Okiem ekonomisty: 3 lata z COVID

Niedawno minęły trzy lata od pierwszej śmiertelnej ofiary covid. Ekonomiczne skutki pandemii, podobnie jak te zdrowotne, będziemy odczuwać jeszcze przez wiele lat. Szczególnie widać to na rynku pracy, nieruchomości i opieki zdrowotnej. W USA około 1,6 mln osób zrezygnowało z pracy, w Polsce jest odwrotnie i u nas współczynnik aktywności zawodowej po pandemii rośnie.

W zeszłym tygodniu przypadła trzecia rocznica pierwszej śmiertelnej ofiary wirusa SARS-COV-2. Od tego czasu, większość świata wyszła już z pandemii, choć zachorowania nadal są częste. Około 70 proc. światowej populacji zostało zaszczepionych (w Polsce jest to 64 proc.), a większy odsetek nabył naturalną odporność na infekcje. W USA i Europie covid zniknął z listy najważniejszych problemów konsumentów i inwestorów, zastąpiony przez gwałtownie rosnącą inflację. Trzeba jednak pamiętać, że ekonomiczne skutki pandemii będą prawdopodobnie odczuwalne przez wiele lat (podobnie jak skutki zdrowotne). Sam wirus nie zniknął i cały czas powoduje nowe infekcje. Chiny są ostatnim dużym kraje, który liberalizuje swoje pandemiczne zasady i jednocześnie notuje dużą liczbę zachorowań. Jednak na całym świecie nadal obserwujemy skutki pandemii dla rynku pracy, nieruchomości i opieki zdrowotnej – by wymienić tylko trzy.

Chiny w odpowiedzi na spowolnienie tempa wzrostu gospodarczego, szybciej i bardziej gwałtownie niż wcześniej oczekiwano, porzuciły politykę „zero covid”. To docelowo mocne wsparcie zarówno dla lokalnej i globalnej gospodarki. Implikacje tej decyzji widzimy od rynku surowców po rynek towarów luksusowych. Ma to także znacznie dla Polski, ponieważ mamy Chinami bardzo duży i stale rosnący deficyt w handlu zagranicznym. Jeszcze w większym stopniu powiązana z Chinami jest gospodarka Niemiec, również ważna z naszego punktu widzenia. Dodatkowym wzmocnieniem tych trendów jest wzrost rządowego wsparcia w Chinach dla krytycznego sektora nieruchomości oraz złagodzenie sankcji regulacyjnych w sektorze technologicznym.

Szok związany z pandemią COVID-19 spowodował największą i najkrótszą globalną recesję w historii. Reakcją na nią był bardzo duży wzrost wydatków rządowych. To skróciło recesję, ale kosztem wzrostu globalnych poziomów zadłużenia do bezprecedensowo wysokiego poziomu. Epidemia przyczyniła się też do wyższej inflacji i stóp procentowych oraz dłuższej perspektywy powrotu tej pierwszej do poziomu 2-3 proc. W wielu krajach reakcją na covid stał się spadek współczynnika aktywności zawodowej, w USA wskaźnik ten spadł o 1 p.p. co oznacza, że 1,6 mln. osób zrezygnowało z pracy zarobkowej. Akurat w Polsce mamy do czynienia z tendencją odwrotną, bowiem od wybuchu pandemii współczynnik ten wzrósł o 2 p.p.

Kolejny trend wywołany przez pandemię to zwiększenie popularności pracy z domu. W tym zakresie, w Polsce znacząco zwiększyła się liczba osób wykonująca pracę zdalną lub hybrydową, pojawiły się także nowe prawne regulacje dotyczące takiego trybu. Ten trend wyraźnie obserwowaliśmy na rynku kapitałowym, na którym spółki związane z WFH (work-from-home) notowały bardzo wysokie wzrosty. Potem, wraz z ustępowaniem pandemii, wyceny tych firm ulegały rewizji. Patrząc globalnie, bardzo rozwinęła się także branża biotechnologiczna, za sprawą dużych nakładów przeznaczonych na tworzenie i produkcję szczepionek. W ciągu najbliższych lat na rynek trafi wiele nowych szczepionek, na wiele nowych chorób, które w innych okolicznościach nie miałyby możliwości tak szybkiego powstania.

Paweł Majtkowski, analityk eToro w Polsce

O budowaniu zwycięskiego zespołu

Perfekcyjnie działający zespół to ważny element prowadzący do odnoszenia sukcesów w biznesie. A skoro tak, to warto dowiedzieć się, co zrobić by taki zespół powstał właśnie w naszej firmie. Jest ku temu okazja – w środę 25 stycznia posłuchamy o tym podczas #StartUP Małopolska Meetup #10.

startup małopolska

#StartUP Małopolska Meetup #10 to finałowe spotkanie dziesiątej edycji programu akceleracyjnego #StartUP Małopolska. Zapraszamy na nie 25 stycznia 2023 r. o 19:00 do The Stage w Krakowie przy ul. Łobzowskiej 3.

Program akceleracyjny #StartUP Małopolska sprawia, że uczestniczącym w nim młodym innowacyjnym firmom łatwiej o znalezienie pomysłów i sposobów na efektywniejsze prowadzenie swoich działalności. Podobną rolę odgrywa spotkanie podsumowujące kolejną edycję tego projektu. Tutaj cenieni przez środowisko startupowe eksperci opowiedzą o jednym z decydujących czynników prowadzących do sukcesu, czyli o ludziach tworzących firmę.

O wybitnych zespołach

Motywem przewodnim spotkania będzie hasło „Jak budować zwycięskie zespoły?”. Najlepiej o istocie świetnie funkcjonujących teamów opowiedzą eksperci – praktycy. W The Stage posłuchamy rad i opinii osób doskonale znanych w środowisku młodej przedsiębiorczości.

Szymon Janicki opowie co odróżnia wybitne zespoły odnoszące sukcesy od tych przeciętnych. Szymon to CEO w startupie HCM Deck, który tworzy platformę szkoleniowo-rozwojową o tej samej nazwie. HCM Deck wspiera sukces ponad 300 000 pracowników firm, takich jak Santander Consumer Bank, Leroy Merlin, Nationale-Nederlanden, Play, OTCF czy Allianz. Jest ekspertem HR tech, organizatorem L&D Meetup – największej w Polsce konferencji o Learning & Development.

Eksperci na panelu

Po wystąpieniu Szymona Janickiego zapraszamy na panel dyskusyjny, do którego dołączą: Róża Szafranek – CEO w HR Hints, która pomaga firmom w zatrudnianiu i budowaniu kultury firmy, Karolina Karwowska-Gajżewska – CEO w Deer Design, jednej z najdynamiczniej rozwijających się polskich firm specjalizującej się w projektowaniu i wykańczaniu wnętrz, Łukasz Kaleta – przedsiębiorca, inwestor i animator systemu innowacji, zarządzający funduszem ART-Tech ASI oraz Wojciech Przywała – broker technologii w Centrum Innowacji Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie Sp. z o.o., pomagający zespołom badawczym komercjalizować wyniki prac B+R.

Próba dla startupów

To nie koniec atrakcji przygotowanych na #StartUP Małopolska Meetup #10. Spotkanie zwieńczy sesja Startup Pitch, podczas której próbie zostaną poddane wybrane startupy – uczestnicy kończącej się edycji programu akceleracyjnego. Każdy z występujących podczas sesji startupów przedstawi krótką prezentację na temat prowadzonej działalności. Program #StartUP Małopolska realizowany jest przez Województwo Małopolskie we współpracy z Rebels Valley Sp. z o.o.

Zapraszamy!

Udział w spotkaniu jest bezpłatny, prosimy jednak o wcześniejszą rejestrację pod linkiem

https://www.malopolska.pl/startup-meetup10.

Agenda #StartUP Małopolska Meetup #10

19:00–19:15      

Otwarcie spotkania, wystąpienie przedstawiciela Województwa Małopolskiego, prezentacja programu akceleracyjnego #StartUP Małopolska

19:15–19:35      

Co odróżnia wybitne zespoły odnoszące sukcesy od tych przeciętnych? – Szymon Janicki (CEO HCM Deck)

Sesja pytań i odpowiedzi

19:35–20:30      

Panel dyskusyjny „Jak budować zwycięskie zespoły?”; moderator: Tomasz Kowalczyk (Rebels Valley), prelegenci: Róża Szafranek (CEO HR Hints), Karolina Karwowska-Gajżewska (CEO Deer Design), Szymon Janicki (CEO HCM Deck), Łukasz Kaleta (BeIn Offices/ Art-Tech ASI), Wojciech Przywała (Centrum Innowacji Uniwersytetu Rolniczego w Krakowie Sp. z o.o.)

Sesja pytań i odpowiedzi

20:30–21:00      

Startup Pitch – prezentacja firm z programu akceleracyjnego #StartUP Małopolska

Sesja pytań i odpowiedzi

21:00–21:30

Podsumowanie spotkania i networking

Kiedy sprawdzi się dermatolog online? Skorzystaj ze skutecznych konsultacji z domu!

Wizyta online, czy teleporada to coraz częściej wybierane sposoby na kontakt z lekarzem w nagłych sytuacjach. Co więcej, dostępność wielu dokumentów w wersji elektronicznej pozwala również wystawić e receptę, dzięki czemu w przypadku chorób przewlekłych możemy, nie wychodząc z domu mieć ją przygotowaną na najbliższą wizytę w aptece. Konsultacja online to z całą pewność doskonałe rozwiązanie w przypadku, gdy mamy utrudniony dojazd do lekarza stacjonarnego, lub mamy trudności z poruszaniem się. Wizyta u dermatologa online może nam pomóc szybko zacząć leczenie i zasięgnąć porady w sprawie naszych dolegliwości u specjalisty.

Jak przebiega konsultacja dermatologiczna online?

Dermatolog online jest łatwo dostępny, więc w razie nagłych wypadków możemy szybko skorzystać z wizyty telefonicznej, lub internetowej. Przed kontaktem warto jednak odpowiednio się przygotować, zwłaszcza jeśli mamy już zdiagnozowaną chorobę i chcemy uzyskać e receptę na potrzebne dla nas leki. Lekarz dermatolog online podczas wizyty online będzie potrzebował odpowiedzi na zadawane pytania, które służą do uzyskania prawidłowej diagnozy, jeśli będzie taka konieczność, w niektórych sytuacjach wizyta stacjonarna może być wskazana dla prawidłowego ustalenia choroby skóry.

Lekarz dermatolog online może zdiagnozować problemy skórne na podstawie zrobionych przed wizytą zdjęć, które należy w miarę możliwość wykonać przy naturalnym świetle, dzięki czemu wszelkiego rodzaju przebarwienia będą mogły być odpowiednio pokazane. Na konsultację online warto przygotować przynajmniej dwa zdjęcia, na których zmiany skórne będą przedstawione w zbliżeniu i w oddaleniu co pomoże określić rozmiar i różnego rodzaju szczegóły istotne podczas diagnozy. Jeśli jest ich więcej na Twoim ciele, warto dokładnie określić ich ilość, a także średnicę. Konsultacja dermatologiczna może również odbyć się w formie wideo czatu i wtedy również możemy pokazać nasze zmiany skórne, jednakże warto również przygotować zdjęcia, które mogą ułatwić pracę dermatologa online.

Żeby zastosować odpowiednie leczenie dla pacjenta, lekarze muszą otrzymać jak najwięcej szczegółowych informacji. Z tego powodu na wizytę online warto przygotować sobie nazwy leków, które bierzemy, upewnić się, czy w naszej rodzinie są osoby z problemami skórnymi oraz, czy może w ostatnim czasie zmieniliśmy używane przez nas kosmetyki do ciała. Żeby konsultacja online przebiegła skutecznie, należy także upewnić się, czy nasz problem skórny wiąże się z takimi odczuciami jak pieczenie lub swędzenie i czy jest zimne w dotyku, lub ciepłe, a także warto powiedzieć, kiedy zobaczyliśmy pierwszy raz tę zmianę na naszej skórze.

Lekarz dermatolog online i e recepty – skorzystaj z konsultacji, aby zakupić stałe leki

E-recepta w przypadku przewlekłych schorzeń pozwoli nam oszczędzić bardzo dużo czasu i umożliwi zakup leków bez wizyty u lekarza stacjonarnie. Dermatolog online może dla pacjenta ze zdiagnozowaną chorobą, wystawić elektroniczną receptę, dzięki czemu można ją zrealizować w aptekach na terenie całej polski, a także za granicą. Ponadto, jeśli potrzebujesz porady dermatologa, warto także sprawdzić jego specjalizację, ponieważ niektóre konsultacje online mogą zakończyć się skierowaniem do innego lekarza specjalisty. Dlatego przed umówieniem wizyty warto sprawdzić, czy wybrana przez nas osoba, to dermatolog dziecięcy w przypadku naszych dzieci, czy dermatolog wenerolog, jeśli zmiany naszej skóry występują na narządach płciowych.

Konsultacje dermatologiczne w przypadku dokuczliwych problemów skórnych mogą także w formie online umożliwić uzyskanie e zwolnienie lekarskie i jeśli plan leczenia wymaga skierowania do innego lekarza, to dermatolog może również wystawić nam e skierowanie na wizytę u innego specjalisty, lub na przeprowadzenie koniecznych badań. 

Sprzedaż Mercedes-Benz w Polsce w 2022 roku: dynamiczne wzrosty w strategicznych segmentach

Mercedes-Benz chce dostarczać najbardziej pożądane samochody świata, koncentrując się na rozwoju luksusowych linii modelowych i submarek, a jednocześnie intensyfikując swoją transformację w kierunku przejścia na napędy całkowicie elektryczne. Na polskim rynku w 2022 roku producent luksusowych samochodów z sukcesami realizował swoją strategię i zanotował dynamiczne wzrosty w kluczowych dla siebie segmentach. Od stycznia do grudnia ub.r. zarejestrowano w Polsce blisko 20,6 tys. nowych osobowych Mercedesów – to o 5% więcej niż rok wcześniej.

Submarki Mercedes-AMG, Mercedes- Maybach, Klasa G oraz Klasa S osiągnęły 17-procentowy udział w sprzedaży Mercedes-Benz, w czym między innymi zasługa wysokiego popytu na Klasę S, stanowiącej trzecią najwyższą sprzedaż w Europie. Imponujący wynik uzyskały również zelektryfikowane modele z gwiazdą: wynik 2374 aut elektrycznych i hybryd plug-in plasuje Mercedes-Benz na pierwszym miejscu w tej kategorii wśród wszystkich marek samochodów osobowych w Polsce.

W 2022 r. Mercedes-Benz konsekwentnie wzmacniał swoją pozycję na polskim rynku jako marki samochodów luksusowych i o wysokich osiągach oraz wiodącego producenta aut zelektryfikowanych. Łącznie od stycznia do grudnia w naszym kraju zarejestrowano blisko 20,6 tys. nowych osobowych Mercedesów (wynik obejmuje Klasę V, nie uwzględnia natomiast osobowych wersji dostawczych modeli Mercedes-Benz Vans). To o 5% więcej niż w 2021 r. – przy czym cały rynek marek premium wzrósł o 2,4%.

2022 rok przyniósł wzmocnienie pozycji Mercedes-Benz w Polsce: w strategicznych dla marki segmentach submarek luksusowych oraz niezwykle ważnych pojazdów bateryjnych. Pomimo utrzymujących się ograniczeń w dostępności aut wynikłej ze złożonej sytuacji na rynku półprzewodników i przerwanych łańcuchów udało nam się zakończyć rok 2022 z 5% wzrostem. Wyniki Mercedes-Benz w Polsce to nie tylko zwiększenie sumarycznej sprzedaży – wzrośliśmy w ważnych i symbolicznych dla nas odmianach modelowych – tu znamienny jest choćby przykład ponad 17%  wzrostu sprzedaży Klasy S czy bardzo dobry rok  dla naszej gamy elektrycznej. Z końcem 2022 roku dysponujemy już pełnym pokryciem pojazdami typu BEV w głównych segmentach samochodów osobowych, w których obecna jest nasza marka a to nie koniec propozycji modelowych w gamie pojazdów bateryjnych od Mercedesa – powiedział Marcin Kwoka, dyrektor zarządzający Mercedes-Benz Polska samochody osobowe.

Zeszłoroczny poziom rejestracji nowych samochodów zapewnił Mercedes-Benz siódmą pozycję w rankingu najchętniej wybieranych marek nowych aut w naszym kraju i zaowocował 5-procentowym udziałem w rynku (wzrost o 0,5 punktu procentowego). Polska, podobnie jak przed rokiem, okazała się trzynastym największym rynkiem Mercedesa na świecie.

Najchętniej wybieranym modelem z gwiazdą w 2022 r. był GLC, który mimo zmiany generacyjnej znalazł 3 748 nabywców. Drugie miejsce w rankingu popularności zajął GLE 2 990, a na trzeciej pozycji uplasowała się Klasa C 2 187 (dane sprzedażowe dla wszystkich wersji nadwoziowych danej linii modelowej).

W szczególności Mercedes-Benz wzmocnił swoją pozycję w segmentach z grupy submarek luksusowych (Mercedes-AMG, Mercedes-Maybach, Klasa G oraz Klasa S). W ubiegłym roku przypadało na nie 3472 rejestracje, co stanowi 17% udziału w łącznej sprzedaży, i to pomimo ograniczonej dostępności z powodu trudności na rynku półprzewodników oraz w łańcuchu dostaw. Na uwagę zasługuje znakomity odbiór na polskim rynku Klasy S, której sprzedaż wzrosła o blisko 18%.

W ramach swojej globalnej strategii do 2030 r. Mercedes-Benz zamierza przejść na napędy wyłącznie elektryczne wszędzie tam, gdzie pozwolą na to warunki rynkowe. Producent spod znaku trójramiennej gwiazdy dysponuje już kompleksową ofertą hybryd plug-in i konsekwentnie poszerza swoją gamę aut w 100% zasilanych prądem. Zelektryfikowane modele (xEV) spotykają się z pozytywnym odbiorem także wśród polskich klientów
– potwierdza to ich wysoki udział w całkowitej ubiegłorocznej sprzedaży Mercedes-Benz w Polsce, wynoszący 11,5%. Od stycznia do grudnia zarejestrowano w naszym kraju 1517 hybryd plug-in oraz 857 w pełni elektrycznych Mercedesów. Ich skumulowany wynik jest o 13% wyższy niż w 2021 r. Rezultat: w 2022 r. Mercedes-Benz dostarczył najwięcej zelektryfikowanych pojazdów wśród wszystkich marek samochodów osobowych w Polsce.

Listę najpopularniejszych elektrycznych modeli z gamy Mercedes-EQ otwiera kompaktowy SUV EQA (254 szt.), Za nim uplasował się nieco większy model EQB (157 szt.), zdolny przewieźć nawet 7 osób, a trzecim najchętniej wybieranym modelem okazała się biznesowa limuzyna EQE (144 szt.).

2023 rok zapowiada się nie mniej dynamicznie i ekscytująco. Niedawno ruszyła sprzedaż nowego elektrycznego SUV-a z gwiazdą, modelu EQE SUV. W ciągu roku producent zaprezentuje między innymi zupełnie nowe wcielenie Klasy E, a także pierwszy model Mercedes-Maybach w 100% na prąd – EQS SUV.

Miniony rok daje Mercedesowi w Polsce liczne powody do zadowolenia: jesteśmy kluczowym rynkiem w regionie, siódmym co do wielkości w Europie i czternastym na świecie. Choć zakłócenia w dostępności komponentów w 2022 roku ograniczyły nasz potencjał, to wzrośliśmy w segmentach, na których się koncentrujemy czyli w samochodach luksusowych oraz elektrycznych. Naszą ambicją jest ciągłe doskonalenie naszych produktów i usług, tak by być wyznacznikiem najwyższego standardu dla naszych klientów.

Mamy do tego odpowiednie narzędzia – naszą profesjonalną i zaangażowaną sieć dealerską oraz wspaniałe samochody marzeń, które polscy klienci już dziś bardzo je doceniają. O znakomitej pozycji naszych topowych linii najlepiej świadczy fakt, że Polska jest trzecim co do wielkości europejskim rynkiem sprzedaży dla Klasy S oraz drugim dla modeli Mercedes-Maybach. Jeśli chodzi o Klasę G jesteśmy 3 rynkiem, a w maszynach Mercedes-AMG, plasujemy się na piątym miejscu na Starym Kontynencie. Jesteśmy dumni z tych wyników
w Polsce i jednocześnie mamy świadomość odpowiedzialności, jaka na nas spoczywa – niezmiennie chcemy produkować najbardziej pożądane samochody świata. W przyszłość patrzymy jednak z optymizmem, a w 2023 roku już zapowiadamy kolejne fascynujące nowości Mercedesa, AMG i pierwszego elektrycznego Maybacha
– skomentował Wolfgang Bremm von Kleinsorgen, dyrektor generalny klastra Mercedes-Benz na Europę Środkowo-Wschodnią.

Dr n. pr. Marek Woch Zastępcą Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców

Na wniosek Adama Abramowicza – Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców, dr n. pr. Marek Woch z dniem 18 stycznia 2023 r. został powołany na stanowisko Zastępcy Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców przez Waldemara Budę, Ministra Rozwoju i Technologii.

Marek Woch od 2019 r. odpowiada w Biurze Rzecznika Małych i Średnich Przedsiębiorców za prace Wydziału Prawno – Legislacyjnego i Wydziału Administracyjno – Finansowego. W listopadzie 2020 r. został awansowany na stanowisko Dyrektora Generalnego. W latach 2016-2019 pełnił funkcję pełnomocnika Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia do spraw kontaktów z organizacjami pozarządowymi i organami władzy publicznej. Absolwent Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego, Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie oraz Wyższej Szkoły Menedżerskiej w Warszawie. Członek Polskiego Towarzystwa Legislacji w Warszawie. Członek Stowarzyszenia Badań nad Źródłami i Funkcjami prawa FONTES. Specjalizuje się w prawie konstytucyjnym, prawie z zakresu ochrony zdrowia oraz filozofii prawa. Wykładowca, ekspert z zakresu systemu ochrony zdrowia, autor licznych wystąpień i publikacji naukowych.

Rodzący się rynek e-mobility to wielka szansa rozwoju dla polskiej gospodarki

Przemysł motoryzacyjny odpowiada za 8% PKB Polski. Od zaplanowania i wdrożenia konkretnych działań zależy, czy Polska wykorzysta transformację napędową i utrzyma lub umocni swoją pozycję w sektorze, stając się hubem produkcyjnym pojazdów zeroemisyjnych i powiązanych z nimi podzespołów, czy też znaczenie przemysłu motoryzacyjnego w krajowej gospodarce będzie spadać.

Przemysł motoryzacyjny jest jednym z filarów polskiej gospodarki. Odpowiada za 8% PKB oraz za ok. 13,5% wartości eksportu. Motorem napędowym branży są dostawcy części. Polska zajmuje 10. miejsce na liście największych eksporterów podzespołów na świecie z wartością eksportu 12,3 mld dolarów. W 2021 r., wyprodukowano w kraju 439,1 tys. pojazdów, a zatrudnienie znalazło w przemyśle motoryzacyjnym i branżach powiązanych ok. 400 tys. osób. Jest to 7,6% wszystkich pracowników zatrudnionych w przemyśle. Daje to Polsce bardzo wysoką, trzecią pozycję w Unii Europejskiej.przemysłu motoryzacyjnego

Kluczowy 2035 r.

Dziś, sektor motoryzacji stoi przed szeregiem wyzwań. Jest to efekt podjętych decyzji przez Komisję Europejską, Radę Unii Europejskiej oraz Parlament Europejski, które osiągnęły porozumienie w sprawie redukcji emisji dwutlenku węgla o 100% dla pojazdów osobowych i dostawczych do 2035 r. Oznacza to, że za 13 lat każdy kraj unijny musi być gotowy na znaczący wzrost liczby pojazdów elektrycznych.

Porozumienie stanowi jeden z ostatnich etapów procesu zainicjowanego przez Komisję Europejską w lipcu 2021 r. w ramach pakietu „Fit for 55”. W praktyce zostało już przesądzone, że po 2034 r. w żadnym państwie członkowskim nie będzie można już zarejestrować żadnego nowego, osobowego lub dostawczego samochodu z silnikiem spalinowym. Dotyczy to również wariantów hybrydowych. Na rynku będą dostępne wyłącznie pojazdy całkowicie elektryczne (BEV) lub zasilane wodorowymi ogniwami paliwowymi (FCEV) – mówi Maciej Mazur, dyrektor zarządzający Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych.

Wraz z wypracowanym stanowiskiem, przyjęto szereg wymogów, które należy spełnić. Na podstawie zawartego porozumienia Komisja zostanie zobowiązana do przedstawienia do 2025 r. metodologii pozwalającej na obliczanie emisji CO2 dla całego cyklu życia pojazdów osobowych i lekkich dostawczych. W ramach konsensu została częściowo utrzymana budząca kontrowersje tzw. klauzula „Ferrari”. Na jej podstawie producenci z wolumenem do 10 tys. pojazdów osobowych i 22 tys. pojazdów lekkich dostawczych zostaną zwolnieni z celów pośrednich (2030 r.) w zakresie konieczności redukcji emisji. Podobnie jak pozostałe OEM, obejmie ich jednak 100% ograniczenie, obowiązujące od 2035 r.

Transformacja branży to wielkie wyzwanie, które – w przypadku braku wdrożenia odpowiednich narzędzi może skutkować znacznym ograniczeniem produkcji, zamykaniem fabryk i masowymi zwolnieniami pracowników, a w konsekwencji negatywnymi skutkami dla całej krajowej gospodarki. Rodzący się rynek e-mobility stwarza również szereg nowych możliwości dla państw, przedsiębiorstw oraz instytucji, które odpowiednio wcześnie podejmą kroki pozwalające na umocnienie swojej pozycji w tym obszarze – dodaje Maciej Mazur.przemysłu motoryzacyjnego 2

Wieloobszarowe zmiany

W najnowszym raporcie PSPA „Wpływ elektromobilności na rozwój gospodarczy w Polsce”, przygotowane zostały analizy oraz rekomendacje dla najważniejszych obszarów, w których branża e-mobility ma największe możliwości rozwoju.

Globalny rozwój elektromobilności jako dominujący trend w motoryzacji niesie z sobą szereg wyzwań, ale również możliwości rozwoju nowych obszarów gospodarki. Dotyczą one zarówno samej technologii pojazdów elektrycznych, jak i tego, co umożliwia jej wykorzystanie: zmian w strukturach łańcuchów dostaw, rozwój infrastruktury ładowania dla potrzeb samochodów elektrycznych, zmian w zakresie oczekiwanej od pracowników branży motoryzacyjnej struktury wykształcenia i wiele innych. Elektromobilność to również świetna perspektywa rozwoju dla polskiej gospodarki, zwłaszcza że tempo zmian w tym zakresie nieustannie przyspiesza. Branża odpowiada na nowe wyzwania poprzez rozwój produkcji części i podzespołów do pojazdów napędzanych paliwami alternatywnymi, a także gotowych samochodów – komentuje Mirosław Michna, Partner KPMG.

W raporcie przedstawiono trzy scenariusze udziału sektora elektromobilności w PKB Polski, jak również rekomendacje w zakresie instrumentów stymulujących transformację sektora motoryzacyjnego w naszym kraju. Autorzy wskazali, że za tempo transformacji polskiego sektora motoryzacyjnego odpowiadają przede wszystkim długoterminowe strategie obecnych, jak i potencjalnych inwestorów, jednak krajowy potencjał produkcyjny można istotnie zwiększyć dzięki wdrożeniu szeregu mechanizmów wsparcia przez administracje publiczną. Kluczowe jest m.in. lepsze dostosowanie kompetencji absolwentów szkolnictwa średniego i wyższego do oczekiwań pracodawców. Ma to być możliwe dzięki zacieśnieniu współpracy pomiędzy obszarem edukacji i biznesu, czy też dofinansowań programów szkoleń.

Polska nauka dysponuje znacznym potencjałem, aby zintensyfikować prace nad technologiami niezbędnymi do rozwoju elektromobilności. Realizacja prac o charakterze badawczo-rozwojowych na rzecz elektromobilności wymaga jednak zapewnienia niezbędnych warunków funkcjonowania nauki i biznesu. Istnieje potrzeba wprowadzenia systemowych rozwiązań w zakresie strategii i niezbędnego otoczenia formalno-prawnego, organizacji krajowej branży B+R oraz efektywnych biznesowych i finansowych formuł współpracy nauki z przemysłem – komentuje dr Marcin Kraska, Wiceprezes ds. Badań i Rozwoju, Sieć Badawcza Łukasiewicz.

Trzy scenariusze rozwoju

Zaprezentowane w raporcie scenariusze uzależnione są od przyjętych systemów wsparcia. Pierwszy z nich – pasywny – zakłada się brak wprowadzenia dodatkowych instrumentów stymulujących rozwój rynku elektromobilności względem stanu obecnego, co poskutkuje wyraźnie niższym udziałem e-mobility w PKB Polski. Przełoży się to na średnioroczny wzrost wartości sektora elektromobilności na poziomie 2,35% r/r. w latach 2022-2050. Brak wsparcia branży e-mobility ze strony administracji publicznej oraz skorelowane z tym faktem niewystarczające zaangażowanie pozostałych interesariuszy w transformację istniejących zakładów w kierunku produktów dedykowanych dla rynku elektromobilności, doprowadzi do znacznego ograniczenia potencjału produkcyjnego Polski w obszarze przemysłu motoryzacyjnego. W scenariuszu pasywnym nie nastąpi ponadto znacząca dywersyfikacja produktów stanowiących obecnie kluczowe towary eksportowe polskiej branży e-mobility. Zdecydowanie wiodącą pozycję utrzyma branża bateryjna (odpowiedzialna za generowanie 83% wartości całego sektora elektromobilności) oraz producenci autobusów elektrycznych. Głównymi odbiorcami produktów dostarczanych przez polski sektor elektromobilności będą pozostałe państwa członkowskie. Zgodnie z dokumentem, polskie moce produkcyjne autobusów do 2050 r. spadną z 6 tys. do ok. 5 tys. pojazdów. E-busy będą odpowiadać za 64% autobusów montowanych w polskich fabrykach. W rezultacie, w scenariuszu pasywnym, do 2050 r. udział sektora elektromobilności w PKB Polski względem 2021 r. powiększy się do poziomu 2,89%.

