca zjechał na przeciwległy pas i uderzył w ciągnik siodłowy Wypłacone 123 000 zł
OC komunikacyjne 695 zł Kierująca ubezpieczonym pojazdem wjechała na skrzyżowanie na czerwonym świetle i doprowadziła do kolizji z innym pojazdem Wypłacone 220 000 zł
OC komunikacyjne 490 zł Ubezpieczony zagapił się i uderzył w poprzedzający pojazd Wypłacone 185 000 zł
Ubezpieczenie domu/mieszkania 399,00 zł Pożaru budynku mieszkalnego. Uszkodzone poddasze, dach, parter zalany w wyniku gaszenia pożaru. Na dachu znajdowały się panele fotowoltaiczne. 213 875,71 zł
Autocasco

1 416,15 zł W wyniku zjechania ciągnikiem rolniczym na nieutwardzone pobocze doszło do przewrócenia opryskiwacza i jego uszkodzenia. 126 059,35 zł
Autocasco 8 247 zł Kradzież auta 105 100 PLN

 

Wraca temat obniżek stóp w Polsce – co na to złoty?

Czy zapowiedzi Prezesa NBP o obniżkach stóp procentowych jeszcze w tym roku są realne i nastąpią – zgodnie z komunikatem – już w IV kwartale? O ile tempo spadku inflacji pozwoli, to na wrześniowym i/lub październikowym posiedzeniu RPP szansa na ewentualną zmianę ceny pieniądza byłaby największa. Wcześniej na takowy ruch nie ma specjalnie szans. Choć na 21 sierpnia zaplanowane jest także posiedzenie, ma ono jednak charakter niedecyzyjny. To z kolei prowadziłoby nas do posiedzenia zaplanowanego na 5-6 lipca, ale tu już intuicyjnie widać, że to zdecydowanie za wcześnie – komentuje Tomasz Gessner, główny analityk z firmy Tavex.

Spójrzmy więc, jak kształtuje się inflacja w Polsce

Choć udało się oddalić od lutowego rekordu na poziomie 18,4%, odczyt 13% nadal pozostawia wiele do życzenia. Na pocieszenie dodać można jedynie, że wciąż możemy liczyć na efekt bazy, która powinna pomagać do… października (szczyt na 17,9%). Wielu ekonomistów zwraca jednak uwagę, że o ile w odczycie inflacji CPI spore znaczenie miały ceny energii i żywności, o tyle bardziej precyzyjną miarą kształtowania się tendencji inflacyjnych może być tzw. inflacja bazowa, pozbawiona tych najbardziej zmiennych składowych, a więc cen energii i żywności.

Tutaj widać jedynie tendencję do wytracania dynamiki wzrostu, z symbolicznym ząbkiem z kwietnia tego roku. Podtrzymywaniu 2-cyfrowej dynamiki wzrostu cen na poziomie inflacji bazowej sprzyja solidna, także 2-cyfrowa dynamika wzrostu wynagrodzeń. Wzrosły one w kwietniu w ujęciu rocznym o 12,1%. Za sprawą efektu spirali płacowo-cenowej dużo łatwiej akceptowane są aktualne ceny, co oczywiście spowalnia dezinflacyjne tendencje.

Koniec umocnienia złotego?

Kolejne głosy za obniżkami stóp procentowych nawiązują do umacniającego się złotego. Jak dobrze wiemy, ostatnie miesiące faktycznie stały pod znakiem lepszego zachowania krajowej waluty, choć tu głównego impulsu doszukiwać można by się w osłabiającym się dolarze na głównych parach, którego indeks ma szczególnie duże znaczenie dla USD/PLN.

Jeśli chcielibyśmy natomiast spojrzeć na kondycję złotego, ale przez nieco bardziej wygładzony pryzmat, można stworzyć koszyk dolara, euro, franka oraz funta w relacji do PLN. Z tej perspektywy widać natomiast, że od dołka sprzed 15 lat krajowa waluta pozostaje w trendzie utraty wartości względem koszyka głównych walut.

Jeśli zatem połączymy obecną narrację Prezesa NBP, dopuszczającą obniżkę stóp na jesień z niezbyt chętnie cofającą się inflacją bazową (podtrzymywaną 2-cyfrową dynamiką wzrostu wynagrodzeń) oraz z wnioskami stricte technicznymi (wyhamowywanie korekty PLN z ostatnich miesięcy na ważnym wsparciu), może to być niezły przepis na jakieś lokalne przesilenie na złotym, a więc moment na rozważenie zakupu walut obcych, które przy okazji przydać się mogą w trakcie zbliżających się wakacji.

Widać więc, że najbliższa decyzja RPP będzie taka jak poprzednie, czyli bez zmian. Jednak warto będzie obserwować kolejne komunikaty oraz posiedzenia.

Polska Izba Branży Pogrzebowej: wysokość zasiłku pogrzebowego do zmiany. Wart jest on wciąż tyle, co ponad 10 lat temu

8 tysięcy złotych – tyle wynosić powinien dziś zasiłek pogrzebowy. Polska Izba Branży Pogrzebowej uważa, że dotychczasowa wysokość tego świadczenia, która od ponad 12 lat wynosi 4 tysiące złotych, wymaga waloryzacji w związku z rosnącymi kosztami – m.in. energii czy pracy, jak również z koniecznością zapewnienia usługi funeralnej na właściwym poziomie, który zagwarantowany może zostać jedynie przez zachowanie koniecznych standardów, przede wszystkim przez posiadanie przez firmy pogrzebowe odpowiedniego zaplecza pozwalającego na należyte przygotowanie i przechowanie osoby zmarłej do pogrzebu lub jej skremowanie, a także spełnienie wymagań dotyczących zatrudnienia. Zdaniem Izby, oczekiwana przez całą branżę nowelizacja Prawa Pogrzebowego pozwoli na znaczne uszczelnienie systemu usług funeralnych i jego ścisłą regulację, co Skarbowi Państwa przynieść może dodatkowe wpływy w wysokości prawie 1 mld złotych. – Uzyskane w ten sposób środki mogłyby z powodzeniem zaspokoić potrzeby wynikające z konieczności zwiększenia świadczenia nawet o 100 procent do kwoty 8 tys. złotych – twierdzi Polska Izba Branży Pogrzebowej.

