Organizacje wodorowe z Polski, Czech, Estonii, Litwy, Łotwy, Słowacji, Słowenii, Węgier i Ukrainy weszły w skład 3 Seas Hydrogen Council, pierwszej w Europie platformy wodorowej zrzeszającej kraje naszego regionu. Podpisanie porozumienia odbyło się podczas drugiej edycji targów H2Poland w Poznaniu. Głównym zadaniem rady będzie m.in. wspólne reprezentowanie branży wobec KE i Parlamentu Europejskiego.
– To historyczna chwila. Ta inicjatywa jest doskonałym startem, by budować międzynarodowe partnerstwa biznesowe. Nasze kraje mają tu wielki potencjał – podkreślał obecny przy utworzeniu rady wiceminister klimatu, pełnomocnik rządu ds. OZE Ireneusz Zyska.
1 z 4
– 3 Seas będzie wspierać nasze kraje i samorządy na drodze zielonej transformacji. Chcemy razem poszukiwać synergii i możliwości współpracy na rzecz rozwoju gospodarki zeroemisyjnej, w której wodór będzie odgrywał istotną rolę. Dostrzegamy pilną konieczność rozpoczęcia efektywnego dialogu i wypracowania wspólnego stanowiska naszych krajów wobec Komisji, Rady i Parlamentu Europejskiego a także wobec innych organizacji i ośrodków decyzyjnych na poziomie regionalnym, europejskim i światowym – mówi Tomoho Umeda, wiceprezes stowarzyszenia Hydrogen Poland, które było inicjatorem tej inicjatywy.
Sygnatariusze porozumienia zgadzają się, że nasz region łączy nie tylko wspólna, burzliwa historia, ale także zbliżona struktura energetyczna i ciepłownicza oraz podobne warunki klimatyczne, w tym duże różnice sezonowe, jeśli chodzi o zapotrzebowanie na energię i ciepło. Wspólna jest dla nas także rola regionu jako bazy produkcyjnej dla gospodarek zachodu i całego świata.
To wszystko sprawia, że kraje zrzeszone w 3 Seas dostrzegli pilną konieczność, by zainicjować procesy stałego dialogu i ustalania wspólnych stanowisk, zwłaszcza na forum unijnym.
– Międzynarodowa współpraca w dziedzinie wodoru jest niezbędna nie tylko do osiągnięcia europejskich celów klimatycznych, ale także do osiągnięcia zrównoważonej przyszłości dla naszej planety. Czeska Platforma Technologii Wodorowych w pełni popiera misję 3 Seas dotyczącą promowania produkcji i transportu wodoru, jak również jego wykorzystania w celu zmniejszenia zależności od paliw kopalnych i walki ze zmianami klimatycznymi. Przyczyni się to też do inwestycji w infrastrukturę i powstania nowych miejsc pracy – zaznacza Vaclav Bystriansky, członek zarządu Hytep, czeskiej Platformy Technologii Wodorowych.
– Słowacja, leżąca w sercu regionu trójmorza, z dumą dołączyła do inicjatywy 3 Seas Hydrogen Council i w pełni popiera środkowoeuropejską współpracę. Naszym celem jest pomoc w rozwiązywaniu regionalnych interesów, kształtowaniu prawa europejskiego z uwzględnieniem specyfiki regionów oraz wspieranie inicjatyw finansowania powstającego ekosystemu wodorowego. Słowacja weźmie aktywny udział w przekazywaniu informacji, doświadczeń i technologii. Chcemy uczestniczyć w projektach wodorowych, przyczyniać się do budowy rurociągów i stacji tankowania, łączyć kraje i inicjatywy. – podkreśla Ján Weiterschütz, prezes Słowackiego Narodowego Stowarzyszenia Wodorowego.
Sygnatariusze liczą na rychłe dołączenie Ukrainy do Wspólnoty Europejskiej, co dodatkowo wzmocni region. „Już teraz cieszymy się, że organizacje ukraińskie przystępują do naszej inicjatywy. Wierzymy, że odbudowa Ukrainy będzie procesem wielkiej transformacji i chcemy te procesy wspierać, wspólnie budując wiedzę i doświadczenia” – zaznaczono w preambule.
Oleksandr Riepkin, członek zarządu Ukraińskiej Rady Wodorowej, zaznacza, że strategiczne partnerstwo z krajami Unii stanowi dla Ukrainy okazję do zbudowania zrównoważonego i innowacyjnego systemu energetycznego. – Nowe realia geopolityczne i rynku energii wymagają od nas drastycznego przyspieszenia transformacji w kierunku czystej energii i zwiększenia niezależności energetycznej od niepewnych dostawców i niestabilnych paliw kopalnych. Ukraina może odegrać znaczącą rolę w tej inicjatywie. Nawiązując do planu REPowerEU kluczowe jest, aby Ukraina nadała priorytet rozwojowi swojego przemysłu wodorowego, aby osiągnąć niezależność energetyczną i przyczynić się do bardziej ekologicznej przyszłości Europy – mówi Riepkin.
Swój udział w porozumieniu mają również Węgrowie. – Poszczególne firmy, które dzisiaj są aktywne w przemyśle wodorowym, będą współpracować na globalnym rynku przemysłu wodorowego, mając większy udział w jego zyskach. Każda z nich jest obecnie podwykonawcą firm zachodnich, a dzięki tej nowej współpracy mogą stać się znaczącym graczem, działającym na własnych zasadach – liczy István Lepsény, Przewodniczący Węgierskiego Stowarzyszenia Technologii Wodorowych.
Sven Parkel, dyrektor zarządzający Estońskiego Klastra Wodorowego dodaje: – 3 Seas Hydrogen Council pomoże w wymianie najlepszych praktyk w celu opracowania projektów i nowatorskich łańcuchów wartości, wspierania pracy w dolinach wodorowych, a tym samym ustanowienia transgranicznej gospodarki wodorowej, która rozwinie się w ogólnoeuropejską gospodarkę wodorową. Nasze doświadczenie pomoże opracować ramy prawne, technologie, finansowanie i zyskać akceptację społeczną, by obniżyć bariery dla gospodarki wodorowej.
Członkiem porozumienia ze strony polskiej został również Klaster Technologii Wodorowych reprezentowany przez Damiana Muchę. – Dzięki takiej inicjatywie, jak 3 Seas, będziemy mogli jeszcze lepiej zrozumieć szanse i zagrożenia na drodze do zielonej transformacji. Najważniejsze, abyśmy wspólnie wykorzystali potencjał regionu w ramach podpisanej inicjatywy – zaznacza.
– Chcemy kreować i proponować przyjazne przedsiębiorcom regulacje na poziomie Unii Europejskiej, jak i poszczególnych krajów członkowskich, dbać o sprawiedliwy podział środków pomocowych, ale przede wszystkim kreować lokalne i transgraniczne projekty biznesowe. Nasza inicjatywa spotkała się z dobrym odzewem, nie tylko wśród stowarzyszeń wodorowych regionu CEE podpisujących porozumienie, ale również w Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego oraz Stowarzyszeniu Hydrogen Europe – podsumowuje prezes Hydrogen Poland, Paweł Piotrowicz.
Organizacje wodorowe zrzeszone w 3 Seas Hydrogen Council:
Amerykańska waluta po raz kolejny zyskuje na wartości. Tym razem pomogły jej dane, głównie lepsza od oczekiwań produkcja przemysłowa. W tle problemy brytyjskiego rynku pracy.
Niespodzianka za Oceanem
Wczorajsze dane z USA składały się z dwóch ważnych serii. O 14:30 były dane o sprzedaży detalicznej. Ta okazała się rosnąć o 0,4% w ujęciu miesięcznym, czyli wyraźnie wolniej niż 0,8%. Publikowane są jednak również dane z pominięciem sprzedaży samochodów. Ta od czasu przejścia na pracę zdalną w niektórych branżach regularnie spisuje się słabiej. Dane bez uwzględnienia samochodów okazały się zgodne z oczekiwaniami. W drugiej turze pojawiła się produkcja przemysłowa. Ta niespodziewanie wzrosła o 0,5%, mimo oczekiwanej stabilizacji. W rezultacie mamy kolejny w ostatnich dniach sygnał umacniający dolara względem euro. Dolar jest obecnie względem euro blisko najwyższych poziomów od końca marca.
Rynek pracy na Wyspach
Wielka Brytania pokazała wczoraj słabsze dane z tamtejszego rynku pracy. Nie chodzi tutaj o problem pokazany ostatnio w publicznych mediach w Polsce, gdzie znowu ogłoszono masowy powrót Polaków do kraju, spowodowany tym, że jest tu dobrze w porównaniu z życiem na emigracji. Dane makroekonomiczne wskazują, że rośnie stopa bezrobocia. Siłą rzeczy przybywa również zasiłków o wniosek dla bezrobotnych. 3,9% to nie jest liczba, która w przypadku osób bez pracy budzi w większości państw niepokój. Należy jednak pamiętać, że to najgorszy rezultat od stycznia 2022 roku. Mamy zatem kolejne krytyczne głosy w coraz popularniejszej w brytyjskich mediach dyskusji o realnych skutkach brexitu. Nie może być jednak aż tak źle, bo funt jest blisko półrocznych maksimów względem euro.
Słabsze dane z Chin
Wczorajsze dane z Państwa Środka pokazują, że problemy gospodarcze mogą grozić nie tylko Europie. Słabiej od oczekiwań wypadł cały pakiet. Produkcja przemysłowa rośnie o 5,6%, a nie jak oczekiwano 10,9%. Mniejszą stratę zanotowała sprzedaż detaliczna, która wzrosła o 18,4% zamiast oczekiwanych 21%. Wolniej rosną również inwestycje w aglomeracjach miejskich. Poziomy tych odczytów nie są co prawda alarmujące. Problemem jest to, jak mocno rozjechały się one z prognozami. Część analityków wskaże oczywiście, że prognozy były dużo wyższe od odczytów z marca. Jest to prawda, ale zarówno w przypadku sprzedaży detalicznej, jak i produkcji przemysłowej kwiecień rok temu był najsłabszym wynikiem od ponad dwóch lat, w związku z czym oczekiwania w odniesieniu do tego miesiąca musiały być niestandardowo wysokie.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski, dealer walutowy InternetowyKantor.pl
Po 11 latach od założenia polskiego SentiOne następuje zmiana na stanowisku prezesa – stanowisko CEO (Chief Executive Officer) objął Bartosz Baziński, pełniący dotychczas rolę COO (Chief Operating Officer). Wynika to z nowej wizji dalszego globalnego rozwoju firmy i jej ambitnych celów związanych z intensywnymi pracami nad technologią sztucznej inteligencji. Oprócz tego do zespołu firmy dołączył Piotr Podsiadło, obejmując stanowisko CRO (Chief Revenue Officer) linii biznesowej zajmującej się rozwojem AI.
Bartosz Baziński, programista z wykształcenia i dotychczasowy głównodowodzący na linii biznesowej zajmującej się rozwojem sztucznej inteligencji oraz botów, skupi się na reprezentowaniu nowej wizji spółki i jej celów technologicznych. Dotychczasowy CEO, Kamil Bargiel, obejmie stanowisko COO i będzie nadzorował wewnętrzne operacje oraz zapewniał kontrolę nad firmą w jej aktualnej fazie intensywnego rozwoju. Michał Brzezicki pozostaje na dotychczasowym stanowisku Chief Technology Officer. Współzałożyciele SentiOne dalej więc pracują w niezmienionym składzie – ta sama trójka od momentu założenia firmy w 2011 r. Firma, która zaczynała działalność w garażu rodziców jednego z założycieli, współpracuje obecnie z ponad 400 markami na ponad 30 rynkach całego świata – m.in. Procter & Gamble, McDonald’s, Nike, Unilever, Beiersdorf, Tesco, Starcom, Mindshare, Mediacom czy Saatchi & Saatchi. Posiada biura w Gdańsku, Warszawie, Londynie, Ostrawie, Budapeszcie, Monachium, Eindhoven, Meksyku i Dubaju.
Oprócz tego do SentiOne dołączył Piotr Podsiadło, obejmując nowo utworzone stanowisko Chief Revenue Officer dla linii biznesowej Automate. Piotr ma ponad 15 lat doświadczenia na stanowiskach zarządczych w firmach technologicznych – zarówno dojrzałych organizacjach (GE Energy, GE Lighting czy Philips) jak i w start-upach. Jest współzałożycielem wezwijdoktora.pl, pierwszego ogólnopolskiego serwisu do umawiania wizyt domowych. Przez ostatnie 5 lat był częścią scale-upu AI Nextail, gdzie pełnił funkcję Wiceprezesa ds. sukcesu klienta.
W nowej roli Piotr Podsiadło zajmie się nadzorowaniem źródeł pozyskiwania nowych przychodów oraz rozwijaniem współpracy z dotychczasowymi klientami SentiOne w ramach linii biznesowej Automate, a także budowaniem krótko- i długoterminowych strategii dalszej ekspansji spółki na Europę Zachodnią i rynek Bliskiego Wschodu w ramach partnerstwa biznesowego z Etisalat, największą firmą telekomunikacyjną w regionie MENA, działającą w 16 krajach.
Piotr Podsiadło, nowy CRO w SentiOne
Jestem podekscytowany dołączeniem do SentiOne, ponieważ wierzę w misję firmy i dostrzegam jej ogromny potencjał w obszarze wykorzystania konwersacyjnej sztucznej inteligencji, a w szczególności automatyzacji obsługi klienta – mówi Piotr Podsiadło, nowy CRO w SentiOne – Jestem szczególnie podekscytowany możliwością udziału w rozwoju polskiej firmy na arenie międzynarodowej i poszerzeniu jej zasięgu o nowe rynki oraz zwiększaniu jej przychodów. Skupię się na opracowywaniu i wdrażaniu skutecznych strategii sprzedaży, budowaniu silnych partnerstw oraz optymalizacji naszych strumieni przychodów. Jestem przekonany, że dzięki utalentowanemu zespołowi i zaawansowanym technologicznie rozwiązaniom możemy wspólnie osiągnąć wielkie rzeczy oraz wznieść SentiOne na jeszcze wyższy poziom.
W ciągu 11 lat swojego istnienia SentiOne zainwestował w rozwój technologii AI już 42 mln zł. Ich algorytmy każdego dnia gromadzą i analizują ponad 40 mln wzmianek z domen publicznych z całego świata, takich jak media społecznościowe, fora, serwisy informacyjne czy blogi. Rozumieją ludzkie intencje i są w stanie wskazać towarzyszące im emocje – radość, smutek, złość, rozczarowanie, a nawet sarkazm. W ramach linii biznesowej Automate spółka tworzy zaawansowane boty, wspierające firmy w obsłudze klienta – w Polsce korzystają z nich m.in. Alior Bank, Kruk SA, BNP Paribas, jak i wiodące telekomy czy firmy logistyczne. Z kolei w ramach linii Listen rozwija platformę do monitoringu Internetu, dającą możliwość m.in. śledzenia w jednym miejscu statystyk oraz komentarzy ze wszystkich kanałów w mediach społecznościowych danej marki i szybkiego reagowania na nie.
Zgodnie z oczekiwaniami szczyt w sprawie podniesienia pułapu zadłużenia w USA nie przyniósł porozumienia. Rynek walutowy jednak nie wykazuje żadnych oznak nerwowości w związku ze zbliżającym się terminem spłaty długu. Dolar kontynuuje dziś rano ruch umacniający, który rozpoczął się dzień po ostatniej decyzji Fed-u.
Im dłużej trwa szukanie rozwiązania sporu dotyczącego zadłużenia USA, tym bardziej to napięcie może wpływać na nastroje w Stanach Zjednoczonych. Jeśli do tego dojdą kolejne negatywne dane makro z gospodarki, co sugerowałoby na dalsze ochłodzenie dynamik wzrostu, z punktu widzenia rynku może to wspierać oczekiwania na rychłe obniżki stóp procentowych przez Fed. W ten sposób spadkowa presja na dolara może się pojawić ponownie.
Na razie USD jest odporny na deprecjację. Na EURUSD poziom 1,11 skapitulował. Trzykrotnie podejście pod ten poziom za każdym razem kończyło się niepowodzeniem kupujących. Mamy zatem formację potrójnego szczytu, alternatywnie widać tu „głowę z ramionami”. W jednym i drugim przypadku została przełamana potencjalna linia szyi. Po wczorajszej mikro korekcie wzrostowej, dziś spadki eurodolara są kontynuowane. Potencjalnym zasięgiem jest poziom 1,08 – tak wynika z wykresu, choć do tego okrągłego poziomu pozostało naprawdę już niewiele. Nie będzie dla mnie jednak zaskoczeniem, jeśli kurs niebawem znajdzie się poniżej tego pułapu. Cały wzrostowy impuls marcowo – kwietniowy jak na razie został zniesiony w niecałych 50 proc. W krótkim terminie dominować będą prawdopodobnie spadki. Najważniejsze pytanie, które stawiają sobie w tym momencie handlujący na eurodolarze dotyczy tego, gdzie aprecjacja dolara się zakończy.
Sygnał do dalszych wzrostów dolara płynie również z wykresu indeksu USD. Notowania przełamały górne ograniczenie konsolidacji kilkutygodniowej oraz sforsowały linię trendu spadkowego. Tak jak na EURUSD mamy potrójny szczyt, tak na US Index stworzyło się twarde dno w postaci potrójnego minimum.
Wracając jeszcze do głównej pary walutowej chciałbym zaznaczyć, że szczyt (okolice 1,1090) został utworzony w dniu, kiedy Fed decydował po raz ostatni o stopach a Powell wygłaszał swoje przemówienie do świata. Pomimo, że rynek zinterpretował słowa przewodniczącego jako sygnał zakończenia cyklu zacieśniania, dolar nie był w stanie zyskać więcej a para EURUSD nie była w stanie „wyjść” nad 1,11. Dzień później (4 maja) rozpoczął się ostatni, aprecjacyjny rajd USD.
Według danych z końca kwietnia 2023 r., w Polsce było zarejestrowane łącznie 40 926 osobowych i użytkowych samochodów całkowicie elektrycznych (BEV). Przez pierwsze cztery miesiące b.r. ich liczba zwiększyła się o 7 201 sztuk, tj. o 71% więcej niż w analogicznym okresie 2022 r. – wynika z Licznika Elektromobilności, uruchomionego przez PZPM i PSPA.
Pod koniec kwietnia 2023 r. po polskich drogach jeździło 73 695 samochodów osobowych z napędem elektrycznym. Flota w pełni elektrycznych aut (BEV, ang. battery electric vehicles) liczyła 37 027 szt., a park hybryd typu plug-in (PHEV, ang. plug-in hybrid electric vehicles) – 36 668 szt. Liczba samochodów dostawczych i ciężarowych z napędem elektrycznym wynosiła 3 924 szt., z czego BEV stanowiły ponad 99%. Stale rośnie też flota elektrycznych motorowerów i motocykli, która na koniec kwietnia składała się z 17 097 szt., jak również liczba osobowych i dostawczych aut hybrydowych, która powiększyła się do 541 305 szt. Pod koniec ubiegłego miesiąca park autobusów elektrycznych w Polsce wzrósł do 865 szt.
Równolegle do floty pojazdów z napędem elektrycznym, rozwija się również infrastruktura ładowania. Pod koniec kwietnia 2023 r. w Polsce funkcjonowało 2768 ogólnodostępnych stacji ładowania pojazdów elektrycznych (5440 punktów). 31% z nich stanowiły szybkie stacje ładowania prądem stałym (DC), a 69% – wolne ładowarki prądu przemiennego (AC) o mocy mniejszej lub równej 22 kW. W kwietniu uruchomiono 69 nowych, ogólnodostępnych stacji ładowania (135 punktów).
– Ostatnie miesiące pokazują, że w Polsce hybrydy plug-in cieszą się zainteresowaniem porównywalnym do samochodów bateryjnych. Zapewne jednym z powodów tego zainteresowania jest fakt, że sieć ładowania jest wciąż niewystarczająca do potrzeb. Bardzo dobry rezultat rejestracji samochodów ciężarowych i przede wszystkim dostawczych wiąże się z tym, że wiele firm użytkujących floty tych pojazdów posiada własne stacje ładowania zlokalizowane w bazach. Ponadto, z uwagi na fakt, że coraz więcej miast decyduje się na zamykanie centrów dla samochodów innych niż zeroemisyjne, należy się spodziewać, że liczba elektrycznych pojazdów dostawczych będzie rosła bardzo dynamicznie. Można też przypuszczać, że gdyby producenci nadal nie doświadczali problemów z dostawami półprzewodników, liczba samochodów dostarczanych na rynek byłaby znacznie większa, bo obecnie popyt na te samochody znacznie przewyższa możliwości produkcyjne – mówi Jakub Faryś, Prezes PZPM.
– Warto odnotować, że w kwietniu padł rekord pod względem liczby nowo zarejestrowanych samochodów elektrycznych o DMC powyżej 3,5 t. Na polskie drogi trafiło ponad 30 takich pojazdów. Taki wynik cieszy, zwłaszcza biorąc pod uwagę brak dostępności w naszym kraju subsydiów adresowanych do nabywców samochodów kategorii N2 oraz N3. Oprócz wdrożenia dofinansowania, elektryfikacja tego sektora na skalę masową wymaga wprowadzenia szeregu zmian regulacyjnych, w tym m.in.zwolnienia eHDV z opłat za przejazdy po drogach krajowych, czy usprawnienia procesu przyłączania do sieci elektroenergetycznej ultraszybkich stacji ladowania. W kontekście szybko postępującej transformacji sektora transportu w UE obowiązywanie kompleksowego systemu wsparcia stanowi kluczowy warunek wzmocnienia konkurencyjności polskich przewoźników oraz utrzymania ich wiodącej pozycji w europejskiej branży TSL. Dla przypomnienia – mówimy tu o branży, dzięki której w Polsce znajduje zatrudnienie niemal milion osób, a jej udział w PKB wynosi prawie 6% – mówiMaciej Mazur, Dyrektor Zarządzający PSPA.
Wynagrodzenia pielęgniarek i położnych zostały zróżnicowane ustawą o najniższych wynagrodzeniach. To spowodowało ogromny chaos w tej grupie zawodowej. Związek zawodowy pielęgniarek nigdy nie poparł ustawy w tym kształcie. Jeszcze niedawno pielęgniarki i położne zarabiały tyle, co niewykwalifikowani pracownicy w Polsce. A to jest grupa, która posiada zawodowe kwalifikacje na wysokim poziomie.
– Niestety, Ministerstwo Zdrowia nie uwzględniło naszych uwag, dlatego w tej grupie zawodowej powstały ogromne kominy płacowe, które są nie do zaakceptowania. Dochodzi do sytuacji, że osoby z wyższym wykształceniem, a niższym stażem pracy i mniejszym doświadczeniem zawodowym zarabiają w podmiotach leczniczych więcej niż osoby, które mają skończone licea medyczne – powiedziała serwisowi eNewsroom.pl Krystyna Ptok, Przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych. – Z jednej strony Ministerstwo Zdrowia daje pieniądze na kształcenie pielęgniarek, po czym pracodawcy w związku ze złą wyceną świadczeń i mizerią finansową podmiotów leczniczych doprowadzają do sytuacji, że nie uznają kwalifikacji wyższych pielęgniarek, pomimo że uznawali te kwalifikacje rok temu. Więc pielęgniarki idą do sądów, bo ta ustawa wywołała chaos. Zapadło już wiele wyroków, które mówią o tym, że dyrektor nie ma prawa zmieniać nam warunków pracy, wskazując na sytuację finansową. Więc obecnie dążymy do zmiany ustawy – wyjaśnia Ptok.
Lokum Deweloper w I kwartale br. wypracował 57,7 mln zł przychodu (+45% r/r) oraz 9,1 mln zł zysku netto przypadającego akcjonariuszom podmiotu dominującego (wobec 6,7 mln zł straty netto rok wcześniej), co oznacza marżę w wysokości 15,8%.
Wynik I kwartału został rozpoznany ze 106 lokali (+68% r/r). W tym czasie umowami deweloperskimi i przedwstępnym objętych zostało 156 mieszkań (+114% r/r). Na koniec marca br. Lokum Deweloper miał również zawarte 72 umowy rezerwacyjne (+41% r/r). Oferta Grupy obejmowała 591 lokali, z czego 46% to mieszkania gotowe do odbioru. Z końcem I kwartału deweloper prowadził budowy obejmujące 696 lokali.
– Raportowana przez nas w I kwartale br. marża w wysokości niespełna 16% jest wynikiem przekazania lokali, których realizację rozpoczęliśmy 2 lata temu, na gruntach zakupionych przez nas kilka lat wcześniej, w niskich cenach. Dziś takie ceny działek są już niestety nieosiągalne. Również koszty budowy tych projektów oparte były o stawki sprzed podwyżek cen materiałów i wykonawstwa, sięgających 40% – mówi Bartosz Kuźniar, prezes zarządu Lokum Deweloper. – Jesteśmy gotowi do wprowadzania nowych projektów do sprzedaży. Tym bardziej cieszy nas poprawiająca się sytuacja finansowa naszych klientów, która pozwoli zaakceptować, adekwatne do wyższych kosztów realizacji, wyższe ceny mieszkań. Spodziewamy się, że do końca roku wzrosną one o ok. 14%-17%, dzięki czemu zyskamy możliwość uruchomienia nowych inwestycji, co i tak niestety będzie się wiązało z akceptacją przez nas niższych marż, ze względu na znacznie wyższe koszty realizacji. W inwestycjach gotowych, zrealizowanych w oparciu o historycznie niskie koszty, stosujemy adekwatnie niskie ceny sprzedaży, dając naszym klientom możliwość zaspokajania swoich potrzeb mieszkaniowych. Zasób ten jednakże wkrótce się wyczerpie – dodaje prezes Kuźniar.