Drugi scenariusz – umiarkowany – zakłada wprowadzenie dodatkowych instrumentów stymulujących rozwój rynku elektromobilności względem scenariusza pasywnego. Wdrożenie narzędzi wspierających zarówno odbiorców, jak i dostawców produktów i usług branży e-mobility poskutkuje wyższym (względem scenariusza pasywnego) udziałem elektromobilności w PKB Polski. Średnioroczny wzrost wartości sektora elektromobilności w latach 2022-2050 wyniesie 3,50% r/r. W scenariuszu umiarkowanym nastąpi dywersyfikacja produktów stanowiących obecnie kluczowe towary eksportowe polskiej branży e-mobility. Mimo to branża bateryjna utrzyma wiodącą pozycję, odpowiadając za generowanie 2/3 (66%) wartości całego sektora elektromobilności latach 2022-2050. Kluczowym instrumentem stymulującym wzrost wartości polskiego sektora e-mobility stanie się wdrożenie w 2026 r. dofinansowania ze środków publicznych (w formie funduszu celowego) na rzecz wsparcia transformacji polskich przedsiębiorstw sektora motoryzacyjnego w kierunku produktów i usług związanych z sektorem nowej mobilności. Według scenariusza umiarkowanego do 2050 r. udział sektora elektromobilności w PKB Polski względem 2021 r. powiększy się blisko trzykrotnie – do poziomu 3,94%.przemysłu motoryzacyjnego 3

Najbardziej optymistyczny wariant zawiera się w scenariuszu aktywnym. Zakłada on wprowadzenie dodatkowych instrumentów stymulujących rozwój rynku elektromobilności we wcześniejszych terminach lub w szerszym zakresie niż w scenariuszu umiarkowanym. W praktyce średnioroczny wzrost wartości sektora elektromobilności w Polsce w latach 2022-2050 wyniesie 4,92% r/r., zaś w okresie 2022-2024 r. będzie to ok. 10,27% r/r. Synergia wdrożonych działań przyczyni się do rekordowego wzrostu wartości sektora e-mobility (o 39,4% r/r w 2025 r.) i stworzenia szczególnie sprzyjających warunków dla dalszego rozwoju całego obszaru zelektryfikowanego transportu w kolejnych latach, zarówno w wymiarze inwestycyjnym, jak i podażowym oraz popytowym. W tym scenariuszu znaczna część produktów polskiej branży e-mobility będzie dostarczana na rynek wewnętrzny (w szczególności autobusy elektryczne, stacje ładowania przeznaczone do sieci infrastruktury ogólnodostępnej i na użytek prywatny, jak również produkowane w Polsce samochody zeroemisyjne oraz przeznaczone do nich podzespoły). W przeciwieństwie do scenariusza pasywnego oraz scenariusza umiarkowanego, polskie moce produkcyjne autobusów do 2050 r. nie zostaną ograniczone względem 2021 r.: utrzymają się na poziomie ok. 6 tys. pojazdów rocznie. E-busy będą odpowiadać za 3/4 (75%) autobusów montowanych w polskich fabrykach. W rezultacie do 2050 r. udział sektora elektromobilności w PKB Polski względem 2021 r. powiększy się blisko 4-krotnie – do poziomu 5,68%.

W zależności od przyjętego scenariusza prognozowany udział elektromobilności w PKB Polski w roku 2030 r. może wynosić od 2% do prawie 4%, zaś w roku 2050 r. – od niecałych 3% do prawie 6%. Od wdrożonych instrumentów wsparcia zależy w znacznej mierze, czy Polska stanie się hubem produkcyjnym pojazdów zeroemisyjnych i powiązanych z nimi podzespołów, czy też znaczenie przemysłu motoryzacyjnego w krajowej gospodarce będzie systematycznie spadać, wraz z przenoszeniem fabryk i lokowaniem inwestycji sektora e-mobility w pozostałych państwach członkowskich Unii Europejskiej – wskazuje Maciej Mazur.

Rekomendacje

Autorzy raportu przygotowali szereg rekomendacji jak zrealizować scenariusz aktywny. Administracja publiczna może wspierać innowacje w przemyśle motoryzacyjnym poprzez zapewnienie dedykowanego źródła dofinansowania (np. w formie funduszu celowego), zachęty natury podatkowej, wdrożenie mechanizmów ułatwiających pozyskiwanie informacji o dostępnych subsydiach, czy tez zapewnienie efektywnej koordynacji programu B+R. Zasadne jest powołanie do życia nowoczesnej, wysoko wyspecjalizowanej instytucji, odpowiedzialnej za opracowywanie nowatorskich rozwiązań w ramach współpracy pomiędzy sektorem publicznym i prywatnym. Wzorem dla takiego podmiotu mógłby być czeski Mobility Innovation Hub (MIH), czy też funkcjonujący na Węgrzech kompleks ZalaZone. Ważne jest również wsparcie wewnętrznego rynku e-mobility, w celu wzrostu popytu na produkty takie jak np. stacje ładowania czy autobusy zeroemisyjne dostarczane przez polskie fabryki. Kluczowe znaczenie w tym zakresie ma kontynuacja programów takich jak „Mój Elektryk” czy „Zielony Transport Publiczny”, wprowadzenie regulacji znoszących główne bariery rozwój sieci ogólnodostępnych ładowarek, czy też wzrost nakładów na rozbudowę i modernizację infrastruktury elektroenergetycznej.

Raport „Wpływ elektromobilności na rozwój gospodarczy w Polsce” dostępny jest pod adresem:

https://pspa.com.pl/raporty/wplyw-elektromobilnosci-na-rozwoj-gospodarczy-w-polsce/

Autor: Elektromobilni.pl

Będą nowe zasady odpowiedzialności za sztuczną inteligencję

Jak wskazuje Komisja Europejska, technologie oparte na sztucznej inteligencji (AI) mogą pobudzić gospodarkę i poprawić jakość życia w niemal każdej sferze: od transportu i opieki zdrowotnej, poprzez zindywidualizowaną edukację, przyznawanie kredytów, po uwolnienie pracowników od uciążliwych i powtarzających się zadań. Jednak aby móc swobodnie korzystać z zalet AI oraz przeciwdziałać ich potencjalnemu nadużywaniu, konieczne jest przyjęcie regulacji prawnych w tym zakresie. Prace nad takimi przepisami na poziomie UE są już zaawansowane. Czekają na nie zwłaszcza przedsiębiorcy, którzy brak odpowiedniego ustawodawstwa i jasnych zasad odpowiedzialności za błędy AI wskazują jako jedną z największych barier w korzystaniu i wdrażaniu tej technologii. 

Algorytmy i systemy sztucznej inteligencji są coraz powszechniej wykorzystywane w gospodarce i wielu dziedzinach życia. Dlatego też problematyka odpowiednich regulacji prawnych, które obejmowałyby ten obszar, pozwalając na użytkowanie ich w sposób transparentny i bezpieczny, z każdym rokiem zyskuje na znaczeniu.

 Definicja prawna sztucznej inteligencji to jest bardzo soczysty temat, ponieważ próby jej sklasyfikowania są podejmowane już od dłuższego czasu. Największym wyzwaniem jest kwestia ciągle zmieniającego się otoczenia technicznego, w którym żyjemy. Prawo nie nadąża za technologią i te definicje, nawet jeśli powstają, to szybko się dezaktualizują – mówi agencji Newseria Biznes Marta Kosiedowska, radca prawny i partner w kancelarii act BSWW legal & tax. – Nie oznacza to jednak, że w kwestii regulacji prawnych, które miałyby zastosowanie do sztucznej inteligencji, panuje dziś wolnoamerykanka. To byłoby zbyt dalece idące stwierdzenie. Po pierwsze, takie prawo jest projektowane, prace nad nim są już dość zaawansowane na poziomie europejskim. Po drugie, obecnie obowiązujące regulacje – chociażby w obszarze prawa cywilnego – też mogą znaleźć zastosowanie dla AI.

Na unijnym forum prace trwają już od kilku lat – sztuczna inteligencja jest jednym z głównych elementów unijnej strategii tworzenia jednolitego rynku cyfrowego. W kwietniu 2021 roku Komisja Europejska przedstawiła pierwszą na świecie tak kompleksową strategię rozwoju sztucznej inteligencji (AI Package), której częścią jest projekt rozporządzenia ustanawiającego zharmonizowane przepisy dotyczące sztucznej inteligencji w całej UE. Ma ono stworzyć ramy prawne dla prawidłowo funkcjonującego rynku systemów AI, na którym uwzględnione zostaną zarówno korzyści społeczno-ekonomiczne, jak i zagrożenia, jakie niesie za sobą wykorzystanie tej technologii.

Projektowane przepisy mają ponadto zapewnić sprzyjające warunki dla badań i rozwoju AI przy jednoczesnym zapewnieniu wysokiego poziomu bezpieczeństwa użytkowników oraz sprzyjać swobodnemu przepływowi towarów i usług wykorzystujących sztuczną inteligencję. Europejskie podejście do uregulowania tego obszaru opiera się na dwóch filarach: „excellence in AI”, czyli dążeniu do doskonałości w obszarze sztucznej inteligencji, oraz „trustworthy AI”, czyli tworzeniu rozwiązań godnych zaufania.

Prace nad projektem rozporządzenia dotyczącego sztucznej inteligencji (Artificial Intelligence Act) są już na zaawansowanym etapie, a zgodnie z jego aktualnym brzmieniem nowe przepisy mają być stosowane we wszystkich państwach członkowskich UE po upływie dwóch lat od ich przyjęcia.

– Myślę, że już wkrótce możemy spodziewać się regulacji, które od strony prawnej będą definiowały sztuczną inteligencję, ponieważ projekt rozporządzenia już powstał, jest opracowywany i jest na etapie dalszych prac w komisjach. Tak więc wydaje się, że jest to już kwestia najbliższej przyszłości – mówi Marta Kosiedowska.

Pod koniec września ubiegłego roku Komisja Europejska przyjęła również propozycję dyrektywy dotyczącej odpowiedzialności cywilnej za sztuczną inteligencję (tzw. dyrektywa AILD), która wprowadza po raz pierwszy przepisy dotyczące szkód wyrządzonych przez systemy AI. Jej celem jest m.in. ustanowienie szerszej ochrony dla ofiar systemów sztucznej inteligencji i ułatwienie dochodzenia roszczeń o odszkodowanie.

– Mimo że nie ma jeszcze odrębnych regulacji dotyczących odpowiedzialności za sztuczną inteligencję, to są zasady odpowiedzialności cywilnej dotyczące chociażby producentów i osób, które wprowadzają do obrotu produkty niebezpieczne, jak również ogólne zasady odpowiedzialności za winę. To oznacza, że w zależności od sytuacji, która doprowadziła do powstania szkody w związku z użyciem maszyny opartej na technologii sztucznej inteligencji, np. samochodu autonomicznego, możemy mówić albo o odpowiedzialności podmiotu, który wprowadza do obrotu taki produkt, albo użytkownika. O ile odpowiedzialność producenta należałoby w takich przypadkach rozpatrywać na zasadzie pewnego ryzyka odpowiedzialności za produkt niebezpieczny, która już jest sklasyfikowana przez Kodeks cywilny, o tyle odpowiedzialność użytkownika – na zasadach winy – wyjaśnia prawniczka.

Dyrektywa AILD ma uregulować odpowiedzialność za szkody spowodowane przez systemy AI powstałe w wyniku losowych zdarzeń czy incydentów między podmiotami, których nie wiązała umowa. Przykładem takiej sytuacji może być chociażby potrącenie pieszego na pasach przez samochód autonomiczny albo zniszczenie cennej paczki przez drona sterowanego AI. Dyrektywa nie będzie jednak regulować odpowiedzialności kontraktowej między podmiotami, które wiązała umowa (np. jeśli firma kupi od dostawcy usług IT system sztucznej inteligencji, który zawiedzie).

– Międzynarodowa instytucja stanowiąca prawo AI to jest zagadnienie z punktu widzenia prawnego dość trudne, ponieważ w obecnym porządku prawnym mamy określone instytucje, które mogą to prawo tworzyć, czy na płaszczyźnie narodowej, czy ponadnarodowej, np. w Unii Europejskiej. Natomiast na pewno takie instytucje są potrzebne, jeśli chodzi o kwestie monitoringu, nadzoru, implementowania prawa. Projekt rozporządzenia w sprawie harmonizacji sztucznej inteligencji przewiduje nawet powstanie takiej instytucji, Europejskiej Rady ds. Sztucznej Inteligencji, ale nie jako organu prawotwórczego, bo inne organy Unii Europejskiej są odpowiedzialne za tworzenie prawa, ale bardziej organu nadzorczego, opiniotwórczego, spinającego działanie organów narodowych, inspirującego zmiany w prawie i projekty dotyczące aktów prawnych, natomiast na pewno nie jako instytucja, która stanowiłaby prawo – mówi Marta Kosiedowska.

Jak wynika z unijnych dokumentów, w przeprowadzonym w 2020 roku przez IPSOS europejskim badaniu przedsiębiorstw, które dotyczyło technologii opartych na sztucznej inteligencji, odpowiedzialność cywilna znalazła się wśród trzech największych barier w korzystaniu z tej technologii. Ponadto ta kwestia została również uznana za najistotniejszą zewnętrzną przeszkodę dla firm planujących w przyszłości wdrożyć systemy sztucznej inteligencji do swojej działalności.

Z przytaczanych przez KE danych z badania ekonomicznego skutków regulacji wynika, że środki harmonizujące w zakresie odpowiedzialności cywilnej za sztuczną inteligencję mogłyby spowodować wzrost rzędu 5–7 proc. na wartość produkcji w handlu transgranicznym w porównaniu ze scenariuszem bazowym. Na podstawie całkowitej wartości unijnego rynku sztucznej inteligencji dotkniętego problemami związanymi z odpowiedzialnością szacuje się, że dyrektywa może przynieść dodatkową wartość rynkową w wysokości ok. 0,5–1,1 mld euro.

O zagrożeniach, jakie niesie brak regulacji dotyczących sztucznej inteligencji, i możliwościach, jakie stworzy ich przyjęcie, ekspertki kancelarii act BSWW legal & tax rozmawiały w czasie debaty zorganizowanej w ramach Thursday Gathering. To coczwartkowe spotkanie społeczności innowatorów, które jest szansą na omówienie najważniejszych rynkowych trendów, podzielenie się doświadczeniem i nawiązanie kontaktów. Organizatorem cyklu jest Fundacja Venture Café Warsaw.

Od marca uchodźcy z Ukrainy będą płacić za mieszkanie i wyżywienie w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania

Zgodnie ze znowelizowaną specustawą o pomocy obywatelom Ukrainy od marca br. uchodźcy wojenni z Ukrainy, po spełnieniu określonych kryteriów, będą musieli partycypować w kosztach związanych z zamieszkaniem i wyżywieniem w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Jak wskazują organizacje pozarządowe, ten obowiązek obejmie zdecydowaną większość osób, które obecnie w nich przebywają. Często są do tego zmuszone, bo nie stać ich na wynajem mieszkania na rynku, np. z powodu braku pracy. Amnesty International wskazuje, że obowiązek płacenia za możliwość pobytu w takich miejscach pogorszy już i tak ciężką sytuację uchodźców. Podobnego zdania jest wiele organizacji społecznych i pozarządowych, które wskazują na mankamenty nowych przepisów. Teraz ustawa trafi do prezydenta.

– Projekt ustawy zmieniającej warunki pomocy dla ukraińskich uchodźców w Polsce nie był wystarczająco przedyskutowany i przeanalizowany przez różne środowiska społeczne, pozarządowe, które pomagają obywatelom Ukrainy. Generalnie idea wydaje się słuszna, że ci, którzy do nas przyjechali i są tu już kilka miesięcy, powinni być jak najbardziej zasymilowani. Ale prawda jest taka, że przyjechało do nas wiele kobiet, kobiet z dziećmi czy osób starszych, które mają problemy ze znalezieniem pracy na polskim rynku. Nie wszystkie te regulacje są dla nich dobre. Uważamy, że część z nich może powodować zubożenie i tak nie najbogatszej części uchodźców ukraińskich – mówi agencji Newseria Biznes Dariusz Szymczycha, wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

Ustawa o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym w tym kraju – czyli tzw. specustawa pomocowa – została przyjęta w marcu 2022 roku. Jej zapisy umożliwiły ukraińskim uchodźcom m.in. legalizację pobytu na terytorium Polski, dostęp do rynku pracy i świadczeń socjalnych. 13 stycznia br. Sejm uchwalił nowelizację tej ustawy, która zmienia dotychczasowe warunki wsparcia uchodźców z Ukrainy. Do najważniejszych przewidzianych w niej zmian należy m.in. uszczelnienie systemu wypłaty świadczeń socjalnych dla uchodźców, takich jak np. 500+, 300+ czy Rodzinny Kapitał Opiekuńczy. Ich wypłaty będą wstrzymywane, jeżeli uchodźca wyjedzie z Polski. Zakład Ubezpieczeń Społecznych ma na bieżąco otrzymywać z rejestru Straży Granicznej dane dotyczące daty każdorazowego wjazdu i wyjazdu z Polski obywatela Ukrainy.

Nadal też będzie obowiązywać przepis, zgodnie z którym, jeśli taki wyjazd przekroczy 30 dni, obywatel Ukrainy straci specjalny status wynikający z tzw. specustawy pomocowej, a tym samym przestaną przysługiwać mu świadczenia. Ten status może być jednak przywrócony, jeżeli Ukrainiec ponownie ucieknie do Polski w wyniku działań wojennych w jego kraju.

Zgodnie z nową ustawą uchodźcy z Ukrainy, którzy przebywają w Polsce w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania, będą partycypowali w kosztach związanych z zamieszkaniem i wyżywieniem. Takie rozwiązanie ma z jednej strony ograniczyć koszty ponoszone przez polskich podatników, a z drugiej – pełnić rolę aktywizacji społecznej.

– Generalnie w tych nowych przepisach wprowadzono obowiązek częściowej odpłatności za korzystanie z jakiegoś kąta do zamieszkania, jakiegoś lokum. Tymczasem nie wszystkie obywatelki Ukrainy, które przyjechały do Polski ze swoimi dziećmi, znalazły pracę, bo nie wszystkie znają język polski, nie wszystkie mają kwalifikacje kompatybilne z potrzebami polskiego rynku pracy, nie wszystkie są równie zaradne. Dla części z nich – choć nie dla wszystkich – to będzie wielkie wyzwanie natury socjalnej, które będzie pogłębiało ich poczucie zagubienia, niepewności w nowej sytuacji – mówi ekspert PUIG. – W naszej opinii trzeba było szukać rozwiązań bardziej miękkich i one pewnie się znajdą dzięki pomocy samorządów i organizacji pozarządowych. Ale część tych przepisów wprowadzono na zasadzie wielkiego boomu.

Zgodnie z zapisami znowelizowanej specustawy od marca tego roku obywatele Ukrainy, których pobyt w Polsce przekroczy 120 dni, będą pokrywać 50 proc. kosztów pomocy związanej z zakwaterowaniem i wyżywieniem, ale nie więcej niż 40 zł za osobę dziennie. Natomiast osoby mieszkające w Polsce powyżej 180 dni będą od maja br. pokrywać 75 proc. kosztów, jednak nie więcej niż 60 zł za osobę dziennie. Znowelizowane przepisy wprowadzą także uzależnienie możliwości korzystania ze zbiorowego zakwaterowania od posiadania numeru PESEL (w okresie dłuższym niż 120 dni od przybycia do Polski).

Z obowiązku dopłacania do kosztów wyżywienia i pobytu będą zwolnione osoby, które nie są w stanie podjąć pracy np. ze względu na niepełnosprawność, wiek emerytalny, trudną sytuację życiową, ciążę czy konieczność sprawowania opieki nad dziećmi.

Według Amnesty International i Stowarzyszenia Interwencji Prawnej zapisy znowelizowanej specustawy dotyczące partycypacji w kosztach utrzymania obejmą zdecydowaną większość osób, które przebywają obecnie w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania. Wiele z nich to np. pensjonaty, sanatoria albo duże hale ze wspólnymi łazienkami i stołówką, gdzie w rzędach stoją pojedyncze, rozkładane łóżka. Zakładano, że uchodźcy i uchodźczynie będą przebywać w nich tylko przez pierwsze dni od przyjazdu do Polski, ale z powodu rekordowo wysokich cen najmu i trudności w znalezieniu pracy o zarobkach umożliwiających usamodzielnienie się część z nich mieszka tam już od miesięcy. Obowiązek płacenia znacznych kwot za możliwość pobytu w takich miejscach pogorszy ich i tak ciężką sytuację.

Amnesty International zauważa też, że z tego obowiązku mają być zwolnione osoby w trudnej sytuacji życiowej, ale nie jest jasne, w jaki sposób miałaby odbywać się weryfikacja, ponieważ w przepisach nie wyszczególniono żadnych kryteriów takiej oceny. W ocenie organizacji każdy uchodźca i uchodźczyni przebywający w ośrodkach zbiorowego zakwaterowania znajduje się w trudnej sytuacji życiowej.

– Ukraińcy są migrantami, którzy przyjechali do Polski nie dlatego, że chcieli, ale dlatego że musieli. Uciekali przed tragedią wojny, przed okrucieństwem rosyjskiego okupanta, walcząc o swoje życie, o perspektywę życia swoich dzieci. Wydawało im się, że ten pobyt będzie trwał kilka tygodni lub miesięcy, ale wygląda na to, że będzie jednak trwał dłużej. Większość z nich deklaruje gotowość powrotu do Ukrainy, ale w świetle ostatnich wydarzeń trudno przewidywać, kiedy to nastąpi – mówi Dariusz Szymczycha.

Jak podkreśla, ta sytuacja jeszcze bardziej uwidacznia, jak bardzo potrzebna jest Polsce kompleksowa polityka migracyjna. O jej stworzenie od lat apelują eksperci i organizacje pozarządowe.

– Polsce brakuje polityki migracyjnej, czyli podstawowego dokumentu państwowego, który opisywałby zasady przyjmowania gości z zagranicy i ich asymilowania. Ten dokument powinien być związany z potrzebami polskiego rynku pracy, skorelowany z planami edukacyjnymi. On stwarzałby też pewne osadzenie dla całej społeczności organizacji pozarządowych, żeby planować swoją pracę z ukraińskimi migrantami. Myślę, że byłaby to też dobra wskazówka dla samorządów i instytucji rządowych – ocenia wiceprezes Polsko-Ukraińskiej Izby Gospodarczej.

SatRev zdobył jeden z największych w Europie Środkowej kontraktów na satelitarną obserwację Ziemi

SatRev zdobył jeden z największych w Europie Środkowej kontraktów na satelitarną obserwację Ziemi. Łączna wartość trzyletniej umowy z Krajowym Ośrodkiem Wsparcia Rolnictwa wynosi 38 995 200 zł, z prawem opcji do jej przedłużenia przez Klienta o jeden rok. Projekt zakłada dostarczenie danych na potrzeby monitoringu upraw rolnych w Polsce. SatRev to polska nowa firma kosmiczna wyróżniona przez Europejską Agencję Kosmiczną jako Space Tech Rising Star.

Ofertę SatRev wybrano jako najkorzystniejszą w ramach prowadzonego przez KOWR przetargu na dostarczenie wysokorozdzielczych optycznych zobrazowań satelitarnych o rozdzielczości przestrzennej do 4 metrów na potrzeby budowy Systemu Satelitarnego Monitorowania Upraw Rolnych (S2MUR).

Nadrzędnym celem projektu jest wspomaganie decyzji użytkowników (m.in. rolników) zarówno w czasie okresu wegetacyjnego jak i w sytuacjach nadzwyczajnych, takich jak klęski naturalne powstałe na skutek niekorzystnych zjawisk atmosferycznych.

Odbiorcami systemu S2MUR będą producenci rolni, w tym rolnicy indywidualni, gdyż system będzie monitorować uprawy na poziomie działki uprawowej, w tym również niewielkich działek o nietypowych kształtach. Odbiorcami systemu będzie również administracja publiczna szczebla rządowego i szczebla samorządowego.

– Po kilku latach badań i rozwoju, prowadzonych przez multidyscyplinarne zespoły naukowców i inżynierów, jesteśmy gotowi do wejścia na rynek. Nasze istniejące relacje z gminami w Polsce, wraz z rozwojem ambitnego projektu dla KOWR, dają nam szybkość, rozmach i zdolność do dostarczania kompleksowych rozwiązań – powiedział Grzegorz Zwoliński, Prezes SatRev.

Wspomniany projekt jest kolejnym przykładem wykorzystania technologii kosmicznych do poprawy naszego codziennego życia.

Więcej informacji na temat projektu można znaleźć: https://www.kowr.gov.pl/biuro-prasowe/aktualnosci/s2mur-podpisanie-pierwszej-umowy-na-dane-satelitarne

Indie stają się światowym centrum sztucznej inteligencji

Indie należą do liderów w badaniach nad sztuczną inteligencją i jej wdrażaniem – co, jak twierdzi tamtejszy rząd, w ciągu 25 lat pomoże im dołączyć do grona krajów rozwiniętych. Analitycy EMIS i CEIC (ISI Emerging Markets Group) w najnowszym raporcie „Foresight 2023” ocenili, jak kraj, który w latach 90. XX wieku nie brał udziału w wyścigu technologicznym z Chinami, w ciągu zaledwie kilku dekad stał się centrum tak popularnej ostatnio AI.

Jeszcze trzy dekady temu Indie toczyły nierówną walkę z Chinami w wyścigu o miano światowego dostawcy usług outsourcingowych. Dziś siły się wyrównały. Coraz większa liczba dobrze wykształconych i mówiących po angielsku młodych Hindusów sprawiła, że kraj ten z biegiem lat stał się atrakcyjnym miejscem do zlecania procesów wytwórczych. Indie zaczęły specjalizować się w technologii zorientowanej na biznes. Jak sztuczna inteligencja napędza rozwój Indii, opisują analitycy EMIS i CEIC (ISI Emerging Markets Group) w tegorocznej edycji raportu „Foresight 2023 – Darkness Before Dawn”.

Pandemia przyniosła czas na rozwój

Indie już od kilku lat intensywnie korzystają z rozwijanej przez siebie sztucznej inteligencji, jednak okazało się, że dopiero czas pandemii COVID-19 przyniósł warunki do maksymalnego spożytkowania tej technologii. Odpowiednio ukierunkowana polityka rządu i wprowadzone w marcu 2020 r. przepisy dotyczące dystansu społecznego sprawiły, że już dwa lata później Indie stały się najszybciej rozwijającym się rynkiem dla nowych użytkowników internetu na świecie. Podczas pandemii ponad 70 proc. indyjskich firm wdrożyło pewną formę sztucznej inteligencji – kraj wysunął się wówczas na prowadzenie wśród głównych gospodarek świata takich jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Japonia. W 2021 r. to właśnie Indie miały największy odsetek firm, które zaczęły używać rozwiązań AI, więcej nawet niż w Chinach.

Wielkość indyjskiego rynku sztucznej inteligencji w 2022 r. wyniosła 9,4 mld USD. Przewiduje się, że w zaledwie 4 lata wzrośnie do 23 mld USD. Eksperci EMIS i CEIC wskazują, że wspomniany rozwój będą napędzać przede wszystkim rozwiązania AI w ramach trzech obszarów: handlu detalicznego i e-commerce, układów scalonych i czujników półprzewodnikowych, a także technologii inżynieryjnej. Przy czym analitycy zaznaczają, że sama wartość AI w handlu i e-commerce już w 2031 r. osiągnie wartość 6 mld USD, wzrastając w ciągu dekady ponad 13-krotnie – z 448 mln USD w 2021 r.

Wyzwania i szanse

Indie należą do światowych liderów w dziedzinie badań nad sztuczną inteligencją, jednak dostęp do cyfrowych miejsc pracy i inteligentnych zakupów online ma zaledwie 8,5 proc. Hindusów. Chcąc sprawić, aby cyfrowa gospodarka stała się bardziej dostępna, tamtejszy rząd musiałby w pierwszej kolejności zwiększyć dochód rozporządzalny obywateli. Analitycy EMIS i CEIC podkreślają, że sztuczna inteligencja może pomóc w ożywieniu krajowej produkcji i stworzeniu środowiska start-upowego, które pozwoliłoby na podniesienie poziomu zarobków. W skali globalnej takie ożywienie produkcji pozwoliłoby Indiom zaistnieć jako alternatywa dla Chin w wielu światowych łańcuchach dostaw, co podczas pandemii COVID-19 okazało się kluczowe dla wielu przedsiębiorstw na całym świecie.

Wartość indyjskich start-upów szacowana jest obecnie na ponad 450 mld USD. Rośnie wysokość zainwestowanych międzynarodowych środków, a liczba indyjskich jednorożców, czyli startupów wycenianych na co najmniej miliard USD, wzrosła do 105. Pomimo obfitości graczy i szybko rozwijającej się działalności, problemem tego rynku w Indiach jest słabość otoczenia instytucjonalnego i prawnego. Do dziś jedynym aktem prawnym, stanowiącym punkt odniesienia dla rozwoju tych technologii jest ustawa o IT z 2000 r. W chwili, gdy była uchwalana, nie istniały jeszcze media społecznościowe czy smartfony, nie dziwi zatem, że w niewielkim stopniu odpowiada ona na potrzeby firm obecnie adaptujących rozwiązania AI.

Co przyniesie przyszłość

Analitycy EMIS i CEIC twierdzą, że w najbliższych latach uchwalone zostaną w Indiach nowe przepisy dotyczące rozwoju najnowszych technologii. Najbardziej palącą kwestią jest ochrona danych osobowych, w szczególności przepisy dotyczące ich przechowywania oraz przetwarzania z wykorzystaniem narzędzi sztucznej inteligencji. Ze względu na charakter gospodarki Indii, będącej centrum outsourcingu usług IT dla całego świata, ochrona danych osobowych jest problemem o zasięgu globalnym. Sprawne i efektywne rozwiązanie generowanych przez to problemów ułatwi rządowi Indii promocję własnego rynku IT jako stabilnego i bezpiecznego, co w dłuższej perspektywie będzie kluczowe dla kontynuowania procesu wzrostu gospodarczego.

Źródło: ISI Emerging Markets Group „Foresight 2023 – Darkness Before Dawn”

Co zmieni się w 2023 roku?

Rok 2023 będzie kontynuacją trendów rozpoczetych w roku ubiegłym. Ważne będzie, aby cała Europa twardo realizowała obrany kierunek uniezależnienia się od Rosji i zmiany optyki surowcowej. Nie może być mowy o powrocie do jakichkolwiek relacji biznesowych z Rosją. Muszą być wprowadzane nowe sankcje i wzmacniana ochrona przed ewentualnymi zagrożeniami zbrojnymi.