Dziś zasiłek pogrzebowy to 4 tysiące złotych. Jego wysokość pozostaje taka sama od ponad 12 lat, pomimo rosnących – zwłaszcza w ostatnim czasie – kosztów, a także wymagań dotyczących całego procesu pogrzebowego. Polska Izba Branży Pogrzebowej uważa, że kwota zasiłku powinna zostać zrewaloryzowana, i to znacznie.

– Uwzględniając obecne okoliczności, a więc m.in. wciąż dwucyfrową inflację, a także konieczność zapewnienia pochówku na właściwym poziomie, stoimy na stanowisku, że, aby kwota zasiłku wystarczyła na sfinansowanie wszystkich czynności pogrzebowych, należałoby zagwarantować podwyższenie jej do co najmniej 8 tysięcy – twierdzi Robert Czyżak, prezes Polskiej Izby Branży Pogrzebowej.

Wskazuje on, że opierając się na danych ZUS z roku 2021, wypłacono łącznie 438 000 zasiłków pogrzebowych na łączną kwotę 1.75 mld złotych. Uzyskana z uszczelnienia sektora pogrzebowego suma, wynikająca min. z likwidacji szarej strefy, w tym braku właściwego zatrudnienia czy pełnego zaplecza technicznego pozwalającego na przechowanie i przygotowanie ciał, aż po luki w opłacaniu należnych podatków wynikających z braku wystawiania faktur na całość wykonywanej usługi, mogłaby posłużyć zwiększeniu świadczenia do kwoty ponad 8 tysięcy złotych.

– Twierdzenie to jest tym bardziej uzasadnione, że obecnie i tak trwają przygotowania do zwiększenia świadczeń w innych obszarach społecznych, takich jak program 800+, czy też zniesienia opłat autostradowych – tłumaczy Robert Czyżak. Zwraca on też uwagę, że reprezentująca przedsiębiorców funeralnych Polska Izba Branży Pogrzebowej wskazuje bezpośrednio rozwiązania, które  zaspokoiłyby  potrzeby najbliższych osób zmarłych, a są to niebagatelne kwoty. – W znaczny sposób pozwoliłyby one  rodzinom osób zmarłych godnie zorganizować ostatnią drogę ich ukochanych, a sama branża stałaby się wolna od nieuczciwie działających firm pogrzebowych, które – co sami zauważamy i walczymy z tym – przynoszą tylko hańbę uczciwie działającym firmom, które na swoje dobre imię pracują od pokoleń i narażone są na słowa krytyki – uzasadnia prezes Izby. Przypomina on jednocześnie o patologiach, które należy wyplenić z branży. Chodzi m.in. o brak spełniania wymogów dotyczących posiadania specjalnie przygotowanych do transportu zwłok pojazdów czy obiektów do przechowywania ciał, jak również o łamanie zasad etycznych przy świadczeniu usług funeralnych, o czym ostatnio informowały w Polsce media.

– Jesteśmy przekonani, że sytuacja ulegnie znacznemu polepszeniu wraz z wejściem w życie przepisów znowelizowanego Prawa Pogrzebowego – spodziewa się Robert Czyżak. Według rządowych zapowiedzi, Rada Ministrów przyjąć ma wkrótce projekt nowelizacji składających się na Prawo Pogrzebowe aktów prawnych. Następnie zająć ma się nimi sejm.

Zasiłek pogrzebowy obniżony został do poziomu 4 tysięcy złotych ponad 12 lat temu. Pomimo licznych sygnałów ze strony rodzin osób zmarłych oraz szeroko pojętej branży pogrzebowej pozostaje on wciąż na tym samym poziomie.

– Jeszcze przed wybuchem pandemii sygnalizowaliśmy, że kwota zasiłku w najbliższej perspektywie okazać się może zbyt niska do zorganizowania godnej uroczystości pogrzebowej. Słuszność tych przewidywań bardzo szybko potwierdziła się po pandemii, gdy nadszedł kolejny kryzys spowodowany konfliktem na Ukrainie, a sytuacja polskich rodzin w związku z szalejącą inflacją zaczęła pogarszać się w niepokojącym tempie – przypomina Robert Czyżak.

Przedstawiciele kierowanej przez niego Izby, już w roku 2019 – razem z Federacją Przedsiębiorców Polskich – opracowali raport o stanie branży pogrzebowej, wskazując w nim liczne zaniedbania, a wręcz patologie panujące wewnątrz branży. – Dzisiaj też słyszymy o pozbawionych uczciwości firmach pogrzebowych, które nawet w minimalnym stopniu nie są w stanie podołać powierzonemu im zadaniu polegającemu na organizacji pogrzebu, co spowodowane jest brakiem jakiejkolwiek ich weryfikacji już na poziomie rejestracji, a później zatrudnienia. Nie dysponują one koniecznym zapleczem, które pozwoliłoby na należyte przygotowanie i przechowanie osoby zmarłej do czasu pogrzebu – zauważa prezes Izby. Dodaje też, że wyliczała ona, że uszczelnienie i regulacja branży pozwoli na dodatkowy przychód do kasy Skarbu Państwa w wysokości prawie 1 mld złotych. – Dzisiaj suma ta, licząc bardzo ostrożnie, sięga już ponad 2 mld złotych – przyznaje Robert Czyżak. Jego zdaniem, oszczędności powstałe z tego tytułu mogłyby z powodzeniem zaspokoić potrzeby wynikające ze zwiększenia świadczenia nawet o 100 proc. do kwoty 8000 złotych.