Giełdowa grupa Kompap, należąca do wiodących podmiotów w branży poligraficznej w Polsce, w I kwartale 2023 r. zanotowała 29,69 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 32% r/r. Mimo wzrostu kosztów sprzedaży o 38% r/r Kompap wypracował 1,25 mln skonsolidowanego zysku netto na koniec marca 2023 wobec 1,24 mln zł przed rokiem. Pracujące na wyniki grupy drukarnie BZGraf, OZGraf i laskowicki Kompap oraz spółka Komunikacja Masowa dotykał w tym okresie przede wszystkim wzrost kosztów papieru i energii.
– W pierwszym kwartale nasza grupa wypracowała wzrost sprzedaży o blisko jedną trzecią, mimo że początek roku zazwyczaj jest nieco spokojniejszym okresem, jeśli chodzi o dynamikę zamówień dla drukarni. Duża część tych zleceń to ilustrowane książki dla dzieci, albumy, a także cieszące się dużym zainteresowaniem podręczniki i przewodniki do gier komputerowych oraz komiksy, które wymagają szczególnej jakości druku. Dzięki inwestycjom możemy realizować takie projekty. Systematycznie wyposażamy nasze drukarnie w coraz nowocześniejsze urządzenia, co przekłada się nie tylko na wydajność, ale i doskonałą precyzję druku, co jest dostrzegane przez klientów z Polski i zagranicy. W I kwartale 2023 nasza sprzedaż eksportowa wzrosła o 13% w porównaniu z ubiegłym rokiem – mówi Waldemar Lipka.
Drukarnie Kompapu w I kwartale mierzyły się jednak z rosnącymi kosztami, głównie za sprawą wysokich cen papieru oraz energii. Łącznie koszty sprzedaży były wyższe o blisko 38% wobec tych sprzed roku, grupa jednak wypracowała zysk netto nieco wyższy od ubiegłorocznego, wynoszący 1,25 mln zł. Wyższy był także wynik EBITDA, który na koniec I kwartału 2023 r. wyniósł 3,35 mln zł wobec 3,07 na koniec I kwartału 2022 r.
– Od początku roku obserwujemy pewną odwilż, jeśli chodzi o wysokość cen papieru, choć w porównaniu z wcześniejszą skalą podwyżek, korekty są niewielkie. Liczymy jednak na to, że ten trend będzie postępował w kolejnych miesiącach. Jednocześnie długoterminowo zarządzamy kwestią kosztów energii, znacznie rozbudowując własne instalacje fotowoltaiczne, co per saldo powinno nam dać solidne oszczędności w kolejnych kwartałach i latach. Jednocześnie optymalizujemy koszty zakupu w ramach naszej coraz większej grupy, aby w połączeniu z pracą wydajnych nowoczesnych zakładów utrzymać oczekiwaną rentowność – mówi prezes Kompapu.
Na wyniki grupy Kompap pracują dwie wiodące w Polsce drukarnie dziełowe, BZGraf z Białegostoku i OZGraf z Olsztyna, drukarnia offsetowa rolowa w Laskowicach oraz spółka Komunikacja Masowa. Drukarnie obsługują największe oficyny wydawnicze w Polsce i za granicą. Książki oraz albumy drukowane przez Kompap trafiają do czytelników m.in. w Wielkiej Brytanii, Niemczech, Francji, Czech czy Skandynawii. Z kolei w Laskowicach Kompap drukuje materiały dla dużych krajowych firm, np. PZU, Tauronu, Energi czy Totalizatora Sportowego. Przejęta w 2022 r. Komunikacja Masowa świadczy zaś usługi dla największych firm z branży bankowej, ubezpieczeniowej, telekomunikacyjnej oraz energetycznej.
Ponad 75% Polaków popiera jakąś formę zakazu korzystania z social mediów przez osoby niepełnoletnie bez zgody rodziców bądź opiekunów. Z kolei co dziesiąty ankietowany stwierdza, że nie powinno być w ogóle tego typu obostrzeń. Najwięcej zwolenników ma ograniczenie dla dzieci poniżej 13. roku życia, a nieznacznie mniej – dla osób poniżej 15. roku życia. Rozmowy na ten temat już od jakiegoś czasu przybierają na sile i to nie tylko w Polsce. We Francji pod koniec maja br. odbędzie się publiczna dyskusja dotycząca zmiany prawa w tym zakresie. Natomiast eksperci komentujący wyniki przeprowadzonego w Polsce badania uważają, że w pierwszej kolejności należy kłaść nacisk na świadomość i edukację, a dopiero potem wprowadzać zakazy.
„Tak” dla zakazu
Jak wynika z badania UCE RESEARCH i platformy ePsycholodzy.pl, przeprowadzonego na ponad tysiącu dorosłych Polaków, przeszło 75% rodaków jest za jakąś formą zakazu korzystania z mediów społecznościowych przez osoby niepełnoletnie bez zgody rodziców bądź opiekunów prawnych. 10% respondentów stwierdza, że nie powinno być w ogóle tego typu obostrzeń. Natomiast nieco ponad 9% nie potrafi się określić w tym zakresie, a przeszło 5% osób wskazuje, że ich to w ogóle nie obchodzi.
– Polacy, podobnie jak inni użytkownicy, stają się coraz bardziej świadomi zagrożeń, które niesie za sobą korzystanie z mediów społecznościowych. Sami twórcy platform widzą również, że muszą współpracować z rodzicami i opiekunami. Przeznaczają dla nich całe sekcje tłumaczące zasady korzystania z ich treści przez nieletnich – komentuje Martyna Różycka, kierowniczka działu reagowania na nielegalne treści w internecie Dyżurnet.pl, NASK.
Jak podkreśla Michał Pajdak, współautor badania z platformy ePsycholodzy.pl, alarmującym zjawiskiem jest fakt, że ponad 75% Polaków oczekuje jakiegoś zakazu. To wyraźnie wskazuje na potrzebę uregulowania prawnego tego zakresu naszego życia. W ocenie eksperta, może to wynikać z tego, że Polacy widzą poważną potrzebę ochrony dzieci i młodzieży przed tego typu zjawiskami. Z roku na rok grono takich osób będzie sukcesywnie się powiększało – dodaje ekspert.
– Nadmierne korzystanie z mediów społecznościowych może powodować poczucie samotności i wzmagać izolację. Tak się dzieje zwłaszcza, kiedy młoda osoba woli scrollowanie treści zamiast spotkań ze znajomymi w realnym świecie. Ponadto poczucie własnej wartości, które budowane jest często poprzez porównywanie się z innymi, może być zaniżone z powodu nieadekwatnego do rzeczywistości obrazu siebie oraz obserwowanych osób. Są przecież ludzie, którzy próbują pokazać się w sieci. Wstawiają więc zdjęcia, które często są odpowiednio retuszowane i komponowane, by wzbudzić większe zainteresowanie i pokazać prestiż – przekonuje psycholog Michał Murgrabia z platformy ePsycholodzy.pl.
Dozwolone od lat…
Z badania wynika także, że niecałe 28% respondentów uważa, iż ww. zakaz trzeba zastosować tylko w stosunku do osób poniżej 13. roku życia. Z kolei nieco ponad 23% ankietowanych opowiada się za ograniczeniem dla użytkowników poniżej 15. roku życia. Jak zaznacza Michał Pajdak, obecne regulaminy niektórych platform pozwalają na zakładanie kont od 13. roku życia. Według eksperta, wyniki badania mówią o chęci poprawy bezpieczeństwa najmłodszych internautów. Właśnie oni są najbardziej bezbronni w sieci. Natomiast podniesienie ww. granicy do lat 15. ma sens, ale musi to iść w parze z weryfikacją wieku i przeciwdziałaniem jego fałszowaniu przez młodych użytkowników portali. Do tego Pajdak informuje, że we Francji w 2021 roku 63 procent dzieci poniżej 13. roku życia miało konto w co najmniej jednej sieci społecznościowej. W Polsce sytuacja może wyglądać bardzo podobnie.
– Nie jesteśmy w stanie uchronić dzieci przed wszystkimi niepokojącymi treściami w internecie, co nie oznacza, że powinniśmy się godzić na ich obecność w sieci. Ważną umiejętnością dziecka jest oczywiście właściwe reagowanie na treści, które budzą jego niepokój, ale równie istotne jest budowanie w nim odporności. Oznacza to również zdolność do rezygnacji z takich materiałów, które powodują dyskomfort – mówi Marta Witkowska, ekspertka ds. edukacji cyfrowej, NASK.
Z kolei przeszło 13% badanych stwierdza, że zakaz należy zastosować w stosunku do osób poniżej 18. roku życia. Według Martyny Różyckiej, respondenci najpewniej wiążą bycie dorosłym z gotowością do wzięcia odpowiedzialności za swoje działania w internecie. I prawdopodobnie nie mają pomysłu, w jaki inny sposób można podnieść poziom bezpieczeństwa w sieci. Natomiast 11% ankietowanych uważa, że trzeba wprowadzić ograniczenie, przy czym korzystanie z mediów społecznościowych przez osoby poniżej 13. roku życia powinno być niemożliwe, niezależnie od zgody rodziców lub opiekunów prawnych.
– Gdyby wszedł w życie ogólny zakaz dla osób poniżej 18. roku życia, to takie prawo byłoby wyjątkowo restrykcyjne. Oczywiście można o takim rozwiązaniu rozmawiać, ale nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. Media społecznościowe służą też do bieżącej komunikacji. Takie rozwiązanie mogłoby ograniczać działanie we współczesnym świecie. Natomiast zakaz dla osób poniżej 13. roku życia, niezależnie od zgody rodziców lub opiekunów prawnych, nie miałby większego sensu. Po pierwsze, byłby bardzo trudny do egzekwowania. Po drugie, byłby dość restrykcyjny w swojej naturze – dodaje Michał Pajdak.
Wokół zakazu
Eksperci z platformy ePsycholodzy.pl przypominają, że we Francji niższa izba parlamentu niedawno przyjęła ustawę, zgodnie z którą osoba poniżej 15. roku życia potrzebuje obowiązkowej zgody rodziców na rejestrację w portalu społecznościowym, takim jak TikTok czy Snapchat. Ustawa ta obecnie procedowana jest w Senacie Francji. Z kolei nasze Ministerstwo Cyfryzacji na bieżąco analizuje wszystkie sygnały dotyczące zagrożeń w cyberprzestrzeni, w tym także te związane z funkcjonowaniem mediów społecznościowych. Decyzje w sprawie TikToka podejmowane są w sposób autonomiczny przez poszczególne kraje oraz organy UE. Uzasadniane są przede wszystkim troską o ochronę danych przed ich zbieraniem przez tzw. podmioty trzecie. Ministerstwo Cyfryzacji zwróciło się do Komisji Europejskiej z prośbą o przedstawienie dowodów na to, że aplikacja TikTok jest niebezpieczna dla użytkowników. Komisja odpowiedziała, że konkretnych dowodów nie przedstawi.
– W Polsce takie rozwiązanie jak we Francji mogłoby napotkać na duży opór ze strony społecznej, mimo tego, że ponad 75% Polaków oczekuje jakichś ograniczeń. Natomiast jak wynika z niedawnego badania w USA, ponad 50% Amerykanów uważa, że media społecznościowe są w największej mierze odpowiedzialne za wzrost depresji wśród nastolatków. U nas mogłoby być zupełnie podobne, co byłoby mocno niepojące. Obserwacje dowodzą, że smartfony mogą się przyczyniać do podejmowania przez nastolatków różnego rodzaju negatywnych działań, włącznie z zamachami samobójczymi – analizuje Michał Pajdak.
Jak podkreśla Martyna Różycka, NASK kładzie nacisk przede wszystkim na świadomość. Jeśli dzieciom zakażemy korzystania z mediów, a sami jako opiekunowie będziemy naruszać ich prywatność, publikując ich zdjęcia, to raczej nie ma to większego sensu. I właśnie będąc rodzicem, powinniśmy wpajać dzieciom dobre podejście do szanowania prywatności. To znaczy, pytać ich o opinię, wybierać grono dla kogo są widoczne zdjęcia, a także reagować, jeśli coś się dzieje niepokojącego. Mamy być partnerem i przewodnikiem dziecka po internecie i technologii, a nie tylko źródłem opresji i zakazów.
– Z innych badań wiemy również, że około połowa zdjęć wykorzystywanych przez pedofili pochodzi z publicznie dostępnych kont. Zjawisko troll-parentingu, czyli udostępniania ośmieszających, upokarzających zdjęć i filmików z udziałem dzieci, pokazuje, że również rodzic nie zawsze odpowiedzialnie dysponuje wizerunkiem swojego dziecka. Powinniśmy być modelem takich zachowań, jakie chcemy wpajać takie wartości swojemu dziecku – podsumowuje ekspertka z NASK.
W I kwartale 2023 roku Grupa Kapitałowa Śnieżka wypracowała przychody ze sprzedaży o 6,1% wyższe niż przed rokiem oraz zanotowała wzrosty zysków. Na osiągnięte wyniki miała wpływ przede wszystkim większa sprzedaż na najważniejszym dla Grupy polskim rynku. Priorytetami Śnieżki pozostają wypracowanie jak najlepszej pozycji rynkowej oraz ochrona marż.
W ciągu pierwszych trzech miesięcy br. Grupa Śnieżka osiągnęła przychody ze sprzedaży w wysokości 201,4 mln zł, tj. o 6,1% wyższe niż rok wcześniej. To przede wszystkim efekt wyższej o 7,8% r/r sprzedaży na najważniejszym dla Śnieżki rynku polskim, który odpowiada za ponad 70% sprzedaży Grupy. Wzrost sprzedaży Śnieżki to m.in. efekt zwiększonych w tym roku zakupów prowadzonych przez partnerów dystrybucyjnych Grupy w ramach przygotowań do sezonu remontowo-budowlanego. Wsparciem dla dobrych wyników sprzedaży była również realizacja przez Spółkę długoterminowej strategii pricingowej.
Na kluczowych dla Grupy rynkach nadal jednak utrzymują się niekorzystne warunki makroekonomiczne i wysoka niepewność. Przekłada się to na spadek siły nabywczej konsumentów i ostrożność przy planowaniu przez nich wydatków. Pozytywny wpływ na wyniki Śnieżki ma natomiast utrzymujący się trend premiumizacji, czyli kupowania produktów wyższej jakości, obserwowany przede wszystkim w Polsce.
– Jesteśmy zadowoleni z wyników osiągniętych w tym trudnym i wymagającym otoczeniu. Było to możliwe przede wszystkim dzięki zwinności naszego modelu biznesowego, który jest oparty m.in. o rozpoznawalne, znane marki, szerokie portfolio produktów, zoptymalizowaną logistykę i digitalizację procesów. Pozwala nam to efektywnie reagować na zachodzące zmiany na rynku oraz dostosowywać ofertę do preferencji naszych klientów – skomentowała Joanna Wróbel-Lipa, wiceprezes zarządu FFiL Śnieżka SA.
Wymagające otoczenie na Węgrzech i w Ukrainie
Na Węgrzech Grupa mierzy się z podobnymi wyzwaniami jak na macierzystym rynku, czyli m.in. ze spadającą siłą nabywczą i niekorzystnymi nastrojami konsumenckimi. Przychody Grupy na rynku węgierskim w I kwartale br. wyniosły 27,1 mln zł, co oznacza spadek o 7,6 mln zł (21,8% r/r).
W Ukrainie Grupa osiągnęła przychody w wysokości 16,6 mln zł, tj. o 89,3% (7,8 mln zł) wyższe w porównaniu z poprzednim rokiem. Wyniki I kwartału 2023 roku są jednak nieporównywalne do uzyskanych w analogicznym okresie ub.r., ponieważ spółka Śnieżka-Ukraina 25 lutego 2022 roku, po wybuchu wojny, wstrzymała wykonywanie dostaw oraz zawiesiła produkcję. Działalność operacyjną wznowiono 11 kwietnia 2022 roku, a więc już w II kwartale.
Według szacunków Grupy w I kwartale 2023 roku, w porównaniu do analogicznego okresu ub.r., występuje ożywienie na rynku farb dekoracyjnych i chemii budowlanej w Ukrainie, szczególnie w jej zachodnich i centralnych regionach. Sytuacja w Ukrainie pozostaje jednak wciąż niepewna i pod wieloma względami wymagająca. Dlatego niemożliwe jest szacowanie wpływu skutków wojny w Ukrainie na przyszłe wyniki Grupy.
Przychody na rynku węgierskim miały w podsumowanym okresie 13,4% udziału w całkowitych przychodach Grupy Śnieżka, a na rynku ukraińskim było to 8,3%. Na pozostałych rynkach, na których sprzedawane są produkty Grupy, sprzedaż wyniosła 9,5 mln zł, tj. była o 6,0% wyższa niż w pierwszych trzech miesiącach ub.r.
Wzrosty zysków w I kwartale
W okresie pierwszych trzech miesięcy br. Grupa osiągnęła: zysk na działalności operacyjnej w wysokości 27,5 mln zł (+54,5% r/r), wynik EBITDA w wysokości 37,5 mln zł (+40,6% r/r), a skonsolidowany zysk netto w wysokości 17,2 mln zł (+43,9% r/r).
– Warto podkreślić, że wyniki Grupy należy analizować po zakończeniu całego roku. Podobnie jak cały rynek, wciąż musimy się mierzyć z niekorzystnym i wysoce zmiennym otoczeniem makroekonomicznym. Obecnie koncentrujemy się więc na wypracowaniu jak najlepszej pozycji rynkowej, chroniąc przy tym nasze marże – dodaje Joanna Wróbel-Lipa.
Na wysokość zysków Grupy na poziomach operacyjnym i netto, osiągniętych w okresie styczeń-marzec 2023 roku, wpływ miał przede wszystkim wzrost przychodów ze sprzedaży. Niekorzystnie na wyniki przełożyły się wzrosty kosztów sprzedaży o 4,0% i ogólnego zarządu o 11,6%.
Zgodnie z zapowiedziami nakłady inwestycyjne w I kwartale 2023 roku zostały zmniejszone i wyniosły 2,3 mln zł. W 2023 roku łączna wartość wydatków inwestycyjnych w Grupie będzie istotnie niższa niż rok wcześniej i według aktualnych przewidywań Zarządu Śnieżki SA może wynieść około 35 mln zł.
PKB niewyrównany sezonowo w I kwartale 2023 r. zmniejszył się realnie o 0,2% rok do roku wobec wzrostu o 8,8% w analogicznym okresie 2022 r. – podał GUS w szybkim szacunku.
Oczekiwania były znacznie gorsze, tymczasem dynamika PKB w I kw. br. spadła poniżej zera tylko nieznacznie. W skali roku wzrost gospodarczy zmniejszył się o 0,2%. Rynek oczekiwał korekty na poziomie 0,8%. Takiego samego tąpnięcia PKB w swojej projekcji spodziewał się NBP. Teraz już wiemy, że przeszacowano spadek, podobnie jak przeszacowano zwolnienie tempa wzrostu wynagrodzeń.
Pomimo słabych danych z przemysłu i konsumpcji w pierwszym kwartale PKB był napędzany prawdopodobnie przez eksport. W ujęciu odsezonowanym, w relacji do poprzedniego kwartału PKB urósł aż o 3,9%. Ciekawe jak będą wyglądały ostateczne dane. Rewizja w dół nadal jest wielce prawdopodobna.
To, że eksport miał pozytywny, o ile nie najważniejszy wpływ na PKB świadczą również dzisiejsze dane o handlu zagranicznym w I kwartale tego roku. Niezależnie od tego jaką walutę przyjmiemy za punkt odniesienia, eksport zawsze przewyższa import. Patrząc na produkty po stronie importu oraz eksportu, nadal widać, że przemysł jest montownią dla Europy Zachodniej, to znaczy dokładnie te same kategorie (maszyny, części transportowe) wiodą prym.
Dzisiejszy odczyt PKB zmienia nieznacznie nasz scenariusz bazowy. W całym 2023 r. nie mamy co liczyć na wzrost PKB większy niż 1%. W dół będzie nas nadal ciągnęła konsumpcja i przemysł. Na plus może działać właśnie dodatnie saldo wymiany handlowej. Przy założeniu, że rynek w Europie Zachodniej będzie nadal odbiorcą naszych produktów.
Gwałtownie wzrasta liczba upadłości przedsiębiorstw i utraty należności, ponieważ osłabienie gospodarki zbiera swoje żniwo. Dynamika poziomu wzrostu niewypłacalności firm w Polsce jest najwyższa na świecie.
Rekordowa liczba upadłości polskich firm rosła z miesiąca na miesiąc w I kwartale 2023 r. W marcu było ich aż 421, co oznacza, że w I kwartale liczba ta osiągnęła rekordowy poziom 1 083 przypadków.
W ciągu ostatnich 12 miesięcy w Polsce odnotowano 3 249 przypadków niewypłacalności, co stanowi kolejny rekordowy wynik i +54% więcej niż w ciągu poprzednich 12 miesięcy. W przeciwieństwie do sytuacji na świecie, gdzie wzrost liczby upadłości dotyczy dużych firm (o obrotach 50 mln EUR i więcej), wzrost liczby upadłości w Polsce dotyczy prawie wyłącznie upadających małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP); tylko dwie z 421 niewypłacalnych firm w marcu miały obroty powyżej 20 mln EUR. Choć MŚP są szczególnie narażone na zaostrzenie warunków finansowania, wzrost kosztów (np. paliwa i płac) oraz utratę rynków zbytu (Rosja i częściowo Ukraina), wiele dużych polskich firm zdołało skonsolidować swój udział w rynku i pozycję finansową, a niektóre nawet zwiększyły rentowność i dokonały przejęć.
– Dynamika poziomu wzrostu niewypłacalności firm w Polsce w 2022 r. jak i w I kw. tego roku jest najwyższa na świecie – mówi w rozmowie z MarketNews24 Sławomir Bąk, członek zarządu ds. oceny ryzyka w Allianz Trade. – Wynika to po części z faktu, że w latach pandemii zostały rozluźnione prawne regulacje dotyczące możliwości składania wniosków o restrukturyzacje bądź o rozpoczęcie procesu niewypłacalności, w przeciwieństwie do niektórych krajów Europy Zachodniej, w których przepisy zostały zaostrzone.
Allianz Trade w opublikowanym Raporcie o globalnych niewypłacalnościach dokonał przeglądu swoich prognoz niewypłacalności przedsiębiorstw na lata 2023 i 2024. W Polsce, w 2023 r., można spodziewać się wzrostu upadłości o +18%. Według wiodącego na świecie ubezpieczyciela kredytów kupieckich, po niewielkim odbiciu w 2022 r. (+2%), globalna liczba niewypłacalności ma wzrosnąć o +21 % w 2023 r. i +4% w 2024 r. W 2023 r. połowa krajów prawdopodobnie przekroczy poziom niewypłacalności sprzed pandemii Wzrost liczby niewypłacalności przedsiębiorstw na całym świecie nabiera tempa: Globalny Indeks Niewypłacalności Allianz Trade ma nadal rosnąć w ciągu najbliższych kilku lat. Jednak ten znaczący skok może nie wystarczyć, aby liczba niewypłacalności osiągnęła poziom z 2019 r.: według Allianz Trade globalna niewypłacalność przedsiębiorstw może pozostać -5% poniżej poziomu sprzed pandemii w 2023 r. i -1% w 2024 r.
Jak wynika z tego raportu, przewidywana liczba upadłości w 2024 r. w porównaniu z 2019 r. to dla Polski wzrost o 197%. Po polskich firmach największa dynamika dotyczy Węgier i Wielkiej Brytanii. W 9 krajach dynamika ta będzie ujemna (zmniejszenie liczy upadłości), najbardziej w Korei Płd, Chile, Czechach i we Włoszech.
Istnieje wiele firm zombie, w przypadku których przy powrocie do normalnych regulacji dotyczących możliwości restrukturyzacji długu będziemy obserwować duży wzrost niewypłacalności.
– W Allianz Trade analizując dane finansowe różnych przedsiębiorstw, które ubezpieczamy, widzimy niesamowite pogorszenie marży i zyskowności polskich firm, co jest spowodowane bezprecedensowym wzrostem kosztów prowadzenia działalności – wyjaśnia Sławomir Bąk z Allianz Trade. – Bardzo duży jest wzrost kosztów pracy, choć branże w różny sposób poddane są presji na wzrost wynagrodzeń. W szczególnie trudnej sytuacji jest branża transportowa i budowlana.
Od połowy 2022 r. za ten negatywny trend odpowiada już także pogarszająca się koniunktura gospodarcza w Polsce oraz wzrost kosztów związanych z obsługą zadłużenia kredytowego. Wiele firm brało kredyty przy rekordowo niskiej stopie procentowej, nie przewidując jak dalece sytuacja może się zmienić, gdy przy bardzo wysokiej inflacji ogółem (14,7% za kwiecień) podstawowa stopa NBP wzrośnie do 6,75%.
Przedsiębiorcy mają coraz mniej czasu na roczne rozliczenie składki zdrowotnej – termin upływa już 22 maja. Wielu podatników może spodziewać się zwrotu nadpłaconych pieniędzy, jednak trzeba pamiętać, aby podać w ZUS właściwy numer rachunku bankowego, na który mają być przekazane środki.
Nadpłata składki zdrowotnej mogła pojawić się m.in. u przedsiębiorców, którzy opłacali ją w zależności od swojego dochodu, jeśli był on w pierwszym półroczu 2022 roku wysoki, a w drugiej części roku spadł poniżej minimalnego wynagrodzenia.
Co istotne, przedsiębiorcy musieli płacić 270,90 zł składki miesięcznie nawet gdy notowali stratę. Na przykład jeśli podatnik rozliczający się na skali podatkowej w pierwszej połowie roku miał dochód 50 tys. zł, a w drugiej połowie roku działalność przynosiła mu stratę lub jego dochód był zerowy, to przez drugie pół roku i tak konieczne było płacenie co miesiąc 270,90 zł składki. W konsekwencji, jeśli podatnik poniósł w drugiej połowie stratę w kwocie 15 tys. zł, to zapłacił za 2022 r. składki w wysokości 6125,40 zł:
4500 zł składki od 50 tys zł;
oraz 6 razy po 270,90 zł.
W rozliczeniu rocznym składka należna będzie wynosić 3250,90 zł, czyli 9% liczone od minimalnej podstawy 36 120 zł. W tej sytuacji podatnik do 1 sierpnia, o ile zaakceptuje wniosek, otrzyma zwrot w kwocie 2874,50 zł.
Jak uzyskać zwrot nadpłaty?
Podatnik może otrzymać zwrot nadpłaconych środków na numer rachunku bankowego zgłoszonego do ZUS przez CEIDG albo na konto ZUS PUE. Po rozliczeniu składki, na ZUS PUE przedsiębiorca otrzyma wniosek o zwrot nadpłaty wynikającej z rozliczenia rocznego, który trzeba sprawdzić m.in. pod kątem prawidłowego numeru rachunku. Jeśli jest on wpisany błędnie albo nie został podany wcale, konieczne jest wprowadzenie poprawek. Niestety, druk ZUS nie daje możliwości zmiany numeru konta, tak jak np. w systemie e-PIT, w którym na koniec rozliczenia można wskazać dowolny numer rachunku.
Zmiany w numerze konta w ZUS należy wprowadzić według procedury administracyjnej na ZUS PUE – wybrać odpowiedni formularz, podać nowe dane i czekać na zaakceptowanie zmian. Drugim sposobem jest aktualizacja wpisu w CEIDG. W tym wypadku zatwierdzenie zmiany też może potrwać kilka dni. Czasu na to jest niestety coraz mniej, ponieważ wniosek o zwrot składki należy zatwierdzić do 1 czerwca.
Jeśli więc przedsiębiorcy będą czekać z rozliczeniem na ostatnią chwilę, a wniosek okaże się wypełniony błędnie, to może być problem z odzyskaniem nadpłaty składki do 1 sierpnia. Wówczas środki można będzie odzyskać na zasadach ogólnych, występując do ZUS z wnioskiem o zwrot nadpłat na swoim koncie. Warto więc się pospieszyć, aby we właściwym czasie złożyć rozliczenie i sprawdzić, czy wniosek o zwrot nadpłaty jest prawidłowo wypełniony.
Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt
Szpitale i inne podmioty lecznicze, które udzielają pacjentom tzw. świadczeń gwarantowanych, potrzebują stabilnych źródeł finansowania. A to obecnie jest praktycznie niemożliwe. Powód? Brak mechanizmu dostosowania wysokości cen świadczeń do rosnących kosztów ich udzielania, wynikających z czynników makroekonomicznych. Świadczeniodawcy i samorządowcy mają jednak na to receptę.
– W praktyce chodzi o taki mechanizm, który zobowiąże Ministra Zdrowia i Agencję Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji do podejmowania działań w kierunku dostosowania wyceny świadczeń do rosnących kosztów leczenia pacjentów, związanych z inflacją, wzrostem cen energii oraz ustawowym wzrostem wysokości wynagrodzeń pracowników – wyjaśnia Dariusz Rajczyk, prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej.
Cel: większe bezpieczeństwo dla pacjentów i wyższa jakość usług
Odpowiednie finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej to większe bezpieczeństwo dla pacjentów i wyższa jakość świadczonych usług. To również stabilne miejsce pracy dla personelu medycznego i innych osób, bez których podmiot leczniczy nie może prawidłowo funkcjonować. To wreszcie poprawa relacji z kontrahentami, którym obecnie nie zawsze podmioty lecznicze są w stanie płacić na czas.
Tymczasem zgodnie z danymi OECD publiczne nakłady na ochronę zdrowia w Polsce w stosunku do PKB, w ujęciu nominalnym, jak i przy uwzględnieniu siły nabywczej pieniądza są jednym z najniższych wśród europejskich państw, które należą do OECD. Z dostępnych danych wynika, że w Polsce nakłady te nie przekraczają 5% PKB.
– Jesteśmy w ogonie Europy. Według danych za 2021 rok daleko nam nie tylko do liderów, w tym Austrii (9,6% PKB) i Danii (9,3% PKB), ale nawet do krajów, takich jak: Estonia (5,9% PKB), Litwa (5,5%) czy nawet Węgry (5,3% PKB), gdzie sytuacja ekonomiczna jest obecnie znacznie gorsza niż w Polsce – zauważa Roman Kolek, były wicemarszałek województwa opolskiego, przedstawiciel Związku Województw RP.
Liczne obowiązki w obliczu braku gwarancji dla świadczeniodawców
Obecnie polski ustawodawca nie daje świadczeniodawcom żadnej gwarancji, że za wzrostem kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej pójdzie zwiększenie środków na pokrycie tego wzrostu. Co więcej, ten sam ustawodawca nakłada na świadczeniodawców szereg obowiązków, które mają bezpośredni wpływ na wzrost kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej.
– Chodzi tu m.in. o regulacje dotyczące ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych, a także przepisy ustawy o minimalnym wynagrodzeniu za pracę czy ustawy Prawo zamówień publicznych. Ta ostatnia nakłada na zamawiających obowiązek uwzględnienia w umowach na roboty budowlane, dostawy lub usługi postanowień dotyczących zasad wprowadzania zmian wysokości wynagrodzenia należnego wykonawcy w przypadku zmiany ceny materiałów lub kosztów związanych z realizacją zamówienia – tłumaczy Maciej Sokołowski, wiceprezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej.
– Pamiętajmy też o przepisach ustawy o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych, a także o obowiązkach wynikających z prawa podatkowego – dodaje Maciej Sokołowski.
Działalność lecznicza jak gospodarcza
Eksperci mówią jasno: prowadzenie działalności leczniczej oznacza tak naprawdę prowadzenie działalności gospodarczej.
– Nawet w przypadku samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, które nie są przedsiębiorcami, ustawodawca przesądził, że powinny one działać w oparciu o zasadę samofinansowania, czyli pokrywać z posiadanych środków i uzyskiwanych przychodów koszty działalności i regulować zobowiązania. Ten sam ustawodawca powinien gwarantować istnienie mechanizmu dostosowującego wysokość przychodów do rosnących kosztów – podkreśla Krzysztof Rymuza, starosta pruszkowski, przedstawiciel Związku Powiatów Polskich.
Krok w kierunku stabilizacji sytuacji finansowej podmiotów leczniczych
Nic więc dziwnego, że organizacje z branży medycznej, w tym Stowarzyszenie Menedżerów Opieki Zdrowotnej, Ogólnopolski Związek Pracodawców Szpitali Powiatowych oraz Ogólnopolskie Stowarzyszenie Szpitali Prywatnych, wraz ze Związkiem Powiatów Polskich i Związkiem Województw RP opracowały gotowy do wdrożenia projekt nowelizacji ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych.
– Proponujemy nałożenie na Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji ustawowego obowiązku przeprowadzenia analizy dotyczącej sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej – zaznacza Waldemar Malinowski, prezes Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Szpitali Powiatowych.
Taka analiza miałaby być przeprowadzana w związku ze wzrostem wynagrodzeń w sektorze ochrony zdrowia oraz ze wzrostem innych kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej.
– Naszym celem jest doprowadzenie do stanu, w którym AOTMiT będzie zobowiązany do brania pod uwagę przy wycenie świadczeń czynników makroekonomicznych, które mogą mieć wpływ na koszty udzielania świadczeń opieki zdrowotnej – dopowiada Andrzej Sokołowski, prezes Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Szpitali Prywatnych.
Współpraca resortu zdrowia z partnerami społecznymi i większa przejrzystość
Projekt zmian zakłada, że minister zdrowia nadal będzie miał możliwość zlecenia prezesowi AOTMiT przygotowania raportu i rekomendacji w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej w związku z nadzwyczajnym wzrostem kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej.
Autorzy projektu nowelizacji ustawy apelują jednak o możliwość zgłaszania przez partnerów społecznych uwag do raportu i rekomendacji prezesa AOTMiT, a także o zwiększenie transparentności procesu zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej.
Projekt nowelizacji ustawy zakłada również umożliwienie reprezentatywnym organizacjom świadczeniodawców składania do ministra zdrowia wniosków w sprawie dokonania zmiany poziomu lub sposobu finansowania lub warunków realizacji świadczenia gwarantowanego.
– Mamy nadzieję, że nasza oddolna, apolityczna inicjatywa spotka się z żywym zainteresowaniem rządu, ministra zdrowia i parlamentarzystów – podsumowuje Dariusz Rajczyk, prezes Stowarzyszenia Menedżerów Opieki Zdrowotnej.
Świadczeniodawcy i samorządowcy przedstawili gotowy do wdrożenia projekt nowelizacji ustawy o zmianie ustawy o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych. Organizacje branżowe i stowarzyszenia jednostek samorządu terytorialnego z propozycją gotowej do wdrożenia inicjatywy legislacyjnej wystąpiły do prezydenta, premiera oraz marszałków Sejmu i Senatu.
Art. 1. W ustawie z dnia 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych:
1) w art. 31e ust. 2 dodaje się pkt 2a w brzmieniu:
1) w terminie do 31 marca w zakresie dotyczącym wzrostu kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej, z wyłączeniem kosztów, o których mowa w pkt 2,
2) w terminie do 30 kwietnia w zakresie dotyczącym wzrostu kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej wynikających z ustawy z dnia 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych
w podmiotach leczniczych, wzrostu kosztów umów cywilnoprawnych oraz zakupu usług medycznych,
3) w terminie 21 dni od dnia otrzymania zlecenia ministra właściwego do spraw zdrowia,
o którym mowa w art. 31n pkt 2c, wydanego w związku z nadzwyczajnym wzrostem kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej
– dokonuje analizy dotyczącej zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej oraz przygotowuje i publikuje na stronie Biuletynu Informacji Publicznej Agencji raport w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej wraz z rekomendacją.
1a. Do raportu w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej i rekomendacji można zgłaszać uwagi w terminie 7 dni od dnia ich opublikowania.
1b. Raport w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej, wraz z rekomendacją i uwagami, o których mowa w ust. 1a Prezes Agencji przekazuje ministrowi właściwemu do spraw zdrowia w terminie 2 dni od upływu terminu, o którym mowa w ust. 1a.
1c. Prezes Głównego Urzędu Statystycznego, na podstawie wstępnego sprawozdania
o finansach podmiotów wykonujących działalność leczniczą z sektora publicznego za rok poprzedni, w terminie do 10 marca ogłasza, w formie komunikatu, w Dzienniku Urzędowym Rzeczypospolitej Polskiej „Monitor Polski” średnioroczny wskaźnik cen towarów i usług
w podmiotach wykonujących działalność leczniczą ogółem oraz w podziale na:
13) średnioroczny wskaźnik cen pozostałych usług obcych;
14) średnioroczny wskaźnik podatków i opłat;
15) średnioroczny wskaźnik wynagrodzeń umów zleceń i dzieło.
Raport w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej, o którym mowa w ust. 1 pkt 1 zawiera w szczególności:
1) analizę wzrostu wskaźników cen towarów i usług, o których mowa w ust. 1c pkt 1-11 i 13-14, ich wpływu na wzrost kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej;
2) analizę danych kosztowych pozyskanych od świadczeniodawców, jeżeli takie dane były dodatkowo gromadzone;
3) sposób uwzględnienia w systemie finansowania świadczeń opieki zdrowotnej okoliczności, o których mowa w pkt 1 i 2;
4) analizę skutków finansowych zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej.
2a. Raport w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej, o którym mowa w ust. 1 pkt 2 zawiera w szczególności:
1) sposób uwzględnienia w systemie finansowania świadczeń opieki zdrowotnej prognozowanej zmiany kosztów udzielania tych świadczeń związanych ze wzrostem najniższego wynagrodzenia zasadniczego określonego przepisami ustawy z dnia 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych;
2) analizę wzrostu wskaźników cen towarów i usług, o których mowa w ust. 1c pkt 12 i 15, ich wpływu na koszty udzielania świadczeń opieki zdrowotnej oraz sposób uwzględnienia
w systemie finansowania świadczeń opieki zdrowotnej wpływu prognozowanej zmiany kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej związanych ze wzrostem najniższego wynagrodzenia zasadniczego określonego przepisami ustawy z dnia 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych na wzrost kosztów umów zleceń i dzieło oraz zakupu usług medycznych obcych;
3) sposób uwzględnienia w systemie finansowania świadczeń opieki zdrowotnej prognozowanej zmiany kosztów udzielania tych świadczeń związanych ze wzrostem wynagrodzenia pracowników podmiotów leczniczych, o których mowa w art. 5 ustawy z dnia 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych;
4) analizę skutków finansowych zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej.
2b. Raport w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej,
o którym mowa w ust. 1 pkt 3 zawiera w szczególności:
1) analizę okoliczności mających wpływ na nadzwyczajny wzrost kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej;
2) sposób uwzględnienia w systemie finansowania świadczeń opieki zdrowotnej okoliczności,
o których mowa w pkt 1;
3) analizę skutków finansowych zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej.
(skreśla się)
Minister właściwy do spraw zdrowia po zapoznaniu się z raportem w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej, rekomendacją Prezesa Agencji oraz uwagami, w terminie 14 dni od dnia otrzymania tych dokumentów, zatwierdza rekomendację oraz przekazuje ją Prezesowi Agencji w celu opublikowania, w formie obwieszczenia,
w Biuletynie Informacji Publicznej Agencji lub wnosi do niej uwagi.
3) Art. 31n pkt 2c otrzymuje brzmienie:
„2c) przygotowywanie raportu w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej oraz wydawanie, w przypadkach określonych w ustawie lub na zlecenie ministra właściwego do spraw zdrowia wydawane w związku z nadzwyczajnym wzrostem kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej, rekomendacji Prezesa Agencji
w zakresie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej;”.
Art. 2 Ustawa wchodzi w życie 1 stycznia 2024 r.
Uzasadnienie
Celem projektowanej zmiany jest wprowadzenie w ustawie z dnia 27 sierpnia 2004 r.
o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych mechanizmu pośredniej waloryzacji wysokości wynagrodzenia jakie otrzymują świadczeniodawcy udzielający świadczeń opieki zdrowotnej oraz umożliwienie reprezentatywnym organizacjom świadczeniodawców składanie do Ministra Zdrowia wniosków w sprawie dokonania zmiany poziomu lub sposobu finansowania lub warunków realizacji świadczenia gwarantowanego.
Stan aktualny
Obecnie w ustawie o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (dalej u.ś.o.z.) brakuje instrumentu, który obligowałby podmioty odpowiedzialne za finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej ze środków publicznych (minister właściwy do spraw zdrowia, Narodowy Funduszu Zdrowia) oraz określanie i zmianę poziomu lub sposobu finansowania świadczeń gwarantowanych (Agencja Oceny Technologii Medycznych i Taryfikacji dalej AOTMiT) do podjęcia działań zmierzających do dostosowania wysokości cen świadczeń opieki zdrowotnej do rosnących kosztów ich udzielania, wynikających z czynników makroekonomicznych.
Daleko niedoskonałą namiastkę takiej regulacji stanowi art. 31ha u.ś.o.z., wprowadzony ustawą z dnia 26 maja 2022 r. o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych oraz niektórych innych ustaw (Dz.U.2022 poz. 1352), który wszedł w życie 29 czerwca 2022 r.
Zgodnie z art. 31ha ust. 1 u.ś.o.z., Prezes AOTMiT po otrzymaniu zlecenia ministra właściwego do spraw zdrowia dokonuje analizy dotyczącej zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej w związku z nadzwyczajnym wzrostem kosztów udzielania tych świadczeń oraz przygotowuje raport w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej i wydaje rekomendację.
Przywołana regulacja po raz pierwszy miała zastosowanie przy zmianie wyceny świadczeń związanej z podwyżką wynagrodzeń w sektorze ochrony zdrowia od 1 lipca 2023 r., niemniej jednak zauważalnych jest szereg problemów związanych ze stosowaniem tych przepisów. Do najważniejszych należą:
możliwość zastosowania regulacji jedynie w związku z nadzwyczajnym wzrostem kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej, gdy tymczasem mechanizm podwyżkowy przewidziany w ustawie o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych został wprowadzony na stałe do systemu prawnego i skutkuje automatycznym, przewidywalnym, corocznym wzrostem kosztów funkcjonowania podmiotów leczniczych, a z uwagi na jego automatyzm
w stosunku do świadczeniodawców powinien w podobny sposób działać w odniesieniu do podmiotów odpowiedzialnych za zapewnienie środków na finansowanie świadczeń opieki zdrowotnej;
brak mechanizmu zobowiązującego ministra właściwego do spraw zdrowia do zlecenia wyceny w przypadku wzrostu kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej wynikających z czynnika inflacyjnego;
brak określenia ścisłych terminów na podjęcie kolejnych czynności związanych ze zmianą sposobu lub zakresu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej wynikających ze zwyczajnego, corocznego, przewidywalnego wzrostu kosztów realizacji świadczeń, co utrudnia przygotowanie planu pracy AOTMiT w kolejnych latach;
brak przepisów obligujących AOTMiT do upublicznienia raportu i rekomendacji na etapie przed przekazaniem tych dokumentów do ministra właściwego do spraw zdrowia;
brak zapewnienia udziału partnerów społecznych, w szczególności podmiotów reprezentujących świadczeniodawców, w formie konsultacji publicznych dokumentów opracowanych przez AOTMiT;
uzależnienie wysokości zmiany w zakresie finansowania świadczeń opieki zdrowotnej od sytuacji finansowej Narodowego Funduszu Zdrowia.
Obecnie ustawodawca nie daje świadczeniodawcom żadnej gwarancji, że za wzrostem kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej pójdzie zwiększenie środków na pokrycie tego wzrostu. Z drugiej strony ten sam ustawodawca nakłada na świadczeniodawców obowiązki, które mają bezpośredni wpływ na wzrost kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej. Do regulacji tych można zaliczyć w szczególności:
1) ustawę z dnia 8 czerwca 2017 r. o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego niektórych pracowników zatrudnionych w podmiotach leczniczych;
2) ustawę z dnia 10 października 2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę;
3) art. 439 Prawa zamówień publicznych, nakładający na zamawiających obowiązek uwzględnienia w umowach na roboty budowlane, dostawy lub usługi, zawartych na okres dłuższy niż 6 miesięcy, postanowień dotyczących zasad wprowadzania zmian wysokości wynagrodzenia należnego wykonawcy w przypadku zmiany ceny materiałów lub kosztów związanych z realizacją zamówienia. Obecne brzmienie przepisu zostało ustalone ustawą z dnia 7 października 2022 r. o zmianie niektórych ustaw w celu uproszczenia procedur administracyjnych dla obywateli i przedsiębiorców, na niekorzyść zamawiających. Ponieważ umowy zawarte pomiędzy świadczeniodawcami a NFZ wyłączone są spod reżimu Prawa Zamówień Publicznych, świadczeniodawcy są zobowiązaniu do stosowania art. 439 względem swoich kontrahentów, ale nie korzystają z dobrodziejstwa tego przepisu jako wykonawcy umów zawartych z płatnikiem;
4) ustawę z dnia 8 marca 2013 r. o przeciwdziałaniu nadmiernym opóźnieniom w transakcjach handlowych;
5) ustawy podatkowe.
Prowadzenie działalności leczniczej stanowi prowadzenie działalności gospodarczej. Nawet
w przypadku samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, które nie są przedsiębiorcami, ustawodawca przesądził, że powinny one działać w oparciu o zasadę samofinansowania (tzn. pokrywać z posiadanych środków i uzyskiwanych przychodów koszty działalności i regulować zobowiązania). Zatem ten sam ustawodawca powinien gwarantować istnienie mechanizmu dostosowującego wysokość przychodów do rosnących kosztów.
W uzasadnieniu do wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 20 listopada 2019 r. sygn. K 4/17 wskazano, że koszt udzielania świadczeń stale wzrasta na skutek wprowadzania nowych regulacji, głównie podnoszących wynagrodzenie personelu medycznego i poprawy jakości opieki zdrowotnej. Akty prawne wprowadzające te zmiany nie zawierają oszacowania kosztów ich wdrożenia i – w konsekwencji – nie pociągają za sobą odpowiedniej weryfikacji kontraktów wiążących NFZ ze świadczeniodawcami. Dalej Trybunał wskazał, że ciągłe i powszechne narastanie zadłużenia samodzielnych publicznych zakładów opieki zdrowotnej, nie jest jedynie skutkiem nieudolności, braku profesjonalizmu czy należytej staranności po stronie osób zarządzających tymi zakładami i nadzorującymi je, lecz ma także przyczyny obiektywne, zewnętrzne, świadczące o wadach mechanizmu finansowania.
W art. 131c u.ś.o.z. przewidziano co prawda mechanizm nakładający obowiązek przekazania na finansowanie ochrony zdrowia środków finansowych w wysokości nie niższej niż 7% produktu krajowego brutto od 2027 r. z mechanizmem stopniowego dochodzenia do tego poziomu, jednak wskaźnik ten jest ustalany w oparciu o wysokość PKB za dwa lata wstecz, co oznacza, że nie uwzględnia aktualnej sytuacji ekonomicznej.
Publiczne nakłady na ochronę zdrowia w Polsce, zarówno w stosunku do PKB, w ujęciu nominalnym jak również przy uwzględnieniu siły nabywczej pieniądza są jednym z najniższych wśród europejskich państw będących członkami OECD. Według dostępnych danych, w Polsce nie przekraczają one 5% PKB (zgodnie z wadliwą metodologią z art. 131c u.ś.o.z. w 2021 r. powinny one wynieść 5,30% PKB).
Źródło: opracowano na podstawie https://stats.oecd.org/
Dla porównania, w 2021 r. publiczne nakłady na ochronę zdrowia w Austrii wyniosły 9,6% PKB, w Danii 9,3% PKB, w Estonii 5,9% PKB, w Niemczech 11% PKB, na Węgrzech 5,3% PKB, w Islandii 8,1% PKB, w Irlandii 5,3% PKB, w Litwie 5,5% PKB, w Holandii 9,6% PKB, w Portugalii 7,2% PKB, w Słowenii 6,8% PKB, w Szwecji 9,8% PKB, w Wielkiej Brytanii 9,9% PKB.
Należy podkreślić, że na konieczność wprowadzenia do systemu prawnego mechanizmów aktualizacji wyceny świadczeń zwracała uwagę również Najwyższa Izba Kontroli.
Prezes Najwyższej Izby Kontroli zatwierdził w dniu 22.04.2021 r. podsumowanie wyników kontroli: „Wycena świadczeń opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych”. [Sygnatura: KZD.430.002.2021, Nr ewid. 18/2021/P/20/055/KZD]. W dokumencie tym jako pierwszy wniosek z kontroli kierowany do Ministra Zdrowia wskazano: „Zapewnienie prawidłowego funkcjonowania mechanizmu aktualizacji wyceny, wynikającej ze wzrostu kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej, z uwzględnieniem, wynikających z ustawy o świadczeniach kompetencji AOTMiT oraz NFZ.”
Szczegółowy opis projektowanych rozwiązań.
Art. 31e ust. 2 dodaje się pkt 2a
Proponuje się umożliwienie reprezentatywnym organizacjom świadczeniodawców składanie do Ministra Zdrowia wniosków w sprawie usunięcia danego świadczenia opieki zdrowotnej
z wykazu świadczeń gwarantowanych albo dokonania zmiany poziomu lub sposobu finansowania lub warunków realizacji świadczenia gwarantowanego. Wskazany przepis nie będzie obligował Ministra Zdrowia do podjęcia działań w celu dokonania zmian wynikających
z wniosku. Zgodnie z art. 31 ust. 1 i 2 u.ś.o.z za reprezentatywną organizację świadczeniodawców uważa się taką organizację, która zrzesza świadczeniodawców, u których liczba osób zatrudnionych i osób udzielających świadczeń opieki zdrowotnej wynosi łącznie co najmniej 10 000. Minister właściwy do spraw zdrowia prowadzi wykaz reprezentatywnych organizacji świadczeniodawców.
Art. 31ha ust. 1
W projekcie przewiduje się nałożenie na Prezesa Agencji Oceny Technologii Medycznych
i Taryfikacji ustawowego obowiązku przeprowadzenia analizy dotyczącej sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej w dwóch przypadkach: tj. w związku ze wzrostem wynagrodzeń w sektorze ochrony zdrowia oraz w związku ze wzrostem innych kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej. Dodatkowo minister właściwy do spraw zdrowia nadal będzie miał możliwość wydania Prezesowi Agencji zlecenia przygotowania raportu i rekomendacji w sprawie zmiany sposobu lub poziomu finansowania świadczeń opieki zdrowotnej w związku z nadzwyczajnym wzrostem kosztów udzielania świadczeń opieki zdrowotnej. Przewiduje się wprowadzenie terminów na przygotowanie raportu i rekomendacji. W przypadku kosztów innych niż koszty pracy i pochodnych proponuje się termin 31 marca. Jest on skorelowany z terminem przekazywania przez podmioty lecznicze sektora publicznego wstępnych sprawozdań o finansach (sprawozdanie MZ-03), który upływa 28 lutego.
W przypadku kosztów pracy i pochodnych (niezależnie od podstawy prawnej zatrudnienia) oraz kosztów usług medycznych proponuje się, aby był to termin 30 kwietnia, który jest skorelowany z terminem publikacji przez GUS informacji o wysokości przeciętnego wynagrodzenia
w gospodarce narodowej w roku poprzednim (połowa lutego danego roku). Dodatkowo, w celu zwiększenia transparentności działania AOTMiT proponuje się nałożenie na Prezesa Agencji obowiązku publikacji raportu i rekomendacji na stronie BIP jeszcze przed przekazaniem tych dokumentów do ministra właściwego do spraw zdrowia.
Art. 31ha ust. 1a
Projektowany przepis przewiduje możliwość zgłaszania przez partnerów społecznych uwag do raportu i rekomendacji Prezesa Agencji.
Art. 31ha ust. 1b
Przepis stanowi częściowe powielenie obecnie obowiązującej regulacji zawartej w art. 31h ust. 1 i jest powiązany z omówionym wcześniej ust. 1a. Prezes Agencji będzie zobowiązany do przekazania raportu i rekomendacji do ministra właściwego do spraw zdrowia ale wraz
z uwagami jakie do tych dokumentów wpłynęły od partnerów społecznych. W przepisie proponuje się określenie terminu realizacji tego obowiązku.
Art. 31ha ust. 1c
Proponuje się nałożenie na Prezesa GUS obowiązku publikacji (w oparciu o wstępne sprawozdania MZ-03) informacji o inflacji sektorowej w ochronie zdrowia.
Art. 31ha ust. 2-2b
Przepisy określają minimalną zawartość raportu opracowanego przez AOTMiT. Należy przy tym zaznaczyć, że w projekcie ustawy nie przewiduje się automatycznego (tj. o wskaźnik inflacji) przeliczenia wartości kontraktów zawartych pomiędzy świadczeniodawcami a NFZ, a jedynie wzięcie przez Agencję pod uwagę przy zmianie zasad finansowania, czynników makroekonomicznych mogących mieć wpływ na koszty udzielania świadczeń opieki zdrowotnej.
Art. 31ha ust. 3
Proponuje się skreślić ust. 3 – jest to konsekwencja zmian zaproponowanych w ust. 1.
Art. 31ha ust. 4
W stosunku do obecnie obowiązującego przepisu proponuje się wprowadzenie dwóch zmian: określenia dla ministra właściwego do spraw zdrowia terminu zatwierdzania lub wprowadzenia poprawek do rekomendacji opracowanej przez AOTMiT oraz uwzględnienia w działaniach ministra uwag, które partnerzy społeczni będą mogli przekazać do raportu i rekomendacji na podstawie projektowanego ust. 1a.
Art. 31n pkt 2c
Zmiana przepisu jest konsekwencją zmian przewidzianych w art. 31ha.
Proponuje się, aby ustawa weszła w życie 1 stycznia 2024 r.
CMA CGM zamierza wzmocnić kompetencje logistyczne w obsłudze zróżnicowanych i wysokodochodowych sektorów przemysłu
Z Bolloré Logistics, logistyczny pion Grupy CMA CGM może stać się jednym z pięciu największych globalnych graczy logistycznych
Przyspiesza dywersyfikacja Grupy CMA CGM w logistyce
Grupa CMA CGM potwierdziła opcję kupna części transportowo – logistycznej Grupy Bolloré Logistics.
Opcja zakupu na wyłączność została potwierdzona po zakończeniu rozmów obu firm, przeprowadzonych 18 kwietnia. Grupa Bolloré przyjęła propozycję jako opcję sprzedaży. Ostateczne sfinalizowanie transakcji jest uzależnione od kilku czynników, m.in. od oceny pracowniczej.
Jeśli przejęcie zostanie sfinalizowanie znacząco wzmocni to działalność logistyczną Grupy CMA CGM i uczyni ją jednym z pięciu największych, globalnych graczy w branży logistycznej.
Większe możliwości dla pozycji światowego lidera transportu i logistyki
Połączenie operacji logistycznych Grupy CMA CGM i Bolloré Logistics przyniosłoby łączne przychody na poziomie ok. 24 mld USD (na podstawie wyników z 2022 r.). Po przejęciu Ingram Micro Commerce&Lifecycle Services i Colis Privé, a następnie GEFCO, co zwiększyło możliwości CEVA w zakresie logistyki kontraktowej e – commerce i logistyki motoryzacyjnej, przejęcie Bolloré Logistics jeszcze bardziej umocni działalność logistyczną Grupy w zakresie frachtu morskiego i lotniczego. Połączony podmiot miałby roczną wielkość przewozów odpowiadającą ponad 2 mln TEU frachtu morskiego oraz 0,8 mln ton frachtu lotniczego.
Grupa CMA CGM działa już w ponad 160 krajach, zatrudniając 155 tys. pracowników. Nowe przejęcie wzmocniłoby zespół o ponad 14 tys. nowych pracowników obsługujących 350 biur w 63 różnych krajach.
Powierzchnia magazynowa Grupy zwiększyłaby się o ponad 900 tys. mkw. w 115 różnych magazynach, tym samym uzupełniając 10,3 mln mkw. w 900 magazynach na świecie, którymi zarządza obecnie CEVA. Przejęcie otworzyłoby też dostęp do głównych hubów logistycznych, zwłaszcza we Francji i Azji.
Wzrost kompetencji w usługach o wysokiej wartości dodanej
Wraz z przejęciem Bolloré Logistics, Grupa CMA CGM oraz jej spółka zależna CEVA Logistics zyskają większą wiedzę i doświadczenie w obsłudze sektorów wysokodochodowych, zarówno w zarządzaniu frachtem morskim i lotniczym jak i logistyce kontraktowej. Bolloré Logistics jest dziś światowym liderem w rozwiązaniach transportowo-logistycznych dla branży dóbr luksusowych, perfumeryjnych i kosmetycznych, ochrony zdrowia, lotnictwa i obrony.
Eksperci, którzy dołączą do Grupy CMA CGM, zbudowali bazę znaczących klientów, w tym czołowych przedstawicieli francuskiego przemysłu i innych wiodących międzynarodowych korporacji. Ich obsługa będzie kontynuowana przez CEVA Logistics.
Przełomowa akwizycja dla dywersyfikacji CMA CGM w dziedzinie logistyki
Dla Grupy CMA CGM akwizycja stanowiłaby znaczący krok naprzód w rozwoju pełnej gamy rozwiązań wspierających łańcuchy dostaw klientów, przez obsługę transportów i usługi logistyczne end-to-end.
Byłaby to też największa transakcja dokonana przez Grupę CMA CGM od czasu jej założenia w 1978 roku. Stanowiłaby strategiczny kamień milowy w rozwoju usług logistycznych, które Grupa rozbudowuje od 2019 roku, równolegle do pierwotnej działalności żeglugowej CMA CGM.
Ceny rosną coraz wolniej, więc słyszymy już o obniżkach stóp procentowych w nadchodzących miesiącach. Rok wyborczy ma swoje prawa, ważne byśmy potem za drogo za to nie płacili z własnych kieszeni.
Inflacja bez zmian
Wczoraj poznaliśmy finalny odczyt inflacji w Polsce. Zgodnie z pierwotnymi odczytami ceny rosną wolniej w kwietniu niż w marcu. Nie należy jednak absolutnie mylić spadku inflacji ze spadkiem cen. One nadal rosną, ale wolniej. Dlaczego piszemy o rzeczy, która wydaje się oczywista? Jak wynika z jednego z sondaży, okazuje się, że nawet 40% Polaków ma problem z interpretacją zjawiska spadku inflacji, myląc je ze spadkiem cen. 14,7% to jednak wciąż olbrzymi wzrost, o czym każdy robiący zakupy, przekonuje się płacąc w sklepach. Jaki ma to wpływ na złotego? Relatywnie niewielki. Rynki od dawna nie wierzą już w możliwość wzrostu stóp procentowych, a umacnianie się złotego jest efektem słabości euro czy innych walut bardziej niż jego realnej siły.
Recesja za Oceanem?
Wczoraj zobaczyliśmy bardzo słaby wynik indeksu NY Empire State. Są to badania ankietowe, zgodnie z nazwą w okolicach Nowego Jorku. Menedżerowie z segmentu produkcyjnego, do których wysyłane są ankiety, wypowiadają się na temat perspektyw na zbliżające się miesiące. Widać w nich bardzo duży pesymizm. Spodziewają się oni wyraźnego pogorszenia koniunktury. Badania te są jednak relatywnie mało stabilne. Jeszcze miesiąc temu był bowiem wynik dodatni, a wczoraj widzieliśmy najgorszy wynik od lat, oprócz stycznia 2023. Należałoby zatem poczekać na potwierdzenie w kolejnych badaniach, bo niestety ankiety są podatne na dobór próby.
Kiedy spadek stóp procentowych w Polsce
Po ostatniej konferencji partii rządowej, która pokazała, że wydatki nie są problemem, na rynku znów pojawiają się spekulacje na temat poziomu stóp procentowych. Atmosferę mocno podniósł minister rozwoju i technologii, który zapowiedział, że rok 2024 rozpoczniemy z inflacją 8-8,5%. Wskazał on jednak również, że będziemy po 1-2 obniżkach stóp procentowych. Patrząc na potrzeby pożyczkowe rządu, walka z inflacją może niedługo przestać być priorytetem, o ile kiedykolwiek nim była. Zapowiada nam się ciekawy okres przedwyborczy. Obietnice opozycji nie będą miały oczywiście aż takiego wpływu, chyba że zmuszą koalicję do jeszcze głębszego rozdawnictwa. Ciekawe, z jakich jeszcze funduszy da się te programy finansować, by ukryć realny deficyt. Jest to o tyle istotne, że ewentualne obniżki stóp procentowych powinny działać raczej na niekorzyść polskiej waluty.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Polska – inflacja bazowa,
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl
Organ zażądał od firmy natychmiastowej zapłaty 30 000 zł podatku za okres 5 lat wstecz. Przedsiębiorca wniósł o wstrzymanie wykonania tej decyzji wskazując na niebezpieczeństwo wyrządzenia tym nieodwracalnej szkody, pozbawienia go możliwości wypłacania pracownikom wynagrodzeń i dalszego prowadzenia działalności gospodarczej. Do jego wniosku przychylił się NSA stwierdzając, że wykonanie zaskarżonej decyzji może spowodować trudne do odwrócenia skutki. To bardzo ważny wyrok dla przedsiębiorców egzemplifikujący, że to prowadzona przez przedsiębiorców, dająca miejsca pracy działalność jest dobrem wyższym wobec interesu fiskusa.
Niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków
Zasadniczo wydana przez organ administracji decyzja staje się wykonalna z chwilą, gdy stanie się ostateczna. A stanie się taką, gdy strona, której decyzja dotyczy, wyczerpie drogę odwoławczą. Przed tym jednak, decyzji, od której służy odwołanie, może zostać nadany rygor natychmiastowej wykonalności. Art. 61 § 1 ustawy prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi potwierdza, że wykonania decyzji nie wstrzymuje również wniesienie skargi. Jednak § 3 przewiduje, że na wniosek skarżącego sąd może wydać postanowienie o wstrzymaniu jej wykonania w całości lub części, jeżeli zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia znacznej szkody lub spowodowania trudnych do odwrócenia skutków.
Wniosek o wstrzymanie wykonania decyzji
W maju 2022 r. organ podatkowy, w sposób nagły wydał decyzję o wymierzeniu jej 30 000 zł zobowiązania w podatku od nieruchomości za 5 lat wstecz – od 2021 r. aż do 2017 r. Mimo odwołania się przedsiębiorcy decyzję podtrzymało samorządowe kolegium odwoławcze, jako organ II instancji. Przedsiębiorca wskazywał, że zmuszenie go do uregulowania w krótkim czasie ww. kwoty może oznaczać dla niego konieczność zaprzestania dalszego prowadzenia działalności gospodarczej. Ewentualna egzekucja tak wysokiego zobowiązania skutkować będzie licytacją jego majątku, co sprawdzi trudne do odwrócenia skutki dla niego i zatrudnionych pracowników. Wniósł o wstrzymanie wykonania decyzji organów.
COVID, inflacja i drastyczny wzrost kosztów
Do wniosku nie przychylił się sąd. WSA w Szczecinie stwierdził, że przedsiębiorca nie przedstawił żadnych dokumentów, które uzasadniałyby jego żądanie. Skarżący wniósł zażalenie podnosząc, że po wybuchu pandemii COVID-19 na początku 2020 r. otrzymał państwowe wsparcie, które uchroniło jego firmę od likwidacji. Jednak już po roku miał do spłaty 25% kwoty otrzymanej pomocy. W 2022 r. koszty niezbędnej do prowadzenia działalności energii elektrycznej wzrosły o 177%. Zdrożały również niezbędne do wytwarzania jego produktów podzespoły. Na przestrzeni pół roku sprzedaż z comiesięcznego poziomu 327 tys. zł spadła do 65 tys. zł. W okresie tym średni przychód oscylował wokół kwoty 170 tys. zł przy miesięcznych kosztach wynagrodzeń 42 tys. zł. A jakby tego było mało, burmistrz podniósł podatek od nieruchomości z 13 tys. zł na 18 tys. zł i o kolejne 15% w roku 2023.
Uprawdopodobnienie mogących powstać szkód
Rozpoznający zażalenie przedsiębiorcy Naczelny Sąd Administracyjny uznał je za uzasadnione. Choć przyznał, że udzielenie ochrony w postaci wstrzymania wykonania zaskarżonej decyzji jest wyjątkiem od generalnej zasady jej wykonalności. Celem instytucji wyrażonej w art. 61 § 3 u.p.p.p.s.a. jest udzielenie stronie postępowania ochrony w sytuacji, gdy uprawdopodobni ona konieczność jej zastosowania, a więc gdy wykaże, że zachodzi niebezpieczeństwo wyrządzenia jej natychmiastowym wykonaniem skarżonej decyzji znacznej szkody lub trudnych do odwrócenia skutków. Przedmiotowa regulacja nie wymaga od wnioskodawcy dowiedzenia tych negatywnych dla niego następstw, a jedynie ich uprawdopodobnienia.
Ważniejsza jest ochrona pracowników i firmy
W ocenie NSA, wbrew stanowisku sądu I instancji, konieczność zapłaty przez firmę w przytoczonych, kryzysowych okolicznościach 30 000 zł kwoty zaległości podatkowej za 5 lat, może stanowić dla niej poważne zagrożenie płynności finansowej, w tym również dla zatrudnianych przez nią pracowników. NSA zaznaczył, że choć to na stronie spoczywa wymóg podjęcia próby jak najpełniejszego uargumentowania wniosku przez uprawdopodobnienie przesłanek, o których mowa w art. 61 § 3, to jednak sąd powinien posiłkować się również wiedzą posiadaną z urzędu, także tą powszechnie znaną. A nie ma wątpliwości, że obowiązujący na terenie kraju w okresie do 20 marca 2020 r. do 15 maja 2022 r. stan epidemii wiązał się, i nadal wiąże w związku z utrzymaniem stanu zagrożenia epidemicznego, z wprowadzeniem licznych ograniczeń bezpośrednio utrudniających lub nawet całkowicie uniemożliwiających wykonywanie działalności gospodarczej. Sytuacji tej nie poprawiła inflacja, czy wybuch wojny za wschodnią granicą. Okoliczności te nie wymagają udowodnienia. Dlatego ich przytoczenie przez przedsiębiorcę we wniosku należy uznać za wystarczające. Jak zakończył NSA, stając w obronie przedsiębiorcy: „wykonanie zaskarżonej decyzji (…) może w kontekście całokształtu okoliczności sprawy spowodować trudne do odwrócenia skutki, uznając za konieczne zastosowanie ochrony tymczasowej w odniesieniu do skarżącego” (postanowienie z 11 kwietnia 2023 r., sygn. akt III FZ 196/23).
Podsumowanie
W swoim postanowieniu NSA wskazał na takie samo rozstrzygnięcie NSA w tożsamym stanie faktycznym i prawnym i przy analogicznych argumentach zażalenia (28 lutego 2023 r., sygn. akt III FZ 7/23 – III FZ 9/23), którym również wstrzymał wykonanie decyzji organów obu instancji. To bardzo korzystna dla przedsiębiorców, zwłaszcza dotkniętych obecną sytuacją gospodarczą i wcześniejszą pandemią, linia orzecznicza sądów. Pokazuje i potwierdza, że nielikwidowanie prowadzonej działalności, generującej przecież stale wpływy z podatków, jest większą wartością niż niezaspokojony apetyt fiskusa.
Autor: Robert Nogacki, radca prawny, partner zarządzający Kancelarią Prawną Skarbiec specjalizującą się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców
Obecnie, realna wartość 500 Plus w cenach ze startu programu to 338 zł. Nie dziwi zatem propozycja zamiany na 800 Plus. Przywróci ona wartość świadczenia ze startu programu, jednak nie będzie realną podwyżką. W styczniu 2024 roku beneficjent 800+ kupi w sklepie tyle samo, co za 500+ kupował w kwietniu 2016 roku. Dla walki z inflacją podwyższenie 500+ może mieć taki sam efekt jak obniżka stóp procentowych.
W ostatnim czasie, politycy zapowiedzieli zmiany w programie 500 Plus. Wynikają one ze zbliżających się wyborów. Wysoka inflacja znacznie zmniejszyła realną wartość dotychczas wypłacanego świadczenia. Na koniec kwietnia każde 500 zł z programu jakie otrzymała polska rodzina było realnie warte (w cenach ze startu programu w kwietniu 2016 roku) 338 zł. Jeśli na koniec tego roku, inflacja osiągnie 10 proc. r/r, wtedy wartość obecnego świadczenia na koniec grudnia realnie będzie wynosić 317 zł, a w pierwszej połowie 2024 roku, spadnie poniżej 300 zł.
Zapowiedź zmiany z 500 na 800+ pozwala przywrócić pierwotną wartość siły nabywczej świadczenia. Obecnie, aby rodzina mogła dokonać takich samych zakupów jak w kwietniu 2016 roku (przy starcie programu) świadczenie powinno wynosić 740 zł miesięcznie. A przy założeniu inflacji na koniec roku wynoszącej 10 proc. r/r, na koniec roku musiałoby to być 788 zł. Oznacza to, że zmiana na 800 plus jedynie przywraca realna wartość świadczenia, a nie jest właściwie jego realną podwyżką.
Podwyżka jest odpowiedzią na inflację, która na koniec kwietnia wyniosła 14,7 proc. Wysoka inflacja będzie nam jeszcze towarzyszyć prawdopodobnie przez kilkanaście miesięcy. Obecnie wzrost cen wynosi około 1 proc. miesięcznie. I to właśnie inflację Polacy postrzegają jako najważniejsze zagrożenie dla swoich oszczędności i portfeli inwestycyjnych. Według badania Puls Inwestora Indywidualnego przeprowadzanego kwartalnie przez platformę eToro, 27 proc. Polaków uważa, że inflacja to najpoważniejsze zagrożenie dla ich inwestycji w perspektywie najbliższych 3 miesięcy.
Trzeba jednak pamiętać, że wzrost kwoty świadczenia do 800 zł zdecydowanie utrudni walkę z inflacją. Dodatkowe pieniądze zwiększą możliwości zakupowe części polskich rodzin, co przełoży się na dodatkowy popyt. Można założyć, że wygenerowany w ten sposób dodatkowy popyt konsumpcyjny może być mieć dla rynku taki sam efekt jak obniżenie stóp procentowych przez RPP o 0,25 p.p.
Zapowiedź wprowadzenia podwyżki 500+ jest umiarkowanie dobrze przyjmowana przez rynki finansowe, bowiem nie zahamowała obserwowanego ostatnio silnego umocnienia złotego. A cena euro pozostaje ostatnio poniżej psychologicznej granicy 4,50 zł. Warto wskazać, że od 2016 do 2022 roku dochody budżetu wzrosły o około 60 proc. (z 315 na 505 mld zł). Czyli procentowo dokładnie tyle samo, jak proponowany wzrost kwoty świadczenia 500 Plus.
Cyberprzestępcom najłatwiej dziś jest oszukać człowieka. Dlatego aż 80% wszystkich włamań do systemów i aplikacji zaczyna się od przejęcia konta. Ta liczba niestety będzie wciąż wzrastać, ponieważ dzięki rozwiązaniom AI, takim jak m.in. ChatGPT czy midjourney, ataki polegające na socjotechnice stają się jeszcze prostsze. Skan twarzy, odcisk palca, fizyczny klucz to dzisiaj jedyne sposoby, które są w stanie skutecznie przeszkodzić takim procederom. Hasła już od dawna nie są dla przestępców żadną barierą.
Przejmowanie kolejnych działań – czy to w biznesie, czy w sferze prywatnej – przez technologię to kierunek nieodwracalny. Niestety dotyczy to również tych, które niekoniecznie są dobre i etyczne. Już dziś rozwiązania takie, jak ChatGPT bardzo przydają się i są używane przez cyberprzestępców. Szczególnie przez takich, którzy nie mają zbyt rozwiniętych umiejętności technicznych. Dla nich to oszczędność pieniędzy i czasu.
– Musimy pamiętać, że za każdym planowanym atakiem stoi jego ekonomia. Najzwyczajniej w świecie atakujący wybierają takie cele, które są szybkie do osiągnięcia w najoptymalniejszy kosztowo lub najmniej ryzykowny sposób. ChatGPT może mieć wpływ na ekonomię ataku przeprowadzonego z jego wsparciem. Atakujący nie muszą bowiem już kupować lub pisać kodu złośliwego oprogramowania. Teraz przy pomocy inteligencji ChatGPT stworzą go sobie po prostu samodzielnie – mówi Tomasz Kowalski, CEO i współzałożyciel Secfense.
Konieczna ostrożność
Na co powinny więc zwrócić uwagę banki czy inne organizacje, których pracownicy chcą na co dzień używać generatorów typu ChatGPT w swojej pracy? Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ dla wszystkich to, co dziś się dzieje, jest nowością. Jesteśmy na początku tej specyficznej ery. Na pewno jednak każda firma powinna przywiązywać ogromną wagę do tego zagadnienia, tym bardziej że coraz więcej osób pracuje zdalnie, często na źle zabezpieczonym sprzęcie, łącząc się z podejrzanymi sieciami. To przecież pierwszy krok do utraty danych uwierzytelniających, który otwiera intruzowi bramę do wewnętrznej sieci banku.
Patrząc na zachowania poszczególnych państw, łatwo zauważyć problem ze zdiagnozowaniem nowego fenomenu. Władze same nie wiedzą, jak do niego podejść. Włochy pierwotnie zablokowały ChatGPT tylko po to, aby kilka tygodni później przywrócić możliwość jego użytkowania.Wielka Brytania z kolei uznała, że nie powinno się nic regulować i w nic ingerować. Platformy AI mogą być cennymi narzędziami np. do automatyzacji funkcji, wsparciem w kreowaniu pomysłów, mogą też sugerować nowy kod i poprawki dla uszkodzonych aplikacji. Sam Gartner przewiduje, że do 2025 roku rynek oprogramowania AI osiągnie prawie 134,8 mld USD, a wzrost rynku ma przyspieszyć z 14,4% w 2021 roku do 31,1% w 2025 roku, znacznie przewyższając ogólny wzrost na rynku oprogramowania. Zanim jednak firmy przejdą do szybkiego działania, konieczne są środki ostrożności.
– Przede wszystkim firmy nie powinny dopuszczać możliwości szerokiego użycia ChatGPT. Wielu użytkowników może nie rozumieć jego ograniczeń dotyczących danych, bezpieczeństwa i analityki – dodaje Kowalski. – Używanie chatbota może stanowić zagrożenie dla poufnych i prywatnych informacji, dlatego firmy muszą uważać, jakie dane są stosowane do zasilania chatbota i unikać jak ognia wpisywania tam tych poufnych. Ważne jest również, aby współpracować z dostawcami, którzy mają silne polityki dotyczące wykorzystania danych i własności intelektualnej.
Obecnie jesteśmy na początku ery stosowania tej technologii i nie ma jednoznacznej odpowiedzi, jak zabezpieczyć się przed zagrożeniami. Firmy powinny więc uważnie śledzić ten temat i podejmować odpowiednie środki ostrożności. Jednak ze względu na to, że aż 80% wszystkich włamań do systemów i aplikacji zaczyna się od przejęcia konta zabezpieczonego najczęściej zwykłym hasłem, firmy muszą skoncentrować się na człowieku. To jego bowiem cyberprzestępca może oszukać najłatwiej, a dzięki AI także szybciej. Niestety wiele instytucji finansowych używa do dziś klasycznych haseł.
Hasła na margines
Zademonstrujmy to na przykładzie. Pracownik banku wymyśla sobie bardzo długie hasło, np. “Li2oOjczyzn0M0ja7yJeste!JakZdrowie!”. Jeszcze kilka lat temu każdy szkoleniowiec z bezpieczeństwa IT by je pochwalił – długie, zawiera różne znaki, jest łatwe do zapamiętania. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że niezależnie od tego, jakie to hasło będzie, to i tak złodziej może je przejąć. Równie dobrze mogłoby to być “123456”.
Oczywiście odejście od haseł w firmach i instytucjach finansowych wcale nie jest takie łatwe, głównie poprzez powiązanie ich z tożsamością użytkowników, bazami danych itp. Właśnie dlatego tak istotne jest, żeby w pierwszym etapie drogi do passwordless wszystkie organizacje zadbały o zabezpieczenie haseł silnym uwierzytelnianiem MFA. Najlepiej oczywiście, żeby od razu była to metoda skuteczna, czyli wieloskładnikowe uwierzytelnianie odporne na phishing.
– Nasza technologia User Access Security Broker sprawia, że rola haseł przy silnym uwierzytelnianiu opartym np. na FIDO2 będzie całkowicie zmarginalizowana, a przed atakami chronić będzie mocne MFA – mówi Tomasz Kowalski, CEO i współzałożyciel Secfense. – Hasło zwyczajnie nie jest w stanie ochronić użytkowników przed przejęciem ich kont. Jeśli więc spotykamy się z sytuacją, że hasła muszą – z różnych względów – w firmie pozostać, to podstawą jest zapewnienie dla nich skutecznej warstwy, która sprawi, że ich rola będzie marginalna. Do tego stopnia, że wszyscy użytkownicy mogą w sumie ustawić sobie hasło “poniedziałek” albo “qwery”.
Zero Trust nadal na topie
Podejście, która zakłada zabezpieczenia polegające na silnym uwierzytelnianiu lub finalnie na pełnej rezygnacji z potrzeby wpisywania przez użytkowników haseł, nazywa się filozofią bezpieczeństwa Zero Trust. Zakłada ona kontrolę wszystkiego i wszystkich oraz maksymalne ograniczenie uprawnień użytkowników. Zgodnie z nią każda osoba – również taka, która działa wewnątrz organizacji – jest traktowana jako niezaufana i stanowiąca zagrożenie dla sieci. Celem Zero Trust jest zapewnienie bezpieczeństwa poprzez zastosowanie wielu warstw zabezpieczeń, w tym uwierzytelniania, autoryzacji i szyfrowania danych.
Model Zero Trust jest szczególnie przydatny w czasach, gdy coraz więcej pracowników pracuje zdalnie i korzysta z różnych urządzeń, co zwiększa ryzyko wycieku danych i ataków. Ponadto w dobie rosnącej liczby ataków hakerskich i zagrożeń cybernetycznych przedsiębiorstwa coraz częściej szukają sposobów na zwiększenie swojej ochrony i bezpieczeństwa. Model Zero Trust jest uważany za jedno z najskuteczniejszych podejść w tym zakresie.
Sztuczna inteligencja odgrywa coraz większą rolę w dzisiejszym świecie biznesu, a ChatGPT rewolucjonizuje sposób, w jaki firmy działają. Wrastać więc będzie też potrzeba coraz lepszych zabezpieczeń, czyli m.in. wdrażania kompleksowego silnego uwierzytelniania w całej organizacji.
Co ważne, MFA rozwijać się będzie tak, że dla przeciętnego użytkownika stanie się zupełnie niezauważalne. Sami przecież nie zorientowaliśmy się, w którym momencie przestaliśmy logować się do wielu systemów hasłem, a zamiast niego, zaczęliśmy odblokowywać je, spoglądając w ekran lub przykładając palec do czytnika na telefonie. Ta transformacja w biznesie będzie postępować. Coraz mniej aplikacji zabezpieczonych będzie hasłem, a coraz więcej biometrycznym uwierzytelnianiem. Secfense planuje odegrać istotną rolę w tej transformacji.
Konteneryzacja jest wciąż stosunkowo młodym mechanizmem wirtualizacji, ale stopień jej przyjmowania gwałtownie wzrósł w ciągu ostatnich kilku lat. Kubernetes stał się podstawą wielu inicjatyw z zakresu cyfrowej transformacji. Jednak firmy wciąż mają obawy dotyczące sposobów zabezpieczania kontenerów. Raport „The State of Kubernetes Security for 2023”, opublikowany przez firmę Red Hat, wskazuje konkretne zagrożenia, z jakimi stykają się przedsiębiorstwa przy rozwijaniu technik chmurowych (w tym zagrożenia dla łańcucha dostaw oprogramowania). Opisuje również sposoby ograniczania ryzyka, aby chronić aplikacje i środowiska IT.
Raport bazuje na badaniu przeprowadzonym wśród 600 specjalistów ds. bezpieczeństwa,DevOps i inżynierów z całego świata. Opisuje najczęstsze wyzwania związane z ochroną środowisk IT, które pojawiają się w trakcie wdrażania natywnych usług chmurowych oraz ich wpływ na działalność biznesową. Dokument zawiera również najlepsze praktyki i wskazówki dla zespołów zajmujących się rozwijaniem aplikacji i zapewnianiem bezpieczeństwa.
Najważniejsze wnioski raportu to:
Według 38% respondentów inwestycje w bezpieczeństwo operacji w środowisku kontenerowym nie są wystarczające. To wzrost o 7 punktów procentowych w stosunku do roku 2022.
67% respondentów musiało spowolnić proces przyjmowania natywnych usług chmurowych (zaprojektowanych od podstaw do świadczenia tylko w tym środowisku) ze względu na obawy związane z bezpieczeństwem.
Ponad połowa respondentów w ciągu ostatnich 12 miesięcy doświadczyła problemów z łańcuchem dostaw oprogramowania, związanego z rozwojem chmury i konteneryzacją.
Inwestycje nie idą w parze ze wzrostem liczby wdrożeń
Bezpieczeństwo pozostaje jednym z największych problemów związanych z przyjmowaniem kontenerów. Trend ten widoczny jest w badaniach już od kilku lat. W tegorocznej ankiecie 38% respondentów stwierdziło, że kwestie związane z ich ochroną nie są traktowane dostatecznie poważnie lub inwestycje w ten obszar są niewystarczające. To wzrost o 7 punktów procentowych w porównaniu z rokiem ubiegłym. Mimo, iż stopień przyjmowania konteneryzacji wciąż rośnie, nie idzie za nim podobny wzrost inwestycji w bezpieczeństwo.
Rozwiązania w chmurze wymagają odpowiednio dostosowanych do tego środowiska zabezpieczeń. Przy ich tworzeniu może być (a wręcz powinno) być stosowane podejście DevSecOps, czyli uwzględnianie aspektów bezpieczeństwa IT na możliwie najwcześniejszym etapie cyklu życia aplikacji, w tym integrowanie ich już podczas prac programistycznych. Zespoły IT muszą skupić się na wybieraniu i wdrażaniu takich narzędzi ochronnych, które dostarczają informacje zwrotne i zapewniają możliwość ich implementacji w ramach procesów ciągłej integracji oprogramowania (Continuous Integration, CI) oraz ciągłego dostarczania go użytkownikom (Continuous Delivery, CD). Przedsiębiorstwa powinny rozważyć rewizję swojego podejścia do tych zagadnień jako część procesu transformacji, zamiast polegać wyłącznie na istniejących rozwiązaniach wymagających znacznego dostosowania do wymagań natywnych usług chmurowych.
Jednym z najlepszych sposobów na likwidację luki adaptacyjnej jest inwestycja w narzędzia od początku zaprojektowane do pracy w chmurze, w które wbudowane zostały funkcje ochronne. Dzięki zabezpieczeniom zintegrowanym z danym rozwiązaniem (na każdym poziomie – od systemu operacyjnego do aplikacji), firmy nie muszą przeznaczać dodatkowych środków na dopasowanie rozwiązań ochronnych do własnego środowiska.
Ajmal Kohgadai, Senior Principal Product Manager, Red Hat
W I kw. 2023 roku wartość rynku hurtu aptecznego wyniosła 10,7 mld PLN i była wyższa wobec okresu sprzed roku o ponad 10%*. Podobnie jak w minionych kwartałach, istotny wpływ na wzrost rynku odgrywał czynnik inflacyjny, wpływający na wzrost ceny opakowania**. W tym okresie udziały rynkowe Grupy NEUCA wyniosły 30,5%, a obszarze aptek niezależnych: 37,7%***.
Przychody NEUCA w I kw. 2023 roku wyniosły 3 mld zł i były wyższe w stosunku do ubiegłego roku o 6,6%. Jednocześnie to najwyższa kwartalna wartość sprzedaży w historii Grupy.
Grupa w okresie styczeń-marzec br. utrzymała wieloletnią pozycję lidera
w rankingu satysfakcji klienta przygotowywanym przez Monitor Apteczny
i niezmiennie prowadzi we wszystkich kategoriach, utrzymując przewagę nad największymi, średnimi i małymi hurtowniami. NEUCA osiągnęła też wysoki wynik wskaźnika Net Promotor Score na poziomie 67 pkt.
Stabilnie wysoki poziom zaufania ma wpływ na zainteresowanie aptek niezależnych udziałem w programach partnerskich Grupy. Liczba uczestników wszystkich programów partnerskich: IPRA, Partner/Świat Zdrowia na koniec I kw. br. wyniosła łącznie 4029 uczestników (+12,9% r/r).
Mimo kontynuacji trendów związanych z trudnym otoczeniem rynkowym i presją kosztową, NEUCA w I kw. br. osiągnęła 97,7 mln zł EBITDA (vs 107,3 mln zł r/r i 64,4 mln zł kw/kw*****) oraz 51,5 mln zysku netto i 44,3 mln zł zysku netto bez zdarzeń jednorazowych (wobec 63,2 mln zł r/r i 18,9 mln zł kw/kw*****).
– Hurtowy rynek farmaceutyczny w pierwszym kwartale 2023 roku nadal rósł w tempie 10% r/r*. Ten wzrost wynikał jednak przede wszystkim ze wzrostu cen preparatów a nie rosnącej liczby sprzedanych opakowań**. Sytuacja gospodarcza jest stabilna, ale krucha. Inflacja nie rośnie, a jej spadek jest symboliczny, rosną natomiast koszty prowadzenia biznesu. Utrzymują się problemy z brakami leków w Europie całkowicie uzależnionej od producentów azjatyckich – mówi Grzegorz Dzik, Wiceprezes Zarządu NEUCA S.A.
Stabilny i wysoki poziom zaufania ma wpływ na zainteresowanie aptek niezależnych udziałem w programach partnerskich Grupy. Apteki skupione w programach stanowią ilościowo 31,5% całego rynku w Polsce. Grupa NEUCA buduje kompleksowy ekosystem zdrowotny pod wspólną marką parasolową Świat Zdrowia. Synergizuje on działania różnych obszarów biznesowych Świat Zdrowia to wspólna marka produktów i usług łącząca pacjentów, lekarzy i farmaceutów.
W I kwartale 2023 roku stabilizują się koszty. Dynamika wzrostu kosztów operacyjnych i finansowych spadła wobec minionych kwartałów. W obszarze wynagrodzeń, kosztów paliwa, ogrzewania i gazu oraz energii elektrycznej wyniosła 7% kw/kw (+10,4 mln zł) wobec +23% r/r (+31%). W najbliższych kw. oczekiwane jest dalsze wyhamowywanie ww. dynamik.
Podstawowe wyniki finansowe NEUCA przedstawia poniższa tabela:
(mln zł)
1Q 2023
1Q 2022
zmiana
% r/r
Przychody ze sprzedaży
3002,0
2816,5
+7%
Zysk brutto ze sprzedaży
330,2
312,2
+6%
Rentowność brutto
11,0%
11,1%
-0,1 pp.
EBITDA
97,7
107,3
-9%
EBIT
69,9
84,9
-18%
Wynik netto
51,5
63,2
-19%
Podstawowe wyniki finansowe NEUCA (bez zdarzeń jednorazowych):
(mln zł)
1Q 2023 skoryg
1Q 2022 skoryg
zmiana % r/r
Przychody ze sprzedaży
3002,0
2816,5
+7%
Zysk brutto ze sprzedaży
330,2
312,2
+6%
Rentowność brutto
11,0%
11,1%
-0,1 pp.
EBITDA
97,7
107,3
-9%
EBIT
69,9
84,9
-18%
Wynik netto
44,3
63,2
-30%
Synoptis Pharma w 1Q 2023 pozostaje jednym z najszybciej rosnących producentów na rynku non-RX z 19% dynamiką przychodu. Liderem wzrostu na rynku suplementów pozostaje marka Świat Zdrowia z ponad 80% dynamiką wzrostu przychodów ze sprzedaży.**** W segmencie produkcji farmaceutyków w I kw. br. przychody ze sprzedaży produktów Synoptis Pharma zrealizowane przez segment hurtowej dystrybucji leków w okresie styczeń-marzec br. ukształtowały się na poziomie 84,5 mln zł (wobec 73,9 mln zł przed rokiem), przy 8,6 mln zł zysku operacyjnego (vs 19,3 mln zł r/r).
Obszar biznesów pacjenckich i badań klinicznych wypracował przychody ze sprzedaży w wys. 217,7 mln zł (vs 107,2 mln zł r/r) przy zysku EBIT na poziomie 5,9 mln PLN (w porównaniu do 12,1 mln zł w okresie styczeń-marzec 2022 r.). W segmencie badań klinicznych Grupa po raz pierwszy zaprezentowała backlog kontraktów CRO (uwzględniający przejętą z początkiem 2023 r. spółkę OncoBay Clinical ze Stanów Zjednoczonych), który na koniec marca br. wyniósł 563,9 mln zł.
– Kierunek zmian wyznaczonych przez naszą strategie jest stale pozytywny. Stabilizacja rynku powinna postępować. NEUCA poradzi sobie z wyzwaniami rynku dzięki silnym fundamentom, umiejętności dywersyfikacji i ciągłemu rozwojowi. Wciąż jesteśmy najsprawniejsi na rynku hurtowym, a nasza pewność wynika ze stale rosnącej satysfakcji naszych klientów – podsumowuje Piotr Sucharski, Prezes Zarządu NEUCA S.A.
Obroty najemców w centrach handlowych w lutym 2023 r. były o 28% wyższe niż w lutym 2022 r.
Obroty wzrosły we wszystkich kategoriach obiektów handlowych. W największych galeriach (powyżej 60 tys. mkw. GLA) wzrost wyniósł 30,5%. Duże obiekty (40-60 tys. mkw. GLA) notowały wzrosty o 27,7%, średnie (20-40 tys. mkw. GLA) o 24,1%, a najmniejsze (5-20 tys. mkw. GLA) o 21,3%.
Wzrost obrotów w istotnych dla centrów handlowych kategoriach wyniósł: usługi 54,3%, gastronomia 37,7% czy odzież 25,2%.
– Luty był kolejnym dobrym miesiącem dla centrów handlowych, jako kanału sprzedaży detalicznej w Polsce. Obroty najemców prowadzących działalność w centrach handlowych wzrosły o blisko 30%, w porównaniu do lutego 2022 r. Z kolei odwiedzalność była o ponad 15% wyższa, niż w lutym 2022 r. Należy jednak pamiętać, że rok temu obowiązywały jeszcze ograniczenia pandemiczne, które oddziaływały na handel. Z danych GUS wynika, że dla całości handlu wzrost sprzedaży o 9,9% notowano w grupie tekstylia, odzież, obuwie, a o 2,7% w kategorii farmaceutyki, kosmetyki i sprzęt ortopedyczny – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych.
W centrach handlowych najlepsze wyniki w lutym 2023 r. nadal notowały kategorie, które rok wcześniej podlegały jeszcze ograniczeniom epidemicznym. W usługach, rozrywce i gastronomii wzrosty sprzedaży w zależności od kategorii osiągnęły od ponad 50% do blisko 40%. To pokazuje, że branże, na które silnie oddziaływały ograniczenia epidemiczne i związany z nimi lęk klientów, po zniesieniu restrykcji wróciły do pozytywnych trendów. Współczynnik konwersji, czyli średnie wydatki klientów w przeliczeniu na jedną wizytę, w lutym 2023 r. wzrósł o 13% w stosunku do lutego 2022 r.
Odwiedzalność centrów handlowych (PRCH Footfall Density Index), mierzona liczbą klientów na 1 mkw. powierzchni najmu, była w lutym 2023 r. o 15,6% wyższa niż w lutym 2022 r.
Bilans naszego kraju do czasu przystąpienia do Unii Europejskiej był następujący: na tysiąc osób przypadały 332 mieszkania, a na jednego mieszkańca – średnio 23 m kw. mieszkania. Eksperci portalu GetHome.pl sprawdzili jak jest obecnie.
– Po 2004 r. wyraźnie poprawił się standard naszych mieszkań: są większe, lepiej wyposażone i mniej przeludnione. Zmiany są widoczne szczególnie na wsi, gdzie dzięki unijnym dotacjom dla gmin na budowę instalacji wodociągowo-kanalizacyjnej, nastąpił przyrost mieszkań wyposażonych w nowoczesne urządzenia sanitarne – mówi ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo.
W 2004 r. aż 14% mieszkań nie miało łazienki, a na wsi – przeszło jedna czwarta! Po 16 latach (ostatnie dane GUS pochodzą z 2020 r.) łazienki nie miało 6% mieszkań w miastach i „tylko”17% na wsi. Cieszyć się też należy ze wzrostu powierzchni mieszkań. Przed przystąpieniem do UE przeciętne mieszkanie w naszym kraju miało 69 m kw., zaś w 2021 r. – 75 m kw. Ponadto jednym ze wskaźników, który zdaniem wielu ekspertów najlepiej oddaje stopień zaspokojenia potrzeb mieszkaniowych w danym kraju jest liczba mieszkań na tysiąc osób. Z danych GUS wynika, że ten wskaźnik zwiększył się po 2004 r. z 332 do 405, zaś powierzchnia mieszkań na osobę – z niespełna 23 do ponad 30 m kw.
W dyskusjach na temat sytuacji mieszkaniowej Polaków bardzo często mówi się o niezaspokojonych potrzebach.
– Mityczny deficyt mieszkań szacowany jest nawet na 1,5-2 mln mieszkań. Warto jednak zwrócić uwagę, że o ile w 2004 r. było ich dużo mniej niż gospodarstw domowych, to obecnie proporcje całkowicie się odwróciły. Według GUS mamy w kraju ponad 15 mln mieszkań zamieszkanych i niezamieszkanych oraz ok. 12,5 mln gospodarstw domowych – mówi Marek Wielgo. Jeśli problem niedoboru mieszkań faktycznie istnieje, to głównie w największych metropoliach, choć i tam mieszkań jest więcej niż gospodarstw domowych.
Te dane nie dają jednak podstaw do zbytniego optymizmu. Po pierwsze, stan techniczny sporej części lokali pozostawia wiele do życzenia. Wprawdzie zniszczonych i walących się budynków ubywa, ale wciąż ponad 2,4 mln mieszkań pamięta czasy II RP, lub nawet zaborów. Ponad 100 lat ma milion mieszkań, a wielu z nich nie ma już sensu remontować.
Po drugie, dla znacznej części Polek i Polaków zakup mieszkania, a nawet najem na zasadach rynkowych, wciąż jest poza zasięgiem finansowym. Świadczy o tym bardzo wysoki odsetek tzw. „gniazdowników”, jak nazywani są młodzi dorośli w wieku od 25 do 34 lat, którzy mimo ukończenia studiów i znalezienia pracy wciąż mieszkają pod jednym dachem z rodzicami. Według najnowszych danych Eurostatu, w 2021 r. odsetek gniazdowników w naszym kraju wynosił blisko 49%, a od 2004 r. wzrósł o ponad 12 pkt proc.!
Z drugiej strony np. na wsi prowadzą gospodarstwa i zamieszkują jeden dom nierzadko rodziny dwupokoleniowe i nie odczuwają z tego powodu dyskomfortu. Faktem jest, że z ok. 3 do 2,5 zmniejszyła się przeciętna liczba osób przypadających na jedno mieszkanie oraz z 0,8 do 0,6 – przeciętna liczba osób na jeden pokój.
Poprawiła się też relacja między liczbą budowanych mieszkań i zawieranych małżeństw. W 2004 r. GUS odnotował ich w całym kraju blisko 192 tys. W tym czasie powstało u nas tylko nieco ponad 108 tys. nowych mieszkań, czyli na każde przypadały niemal dwa małżeństwa. Natomiast w 2021 r. na każdy zawarty związek przypadało blisko 1,4 mieszkania oddanego do użytkowania.
Oczywiście różnie to wyglądało w poszczególnych miastach. W roku przystąpienia naszego kraju do UE w większości metropolii – z wyjątkiem Warszawy i Krakowa – liczba nowych mieszkań była mniejsza niż zawartych małżeństw. W najgorszej sytuacji były młode małżeństwa w Łodzi i Katowicach, gdzie na jedno oddane do eksploatacji mieszkanie przypadały co najmniej dwa nowe związki. Natomiast w 2021 r. na każdy przypadały we Wrocławiu i Gdańsku aż trzy nowe lokale, a w pozostałych metropoliach – po dwa. Wynikało to głównie z rozwoju budownictwa mieszkaniowego. W ostatnich latach mogliśmy się szczycić tym, że w Europie Polska zajmowała trzecie miejsce, po Francji i Niemczech, pod względem liczby budowanych mieszkań, na co w dużej mierze zapracowali deweloperzy.
Niestety, poprawa sytuacji mieszkaniowej Polek i Polaków nie oznacza, że jest ona dobra. Choć nadrabiamy cywilizacyjny dystans do wielu zachodnich krajów UE, to wciąż wyraźnie od nich odstajemy. Na przykład wskaźnik pokazujący odsetek populacji żyjącej w przeludnionych mieszkaniach jest u nas jednym z najwyższych w UE i wynosi aż 35,7%. Według Eurostatu gorzej jest tylko w Bułgarii i Rumunii oraz na Łotwie. Warto też jednak odnotować, że u nas ten wskaźnik systematycznie się kurczy np. od 2010 r. o blisko 12 pkt proc. Zaś w wielu zachodnioeuropejskich krajach m.in. w Belgii, Holandii, Niemczech czy Szwecji po 2015 r. wyraźnie wzrósł odsetek mieszkańców żyjących w przeludnionych mieszkaniach.
Prawo i Sprawiedliwość zapowiedziało waloryzację świadczenia wychowawczego 500+. Od 2024 r. dodatek na dziecko ma wzrosnąć o 300 zł i wynosić 800 zł. Czy w obecnej sytuacji gospodarczej jest to właściwa decyzja? Skąd rząd weźmie na to pieniądze? Czy to tylko kolejna obietnica przedwyborcza? Odpowiadają eksperci Business Centre Club.
Zaproponowane zmiany skutkować mogą negatywnymi konsekwencjami dla gospodarki. Waloryzacja świadczenia to ogromny państwowy wydatek. W ubiegłym roku na świadczenie 500+ wydano łącznie 42 mld zł, co stanowi 8% budżetu państwa. Do propozycji partii rządzącej odniósł się w swoim komentarzu Łukasz Bernatowicz, prezes Związku Pracodawców Business Centre Club oraz Przewodniczący Rady Dialogu Społecznego.
Z jednej strony pomysł na waloryzację świadczenia 500+ jest zrozumiały, ze względu na inflację, która spowodowała realny spadek wartości tego świadczenia. Podwyższanie kwoty do 800 zł, bez jednoczesnego zastosowania kryterium dochodowego to wydatek rzędu 64 mld zł rocznie. Dlatego kluczowe jest pytanie, skąd te środki będą pochodzić? Jeśli mamy się z tego powodu zadłużać, odbije się to negatywnie na gospodarce, ponieważ mówimy o kwocie wyższej od dotychczasowej o ok. 25 mld złotych. – mówi Łukasz Bernatowicz prezes Związku Pracodawców Business Centre Club, przewodniczący Rady Dialogu Społecznego.
Jak zwrócił uwagę ekspert BCC: W poniedziałek (8 maja) Rada Dialogu Społecznego debatowała nad Wieloletnim Planem Finansowym Państwa (2023-2026), przedstawionym przez rząd, gdzie tego wydatku w ogóle nie było. Bernatowicz zastanawia się: Czy Ministerstwo Finansów w ogóle wie o tym projekcie? Czy wie, jak go sfinansować? Czy waloryzacja będzie oznaczać dalsze zadłużanie, podniesienie podatków, odebranie finansów innym grupom, czy jeszcze inne źródło?
Łukasz Bernatowicz zwraca także uwagę, że „wpompowanie” w gospodarkę jeszcze większej ilości pustego pieniądza spowoduje znaczne wydłużenie walki z inflacją, która będzie spadać wolniej, a proces sprowadzenia inflacji do celu inflacyjnego trwać będzie znacznie dłużej.
Do zaproponowanej przez PiS kwestii waloryzacji świadczenia 500+ odniósł się także przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, minister gospodarki BCC – dr Janusz Steinhoff, który podkreślił, że tego typu propozycje powinny być przede wszystkim poparte szczegółowymi analizami ze względu na ogromne koszty zaproponowanej waloryzacji.
Dziwi mnie, że takie pomysły zgłasza prezes rządzącej partii, a nie rząd. Tego typu propozycje powinny być bowiem wsparte szczegółowymi analizami, bo to przecież bardzo kosztowny pomysł liczony w dziesiątkach miliardów złotych. Realizacja zapowiedzi PiS oznaczałaby, że kwota świadczenia wzrośnie aż o 60 proc. W efekcie wydatki na ten program wzrosłyby o 24 mld zł — do 64 mld zł. Trzeba mieć świadomość, że będzie to wpływać w sposób negatywny na stan finansów publicznych, który i tak jest nie najlepszy. Mam wrażenie, że to niestety eskalacja populizmu, która ma związek z kampanią wyborczą. – twierdzi Janusz Steinhoff, przewodniczący Gospodarczego Gabinetu Cieni BCC, minister gospodarki BCC.
Janusz Steinhoff, przewodniczący GGC BCC zwraca uwagę:
Jako Gospodarczy Gabinet Cienie BCC generalnie nie kontestujemy transferów społecznych jako takich, ale mamy świadomość, że powinniśmy uruchamiać tylko takie transfery, na które nas stać, tym bardziej że poziom zadłużenia kraju znacząco wzrasta, rentowność obligacji nie jest – delikatnie mówiąc – najlepsza, a co za tym idzie, koszty obsługi długu niebezpiecznie rosną. Stąd też deklaracje, które są tak kosztowne, budzą uzasadniony niepokój przedsiębiorców.
Oceniam propozycje przedwyborcze PiS zdecydowanie negatywnie jako nieosadzone w realiach budżetu i nieuwzględniających stanu naszych finansów publicznych i wysokiej inflacji, z jaką się teraz zmagamy. – dodaje ekspert.
Sabre Corporation ogłosiło nową strategię będącą odpowiedzią na zmiany zachodzące na globalnym rynku. W ramach tej strategii, firma planuje dostosować swoje długoterminowe cele, koncentrując się na poszukiwaniu nowych źródeł przychodów, maksymalizacji zwrotu z obecnych inwestycji oraz wprowadzeniu planu oszczędnościowego.
Rosnąca inflacja, sytuacja geopolityczna na świecie, długotrwałe skutki pandemii czy problemy energetyczne nie pozostały bez wpływu na spowolnienie gospodarcze, czego konsekwencją są zmiany na rynku IT. W ostatnich trzech kwartałach redukcje zatrudnienia nie ominęły zarówno mniejszych firm, jak i gigantów technologicznych.
Dostosowując się do panujących warunków, Sabre Corporation przedstawiło nową strategię, która skupia się na optymalizacji jej działalności w odpowiedzi na bieżące wyzwania rynkowe. Zaprezentowany plan zakłada wykorzystanie nowych możliwości rozwoju oraz doskonalenie istniejącej oferty, w celu osiągnięcia trwałego wzrostu przychodów oraz nowych inwestycji.
W odpowiedzi na zachodzące zmiany Sabre Corporation zdecydowało o konieczności zredukowania zatrudnienia o 15% w skali globalnej. Optymalizacja struktury zatrudnienia objęła wszystkie 55 oddziałów na całym świecie. Pod koniec roku 2022 Sabre zatrudniało prawie 7500 osób, zwolnienia dotknęły więc około 1100 pracowników, we wszystkich lokalizacjach firmy. Taki krok ma zapewnić środki na dalszą transformację technologiczną spółki, a tym samym przyczynić się do utrzymania i zrealizowania długoterminowego celu dotyczącego wzrostu spółki oraz rozwoju produktów dla jej klientów. Zmiany kadrowe przyniosą oszczędności na poziomie 100 milionów dolarów w drugiej połowie 2023 roku.
Dla Sabre priorytetem pozostają inwestycje w strategiczne inicjatywy rozwojowe, obejmujące dalszą koncentrację na rozwoju technologii oraz plany ekspansji w innych segmentach rynku i regionach geograficznych. Plany te zakładają m.in. rozszerzenie oferty technologicznej dla istniejących i nowych klientów, czy rozbudowę usług płatniczych, dzięki niedawnemu przejęciu Conferma Pay i partnerstwu z Mastercard.
Zmiany w Sabre Polska
Zgodnie z przyjętą strategią Sabre Corporation, w polskim oddziale Sabre zredukowano poziom zatrudnienia o 7,5%. Zwolnienia dotyczą pracowników wszystkich szczebli i obszarów, jednak w mniejszym stopniu dotknęły one pracowników technologicznych. Polski oddział niezmiennie pozostaje jednym z najważniejszych centrów technologicznych Sabre.
Decyzja o restrukturyzacji była trudna, ale konieczna do utrzymania stabilności, długoterminowego rozwoju i dostosowania struktury kosztów do panującej na rynku sytuacji. Ożywianie sektora podróżniczego po pandemii to nierównomierny i przedłużający się proces, którego tempo jest poza naszą kontrolą. Musimy się temu podporządkować i odpowiednio reagować na otaczającą nas rzeczywistość – tłumaczy Wojciech Gworek, prezes zarządu Sabre Polska, VP Software Engineering.
Sabre Polska przygotowało szeroki pakiet świadczeń dla osób dotkniętych restrukturyzacją – w tym m.in. odprawy pieniężne większe niż te określone w ustawie dotyczące zwolnień grupowych.
Dokładamy wszelkich starań, by pracownikom dotkniętym przez zmiany zapewnić pełne wsparcie, w tym pakiet odpraw i innych świadczeń znacząco wykraczających poza to, co wynika z prawa pracy. Mamy nadzieję, że te działania pozwolą im płynnie i bezpiecznie zaadaptować się do nowej sytuacji – dodaje Gworek.
Polski oddział Sabre, powstały w 2000 roku, pełni istotną rolę jako jedno z kluczowych centrów technologicznych w ramach Sabre Corporation, a polski rynek oraz krakowski oddział Sabre ma wartość priorytetową dla całej spółki. W polskim oddziale tworzone i rozwijane są produkty i oprogramowanie wspierające branżę turystyczną na całym świecie, a Sabre Polska od lat pozostaje jednym z głównych pracodawców IT w regionie i w kraju.
W 2023 r. taktyka inżynierii społecznej będzie kluczową metodą hakerów do pozyskiwania danych i poświadczeń pracowników. Ponad 75% ukierunkowanych cyberataków zaczyna się od fałszywych wiadomości e-mail. Cyberprzestępcy wykorzystują ChetGPT do konstruowania nowych technik wprowadzania w błąd ofiar – alarmują eksperci Check Point.
Zagrożenia bezpieczeństwa na świecie prawdopodobnie staną się z czasem bardziej wyrafinowane, a tym samym droższe: eksperci przewidują, że globalne koszty cyberprzestępczości osiągną 10,5 biliona dolarów do 2025 roku, co stanowi wzrost o 15% z 3 bilionów dolarów w 2015 roku. – Oszustwa z wykorzystaniem socjotechniki stanowią rosnącą i znaczącą część cyberzagrożeń. Najpowszechniejszym sposobem wyłudzania danych i pieniędzy są fałszywe oferty inwestycji lub pilnych nakazów zapłaty za usługi firm. Na poziomie technicznym tworzenie złośliwego oprogramowania staje się coraz łatwiejsze. Mówiąc o inżynierii społecznej, ChatGPT może być użyty do napisania idealnej elektronicznej wiadomości phishingowej w bardzo krótkim czasie. Pozwala też – nawet osobom bez stosownej wiedzy eksperckiej – na napisanie kodu, który zbiera informacje, łącząc się z infrastrukturą będącą celem nieuprawnionego ataku– podkreśla Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający Check Point Software w Polsce.
Obawy podziela Biuro Informacji Kredytowej, które w najnowszym raporcie „Cyberbezpieczeństwo Polaków” (kwiecień 2023) alarmuje – już niemal 7 na 10 ankietowanych obawia się, że oszuści podszyją się pod jakąś instytucję albo osobę, a oni w dobrej wierze odpowiedzą i przekażą im swoje dane czy dostęp do konta. Związek Banków Polskich ocenia wartość udaremnionych prób wyłudzeń z wykorzystaniem danych osobowych na 48 mln złotych kwartalnie (ZBP raport InfoDok). Z analiz BIK wynika, że według ankietowanych w największym stopniu nasiliło się zagrożenie wyłudzeniami metodą podszywania się pod instytucję publiczną (68 proc) oraz zagrożenie phishingiem (68 proc.).
– Typowe przypadki wyłudzeń to przede wszystkim manipulacja socjotechniczna w rozmowie telefonicznej, w której oszust podszywa się pod pracowników banku, firmy telekomunikacyjnej, policji, znanej instytucji finansowej czy firmy, wywołująca u rozmówcy poczucie zagrożenia, strach. W takiej sytuacji jesteśmy skłonni do podania wrażliwych danych osobom, które oferują nam pomoc– tłumaczy Andrzej Karpiński, dyrektor Departamentu Bezpieczeństwa Grupy BIK.
Schemat ataku inżynierii społecznej (Check Point Software Technologies)CERT Orange Polska (IV 2023) również zwraca uwagę na rosnące zagrożenie inżynierią społeczną, wskazując metody działań i techniki stosowane przez atakujących, wśród których najpopularniejsze w Polsce to: hakowanie (73%), które obejmuje m.in. przełamywania haseł, ataki DDoS, złośliwe oprogramowanie (65%), czyli działania z wykorzystaniem oprogramowania przejmującego kontrolę nad urządzeniem, wykradającego dane czy szpiegującego; oraz socjotechnika (niemal 60%), czyli manipulacja, podszycie się. Podsumowując 2022 rok CERT Orange wskazuje na ponad 130 tysięcy zablokowanych fałszywych stron wyłudzających dane i przeszło 5 milionów ochronionych internautów.
Socjotechnika pozostaje jedną z najniebezpieczniejszych technik hakerskich stosowanych przez cyberprzestępców, głównie dlatego, że opiera się raczej na ludzkim błędzie niż na lukach technicznych. To sprawia, że ataki te są jeszcze bardziej niebezpieczne — o wiele łatwiej jest oszukać człowieka niż włamać się do systemu bezpieczeństwa. I jasne jest, że hakerzy o tym wiedzą: według raportu Verizon Data Breach Investigations, 85% wszystkich naruszeń danych wiąże się z interakcją człowieka.
Ataki socjotechniczne nie tylko stają się coraz bardziej powszechne wobec przedsiębiorstw i małych i średnich firm, ale są również coraz bardziej wyrafinowane. Hakerzy – dzięki wykorzystaniu ChatGPT – opracowują coraz sprytniejsze metody oszukiwania pracowników i osób fizycznych w celu pozyskania cennych danych.
Od czasu pandemii COVID-19, FBI odnotowało 300% wzrost liczby cyberataków na świecie. Jednocześnie ponad połowa firm na świecie dziś korzysta z tzw. pracowników zdalnych (freelancerów). A – jak wynika z analiz FBI – 53% dorosłych zgadza się, że praca zdalna znacznie ułatwiła hakerom i cyberprzestępcom wykorzystywanie ludzi. Firma CyberArk, zajmująca się bezpieczeństwem cybernetycznym, poinformowała, że 96% organizacji pozwala pracownikom zewnętrznym na dostęp do krytycznych systemów, otwierając ścieżkę dostępu do swoich danych, którą hakerzy mogą wykorzystać.
Jeden z najgłośniejszych przykładów ataku socjotechnicznego było ujawnienie (na początku 2021 r) przez hakerów danych osobowych ponad 214 milionów kont na Facebooku, Instagramie i Linkedin. Hakerzy uzyskali dostęp do danych, włamując się do zewnętrznego kontrahenta o nazwie Socialarks, który był zatrudniony przez wszystkie trzy firmy i miał uprzywilejowany dostęp do ich sieci.
Facebook to często wykorzystywana platforma do ataków. Hakerzy wykorzystali pretekst – śmierć celebryty Robina Williamsa kierując do użytkowników serwisu Facebooka fałszywą wiadomość phishingową, która zachęcała użytkowników do kliknięcia łącza i obejrzenia ekskluzywnego filmu, na którym Robin Williams żegna się przez telefon komórkowy. Oczywiście nie było to wideo, lecz link prowadził do fałszywej strony z wiadomościami BBC, która próbowała nakłonić użytkowników do kliknięcia innych linków prowadzących do oszukańczych ankiet online.
W Polsce o zuchwałym przejęciu danych osobowych pisał Maciej Jakubowski na Blogu Home.pl, kiedy 9 listopada 2022 roku tysiące widzów TVP Sport na YouTube zobaczyło w miejsce materiału z nowinkami sportowymi, “transmisję live” z Elonem Muskiem w roli głównej, zachęcającym do inwestycji w kryptowaluty. Określenie “live” było efektem użycia technologii deepfake, która służyła do podszywania się pod inną, najczęściej znaną osobę z użyciem sztucznej inteligencji. Celem akcji było pozyskanie od widzów wpłat poprzez fałszywą stronę, która była podlinkowana na czacie wydarzenia. Aby uwiarygodnić transmisję,hakerzy zmienili nazwę i zdjęcie kanału na “Twitter”, a po niedługim czasie na “Tesla – live”. Jednocześnie oszuści usunęli wszystkie poprzednie materiały wideo.
W tym przypadku cyberprzestępcy stosowali socjotechnikę – mogli pozyskać od użytkowników serwisu ciasteczka sesyjne (dane z plików cookies) do YouTube, które pozwoliły przejąć kontrolę nad kontem.
– Wystarczyło, że hakerzy wysłali odpowiednio spreparowanego maila z załącznikiem, który zawierał odpowiedni skrypt lub makro. Przed tym oszustwem nie ochroni nawet zabezpieczenie konta kluczem U2F – ostrzegał autor bloga.
W kwietniu 2023 roku analitycy Check Point Research odkryli hakerskie oprogramowanie (trojan) wymierzone w popularny system Android, nazwanego FakeCalls. Oprogramowanie mogło podszywać się pod ponad 20 aplikacji finansowych i imitować rozmowy telefoniczne z pracownikami banku. Ten rodzaj ataku nazywany jest phishingiem głosowym (AKA Vishing). Hakerzy za cel obrali sobie klientów w Korei Południowej. Według raportu opublikowanego na rządowej stronie Korei Południowej straty finansowe spowodowane phishingiem głosowym wyniosły w 2020 r. około 600 mln USD, a liczba ofiar sięgnęła nawet 170 000 osób w okresie od 2016 do 2020 r. Oszustwa phishingowe w Korei Południowej spowodowały szkody o wartości ponad 1,24 miliarda dolarów w ciągu ostatnich pięciu lat, przy czym odzyskano mniej niż 30% skradzionych pieniędzy.
Phishing i podszywanie się pod inne osoby w wiadomościach e-mail wciąż ewoluują, obejmując nowe trendy, technologie i taktyki. Na przykład liczba ataków związanych z kryptowalutami wzrosła o prawie 200% między październikiem 2020 r. a kwietniem 2021 r. i prawdopodobnie pozostanie poważnym zagrożeniem, ponieważ Bitcoin i inne waluty oparte na łańcuchu bloków nadal rosną pod względem popularności i ceny. Zaledwie w ciągu roku (2021-2022) platformy kryptograficzne straciły szacunkowo 44 miliardy dolarów z powodu działań hakerów wykorzystujących niezabezpieczone portfele, włamania do kart SIM lub kradzież fraz odzyskiwania i haseł (socjotechnika)
Co to jest atak socjotechniczny?
Ataki socjotechniczne zazwyczaj obejmują jakąś formę manipulacji psychologicznej, polegającą na nakłonieniu niczego niepodejrzewających użytkowników lub pracowników do przekazania poufnych lub wrażliwych danych. Zwykle inżynieria społeczna obejmuje e-maile lub inną komunikację, która wywołuje u ofiary pilną potrzebę, strach lub podobne emocje, prowadząc ofiarę do natychmiastowego ujawnienia poufnych informacji, kliknięcia złośliwego łącza lub otwarcia złośliwego pliku. Ponieważ inżynieria społeczna obejmuje czynnik ludzki, zapobieganie takim atakom, podobnie jak zapobieganie atakom typu phishing, może stanowić wyzwanie dla przedsiębiorstw.
Źródła:
Badanie na zlecenie BIK, pt. „Cyberbezpieczeństwo Polaków”, marzec/kwiecień 2023 r., CAWI, Polacy w wieku 18+, N 1057.
Biuro Informacji Kredytowej, raport „Cyberbezpieczeństwo Polaków” kwiecień 2023
Check Point Blog : https://blog.checkpoint.com/2023/03/14/beware-of-fake-calls-its-not-really-your-bank-calling-check-point-research-draws-attention-to-a-new-android-malware/
Dalszego wzrostu inflacji i kosztów prowadzenia działalności – tego obawia się odpowiednio 91% i 72% mikro, małych i średnich firm w Polsce. A jak zamierzają sobie z tym radzić? Z Barometru EFL wynika, że w pierwszej kolejności przedsiębiorcy planują rezygnować z premii i podwyżek dla pracowników (44%) lub pozyskać finansowanie zewnętrzne (44%). Co trzecia firma rozważa inwestycje mające na celu ograniczenie zużycia energii, a 17% badanych niestety zmniejszy zatrudnienie.
– Z najnowszych danych GUS wynika, że inflacja w kwietniu wyniosła 14,7%, co oznacza niewielki spadek w porównaniu do marca, kiedy wynosiła 16,1%. Prognozy jednak nie są optymistyczne – najpewniej w tym roku nie pożegnamy się z dwucyfrowym wzrostem cen towarów i usług konsumpcyjnych, a w związku z tym także koszty prowadzenia bieżącej działalności gospodarczej będą wciąż bardzo wysokie. Przedsiębiorcy w swoich strategiach kosztowych muszą to uwzględniać i wdrażać w życie rozwiązania, które pozwolą im w miarę normalnie prowadzić biznes czy wręcz go utrzymać. Jak wynika z naszego badania, najwięcej stracą na tym pracownicy, ale są też pozytywne reakcje. Mam tutaj na myśli inwestycje sprzyjające redukcji zużycia energii. Bo jak w każdym trudnym momencie – można narzekać i zmniejszać biznes lub wykorzystać moment i zainwestować w coś, co długoterminowo przyniesie wymierne efekty – mówi Radosław Woźniak, prezes zarządu EFL.
Po pierwsze, koniec premii i podwyżek
Z Barometru EFL wynika, że rozwiązaniem preferowanym przez największą część przedsiębiorców jest rezygnacja z premii i podwyżek. Tak z wysokimi kosztami działalności zamierza radzić sobie 44% zapytanych. Skłonność do tego kroku jest tym większa, im mniejsza jest firma. Mówi tak 47% mikro firm, 45% małych firm i 36% średnich firm.
Po drugie, więcej kredytów
Taka sama część firm jak w przypadku podwyżek planuje wesprzeć się zewnętrznym finansowaniem w postaci kredytu, pożyczki czy dotacji (44%). Najczęściej z zewnętrznego wsparcia planują korzystać przedstawiciele takich branż jak HoReCa (50%), budownictwo (47%) oraz usługi (46%).
Po trzecie, mniej energii
Wzrost kosztów energii elektrycznej był jednym z najwyższych w ostatnich miesiącach, stąd i w tym obszarze planują działania przedsiębiorcy. 36% planuje dokonać inwestycji ograniczających zużycie energii. W szczególności ten krok planują średnie firmy (42% wskazań), rzadziej małe (33%). Patrząc na branże, ponownie to HoReCa będzie najczęściej inwestować w obniżki cen energii (58%).
Po czwarte, będą zwolnienia
17% mikro, małych i średnich firm rozważa zmniejszenie zatrudnienia. Skłonność do tego kroku jest tym większa, im większa jest firma. Mówi tak 9% mikro firm, 18% małych firm i 29% średnich firm. W ujęciu branżowym to przemysł najczęściej myśli o redukcji zatrudnienia (28%).
Po piąte, koniec działalności
Najczarniejszy scenariusz, czyli zawieszenie działalności gospodarczej, rozważa 11% zapytanych przedsiębiorców. Im mniejsza firma tym częściej. Mówi tak 17% mikro firm, 10% małych firm i 4% średnich firm. W ujęciu branżowym to handel najczęściej myśli o zawieszeniu biznesu (18%).
Po szóste, niższe wynagrodzenia
Tylko 3% rozważa zmniejszenie płac swoim pracownikom. Wśród branż najczęściej o takim kroku myślą firmy transportowe (6%) oraz produkcyjne (4%).
Po siódme, przebranżowimy się
Co ciekawe, niewielka część szefów firm zastanawia się, czy w związku z tak trudną sytuacją, przebranżowić się (2%). Najczęściej dotyczy to firm najmniejszych zatrudniających do 9 pracowników (4%).
Po ósme, szukamy inwestora
Niecałe 0,5% firm myśli o poszukaniu inwestora, który wsparłby ich biznes zarówno finansowo jak i poprzez swój know-how. W szczególności o takim kroku myślą firmy produkcyjne (3%).
Co czwarta firma jeszcze nie wie
Aż 25% przedsiębiorców, choć ma świadomość wysokich kosztów prowadzenia działalności gospodarczej, nie ma jeszcze pomysłu, jak sobie z nimi poradzić. Najczęściej planu B nie mają najwięksi uczestnicy sektora MŚP – 33% firm średnich. Patrząc na branże to firmy budowlane i transportowe jeszcze nie wiedzą, co zrobią, żeby odpowiedzieć na rosnące koszty (odpowiednio 42% i 40%).
Jak informuje Ministerstwo Klimatu i Środowiska, obecnie nie jest podejmowany temat zmian dotyczących opłaty recyklingowej za torby na zakupy z tworzywa sztucznego. Wśród ekspertów nie brakuje opinii, że jest to wybiórcze rozwiązanie, a problem jest dużo szerszy. Resort za to przekonuje, że założony cel redukcji zużycia ww. toreb został osiągnięty i nie jest wymagana interwencja w tym zakresie. Natomiast znawcy tematu wskazują działania, dzięki którym można byłoby znacznie poprawić aktualną sytuację. To edukacja ekologiczna oraz wprowadzenie opłaty za tzw. zrywki.
Zmiany (nie)potrzebne
Obecnie Ministerstwo Klimatu i Środowiska (MKiŚ) nie rozważa wprowadzania zmian dotyczących opłaty recyklingowej pobieranej od konsumenta nabywającego torbę na zakupy z tworzywa sztucznego. Od 2018 roku, kiedy rozwiązanie zaczęło obowiązywać, stawka opłaty recyklingowej wynosi 20 groszy za jedną siatkę. Jak stwierdza prof. Włodzimierz Urbaniak z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, aktualnie nie ma potrzeby modyfikacji przepisów. Ale sytuację należy uważnie obserwować. Nie wiemy, jakie będą trendy w przyszłości. Zdaniem eksperta, w kolejnych latach może się okazać konieczne podniesienie ww. opłaty, ponieważ obecna stawka stanie się niewiele znacząca.
– Opłata recyklingowa, która ma charakter opłaty produktowej, to jest wybiórcze rozwiązanie. Ona pojawiła się pod presją społeczną i w wyniku niezadowolenia z tego, że nie mamy szerszych ograniczeń dotyczących odpadów, w szczególności plastikowych. Jednorazowa torba plastikowa stała się symbolem walki o środowisko, a to nie rozwiązuje problemu. Resort powinien skupić się na dobrym wdrożeniu dyrektywy rozszerzonej odpowiedzialności producenta za produkt. U nas są wręcz symboliczne, wielokrotnie niższe niż w Niemczech czy Czechach, opłaty np. za tonę plastiku odpadów plastiku używanego do opakowań i przemyśle – komentuje Radosław Gawlik, były sekretarz stanu w Ministerstwie Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.
Jak informuje MKiŚ, przed wprowadzeniem regulacji roczne zużycie toreb na zakupy z tworzywa sztucznego wszystkich grubości zostało oszacowane na ok. 300 sztuk na jednego mieszkańca. W wyniku wprowadzenia opłaty recyklingowej zużycie lekkich toreb na zakupy z tworzywa sztucznego w 2018 r. zostało obliczone na ok. 9 sztuk. Od 1 września 2019 r. obowiązek pobierania opłaty recyklingowej dotyczył także toreb grubszych od lekkich. W tym roku zużycie lekkich oraz pozostałych (powyżej 50 mikrometrów) toreb na zakupy z tworzywa sztucznego, które były objęte opłatą recyklingową, zostało sprawozdane na poziomie odpowiednio 8,75 oraz 16,44 sztuki na mieszkańca. Według resortu, założony cel redukcji zużycia toreb na zakupy z tworzywa sztucznego został osiągnięty i nie jest wymagana interwencja w tym zakresie.
– Można powiedzieć, że jest to opłata o charakterze karnym dyscyplinującym, żeby zwrócić uwagę na istniejący problem. Patrząc na dane z resortu, wybrana metoda okazuje się skuteczna. Zredukowano bowiem zużycie toreb na zakupy, a przy tym osiągnięto wpływy do budżetu – analizuje prof. Urbaniak.
Radosław Gawlik dostrzega pozytywny efekt wprowadzenia opłaty recyklingowej. Ekspert zauważa, że w sklepach sieciowych zmniejszyła się ilość zużywanych toreb, ale tylko tych grubszych. Tylko to jedynie pewien wycinek strumienia odpadów opakowaniowych. Jednocześnie wciąż widać spore zużycie najcieńszych toreb, tzw. zrywek, które w sklepach nadal są bezpłatne. Jednocześnie ekspert zaznacza, że resort 3 lata pracował nad ustawą o kaucjach na różne rodzaje opakowań, po czym wstrzymał te działania. Te przepisy bardzo zmieniłyby cały rynek opakowań trafiających do środowiska. Ale ustawa wciąż jest zamrożona w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
Walka z problemem
– Jeśli z tytułu opłaty recyklingowej w ostatnich latach wpływa do budżetu po ok. 175 milionów zł rocznie, to część z tych środków powinna trafiać na specjalne akcje informujące. Edukacji ekologicznej nigdy za wiele, nie powiemy, że już jej wystarczy. Mogłyby się tym zajmować różnego rodzaju organizacje, które promowałyby obniżenie zużycia opakowań czy zwracałyby uwagę na istniejący problem – podkreśla prof. Włodzimierz Urbaniak.
Natomiast były sekretarz stanu stwierdza, że można w łatwy sposób zmniejszyć zużycie toreb na zakupy z tworzywa sztucznego. Wystarczyłoby wprowadzenie opłaty, np.10-50 groszy, za tzw. zrywki. To zmieniłoby zachowania konsumentów na bardziej racjonalne. Oni ograniczyliby zabieranie ze sklepów takich jednorazówek na zapas. Częściej przychodziliby też na zakupy z własnymi torbami lub raz zakupione zrywki używane byłyby wiele razy.
– Jeśli nastąpiłby wyraźny wzrost zużycia toreb z tworzywa sztucznego, np. dwukrotny, to wtedy potrzebna byłaby terapia szokowa. Myślę tu o podniesieniu opłaty recyklingowej. Wówczas zrobiłby się szum wokół tematu, ludzie zaczęliby o tym rozmawiać, ale też zastanawiać się nad problemem. Natomiast nie wydaje mi się, żeby coś takiego było konieczne w tym roku, może po następnym – dodaje ekspert z UAM w Poznaniu.
W opinii Radosława Gawlika, w tym roku zużycie toreb na zakupy z tworzywa sztucznego utrzyma się na podobnym poziomie jak w 2022 roku. Jednak biorąc pod uwagę wysoką inflację, a także sytuację ekonomiczno-gospodarczą, Polacy już racjonalizują zakupy. Część produktów podrożała bowiem o 30-40%, a nawet więcej w ciągu roku. Wiele osób to odczuwa, dlatego też ograniczają wydatki. To może przyczynić się do rzadszego korzystania z tych płatnych toreb. Ludzie chętniej będą je zabierali z domów lub będą inwestowali w trwałe torby wielokrotnego użytku.
– Mamy 2 takie przeciwstawne trendy. Z jednej strony, wysoka inflacja sprawia, że Polacy kupują mniej. To oznacza, że do zabrania zakupów ze sklepów potrzeba też mniej toreb. Jednocześnie ludzie, którzy liczą swoje pieniądze, wiedzą, że można zaoszczędzić na reklamówkach. Z drugiej strony, 20 groszy jest mniej warte niż kiedyś. Znaczenie ekonomiczne opłaty recyklingowej relatywnie spada, a ustawa zezwala na podniesienie jej do jednego złotego. Rozporządzeniem można byłoby szybko zmienić wysokość opłaty w ciągu roku. Moim zdaniem, biorąc pod uwagę ww. trendy, w tym roku nie należy spodziewać się dużych zmian w kwestii zużycia toreb na zakupy – podsumowuje prof. Urbaniak.
W środę, 17 maja, podczas nadchodzącej sesji Rady Miasta Krakowa, radni podejmą decyzję w sprawie projektu uchwały, który został przedstawiony przez prezydenta Krakowa. Projekt ten dotyczy wprowadzenia ograniczeń w godzinach nocnych sprzedaży alkoholu na terenie miasta. Zgodnie z proponowanymi zmianami, sprzedaż alkoholu byłaby zabroniona między północą a godziną 5:30 rano we wszystkich dzielnicach Krakowa, z wyjątkiem restauracji i barów. Uchwała miałaby wejść w życie od 1 lipca 2023 roku.
Nie jest to pierwszy raz, kiedy podejmowane są próby ograniczenia nocnej sprzedaży alkoholu w Krakowie. W 2016 roku Rada Miasta zwróciła się do Sejmu i Senatu RP z prośbą o zwiększenie uprawnień samorządu w regulowaniu godzin otwarcia sklepów sprzedających alkohol. W 2018 roku przeprowadzono konsultacje społeczne w poszczególnych dzielnicach Krakowa dotyczące wprowadzenia nocnej prohibicji w sklepach. Jednak uchwała w tej sprawie podjęta przez Radę Miasta Krakowa w 2018 roku nie została wprowadzona w życie ze względu na decyzję Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Krakowie. W sierpniu 2022 roku Naczelny Sąd Administracyjny uchylił ten wyrok i przekazał sprawę do ponownego rozpoznania przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Krakowie. W lutym 2023 roku Wojewódzki Sąd Administracyjny oddalił skargi przedsiębiorców na uchwałę Rady Miasta Krakowa z 2018 roku. Wyrok ten jest jednak nieprawomocny, a przedsiębiorcy złożyli kolejną skargę.
Od września 2019 roku na terenie Gminy Miejskiej Kraków obowiązywała roczna umowa społeczna pod nazwą „Krakowskie Porozumienie – Dobre Praktyki w Zakresie Odpowiedzialnej Sprzedaży”, zawarta z 154 przedsiębiorcami prowadzącymi sprzedaż alkoholu do spożycia poza miejscem sprzedaży. Umowa ta nie obejmowała stacji benzynowych i sieci hipermarketów. Zgodnie z tym porozumieniem, przedsiębiorcy zobowiązali się do nieświadczenia sprzedaży alkoholu między północą a 5:30 rano. Umowa ta przyczyniła się do zmniejszenia liczby interwencji w rejonach sklepów monopolowych w Krakowie o 7% na początku 2020 roku.
Rekordowa inflacja bazowa jest przede wszystkim naszym produktem wewnętrznym. To ją odróżnia od inflacji ogólnej, która dużo bardziej zależna jest od cen światowych. Inflacja bazowa będzie rosnąć, osłabiając nadziej na obniżki stóp procentowych.
W Polsce stopy pozostają stabilne od września zeszłego roku i inwestorzy oraz przede wszystkim kredytobiorcy zastanawiali się, czy ta stabilność utrzyma się do końca tego roku, czy jednak RPP zdecyduje się na cięcia stóp procentowych. Okazuje się, że profesor Glapiński, szef Rady oraz NBP może być bardziej jastrzębi niż się wydawało.
– Podstaw do dyskusji o obniżce stóp procentowych nie powinno być jeszcze przez dłuższy czas pomimo spadku głównego wskaźnika inflacyjnego do 14,7% – mówi w rozmowie z MarketNews24 Michał Stajniak, ekspert XTB. – Bliżej nam do jednocyfrowej inflacji konsumenckiej niż przekraczającej 20% rok do roku, jednak jest to związane w dużej części z efektem wysokiej bazy przed rokiem w wyniku wzrostu cen energii.
Wysoka i rosnąca inflacja bazowa (12,3% za marzec) w zasadzie przekreśla szanse na obniżki stóp procentowych i wydaje się, że bagatelizowanie problemu wysokich cen bazowych mogło być lekkim otwarciem furtki do dyskusji na temat potencjalnej obniżki na koniec tego roku. Z drugiej strony szef NBP powiedział, że w Radzie wciąż jest bliżej do rozmowy o kolejnej podwyżce niż obniżce, co może być dosyć sporym zaskoczeniem, biorąc pod uwagę to, że podczas poprzednich konferencji prezes Glapiński wskazywał na to, że chciałby mieć podstawy do takiego ruchu na koniec roku. Widzi on szanse na to, że pod koniec roku inflacja znajdzie się w zakresie 7-9%. Jego zdaniem sugestie ze strony niektórych członków dotyczące możliwej obniżki są jeszcze zdecydowanie przedwczesne. Warto też zauważyć, że RPP cieszy się z mocnego złotego, co ma odzwierciedlać polskie fundamenty i może doprowadzić do szybszego osłabienia się inflacji.
– Najwyższe spadki krajowej inflacji CPI będą miały miejsce w czerwcu i lipcu, ze względu na ceny żywności i paliw – komentuje ekspert XTB. – W sierpniu też powinniśmy oczekiwać spadku inflacji ponieważ rok wcześniej mieliśmy rekordowe ceny gazu w Europie, wynosiły 300 euro za megawatogodzinę, a spadły do 40 euro.
Spadkowi inflacji ogólnej będą więc bardzo sprzyjać czynniki zewnętrzne. Jest bardzo prawdopodobne, że inflacja bazowa liczona przez NBP w wariancie bez cen energii i żywności za kilka miesięcy okaże się wyższa od inflacji ogółem. Inflacja coraz bardziej będzie naszym wewnętrznym produktem krajowym. I to właśnie inflacja bazowa będzie coraz bardziej widocznym efektem polityki RPP, bo choć rosła podstawowa stopa procentowa NBP, to jednocześnie zwiększane wydatki rządowe w postaci różnych transferów osłabiały wpływ działań podejmowanych przez Radę.
Co ciekawe rynek (inwestorzy) obstawia wariant, że do końca tego roku dojdzie do obniżki stóp procentowych o 40 punktów bazowych. Rynek agresywnie wycenia potencjalne obniżki stóp procentowych.
W majowym komunikacie RPP szczególnie ciekawe wydaje się eksponowanie znaczenia mocnego złotego.
– RPP sygnalizuje, że osłabieniu inflacji sprzyjać będzie mocny złoty – mówi M.Stajniak z XTB. – Polska waluta w ostatnich tygodniach prezentuje się z mocnej strony, kurs euro zbliżył się do poziomu sprzed wybuchu wojny w Ukrainie. Jeżeli siła złotego się utrzyma, to inflacja ogółem będzie spadać szybciej niż wynikałoby to z projekcji NBP. Jednak droga do powrotu do celu inflacyjnego nadal długa przed nami.
Wczoraj, w poniedziałek, 15 maja, odbyło się kolejne spotkanie między przedstawicielami miasta a operatorami hulajnóg, które dotyczyło problemu nieprawidłowo zaparkowanych pojazdów. Miasto zaproponowało zakończenie okresu darmowego korzystania z miejskiej przestrzeni oraz wprowadzenie miejskiego patrolu, który byłby finansowany przez operatorów poprzez kary za niewłaściwe parkowanie hulajnóg oraz opłaty za korzystanie z terenów gminy – powiedział zastępca prezydenta Krakowa, Andrzej Kulig, po spotkaniu.
Przedstawiciele operatorów poinformowali o swoich własnych regulacjach. Od 12 maja trzy firmy wprowadziły limit maksymalnej liczby hulajnóg w punktach mobilności na terenie ograniczonym drugą obwodnicą. Ustalono, że w każdym z 103 punktów w centrum Krakowa może być zaparkowanych tylko 30 hulajnóg (10 od każdej firmy).
Operatorzy złożyli również wniosek o wyznaczenie nowych punktów mobilności i możliwość wprowadzenia drugiego rodzaju takich miejsc, na przykład korzystając z istniejących stojaków rowerowych. W tych nowych punktach użytkownicy mogliby kończyć i rozpoczynać wypożyczenia, ale w przeciwieństwie do obecnych punktów mobilności, nie byłyby tam pozostawiane hulajnogi przez operatorów, a liczba hulajnóg byłaby znacznie niższa.
Operatorzy mają czas do czwartku, 18 maja, aby przesłać propozycje nowych lokalizacji punktów mobilności do Zarządu Transportu Publicznego, wraz z oznaczeniem tych parkingów w centrum Krakowa, które ich zdaniem są najważniejsze i wymagają większej pojemności.
W pierwszej turze wyborów prezydenckich w Turcji ani Recep Tayyip Erdogan, ani Kemal Kilicdaroglu nie przekroczyli progu 50 proc. zdobywając odpowiednio 49,51 proc. oraz 44,88 proc. Druga tura wyborów odbędzie się 28 maja. Kurs euro wobec tureckiej lity, która na początku poprzedniego tygodnia osiągnął swój historyczny rekord, a potem lekko spadał, w poniedziałek i dziś rano wznowił spadki. Z ewentualnym zwycięstwem Kemala Kilicdaroglu wiązano nadzieje na zmianę prowadzonej w Turcji polityki pieniężnej, w ramach której przy 50,5 proc. rocznej dynamice CPI, główna stopa procentowa banku centralnego wynosi zaledwie 8,5 proc.
Dziś na rynkach akcji Azji i Oceanii zwracało uwagę kolejne cykliczne maksimum japońskiego Nikkei 225 (+0,73 proc.), który osiągnął swój najwyższy poziom od listopada 2021. Na pozostałych giełdach brak było jakiejś dominującej tendencji.
Dziś ok. godz. 9:45 kontrakty na główne amerykańskie indeksy giełdowego wykazywały niewielkie zmiany (S&P 500 -0,06 proc.).
Na giełdach europejskich również panował we wtorkowy poranek marazm (DAX +0,13 proc., CAC 40 -0,02 proc. ok. godz. 9:40).
Na GPW WIG-20 próbujący trwale pokonać swe szczyty ze stycznia i kwietnia br. zaliczyć dziś swój najwyższy poziom od kwietnia ub.r. (+0,83 proc. ok. godz. 10:00). Najwyżej od listopada 2021 był na początku wtorkowej sesji również sWIG-80. Wśród składników mWIG-u 40 swe nowe cykliczne maksima zaliczyły dziś kursy akcji Develii i PKP Cargo. Wśród akcji wchodzących w skład sWIG-u 80 podobne osiągnięcie stano się udziałem kursów akcji spółek Mostosotal Zabrze, Vercom, Atal, Rainbow Tours i CI Games.
Znajdującą się w konsolidacji w strefie ok. 3,3-ok. 3,6 proc. rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych lekko dziś spadała (3,47 proc.). Podobnie działo się w przypadku 10-latek polskiego rządu, których rentowność korygowała wczorajszy – najsilniejszy od 10 lutego br. – podskok.
Kurs EUR/USD, który w piątek spadł poniżej poziomu 1,09, a wczoraj lekko się odbił w górę, dziś ok. godz. 9:35 wykazywał niewielkie zmiany (+0,09 proc.). Japoński jen minimalnie umacniał się względem amerykańskiego dolara (USD/JPY -0,17 proc.).
Kurs EUR/PLN, który z poziomu swego historyczne szczytu z marca ub.r. (5,00 PLN) spadł już o 10 proc., „nieuchronnie” zmierzał w kierunku swego bezpośrednio przedwojennego minimum z lutego ub.r. Ówczesne lokalne minimum z 16 lutego wypadło na poziomie 4,49269 PLN. Dziś ok. godz. 9:40 kurs EUR/PL wynosił 4,49352 PLN. Jeśli kurs EUR/PLN spadnie poniżej poziomu lokalnego minimum z lutego 2022, to znajdzie się na najniższym poziomie od czerwca 2021.
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara zdaje się walczyć z poziomem oporu wyznaczanym przez jego lokalne minima z 28 marca br. (27455 USD) i 24 kwietnia br. (27649 USD). Ok. godz. 9:30 spadał o 0,65 proc. do poziomu 27203 USD. W okolicach poziomu 25000 USD znajduje się na wykresie kursu BTC/USD wyznaczana przez szczyty z sierpnia ub.r. i lutego br. „linia szyi” formacji „odwróconej głowy z ramionami”. Formacja ta kształtowała się od czerwca ub.r. i zostało opuszczona górą w marcu br. Osłabienie z ostatniego miesiąca można interpretować jako klasyczny „ruch powrotny” do poziomu przełamanego oporu.
W poniedziałek na swój najniższy od stycznia ub.r. poziom spadła cena kontraktów na węgiel kamienny w Rotterdamie. Najniżej od ponad 1,5 roku były również ceny kontraktów na gaz ziemny notowanych w Wielkiej Brytanii i Holandii. Dziś rano ok. godz. 9:45 cena kontraktów na amerykański gaz ziemny notowanych na NYMEX-ie lekko spadała (-0,29 proc.). Lekko – o 0,24-0,28 proc. – drożały dziś rano kontrakty na ropę naftową na NYMEX-ie i ICE. Taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -0,51 proc., srebro -1,13 proc., platyna -0,44 proc., pallad -0,61 proc.) i miedź (-0,87 proc.).
Rośnie pesymizm konsumentów: 31% badanych negatywnie ocenia swoją sytuację, o 20 pkt proc. więcej niż w poprzedniej edycji badania, a 35% pesymistycznie patrzy w przyszłość. Zmienia to zachowania zakupowe Polaków. Ponad połowa respondentów (53%) kupuje tylko niezbędne artykuły, a zdecydowana większość (90%) chce bardziej świadomie i ostrożnie podchodzić do swoich wydatków; 91% szuka tańszych miejsc do zakupów – wynika z najnowszej odsłony badania EY Future Consumer Index.
Sytuacja makroekonomiczna, w której niska dynamika wzrostu gospodarczego występuje równolegle z wysoką (i utrzymującą się) inflacją, wysoką niepewnością co do rozwoju sytuacji geopolitycznej na świecie i gospodarczej w kraju sprawia, że Polacy coraz bardziej pesymistycznie oceniają swoją sytuację – wynika z badania EY Future Consumer Index 2023. 31% respondentów ocenia swoją sytuację gorzej niż 3-4 miesiące temu. To istotna zmiana dynamiki nastrojów wynikająca z cyklicznej ankiety, bo oznacza wzrost o 20 pkt proc. w porównaniu z poprzednią edycją badania.
Co więcej, 35% respondentów pesymistycznie patrzy w przyszłość w perspektywie średnioterminowej (najbliższych trzech lat). 70%. z nich obawia się dalszego pogorszenia sytuacji ze względu na rosnące koszty życia, 56% ma obawy dotyczące gospodarczych perspektyw kraju, a 48% – napiętej sytuacji międzynarodowej i konfliktów zbrojnych. Ankietowani wskazują, przy tym, również na niepokój związany z wynikiem wyborów powszechnych w Polsce, stanem finansów osobistych i zmianami klimatycznymi.
Pogarszające się nastroje wśród konsumentów wpływają na zmiany w preferencjach zakupowych Polaków. Kupujemy bardziej rozważnie, polujemy na promocje, oszczędzamy na artykułach, które nie są niezbędne a oszczędność coraz częściej wygrywa z wygodą – mówi Grzegorz Przytuła, Partner EY-Parthenon, ekspert ds. sektora handlu i produktów konsumenckich.
Ograniczenie konsumpcji w reakcji na pogorszenie się sytuacji
Obawy konsumentów napędzają konkretne działania – większość z nich wiąże się z ograniczaniem konsumpcji. Ponad połowa respondentów (53%) utrzymuje, że „kupują tylko to co niezbędne” (wzrost z 29% w poprzedniej edycji badania), a 45% deklaruje, że „wydaje mniej na rzeczy mniej istotne”, a 67% obawia się rosnących kosztów żywności, mediów i artykułów pierwszej potrzeby. W efekcie 90% respondentów chce bardziej świadomie i ostrożnie podchodzić do wydatków w najbliższym czasie.
Jednym z głównych skutków ograniczonych możliwości zakupowych i pesymistycznych nastrojów Polaków jest zwiększone zainteresowanie zakupami produktów marek własnych sklepów – 26% respondentów chce częściej kupować tego typu produkty, to dwukrotny wzrost (o 13 pkt proc.) w porównaniu z poprzednią edycją badania. Utrwalają się też zachowania, które rozpowszechniły się w czasie pandemii – chętniej spędzamy czas w domu (27%, wzrost o 1 pkt proc.), gotujemy w domu (37%, bez zmian w porównaniu do poprzedniej edycji) czy korzystamy z rozrywki w domu (18%, bez zmian).
Największy potencjalny wpływ zmian zachowań zakupowych odczuć mogą firmy sprzedające odzież i obuwie oraz branża urody i kosmetyków, gdyż odpowiednio 43% i 38% konsumentów deklaruje, że będzie kupować mniej tego typu artykułów. Deklaracje istonych oszczędności dotyczą także kategorii napojów alkoholowych i bezalkoholowych, gdzie odpowiednio 41% i 37% konsumentów deklaruje zmniejszenie wolumenów zakupów oraz elektronika, gdzie 17% konsumentów deklaruje, że w ogóle zrezygnowało z zakupów – mówi Grzegorz Przytuła.
Tendencje te mogą się utrwalić w dłuższej perspektywie: 68% konsumentów deklaruje, że cena będzie głównym kryterium zakupów za trzy lata (wzrost z 34% poprzedniej edycji badania).
O badaniu
Szósta edycja polskiego badania EY Future Consumer Index została przeprowadzona w Polsce w marcu 2023 r. na próbie 1 tysiąca osób w wieku 18 – 65 lat. Swoim szerokim zasięgiem objęło ono obszar całego kraju oraz wszystkie grupy społeczne. W skali globalnej badanie EY Future Consumer Index obejmuje swoim zasięgiem 27 krajów i 21 tysięcy respondentów.
12 proc. umów finansowania na platformie Automarket.pl zostało zawartych przez klientów w wieku 55 lat i wyższym.
Osoby, które ukończyły 55 rok życia, decydują się na najdroższe auta, a utrzymująca się inflacja pogłębia różnicę w cenach wybieranych aut pomiędzy nimi i najmłodszym pokoleniem.
Starsi klienci są otwarci na bardziej nowoczesne rozwiązania, takie jak automatyczne skrzynie biegów i napędy hybrydowe. Jednocześnie wybierają marki słynące z niezawodności, takie jak np. Toyota.
pl wychodzi naprzeciw potrzebom najstarszej grupy klientów, umożliwiając finansowanie auta do nawet 80 roku życia.
Według danych platformy Automarket.pl, grupą wiekową, która w 2023 roku decyduje się na najdroższe samochody, są klienci w wieku 55 lat i starsi, wybierający modele średnio o 13 proc. droższe niż generacja Z, czyli najmłodsze osoby, które nie ukończyły 25 roku życia. Decydują się również na wyżej wycenione auta niż klienci mający od 26 do 54 lat.
Srebrne Tsunami kontra Generacja Z
W większości dokumentów dotyczących polityki senioralnej osoby starsze to te, które ukończyły 60 rok życia. Według GUS w 2021 roku prawie 10 milionów Polaków należało do tej grupy wiekowej, co stanowiło około 25 proc. populacji kraju. Na rynku konsumenckim coraz więcej mówi się o zjawisku „srebrnego tsunami”, czyli o rosnącej populacji osób w wieku co najmniej 55 lat i tym, jak jej potrzeby i przyzwyczajenia redefiniują wiele biznesów. Z drugiej strony coraz ważniejszą rolę gospodarczą odgrywa pokolenie Z, czyli osoby do 25 roku życia wychowane w erze cyfryzacji i powszechnego dostępu do internetu. Społecznym i ekonomicznym wyzwaniem jest pogodzenie potrzeb obu tych grup.
– Od rozpoczęcia działalności platformy Automarket.pl w 2020 roku 12 proc. umów leasingu lub wynajmu samochodów zostało zawartych przez osoby w wieku 55 lat i wyższym. Tym, co obecnie wyróżnia tę grupę, jest znacznie większe zainteresowanie droższymi samochodami, a długotrwała inflacja zdaje się pogłębiać tę różnicę. W tym roku klienci, którzy mają 55 lat i więcej, wybierali auta droższe o średnio 13 proc. niż pokolenie Z. Przewidujemy, że ze względu na brak zobowiązań w postaci kredytu hipotecznego, brak dzieci na utrzymaniu, a przede wszystkim akumulację kapitału w poprzednich dekadach, pozycja najstarszej grupy na rynku konsumenckim będzie w najbliższych latach jeszcze mocniejsza – mówi Tomasz Otto, Dyrektor Departamentu Strategii i Marketingu PKO Leasing odpowiedzialny za rozwój platformy Automarket.pl
Najpopularniejsze marki wśród klientów 55+, którzy skorzystali z finansowania auta na Automarket.pl, to Hyundai, Toyota i Opel, stanowiące odpowiednio 17 proc., 14 proc. i 13 proc. ich wyborów od początku działalności platformy. Młodzi kierowcy prawie dwa razy częściej wybierali Ople (24 proc.), ale zdecydowanie rzadziej Toyoty, na które zdecydowało się tylko 3 proc. z nich. Odwrotnie jest z Fordami – auta tej marki sfinansował co 10. przedstawiciel pokolenia Z i tylko 2 proc. osób mających 55 lat i więcej.
– Różnice w preferencjach naszych najstarszych i najmłodszych klientów dotyczą także najchętniej wybieranych modeli oraz konfiguracji samochodów. Starsi konsumenci znacznie częściej decydują się na napęd hybrydowy, który wybierało 7 proc. z nich. Dla porównania, taki rodzaj napędu wybrało tylko 2 proc. klientów do 25 roku życia. Doświadczeni kierowcy chętniej decydują się także na auta z automatyczną skrzynią biegów. Może to też świadczyć o większej zamożności tej grupy, ponieważ bardziej zaawansowane rozwiązania zazwyczaj podnoszą cenę samochodu – wskazuje Tomasz Otto.
Większy komfort, względy bezpieczeństwa czy podwyższona konstrukcja, dzięki której wygodniej wsiada się do auta – to tylko niektóre z zalet samochodów typu SUV, które mogą docenić osoby starsze. Dane z platformy Automarket.pl potwierdzają, że klienci w wieku 55+ najchętniej ze wszystkich przedziałów wiekowych decydują się na takie pojazdy, ponieważ wybrało je aż 32 proc. tej grupy klientów. Młodzi kierowcy sięgają po nie rzadziej, ponieważ SUV-a wybrało tylko 10 proc. z nich. Preferencje dotyczące charakterystyki auta to niejedyny kluczowy aspekt przy wyborze odpowiedniej oferty. Ważne jest również odpowiednie finansowanie, najlepiej takie, które w obliczu rosnących cen naprawy pojazdów zabezpieczy dostęp do sprawdzonego serwisu w cenie miesięcznej raty.
Finansowanie zakupu samochodu nawet do „osiemdziesiątki”
Grupa osób w wieku 55+ oraz zawężona – 65+, czyli w wieku poprodukcyjnym, z roku na rok jest coraz liczniejsza. Odpowiedź na jej motoryzacyjne potrzeby będzie w najbliższych latach stanowiło wyzwanie, przed którym stanie cała gospodarka. Odpowiednie przygotowanie produktów finansowych może natomiast okazać się kluczowe dla realizacji tych potrzeb, także w zakresie sprzedaży i finansowania samochodów.
– Zdajemy sobie sprawę, że procesy demograficzne podążają w tym kierunku, że osób w „srebrnym wieku”, nie tylko wśród naszych klientów, będzie z czasem coraz więcej. Społeczeństwo się starzeje, więc staramy się dostosować naszą ofertę finansowania do potrzeb tej rosnącej grupy. W związku z tym przychód w postaci emerytury traktujemy w dokładnie taki sam sposób jak dochody z umowy o pracę – informuje Tomasz Otto i dodaje: najstarszy kierowca, który wybrał finansowanie na platformie Automarket.pl, w wieku 77 lat zdecydował się na 36-miesięczny leasing Hyundaia i20. W pełni skorzystał więc z preferencyjnego limitu wieku na zakończenie umowy finansowania pojazdu, wynoszącego obecnie aż 80 lat.
Fortinet przedstawił wyniki finansowe za pierwszy kwartał 2023 roku, który zakończył się 31 marca.
Przychody z produktów: 500,7 mln USD, wzrost o 35% (rok do roku)
Przychody ze świadczonych usług: 761,6 mln USD, wzrost o 30% (rok do roku)
Przychody ogółem: 1,26 mld USD, wzrost o 32% (rok do roku)
Kwota zafakturowanych zamówień: 1,5 mld USD, wzrost o 30% (rok do roku)
Przychody przyszłych okresów: 4,88 mld USD, wzrost o 33% (rok do roku)
Przychody z działalności operacyjnej liczone według zasad GAAP: 273,5 mln USD, wzrost o 81% (rok do roku)
Przychody z działalności operacyjnej liczone według zasad innych niż GAAP: 334 mln USD, wzrost o 59% (rok do roku)
Marża operacyjna GAAP: 21,7%
Marża operacyjna inna niż GAAP: 26,5%
Rozwodniony dochód netto GAAP na akcję przypisany Fortinet, Inc: 0,31 USD, wzrost o 82% (rok do roku)
Rozwodniony dochód netto na akcję według standardów[1] Non-GAAP przypisany Fortinet, Inc.: 0,34 USD, wzrost o 79% (rok do roku) 1
Przepływy środków pieniężnych z działalności operacyjnej: 677,5 mln USD
Przepływy wolnych środków pieniężnych: 647,2 mln USD
– Wzrost przychodów w pierwszym kwartale wyniósł 32% dzięki znacznemu zwiększeniu zarówno wpływów z produktów, jak i usług. Wzrost dochodów ze sprzedaży produktów o 35% udowadnia, że kontynuujemy zdobywanie udziału w rynku, będąc jednocześnie wiodącą firmą w branży cyberbezpieczeństwa pod względem przychodów z produktów. Wpływy z usług wzrosły o ponad 30% w kwartale po raz pierwszy od sześciu lat. Uważamy, że mamy duże możliwości dalszego zwiększania przychodów z usług poprzez dodatkową sprzedaż wartości dodanej usług bezpieczeństwa do naszej dużej bazy stałych klientów – powiedział Ken Xie, założyciel, prezes i dyrektor generalny Fortinet. – Firmy różnej wielkości coraz częściej dostrzegają, że zintegrowana technologia FortiOS i custom ASIC firmy Fortinet mogą zapewnić niższy całkowity koszt użytkowania rozwiązań ochronnych, przy jednoczesnej poprawie ich wydajności i skuteczności zabezpieczeń.
[1] Wszystkie przedstawione tu kwoty za akcje i na akcje zostały skorygowane z mocą wsteczną, aby odzwierciedlić terminowy podział akcji na pięć za jeden, który wszedł w życie 22 czerwca 2022 r.
Grupa Kapitałowa PTWP podsumowuje I kwartał br. – wypracowała między innymi wyraźnie wyższe niż przed rokiem przychody netto ze sprzedaży. Dynamiczny rozwój Grupy odnotowano w każdym z trzech głównych obszarów działalności: prowadzeniu serwisów online, organizowaniu wydarzeń i zarządzaniu obiektami.
W raportowanym okresie przychody netto ze sprzedaży Grupy PTWP w wysokości 19,7 mln zł były o prawie 6 mln zł wyższe w stosunku do analogicznego okresu w 2022 r., kiedy to wyniosły 13,98 mln zł. W pierwszych trzech miesiącach tego roku Grupa Kapitałowa osiągnęła zysk brutto w wysokości 102,2 tys. zł, a EBITDA wyniosła 156,0 tys. zł. Ostateczny wynik Grupy PTWP na koniec I kwartału 2023 r. to strata netto w wysokości 30,0 tys. zł.
– W pierwszy kwartał 2023 roku wchodziliśmy z niepokojącymi informacjami wskazującymi na spowolnienie gospodarcze. Negatywne sygnały, takie jak galopująca inflacja, wzrost kosztów i energii, niestabilność i niepewność otoczenia gospodarczego i prawnego przekładały się na nastroje naszych klientów. Analizując otoczenie, przygotowując się na zachodzące zmiany, wdrożyliśmy niezbędne kroki dostosowujące naszą organizację do niestabilnych warunków biznesowych i społecznych, które przełożyły się na dobre wyniki finansowe w raportowanym okresie – mówi Wojciech Kuśpik, prezes Grupy PTWP.
Wzrost przychodów z działalności internetowej był pochodną m.in. sukcesywnego wdrażania nowych rozwiązań, produktów i serwisów branżowych, a także sięgania po reklamy w modelu programmatic buying. W efekcie portale Grupy PTWP odwiedza już 15,4 mln unikalnych użytkowników miesięcznie. Każdy z serwisów jest lub dąży do bycia liderem w swojej specjalizacji, niezmiennie utrzymując mocną pozycję na rynku medialnym.
I kwartał br. to również wydarzenia, które były dla partnerów i uczestników forami wymiany wiedzy i doświadczeń. 14,5 tys. gości; najlepsi architekci i projektanci z Polski i zagranicy, najwięksi inwestorzy, deweloperzy, znani producenci, władze miast oraz cenieni eksperci; 75 ważnych dyskusji na 7. scenach – tak Grupa PTWP podsumowała 4 Design Days 2023. Z kolei aż 3 700 uczestników (w tym 1 500 online), 2 dni i ponad 350. prelegentów to skala Kongresu Wyzwań Zdrowotnych. W tym samym kwartale Grupa PTWP zorganizowała także wydarzenie poprzedzające Europejski Kongres Gospodarzy – EEC Trends, targi ExpoGołębie, spotkania dla sektora rolniczego pn. „Kierunek Innowacja”. Pierwsze trzy miesiące 2023 roku to także intensywny czas przygotowań do XV Europejskiego Kongresu Gospodarczego.
Nie mniej ważne dla podsumowania ostatniego kwartału jest skuteczne zarządzanie obiektami: Spodkiem i Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach, które w pierwszym kwartale br. stały się arenami prestiżowych wydarzeń: Mistrzostw Świata w Piłce Ręcznej Mężczyzn oraz ESL Intel Extreme Masters. Spodek i MCK gościły również koncerty, stand-upy, spektakle teatralne, imprezy sportowe, a także kongresy, konferencje i targi tematyczne.
– Już pod koniec raportowanego okresu zauważyliśmy poprawę nastrojów wśród klientów, co znalazło swoje odzwierciedlenie w złożonych zamówieniach, a także pozwala nam z optymizmem spojrzeć na kolejne miesiące. Osiągane przez nas wyniki są w dużym stopniu skorelowane z sezonowością działalności, stąd prognozy na kolejne kwartały są jeszcze lepsze – podsumowuje Wojciech Kuśpik.
Dotychczasowe programy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju dowodzą, że każda złotówka zainwestowana w nowoczesną dydaktykę na uczelniach przynosi długofalowe efekty. Tym razem 50 mln zł z programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego (FERS) wesprze projekty służące podnoszeniu kwalifikacji i kompetencji kadry dydaktycznej uczelni i podmiotów posiadających uprawnienia do prowadzenia szkół doktorskich. Konkurs „Rozwój kwalifikacji i kompetencji kadry realizującej dydaktykę” właśnie wystartował!
W wyniku naboru wniosków, który prowadzony będzie w dniach 22 maja – 17 lipca br., NCBR chce wyłonić projekty, które najbardziej przyczynią się do podniesienia kwalifikacji lub kompetencji kadry prowadzącej dydaktykę na uczelni, a także kompetencji lub kwalifikacji doktorantów.
Projekty można będzie realizować samodzielnie lub w partnerstwie. Ich spodziewany efekt to uzyskanie lub podniesienie przez kadrę bądź doktorantów przede wszystkim następujących kwalifikacji lub kompetencji:
dydaktycznych – w tym wykorzystania nowoczesnych metod dydaktycznych oraz metodyki kształcenia,
cyfrowych,
na rzecz zielonej transformacji.
Pula środków przewidzianych na ten cel to 50 mln zł. Aplikować mogą uczelnie oraz jednostki naukowe. Maksymalna kwota dofinansowania wynosi 97% wartości projektu, wkład własny przyszłych beneficjentów wymagany jest więc na poziomie co najmniej 3% wydatków kwalifikowalnych przewidzianych w projekcie.
Motywować do rozwoju przez nowoczesną dydaktykę
Narodowe Centrum Badań i Rozwoju ma szereg dobrych doświadczeń związanych z wdrażaniem Programu Wiedza Edukacja Rozwój w poprzedniej perspektywie finansowej Unii Europejskiej. Dotacje unijne przekazywane za pośrednictwem NCBR uczelniom przysłużyły się do wzmocnienia szkolnictwa wyższego m.in. w takich aspektach, jak: podniesienie kompetencji studentów, odpowiadających potrzebom gospodarki, rynku pracy i społeczeństwa, zwiększenie jakości i efektywności kształcenia na studiach doktoranckich, przeprowadzenie zmian organizacyjnych na uczelniach czy poprawa dostępności.
Program Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego pozwala te działania kontynuować i rozwijać, stosownie do nowych potrzeb i wyzwań. A tych nie brakuje!
– Konkurs „Rozwój kwalifikacji i kompetencji kadry realizującej dydaktykę” uczy patrzeć i myśleć perspektywicznie. Wysoka jakość kształcenia, nie tylko w obliczu zmian, przed którymi obecnie stoi nasza gospodarka, zależy w ogromnej mierze od przygotowania merytorycznego i dydaktycznego kadry zaangażowanej w proces kształcenia, w tym doktorantów jako przyszłych dydaktyków – mówi dr Jacek Orzeł, p.o. dyrektor Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. – Program Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego stawia m.in. na podniesienie skuteczności systemów kształcenia i szkolenia w ich powiązaniu z rynkiem pracy, oczywiście w sposób mierzalny. Dlatego oczekujemy konkretnych efektów naszego konkursu, wyrażonych liczbą uczelni, które rzeczywiście dostosowały kształcenie do wyzwań rozwojowych polskiej gospodarki, z akcentem na zielono-cyfrową zmianę, jak również liczbą osób z kadry akademickiej oraz doktorantów objętych wsparciem w zakresie nabywania i rozwoju konkretnych kompetencji lub kwalifikacji, przede wszystkim z obszaru nowoczesnej dydaktyki, zielonej transformacji i cyfryzacji – dodaje.
W projektach można zaplanować takie działania, jak np. udział w szkoleniach, stażach czy wizytach studyjnych – zarówno krajowych, jak i międzynarodowych, bezpośrednio związanych z aktualną lub przyszłą aktywnością dydaktyczną lub dydaktyczno-naukową. Dodatkowo, poza obowiązkowym zestawem kompetencji i kwalifikacji wskazanym wyżej, można będzie wspierać rozwój kadry w macierzystej uczelni bądź u partnera (w przypadku projektów realizowanych w partnerstwie) w zakresie projektowania uniwersalnego, przedsiębiorczości i komercjalizacji efektów badań naukowych oraz innych kompetencji merytorycznych.
W trakcie oceny wniosków premiowane będzie zaangażowanie w realizację projektu uczelnianych komórek odpowiedzialnych za doskonalenie dydaktyczne kadry, które powstały lub zostały rozwinięte w projekcie pozakonkursowym „Doskonałość dydaktyczna uczelni”, realizowanym przez Ministerstwo Edukacji i Nauki w ramach Programu Wiedza Edukacja Rozwój. Liczyć się będzie także zatrudnienie do realizacji projektu osoby z niepełnosprawnością, w wymiarze co najmniej ½ etatu.
200 mln zł na kształcenie dla branż kluczowych
Warto przypomnieć, że wzmacnianiu nowoczesnego szkolnictwa wyższego, które trafnie odpowiada na wyzwania gospodarcze i związane z nimi potrzeby rynku pracy, służy także ogłoszony przed tygodniem konkurs „Kształcenie na potrzeby branż kluczowych”. Jego budżet to 200 mln zł.
W jego ramach uczelnie skoncentrują się na kierunkach studiów kształcących na potrzeby wybranych branż istotnych dla rozwoju gospodarki, takich jak: energetyka odnawialna, rolnictwo i przemysł spożywczy, przemysł lotniczo-kosmiczny oraz transport. Nabór wniosków w tym konkursie NCBR będzie prowadzić w dniach 15 maja – 10 lipca br. Wnioskodawcami mogą być uczelnie, realizujące projekty samodzielnie lub w partnerstwie – czy to z inną uczelnią, czy też z innym podmiotem funkcjonującym w otoczeniu społeczno-gospodarczym.
Dofinansowanie można otrzymać na projekty, które będą obejmować szereg działań, tworzących kompleksowy program wsparcia, realizowany na kierunku lub kierunkach studiów dotyczących wytypowanych branż i zapewniający rozwój studentów i kadry zaangażowanej w realizację procesu kształcenia – w celu dostosowania oferty podmiotów systemu szkolnictwa wyższego do potrzeb rozwoju gospodarki oraz zielonej i cyfrowej transformacji.
Zbiór działań obowiązkowych w projekcie przewiduje:
tworzenie nowych lub modyfikację istniejących programów kształcenia we współpracy z pracodawcami, praktykami lub podmiotami funkcjonującymi w otoczeniu społeczno-gospodarczym wskazanych branż,
realizację dodatkowych elementów kształcenia, w tym elementów praktycznych, podnoszących kompetencje studentów, np. staże, kursy/szkolenia, wizyty studyjne, zajęcia dodatkowe prowadzone przez praktyków,
realizację działań zmierzających do ograniczenia zjawiska przedwczesnego kończenia nauki,
rozwój kompetencji kadry zaangażowanej w realizację procesu kształcenia.
Możliwe do sfinansowania są działania związane z aktywnością dydaktyczną lub naukowo-dydaktyczną kadry akademickiej, poprzez m.in. udział w kursach, szkoleniach, stażach, wizytach studyjnych (krajowych i międzynarodowych) oraz innych formach wymiany wiedzy i doświadczenia z praktykami działającymi zawodowo w branżach będących przedmiotem zainteresowania w konkursie.
Maksymalny dopuszczalny poziom dofinansowania w konkursie „Kształcenie na potrzeby branż kluczowych” wynosi 97% wartości projektu. Tu też wymagany jest wkład własny beneficjentów na poziomie minimum 3% wydatków kwalifikowalnych przewidzianych w projekcie. Można zaplanować też wydatki związane z zakupem infrastruktury oraz adaptacją pomieszczeń do realizacji nowych lub zmodyfikowanych kierunków studiów.
Oba konkursy, ukierunkowane na podnoszenie jakości edukacji i rozwój kompetencji, realizowane są w priorytecie „Umiejętności” Programu Fundusze Europejskie dla Rozwoju Społecznego.
Długo oczekiwane przez przedsiębiorców wytyczne Prezesa Urzędu dotyczące prawidłowego stosowania Dyrektywy Omnibus w zakresie informowania o obniżce ceny to obszerny, bo liczący blisko 80 stron dokument. W artykule prezentujemy najważniejsze kwestie z punktu widzenia przedsiębiorcy i konsumenta.
W Wyjaśnieniach zawarte są wskazówki dotyczące zagadnienień, które na co dzień sprawiały trudność zarówno konsumentom, jak i przedsiębiorcom. W dokumencie znajduje się wiele przykładów z dotychczasowej praktyki branży, ze wskazaniem na rozwiązania prawidłowe oraz te, które nie spełniają wymogów przepisów Dyrektywy Omnibus.
Prezes UOKiK odnosi się również do prezentowania obniżek m.in. przez platformy handlowe i porównywarki cenowe, a także dla uczestników programów lojalnościowych.
Poniżej przybliżamy stanowisko organu w zakresie tych zagadnień.
Wśród wątpliwości, które organ starał się rozwiać, znalazły się m.in takie kwestie jak:
Kiedy nie ma obowiązku informowania o obniżce ceny?
W wyjaśnieniach organ potwierdził, że określenie „informowanie o obniżce” należy interpretowaćszeroko, obejmując różnorodne metody prezentacji ofert, które sugerują możliwość zakupu po niższej cenie. Niemniej jednak, nadal istnieje wyzwanie w zweryfikowaniu, czy konkretne praktyki spełniają tak szeroką definicję. Wydaje się, że łatwiej będzie określić, kiedy przedsiębiorca nie będzie musiał informować o obniżce ceny.
Zatem, obowiązek informowania o obniżce ceny nie powstanie, gdy przedsiębiorca m.in.:
zmniejsza cenę bez zwracania na to uwagi konsumentowi à czyli obniży cenę regularną „na stałe”, a nie w ramach ograniczonej czasowo promocji;
zmniejsza cenę towaru niepełnowartościowego lub towaru pod koniec terminu jego przydatności bez informowania wprost o jej obniżce à czyli zaoferuje taki towar w cenie niższej niż cena regularna jego pełnowartościowego odpowiednika;
zmniejsza cenę ostatnich sztuk towaru pełnowartościowego bez informowania wprost o jej obniżce à czyli obniży cenę regularną, bez wskazywania wprost, że jest to obniżka względem dotychczasowej ceny regularnej;
przyznaje kody rabatowe, które nie odnoszą się do konkretnego towaru lub ich grupy à czyli oferuje tzw. kody koszykowe na dowolny produkt, na kolejne zamówienie;
oferuje rabaty dla uczestników programów lojalnościowych, które nie odnoszą się do konkretnego towaru lub ich grupy à czyli przyznaje rabaty na dowolny produkt lub na kolejne zamówienie, udostępnia promocję typu cashback czy też umożliwia wymianę punktów zgromadzonych w ramach programu lojalnościowego na dowolny towar spośród puli produktów objętych tych programem;
prezentuje ofertę warunkową lub wiązaną, tj. promocje typu „3 w cenie 2”, „kup produkty za X zł i otrzymaj X% upustu na zakupy”;
porównuje „swoją” cenę towaru z ceną rekomendowaną przez producenta – o ile nie korzysta z oznaczeń sugerujących obniżkę, np. „-20%” czy przekreślenia ceny producenta;
zestawia cenę abonamentu miesięcznego w subskrypcji miesięcznej i rocznej;
obniżenie ceny wynika z rozwiązań ustawowych, np. Karty Dużej Rodziny, redukcji VAT.
W jaki sposób obliczać obniżkę ceny?
W Wyjaśnieniach Prezes UOKiK zwrócił także uwagę na trudności, jakie napotykali przedsiębiorcy przy obliczaniu obniżki ceny, ujawnione podczas kontroli.
Organ wskazał, że okres odniesienia dla obliczenia najniższej ceny z 30 dni przed obniżką należy ustalić w taki sposób, aby ostatnim jego dniem był dzień poprzedzający ten, w którym po raz pierwszy można było kupić towar w obniżonej cenie. Innymi słowy, w przypadku obniżki ceny wprowadzonej 10 maja 2023 r. okres odniesienia będzie obejmował przedział 10.04-09.05.2023, a w razie obniżki ceny zastosowanej 10 czerwca 2023 r. – 11.05-09.06.2023.
Jednocześnie Prezes UOKiK potwierdził, że przedsiębiorca nie musi podawać okresu, na podstawie którego obliczył najniższą cenę, ani konkretnego dnia lub dni, gdy ona obowiązywała.
Największych problemów przysparzała jednak kwestia punktu odniesienia dla wskazywania korzyści cenowej wynikającej z zastosowania obniżki. Rozwiewając wątpliwości, organ wprost stwierdził, że korzyści wynikające z obniżki (np. -20%) należy liczyć względem najniższej ceny z 30 dni przed obniżką – również w przypadku wskazywania ceny regularnej.
W praktyce oznacza to, że przedsiębiorca, decydując się na prezentowanie trzech cen, tj. : 1) ceny po zastosowaniu obniżki; 2) najniższej ceny z 30 dni przed obniżką; oraz 3) ceny regularnej, ma obowiązek podać korzyść cenową w odniesieniu przede wszystkim do najniższej ceny z 30 dni przed obniżką. Podkreślenie oszczędności względem ceny regularnej jest opcjonalne i obliczanie wielkości obniżki wyłącznie w odniesieniu do niej jest nieprawidłowe.
Informacja o zastosowaniu obniżki w przypadku prezentowania trzech cen będzie musiała więc zawierać następujące elementy:
cena po zastosowaniu obniżki:
90 zł
najniższa cena z 30 dni przed obniżką:
100 zł
cena regularna:
180 zł
Problem kodów rabatowych
Prezes UOKiK zwrócił również uwagę na rabaty wynikające z ogólnie dostępnych oraz indywidualnych kodów rabatowych.
W Wyjaśnieniach wskazał, że jeśli na stronie internetowej sklepu sprzedawca informuje o możliwości uzyskania rabatu na daną grupę produktów, nawet bez wskazania konkretnych towarów, a konsument po wybraniu produktu widzi rabat i cenę po jego zastosowaniu, należy podać cenę z 30 dni przed obniżką, również w sytuacji, gdy kod rabatowy miałby zostać wpisany dopiero w koszyku. Obowiązek informowania o najniższej cenie z 30 dni przed obniżką nie odnosi się natomiast do kodów rabatowych, które nie dotyczą konkretnych towarów lub grup produktów, takich jak rabat na dowolny produkt z okazji urodzin klienta.
Podsumowanie
Z długo wyczekiwanymi Wyjaśnieniami Prezesa UOKiK branża wiązała duże nadzieje, licząc na rozwianie wielu wątpliwości, jakie towarzyszyły przedsiębiorcom od pierwszych dni obowiązywania Dyrektywy Omnibus. Na co dzień bowiem zastosowanie się do jej wymogów nastręczało wielu trudności praktycznych, a w związku z brakiem jasnych wytycznych rynek zmuszony był samodzielnie wypracować wiele niepewnych rozwiązań, które podczas kontroli przeprowadzonych na początku roku okazały się według organu nieprawidłowe.
Czas pokaże, czy Wyjaśnienia Prezesa UOKiK pomogły przedsiębiorcom dostosować się do przepisów, czy jednak dodatkowo skomplikowały ten proces, narażając konsumentów na jeszcze większy chaos w promocjach.
Autor:
Aleksandra Cisoń-Kurdziel, Adwokat w Everberg.
Aleksandra Krawczyk, Aplikant adwokacki w Everberg.
Salesforce rozszerza Slack’a o rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji – tworząc SlackGPT. Nowa platforma ma za zadanie nie tylko zmienić sposób komunikacji ale diametralnie wpłynąć na produktywność swoich użytkowników.
Technologiczny gigant twierdzi, że produkt opiera się na przełomowym doświadczeniu generatywnej sztucznej inteligencji i ma na celu podnoszenie produktywności zespołów poprzez integrację zdolności dużych modeli językowych (LLM) z danymi i wiedzą swoich użytkowników.
Jak będzie działać nowy SlackGPT?
SlackGPT koncentruje się na trzech kluczowych aspektach: natywnych funkcjach AI w aplikacji Slack, zautomatyzowanych przepływach pracy z wykorzystaniem AI oraz integracji z Einstein GPT. Salesforce dodaje, że Einstein GPT – generatywny asystent AI, pojawi się na Slack’u jako oddzielna aplikacja.
Jak wyjaśnia spółka, SlackGPT będzie miał na celu zwiększenie produktywności zespołów poprzez rozbudowanie funkcji komunikatora. Umożliwi to nie tylko zbieranie leadów, ale również ułatwi komunikację z klientami, przenosząc ją bezpośrednio do Slack’a, który jak wygląda z doniesień spółki – będzie pełnił funkcję CRMu Użytkownicy będą mieć również możliwość generowania treści za pomocą AI.
Oprócz tego SlackGPT może też pomóc w ich uporządkowaniu. Jeśli w kanale użytkownika znajduje się np. wiele nieprzeczytanych wiadomości, jednym kliknięciem może uzyskać podsumowanie omawianych tematów lub wygenerować podsumowanie rozmowy i zobaczyć przypisane jej uczestnikom zadania. Użytkownicy mogą również skorzystać z asystenta pisania, znajdującego się jako przycisk w kompozytorze wiadomości i na pulpicie Slacka.
Co ważne, SlackGPT będzie wspomagać pracę zespołów korzystających z dowolnie wybranego narzędzia. Finalnie, aplikacja będzie dostępna w ekosystemie Slacka, w którym obecnie znajduje się około 2600 aplikacji.
– To już kolejny gigant technologiczny, który zmienia swoją strategię biznesową w odpowiedzi na rewolucję związaną ze sztuczną inteligencją. Gra na pewno jest warta świeczki, ponieważ zaledwie 27%1 firm obecnie korzysta z narzędzi AI w celu zwiększenia efektywności swoich zespołów. Podobny wysiłek podjął już Microsoft, który obecnie pracuje nad integracją Microsoft 365 Copilot – funkcji łączących duże modele językowe (LLMs) z danymi w Microsoft Graph i aplikacjami pakietu Microsoft 365, komentuje Janusz Mieloszyk, Pierwszy Wiceprezes Zarządu Nest Banku.
Salesforce zaznacza, że wdrożenie SlackGPT jeszcze chwilę potrwa, zanim dotrze do użytkowników końcowych. Podkreśla, że możliwości AI są wciąż rozwijane i testowane w ramach nowej platformy Slack.
1 Badanie zlecone przez Salesforce pt. „The State of Work”