– Myślę, że czekają nas dwie rzeczy. Pierwsza to dozbrojenie się – to widać po kontraktach, które są zawierane w przyśpieszonym tempie nie tylko w Polsce, ale też w krajach regionu. I to dobrze – bo to jest najlepszy sposób na to, żeby wspierać Ukrainę, ale też wzmacniać państwa regionu – powiedział serwisowi eNewsroom Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego. – Z drugiej strony na pewno rok 2023 będzie mocno kryzysowy. Do tego nadal trzeba walczyć i przeciwdziałać sentymentom – szczególnie u niektórych naszych zachodnich sojuszników – żeby wrócić z Rosją do tzw. business as usuall. Taki model biznesowy nie może być kontynuowany z prostego względu – zbrodnie, których Rosja dokonuje cały czas na Ukrainie wyłączają ją z kręgu krajów cywilizowanych. To nie jest państwo, z jakim chcielibyśmy utrzymywać relacje, a już na pewno nie biznesowe – podkreśla Roszkowski.

Deloitte: 60 proc. konsumentów z Polski ocenia, że w ostatnim roku ich sytuacja finansowa uległa pogorszeniu

Polacy mniej martwią się o kwestie geopolityczne i społeczne, bardziej o sprawy rodzinne i zdrowotne.

Obawy inflacyjne konsumentów w Polsce utrzymują się na poziomie z zeszłego miesiąca – wskazanie w wysokości 60 proc. należy do najniższych spośród ankietowanych państw. Jak wynika z najnowszej edycji badania Global State of the Consumer Tracker, opracowanego przez firmę doradczą Deloitte, do 46 proc., a więc o 4 p.p. spadł odsetek ogółu ankietowanych oceniających, że nie może sobie pozwolić na wydatki na przyjemności. Jednocześnie, o tyle samo mniej deklaruje, że nie poradzi sobie z koniecznością poniesienia znacznych i niespodziewanych wydatków w najbliższym kwartale.

38. edycja badania Deloitte Global State of the Consumer Tracker, przeprowadzona pod koniec grudnia pokazuje, że utrzymuje się trend przesuwający szeroką perspektywę obaw w kierunku trosk o bardziej indywidualnym charakterze. Niepokoje społeczne martwią już tylko 21 proc. respondentów z Polski, przy wskazaniach wynoszących 24 proc. w poprzedniej edycji ankiety w listopadzie i 29 proc. w październiku. Równie znacząca zmiana dotyczy odpowiedzi na pytania o sytuację geopolityczną – w tym czasie wskazania wynosiły odpowiednio 33 proc., 35 proc i 39 proc. Taka spadkowa tendencja utrzymała się także w obszarze troski o generalny stan gospodarki, która niepokoiła 27 proc. ankietowanych, co oznacza spadek o 5 p.p. w porównaniu z listopadem i o 6 p.p. w stosunku do października.

Z drugiej strony, najbardziej zmienił się odsetek wskazań dotyczących obaw o sprawy osobiste i rodzinne. Z poziomu 30-31 proc. deklaracji w poprzednich miesiącach, teraz wzrósł aż do 37 proc. W ostatnim badaniu więcej respondentów wspomina też o swoich niepokojach dotyczących kwestii covidowych (18 proc.) czy indywidualnego stanu zdrowia (42 proc.) – w obu przypadkach to wzrost o 1 p.p. O tyle samo zwiększył się odsetek oceniających, że niepokoi ich własna sytuacja zawodowa, ale już zagadnienia zmian klimatycznych martwią o 1 p.p. pytanych mniej (24 proc.). Na poziomie identycznym jak w poprzednim badaniu utrzymuje się jedynie poziom troski o osobistą sytuację finansową – te kwestie ponownie są istotne dla równo połowy pytanych.

W ostatnich badaniach odsetek deklaracji dotyczących ogólnego poczucia niepokoju utrzymuje się na stabilnym poziomie. Polskim konsumentom daleko jest jednak do poczucia bezpieczeństwa, bo niemal połowa respondentów wskazuje, że w tygodniu poprzedzającym ankietę ich obawy wzrosły w porównaniu do poprzedniego badania. Jedynie co trzeci pytany ocenił, że jest mniej zatroskany niż był jeszcze tydzień wcześniej – Anna Rączkowska, partner, liderka Consumer Industry Deloitte w Polsce.

Poprawia się ocena indywidualnej i ogólnej kondycji finansowej, ale konsumentom daleko do zadowolenia

Odsetek konsumentów z Polski oceniających, że w ostatnim roku ich sytuacja finansowa uległa pogorszeniu ponownie zmalał do 60 proc. Podobnie respondenci uważali w październikowym badaniu Deloitte, ale w listopadzie odsetek ten wynosił już 62 proc.

Co więcej, w grudniu o 4 p.p. ankietowanych mniej (46 proc. ogółu ankietowanych) oceniało, że nie może sobie pozwolić na wydatki na przyjemności. Z drugiej strony, to kolejna edycja ankiety, w której utrzymują się wysokie odsetki wskazań dotyczących chęci ponoszenia właśnie takich kosztów – takie plany ma 81 proc. respondentów. Ponownie najczęściej najpopularniejszą kategorią są produkty spożywcze i napoje, o których wspomina co trzeci badany (32 proc.), ale jednocześnie rzadziej są to towary pozwalające na chwilę relaksu (27 proc. vs 32 proc. w listopadzie), a częściej oferujące możliwość oderwania się od codziennych obowiązków (28 proc. vs 26 proc. w listopadzie) czy lepiej znoszące upływ czasu (21 proc. vs 18 proc. w listopadzie).

Jednocześnie, także o 4 p.p., do 56 proc., spadł odsetek deklarujących, że nie poradzą sobie z koniecznością poniesienia znacznych i niespodziewanych wydatków w najbliższym kwartale. Dodatkowo, utrzymania lub wzrostu poziomu dochodów w ciągu roku nie spodziewało się już tylko 31 proc. respondentów – to spadek o 3 p.p. wobec poprzedniego badania. Mniej jest też zaniepokojonych poziomem zgromadzonych oszczędności – odsetek takich deklaracji zmalał z 43 do 39 proc.

Czy Polacy nie martwią się kondycją swoich budżetów? Odpowiedzi pokazują, że na pewno nie wyrażają tej troski już tak wyraźnie jak jeszcze kilka miesięcy temu. Z jednej strony ponownie mniej respondentów ocenia, że w ostatnim roku ich sytuacja finansowa uległa pogorszeniu. Z drugiej, w grudniu kolejny miesiąc z rzędu utrzymuje się 60-proc. odsetek wskazań dotyczących obaw o możliwość wzrostu cen. Co ciekawe, taki poziom deklarowanego niepokoju inflacyjnego plasuje Polskę wśród państw, których obywatele relatywnie mniej się takiego zagrożenia obawiają w porównaniu do wielu innych krajów – Anna Rączkowska

Konsumenci ze wszystkich krajów biorących udział w ankiecie Deloitte coraz rzadziej wyrażają tego rodzaju niepokój – w maju 2022 r. odsetek takich odpowiedzi sięgał w RPA nawet 90 proc., a wskazania z innych państw, przekraczające 80 proc. nie były niczym nadzwyczajnym. Natomiast w ostatnim ubiegłorocznym badaniu, po raz kolejny, nawet w trójce państw, których obywatele najbardziej martwią się inflacją, odsetek też był niższy – w Irlandii wyniósł 78 proc., a w RPA i Wielkiej Brytanii po 75 proc. Obawa o rosnące ceny najrzadziej pojawiała się natomiast we wskazaniach z Chin (34 proc.), Arabii Saudyjskiej (49 proc.) i Brazylii (50 proc.).

Polacy spodziewają się wzrostu cen usług gastronomicznych

Niższe niż w przywołanej już Irlandii, Wielkiej Brytanii i RPA obawy inflacyjne nie oznaczają jednak, że konsumenci w Polsce nie spodziewają się wzrostu cen. Po spadku o 2 p.p., do 80 proc. w listopadzie, do poziomu październikowego powróciły prognozy dotyczące wyższych cen usług gastronomicznych, które ponownie wynoszą 82 proc. W ostatnim badaniu, tak jak poprzednio, ankietowani wyższych rachunków spodziewają się także w przypadku wyrobów alkoholowych i tytoniowych – odsetek takich wskazań wzrósł o dalsze 5 p.p., do 80 proc.

Utrzymuje się natomiast tendencja spadkowa w przypadku prognozowanych przez respondentów wyższych cen paliw (o dalsze 2 p.p., do 77 proc.), artykułów spożywczych (także o 2 p.p, do 84 proc.) i domowych mediów (o 1 p.p., do 82 proc.). Nie zmieniły się tylko wskazania konsumentów dotyczące cen odzieży i obuwia – ich wzrostów spodziewa się ponownie 72 proc. pytanych.

Nie covid a finanse ograniczające dla podróżowania

Obawy finansowe i przewidywanie wzrostu cen różnych produktów i usług znajdują swoje odzwierciedlenie w preferencjach podróżniczych deklarowanych przez uczestników badania. Przez długi czas podstawową determinantą była w tym przypadku obawa o zdrowie, ewentualnie zmieniające się oficjalne ograniczenia dotyczące zasad przemieszczania się. Na koniec roku widzieliśmy natomiast, że do głosu doszły też aspekty oszczędnościowe, które powodują, że respondenci są skłonni iść na pewne ustępstwa w swoich preferencjach turystycznych – John Guziak, partner, lider zespołu ds. kapitału ludzkiego w Polsce, Deloitte

Badanie Deloitte pokazuje, że 40 proc. respondentów jest skłonnych poświęcić swoje plany na rzecz oszczędności podczas podróży, a także zamierza minimalizować wydatki na cele gastronomiczne na wyjeździe. Z drugiej strony, niewiele mniej (39 proc.) decyduje się na wybór bardziej odległych destynacji urlopowych. Jednocześnie, więcej niż co trzeci pytany (36 proc.) wybiera zakwaterowanie budżetowe, a niemal połowa (49 proc.) preferuje loty tanimi liniami.

Nie zmienił się też zasadniczo odsetek badanych, którzy w ogóle nie planują podróży turystycznych, bo nie mają pieniędzy na ten cel – w grudniu tak oceniło 76 proc. pytanych, a w poprzedniej edycji ankiety 77 proc. Drugim najczęstszym powodem jest chęć przeznaczenia tych funduszy na inny cel, ale w tym przypadku odsetek spadł do 21 proc., czyli o 4 p.p. O tyle samo (z 21 do 17 proc.) mniej jest też opinii dotyczących braku zainteresowania podróżowaniem.

O badaniu
Najnowsza fala badania została przeprowadzona pod koniec grudnia 2022 r. Była to 38. edycja przeprowadzona globalnie i 31., w której wzięli udział konsumenci z Polski. W sumie eksperci Deloitte przebadali mieszkańców 24 krajów, oprócz Polski, byli to obywatele: Arabii Saudyjskiej, Australii, Belgii, Brazylii, Kanady, Chin, Danii, Holandii, Hiszpanii, Francji, Niemiec, Indii, Irlandii, Japonii, Meksyku, Norwegii, RPA, Korei Południowej, Szwecji, Włoch, Wielkiej Brytanii, Stanów Zjednoczonych i Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Transport i gospodarka hamują. 2023 w branży TSL

W obliczu globalnego kryzysu spowodowanego konfliktem na Ukrainie, firma transportowa staje przed wieloma wyzwaniami. W tej wielkiej tragedii każdy przedsiębiorca starał się ujrzeć chociaż cień nadziei dla swojej firmy, jednak ostatnie miesiące spowodowały, że coraz ciężej o optymizm. Rozpoczęcie nowego roku przynosi ze sobą raczej obawy niż szansę. Jak w tej sytuacji odnajdzie się polska branża TSL? – zastanawia się Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics.

W momencie wybuchu wojny na Ukrainie każdy przedsiębiorca spodziewał się gwałtownego wyhamowania światowej gospodarki – główne pytanie, które się nasuwało, brzmiało, jak duże ono będzie. Nastroje zdecydowanie obniżyły się pod koniec 2022 roku, kiedy pojawiły się pierwsze prognozy dotyczące globalnej dynamiki PKB oraz handlu towarowego na niedaleką przyszłość.  Według danych Międzynarodowego Funduszu Walutowego (IMF) jego wielkość w 2023 r. ma stopnieć do zaledwie 2 %., a pod względem wartości wyrażonej w dolarach światowy handel towarowy zaliczy recesję na poziomie – 0,4 %[1]. Prognozy Światowej Organizacji Handlu (WTO) również nie napawają optymizmem.  Według nich globalny handel towarowy wzrośnie w 2023 r. zaledwie o… 1 %. To znacząco gorszy wynik w porównaniu z wcześniejszymi estymacjami WTO na poziomie 3,4 %[2]. Jakie przewidywania dla transportu możemy wysnuć na podstawie tych informacji?

Obniżenie popytu na usługi transportowe

Niepokojące prognozy dla handlu są jednoznaczne z równie pesymistyczną wizją dla transportu – dlaczego? Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta – kiedy nie ma towarów, nie ma czego rozwozić. Dla polskiej branży TSL szczególnie istotna jest kondycja unijnej gospodarki, bowiem ma kluczowe znaczenie dla rozwoju transportu drogowego w Polsce. W końcu to właśnie kraje Unii odpowiadają za większość polskiej wymiany towarowej. Niestety konsekwencje wojny, czyli inflacja, kryzys energetyczny i wizja globalnej recesji nie sprzyjają zakupom i doprowadzają jednocześnie do osłabienia siły nabywczej Europejczyków, a w konsekwencji do obniżenia popytu na usługi transportowe. Spowolnienie gospodarcze jest jednoznaczne ze spadkiem cen frachtów, dochodzącym na głównych kierunkach. Jego konsekwencji szczególnie doświadczyliśmy w ostatnich miesiącach, kiedy to większość analityków spodziewała się utrzymania stawek podczas jesiennego szczytu przewozów. Jednak rzeczywistość sprowadziła wszystkich na ziemię – sezon przyniósł spadki, co nie jest dobrą wróżbą dla kondycji branży w 2023 roku.

Transport drogowy hamuje

Spadek siły nabywczej Europejczyków to jednak nie jest jedyny problem. Dochodzi do tego również zmniejszenie rozwoju transportu morskiego oraz spowolnienie w przewozach oceanicznych – to naprawdę niepokojące informacje dla naszego kraju, bowiem omówione powyżej spadki i spowolnienia znajdą swoje odbicie bezpośrednio w transporcie lądowym, a w szczególności drogowym. Dlaczego będzie to dla nas odczuwalne? Spośród wszystkich państw Unii Europejskiej największą pracę przewozową wykonują pojazdy zarejestrowane w Polsce. Według danych z 2021 roku praca przewozowa wykonana w transporcie drogowym w całej Unii wyniosła w 1,9 bln tkm, z czego Polska odpowiadała za blisko 20% tej wartości. Warto zdawać sobie z tego sprawę. Już pod koniec ubiegłego roku widoczne było znaczące spowolnienie w transporcie i spadek na zapotrzebowanie usług tego sektora. Ten trend utrzyma się niestety również w najbliższej przyszłości.

Popyt szarpany nową rzeczywistością?

Spowolnienie dotyczy nie tylko Europy – bez względu na rodzaj transportu obserwujemy go w skali globalnej. Ze względu na ograniczony przez kryzys popyt i produkcję zmniejszy się również przepływ handlowy na morzu, w powietrzu i na lądzie. Znikające oferty ładunków, szczególnie w ostatnim okresie jesiennym, spowodowały nietypowe zjawisko, podczas którego dotychczasowy niedobór kierowców i nadmiar towarów zmienił się w niedobory towarów i… nadmiar kierowców! Zdarzały się sytuacje, w których ładunków było tak mało, że pojazdy stały pod płotem, a pracownicy nie mieli zleceń do wykonania. Niestety podobnie sytuacje mogą również mieć miejsce w bieżącym roku.  Malejąca liczba zleceń związana jest także ze wzrostem cen energii, które będą nieuniknione w najbliższym czasie. W związku z tym podupadną liczne gałęzie przemysłu, chociażby hutnictwo i przemysł ciężki, czy chociażby rynek żywności mrożonej.

Konieczność digitalizacji

Czasy kryzysu, szarpanego popytu i niepewności nie sprzyjają planom rozwojowym – w końcu trudno myśleć o rozwoju, kiedy kwestia przetrwania przedsiębiorstwa jest bardzo niepewna. Niestety musimy nauczyć się funkcjonować w tych realiach i starać się utrzymać na powierzchni, a kołem ratunkowym zdecydowanie jest digitalizacja i rozwój technologiczny. Już kilka lat temu cyfryzacja zaczęła odgrywać coraz większą rolę w branży TSL, jednak teraz jest ona jeszcze większa, bowiem pozwala dotrzymać kroku konkurencji. Jeszcze przed pandemią COVID-19 nie przywiązywano aż takiej wagi do technologii, jednak ówczesne wydarzenia zmieniły reguły gry, a obecnie ciężko konkurować z innymi firmami, jeśli nie postawiliśmy na digitalizację w odpowiednim momencie. Automatyzacja procesów, możliwość szybszego reagowania, a także inne aspekty, które można usprawnić dzięki technologii jest ogromna, dlatego pomimo kryzysu trzeba znaleźć przestrzeń do inwestowania w siebie. Wymogi rynku są nieugięte, a w nowym roku aspekt technologiczny będzie odgrywał ogromną rolę, tuż obok ekologii.

Patowej sytuacji ciąg dalszy

Cała branża TSL znajduje się obecnie w sytuacji nie do pozazdroszczenia. Nawet grudzień, który zwykle obfitował w popyt na transport, w 2022 roku wypadł blado na tle poprzednich lat. To również znak ewidentnego końca wzrostu stawek za transport, które regularnie zwiększały się, aż do ostatniego sezonu wakacyjnego. Niestety ten spadek będzie szedł w parze ze wzrostem kosztów prowadzenia biznesu. Nie zapominajmy, że już w lutym czeka nas unijne embargo na produkty ropopochodne z Rosji, co przełoży się na wzrost cen oleju napędowego – dojdzie do patowej sytuacji, w której z jednej strony rynek będzie wymuszał obniżanie stawek, a z drugiej rosnąć będą koszty działalności przewoźników.

Docierające do nas zewsząd prognozy nie napawają optymizmem, jednak już wcześniej byliśmy świadomi, że czeka nas trudny rok. Obecnym wyzwaniem dla branży TSL jest sprostanie zupełnie nowej rzeczywistości, do której nie przygotowała nas nawet pandemia COVID-19. Wiele rzeczy, których nauczyliśmy się o biznesie przez ubiegłe lata, nie ma zastosowania w tym nagłym kryzysie, dlatego musimy zdobywać wiedzę na nowo, mając na względzie postępującą degradację ekonomiczną.

Katarzyna Syta, Prezes Zarządu KAES Logistics

[1] https://logistyka.rp.pl/przewozy/art37737221-prognozy-dla-rynku-tsl-na-2023-rok-spowolnienie-we-wszystkich-sektorach

[2] https://logistyka.rp.pl/przewozy/art37737221-prognozy-dla-rynku-tsl-na-2023-rok-spowolnienie-we-wszystkich-sektorach

Inflacja w Niemczech spada

Zgodnie z oczekiwaniami ceny w Niemczech spadają już drugi miesiąc z rzędu. Pomimo tego euro nie traci na wartości. W tle mamy wolniejszy wzrost cen we Włoszech i Kanadzie.

Spadek cen w Niemczech

Poznaliśmy wczoraj finalny odczyt cen u naszego zachodniego sąsiada. Zgodnie z oczekiwaniami ze wstępnego odczytu ceny rosną w tempie 8,6%. Jest to zatem silne pożegnanie się z klubem dwucyfrowego wzrostu cen. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w ujęciu miesięcznym ceny spadły. W większości państw mówimy o spowolnieniu wzrostu w ujęciu miesięcznym, tu mamy realny spadek. Gdyby ta tendencja się utrzymała pod dużym znakiem zapytania staną kolejne decyzje EBC w sprawie stóp procentowych. Bank będzie się bowiem bał podnosić stopy skoro inflacja i tak spada, a drogi kredyt może dławić aktywność gospodarczą. Należy oczywiście pamiętać, że strefa euro to nie tylko Niemcy.

Dlaczego euro nie traciło?

Skoro spadła szansa na podwyżki stóp procentowych w Unii Europejskiej rozsądnym wydaje się pytanie, dlaczego zatem nie widzimy ruchu spadkowego na euro. Przecież podwyżki te były już uwzględnione w cenach, to spadek szans na nie powinien jednak osłabiać europejską walutę. Dzieje się tak dlatego, że inwestorzy muszą zamknąć otwarte pod to pozycje. Należy jednak pamiętać, że dane te nie były publikowane w próżni. Inflację poznaliśmy o 8:00 rano, za to o 11:00 był zdecydowanie lepszy od oczekiwań indeks instytutu ZEW. To właśnie na te dane najprawdopodobniej czekali inwestorzy, by nie musieć potem zmieniać nastawienia. Słusznie poczekali. Dane były bowiem dużo lepsze od oczekiwań. W rezultacie suma dobrych i złych danych spowodowała, że na rynku niewiele się wydarzyło.

Włochy i Kanada też z wolniej rosnącymi cenami

Do państw, w których wolniej niż miesiąc temu rosną ceny dla konsumentów, dołączyły wczoraj zarówno Włochy, jak i Kanada. We Włoszech ceny rosną co prawda o 11,6%, ale to nadal wolniej niż przez ostatnie dwa miesiące. Spadek widać też w ujęciu miesięcznym. Dane z Kanady z kolei wskazują na fakt, że sytuacja zaczyna być pod kontrolą. Ceny dla konsumentów rosną co prawda o 6,3%, ale spada również inflacja bazowa. Daje to dużo lepsze perspektywy na przyszłość. Przynajmniej dla osób zainteresowanych stabilizacją wartości nabywczej tamtejszego dolara.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych warto zwrócić uwagę na:

14:30 – USA – inflacja producencka,
14:30 – USA – sprzedaż detaliczna,
15:15 – USA – produkcja przemysłowa.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Czy już czas na konstruktywne działania rządu dla mieszkaniówki? Deweloperzy odpowiadają

Czy sytuacja na rynku mieszkaniowym i kredytowym wymusza już konieczność podjęcia efektywnych, systemowych działań przez rząd i znalezienia sposobu na realne rozwiązanie problemu z dostępnością mieszkań? Czy stagnacja na rynku mieszkaniowym i zapaść rynku kredytów hipotecznych wymaga zdecydowanej interwencji ze strony państwa? Jakie rozwiązania, zdaniem deweloperów, przyniosłyby największą korzyść kupującym w aktualnej sytuacji? Sondę przygotował serwis nieruchomości dompress.pl.

Andrzej Oślizło, prezes zarządu Develia S.A.

Jesteśmy za każdą zmianą, która może poprawić dostępność mieszkań. Wachlarz możliwych działań jest bardzo szeroki – poluzowanie restrykcyjnej rekomendacji S, wprowadzenie dopłat do kredytów hipotecznych w rodzaju programów Mieszkanie dla Młodych czy Rodzina na Swoim albo przyjęcie gwarantowanych przez państwo kredytów o stałej stopie procentowej na poziomie 2 proc.. To tylko niektóre z nich.

Zuzanna Należyta, dyrektor ds. handlowych w Eco Classic

Jeżeli sprzedaż spada o 50 proc. to nie oznacza to, że klienci nie potrzebują już mieszkań. Część osób może się wstrzymać z zakupem, ale duża grupa musi przejść na rynek najmu. Potrzeby mieszkaniowe są jednymi z podstawowych potrzeb człowieka a w Polsce nie mamy żadnej polityki mieszkaniowej. Gminy nie są w stanie rozwiązać tego problemu we własnym zakresie a rząd nie wprowadza żadnych systemowych rozwiązań a możliwości jest wiele. Na przykład osoby, które kupują pierwsze mieszkanie na własne potrzeby mogłyby mieć ulgę podatkową, oprocentowanie kredytów przeznaczonych na zakup mieszkania na własne potrzeby mogłoby być preferencyjne, można wprowadzić rozwiązania typu „najem z dojściem do własności”. Rozwiązań jest wiele, potrzebna jest tylko wola polityczna.

Joanna Chojecka, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu na Warszawę i Wrocław w Grupie Robyg

Polsce nadal brakuje kilku milionów mieszkań, a klienci chcą inwestować w swoje lokum. Zatem pewnego rodzaju wsparcie rządu, nowe programy udostępniające finansowania czy na przykład preferencyjne kredyty byłyby bardzo dobrym rozwiązaniem i na pewno oczekiwanym przez Polaków. Brak działań ze strony rządu może rzeczywiście skutkować szybszym rozwojem rynku najmu, a tym samym sektora PRS.

Po kryzysie w 2008 roku rynek potrzebował około trzech, czterech lat, by wrócić do normy. Myślę, że tym razem – zapewne w połowie roku – będziemy już mieli nową normalność. Klienci kredytowi na pewno wrócą na rynek, jeśli rząd zdecyduje się na wprowadzenie zmian zwiększających dostępność kredytów. Jeśli nie, mimo wszystko uważam, że z czasem będzie ich przybywać, ale nie na takim poziomie jak w 2012 roku. Rynek był przegrzany, a popyt bardzo wysoki, bo ludzie chcieli ulokować kapitał w bezpiecznych inwestycjach, takich jak nieruchomości.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor Sprzedaży Ronson Development

Każdy program, który może pomóc Polakom przy zakupie własnego mieszkania będzie dodatkowym wzmocnieniem po stronie popytowej. Ważne tylko, aby niósł realną pomoc, a nie jak program z gwarancją wkładu własnego, przy obecnych realiach rynkowych był martwy. Programy tego typu powinny być tworzone z udziałem ekspertów i praktyków rynku, by przynosić realne korzyści.

Potrzeba wielu składowych, aby efektywnie walczyć z luką mieszkaniową i ułatwić ludziom realizację potrzeb mieszkaniowych – zrezygnowanie z rekomendacji KNF, znaczne obniżenie oprocentowania kredytu na pierwsze mieszkanie, stałe oprocentowanie kredytu, nie dokładanie kolejnych obciążeń podatkowych firmom deweloperskim, szczególnie w zakresie działalności PRS, uproszczenie procedur administracyjnych na najwcześniejszych etapach prowadzenia inwestycji – to zmiany, na które czeka nasza branża.

Angelika Kliś, członek zarządu Atal S.A.

Ostatnie lata pokazały, że rządowe programy mieszkaniowe nie zawsze były skuteczne. To temat na dłuższą dyskusję, ale nasuwa się wniosek, że były one konstruowane w oderwaniu od rynkowych realiów i bez konsultacji z branżą. Świadczą o tym chociażby mocno zaniżone pułapy cenowe mieszkań kwalifikujących się do danego programu. O wiele lepiej sprawdził się, mimo iż nie był pozbawiony wad, program Rodzina na swoim, który zakończył się przed dekadą.

Systemowe rozwiązania, o których się mówi, na pewno pomogłyby nie tylko deweloperom, ale przede wszystkim młodym ludziom w realizacji ich życiowych marzeń o posiadaniu nieruchomości. To oczywiste, że klasie średniej, dobrze zarabiającym specjalistom jest bliżej do ich urzeczywistnienia. Dalsze utrzymywanie nadmiernie rygorystycznych warunków kredytowania, czy też brak innych form wsparcia tylko oddala perspektywy zakupu własnego mieszkania i zmusza potencjalnych beneficjentów do jeszcze droższego wynajmu.

Życzylibyśmy sobie więc, aby Państwo widziało w deweloperach partnerów, z którymi można rozwiązywać realne problemy mieszkaniowe Polaków. W ten sposób buduje się także ich bogactwo na przyszłość, nawet jeśli wymaga to spłaty kredytu.

Warto też widzieć zagadnienie szerzej. Zastój w nieruchomościach to nie tylko problem branży deweloperskiej, lecz także firm z jej otoczenia. Sprzedaż mieszkań napędza inne branże, np. sektor materiałów wykończeniowych czy wyposażenia wnętrz. Media coraz częściej informują o wygaszaniu produkcji u rodzimych producentów, chociażby płytek ceramicznych. Przekłada się to wszystko na kondycję całej gospodarki, której budownictwo jest ważnym barometrem.

Małgorzata Ostrowska, dyrektor Pionu Marketingu i Sprzedaży w J.W. Construction Holding S.A.

Złagodzenie kryteriów dotyczących zaciągania kredytów mieszkaniowych byłoby obecnie najlepszym rozwiązaniem. Program Mieszkanie bez wkładu własnego nie jest odpowiednim rozwiązaniem dla kupujących na własne potrzeby. Barierą jest tu brak zdolności kredytowej, trzeba mieć zdolność na minimum 100 proc. wartości lokalu i rosnące raty. Stąd konieczne jest wprowadzenie rozwiązań podobnych do obowiązujących w przeszłości programów Rodzina na Swoim czy Mieszkanie dla Młodych.

Warto podkreślić, że spowodowane niedostępnością kredytów ograniczenie popytu na mieszkania prowadzi do zapaści na rynku mieszkaniowym, a ta z kolei pociągnie za sobą zmniejszenie produkcji budowlanej i problemy w związanych z deweloperką branżach i w konsekwencji utratę pracy przez pracowników firm powiązanych z rynkiem mieszkaniowym, producentów materiałów, wykonawców, projektantów. Brak interwencji może doprowadzić do poważnego kryzysu w całej gospodarce.

Mariola Żak, dyrektor sprzedaży i marketingu w Aurec Home

Polski rynek nieruchomości odczuwa już wyraźny zastój. Ta sytuacja może przerodzić się w realny kryzys, jeśli nie dojdzie do zahamowania wzrostu inflacji i stóp procentowych. Ofert sprzedaży przybywa, ale jest coraz mniejsze zainteresowanie ze strony klientów. Sytuacja może ulec stopniowej zmianie, ale pod warunkiem, że NBP obniży stopy procentowe.

Ważnym czynnikiem, który ma wpływ na całą branżę budowlaną jest złagodzenie rekomendacji KNF przy udzielaniu kredytów hipotecznych ze stałą stopą procentową. W zaleceniu z marca 2022 roku Komisja Nadzoru Finansowego wskazała, aby w procesie oceny zdolności kredytowej kredytobiorcy banki przyjmowały minimalną zmianę poziomu stopy procentowej o 5 p.p. wyższą względem stanu obecnego. Jak szacują eksperci branżowi, w 2022 roku zdolność kredytowa Polaków obniżyła się o ponad połowę względem 2021 roku.