Prezydent podpisał ustawę SLIM VAT 3. Jakie zmiany wejdą w życie 1 lipca?

Prezydent podpisał ustawę znaną jako SLIM VAT 3. Na mocy nowych przepisów zwiększony został m.in. limit dla podatników, którzy mogą korzystać z metody kasowej rozliczania podatku VAT oraz rozliczać się kwartalnie. Próg przychodowy wzrósł z 1,2 miliona do 2 milionów euro. Ustawa wejdzie w życie 1 lipca. Jej celem jest uproszczenie regulacji podatkowych i ułatwienie prowadzenia działalności przedsiębiorcom. Jakie zmiany na nich czekają?

Wyższa kwota VAT dla sprzedaży opodatkowanej

SLIM VAT 3 zwiększa kwotę podatku VAT, dla której będzie można uznać, że sprzedaż jest tylko opodatkowana. – Wskaźnik sprzedaży mieszanej pozostaje na takim samym poziomie, czyli jeżeli udział sprzedaży opodatkowanej wynosi co najmniej 98%, będziemy mogli uznać, że dokonujemy wyłącznie sprzedaży opodatkowanej – pod warunkiem, że podatek VAT nie przekroczy 10 tys. zł, zamiast obecnych 500 zł – tłumaczy Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt.

Łatwiejsze fakturowanie towarów zza granicy

W obrocie międzynarodowym nie będzie już wymogu posiadania faktury dotyczącej wewnątrzwspólnotowego nabycia towarów przy odliczaniu podatku naliczonego z tego tytułu. – Do tej pory było tak, że po nabyciu towarów z zagranicy należało rozpoznać wewnątrzwspólnotowe nabycie towarów i zapłacić od tego podatek. Nie było jednak możliwości odliczenia go gdy nie było faktury. Teraz zostaje to zmienione – tłumaczy Piotr Juszczyk. Przepisy pozwolą na rozliczenie wewnątrzwspólnotowe z metodą neutralności podatku VAT nawet, gdy przedsiębiorca nie będzie posiadał faktury od kontrahenta z zagranicy.

Doprecyzowane zostaną też kwestie dotyczące kursów przeliczeniowych dla faktur korygujących. Jeżeli faktura zostanie wystawiona w walucie obcej, to rozszerzona będzie możliwość przeznaczania środków zgromadzonych na koncie VAT na kolejne podatki i opłaty, w tym na podatek od sprzedaży detalicznej.

Nowy model wyliczania sankcji

Ustawa SLIM VAT 3 wprowadza także system miarkowania sankcji za nieprawidłowe rozliczanie podatku VAT. Zastąpi on dotychczasowy model sankcjonowania według określonych stawek, np. 100% podatku VAT. Teraz kary będą mieć charakter zindywidualizowany, a ich wysokość będzie zależeć od pozycji majątkowej podatnika.

Wyższe kwoty wolne przy darowiznach

Przepisy wprowadzają nowe stawki kwot wolnych od podatku dla darowizn uzyskanych w ciągu 5 lat. W pierwszej grupie, czyli dla dziadków, rodziców, rodzeństwa i dzieci od 1 lipca kwota wolna ma zostać podniesiona niemal czterokrotnie, z 10 434 zł do 36 120 zł. W drugiej grupie podatkowej (dalsza rodzina, np. wujkowie czy ciocie) ustawa zwiększa wartość darowizny zwolnionej z podatku z 7 878 zł do 27 090 zł.  Z kolei dla trzeciej grupy, do której zaliczają się wszyscy pozostali darczyńcy i spadkodawcy, kwota wolna wynosi obecnie 5 308 zł. Od 1 lipca ma to być 5 733 zł.

Nowe stawki podatku z najmu

Ustawa SLIM VAT 3 podnosi także stawkę podatku dla przychodów osiąganych z tytułu najmu. – Obecnie płacimy daninę 8,5% za przychód do 100 tys. zł, a powyżej tego progu stawka rośnie do 12,5%. Przepisy w ramach ustawy SLIM VAT 3 wprowadzają zmianę, na mocy której dla małżonków kwota opodatkowana 8,5% wynosić będzie 200 tys. zł, niezależnie od tego, który z partnerów będzie rozliczał najem. Jeśli na przykład żona wykaże przychód z najmu wyższy niż 200 tys. zł, to on będzie opodatkowany stawką 12,5% – tłumaczy Piotr Juszczyk.

Ulga prorodzinna niezależna od dochodu

Aktualne przepisy nie pozwalają rodzicom samotnie wychowującym jedno dziecko skorzystania z ulgi prorodzinnej, jeśli dochód opiekuna przekracza 56 tys. zł. Dotyczy to także dzieci z niepełnosprawnością. – Dzięki nowym przepisom osoby samotnie wychowujące dziecko z niepełnosprawnością będą mogły skorzystać z ulgi, nawet jeśli zarabiają więcej niż 56 tys. zł. Jeśli dziecko jest wychowywane przez dwójkę rodziców to stawka ta wynosić będzie 112 tys. zł.

Zmiany zajdą również w uldze rehabilitacyjnej dla dziadków lub wnuków. Jeśli wnuki będą zajmować się dziadkami lub dziadkowie wnukami, to opiekunowie już za 2023 rok będą mogli z niej skorzystać.

Likwidacja zrzutek

Ustawa likwiduje pojęcie zbiórek charytatywnych, które powstało na mocy wcześniej podpisanej przez Prezydenta ustawy. W wyniku zamieszania legislacyjnego regulacje, które miały wejść w życie 1 lipca, już tego samego dnia zostaną zniesione na mocy zmian w ustawie wprowadzającej SLIM VAT 3.

