Polska gospodarka naprawdę słabnie

Finalne dane z polskiej gospodarki potwierdziły problemy, które już wcześniej były sygnalizowane. Słabsze dane z USA psują nastroje, a na Węgrzech stopy procentowe mimo problemów pozostają bez zmian.

Dane z Polski bez niespodzianek

Wczoraj poznaliśmy finalny odczyt PKB dla Polski za IV kwartał. Zgodnie z oczekiwaniami w ujęciu kwartalnym mamy spadek o 2,4%. Niespodzianek nie było też w publikowanych wskaźnikach BIEC (Biuro Inwestycji i Cykli Ekonomicznych). Indeksy pokrywały się z grubsza z oczekiwaniami rynków. Skoro niespodzianki nie było, to notowania złotego też się nie powinny zmienić, prawda? Nic bardziej mylnego. Inwestorzy od dwóch tygodni podkupują polską walutę i wczoraj kontynuowali ruch. W rezultacie pierwszy raz od początku lutego euro staniało poniżej poziomu 4,70 zł.

Słabsze dane z USA

Wczorajsze dane z USA nie były może najważniejszymi odczytami, ale malowały dość nieciekawy obraz. Poznaliśmy dwa odczyty koniunktury i obydwa wypadły wyraźnie słabiej od oczekiwań. Pokazuje to, że możemy spodziewać się w nadchodzących miesiącach słabszych danych. Mowa tutaj zarówno o indeksie Chicago PMI, jak i indeksie zaufania konsumentów Conference Board. Dolar po tych danych tracił na wartości, jednak ruch ten już dzisiaj w nocy uległ odwróceniu i po porannych wzrostach nie ma już śladu wczorajszych spadków.

Węgrzy nie zmieniają stóp procentowych

Wczoraj na Węgrzech utrzymano stopy procentowe na rekordowym poziomie 13%. Więcej mają tylko dwa kraje w Europie. Są to Ukraina (znajdująca się w stanie wojny) oraz Mołdawia, która rozpoczęła już obniżanie stóp. Wraz ze spadkiem inflacji z okolic 34% na 27% doszło tam do odważnej obniżki stóp z poziomu 22% na obecną wartość 17%. Jeżeli tendencja się utrzyma, należy spodziewać się kontynuowania tego trendu. Problem jest jednak na Węgrzech, tam mimo relatywnie wysokich stóp procentowych mamy w dalszym ciągu wyraźnie przyspieszający wzrost cen. Obecnie rosną one już o 25,7%. Jest to jednak „dopiero” czwarty wynik w Europie. Oprócz Ukrainy i Mołdawii wyprzedzają Węgrów jeszcze Turcy. Co ciekawe, forint węgierski umacnia się w ostatnim czasie, ale biorąc pod uwagę, ile stracił, zdecydowanie ma z czego.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych królować będą odczyty PMI, oprócz tego warto zwrócić uwagę na:

14:00 – Niemcy – inflacja konsumencka.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Rynek spożywczy 2023 – czy czeka nas koniec osiedlowych sklepów?

Według najnowszego raportu zaprezentowanego przez PRM – przygotowanego na zlecenie Eurocash – rynek spożywczy w Polsce urośnie do 440 mld zł w 2023 roku[1] (wzrost o 9,3% względem ubiegłego roku), a w roku 2025 osiągnie już wartość 483 mld zł. To wartości zbieżne z analizą Research and Markets[2], która w ubiegłym roku prognozowała, że rynek produktów spożywczych w kraju nad Wisłą ma przebić barierę 100 mld USD najpóźniej do 2025 roku. Na tak dynamiczny wzrost wpływa kilka czynników – od napływu imigrantów zza wschodniej granicy, aż po inflację zwiększającą wartość obrotów w handlu detalicznym.

Równie dobrze ma się eksport polskiej żywności. Z danych opublikowanych w styczniu 2023 przez Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa wynika, że tylko do listopada ubiegłego roku eksport polskiej żywności osiągnął wartość 204 mld złotych (43,6 mld EUR) [3], gdzie w analogicznym okresie rok wcześniej wartość ta wyniosła 155 mld złotych. Większość produktów eksportujemy do krajów Unii Europejskiej, w szczególności do Niemiec, ale także poza UE np. do Stanów Zjednoczonych czy Arabii Saudyjskiej.

Czy małych sklepów będzie mniej?

Nie oznacza to jednak, że rynek spożywczy w Polsce maluje się jedynie w różowych barwach. Jak podaje „Rzeczpospolita”, na podstawie zamówionego raportu autorstwa Dun & Bradstreet, z mapy polskich sklepów zniknęło w 2022 roku blisko 4000 placówek, a kolejne 9,500 zawiesiło swoją działalność.[4] Co ważne, w większości problemy dotykają sklepów spożywczych. Z rynku znikają mniejsze, osiedlowe placówki, a ich miejsce po raz kolejny zajmują dyskonty. Tylko pod koniec grudnia 2022 r. Jeronimo Martins otworzyło w Polsce kolejne 24 sklepy sieci Biedronka.[5] Jednak w równym stopniu, niezależnie od wielkości placówki i skali biznesu, wszyscy sprzedawcy borykają się z tymi samymi problemami – rosnącymi cenami energii, kosztami najmu, wzrostem kosztów płac czy rosnącymi stratami spowodowanymi kradzieżami. Jeszcze nie tak dawno temu media rozpisywały się o zamykaniu masła w gablotach, niczym kiedyś drogich alkoholi premium.

Dane dotyczące wzrostu liczby kradzieży w polskich sklepach są alarmujące. Policja mówi o prawie 30% wzroście rok do roku. Z jednej strony część klientów kradnie z powodu postępującego zubożenia – rosnące ceny niemal wszystkich produktów popychają ich do tych działań, a z drugiej strony planowane zmiany z prawie podnoszące próg, od którego mówimy o przestępstwie kradzieży, zamiast o wykroczeniu, zachęcają zorganizowane grupy. Mniejsze sklepy, w tym dyskonty, bardzo często rezygnowały z jakichkolwiek zabezpieczeń przeciwkradzieżowych i do dziś ich nie mają. Powody były różne, ale często też słyszeliśmy o braku miejsca na instalację anten czy bramek. Dlatego, w lutym wprowadziliśmy na rynek antenę przeciwkradzieżową NS45, której niewielkie rozmiary, a jednocześnie ogromne możliwości pozwalają zamontować ją w praktycznie każdym sklepie – nawet tym najmniejszym. Nie jest rozwiązaniem problemu zamknąć kasy automatyczne, jak to miało miejsce w jednej z sieci handlowych na terenie Niemiec. Sztuką jest mądrze ograniczyć straty, poprzez wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań, które nie utrudniają życia uczciwym konsumentom – tłumaczy Robert Głażewski, Business Unit Director w Checkpoint Systems. W dobie wysokich cen energii elektrycznej ważna jest także ekonomika elektronicznych zabezpieczeń – te najnowsze zużywają nawet o 94% mniej prądu niż starsze rozwiązania. W skali roku są to duże oszczędności – dodaje.

Królują dyskonty

O tym, że w Polsce dyskonty niemal „rozdają karty” na rynku handlu detalicznego w sektorze spożywczym, świadczą także inne dane. Na koniec ubiegłego roku Biedronka mogła pochwalić się 3395 placówkami, Lidl posiada 850 sklepów (wzrost o 100 placówek w ciągu roku), Netto to 660 sklepów, a Aldi 250[6]. Równie imponująco wygląda rozwój sieci Dino, która na koniec 2022 liczyła 2156 sklepów, co oznacza przyrost aż o 344 placówki w ciągu roku.[7] Na siłę dyskontów nie wpływa jednak tylko ich wysoka dostępność i rozbudowana sieć placówek. Okres pandemii zmienił przyzwyczajenia Polaków i coraz chętniej robimy większe zakupy, ale rzadziej. Odsetek osób, które deklarują właśnie taką formę, wynosi już 51%.[8] Choć w dużych ośrodkach miejskich część ruchu przeniosła się do internetowych supermarketów spożywczych, to jednak aż 60% konsumentów nigdy nie robiło zakupów spożywczych w ten sposób i nadal preferuje sklepy stacjonarne. Nie oznacza to, że całkowicie rację bytu stracił tzw. mikro-handel, małe, rodzinne czy osiedlowe sklepy. Na mapie Europy jesteśmy krajem wciąż o największym udziale sprzedaży w placówkach mniejszego formatu, czyli poniżej 300 mkw.[9]

Konsumenci wrażliwi na cenę

Jeszcze niedawno można było mówić, że Polacy chętnie wspierają lokalne społeczności, w tym miejscowych przedsiębiorców. Napędzane przez inflację ceny zmieniają zachowania konsumenckie i polscy konsumenci coraz częściej studiują gazetki reklamowe w poszukiwaniu najlepszych okazji.

Dane płynące z badania Nielsen Shopper Trends 2022[10] pokazują, że rośnie odsetek konsumentów, którzy bez problemu zmienią sklep ze względu na korzystniejszą ofertę u konkurencji. Już 33% z nas tak postąpi, co stanowi wzrost o 5 punktów procentowych w stosunku do poprzedniego badania. Coraz częściej będziemy obserwować zakupy podzielone – w jednym sklepie kupimy tańsze masło, w drugim mięso w okazyjnej cenie, a w trzecim proszek do prania. Sklepom coraz trudniej będzie budować lojalność swoich klientów, kiedy ci stają się coraz bardziej wrażliwi na cenę. To znowu uderzy w mniejsze, osiedlowe sklepy, które działają poza dużymi sieciami i nie mają szans na agresywną walkę cenową. Mogą one jednak postawić na unikalne doświadczenia klientów – jak poczucie doskonałej obsługi czy też wysoką jakość oferowanych produktów. Wciąż są na rynku konsumenci, którzy stawiają jakość produktu, ponad jego cenę. – dodaje Robert Głażewski z Checkpoint Systems.

Choć perspektywy dla branży handlu spożywczego nie są najgorsze, to jednak część sprzedawców boleśnie odczuje rosnącą wrażliwość cenową konsumentów. Mniejsze sklepy działają w trudnym otoczeniu ekonomicznym i nie mają możliwości silnej negocjacji cen czy też dalszego obniżania marży, którą zrekompensowałby wyższym wolumenem sprzedaży. Rok 2023 upłynie zatem pod znakiem jeszcze silniejszego umacniania się dyskontów, szukaniem przez konsumentów tańszych zamienników, niską lojalnością wobec sieci handlowych i – niestety – nadal rosnącym poziomem kradzieży.

[1] https://www.wiadomoscihandlowe.pl/artykul/rynek-spozywczy-w-polsce-urosnie-do-440-mld-zl-w-2023-roku-a-co-potem-nowe-prognozy

[2] https://www.researchandmarkets.com/reports/5322646/food-and-grocery-retail-in-poland-market

[3] https://www.kowr.gov.pl/biuro-prasowe/aktualnosci/wzrost-wartosci-polskiego-eksportu-zywnosci-w-okresie-11-miesiecy-2022-r

[4] https://www.rp.pl/handel/art37728731-rzez-malych-sklepow-w-polsce-najszybciej-znikaja-spozywcze

[5] https://www.rp.pl/handel/art37728731-rzez-malych-sklepow-w-polsce-najszybciej-znikaja-spozywcze

[6] https://handelextra.pl/artykuly/261603,biedronka-lidl-aldi-netto-ktory-dyskont-otworzyl-najwiecej

[7] https://wiadomoscispozywcze.pl/artykuly/11140/liczba-sklepow-dino-rosnie-polska-siec-marketow-pobia-kolejny-rekord/

[8] https://www.cbre.pl/grg/reporturl?pubID=51876&loginRequired=false

[9] https://handelextra.pl/artykuly/253205,nielseniq-tak-wyglada-teraz-rynek-detaliczny

[10] https://nielseniq.com/global/en/insights/report/2022/shopper-trends-2022/

Procedura uproszczona tylko przy prawidłowo opisanej FV

Transakcje łańcuchowe charakteryzują się bezpośrednią dostawą towaru od pierwszego podmiotu w łańcuchu do ostatniego, podczas gdy faktura dotycząca dostawy „przechodzi” przez każdy podmiot w łańcuchu. Szczególną formą transakcji łańcuchowych są transakcje trójstronne, które są związane ze szczególnymi wymogami w zakresie dokumentacji oraz rozliczenia VAT. O tym jakie to wymogi i jakie są konsekwencje braku przestrzegania formalności związanych z transakcjami trójstronnymi przekonał się podatnik w sprawie, która została rozstrzygnięta przez Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej (sprawa C‑247/21).

Wewnątrzwspólnotowa transakcja trójstronna

Wewnątrzwspólnotowe transakcje trójstronne polegają w uproszczeniu na sprzedaży towaru pomiędzy trzema podmiotami, podczas gdy towar przemieszczany jest fizycznie jedynie pomiędzy pierwszym, a trzecim podmiotem w łańcuchu.

Zgodnie z ustawą o VAT wewnątrzwspólnotowa transakcja trójstronna powinna spełniać następujące warunki:

  1. trzech podatników VAT zidentyfikowanych na potrzeby transakcji wewnątrzwspólnotowych w trzech różnych państwach członkowskich uczestniczy w dostawie towaru w ten sposób, że pierwszy z nich wydaje ten towar bezpośrednio ostatniemu w kolejności, przy czym dostawa tego towaru jest dokonana między pierwszym i drugim oraz drugim i ostatnim w kolejności,
  2. przedmiot dostawy jest wysyłany lub transportowany przez pierwszego lub też transportowany przez drugiego w kolejności podatnika VAT lub na ich rzecz z terytorium jednego państwa członkowskiego na terytorium innego państwa członkowskiego;

Łączne spełnienie warunków prowadzi do rozpoznania wewnątrzwspólnotowej transakcji trójstronnej i tym samym umożliwia skorzystanie z procedury uproszczonej.

Procedura uproszczona

Procedura uproszczona umożliwia łatwiejsze rozliczenie podatku VAT w związku z dokonywaną transakcją trójstronną. Zgodnie z art. 135 ust 1 pkt 4) ustawy o VAT przez procedurę uproszczoną rozumie się procedurę rozliczania VAT polegającą na tym, że ostatni w kolejności podatnik VAT rozlicza VAT z tytułu dokonania na jego rzecz dostawy towarów przez drugiego w kolejności podatnika VAT, jeżeli łącznie są spełnione następujące warunki:

  1. dostawa na rzecz ostatniego w kolejności podatnika VAT była bezpośrednio poprzedzona wewnątrzwspólnotowym nabyciem towarów u drugiego w kolejności podatnika VAT,
  2. drugi w kolejności podatnik VAT dokonujący dostawy na rzecz ostatniego w kolejności podatnika VAT nie posiada siedziby działalności gospodarczej na terytorium państwa członkowskiego, w którym kończy się transport lub wysyłka,
  3. drugi w kolejności podatnik VAT stosuje wobec pierwszego i ostatniego w kolejności podatnika VAT ten sam numer identyfikacyjny na potrzeby VAT, który został mu przyznany przez państwo członkowskie inne niż to, w którym zaczyna się lub kończy transport lub wysyłka,
  4. ostatni w kolejności podatnik VAT stosuje numer identyfikacyjny na potrzeby VAT państwa członkowskiego, w którym kończy się transport lub wysyłka,
  5. ostatni w kolejności podatnik VAT został wskazany przez drugiego w kolejności podatnika VAT jako obowiązany do rozliczenia podatku VAT od dostawy towarów realizowanej w ramach procedury uproszczonej.

Dodatkowo na fakturze wystawionej przez drugi podmiot w łańcuch transakcji powinna znaleźć się adnotacja: VAT: „Faktura WE uproszczona na mocy art. 135-138 ustawy o ptu” lub „VAT: Faktura WE uproszczona na mocy artykułu 141 dyrektywy 2006/112/WE” oraz informacja, że podatek VAT z tytułu dokonanej dostawy zostanie rozliczony przez ostatniego w kolejności podatnika podatku od wartości dodanej wraz z podaniem jego nr VAT.

Dopiero spełnienie wszystkich powyższych warunków umożliwia zastosowanie preferencyjnego rozliczenia VAT wynikającego z procedury uproszczonej.

Wyrok TSUE

W wyroku z dnia 8 grudnia 2022 r. W sprawie C‑247/21 Luxury Trust Automobil GmbH TSUE stwierdził, że w ramach transakcji trójstronnej nabywca końcowy nie jest skutecznie wyznaczony jako osoba zobowiązana do zapłaty podatku od wartości dodanej (VAT), jeżeli faktura wystawiona przez nabywcę pośredniego nie zawiera wzmianki „odwrotne obciążenie”, o którym mowa w art. 226 pkt 11a dyrektywy 2006/112, ze zmianami. Zaznaczył także, że pominięcie na fakturze wzmianki „odwrotne obciążenie” wymaganej na podstawie tego przepisu nie może zostać skorygowane w późniejszym terminie poprzez dodanie informacji wskazującej, że faktura ta dotyczy wewnątrzwspólnotowej transakcji trójstronnej, i że zobowiązanie podatkowe zostaje przeniesione na odbiorcę dostawy.

Wyrok ten dotyczył „środkowego” podmiotu w łańcuchu transakcji i należy zaznaczyć, że jest bardzo negatywny dla przedsiębiorców, którzy angażując się w transakcje trójstronne, także w procedurze uproszczonej, muszą być świadomi jak wielkie ryzyko podatkowe jest związane z niespełnieniem formalnych warunków zastosowania preferencji. Tym bardziej, że jak wskazał TSUE nie jest możliwe uzupełnienie niezbędnych informacji po fakcie. W konsekwencji błędów formalnych podatnik w przywołanym przypadku błędnie rozliczył VAT myśląc, że może skorzystać z procedury uproszczonej, tym czasem austriackie organy podatkowe naliczyły VAT bez prawa do odliczenia. W efekcie przedsiębiorca będący drugim podmiotem w łańcuchu musiał rozliczyć i ponieść koszty podatku VAT.

Powyższy wyrok choć dotyczy spółki austriackiej, ze względu na zharmonizowane brzemiennie art. 136 ustawy o VAT, możne zostać bezpośrednio odniesiony także do polskich podatników. Warto zaznaczyć, że ten wyrok jest odejściem od dotychczasowego podejścia TSUE, zgodnie z którym istotny dla rozliczenia transakcji był faktyczny jej przebiega, a kwestie formalne miały drugorzędne znaczenie.

Autor: Agnieszka Stachurska, dyrektor zarządzająca biurem rachunkowym Skarbiec Corporate Services z grupy Kancelarii Prawnych Skarbiec, specjalizującej się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

Przecena franka

Mieszane odczyty z USA pozwoliły na odbicie na dolarze. Frank szwajcarski traci względem euro, co pozwala obniżyć jego cenę również w złotych. W tle kolejne minima cen gazu na rynkach.

Kolejne dane z USA

Wczorajsze dane zza oceanu nie miały już takiego wpływu na rynki. Były one również dość niejednoznaczne. Z jednej strony mieliśmy wzrost zamówień na dobra bez środków transportu. Z drugiej strony widzieliśmy spadek zamówień na dobra trwałego użytku. Widać tutaj wyraźny problem branży motoryzacyjnej. Na otarcie łez pojawiły się dane o większej od oczekiwań liczbie podpisanych umów kupna domów. Te z kolei zostały chwilę później przykryte przez słabszy od oczekiwań indeks Dallas FED. Inwestorzy uznali, że dane te są dobrym momentem, by realizować zyski z ostatnich umocnień dolara. Co ciekawe, nie przeszkodziło to wczoraj złotemu dalej się umacniać. Zyskiwał nie tylko wobec dolara, ale również względem euro.

Frank mniej drogi

Inwestorzy przestali wierzyć w tak duże podwyżki stóp procentowych, jak dotychczas przewidywano. W rezultacie od tygodnia obserwujemy umocnienie się euro względem franka. Przekłada się to oczywiście na relacje franka względem złotego. W ciągu tygodnia waluta Szwajcarii staniała z okolic 4,82 zł na 4,74 zł. Ruch ten wspierany jest oczywiście umocnieniem złotego. Na parze EURCHF zbliżamy się do ważnej psychologicznej bariery parytetu. Obecnie jeszcze to frank jest droższy od euro, ale różnica na moment pisania tego tekstu wynosi poniżej pół procenta.

Kolejny dołek cen gazu

W zeszłym roku o tej porze mieliśmy ponad 20% zapełnienia objętości magazynów gazu mniej niż obecnie. Dwa lata temu mieliśmy podobną sytuację. Kończy się luty, w związku z tym nie należy się spodziewać większych problemów przed końcem sezonu grzewczego. Poziom 47,1 euro za megawatogodzinę to kolejne kilkadziesiąt eurocentów mniej i aż 86% spadku od szczytów z sierpnia zeszłego roku. Gazowa broń Rosjan okazała się straszakiem. Pytanie, czy uda się tak zmienić źródła energii w Unii, że już nigdy nie uda się jej uzbroić.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

10:00 – Polska – PKB,
14:30 – Kanada – PKB,
16:00 – USA – Indeks zaufania konsumentów – Conference Board.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Columbus sprzedał kolejny portfel farm i zredukował swoje zobowiązania finansowe

W ramach kolejnej transzy transakcji z ENGIE Zielona Energia spółka Columbus Energy sprzedała 17,5 MW farm. Z pozyskanego kapitału Columbus spłacił ponad 70 mln zł Zielonych Obligacji.

Zgodnie z informacjami opublikowanymi w grudniu 2022 r., Columbus Energy S.A. zrealizował kolejną transzę sprzedaży portfela projektów farmowych do ENGIE Zielona Energia Sp. z o.o. Tym razem, w ramach transakcji sprzedano 100% udziałów w 12 spółkach realizujących projekty farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 17,5 MW.

Środki pozyskane ze sprzedaży projektów farmowych zostały wykorzystane przez spółkę z Grupy Columbus – New Energy Investments sp. z o.o. na wykup wszystkich wyemitowanych obligacji serii A, za łączną kwotę 70 532 437,50 zł. Tym samym całość wyemitowanych obligacji serii A (tzw. Zielonych Obligacji) została umorzona.

– Zgodnie z zapowiedzią, sprzedajemy część naszych aktywów, aby poprawić strukturę bilansu oraz płynność w Grupie. Z pozyskanych środków spłaciliśmy wszystkie Zielone Obligacje. Tym samym nasze zadłużenie wobec instytucji finansujących zostało zredukowane do 25 mln zł obecnie. To dla nas olbrzymi wysiłek operacyjny, ale i duża satysfakcja, bo będziemy mogli skoncentrować nasze zasoby i kompetencje na tych obszarach działalności, które zapewniają szybszy zwrot z inwestycji, jak np. segment biznesowy czy ekspansja zagraniczna – twierdzi Dawid Zieliński, prezes Columbus Energy S.A.

Przypomnijmy, że w grudniu 2022 r. Columbus zawarł umowę z ENGIE Zielona Energia na sprzedaż projektów farm fotowoltaicznych o łącznej mocy 102,5 MW. Pierwsza transza transakcji objęła projekty o łącznej mocy 32,8 MW, a realizację kolejnych transz zaplanowano na 2023 r. Łączna cena transakcji wraz z subrogacją wyniesie od 97,6 do 110 mln euro.

Odbudowę Ukrainy trzeba zacząć już teraz! – analiza kosztów Allianz Trade

Priorytetem dla odbudowy Ukrainy będą inwestycje w infrastrukturę, służbę zdrowia, mieszkania i szkoły, a także odporność cyfrową i energetyczną. Allianz Trade uważa, że będzie to wymagało co najmniej 100-150 mld euro inwestycji prywatnych (oprócz 350 mld euro pomocy zagranicznej).

Oczekuje się, że gospodarka Ukrainy ustabilizuje się w tym roku, ale ryzyko spadku jest duże. Po spadku produkcji o -34% w ubiegłym roku, Allianz Trade oczekuje, że realny PKB wzrośnie nieznacznie o około +1% w 2023 roku. Trwająca wojna stwarza jednak duże ryzyko pogorszenia perspektyw gospodarczych, zwłaszcza ze względu na trwające zniszczenie ważnej infrastruktury, takiej jak sieć energetyczna Ukrainy. Od października 2022 r. energia elektryczna jest racjonowana na Ukrainie poprzez rotacyjne zrzucanie obciążenia (rolling blackouts).

Roczna stopa inflacji przyspieszyła z 10% do ponad 25% i nie wykazuje żadnych oznak zmniejszenia. Zarówno wzrost gospodarczy, jak i wyniki inflacji wywarły ogromną presję na rachunki fiskalne, pomimo pomocy zagranicznej na dużą skalę. Deficyt publiczny Ukrainy wzrósł czterokrotnie, zwiększając dług publiczny o 40 punktów procentowych, a zadłużenie zewnętrzne brutto osiągnęło 90% przedwojennego PKB. Ukraińska waluta straciła również jedną piątą swojej wartości w stosunku do dolara.

Proces odbudowy musi rozpocząć się jak najszybciej, aby wzmocnić odporność społeczno-gospodarczą kraju, ale odbudowa Ukrainy będzie kosztowna. Bolesne doświadczenia minionych wojen nauczyły nas, co trzeba zrobić, aby odbudować kraje spustoszone przez konflikt zbrojny. Oprócz niezmierzonego ludzkiego cierpienia, wojny niszczą infrastrukturę, dezorganizują produkcję i zmieniają przepływy handlowe. I zazwyczaj doprowadzają rządy do bankructwa, ponieważ aktywność gospodarcza załamuje się, a dług narasta. Jeśli weźmiemy za przykład odbudowę Europy Zachodniej po II wojnie światowej, to skala planu Marshalla w przeliczeniu na dzisiejszą siłę nabywczą jest porównywalna z szacowanymi kosztami odbudowy Ukrainy w ciągu najbliższych 10 lat (do 1 biliona euro).

Ukraina nie jest jednak w stanie dokonać tego sama w obliczu rosnącego długu publicznego i powiększającej się luki fiskalnej. Sam koszt odbudowy infrastruktury będzie prawdopodobnie wymagał co najmniej 300 mld euro (nawiasem mówiąc, jest to ta sama kwota, która była potrzebna do modernizacji infrastruktury w Niemczech Wschodnich podczas zjednoczenia Niemiec) – czyli trzykrotność całkowitego (fiskalnego) budżetu Ukrainy w zeszłym roku. Już we wrześniu Komisja Europejska (wraz z rządem Ukrainy i Bankiem Światowym) w swojej Szybkiej Ocenie Szkód i Potrzeb (RDNA) oszacowała, że obecny koszt odbudowy i odnowy na Ukrainie wynosi 349 mld euro. W międzyczasie, w miarę trwania wojny, kwota ta wzrosła ponad dwukrotnie. Tak więc, aby wiarygodnie zaangażować się w odbudowę Ukrainy, prywatne finansowanie zewnętrzne musiałoby uzupełnić finanse sektora publicznego i pomoc rozwojową.

Priorytetem będą inwestycje w infrastrukturę, służbę zdrowia, mieszkania i szkoły, a także w odporność cyfrową i energetyczną w celu trwałego ożywienia i odbudowy. To (i) zwiększy gotowość ukraińskich uchodźców do powrotu do domu, (ii) poprawi połączenia logistyczne (i handlowe) z Europą oraz (iii) zwiększy apetyt prywatnych inwestorów na inwestycje w kraju. Zdaniem Allianz Trade będzie to wymagało co najmniej 100-150 mld euro inwestycji prywatnych (oprócz 350 mld euro pomocy zagranicznej).

Większa współpraca publiczno-prywatna może również pomóc w stworzeniu odpowiedniego klimatu inwestycyjnego, co jest również celem unijnego instrumentu Rebuild Ukraine Facility. Przyciągnięcie wystarczających inwestycji prywatnych wymagałoby dalszej modernizacji państwa i jego instytucji; poprawi to sposób rządzenia i poszanowanie praworządności, w tym trwale ograniczy nadmierne wpływy polityczne oligarchów.

Aby to się udało, muszą istnieć dwa zasadnicze elementy – wiarygodne gwarancje bezpieczeństwa i zagraniczna pomoc gospodarcza. Bez gwarancji bezpieczeństwa, które powstrzymają ponowną agresję Rosji, Ukraina będzie miała trudności z przyciągnięciem z powrotem kapitału ludzkiego i importem prywatnego kapitału zagranicznego. Zachód musi zapewnić Ukrainie takie wiarygodne gwarancje (lub jakąś osłonę sektora publicznego dla firm, które inwestują na Ukrainie, gdy kraj pozostaje atakowany). Ponadto, bez hojnej pomocy zagranicznej do czasu zakończenia wojny, odbudowa gospodarcza Ukrainy będzie się przedłużać; może to zagrozić zarówno młodej demokracji, jak i stopniowo poprawiającej się sytuacji bezpieczeństwa. Jest wiele dobrej woli na rzecz Ukrainy, ale pomoc zagraniczna jest wciąż zbyt mała. Konieczna jest większa koordynacja działań państw wspierających, zwłaszcza gdy przyjdzie czas na negocjowanie z Rosją reparacji wojennych (w postaci rezerwowych aktywów, papierów wartościowych lub aportów, takich jak surowce, ropa i gaz).[1]

[1] Należy pamiętać, że najbardziej efektywna forma reparacji jest również ograniczona. Podczas gdy międzynarodowa pozycja inwestycyjna netto Rosji (IIP) wynosi około 500 mld USD, tylko 70 mld USD jest w posiadaniu banków.

Opóźnienia w wypłatach częstym problemem firm

Jak wskazują wyniki raportu „The potential of payroll: Global payroll survey 2022” firmy ADP, w ostatnich latach znacznie zwiększyła się częstotliwość błędów w paskach płac. Obecnie tylko co trzeci specjalista zajmujący się listami płac (33 proc.) deklaruje jej dokładność powyżej 90 proc. Przed 2020 r. odsetek ten wynosił 52 proc.

Opóźnienia i niedokładność – wyzwania listy płac

Najpowszechniejszymi nieprawidłowościami w obszarze wynagrodzeń są opóźnienia w ich wypłacaniu. Przyznaje tak aż 26 proc. specjalistów zaangażowanych w obszar płac w firmach, które nie korzystają z outsourcingu usług kadrowo-płacowych – wynika z globalnego raportu ADP „The potential of payroll: Global payroll survey 2022”. Na drugim miejscu w zestawieniu największych wyzwań związanych z płatnościami znalazły się niedokładności w ich wypłacaniu (18 proc.). Problem ten nie jest jednak priorytetem dla większości przedsiębiorstw, ponieważ pracę w ciągu najbliższych 2-3 lat nad poprawą dokładności płac zadeklarowało tylko 36 proc. respondentów. Jak wynika z raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View”, aż połowa Polaków (48,82 proc.) przyznaje, że otrzymuje wypłaty z opóźnieniem. Co alarmujące, aż 11,31 proc. z nich dodaje, że jest to bardzo częste zjawisko.

– Opóźnienia w wypłacie pensji, niedokładność jej naliczenia, utrudniony kontakt z działami HR – te czynniki z obszaru kadrowo-płacowego w znacznym stopniu wpływają na kondycję relacji pracownik-pracodawca. A to właśnie wynagrodzenia są dla większości pracowników największą motywacją do podjęcia pracy. Zatem powtarzające się błędy w obszarze płac psują atmosferę w firmie i mogą powodować odpływ talentów. Co w obliczu dużej konkurencji o pracowników może stanowić o utracie konkurencyjności przedsiębiorstwa – mówi Anna Barbachowska, Dyrektorka HR w ADP Polska. – Niepokojący jest jednak niski odsetek firm planujących poprawę w tym obszarze. Z jednej strony może wskazywać to na umniejszanie znaczenia listy płac z działalności przedsiębiorstw. Z drugiej natomiast na braki możliwości poprawy systemów, wynikające z niedoboru pracowników kadrowo-płacowych – dodaje ekspertka.

Motywacją do podjęcia pracy i jej wykonywania jest głównie otrzymywanie za nią wynagrodzenia. Dobrze, gdy praca jest również pasją i daje możliwość samorealizacji. Niemniej, jest głównie źródłem utrzymania i wszelkie opóźnienia, błędy w naliczaniu wynagrodzenia czy potrącenia powodują duży dyskomfort psychiczny. Takie nieprofesjonalne działania odbierają pracownikowi poczucie bezpieczeństwa i burzą zaufanie do pracodawcy. Jeśli takie sytuacje się powtarzają, pracodawca staje się nierzetelny. Naturalnym następstwem jest spadek motywacji do pracy i wykonywanie jej z mniejszym zaangażowaniem. To może powodować obniżony nastrój, wzrost poziomu lęku, napięcie i stres – komentuje mgr Martyna Hnatyszyn, psycholog MindHealth Centrum Zdrowia Psychicznego. – W sytuacji kryzysu gospodarczego, gdzie prowadzenie domowego budżetu dla wielu rodzin jest dużym wyzwaniem – terminowe wypłacanie wynagrodzenia, prawidłowo naliczonego, zmniejsza poziom napięcia i stresu, daje poczucie bezpieczeństwa i buduje pozytywne relacje na linii pracownik – pracodawca – dodaje psycholog.

Braki w kadrach skutkują błędami w płacach

Jak wynika z raportu „The potential of payroll: Global payroll survey 2022”, aż 53 proc. badanych wskazało na niedobór pracowników w zespole kadrowo-płacowym. Co więcej, ponad jedna trzecia (38 proc.) przyznała, że w ciągu ostatnich kilku lat z ich firmy odeszło więcej niż 15 proc. specjalistów HR. – Rotacje w zespołach HR są obecnie dużym wyzwaniem dla pracodawców, ponieważ niedobory pracowników kadrowo-płacowych zwiększają presję i obciążenie pozostałych członków zespołu. To z kolei wpływa na wzrost możliwych błędów w płacach, co bezpośrednio rzutuje na nastroje w firmie. Odpowiedzią na te wyzwania dla części przedsiębiorstw może być outsourcing usług kadrowo-płacowych do podmiotów specjalizujących się w tym obszarze lub też rozbudowa zespołu HR – mówi Anna Barbachowska, Dyrektorka HR w ADP Polska.

Obciążenie zespołów HR, wynikające z pandemii COVID-19 i pojawiających się nowych regulacji w obszarze kadrowo-płacowym, sprawiło, że znacznie zwiększyła się liczba błędów i zapytań od pracowników dot. płac. Prawie połowa (45 proc.) specjalistów związanych z płacami „The potential of payroll: Global payroll survey 2022”, przyznaje, że od momentu wybuchu pandemii dostrzegają większą liczbę zapytań od pracowników w firmach, które nie korzystają z outsourcingu usług kadrowo-płacowych. Aż jedna czwarta z nich (26 proc.) dotyczy kwestii, czy przepracowane przez nich godziny dokładnie odpowiadają ich wynagrodzeniu.

Zawód wolny nie może liczyć na terminowe płace

Według raportu „People at Work 2022: A Global Workforce View”, opóźnienia w wypłatach zdarzają się najczęściej w branży medialnej, w której aż 75,56 proc. pracowników przyznaje, że otrzymuje wynagrodzenie z opóźnieniem. Innym sektorem, mierzącym się z dużym odsetkiem pracowników deklarujących nieterminowość płac, są nieruchomości (64,58 proc.). Co istotne, aż co trzeci pracownik (29,17 proc.) z tego segmentu bardzo często mierzy się z tym problemem. – Najczęściej opóźnienia w wypłacie dotyczą zawodów wolnych, w których dominują umowy cywilnoprawne lub B2B. Niestety często pracownicy zewnętrzni nie są traktowani przez działy rozliczeniowe priorytetowo, przez co otrzymują oni zapłatę nieterminowo. Na pewno w tych branżach firmy mają jeszcze sporo do poprawy w tym obszarze – mówi Anna Barbachowska, Dyrektorka HR w ADP Polska.

Michał Białas w zarządzie 7R

7R, deweloper specjalizujący się w budowaniu wysokiej jakości magazynów powołał Michała Białasa na członka zarządu. Michał Białas będzie kontynuował rozwój firmy, rozbudowę portfela nieruchomości oraz wspierał leasing.

Michał Białas posiada wieloletnie doświadczenie w branży finansowej oraz sektorze nieruchomości komercyjnych. Do zespołu 7R dołączył jesienią ubiegłego roku, obejmując wówczas stanowisko Head of Business Development. Jako nowy członek zarządu w 7R objął jednocześnie funkcję Chief Business Development Officer. Zarządza zespołami Development, Project Management oraz Leasing oraz odpowiada za rozwój nowych projektów.

Michał to dynamiczny, kreatywny lider, a jednocześnie gracz zespołowy potrafiący świetnie zarządzać, motywować i negocjować. Posiada olbrzymią wiedzę ze świata finansów i nieruchomości. Jesteśmy dumni, że 7R przyciąga najlepszych specjalistów, którzy chcą rozwijać się wraz z naszą firmą – mówi Tomasz Lubowiecki, prezes zarządu firmy 7R.

7R to silna marka o ugruntowanej pozycji na rynku. Jesteśmy zgranym zespołem profesjonalistów, którzy są w stanie dostarczyć partnerom najwyższej jakości rozwiązania. 7R realizuje magazyny spełniające najbardziej wygórowane wymagania zarówno najemców, jak i funduszy inwestycyjnych – podkreśla Michał Białas.

Przed transferem do 7R Michał Białas przez 5 lat związany był z Grupą Accolade, gdzie zarządzając polskim oddziałem przyczynił się do dziesięciokrotnego wzrostu portfela. Był również członkiem Board of Directors funduszu Accolade, a wcześniej, przez wiele lat pracował w banku Santander, m.in. na stanowisku dyrektora ds. klientów korporacyjnych.

Prezesem zarządu i założycielem 7R jest Tomasz Lubowiecki. Poza Michałem Białasem w zarządzie są jeszcze: Ryszard Gretkowski, wiceprezes zarządu; Christopher Zeuner członek zarządu i Chief Investment Officer oraz Tomasz Mika, członek zarządu i Chief Financial Officer.

7R koncentruje się obecnie na innowacyjnych rozwiązaniach pozwalających na budowanie przyjaznych środowisku magazynów. Jest to zgodne z polityką ESG dewelopera zintegrowaną z jego modelem biznesowym. W 2023 i kolejnych latach coraz większe znaczenie będą zyskiwać projekty, które zaoferują realne oszczędności na zużyciu energii i jedocześnie pozwolą ich użytkownikom na znaczne zmniejszenie śladu węglowego. 7R jest już w zaawansowanej fazie opracowywania modelowego budynku, który spełni te wymogi.

Polacy coraz rzadziej rezygnują z zakontraktowanych wcześniej mieszkań

Z danych REDNET Consulting wynika, że przez ostatnie dwa lata rosła średnia stopa zwrotów wcześniej zakontraktowanych lokali. W III kwartale 2022 roku wyniosła aż 7,1%. Jednak w ostatnich miesiącach ubiegłego roku liczba ta zaczęła maleć i finalnie w IV kwartale współczynnik ten spadł do poziomu 5,6%.

W II kwartale 2020 roku na sześciu największych rynkach w Polsce – Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Łodzi, Katowicach oraz Trójmieście – nastąpił ogromny skok rezygnacji z zakupionych wcześniej mieszkań, który wyniósł aż 8,9% i był rekordowy od niemal 7 lat. Sytuacja ta spowodowana była wybuchem pandemii COVID-19, kiedy przestraszeni Polacy, dotknięci obniżeniem dochodów i w obawie o swoją przyszłość, wypowiadali umowy deweloperom. W kolejnym kwartale 2020 roku współczynnik ten zmalał do 3,2%, aby w następnych miesiącach utrzymywać się na niskim poziomie oscylującym wokół 2%.

Początek pandemii koronawirusa był dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. Jednak z perspektywy czasu trzeba przyznać, że rynek nieruchomości mieszkalnych poradził sobie całkiem nieźle. Przez dłuższy czas mieszkania utrzymywały stabilną wartość. W późniejszych miesiącach można było dostrzec wzrost cen lokali, chociaż różnice wciąż nie były tak znaczne, jak w poprzednich latach. Warto dodać, że pandemia wpłynęła głównie na ceny najmu. Niestety, wprowadzanie kolejnych lockdownów sprawiło, że wielu Polakom spadły dochody, a część z nas straciła pracę. Nasze dane pokazują, że właśnie w tym czasie odnotowano największy od 7 lat współczynnik rezygnacji z zakontraktowanych wcześniej mieszkańmówi Robert Chojnacki, z serwisu tabelaofert.pl.tab. 1

Źródło: Tabelaofert.pl przy współpracy z REDNET Consulting

Kolejny znaczący wzrost współczynnika rezygnacji z wcześniej zakontraktowanych mieszkań miał miejsce w I kwartale 2022 roku, kiedy wybuchła wojna w Ukrainie i wyniósł 3,5%. W kolejnych miesiącach sytuacja jedynie się pogarszała i tak w II kw. stopa ta wyniosła 5,1%, aby w III kw. osiągnąć rekordowy od 2 lat poziom wynoszący 7,1%. Ostatni kwartał ubiegłego roku przyniósł jednak wyraźny spadek zwrotu lokali, który uplasował się na poziomie 5,6%.

Zakładamy, że współczynnik wypowiadanych umów będzie coraz niższy. Przewidywany spadek stóp procentowych oraz zapowiadany rządowy program „Bezpieczny kredyt 2%” sprawi, że Polacy będą pewniejsi decyzji o zakupie mieszkania. Sytuacja ta będzie również komfortowa dla deweloperów, którzy wraz ze zwiększającym się popytem będą mogli rozpoczynać nowe projekty, obecnie zamrożone z uwagi na brak dobrej koniunktury – dodaje Robert Chojnacki.

Eksperci przewidują również, że w najbliższych miesiącach utrzyma się tendencja zwyżkowa cen mieszkań, z uwagi na nadchodzący spadek podaży oraz poprawę sytuacji ekonomicznej Polaków.

Z naszych danych wynika, że w IV kwartale 2022 roku ceny mieszkań na sześciu głównych rynkach w kraju po raz kolejny minimalnie wzrosły. Sytuacja dla kupujących poprawić się może jedynie za sprawą spadków stóp procentowych oraz dzięki rządowym programom wsparcia. Nadchodząca obniżka podaży oznacza ponowne odbicie cen. Już teraz sprzedaje się więcej mieszkań niż deweloperzy wprowadzają na rynek. Dodatkowo, w niedalekiej przyszłości, nowe lokale będą sprzedawane po wyższych cenach niż mieszkania, które obecnie są dostępne mówi Ewa Palus, dyrektor REDNET Consulting.

Zysk netto EDP Renewables wzrósł o 2% rok do roku w 2022 r.

EDPR zainwestował kwotę ponad pięciu miliardów euro w 2022 r., aby zwiększyć tempo globalnej transformacji energetycznej praktycznie podwajając inwestycje brutto rok do roku. Wzrost produkcji energii ze źródeł odnawialnych i zakończona rotacja aktywów przyczyniły się do zysków netto w wysokości 671 mln euro.

EDP Renewables (EDPR), czwarty co do wielkości producent energii wiatrowej i słonecznej na świecie, zakończył rok 2022 z 2% wzrostem zysku netto tj. kwotą 671 mln euro.

Wzrost produkcji energii odnawialnej przez spółkę o 10% oraz strategia rotacji aktywów wsparły te wyniki, pomimo wyższych kosztów finansowych i operacyjnych w porównaniu z 2021 r. Wynik został osiągnięty pomimo większej presji związanej z kosztami zadłużenia i wyższymi wydatkami na dostawców i usługi. Sprzedaż pięciu portfeli energii odnawialnej – w Hiszpanii, Polsce, Włoszech, Brazylii i USA – wygenerowała łączny zysk w wysokości 424 mln euro.

EBITDA EDPR wzrosła o 23% do 2,157 mln EUR (+40% z wyłączeniem rotacji aktywów), przy znaczącym udziale rynku europejskiego (+51% rok do roku), Brazylii (+31% rok do roku) i Ameryki Północnej (14% rok do roku). Przychody wzrosły do 2,4 mld euro (+35% rok do roku), przy czym 99,5% kwoty zostało dostosowane do taksonomii UE, europejskiego systemu klasyfikacji zrównoważonej działalności.

Rok 2022 był rokiem, w którym EDPR zdecydowanie rozszerzyła swój globalny zasięg poprzez integrację ze spółką Sunseap i przejęciem jej aktywów na ośmiu rynkach Azji i Pacyfiku. EDPR zwiększył również swoją obecność w Europie poprzez przejęcie firmy z branży PV – Kronos, tym samym kontynuując rozwój kluczowych projektów w wielu lokalizacjach.

Firma prawie podwoiła swoje inwestycje brutto do 5,1 mld euro, z dodatkowymi 2,1 GW mocy odnawialnej uzyskanej do końca 2022 r. i 4,0 GW w budowie, co oznacza ponad dwukrotny wzrost w stosunku do poprzedniego roku.

Zadłużenie EDP Renewables wzrosło do 4,9 miliarda euro z końcem 2022 r., w następstwie wzrostu wolumenu inwestycji w projekty odnawialne, które przyczynią się do przyspieszenia transformacji energetycznej w czterech regionach, w których działa firma:  Ameryce Północnej, Ameryce Południowej, regionie Azji i Pacyfiku oraz Europie . Niemniej jednak porównując wrzesień do grudnia 2022 r. – zadłużenie zmniejszyło się o 0,6 mld euro.

Jeśli chodzi o dywidendę za 2022 rok, EDPR zaproponuje swoim akcjonariuszom elastyczny program – Scrip Dividend – który zwiększy wskaźnik wypłat EDPR, zapewniając akcjonariuszom bardziej atrakcyjne i konkurencyjne wynagrodzenie. Propozycja ta będzie wkrótce przedmiotem dyskusji na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy.

Transition Technologies PSC z unijną dotacją na rozwój robotów przemysłowych

  • Blisko 9,2 mln euro unijnego dofinansowania, w ramach programu Horizon Europe, na rozwój współpracy człowieka z robotem z wykorzystaniem m.in. sztucznej inteligencji, otrzymało konsorcjum firm z udziałem Transition Technologies PSC
  • W ramach projektu, realizowanego przez 21 kluczowych podmiotów przemysłowych i akademickich z 13 krajów, powstaną innowacyjne rozwiązania „Fluently Smart Interface” oraz pierwsze w Europie interaktywne centrum szkoleniowe człowiek-maszyna „Robo-Gym”
  • Projekt Fluently będzie realizowany do końca maja 2025 r., a jego budżet wynosi 11,2 mln euro

Konsorcjum z udziałem Transition Technologies PSC (TT PSC), globalnego integratora rozwiązań informatycznych, który realizuje koncepcję Przemysłu 4.0, aby pomóc firmom w ich cyfrowej transformacji, otrzymało unijne dofinansowanie na rozwój robotów przemysłowych. Dotacja dla konsorcjum w wysokości 9,2 mln euro została przyznana w ramach programu Horizon Europe, kluczowego unijnego programu finansowania badań i innowacji. Budżet trzyletniego projektu wynosi 11,2 mln euro.

TT PSC jest jedyną firmą z Polski w ramach międzynarodowego konsorcjum. W ramach projektu będzie odpowiedzialna za integrację urządzeń i technologii zapewniających operatorom bezproblemową komunikację na linii człowiek-robot. W tym celu będą wykorzystane m.in. przetwarzanie języka naturalnego, uczenie maszynowe, sprzęt do zdalnej współpracy bez użycia rąk, monitorowanie sygnałów fizjologicznych, śledzenie oczu, obliczenia na GPU czy usługi w chmurze.

„Roboty i automatyzacja od dawna są obecne w fabrykach. Oczywiście przewyższają nas w szybkości pracy, dokładności, wydajności, ale dzięki postępowi możemy zachować główną rolę człowieka i wykorzystać ludzki intelekt, zdolności adaptacyjne, spontaniczność czy kreatywność. Sam jestem ciekaw, jak daleko – wykorzystując zarówno rzeczywistość rozszerzoną, jak i sztuczną inteligencję – zajdziemy w procesie tworzenia robotów przemysłowych. Nie tylko będą one mogły przejąć fizyczne i poznawcze obciążenia człowieka, ale również będą w stanie uczyć się i zdobywać doświadczenie wraz ze swoimi ludzkimi odpowiednikami w ramach zespołu, aby wypracować dobre i wysokiej jakości praktyki produkcyjne. Jestem przekonany, że tak skonstruowane i wykorzystywane w zakładach maszyny mogą stać się stałym elementem procesu produkcyjnego” – mówi Adam Gąsiorek, CTO w TT PSC.

Rozwój robotyzacji i współpracy człowiek-maszyna wspierają programy unijne finansujące badania i innowacje. Zwieńczeniem projektu „Fluently”, finansowanego przez Horizon Europe, będzie opracowanie urządzenia „Fluently Smart Interface” oraz uruchomienie „Robo-Gym” – pierwszego w Europie centrum interaktywnych szkoleń człowiek-robot, w którym ludzie i roboty od siebie nawzajem uczą się swoich praktyk pracy. „Fluently” wykorzystuje najnowsze osiągnięcia w zakresie podejmowania decyzji opartych na sztucznej inteligencji, aby osiągnąć prawdziwą interakcję społeczną między ludźmi i maszynami, jednocześnie dostosowując się do wysoce dynamicznych kontekstów produkcyjnych.

Roboty wyposażone w „Fluently Smart Interface” będą interpretować mowę, ton głosu i gesty, które będą automatycznie tłumaczone na instrukcje robotów, udostępniając je dla każdego profilu umiejętności robota. Modelowanie produktów i zmian w produkcji ma być realizowane w taki sposób, aby roboty we współpracy z człowiekiem mogły je rozpoznawać, interpretować i dostosowywać.

Ten wyjątkowy projekt, koordynowany przez firmę Reply, przyciągnął aż 21 firm i instytucji działających w obszarze przemysłowym z 13 krajów – także spoza Europy. Partnerzy połączą doświadczenie, kompetencje i entuzjazm w zakresie wdrażania najnowszych technologii, aby wejść na kolejne poziomy rewolucji przemysłowej. Zwieńczeniem prac będzie demonstracja efektów wdrożenia „Fluently Smart Interface” na trzech pełnowymiarowych pilotach charakteryzujących się różnym poziomem automatyzacji, dynamiki produkcji i złożoności podejmowania decyzji produkcyjnych.

Wydatki na komercjalizację projektu obejmujące wdrożenie Fluently i stworzenie Robo-Gym szacowane są na 18,8 mln euro. Prognozowana EBITDA projektu w 2028 r. wynosi 16,3 mln euro. Zwrot z inwestycji zakładany jest w 2028 r. przy 13-procentowym zysku brutto i ROI na poziomie 91%. Oczekuje się, że osiągnięcie tego wyniku będzie wymagało zatrudnienia co najmniej 325 osób w łańcuchach dostaw projektu.

Nowe ponad 10-letnie maksima rentowności skarbowych 10-latek kilku krajów strefy euro

Główne indeksy amerykańskiego rynku akcji, które w piątek spadły do najniższych poziomów od miesiąca (S&P 500, Nasdaq Composite) lub 2 miesięcy DJIA, wczoraj lekko odbiły się w górę (S&P 500 +0,31 proc., DJIA +0,22 proc., Nasdaq Composite +0,63 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii brak było dziś dominującej tendencji. Najsilniejszy wzrost- o 1,6 proc. – zanotował filipiński PSEi, natomiast najsłabszy był Hang Seng (-0,79 proc.).

W Europie ok. godz. 9:40 DAX spadał o 0,44 proc., a CAC 40 o 0,45 proc.

WIG-20 notował ok. godz. 9:45 minimalną zmianę (+0,06 proc.). Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy od roku i prawie równy historycznemu rekordowi kurs osiągnęły dziś akcje spółki Auto Partner. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś rano ceny akcji spółek Rainbow Tours oraz Cognor Holding.

Nowe ponad 10-letnie szczyty rentowności 10-letnich obligacji skarbowych pojawiły się dziś rano w takich krajach strefy euro jak Austria, Belgia, Niemcy, Hiszpanii, Francji i Holandii.

Cena kontraktów na gaz ziemny notowanych w Holandii spadła wczoraj o 6,62 proc. osiągając najniższy poziom od sierpnia 2021. Również o niecałe 7 proc. potaniały kontrakty na gaz ziemny w Wielkiej Brytanii, ale ciągle utrzymywały się minimalnie powyżej swego minimum z maja ub.r. Amerykański gaz ziemny na NYMEX-ie taniał dziś ok. godz. 9:25 o 1,24 proc. Niewielkie wzrosty cen notowały kontrakty na ropę naftową na NYMEX-ie (+0,83 proc.) i ICE (+0,68 proc.). Taniały dziś rano metale szlachetne (złoto -0,47 proc., srebro -0,95 proc., platyna -0,86 proc., pallad -1,11 proc. ok. godz. 9:30).

Kurs USD/JPY osiągnął dziś rano najwyższy poziom od 20 grudnia ub.r. Minimalnie spadał dziś ok. godz. 9:20 kurs EUR/USD (-0,02 proc.). Najwyżej od jesieni 2020 był dziś rano kurs EUR/ZAR.

Minimalnie słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,12 proc., USD/PLN +0,07 proc.).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara spadał dziś ok. godz. 9:20 o 1 proc.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Koszty rozwodu amerykańskiej i chińskiej gospodarki

Wg szacunków międzynarodowej firmy doradczej Kearney, w zależności od scenariusza, koszty postępującego rozwodu amerykańskiej i chińskiej gospodarki mogą do 2030 roku wynieść od nieco poniżej 15 do ponad 45 bilionów dolarów (dla uchwycenia skali, PKB Unii Europejskiej w 2022 roku wyniosło około 16,6 biliona dolarów). Najmocniej odczują to Azja i Australia, ale skutki boleśnie dotkną także obu Ameryk oraz Europy. Analiza Kearney sugeruje jednocześnie pięć działań, które w tej sytuacji powinny podjąć firmy – również w Polsce, by zachować konkurencyjność na światowych rynkach.

Wojny handlowe i taryfowe oraz napięte stosunki gospodarcze już od dłuższego czasu definiują amerykańsko-chińskie relacje. Doczekało się to nawet specyficznego określenia, jakim jest „decoupling”, spopularyzowany za czasów prezydentury Donalda Trumpa. W skrócie oznacza on systematyczne rozdzielanie obu gospodarek na wszelkich poziomach – od kwestii produkcji po technologiczne know-how. Choć wypracowane przez dziesięciolecia zależności gospodarcze i handlowe są dziś bardzo złożone, proces ten wydaje się nie do zatrzymania. Pytaniem pozostaje, jak głęboko sięgnie amerykańsko-chiński rozwód. Od odpowiedzi zależy skala kosztów, które będą musiały ponieść gospodarki poszczególnych rejonów świata.

Od separacji do rozwodu

Poczynając od 2016 roku Stany Zjednoczone podjęły szereg działań zmierzających do ograniczenia obustronnej wymiany handlowej oraz przepływu inwestycji z Chinami. Chiny z kolei poczyniły znaczące kroki, by zwiększyć swoją gospodarczą samowystarczalność, a zarazem ograniczyć zależność od USA jako partnera handlowego. Wiele wskazuje na to, że do końca bieżącej dekady rozwód ten będzie jedynie postępował. Analitycy Kearney zauważają, że decoupling, czyli „odsprzęganie” amerykańskiej i chińskiej gospodarki może przebiegać w trzech wariantach: od ograniczonego, przez umiarkowany, po pełny, w którym obok kosztów ekonomicznych pojawia się ryzyko poważnych napięć społecznych, a nawet militarnych.

– W zależności od przyjętego wariantu straty tylko dla europejskiej gospodarki w perspektywie 2030 roku mogą sięgnąć wartości odpowiadającej nawet rocznemu PKB dla całej Europy Zachodniej. Prawdopodobną konsekwencją ewentualnego zaostrzenia decouplingu będzie spadek wolumenów handlowych i osłabienie wzrostu gospodarczego w krajach rozwijających się, w tym w Polsce. Oznaczać to będzie pogorszenie się wyników finansowych firm, a także zwiększenie kosztów produkcji, ponieważ przedsiębiorstwa zmuszone będą do przejścia na mniej wydajne łańcuchy dostaw. W końcu może to prowadzić do wzrostu cen, inflacji i stóp procentowych. Zmniejszenie płynności dolara amerykańskiego z powodu spadku wolumenów handlowych spowoduje również rozszerzenie spreadów na korporacyjne i krajowe obligacje w walutach rynków wschodzących oraz osłabienie tych walut wobec dolara – mówi Krystian Kamyk, Partner Zarządzający z polskiego oddziału firmy Kearney.

Realizując odpowiednią strategię Polska może również skorzystać na decouplingu

Niektóre rynki mogą skorzystać z przymusowego przesuwania łańcucha dostaw i dywersyfikacji. Polska może potencjalnie stać się atrakcyjną alternatywą dla Chin w sektorze produkcji m.in. dzięki otwartej gospodarce i wysokim pozycjom w rankingach produktywności siły roboczej. Ponadto, stosunkowo dobre środowisko biznesowe i duży rynek wewnętrzny sprzyjać będzie pozycjonowaniu Polski jako partnera w przypadku przymusowej dywersyfikacji łańcuchów dostaw poza Azję. Zaburzone łańcuchy z dużym prawdopodobieństwem odbiją się negatywnie na sektorach nastawionych na eksport np. branży rolno-spożywczej, gdzie Polska jest jednym z liderów eksportu wśród krajów UE (~6 proc. unijnego eksportu).

– Potencjalne pogorszenie relacji między USA i Chinami powinno mieć pozytywny wpływ na wartość polskiego PKB, ze względu na jego strukturę. Polska gospodarka może skorzystać na zmianie światowego paradygmatu dzięki rozwinięciu sektora produkcji, poprawie pozycji eksporterów (ze względu na obniżenie wartości waluty) i wykorzystaniu silnej pozycji w transporcie (szczególnie drogowym, istotnym w przypadku zmiany łańcucha dostaw i przesunięciu produkcji europejskich firm z Azji do Europy Środkowo-Wschodniej) – dodaje Krystian Kamyk z polskiego oddziału firmy Kearney.

Pięć rad dla biznesu

Niezależnie od tego, jaką skalę przybierze rozdzielenie gospodarek USA i Chin, firmy już teraz powinny podjąć określone kroki, które umożliwią im zachowanie konkurencyjności, a nawet zdobycie rynkowej przewagi. W swojej analizie Kearney wymienia pięć kluczowych działań:

  • Przygotować się na dalszy decoupling – biznes powinien dokonać trzeźwej oceny operacji prowadzonych w Chinach oraz USA i zidentyfikować obszary, gdzie mogą być konieczne działania awaryjne
  • Rozważyć strategię „Chiny+1” w odniesieniu do dostawców – zakłada ona rozwijanie potencjału alternatywnych lokalizacji w regionie, co pozwoli równoważyć ewentualne ryzyko dotyczące operacji prowadzonych na rynku chińskim
  • Szukać okazji do pozycjonowania się jako alternatywa dla dostawców z Chin w sytuacjach, gdzie samemu można być dostawcą dla firm ze Stanów Zjednoczonych czy Europy Zachodniej
  • Postawić na inwestycje w obszarze R&D – priorytetem powinny stać się inwestycje w rodzimy obszar badań i rozwoju, co zrównoważy braki, jakie mogą pojawić się w warunkach ograniczonego przepływu innowacji i technologii
  • Wzmacniać swoje kompetencje w obszarze HR i przygotowywać się do nasilonej walki o talenty – jednym ze skutków decouplingu może być wzmożenie światowej wojny o talenty, dlatego w swoich strategiach firmy powinny położyć większy nacisk na pozyskanie i zatrzymanie najbardziej doświadczonych i uzdolnionych pracowników

Zignorowanie zmiany, jaka dokonuje się w amerykańsko-chińskich relacjach, może oznaczać poważne niebezpieczeństwo, zwłaszcza dla biznesów działających na skalę międzynarodową. Firmy powinny być dla własnego dobra przygotowane na pesymistyczny scenariusz. Nawet jeśli najgorsze prognozy nigdy się nie sprawdzą to podjęte teraz działania z pewnością zaprocentują w bardziej umiarkowanych wariantach rozwoju sytuacji.

Sankcje zmniejszyły rosyjski eksport paliw o 50%

Sankcje wobec Rosji są nierychliwe, ale sprawiedliwe. A więc ich oddziaływanie na gospodarkę rosyjską jest fundamentalne – bo uderza w podstawy tej gospodarki, czyli w petrodolary, przepływ pieniędzy ze sprzedaży węglowodorów. Oddziaływanie sankcji nie jest pomostowe i z czasem jest coraz większe. Natomiast im szybciej i głębiej uderzymy sankcjami, tym lepsze przyniosą efekty. W styczniu 2023 roku eksport węglowodorów, czyli ropy i gazu z Rosji, spadł o 48 proc. w stosunku do stycznia 2022 roku. Tylko przez niecały rok obowiązywania sankcji unijnych. I to jest bardzo dobry wynik. Natomiast to nie znaczy, że od tego upadnie reżim na Kremlu. Przez lata Rosjanie gromadzili potężne rezerwy w dolarach, w złocie, w innych walutach – właśnie ze sprzedaży petrodolarów.

– Zasobność rosyjskiego funduszu bogactwa narodowego jest szacowana na około 180 mld dolarów. W normalnych warunkach powinien on finansować emerytury w Rosji, a w warunkach nienormalnych finansuje czołgi, które jadą potem na Ukrainę – powiedział serwisowi eNewsroom Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert. – Deficyt budżetowy Rosji w 2023 roku ma wynieść 3 miliardy dolarów. A zatem z tego wielkiego funduszu Rosjanie będą musieli przepalić tylko niewielką część i dalej będą funkcjonować. Dlatego tak ważne jest, żeby sankcje dalej były wprowadzane, by były coraz ostrzejsze i coraz bardziej ograniczały możliwości Rosjan. One nie wykluczają handlu – pozwalają na dostawy ropy i paliw pod fałszywą banderą, czyli wymieszanie z ropą z innego państwa trzeciego i potem nie oznaczanie jako ropa rosyjska – ale coraz bardziej zaciskają pętlę wokół reżimu na Kremlu. Dają mu coraz mniejsze pole manewru i uderzają w fundament systemu władzy. Petrodolary finansują stabilność społeczną, pozwalają prowadzić wojnę – ale też dają akceptację społeczeństwa dla tego, co robi Władimir Putin, bo daje chleb i igrzyska. Jeśli skończy się chleb, to skończą się też igrzyska – wskazuje Jakóbik.

Ponad 117 mld zł zaległości podatkowych Polaków. VAT w czołówce

  • Podatnicy winni fiskusowi ponad 117 mld zł. Widać też ponad 1-procentowy wzrost rdr. w zaległościach.
  • Najwięcej do oddania mają podatnicy z mazowieckiego i śląskiego.

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że na koniec ub.r. zaległości podatkowe przekroczyły 117 mld zł. Nastąpił wzrost o ponad 1% rdr. Ponadto w relacji rocznej widać, że długi urosły w 7 województwach, a w 9 zmniejszyły się. Ostatnio zdecydowanie największe zaległości odnotowano w mazowieckim – ponad 50 mld zł. Z kolei krajowe wyniki poszczególnych danin pokazują, że przeszło 80% należności dotyczyło VAT-u. Wyniosły one 94,3 mld zł, czyli o 1 mld zł więcej niż na koniec 2021 roku. Niektórzy eksperci uważają, że przy wysokiej inflacji taki wzrost jest dość niewielki. I przewidują, że podatnicy będą coraz więcej zalegać fiskusowi, zwłaszcza że obciążeń fiskalnych przybywa, a aktywność organów podatkowych stale rośnie.

Delikatny wzrost

Z danych Ministerstwa Finansów wynika, że na koniec ub.r. zaległości podatkowe w całej Polsce wyniosły 117,4 mld zł. To o 1,2% więcej niż wg stanu na 31 grudnia 2021 roku.

– Ubiegły rok był bardzo burzliwy, zarówno pod względem zmian w przepisach podatkowych, jak i rosnącej inflacji. Można było się spodziewać znacznych opóźnień w płaceniu podatków. W mojej ocenie, wykazany wzrost jest dość niewielki, biorąc pod uwagę wszystkie obiektywne czynniki – stwierdza doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Na koniec ub.r. największe zaległości dotyczyły woj. mazowieckiego – 50,6 mld zł (rok wcześniej – 48,4 mld zł). Na kolejnych miejscach w zestawieniu mamy woj. śląskie – 13,6 mld zł (14,2 mld zł), wielkopolskie – 11,4 mld zł (11,9 mld zł), dolnośląskie – 6,9 mld zł (7,4 mld zł), a także łódzkie – 6,4 mld zł (5,4 mld zł). Natomiast na końcu odnotowano woj. świętokrzyskie – 1,2 mld (rok wcześniej – 1,1 mld zł), opolskie – 1,4 mld zł (1,5 mld zł), a także lubuskie – 1,6 mld (1,6 mld zł).

– Niezmiennie największe zaległości występują w województwie mazowieckim. W stolicy Polski działa większość spółek giełdowych i zagranicznych, ale też ogólnie dużych i średnich firm. I właśnie tam odprowadzają one swoje podatki. I dlatego większa liczba podmiotów gospodarczych na danym terenie skutkuje wyższymi zaległościami – tłumaczy doradca podatkowy Ewa Flor.

Dane z końca ub.r. wskazują na wzrost zaległości podatkowych w 7 województwach i zmniejszenie ich w 9 woj. w relacji rocznej. Zdaniem prof. Adama Mariańskiego, prezesa Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych, przewaga spadków może wynikać z tego, że organy dysponują coraz liczniejszymi narzędziami do egzekwowania należności publicznoprawnych. Z kolei Natalia Stoch-Mika wyraża nadzieję, że pomniejszenie zaległości jest efektem działań podatników, a nie urzędników. Płatnicy, którzy pilnują terminowego regulowania zobowiązań podatkowych, przyczyniają się do ww. spadków.

– Różnice w zaległościach podatkowych poszczególnych województw z punktu widzenia wierzyciela, jakim jest Skarb Państwa, nie mają większego znaczenia. Korelowanie pomiędzy skutecznością egzekwowania należności a danym terenem może natomiast wskazywać na skuteczność windykacji zaległości podatkowych w poszczególnych województwach – wskazuje Ewa Flor.

VAT „liderem”

Uwzględniając podział na poszczególne podatki, należy wskazać, że na koniec 2022 r. największe zaległości dotyczyły VAT-u – 94,3 mld zł (rok wcześniej – 93,4 mld zł). Dalej widać akcyzę – 10,6 mld zł (rok wcześniej – 10,5 mld zł), PIT – 7,4 mld zł (7,8 mld zł) oraz CIT – 4,9 mld zł (4,2 mld zł), GRY – 39,6 mln zł (na koniec 2021 r. – 64,9 mln zł), PSD – 25,1 mln zł (15,9 mln zł), a także zniesione – ok. 1,5 mln zł (1,5 mln zł). Na końcu zestawienia mamy FIN – 0 zł (rok wcześniej – 466 tys. zł), jak również kopaliny – 0 zł (0 zł).

– Kwota zaległości jest wyższa, im większy udział ma dany podatek w ogólnych przychodach podatkowych. Za ok. połowę z nich odpowiada VAT i dlatego jest na pierwszym miejscu. Dalej mamy akcyzę – udział na poziomie ok. 19%, PIT – ok. 17%, a także CIT – ok. 11% – tłumaczy Ewa Flor.

Według uzyskanych danych za 2022 rok, VAT odpowiada za 80,4% zaległości podatkowych. Jak podkreśla prof. Adam Mariański, skala zadłużeń, jaką obejmuje, wynika z powszechności tego podatku. Poza tym forma opodatkowania, obejmująca liczne zwolnienia, wyłączenia i wyjątki, tworzy szeroki obszar do interpretacji ich stosowania. Czasem są one podważane w toku kontroli. Ponadto na pogłębienie zadłużenia, choć w coraz mniejszym stopniu, wpływają tzw. procedery karuzel VAT.

– Wzrost zaległości o 1 mld zł rdr. w przypadku podatku VAT nie jest duży, biorąc pod uwagę wysokość inflacji. Może on być spowodowany ogólną podwyżką cen i nie powinien być niepokojący. Z moich obserwacji wynika, że największym problemem podatników, którzy mają zaległości w tym podatku, jest utrzymanie płynności w firmie. Zależy to głównie od terminowego regulowania należności przez odbiorców usług lub towarów. W mojej ocenie, przedsiębiorstwa, które mają odpowiednio zorganizowane działy monitorowania należności, zachowują płynność i terminowo regulują zobowiązania podatkowe – przekonuje doradca podatkowy Natalia Stoch-Mika.

Widać, że rdr. wzrosły też zaległości podatkowe podatników związane z akcyzą, CIT-em i PSD. Prof. Mariański wyjaśnia, że wzrost zadłużenia w obszarze akcyzy może być pokłosiem różnej interpretacji i stosowania przepisów przez podatników, wobec wtórnej ich wykładni, jaką przyjmuje organ podatkowy. W opinii eksperta, wzrost zadłużenia w CIT jest z kolei sygnałem, iż w obecnych warunkach gospodarczych coraz więcej MŚP ma problemy z zachowaniem płynności finansowej. Ich sytuacji nie poprawiło zastosowanie ulgi tzw. CIT estońskiego, wprowadzonej przez Polski Ład. Takie czynniki przekładają się również na zwiększenie zadłużenia w PSD.

Nadzieje i prognozy

– Mam nadzieję, że ten rok przyniesie spadek w opóźnieniach w regulowaniu zobowiązań podatkowych i będzie spokojniejszy we wprowadzaniu zmian w przepisach podatkowych. To pozwoliłoby przedsiębiorcom na lepsze zarządzanie płynnością w swoich firmach, w tym także na sprawniejsze zaspokajanie należności podatkowych państwa – zapewnia Natalia Stoch-Mika.

Natomiast doradca podatkowy Ewa Flor przypomina, że obecnie wychodzimy z okresu post-covidowego, mamy wysoką inflację, rozpoczął się też drugi rok wojny za wschodnią granicą, a także rok wyborczy w Polsce. Dodatkowo co chwilę słyszymy o nowych podatkach, wydatkach czy zobowiązaniach dla podatników. Należy założyć, że będzie to kolejny trudny czas dla przedsiębiorców, co z pewnością przełoży się na zaległości podatkowe.

– Coraz liczniejsze i większe obciążenia fiskalne będą zmniejszały dochody podatników i w przypadku niektórych branż, jak np. hotelarstwa, prowadziły do upadłości. Dodatkowo, coraz bardziej agresywne działania organów i liczne sposoby nie tylko egzekwowania, ale i zabezpieczenia majątku, będą skutkowały zmniejszaniem się zasobów po stronie podatników, a więc zwiększaniem ich zadłużenia – podsumowuje prezes Polskiego Instytutu Analiz Prawno-Ekonomicznych.

Firmy inwestują w Polsce miliardy na rzecz bezemisyjnego transportu

Choć światowa gospodarka jest na etapie lekkiej zadyszki, to rok bieżący upłynie pod znakiem wielu dużych inwestycji w dziedzinie elektromobilności. Wielkie międzynarodowe firmy wydadzą w Polsce miliardy na rzecz bezemisyjnego transportu. A wiele wskazuje na to, że już lada chwila można spodziewać się kolejnych dużych projektów. Redakcja elektromobilni.pl przyjrzała się najważniejszym inwestycjom, które będą realizowane w naszym kraju w 2023 r.

Ubiegły rok przyniósł nowe, ambitne zapowiedzi firm, które nad Wisłą ulokują swoje wielkie inwestycje związane z transformacją motoryzacji. Elektromobilność staje się też ważnym kołem zamachowym całej polskiej gospodarki. Wystarczy przywołać ostatnie dane Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu za 2022 r. Przy wsparciu PAIH zagraniczne firmy zainwestowały w Polsce ponad 3,7 mld euro. Z czego projekty e-mobility stanowiły blisko 40%, czyli ponad 1,4 mld euro. Żaden inny sektor polskiej gospodarki nie może pochwalić się takim wynikiem.

Przełomem może być fakt, że Polska staje się już nie tylko zagłębiem produkcji baterii do samochodów elektrycznych, ale również coraz istotniejszym zapleczem produkcyjnym całych pojazdów – zwłaszcza tych służących do transportu towarów.

Volkswagen można powiedzieć „od zawsze” jest zaangażowany inwestycyjnie w Polsce. Do już zjeżdżających z taśm podpoznańskiej Wrześni elektryków Volkswagena (e-Crafterów), dołączają kolejne marki.

Ambicje ma też Mercedes-Benz, który w 2023 r. rozpocznie w Jaworze na Dolnym Śląsku budowę zakładu o wartości 6 mld zł, w którym powstaną elektryczne samochody dostawcze marki.

To już nasza trzecia inwestycja w Polsce, więc Polska jest już od kilku lat ważnym rynkiem dla Mercedesa w Europie Środkowo-Wschodniej. Pierwsza nasza fabryka w Jaworze, otwarta kosztem ponad pół miliarda euro, która od 2019 roku produkuje najnowocześniejsze i wysoko wydajne czterocylindrowe silniki benzynowe i wysokoprężne, jest ważną częścią globalnej sieci produkcyjnej układów napędowych Mercedes-Benz. Kolejną inwestycją rzędu 200 mln euro była fabryka baterii elektrycznych do hybryd plug-in i aut czysto elektrycznych, m.in. dla Klasy C, E i S oraz EQA i EQB. Obie te inwestycje bazują w 100% na energii odnawialnej i produkują wysokiej jakości silniki i baterie, które w 100% są eksportowane do fabryk Mercedesa na całym świecie. To wyrobiło im doskonalą markę w całej globalnej sieci produkcji Mercedesa, na którą składa się ponad 30 fabryk – opowiada Ewa Łabno-Falęcka, Dyrektor Komunikacji Korporacyjnej i Relacji Zewnętrznych, Mercedes-Benz Manufacturing Poland.

Dlaczego Mercedes zdecydował się ulokować tak dużą inwestycję właśnie w Polsce? – W naszym przypadku decydującym czynnikiem budowy nowego zakładu do produkcji dużych, całkowicie elektrycznych aut dostawczych opartych na kompletnie nowej architekturze VAN.EA (inwestycja o wartości ponad 1 mld EUR) jest istniejący zakład, aktualnie zatrudnieni i potencjalni pracownicy oraz dobra współpraca z lokalnymi decydentami. Potencjał ludzki jest kluczowy. Polska jest ciągle krajem zindustrializowanym, przemysł ma ponad 20% udziału w polskim PKB, z czego wynika spory zasób zdywersyfikowanych umiejętności i kompetencji pracowników, otwartych na nowe technologie i świadomych konieczności „life long learning”. System edukacji tego niestety nie zapewnia, tę lukę wypełniają na szczęście zachodni inwestorzy. Zbudowaliśmy w Jaworze doświadczony i kompetentny zespół, który będzie też wspierał nową produkcję pojazdów w pełni elektrycznych. To jest ogromna szansa stworzenia i wykorzystania istotnych synergii – dodaje.

Stellantis rusza z kopyta

Polski potencjał przyciąga też innych globalnych graczy. Na e-dostawczaki z Polski stawia Stellantis, który po okresie rozruchowym, chce by na rynek trafiało z zakładu z Gliwic nawet 100 tys. samochodów rocznie. To tu montowany będzie elektryczny Fiat Ducato, a do 2025 roku, elektryki stanowić mają nawet 70 proc. produkowanych pojazdów. Powstały w wyniku połączenia FCA i PSA koncern realizuje w kraju również inny projekt. W 2023 r. do sprzedaży trafią produkowane w fabryce w Tychach elektryczne Jeepy Avenger.

Gdy zapowiadane inwestycje ruszą pełną parą, Śląsk stanie się polskim zagłębiem elektromobilności. Zwłaszcza że będzie też kolebką powstającej polskiej marki e-samochodów. Pod koniec ubiegłego roku Electromobility Poland ogłosiło strategiczną współpracę z chińskim Geely. Spółka zapowiedziała również, że na budowę fabryki w Jaworznie i uruchomienie produkcji przeznaczy w najbliższych latach 6 mld zł.Firmy inwestują w Polsce miliardy

Według harmonogramu inwestycji, na 2023 r. przypada faza koncepcyjna i tworzenie łańcucha dostaw. Sama budowa fabryki ma ruszyć rok później. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, produkcja seryjna rozpocznie się na przełomie 2025 i 2026 roku.

Bateryjne ambicje

Spore projekty zapowiadają również producenci baterii i komponentów z nimi związanych. W Gdańsku naprzód posuwa się inwestycja szwedzkiego Northvoltu, który w kraju będzie produkował magazyny bateryjne i systemy bateryjne do maszyn ciężkich wykorzystywanych w górnictwie czy budownictwie. Wartość projektu to ponad 200 mln dol.

Na lokalizację zakładu produkcyjnego Northvolt wybraliśmy Gdańsk, a dokładniej – bezpośrednie sąsiedztwo Portu Gdańsk oraz terminalu głębokowodnego. Jest to dla nas niepodważalny atut, ponieważ duża część komponentów potrzebnych do produkcji oraz wytwarzanych przez nas pakietów bateryjnych będzie transportowana właśnie drogą morską. Inwestycja w tym momencie jest już na finiszu i pod koniec marca planujemy zakończyć budowę. Wtedy przyjdzie czas na instalację linii produkcyjnych i rozruch produkcji. Będziemy również przeprowadzać zespoły pracujące aktualnie w dwóch wynajmowanych lokalizacjach, czyli łącznie ponad 300 osób – opowiada Anna Sobolewska, dyrektor ds. komunikacji i spraw publicznych w Northvolt Systems Poland.

W końcowej fazie realizacji jest też fabryka południowokoreańskiej SK Nexilis, która w Stalowej Woli będzie wytwarzać folię miedzianą wykorzystywaną do produkcji akumulatorów. Wartość inwestycji to 3 mld zł.Firmy inwestują w Polsce miliardy 2

Nowe projekty na horyzoncie

Jednocześnie wciąż ogłaszane są nowe projekty. Koreańczycy z ANP Eneltech chcą z Polski dostarczać wtórny środek przewodzący do baterii litowo-jonowych. W ostatnim kwartale minionego roku ogłoszono, że w tym celu wyda ok. 150 mln na zakład w Skarbmierzu na Opolszczyźnie. Z kolei w zachodniopomorskim tureckie Ege Kimya wyda ok. 140 mln zł na zakład produkujący sole niklu i kobaltu. Swoje szanse widzą też polskie startupy – przykładem jest zapowiedź biznesmena Adama Drewnianego, współzałożyciela Northvolt Polska, który chce zainwestować w fabrykę części do samochodów elektrycznych w Żelichowie pod Tarnowem. Podpisano już w tej sprawie list intencyjny.

Aspiracje, by rozwijać swoje zakłady, mają także już działający z sukcesami giganci, czyli podwrocławski LG Energy Solution oraz belgijski Umicore w Nysie. A to może być dopiero początek dobrych informacji dla polskiej elektromobilności na 2023 r. Jak donosiła „Rzeczpospolita”, Volkswagen rozważa Dolny Śląsk jako potencjalne miejsce budowy swojej dużej fabryki baterii. Ostateczna decyzja miałaby zostać podjęta niebawem.

Autor: Elektromobilni.pl

Granice policyjnej prowokacji

Prowokacja policyjna ma służyć wykrywaniu przestępstw, a nie ich wywoływaniu i wikłaniu w nie ludzi tak, by dali się sprowokować do ich popełnienia. John DeLorean, amerykański inżynier i wynalazca, założyciel koncernu samochodowego, który zasłynął w filmie „Powrót do przyszłości”, padł ofiarą prowokacji podobnej do tych, do których dochodziło w Polsce z udziałem „agenta Tomka”. DeLorean po 3 latach procesu został uniewinniony, ale jego firma DMC zdążyła w tym czasie ogłosić upadłość i zaprzestać działalności.

Problemy finansowe firmy

DeLorean Motor Company pierwszy samochód wypuściła do sprzedaży w 1981 r. DMC nie udało się jednak na tyle podbić rynku, by DeLorean zdołał odzyskać zainwestowane środki. W USA panowała wówczas recesja gospodarcza. Firma popadła w problemy finansowe. W 1982 r. potrzebowała 17 mln dolarów na spłatę długów. To wtedy zadzwonił sąsiad, oferując możliwość szybkiego zarobienia dużych pieniędzy.

Informatorzy organów ścigania

Na początku lat 80-tych kwitł przemysł narkotykowy. Przemyt kokainy do Stanów Zjednoczonych był dla południowoamerykańskich karteli bardzo lukratywnym biznesem. Również rząd USA bogacił się na przepadku mienia odbieranego przemytnikom, którzy trafiali za kraty na długie lata. Wysokie wyroki tworzyły sieć informatorów, którzy chętnie współpracowali z władzami ww. zamian za możliwość uniknięcia kary więzienia. Jednym z takich informatorów był wspomniany sąsiad DeLoreana.

Prowokacja

James Timothy Hoffman był przemytnikiem narkotyków. Gdy został zatrzymany, w obliczu grożącej długoletniej odsiadki, wspomniał agentom federalnym, że ma ciekawego sąsiada, i to z pierwszych stron gazet. To właśnie Hoffman przedstawił DeLoreanowi propozycję inwestycji w narkotykowy biznes. Zaaranżował serię spotkań DeLoreana z tajnymi agentami federalnymi. DeLorean został aresztowany w pokoju hotelowym w Los Angeles w październiku 1982 r. po tym jak, według relacji agentów FBI, zaoferował się sfinansować przemyt kolumbijskiej kokainy o wartości 24 mln dolarów. Agenci założyli inżynierowi kajdanki w chwili gdy pokazali mu walizkę wypełnioną kokainą. DeLoreanowi groziło 67 lat więzienia.

Nagranie z transakcji

Agenci federalni nagrali spotkanie. Na filmie widać, jak DeLorean ogląda walizkę i mówi, że jest „lepsza niż złoto”. Następnie wznosi kieliszek szampana w toaście za „wiele sukcesów dla wszystkich”, po czym do pokoju wchodzi agent FBI. Agent przedstawia się i mówi do Loreana –– „jesteś aresztowany”. Nagranie wydostało się do mediów i zostało wyemitowane w ogólnokrajowej stacji CBS, co sprawiło, że trudno było zebrać obiektywną ławę przysięgłych. Wideo mówiło wszystko. DeLorean miał niewielkie szanse w swoim procesie. Pozostało mu zatrudnić dobrego adwokata. I zatrudnił.

Przestępstwo wyreżyserowane przez FBI

Prokuratura stała na stanowisku, że jednym z głównych motywów popełnienia przestępstwa przez DeLoreana był grożący jego firmie upadek. Dzięki lukratywnej narkotykowej transakcji chciał ją uratować. Obrońca DeLoreana w swojej mowie wstępnej wyraził moralne oburzenie. Przedstawił agentów federalnych jako rekiny, które poczuły krew grubej ryby. DeLorean został wrobiony przez głównego świadka oskarżenia, dilera narkotyków, skazanego i przyznającego się do krzywoprzysięstwa. Odnosząc się do nagrania wideo, adwokat stwierdził, że zostało „wyprodukowane” przez służby. FBI przygotowało choreografię i całą akcję przeprowadziło tak, by DeLorean wyglądał na winnego.

Prokuratura zatajała przed sądem istotne fakty

W trakcie przesłuchań w charakterze świadka, urzędnicy – pracownicy agencji rządowych przyznawali się do fałszowania dokumentów, niszczenia notatek i zatajania dowodów kompromitujących organy ścigania. Sędzia prowadzący sprawę był oburzony, że prokuratura zataiła przed nim motywy, jakie kierowały ich głównym świadkiem oskarżenia.

Kluczowe zeznanie świadka

Chyba najbardziej kluczowymi okazały się zeznania byłego agenta DEA (Administracja ds. Zwalczania Narkotyków). Gerald Scottie przyznał, że władze od dawna robiły wszystko, by dopaść DeLoreana. Agenci chcieli wierzyć w winę kogoś o takiej randze i sławie jak on. Scottie zeznał, że już w trakcie trwającego śledztwa Hoffman powiedział mu, że wrabia niewinnego człowieka.

Równie istotne było ustalenie, że to Hoffman wykonał pierwszy telefon do DeLoreana, a nie odwrotnie. Zatem to podstawiony przez organy ścigania informator zainicjował przestępstwo, w które celowo został wciągnięty oskarżony. To wystarczyło. 16 sierpnia 1984 r. ława przysięgłych uniewinniła DeLoreana od wszystkich ośmiu zarzutów aktu oskarżenia. Przysięgli uznali, że biznesmen padł ofiarą rządowej nagonki i pułapki zastawionej przez służby.

Uniewinnienie całkowicie niewinnego?

Co prawda całe przestępstwo zostało przygotowane i spreparowane przez organy ścigania, które chciały wykorzystać trudną sytuację finansową, w jakiej znalazł się przedsiębiorca. Nie zmienia to jednak faktu, że DeLorean ostatecznie wyraził chęć wzięcia w nim udziału, a zatem wyraził co najmniej zamiar popełnienia przestępstwa. A niezbity tego dowód znajdował się na taśmie wideo. Prawnicy DeLoreana wykazali jednak tak daleko idące bezprawne działania agentów federalnych i prokuratury, że ławnicy całkiem o tym zapomnieli. By im tego nie przypominać, obrońcy DeLoreana w ogóle nie powołali go na świadka, tak aby przypadkiem nie został zapytany wprost o udział w narkotykowej transakcji utrwalonej na filmie. Prawnicy poszli nawet o krok dalej. Powtarzając o wyrachowaniu i wyrafinowanej przebiegłości organów ścigania we wciągnięciu niebędącego przecież przestępcą biznesmena w przemyt, wysunęli hipotezę, że to nie on jest na wyreżyserowanym – a więc być może i spreparowanym – nagraniu.

Prowokacja w polskim prawie

Zgodnie z Kodeksem karnym prowokacja w Polsce jest zabroniona i karana. Jak stanowi art. 24 k.k., odpowiada jak za podżeganie ten, kto w celu skierowania przeciwko innej osobie postępowania karnego nakłania ją do popełnienia czynu zabronionego. Jednak na mocy ustaw szczególnych niektóre służby mogą podejmować prowokację. Chodzi m.in. o Policję, ABW, czy CBA. Prowokacji mogą dokonać również np. funkcjonariusze Straży Granicznej w zakresie towarów akcyzowych, czy funkcjonariusze Służby Celno-Skarbowej w przedmiocie kontroli znaków towarowych producenta.

W ustawach tych zostały ustalone warunki dopuszczalnej prowokacji. Między innymi, zgodnie z art. 19a ustawy o Policji, czynności „prowokacyjne” mogą polegać wyłącznie na dokonaniu w sposób niejawny nabycia, zbycia lub przejęcia przedmiotów pochodzących z przestępstwa, ulegających przepadkowi, albo których wytwarzanie, posiadanie, przewożenie lub którymi obrót są zabronione, a także przyjęciu lub wręczeniu korzyści majątkowej – lub też na złożeniu samej propozycji: nabycia, zbycia, przejęcia przedmiotów, czy też wręczenia korzyści majątkowej. Funkcjonariusze mogą działać jedynie na wyraźne zarządzenie komendanta odpowiednich służb, na które zgodę musi wydać prokurator. Podejmowane w ramach policyjnej prowokacji czynności mogą być niejawnie rejestrowane za pomocą urządzeń do nagrywania dźwięku i obrazu.

Podsumowanie

Granica między dozwoloną a niedopuszczalną prowokacją jest cienka, a do jej przekroczenia dochodziło już w Polsce niejednokrotnie. Najsłynniejsze były prowokacje organów ścigania z udziałem tzw. agenta Tomka. W jednej ze spraw z jego udziałem Sąd Apelacyjny w Warszawie orzekł:

„W demokratycznym państwie prawnym przeprowadzenie prowokacji operacyjnej bez dochowania podstawowych wymogów ustawowych jest bezprawnym, nielegalnym działaniem nie mogącym wywoływać żadnych skutków prawnych w sferze dowodowej, bo (…) materiały operacyjne uzyskane nielegalne nie mogą stanowić podstawy ustaleń faktycznych w rzetelnym respektującym reguły art. 6 KPC i PW (Konwencji o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności – przyp. red.) procesie sądowym” (wyrok z 26 kwietnia 2013 r., sygn. akt II AKa 70/13).

Policyjna prowokacja nie może inicjować przestępstwa, a jedynie stanowić włączenie się do podjętej już inicjatywy przestępczej. Co najważniejsze z punktu widzenia osób, które objęto prowokacją, zgromadzone w jej trakcie dowody muszą być weryfikowalne. Co to znaczy? Zgodnie z ust. 7 przywołanego art. 19a ustawy o Policji, zgromadzone w trakcie czynności operacyjnych dowody przekazywane są prokuratorowi, a w trakcie postępowania sądowego odczytywane są na rozprawie. Oskarżony ma więc możliwość obrony, którą realizuje poprzez weryfikację tych dowodów. Ma to na celu zbadanie czy prowokacja organów ścigania została przeprowadzona w granicach prawa. Każdy więc, kto padł ofiarą policyjnej prowokacji, ma prawo bronić się przed takimi działaniami służb, zwłaszcza jeśli były bezprawne. Jak pokazuje sprawa DeLoreana – skutecznie.

Autor: Robert Nogacki, partner zarządzający, Kancelaria Prawna Skarbiec specjalizująca się w doradztwie prawnym, podatkowym oraz strategicznym dla przedsiębiorców

W Krakowie ruszy Tech Hub Volvo

W poniedziałek 27 lutego Jim Rowan – prezes firmy Volvo Cars – ogłosił najnowszą inwestycję Volvo Cars w Polsce. Już niebawem w Krakowie ruszy TechHub, który do końca roku ma zatrudniać około 120 osób, a w połowie bieżącej dekady zatrudnienie może tam znaleźć nawet 500 – 600 osób. Volvo Cars ma centra R&D Szwecji (Sztokholm i Lund) oraz w Indiach (Bangalore). Dwa duże centra inżynieryjne znajdują się także w Goeteborgu oraz w Szanghaju. Teraz dołącza do nich TechHub w stolicy Małopolski. Oto, jakie zalety ma ta lokaliazja.

  1. Rozwijająca się i innowacyjna branża technologiczna. W Polsce działa wiele firm z tej dziedziny, w tym takie, które zajmują się tworzeniem oprogramowania, sztuczną inteligencją, automatyką czy robotyką. To także start-upy, które wykorzystują najnowsze technologie. W samym Krakowie branża ta rozwija się bardzo dynamicznie i z roku na rok przyciąga coraz więcej inwestycji i młode talenty. Miasto jest obecnie jednym z najważniejszych ośrodków IT w Polsce i Europie. Działają tu takie firmy, jak Google, IBM, Motorola, Nokia, Samsung, Ericsson, czy Oracle. W mieście działa również wiele polskich firm, które są liderami w swoich dziedzinach, takich jak Comarch, Ailleron, Future Processing czy Netguru. Kraków ma również silne środowisko start-upowe. W mieście działa wiele inkubatorów i akceleratorów, które pomagają młodym przedsiębiorcom rozwijać swoje pomysły. Kraków był również gospodarzem wielu wydarzeń start-upowych, takich jak Dragons Cave, Wolves Summit czy ImpactCEE, które przyciągają inwestorów i przedsiębiorców z całego świata. Otwarcie hubu technologicznego w Polsce daje Volvo Cars możliwość korzystania z tych zasobów. (niestety – trzeba zamienić marki na opisowe napisanie, czym się zajmują. Że nawiększe firmy technologiczne, IT, telekomunikacyjne, etc. Nie mamy pozwolenia na posługiwanie się ich markami.
  2. Dobrze wykształceni specjaliści IT. W Polsce działa wiele uczelni technicznych, na których kształceni są programiści, inżynierowie i specjaliści ds. sztucznej inteligencji. W samym Krakowie – według raportu „Kraków – Silny ośrodek IT”, opublikowanego przez Krakowski Park Technologiczny – działa około 50 uczelni wyższych, a wśród nich znajdują się m.in. Uniwersytet Jagielloński, AGH – Akademia Górniczo-Hutnicza, Uniwersytet Ekonomiczny, Politechnika Krakowska czy Uniwersytet Pedagogiczny. W sumie, uczelnie te zatrudniają ponad 3 000 wykładowców i prowadzą kształcenie na kierunkach związanych z IT i nowymi technologiami. Jednocześnie w mieście prowadzonych jest wiele inicjatyw i programów szkoleniowych, które mają na celu rozwijanie umiejętności specjalistów z dziedziny IT. W ramach tych programów organizowane są m.in. szkolenia, kursy, konferencje i warsztaty, które pomagają w zdobywaniu nowych umiejętności i poszerzaniu wiedzy. Miasto prowadzi również projekty takie, jak m.in. Kraków Technology Park, które mają na celu promowanie rozwoju branży technologicznej w regionie. – samo sedno. To był jeden z argumentów. Tu pozostawiamy nazwy.
  3. Sprzyjające otoczenie biznesowe. Polska zabiega o inwestorów zagranicznych i prowadzi programy związane z ulgami podatkowymi, dotacjami, etc. Statystyki pokazujące napływ inwestycji zagranicznych w ostatnich latach są dowodem na to, że jesteśmy dobrym regionem do inwestowania (potrzebne liczby np. z PAIH). Według raportu prezentującego najlepsze miasta przyszłości 2022/2023 przygotowanego przez fDi Intelligence (Foreign Direct Investment), należącego do grupy wydawniczej The Financial Times Ltd, wśród dużych miast to Kraków został oceniony najlepiej jako najbardziej przyjazny dla biznesu i o największym potencjale kapitału ludzkiego.
  4. Rozwijający się przemysł motoryzacyjny. Polska ma dobrze prosperujący przemysł motoryzacyjny, w którym działa już kilku głównych światowych producentów. Istnieje także szereg zachęt ze strony Państwa mających na celu przyciągnięcie zagranicznych inwestycji do branży. W Polsce działają zarówno fabryki samochodów, producenci podzespołów, jak i centra inżynieryjne.
  5. Lokalizacja. Polska znajduje się w centrum Europy, co umożliwia łatwy dostęp do innych krajów regionu. Otwarcie hubu technologicznego w Polsce pozwoli na szybszą komunikację i współpracę z innymi oddziałami i partnerami firmy z całej Europy. Kraj posiada rozbudowaną sieć autostrad i linii kolejowych, a także nowoczesne porty i lotniska, które ułatwiają sprawną komunikację na całym kontynencie. Kraków ma dobre połączenia z innymi aglomeracjami w Polsce i ma także lotnisko międzynarodowe z dobrą siatką połączeń. Samo miasto ma piękną, historyczną architekturę, wiele atrakcji turystycznych i znajduje się blisko najwyższych polskich gór.

Czy refinansowanie pożyczki jest zawsze opłacalne?

Ponieważ na rynku usług finansowych panuje coraz większa konkurencja, zarówno banki, jak i instytucje pozabankowe oferują swoim potencjalnym klientom różnorodne zobowiązania, które są idealnie dopasowane do ich indywidualnych potrzeb. Minimum formalności, krótki czas oczekiwania na wypłatę środków, wydłużony okres spłaty, niskie koszty — właśnie na takie atuty mogą liczyć osoby potrzebujące finansowego wsparcia. Wyjątkowym produktem firm pożyczkowych jest pożyczka refinansowa, która najlepiej sprawdza się, kiedy klient ma już przynajmniej jedno zobowiązanie i nie radzi sobie z jego regulowaniem. Dowiedz się więcej już teraz.

Co to jest refinansowanie pożyczki?

Szybkie pożyczki bardzo często wywołują zbyt pochopne decyzje w zakresie skorzystania, z jak się wydaje atrakcyjnej propozycji firmy pożyczkowej. Nierzadko brak weryfikacji wypłacalności klienta sprawia, że takie zobowiązania nabywane są impulsywnie, a pożyczkobiorca traci płynność finansową i nie stać go na regularną spłatę rat. Właśnie tak powstaje pętla zadłużenia, która generuje kolejne długi i z której niezwykle trudno wyjść. 

Pożyczka refinansowa okazuje się rzeczywistym wsparciem w tak trudnej sytuacji. Refinansowanie pożyczki polega na zaciągnięciu nowego zobowiązania, które pozwoli uzyskać środki na uregulowanie tego, z którego spłatą ma problem klient firmy pożyczkowej. Jakie zalety wykazuje pożyczka refinansowa, skoro pożyczkobiorca nie uwalnia się przecież od zobowiązań finansowych, spłaca jedno, ale nabywa kolejne? Tego rodzaju finansowe wsparcie jest przede wszystkim udzielane z wydłużonym okresem spłaty, przez co raty zostają podzielone na większą liczbę, za to o mniejszej wartości. Z takimi płatnościami na pewno poradzi sobie klient. 

Kiedy refinansowanie pożyczki naprawdę się opłaca?

W najlepszej sytuacji są osoby, które nie muszą korzystać z ofert firm pożyczkowych, natomiast trzeba przyznać, że takie szczęście mają tylko nieliczni. Jeśli już musisz skorzystać z tego rodzaju finansowej pomocy, potrzebujesz pieniędzy „na już”, w ramach niespodziewanych wydatków czy tzw. czarnej godziny, dokładnie zweryfikuj warunki współpracy z firmą pożyczkową. 

Jeśli chcesz pozbyć się pożyczki wziętej na nieatrakcyjnych, nieopłacalnych warunkach, których nie udaje Ci się spełnić, nie generuj jeszcze większych długów, ale zdecyduj się na refinansowanie pożyczki. Pamiętaj jednak, aby wybrać ofertę dopasowaną wedle własnych potrzeb i możliwości spłaty. Opłacalna pożyczka refinansowa to zobowiązanie, które charakteryzuje się:

  • wydłużonym okresem spłaty, 
  • ratami o mniejszej wartości, 
  • korzystnym oprocentowaniem, 
  • mniejszymi kosztami całkowitymi, aniżeli pożyczka spłacana na dotychczasowych warunkach. 

Uwzględnij, że każda instytucja pozabankowa realizuje własną politykę współpracy ze swoimi klientami, dlatego oferty zobowiązań mogą być różne. Najlepiej, jeśli skorzystasz z rankingu pożyczek refinansowych oraz kalkulatora pożyczkowego, aby dokonać analizy wybranego wsparcia.

Jak obliczyć VAT od sprzedaży?

Rozliczenia podatku VAT od sprzedaży dotyczą wszystkich firm prowadzących działalność handlową w kraju i za granicą. Obliczanie podatku VAT polega na zastosowaniu prostego wzoru matematycznego. Wystarczy pomnożyć wartość faktury netto przez obowiązującą stawkę VAT.

VAT od sprzedaży – obliczenia krok po kroku

Obliczanie podatku VAT wymaga znajomości aktualnych przepisów podatkowych oraz stawek VAT dla konkretnych towarów. Zanim przejdziesz do dokładnych obliczeń, musisz rozróżniać cztery kategorie podatkowe:

  • 0% – to stawka preferencyjna stosowana dla wewnątrzwspólnotowej dostawy towarów oraz eksporcie.
  • 5% – obniżony VAT na podstawowe produkty żywnościowe, artykuły dla niemowląt i książki.
  • 8% – stawka VAT, która obejmuje budownictwo związane z programami mieszkaniowymi, usługi kulturalne oraz sport i rekreację.
  • 23% – podstawowa wartość stawki VAT dla towarów i usług.

Aby obliczyć VAT od sprzedaży, pomnóż całkowitą wartość netto towarów na fakturze przez obowiązującą stawkę podatku. Do wykonania kompletnych obliczeń potrzebujesz wszystkich faktur sprzedażowych za wybrany okres. Jako nowa firma możesz realizować rozliczenia kwartalnie. Starszych przedsiębiorców obowiązują rozliczenia miesięczne. Po zsumowaniu wyników obliczeń z poszczególnych faktur dowiesz się, ile wynosi całkowity koszt podatku VAT od sprzedaży.

Nie masz doświadczenia w finansach? A może nie chcesz narażać się na błędy w dokumentach księgowych? Skorzystaj z profesjonalnej pomocy w automatyzacji rozliczeń podatku VAT od sprzedaży. Sprawdź: taxology.co/pl/.

VAT od sprzedaży – jakie są terminy składania deklaracji?

Wiedza, jak obliczyć VAT od sprzedaży to nie wszystko. Jako przedsiębiorca musisz też dochować określonych terminów składania deklaracji podatkowych do urzędu. W Polsce obowiązują terminy rozliczeń:

  • do 25. dnia następnego miesiąca – w przypadku rozliczenia miesięcznego,
  • do 25. dnia miesiąca następującego po kolejnym kwartale – w przypadku rozliczenia kwartalnego.

Uwaga! Urząd Skarbowy za każdy dzień zwłoki może obciążyć przedsiębiorcę odsetkami karnymi. Na tę chwilę stawka podstawowa dla odsetek wynosi 8% rocznie od wartości całkowitego  zobowiązania. A może interesują Cię terminy rozliczeń podatkowych w innych krajach Europy? Jeśli prowadzisz sprzedaż na Amazonie, sprawdź terminy deklaracji VAT w popularnych krajach handlowych: https://taxology.co/pl/blog/vat-terminy.

VAT od sprzedaży a sprzedaż międzynarodowa

Przedsiębiorca zobowiązany do opłacenia VAT-u od sprzedaży może zdecydować się na rozliczenie VAT OSS. To uproszczona procedura stworzona z myślą o przedsiębiorcach handlujących na arenie międzynarodowej przez internet. Dzięki temu firmy e-commerce mogą rozliczać podatek VAT na podstawie jednej deklaracji i płatności. 

Wystarczy zgłosić VAT OSS w kraju, gdzie znajduje się siedziba przedsiębiorstwa. W takiej sytuacji wystarczy złożyć deklarację podatkową raz na kwartał. System VAT OSS przydzieli płatności do odpowiednich krajów, gdzie należny był podatek VAT od sprzedaży towarów.

Czy wiesz, jakie podatki obowiązują sprzedawców w e-commerce? Sprawdź tutaj: https://pasjabiznesu.pl/jakie-podatki-obowiazuja-sprzedawcow-w-e-commerce/

Wyposażenie instalacyjne do domu: gdzie je znaleźć?

Dostęp do bieżącej ciepłej i zimnej wody, oświetlenie czy ogrzewanie to minimum wyposażenia każdego domu. Jak bowiem funkcjonować bez tak podstawowych instalacji? Trudno to sobie wyobrazić przy tak zaawansowanych nowinkach technologicznych. Aby jednak móc się nimi cieszyć, wpierw konieczne jest ich zamontowanie. Gdzie nabyć niezbędne wyposażenie? Odwiedź sklep instalacyjny!

Czym jest hurtownia instalacyjna?

Hurtownia instalacyjna to miejsce, w którym zakupisz wszelkie niezbędne sprzęty i akcesoria z zakresu branży inżynieryjno-sanitarnej. Co to dokładnie oznacza? Mniej więcej tyle, że w jednym miejscu możesz nabyć instalacje sanitarne do łazienki, toalety i kuchni czy instalacje grzewcze i niezbędne do nich pompy ciepła. Nie są to oczywiście jedyne produkty, jakie znajdziesz w tym miejscu. Koniecznie odwiedź sklep instalacyjny Skarsan, by się przekonać, jak wiele rozwiązań może Ci zaproponować!

Sklep instalacyjny: co można w nim znaleźć?

Zarówno przy wyposażaniu nowego domu, jak i gruntownym remoncie tego już zamieszkanego, niezbędne będzie różnorodne wyposażenie instalacyjne. Bez niego komfort korzystania z mieszkania, ale i często bezpieczeństwo, nie będą na najwyższym poziomie, dlatego też ich zakup jest koniecznością. Co dokładnie zaproponować może hurtownia instalacyjna? Jest to kilka działów, do których zdecydowanie warto zajrzeć.

Hurtownia sanitarna – wyposażenie łazienek i kuchni

Technika sanitarna umożliwia korzystanie z dostępu do bieżącej wody w obrębie łazienki czy kuchni, dlatego też jest niezbędnym zakupem do każdego domu. Sklep sanitarny proponuje różnorodne wyposażenie sanitarne, m.in. pod postacią baterii łazienkowych, baterii kuchennych czy zlewozmywaków. Obszerna oferta pozwala na znalezienie najpraktyczniejszego, a jednocześnie najbardziej estetycznego elementu do własnej przestrzeni, dlatego warto się z nią zapoznać bez wychodzenia z domu w sklepie internetowym.

Ogrzewanie domu: zimowy komfort na wyciągnięcie ręki

Chłodne jesienne wieczory, mroźne zimowe poranki i nieprzyjemne początki wiosny przyczyniają się do nieprzyjemnej aury panującej w domu. Aby się jej pozbyć i móc się cieszyć ciepłym, przytulnym wnętrzem, niezbędne jest ogrzewanie domu. Wyposażenie instalacyjne z tym związane znajdziesz w sklepach instalacyjnych. 

Jaka technika grzewcza będzie najlepsza? Wiele zależy od Twoich oczekiwań i upodobań. Z pewnością warto stawiać na nowoczesne rozwiązania, np. takie jak pompy ciepła. Dlaczego? Duża wydajność, oszczędność energetyczna i niski poziom wytwarzanego hałasu to tylko niektóre wartości, jakie przemawiają za ich wyborem. Pompy ciepła są urządzeniami grzewczymi, wykorzystującymi energię pozyskaną z otoczenia, żeby ogrzać dany budynek. To sprawia, że są znacznie przyjaźniejsze środowisku niż klasyczne kotły, a tym samym warto rozważyć ich instalację we własnym domu. Rozejrzyj się wśród proponowanych przez hurtownię instalacyjną rozwiązań i wybierz najbardziej dostosowany do Twoich oczekiwań system ogrzewania.

Hurtownia klimatyzacji i wentylacji

Każdy dom czy mieszkanie wymaga odpowiedniego systemu wentylacji. Zbyt duża wilgotność powietrza czy wahania i różnice temperatur między wewnętrzną a zewnętrzną częścią to czynniki, które będą prowadziły do powstania idealnego środowiska dla wielu grzybów i drobnoustrojów chorobotwórczych. Brak dostępu do świeżego powietrza nie będzie też sprzyjał dobremu samopoczuciu domowników – towarzyszyć im będzie zmęczenie, senność, a często także bóle głowy. A to tylko niektóre powody wskazujące na to, jak ważna jest obecność wentylacji. Nie czekaj, zajrzy do hurtowni instalacyjnej i nabądź niezbędne wyposażenie.

W dzisiejszym budownictwie podstawą wyposażenia staje się również klimatyzacja. Upalne lato potrafi zmęczyć, a brak wytchnienia przekłada się na ciągłe zmęczenie domowników. Z tego też powodu warto odwiedzić instalacyjny sklep – klimatyzacja dostępna w jego ofercie przyniesie znaczną ulgę w gorące dni.

Baterie umywalkowe czy zlewozmywakowe, pompy ciepła i klimatyzacja nie są oczywiście jedynym dostępnym w hurtowniach instalacyjnych asortymentem. Znajdziesz w nich o wiele więcej! Zajrzyj do jednej z nich, np. Skarsanu, i wybierz wyposażenie instalacyjne, którego aktualnie potrzebujesz.

Skutki nowej ustawy antylichwiarskiej widoczne w styczniowych danych rynku pożyczkowego

W grudniu 2022 r. wg danych CRIF wartość finansowania w segmencie tradycyjnych pożyczek wyniosła 1,3 mld. Rynek zanotował wtedy spadek wartości finansowania względem listopada (- 7,4 proc.) Liczba udzielonych pożyczek w ujęciu miesięcznych także nieznacznie zmalała (-2,1  proc.) . W tym samym okresie rynek pożyczek buy now and pay later (BNPL) udzielił finansowania o wartości 215,2 mln PLN z dynamiką -16 proc. m/m i + 140,6 proc. r/r.

W grudniu oba segmenty rynku zanotowały  spadki w ujęciu miesięcznym.– mówi Agnieszka Wachnicka, Prezes Fundacji Rozwoju Rynku Finansowego. – W przypadku tradycyjnego rynku pożyczek pozabankowych na zahamowanie sprzedaży prawdopodobnie wpłynęła nowa ustawa antylichwiarska, której część zapisów weszło w życie 18 grudnia. Jeśli chodzi o segment BNPL pomimo spadku w porównaniu do listopada, grudniowe dane pozostają bardzo dobre i wyższe chociażby od sprzedaży w październiku. Może to oznaczać, że spadek w ujęciu miesięcznym to efekt wysokiej bazy w listopadzie, będącej wynikiem m.in.  promocji black friday napędzających sprzedaż online.– dodaje Agnieszka Wachnicka.

Rynek pożyczkowy w styczniu

W styczniu br. wg. danych CRIF wartość finansowania w tradycyjnym sektorze pożyczek pozabankowych wyniosła 1,07 mld PLN. Rynek zanotował spadek wartości udzielonego finansowania o 17,8 proc. względem grudnia 2022 r., a liczba udzielonych pożyczek spadła o 2 proc. m/m. Jeśli chodzi o ujęcie roczne zmiany wyniosły odpowiednio 10,7 proc. oraz 14,4 proc. na plus.

Średnia kwota udzielonej pożyczki wróciła do poziomu poniżej 4 tys. PLN i wyniosła 3482 PLN. Zanotowano spadek zarówno w ujęciu rocznym jak i miesięcznym odpowiednio o 3,2 i 16,1 proc.

Dane sektora BNPL za grudzień

W grudniu rynek płatności odroczonych miał wartość na poziomie ok 16 proc. finansowania udzielonego przez firmy pożyczkowe. Dane z sektora BNPL pokazują wartość udzielonego finansowania w grudniu na poziomie 215,2 mln PLN, co oznacza spory spadek względem poprzedniego miesiąca (-16 proc. m/m). Liczba pożyczek BNPL także spadła w tym okresie (– 10,1 proc.  m/m). Średnia wartość pożyczki zmalała o 6,6 proc. względem listopada. W ujęciu rocznym nadal utrzymuje się trzycyfrowa dynamika wzrostu sprzedaży, co wynika z wczesnej fazy rozwoju tego produktu w Polsce. Możemy natomiast obserwować spadek średniej wartości pożyczki w formie płatności odroczonej w porównaniu do analogicznego okresu 2021 r (-17,2 proc.)

Choć w  grudniu 2022 r. zanotowano spadki na rynku BNPL, to i tak liczba transakcji zaraportowanych w tym segmencie była ponad dwa razy wyższa niż na rynku tradycyjnym. Możemy zaobserwować także spadek wartości średniej udzielonej pożyczki w formie płatności odroczonej. Oznacza to, że ta wartość już od trzech miesięcy kształtuje się na poziomie nie przekraczającym 300 zł.   podkreśla Piotr Badura, wiceprezes CRIF.

Czy polskie meble podbiją USA?

Stany Zjednoczone są największym odbiorcą mebli na świecie. Mimo, iż wśród głównych dostawców tego asortymentu prym wiodą Chiny, to ostatnie problemy z zaopatrzeniem z Azji, skłaniają coraz częściej amerykańskich dystrybutorów do szukania alternatywy. To otwiera szanse na coraz większy udział w tym gigantycznym rynku przed polskimi producentami mebli. Sprawdźmy, jak nasze firmy wykorzystają swój czas.

USA to największy importer polskich mebli poza Europą. Według danych Eurostat, w 2021 roku wartość polskiego eksportu mebli do tego kraju osiągnęła wartość 432 mln euro, co stanowi 25-procentowy wzrost w stosunku do 2020 roku. Warto dodać, że w roku ubiegłym, tylko w samym okresie styczeń-sierpień eksport polskich mebli do USA wyniósł aż 384 mln euro – to niemal tyle, co w całym 2018 roku. W dużej mierze jest to zasługa, koordynowanych przez Ogólnopolską Izbę Gospodarczą Producentów Mebli, polskich wystąpień narodowych na największych targach meblowych na świecie, które odbywają się dwa razy w roku w High Point w USA. Targi te gromadzą około 2 tys. wystawców i przyciągają ponad 75 tys. osób związanych z branżą meblarską. Do dyspozycji meblarzy z całego świata oddawane jest około 1 mln mkw. powierzchni wystawienniczej w 180 budynkach. W ostatniej, jesiennej edycji imprezy, w ramach wspólnego pawilonu narodowego zaprezentowały się firmy: Black Red White, Meble Wójcik, Wajnert Meble, Timbart.net, Intermeble i Homenestry. Zapytaliśmy niektóre z nich, jak oceniają swój udział w targach High Point, skąd bierze się ich zdaniem zainteresowanie naszymi meblami w USA oraz jak polskie firmy mogą zaistnieć na amerykańskim rynku.

Kamil Kaczmarek, Export Department Director, Black Red White

Charakter targów High Point Market jest nieco inny niż większości targów w Europie. Odwiedzających stoiska jest mniej, natomiast spotkania są bardzo konkretne i ukierunkowane na nawiązanie współpracy. Mało odwiedzających przychodzi spontanicznie po prostu się rozejrzeć. Jesienne targi w High Point były dla nas drugą edycją, na której zaprezentowaliśmy naszą ofertę. W ciągu kilku dni targów odbyliśmy kilkadziesiąt spotkań z kontrahentami z Ameryki Północnej. Część z nich to firmy, z którymi relacje nawiązaliśmy wcześniej i już z nimi współpracujemy. Zorganizowaliśmy też spotkania z nowymi kontrahentami, do których wkrótce rozpoczniemy dostawy. Moim zdaniem dobrze działa formuła polskiego stoiska agregującego różnych dostawców. Dzięki temu, oprócz budowania indywidualnego wizerunku każdej z firm, prezentujemy Polskę jako jednego z liderów produkcji i eksportu mebli na świecie.

Zainteresowanie polskimi meblami to efekt pracy polskich producentów, w tym Black Red White, na rynku amerykańskim w ostatnich latach. Jesteśmy w stanie zaoferować bardzo dobrą jakość naszych produktów w atrakcyjnych cenach. Dużym atutem polskich producentów jest elastyczność i umiejętność adaptacji do nieco innych standardów i wymagań amerykańskiego rynku. Sprzyja nam też chęć dywersyfikacji portfela dostawców przez największe sieci handlowe w USA.

Rynek Ameryki Północnej jest ogromny i bardzo zróżnicowany. Bogactwo stylów, wzornictwa oraz różnych segmentów cenowych stwarza możliwości zaistnienia wielu producentom. Bardzo ważne są odpowiednio duże moce produkcyjne, szybki czas wdrażania nowych produktów i wysoka jakość. Dla mnie bardzo istotne jest to, że znajdujemy tam zainteresowanie niemal wszystkimi kategoriami produkowanych przez Black Red White mebli – począwszy od mebli skrzyniowych, stołów i krzeseł, po meble tapicerowane. Zaistnienie na tym rynku wymaga jednak zaangażowania i cierpliwości.

Piotr Wójcik, Prezes Meble Wójcik

Ostatnia edycja targów w High Point była debiutem targowym Meble Wójcik na rynku amerykańskim i jednocześnie sporym wyzwaniem. Mimo, że na targach wystawiamy się jako firma od 30 lat, to specyfika tego rynku jest całkowicie inna i wymaga od nas nowego podejścia. Główny cel, jaki sobie postawiliśmy, to przede wszystkim nauka tej specyfiki, poznanie reguł rządzących targami w High Point i nawiązanie relacji biznesowych, które będziemy mogli rozwijać wraz z kolejnymi edycjami.

Ameryka potrzebuje alternatywy dla mebli z Azji, co dobitnie pokazał czas pandemii. Kupcy amerykańscy coraz łaskawszym okiem patrzą na Europę Środkowo-Wschodnią jako bezpieczne i atrakcyjne miejsce do zakupu mebli. Dla amerykańskich kontrahentów liczy się zdecydowanie stabilna jakość naszej produkcji, elastyczność serwisu oraz konkurencyjność cenowa. O ile z pierwszymi dwoma elementami polscy producenci nie mają problemu, o tyle z tym trzecim wiąże się również stabilna polityka państwa w stosunku do całego sektora drzewnego, czyli przede wszystkim pełen dostęp do konkurencyjnego cenowo surowca oraz utrzymanie przez Lasy Państwowe certyfikacji FSC, która jest powszechnie respektowaną przepustką dla mebli i innych produktów na globalne rynki.

Uważam, że jest to dobry czas dla polskich mebli na rynku amerykańskim – musimy go właściwie wykorzystać i pokazać się jako rzetelny, jakościowy i elastyczny dostawca. Jeśli teraz przekonamy do siebie kupców amerykańskich, mamy szansę na stałe zakorzenić się na rynku za oceanem. Zdecydowanie większe szanse na zaistnienie na rynku USA upatruję we wspólnej promocji polskich mebli. Nie ma znaczenia, czy na jednym stoisku czy kilku niezależnych, sąsiadujących ze sobą. Chodzi o występowanie jako konkretna meblarska siła, która ma większy potencjał w przypadku wspólnej prezentacji.

Monika Henke, Dyrektor ds. Rozwoju i Innowacji, Intermeble

Jesteśmy bardzo zadowoleni z uczestnictwa w targach w High Point. Była to fantastyczna okazja do zaprezentowania naszych produktów. Podobał nam się poziom zainteresowania i zaangażowania uczestników. Cieszymy się, że mogliśmy poznać wielu nowych klientów i usłyszeć ich opinie na temat naszej oferty. Kontakt z innymi firmami i poznanie trendów meblowych na rynku USA były wartościowym doświadczeniem. Przed nami kolejne edycje, które ufamy okażą się owocne i przyniosą konkretne efekty w postaci nawiązanych relacji handlowych. Przy tej okazji pragniemy podziękować wszystkim, którzy odwiedzili nasze stoisko i przyczynili się do sukcesu targów!

Z czego wynika zainteresowanie polskimi meblami w Stanach Zjednoczonych?  Myślę, że jednym z ważniejszych aspektów jest to, że Polska jest znaczącym producentem mebli w skali światowej. Rodzima branża meblowa ma poważny potencjał eksportowy, co nie jest bez znaczenia w kontekście ogromnej skali i potrzeb rynku USA. Ponadto uważamy, że produkcja mebli w Polsce znana jest z wysokiej jakości oraz konkurencyjnych cen.  Są to wystarczające powody, aby Stany Zjednoczone okazały zainteresowanie polskimi meblami i upatrywały w nas solidną alternatywę dla innych rynków, chociażby Chin.

Jeśli chodzi o szanse na zaistnienie na rynku amerykańskim, w naszej opinii, jedną z ważniejszych kwestii jest właściwe poznanie rynku amerykańskiego, zrozumienie sposobu jego działania i organizowania kanałów sprzedaży. Aby na nim skutecznie zaistnieć, niezbędnym wydaje się także skorzystanie z dostępnych form, dających możliwości prezentacji firmy oraz jej oferty i możliwości produkcyjnych. Nie sposób nie wspomnieć ponadto o odpowiednim rozpoznaniu rodzaju asortymentu, obowiązującej kolorystyki oraz gabarytów mebli, bowiem produkty meblowe sprzedawane w USA różnią się znacząco od mebli sprzedawanych w Europie. Aby z powodzeniem sprzedawać meble na rynku amerykańskim, koniecznym wydaje się zatem właściwe dostosowanie kolekcji.

Magdalena Cierniewska, Sales Director, Homenestry (PUR)

Niezmiennie od 2003 roku Polska plasuje się w pierwszej 10-tce rankingu zarówno produkcji, jak i eksportu mebli. Dotychczas ich największym odbiorcą był nasz zachodni sąsiad, Niemcy. Sytuacja geopolityczna na świecie w ostatnich latach, a w szczególności trudne relacje pomiędzy potentatami rynku meblarskiego, USA i Chinami, zachwiały dotychczasowym statusem quo. Wojna handlowa i wzrastające koszty transportu zmusiły amerykańskich dystrybutorów do poszukiwania innego, stabilnego szlaku dostaw. Wielu polskich producentów, włączając Homenestry, spostrzegło wówczas możliwość ekspansji swoich wyrobów na ten rynek.

USA to największy rynek meblarski na świecie i poza Europą największy odbiorca polskich mebli. Wysoka klasyfikacja w rankingach nie zagwarantowała jednak rozpoznawalności Polakom. Wizerunek polskich mebli nadal skoncentrowany jest wokół niskiej ceny i wysokiej jakości. Budowanie silnej polskiej marki jest szczególnie istotne dla takich firm, jak Homenestry, gdzie poza jakością ogromny nacisk kładziemy na design, innowacyjność i dobór najwyższej klasy naturalnych tkanin. Udział w targach High Point, z ponad 100-letnią tradycją, to szansa nie tylko na zaistnienie na lokalnym rynku, ale również możliwość wzmocnienia rozpoznawalności polskich mebli na wschodnim wybrzeżu USA.

Jeff Holmes – amerykański specjalista w obszarze międzynarodowego rynku meblowego, podkreśla wagę i istotę zgłębienia i zrozumienia rynku, na którym chcemy operować. Był to jeden z celów, który chcieliśmy osiągnąć podczas wizyty w Karolinie Północnej. Uczestnictwo w targach w High Point zdecydowanie pomogło nam poszerzyć wiedzę z tego obszaru i jeszcze lepiej zrozumieć potrzeby jego konsumentów. Targi od lat przyciągają rzeszę profesjonalistów, designerów, architektów wnętrz, analityków biznesowych i inwestorów, dywersyfikując tym samym kanały marketingowe i źródło wiedzy.

Nasza obecność w High Point była dla nas szczególnie istotna, jako że był to nasz debiut w rozumieniu ogólnym, jak również na arenie międzynarodowej. Cieszymy się, że mogliśmy wystartować z tak silnej pozycji, stając ramię w ramię z takimi markami, jak: BRW, Wajnert, Meble Wójcik, Timbart czy Intermeble.

Dolar znów umacnia się kosztem złota, ale prognozy dla kruszcu wciąż dobre

Złoto w minionym tygodniu traciło zarówno w dolarze amerykańskim, jak i w polskim złotym. Cena kruszcu jest obecnie nieznacznie niższa niż na początku roku. Pomimo ostatnich spadków, aktualne prognozy dla królewskiego metalu nadal są optymistyczne.

Problemem dla ceny złota jest tradycyjnie dolar amerykański, który umocnił się po publikacji dobrych danych makroekonomicznych wskazujących na możliwość dalszych podwyżek stóp procentowych, a także po rozczarowujących odczytach inflacji za styczeń.

Jest to pewna zmiana w stosunku do tego, jak sytuacja wyglądała jeszcze kilka tygodni temu, kiedy negatywne dane otwierały perspektywę nawet do obniżki stóp procentowych jeszcze w tym roku. To pokazuje, że na dobrą sprawę trudno przewidzieć, jak do końca zachowa się amerykańska gospodarka, a co za tym idzie – dolar i złoto.

Pomimo ostatnich spadków, które trwają niemal od początku lutego, aktualne prognozy dla złota pozostają optymistyczne. Bloomberg Intelligence zakłada w razie recesji cenę na poziomie 2 000 USD, podobnie jak Bank of America, HSBC Securities – 2 005 USD, zaś UBS – 2 050 USD.

Średnia z ponad 50 prognoz, zebranych przez nas w raporcie podsumowującym rynek złota w 2022 roku, który wkrótce zostanie opublikowany, wynosi 2 180 USD za uncję. Wskazuje to, iż wielu analityków i ekonomistów dostrzega spore ryzyko w działaniach FED i innych banków centralnych.

FED znów “jastrzębi”

Rozczarowujący odczyt inflacji za styczeń oraz nieoczekiwanie dobre dane makroekonomiczne, świadczące o dużej odporności amerykańskiej gospodarki, spowodowały, że „jastrzębie” głosy w FED znów zyskały na sile. Aktualnie stopy procentowe w USA znajdują się na poziomie 4,5-5,75 proc., jednak obecnie mówi się o tym, że sięgną nawet 6 proc. To oznacza mocniejszego dolara i tańsze złoto – oczywiście do czasu.

Potencjalne zaostrzenie polityki banku centralnego zaowocowało sporymi przecenami na Wall Street. Traciły najważniejsze indeksy – Dow Jones Industrial Average zakończył 1,02 proc. na minusie, S&P500 stracił 1,05 proc., zaś Nasdaq Composite aż 1,69 proc. Na fali obaw o wzrost kosztu pieniądza tanieje także ropa naftowa, i to pomimo gróźb ze strony Rosji i potencjalnym ograniczeniu eksportu do zachodnich portów.

W NBP bez zmian

Podczas swojego wystąpienia na Światowym Kongresie Kopernikańskim w Toruniu Adam Glapiński zapowiedział, że inflacja znajdzie się na „dobrym poziomie” dopiero w 2025 roku. Jednak już na koniec tego roku możemy spodziewać się inflacji jednocyfrowej, zaś obniżki stop procentowych zobaczymy nie wcześniej niż w przyszłym. Glapiński przyznał także, że wpływ pandemii (czyt. dodruku pieniądza) na inflację był wyższy niż sądzono.

RPP utrzymuje stopy procentowe na poziomie 6,75 proc. od października ubiegłego roku. Ostatni, wstępny odczyt inflacji dotyczy stycznia, kiedy to ceny wzrosły o 17,7 proc. r/r, względem 16,5 proc. w grudniu. Według prognoz w lutym ceny będą rosły w tempie 19 proc.

Michał Tekliński, dyrektor ds. rynków międzynarodowych w Grupie Goldenmark

Członkowie zarządu Grupy Radiowej Agory wzmacniają Eurozet – Maciej Strzelecki został prezesem, a Adam Fijałkowski wiceprezesem Eurozetu

Od 27 lutego 2023 r. zarząd Eurozetu działa w nowym składzie. Funkcję prezesa objął Maciej Strzelecki, zaś wiceprezesa Adam Fijałkowski – obaj pełnią te funkcje też w Grupie Radiowej Agory. Stanowisko członka zarządu Eurozetu odpowiedzialnego za finanse nadal będzie zajmować Tomasz Zakrzewski, co zapewni ciągłość funkcjonowania spółki.  

Eurozet, nad którym Agora przejęła kontrolę 27 lutego 2023 r., ma nowy zarząd. Decyzją Nadzwyczajnego Zgromadzenia Wspólników Eurozet Sp. z o.o. w jego skład wchodzą Maciej Strzelecki jako prezes oraz Adam Fijałkowski jako wiceprezes, czyli szefowie Grupy Radiowej Agory, którzy jednocześnie zachowują pełnione przez siebie dotychczas funkcje. W zarządzie Eurozetu pozostaje Tomasz Zakrzewski, odpowiedzialny za finanse. Zmiana ma zapewnić efektywne wykorzystanie sił obu organizacji oraz stworzenie wspólnej oferty handlowej połączonych grup radiowych.

– Połączenie Grupy Radiowej Agory i Eurozetu to początek zupełnie nowego etapu dla radia w Polsce – w szczególności dla naszych partnerów biznesowych. Cieszę się, że łączymy nasze siły z zespołem wybitnych dziennikarzy, świetnych prezenterów oraz wielu innych specjalistów tworzących stacje Eurozetu i całą ofertę tej grupy. Po długim czasie oczekiwania i wbrew wielu przeciwnościom w końcu możemy przystąpić do realizacji zaplanowanych działań – ich celem jest zbudowanie grupy radiowej gotowej na walkę o status lidera rynku radiowego w Polsce komentuje Maciej Strzelecki, nowy prezes zarządu Eurozetu, prezes Grupy Radiowej Agory. 

Grupa Radiowa Agory i Eurozet w pierwszej kolejności zamierzają skoncentrować się na stworzeniu nowej, wspólnej oferty dla swoich klientów reklamowych, przy jednoczesnym zachowaniu obecnych formatów wszystkich dziewięciu rozgłośni (Radio TOK FM, Radio Pogoda, Radio Złote Przeboje, Rock Radio, Radio ZET, Chillizet, Antyradio, Meloradio i Radio Plus).

– Rozpoczynamy nowy rozdział w historii polskiego rynku radiowego. Nasze łączne portfolio to dziewięć wyjątkowych stacji radiowych, których słucha każdego tygodnia ponad 18 milionów dorosłych Polaków. Warto podkreślić, że w ostatnich trzech latach Grupa Radiowa Agory notowała najwyższą dynamikę wzrostu udziału w słuchalności wśród wszystkich nadawców – na poziomie ponad 21 procent. W połączeniu z potencjałem Eurozetu stawia nas to w doskonałej sytuacji wyjściowej do walki o pozycję numer 1. – stwierdza Adam Fijałkowski, wiceprezes zarządu w Grupie Radiowej Agory i Eurozecie.

Maciej Strzelecki – prezes Eurozetu, prezes Grupy Radiowej Agory

Od lipca 2013 r. kieruje Grupą Radiową Agory Sp. z o.o. Odpowiada m in. za sprzedaż, IT i sprawy administracyjne. Pod jego kierownictwem w ciągu 5 lat, dzięki reorganizacji sprzedaży bezpośredniej oraz rozwojowi działalności brokerskiej na rynku agencyjnym, Grupa Radiowa Agory zwiększyła przychody o 40%, jednocześnie 2,5-krotnie zwiększając zysk na poziomie EBITDA. Dodatkowo spółka założyła Doradztwo Mediowe i działający w jego strukturach Tandem Audio Broker (wcześniej Tandem Media) – zespoły sprzedażowe oferujące klientom usługi związane z zakupem reklamy w radiostacjach Agory i rozgłośniach zewnętrznych, a także coraz popularniejszej reklamy audio.

Z radiem związany jest od 1994 r., kiedy ruszyła współtworzona przez niego stacja radiowa Stowarzyszenia Jowisz w Jeleniej Górze – Radio Jowisz. W Agorze pracuje od 2001 r. Początkowo zarządzał stacjami radiowymi w Jeleniej Górze i Wałbrzychu, następnie był dyrektorem operacyjnym regionu śląskiego Grupy Radiowej, później – regionu centralnego. W 2005 r. został powołany do zarządu Grupy Radiowej Agory.

Adam Fijałkowski – wiceprezes Eurozetu, wiceprezes Grupy Radiowej Agory

Adam Fijałkowski – wiceprezes Eurozetu, wiceprezes Grupy Radiowej Agory 
Adam Fijałkowski – wiceprezes Eurozetu, wiceprezes Grupy Radiowej Agory

Od 2007 r. jest związany z Grupą Radiową Agory, początkowo jako dyrektor programu i promocji, obecnie jako wiceprezes zarządu odpowiedzialny za działalność programową i marketingową. Zajmuje się rozwojem stacji nadających w eterze – zgodnie z założoną strategią pozyskał dla GRA ponad 20 nowych częstotliwości w postępowaniach organizowanych przez KRRiT. W ostatnich latach z sukcesem wprowadził na rynek nową markę Radio Pogoda – unikatową na polskim rynku stację zaprojektowana dla srebrnego pokolenia, czyli starszych słuchaczy. Odpowiada też za rozszerzenie działalności Radia TOK FM w świecie cyfrowym, m.in. uruchomienie 8 lat temu płatnego dostępu do treści audio – na koniec października 2022 r. liczba wykupionych dostępów Premium TOK FM przekroczyła 30 tys. Od momentu, w którym został odpowiedzialny za wszystkie programy Grupy Radiowej Agory, jej udział w rynku słuchalności wzrósł o ponad 70%.

W branży radiowej pracuje od ponad 30 lat. Zaczynał jako dziennikarz i prezenter regionalnej stacji Polskiego Radia w Gdańsku, gdzie m.in. pełnił funkcje kierownika redakcji i sekretarza programu. W latach 2001 – 2006 zajmował stanowisko Zastępcy Dyrektora Programu Trzeciego Polskiego Radia. Dzięki całościowej reformie stacji podniósł słuchalność Trójki o 40%, zdobywając ponad 600 tys. nowych słuchaczy.

Tomasz Zakrzewski – członek zarządu i dyrektor finansowy Eurozetu

Tomasz Zakrzewski - członek zarządu i dyrektor finansowy Eurozetu 
Tomasz Zakrzewski – członek zarządu i dyrektor finansowy Eurozetu

Od września 2020 r. pełni funkcję członka zarządu Eurozet Sp. z o.o., odpowiadając za obszar finansów, płac i administracji. W tym okresie Grupa Eurozet odnotowała historycznie najlepsze wyniki zarówno po stronie sprzedaży, jak i zyskowności. Ma 28 lat doświadczenia w finansach, w tym kilkanaście z pracy w firmach medialnych.

Swoją karierę zawodową rozpoczął 28 lat temu w firmie PriceWaterhouse (obecnie PwC), z którą był związany do 2000 r. Początkowo pracował w dziale audytu, a następnie był Managerem w dziale Business Process Outsourcing. Największy zrealizowany projekt to przeniesienie operacji finansowych klienta z fabryk zlokalizowanych we Francji i Wielkiej Brytanii do Polski. Później związany był z branżą mediową – pełnił funkcję Dyrektora Finansowego w Wirtualnej Polsce S.A. oraz – przez prawie 10 lat – w Grupie Reklamowej HAVAS. Zajmował w niej stanowisko CFO, a także Prezesa Zarządu spółki holdingowej HHP oraz spółki Euro RSCG Digital. Po odejściu z Havas otworzył własną spółkę, w której realizował projekty z obszaru digital i doradztwa. Jeden z nich, związany z wdrożeniem hurtowni danych Business Intelligence, zaowocował powołaniem na stanowisko Wiceprezesa w firmie produkcyjno-handlowej Bakalland, którą przygotowywał do sprzedaży przez inwestora (fundusz inwestycyjny).

Dolar znów mocniejszy w obliczu obaw inflacyjnych

Przybywa dowodów świadczących o tym, że sporo brakuje, by ujarzmić inflację w skali globalnej i że dotychczasowe podwyżki stóp procentowych to za mało, by sprowadzić ją do celu. Dane dotyczące dynamiki cen ponownie zaskakują rynki w górę, wzrost gospodarczy doświadcza odbicia, a rynki pracy pozostają bardzo ciasne. Biorąc to pod uwagę, docelowe stopy procentowe na poziomie 6% pozostają prawdopodobne – i to nie tylko w USA.

Wieści te nie sprzyjają rynkowemu sentymentowi – obligacje i akcje ponownie spadają, a dolar doświadcza aprecjacji dzięki rosnącym oczekiwaniom w kontekście stóp procentowych Rezerwy Federalnej i swojemu statusowi safe haven. W ubiegłym tygodniu, podobnie jak w dwóch poprzednich, dolar umocnił się znacznie względem wszystkich walut G10 i większości głównych walut rynków wschodzących.

W tym tygodniu uwaga skupi się na kluczowych odczytach gospodarczych – szczególnie ze strefy euro. W piątek 03.03 opublikowane zostaną globalne wskaźniki PMI, nie powinny one jednak znacząco odbiegać od znanych już odczytów wstępnych. Dzień wcześniej, w czwartek 02.03, ukaże się niezwykle istotny wstępny raport dotyczący inflacji w strefie euro w lutym. Kolejne zaskoczenie w górę może sprawić, że rynkowe wyceny ostatecznych stóp procentowych we wspólnym bloku przekroczą poziom 4%. Naszym zdaniem to wciąż nie wysoko, biorąc pod uwagę zadanie stojące przed Europejskim Bankiem Centralnym. Oczekiwalibyśmy, że umożliwi to euro powrót do górnych granic przedziału, w którym ostatnio się znajduje.

PLN

W ubiegłym tygodniu polski złoty kontynuował umocnienie w parze z euro, będąc jedną z najlepiej radzących sobie walut w regionie. Umocnienie to jest dość ciekawe, biorąc pod uwagę szerszy kontekst, w tym wyraźne wzrosty rentowności w USA, zwyżki dolara amerykańskiego i idący za tym spadek kursu EUR/USD. Aprecjacja złotego w takim otoczeniu nie jest oczywistością. Niemniej, uzasadnione wydaje się to, że złoty odrabia wcześniejsze straty, niwelując częściowo rozbieżność, jaka pojawiła się między niedawno słabszą polską walutą i relatywnie mocniejszymi walutami regionu.

Patrząc na publikacje makro z Polski, zeszłotygodniowe odczyty twardych danych za styczeń raczej rozczarowały. Widać jednak pewną poprawę w danych ankietowych, co może nastrajać pozytywnie w kontekście przyszłości. W tym tygodniu poznamy szczegółowe dane o PKB za IV kwartał (wtorek 28.02) oraz dane PMI dla przemysłu (piątek 03.03). Jeśli dane nie będą istotnie różne od oczekiwań, reakcja złotego powinna być niewielka. Nadal będziemy skupiać się przede wszystkim na sygnałach z zewnątrz.

EUR

Opublikowane w ubiegłym tygodniu dane dotyczące strefy euro powinny położyć kres opiniom, że EBC zbliża się do końca cyklu podwyżek stóp procentowych. Wskaźniki PMI dla aktywności biznesowej w lutym zaskoczyły na plus, co naszym zdaniem oznacza, że widmo recesji w strefie euro zniknęło. Co więcej, zrewidowano w górę dane dotyczące dynamiki cen – zarówno w przypadku miary bazowej, jak i głównej.

W tym tygodniu spodziewamy się utrzymania trendów – wstępny odczyt inflacji ponownie nie powinien wskazywać na spadek miary bazowej. Jak oczekiwaliśmy, EBC coraz wyraźniej sygnalizuje, że uporczywe utrzymywanie poziomu przez tę kluczową miarę jest źródłem obaw i uzasadnia jastrzębią retorykę. Naszym zdaniem powinno to ograniczyć wkrótce ryzyko osłabienia euro względem głównych walut.

USD

Odczyty z USA potwierdziły, że gospodarka wciąż pracuje na pełnych obrotach. Dane dotyczące rynku mieszkaniowego oraz wskaźniki zaufania przedsiębiorców i konsumentów były lepsze niż oczekiwano. Co ważniejsze, również preferowana przez Fed miara inflacji (PCE) zaskoczyła w górę – nie widać już oznak jej trendu spadkowego, a wręcz wydaje się, że zaczyna ponownie rosnąć.

W tym tygodniu nie poznamy zbyt wiele danych – rynki skupiają się na kolejnym istotnym odczycie, który zostanie opublikowany tydzień później, czyli raporcie z rynku pracy w lutym. W związku z tym na razie w centrum uwagi znajdą się przemówienia członków Fedu. Oczekujemy, że w większości ponownie przybiorą jastrzębi ton, pozostawiając szanse na co najmniej trzy podwyżki stóp procentowych o 25 pb. na kolejnych posiedzeniach FOMC w marcu, maju i czerwcu.

Informacje zawarte w niniejszym dokumencie służą wyłącznie do celów informacyjnych. Nie stanowią one porady finansowej lub jakiejkolwiek innej porady, mają charakter ogólny i nie są skierowane dla konkretnego adresata. Przed skorzystaniem z informacji w jakichkolwiek celach należy zasięgnąć niezależnej porady. Ebury nie ponosi odpowiedzialności za konsekwencje działań podjętych na podstawie informacji zawartych w raporcie.

Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury

Instytucje finansowe na celowniku hakerów. Jak zapobiegać dziurom w budżecie i nie stracić zaufania klientów?

Firmy z branży finansowej są narażone na cyberataki 300 razy częściej niż przedsiębiorstwa działające w innych obszarach. Instytucje finansowe przetwarzają cenne dane dotyczące m.in. aktywów i transakcji, dlatego cyberprzestępczość jest dla nich poważnym zagrożeniem. Zapobieganie atakom utrudnia też złożoność systemów informatycznych stosowanych w instytucjach finansowych.

Naruszenia systemów bezpieczeństwa w firmach z branży finansowej stają się coraz bardziej powszechne, a ich skutki – coraz bardziej poważne. Hakerzy biorą na celownik w szczególności amerykańskie firmy finansowe – 27% globalnych cyberataków jest wymierzona właśnie w przedsiębiorstwa z USA. W następnej kolejności atakowane są instytucje finansowe z Wielkiej Brytanii, Japonii i Rosji. Również polskie instytucje finansowe narażone są na niebezpieczeństwo. Według danych Komisji Nadzoru Finansowego z lutego zeszłego roku, przeciętne polskie przedsiębiorstwo z sektora bankowego jest atakowane około tysiąc razy w tygodniu. Wprost proporcjonalnie do liczby cyberataków rosną też koszty związane z usuwaniem ich skutków. Badanie Accenture wykazało, że średni roczny koszt związany z naruszeniem danych w firmach z sektora usług finansowych wynosi już 18,5 miliona dolarów. Jednocześnie trudno oszacować wpływ, jaki cyberataki mają na reputację organizacji.

Ryzyko związane z bezpieczeństwem danych dotyczy całego procesu obsługi klienta – od korzystania z aplikacji, poprzez obsługę w placówkach finansowych, po procedurę udzielania kredytu. Wraz z rozpowszechnieniem się bankowości mobilnej klienci oczekują całodobowego dostępu do swojego konta. Dodatkowo w Polsce bardzo prężnie działają fintechy, które oferują np. wygodne opcje płatności w internecie. Tymczasem według danych ImmuniWeb, 92% mobilnych aplikacji bankowych zawiera co najmniej jedną lukę bezpieczeństwa średniego ryzyka – mówi Niklas Enge, Dyrektor Regionalny, Nordics i Polska w firmie Progress.

Monitorowanie sieci ułatwia zarządzanie bezpieczeństwem

Odpowiedzią firm na coraz częstsze i bardziej niebezpieczne cyberataki jest zwiększanie działań w zakresie bezpieczeństwa danych. Inwestują w rozszerzony monitoring infrastruktury IT, aby skanować dane w poszukiwaniu przypadków naruszeń bezpieczeństwa, awarii, złośliwego oprogramowania i innych anomalii systemowych. Co więcej, firmy wprowadzają narzędzia, które mogą zautomatyzować procesy bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę zwiększającą się liczbę ataków na systemy finansowe, automatyzacja to niezbędna funkcja. Hakerzy nie przestaną wprowadzać innowacji i szukać nowych dróg dostępu do sieci finansowych dodaje Niklas Enge.

Dostępne są jednak rozwiązania eliminujące problemy, z którymi zespoły IT w sektorze usług finansowych borykają się najczęściej. Należy do nich kompleksowy monitoring IT, czyli jedno, dobrze dobrane narzędzie, które pozwala na szczegółową obserwację infrastruktury IT, czyli serwerów, routerów, rozwiązań w chmurze, aplikacji i systemów pamięci masowej. Kolejne rozwiązanie to inteligentne powiadomienia, czyli system alertów, który natychmiast sygnalizuje każdą niepokojącą aktywność. Należy pamiętać, że zbyt duża liczba alertów może przytłoczyć zespół IT. Według badań przeprowadzonych przez Ovum, ponad jedna trzecia (37%) banków dziennie otrzymuje średnio 200 tys. powiadomień związanych z bezpieczeństwem.  Ważne jest także szczegółowe monitorowanie ruchu sieciowego, aby sprawdzić, którzy użytkownicy, aplikacje i urządzenia zużywają najwięcej pasma. Nietypowe wykorzystanie i skoki aktywności mogą wskazywać na problem z bezpieczeństwem. Instytucje finansowe nie mogą zapomnieć o konfiguracji sieci w celu zabezpieczenia się przed przypadkowymi lub złośliwymi zmianami konfiguracji urządzeń sieciowych. Istotne jest również zarządzanie logami – monitorowanie ich i ustawianie alertów dla meta trendów, takich jak zmiany objętości oraz filtrowanie i archiwizowanie logów przez dowolny okres przechowywania, aby spełnić wymagania prawne.

Dodatkowe środki bezpieczeństwa

– Monitorowanie infrastruktury IT to podstawowa linia obrony instytucji finansowej przed cyberatakami. Firmy mogą korzystać z własnych polityki alertów w połączeniu z możliwościami AI i uczenia maszynowego, aby zobaczyć skąd pochodzą ataki i przewidzieć problemy zanim się pojawią. Innym rodzajem monitoringu jest rozwiązanie Network Detection and Response (NDR), które bada przepływ ruchu w sieci. NDR to wielowarstwowe podejście do bezpieczeństwa, wykorzystujące analizę zachowań, algorytmy, uczenie maszynowe, czy dane dotyczące reputacji firmy. Może być używane do przewidywania i automatyzacji reakcji na wykryte zagrożenia, które ominęły ochronę obwodową i zaczęły się rozprzestrzeniać w sieci. Oczywiście, sam monitoring sieci nie jest jedynym rozwiązaniem. Ważną rolę odgrywają zaktualizowane zasady dotyczące haseł, dwuskładnikowe uwierzytelnianie oraz kampanie edukacyjne dla użytkowników podsumowuje ekspert firmy Progress.

Szkolenia dla pracowników i weryfikowanie ich wiedzy związanej z bezpieczeństwem są równie istotne, aby mieć pewność, że zespoły specjalistów mają bieżące informacje na temat zagrożeń i sposobów ich zapobiegania.

Źródła:

Raport Federal Reserve Bank of New York, “Cyber Risk and the U.S. Financial System: A Pre-Mortem Analysis”

Raport Chinatechtreat.com, “High-Tech Heist: Chinese government, it vendors, and the threat to US banks”

Badanie Accenture, „Unlocking the Value of Improved Cybersecurity Protection”

Raport Związku Przedsiębiorstw Finansowych I EY Polska, „Nadużycia w sektorze finansowym. Edycja 2022”

Badanie ImmuniWeb, State of Application Security at S&P Global World’s 100 Largest Banks

Rosja legalizuje patriotyczne hakowanie? Polska szczególnie narażona na ataki

  • Według rosyjskiego serwisu informacyjnego TASS Aleksander Khinsztajn, szef komisji ds. polityki informacyjnej w Dumie Państwowej, chce zwolnienia hakerów z odpowiedzialności za ataki hakerskie.
  • Od czasu rozpoczęcia konfliktu na Ukrainie, skokowo rośnie liczba ataków cybernetycznych na państwa NATO. W okresie od września 2022 r. Estonia doświadczyła największego – niemal 57% – wzrostu prób ataków. W czołówce znajduje się również Polska oraz Dania z 31% przyrostami.

Rosja od dawna przymyka oko na swoich obywateli hakujących zagraniczne cele – o ile nie atakują miejscowych. Rosyjski parlament, znany jako Duma, rozważa obecnie ustawę, która oficjalnie zwolniłaby rosyjskich hakerów z odpowiedzialności prawnej za hakowanie „w interesie Federacji Rosyjskiej”.

Według rosyjskiego serwisu informacyjnego TASS Aleksander Khinsztajn, szef komisji ds. polityki informacyjnej w Dumie Państwowej, chce zwolnienia hakerów z odpowiedzialności. – Ogólnie rzecz biorąc, mówimy o wypracowaniu zwolnienia od odpowiedzialności osób, które działają w interesie Federacji Rosyjskiej w zakresie szerzenia informacji zarówno na terytorium naszego kraju, jak i za granicą – powiedział Aleksander Khinsztajn po posiedzeniu komisji, na której dyskutowano o cyberbezpieczeństwie Federacji Rosyjskiej.

Proponowana ustawa, o której po raz pierwszy doniesiono w rosyjskich mediach państwowych, miałaby zastosowanie zarówno do obywateli rosyjskich w Rosji, jak i za granicą, chociaż szczegóły propozycji nie zostały jeszcze ujawnione.

Proponowane zmiany dostarczają dalszych dowodów na to, że rosyjski rząd zamierza zmienić kraj w bezpieczną przystań dla wszelkiego rodzaju hakerów, od sponsorowanych przez państwo, przez kryminalistów, po motywowane politycznie.

Tymczasem z badań Check Point Research wynika, że od czasu rozpoczęcia konfliktu na Ukrainie, skokowo rośnie liczba ataków cybernetycznych na państwa NATO. W okresie od września 2022 r. Estonia doświadczyła największego – niemal 57% – wzrostu prób ataków. W czołówce znajduje się również Polska oraz Dania z 31% przyrostami. Wielka Brytania i Stany Zjednoczone odnotowały wzrost odpowiednio o 11% i 6%. Do najbardziej aktywnych grup należy KillNet, organizacja stojąca za atakami typu DDoS, polegającymi na przeprowadzeniu ukierunkowanych działań wymierzonych w witryny internetowe oraz serwery firm i instytucji państwowych.

– Od czasu rozpoczęcia konfliktu średnia liczna ataków hakerskich na Polskę wzrosła ponad 1100, a na polski sektor użyteczności publicznej do ponad 3000 w tygodniu. Działania grup przestępczych, często wspieranych przez Rosję, ukierunkowane są na zwłaszcza przeciwko określonym krajom NATO, które są bardziej wrogo nastawione do Rosji. Niektóre z tych ataków to ataki złośliwego oprogramowania, a inne koncentrują się na operacjach informacyjnych związanych z określonymi wydarzeniami politycznymi, geopolitycznymi i wojskowymi. Cel prorosyjskich grup jest zawsze jeden – zakłócenie funkcjonowania porządku państwa i dezinformacja – mówi Wojciech Głażewski, dyrektor zarządzający na Polskę w firmie Check Point Software Technologies.

Źródło: https://cybernews.com/news/russia-cybercrime-for-homeland/, za: https://tass.ru/obschestvo/17021313
Źródło danych: Check Point Research

Nerwowo w gospodarce, nerwowo na giełdach. Nastroje inwestorów wciąż słabe

Przez wiele miesięcy inwestorzy oczekiwali na jakiekolwiek sygnały wskazujące na możliwe zawieszenie broni czy pokój. Nie wydaje się, żeby do takiej sytuacji miało dojść szybko. Wojna w Ukrainie stała się dla rynków finansowych czymś powszednim.

– Rynki mają to do siebie, że reagują na nowo napływające informacje, a gdy sytuacja nie zmienia się istotnie, to można mieć wrażenie, że inwestorzy tracą zainteresowanie każdym wątkiem, nie tylko tematem wojny w Ukrainie – mówi w rozmowie z Market News24 dr Przemysław Kwiecień, główny ekonomista XTB. – Inwestorzy oceniają, że niewiele się zmienia i nie przybliżamy się do zakończenia wojny.

Rynki zmieniły się przez te ostatnie 12 miesięcy, od inwazji w Ukrainie. Wzrosty czy spadki cen sięgały kilkudziesięciu czy nawet kilkuset procent, teraz obserwujemy redukcję tych ruchów, ale nawet ruchy zupełnie odwrotne.

Cały świat obawiał się, że wojna oznacza brak dostępu do rosyjskich surowców. Sama Rosja zdecydowała się na szantaż w przypadku kluczowego dla Europy rynku gazu. Okazuje się jednak, że po początkowym szoku na rynku gazu, ropy czy również węgla, ceny spadły i ustabilizowały się, a Europa znalazła innych dostawców kluczowych surowców. Choć Putin chciał zamarznięcia Europy podczas mijającej już zimy, to ograniczenie zużycia, znalezienie innych dostawców oraz łagodna pogoda doprowadziły do spadków cen poniżej poziomów sprzed wojny.

Oto kilka przykładów:
Gaz TTF: -42% r/r
Gaz amerykański: -57% r/r
Ropa Brent: -17% r/r
Węgiel ARA: +8% r/r.

Wzrosty cen surowców, zamknięcie niektórych szlaków komunikacyjnych doprowadziło do wzrostu inflacji na świecie, choć oczywiście trzeba pamiętać, że jeszcze przed wojną wykazywała ona wyraźne oznaki niekontrolowanego wzrostu.

– Wydaje się jednak, że banki centralne podwyższając stopy procentowe osiągnęły przynajmniej połowiczny sukces, choć jednocześnie duża część spadku tempa inflacji bierze się ze spadku cen surowców – komentuje ekspert XTB. – Bardzo istotny okazał się też łagodny przebieg zimy, gdy Europa uniknęła kryzysu energetycznego.

Na świecie widać rynki, które zyskały dzięki wojnie. Byli to nie tylko producenci uzbrojenia, ale również dostawcy takich produktów, które w mniejszym stopniu trafiały na rynki ze strony Ukrainy i Rosji. Amerykański Lockhead Martin wzrósł o 20,33% w ciągu roku.

Rynek akcji zawsze reaguje nerwowo na tak negatywne czynniki jak wojna. W tym wypadku mieliśmy również niezbyt ciekawą sytuację gospodarczą na świecie.

W środowisku rosnących stóp procentowych akcje traciły dosyć wyraźnie, choć jednocześnie informacje na temat kontrofensywy ze strony Ukrainy czy sygnały spowalniającej inflacji pozwalały na ożywienie na rynku akcyjnym.

Kiepsko wypada jednak warszawska giełda. WIG20 jest mocno zdominowany przez banki, które przeżywają swoje kłopoty, niezależnie od tego co się dzieje w Ukrainie. Na ich notowania mocno przekładały się wakacje kredytowe, a obecnie opinia rzecznika TSUE dotycząca kredytów frankowych.

– Pojawił się tzw. podatek Sasina, który zdemolował nastroje inwestorów, a choć nie został wprowadzony to ich zaufanie zostało podkopane – wyjaśnia P.Kwiecień z XTB.

Na rynku walutowym wzmocniło się euro. Mocniejszy jest też złoty. Osłabieniu dolara sprzyjało otwarcie chińskiego rynku, odejście od polityki „zero covid”, zyskały waluty rynków wschodzących.

– Ożywienie w Chinach może sprzyjać obniżeniu inflacji, ale moim zdaniem rynek już to wycenił – dodaje ekspert.

Rzecznik MŚP: potrzebna pilna nowelizacja ustawy Mały ZUS Plus

Wysokości składek rosną, a trzeba je zapłacić niezależnie czy od tego czy przedsiębiorca na taką składkę ZUS zarobił.

– 210 tys. polskich rodzin jest już windykowanych przez ZUS za własne składki przedsiębiorcy, które nie zostały zapłacone – mówi w rozmowie z MarketNews24 Adam Abramowicz, Rzecznik Małych i Średnich Przedsiębiorców. – Za pięć lat ta liczba wzrośnie do 300 tys., bo mamy zły system tworzący problem.

W 2023 r. duży ZUS wynosi 1418,48 zł. Mały ZUS to w okresie od stycznia do czerwca 2023 r. 331,26 zł, a w okresie od lipca do grudnia 2023 wyniesie 341,72 zł. Takie niższe składki można płacić nie dłużej niż przez 36 miesięcy.

Potrzebne jest znowelizowanie ustawy Mały ZUS Plus, które będzie jednocześnie znaczącym krokiem do złagodzenia negatywnych skutków utrzymywanego w Polsce – a nieistniejącego w żadnym innym kraju UE – kuriozalnego obowiązku opłacania przez przedsiębiorców wysokiej składki na własne ubezpieczenia społeczne bez uwzględnienia wysokości osiąganych przez nich dochodów.

– Na Słowacji i w Czechach jest składka ryczałtowa powiązana z dochodem, w Wielkiej Brytanii obowiązuje system przypominający nasz KRUS, czyli składki są niewielkie dla tych, którzy maja małe dochody, to tylko 70 zł w przeliczeniu na polską walutę. Natomiast w Niemczech składka dla małych firm jest dobrowolna – wyjaśnia A.Abramowicz. – Różnica jest więc bardzo duża, skoro w Polsce ZUS wzrósł do ponad 1 400 zł.

W Polsce powstał komitet obywatelski, który przygotował propozycje dotyczące „małego” ZUS. Konieczne jest zebranie 100 tys. podpisów. Do spełnienia tego limitu brakuje 2 tys. podpisów. Podpis można złożyć poprzez stronę internetową biura RMiSP.

Kapitał wciąż ucieka za ocean

Piątek był dniem wyraźnie na korzyść danych z USA względem Europy. Widać jednak istotne rysy na dobrym wizerunku gospodarki amerykańskiej. W tle kolejne przewidywania kryzysu, który wciąż nie nadchodzi.

Amerykanie wydają więcej

W piątek poznaliśmy dane na temat wydatków i dochodów Amerykanów. Wydatki rosną o 1,8% w skali miesiąca, z kolei dochody o 0,6%. Problem polega nie tylko na tym, że jednakowo wydatki rosły szybciej od oczekiwań a dochody wolniej. Oznacza to również, że przy relatywnie wysokich stopach procentowych tamtejsze społeczeństwo mocniej się zadłuża. Co ciekawe, inwestorzy uznają wzrost wydatków za dobry sygnał pobudzający gospodarkę. Jest to jednak przesuwanie problemów na później. Rynki walutowe przyjęły te dane jako korzystne dla amerykańskiej waluty. W tle mieliśmy co prawda jeszcze wsparcie ze sprzedaży nowych domów wyraźnie powyżej oczekiwań i solidny odczyt raportu Uniwersytetu Michigan. Dolar ponownie zbliżył się względem euro do najwyższych poziomów od początku stycznia. Co ciekawe, pomimo umacniania się amerykańskiej waluty złoty pozostaje wciąż dość mocny względem euro.

Słabsze dane z Niemiec

W piątkowy poranek poznaliśmy ostateczne dane o zmianach niemieckiego PKB w IV kwartale. W ujęciu kwartalnym mamy spadek o 0,4% i wiele wskazuje, że pierwszy kwartał ma też zakończyć się ujemnym wskazaniem. W rezultacie mielibyśmy wówczas dwa spadkowe kwartały z rzędu. Takie zjawisko jest uznawane za tzw. początek recesji technicznej. Nikt nie lubi oficjalnie stwierdzać, że jego kraj wszedł w recesję. Nawet jeżeli spodziewany spadek PKB w pierwszym kwartale 2023 roku to na razie symboliczne 0,1%. Słabsza sytuacja Niemiec, jako głównej siły napędowej strefy euro, często przekłada się na słabszą dyspozycję europejskiej waluty. Nie inaczej było wczoraj.

Spadek liczby wież wiertniczych

W piątek poznaliśmy liczbę wież wiertniczych dla rynku ropy w USA. Jest to informacja, na podstawie której przewiduje się zapotrzebowanie na ropę naftową w nadchodzącym czasie. Spadek oznacza, że inwestorzy redukują produkcję, by nie zalać rynku i dalej nie zdusić cen niżej. Po tych danych ceny ropy co prawda lekko podskoczyły, ale nadal na rynku widać w dłuższym okresie pewien negatywny trend. Zdaniem analityków spowodowany on jest obawami o nadchodzące spowolnienie w gospodarce światowej.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – zamówienia na dobra,
16:30 – USA – Indeksy Dallas FED dla przemysłu.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Branża gamingowa w Europie z 8% rocznym wzrostem przychodów w ciągu najbliższych pięciu lat

Jak podaje międzynarodowa firma doradcza Savills, przychody firm gamingowych w Europie będą rosły w najbliższych pięciu latach w tempie 8% rocznie. Wysoka dynamika wzrostu związana jest z rosnącym gronem klientów, wdrażaniem technologii cyfrowych, inwestycjami firm oraz konkurencyjnymi warunkami do rozwoju. Według prognoz ekspertów Savills, rozwój tej branży przełoży się na wzrost zapotrzebowania na biura, a tym samym popytu na powierzchnie biurowe.

W większości biur firm gamingowych wydzielane są pomieszczenia, w których powstają nowe gry i technologie. Według Savills, globalne firmy z tego sektora zazwyczaj poszukują lokalizacji poza ścisłym centrum, umożliwiających łatwy dojazd i dostęp do utalentowanych specjalistów, a także renomowanych uniwersytetów. Większość niewielkich wytwórni i rozwijających się producentów gier zainteresowana jest najlepszymi budynkami w najbardziej prestiżowych lokalizacjach, które umożliwiałyby im przyciąganie pracowników.

„Możliwość pozyskiwania i zatrzymania pracowników w tej branży pozostaje jednym z największych wyzwań stojących przed najemcami, zwłaszcza że obecnie w całej Europie nowej pracy poszukuje ok. 5 tys. deweloperów gier. To przekłada się na duży popyt na powierzchnie najwyższej jakości w atrakcyjnych lokalizacjach, które wpisywałyby się w kulturę firm i ich cele w zakresie zrównoważonego rozwoju” – mówi Lauren Higgins, dyrektor w dziale usług dla najemców w regionie EMEA, Savills.

„Z uwagi na konkurencyjny rynek pracy firmy gamingowe zazwyczaj nie chcą sąsiadować z innymi spółkami ze swojej branży wynajmującymi powierzchnie w tym samym budynku biurowym. Ponadto przywiązują one niezwykle dużą wagę do kwestii własności intelektualnej i bezpieczeństwa. W związku z tym duże firmy z tego sektora przeważnie poszukują oddzielnych biur” – komentuje Rob Pearson, dyrektor w dziale usług doradztwa dla najemców w firmie Savills.

„Podobne obserwacje dotyczą polskiego rynku, na którym firmy z sektora IT stanowią ważną grupę najemców biurowych. W latach 2018-2022 przedsiębiorstwa z tej branży szczególnie upodobały sobie centralne lokalizacje, głównie w warszawskiej podstrefie biurowej Centrum Zachód, o czym świadczy ich 41-procentowy udział w całkowitym wolumenie transakcji w tym rejonie miasta, z wyłączeniem renegocjacji. Znane są przypadki dużych firm zawierających umowy z odpowiednimi klauzulami zabezpieczającymi integralność zespołów i własność intelektualną. Na drugim biegunie mamy mniejsze firmy opracowujące programy komputerowe, które chętnie decydują się na powierzchnie elastyczne ze względu na dynamicznie zmieniającą się wielkość zespołów pracowników w zależności od zawieranych umów podwykonawstwa” – dodaje Marcin Sabowicz, dyrektor w dziale reprezentacji najemców, Savills.

Raport jest dostępny na stronie: https://www.savills.co.uk/insight-and-opinion/research.aspx?rc=Europe&p=&t=&f=date&q=&page=1

W 2022 r. powierzchnia parków handlowych wzrosła o 1/3. W planach inwestorzy mają kolejne 400 tys. mkw

Parki handlowe cieszą się rosnącą popularnością wśród inwestorów. To efekt zmiany nawyków oraz oczekiwań klientów spowodowanych pandemią i nowymi zakupowymi przyzwyczajeniami, wskazują analitycy Emmerson Evaluation. Według danych zebranych przez nich w raporcie „Rynek parków handlowych w Polsce” w 2021 roku oddano do użytku około 225 tys. mkw. takiej powierzchni, a w 2022 roku już o ok. 1/3 więcej, bo ponad 300 tys. mkw. Natomiast w trakcie budowy jest aktualnie ponad 400 tys. mkw.

– Mimo wielu przeciwności jakie stoją przed inwestorami na polskim rynku, takich jak m.in. odczuwalny wzrost inflacji, kosztów budowy czy płac, a także problemy z uzyskaniem finansowania, inwestycje w segment parków handlowych nie zwalniają tempa. W ciągu najbliższego roku zakończyć się ma budowa 50 takich obiektów, a łączna powierzchnia obiektów w budowie lub planowanych na najbliższy rok to ponad 400 tys. mkw. Inwestorzy uważają ten segment rynku za względnie bezpieczny, bo skoro był odporny podczas Covid-19, to tym bardziej dobrze rokuje w popandemicznych czasach – mówi Agata Bazyly-Ciniewska, Członkini Zarządu Emmerson Evaluation.

Z uwagi na dojrzałość branży centrów handlowych i ryzyko, jakie pojawiło się w konsekwencji obostrzeń pandemicznych, a także wzrost kosztów budowy, inwestorzy skupiają się na tańszych, mniej ryzykownych obiektach. Nowa powierzchnia handlowa powstaje w szczególności w miastach o populacji mniejszej niż 100 tys. oraz w miastach satelickich aglomeracji. Od 2022 roku zainteresowaniem inwestorów cieszą się również miasta o populacji mniejszej niż 50 tys. (ponad 50% budowanej powierzchni handlowej).powierzchnia parków handlowych

Szczególnie atrakcyjne inwestycyjnie są parki handlowe, które posiadają stabilnego i długoterminowego najemcę z branży spożywczej. Zgodnie z przeprowadzoną przez nas analizą parków handlowych zlokalizowanych w całej Polsce, ok. 70% z nich posiada własnego najemcę z tej branży, kolejne 30% są w bezpośrednim sąsiedztwie istniejącego lub planowanego marketu spożywczego. Atrakcyjność parków handlowych potwierdza też fakt, że większość powierzchni wynajmowana jest już na etapie budowy. Pustostany w obiektach oddanych do użytkowania stanowią nie więcej niż 3-5% powierzchni, a w ponad 68% obiektów pustostany praktycznie w ogóle nie występują – wskazuje Agata Bazyly-Ciniewska.

powierzchnia parków handlowychNajczęstszą kategorią najemców w parkach handlowych okazują się dyskonty niespożywcze, określane często jako sklepy typu value retailers (np. Pepco, KiK, Action, TEDi itp.). W badanej próbie parków handlowych o łącznej powierzchni ponad 405 000 mkw. GLA, ich udział wynosił 25%. W zależności od kategorii, powierzchnie wynajmowanych lokali są zróżnicowane. Należy jednak zwrócić uwagę, że wielkość lokali w danej kategorii może mieć dużą rozpiętość np. z uwagi na politykę czy strategię firmy.powierzchnia parków handlowychpowierzchnia parków handlowych

Parki handlowe od kulis

Z zebranych przez Emmerson Evaluation danych wynika, że najbardziej popularne są lokale o przedziale powierzchni od 300 do 700 mkw., zajmowane często przez sklepy sieciowe oraz znacznie mniejsze powierzchnie, poniżej 100 mkw., wykorzystywane przez mniejszych operatorów, często lokalnych.

powierzchnia parków handlowychUmowy zawierane są zazwyczaj na okres 5 lat z możliwością przedłużenia na kolejne lata (stanowiły one około 65% wszystkich analizowanych umów). Zawierane są też kontrakty 10 letnie (ok. 11%). Pozostała część to umowy krótsze, w tym jednoroczne. Najmniej popularne są kontrakty na czas nieokreślony, ponieważ stanowią jedynie 2% wszystkich zawartych umów.

Raport wskazuje, że w dalszym ciągu zarówno czynsze, jak i opłaty eksploatacyjne są niższe niż w typowych centrach handlowych. Średnie czynsze w parkach handlowych wynoszą 13,4 euro/mkw./mies., podczas gdy w galeriach handlowych średnio 30 euro/mkw./mies. (bez uwzględnienia Warszawy, dla której średnie stawki plasują się na poziomie 100 euro/mkw./mies.). Opłaty eksploatacyjne sięgają do 5 euro/mkw./mies. w parkach handlowych, podczas gdy w centrach handlowych to średnio 20 euro/mkw./mies. Sporadycznie występuje czynsz od obrotu (maksymalnie 8% mies. w przypadku, gdy przewyższa czynsz bazowy). Zależnie od rodzaju umowy indeksacja następuje wg. HICP (wzrost cen konsumpcyjnych dla strefy euro) lub GUS. Dominują jednak czynsze zawierane w euro, które stanowią ponad 80%, pozostałe to umowy w złotówkach. W większości obiektów nie stosowano wyraźnych zachęt dla najemców. Coraz częściej jednak najemcy oczekują wykończenia lokali „pod klucz” lub partycypacji w kosztach. Tylko w około 30% badanych obiektów właściciele nie partycypowali w tych wydatkach. Średnie aktualne koszty wykończenia to ok. 250 EUR/mkw.

Raport „Rynek parków handlowych w Polsce” jest dostępny do pobrania na stronie: https://www.emmerson-evaluation.pl/wp-content/uploads/2023/02/raport-rynek-parkow-handlowych-w-polsce-2023.pdf?fid=694

Eurozet w Grupie Agora – historyczna transakcja Agory

W poniedziałek, 27 lutego 2023 r. sąd II instancji podtrzymał bezwarunkową zgodę na przejęcie kontroli nad Eurozet Sp. z o.o. przez Agorę. W ślad za tym spółka sfinalizowała swoją największą w historii inwestycję w media – na mocy podpisanej tego samego dnia umowy stała się właścicielem kontrolnego pakietu udziałów Eurozet Sp. z o.o. – Dzięki połączeniu sił Grupy Radiowej Agory i Eurozetu jako drugi największy nadawca w Polsce stajemy teraz do rywalizacji o pozycję lidera polskiego rynku radiowego – zapowiada Bartosz Hojka, prezes Agory. Agora

27 lutego 2023 r. Agora zawarła umowę z dotychczasowym większościowym wspólnikiem Eurozetu – czeską spółką SFS Ventures s.r.o., kupując 110 udziałów Eurozet Sp. z o.o., stanowiących 11% kapitału zakładowego i dających 11% ogólnej liczby głosów na zgromadzeniu wspólników Eurozet. Zgodnie z umową zapłaciła za to cenę wyjściową 9,17 mln EUR (ostateczna cena zostanie ustalona w oparciu o zapisy w umowie wspólników), finansując transakcję dzięki pożyczce udzielonej przez SFS Ventures (więcej informacji – w komunikatach giełdowych spółki – https://agora.pl/dla-inwestorow). 

Dzięki temu Agora stała się większościowym wspólnikiem Eurozetu z udziałami stanowiącymi 51% kapitału zakładowego i zapewniającymi 51% liczby głosów na zgromadzeniu wspólników. Przejęcie kontroli nad spółką Eurozet umożliwiła Agorze prawomocna decyzja sądu II instancji, który podtrzymał bezwarunkową zgodę na realizację tej transakcji.

 Zakup Eurozetu to największa w historii Agory inwestycja w media, zaplanowana i konsekwentnie realizowana przez nas wbrew przeciwnościom – komentuje Bartosz Hojka, prezes zarządu Agory.  – Agora od ponad ćwierć wieku jest jednym z głównych graczy na krajowym rynku radiowym i ma ogromny wkład w budowę profesjonalnego radia w Polsce. Jesteśmy twórcami wielu formatów radiowych, w tym wyjątkowego Radia TOK FM – największego w mojej opinii sukcesu w polskich mediach ostatniej dekady. Grupa Eurozet to nadawca ze świetnym zespołem, gigantycznym dorobkiem i potencjałem. Dzięki połączeniu sił stajemy się drugim największym nadawcą w polskim eterze.  

Po dołączeniu Eurozetu do Grupy Agora w skład jej działalności radiowej, stanowiącej od tego momentu największy mediowy segment Grupy, wchodzić będzie 9 rozgłośni znajdujących się w TOP20 najczęściej słuchanych stacji w Polsce – każdego tygodnia włącza je ponad 18 milionów dorosłych Polaków. Ich łączny udział w słuchalności to ponad 26%. 

– To jednak nie finał, ale kolejny krok w strategicznym planie Agory, którym jest osiągnięcie pozycji numer 1 na rynku radiowym w Polsce pod względem słuchalności i sprzedaży – dodaje Bartosz Hojka. 

Już wkrótce Agora ogłosi plan działań zmierzających do połączenia sił Grupy Radiowej Agory i Eurozetu. W pierwszej kolejności będą one dotyczyły zmian organizacyjnych, a także wspólnej oferty handlowej. 

Agora jest mniejszościowym udziałowcem Eurozet Sp. z o.o. od 2019 r. W tym samym roku złożyła do Prezesa Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgłoszenie dotyczące zamiaru koncentracji polegającej na przejęciu kontroli nad Eurozet poprzez zakup pozostałych 60% udziałów tej spółki od większościowego inwestora SFS Ventures. Postępowanie w tej sprawie toczyło się prawie półtora roku i było jednym z najdłuższych w historii UOKiK. W styczniu 2021 r. Prezes Tomasz Chróstny zakazał Agorze przejęcia Eurozetu. 

Decyzja ta opierała się na przypuszczeniach i abstrakcyjnych hipotezach. W opinii ekspertów od rynku mediów, jak i od ekonomiki koncentracji argumenty Prezesa UOKiK były oderwane od sytuacji rynkowej, a zakaz – zastosowany po raz pierwszy w ciągu 9 lat – wydany został sprzecznie z prawem – przypomina Anna Kryńska-Godlewska, członkini zarządu Agory. – To dlatego dwa lata temu złożyliśmy odwołanie od tej decyzji i w maju 2022 r. doczekaliśmy się wyroku Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w postaci bezwarunkowej zgody na przejęcie Eurozetu. Rozstrzygnięcie to przypieczętował dziś prawomocny wyrok Sądu Apelacyjnego, dając nam – po kilkudziesięciu miesiącach urzędowej i sądowej batalii – możliwość realizacji kluczowych dla spółki planów.  

Agora do tej pory była właścicielem trzech sieci lokalnych stacji radiowych nadających pod markami: Radio Złote Przeboje, Radio Pogoda i Rock Radio, a także większościowym współwłaścicielem ponadregionalnego Radia TOK FM. Grupa Radiowa Agory intensywnie rozwija swoją obecność online, m.in. portal tokfm.pl, w tym ofertę premium – liczba wykupionych dostępów Premium TOK FM na koniec października 2022 r. przekroczyła 30 tys., a od listopada działa Tuba – nowy serwis muzyczno-podcastowy dla młodych odbiorców.  

W portfolio Eurozet jest pięć rozgłośni: Radio ZET, Antyradio, Chillizet, Meloradio i Radio Plus, a także serwisy internetowe, m.in. radiozet.pl, antyradio.pl, chillizet.pl, planeta.pl i radiostacja.pl. Eurozet prowadzi także Studio ZET produkujące reklamy oraz Eurozet Live – markę dedykowaną projektom cross-mediowym, marketingowi miejsc i wydarzeń.  

Digitalizacja a rozwiązania dla biznesu – poznaj system paperless!

Dziś trudno wyobrazić sobie świat bez Internetu. Przeniosło się tam ludzkie życie, w tym edukacja czy rozrywka. Z każdym dniem widać w nim również coraz więcej usług, które dotychczas świadczone były offline. Rozwój technologii, a co za tym idzie – zdigitalizowanie świata, niesie mnóstwo korzyści. Pozwala tworzyć rozwiązania, które ułatwiają codzienną pracę i umożliwiają oszczędzić czas na inne aktywności. O jakich produktach mowa? Czym jest paperless i dlaczego zyskuje na popularności?

Paperless – mniej formalności, więcej czasu

Możliwość załatwienia wielu formalności bez wychodzenia z domu nikogo już dziś nie dziwi. W dobie Internetu i rozwijającej się technologii rynek oferuje coraz więcej praktycznych rozwiązań, nie tylko dla osób fizycznych, ale także dla biznesu. To właśnie na nim warto się skupić, ponieważ paperless, który jest z nim niesamowicie związany, zyskuje dziś na popularności. Czym dokładnie jest? To stworzone rozwiązania IT z myślą o ograniczeniu formalności, wykorzystania papieru, a także i chyba przede wszystkim – zaoszczędzeniu czasu. Takie są systemy stworzone przez https://paperlesslite.pl/. Wyróżnia je to, że mogą z nich skorzystać nie tylko ogromne przedsiębiorstwa. Owoce pracy specjalistów dostępne są także dla małych firm czy jednoosobowych działalności gospodarczych.

Co znajduje się w ofercie PaperLess?

Bardzo ważnym i cenionym przez wiele firm produktem jest podpis elektroniczny. Umożliwia on dopełnienie wielu formalności bez wychodzenia z domu. Dzięki temu, że usługa dostępna jest jednakowo na telefonie, tablecie czy komputerze, każdy z pracowników czy właścicieli firm może swobodnie składać podpisy z dowolnego miejsca. Nie musi być to biuro! Podpis online jest w pełni bezpieczny, ponieważ szyfrowany certyfikatem bezpieczeństwa. Oznacza to, że dokumenty, które zostały oznaczone, nie trafią w niepowołane ręce. Tuż po złożeniu elektronicznego podpisu, wysyłane są mailem do wskazanych osób. Mogą to być pracownicy, klienci czy podwykonawcy usług.

Równie przydatną opcją jest elektroniczna wymiana dokumentów. EDI Lite, bo taką nosi nazwę, to platforma B2B, umożliwiająca obieg danych pomiędzy partnerami biznesowymi. Korzystając z niej, możesz w czasie rzeczywistym dostarczyć drugiej osobie umowę, NDA, formularz, awizo dostawy, faktury, korekty, wniosek czy inny dokument. W tym przypadku istnieje całkowita dowolność. Co ważne, wszystkie przesłane materiały pozostają w platformie. Dzięki czemu możesz mieć do nich swobodny dostęp o każdej porze. Transfer danych możliwy jest po wcześniejszym zalogowaniu.

Kolejną, nie mniej ważną usługą oferowaną przez https://paperlesslite.pl/ jest elektroniczne biuro obsługi klienta. To nowoczesne rozwiązanie, które pozwala przenieść całą komunikację z klientem w jedno miejsce. Jest nim wygodna i łatwa w obsłudze platforma. Co się w niej znajduje? Historia płatności, rozrachunki, umowy, faktury, wiadomości czy powiadomienia od klientów, a także listy zadań i historia postępu prac firmy świadczącej dla drugiej spółki usługi. To świetne rozwiązanie, dające pogląd na efekty pracy, a także pozwalające na szybki kontakt ze wszystkimi klientami z jednego miejsca! Nie wahaj się i idź z duchem czasu, sięgając po rozwiązania digital dla biznesu!

Dziewięciu na dziesięciu menadżerów jest świadomych potrzeby zmian w modelu pracy

Poprawa efektywności pracy zespołów dzięki technologii, porzucenie drobiazgowo opisanych stanowisk oraz zarządzanie ryzykami wynikającymi z otoczenia to niektóre z kwestii, jakie w najbliższych latach będą najistotniejsze dla dzisiejszych firm. Chociaż wiele przedsiębiorstw zamierza podjąć działania na rzecz zwiększenia elastyczności funkcjonowania, gotowość do zmian deklaruje mniej niż jedna trzecia z nich. Jak wynika z raportu “2023 Global Human Capital Trends Report”, przygotowanego przez firmę doradczą Deloitte, polscy menedżerowie zwracają dużą uwagę na ryzyko regulacyjne, które wpływa na codzienne funkcjonowanie przedsiębiorstw również w obszarze zatrudnienia.

W jedenastej edycji przeprowadzonego przez Deloitte badania udział wzięło 10 tys. liderów działów HR oraz członków kadr zarządzających, pochodzących ze 105 krajów, w tym z Polski. Ankietowani byli pytani o trendy dotyczące przyszłości miejsca pracy, wykorzystania technologii oraz wpływu zmian społecznych, organizacyjnych i biznesowych na funkcjonowanie przedsiębiorstw.

Wyniki badania pokazują powszechną świadomość konieczności redefinicji współczesnego miejsca pracy. 87 proc. wszystkich uczestników ankiety stwierdziło, że wybór właściwego modelu funkcjonowania jest kluczowy dla sukcesu ich organizacji. Z drugiej strony gotowość do wypracowania nowych zasad działania, uwzględniających takie kwestie jak swoboda wyboru miejsca wykonywania obowiązków zawodowych czy elastyczny czas pracy deklaruje jedynie 24 proc. uczestników badania. Chociaż firmy mają sporo do nadrobienia w tej kwestii, to większość z nich widzi korzyści wynikające ze zmian w obszarze sposobu organizacji pracy. Świadczy o tym deklaracja sześciu na dziesięciu badanych, którzy w najbliższych latach zamierzają podjąć działania w tym obszarze.

– Upowszechnienie pracy zdalnej oraz zmiany technologiczne, takie jak rosnąca popularność sztucznej inteligencji sprawiają, że rzeczywistość zawodowa wygląda zupełnie inaczej niż jeszcze kilka lat temu. To, czy dana firma dostosuje się do bieżących trendów celem uzyskania przewagi konkurencyjnej, będzie w dużym stopniu zależało od umiejętności zarządczych liderów. Kluczowe mogą okazać się takie kwestie jak adaptacja elastycznego sposobu organizacji pracy zespołów oraz otwartość na nowoczesne technologie, mogące znacząco zwiększyć efektywność działań i skrócić czas pracy – mówi John Guziak, partner, Human Capital, Deloitte.

Koniec stanowisk

Konieczność redefinicji dotyczy nie tylko samego miejsca pracy, ale także sposobu organizacji funkcjonowania zespołów. Zdaniem autorów raportu dotychczasowe podejście, bazujące na ściśle określonych obowiązkach związanych z daną posadą, jest przestarzałe. Potwierdzają to wyniki ankiety: jedynie co piąty przedstawiciel kadry zarządzającej oraz co czwarty pracownik twierdzą, że jest to najlepszy sposób organizacji pracy. Jednocześnie 93 proc. badanych przyznało, że porzucenie dotychczasowego sposobu myślenia o kwestiach zawodowych będzie miało kluczowe znaczenie dla przyszłego sukcesu firmy. Z drugiej strony jedynie co piąty respondent stwierdził, że jego firma jest gotowa na taką zmianę. W przypadku polskiego rynku ta różnica jest jeszcze większa. Świadomość konieczności zmiany deklaruje bowiem 95 proc. pochodzących z Polski uczestników ankiety, natomiast odsetek przedstawicieli firm faktycznie gotowych do podjęcia działań jest aż o 80 punktów procentowych mniejszy.

Autorzy raportu wskazują na dobre praktyki, które mogą pomóc firmie w dostosowaniu się do nowych trendów. Są to m.in. redefinicja roli zawodowej – nie jako ogółu obowiązków oraz konkretnych zadań, ale raczej zbioru posiadanych umiejętności, które wspierają organizację w realizacji ważnych aktualnie celów. Zdaniem ekspertów zmiana podejścia może pomóc przedsiębiorstwu w pełniejszym wykorzystaniu potencjału pracowników.

Bardziej elastyczne podejście do roli zawodowej, skupione na umiejętnościach i ich wykorzystywaniu, daje osobie zatrudnionej większe możliwości wyboru i rozwoju kariery, co korzystnie wpływa nie tylko na satysfakcję pracownika, ale i postrzeganie danej firmy jako atrakcyjnego miejsca pracy – mówi Anna Szabowska-Walszczyk, manager, Human Capital, Deloitte.

Aktywizacja pracowników

Jednym z bardziej istotnych czynników dla rozwoju firm jest dostępność osób posiadających odpowiednie kwalifikacje. Oczekiwania pracowników co do miejsca pracy sprawiają, że przedsiębiorcy muszą uważnie identyfikować i zaspokajać ich potrzeby celem utrzymania poziomu zatrudnienia umożliwiającego realizację strategii biznesowych. Jako przykład autorzy raportu Deloitte wskazują na społeczną odpowiedzialność biznesu czy wpływ funkcjonowania firmy na otoczenie jako kluczowe kwestie dla przedstawicieli pokolenia Z. Przytoczone w raporcie dane wskazują, że dwóch na pięciu pracowników urodzonych w latach 1997 – 2012 odrzuciło ofertę pracy, ponieważ dana firma nie spełniała ich oczekiwań dotyczących wpływu na społeczeństwo czy środowisko. Co więcej, młodsze pokolenia z dużym dystansem podchodzą do kwestii bezrobocia – jedna trzecia uczestników ankiety Deloitte przyznała się do rezygnacji z pracy nawet mimo braku alternatywy, m.in. dlatego, że są oni świadomi dostępności wielu ofert na rynku. Jednocześnie co druga z firm, jakie wyznaczyły sobie cele z zakresu społecznej odpowiedzialności biznesu i faktycznie je realizujących, odnotowuje mniejszą rotację kadry pracowniczej oraz wyższe wskaźniki dobrostanu pracowników.

Więcej ryzyk w Europie Środkowej

Ponad rok od wybuchu wojny w Ukrainie, pochodzący z krajów Europy Środkowo-Wschodniej uczestnicy badania Deloitte nadal odczuwają wpływ wojny na codzienność. 84 proc. ankietowanych przedstawicieli regionu CEE stwierdziło, że firmy podczas podejmowania decyzji mających wpływ na pracowników powinny zwracać większą uwagę na takie kwestie jak brak stabilności politycznej. W tym przypadku przedsiębiorstwa z regionu również mają sporo do nadrobienia: jedynie co piąta firma środkowoeuropejska jest uznawana za gotową do większego uwzględnienia tych czynników. W przypadku Polski oceny wyglądają podobnie. Dla sześciu na dziesięciu polskich ankietowanych główne zagrożenie stanowi jednak ryzyko regulacyjne.

Brak przewidywalności otoczenia gospodarczego sprawił, że pracodawcy traktują kwestie regulacyjne w kategoriach potencjalnych zagrożeń. Do tego dochodzi niestabilność geopolityczna, powodowana m.in. trwającą wojną. Z punktu widzenia skutecznego zarządzania ryzykami natury personalnej bardzo ważne jest, aby przedsiębiorcy z jednej strony planowali kwestie kadrowe z odpowiednim wyprzedzeniem, ale jednocześnie byli w stanie na bieżąco dokonywać zmian w strategii. Firmy stanowiące dla swoich pracowników bezpieczne środowisko odnotują dzięki temu konkretne korzyści – mówi Zbigniew Łobocki, senior manager, Human Capital, Deloitte.

Kearney: Europa wkracza do globalnej rywalizacji na rynku półprzewodników. Jak Polska może zyskać na akcie w sprawie czipów?

Pod koniec ubiegłego roku kraje Unii Europejskiej zatwierdziły European Chips Act, który zakłada przeznaczenie 43 miliardów euro na wsparcie produkcji chipów w Europie. Regulacje mają zaradzić niedoborowi na rynku półprzewodników w Europie i zwiększyć udział w globalnym rynku z 10 proc. do co najmniej 20 proc. do 2030 r. Celem jest rozwinięcie tego sektora przemysłu w Europie, a zarazem zwiększenie suwerenności technologicznej naszego kontynentu. To też szansa dla podmiotów z Polski, na dołączenie do sektora wysokich technologii. Według międzynarodowej firmy doradczej Kearney zaangażowanie się w ekosystem produkcji półprzewodników będzie się wiązać z koniecznością utworzenia setek tysięcy nowych miejsc pracy wśród dostawców, kooperantów oraz w obszarze badań i rozwoju. W jaki sposób to osiągnąć?

W ciągu ostatnich 20 lat Europa z globalnego lidera w produkcji półprzewodników stała się regionem uzależnionym od dostaw czipów z krajów takich jak Stany Zjednoczone, Chiny i Tajwan, tracąc technologiczną suwerenność. Z tego powodu Unia Europejska postawiła sobie za cel, by ponad dwukrotne zwiększyć swój potencjał produkcyjny i powrócić do globalnej rywalizacji na rynku. Jednak, aby ten ambitny plan został zrealizowany, Europa potrzebuje znaczących zachęt, które sprawią, że lokalna produkcja półprzewodników będzie konkurencyjna. Taką rolę ma spełniać, zatwierdzony pod koniec listopada minionego roku, European Chips Act. Na jego mocy zostanie przeznaczone 43 mld euro na wsparcie badań i rozwoju, finansowanie zdolności produkcyjnych oraz monitorowanie rynku i identyfikowanie nadchodzących niedoborów zanim takie wystąpią. Szansę mogłaby wykorzystać także Polska, która może stać się atrakcyjną lokalizacją dla nowoczesnych fabryk oraz skorzystać na zaangażowaniu wykwalifikowanych specjalistów niezbędnych do rozbudowy sektora.

Europa odbudowuje swoją konkurencyjność

European Chips Act ma przede wszystkim zwiększyć konkurencyjność Wspólnoty na globalnym rynku półprzewodników, dzięki czemu Europa ponownie stanie się jednym z regionów mających największy udział w branży na całym świecie. Stworzenie takiego ekosystemu wiąże się z ogromnym postępem, ale przede wszystkim zrekompensuje problem niedoboru chipów. Jednocześnie pobudzi to podaż na wysokokwalifikowanych specjalistów oraz przyśpieszy badania, napędzając cały ekosystem wprowadzania innowacji.

Poza bezpośrednimi korzyściami dla branży, znaczące są również te pośrednie dla całej europejskiej gospodarki. Inwestycja w przemysł półprzewodników wymaga stworzenia dodatkowych zdolności produkcyjnych. Otworzenie fabryki to inwestycja w wysokości do 18 mld euro, a udostępnienie infrastruktury będzie wymagać kolejnych dodatkowych wkładów finansowych o wartości około 2 mld euro, w zależności od dokładnej lokalizacji fabryki. Stworzy to nowe wysokopłatne miejsca pracy. Jednak pozytywny wpływ finansowy na gospodarkę Europy jest znacznie szerszy i obejmuje zwiększoną aktywność gospodarczą, wpływy do systemów budżetowych i tysiące nowych miejsc pracy. Kearney w raporcie „Europe’s urgent need to invest in a leading-edge semiconductor ecosystem” szacuje, że dzięki odbudowie ekosystemu półprzewodników wzrost PKB wyniesie od 77 mld euro do 85 mld euro i od 7 mld euro do 9 mld euro dodatkowych wpływów budżetowych oraz zostanie stworzonych od 17 do 20 tys. nowych miejsc pracy.

Kearney, Economic impact of 5nm mega fab with foundry capacity
Kearney, Economic impact of 5nm mega fab with foundry capacity

– European Chips Act w krótkim i średnim okresie będzie najbardziej zmieniać rzeczywistość przez finansowe wsparcie mocy produkcyjnych już istniejących przedsiębiorstw. Dzięki temu zwiększy się liczba wytwarzanych w Europie czipów starszej generacji. Należy mieć jednak na uwadze, że nie zlikwiduje to technologicznej przepaści w produkcji półprzewodników między Europą a wiodącymi w branży krajami azjatyckimi. Jednak wkład w tworzenie najnowocześniejszych rozwiązań nie musi nastąpić już teraz, bo europejski przemysł, np. samochodowy, bazuje na czipach mniej zaawansowanych niż te, które można znaleźć w nowych modelach smartfonów – mówi Dawid Krzysiak, Partner z warszawskiego biura Kearney, odpowiedzialny za Digital Center of Excellence.

Jak Polska może wygrać na półprzewodnikach?

Walka o wielkie fabryki będzie dla Polski trudna. European Chip Act oraz producenci tacy jak Intel stawiają na lokalizacje, które poza dostępnością specjalistów, muszą spełniać warunek taniej i czystej energii. Dla porównania: we Francji emisja CO2 na kWh energii wynosi ok. 60g, w Niemczech 400g a w Polsce niemal 800g. Z tego powodu rozważane lokalizacje tzw. „kuźni” czipów znajdują się w krajach, w których te ekosystemy już istnieją. Warto jednak stanąć do rywalizacji, bo zakłady zaangażowane w produkcję półprzewodników utworzą setki tysięcy miejsc pracy wśród dostawców, kooperantów oraz w badaniach i rozwoju. To duża szansa, a Polska mogłaby skorzystać z niej kształcąc więcej wysokokwalifikowanych pracowników oraz zwiększając swoją atrakcyjność dla inwestorów z branży nowoczesnych technologii.

By stało się to możliwe, konieczne jest jednak wsparcie i finansowanie ze strony państwa. Rząd musi najpierw zidentyfikować korzyści płynące z europejskiej współpracy, a następnie przeanalizować łańcuch wartości dla branży i określić punkty, w których polska gospodarka mogłaby osiągać największą konkurencyjność. Wymaga to jednak sporego zaangażowania na szczeblu centralnym w budowanie innowacyjności Polski. Co ważne, producenci chipów jako najważniejsi interesariusze, nie powinni być pomijani w tych ustaleniach. Muszą poprawić swoje stosunki z rządami, aby upewnić się, że przyszłe regulacje będą korzystne zarówno dla firm, państw, jak i celów innych administracji rządowych w zakresie bezpieczeństwa narodowego, konkurencyjności i innowacji.

Firmy w obliczu rozwoju półprzewodników w Europie

Firmy, które chcą skorzystać z pomocy zdefiniowanej przez Europejski Akt o Półprzewodnikach powinny wykonać szereg analiz przed przystąpieniem do proponowanych programów. Muszą ocenić ekspozycję na ryzyko, precyzyjnie zidentyfikować odpowiadające im programy, zorientować się w możliwości partnerstw i budowania wspólnych przedsięwzięć (joint ventures), a także w pomocach rządowych i wreszcie ocenić przyszłe inwestycje kapitałowe. Złożoność europejskiego prawa powoduje, że ważne jest określenie konkretnych programów, w jakie mogłaby zaangażować się firma. W najbliższym czasie Unia Europejska chce zainwestować 11 mld euro w ramach dwóch programów – „Cyfrowa Europa” i „Horyzont Europa” oraz pracuje nad ramami prawnymi dla państw członkowskich i firm, które mają ułatwić inwestowanie związane z sektorem półprzewodników.

– Angażując się w produkcję półprzewodników warto też postawić na kooperację. Możliwość ta stała się obecnie bardziej widoczna niż kiedykolwiek, bo amerykańskie zakazy dotyczące chińskiego udziału w łańcuchu dostaw stworzyły większą przestrzeń. Na przykład GlobalFoundries rozwinęło wiele wspólnych przedsięwzięć na całym świecie — w tym w Nowym Jorku z Qualcomm i we Francji z STMicroelectronics — w celu zmniejszenia nakładów inwestycyjnych i szybkiego zwiększenia produkcji chipów na całym świecie. Producenci chipów powinni również zadbać o podobne wspólne przedsięwzięcia w Unii Europejskiej. Takie, dzięki którym będzie można szybciej uruchomić nowe obiekty i przy mniejszych nakładach finansowych, niż w przypadku działania w pojedynkę – mówi Łukasz Wiśniewski, Konsultant z warszawskiego biura Kearney.

Jednocześnie trzeba mieć na uwadze, że UE nie jest jedynym na świecie graczem, który zdecydował się przyjąć rozwiązania, takie jak te określone w European Chips Act. Już wcześniej podobną aktywność podjęły Stany Zjednoczone opracowując CHIPS and Science Act, który posiada cele analogiczne do programu europejskiego. Na podobne ruchy decydują się także Chiny. Oba te kraje w wyścigu o technologie krzemowe są daleko przed Europą, a analizując wydatki na wsparcie produkcji półprzewodników, już na samym starcie plasujemy się dopiero na trzeciej pozycji. W ciągu najbliższych 5 lat USA planuje zainwestować w branżę 52 miliardy dolarów, a Chiny 150 miliardów dolarów w ciągu 10 lat. Plany europejskie mówią natomiast o 43 miliardach euro na przestrzeni 7 lat. Jednak dzięki dużemu doświadczeniu i wysokokwalifikowanym specjalistom mamy duże szanse na rozwój, co przyniesie wymierne korzyści dla europejskiej gospodarki.

Fundusz Unfold.vc inwestuje w Wally Health z USA, czyli dentystę na abonament

  • Notowany na GPW fundusz venture capital vc dołączył do rundy amerykańskiego startupu tworzącego sieć klinik dentystycznych połączonych z innowacyjnym, subskrypcyjnym modelem sprzedaży.
  • Wally Health z siedzibą w Nowym Jorku pozyskał od inwestorów łącznie 3 mln USD, a rundzie przewodniczył fundusz Bling Capital z USA. Startup środki przeznaczy m.in. na rozwój nowoczesnych gabinetów, które uzupełnią opiekę w trybie online, a także wzmocnienie zespołu wykwalifikowanych lekarzy i specjalistów.
  • Wrocławski Unfold.vc poszerzył tym samym portfel inwestycyjny o kolejny startup z branży medycznej. Poza Wally Health, w portfelu rodzimego VC są m.in. Infermedica, Intelliseq czy neurocare group.

Wrocław, 27.02.2023 Amerykański Wally Health z misją zrewolucjonizowania stomatologii poprzez łączenie innowacyjnych klinik dentystycznych z modelem subskrypcyjnym przykuł uwagę międzynarodowych inwestorów, w tym wrocławskiego Unfold.vc. Fundusz dołączył do rundy o wartości 3 mln USD, w której środki na rozwój spółki wyłożyły też fundusze: Bling Capital i GFR Fund ze Stanów Zjednoczonych, Myelin VC z Hiszpanii czy inwestor Jack Abraham, szef amerykańskiego Atomic.vc.

– To inwestycja, na którą wpływ miało wiele czynników, tych wręcz wypisanych w podręcznikach o Venture Capital. Założyciele z doświadczeniem, świetna trakcja, spółka rosnąca kilkadziesiąt procent miesiąc do miesiąca, olbrzymi rynek stomatologiczny w Stanach Zjednoczonych, a do tego realny problem związany z wieloma patologiami sektora zdrowotnego w USA. Nieco uśpiony tam segment dentystyczny potrzebuje innowacji –  mówi Rafał Sobczak, partner zarządzający w Unfold.vc – Misją naszego funduszu jest wspieranie liderów zmian, a Wally Health należy do grona game changerów. Rozwiązanie startupu uzupełnia lukę rynkową, oferując Amerykanom nową jakość leczenia. Dlatego zdecydowaliśmy się zainwestować w spółkę – dodaje.

Wally Health oferuje dostępne w trybie 24/7, korzystne cenowo i skupione na potrzebach pacjentów kompleksowe usługi stomatologiczne w modelu subskrypcyjnym. Startup powstał w 2020 roku. Do grona founderów należą doświadczeni już m.in. w branży fintech i mediowej: Tyler Burnett, Stipe Latkowic i Chelsea Patel. Zdobyty kapitał spółka przeznaczy na rozwój sieci nowoczesnych klinik dentystycznych oraz wzmocnienie kadry, zarówno lekarzy dentystów jak i higienistek.

Hollywódzki uśmiech vs liczby

Legendarne śnieżnobiałe uśmiechy amerykańskich gwiazd to symbol, ale już na pewno nie standard. Struktura  rynku stomatologicznego w USA powoduje, że pacjenci ze względu na potencjalne wysokie koszty leczenia nie kontrolują regularnie stanu uzębienia, a często w ogóle odwlekają decyzje o pójściu do specjalisty. Potwierdzają to niechlubne statystyki. Jak podaje spółka powołując się na dane branżowe, ponad połowa Amerykanów powyżej 65 r.ż. nie korzysta z opieki dentystycznej wcale, a 85 proc. ‘millenialsów’ ma próchnicę.

– Prywatna opieka zdrowotna w Stanach Zjednoczonych równa się bardzo wysokim kosztom leczenia. Pacjenci nie wiedzą, jaki ostatecznie dostaną rachunek i co zostanie pokryte przez ubezpieczyciela. Nie wszyscy też z ubezpieczenia zdrowotnego korzystają, nie zawsze zawiera ono tzw. dental care plan. Gabinety dentystyczne często wykorzystują te sytuacje. Rynek nie koncentruje się na prewencji i proaktywnej opiece dentystycznej, bo to naturalnie ogranicza zyski z kolejnego, bardziej wymagającego finansowo etapu leczenia. Zdarza się niejednokrotnie, że lekarze wykonują zabiegi, które nie są niezbędne. Przykład? Plombowanie jest wręcz nagminne, a często zupełnie niepotrzebne – wyjaśnia Tyler Burnett, założyciel Wally Health, który sam doświadczył tego problemu. Dlatego postanowił działać.

Podejście hybrydowe

Wally Health koncentruje się więc na prewencji i opiece proaktywnej pacjentów, a z innowacyjnych, opartych na najnowocześniejszych technologiach praktyk klinicznych i doradztwa wykwalifikowanej kadry można korzystać zarówno stacjonarnie, jak i online. W ramach rocznej opłaty abonamentowej w wysokości 199 USD spółka oferuje nielimitowaną możliwość przeglądów stomatologicznych, usług higienizacji, obrazowania 3D, a także samodzielnego wybielania zębów z użyciem dostarczanych przez firmę nowatorskich narzędzi i materiałów. W diagnozach lekarze wykorzystują zaawansowaną analitykę opartą na sztucznej inteligencji oraz zautomatyzowane i precyzyjne metody oceny stanu zdrowia pacjenta. Subskrybenci mają możliwość skorzystania z wizyty online dzięki intuicyjnej platformie „one click booking” czy customer service w trybie 24/7.

W ostatnim czasie Wally Health otworzył swoją drugą klinikę dentystyczną w Nowym Jorku – po Upper Eastside, w dzielnicy Tribeca. Ambicją jest rozszerzenie działalności stacjonarnej najpierw na NYC, a docelowo na cały kraj. Do społeczności Wally Health w szybkim tempie dołączają kolejne tysiące członków.

Amerykanie nie chcą płacić 450 USD za jednorazową usługę, która i tak najczęściej mnoży kolejne wizyty u dentysty. Szacujemy, że aż 22 mld USD każdego roku wydawanych jest na niepotrzebne zabiegi dentystyczne. Na tę sytuację wpływ mają m.in. duzi gracze ubezpieczeniowi, którzy zdążyli opanować rynek. My pomijamy pośredników. Powstaliśmy, by dać nową jakość, wsłuchując się w potrzeby pacjentów i reagując odpowiednio wcześniej. Dzięki naszym zaawansowanych rozwiązaniom, łączącym ofertę online i offline, usługi stomatologiczne to komfort, oszczędność czasu i pieniędzy mówi Tyler Burnett.

Rynek stomatologiczny w USA wyceniany jest na ponad 120 mld USD. Spółka swoich klientów widzi przede wszystkim w Amerykanach nie mających ubezpieczenia zdrowotnego obejmującego leczenie dentystyczne – mowa tu o ok. 76 mln osób. Sam Nowy Jork to 8 mln potencjalnych subskrybentów Wally Health.

DJIA najniżej od 2 miesięcy

Średnia przemysłowa Dow Jonesa spadła w piątek do najniższego poziomu od 2 miesięcy (-1,02 proc.). S&P 500 (-1,05 proc.) i Nasdaq Composite (-1,69 proc.) znalazły się w piątek na najniższych poziomach od drugiej połowy stycznia. Dziś rano ok. godz. 9:40 ontrakty na S&P 500 na CME odbijały w górę o 0,38 proc.

Na rynkach akcji Azji i Oceanii wśród głównych indeksów minimalnie rósł dziś jedynie malezyjski KLCI (+0,06 proc.). Pozostałe główne indeksy spadały (najsilniej – o 2,03 proc. – filipiński PSEi).

Inaczej było w Europie, gdzie rano przeważały zwyżki korygujące piątkowe spadki (DAX +1,07 proc., CAC 40 +1,04 proc.).

WIG-20 rósł ok. godz. 9:45 o 0,41 proc. Wśród składników mWIG-u 40 swe historyczne maksimum osiągnął dziś rano kurs akcji spółki 11 bit studios. Wśród składników sWIG-u 80 swe nowe cykliczne maksima osiągnęły dziś rano ceny akcji spółek Synektik, Cognor Holding, Sygnity oraz Scope Fluidics.

Rentowność amerykańskich 10-letnich obligacji skarbowych utrzymywała się w okolicach swoich ostatnich 3-miesięcznych maksimów. Lekko odbijała w górę dziś rano rentowność 10-latek polskiego rządu.

Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie rosła dziś rano o ponad 3 proc. docierając do poziomu swoich lokalnych maksimów z ostatnich 3 tygodni. Minimalnie rosła dziś rano cena kontraktów na amerykańską ropę naftową (WTI; +0,09 proc.), natomiast lekko spadała cena kontraktów na ropę Brent (-0,37 proc. ok. godz. 9:20). Kurs palladu spadł w piątek do poziomu swego dołka z marca 2020, a dziś rano odbijał w górę o 2 proc. Lekko rosły również ceny kontraktów na pozostałe metale szlachetne (złoto +0,09 proc., srebro +0,11 proc., platyna +0,44 proc. ok. 9:20). Cena kontraktów na pszenicę na CBOT spadła w piątek do najniższego poziomu od września 2021, a dziś rano ok. godz. 9:25 odbijała w górę o 1,57 proc.

Kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena wzrósł w piątek po raz pierwszy od dwóch miesięcy powyżej poziomu 136 JPY, a dziś rano lekko korygował tą zwyżkę (-0,23 proc. ok. godz.9:05). Kurs EUR/USD minimalnie odreagowywał dziś rano lutego spadki (+0,08 proc. ok. godz. 9:05).

Stabilny był dziś rano kurs polskiego złotego (EUR/PLN -0,01 proc., USD/PLN -0,1 proc. ok. godz. 9:05).

Kurs Bitcoina względem amerykańskiego spadał w piątek i sobotę na poniżej 23000 USD, ale później wrócić powyżej tego poziomu. Dziś rano kurs BTC/USD minimalnie spadał -0,15 proc. ok. godz. 9:00.

Wojciech Bialek, OANDA TMS Brokers S.A. 

Intensyfikacja działań wojennych w Ukrainie doprowadziła do wyprzedaży na GPW

Okazuje się, że wojna mocno wpływa na wyobraźnię inwestorów. Jednak są trzy spółki, które właśnie ostatnio zyskały w ich oczach.

– Pierwsza reakcja była taka, że traciły wszystkie spółki z WIG20, gdy indeks ten był wcześniej w trendzie bocznym lub w korekcyjnym trendzie spadkowym – mówi w rozmowie z MarketNews24 Maciej Kietliński, ekspert XTB.

Jest jednak nieliczne grona spółek z warszawskiego parkietu, które rosną w takiej sytuacji. To Lubawa SA, Zremb-Chojnice SA i Protektor SA.

Lubawa SA jest znana z produkcji kamizelek kuloodpornych, ale to nie jest dominująca produkcja tej spółki. W jej przychodach najważniejsze jest wytwarzanie materiałów wykorzystywanych do parasoli w ogródkach piwnych i zewnętrznych reklam.

Spółka zwiększyła swoje przychody z segmentu kamizelek, co nie oznacza jednak, że w raporcie za trzeci kwartał pokazała zaskakującą eksplozję zysków.

– Inwestorzy bardzo emocjonalnie podchodzą do tej spółki, choć kamizelki kuloodporne to jej produkcja poboczna – komentuje ekspert XTB.

Podobna jest sytuacja z Protektorem, producentem obuwia specjalistycznego. W strukturze przychodów spółki najważniejsze jest obuwie medyczne, gdy obuwie militarne bądź paramilitarne to kilkanaście procent przychodów.

Natomiast Zremb-Chojnice SA to producent kontenerów specjalistycznych, w tym także dla wojska.

Inwestowanie w te trzy spółki należy traktować przede wszystkim krótkoterminowo. Dla przykładu 52-tygodniowe minimum kursu akcji to 0,98 zł, gdy maksimum – to 5,00 zł. W drugiej połowie lutego kurs akcji znajdował się w okolicach 3,20 zł, nie był więcej wyjątkowo wysoki, ale jednocześnie w ciągu miesiąca rósł od poziomu 2,30 zł.