Kolejną propozycją jest pilne wprowadzenie rozwiązań, które pomogą młodym rodzinom w procesie zakupu pierwszego mieszkania. Mam tu na myśli podobne rozwiązania do obowiązujących w przeszłości programów Rodzina na Swoim czy Mieszkanie dla Młodych. Ewentualnie poprzez wprowadzenie kredytów o stałej, gwarantowanej przez Bank Gospodarstwa Krajowego stopie procentowej.

W celu ochrony przed zapaścią całej branży budowlanej pomocny może być powrót do ulgi budowlanej na wynajem, która funkcjonowała w Polsce w latach 1997-2001 i jak podają eksperci, przyczyniła się pośrednio do powstania około 100 tys. nowych mieszkań w kraju. Ulga pozwalała na odliczenie od dochodu wydatków poniesionych na budowę oraz zakup mieszkania w budynku wielorodzinnym, w którym znajdowały się inne mieszkania przeznaczone na wynajem.

Sebastian Barandziak, prezes zarządu Dekpol Deweloper

Zapotrzebowanie na mieszkania jest duże, niestety możliwości nabywcze są małe. Doświadczeni deweloperzy z dużym zapleczem i zdywersyfikowaną ofertą oraz usługami komplementarnymi mogą utrzymać się na rynku, trafiając do różnych grup odbiorców. Natomiast mniejsze podmioty bez doświadczenia oraz pozostałych elementów zmierzą się z ryzykiem upadłości. Rząd jak najbardziej powinien podjąć rozsądne inicjatywy, m.in. wdrażając ulgę podatkową, szybką i zdecydowaną legislację, przemyślane programy typu MDM. Oczywiście gdyby znalazł się na to budżet państwowy, a może to być trudne w obecnej sytuacji gospodarczej.

Janusz Miller, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu Home Invest

Z optymizmem patrzymy w przyszłość. Liczymy na to, że niedługo zostanie wprowadzony rządowy program wparcia dla kupujących, który umożliwi łatwiejszy dostęp do kredytów, co pozwoli na zwiększenie popytu na mieszkania.

Marcin Michalec, CEO Okam

Kluczowe jest zatrzymanie inflacji, a jako niezwykle istotne postrzegamy też uspokojenie się sytuacji na światowych rynkach i zakończenie konfliktu zbrojnego w Ukrainie. Bardzo korzystne dla dalszego rozwoju sektora, zarówno z punktu widzenia inwestorów, jak i nabywców jest powrót do poziomu kredytowania sprzed kilku lat.

Segment najmu mieszkań, w tym instytucjonalnego, postrzegamy jako uzupełnienie oferty sprzedaży lokali na rynku pierwotnym. Najem mieszkań nie jest w stanie odpowiedzieć na wszystkie potrzeby konsumentów w przestrzeni, w której popyt nieustannie przewyższa podaż. Nie pozwala też na realizację marzeń wielu osób o własnym M. Wszelkie wsparcie rządowe skierowane do konsumentów stanowiłoby oczywiście wartość dodaną.

Wojciech Chotkowski, prezes zarządu Aria Development

Poprawienie sytuacji mieszkaniowej nie jest możliwe bez zmiany politycznego podejścia. Praktycznie wszystkie mieszkania budują deweloperzy albo inwestorzy prywatni. Polityka państwowa w tym zakresie nie istnieje. Programy Mieszkanie Plus oraz Kredyty mieszkaniowe bez wkładu własnego zakończyły się porażką. Najwyższa pora na działania, które będą wsparciem dla młodych ludzi, kupujących swoje pierwsze mieszkanie. Gwarantowane oprocentowanie oraz pokrycie kosztów części kredytu będą bez wątpienia skutecznymi rozwiązaniami. Obawiam się, że tego typu inicjatywy, których pozytywne rezultaty kredytobiorcy i gospodarka odczuliby w dłuższym terminie nie są teraz w modzie, a rządzący skupią swoje działania na nadchodzących wyborach.

3/4 Polaków nie wybierze się na żaden wyjazd zimowy w 2023 roku

Na zimowy wyjazd wypoczynkowy wybiera się w tym roku co czwarty Polak (26 proc.), w tym część osób wyjedzie w trakcie trwania szkolnych ferii zimowych, a pozostali po tym terminie. Blisko 40 proc. ankietowanych posiadających dzieci w wieku szkolnym chce wysłać je na jakąś formę wypoczynku właśnie w ferie. Jednak będą to przeważnie wyjazdy do rodziny, a tylko 11 proc. wybiera się na zorganizowany wypad – wynika z badania wykonanego przez Quality Watch na zlecenie Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor. Wśród tych, którzy już wiedzą jak będą wyglądały ich zimowe wakacje w 2023 roku, trzy czwarte nie planuje żadnego wyjazdu (74 proc.). Większość (42 proc.) nie ma takiego zwyczaju, ale już co czwartej osoby po prostu na to nie stać.

Choć okres wypadów zimowych w pełni, a do tego wystartowały już szkolne ferie zimowe, niewiele osób przewiduje wypoczynek w tym okresie. Jak wynika z badania przygotowanego przez Quality Watch dla Rejestru Dłużników BIG InfoMonitor, tylko 26 proc. Polaków ma w tym roku jakieś zimowe plany wyjazdowe, w tym 9 proc. wyjedzie tylko w trakcie trwania ferii zimowych w danym województwie, 8 proc. wskazuje, że wyjeżdża zarówno w trakcie ferii zimowych jak i po, a 9 proc. dopiero po feriach. Wyjazdy w czasie ferii deklarują istotnie częściej osoby posiadające dzieci w wieku szkolnym (30 proc.) niż pozostali respondenci (4 proc.).

Jednak trzy czwarte Polaków nie wybierze się na żaden wyjazd zimowy w 2023 roku (74 proc.). Częściej pozostaną w domu osoby, które nie mają dzieci w wieku szkolnym (79 proc.), niż osoby posiadające dzieci w takim wieku (52 proc.). – Nie da się ukryć, że na tegoroczne plany wyjazdowe ogromny wpływ ma bieżąca sytuacja materialna Polaków. Wzrost kosztów życia przy jednoczesnym wzroście kosztów wyjazdów – oferty noclegów są nawet o 30 – 40 proc. droższe niż przed rokiem, przełożyły się na te decyzje. Widać to w naszym badaniu, gdzie wraz ze spadkiem zamożności, ubywa chętnych do wypoczynku zimowego. Ci, którym środków nie wystarcza nawet na najpilniejsze potrzeby, mówią o swoich planach dopiero w co siódmym przypadku. Osoby, którym pieniędzy wystarcza na wszystkie wydatki i mogą jeszcze odłożyć – w co trzecim. I choć osoby zamożne w 60 proc. wskazań mają aspiracje wyjazdowe, to jednak nadal 40 proc. pozostaje bez żadnych planów, co wskazywałoby na to, że niezależnie od poziomu życia, podchodzimy dziś z większą rozwagą do większych wydatków. Trzeba ponadto pamiętać, że w Polsce zawsze dużo większą popularnością cieszą się wyjazdy letnie i to na letni urlop zbierane są pieniądze – zaznacza prof. Waldemar Rogowski, Główny Analityk BIG InfoMonitor (Grupa BIK).

Zimowy wyjazd wypoczynkowy planuje w tym roku co czwarty Polak
Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

39 proc. osób z dziećmi w wieku szkolnym planuje wysłać je gdzieś na ferie

Ferie to czas relaksu przede wszystkim dla rodzin z dziećmi w wieku szkolnym. W tym roku 4,6 mln uczniów rozpocznie swój zimowy wypoczynek, ale niestety tylko mniejszość z nich spędzi ten czas poza domem. Wysłanie swoich pociech na jakąś formę wypoczynku w trakcie trwania przerwy w nauce, która rozpoczęła się 16 stycznia i będzie trwać do końca lutego, planuje bowiem niecałe 40 proc. Polaków z dziećmi między 6 a 18 r.ż. Rodzice deklarują najczęściej wysłanie dzieci do rodziny (20 proc.). Co dziewiąty rodzic zainwestuje w wyjazd zorganizowany dla dziecka lub dla całej rodziny (11 proc.). Dla 5 proc. uczniów będą to wyłącznie półkolonie, czyli zorganizowane zajęcia w miejscu zamieszkania, bez noclegu. – Warto jednak zauważyć, że 30 proc. osób posiadających dzieci w wieku szkolnym jeszcze nie podjęło decyzji co do wyjazdu na ferie – odsetek osób, które zdecydują się na zimowy wypad może więc jeszcze wzrosnąć – wskazuje prof. Waldemar Rogowski.

dziećmi w wieku szkolnym planuje wysłać je gdzieś na ferie
Źródło: Quality Watch dla BIG InfoMonitor

Stawiamy na krajowe wyjazdy, organizowane we własnym zakresie

Osoby wyjeżdżające na ferie zimowe (w terminie ferii szkolnych w danym województwie) z taką samą częstotliwością wybierają zorganizowane samodzielnie wyjazdy krajowe oraz te do rodziny (43 proc.). Osoby wyjeżdżające w terminach innych niż ferie częściej decydują się na zorganizowanie wypoczynku we własnym zakresie, głównie na terenie Polski (53 proc.).

Zagranica to z kolei dwukrotnie częściej cel zimowych podróży osób bez dzieci w wieku szkolnym (32 proc.) niż tych, którzy je mają (15 proc.).

Polacy sfinansują zimowe wypady głównie z bieżących dochodów i oszczędności

Prawie połowa Polaków deklaruje, że jest w stanie sfinansować wyjazdy na zimowy wypoczynek z bieżących dochodów (48 proc.). Co trzeci sięgnie do swoich oszczędności (35 proc.). Dodatkową aktywność zarobkową w celu sfinansowania wyjazdu podejmuje 11 proc. ankietowanych, a 6 proc. wykorzysta środki z bonów turystycznych. Co dziesiąty Polak zaznacza, że wyjazd nie wymaga od niego szczególnych nakładów finansowych. Ale więcej osób, bo 11 proc. zapożyczy się na poczet zimowego relaksu (pożyczka u rodziny, kredyt lub pożyczka w instytucji finansowej), niektórzy w więcej niż jednym miejscu.

Osoby nieplanujące wyjeżdżać uzasadniają to najczęściej brakiem takiego zwyczaju, bo mówią wprost – „nigdy nie wyjeżdżam na ferie” – 42 proc., w tym 26 proc. osób posiadających dzieci w wieku szkolnym i 44 proc. osób nieposiadających pociech w wieku szkolnym.

Nie bez znaczenia są również ograniczenia finansowe, bo na brak pieniędzy na wyjazdy wskazuje 24 proc. osób. Kolejne 21 proc. wspomina o wzroście kosztów pobytu w hotelach i pensjonatach. A część ze względu na finanse musi wybierać – albo urlop w okresie zimowym, albo w letnim i dlatego co 7. osoba rezygnuje z wyjazdu zimowego. Pozostałych ogranicza brak urlopu w tym terminie, utrata pracy, względy zdrowotne czy generalnie niechęć do zimy.

Badanie – Plany Polaków dotyczące zimowego wypoczynku. Wykonane przez Quality Watch na zlecenie BIG InfoMonitor, przeprowadzone na próbie 1060 dorosłych Polaków techniką CAWI, 6-9 stycznia 2023 r.

Badanie ING: Oszczędności służą nam głównie do realizacji ważnych życiowych celów

Planowanie różnych, ważnych życiowo rzeczy przychodzi mi z łatwością – tak twierdzi dwie trzecie Polaków, ankietowanych w najnowszym badaniu ING Banku Śląskiego. Zdecydowana większość przyznaje, że kluczową rolę w spełnianiu planów odgrywają zgromadzone oszczędności. Badanie ING Banku Śląskiego pokazuje ponadto, że pomimo wzrostu kosztów życia, wywołanego inflacją, Polacy coraz chętniej oszczędzają.

Aż dwie trzecie Polaków potrafi w łatwy sposób zaplanować konkretne zdarzenia w swoim życiu. W szczególności, jeśli są to kwestie, na których mocno nam zależy. Problemy z planowaniem ma co trzeci ankietowany, z czego 5 proc. deklaruje, że przychodzi im to bardzo trudno.

Jakie konkretnie plany życiowe chcielibyśmy zrealizować w pierwszej kolejności? Przede wszystkim chcemy zadbać o swoje samopoczucie – co trzeci badany (33 proc.) planuje w ciągu najbliższych 3 lat pojechać na wakacje, a podobny odsetek chciałby się zająć swoim zdrowiem (32 proc.). Drugą kategorię najpopularniejszych planów stanowią te związane z domem. Aż 29 proc. ma w planach w tym czasie przeprowadzić remont, a 13 proc. kupić mieszkanie lub wybudować dom. Domek letniskowy chce zbudować lub kupić 5 proc. badanych, a 4 proc. planuje kupić ziemię (działkę).

Więcej niż co piąty z nas (21 proc.) ma zamiar w najbliższym czasie rozwinąć swoją zawodową karierę, a niemal identyczny odsetek chce poświęcić więcej czasu na rozwój hobby i zainteresowań (20 proc.). Dla 14 proc. badanych ważne jest, aby poprawić swój wygląd i zadbać o estetykę – jest to kwestia bardziej istotna dla kobiet (18 proc.), niż mężczyzn (10 proc.). Część ankietowanych zwraca z kolei uwagę na plany związane z edukacją – z czego 10 proc. myśli o własnej edukacji, a 11 proc. o edukacji swoich dzieci.

Istotne życiowe plany trudno zrealizować bez oszczędności

Badanie pokazuje jednoznacznie, że nie da się realizować ważnych planów bez odłożenia wcześniej określonej sumy pieniędzy. Dla 44 proc. Polaków to właśnie kwestia oszczędzania jest kluczowym warunkiem dla realizacji ich zamiarów. Dotyczy to częściej kobiet (48 proc. wskazań) niż mężczyzn (40 proc.). Natomiast dla 38 proc. z nas pieniądze to tylko jeden z wielu niezbędnych do tego celu elementów. Osób, dla których kwestie finansowe nie grają żadnej roli w tym kontekście, jest 18 proc.

Okazuje się, że Polacy mają dosyć pragmatyczne podejście do życiowych planów. Wiedzą, czego chcą i jak te cele zrealizować, nawet jeśli wymaga to od nich pewnego wysiłku, jakim jest regularne odkładanie określonych kwot – komentuje Daniel Szewieczek, Dyrektor Banku odpowiedzialny za oszczędności i inwestycje w ING Banku Śląskim. – Wydaje się, że w większości są to realne i możliwe do realizacji cele. Polacy chcą przede wszystkim odpocząć na wakacjach, zadbać o zdrowie, albo poprawić swój komfort życia – remontując dom, czy mieszkanie, a czasem kupując nowe.

Szanse na realizację naszych planów są spore, co wynika z dotychczasowych doświadczeń. Zdecydowana większość Polaków zaoszczędziła już kiedyś pieniądze na wybrany cel (aż 72 proc. badanych), z czego 37 proc. deklaruje, że udało im się to raz lub dwa razy, a 35 proc. robiło to już wielokrotnie. Tylko jeden na czterech badanych przyznał, że jeszcze nigdy nie zdołał odłożyć oszczędności aby zrealizować coś, co sobie zamierzył. O ile 16 proc. pytanych próbowało oszczędzać, ale bez powodzenia, to 12 proc. nigdy nie podjęło takiej próby.

Wyraźnie skuteczniej oszczędzają na wybrany cel osoby będące w związku małżeńskim niż single. Wśród tych pierwszych aż 41 proc. deklaruje, że już wiele razy zaoszczędzili kapitał na wybrany cel. W grupie singli odsetek ten wynosi już tylko 30 proc. Znaczenie ma również wiek – starsze generacje mają w tej kwestii znacznie większe doświadczenie niż osoby młodsze.

Inflacja dodatkową motywacją do odkładania pieniędzy

Badanie ING Banku Śląskiego pokazuje również, że mimo rosnących kosztów życia, aż 55 proc. Polaków zamierza odkładać co najmniej tyle samo ile dotychczas, a niemal co czwarta osoba (23 proc.) planuje oszczędzać więcej. Jedynie 14 proc. badanych deklaruje chęć zmniejszenia wysokości odkładanych kwot. Zaledwie 7 proc. z nas w ogóle nie ma zamiaru oszczędzać w najbliższym czasie. Porównując najnowsze wyniki z badaniem ING Banku Śląskiego z maja 2022 r. widać, że Polacy rzadziej deklarują brak chęci oszczędzania, a odsetek tych, którzy będą odkładać mniejsze kwoty, spadł o 5 pkt proc.

Zdecydowana większość ankietowanych (67 proc.) deklaruje, że główną motywacją do zmiany wysokości odkładanych regularnie kwot jest inflacja i rosnące koszty utrzymania. Co piąta osoba zmieni wysokość odkładanych oszczędności z powodu spadku lub utraty dochodów. W odwrotnej sytuacji (wzrost dochodów) znajduje się 12 proc. pytanych. Identyczny odsetek jako główną motywację wskazuje na wojnę w Ukrainie i jej konsekwencje.

Obecna skala wyzwań i trudna sytuacja – tak na poziomie gospodarek krajowych, jak i wielu budżetów domowych – siłą rzeczy przekłada się na zmiany, zarówno jeśli chodzi o najbliższe życiowe plany, jak i bieżące zarządzanie własnymi pieniędzmi. Wyniki badania pokazują jednak dosyć optymistyczny trend. Polacy nie chcą wcale rezygnować ze swoich planów. Są natomiast w większym stopniu skłonni do regularnego odkładania pieniędzy i to w większych ilościach – komentuje Daniel Szewieczek. – Doświadczenie ostatnich 3 lat pokazuje, że pewne nieprzewidywalne, negatywne zdarzenia potrafią się skumulować w krótkim czasie, co zmusza wiele osób do zrewidowania dotychczasowych założeń. Co jednak ważne, nawet jeśli będziemy zmuszeni do odsunięcia w czasie naszych planów, czy to remontu, czy wakacji, to zgromadzona już na ten cel poduszka finansowa, w razie wystąpienia nieprzewidzianych problemów może okazać się zbawienna – dodaje.

ING Bank Śląski sprawdził również, jakie cele mogą dodatkowo motywować do oszczędzania tych Polaków, którzy nie posiadają żadnych oszczędności. Najczęściej wskazywanym celem–zachętą, jest możliwość przeprowadzenia remontu domu lub mieszkania (22 proc.). Niewiele mniej badanych wskazało na zabezpieczenie przyszłości (21 proc.). Na dalszych miejscach znalazły się kwestie zdrowotne (17 proc.) oraz plany wakacyjne i wypoczynek (16 proc.). Na edukację dzieci wskazało 11 proc. badanych.

O badaniu

Badanie przeprowadzone na panelu Ariadna na ogólnopolskiej próbie liczącej N = N=1039. Kwoty dobrane wg reprezentacji w populacji Polaków w wieku 18 lat i więcej dla płci, wieku i wielkości miejscowości zamieszkania. Termin realizacji: 27–28 grudnia 2022. Metoda: CAWI.

Deweloperzy chcą budować drogi i remontować chodniki. W samorządowych przetargach tłum jak nigdy wcześniej

Jedną z inwestycji kubaturowych w Szczecinie – mały obiekt, wartość kilkadziesiąt milionów złotych, chce wybudować dziesięć firm. Wśród nazw uznani deweloperzy i firmy, które dotychczas zajmowały się wyłącznie przygotowywaniem swoich inwestycji. Wszystkie mieszczą się w przewidywanym przez inwestora budżecie. Jak to możliwe? – Kryzys dotykający branże budowlaną zmusza deweloperów do szukania nowych rynków. Inwestycje publiczne to mniejsze, ale pewnie pieniądze. Cała nadzieja w nowej perspektywie unijnej i w tym, że samorządy będą mieć z czego i co budować w przeciwnym razie przed nami jeszcze poważniejszy kryzys – mówi Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Kilkunastu lub więcej. Gigantyczne zainteresowanie firm budowlanych publicznymi przetargami. „To trudniejsze, ale pewne pieniądze”

Takich sytuacji będzie więcej, bo inwestycji deweloperskich realizowanych jest najmniej od dekady. Ilość budowanych mieszkań w ostatnim kwartale roku 2022 spadła o.. 60%. Nic więc dziwnego, że deweloperzy będą szukać zleceń w sektorze publicznym.

– Do przetargów w obszarze branży budowlanej dotychczas startowało kilku wykonawców, a teraz jest ich nawet kilkunastu lub więcej. Pierwsze symptomy kryzysu gospodarczego zawsze widoczne są najpierw w sektorze budowlanym. Przedsiębiorcy wówczas kierują swoje zainteresowanie w stronę sektora publicznego. Był czas, gdy remonty dróg, chodników czy inne inwestycje komunalne miały problem z wykonawcami, obecnie tego nie ma. Widzimy gigantyczną fluktuację między rynkiem prywatnym, a publicznym – mówi mec. Bożena Licht, radca prawny, ekspert rynku nieruchomości i wiceprezes klastra budowlanego przy Północnej Izbie Gospodarczej.

Dlaczego wykonawcy preferowali inwestycje prywatne, a nie publiczne? Eksperci mówią wprost: to kwestia np. administracji. Duża liczba pozwoleń, dokumentów, dyscyplina finansowa, kary umowne – to wszystko poważnie utrudnia prowadzenie publicznej inwestycji. Nie da się jednak ukryć, że zadania zlecane przez samorządy czy inwestorów rządowych są pożądane w czasach kryzysu. – To często mniejsze pieniądze, ale za to pewne. Deweloperzy budują na kredyt lub ze środków własnych. Te zasoby mogą się kończyć. Żeby rozpocząć inwestycję publiczną trzeba mieć pewność finansowania – mówi Mirosław Król, szczeciński ekspert rynku nieruchomości.

„Realny spadek inwestycji deweloperskich”

Eksperci obawiają się, że firmy chcące zaistnieć w przetargach publicznych będą proponować rażąco niskie ceny, co pozwoli im stanąć do przetargu, ale nie pozwoli na… realizacje zadania. To poważny problem, z którym już teraz boryka się wiele samorządów w Polsce.

– Ci, którzy byli dotychczas w sektorze publicznym budowali swoje doświadczenie w relacjach z samorządami. Mówimy o mostach, drogach, placówkach oświatowych czy drobnych inwestycjach infrastrukturalnych. Firmy wcześniej obecne w przetargach publicznych wcześniej mają doświadczenie, portfolio i większą szansę na realizację zadań. Firmy, które były tylko na rynku komercyjnym, mogą mieć problem z odnalezieniem się w tej przestrzeni – mówi Bożena Licht, radca prawny i wiceprezes Klastra Budowlanego przy Północnej Izbie Gospodarczej.

– Czy deweloperzy będą umieli budować drogi i chodniki? To pewnie kwestia doświadczenia i technologii. Wyobrażam sobie, że jeżeli ktoś wybudował dziesiątki osiedli to budowa szkoły podstawowej czy remont basenu nie będzie problemem. Bardziej obawiam się faktu, że obserwujemy bardzo realny spadek prowadzonych inwestycji deweloperskich. Zapotrzebowanie na mieszkania nie spada, a spada ich ilość na rynku oraz ich dostępność. Jeżeli w tym temacie nie nastąpi pewne „uspokojenie” to będziemy obserwować dalszy wzrost cen najmów, a posiadanie własnego mieszkania stanie się jeszcze trudniejsze – dodaje Mirosław Król, ekspert rynku nieruchomości.

Temat ten jest kompleksowo analizowany przez Klaster Budowlany działający przy Północnej Izbie Gospodarczej w Szczecinie.

3 na 10 firm obszaru transportu i logistyki będzie powiększać zespoły, a połowa nie chce zmieniać poziomu zatrudnienia

29% pracodawców z branży transportu i logistyki chce w pierwszych miesiącach 2023 roku zatrudniać nowych pracowników. Zmniejszenie liczby etatów przewiduje jedna czwarta (24%) organizacji, natomiast niemal połowa firm (47%) chce pozostawić liczbę pracowników na niezmienionym poziomie. To dobra wiadomość dla osób planujących zmianę pracodawcy ponieważ oznacza, że będą mogły liczyć na ciekawe oferty pracy. Obszar ten jest jednym z nielicznych sektorów rynku, który w pierwszym kwartale tego roku deklaruje pozytywną prognozę rekrutacyjną na poziomie +3%. Takie dane płyną z najnowszego raportu „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia”, w ramach którego firmy zdradzają swoje plany zatrudnienia na czas od stycznia do końca marca.

Raport „Barometr ManpowerGroup Perspektyw Zatrudnienia” pokazuje, że w pierwszych miesiącach 2023 roku kandydaci poszukujący pracy w branży transportu i logistyki będą mogli liczyć na nowe oferty pracy. Plany rekrutacyjne pracodawców są bowiem optymistyczne – prognoza netto zatrudnienia dla tej branży, będąca barometrem rynku pracy i pokazująca plany firm związane z pozyskiwaniem nowych kadr wynosi +3%. W praktyce oznacza to, że firmy nadal będą rekrutować i powiększać swoje zespoły. W ujęciu kwartalnym wskaźnik ten wzrósł o 3 punkty procentowe, ale w porównaniu z analogicznym okresem ubiegłego roku spadł o 7 punktów procentowych.

– Polska jest atrakcyjnym miejscem dla inwestorów branży logistyki i transportu, z roku na rok widać coraz większe zainteresowanie naszym rynkiem, a co za tym idzie, lokowaniem wielu biznesów. W 2022 roku zauważalnym był napływ inwestycji z Azji. Atutem naszego kraju jest dostępność kandydatów, a także bliskość rynków zachodnich. Obszarem najbardziej konkurencyjnym na rynku pracy tej branży jest południowo-zachodnia część Polski – mówi Anna Litwińska, dyrektor linii biznesowej w Manpower. – Branża transportu i logistyki odnotowuje wzrosty, wciąż będzie prężnie rozwijać się w naszym kraju. Informacje płynące z rynku mówią o tym, że pomimo trudnego otoczenia makroekonomicznego, ponad połowa przedstawicieli tego sektora spodziewa się wzrostu obrotów – dodaje ekspertka.

Według danych Job Market Insights, w czwartym kwartale 2022 roku w polskiej sieci ukazało się niemal 59 tysięcy ogłoszeń pracy kierowanych do kandydatów transportu i logistyki. Miesiącem, który obfitował w najwięcej ofert był październik z liczbą ponad 28 500. Najwięcej pracowników poszukiwały firmy z okolic Warszawy, Wrocławia, Krakowa i Gdańska. W zeszłym roku pracodawcy obszaru transportu i logistyki najczęściej poszukiwali kandydatów na stanowiska magazyniera, operatora wózka widłowego, kierowcy kategorii C+E, pracownika magazynowego, specjalisty ds. zakupów oraz magazyniera-operatora wózka widłowego. – W najbliższym kwartale będą to wciąż najbardziej poszukiwani pracownicy w tej branży. To obszar rynku pracy, na którym panuje bardzo duża konkurencyjność. Aktualnie mamy do czynienia z wysokim zapotrzebowaniem na pracowników z uprawnieniami na wózki widłowe, wiele firm coraz chętniej udostępnia te stanowiska kobietom, a także otwiera się na osoby bez doświadczenia, decydując się na finansowanie takiego szkolenia pracownikom – dodaje ekspertka Manpower.

Plany pracodawców na czas od stycznia do końca marca dla obszaru logistyki i transportu w regionie Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki (EMEA) są bardziej optymistyczne, niż prognozy odnoszące się do polskiego rynku pracy. Prognoza netto zatrudnienia w tym sektorze dla regionu EMEA na I kwartał 2023 roku wynosi bowiem +19%. 38% firm tej branży planuje zatrudnić nowych pracowników, tyle samo organizacji (38%) chce pozostawić zatrudnienie na niezmienionym poziomie. Konieczność redukcji etatów deklaruje 20% pracodawców.

Nikkei 225 obronił poziom wsparcia

Wczorajsza sesja na amerykańskim rynku akcji zakończyła się spadkiem S&P 500 (-0,2 proc.) i średniej przemysłowej Dow Jonesa (-1,14 proc). Minimalnie wzrósł natomiast Nasdaq Composite (+0,14 proc.). Na giełdach Azji i Oceanii przeważały dziś zwyżki głównych indeksów. Najsilniejszy – o +2,5 proc. – notował japoński Nikkei 225, który obronił na początku tego tygodnia poziom wsparcia wyznaczany przez minima z okresu minionych 8 miesięcy.

Lekkimi wzrostami rozpoczęła się środowa sesja na rynkach akcji w Europie (DAX +0,1 proc., CAC 40 +0,33 proc. ok. godz. 9:30). Najwyższy poziom od 2014 roku osiągnął dziś grecki ATHEX Composite Index.

Środowa sesja na GPW rozpoczęła się zwyżkami głównych indeksów (WIG-20 +0,53 proc. ok. godz. 9:30). Wśród składników mWIG-40 najwyższy poziom od roku zaliczył dziś kurs akcji spółki LiveChat Software. Wśród składników sWIG-80 najwyższy poziom od roku osiągnęła dziś cena akcji spółki Enter Air.

Spadała dziś rano rentowność 10-letnich obligacji skarbowych w USA i Europie. Rentowność 10-latek polskiego rządu wróciła poniżej poziomu 6 proc.

Ceny kontraktów na ropę naftową utrzymywały się w okolicach swoich miesięcznych maksimów (WTI +1,38 proc., Brent +1,13 proc.). Cena kontraktów na gaz ziemny na NYMEX-ie ponownie spadła poniżej poziomu 3,5 USD/mmBtu (-3,23 proc.). Do najwyższego poziomu od 7 miesięcy wzrosła dziś rano cena kontraktów na miedź na COMEX-ie (+1,57 proc.). Rosły dziś rano również ceny kontraktów na metale szlachetne (złoto +0,35 proc., srebro +1,49 proc., platyna +0,6 proc., pallad +1,34 proc. ok. godz. 9:15).

Powyżej poziomu 130 JPY wrócił dziś rano kurs amerykańskiego dolara względem japońskiego jena (USD/JPY +1,6 proc. ok. godz. 9:05). USD lekko słabł dziś rano natomiast względem euro (EUR/USD +0,36 proc. ok. godz. 9:10). Amerykański dolar był dziś najsłabszy od prawie 3 lat względem meksykańskiego peso.

Polski złoty notował dziś niewielką zmianę kursu względem euro (EUR/PLN +0 proc. ok. godz. 9:10) i lekko umacniał się względem dolara (USD/PLN -0,38 proc.).