Ograniczanie papierów i likwidacja opłat za decyzje

Ustawa wprowadza też możliwość rezygnacji z paragonów papierowych na rzecz elektronicznych. – Od 15 września z tego rozwiązania będą mogli skorzystać wszyscy przedsiębiorcy. Obecnie jest ono dostępne m.in. dla taksówkarzy – wskazuje Piotr Juszczyk. E-paragony będą łatwiejsze do przechowywania dla podatników, a jednocześnie ograniczą liczbę drukowanych dokumentów.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Grupa VRG z najwyższą miesięczna sprzedażą w 2023 roku

Sprzedaż VRG S.A. osiągnęła w maju 2023 wartość 123,7 mln zł, o 2,2 proc. więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Narastająco w pięciu pierwszych miesiącach sprzedaż VRG wyniosła 499,3 mln zł (o 5,4 proc. więcej r/r).

Segment jubilerski VRG zanotował w maju 18,2-procentowy wzrost, osiągając przychody o wartości 64,2 mln zł. Segment odzieżowy Grupy osiągnął sprzedaż równą 59,5 mln zł, o 10,9 proc. mniej niż w roku ubiegłym. Kanały online odpowiadały za 8,6 proc. sprzedaży (w porównaniu z 11,5 proc. rok wcześniej).

– Na wysoki wynik sprzedaży W.KRUK miało wpływ przede wszystkim dobre przygotowanie oferty produktowej i działania marketingowe wykorzystujące wzmożony popyt związany z wiosennymi spotkaniami i imprezami okolicznościowymi, w tym z Dniem Matki – mówi Janusz Płocica, prezes zarządu Grupy VRG.

Mimo tego, że marki odzieżowe odnotowały rekordowy wynik w tym roku, bardzo wysoka baza 2022 roku zaowocowała relatywnie niską dynamiką wzrostu. Jak podkreśla Prezes VRG, segment odzieżowy pozostawał pod presją zmniejszonego w porównaniu do roku ubiegłego popytu i mniejszego ruchu klientów w sieci stacjonarnej i internetowej.

– Maj 2023 potwierdza oczekiwania dotyczące kształtowania się popytu klientów: wobec presji inflacyjnej dobrze radzą sobie marki premium i dobra luksusowe, czego dowodzą dobre wyniki W.KRUK i Deni Cler  – mówi Janusz Płocica.

Marża Grupy w maju 2023 r. wyniosła 56,5 proc. w porównaniu do 57,5 proc. w analogicznym okresie rok wcześniej. Po pięciu miesiącach br. marża Grupy wyniosła 52,1%.

W maju 2023 roku marki grupy VRG operowały na 52,1 tys m2 powierzchni handlowej (o 0,7% mniejszej niż rok wcześniej).

Korekcyjne (?) wzrosty cen akcji

W czwartek S&P 500 i Nadaq 100 osiągnęły na zamknięcie swe nowe cykliczne maksima (Nasdaq najwyżej od kwietnia ub.r., S&P najwyżej od sierpnia ub.r.). Nadal zwracała uwagę słabość średniej przemysłowej Dow Jonesa, który przebywa wyraźnie poniżej poziomów swoich szczytów z listopada ub.r., stycznia, lutego i kwietnia br. Dziś rano kontrakty na S&P 500 kontynuowały ostrożny wzrost (+0,27 proc. ok. godz. 9:35). Piątkowa sesja na giełdach Azji i Oceanii przyniosła przewagę wzrostów (Nikkei 225 +1,21 proc.). Tajwański TAIEX osiągnął swój najwyższy poziom od ponad roku.

Wzrosty – korekcyjne? – przeważały w piątkowy poranek również na europejskich rynkach akcji (DAX +0,7 proc., CAC 40 +0,77 proc. ok. godz. 9:40).

Na GPW WIG-20 kontynuował rozpoczętą wczoraj zwyżkę (+1,9 proc. ok. godz. 9:45). Wśród jego składników swój nowy historyczny rekord osiągnęła cena akcji Dino Polska. Również najwyżej w swej historii był dziś kurs akcji Banku Handlowego. Spośród spółek wchodzących w skład sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś notowania akcji spółek Wawel, Decora, Mostostal Zabrze, Asseco Business Solution, Ambra i Echo Investment.

Osiągnięcie w USA porozumienia w sprawie zniesienia na 2 lat limitu zadłużenia federalnego spowodowało w ciągu poprzednich 5 sesji spadek rentowności 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych z najwyższego poziomu od ponad 2 miesięcy powyżej 3,8 proc. do poniżej 3,6 proc. Dziś rano ta zniżka była lekko korygowana. Podobnie było w przypadku rentowności 10-latek polskiego rządu, która wczoraj spadła poniżej 6 proc.

Kurs euro względem tureckiej luty zaliczył dziś rano swój nowy historyczny rekord. Zmiany kursów głównych kursów walutowych były dziś rano ok. godz. 9:25 niewielkie (EUR/USD +0,1 proc., USD/JPY +0,06 proc.). Na wykresie USD/JPY najbliższy poziom wsparcia wyznaczany jest tuż poniżej poziomu 138 JPY przez jego lokalne maksima z marca i początku maja br. Na wykresie kursu EUR/USD poziom wsparcia wyznaczany jest nieco ponad 1,05 USD przez jego minima z początku stycznia i lutego-marca br.

Polski złoty lekko się umacniał ok godz. 9:30 (EUR/PLN -0,19 proc., USD/PLN -0,33 proc.).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara próbował dziś rano wrócić powyżej poziomu 27000 USD (+0,8 proc. ok. godz. 9:30). Silny poziom wsparcia na tym rynku wyznaczany jest przez ulokowanego w okolicach poziomu 25000 USD maksima kursu BTC/USD z sierpnia ub.r. i lutego br.

