SoftBlue SA w 2022 r. wypracowała 22,2 mln zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi wzrost o 46,5% w stosunku do 2021 r. EBITDA oraz zysk netto za ubiegły rok uplasowały się na poziomie odpowiednio 2,4 mln zł oraz 2,1 mln zł. Na generowane przez Spółkę wyniki finansowe wpływ miała przede wszystkim działalność w sektorze software oraz hardware. SoftBlue sukcesywnie zwiększa grono zagranicznych klientów w tych obszarach.
– Jesteśmy zadowoleni z wyników, jakie osiągnęliśmy w ubiegłym roku. Pokazują one sukcesywny rozwój naszej firmy. Głównym motorem napędowym był sektor software oraz hardware, jednak zarówno w obszarze eco solutions jak i telekomunikacji poczyniliśmy znaczące postępy. Obecnie skupiamy się na pozyskiwaniu kolejnych klientów zagranicznych oraz udoskonalaniu takich rozwiązań jak AirDron czy nasz autorski system zarządzania i monitorowania zużycia energii (Autonomous Data Controler). Zależy nam, aby oferowane przez nas rozwiązania wpływały na poprawę jakości środowiska, a co za tym idzie na lepsze życie społeczeństwa. – powiedział Michał Kierul, prezes zarządu SoftBlue SA.
W okresie październik-grudzień SoftBlue SA zanotowała prawie 5,6 mln zł przychodów ze sprzedaży. EBITDA osiągnęła wartość niemal 1,8 mln zł, a zysk netto 1,7 mln zł. Strategią SoftBlue jest dalsze rozwijanie kluczowych segmentów działalności – software i hardware, eco solutions oraz telekomunikacja w celu zwiększania skali działalności przedsiębiorstwa jak również ekspansji opracowywanych produktów oraz pomysłów na rynki zagraniczne
– W ubiegłym roku bardzo mocno postawiliśmy na dywersyfikację geograficzną oraz sektorową w zakresie rozwiązań software oraz hardware. Chcemy, aby nasz biznes był jak najbardziej odporny na zmienną sytuację makroekonomiczną. Współpracowaliśmy z przedsiębiorstwami m.in. z branży oli&gas, gamingowej czy lotnictwa. Posiadamy klientów z wielu krajów w tym z USA czy Wielkiej Brytanii. Plusem takich projektów jest wyższa marżowość. Widzimy spore zainteresowanie naszym rozwiązaniem AirDron, zarówno na rynku krajowym jak również zagranicznym. Chcemy, aby to rozwiązanie oferowało jak największy szereg możliwości w celu zwiększenia rozpoznawalności wśród odbiorców na rynkach międzynarodowych. – dodaje Michał Kierul, prezes zarządu SoftBlue SA.
Spółka aktywnie uczestniczy w budowaniu wartości projektów technologicznych. SoftBlue posiada własne projekty takie jak AirDron oraz system zarządzania i monitorowania zużycia energii, które komercjalizuje. Są to rozwiązania wspomagające poprawę stanu środowiska cieszące się dużą popularnością wśród przedsiębiorstw prywatnych jak również publicznych. SoftBlue oferuje również kompleksowe wsparcie merytoryczne wspomagające projektodawców naukowych w komercjalizacji ich przedsięwzięć. Spółka konsekwentnie realizuje politykę sprzedażową w zakresie umacniania pozycji na rynku telekomunikacyjnym.
Eco5tech SA, notowana na rynku NewConnect, zajmująca się projektowaniem i nadzorami w sektorze budownictwa i implementacją projektowo-wykonawczą innowacyjnych rozwiązań w zakresie Property Technology, po czterech kwartałach ubiegłego roku zaraportowała blisko 12,5 mln zł przychodów ze sprzedaży, co stanowi 55 proc. wzrost rok do roku. Wysoka sprzedaż pozwoliła wypracować Spółce 633 tys. zł. zysku operacyjnego oraz 562 tys. zł zysku netto.
– W całym ubiegłym roku zrealizowaliśmy szereg ważnych projektów. Pozwoliło to nam zwiększyć roczne przychody o ponad pięćdziesiąt procent. Rozliczenie wielu etapów pozwoliło Eco5tech wypracować dodatni wynik końcowy. – mówi Alicja Gackowska, prezes zarządu Eco5Tech – W nadchodzącym roku chcemy jeszcze mocniej wejść w obszar związany z projektowaniem, co będzie miało odzwierciedlenie rosnącej skali naszego biznesu. Sytuacja na rynku jest bardzo zmienna, a inflacja powoduje, iż coraz częściej zakresy inwestycyjne zostają ograniczone. Jednak pozostaję umiarkowaną optymistką. – dodaje prezes.
Pomimo dynamicznie zmieniającego się otoczenia rynkowego oraz wysokiej inflacji wpływającej m.in. na możliwości inwestycyjne w gospodarce, Eco5tech w samym czwartym kwartale ubiegłego roku wypracowało przychody na podobnym poziomie co w 2021 r. (3,91 mln zł w 2022 r. do 3,96 mln zł). Zysk z działalności operacyjnej w czwartym kwartale 2022 r. wyniósł 854 tys. zł (1,83 mln zł w analogicznym okresie 2021 r.). Natomiast zysk netto został zaraportowany na poziomie 861 tys. zł (1,57 mln zł – IV kw. 2021).
W czwartym kwartale Spółka kontynuowała prace związane z realizacją podpisanych wcześniej umów oraz działań związanych z przyjętą strategią Eco5tech.
– Był to intensywny okres. Zrealizowaliśmy wiele etapów naszych kontraktów. Zakończyliśmy np. projekt dotyczący opracowania dokumentacji projektowo-kosztorysowej budowy dróg dla Gminy Miasto Włocławek. Ważnym etapem było również przekazanie koncepcji projektowej Inwestorowi, która dotyczyła modernizacji Ośrodka Szkoleniowego Krajowej Szkoły Sądownictwa i Prokuratury w Dębe. Podpisaliśmy również kolejne ważne umowy m.in. z Województwem Kujawsko – Pomorskim, reprezentowanym przez Zarząd Dróg Wojewódzkich w Bydgoszczy. – zauważa Alicja Gackowska.
W czwartym kwartale Eco5tech rozpoczęło kolejny etap prac dla projektu dotyczącego opracowania dokumentacji projektowej dla rozbudowy i budowy drogi wojewódzkiej nr 579 na odcinku od m. Błonie do węzła na autostradzie A2 na terenie gminy Grodzisk Mazowiecki. Ponadto, Spółka zakończyła etap koncepcyjny budynku magazynowo – biurowego dla Zarządu Dróg i Utrzymania Miasta we Wrocławiu i rozpoczęła prace nad projektem budowalnym inwestycji.
Eco5tech zakończyło również etap nadzorów autorskich dla Inkubatora Przedsiębiorczości wybudowanego w Bydgoskim Parku Przemysłowo-Technologicznym. Na podstawie opracowanej przez Spółkę dokumentacji powstał obiekt o kubaturze ok. 29 664 m3 , który posiada już prawomocne pozwolenie na użytkowanie.
Działalność w sektorze PropTech
W obszarze nowoczesnych technologii dla budownictwa i rynku nieruchomości (PropTech) Eco5tech kontynuowało prace zawiązane z projektem pn. „Opracowanie innowacyjnego systemu analizy epidemiologicznej w budynkach” dla którego pod koniec zeszłego roku pozyskał znaczące dofinansowanie. W ramach projektu Spółka prowadzi prace badawczo-rozwojowe mające na celu opracowanie innowacyjnego systemu, umożliwiającego bezpieczne i komfortowe korzystanie z danego budynku.
– Niezmiennie pracujemy również nad na nawiązywaniem współpracy z potencjalnymi partnerami biznesowymi w zakresie komercjalizacji innowacyjnego systemy monitoringu zużycia mediów (MCA5tech). Jesteśmy już po bardzo ważnym etapie związanym z pozyskaniem klienta. – zakończyła Alicja Gackowska.
MCA5tech (Media Consumption Analyzer) przeznaczony jest do lokalnego zbierania, rejestrowania i analizy danych pochodzących z urządzeń przynależnych do jednego budynku, instalacji lub rozdzielni. Jest to urządzenie autonomiczne tzn. umożliwia zarówno akwizycję, archiwizację i przetwarzanie danych, jak i prezentację wyników analizy.
W styczniu br. codzienne zakupy były średnio o 20% droższe niż rok wcześniej. Śledząc wyniki z ostatnich trzech miesięcy, można zauważyć, że w relacji rocznej dynamika wzrostu cen spada. Jednak konsumenci wciąż słono płacą za zakupy. Komentujący powyższe dane eksperci wyjaśniają, że ceny ciągle rosną, tylko nieco wolniej. Jednocześnie dają nadzieję na to, że w kolejnych miesiącach dynamika podwyżek będzie stopniowo się obniżać, choć i tak pozostanie wysoka. Niemniej przypominają też o niepewności otoczenia gospodarki, którą wzmacnia eskalacja wojny w Ukrainie.
Widać spadek
Jak podaje cykliczny raport pt. „INDEKS CEN W SKLEPACH DETALICZNYCH”, koszty codziennych zakupów w styczniu br. zdrożały średnio o 20% w porównaniu do analogicznego okresu 2022 roku. Tak wykazała analiza 17 kategorii i prawie 100 artykułów codziennego użytku, najczęściej kupowanych przez konsumentów. Sprawdzono łącznie blisko 69 tys. cen oferowanych przez 37 tys. sklepów. Patrząc na dane z ostatnich miesięcy, można stwierdzić, że dynamika wzrostu cen zaczęła hamować. W grudniu i w listopadzie – według tej samej metodologii – wyniki były odpowiednio na poziomie 24,8% i 25,8% rdr. Zatem widać, że coś się zmienia.
– Sytuacja na światowym rynku surowców rolnych stopniowo się normalizuje po ubiegłorocznym szoku, jakim była rosyjska agresja na Ukrainę. W II połowie ub.r. oraz w styczniu 2023 roku ceny spadały. W I miesiącu br. średni poziom notowań, zobrazowany indeksem FAO, był niższy niż rok wcześniej. Osłabienie cen na świecie zmniejsza presję kosztową w przemyśle spożywczym. Ale przedsiębiorstwa spożywcze wciąż pozostają pod wpływem wysokich kosztów pozasurowcowych, które również znajdują swoje odzwierciedlenie w cenach detalicznych żywności – komentuje Grzegorz Rykaczewski, ekspert analiz sektora rolno-spożywczego Banku Pekao.
Jak stwierdza dr Edyta Wojtyla z Wyższej Szkoły Bankowej w Poznaniu, opanowanie przez rynki sytuacji niedoboru surowców ograniczyło podażowe czynniki podwyżek cen pod koniec ub.r. Ceny styczniowe były ustalane na podstawie kosztów poniesionych w ostatnim miesiącu 2022 roku, kiedy jeszcze obowiązywały tarcze antyinflacyjne na energię i paliwo. W styczniu br. utrzymano ponadto zerowy VAT na podstawowe produkty spożywcze. Istotne znaczenie dla dynamiki wzrostu cen miała też wysoka baza ze stycznia 2022 roku, kiedy inflacja w koszyku GUS osiągnęła wartość powyżej 9%.
– Główną przyczyną słabszego wzrostu cen jest to, że wyczerpuje się siła impulsu wzrostowego wygenerowanego m.in. przez rosyjską inwazję na Ukrainę. Spowodowała ona spadek podaży niektórych produktów żywnościowych przy jednoczesnym wzroście kosztów produkcji. Natomiast im więcej czasu mija od pojawienia się tego czynnika, tym jego efekt jest słabszy. Należy też pamiętać o tym, że popyt konsumpcyjny Polaków osłabł w ostatnich miesiącach, a to obniża możliwości podwyżek cen, jest to więc drugi ważny argument – podkreśla Marcin Luziński, ekonomista z Santander Bank Polska.
Stały trend?
Jeszcze miesiąc temu wielu ekspertów z branży retailowej podkreślało, że grudniowy odczyt wzrostu cen w relacji rocznej nie był reprezentatywny. Tłumaczono, że sieci handlowe wstrzymały się z podnoszeniem cen przed samymi świętami, żeby nie odstraszyć klientów. Jednak brak rosnących podwyżek rdr. widać już drugi miesiąc z rzędu. Jak przekonuje dr Edyta Wojtyla, o stałym wyhamowaniu wysokiej dynamiki wzrostu cen będzie można mówić dopiero w sytuacji podtrzymania aktualnego trendu stabilizacyjnego podaży surowców i cen kosztów produkcji w I kwartale 2023 roku. Drugim przejawem tego zjawiska będzie wyregulowanie się rynku w warunkach trwałej likwidacji tarcz antyinflacyjnych, także związanych z wakacjami kredytowymi i obniżeniem podatku VAT na żywność.
– Wolniejszy wzrost cen jest już widoczny od kilku miesięcy. Moim zdaniem, będzie to trwały trend, o ile oczywiście nie pojawią się nowe szoki cenowe. Uważam, że przez cały 2023 rok dynamika podwyżek w ujęciu rok do roku będzie się stopniowo obniżać, choć i tak pozostanie relatywnie wysoka. Należy jednocześnie pamiętać, że ceny nadal rosną, tyle tylko że nieco wolniej – przewiduje Marcin Luziński.
Z kolei dr Włodzimierz Zasadzki z Wyższej Szkoły Bankowej w Szczecinie uważa, że widoczny już od paru miesięcy spadek dynamiki wzrostu cen w relacji rocznej powinien okazać się stałym trendem również w kolejnych miesiącach 2023 roku. Wpłynie na to ograniczenie aktywności gospodarczej i spadek ilości pieniędzy w obiegu. Konsumenci wydają ich mniej, a firmy ograniczają inwestycje. Te tendencje wspiera też zamrożenie taryf energetycznych dla gospodarstw domowych oraz zapowiedziana pomoc dla piekarni i cukierni w zakresie niższych stawek za gaz. Ekspert zaznacza jednak, że wydatki na codzienne zakupy wciąż będą wysokie, bo produkty w sklepach nie tanieją, tylko drożeją w wolniejszym tempie.
– Moim zdaniem, wolniejszy wzrost cen utrzyma się, o ile oczywiście nie pojawią się nowe szoki cenowe. Uważam, że przez cały 2023 rok dynamika podwyżek w ujęciu rok do roku będzie się stopniowo obniżać, choć i tak pozostanie relatywnie wysoka – dodaje ekonomista z Santander Bank.
Jak przypomina ekspertka z WSB w Poznaniu, mimo globalnego trendu dezinflacyjnego, wciąż mamy do czynienia z kształtowaniem się światowej produkcji i handlu w warunkach oddziaływania nadzwyczajnych instrumentów antyinflacyjcych. Ceny minimalne, dopłaty rządowe i inne transfery środków finansowych mające wspierać utrzymanie aktywności gospodarczej w poszczególnych krajach, zaburzają naturalne mechanizmy rynkowe. Odblokowanie ich może wpłynąć na kolejny skokowy wzrost cen na świecie i w Polsce. Dr Wojtyla zwraca też uwagę na to, że wszystko dzieje się w warunkach niezdrowej dla gospodarki niepewności otoczenia, którą potęguje eskalacja wojny w Ukrainie. Do tego dochodzą działania Rosji w ramach odwetu za sankcje świata zachodniego.
Creotech Instruments, wiodący w Europie producent systemów i podzespołów ded. technologii kwantowej, po raz kolejny został wybrany do międzynarodowego konsorcjum realizującego projekt z obszaru kwantowego. To wynik pomyślnie zakończonych negocjacji z Europejską Agencją Kosmiczną (ESA), przedmiotem których było ustalenie warunków kontraktu dla projektu Quantum Key Distribution High Rate Detector Predevelopment. Celem przedsięwzięcia jest opracowanie detektora pojedynczych fotonów z wysoką wydajnością kwantową. Urządzenie to znajdzie zastosowanie w stacjach naziemnych systemów kwantowej dystrybucji klucza QKD oraz komunikacji optycznej, w szczególności podczas komunikacji z misjami realizowanymi w daleki kosmos. Projekt rozszerzy portfolio Spółki w obszarze kwantowej dystrybucji kluczy o segment komunikacji z satelitami. Wartość kontraktu wynosi 799 128,07 EUR, a podpisanie umowy na realizację projektu planowane jest na marzec br.
–Cieszę się, że nasze kompetencje są zauważane i doceniane. Za nami kolejne zakończone powodzeniem negocjacje z ESA, tym razem dotyczące działalności z obszaru technologii kwantowej. Rozmowy obejmowały ustalenie warunków kontraktu dla projektu QKD HRDP, którego celem jest stworzenie specjalnego detektora pojedynczych fotonów. Znajdzie on zastosowanie m.in. w komunikacji z misjami realizowanymi w daleki kosmos, ale przede wszystkim będzie elementem składowym przyszłej sieci kwantowej dystrybucji kluczy szyfrujących przy pomocy satelitów. Liczymy na powodzenie tego projektu, ponieważ pozwoli on w istotny sposób przyczynić się do wzbogacenia naszego portfolio z obszaru kwantowej dystrybucji kluczy o segment komunikacji z satelitami. Ufam także, że odpowiednio dobrana dywersyfikacja oferty docelowo umożliwi nam dotarcie do szerokiej grupy klientów – mówi dr hab. Grzegorz Brona, Prezes Zarządu Creotech Instruments S.A. – Podpisanie umowy na realizację całego przedsięwzięcia z ESA planujemy na marzec tego roku – dodaje Brona.
Wartość ww. kontraktu opiewa na 799 128,07 EUR, z czego 399 734,58 EUR przypada dla Creotech Instruments S.A., jako lidera konsorcjum.
– Na realizację projektu mamy niespełna trzy lata. To optymalny czas, który postaramy się w pełni wykorzystać. Posiadamy cenną wiedzę z zakresu elektroniki kwantowej nowej generacji, mamy wyspecjalizowanych inżynierów i doświadczonych partnerów, m.in. z Monachium. Kwantowa dystrybucja kluczy szyfrujących jest przyszłością bezpiecznej telekomunikacji. Opublikowany 14.02.2023 przez MarketWatch raport „Global Quantum Key Distribution (QKD) Market Research Reports, Industry Size, Growth Opportunity, Regional Analysis 2023 to 2031” pokazuje, że w najbliższych latach rynek ten będzie rosnąć 30% rok do roku, osiągając wartość prawie 9 mld USD w 2031 roku – komentuje Grzegorz Brona.
QKD HRDP to nie jedyny projekt kwantowy, w którym znaczącą rolę odgrywa zespół Creotech Instruments. Spółka m.in. współtworzy najbardziej zaawansowany na rynku ekosystem sprzętowy do kontroli kubitów o nazwie Sinara, opracowywany wspólnie z wiodącymi grupami badawczymi, m.in. z Uniwersytetem w Oxfordzie.
Polscy specjaliści od kilku miesięcy biorą także czynny udział w przełomowym projekcie powstania pierwszego, dużego komputera kwantowego dla Unii Europejskiej. Celem tego przedsięwzięcia jest budowa 100-kubitowego komputera kwantowego do 2025 roku oraz uzyskanie gotowości technologicznej do budowy 1000-kubitowego rozwiązania do 2029 roku.
Creotech odpowiedzialny jest także za stworzenie pierwszego polskiego komputera kwantowego, który docelowo powstanie w infrastrukturze HPC Poznańskiego Centrum Superkomputerowo – Sieciowego.
Projekt QKD HRDP jest jednak unikalny, ponieważ łączy kompetencje wypracowane przez Creotech w sektorze kwantowym z tymi wypracowanymi w sektorze kosmicznym.
Prowadzenie firmy w obecnych czasach nie wszystkim przychodzi łatwo. Problem ten dotyczy szczególnie młodych firmy, które w pierwszych latach działalności walczą o utrzymanie się na rynku.
Najtrudniejszy okres to pierwsze 2-3 lata firmy, po tym stopniowo nastaje okres stabilizacji, w trakcie którego warto pomyśleć o rozwoju. Z uwagi na wiek firmy ciężko jednak znaleźć niezbędne na to oszczędności, wówczas warto wziąćkredyt dla firm, który pomoże zrealizować wyznaczone cele.
Zobowiązanie najłatwiej będzie uzyskać z pomocą doświadczonego profesjonalisty — np. pośrednika kredytowego. Kiedy i dlaczego warto zdecydować się na jego wsparcie przy staraniach o pożyczkę? Odpowiadamy!
Jaki kredyt dla firm wybrać?
Rynek finansowy oferuje różne produkty dostosowane do potrzeb współczesnego przedsiębiorcy. Część możliwych do zaciągnięcia kredytów lub innych pożyczek pozwala realizować rozwojowe cele, a część pokryć bieżące wydatki, w tym również okiełznać rosnące długi, nad którymi straciłeś kontrolę. Z tego powodu w ofercie banków działających na terenie Polski znaleźć można najczęściej następujące rodzaje kredytów:
inwestycyjne, które ułatwiają zakup nowych pojazdów, nieruchomości, urządzeń, maszyn, licencji, czy oprogramowań;
obrotowe, dzięki którym firma może szybko pokryć bieżące koszty takie jak np.: wypłacenie zaległych wynagrodzeń pracownikom, uregulowanie podatku i innych obowiązkowych składek, czy opłacenie towarów i usług niezbędnych do dalszego funkcjonowania przedsiębiorstwa;
konsolidacyjne przeznaczone do połączenia kilku długów w jeden, na lepszych warunkach spłaty. Pożyczka cechuje się niższą ratą oraz wydłużonym okresem spłaty;
w rachunku bieżącym, który w ramach określonego limitu umożliwia firmie dostęp do środków wtedy, kiedy tego potrzebuje.
Rynek finansowy oferuje znacznie więcej produktów przeznaczonych dla klientów biznesowych. Powyższe przykłady są jednak najchętniej i najczęściej wybieranymi rozwiązaniami przez małe i duże firmy.
Dlaczego warto zaciągać pożyczki z pomocą profesjonalisty?
Wydarzenia ostatnich lat sprawiły, że ceny kredytów poszybowały w górę. Przez to znacznie trudniej jest zaciągnąć zobowiązanie na dobrych warunkach spłaty. Samodzielna próba poszukiwania takiej ofert może zatem być albo bezskuteczna, albo zabrać zbyt wiele cennego czasu.
Aby nie tracić go zbyt wiele, lepiej oddać sprawy w ręce doświadczonego profesjonalisty. Jest nim np. pośrednik kredytowy ze Spłaty Kredytów, który skupi się na dokładnej analizie Twoich finansowych możliwości i na ich podstawie znajdzie odpowiednio dopasowany produkt z atrakcyjnymi warunkami spłaty.
Tak w styczniu 2023 roku prezentowała się grupa polskich internautów korzystających z usług randkowych według badania Mediapanel. Analitycy PBI i Gemius sprawdzili, które z popularnych serwisów cieszyły się większym zainteresowaniem użytkowników i jak to zainteresowanie kształtowało się w zależności od płci i wieku odbiorców.
W styczniu 2023 z usług randkowych (serwisów i aplikacji) skorzystał co piąty internauta (6,1 mln użytkowników), który spędził w nich średnio 1 godzinę 28 minut. Na jedną użytkowniczkę serwisów randkowych (2,2 mln kobiet) przypadało niemal dwóch użytkowników (3,9 mln mężczyzn).
Randkowaniem w sieci mało zainteresowana była grupa najmłodszych użytkowników internetu. Osoby w wieku 15-20 lat są niedoreprezentowane w serwisach i aplikacjach randkowych, co pokazują wartości Affinity Index znacząco poniżej 100. Zainteresowanie randkami w sieci było większe wśród osób pomiędzy 20. a 50. rokiem życia, jednak można tutaj zauważyć duże różnice związane z płcią. Usługami randkowymi dużo rzadziej interesowały się kobiety we wszystkich grupach wiekowych – w ich przypadku wartości Affinity Index nie przekraczały 100. Najwięcej czasu w tych serwisach spędzały kobiety w wieku 21-35 lat, najmniej – w wieku 36-50 lat.
W przypadku mężczyzn zainteresowanie serwisami randkowymi jest dużo wyższe. Najczęściej z serwisów randkowych korzystali panowie pomiędzy 20. a 50. rokiem rokiem życia. Mężczyźni w wieku 51-75 lat odwiedzali serwisy randkowe rzadziej, jednak ich zainteresowanie było nadal wysokie – Affinity Index wciąż przekraczał 100. Z kolei grupa wiekowa 36-50 lat poświęcała na usługi randkowe najwięcej czasu.
Preferencje obydwu płci różniły się także, jeśli chodzi o trzy najpopularniejsze aplikacje i serwisy o charakterze randkowym. Top 3 usługi odwiedzane przez mężczyzn w styczniu to Onet Sympatia, Erodate.pl oraz aplikacja Tinder. W przypadku kobiet na pierwszym miejscu również znalazła się Onet Sympatia, natomiast na kolejnych – aplikacje Tinder i Badoo.
W przypadku mężczyzn w różnym wieku widoczne były różnice w preferowaniu konkretnych typów usług. Mężczyźni z grupy wiekowej 21-30 chętniej sięgali po aplikacje randkowe, natomiast ci z grupy wiekowej 51-75 korzystali z serwisów (nawet jeśli dana usługa była też dostępna jako aplikacja – przypadek Badoo). Takiej różnicy nie widać w przypadku analogicznej grupy internautek – kobiety z grupy 51-75 lat nadal chętniej korzystają z aplikacji Badoo niż z serwisu Badoo.