Po silnym wzroście na początku roku (z poziomu 16512 USD pod koniec ub.r. do 21234 USD wczoraj) dziś rano lekko rósł (BTC/USD +0,3 proc. ok. godz. 9:05) utrzymując się w pobliże poziomu swego szczytu z początku listopada ub.r.

Autor Wojciech Białek, TMS Brokers

Masowa wysyłka SMS – dla kogo i dlaczego warto?

Wysyłanie ręcznie SMS-ów do klientów to mało wygodne i czasochłonne rozwiązanie, zwłaszcza, jeśli potencjalnych odbiorców jest dużo. Tym bardziej w sytuacji, gdy zależy nam, aby wiadomości były wysyłane jak najszybciej po spełnieniu określonego warunku (np. złożeniu zamówienia), co może stać się również w nocy czy w święta.

Zamiast tego można zdecydować się na inne rozwiązanie, a mianowicie masową wysyłkę SMS, na przykład przy użyciu platformy dostępnej pod adresem https://mprofi.pl/uslugi/wysylka/ – to znacznie nowocześniejsza opcja. Oto, na czym polega i jakie są jej najważniejsze zalety.

Automatyzacja to oszczędność czasu i pieniędzy

W przypadku masowej wysyłki SMS automatyzacja przejawia się po pierwsze w tym, że możliwe jest wysłanie wiadomości do setek osób jednocześnie, zarówno w czasie rzeczywistym, jak i przykładowo planując wysyłkę na określoną datę i godzinę znacznie wcześniej. 

Z poziomu komputera, nie małego ekranu smartfona, a do tego bez wpisywania czy wybierania odbiorców ręcznie. Zamiast tego można stworzyć lub zaimportować już istniejącą bazę (lub bazy – może być ich wiele) kontaktów do platformy SMS, a następnie przy wysyłce wybrać nie poszczególne osoby, a całą listę odbiorców. Wszystko to jest niezwykle wygodne, szybkie i proste. Z całym procesem tworzenia i planowania wiadomości poradzi sobie każdy, a więc na przykład pracownicy działu marketingu, bez konieczności posiadania wiedzy technicznej.

Po drugie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby przy pomocy narzędzi do automatyzacji i platformy SMS ustanowić reguły, dopiero po spełnieniu których wiadomość zostanie wysłana. Chodzi tutaj na przykład o automatyczną wysyłkę powiadomień o rezerwacji, wysyłce zamówienia czy innych tego typu wydarzeniach, niezależnie od pory dnia i nocy. 

Dobrym rozwiązaniem jest też zautomatyzowanie wysyłki przypomnień na dzień czy dwa przed umówionym spotkaniem, wizytą lub zabiegiem – dzięki temu nawet osoby o słabej pamięci będą pojawiać się na czas, co oznacza mniejsze straty dla firmy. 

Komu przyda się platforma do masowej wysyłki SMS?

Trudno o branżę, w której masowa wysyłka SMS nie znalazłaby zastosowania. W końcu w niemal każdej firmie pojawia się konieczność kontaktowania się z klientami, kontrahentami czy pracownikami. SMS-y są szybką, pewną i tanią formą kontaktu, z której korzystają zarówno niewielkie, jak i bardzo duże przedsiębiorstwa.

Można zastosować je chociażby w handlu (internetowym i stacjonarnym), branży medycznej (np. w klinikach, przychodniach czy indywidualnych praktykach lekarskich), salonach kosmetycznych i fryzjerskich, hotelach, restauracjach, organizacjach samorządowych, wspólnotach i nie tylko. 

Przykładowe typy wiadomości to chociażby wspomniane już przypomnienia o nadchodzących spotkaniach, ale też komunikaty o statusie zamówienia lub załatwianej sprawy (np. reklamacji), ankiety, badania satysfakcji klienta, informacje o aktualnym menu, zmianach w godzinach otwarciu, zamknięciu lokalu w jakimś dniu i wiele, wiele więcej. 

Program Pierwsze Mieszkanie szansą na pobudzenie rynku mieszkaniowego?

Ogłoszony na początku tego roku program Pierwsze Mieszkanie już od początku wywołuje skrajne emocje. Sceptycy porównują go do poprzednich, nieudanych propozycji rządu, a entuzjaści widzą w nim receptę na poprawę sytuacji nabywców, a tym samym rynku mieszkaniowego. A co na ten temat sądzą deweloperzy? Jak oceniają program i jakie widzą w nim szanse i zagrożenia? O to portal RynekPierwotny.pl zapytał przedstawicieli firm deweloperskich.

Angelika Kliś, członek zarządu ATAL

Wsparcie systemowe, które w postaci Programu Pierwsze Mieszkanie zapowiada resort, na pewno ma szansę przełożyć się na koniunkturę na rynku nieruchomości i przyczynić do poprawy wyników sprzedażowych firm deweloperskich. Jednakże nie zapominajmy, że jego beneficjentami będą osoby, które i tak planowały zakup mieszkania, a teraz tylko odłożą swoją decyzję w czasie – do poznania warunków programu, którego wdrożenie jest planowane na połowę roku. Chwilowo więc może to pogorszyć sytuację.

Nie znając szczegółów programu, a także sytuacji na rynku w momencie jego rozpoczęcia, trudno ocenić w tej chwili, w jakim stopniu przyczyni się on do jej poprawy.

ATAL widzi potencjał w grupie klientów oczekujących na szczegóły programu. Dlatego też z początkiem roku wdrożyliśmy własny program „Czas na mieszkanie”, który jest dla tych osób wsparciem. Daje im gwarancję niezmiennej ceny oraz czas – nawet do września br. – na sprawdzenie i pozyskanie finansowania. W przypadku decyzji odmownej banku, klient nie zostanie obciążony karą za odstąpienie od umowy.

Edyta Kołodziej, dyrektor sprzedaży i marketingu w Nickel Development

Program Pierwsze Mieszkanie jest jedną z wielu propozycji na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, mającą wspierać kupujących mieszkanie. Dotychczasowe programy obwarowane były licznymi obostrzeniami, a obecny projekt wydaje się być dużo bardziej przystępny. Niewątpliwie na plus należy zaliczyć rozszerzenie (względem wcześniejszych propozycji) przedziału wiekowego osób, które mogą z niego skorzystać, brak konieczności posiadania wkładu własnego, a przede wszystkim możliwość zaciągnięcia kredytu oprocentowanego na 2%. Z perspektywy dewelopera ważne jest to, że nie nałożono ograniczeń co do metrażu nabywanej nieruchomości. Jedyną barierą dla klienta pozostaje wysokość kredytu, która w przypadku par wynosi 600 tys. zł. Kwota ta daje naszym klientom możliwość zakupu mieszkania 2- lub 3-pokojowego o powierzchni ok. 60 metrów w każdej z realizowanych obecnie inwestycji, co w przypadku pierwszego mieszkania jest w naszej ocenie atrakcyjną propozycją. Tym bardziej, że 4 z nich będą gotowe do odbioru już w drugiej połowie tego roku.

Tomasz Łapiński, dyrektor zarządzający inwestycjami mieszkaniowymi w Cordia Polska

Seria podwyżek stóp procentowych i zaostrzenie zasad udzielania kredytów przez banki sprawiły, że zdolność kredytowa Polaków drastycznie spadła. Wzrosły za to raty i koszty oprocentowania kredytu. W efekcie młodzi Polacy bez gotówki nie są dziś w stanie, mimo chęci, kupić, a przede wszystkim spłacać własnego M. Program Pierwsze Mieszkanie rzeczywiście może to zmienić. Zakłada m.in., że przez pierwsze 10 lat to nie kredytobiorca, a państwo będzie spłacać koszty oprocentowania kredytu powyżej 2 proc. Dzięki temu – według wyliczeń rządu – wydatek kredytobiorcy na pierwszą ratę zmniejszy się nawet o połowę. To znacząca różnica i rzeczywiście spore ułatwienie dla kupujących, które może przełożyć się na ożywienie rynku. Co więcej, kluczowe w założeniach Programu jest zagwarantowanie przewidywalności a tym samym bezpieczeństwa i stabilizacji wysokości obciążeń kredytowych aż przez 10 lat. To jest bardzo ważny aspekt, bo nie tylko sam wzrost rat kredytowych, ale szalone tempo w jakim ostatnio doszło do tego wzrostu spowodowało, że ludzie biorący kredyty hipoteczne mogli doświadczyć poważnej i niespodziewanej utraty stabilności finansowej.

Jest przy tym kilka ograniczeń. Pierwsze to zdolność kredytowa. Nie wiemy, w jaki sposób banki będą wyliczać ją dla kredytów objętych programem. Od tego będzie zależeć, ile osób realnie będzie mogło z programu skorzystać i otrzymać Bezpieczny Kredyt 2%.

Tomasz Kaleta, dyrektor Departamentu Sprzedaży, Develia S.A. 

Program „Pierwsze Mieszkanie” premiujący regularne oszczędzanie na cele mieszkaniowe, a także  umożliwiający zaciągnięcie kredytu hipotecznego o stałym, niskim oprocentowaniu to dobre rozwiązanie, szczególnie w obecnej sytuacji ekonomicznej. Gwałtowny wzrost stóp procentowych oraz nowelizacja rekomendacji S w ubiegłym roku praktycznie wyeliminowały z rynku klientów posiłkujących się finansowaniem bankowym. Pod koniec 2022 r. liczba zapytań o hipoteki spadła o ponad 60% w porównaniu do analogicznego okresu 2021 roku. Zmniejszyła się także średnia kwota wnioskowanego kredytu. W trudnej sytuacji znalazły się szczególnie osoby młode, które chcą się usamodzielnić i nabyć swoje pierwsze mieszkanie właśnie przy wsparciu kredytem hipotecznym. Jednocześnie według agencji doradczej Cushman & Wakefield stawki czynszowe od 2015 do 2022 roku wzrosły w naszym kraju średnio o 45 proc. z powodu m.in. rosnącej inflacji i wzmożonego popytu, co dodatkowo utrudnia usamodzielnianie się  młodych Polaków. Należy podkreślić, że obecnie opuszczają oni dom rodzinny stosunkowo późno, w wieku około 29 lat. To wynik o dwa lata wyższy od europejskiej średniej.

W swoich założeniach projekt „Pierwsze Mieszkanie” przypomina wcześniejsze programy rządowego wspierania mieszkalnictwa, czyli „Rodzina Na Swoim” oraz „Mieszkanie dla Młodych”. Cieszyły się zainteresowaniem Polaków i ułatwiały zakup pierwszego mieszkania. Należy spodziewać się, że w tym przypadku będzie podobnie. Warto jednak zauważyć, że nowa propozycja ma być wolna od ograniczenia, jakim w przypadku „MdM i RnS” było kryterium ceny metra kwadratowego mieszkania. Teraz maksymalna kwota kredytu, o jaką będzie można wnioskować, to 500 tys. zł w przypadku singli i do 600 tys. zł dla małżeństw lub rodziców co najmniej jednego dziecka. Samo mieszkanie może być jednak droższe – ewentualną różnicę w cenie nabywca będzie pokrywał we własnym zakresie.

Andrzej Gutowski, wiceprezes, dyrektor sprzedaży RONSON Development

Każdą kolejną propozycję rządową przyjmujemy z nadzieją na realizację i realny efekt rynkowy. Program Pierwsze Mieszkanie jest kuszący szczególnie w zakresie proponowanego oprocentowania kredytu na poziomie 2%. I przyzwoitych limitów dot. maksymalnej kwoty kredytu. Z punktu widzenia obu tych czynników, program może przyczynić się do wzrostu popytu na poziomie 10-15%, jednak nie zrewolucjonizuje rynku, bo problematyczna pozostaje jeszcze kwestia zdolności kredytowej Polaków, która dramatycznie spadła.

Karolina Opach, kierownik działu sprzedaży w spółce Q3D Locum

Z naszego, deweloperskiego punktu widzenia wszelkie programy, dzięki którym jest szansa na pobudzenia rynku nieruchomości, są korzystne. Możliwość skorzystania z kredytu o oprocentowaniu 3-4 krotnie niższym niż obecnie oferowane przez banki, wydaję się być bardzo atrakcyjną opcją. Najważniejszym pytaniem jest jednak to, w jaki sposób będzie liczona zdolność kredytowa  – to właśnie ten czynnik jest obecnie największym hamulcem na rynku nieruchomości. Pozytywnie odbieramy fakt, że po raz pierwszy w programie rządowym nie został wskazany limit cenowy w przeliczeniu na mkw.

Tomasz Delowski, Tętnowski Development

Program Pierwsze Mieszkanie jest oceniany głównie przez pryzmat zmniejszenia odsetek na zakup pierwszego mieszkania do poziomu 2%. Rozwiązanie to na pewno wpłynie na zwiększenie zainteresowania zakupem mieszkań, lecz mówiąc przysłowiowo “diabeł tkwi w szczegółach”. Wyliczenia na stronach Ministerstwa wyglądają na działania marketingowe, a to ile osób będzie w stanie otrzymać tańszy kredyt i czy wysokość pierwszych rat rzeczywiście będzie dużo korzystniejsza niż kredyt o stałym oprocentowaniu, okaże się po publikacji szczegółów i konkretnych rozwiązań bankowych. Na ten moment pewniejsze jest to, że wielu klientów do połowy roku wstrzyma swoje decyzje zakupowe, czekając na dany program, a to raczej pogłębi zapaść. Po jego wprowadzeniu istnieje szansa, że przyczyni się do ożywienia rynku, jednakże jak zwykle jest to działanie doraźne, a nie kompleksowe długofalowe rozwiązanie, przez co istnieje obawa, że skończy podobnie jak program “Mieszkanie bez wkładu własnego”.

Marek Szmolke, wiceprezes spółki realizującej inwestycję Start City

Moim zdaniem z programu będzie chciało skorzystać sporo osób, ale trudno stwierdzić, jak wiele z nich będzie miało zdolność kredytową. Co prawda w programie jest wzmianka o zapowiedzi „zmiany rekomendacji S w zakresie obliczania zdolności kredytowej”, ale nie znamy szczegółów. Może okazać się, że program, mimo że  hucznie opisywany przez media, okaże się ciekawą alternatywą dla osób ze znacznymi oszczędnościami. Z drugiej strony mam nadzieję, że program ten zwiększy świadomość na temat zalet kredytów ze stałą stopą oprocentowania.

Justyna Wiśniewska, reprezentująca Scandic Park.

Trzeba przyznać, że ostatni czas był bardzo trudny dla klientów, między innymi ze względu na wysokie stopy procentowe, dlatego propozycja nowego programu to właściwie reakcja na tę sytuację rynkową. Co do zasady, dobrze, że taki program wchodzi, to szczególnie ważne dla nowych klientów, ponieważ może ich zachęcić do tego, by na kredyt się zdecydować.

Jako deweloper już podjęliśmy działania aby przygotować odpowiednio ofertę, by spełniała kryteria programu. Nasze projekty są zaawansowane, ale z pewnością zdążymy z ofertą na wejście programu.

Ponadto zauważamy już teraz, że rynek zaczyna powoli wracać, w tym sensie, że w grudniu mieliśmy co najmniej kilka rezerwacji mieszkań i domów, a były to rzecz jasna osoby, które nie korzystały z nowego programu i nie spełniały ich kryteriów, a jednak zdecydowały się na zakup. To bardzo pozytywny sygnał. Dla tych klientów również mamy ciekawą ofertę, w której znajdują się zarówno domy, jak i mieszkania. Pomagamy uzyskać finansowanie, ponieważ współpracujemy z kompetentnym ekspertem finansowym.

Jak płaciły polskie firmy w 2022 roku? Najnowsze badanie płatności w Polsce

2 miesiące to średnie opóźnienie płatności w branżach: chemicznej, papierowo-drzewnej oraz rolno-spożywczej – tak wynika z najnowszego raportu firmy Coface, który opracowano na podstawie badań przeprowadzonych pod koniec 2022 roku.

Głównym tematem tegorocznej edycji jest odpowiedź na pytanie, czy wysokie ceny i kumulowanie zapasów wpłynęły na opóźnienia płatności. Wnioski? Chociaż ogólna kondycja płynności płatniczej jest dobra, to są również powody do niepokoju.

Obecne warunki w polskiej i światowej gospodarce nie napawają optymizmem. Wojna w Ukrainie, rosnąca inflacja i stopy procentowe to kolejne z wielu czynników, które przyczyniły się do spowolnienia tempa wzrostu gospodarczego. Czy efekty tych trudnych warunków widoczne są również w płatnościach?

Z raportu wynika, że płynność płatnicza w Polsce jest korzystna. Średni poziom opóźnień w płatnościach wynosi 51,8 dni, co jest wynikiem o 5 dni mniejszym niż rok temu.

Skąd wynika przyśpieszenie płatności? Wiele firm gromadziło zapasy komponentów i produktów, w celu zabezpieczenia się przed rosnącymi cenami. By zapewnić sobie ciągłość dostaw, faktury opłacały szybciej, niż było to konieczne.

Wpływ sytuacji na wschodzie na polskie przedsiębiorstwa

Tak jak należało się spodziewać, wojna tocząca się od lutego 2022 roku w Ukrainie znacząco wpłynęła na sytuację polskich przedsiębiorstw. Raport pokazuje, że obecnie, po 300 dniach od ataku Rosji na Ukrainę, nasze firmy nadal mierzą się z wyższymi kosztami. Są one spowodowane rosnącymi cenami komponentów oraz surowców, na co wskazuje 61% badanych, ale także zakłóceniami w łańcuchu dostaw, co jest problemem dla 36% respondentów.

Jedna trzecia przedsiębiorstw odnotowała spadek przychodów, natomiast 11% firm mierzy się z odpływem pracowników z Ukrainy, którzy w przeciągu ostatniego roku wstąpili do armii. Część przedsiębiorstw doświadczyła jednak przypływu pracowników pochodzących z tego kraju. Okazuje się jednak, że nie zrekompensował on w pełni odpływu, ponieważ nowoprzybyli nie zawsze posiadają odpowiednie kwalifikacje.

Kondycja zależna od branży

Chociaż ogólne dane wyglądają obiecująco, głębsza analiza pokazuje, że wiele sektorów zmaga się z negatywnymi skutkami sytuacji na świecie. Widać to szczególnie w przypadku przedsiębiorstw energochłonnych, które najmocniej odczuwają rosnące ceny surowców. Są to branże: chemiczna, papierowo-drzewna oraz rolno-spożywcza. Sektory te zanotowały najdłuższe opóźnienia w płatnościach. Średnie opóźnienie w tym obszarze wyniosło ponad 2 miesiące.

– Perspektywy na przyszłość niestety wyglądają pesymistycznie. Jak pokazało badanie, wszystkie sektory przewidują̨ wzrost zaległych należności. Są to szczególnie: branża motoryzacyjna, metalurgiczna oraz energetyczna. Przewidywania te potwierdzają również dane dotyczące niewypłacalności firm w Polsce. Biorąc pod uwagę upadłości i postępowania restrukturyzacyjne, w pierwszych trzech kwartałach 2022 roku ich liczba wzrosła aż o 23% w porównaniu z tym samym okresem w 2021 roku – mówi Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface.

Czy firmy przestrzegają terminów płatności?

Przedsiębiorstwa nie chcą czekać na płatności. Badanie wskazuje, że polski biznes preferuje krótkie terminy spłaty, nieprzekraczające 30 dni, które wprowadziło 41% firm. W tym zakresie najbardziej restrykcyjne są branże: tekstylno-odzieżowa (60% udział krótkich terminów), handlowa (53%) oraz papierniczo-drzewna (50%). Większą elastyczność i ponad 90-dniowe terminy stosują z kolei branże: chemiczna (27%), transportowa (18%), budowlana i motoryzacyjna (po 15%).

Okazuje się jednak, że wiele firm nie przestrzega ustalonych terminów.

Opóźnienia płatności są obecnie niemal standardową praktyką w polskim biznesie. W tegorocznym badaniu 62,1% badanych przedsiębiorstw doświadczyło zaległości w spłacie należności od kontrahentów w przeciągu ostatnich 6 miesięcy. To duży wzrost, jeszcze rok temu 53,2% firm deklarowało bowiem, że doświadczyło opóźnień opłat – wskazuje Grzegorz Sielewicz.

W 2022 roku aż 65% przedsiębiorstw doświadczyło zaległości płatniczych nieprzekraczających 60 dni. Znacznie większe opóźnienia wynoszące do 150 dni dotyczyły 33% firm, a 2% spotkało się z przekroczeniem terminu o 150 dni. Przeterminowane płatności stanowią problem szczególnie w branży chemicznej, gdzie wynoszą średnio 68,6 dni i metalurgicznej – 65 dni.

Jak firmy radzą sobie w przypadku takich opóźnień? Najskuteczniejszą metodą jest monitoring oraz własna windykacja, co wskazuje 37% badanych. 35% respondentów stosuje działania arbitrażowe i mediacyjne, a z usług podmiotów zewnętrznych korzysta 28% przedsiębiorstw.

Oczekiwania na przyszłość

Polscy przedsiębiorcy oczekują, że wartość zaległych opłat będzie się stabilizować, a 66% firm nie spodziewa się, zmian w poziomie nieterminowych płatności w przeciągu kolejnych 6 miesięcy. Pozostali respondenci obawiają się natomiast konsekwencji dla ich sytuacji płynnościowej – 27% z nich spodziewa się opóźnienia płatności.

Przyszłość zależy jednak od wielu czynników. Wśród tych, na które przedsiębiorcy patrzą z największą obawą, są podatki i inne opłaty fiskalne (42% wskazań), wyższe ceny komponentów i surowców oraz zakłócenia w łańcuchach dostaw (36%), rosnące koszty pracy (36%) oraz wpływ pandemii COVID-19 (34%).

Muzeum Historii Polski na liście najważniejszych projektów kulturalnych 2023

Muzeum Historii Polski znalazło się na liście najważniejszych projektów kulturalnych, na które czeka świat w 2023 roku. Po tym, jak uroczyście otwarte zostały muzea narodowe w Norwegii, Egipcie i Hongkongu w 2022 roku, Europa czeka na polski akcent i narodowy symbol historyczny.

Na liście najważniejszych, światowych muzeów i galerii, które zostały otwarte lub mają zostać otwarte dla zwiedzających w nadchodzących latach – Norwegia, Egipt, Hong Kong, Irlandia… i wśród nich Muzeum Historii Polski. Nowe norweskie Muzeum Narodowe, którego otwarcie zaplanowano na 2020 rok, ostatecznie zadebiutowało w 2022 roku pod oficjalną nazwą Narodowe Muzeum Sztuki, Architektury i Projektowania. Rozbudowa, obejmująca ponad 54 000 metrów kwadratowych, w tym 13 000 metrów kwadratowych powierzchni wystawienniczej, kosztowała 723 miliony dolarów. Największe w Polsce Narodowe Muzeum Historii planowane jest na 2023 rok i ma stać się jednym z największych tego typu projektów w regionie CEE. W projekcie zaprojektowanym przez architektów WWAA i słynnego Borysa Kudliczkę znajdzie się wystawa prezentująca 6 epok z historii Polski. Projekt jest realizowany jest przez Ministerstwo Kultury Narodowej, w najbliższych dniach ma zostać wybrana grupa projektowa do realizacji projektu. Przy szacowanym budżecie 1 miliarda dolarów, Wielkie Muzeum Egipskie (GEM) jest uważane za największe muzeum na świecie poświęcone jednej cywilizacji. Co więcej: to także największe muzeum w Egipcie, największe muzeum faraonów na świecie i jedno z wiodących na świecie ośrodków badań naukowych, historycznych i archeologicznych. Po długo oczekiwanym otwarciu muzeum M+ w Hongkongu, pojawia się sąsiednie Muzeum Pałacowe, poświęcone cesarskim skarbom Chin. Projekt o wartości 450 milionów dolarów jest w pełni finansowany przez Hong Kong Jockey Club Charities Trust. Irlandzkie Muzeum Narodowe – Historia Naturalna jest rozwijane przez Irlandzkie Muzeum Narodowe a procedura przetargowa mająca na celu powołanie zespołu projektowego do realizacji kolejnej fazy projektu rozpocznie się w 2023 r.Muzeum Historii Polski - 2

Okazuje się, że wsparcie rządowe ma kluczowe znaczenie dla stabilności finansowej muzeów, zarówno pod względem bezpośredniej pomocy finansowej, jak i wpływu, jaki wywiera na gospodarkę. Muzeum jest niezbędną instytucją kultury, ponieważ chroni, zachowuje i upowszechnia historię i kulturę.

Według instytucji UE – Eunamus, muzea narodowe są nie tylko „spoiwem kulturowym” Europy, przyczyniając się do kształtowania społecznych postaw, ale także służą jako platformy pomagające zachować tożsamość narodową.  Ale – jak zwracają uwagę eksperci – budowa muzeów może być dość kosztowna. Istnieje wiele kilka czynników, które mogą wpływać na ten koszt, takich jak wielkość i zakres muzeum, lokalizacja i rodzaj eksponatów. Na przykład budowa małego lokalnego muzeum może kosztować około 5 milionów dolarów, podczas gdy duże międzynarodowe muzeum może kosztować ponad 1 miliard dolarów. Muzea i galerie to skomplikowane budynki, wielofunkcyjne przestrzenie. Z różnych powodów koszty są często wyższe niż w przypadku wielu innych typów budynków.

Koszty budowy wybranych muzeów na świecie
Wielkie Muzeum Egipskie                     1 mld USD
Norweskie Muzeum Narodowe               723 mln USD
Muzeum Pałacowe w Hongkongu             450 mln USD
Muzeum Historii Narodowej Polski                270 mln USD

Źródło: Manager24

Jaki będzie 2023 rok w branży TSL?

Spowolnienie gospodarcze skutkujące mniejszą ilością zleceń, wzrost cen paliw i opłat drogowych, rosnące stopy procentowe, niepokojąca konkurencja cenowa, problemy z zatrudnieniem czy zmiany, jakie przyniósł Pakiet Mobilności – to tylko niektóre z problemów, z jakimi musieli mierzyć się w ostatnim czasie przedstawiciele rynku transportu, spedycji i logistyki Czy trudna sytuacja na rynku TSL utrzyma się również w 2023 roku?

Eksperckie prognozy dotyczące 2023 roku w branży TSL nie są do końca jednoznaczne. Z jednej strony wiele głosów mówi o zwiększeniu obrotów i zatrudnienia oraz możliwym zatrzymaniu rosnącej inflacji,. Mogłoby to wpłynąć korzystnie na ponowny wzrost zapotrzebowania na dobra i ich transport. Z drugiej jednak strony, dla przeważającej części uczestników rynku, najbliższa przyszłość jawi się w niezbyt optymistycznych barwach. Dotyczy to między innymi problemów z rentownością biznesów, trudnościami w płatnościach, wzrostu wszelkich kosztów – cen paliw, opłat drogowych, podatków, kosztów zatrudnienia, jak również spadku ilości zleceń i konsekwencji związanych z decyzjami politycznymi Unii Europejskiej. Jak mówi Maciej Maroszyk,  Dyrektor Operacyjny z TC Kancelarii Prawnej:

Ze względu na problematyczność nadchodzących miesięcy, w branży na pewno pojawią się większe trudności z płatnościami. Zwiększy się także liczba upadłości i prób restrukturyzacji firm.

Czy zatem kolejne 12 miesięcy będzie dużym wyzwaniem dla branży TSL? Jakie szanse i zagrożenia mogą nas czekać w najbliższym czasie?

Wzrost obrotów rynku TSL?

Choć światową gospodarkę pochłania kryzys, optymistyczne głosy w branży TSL obserwując wzrosty produkcji przemysłowej spodziewają się zwiększenia obrotów w 2023 roku. Jest to związane przede wszystkim z dotychczasowymi inwestycjami w rozwój zasobów logistyczno-magazynowych, a także atrakcyjnością Polski jako jednego z największych, europejskich przewoźników. Przewaga w świadczeniu usług transportowych opiera się na wciąż niższych niż inne kraje kosztach operacyjnych czy topowych lokalizacjach logistycznych, co – mimo rosnącej inflacji, mniejszej ilości planowanych inwestycji magazynowych oraz spadającej liczby zamówień – ma pozwolić w najbliższym czasie na sprawne funkcjonowanie rynku transportu, logistyki i spedycji. Co ważne, wzrost obrotów ma dotyczyć szczególnie transportu międzynarodowego, związanego z utrzymującym się, wysokim wskaźnikiem sprzedaży internetowej i detalicznej.

Zwiększenie zatrudnienia, ale i płacy minimalnej

Warto wspomnieć, że pozytywne prognozy na 2023 obejmują również aspekt mniejszej redukcji etatów, a także zwiększenia zatrudnienia nowych pracowników w sektorze. Jak deklarują uczestnicy rynku TSL, ponad połowa z nich otwarta jest na poszerzenie zasobów pracowniczych – zwłaszcza pod kątem wyspecjalizowanych kierowców samochodów ciężarowych, ciągników siodłowych oraz autobusów, z których brakiem branża zmaga się już od dłuższego czasu.

W kwestii zatrudnienia 2023 rok wita nas podwyżką stawki płacy minimalnej. Obejmuje ona zarówno Polskę, jak i Niemcy, postrzegane przez rodzimy rynek transportu jako „brama” do innych państw Europy Zachodniej. Niestety wzrost pensji w Polsce, jak i Niemczech wiąże się ze zwiększeniem kosztów operacyjnych. Jak wyjaśnia Maciej Maroszyk, Dyrektor Operacyjny w TC Kancelarii Prawnej, w kabotażach i cross trade pensja pracownika jest zależna od kraju, w jakim wykonuje transport – stąd też jeżeli dany przewoźnik będzie wykonywał swoją pracę na terenie Niemiec, musi zostać wynagrodzony zgodnie z prawem niemieckim i wynikającą z niego stawką minimalną. Generuje to większe koszty jego utrzymania.

A może spowolnienie?

Większa część uczestników rynku TSL przewiduje jednak w 2023 roku mocne spowolnienie dotychczasowego rozwoju branży – szczególnie w niektórych podsektorach.

Potwierdza to także Maciej Maroszyk, Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej:

Według naszych danych przewidywany jest spadek ilości zleceń transportowych nawet o około 20-25%. Choć część klientów widzi szansę w odblokowaniu głównego szlaku morskiego z Chin i odrobieniu strat tą drogą, obawiam się, że mimo tego spadki będą zauważalne. Były one widoczne także w grudniu – kiedy to pomimo okresu świątecznego i zwiększonego popytu na transport obserwowaliśmy zmniejszoną ilość zleceń.