Kursy kontraktów na ropę naftową rosły dziś rano drugi dzień z rzędu o ok. 1 proc. Kurs kontraktów na gaz ziemny notowanych na NYMEX-ie wykonała w okresie 14 kwietnia br.-22 maja br. klasyczną elliottowską korektę A-B-C będącą zapewne 4-tą falą rozpoczętej w sierpniu ub.r. roku spadkowej 5-ki. Od 1,5 tygodnia prawdopodobnie trwa już na tym rynku 5-ta fala tej sekwencji, która ostatecznie powinna sprowadzić cenę tego kontraktu do najniższego poziomu od połowy lat 90-tych ubiegłego stulecia (poniżej minimum z czerwca 2020 na poziomie 1,51 USD). Ceny kontraktów na gaz ziemny w Wielkiej Brytanii i Holandii spadły wczoraj o ok 14 proc. i w przypadku tych ostatnich osiągnęły swe nowe 2-letnie minimum 15-krotnie niższa od szczytu z marca 2022. Cena kontraktów na węgiel kamienny w Rotterdamie spadła wczoraj do najniższego poziomu od 2 lat będąc już ponad 5-krotnie niższa niż w panicznym szczycie z marca ub.r. Metale szlachetne próbowały w ostatnich dniach korygować swe wcześniejsze straty, ale dziś ok. godz. 9:15 nie były do końca zdecydowane co do dalszego kierunku ruchu (złoto -0,04 proc., srebro -0,02 proc., platyna +0,76 proc., pallad +0,27 proc.). Miedź na COMEX-ie była dziś rano najdroższa od 2 tygodni.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne w I kw. 2023 r. – dane PIU

Liczba Polaków posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne wzrosła do 4,3 mln.

Na koniec I kwartału br. liczba osób posiadających prywatne ubezpieczenie zdrowotne wzrosła do 4,3 mln, czyli o 12,5 proc. w porównaniu z ubiegłym rokiem. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2023 r. Polacy wydali na te polisy 454,4 mln zł. Ciągły wzrost zainteresowania dodatkowym zabezpieczeniem zdrowia, pomimo rosnących kosztów opieki medycznej, inflacji i trudnej sytuacji gospodarczej, dowodzi, że prywatne polisy zdrowotne pozwalają racjonalizować nasze wydatki, a Polacy są tego świadomi.

Prywatne ubezpieczenia zdrowotne w I kwartale 2023 roku:

  • 4,3 mln – liczba osób korzystających z prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych w Polsce na koniec I kwartału 2023 roku
  • 454,4 mln zł – składka przypisana brutto w ubezpieczeniach zdrowotnych na koniec I kwartału 2023 roku

Z danych Polskiej Izby Ubezpieczeń wynika, że w porównaniu z poprzednim rokiem, wciąż występuje dwucyfrowy wzrost liczby ubezpieczonych w stosunku rocznym. Inflacja, wzrost kosztów życia, a także rosnąca skłonność Polaków do oszczędzania nie przekładają się na spadek popularności prywatnych ubezpieczeń zdrowotnych. Wyniki dowodzą wręcz, że wiele osób dostrzega, iż zarządzanie własnym zdrowiem za pomocą ubezpieczeń jest efektywne i przynosi też oszczędności w przeciwieństwie do zakupu pojedynczych usług medycznych na rynku. Ubezpieczyciele negocjują ceny z dostawcami usług medycznych, mogą więc zaoferować korzystniejsze warunki zarówno klientom indywidualnym, jak i grupowym, np. pracodawcom. Dlatego prywatne ubezpieczenia zdrowotne doceniają osoby indywidualne oraz pracodawcy. Dla tych drugich utrzymanie pracowników w dobrym zdrowiu to kluczowa kwestia, od której zależy efektywność pracy. Dodatkowa ochrona dla pracowników, która obejmuje profilaktykę, promocję zdrowego stylu życia i szybki dostęp do lekarzy, diagnostyki czy leczenia szpitalnego zapewnia szybszy powrót do zdrowia i do pracy.

– Polskie społeczeństwo starzeje się, nie jest też zdrowe, a publiczna opieka zdrowotna boryka się z coraz większymi problemami. Pracodawcy o tym wiedzą, dlatego robią wszystko, by mieć efektywnych, a to znaczy także zdrowych pracowników. W ostatnim czasie wzrosła liczba zwolnień lekarskich, których przyczyną były przede wszystkim choroby układu oddechowego oraz mięśniowo-szkieletowego. Pogłębiają się problemy ze zdrowiem psychicznym. Części tych chorób można zapobiec dzięki profilaktyce, szybko je wyleczyć lub ustabilizować. Dostęp do leczenia, który oferują ubezpieczyciele, jest tu nieoceniony – mówi Dorota M. Fal, doradca zarządu Polskiej Izby Ubezpieczeń.

Zmiany w postępowaniu zabezpieczającym w zakresie własności intelektualnej

W sporach z zakresu prawa własności intelektualnej olbrzymie znaczenie odgrywa zabezpieczanie roszczeń, do którego dochodzi częstokroć przed wniesieniem powództwa do sądu bądź najpóźniej w pozwie.

Ustawodawca wprowadził postępowanie odrębne w sprawach o ochronę praw autorskich i pokrewnych, o ochronę praw własności przemysłowej oraz o ochronę innych praw na dobrach niematerialnych (sprawy własności intelektualnej) ustawą z dnia 13.02.2020 r. o zmianie ustawy – Kodeks postępowania cywilnego oraz niektórych innych ustaw (Dz.U. poz. 288) oraz wyspecjalizowane sądy własności intelektualnej.

Jednakże w dalszym ciągu brak było odrębnego unormowania w zakresie postępowania zabezpieczającego w sprawach dotyczących własności intelektualnej. Praktyka starała się wypracować rozwiązania najbardziej odpowiadające specyfice postępowania.

