Mocny dolar

Jesteśmy już po odczycie ISM dla sektora usługowego w USA. Ten okazał się dużo gorszy od rynkowych oczekiwań co sugeruje schłodzenie popytu wśród amerykańskich konsumentów. Na uwagę zasługuje spadek wskaźnika cen płaconych przez firmy do poziomu najniższego od prawie trzech lat. Widać, że wysokie stopy procentowe w USA zaczynają coraz bardziej wpływać na gospodarkę. Pomimo gorszych liczb od konsensusu, dolar zyskał na wartości a główna para walutowa znajduje się ponownie poniżej poziomu 1,09. Na Wall Street przeważały spadki, choć Dow Jones zakończył dzień z wynikiem +0,2 proc.

Oprócz piątkowej publikacji z amerykańskiego rynku pracy, inwestorzy oczekiwali wczorajszego wyniku ISM dla sektora nieprodukcyjnego USA. On obniżył się w marcu do poziomu 51,2 z 55,1 pkt. w lutym. Ekonomiści ankietowani przez Reutersa przewidywali, że wskaźnik spadnie do 54,5. Przypomnijmy, że usługi są głównym sektorem napędzającym koniunkturę w USA. W tym momencie to właśnie inflacja w tym obszarze najbardziej niepokoi Fed. Jest ona z reguły bardziej stabilna i mniej reaguje na podwyżki stóp procentowych.

Sektor usług nadal się rozwija, wskazuje na to wynik powyżej pułapu 50 pkt. Widać, że konsumenci przestawili swoje wydatki z dóbr (które na ogół są kupowane na kredyt). Jeśli chodzi o wskaźnik nowych zamówień otrzymywanych przez firmy – ten obniżył się do 52,2 pkt. Wraz z ochłodzeniem popytu, inflacja w sektorze usług zaczyna słabnąć, choć pozostaje na wysokim poziomie. Miara cen płaconych obniżyła się do 59,5 z 65,6 w lutym. Jest ona uważana za dobry prognostyk inflacji PCE, która jest preferowanym przez Fed obrazem dynamiki wzrostu cen. Spadek cen płaconych odzwierciedla również ciągłą poprawę podaży. Wskaźnik dostaw dla przemysłu usługowego obniżył się do 45,8 z 47,6 pkt. w lutym. Odczyt poniżej 50 oznacza szybsze tempo tych dostaw. Spowolnieniu uległo również zatrudnienie w omawianym obszarze amerykańskiej gospodarki. Subindeks to opisujący obniżył się do 51,3 z 54,0 pkt. miesiąc wcześniej. To sugeruje, że jutrzejszy raport NFP może być słabszy od założeń. Jest to kolejny sygnał ochłodzenia rynku pracy, po rozczarowującej ankiecie JOLTS, którą poznaliśmy we wtorek.

Rynek terminowy w niewielki sposób zmienił swoją wycenę przyszłych ruchów Fed-u. Implikowana ścieżka stóp procentowych nadal wskazuje zmianę o 25 bps. z 47 proc. prawdopodobieństwem w maju oraz obniżki kosztu pieniądza do końca roku o łącznie ponad 80 bps. Rentowność amerykańskich 2-latek spadła o 5 bps do 3,78 proc. a 10-latek do 3,31 proc. O dziwo dolar amerykański na wczorajszej sesji zyskał, a mocniejszy ruch był obserwowany o godz. 16:00 kiedy światło dzienne ujrzały opisywane wyżej dane makro. Kurs EUR/USD ponownie znalazł się poniżej 1,09. Średnioterminowy trend wzrostowy nie został zanegowany a ta korekta może być jedynie pewnego rodzaju schłodzeniem przed atakiem okrągłego poziomu 1,1. Do tej pory gorsze wyniki gospodarki USA powodowały, że rynek mocniej zaczynał wyceniać zwrot w polityce Rezerwy Federalnej. W tym wypadku reakcja była odmienna.

Autor: Łukasz Zembik Oanda TMS Brokers

Co 5. firma płaci z poślizgiem, bo nie dostaje pieniędzy od kontrahentów

Dla 68 proc. firm zatory płatnicze są barierą w prowadzeniu działalności gospodarczej. Co 5. nie płaci kontrahentom w terminie dlatego, że sama nie dostaje zapłaty od klientów – wynika z badania „Przeterminowanie faktur w polskich przedsiębiorstwach”, przeprowadzonego przez TGM Research na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso. Nieuregulowane płatności są na tyle poważną przeszkodą w biznesie, że 1/4 przedsiębiorstw jest zmuszona ograniczać inwestycje, a 19 proc. podnosić ceny swoich towarów i usług.

Skalę zatorów płatniczych pokazują dane Krajowego Rejestru Długów. Według najnowszych danych polskie firmy są zadłużone na 9,07 mld zł. Kontrahentom nie płaci 264,5 tys. przedsiębiorstw. Średnie zadłużenie każdego z nich wynosi 34,3 tys. zł.

Mniej wiarygodni

Perturbacje, jakie zatory powodują w firmach, przejawiają się nie tylko tym, że przedsiębiorcy nie mają z czego zapłacić swoim partnerom handlowym, nie mogą inwestować i są zmuszeni drożej sprzedawać towary i usługi. 13 proc. ma problemy z wprowadzaniem produktów na rynek i tyle samo odczuwa pogorszenie swojego wizerunku, czego rezultatem są słabsze warunki finansowe dostaw, jakie proponują im kontrahenci. Co 10. jest zmuszony zmniejszać zatrudnienie i obniżać pensje pracownikom.płatności firm

37 proc. przedsiębiorców postrzega nieterminowe płatności jako istotny problem, z czego 16 proc. określa mianem „bardzo poważnego”. Dla 38 proc. firm jest to średni kłopot. Płacenie z poślizgiem jest dotkliwe zwłaszcza dla branży budowlanej. Tutaj odsetek przedsiębiorstw wskazujących zatory płatnicze jako poważną barierę w działalności sięga aż 62 proc., czyli ok. dwa razy więcej niż w usługach, transporcie czy handlu (30-37 proc.). Najlepiej oceniają sytuację przedsiębiorstwa przemysłowe – niepłacenie przez klientów jest poważną przeszkodą dla co  4. firmy wytwórczej.

– Brak bieżącego dopływu pieniędzy powoduje, że firmy nie mogą racjonalnie zaplanować pracy, zatrudnienia i zdobywania nowych zleceń. Trudno zarządzać firmą, jeśli nie wiadomo, kiedy na konto spłynie zapłata. Z praktyki wiemy, że szczególnie małe i średnie firmy mają opory przed dochodzeniem należności u partnerów handlowych. Obawiają się, że kontrahent się obrazi, kiedy odbierze telefon z firmy windykacyjnej. Ale to właśnie profesjonalni negocjatorzy potrafią znaleźć rozwiązanie, które będzie w stanie przyjąć wierzyciel i dłużnik – mówi Jakub Kostecki, prezes Zarządu Kaczmarski Inkasso.

Czekanie na pieniądze

Przedsiębiorstwa czekają na zapłatę średnio 22 dni od upływu terminu wskazanego na fakturze. Ale wszystko zależy od branży, w jakiej działają oraz regionu. Największą cierpliwością muszą wykazać się przedstawiciele budownictwa – przeciętne spóźnienie wynosi tam 27 dni, natomiast w handlu mniej niż średnia, bo 18 dni. Różnice widać także w regionach. Najkrócej na pieniądze czekają przedsiębiorcy z województw: łódzkiego i świętokrzyskiego (16 dni) oraz lubelskiego, podkarpackiego i podlaskiego (18 dni). Największe opóźnienia występują z kolei w Wielkopolsce, Lubuskiem, na Pomorzu Zachodnim (25 dni) oraz na Mazowszu (24 dni).

Średnia nie pokazuje jednak pełnego obrazu. Co prawda 60 proc. wartości niezapłaconych faktur mieści się w przedziale do 3 miesięcy, ale 11 proc. jest przeterminowana od 6 do 12 miesięcy, a 12 proc. ponad rok. Co 4. badana firma nie dostała pieniędzy za 30 proc. i więcej wartości sprzedanych towarów bądź usług. To już jest groźne dla utrzymania płynności finansowej.

– Czas gra na korzyść dłużnika. Im dłużej pozwalamy mu nie płacić, tym trudniej potem odzyskać od niego pieniądze. Niestety sektor MŚP popełnia wciąż ten sam błąd, przedsiębiorcy dają się zwodzić obietnicami, zwlekają z bardziej stanowczym upomnieniem się o swoje pieniądze, aż brak pieniędzy zaczyna uderzać w działalność ich firmy. Dlatego zawsze radzimy przedsiębiorcom, aby nie zwlekali z przekazaniem niezapłaconych faktur do windykacji. Negocjatorzy są w stanie doprowadzić do szybkiej spłaty zadłużenia i przywrócenia relacji handlowych pomiędzy kontrahentami. Ta możliwość dalszej współpracy biznesowej jest bardzo ważna, bo wówczas obie strony są zmotywowane do działania na uczciwych zasadach: my sprzedajemy dobry towar lub usługę, wy płacicie na czas – wyjaśnia Jakub Kostecki.

Czekając na pieniądze od kontrahenta, przedsiębiorcy nie są całkiem bezbronni.

Z naszego doświadczenia wynika, że istnieje grupa firm, która w sytuacji, gdy klient nie płaci w terminie, ratuje się faktoringiem. Robią to zawczasu, bo wiedzą, że będą czekać na pieniądze nie tylko z powodu długiego terminu płatności na fakturze, ale też dlatego, że dany kontrahent notorycznie opóźnia zapłatę. Faktoring jawny ma tę zaletę, że dodatkowo motywuje kontrahenta do zapłaty. Jest rozwiązaniem rekomendowanym dla przedsiębiorców, którzy chcą zdyscyplinować swoich partnerów i otrzymywać płatności w terminie, jednocześnie „grając” z nimi w otwarte karty podsumowuje Emanuel Nowak, ekspert firmy faktoringowej NFG.

Badanie „Przeterminowanie faktur w polskich przedsiębiorstwach” zostało przeprowadzone przez TGM Research na zlecenie firmy windykacyjnej Kaczmarski Inkasso w styczniu 2023 r. techniką CAWI na reprezentatywnej grupie 517  mikro, małych i średnich firm wystawiających faktury z odroczonym terminem płatności.

Branża pośrednictwa finansowego w IV kw. 2022 r.

Podwyżki stóp procentowych, które regularnie występowały w całym 2022 r., miały swój wielki finał w IV kwartale minionego roku. To zjawisko zdecydowanie ograniczyło dostęp do kredytów mieszkaniowych dla dużej grupy konsumentów. W połączeniu z innym wydarzeniem – zaostrzeniem Rekomendacji S wydanej przez KNF, w rezultacie spowodowało, że wartość kredytów hipotecznych udzielonych przy wsparciu ekspertów ZFPF w IV kw. 2022 r. wyniosła przeszło 3,7 mld zł, czyli mniej o blisko 29% w porównaniu z III kw. Trudna sytuacja, w której znaleźli się potencjalni kredytobiorcy, sprawiła, że wiele osób woli starać się o środki na zakup wymarzonego domu czy mieszkania z pomocą doświadczonych pośredników. Eksperci należący do ZFPF kończą 2022 rok z rekordowym udziałem w rynku, który wynosi 64%. Z kolei wysoka inflacja zniechęciła konsumentów do sięgnięcia po kredyty gotówkowe na większą skalę, co tradycyjnie zawsze miało miejsce w IV kw. Ten fakt jednak nie wpłynął już tak bardzo na sytuację pośredników. Wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez ekspertów ZFPF wyniosła 581 mln zł (spadek 4% kw./kw.). Obecna sytuacja gospodarcza nie zachęca również przedsiębiorców do sięgania po dodatkowe finansowanie – w IV kw. z pomocą pośredników ZFPF zaciągnęli kredyty firmowe o wartości blisko 390 mln zł.

Kredyty hipoteczne

Adrian Jarosz, Prezes Związku Firm Pośrednictwa Finansowego, Prezes Zarządu Notus Finanse: Rok 2022 r. przyniósł największe załamanie w historii rynku kredytów hipotecznych w Polsce. Wartość udzielonych kredytów na całym rynku spadła aż o 49% r./r. Dla porównania, wcześniejszy największy spadek miał miejsce w 2009 r. i wyniósł 32%. Mimo tak trudnej sytuacji, ekspertom finansowym zrzeszonym w ZFPF udało się znacząco zwiększyć udział w rynku, który wyniósł rekordowe 64%. Jeszcze 5 lat temu było to 40%. Polacy cenią sobie wsparcie ekspertów finansowych nie tylko w okresach „boomu”, ale również w trudnych czasach. Wtedy wiedza i doświadczenie eksperta są bowiem szczególnie cenne – tak miniony rok na rynku kredytów hipotecznych podsumowuje Adrian Jarosz, Prezes ZFPF.

Miniony był bardzo trudnym okresem na rynku kredytów hipotecznych, dla wszystkich – banków, ich klientów oraz branży pośrednictwa finansowego. W ciągu ostatnich 12. miesięcy byliśmy świadkami aż ośmiu podwyżek stóp procentowych. Efektem jest znaczny spadek wartości udzielanych kredytów, nie tylko w ucięciu rocznym, ale i porównując kw./kw. Z powodu podwyżek, wiele osób musiało pożegnać się z marzeniem o zakupie własnego M. na kredyt. Na to zjawisko wpłynęło również zaostrzenie polityki banków dotyczącej wyliczania zdolności kredytowej klientów, które kredytodawcom została narzucona przez KNF.

Bartosz Kwieciński, Prezes Zarządu Expander Advisors: – W IV kw. 2022 r. na rynku kredytów hipotecznych odczuwalne były już wszystkie podwyżki stóp procentowych. To w połączeniu z zaostrzeniem Rekomendacji S przez KNF sprawiło, że był to okres mocnego spadku wartości udzielonych kredytów hipotecznych. Wydaje się jednak, że rynek najgorsze ma już za sobą. KNF złagodziła już reguły wyliczania zdolności kredytowej, co zauważalnie poprawiło dostępność finansowania tego rodzaju dla potencjalnych kredytobiorców. Dodatkowo, od lipca ma zacząć działać program „Bezpieczny kredyt 2%”. Już teraz nasi eksperci finansowi odpowiadają na setki pytań od osób, które planują skorzystać z dopłat oferowanych w ramach tego wsparcia. Wydaje się wiec, że sytuacja na rynku stopniowo będzie ulegać poprawie.

Tabela 1. Wartość kredytów hipotecznych sprzedanych przez ZFPF w III kw. i IV kw. 2022 r.:


Wartość wypłaconych KREDYTÓW HIPOTECZNYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy III kw. 2022 r. IV kw. 2022 r.
1 Expander Advisors 1 875,39 1 322,20
2 Notus Finanse 1 128,06 851,05
3 Lendi 989,93 769,61
4 Credipass 509,00 332,00
5 mFinanse 482,06 296,90
6 Phinance 225,10 148
Razem 5 209,54 3 719,76

 

Dariusz Lewandowski, Członek Zarządu Notus Finanse: W IV kw. 2022 r. udzielono kredytów hipotecznych o wartości 6,4 mld zł[1], więc miniony okres śmiało możemy nazwać „czarnym kwartałem” rynku hipotek. O ile spadek wartości udzielonych kredytów hipotecznych w ujęciu r./r. wyniósł „tylko” 49%, o tyle porównując ostatni kwartał 2022 r. do analogicznego okresu z 2021 r., spadek ten wyniósł aż 73%. To, co jest pewnego rodzaju pocieszeniem, to fakt, że to pośrednicy finansowi należący do ZFPF poradzili sobie lepiej niż reszta rynku, powiększając udział w rynku hipotek. Ważną kwestią, której przyglądaliśmy się w IV kw. 2022 r. jest podaż na rynku nieruchomości. O ile liczba wydanych pozwoleń na budowę nieznacznie odbiegła od tych odnotowanych w 2021 r., o tyle spadek nowo rozpoczętych budów przez deweloperów w 2022 r. wynoszący 115,3 tys. jest alarmujący, a szacunki dotyczące 2023 r. mówią o poziomie 70-80 tys. Pytaniem retorycznym pozostają przyszłe ceny nieruchomości, kiedy zwiększony popyt na kredyt hipoteczny spotka się z niską podażą. Liczę na to, że dzięki bardzo rozsądnej decyzji KNF o dostosowaniu bufora w liczeniu zdolności do obecnych realiów, oraz zapowiadanemu przez Rząd programowi „Bezpieczny Kredyt 2%”, deweloperzy rozpoczną większą liczbę inwestycji i unikniemy szoku cenowego.

Kredyty gotówkowe: Polacy mniej zapożyczyli się na Święta?

581 mln zł – to wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez firmy zrzeszone w ZFPF w IV kw. 2022 r. Cały rynek odczuł skutki rekordowo wysokiej inflacji. Na tym tle pośrednicy ZFPF mogą mówić o nieznacznych spadkach – 3,9% kw./kw. i 11% w ujęciu rocznym, chociaż należy zaznaczyć, że w tym drugim przypadku w zeszłym roku struktura organizacji wygląda inaczej, niż ma to miejsce obecnie, do wpływa na porównywalność wyników[2].

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: Stale rosnące ceny oraz spadek realnej wartości pieniądza mają coraz mocniejszy wpływ na decyzje zakupowe konsumentów. Okres Świąt Bożego Narodzenia, który tradycyjnie zawsze był nacechowany zwiększoną konsumpcją, w tym roku w wyniku rekordowo wysokiej inflacji okazał się dużo „oszczędniejszy” niż w minionych latach. Wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez firmy zrzeszone w ZFPF w IV kw. 2022 wyniosła 581 mln zł, czyli była zauważalnie niższa w porównaniu do identycznego okresu zeszłego roku (657 mln zł). Jednak porównując ten wyniki do III kw. 2022 r. (604,61 mln zł), spadek wynosi niecałe 4%.

Tabela 2. Wartość kredytów gotówkowych sprzedanych przez ZFPF w III kw. i IV kw. 2022 r.:


Wartość wypłaconych KREDYTÓW GOTÓWKOWYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy III kw. 2022 r. IV kw. 2022 r.
1 mFinanse 237,66 296,90
2 Expander Advisors 138,36 109,20
3 Lendi 90,03 72,08
4 Notus Finanse 84,06 60,28
5 Credipass 42,00 27,00
6 Phinance 12,50 15,6
Razem 604,61 581,06

Bartosz Kwieciński, Prezes Zarządu Expander Advisors: – W zakresie pożyczek gotówkowych kluczowym czynnikiem w IV kw. 2022 r. były oczywiście podwyżki stóp procentowych, które wpłynęły negatywnie na wartość kredytów gotówkowych udzielonych przez ekspertów ZFPF. Jednak w tym przypadku spadki są nieporównywalnie mniejsze z tymi, które odnotowano na rynku kredytów hipotecznych. W całym 2022 r. wartość takich pożyczek udzielonych z pomocą ekspertów finansowych ZFPF spadła tylko o 2,6%. Wynik jest więc imponujący, biorąc pod uwagę jak mocno wzrosły stopy procentowe. Spadek był niewielki, ponieważ kwoty takich pożyczek są dużo niższe niż dla kredytów hipotecznych. Dzięki temu raty wzrosły w dużo mniejszym stopniu. Dodatkowo, ich dostępność pozostała na względnie dobrym poziomie, ponieważ zaostrzenie Rekomendacji S nie dotyczyło pożyczek gotówkowych.

Kredyty firmowe: biznes czeka na lepszą koniunkturę

W IV kwartale 2022 r. eksperci finansowi zrzeszeni w ZFPF udzielili kredytów firmowych o wartości blisko 390 mln zł., czyli przeszło o 19% mniej w III kw. minionego roku. Co jest powodem tego zjawiska?

Bartosz Kwieciński, Prezes Zarządu Expander Advisors: Podobnie jak w przypadku pożyczek gotówkowych, także kredyty dla firm stosunkowo dobrze poradziły sobie w okresie bardzo wysokich stóp procentowych. W całym 2022 r. wartość takich kredytów udzielonych z pomocą ekspertów ZFPF spadła o 8%. Na ten wynik złożył się stosunkowo wysoki popyt na kredyty obrotowe i mocny spadek kredytów inwestycyjnych.

Tabela 3. Wartość kredytów firmowych sprzedanych przez ZFPF w III kw. i IV kw. 2022 r.:


Wartość wypłaconych KREDYTÓW FIRMOWYCH (w mln zł)
lp. Nazwa firmy III kw. 2022 r. IV kw. 2022 r.
1 mFinanse 190,09 156,86
2 Expander Advisors 116,93 75,41
3 Notus Finanse 61,34 50,81
4 Lendi 47,43 41,67
5 Credipass 39,00 28,00
6 Phinance 29,20 37,2
Razem 483,99 389,91

Dominik Skrzycki, Wiceprezes Zarządu ZFPF, mFinanse: – Spodziewane ożywienie sprzedaży w okresie świątecznym, niestety nie przyczyniło się do poprawy wyników sprzedaży na rynku kredytów dla firm. Wartość kredytów firmowych udzielonych członków ZFPF w IV kw. 2022 r. wyniosła niespełna 390 mln zł, czyli o 19% mniej niż w III kw. 2022 r. Spadek jest jeszcze większy w ujęciu rocznym. Blisko o 140 mln mniejszy wolumen uruchomień niż w analogicznym okresie zeszłego roku (529,58 mln zł), jasno wskazuje, że klienci biznesowi ograniczają swoje potrzeby kredytowe i zdecydowanie częściej podejmują decyzję o przełożeniu na późniejszy okres realizację swoich planów. Delikatne symptomy poprawy sytuacji gospodarczej, tj. brak podwyżek stóp procentowych oraz zatrzymanie w grudniu wzrostu inflacji mogą sugerować, że zbliżamy się do punktu przełamania negatywnych trendów, ale czy tak rzeczywiście będzie, pokażą najbliższe miesiące.

[1] Źródło: BIK: https://media.bik.pl/analizy-rynkowe

[2] W IV kw. 2021 r. wyniki finansowe ZFPF dotyczące sprzedaży kredytów gotówkowych uwzględniały również wyniki firmy Open Finance, która wówczas była członkiem Organizacji.

Rada znów bez zmian

Decyzja RPP nie zaskoczyła rynków. W tle widać przepływ środków z Europy do USA. Nie wygląda to jednak na zasługę danych makro, które były dość przeciętne.

Stopy bez zmian

Wczorajsza decyzja Rady Polityki Pieniężnej nie zaskoczyła chyba nikogo. Kolejny miesiąc pozostały one bez zmian. Teoretycznie Rada nie zakończyła jeszcze cyklu podwyżek, ale chyba tylko ona wierzy w to, że po półrocznej stabilizacji stóp procentowych ktoś jeszcze wierzy, że jesteśmy w cyklu podwyżek. Należy zwrócić uwagę, że to, co większość Polaków interesuje w ramach stóp procentowych, to stawka WIBOR. Ta z kolei spada, szczególnie trzy i sześciomiesięczna, na których oparte są kredyty. Powodem powolnego spadku jest fakt, że rynek powoli oczekuje już przedwyborczych obniżek. Znikają też z kalkulacji szanse na ostatnie wzrosty. Zobaczymy, co dzisiaj przyniesie konferencja. Na pewno będzie ciekawie, pytanie, czy merytorycznie.

Słabsze dane z Europy

W przypadku indeksu PMI dla usług mamy przeciwną sytuację względem subindeksu dla przemysłu. Indeks wypadł bowiem słabiej od oczekiwań analityków, ale za to ma obiektywnie dobry poziom. 55 punktów dla strefy euro to wynik pokazujący wyraźną przewagę optymistów nad pesymistami. Rynek nie boi się jednak słabszych danych z Europy. Wczoraj po raz kolejny w tym tygodniu zastanawiano się, czy testowane będą poziomy 1,1 dolara za euro. Finalnie najwyższy poziom był w okolicach 1,097, co pokazuje, że znów jesteśmy blisko rekordów z kwietnia zeszłego roku.

Dane z USA niespodziewanie umocniły dolara

Pod koniec notowań sentyment inwestorów przeszedł dość niespodziewanie na drugą stronę oceanu. Patrząc na dane makroekonomiczne ciężko znaleźć uzasadnienie. Niższy od oczekiwań wynik raportu ADP na temat zatrudnienia. Do tego większy od oczekiwań deficyt handlowy oraz słabsze indeksy koniunktury to nie są odczyty, które powinny umacniać walutę. Z drugiej strony dane nie były fatalne. Może po tak słabej passie dolara przyszedł najzwyczajniej czas na korektę. Dolar od połowy marca znajdował się w wyraźnym trendzie wzrostowym, nie można zatem wykluczyć, że to po prostu realizacja zysków dużych graczy. Z drugiej strony widać też wyraźny wzrost zainteresowania obligacjami USA. Inwestorzy mogli chcieć kupić atrakcyjne ich zdaniem obligacje, korzystając z relatywnie taniego dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:30 – USA – wnioski o zasiłek dla bezrobotnych.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Czy test Wielkiej Piątki może być elementem ewaluacji pracownika?

Ewaluacja pracownika umożliwia sprawdzenie jakości wykonywanej przez niego pracy. Pozwala na identyfikację mocnych stron oraz kwestii, nad którymi należy popracować. Określa też potencjał i możliwości awansu. W końcu stanowi czynnik motywujący do dalszego rozwoju. Sprawdzamy, czy Test Wielkiej Piątki sprawdzi się jako element oceny pracowniczej.  

Na czym polega ewaluacja pracownika? 

Ewaluacja pracowników stanowi jeden z kluczowych elementów zarządzania zasobami ludzkimi w każdej organizacji. Polega na dokonaniu obiektywnej oceny konkretnego zatrudnionego. Szczegółowej obserwacji podlegają: jakość świadczonej pracy, stosunek do powierzonych obowiązków oraz stosunek do firmy, przełożonych i współpracowników. 

Ocena pracowników jest procesem zaplanowanym, odbywającym się cyklicznie. Podlegają jej nie tylko osoby pracujące w firmie od dłuższego czasu, ale także pracownicy nowo zatrudnieni i kandydaci. Celem jest nie tylko zbadanie efektywności pracowników czy określenie ich przydatności do realizacji określonych zadań. Warto zaznaczyć, że ewaluacja powinna pełnić również funkcję motywacyjną i kończyć się przekazaniem szczegółowej informacji zwrotnej. 