Mniejsze zapotrzebowanie na usługi transportowe to konsekwencja działań wojennych na Ukrainie oraz pogłębiającego się, ogólnoświatowego kryzysu gospodarczego, energetycznego i surowcowego. Jest on widoczny w znaczącym zmniejszeniu popytu gospodarstw domowych, niższych obrotach handlowych oraz spadku produkcji przemysłowej. Taka sytuacja jest wyjątkowo pesymistyczna dla mniejszych, często działających lokalnie firm przewozowych. Spadek ilości zleceń nierzadko wiąże się dla nich z wykonywaniem usług poniżej pewnej stawki i malejącą rentownością prowadzonych biznesów.

Wyższe ceny paliw i podatki za transport

Istotną kwestię stanowią także prognozowane, niepewne ceny paliw w 2023 roku. Choć w 2022 roku ich wzrost został ustabilizowany za sprawą zmniejszenia stawki VAT z dotychczasowych 23% do 8%, wielu ekspertów z branży z niepokojem patrzy na najbliższe miesiące przez pryzmat powrotu wysokości podatku do wcześniejszego poziomu oraz wzrostu o 13,3% stawki opłaty paliwowej. Z drugiej jednak strony, zmniejszający się popyt wiąże się z mniejszym zapotrzebowaniem na paliwo, co może przyczynić się do zatrzymania wzrostu cen.

Nie bez znaczenia w kwestii problemów, które niesie za sobą 2023 rok, są podwyżki podatków minimalnych i maksymalnych od środków transportu. Jak podają eksperci TC Kancelarii Prawnej, wzrost stawki związanej z samochodami ciężarowymi i autobusami będzie wynosił ponad 11%, co stanowi największą podwyżkę od 25 lat.

2023 rok naznaczony jest także poszerzeniem listy płatnych dróg oraz zwiększeniem opłat za pokonywanie konkretnych odcinków. W przypadku tych drugich, wzrosty uderzą szczególnie w samochody ciężarowe – w ich przypadku zapłacimy więcej nie tylko za przejazd autostradami, ale i drogami ekspresowymi. Choć podane wartości stawek są groszowe – do 0,64 zł za 1 km dla pojazdów do dwunastu ton, ostateczna suma wydatków dla większych firm transportowych może wynieść nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych miesięcznie.

Nieprzychylna polityka klimatyczna UE

Dużo wątpliwości w 2023 roku niosą za sobą działania Unii Europejskiej dotyczące polityki klimatycznej. Jest to spowodowane projektem ustawy zakazującej produkcji pojazdów ciężarowych i ciągników siodłowych napędzanych silnikami spalinowymi, której wejście w życie wiąże się z pojawieniem się kosztownych transformacji całych flot oraz zmianą modelu pracy firm transportowych.

Problematyczny Pakiet Mobilności

2023 rok to także zmiana Kodeksu Pracy pod względem ustaleń wprowadzonych w 2022 roku przez Pakiet Mobilności oraz ustalenia dyrektywy dotyczącej pracowników delegowanych. Choć dotyczą one uregulowania przewidywalności i przejrzystości warunków pracy, ich wprowadzenie może doprowadzić do powstania chaosu organizacyjnego w przewozach oraz ponownego podniesienia wysokich już kosztów pracy.

Ważną rzeczą będą również zmiany dotyczące bazy eksploatacyjnej. Od 1 stycznia 2023 będzie musiała ona mieć tyle miejsc postojowych, ile wynosi jedna trzecia pojazdów zgłoszonych do licencji – mówi Dyrektor Operacyjny TC Kancelarii Prawnej.

Co więcej, branża transportu, spedycji oraz logistyki wciąż będzie borykać się ze zmianami, które przyniósł z sobą wcześniej wspominany Pakiet Mobilności. Jedną z nich jest zmniejszenie zdolności przewozowych na polskim rynku i krótkich dystansach międzynarodowych, jak również obowiązkowe przerwy po wykonaniu kabotaży czy konieczność powrotu pojazdu do bazy eksploatacyjnej przedsiębiorstwa.

Cyfryzacja i automatyzacja branży TSL

W świetle problemów, jakie ma przynieść ten rok, przedstawiciele branży transportu, spedycji i logistyki szukają rozwiązań, które zapewnią stałość i ciągłość prowadzonych działalności. Jednym z nich jest inwestowanie w cyfryzację i automatyzację łańcuchów dostaw, co może stać się motorem napędowym dla branży. Dzięki temu możliwe będzie odpowiednie planowanie i optymalizowanie transportów i dostaw za pomocą zebranych wcześniej danych oraz ustalenia najbardziej wydajnych oraz opłacalnych scenariuszy wykorzystania floty. Co więcej, automatyzacja łańcucha dostaw może przynieść wiele odczuwalnych i pozytywnych zmian – znaczące zwiększenie szybkości działania, ominięcie ograniczeń pracy ludzkiej, a także kilkukrotne powiększenie ilości realizowanych zamówień i odciążenie poszczególnych działów firmy. Takie zrobotyzowanie oraz cyfryzacja działalności firm z branży TSL umożliwiłaby również optymalizację procesu magazynowania, co z pewnością stanowiłoby nieocenioną pomoc w nadchodzącym, niepewnym i ciężkim okresie. Nie bez znaczenia byłaby pomoc w pozyskiwaniu ofert z różnych źródeł za pomocą unowocześnionej dywersyfikacji, pozwalającej na rozszerzenie dotychczasowych działań.

Jak wskazuje Maciej Maroszyk z TC Kancelarii Prawnej, cyfryzacja to szczególny kierunek zmian, który rozwiązałby wiele problemów branży – zwłaszcza w przypadku szerszego wdrażania e-faktur i ECMR:

eCMR to bardzo przydatne narzędzie, które pomaga przy dokumentacji transportowej, gwarantując pełną wygodę i oszczędność czasu na wypełnianiu dokumentacji CMR – także ze względu na możliwość natychmiastowego potwierdzenia zlecenia przewozowego za pomocą elektronicznego podpisu. Na bieżąco informuje także o szczegółach przewozu w czasie rzeczywistym. Dzięki temu unikamy ryzyka fraudów, czyli podrobienia dokumentów. Co istotne, wersja elektroniczna ogranicza również opóźnienia w płatnościach, pozwalając na wystawianie faktur tuż po dotarciu ładunku do miejsca docelowego.

Ekspert TC Kancelarii Prawnej podkreśla również, że cyfryzacja niesie za sobą nie tylko stały dostęp do bieżących informacji. Nie bez znaczenia jest także aspekt ekologiczny, oznaczający znaczące ograniczenie ilości zużywanego papieru oraz łatwe przechowywanie i katalogowanie dokumentacji w wersji online.

– To samo tyczy się systemu e-faktur, które docelowo mają być obowiązkowe od 1 stycznia 2024 roku. To, że bez obecności w systemie i odpowiedniego identyfikatora, faktur nie ma w obiegu, eliminuje pojawianie się fałszywych dokumentów. Dla nas, jako kancelarii prawnej, w kontekście obrony naszych klientów i udowadniania wykonania transportu, to naprawdę ogromny krok do przodu. – zapowiada Maciej Maroszyk z TC Kancelarii Prawnej.

Związek Cyfrowa Polska alarmuje – nowy projekt PKE będzie mieć niekorzystny wpływ na prywatność i cyberbezpieczeństwo

Cyberbezpieczeństwo oraz prywatność użytkowników – to dwie główne kwestie, jakie zdaniem Związku Cyfrowa Polska mogą być zagrożone przez wprowadzenie nowych ustaw o prawie komunikacji elektronicznej (PKE). Eksperci organizacji zwracają uwagę między innymi na kwestie dostępu służb do danych wrażliwych oraz na konieczność przenoszenia centrów danych do Polski, co stoi w sprzeczności z ideą jednolitego rynku cyfrowego i może nieść za sobą konkretne zagrożenia z dziedziny bezpieczeństwa cyfrowego.

Projekty dwóch ustaw dotyczących prawa komunikacji elektronicznej wpłynęły do Sejmu w grudniu. – Wprowadzenie nowych przepisów jest konieczne, bo ma na celu wykonanie prawa Unii Europejskiej i zastąpienie przestarzałej ustawy o prawie telekomunikacyjnym z 2004 roku – mówi Michał Kanownik, prezes Związku Cyfrowa Polska. – Jako przedstawiciele organizacji branżowej, zrzeszającej największe firmy z branży nowoczesnych technologii, dostrzegamy jednak konieczność rewizji kilku najbardziej kontrowersyjnych zapisów. Dlatego wystosowaliśmy pismo do marszałek Elżbiety Witek, w którym ze szczegółami wyjaśniamy problematyczne kwestie – precyzuje.

Czy państwo powinno mieć dostęp do naszych danych?

Zastrzeżenia ekspertów wzbudza przede wszystkim artykuł 43, nakładający na przedsiębiorców komunikacji elektronicznej obowiązek udzielenia służbom państwowym dostępu do danych użytkowników. Obowiązek ten musi zostać zrealizowany w ciągu 24 godzin bez kontroli sądowej. Przede wszystkim jednak artykuł 43 nie precyzuje okoliczności, w jakich służby mogą uzyskać prywatne dane użytkowników sieci. Co zdaniem Cyfrowej Polski może doprowadzić do naruszeń praw i wolności zagwarantowanych w Konstytucji.

W coraz szybciej cyfryzującym się świecie prawo powinno regulować kwestie dostępu służb państwowych do przesyłanych w Internecie treści. Jednak z drugiej strony obowiązkiem przedsiębiorcy jest zapewnienie jak największego poszanowania prawa użytkowników, w tym ich bezpieczeństwa i prywatności. Dlatego ustawa powinna jasno określać granice stosowania tego przepisu – wyjaśnia Michał Kanownik. Prezes Cyfrowej Polski dodaje również, że organy władzy publicznej mogą działać tylko na podstawie i w granicach prawa. Z konsekwencjami źle napisanej ustawy możemy się zatem mierzyć przez wiele następnych lat.

Niewykonalne terminy problemem dla przedsiębiorców

Eksperci Związku Cyfrowa Polska podkreślają także krótki termin realizacji przepisu o wydaniu dostępu do danych. W piśmie do marszałek Elżbiety Witek zwracają uwagę, że w 24 godziny trudno zrealizować każde żądanie, tym bardziej, gdy mowa o podmiotach operujących w sferze wirtualnej i zapewniających funkcjonowanie systemów na całym świecie.

Tymczasem, zgodnie z projektem ustawy, jeszcze mniej czasu daje przedsiębiorcom artykuł 53, dotyczący nakazu zatrzymania świadczenia usług w przypadku niejasno określonego „zagrożenia obronności, bezpieczeństwa państwa lub porządku publicznego”. Jeśli wystąpią takie przesłanki, przedsiębiorca musi w ciągu 6 godzin zablokować wskazane przez odpowiedni urząd przekazy lub połączenia. A to termin, który w wielu przypadkach może być niewykonalny – usługi komunikacji elektronicznej są często świadczone spoza terytorium Polski, a ich operatorzy funkcjonują według różnych stref czasowych.

Wątpliwości specjalistów budzi też tryb ustnego przekazania takiej decyzji. – Bezwzględnie uznajemy konieczność przeciwdziałania zagrożeniom bezpieczeństwa kraju. Uważamy jednak, że tak istotne przepisy powinny być skonstruowane w sposób maksymalnie przejrzysty i nie budzący wątpliwości w kwestii zgodności z zasadami konstytucyjnymi. Tymczasem zastosowane środki wydają się nieproporcjonalne i nieracjonalne, a często wręcz niemożliwe do spełnienia. Nie spełniają one zasady pewności prawa ani nie gwarantują skutecznego środka odwoławczego od wydanej decyzji – wyjaśnia Michał Kanownik.

Nagłe przenosiny serwerowni zagrożeniem dla cyberbezpieczeństwa?

Prezes Cyfrowej Polski podkreśla też konieczność przyjrzenia się zapisom nakazującym przedsiębiorcom przechowywanie danych wyłącznie na terytorium Polski (artykuł 47). Według Michała Kanownika nakładanie takiego obowiązku na wszystkie podmioty świadczące usługi komunikacji elektronicznej czy przedsiębiorców telekomunikacyjnych jest nie tylko nadmiarowe i nietransparentne, ale stoi również w sprzeczności z ideą jednolitego rynku cyfrowego.

A jak realizacja przepisu miałaby wyglądać z technicznego punktu widzenia? Czy cyfrowi giganci zostaliby zmuszeni do przenoszenia obszernych serwerowni na teren Polski? Takie rozwiązanie, jak dowodzi Cyfrowa Polska, nie powinno być wprowadzane odgórnie. Każda firma technologiczna korzysta bowiem ze swojej infrastruktury, której nie da się przebudować w krótkim czasie (według obecnie proponowanych zapisów: sześć miesięcy od wprowadzenia w życie PKE) bez konsekwencji dla cyberbezpieczeństwa. Tym bardziej, że fizyczna lokalizacja danych na terytorium danego państwa niekoniecznie musi się wiązać z ich ochroną przed nieuprawnionym dostępem – bardziej liczą się stosowane rozwiązania techniczne i wypracowane już procedury. Ich nagła zmiana może być groźna w skutkach.

Zmiana na rynku cyfrowym dotknie wszystkich użytkowników

W piśmie do marszałek Elżbiety Witek czytamy, że przepisy tej rangi „powinny podlegać szerokim konsultacjom społecznym i spotkaniom warsztatowym celem wypracowania przemyślanych rozwiązań, nie naruszających zasady swobody prowadzenia działalności gospodarczej i uwzględniających realia ekonomiczne oraz technologiczne”. Tymczasem kontrowersyjne artykuły zostały dodane na ostatnim etapie prac rządowych, bez jakichkolwiek konsultacji z rynkiem.

Ingerencja w zaproponowane przez rząd przepisy jest według Cyfrowej Polski konieczna, bo wprowadzenie ustaw o PKE będzie się wiązać z fundamentalną zmianą zasad funkcjonowania rynku cyfrowego w Polsce. A to dotknie nie tylko przedsiębiorców z branży cyfrowej, ale przede wszystkim końcowych użytkowników sieci – czyli nas wszystkich.

Co za 5 lat czeka rynek deweloperski

Branżowy prognostyk to wspólna inicjatywa Skanska Residential Development Poland, Polskiego Związku Firm Deweloperskich oraz firmy 4CF. Nowatorskie opracowanie przedstawia główne kierunki rozwoju rynku deweloperskiego w Polsce w perspektywie najbliższych 5 lat. Raport „Fundamenty przyszłości” to wynik analiz blisko stu ekspertów, którzy ocenili, że wiodącymi trendami będą m.in. wzrost znaczenia budownictwa modułowego i automatyzacji mieszkaniowej oraz inwestycje efektywne energetycznie.

Inflacja, spowolnienie gospodarcze, kryzys energetyczny i wysokie ceny surowców a także rosnące koszty zakupu i najmu mieszkań w pierwszych miesiącach roku – to najbardziej niekorzystne czynniki, które wpłynęły na pogorszenie rynkowej koniunktury w 2022 roku. Dodatkowo nie bez znaczenia dla kondycji branży był wybuch wojny, w wyniku której nastąpiło zachwianie płynności łańcucha dostaw materiałów budowlanych i odpływ pracowników ukraińskiego pochodzenia.

Od początku konfliktu do Polski przybyło ponad 8,8 mln uchodźców, natomiast – jak podają przedstawiciele Straży Granicznej – do 1 stycznia 2023 z naszego kraju reemigrowało ponad 7 mln osób[1]. Nie należy zapominać, że część uchodźców została i planuje na stałe osiedlić się w nowym miejscu, co oznacza perspektywę zmian na rynku nieruchomości, w tym zwiększone zapotrzebowanie na mieszkania, zarówno nowe, jak i do wynajęcia.

Trzy alternatywne wizje

Raport „Fundamenty przyszłości”, który powstał we współpracy spółki mieszkaniowej Skanska z Polskim Związkiem Firm Deweloperskich i firmą badawczą 4CF, jest źródłem wiedzy przydatnej w kontekście planowania przedsięwzięć inwestycyjnych oraz społecznych w polskich miastach. Publikacja prezentuje tzw. foresight strategiczny i zawiera trzy średnioterminowe scenariusze dla rynku deweloperskiego na 2027 rok.

Foresight strategiczny dla tej branży to nowość na naszym rynku. Do jego opracowania autorzy zaprosili blisko stu ekspertów różnych specjalizacji, m.in.: sektora deweloperskiego, rynku nieruchomości, ekonomii, socjologii i władz lokalnych. Podczas czterech warsztatów przygotowawczych (koniunktura, społeczeństwo, środowisko i samorząd) wspólnie określili oni trendy istotne dla polskich firm realizujących inwestycje budowlane. W efekcie zmapowanych tendencji powstało interaktywne badanie polegające na podjęciu strategicznych decyzji istotnych dla prowadzenia działalności przez polskie firmy deweloperskie. Gra decyzyjna odbyła się 18 października 2022 roku w trakcie Kongresu Deweloperskiego „Miasta jutra” w Poznaniu.

Na podstawie szczegółowej analizy zebranego materiału badawczego opracowano raport, w którym zostały przedstawione trzy średnioterminowe scenariusze: „doraźność”, „droga naprzód” oraz „dyscyplina”. Pod tymi hasłami kryją się wizje zmian w branży deweloperskiej w perspektywie do 2027 roku.

W pierwszym scenariuszu pojawiają się ogólne obserwacje odnoszące się do najbliższych lat całej branży m.in. pod kątem ekologii, zmieniających się regulacji prawnych oraz postaw społecznych. Kolejny wskazuje, że na znaczeniu zyska budownictwo efektywne energetycznie, a kwestie środowiskowe nabiorą nowej rangi w obliczu rosnących cen energii i oddziałujących na miasta efektów zmian klimatycznych. Ostatni zakłada, że zmniejszanie skutków klęsk żywiołowych, niedoborów wody oraz mitygacja zmian klimatu to pilne potrzeby, a społeczne oczekiwania dotyczące reform znacząco wzrosną pod wpływem katastrof środowiskowych. Raport wskazuje też szereg dylematów istotnych w kontekście rozwoju polskich miast oraz roli deweloperów w procesach zmian.

Część wniosków, które niosą ze sobą scenariusze przyszłości, już dziś może stanowić inspirację do opracowania nowych projektów, poszukiwania nowych grup klientów oraz zmian w myśleniu o inwestycjach. Przedstawione w raporcie kierunki zakładają poprawę jakości życia w miastach, m.in. dzięki preferencyjnemu finansowaniu inicjatyw zgodnych z ideą zrównoważonego rozwoju. Mowa jest o innowacjach, które wpłyną na poprawę efektywności energetycznej i minimalizacji wpływu na środowisko. To niezwykle istotne kwestie, na które Skanska od dawna kładzie nacisk w swoich projektach. Cieszymy się, że trend ten wybrzmiał, podobnie jak inne – związane choćby z rozwojem budownictwa modułowego czy większej automatyzacji i robotyzacji – które w najbliższych latach mają szansę wpłynąć na kolejne zmiany w naszej branży – mówi Bartosz Kalinowski, Dyrektor Zarządzający w spółce mieszkaniowej Skanska.

Publikację wzbogacają komentarze do wybranych zagadnień autorstwa branżowych autorytetów, m.in. Artura Łeszczyńskiego, Managera ds. Rozwoju Biznesu Skanska, Łukasza Witka, Senior Project Managera Skanska, Konrada Płochockiego, Wiceprezesa Zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich, oraz Joanny Erbel, liderki klubu samorządowego CoopTech Hub, członkini Zarządu PLZ Spółdzielni. Eksperci wypowiedzieli się m.in. na temat aktywnej polityki mieszkaniowej prowadzonej przez inwestorów instytucjonalnych, przeniesienia relacji społecznych do świata wirtualnego oraz wpływu deweloperów na zagospodarowanie przestrzenne w okresie kryzysu gospodarczego.

– Polski Związek Firm Deweloperskich od ponad 20 lat działa na rzecz rozwoju polskiej branży deweloperskiej. Dziś stoimy w obliczu nowych wyzwań. Nie chodzi tylko o ciężkie czasy dla polskiej gospodarki, a o globalne wyzwania, które czekają na nas w okresie kilkudziesięciu lat. Żeby budować odpowiedzialnie, również dla przyszłych pokoleń, musimy przewidzieć, jak świat ten będzie wyglądał za kolejnych kilka lat. Dziś oddajemy w państwa ręce raport, który będzie stanowił zalążek pracy na rzecz lepszego jutra dla nas wszystkich – mówi Grzegorz Kiełpsz, Prezes Zarządu Polskiego Związku Firm Deweloperskich.

Co przyniosą najbliższe lata?

Dzięki opracowanym scenariuszom można założyć, że w 2027 roku swoją kontynuację będzie miał postęp w zakresie technologii budowlanych, wzrośnie znaczenie automatyki mieszkaniowej oraz będą rozwijać się eksperymentalne projekty brownfield (nadanie nowych funkcji dawnej infrastrukturze przemysłowej). Szansą na rozwój komercyjnego budownictwa mieszkaniowego powinno być zwiększenie dostępności działek za cenę wyższej jakości zabudowy i gospodarowania przestrzenią, a także motywowany ekonomią dialog pomiędzy stronami procesów inwestycyjnych.

Mniej prawdopodobne są zaś znaczące innowacje w sektorze budowlanym, szeroko zakrojone programy rewitalizacji lub transformacji zdegradowanych przestrzeni miejskich czy głęboka zmiana polityki mieszkaniowej w Polsce.

Jestem przekonany, że raport, który oddajemy w Państwa ręce po kilkumiesięcznym procesie foresightowym, zaprojektowanym specjalnie pod kątem potrzeb branży i decydentów, podsunie pomysły na nowe, innowacyjne projekty i dostarczy informacji, które zostaną odzwierciedlone w planach strategicznych i przyszłych politykach. Liczymy też, że wyniki naszych prac zostaną wykorzystane w rozmowach z kluczowymi interesariuszami rozwoju miast oraz sektora deweloperskiego i w przyszłości przełożą się na poprawę sytuacji sektora oraz warunków mieszkaniowych polskich obywateli i rezydentów. Gorąco zachęcam wszystkich do sięgnięcia po tę publikację – mówi Kacper Nosarzewski, Partner w 4CF.

Raport „Fundamenty przyszłości” można bezpłatnie pobrać tutaj: https://mieszkaj.skanska.pl/raport/

[1]Oficjalny profil polskiej Straży Granicznej na Twitterze, https://twitter.com/Straz_Graniczna/status/1609806590277783553 (dostęp 17.01.2023 r.)

Windykacja polubowna i sądowa. Czym się różnią i kiedy są najbardziej skuteczne?

Słysząc określenie „windykacja”, większość z nas od razu ma przed oczami komornika i dramatyczne sytuacje rodem z filmów. Warto jednak wiedzieć, że windykacja niejedno ma imię. Otóż dzieli się ją na dwa podstawowe etapy: windykację polubowną (tzw. miękką, przedsądową) oraz windykację sądową (tzw. twardą). Każde z tych działań obejmuje inne czynności i daje nieco inne konsekwencje, choć ich cel jest ten sam: uzyskanie należnej płatności.

Co więcej, pierwszym krokiem w przypadku każdej próby odzyskiwania długów powinien być właśnie etap polubowny. Poniżej omawiamy różnice pomiędzy poszczególnymi krokami windykacji i wyjaśniamy, jak skutecznie odzyskać pieniądze od kontrahentów. 

Windykacja polubowna – pierwszy krok, który przynosi zaskakująco pozytywne rezultaty

Pierwszy etap, czyli windykacja polubowna, jest przeciwieństwem windykacji sądowej. Jej cechą charakterystyczną jest to, że daje dłużnikowi szansę na spłatę zobowiązania bez angażowania organu państwowego. Stanowi więc proces korzystny nie tylko dla wierzyciela, który może w szybszy i mniej inwazyjny sposób uzyskać spłatę, ale i dla dłużnika, który nie musi ponosić dodatkowych kosztów i stresu wynikających z postępowania sądowego.

Windykację polubowną, zwaną też miękką, można przeprowadzić samodzielnie lub z firmą windykacyjną. Prowadzi ona do odzyskania należności przy jednoczesnym ograniczeniu negatywnych skutków po stronie dłużnika. 

Wśród tego rodzaju działań windykacyjnych można wymienić:

  • wysyłanie przedsądowego wezwania do zapłaty z zakreślonym terminem,
  • kontakt z dłużnikiem – telefoniczny, drogą elektroniczną, a także osobisty,
  • ustalanie harmonogramu spłat,
  • współpraca z kancelarią windykacyjną, która poprowadzi komunikację z dłużnikiem i – w razie potrzeby – negocjacje lub mediacje między stronami.

Można więc śmiało uznać, że windykacja polubowna jest kompromisem niosącym korzyści dla obu stron. Jednocześnie w wielu przypadkach (gdy jest umiejętnie poprowadzona, np. przez doświadczonych prawników) pozwala zachować pozytywne, dalsze relacje biznesowe z zalegającym ze spłatą kontrahentem. 

Jeśli chodzi o postawę samego dłużnika, zdecydowanie nie zalecamy unikania kontaktu z wierzycielem czy jego reprezentantem. Lepiej poddać się windykacji należności niż mieć do czynienia z komornikiem. Poza tym w wielu sytuacjach dopuszcza się możliwości negocjacji, co np. prowadzi do zmiany warunków umowy na odpowiadające każdej ze stron (jak chociażby rozkładając zobowiązanie na mniejsze raty). 

Trzeba pamiętać, że jeśli nie będziemy reagować na pisma od wierzyciela, może dojść do zwiększenia kwoty należnej do zapłaty. Jest to możliwe, gdyż wierzyciel ma prawo do naliczania odsetek za opóźnienie – w dodatku bez informowania o tym fakcie dłużnika (!). 

Windykacja sądowa i komornicza. Ostateczny sposób na odzyskanie długu

Jeżeli windykacja miękka nie da oczekiwanych rezultatów, pośrednik windykacyjny zaproponuje nam skierowanie sprawy na drogę sądową. W tym przypadku zazwyczaj konieczne będzie skorzystanie z pomocy profesjonalnego pełnomocnika, gdyż dysponuje on znacznie większą wiedzą, znajomością prawa i doświadczeniem w prowadzeniu takich spraw.

Gdy klient wyrazi zgodę na wszczęcie postępowania, zostanie poproszony o przesłanie dokumentacji niezbędnej do sporządzenia pozwu. Podczas weryfikowania otrzymanych dokumentów, prawnik może zadać dodatkowe pytania. Następnie przygotuje i wniesie pozew do właściwego sądu. Wówczas wierzyciel będzie zobowiązany do zapłaty opłaty skarbowej w wysokości 17 zł, opłaty od pozwu itd. Trzeba jednak zaznaczyć, że w przypadku wygranej koszty postępowania sądowego poniesione przez klienta, są mu zwracane. Sąd może obciążyć nimi dłużnika, dlatego wierzyciel nie będzie w tym przypadku stratny. 

Po wniesieniu pozwu rozpoczyna się czas oczekiwania na wydanie nakazu zapłaty. Nie da się jednoznacznie wskazać czasu oczekiwania na zamknięcie sprawy windykacyjnej, gdyż zależy on od wielu czynników – w tym od stopnia skomplikowania danej sprawy i tego, czy dłużnik nie ukrywa majątku. Najczęściej trwa to około kilku miesięcy. Ponadto czasem konieczne jest zaangażowanie komornika w celu egzekucji należności. 

Jak zwiększyć swoje szanse na efektywną windykację długów?

  1. Windykację należy zacząć bezzwłocznie. Nie warto czekać, gdyż okres przedawnienia w przypadku roszczeń o świadczenia okresowe (np. odsetki) i związanych z prowadzeniem działalności gospodarczej wynosi tylko 3 lata. 
  2. Rozmowy z dłużnikiem najlepiej prowadzić w sposób zaplanowany. Przed wykonaniem telefonu należy przygotować wszelkie niezbędne dokumenty, umowy, maile i faktury związane z zapłatą. 
  3. W przypadku wielu spraw najlepszym rozwiązaniem okazuje się skorzystanie ze wsparcia profesjonalistów. Wybór kancelarii windykacyjnej, która będzie kontaktować się z dłużnikiem w naszym imieniu, to ogromne odciążenie i gwarancja legalności podejmowanych działań. Firma lub kancelaria windykacyjna może wysyłać dłużnikowi wezwania do zapłaty, prowadzić negocjacje w celu spłaty zadłużenia lub rozłożenia go na raty, a także podejmować próby nawiązania osobistego kontaktu z dłużnikiem. 

Czy 2023 rok na pewno będzie rynkiem pracodawcy?

Rynek pracy dynamicznie się zmienia, choć nadal panuje na nim rekordowo niskie bezrobocie w całej Unii Europejskiej – na granicy 5 %. Od półrocza zachodzą na nim powolne, ale trwałe procesy widoczne tylko dla rekruterów i agencji zatrudnienia. Pracodawcy coraz rzadziej otwierają nowe procesy rekrutacyjne z powodu oszczędności i zmian produkcyjnych. Można powiedzieć, że rynek pracownika zmienia się powoli na rynek pracodawcy. – mówi Anna Dzhobolda, dyrektorka departamentu rekrutacji Gremi Personal. 

23 % firm współpracujących z Gremi Personal deklaruje redukcję etatów w przyszłości. 50 % klientów prognozuje zwiększenie zatrudnienia, a 27 % planuje  utrzymanie kadry na tym samym poziomie. – poinformowało Centrum Analityczne Gremi Personal, międzynarodowej agencji zatrudnienia. 

Spowolnienie procesów rekrutacyjnych to wynik wzrostu inflacji, firmy szukają oszczędności, które najłatwiej znaleźć tnąc koszty stałe: nie tylko pracownicze, ale też zmniejszając moce produkcyjne i mniej produkując na zapas, np. w branży metalurgicznej czy drzewnej. Związany z falą migracyjną wzrost konsumpcji oznaczał ruch w handlu czy przetwórstwie spożywczym i produkcji dóbr tzw. pierwszej potrzeby. Kryzys energetyczny i związane z tym podwyżki cen prądu i gazu z kolei doprowadziły do upadku wielu przedsiębiorstw. Z samego powodu rosnących cen gazu ostatnio kilka wielkich zakładów produkujących ceramikę ogłosiło zamknięcie działalności. 