W skutek różnorodnego stosowania sposobu zabezpieczenia roszczeń z art. 755 § 1 pkt 1 Kodeksu postępowania cywilnego (dalej „kpc”) polegającego na unormowaniu praw i obowiązków stron postępowania – na czas trwania postępowania, dochodziło do licznych kontrowersji oraz nadużyć w szczególności w sytuacji, gdy sposobem zabezpieczenia był zakaz określonych działań. Potencjalny obowiązany o zabezpieczeniu roszczenia uprawnionego dowiadywał się jako ostatni (zgodnie z treścią art. 755 §21 kpc), w związku z czym obronę przed zabezpieczeniem podejmował dopiero w drodze złożenia zażalenia od postanowienia o udzieleniu zabezpieczenia. Brak regulacji szczególnych doprowadził do powstania praktyki, w przypadku której potencjalny podmiot obowiązany, gdy powziął informacje o możliwości skierowania wniosku o udzielenie zabezpieczenia co do prawa mu przysługującego przesyłał do Przewodniczącego Wydziału tzw. list ochronny (list zaporowy). List ochronny przedstawiał stanowisko co do wniosku o zabezpieczenie, jeszcze przed złożeniem wniosku o udzielenie zabezpieczenia, powyższa praktyka nie miała podstaw prawnych i w skutek tego częstokroć listy ochronne pomijane były przy orzekaniu.

Od 1 lipca 2023 roku wchodzi w życie nowelizacja Kodeksu Postępowania Cywilnego (Dz.U. 2023 poz. 614), wprowadza ona zmiany w zakresie postępowania zabezpieczającego dotyczącego praw własności intelektualnej. Nowelizacja zawiera następujące zmiany w postępowaniu zabezpieczającym w sprawach z zakresu własności intelektualnej:

1. doprecyzowanie przesłanki udzielenia zabezpieczenia – uprawdopodobnienia roszczenia

Przepis art. 7301 § 11 kpc stanowi, że sąd w ramach oceny czy uprawdopodobniono roszczenie, bierze pod uwagę prawdopodobieństwo unieważnienia prawa wyłącznego w innym toczącym się postępowaniu. Okoliczność tę sąd ustala na podstawie depozycji stron postępowania, chyba, że jest znana sądowi z urzędu. Co za tym idzie to na uprawnionym spoczywa obowiązek wskazania czy toczy się postępowanie oraz czy istnieje prawdopodobieństwo unieważnienia prawa wyłącznego.

2. obowiązek złożenia oświadczenia

Konsekwencją dodania przepisu art. 7301 § 11 kpc, jest dodanie przepisu art. 736 § 5 kpc, który nakłada na uprawnionego obowiązek dołączenia do wniosku o udzielenie zabezpieczenia oświadczenia w przedmiocie zakończonych oraz toczących się postępowaniach w zakresie unieważnienia prawa wyłącznego albo złożenia oświadczenia o braku wiedzy o takim postępowaniu. Biorąc pod uwagę wykładnie literalną powyższego przepisu, brak dołączenia oświadczenia skutkować będzie wezwaniem do uzupełnienia braków formalnych wniosku.

3. wysłuchanie obowiązanego

W przypadku rozpoznawania przez sąd wniosku o zabezpieczenie roszczenia w sprawie z zakresu własności intelektualnej wysłuchanie obowiązanego będzie miało niebagatelny wpływ na obronę przysługujących mu praw oraz nie będzie mogło zostać wykorzystane do sabotowania działalności konkurencyjnej. Wysłuchanie obowiązanego nie będzie miało miejsca, gdy konieczne będzie natychmiastowe rozstrzygnięcie wniosku.

4. ograniczenie terminu, w którym zabezpieczenie będzie udzielane

Zgodnie nowym brzmieniem art. 755 po § 23 kpc ograniczony został termin na złożenie wniosku o udzielenie zabezpieczenia. Strona uprawniona może domagać się udzielenia zabezpieczenia jedynie w okresie do 6 miesięcy od dnia, w którym powzięła wiadomość o naruszeniu przysługującego jej prawa wyłącznego. Wniosek złożony po upływie terminu będzie oddalony. Ponadto, powyższy przepis wprowadza również obowiązek oznaczenia we wniosku o udzielenie zabezpieczenia w sprawach dotyczących praw wyłączonych – daty, w której strona dowiedziała się o naruszeniu.

Mające obowiązywać od 1 lipca 2023 roku zmiany w zakresie udzielania zabezpieczenia w sprawach własności intelektualnej ułatwią postępowanie, jednakże w dalszym ciągu nie są rozwiązaniem kompleksowym.

Autor: adw. Martyna Szczygielska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

USA wypłacalne

To, że Amerykanie nie utracą wypłacalności, było właściwie pewne. Pytanie było głównie o to, w jakim stylu to się odbędzie. Porozumienie wydaje się dość neutralne, co w połączeniu ze zmianami oczekiwań względem stóp procentowych powoduje osłabienie dolara.

Jest porozumienie w USA

Zgodnie z oczekiwaniami w USA wykorzystano niemal cały czas na negocjacje w sprawie zwiększenia limitu zadłużenia. Biorąc pod uwagę, że obie izby przegłosowały już dokument, wydaje się, że podpis prezydenta i zamknięcie tematu są już przesądzone. Co można powiedzieć o samym porozumieniu? Jest to jeden z tych dokumentów, który w sumie nie pasuje jakoś za bardzo nikomu, ale za to jest wystarczający, aby przejść głosowanie. Głównym zwycięstwem demokratów jest to, że podczas ich rządów nie mamy shutdownu. Republikanie najwyraźniej doszli do wniosku, że skrajny sprzeciw nie jest im na rękę przed przyszłorocznymi wyborami. Z drugiej strony zabezpieczyli swoje interesy limitem wydatków rządu federalnego. Biorąc pod uwagę większą szczodrość demokratów, utrudni im to kolejny rok, będący rokiem wyborczym.