Startuje sezon rozliczania PIT-ów za 2022 r. 15 lutego ponownie uruchomiona zostaje usługa e-PIT, która od 3 lutego przechodziła prace serwisowe.
2023 to już piąty rok, kiedy można rozliczyć się za pośrednictwem systemu e-PIT. Szczególnie w pierwszych dniach rozliczeń może to jak co roku przynieść utrudnienia w działaniu usług, z uwagi na większe niż zazwyczaj obciążenia systemu. W przypadku PIT-ów czas ma jednak ogromne znaczenie, gdyż od dnia złożenia rozliczenia zaczyna się liczyć terminu na zwrot podatku.
Zamykamy dość specyficzny rok podatkowy, który dla nikogo nie był łatwy. Dodatkowy ruch na platformie e-PIT może wynikać z większej niż zazwyczaj ciekawości i niepewności, związanej z zamieszaniem wywołanym Polskim Ładem oraz sporą liczbą zmian w 2022 r. Podatnicy chcą dowiedzieć się jak wygląda ich rozliczenie za ubiegły rok – może się okazać, że wielu z nich w zeznaniu rocznym wyjdzie niedopłata lub nadpłata.
Jakie zeznania można złożyć w usłudze e-PIT?
System e-PIT obejmuje przede wszystkim podstawowe zeznania PIT-37, które stosuje większość podatników. W PIT-37 rozliczymy swoje przychody m.in. z tytułu umowy o pracę czy umowy zlecenia. W tym roku w systemie e-PIT będą również dostępne formularze PIT-38 (dla osób prywatnych uzyskujących dochody kapitałowe), PIT-28 (dla osób i spółek uzyskujących przychody ewidencjonowane opodatkowane w formie ryczałtu) i PIT-36 (dla podatników uzyskujących przychody opodtakowane na skali podatkowej).
Na platformie czekają na podatników głównie przygotowane do wysłania deklaracje PIT-37. Są one przeliczane na podstawie dokumentów PIT-11 przesłanych do systemu do końca stycznia m.in. przez zakłady pracy. Jednak trzeba pamiętać, że jeśli podatnik chce rozliczyć się ze współmałżonkiem, musi podać tę informację w zeznaniu, czyli edytować przygotowany przez system PIT-37. Uzupełnienia wymagają także indywidualne ulgi i odliczenia, np. ulga rehabilitacyjna czy termomodernizacyjna.
W związku z tym lepiej nie polegać wyłącznie na przygotowanym formularzu PIT i zweryfikować ulgi. Warto też przekazać 1,5% podatku wybranej organizacji pożytku publicznego.
Piotr Juszczyk, Główny Doradca Podatkowy w firmie inFakt
Wielka Brytania wprowadziła przepisy, które ograniczają zakres działalności unijnych przewoźników na wyspach. Zmiany obejmują zasady kabotażu, transportu intermodalnego oraz przewozu towarów w ramach ruchu trójstronnego.
Do grudnia 2022 roku zasady przewozów na linii UE – Wielka Brytania odbywały się na podstawie przepisów umowy o handlu i współpracy (TCA – Trade and Cooperation Agreement), zawartej pod koniec 2020 r. „Z końcem 2022 r. brytyjski rząd postanowił wprowadzić jednak zmiany do krajowych przepisów o transporcie międzynarodowym, dotyczące kwestii nieuregulowanych w umowie TCA. W praktyce ta decyzja ma na celu zrównanie praw przewoźników brytyjskich z unijnymi, którzy do tej pory dysponowali szerszym zakresem swobód.” – komentuje Lucica Kucharec, aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej.
Minimalny wymiar kabotażu
Do grudnia 2022 r. przewoźnicy z UE mogli wykonać jeden przejazd kabotażowy w ciągu trzech dni od wjazdu do Wielkiej Brytanii “na pusto”, czyli bez ładunku, co dopuszczały przepisy krajowe. Jednak jak zaznacza Lucica Kucharec, aplikantka radcowska w TC Kancelarii Prawnej, umowa TCA przewiduje jednak, że kabotaż jest możliwy wyłącznie po przewozie z ładunkiem, w wymiarze dwóch transportów wewnętrznych na przestrzeni 7 dni od chwili wjazdu do Wielkiej Brytanii. W myśl zmian przepis w TCA stał się nadrzędny, a zapis o pojedynczym kabotażu zniknął z prawa krajowego.
Zakaz transportu intermodalnego
W myśl zmian, od grudnia 2022 r. przewoźnicy z UE mogą wykonywać przewozy do lub z Wielkiej Brytanii w całości tym samym pojazdem lub zespołem pojazdów. Od tej chwili łączenie środków transportu oraz dróg wykonywania przewozu nie jest możliwe. Dodatkowo zniesiono również pomocnicze prawo dostępu dla przewoźników z UE do załadunku i rozładunku towarów w ramach operacji transportu kombinowanego, który odbywa się w odległości 25 km od wybrzeża Wielkiej Brytanii.
Aplikantka z TC Kancelarii prawnej dodaje, że aktualizacja przepisów w tym zakresie wynika z faktu, że prawa dostępu do transportu kombinowanego zostały wygaszone dla brytyjskich przewoźników drogowych w UE na mocy umowy TCA.
Transport trójstronny na podstawie EKMT
Wcześniej przewoźnicy z UE posiadający licencję wspólnotową mogli udać się do Zjednoczonego Królestwa, aby odebrać towary, a następnie przewieźć je do państwa trzeciego. „Wówczas mieliśmy do czynienia z ruchem trójstronnym. Ponieważ tego rodzaju przejazdy nie zostały ujęte w TCA, w grudniu 2022 r. przepisy uległy zmianie.” – mówi Lucica Kucharec.
Unijni przewoźnicy zachowali prawo do wykonywania przejazdów w ruchu trójstronnym, ale będą musieli posiadać zezwolenie wydane przez Europejską Konferencję Ministrów Transportu („EKMT”).
Jak uzyskać zezwolenie EKMT?
Zezwolenie EKMT jest dokumentem pozwalającym wykonywać nieograniczoną liczbę kursów pomiędzy krajami członkowskimi EKMT, których przebieg musi być udokumentowany w odpowiednio wypełnionym karnecie. Zezwolenie jest ważne wyłącznie, gdy występuje w parze z karnetem wystawionym imiennie na dane przewoźnika. Podczas przewozu oba dokumenty powinny znajdować się w pojeździe na wypadek kontroli.
Jak wyjaśnia ekspertka z TC Kancelarii Prawnej, zasady przydziału certyfikatów EKMT określa Komisja Społeczna, a uzyskanie zezwolenia na kolejny rok kalendarzowy wymaga złożenia wniosku. Przedsiębiorca może wystąpić o przyznanie zezwolenia, jeżeli posiada ważną licencję oraz ważne wypisy z licencji odpowiadające liczbie 3 pojazdów uprawnionych. Wspomniane pojazdy muszą spełniać wymogi EURO potwierdzone odpowiednimi certyfikatami o spełnieniu przez pojazd warunków bezpieczeństwa lub warunków dopuszczenia do ruchu.
Certyfikaty niezbędne do uzyskania zezwolenia EKMT wydaje Główny Inspektor Transportu Drogowego oraz Wojewódzki Inspektor Transportu Drogowego po zgłoszeniu odpowiedniego wniosku wraz z kopią następujących dokumentów: krajowego dokumentu potwierdzającego dopuszczenie pojazdu do ruchu oraz jednego z poniższych certyfikatów wraz z dowodem wniesienia opłaty za jego wydanie:
EKMT zgodności potwierdzającego spełnienie przez pojazd wymogów technicznych i bezpieczeństwa dla pojazdu silnikowego „Euro III bezpieczny”, „EURO IV bezpieczny” lub „EURO V bezpieczny”
EKMT zgodności potwierdzającego spełnienie przez pojazd wymogów technicznych i bezpieczeństwa dla pojazdu silnikowego „EURO IV bezpieczny”, „EURO V bezpieczny”, „EEV bezpieczny” lub „EURO VI bezpieczny”
EKMT zgodności potwierdzającego spełnienie przez przyczepę wymogów technicznych i bezpieczeństwa
EKMT zgodności potwierdzającego spełnienie przez pojazd o dopuszczalnej masie całkowitej przekraczającej 3,5 tony i nieprzekraczającej 6 ton wymogów technicznych i bezpieczeństwa dla pojazdu silnikowego „EURO IV/4 bezpieczny”, „EURO V/5 bezpieczny”, „EEV bezpieczny” albo „EURO VI/6 bezpieczny” (w szczególnych przypadkach dla pojazdów powyżej 6 ton)
EKMT zgodności potwierdzającego spełnienie przez przyczepę o dopuszczalnej masie całkowitej nieprzekraczającej 3,5 tony wymogów technicznych i bezpieczeństwa
Opłaty za wydanie certyfikatu wynoszą 250 zł dla pojazdu samochodowego oraz 100 zł dla przyczepy lub naczepy. Zmiana certyfikatu lub wydanie wtórnika to koszt 30 zł. Natomiast opłata za wystawienie zezwolenia EKMT na cały rok wynosi 1800 zł. Wysokość opłaty jest naliczana proporcjonalnie do liczby miesięcy obowiązywania zezwolenia. Przykładowo, gdy zezwolenie zostanie wydane w połowie roku, opłata również zostanie zmniejszona o połowę.
Z zasady zezwolenie jest przypisywane do firmy transportowej, dzięki czemu jej właściciel może zdecydować, jakim pojazdem będzie świadczona usługa transportowa. Kierowca realizuje ją na podstawie imiennego zezwolenia. Trzeba jednak pamiętać, że każdorazowo z jednego zezwolenia korzystać może tylko jeden pojazd.
Wozisz towar do Wielkiej Brytanii? Pamiętaj o tych przepisach
Znajomość lokalnego prawa jest niezbędna, by transport do wielkiej Brytanii odbywał się zgodnie z prawem, ale to nie jedyne przepisy, które należy znać.
Przewoźnicy z UE muszą również przestrzegać zasad związanych nielegalnym wjazdem imigrantów do Zjednoczonego Królestwa. Osoby te często przekraczają granice, ukrywając się w pojazdach lub na naczepach, a odkrycie tego faktu podczas kontroli grozi wysokimi karami finansowymi dla przewoźników. By ich uniknąć, warto wystąpić wnioskiem o Akredytację Border Force, która pozwala zamienić mandat na upomnienie, jeśli przewoźnik wykaże, że zastosował się do procedur kontroli bezpieczeństwa wyznaczonych przez Border Force, czyli brytyjskie służby celne. Uzyskanie akredytacji wymaga wykazania, że przewoźnik wdrożył procedury kontrolne i przeszkolił kierowców w zakresie sposobów zapobiegania wejściu do pojazdu imigrantów lub innych osób nieuprawnionych.
Kolejną istotną kwestią jest wjazd do stref niskiej i ultra niskiej emisji w Londynie i jego bezpośrednich okolicach. Strefa LEZ obejmuje większość obszaru tzw. Greater London i obowiązuje przez cały rok, natomiast strefa ULEZ (działa cały rok za wyjątkiem Bożego Narodzenia) obecnie sięga do North Circular Road (A406) i South Circular Road (A205).
– Warto pamiętać, że 29 sierpnia 2023 r. Strefa Ultra Niskiej Emisji (ULEZ) zostanie rozszerzona na wszystkie dzielnice Londynu. Przy okazji, ze 160 do 180 funtów wzrośnie wartość naliczanych opłat karnych ULEZ i Congestion Charge. – zapowiada Licica Kucharec z TC Kancelarii Prawnej.
W strefie LEZ jak i ULEZ bez dodatkowych opłat mogą się poruszać pojazdy, których dopuszczalna masa całkowita wynosi 3,5 tony i spełniają normę Euro 6. Dla reszty wjazd wiąże się z opłata za poruszanie się tej strefie, wynosząca od 100 (dla pojazdów spełniających normę EURO 5) do 300 funtów dziennie (pozostałe).
W przypadku gdy pojazd spełnia odpowiednią normę i kwalifikuje się do poruszania w tych strefach bez opłat, konieczna jest rejestracja pojazdu zarówno w strefie LEZ jak i ULEZ. Rejestracji pojazdu można dokonać online, podając odpowiednie informacje dotyczące pojazdu oraz załączając dokumenty potwierdzające normę emisji spalin. Rejestracja pojazdu trwa około 10 dni roboczych. Po zarejestrowaniu pojazdu można poruszać w tych strefach LEZ i ULEZ bez konieczności uiszczania opłat i bez obaw o możliwe mandaty.
Umocnienie waluty naszych południowych sąsiadów trwa w najlepsze. Rynki wyraźnie preferują czeską koronę ponad złotego. W tle kolejne umocnienie franka i spadek cen gazu.
Wzrost cen w Szwajcarii
Szwajcarzy pokazali wzrost inflacji konsumenckiej do 3,3%. W rezultacie wracamy w okolice czerwca, kiedy to inflacja wynosiła 3,4%. Ważne w tych danych jest przekroczenie oczekiwań. Analitycy spodziewali się wzrostu do 2,9%. Mamy zatem dużą różnicę. Jak reagują na to rynki? Widzimy delikatne umocnienie się franka szwajcarskiego. Powodem jest wiara części inwestorów w dalszy wzrost stóp procentowych w Szwajcarii. Taki ruch standardowo bowiem powoduje umocnienie waluty. W tym konkretnym przypadku należy również pamiętać, że stopy procentowe są w Szwajcarii relatywnie niskie. Poziom 1% pozostawia sporo miejsca na dalsze ruchy.
Rekordowe wartości czeskiej korony
O tym, że czeska gospodarka jest przez wielu analityków wyraźnie lepiej odbierana niż polska, zdążyliśmy się już dawno przyzwyczaić. Patrząc na kursy walut, widać to bardzo dobitnie. Na początku pandemii za czeską koronę płacono mniej niż 17 groszy jak zresztą przez kilka lat wcześniej. Od tego czasu jednak korona wpadła wyraźnie w łaski inwestorów. Obecnie przebiła już poziom 20 groszy. Pokazuje to przeciętny wzrost około 6% w skali roku w tym czasie. Przebicie poziomu 20 groszy za czeską koronę, patrząc na ostatnie dane, jest przynajmniej zadziwiające. Czesi mają jednak znacznie lepszy PR. Nawet jak wybierają wojskowego na prezydenta, to jest to bardzo nowoczesna postać, która nie zbliża ich do konfliktu z Unią Europejską. Z drugiej strony bardzo wątpliwe jest by (nawet jeżeli zakończymy konflikt o pieniądze z KPO) nagle na rynku wszystko się odwróciło.
Kolejne minima cen gazu
Dostaliśmy wczoraj z rynku piękny ciepły prezent przedwalentynkowy. Notowania gazu na giełdzie w Amsterdamie spadły na moment do poziomu 51,36 euro za jedną megawatogodzinę. Był to najniższy poziom od 30 września 2021 roku. Biorąc pod uwagę sezon grzewczy, jest to bardzo dobra wiadomość. Słabszą wiadomością jest jednak to, że kontrakty na przyszły rok są o ponad 10 euro droższe od obecnych, co sugeruje, że rynek boi się o stabilności obecnych jednak relatywnie niskich cen. Jako powód wskazywany jest korzystny wpływ napełnienia magazynów surowcem przed wprowadzeniem embarga na rosyjski gaz.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:
10:00 – Polska – wzrost PKB,
14:30 – USA – inflacja konsumencka.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
W 2022 roku nie oddano do użytku żadnego nowego projektu biurowego w Poznaniu, ale deweloperzy kontynuują rozpoczęte budowy. W trakcie realizacji jest ponad 93 000 m kw., co jest zbliżonym wynikiem do powierzchni realizowanej w Krakowie i Katowicach, a zdecydowanie większym niż w Łodzi i Trójmieście.
Zasoby powierzchni biurowej w Poznaniu na koniec grudnia 2022 roku wyniosły ponad 623 100 m kw. i nie zmieniły się względem 2021 roku z uwagi na brak nowych inwestycji biurowych ukończonych w ubiegłym roku.
„Brak nowej podaży w Poznaniu nie oznacza, że tamtejsi inwestorzy wstrzymali się z projektami. Aktywność deweloperów utrzymuje się na wysokim poziomie. Na koniec 2022 roku w budowie znajdowało się nadal 93 300 m kw. i jeżeli uda się dotrzymać założonych terminów realizacji, to 45% powierzchni w budowie ma zostać ukończone jeszcze w tym roku,”– komentuje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.
Największymi projektami w budowie pozostają Andresia Silver z planowaną datą oddania w 2025 roku (40 000 m kw., Von der Heyden) oraz Nowy Rynek E, który ma zostać ukończony w I poł. 2023 roku (28 500 m kw., Skanska Property Poland).
„Poznańscy najemcy w 2022 roku wykazali się dość dużą ostrożnością. Odnotowany wolumen transakcji najmu był najmniejszy spośród sześciu badanych przez nas rynków regionalnych. Wynik popytu w ubiegłym roku wyniósł blisko 46 600 m kw. i był niższy o 36% w porównaniu do 2021 roku oraz od średniorocznego popytu z ostatnich 5 lat, który wynosił 58 900 m kw.,”– dodaje Piotr Borowski, Dyrektor działu reprezentacji najemcy w Knight Frank.
W 2022 roku w strukturze transakcji najmu dominowały nowe umowy (53%), renegocjacje stanowiły 41%, a ekspansje wyniosły zaledwie 6%.
,,W związku z brakiem nowej powierzchni biurowej na rynku poznańskim, współczynnik pustostanów na koniec grudnia 2022 roku wyniósł 10,5% i spadł o 0,7 pp. w porównaniu z III kw. 2022 roku, a także obniżył się aż o 2,2 pp. w porównaniu z końcem 2021 roku,”– dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.
Czynsze wywoławcze w Poznaniu na koniec 2022 roku pozostają na stabilnym poziomie wahając się od 10,00 EUR do 16,00 EUR za m kw. miesięcznie. Niewielki popyt na lokalnym rynku przy wciąż relatywnie dużej dostępności powierzchni biurowej może zachęcać najemców do podejmowania renegocjacji stawek czynszu i pakietów zachęt. Z drugiej strony, wysokie koszty budowy, a także wzrost kosztów obsługi kredytów budowlanych może skutecznie zahamować możliwości negocjacyjne inwestorów, zwłaszcza w nowych budynkach. Jednocześnie, ze względu na rosnące koszty mediów i usług, zauważalny jest również wzrost stawek opłat eksploatacyjnych, które na koniec września 2022 roku w Poznaniu wahały się od 15,00 do 24,00 PLN/m kw./miesięcznie.
Podsumowując 2022 rok, należy powiedzieć, że to już de facto trzeci z rzędu trudnych dla całej branży lat. Konflikt rosyjsko-ukraiński spowodował wprowadzenie olbrzymiej ilości ograniczeń, które bardzo zaburzyły łańcuch dostaw nie tylko surowców energetycznych. Powoduje to wzrost kosztów frachtów i dostępności produktów.
Niemniej jednak praktycznie wszystkie zakłady ubezpieczeń prezentują dobre wyniki finansowe, niekoniecznie dobre przebiegi szkodowe. To wszystko sprawia, że rynek z dużą „ciekawością” i wieloma wyzwaniami jest nastawiony do 2023 r. Oczywiście, przed nami duże zmiany i lekka niepewność z uwagi na sytuację mikro i makro ekonomiczną, aczkolwiek nie przewidujemy spektakularnych zawirowań.
Już od kilku lat na rynku polskim jak i zagranicznym, w zakresie ubezpieczeń korporacyjnych, mamy do czynienia z tendencją podnoszenia stawek reasekuracyjnych co przekłada się bezpośrednio na ceny ubezpieczeń. Trwająca już prawie rok wojna w Ukrainie, wciąż wysoka inflacja a wraz z nią koszty likwidacji szkód będą jednymi z ważniejszych czynników kształtujących rynek ubezpieczeń w 2023. Będą rosły koszty ubezpieczeń. Będą rosły sumy ubezpieczenia bowiem muszą zostać urealnione do wartości uwzględniającej wyższy koszt odtworzenia majątku. Reasumując, spodziewać możemy się dużo większego przypisu składki ubezpieczeniowej, co nie będzie pochodną decyzji samych zakładów ubezpieczeń a kryzysu na linii Rosja-Ukraina, czyli recesji gospodarczej tym spowodowanej.
Rośnie też ekspozycja na ryzyko, nie można o tym zapominać. Do tego dochodzi globalny wzrost kosztów energii, nie tylko w postaci cen ropy i gazu, ale też energii elektrycznej. To wszystko będzie powodowało wzrosty na rynku ubezpieczeń i pytanie czy wzrosty te będą powodowane tylko wzrostem samej inflacji czy zwiększonym wolumenem sum ubezpieczenia, które się pojawią. I tu należy się obawiać rezygnacji z ubezpieczeń dobrowolnych lub ograniczenia ich zakresu. Wszystko po to by zaoszczędzić środki i pokryć inflacyjny narzut.
Optymistycznie patrzymy na projekty inwestycyjne w naszym kraju związane z energetyką, OZE czy infrastrukturą drogową czy kolejową. To strumień, który wygeneruję składkę ubezpieczeniową skalkulowaną już w dzisiejszych realiach. Rynek musi być gotowy do absorpcji wyższych składek ubezpieczeniowych. Mamy coraz mniejszą ilość firm ubezpieczeniowych na polskim rynku, w związku z konsolidacją, co zmniejsza konkurencyjność rynku, pojemności do lokowania ryzyka.
Największy wzrost kosztów ubezpieczenia obserwujemy na specjalistycznych ryzykach, tj. ubezpieczenie budów, cyber, ubezpieczenia morskie, gdzie podwyżki przewyższają wzrosty w porównaniu z „tradycyjnymi” ryzykami. Wpływ ma na to również społeczna odpowiedzialność biznesu ESG. Co nas czeka w dalszych miesiącach 2023 roku? Czekamy i z ciekawością obserwujemy naszą branżę.
Ubiegły miesiąc stał pod znakiem dalszej poprawy nastrojów inwestycyjnych na globalnych rynkach finansowych. Związane było to z rosnącymi nadziejami na dynamiczny spadek inflacji oraz, w ślad za tym, na szybsze łagodzenie polityki monetarnej przez największe banki centralne. W Polsce styczeń był kolejnym udanym miesiącem dla inwestujących zarówno na warszawskiej giełdzie jak i na rynkach obligacji. Pozytywnego nastawienia do ryzyka nie zdołały nawet zmącić odczyty grudniowych wskaźników makroekonomicznych, które w większości zaskoczyły negatywnie.
Sprzedaż detaliczna
Na pierwszy plan wysuwają się słabe dane o sprzedaży detalicznej, której dynamika spowolniła do 0,2% w ujęciu rocznym, a więc mocno poniżej oczekiwań ekonomistów (1,4% r/r). Mimo poprawy popytu w niektórych kategoriach jak paliwa (efekt niższych cen opału) farmaceutyki (wcześniejszy sezon grypowy) czy samochody (normalizacja podaży) pozostała część kategorii (łącznie z żywnością) pokazała już istotnie gorsze dynamiki. Dynamika sprzedaży dóbr trwałych ponownie zwolniła do -7,3% r/r, a dóbr nietrwałych do 1,9%.
– Dane te, biorąc również pod uwagę napływ uchodźców z Ukrainy w ubiegłym roku, pokazują silny wpływ spadku realnych dochodów konsumentów, który to trend powinien być kontynuowany w kolejnych kwartałach. Oznacza to prawdopodobnie ujemne dynamiki sprzedaży detalicznej w cenach stałych już w I kwartale br. – mówi Tomasz Wronka, Zarządzający Portfelami Funduszy, Michael / Ström Dom Maklerski.
Jednocześnie zauważalnie poprawiły się nastroje konsumentów, chociaż wciąż pozostają na bardzo niskich poziomach. Mniej pesymistyczne nastroje to prawdopodobnie efekt nadmiernych obaw o ceny energii i opału przed sezonem grzewczym oraz widocznego w ostatnich miesiącach spowolnienia tempa wzrostu inflacji. Trudno obecnie wskazać na trwałość poprawy nastrojów w obliczu oczekiwanego skokowego wzrostu cen od początku bieżącego roku.
Rynek pracy
Negatywnym zaskoczeniem okazały się dane z rynku pracy. Co prawda przeciętne zatrudnienie w ujęciu rocznym wzrosło o 2,2% jednak towarzyszył mu spadek etatów w grudniu o 2,8 tysiąca, do czego głównie przyczyniły się redukcje w sektorze przetwórstwa przemysłowego (-8,6 tys. etatów). Zaskakująco niski okazał się za to wzrost wynagrodzeń w sektorze przedsiębiorstw (10,3% r/r), chociaż trudno tutaj wysuwać daleko idące wnioski ze względu na efekty przesunięć wypłat premii i dodatków inflacyjnych w energetyce i górnictwie czy efekty bazy statystycznej. Niemniej jednak w kilku branżach (np. zakwaterowanie i gastronomia czy informacja i komunikacja) zahamowanie trendu wzrostowego płac jest dość widoczne.