Z kolei pracownicy, ze względu na rosnące ceny częściej wybierają pracę bliżej miejsca zamieszkania. Tu otwiera nowe możliwości dla agencji zatrudnienia, które sprowadzając pracowników do Polski oferują im również zakwaterowanie. Agencje mając ludzi na miejscu, są w stanie szybciej uzupełnić braki kadrowe, niż bezpośrednio firmy handlowe bądź produkcyjne, które same prowadzą rekrutację. Są fabryki, które mają dużą rotację, to są branże związane z przetwórstwem, czyli branża mięsna i rybna i te branże muszą zaproponować nie tylko lepsze warunki, ale i wyższe wynagrodzenie pracownikowi. Obecnie na Zachód od Polski emigruje wielu niewykwalifikowanych pracowników. Jest odpływ i pracodawcy muszą myśleć o tym, aby zapewnić jak najlepsze warunki, aby utrzymać pracownika. Możliwe, że wzrost płacy minimalnej pozwoli utrzymać większą liczbę osób w Polsce. Najważniejszym czynnikiem będzie stawka. Będą szukać wyższego wynagrodzenia. Sądzę, że stawka godzinowa czy etatowa będzie głównym czynnikiem zmiany pracy w 2023 roku . – komentuje Anna Dzhobolda. 

Rok 2022 nie zakończył się źle pod względem rynku pracy – pomimo stagnacji ekonomicznej, oferty pracy były dla wszystkich i duży napływ siły roboczej z Ukrainy (wg ostatnich danych Ministerstwa Pracy 460 tys. z uchodźców w wieku produkcyjnym już znalazło zatrudnienie) koniunktury nie zatrzymał, a nawet okazał się wybawieniem, bo według Narodowego Spisu Powszechnego wynika, że na przestrzeni dekady (2011-21) ludność naszego kraju zmalała o prawie pół miliona osób! 

W 2023 może być tak samo łatwo o zatrudnienie, bo trwający od najazdu Rosji na Ukrainę ruch migracyjny trwa i jest bardzo dynamiczny. Przez Polskę przetoczyła się fala już ponad 9 milionów uchodźców (9 205 – stan na 15 stycznia), ostatnio wzmożony, jak to zawsze w okolicy świąt.

– Zauważamy, że jest coraz więcej ekonomicznych, nie wojennych uchodźców z Ukrainy. Ukraińcy wyjeżdzają z kraju za praca, żeby mieć lepsze zarobki. Widzimy też, że brak prądu nie spowodował nowej fali migrantów, ale wszystko może się zdarzyć, jeśli nastąpi nowa eskalacja ze strony Rosji, co przewiduje wielu ekspertów. Około miliona, półtorej z tej fali została w Polsce i być może tyle zostanie na stałe. Raport Deloitte stwierdza, że gdyby chociaż 30 % uchodźców podjęło pracę i zostało w  Polsce na stałe, zwiększyłoby to PKB nawet o 3.5 %! Polska jest dla większości krajem tranzytowym dalej na Zachód, dlatego, żeby zatrzymać część z tych osób, pracodawcy muszą się bardziej postarać, np. więcej ofert przygotować dla kobiet. – dodaje Anna Dzhobolda. 

Rząd w projekcie budżetu na 2023 przewidział wzrost przeciętnego wynagrodzenia z 5922 zł brutto do 6935 zł brutto. Co miesiąc GUS odnotowywał wzrost średniej krajowej, choć ten wynosił o kilka punktów procentowych mniej od wskaźnika inflacji, co de facto oznaczało spadek realnej wartości pensji. 

Chiny idące na wzrost mają globalne implikacje

Wzrost gospodarczy Chin spadł w zeszłym roku do zaledwie 3 proc, czyli blisko połowę mniej niż przewidywane przez rząd 5,5 proc. Te słabe wyniki skłoniły władze do rezygnacji z trzyletniej polityki „zero covid” i przejścia na wzrost poprzez ponowne szybkie otwarcie drugiej co do wielkości gospodarki świata. To daje globalny impuls ekonomii – od surowców po europejskie akcje.

Ponowne otwarcie chińskiej gospodarki i odporność grudniowej sprzedaży detalicznej i produkcji przemysłowej dają nadzieję, że odbicie w 2023 roku będzie silniejsze niż oczekiwano. Prognozuje się, że gospodarka wzrośnie w tym roku o 5 proc., co czyni ją jedyną główną gospodarką świata, która w tym roku może przyspieszyć.

Stanowiłoby to dużą polisę ubezpieczeniową przed globalną recesją, działałoby jako wiatr w żagle dla akcji narażonych na chiński wzrost od HSBC do Rio Tinto. Byłoby przy tym impulsem dla towarów, których Chiny są największym nabywcą.

Ben Laidler, eToro

Koniec taniego franka? Kryptowaluty w natarciu

Kolejne dane makroekonomiczne nie mają wpływu na kurs złotego względem euro. Kończy się epoka franka poniżej 4,70 zł. W tle jednak odbicie kryptowalut.

Inflacja bazowa rośnie mniej, niż sądzono

Polska dołącza do klubu państw, gdzie oprócz spadku inflacji konsumenckiej mamy jednak wzrost inflacji bazowej. Jak łatwo się domyślić, członkowie banków centralnych nie wychodzą teraz opowiadać o tym, że wzrost cen wynika z czynników wewnętrznych mimo sprzyjającego otoczenia na rynku surowców energetycznych. Na razie inflacja bazowa wynosi 11,5% w Polsce, co daje sporo miejsca dla spowolnienia tempa wzrostu cen. Nie należy jednak mylić spowolnienia tempa wzrostu ze spadkiem cen. Nikt nie mówi, że w sklepach będzie taniej, po prostu ceny przestaną rosnąć tak szybko. Zresztą w sklepach codziennie obserwujemy głównie zmiany cen żywności, a to znacznie bardziej złożony temat. Rynki walutowe przyjęły te dane spokojnie.

Koniec taniego franka?

Przez chwilę frank zanurkował do 4,65 zł. Dla osób z kredytami frankowymi kiedyś ten poziom wydawał się niemożliwy. Teraz uchodził za super promocję, bo to najniższy poziom od ponad pół roku. Odbicie wynika jednak z czynników globalnych. Na rynku doszło bowiem do silnego umocnienia franka względem euro. Tylko przez kilka dni był bowiem frank słabszy od euro. Teraz znów za jedno euro nie da się kupić jednego franka. Analitycy nie są zgodni co do podstaw tego ruchu. Część z nich wskazuje na fakt, że przy tych poziomach Bank Szwajcarii mógł uzupełniać swoje rezerwy walutowe. Z czasem po danych o zmianach poziomów rezerw zobaczymy, czy to był powód odbicia.

Kryptowaluty w natarciu

Na rynku wielu analityków przewiduje (mniejsze niż dotychczas sądzono) podwyżki stóp procentowych w USA. Ma to wpływ na preferencje inwestorów. Niższa pewna stopa zwrotu powoduje, że rozglądają się oni za alternatywami, często również tymi ryzykownymi. Dobrym dowodem na potwierdzenie tej koncepcji jest nie tylko hossa na giełdach, ale również to, co się dzieje chociażby na kryptowalutach. Główna kryptowaluta, którą jest bitcoin, wyskoczyła w górę od początku roku o imponujące 28% w górę. Podobne wzrosty notują inne duże kryptowaluty. Nie znaczy to oczywiście, że nie jest to kolejny wzrost, w którym kolejni gracze znajdą dobry moment do zamknięcia inwestycji, a rynek znów zanurkuje.

Dzisiaj w kalendarzu danych makroekonomicznych brak ważnych odczytów.

Maciej Przygórzewski – główny analityk w InternetowyKantor.pl i Walutomat

Crowdfunding w Polsce

Crowdfunding, jako forma inwestowania oraz pozyskiwania inwestorów, rozwija się dynamicznie w Polsce już od kilku lat. Finansowanie społecznościowe – dosłownie tłumacząc nazwę, otworzyło możliwości inwestycyjne i finansowe, które do tej pory dostępne było wyłącznie dla nielicznych, dlatego też wobec crowdfundingu mówi się, że dąży do demokratyzacji rynku inwestycyjnego.

Crowdfunding, niezależnie od definicji czy rodzaju, ma stałe elementy, takie jak:

  • przeprowadzanie zbiórek, które następuje za pośrednictwem Internetu – platformy finansowania społecznego (platformy crowdfundingowej),
  • liczba inwestorów jest nieograniczona,
  • zbiórki mają charakter finansowy,
  • otwarty charakter przeprowadzanych zbiórek, tj. cele zbiórek i kwoty potrzebne do ich realizacji są jasno określone, można brać w nich udział z dowolnego miejsca na świecie, udzielając wsparcia w wybranej wysokości.

Dynamiczny rozwój crowdfundingu w Polsce pokazał z jak dużą luką mieliśmy do czynienia na rynku finansowym i inwestycyjnym. Crowdfunding umożliwiając wspieranie ciekawych, innowacyjnych, pożytecznych w ocenie inwestorów projektów, pozwolił stworzyć nowe, szerokie możliwości finansowania dla przedsiębiorców i właścicieli projektów.

Dla przedsiębiorców czy też właścicieli projektów crowdfunding stwarza szansę wejścia na rynek i udziału w nim razem z dużymi podmiotami, jest również możliwością rozwijania działalności na dużo większą skalę, czy też wdrożenia innowacyjnych projektów.

Dwa najliczniej wykorzystywane przez Przedsiębiorców na polskim rynku modele crowdfundingu, to:

  • crowdfunding udziałowy (inwestycyjny) – gdzie inwestor po wybraniu oferty i dokonaniu wpłaty środków otrzymuje w zamian udziały;
  • crowdfunding pożyczkowy – gdzie inwestor udziela pożyczki a pożyczkobiorca dokonuje spłaty otrzymanych środków, na warunkach przedstawionych w zawartej z inwestorem umowie, wraz z odsetkami.

W przypadku natomiast crowdfundingu pożyczkowego, na rzecz inwestorów mogą zostać ustanowione zabezpieczenia zarówno w formie rzeczowej jak i osobistej.

Najczęściej stosowaną formą zabezpieczenia osobistego w crowdfundingu pożyczkowym jest:

  • weksel,
  • poręczenie wekslowe,
  • poręczenie,
  • poddanie się egzekucji.

W przypadku zabezpieczeń rzeczowych, najczęściej zastosowanie znajdują:

  • hipoteka,
  • zastaw zwykły,
  • zastaw rejestrowy,
  • blokada środków na rachunku bankowym.

W każdym przypadku crowdfundingu, relacja łącząca strony oparta jest na szansie uzyskania obustronnych korzyści. Inwestor w szczególności pomnaża zainwestowane środki w postaci umówionego procentu, produktu, udziałów czy akcji, dywidendy lub innych, a poszukujący kapitału uzyskuje możliwość sfinansowania zaplanowanego przedsięwzięcia.

Autor: r. pr. Anna Bobowska, Kancelaria Prawna Chałas i Wspólnicy

Waloryzacja czynszów w 2023 r. – wskażnik waloryzacyjny GUS wynosi 14,4%

Najmujący mieszkania na podstawie kilkuletniej umowy muszą się w tym roku liczyć z 14,4% podwyżką czynszu. Portal GetHome.pl sprawdził, czy roczne umowy najmu mogą być dla najemców tańszym rozwiązaniem.

Do umów najmu zawieranych na dłużej niż rok wynajmujący wpisują tzw. klauzulę waloryzacyjną. Zgodnie z ustawą o ochronie praw lokatorów umożliwia ona podwyższenie czynszu o „średnioroczny wskaźnik wzrostu cen towarów i usług konsumpcyjnych ogółem w poprzednim roku kalendarzowym”. Taki inflacyjny wskaźnik ogłasza w połowie stycznia prezes GUS – wyjaśnia ekspert portalu GetHome.pl Marek Wielgo. I dodaje, że najnowszy wskaźnik wynosi 14,4%, co oznacza, że z taką podwyżką czynszu muszą się w tym roku liczyć najemcy długoterminowi. W przypadku czynszu w wysokości 2,5 tys. zł podwyżka wyniesie ok. 360 zł.

Wielu najemców może przeżyć szok. Tym bardziej, że w poprzednich latach wskaźniki waloryzacyjne były  zdecydowanie niższe. Oczywiście można  poprosić wynajmującego, żeby zrezygnował z inflacyjnej podwyżki lub zgodził się na mniejszą – mówi Marek Wielgo.Wyk. 1 - Komunikat-waloryzacja czynszu 2023-wskażnik waloryzacyjny

Równocześnie zwraca uwagę, że w praktyce długoterminowe umowy najmu są wciąż rzadkością w naszym kraju. Zwykle są one zawierane na rok z możliwością wydłużenia. Dla wielu wynajmujących zakończenie umowy najmu jest więc okazją do tego, aby podnieść czynsz. Oczywiście o ile warunki rynkowe na to pozwalają.

W ostatnich latach taki sposób „waloryzacji” był dla najemców mniej korzystny od inflacyjnego. Np. w 2022 r. właściciele mogli podnieść czynsz swoim wieloletnim najemcom „tylko” o 5,1%. Przy czym nie ma w tym przypadku znaczenia lokalizacja, powierzchnia czy standard mieszkania. Natomiast rynkowy wzrost czynszu przekroczył w ubiegłym roku 18%. W największych miastach podwyżki  były wyższe – mówi ekspert GetHome.pl.

GUS podał, że w grudniu 2022 r. opłaty na rzecz właścicieli wzrosły średnio aż o 18,1% w porównaniu z analogicznym okresem 2021 r. Natomiast z danych AMRON  wynika, że w III kwartale ubiegłego roku średnia miesięczna stawka czynszu w Warszawie i Katowicach była o 22% wyższa niż rok wcześniej, a w Krakowie i Wrocławiu –  o ok. 25% . Tylko w Poznaniu podwyżka była zbliżona do średniej GUS. AMRON nie podał jeszcze danych za IV kwartał, ale z sygnałów docierających z rynku wynika, że utrzymała się tendencja wzrostowa.

Wyjątkowy pod tym względem był tylko rok 2020, gdy wskutek pandemii COVID-19 wielu wynajmujących mieszkania, zwłaszcza w Warszawie, Krakowie i Wrocławiu zmuszonych było do obniżki czynszów. Popyt na nie wyraźnie się bowiem skurczył m.in. z powodu przejścia wielu uczelni na tryb zdalny. Z najmu rezygnowało też wielu cudzoziemców. Mogli więc zacierać ręce ci najemcy, którzy w 2019 r. lub na początku 2020 r. zdecydowali się na zawarcie rocznej umowy najmu. W przypadku jej wydłużenia o kolejny rok, mogli bowiem liczyć na obniżkę czynszu. Natomiast w 2021 i 2022 r. każde przedłużenie rocznej umowy najmu było dla wynajmujących okazją do podwyżki czynszu.

Jak wynika z danych serwisu Unirepo.pl, który analizuje oferty w 37 portalach ogłoszeniowych, sytuacja na rynku najmu wygląda wręcz dramatycznie pod względem liczby ofert. W listopadzie 2020 r. było ich 112,5 tys., rok później – 71 tys., zaś w listopadzie 2022 r. liczba unikalnych ofert (bez duplikatów) skurczyła się do 58,5 tys.

Ekspert GetHome.pl podkreśla, że poza czynszem wynajmujący pobierają również opłaty, których wysokość od nich nie zależy, np. za wodę i odbiór ścieków czy śmieci. Niestety, utrzymanie mieszkania jest najszybciej rosnącą pozycją w budżetach domowych wielu polskich rodzin. GUS podał właśnie, że w grudniu 2022 r. opłaty za mieszkanie, w tym opłaty za media były aż o 22,8% wyższe niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Tempo wzrostu jest więc znacznie szybsze od wskaźnika inflacji, który GUS oszacował na 16,6%. Najbardziej dotkliwe dla kieszeni właścicieli mieszkań i najemców były podwyżki kosztów ogrzewania i cen energii. Np. opał podrożał średnio o 83,1%, energia cieplna z sieci – 29,6%, a gaz – o 24,8%.  Kolejny rok z rzędu rosły opłaty za wywóz śmieci oraz za ścieki – tym razem średnio odpowiednio o 7,9% i 9,8%.  Akurat te podwyżki były niższe od wskaźnika inflacji.

Wyk. 2 - Komunikat-waloryzacja czynszu 2023-opłaty za mieszkanie
Autor: GetHome.pl

Sztuczna inteligencja zmieni ocenę ryzyka kredytowego

Angażowanie nowoczesnych rozwiązań do szacowania poziomu ryzyka kredytowego stanowi priorytet dla większości banków. Właściwie przeprowadzony proces zmiany ma szansę dać tym instytucjom przewagę konkurencyjną.

Warszawa (17 stycznia 2023 roku) – Na transformacji ryzyka kredytowego skupia się badanie „The Value of Credit Risk Transformations and the Role of AI”, przygotowane przez Global Association of Risk Professionals oraz SAS. 79 proc. ekspertów ds. ryzyka kredytowego uznaje CRT (ang. Credit Risk Transformation) za problem o średnim lub wysokim priorytecie w porównaniu z innymi transformacjami organizacyjnymi w bankowości. 55 proc. specjalistów przewiduje natomiast, że ich instytucje zakończą zmiany w zakresie CRT w ciągu dwóch lat, a 72 proc. określa optymalizację decyzji kredytowych jako swój główny cel w obrębie CRT.

Jeśli chodzi o proces transformacji ryzyka kredytowego, mamy do czynienia z sytuacją przebudowy samolotu w locie — tłumaczy Troy Haines, Senior Vice President i Head of Risk Research and Quantitative Solutions w SAS. — Cyfryzacja wymaga zrozumienia zaawansowanej analityki oraz jej integracji z aktualnymi operacjami, a skuteczne przeprowadzenie tych działań może zająć trochę czasu. To, że banki tradycyjnie skoncentrowane na ROI (ang. Return on Investment) starają się dokonać transformacji ryzyka kredytowego w zawrotnym tempie, jako istotnego celu biznesowego, pokazuje, jak krytyczne znaczenie dla instytucji finansowych ma pomiar ryzyka kredytowego — akcentuje Troy Haines.

Trudne obszary CRT z perspektywy specjalistów

Digitalizacja, m.in. w następstwie pandemii COVID-19, rozwinęła się w wielu branżach i sektorach, w tym w bankowości. Coraz większego znaczenia nabiera również model „phygital”, który polega na łączeniu wirtualnych i rzeczywistych punktów kontaktu (ang. physical-digital). Zaawansowana analityka, uczenie maszynowe i automatyzacja będą miały zasadnicze znaczenie w budowaniu nowoczesnej bankowości. Jednak ankietowani eksperci ds. ryzyka sygnalizują, że ich organizacje nie są gotowe do wykorzystania tych technologii w swoich działaniach CRT. Zapytani o najtrudniejsze obszary transformacji, specjaliści ds. ryzyka określili trzy, które jednocześnie uznają za najważniejsze:

  • zaawansowana analityka — sztuczna inteligencja i uczenie maszynowe (48 proc. wskazań)
  • automatyzacja i usprawnianie procesów (47 proc.)
  • lepsze zarządzanie danymi klientów (45 proc.).

To jasne, że banki zrobiły znaczne postępy w swoich wysiłkach związanych z transformacją ryzyka kredytowego — komentuje Christopher Donohue, Managing Director w Global Association of Risk Professionals. — Jednak nadal jest wiele do poprawienia w zakresie integracji AI i uczenia maszynowego, lepszego zarządzania danymi klientów oraz optymalizacji procesu podejmowania decyzji kredytowych.

Coraz więcej AI i ML

Z badania GARP i SAS wynika dodatkowo, że ponad połowa pytanych już korzysta w swoich organizacjach ze sztucznej inteligencji i uczenia maszynowego lub zacznie stosować te technologie w ciągu najbliższych 12 miesięcy. Wspomniane rozwiązania są obecnie najczęściej wykorzystywane do automatyzacji przetwarzania danych (62 proc.) i do scoringu kredytowego (58 proc.). Jak uzupełnia Head of Risk Decisioning na region EMEA w SAS, Zeynep Salman: — Zrozumienie i skuteczne zastosowanie zaawansowanej analityki jest niezbędne, aby banki mogły w pełni wykorzystać potencjał transformacji procesów ryzyka kredytowego.

Transformacja to nie tylko zmiana technologiczna

Obecna sytuacja na rynkach finansowych generuje dodatkowe wyzwania dla zarządzających ryzykiem, którzy realizując procesy CRT, przygotowują się do podejmowania decyzji biznesowych w coraz bardziej zmiennym i trudnym decyzyjnie otoczeniu. — Polskie doświadczenia ostatnich kwartałów i okresu związanego z COVID-19 jasno wskazują, że polskie instytucje są obecnie na etapie „re-imagine my busienss”. To znaczy coraz częściej i bardziej odważnie w procesach kredytowych wykorzystują testy warunków skrajnych oraz analizy wrażliwości wsparte zaawansowanymi modelami zmian czynników mikro- oraz makroekonomicznych, a także innymi zdobyczami z procesów CRT — tłumaczy Łukasz Libuda, Customer Advisory Manager w SAS. — W dobie inflacji i wysokich stóp procentowych tematem kluczowym staje się również precyzyjne prognozowanie bilansu i przyszłych wyników, z uwzględnieniem zarówno zmieniającego się zachowania klientów (w tym rosnący odsetek klientów windykowanych), aspektu zmienności rynków oraz innych elementów związanych z procesami i obszarami przedsiębiorstwa, o których mówi się w ramach ESG — dodaje ekspert SAS.

W badaniu „The Value of Credit Risk Transformations and the Role of AI” wzięło udział ok. 300 specjalistów z całego świata, którzy na co dzień zajmują się zarządzaniem ryzykiem w sektorze bankowym.

Masło kusi promocyjnymi cenami – o co chodzi?

Czy można w 2023 kupić tanio masło? Obecnie wiele osób bije na alarm, ponieważ cena kostki masła w ciągu dwóch lat wzrosła ponad dwukrotnie. Nie dość, że w ostatnich miesiącach została zmniejszona gramatura, to ceny poszybowały w górę tak, że wielu osobom nadal spędzają sen z powiek. Obecnie cena 8 zł za 200 g masła to norma, gdy kiedyś można było zapłacić około 3 zł za 250 g. Teraz można liczyć jedynie na promocje. Gdzie takie można znaleźć i jak z nich korzystać?

Masło – podstawowy produkt w każdym domu – czy aby na pewno?

Masło to dla wielu podstawowy produkt, który zawsze powinien być w domu. Służy do smarowania pieczywa, smażenia czy do pieczenia. Jest niezbędny w wielu gospodarstwach domowych, ale niektórzy nauczyli się żyć bez niego. Masło z powodu swoich cen i wysokiej zawartości kalorii zastępowane jest różnymi produktami przede wszystkim margaryną. Wiele osób wybiera słabsze odpowiedniki do gotowania i pieczenia, a jako smarowidło na kanapki stawia na margaryny, które mają imitować smak masła w kanapkach. Takie produkty mają inne składy i zawartości kalorii, co niektórzy cenią, inni nienawidzą.

W wielu domach masło jest zastępowane nie tylko przez margaryny, lecz także przez smarowidła innego typu. Na kanapkach spotyka się pasty i serki, które mają mniej kalorii i więcej wartości odżywczych. Wiele osób nauczyło się żyć bez kostek masła w domu, co wpływa na sytuację na rynku. Obecnie ceny masła napędzane są głównie przez firmy, które zajmują się na co dzień pieczeniem i gotowaniem, przez co potrzebują dużej ilości tego cennego produkty do tworzenia swoich wyrobów, tyczy się to głównie restauracji czy przedsiębiorstw produkujących torty, czy inne słodkie wypieki.

Cena masła w ostatnich miesiącach

Powoli obserwujemy, że cena masła w końcu się zatrzymała, a czasami nawet potrafi spać o kilka procent, aby stworzyć okazję do zakupu. Jednak przy nagłym wzroście, który nastąpił przez ostatnie dwa lata, ciężko o optymizm. Prawda jest taka, że w ciągu ostatnich miesięcy musieliśmy liczyć się z prawie trzykrotnym podbiciem cen. W 2020 roku można było zapłacić za 250 gramową kostkę masła około 3/4 zł. W styczniu 2023 roku mówimy już o 200 gramowej kostce masła za około 8/9 zł. Na szczęście ceny się zatrzymały i na ten moment przestały rosnąć.

Niektórzy twierdzą nawet, że ceny spadają. Przykładem tego jest Carrefour, w którym można kupić kostkę masła za 7 zł, co wielu uznaje za bardzo atrakcyjną i okazyjną cenę. Na promocjach masło może być dostępne jeszcze taniej. Ważne jest jednak to, aby śledzić sytuację na rynku i często sprawdzać oferty. Gazetka z promocjami sklepu Carrefour może być w rękach każdego, kto ma urządzenie z internetem. Wystarczy jedynie wejść na stronę https://blix.pl/sklep/carrefour/, aby w każdej chwili móc sprawdzić, jak wyglądają ceny masła w sklepie bądź jak prezentują się inne oferty, którym warto dać szansę.

Dlaczego cena masła spada?

Ciężko jest jednoznacznie powiedzieć, że cena masła spadła, chociaż obserwujemy zatrzymanie się jej rozwoju. W ostatnich miesiącach mierzyliśmy się nie tylko z sytuacją gospodarczo-polityczną i z szalejącą inflacją, lecz także z szybującymi cenami przed świętami Bożego Narodzenia. Obecnie możemy na chwilę odetchnąć od takich wydarzeń, co skutkuje niewielką obniżką cen. Łączy się ona również ze zmniejszonym popytem na masło, które w ostatnich miesiącach straciło dla wielu na znaczeniu. Coraz mniej osób kupuje drogie masło, przez co ceny trzeba obniżyć, aby to znowu zaczęło trafiać do konsumentów.

Istotne jest to, że cena masła jest zależna od wielu czynników. Przede wszystkim zależna jest ona od gospodarstw rolniczych, które dostarczają mleko. Jednak to nie jedyny element ceny. Liczy się również koszt opakowań, produkcji oraz dystrybucji produktu, dlatego na cenę kostki masła wpływają różnorodne czynniki, które regulują ceny.

Prognoza cen na najbliższe miesiące

Na ten moment wielu ekspertów twierdzi, że cena masła nie wzrośnie. Zostaniemy w najbliższym czasie przy tych 7/8 złotych za 200 gramową kostkę. Na ten moment nie musimy obawiać się cen na poziomie 10 czy 12 złotych, które prognozowano jeszcze kilka miesięcy temu. Obecnie możemy się cieszyć z zatrzymania się podwyżek cen masła, jednak to nie oznacza, że nie warto korzystać z promocji. W wielu sklepach dostępne są oferty, które przyciągają uwagę. Czasami można kupić masło nawet za 6 zł. Warto śledzić różnorodne promocje i wykorzystywać okazję, aby móc jak najwięcej pieniędzy zaoszczędzić i cieszyć się z tańszych, ale dobrych produktów w swoim domu.

Bain&Co.: Polacy mocno ograniczą wydatki na wyjścia do kina i restauracji

Z powodu trudnej sytuacji ekonomicznej oszczędności gospodarstw domowych najbardziej odbiją się na wydatkach na rozrywkę i jedzenie na mieście, wynika z badania firmy doradczej Bain & Company. Polacy planują mocno ograniczyć wyjścia do restauracji, kina czy na koncerty, a czas wolny deklarują poświęcić w większym zakresie na aktywność sportową, czytanie książek lub serwisy społecznościowe.

Jak pokazało badanie, Polacy pięć razy częściej deklarują chęć zmniejszenia wydatków na usługi gastronomiczne i rozrywkę niż na zakup produktów spożywczych. Niemal 60 proc. ankietowanych przewiduje, że w tym roku rzadziej będzie chodzić do restauracji, a około 40 proc. deklaruje, że jeżeli zdecyduje się na posiłek poza domem będzie szukać tańszych lokali. Grupą, która najbardziej ograniczy korzystanie z usług gastronomicznych, są osoby powyżej 45 roku życia.

Drożyzna i widmo spowolnienia gospodarczego powodują, że Polacy zaciskają pasa. Najtrudniej jest zawsze ograniczyć wydatki na żywność, a najłatwiej na rozrywkę i posiłki na mieście – mówi Patryk Rudnicki, młodszy partner Bain & Company. – Jak wynika z naszego badania, ponad dwie trzecie respondentów w ubiegłym roku częściej decydowało się na gotowanie w domu, by oszczędzić na posiłkach w restauracjach.

Z powodu oszczędności konsumentów ucierpią zarówno lokale typu fast food, jak i serwujące bardziej wykwintne i droższe dania. Około 39 proc. respondentów zamierza też ograniczyć korzystanie z usługi dowozu jedzenia. Na odpływ klientów muszą się też przygotować firmy oferujące diety pudełkowe. Prawie połowa ankietowanych twierdzi, że w tym roku będzie rzadziej będzie korzystać z tych usług.

W podobnym zakresie polscy konsumenci planują redukować wydatki na rozrywkę. Około 42 proc. respondentów zmniejszyło już w ubiegłym roku wydatki na tradycyjne jak i cyfrowe formy rozrywki. Ponad jedna czwarta respondentów zamierza ograniczyć wyjścia do kina, a jedna piąta na koncerty. Cięcia w wydatkach deklarowane są przez konsumentów również w odniesieniu do gier wideo czy płatnych serwisów streamingowych.

Po pandemicznym wzroście popularności serwisów streamingowych i gier wideo, coraz więcej Polaków zamierza spędzać mniej czasu przed ekranem. Zjawisko to może być tłumaczone zmęczeniem stacjonarnymi formami rozrywki i chęcią większej dbałości o zdrowie – uważa Patryk Rudnicki. Wśród wszystkich grup wiekowych widzimy wyraźny zwrot w kierunku tradycyjnych form spędzania czasu wolnego, takich jak czytanie książek czy aktywność fizyczna. Wiąże się to też z niższymi wydatkami, gdyż te formy spędzania czasu są zazwyczaj tańsze niż usługi cyfrowe. Warto pamiętać, że deklaracje konsumentów czasem nie mają później pokrycia w rzeczywistości. Jednak wyniki naszych badań pokazują dość spójny obraz preferencji spędzania wolnego czasu w obliczu inflacji i spowolnienia gospodarczego oraz nowych realiów życia po pandemii.

Jak wynika z badania, płatne serwisy wideo mogą ucierpieć najbardziej. Liczba subskrypcji może spaść w tym roku o prawie 20 proc. W najmniejszym stopniu cięcia wydatków prawdopodobnie dotkną serwisów oferujących audiobooki i e-booki, tego rodzaju platformy w ostatnim czasie zyskują w Polsce na popularności. Ponadto, prawie jedna trzecia ankietowanych chce zastąpić płatne serwisy streamingowe darmowymi usługami oferowanymi przez YouTube czy TikTok, jak również więcej czasu poświęcać na media społecznościowe.

Internetowe badanie zachowań konsumenckich międzynarodowej firmy doradczej Bain & Company zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie Polaków na platformie Dynata w czwartym kwartale 2022 roku.

Dyrektywa Omnibus – UOKiK sprawdza oznaczenia promocji, ruszą kontrole Inspekcji Handlowej

Do 40 przedsiębiorców z branży e-commerce, w tym największych platform sprzedażowych, drogerii, sieci sklepów z ubraniami czy sprzętem elektronicznym, UOKiK wysłał pisma dotyczące możliwych nieprawidłowości we wdrażaniu nowych przepisów. Chodzi o obowiązujące od początku stycznia regulacje, które zobowiązują do informowania klientów o najniższej cenie produktu bądź usługi z ostatnich 30 dni poprzedzających promocję. W nadchodzących dniach ruszyć mają również kontrole Inspekcji Handlowej w sklepach stacjonarnych sześciu największych sieci handlowych. – Zarówno my, jak i Inspekcja Handlowa mamy środki, aby karać przedsiębiorców, którzy nie dostosują się do zmian pomimo kierowanych apeli – zapowiada Agnieszka Orlińska z UOKIK. 

Od 1 stycznia 2023 roku w Polsce zaczęły obowiązywać nowe przepisy wynikające z implementacji unijnej dyrektywy Omnibus, która wzmacnia ochronę konsumentów.

 Zmian dotyczących praw konsumentów, które weszły w życie z początkiem tego roku, jest dość dużo. Część z nich dotyczy sprzedaży – zarówno stacjonarnej, jak i przez internet. Jedną z ważniejszych zmian, którą konsumenci prawdopodobnie najszybciej zauważą, jest konieczność uwidaczniania cen w przypadku wyprzedaży czy promocji. Teraz, kiedy przedsiębiorca wprowadza taką promocję, powinien poinformować o najniższej cenie tego towaru lub usługi z ostatnich 30 dni przed wprowadzeniem tej obniżki – przypomina w rozmowie z agencją Newseria Biznes Agnieszka Orlińska z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Taka informacja powinna być przedstawiona w sposób jednoznaczny, niebudzący wątpliwości i umożliwiający porównanie cen. Jak wskazuje UOKiK, dzięki temu łatwiej będzie walczyć z takimi niekorzystnymi dla konsumentów zjawiskami jak fikcyjne promocje.

– Dyrektywa Omnibus z pewnością znacząco wpłynie na ograniczenie liczby przypadków sztucznie zawyżanych cen – mówi ekspertka. – To jest ważna zmiana, ponieważ wcześniej często mieliśmy do czynienia z sytuacjami – zwłaszcza przed dużymi akcjami wyprzedażowymi typu Black Friday – kiedy przedsiębiorcy najpierw podwyższali ceny, żeby potem je sztucznie obniżyć. To trochę ograniczy ten proceder i spowoduje, że konsumenci będą mogli bardziej świadomie podjąć decyzję o tym, czy dana promocja na pewno jest dla nich atrakcyjna.

Obowiązek podawania najniższej ceny towaru bądź usługi z ostatnich 30 dni poprzedzających obniżkę dotyczy zarówno promocji na konkretne artykuły, jak i ogólnego ogłoszenia o obniżce na całość lub część asortymentu. Zgodnie z nowymi przepisami taka informacja musi zostać podana niezależnie od sposobu prezentacji promocji, czyli bez względu na to, czy jest to zniżka procentowa, upust o konkretną kwotę, taniej o VAT, przekreślenie lub podanie ceny wyższej i aktualnej czy umieszczenie hasła sugerującego wyprzedaż. Istotny jest również fakt, że dotyczy to zarówno sprzedaży stacjonarnej, jak i internetowej, a także reklam w radiu i telewizji.

Od tego wymogu są jednak wyjątki. Pierwszym są produkty szybko psujące się, z krótką datą przydatności do spożycia. W ich przypadku sprzedawca musi uwidoczniać aktualną cenę i tę sprzed pierwszego zastosowania obniżki. Drugim odstępstwem są natomiast produkty będące w ofercie krócej niż 30 dni – wtedy należy podać najniższą cenę od rozpoczęcia sprzedaży do wprowadzenia obniżki. Nowym regulacjom nie podlegają też hasła promujące oferty sprzedażowe, będące ogólnymi oświadczeniami marketingowymi (jak np. najlepsze, najniższe ceny) oraz oferty wiązane (np. wielopaki). Obowiązku podawania najniższej ceny z ostatnich 30 dni nie mają też sprzedawcy, którzy zwyczajnie obniżają cenę regularną danego produktu bądź usługi, bez ogłaszania promocji lub wyprzedaży.

– UOKiK już powoli przygląda się sklepom, zwłaszcza internetowym, pod kątem dostosowania się do tych nowych wytycznych dotyczących informowania o cenach w przypadku obniżek – mówi przedstawicielka urzędu. – Mamy również środki ku temu, żeby prowadzić takie kontrole wspólnie z Inspekcją Handlową, która przez cały rok sprawdza uwidacznianie cen, czyli to, czy sklepy w odpowiedni sposób informują o cenach towarów.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zaraz po wprowadzeniu nowych przepisów wynikających z dyrektywy Omnibus zaczął sprawdzać, czy i w jaki sposób rynek się do nich dostosował. W pierwszej kolejności sprawdził, jak realizowany jest obowiązek informowania o obniżkach cen, i wziął pod lupę ok. 40 stron internetowych przedsiębiorców działających w sektorze e-commerce w różnych branżach: od odzieży, obuwia i kosmetyków, poprzez elektronikę, po sprzęt sportowy i duże platformy internetowe.

Te pierwsze kontrole już wykazały szereg możliwych uchybień, a do wszystkich podmiotów zostały wysłane wystąpienia UOKiK w sprawie możliwych nieprawidłowości. Takie pisma trafiły do przedsiębiorców działających pod markami: Allegro, Amazon, AliExpress, Avans, Biedronka, Bytom, C&A, CCC, Ceneo, Decathlon, Douglas, Electro, Empik, Eobuwie, Euro RTV AGD, H&M, Hebe, Intersport, Jysk, Kappahl, Lidl, Martes, Media Markt, Media Expert, Notino, Orange, Play, Plus, Recman, Reserved, Rossmann, Sephora, Shopee, Smyk, Tchibo, T-Mobile, Vistula, Wittchen, Zalando i Zara.

Tym, co wzbudziło zastrzeżenia UOKiK, było m.in.: posługiwanie się sformułowaniami innymi niż „najniższa cena towaru w okresie 30 dni przed wprowadzeniem obniżki” (przedsiębiorcy zastępowali je np. frazami „cena referencyjna” albo „poprzednia/ostatnia najniższa cena”), a także prezentowanie takich informacji w nieczytelny sposób, poprzez manipulowanie czcionką, kolorystyką czy kontrastem. Dlatego w swoich wystąpieniach pokontrolnych UOKiK wezwał przedsiębiorców do wyjaśnień i zmiany takich praktyk. Jeśli się nie dostosują, możliwe są dalsze działania, w tym postawienie zarzutów naruszania zbiorowych interesów konsumentów.

– Zarówno my, jako UOKiK, jak i Inspekcja Handlowa mamy środki, aby karać przedsiębiorców, którzy nie dostosują się do zmian pomimo kierowanych apeli – podkreśla Agnieszka Orlińska. – W wyniku kontroli za nieprawidłowe uwidacznianie cen Inspekcja Handlowa może sama nałożyć na przedsiębiorcę karę do 20 tys. zł, a w przypadku tzw. recydywistów – jeśli ktoś złamie dany przepis trzykrotnie w ciągu 12 miesięcy – nawet do 40 tys. zł. Natomiast w przypadku przedsiębiorców rażąco łamiących przepisy prezes UOKiK może również wszcząć postępowanie o naruszenie zbiorowych interesów konsumentów, które może zakończyć się karą nawet do 10 proc. obrotu takiego przedsiębiorcy [albo do 2 mln zł na osobę zarządzającą przedsiębiorstwem – red].

Niezależnie od działań w branży e-commerce w nadchodzących dniach w ramach postępowania wyjaśniającego UOKiK mają ruszyć też kontrole Inspekcji Handlowej w sklepach stacjonarnych. Na początku inspektorzy skontrolują sześć sieci handlowych: Biedronkę, Dino, Kaufland, Lidl, Netto i Żabkę. W kolejnym etapie planowane są dalsze kontrole w innych sklepach.

– W nowych przepisach mamy też kilka zmian, które mocno wpłyną przede wszystkim na sprzedaż internetową – mówi ekspertka UOKIK. – Pierwsza z nich dotyczy opinii w internecie. Wiadomo, że kupowanie pozytywnych opinii jest procederem nagannym i nielegalnym, ale teraz przedsiębiorcy poza tym, że nie mogą kupować takich opinii, mają dodatkowo obowiązek weryfikować ich autentyczność, jeśli udostępniają je na swoich stronach.

Zgodnie z nowymi przepisami od 1 stycznia br. każdy przedsiębiorca, który udostępnia w swoich kanałach recenzje i opinie dotyczące produktów i usług, musi poinformować również o tym, czy i w jaki sposób weryfikuje ich autentyczność. Powinien też wskazać, czy zamieszcza wszystkie opinie, czy tylko te pozytywne. Wprost zakazane jest z kolei zamieszczanie opinii fałszywych lub zniekształconych.

W jaki sposób wyjątek pośrednika tworzy lukę w prawie i okazję do nadużyć na rynku crowdfundingu?

Donacyjne finansowanie społecznościowe w Polsce pozostaje w dalszym ciągu w dużej mierze poza kontrolą odpowiednich instytucji państwowych. Większość platform crowdfundingowych nie stosuje się do zmian wynikających z dyrektywy PSD II. Działają na rynku korzystając z luki prawnej, tzw. wyjątku pośrednika. Taka praktyka tworzy pole do nadużyć, np. wyłudzania donacji czy prania pieniędzy. A wysoka inflacja i kryzys gospodarczy tylko takim zjawiskom będą sprzyjały w 2023 r.

Platformy finansowania społecznościowego do 2018 r. nie podlegały obowiązkom ustawy o usługach płatniczych. Serwisy bowiem korzystały z art. 6 pkt, który mówił, że wyłączone są z niego podmioty udostępniające miejsce dla zawarcia umowy między np. donatorem a organizatorem internetowej zbiórki. To powodowało, że platformy nie musiały stosować się do wielu wymogów prawnych, w tym weryfikacji organizatorów czy rzeczywistego celu zbiórek, a także nie były nadzorowane przez Komisję Nadzoru Finansowego, gdyż uważano że działają jako pośrednicy. Sytuacja teoretycznie uległa zmianie wraz z nowelizacją prawa i wprowadzeniem dyrektywy PSD II, która weszła w życie w Polsce w połowie 2018 roku. Od tego momentu, wszystkie platformy crowdfundingowe, których działalność może być uznana za świadczenie usług płatniczych, powinny były stosować się do nowych przepisów i uzyskać status małej lub krajowej instytucji płatniczej. Jedynym wyjątkiem, który pozwalał omijać nowe wymogi prawne, były instytucje lub podmioty świadczące usługi dla swoich klientów na podstawie tzw. umowy handlowej, czyli np. agenci handlowi.

Luka prawna

Jak wynika z nowelizacji dokonanej na podstawie PSD II, art. 6 pkt 2 ustawy o usługach płatniczych, przepisów tej ustawy nie stosuje się do transakcji płatniczych między płatnikiem, a odbiorcą dokonywanych za pośrednictwem umocowanej osoby, która działa w imieniu i na rzecz wyłącznie płatnika lub wyłącznie odbiorcy. – Przepisu tego nie da się zatem już zastosować do platformy internetowej, która nie działa aktywnie na rzecz jednej ze stron transakcji na podstawie wyraźnego umocowania (nie reprezentuje jej, nie ma wpływu na warunki umowy zawieranej za jej pośrednictwem ani też sama nie zawiera takiej umowy w imieniu swojego klienta), a jedynie udostępnia swoim użytkownikom przestrzeń do samodzielnego zawierania takich transakcji – zauważa adwokat Paweł Maliszewski.

Zatem, platformy crowdfundingu donacyjnego powinny podlegać ustawie o usługach płatniczych, o ile tylko ich model biznesowy zakłada pośrednictwo w transakcjach zawieranych pomiędzy darczyńcami a organizatorami zbiórek. W konsekwencji powinny stać się jednym z dwóch podmiotów, tj. małą instytucją płatniczą lub krajową instytucją płatniczą. Taka zmiana wymusza na serwisach wprowadzenie restrykcyjnych zasad bezpieczeństwa oraz znacznych obwarowań prawnych w zakresie ich działania, np. implementacji weryfikacji wypłacających czy też intencji wpłat i wypłat. Jednak analiza list małych i krajowych instytucji płatniczych uświadamia, że nie znajdziemy tam ani jednego serwisu crowdfundingowego, oprócz zrzutka.pl i patronite.pl.

– Niektóre platformy, w szczególności prowadzące działalność z zakresu donacyjnego finansowania społecznościowego, postanowiły wprowadzić w swoich regulaminach zastrzeżenie, że działają one wyłącznie „w imieniu i na rzecz” jednej ze stron transakcji (np. organizatora zbiórki), co uznają za wystarczające, by w dalszym ciągu korzystać z wyłączenia zawartego w art. 6 pkt 2 ustawy o usługach płatniczych, nawet w jego nowym brzmieniu. Według takiej interpretacji, platformy nie podlegają ustawie o usługach płatniczych, a zatem nie muszą spełniać wszystkich wyśrubowanych norm i stosować się do procedur bezpieczeństwa.  – dodaje adwokat Maliszewski.

Nadużycia na mała i dużą skalę

Rynek crowdfundingu w Polsce jest rynkiem wartym ponad miliard złotych. Zatem, luka prawna w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy, finansowaniu terroryzmu czy wyłudzaniu donacji tworzy przestrzeń do malwersacji, oszustw czy nadużyć finansowych, zarówno na małą, jak i duża skalę.

– Dominująca większość operatorów serwisów crowdfundingowych w Polsce, nie stosuje zaawansowanych procedur bezpieczeństwa mających na celu np. ustalenie faktycznej tożsamości organizatorów zbiórek lub prawdziwej motywacji wpłat i wypłat. Dzięki temu, można w łatwy sposób wspierać niezweryfikowane zbiórki i nie czynić tego z dobroci serca, lecz tylko w celu wprowadzenia do legalnego obrotu środków pozyskanych z nieznanych lub nielegalnych źródeł. – argumentuje Tomasz Chołast, członek zarządu zrzutka.pl. – W efekcie, donacyjne finansowanie społecznościowe w naszym kraju pozostaje w dalszym ciągu w dużej mierze poza kontrolą odpowiednich instytucji państwowych. A duża wartość rynku crowdfundingowego w Polsce oraz wysoka inflacja, kryzys ekonomiczny czy problemy społeczne, które generowane są na jego skutek, jak np. ubożenie społeczeństwa, tylko zachęcają do stosowania nieuczciwych praktyk.  – dodaje Chołast z platformy zrzutka.pl.

Nietrudno wyobrazić sobie np. zbiórkę o całkowicie fikcyjnym celu, która w rzeczywistości służyć będzie jedynie przyjmowaniu środków z nielegalnego źródła od podstawionych osób, a które to kwoty w dalszym obiegu można będzie przedstawiać jako zgodnie z prawem otrzymane darowizny Platformy nie mają nawet narzędzi, by poprawić bezpieczeństwo bez podporządkowania się ustawie. Zjawiskom takim można skutecznie przeciwdziałać, stosując dobrze skonstruowaną procedurę przeciwdziałania praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Portal crowdfundingowy, który przynajmniej we własnej ocenie, nie podlega żadnej regulacji, nie ma jednak ani obowiązku stosowania odpowiednich procedur, ani nawet narzędzi prawnych, by je prawidłowo stosować, gdyby chciał to robić dobrowolnie. Brak jest np. podstawy prawnej do skutecznego weryfikowania tożsamości własnych klientów, w tym do żądania okazania lub przesłania kopii dowodu tożsamości, analizowania transakcji czy nawiązania współpracy z pozostałymi instytucjami uczestniczącymi w łańcuchu transakcji i uzyskiwania od nich informacji.

Luka regulacyjna w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy oraz finansowaniu terroryzmu na rynku crowdfundingu rzeczywiście stwarza istotne pole do nadużyć. Pomimo znaczących sum transferowanych w ramach crowdfundingu operatorzy platform nie są zobligowani do przeprowadzania skrupulatnych procedur KYC (ang. „know your customer”), mających na celu ustalenie tożsamości finansujących. O ile w przypadku crowdfundingu inwestycyjnego czy pożyczkowego pewne minimalne – choć w mojej ocenie niewystarczające – obowiązki w tym zakresie wyznacza rozporządzenie ECSP, o tyle pozostałe typy finansowania społecznościowego pozostają w zasadzie poza jakąkolwiek regulacją. Przeciwnicy nakładania dodatkowych obowiązków na operatorów platform crowdfundingowych argumentują, że transfer środków dokonywany jest za pośrednictwem systemu bankowego, co eliminuje ryzyko wykorzystywania transferu do nielegalnych celów. Nie sposób się jednak z tym zgodzić. To właśnie operator platformy, za pośrednictwem której zbierane są środki, zna cały kontekst przedsięwzięcia i ma największą szansę wykrycia podejrzanych transakcji. Należy bowiem pamiętać, że zagrożeniem dla bezpieczeństwa obrotu nie jest wyłącznie organizowanie zbiórek dla sfinansowania fikcyjnych projektów czy celów charytatywnych, ale także ukrywanie prawdziwej motywacji wpłat. Nietrudno bowiem wyobrazić sobie sytuację, w której ktoś wspiera zweryfikowaną zbiórkę, jednak nie czyni tego z pobudek altruistycznych, lecz po to, by wprowadzić do legalnego obrotu środki pozyskane z nielegalnych źródeł. – mówi Aleksandra Ossowska, wspólnik zarządzający w kancelarii FinLegalTech Żelek i Wspólnicy.

Kolejna nowela prawa przed nami

Problem na rynku crowdfundingu został już zauważony przez odpowiednie instytucje państwowe. Aktualnie opiniowane są zmiany w ramach tzw. ustawy o usługach płatniczych. Największa z nich ma dotyczyć art. 6 pkt 2, który jest nieprecyzyjny i tworzy luki regulacyjne dla platform. Zmiana może dotyczyć wyłączenia zakresu stosowania ustawy oraz tego, że ulegnie ograniczeniu wyłącznie do transakcji handlowych pomiędzy płatnikiem, a odbiorcą realizowanych odpłatnie przez umocowaną do tego osobę, tzw. agenta handlowego. Warto dodać, że kwestia odpłatności może być tu najważniejsza. Może zostać usunięte wyłączenie dla analogicznych transakcji, które nie będą mieć charakteru odpłatnego. Warto dodać, że nowela prawa najpewniej może nie mieć tzw. vacatio legis. Oznacza to, że zaraz po jej uchwaleniu, przepisy wchodzą w życie, a platformy nie będą mogły liczyć na okres przejściowy. A zatem, serwisy donacyjne nie będące małą lub krajową instytucją płatniczą, których model biznesowy obecnie oparty jest o świadczenie usług płatniczych na podstawie stosowanej przez nie interpretacji obecnego brzmienia wyjątku ustawowego, prawdopodobnie będą musiały zaprzestać swojej działalności od razu. Może to oznaczać dla rynku crowdfundingu donacyjnego duże zmiany w 2023 roku, zarówno w jego funkcjonowaniu, jak i liczbie podmiotów legalnie działających na rodzimym rynku.

Raport płacowy dla sektora usług biznesowych – Trudności rekrutacyjnych spodziewa się 80 proc. firm z branży

Rekrutacji w sektorze usług dla biznesu będzie nieco mniej, jednak mimo to aż 80% pracodawców z branży spodziewa się trudności z pozyskiwaniem pracowników.

Rosnąca presja płacowa oraz popularyzacja pracy zdalnej sprawiają, że firmy z branży nowoczesnych usług dla biznesu w roku 2023 spodziewają się wyzwań związanych z pozyskiwaniem pracowników. Sytuacji pracodawców nie ułatwia kontynuacja silnej konkurencji o talent, dyktowanej rozwojem istniejących oraz powstawaniem nowych centrów w Polsce. Jak wynika z Raportu płacowego Hays dla sektora centrów usług biznesowych (BSS), pomimo zmiany koniunktury gospodarczej, rekrutacje nadal planuje prowadzić aż 91 proc. pracodawców.

W perspektywie inwestorów Polska jest lokalizacją coraz droższą, w której pozyskanie wykwalifikowanych pracowników stanowi wyzwanie z uwagi na wysoką konkurencję na rynku pracy. Znajduje to odzwierciedlenie w wynikach badania omówionego na łamach tegorocznego Raportu płacowego Hays dla sektora usług biznesowych. Pracodawcy z branży BSS (Business Services Sector), jako największą barierę w osiągnięciu celów strategicznych firmy wskazali rosnące koszty prowadzenia działalności (40 proc.), na co wpływ ma m.in. wzrost kosztów zatrudnienia, oraz niedobór talentów (19 proc.).

Natomiast jak wskazują eksperci Hays, polski sektor BSS nadal jest postrzegany jako oferujący atrakcyjny stosunek ceny do jakości i posiadający bogate portfolio projektów inwestycyjnych zakończonych sukcesem. Są to czynniki, które przyciągają do kraju firmy poszukujące lokalizacji dla skomplikowanych procesów biznesowych, wymagających doświadczonej i wysoko wykwalifikowanej kadry.

Plany rekrutacyjne idą w parze z trudnościami

Pomimo zmiany nastrojów gospodarczych, na rynku pracy w sektorze BSS obserwowane jest stałe, bardzo wysokie zapotrzebowanie na pracowników o różnej specjalizacji i poziomie doświadczenia. Najlepsi kandydaci każdego miesiąca otrzymują kilka propozycji zawodowych, oferujących atrakcyjne wynagrodzenie i ciekawe możliwości rozwoju.

Jak wynika z badania Hays, sytuacja ta nie ulegnie zmianie na przestrzeni najbliższych 12 miesięcy. Rekrutacje w roku 2023 planuje prowadzić 91 proc. pracodawców z sektora nowoczesnych usług dla biznesu, co stanowi wynik o zaledwie 8 pkt. proc. niższy względem ubiegłorocznego. Co ciekawe, jednocześnie znacznie wzrósł odsetek firm spodziewających się trudności w pozyskiwaniu nowych pracowników. W tegorocznej edycji badania wyzwań natury rekrutacyjnej spodziewa się aż 80 proc. firm działających w sektorze BSS, co jest wynikiem wyższym od ubiegłorocznego o 15 pkt. proc.Rekrutacji w sektorze usług dla biznesu

Źródło: Raport płacowy 2023 – Centra usług biznesowych, Hays Poland

Jednym z działań, które mają umożliwić pozyskiwanie i zatrzymywanie są podwyżki. Podniesienie wynagrodzeń w roku 2023 znalazło się w planach 84 proc. firm z sektora BSS. Podwyżki najczęściej (62 proc. wskazań) będą jednak wynosić mniej niż 10 proc., co w realiach dwucyfrowej inflacji dla wielu pracowników będzie niesatysfakcjonujące.Rekrutacji w sektorze usług dla biznesu 2

Źródło: Raport płacowy 2023 – Centra usług biznesowych, Hays Poland.

Kandydaci kompleksowo analizują oferty pracy

Kandydaci w rosnącym stopniu poszukują firmy, która zapewni im rozwój i korzystne perspektywy zawodowe. Na liście priorytetów – obok atrakcyjnego wynagrodzenia – niezmiennie pojawia się praca zdalna oraz ogólna elastyczność. Specjaliści zwracają również uwagę na ciekawe projekty i wyzwania, dopasowany do potrzeb pakiet benefitów oraz rozpoznawalność i reputacja firmy, m.in. profil jej działalności, branża oraz strategia CSR.

Trudnością dla firm jest również rosnąca popularność w pełni zdalnych modeli pracy. Ułatwia to bowiem specjalistom podejmowanie zatrudnienia w krajach oferujących atrakcyjniejsze wynagrodzenia, a w konsekwencji ich odpływ z polskiego rynku pracy. To wszystko dla pracodawców jest to tożsame z koniecznością zabiegania o pracowników kompleksową, atrakcyjną ofertą, która zapewni kandydatowi poczucie stabilności zatrudnienia.

– Ostatni kwartał minionego roku pokazał, iż kandydaci dużo ostrożniej podchodzą do zmiany miejsca zatrudnienia. Wiele osób już na etapie wstępnych rozmów chce poznać wszelkie szczegóły oferty i nawet, jeśli zdecydują się na udział w procesie rekrutacyjnym, to niejednokrotnie rezygnują na ostatnim jego etapie, już po otrzymaniu oferty zatrudnienia. Swoją decyzję o pozostaniu w obecnej organizacji zazwyczaj motywują potrzebą bezpieczeństwa oraz zobowiązaniami finansowymi – dodaje Aleksandra Krzywkowska, Client Manager w Hays Poland.

Rośnie poziom zaawansowania polskich centrów

W minionym roku obserwowaliśmy dalsze lokowanie w polskich centrach kolejnych funkcji o regionalnym lub międzynarodowym zakresie odpowiedzialności. Stanowi to potwierdzenie biznesowej dojrzałości polskiego sektora BSS oraz zatrudnionych w nim ekspertów. Z jednej strony jest to szansą na dalszy rozwój, z drugiej natomiast ryzykiem odpływu talentów z polskiego rynku pracy. Coraz częściej obserwujemy bowiem sytuację, w której najlepsi polscy eksperci migrują do krajów Zachodu w ramach transferów wewnętrznych.

Jak zauważa Aleksandra Tyszkiewicz, dyrektor wykonawcza w Hays Poland, Polska staje się rynkiem utożsamianym z zaawansowanymi procesami biznesowymi również z uwagi na trudności rekrutacyjne, jakich doświadczają pracodawcy. – Inwestorzy dostrzegają trend ogólnego niedoboru pracowników na polskim rynku oraz ograniczone po stronie kandydatów zainteresowanie ofertami związanymi z realizacją prostych zadań w obszarze obsługi klienta. W związku z tym globalne firmy niejednokrotnie decydują się na przeniesienie prostych procesów do bliźniaczych centrów zlokalizowanych w innych krajach, inwestując w dalszą specjalizację polskich struktur i poszerzając zakres zadań wymagających od pracowników wiedzy eksperckiej oraz bogatego doświadczenia – wyjaśnia Aleksandra Tyszkiewicz.

Prognozy na rok 2023

Sektor BSS w Polsce jest rozwiniętą i rozpędzoną maszyną, która w najbliższej przyszłości nie powinna się zatrzymać. Pracodawcy co prawda będą mierzyć się z obawami związanymi z sytuacją gospodarczą i wysoką presją płacową, natomiast nie będzie się to przejawiać zaprzestaniem działań rekrutacyjnych.

– Nowe inwestycje napływające do polskiego sektora nowoczesnych usług dla biznesu oraz znaczący wzrost zatrudnienia w roku 2022 doskonale odzwierciedlają wizerunek Polski jako jednego z wiodących rynków w tej branży – nie tylko w Europie, ale i na świecie. Pomimo wielu wyzwań, takich jak trudna sytuacja geopolityczna i gospodarcza, niepewność legislacyjna czy niedobór talentów, perspektywy dalszego wzrostu polskiego sektora BSS pozostają pozytywne – podsumowuje Justyna Chmielewska, Executive Manager w Hays Poland.

Nawet jeśli pojedyncze organizacje zdecydują się na zmniejszenie zatrudnienia, to obecny rynek BSS natychmiast wchłonie dostępne talenty. Branża nigdy wcześniej nie była tak dobrze przygotowana, aby stawić czoło trudniejszej sytuacji gospodarczej.

O RAPORCIE
Raport płacowy Hays dla sektora nowoczesnych usług dla biznesu jest zestawieniem poziomów wynagrodzeń na 40 stanowiskach, uzupełnionym wnioskami i komentarzami ekspertów oraz wynikami badania na temat rynku pracy, które zostało przeprowadzone pod koniec 2022 r.

Polska wchodzi w okres spowolnienia gospodarczego, firmy boją się opóźnień w płatnościach

Pomimo wielu wyzwań, jakie stoją przed przedsiębiorstwami w 2023 roku, dobre odczyty widać w sytuacji płynnościowej przedsiębiorstw. Średnie opóźnienia w płatnościach zmniejszyły się z 57 do 52 dni – czyli o 5 dni. Niestety te pozytywne dane są efektem nowego zjawiska – wiele firm dokonywało zakupów części komponentów i płatności wcześniej, aby zapewnić sobie dostawy szybciej niż konkurencja. Był to częściowo sztuczny czynnik, który spowodował mniejsze opóźnienia w płatnościach. Jednocześnie do ponad 2 miesięcy zwiększyły się opóźnienia w branżach energetycznych – takich jak przemysł chemiczny, papierniczy, drzewny czy metalurgiczny. Dodatkowo około dwóch trzecich firm wskazuje, że wzrost kosztów to jest czynnik, którego doświadczyły w wyniku wojny w Ukrainie. Obecnie Polska wchodzi w okres spowolnienia gospodarczego, a oczekiwana jest nawet techniczna recesja – co może pogorszyć sytuację przedsiębiorstw.

– Oczywiście wzrost kosztów następował już przed wojną w Ukrainie, kiedy mieliśmy wzrost cen energii – ale został on jeszcze spotęgowany wojną w Ukrainie. Do tego doszły zakłócenia w łańcuchach dostaw – powiedział serwisowi eNewsroom Grzegorz Sielewicz, główny ekonomista Coface. – Firmy wskazują także na spadek sprzedaży, spadek przychodów – zwłaszcza te współpracujące wcześniej z kontrahentami na Wschodzie. Ich relacje handlowe uległy zawieszeniu. Nasze ostatnie badanie płatności wskazują, że pozytywny czas gospodarczy niestety dobiega końca. Już teraz firmy oczekują, że wzrosną opóźnienia w płatnościach. To jest siódma edycja tego badania i nigdy nie mieliśmy aż tak pesymistycznego spojrzenia. Zawsze tylko jedna lub kilka branż oczekiwało spadku oraz opóźnień w płatnościach. Natomiast teraz wszystkie branże boją się, że w kolejnych miesiącach zwiększą się zaległości finansowe – przestrzega Sielewicz.