Dobre dane z amerykańskiego rynku pracy

Wczoraj poznaliśmy wyraźnie lepszy od oczekiwań raport ADP na temat miejsc pracy. Przybyło ich około 100 tysięcy więcej, niż oczekiwano. Ta zmiana to około 0,06% wszystkich pracujących, więc można oczekiwać, że dzisiejsze popołudniowe odczyty z rynku pracy również nas nie zawiodą. Tym bardziej że wnioski o zasiłek dla bezrobotnych też wypadły korzystnie. Jak zatem zareagował dolar, skoro mamy porozumienie i lepsze dane z rynku pracy? Okazuje się, że wyraźnie się osłabił. Analitycy jako powód wskazują wyraźne spadki szans na podwyżki stóp procentowych w tym cyklu. Zmiana ta była dla rynku zaskoczeniem, porozumienie było już jednak od kilku dni uwzględniane w cenach.

Wreszcie lepsze dane z Polski

Wczorajsze odczyty indeksów PMI dla przemysłu z Europy okazały się łaskawsze od oczekiwań. W przypadku Polski oznacza to niespodziewany wzrost do 47 pkt mimo oczekiwanego spadku do 45,9 pkt. Są to nadal wyniki poniżej granicy 50 pkt, oddzielającej rozwój od recesji. W przypadku strefy euro oznaczało to mniej dotkliwy spadek. Analitycy spodziewali się nurkowania do 44,6 pkt, a wynik był o 0,2 pkt lepszy. Głównym powodem było wolniejsze od oczekiwań pogarszanie się sytuacji w Niemczech. Problem w tym, że nie bardzo jest się czym cieszyć. Zakładano, że jest fatalnie, a jest tylko bardzo źle.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – sytuacja na rynku pracy.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Dlaczego Rafał Kalisz uwierzył w All in! Games?

Grupa kapitałowa All in! Games S.A. koncentruje się na tworzeniu gier za pomocą spółek zależnych będących studiami developerskimi. Ich własna produkcja PHANTOM HELLCAT to najnowsza produkcja, którą interesują się globalni liderzy wydający gry komputerowe. W firmie właśnie nastąpiła strategiczna zmiana. Zwróciła uwagę polskich inwestorów. Rafał Kalisz uwierzył w All in! Games i nabył w kwietniu 5,83% akcji. Dlaczego inwestor zdecydował się na zakup akcji? Jaka jest nowa droga polskiego producenta gier? Co jest najważniejsze w rozwoju firmy?

Dlaczego inwestor zdecydował się na zakup akcji?

Bogate, biznesowe doświadczenie oraz intuicja Rafała Kalisza, Prezesa Stali Rzeszów zaprowadziła go do polskiego producenta gier. Tak jak w wiele innych projektach, w które zainwestował swoje pieniądze, widzi on w All In! Games duży potencjał. Rafał Kalisz jest dobrym duchem tych, którzy planują osiągać sukcesy. Tak było w przypadku Łukasza Różańskiego, mistrza świata WBC w kategorii bridger. To on namówił go do powrotu na ring i wspierał finansowo przez lata, dokładając swoją cegiełkę do mistrzostwa świata federacji WBC.

– Jedną z najważniejszych rzeczy w dotarciu do celu są długofalowe działania i odpowiedni dobór ludzi. Trzeba mieć otwartą głowę na nowe pomysły i strategie. Samodzielnie nie odnosimy sukcesów. Rozwój biznesu wymaga cierpliwości, etycznego działania oraz wyciągania wniosków ze swoich błędów. Bez tego się nie obejdzie. Trwały i nieprzypadkowy sukces właśnie czegoś takiego wymaga. – mówi Rafał Kalisz.

Jest on zdeterminowany i co ważne nigdy nie buduje na piasku. Prowadząc biznesy w 70 krajach na świecie, patrzy globalnie i kompleksowo na rozwój firmy. Opiera swoje decyzje na karierze międzynarodowej.

– Nowa strategia All in! Games jest warta inwestycji mojego czasu oraz pieniędzy. Planuję dalsze inwestycje. – dodaje Prezes Stal Rzeszów.

Jaka jest nowa droga polskiego producenta gier?

– Z przyjemnością przedstawiam wyniki naszych wielomiesięcznych analiz, które doprowadziły Zarząd All in! Games S.A do podjęcia kluczowych, strategicznych decyzji. Wraz z opublikowaniem nowej strategii All in! Games deklaruje nowy rozdział w swoim rozwoju. Miesiące wzmocnień zespołu produkcyjnego, liczne rozmowy z czołowymi wydawcami na globalnym rynku gier i analizy ekonomiczne utwierdziły nas w przekonaniu, że przyszłość spółki leży w innym miejscu rynku. – wyjaśnia Marcin Kawa, Prezes Zarządu

Grupa kapitałowa All in! Games S.A. koncentruje się na tworzeniu gier za pomocą spółek zależnych będących studiami developerskimi. Producent gier w dalszym ciągu będzie osiągał przychody z gier dotychczas wydanych, ale nie planuje pozyskiwać kolejnych tytułów. Wycofuje się również ze współpracy z zewnętrznymi developerami. W nowej strategii firma stawia na swoje własne studia developerskie, tworzone wewnętrznie tytuły, w tym kluczowy Phantom Hellcat oraz komercjalizowanie własnych gier we współpracy z globalnymi wydawcami.

Co jest najważniejsze w rozwoju firmy?

W nowym modelu biznesowym All in! Games stawia na produkcję gier, czerpanie wraz z wydawcą zysków ze sprzedaży i ponowne reinwestowania zysków w nowe tytuły. Grupa kapitałowa w dalszym ciągu planuje inwestować w swoje studia developerskie i rozbudowywać zespoły produkcyjne. Nowa strategia kładzie nacisk na zespoły produkcyjne, kompetencje techniczne, oraz rozwój wielu projektów. Kluczowa jest koncentracja na produkcji gier.