Jak firmy oceniają pracowników – wybrane narzędzia

Okresowa ocena pracowników przede wszystkim sprawdza aktywność i efektywność kadry w kontekście celów i misji przedsiębiorstwa. Z punktu widzenia zarządzania zasobami ludzkimi, ewaluacja pracowników ma cele organizacyjne (ważne dla firmy) oraz psychospołeczne (ważne dla pracowników). 

Wśród celów organizacyjnych można wyróżnić wyniki pracy, kary i nagrody, przydatność pracownika, szkolenia i awanse. Do celów psychospołecznych zaliczymy takie punkty jak feedback o wynikach pracy i potencjale zawodowym, uznanie i poczucie własnej wartości, rozwój kariery czy poprawa relacji i zachowań.   

Do narzędzi umożliwiających ocenę pracowników należą m.in.:

  • oceny dokonywane przez przełożonych i współpracowników, 
  • testy psychologiczne pozwalające zbadać umiejętności, potencjał i predyspozycje pracowników,
  • systemy oceniania stworzone np. na potrzeby rekrutacji lub identyfikacji talentów.

Testy psychologiczne a ocena pracowników

Coraz więcej firm skłania się ku nowoczesnym narzędziom wspomagającym rekrutację nowych pracowników. Wynika to z przeświadczenia, iż CV i list motywacyjny dostarczają bardzo ogólnych informacji o kandydacie. Czasem nawet rozmowa rekrutacyjna nie pozwala na zweryfikowanie wskazanych wcześniej kompetencji i dokonanie obiektywnej oceny. Nie sposób pominąć czynnika typowo ludzkiego, czyli osobistych uprzedzeń i subiektywnych odczuć rekrutera. 

W takich sytuacjach dobrym wyjściem okazuje się dodatkowy etap rekrutacji w postaci testów psychologicznych. Co istotne, wcale nie trzeba obawiać się wydłużonego procesu rekrutacyjnego. Szereg szybkich i prostych narzędzi cyfrowych do oceny kandydatów, jak test zdolności poznawczych ACE czy test typologiczny EASI udostępnia master-hr.pl

W przypadku pracowników z dłuższym stażem testy psychologiczne pomagają kształtować dalszą karierę w firmie. Stanowią wskazówkę w przypadku planowanych awansów czy szkoleń rozwijających określone kompetencje. Ponadto pozwalają sprawdzić jak dana osoba radzi sobie z dotychczasowymi obowiązkami oraz jak reaguje na stres, konflikty lub pracę pod presją czasu.

Test Wielkiej Piątki – 5 czynnikowy model osobowości i jego znaczenie

Na tzw. Wielką Piątkę składa się pięć czynników kształtujących osobowość: ekstrawersja, ugodowość, sumienność, otwartość na doświadczenia i neurotyczność. Test Wielkiej Piątki jest jedną z najbardziej rzetelnych metod pomiaru cech osobowości, co potwierdzają badania naukowe. Pozwala zweryfikować umiejętności społeczne danej osoby oraz określić postawy i zachowania przyjmowane w określonych sytuacjach. W zestawieniu z kompetencjami twardymi tworzy pełny profil kandydata lub pracownika. 

Co dalej ze stopami procentowymi – komentarz prof. Stanisława Gomułki

Rada Polityki Pieniężnej zdecydowała dziś, że stopy procentowe nadal pozostaną na niezmienionym poziomie. Ostatnia zmiana stóp procentowych miała miejsce 7 miesięcy temu – we wrześniu 2022 roku, kiedy to RPP podwyższyła stopę referencyjną NBP z 6,5 do aktualnego poziomu – 6,75 proc. Czy w obecnych warunkach istnieje realna przestrzeń na obniżenie stóp procentowych?

Wysoka inflacja w kw. I, także w marcu, około 2 do 3 razy wyższa niż średnio w UE, powinna skłonić RPP oraz analityków NBP do bardziej realistycznej oceny inflacji na koniec roku: nie około 6% zapowiadanej przez Prezesa Glapińskiego, ale w pobliżu 10%. Inflacja będzie spadać na skutek spadku cen nośników energii, spadku cen zbóż oraz spadku realnych płac. Ale polityka fiskalne w roku wyborczym jest i nadal pozostanie ekspansywna. Deficyt sektora finansów publicznych, liczony według metodologii unijnej, będzie w tym roku wysoki, prawdopodobnie około 5% PKB. RPP już w ostatnim komunikacie miesiąc temu przestała zapowiadać obniżenie stóp procentowych przed końcem roku. – wskazał główny ekonomista BCC prof. Stanisław Gomułka.

Według danych opublikowanych przez Główny Urząd Statystyczny (GUS), wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI) wzrósł w marcu o ponad 16 proc. To wyższy wynik niż prognozowało większość ekonomistów.  Wzrosła także inflacja bazowa (nie dotycząca cen energii i żywności) w przeciwieństwie do szacunków wielu ekonomistów, którzy twierdzili, że pozostanie ona na poziomie 12 proc. Decyzja o utrzymaniu niezmienionych stóp procentowych w tym tygodniu jest spójna z konsensusem rynkowym.

Stopy procentowe pozostają na niezmienionym poziomie

RPP pozostawiła stopy procentowe bez zmian. Decyzja nie jest zaskoczeniem. Pytaniem pozostaje czy możemy spodziewać się zapowiadanych obniżek stóp procentowych. Wskaźnik CPI r/r w marcu spadł, jednak jak na razie spadek powiązany jest przede wszystkim z cenami paliw i energii, efekt wysokiej bazy sprzed roku. Inflacja bazowa wynosi 12% w ujęciu rocznym i nie spada. W tym odczycie trudno szukać pozytywów. Uważam, że inflacja bazowa w kolejnych miesiącach może utrzymywać się na wysokim poziomie. Wyczekiwana dezinflacja nie postępuje tak szybko jak tego oczekiwano. Dodatkowo nie wspierają jej działania OPEC, które doprowadziły do wzrostu cen ropy i zwiększyły niepewność. W takich okolicznościach na obniżki stóp procentowych przyjdzie nam poczekać prawdopodobnie nieco dłużej.

Bartosz Wałecki, analityk Michael / Ström Dom Maklerski

Stopy bez zmian. Koszty kredytów nie wzrosną

Zgodnie z oczekiwaniami Rada Polityki Pieniężnej nie zdecydowała się na zmianę stóp procentowych. Główna stopa procentowa została utrzymana na poziomie 6,75% i pozostaje na tym poziomie od ostatniej podwyżki, która miała miejsce we wrześniu zeszłego roku. Czy Rada Polityki Pieniężnej zdecyduje się w najbliższym czasie na oficjalne zakończenie cyklu podwyżek? Czy przy ostatnio zniżkującej, choć wciąż wysokiej inflacji będzie w stanie ogłosić, że obniżki stóp rozpoczną się wcześniej niż początkowo oczekiwano?

Patrząc na rynkowe wskaźniki, kontrakty na stopy procentowe w perspektywie 9 miesięcy na 3 kolejne miesiące wskazują, że stopy procentowe powinny wtedy znaleźć się na poziomie 6,3%. Widać w takim razie, że w perspektywie roku według rynku, stopy procentowe powinny być obniżone o ok. 50 punktów bazowych. Biorąc po uwagę premię za ryzyko na tzw. FRAsach, można było oczekiwać, że rynek widzi szanse na obniżki na poziomie nawet 75 punktów bazowych. Za 9 miesięcy będziemy mieli koniec roku i właśnie wtedy wiele bankierów z RPP wskazywało, że może pojawić się perspektywa na obniżki stóp procentowych. Oczywiście do tego będziemy musieli mieć inflację jednocyfrową, a do tego jeszcze daleko.

Najprawdopodobniej komunikat, który opublikowany zostanie jeszcze dzisiaj, czy konferencja prasowa prof. Glapińskiego nie odpowie nam na pytania dotyczące tego, czy jest to już koniec podwyżek i kiedy można oczekiwać obniżek. Wydaje się, że nawet gołębi członkowie w RPP nie czują się jeszcze komfortowo z obecnie wysoką inflacją i dyskusja na temat obniżek może rozpocząć się dopiero w momencie, kiedy inflacja spadnie do poziomu jednocyfrowego. Jeśli paliwa będą tanieć, moment ten być może nastąpi jeszcze na przełomie lata i jesieni. Z drugiej strony ostatnie działania ze strony OPEC+ mogą spowodować, że ceny ropy naftowej będą utrzymywać się na wysokim poziomie i paliwa pozostaną na wysokim poziomie, dlatego wtedy jednocyfrowa inflacja może pojawić się dopiero pod koniec tego roku lub na początku następnego.

Złoty nie reaguje na dzisiejsze utrzymanie stóp, ale warto zwrócić uwagę na to, że jest wyraźnie słabszy w ostatnich dwóch sesjach, nie tylko w stosunku do dolara, ale również do euro. Jutro o godzinie 15:00 konferencja prof. Glapińskiego, choć jednocześnie zmienność wtedy też nie powinna być zbyt duża, również ze względu na ograniczony wolumen transakcji tuż przed świętami, gdzie zdecydowana większość rynków jest już zamknięta w Wielki Piątek.

Autor: Michał Stajniak CFA, starszy analityk XTB

CPK przejął spółkę Torpol. Celem jest sprawna budowa linii kolejowych CPK

Zgodnie z zapowiedziami, po uzyskaniu niezbędnych zgód Centralny Port Komunikacyjny sfinalizował umowę zakupu pakietu kontrolnego akcji spółki Torpol, która specjalizuje się w modernizacji i budowie infrastruktury kolejowej. Inwestycja w doświadczoną firmę wykonawczą ma ułatwić budowę tzw. szprych CPK, czyli linii kolejowych prowadzących m.in. do projektowanego lotniska.

Podpisana dziś umowa dotyczy nabycia przez CPK pakietu kontrolnego (38 proc. akcji) spółki akcyjnej Torpol od Towarzystwa Finansowego Silesia (TFS), czyli do niedawna największego akcjonariusza. Proces ten rozpoczął się od podpisania w styczniu tego roku umowy przedwstępnej. Następnie spółka CPK pozyskała wymagane zgody: korporacyjne i Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

– Najważniejsza korzyść z dzisiejszej transakcji to ograniczenie ryzyka braku wykonawców podczas realizacji ambitnego programu inwestycji kolejowych CPK. Transakcję przeprowadziliśmy zgodnie z najlepszymi standardami rynkowymi. Została poddana analizie rentowności i otrzymała pozytywny wynik testu prywatnego inwestora, dzięki czemu zakupiliśmy jedną z najważniejszych spółek budowlanych w Polsce – mówi Mikołaj Wild, prezes spółki CPK.

Przejęcie przez CPK kontroli nad Torpolem nie oznacza, że będzie on uzyskiwać kontrakty na preferencyjnych zasadach. Spółka CPK prowadzi transparentne postępowania w ramach udzielenia zamówień na roboty budowlane, gdzie Torpol będzie mógł złożyć swoją ofertę na takich samych warunkach jak pozostałe podmioty na rynku i zgodnie z prawem zamówień publicznych.

Prezes TFS Jadwiga Dyktus zaznacza, że Towarzystwo od dwóch dekad aktywnie uczestniczy w ważnych procesach inwestycyjnych i restrukturyzacyjnych dużych przedsiębiorstw państwowych: – Spółka wykorzystała okazję inwestycyjną uczestnicząc w IPO Torpolu i jako inwestor finansowy wykonała jak najlepiej swoją rolę. Zapewniamy zarówno CPK, jak i akcjonariuszy Torpolu, że dziś jest to spółka profesjonalnie zarządzana, z innowacyjną kulturą organizacyjną, doskonałą kadrą kierowniczą i zespołem ok. 800 pracowników oddanych jej sukcesowi – podkreśla.

W przeszłości Torpol prowadził projekty typu greenfield i posiada wielobranżowe doświadczenie w inwestycjach w sektorach: kolejowym, drogowym i kubaturowym. Spółka ma na swoim koncie takie przedsięwzięcia jak budowa dworca Łódź Fabryczna.

Spółka CPK przygotowuje budowę 10 kolejowych „szprych”, prowadzących z różnych regionów Polski do Warszawy i nowego lotniska. W sumie to ok. 2.000 km nowych linii kolejowych. Studia wykonalności (tzw. STEŚ) są opracowywane już dla ponad 1500 km z nich. Z tego dla 140-kilometrowego odcinka Kolei Dużych Prędkości między Warszawą i Łodzią, dla 200 km między Łodzią i Wrocławiem, 40 km w rejonie Rzeszowa i 70 km między Katowicami i Ostrawą CPK ma już warianty inwestorskie. W tym roku spółka planuje rozpoczęcie prac przy budowie 5-kilometrowego tunelu dalekobieżnego w rejonie Łodzi Fabrycznej.

JR HOLDING inwestuje w spółkę biotechnologiczną z Wielkiej Brytanii

JR HOLDING ASI S.A., notowana na NewConnect firma inwestycyjna, zainwestowała 250.000 GBP (około 1,33 mln zł) w firmę biotechnologiczną z siedzibą w Newcastle w Wielkiej Brytanii obejmując w zamian 143.678 akcji stanowiących 10,13% w kapitale Nanovery. Jednocześnie JRH przystąpiła, za zgodą dotychczasowych akcjonariuszy, do umowy inwestycyjnej łączącej akcjonariuszy Spółki.

Nanovery stworzyło platformę technologiczną do wykrywania śladowych ilości nici DNA i RNA krążących w złożonych próbkach biologicznych. Efektem będzie prosty test, który można połączyć z próbką (taką jak krew, surowica, osocze), który zapewnia precyzyjny pomiar ultraniskich poziomów tych biomarkerów. Sposób działania i format testu sprawiają, że można go zintegrować ze standardowymi procedurami laboratoryjnymi przy użyciu sprzętu, który już jest na miejscu.

JR HOLDING wzięła udział w rundzie inwestycyjnej w łącznej wysokości 1,85 mln GBP, w której wzięły udział również North East Innovation Fund wspierany przez Europejski Fundusz Rozwoju Regionalnego i zarządzany przez Northstar Ventures, a także organizacja naukowa Prostate Cancer Research oraz aniołowie biznesu, natomiast Innovate UK, brytyjska narodowa agencja ds. innowacji, przyznała firmie dotację w wysokości 750 tys. GBP na rozwój działalności w zakresie badań przesiewowych.

Zgromadzone 1,85 mln GBP wspomoże nasze dążenia do uratowania większej liczby istnień ludzikich dzięki lepszym testom na raka prostaty. Podczas gdy wskaźniki śmiertelności z powodu innych nowotworów poprawiają się, w przypadku raka prostaty jest wręcz przeciwnie. Dzięki naszej technologii możemy zapewnić tanie, proste testy, które są bardzo dokładne. Cieszymy się, że wiodąca polska firma inwestycyjna JR HOLDING dołącza do wspierających nas brytyjskich inwestorów i instytucji, umożliwiając nam intensyfikację prac rozwojowych – deklaruje dr Jerzy Kozyra Prezes i założyciel Nanovery.

Zbudowane w całości z syntetycznego DNA i działające w skali nanometrów, nanoroboty DNA łączą fizyczną chemię molekularną z technologią biokomputerów. Nanoroboty DNA tworzone przez Nanovery są racjonalnie zaprogramowane do wykonywania szeregu funkcji w odpowiedzi na obecność określonego kwasu nukleinowego (DNA i RNA), co skutkuje mierzalnym sygnałem fluorescencyjnym bezpośrednio w badanej próbce. Opracowana przez Nanovery platforma nanorobota znajdzie zastosowanie do wykrywania chorób przewlekłych, takich jak rak prostaty, choroby wątroby oraz ciężkie stany, takie jak ostra toksyczność wątroby i nerek.

System Nanovery ma potencjał do wykrywania biomarkerów bezpośrednio w próbkach pacjentów w prostej reakcji, podczas gdy proces ten zwykle wymaga wielu etapów i trwa wiele godzin, a nawet dni. Przyszłość medycyny spersonalizowanej opiera się na okresowym, oszczędnym i dokładnym wykrywaniu nowej generacji biomarkerów. Z zastosowaniami obejmującymi diagnozowanie chorób wątroby czy nerek po nowotwory, ta innowacyjna technologia ma potencjał znacząco poprawić dostęp do badań w szerokim zakresie opieki zdrowotnej – począwszy od wspierania rozwoju nowych leków, po poprawę wyników diagnostycznych – dodał Kozyra.

Najnowsze osiągnięcia Nanovery w zakresie nanorobotów obejmują technologie, które będą miały zastosowanie do detekcji nie tylko w diagnostyce medycznej, ale również w wielu różnych sektorach, w tym między innymi w naukach przyrodniczych, przedklinicznym opracowywaniu leków, rolnictwie biologicznym i bezpieczeństwie żywności.

Z dumą możemy zaprezentować naszą kolejną inwestycję w sektorze biotechnologicznym. Jest to innowacyjna na skalę światową spółka z siedzibą w Wielkiej Brytanii, której założycielem jest polski naukowiec. To nasza kolejna międzynarodowa inwestycja. Właśnie takie spółki, rozwijające przełomowe technologie, są naszymi głównymi celami inwestycyjnymi. Kiedy mówimy, że chcemy wspierać przedsięwzięcia, które zmienią przyszłość swoich branż nie rzucamy słów na wiatr – powiedział January Ciszewski, inwestor i Prezes JR HOLDING.

Praca zdalna: obowiązki pracodawcy od 7 kwietnia

W związku z nowelizacją przepisów o pracy zdalnej, która wchodzi w życie 7 kwietnia, na pracodawców czeka sporo nowych obowiązków. Będą oni musieli m.in. przygotować regulamin pracy zdalnej, a także pokrywać niektóre koszty ponoszone przez pracowników wykonujących swoje obowiązki z domu.

Na początek zasady pracy zdalnej będą musiały zostać określone w porozumieniu zawieranym między pracodawcą i zakładową organizacją związkową (lub organizacjami). Jeśli w ciągu 30 dni od przedstawienia porozumienia nie dojdzie do uzgodnienia jego kształtu ze związkami lub jeśli w zakładzie pracy nie ma organizacji związkowych, zasady mogą też zostać ustalone w regulaminie pracy zdalnej. Jeśli powyższe warunki nie mogą zostać spełnione, pracodawca może na każdym etapie współpracy wydać polecenie wykonywania pracy zdalnej lub zawrzeć indywidualne porozumienie z pracownikiem.

Porozumienie lub regulamin powinny określać, które grupy pracowników mogą być objęte pracą zdalną, jakie są zasady pokrywania kosztów pracy zdalnej przez pracodawcę i ustalać ekwiwalent pieniężny lub ryczałt. Należy także określić zasady porozumiewania się pracodawcy i pracownika wykonującego pracę zdalną (w tym sposób potwierdzania przez niego obecności na stanowisku pracy) oraz zasady kontroli wykonywania pracy oraz zachowania BHP.

Zobacz także: jak wyliczyć ryczałt za pracę zdalną?

Wskazane powinny zostać też zasady kontroli przestrzegania wymogów w zakresie bezpieczeństwa i ochrony informacji, w tym procedur ochrony danych osobowych oraz zasady dotyczące konserwacji, aktualizacji oprogramowania i serwisu narzędzi pracy powierzonych pracownikowi.

Dodatkowe informacje przekazywane pracownikom powinny zawierać również:

  • określenie w której jednostce organizacyjnej firmy znajduje się stanowisko pracy osoby wykonującej obowiązki zdalnie;
  • wskazanie osoby lub organu, które są odpowiedzialne za współpracę z pracownikiem wykonującym pracę zdalną oraz upoważnionych do przeprowadzania kontroli w miejscu wykonywania przez niego pracy.

Powyższe informacje muszą być przekazane pracownikowi najpóźniej w dniu rozpoczęcia przez niego wykonywania pracy zdalnej. Co ważne, nie będzie on mógł być traktowany np. w zakresie dostępu do szkoleń mniej korzystnie niż inni pracownicy zatrudnieni przy takiej samej lub podobnej pracy, ani nie będzie mógł być dyskryminowany z powodu wykonywania pracy zdalnej, jak również z powodu odmowy wykonywania jej.

Obowiązki pracodawcy w zakresie zwrotu kosztów

Pracodawca będzie musiał zapewnić materiały i narzędzia pracy niezbędne do wykonywania obowiązków zdalnie, w tym urządzenia techniczne. Po jego stronie będzie także zapewnienie odpowiedniej instalacji, serwisu czy konserwacji sprzętów lub pokrycie kosztów z tym związanych. Pracownik musi mieć też zapewnione szkolenia i pomoc techniczną.

Ponadto pracodawca będzie pokrywał koszty energii elektrycznej oraz usług telekomunikacyjnych, a także inne koszty bezpośrednio związane z wykonywaniem pracy zdalnej, jeżeli ich zwrot zostanie określony w porozumieniu lub regulaminie. Jeśli pracownik będzie używał prywatnego telefonu, na pracodawcy będzie również ciążył obowiązek pokrycia związanych z tym udokumentowanych kosztów. W takiej sytuacji pracownikowi przysługiwać będzie wypłata ekwiwalentu pieniężnego lub ryczałtu, odpowiadającego przewidywanym kosztom ponoszonym przez niego w związku z pracą zdalną. Przy ustalaniu wysokości ekwiwalentu albo ryczałtu pracodawca powinien brać pod uwagę m.in. normy zużycia materiałów i narzędzi pracy, ich udokumentowane ceny rynkowe, normy zużycia energii elektrycznej czy koszty usług telekomunikacyjnych.

Przepisy przewidują również, że elementy takie jak zapewnienie przez pracodawcę materiałów i narzędzi pracy, które są niezbędne do wykonywania pracy zdalnej, pokrywanie kosztów związanych z wykonywaniem jej przez pracownika, wypłata ekwiwalentu pieniężnego lub ryczałtu, nie będą stanowić przychodu w rozumieniu przepisów ustawy PIT.

Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt

Pomimo wysokiej inflacji rośnie finansowy optymizm Polaków, choć ostrożnie

Polacy coraz optymistyczniej odnoszą się do tego, w jakim tempie będą rosły ceny. Blisko połowa badanych uważa, że będą rosnąć wolniej niż obecnie, co stanowi znaczący wzrost względem odpowiedzi sprzed ośmiu miesięcy. Poprawiają się także subiektywne odczucia co do własnej sytuacji finansowej – wynika z drugiej odsłony badania „Finanse Polaków w obliczu wysokiej inflacji” przygotowanego na zlecenie Banku Millennium.

Pierwszy kwartał 2023 roku przyniósł ostrożny optymizm wśród Polaków. Blisko co drugi badany (45%) jest zdania, że w ciągu najbliższego roku wzrost cen spowolni. Jest to skok aż o 14 pp. względem odpowiedzi z ubiegłego roku, kiedy spodziewało się tego tylko 31% badanych. Jednocześnie maleje odsetek osób, które uważają, że ceny będą rosnąć w takim tempie, jak dotychczas lub spodziewają się przyspieszenia we wzroście cen – obecnie odpowiedziało tak 40% badanych, co jest spadkiem o 20 pp. w porównaniu do wyników z ubiegłego roku.

Pozytywny trend zauważyć można również w ocenie sytuacji finansowej w gospodarstwach domowych respondentów. Porównując wyniki z ubiegłoroczną odsłoną badania Banku Millennium zmniejszył się odsetek osób, które oceniają, że żyją skromnie i na co dzień bardzo oszczędnie gospodarują pieniędzmi. Obecnie jest to grupa 18% badanych, co oznacza spadek o 6 pp. względem 2022 r. Spory wzrost nastąpił w grupie badanych, którym żyje się trochę lepiej, czyli na co dzień wystarcza im pieniędzy, choć muszą oszczędzać na poważniejsze zakupy (wydatki). Odpowiedziała tak ponad połowa badanych (52%), co oznacza wzrost o 9 pp.

– Wyniki badania wpisują się w ogólną ocenę perspektyw polskiej gospodarki. W najbliższych miesiącach wskaźnik inflacji w Polsce będzie wyhamowywał i widać, że taki też scenariusz jest brany pod uwagę także przez konsumentów. Warto przy tym jednak zauważyć, że inflacja wciąż będzie utrzymywała się w tym roku na relatywnie wysokich poziomach. W obliczu spadających realnych dochodów rozporządzalnych coraz częściej konsumenci sięgali też do oszczędności, aby sfinansować konsumpcję. To pokazuje jak silnie negatywny wpływ na budżety domowe ma wysoka inflacja. Widoczny w wynikach badania spadek obaw o dalszy silny wzrost inflacji daje nadzieję, że wraz z jej wyhamowaniem poprawi się sytuacja dochodowa konsumentów, co z jednej strony może wesprzeć konsumpcję, albo sprzyjać odbudowie oszczędności – powiedział Grzegorz Maliszewski, główny ekonomista Banku Millennium.

W ostatnich miesiącach nieco zwiększyła się grupa oszczędzających osób – do 70% w 2023 r. z 67% w 2022 r. Jednocześnie już tylko co piąty pytany deklaruje, że nie oszczędza i nie posiada żadnych oszczędności (21%). W ubiegłym roku dotyczyło to co czwartego respondenta (26%).

Połowa respondentów (51%) posiada odłożone co najwyżej trzy miesięczne pensje, a dwie trzecie (67%) odkłada co miesiąc do 10% swojego wynagrodzenia. W porównaniu do zeszłorocznej odsłony badania są wyniki są bardzo zbliżone. Może to oznaczać, że utrzymująca się wysoka inflacja nie spowodowała dalszego załamania w finansach osobistych, a sytuacja względnie ustabilizowała się. Warto zwrócić uwagę, że choć więcej osób deklaruje, że oszczędza, to tylko nieznacznie wzrosła wysokość zaoszczędzonych pieniędzy.

Głównym powodem nieodkładania pieniędzy dla blisko dwóch trzecich z grupy respondentów niezmiennie pozostają za niskie zarobki (63% w 2023 r. vs 57% w 2022r.). Popularność tej odpowiedzi rośnie wraz z wiekiem ankietowanych – przyznaje to 44% badanych w wieku 18-34 lata, 66% badanych w wieku 35-54 lata i aż 71% w przypadku osób po 55 roku życia. 10% osób nie oszczędza, bo uważa, że to się nie opłaca. W przypadku tej odpowiedzi zaobserwować można znaczącą różnicę ze względu na płeć – takiego zdania jest 6% kobiet i 14% mężczyzn.

Aż co piąty badany (18%) w wieku od 25 do 34 lat chciałby oszczędzać, ale przyznaje, że mu to nie wychodzi. Jest to znaczne odchylenie od średniej wszystkich odpowiedzi, która wynosi 10% i może wskazywać na potrzebę wsparcia edukacji finansowej w obszarze gospodarowania budżetem wśród młodych dorosłych.

Kontynuujemy trend wydawania oszczędności na bieżące potrzeby – w lutym 65% badanych na pytanie „Dlaczego masz teraz mniej oszczędności niż pół roku temu?” odpowiedziało, że wydali je na bieżące potrzeby w związku ze wzrostem cen. Jest to poziom porównywalny z odpowiedziami z lipca ub. r. (66%). Tylko 20% pytanych Polaków wydała swoje oszczędności na cel, na który były przeznaczone (w lipcu ub. r. odsetek ten wyniósł 18%). Kredytobiorcy odczuwają natomiast ulgę jeśli chodzi o raty kredytów – o 6 p.p. spadła liczba osób, które deklarują, że ma mniej oszczędności ze względu na wzrost rat kredytu (15% w 2023 vs 21% w 2022).

Badanie „Finanse Polaków w obliczu wysokiej inflacji” przeprowadzone w lutym 2023 roku to druga odsłona badania o tym samym tytule z lipca ubiegłego roku. Zostało zrealizowane na zlecenie Banku Millennium na panelu Ariadna. Obejmuje ogólnopolską próbę N=1070 osób wieku od 18 lat wzwyż, reprezentatywną ze względu na płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania. Metoda: badanie przeprowadzone metodą ankiety internetowej (CAWI).

31% Polaków nie stać nawet na używane auto elektryczne

Z badania przeprowadzonego przez multiporównywarkę rankomat.pl wynika, że zaledwie 9% ankietowanych popiera zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych od 2035 roku. Powodem tego może być zbyt wygórowana jak na polskie realia cena aut eco. Gdyby na dzień dzisiejszy uczestnicy badania mieli przesiąść się do samochodu elektrycznego, co trzeci z nich nie miałby na to wystarczającego budżetu.   

Samochody elektryczne wkradają się wprawdzie do łask polskich kierowców, jednak nie na tak szeroką skalę, jak życzą sobie tego unijne władze. Rada UE przyjęła już przepisy w ramach pakietu Fit for 55, które oznaczają de facto zakaz rejestracji nowych samochodów z silnikiem spalinowym od 2035 roku (wyjątkiem są paliwa syntetyczne). Przedstawiciele polskiego rządu jako jedyni opowiedzieli się przeciwko tej decyzji, podnosząc argument, że będzie to „uderzeniem w budżety polskich rodzin”. A co na to sami zainteresowani?

Tuż przed przyjęciem nowych przepisów, uczestników badania rankomat.pl zapytano, czy popierają plany unijne, jaką kwotę mogliby obecnie przeznaczyć na zakup samochodu elektrycznego i czy wierzą, że zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych wejdzie w życie w 2035 roku.

41% osób sprzeciwia się zakazowi sprzedaży nowych samochodów spalinowych

Uczestnicy badania byli bardzo sceptycznie nastawieni do nowych przepisów unijnych. Za wprowadzeniem zakazu rejestracji nowych aut spalinowych od 2035 roku opowiedziało się zaledwie 9% ankietowanych. Za to aż 41% było temu zdecydowanie przeciwnych. Podobna grupa (39%) byłaby wprawdzie skłonna je poprzeć, ale tylko warunkowo. Najczęściej wymienianym warunkiem był koszt zakupu auta porównywalny z ceną samochodu spalinowego (24%). Istotna okazała się także infrastruktura ładowania. Czy popierasz zakaz produkcji aut spalinowych

38% kierowców może przeznaczyć na auto elektryczne tylko do 30 tys. złotych

Jeżeli granice pomiędzy cenami aut elektrycznych i spalinowych nie zaczną się w przyszłości zacierać, to po wprowadzeniu zakazu sprzedaży nowych samochodów z napędem spalinowym dla większości Polaków zakup auta elektrycznego może stanowić poważny problem.

Budżet, którym na dzień dzisiejszy dysponuje 31% uczestników badania, jest niewystarczający. 18% osób przyznało, że nie stać ich na samochód elektryczny nawet po sprzedaży auta, który obecnie posiadają. Z kolei 13% ankietowanych może przeznaczyć na ten cel zaledwie do 10 tys. złotych. To praktycznie wyklucza ich z grona potencjalnych nabywców pojazdu eco. Na rynku wtórnym znajdą w tej cenie co najwyżej auto powypadkowe lub bez baterii. Za sprawny najtańszy używany samochód elektryczny zarejestrowany w Polsce trzeba obecnie zapłacić ok. 20 tysięcy złotych. Ile możesz wydać na auto elektryczne

Nowy samochód elektryczny ma szansę kupić zaledwie 9% badanych. Są to osoby, które dysponują kwotą powyżej 70 tys. złotych. Najtańsze auta elektryczne kosztują ponad 100 tys. złotych, przy czym koszt zakupu może być niższy po skorzystaniu z dopłaty „Mój elektryk” oraz z Karty Dużej Rodziny.

Tylko 2% osób było przekonanych, że zakaz sprzedaży aut spalinowych wejdzie w życie

Rankomat.pl zapytał także uczestników badania, czy wierzą, że zakaz sprzedaży nowych samochodów spalinowych zostanie wprowadzony w 2035 roku. Okazuje się, że większość z nich nie była co do tego przekonana. Najwięcej osób odpowiedziało, że planowane przepisy nie zostaną lub raczej nie zostaną przyjęte (52,8%). Zdecydowanie na tak opowiedziało się zaledwie 2% ankietowanych.Czy zakaz produkcji aut spalinowych wejdzie w życie

W 2035 roku cena ubezpieczenia auta elektrycznego może być wyższa

W I kwartale 2023 roku właściciele samochodów elektrycznych, którzy korzystali z porównywarki cen OC i AC rankomat.pl płacili najmniej za obowiązkowe ubezpieczenie komunikacyjne. Czy tak samo będzie jednak za 12 lat? OC na elektryki

Dziś atutem aut elektrycznych w oczach ubezpieczycieli jest stosunkowo młody wiek pojazdu i niski przebieg. Wynika on jednak ze stosunkowo niedawno rozpoczętej na szerszą skalę produkcji. Gdy pojazdy eco będą się starzeć i na drogach przybędzie więcej aut elektrycznych, a ich kierowcy zaczną powodować więcej wypadków, ryzyko ubezpieczenia wzrośnie i wraz z nim cena obowiązkowej polisy – mówi Stefania Stuglik, ekspertka ds. ubezpieczeń komunikacyjnych rankomat.pl.

Czy zakaz sprzedaży nowych aut spalinowych faktycznie uderzy po kieszeniach polskich kierowców?

Jeśli nowe przepisy wejdą w życie (w 2026 r. planowana jest rewizja rozporządzenia), to produkcja samochodów elektrycznych z pewnością będzie wyglądać inaczej niż obecnie. Powinna także poprawić się infrastruktura ładowania. Niewykluczone, że ceny aut używanych spadną do poziomu porównywalnego z autami spalinowymi. Poza tym, nowe przepisy nie wykluczają korzystania oraz rejestracji używanych samochodów z silnikami spalinowymi po 2035 roku. Rynek wtórny będzie więc na nie nadal otwarty. Ich właściciele mogą jednak mieć coraz większy problem z dostępnością nowych części zamiennych, czy nawet wjazdem do niektórych miast.

***
Badanie na zlecenie rankomat.pl zostało przeprowadzone przez Wavemaker w marcu 2023 r. na ogólnopolskiej grupie 838 osób.

Nowe regulacje pracy zdalnej

Niewątpliwie pandemia COVID-19 przyspieszyła zamiany na rynku pracy – nie tylko w obszarze digitalizacji, cyfrowego przepływu dokumentów, ale również pracy zdalnej. Z dnia na dzień całe przedsiębiorstwa przeniosły swoją działalność do świata wirtualnego. W wyniku tego zmieniła się kultura pracy oraz pojawiły się nowe wątpliwości i wyzwania, wymagające regulacji prawnej.

Do kluczowych zapisów nowelizacji Kodeksu Pracy w zakresie pracy zdalnej należy w pierwszej kolejność konieczność wypracowania porozumienia między pracodawcą a pracownikiem w zakresie tego modelu współpracy. Można powiedzieć, że w znacznej części odpowiedzialność za funkcjonowanie tej formy pracy przypada pracodawcom, którzy muszą zaproponować wewnętrzne regulaminy normujące jej funkcjonowanie. Sporną kwestią może być kwestia ryczałtu, który należy się pracownikom pracującym zdalnie niekorzystającym z 24 dni okazjonalnej pracy zdalnej. Musimy także pamiętać, że niezależnie czy praca zdalna jest realizowana z woli pracownika czy pracodawcy ryczałt ten należy się zatrudnionemu.

Nowe przepisy z jednej strony dały pracownikom prawo do wnioskowania o pracę zdalną, z drugiej natomiast mogą spowodować spadek popularności tej formy pracy. Idąc dalej – dobrze unormowana wewnętrznie praca zdalna może stanowić przewagę konkurencyjną firm. Praca zdalna może zatem wrócić na listę atrakcyjnych benefitów pracowniczych. W przeciwieństwie do sytuacji przedpandemicznej, nie będzie to już jednak tak egzotyczne świadczenie.

Anna Barbachowska, dyrektorka HR w ADP Polska

Friendshoring, nearshoring i reshoring – trend czy długofalowa strategia?

Wydarzenia, które miały miejsce w ostatnich latach – pandemia i wybuch wojny w Ukrainie – przyspieszyły zmiany modelu gospodarki z globalnego na regionalny. Firmy, w obawie o bezpieczeństwo swoich łańcuchów dostaw, coraz częściej rozważają wdrożenie strategii friendshoringu[1], nearshoringu[2] czy reshoringu[3], które mają zapobiec wystąpieniu zakłóceń czy zerwaniu kanałów logistycznych. Czy to chwilowy trend wynikający z obecnej sytuacji na świecie czy stała zmiana w planowaniu inwestycji przez firmy?

– Wydarzenia ostatnich lat przekonały inwestorów, że miejsce produkcji ma kluczowe znaczenie nie tylko dla kosztów prowadzenia działalności w krótkiej perspektywie, ale również dla stabilności rozwoju w długim okresie. Najpierw pandemia i związane z nią ograniczenia produkcyjne i logistyczne, a następnie rosyjska agresja na Ukrainę, doprowadziły do wzmocnienia trendu relokacji. W ostatnim czasie firmy poszukujące nowych lokalizacji zwracają większą uwagę na czynniki pozafinansowe. Ważnymi argumentami są stabilność, dostępność logistyczna oraz podobne spojrzenie na globalną politykę, a w tych aspektach Polska prezentuje się jako atrakcyjne miejsce do lokowania inwestycji – mówi Marcin Fabianowicz, Dyrektor Centrum Inwestycji, Polska Agencja Inwestycji i Handlu.

Atutem Polski jest także brak regulacji prawnych dotyczących szczególnego postępowania w przypadku relokacji. Oznacza to, że każda spółka chcąca rozpocząć działalność gospodarczą w Polsce jest traktowana jako nowy podmiot podlegający ogólnym przepisom prawa w tym zakresie.

Nie tylko Polska

Wśród firm, które zdecydowały się na relokację do Polski wymienić można m.in. Polpharmę, która, chcąc uniezależnić się od dostaw substancji wysoko aktywnych z Azji, rozpoczęła budowę nowoczesnej fabryki w Starogardzie Gdańskim, czy firmę MAN Truck & BUS, która przeniosła produkcję z Ukrainy do Polski (w polskiej fabryce w Starachowicach mają być produkowane wiązki elektryczne do projektu MAN NHMR). Warto jednak zaznaczyć, że nasz kraj nie jest jedynym kierunkiem relokowanych firm i konkuruje głównie z krajami Europy Środkowo-Wschodniej.

W listopadzie 2022 r. wiceminister rozwoju i technologii, Grzegorz Piechowiak, w rozmowie z PAP oznajmił, że w najbliższych miesiącach mają zapaść kolejne decyzje związane z przeniesieniem dużych zagranicznych firm z Ukrainy do Polski. Regionami, które cieszą się największym zainteresowaniem inwestorów i gdzie należy się spodziewać nowych inwestycji są województwa śląskie, dolnośląskie, łódzkie oraz lubuskie. Podkreślono jednak, że nasz kraj konkuruje o nowych inwestorów z Bułgarią, Rumunią, Czechami oraz Słowacją. W porównaniu do tych państw, Polska jest konkurencyjna pod względem cen energii, natomiast w przypadku kosztów pracy, przegrywamy np. z Rumunią i Bułgarią.

Czy jesteśmy na to gotowi?

– W 2022 r. do użytku oddano około 4,4 mln mkw. powierzchni przemysłowo-magazynowej, najwięcej w historii polskiego rynku, a w budowie jest kolejne 3,43 mln mkw. Powstające w Polsce nowoczesne obiekty magazynowe są atrakcyjne dla zagranicznych inwestorów i popyt na nie wciąż jest wysoki. I chociaż miniony rok to gwałtowny wzrost czynszów, wysokie ceny paliw oraz materiałów budowlanych i kosztów finansowania – Polska na tle innych krajów europejskich wciąż pozostaje atrakcyjną lokalizacją – mówi Jan Barbasiewicz, Partner, Dział Powierzchni Logistycznych i Przemysłowych w Colliers.

Sytuacji przyglądają się także deweloperzy

– Zjawisko friendshoringu ma duży potencjał i stale weryfikujemy nowe możliwości współpracy. Sytuacja jest jednak bardzo dynamiczna – w pierwszych miesiącach wojny spływało bardzo dużo zapytań o powierzchnię od firm, których działalność została zakłócona. Gdy doszło do względnej stabilizacji na froncie, przedsiębiorstwa znalazły swój azyl przede wszystkim w zachodniej Ukrainie, a potencjał tej części kraju wzrósł szczególnie w dobie wewnętrznej migracji, ponieważ przybyła tam znaczna część uchodźców – mówi Michał Samborski, Head of Development w Panattoni.

– Ze strony ukraińskich firm odnotowaliśmy wiele zapytań dotyczących magazynów położonych w Polsce południowo-wschodniej. Ostatecznie nie przełożyły się one na konkretne umowy najmu. Zauważyliśmy jednak, że wiele polskich firm podjęło współpracę z partnerami z Ukrainy. W przyszłości tego typu kooperacja może zaowocować tym, że przedsiębiorcy z Ukrainy zdecydują się na zakładanie oddziałów w Polsce – stwierdza Marzena Taube, Regional Leasing Director w 7R.

Według informacji przekazanych przez Polsko-Ukraińską Izbę Gospodarczą, Polska jest głównym miejscem przenoszenia się przedsiębiorstw.

– Obserwujemy stabilność w kontekście liczby relokacji. Zmiana trendu będzie zależeć w pierwszej kolejności od czasu trwania i charakteru konfliktu wojennego. Sądzimy, że nawet po zakończeniu działań wojennych relokacje będą utrzymywać się na stałym poziomie – uważa Roman Dryps, Dyrektor Operacyjny w Centrum Doradztwa Biznesowego Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

[1] Polega na lokowaniu zakładów produkcyjnych w krajach o wspólnych wartościach, które współpracują ze sobą politycznie i militarnie. Termin ten po raz pierwszy został użyty w kwietniu 2022 r. podczas jednego z przemówień amerykańskiej ekonomistki Janet Yellen, sekretarza skarbu w gabinecie Joego Bidena. Dziś to jeden z najczęściej używanych terminów dot. regionalizacji, które pojawiają się w mediach po wybuchu wojny w Ukrainie.

[2] To strategia lokowania produkcji bliżej kraju macierzystego, do państw zbliżonych kulturowo. Wzrostu popularności należy doszukiwać się tuż po pierwszych lockdownach spowodowanych pandemią COVID-19.

[3] Strategia wykorzystywana w dojrzałych przedsiębiorstwach, które po ulokowaniu zakładów produkcyjnych w innych krajach, po pewnym czasie postanawiają przenieść je z powrotem do kraju macierzystego.

ABB: branża motoryzacyjna niegotowa na pełną adopcję samochodów elektrycznych

  • Ponad połowa respondentów uważa, że przejście na produkcję samochodów w pełni elektrycznych zgodnie z harmonogramem nowych regulacji (2030-2040), jest niemożliwe
  • Największymi wyzwaniami dla branży motoryzacyjnej są zakłócenia w łańcuchu dostaw, rosnące koszty pracy i niedobór pracowników
  • Osiągnięcie zrównoważonej produkcji realne, ale nie bezproblemowe – twierdzi 80 proc. respondentów

W zeszłym roku amerykańska administracja ogłosiła program, zgodnie z którym do 2030 r. samochody elektryczne (EV) mają stanowić co najmniej 50 proc. wszystkich nowych samochodów na tamtejszym rynku1. Z kolei Parlament Europejski przegłosował porozumienie, zgodnie z którym od 2035 r. wszystkie nowe samochody osobowe i dostawcze nie mogą emitować CO22. Wciąż nie jest to obowiązuje prawo, dodatkowo niedawne porozumienie dopuszcza zastosowanie paliw syntetycznych, ale z pewnością czekają nas rewolucyjne zmiany w branży motoryzacyjnej. Pytanie czy branża jest na nie przygotowana?

Według badania przeprowadzonego przez biznes Robotyki ABB oraz Automotive Manufacturing Solutions3 – nie do końca. 59 proc. respondentów uważa, że przejście na produkcję samochodów w pełni elektrycznych zgodnie z przedstawianym przez ustawodawców harmonogramem, jest niemożliwe. Tylko 11 proc. wierzy, że wszystkie regionalne cele w zakresie adopcji pojazdów elektrycznych na lata 2030-2040, są realistyczne. 18 proc. uważa, że cele te nigdy nie zostaną osiągnięte. I choć nieco ponad jedna czwarta (28 proc.) respondentów pozostaje optymistami, jeśli chodzi o przeprowadzenie koniecznych zmian w terminie, to jednocześnie wymieniają oni istotne wyzwania, z którymi należy się zmierzyć: dostosowanie się do nowych, „bateryjnych” łańcuchów dostaw, konieczność wysokich nakładów inwestycyjnych, braki surowcowe, zapewnienie odpowiedniej infrastruktury oraz niedostatecznie wydajna sieć energetyczna.

– Badanie potwierdza wszystkie obawy przedstawicieli branży motoryzacyjnej, z którymi na co dzień rozmawiamy. „Sercem” samochodu przestaje być silnik spalinowy, a bateria. Rośnie znaczenie elektroniki w tym samochodzie. To wszystko wymaga nowych łańcuchów dostaw i coraz większego dostępu do metali ziem rzadkich. Jednocześnie zmiana profilu produkcji oznacza dla wielu dostawców konieczność modernizacji i inwestycji w dającą więcej elastyczności automatyzację. Ta z kolei z jednej strony wiąże się z istotnymi nakładami finansowymi, a z drugiej nie jest możliwa bez odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, o których coraz trudniej na rynku. To wszystko odbywa się w środowisku rosnącej presji cenowej i płacowej. Mamy więc tu wiele negatywnych czynników, które wpływają na nastroje przedstawicieli branży – uważa Michał Wójcik z biznesu Robotyki ABB w Polsce.

Rosnące koszty pracy i braki kadrowe

Ankietę przeprowadzono wśród prawie 600 ekspertów rynkowych – od przedstawicieli producentów aut, po inżynierów i dostawców komponentów. W kategorii „obaw”, rosnące ceny surowców były wskazywane częściej niż koszty energii. Jednak największą bolączką sektora produkującego samochody pozostaje łańcuch dostaw (62 proc. wskazań). To zmusza do zmiany strategii: „dostawę na czas” (just-in-time) zastępuje „dostawa na wszelki wypadek” (just in case). W efekcie wytwórcy kładą coraz większy nacisk na utrzymywanie odpowiedniego poziomu zapasów, realizując zakupy hurtowe przy jednoczesnym poszerzaniu sieci dostawców, aby zapewnić sobie dostępność podzespołów.

Dla 35 proc. respondentów praca jest najbardziej palącą kwestią, gdy spojrzeć na kwestię rosnących kosztów. Zapytani o wyzwania, z jakimi mierzą się w kontekście zasobów ludzkich, ponad połowa badanych wskazała na brak specyficznych kompetencji. Z kolei 48 proc. badanych zgadza się, że potrzeba coraz to nowych umiejętności, ponieważ krajobraz przemysłu motoryzacyjnego zmienia się dynamicznie. A to wymaga zintensyfikowania działań, które przyciągnęłyby większą liczbę osób do pracy w branży.

Co ciekawe, braki kadrowe są większym problem w Ameryce Północnej (56 proc.), niż w Azji (37 proc.) i Europie (34 proc.). Z kolei potrzeba nowych umiejętności i kompetencji była najgłośniej wyrażana przez przedstawicieli branży w Azji – 57 proc., przy jedynie 37 proc. głosów z Ameryki Płn. i 48 proc. z Europy.

– O niedoborze pracowników często słyszymy od naszych klientów na polskim rynku. Brakuje pracowników niższego szczebla jak spawacze, monterzy czy wózkowi. W wielu przypadkach problem mogą rozwiązać odpowiednio skonfigurowana aplikacja albo mobilne roboty typu AMR. Jednak brakuje również osób, które mają nadzorować automatykę w zakładzie czy programować sterowniki PLC. W tym przypadku trudno człowieka zastąpić maszyną czy systemem – twierdzi Michał Wójcik.

Jak dodaje, przyjmuje się, że jeden robotyk powinien przypadać na 10-20 robotów w zakładzie. Według Międzynarodowej Federacji Robotyki (IFR), w Polsce instalujemy ponad 3 000 robotów przemysłowych rocznie. Łatwo policzyć, że wymaga to rokrocznie ponad 150 nowych, wykwalifikowanych pracowników. Obecnie rynek pracy nie jest w stanie zaspokoić takiego popytu. Rośnie więc popularność usług serwisowych świadczonych przez zewnętrznych dostawców, ale i profesjonalnych szkoleń. Takie szkolenia prowadzi np.  ABB w swoim centrum robotycznym w Warszawie.

Ekspert firmy zwraca uwagę na jeszcze jeden problem, z którym w najbliższym czasie będzie borykało się wielu producentów z polskiej branży motoryzacyjnej – jest nim konieczność zmiany profilu produkcji.

– Trzeba pamiętać, że branża motoryzacyjna to nie tylko znani producenci aut, ale również tysiące dostawców części i podzespołów, bez których samochód nigdy nie wyjedzie z fabryki. Profil produkcji tych producentów jest obecnie siłą rzeczy dostosowany do specyfiki samochodu spalinowego. Jeśli taka firma produkowała do tej pory np. katalizatory albo zajmowała się spawaniem konstrukcji silnika, będzie musiała przejść pełną wyzwań modernizację – wskazuje Michał Wójcik.

Jak dodaje, taki producent może zmienić swój profil i skupić się np. na produkcji obudów do baterii samochodowych, która w Polsce rozwija się bardzo szybko. To jednak wiążę się z kosztami. – Jeśli zakład korzystał do tej pory z robotów, koszt przeprogramowania, zmiany uchwytów robota czy sposobu podawania elementów, może wynosić 10-20 proc. kosztów celi. Koszt modernizacji rośnie jednak znacząco, jeśli w zakładzie korzystano wyłącznie z tzw. twardej automatyki, która sama w sobie nie jest dość elastyczna – dodaje Michał Wójcik. – Inna sprawa, że samochody elektryczne będą oferować duże możliwości w zakresie konfigurowalności. Również w tym kontekście nie da uciec się od idei elastycznej fabryki.

Pozytywnie o zrównoważonej produkcji

Wspomniane badanie starało się również pokazać, jakie jest podejście liderów branży do popularnej ostatnio kwestii zrównoważonej produkcji. W tym przypadku optymizm jest wyraźny: 80 proc. respondentów uważa, że zrównoważony rozwój jest jak najbardziej osiągalny. Tylko 4 proc. twierdzi, że wręcz przeciwnie. Oczywiście główną przeszkodą w zrealizowaniu tego celu są finanse – tego zdania jest jedna czwarta respondentów. Pozytywna jest również konkluzja, bowiem roboty stają się przystępniejsze, coraz łatwiejsze w integracji i eksploatacji (szczególnie jeśli chodzi o roboty współpracujące), prościej się je również programuje. Takie systemy jak RobotStudio pozwalają bowiem na wydajniejsze planowanie i skuteczniejsze wdrażanie konkretnych rozwiązań. A stąd prosta droga do realizacji celów zrównoważonego rozwoju.

– Badanie potwierdziło, że produkcja w branży motoryzacyjnej boryka się z istotnymi ograniczeniami, szczególnie jeśli chodzi o łańcuchy dostaw – powiedział Daniel Harrison, analityk w Automotive Manufacturing Solutions. – Będzie to kolejna „nowa normalność”, która tak naprawdę nigdy nie będzie „normalna”, a która stawia przed branżą istotne wyzwania w kontekście zwrotu w stronę elektryfikacji.

https://www.whitehouse.gov/briefing-room/statements-releases/2023/02/15/fact-sheet-biden-harris-administration-announces-new-standards-and-major-progress-for-a-made-in-america-national-network-of-electric-vehicle-chargers/

2 https://www.europarl.europa.eu/news/pl/headlines/economy/20221019STO44572/unijny-zakaz-sprzedazy-nowych-samochodow-spalinowych-od-2035-r-co-to-oznacza

3 https://new.abb.com/products/robotics/initiatives/abb-ams-automotive-manufacturing-outlook-survey

Czy rynek nastawia się na recesję?

Ostatnie dni pokazują nam, że inwestorzy coraz mocniej pogodzeni są ze spowolnieniem gospodarczym. W górę idzie złoto, spadają oczekiwania co do podwyżek stóp procentowych w USA, spada też wydobycie ropy.

Złoto szuka szczytów

Cena uncji złota przebiła właśnie psychologiczny poziom 2000 dolarów. Ostatni raz tak drogo było w pierwszych tygodniach rosyjskiej inwazji na terytorium Ukrainy. Złoto oprócz zastosowania jubilerskiego i przemysłowego jest również kruszcem, w którym inwestorzy zwyczajowo lokują środki w trudnych czasach. Nie wiadomo, dlaczego ma tak być w 2023 roku, ale skoro odpowiednio wielu inwestorów tak robi, mamy samospełniającą się przepowiednię. Każda kolejna osoba dokupując przyczynia się do podniesienia ceny i uzasadnienia racjonalności decyzji. Tak duży napływ pokazuje jednak, że na rynku inwestorzy spodziewają się poważnego spowolnienia.

Zmiany nastawienia w USA

Temat stóp procentowych za oceanem wydaje się nigdy nie kończyć. Jeszcze przed wczorajszymi zmianami mieliśmy dziwną sytuację, w której w tym kwartale spodziewano się wzrostu a w kolejnych dwóch obniżek. Teraz mamy sytuację, gdzie patrząc na wyceny kontraktów, oddalamy się od perspektywy dalszych wzrostów stóp w tym cyklu. Nadal możemy się jednak spodziewać obniżek stóp procentowych przed końcem roku. Rynek oczekuje obecnie 2 do 3 obniżek po 0,25%. Gdyby scenariusz się potwierdził, należałoby się spodziewać wyraźnego osłabienia się dolara. Najwyraźniej Amerykanie chcą wejść w potencjalne osłabienie gospodarcze ze słabszą walutą.

Zmiany stóp procentowych na świecie

Wczoraj poznaliśmy decyzje Królewskiego Banku Australii oraz Narodowego Banku Rumunii w sprawie stóp procentowych. W obydwóch przypadkach zgodnie z oczekiwaniami utrzymano stopy procentowe na niezmienionych poziomach. W Australii było to 3,6%, czyli 4,2 punktu procentowego poniżej inflacji, która osiąga właśnie szczyty. Rumunia utrzymuje z kolei poziom o 0,25 punktu procentowego powyżej polskiego. Ma również delikatnie niższą, bo 15,5% inflację. Niespodziankę na rynku zrobiła za to Nowa Zelandia. Rynek spodziewał się wzrostu stóp, ale do 5,00%, a nie jak podniesiono od razu do 5,25%. Co ciekawe, kraj ten ostatnio ustabilizował poziom zmian cen. Jak widać, woli jednak szybciej wygrać z inflacją, niż dbać o tani kredyt. Po tych danych dolar nowozelandzki wyraźnie zyskiwał.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:15 – USA – Raport ADP na temat zatrudnienia.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Grupa VRG w ubiegłym roku wypracowała ponad 92 mln zł zysku netto. Zarząd zapowiada rekomendację wypłaty dywidendy

Grupa VRG osiągnęła w 2022 roku historycznie najwyższe wyniki w zakresie sprzedaży i wygenerowanego zysku. Skonsolidowane przychody Grupy VRG w 2022 roku wyniosły 1,27 mld zł i były o 19,1 proc. wyższe niż w roku 2021. Co ważne, spółka zanotowała wzrost przychodów, utrzymując przy tym wysoki poziom rentowności. Skonsolidowany zysk netto wyniósł 92,9 mln zł, wobec 66,3 mln zł zysku w roku 2021. Wzrost sprzedaży w obu segmentach VRG notowało również w pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku. Zarząd spółki zapowiada, że będzie rekomendował akcjonariuszom wypłatę dywidendy, zgodnie z przyjętą w ubiegłym roku polityką. Zapowiada też inwestycje w rozwój i modernizację sieci salonów stacjonarnych oraz dalszą koncentrację na wzroście sprzedaży i marży.

Segment odzieżowy Grupy VRG osiągnął przychody w wysokości 648,2 mln zł (o 13,8 proc. więcej rok do roku). Na wzrost sprzedaży wpływ miała odbudowa popytu na odzież formalną, dobre przyjęcie kolekcji marek przez klientów oraz rozwój oferty casual. Reprezentująca segment jubilerski marka W.KRUK, oferując bardzo dobre kolekcje produktowe i rozwijając sieć sprzedaży, z powodzeniem wykorzystała dobrą koniunkturę i wypracowała rekordowe wyniki. Przychody marki wyniosły 625,7 mln zł, o 25 proc. więcej rok do roku.

Najważniejszymi wyzwaniami dla spółki w ubiegłym roku były wspieranie wzrostu sprzedaży oraz poprawa rentowności. Pomimo wyższych kosztów prowadzenia działalności, zdołaliśmy zrealizować strategiczne cele Grupy na 2022 rok. Spółka jest w dobrej kondycji w aspekcie sytuacji płynnościowej i finansowej, zachowując bezpieczny poziom zadłużenia i to pomimo wypłaty pierwszej od 23 lat dywidendy – mówi Janusz Płocica, prezes zarządu VRG.

Dobry początek roku VRG, pomimo ochłodzenia w konsumpcji

W pierwszych trzech miesiącach bieżącego roku Grupa VRG zanotowała sprzedaż na poziomie 267 mln zł, o 9,5 proc. więcej w porównaniu do roku 2022 – wynika z wstępnych wyników sprzedaży raportowanych przez Grupę. Marża brutto na sprzedaży wyniosła w tym czasie 51,6 proc. (wzrost o 0,8 p.p. w porównaniu do 2022). VRG uzyskało wzrost przychodów i marży, pomimo ochłodzenia nastrojów konsumenckich.

Mocny pierwszy kwartał br. ma za sobą segment jubilerski Grupy, który osiągnął w tym czasie sprzedaż o wartości 142 mln zł (10,5 proc. więcej r/r). Wzrost odnotował również bardziej wrażliwy na nastroje konsumentów segment odzieżowy (125 mln zł przychodu, o 8,4 proc. więcej r/r.)

W pierwszym kwartale bardzo dobrze radził sobie segment jubilerski. Jesteśmy też zadowoleni z zachowania segmentu odzieżowego, w tym z pierwszych reakcji na kolekcje marek na sezon wiosna – lato. Zanotowaliśmy wzrost przychodów, utrzymując jednocześnie wysoki poziom marży. Jest to efekt prowadzonej przez nas strategii zarządzania ceną i polityki ograniczania promocji – komentuje Janusz Płocica

Cele i plany na 2023 rok

Głównym celem zarządu VRG na 2023 rok jest kontynuacja wzrostu przychodów w obu segmentach i przez każdą z marek oraz uzyskanie lepszych wyników finansowych. Prezes spółki wskazuje na silne strony Grupy i zapowiada inwestycje w rozwój.

Naszą mocną stroną jest dywersyfikacja i oparcie biznesu na dwóch segmentach, w których posiadane przez nas marki charakteryzują się wysoką rozpoznawalnością i bardzo dobrym wizerunkiem. Dlatego też realnym wydaje się nasz cel uzyskiwania lepszych wyników rok do roku oraz kontynuacja wzrostu przychodów całej Grupy i każdej z marek, nawet w warunkach spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego oraz wysokiej inflacji – dodaje Janusz Płocica.

Na 2023 rok VRG zapowiedziało inwestycje w rozwój sieci sprzedaży stacjonarnej. W przyszłym roku powierzchnia handlowa całej Grupy powinna wzrosnąć o ok. 4 proc. r/r., co oznaczałoby pierwszy wzrost netto powierzchni handlowej od czasu pandemii. Grupa planuje dalszą ewolucję sieci w kierunku zmienionych konceptów salonów w markach Vistula i Wólczanka, operujących na większych powierzchniach i umożliwiających odpowiednią ekspozycję coraz szerszego asortymentu marek. W segmencie jubilerskim otwierane będą nowe lokalizacje dla salonów własnych i franczyzowych.

Grupa dywersyfikuje pozycjonowanie marek modowych w segmencie fashion. Efektem jest m.in. coraz wyraźniejsze różnicowanie ofert marek Vistula i Bytom. Vistula rozwija się w kierunku marki premium total look dla mężczyzn i kobiet, z naciskiem na wysokiej jakości kolekcję formalną, podczas gdy BYTOM pozostaje marką oferującą kolekcje mody męskiej, osadzonych w najlepszych tradycjach krawiectwa.

W ramach realizacji strategii omnichannel VRG zwiększa możliwości realizowania dostaw i zwrotów (włącznie z dostawą ekspresową) oraz rozwija funkcjonalności stron i aplikacji sprzedażowych poprzez wprowadzenie bardziej intuicyjnych narzędzi. Spółka pracuje także nad programowaniem własnych rozwiązań, umożliwiających interaktywne dopasowanie rozmiarów w e-sklepach. Grupa kontynuuje sprzedaż na platformie Zalando i pracuje nad rozpoczęciem współpracy z kolejnymi platformami.

Planowane na 2023 rok wydatki inwestycyjne Grupy VRG to ok. 42 mln zł.

Zarząd podtrzymuje politykę dywidendową

W trakcie konferencji wynikowej dla inwestorów zarząd Grupy VRG podtrzymał założenia polityki dywidendowej. Zakłada ona coroczne rekomendowanie wypłaty w przedziale 20-70 proc. skonsolidowanego zysku netto przy założeniu, że wskaźnik dług netto/EBITDA na koniec roku obrotowego wyniesie mniej niż 2,5. Każdorazowo przed przedstawieniem rekomendacji walnemu zgromadzeniu, zarząd będzie brał pod uwagę sytuację finansową Grupy, potrzeby inwestycyjne, sytuację płynnościową, perspektywy rozwoju w danej sytuacji rynkowej i makroekonomicznej, plany akwizycyjne oraz kowenanty bankowe.

Jednym z głównych celów zarządu jest zwiększenie atrakcyjności inwestycyjnej VRG, a co za tym idzie wartości naszych akcji. Środkiem do tego celu jest wzrost biznesu oraz dzielenie się wypracowanym przez Grupę zyskiem z akcjonariuszami. W niedługim czasie po przeprowadzeniu odpowiednich analiz wydamy rekomendację o wypłacie dywidendy za rok 2022 – mówi Janusz Płocica.

VRG S.A. ostatni raz podzieliło się zyskiem z akcjonariuszami w lipcu ubiegłego roku. Spółka przeznaczyła wtedy na ten cel 39,8 mln zł, co oznaczało wypłatę w wysokości 0,17 zł na akcję.

Creotech Instruments z sukcesem zrealizował kolejny istotny etap projektu PIAST

Creotech Instruments osiągnął kolejny kamień milowy w projekcie PIAST (Polish ImAging SaTelites) i pomyślnie zakończył PDR (ang. Preliminary Design Review), będący drugim z czterech głównych przeglądów w procesie projektowania i budowy satelitów. Oznacza to, że spółka zakończyła wstępne prace R&D i przechodzi obecnie do procesu produkcji oraz testów satelitów. Projekt PIAST ma zagwarantować pierwsze stworzone w Polsce instrumenty narodowego systemu satelitarnej obserwacji Ziemi na potrzeby Sił Zbrojnych RP. Spółka planuje budowę i umieszczenie na orbicie okołoziemskiej w 2025 roku konstelacji trzech satelitów opartych na autorskiej platformie HyperSat. Projekt realizowany jest w konsorcjum, którego liderem jest Wojskowa Akademia Techniczna.

Zrealizowany z sukcesem przez konsorcjum przegląd PDR to kolejny ważny krok,  po ukończonym w ubiegłym roku przeglądzie SRR (ang. System Requirements Review), który pozwala na przejście do następnego etapu projektu i znacząco redukuje jego ryzyko technologiczne. Kolejne fazy do realizacji to CDR (ang. Critical Design Review) oraz FAR (ang. Flight Acceptance Review). Wszystkie przeglądy prowadzone są z udziałem niezależnych, zewnętrznych ekspertów.

Jestem bardzo zadowolony, że udało nam się osiągnąć kolejny kamień milowy w projekcie PIAST dotyczącym budowy i umieszczenia na orbicie konstelacji trzech satelitów obserwacyjnych dla potrzeb Sił Zbrojnych RP. Zakończony z sukcesem przegląd PDR potwierdził, że nasz projekt jest technicznie i organizacyjnie właściwy oraz spełnia wymagania projektowe. Teraz, zgodnie z harmonogramem, możemy przejść do następnego etapu realizacji PIAST i rozpocząć produkcję zaawansowanych prototypów oraz testy kwalifikacyjne komentuje dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A.

Projekt PIAST ma na celu wykorzystanie potencjału współpracy jednostek naukowych i przedsiębiorstw prywatnych w zakresie rozwoju rozwiązań kluczowych dla bezpieczeństwa i obronności państwa. Całe przedsięwzięcie jest realizowane pod kierownictwem Wojskowej Akademii Technicznej we współpracy z Creotech Instruments S.A., Centrum Badań Kosmicznych PAN, Scanway S.A., Sieć Badawcza Łukasiewicz – Instytut Lotnictwa i PCO S.A. (spółka z Polskiej Grupy Zbrojeniowej). Ostatecznym odbiorcą rezultatów projektu PIAST jest Ministerstwo Obrony Narodowej. Projekt jest współfinansowany przez Narodowe Centrum Badań i Rozwoju w ramach programu SZAFIR.

Konstelację PIAST utworzą trzy nanosatelity optoelektronicznego rozpoznania obrazowego, które przeprowadzą serię testów kluczowych dla dalszego rozwoju funkcjonalności autorskiej, modułowej platformy satelitarnej HyperSat. Testy te obejmą m.in. lot w formacji, komunikację laserową kosmos-ziemia oraz kosmos-kosmos, obrazowanie tego samego punktu na Ziemi przez więcej niż jednego satelitę jednocześnie oraz testy nowego protokołu szyfrowania.

Projekt PIAST pozwoli w najbliższych latach na przetestowanie procedur produkcji i montażu seryjnego satelitów, co jest kluczowe z punktu widzenia spodziewanych przyszłych zamówień na platformy satelitarne i realizacji naszej strategii rozwoju. Pozytywne zakończenie fazy PDR to również ważny krok dla Spółki i procesu stopniowego przechodzenia z produkcji indywidualnych satelitów do produkcji seryjnej na potrzeby konstelacji satelitarnych dodaje Grzegorz Brona.

Creotech Instruments  jako jedyna firma w Polsce osiągnęła zdolność do budowy mikrosatelitów, czyli satelitów o wadze od 10 kg do 150 kg. Krokiem milowym w rozwoju spółki jest projekt EagleEye, dotyczący opracowania mikrosatelity obserwacyjnego Ziemi. Jego wyniesienie na orbitę planowane jest na przełom 2023 i 2024 roku.  Firma bierze również udział w pionierskim projekcie budowy pierwszego dużego komputera kwantowego dla Unii Europejskiej w ramach międzynarodowego konsorcjum. Wybór spółek nastąpił z ramienia Komisji Europejskiej, a Creotech Instruments jest jedynym przedstawicielem z Europy Środkowo–Wschodniej.

Ukraina – odbudowę trzeba zacząć już teraz

Priorytetem dla odbudowy Ukrainy będą inwestycje w infrastrukturę, służbę zdrowia, mieszkania i szkoły, a także odporność cyfrową i energetyczną. Allianz Trade uważa, że będzie to wymagało co najmniej 100-150 mld euro inwestycji prywatnych (oprócz 350 mld euro pomocy zagranicznej).

Oczekuje się, że gospodarka Ukrainy ustabilizuje się w tym roku, ale ryzyko spadku jest duże. Po spadku produkcji o -34% w ubiegłym roku, Allianz Trade oczekuje, że realny PKB wzrośnie nieznacznie o około +1% w 2023 roku. Trwająca wojna stwarza jednak duże ryzyko pogorszenia perspektyw gospodarczych, zwłaszcza ze względu na trwające zniszczenie ważnej infrastruktury, takiej jak sieć energetyczna Ukrainy. Od października 2022 r. energia elektryczna jest racjonowana na Ukrainie poprzez rotacyjne zrzucanie obciążenia (rolling blackouts).

Roczna stopa inflacji przyspieszyła z 10% do ponad 25% i nie wykazuje żadnych oznak zmniejszenia. Zarówno wzrost gospodarczy, jak i wyniki inflacji wywarły ogromną presję na rachunki fiskalne, pomimo pomocy zagranicznej na dużą skalę. Deficyt publiczny Ukrainy wzrósł czterokrotnie, zwiększając dług publiczny o 40 punktów procentowych, a zadłużenie zewnętrzne brutto osiągnęło 90% przedwojennego PKB. Ukraińska waluta straciła również jedną piątą swojej wartości w stosunku do dolara.

Proces odbudowy musi rozpocząć się jak najszybciej, aby wzmocnić odporność społeczno-gospodarczą kraju, ale odbudowa Ukrainy będzie kosztowna. Bolesne doświadczenia minionych wojen nauczyły nas, co trzeba zrobić, aby odbudować kraje spustoszone przez konflikt zbrojny. Oprócz niezmierzonego ludzkiego cierpienia, wojny niszczą infrastrukturę, dezorganizują produkcję i zmieniają przepływy handlowe. I zazwyczaj doprowadzają rządy do bankructwa, ponieważ aktywność gospodarcza załamuje się, a dług narasta. Jeśli weźmiemy za przykład odbudowę Europy Zachodniej po II wojnie światowej, to skala planu Marshalla w przeliczeniu na dzisiejszą siłę nabywczą jest porównywalna z szacowanymi kosztami odbudowy Ukrainy w ciągu najbliższych 10 lat (do 1 biliona euro).

Ukraina nie jest jednak w stanie dokonać tego sama w obliczu rosnącego długu publicznego i powiększającej się luki fiskalnej. Sam koszt odbudowy infrastruktury będzie prawdopodobnie wymagał co najmniej 300 mld euro (nawiasem mówiąc, jest to ta sama kwota, która była potrzebna do modernizacji infrastruktury w Niemczech Wschodnich podczas zjednoczenia Niemiec) – czyli trzykrotność całkowitego (fiskalnego) budżetu Ukrainy w zeszłym roku. Już we wrześniu Komisja Europejska (wraz z rządem Ukrainy i Bankiem Światowym) w swojej Szybkiej Ocenie Szkód i Potrzeb (RDNA) oszacowała, że obecny koszt odbudowy i odnowy na Ukrainie wynosi 349 mld euro. W międzyczasie, w miarę trwania wojny, kwota ta wzrosła ponad dwukrotnie. Tak więc, aby wiarygodnie zaangażować się w odbudowę Ukrainy, prywatne finansowanie zewnętrzne musiałoby uzupełnić finanse sektora publicznego i pomoc rozwojową.

Priorytetem będą inwestycje w infrastrukturę, służbę zdrowia, mieszkania i szkoły, a także w odporność cyfrową i energetyczną w celu trwałego ożywienia i odbudowy. To (i) zwiększy gotowość ukraińskich uchodźców do powrotu do domu, (ii) poprawi połączenia logistyczne (i handlowe) z Europą oraz (iii) zwiększy apetyt prywatnych inwestorów na inwestycje w kraju. Zdaniem Allianz Trade będzie to wymagało co najmniej 100-150 mld euro inwestycji prywatnych (oprócz 350 mld euro pomocy zagranicznej).

Większa współpraca publiczno-prywatna może również pomóc w stworzeniu odpowiedniego klimatu inwestycyjnego, co jest również celem unijnego instrumentu Rebuild Ukraine Facility. Przyciągnięcie wystarczających inwestycji prywatnych wymagałoby dalszej modernizacji państwa i jego instytucji; poprawi to sposób rządzenia i poszanowanie praworządności, w tym trwale ograniczy nadmierne wpływy polityczne oligarchów.

Aby to się udało, muszą istnieć dwa zasadnicze elementy – wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa i zagraniczna pomoc gospodarcza. Bez gwarancji bezpieczeństwa, które powstrzymają ponowną agresję Rosji, Ukraina będzie miała trudności z przyciągnięciem z powrotem kapitału ludzkiego i importem prywatnego kapitału zagranicznego. Zachód musi zapewnić Ukrainie takie wiarygodne gwarancje (lub jakąś osłonę sektora publicznego dla firm, które inwestują na Ukrainie, gdy kraj pozostaje atakowany). Ponadto, bez hojnej pomocy zagranicznej do czasu zakończenia wojny, odbudowa gospodarcza Ukrainy będzie się przedłużać; może to zagrozić zarówno młodej demokracji, jak i stopniowo poprawiającej się sytuacji bezpieczeństwa. Jest wiele dobrej woli na rzecz Ukrainy, ale pomoc zagraniczna jest wciąż zbyt mała. Konieczna jest większa koordynacja działań państw wspierających, zwłaszcza gdy przyjdzie czas na negocjowanie z Rosją reparacji wojennych (w postaci rezerwowych aktywów, papierów wartościowych lub aportów, takich jak surowce, ropa i gaz).[1]

[1] Należy pamiętać, że najbardziej efektywna forma reparacji jest również ograniczona. Podczas gdy międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto Rosji (IIP) wynosi około 500 mld USD, tylko 70 mld USD jest w posiadaniu banków.

Wzrost cen mieszkań hamuje – 2023 r. przynosi szansę na większą stabilizację

W 2022 r. spadek popytu i sprzedaży nie zdołał wyhamować podwyżek na rynku mieszkań. Raport Evaluer Index 2023, przygotowany przez ekspertów Emmerson Evaluation pokazał, że w ub.r. niemal we wszystkich największych miastach wzrost cen mieszkań był dwucyfrowy. W przypadku rynku pierwotnego najmocniej odczuli to kupujący w Białymstoku (+19% r/r), Szczecinie (+18% r/r) oraz Opolu (+16% r/r). Na rynku wtórnym w Zielonej Górze, Białymstoku oraz Gorzowie Wielkopolskim podwyżki przekroczyły 20%. W 2023 r. ceny mają się jednak ustabilizować. Zwiastują to również dane z II połowy ub.r., gdy przeciętny wzrost stawek za mkw. wynosił ok. 2-3% w stosunku do I półrocza.

Raport Emmerson Evaluation prezentuje dane dla 21 największych rynków mieszkaniowych, bazując przy tym na cenach transakcyjnych, czyli kwotach, po których realnie sprzedawały się mieszkania. W analizie zamiast średniej zastosowano medianę, która pozwala na dokładniejsze oddanie rzeczywistego obrazu stawek.

Dwucyfrowe podwyżki

Od dziewięciu lat ceny mieszkań w Polsce nieustannie rosły, a rok 2021 był pod tym względem rekordowy. Nie inaczej było w 2022 r. Mimo trudnej sytuacji gospodarczo-ekonomicznej, ceny mieszkań wciąż rosły, zarówno na rynku pierwotnym, jak i wtórnym, choć już nieco wolniej.

W wyniku drastycznego obniżenia zdolności kredytowej Polaków w 2022 r. popyt na mieszkania wyraźnie zahamował. Kwota udzielonych w ub. r. kredytów spadła niemal o połowę – do poziomu 45,4 mld zł, czyli o 49% w ujęciu rocznym. Dużą rolę na rynku odgrywali inwestorzy indywidualni, płacący gotówką i traktujący zakup mieszkania jako lokatę i ochronę kapitału przed inflacją – zauważa Dariusz Książak, prezes Emmerson Evaluation.

Na rynku nowych lokali najwyższe podwyżki wystąpiły w Białymstoku (+19% r/r), Szczecinie (+18% r/r) oraz Opolu (+16% r/r). Najniższą dynamiką wzrostu cen charakteryzował się Sopot (+1% r/r). W tej najdroższej trójmiejskiej lokalizacji w II półroczu deweloperzy nie wprowadzili do sprzedaży ani jednego projektu, a w sprzedaży na koniec 2022 pozostało ich tylko 5. Drugi najniższy wzrost cen (8% r/r) eksperci Emmerson Evalaution odnotowali na terenie Aglomeracji Śląskiej (bez Katowic). We wszystkich pozostałych miastach w ujęciu rocznym podwyżki przekraczały 10%.

Wyraźny trend wzrostowy widoczny był też na rynku wtórnym. Za używane mieszkania w Zielonej Górze, Białymstoku czy Gorzowie Wielkopolskim kupujący płacili o odpowiednio 23%, 21% i 20% więcej niż rok wcześniej. Najniższy roczny trend wzrostu cen wystąpił w Katowicach i Poznaniu (9% w obu miastach) oraz Bydgoszczy (10%).

W tegorocznym wydaniu raportu Evaluer Index Emmerson Evaluation przedstawił także dodatkowo trend zmian cen w ujęciu półrocznym. Porównanie wyników z drugiej połowy roku z pierwszą pokazuje, że wzrost stawek znacząco wyhamował. Na rynku pierwotnym podwyżki przeciętnie wyniosły ok. 2-3%, z nielicznymi wyjątkami, jak Opole (6%) i Gdańsk (4%). Podobne wyhamowanie widoczne było też na rynku wtórnym. Zmiana cen sięgała najczęściej okolic 3%, a maksymalnie 5% (w Lublinie, Olsztynie, Kielcach) w stosunku do pierwszego półrocza.

Ponad 12 tys. zł/mkw już w 5 miastach

Najwyższe ceny w 2022 r. na rynku pierwotnym odnotowano tradycyjnie w Sopocie (mediana 21 690 zł/mkw.), drugie miejsce niezmiennie zajęła Warszawa (mediana 13 758 zł/mkw.), a trzecie Gdynia (z medianą 12 946 zł/mkw.). Mediana cen mkw. wyższa niż 12 000 zł wystąpiła również w Krakowie (12 682 zł) oraz w Gdańsku (12 090 zł). Mediana cen metra kwadratowego we Wrocławiu osiągnęła 11 520 zł, w Poznaniu natomiast wyniosła 10 569 zł. Wśród miast wojewódzkich najniższe mediany cen metra kwadratowego widoczne były w Gorzowie Wielkopolskim (6 534 zł) oraz Opolu (7 109 zł).

Na rynku wtórnym najwyższą medianę cen mkw. eksperci Emmerson Evaluation zanotowali w Sopocie (15 088 zł). Na drugim miejscu uplasowała się Warszawa, gdzie sięgała ona 12 771 zł/mkw. Najniższe mediany cen odnotowano w Gorzowie Wielkopolskim (5 406 zł/mkw.) oraz w Zielonej Górze (6 054 zł/mkw).ceny mieszkań

Tanie i małe mieszkania dalej w cenie

Według prognozy ekspertów Emmerson Evaluation 2023 r. ma przynieść stabilizację cen. Niewielkich podwyżek cen można spodziewać się na rynku małych mieszkań, na które nadal jest duży popyt, a także wśród lokali premium. W segmencie nieruchomości o dużych metrażach (poza lokalami z inwestycji luksusowych) mogą wystąpić kilkuprocentowe spadki cen, w związku z zauważalnym zmniejszonym zainteresowaniem takimi mieszkaniami. Wartość tracić mogą także mieszkania położone w nieatrakcyjnych lokalizacjach oraz te z wysokimi kosztami utrzymania.

Deweloperzy są mądrzejsi o doświadczenia z kryzysu w latach 2008-2013, co powoduje, że aktywnie dostosowują ofertę do obecnego popytu na rynku. Zakładamy, że w przyszłych miesiącach zapotrzebowanie na mieszkania wzrośnie na obrzeżach dużych miast oraz w powiatach, które graniczą z większymi aglomeracjami. Częściowo popyt przeniesie się na takie lokalizacje ze względu na niższe ceny mieszkań. W najbliższych miesiącach oferta lokali u deweloperów będzie nadal dosyć wysoka, chociaż wyraźnie obserwujemy, że jest ona z kwartału na kwartał ograniczana i ten trend będzie kontynuowany. Prognozujemy, że w 2023 r. zwiększy się popyt na nieruchomości tańsze, o mniejszych metrażach, ze względu na nadal niską zdolność kredytową Polaków. Zainteresowaniem cieszyć się będą też mieszkania klasy premium – wskazuje Robert Korczyński, członek Zarządu Emmerson Evaluation.

Ekspert dodaje, że na rynku pierwotnym bardziej niż spadków cen możemy spodziewać się różnych promocji, np. w postaci upustów cenowych na miejsca postojowe lub komórki lokatorskie. Deweloperzy proponują także korzystniejsze harmonogramy spłat, w których płatność np. zostaje podzielona na dwie transze (10/90 i 20/80).

Aktywność IPO w I kw. 2023 r.

Kontynuacja cyklu wzrostu stóp procentowych, wahania na giełdzie, zakorzenienie inflacji oraz niespodziewane turbulencje w sektorze bankowym odcisnęły swoje piętno na rynku IPO. Wyniki najnowszej edycji raportu EY Global IPO Trends wskazują, że w okresie od stycznia do marca 2023 r. na świecie zanotowano 299 transakcji, z których wpływy wyniosły 21,5 miliarda dolarów. Oznacza to odpowiednio spadki – rok do roku – o 8% i 61%. Firmy technologiczne przewodzą w kategorii wolumenów, natomiast w obszarze wartości liderem jest sektor energetyczny. Kolejka spółek czekających na debiut rośnie, co w połączeniu z perspektywą obniżania się poziomu inflacji, spadkami cen energii oraz poprawą sytuacji gospodarczej w Chinach stanowi światełko w tunelu dla rynku IPO w kolejnych miesiącach.

Najnowsza edycja raportu EY Global IPO Trends wskazuje na dalsze utrzymywanie się negatywnego trendu na rynku debiutów giełdowych (Initial Public Offering – IPO). W okresie od stycznia do marca 2023 roku liczba transakcji spadła o 8% – z 326 do 299. Równocześnie wpływy zanotowały regres o 61% – z 54,6 do 21,5 miliarda dolarów.

Firmy i inwestorzy weszli w nowy rok z nadziejami na odbicie na rynku IPO. Prognozy wskazujące na zbliżanie się przez kluczowe banki centralne do końca cyklu podwyżek stóp procentowych oraz spadek poziomu inflacji stwarzały perspektywy na patrzenie w dalsze kwartały z pewną ostrożną nutą optymizmu. W marcu nastąpiły znaczące turbulencje w sektorze bankowym, które przywróciły obawy wśród spółek planujących swój giełdowy debiut, przesuwając tym samym moment możliwego odwrócenia negatywnego trendu, notowanego na przestrzeni ostatnich kwartałów – mówi Anna Zaremba, Partnerka EY Polska, CFO Consulting, odpowiedzialna za rynek IPO.

Ameryka zaczęła świecić się na zielono, jednak entuzjazm malał z każdym miesiącem

Wyniki na rynku debiutów giełdowych w obu Amerykach delikatnie przewyższyły sytuację sprzed roku, notując wzrost wolumenu transakcji o 11% (z 36 do 40) oraz przychodów o 9% (z 2,4 do 2,6 mld dolarów). W samych Stanach Zjednoczonych wskaźniki zapaliły się na zielono w obu kategoriach, rosnąc o odpowiednio 29% i 6%. Jednakże porównanie rezultatów na przestrzeni całej dekady pozwala spojrzeć na sytuację z szerszej, znacznie mniej optymistycznej, perspektywy.

Ameryki to równocześnie jedyny szerszy obszar geograficzny, gdzie zanotowano wzrosty. Na giełdach zlokalizowanych na terenie Azji-Pacyfiku w pierwszym kwartale 2023 roku nastąpiły spadki w obu głównych parametrach. Liczba transakcji zmniejszyła się o 6% (ze 186 do 175), a ich wartość aż o 70% (z 42,7 do 12,7 mld dolarów). Pomimo widocznego przyjęcia taktyki „na przeczekanie”, ten obszar odpowiadał za 59% globalnego wolumenu debiutów giełdowych.

Niewiele lepiej kształtuje się sytuacja w regionie EMEIA (Europa, Bliski Wschód, Afryka). Od stycznia do marca 2023 r. liczba transakcji spadła o 19% (ze 104 do 84) a ich wartość o 36% (z 9,5 do 6,1 mld dolarów). Na samym Starym Kontynencie regres wyniósł odpowiednio 47% i 26%.

W przypadku Giełdy Papierów Wartościowych na debiut w pierwszych trzech miesiącach 2023 roku zdecydowały się 4 przedsiębiorstwa. Były to jednak wyłącznie spółki, które przeszły na główny parkiet z NewConnect i nie są uwzględnione w metodologii przyjętej w raporcie EY.

Utrzymująca się niepewność makroekonomiczna i geopolityczna, podsycana dodatkowo w ostatnich tygodniach przez napięcia w globalnym systemie bankowym, bez wątpienia odciskają swoje piętno na rynku debiutów giełdowych. Wiele firm pozostaje w blokach startowych, dostrzegając, że inwestorzy przedkładają obecnie stabilność i przewidywalność biznesu ponad perspektywy dynamicznego wzrostu. Należy się więc spodziewać, że jako pierwsze szlaki będą przecierać spółki o solidnych fundamentach i ugruntowanej pozycji – dodaje Magdalena Warpas, Partnerka w Zespole Doradztwa Strategicznego i Transakcji, EY Polska.

Spółki energetyczne zyskują na znaczeniu

Zmiana w podejściu inwestorów, którzy coraz częściej stawiają stabilność biznesu ponad skalę potencjalnych wzrostów, znalazła swoje odzwierciedlenie w pozycji poszczególnych segmentów rynku. Firmy technologiczne cały czas przodują w zakresie liczby transakcji, odpowiadając za 21% globalnych debiutów giełdowych. Jednakże, w przypadku przedsiębiorstw z tej gałęzi gospodarki, w pierwszym kwartale 2023 roku najliczniejszy wolumen nie przełożył się na pierwsze miejsce pod względem łącznej wartości wpływów z transakcji.

Dla porównania – sektor energetyczny odpowiadał za jedynie 6% wolumenu transakcji, ale za aż 27% ich globalnej wartości, zajmując pozycję lidera w tej kategorii. Na drugim miejscu znaleźli się przedstawiciele segmentu przemysłowego (22%), a wspomniane przedsiębiorstwa z branży technologicznej uplasowały się na najniższym stopniu podium (18%).

Okres wydłużającego się oczekiwania na debiut wiele firm przeznacza na poprawienie zyskowności i dopracowanie swojej gotowości do funkcjonowania jako spółka publiczna. W dzisiejszych realiach gospodarczych, to właśnie stabilność biznesu, a także strategia ESG będą stanowiły wyróżnik przyciągający zainteresowanie inwestorów. W szczególności, że kolejka do planowanego debiutu wydłuża się z każdym miesiącem, co sprawia, że gdy sytuacja rynkowa ulegnie poprawie, konkurencja będzie znacznie większa niż w ostatnich miesiącach. Zmniejszająca się inflacja, utrwalenie się niższych cen surowców energetycznych czy poprawa sytuacji w Chinach stanowią jednak iskierkę nadziei na poprawę sytuacji na rynku IPO w najbliższych kwartałach – podsumowuje Justyna Rawicka, Starsza Menadżerka w Dziale CFO Consulting, EY Polska.

Zarabiaj na wolnej przestrzeni magazynowej z 4SHELF

Przedsiębiorstwa wynajmujące wolną przestrzeń magazynową mogą uniknąć pustostanów i skuteczniej wykorzystać swój potencjał biznesowy. Wówczas magazyn czy hala, zamiast generować niepotrzebne koszty, przynoszą realne zyski. Rozwiązaniem, które umożliwia jeszcze szybsze i wygodniejsze zarabianie na wolnej przestrzeni magazynowej, jest platforma 4SHELF.

Jak zarabiać na wolnej przestrzeni magazynowej?

Istnieje kilka sposobów na to, jak wykorzystać potencjał magazynu, który przez dłuższy czas stoi pusty. Jednym z najpopularniejszych sposobów jest jego wynajem innym przedsiębiorcom. Wówczas to zewnętrzna firma ponosi koszt utrzymania lokalu, a wynajmujący zyskuje dodatkowe źródło dochodu.

Wolna przestrzeń nie musi służyć jako miejsce składowania produktów – można w niej np. organizować eventy (np. koncerty, zawody sportowe itp.). Wówczas najemca płaci za wypożyczenie lokalu, a zysk pokrywa koszty związane z opłatami, gdy hala stoi nieużywana.

Innym sposobem jest sezonowe przekształcenie magazynu albo hali w przestrzeń produkcyjną. Odpowiednio wyposażony lokal może stanowić miejsce montażu, pakowania czy etykietowania produktów przygotowywanych do sprzedaży. Wówczas przedsiębiorstwo nie musi do tych celów kupować albo wynajmować innej dodatkowej przestrzeni.

Jedno jest pewne: wolna przestrzeń magazynowa nie powinna stać pusta i nieużytkowana przez długi czas. Inaczej jej potencjał i kapitał będą niewykorzystane. Dziś najprostszą i najszybszą drogą poszukiwania najemców jest świat online. Właściciele magazynów, którzy chcieliby szybko i  bezpiecznie wynajmować swojemagazyny, powinni zainteresować się zwłaszcza nową platformą 4SHELF.

4SHELF – wygodna i bezpieczna platforma do wynajmu przestrzeni magazynowej

4SHELF to rodzaj wyszukiwarki i porównywarki magazynowej online w jednym. Podstawowym celem platformy jest stworzenie intuicyjnego, cyfrowego środowiska (a w dalszej perspektywie również społeczności), w którym:

  • najemcy będą mogli łatwo, szybko i bezpiecznie znaleźć dostęp do powierzchni magazynowej dopasowanej do ich indywidualnych, często zmiennych potrzeb,
  • wynajmujący w szybki, prosty i bezpieczny sposób pozyskać najemców swoich wolnych powierzchni magazynowych.

Platforma 4SHELF oszczędza czas i pieniądze wynajmującego. Ogranicza wszelkie zbędne formalności, a także obsługuje wszelkie etapy procesu wynajmu. Umowy zawierane są szybko i przy maksymalnym bezpieczeństwie (również pod względem metod płatności), z gwarancją, że najemca zapłaci za wynajmowany lokal. Co więcej, obie strony mogą jasno określić, ile przestrzeni oraz w jakim okresie ma podlegać wynajmowi. Dzięki temu użytkownicy mogą swobodnie i inteligentnie modelować popyt na powierzchnię magazynową, wynajmowaną np. w układzie sezonowym, względem konkretnych branż czy biorąc pod uwagę realne potrzeby własnego przedsiębiorstwa (okresy, gdy posiada ono większe i mniejsze potrzeby zatowarowania).

4SHELF to platforma umożliwiająca zarabianie na wolnej przestrzeni magazynowej, oszczędzająca pieniądze i czas wynajmującego. Obecnie rozwiązanie przechodzi fazę betatestów. Chętni przedsiębiorcy mogą dołączać do grona testerów na oficjalnej stronie platformy.

4SHELF jest dofinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego w ramach Osi priorytetowej I: Przedsiębiorcza Polska Wschodnia, Działania 1.1 Platformy startowe dla nowych pomysłów, Poddziałania 1.1.2 Rozwój startupów w Polsce Wschodniej Programu Operacyjnego Polska Wschodnia 2014-2020.

Kurs EUR/USD atakuje poziom swego maksimum z lutego br.

W pierwszej części wczorajszej sesji S&P 500 i średnia przemysłowa Dow Jonesa osiągnęły najwyższe od 1,5 miesiąca poziomy, ale nie zdołały utrzymać zysków kończąc wtorkową sesję spadkami o odpowiednio 0,58 proc. i 0,59 proc. Spadł również wczoraj Nasdaq Composite (-0,52 proc.). Dziś rano zmiana ceny kontraktów na S&P 500 była minimalna (+0,06 proc. ok. godz. 9:25).

Na giełdach Azji i Oceanii brak było dziś jakieś dominującej tendencji. Największy spadek zanotował japoński Nikkei 225 (-1,68 proc.), który poprzednio podejmował kolejną próbę ataku na strefę oporu wyznaczaną przez swe maksima z okresu marzec 2022-marzec 2023.

Zmiany głównych indeksów na rynkach akcji w Europie były dziś rano niewielkie (DAX +0,14 proc., CAC 40 +0,19 proc.). Oba wspomniane indeksy przebywają nadal w okolicach swoich maksimów z początku marca. W przypadku francuskiego indeksu był to najwyższy poziom w jego historii.

Na GPW WIG-20 spadał ok. godz. 9:35 o 0,33 proc. Swój najwyższy od stycznia 2022 poziom osiągnął dziś rano sWIG-80. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś kursy akcji spółek Mostostal Zabrze, Rainbow Tours i Witchen.
Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych Stanów Zjednoczonych atakowała wczoraj poziom swoich półrocznych minimów, ale na razie pozostawała powyżej poziomu wewnątrzsesyjnych minimów ustanowionych w marcu br.

Cena kontraktów na złoto wyszła wczoraj na jeden z dwu najwyższych poziomów w swej historii. Dwa poprzednie przypadki kiedy cena tego metalu szlachetnego na COMEX-ie osiągała poziom przynajmniej 2043 USD za uncję to „covidowa” panika z sierpnia 2020 (2078 USD w szczycie) oraz reakcja na wojskową inwazję Rosji na Ukrainę w marcu 2022 (2078,8 USD). Dziś rano ok. godz. 8:40 cena uncji złota wynosiła 2040,4 USD (+0,14 proc.).

W poniedziałek cena ropy naftowej podskoczyła o ponad 6 proc. po ogłoszeniu decyzji krajów OPEC+ o ograniczeniu w okresie od maja do końca br. wydobycia ropy naftowej. Cena nie zdołała jednak przełamać strefy opory wyznaczonej w okresie grudzień 2022-marzec 2023 w strefie 80,6-83,3 USD/baryłkę przez szereg lokalnych szczytów. Dziś ok. godz. 8:45 wynosiła 81,05 USD/baryłkę. Na to ostatnie ożywienie na rynku ropy naftowej nie reagowały ceny kontraktów na gaz ziemny. Cena kontraktów na ten surowiec energetycznych notowanych na NYMEX-ie spadła w ostatnich dniach poniżej poziomu minimum z lutego br. osiągając najniższy poziom od września 2020. Kurs kontraktów na pszenicę na ICE osiągnął wczoraj najwyższy poziom od lipca 2012, a dziś rano lekko korygowała ten wzrost (-0,63 proc. ok. godz. 9:15).

Wczoraj kurs EUR/USD wyszedł na najwyższy poziom od 2 miesięcy przekraczając poziom 1,095 USD. Dziś ok. godz. 8:53 zmiana kursu tej pary walutowej była niewielka (-0,03 proc.). Gdyby ta zwyżka była kontynuowana i przekroczyła poziom szczytu z początku lutego br. (1,1033 USD), to kurs EUR/USD osiągnąłby najwyższy poziom od marca ub.r. Kurs amerykańskiego dolara osiągnął wczoraj i dziś rano najniższe od sierpnia 2021 poziomy względem szwajcarskiego franka.

Podobnie do euro zachowywał się polski złoty, którego kurs względem amerykańskiego dolara przebywał dziś rano w okolicach swego wczorajszego zamknięcia tuż powyżej swego minimum z 2 lutego br., które zostało ustanowione na poziomie 4,26345 PLN. Warto przypomnieć, że to okolice ważnego poziomu wsparcia wyznaczanego przez szczyty kursu USD/PLN z grudnia 2016 (4,2792) i marca 2020 (4,29943).

Kurs BTC/USD w połowie marca przełamał kluczowy poziom oporu wyznaczany w okolicach 25000 USD przez jego lokalne maksima z sierpnia ub.r. i lutego br. Nasuwa się kusząca myśl, że było to wyłamanie z tworzonej od czerwca ub.r. formacji „odwróconej głowy z ramionami” rozciągającej się od okolic poziomu 15000 USD do okolic 25000 USD. Od ponad 2 tygodni cena tego instrumentu znajduje się w konsolidacji w wąskiej strefie pomiędzy 26640-29187. Dziś rano kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara ponawiał próbę wyłamania się w górę z tej konsolidacji osiągając ok. godz. 8:30 poziom 28488 USD.

Autor Wojciech Białek, OANDA TMS Brokers

Kto zyska na odbudowie Ukrainy?

Odbudowa Ukrainy to będzie wielki i wieloletni program inwestycyjny. Z takim procesem mieliśmy do czynienia w Polsce – wysoki napływ inwestycji zagranicznych, które były bardzo korzystne dla rozwoju gospodarczego. Owszem, zdarzały się pewne nieprawidłowości i niektóre sektory polskiego rynku zostały mocno zmonopolizowane przez duże koncerny zagraniczne – ale z tym należy umieć sobie radzić. Podobnie jest w przypadku Ukrainy. Nie można myśleć, czy Polacy uzyskają więcej, czy Niemcy. Jeśli Ukraińcy zakończą wojnę zwycięsko i będą mogli spokojnie odbudowywać swój kraj – to każda pomoc i każdy, kto będzie z nimi tego dzieła dokonywał, będzie mógł również zarobić swoją uczciwą złotówkę czy euro. To jest gra win-win.

– Kiedy zastanawiamy się nad tym, które społeczeństwa czy które państwa mogą zyskać w procesie odbudowy gospodarki ukraińskiej, ja bym przestrzegał przed myśleniem o tym procesie w sposób konkurencyjny. My trochę zapominamy, że współczesna gospodarka, naprawdę efektywna gospodarka – a taka jest chyba marzeniem Ukraińców – jest po prostu gospodarką otwartą – powiedział serwisowi eNewsroom.pl Grzegorz Cydejko, publicysta ekonomiczny. – I to oznacza, że raczej możemy się spodziewać ewentualnie pewnych obostrzeń, restrykcji wobec tych kierunków napływu inwestycji czy współpracy gospodarczej, które mogą być wrażliwe z punktu widzenia bezpieczeństwa. Na pewno inwestycje rosyjskie będą niemożliwe w najbliższych latach na Ukrainie. Ale inwestycje z krajów demokratycznych – zwłaszcza tych, które wspierają Ukrainę w ramach koalicji teraz w czasie wojennym – nie będą limitowane. I wydaje się, że powinniśmy porzucić taki sposób myślenia, że to zniszczony kraj, więc będzie można łatwo i dużo zarobić – kto pierwszy, ten lepszy. Albo czy Ukraińcy będą preferowali inwestycje polskie, a nie na przykład niemieckie? Nie, nie będą preferowali żadnych. O tym jestem absolutnie przekonany. To, na czym nam powinno zależeć, to jest jak najszybsza budowa takiej tkanki regulacyjnej, prawnej i ustawowej, która dawałaby równość szans wszystkim, którzy dobrze życzą i chcą uczciwie zarobić swoje pieniądze razem z Ukraińcami – podkreślił Cydejko.

Answear.com z przychodami ze sprzedaży o 52 proc. większymi rdr. w I kw. 2023 r.

Answear.com, wiodący e-commerce oferujący modę i produkty home&lifestyle w regionie Europy Środkowo-Wschodniej według wstępnych danych wypracował w I kw. 2023 r. 271 mln zł przychodów ze sprzedaży, co oznacza wzrost o 52 proc. rdr. Mimo wymagającego otoczenia rynkowego, Spółka notuje wysokie dynamiki wzrostu, co pozwala uznać ją za jedną z najszybciej rosnących platform fashion e-commerce w Europie.

– Rok 2023 rozpoczęliśmy mocnymi wynikami sprzedażowymi za I kwartał. Bardzo dobre dane to efekt konsekwentnej realizacji strategii oraz wykorzystania zbudowanego potencjału naszej marki na 11 rynkach w regionie CEE. Wypracowane wyniki stawiają nas w gronie najszybciej rosnących e-commerce oferujących modę w Europie. Jest to również dowód, iż nasz biznes ma solidne fundamenty i mimo trudnej sytuacji rynkowej potrafi rosnąć o ponad 50 proc. rdr. – komentuje Krzysztof Bajołek, Prezes Zarządu Answear.com.

W I kw. br. Answear kontynuował na wszystkich rynkach działania marketingowe nastawione na budowanie świadomości marki poprzez szerokozasięgowe kampanie telewizyjne i video-online. Dodatkowo Spółka elastycznie i reaktywnie zarządzała budżetami marketingowymi wzmacniając sprzedaż na rynkach, na których obserwuje największą efektywność realizowanych kampanii, z korzyścią dla globalnego wzrostu sprzedaży.

Na wszystkich 11 rynkach konsekwentnie osiągamy dodatnią dynamikę sprzedaży, co przybliża nas do realizacji celu, jakim jest budowa lidera w branży fashion e-commerce w regionie CEE. Nasz wzrost wspieramy z jednej strony zwinnym zarządzaniem budżetami marketingowymi oraz działaniami nakierowanymi na wzmocnienie świadomości marki, z drugiej strony stałą pracą nad optymalizacją oferty produktowej  – dodaje Jacek Dziaduś, Wiceprezes Zarządu ds. finansowych Answear.com.

Dodatkowo Spółka dobrze wykorzystała okres wyprzedaży i optymalnie zaplanowała budżety zakupowe, co pozwoliło na przyśpieszenie rotacji zapasów i optymalizację marży.

Lekarka wygrywa z ZUS. Przełomowy wyrok w sprawie stawek ubezpieczeniowych dla lekarzy

Pionierski wyrok dla lekarzy. Preferencyjna stawka ZUS dla lekarzy wykonujących działalność  gospodarczą na rzecz pracodawcy.

Przełomowy wyrok dla lekarzy zapadł w drugiej połowie marca przed Sądem Okręgowym w Szczecinie. Kancelaria Lizak, Stankiewicz, Królikowski s.c. reprezentowana przez apl. adw. Emilię Gorzałczyńską w imieniu Okręgowej Izby Lekarskiej wygrała proces sądowy w sprawie prawa do opłacania składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe według preferencyjnej stawki przez lekarzy i lekarzy dentystów, którzy po zakończeniu stażu podyplomowego zakładają działalność gospodarczą i kontynuują pracę u tego samego pracodawcy.

Jak zaznaczają prawnicy współpracujący z Okręgową Izbą Lekarską w Szczecinie wyrok ten jest dowodem na to, że warto jest zgłaszać swoje wątpliwości i walczyć o swoje prawa.

– Temat ten wydawał się od początku ciekawym casusem i sprawą wymagającą dokładnego wyjaśnienia. Okręgowa Izba Lekarska w Szczecinie dokładnie wsłuchuje się we wszelkie głosy naszych lekarzy, a współpraca z najlepszymi prawnikami gwarantuje profesjonalną i uczciwą opinię. W tym przypadku nasi eksperci stwierdzili, że sprawa wymaga rozstrzygnięcia sądowego – mówi Michał Bulsa, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Przełomowy wyrok stanowi, iż do lekarzy, którzy po zakończeniu stażu podyplomowego zakładają działalność gospodarczą i kontynuują pracę u tego samego pracodawcy, znajduje zastosowanie art. 18 ust. 1 ustawy o systemie ubezpieczeń społecznych.

– Niniejszy przepis przyznaje lekarzom w okresie pierwszych 24 miesięcy kalendarzowych od dnia rozpoczęcia wykonywania działalności gospodarczej jako podstawę wymiaru składek na ubezpieczenie emerytalne i rentowe zadeklarowaną kwotę, nie niższą jednak niż 30% kwoty minimalnego wynagrodzenia tzw. stawkę preferencyjną. Dotychczas ZUS nie przyznawał lekarzom preferencyjnej stawki, wskazując, że nie przysługuje ona osobom, które wykonują̨ działalność gospodarczą na rzecz byłego pracodawcy, na rzecz którego odbywały uprzednio staż podyplomowy – mówi mec. Emilia Gorzałczyńska, reprezentująca Okręgową Izbę Lekarską w Szczecinie,

Pomimo skierowania do ZUS wniosku o wydanie indywidualnej interpretacji w zakresie daniny publicznej oraz składek na ubezpieczenia społeczne lub zdrowotne, w którym lekarze wskazują, że czynności, które będą wykonywać na rzecz byłego pracodawcy w ramach prowadzonej jednoosobowej działalności gospodarczej nie są tożsame z czynnościami wykonywanymi w ramach stażu podyplomowego, ZUS wydawał decyzję uznającą za nieprawidłowe stanowisko przedstawione we wniosku. W związku z tym wystąpiono z odwołaniem od decyzji ZUS do Sądu Okręgowego w Szczecinie VI Wydział Pracy i Ubezpieczeń Społecznych, który na skutek powyższego zmienił decyzję ZUS uznając ze prawidłowe stanowisko lekarza przedstawione we wniosku.

– Wyrok, który zapadł jest przełomowy dla wszystkich lekarzy po stażu oraz zmierza w kierunku ukształtowania jednolitej linii orzeczniczej, przełamując dotychczasowe stanowisko reprezentowane przez Sąd Najwyższy wobec lekarzy i lekarzy dentystów  zakładających działalność gospodarczą po zakończeniu stażu podyplomowego – mówi Michał Bulsa, Prezes Okręgowej Rady Lekarskiej w Szczecinie.

Spadająca inflacja przekreśla szanse na podwyżki stóp procentowych. Przed nami kolejna decyzja RPP

Przed nami kolejne już posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej. Podobnie jak w poprzednich przypadkach, także i tym razem uczestnicy rynku nie oczekują zmian stóp procentowych. Wrzesień ubiegłego roku był ostatnim miesiącem podwyżki ceny pieniądza, która znalazła się wówczas na poziomie 6,75%. Jak długo czeka nas hibernacja stóp procentowych i o ile spadła siła nabywcza zainwestowanego kapitału w lokaty oprocentowane ceną pieniądza? – wyjaśnia Tomasz Gessner, główny analityk z firmy Tavex.

Inflacyjne dylematy

Jeszcze jesienią mocno odczuwalna była wysoka presja inflacyjna. Nieugięta wobec niej Rada Polityki Pieniężnej dostarczyła rynkom sygnał, że pułap 6,75% to już rynkowy sufit dla poziomu stóp procentowych. Utrzymanie ich przy wciąż wysokiej inflacji, która poprawiła jeszcze w lutym rekord, oznaczała zejście realnych (a więc skorygowanych o inflację) stóp do poziomu ponad -11%.

Jeśli więc ktoś trzymał złotówki na lokacie oprocentowanej zgodnie z ceną pieniądza, w ciągu roku siła nabywcza tak zainwestowanego kapitału spadła obecnie o ponad 10%.

Lutowy rekord inflacji konsumenckiej na poziomie 18,4%, to w dużej mierze zasługa „ząbka” z lutego ubiegłego roku, gdzie inflacja cofnęła się wówczas z 9,2% do 8,5%. Od marca inflacja wyraźnie już jednak przyspieszyła, zatem teraz dostaniemy już sprzyjający efekt bazy, a więc regularnie podnoszonej przed rokiem poprzeczki.

RPP zdecyduje o stopach procentowych

Rada Polityki Pieniężnej doskonale zdaje sobie z tego sprawę i zapewne jest to teraz jeden z mocniejszych argumentów za brakiem podwyżek stóp.

Warto mieć także z tyłu głowy to, że banki centralne krajów europejskich, z Europejskim Bankiem Centralnym włącznie, często mają tendencję do pozostawania kilka kroków za Fedem. Za oceanem, po niedawnym wybuchu bankowego kryzysu, wszystko wskazuje na to, że zakończenie cyklu podwyżek stóp procentowych mamy już na wyciągnięcie ręki. Jeśli spojrzymy na rozkład prawdopodobieństwa kształtowania się stóp procentowych, rynek (po niedzielnych informacjach o cięciu wydobycia przez OPEC+, co będzie wywierać presję inflacyjną) na chwilę obecną wycenia jeszcze jedną podwyżkę stóp w Stanach Zjednoczonych o 25 pb w maju. Od lipca stopy procentowe za oceanem powinny już – zdaniem uczestników rynku – spadać, sprowadzając jednocześnie w dół oczekiwania wobec kształtowania się ceny pieniądza w krajach europejskich.

Deloitte: Ponad 85 proc. ubezpieczycieli z regionu Europy Środkowej wierzy, że współpraca z branżą insurtech może wesprzeć ich rozwój technologiczny

Zdecydowana większość ubezpieczycieli pozytywnie ocenia współpracę z branżą insurtech, mimo nadal ograniczonego zaufania do innowacyjnych rozwiązań technologicznych.

Firmy ubezpieczeniowe coraz częściej decydują się na zwiększenie nakładów na rozwój technologiczny. Są zadowolone ze współpracy z firmami z branży insurtech i nie chcą z niej rezygnować – aż 74 proc. ubezpieczycieli deklaruje dobre doświadczenia w tym względzie. Jak wskazują autorzy raportu A Positive Partnership. Central European Insurers and Insurtechs: challenges, opportunities and trends, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, środkowoeuropejski rynek insurtech ma ogromny potencjał rozwoju.

Firmy oferujące rozwiązania technologiczne w branży finansowej (fintech) w ostatnich latach wsparły dynamiczny rozwój sektora bankowego. W ramach badania A Positive Partnership. Central European Insurers and Insurtechs: challenges, opportunities and trends, przeprowadzonego przez firmę doradczą Deloitte, eksperci z zespołu Usług Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych przyjrzeli się rynkowi rozwiązań technologicznych dla branży ubezpieczeniowej (insurtech). Autorzy badania analizowali, w jaki sposób w ostatnich latach przebiegała współpraca firm ubezpieczeniowych i technologicznych, przyglądali się nowym rozwiązaniom oraz pytali o perspektywy dla tego rynku w kolejnych latach.

Owocna współpraca

Wyniki raportu wskazują, że aż 70 proc. ubezpieczycieli w regionie Europy Środkowej w ostatnich latach podejmowało wspólne inicjatywy z firmami z branży insurtech. Dla zdecydowanej większości firm, które jeszcze nie zdecydowały się na taką współpracę, ograniczeniem był brak odpowiednich zasobów i funduszy, nie zaś brak przekonania, co do potencjalnych korzyści płynących z realizacji tego typu projektów.

Postrzeganie zakończonych projektów jest bardzo pozytywne – 74 proc. ubezpieczycieli jest zadowolonych ze współpracy z insurtechami. Nawet te firmy, które negatywnie oceniły dotychczasową kooperację (zaledwie 8 proc.), pomimo dotychczasowych, niekorzystnych doświadczeń nadal dostrzegają korzyść i potrzebę współpracy. Podobnie wysoki poziom zadowolenia ze wspólnych projektów jest po stronie insurtechów – 65 proc. firm z branży insurtech ocenia pozytywnie dotychczasową współpracę z ubezpieczycielami, a niezadowolonych jest zaledwie 7 proc.

– Na rynku ubezpieczeniowym długo toczyła się debata na temat współpracy firm ubezpieczeniowych z firmami insurtech. Część ubezpieczycieli postrzegała insurtechy jako konkurencję, inni starali się rozwijać innowacyjne rozwiązania we własnym zakresie. Niemniej, wielu ubezpieczycieli od początku dostrzegało ogromną szansę wynikającą z dynamicznego rozwoju tego sektora. Badanie wskazuje, iż w naszym rejonie zdecydowanie zaczyna przeważać ów ostatni pogląd. Ponad 85 proc. naszych respondentów wskazało, iż insurtechy mogą efektywnie wesprzeć procesy automatyzacji i digitalizacji w ich firmach. 76 proc. jest przekonanych, że rozwiązania firm insurtech stanowią motywację do rozwoju technologicznego. Jedynie 11 proc. naszych respondentów postrzegało firmy z tego sektora jako zagrożenie i konkurencję   – podkreśla Adam Pasternak-Winiarski, partner associate z Działu Usług Aktuarialnych i Ubezpieczeniowych, Deloitte.

Największe wyzwania

Największą barierą wpływającą na efektywność współpracy insurtechów z ubezpieczycielami są według firm insurtech (61 proc.) zbyt małe budżety przeznaczane na projekty innowacyjne. Dla firm ubezpieczeniowych kluczowymi wyzwaniami okazują się być: restrykcyjne regulacje (57 proc.) oraz konieczność dostosowania oferowanych rozwiązań do istniejącej infrastruktury IT (57 proc.). Zbyt wysokie oczekiwania finansowe firm insurtech zostały wskazane przez 41 proc. respondentów.

– Bez wątpienia kwestia dostępności środków na realizację innowacyjnych działań jest pewną barierą do jeszcze bardziej dynamicznego rozwoju sektora. Ubezpieczyciele, dostrzegając całą gamę korzyści wynikających ze współpracy, nie chcą jednak natychmiastowo inwestować dużych środków w nowe rozwiązania. Preferowaną metodą współpracy są projekty pilotażowe, pozwalające potwierdzić techniczne możliwości i biznesowe korzyści proponowanych rozwiązań. Jest to często problemem dla firm insurtech, które muszą bardzo szybko skalować swoją działalność, aby móc utrzymać się na dynamicznym rynku – mówi Marcin Warszewski, customer strategy leader w Deloitte Digital CE oraz insurance sector leader, Deloitte Polska

Perspektywy na przyszłość

Klienci stawiają firmom coraz większe wyzwania, oczekując ciekawszych ofert, większej personalizacji usług i produktów, uproszczonych procedur, szybszej obsługi. Ubezpieczyciele to dostrzegają, wskazując zwiększoną satysfakcję klienta i poprawę retencji jako kluczowe wskaźniki sukcesu projektów realizowanych wspólnie z insurtechami (59 proc. badanych). Fakt, że ubezpieczyciele nie ograniczają koncepcji sukcesu projektu do czynników finansowych, jest niezwykle ważny, ponieważ pokazuje, że chcą zyskać nie tylko wzrost obrotów czy redukcję kosztów, ale dostrzegają dodatkowe, równie ważne aspekty sukcesu, jak np. przewaga konkurencyjna, rozpoznawalność marki związana z innowacyjnością czy poprawa efektywności rutynowych działań.

Badanie wyłoniło cztery główne obszary rozwoju, w które ubezpieczyciele chcą inwestować przez najbliższe 5 lat. Są to: ocena ryzyka i taryfikacja, personalizacja produktów ubezpieczeniowych i tworzenie innowacyjnych produktów, doświadczenie klienta i CRM oraz automatyzacja wewnętrznych procesów biznesowych. Warto zauważyć, że zainteresowanie rozwojem w powyższych obszarach różni się w poszczególnych regionach Europy Środkowej – mówi Marcin Piskorski, actuarial & insurance solutions CE leader, Deloitte Polska.

Polski rynek insurtech jednym z najbardziej dojrzałych w Europie Środkowej

Autorzy raportu zaznaczają, że Polska była najliczniej reprezentowanym krajem pod względem liczby firm insurtech, które wzięły udział w badaniu. Rodzimy rynek posiada silną reprezentację firm na różnych etapach rozwoju, budujących bardzo przekrojowe rozwiązania i nie obawiających się oferować swoje produkty na rykach Europy Zachodniej czy Ameryki.

– Polska bardzo korzystnie wypada na tle Europy Środkowej. Na pozostałych rynkach naszego regionu dzieje się bardzo wiele, niemniej otrzymane odpowiedzi sugerują, iż w dużej części wdrażane są tam relatywnie proste innowacje (np. automatyzacja). Przekrój i złożoność realizowanych w Polsce projektów wydaje się być większy – wskazuje Adam Pasternak-Winiarski.

O raporcie

Badanie zostało przeprowadzone w 2022 roku w formie dwóch ankiet online kierowanych niezależnie do firm z branży insurtech wywodzących się z Europy Środkowej oraz ubezpieczycieli działających w regionie. W raporcie zostały uwzględnione następujące kraje: Albania, Bośnia i Hercegowina, Bułgaria, Chorwacja, Czarnogóra, Czechy, Estonia, Litwa, Łotwa, Macedonia, Polska, Rumunia, Serbia, Słowacja, Słowenia i Węgry oraz Ukraina. Odpowiedzi zostały zebrane od 37 ubezpieczycieli i 31 firm insurtech z Europy Środkowej.

Mniej niż połowa pracujących Polaków jest zadowolona z poziomu swoich zarobków

Tylko 5% Polaków określa swoje wynagrodzenie jako zdecydowanie zadowalające. Jak wynika z najnowszego badania Pracuj.pl, mniej niż połowa Polaków posiadających pracę jest zadowolona z poziomu swoich zarobków. Głównym powodem niezadowolenia jest wzrost inflacji przy braku wzrostu pensji. Wśród problemów pojawia się także brak możliwości oszczędzania, a 30% respondentów deklaruje, że środki, jakimi dysponują na codzienne życie są niewystarczające. Z powodu inflacji 8 na 10 Polaków zwraca większą uwagę na wydatki. Pojawiają się jednak także pozytywne głosy. Zapraszamy do zapoznania się z wynikami badania przeprowadzonego w marcu 2023 roku na zlecenie Pracuj.pl.

Najważniejsze informacje:

  • Tylko 39% Polaków jest zadowolonych ze swojego wynagrodzenia, a zaledwie 5% „zdecydowanie zadowolonych”.
  • Problemem dla 64% badanych jest wzrost inflacji przy braku wzrostu wynagrodzenia.
  • 49% respondentów nie posiada wystarczających środków, by oszczędzać na przyszłość.
  • 74% badanych odczuwa negatywny wpływ inflacji na wynagrodzenie.
  • 56% ocenia, że jeśli zmienią pracę, dostaną lepsze zarobki w nowej firmie.

Nierówna walka z inflacją

Jak wskazuje najnowsze badanie Pracuj.pl, mniej niż połowa Polaków posiadających pracę (39%) jest zadowolona z poziomu swoich zarobków. Warto zaznaczyć, że odpowiedź „zdecydowanie zadowolony/a” wskazało zaledwie 5% respondentów. To nie powinno jednak dziwić – jak wynika z danych GUS, inflacja w Polsce w lutym wyniosła 18,4 proc. rok do roku, stanowiąc tym samym najwyższy odczyt od grudnia 1996 roku. Mimo, iż 6 na 10 osób badanych przez Pracuj.pl deklaruje, że w ciągu ostatniego roku otrzymali podwyżkę, to wciąż 74% respondentów wskazuje, że pensja wystarcza im na mniej niż jeszcze rok temu. Szybkie szacunki GUS z kolei wskazują, że już w marcu inflacja wyniosła 16,2%. W badaniu również pojawia się pozytywny aspekt – 49% Polaków badanych pierwszym kwartale roku zauważa, że negatywny wpływ inflacji na wartość nabywczą ich wynagrodzenia w 2023 roku się zmniejszył.

Aby przyjrzeć się dokładnie tematowi sytuacji finansowej Polaków w obliczu wysokiej inflacji, zespół Pracuj.pl przeprowadził w marcu bieżącego roku badanie na grupie 1470 osób w wieku 18-65 lat. Respondenci odpowiadali na pytania dotyczące wynagrodzeń oraz związanych z nimi perspektyw zawodowych. W pierwszym tekście z serii dotyczącej zarobków, autorzy badania przyglądają się kwestii wpływu inflacji na postawy zawodowe oraz możliwości finansowe Polaków. Badanie zostało przeprowadzone w ramach kampanii Zarobki.Pracuj.pl “Wszystko, co chcieliście wiedzieć o zarobkach, ale baliście się zapytać”. Inicjatywa ma przynieść odbiorcom konkretną wiedzę o tym, jak w trudnych okolicznościach rynkowych zadbać o swoje finanse. Eksperci w ramach kampanii podejmują działania edukacyjne pozwalające w odważny sposób mówić o wynagrodzeniach oraz przekazują informacje o tym, jak najlepiej zarządzać tym, co zarabiamy.

Rośnie inflacja, ale nie wynagrodzenia

Wśród kwestii będących głównymi czynnikami niezadowolenia z obecnego wynagrodzenia, badani najczęściej wymieniają świadomość wzrostu inflacji przy braku wzrostu wynagrodzenia. Aż 64% badanych dostrzega tę dysproporcję i jej wpływ na codzienne życie. Nie jest to jednak jedyny problem – okazuje się także, że w znacznej mierze nie możemy sobie obecnie pozwolić na oszczędzanie. Niemal połowa (49%) respondentów wskazuje, że nie posiada obecnie wystarczających środków, by odkładać na przyszłość. Oszczędności to jednak jedno, wyzwania pracujących Polaków często są jeszcze większe. Aż 30% badanych wskazuje, że ich aktualne wynagrodzenie nie zapewnia wystarczających środków na codzienne życie. To generuje potrzebę zarządzania budżetem z dużą ostrożnością.

Jednocześnie respondentów niepokoi inny trend – ¼ z nich deklaruje, że zwiększa się liczba i zakres ich obowiązków zawodowych, przy utrzymaniu wynagrodzenia na tym samym poziomie. Co więcej, badani nie mają możliwości oddania się innym zajęciom po pracy – aż 26% z nich wskazuje, że nie dysponuje środkami pozwalającymi na rozwijanie swoich pasji czy ambicji.

W kwestii wynagrodzenia często porównujemy się do innych – oczywiście jeśli mamy taką możliwość, bo posiadamy wiedzę na temat poziomu zarobków innych osób. 1/5 respondentów badania Pracuj.pl odpowiadając na pytanie dlaczego nie są zadowoleni ze swojej pensji, wskazuje na wyższe zarobki znajomych. Część jako powód wskazała także wyższe wynagrodzenie pracowników na podobnych stanowiskach (13%). Samo niezadowolenie może nie być problematyczne, jeśli ta wiedza jest dla nas motywująca i pcha nas do rozwoju – w tym wypadku finansowego. Tu pomóc mogą przepisy dotyczące jawności wynagrodzeń, które mają wejść w życie za sprawą przyjętej 30 marca 2023 roku przez Parlament Europejski dyrektywy. Ma ona na celu m.in. zmniejszanie luk płacowych.

Choć głównym celem nowych regulacji unijnych jest zmniejszenie nierówności płacowych pomiędzy kobietami a mężczyznami, to w rzeczywistości dyrektywa może przynieść jeszcze więcej korzyści. Zakazana zostanie tajemnica wynagrodzenia, a pracodawcy zobowiązani będą podawać informacje, które umożliwią pracownikom porównanie poziomu wynagrodzeń i identyfikację różnic płacowych. Firmy będą miały także obowiązek umieszczania w ogłoszeniach o pracę widełek płacowych. To wszystko oznacza, że łatwiej będzie nam uzyskać satysfakcjonujące wynagrodzenie – znając standard rynkowy zyskamy pewność, że nasze wynagrodzenie jest porównywalne do współpracowników i innych specjalistów z naszej branży. – komentuje Jolanta Lewandowska-Bitkowska, HR Business Partner w Pracuj.pl.

Mniejsze możliwości, ale i nadzieja na poprawę

Wynagrodzenie powinno zapewniać godne życie i dawać poczucie bezpieczeństwa. Niestety niemal połowa Polaków (45%) deklaruje, że ich obecne zarobki nie dają im tego komfortu. Ponad połowa kobiet i 4 na 10 mężczyzn deklaruje, że z obecnymi zarobkami nie czują się życiowo bezpieczni. Najbardziej dotkliwie problem ten dotyka najstarszych uczestników rynku pracy – aż 80% respondentów z pokolenia silver twierdzi, że przez ostatnie 12 miesięcy spadła ich siła nabywcza. Dla porównania: w pokoleniu Z taką opinię wyraża 66% badanych. 74% respondentów deklaruje, że odczuwa negatywny wpływ inflacji na wynagrodzenie (dla porównania, we wrześniu 2022 roku deklarowało tak 78%). Ponownie, najczęściej taką deklarację składają osoby w wieku 55-65 lat, reprezentujące silver generation. Widać, że młodsze osoby radzą sobie najsprawniej pod kątem zarządzania swoim wynagrodzeniem w dobie wysokiej inflacji. Jednocześnie są także pokoleniem pełnym niepewności o przyszłość, wchodzącym na rynek pracy w niezwykle niestabilnym momencie.

Zaledwie 17% badanych wskazuje, że ich wynagrodzenie wzrosło w sposób, który rekompensuje inflację. Częściej byli to mężczyźni (20%) niż kobiety (14%). Tu ponownie, na wzrost wynagrodzenia rekompensujący inflację częściej mogły liczyć młodsze pokolenia – w pokoleniu Z było to 22% respondentów, wśród najstarszej grupy obecnej na rynku pracy już 15%.

Mimo, że różnice pomiędzy grupami nie są duże, to widać, że najmłodsze pokolenie na rynku pracy w najmniejszym stopniu odczuwa negatywny wpływ inflacji na swoje wynagrodzenie. To u tej grupy wiekowej zarobki częściej wzrastają wraz z inflacją niż u innych przedstawicieli rynku. Oczywiście możemy założyć, że wynagrodzenie w pierwszych latach pracy jest bardziej elastyczne i wychodząc z niższego pułapu może szybciej rosnąć. Obserwując rynek, widzimy jednak, że mamy do czynienia z formowaniem się nowej generacji pracowników. Młodzi pracownicy wiedzą, czego chcą i nie boją się prosić o swoje. Niestety przyszło im stawiać pierwsze kroki w niestabilnym środowisku.
-– mówi Małgorzata Skonieczna, ekspertka ds. badań kandydatów w Pracuj.pl.

8 na 10 respondentów deklaruje, że ze względu na poziom inflacji bardziej zwracają uwagę na swoje wydatki oraz wynagrodzenie. Czy metodą pracujących Polaków na osiągnięcie satysfakcjonującego wynagrodzenia będzie zmiana pracodawcy? Dziś niemal połowa badanych (47%) wskazuje, że inflacja sprawiła, iż są bardziej skłonni do zmiany pracy niż w zeszłym roku. Co jednak ciekawe, odsetek badanych otwartych na tę zmianę spada – w badaniu przeprowadzonym przez Pracuj.pl we wrześniu 2022 roku taką otwartość deklarowało 51% badanych. Dzisiaj większą skłonnością charakteryzują się kobiety – aż 52% pań w porównaniu do 43% panów rozważa zmianę miejsca zatrudnienia w obliczu wysokiej inflacji. Co ciekawe – ponownie pokoleniowo najczęściej gotowi na zmianę są najmłodsi uczestnicy i uczestniczki rynku pracy (52%).

Obecnie na wagę złota jest wsparcie i zrozumienie, jakie pracodawcy mogą dać swoim zespołom. Niestety sytuacja nie wygląda w tej kwestii najlepiej – ponad połowa badanych (53%) nie czuje, by ich pracodawca wspierał ich w okresie podwyższonej inflacji. To powinno się zmienić, jeśli firmy chcą zatrzymać talenty. Z naszych badań wynika, że na wzrost wynagrodzenia rekompensujący inflację częściej mogą liczyć najmłodsi uczestnicy rynku pracy, jednak ważne jest, by organizacje nie zapominały o pracownikach z najdłuższym stażem. Ważne, by niezbędną pomoc zapewnić wszystkim grupom wiekowym obecnym w organizacji – także tym, które nie zawsze o to proszą. – dodaje Jolanta Lewandowska-Bitkowska.

Niepewność dotyczącą utrzymania obecnego stanowiska pracy w obliczu inflacji odczuwa 35% badanych, ale niemal równa liczba respondentów wskazuje, że nie ma takich obaw (36%). Tu odwraca się wspomniany wyżej trend pokoleniowy – pomimo tego, że to najmłodsze pokolenie często potrafi zadbać o swoje wynagrodzenie, to właśnie ta grupa deklaruje największe obawy w zakresie niepewności o stanowisko (19% badanych w grupie wiekowej 18-24 lata, w porównaniu do np. 10% badanych z grupy 25-34 lata).

Aby poprawić swoją sytuację i wyrównać wzrost zarobków, 34% respondentów zdecydowało się podjąć nową pracę. Istotnie częściej były to kobiety (39%) niż mężczyźni (29%). Najczęściej na ten krok decydują się najmłodsze pokolenia – osoby w wieku 18-24 lata (43%) oraz badani w wieku 25-34 lata (44%). Niemal połowa badanych – 46% – deklaruje, że nie zdecydowała się na podjęcie nowego zatrudnienia w obliczu wzrostu wydatków.

Waloryzacja wynagrodzeń jako benefit

Ponad połowa badanych (56%) ocenia, że jeśli zdecydują się na zmianę pracodawcy, dostaną lepsze zarobki w nowym miejscu pracy. Najczęściej taką opinię wyrażają najmłodsze pokolenia. Czy to oznacza, że wolimy zmienić pracodawcę, niż negocjować wyższą pensję w obecnej firmie? A być może często spotykamy się z odmową?

W ciągu ostatnich 12 miesięcy, z uwagi na inflację, o podwyżkę starała się co druga badana osoba. 56% osób deklaruje takie starania na przestrzeni ostatniego roku niezależnie od inflacji. Ponad 1/3 badanych wskazuje, że otrzymało podwyżkę w ciągu ostatnich 6 miesięcy, a 26% w ciągu ostatniego roku. Co dziesiąta osoba ostatnią podwyżkę otrzymała ponad 3 lata temu, a 1 na 10 osób nie dostała jej nigdy.

Największa grupa, 34% respondentów wskazało, że otrzymali podwyżkę, jednak miała zostać ona przyznana po jakimś czasie, od rozmów z pracodawcą (dłużej niż miesiąc po rozmowie). 30% badanych deklaruje, że otrzymali podwyżkę i została ona przyznana od najbliższej wypłaty. 19% badanych otrzymało odmowę podwyżki – pracodawca podał argumenty i wskazał co musi się zdarzyć, aby ją otrzymać w przyszłości. Z kolei 17% badanych otrzymało odmowę podwyżki bez podania przyczyny.

Znaczna większość badanych (72%) jako powód swoich starań o wzrost wynagrodzenia podaje rosnące koszty życia w związku z inflacją. Motywująca jest także długa przerwa od ostatniej podwyżki – to ważny powód dla 36% respondentów. ¼ Polaków chciałaby zostać doceniona podwyżką w momencie, kiedy osiągają sukces lub wysokie wyniki w pracy. Tyle samo osób wskazuje, że oczekują podwyżki z uwagi na świadomość wyższych zarobków osób na podobnych stanowiskach. Wśród pozostałych powodów badani wymieniali wzrost swoich kompetencji, np. dzięki nowym certyfikatom lub szkoleniom (20%), rynkowe informacje o pracodawcach przyznających podwyżki w trakcie inflacji (19%), awans lub otrzymanie dodatkowych obowiązków w pracy (18%) czy wzrost zadłużenia (10%). Dla 9% respondentów powodem rozmowy o podwyżce była alternatywna, bardziej atrakcyjna oferta otrzymana od innego pracodawcy. Pojawiły się także odpowiedzi dotyczące otrzymania kredytu (7%) czy pojawienia się dziecka w rodzinie (5%).

Ponad 8 na 10 badanych uważa, że wynagrodzenie powinno rosnąć proporcjonalnie z inflacją. Nieco częściej są to kobiety (85%) niż mężczyźni (81%). W największym stopniu (87%) ten pogląd podziela pokolenie silver generation i osoby w wieku 45-54 lata.

Podwyżki, premie i benefity finansowe jeszcze mocnej zyskują na znaczeniu. Tak zwana podwyżka inflacyjna zdecydowanie zachęca do aplikowania na oferty pracodawców, którzy ją oferują. Taką chęć deklaruje aż 76% respondentów. Z badań wynika, że wielu z nas brakuje środków na zaspokajanie często podstawowych potrzeb. Naturalne jest, że szansa na wzrost wynagrodzenia proporcjonalny do wzrostu inflacji, jest niezwykle atrakcyjna w oczach kandydatów. – mówi Małgorzata Skonieczna.

Niemal 3 na 10 Polaków nie jest w stanie oszczędzać z otrzymywanego wynagrodzenia. Pieniądze regularnie odkłada 49% badanych. Paradoksalnie, najmniej oszczędzają osoby z grupy wiekowej 45-54 lata (38%) oraz 55-65 lat (40%), czyli osoby najdłużej funkcjonujące na rynku pracy. 40% osób odkłada pieniądze z myślą o emeryturze – co ciekawe o przyszłości pod tym kątem istotnie częściej myślą mężczyźni (46%) niż kobiety (35%) oraz znacznie częściej pracownicy biurowi (47%) niż pracownicy fizyczni (35%).

Polacy, by oszczędzić, muszą ograniczać swoje bieżące wydatki – aż 45% badanych twierdzi, że nie jest w stanie oszczędzać bez cięcia wydatków. Te najczęściej ograniczać muszą badane panie (53%). Taką potrzebę wyraża aż o 16 punktów procentowych mniej mężczyzn. Choć 8 na 10 Polaków deklaruje, że istotne jest posiadanie poduszki finansowej, czyli zabezpieczenia finansowego na wypadek np. zwolnienia z pracy czy nieprzewidzianych dużych wydatków, to wielu z nich obecnie nie jest w stanie o to zadbać. 75% badanych twierdzi, że odkładaliby więcej oszczędności, gdyby ich pensja wzrosła. Co ciekawe, takie deklaracje składa 80% pracowników biurowych w porównaniu do 68% pracowników fizycznych.

Z nadzieją na lepsze jutro

Choć w kwestii sytuacji finansowej Polaków trudno mówić o znacznej poprawie, to ostrożne prognozy pozwalają na pewien optymizm. Porównanie deklaracji Polaków z badań przeprowadzonych we wrześniu 2022 roku i tych z marca 2023 wskazuje, że m.in. mniej osób podejmuje się dodatkowej pracy i mniej osób odczuwa negatywny wpływ inflacji na wynagrodzenie. Choć liczby te spadają powoli, to widać, że zarysowuje się pozytywny trend. Co więcej, członkowie Rady Polityki Pieniężnej prognozują, że w drugim półroczu 2023 roku także inflacja powinna ulec obniżeniu. Oczywiście do ostatecznej oceny trendu i wyciągnięcia konkretnych wniosków potrzeba jeszcze czasu. Dlatego niezmiennie, osoby obecne na rynku pracy powinny podejmować negocjacje i bez obawy rozmawiać o pieniądzach. Pomocna powinna być w tym dyrektywa o jawności wynagrodzeń, której celem jest wyrównanie nierówności płacowych, nie tylko pomiędzy kobietami a mężczyznami, ale także na pokrewnych stanowiskach.

Istotne jest również podejmowanie działań edukacyjnych, takich, jak między innymi te realizowane w ramach kampanii Zarobki.Pracuj.pl. Osoby zainteresowane edukacją finansową mogą skorzystać nie tylko ze strony internetowej, która powstała w ramach kampanii, ale także z praktycznych narzędzi, takich jak choćby kalkulator wynagrodzeń. Dostępny jest także szereg artykułów o tematyce zarobkowej. Pięć spotkań z ekspertkami i ekspertami jest dostępnych dla odbiorców w formie filmów wideo oraz nowych odcinków podcastu „Dobra robota”.

O BADANIU

Badanie Postawy finansowe Polaków w czasach inflacji zostało przeprowadzone w marcu 2023 roku przez ARC Rynek i Opinia na zlecenie serwisu Pracuj.pl. Pomiar wykonany metodą CAWI wykonano na próbie 1470 Polaków w wieku 18-65, z czego 85% to osoby pracujące, a 15% osoby niepracujące. Struktura próby była kontrolowana biorąc pod uwagę płeć, wiek i wielkość miejscowości zamieszkania odpowiadających.

Koniec kryzysu bankowego?

Obawiano się paniki rozlewającej się po Europie, a skończyło się na burzy w szklance wody. Dla odważnych była to jednak okazja, aby zarobić.

Normalizacja sytuacji na akcjach banków jest możliwa dzięki wygaszeniu niepokojów wokół Deutsche Banku. Zagłębiając się w fundamenty tego banku można stwierdzić, iż Deutsche Bank od dziesięciu kwartałów z rzędu odnotowuje zysk netto, m.in. dzięki zakończeniu wielomiliardowej restrukturyzacji, która rozpoczęła się w 2019 r., w celu zmniejszenia kosztów i poprawy rentowności. Ponadto w 2022 r. odnotował zysk netto w wysokości 5 mld euro (5,4 mld dolarów) w 2022 r., co stanowi wzrost o 159% w porównaniu z poprzednim rokiem. Jego wskaźnik CET1 – miara wypłacalności banku – wyniósł 13,4% na koniec 2022 roku, podczas gdy jego wskaźnik pokrycia płynności wyniósł 142%, a wskaźnik stabilnego finansowania netto wyniósł 119%. Te liczby nie wskazują na to, że istnieją powody do obaw o wypłacalność lub płynność banku.

Nie sprawdziły się czarne prognozy. Wydawało się, że kryzys bankowy może wrócić jeszcze z większym impetem niż było to w przypadku Silicon Valley Bank czy Credit Suisse. Akcje Deutsche Banku były silnie wyprzedawane wobec znacznego wzrostu kosztów zabezpieczenia przed potencjalnym upadkiem banku, związanych z obligacjami AT1 (tzw. CDS-y). Okazało się jednak, że sytuacja płynnościowa banku jest o niebo lepsza niż w przypadku wcześniej wspomnianych przypadków.

– Po kryzysie finansowym w 2008 r. banki zaczęły emitować obligacje AT1, w celu pozyskania kapitału, a założenie było takie, żeby w przypadku upadłości banku kosztami upadłości obarczyć bardziej obligatariuszy zamiast podatników, jak to miało miejsce właśnie w 2008 r. – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB. – Przy przejęciu Credit Suisse okazało się, że posiadacze AT1 zostali z niczym, wartość obligacji została spisana do zera. Niepokój dotyczący Deutsche Banku spowodowany został właśnie tym, że w swym bilansie bank ten ma dużo obligacji AT1.

Po tym co przydarzyło się obligatariuszom Credit Suisse wartość obligacji AT1 bardzo spadła i wszystkie banki, które mają takie papiery w swych portfelach mocno straciły na swych wycenach.

Czy możemy mówić już o końcu kłopotów sektora bankowego? Sytuacja jest stabilna, choć z amerykańskiego sektora bankowego zostało wybrane z depozytów ok. 100 mld USD. Większość odpływów miała miejsce z mniejszych regionalnych banków, natomiast te duże notowały w większości przypadków wpływy. Jednak amerykańskie władze i Fed wskazują, że system bankowy jest stabilny i odporny na dalsze problemy. Ewentualne obawy zostały dodatkowo stłumione poprzez przejęcie upadłego SVB przez First Citizens. Oprócz tego amerykańskie władze mają zastanawiać się nad wprowadzeniem większej gwarancji depozytów dla mniejszych banków, aby te miały czas na poprawienie stanu swoich bilansów. Wspomniany Deutsche Bank wykazuje się całkiem niezłymi wskaźnikami płynnościowymi, dzięki wcześniej przeprowadzonej restrukturyzacji. Oczywiście kryzys bankowy może jeszcze uderzyć ze zdwojoną siłą, ale na ten moment zapewnienia dotyczące płynności mogą sugerować, że kryzys został zażegnany.

– Wydaje się, ze wszystko wraca do normy, co widać także na warszawskim parkiecie, gdzie wcześniej banki też mocno straciły – komentuje ekspert XTB. – Panika stała się okazja dla odważniejszych inwestorów, aby kupić akcje po niższej „promocyjnej” cenie.

Bloomberg poinformował, że inwestorzy ponownie zaczynają szukać okazji w papierach dłużnych banków, które jeszcze w kilku ostatnich sesjach były mocne wyprzedawane. Z kolei rentowności amerykańskich obligacji rządowych zaliczyły lekki wzrost. Inwestorzy wciąż są zdecydowanie mocniej zainteresowani papierami krótkoterminowymi, w obawie o możliwy powrót zmienności. Niemniej i tak obserwujemy raczej odejście od amerykańskiego dolara i wzrost walut surowcowych, które korzystają na powrocie dobrych nastrojów.

W Polsce nie mamy powodów do podawania się panice, jaka zdarzyła się w marcu w Europie.

– Polskie banki nie mogą emitować takich obligacji, jak AT1 – wyjaśnia M.Kietliński z XTB. – Projekt regulacji prawnych, które umożliwiałyby takie emisje, jest na etapie konsultacji, nie został jeszcze zatwierdzony przez KNF.

Kredyt na 2% podbije ceny mieszkań

Najważniejszym problemem na rynku nieruchomości jest rekordowa inflacja, która obniża popyt na mieszkania. Kredyt na 2% podbije popyt i ceny, a w walce z inflacją pozostaniemy przy dotychczasowym poziomie niskiej skuteczności.

Dla kredytów mieszkaniowych luty był katastrofalny. Odnotowano ogromny spadek rok do roku zarówno liczby (-55,2%) jak i wartości udzielonych kredytów mieszkaniowych (-57,2%). W lutym 2023 r. średnia wartość udzielonego kredytu mieszkaniowego wyniosła 331,72 tys. zł i była niższa w ujęciu rocznym o 4,5%.

Banki udzieliły tylko 6 778 kredytów mieszkaniowych (wg. danych BIK) o wartości 2,248 mld zł. W porównaniu do lutego 2021 jest to o 63% niższa wartość.

Co może wpłynąć na zwiększenie popytu na kredyty mieszkaniowe? To obniżki stóp procentowych, realny wzrost wynagrodzeń, dalsza liberalizacja wymagań nadzorczych w zakresie liczenia zdolności kredytowej oraz spadek cen nieruchomości. Nadzieje, że w tym roku dojdzie do obniżek stóp procentowych wydają się bardzo optymistyczne (inflacja za marzec wyniosła 16,2% r/r, była niższa od wzrostu cen w lutym, ale jednocześnie okazała się wyższa od konsensusu analityków). Jednocześnie dynamika inflacji jest wyższa od dynamiki zmian w wynagrodzeniach, co oznacza realny spadek wynagrodzeń. O cenach wiemy, że jedynie wyhamowała ich dynamika wzrostu.

Czy kredyt na 2% uleczy rynek nieruchomości?

– Zwiększy się zdolność kredytowa wielu Polaków, nawet o 50% i krótkoterminowo kredyt ten będzie stymulował rynek nieruchomości – mówi w rozmowie z MarketNews24 Kuba Karliński, założyciel spółki Magmillon, autor książki „Zarabiajmy na nieruchomościach”. – Natomiast długoterminowo nie rozwiąże problemów związanych z dostępnością mieszkań ponieważ przełoży się na to, że wzrosną ceny mieszkań, w konsekwencji zwiększonego popytu.

Jednocześnie rząd szuka winnych, tam gdzie ich nie znajdzie, zamiast uprościć procedury administracyjne i zmniejszyć koszty budowy. Przykładem takich procedur jest uzyskanie pozwoleń na budowę.

– Teoretycznie takie pozwolenia powinny być wydawane po miesiącu lub dwóch miesiącach, a w praktyce ciągną się przez rok, albo dłużej – komentuje K.Karliński.

Nie chodzi jednak o likwidację takich pozwoleń, a taki rządowy pomysł pojawił się, ponieważ może to doprowadzić do patologii budowlanych. Istotne jest po prostu wydawanie pozwoleń w racjonalnym terminie.

Polska drugim, największym producentem na świecie baterii do samochodów elektrycznych

W 2022 r. światowa sprzedaż samochodów z napędem elektrycznym osiągnęła poziom 10,5 mln szt., co oznacza wzrost o 55% w porównaniu z 2021 r. Jak przewidują analitycy Goldman Sachs, w 2030 r. auta na prąd mają już stanowić jedną trzecią światowej sprzedaży, a pięć lat później ich rynkowy udział wzrośnie do 50%. Popyt na samochody elektryczne stale zwiększa się również w Unii Europejskiej. W 2022 r. udział nowych, osobowych BEV i PHEV na rynku unijnym osiągnął poziom 22,8% i był wyższy od udziału pojazdów z silnikiem Diesla. Rosnąca sprzedaż pojazdów z napędem elektrycznym przekłada się na dynamiczny wzrost zapotrzebowania na ich kluczowe podzespoły – akumulatory litowo-jonowe.

– Według prognoz BNEF globalne moce produkcyjne akumulatorów litowo-jonowych mają wzrosnąć ośmiokrotnie do 2027 r., osiągając poziom 8945 gigawatogodzin (GWh). Coraz ważniejszą rolę w sektorze bateryjnym odgrywa Europa, która odpowiadała za 14% światowych mocy produkcyjnych w 2022 r. Do europejskich liderów w tym obszarze należą niektóre państwa regionu Europy Środkowo-Wschodniej, w szczególności Polska i Węgry odpowiadające aż za 9% światowych mocy produkcyjnych – wylicza Maria Majewska, New Mobility Expert PSPA.

Szacuje się, że do 2027 r. Polska i Węgry zwiększą swoje moce produkcyjne i utrzymają wysokie pozycje, zajmując odpowiednio 6. i 4. miejsce na świecie. Pozostałe kraje regionu Europy Środkowo-Wschodniej (CEE), takie jak Serbia (z potencjałem produkcji 16 GWh) i Słowacja (10 GWh), również coraz mocniej zaznaczają swoją obecność w globalnym łańcuchu wartości baterii.

W Europie ogłoszono prawie 50 projektów wdrożeniowych, które do 2030 r. przyczynią się do dostarczenia ogniw o łącznej mocy do 1800 GWh. Nowe inwestycje w istniejące już fabryki planowane są w regionie CEE (w takich krajach jak Polska, Słowacja, Węgry, Czechy, Łotwa i Serbia). LG Energy Solution Wrocław w Biskupicach Podgórnych (Polska), największe w Europie centrum produkcji akumulatorów do samochodów elektrycznych, dysponuje obecnie 86 GWh mocy produkcyjnej, a wkrótce osiągnie 115 GWh. Aby utrzymać wiodącą pozycję Polski w światowym rankingu, do 2027 r. konieczne jest jednak podwojenie mocy produkcyjnych – powinny przekroczyć 200 GWh – mówi Aleksander Rajch, dyrektor ds. relacji zewnętrznych PSPA.

Polska odgrywa wiodącą rolę w łańcuchu dostaw baterii, będąc drugim, największym producentem na świecie. Akumulatory litowo-jonowe stanowią już ponad 2,4% całego polskiego eksportu. Wartość sektora baterii wzrosła 38-krotnie w ciągu ostatnich sześciu lat z około 1 mld zł w 2017 r. do ponad 38 mld zł w 2022 r. Oprócz LG Energy Solutions, w naszym kraju inwestują także inne czołowe firmy z sektora akumulatorowego, takie jak Northvolt, Umicore, SK Innovation, Capchem, Guotai Huarong, BMZ czy Mercedes-Benz Manufacturing Poland.

W kontekście rosnącej konkurencji ze strony innych państw intensywnie inwestujących w swój potencjał produkcyjny, konieczne jest zdefiniowanie instrumentów, których wdrożenie pozwoli na utrzymanie wiodącej pozycji Polski w sektorze bateryjnym. W tym celu PSPA przygotowało raport merytoryczny „Europa jeździ na polskich bateriach litowo-jonowych. Potencjał sektora bateryjnego w Polsce i regionie CEE”.

Nasz raport powstał przy wsparciu liderów polskiego i słowackiego rynku bateryjnego oraz szeregu interesariuszy tego sektora. Opracowanie oparto na serii tematycznych warsztatów, zrealizowanych z udziałem polskich i zagranicznych ekspertów z CEE GTI (CEE Green Transport Initiative) i SEVA (Słowackiego Stowarzyszenia Pojazdów Elektrycznych) – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający PSPA.

Raport PSPA definiuje wyzwania sektora bateryjnego w Polsce, na Słowacji i w pozostałych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Celem opracowania jest zainicjowanie dyskusji nad niezbędnymi działaniami prowadzącymi do zwiększenia potencjału produkcyjnego, intelektualnego i badawczo-rozwojowego w tym obszarze. W raporcie szczegółowo opisano również rynek i przemysł bateryjny, kluczowe technologie produkcji, zasoby kadrowe, kwestie dotyczące recyklingu, najważniejsze inwestycje oraz otoczenie biznesowe. Przedstawiono też szereg rekomendowanych działań na rzecz rozwoju branży bateryjnej w regionie CEE. Z raportu PSPA wynika, że w celu wzmocnienia potencjału sektora bateryjnego w krajach regionu CEE, w tym w Polsce, niezbędne są ukierunkowane działania w trzech głównych obszarach. Konieczne jest podwyższenie krajowych zdolności w zakresie niezbędnych surowców do produkcji ogniw oraz komponentów do akumulatorów, rozwój wykwalifikowanych kadr, jak również wzrost innowacyjności w łańcuchu dostaw.

Kluczowym surowcem warunkującym tempo transformacji sektora transportu w kierunku zeroemisyjnym jest lit. Wzmocnienie europejskiego łańcucha wartości dla tego surowca stanowi jednak obecnie poważne wyzwanie.

– W Europie znajdują się znaczne zasoby litu, ale wiele komercyjnych operacji wydobywczych znajduje się w jeszcze w fazie przygotowań, m.in. w Czechach, Serbii i Rumunii.  W celu przyspieszenia uruchomienia nowych mocy wydobywczych i przetwórczych surowców sektora bateryjnego w Polsce konieczne jest uproszczenie procedur administracyjnych. Można tu wymienić m.in. usprawnienie procesu wydawania zezwoleń i oceny oddziaływania na środowisko (OOŚ). Ważne jest również wdrażanie zachęt do rozwoju technologii ponownego wykorzystania i recyklingu baterii w celu stworzenia zamkniętego cyklu produkcji, eksploatacji i utylizacji – mówi Aleksander Rajch.

Poprzez zwiększenie skali recyklingu akumulatorów litowo-jonowych branża bateryjna w Unii Europejskiej może w znacznym stopniu ograniczyć uzależnienie od importu surowców pierwotnych. Aktualnie w Europie funkcjonuje ponad 70 firm, które są bezpośrednio związane lub wspierają działania na rzecz wtórnego wykorzystania baterii, jednak rozwój elektromobilności na skalę masową wymaga pilnego uruchomienia kolejnych inwestycji w tym obszarze.

Transformacja transportu w kierunku zeroemisyjnym i rosnący popyt na baterie oznacza również wzrost zapotrzebowania na wysoko wykwalifikowane kadry. Komisja Europejska oczekuje, że do 2025 r. powstanie do 4 milionów nowych miejsc pracy, a przeszkoleniem objętych zostanie 800 000 pracowników (ok. 160 000 szkoleń rocznie).

– To stwarza szansę na wzrost zatrudnienia w Europie Środkowo-Wschodniej i dalsze wzmocnienie pozycji regionu CEE w łańcuchu dostaw branży bateryjnej. Aby zapewnić potencjalnym inwestorom dostęp do odpowiednio wykwalifikowanych pracowników, konieczne jest stworzenie kompleksowego programu wsparcia dla sektora obejmującego m.in.  pomoc szkoleniową w zakresie nowych kompetencji, rozwoju talentów i przekwalifikowania obecnej siły roboczej – mówi Maria Majewska.

Z raportu PSPA wynika, że dedykowane programy służące przekwalifikowaniu i podnoszeniu świadomości w zakresie nowych technologii związanych z rozwojem transportu bezemisyjnego muszą być rozwijane na poziomie krajowym. Inicjatywy szkoleniowe w regionie CEE powinny naśladować podejście paneuropejskich programów, takich jak European Battery Alliance Academy, jednak w bardziej dostępnej i publicznej formie.

Kolejnym istotnym wzywaniem jest wzrost innowacyjności łańcucha dostaw sektora bateryjnego. Ze strony administracji publicznej ważne jest m.in. zapewnienie odpowiedniego wsparcia podmiotom inwestującym w ograniczanie emisyjności procesów produkcyjnych oraz wzrost wykorzystywania zielonej energii. Rozwój branży bateryjnej w regionie Europy Środkowo-Wschodniej wymaga także szybkich i zdecydowanych działań przy tworzeniu specjalnych budżetów czy dopłat do rosnących cen energii elektrycznej, tak jak ma to miejsce w Kanadzie, Japonii czy Korei Południowej. W ten sposób minimalizuje się ryzyko odpływu kapitału i inwestycji w sektorze bateryjnym – podsumowuje Aleksander Rajch.

Marsh: Możliwości globalnego wzrostu przewyższają skalę ryzyk geopolitycznych i gospodarczych

Marsh, wiodący na świecie broker ubezpieczeniowy i doradca ds. ryzyka, opublikował Political Risk Report 2023 – publikację przedstawiającą najważniejsze zmiany oraz trendy w globalnym krajobrazie ryzyk politycznych i gospodarczych, które będą wpływać na firmy międzynarodowe i inwestorów w najbliższym czasie.

Autorzy raportu – eksperci Marsh Specialty zwracają uwagę na cztery obszary, które mogą zagrażać światowemu handlowi, bezpieczeństwu i środowisku inwestycyjnemu w tym roku, są to: utrzymująca się niestabilność polityczna, ograniczanie wydatków, konkurencja o zasoby strategiczne oraz dywersyfikacja łańcucha dostaw. Raport wskazuje jednocześnie na istotne czynniki wzrostu gospodarczego, które stwarzają możliwości przewyższające te ryzyka, jeśli tylko będą odpowiednio zarządzane.

Według przewidywań, globalne środowisko polityczne i gospodarcze pozostanie niestabilne do końca 2023 roku z uwagi na wzajemnie na siebie oddziałujące zagrożenia. Przykładem jest utrzymująca się niestabilność polityczna, która zwłaszcza w połączeniu z wysoką inflacją jest ryzykowna dla środowiska gospodarczego i inwestycyjnego, a w niektórych przypadkach także dla rynków wschodzących.

 

Tegoroczna edycja Global Risks Report przygotowana przez Światowe Forum Ekonomiczne we współpracy z Marsh McLennan i innymi podmiotami, określiła efekt powiązanych globalnych ryzyk mianem „polikryzysów”, które powodują, że obecnie rządy w większym stopniu koncentrują się na krajowym bezpieczeństwie gospodarczym. Autorzy Political Risk Report zauważają zagrożenia wynikające z takiego podejścia, które mogą negatywnie wpływać na światowy handel, bezpieczeństwo i inwestycje. Przestrzegają także przed tym, że decyzje podejmowane przez kluczowe potęgi gospodarcze w różnych kwestiach – od nawozów sztucznych i mikrochipów po transformację energetyczną – będą nadal wywoływać światowe reperkusje.

Warto dodać, że pomimo zwiększonego poziomu ryzyka, wspomniane czynniki globalnego wzrostu mogą napędzać ożywienie gospodarcze i poprawiać bezpieczeństwo. Zaległe inwestycje w infrastrukturę wskazują na możliwy wzrost przyszłej aktywności i światowej ekspansji, natomiast dążenie do osiągnięcia zerowej emisji netto do 2030 r. będzie skutkowało szeregiem innowacyjnych działań inwestycyjnych. Potrzeba dywersyfikacji łańcuchów dostaw dla uzyskania większego bezpieczeństwa żywnościowego i energetycznego będzie ponadto stwarzać możliwości inwestycyjne, podobnie jak znaczny wzrost rządowych wydatków na obronę na całym świecie w celu wsparcia sojuszników, przeciwdziałania zagrożeniom i przyspieszenia modernizacji tego sektora.

„Chociaż może być to zaskakujące, w obliczu podwyższonego ryzyka w środowisku geopolitycznym i gospodarczym, wciąż istnieje wiele możliwości rozwoju dla firm i inwestorów. Jeśli ryzyka te będą identyfikowane, zarządzane i łagodzone we właściwy sposób, perspektywy krótkiego, średniego i długoterminowego wzrostu będą przewyższały te chwilowe zmiany” – komentuje wyniki raportu Nick Robson, Global Head of Credit Specialties w Marsh Specialty.

Marcin Olczak – Dyrektor Departamentu Ryzyk Kredytowych w Marsh Polska dodaje: „Rok 2022 i 2023 okazał się dla wielu firm urzeczywistnieniem ryzyk, które według nich były już historią. Agresja militarna w dobie globalizacji i otwartości rynków, w połączeniu z sankcjami będącymi jej konsekwencją, przełożyła się na znaczące bezpośrednie straty. Biorąc pod uwagę charakter tych zdarzeń, ubezpieczenia pozostają jedynym skutecznym sposobem na łagodzenie ich skutków, gwarantując gospodarkom możliwość nieprzerwanego rozwoju.”

Czy RPP przejmie się wysoką inflacją?

W środę, 5 kwietnia, poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej o stopach procentowych. Stopy procentowe pozostaną bez zmian i jest to w zasadzie niemal pewne patrząc na ankietę przeprowadzoną przez Bloomberga. 31 głosów wskazuje na utrzymanie stóp procentowych bez zmian na poziomie 6,75%. Warto jednak zwrócić uwagę na to, że inflacja spada dosyć mocno, choć jednocześnie nie tak szybko jak życzyłby sobie tego rynek. Czy inflacja za marzec rzędu 16,2% będzie wystarczająco niska, aby RPP oficjalnie zakończyła cykl podwyżek i wskazała w trakcie konferencji, że kolejnym ruchem najprawdopodobniej będzie obniżka. Czy jest to możliwe w tym roku?

Inflacja za marzec spadła sporo do 16,2% r/r, ale był to poziom wyższy od oczekiwanych 16,0%. Poprzednio w lutym inflacja wyniosła 18,4% r/r. Oczywiście tempo spadku jest wysokie, ale jednocześnie zaczynamy przyzwyczajać się do tak dużych poziomów inflacji. Jeśli dwa lata temu mówilibyśmy, że będziemy cieszyć się ze spadku z poziomu 18,4% r/r do poziomu 16,2% r/r, najprawdopodobniej od razu złapalibyśmy się za głowę. Co więcej, patrząc na zmianę inflacji miesięcznej tu również nie widać zbyt sporo powodów do optymizmu. Inflacja z miesiąc na miesiąca wciąż rośnie ponad 1%, dlatego niższa stopa rocznej inflacji nie jest wystarczającym powodem, aby ogłaszać już wygraną. Patrząc na ceny paliw, które w Polsce utrzymują się w zasadzie na niezmienionym poziomie od początku roku, nawet pomimo chwilowego sporego spadku do okolic 70 USD za baryłkę przy bardzo mocnym złotym, możemy wskazać, że wciąż będą miały one pozytywny wpływ na wzrost cen.

W takich warunkach trudno realnie patrzeć na potencjalne obniżki stóp procentowych w tym roku. Może zdarzyć się tak, że wysokie ceny paliw doprowadzą do tego, że przedsiębiorcy wciąż będą decydować się na podnoszenie cen. Patrząc nawet na kategorie żywnościowe, w skupach obserwujemy spadki wielu produktów, ale te ostatecznie nie tanieją w sklepach. To z kolei może wpłynąć, że czekają nas jeszcze 2-3 miesiące sporego spadku dynamiki inflacji rocznej, ale później może to wpłynąć na utworzenie się nowego, dosyć wysokiego płaskowyżu.

Chociaż duża część członków RPP, która wypowiadała się w ostatnich tygodniach wyklucza możliwość rozpoczęcia dyskusji na temat cięć stóp procentowych to niewielkie sugestie pojawiły się najpierw ze strony samego szefa NBP prof. Adama Glapińskiego, który podkreślał, że potrzeba pewności w tym, że inflacja zmierza w dobrym kierunku. Z kolei dr Gabriela Masłowska mówiła, że chciałaby możliwości obniżki stóp najwcześniej jak to tylko możliwe, aby zmniejszyć obciążenie dla kredytobiorców i nie narażać wzrostu gospodarczego na spowolnienie.

Mimo wszystko wiele wskazuje, że sam komunikat jutro nie zostanie zbyt mocno zmieniony, a konferencja prasowa w czwartek o godz. 15:00 z udziałem prof. Glapińskiego nie przyniesie przełomu w stopach procentowych, ani nie wpłynie również w większym stopniu na notowania polskiego złotego, który w stosunku do dolara wygląda dobrze, ale w przypadku pary EURPLN obserwujemy konsolidację w okolicach poziomu 4,65-4,70.

Autor: Michał Stajniak CFA, starszy analityk XTB

Marta Życińska dyrektorką generalną polskiego oddziału Mastercard Europe

W nowej roli, którą obejmie z początkiem maja, Życińska będzie odpowiedzialna za rozwój biznesu i realizację strategii firmy w Polsce.

Marta Życińska dołączyła do Mastercard 7 lat temu. Początkowo kierowała działem marketingu w Polsce, a następnie awansowała na stanowisko wiceprezeski ds. marketingu i komunikacji na Europę Środkowo-Wschodnią, z sukcesem łącząc rozwój biznesu z działaniami marketingowymi na 20 rynkach. W ubiegłym roku objęła stanowisko wiceprezeski ds. globalnego marketingu produktowego i B2B, odpowiadając w szczególności za obszar współpracy Mastercard z fintechami, a także usług przedpłaconych.

Marta Życińska jest liderką biznesową z wieloma osiągnięciami w zarządzaniu projektami realizującymi cele komercyjne w obszarach B2B i B2C, przy ścisłej współpracy z działami sprzedaży, rozwoju i produktu. Przed dołączeniem do Mastercard, pracowała jako dyrektorka biura marketingu w Grupie PZU, gdzie przeprowadziła rebranding i odpowiadała za wsparcie sprzedaży, komunikację i digital marketing. Wcześniej była związana przez wiele lat z firmą telekomunikacyjną Orange, gdzie kierowała departamentem komunikacji B2C.

Marta Życińska dzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą jako doradczyni biznesowa współpracując ze startupami w rozwoju i skalowaniu ich biznesu. Jako mentorka wspiera aktywnie różnorodność i równe prawa w miejscu pracy, a także bierze udział w inicjatywach i projektach w obszarze DEI (różnorodność, równość, włączenie). Niejednokrotnie zasiadała w kapitule konkursu Effie, w tym Effie Europe i Effie Global. Jest także laureatką nagrody Osobowość Roku w konkursie Dyrektor Marketingu Roku, a jej kampanie wygrały liczne nagrody Effie, Golden Drum, a także Cannes Lions.

„Z wielką przyjemnością ogłaszam Martę dyrektorką generalną polskiego oddziału Mastercard Europe. Jestem przekonany, że jej doświadczenie, dotychczasowe osiągnięcia, a także energia i entuzjazm będą kluczowe dla dalszego umacniania silnej pozycji Mastercard w branży technologii płatniczych w Polsce” – powiedział Peter Bakenecker, prezes Mastercard na region Europy Środkowej.

Marta Życińska jest absolwentką Brock University w Kanadzie na kierunku marketing, ma także dyplom MBA z Wyższej Szkoły Zarządzania i Oxford Brookes University. Poza pracą zawodową, Marta, jako absolwentka filologii, pasjonuje się językiem angielskim, a także medycyną i narciarstwem. Karierę zawodową z sukcesem łączy z wychowywaniem trzech synów.

Bartosz Ciołkowski, dotychczasowy dyrektor generalny polskiego oddziału Mastercard Europe, od stycznia 2023 pełni nową rolę w organizacji, jako dyrektor generalny na Europę Środkowo-Południową.

Optymizm słabnie wolniej, niż oczekiwano

Tak pesymistyczne przewidywania, jak te wczorajsze analityków względem wskaźników PMI dla przemysłu łatwo było przekroczyć. Owszem wyniki są lepsze od oczekiwań, ale to nie jest powód do świętowania, bo jest słabo.

Mniej pesymistycznie w Polsce

Wczoraj mieliśmy dzień publikacji indeksów PMI dla przemysłu. W przypadku Polski większego zaskoczenia nie było. Rynki spodziewały się spadku i spadek był. Oczekiwania były jednak symbolicznie wyższe o 0,1 pkt niż odczyt. Co niby jest dobrą wiadomością. Niby, bo jednak cieszenie się z symbolicznej poprawy przebywania 11 miesiąc z rzędu poniżej granicy 50 pkt oddzielających przewagę odpowiedzi pozytywnych od negatywnych nie jest w pełni słuszne. Polska waluta co prawda testuje swoje najwyższe poziomy względem euro, aczkolwiek jej siła wynika głównie ze słabości dolara i napływu kapitału do Europy.

Indeksy w Europie

Podobnie jak w Polsce również w strefie euro pesymizm był przeszacowany. Indeks PMI dla przemysłu spadł, ale nie o 0,2 pkt jak w Polsce tylko o 1,2 pkt, co jest już istotną zmianą. Podobnie jak w przypadku Polski analitycy spodziewali się większego spadku i również wynik nie był aż tak zły. Odczyty ze strefy euro dotychczas były jednak bardziej optymistyczne niż te z Polski. Po tym spadku sytuacja naszego kraju przynajmniej w tym aspekcie wygląda lepiej. Euro zyskuje jednak wyraźnie względem dolara na zmianie nastawienia do ryzyka po drugiej stronie oceanu. Kryzys bankowy (bo tak można tamte wydarzenia nazwać) powoduje, że inwestorzy ograniczają oczekiwania wzrostu stóp procentowych. Patrząc na kontrakty terminowe, do końca kwartału są jeszcze matematyczne szanse na wzrost stóp procentowych o 0,25%, potem należy oczekiwać stabilizacji i obniżek jeszcze w tym roku.

Czekają na decyzję RPP

Jutro poznamy kolejną decyzję Rady Polityki Pieniężnej. Biorąc pod uwagę, że wskaźnik inflacji faktycznie spadł, nie należy się spodziewać rewolucji. Spadek nie powinien dziwić, patrząc na punkt odniesienia sprzed roku. W marcu 2022 roku inflacja wyskoczyła bowiem do 11% z poziomu 8,6% w lutym, do którego została zduszona tarczą antyinflacyjną. W rezultacie zapowiada się kolejne mało emocjonujące posiedzenie. Patrząc jednak na materiały pojawiające się w mediach zwyczajowo nieprzychylnych obecnej władzy, należy oczekiwać, że posiedzenie kolejnego dnia będzie bardzo interesujące, co wcale nie znaczy, że bogate w treści merytoryczne.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
14:00 – Rumunia – decyzja NBR w sprawie stóp procentowych,
16:00 – USA – zamówienia na dobra.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Ceny polis komunikacyjnych odporne na wzrosty cen, taryfikator mandatów i kradzieże aut

  • Ceny polis OC były w pierwszym kwartale 2023 o 1,5 proc. niższe niż przed rokiem. W rezultacie średnia składka w skali kraju wyniosła 526 zł.
  • Spadku nie powstrzymał fakt, że kierowcy dostali w ub. roku ponad 2,7 mln mandatów, a towarzystwa dostęp do taryfikatora punktów karnych, który miał spowodować wzrost stawek ubezpieczeniowych dla piratów drogowych.
  • Wśród najczęściej kradzionych marek, najwięcej za autocasco płacą posiadacze Audi (1423 zł) oraz Toyoty (1038 zł). To więcej niż średnia, która wyniosła w Polsce 947 zł i była o 9,8 proc. wyższa w porównaniu do pierwszych trzech miesięcy ub. roku.

Eksperci CUK Ubezpieczenia przeanalizowali, jak kształtowały się ceny polis komunikacyjnych w Polsce w pierwszym kwartale tego roku. Informacje są pozytywne. Ubezpieczenia to wciąż jedna z nielicznych dziedzin, która jest odporna na inflację. Co więcej, średnie ceny OC w dalszym ciągu jadą w dół. Większego wpływu na poziom stawek nie ma jednakowo ilość wystawionych w ub. roku kar dla kierowców, jak i wgląd ubezpieczycieli do taryfikatora mandatów i punktów karnych. Autocasco podrożało z kolei niespełna 10 proc. Na ochronie nie opłaca się jednak oszczędzać, gdyż najpopularniejsze marki samochodów są jednoczenie w czołówce pod względem liczby kradzieży.

OC dalej tanieje. Ubezpieczyciele jadą na rezerwie

Średnia składka OC komunikacyjnego wyniosła w pierwszym kwartale 526 zł i była o 1,5 proc. niższa niż w tym samym okresie ub. roku. Najdrożej za polisę płacili kierowcy w woj. dolnośląskim (638 zł), pomorskim (596 zł) oraz zachodniopomorskim (569 zł). Najtaniej było z kolei w woj. świętokrzyskim (444 zł), na Lubelszczyźnie (448 zł) oraz Podkarpaciu (450 zł). Ubezpieczenie potaniało praktycznie we wszystkich regionach z wyjątkiem Małopolski i właśnie woj. podkarpackiego, ale tutaj podwyżki były symboliczne i wyniosły maksymalnie 1,7 proc.

Wśród najczęściej ubezpieczanych przez Polaków marek najniższe średnie koszty OC ponosili właściciele Fiatów (473 zł), Renault (509 zł), Opli (511 zł), VW (515 zł) oraz Toyot (519 zł). Z droższymi polisami musieli natomiast liczyć się użytkownicy np. niemieckich BMW (637 zł), Audi (570 zł) oraz japońskiej Mazdy (583 zł).

 – Ubiegłoroczne prognozy wzrostu cen OC okazały się przedwczesne. Główną przyczyną takiego stanu rzeczy jest duża konkurencja wśród ubezpieczycieli w obszarze ubezpieczeń komunikacyjnych. W jej efekcie towarzystwa są w dalszym ciągu skłonne akceptować średniookresowe straty na tym ryzyku. Jest to oczywiście dobra wiadomość dla kierowców, którzy mogą ubezpieczać samochody po stosunkowo niskich stawkach. Niemniej z rynku zaczynają pomału płynąć sygnały o możliwych wzrostach cen w najbliższych miesiącach. Na aktualną sytuację nie wpłynął ponadto przyznany ubezpieczycielom w połowie ubiegłego roku wgląd do taryfikatora mandatów i punktów karnych – stwierdza Marcin Dyliński, Dyrektor Departamentu Marketingu i E – Commerce w CUK Ubezpieczenia.

Piraci drogowi bez ubezpieczeniowych konsekwencji

Z danych CEPiK wynika, że w Polsce prawo jazdy posiada ok. 22 mln osób. Jednocześnie w 2022 roku policjanci ruchu drogowego wystawili blisko 2,7 mln mandatów. Oznacza to, że w tym czasie przeciętnie co ósmy kierowca złamał przepisy drogowe. Najczęściej wiązało się to z przekroczeniem prędkości, nieustąpieniem pierwszeństwa przejazdu, czy nieprawidłowym wyprzedzaniem. Poza drastycznym podwyższeniem wysokości kar jedną z metod poskromienia piratów miał być dostęp ubezpieczycieli do taryfikatora mandatów i punktów karnych. Dzięki temu uzyskali oni bowiem nowy atrybut do wyceny polis OC.

– Założeniem wglądu do taryfikatora było, aby osoby sprawiające zagrożenie na drogach płaciły wyższe stawki za ubezpieczenie, a kierowcy jeżdżący zgodnie z przepisami otrzymywali dodatkowe przywileje. I część towarzystw faktycznie wprowadziło już ten parametr do swojego algorytmu wyliczeniowego. Jednak większość wciąż nie w pełni wykorzystuje posiadane w związku z tym możliwości. Na skutek tego reprezentowany styl jazdy, na razie nie przekłada się istotnie na wysokość płaconej składki, a głównym kryterium w tym aspekcie pozostaje wiek i doświadczenie kierowcy – mówi Marcin Dyliński z CUK Ubezpieczenia.

Toyota na topie, także wśród złodziei

W zależności od potrzeb do polisy OC można dokupić różne rodzaje ubezpieczenia autocasco np. minicasco, AC w wariancie kosztorysowym, partnerskim, czy ASO. Bez względu na formułę dla tego typu ochrony istotny wpływ na wysokość składki ma ryzyko kradzieży.  Jak wskazuje Instytut Badań Rynku Samochodowego Samar, w 2022 roku najczęściej łupem złodziei padały modele Toyoty – łącznie skradziono ich blisko 800 sztuk. W czołówce znalazły się ponadto pojazdy produkcji niemieckiej i koreańskiej. W rezultacie właściciele popularnych na rynku pierwotnym i wtórnym samochodów Toyota w pierwszym kwartale tego roku płacili za ochronę AC średnio 1038 zł, a np. posiadacze Audi 1423 zł. Zdecydowanie tańsze stawki były dla VW – 858 zł oraz marek koreańskich ok. 877 zł.

– Aby wyliczyć wysokość składki autocasco, ubezpieczyciele analizują nie tylko wartość i markę pojazdu, charakterystykę kierowcy i szkodowość, ale również posiadane zabezpieczenia antykradzieżowe oraz policyjne statystyki dotyczące kradzieży. Duże znaczenie odgrywa więc miejsce parkowania samochodu oraz region, w którym będzie na co dzień użytkowany – zauważa Joanna Zielińska, Specjalista ds. Wsparcia Sprzedaży w CUK Ubezpieczenia.

Autocasco na podjeździe, ale ceny pozostają atrakcyjne

W pierwszych trzech miesiącach średnia cena autocasco w Polsce osiągnęła poziom 947 zł i była o 9,8 proc. wyższa niż przed rokiem. Natomiast w porównaniu do ostatniego kwartału 2022 koszt ochrony pozostał na niezmienionym poziomie. Najwięcej za ubezpieczenie płacili kierowcy z zachodniopomorskiego (1132 zł), Dolnego Śląska (1107 zł) oraz woj. lubuskiego (1104 zł). Wydatki powyżej tysiąca złotych ponieśli jeszcze właściciele aut w woj. mazowieckim, podkarpackim i pomorskim. Na przeciwległym biegunie znalazło się woj. łódzkie (844 zł), wielkopolskie (870 zł) oraz kujawsko-pomorskie (871 zł), gdzie ochrona AC kosztowała najmniej. Zbliżony do średniej krajowej poziom cen odnotowano w Małopolsce (962 zł). Jednocześnie najwyższe, blisko 13 proc. wzrosty składek w porównaniu do pierwszego kwartału ub. roku miały miejsce na Mazowszu, Opolszczyźnie, Podkarpaciu oraz Pomorzu Zachodnim. Jedynym województwem, gdzie ceny polis AC nieznacznie, ale jednak potaniały było świętokrzyskie.

– Bez względu na to, czy chcemy ubezpieczyć pojazd nowy, czy używany, zawsze warto porównać warunki kilku towarzystw. Przy autocasco nie można ponadto kierować się wyłącznie ceną, lecz przede wszystkim dopasowaniem ochrony do faktycznych potrzeb. Elementami, które należy wziąć pod uwagę przy wyborze oferty, są też m.in. wysokość udziału własnego, franszyza, czy sposób wyceny i likwidacji ewentualnej szkody. Stąd przed dokonaniem wyboru zasadne jest skorzystanie z wiedzy doradcy ubezpieczeniowego. Klarownych informacji dostarczają także internetowe porównywarki, które są wciąż najkorzystniejszą pod względem cenowo zakresowym opcją wyboru ubezpieczenia komunikacyjnego – podsumowuje Joanna Zielińska z CUK Ubezpieczenia.

Aktywność inwestorów na rynkach Grupy GPW – marzec 2023

  • Spadek wartości obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń[1] na Głównym Rynku o 43,7% rdr do 24,6 mld zł
  • Wzrost wolumenu obrotu kontraktami terminowymi na indeksy o 4,5% rdr do poziomu 1 029,9 tys. szt.
  • Wzrost wartości obrotu ETF-ami o 8,8% rdr do 120,1 mln zł
  • Spadek łącznego wolumenu obrotu energią elektryczną o 7,7% do 12,8 TWh
  • Wzrost łącznego wolumenu obrotu gazem ziemnym o 40,5% rdr do 14,3 TWh

W marcu 2023 r. łączna wartość obrotu akcjami na Głównym Rynku GPW wyniosła 24,8 mld zł, czyli o 44,1% mniej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń spadła o 43,7% rdr do poziomu 24,6 mld zł. Średnia dzienna wartość obrotu akcjami w ramach arkusza zleceń wyniosła 1 091,7 mln zł, o 43,7% mniej niż rok wcześniej. Wartość indeksu WIG na koniec marca wyniosła 58 608,76 pkt. i była o 9,7% niższa niż przed rokiem.

Na rynku NewConnect w marcu odnotowano spadek łącznej wartości obrotu akcjami o 36,8% rdr do poziomu 201,9 mln zł. Wartość obrotów akcjami w ramach arkusza zleceń na rynku NewConnect spadła o 43,9% rdr i wyniosła 177,0 mln zł.

Na rynku GlobalConnect wartość obrotów akcjami w marcu wyniosła 220,7 tys. zł.

Łączny wolumen obrotu instrumentami pochodnymi w marcu wyniósł 1 927,6 tys. szt., czyli o 8,5% więcej niż rok wcześniej. Wolumen obrotu kontraktami na indeksy wzrósł o 4,5% rdr do poziomu 1 029,9 tys. szt., wolumen obrotu kontraktami na waluty wzrósł o 50,0% rdr do 697,8 tys. szt., a wolumen obrotu kontraktami na akcje spadł o 44,5% rdr do 162,6 tys. szt.

W marcu odnotowano spadek wartości obrotu produktami strukturyzowanymi o 41,7% rdr do poziomu 271,2 mln zł oraz wzrost obrotów ETF-ami o 8,8% rdr do 120,1 mln zł.

Wartość notowanych na rynku Catalyst emisji obligacji nieskarbowych wyniosła na koniec marca 94,2 mld zł, wobec 98,3 mld zł w analogicznym okresie ubiegłego roku. Wartość obrotu obligacjami na rynku Catalyst w ramach arkusza zleceń spadła o 51,1% rdr do poziomu 429,3 mln zł.

Łączna wartość obrotu obligacjami na TBSP wyniosła 43,0 mld zł wobec 55,4 mld zł rok wcześniej, co oznacza spadek o 22,5% rdr.

Łączny wolumen obrotu energią elektryczną na rynkach spot i terminowym wyniósł w marcu br. 12,8 TWh, co oznacza spadek o 7,7% rdr. Wolumen obrotu energią elektryczną na rynku spot wzrósł o 40,8% rdr do poziomu 4,3 TWh. Na rynku forward wolumen spadł o 21,6% rdr do poziomu 8,4 TWh.

Łączny wolumen obrotu gazem ziemnym wzrósł o 40,5% rdr do 14,3 TWh. Na rynku spot wolumen obrotu spadł o 17,5% do poziomu 2,0 TWh. Na rynku terminowym odnotowano wzrost o 58,9% rdr do poziomu 12,3 TWh.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia, z wyłączeniem praw ze świadectw związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”)[2], na rynku spot wyniósł 2,0 TWh, co oznacza spadek o 19,0% rdr.

Wolumen obrotu prawami majątkowymi wynikającymi ze świadectw pochodzenia związanych z efektywnością energetyczną („białe certyfikaty”) wzrósł o 36,6% rdr do poziomu 11,7 ktoe[3].

Obrót Gwarancjami Pochodzenia dla energii elektrycznej wytworzonej w OZE wzrósł o 18,7% rdr, do wolumenu 5,9 TWh.

Kapitalizacja 373 spółek krajowych notowanych na Głównym Rynku w marcu 2023 r. 583,9 mld zł (124,9 mld EUR).

Łączna kapitalizacja 416 spółek krajowych i zagranicznych notowanych na Głównym Rynku sięgnęła 1 244,5 mld zł (266,2 mld EUR).

Na rynku NewConnect w marcu 2023 r. zadebiutowały akcje spółki FROZEN WAY S.A. (wartość oferty: 3 mln zł)

Na rynku Catalyst zadebiutowały obligacje korporacyjne OLIVIA FIN Sp. z o.o. S.K.A. (wartość emisji: 25 mln zł).

W marcu br. na GPW odbyły się 23 sesje giełdowe, tyle samo co rok wcześniej.

[1] transakcje sesyjne, bez transakcji pakietowych

[2] świadectwa pochodzenia związane z efektywnością energetyczną (tzw. białe certyfikaty) są wystawiane, notowane i rozliczane w innych jednostkach metrycznych niż pozostałe świadectwa na TGE (toe – tona oleju ekwiwalentnego; energetyczny równoważnik jednej metrycznej tony ropy naftowej o wartości opałowej równej 10.000 kcal/kg)

[3] ktoe = 1000 toe, Mtoe = 1000 000 toe

OPEC+ tnie wydobycie surowca, ceny ropy dynamicznie rosną. Co dalej z inflacją?

OPEC+, czyli organizacja zrzeszająca kraje produkujące ropę naftową ogłosiła, że tnie dzienne wydobycie ropy naftowej w sumie o aż 1,149 mln baryłek. W ślad za tą informacją, chwile po jej upublicznieniu Rosja podała, że wydłuży do końca roku obowiązujące od marca ograniczenia produkcji ropy o 500 tys. baryłek dziennie. W związku z tym dziennie wydobywane będzie teraz ponad 1,5 mln baryłek ropy mniej!

W zmniejszeniu wydobycia przodują Arabia Saudyjska i Rosja, oba kraje zdecydowały na zmniejszenie wydobycia o 500.000 baryłek dziennie. Sporo bo o ponad 100.000 baryłek dziennie mniej wydobywać będą również Irak, Zjednoczone Emiraty Arabskie i Kuwejt.

Bez zaskoczeń w ślad za ograniczeniem podaży ropy w górę dosłownie poszybowały ceny tego surowca. Tylko wczoraj rosną o 5 proc., a w ostatnich 10 dniach notowania wzrosły o ponad 18 proc.

Decyzja OPEC+ nie spodobała się USA, które nazwały ją „nierozsądną”. Oczywiście jest to zapewne część większej gry geopolitycznej i zaznaczania swoich wpływów. Przykładowo wyższe ceny surowca to oczywiście znacznie lepiej dla Rosji, a znacznie gorzej dla zagrożonej spowolnieniem gospodarczym Europy.

Kluczowa wydaje się tutaj oczywiście odmieniana przez wszystkie przypadki inflacja. I to zarówno globalna jak i ta w Polsce. Spadek cen energii, surowców być ważną składową procesu dezinflacji. Teraz po decyzji OPEC+ oraz Rosji część analityków ponownie zaczyna mówić o 100$ za baryłkę ropy. Przykładowo w Polsce odczyt inflacji za marzec rozczarował i w samym tylko marcu ceny urosły o 1,1 proc. m/m, a to przy hamujących cenach energii (-0,6%  m/m) i paliw (-1,8 proc. m/m). Zdrożała za to np. żywność (+2,30 proc. m/m). Teraz wyobraźmy sobie gdzie byłby wskaźnik inflacji gdyby w górę poszły również ceny surowców.

Decyzja OPEC+ oraz Rosji to decyzje polityczne, geopolityczne i gospodarcze, które dotykają nas wszystkich. O ile geopolityczna rozgrywka może nie wpływać na nas bezpośrednio, o tyle wzrost cen ropy to po prostu wzrost inflacji. Banki centralne będą miały jeszcze trudniejszy orzech do zgryzienia. Bo jak obniżać stopy procentowe przy rosnących cenach? A jak walczyć ze spowolnieniem gospodarczym skoro nie bardzo można obniżać stopy procentowe. Być może na czołówki gazet wkrótce znowu wróci obawa przed stagflacją.

Szymon Gil, Makler Papierów Wartościowych, Certified International Investment Analyst (CIIA), Michael / Ström Dom Maklerski