– Perspektywy rynku pracy pozostają jednak nad wyraz dobre, biorąc pod uwagę niekorzystne otoczenie makroekonomiczne. Presja płacowa, mimo sygnalizowanego już spadku popytu na pracę ze strony przedsiębiorstw prawdopodobnie się utrzyma, co sugeruje nieco niższe, ale wciąż wysokie dynamiki wzrostu wynagrodzeń w przyszłym roku – wskazuje Tomasz Wronka.
Jednocześnie spadek poziomu zatrudnienia nie powinien być głęboki, zważywszy na strukturalne problemy z podażą na rynku pracy. Należy również pamiętać o podwyżce płacy minimalnej o 16% od stycznia br., co również może mieć przełożenie w najbliższych miesiącach na kształtowanie siatki płac w przedsiębiorstwach.
Dane o produkcji sprzedanej
Dane o produkcji sprzedanej przemysłu również na pierwszy rzut oka wyglądały słabo. Roczna dynamika tego wskaźnika spadła do poziomu 1% wobec oczekiwanych 1,7%. Ponownie jednak zaważyły na tym sektory górniczy oraz wytwarzania energii.
Najbardziej interesujący z punktu oceny koniunktury w przemyśle segment przetwórstwa pozostawał wciąż w nienajgorszej kondycji. Produkcja dóbr konsumpcyjnych nietrwałych wzrosła do 8,9% r/r, dóbr trwałych spadła o 7,9% r/r, a dóbr pośrednich zmalała do 2,5% r/r.
Bartosz Wałecki, analityk, Michael / Ström Dom Maklerski
– Dynamika produkcji dóbr inwestycyjnych spowolniła do 10,7% wobec 13,8% dynamiki rocznej w listopadzie. Biorąc pod uwagę poprawę w zakresie miękkich danych ankietowych oraz lepsze perspektywy eksportu, dalszy spadek koniunktury w przemyśle może być wolniejszy niż wcześniej oczekiwaliśmy – zaznacza Bartosz Wałecki, analityk, Michael / Ström Dom Maklerski.
Z kolei dane z sektora budownictwa mocno rozczarowały. Produkcja budowlano-montażowa obniżyła się o 0,8% r/r, mocno poniżej prognoz rynkowych, zakładających wzrost o 2,8% r/r (4% r/r w listopadzie).
– Szczególnie mocno dotknięty pozostaje segment budownictwa mieszkaniowego. Liczba rozpoczętych projektów mieszkaniowych spadła o 43% w ujęciu rocznym. W tym okresie wydano również o blisko 40% mniej pozwoleń na budowę – podkreśla Bartosz Wałecki.
Jednocześnie negatywnie zaskoczyły ceny produkcji sprzedanej przemysłu których spadek był wyraźnie niższy od prognoz (20,4% r/r wobec 21,1% r/r w listopadzie i przy konsensusie na poziomie 19,4% r/r). Za wolniejszym spadkiem inflacji producenckiej odpowiadały wyższe ceny w sektorze wytwarzania energii i górnictwie przy niższym od oczekiwań spadku cen w przetwórstwie przemysłowym.
Inflacja
Dane o grudniowej inflacji pokazały dalszy spadek rocznej dynamiki do poziomu 16,6% (wobec 17,5% w listopadzie) czemu towarzyszył spadek cen dóbr (17,6% r/r vs 18,8% w listopadzie) oraz wzrost cen usług (13,4% vs 13,2%).
Za kolejny spadek dynamiki inflacji odpowiadały głównie ceny nośników energii (-3,4% m/m) oraz paliw (-1,6% m/m). Wolniej rosły również ceny żywności (1,4% m/m). Z kolei inflacja bazowa (z wyłączeniem cen żywności i energii) wzrosła do poziomu 11,5%. Podsumowując grudniowe dane nie zmieniają istotnie perspektyw inflacji w Polsce.
Szczyt rocznych dynamik inflacji prawdopodobnie przypadnie w lutym br. a następnie rozpocznie się ich spadek. Wpływ na to będą miały zarówno efekty statystyczne jak i widoczne również globalnie tendencje dezinflacyjne, przede wszystkim w segmencie dóbr. Jednocześnie sporym ryzykiem pozostają ceny surowców energetycznych, które mogą spowalniać proces spadku cen, szczególnie przy utrzymywaniu hojnej polityki fiskalnej i wciąż silnym rynku pracy. Mimo obecnych spadków cen gazu, ropy czy paliw (w czym pomaga m.in. wyjątkowo ciepła zima) kolejne miesiące nie muszą oznaczać utrzymania podobnych tendencji. W szczególności może to dotyczyć cen gazu ziemnego czy paliw wskutek mocno ograniczonych dostaw (nawet wobec ubiegłego roku) z Rosji.
Stopa procentowa
Na pierwszym posiedzeniu w tym roku Rada Polityki Pieniężnej zgodnie z oczekiwaniami nie zmieniła stóp procentowych. Stopa referencyjna NBP pozostaje zatem nadal na poziomie 6,75%. Trudno doszukać się szukać istotnych zmian w komunikacie Rady po decyzji, a konferencja prezesa A. Glapińskiego również nie wniosła nic szczególnego w ocenie perspektyw polityki monetarnej. Większość członków RPP (z A. Glapińskim) uważa obecny poziom stóp procentowych za właściwy. Jednocześnie, po wzroście inflacji w I kwartale br. oczekiwany jest szybki spadek inflacji do jednocyfrowego poziomu na koniec roku, na co wpływ będą mieć dotychczasowe działania RPP, zacieśnianie polityki monetarnej przez największe banki centralne, spadek cen surowców czy wreszcie globalne ochłodzenie koniunktury. Jednocześnie, cykl podwyżek stóp procentowych nie został oficjalnie zakończony.
– Dalsze działania RPP będą zależeć od tempa spadku inflacji, co nie wyklucza możliwości obniżek stóp procentowych końcem br. W naszej opinii, pomimo „zawieszenia” cyklu podwyżek stóp procentowych praktycznie można uznać go za zakończony – mówi Tomasz Wronka– Tak, jak wskazywaliśmy w poprzednich opracowaniach poprzeczka do kontynuacji podwyżek zawieszona została bardzo wysoko. Jednocześnie jednak formalne ogłoszenie zakończenia cyklu może nastąpić dopiero w II kwartale, kiedy znane będą odczyty inflacji uwzględniające efekty noworocznej zmiany cenników, taryf energetycznych oraz podatku przepisów podatkowych w ramach istniejącej tzw. Tarczy AntyinflacyjnejPozostajemy również sceptycznie nastawieni co do scenariusza rozpoczęcia cyklu obniżek stóp procentowych w tym roku. Zakładamy wolniejszy powrót inflacji w kierunku celu, na co wpływ będą miały procykliczne działania fiskalnie, utrzymanie się wysokich dynamik płac (co spowolni spadek inflacji bazowej), „przeniesienie” wysokich cen energii na przyszły rok (efekt obecnego zamrożenia taryf) oraz oczekiwana poprawa koniunktury w II połowie lub końcem br. – dodaje.
Styczeń na rynku stóp procentowych przyniósł mocny powiew optymizmu. Widoczny w ostatnich odczytach wskaźników inflacji w największych globalnych gospodarkach spadek rocznych dynamik przyczynił się do wzrostu rynkowych oczekiwań na szybszą normalizację cen konsumentów, a tym samym, na łagodzenie polityki monetarnej przez najważniejsze banki centralne już końcem br. W efekcie powyższego rynki dyskontowały niższe stopy procentowe, szczególnie średnio i długoterminowe.
Jednocześnie wyraźnej zmianie uległo nastawienie inwestorów do ryzyka, efektem czego obserwowaliśmy solidne wzrosty cen na światowych rynkach akcji i spadek spreadów kredytowych dla papierów korporacyjnych. Osłabienie dolara wzmacniało ten efekt na rynkach wschodzących, które (zarówno akcje jak i obligacje w walutach twardych i lokalnych) cieszyły się sporym zainteresowaniem inwestorów. Również w Polsce temat rozpoczęcia cyklu obniżek stóp przez RPP zagościł na dobre, szczególnie po większym od oczekiwań spadku inflacji w grudniu. Przekonanie o sile dezinflacji spowodowało wyraźny wzrost oczekiwań na rozpoczęcie obniżek stóp procentowych w ostatnim kwartale br. W efekcie tego krzywa stóp procentowych dla kontraktów IRS wyraźnie obniżyła się przy jednoczesnym wzroście różnicy w stopach 2 i 10-cio letnich do ponad -100 bps.
Rynek obligacji
Rynek obligacji nie tylko podążał za rynkiem stóp procentowych ale również „dorzucił” dalszy spadek premii asset swap, głównie na krótkim oraz średnim odcinku krzywej . Sprzyjały temu również lokalne czynniki. W styczniu zapadało ok 24 mld złotych obligacji serii PS0123 oraz następowała wypłata odsetek, przede wszystkim od papierów zmiennokuponowych.
Nic więc dziwnego, że tak spory napływ środków na rynek odbił się na popycie na rynku wtórnym. W ubiegłym miesiącu Ministerstwo Finansów przeprowadziło jeden regularny przetarg obligacji (sprzedano papiery o wartości 8,5 mld przy popycie ponad 12,3 mld złotych) oraz jedną aukcję zamiany. Ogromnym zainteresowaniem cieszył się również przetarg papierów BGK (270 mln zł przy ponad 5 mld popycie).
Ponadto inwestorzy skupili się na postępach w zakresie odblokowania środków unijnych w ramach Krajowego Programu Odbudowy. Ostatecznie stałokuponowe papiery 2-letnie zakończyły styczeń z rentownością na poziomie 6,5% wobec 6,72% na koniec ubiegłego roku. Jeszcze większe (ponad 80 bps.) spadki rentowności obserwowaliśmy na papierach 5-cio i 10-cio letnich, których rentowności na koniec miesiąca spadły do 6,03%.
Indeks Treasury Bond Spot Poland, będący benchmarkiem dla stałokuponowych obligacji skarbowych, zakończył styczeń ponad 3,5% wzrostem. Solidne stopy zwrotu, podobnie jak w grudniu pokazały również obligacje zmiennokuponowe, gdzie marże dyskontowe spadły w styczniu o ponad 30 bps. na całej krzywej.
Nic więc dziwnego, że pozytywne nastroje, wynikające ze spadku rentowności i premii za ryzyko udzieliły się również inwestującym na rynku obligacji przedsiębiorstw. Średnia stopa zwrotu funduszy papierów dłużnych korporacyjnych wyniosła w styczniu +2,02% i zainteresowanie tym segmentem rynku oraz większą aktywność można było zaobserwować nie tylko na rynku wtórnym poprzez obniżanie się spreadów kredytowych, ale również poprzez wzmożoną jak na standard ostatnich miesięcy aktywność na rynku pierwotnym.
Tak, jak wskazywaliśmy w poprzednich miesiącach, uważamy, że zaawansowane i silnie zdyskontowane cykle podwyżek stóp procentowych, zarówno w Polsce jak i na rynkach bazowych, spowolnienie gospodarcze, oraz widoczne w danych procesy dezinflacyjne powinny sprzyjać inwestującym w instrumenty o stałym dochodzie, takie jak obligacje skarbowe.
Niemniej jednak widzimy również czynniki, które powinny utrzymywać rentowności na historycznie wyższych poziomach niż miało to miejsce w ostatnich latach. Należą do nich m.in. istotny wzrost potrzeb pożyczkowych państwa oraz oczekiwany przez nas wolniejszy od oczekiwań spadek inflacji. Ze względu na to oraz dotychczasowe spadki rentowności nasze bardzo pozytywne nastawienie do krajowych papierów stałokuponowych przesunęło się w bardziej umiarkowane rejony.
Jednocześnie podtrzymujemy naszą opinię, co do podejścia do inwestycji na rynku obligacji korporacyjnych. Wymagające otoczenie makroekonomiczne sugeruje w naszej opinii koncentrację portfela na emitentach o wysokiej wiarygodności kredytowej, które przy obecnym poziomie stóp procentowych i spreadów są w stanie zaoferować atrakcyjne w relacji do ryzyka stopy zwrotu.
Awans dyrektora generalnego polskiego oddziału międzynarodowej firmy do globalnych struktur zarządczych, promocja dyrektora sprzedaży na stanowisko dyrektora generalnego w Polsce i wygrana w procesie rekrutacji pracownika-eksperta sprzedaży na dyrektora działu i członka zarządu – wszystko w zaledwie w ciągu kilku miesięcy, to rzadko spotykane zjawisko na polskim rynku. Tymczasem to prawdziwa historia z branży FMCG – tak amerykański koncern Brown-Forman Polska (znany na rynku z takich marek jak Jack Daniel’s, Finlandia Vodka, Woodford Reserve) realizuje politykę rozwoju kariery pracowników.
Po tym, jak Polka (Biba Konieczna-Sano) pod koniec ub.r. przeszła do struktur międzynarodowych koncernu, naturalnym procesem było objęcie stanowiska przez dotychczasowego dyr. Sprzedaży (Filipa Popławskiego), związanego z firmą od wielu lat, autora wzrostu sprzedaży firmy na rynku polskim. (Polska znajduje się bowiem w pierwszej dziesiątce krajów najbardziej perspektywicznych dla rozwoju Brown-Forman, plasując się na 6 miejscu pod względem wielkości **). Kolejnym krokiem, o którym rynek dowiedział się w styczniu 2023 był otwarty proces rekrutacji, zakończony sukcesem i promocją wewnętrznego kandydata działu sprzedaży (Sławomira Przywały) z 20 -letnim doświadczeniem, na wakujące stanowisko….
Kiedyś takie sytuacje stanowiły wyjątek, teraz to nowa rzeczywistość – podsumowują eksperci zarządzania zasobami ludzkimi. Awanse poziome ipionowe są istotne dla rozwoju zawodowego, umożliwiając pracownikom pozyskiwanie nowych umiejętności – podkreśla Nithya Vaduganathan, Dyrektor zarządzająca i partnerka w Boston Consulting Group oraz BCG Henderson Institute Fellow on the Future of Work.
Na poszukiwanie pracowników na stanowiska zarządcze pośród swojej kadry decydują się zazwyczaj duże przedsiębiorstwa. Jest to spowodowane dużą dynamiką panującą w firmie oraz rozbudowanymi strukturami, pozwalającymi na rozwój poziomy i pionowy. Na uwagę zasługują pracownicy z dłuższym stażem, sprawdzeni i znający wartości firmy, jednocześnie po cichu liczący na awans wewnętrzny. To ta grupa stanowi odpowiednich kandydatów do objęcia stanowisk menedżerskich. Awans wewnętrzny to nie tylko obniżenie kosztów rekrutacji, ale także dowód dla pracowników, że rozwój zawodowy w danej firmie jest możliwy. Taki awans znacząco wpływa także na relacje w pracy.
Według danych Pew Center Research ponad 60% amerykańskich pracowników, którzy w ubiegłym roku zrezygnowali z pracy, podało, że głównym powodem odejścia był brak możliwości rozwoju kariery. Badania przeprowadzone przez naukowców z MIT Sloan School of Management, New York University’s Stern School of Business oraz Revelio Labs wykazały, że rozwój kariery jest ponad dwukrotnie ważniejszy w utrzymaniu pracowników niż wynagrodzenie. Niestety – jak wynika z analiz – w dzisiejszych czasach tylko 10 proc. wolnych stanowisk jest oferowanych już zatrudnianym ludziom.
Wydaje się jednak, że rynek się zmienia, ewoluuje. Najnowsze badania prowadzone w Polsce przez Randstad Poland wskazują, że zwiększyła się rotacja wewnątrz firm,rozumiana jako awanse, jako zmianę stanowiska, przekwalifikowanie czy pewnego rodzaju rozwój stanowiskowy. Zdaniem eksperta Mateusza Żydka, firmy mogą mieć mniej przestrzeni na podwyżki, ale mogą mieć więcej przestrzeni na to, aby awansować pracowników albo zmieniać ich zakres stanowiskowy, co bardzo często wiąże się ze zmianą wynagrodzenia.
Pracodawcy skłaniają się bardziej do utrzymania obecnego zatrudnienia, rzadziej, żeby zwiększać zatrudnienie, ale równie rzadko pojawiają się plany mówiące o redukcji zatrudnienia. Jeżeli nie podwyżki, to przynajmniej zmiany wewnątrz firmy, np. awanse czy dodatkowe role, które wiążą się pośrednio ze wzrostem wynagrodzenia, ale przy spełnieniu określonych warunków – podsumowuje Mateusz Żydek z Randstad Polska.
Pracownik coraz bardziej docenia awans i rozwój – zgodnie twierdzą eksperci. Potwierdzają to dane z badania Randstand Poland, gdzie brak rozwoju zawodowegozostał wskazany przez 43 proc. ankietowanych jako drugi (po wynagrodzeniu), najważniejszych czynnik decydujący o ewentualnej zmianie pracodawcy.
Podobnie jak w pozostałych krajach UE, kryzys energetyczny w Europie Środkowo-Wschodniej w ostatnich tygodniach osłabł, a niższe niż oczekiwano ceny energii stanowią mniejsze zagrożenie dla wzrostu gospodarczego.
Na początku lutego pojemność magazynów gazu w UE była wypełniona w ponad 70%, czyli znacznie powyżej średniej 45%, która zwykle występuje o tej porze roku. W związku z tym, groźba racjonowania gazu tej zimy już praktycznie zniknęła. Ceny gazu ziemnego spadły do poziomu ostatnio widzianego przed rozpoczęciem wojny w Ukrainie.[1] W dużej mierze jest to zasługa szczęścia: stosunkowo łagodna zima (jak dotąd) zmniejszyła zapotrzebowanie na ogrzewanie. Ale kluczowe znaczenie miała również reakcja polityczna w Europie Środkowo-Wschodniej, a zwłaszcza wysiłki zmierzające do zmniejszenia zużycia energii i poprawy efektywności energetycznej, a także zapewnienia alternatywnych źródeł energii i źródeł zastępujących import gazu z Rosji (zob. Wykres 12 dotyczący działań podjętych w regionie CEE-4, czterech największych gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej).
Środki polityczne wprowadzone w regionie CEE-4 w celu zastąpienia importu gazu ziemnego z Rosji
Polska
− Zwiększenie produkcji węgla (opóźnienie zamknięcia elektrowni węglowych, otwarcie nowych kopalni)
− Dopuszczenie stosowania węgla brunatnego do ogrzewania domów
− Zwiększenie możliwości importu LNG i otwarcie rurociągu z Norwegią
− Otwarcie instalacji grzewczych na biogaz i biometan
Czechy
− Zwiększenie produkcji węgla
− Wydzierżawienie udziałów w pływającym terminalu LNG w Niderlandach
Rumunia
− Zwiększenie produkcji węgla brunatnego i gazu ziemnego
Węgry
− Zwiększenie produkcji węgla i gazu ziemnego
− Przedłużenie okresu eksploatacji elektrowni jądrowych
− Import gazu przez Serbię i Turcję
Źródła: Władze krajowe, Capital Economics, Dział Analiz Allianz
W związku z tym, prognozy wzrostu w regionie CEE-4 na rok 2023 pozostają umiarkowane. Wpływ utrzymującej się wysokiej inflacji, wzrostu stóp procentowych (opóźniony wpływ agresywnego zacieśnienia polityki monetarnej w 2022 roku), słabszego popytu zewnętrznego i pogorszenia zaufania przedsiębiorców (Wykres 13) stanie się w pełni odczuwalny w tym roku. Dane opublikowane w ubiegłym tygodniu potwierdzają, że gospodarka czeska wpadła w recesję w drugiej połowie 2022 roku, a w tym kwartale w Allianz Trade spodziewamy się kolejnego spadku produkcji. Zakładamy, że Węgry również znalazły się w recesji już w drugiej połowie roku, ponieważ PKB spadł w III kwartale, a znaczne wycofanie wsparcia rządowego (w tym rezygnacja z ograniczenia cen benzyny i oleju napędowego) w ostatnich miesiącach z powodu braku możliwości fiskalnych prawdopodobnie doprowadziło do bolesnej korekty w kolejnych kwartałach. Opublikowane przez Polskę dane o PKB za cały rok 2022 sugerują, że gospodarka tego kraju prawdopodobnie również uległa zmniejszeniu w IV kwartale roku. W Rumunii produkcja przemysłowa jest w recesji od drugiej połowy 2022 roku, ale silny handel detaliczny jak dotąd zapobiega recesji całej gospodarki. Prognozujemy, że w całym roku 2023 wzrost PKB w Czechach będzie mniej więcej niezmienny, na Węgrzech i w Polsce wyniesie około +0,7%, a w Rumunii +1,3%.
Wskaźnik nastrojów w gospodarce
Źródła: Komisja Europejska, Dział Analiz Allianz
W większości gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej inflacja osiągnęła szczyt i w tym roku może spadać szybciej niż oczekiwano. W ciągu najbliższych dwóch lat wzrost cen pozostanie jednak na wysokim poziomie i będzie wyższy od zakładanego. Dla regionu CEE-4, Wykres 14 (lewy panel) sugeruje, że inflacja cen konsumpcyjnych przekroczyła cykliczny szczyt w Czechach (18% w ujęciu rocznym we wrześniu 2022 roku), Polsce (17,9% w październiku) i Rumunii (16,8% w listopadzie). Znacznie silniejszy niż oczekiwano spadek cen gazu ziemnego od grudnia powinien zapewnić kontynuację trendu dezinflacyjnego, nawet jeśli zmiany w środkach wsparcia energetycznego w 2023 roku spowodują tymczasowy (niewielki) wzrost inflacji w niektórych krajach w styczniu lub lutym. Jednak w 2023 roku inflacja prawdopodobnie pozostanie stabilna, ponieważ nie była napędzana wyłącznie przez gwałtownie rosnące ceny energii w latach 2021-2022, lecz również przez rosnące ceny żywności i wyższą inflację bazową. Ta ostatnia osiągnęła jak dotąd szczyt tylko w Czechach (patrz Wykres 14, prawy panel), które w 2022 roku odnotowały znacznie niższy wzrost płac niż inne kraje (Wykres 15). Węgry są w tym kontekście wyjątkiem wśród krajów CEE-4. Dzięki znacznemu wsparciu ze strony rządu, inflacja była tam początkowo niższa niż gdzie indziej. Jednak od września 2022 roku gwałtownie wzrosła i w grudniu osiągnęła prawie 25% w ujęciu rocznym (zarówno w przypadku cen konsumpcyjnych, jak i inflacji bazowej), po tym jak rząd zrezygnował ze wsparcia w związku z szybko rosnącym deficytem fiskalnym i deficytem na rachunku obrotów bieżących. Innymi głównymi czynnikami napędzającymi inflację na Węgrzech były nominalny wzrost płac (najwyższy w regionie, 16% w 2022 roku, zob. Wykres 15) oraz deprecjacja waluty. W przyszłości w Allianz Trade przewidujemy szybszy spadek inflacji zasadniczej w Czechach, do około 5% na koniec 2023 roku (średnio około 9,5%), a następnie w Rumunii (koniec roku 6,5%, średnio 10,5%), Polsce (koniec roku 7,5%, średnio 11,5%) i na Węgrzech (koniec roku 9%, średnio 15,5%). W przypadku braku nowych wstrząsów, dezinflacja powinna utrzymać się w 2024 roku, jednak w Allianz Trade przewidujemy, że inflacja spadnie do docelowego przedziału banku centralnego tylko w Czechach (2% ± 1 pkt. proc.) do końca 2024 roku.
Inflacja cen konsumpcyjnych (wyżej) i bazowa (niżej) w regionie CEE-4
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Nominalny wzrost wynagrodzeń
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Banki centralne w regionie CEE-4 były pierwszymi, które zatrzymały cykl podnoszenia stóp procentowych i oczekujemy, że niektóre z nich będą również przodować w kwestii punktu zwrotnego. Narodowy Bank Czech (CNB) był pierwszym dużym bankiem centralnym rynków wschodzących, który zakończył cykl zacieśniania (po ostatniej podwyżce w czerwcu 2022 roku), a następnie Narodowy Bank Polski (NBP) we wrześniu i bank centralny Węgier (MNB) w październiku. Narodowy Bank Rumunii (NBR) był początkowo opóźniony w zacieśnianiu polityki pieniężnej – kontynuował podwyżki aż do stycznia 2023. Prawdopodobnie był to koniec cyklu podwyżek, choć istnieje szansa, że 9 lutego zdecyduje się na jeszcze jedną podwyżkę stóp. Banki centralne w regionie CEE-4 były ostatnio bardzo ostrożne w informowaniu o swojej polityce pieniężnej i unikają rozmów o potencjalnych obniżkach stóp w 2023 roku. Może to jednak odzwierciedlać fakt, że błędy w komunikacji politycznej MNB i NBP dotyczące zakończenia cykli zacieśniania spowodowały pewne zawirowania na rynku (gwałtowny wzrost rentowności obligacji; patrz Wykres 16) we wrześniu-październiku 2022; MNB musiał wręcz dokonać ponownego zacieśnienia. Banki centralne będą chciały uniknąć powtórki tego zamieszania.
Niemniej jednak, o ile nie pojawią się nowe problemy, w Allianz Trade spodziewamy się, że banki centralne w regionie CEE-4 rozpoczną łagodzenie polityki pieniężnej w 2023, biorąc pod uwagę nieco lepsze perspektywy dezinflacji i utrzymujące się przeszkody dla wzrostu gospodarczego w regionie. CNB będzie prawdopodobnie jednym z pierwszych banków centralnych krajów wschodzących, który obniży stopy procentowe w tym roku, najprawdopodobniej w czerwcu, kiedy przewiduje się, że roczna inflacja w Czechach spadnie do poziomu jednocyfrowego. Niedawna aprecjacja korony czeskiej (Wykres 17) może również przemawiać za wczesną zmianą stóp, ponieważ CNB chce uniknąć zbyt silnej korony i zagrożenia konkurencyjności gospodarki. W drugiej połowie roku przewidywane są dalsze obniżki stóp przez NBP, dzięki czemu stopa procentowa w Czechach wyniesie 6,00% na koniec 2023 roku (w porównaniu z obecnymi 7,00%). W Polsce Allianz Trade spodziewa się pierwszej obniżki stóp procentowych około września, kiedy inflacja powinna spaść poniżej 10%, a następnie kolejnej obniżki pod koniec tego roku, kiedy stopa procentowa NBP wyniesie 6,25% (w porównaniu do 6,75% obecnie). Banki centralne Rumunii i Węgier prawdopodobnie poczekają z rozpoczęciem łagodzenia polityki pieniężnej do IV kwartału 2023 roku. Przewiduje się, że oba kraje będą miały duży dwucyfrowy deficyt na rachunku fiskalnym i rachunku bieżącym, a rentowność obligacji rządowych jest wyższa niż w Czechach i Polsce, co wymaga większej ostrożności ze strony decydentów. Prognozujemy, że na koniec 2023 roku stopy procentowe wyniosą 6,75% w Rumunii i 12,00% na Węgrzech (obecnie odpowiednio 7,00% i 13,00%). Wykres 18 zawiera podsumowanie naszych prognoz dotyczących stóp procentowych w regionie CEE-4 w 2023 roku. Prognozy te sugerują również, że zgodnie z naszymi oczekiwaniami wszystkie banki centralne regionu CEE-4 powinny dokonać zmiany kierunku w zakresie stóp procentowych przed EBC, a CNB i NBP – przed Bankiem Rezerw Federalnych.
Stopy zwrotu z 10-letnich obligacji rządowych (%)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Wykres zmian kursów walut w stosunku do EUR (23 lutego 2022 = 100; wartości powyżej/poniżej 100 odzwierciedlają aprecjację/dewaluację)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Kluczowe stopy procentowe i prognozy
Źródła: Refinitiv, prognozy Działu Analiz Allianz
[1] Ponieważ cena kontraktów terminowych na gaz również spadła od grudnia, koszt zabezpieczenia gazu na zimę 2023/24 zmalał o około połowę.
Niektóre wskaźniki rynku mieszkaniowego w USA ustabilizowały się, lecz nadal istnieje ryzyko pogorszenia sytuacji ze względu na osłabienie aktywności krajowej.
Gwałtowny wzrost stóp procentowych i zacieśnianie polityki pieniężnej spowodowały zmniejszenie podaży pieniądza, mierzonej wskaźnikiem M2, o ponad -2%, przy jednoczesnym wzroście średnich rat kredytu hipotecznego o ponad +80%. Spadek dostępności mieszkań jest bezprecedensowy – zanim Bank Rezerw Federalnych zaczął podnosić stopy, około trzy czwarte gospodarstw domowych w USA mogło sobie pozwolić na zakup mieszkania; w ciągu ostatniego roku liczba ta spadła do około 10%. Ponieważ jednak cykl podwyżek jest bliski osiągnięcia szczytu, długoterminowe zyski ustabilizowały się, a oprocentowanie kredytów hipotecznych spadło (Wykres 5). Również gwałtowny spadek przystępności cenowej mieszkań zatrzymał się w ostatnim kwartale 2022 roku i oczekuje się niewielkiej poprawy.
Oprocentowanie kredytów hipotecznych a liczba wniosków o kredyt hipoteczny
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Dalsza korekta cen na rynku mieszkaniowym jest prawdopodobna, jednak nie spowoduje problemów ze stabilnością finansową. Do tej pory nie odnotowano wzrostu liczby zaległych kredytów hipotecznych ani egzekucji z nieruchomości (poza korektą po wygaśnięciu środków związanych z Covid-19), a rynek pracy okazuje się silniejszy niż przewidywano, co może zapobiec wyprzedażom na dużą skalę. Podczas gdy sprzedaż istniejących domów spadła poniżej najniższego poziomu z okresu Covid-19, to dysproporcja między podażą a popytem na nowe domy uległa w IV kwartale 2022 roku nieznacznej poprawie. Liczba osób planujących kupno domów wzrosła, natomiast nastroje po stronie podaży najwyraźniej osiągnęły dno (Wykres 6). Dynamika inflacji wskazuje ponadto na pewną stabilizację. Z punktu widzenia przedsiębiorców budowlanych, po trudnym 2021 roku, inflacja w zakresie materiałów budowlanych w 2022 znacznie zmalała, a w IV kwartale odnotowano wręcz deflację. We wrześniu prognozowaliśmy korektę cen na rynku mieszkaniowym w USA o -15% do końca 2023 roku. Do tej pory zauważyliśmy spadek o nieco ponad -4% (Wykres 7), co jest zgodne z naszą prognozą i perspektywą dla gospodarki USA. W przyszłym tygodniu publikacja danych o rozpoczętych budowach mieszkań da nam sygnał, czy początki odwrócenia trendu spadkowego będą trwały.
Wskaźnik cen domów skorygowany o inflację
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz. 100 = Q1 1980
Nastroje po stronie podaży i popytu w zakresie rynku mieszkaniowego
Źródła: NAHB, Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Perspektywy dla amerykańskiego sektora nieruchomości komercyjnych pozostają negatywne, szczególnie dla sektora biurowego. Opublikowane niedawno dane za IV kwartał 2022 potwierdzają spadki cen zarówno w sektorze biurowym, jak i handlowym. Również wolumen inwestycji w 2022 roku uległ znacznemu zmniejszeniu. Wskaźnik pustostanów biurowych wzrósł w ubiegłym roku, co przyczyni się do dalszego spadku cen. Wyższe czynsze rynkowe (których zmiany zwykle są opóźnione) nie dorównały wzrostowi inflacji i stóp procentowych, co sprawiło, że ubiegłoroczne zyski z nieruchomości komercyjnych znalazły się na drugim najniższym poziomie od czasu globalnego kryzysu finansowego (tylko po 2020 roku). Są pewne oznaki, że fundusze REIT mogą stać się punktem zapalnym, ponieważ inwestorzy zaczynają wycofywać pieniądze w dużych ilościach. Poza dobrym początkiem roku, większość notowanych na giełdzie indeksów REIT w USA jest na minusie – od -15% do -30% w porównaniu z wyceną z końca 2021 roku. Najgorzej radzą sobie REIT-y biurowe, podczas gdy hotele są jedynym wyjątkiem ze względu na opóźnione ożywienie po kryzysie.
Odrabianie inflacji – jak odzyskać spokój
Inwestorzy posiadający portfel 60/40 akcji/obligacji stracili w ubiegłym roku średnio około ~20%; pełne odrobienie strat zajmie im ponad 3 lata. W ostatnich latach, a szczególnie od czasu Covid-19, inwestorzy detaliczni bardziej zaangażowali się w rynki kapitałowe. Jakkolwiek obserwowanie nieobliczalnych zachowań akcji „memów” i kryptowalut było fascynujące, rok 2022 zakończył się implozją rynku, narażając nowych inwestorów detalicznych na duże straty. Jak długo potrwa więc odrabianie strat przez przeciętnych inwestorów? Aby się tego dowiedzieć, odtwarzamy prawdopodobną ścieżkę dla przeciętnego portfela 60/40 akcji/obligacji dla inwestorów z USA i strefy euro: Jane Doe i Maxi Müller. W tym hipotetycznym scenariuszu zakładamy inwestycję 100 USD/EUR w lokalny rynek akcji i lokalne obligacje rządowe na koniec 2021 roku, korygując utratę siły nabywczej z powodu wysokiej inflacji. Nasze wyniki wskazują, że rok 2022 przyniósł inwestorom amerykańskim średnią stratę w wysokości -17%, podczas gdy ich europejscy koledzy ponieśli jeszcze większy cios w wysokości -24%. W oparciu o nasze aktualne prognozy makroekonomiczne i dotyczące rynku kapitałowego[1] można uznać, że inwestorzy potrzebowaliby aż czterech lat, aby odzyskać swoje pieniądze (przy założeniu, że struktura portfela nie ulegnie zmianie), Wykresy 8 i 9).
Portfel Jane (w USD oraz % rocznie)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
Portfel Maxi (w EUR oraz % rocznie)
Źródła: Refinitiv, Dział Analiz Allianz
W miarę jak coraz więcej inwestorów detalicznych uczestniczy w rynkach kapitałowych, rośnie znaczenie dostarczania właściwych narzędzi zwiększających znajomość finansów i ryzyka. Postęp technologiczny w zakresie handlu, nadmiar oszczędności w czasie pandemii oraz poszukiwanie zysków w czasie niskich stóp procentowych i rosnącej inflacji sprawiają, że coraz więcej inwestorów wchodzi na rynki kapitałowe. Jednak w naszym badaniu z 2020 roku[2] okazało się, że tylko 32,4% Amerykanów i 42,2% Niemców posiada podstawowe kompetencje w zakresie wiedzy finansowej. Umiejętności finansowe mogą pomóc gospodarstwom domowym w podejmowaniu najlepszych decyzji finansowych – od budżetowania po oszczędzanie i inwestowanie. Wyposażone w niezbędne narzędzia, gospodarstwa domowe będą w stanie przetrwać wstrząsy gospodarcze lub złagodzić ciosy, które może im zadać nasz nowy, odważny świat.
Wyniki przedsiębiorstw – czy inflacja będzie nadal ograniczać wydatki w 2023 roku?
Po opublikowaniu wyników finansowych za 4 kwartał 2022 roku przez jedną czwartą wszystkich spółek giełdowych wydaje się, że najbardziej ucierpiały sektory towarów uznaniowych. Chociaż jest jeszcze za wcześnie, aby wyciągać ostateczne wnioski, to już teraz można powiedzieć, że w ciągu ostatnich kilku miesięcy inflacja wyraźnie uderzyła w konsumpcję gospodarstw domowych, a tym samym wpłynęła na zyski firm z sektora dóbr uznaniowych. Pomimo obniżek oferowanych przez sklepy dystrybucyjne, mających na celu zmniejszenie nadmiaru zapasów, sprzedaż detaliczna spadła w USA w grudniu o -1,1%, a w strefie euro o -2,7%. Presja dotycząca marży była szczególnie duża w przypadku sprzedawców odzieży i domów towarowych, ze względu na wyższe rachunki za tekstylia, energię i transport. Podczas gdy średnia stopa wzrostu zysku na akcję (EPS) w całej branży wyniosła w IV kwartale -1,6%, to zysk netto dystrybutorów i specjalistycznych firm detalicznych spadł odpowiednio o -8,5% i -32,7%. Zgodnie z prognozami na rok 2023, duzi gracze w sektorze obniżyli swoje prognozy zysków na ten rok, licząc na poprawę nastrojów w ciągu kilku kwartałów.
Tempo wzrostu przychodów i zysku na akcję (EPS) w 2022 roku
Source(s): Refinitiv Eikon (wg stanu na 07 lutego 2023), Dział Analiz Allianz
Skutki odczuwa również elektronika użytkowa. Po dwóch latach boomu sprzedażowego związanego z lockdownem (liczba sprzedanych sztuk komputerów PC na świecie wzrosła o +14% w 2020 roku i o +15% w 2021 roku), w 2022 roku sprzedaż komputerów PC i tabletów spadła odpowiednio o -17% i -3,3% (dane wstępne). Konsumenci, którzy kupili nowe komputery w czasie pandemii, nadal nie muszą odnawiać swoich obecnych modeli, a firmy są teraz bardziej ostrożne z budżetami, biorąc pod uwagę makroekonomiczne czynniki zewnętrzne. Chociaż duzi gracze zapowiedzieli, że spodziewają się zmniejszenia presji w drugiej połowie roku, rok 2023 będzie kolejnym słabym rokiem dla sprzedawców sprzętu. Potwierdzają to producenci układów scalonych, którzy na skutek słabnącego popytu ze strony sektora technologicznego cierpią z powodu podwyższonego poziomu zapasów. W związku z tym przenoszą produkcję do innych szybko rozwijających się segmentów, takich jak motoryzacja (Wykres 11). Globalna sprzedaż smartfonów w 2022 roku wyniosła 1,28 mld sztuk (-11% w ujęciu rocznym), co jest najniższym poziomem od 2013. Sprzedaż smartfonów w Chinach spadła o -13% w ujęciu rocznym w 2022 roku do 286 mln sztuk (w porównaniu do 329 mln w 2021); po raz pierwszy od dekady sprzedaż spadła poniżej 300 mln sztuk, ponieważ surowe ograniczenia Covid-19 jeszcze bardziej ograniczyły popyt. Chociaż najgorsze może być już za nami, to oczekuje się, że globalna sprzedaż smartfonów spadnie w tym roku o -4,1% w ujęciu rocznym do 1,23 mld sztuk.
[1] Zob. kwartalna publikacja Działu Analiz Allianz w sprawie gospodarki i rynków kapitałowych
[2]Financial and Risk literacy: Resilience in Times of Covid-19 [Biegłość w sprawach finansowych i ryzyka: Odporność w czasach Covid-19].
liczba cyberataków wzrosła w 2022 roku o 38% w porównaniu z rokiem poprzednim, przy czym odnotowano średnio 1168 ataków tygodniowo na organizację
Trzy główne zagrożenia w 2023 roku to haktywizm, wymuszenia z użyciem ransomware oraz ataki na chmurę
Hakerzy wciąż najchętniej atakują sektor edukacji i badań, jednak z coraz większą częstotliwością celują w opiekę zdrowotną. Największe wzrosty ataków odnotowano:
Służba zdrowia – 74%
Edukacja – 43%
Finanse – 52%
Wojsko/ rzadowe – 46%
Trzy główne zagrożenia w 2023 roku to haktywizm, wymuszenia z użyciem ransomware oraz ataki na chmurę
Rosyjsko-ukraińska wojna prowadzona w cyberprzestrzeni może być tylko przedsmakiem cybertrendów, które będą nam towarzyszyć w najbliższych latach. Nowy raport „Security Report 2023”, opublikowany przez firmę Check Point Software, dowodzi wzrostu globalnych, rocznych ataków o 38%. Hakerzy wciąż najchętniej atakują sektor edukacji i badań, jednak z coraz większą częstotliwością celują w opiekę zdrowotną. A to dopiero początek – eksperci przewidują dalszy rozwój cyberprzestępczości, w szczególności powiązanej z tzw. ruchem haktywistycznym.
Na przestrzeni ostatnich 30 lat ataki hakerskie przeszły ewolucję od mniej lub bardziej niewinnych popisów nastolatków, przez coraz bardziej intratne interesy gangów cyberprzestępczych, aż do wysoce zorganizowanych ataków prowadzonych przez grupy reprezentujące interesy państwowe. W 2022 roku cyberataki ponownie osiągnęły rekordowy poziom, a jednym z ich głównych motorów napędowych była wojna rosyjsko-ukraińska – wnioskują autorzy Check Point Security Report 2023.
Według raportu liczba cyberataków wzrosła w 2022 roku o 38% w porównaniu z rokiem poprzednim, przy czym odnotowano średnio 1168 ataków tygodniowo na organizację. Sektorem najbardziej atakowanym pozostaje „edukacja i badania”, jednak to ataki na sektor opieki zdrowotnej wzrosły najbardziej, bo aż o 74% rok do roku.
Analitycy Check Point Research podkreślają rosnącą rolę, jaką odgrywają mniejsi i bardziej elastyczni hakerzy oraz grupy ransomware, a także rosnące wykorzystywanie narzędzi do współpracy używanych w pracy hybrydowej. Wskazują również na trzy główne trendy:
Haktywizm — Granice między sponsorowanymi przez państwo operacjami cybernetycznymi a haktywizmem coraz bardziej się zacierają, ponieważ państwa chcą działać anonimowo i – co za tym idzie – bezkarnie. Również pozapaństwowe grupy haktywistyczne stały się lepiej zorganizowane i skuteczniejsze niż kiedykolwiek wcześniej.
Wymuszenia z użyciemransomware — operacje ransomware stają się coraz trudniejsze do przypisania i śledzenia, a istniejące mechanizmy ochrony oparte na wykrywaniu działań związanych z szyfrowaniem mogą stać się mniej skuteczne. Nacisk położony będzie na usuwaniu danych i wykrywaniu eksfiltracji.
Chmura: zagrożenie ze strony osób trzecich – liczba ataków na sieci oparte na chmurze wzrosła w zeszłym roku o 48%. Preferencja skanowania przez cyberprzestępców adresów IP dostawców usług w chmurze podkreśla ich zainteresowanie uzyskania łatwego dostępu do wrażliwych informacji i krytycznych usług.
– Nie ma wątpliwości, że w ciągu najbliższych dwunastu miesięcy będziemy świadkami wzrostu liczby ataków. Migracja do chmury stworzyła szerszą powierzchnię ataku dla cyberprzestępców, a legalne narzędzia, z których wszyscy korzystamy, będą dalej wykorzystywane przez cyberprzestępców. Zostało to już zademonstrowane w przypadku ChatGPT, kiedy rosyjscy cyberprzestępcy próbowali ominąć ograniczenia API OpenAI i uzyskać dostęp do chatbota licząc na jego złośliwe wykorzystanie – twierdzi Maya Horowitz, wiceprezes ds. badań w firmie Check Point Software, dodając, że nadal palącym problemem jest luka w umiejętnościach cybernetycznych i rosnącą złożoność rozproszonych sieci.
W całym kraju biurowce najwyższej klasy A są droższe od klasy B średnio o 30 proc. – wynika z raportu #shorts portalu finne. Tendencja ta jest zauważalna na wszystkich głównych rynkach, jednak są miasta, w których różnica wynosi 45 proc. – wskazują eksperci finne.
Budynki klasy A mają zdecydowanie wyższy średni poziom stawki wyjściowej czynszu niż budynki klasy B. Wiąże się to z wyższą jakością oferowanej przestrzeni biurowej, większą ilością udogodnień oraz możliwości dla najemców. Największa różnica w cenach między budynkami klas A i B występuje na rynku łódzkim, to blisko 45 proc. a najniższa w miastach poza siedmioma głównymi rynkami biurowymi, gdzie uśredniona różnica wynosi zaledwie 12 proc.
Średnia wyjściowa stawka miesięcznego czynszu dla wszystkich nieruchomości klasy A i B wynosi 12,62 €/m2, wśród nieruchomości jedynie klasy A jest 13,88 €/m2, a w przypadku klasy B 10,72 €/m2. Największa różnica pomiędzy klasami jest w biurowcach zlokalizowanych w Warszawie – 4,41 €/m2, a najmniejsza w Krakowie – 2,07 €/m2.
„Na wysokość czynszu wyjściowego za powierzchnię biurową składa się wiele czynników. Wśród najważniejszych elementów znajduje się jakość oferowanej przestrzeni biurowej i budynku, co zazwyczaj przedstawia jego klasa. Nieruchomości najwyższej klasy — A, są zauważalnie droższe niż biurowce niższych klas. W całym kraju w porównaniu do klasy B średnia wysokość miesięcznej stawki w biurowcach klasy A jest wyższa o 30%. Ta tendencja jest zauważalna na wszystkich głównych rynkach, największa różnica występuje na rynku łódzkim — blisko 45%, a najniższa w miastach poza siedmioma głównymi rynkami biurowymi, gdzie uśredniona różnica wynosi zaledwie 12%” – mówi Krzysztof Foks, head od research REDD i finne.
GPW Private Market to jeden z projektów strategicznych Grupy Kapitałowej Giełdy Papierów Wartościowych w Warszawie (GPW) realizowanych w ostatnich latach.
– Projekt Private Market zmierza ku temu, aby stworzyć jedną platformę do tokenizacji różnego rodzaju aktywów, jak również do pozyskiwania finansowania, między innymi przez inwestorów indywidualnych, w korzystniejszy i łatwiejszy sposób. Projekt składa się z dwóch filarów. Jednym z nich jest część finansowa, gdzie przedsiębiorstwa, które uzyskają finansowanie w ramach finansowania społecznościowego mogą obracać swoimi akcjami w stokenizowanej formie. Drugim filarem projektu Private Market jest tokenizacja aktywów niefinansowych, do tej pory mało dostępnych dla inwestorów indywidulanych, takich jak dzieła sztuki – powiedział Adrian Kutnik, Dyrektor Działu Private Market GPW w cotygodniowym „Wideokomentarzu GPW” zamieszczonym na oficjalnym kanale Giełdy w mediach społecznościowych.
– Obecnie skupiamy się na budowie platformy, która jest testowana w zespole pracowników GPW. W kwietniu planujemy przeprowadzić testy wśród pracowników Grupy Kapitałowej GPW w formie przystępnej gry tradingowej. W obszarze innych aspektów projektu Private Market, widzimy korzystny trend regulacyjny. Mamy nadzieję, że umożliwi nam to przyspieszenie realizacji naszego głównego celu, jakim jest obrót akcjami, obligacjami czy ETF-ami w stokenizowanej formie w oparciu o platformę blockchain – dodał Adrian Kutnik.
Jednym z przykładów zastosowania technologii blockchain w ramach działań podmiotów Grupy Kapitałowej GPW jest podpisane przez GPW pod koniec 2021 r. memorandum z ArtInfo.pl. Na mocy dokumentu oba podmioty rozpoczęły współpracę nad stworzeniem ram biznesowych umożliwiających tokenizację dzieł sztuki.
Spółki, które nie złożyły obowiązkowego zgłoszenia, kto jest ich rzeczywistym beneficjentem muszą liczyć się z coraz z surowszymi sankcjami. Aparat państwa coraz częściej bowiem sprawdza, kto nie dopełnił tego obowiązku oraz nakłada za to coraz wyższe kary.
Centralny Rejestr Beneficjentów Rzeczywistych to system, w którym są gromadzone i przetwarzane informacje o osobach fizycznych sprawujących bezpośrednią lub pośrednią kontrolę nad spółką (beneficjenci rzeczywiści), czy też trustem lub organizacją pozarządową. Funkcjonuje on w Polsce od 2019 r.
Zespół prawa spółek w CRIDO przygotował drugi już z kolei raport, jak wygląda stosowanie CRBR w praktyce. – W skrócie można powiedzieć, że w 2022 r. mieliśmy więcej zgłoszeń do rejestru, ale i więcej kontroli ze strony fiskusa. Stosowano też coraz wyższe kary za unikanie tego obowiązku – mówi Mateusz Baran, partner, szef praktyki prawa spółek w CRIDO. I tak, wśród spółek z o.o. obowiązek ten wypełniło 74 proc. z nich (67 proc. w 2021 r.), w spółkach jawnych było to blisko 87 proc. (80 proc. w 2021 r.), zaś komandytowych 96 proc. (94 proc. w 2021 r.). – Nadal słaby wynik w przypadku spółek z o.o. wynika zapewne z bardziej skomplikowanej struktury własnościowej, co utrudnia dokonanie analizy w zakresie beneficjenta rzeczywistego, jak i dokonanie zgłoszenia w terminie. Niedawna nowelizacja prawa wydłużająca termin na dokonanie zgłoszenia do 14 dni roboczych może jednak spowodować zauważalną poprawę w tym zakresie – uważa Justyna Solnica, senior associate w CRIDO, współautorka raportu.
Słabo wypadało w 2022 r. raportowanie w przypadku fundacji, spółdzielni czy stowarzyszeń objętych tym obowiązkiem. Jedynie 55 proc. z nich (53 proc. przed rokiem) zgłosiło dane do CRBR. Autorzy raportu uważają, że takie podmioty działają najczęściej w interesie określonych społeczności, a beneficjentem ich działań są określone jednostki lub grupy osób, co może powodować nieświadomość w zakresie istnienia beneficjentów rzeczywistych (w odniesieniu np. do struktury zarządczej fundacji, spółdzielni lub stowarzyszenia).
CRIDO w raporcie pokazuje, w jaki sposób kształtowały się wysokości kar nałożonych na podmioty, które nie dopełniły obowiązku zgłoszenia do CRBR. Urosły one drastycznie – w 2021 roku maksymalna wartością wymierzonej kary (w postępowaniu wszczętym przeciwko spółce z o.o.) było 35 tys. zł. W minionym roku było to już 250 tys. zł, co wskazuje na zdecydowane zaostrzenie sankcji stosowanych przez fiskusa. Maksymalna kara przewidziana przez prawo to 1 mln zł.
W raporcie czytamy także, że do 31 grudnia 2022 r. wszczęto łącznie 406 postępowań administracyjnych w zakresie naruszeń związanych z obowiązkiem dokonania zgłoszenia do CRBR w stosunku do ww. podmiotów. Aż 334 postępowania dotyczyły braku zgłoszenia do CRBR (w porównaniu do 93 takich postępowań wszczętych do 31 grudnia 2021 r.). Wzrosła również liczba postępowań prowadzonych z powodu dokonania zgłoszenia po upływie wyznaczonego terminu – z 11 do 48 oraz postępowań wszczynanych z powodu dokonania zgłoszenia do CRBR danych niezgodnych ze stanem faktycznym – z 0 do 23, co oznacza, że organ nadzoru zaczął wykorzystywać możliwość weryfikacji stanu faktycznego z danymi ujawnionymi w CRBR.
Grupa Excellence – polski producent soków, syropów, napojów oraz suplementów diety, notowany na NewConnect – w 2022 roku osiągnął przychody w wysokości 72,8 mln zł, czyli o 16% wyższe w porównaniu do roku 2021. Zysk netto Grupy wyniósł 0,3 mln zł. Biorąc pod uwagę rosnące koszty działalności w 2022 roku – głównie cen surowców, materiałów oraz energii – spółki Grupy Excellence osiągnęły pozytywny wynik finansowy.
„Możemy uznać miniony rok za dobry – biorąc pod uwagę tak zmieniające się otoczenie. Rynek, na którym działają spółki Grupy, jest relatywnie stabilny. Rok 2022 był bardzo trudny dla całej gospodarki – głównie ze względu na zerwane łańcuchy dostaw i bardzo szybko rosnące koszty. Rosnące koszty dotknęły wszystkich producentów w naszym kraju, w tym także nas. Odzwierciedleniem były i są rosnące ceny produktów na półkach. Najbardziej bolesne są skokowe wzrosty cen kluczowych surowców i materiałów. Przy tak wysokiej inflacji nie było szans, aby przełożyć wzrost kosztów na ceny – to z pewnością wpłynęło na marże większości przedsiębiorstw w Polsce, także w branży spożywczej. Także działania wojenne w Ukrainie bardzo mocno wpłynęły na łańcuchy dostaw do wszystkich branż przemysłu – nie tylko w Polsce, ale i całej UE. W naszej branży najbardziej odczuwalne były problemy z opakowaniami, surowcami i paliwami. Jeśli chodzi o opakowania szklane to należy zaznaczyć, że na terenie Rosji, Białorusi i Ukrainy zlokalizowanych było kilkanaście hut szkła, które dostarczały opakowania do dużej liczby państw UE. Brak dostępu do tych opakowań spowodował wzmożone zainteresowanie opakowaniami z terenów nie objętych konfliktem lub sankcjami – a jak wiadomo, możliwości hut są raczej ograniczone do określonych wolumenów przerobowych. Drugim czynnikiem, który mocno dotknął producentów, to drastyczna zmiana cen opakowań szklanych i tu niestety najbardziej widoczne zmiany wystąpiły u producentów ukraińskich. W niektórych przypadkach były to korekty o ponad 100%. Główna przyczyna to cena gazu i transportu – ale i inne czynniki również się dołączyły. Inflacja zmieniła nawyki konsumenckie – ale syropy oraz napoje to produkty podstawowej potrzeby – konsumenci mają je w swoich koszykach zakupowych nawet gdy oszczędzają. Owszem – rezygnują z produktów droższych – a to de facto oznacza jeszcze większą popularność naszych produktów. Są one zawsze w atrakcyjnych cenach, bardzo dobrej jakości.. Dlatego nasza sprzedaż rosła w 2022 roku. Na poziomie Grupy Excellence skupiamy się na rozwoju innych segmentów działalności, czyli Health Medica i Excellence Cannabis. To segmenty, które pozytywnie kontrybuują jeśli chodzi o marże i wyniki Grupy. Do 2024 roku chcemy, uzyskać status pełnoprawnego operatora na rynku marihuany z zastosowaniem medycznym. W 2023 roku będziemy koncentrować się na dalszym wyrównaniem cen versus koszty – tutaj rozmowy prowadzone są cały czas. Drugim elementem będzie rozwój Grupy w pozostałych segmentach. Jeśli inflacja nie będzie zbyt dotkliwa, to można liczyć na unormowanie sytuacji w całej branży” – powiedział Dariusz Polinceusz, prezes zarządu Excellence.
Z danych Nielsena za 2021 rok wynika udział ilościowy sprzedawanych produktów spółki Excellence jest na poziomie 31%, co stanowi 13 mln litrów syropów sprzedawanych rocznie, a oznacza że co trzeci syrop sprzedawany w Polsce pochodzi z Excellence. Tym samym Excellence jest drugim graczem w Polsce, gdzie lider rynku produkuje ponad 20 mln litrów syropów rocznie, przy wielkości rynku 42 mln litrów.
Excellence eksportuje swoje produkty także do Niemiec, Holandii, Czech, Litwę, Łotwę i do Estonii. Asortyment jest dostępny również w Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych. Tradycyjne smaki od Excellence docenili także konsumenci w Kanadzie.
Walentynki cieszą się coraz większą popularnością wśród Polaków – w tym roku obchodzić je będzie niemal 40 proc. badanych. Jednak ze względu na wszechobecną drożyznę czeka ich skromny Dzień Zakochanych. Ponad 60 proc. Polaków wyda na tegoroczne Walentynki poniżej 100 zł. Takie wnioski płyną z sondażu firmy badawczej GfK.
Kryzys ekonomiczny sprawia, że Polacy coraz ostrożniej zarządzają domowymi budżetami. Mimo to, nie chcą rezygnować z drobnych przyjemności i chętnie obchodzą także mniej standardowe święta. Według danych GfK w tym roku Walentynki uczci 39 proc. ankietowanych. Niestety, tutaj również widoczny jest wyraźny wpływ inflacji. – Od kilku miesięcy Polacy zaciskają pasa i ograniczają zbędne wydatki, dlatego czeka nas skromny Dzień Zakochanych. Zdecydowana większość obchodzących Walentynki – aż 61 proc. – przeznaczy na nie mniej niż 100 zł. Jedynie co dziesiąty badany planuje wydatki powyżej 200 zł, głównie są to osoby młode, między 15. a 29. rokiem życia – zaznacza Anna Szwedowska, consultant w GfK.
Jakie plany?
Z danych GfK wynika, że najczęściej wybieranym sposobem na uczczenie Dnia Zakochanych jest wręczenie bliskiej osobie upominku. W ten sposób Walentynki uczci blisko 50 proc. badanych. Innym popularnym pomysłem jest zjedzenie uroczystego posiłku.
– Spośród osób obchodzących Walentynki, co czwarty Polak przygotuje odświętny obiad lub kolację w domu, a co piąty zaplanował wyjście do restauracji, kawiarni czy baru. Prawie co trzeci mężczyzna sprezentuje bliskiej osobie kwiatek – mówi Anna Szwedowska. – Zauważamy także wyraźne różnice w zależności od wieku badanych. Wśród młodszych Polaków sporą popularnością cieszą się wyjścia do kina czy teatru, z kolei osoby powyżej 60. roku życia często decydują się na zakup kwiatka – dodaje ekspertka GfK. Jedną z rzadziej planowanych walentynkowych atrakcji są wyjścia do SPA, na masaż lub do sauny – wybierze je zaledwie 5 proc. Polaków.
W tym roku Walentynki będą dla Polaków wyjątkowo drogie. Walentynkowy Indeks eToro, obejmujące najpopularniejsze wydatki dokonywane przy okazji tego dnia, wzrósł w ciągu ostatnich dwóch lat aż o 30 proc. To powyżej skumulowanego wskaźnika inflacji, który wyniósł w tym samym czasie 27 proc.
Indeks Walentynkowy eToro obejmuje trzy podstawowe kategorie walentynkowych wydatków, w każdej analizując globalne ceny dwóch surowców. W przypadku zakupu biżuterii, która jej popularnym walentynkowym prezentem, analizujemy ceny złota i srebra. W przypadku popularnych przy okazji tego święta słodyczy, sprawdziliśmy ceny kakao i cukru. Ostatnia kategorią są kolacje na mieście, w tym przypadku reprezentowane przez ceny mięsa z kurczaka i wołowiny.
Gdyby patrzeć tylko na ceny to najlepszym walentynkowym prezentem powinna być biżuteria, bowiem podrożała w ciągu dwóch lat tylko o 15 proc. Słodycze poszły w górę o 38 proc., a koszty kolacji na mieście aż o 41 proc. A przecież restauratorzy nie zmagają się tylko z rosnącymi cenami mięsa ale także znacząco wzrosły ceny energii elektrycznej oraz gazu. Wzrost cen mięsa jest zbliżony do wzrostu cen wszystkich surowców na rynku. Bloomberg Commodity Index (BCI), czyli szeroki indeks surowcowy, zyskał w tym czasie 45 proc.
Źródło: eToro
Paweł Majtkowski, Analityk eToro, skomentował: „Mówimy, że miłość jest ślepa, ale teraz wielu romantyków po otrzymaniu walentynkowego rachunku może szeroko otworzyć oczy z wrażenia. W ciągu dwóch lat wzrost cen wyniósł prawie 1/3. Walentynki cały czas pozostają w Polsce nie tak popularne jak inne święta. Zatem możliwą strategią w tej sytuacji jest ograniczenie związanych z tym wydatków. Wiele osób wybierze romantyczny gest (np. ręcznie robione kartki) zamiast drogiej kolacji. Bezpieczną opcja pozostają tez słodycze, które choć podrożały aż o 38%, to nadal mogą być tańszą alternatywą.
W USA przeciętny konsument planuje wydać z okazji Walentynek 192 dolary, co jest kwotą o 10 proc. wyższą niż rok temu i 17 proc. niż dwa lata temu. Polacy wydadzą niższe kwoty, zdecydowana większość z nas wyda przy tej okazji mniej niż 250 zł.”
Stagnacja w Niemczech – wzrost liczby niewypłacalnych firm? Upadłości niemieckich przedsiębiorstw wzrastają, jednak w odniesieniu do niskiego poziomu początkowego.
Nieruchomości w USA – problemy (wciąż) przed nami? Niektóre wskaźniki rynku mieszkaniowego ustabilizowały się, ale nadal istnieje ryzyko spadku z powodu osłabienia aktywności krajowej. Perspektywy dla nieruchomości komercyjnych pozostają negatywne, szczególnie dla sektora biurowego.
Odrabianie inflacji – jak odzyskać spokój. Inwestorzy posiadający portfel 60/40 akcji/obligacji stracili w ubiegłym roku średnio około ~20%; pełne odrobienie strat zajmie im ponad 3 lata.
Wyniki przedsiębiorstw – czy inflacja będzie nadal ograniczać wydatki w 2023 roku? W sektorach dóbr uznaniowych zyski były słabe, wzrost zysku na akcję (EPS) wynosił średnio -1,6% w skali globalnej, przy czym dystrybutorzy i sektor specjalistycznego handlu detalicznego osiągali znacznie gorsze wyniki.
W centrum uwagi – polityka monetarna w Europie Środkowo-Wschodniej przed zakrętem?
Perspektywy dla Europy Środkowo-Wschodniej (CEE) w ostatnich tygodniach nieco się poprawiły ze względu na zmniejszenie presji ze strony niższych niż oczekiwano cen energii.
Niemniej jednak, wzrost w regionie CEE-4 (Polska, Czechy, Rumunia, Węgry) pozostaje ograniczony, ponieważ wpływ utrzymującej się wysokiej inflacji, wzrostu stóp procentowych, słabszego popytu zewnętrznego i niższego zaufania przedsiębiorców będzie w tym roku w pełni odczuwalny.
W większości gospodarek Europy Środkowo-Wschodniej inflacja osiągnęła szczyt, a proces dezinflacji może przebiegać nieco szybciej niż wcześniej oczekiwano. Jednak w ciągu najbliższych dwóch lat inflacja utrzyma się powyżej założeń banków centralnych.
Banki centralne w regionie CEE-4 były pierwszymi, które zatrzymały cykl podnoszenia stóp procentowych i – o ile nie wystąpią nowe problemy – w Allianz Trade spodziewamy się, że niektóre z nich również znajdą się na czele, jeśli chodzi o zmianę kierunku. Oczekujemy, że Czechy rozpoczną łagodzenie w czerwcu 2023 roku, następnie Polska w III kwartale, a Rumunia i Węgry pod koniec roku.
Stagnacja w Niemczech – wzrost liczby niewypłacalnych firm?
Perspektywy dla gospodarki niemieckiej pozostają ponure, pomimo poprawy oczekiwań przedsiębiorców. Nieco bardziej optymistyczny przekaz płynący z ostatnich danych sondażowych (wskaźniki nastrojów ifo i ZEW) wynikał wyłącznie z lepszych oczekiwań, które nadal utrzymują się na rekordowo niskim poziomie. Firmy z sektora usług i produkcji nadal sygnalizują słabszy poziom bieżącej działalności (w związku ze spadkiem zamówień), a niepewność w sektorach energochłonnych jeszcze bardziej wzrosła. Produkcja przemysłowa, szczególnie w sektorach energochłonnych, znacznie zwolniła w grudniu (-3,9% w ujęciu rocznym i -3,1% w ujęciu miesięcznym, w porównaniu z +0,4% w ujęciu miesięcznym w listopadzie). Produkcja w sektorach energochłonnych jest obecnie niższa o prawie -20% w porównaniu z grudniem ubiegłego roku. Nadal w Allianz Trade przewidujemy umiarkowaną recesję w Niemczech (z ujemnym wzrostem również w I kwartale 2023 roku po spadku o -0,2% w ujęciu kwartalnym w IV kwartale 2022 roku), po której nastąpi umiarkowane ożywienie w drugim półroczu 2023 i niewielki wzrost w 2024 roku, ponieważ warunki finansowania prawdopodobnie dłużej będą się utrzymywać na zaostrzonym poziomie (Wykres 1).
Wykres 1. Niemcy: produkcja przemysłowa
Źródła: Refinitiv Datastream, Dział Analiz Allianz
Upadłości niemieckich przedsiębiorstw wzrastają, jednak w odniesieniu do niskiego poziomu początkowego. Obecna słabość gospodarcza nie oszczędziła firm. Pomimo poprawy oczekiwań (i zwiększonego wsparcia rządowego), coraz więcej firm znajduje się pod presją ze względu na utrzymujące się potrójne zagrożenie wyższymi cenami nakładów, rosnącymi kosztami pracy i zaostrzonymi warunkami finansowania, które wpływają na perspektywy biznesowe. Ekstrapolacja tendencji z oficjalnych danych o upadłościach do października pozwala przypuszczać, że w 2022 roku liczba upadłości osiągnęła 14.600 przypadków, co oznacza wzrost o +4% w ciągu roku po wzroście o +19,5% w ostatnim kwartale. W tym roku w Allianz Trade spodziewamy się dalszego wzrostu liczby upadłości do 16.800 przypadków (+15%) (Wykres 2). Roczna średnia ruchoma zmian w zakresie liczby przypadków niewypłacalności wskazuje, że tempo wnoszenia nowych spraw do niemieckich sądów jest najwyższe od czasu europejskiego kryzysu zadłużenia (Wykres 3). W związku z tym zauważalny wzrost liczby upadłości w ciągu ostatnich kilku miesięcy oznacza jedynie stopniową normalizację, a nie nadchodzącą falę bankructw. Niemiecki sektor przedsiębiorstw nadal wygląda stosunkowo stabilnie w porównaniu z innymi krajami. W skali globalnej prognozujemy, że w tym roku liczba upadłości wzrośnie o kolejne +19%, osiągając poziom sprzed pandemii (po wzroście o +10% w ubiegłym roku).
Sektory najbardziej narażone na wpływ cen energii i czynników produkcji są bardziej zagrożone, przy czym występują znaczne różnice w obrębie poszczególnych sektorów, zwłaszcza w przemyśle. Na czele listy znajduje się budownictwo (+207 przypadków od początku roku, +10%), przed produkcją (+54 przypadki, +7%) i transportem/magazynowaniem (+52, +6%). Jak dotąd kilka sektorów zostało jednak oszczędzonych, jak np. hotelarstwo i nieruchomości, gdzie liczba upadłości spadła. Firmy z sektorów produkcyjnych są narażone na obecne wyzwania w różnym stopniu. Szybszy wzrost niewypłacalności obserwujemy przede wszystkim w sektorze urządzeń do przetwarzania danych i elektroniki (+16), wyrobów z gumy i tworzyw sztucznych (+16), mebli (+14), artykułów spożywczych i pasz (+13). Umiarkowanie wzrosła liczba upadłości w sektorze handlu, który pozostaje drugim co do wielkości źródłem upadłości po budownictwie (Wykres 4).
Wykres 2. Niemcy – przypadki niewypłacalności (rocznie)
Źródła: DeStatis, Refinitiv Datastream, Dział Analiz Allianz
Wykres 3. Niemcy – wzrost PKB i przypadków niewypłacalności (roczna średnia ruchoma)
Źródła: Refinitiv Datastream, Dział Analiz Allianz
Wykres 4. Niemcy – zmiana liczby przypadków niewypłacalności firm (w rozbiciu na sektory)
Znaczenie dla kursu złotego będą mieć oba nadchodzące odczyty: inflacja w USA, która może wpłynąć na wyceny stóp procentowych Fedu, i styczniowa inflacja w Polsce, która może zaważyć na decyzjach RPP. Potencjał do zaskoczeń w przypadku danych z kraju jest wysoki, tym bardziej, że w regionie dynamika cen parokrotnie przebiła już oczekiwania.
Był to mocno mieszany tydzień. Dolar umocnił się w stosunku do większości walut rynków wschodzących po gwałtownym wzroście rentowności w USA, tydzień zakończył jednak niżej w stosunku do prawie wszystkich walut z grupy G10 (z wyraźnym wyjątkiem euro). Cięcia stóp procentowych Fed odsuwają się w coraz dalszą przyszłość, mimo że prezes Jerome Powell w ubiegłym tygodniu nie potwierdził szansy na wzrost docelowej stopy powyżej ostatniego dot plotu.
W międzyczasie kilka walut, takich jak korona szwedzka czy peso meksykańskie, osiągnęło świetne wyniki dzięki jastrzębim sygnałom właściwych im banków centralnych. W 2023 r. sytuacja na rynku walutowym wciąż zależy przede wszystkim od postaw banków centralnych i oczekiwań dotyczących docelowych stóp procentowych w krótkim terminie w różnych obszarach walutowych.
Oczy wszystkich zwracają się teraz ku odczytowi, który sam w sobie jest głównym motorem oczekiwań wobec banku centralnego: wtorkowemu (14.02) raportowi inflacyjnemu za styczeń w USA. Trudno przecenić znaczenie tych danych, ponieważ zarówno inwestorzy, jak i Fed wypatrują potwierdzenia stopniowego trendu spadkowego z ostatnich kilku miesięcy. We wtorek opublikowany zostanie również wstępny odczyt PKB strefy euro w IV kwartale oraz raport z brytyjskiego rynku pracy, w środę (15.02) poznamy zaś poziom styczniowej inflacji na Wyspach. Wpływ żadnego z tych odczytów nie będzie jednak bliski temu, jaki wywrze amerykańska dynamika cen.
PLN
W ubiegłym tygodniu złoty znalazł się pod presją i osłabił się o ok. 1% w parze z euro. Obecnie kurs EUR/PLN znajduje się w niewielkiej odległości od poziomu 4,80. Złotemu nie sprzyjał wzrost rynkowych oczekiwań w zakresie kontynuacji podwyżek stóp procentowych w USA ani rozczarowujące ostatnio dane ze strefy euro, które dodatkowo ściągały w dół kurs EUR/USD.
Pewien niepokój wśród inwestorów mogą budzić też sygnały ze Wschodu. Widać intensyfikację działań ofensywnych rosyjskiego agresora, jednocześnie rosną także ceny ropy, wspierane m.in. przez ogłoszenie obcięcia produkcji surowca przez ten kraj o ok. 5% w marcu. Oczekiwania dot. kolejnych podwyżek w USA i jastrzębie sygnały z części banków centralnych regionu dodatkowo kontrastują z tymi niejednoznacznymi wysyłanymi przez Radę Polityki Pieniężnej. Może to być element dopełniający wyjaśnienie ostatnich trudności złotego. W ostateczności na złotym może też ważyć kwestia KPO. Nadal jednak zakładamy, że osłabienie waluty jest tymczasowe.
W tym tygodniu poznamy zróżnicowaną gamę odczytów makro, w tym dane o PKB za IV kwartał (wtorek 14.02). Uwaga skupi się jednak głównie na inflacji w styczniu – środowy (15.02) odczyt ma pokazać silne podbicie na początku roku. Konsensus to obecnie 17,6% wobec odczytu 16,6% w grudniu, niemniej rozstrzał prognoz jest ogromny – od tych zbliżonych do odczytu z grudnia, do tych w okolicy 19%. Potencjał do zaskoczeń wydaje się spory także z uwagi na rozbieżności odczytów z konsensusem, które widzieliśmy w innych krajach – inflacja podbiła w styczniu silniej m.in. w Czechach i na Węgrzech.
Biorąc pod uwagę znaczenie tych danych dla przyszłych działań RPP, można oczekiwać, że wynik różniący się silnie od konsensusu będzie miał wpływ na kurs złotego. Waluta może też reagować na wcześniejszy odczyt inflacji w USA, który powinien być istotny dla wycen tamtejszych stóp.
EUR
Ubiegły tydzień przyniósł ograniczoną liczbę istotnych danych makro ze strefy euro. Nieco słabsza od prognoz okazała się sprzedaż detaliczna, niemiecka inflacja także nie spełniła oczekiwań. Kilku członków Europejskiego Banku Centralnego wystąpiło publicznie, żaden z nich nie przedstawił jednak wyraźnie jastrzębich komunikatów, których być może spodziewały się rynki. Euro zakończyło tydzień jako najgorzej radząca sobie waluta grupy G10.
Ten tydzień również nie będzie obfitował w zbyt wiele znaczących odczytów – poznamy przede wszystkim drugi szacunek PKB w strefie euro za IV kwartał. Najważniejsze będą zapewne odczyt amerykańskiej inflacji we wtorek i przemówienie prezeski EBC Christine Lagarde w środę.
USD
Drugorzędowe dane z USA, w tym cotygodniowy raport o liczbie bezrobotnych oraz nastroje konsumentów i rewizja inflacji CPI były zgodne z obrazem silnej gospodarki namalowanym przez raport z rynku pracy z poprzedniego tygodnia. Rynki odebrały jednak ostatnie wystąpienie prezesa Fed Jerome’a Powella jako gołębie, nie dał on bowiem do zrozumienia, że stopy wzrosną wyżej, niż wynika to z grudniowego dot plotu.
Zwracamy uwagę w szczególności na niewielką rewizję w górę bazowej miary dynamiki cen w grudniu. Wraz z niedawnym odbiciem danych o wysokiej częstotliwości, jak tych o używanych samochodach, oznacza to, że rynki przygotowują się na kolejny wzrost indeksu o 0,4% w ujęciu miesięcznym. Jest to mniej więcej zgodne z inflacją na poziomie 5% w kontekście roku – znacznie zbyt wysoką, by była akceptowalna dla Fedu. Spodziewamy się dalszej presji wzrostowej na stopy procentowe, podczas gdy słabną oczekiwania cięć stóp w 2023 r.
Autorzy: Enrique Diaz-Alvarez, Matthew Ryan, Roman Ziruk, Itsaso Apezteguia, Michał Jóźwiak – analitycy Ebury
Bloober Team SA podpisał umowę z Draw Distance SA, w ramach której autorzy m.in. Serial Cleaners zrealizują nową produkcję do portfolio mistrzów horroru. Gra o kodowym tytule M jest zupełnie nowym projektem, który został poprzedzony ponad roczną pre-produkcją. Bloober Team posiada blisko 35% akcji Draw Distance.
– Współpraca z Bloober Team przy tej produkcji to dla Draw Distance zupełnie nowe otwarcie. Nasza sytuacja jest w pewien sposób podobna do tej, którą Bloober Team miał przed debiutem Layers of Fear. Projekt nie tylko stabilizuje naszą sytuację finansową, ale przede wszystkim bardzo spodobał się zespołowi produkcyjnemu. Dawno nie czuliśmy takiej kreatywnej radości tworzenia – komentuje Michał Mielcarek, Prezes Zarządu Draw Distance.
Bloober Team SA prowadził prace pre-produkcyjne nad nową grą od ponad roku. Obecnie tytuł wchodzi w fazę produkcyjną i do jego realizacji krakowscy mistrzowie horroru wybrali swoją spółkę portfelową – Draw Distance.
– Myśleliśmy o współpracy już wcześniej, ale do tej pory nasze projekty nie były ze sobą kompatybilne. Traktowaliśmy Draw Distance jako niezależną od nas firmę z zupełnie odmienną strategią. Nie jest też tajemnicą, że nie zawsze zgadzaliśmy się z decyzjami spółki. Jednak droga, którą przeszła firma prowadzona przez Michała Mielcarka, a także jej osiągnięcia, porażki i doświadczenie spowodowały, że nastąpił przełomowy moment nie tylko w naszych relacjach, ale przede wszystkim w jej historii. To już dojrzały zespół, świadomy swych atutów, ale i ograniczeń, pełen pasji oraz wspaniałych ludzi, których celem jest odciśnięcie swego znaku w historii gier. Jestem przekonany, że projekt M we współpracy z nami da szansę na to zespołowi Draw Distance – informuje Piotr Babieno, Prezes Zarządu Bloober Team.
Bloober Team SA już 7 marca tego roku zaprezentuje założenia swojej strategii na lata 2023 – 2027. Projekt M jest jej elementem, który podobnie do Layers of Fear, realizowany jest przez zewnętrzny zespół produkcyjny. Draw Distance został wybrany z wielu podmiotów, które Bloober Team rozważał do jej realizacji.
– Od dłuższego czasu mówimy o tym, że zespół produkcyjny Bloober Team SA będzie prowadził wewnętrzne produkcję dwóch tytułów w tym samym czasie. Liczący już ponad 200 osób zespół realizuje obecnie SILENT HILL 2 oraz grę w oparciu o nasze własne IP, której wydawcą będzie Private Division/Take Two – komentuje Babieno.
Firma posiada w swojej strukturze grupę, która współpracuje z zewnętrznymi zespołami. Partnerzy wybierani są na podstawie analizy jakościowej i możliwości realizacyjnych do danego projektu.
– Nie wybieramy partnerów dlatego, że należą do naszej grupy kapitałowej, czy z sympatii, lecz ze względu na jakościowe możliwości produkcyjne. W przypadku Draw Distance doszliśmy do wniosku, że to dla nas idealny partner do tego projektu. Będzie to też zdecydowanie największy projekt dla naszych koleżanek i kolegów, ale jesteśmy przekonani, że z naszą pomocą zrealizują najlepszą grę w swojej dotychczasowej historii. Nie możemy na tym etapie ujawniać więcej szczegółów, choć jesteśmy przekonani, że zarówno rynek jak i gracze będą ogromnie zaskoczeni, a sama gra osiągnie duży sukces – mówi Piotr Babieno, Prezes Bloober Team SA.
Planowana data premiery projektu M to rok 2024. Bloober Team SA posiada blisko 35% akcji w Draw Distance.
– Mówiłem już wcześniej, że jesteśmy nieco inną spółką niż część podmiotów na naszym rynku – nie zajmujemy się spekulacjami, rynkowymi “okazjami”, lecz inwestujemy w wartości fundamentalne i organiczny rozwój. Aktualna współpraca z Draw Distance to nie tylko symptom odpowiedzialności biznesowej, ale przede wszystkim logiczny i organiczny rozwój grupy. Draw Distance AD 2023 to spółka, której udało się stworzyć wartość w postaci zespołu, jego wiedzy i swoistego DNA. Od dłuższego czasu twierdzę, że przyszłe sukcesy spółek da się przewidzieć nie za pomocą analizy słupków arkusza kalkulacyjnego, lecz zbadania ducha zespołu, jego możliwości i przyszłych projektów. Obecnie jestem całkowicie spokojny o jakość projektu M i samą inwestycję w Draw Distance, który dla mnie osobiście jest wart znacznie więcej niż wskazuje na to jego rynkowa wycena – kończy Babieno.
Odchodzimy z pracy głównie dla pieniędzy i ciekawszych, bardziej rozwojowych zadań, rzadziej z powodu szefa czy z przepracowania. Co jeszcze motywuje do zmiany pracodawcy? To zła atmosfera w zespole, wypalenie zawodowe czy brak możliwości pracy w modelu hybrydowym lub zdalnym. Co ciekawe, w momencie złożenie wypowiedzenia tylko co czwarty pracownik zdecyduje się na przyjęcie kontroferty od obecnego pracodawcy. A jeśli obie propozycje będą konkurencyjne finansowo, decydujące będą możliwości dalszego rozwoju zawodowego i lokalizacja miejsca pracy – to wnioski z opublikowanego dziś raportu Manpower, przedstawiającego motywacje pracowników do zmiany pracy, dane o wynagrodzeniach i trendy, które będą rządzić rynkiem pracy w bieżącym roku.
Zgodnie z najnowszym raportem Manpower „Raport trendów 2023. Wynagrodzenia i rynek pracy” głównym motywatorem do zmiany pracy jest możliwość uzyskania atrakcyjniejszego wynagrodzenia, o czym mówi 41% ankietowanych. Finansową motywację do zmiany pracy z pewnością umacnia fakt, że tylko 38% badanych otrzymało w minionym roku podwyżkę niezwiązaną z awansem. Najczęściej był to 5% wzrost, na który mógł liczyć co szósty badany, co dziesiąty mówi o 10% wzroście wynagrodzenia, a co dwunasty o 20% lub więcej.
– Na to, jak wyglądają obecne oczekiwania finansowe pracowników, wpłynęło wiele zjawisk, które wydarzyły się w ostatnich latach. Kluczowy był niedobór talentów, w wyniku którego firmy były gotowe płacić więcej za potrzebne kompetencje. Kolejny to presja płacowa wynikająca z większej świadomości kandydatów i drożej wycenianych umiejętności – mówi Katarzyna Pączkowska, dyrektor rekrutacji stałej w Manpower. – Aktualnie do wzrostu oczekiwań finansowych przyczyniają się także zjawiska związane z niepewnością na rynku, inflacja i rosnące raty kredytów oraz potrzeba stabilizacji ze strony pracowników, którą zapewniają właśnie pieniądze. Z drugiej strony mamy pracodawców, którzy analizują obecną sytuację i mogą już nawet odczuwać pierwsze symptomy spowolnienia, dlatego ich elastyczność finansowa jest dużo mniejsza. Pracownik, który ma określone oczekiwania płacowe, a których nie będzie w stanie zrealizować bieżący pracodawca, będzie szukał nowych możliwości zawodowych poza organizacją. Jednak silna motywacja finansowa u kandydata jest pewnym ryzykiem dla pracodawcy, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem będzie się pogłębiać. Po kilku miesiącach pracy może się okazać, że pracownik oczekuje kolejnych podwyżek, które mogą być dużym wyzwaniem dla firmy – dodaje ekspertka.
– Wśród powodów odejść zarysowuje się też silna pozycja rozwoju zawodowego. Z jednej strony będą to nowe, ciekawe projekty czy praca z najnowszymi technologiami, z drugiej to możliwości awansu i pięcia się po szczeblach kariery. Co więcej, rozwój buduje lojalność pracownika nawet bardziej niż finanse. Możliwości udziału w szkoleniu czy wejścia w nowy projekt są postrzegane jako benefity. Zaawansowane szkolenie, które jest podzielone w czasie, oddala motywację do zmiany organizacji i zwiększa satysfakcję pracownika. A poczucie satysfakcji sprawa, że jest mniej otwarty na rynek pracy – tłumaczy przedstawicielka Manpower.
Niedopasowanie obowiązków i zła atmosfera na podium wśród przyczyn odejścia z pracy
Dla co piątego pracownika powodem odejścia będzie brak dopasowania obowiązków do roli oraz zainteresowań, a dla co ósmego zła atmosfera w zespole. Respondenci, mając do wyboru maksymalnie trzy odpowiedzi wskazywali również wypalenie zawodowe (12%) oraz brak możliwości pracy zdalnej lub nawet hybrydowej (11%). Co ciekawe, biorąc pod uwagę możliwość skorzystania z pracy w pełni zdalnej to tylko 14% ankietowanych deklaruje taką opcję w obecnym miejscu pracy, 23% pracuje hybrydowo a ponad połowa wykonuje swoje obowiązki stacjonarnie (54%).
Finanse i nieumiejętny styl zarządzania szefa największymi demotywatorami
W badaniu Manpower respondenci zostali również zapytani o to, co ich generalnie demotywuje w obecnym miejscu pracy. Okazuje się, że w czołówce czynników najbardziej demotywujących znalazły się zbyt niskie zarobki (44%), niewłaściwy i nieumiejętny styl zarządzania przez przełożonego (35%) oraz niewykorzystanie umiejętności i talentów pracowników zespołu (30%). Dla co czwartego pracownika demotywujące jest także nierówne traktowanie pracowników (27%) oraz brak wyzwań, rutyna (27%).
Kontroferta? Już za późno
W sytuacji złożenia przez pracownika wypowiedzenia ostatnią deską ratunku dla pracodawcy jest kontroferta. Jak pokazuje analiza, tylko co czwarty (24%) ankietowany zdecydowałby się na przyjęcie kontroferty, 76% badanych deklaruje wybór nowej pracy. A co w sytuacji, kiedy obie propozycje będą na podobnym poziomie finansowym? Jakie czynniki wpłyną na decyzję pracownika? To przede wszystkim możliwości dalszego rozwoju zawodowego (40%), lokalizacja miejsca pracy (31%) oraz możliwość pracy zdalnej lub hybrydowej (26%). Istotna będzie także osoba potencjalnego nowego przełożonego (16%) i stabilność, prestiż firmy (15%).
– Praktyka rynku pracy pokazuje, że kontroferty są akceptowane przez pracowników. Wiele zależy od motywacji do zmiany pracy oraz tego, na ile pracownik był zdemotywowany u obecnego pracodawcy. W przypadku motywacji finansowej, kontroferta oparta na atrakcyjnych warunkach płacowych może zdecydować o pozostaniu w firmie. W takim momencie pojawia się jednak pytanie, dlaczego dopiero teraz pracodawca jest gotowy podnieść wynagrodzenie. Z drugiej strony pracownik również dokładnie analizuje ryzyko przyjęcia kontroferty. Wypowiedzenie to przecież informacja dla pracodawcy o chęci pożegnania się z firmą, o wyjściu na rynek pracy i udziale w procesach rekrutacyjnych. Pracodawca może stracić zaufanie do takiego pracownika, może być postrzegany jako mniej lojalny, a w przypadku spowolnienia może być brany pod uwagę w redukcji etatów – mówi Katarzyna Pączkowska. – Kontroferta to wielowymiarowy temat, na który nie można patrzeć tylko z jednej perspektywy, składają się na nią także inne elementy. Czasem to forma sprawdzenia się pracownika, zweryfikowania swojej wartości na rynku. Dziś pracodawcy mają świadomość kosztów pozyskania i wdrożenia nowego talentu, dlatego o dobrego pracownika walczą do ostatniej chwili. Niepokojące jest jednak to, dlaczego dzieje się to dopiero w momencie złożenia wypowiedzenia. Dlaczego zmiany wynagrodzeń dla tego stanowiska nie były wcześniej uwzględniane – dodaje przedstawicielka Manpower.
Zdrowie i rozwój najważniejsze wśród benefitów
Jednym ze stałych elementów ofert pracy są benefity, które z powodu pandemii oraz przejścia wielu pracowników na pracę hybrydową lub zdalną nabrały zupełnie innego znaczenia. Na co obecnie zwracają uwagę kandydaci? Analizując odpowiedzi respondentów, wyraźnie zarysowuje się pozycja dwóch pierwszych, czyli prywatnej opieki medycznej (59%) oraz oferty szkoleniowej i rozwojowej (50%), o których mówi ponad połowa badanych. Pozostałe benefity plasują się już dużo niżej na liście priorytetów. W dalszej kolejności będą to karta uprawniająca do korzystania z obiektów sportowych (28%), ubezpieczenie na życie (27%) oraz dofinansowanie do nauki języków obcych i auto służbowe – ważne dla 26% badanych. Co ciekawe, na końcu listy znalazło się wsparcie psychologiczne (3%), spotkania integracyjne (5%) oraz atrakcyjne biuro (6%).
– Pandemia przewartościowała sposób postrzegania pracodawcy i miejsca pracy. Jeszcze kilka lat temu dobra lokalizacja i ładne biuro były czynnikami decydującymi o wyborze nowego pracodawcy. Dziś bardzo mocno wybrzmiewa potrzeba dobrostanu pracowników, rozumianego jako dobra kondycja zdrowotna, czas na pasję oraz dla najbliższych. Pandemia odzwyczaiła pracowników od kultury pracy w biurze, od spotkań ogólnofirmowych, zauważyli, że nie jest to konieczne, aby czuć się dobrze w organizacji. Z tego powodu nie czują motywacji, by część swojego prywatnego czasu poświęcać na spotkania służbowe. Praca zdalna sprawia, że nie potrzebujemy tak bardzo kontaktu ze współpracownikami, co również wpływa na osłabienie się kultury organizacyjnej – podsumowuje Katarzyna Pączkowska.
O badaniu:
W ramach Manpower przyjrzeliśmy się najnowszym trendom w obszarze preferencji kandydatów – co ich motywuje do zmiany pracodawcy, jaki jest ich stosunek do relokacji i kontroferty, a także co wpływa na decyzję o wyborze danej oferty pracy. Przedstawione dane pochodzą z badania przeprowadzonego w grudniu 2022 roku na grupie 645 osób o profilu white collar. Respondentami było 344 specjalistów, 197 osób pełniących rolę dyrektora lub menedżera oraz 104 pracowników będących asystentami. Wyniki analizy odnoszą się do aktualnych preferencji kandydatów na rynku pracy.
Dane rdr. z CEIDG: Małe firmy dotknął kryzys. Blisko 10 proc. biznesów zamknięto, a prawie 25 proc. zawieszono. Eksperci ostrzegają: Apogeum będzie w III i IV kwartale br.
Dane Ministerstwa Rozwoju i Technologii pokazują, że w 2022 roku o prawie 10% rdr. zwiększyła się liczba wniosków dot. zamknięcia jednoosobowych firm. Powyższy wzrost jest ponad dwukrotnie większy niż wynik dot. otwieranych JDG. Ponadto w ub.r. do CEIDG wpłynęło o blisko 25% więcej wniosków o zawieszenie niż rok wcześniej. W 2022 r. zarówno pod względem zamykania, jak i zawieszania JDG najaktywniejsze były osoby, które nie wskazały miejsca wykonywanej działalności. Te liczby też mocno skoczyły rok do roku. Eksperci komentujący ww. dane prognozują, że tegoroczne wyniki mogą być jeszcze bardziej niepokojące. I przewidują, że najgorzej będzie w drugiej połowie roku, gdyż wzrosty rdr. mogą sięgnąć nawet 20-30%.
Więcej likwidacji
W 2022 roku do rejestru CEIDG (Centralna Ewidencja i Informacja o Działalności Gospodarczej) wpłynęło prawie 193,1 tys. wniosków dot. zakończenia jednoosobowej działalności gospodarczej. To o 9,6% więcej niż w 2021 roku, kiedy odnotowano ich ponad 176,1 tys. Dla doradcy restrukturyzacyjnego Łukasza Goszczyńskiego te dane nie są zaskoczeniem. W ocenie eksperta, polska gospodarka wciąż zmaga się ze skutkami pandemii. Co prawda, kryzys został trochę zażegany przez tzw. tarcze antykryzysowe, ale na rynku widać, że to nie wystarczyło. Do tego mamy trudną sytuację geopolityczną, bo za naszą granicą trwa wojna. Przedsiębiorcy prowadzący JDG mocno odczuli wzrost cen surowców energetycznych. Wiele małych firm już zbankrutowało, a kolejne stoją w kolejce.
– Wzrost o prawie 10% rdr. jest ewidentnym efektem inflacji, znaczącego wzrostu kosztów prowadzonej działalności i istotnego zmniejszenia popytu na rynku wewnętrznym. Moim zdaniem, taki wynik mówi o schłodzeniu gospodarki. Jest to dość niepokojące zjawisko. Pandemia i lockdowny doprowadziły do wyczerpania środków, którymi dysponowali przedsiębiorcy. Co więcej, mocno ograniczone zostały możliwości uzyskania finansowania prowadzonej działalności – komentuje doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.
Warto też dodać, że ww. wzrost jest ponad dwukrotnie wyższy niż wynik dotyczący otwieranych działalności w analizowanym okresie (9,6% vs 4,7%). Jednocześnie w ub.r. więcej było wniosków o założenie niż o zamknięcie jednoosobowej działalności (ponad 310,2 tys. – blisko 193,1 tys.). Podobnie było w 2021 roku (odpowiednio – ponad 296,3 tys. – ponad 176,1 tys.).
Sytuacja w kraju
– Z danych procentowych wyłania się niepokojący obraz, świadczący o dużej niepewności Polaków co do rozwoju sytuacji w kraju. Silne spowolnienie gospodarcze skutkuje zamykaniem m.in. firm budowlanych oraz energochłonnych zakładów produkcyjnych. Małym podmiotom coraz trudniej jest udźwignąć rosnące rachunki za prąd i gaz, a przerzucenie wyższych kosztów działalności na odbiorców końcowych staje się coraz mniej możliwe i bardziej ryzykowne – wyjaśnia Anna Senderowicz, analityk Banku PKO BP.
Patrząc na dane z poszczególnych województw, widać, że w ub.r. najwięcej wniosków dot. zakończenia JDG złożono w woj. mazowieckim – 25,6 tys. (poprzednio 24,3 tys.), śląskim – 17,2 tys. (15,6 tys.), wielkopolskim – 15,7 tys. (15 tys.), małopolskim – 14,8 tys. (13,8 tys.), a także dolnośląskim – 12,7 tys. (12 tys.). Jednak najbardziej aktywne były osoby, które nie wskazały miejsca wykonywanej działalności – 28,5 tys. (wcześniej 21,3 tys.). Zgodnie z przepisami, w takich przypadkach przyjmuje się domyślnie, iż działalność jest wykonywana na terenie całego kraju. Z kolei najmniej wniosków o zamknięcie JDG było w woj. opolskim – 3,4 tys. (rok wcześniej – 3,2 tys.). Wcześniej w zestawieniu widać woj. podlaskie – 4,5 tys. (4,1 tys.), jak również lubuskie – 4,7 tys. (poprzednio 4,3 tys.).
– W województwach, w których liczba wniosków jest wyższa, zwyczajnie działa więcej firm. Nie można zatem stwierdzić, że tamtejsi przedsiębiorcy najmocniej odczuwają negatywne skutki pandemii czy inflacji. Na terenie całego kraju widoczne jest pogorszenie sytuacji gospodarczej, co skutkuje zmniejszeniem popytu na usługi świadczone przez przedsiębiorców – zaznacza Adrian Parol.
Wzmożone zawieszanie
Ponadto z danych resortu wynika, że w 2022 roku do rejestru CEIDG wpłynęło ponad 347 tys. wniosków o zawieszenie JDG. To o 24,7% więcej niż w 2021 roku, kiedy takich przypadków było blisko 278,3 tys.
– Cześć osób zdecydowała się poczekać na dalszy bieg sytuacji niż kończyć definitywnie działalność. Nie jest to dobry sygnał. Zawieszenie jest okresem przejściowym. Ostateczne decyzje przedsiębiorców będą zależały od uwarunkowań zewnętrznych. Natomiast spodziewam się, że większość z nich zamknie swoje firmy – uważa doradca restrukturyzacyjny Adrian Parol.
Biorąc pod uwagę konkretne województwa, widać, że w 2022 roku najwięcej wniosków dot. zawieszenia JDG było w mazowieckim – 45,4 tys. (rok wcześniej – 37,7 tys.), śląskim – 30 tys. (23,9 tys.), małopolskim – 27,7 tys. (22,5 tys.), wielkopolskim – 24,6 tys. (20 tys.), a także pomorskim – 24 tys. (20,8 tys.). Jednak najbardziej aktywne były osoby bez wskazanego miejsca wykonywania działalności – 62,7 tys. (poprzednio 44,6 tys.). Na końcu listy widzimy opolskie – 5,5 tys. (4,6 tys.), świętokrzyskie – 6,8 tys. (5,7 tys.) oraz podlaskie – 6,9 tys. (5,7 tys.).
– Najwięcej tego typu sytuacji statystycznie występuje na terenach mocnej rozwiniętych gospodarczo. Według różnych wskaźników i wyliczeń, mazowieckie, wielkopolskie, dolnośląskie, pomorskie oraz śląskie są na czele wojewódzkich rankingów. Z kolei dolną część ww. zestawienia zamykają takie województwa, jak opolskie, świętokrzyskie, podlaskie i podkarpackie. I to mniej więcej pokrywa się z danymi uzyskanymi z rejestru CEIDG – stwierdza Łukasz Goszczyński.
Będzie gorzej
Jak prognozuje Anna Senderowicz, w 2023 roku pogorszenie polskiej i europejskiej gospodarki przełoży się na wzrost liczby zawieszanych i zamykanych firm. Może to dotyczyć większości branż, w tym budownictwa, produkcji, transportu, handlu i usług. Ograniczenie konsumpcji odbije się też na sprzedaży towarów i usług. Dodatkowo zniknie część jednoosobowych podmiotów gospodarczych z powodu droższych składek na ZUS. Ponadto analityk PKO BP przewiduje, że relatywnie dobra sytuacja na rynku pracy, mimo zapowiedzi redukcji zatrudnienia w wybranych sektorach, nie będzie zachęcała do rezygnacji z etatu i zakładania własnego biznesu.
– Uważam, że przedsiębiorcy będą naprawdę masowo zawieszać i zamykać firmy, bo w prowadzeniu ich przestaną widzieć sens. Już dzisiaj wielu sobie nie radzi, ale mimo wszystko cały czas łudzi się, że jakoś to będzie. Jednak na razie nie ma na to co liczyć. Sytuacja znacznie pogorszy się w drugim półroczu, aż przybierze na sile w ostatnim kwartale roku. Wówczas liczba likwidowanych podmiotów wzrośnie o ok. 20% rok do roku, a może nawet bardziej. Z kolei ilość zawieszanych działalności powiększy się o ok. 30% rdr. – twierdzi Łukasz Goszczyński.
Z kolei Adrian Parol również przewiduje, że będziemy obserwować dalszy wzrost liczby wniosków dot. zamykania i zawieszania jednoosobowych działalności gospodarczych. Ekspert prognozuje też, że w tym roku najgorzej będzie w III i IV kwartale, ponieważ problemy przez długi czas narastały. Do tego momentu przedsiębiorcy będą jeszcze starać się walczyć z przeciwnościami, odkładając decyzję o likwidacji bądź zawieszeniu działalności. Natomiast później może dojść do prawdziwego tsunami.
Bank Millennium nawiązał długoterminową współpracę strategiczną oraz zawarł umowę sprzedaży 80% udziałów Millennium Financial Services spółkom Europy Ubezpieczenia – Towarzystwu Ubezpieczeń na Życie Europa S.A. i Towarzystwu Ubezpieczeń Europa S.A., będącymi częścią Grupy Talanx, jednego z największych europejskich ubezpieczycieli. Przez najbliższe 10 lat Bank będzie oferował wybrane ubezpieczenia towarzystw na zasadach wyłączności. Bancassurance jest dla Millennium obszarem strategicznym – nowe partnerstwo pomoże Bankowi w realizacji celów biznesowych, wzmocnieniu pozycji kapitałowej i przyśpieszy rozwój oferty ubezpieczeniowej dla klientów. Zgodnie z planem współpraca strategiczna w zakresie ubezpieczeń zostanie uruchomiona w 3 kwartale 2023 r.
– Zawarte porozumienia Banku Millennium z Europą Ubezpieczenia wpisują się w realizację strategii Banku Millennium na lata 2022-2024, która zakłada m. in. rozwój oferty bancassurance dla klientów detalicznych. Bank współpracuje z Europą Ubezpieczenia od ponad 15 lat, dlatego bardzo się cieszę, że mogę dzisiaj ogłosić zacieśnienie tej współpracy. Połączenie unikalnego doświadczenia i silnych stron obu organizacji ma na celu stworzenie konkurencyjnej rynkowo oferty produktów ubezpieczeniowych i udoskonalenie ich dystrybucji. Digitalizacja i zmieniające się oczekiwania klientów powodują, że ścisła współpraca z Europą Ubezpieczenia również pod kątem technologicznym stała się dla nas kluczowa. Jestem pewien, że razem stworzymy istotną wartość dla klientów i obu organizacji. Wynikiem transakcji będzie także istotne wzmocnienie pozycji kapitałowej Banku – powiedział Joao Bras Jorge, Prezes Zarządu Banku Millennium.
W ramach transakcji Europa Ubezpieczenia nabywa 80% udziałów w spółce Millennium Financial Services, działającej obecnie w Grupie Banku Millennium. Spółka będzie wspierać Europę Ubezpieczenia oraz Bank Millennium w tworzeniu nowych rozwiązań dla klientów i obsłudze zawartych już polis. Zapewni również możliwość efektywnej realizacji procesów sprzedażowych we wszystkich kanałach Banku, w tym poprzez wykorzystanie nowoczesnych rozwiązań technologicznych. W przypadku finalizacji transakcji, Bank oczekuje jej rozpoznania w wyniku przed opodatkowaniem na poziomie około 500 mln zł, co będzie miało pozytywny wpływ na wskaźniki kapitałowe Banku. Sfinalizowanie transakcji uzależnione jest od uzyskania zgody właściwego organu antymonopolowego.
Zawarte porozumienia nie wymagają od klientów Banku Millennium żadnych działań.
– Rozszerzenie naszej współpracy na strategiczne, długofalowe partnerstwo z Bankiem Millennium stwarza trwały fundament dla stabilności i powodzenia rozwoju spółek Europa Ubezpieczenia. Istotnie zwiększamy skalę działalności na polskim rynku i budujemy podstawy dla dalszego zyskownego wzrostu biznesu. Wzmocnienie kondycji finansowej i zacieśnienie naszej relacji biznesowej z Bankiem Millennium przełoży się na udoskonalenie oferty ubezpieczeń dla klientów banku, tak aby dawały najwyższą możliwą wartość oraz ochronę życia i majątku – podkreślił Artur Maliszewski, Prezes Zarządu spółek Europy Ubezpieczenia.
Bank Millennium od wielu lat oferuje swoim klientom różnego typu ubezpieczenia w wygodnych dla nich kanałach sprzedaży. Są to zarówno ubezpieczenia zapewniające ochronę spłaty produktów kredytowych, rozwiązania assistance wspierające w sytuacjach życia codziennego, produkty turystyczne towarzyszące im podczas podróży, jak również ubezpieczenia samochodu czy skutera.
Hogan Lovells Oddział w Polsce pełnił funkcję doradcy prawnego i podatkowego, KPMG Advisory sp. z o.o. sp.k pełniła rolę doradcy transakcyjnego i księgowego, a Milliman pełnił funkcję doradcy aktuarialnego Banku Millennium.
Według portalu Statista w 2021 roku – ostatnim, z którego mamy kompletne dane – globalny rynek wosków przemysłowych został wyceniony na około 7,5 miliarda dolarów. Przewiduje się, że w ciągu najbliższych kilku lat urośnie do około 10 mld USD. Na europejskim rynku jedną z kluczowych firm parafinowych pozostaje spółka Polwax. Jest producentem i dystrybutorem rafinowanych i odwanianych parafin, wosków oraz zaawansowanych specyfików parafinowych.
Wosk parafinowy dzięki swoim wyjątkowym właściwościom z roku na rok zyskuje nowe zastosowania. Przede wszystkim dlatego, że zapewnia barierę dla przenikania wody i ma dobre właściwości ochronne. Dzięki temu jest doskonałym materiałem do powlekania płyt budowlanych typu OSB, zabezpieczania drewna, papieru i nawozów przed zawilgoceniem. Jego zdolność do mieszania się z różnymi produktami na bazie wosków sprawia, że jest uznawany za niezbędny składnik do produkcji past, kosmetyków i świec. Znajdziemy go także w preparatach do zabezpieczania metali, kredkach i farbach. Nie powstaną bez niego nowoczesne wyroby gumowe.
Od wielu lat rośnie również jego znaczenie w produkcji klejów termotopliwych, wykorzystywanych w meblach, budownictwie i opakowaniach. Zastosowanie gaczu pozwala na kontrolowanie lepkości, płynięcia i czasów wiązania klejów. Zapewnia im niezbędną elastyczność, zwiększa siłę wiązania i poprawia odporność na zmiany temperatury. Wreszcie, co też nie pozostaje bez znaczenia wbrew różnym rozpowszechnionym mitom – jest także produktem naturalnym.
Przed nami kolejny trudny rok
– Przed nami rok wielkich niewiadomych. To następstwo wojny w Ukrainie, kolejnych pakietów sankcji wobec Rosji, nieprzewidywalnej postawy Chin i rysujących się na horyzoncie kolejnych geopolitycznych.. Każda z nich osobno i wszystkie razem wpłyną na rynek chemiczny. Podobnie, jak w 2020, 2021 i w 2022 będziemy musieli reagować na bieżąco. Zarówno, kiedy mówimy o pozyskiwaniu niezbędnego surowca do własnej produkcji i dla naszych partnerów, jak i oferowanych do sprzedaży produktów przemysłowych – podkreśla Małgorzata Mikoś, dyrektor handlowa spółki Polwax SA.
To właśnie i przede wszystkim sankcje na dostawy surowców parafinowych z Rosji i Białorusi lub też ich brak, będą mieć kluczowy wpływ na dostępność i ceny parafin. Jedna decyzja lub jej brak mogą całkowicie zmienić zasady gry. – Zakładamy i przygotowujemy się na dwa scenariusze. W pierwszym parafina będzie dostępna, w drugim stanie się towarem deficytowym i jej ceny będą osiągać kolejne maksyma. Stąd – naszym zdaniem – tak ważne jest zwiększenie puli bezcłowego importu chińskich parafin ze 100 tys. ton do 160 tys. ton. Nie zmienia to jednak faktu, że stoimy przez dużymi wyzwaniami i ten rok znów będzie wymagał od nas wielu nieszablonowych decyzji – dodaje pani dyrektor.
Energia rządzi przemysłem
Od jakiegoś czasu na rynkach europejskich można zaobserwować stabilizacje cen gazu i energii elektrycznej. – To oczywiście następstwo zapowiedzi recesji i stagnacji. Natomiast z punktu widzenia naszej spółki kluczowym elementem, który wpłynie na kondycję w tym roku i na który nie mamy wpływu będzie przede wszystkim koszt zakupu surowca. Zakładamy tutaj dużą dynamikę i nie widzimy szans na dłuższą i wyraźniejszą stabilizacje cenową podstawowych gatunków gaczy – zapowiada M. Mikoś.
Rozważne inwestycje
W spółce parafinowej plany inwestycyjne realizowane w ciągu ostatnich dwóch lat są zawsze pochodną możliwości i potrzeb. W tej chwili spółka deklaruje je w bardzo ograniczonym zakresie, koncentrując się przede wszystkim na tych, które są niezbędne do utrzymania niezakłóconych procesów produkcyjnych oraz tych związanych z możliwością wprowadzenia do sprzedaży, już opracowanych niskotonażowych, ale wysokomarżowych specyfików parafinowych. Podobnie zresztą było w ubiegłym roku.
– Zdajemy sobie sprawę i niepokoi nas zapowiadane spowolnienie gospodarcze, które może dotknąć wielu branż – więc także i naszych odbiorców. Z drugiej jednak strony – warto pamiętać, że każdy kryzys przynosi nowe możliwości – zdecydowanie zapewnia M. Mikoś. – Patrząc na trzy bardzo trudne lata, która są już za nami, naszą siłę dostrzegamy w umiejętności szybkiego dostosowania się do nieprzewidywalnych okoliczności rynkowych. Tak było, kiedy wybuchła pandemia koronawirusa i kiedy Rosja napadła na Ukrainę. Jesteśmy przekonani, że tak będzie również w tym roku. Zauważamy zresztą rosnące zainteresowanie nie tylko samymi parafinami, ale i rynkiem parafinowym, co może się przełożyć na ciekawe przetasowania na tym rynku w Europie. Polwax nie chce stać z boku tych zmian – podsumowuje.
W USA w styczniu inflacja prawdopodobnie ponownie spadła. Według prezesa Rezerwy Federalnej Powella w USA rozpoczął się „proces dezinflacyjny” – choć on jak na razie dotyczy towarów. Dane za styczeń, które mają pojawić dziś powinny potwierdzić fakt, że dynamika wzrostu cen jest w odwrocie. Jednak niepewność prognozy jest tym razem nieco większa niż zwykle.
Po pierwsze, styczniowe dane opierają się na koszyku dóbr, który został dostosowany do nowych wzorców konsumpcji. Nie można stwierdzić, czy to zwiększyło, czy zmniejszyło stopę inflacji w ubiegłym miesiącu. Po drugie, wielu dostawców lubi dostosowywać swoje ceny na początku roku. Nie wiemy jednak czy tym razem efekt ten jest większy niż zwykle z powodu obecnej silnej presji cenowej. Wysoka inflacja nadal dotyka sektor usług. Szczególnie istotny w najbliższym czasie będzie rozwój sytuacji w obszarze czynszów mieszkaniowych. Na wtorkowe dane wrażliwy będzie z pewnością dolar amerykański, który w ostatnim tygodniu zyskał, głównie z powodu zaskakująco dobrych danych NFP oraz ISM. Niższe od prognoz odczyty CPI powinny przyczynić się do powrotu do deprecjacji USD, zaskoczenie wyższymi wynikami będzie skutkować umocnieniem „zielonego”.
Dane o inflacji to w tym momencie kluczowe publikacje dla Fed-u i tym samym dla rynku. Rezerwa Federalna zaznaczyła, że jest gotowa zaszkodzić gospodarce, aby obniżyć inflację – czyli będzie podnosić stopy tak wysoko, jak to będzie konieczne bez względu na skutki dla PKB.
Jeśli chodzi o rynek, to ten wciąż zakłada, że dziś zobaczymy obraz, gdzie dynamika wzrostu cen kontynuuje osłabienie (spadek do 6,2 proc. r/r) i tym samym zbliżymy się do końca cyklu zacieśniania. Co prawda rynek nieco skorygował swoją wycenę po ostatnich danych oraz wypowiedziach urzędników amerykańskich. Wciąż jednak pod koniec roku uczestnicy rynku „obstawiają” pierwsze obniżki – mimo, że niemal w każdym komentarzu poszczególnych członków Fed-u słychać negowanie takiego scenariusze zdarzeń.
Ostatnimi opiniami z rynkiem podzieliła się gubernatorka Fed-u Michelle Bowman, zdaniem której amerykański bank centralny wciąż będzie podnosił stopy procentowe do restrykcyjnego poziomu, a następnie będzie musiał je utrzymać przez „jakiś czas”, aby sprowadzić inflację z powrotem do celu Fed, jakim jest 2 proc.. Dodała, że „chociaż w ostatnich miesiącach obserwowaliśmy nieznacznie niższe odczyty inflacji, ogólna dynamika pozostaje wysoka … Utrzymująca się napięta sytuacja na rynku pracy wywiera presję na wzrost CPI, nawet jeśli niektóre składniki inflacji łagodnieją z powodu poprawy czynników po stronie podaży.”
Dolar po umocnieniu na początku lutego, w kolejnych dniach handlowany jest dość płasko. Przekłada się to na mniejszą zmienność głównej pary walutowej, która po dotarciu do poziomu 1,0665 nie była w stanie w minionym tygodniu ani wczoraj przełamać tej technicznej bariery. Bieżąca korekta kursu EUR/USD jest podobnej wielkości jak tak z przełomu października oraz listopada 2022 roku. Dodatkowo lokalne dołki utworzyły się w obrębie pierwszego zniesienia wewnętrznego Fibo 23,6 proc.
Federacja Przedsiębiorców Polskich (FPP) wskazuje, zmiany proponowane w nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) nie są w pełni zgodne z prawem unijnym. Jeśli te zapisy nie zostaną poprawione, nowelizowaną właśnie ustawę za chwilę trzeba będzie zmieniać jeszcze raz. Koszt wielokrotnych wdrożeń jak zwykle poniosą przedsiębiorcy.
NIS 2 wprowadza wspólny standard cyberbezpieczeństwa w całej UE. Obecna ustawa o KSC była bezpośrednim przełożeniem unijnych przepisów i co do zasady odpowiada założeniom wcześniejszej dyrektywy NIS. Tym razem jest inaczej – nowelizacja KSC nie odnosi się w żaden sposób do wielu rozwiązań projektowanych w NIS 2. Prace toczą się w oderwaniu od prac unijnych i są autorskim pomysłem polskich ustawodawców. Pytanie tylko, czy to dobry kierunek, skoro powinniśmy jak najszybciej rozpocząć prace nad wdrożeniem NIS 2. Może się okazać, że nowa wersja krajowych przepisów za chwilę będzie wymagała kolejnych zmian.
Na stronie Ministerstwa Cyfryzacji kolejna wersja nowelizacji ustawy o Krajowym Systemie Cyberbezpieczeństwa (KSC) pojawiła się 17 stycznia br. Zaledwie dzień wcześniej weszła w życie NIS 2 – unijna dyrektywa dotycząca cyberbezpieczeństwa. Choć Polska ma obowiązek niedługo wdrożyć ją do polskich przepisów, projekt nowelizacji KSC w kilku istotnych kwestiach jest niezgodny z tą dyrektywą. Różni się w zakresie pojęć, obowiązków i ogólnego podejścia do zarządzania cyberbezpieczeństwem. Będzie to miało poważne negatywne konsekwencje.
„NIS 2 nakłada na przedsiębiorców szereg obowiązków dotyczących obsługi incydentów. Nowelizacja KSC niezależnie od NIS 2 modyfikuje zakres tych obowiązków i robi to niespójnie z założeniami NIS 2. Już tylko z tego powodu przedsiębiorcy będą musieli ponieść koszty podwójnego wdrożenia. Najpierw dostosować się do przepisów KSC, a następnie – po wdrożeniu NIS 2 – powtórzyć prace. KSC odnosi się do ograniczonego grona podmiotów z sektora energetycznego, transportowego, bankowego, finansowego i zdrowotnego. NIS 2 znacząco rozszerzy to grono i obejmie tysiące nowych podmiotów. Oba dokumenty są na tyle niespójne, że niektóre podmioty będą częścią krajowego systemu bezpieczeństwa w rozumieniu NIS 2, ale już nie nowelizacji KSC. Chodzi m.in. o operatorów usług pocztowych, dostawców usług kurierskich czy producentów żywności. Już teraz można by się zastanowić, jak rozwiązać ten problem, szczególnie że dotyczy on nawet niektórych małych i mikroprzedsiębiorców. Najwięcej obaw mają przedsiębiorcy telekomunikacyjni, którzy wcześniej nie byli objęci KSC. Projekt nakłada na nich wiele zupełnie nowych obowiązków. Nawet mali przedsiębiorcy będą musieli spełniać wymogi bezpieczeństwa i zgłaszania incydentów. Zgodnie z projektem powinni też zrezygnować z dostawców sprzętu i oprogramowania, których organ uzna za dostawców wysokiego ryzyka” – podkreśla Arkadiusz Pączka, wiceprzewodniczący Federacji Przedsiębiorców Polskich (FPP).
„NIS 2 wprost wskazuje, że środki zarządzania ryzykiem powinny być proporcjonalne. Zapewnienie wysokiego poziomu bezpieczeństwa jest oczywiście kluczowe, ale trzeba zrezygnować z rozwiązań nadmiernych, a zwłaszcza takich, które oznaczają zbyt wysokie koszty i nie odpowiadają faktycznemu poziomowi ryzyka. NIS 2 weszła już w życie, więc ustawodawca nie może jej ignorować i nakładać na przedsiębiorców obowiązków w sposób niezgodny z tą dyrektywą. Jeśli przepisy zostaną uchwalone niezgodne z NIS 2 w czasie przewidzianym na jej implementację, Komisja Europejska może wszcząć postępowanie w związku z naruszeniem przez Polskę prawa UE. Poza tym postanowienia NIS 2 nadal trzeba włączyć do polskich przepisów. Dostosowanie się do nich będzie skomplikowanym prawnie i technicznie procesem. Ustawodawcy mogliby zmniejszyć uciążliwość takiego wdrożenia i wykreślić z projektu przepisy, które budzą praktyczne wątpliwości. Projekt nowelizacji KSC należy przynajmniej zmienić tak, by zachować zgodność z NIS 2 i DORA. Najrozsądniej byłoby zrezygnować z obecnego projektu i przygotować jedną propozycję uwzględniającą wszystkie zmiany w cyberbezpieczeństwie. Nie ma przeszkód, aby nowelizacja KSC stała się ustawą wdrażającą NIS 2. Uniknęlibyśmy większości problemów związanych z przyjmowaniem dwóch dużych, niespójnych aktów w tym samym czasie. Inaczej czeka nas chaos i wątpliwości, jak zastosować przepisy, które bywają sprzeczne. Zainteresowane podmioty będą musiały włożyć więcej czasu, pieniędzy i wysiłku w poradzenie sobie z podwójną zmianą przepisów.Prace nad nowelizacją KSC trwają od dawna i nie ma powodu, aby przyjmować ją teraz nagle w pośpiechu, w oderwaniu od unijnych przepisów. Warto się zastanowić, czy kontynuowanie prac nad obecnym projektem ma sens. Nadal jest szansa na zmianę kierunku” – mówi Wojciech Piszewski, Counsel w kancelarii Maruta Wachta, specjalizujący się m.in. w zagadnieniach compliance, prawa ochrony danych osobowych i e-commerce.
Zamiast skoordynowanej oceny ryzyka na poziomie UE i aktywnego zarządzania ryzykiem przez przedsiębiorcę, co jest ważnym założeniem unijnych przepisów, nowelizacja KSC uwzględnia odgórną decyzję organu. Kryteria takiej decyzji pozostają niejasne i są sprzeczne z NIS 2. Dają też organowi większą władzę niż przewiduje DORA – dyrektywa dotycząca wspólnego poziomu cyberbezpieczeństwa w UE. Obecne zapisy projektu pozwalają uznać za dostawcę wysokiego ryzyka praktycznie każdy podmiot spoza UE. Ocena nie dotyczy konkretnych usług czy systemów IT, ale całych ich kategorii.
Zakaz korzystania z usług oraz sprzętu ICT określonych dostawców będzie dotyczyć tysięcy podmiotów objętych KSC. Ograniczenie rynku odbije się na wszystkich jego uczestnikach, zmniejszy konkurencyjność i będzie miało negatywne skutki gospodarcze. Podmioty objęte KSC będą musiały usunąć ze swojej sieci wszystkie produkty, usługi lub procesy ICT wskazane w decyzji. Nie będzie już można wprowadzać do użytku rozwiązań tego typu. Podmioty objęte KSC będą musiały stale monitorować decyzje organów i utrzymywać ciągłą gotowość do zmiany stosowanych rozwiązań w narzuconym terminie. Może się to okazać ogromnie kosztowne lub wręcz niewykonalne, szczególnie w przypadku mniejszych podmiotów.
Przedsiębiorcy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie krytycznie odnoszą się do decyzji Prezydenta Andrzeja Dudy dotyczącej skierowania ustawy o KPO do Trybunału Konstytucyjnego. Jest to kolejna sytuacja, która oddala przedsiębiorców od środków, które w większości krajów europejskich zostały już efektywnie wydane. Polscy przedsiębiorcy stają się mniej konkurencyjni, a w trudnych czasach to inwestycje publiczne są motorem napędowym inwestycji.
– Decyzja Prezydenta Dudy oznacza dalszy ciąg chaosu i brak funduszy, które dziś są dla hamującej gospodarki jak kroplówka, bez której czeka nas ciężka choroba. Kryzys wywołany skutkami pandemii oraz wojny w Ukrainie dotyka całej Europy, ale w innych krajach pieniądze z UE już dawno płyną. Bez tych środków szybko nie uda się nam odmienić negatywnych trendów gospodarczych tj. wysoka inflacja, spadek PKB, bankructwa firm i wzrost bezrobocia. Potężne inwestycje publiczne oraz dotacje i instrumenty finansowe z pewnością pozwoliłyby złagodzić efekty kryzysu. Branża budowlana, która przeżywa ostre hamowanie z uwagi na wysoki koszt pieniądza (drogie i niedostępne kredyty) mogłaby realizować inwestycje publiczne, utrzymując zatrudnienie i dynamikę. Podobny efekt można było zaobserwować w Polsce podczas ostatniego kryzysu w 2008 roku, kiedy środki UE i ogromne inwestycje publiczne pozwoliły Polsce znacząco złagodzić jego skutki – komentuje dr Piotr Wolny, ekonomista i dyrektor biura Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.
Oprócz KPO zagrożone są również środki strukturalne np. z Funduszu Spójności. Żeby móc otrzymać finansowanie z funduszy UE z nowej perspektywy 2021–2027, każde państwo członkowskie musi spełnić szereg wymagań zwanych „kryteriami horyzontalnymi”. To efekt zmian w konstrukcji polityki spójności wprowadzonych w 2021 roku. Polska wciąż nie wypełnia jednego z tzw. warunków podstawowych do wypłaty środków tj. kryterium horyzontalnego dotyczącego Karty Praw Podstawowych UE.
– To kolejny wielki cios dla polskich firm i całej gospodarki. Nie stać nas na dalsze przepychanki polityków. To najwyższy interes Państwa i wszystkich Polaków – komentuje dr Piotr Wolny.
Eksperci rynku pracy zrzeszeni w Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie spodziewają się odwrotu pracodawców od pracy zdalnej. Jej efektywność w wielu firmach oceniana jest negatywnie, a podpisany przez prezydenta projekt ustawy, który wejdzie w życie w kwietniu, zamiast upraszczać sprawę związaną np. z rozliczaniem pracy z domu, może paradoksalnie sytuację skomplikować. – W czasie pandemii praca zdalna przeżywała rozkwit. Po trzech latach widzimy, że przedsiębiorcy unikają jej, jak tylko mogą. Oczywiście praca hybrydowa w wielu sytuacjach jest stosowana, a ustawa otwiera jej szerzej drzwi. Myślę jednak, że dla wielu firm to ostateczność, a nie element stałej organizacji – mówi Anna Sudolska, ekspert rynku pracy.
30 groszy za godzinę poboru energii podczas pracy komputera? Prawnicy i działy HR będą mieć problem z rozliczaniem pracy zdalnej
Praca zdalna w czasie pandemii była jedną z opcji na utrzymanie ciągłości wykonywania obowiązków. Zaskakujące jest więc to, jak mocno obecnie przeżywa odwrót. Z informacji Północnej Izby Gospodarczej wynika, że większość przedsiębiorców w regionie już zarządziła powrót do biur i po trzech latach od momentu wybuchu pandemii, zaledwie ułamek firm stosuje pracę zdalną regularnie.
Przyjęcie ustawy wpisującej pracę zdalną do Kodeksu Pracy w roku 2023 jest więc spóźnione, a sama ustawa powoduje, że jeszcze większa część przedsiębiorców może się zniechęcić do jej obecności w firmach. Powodem może być np. rozliczanie kosztów pracowniczych.
– Pracodawcy zachodzą w głowę, jak rozliczyć ekwiwalent za pracę zdalną, jak rozliczyć koszty pracownicze czy na jakim poziomie ustalić ewentualny ryczałt. Przyjęto, że koszt godziny prac komputera w domu może być oszacowany na poziomie około 30 groszy za godzinę. Mówimy o poborze energii. W skali całego dnia czy tygodnia mówimy więc o kwotach rzędu kilku lub kilkunastu złotych – mówi mec. Marek Jarosiewicz, adwokat z kancelarii Wódkiewicz & Sosnowski.
– Na pewno w pierwszych miesiącach funkcjonowania ustawy, kancelarie prawne i działy HR będą się borykały z problemem rozliczania pracy zdalnej – mówi mec. Jarosiewicz. – W wielu firmach już teraz na szybko zmieniane są regulaminy organizacyjne, tak by pracownicy mieli jasne wytyczne, jak wygląda możliwość podejmowania pracy zdalnej czy pracy hybrydowej – dodaje mecenas.
„Przedsiębiorcy oceniają pracę zdalną neutralnie lub negatywnie”
Eksperci dodają, że firmy albo utoną w papierach, rachunkach i wnioskach do rozliczenia przesyłanych przez pracowników albo całkowicie zrezygnują z pracy zdalnej.
– Nie jest to łatwa sytuacja, bo przedsiębiorcy nie będą chcieli otrzymywać od swoich pracowników rachunków za energię czy za gaz do rozliczania. Łatwiej będzie więc zablokować pracę zdalną niż utrudniać sobie życie jej rozliczaniem – prognozuje Anna Sudolska, ekspert rynku pracy. – Praca zdalna w wielu firmach się nie sprawdziła i przedsiębiorcy oceniają ją albo neutralnie albo negatywnie. Wynika to z oceny efektywności czy problemów z teambuldingiem i tworzeniem dobrze współpracujących ze sobą zespołów – dodaje Sudolska.
Kolejna sprawa to kontrola pracy zdalnej, która nareszcie zostanie sformalizowana.
– Zmiany ustawowe są potrzebne, ale bardzo spóźnione. Jest to porządkowanie pewnego stanu faktycznego związanego z pracą zdalną. Istotny jest tu aspekt kontrolny: czy pracownik jest trzeźwy podczas pracy zdalnej? Czy wykonuje swoją pracę w deklarowanym przez siebie miejscu? To istotne z punktu widzenia bezpieczeństwa. To narzędzie do kontroli pracy zdalnej, które może sprawić, że będzie ona wyżej oceniana przez pracodawców i pozwoli na jej większą efektywność – mówi Łukasz Żak, prawnik i ekspert rynku pracy.
– Regulacje dotyczące relacji pracownik-pracodawca nigdy nie są łatwe. Przed nami pewien czas chaosu, pracodawca będzie dbać o optymalizację wydajności pracy, a pracownicy na pewno będą dążyć do tego, by praca zdalna w firmach pozostała – dodaje Łukasz Żak.
Wraz z początkiem lutego w spółce centralnej Grupy Muszkieterów IMMO Muszkieterowie Polska, która odpowiada za zarządzanie nieruchomościami oraz rozwój sieci punktów sprzedaży Intermarché i Bricomarché, stanowisko Dyrektora ds. Zarządzania Majątkiem objęła Małgorzata Lis.
Swoje doświadczenie w zakresie nieruchomości komercyjnych zdobywała w takich obszarach jak zarządzanie i administrowanie, ekspansja oraz obrót. Przez ostatnie 11 lat pracowała jako menadżer w wiodących krajowych spółkach z branży FMCG.
Wraz ze swoim zespołem będzie odpowiadać między innymi za prowadzenie i nadzorowanie bieżącej obsługi nieruchomości, zarządzanie obiektami najmowanymi pod działalność szyldów i podnajmowaniem przestrzeni handlowych innym podmiotom, jak również sprzedaż nieruchomości Grupy Muszkieterów.
– Grupa Muszkieterów posiada rozbudowane portfolio własnych nieruchomości i powierzchni najmowanych. Poza zarządzaniem, komercjalizacją i sprzedażą tych obiektów oraz gruntów, we współpracy z moim zespołem, a także innymi działami Grupy Muszkieterów, będziemy pracować także nad pozyskaniem finansowania dla nowych inwestycji – mówi Małgorzata Lis, Dyrektor ds. Zarządzania Majątkiem w IMMO Muszkieterowie Polska. – Do tej pory pracowałam przede wszystkim dla sektora FMCG, a zarządzanie obiektami pod branżę DIY traktuję jako nowe i ciekawe wyzwanie.
Lokalność i przedsiębiorczość są podstawowymi wartościami Grupy Muszkieterów, które są szczególnie bliskie Małgorzacie Lis. – Dzięki komercjalizacji przestrzeni handlowych mamy możliwość podnosić jakość życia mieszkańców miejscowości, w których działają sklepy Intermarché i Bricomarché oraz wspierać rozwój lokalnych biznesów. Zwłaszcza dziś, gdy koszty utrzymania nieruchomości i prowadzenia biznesu nieustannie rosną, istotne jest efektywne zarządzanie. Będziemy kontynuować działania mające na celu wspieranie właścicieli supermarketów Intermarché i Bricomarché, a także naszych podnajemców, w zakresie wdrażania rozwiązań obniżających chociażby zużycie energii – mówi.
Wrocławski rynek biurowy miniony rok może zaliczyć do udanych zarówno pod względem aktywności deweloperów, jak i najemców. Co więcej, w budowie znajduje się ponad 154 000 m kw., co jest największym wolumenem ze wszystkich rynków regionalnych.
W 2022 roku we Wrocławiu ukończono 7 inwestycji, które powiększyły zasoby rynku biurowego o ponad 65 700 m kw. nowoczesnej powierzchni biurowej. Nowa podaż stanowiła 16% całkowitego wolumenu powierzchni oddanej do użytku w ubiegłym roku w miastach regionalnych. Dostarczona powierzchnia była wynikiem ponad trzykrotnie wyższym w porównaniu do 2021 roku, ale już w odniesieniu do średniorocznej podaży z ostatnich 5 lat, wynoszącej ponad 87 000 m kw., była niższa. Na koniec 2022 roku zasoby biurowe wyniosły blisko 1,33 mln m kw. i utrzymały pozycję wicelidera, po zajmującym pierwsze miejsce Krakowie, pod względem wielkości wśród rynków regionalnych. Największymi projektami biurowymi, które zostały oddane do użytku w minionym roku były MidPoint 71 (36 200 m kw., Echo Investment) oraz Quorum Office Park D (16 200 m kw., Cavatina Holding).
„Wrocław, dzięki bogatemu w znakomitych specjalistów zapleczu i bogatej ofercie edukacyjnej, przoduje w wielu kluczowych rankingach, m.in. zajął pierwsze miejsce w rankingu fDi Intelligence dla średnich europejskich miast w kategorii – Przyjazność dla biznesu. Szeroka oferta powierzchni biurowej zapewnia rozwój firmom, które chętnie wybierają stolicę Dolnego Śląska. W tym kontekście optymistycznie wygląda również aktywność deweloperów. Według szacunków, na koniec 2022 roku w budowie pozostawało prawie 154 500 m kw. powierzchni biurowej, co było najwyższym wynikiem wśród wszystkich miast regionalnych. Jeżeli uda się planowo ukończyć inwestycje, to 65% realizowanej powierzchni trafi na wrocławski rynek biurowy jeszcze w tym roku,”– wyjaśnia Anna Patrzyk-Sperzyńska, Associate Director w Knight Frank.
Inwestycjami na etapie budowy są Ininity (22 000 m kw., Avestus Real Estate, Tristan Capital) oraz centrum Południe III (20 000 m kw., Skanska Property Poland).
„Zainteresowanie najemców powierzchnią biurową we Wrocławiu widoczne było już od początku 2022 roku. W minionym roku podpisali oni umowy najmu na ponad 137 200 m kw., co stanowiło 22% powierzchni wynajętej w miastach regionalnych i jednocześnie było drugim najwyższym wynikiem wśród regionalnych destynacji biznesowych. W porównaniu do 2021 roku, popyt utrzymał się na analogicznym poziomie i był zbliżony do średniego wolumenu z ostatnich 5 lat, wynoszącego 137 700 m kw.,”– dodaje Katarzyna Bojar, Konsultant w dziale badań rynku w Knight Frank.
Blisko połowę (49%, ponad 67 500 m kw.) wolumenu transakcji najmu zawartych w 2022 roku stanowiły nowe umowę. Renegocjacje również miały w całość bardzo duży udział, bo aż 44%. Z kolei ekspansje wyniosły zaledwie 7%.
Czynsze wywoławcze we Wrocławiu na koniec 2022 roku wahały się od 10,00 EUR do 16,00 EUR za m kw. miesięcznie i w niektórych budynkach uległy delikatnemu wzrostowi. Utrzymująca się wciąż bardzo wysoka dostępność powierzchni biurowej może zachęcać najemców do podejmowania renegocjacji stawek czynszu i pakietów zachęt. Z drugiej strony, wysokie koszty budowy, a także wzrost kosztów obsługi kredytów budowlanych może skutecznie zahamować możliwości negocjacyjne inwestorów, zwłaszcza w nowych budynkach. Wciąż zauważalny jest wzrost stawek opłat eksploatacyjnych z uwagi na postępujący wzrost cen usług oraz mediów, które na koniec grudnia 2022 roku kształtowały się w przedziale od 16,00 do 25,00 PLN/m kw./miesiąc.
KI Chemistry, spółka z grupy Kulczyk Investments, do której należy ponad 51% akcji Ciech S.A., zamierza ogłosić wezwanie na wszystkie pozostałe akcje chemicznej grupy. Większościowy inwestor zaoferuje 49,00 zł za każdą akcję giełdowej spółki. Według KI Chemistry, działanie Ciech S.A. w formule spółki niepublicznej zapewni możliwość szybszego i elastyczniejszego reagowania na dynamicznie zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, regulacyjne oraz geopolityczne.
Cena oferowana przez KI Chemistry za akcje Ciech S.A. oznacza 29,3% premii wobec średniej ceny akcji spółki na GPW ważonej wolumenem obrotu z ostatnich sześciu miesięcy oraz 14,9% premii wobec średniej ceny z ostatnich trzech miesięcy. Jest również o 3,0% wyższa od kursu zamknięcia z ostatniej sesji na GPW poprzedzającej przekazanie zawiadomienia o zamiarze ogłoszenia wezwania.
KI Chemistry zamierza nabyć 25.747.857 akcji Ciech S.A., stanowiących 48,86% kapitału zakładowego spółki, i tym samym zwiększyć swój udział do 100%. W przypadku osiągnięcia w wyniku wezwania progu przynajmniej 95% ogólnej liczby głosów na Walnym Zgromadzeniu, inwestor zamierza przeprowadzić przymusowy wykup akcji należących do pozostałych akcjonariuszy, a następnie wycofać akcje spółki z obrotu giełdowego.
KI Chemistry zamierza nadal wspierać działalność i zrównoważony rozwój Grupy Ciech oraz inicjować działania mające na celu wzmocnienie jej pozycji rynkowej oraz finansowej poprzez ujednolicenie i usprawnienie nadzoru właścicielskiego przy podejmowaniu strategicznych decyzji, a także elastyczności w pozyskiwaniu finansowania, gdy będzie to konieczne. W opinii KI Chemistry, utrzymywanie statusu spółki publicznej ogranicza możliwość szybkiego i elastycznego reagowania na dynamicznie zmieniające się uwarunkowania ekonomiczne, regulacyjne oraz geopolityczne, zawirowania na globalnych rynkach finansowych i surowcowych, a także w bezpośrednim otoczeniu spółki. Ponadto, KI Chemistry ocenia, że zwiększanie konkurencyjności oraz dalszy rozwój Grupy Ciech może wymagać znacznych nakładów inwestycyjnych m.in. na realizację kompleksowej transformacji technologicznej oraz energetycznej, w tym nakładów na ograniczenie emisji CO2, czy dostosowywanie działalności do rosnących obciążeń regulacyjnych obejmujących spółki publiczne.
KI Chemistry została inwestorem strategicznym Ciech S.A. w 2014 roku. Od tego czasu z powodzeniem wspierała strategię i rozwój grupy oraz jej transformację w nowoczesny i efektywny holding o silnej pozycji na rynkach międzynarodowych. Od nabycia przez KI Chemistry pakietu kontrolnego w Ciech S.A. wartość rynkowa spółki istotnie wzrosła. Dodatkowo, w latach 2015-2022 akcjonariusze Ciech S.A. otrzymali dywidendy w łącznej kwocie 782,3 mln zł, czyli 14,85 zł w przeliczeniu na jedną akcję. W ocenie KI Chemistry, sprzedaż akcji w wezwaniu daje mniejszościowym akcjonariuszom spółki możliwość wyjścia z inwestycji z atrakcyjną stopą zwrotu.
Przewiduje się, że treść wezwania zostanie opublikowana w pierwszej połowie marca br., z zachowaniem terminów przewidzianych w stosownych przepisach. Santander Bank Polska S.A. – Santander Biuro Maklerskie pełni rolę wyłącznego podmiotu pośredniczącego w wezwaniu i doradcy transakcyjnego, natomiast BNP Paribas pełni rolę wyłącznego doradcy finansowego i M&A dla KI Chemistry.
Trwa ucieczka pieniędzy na drugą stronę Atlantyku. Powodem są kolejne dobre odczyty danych. W piątek były to: Raport Uniwersytetu Michigan oraz (co równie ważne) rewelacyjne dane z kanadyjskiego rynku pracy.
Dolar dalej się umacnia
W piątek poznaliśmy dane z Raportu Uniwersytetu Michigan. Jak na indeks koniunktury ma on ostatnimi czasy bardzo wysokie wskazania. Nie inaczej było w poprzedni piątek. Rezultat 66,4 pkt to nie tylko najwyższy rezultat od stycznia 2022 roku, ale również 1,4 pkt powyżej oczekiwań. To, co odróżnia badania z Raportu Uniwersytetu Michigan od typowych badań indeksów PMI, jest grupa badana. PMI bada menedżerów odpowiedzialnych za zamówienia. Z kolei na Uniwersytecie badają gospodarstwa domowe. Te, jak widać, są znacznie bardziej optymistyczne od kupujących dla firm. Rynek wyraźnie lubi ten optymizm, bo dolar zameldował się na najwyższych poziomach względem euro od początku stycznia.
Kanada pozazdrościła Amerykanom danych z rynku pracy
Piątkowe dane z Kanady spowodowały sporo zamieszania. Powodem nie był odczyt bezrobocia. To utrzymało się na poziomie 5% pomimo oczekiwanego wzrostu do 5,1%. Ważniejsze były zmiany zatrudnienia. Wzrosło ono o 150 tysięcy, oczekiwano wyniku niemal 10-krotnie niższego. Co ważne, większość miejsc powstała na pełny etat. Rynki zareagowały nagłym zainteresowaniem dolarem kanadyjskim. O sile tego ruchu najlepiej świadczy fakt, że w ciągu kilku godzin od publikacji waluta Kanady podskoczyła z 3,30 zł na 3,35zł.
Problemy na Słowacji
Wpływ Słowacji na walutę euro jest (powiedzmy to sobie wprost) minimalny. W rezultacie piątkowe dane mówiące o spadku produkcji przemysłowej o imponujące 13% nie spowodowały dużego zamieszania. Tym bardziej że odnosiły się do dobrego grudnia 2021. Nie zmienia to faktu, że jest to bardzo zły sygnał dla polskiej waluty. Wśród naszych sąsiadów mamy bowiem coraz gorszych partnerów handlowych. Rosja obłożona słusznymi sankcjami. Białoruś, która w sumie najwięcej zyskuje na ten inwazji, bo przez nią pomimo ostatniej farsy wyborczej nie jest głównym złym w regionie. Do tego problemy gospodarcze wywołane wojną na Ukrainie i teraz słabość Słowacji.
Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.
Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat
Nasdaq Composite zamknął się w piątek na najniższym poziomie od początku lutego (-0,61 proc.). Wzrosły natomiast na ostatniej sesji minionego tygodnia S&P 500 (+0,22 proc.), DJIA (+0,5 proc.). Dziś rano ok. godz. 9:40 kontrakty na S&P 500 lekko spadały (-0,12 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii lekko przeważały dziś niewielkie spadki. Największy – -0,92 proc. – notował singapurski Straits Times Index.
Na giełdach europejskich nowy tydzień rozpoczynał się przeważnie od niewielkich wzrostów głównych indeksów (DAX +0,25 proc., CAC 40 +0,49 proc. ok. godz. 9:45).
WIG-20, który w piątek silnie spadła osiągają najniższy poziom od ponad miesiąca, dziś ok. godz. 9:45 lekko spadał o 0,14 proc. Wśród składników mWIG-u 40 swój najwyższy poziom od marca 2020 osiągnął dziś kurs akcji Ciechu.
Rentowność 10-latek rządu Stanów Zjednoczonych wzrosła w piątek na najwyższy poziom od miesiąca i dziś rano utrzymywała się w pobliżu piątkowych poziomów (3,745 proc.). Rentowność polskich 10-letnich obligacji skarbowych wyszła dziś rano na najwyższy poziom od 17 stycznia (6,134 proc. ok. godz. 9:25).
Lekko spadały dziś rano ceny kontraktów na ropę naftową (WTI -1,02 proc., Brent -0,96 proc. ok. godz. 9:30). Lekko natomiast zwyżkowała cena kontraktu na amerykański gaz ziemny na NYMEX-ie (+0,72 proc.), która w styczniu spadła do najniższego poziomu od końca 2020 roku. Taniały dziś metale szlachetne (złoto -0,13 proc., srebro -0,7 proc., platyna -0,86 proc., pallad -0,29 proc.).Pallad był dziś najtańszy od marca 2020.
Amerykański dolar drożał dziś rano wyraźnie względem japońskiego jena (USD/JPY +0,71 proc). Kurs – EUR/USD -0,04 proc. ok. godz. 9:20 – osiągnął dziś najniższy poziom od miesiąca.
Minimalnie słabł dziś rano polski złoty (EUR/PLN +0,09 proc., USD/PLN +1,11 proc. ok. godz. 9:25).
Kurs Bitcoina względem amerykańskiego dolara, który spadł w minionym tygodniu poniżej poziomu 22000 USD, utrzymywał się nadal poniżej tego poziomu dziś ok. godz. 9:20 minimalnie zyskując (+0,12 proc.).
W 2021 roku pod względem zrealizowanego wolumenu sektor magazynowy zdecydowanie dominował na rynku nieruchomości komercyjnych w Polsce. Wartość transakcji – około 3,2 miliardy euro – odpowiadała ponad połowie całkowitej wartości transakcji inwestycyjnych. W 2022 roku wynik sektora – 2 miliardy euro – zapewnił mu „jedynie” 34% udziału w całkowitym wolumenie transakcyjnym w Polsce.
Sektor w okresie adaptacyjnym
Teraz sektor magazynowy stoi w obliczu spowolnienia inwestycyjnego. Oczekiwania cenowe wobec produktów magazynowych są aktualnie najgorętszym przedmiotem wielu dyskusji. Właściciele chcą sprzedawać drożej niż kupujący planują nabyć, licząc na przeceny. Zatem od kilku miesięcy trwa proces adaptacyjny.
Dostrzec można już wyraźne obniżanie cen sprzedaży nieruchomości logistycznych, odzwierciedlone w wyższych stopach kapitalizacji. Różnica w jakiejś skali „rekompensowana” jest właścicielom czy deweloperom nienotowanymi dotąd wzrostami stawek czynszów bazowych. Takiej sytuacji doświadczamy zresztą w każdym sektorze, nie tylko magazynowym.
Rozpoczynanie nowych inwestycji jest obecnie utrudnione, podobnie jak w innych segmentach rynku, przez większe trudności z uzyskaniem finansowania projektów i jego wyższy koszt oraz mniejszą dostępność materiałów czy siły roboczej. Spodziewamy się jednak, że nowopowstające obiekty magazynowe powinny osiągnąć w tym roku pewien stan równowagi.
Transakcje dotyczące nieco starszych projektów magazynowych nadal będą indywidualnie rozpatrywane pod kątem wysokości czynszu i końcowej wartości za metr kwadratowy. A pozornie niższa stopa kapitalizacji wynikać będzie z większego potencjału danego projektu w momencie renegocjacji umów najmu.
Więcej transakcji poza głównymi rynkami
Sektor magazynowy, podobnie jak biurowy i handlowy, charakteryzuje się obecnie znaczącym wzrostem transakcji poza głównymi rynkami. W sektorze magazynowym oznacza to wzrost udziału z 24% w całkowitym wolumenie sektora w 2021 roku do 40% w 2022 roku.
Inwestorzy zauważają potencjał rynków regionalnych, w szczególności zachodniej części Polski, w okolicy Szczecina, Gorzowa, Zielonej Góry i Legnicy. Na tych obszarach zrealizowane zostały inwestycje drogowe, które zapewniają sprawną komunikację, zarówno na terenie Polski, jaki i tranzyt na Zachód, poza granice kraju. Interesujące inwestycyjnie obiekty zlokalizowane są w pobliżu dużych ośrodków miejskich, co zapewnia łatwy dostęp do pracowników. Wszystko to przekłada się na atrakcyjność i płynność inwestycji w tych obszarach. W regionach inwestorzy mogą pozyskać ciekawe aktywa po nieco wyższych stopach zwrotu niż w głównych ośrodkach.
Skrupulatne analizy projektów
Z 2 miliardów euro zrealizowanych w sektorze magazynowym w 2022 roku, 42% przypadło w udziale transakcjom portfelowym. To sporo, ale mniej niż rok wcześniej, kiedy ich udział kształtował się na poziomie 63%. Spadek udziału transakcji portfelowych jest sygnałem, że inwestorzy dokładniej rozpatrują każdy indywidualny projekt, wybierając często tylko pojedyncze aktywa.
Przyglądając się liczbom, warto zwrócić uwagę, że jedna znacząca transakcja odpowiadała aż za 26% całkowitego wolumenu sektora magazynowego zrealizowanego w ubiegłym roku. Przejęcie przez CBRE IM portfela magazynowego Danica od Hillwood było drugą pod względem wartości transakcją odnotowaną w 2022 roku i trzecią największą w sektorze magazynowym w Polsce w historii rynku.
Autor: Bartłomiej Krzyżak, Senior Director, Investment w Avison Young
Woda jest niezbędna w procesie produkcji rolnej. Na terenie Polski od lat obserwujemy duże deficyty wody opadowej, co rokrocznie w okresie od wiosny do jesieni powoduje lokalne susze rolnicze, a nawet hydrologiczne. Rozwiązaniem tego problemu może być inwestycja w indywidualny system nawadniania, oparty o np. wydajną studnię głębinową i odpowiednią pompę. Dobór pompy głębinowej do nawadniania upraw to bardzo odpowiedzialne zadanie, któremu bliżej przyglądamy się w naszym artykule.
Warto wiedzieć:
„(…) można stwierdzić, że we wszystkich analizowanych przypadkach nawadnianie wpływało na uzyskanie wymiernych efektów produkcyjnych, w postaci zwyżki i poprawy jakości plonu, a więc pozwalało przynajmniej częściowo uniezależnić się od warunków atmosferycznych. (…) Zastosowanie nawodnień w przypadku wszystkich analizowanychroślin przyczyniło się do wzrostu wysokości uzyskiwanych plonów.W istotny sposób wpływało także na zwiększenie stabilności i niezawodności plonowania w latach.” Źródło: https://bibliotekanauki.pl/articles/61830.pdf
Zaczynamy od określenia źródła wody
W gospodarstwach rolnych najczęściej wykorzystuje się trzy rodzaje źródeł wody do nawadniania pola uprawnego:
własną studnię głębinową lub kopaną,
staw/jezioro,
indywidualny zbiornik wodny o dużej pojemności, w którym gromadzi się wodę deszczową.
Pompa musi zostać dobrana ze względu na faktyczny rodzaj źródła, z którego chcemy pozyskiwać wodę. W przypadku studni głębinowej czy kopanej idealnym rozwiązaniem będzie pompa głębinowa (do studni kopanej musi posiadać własny system chłodzenia wymuszający przepływ wody przez silnik).
Do czerpania wody ze stawu, jeziora czy innego zbiornika najczęściej wykorzystuje się pompy zatapialne z wyłącznikiem pływakowym, natomiast można a wręcz warto tutaj pomyśleć o zastosowaniu wydajnej pompy głębinowej przystosowanej do pracy w pozycji poziomej.
Powinieneś wiedzieć:
„Dobra pompa do deszczowni musi zapewnić fizyczną wydajność na poziomie minimum 300 litrów na minutę, jednak w przypadku posiadania dużego pola uprawnego lub sadu konieczny może się okazać zakup urządzenia oferującego wydajność nawet w okolicach 500-800 litrów na minutę.” Źródło: https://hydroportal.pl/pompy,ac99/jaka-pompe-do-deszczowni-wybrac-czym-sie-kierowac,10500
Ustalamy rodzaj systemu nawadniania
Efektywne nawadnianie pola uprawnego wymaga stosowania systemu gwarantującego bardzo duży wypływ wody i dostarczenie jej w odpowiednich ilościach do wszystkich sektorów pola. Tutaj bezsprzecznie najlepszym rozwiązaniem jest deszczownia, która charakteryzuje się generowaniem znacznego, dalekiego strumienia wody.
Pamiętajmy natomiast, że bezpośrednie zasilanie deszczowni wymaga zastosowania pompy zapewniającej odpowiednie ciśnienie wody na końcowym odcinku instalacji. Do tego konieczne jest, aby pompa była w stanie wylać wystarczającą ilość wody w określonym czasie.
W praktyce do zasilania deszczowni należy wybrać pompę głębinową, która zapewni minimum 6 barów ciśnienia na wyjściu (pamiętajmy o stratach generowanych przez każdy odcinek instalacji, każde kolanko, złączkę etc.) oraz o wydajności co najmniej 350-400 litrów na minutę. Wkraczamy tutaj na obszar pomp do użytku profesjonalnego, o średnicy 4” i większej.
To jest ważne!
Nie da się prawidłowo dobrać pompy głębinowej do nawadniania pola bez poznania szczegółów na temat instalacji wodnej. Pompa traci około 1 bar ciśnienia na każde 10 metrów podnoszenia wody w pionie i około 1 bar ciśnienia na każde 100 metrów pchania wody w poziomie.
Bezcenna pomoc eksperta
Radzimy, aby przed zakupem konkretnej pompy skontaktować ze specjalistą (np. doradcą sklepu oferującego pompy dla domu, rolnictwa i przemysłu), przedstawić mu szczegóły na temat swojej instalacji i poprosić o wskazanie najlepszego modelu dostępnego w założonym budżecie.
Pomoc eksperta pozwoli uniknąć kosztownych błędów na etapie doboru pompy głębinowej do nawadniania upraw, na przykład niepoprawnego dopasowania parametrów wydajnościowych (pompa jest zbyt wydajna w stosunku do możliwości źródła) czy technicznych (brak możliwości prawidłowego zamontowania pompy w studni z powodu np. zbytniego obniżania się lustra w trakcie poboru).
Ekspert sugeruje:
„Ponieważ pompa głębinowa powinna być dobrana ściśle pod kątem konkretnych parametrów studni, ale też potrzeb użytkownika. Nie można dopuszczać do sytuacji, w której np. zastosujemy bardzo wydajną pompę, choć źródło – pisząc kolokwialnie – „ledwie zipie”. Mogłoby to skutkować nawet okresowym osuszaniem studni, a tym samym wysokim zapiaszczeniem wody i w konsekwencji uszkodzeniem pompy.” Źródło: https://sklep-hydros.pl/blog/poradnik/jak-poprawnie-dobrac-pompe-glebinowa-wystrzegaj-sie-tych-4-bledow.html
Pompa to tylko jeden z elementów systemu nawadniania
Przymierzając się do zbudowania systemu nawadniania pola uprawnego należy podejść do sprawy w sposób kompleksowy. System składa się z wielu elementów, z których każdy ma wpływ na pracę innego. Przykładowo: niewiele da nam zakup bardzo wydajnej pompy głębinowej, jeśli zastosujemy rurę PE o zbyt małej średnicy, przeznaczoną do podlewania ogródka, ale już niewystarczającą do zasilania deszczowni.
Dodatkowo należy pamiętać o tym, że sama pompa głębinowa musi spełniać kryteria jakościowe i wytrzymałościowe, ściśle uzależnione m.in. od tego, w jakim źródle wody będzie pracować. Jeśli ma to być np. stosunkowo płytka studnia kopana, to zaleca się zakup pompy antypiaskowej, o zwiększonej odporności na uszkodzenia mechaniczne spowodowane ścieraniem elementów układu hydraulicznego.