Gracze czekają z niecierpliwością na Phantom Hellcat, który w pierwszym tygodniu promocji podczas targów Gamescom 2022, zebrał ponad dwukrotnie więcej zapisów na wishlisty niż Ghostrunner w analogicznym okresie Gamescom 2019. Był najlepiej przyjętym tytułem w historii All in! Games. Tak duże zainteresowanie nową produkcją pokazuje, że zmiana profilu działalności na game developera jest słusznym kierunkiem. To również potwierdza nowy akcjonariusz, Rafał Kalisz.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – maj 2023

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 8,6% rdr do 22,2 mld zł
  • Wzrost wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń na NewConnect o 9,6% rdr do 183,6 mln zł
  • Spadek wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 1,4% rdr do poziomu 634,7 tys. szt.
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 10,3% do 10,3 TWh
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 22,0% rdr do 9,5 TWh

W maju 2023 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 22,5 mld zł, czyli o 8,2% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 8,6% rdr do poziomu 22,2 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 055,9 mln zł, o 8,6% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec maja wyniosła 62 285,97 pkt. i była o 8,5% wyższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w maju odnotowano wzrost łącznej wartości obrotu akcjami o 4,5% rdr do poziomu 184,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect wzrosła o 9,6% rdr i wyniosła 183,6 mln zł.

Na rynku GlobalConnect wartość obrotów akcjami w maju wyniosła 498,6 tys. zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w maju wyniósł 1 018,0 tys. szt., czyli o 3,0% mniej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy spadł o 1,4% rdr do poziomu 634,7 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 9,1% rdr do 263,5 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 33,2% rdr do 88,5 tys. szt.

W maju odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 43,1% rdr do poziomu 155,5 mln zł oraz spadek obrotów ETF-ami o 19,3% rdr do 71,8 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec maja 100,9 mld zł, wobec 96,9 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 25,4% rdr do poziomu 628,5 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 48,1 mld zł wobec 33,3 mld zł rok wcześniej, co oznacza wzrost o 44,5% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w maju br. 10,3 TWh, co oznacza spadek o 10,3% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 61,4% rdr do poziomu 4,5 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 33,2% rdr do poziomu 5,8 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym spadł o 22,0% rdr do 9,5 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu wzrósł o 7,6% do poziomu 1,3 TWh. Na rynku terminowym odnotowano spadek o 25,3% rdr do poziomu 8,2 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,8 TWh, co oznacza spadek o 12,8% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) spadł o 26,7% rdr do poziomu 9,7 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE spadł o 6,8% rdr, do wolumenu 2,9 TWh.

Kapitalizacja 374 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w maju 2023 r. wyniosła 609,7 mld zł (134,4 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 417 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 243,5 mld zł (274,0 mld EUR).

Na Głównym Rynku GPW w maju 2023 r. zadebiutowały akcje spółki URTESTE (przejście z NewConnect; pozyskanie kapitału w IPO – wartość nowej emisji: 29,6 mln zł).

W maju br. na GPW odbyło się 21 sesji giełdowych, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

Koniec z podatkiem PCC przy nabyciu pierwszego mieszkania z rynku wtórnego

26 maja Sejm przyjął ustawę, która likwiduje konieczność opłacenia 2% podatku PCC przy zakupie pierwszego mieszkania z rynku wtórnego. To znacząca ulga, zwłaszcza dla młodych osób, które często zmuszone były płacić wysokie podatki przy nabyciu używanej nieruchomości.

PCC (Podatek od czynności cywilnoprawnych) dotyczy wyłącznie rynku wtórnego. Przy zakupie mieszkania z rynku pierwotnego nabywcy są zwolnieni z tego obciążenia.

Przyjrzyjmy się przykładowej sytuacji, w której młodzi ludzie decydują się na zakup mieszkania z rynku wtórnego o wartości 500 tys. zł. Obecnie muszą zapłacić podatek w wysokości 2%, co oznaczałoby konieczność doliczenia 10 tys. zł do ceny mieszkania. Przy zakupie nieruchomości o wartości 800 tys. zł, podatek wynosiłby 16 tys. zł. Zniesienie PCC stanowi więc znaczącą pomoc, zwłaszcza biorąc pod uwagę wysokie ceny nieruchomości na rynku. Brak obowiązku płacenia podatku sprawi, że nabywcy będą mieli możliwość zaoszczędzenia tych środków i przeznaczenia ich na inne cele związane z zakupem lub wykończeniem nieruchomości.

Zgodnie z nowymi przepisami zniesienie PCC dotyczy sprzedaży prawa do własności mieszkania lub domu jednorodzinnego, jeżeli nabywca nie posiadał wcześniej prawa do innej nieruchomości mieszkalnej. Jeśli jednak nabywca posiadał udział w prawach własnościowych, to zwolnienie nie obejmuje przypadków, w których przekracza on 50% lub został nabyty drogą dziedziczenia.

Zniesienie PCC w opisywanym przypadku to nie jedyna korzystna zmiana wprowadzona przez nową ustawę. Jednocześnie podwyższono do 6% stawkę tego podatku dla zakupu szóstego i każdego kolejnego lokalu mieszkalnego. Przykładowo: przy zakupie mieszkania o wartości 500 tys. złotych, podatek wyniósłby aż 30 tys. zł. Ta zmiana ma na celu ograniczenie spekulacyjnych zakupów nieruchomości oraz równomierne rozłożenie obciążeń podatkowych.

Obecnie ustawa trafiła do Senatu. Jeśli izba wyższa zgłosi poprawki, projekt powróci do Sejmu, który będzie nad nimi głosował. Następnie będzie oczekiwał na podpis Prezydenta. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, nowe przepisy mogą zostać wdrożone jeszcze przed wakacjami. Miejmy nadzieję, że zostaną szybko wprowadzone w życie, dając kolejny impuls dla rozwoju rynku mieszkaniowego i poprawy warunków życia wielu osób.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt